background image

 

 

 
 
 
 

                              

 

 
 
 
 

 
 
 

 

 
 

 
 
                         CAROLINE CROSS           

 

 

                            Niebezpieczny typ 

 

 
 
 
 
 
 

 
 
 
 
                                         

 

background image

 

 

ROZDZIAŁ PIERWSZY 

 
Niebezpieczny typ. Określenie to przyszło na myśl Gloryanne 

Rossiter,  gdy  tylko  zobaczyła  mężczyznę  stojącego  w  cieniu 
stajni. 

Półmrok  krył  rysy  twarzy,  a  mimo  to  czuła  ciężar  jego 

spojrzenia.  Zerkając  przez  zakurzoną  szybę  dżipa,  miała 
pewność, iż on również ją obserwuje. 

Zaczynało  świtać.  Wschodzące  słońce  słało  pomarańczowo-

złote  promienie  nad  rzeką.  W  ciszy  rozległ  się  tęskny  śpiew 
ptaka, powietrze pachniało szałwią. 

Gloryanne  nie  mogła  oderwać  wzroku  od  mężczyzny. 

Przeklinała  własną  głupotę.  Była  zmęczona,  gdyż  długa  jazda 
okazała  się  wyczerpująca,  jednak  poza  znużeniem  odczuwała 
także niepokój. Oto znalazła się w miejscu, gdzie chciała zacząć 
nowe życie i nagle poczuła pewność, że mężczyzna nie zgotuje 
jej ciepłego przyjęcia. 

Mam prawo tu być, przypomniała sobie. Tym razem sytuacja 

była  inna  niż  w  przypadku  Jacka  Waylana,  jej  pracodawcy  i 
byłego  narzeczonego.  Nie  musiała  dowodzić  swojej  wartości. 
Weszła  w  posiadanie  części  rancza  i  żadna  siła  nie  mogła  jej 
tego odebrać. 

Ta  myśl  ją  pocieszyła.  Wysiadła  z  dżipa,  zatrzasnęła 

drzwiczki i ruszyła w stronę stajni. 

-  Dzień  dobry!  -  zawołała.  -  Jestem  Gloryanne  Rossiter, 

kuzynka Melanie. 

Przez chwilę panowała cisza, a potem rozległ się głos, ponury 

jak bezksiężycowa noc. 

- Logan Bradshaw. 
Podszedł bliżej i ukłonił się. Stanął w rozkroku, krzyżując na 

piersiach  szczupłe  umięśnione  ręce.  Błękitny  kolor  starej 
dżinsowej  kurtki  podkreślał  jego  ciemne  lśniące  włosy, 
niebieskie oczy i wyraziste rysy twarzy. 

1

RS

background image

 

 

Niebezpieczny typ, pomyślała raz jeszcze Glory, wstrząśnięta 

jego  urodą.  Opamiętaj  się,  nakazała  sobie.  Jack  też  był 
przystojny, i oto do czego ją doprowadził: w wieku dwudziestu 
sześciu lat została bezrobotna i bezdomna. 

-  Zdawało  mi  się,  że  w  trakcie  rozmowy  telefonicznej 

wyjaśniłem pani, iż nie jest to najlepszy czas na wizytę. - Logan 
Bradshaw z przesadną uprzejmością przerwał jej rozmyślania. 

Gloryanne zesztywniała. 
-  Tak,  rzeczywiście.  -  Choć  wolała  jego  szczerość  od  sieci 

kłamstw,  wśród  których  musiała  żyć  przez  ostatnich  sześć 
miesięcy, taka wrogość raniła.  

- Jak już mówiłam, to nie jest wizyta i nie potrzebuję pańskiej 

akceptacji  ani  pozwolenia  na  pobyt.  Prawnik  zajmujący  się 
majątkiem  mojej  kuzynki  zapewnił  mnie,  że  Melanie  miała 
prawo  zostawić  mi  część  rancza,  którą  otrzymała  po  waszym 
rozwodzie. Tak więc mogę tu zamieszkać. 

Choć  słowa  były  gniewne,  Glory  mówiła  łagodnym  tonem. 

Ostatecznie,  w  pewnym  sensie,  zamierzała  żyć  z  tym 
mężczyzną. 

- Tak - przyznał. Wyraz jego twarzy nie zmienił się, ale oczy 

pociemniały. - To jest zgodne z prawem. 

Cichy  głos  zmylił  Gloryanne  i  przez  chwilę  uważała,  że 

sprawa  została  załatwiona.  Później,  uniósłszy  głowę,  zobaczyła 
mięsień  drgający  na  twarzy  mężczyzny  i  burzę  emocji  w 
ciemnych oczach. To nie koniec, pomyliła się. 

-  Tyle  tylko,  że  nie  chcę,  aby  pani  została,  pani  Rossiter  - 

oświadczył zdecydowanym tonem.  

-  Mówiłem  to  pani.  Tu  mieszkają  ludzie  o  konserwatywnych 

poglądach,  a  ja  nie  mam  gosposi,  za  to  wychowuję  dwóch 
chłopców.  Nie  może  pani  tak  po  prostu  z  nami  zamieszkać.  - 
Jego  głos  zdradzał  narastające  zniecierpliwienie.  Nerwowo 
przesunął dłonią po gęstych włosach. 

Glory  nawet  nie  drgnęła.  Mając  nadzieję,  że  czyni  to  z 

całkowitym  spokojem,  odwzajemniła  spojrzenie,  lecz  w  środku 

2

RS

background image

 

 

cała  dygotała.  Nie  chciała  zmieniać  życia  Logana  Bradshawa, 
pragnęła  jedynie  znaleźć  dom  dla  siebie.  Uniosła  lekko 
podbródek. 

- Przykro mi, że mój przyjazd sprawił panu kłopot, ale jestem 

właścicielką  tego  miejsca,  a  przynajmniej  jego  trzeciej  części. 
Jakoś trudno mi uwierzyć, aby pańscy sąsiedzi potępili pana za 
to, iż zamieszkała tu krewna pańskiego syna. 

Melanie zginęła w wypadku samochodowym, nieoczekiwanie 

zostawiając Glory w spadku część rancza. Fakt, że niemal obca 
kobieta  dała  jej  taki  skarb,  był  zarazem  niewiarygodny  i 
cudowny. 

Od dawna marzyła o miejscu, które mogłaby nazwać domem. 

Teraz  je  miała  i  postanowiła,  że  nie  odwróci  się  i nie  odejdzie, 
nawet ze względu na jawną wrogość Logana Bradshawa. 

Obrzuciła  spojrzeniem  dużą,  cokolwiek  zniszczoną  stodołę, 

wewnętrzny  dziedziniec  i  około  tuzina  zgrabnych,  dobrze 
odżywionych  koni.  Zwróciła  swe  jasno-brązowe  oczy  w  stronę 
mężczyzny. 

- A co z pomocnikami? Z pewnością jeden z nich tu mieszka i 

może pełnić rolę przyzwoitki. 

- Prawnik Melanie musiał pani powiedzieć, że sady są oddane 

w  dzierżawę.  A  jeśli  chodzi  o  resztę...  Nie  powinno  to  pani 
obchodzić,  ale  Seth,  mój  brygadzista,  złamał  nogę  i  na  razie 
mieszka  z  siostrą.  Poza  tym,  kiedy  pani  rozejrzy  się  lepiej, 
zrozumie swą pomyłkę. 

-  Wskazał  pobliskie  wzgórza.  -  Jesteśmy  w  samym  środku 

Kolumbii,  czyli  nigdzie.  Seattle  oddalone  jest  o  trzysta 
kilometrów - wskazał północny zachód 

- a Spokane leży w tej samej odległości w tamtym kierunku. -

Machnął ręką w stronę północnego wschodu. - Oczywiście Nile 
- i w głosie, i na twarzy mężczyzny odzwierciedlała się kpina - 
leży  tylko  o  dwadzieścia  kilometrów  na  północ,  ale  szczerze 
wątpię,  czy  przypomina  miasta,  do  jakich  pani  przywykła.  Na 
wypadek  gdyby  pani  się  akurat  zamyśliła,  przejeżdżając  przez 

3

RS

background image

 

 

nie,  powiem,  że  jest  tam  kawiarnia,  stacja  benzynowa  i  sklep 
wielobranżowy. Do diabła, większość ludzi, którzy się tu rodzą, 
wyjeżdża,  a  ja  wiem  z  doświadczenia,  że  kobiety  z  rodziny 
Rossiter 

-  obrzucił  ją  spojrzeniem  takim,  jakby  miała  na  sobie 

krynolinę  i  szklane  pantofelki,  a  nie  jasnożółtą,  bawełnianą 
koszulkę i dżinsy - wychowane w mieście i przyzwyczajone do 
szampana i kawioru, mogą wytrzymać tu tak długo, jak śnieg w 
czerwcu. 

Patrzyła na niego zastanawiając się, czy wie, że zdradził wiele 

przyczyn  rozpadu  swego  małżeństwa.  Dopiero  po  chwili 
dostrzegła ironię sytuacji. 

Stłumiła  rozbawienie,  choć  śmieszył  ją  fakt,  że  Logan 

Bradshaw  pogardza  nią,  uważając  za  bogatą,  podczas  gdy  Jack 
porzucił  ją,  dowiedziawszy  się  o  jej  ubóstwie.  Większość 
oszczędności  poświęciła  na  wykupienie  się  z  kontraktu  z  firmą 
Waylan Arabians. Z wartościowych rzeczy zostały jej tylko dwa 
konie, znajdujące się w tej chwili w przyczepie dżipa. 

Chciała'  spojrzeć  temu  przystojnemu  mężczyźnie  w  oczy  i 

wyznać,  że  jest  bogata  jak  Krezus.  Sądząc  po  wyrazie  jego 
twarzy,  takie  oświadczenie  umocniłoby  jego  antypatie  i 
zagwarantowało  trzymanie  dystansu.  A  to,  jak  wmawiała  sobie 
Glory, odpowiadałoby jej w pełni. 

Z drugiej strony, nie chciała kłamać. Ostatecznie ona i Logan 

Bradshaw byli partnerami, a zawsze wysoko ceniła szczerość. 

- Nie wydaje mi się, żeby to była pańska sprawa - powiedziała 

-  ale  to  rodzina  Melanie  jest  bogata,  nie  moja.  Jeśli  chodzi  o 
Nile...  -  Wzruszyła  ramionami.  -  Żyłam  w  różnych  miejscach. 
Lubię małe miasteczka. 

Jego spojrzenie stało się wrogie. 
- A ja lubię prywatność. 
- W takim razie będziemy żyć w zgodzie - oświadczyła. 
Tym razem popatrzył na nią z namysłem. 
- Pani Rossiter, jeśli chodzi o pieniądze... 

4

RS

background image

 

 

- Nie - oświadczyła.  
- Dawno nauczyłam się polegać na sobie. Niezależnie od tego, 

co  pan  sobie  myśli,  nie  boję  się  pracy.  -  Odwróciła  się 
gwałtownie  i  ruszyła  w  stronę  samochodu,  zastanawiając  się, 
dlaczego  mężczyźni  zawsze  sprowadzają  wszystko  do 
pieniędzy.  

- Chętnie wyprowadziłabym konie, gdyby powiedział mi pan, 

gdzie mogę je trzymać. Mają za sobą długą podróż. 

Zaklął pod nosem. 
-  Pani  mnie  nie  słucha.  -  Bez  trudu  dogonił  ją,  chwycił  za 

ramię i odwrócił twarzą do siebie.  

- Mówię, że... 
Przerwał  i  przez  chwilę  patrzyli  na  siebie  z  autentycznym 

zdumieniem.  Nagle  pojawiło  się  napięcie  seksualne,  palące  i 
gwałtowne.  Było  tak  intensywne,  że  przez  krótką  chwilę  Glory 
wyobrażała  sobie  czarne,  atłasowe  prześcieradła,  rozpaloną 
namiętnością  skórę  i  niewiarygodnie  zmysłowy  akt,  czyli  coś, 
czego  do  tej  pory  nie  przeżyła.  Patrzyła  na  Logana  szeroko 
otwartymi oczami, zaszokowana swą niezwykłą reakcją na jego 
dotyk. Pożądanie niemal pozbawiło ją tchu. 

Dopiero  nieoczekiwany  dźwięk  klaksonu  przełamał  zaklęcie. 

Tłumiąc  westchnienie,  Glory  cofnęła  się  i  w  tej  samej  chwili 
Logan zdjął rękę z jej ramienia. 

- Wygląda na to, że ktoś pana wzywa - powiedziała drżącym 

głosem, nadal tonąc spojrzeniem w jego błękitnych oczach. 

-  Prawdę  mówiąc  -  zerknął  na  zegarek  -  muszę  odwieźć 

chłopców do szkolnego autobusu. 

Tylko  lekkie  zaczerwienienie  policzków  zdradzało,  że  jego 

opanowanie jest pozorne. 

-  Nie  będę  pana  zatrzymywać  -  powiedziała  szybko, 

przerażona  widokiem  swych  drżących  rąk.  Schowała  je  za 
siebie.  

- Proszę mi tylko powiedzieć, gdzie mogę umieścić zwierzęta. 
Uniósł głowę i w jego oczach pojawił się gniewny błysk. 

5

RS

background image

 

 

- Nie poddajesz się łatwo, prawda? 
-  Nie  -  rzuciła  lekko,  starając  się  opanować  wewnętrzne 

drżenie. 

Jego oczy pociemniały. Wskazał stajnię. 
- Na końcu jest kilka wolnych przegród. 
- Dziękuję. 
- Nie myśl, że wygrałaś, księżniczko - ostrzegł ją cicho.  
- Wrócę. 
- Będę czekać. 
Kątem  oka  dostrzegła,  że  zamarł  w  bezruchu,  ale  trzeci 

klakson przywołał go do rzeczywistości. Odwrócił się na pięcie 
i odszedł. 

Logan  w  rekordowym  tempie  dotarł  do  ciemnoniebieskiej 

półciężarówki, czekającej przed domem. 

Otworzył  drzwiczki  od  strony  pasażera  i  wsunął  się  na  fotel. 

Obok drzemał jego sześcioletni syn, Christopher. Za kierownicą 
siedział siostrzeniec Logana, Josh. 

-  No  to  ruszamy  -  zakomenderował  Logan.  Czternastolatek 

natychmiast wrzucił bieg. Patrząc przez okno, Logan westchnął 
głęboko. 

Niech piekło pochłonie Gloryanne Rossiter! Nie chciał jej tu i 

miał nadzieję, że gdy spotkają się twarzą w twarz, zrozumie to, 
nagnie się do jego życzeń i wyjedzie. A ona zdawała się w ogóle 
go nie słuchać! Na myśl o tym aż skręcał się ze złości. 

Prawo było po jej stronie. Gdyby  Logan chciał pozwać ją do 

sądu,  wiązałoby  się  to  z  dużymi  kosztami  i  byłoby  z  góry 
skazane  na  niepowodzenie.  Przez  tydzień  próbował  ją 
zniechęcić  i  teraz  nie  mógł  wymyślić  nic  poza  morderstwem. 
Jego  wrogie  powitanie  nie  zrobiło  na  niej  wrażenia.  Cholerna 
baba! 

Christopher poruszył się i przysunął bliżej. 
- Cześć, tato - mruknął zaspanym głosem. 
- Dzień dobry, mały - odpowiedział, zerkając na syna. 

6

RS

background image

 

 

Chciał  przemyśleć  spotkanie  z  Gloryanne.  Przedtem  miał 

ochotę  ją  udusić.  Teraz  zrozumiał,  że  nie  była  taka,  jak  się 
spodziewał. 

Po pierwsze, okazała się młodsza, drobniejsza i wcale nie taka 

twarda,  jak  sądził.  Kiedy  rozmawiali  przez  telefon,  jej  głos 
brzmiał energicznie i rzeczowo. Logan wyobraził sobie wysoką, 
kanciastą, czterdziestoletnią kobietę. Tymczasem Glory nie była 
wysoka,  miała  dwadzieścia  pięć  lat  i  tylko  w  jej  postawie 
ujawniała się pewna siła. 

Nie  wyglądała  też  na  twardą.  Miała  duże  ciemne  oczy,  mały 

prosty nos i gęste włosy koloru miodu, związane w koński ogon. 
Przypominała  mu łanię.  Nie  była  piękna,  a  mimo to...  Pamiętał 
chwilę, gdy jej dotknął. 

Zdenerwował  się.  Może  Glory  podoba  się  niektórym 

mężczyznom,  podsumował,  ale  nie  jemu.  Pomijając  fakt,  że 
pchała  się  tam,  gdzie  jej  nie  chciano,  było  w  niej  coś 
irytującego. Może to jej postawa. Od chwili gdy spojrzeli sobie 
w  oczy,  Logan  czuł  się  wytrącony  z  równowagi  i  to  wrażenie 
wcale mu się nie podobało. 

Poza tym był jeszcze Josh. 
Zdenerwowanie Logana powróciło, gdy w końcu przyznał, że 

jego  wrogość  do  Gloryanne  była  wywołana  lękiem  przed 
reakcją siostrzeńca na obecność kobiety. Matka porzuciła Josha, 
kiedy  był  niemowlakiem  i  chłopiec  przywiązał  się  do  Melanie, 
choć  ona  nie  zwracała  na  niego  uwagi.  Rozwód  miał 
katastrofalne  skutki.  Kolejne  odrzucenie  zraniło  Josha  i  zanim 
Logan  zorientował  się,  było  już  za  późno.  Chłopiec  utwierdził 
się  w  nieufności  do  kobiet.  Dopiero  niedawno  zaczęła  ona 
zanikać.  Logan bał się, że Gloryanne, spokrewniona z Melanie, 
otworzy stare rany. 

Poruszył  się  na  fotelu.  Szeleszczący  dźwięk,  który  dobiegł  z 

kieszeni,  przypomniał  mu,  że  musi  porozmawiać  z  Joshem  nie 
tylko  o  pani  Rossiter,  lecz  także  o  innej  sprawie,  choć  wolałby 
tego uniknąć. 

7

RS

background image

 

 

-  Zeszłej  nocy  alarm  w  stodole  został  wyłączony,  jak  mi  się 

wydaje - powiedział uznając, że lepiej mieć to za sobą. 

Tak  jak  oczekiwał,  Josh  drgnął  i  rzucił  mu  ostrożne 

spojrzenie. 

- Naprawdę? - zapytał z udawaną nonszalancją. 
- Na pewno go włączyłeś? Wiesz, starzejesz się. 
-  Josh,  trzydziesty  trzeci  rok  życia  to  nie  jest  zgrzybiała 

starość  -  rzucił  sucho.  -  Ktoś  musiał  wyłączyć  alarm  chyba 
wtedy, kiedy poszedł po to. 

- Wyciągnął z kieszeni pogniecioną paczkę papierosów i garść 

niedopałków,  które  znalazł  za  pojemnikiem  ze  zbożem.  Joshua 
obserwował  go  kątem  oka,  ale  milczał.  -  Pewnie  zapomniałeś 
włączyć alarm, kiedy wychodziłeś - dorzucił cicho. 

Nastolatek zaczerwienił się i wzruszył ramionami. 
- Przepraszam. 
-  Przepraszam?!  Cholera,  Josh,  znasz  zasady.  Po  pierwsze, 

papierosy  są  poza  wszelką  dyskusją,  ale  żeby  jeszcze  palić  w 
stodole?  Stodoły  płoną  szybko  i  są  nie  do  uratowania.  To 
najgorszy koszmar hodowcy koni! - Mimo woli zadrżał.  

- Do diabła, jeśli chcesz eksperymentować z papierosami, nie 

mogę  cię  powstrzymać,  ale  miej  tyle  rozsądku,  aby  palić  gdzie 
indziej. 

- Powiedziałem: przepraszam! 
-  Na  litość  boską,  myśl  trochę!  -  krzyknął  Logan.  Próbując 

opanować  gniew,  wziął  głęboki  oddech  i  opadł  na  fotel. 
Wreszcie zapytał: - Dlaczego, Josh? 

Josh  rzucił  wujowi  spojrzenie  z  ukosa,  na  jego  opalone 

policzki wypłynął rumieniec. 

-  Jest  taka  dziewczyna,  Jennifer  Sykes  -  wykrztusił  po 

dłuższym milczeniu. - To chyba najpiękniejsza dziewczyna, jaką 
kiedykolwiek widziałem. 

Wspaniale,  pomyślał  Logan,  czując  mieszaninę  ulgi  i 

rozpaczy,  przeklinając  przyjazd  Gloryanne.  Po  raz  pierwszy 
Joshua przyznał się do zainteresowania przeciwną płcią. 

8

RS

background image

 

 

- I co? 
-  Widujemy  się  w  szkole  i  ona  uśmiecha  się  do  mnie.  - 

Westchnął  głęboko.  -  Chcę  ją  zaprosić  na  zabawę  dożynkową, 
ale boję się, że nie pójdzie ze mną. 

- Dlaczego? 
-  Bo  ona  jest  w  drugiej  klasie,  a  ja  w  pierwszej.  -A  więc 

pomyślałeś, że zaczniesz palić i dzięki temu 

będziesz wyglądać na starszego? 
- Tak. - Nie pamiętając o swym zakłopotaniu, Josh obrócił się 

do  wuja.  -  Wielu  starszych  chłopaków  pali.  Pomyślałem,  że 
może,  jeśli  ona  zobaczy  mnie...  -  Spojrzał  na  Logana  i 
zawstydził się. - Głupi pomysł, prawda? 

- Tak. Czy ona jest z tych flirtujących z chłopakami? 
Joshua zdecydowanie potrząsnął głową. 
- Nie. Jest bardzo miła i towarzyska, ale nie podrywa facetów. 
- W takim razie jak myślisz, dlaczego uśmiecha się do ciebie? 
Chłopiec  się  zmieszał.  Nie  myślał  o  uczuciach  dziewczyny. 

Wreszcie na jego ustach zaigrał słaby uśmiech. 

- Może to znaczy, że mnie lubi. 
-  Wiesz,  nie  jesteś  odpychający  -  stwierdził  Logan. 

Christopher  odziedziczył  wygląd  po  matce:  miał  jasne  włosy  i 
brązowe  oczy.  Josh  przypominał  Logana.  Obaj  byli  wysocy, 
ciemnowłosi i niebieskoocy. 

Josh uśmiechnął się szerzej. 
-  Tak,  to  możliwe  -  stwierdził.  Potem  uśmiech  zniknął. 

Chłopiec obrócił się do wuja i zawołał z przejęciem: - Naprawdę 
przepraszam za te papierosy. Obiecuję, że to się nie powtórzy. 

- W porządku, Josh. 
-  Mówię  szczerze.  Wiem,  jak  ciężko  pracowałeś  przez 

ostatnie  miesiące.  Zbliża  się  termin  zapłacenia  ostatniej  raty  i 
nigdy nie wybaczyłbym sobie, gdybym to zmarnował... 

- Josh - cicho przerwał mu Logan - już dobrze. Poza tym jest 

jeszcze coś, co musimy omówić. - Odchrząknął.  

- Mówiłem ci, że dzwoniła kuzynka Melanie, pamiętasz? 

9

RS

background image

 

 

Tak  jak  przypuszczał,  imię  byłej  żony  wywarło  wrażenie  na 

chłopcu. Zamarł w bezruchu. 

- Tak? - zapytał czujnie. - Co z nią? 
- Nazywa się Gloryanne Rossiter i jest tutaj. 
-  Tutaj?  Nie  rozumiem.  -  Josh  zahamował  przy  wjeździe  na 

szosę, gdzie był przystanek szkolnego autobusu. 

-  Przyjechała  dziś  rano  i  zostanie  tu  jakiś  czas. Twarz  Josha, 

tak  ożywiona,  kiedy  opowiadał  o  Jennifer,  teraz  wyglądała  jak 

ścięta mrozem. 

- Jak długo? 
- Nie wiem - odpowiedział szczerze Logan. 
- Nie możesz jej nakłonić do wyjazdu?  
- Wyjaśniłem ci wcześniej, że jest właścicielką części rancza - 

powiedział,  skrywając  własne  niezadowolenie.  Pochylił  się  i 
uścisną] ramię chłopca.  

- Wiem, że to ci się nie podoba, ale wszystko będzie dobrze... 

Joshua odtrącił jego rękę. 

-  Tak,  na  pewno  -  mruknął,  otworzył  drzwi  i  wysiadł  z 

samochodu. Na drodze pojawił się autobus. 

- Josh... 
- Lepiej niech trzyma się z daleka ode mnie i Chrisa - zawołał 

gwałtownie, chwytając plecak swój i brata. 

- Obudź się, śpiochu - powiedział cicho Logan do syna.  
- Czas wstawać. 
Mały otworzył oczy, ziewnął i przeciągnął się. 
-  Pamiętałeś  o  moim  drugim  śniadaniu?  -  spytał  zaspanym 

głosem, nie zauważając wyrazu napięcia na twarzy ojca. 

Logan skinął głową. 
-Tak. Spakowałem je wieczorem. 
-  To  dobrze.  -  Pierwszoklasista  wysiadł  i  powoli  ruszył  za 

Joshem  do  żółtego  autobusu.  Zatrzymał  się  w  drzwiach  i 
pomachał ręką Loganowi.  

- Do widzenia, tato. - Uśmiechnął się. - Kocham cię. 

10

RS

background image

 

 

Zniknął we wnętrzu autobusu. Serce Logana ścisnęło się, gdy 

zobaczył  kontrast  między  synem  i  siostrzeńcem.  Młodszy 
chłopiec był radosny i ufny; starszy zaś rozdrażniony i oschły. 

Usiadł  za  kierownicą.  Gloryanne  Rossiter  powinna  uważać, 

pomyślał  gniewnie.  Bez  względu  na  prawo,  jeśli  zrobi 
cokolwiek,  co  może  skrzywdzić  któregoś  z  moich  chłopców, 
wykopię ją z Columbia Creek na tyle energicznie, że spadnie na 
ziemię dopiero w Montanie. 

Zatrzasnął drzwiczki i odjechał z piskiem opon. 

 

 
 
 
 
 
 

 
 
 
 
 
 

 
 
 
 
 
 

 
 
 
 
 
 

11

RS

background image

 

 

ROZDZIAŁ DRUGI 

 
Glory z wahaniem zatrzymała się na ganku. 
Dom był zwyczajny: piętrowy, ze stromym dachem, gankiem 

od  frontu  i  z  tyłu,  i  dużym  wolno  stojącym  garażem.  Jedyną 
rzeczą,  która  mogła  go  wyróżniać,  był  wspaniały  widok  na 
rzekę. 

Chyba żeby, jak pomyślała Glory, wziąć pod uwagę panujący 

tu bałagan. 

Ranek  spędziła  w  stajni  i  teraz  porównywała  idealny 

porządek, który tam zastała, z chaosem na ganku. Kiedyś został 
tak  urządzony,  aby  pełnić  funkcję  pralni.  Takie  przypuszczenie 
nasuwały  zwały  ubrań,  ale  Glory  nie  dostrzegła  nigdzie  pralki 
ani  suszarki.  Prawdopodobnie  znajdowały  się  pod  stertą 
poniewierających się wszędzie rzeczy. 

Zerknęła do środka przez siatkowe drzwi i doszła do wniosku, 

że  kuchnia  jest  w  jeszcze  gorszym  stanie.  Garnki  i  patelnie 
piętrzyły  się  w  zlewie,  brudne  talerze  stały  na  każdej  poziomej 
powierzchni.  Stół  nosił  ślady  obiadu  z  poprzedniego  dnia. 
Wszędzie stały pootwierane pudełka z płatkami śniadaniowymi, 
a w kałuży rozlanego mleka leżał komiks. Na piecu znajdowała 
się  klatka  z  białymi  szczurami,  a  na  uchwycie  lodówki  wisiała 
pompka do roweru. 

W  sumie  kuchnia  wyglądała  gorzej  niż  zdjęcia  Bagdadu  po 

operacji „Pustynna Burza". 

Zdawało się, że Logan nie zwraca na to uwagi. 
Siedział  przy  stole  i,  marszcząc  brwi,  robił  notatki  ołówkiem 

w czymś, co przypominało księgę rachunków. 

Glory  uniosła  dłoń,  żeby  zapukać  i zawahała  się.  Nie chciała 

go przestraszyć. 

- Dzień dobry! - zawołała cicho. 
Nie  zareagował.  Zastanawiał  się  właśnie,  jak  spłacić 

dwadzieścia  pięć  tysięcy  dolarów  pożyczki  pod  zastaw  rancza. 

12

RS

background image

 

 

Po chwili uniósł głowę i gdy zobaczył, kto mu przerwał, na jego 
twarzy odmalowała się irytacja. 

Zupełnie jakby nie miał innych problemów. 
Po  odwiezieniu  chłopców  wybrał  się  do  Moses  Lake,  gdzie 

miał  obejrzeć  kilka  koni.  Zajęło  mu  to  cały  ranek.  Teraz 
dochodziła  jedenasta,  a  on  przepracował  już  pięć  godzin  i 
musiał  jeszcze  sporo  zrobić  przed  zapadnięciem  nocy.  Poza 
normalnymi  obowiązkami:  nakarmieniem,  obrządzeniem  i 
trenowaniem  dwudziestu  kilku  koni,  powinien  wysprzątać 
stryszek  i  zrobić  miejsce  na  zapas  siana,  które  miało  być 
dostarczone  następnego  dnia.  No  i  jeszcze  przenieść 
spryskiwacze  na  wschodnie  pastwisko.  Choć  kończył  się 
wrzesień,  ciągle  utrzymywała  się  wysoka  temperatura.  Tego 
dnia  ochłodziło  się  nieco,  ale  Logan  nie  chciał  ryzykować. 
Potrzebował  słomy  na  obrok.  Siano  było  zbyt  drogie,  aby 
używać go jako paszy przez cały rok. 

Myślał o  tym,  co  musi  zrobić  i  z  rozrzewnieniem  wspominał 

swego  pomocnika.  Zastanawiał  się,  dlaczego  nie  może  mieć 
choć  pół  godziny  spokoju  i  dlaczego  akurat  ona  musiała  się 
teraz zjawić. Rzucił jej przeciągłe spojrzenie. 

- Czego chcesz? 
- Mogę wejść? - zapytała spokojnie. 
Z  trzaskiem  zamknął  książkę.  Wiedział,  że  jeśli  Gloryanne 

zostanie dłużej, będzie musiał zapoznać ją z sytuacją finansową 
rancza  i  ta  myśl  wcale  nie  przyniosła  mu  pociechy.  Wzruszył 
ramionami. 

Otworzyła siatkowe drzwi i weszła do pomieszczenia. 
-  Był  do  ciebie  telefon.  Tu  nikt  nie  podnosił słuchawki, więc 

odebrałam w stajni. Dzwonił mężczyzna o nazwisku Jeb Wright. 
Powiedział,  że  nie  może  przywieźć  siana  jutro,  ale  razem  z 
synem  przyjadą  w  następny  wtorek.  -  Zrobiła  krok  w  stronę 
stołu i zatrzymała się czując, iż nadepnęła na coś lepkiego. 

Przynajmniej  nie  muszę  się  martwić  sprzątaniem  stryszku, 

pomyślał  Logan,  obserwując  ze  skrywanym  rozbawieniem,  jak 

13

RS

background image

 

 

Gloryanne  robi  kolejny  krok  i  znów  przykleja  się  do  podłogi. 
Widział panujący bałagan, ale nie miał ochoty przepraszać jej za 
to.  Teraz  całą  energię  przeznaczał  na  zebranie  sumy  ostatniej 
raty. Gdyby mu się to nie udało, nie miałby rancza, nie mówiąc 
już o kuchni, z czystą czy brudną podłogą. 

Przypomniał sobie dumne stwierdzenie Gloryanne: „Nie boję 

się  pracy".  No  dobrze,  ale  tego  chyba  sobie  nie  wyobrażała. 
Przydałoby się jej partnerskie traktowanie; a skoro ja wykonuję 
wszystkie ciężkie prace, ona mogłaby zająć się domem. 

Ta  myśl  oszołomiła  go.  Oczywiście!  Było  to  takie  proste,  że 

zastanawiał  się,  dlaczego  nie  pomyślał  o  tym  wcześniej. 
Najlepsza metoda, żeby  nakłonić Glory do wyjazdu, to uczynić 
ją za coś odpowiedzialną. 

Wiedział  z  doświadczenia,  że  kobiety  niezbyt  lubią 

odpowiedzialność. Prawie nie pamiętał matki, zmarła,  gdy miał 
cztery  lata,  ale  dwie  najważniejsze  w  jego  życiu  kobiety  wiele 
go  nauczyły.  Starsza  siostra,  Annie,  powierzyła  mu  beztrosko 
swego synka-niemowlaka, zaś Melanie zniszczyła jego życie. 

Poznali się w Seattle dzięki wspólnemu znajomemu i po kilku 

tygodniach  wzięli  ślub.  Gdy  minęła  fascynacja  seksualna,  stało 
się  oczywiste,  że  popełnili  błąd.  Melanie  nie  cierpiała 
odizolowanego  od  świata  Columbia  Creek,  pracy  na  ranczo  i 
poświęcenia,  z  jakim  Logan  wychowywał  Josha.  Nie  chciała 
nawet  spróbować  takiego  życia.  Jedyną  korzyścią  z  ich 
małżeństwa  był  Christopher,  urodzony  w  czterdzieści  tygodni 
po  ślubie.  W  czterdziestym  drugim  tygodniu  dopełnili 
formalności rozwodowych. 

Zmrużył  oczy,  przyglądając  się  Gloryanne.  Wyglądem  raczej 

nie  przypominała  herod-baby  i  przez  chwilę  zawstydził  się 
swoich planów. Później jednak przypomniał sobie wyraz twarzy 
Josha  i  wyrzuty sumienia  zniknęły.  Musiał zrobić  wszystko,  co 
uznawał za konieczne. 

- Chcesz kawy? - zapytał. 

14

RS

background image

 

 

Glory  rzuciła  mu  zaskoczone  spojrzenie,  a  potem  odwróciła 

wzrok,  zawstydzona  swą  reakcją.  Ostatecznie  mężczyzna 
próbował być uprzejmy. 

- Proszę. 
- Śmietanka czy cukier? 
- Wolę czarną. 
Podał jej naczynie. Objęła kubek obiema dłońmi, wypiła łyk i 

drgnęła.  Kawa  była  nadzwyczaj  mocna.  Zastanawiając  się,  czy 
nie  uszkadza  w  ten  sposób  swoich  organów  wewnętrznych, 
przełknęła drugi łyk i rozejrzała się po pomieszczeniu. Gdyby je 
wysprzątać,  mogłoby  stać  się  całkiem  ładne.  Ściany 
pomalowano na jasnoniebieski kolor, blaty szafek były białe, w 
kącie  znajdował  się  duży  podwójny  zlew.  Nie  brakowało 
nowoczesnych  urządzeń,  a  w  dodatku  było  tu  mnóstwo  okien. 
Koloru linoleum nie udało się Glory odgadnąć. 

Logan nalał sobie kawy i usiadł. 
-  Możesz  zamieszkać  w  apartamencie  nad  garażem  - 

oświadczył. - Kiedyś było to mieszkanie gosposi. 

- Dzięki. 
Zastanawiała  się,  co  spowodowało  w  nim  taką  zmianę. 

Przecież dał jej do zrozumienia, że nie chce jej tutaj. 

- Nie ma tam kuchni, będziesz więc musiała jeść z nami. 
Teraz zrozumiała. Wpatrzyła się w podłogę, przeklinając pod 

nosem  swoje,  często  nie  na  miejscu,  poczucie  humoru. 
Próbowała zgadnąć, co dopadnie ją najpierw: czerwonka czy jad 
kiełbasiany? 

Wskazał ręką krzesło stojące naprzeciwko. 
- Usiądź. 
Był to raczej rozkaz niż propozycja, ale posłuchała, ciekawa, 

co ma do powiedzenia. Zajęła miejsce na brzeżku krzesła. 

- Jeśli chcesz tu zostać - zaczął, obracając w rękach kubek  
- będziesz musiała pracować. 
No oczywiście. Od trzynastego roku życia zawsze miała jakąś 

pracę i nawet przez myśl jej nie przeszło, że przyjazd na ranczo 

15

RS

background image

 

 

zmieni  ten  stan  rzeczy.  Liczyła  na  pracę  w  stajni,  ale 
zastanawiała się, czy  nie obrazi  Logana, proponując mu pomoc 
w domu. Miło byłoby dbać o prawdziwy dom, pomyślała, nawet 
jeśli ten dom znajduje się na czarnej liście wydziału zdrowia. 

- W tej chwili nie mam brygadzisty, wiec zajmuję się ranczem 

i zbiorami. 

Stłumiła westchnienie. Na pewno potrzebował jej w stajni. 
- Z radością ci pomogę - stwierdziła szczerze. 
-  Myślę,  że  docenisz  moje  doświadczenie.  W  zeszłym  roku 

pracowałam  dla  Waylan  Arabians,  przy  trenowaniu  i  pokazach 
koni, a przedtem... 

- Nie mówię o paradowaniu na rasowym koniu 
-  przerwał  jej  zimno.  -  Oswajam  i  trenuję  konie,  to  prawda, 

ale  pod  siodło  i  do  pracy,  a  nie  do  cyrku.  Przygotowuję  miłe, 
spokojne  konie  do  jazdy  dla  zwykłych  śmiertelników,  a  nie 
urodziwe, rasowe rumaki dla bogatych panienek. 

Jego spojrzenie i ton raniły. Gloryanne musiała użyć całej siły 

woli, żeby nie zacząć bronić arabów, które tak bardzo kochała i 
nie  sprostować  jego  krzywdzącej  opinii  ojej  umiejętnościach. 
Ostatecznie  w  swej  ocenie  kierował  się  wyłącznie  antypatią. 
Powstrzymała  się  wiedząc,  że  na  szacunek  trzeba  zapracować; 
rozgłaszanie  informacji  o  swojej  wartości  rzadko  przynosi 
rezultaty. 

-  A  wiec  przy  czym  chcesz  mnie  zatrudnić?  -  zapytała 

obojętnie. 

Machnął ręką, wskazując pomieszczenie. 
- Może nie zauważyłaś, ale od kiedy odeszła gosposia, rzeczy 

trochę wymknęły się spod kontroli. 

Trochę  wymknęły  się  spod  kontroli?  Równie  dobrze  można 

byłoby stwierdzić, że Krzywa Wieża w Pizie jest tylko odrobinę 
odchylona  od  pionu.  Glory  zrozumiała,  że  musi  być  czujna. 
Przyjrzała  się  twarzy  Logana  i  w  jego  niebieskich  oczach 
zobaczyła  nie  tylko  niechęć,  ale  także  coś,  co  przypominało 
wyczekiwanie. 

16

RS

background image

 

 

-  Pomyślałem,  że  może  nie  miałabyś  nic  przeciwko  małym 

porządkom  -  ciągnął.  Spodziewał  się,  że  Glory  zaprotestuje. 
Mało tego: spodziewał się, że dziewczyna się obrazi. 

Na końcu języka miała pytanie o powód, lecz przypomnienie 

ich  wcześniejszej  rozmowy  dostarczyło  odpowiedzi.  Dziś  rano 
prawie wyznał jej, iż uważają za równie przydatną jak wymię u 
knura.  Niczego  nie  musisz  dowodzić,  powtórzyła  sobie.  Teraz 
jest  inaczej  niż  z  Jackiem.  Masz  takie  samo  prawo  do  życia  tu 
jak i on. 

W głębi serca wiedziała jednak, że to nieprawda. 
Logan  Bradshaw  zapracował  na  swoje  prawo,  ona  dostała  je 

w  prezencie.  Niezależnie  od  wszystkiego,  czy  powinien  ją 
osądzać? 

- A więc? - ponaglił ją. 
-  Mam  wrażenie,  że  to  niezły  pomysł  -  powiedziała  z 

naciskiem. - Ale jest jedna rzecz... 

- Tak też myślałem - przyznał zgodnie. 
- Czy mogłabym również gotować?  
- Z satysfakcją obserwowała zmianę wyrazu jego twarzy. 
- Umiesz gotować? - zapytał w końcu. 
- Tak. Ale... - znów zawahała się, z rozbawieniem patrząc na 

rozjaśniającą się nieco twarz Logana. 

- Ale co? 
-  Ale  chcę też  zajmować  się  swoimi  końmi. Chętnie pomogę 

ci także przy twoich. 

- Poza gotowaniem i sprzątaniem? - upewnił się. 
- Tak. 
-  Pani  Rossiter  -  zaczął,  starannie  dobierając  słowa  -  czy  ma 

pani pojęcie, ile czasu wymaga samo prowadzenie domu? 

Przez  chwilę  miała  wrażenie,  że  w  jego  błękitnych  oczach 

mignęło zatroskanie. 

-  Chyba  nie.  -  Celowo  rozejrzała  się  wolno  po  pokoju  i 

spojrzała na mężczyznę.  

- Ale jak widać, ty też nie masz o tym pojęcia. 

17

RS

background image

 

 

To  zakończyło  dyskusję.  Logan  zacisnął  szczęki,  wstał 

gwałtownie,  zabrał  księgę  rachunków  i  zniknął  w  przyległym 
pokoju.  Glory  uznała,  że  to  albo  jego  biuro,  albo  sypialnia. 
Kiedy wrócił, podał jej klucz. 

- To do mieszkania nad garażem - wyjaśnił. 
-  W  takim  razie  zawarliśmy  umowę?  Podszedł  do  drzwi  i 

włożył zniszczony kapelusz. 

-  Księżniczko  -  rzucił,  przeciągając  sylaby  -  za  nic  nie 

chciałbym  stracić  następnych  kilku  dni.  A  teraz,  jeśli  pani 
pozwoli, muszę zająć się pracą. Mięso jest w zamrażarce. Lubię 
jeść obiad o osiemnastej. - Wyszedł, zatrzaskując za sobą drzwi. 
Glory popatrzyła za nim. 

- Kilku dni? - powtórzyła cicho, potrząsając głową.  
- Nigdy w życiu, Bradshaw. Zostanę tu dłużej. 
Wstała, wylała resztkę kawy do zlewu i rozejrzała się myśląc, 

od czego ma zacząć. 

Ptaki  świergotały  na  stryszku,  popołudniowe  słońce  wpadało 

przez wysokie okna stajni. Glory jęknęła. 

- Starzeję się - powiedziała do Faisany, szczotkując jej lśniące 

kasztanowe boki. - I staję się niedołężna. 

Małe  spiczaste  uszy  klaczy  drgnęły.  Gloryanne  uśmiechnęła 

się.  Była  zmęczona,  lecz  dawno  nie  odczuwała  takiego 
zadowolenia. 

Zaczęła  od  kuchni.  Pozostało  jeszcze  mnóstwo  do  zrobienia, 

ale  uprzątnęła  najgorszy  bałagan  i  odkryła,  że  podłoga  jest 
biało-niebieska  w  beżowe  cętki.  Zaplanowała  też  kolację, 
upiekła cynamonowe bułeczki i przygotowała gulasz myśliwski. 

To  ostatnie  okazało  się  łatwiejsze  do  zaplanowania  niż 

przygotowania.  W  zamrażalniku  lodówki  znajdowała  się  tylko 
paczka  lodów  na  patyku.  Dopiero  po  chwili  Glory  doszła  do 
wniosku,  że  w  domu  musi  być  zamrażarka.  Znalazła  ją  pod 
stertą  ubrań  na  ganku,  a  zanim  to  zrobiła,  była  tak  zirytowana 
bałaganiarstwem  Logana, że miała ochotę wyprać jego rzeczy i 
wrzucić do środka zamrażarki. 

18

RS

background image

 

 

W końcu zwyciężył rozsądek, ale sam pomysł, który nadałby 

nowego  znaczenia  określeniu  „suche  mrożonki",  przywrócił  jej 
dobry humor. 

Potem obejrzała mieszkanie. Składało się z pokoju, sypialni i 

łazienki.  Nie  zaliczało  się  do  luksusowych,  ale  było  lepsze  niż 
wiele miejsc, w których żyła przez ostatnich kilka lat. 

Nie chciała tracić pięknego dnia na pracę w domu. Nucąc pod 

nosem,  chwyciła  uprząż  Faisany,  decydując  się na przejażdżkę. 
Do  kuchni  musiała  zajrzeć  za  godzinę,  a  rozpakować  rzeczy 
mogła  potem.  Nie  powinno  zająć  jej  to  dużo  czasu,  bo  nie 
posiadała zbyt wielu ubrań i drobiazgów osobistych. 

Siodłając klacz, słyszała tupanie Je'zhara. Z pewnością obraził 

się,  że  to  nie  jego  zabiera  na  przejażdżkę.  Uśmiechnęła  się.  Po 
konfrontacji  z  Loganem  była  za  bardzo  zmęczona,  aby  radzić 
sobie z jeszcze jednym upartym mężczyzną. A młody ogier był 
kapryśny i wymagający. 

-  Uspokój  się,  chłopcze  -  rzuciła  i  uśmiechnęła  się,  słysząc 

jego  zdegustowane  prychnięcie.  -  Jutro,  kiedy  będę  wypoczęta, 
zabiorę cię na spacer. 

Obróciła  się  do  drzwi  i  zamarła,  widząc  Logana.  Jego  twarz 

przypominała chmurę gradową. 

- Co się stało? - zapytała od razu. 
-Zaraz ci powiem, co się stało - rzucił, podchodząc do niej.  
-  Mój  siostrzeniec,  Joshua,  tonie  we  łzach,  a  wszystko  przez 

ciebie! 

-  Och  -  wykrztusiła,  zaskoczona.  Zastanawiała  się,  czym 

doprowadziła  go  do  rozpaczy.  Nie  musiała  długo  czekać  na 
wyjaśnienie. 

-  Dlaczego,  u  diabła,  zepsułaś  jego  eksperyment  naukowy?  - 

zapytał. 

- Eksperyment naukowy? - Próbowała przypomnieć sobie, czy 

zauważyła  w  kuchni  coś  choćby  odrobinę  naukowego,  ale 
pamięć  ją  zawiodła.  -  Chyba  go  umyłam  -  stwierdziła,  chcąc 
udobruchać mężczyznę. - Chyba że... - Nagle przelękła się. 

19

RS

background image

 

 

- Chyba że co? - nalegał. 
- Nie hodował penicyliny ani niczego w tym rodzaju, prawda? 

Widzisz, wyrzuciłam jakąś przerażającą substancję z lodówki... 

-  Przestań udawać  niewiniątko,  dobrze? Josh  poświęcił  wiele 

czasu,  żeby  nauczyć  te  szczury  poruszania  się  w  labiryncie, 
cholera, i... 

- Szczury? 
Widocznie  oczyszczenie  klatki  i  postawienie  jej  w  pokoju 

stołowym było wielkim błędem. Zastanawiała się, co zrobiła źle. 
Czyżby  użyła  niewłaściwej  podściółki?  A  może  postawiła  je  w 
przeciągu? A jeśli to coś w korytku z wodą, co uznała za pleśń, 
było specjalnym dietetycznym pożywieniem? Może... 

Była  tak  zagłębiona  w  rozważaniach,  że  to,  co  powiedział 

Logan, dotarło do niej z pewnym opóźnieniem 

-  Ugotowałaś  je,  żeby  się  na  mnie  zemścić?  To  dlatego 

zostawiłaś garnek na widoku? 

Zaskoczył ją. Sądził, że je ugotowała? Już miała wyjaśnić, iż 

jedyny  garnek,  o  którym  jej  wiadomo,  zawiera  gulasz,  ale 
zrezygnowała. Uznała, że mężczyzna potrzebuje lekcji. 

- Trudno - powiedziała z namysłem. - Przyłapałeś mnie. 
- Przyłapałem? - zapytał z niedowierzaniem. 
- Przyznajesz się? 
Wykorzystując  jego  oszołomienie,  wskoczyła  na  klacz  i 

ruszyła w stronę drzwi. 

- Jasne. - Obróciła się do niego. - Jak widać, nie udało mi się 

ciebie  oszukać.  Po  wyszorowaniu  podłóg  zawsze  gotuję 
gryzonie. Potem zaś - zniżyła głos 

- karmię nimi niczego nie spodziewających się ludzi. 
- Pochyliła się i dodała konfidencjonalnym szeptem: 
-  A  jeśli  uważasz,  że  to  okropne,  powinieneś  widzieć,  co  się 

dzieje, kiedy odkurzam. - Uśmiechnęła się złośliwie.  

- Jeżeli masz kota, Bradshaw, lepiej go ukryj. 
Nie  chcąc  powiedzieć  nic  więcej,  ściągnęła  cugle  i  wypadła 

na podwórze. 

background image

 

 

ROZDZIAŁ TRZECI 

 
Kiedy  Gloryanne  wróciła  z  przejażdżki,  zapadł  już  zmrok. 

Zatrzymała  się  pod  żarówką  oświetlającą  wejście  do  stajni  i 
ostrożnie zsiadła z konia. 

Stanąwszy na ziemi zrozumiała, że będzie miała kłopoty. Ból 

w  kostce  sprawiał,  iż  kręciło  się  jej  w  głowie  i  miękły  kolana. 
Wzięła  głęboki  oddech  i  natychmiast  wydała  okrzyk 
przestrachu. Nie wiadomo skąd, pojawiły się silne, ciepłe ręce i 
podtrzymały »? 

- Och - westchnęła, widząc wychodzącego z cienia Logana. 
-  Co  się  stało?  -  zapytał,  obejmując  ją.  Uderzeniem  ramienia 

otworzył drzwi stajni. - Spadłaś z konia? 

Glory zmusiła się do uśmiechu. 
- Muszę cię poinformować, że już od lat nie spotkałam konia 

tak źle wychowanego, żeby mnie zrzucił. 

- Czyżby? - mruknął pogardliwie. 
Ruszył  szybko  ciemnym  korytarzem  w  stronę  magazynu  ze 

zbożem.  Posadził  ją  na  starej,  skórzanej  sofie  przy  drzwiach. 
Dostrzegł  jej  potargane  włosy,  siniak  na  policzku  i  dżinsy 
rozdarte na lewym kolanie. Zauważył, że Glory drży, więc zdjął 
kurtkę  dżinsową  i  otulił  ją,  ignorując  szybsze  krążenie  krwi  w 

żyłach na widok jej powiększonych z zimna sutków. 

- A więc co się stało? Potknęłaś się o własny język? 
-  Bardzo  śmieszne.  -  Za  duża  kurtka  zachowała  ciepło  jego 

ciała. Glory otuliła się nią mocniej.  

-  Tak  się  złożyło,  że  zamyśliłam  się,  a  Faisana  wówczas 

wdepnęła w jakąś dziurę. Głupio z mojej strony. 

Usiadł naprzeciwko niej na podłodze. 
- Tak... dużo tu różnych wertepów. 
Spojrzeli  sobie  w  oczy  i  Glory  natychmiast  zrozumiała,  że 

mężczyzna  próbuje,  aczkolwiek  niezręcznie,  przeprosić  ją  za 
swoje wcześniejsze zachowanie. 

- Nie przejmuj się - rzuciła cicho. - To był męczący dzień. 

21

RS

background image

 

 

Niepokoił  ją  widok  mężczyzny  klęczącego  u  jej  stóp.  Mimo 

woli  przesuwała  wzrokiem  po  jego  ciele:  od  klatki  piersiowej, 
poprzez  opaloną  szyję,  kończąc  na  pięknie  wykrojonych, 
delikatnych ustach. 

- Co cię boli? - spytał szorstko. 
- Lewa kostka - powiedziała, próbując wmówić sobie, że brak 

tchu  wywołany  jest  bólem,  a  nie  bliskością  Logana.  Mimo  to 
zastanawiała  się,  jak  by  to  było,  gdyby  mogła  przytulić  się  do 
jego  piersi,  musnąć  policzkiem  jego  policzek,'  ucałować  kąciki 
ust. 

Zaczęła  oddychać  szybciej,  wyobrażając  sobie  jego  szeroką 

pierś  pokrytą  potem,  włosy  na  udach,  gładkie  jak  jedwab  w 
zetknięciu z jej nagą skórą... 

Logan wstał. 
- Myślę, że najlepiej będzie, jeśli pojedziemy do lekarza. 
Jego głos przywołał ją do rzeczywistości. 
- Logan... - Co się z nią działo? Przecież uszkodziła kostkę, a 

nie mózg. 

- Co takiego? 
-  Daj  spokój.  Nie  stać  mnie  na  lekarza,  a  poza  tym wszystko 

w porządku. 

Rzucił jej zniecierpliwione spojrzenie. 
-  Przestań  udawać  biedną,  dobrze?  I  wcale  nie  czujesz  się 

dobrze. Jesteś blada jak prześcieradło. 

Chwyciła poręcz sofy, wstała i zrobiła dwa chwiejne kroki. 
- Widzisz... - zaczęła z uporem, gdy nagle podłoga zaczęła się 

unosić. 

Logan skoczył ku niej, objął w talii i obrócił tak, że znalazł się 

pod  spodem,  gdy  oboje  upadli.  Oszołomiony  siłą  uderzenia, 
leżał na plecach, próbując chwycić oddech. Glory wolno uniosła 
głowę. 

- Nic ci się nie stało? Popatrzył w sufit. 
-  Och,  czuję  się  wspaniale  -  oświadczył  spokojnie. 

Zaczerwieniła się. 

22

RS

background image

 

 

- Przykro mi. Obawiam się, że mam zawroty głowy. Nic dziś 

nie jadłam. - Przerwała, przypominając sobie, dlaczego uciekła. 
- A ty? - zapytała drżącym głosem. 

Uniósł się i podparł na łokciu. 
- Co? 
Nie mogła skryć uśmiechu. 
-  Jadłeś  ostatnio  coś  niezwykłego?  -  zapytała  i  wybuchnęła 

śmiechem, widząc wyraz jego twarzy. 

Zsunęła  się  w  zagłębienie  jego  ramienia.  Jej  oddech  muskał 

jego  policzki  i  zdawało  mu  się,  że  czuje  lekki  zapach  jabłek. 
Później  wmawiał  sobie, że  wyciągnął  rękę,  aby  odsunąć  Glory. 
Nie miał  zamiaru  dotknąć  jej  policzka.  Nawet  nie wiedział, jak 
to  się  stało,  że  dziewczyna  znalazła  się  w  jego  ramionach  i  już 
bez uśmiechu patrzyła na niego szeroko otwartymi aksamitnymi 
oczami. 

Pocałował  ją.  Glory  westchnęła  przytulając  się,  aż  ich  ciała 

znalazły  się  blisko  siebie:  usta  przy  ustach,  uda  przy  udach, 
pierś przy piersi. 

Jego  twarde  wargi  przypominały  rozgrzany  jedwab. 

Przylgnęła  do  Logana  czując  się  tak,  jakby  spadała  ze  skały  w 
czarną  przepaść  i  jedynym  ratunkiem  mogły  być  jego  ramiona. 
Przesuwała  palcami  po  jego  plecach,  szczupłych  pośladkach  i 
silnych  udach.  Smak  i  ciepło  jego  warg...  Straciła  orientację. 
Istniało tylko pragnienie i tęsknota. 

Logan  również  się  zatracił.  Jego  serce  biło  szybciej,  skóra 

mrowiła.  Ogarnęło  go  czysto  zmysłowe  podniecenie,  bardziej 
intensywne  niż  jakiekolwiek  odczuwane  od  chwili,  gdy  dawno 
temu miał pierwszą kobietę. 

Jęknął,  wpił  się  w  jej  wargi,  tracąc  samokontrolę.  Była  taka 

słodka  i  ciepła.  Otaczał  go  zapach  jej  włosów  i  skóry  -  mydła, 
słońca i kwiatów - i czuł, że się spala. 

Ogarnęła  go  tęsknota;  tęsknota  za  jej  miękkością,  ciepłem, 

dotykiem. 

23

RS

background image

 

 

Właśnie ta tęsknota włączyła alarm w jego umyśle. Pragnął jej 

zbyt  mocno,  a  od  katastrofalnej  pomyłki  z  Melanie  przysiągł 
sobie,  że  nigdy  nie  będzie  kierować  się  namiętnością.  Oderwał 
usta od warg Glory i odsunął się, gwałtownie chwytając oddech. 
Nagle  w  jego  głowie  pojawiła  się  myśl,  iż  zaszło  coś 
niezwykłego. 

Glory  leżała  nieruchomo  i  przeklinała  rozsądek  tego 

mężczyzny. Równocześnie była mu wdzięczna; przecież ona nie 
umiałaby  się  pohamować.  Jej  wargi  pulsowały,  ciało  pragnęło 
więcej. Chciała rzucić się na niego, znów poczuć gorący aksamit 
jego skóry i wyjątkowy smak ust. 

On  mnie  nawet  nie  lubi,  przypomniała  sobie,  oblizując 

spierzchnięte od pocałunków wargi. Ze swoją urodą może mieć 
każdą  kobietę,  którą  zechce;  i  pewnie  tak  jest.  Przypomniała 
sobie,  jak  podsłuchała  kiedyś  Jacka,  mówiącego  do  jednego  z 
przyjaciół:  „Glory  to  przeciętne  stworzenie,  ale  to  dobrze; 
kobiety takie jak ona nie oczekują zbyt wiele". 

Wspomnienie  zapiekło  żywym  ogniem.  Poderwała  się  na 

równe nogi. 

-  Hej!  -zawołał  zaskoczony  Logan.  Podskoczył  do  niej  i 

podtrzymał,  gdy  się  zachwiała.  -  Dobrze  się  czujesz?  -  zapytał 
ochryple. 

- Tak. Muszę zająć się koniem. 
Tak bardzo chciała od niego uciec, że zapomniała o zranionej 

kostce. 

- Cholera, nie! 
Było  już  za  późno.  Nie  myśląc  o  konsekwencjach,  stanęła 

mocno na lewej nodze i natychmiast zemdlała. 

Uparty  głuptas,  myślał  Logan,  niosąc  Glory  do  domu.  Stanął 

na  ganku  i  w  świetle  padającym  z  kuchni  przyjrzał  się 
dziewczynie.  Widział  jej  policzek,  gęste  rzęsy,  pełne  usta  i 
poczuł coś w rodzaju czułości. 

Zastanawiał  się,  co  w  niej  jest.  W  jednej  chwili  chciał  ją 

udusić, w następnej rozebrać i gładzić jej ciało. 

24

RS

background image

 

 

To poczucie  winy,  wmawiał  sobie.  To  oczywiste,  że czuł się 

źle, skoro jego głupie oskarżenie sprawiło, iż dziewczyna uległa 
wypadkowi.  Sam  był  zaskoczony  swoim  gwałtownym 
wybuchem.  Kiedy  zobaczył  rozhisteryzowanego  Josha,  nawet 
nie  zapytał,  jak  dokładnie  chłopiec  szukał  swoich  cholernych 
szczurów.  Ujrzał  garnek  i  natychmiast  rzucił  się  do  stajni,  aby 
zrobić awanturę. 

Jego  wargi  drgnęły,  gdy  przypomniał  sobie  historyjkę  o 

przyrządzaniu gryzoni na obiad. Inna kobieta broniłaby się albo 
płakała, chcąc wzbudzić współczucie; ale nie ta. Wyglądała jak 
wystraszony kot, ale umiała przeciwstawić się Loganowi. 

- Wujku Loganie, to ty? - Siatkowe drzwi uchyliły się i stanął 

w nich Josh, bardziej zaciekawiony niż przestraszony. 

- Tak - mruknął, wchodząc do domu.  
-  To  ja.  Zaniósł  Glory  do  pokoju.  Był  tam  prosty  kominek  z 

czerwonej  cegły,  mnóstwo  wysokich,  wąskich  okien,  beżowy 
dywan,  funkcjonalne  meble  i  taki  sam  bałagan  jak  w  całym 
domu.  Logan  kopnął  piłkę  leżącą  na  środku  i  o  mało  nie 
przewrócił  się  o  Christophera,  który  rozciągnięty  na  brzuchu 
kolorował książeczkę. 

Chłopiec  natychmiast  poderwał  się  na  nogi  i  zasypał  Logana 

pytaniami. 

- Czy to Glory, kuzynka mamy? Dlaczego ją niesiesz? Czemu 

porwała sobie spodnie? Czy ona nie żyje? 

- Tak - odpowiedział Logan.  
-  To  Glory.  -  Delikatnie  położył  ją  na  niebiesko-brązowej, 

zniszczonej sofie.  

-  Nie,  nie  umarła.  Zraniła  się  w  nogę.  Kiedy  spróbowała  na 

niej stanąć, zemdlała. 

- Och... - Christopher przyglądał się Glory.  
-  Piękna  jest  -  oświadczył.  Joshua  mruknął  coś  niegrzecznie, 

ale chłopiec zignorował go.  

- A wiec dlaczego jesteś na nią zły, tato? 

25

RS

background image

 

 

- Nie jestem - zaprzeczył Logan, nakazując sobie opanowanie. 

Nie  miał  ochoty  omawiać  swoich  pragnień  seksualnych. 
Usiłował znaleźć wiarygodne wyjaśnienie swojej szorstkości.  

-  Martwię się  -  wyznał  wreszcie.  Że  nie wyniesie się  stąd na 

czas i poddasz się swemu pożądaniu, dodając w duchu. 

- Czym się martwisz, tato? 
Logan  stłumił  westchnienie.  Zastanawiał  się,  czy  jest  na 

świecie równie ciekawskie stworzenie jak sześciolatek. 

- Muszę zdjąć jej but - wymyślił na poczekaniu - i boję się, że 

będzie ją to bolało. 

- Och. 
W  tym  słowie  kryło  się  współczucie  i  zarazem  ciekawość 

małego chłopca. Mimo woli Logan uśmiechnął się. 

W tej samej chwili Gloryanne otworzyła oczy i popatrzyła ze 

zdumieniem na trzy pary oczu, skierowane na nią. 

- Co się stało? - zapytała, próbując się uśmiechnąć. 
- Zemdlałaś - wyjaśnił krótko Logan. 
Zaczerwieniła się, przypominając sobie ich pocałunek i swoją 

panikę.  Było  jej  głupio,  więc  leżała  bez  ruchu  i  zbierała  siły, 
walcząc z mdłościami. 

Logan odezwał się, jakby czytał w jej myślach: 
- Leż spokojnie. Wolałbym nie być zmuszony do ponownego 

zbierania  cię  z  podłogi.  Jeśli  nie  masz  nic  przeciwko  temu  - 
skinął głową w stronę obu chłopców - to mój syn, Christopher, a 
to Josh. 

- Cześć - powiedziała. 
Logan spojrzał na starszego chłopca. 
-  Chcesz  coś  powiedzieć  pani  Rossiter?  Chłopiec,  który 

przyglądał  się  Glory  z  wystudiowaną  obojętnością,  nachmurzył 
się. 

- Wujku Loganię... 
- Po prostu to zrób - rzucił Logan stanowczo. 
- Dziękuję za wyczyszczenie klatki ze szczurami. Przykro mi, 

że wyciągnąłem błędne wnioski - szybko wyrecytował Josh. 

26

RS

background image

 

 

- Nie ma problemu - oświadczyła Glory. 
-  A  teraz  -  powiedział  Logan  do  siostrzeńca  -  może 

wprowadzisz do boksu konia pani Rossiter? I zamkniesz stajnię? 

Choć  brzmiało  to  jak  pytanie,  prawidłowa  odpowiedź  mogła 

być tylko jedna. Josh mruknął coś i wyszedł z wujem do kuchni. 
Kiedy zniknęli za drzwiami, Glory usiadła. 

Christopher uśmiechnął się szeroko. 
- Jak tatuś cię zobaczy, będzie wrzeszczeć. - Usiadł na sofie i 

wyznał  głośnym  szeptem:  -  Ale  nie  martw  się;  nawet  jeśli 
obieca, to i tak nie będzie cię bić. 

- Co za ulga. 
Przyjrzała  się  synkowi  Logana.  Był  piękny,  jak  z  obrazów 

Rubensa, pewny siebie, o inteligentnych brązowych oczach. 

-  Tak.  Czasem  udaje  podłego,  ale  nie  jest  taki.  Nawet  rysuje 

dla mnie naszego kota... 

A więc Logan m a kota. Glory z trudem stłumiła uśmiech. 
- Rysuje na serwetkach, w które zawija moje drugie śniadanie. 

Chodzę  do  pierwszej  klasy  -  wyznał  z  dumą.  -  A  nasz  kot 
nazywa się Bunnymuffins. 

- Rozumiem. - Próbowała okazać, że jest pod wrażeniem, ale 

myślała o Loganie, męskim Loganie, posiadającym stworzenie o 
imieniu Bunnymuffins i, co więcej, rysującym je dla dziecka. Z 
jakiegoś powodu ta informacja była niepokojąca. 

-  Naprawdę  jesteś  kuzynką  mojej  mamy?  -  zapytał 

Christopher. 

- Tak - odpowiedziała, zadowolona ze zmiany tematu. - A to 

znaczy, że my też jesteśmy kuzynami, wiesz? 

Jego twarz rozjaśniła się. 
- Naprawdę? 
- Mhm. - Zmarszczyła brwi i udawała, że się zastanawia.  
-  Kuzyni  pierwszego  stopnia,  jak  sądzę,  druga  woda  po 

kisielu. 

- Nie pamiętam mojej mamy - stwierdził rzeczowo chłopczyk. 

- Wyjechała, kiedy byłem zupełnie mały. Tatuś mówi, że bardzo 

27

RS

background image

 

 

mnie  kochała,  ale  czuła  się  samotna  na  ranczu  i  nie  mogła  z 
nami zostać. 

Glory  nie  wiedziała,  co  powiedzieć.  Widziała  Melanie  tylko 

raz,  na  pogrzebie  swoich  rodziców.  Pamiętała  piękną 
rozpieszczoną  nastolatkę,  która  rzuciła  zimną  uwagę  odnośnie 
skromnego stroju Glory, choć ta właśnie utraciła rodziców. Gdy 
dowiedziała się o nieoczekiwanym spadku, zastanawiała się, czy 
przypadkiem  nie  jest  to  ekstrawagancki  sposób  przeprosin  za 
dawną nieuprzejmość. 

- Czy była piękna? - zapytał tęsknie Christopher. 
- Bardzo - zapewniła go. 
-  Mama  Josha  też  była  piękna.  Widziałem  jej  zdjęcie. 

Wyglądała jak tatuś, tylko była dziewczyną. To dlatego, że była 
siostrą tatusia... 

-  Wystarczy,  Christopher  -  stwierdził  Logan,  wkraczając  do 

pokoju. 

W  jego  twarzy  drgał  mięsień,  ale  nie  odezwał  się  nawet 

wtedy,  gdy  zauważył,  że  Glory  usiadła  i  spuściła  stopy  na 
podłogę.  Niedbale  rzucił  na  stół  przyniesione  rzeczy: nożyczki, 
krążek  plastra,  dwa  ręczniki,  coś  w  rodzaju  sekatora  i 
plastykową torebkę z lodem. 

Wziął do ręki sekator i Glory spojrzała na niego ze strachem. 
- Co zamierzasz zrobić? - zapytała. 
- Rozciąć cholewę; - wyjaśnił krótko. 
-  Nie ma  mowy,  kowboju.  To  moje  ulubione buty.  Wzruszył 

ramionami. 

-  Kupisz  sobie  inne,  księżniczko.  Z  uporem  potrząsnęła 

głową. 

- Po prostu go zdejmij. Spojrzał jej w oczy. 
- Będzie bolało, i to mocno. 
-  Wiem,  ale  naprawdę  lubię  te  buty,  a  poza  tym...  jestem 

twarda, wiesz? 

Wyraz jego twarzy nie zmienił się. 
- Dobrze. Christopher - zwrócił się do syna - czas do łóżka. 

28

RS

background image

 

 

- Oj, tato - rzucił chłopiec z zakłopotaniem. 
- Daj mi buziaka - zażądał Logan. - Za chwilę przyjdzie Josh, 

żeby cię otulić, a potem ja też przyjdę. 

Zdawało  się,  że  mały  chce  protestować,  ale  powstrzymał  go 

stanowczy wyraz twarzy ojca. 

- Dobrze - mruknął z rezygnacją. Mimo to radośnie skoczył w 

ramiona  ojca  i  zachichotał,  gdy  ten  szepnął  mu  coś  do  ucha. 
Cmoknął Logana w policzek. - Ja też cię kocham, tato. 

Ojciec uścisnął  go, a potem obrócił i dał mu pieszczotliwego 

klapsa. 

- Dobranoc, nicponiu - rzucił stanowczo. 
- Dobranoc, tato. Dobranoc, Glory - wymamrotał, wychodząc 

z pokoju. 

Wchodził spokojnie po schodach, a w chwili gdy uznał, że już 

go nie usłyszą, zaczął podskakiwać na stopniach. 

- On jest cudowny - oświadczyła cicho Glory. 
- Tak - przyznał Logan. Jego ton sugerował, że nie ma ochoty 

rozmawiać z nią o swoim synu. Przyjrzał się jej bladej twarzy.  

- Wiesz, może nie uda mi się ściągnąć tego buta. 
Na  końcu  języka  miała  wyznanie,  iż  nie  stać  jej  na  kupno 

nowej pary; niepotrzebnie, i tak by jej nie uwierzył. 

- Zrób to - zażądała. 
Delikatnie ujął w dłonie jej obutą stopę. 
- Mówiłaś chyba, że od lat nie zdarzyło ci się spaść z konia? - 

zagadnął, podtrzymując  jedną ręką kostkę, zaś drugą chwytając 
za obcas. 

Ból był znaczny. Czoło Glory pokryło się potem, znów miała 

mdłości, ale tym razem była na to przygotowana. Zwinęła dłonie 
w pięści, wbijając paznokcie w skórę. 

- Dalej, Bradshaw. - Westchnęła, gdy but zaczął się zsuwać, a 

potem  ciągnęła,  zaciskając  zęby:  -  Nie  trzeba  spadać  z  konia, 

żeby ulec zranieniu. Niemów, że nigdy nie byłeś uszczypnięty, 
kopnięty albo podeptany. 

Potrząsnął głową. 

29

RS

background image

 

 

- Nie ja. - Rzucił jej znaczące spojrzenie. - Nic i nikt mnie nie 

podepcze. 

But  znalazł  się  w  jego  rękach  i  Glory  opadła  na  poduszki. 

Nawet nie była w stanie zaprotestować, gdy Logan zbliżył się i 
jednym ruchem położył ją na sofie. 

-  Tym  razem  nie  podnoś  się  -  polecił,  sięgnął  po  nożyczki  i 

zręcznie  rozciął  wewnętrzny  szew  jej  dżinsów  aż  do  kolana. 
Podciągnął  spodnie  do  góry,  zsunął  skarpetkę  i  gwizdnął  przez 
zęby,  widząc  siną  kostkę.  Delikatnieją  obmacał.  -  No  dobrze  - 
oznajmił wreszcie. - Nie sądzę, aby była złamana. 

-  To  tylko  zwichnięcie,  mówiłam  ci  -  oświadczyła, 

wstrzymując  oddech,  gdy  owijał  jej  nogę  ręcznikiem  i 
przykładał lód. 

Wyprostował się i spojrzawszy na nią, powiedział szorstko: 
- Równie dobrze możesz spędzić noc na tej sofie. 
- Nie - zaprotestowała natychmiast. Pomysł był zbyt kuszący: 

zostać w tym domu, z Loganem śpiącym w sąsiednim pokoju... 

- Mnie też się to nie podoba, ale to najrozsądniejsze wyjście. 

Nie  musiałbym  zostawiać  dzieciaków  w  środku  nocy,  żeby 
sprawdzić, jak się czujesz. 

Widać,  że  on  nie  cierpi  z  powodu  niepohamowanego 

pożądania,  pomyślała  Glory  ponuro.  I  co  mogła  powiedzieć? 
Jego zaciśnięte szczęki wskazywały na to, że nie zmieni zdania i 
nie  zwróci  uwagi  na  jej  oświadczenie,  iż  nie  potrzebuje  opieki. 
Nagle poczuła się zbyt zmęczona, aby protestować. 

- Dobrze - powiedziała. 

Łatwa kapitulacja zaskoczyła go. Skierował się do drzwi. 
- Przyniosę ci środek przeciwbólowy, poduszkę i koc. 
Ziewnęła, wtulając się w sofę. 
- Dzięki. 
Zasnęła przed powrotem Logana. 
Ostrożnie  postawił  na  stoliku  szklankę  z  wodą  i  aspirynę. 

Czuł  bolesne  pożądanie,  widząc  Glory  zwiniętą  w  kłębek  jak 
kot, z ręką pod policzkiem, z uchylonymi wilgotnymi wargami. 

30

RS

background image

 

 

Trzaśniecie  siatkowych  drzwi  przywróciło  mu  rozsądek. 

Odwrócił się i zobaczył stojącego w progu Josha. 

- Zająłeś się wszystkim? - zapytał. 
-  Tak.  Nawet  pamiętałem  o  włączeniu  alarmu.  Logan 

zignorował zrzędliwą nutę w głosie chłopca. 

- Dziękuję. 
Josh wzruszył ramionami. 
- Nie miałem wyboru - przypomniał. Przerwał i gdy ponownie 

się odezwał, w jego głosie zabrzmiało podniecenie: - Widziałeś 
jej ogiera? - Był doskonałym jeźdźcem i kochał konie tak samo 
jak wuj. Gdy Logan potrząsnął głową, zagwizdał cicho.  

- To lepiej zobacz - polecił. Po raz pierwszy, kiedy spojrzał na 

postać na sofie, w jego oczach błysnęło zainteresowanie.  

- To dopiero koń! - Jakby opamiętując się, zrobił zakłopotaną 

minę.  

- No, to dobranoc - rzucił, okręcił się na pięcie i wyszedł. 
- Dobranoc - odpowiedział Logan. 
Pochylił  się,  poprawił  torbę  z  lodem,  nakrył  Glory  kocem  i 

zgasił  wszystkie  światła  poza  jednym.  Był  już  przy  drzwiach, 
gdy doszedł go cichy szept: - Dziękuję, Logan. 

Zacisnął  zęby,  czując  nagłą  chęć  położenia  się  obok  niej. 

Wyobraził  sobie,  jak  wślizguje  się  między  jej  uda.  Widział 
oczyma  wyobraźni  jej  ręce  wokół  swej  szyi  i  rozchylone  usta, 
prawie słyszał ciche okrzyki pożądania... 

Poczuł gorąco w podbrzuszu. Gorąco, pożądanie 
i... 
Nie.  Wziął  głęboki  oddech  i  powiedział  coś  bardzo  cicho  i 

bardzo  gwałtownie.  Mógł  poradzić  sobie  z  ogniem.  Dowiódł 
tego wcześniej. 

Przysięgał  sobie,  że  już  nigdy  nie  zapragnie  kobiety  i  sama 

myśl  o  tym,  że  wyobrażał  sobie  siebie  z  Gloryanne  Rossiter 
wydała mu się niepokojąca. 

31

RS

background image

 

 

Prostując  ramiona,  wmawiał  sobie,  że  jego  panika  jest 

bezpodstawna.  Tak  reagował  na  stres  związany  z  finansami  i 
nieoczekiwane wydarzenia dnia. 

Może  pragnął  Gloryanne  Rossiter,  ale  nie  potrzebował  jej. 

Mężczyzna  zaangażowany  uczuciowo  staje  się  wrażliwy  i 
podatny  na  rozczarowania, a on miał ich tyle, że wystarczy  mu 
do końca życia. 

Z tą myślą skierował się do swego pokoju. 
Wszedł  do  łazienki  i  odkręcił  w  prysznicu  kurek  z  zimną 

wodą  na  cały  regulator.  Zrzucił  buty,  a  potem stanął w ubraniu 
pod strumieniem wody. Wtedy odkrył, że pomimo rozpaczliwej 
nadziei,  że  stanie  się  inaczej,  nic  nie  było  w  stanie  ochłodzić 
jego rozpalonego ciała i uciszyć gwałtownego bicia serca. 

 
 
 

 
 
 
 
 
 

 
 
 
 
 
 

 
 
 
 
 
 

32

RS

background image

 

 

ROZDZIAŁ CZWARTY 

 
Podtrzymując  kosz  z  praniem  na  biodrze,  Gloryanne 

zatrzymała  się  przed  drzwiami  sypialni  Logana.  Z  ręką  na 
klamce zastanawiała się, dlaczego ma opory przed wejściem do 

środka. 

To tylko mężczyzna, zbeształa siebie. I co z tego, że ciągnie ją 

do  niego z siłą większą  niż  siła  erupcji  wulkanu?  Przez półtora 
tygodnia  okazywał  jej  na  każdym  kroku,,  iż  to  uczucie  nie  jest 
odwzajemnione.  Właściwie  od  tamtego  pocałunku  w  stajni 
celowo jej unikał. Przecież nie miała zamiaru domagać się, aby 
się  z  nią  kochał.  Flirt  z  Loganem  skomplikowałby  jej  tylko 

życie. 

Chciała jedynie położyć uprane rzeczy i posprzątać. Poza tym 

był  teraz  w  stajni  i  pomagał  weterynarzowi  zszywać  rocznego 

źrebaka, który wdał się w bójkę z płotem i nieźle oberwał. 

Dopiero  ta  myśl  sprawiła,  że  zdecydowała  się  wejść  do 

pokoju. Stanęła w progu i rozejrzała się ze zdumieniem. 

Nie  zobaczyła  tego,  czego  oczekiwała  i  co  wyobrażała  sobie 

pierwszego  dnia,  gdy  się  spotkali:  czarnych  atłasowych 
prześcieradeł, luster na suficie i olbrzymiego łoża. 

W  pokoju  stała  podniszczona  komoda  i  podwójne  żelazne 

łóżko.  Prostokątne  okno  osłonięte  było  sfatygowaną  żaluzją. 
Przy łóżku stał wąski stolik, na nim budzik i lampka nocna bez 
abażura.  Po  prawej  stronie  znajdowała  się  szafa  i  drzwi  do 

łazienki. 

To  wszystko.  Nie  było  zasłon,  dywanów,  luster.  Żadnych 

zdjęć,  pamiątek  czy  książek.  Żadnych  gazet.  Brakowało 
telewizora,  stereo,  a  nawet  radia.  Nie  było  widać  męskich 
drobiazgów  jak  bilon,  szczotka  do  włosów  lub  grzebień,  talerz 
po  nocnej  przekąsce,  butelka  wody  po  goleniu.  Pokój  był 
bezosobowy. 

33

RS

background image

 

 

Potrząsnąwszy  głową,  Glory  postawiła  kosz  na  podłodze  i 

podeszła  do  łóżka.  Zaczęła  zdejmować  pogniecione  beżowe 
prześcieradła. 

Wiedziała, że Logan pracuje piętnaście do osiemnastu godzin 

na  dobę  i  nie  ma  czasu  bawić  się  w  dekoratora  wnętrz.  Reszta 
domu  też  nie  przypominała  pałacu.  Dlaczego  więc  tak  bardzo 
martwił ją ten pokój? 

Nie  po  raz  pierwszy  przyłapała  się  na  rozważaniu  przyczyn 

braku  kobiety  w  życiu  Logana.  Z  kilku  niewinnych  uwag 
Christophera wynikało, że ojciec rzadko umawiał się na randki. 
Wiedziała z doświadczenia, że z jego temperamentem wszystko 
jest w porządku. Gdyby zapragnął towarzystwa, wystarczyłoby, 

żeby  o  tym  napomknął,  a  już  każda  wolna  kobieta  ze  strefy 
Pacyfiku znalazłaby się na jego progu, błagając o szansę. 

A więc dlaczego był samotny? Nawet jeśli nie ułożyło mu się 

w  małżeństwie,  to  rozwód  nikogo  nie  dyskredytował  w 
obecnych  czasach.  Ostatecznie  nie  zdarzyło  się  to  wczoraj. 
Minęło już sześć lat. 

Instynkt  podpowiadał  jej,  że  ma  to  jakiś  związek  z  Joshem. 

Christopher  był  ufny  i  otwarty,  dzięki  czemu  szybko  znaleźli 
wspólny  język.  Josh  unikał  jej,  tak  jak  Logan.  Jedynym 
wyjątkiem były chwile, gdy pracowała z Je'zharem. Wtedy Josh 
szukał  jej  towarzystwa,  choć  starał  się  kryć,  tak  aby  go  nie 
widziała.  Na  jego  twarzy  malowała  się  tęsknota,  ostrożność  i 
poczucie  klęski,  jakby  bardzo  czegoś  pragnął  i  wiedział,  że 
nigdy tego nie otrzyma. 

Glory  rozpoznawała  ten  wyraz,  gdyż  przypominał  jej 

dzieciństwo. Wiedziała, co to znaczy: czuć się osądzanym i nie 
dorastać  do  oczekiwań;  nie  mieć  żadnej  szansy  na  odkupienie 
winy. 

Wygładziła 

fałdę 

prześcieradła. 

Poczuła 

skurcz 

na 

wspomnienie  litości  w  oczach  pracownicy  społecznej,  gdy  ta 
informowała  ją,  że  ciotka  Louise  i  wuj  Frank  jej  nie  chcą. 
Natychmiast powróciła znana litania pytań. 

34

RS

background image

 

 

Dlaczego? Co jest ze mną nie tak? Dlaczego mnie nie chcą? 
Mając  dwadzieścia  sześć  lat  zrozumiała,  a  przynajmniej  tak 

jej  się  wydawało,  że  wina  leżała  po  stronie  ciotki  i  wuja,  a  nie 
jej.  Choć  jej  ojciec  i  ojciec  Melanie  byli  braćmi,  nie 
utrzymywali  bliskich  kontaktów.  Wuj  nie  miał  ochoty 
zaopiekować  się  nieśmiałą  dziewczynką,  niepodobną  do  jego 
pięknej  Melanie  i  wolącą  dżinsy  od  sukienek,  a  konie  od 
wózków z lalkami. 

Potrząsnęła  głową,  zdumiona,  że  po  tylu  latach  odrzucenie 

nadal  boli.  Kolejne  sześć  lat  spędziła  w  dziewięciu  różnych 
rodzinach zastępczych i te wspomnienia także były bolesne. 

Różnica  między  nią  i  Joshem,  myślała,  polega  na  tym,  że  on 

nie jest ani  nie  chciany,  ani  samotny.  Ma  wuja, który kocha  go 
jak syna i gotów jest oddać za niego życie. 

Teraz, gdy tu zamieszkała, wrogość Logana wystarczała jej aż 

nadto. Gdyby istniała szansa, że jej konie pomogą zlikwidować 
napięcie  między  nią  i  Joshem,  zamierzała  zaryzykować.  W 
gruncie rzeczy... 

- Co ty tu robisz? 
Obróciła się, czując serce w gardle. W drzwiach stał Logan. 
- Och, to ty - wyjąkała. 
- Chyba zadałem ci pytanie. 
Spojrzała  na  jego  twarz  i  zastanowiła  się,  co,  jego  zdaniem, 

mogła tu robić. Kraść prześcieradła? 

-  Zmieniam  pościel,  a  potem  chcę  posprzątać.  Jakby  mimo 

woli, przeniósł wzrok z niej na łóżko 

i z powrotem. Miał dziwny wyraz twarzy. 
- Mogłabyś to zrobić trochę później? - zapytał wprost.  
- Chciałbym się przebrać. 
Natychmiast  wyobraziła  go  sobie  nagiego.  Na  pewno  ma 

szerokie  ramiona  koloru  drewna  tekowego,  smukłe  plecy  i 
proste silne nogi. Próbowała sobie przypomnieć, czy prała jego 
szorty  lub  slipy,  zastanawiając  się  jednocześnie,  w  którym 

35

RS

background image

 

 

miejscu kończyłaby się jego opalenizna. W talii? A może byłby 
brązowy wszędzie, poza... 

-  Wolałbym  zrobić  to  jeszcze  w  tym  roku,  jeśli  nie  masz  nic 

przeciwko temu - rzucił sarkastycznym tonem.  

- Powiedziałem Christopherowi, że może pojechać ze mną po 

południu  do  nabywcy  konia  i  chciałbym  zdążyć  na  szkolny 
autobus. 

Nie  mogła  się  poruszyć.  Cierpiąc  z  powodu  niezdolności  do 

kontrolowania własnego  ciała, które zdawało się być sterowane 
hormonalnym 

automatycznym 

pilotem, 

znalazła 

powód 

wyjaśniający jej bezruch. 

- Sprzedałeś konia? 
Rzucił  jej  nieodgadnione  spojrzenie  i  z  premedytacją  zdjął 

koszulę. 

- Tak. Nareszcie znalazłem kupca na Afternoon Delight. 
Koszula opadła na podłogę. 
Zdawało się, że serce wyskoczy jej z piersi. Dobry Boże, czy 

tak łatwo ją rozszyfrować? Zaczerwieniła się i spuściła wzrok. 

- To ten mały gniadosz z białą nogą. 
-  Słusznie.  -  Wzięła  głęboki  oddech.  Nie  patrząc  na  niego, 

czuła  się  lepiej,  ale  mimo  to  nadal  nie  mogła  się  ruszyć.  -  To 
dobrze. 

Wyraźnie  zniecierpliwiony  Logan  wyminął  ją,  wziął  z  szafy 

czystą zmianę bielizny i skierował się do łazienki. 

-  Zamierzam  wziąć  prysznic  -  warknął.  -  Myślisz,  że  uda  ci 

się wyjść stąd, zanim skończę? 

-  Na  pewno  -  obiecała,  wyobrażając  sobie  jego  reakcję  na 

propozycję umycia mu pleców. 

Jakby czytając w jej myślach, Logan zaklął cicho i zatrzasnął 

za sobą drzwi. 

Glory  spojrzała  na  niewielką  poduszkę.  Marszcząc  brwi, 

zerknęła  na  kołdrę.  Pomyślała,  że  noce  są  chłodne  i  Logan 
powinien mieć dodatkowy koc. 

36

RS

background image

 

 

Ta  myśl  wyrwała  ją  z  bezruchu.  Podbiegła  do  bieliźniarki, 

chwyciła koc, poduszkę i powłoczkę, wróciła do łóżka i szybko 
je  zaścieliła.  Później  odkurzyła,  wypolerowała  szafkę  nocną  i 
komodę, przygotowała czyste ubranie, zabrała brudną bieliznę i 
słysząc zakręcanie prysznica, rzuciła się do drzwi. 

Już w kuchni, nie mogła pozbyć się niezadowolenia. Musiała 

przyznać z niechęcią, że tylko częściowo jest ono spowodowane 
wizytą w pokoju Logana. 

Je'zhar, młody arab, którego Glory hodowała od źrebięcia, był 

koloru  palonego  mahoniu.  Jego  pochodzenie  można  było 
prześledzić na sto lat wstecz. 

Jak  każdy  młody  książę  krwi,  był  bardzo  wymagający  i  gdy 

tylko Glory zjawiała się w stajni, zaczynał tupać, domagając się 
jej uwagi. Choć bardzo lubiła Faisanę, w jej sercu było miejsce 
zarezerwowane wyłącznie dla Je'zhara. 

Weszła  do  stajni.  Koń  podrzucił  głową  i  parsknął  z  pogardą, 

demonstrując  niezadowolenie  spowodowane  przejawianym 
ostatnio przez nią brakiem zainteresowania. 

- Cześć, Zharie - powiedziała, wyciągając z kieszeni płaszcza 

jabłko. Ogier zadrżał, czując zapach dojrzałego owocu.  

- Zobacz, co ci przyniosłam. 
Jeśli  cokolwiek  przewyższało  dumę  Je'zhara,  był  to  jego 

apetyt.  Zapomniał  o  urazie  i  po  sekundzie  stał  u  jej  boku, 
sięgając po jabłko. 

Po chwili ogier był już wyszczotkowany, miał założoną uzdę i 

lekkie płaskie siodło. Glory wyprowadziła go na padok i zanim 
wskoczyła  na  siodło,  przywiązała  koniec  linki,  założonej  na 
ramię, do słupka. 

Włożyła  stopy  w  strzemiona  i  ujęła  cugle.  Zwierzę  drżało  i 

gdy  tylko  cicho  wydała  polecenie,  ruszyło  przed  siebie  jak 
pocisk wystrzelony z katapulty. Zaczęli normalne ćwiczenia: od 
rozgrzewki,  poprzez  ósemki  aż  do  skomplikowanych  układów 
ruchowych. 

37

RS

background image

 

 

Dopiero  po  czterdziestu  minutach  Glory  uniosła  głowę  i 

zobaczyła stojącego w cieniu Josha. Ściągnęła cugle. 

- Cześć! - zawołała, udając zaskoczenie. - Jak było w szkole? 
Wsadził ręce do kieszeni i wzruszył ramionami. 
- W porządku - stwierdził bez emocji, unikając jej wzroku. 
- Masz buty na nogach? - zapytała, jakby nie mogła ich sama 

zobaczyć. 

-  No...  tak.  -  Spojrzał  na  nią  w  sposób  bardziej 

przypominający ciekawość niż wrogość. 

Zsunęła się z konia. 
- Może w takim razie pomożesz mi? 
-  Ja?  -  wykrztusił,  zaskoczony.  Pochyliła  się  i  pomasowała 

łydkę. 

- Aha. Boli mnie kostka, a tego konia ciągle rozpiera energia. 
- Co miałbym robić? 
- Pojeździć na nim, jeśli nie przeszkadza ci linka. Nylonową, 

długą linkę można było doczepić do 

siodła  i  kierować  koniem  z  ziemi.  Glory  obserwowała Josha, 

ujeżdżającego  konie  Logana  i  wiedziała,  że  chłopiec  jest 
dobrym  jeźdźcem,  lecz  Je'zhar  był  silny,  szybki  i  trudny  do 
kontrolowania.  Linka  pełniła  rolę  koniecznego  zabezpieczenia, 
gdyż Glory nie chciała ryzykować bezpieczeństwa Josha. 

-  Chcesz,  żebym  na  nim  jeździł?  -  Na  twarzy  Josha 

odmalowało się niedowierzanie. 

- Jeśli nie masz nic przeciwko temu. 
-  No  przecież!  To  znaczy...  -  Odchrząknął  i  z  szacunkiem 

wyciągnął rękę, aby pogładzić szyję ogiera. 

Nozdrza  konia  drgnęły,  gdy  wciągnął  zapach  chłopca. 

Prychnął i zbliżył się, chwytając wargami koszulę Josha. 

- Uważaj, żeby cię nie uszczypnął - ostrzegła Glory i, podając 

zaskoczonemu  chłopcu  cugle,  odwiązała  linkę  od  słupka.  -  To 
przez  te  przysmaki,  które  mu  przynosiłeś.  Droga  do  jego  serca 
zdecydowanie prowadzi przez żołądek. 

38

RS

background image

 

 

Broniąc  się  przed  natarczywymi  poszukiwaniami  araba,  Josh 

zaczerwienił się. Glory tak zwyczajnie wspomniała o czymś, co 
uważał za swój sekret. 

- Skąd wiesz? - mruknął. 
Uśmiechnęła się. 
- To proste, mój drogi. Połączenie kurczącego się w szybkim 

tempie  zapasu  marchewek  w  lodówce  i  nie  skrywanej  radości 
konia na twój widok. Zwykle na obcych patrzy spode łba. 

- Och. - Chłopiec spojrzał niepewnie na angielskie siodło.  
- Muszę używać tej babskiej rzeczy? - zapytał. 
- Tak - odpowiedziała, regulując strzemiona. 
-  Myślę,  że  kiedy  się  przyzwyczaisz,  polubisz  je.  Patrzyłam, 

jak  ujeżdżasz  konie  wuja.  Masz  lekkie  ręce  i  dobrą  postawę. 
Sam  się  zdziwisz,  kiedy  zauważysz,  że  w  ten  sposób  lepiej 
czujesz  konia.  Ale  –  ostrzegła  -  musisz  uważać.  To  nie  jest 
siodło  zachodnie  i  na  tej  „babskiej  rzeczy"  nie  ma  się  czego 
trzymać.  Jeśli  nie  będziesz  ostrożny,  Zharie  wyrzuci  cię  w 
powietrze. 

-  Będę  uważać  -  obiecał  Josh  niedbałym  tonem,  lecz  w  jego 

oczach zabłysły iskierki radosnego oczekiwania. 

Zaczepiła  linkę  o  siodło  i  pomogła  chłopcu  wsiąść.  Potem 

pokazała,  jak  ma  trzymać  wodze.  Kiedy  Josh  był  gotowy, 
odsunęła  się,  popuszczając  linę.  Koń  ruszył,  zataczając  coraz 
szersze kręgi. 

Glory  miała  talent  do  nauczania,  a  Josh  okazał  się  pojętnym 

uczniem,  szybko  przystosowując  się  do  nowego  stylu  jazdy. 
Przerwali lekqę dopiero wtedy, gdy Glory zerknęła na zegarek i 
uprzytomniła  sobie,  że  najwyższy  czas  zacząć  przygotowywać 
obiad. 

-  To  było  wspaniałe.  -  Z  zarumienionej  twarzy  Josha  biła 

satysfakcja. - Możemy to kiedyś powtórzyć? 

-  Jasne.  Naprawdę  dobrze  jeździłeś  -  powiedziała  szczerze, 

zwinęła  linkę  i  podała  ją  chłopcu.  Podciągnęła  strzemiona  tak, 
aby  nie  uderzały  o  boki  konia  i  ruszyła  do  stajni.  -  Patrząc  na 

39

RS

background image

 

 

ciebie  nikt by  nie  zgadł,  że  to  twoja  pierwsza  jazda  na  płaskim 
siodle. 

- Naprawdę tak myślisz? - dopytywał się, idąc za nią. 
-  Zdecydowanie.  Powinieneś  widzieć  mój  pierwszy  raz. 

Miałam  wtedy  siedemnaście  lat  i  kiedy  koń  ruszał  w  jedną 
stronę, ja zsuwałam się w drugą. 

Spojrzał na nią, zdumiony. 
-  Siedemnaście?  Ale...  tak  dobrze  jeździsz.  Zupełnie  jakbyś 

robiła to całe życie. 

- Dziękuję. Kiedy byłam mała, jeździłam w zachodnim stylu. 

Moja  rodzina  miała  trochę  ziemi  i  zawsze  trzymaliśmy  konie. 
Mama bardzo je kochała. Jazdy w angielskim siodle nauczyłam 
się  później,  od  kobiety,  która  hodowała  i  trenowała  araby. 
Miałam wtedy kłopoty. Bev i jej konie dodały mi sił. 

Ostatni  rok  pod  opieką  rodziny  zastępczej  Glory  spędziła  z 

Bev Cartwright.  Potem  została,  żeby  pracować  jako pomocnica 
starszej  kobiety.  Rok  temu  stan  zdrowia  Bev  pogorszył  się  i 
musiała odejść na emeryturę. Wówczas Glory zaczęła pracować 
dla  Waylan  Arabians.  Szef  firmy  uznał,  że  może  zdobyć 
wyjątkowego  konia  i  pracowitego  trenera  za  stosunkowo  niską 
cenę obrączki ślubnej. 

- No tak, ale przynajmniej znałaś swoich rodziców 
- powiedział Josh, kopiąc butem kawałek żwiru. 
- Mama nigdy nie powiedziała mi, kim jest mój tata, a potem 

porzuciła  mnie.  -  Zerknął  na  Glory  kątem  oka,  jakby 
sprawdzając efekt słów. 

Glory ukryła zaskoczenie. Wiedziała od Christophera, że Josh 

jest  synem  siostry  Logana,  ale  przypuszczała,  iż  jego  matka 
umarła. Nawet przez myśl jej nie przemknęło inne wyjaśnienie. 

Zrozumiała,  że  jest  poddawana  testowi,  więc  w  milczeniu 

zastanawiała  się  nad  odpowiedzią.  Weszli  do  stajni,  w  której 
panował przyjemny chłód. 

40

RS

background image

 

 

- Nie chciała mnie wtedy i teraz też nie chce - dodał chłopiec 

gwałtownie.  -  i nigdy  nie  wyszła  za  mąż.  To  znaczy, że  jestem 
bękartem. 

Glory  podała  mu  wodze.  Zaprzeczanie  pierwszej  części  jego 

wypowiedzi  nie  miało  sensu,  więc  skoncentrowała  się  na 
drugiej. 

-  Czy  to powinno  mnie  zaszokować?  -  zapytała,  zdejmując z 

konia siodło. 

- A nie szokuje? 
Wiedziała,  że  ryzykuje,  ale  zdecydowała  się  powiedzieć 

prawdę. 

-  Szczerze  mówiąc,  nie  obchodzi  mnie  to.  Niektórzy  ludzie 

będą  cenić  cię  mniej  dlatego,  że  twoi  rodzice  nie  byli 
małżeństwem,  ale  ja  do  nich  nie  należę.  -  Przerwała  i  dodała 
ostro:  -  Martwi  mnie  coś  innego.  Zdaje  się,  że  nie  doceniasz 
tego, co masz. 

Przez  chwilę  wyglądał  na  zbitego  z  tropu.  Z  wyrazu  jego 

twarzy  widać  było,  iż  spodziewał  się  współczucia  i  Glory 
uznała,  że  tak  musieli  reagować  ludzie  na  wiadomość  o  jego 
pochodzeniu.  Później  zrozumiał,  że  w  słowach  Glory  brzmiała 
krytyka i zaczerwienił się. 

-  Co  to  ma  znaczyć?  -  spytał  zaczepnie.  Wzruszyła 

ramionami. 

- To znaczy, że powinieneś być dumny z rodziny, którą masz, 

a  nie  rozpaczać  nad  tą,  której  nie  posiadasz.  Wuj  Logan  kocha 
cię  jak  prawdziwy  ojciec,  a  Christopher  niemal  całuje  ślady 
twoich stóp. Powinieneś się cieszyć, że ich masz. 

- Nie rozumiesz - rzucił agresywnie. 
-  Może  nie,  więc  wyjaśnij  mi  wszystko  raz  jeszcze.  -  Jesteś 

taka sama jak moja mama i ciotka Melanie. 

Teraz wydaje  ci się, że to dobrze tak pomieszkać z nami, ale 

szybko się znudzisz i wyjedziesz! 

Czyżby  słyszała  to  już  wcześniej?  Najwyraźniej  Jose  i  jego 

wuj  mieli  więcej  wspólnych  cech,  niż  jej  się  zdawało.  Obaj 

41

RS

background image

 

 

wyznawali  filozofię:  „Kiedy  czujesz  się  zagrożony,  atakuj". 
Powiesiła siodło na kołku, wzięła szczotkę, wyszła na zewnątrz i 
zaczęła szczotkować ogiera. 

- Nie będę kłamać, Josh. Nie mogę obiecać, że zostanę tu pięć 

lat,  pięć  miesięcy  czy  choćby  pięć  dni.  Między  twoim  wujem i 
mną  nie  wszystko  układa  się  dobrze  i  nie  wiem,  co  będzie  w 
przyszłości.  Mogę  powiedzieć  ci  tylko  jedno.  -  Odwróciła  się  i 
popatrzyła spokojnie w nachmurzoną twarz chłopca.  

-  Chciałabym,  żebyśmy  zostali  przyjaciółmi  i  to  się  nie 

zmieni, niezależnie od tego, gdzie będę mieszkać. I zawsze będę 
z tobą szczera, choć czasem może to być dla nas niewygodne. 

-  Jeśli  powiem,  że  nie  chcę  się  z  tobą  zaprzyjaźnić,  czy  to 

znaczy, że nie nauczysz mnie jeździć w angielskim siodle? 

Z wyrazu jego twarzy odczytała, jakiej odpowiedzi oczekuje. 
-  Nie.  Jeśli  chcesz,  z  radością  będę  cię  uczyć.  Zapadła  pełna 

niedowierzania cisza. 

- Przecież mogę nie chcieć przyjaźnić się z tobą - ostrzegł. 
-  Możesz  nie  chcieć  -  zgodziła  się,  przesuwając  szczotką  po 

szczupłym boku Je'zhara. 

Za jej plecami Josh poruszył się niespokojnie. 
- Nie rozumiem cię - wyznał w końcu. - Dlaczego jesteś taka 

miła? Czego chcesz? 

- Od ciebie? - zapytała cicho. - Tego samego, co chcę ci dać. 

Szansy, Josh; po prostu szansy. 

Wpatrywał  się  w  nią  zdumiony  i  po  chwili  powiedział  tak 

cicho, że z trudem go zrozumiała: 

- Na razie nie wiem, dobrze? 
Obrócił się na pięcie i odszedł. 
Gloryanne  wiedziała,  że  teraz  najlepiej  zostawić  go  w 

spokoju. W milczeniu obserwowała oddalającą się sylwetkę. 

Potem  oparła  policzek  o  ciepły  bok  konia,  przypominając 

sobie  podobną  rozmowę  z  przeszłości.  Słyszała  surowy  głos 
Bev,  kontrastujący  ze  współczuciem  malującym  się  w  jej 
oczach:  „Odpuść  sobie,  dziewczyno.  Nie  zawsze  możesz 

42

RS

background image

 

 

kontrolować  to,  co  niesie  świat,  ale  możesz  zadecydować,  co  z 
tym  zrobić.  Jeśli  dostaniesz  kosz  cytryn,  od  ciebie  zależy,  czy 
skwaszą ci życie, czy też znajdziesz sposób na zrobienie z nich 
lemoniady." 

I  jej  własny  głos,  młody,  rozpaczliwy  i  gniewny,  tak  bardzo 

przypominający  głos  Josha:  „Nie  wiem,  rozumiesz?  Po  prostu 
nie wiem." 

-  Ale  teraz  już  wiem  -  szepnęła  do  Je'zhara,  gładząc  jego 

jedwabistą szyję. 

Najtrudniej będzie znaleźć sposób podzielenia się tą wiedzą z 

Joshem  tak,  aby  go  nie  odstraszyć  i  żeby  nie  wzbudzić  jeszcze 
większej wrogości w jego wuju. 

 

 
 
 

 
 
 
 
 
 

 
 
 
 
 
 

 
 
 
 
 
 

43

RS

background image

 

 

ROZDZIAŁ PIĄTY 

 
Poranne  słońce  zabarwiło  ciemnobrązowe  niziny  na  złoty 

kolor.  Logan  przewrócił  się  na  plecy  i  poprawił  poduszkę  pod 
głową. 

Ziewając  przyglądał  się  grze  świateł  na  suficie  i  próbował 

zgadnąć, czy obudziło go słońce, czy kuszący aromat kawy. 

A  może,  pomyślał  marszcząc  brwi,  to  stłumione  chichoty 

przerwały  jego  sen.  Słyszał  wyraźnie  śmiech  Christophera  i 
Gloryanne, dobiegający z kuchni. 

Trudno uwierzyć, ale Gloryanne podołała wyzwaniu, jakie jej 

rzucił.  Dom  lśnił  czystością,  pranie  zawsze  było  zrobione  na 
czas, a posiłki tak smaczne, że  Loganowi  groziło przybranie na 
wadze. 

W  dodatku  ta  dziewczyna  okazała  się  najlepszym 

pomocnikiem w stajni. Zajmowała się swoimi dwoma arabami i 
z ochotą wykonywała inne niezbędne prace: od grabienia siana, 
poprzez szczotkowanie koni, do sprzątania stajni. 

Powinien  być  zadowolony.  Do  diabła,  powinien  szaleć  ze 

szczęścia. 

Ale  tak  nie  jest,  pomyślał  ponuro.  Z  każdym  dniem  czuł  się 

bardziej wytrącony z równowagi. Jego zdenerwowanie nie było 
spowodowane wyłącznie tym, że sprawy ułożyły się nie po jego 
myśli.  Wyjaśnienia  nie  stanowiło  też  dręczące  pożądanie, 
którego nie miał zamiaru zaspokoić. Było coś więcej. Ale co? 

Czując  lekki  zapach  cytryny  pomyślał,  że  być  może  wytrąca 

go z  równowagi  fakt, że  Gloryanne  zdążyła już odcisnąć swoje 
piętno na otaczających go rzeczach. 

Nawet  nie  musiał  wychodzić  z  pokoju,  żeby  to  zauważyć. 

Widział  wypolerowaną  komodę,  dodatkowy  koc  i  poduszkę  na 

łóżku.  W  oknie  pojawiły  się  gazowe  firanki,  na  lampie 
marszczony  abażur.  Znalazło  się  nawet  miejsce  dla  kwiatka: 
rośliny o pokrytych meszkiem liściach i różowych kwiatach. 

44

RS

background image

 

 

Usłyszał  kolejny  wybuch  śmiechu.  To  też  go  niepokoiło. 

Męczyła go obecność Glory w jego domu, a jej głos wywoływał 
tęsknotę za tym, z czego dawno zrezygnował. Za uprzejmością, 
towarzystwem, kimś delikatnym i chętnym do przytulenia się w 
nocy. 

Tęsknota tylko zwiększyła jego frustrację. Nauczył się już, że 

wszystko jest złudzeniem, a marzenia o spełnieniu nie pomagają 

żyć. 

W końcu ona wyjedzie. Może na razie bawi ją zajmowanie się 

domem, chłopcami i nawet nim, lecz wiedział, że to nie potrwa 
długo. Widział ją na koniu 

1  ocenił  jako  dobrą,  a  nawet  bardzo  dobrą.  Na  pewno  nie 

zostanie  w  Columbia  Creek,  był  tego  pewny.  Prędzej  czy 
później  zmęczy  ją  praca,  dzieci  przestaną  zachwycać;  zatęskni 
za  wszystkim,  do  czego  przywykła,  i  wyjedzie.  A  jeśli  do  tej 
pory  pozwoli  jej  zaleźć  sobie  za  skórę  bardziej  niż  dotychczas, 
jak się wtedy poczuje? 

Spojrzenie na zegarek wyrwało go z zadumy. Usiadł na łóżku 

i, wciągając skarpetki, wpatrywał się w budzik. Nie wierzył, że 
zaspał. 

Zmarszczył  brwi.  Zeszłej  nocy  położył  się  późno,  gdyż 

zajmował  się  klaczą,  która  miała  bóle  brzucha.  Padał  ze 
zmęczenia, a jednak mógł przysiąc, że nastawił budzik. 

W pośpiechu wciągnął buty i wpadł do łazienki 
z zamiarem ogolenia się. Cieszył się tylko z tego, że nie musi 

się  kąpać.  Ostatnio  tyle  razy  brał  lodowaty  prysznic,  iż  miał 
podrażnioną skórę. 

-  Poddaję  się!  -  radośnie  poinformował  Gloryanne 

Christopher.  

- Dlaczego ludożercy nie jedzą klownów? 
Glory  wyjęła  z  lodówki  butelkę  soku  pomarańczowego  i 

napełniła kubek dziecka. 

- Ponieważ, głuptasie - pouczyła go i zanim zdążyła skończyć, 

chłopczyk zachichotał - oni mają śmieszny smak. 

45

RS

background image

 

 

Roześmiał się zachwycony i natychmiast poprosił: 
- Opowiedz jeszcze jeden dowcip. 
Gloryanne skryła uśmiech, gdy Josh wzniósł oczy do sufitu. 
-Pięć żartów temu umówiliśmy się, że to już ostatni. 
- Proszę - błagał chłopczyk. 
Puściła do niego oko i udała, że się zastanawia. 
- Być może, ale tylko być może, znam jeszcze jeden. 
- Opowiedz! 
Choć  wyglądem  nie  przypomina  ojca,  potrafi  być  jak  Logan 

uroczy,  zauważyła  Glory.  Musiała  go  zająć  przez  kilka  minut, 
inaczej nie byłaby w stanie skończyć przygotowywania posiłku. 

- Najpierw musisz nakryć do stołu. Jeśli mam cię odwieźć do 

szkoły, powinniśmy zaraz ruszać. 

-  Dobrze  -  zgodził  się,  chwytając  nakrycie.  -  Nie  wierzę,  że 

naprawdę nas odwieziesz! Zawsze jeździmy autobusem, bo tatuś 
pracuje. Mogę usiąść z przodu? 

-  Josh  chyba  nie  będzie  miał  nic  przeciwko  temu,  prawda, 

Josh? 

- Ależ skądże - mruknął nastolatek zbolałym głosem. 
- Świetnie! - zawołał szczęśliwy Christopher. 
Tak łatwo było go zadowolić. Patrząc na jego rozpromienioną 

buzię,  poczuła  falę  czułości.  Chłopczyk  spojrzał  na  nią 
wyczekująco. 

- A teraz opowiesz? 
Postawiła talerz z bekonem na środku stołu i zaczęła nakładać 

jajecznicę. 

-  No  pewnie.  Co  to  jest:  irlandzkie  i  stoi  całą  noc?  Chłopiec 

zastanawiał się w milczeniu. 

- Sinead 0'Connor? - spytał Josh. 
Glory udała, że nie widzi pojawiającego się na ustach chłopca 

uśmiechu. Lekkiego, ale zawsze uśmiechu. 

Narzekał  bez  końca,  kiedy  rano  ściągnęła  go  z  łóżka,  żeby 

pomógł  jej  wykonać  pracę  Logana.  Poprosiła  go  też,  aby 

46

RS

background image

 

 

wyłączył budzik wuja. Zrobił to z niechęcią, przewidując ponurą 
przyszłość dla nich obojga, kiedy Logan w końcu się obudzi. 

-  Niezupełnie  taką  odpowiedź  miałam  na  myśli,  Joshua  - 

zaprzeczyła,  czując  dreszcz  radości,  gdy  uśmiech  chłopca  stał 
się szerszy. 

- No to co to jest? - dopytywał się Christopher. 
- Nie mów z pełną buzią - upomniała go machinalnie.  
- Na pewno nie chcesz zgadywać? 
Zdecydowanie pokręcił głową. 
- Nie! 
- W takim razie powiem. Odpowiedź brzmi... Paddy 0'Mebel. 
Christopher  zaczaj  pokładać  się  ze  śmiechu,  a  Josh  wzruszył 

ramionami. 

Do kuchni wkroczył Logan. 
-  Dlaczego  nikt  mnie  nie  obudził?  -  zapytał  z  pretensją  w 

głosie,  chwycił  kubek  i  nalał  sobie  kawy.  Był  tak 
zdenerwowany, że zachlapał cały blat. 

- Potrzebowałeś snu. 
Delikatnie powiedziane. Przy takim trybie życia 
słabszy  mężczyzna  już  dawno  znalazłby  się  w  szpitalu. 

Ciężka  fizyczna  praca  i  pięć  do  sześciu  godzin  snu  na  dobę 
nikomu  nie  służyło.  Kiedy  zobaczyła  go  zeszłej  nocy, 
zdecydowała,  że  należy  to  przerwać.  Jak  widać,  on  miał  inne 
zdanie. 

- Tak?- Jego spojrzenie było zimne jak styczniowa noc.  
-  W  takim  razie,  księżniczko,  może  przejdź  się  do  stajni  i 

wytłumacz  to  koniom?  Oczywiście  przygotuj  się  na  tupanie  i 
demolowanie  przegród.  Kiedy  są  głodne,  zachowują  się  jak 
szalone. 

- Przecież Glory i Josh już je nakarmili - wtrącił z niewinnym 

uśmiechem Christopher. 

Ręka Logana, podnosząca kubek z kawą do ust, zamarła. 
- Co takiego? 
- Czy to nie jest miłe, tatusiu? 

47

RS

background image

 

 

Glory  nałożyła  porcję  jajecznicy  na  talerz  i  gestem  dłoni 

zaprosiła Logana do stołu. 

- Josh uznał, że przydałby ci się wolny ranek - powiedziała z 

uśmiechem,  stawiając  talerz  przed  mężczyzną.  Jednocześnie 
spojrzała  ostrzegawczo  na  nastolatka,  który  już  chciał  wyprzeć 
się  odpowiedzialności  za  ten  pomysł.  -  A  więc  zajęliśmy  się 
tym.  Chcesz  jeszcze  kawy?  -  Nie  czekając  na  odpowiedź, 
ponownie napełniła mu kubek. 

Christopher patrzył na ojca ze zdumieniem. 
- Nie podziękujesz? - zapytał. 
-  Dziękuję  -  bąknął,  zerknął  na  Josha  i  przeniósł  wzrok  na 

Gloryanne. - Tobie też. 

-  Nie  ma  za  co  -  odpowiedziała.  -  Warto było, choćby  po to, 

żeby  widzieć  Josha,  obijającego  się  o  ściany.  Nie  widziałam 
jeszcze nikogo, kto budziłby się równie długo. 

-  Hej  -  zaprotestował  chłopak.  -  Nie  każdy  wstaje  jak 

wystrzelony 

wyrzutni. 

Rankiem 

jesteś 

rześka 

do 

obrzydliwości. 

- Lubię poranki. - Glory podsunęła Loganowi talerz z tostami. 

-  Wszędzie  jest  tak  cicho.  Początek  dnia  daje  wrażenie 
nieskończonych możliwości. 

Czując na sobie świdrujący wzrok Logana, zebrała naczynia i 

wstawiła je do zlewu. Podeszła do drzwi wiedząc, że postępuje 
jak tchórz. 

-  Zostawcie  talerze  w  zlewie  -  poleciła,  zdjęła  fartuch  i 

włożyła kurtkę. - Później wrzucę wszystko do zmywarki. 

- Dokąd idziesz? - zapytał Christopher. 
- Wezmę torebkę i rozgrzeję dżipa. 
-  A  co  z  twoim  śniadaniem?  -  nalegał  chłopiec.  Wzruszyła 

ramionami i otworzyła siatkowe drzwi. 

- Zjadłam grzankę. - Uśmiechnęła się do dziecka łagodnie.   
-  A  ty  przestań  rozmawiać  i  pospiesz  się.  -  Spojrzała  na 

zegarek.    -  Wrócę  za  dziesięć  minut  po  was  i  po  ciastka,  wiec 
lepiej nie traćcie czasu. 

48

RS

background image

 

 

Zatrzymała się na ganku, słysząc pytanie Logana. 
- Ciastka? O co chodzi? 
- To na Dzień Kolumba, tato. - W głosie Christophera brzmiał 

entuzjazm. - Pani Sandman pytała, czy czyjaś mama nie zechce 
pomóc, no to powiedziałem, że Glory zechce. 

- Christopher... 
-  Glory  powiedziała,  że  w  Dzień  Kolumba  każdy,  kto  ma  na 

imię  Krzysztof,  powinien  pomóc.  I  zobacz,  nawet  znalazła  te 
małe  flagi,  żeby  je  wpiąć  i  żeby  ciastka  wyglądały  jak  „Nina", 
„Pinto" i „Auntie Maria". Niezłe, prawda? 

Odpowiedź Logana zagłuszyła ironiczna uwaga Josha: 
- To „Santa Maria" i „Pinta", głupi. 
- Nieprawda - zaprzeczył Christopher z godnością. 
- Prawda - sprzeciwił się Josh. 
- Przestańcie, chłopcy - zażądał Logan. 
Glory  usłyszała  skrzypnięcie  krzesła  i  kroki  Logana. 

Zaczerwieniła  się  na  myśl  o  tym,  że  gdy  ją  zobaczy,  posądzi  o 
podsłuchiwanie. Szybko odeszła. 

- Co to jest? - zapytał Logan Gloryanne. 
Było południe. Stali naprzeciwko siebie na ganku. 
Gloryanne, oparta o siatkowe drzwi, przeklinała swego pecha. 

Od  pamiętnego  ranka,  gdy  przez  nią  zaspał,  unikała  go. 
Wiedziała, że nadejdzie czas konfrontacji. 

Teraz  stali  twarzą  w  twarz,  bez  świadków,  jakimi  mogliby 

być  chłopcy.  Przyłapał  ją  na  gorącym  uczynku.  Chciała 
najpierw  przekonać  go  do  swego  pomysłu,  a  później  przyznać, 

że już go zrealizowała. 

Nie  chodziło  o  nic  złego  i  nie  chciała  nic  ukrywać.  Pragnęła 

jedynie uniknąć kolejnej kłótni. 

-  No  więc?  -  Gestem  podbródka  Logan  wskazał  to,  co 

trzymała  na  rękach  i  jednocześnie  uniósł  brew.  Wyraz  jego 
twarzy zwiastował nadciągającą burzę. 

Spuściła  wzrok,  jakby  aż  do  tej  chwili  nie  wiedziała,  że 

trzyma na ręku szczeniaka. 

49

RS

background image

 

 

-  To?  Och.  To  jest  Fred.  Jak  go  wyszkolimy,  będzie  ci 

przynosił  gazety.  -  Przerwała  i  dodała  nieśmiało:  -  Mam 
nadzieję, że lubisz psy? 

Logan przyjrzał się szczeniakowi. 
-  To  nie pies,  to  kuc  -  oświadczył.  -  Skąd  go  wzięłaś? I co  z 

nim zrobisz? 

-  Dostałam  go  od  Nielsena  -  odpowiedziała,  podając  nazwę 

sklepu wielobranżowego w Nile. - Potrzebowałam kilku rzeczy i 
kiedy weszłam do sklepu, on tam był. Jedyny, który został. 

-  Z  pewnością.  Zdajesz  sobie  sprawę  z  tego,  że  suka  Bridget 

Nielsen to dog? 

- Tak. Bridget powiedziała też, iż, jej zdaniem, ojcem był pies 

Barnharda. 

Fred  spojrzał  na  nią  z  miłością,  chwycił  brzeg  jej 

ciemnozielonej koszulki w zęby i zaczął energicznie żuć. 

Logan zacisnął wargi. 
- A może też wspomniała, że pies Barnharda to bernardyn? 
-  Możliwe  -  przyznała  niechętnie  Gloryanne.  Obrzucił 

szczeniaka krytycznym spojrzeniem. 

- Jest brzydki - oznajmił. 
- Nieprawda. Jest uroczy. 
-  Ma  kolor  błota,  oczy  jak  koraliki,  nogi  jak  bocian,  a  łapy  i 

uszy wielkie jak talerze. Sądzisz, że jest uroczy? 

Unosząc  Freda  wyżej,  Glory  rzuciła  Loganowi  urażone 

spojrzenie i skierowała się do kuchni. 

- Uroda to nie wszystko. 
- Tak? - Wzruszył ramionami i skrzyżował ręce na piersiach.  
-  Pewnie  masz  rację,  ale  to  nie  ma  znaczenia,  ponieważ 

oddasz go z powrotem. 

Zatrzymała się, gdy dotarło do niej znaczenie jego słów. W jej 

oczach błysnął upór. 

- Nie. 
-  Nie  mam  czasu  na  zajmowanie  się  psem  -  oświadczył  z 

kamiennym spokojem. 

50

RS

background image

 

 

Uniosła podbródek. 
- Nie wiedziałam, że masz psa. 
- Wiesz, co mam na myśli. 
- Nie, nie wiem. Fred jest mój. 
-  Wspaniale.  Przynosisz  do  domu  szczeniaka,  w  którym 

Christopher od razu się zakocha. Kiedyś znudzi ci się zabawa w 
„Domek na prerii" i wyjedziesz. Wówczas albo mój syn będzie 
miał złamane serce, albo ja stanę się właścicielem psa wielkości 
ciężarówki.  -  Patrzył  na  nią,  jakby  chciał  ją  sprowokować. 
Gloryanne nie podjęła wyzwania. 

-  Znów  do  tego  wracamy  -  stwierdziła.  Postawiła  szczeniaka 

na  podłodze  i  wyprostowała  się.  -  Nigdzie  nie  jadę.  Mieszkam 
tutaj. 

- Teraz- powiedział z naciskiem. 
- W porządku - zgodziła się, unosząc ręce w geście poddania 

się. - Nie chcę się kłócić. Mieszkam tu teraz. Nie upoważnia cię 
to  jednak  do  decydowania  o  tym,  czy  mogę  mieć  psa,  czy  też 
nie. 

Otworzył  usta,  zamknął  je  i  w  jego  oczach  odmalował  się 

zawód.  Glory  postanowiła  wykorzystać  chwilową  przewagę, 

żeby zakończyć dyskusję. 

- Trochę się boję spać sama w tym mieszkaniu nad garażem. 

Fred  będzie  moim  obrońcą  i  towarzyszem.  Jeśli  chodzi  o 
Christophera, on też ucieszy się z nowego kolegi. Może tego nie 
zauważyłeś, ale większość czasu spędza sam. 

- Nie potrzebuję porad odnośnie wychowywania mojego syna. 
- I wcale ich nie udzielam - odparła. - Ktoś jednak musi ci to 

powiedzieć. Przez cały czas pracujesz, a co z chłopcem? A może 
wcale cię to nie obchodzi? 

-  Chwileczkę,  zaczekaj...  -  zaczął,  lecz  przerwał  mu  wrzask 

kota.  Zaraz  potem  rozległo  się  przerażone  skomlenie  psa.  Fred 
rzucił  się  w  kierunku  Glory,  uciekając  przed  ścigającym  go 
kłębkiem futra. 

- Muff! - krzyknął Logan. 

51

RS

background image

 

 

Rudy  kot  zamarł  w  bezruchu,  obrócił  się  i  pomknął  w 

kierunku drzwi. Skomlący Fred tulił się do nóg Glory. 

- Biedne maleństwo - szepnęła, gładząc łepek zwierzęcia. 
- I to ma być obrońca - stwierdził z obrzydzeniem Logan.  
- Jeżeli boi się kota, to umrze ze strachu, widząc prawdziwego 

intruza. 

-  To  tylko  szczeniak  -  broniła  go  Glory,  podczas  gdy  obiekt 

dyskusji położył się w kącie. 

Obróciła  się  gwałtownie  i  w  tej  samej  chwili  Logan  zrobił 

krok  w  przód.  Zderzyli  się,  tak  że  Glory  wprost  odbiła  się  od 
jego  piersi.  Straciła  równowagę,  zachwiała  się  i  byłaby  upadła, 
gdyby  Logan  nie  chwycił  jej  i  nie  przyciągnął  do  siebie. 
Spojrzała mu w oczy i przypomniała sobie wieczór w stajni. Jej 
serce  zaczęło  bić  szybciej,  oddech  stał  się  urywany. Kręciło  jej 
się w głowie. 

Stali  bez  ruchu  i  powoli  wzrok  Logana  przesunął  się  na  jej 

falujące piersi. Gloryanne zadrżała. 

Wszystkimi  zmysłami  odbierała  jego  zapach;  zapach  słońca, 

skóry  i  potu.  Jej  palce  mrowiły,  chcąc  dotknąć  jego  opalonych 
na brąz ramion i szerokich barów. 

- Logan - rzuciła nagląco. 
Uniósł głowę. Na jego twarzy nie malowały się żadne emocje. 

Uświadomiła sobie, zechce, aby znów ją pocałował. Co więcej, 
pragnęła  tego  bardziej  niż  czegokolwiek  w  życiu.  Pragnęła  też 
innych  rzeczy,  których  nie  umiała  nazwać,  lecz  wyobrażała 
sobie: wilgoć jego ust na jej piersiach, siłę jego dłoni o długich 
smukłych palcach. 

Ta  myśl  rozpaliła  krew  w  jej  żyłach.  Glory  przysunęła  się 

bliżej i nagle przypomniała sobie dalszy ciąg wieczoru w stajni. 
Opanowanie  Logana  i  brak  jakiejkolwiek  kontroli  z  jej  strony. 
Zdecydowany sposób, w jaki ją odepchnął. 

Pamiętała  swój  wstyd  i  pożądanie.  Nie  chciała  stawiać 

Logana  w  kłopotliwym  położeniu,  ponawiając  zaproszenie, 
które już raz odrzucił. 

52

RS

background image

 

 

- Mam propozycję - wykrztusiła. 
-  Naprawdę?  -  mruknął  aksamitnym  tonem.  Pod  rondem 

kapelusza jego oczy lśniły jak dwa klejnoty. 

Nie mogąc się opanować, zerknęła na jego usta i natychmiast 

poczuła gwałtowne pożądanie. 

-  Jeśli  zechcę  wyjechać,  ty  zadecydujesz,  czy  mam  zabrać 

Freda,  czy  zostawić.  Gdybyś  chciał  go  zatrzymać,  pokryję 
roczny  koszt  jego  utrzymania.  -  Westchnęła.  -  Co  na  to 
powiesz? 

Popatrzył  na  nią  i  przez  krótką  chwilę  miała  wrażenie,  że  w 

jego oczach zobaczyła niedowierzanie. Zacisnął wargi. 

- Co powiedziałaś? 
Z  nagłą  paniką  uświadomiła  sobie,  że  niezupełnie  sobie  to 

przypomina. W Loganie było coś, co powodowało jakby paraliż 
jej  mózgu.  Zwilżyła  językiem  spierzchnięte  wargi  i  próbowała 
się opanować. 

- Powiedziałam - zaczęła, mając nadzieję, że mówi z sensem - 

że możesz zdecydować, czy zechcesz zatrzymać Freda, czy nie, 
i... 

- Słyszałem - przerwał jej. 
Zdumiona,  spostrzegła  jego  rumieniec  i  oczy,  które 

pociemniały  i  barwą  przypominały  kobalt.  Zastanawiała  się,  co 
takiego  zrobiła.  Logan  cofnął  się  gwałtownie  i  pozbawiona 
oparcia  Glory  omal  nie  upadła.  Nawet  tego  nie  zauważył. 
Ruszył do drzwi. 

- W porządku - rzucił. 
- Och. Ale nie chodziło mi... 
- Nie czekaj na mnie z obiadem - rzucił przez ramię. - Zjem w 

Nile! 

Podszedł do ciężarówki, szarpnął drzwiczki, wsiadł i odjechał 

z rykiem silnika. 

Glory  spojrzała  niepewnie  na  Freda,  potem  na  obłok  kurzu 

wzniesiony przez samochód i znowu na psa. 

53

RS

background image

 

 

-  Jak  myślisz,  o  co  chodzi?  -  zapytała.  Fred  zapiszczał 

przeciągle. 

-  Chyba  masz  rację  -  oświadczyła.  -  Mężczyźni  są  jak  koty. 

Ani jednych, ani drugich nie można zrozumieć. 

 
 
 
 
 
 

 
 
 
 
 
 

 
 
 
 
 
 

 
 
 
 
 
 

 
 
 
 
 
 

54

RS

background image

 

 

ROZDZIAŁ SZÓSTY 

 
Odgłos kroków na schodach sprawił, że Glory uniosła głowę. 

Spojrzała na Freda, śpiącego na kocu w kącie. Nawet nie drgnął. 
Tyle pożytku z „obrońcy". 

Uśmiechając  się  ponuro,  odrzuciła  pled  i  odłożyła  czytany 

romans.  Podniosła  się  z  fotela  na  biegunach  i  ruszyła  ku 
drzwiom, przyspieszając kroku na myśl o tym, że być może coś 
się stało chłopcom. 

Kiedy  zostawiała  ich  pół  godziny  temu,  wszystko  było  w 

porządku. Christopher leżał w łóżku, a Josh uczył się do testu z 
historii.  Nie  musiała  z  nimi  zostawać;  a  przynajmniej  tak 
myślała. 

Teraz  poczuła  panikę.  Być  może  nie  powinna  była  ich 

opuszczać.  Może  należało  zaczekać  na  powrót  Logana.  Może 
Christopher zachorował, albo Josh miał wypadek. Może... 

- Cześć - powiedział Logan. - Masz chwilę czasu? 
Nie  wyglądał  na  człowieka,  którego  syn  miał  właśnie  atak 

beri-beri  lub  siostrzeniec  wpadł  pod  autobus.  Mimo  to  musiała 
się upewnić. 

- Czy z chłopcami wszystko w porządku? 
- Przed minutą tak było. Poczuła ulgę. 
- To dobrze. 
- Mogę wejść? 
- Oczywiście. Przepraszam... 
Logan  po  odejściu  gosposi  nie  odwiedzał  tego  mieszkania. 

Rozejrzał  się,  popatrując  na  łóżko,  fotel  na  biegunach,  stolik  i 
tanią  lampkę.  Wszystko  zostało  kupione  dawno temu.  Niby  nic 
się nie zmieniło, ale teraz było tu przyjemniej. Zauważył zielony 
futrzak, mnóstwo poduszek w odcieniach zieleni i beżu, stojące 
wszędzie  rośliny.  Pomyślał,  że  Glory  i  tu  odcisnęła  swoje 
piętno. 

Podszedł do okna, przy którym w prowizorycznej biblioteczce 

znajdowało  się  kilka  książek  w  miękkiej  oprawie,  fotografie  w 

55

RS

background image

 

 

ramkach i rośliny. Dotknął kosmatego liścia kwiatka podobnego 
do tego, który stał w jego pokoju. 

- Tak w ogóle, co to jest? 
-Fiołki  afrykańskie  -  odpowiedziała.  -  Są  odporne  i  nie 

wymagają  specjalnej  pielęgnacji.  Muszą  się  zakorzenić,  żeby 
zakwitnąć,  ale  kiedy  to  zrobią,  kwitną  bez  przerwy.  Wtedy  są 
piękne...  -  Umilkła.  Poczuła  zakłopotanie  widząc,  że  Logan 
pochyla się nad zdjęciami. 

Zastanowiła  się,  dlaczego  ją  to  niepokoi.  Wiedziała,  co 

zobaczył.  Na  pierwszym  zdjęciu  była  ona  jako  niemowlę  z 
rodzicami.  Jedyna  rzecz,  jaką  strażak  zdołał  ocalić  z  pożaru,  w 
którym  ojciec  i  matka  stracili  życie.  Drugie  zdjęcie 
przedstawiało  ją  i  Bev  w  kapeluszach  na  przyjęciu  z  okazji 
osiemnastych urodzin Glory. 

Logana najbardziej zainteresowało zdjęcie trzecie, największe 

i  najnowsze,  zrobione  podczas  wręczania  nagród  na  pokazie 
koni.  Uśmiechnięta,  siedziała  na  Je'zharze,  przyjmując  medal  i 
puchar za zajęcie pierwszego miejsca. 

- To z wystawy arabów w Phoenix zeszłej wiosny - wyjaśniła. 

- Je'zhar wygrał w kategorii wyczynowej. 

Logan nawet na nią nie spojrzał. 
- Kim jest ten facet? 
Teraz dopiero przypomniała sobie, że na zdjęciu jest też Jack. 
- To Jack Waylan; człowiek, dla którego pracowałam. 
Zmarszczył brwi. Blondyn na zdjęciu był wysoki i przystojny, 

a przy tym patrzył na Glory jak na swoją własność. 

Odstawił zdjęcie i odwrócił się do dziewczyny. 
- Był twoim kochankiem? 
Drgnęła, ale natychmiast się opanowała. 
- Nie sądzę, żeby to była twoja sprawa. 
-  Pewnie  masz  rację  -  przyznał,  wmawiając  sobie,  że  to 

opanowanie  Glory  wyprowadza  go  z  równowagi,  a  nie  myśl  o 
niej  w  łóżku  z  tym  blondynem.  -  Zresztą  nie  o  tym  chciałem  z 
tobą rozmawiać. 

56

RS

background image

 

 

- O czym chcesz rozmawiać? - zapytała z naciskiem. 
- O tobie i Christopherze. Przestań to robić. Najeżyła się. 
- Na przykład: co? 
- Na przykład przynosić do domu psy i piec ciastka. Zagryzła 

wargi. 

-  Przyznaję,  że  okazałam  samowolę,  przynosząc  szczeniaka. 

Powinnam  była  najpierw  porozmawiać  z  tobą.  Ale  kiedy 
zobaczyłam  Freda,  straciłam  głowę.  -  Zastanowiła  się  przez 
moment.  -  Jednak  nie  wiem,  czy  rozumiem  sens  drugiego 
zakazu. Co masz przeciwko ciastkom? 

- Wiesz, że nie chodzi o ciastka. Mam na myśli różne rzeczy, 

jak  uczenie  go  wiązania  sznurowadeł  i  obiecywanie,  że 
przygotujesz  mu  kostium  na  Halloween.  -  Jak  położenie  na 
moim  łóżku  dodatkowego  koca  i  praca  w  stajni,  żebym  mógł 
dłużej pospać, pomyślał. 

- A co w tym złego? - zapytała cicho. 
-  Nie  chce,  żeby  zaczął  wierzyć,  iż  może  na  tobie  polegać  - 

oświadczył  tonem  bez  wyrazu,  myśląc  z  przerażeniem,  że  to 
również może dotyczyć jego. - To tylko dzieciak i nie rozumie, 

że ludzie i rzeczy nie zawsze są takie, na jakie wyglądają. 

Zdenerwował ją sposób, w jaki to powiedział. Wzięła głęboki 

oddech,  próbując  się  rozluźnić  i  rozważyć  spokojnie  to,  co 
usłyszała.  Rozumiała  jego  obawy.  Nawet  w  pewien  sposób 
podziwiała  go;  tylu  rodziców  nie  zwracało  uwagi  na  własne 
dzieci. 

Przez  chwilę  miała  ochotę  wyznać  mu  prawdę.  Mogła 

opowiedzieć  mu  o  swoim  dzieciństwie,  podkreślić, że rozumie, 
co  oznacza  brak  matki  i  że  właśnie  dlatego  tyle  robi  dla 
Christophera. Może gdyby to wyjaśniła, Logan zrozumiałby, że 
nigdy  w  życiu  nie  skrzywdzi  jego  syna.  Zanim  zdążyła 
cokolwiek powiedzieć, dodał: 

- Chciałbym też wiedzieć, co dzieje się między tobą i Joshem. 

Tamtego ranka w kuchni widać było, że jakoś umiałaś go sobie 

57

RS

background image

 

 

zjednać.  Powiedz  mi,  dlaczego  to  robisz.  Jaki  masz  w  tym 
interes? 

To  ją  rozwścieczyło,  ale  gdy  się  odezwała,  jej  głos  brzmiał 

podejrzanie spokojnie. 

-  Interesujące,  bo  Josh  zadał  mi  to  samo  pytanie.  Jakby  nie 

mieściło  mu  się  w  głowie,  że  można  go  po  prostu  lubić  takim, 
jakim  jest.  Nie  rozumiem,  dlaczego.  To  dobry  chłopak;  zresztą 
obaj są wspaniali. 

Logan uśmiechnął się cynicznie. 
-Tak, to prawda, choć dla ich matek nie na tyle, aby chciały z 

nimi  zostać.  Może  dlatego  twoje  wyjaśnienie  nie  robi  na  mnie 
wrażenia.  Wiem,  iż  w  trudnych  chwilach  kobiety  uciekają. 
Wolałbym,  żeby  Josh  i  Christopher  nie  cierpieli  tylko  dlatego, 

że hormony obudziły w tobie instynkt macierzyński. 

Glory  spuściła  wzrok  i  popatrzyła  na  swoje  zbielałe  palce, 

zaciśnięte na oparciu fotela. 

-  Rozumiem...  -  Wstała  i  przeszła  w  drugi  koniec  pokoju. 

Musiała  zwiększyć  dystans  między  nimi,  inaczej  nie 
pohamowałaby  się  i  uderzyła  go.  -  A  więc  czego chcesz?  Żeby 
przeszli  przez  życie  tak  jak  ty?  Samotni  i  nie  ufający  nikomu, 
kto miał pecha urodzić się z dwoma chromosomami X? 

Jego twarz stężała. 
-  Nie,  nie  chcę  tego.  -  Wziął  do  ręki  książkę  i  bezmyślnie 

zaczął  ją  kartkować.  -  Ale  też  nie  chcę,  aby  uwierzyli,  że 
romantyczna  bzdura  o  nazwie  miłość  rozwiąże  ich  wszystkie 
problemy.  -  Zdecydowanym  ruchem  odłożył  książkę.  -  Oboje 
wiemy, że tak nie jest. 

-  Mów  za  siebie  -  zaprotestowała  Glory.  Incydent  z  Jackiem 

nie miał wpływu na jej wiarę 

w  miłość.  Czytała  o  wielkich  uczuciach  w  romansach,  a 

książki  te  nie  byłyby  tak  popularne,  gdyby  nie  fakt,  iż 
prawdziwa  miłość  istniała.  Poza  tym  Glory  była  świadkiem 
takiego uczucia, obserwując swoich rodziców. 

58

RS

background image

 

 

- Pewnie wierzysz w bajki i szczęśliwe zakończenia, prawda, 

księżniczko? 

Nie,  nieprawda.  Zdumiewające,  ale  im  dłużej  Logan  mówił, 

tym większą miała ochotę czymś w niego rzucić. 

-  Wierzę,  że można  wyciągnąć  żabę  ze  strumienia,  ale to  nie 

zmieni jej w księcia - warknęła. 

- Urocze, ale nadal nie powiedziałaś mi, co dzieje się między 

tobą i moim siostrzeńcem. 

-Nic szczególnego. Uczę go jazdy w angielskim siodle. 
- Przestań to robić. 
- A jeśli nie posłucham twej rady? - zapytała cicho. 
- Lepiej to zrób - ostrzegł, wstając. 
- Nie boję się ciebie. 
Na  dowód  tego  spojrzała  wyzywająco  na  jego  przystojną, 

surową twarz. 

-  A  powinnaś  -  rzucił  lodowatym  tonem.  Zmierzył  ją 

wzrokiem od stóp do głów. Na jego 

twarzy  malowała  się  niechęć  i  Gloryanne  zapomniała  o 

rozwadze. 

- Bradshaw, wiesz, na czym polega twój problem? 
- Na czym? 
- Za długo obracałeś się wśród koni i dzieci. One muszą robić, 

co im każesz,  bo jesteś  tu  szefem.  Ale  nie  jesteś moim  szefem, 
więc weź sobie do serca moje słowa i spływaj. 

Oparła  dłonie  o  jego  pierś  i  pchnęła,  wystarczająco  mocno, 

aby się zachwiał. Chwycił ją za nadgarstki. 

-  Jedyne,  co  mogę  wziąć,  to  to  -  mruknął.  Objął  ją  i 

pocałunkiem  stłumił  jej  protesty.  Nie  była  w  stanie  mu  się 
opierać. Jego ciepły, męski zapach pozbawił ją sił. Czując smak 
jego  ust,  rozchyliła  wargi.  Gdy  puścił  jej  nadgarstki,  objęła  go 
za szyję, rozpaczliwie pragnąc przyciągnąć go bliżej. 

Wsunął  palce  w  jej  włosy  i  przechylił  głowę  dziewczyny, 

chcąc pogłębić pocałunek. 

59

RS

background image

 

 

-  Tak  -  mruknęła  Glory.  Kiedy  pokrywał  jej  twarz 

pocałunkami, czuła się jak pod wpływem narkotyku.  

- Och, tak. 
Opadli na łóżko. Logan oddychał szybko. 
- Cholera, Glory - powiedział, gdy obsypała pocałunkami jego 

szyję  i  dotarła  do  wrażliwego  miejsca  za  uchem.  -  Przez  ciebie 
tracę spokój... 

Przytuliła  twarz  do  jego  szyi  i  uśmiechnęła  się.  Jego  nie 

skrywane pożądanie rozpaliło ją. 

- Byle skutecznie. 
Pragnął jej, a ona tak bardzo go chciała! 
Jęknął, gdy  delikatnie  ukąsiła  go  w  ucho. Wsunął  dłonie pod 

gumkę jej szortów i gładził atłasową skórę. 

Rozpięła  guziki  jego  czarnej  bawełnianej koszuli. Jedwabiste 

włosy na piersi łaskotały jej palce. 

- Teraz ty - rzucił ochryple. 
Przez  chwilę  była  tak  zatopiona  w  doznaniach  zmysłowych, 

że nie zrozumiała, o co mu chodzi. 

- Twoja koszula - powtórzył. - Zdejmij ją. Gotowa z radością 

spełnić każdą jego prośbę, 

usiadła  i  już  zaczęła  rozpinać  małe  perłowe  guziczki,  gdy 

nagle  jej  wzrok  przyciągnęła  duża  papierowa  torba,  stojąca  w 
kącie.  Wpatrywała  się  w  nią,  zastanawiając  się,  dlaczego  w  jej 
duszy  odezwał  się  alarm.  Ostatecznie  były  to  tylko  rzeczy 
potrzebne  do  przygotowania  Christopherowi  kostiumu  na 
Halloween. 

Kostiumu, którego Logan nie pozwolił jej przygotowywać. Ta 

myśl  sprawiła,  że  zapomniała  o  namiętności.  Jeśli  ten 
mężczyzna  postawi  na  swoim,  chłopcy  będą  ją  traktować  jak 
nieoficjalną gosposię. Czyż nie mówił jej, że nie ufa kobietom? 
Jak  to  powiedział?  „Wiem,  że  w  trudnych  chwilach  kobiety 
uciekają."  Uważał  kobiety  za  istoty  wyrachowane,  samolubne  i 
zdecydowanie mniej zasługujące na zaufanie niż młode rekiny. 

60

RS

background image

 

 

Wiedziała,  że  choć  teraz  jej  pragnie,  gdy  minie  fala 

pożądania,  będzie  mógł  wyciągnąć  jeden  z  dwóch  wniosków: 
albo  kochała  się  z  nim,  żeby  postawić  na  swoim,  albo  też  tak 
naprawdę chłopcy nigdy jej nie obchodzili i wszystko, co robiła, 
miało  na  celu  jedynie  zwrócenie  jego  uwagi.  A  to  nie  było 
prawdą. 

Niestety,  nigdy  nie  mogłaby  przekonać  o  tym  Logana.  Jasno 

wyraził swój brak zaufania. 

W  tej  chwili  zrozumiała,  że  jeśli  podda  się,  umocni  jego  złą 

opinię o kobietach w ogóle, a o niej w szczególności. Szansa na 
przyjaźń, partnerstwo w pracy, zaufanie i pogodzenie się z tym, 

że  jej  dom  jest  w  Columbia  Creek,  spłonęłaby  w  ogniu 
namiętności  i  nigdy  nie  udałoby  się  jej  wskrzesić.  Spojrzała  na 
Logana i poczuła ucisk w gardle. 

Miał  zaróżowioną  skórę  i  pociemniałe  z  pożądania  oczy. 

Wyglądał  nad  wyraz  atrakcyjnie  i  pociągająco.  Glory  zaczęła 
modlić się o siłę do przetrwania następnych kilku minut. Wzięła 
głęboki oddech. 

-  Przepraszam,  Logan.  Nie  mogę  tego  zrobić.  Ogarnięty 

namiętnością, nie od razu zrozumiał. 

-  Hej...  zaczekaj  chwilę...  -  Potrząsnął  głową.  -  Co  się,  u 

diabła, dzieje? 

-  Nie  mogę  tego  zrobić  -  powtórzyła.  -  To  nie  byłoby 

właściwe. 

Zerknął na nią spode łba, ale nie ruszył się. 
-  Nie  udawaj,  księżniczko  -  powiedział  po  chwili,  patrząc  na 

nią zmrużonymi oczami. - Jesteśmy dorośli. Pragnę cię i wiem, 

że ty też mnie pragniesz. 

- Tak - potwierdziła drżącym głosem. - Ale nie w ten sposób. 
- Wiesz, co mówi się o kobietach, które bawią się tak jak ty. 
-  Wiem  -  przyznała  żałośnie.  -  Nie  chciałam  cię  zwodzić. 

Tylko...  nie  mogę  zrobić  tego,  o  co  prosiłeś,  ze  względu  na 
Christophera  i  Josha.  Nie  mogę  zachowywać  się  jak  bezpłatna 
gosposia  i  traktować  ich,  jakby  byli  moimi  nie  chcianymi 

61

RS

background image

 

 

podopiecznymi.  -  Uniosła  podbródek  i  spojrzała  Loganowi 
prosto w  oczy.  -  Bo  nie  są.  Nieważne,  czy  ci  się  to  podoba  ani 
czy mnie się to podoba, oni są dla nas ważni i nie potrafiłabym 
tego zmienić, nawet gdybym chciała. A nie chcę. 

Patrzył na nią, rozważając jej słowa. Kiedy wstał, jego twarz 

była  wyprana  z  emocji.  Jedynym  wskaźnikiem  uczuć  była 
gwałtowność, z jaką zapinał koszu- 

- Tak - rzucił ostro, lecz bez złości. - Chyba to wiedziałem. 
- Logan... 
Spojrzał na nią i powiedział bardzo cicho: 
- Radzę ci, żebyś milczała. -Ale... 
- Powiem wprost, księżniczko. Daj mi najmniejszy pretekst, a 

rzucę  cię  na  podłogę  i  wezmę  w  sposób,  o  którym  oboje 
myślimy.  Nieważne,  że  masz  rację.  Próbowałem  już  miłości  i 
małżeństwa  i  skończyłem  z  tym.  Jedyne,  co  może  być  między 
nami, to flirt. Powiedz jeszcze jedno słowo, a znajdę się w tobie 
tak szybko, że nie będziesz wiedziała, co się stało. 

Gotów był to zrobić, więc przycisnęła dłoń do ust, tłumiąc jęk 

pożądania. 

Widząc  jej  reakcję,  wykrzywił  usta  w  grymasie,  który  miał 

udawać uśmiech. 

- Rozsądna dziewczyna. 
Potem  wyszedł,  zostawiając  ją  na  środku  pokoju.  W  jej 

umyśle  kłębiły  się  szalone  myśli,  ciało  było  rozpalone 
pożądaniem...  Walczyła  z  napływającymi  do  oczu  łzami.  Tę 
walkę przegrała. 

Oparłszy policzek o trzonek łopaty, Glory wytarła pot z czoła. 

Chyba oszalałam, żeby spędzać sobotę w ten sposób, pomyślała. 

Gdy obudziła się tego ranka, rozpierała ją energia i taka praca 

wydała  jej  się  doskonałym  pomysłem.  Od  kiedy  zobaczyła 
zachwaszczoną  rabatę  przy  ganku,  wyobrażała  sobie,  jak 
mogłaby  ona  wyglądać,  gdyby  poświęcić  jej  trochę  czasu  i 
mnóstwo pracy. 

62

RS

background image

 

 

Widziała  to  oczyma  duszy.  Po  lewej  stronie,  pod  oknem, 

rosłyby  forsycje,  rozjaśniające  szare,  ponure  dni  wczesnej 
wiosny.  W  kącie  posadziłaby  bez:  dwa  krzaki  białego  i  jeden 
fioletowego. Resztę zajęłyby rośliny cebulkowe. Odkryła irysy i 

żonkile  w  sklepie  Nielsenów  i  miała  zamiar  przy  najbliższej 
okazji  dowiedzieć  się,  czy  mają  katalog;  wtedy  mogłaby 
zamówić więcej. 

Gdyby  pospieszyła  się  z  zamówieniem,  w  następnym  roku 

zakwitłyby  tutaj  krokusy  i  pachnące  hiacynty,  a  później 
tulipany,  lilie  i  dzwonki.  Chciała  posadzić  różowe  peonie  i 
bratki, pomarańczowe i czerwone nasturcje oraz nagietki. Krata 
przy  ganku  byłaby  idealnym  miejscem  dla  róż:  żółtych, 
purpurowych i białych. 

Bez  wątpienia  był  to  dobry  pomysł.  A  przynajmniej,  jak 

przyznała  ponuro,  wydawał  się  taki  dwadzieścia  minut  temu. 
Akurat  wtedy  zaczęła  podejrzewać,  że  dostanie  przepukliny. 
Tylko kto mógł przypuszczać, iż ziemia okaże się taka twarda? 

Ciche  kaszlnięcie  zwróciło  jej  uwagę.  Przy  ganku  stał Josh  z 

rękami w kieszeniach. 

- Co robisz? 
-  Wyobrażam  sobie,  jak  tu  będzie  ładnie,  kiedy  skończę  - 

wyznała nieśmiało. - Czy Christopher już wstał? 

-  Nie,  jeszcze  śpi.  -  Popatrzył  na  częściowo  oczyszczoną 

rabatę  i  starą,  zardzewiałą  taczkę  wypełnioną  chwastami.  W 
jego oczach błysnął podziw. - Widziałaś wujka Logana? 

-  Pojechał  do  Quincy  -  odpowiedziała,  starając  się  ukryć 

drżenie głosu. 

- W sobotę? - W głosie chłopca brzmiało niedowierzanie. - Na 

weekendy zawsze zostaje w domu ze mną i Chris topherem. 

Glory  poczuła  się  winna.  Wizyta  Logana  w  jej  mieszkaniu 

zapoczątkowała  milczące  zawieszenie  broni.  Przez  ostatnie 
półtora  tygodnia  wrogość  gdzieś  zniknęła  i  stosunki  między 
nimi ułożyły się zadziwiająco poprawnie. O ile nie brało się pod 
uwagę faktu, że unikali się, jakby chcieli zabić pożądanie. 

63

RS

background image

 

 

Namiętność  nie  chciała  jednak  zniknąć  i  rosła  po  każdym 

przypadkowym  dotknięciu,  nie  zamierzonym  spojrzeniu  i 
spotkaniu przy wykonywaniu codziennych obowiązków. Chyba 
dlatego  Logan  wyjechał,  opuszczając  chłopców  -  dwie  istoty, 
które kochał najbardziej. 

Glory utwierdziła się w poczuciu winy. 
- Wróci po południu. 
- To dobrze. - Josh odchrząknął i poruszył się. 
- Może potrzebujesz pomocy? - zapytał niedbale. 
- Poważnie pytasz? 
- Jasne. 
- Byłabym zachwycona - odpowiedziała szczerze. 
- Zesztywniały mi plecy i boli mnie kostka. 
Podszedł do niej i wyjął łopatę z jej rąk. -W takim razie ja to 

zrobię, a ty idź opróżnić taczki, dobrze? 

Pomyślała,  że  dyktatorskie  zapędy  muszą  istnieć  w  genach 

Bradshawów.  Ponieważ  zaoferował  jej  pomoc,  nie  chciała 
odmawiać i zrobiła, jak polecił, w drodze powrotnej zabierając z 
garażu  drugą  łopatę.  Później  pracowali  razem.  Skończyli 
szybciej, niż Glory przypuszczała i wkrótce rabata była  gotowa 
do obsadzenia kwiatami. 

Josh rzucił narzędzie na ziemię i z satysfakcją obejrzał świeżo 

skopany grunt. 

- Co chcesz posadzić? Warzywa? Glory potrząsnęła głową. 
- Kwiaty - odpowiedziała z cichą satysfakcją. 
- Tyle, żebym nie musiała skąpić. 
- Co masz na myśli? Wzruszyła ramionami. 
- Kiedyś znałam osobę, która hodowała kwiaty, ale nigdy nie 

zrywała  ich  i nie  przynosiła  do  domu.  Zawsze uważałam,  że  to 
jest  smutne.  Tak  jakby  ktoś  upiekł  na  Boże  Narodzenie 
wystarczająco dużo ciastek dla  gości, ale zbyt mało, żeby zjeść 
samemu.  -  Uśmiechnęła  się  lekko.  -  Ogromna  praca  i  żadnej 
radości.  Chcę  mieć  tyle  kwiatów,  żebyśmy  za  rok  mogli 
postawić je w każdym pokoju. 

64

RS

background image

 

 

-  Naprawdę  to  zrobisz?  -  zapytał,  zdejmując  koszulkę  i 

odsłaniając  szczupłą  lecz  umięśnioną  klatkę  piersiową  i 
ramiona. 

- Załóżmy się. Tam posadzę... 
-  Nie  -  przerwał  stłumionym  głosem.  -  Chodzi  mi  o  to,  czy 

będziesz tu w przyszłym roku. - Spojrzał jej prosto w oczy. 

- Tak. 
- Wiesz, że to był ogród mojej mamy? - zapytał. 
- Naprawdę? 
- Tak. Ale ona hodowała tu warzywa. 
- Wujek ci o tym powiedział? 
-  Nie,  ona  sama.  Kiedy  byłem  młodszy,  odwiedzała  nas  i 

opowiadała mi o tym, że wujek Logan w moim wieku nigdy nie 
mógł  się  najeść.  Podobno,  kiedy  był  głodny,  kradł  marchew  i 
rzodkiewki  prosto  z  grządki.  -  Spojrzał  na  Glory  z  lekkim 
zdziwieniem. 

- Dopiero teraz to sobie przypomniałem. 
Glory  ciągle  próbowała  przyzwyczaić  się do  myśli, że  matka 

odwiedzała Josha. 

-  Wiesz,  gdzie  jest  twoja  mama?  Zaczerwienił  się  i  w  jego 

oczach błysnęła ostrożność, taka sama jak w oczach Logana. 

-  Tak,  w  Waszyngtonie.  Jest  prawnikiem,  pracuje  dla  partii 

konserwatystów. 

- Kontaktuje się z tobą? 
-  Na  święta  i  urodziny  -  rzucił  sarkastycznie.  -  Od  czasu  do 

czasu dzwoni bez powodu. 

-  Kiedy  widziałeś  ją  ostatni  raz?  Nawet  nie  musiał  się 

zastanawiać. 

-  Krótko  po  urodzeniu  się  Christophera  -  oświadczył 

zdecydowanie.  -  Przedtem  przyjeżdżała  dosyć  często,  ale  po 
rozwodzie  wujka  Logana  i  ciotki  Melanie  przestała.  Wujek 
Logan mówi, że ma za dużo pracy. 

Glory  zerknęła  na  twarz  Josha  i,  widząc  jego  cierpienie, 

zapomniała o wszystkim poza koniecznością pocieszenia go. 

65

RS

background image

 

 

- Och, Josh - powiedziała, podchodząc bliżej, aby go uścisnąć. 

-  Tak  mi  przykro.  Dorośli  czasem  nie  zdają  sobie  sprawy  z 
własnego okrucieństwa. Jeśli to dla ciebie jakaś pociecha, to jest 
jej strata. 

Przez chwilę, krótką jak uderzenie serca, przytulił się do niej, 

lecz zaraz cofnął. 

- Pewnie tak - rzucił z wymuszoną nonszalancją, wkładając z 

powrotem koszulkę. 

Zrozumiała,  że  chłopiec  potrzebuje  czasu  dla  siebie,  więc 

zajęła się zbieraniem narzędzi i układaniem ich na taczce. 

Josh wskazał ręką ogród. 
-  Jeśli  chcesz,  pod  koniec  tygodnia  przywiozę  tu  trochę 

nawozu - powiedział. 

Glory  z  wdzięcznością  przyjęła  zmianę  tematu.  -  To  byłoby 

wspaniale...  O  ile  myślisz,  że  twój  wuj  nie  będzie  miał  nic 
przeciwko temu. 

Uniósł brew, tak samo jak robił to Logan. 
-  Och,  pewnie  będzie  marudził  na  temat  przewożenia 

końskiego, wiesz czego, w jego samochodzie, ale to nie szkodzi. 
On więcej ujada, niż gryzie. - Przechylił lekko głowę i spojrzał 
na nią tak, jakby to ona była dzieckiem, a on dorosłym. - Udaje 
twardego, ale robi to tylko na pokaz. Wyglądasz na bystrą, więc 
dlaczego jeszcze tego nie zauważyłaś? 

Ponieważ mieszkanie razem z tym mężczyzną uszkodziło mój 

mózg, pomyślała z mieszaniną humoru i rozpaczy. Natychmiast 
przypomniała sobie, że coś podobnego słyszała od Christophera: 
Logan  straszy  biciem,  ale  nie  bije.  Zazdrościła  chłopcom  tej 
niezachwianej pewności i ufności, jakie w nim pokładali. 

Wyprostowała  się  gwałtownie,  pytając  siebie  w  myślach,  co 

robi. Przez moment usychała z tęsknoty za Loganem. Doszła do 
wniosku,  że  to  z  powodu  upału.  Nawet  nie  chciała 
przypuszczać,  iż  czuje  do  tego  mężczyzny  coś  więcej  niż 
fizyczne pożądanie. 

66

RS

background image

 

 

Nie,  powiedziała  sobie  ostro,  to  niemożliwe.  Odmawiała 

przyjęcia tego do wiadomości. Po prostu za długo była na słońcu 
i jej mózg się przegrzał. A jednak w tej chwili musiała choć na 
chwilę uciec z rancza. 

- Czy to ty mówiłeś kiedyś przy obiedzie, że gdzieś w pobliżu 

jest miejsce do pływania? - spytała Josha. 

- Jasne - odpowiedział. - Nad rzeką. Zerknęła na zegarek. 
-  Co  powiesz  na  to,  żebyśmy  skończyli  pracę  i  zrobili  sobie 

wolne popołudnie? 

- Co chcesz robić? 
- Iść popływać. 
Marzyła  o  kilku  godzinach  w  miłym  zimnym  strumieniu, 

który  ochłodziłby  ją,  nie  tylko  w  dosłownym  znaczeniu  tego 
słowa. 

- A co z Christopherem? 
-  Dochodzi  jedenasta.  Nie  może  spać  bez  końca.  Oczywiście 

zabierzemy  go.  Zanim  pozbieramy  wszystko,  umyjemy  się  i 
przebierzemy,  powinien  już  wstać.  Zjemy  lunch,  przygotujemy 
kosz na piknik i pójdziemy nad rzekę. 

Zawahał się i przez chwilę myślała, że odmówi. 
- A co z wujkiem Loganem? Teraz ona zawahała się. 
-  Możemy  zostawić  mu  wiadomość  -  powiedziała  z 

ociąganiem. 

Josh wzruszył ramionami. 
-  No...  dobrze.  Zresztą  chyba  i  tak  muszę  iść.  -  Gdy  rzuciła 

mu  pytające  spojrzenie,  uśmiechnął  się  lekko.  -  Nie  wiesz,  jak 
dojść do rzeki - wyjaśnił. 

W  kolczastym  pancerzu  kryje  się  urocze  dziecko, pomyślała, 

czując zalewającą ją falę czułości. 

- Świetnie. - Ujęła rączki taczki. - A więc zbieramy się. 
Krzywiąc się lekko na widok jej energii, Josh ruszył za nią. 

 
 
 

67

RS

background image

 

 

ROZDZIAŁ SIÓDMY 

 
-  Spójrz  na  mnie,  Glory!  -  krzyknął  Christopher  chyba  setny 

raz. 

Ubrany  w  kamizelkę  do  pływania,  unosił  się  na  wodzie 

między Glory i Joshem leżącymi ńa dmuchanych materacach. 

Kąpielisko okazało się odnogą rzeki, oddzieloną od głównego 

nurtu zaporą z kamieni i piasku. Miało wielkość boiska do piłki 
nożnej, a przepływ wody był wystarczający dla utrzymania jego 
czystości i świeżości, a zarazem na tyle wolny, że słońce mogło 
ogrzewać  wodę.  Dodatkowym  plusem  tego  miejsca  było  to,  że 
nikt obcy tu nie przychodził. 

- Glory! - krzyknął Christopher. - Patrz na mnie! 
-  Daj  spokój,  szkrabie  -  rzucił  Josh.  W  okularach 

przeciwsłonecznych  na  nosie,  leżał  na  plecach,  wystawiając 
pierś do słońca. Choć zbliżał się wieczór, temperatura nadal była 
wysoka, co w stanie Waszyngton nie należało do rzadkości. 

- Glory lubi na mnie patrzeć - odparł Christopher, zbliżył się 

do materaca dziewczyny i zajrzał jej w oczy. 

- Prawda, Glory? 
- Jasne - zapewniła go. 
- Cieszę się, że jest sobota - wyznał Christopher. 
-  Wczoraj  w  szkole  było  tak  gorąco.  Nawet  pani  Sandman 

była  gderliwa.  Kiedy  zapytałem,  o  co  chodzi,  powiedziała,  że 
jest  tak gorąco,  że  się  jej  rajstopy  przylepiają. -  Ze  zmartwioną 
miną przysunął się bliżej, jakby nie chciał, aby usłyszał go Josh, 
i zapytał: - Czy wszystkie panie mają rajstopy? Stłumiła śmiech. 

-  Myślę,  że  nie  zrozumiałeś,  kochanie.  Twoja  pani  mówiła 

chyba  o  rajstopach.  To  są  te  pończochy  koloru  skóry,  które 
panie noszą do sukienek. 

- Takie jak na reklamach w telewizji? 
- Mhm. 

68

RS

background image

 

 

-  Aha  -  rzucił  ze  zrozumieniem  i  na  chwilę  zamilkł.  Potem 

wrócił do tematu, który poruszał już wielokrotnie: - Myślisz, że 
tatuś przyjdzie? 

Nie,  jeśli  Bóg  ma  dla  niej  odrobinę  zmiłowania.  Nie  chciała 

myśleć o Loganie, a co dopiero na niego patrzeć. Znów mogłaby 
uznać,  że  znaczy  dla  niej  coś  więcej.  Podziwiała  jego  oddanie 
chłopcom,  zaangażowanie  w  pracę  i  przyznawała,  iż  jest 
przystojny, ale to naprawdę było wszystko. 

To  nie  wyjaśnia,  odezwał  się  jej  wewnętrzny  głos,  dlaczego 

niewinna wzmianka Christophera sprawia, że cała płoniesz. 

-  No  jak  -  ponaglił  ją  chłopiec.  -  Myślisz,  że  przyjdzie,  czy 

nie? 

- Nie wiem. 
Nic już nie wiem, uwierz mi, pomyślała. 
- To samo mówiłaś przedtem - poskarżył się. 
-  I  będzie  to  mówić  zawsze,  dopóki  będziesz  jej  zadawać  to 

samo pytanie - wtrącił Josh. 

-  Nie  mówię  do  ciebie,  rozmawiam  z  Glory  -  rzucił 

Christopher. - Zasypiasz, Glory? 

- Nie. - Otworzyła oczy i ziewnęła. 
- Tak mi się zdawało. Mogę pobawić się z Fredem? 
-  Oczywiście.  W  tej  dużej,  niebieskiej  torbie  jest  ręcznik. 

Nigdzie nie odchodź - poleciła mu. 

- Dobrze - zgodził się, „odpływając" w bryzgach wody. 
Glory  obróciła  materac  tak,  by  mieć  dziecko  na  oku. 

Wiedziała,  że  niedaleko  rzeka  rozszerza  się  i  jest  głęboka. 
Christopher  zdjął  kamizelkę,  otulił  się  ręcznikiem  i  usiadł  na 
ziemi, szarpiąc psa. 

Logan  miał rację,  pomyślała.  Chłopiec  i pies zakochali się w 

sobie  od  pierwszego  wejrzenia.  Christopher  od  razu  zauważył 
podobieństwo  Freda  do  Pluto,  ukochanej  postaci  z  kreskówek 
Disneya. 

Zajęta  obserwowaniem  dziecka,  Glory  nie  od  razu  usłyszała, 

co powiedział Josh. 

69

RS

background image

 

 

-  Pamiętasz,  jak  pierwszy  raz  pozwoliłaś  mi  pojeździć  na 

Je'zharze? 

- Mhm. 
- Powiedziałaś wtedy coś, co dręczy mnie do tej pory. 
- Naprawdę? Skinął głową. 
- Powiedziałaś, że miałaś kłopoty i że kobieta, która nauczyła 

cię  jeździć,  pomogła  ci.  Co  się  stało?  Ukradłaś  samochód,  czy 
obrabowałaś kogoś? 

Nie widziała jego oczu, ukrytych za ciemnymi okularami, ale 

wiedziała,  że  ją  obserwuje.  Coś  w  jego  głosie  sugerowało,  że 
byłby  pod  wrażeniem,  gdyby  przyznała  się  do  kilkunastu 
włamań.  Przeklinając  swoją  gadatliwość,  zdecydowała  się 
powiedzieć prawdę. 

- Nic aż tak ekscytującego. Uciekłam od rodziny zastępczej, u 

której mieszkałam. 

Omal nie spadł z materaca. 
-  Mieszkałaś  w  rodzinie  zastępczej?  Dlaczego?  -  Obrócił  się 

na bok i zdjął okulary, by lepiej ją widzieć. 

Zerknęła  na  Christophera,  który  próbował  użyć  Freda  jako 

poduszki. 

- Moi rodzice umarli - powiedziała cicho. 
- Och. Ale... myślałem... dlaczego nie zamieszkałaś z rodziną 

ciotki Melanie? 

Usłyszała  echo  słów  dziecka,  którym  kiedyś  była: „Dlaczego 

mnie nie chcą?" 

- Nie planowali wychowywania drugiego dziecka. Spojrzał na 

nią, skonsternowany. 

- Tak, ale byłaś ich krewną. 
-  Nie  każdy  jest  taki,  jak  twój  wuj.  -  Christopher  i  Fred 

zamienili się miejscami. Teraz dziecko było poduszką psa.  

- Mówiłam ci: masz szczęście. 
-  Tak  -  zgodził  się  chłopak.  -  Chyba  tak.  No  więc  dokąd 

uciekłaś? 

70

RS

background image

 

 

- Do Portland. - To był najgorszy okres w jej życiu. - Nikomu 

nie życzę podobnego losu. Byłam tam przez trzy i pół miesiąca i 
to  było  naprawdę  ciężkie.  -  Widziała,  że  intryguje  chłopca  i 
zastanawiała  się,  dlaczego  straszne  przeżycia  tak  bardzo 
interesują młodych. 

Poczuła  niepokój.  Nie  chciała,  aby  Josh  uznał,  że  ucieczka 

jest  najlepszym  rozwiązaniem.  Postanowiła  więc  opowiedzieć 
mu o doświadczeniach, którymi niechętnie się dzieliła. 

- Nie miałam pieniędzy i nie mogłam znaleźć pracy, bo byłam 

niepełnoletnia,  więc  wkrótce  musiałam  żebrać  o  jedzenie  i 
miejsce do spania. To było... przerażające. 

-1 co się stało? Jak cię złapali? 
-  Inna  osoba,  którą  znałam  i  która  też  uciekła,  została 

zaatakowana  i  nagle  zrozumiałam,  że  to  tylko  kwestia  czasu  i 
mnie też spotka coś takiego. Zgłosiłam się sama i wysłano mnie 
do  Bev.  -  Zadrżała  i  rozmasowała  gęsią  skórkę  na  ramieniu. 
Dzień  był  ciepły,  ale  mimo  to  czuła  chłód.  -  Reszta,  jak  się 
mówi,  to  już  inna  historia.  Chyba  popłynę  do  brzegu  -  rzuciła 
cicho. - Robi mi się zimno. 

Josh wyciągnął rękę i powstrzymał ją. 
- Jeśli chodzi o to, co powiedziałem w stajni o mojej mamie... 

po  tym,  co  ty  przeszłaś...  Wyszedłem  na  idiotę.  Ale  wiesz, 
czasem naprawdę się wściekam! Co takiego zrobiłem, że matka 
mnie zostawiła? I to nie raz, ale dwa razy! I dlaczego nawet nie 
chce mnie znać? 

- Nic nie zrobiłeś - stwierdziła z przekonaniem, zapominając o 

własnym smutku i marząc jedynie o dziesięciu minutach sam na 
sam z matką chłopca. Powiedziałaby jej wtedy, co o niej myśli.  

-  To  jej  problem,  Josh,  a  nie  twój.  Na  pewno  wuj  Logan 

mówił ci to nie raz. 

Zawahał  się  i  przez  głowę  Glory  przemknęło  straszliwe 

podejrzenie. 

-  Rozmawiałeś  z  nim  o  tym,  co  czujesz,  prawda?  Potrząsnął 

głową. 

71

RS

background image

 

 

- Dlaczego? - spytała, usiłując skryć niedowierzanie.  
-  Na  pewno  wiesz,  że  wuj  cię  kocha.  Rozumiem,  że  nie 

rozmawialiście o tym, kiedy byłeś młodszy, ale teraz... skoro tak 
bardzo  cię  to  dręczy...  –  Umilkła  i  dodała  pewnym  tonem:  - 
Powinieneś z nim porozmawiać. 

Wzruszył ramionami. 
- Próbowałem, ale on zaraz robi się smutny, a potem zamyka 

się w sobie. Dlaczego ty taka nie jesteś? 

- Byłam - przyznała. - Ale miałam szczęście. Zamieszkałam z 

Bev,  która  zupełnie  inaczej  patrzyła  na  życie.  Najpierw 
myślałam,  że  życie  płynęło  jej  po  różach,  ale  później 
dowiedziałam  się,  że  sama  wiele  przeszła.  Pochowała  dwóch 
mężów  i  dziecko.  Mimo  to  nie  załamała  się.  Znała  mnóstwo 
zabawnych  powiedzonek,  ukazujących  jej  sposób  myślenia  i 
chyba przejęłam to od niej. 

- Na przykład: co? - zapytał. 
-  Często  mówiła  coś  takiego:  „Kiedy  ściga  cię  pociąg  życia, 

masz  wybór:  położyć  się  na  szynach  i  dać  się  przejechać,  lub 
uskoczyć  na  bok,  odczekać  chwilę  i  uczepić  się  ostatniego 
wagonu." 

Tak jak się spodziewała, Josh uśmiechnął się. 
- Podoba mi się to powiedzonko - rzucił w zamyśleniu.  
- I co się stało z tą kobietą? Umarła? 
-  Nie.  Złamała  biodro  i  musiała  przejść  na  rentę,  więc 

sprzedała  ranczo  i  przeniosła  się  do  Arizony.  Jest  zbyt  zajęta 
terroryzowaniem  innych  rentierów,  żeby  umówić  się  na  randkę 
ze Stwórcą. 

- Rozmawiasz z nią czasem? 
- Oczywiście. Teraz jesteśmy rodziną. - Zawahała się i dodała 

cicho:  -  Bev  dała  mi  wiele  rzeczy,  ale  najważniejsza  z  nich  to 
przekonanie,  że  czasem  rodzina  ma  więcej  wspólnego  z 
troszczeniem się o siebie niż z krwią płynącą w żyłach. 

Josh  zmarszczył  brwi,  jakby  próbował  zrozumieć  i  wreszcie 

powiedział: 

72

RS

background image

 

 

- Czy to taki miły sposób powiedzenia, że mam zapomnieć o 

mojej mamie? 

- Nie, ale nie pozwól, żeby jej porażka w roli matki złamała ci 

życie.  Zasługujesz  na  coś  lepszego  i  masz  to.  Porozmawiaj  z 
wujem, Josh. 

- Zastanowię się - obiecał. 
- To dobrze. A teraz... jesteś głodny? Bo ja tak. - Kiedy skinął 

głową, uśmiechnęła się kpiąco. - W takim razie ścigajmy się do 
brzegu. 

- Nie masz szans. - Spojrzał na nią z udawanym zatroskaniem. 

- Jesteś dziewczyną i jesteś... stara. Dam ci fory,  bo inaczej nie 
byłoby sprawiedliwie. 

- Naprawdę? - zapytała  z ironicznym zdziwieniem udając, że 

rozważa  jego  propozycję.  -  Wiesz,  chyba  masz  rację...  pod 
warunkiem, że to ja wymierzę sprawiedliwość! 

To  mówiąc,  pchnęła  go  tak,  że  chłopak  spadł z  materaca.  Ze 

śmiechem  zaczęła  płynąć  do  brzegu  uznając,  że  najrozsądniej 
będzie trzymać się od Josha z daleka, kiedy ten wyjdzie z wody. 
Zerkała  przez  ramię  cały  czas,  nawet  wychodząc  na  brzeg  i 
nagle wpadła na Logana. 

-  Co  tu  robisz?  -  wykrztusiła,  poważniejąc.  Natychmiast 

pożałowała nie przemyślanych słów. 

Odpowiedział stosunkowo grzecznie: 
- To moje ranczo, księżniczko. Chodzę, dokąd chcę. 
- Wiem. Przepraszam. Nie chciałam, żeby tak to zabrzmiało. 
Ku jej zdumieniu, przyjął przeprosiny. 
- Czy to znaczy, że na dziś ogłaszamy rozejm? - zapytał. - Od 

dawna nie miałem czasu na zabawę z dzieciakami. 

- Oczywiście. Dam ci dwadzieścia cztery godziny, Bradshaw, 

ale potem uważaj. Rękawica znów zostanie rzucona. 

Jego  oczy  rozjaśniły  się  i  już  chciał  coś  powiedzieć,  lecz 

podszedł do nich Josh. 

- Hej, wujku Loganie. 
- Hej, Josh. 

73

RS

background image

 

 

- Skończyliście pogawędkę? 
- Tak mi się wydaje - odpowiedział Logan. 
-  Dobrze.  W  takim  razie,  jeśli  pozwolisz...  -  I  zanim  Logan 

mógł  zareagować,  Josh  chwycił  Glory  na  ręce  i  wrzucił  ją  do 
wody. 

Trudno powiedzieć, kto był bardziej oszołomiony: Logan czy 

Gloryanne. Logan zareagował pierwszy. 

-  To  nie  było  grzeczne  -  zwrócił  się  do  szczerzącego  zęby 

siostrzeńca. 

- Oczywiście, że było. Widziałeś, co mi zrobiła? 
- Uważasz, że dokuczanie słabszym jest zabawne? Gloryanne 

wyszła z wody, mrucząc pod nosem coś 

na  temat  bezczelnych  smarkaczy.  Josh  uśmiechnął  się  do 

wuja. 

- Pewnie, jeśli uchodzi na sucho... 
- Tak? To zobaczymy... 
Logan zdjął buty, chwycił siostrzeńca i obaj wpadli z impetem 

do wody. 

Kiwając  głową  na  widok  tych  wygłupów,  Glory  stanęła  na 

brzegu  i  pomogła  Christopherowi  nałożyć  kamizelkę.  Chłopiec 
koniecznie  chciał  dołączyć  do  zabawy.  Gdy  tylko  miał 
kamizelkę na sobie, rzucił się do wody. 

-  Hej,  tato,  patrz!  Umiem  pływać!  Patrz!  -  krzyczał. 

Dziewczyna uśmiechała się, wycierając włosy. Dopiero później, 
gdy wszyscy znaleźli się na brzegu 

i  Glory  rozpakowała  kosz  zjedzeniem,  zastanowiła  się,  czy 

przypadkiem  podświadomie  nie  liczyła  na  obecność  Logana. 
Tym, co przyniosła, mogłaby nakarmić całą armię. 

Wszyscy  najedli  się,  a  kiedy  zapadł  zmrok,  Logan  rozpalił 

ognisko. Usiedli przy ogniu i patrzyli na ciemne niebo. Gwiazdy 
lśniły  jak  diamenty.  Przez  dłuższy  czas  podziwiali  je  w 
milczeniu. W końcu odezwał się Joshua: 

-  Wiecie  co?  Wczoraj  zaprosiłem  Jennifer  na  zabawę 

dożynkową. 

74

RS

background image

 

 

- I jak na to zareagowała? - zainteresował się Logan. 
-  Oczywiście  zgodziła  się  -  oznajmił  chłopiec  takim  tonem, 

jakby nigdy nie miał wątpliwości co do odpowiedzi dziewczyny. 

- To dobrze. Cieszę się razem z tobą, Josh. 
-  Josh  -  zaczął  Christopher  z  niesmakiem. -  Dlaczego chcesz 

spędzić cały wieczór z jakąś głupią dziewczyną? 

-  Zrozumiesz,  jak  będziesz  starszy,  szkrabie  -  oświadczył 

Josh.  Po  chwili  dodał  szybko:  -  Poza  tym  zgłosiłem  cię  jako 
opiekuna zabawy, wujku Loganie. 

- Wspaniale. Jak tylko odzyskam siły, chyba cię zabiję. 
Josh wyszczerzył zęby. 
- Myślisz, że mógłbyś poczekać i zrobić to po zabawie? 
Logan westchnął z rezygnacją. 
- Chyba tak. 
-  Patrz,  tato!  -  przerwał  Christopher.  -  Meteor!  Och,  to  takie 

fajne. Tato, czy jak byłeś mały, twój tata urządzał takie pikniki? 

- No jasne, mały. 
- A twój, Glory? 
- Tak, Christopher. I tatuś, i mama. 
-  Nawet  wtedy,  kiedy  byłaś  taka  stara  jak  Josh?  Chwilę 

milczała, a potem powiedziała cicho: -Nie. 

- Dlaczego nie? - dopytywał się Christopher. 
-  Daj  spokój,  szkrabie  -  wtrącił  Josh.  Glory  położyła  rękę  na 

ramieniu chłopaka. 

- W porządku, Josh. - Zwróciła się do Christophera.  
- Wydarzył się wypadek, kochanie, i moi rodzice zginęli. 
- Byłaś starsza niż ja? 
- Tak. Miałam jedenaście lat. 
- Czy to znaczy, że jesteś sierotą? 
-  Christopher!  -  syknął  Josh  i  jeszcze  raz Glory uspokajająco 

ścisnęła jego ramię. 

- Tak. 
- To gdzie mieszkałaś? 

75

RS

background image

 

 

- Z różnymi ludźmi, a na końcu z pewną panią, która stała się 

dla mnie jakby drugą mamą. 

- Gdzie to było? Byłaś wtedy taka duża jak Josh? 
- Nawet starsza. 
- Ile miałaś lat? - nalegał. 
- Siedemnaście. 
-  Tak,  byłaś  stara  -  zgodził  się  chłopczyk.  Przez  chwilę 

zastanawiał się, a potem spojrzał na Logana. 

- Tato? Gdyby coś ci się stało, dokąd bym poszedł? 
- Zastanówmy się. - Logan udawał, że nad czymś rozmyśla.  
- Mógłbyś zamieszkać z moją cioteczną babcią, Jean. 
- To ta pani, która przysyła mi dziwaczne skarpetki? 
- Niektórzy ludzie uważają je za modne. 
- Odpowiedz mi - nalegał. - Kto by się mną zajął? 
-  Nie  bądź  głupi  -  wtrącił  Josh.  -  Nic  się  twojemu  tacie  nie 

stanie, a gdyby nawet, to masz mnie. 

- Tato? 
- O co chodzi tym razem? 
- Czy Glory mogłaby pomóc Joshowi? Logan westchnął. 
- Christopher... 
- Mogłaby, tato? 
Glory wstrzymała oddech. Oczy jej i Logana spotkały się nad 

głową dziecka. W oczach mężczyzny widziała pytania, na które 
tylko czas mógł udzielić odpowiedzi. 

- Tak sądzę, synu - powiedział z ociąganiem. 
-  Gdyby  zechciała.  -  Tym  razem  w  jego  głosie  zabrzmiało 

ostrzeżenie. 

Chłopczyk odetchnął z ulgą. 
- Oczywiście, że chciałaby, prawda, Glory? 
-  Jasne  -  oświadczyła,  powstrzymując  się  od  wyjaśnienia 

Loganowi, że gdyby omawiana sytuacja zaistniała, to on akurat 
nie byłby w stanie zaprotestować. - Na pewno. 

76

RS

background image

 

 

-  To  dobrze.  -  Po  chwili  chwycił  Logana  za  ramię  i  zaczął 

podskakiwać z podniecenia. - Patrz! Kolorowa gwiazda! I rusza 
się! 

- To samolot, szkrabie - prychnął Josh. 
- Nieprawda! 
- A właśnie, że tak. 
-  Nieprawda,  Josh!  Nie  wiesz  wszystkiego!  Logan  uciszył 

chłopców, pokazując im konstelacje na niebie. 

- Widzicie? To Wielka Niedźwiedzica. 
Glory, oczarowana jego głosem, patrzyła nie na niebo, lecz na 

niego.  Ciemne włosy  opadły  mu  na  czoło, w blasku ognia  jego 
skóra wyglądała jak złoto i brąz. Naprawdę był najpiękniejszym 
mężczyzną, jakiego widziała. 

-  A  jeśli  wyobrazicie  sobie  linię  wiodącą  od  tych  gwiazd  na 

brzegu,  nazywanych  Psami  Gończymi,  znajdziecie  Gwiazdę 
Północną. 

- Wujku - zawołał Josh z podnieceniem. - Chyba ją widzę. 
-  Ja  też!  -  krzyknął  Christopher,  choć  tak  się  złożyło,  że 

patrzył w przeciwnym kierunku. 

Logan spojrzał w tę samą stronę, uśmiechnął się i, myśląc, iż 

jest niewidoczny w ciemności, pocałował złote włosy chłopca. 

Właśnie wtedy Glory zrozumiała z całą jasnością i pewnością, 

że go kocha. 

 
 
 
 
 

 
 
 
 
 
 

77

RS

background image

 

 

ROZDZIAŁ ÓSMY 

 
Nadciągała  burza.  Logan,  idąc  przez  pastwisko,  nawet  nie 

rzucił okiem na zbierające się chmury. 

Noc  była  pełna  życia.  Chmury,  gnane  wiatrem,  płynęły  po 

niebie, szeleściła trawa, ale on tego nie zauważał. 

Tego  wieczora  nad  rzeką  coś  się  stało.  Coś  ważnego  i 

niepokojącego. Spojrzał na Glory. Wiedział, choć nie odezwała 
się  słowem,  że  go  kocha.  Nie  mógł  odwzajemnić  tej  miłości, 
wypalił się. Najpierw Melanie zniszczyła jego wiarę w miłość, a 
potem Annie odebrała mu ufność i pozbawiła nadziei. Nie miał 
nic  do  ofiarowania  kobiecie,  szczególnie  takiej  jak  Glory.  Ona 
zasługiwała  na  coś  lepszego.  Cóż  mógłby  jej  dać  sfrustrowany 
farmer,  obarczony  rodziną  i  nie  mający  zamiaru  narażać  się  na 
kolejny zawód miłosny? 

Wszystko  zrozumiał,  kiedy  poznał  jej  przeszłość.  W  jakiś 

sposób  wiedział  od  samego  początku,  że  nie  jest  taka  jak 
Melanie.  Inaczej  nie  pracowałaby  tak  ciężko,  bez  skarg  na 
nadmiar  obowiązków.  Było  w  niej  coś  delikatnego  i  silnego 
zarazem,  jak  u  człowieka,  który  wiele  przeszedł  i  przetrwał. 
Historia  jej  dzieciństwa  zaszokowała  go  i  ukazała  wiele  rzeczy 
w nowym świetle. Nie podobało mu się, że miał ochotę wziąć ją 
wtedy  w  ramiona  i  ochronić  przed  tymi  dawno  minionymi 
wydarzeniami, lecz doceniał fakt, iż wiele się wyjaśniło. 

Teraz rozumiał nie tylko jej przywiązanie do Colum 
bia  Creek,  ale  też  do  chłopców.  Nadal  widział  zagrożenie, 

choć rozumiał, że jej uczucie jest szczere. Musiał przyznać, iż to 
pierwszy krok na drodze do zaufania. 

Ta  myśl  przestraszyła  go  i  podnieciła.  Jednak  nadal  nie 

wiedział,  jak  odpowiedzieć  na  jej  spojrzenie,  cudowne  i 
przerażające. Nie umiał odpłacić jej tym samym. 

Zastanawiał  się,  czy  nie  mógłby  się  z  nią  ożenić. 

Rozwiązałoby  to  wiele  problemów.  Chłopcy  mieliby  matkę,  a 
Gloryanne  dom  i  rodzinę,  których  tak  bardzo  potrzebowała. 

78

RS

background image

 

 

Nawet  gdyby  on  jej  nie  pokochał,  przynajmniej  mógłby  dać 
ujście pożądaniu. 

Niestety,  nie  mógł  ryzykować.  Gdyby  odeszła  teraz,  nie 

miałaby  prawa  do  niczego  poza  swoją  własnością.  Po  ślubie 
historia  z  Melanie  powtórzyłaby  się.  Glory  stałaby  się 
właścicielką  połowy  wszystkiego,  a  on  musiał  zapewnić 
chłopcom byt i nie chciał ryzykować utraty rancza. 

A więc co miał zrobić? Jeśli nie miłość i małżeństwo, to co? 

Przyjaźń? Romans? 

Przypomniał  sobie  wyraz  twarzy  Glory,  kiedy  zaproponował 

zawieszenie  broni.  Najpierw  była  przestraszona,  potem 
zaskoczona,  w  końcu  zadowolona.  Jej  policzki  zaróżowiły  się 
jak u dziewczynki, która nieoczekiwanie dostała pierwszy list od 
chłopaka. Miał nadzieję, że nie okazał wtedy rozczulenia. 

A więc może przyjaźń nie była złym pomysłem. 
Z  tym,  że  na  widok  Glory  w  pomarańczowym  kostiumie 

kąpielowym jego ciało oszalało. Nawet teraz, myśląc o niej, czuł 
szybsze pulsowanie krwi. 

W takim razie może romans. 
Potrząsnął głową, dziwiąc się własnemu niezdecydowaniu. 
Wtedy  na  ganku  pojawiła  się  Gloryanne.  W  świetle  księżyca 

wyglądała jak marzenie. Miękka tkanina przylegała do jej ciała, 
burza złotych włosów otaczała twarz. 

Nagle  fakt,  czy  to  dobrze,  czy  źle,  przestał  mieć  znaczenie. 

Jego zastrzeżenia zniknęły. 

Musiał  z  nią  być,  słyszeć  jej  miękki  głos,  śmiać  się  z  nią. 

Potrzebował jej, choćby na tę jedną noc. 

Glory  patrzyła  w  dal.  Widziała  rzekę  na  wschodzie:  perłową 

wstęgę pod ciemnym niebem. 

Piknik  skończył  się  kilka  godzin  temu,  kiedy  Christopher, 

zmęczony  wydarzeniami  dnia,  zasnął.  Powiedzieli  sobie  z 
Loganem „dobranoc" i poszli do swoich pokoi. 

Przez  cały  czas  jej  serce  biło  jak  młotem  pod  wpływem 

olśnienia, którego nagle doznała. Kochała Logana Bradshawa. 

79

RS

background image

 

 

Przygotowała się do snu. Wzięła prysznic, aby spłukać piasek 

ze  skóry;  umyła  włosy,  chcąc  pozbyć  się  zapachu  dymu  z 
ogniska.  Umyła  zęby,  włożyła  krótką  koszulkę  nocną,  zgasiła 

światło i wyciągnęła się na łóżku, ale sen nie nadchodził 

Nie  mogła  pozbyć  się  myśli  o  Loganie.  Zastanawiała  się,  co 

powinna  zrobić.  Kochanie  go  było  najlepszą  rzeczą,  jaka 
zdarzyła  się  w  jej  życiu,  a  zarazem  najgorszą,  jaka  mogła  się 
stać. 

Z  jednej  strony  czuła  uniesienie  wiedząc,  jak  mocno  go 

kocha. Z drugiej strony bała się. Logan wycierpiał swoje i Glory 
nie  miała  złudzeń.  Pamiętała,  co  jej  powiedział.  „Próbowałem 
już  miłości  i  małżeństwa  i  skończyłem  z  tym  na  zawsze."  Aby 
zdobyć  jego  zaufanie,  musiałaby  wykazać  się  ogromną 
cierpliwością i determinacją, a nie wiedziała, czy stać ją na to. 

Poza tym nie była pewna, do czego doprowadzi ją pożądanie. 

Ich  zauroczenie było  wzajemne  i  rosło  z  każdym dniem,  ale aż 
do  tej  pory  Glory  wmawiała  sobie,  że  da  sobie  z  tym  radę. 
Miłość do Logana wszystko zmieniła. 

Nie  chciała  się  oszukiwać.  Jeśli  chodziło  o  doświadczenie 

seksualne,  daleko  jej  było  do  Logana.  Mogła  pochwalić  się 
kilkoma  flirtami  jako  nastolatka  i  swoim  nieudanym  romansem 
z Jackiem. 

Nigdy  nie  czuła  do  niego  takiego  pożądania,  jakie  budził  w 

niej  Logan.  Jednak  kiedy  podsłuchała  Jacka,  zwierzającego  się 
przyjacielowi, była zdruzgotana. Głównym atutem był dla niego 
Je'zhar, w związku z którym miał daleko idące plany. Tylko ze 
względu na ogiera miał nadzieję, że wytrzyma z Glory. 

Chciała  wtedy  ukryć  się  i  w  samotności  ukoić  zbolałe  serce. 

Jednak  była  tak  bardzo  zła,  że  zdecydowała  się  na 
natychmiastową konfrontację. Z miejsca oświadczyła, iż między 
nimi  wszystko  skończone.  Potem  padło  jeszcze  wiele  gorzkich 
słów. Okazało się wtedy, że gdyby Jack wiedział, iż wuj nie dał 
jej  posagu,  nigdy  nie  poprosiłby  ojej  rękę,  niezależnie  od 
Je'zhara. 

80

RS

background image

 

 

Najgorsze  było  to,  że  w  pewien  sposób  Glory  była  tak  samo 

wyrachowana  jak  Jack.  Gotowa  była  poślubić  mężczyznę, 
którego  nie  kochała,  aby  mieć  męża  i  dom.  Mimo  to  ich 
ostatnia, pełna jadu rozmowa głęboko ją zraniła. 

O  ile  gorszym  przeżyciem  byłoby  odrzucenie  przez  Logana! 

Kochała  go  z  całego  serca,  choć  powiedział,  że  między  nimi 
może być tylko krótki romans. 

Instynkt  samozachowawczy  popychał  ją  do  ucieczki. Jednak, 

gdyby  wyjechała,  czy  nie  umocniłaby  jego  opinii  o 
wycofujących  się  kobietach?  Czy  mogłaby  potem  żyć wiedząc, 

że przyczyniła się do zwiększenia jego rozczarowania? 

1  jak  mogłaby  zostawić  chłopców?  Christopher  tak  otwarcie 

deklarował jej swoją miłość, a Josh po raz pierwszy potraktował 
ją  po  przyjacielsku.  Czy  mogłaby  tak  po  prostu  odwrócić  się  i 
odejść? 

Poza tym były jeszcze jej własne potrzeby. Kto by pomyślał, 

że  zacznie  się  troszczyć  o  chłopców?  Teraz  sama  myśl  o 
odejściu  z  ich  życia  wywoływała  dreszcze.  Perspektywa 
odejścia  od  Logana  równała  się  agonii.  Z  kolei  pozostanie 
oznaczało, że jeśli - a może raczej: kiedy - zdecyduje się odejść, 
będzie to ogromne przeżycie dla nich wszystkich. 

Westchnęła.  Wystawiając  twarz  na  wiatr,  patrzyła  w  ciemne 

podwórze.  Chłodny  powiew  orzeźwiał  i  delikatnie  pieścił  jej 
włosy.  Nagle  wyczuła  obecność  Logana.  Tak  jak  pierwszego 
ranka  po  przyjeździe,  czuła  na  sobie  ciężar  jego  spojrzenia. 
Potem 

zobaczyła, 

jak 

wychodzi 

spomiędzy 

drzew 

zdecydowanym  krokiem  idzie  w  stronę  schodów  do  jej 
mieszkania. 

-  Logan...  -  Wydawało  jej  się,  że  szepnęła  jego  imię,  ale  nie 

była pewna. 

-  Nadciąga  burza,  księżniczko  -  powiedział  i  nie  wiedziała, 

czy miał na myśli kaprysy aury, czy też napięcie między nimi. 

- Wiem - odpowiedziała cicho. 

81

RS

background image

 

 

I  nagle  znalazła  się  w  męskich  ramionach,  szeptała  ciche 

słowa  pożądania  i  zachwytu,  stając  na  palcach,  aby  złożyć 
pocałunek w kąciku jego ust. 

Przycisnął usta do warg dziewczyny, wziął ją na ręce i wniósł 

do domu. 

To  niebezpieczne,  pomyślała  Glory,  lecz  nie  wiedziała,  czy 

dotyczyło to  Logana i ognia, który w niej rozpalił czy też tego, 
co  za  chwilę  mieli  zrobić.  Kiedy  położył  ją  na  łóżku  i  stał, 
oświetlony  blaskiem  księżyca,  wiedziała  tylko  jedno  -  pragnęła 
go. 

-  Jesteś  pewna,  Gloryanne?  -  Jego  niski,  aksamitny  głos 

brzmiał ochryple. 

-  Tak.  -  Zdumiewające,  lecz  powiedziała  to  spokojnie  i  z 

pewnością.  

- A ty? 
- Księżniczko, jeszcze niczego w życiu nie byłem tak pewny. 

-  Zdjął  kurtkę.  Jego  pierś  pokryta  była  jedwabistymi  włosami, 
sięgającymi aż do pępka.  

- Tym razem nic nas nie powstrzyma, poza śmiercią... 
Dopiero teraz uświadomiła sobie w pełni różnicę ich wzrostu. 

Logan  był  o  ponad  trzydzieści  centymetrów  wyższy  i  o 
pięćdziesiąt kilogramów cięższy niż ona. 

Mimo  to  nie  czuła  lęku,  gdy  uklękła,  wpatrując  się  w 

cudowną  rzeźbę  jego  ciała.  Miał  klasyczną  sylwetkę  jeźdźca: 
szerokie  ramiona,  szczupła  talia,  wąskie  biodra  i  silne  uda. 
Samo  patrzenie  na  niego  wywoływało  ból.  Niespodziewanie 
usłyszała własne uspokajające słowa: 

- Nie zrobię ci krzywdy, Logan. 
- Kochanie, już teraz sprawiasz mi ból - powiedział ochryple. 
Zanim  zdążyła  zaprotestować,  wygładził  dłonią  cienką 

bawełnę  na  jej  piersi  i  po  chwili  wpił  się  ustami  w  jej  sutkę. 
Jęknęła  cicho  z  pożądania,  czując  jak  krew  w  jej  żyłach 
zamienia się w ogień. 

82

RS

background image

 

 

Drżącymi rękoma sięgnęła na oślep ku jego talii i chwyciwszy 

za pasek, szarpnęła, chcąc przyciągnąć go bliżej. Uniósł głowę. 

- Spokojnie - mruknął cicho. 
Była  zbyt  rozpalona,  by  to  poskutkowało.  Walcząc  z 

opornymi guzikami dżinsów, szeptała coś cicho, podczas gdy jej 
drżące palce odmawiały posłuszeństwa. 

- Proszę - błagała go. - Chcę cię dotknąć. 
-  Ja  też  chcę  cię  dotykać  -  szepnął  chrapliwie,  przesuwając 

palcem po jej policzku do szyi, gdzie mógł wyczuć puls. - Całą. 

Zaczerwieniła  się  i  nawet  w  ciemności  Logan  mógł  to 

dostrzec.  Ujęła  jego  dłoń,  przyciągnęła  do  ust  i  pocałowała  w 
palec. 

Zadrżał i jednym ruchem zerwał z niej koszulę. 
-  Jesteś  piękna  -  powiedział,  obrzucając  namiętnym 

spojrzeniem jej pełne piersi, zaokrąglone biodra i kręcone włosy 
u zbiegu ud. 

- Kochaj mnie - szepnęła, przesuwając dłońmi po jego piersi. 
W mgnieniu oka pozbył się butów i spodni. Ich usta zetknęły 

się  w  tym  samym  momencie,  gdy  nakrył  sobą  jej  ciało.  Jego 
wygłodniałe  wargi  drażniły  jej  usta,  a  pocałunek  był  tak 
gwałtowny, że Glory drżała, czując przepływające przez nią fale 
rozkoszy. 

- Chcę być w tobie - szepnął gwałtownie. - Och, Logan... Tak. 
- Nie mogę czekać - oświadczył, z trudem chwytając oddech i 

przeklinając siebie za brak kontroli. 

-  A  więc  nie  czekaj  -  zaproponowała  ze  śmiechem  i  w  tej 

samej chwili poczuła, jak w nią wchodzi. 

Wrażenie było tak niesamowite, że oboje krzyknęli. 
Gloryanne  czuła  bolesną  przyjemność,  tak  intensywną,  że 

prawie  nie  do  zniesienia.  Poruszała  się  pod  nim,  a  każdy  ruch 
wzmagał siłę doznań. 

Musiała  go  dotknąć.  Uniosła  głowę  i  pokryła  jego  szyję 

pocałunkami,  jednocześnie  gładząc  muskularną  pierś.  Logan 
uniósł się nieco i ujął jej biodra, przyciągając bliżej. 

83

RS

background image

 

 

Zaczął  się  poruszać.  Było  to  jak  przypływ  oceanu:  silne, 

nieokiełznane  i  piękne.  Czuła,  że  unosi  się  coraz  wyżej,  aż 
wreszcie wszystko w niej zamarło i zaraz potem eksplodowało. 
Wydając okrzyk zdumienia, pozbyła się resztek oporu i poddała 
całkowicie uczuciu rozkoszy. 

Logan  z  niskim  głębokim  okrzykiem  zaczął  poruszać  się 

szybciej,  dostarczając  jej  takich  przeżyć,  że  gdy  już  było  po 
wszystkim, mogła tylko drżeć, leżąc obok. 

Nie odzywali się, jakby wyczuwali, że słowa mogą zniszczyć 

szczęście spełnienia. Leżeli objęci. Glory złożyła głowę na jego 
piersi, on oparł swoją ojej włosy. Słuchali wycia wichru. 

Wzdychając,  Glory  przytuliła  się  mocniej  do  Logana,  który 

nakrył ich prześcieradłem. 

- Dziękuję... - szepnęła, całując go w kark. 
- Cicho... - szepnął. 
Nie  chciał  rozmawiać;  jeszcze  nie  teraz.  Czuł  się  dziwnie 

lekko  i  chciał  po  prostu  napawać  się  przyjemnością  trzymania 
jej w ramionach. 

Czas  na  rozmowę  i  tak  przyjdzie  wkrótce.  W  jego  umyśle 

odezwał  się  dokuczliwy  głos,  domagający  się  odpowiedzi  na 
pytanie, co on, u diabła, tu robi. 

Na  razie  trzymał  w  ramionach  Glory,  oddychającą  coraz 

równomierniej  i  tak  ufną;  było  to  wszystko,  czego  chciał  i 
więcej, niż kiedykolwiek przypuszczał. 

Kiedy Gloryanne obudziła się, była w łóżku sama. Logan stał 

przy oknie, wpatrując się w noc. 

-  Powinnaś  mi  była  powiedzieć  -  rzucił,  nie  odwracając  się. 

Nie zdziwiła się, że w jakiś sposób wyczuł, że już nie śpi. Choć 
stał  odwrócony  do  niej  plecami,  zawstydziła  się  swej  nagości. 
Zapaliła lampkę i rozejrzała się, szukając koszuli. 

- Co powiedzieć? Odwrócił się do niej. 
- Że nigdy nie miałaś mężczyzny. 
- Kto tak powiedział? - zapytała. 
Uśmiechnął się lekko. 

84

RS

background image

 

 

-  Powiedzmy,  że  wiem.  A  nawet  gdybym  nie  wiedział, 

wystarczy  spojrzeć  na  twoją  twarz.  Nie  wiesz,  czy  masz  mnie 
dotknąć, czy uciec. 

Zaczerwieniła  się  i  z  ulgą  dostrzegła  na  podłodze  swoją 

koszulę. 

-  Nie  sądzę,  żeby  to  miało  znaczenie  -  mruknęła  i  podniosła 

koszulę, odwracając ją na właściwą stronę. 

Łóżko  zakołysało  się  pod  ciężarem  Logana.  Ujął  jej 

podbródek i obrysował kciukiem wargi. 

- Powinnaś mi była powiedzieć - powtórzył. 
-  Nie  przypominam  sobie,  żebym  pytała  cię  o  szczegóły  z 

twojej... intymnej przeszłości, a więc nie sądzę, żebyś ty musiał 
znać moją. 

-  Księżniczko  -  rzucił  sucho  -  kilka  godzin  temu  nie  miałaś 

jeszcze  przeszłości.  -  Spojrzał  na  nią  z  naganą.  -  Sprawiłem  ci 
ból? 

-  Nie.  To  było  piękniejsze,  niż  mogłam  sobie  wyobrażać. 

Ponieważ to byłeś ty. 

- Zaczynam się zastanawiać, czego jeszcze o tobie nie wiem - 

powiedział cicho. 

- Nie rób tego. - Delikatnie odwróciła głowę, uwalniając swój 

podbródek z jego chwytu. - Niczego nie próbuję ukrywać. 

Ujęła jego dłoń i, tak jak wcześniej, uniosła ją do ust. Zadrżał, 

wyrwał dłoń i wstał. 

- Musimy porozmawiać - oświadczył szorstko. 
- Nie musimy - odpowiedziała spokojnie. 
W  pewnym  momencie  jej  obawy  zniknęły,  zastąpione 

przekonaniem, że on potrzebuje jej miłości. 

- Co to ma znaczyć? 
Potrząsnęła głową. Uczucie do niego dodawało jej sił. 
-  Logan,  straciłam  dziewictwo,  a  to  nie  jest  lobotomia. 

Przypuszczam,  że  chcesz  mi  powiedzieć,  iż  choć  przeżyliśmy 
coś  niesamowitego,  kiedy  ziemia  zadrżała,  a  czas  stanął  w 

85

RS

background image

 

 

miejscu,  to  nie  oznacza, że  musimy  wziąć ślub  albo  coś  w  tym 
rodzaju. Ale widzisz 

-  dodała  miękko  -  zawsze  to  wiedziałam.  Może  po  prostu 

bierzmy  wszystko  takim,  jakie  jest?  Odczekajmy  trochę  i 
zobaczmy, co się będzie działo? 

Przez  długą  chwilę  milczał,  a  potem  odezwał  się,  zmieniając 

temat: 

- Za trzy tygodnie muszę zapłacić ratę za ranczo, dwadzieścia 

pięć tysięcy dolarów, i nie mam tych pieniędzy. 

- Ile ci brakuje? 
- Och, tylko około siedemnastu tysięcy. 
- Hmm. - Zastanowiła się. - Mam w banku dwa i pół tysiąca. - 

Spojrzała  na  niego  z  miną  winowajczyni.  -  Resztę  wydałam  na 
wykupienie się z kontraktu z Jackiem. 

- Dlaczego? 
- Co: dlaczego? 
- Dlaczego musiałaś to zrobić? Wzruszyła ramionami. 
-  Byliśmy  zaręczeni  do  chwili,  kiedy  okazało  się, że  bardziej 

interesuje go Je'zhar niż ja. - Pokiwała głową. 

-  Po  tym  nie  mogłam  u  niego  zostać.  -  Zignorowała  jego 

dziwne spojrzenie i ciągnęła z pośpiechem: - A jeśli sprzedamy 
samochód?  Z  moimi  oszczędnościami,  pieniędzmi  za  dżipa  i 
mój samochód powinniśmy zebrać tę sumę. 

Na  chwilę  w  jego  oczach  pojawiło  się  coś  ciepłego,  jakby 

wdzięczność, ale potrząsnął głową, odrzucając ten pomysł. 

- Nie sądzę. 
Oczywiście,  pomyślała,  starając  się  zignorować  ból 

odrzucenia,  kiedy  nie  przyjął  jej  pomocy.  Mimo  to  rozumiała 
go.  Bez  dżipa  trudno  byłoby  jej  wyjechać,  a  zapewne  Logan 
wierzył, że jest to tylko kwestią czasu. Teraz jednak nie chciała 
użalać się nad sobą. 

Kiedy  wreszcie  pomyślała  o  innym  sposobie  rozwiązania 

problemu, zawahała się. Przecież mógł zleją zrozumieć. Rzuciła 
mu niepewne spojrzenie. 

86

RS

background image

 

 

-  Jestem  pewna,  że  już  o  tym  myślałeś  i  pewnie  jest  tysiąc 

powodów,  których  nie  znam,  a  które  cię  powstrzymują,  ale... 
może sprzedaj część sadu? 

-  Nie  -  powiedział,  zanim  zdążyła  skończyć.  -  Rodzina 

Bradshawów zawsze hodowała jabłka. 

- Ale ty tego nie robisz - powiedziała ostrożnie. - Ty hodujesz 

konie. 

- Nie rozumiesz... - zaczął i umilkł, zatapiając się w myślach. 
- Czego nie rozumiem? Wzruszył ramionami. 
-  Musiałabyś  znać  mojego  ojca  -  powiedział  cicho.  -  Był 

urodzonym  sadownikiem  i  prędzej  sprzedałby  moją  siostrę  i 
mnie,  niż  rozstał  się  z  jednym  drzewkiem,  nie  mówiąc  już  o 
części sadu. 

- Ty nie jesteś swoim ojcem - wytknęła mu cichym głosem. 
Przez dłuższą chwilę stał cicho i bez ruchu jak posąg. 
-  Pomyślę  o  tym  -  oświadczył  wreszcie.  -  Jest  jeszcze  coś, 

czego nie wzięłaś pod uwagę. 

- Co takiego? 
- Przez dłuższy czas nie będziemy mieli zysków. To oznacza - 

ciągnął głosem bez emocji - mniej pieniędzy dla każdego z nas. 

Usłyszała  pytanie  w  jego  tonie  i  poczuła  rozpacz.  Czy  on 

kiedykolwiek zrozumie, że nie wartość materiaIna rancza miała 
dla  niej  znaczenie,  tylko  wartość  tej  posiadłości  jako  domu,  w 
którym  mogła  zamieszkać.  Z  Christopherem  i  Joshem  Logan 
stworzył  rodzinę  i  dla  niej  liczyło  się  to  bardziej,  niż  gdyby  na 
polach rosło złoto. 

Nie próbowała  jednak  powiedzieć  mu  tego.  Zaufanie, tak  jak 

dowiedzenie  własnej  wartości  było  czymś,  czego  nie  należało 
narzucać. Albo Logan sam to zrozumie, albo nie. 

Tej  nocy  nic nie  mogła  zrobić  i  nie  miała  takich intencji.  Od 

dłuższego  czasu  patrzenie  na  Logana,  stojącego  przy  oknie, 
wywoływało  szybsze  bicie  jej  serca.  Spędzili  wystarczająco 
dużo  czasu  na  rozmowie.  To  była  noc  kochania  się,  a  nie 
rozważania przeszłości czy martwienia się o przyszłość. 

87

RS

background image

 

 

- W porządku. Pieniądze jakoś zdobędziemy. - Potem jej głos 

obniżył się i zabrzmiał uwodzicielsko. - Nie jest ci zimno? 

-  Jesteś  bez  wątpienia  najbardziej  niezwykłą  kobietą,  jaką 

poznałem.  -  Potrząsając  głową,  podszedł  do  łóżka  i  spojrzał  na 
nią. 

- Dzięki - mruknęła, patrząc mu w oczy. 
- Zdejmij koszulę. 
Choć  powiedział  to  szeptem,  zadrżała  z  podniecenia.  Logan 

powoli opadł na łóżko. Glory przytuliła się do niego, a jej ciało 
zaczęło płonąć. 

- Mówiłaś chyba o trzęsieniu ziemi? - zapytał. 
-  Dziesięć  stopni  w  skali  Richtera  -  potwierdziła  bez  tchu. 

Potem  połączyli  się.  Logan  narzucił  gwałtowny  rytm,  Glory 
krzyczała, a jej głos łączył się z wyciem wiatru. 

Byli tak zajęci sobą, że nie zauważyli, iż burza się kończy. 

 

 
 
 
 
 
 

 
 
 
 
 
 

 
 
 
 
 
 

88

RS

background image

 

 

ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY 

 
- Wujku Loganie? 
Logan  uniósł  wzrok  znad  księgi  rachunkowej,  spojrzał  na 

Josha,  a  potem  na  zegarek.  Zmarszczył  brwi  widząc,  że 
dochodzi północ. 

-  Z tego,  co  wiem,  wynika,  że  poniedziałek  jest  dniem nauki 

w szkole -  powiedział  łagodnie.  -  Nie  powinieneś  przypadkiem 
być w łóżku? 

-  Próbowałem  zasnąć,  ale  nie  udało  mi  się.  Moglibyśmy 

porozmawiać? 

Logan odłożył księgę. 
- Jasne. 
Ostatnio niewiele sypiał, ale gdy obudził się tego ranka, miał 

wrażenie, że z jego ramion zniknął jakiś wielki ciężar. 

Dłuższy czas zastanawiał się, co się właściwie dzieje, a kiedy 

to  zrozumiał,  podjął  decyzję.  Propozycja  Glory  dotycząca 
sprzedaży części gruntu była dobra. 

Potrząsnął  głową  z  niedowierzaniem.  Zapracowywał  się  na 

śmierć,  a  tymczasem  rozwiązanie  okazało  się  tak  oczywiste. 
Jego  dzierżawca,  Cal  Weimar,  od  lat  chciał  kupić  sad,  lecz 
Logan  jakoś  nie  rozważał  tej  oferty.  Dlaczego?  Ponieważ 
Bradshawowie  nigdy  nie  sprzedawali  należących  do  nich 
gruntów. 

Jednak,  tak  jak  podkreśliła  Glory,  nie  był  swoim  ojcem. 

Kochał tę ziemię, ale gdy tylko objął ją w posiadanie, pierwszą 
rzeczą  było  wydzierżawienie  sadów  Calowi.  W  obecnych 
czasach  sukces  w  rolnictwie  polegał  na  specjalizacji  i  ktoś,  kto 
zajmował się wszystkim po trochu, nie mógł liczyć na zyski. A 
jego od dzieciństwa interesowały konie. 

Rano zadzwonił do Cala i zgłosił gotowość przedyskutowania 

warunków  ewentualnej  sprzedaży.  Z  trudem  udało  mu  się 
namówić dzierżawcę do spotkania dopiero następnego dnia. 

89

RS

background image

 

 

Po  raz  pierwszy  od  wielu  miesięcy  potrzebował  czasu  dla 

siebie.  Zabrał  Glory  i  chłopców  na  wycieczkę.  Pokazał  im 
Wanapum  Dam,  stalowe  konie  na  wzgórzu  nad  Vantage  dłuta 
Davida Govedara i kamienne drzewa w Ginkgo Petrified Forest. 
Zakończyli 

dzień 

obiadem 

Ellensburgu. 

To 

były 

najprzyjemniejsze  chwile  w  jego  życiu.  Cieszył  się  każdą 
minutą. 

Niepokoił  go  jedynie  Josh,  wyjątkowo  milczący  tego  dnia. 

Logan  przypisywał  to  zmienności  nastrojów  u  nastolatków,  ale 
teraz, patrząc na zmienioną twarz chłopca, widział, że dzieje się 
z nim coś dziwnego. Trochę go to zaniepokoiło. 

- Co się stało? - zagadnął, siląc się na spokój. - Martwisz się 

tą zabawą w przyszłym tygodniu? 

-  Nie.  -  Josh  podszedł  do  stołu  i  usiadł  naprzeciwko  wuja. 

Miał  poważny  wyraz  twarzy.  -  Muszę,  to  znaczy  chcę,  zapytać 
cię o coś w związku z mamą. 

Logan  zacisnął  palce  na  ołówku,  ale  wyraz  jego  twarzy  nie 

zmienił się. 

- W porządku. 
- Chciałbym wiedzieć, dlaczego mnie opuściła. 
- Już ci to mówiłem, Josh. 
- Tak, wiem, ale znów chcę to usłyszeć. 
-  Wyjechała  do  szkoły  średniej  i  zakochała  się,  ale  kiedy 

odkryła,  że  cię  urodzi,  zrozumiała,  że  jest  za  młoda  na 
małżeństwo.  Zbliżała  się  matura,  poza  tym  dostała  ofertę pracy 
w  Waszyngtonie.  Mogłaby  studiować  zaocznie  prawo  i 
jednocześnie  nie  martwić  się  o  pieniądze.  -  Logan  podawał 
informacje,  walcząc  ze  zniecierpliwieniem,  gdyż  omawiali  to 
setki  razy.  -  Twoja  mama  jest  ambitna.  Marzyło  jej  się  coś 
więcej  niż  bycie  żoną  farmera.  Oczywiście  nie  widziała  w  tym 
niczego  złego,  ale  postanowiła  coś  w  życiu  osiągnąć.  Mimo  to 
chciała cię mieć, a ja chciałem cię wychować. A więc wszystko 
jakoś się ułożyło. 

90

RS

background image

 

 

Josh  rzucił  mu  szybkie  spojrzenie  i  Logan  dodał,  jakby 

usprawiedliwiając się: 

- Była bardzo młoda, Josh. 
- Starsza od ciebie. 
-  Tak,  wiem,  ale...  ludzie  dojrzewają  w  różnym  wieku.  Choć 

byłem  wówczas  bardzo  młody,  ale  zanim  się  urodziłeś,  od 
ponad  roku  zajmowałem  się  sam  ranczem  i  mogłem  zostać 
twoim opiekunem. - Zawsze czuł się tu na właściwym miejscu, 
w przeciwieństwie do siostry. Dzięki temu posiadał wewnętrzną 
równowagę, niezbędną przy wychowywaniu dziecka. 

Annie  nigdy  nie  lubiła  stanu  Waszyngton;  nazywała  go 

„wielkim  ugorem".  Od  dziecka  marzyła  o  miejskim  życiu  i  nie 
mogła  się  doczekać,  kiedy  zaistnieje  w  „prawdziwym"  świecie. 
Ona,  oczekując  narodzin  Josha,  widziała  tylko  obowiązki; 
Logan dostrzegał możliwości. 

-  Chciałem  ciebie  -  powtórzył,  nie  umiejąc  wytłumaczyć 

dziecku decyzji, której sam nie rozumiał. 

-  Dlaczego  mama  przestała  nas  odwiedzać?  Oczy  Logana 

pociemniały, gdy przypomniał sobie 

ostatnią  wizytę  siostry.  Zaczął  uderzać  ołówkiem  w  okładkę 

księgi  rachunkowej,  nieświadomie  szukając  ujścia  dla 
niepokoju, który wyzwalało to wspomnienie. 

-  Twoja  mama  jest  zajęta  robieniem  kariery,  ja  mam  sporo 

obowiązków 

związanych 

wychowywaniem 

ciebie 

Christophera, a więc jest nam trudno znaleźć czas na spotkanie - 
powiedział, ujawniając, jak zwykle, tylko część prawdy.  

- Wydaje mi się, że oboje jesteśmy zbyt zajęci. 
Kłótnia,  która  spowodowała  zerwanie  stosunków,  zaczęła  się 

niewinnie.  Annie  przygotowywała  się  do  wyjazdu  po 
trzydniowej  wizycie.  Po  zapakowaniu  walizek  do  bagażnika 
wynajętego  samochodu,  Loganowi  udało  się  w  końcu  uśpić 
trzytygodniowego  Christophera.  Wtedy  Josh,  niespokojny  jak 
zawsze  przed  odjazdem  matki,  specjalnie  obudził  dziecko, 
szczypiąc  je  boleśnie.  Logan  rozumiał,  że  w  ten  sposób  chciał 

91

RS

background image

 

 

zwrócić  na  siebie  uwagę,  ale  też  wiedział,  iż  najlepiej 
zareagować  jak  zwykle.  Odesłał  Josha  do  jego  pokoju,  każąc 
zastanowić się nad tym, co zrobił. Gdy chłopiec poszedł, Annie 
zaatakowała Logana: 

- Nie sądzisz, że to za surowa kara? 
- Nie - odpowiedział. 
Z niezadowoleniem zacisnęła wargi. 
-  A  ja  tak  uważam.  Może  jesteś  zbyt  zmęczony,  żeby  to 

zauważyć. 

Logan uznał to za niezbyt trafne określenie. Prawdę mówiąc, 

był  wyczerpany.  Niespodziewana  wizyta  siostry,  praca  na 
ranczu  bez  żadnej  pomocy  i  troszczenie  się  o  noworodka  oraz 
ośmioletnie, energiczne dziecko pochłaniały wszystkie jego siły. 

-  On  jest  bardzo  inteligentny  -  ciągnęła  siostra  -  i  trochę 

nerwowy,  jak  każde  dziecko  w  tym  wieku.  Poza  tym  to 
naturalne, że jest zazdrosny o niemowlę. 

Logan  doskonale  o  tym  wiedział,  ale  nie  mógł  pozwolić 

Joshowi  na  wyładowywanie  frustracji  na  Christopherze.  Nie 
podobała mu się krytyka siostry, szczególnie iż nie docierało do 
niej,  że  to  ona  jest  przyczyną  zdenerwowania  Josha,  a  nie 
Christopher. 

Przypominał  sobie  wyraźnie  tę  scenę,  tak  jakby  zdarzyła  się 

wczoraj.  Ujrzał  Annie  w  zagraconej  kuchni.  Wyglądała 
elegancko i wytwornie, ubrana w kostium szyty na zamówienie. 

-  Może  -  powiedziała  chłodno  - Joshua  powinien  zamieszkać 

ze mną, dopóki nie ułożysz sobie życia. 

Ta  propozycja  sparaliżowała  go.  Rzeczywiście  nie  był  w 

najlepszym  nastroju.  Melanie  opuściła  go,  a  w  kilka  dni  po 
narodzinach  Christophera  dopełnili  formalności  rozwodowych. 
Właśnie  dlatego  groźba  zawarta  w  słowach  siostry  wydawała 
mu się realna. 

Jak mogła uwierzyć, że dobrowolnie odda jej chłopca, którego 

wychowywał  od  niemowlęcia?  Chłopca,  który  nie  był  jego 
rodzonym  synem,  ale  synem  jego  serca?  Jak  mogła  patrzeć  na 

92

RS

background image

 

 

niego  tak  chłodno  i  traktować  swoje  dziecko  jako  źródło 
bezustannych  kłopotów,  jak 

uciążliwy 

bagaż, 

którego 

najchętniej by się pozbyło? 

Do tej pory pamiętał furię, jaką wtedy poczuł. Było to nie do 

zniesienia.  Zareagował  natychmiast,  zdecydowany  odrzucić  ten 
pomysł, zanim siostra umocni się w swoim przekonaniu. 

-  Josh  jest  mój  -  powiedział  z  mocą.  -  Utraciłaś  prawo  do 

niego tego dnia, gdy oddałaś mi go pod opiekę. 

Siostra zaczerwieniła się lekko. 
- Przecież jestem jego matką. 
-  Każda  kobieta,  która  oddaje  swoje  dziecko  tak,  jak  ty  to 

zrobiłaś, nie powinna uważać się za matkę - stwierdził zimno. 

Annie zawsze była nerwowa i ostre słowa brata wyprowadziły 

ją z równowagi. Jej niebieskie oczy zwęziły się. 

-  Jestem  jego  matką  -  powtórzyła  z  uporem  -  i  lepiej  o  tym 

pamiętaj, braciszku. Jeśli zechcę go zabrać, zabiorę. 

Spojrzał  na  nią  i  wyczuł  dzielący  ich  dystans,  większy  niż 

przestrzeń  kuchni.  Czuł  się  w  pewnym  sensie  zdradzony. 
Postanowił zrobić wszystko, aby zatrzymać Josha. 

- Radziłbym ci to przemyśleć, Annie - powiedział. 
-  Ostrzegam:  będę  z  tobą  walczyć.  Oboje  wiemy,  jak  twoi 

polityczni  przyjaciele  dbają  o  zachowywanie  pozorów.  Jak 
myślisz,  co  będą  myśleć  o  tobie,  kiedy  się  o  wszystkim 
dowiedzą? Jaka kobieta porzuca własne dziecko? 

Zbladła  i  ból  w  jej  oczach  przyprawił  go  o  drżenie. 

Przeciwstawiła się jednak. 

- Znam cię, Logan. Właściwie wychowywałam cię po śmierci 

mamy. Nie zrobiłbyś tego. Nie ma w tobie okrucieństwa. 

- Spróbuj - rzucił spokojnie, cichym głosem. - Przez osiem lat 

milczałem i pozwalałem ci pojawiać się  w życiu moim i Josha, 
ilekroć  miałaś  na  to  ochotę.  Kiedy  ty  piłaś  martini  i  pełniłaś 
różne  funkge  polityczne,  ja  pocieszałem  twojego  syna, 
płaczącego  po  twoim  wyjeździe.  To  ja  odpowiadałem  na  jego 
pytania,  dlaczego  nie  mieszka  z  mamą,  jak  inne  dzieci.  Mam 

93

RS

background image

 

 

tego  dosyć,  siostro.  Jeśli  o  mnie  chodzi,  możesz  zabrać  swój 
elegancki  bagaż,  wytworne  ciuchy  i  wynieść  się  z  mojego 
rancza,  a  także  z  życia  moich  dzieci;  nie  wracaj,  dopóki  nie 
będziesz tu zaproszona. 

Annie  spojrzała  na  niego  z  niedowierzaniem,  wydała  cichy 

okrzyk złości, chwyciła torebkę i podbiegła do drzwi. 

- Nie łudź się, że kiedykolwiek tu przyjadę, Logan 
- ostrzegła - ponieważ nie wrócę! 
Mówiła  poważnie.  Od  tamtej  pory  rozmawiali  regularnie 

przez  telefon;  były  to  uprzejme  rozmowy.  Nigdy  nie 
wspomniała  już  o  chęci  zabrania  Josha  i  kiedy  Logan  wreszcie 
opanował  rozgoryczenie  i  zaprosił  ją  na  ranczo,  odmówiła, 
tłumacząc się brakiem czasu. 

To  było  sześć  lat  temu.  Czasem  Logan  martwił  się,  że  Josh 

będzie  go  winić  za  wypędzenie  matki  i  żałował  swych  ostrych 
słów. A jednak to był wybór Annie. Świadectwo, jak mało Josh 
naprawdę  dla  niej  znaczy.  Gdyby  to  jego  chciano  powstrzymać 
przed  widywaniem  się  z  którymkolwiek  z  chłopców, 
wymagałoby to czegoś więcej niż kilku ostrych słów. 

Uświadomił sobie, że Josh go obserwuje i widzi grę uczuć na 

jego twarzy. 

-  Jest  późno  -  powiedział  cicho.  -  I  naprawdę  nie  mam  nic 

więcej do powiedzenia. 

Josh z uporem zacisnął szczęki. 

Zawsze 

tak 

mówisz, 

wujku. 

Może 

powinienem 

porozmawiać z matką. 

- Może powinieneś, ale nie wiem, jak się z nią skontaktować. 

Po  ostatniej  przeprowadzce  nie  podała  mi  nowego  adresu. 
Odezwie  się  na  pewno  na  Święto  Dziękczynienia,  a  to  już 
niedługo - dodał chłodno. - Na razie to wszystko. 

-  Wiedziałem, że  zbędziesz  mnie  byle  czym! -  rzucił Josh ze 

złością.  -  Dokładnie  to  samo  powiedziałem  Glory,  ale  ona  mi 
nie uwierzyła! 

Logan zamarł. 

94

RS

background image

 

 

-  Rozmawiałeś  z  nią  o  swoich  kłopotach?  Josh  wyzywająco 

uniósł podbródek. 

- Tak. 
- Rozumiem. I co powiedziała? 
-  Ze  powinienem  szczerze  porozmawiać  z  tobą.  Nie 

rozumiem, dlaczego! Ciebie to nic nie obchodzi! 

-  Wstał  gwałtownie,  przewracając  krzesło.  -  To  nie  ciebie 

porzuciła matka! 

Mimo  wszystko  Logan  odprężył  się  słysząc,  iż  Glory  nie 

próbowała  poderwać  jego  autorytetu.  Widział  ból,  kryjący  się 
pod  gorzkimi  słowami  chłopca,  ale  uznał,  że  w  tej  chwili 
najlepiej nic nie mówić. Potrzebował czasu na zastanowienie się 
i rozważenie, co może powiedzieć Joshowi, aby nie zranić jego 
uczuć. 

-  Idź  do  łóżka,  Josh.  Już  późno  i  obaj  jesteśmy  zmęczeni.  - 

Spojrzał  na  księgę  rachunkową.  -  Porozmawiamy  o  tym  innym 
razem. 

- Cholera, wujku... 
Choć  Logan  nie  podniósł  głosu,  w  jego  tonie  zabrzmiała 

stanowcza nuta. 

- Idź do łóżka. 
Z przekleństwem na ustach Josh obrócił się na pięcie i wypadł 

z pokoju. 

Glory  jechała  wąską  ścieżką  przez  sad.  Ogier  był  nerwowy, 

reagował  przestrachem  na  każdy  odgłos  i  cień,  lecz  ona  tego 
prawie  nie  zauważała.  Była  zbyt  zajęta  porządkowaniem 
własnych uczuć. 

Zadanie  nie  należało  do  łatwych.  Noc  spędzona  z  Loganem 

była  spełnieniem  najśmielszych  marzeń  o  szczęściu  w 
ramionach mężczyzny. Choć wierzyła w to, co zaproponowała - 

żeby  brać  życie  takim,  jakim  ono  jest  -  ostatnie  dni  przeżyli 
niemal  w  przyjaźni  i  w  sercu  Glory  wciąż  tliła  się  iskierka 
nadziei. 

95

RS

background image

 

 

Logan  pożądał  jej  i  było  to  oczywiste,  lecz  nic  nie 

wskazywało  na  to,  że  zmienił  zdanie  na  temat  miłości  i 
zaangażowania.  „Możemy  mieć  jedynie  romans",  powiedział 
pierwszej nocy. Glory nie miała powodu, aby wierzyć, że coś się 
zmieniło.  A  lepiej  niż  ktokolwiek  wiedziała,  iż  nie  da  się 
nakłonić  kogoś  do  miłości.  Nauczyła  się  tego  w  ciągu  lat,  gdy 
przenosiła  się  z  jednej  rodziny  zastępczej  do  innej,  a 
przynajmniej  tego  powinna  się  była  nauczyć.  Gdzieś  w 
zakamarkach umysłu i w sercu żywiła nadzieję, iż pewnego dnia 
Logan zauważy, że ona należy do Columbia Creek.  Ignorowała 
podszepty  rozsądku,  oceniającego  szansę  na  tak  samo 
prawdopodobną  jak  śnieżyca  w  lipcu.  Nie  chodzi  o  to,  że 
niemożliwe, ale właśnie mało prawdopodobne. 

Westchnęła  i  skierowała  Je'zhara  ścieżką  wijącą  się  w  górę 

porośniętego  szałwią  zbocza.  Uśmiechnęła  się,  gdy  ogier 
parsknął. 

- O co chodzi, kolego? - zapytała z czułością. - Ta kasztanka 

wciąż nie zwraca na ciebie uwagi? 

Koń  podrzucił  głową  i  lekko  szarpnął  uzdę,  jakby  chciał 

powiedzieć, że szybki bieg dobrze zrobiłby im obojgu. 

Glory uśmiechnęła się szerzej. 
- Masz rację. 
Popuściła  wodze  i  wkrótce  znaleźli  się  na  szczycie  wzgórza. 

Koń przeszedł w cwał. Tak musi być w niebie, pomyślała Glory; 
wszystko świecące złotem, słodki zapach powietrza i koń pełnej 
krwi, mknący prosto do słońca... 

Dopiero  wtedy  usłyszała  tętent  innego  konia.  Zwolniła, 

obróciła się w siodle i poczuła dreszcz, widząc zbliżającego się 
Logana. 

- Cześć - rzuciła wesoło. - Wcześnie skończyłeś pracę... 
- Wydaje mi się, że masz tyle rozumu co muszka owocowa! - 

warknął. - Co tu robisz sama? 

96

RS

background image

 

 

Małe,  spiczaste  uszy  Je'zhara  skierowały  się  w  stronę  źródła 

nieprzyjaznych  dźwięków.  Glory  mimo  woli  mocniej  zacisnęła 
dłonie na wodzach. Spojrzała na Logana z niedowierzaniem. 

- Stepuję, panie Bradshaw. Nie widać? 
- Słuchaj... Nie chciałem cię obrazić. Chodzi o to, że ostatnim 

razem  podczas  samotnej  przejażdżki  zwichnęłaś  nogę.  - 
Przyjrzał  się  uważnie  Je'zharowi.  -  Jeśli  nie  skręcisz  karku, 
będziesz miała szczęście. 

Glory była tak zaskoczona wyznaniem, że Logan troszczy się 

o nią, iż omal nie spadła z konia. 

- Przepraszam - powiedziała. - Nie myślałam, że będziesz się 

o mnie martwił. 

Zaczerwienił się, jakby przyłapała go na czymś złym. 
-  Po  prostu  spróbuj  być  ostrożniejsza  -  powiedział, 

spoglądając w stronę horyzontu. 

- Postaram się. 
Mijały minuty. Kiedy stało się oczywiste, że Logan nie powie 

nic  więcej,  Glory  zaczęła  rzucać  mu  ukradkowe  spojrzenia, 
zastanawiając się, co kryje się pod tą maską obojętności. 

- A więc - odezwała się w końcu. - Przyjechałeś po to, aby na 

mnie  krzyczeć?  Czy  może  jest  coś,  co  chciałbyś  ze  mną 
przedyskutować? 

Zerknął na nią i uśmiechnął się lekko. 
-  Czy  ktoś  ci  kiedyś  mówił,  księżniczko,  że  masz  nerwy  jak 

postronki? 

- Nikt poza tobą, kowboju. 
Spojrzeli sobie w oczy i w tej samej chwili oboje wspomnieli 

miłosną  noc.  Glory  widziała  oczyma  wyobraźni  ich  ciała,  usta 
Logana  wpijające  się  w  jej  wargi,  ręce  delikatnie  muskające 
piersi, uda ocierające się o uda... 

To  Logan  pierwszy  spojrzał  w  bok,  ale  zdążyła  zauważyć  w 

jego oczach błękitny płomień pożądania. Odchrząknął. 

-  Po  południu  dzwonił  Weimar.  Złożył  ostateczną  ofertę 

kupna południowego sadu. 

97

RS

background image

 

 

Glory  wzięła  głęboki  oddech,  przez  moment  nie mogła  sobie 

przypomnieć, kim jest Weimar. 

-  I  co?  -  zapytała,  gorączkowo  szukając  w  pamięci  tego 

nazwiska. Wreszcie przypomniała sobie. 

Wzruszył ramionami, ale w tym geście była ulga. 
- To uczciwa oferta, opiewająca na sumę większą niż ta, jaką 

wkrótce musimy zapłacić. 

Słowo  „musimy"  w  jego  ustach  brzmiało  jak  muzyka  dla  jej 

uszu. 

-  W  takim  razie  rób,  co  uważasz  za  słuszne  -  powiedziała 

zadowolona,  że  jej  głos  jest  opanowany.  -  Jeśli  podoba  ci  się 
pomysł sprzedaży, zrób to; ale jeśli nie, wymyślimy inny sposób 
zdobycia pieniędzy. - Nie wątpiła, że Logan zrobi to, co będzie 
najlepsze dla rancza. 

- Jesteś pewna? 
- Tak. 
Potrząsnął głową, jakby nie mógł uwierzyć w jej słowa. 
-  W  takim  razie  muszę  wszystko  przemyśleć.  Jechali  obok 

siebie w milczeniu, aż wreszcie Glory 

wskazała równinę rozciągającą się na wschodzie. 
- Jak tu pięknie. 
Poniżej  ziemia  mieniła  się  różnymi  odcieniami  beżu,  ochry, 

szarości  i  brązu.  Nad  rzeką  unosiła  srebrna  mgła.  Sady  na 
południu wyglądały jak zielony kobierzec. 

-  Naprawdę  tak  uważasz?  -  zapytał  z  namysłem,  chociaż  dla 

niego był to najpiękniejszy skrawek ziemi. 

Zerknęła  na  Logana,  zdziwiona  nutą  niedowierzania  w  jego 

głosie. 

- Nie wiem, kto mógłby uważać inaczej. 
Patrząc na horyzont, powiedział cicho: 
- Moja siostra, Annie. Widziała tu tylko brud, szałwię i trawę. 
- Oboje tu dorastaliście? 
Drgnął, jakby zaskoczony faktem, że nie wiedziała zbyt wiele 

o jego przeszłości. 

98

RS

background image

 

 

- Tak - odpowiedział po chwili. - Ród Bradshawów mieszkał 

tu  od  blisko  stu  lat.  Dziadek  ze  strony  ojca  umarł  na przełomie 
wieków,  a  mój  ojciec  pewnie  do  dziś  cieszyłby  się  dobrym 
zdrowiem, gdyby nie zginął w wypadku pod kołami traktora. 

- Kiedy to się stało? 
- Tego lata, kiedy zdałem maturę. Od tamtej pory zająłem się 

prowadzeniem rancza. 

- A twoja matka? 
-Nie pamiętam jej. Umarła, kiedy miałem cztery lata. 
- A Annie? 
- Co: Annie? 
- Gdzie była, kiedy straciłeś ojca? 
- W szkole. Miała stypendium z Washington State. 
- Byliście ze sobą zżyci? 
- Chyba tak, kiedy byliśmy młodsi. Jest ode mnie starsza tylko 

o kilka lat i właściwie wychowywaliśmy się wzajemnie. Ojciec 
zajmował  się  sadami,  więc  zwykle  skazani  byliśmy  na  własne 
towarzystwo. - Wskazał gestem otaczające ich łąki. - Możesz w 
to  wierzyć  albo  nie,  ale  przychodziliśmy  tu  bawić  się  w 
policjantów i złodziei czy kowbojów i Indian. Ona była dobrym 
charakterem,  ja  czarnym.  Dziecięce  zabawy...  Czasem  trudno 
uwierzyć, że byłem małym chłopcem. 

Glory  uświadomiła  sobie,  że  Logan  jest  jak  rzeka.  Spokojny 

na  zewnątrz,  ale  pod  spodem  skłębiony  i  gwałtowny. 
Obserwacja wydała jej się trafna, szczególnie po tym, jak Logan 
mruknął: 

-  I  już  wtedy  Annie  zawsze  musiała  wygrywać.  Było  to 

zastanawiające stwierdzenie, lecz instynkt 

powstrzymał ją przed skomentowaniem jego słów. 
- Ile miałeś lat, kiedy zostawiła ci Josha? 
- Dziewiętnaście. 
- A ile miał Josh? 
- Niecały miesiąc. 

99

RS

background image

 

 

Spojrzała  na  niego  z  szacunkiem,  próbując  wyobrazić  sobie 

samotnego  Logana  na  ranczu,  opiekującego  się  niemowlęciem. 
Był wtedy na progu męskości i przechodził trudny okres. 

- Czy nie byłeś za młody, aby podejmować się samodzielnego 

wychowania dziecka? 

- Mówisz tak jak Josh. - Na moment odwrócił wzrok, a kiedy 

znów na nią spojrzał, wyglądał tak, jakby podjął jakąś decyzję.  

-  Słuchaj,  księżniczko,  wiem,  że  Josh  rozmawiał  z  tobą  i  że 

teraz ma inne wyobrażenia związane z brakiem zainteresowania 
się  matki  jego  osobą.  Prawda  jest  taka,  że  Annie  nigdy  nie 
interesowała  się  swoim  dzieckiem.  Na  jej  skali  wartości  od 
jednego do dziesięciu Josh plasuje się na pozycji jedenastej. 

Pamiętając  odrzucenie  ze  strony  wuja  i  ciotki,  Glory  była 

boleśnie  świadoma  takiej  postawy,  ale  zarazem  współczuła 
Joshowi. 

-  Rozumiem  -  powiedziała  cicho.  -  Może  Josh  potrzebuje 

okazji, aby samemu to odkryć? 

Przez  twarz  Logana  przemknął  cień.  Oznaczało  to,  że  Glory 

przekroczyła pewną granicę. 

- W swoim życiu był wystarczająco często odrzucany. 
- On już nie jest dzieckiem, to młody mężczyzna. Nie możesz 

go ciągle ochraniać. 

Wzruszył ramionami. 
-  Może  tak,  może  nie,  ale  to  nie  twoja  sprawa,  tylko  moja.  - 

Pochylił  się  i  pogładził  grzywę  konia.  -  Jest  coś  jeszcze,  o  co 
chciałem  cię  zapytać  -  powiedział  niespodziewanie.  - 
Zastanawiałem  się  -  choć  ton  był  normalny,  pobrzmiewała  w 
nim formalna nuta - czy nie zechciałabyś pójść ze mną w sobotę 
na zabawę. 

- Naprawdę? - zapytała, nie przyznając się nawet przed sobą, 

że liczyła na to zaproszenie. - Nie musisz iść ze mną na zabawę 
tylko dlatego, że ty... to znaczy, że my... 

Jej zmieszanie sprawiło, że Logan się odprężył. 
- Tak - przyznał. - Wiem o tym. 

100

RS

background image

 

 

Jego spojrzenie wystarczyło, aby podwyższyć temperaturę jej 

ciała.  Nie  mogła  się  powstrzymać  i  raz  jeszcze  przyjrzała  się 
Loganowi.  Nawet  w  dżinsach  i  bawełnianej  bluzie  wyglądał 
rewelacyjnie.  Zresztą  wyglądałby  dobrze  we  wszystkim. 
Również  bez  ubrania,  jak  podpowiedział  Glory  jakiś 
wewnętrzny głos. 

- Glory? 
- Słucham? 
- Chcesz iść na tę zabawę czy nie? 
Czy ocean jest głęboki? Czy niebo jest niebieskie? Czy Logan 

może  jednym  spojrzeniem  doprowadzić  ją  do  utraty  zdrowego 
rozsądku? 

- Z radością. 
- To dobrze. - Obdarzył ją promiennym uśmiechem. 
Poczuła  się  szczęśliwa  i  nadzieje,  których  usiłowała  pozbyć 

się wcześniej, wydały się trochę bardziej prawdopodobne. 

Nagie miała ochotę zażartować. 
-  Ten  twój  kary  ma  jakieś  imię?  -  zapytała,  rozpoznając  w 

koniu ulubieńca Logana, którego pokazał jej kiedyś Josh. 

Logan uniósł brwi. 
- Top Gun. 
-  Och,  naprawdę?  -  W  jej  głosie  brzmiało  zaskoczenie. 

Poprawiła  się  w  siodle.  Je'zhar  poruszył  się,  wyczuwając  jej 
podniecenie.  -  Interesujący  wybór  imienia.  Zwłaszcza  że 
wygląda tak, jakby mógł go prześcignąć zwykły kucyk. 

Dopiero  po  ułamku  sekundy  oczy  Logana  zabłysły,  gdy 

zrozumiał  jej  intencje.  W  tej  chwili  Je'zhar  już  ruszył  przed 
siebie. 

-  Hej,  Bradshaw!  -  krzyknęła  Glory.  -  Pięknie  wyglądasz, 

łykając kurz! 

-  Hej,  księżniczko!  Lepiej  uciekaj,  bo  z  pewnością  nie 

schowasz się przede mną. 

Czuła  dreszcz  podniecenia.  Roześmiana,  zastosowała  się  do 

jego rady. 

101

RS

background image

 

 

ROZDZIAŁ DZIESIĄTY 

 
W  środę  rano  Gloryanne  znalazła  skrawek  papieru  z 

zapisanym  na  nim  numerem  telefonu.  Stało  się  to  dzięki  żabie 
Christophera. 

Już  zaczęła  wkładać  do  pralki  brudną  bieliznę,  kiedy 

przypomniała  sobie  katastrofę,  której  cudem  uniknęła.  Dobrze, 

że Brutus, ukryty w kieszeni koszuli malca, wydał jakiś dźwięk. 
Inaczej byłby doskonale wypraną żabką. 

Niestety,  Christopher  lubił  się  powtarzać.  Gdyby  Brutus 

również  dziś  ukrył  się  w  kieszeni,  nie  mogła  liczyć,  że  i  tym 
razem  ujawni  swoją  obecność.  A  ponieważ  żaby  nie  nadają  się 
do prania w pralkach, wyglądało na to, że Glory musi wszystko 
sprawdzić. 

Z  westchnieniem  wyciągnęła  rzeczy  z  pralki  i  zaczęła 

sprawdzać  kieszenie.  Ku  swej  uldze  nie  znalazła  nic  poza 
nadgryzionym 

batonikiem, 

gwoździem 

od 

podkowy 

skrawkiem papieru, na którym charakterem Josha wypisane było 
nazwisko i numer telefonu Annie Bradshaw. 

A  przecież  Josh  nic  nie  wspominał  o  tym,  by  kiedykolwiek 

telefonował  do  matki.  Przypomniała  sobie,  że  ostatnio  miedzy 
chłopcem  i  Loganem  wyczuwała  jakieś  napięcie.  Zamierzała 
poznać jego przyczyny. 

Okazja  nadarzyła  się  tego  samego  dnia,  po  lekcji  jazdy. 

Odprowadzili  konie  do  boksów  i  usiedli  na  podłodze, 
przygotowując się do czyszczenia uprzęży. Glory podała papier 
Joshowi. 

-  Znalazłam  to,  robiąc  dziś  rano  pranie  -  powiedziała  nie 

chcąc, aby posądził ją o celowe przeszukiwanie jego kieszeni. 

Widząc, co to jest, zaczerwienił się. 
-  Dzięki  -  mruknął,  schował  skrawek  papieru  do  kieszeni  i 

wrócił do przerwanej czynności. 

Glory  rozplątywała  cugle,  obserwując  niezgrabne  ruchy 

chłopca. Był zdenerwowany, to pewne. 

102

RS

background image

 

 

-  No  i  jak  -  odezwała  się  po  chwili  starając  się,  aby  w  jej 

głosie brzmiało jedynie umiarkowane zainteresowanie  

- rozmawiałeś z wujem? 
Zerknął na nią. 
- Spławił mnie, jak zawsze. 
Mruknęła 

coś 

ze 

współczuciem, 

pamiętając 

krótkie 

odpowiedzi Logana na jej własne pytania. Mimo to kochała tego 
mężczyznę  i  chciała,  aby  wątpliwości  przemawiały  na  jego 
korzyść.  Poza  tym  nie  wydawało  jej  się,  aby  Josh  potrafił 
wyraził swoje uczucia. 

- Powiedziałeś mu, co cię gnębi? - spytała w zamyśleniu. 
- No... może niedokładnie. Zdawało mi się, że pomału do tego 

dojdę,  ale  zanim  zdążyłem  cokolwiek  powiedzieć,  oznajmił,  że 
znam już całą historię i... to było wszystko. 

-  Może  po  prostu  nie  potrafi  ci  niczego  więcej  wyjaśnić. 

Wiem, że to trudne, ale chyba powinieneś pogodzić się z myślą, 

że  dla  twojej  mamy  kariera  była  najważniejsza.  Musiała 
wiedzieć,  jak  bardzo  wuj  cię  kocha  i  może  uznała,  że  najlepiej 
będzie, jeśli z nim zostaniesz. 

- Może - zgodził się. - Ale nie jestem o tym przekonany. 
Coś w jego tonie wywołało niepokój Glory. 
- Dlaczego? 
-  Ponieważ  -  przyznał  z  ociąganiem  -  zadzwoniłem  do  niej. 

Kiedy zapytałem, dlaczego nigdy nie przyjeżdża, zaczęła płakać. 
-  Odłożył  gąbkę  i  spojrzał  na  Glory.  W  jego  oczach  malowały 
się ból i zmieszanie. 

- Och, Josh... 
-  Tak  -  wyznał  bezradnie.  -  To  było  naprawdę  okropne.  To 

znaczy,  miło  było  dowiedzieć  się,  że  nie  nienawidzi  mnie  ani 
nic  takiego,  ale...  Nawet  nie  pomyślałem,  że  mój  telefon  tak  ją 
rozklei. Mówiła coś, czego nie rozumiałem, o byciu zbyt dumną 
dla  mojego  własnego  dobra,  ale  przeważnie  popłakiwała  i 
powtarzała,  jak  wiele  dla  niej  znaczy  ten  telefon  i  że  to  dobry 
znak. 

103

RS

background image

 

 

Z pewnością Logan miałby coś do powiedzenia na ten temat, 

pomyślała Glory. Przechyliła głowę. 

- Co powiedział wuj? 
Josh skulił się i wyglądał teraz jeszcze żałośniej. 
- Nie mówiłem mu, że do niej zadzwoniłem - wyznał. 
- Żartujesz. - Miała gorącą nadzieję, że istotnie żartował. 
-  Nie.  Wujek  zdenerwował  mnie,  kiedy  nie  chciał  ze  mną 

rozmawiać, więc powiedziałem mu, że chcę zadzwonić do mojej 
mamy.  Próbowałem  go  poruszyć,  wiesz?  Ale  on  oznajmił,  że 
należy  zaczekać  do  Święta  Dziękczynienia.  -  Spojrzał  na  nią 
błagalnie. - Nie mogłem czekać tak długo. 

- Lepiej powiedz mu o tym. 
- Nie. — Chłopiec zdecydowanie potrząsnął głową. 
- Ależ Josh, on i tak się dowie. 
- Ciekawe, w jaki sposób. Chyba że ty chcesz mu powiedzieć. 
- Nie będę musiała, ponieważ ty zrobisz to pierwszy. 
Znów potrząsnął głową. 
- Na pewno tego nie zrobię. 
- Musisz - rzuciła stanowczo. - Pomyśl trochę. I tak się dowie, 

jak tylko spojrzy na rachunek telefoniczny. 

-  Zaskoczenie  na  jego  twarzy  oznaczało,  że  nie  pomyślał  o 

tym wcześniej. - A jeśli zadzwoni twoja mama? 

Jego oczy rozszerzyły się. O tym też nie pomyślał. 
-  W  porządku  -  powiedział,  westchnął  i  skurczył  się  jeszcze 

bardziej. - Wygrałaś. Porozmawiam z nim. 

-  Zastanowił  się  i  dodał:  -  Ale  po  zabawie,  dobrze?  Jeśli 

dowie  się  teraz,  każe  mi  zostać  w  domu,  a  ja  nigdy  nie  będę 
mógł wytłumaczyć tego Jennifer. 

Choć  wątpiła,  aby  Logan  ukarał  chłopca  zakazem  pójścia  na 

zabawę,  wolała  tego  nie  sprawdzać.  Jej  stosunki  z  Joshem 
poprawiły  się,  ale  gdyby  zmusiła  go  do  przyznania  się 
Loganowi  lub  sama  mu  o  tym  opowiedziała  i  w  rezultacie 
chłopiec  musiałby  zostać  w  domu,  ich  przyjaźń  ległaby  w 
gruzach. 

104

RS

background image

 

 

Jednocześnie  pamiętała,  co  powiedziała  Loganowi  tej  nocy, 

gdy  się  kochali:  że  nie  ma  przed  nim  żadnych  tajemnic.  I  oto 
teraz  musi  ukrywać  coś,  co  ma  dla  niego  ogromną  wagę.  Czy 
Logan istotnie powinien jej ufać?. Nie wiedziała, jak oceniłby w 
tym  przypadku  jej  poczucie  lojalności  i  wolała  się  tego  nie 
dowiadywać. 

-  Glory,  proszę.  Obiecuję,  że  powiem  mu  o  wszystkim  w 

niedzielę. Bądź cierpliwa. Zrobię to za cztery dni. 

- Josh... - Nie mogła pogodzić się z tym, w jakim położeniu ją 

stawiał. 

-  Dziś  czy  w  niedzielę.  Jaka  to  różnica? Wielka, odezwał  się 

głos w jej umyśle. A jednak nie 

mogła zignorować błagania w jego błękitnych oczach. 
-  W  porządku  -  powiedziała  ze  smutkiem.  -  Myślę,  że  źle 

robisz  i  powinieneś  powiedzieć  mu  o  tym  teraz,  ale  szanuję 
twoje  prawo  wyboru.  Masz  czas  do  niedzieli  w  południe.  - 
Próbowała  sobie  wmówić,  że  do  tej  chwili  nie  nastąpi  żaden 
kataklizm. 

- Świetnie - westchnął z ulgą. 
Nie  wiadomo  czemu  miała  przeczucie,  że  w  końcu  wszystko 

obróci  się  przeciwko  niej.  Próbowała  je  zignorować. 
Przypominała sobie zapewnienia chłopców 

0  tym,  że  Logan  częściej  warczy,  niż  gryzie  i  obiecywała 

sobie,  iż  porozmawia  z  nim  natychmiast  po  wyznaniu  Josha  w 
niedzielę. Z pewnością ją zrozumie. A jeśli nie? 

Zrozumie, powtórzyła stanowczo, biorąc się do pracy. Musi. 
Gdy  otworzyła  drzwi  w  sobotni  wieczór,  miała  na  sobie 

kremową sukienkę, której widok odebrał Loganowi mowę. 

Strój był pozornie prosty, z długimi rękawami 
1  skromnym  dekoltem,  ale  wystarczająco  krótki,  aby 

ukazywać jej piękne, długie nogi. 

-  Wejdź  -  powiedziała.  -  Muszę  wziąć  torebkę.  Czy  z 

chłopcami wszystko w porządku? 

105

RS

background image

 

 

-  Tak.  Christopher  jest  zachwycony  perspektywą  spędzenia 

nocy z Nielsenami, a Josh, jego przyjaciel i brat przyjaciela, ten 
który  ma  prawo  jazdy,  przed  chwilą  pojechali  po  swoje 
dziewczyny. 

- Mam nadzieję, że będą się dobrze bawić. 
-  Będą  -  mruknął  Logan,  czując  się  tak,  jakby  ktoś  nagle 

odkręcił na pełną moc termostat. Właśnie zauważył rozcięcie na 
boku jej sukienki. - Hej, księżniczko -rzucił ochryple, patrząc na 
jej  szczupłe  udo  obciągnięte  jedwabną  pończochą  -  wyglądasz 
dziś rewelacyjnie. 

Wiedział, że to złe określenie. Glory zaczerwieniła się. 
- Dzięki - mruknęła. 
Przypomniał  sobie  pierwsze  wrażenie  na  jej  widok.  Uznał  ją 

wtedy za niczego sobie. Jak mógł być tak ślepy? 

Rozpuszczone  włosy  opadały  brązowozłotą  falą  na  jej 

ramiona.  Logan  uświadomił  sobie,  że  w  takiej  fryzurze  widział 
ją tylko raz: tej nocy, gdy się kochali... 

Sama  myśl  o  tym  wywołała  w  nim  takie  pożądanie,  że  na 

moment stracił oddech. Przez długą chwilę zastanawiał się, czy 
nie  namówić  jej  na  rezygnację  z  zabawy  i  wspólne  spędzenie 
nocy. 

Glory wzięła ze stołu małą zamszową torebkę. 
- Dobrze się czujesz? - spytała niepewnie. 
Zerknął na kartonowe pudełko, które trzymał w ręku i zrobiło 

mu się głupio. Niechcący zgniótł jeden róg. Do diabła. Oto stał 
tu on, dorosły mężczyzna, i denerwował się jak nastolatek. 

- Tak. - Podał jej pakunek. - Trzymaj. To dla ciebie. 
Wyjęła  delikatny  wianek  z  kwiatów,  przeznaczony  do 

noszenia jako bransoleta. Przez chwilę milczała, wpatrując się w 
różowe gardenie, a potem spojrzała Loganowi w oczy. 

Dostrzegł, że dziewczyna powstrzymuje łzy. Pożądanie gdzieś 

zniknęło, zastąpione nagłą falą czułości. 

-  Hej -  rzucił.  -  To  nic wielkiego,  tylko  kwiaty.  Pomyślałem, 

że to będzie zabawne; może przypomnisz sobie szkołę średnią. 

106

RS

background image

 

 

Potrząsnęła głową i odezwała się cicho: 
-  Nigdy  nie  chodziłam  na  zabawy.  Byłam  nieśmiała  i  za 

często  zmieniałam  szkoły...  -  Włożyła  bransoletkę  na  rękę  i 
przyłożyła  dłoń  do  jego  policzka,  pozwalając  mu  wdychać 
delikatny  zapach  kwiatów.  -  Są  cudowne,  Logan.  Dziękuję.  - 
Stanęła  na  palcach  i  złożyła  boleśnie  słodki  pocałunek  na  jego 
ustach. 

Przyciągnął  ją  bliżej,  myśląc  o  tym,  jak  cudowny samk mają 

jej usta i jak dobrze jest trzymać ją w ramionach. Tak bardzo jej 
pragnął.  Torebka  upadła  na  podłogę.  Ich  ciała  zetknęły  się, 
oddechy połączyły, ręce delikatnie pieściły ciała. Jego usta były 
gorące  i  twarde.  Glory  przytuliła  się  mocniej.  Logan  zaczął 
kołysać  się  w  instynktownym  rytmie,  na  który  natychmiast 
odpowiedziała. 

Jej  poddanie  oszołomiło  Logana.  Starając  się  ignorować 

rozpaloną  krew,  walczył  z  dziką  chęcią  rzucenia  Glory  na 
podłogę i zaspokojenia dręczącego głodu. Serce biło mu szybko. 
Przerwał pocałunek, gdy jeszcze mógł to zrobić. Oparł policzek 
o włosy Glory, z trudem chwytając oddech. 

Z cichym protestem dziewczyna przechyliła głowę, muskając 

wargami jego szyję. 

- Musimy przestać? - zapytała drżącym głosem. 
- Tak, jeśli chcemy iść na zabawę. 
- W takim razie zostańmy w domu - zaproponowała. 
Zawahał się. Z jednej strony pożądanie podpowiadało mu, aby 

skorzystał  z  oferty;  z  drugiej  pamiętał  smutek  w jej  głosie, gdy 
wyznała, że nigdy nie była na zabawie. 

W wieku dorastania musiała tracić mnóstwo rzeczy, pomyślał. 

W  porównaniu  z  nimi  szkolne  zabawy  były  niczym.  Mimo  to 
była  to  jedyna  rzecz,  jaką  mógł  jej  dać.  Choć  sam nie wiedział 
dlaczego, było to dla niego ważne. 

Cofnął się, muskając wargami kącik jej ust. 
- Nie kuś mnie. 
- Ależ, Logan... 

107

RS

background image

 

 

- Nie - powiedział, zanim zdążyłby zmienić zdanie. 
-  Chce  cię  tam  zabrać.  Poza  tym  między  mną  i  Joshem 

panowały ostatnio napięte stosunki i nie chcę go rozczarować. 

-  Zapomniałam  -  przyznała  Glory,  czując  niepokój  na 

wzmiankę o Joshu. Porozmawiam z Loganem jutro, niezależnie 
od tego, co zrobi Josh, postanowiła. 

Wzięła  głęboki  oddech,  patrząc  z  podziwem  na  szarą 

sportową  marynarkę  Logana,  czarne  spodnie  i  skórzane 
kowbojskie  buty.  Na  tle  białej  koszuli  jego skóra wydawała  się 

śniada, oczy jeszcze bardziej niebieskie, a włosy bardziej lśniące 
niż  zazwyczaj.  Wyciągnęła  rękę  i  poprawiła  kołnierz  jego 
koszuli. 

- Kiedy tak wyglądasz - powiedziała ochryple 
- możesz raczej wzniecić rozruchy niż je uspokoić. 
Pochwała  sprawiła,  że  jego  oczy  rozbłysły.  Pochylił  się  i 

podniósł leżącą na podłodze torebkę. 

- Lepiej chodźmy - mruknął. - Jeśli będziesz dalej tak na mnie 

patrzeć, za chwilę tu się zaczną rozruchy. 

Nie skomentowała tego,  ale jej ręka,  wyciągnięta po torebkę, 

drżała. 

Noc  była  piękna.  Jakby  ze  względu  na  zabawę,  krajobraz 

oświetlał księżyc w pełni. Glory i Logan niewiele rozmawiali. 

Zanim  dojechali  na  miejsce,  oboje  zdążyli  się  odprężyć. 

Potem  z  coraz  większą  łatwością  rozmawiali  na  różne  tematy: 
od  sprzedaży  sadu  począwszy,  na  plusach  i  minusach 
angielskiego  i  amerykańskiego  systemu  nauczania  kończąc. 
Poza  tym  mnóstwo  tańczyli  i  rozmawiali  z  innymi  opiekunami 
zabawy. 

Sala 

balowa 

gimnazjum 

wyglądała 

imponująco. 

Udekorowano ją księżycem z żółtego papieru na granatowym de 
i gwiazdami z folii aluminiowej. 

Glory  uważała,  że  to  jest  piękne.  Prawie  tak  piękne  jak  jej 

chłopak. 

108

RS

background image

 

 

-  Co  o  tym  myślisz?  -  zapytał.  -  Dobrze  się  bawisz? 

Uśmiechnęła się, jej oczy błyszczały. 

- Jest cudownie. 
Mówiła  prawdę.  Inni  opiekunowie  byli  sympatyczni,  zespół 

grał  wyjątkowo  dobrze,  i  choć  Logana  odwołano  raz  czy  dwa, 

żeby  zapobiegł  bójce  i  dopilnował  kilku  młodocianych, 
próbujących  dolać  nieco  alkoholu  do  ponczu,  mimo  to  bawiła 
się doskonale. 

Oczywiście główną tego przyczyną był sam Logan. 
Zakończyła się kolejna melodia i z tłumu wyłonił się Josh. 
- Cześć, Glory! Cześć, wujku Loganie - zawołał uradowany. 
-  Cześć  -  odpowiedział  Logan.  -  Gdzie  twoja  dziewczyna? 

Zmądrzała i poszukała sobie milszego faceta? 

Nieco  wcześniej  Josh  przedstawił  im  Jennifer,  piękną 

młodziutką  blondynkę,  która  wpatrywała  się  z  uwielbieniem  w 
swego chłopca. 

Josh  wzniósł  oczy  do  nieba.  Był  w  doskonałym  nastroju, 

najwyraźniej zapomniał o kłótni z wujem. 

-  Poszła  do  toalety  -  wyjaśnił  -  żeby  zająć  się  babskimi 

sprawami. 

Glory i Logan wymienili rozbawione spojrzenia. Josh wsadził 

ręce do kieszeni i przybrał nonszalancką pozę. 

- Właściwie tak się zastanawiałem... 
- Tak? - zainteresował się Logan. 
- No... Kilku chłopców ze swoimi dziewczynami pojedzie po 

zabawie  do  George,  żeby  coś  zjeść.  -  W  miasteczku  znajdował 
się  niewielki  zajazd,  czynny  całą  dobę.  -  Jason  i  Erie  -  byli  to 
bracia,  z  którymi  przyjechał  -  zadzwonili  do  rodziców  i  oni 
pozwolili  im  jechać.  Byłoby  dobrze,  gdybym  ja  też  mógł... 
Logan zamyślił się. 

- O której wróciłbyś do domu? 
- O właśnie, widzisz, to najlepsza część planu. Jason zaprosił 

mnie na nocleg do siebie, więc nie siedzielibyśmy do późna, bo 
mieszka  blisko  George.  Pomyśl  tylko...  -  Uśmiechnął  się 

109

RS

background image

 

 

krzywo, rozgrywając coś, co najwyraźniej uznał za swego asa w 
rękawie. - Mielibyście cały dom dla siebie. 

Glory  poczuła,  że  się  czerwieni.  Logan  przypatrywał  się 

chłopcu.  Później  uśmiech  podobny  do  uśmiechu  siostrzeńca 
pojawił się na jego wargach i zakłopotanie Glory wzrosło. 

-  Masz  rację  -  oświadczył,  obejmując  mocniej  talię 

dziewczyny. - To dobry pomysł, a więc jedź. 

- Hura! - Josh podskoczył z radości. 
W  tej  samej  chwili  inny  opiekun,  którego  wcześniej 

przedstawiono Glory jako Boba, poklepał Logana po ramieniu. 

-  Masz  czas?  -  zapytał,  wskazując  ruchem  głowy  drzwi,  w 

których kłębili się chłopcy z konkurencyjnej szkoły z zamiarem 
przeszkodzenia  w  zabawie.  Po  pospiesznej  naradzie  mężczyźni 
ruszyli w ich kierunku, a zespół zaczął grać następną melodię. 

Josh rozejrzał się i chwycił Glory za ramię. 
-  Chodź.  Jen  jeszcze  nie  wróciła,  więc  możesz  zatańczyć  ze 

mną.  Nie  martw  się  -  powiedział,  błędnie  interpretując  jej 
milczenie.  -  Nie  zapomniałem  o  naszej  umowie.  Rano  wrócę  i 
porozmawiam z wujem Loga-nem, tak jak obiecałem. 

Nawet przez chwilę nie sądziła, że mógłby tego nie zrobić. 
-  Wiem  o  tym  -  odpowiedziała,  zastanawiając  się,  jak 

wypowiedzieć  to,  co  zajmowało  tyle  miejsca  w  jej  myślach. 
Wreszcie zapytała po prostu: - Josh, czy martwi cię, że ja i twój 
wuj... że go lubię? Spojrzał jej w oczy. 

- Wcale - zapewnił pospiesznie. Uśmiechnął się, najwyraźniej 

zakłopotany tematem. - Martwiła mnie jego samotność, chociaż 
po  maturze  chciałbym  kręcić  się  w  pobliżu  i  pomagać  przy 
koniach,  wiesz?  Ale  ostatnie  tygodnie  były  miłe.  Christopher  i 
ja... cieszymy się, że z nami mieszkasz. 

Może  nie  był  to  zbyt  wylewny  komplement,  ale  dla  Glory 

znaczył  więcej  niż  najwyższa  pochwała.  Wzruszona  pochyliła 
się i pocałowała chłopca w policzek. 

- Dzięki. Dobry z ciebie przyjaciel. 

110

RS

background image

 

 

Szkarłatny  rumieniec  zabarwił  jego  szyję,  ale  zamaskował  to 

ironicznym uśmiechem, charakterystycznym dla Bradshawów. 

- Ty też nie jesteś taka zła... jak na starszą kobietę. 
-  Lepiej  uważaj,  albo  opowiem  twoim  przyjaciołom,  jak 

wrzuciłam cię do wody i wygrałam wyścig do brzegu. 

Przycisnął rękę do serca, udając przerażenie. 
-  To  byłby  skandal!  W  dodatku  po  tym  wszystkim,  co  zrobił 

wuj Logan, żeby zbrukać dobre imię naszej rodziny. 

Zaintrygował ją. 
- Na przykład: co? 
- Ten facet to legenda tych stron - poinformował ją z powagą. 

- Przez trzy lata pod rząd na prima aprilis przykuwał łańcuchami 
przybudówki  do  domów,  i  to  sam,  bez  pomocników,  i  ani  razu 
nie  został  przyłapany.  Mówi  się  też,  że  nauczyciela,  który  mu 
dokuczał,  wywiesił  za  okno  z  drugiego  piętra  i  trzymał  go  za 
obcasy. No i jak ci się wydaje, niezłe, co? 

- Co wydaje się niezłe? - odezwał się Logan. Przestraszył ich. 

Ruchem  głowy  nakazał  siostrzeńcowi  odwrót.  -  Idź,  poszukaj 
swojej dziewczyny, szczeniaku, i nie pozbawiaj mnie mojej. W 
innym  wypadku  mogę  jeszcze  zmienić  zdanie  i  nie  pozwolę  ci 
nocować u kumpla. 

Szczerząc zęby, chłopiec odsunął się. 
-  Josh  -  Logan  chwycił  siostrzeńca  za  ramię.  -  Nie  rób 

głupstw,  dobrze?  I  nie  wierz  we  wszystko,  co  o  mnie  mówią. 
Nigdy  w  życiu  nie  zrobiłbym  czegoś  tak  nieodpowiedzialnego, 
jak wywieszanie kogoś z okna 

1  trzymanie  go  za  obcasy.  -  Przerwał  i  dodał  łagodnie:  - 

Naprawdę mocno trzymałem go za kostki. 

Josh  zarechotał  i  zniknął  w  tłumie.  Logan  obserwował  go  z 

ironicznym uśmieszkiem, a potem obrócił się w stronę Glory. 

- Dzieciaki. - Potrząsnął głową. - Nie mogę go rozszyfrować. 

W  niedzielę  pokłóciliśmy  się  i  nie  rozmawiał  ze  mną,  a  potem 
przez kilka dni zachowywał się właśnie tak jak dziś. Dziwne. 

111

RS

background image

 

 

Glory poczuła się winna i chciała natychmiast powiedzieć mu 

wszystko, co wie. Już otworzyła usta, lecz wtedy przypomniała 
sobie  oczy  Josha,  gdy  opowiadał  jej  o  rozmowie  z  matką. 
Przełknęła  słowa,  których  omal  nie  wypowiedziała,  żałując,  że 
nie  tak  łatwo  pozbyć  się  wyrzutów  sumienia.  Czuła  się  jak 
najgorsza hipokrytka. 

- Co masz na myśli? 
- Był wyjątkowo spokojny, jakby nic się nie stało; a to zwykle 

znaczy,  że  coś  ukrywa.  Nie  martw  się.  Cokolwiek  to  jest, 
wkrótce  mi  o  tym  opowie.  Nie  potrafi  zbyt  długo  utrzymać 
czegokolwiek  w  tajemnicy.  -  Uspokajająco  musnął  dłonią  jej 
ramię.  -  Odpręż  się  -  poradził.  -  Cokolwiek  to  jest,  poradzimy 
sobie z Joshem. Zawsze tak było. 

Po chwili Glory uniosła głowę. 
- Naprawdę byłeś takim nicponiem w jego wieku? - zapytała. 
- Nie - zaprzeczył, lecz w jego oczach pojawił się błysk.  
-  Chociaż  pamiętam,  jak  kiedyś  wymyśliłem  wspaniały 

dowcip, który wymagał użycia kilku pudełek budyniu i łazienki 
nauczycieli. 

Roześmiała się i Logan umilkł. 
-  Boże,  pięknie  wyglądasz,  kiedy  to  robisz  -  powiedział, 

patrząc na nią. 

Zespół zaczął grać kolejną melodię. Logan bez słowa przytulił 

ją mocniej. 

Oszołomiona  zapachem  jego  wody  po  goleniu  Glory 

przylgnęła do niego, czując żar w całym ciele. Zamknęła oczy i 
poruszała  się  w  rytm  melodii,  zapamiętując  się  w  muzyce  i 
niebiańskim uczuciu bycia w ramionach Logana. 

- Glory? - spytał kilka minut później. - Hmm? 
-  Nie  masz  ochoty  wyjść?  Bób  powiedział, że przejmie  moje 

obowiązki. 

- Czy coś jest nie tak? 

112

RS

background image

 

 

-  Zgadłaś.  -  Przesunął  dłonie  z  jej  talii  na  plecy  i  zaczął  je 

masować  półkolistymi  ruchami.  -  Jeśli  zaraz  nie  wyjdziemy, 
rozbiorę cię i zacznę kochać się z tobą tutaj. 

Natychmiast wyobraziła sobie ich spleciona ciała. 
-  Co  powiedziałeś?  -  Wolała  mieć  pewność,  że  się  nie 

przesłyszała.  Jej  gardło  było  tak  suche,  że  z  trudem 
wypowiedziała te słowa. 

- Chodźmy do domu. 
Zadrżała,  słysząc  namiętność  w  jego  głosie.  Mogła  jedynie 

skinąć głową, marząc o smaku jego ust i dotyku nagiej skóry na 
swym ciele. 

Wyszli bez słowa uważając, by się nie dotknąć i choć  Logan 

jechał  najszybciej,  jak  mógł,  powrotna  droga  zajęła  im  zbyt 
dużo  czasu.  Zachowywali  się  jak  nastolatki.  Idąc  w  stronę 
domu,  całowali  się.  Fred  przywitał  ich  leniwym  machaniem 
ogona i nawet nie wstał ze swego posłania. 

Weszli  do  kuchni,  gdzie  paliło  się  światło.  Logan  ruszył  w 

stronę sypialni. 

-  Zaczekaj.  -  Uwalniając  rękę,  Glory  zdjęła  bransoletkę  z 

kwiatów  i  musnąwszy  ustami  jeden  pąk,  schowała  ją  do 
lodówki. 

W  sypialni  Logan  zapalił  lampkę  nocną.  Policzki  Glory 

zaróżowiły się, jego oczy pociemniały. 

- Wspaniale się bawiłam - powiedziała cicho. 
-  To  dobrze.  -  Szczupłym  palcem  delikatnie  odgarnął  pukiel 

jej złotobrązowych włosów. - Ale noc jeszcze się nie skończyła, 
księżniczko. 

Musnął  policzek  dziewczyny,  przyciągnął  ją  bliżej  i 

pocałował tak mocno, że miała wrażenie, iż traci zmysły. 

Jego  usta,  ciepłe  i  natarczywe,  wpijały  się  w  jej  wargi, 

pozbawiając  oddechu.  Silne,  zadziwiająco  delikatne  ręce 
przyciągały  ją  i  wkrótce  mogła  wyczuć  każde  drgnięcie  jego 
mięśni. 

113

RS

background image

 

 

Opadł  na  łóżko,  pociągając  ją  za  sobą.  Wolno  zaczął 

podciągać  jej  sukienkę,  ani  na  moment  nie  przestając  całować 
ust  dziewczyny.  Kiedy  zabrakło  im  oddechu,  odsunęli  się  na 
moment  i  wtedy  Logan  mógł  zdjąć  jej  suknię.  Obrzucił  ją 
powłóczystym, leniwym spojrzeniem i zaklął z podziwem. Stała 
przed nim w pantoflach na wysokich obcasach i teraz widział to, 
co do tej pory skrywała sukienka. Cienki, koronkowy biustonosz 
w kolorze  gardenii, które jej dał, takie same figi i obramowany 
koronką  pas  do  pończoch.  Sukienka  wysunęła  się  z  jego 
pozbawionych czucia palców. 

- Boże, jesteś pełna niespodzianek. - Zaśmiał się nerwowo.  
- Gdybym przypuszczał, że to wszystko, co masz na sobie pod 

tym  kuszącym  do  grzechu  strojem,  nigdy  nie  wyszlibyśmy  z 
twojego mieszkania. 

-  Na  niektóre  rzeczy  warto  poczekać  -  stwierdziła  z  powagą, 

drżącymi  palcami  walcząc  z  jego  guzikami  i  zamkiem 
błyskawicznym. 

Gdy  został  tylko  w  granatowych  slipach,  usiadł  na  łóżku  i 

przyciągnął ją do siebie. 

- Stanowisz kłopot, wiesz o tym? 
- Próbuję - rzuciła ochryple. 
Po  chwili  jęknęła,  czując  jego  włosy  na  swej  skórze,  gdy 

pochylił  się  i  pocałował  jej  pępek.  Rozpiął  jej  biustonosz  i ujął 
piersi  w  dłonie.  Jego  usta  zamknęły  się  na  sutce  i  w  tej  samej 
chwili Glory przestała myśleć. 

Kiedy  pozbyli  się  resztek  odzieży,  Logan  opadł  na  łóżko  i 

jego  pożądanie  stało  się  wyraźne.  Oczy  pociemniały  mu,  gdy 
obserwował instynktowną  reakcję  Glory.  Usiadła mu na udach, 
przyciskając  jego  ramiona  do  materaca.  Zgłodniałymi  wargami 
pieściła pierś kochanka. 

-  Glory  -  zaprotestował  z  ochrypłym  śmiechem.  Pieszczoty 

dziewczyny  sprawiały,  że  jego  mięśnie  zamieniały  się  w 
galaretę. 

114

RS

background image

 

 

-  Szsz.  Pozwól  mi  się  kochać.  Chcę  tego.  Wszedł  w  nią  i 

zaczęła się poruszać, instynktownie 

znajdując rytm, rozpalający krew w jego żyłach. 
-  Spokojnie,  księżniczko  -  powiedział  przez  zaciśnięte  zęby. 

Ujął jej biodra, próbując delikatnie zwolnić tempo.  

-  Spokojnie...  -  Jej  ciche  okrzyki  doprowadzały  go  do 

szaleństwa. 

-  Logan!  -  Wygięła  się  w  łuk,  chcąc  uwolnić  się  od 

delikatnego  nacisku  jego  dłoni,  zatracając  się  w  symfonii 
namiętności. 

- Cholera, Gloryanne, chciałem, żeby to trwało - westchnął.  
- Chciałem, żebyś ty też odczuła rozkosz, żebyś krzyczała... 

Życzenie  Logana  spełniło  się.  Zamknęła  mu  usta  swoimi  i 

oszalała  w  jego  ramionach.  Słyszał  jej  okrzyki  rozkoszy,  a 
potem  wypełnił  ją.  Osiągnął  spełnienie,  czując  się  tak,  jakby 
eksplozja rozerwała go na tysiąc kawałków. Nigdy przedtem nie 
przeżył czegoś podobnego. 

Przez chwilę stanowili jedno serce, jeden umysł i jedno ciało, 

połączone  w  doskonałą  całość.  Logan  na  moment  ujrzał  swoją 
przyszłość... 

Potem  ta  myśl  zniknęła,  zagubiona  w  natłoku  emocji  takich 

jak czułość, uczucie i jeszcze coś gwałtownego i opiekuńczego, 
czego  nie  potrafił  nazwać.  Gloryanne  ugryzła  go  w  ucho  i 
opadła  na  niego,  wydając  westchnienie  świadczące  o  doznanej 
satysfakcji- 

- W porządku? - zapytał cicho, gładząc jej włosy i plecy. 
Uśmiechnęła się, pocałowała go w szyję i objęła, jakby miała 

zamiar zasnąć. 

- Nigdy nie było lepiej, kowboju. 
Zerknął  na  jej  policzki  ocienione  rzęsami  i  uniósł  podbródek 

tak, aby mógł muskać wargami rozchylone usta. Uśmiechnął się 
lekko, gdy westchnęła i przytuliła się do niego mocniej. 

- Kocham cię - szepnęła. W następnej chwili już spała.  

 

115

RS

background image

 

 

ROZDZIAŁ JEDENASTY 

 
Następnego ranka, wylegując się w łóżku, Logan zastanawiał 

się, od kiedy aromat kawy jest afrodyzjakiem. 

Od kiedy Glory zaczęła ją przygotowywać, odpowiedział sam 

sobie,  nie  przejmując  się,  że  wypowiada  swoje  myśli  na  głos. 
Nasłuchiwał  cichych  odgłosów,  dobiegających  z  kuchni. 
Próbował zidentyfikować swoje uczucia. 

Zaspokojenie? 
Oczywiście. 
Wyczerpanie? 
Na pewno. 
Satysfakcja? 
Jasne. 
Szczęście? 
Sama myśl o tym była alarmująca. 
Mimo to im dłużej się zastanawiał, analizując samego siebie, 

tym bezpieczniejsze mu się to wydawało. W gruncie rzeczy czuł 
się  tak,  jakby  świat  do  niego  należał,  a  już  dawno  nie  miał 
takiego wrażenia. Z drugiej strony... Szczęście? Kiedy to było? 

Wracając myślą do ostatnich kilku tygodni, nie umiał znaleźć 

żadnej szczególnej chwili, o której mógłby powiedzieć: „Tak, to 
się  stało  wtedy".  Nie,  jego  zadowolenie  wynikało  z  połączenia 
prostych,  codziennych  rzeczy:  czysta  koszula,  miłe  słowo, 
zapach  gotującego  się  obiadu,  śmiech  każdego  ranka; 

świadomość, że ktoś dzieli z nim jego troski. 

Założył  ręce  za  głowę  i  wpatrzył  się  w  sufit,  przypominając 

sobie słowa Glory, zanim zasnęła. 

„Kocham  cię..."  Powiedziała  to  tak  cicho,  a  mimo  to  jej 

wyznanie rozbrzmiewało mu w uszach. 

„Kocham  cię."  Dwa  słowa,  a  on  nawet  nie  miał  pojęcia,  ile 

usłyszenie ich będzie dla niego znaczyć. Ani jaką pokusą będzie 
wyznanie  tego  samego,  niezależnie  od  tego,  czy  naprawdę  tak 
myślał. 

116

RS

background image

 

 

Uniósł  głowę,  gdy  do  pokoju  wsunęła  się  Glory,  niosąc  dwa 

kubki wypełnione kawą. 

- Dzień dobry. 
Bosa, w dżinsach i cytrynowej bluzie, z włosami związanymi 

w koński ogon, wyglądała na trzynaście lat. 

Jednak  zeszłej  nocy  w  jego  łóżku  nie  była  dzieckiem.  Była 

dojrzałą  kusicielką  o  jedwabistej  skórze.  Zabrała  go w miejsca, 
gdzie nigdy przedtem nie był i pokazała mu takie rzeczy w nim 
samym, o jakich istnieniu nie wiedział. 

Podała  mu  kubek  i  usiadła  w  nogach  łóżka,  z  podziwem 

wpatrując się w jego nagą pierś i potargane włosy. 

- Jesteś głodny? 
- Tak, można tak powiedzieć. 
Poczuła  rumieniec  wypływający  na  policzki.  Niejasno 

pamiętała,  jak  rano  wstał,  żeby  nakarmić  zwierzęta,  lecz  za  to 
doskonale  przypominała  sobie  jego  powrót.  Wsunął  się  do 

łóżka,  pachniał  sianem  i  świeżym  powietrzem,  obudził  ją 
pocałunkami i potem kochał się z nią tak, że wkrótce krzyczała 
z namiętności. 

Wypiła łyk kawy. 
- Nie jesteś zmęczony? 
- Zmęczony? Czuję się świetnie, księżniczko. 
- Lepiej wstań - powiedziała stanowczo. - Obiecałam Bridget, 

że odbiorę Christophera około południa, a do tego czasu Josh też 
powinien wrócić. 

Do  jej  powrotu  Josh  powinien  znaleźć  okazję  do 

porozmawiania z Loganem; a potem, jeśli da jej szansę, ona się 
ze wszystkiego wytłumaczy. 

Wypił łyk kawy i spojrzał na zegarek - jedyną rzecz, jaką miał 

na sobie. 

-  Może  tak, może  nie.  Pewnie  siedzieli z Jasonem  pół  nocy i 

gadali. Mamy mnóstwo czasu. 

-  Na  co?  -  zapytała  prowokacyjnie.  Odstawił  ich  kubki  na 

stolik. 

117

RS

background image

 

 

- Na to. - Chwycił ją i przyciągnął na siebie, wpijając się w jej 

usta. 

Przez  kilka  minut  zadowalał  się  jedynie  pocałunkami. 

Leniwie  przesuwał  wargami  po  jej  ustach,  delikatnie  wsuwał  i 
wycofywał  język,  kąsał  jej  dolną  wargę  i  potem  pokrywał  ją 
pocałunkami. 

Wkrótce  jednak  oboje  zapragnęli  czegoś  więcej.  Logan 

wsunął ręce pod jej bluzę i dotarł do koronkowego biustonosza. 
Masował  jej  sutki  kciukami  tak  długo,  aż  stały  się  bolesnymi 
punktami. 

-  Wybacz,  księżniczko,  ale...  czy  nie  sądzisz,  że  jesteś  za 

bardzo ubrana? 

Biorąc pod uwagę fakt, że on nie miał na sobie nic, przyznała 

mu rację. Mimo to tak podobało jej się to, co z nią robił, że nie 
chciała  tego  przerywać,  nawet  za  cenę  intensywniejszych 
doznań. Powoli ocierając się o niego, zapytała niewinnie: 

- Tak sądzisz? 
- Zuchwała wiedźma... 
Pochylił głowę i dotknął wargami jej ust. Rozpiął jej dżinsy i 

zaczął  je  zsuwać,  lecz  zamarł,  słysząc  natarczywe  pukanie  do 
drzwi i szczekanie Freda. Spochmurniał. 

- Kto to, u diabła, może być? - mruknął, zerkając na zegarek.  
- Dopiero po dziesiątej. 
Glory  zeskoczyła  z  łóżka,  próbując  poprawić  bluzę  i 

równocześnie zapiąć spodnie. 

-  Może  Josh  zapomniał  klucza.  Sprawdzę.  Logan  wstał  z 

łóżka i sięgał po ubranie, kiedy Glory 

już wychodziła z pokoju. 
Przed  jej  powrotem  zdążył  włożyć  tylko  stare  czarne  dżinsy. 

Trzymając buty w ręku, spojrzał na jej poszarzałą twarz i zbladł. 

- Który to? - zapytał z napięciem. 
Dopiero po chwili zrozumiała, że pomyślał, iż coś przytrafiło 

się jednemu z chłopców. 

118

RS

background image

 

 

- Och, Logan, nie - powiedziała szybko i uspokajająco. - Masz 

gościa. To kobieta. Czeka na ciebie w kuchni. 

Przez  chwilę  stał  bez  ruchu.  Potem  włożył  buty.  Gdy  się 

wyprostował, na jego twarzy malowała się ciekawość. 

- Dlaczego masz taką dziwną minę? 
Pochyliła  się,  żeby  podnieść  koszulę  Logana.  Zdawała  sobie 

sprawę,  że  jej  podejrzenia  odnośnie  tożsamości  kobiety  muszą 
odzwierciedlać  się  na  jej  twarzy.  Nigdy  nie  umiała  niczego 
ukrywać. 

-  Myślę,  że  przyjechała  matka  Josha  -  powiedziała  cichym 

głosem. 

- Jesteś tego pewna? - zapytał. 
- Nie, ale... 
- W takim razie daj sobie spokój. Prędzej w piekle pojawi się 

śnieg, niż moja siostra tutaj bez zaproszenia. - Włożył koszulę. - 
To  pewnie  jakaś  kobieta,  która  chce  kupić  konia.  Ludzie 
wpadają  tu  niespodziewanie  dość  często.  Chociaż...  -  spojrzał 

żałośnie na łóżko - ktokolwiek to jest, musi mieć odwagę, żeby 
pojawiać się tu o tej porze w niedzielę. 

- Logan... 
Wyszedł, zanim zdążyła  go powstrzymać. Krótkim rozkazem 

uciszył Freda. Glory poszła za nim modląc się, aby miał rację i 
aby  ta  kobieta  rzeczywiście  okazała  się  miłośniczką  koni. 
Jednak nie wierzyła w to. 

Miała  słuszność.  Logan  zerknął  na  kobietę  i  zatrzymał  się. 

Sztywno  wyprostowane  plecy  sugerowały,  że  ta  osoba  nie  jest 
mu  obca.  Czując  się  jak  intruz,  Glory  odsunęła  się  na  bok. 
Zabrakło  jej  tchu,  kiedy  dostrzegła  wrogość,  malującą  się  na 
twarzy Logana. 

- No tak, u diabła. - Szczęśliwy kochanek sprzed kilku minut 

zniknął.  Jego  miejsce  zajął  mężczyzna  o  kamiennej  twarzy  i 
przerażająco  nieodgadnionym  spojrzeniu.  -  Zawsze  miałaś  złe 
wyczucie  czasu,  siostro.  Sześć  cholernych  lat,  ponad  trzysta 

119

RS

background image

 

 

cholernych  weekendów,  i  musiałaś  wybrać  akurat  ten,  żeby  się 
tu pokazać. 

- Też się cieszę, że cię widzę, Logan. 
Zdawało  się,  że  Anne  Bradshaw  nie  wzrusza  niezbyt  czułe 

powitanie  ze  strony  brata.  Była  wysoką,  szczupłą  kobietą  o 
krótkich  brązowych  włosach  z  jasnymi  pasemkami.  Choć  nie 
była  podobna  do  Logana,  mieli  takie  same  ciemnoniebieskie 
oczy,  z  widniejącym  w  nich  tym  samym  wyrazem  nieufności. 
Mimo  to  przez  sekundę  Glory  dostrzegła  na  ich  twarzach 
wzruszenie. 

- Co słychać? - zapytała Anne uprzejmym tonem. 
-  Och,  wszystko  w  porządku  -  odpowiedział  Logan  i 

zabrzmiało to jak wystrzał z karabinu: krótko i ostro. 

Zachowując  się  tak,  jakby  wyjechała  stąd  nie  lata  temu,  a 

dzień  wcześniej,  Annie  postawiła  torebkę  na  stole  i  bez 
pośpiechu  podeszła  do  kredensu  z  nieświadomą  pewnością 
siebie kogoś, kto dorastał w tym miejscu. Otworzyła drzwiczki, 
wzięła kubek i nalała sobie kawy. Nagle Gloryanne poczuła się 
tak jak w dzieciństwie: jak człowiek z zewnątrz, obserwator. 

- Przykro mi, że jest tak wcześnie. - Z kubkiem w ręku, Annie 

oparła  się  o  blat  kredensu.  -  Przyleciałam  ze  stolicy  i  jechałam 
prosto z Seattle. - W beżowych płóciennych spodniach i modnej 
niebieskiej  bluzce  z  jedwabiu  wyglądała  na  wypoczętą  i  pełną 
energii.  Nie  przypominała  kobiety,  która  pół  nocy  spędziła  w 
samolocie. 

Logan niecierpliwie przerwał niezobowiązującą pogawędkę. 
-  Dlaczego  nie  zadzwoniłaś?  Jak  widać,  nie  połamałaś 

wszystkich  palców,  a  to  jedyna  wymówka,  która  by  mnie 
przekonała. 

Annie zamarła w bezruchu. 
-  Dzwowniłam  wczoraj  bez  przerwy.  Nie  moja  wina,  że  nikt 

nie  odbierał.  Może  powinieneś  dogonić  dwudziesty  wiek, 
Logan;  z  pewnością  nawet  w  tej  dziurze  istnieją  automatyczne 
sekretarki. 

120

RS

background image

 

 

Nawet nie zniżył się do odpowiedzi. 
- Co tu robisz? 
Annie  zawahała  się,  rzucając  Glory  szybkie  i  pełne  skruchy 

spojrzenie. 

-  Wolałabym  porozmawiać  z  bratem  w  cztery  oczy. 

Ostatecznie to sprawy rodzinne. 

Choć  powiedziała  to  bez  złych  intencji,  jej  słowa  uderzyły 

Glory  jak  obuch,  przypominając  jej,  że  jest  tu  intruzem.  Nagle 
zawstydziła  się  swych  bosych  stóp  i  rozciągniętej  bluzy. 
Zaczerwieniła się  wiedząc, jak Annie mogła ocenić jej związek 
z Loganem. Gwałtownie oderwała się od ściany. 

-  Masz  rację  -  powiedziała  spokojnie.  -  A  więc  jeśli 

pozwolicie? Mam obowiązki i... 

- Zaczekaj chwile, do diabła - przerwał jej Logan. 
- To mój dom i jeśli chodzi o mnie, masz większe prawo, aby 

tu być, niż ona. -  Zwrócił się do siostry i choć jego słowa były 
grzeczne,  w  tonie  kryło  się  ostrzeżenie:  -  To  moja  partnerka, 
Gloryanne  Rossiter.  Jest  wspaniała  w  pracy  z  końmi,  a  w 
dodatku dba o dom i pomaga wychowywać naszych synów. Nie 
wiem,  czy  mogłabyś  powiedzieć  coś,  czego  ona  nie  powinna 
słyszeć. 

Gloryanne  już  szła  do  drzwi,  kiedy  zatrzymała  ją  nagła 

deklaracja  Logana.  Drgnęła  i  spojrzała  na  niego,  chcąc 
sprawdzić,  czy  naprawdę  tak  myśli.  Logan  jednak  zwrócił  się 
ponownie do siostry. 

- Dlaczego tu przyjechałeś i czego chcesz? - zapytał chłodno. 
- Josh do mnie zadzwonił. Logan zamarł. 
- Kiedy? 
-  We  wtorek.  -  Annie  eleganckim  ruchem  uniosła  kubek  do 

warg, obserwując zaskoczenie mężczyzny. 

- Rozumiem, że nie wiedziałeś o tym? 
- Nie. - Zerknął na Glory i znów spojrzał na siostrę, zaciskając 

wargi.  Po  chwili  jego  twarz  znów  przypominała  maskę. 
Wzruszył ramionami. - Zresztą i tak nie mogę sobie wyobrazić, 

121

RS

background image

 

 

co  ten  chłopak  mógł  ci  powiedzieć,  że  po  tylu  latach 
zdecydowałaś się przyjechać. 

Odstawiwszy  kubek  na  stół,  Annie  skrzyżowała  ramiona  na 

piersiach. 

-  Chciałam  przeprosić  za  swoje  zachowanie  i  powiedzieć  ci, 

że znów chcę być częścią życia Josha. 

-  Och,  naprawdę?  Na  jak  długo?  Annie  straciła  nieco 

opanowanie. 

- Na dobre, do cholery! - Wzięła głęboki oddech, próbując się 

uspokoić.  -  Słuchaj  -  powiedziała,  starając  się  przemawiać 
rozsądnie.  -  W  przyszłym  miesiącu  wychodzę  za  mąż  i  chcę 
mieć dziecko. 

-  Przynajmniej  zaczynasz  respektować  właściwą  kolejność 

rzeczy - mruknął Logan. - Gratulacje. 

-  Dziękuję!  -  rzuciła.  -  Kocham  Dawida  i  miałam  cholerne 

szczęście,  że  go  znalazłam.  Ale  widzisz,  Logan,  bałam  się 
powiedzieć  mu  o  Joshu.  Skomplikowałam  sobie  życie, 
uciekając.  Rozczarowałam  ciebie  i  Josha,  i  nie  miałam  siły 
stawić  temu  czoła.  Łatwiej  było  udawać,  że  nie  istniejecie. 
Jednak kiedy Josh zadzwonił... Wiedziałam, że muszę coś z tym 
zrobić,  że  nie  mogę  założyć  nowej  rodziny,  dopóki  z  wami  się 
nie  pojednam.  Kiedy  wreszcie  zdobyłam  się  na  odwagę  i 
opowiedziałam  Dawidowi  o  mojej  przeszłości,  zaakceptował 
moją decyzję. 

- Tak? - Logan wiedział, że jego siostra do czegoś zmierzała i 

instynkt  go  ostrzegał,  że  nie  spodoba  mu  się  jej  pomysł.  -  To 
naprawdę  miło  z  twojej  strony,  tylko  spóźniłaś  się  o  jakieś 
dwanaście  lat.  Za  długo  mieszkałaś  w  Waszyngtonie,  Annie. 
Dzieci  to  nie  zabawki.  Nie  można  ich  schować  do  pudełka,  do 
czasu,  aż  będziesz  chciała  znów  się  nimi  pobawić.  Mają 
niepokojący zwyczaj dorastania. 

-  Cholera,  Logan,  wiem  o  tym!  Proszę  tylko  o  szansę!  Czy 

może  nadal  jesteś  wściekły  za  krytykę,  jaką  wygłosiłam 
ostatnim razem, i za ofertę pomocy? 

122

RS

background image

 

 

Popatrzył na nią z niedowierzaniem. 
-  Groźby,  że  zabierzesz  mi  Josha,  nazywasz  propozycją 

pomocy? 

-  Tak!  Nie!  Nie  wiem!  Właśnie  się  rozwiodłeś,  miałeś  pod 

opieką  Christophera...  Czułam  się  cholernie  bezużyteczna  i 
winna, wyjeżdżając i zostawiając cię samego. Wydawało się, że 
to najlepsze rozwiązanie! 

-  Do  diabła,  Josh  nie  jest  siatką  z  zakupami,  którą  można 

sobie przekazywać! 

-  Teraz to  wiem!  Pomyliłam  się!  Ale  ludzie  zmieniają się;  ja 

również  się  zmieniłam.  Teraz  jestem  gotowa,  żeby  być  matką 
Josha. 

- I co? - ponaglił ją, domyślając się dalszego ciągu. - Przejdź 

do sedna sprawy, Annie. 

Wzięła głęboki oddech, wyprostowała się i spojrzała na niego 

wyzywająco. 

-  W  porządku,  jeśli  tego  chcesz.  Chciałabym,  żeby  Josh 

odwiedził mnie w Waszyngtonie, a może przez kilka miesięcy w 
roku mieszkał ze mną i Dawidem. 

Logan potrząsnął głową, jakby nie wierzył własnym uszom. 
- Nie - oświadczył kategorycznym tonem. 
- Ależ Logan, pomyśl o tym, co mogę mu zapewnić. Prywatne 

szkoły, dom z basenem... 

- Nie i koniec. 
Niespodziewany  odgłos  przerwał  ich  kłótnię.  Annie  i  Logan 

spojrzeli  na  Josha,  którego  przybycia  nikt  nie  zauważył. 
Chłopiec  wpatrywał  się  w  nich,  a  na  jego  twarzy  odbijały  się 
różne emocje: od zaskoczenia do zdumienia i złości. Zatrzasnął 
za sobą drzwi, wchodząc do kuchni. 

-  Josh...  -  Annie  stała  jak  sparaliżowana,  wpatrując  się  w 

chłopca, którego widziała jako dziecko, a który teraz był wyższy 
od niej. - Och, Josh, jesteś prawie dorosły. 

Chłopiec spojrzał na wuja, na nią i jeszcze raz na wuja. 

123

RS

background image

 

 

- No dobrze - zwrócił się do Logana. - Może zapytacie, czego 

ja  chcę?  Wyzwanie  w  głosie  chłopca  sprawiło,  że  Logan  jakby 
podjął  decyzję.  Z  twarzą  bez  wyrazu  wyminął  Josha,  chwycił 
kapelusz i wsunął go na głowę. 

- Nie. 
- Wuju, zaczekaj chwile! - zaprotestował Josh. 
- Dokąd idziesz? 
- Mam dużo roboty. 
- Ale musimy porozmawiać! Logan wzruszył ramionami. 
-  Nie  ma  o  czym.  Ja  już  podjąłem  decyzję.  -  Otworzył 

siatkowe drzwi. 

-  Być  może  jest  inna  niż  moja!  -  ostrzegł  Josh  drżącym 

głosem. 

Logan odwrócił się raz jeszcze i skinął głową. 
-  Masz  rację.  I  nic  nie  mogę  na  to  poradzić.  Gwizdnął  na 

Freda i wyszli razem. Josh patrzył za 

nimi  z  gniewnym  niedowierzaniem.  Z  przekleństwem  na 

ustach obrócił się i uderzył pięścią w ścianę. 

- Niech go diabli! - Zwracając się do matki, rzucił: 
- Kiedy wyjeżdżamy? 
- Nie wiem... - zająknęła się Annie, najwyraźniej zaskoczona 

takim  obrotem  rzeczy.  -  To  znaczy,  nie  planowałam  zabrać  cię 
już teraz. Wydaje mi się jednak... pewnie jakoś mogłabym... 

- Nie. - Po raz pierwszy  odezwała się Glory,  głosem cichym, 

lecz silnym. 

Josh obrócił się do niej. 
- Dlaczego nie? - zapytał. Choć ton był wyzywający, chłopiec 

patrzył  na  nią  tak,  jakby  stanowiła  dla  niego  jedyne  światło  w 
mrocznym tunelu. 

-  Nie  mówię,  że  nie  powinieneś  jechać...  -  Choć  gdybyś  to 

zrobił,  złamałbyś  serce  Loganowi  i  mnie,  pomyślała.  -  Chcę 
tylko,  żebyś  zastanowił  się,  co  robisz.  Nie  jedź  wyłącznie 
dlatego, że zdenerwowałeś się na wuja i chcesz mu pokazać, co 
potrafisz. 

124

RS

background image

 

 

Chłopiec zamarł. 
-  To  on  nie  chciał  mnie  wysłuchać!  Nic  go  nie  obchodzę. 

Zależy mu tylko na tym, aby mieć ostatnie słowo! 

- Wiesz, że to nieprawda. - Jej ostry ton podziałał na niego jak 

kubeł zimnej wody. 

- W takim razie dlaczego wyszedł? 
- On się boi, Josh - powiedziała cicho Glory. Nagle wszystkie 

części  łamigłówki  zaczęły  pasować.  Zobaczyła  coś,  czego  ani 
Josh,  ani  Annie  nie  zauważyli:  rozpacz  w  oczach  Logana  na 
myśl  o  jeszcze  jednej  stracie.  -  Jeśli  jesteś  wystarczająco 
dorosły,  aby  podjąć  taką  decyzję,  jesteś  też  wystarczająco 
dojrzały,  aby  zrozumieć  wujka.  On  cię  kocha.  Zrobił,  co  mógł, 

żeby  zastąpić  ci  ojca,  a  teraz,  kiedy  pojawiła  się  twoja  matka, 
boi się, że go opuścisz na zawsze. 

- Ale to szalony pomysł! - zaprotestował chłopiec. 
- Nie zrobiłbym tego. Nie mógłbym.  -  Zawahał się, jakby po 

raz  pierwszy  zobaczył  w  Loganie  człowieka,  z  jego  siłą  i 
słabościami, nadziejami i obawami takimi jak jego własne.  

- Kocham go - powiedział nagle. 
- Czy on tego nie wie? 
-  Wie.  -  Glory  spojrzała  Annie  w  oczy.  -  Jednak  zbyt  wielu 

ludzi mówiło mu o miłości, a potem dotkliwie go raniło. 

W  ciszy,  która  zapadła,  Anne  westchnęła  i  spuściła  wzrok. 

Podeszła do stołu i opadła na krzesło. 

-  Onama  rację,  Josh.  Najpierw  twoja  babcia.  Kiedy  umarła, 

Logan miał cztery lata, ale później jeszcze przez kilka miesięcy 
widzieliśmy  z  tatą,  jak  płacząc  chodzi  po  domu  i  jej  szuka. 
Później odszedł tatuś, ja, i na końcu Melanie. I  wreszcie, kiedy 
ostatni  raz  tutaj  byłam,  po  tym  wszystkim,  co  dla  mnie  zrobił, 
zagroziłam  mu,  że  cię  zabiorę  i  to  była  ostatnia  kropla 
przepełniająca  kielich  goryczy.  Chyba  wtedy  postanowił  nie 
nawiązywać bliższych kontaktów z ludźmi. - Znów westchnęła i 
obdarzyła  syna  smutnym  uśmiechem.  -  Mogę  zresztą  uczciwie 
przyznać,  że  nie  jestem  tak  naprawdę  gotowa  do  bycia  matką. 

125

RS

background image

 

 

Dopiero zaczynam porządkować moje życie, a za kilka tygodni 
będę  miała  męża.  -  Zawahała  się,  patrząc  na  syna  wzrokiem 
błagającym o zrozumienie. - Jednak naprawdę chcę cię poznać. 
To znaczy, jeśli ty też tego chcesz i jeśli uda nam się dojść jakoś 
do  porozumienia  z  twoim  wujem.  Może  zaczniemy  od  mojej 
wizyty  tutaj,  a  potem  twojej  w  moim  domu,  i  zobaczymy,  jak 
nam  to  wychodzi?  Josh  usiadł  naprzeciwko  i  popatrzył  na 
matkę. 

- Może... - Potem niespodziewanie kąciki jego ust uniosły się 

w uśmiechu. - Prawdę mówiąc - wyznał, odchylając się do tyłu - 
myśl  o  zamieszkaniu  w  Waszyngtonie  wywołuje  u  mnie 
dreszcze. Wszystkie te trotuary i wieżowce... - Przechylił głowę. 
- Nie masz klaustrofobii? 

Wiedząc,  że  wszystko  skończy  się  dobrze,  Glory  nie  miała 

ochoty dłużej przysłuchiwać się tej rozmowie. Cicho wymknęła 
się  z  kuchni,  wzięła  tenisówki  z  ganku  i  ruszyła  na 
poszukiwanie Logana. 

Był  w  stajni.  Z  gorączkową  energią  czyścił  boksy,  a 

spojrzenie  spode  łba  odzwierciedlało  jego  nastrój.  Nie  odezwał 
się, kiedy zobaczył Glory. 

- Cześć - powiedziała, zatrzymując się w pewnej odległości. 
Pracował  bez  koszuli,  a  zamiast  kapelusza  miał  na  głowie 

opaskę,  chroniącą  oczy  przed  spływającym  potem.  Nawet  w 
półmroku  stajni  jego  mięśnie  były  doskonale  widoczne.  Lśniły 
jak brąz. 

Chciała  powiedzieć,  że  wszystko  się  z  pewnością  dobrze 

ułoży, lecz nie dopuścił jej do głosu. 

- I co? Josh się pakuje? 
- Och, Logan, nie! Josh nigdzie nie jedzie. Kiedy przeszła mu 

złość, zrozumiał, że jego miejsce jest tutaj. Twoja siostra też się 
o tym przekonała. 

Na moment zamarł w bezruchu, ale natychmiast opanował się 

i powrócił do pracy. 

126

RS

background image

 

 

-  Kiedy  wychodziłam,  rozważali  możliwości  widywania  się. 

Oczywiście jeśli nie będziesz miał nic przeciwko temu. 

- Nic mnie to nie obchodzi! 
Unikając  jej  zaciekawionego  spojrzenia,  rozejrzał  się  po 

czystym  boksie,  a  potem  przeszedł  do  magazynu  po  belę 

świeżego siana. 

Niepokój Glory wzrósł. 
- Logan... co się dzieje? 
- Wiedziałaś, prawda? 
- O czym? - zapytała ostrożnie. 
-  O  tym,  że  Josh  zadzwonił  do  mojej  siostry.  Nawet  nie 

pomyślała o okłamaniu go. 

- Tak. 
-  No  właśnie.  Widać  to było  wcześniej  na  twojej twarzy.  Jak 

dawno? 

- Co: jak dawno? - Jego spokój zaczynał ją przerażać. 
- Od jak dawna wiedziałaś? 
- Od środy. Od środy po południu. 
- I nic mi nie powiedziałaś. - To nie było pytanie. 
Wyjaśnienia, które powtarzała sobie od pół tygodnia, zamarły 

na jej ustach. Jedno spojrzenie na jego twarz powiedziało jej, że 

żadne słowa nie mogą pomóc. 

- Nie. 
-  Nie?!  To  wszystko,  co  możesz  powiedzieć?!  -  Jego 

obojętność  zniknęła,  podobnie  jak  rezerwa.  Zupełnie  jakby 
tłumiona  podczas  rozmowy  z  siostrą  złość  i  frustracja  musiały 
znaleźć ujście. - Przykro mi, księżniczko, ale „nie" to za mało! - 
W  ograniczonej  przestrzeni,  niebezpieczny  jak  tygrys  w  klatce, 
obrócił się i zaczął krążyć po stajni. - Cały ten czas bałem się, że 
kiedy zaczniesz mnie  obchodzić,  odejdziesz,  ale to  nie  tu kryło 
się niebezpieczeństwo, prawda? 

- Logan, gdybyś tylko mnie wysłuchał... 
-  Nie!  Cały  czas  martwiłem  się  o  niewłaściwą  rzecz! 

Wszystko,  co  robiłaś:  lekcje  z  Joshem,  żarty  z  Christopherem, 

127

RS

background image

 

 

no  i  to  wszystko  między  nami,  było  po  to,  aby  zabezpieczyć 
sobie miejsce w moim domu! 

- To nieprawda... 
- Nie oszukuj! I pomyśleć, że zaczynałem ci ufać! 
- Logan, proszę - błagała, wpatrując się w niego i czekając na 

zrozumienie.  -  Josh  zwierzył  mi  się,  to  prawda,  ale  nie  miałam 
zamiaru  ukrywać  tego  przed  tobą.  Chciałam  dać  mu czas,  żeby 
sam  zrobił  to,  co  należy.  Przepraszam!  Nie  wiedziałam,  co 
innego mogłabym zrobić. 

- Przepraszam! - przedrzeźniał ją. - Możesz mówić, co chcesz, 

ale  i  tak najważniejszy  pozostaje  fakt,  iż  kiedy  ja  myślałem,  że 
jesteś szczera, ty robiłaś ze mnie głupca! 

-  To  nie  tak!  -  Glory  straciła  cierpliwość,  gdy  poczuła  na 

policzku pierwszą łzę. - Wysłuchaj mnie! Chcę mieszkać z tobą. 
Kocham cię, Logan. Ty, Christopher i Josh jesteście jak rodzina, 
której nigdy... 

-  Ach,  tak?!  -  krzyknął  ochryple.  -1  tu  nie  masz  racji!  Może 

jesteśmy  rodziną,  ale  nie  t  woj  ą.  Więc  przestań  się  mieszać  w 
sprawy, które nie powinny cię obchodzić?! 

Krew  odpłynęła  z  jej  twarzy.  Cofnęła  się.  Nagle  Logan 

zrozumiał, co powiedział. 

- Cholera! 
Poczuł się tak, jakby otrzymał cios w żołądek. Wydał okrzyk 

obrzydzenia  do  samego  siebie,  chwycił  belę  siana  i  rzucił  ją  o 

ścianę  z  taką  siłą,  że  całkiem  się  rozpadła.  Źdźbła  opadały  na 
ziemię. W stajni zapadła cisza. 

Logan  ukrył  twarz  w  dłoniach,  nie  chcąc  widzieć  pustki  w 

oczach  Glory.  Przeklinał  swoją  bezmyślność.  Wiedział,  że 
wszystko, o co ją oskarżył, było kłamstwem. 

Prawda  była  taka,  że  się  bał.  Skoro  nie  umiał  zachować 

rozwagi  w  obliczu  groźby  utraty  Josha,  jak  mógłby  przeżyć 
rozstanie  z  Glory?  O  wiele  gorsza  była  świadomość,  że  miał 
szansę na szczęście i ją odrzucił. 

128

RS

background image

 

 

Wydało  mu  się,  że,  nie  wiadomo  skąd,  dobiega  go  głos 

Christophera:  „Glory?  Gdyby  coś  się  stało  tatusiowi, 
zaopiekowałabyś się mną?" 

Wszystko  w  nim  zamarło,  gdy  znów  usłyszał  niewzruszoną 

pewność w słowach Glory. Tym razem słyszał je sercem. „Tak, 
Christopher, na pewno." 

Wiedział  też,  że  gdyby  tylko  mógł  wziąć  ją  w  ramiona, 

wszystko byłoby dobrze. 

Tak więc wreszcie opuścił ręce, aby wyciągnąć je do niej... 
Tylko po to, by odkryć, że zniknęła. 

 
 
 
 
 
 

 
 
 
 
 
 

 
 
 
 
 
 

 
 
 
 
 
 

129

RS

background image

 

 

ROZDZIAŁ DWUNASTY 

 
- Mówię ci - zwróciła się Glory do Freda, nie zwracając uwagi 

na łzy płynące po policzkach. - Wszystkim byłoby lepiej, gdyby 
to  kobiety  rządziły  światem.  Sam  pomyśl.  Żadnych  wojen, 
zrównoważony 

budżet... 

Przetarła 

wierzchem 

dłoni 

zapuchnięte  oczy,  a  potem  spojrzała  na  szczeniaka. -  Co o tym 
sądzisz? 

Wyraził swoje zdanie szerokim ziewnięciem. 
Czego  można  oczekiwać  od  Freda,  pomyślała.  Ścisnęła 

mocniej  klucz  francuski,  z  uporem  odkręcając  ostatnią  śrubę, 
przytrzymującą  sflaczałe  koło  dżipa.  Szarpnęła  z  całej  siły. 

Śruba nawet nie drgnęła. 

Wyprostowała  się,  powiedziała  coś  dosadnego  na  temat 

przodków  śruby  i  nakazała  sobie  stanowczo  opanowanie. 
Chciała  ukryć  twarz  w  dłoniach  i  zawyć.  Zamiast  tego  z  całej 
siły  kopnęła  klucz  francuski.  Była  w  niezłych  tarapatach. 
Znalazła  się  na  jakiejś  bydlęcej  ścieżce,  której  pewnie  nie  było 
na  mapie,  z  bezużytecznym  dżipem  i  w  towarzystwie  głupiego 
psa. 

Pocieszała  się,  że  wina  nie  leży  po  jej  stronie.  Kto  mógł 

przewidzieć,  że  przebije  oponę?  Albo  że  śruba  okaże  się 
mocniej przykręcona? Albo że Logan nagle ją zaatakuje? 

„Może jesteśmy rodziną, ale nie twoją." 
Musiała nabrać dystansu do tych słów i potwornego bólu, jaki 

jej  zadały;  dlatego  odjechała.  Nie  miało  to  nic  wspólnego  z 
niepokojącym  wrażeniem,  że  jest  intruzem,  jakie  odniosła 
wcześniej w kuchni. 

Pamiętała,  że  jeździła  bez  celu,  porządkując  swoje  uczucia  i 

starając  się  podjąć  właściwą  decyzję,  co  z  nimi  zrobić.  Miała 
czas,  nim  będzie  musiała  pojechać  po  Christophera.  I  wtedy 
pękła opona. 

Jeszcze  raz  kopnęła  klucz.  Tym  razem  nie  trafiła  i  uderzyła 

stopą w metalową osłonę koła. Zaklęła cicho i usiadła na ziemi. 

130

RS

background image

 

 

Z  oczu  popłynęły  łzy  i  wreszcie  poczuła  się  dziwnie  pusta. 
Mogła  tylko  łkać.  Wytarła  nos  w  bluzę,  nie  dbając  o  to,  że 
rozmazuje po policzku smugę brudu. Opadła na  plecy. Patrzyła 
bezmyślnie w niebo, aż wreszcie zasnęła. 

Obudziła  się  przed  południem.  Choć  była  obolała,  jej  umysł 

pracował sprawnie. 

Tym  razem,  myśląc  o  słowach  Logana,  wiedziała,  o  co 

powinna go zapytać: Czym właściwie jest rodzina? 

Jeśli życie w rodzinie oznacza miłość, cieszenie się sukcesami 

i dzielenie porażek, to kwalifikowała się na jej członka. Czuła to 
wszystko  do  Logana  i  chłopców.  A  jeśli  liczy  się  troska, 
zwracanie  uwagi,  czy  nie  pierze  się  żaby,  opowiadanie 
okropnych  dowcipów  małemu  chłopcu  czy  powtarzanie  po  sto 
razy:  „Trzymaj  obcasy  w  strzemionach  i  rozluźnij  plecy" 
nastolatkowi, który uczy się jeździć na ogierze, cenionym przez 
nią bardziej niż życie, to również należało brać to pod uwagę. 

I jeśli jest to kochanie mężczyzny do tego stopnia, że myśl o 

nim,  stojącym  na  zimnej  podłodze,  jest  nie  do  zniesienia;  że 
wykonuje  się  swoją  i  jego  pracę  po  to,  aby  miał  chwilę  tak 
potrzebnego  mu  odpoczynku  i  że  przebacza  mu  się  wszystko, 
nawet  okropne  rzeczy,  które  wygaduje,  aby  zmusić  cię  do 
odejścia,  ponieważ  widziałaś  go  w  chwili,  gdy  odkrył  swoje 
prawdziwe oblicze - w takim razie była wyjątkowo odpowiednia 
jako członek rodziny. 

Żaden uparty farmer nie mógł jej wmówić, że jest inaczej. 
Wstała.  Nie  miała  innego  wyjścia,  musiała  iść  pieszo. 

Ostatecznie,  gdyby  została  tutaj,  mogłoby  minąć  kilka  dni, 
zanim  ktoś  by  ją  odnalazł,  a  miała  Loganowi  coś  do 
powiedzenia  i  nie  chce  z  tym  zwlekać.  Na  obiad  powinna 
znaleźć się w domu. 

Gdzie, u diabła, była? 
Logan  stał  na  podwórzu  i  po  raz  setny  w  ciągu  kilku  minut 

patrzył na zegarek. 

131

RS

background image

 

 

Wpół do piątej. Nie było jej ponad pięć godzin. Słońce chyliło 

się ku zachodowi i za godzinę powinno się ściemnić. 

Siłą woli opanował narastającą panikę. Co za ironia losu! Od 

tygodni  podejrzewał,  że  wyjedzie,  a  gdy  w  końcu  to  zrobiła, 
wierzył, iż wróci. 

Uświadomił  sobie,  że  ze  wszystkich  znanych  mu  osób 

Gloryanne  była  jedyną,  która  robiła  to,  co  mówiła.  Pokazała  to 
już pierwszego dnia, kiedy zgodziła się sprzątać i gotować, i ani 
razu  nie  złamała  obietnicy.  Odpłacił  jej  niewypowiedzianym 
okrucieństwem mówiąc coś, co mogło złamać jej serce. 

Ilekroć  przypomniał  sobie  wyraz  jej  twarzy,  umierał  ze 

wstydu. Mimo to wierzył, że Glory wróci do domu. 

Ponieważ  to  był  jej  dom.  Christopher  i  Josh  byli  jej  rodziną. 

Dowody  znajdowały  się  wszędzie:  od  ogrodu  przy  ganku  do 
kwiatów  w  jego  pokoju;  od  rysunków  Christophera, 
przyczepionych do drzwi lodówki, do książek na temat jazdy w 
angielskim stylu w pokoju Josha. 

-  Wujku  Loganie!  -  Po  schodach  zbiegł  Josh,  a  za  nim 

Christopher. 

Wcześniej  bardzo  długo  rozmawiał  z  Joshem.  Chłopiec 

pojawił  się  w  stajni  natychmiast  po  odejściu  Glory  i  nie  było 
sposobu  uniknięcia  dyskusji.  Josh  wreszcie  się  otworzył, 
zwierzając  się  ze  swych  obaw.  Logan  wreszcie  mógł  go 
wysłuchać, współczuć mu i oferować pocieszenie. 

Spotkanie  było  długie  i  pełne  emocji.  W  pewnej  chwili 

zjawiła  się  Annie  i  rozmawiali  dalej  we  trójkę.  Annie  obiecała 
przyjechać  z  mężem  na  Święto  Dziękczynienia.  Logan  ujrzał 
szansę nawiązania dawno zerwanych stosunków. 

Zanim skończyli rozmowę, Nielsenowie przywieźli Chrisa i to 

wtedy  Logan  zauważył,  że  Glory  opuściła  nie  tylko stajnię.  Do 
tego  czasu  minęło  tyle  godzin,  że  bał  się  ruszyć  na 
poszukiwanie, nie chcąc się z nią minąć. 

A więc czekał. Może było to głupie, może odeszła na dobre i 

zadzwoni za kilka dni mówiąc mu, dokąd ma odesłać jej rzeczy 

132

RS

background image

 

 

i  konie.  Jednak  odrzucał  to  przypuszczenie.  Glory  wskrzesiła 
jego nadzieję, a ta nie chciała go opuścić. 

-  Wujku  Loganie,  słuchaj!  -  powiedział  Josh.  Christopher 

podskakiwał  obok  niego.  -  Dzwonił  Mac  Witkę.  Wybrał  się  na 
przejażdżkę rowerową i znalazł dżipa Glory! 

Logan  omal  nie  umarł,  wyobrażając  sobie  wypadek 

samochodowy.  Zamknął  oczy,  próbując  się  opanować  i  ledwie 
usłyszał dalszą część wypowiedzi Josha. 

-  Samochód  jest  za  Pointed  Rock,  o  trzydzieści  kilometrów 

stąd  na  zachód.  Mac  powiedział,  że  dżip  miał  przebitą  oponę  i 
wyglądało na to, że próbowała ją zmienić, ale... 

Logan natychmiast otworzył oczy. 
- Co? 
-  Powiedział,  że  jej...  nie  było.  Nie  widział  żadnych  śladów, 

po prostu... zniknęła. 

-  Ojej!  -  powiedział  Christopher,  a  jego  oczy  wyglądały  jak 

spodki. - Kosmici! 

Logan  nie  słuchał.  Polecił  Joshowi  przynieść  latarkę  i  koc  i 

biegiem ruszył do stajni. 

Nie  wierzył  w  kosmitów.  Wierzył  za  to  w  małą,  upartą 

kobietę,  prostolinijną  i  godną  zaufania,  która  zrobi,  co  może, 
aby dotrzymać danego mu słowa i wrócić do domu. 

Ktoś musiał przenieść ranczo. 
Być może  było  to  mało  prawdopodobne,  ale za  to wydawało 

się  jedynym  możliwym  wytłumaczeniem.  Glory  szła  od  kilku 
godzin  i  jej  zdaniem,  jeśli  Columbia  Creek  było  na  swoim 
miejscu,  już  dawno  powinna  się  tam  znaleźć.  Była  głodna  i 
zmęczona,  bolały  ją  nogi,  a  w  dodatku  Fred  poddał  się  po  pół 
godzinie i teraz musiała nieść go na rękach. 

Glory miewała lepsze dni w życiu. 
Była tak rozgoryczona,  wspinając się na kolejne wzniesienie, 

że niemal zderzyła się z jeźdźcem na koniu. 

- Hej, księżniczko. 
- Logan! 

133

RS

background image

 

 

- Podwieźć cię? 
Oczy  dziewczyny  zaszły  łzami  wzruszenia,  choć  pamiętała, 

jak  się  rozstali  i  dlaczego.  Wyprostowała  się  z  całą  godnością, 
na jaką było ją stać. 

- Nie, dziękuję, radzę sobie doskonale. Uniosła dumnie głowę 

i  ruszyła  przed  siebie.  Logan  chciał  pochylić  się  i  chwycić  ją. 
Była taka piękna, choć  miała potargane włosy, twarz w kurzu i 
brudne ubranie. Pragnął jej dotknąć i upewnić się, że nic się jej 
nie stało. 

Linia  jej  ust  wskazywała  na  stan  silnego  napięcia.  Wiedział, 

że niewiele trzeba, aby wytrącić ją z równowagi. 

To moja wina, zarzucał sobie. Myśl była bolesna, ale to tylko 

umocniło 

go 

postanowieniu. 

Resztę 

życia  spędzi 

wynagradzając jej to, jeśli tylko Glory da mu szansę. 

- Co się stało psu? - zapytał. 
Przez chwilę myślał, że nie odpowie, ale po minucie odezwała 

się oficjalnym tonem: 

- Nic. Jest trochę zmęczony. 
Nie  tylko  on,  pomyślał  Logan,  zaciskając  zęby,  gdy  Glory 

potknęła się o kamień. 

- Na pewno nie chcesz skorzystać z mojej pomocy? - Nie. 
Zastanawiał się, co zrobić, aby mogła poddać się z godnością. 
-  Na  twoim  miejscu  uważałbym  na  te  kamienie.  Robi  się 

coraz  chłodniej  i  zostały  pod  nimi  tylko  największe  i 
najpodlejsze węże. 

Zatrzymała  się,  jakby  wyrósł  przed  nią  mur.  Ostrożnie 

postawiła psa na ziemi, a potem obróciła się do Logana, ujmując 
się pod boki. 

- Urocze, Bradshaw. - Jej dolna warga zadrżała. 
- Nie odstraszyła mnie twoja okropna kuchnia, twoje szalone 

oskarżenia,  że  ugotowałam  obiad  ze  szczurów  i  nawet  twoje 
zniewagi dotyczące psa. Jeśli myślisz, że jakaś głupia bajeczka o 
wężach przerazi mnie, to jesteś w błędzie. 

134

RS

background image

 

 

To  mu  wystarczyło.  W  mgnieniu  oka  pochylił  się  i  wciągnął 

ją na siodło. Glory zesztywniała. 

- Co robisz? 
Przytulił twarz do jej szyi i wziął głęboki drżący oddech. 
-  Pamiętasz,  jak  mówiłaś,  że  jest  coś,  czego  pragniesz 

najbardziej? - Ujął jej dłoń i przyłożył do swego serca. 

- To „coś" znajduje się tutaj i należy tylko do ciebie. 
Przez sekundę patrzyła na niego, a potem jej twarz rozjaśniła 

się szczęściem. 

- Och, Logan! - Zarzuciła mu ręce na szyję. - Och, najdroższy. 
Uniósł  głowę  i  spojrzał  na  nią.  Wszystko,  co  do  niej  czuł: 

miłość, pożądanie, a także nadzieja na przyszłość malowało się 
na jego twarzy. 

- Przepraszam za to, co powiedziałem... 
- Cii... - Przycisnęła palec do jego ust. - Rozumiem.  
- Zdumiewające, ale tak było. 
Objął ją mocniej. 
- Kocham cię, Glory. 
- Ja też cię kocham, kowboju - powiedziała cicho. Złożyła na 

jego  wargach  długi  czuły  pocałunek.  Wiedziała,  że  będzie 
kochać tego mężczyznę i pamiętać tę chwilę do końca życia. 

Ze  stajni  dobiegło  powitalnie  rżenie  Je'zhara.  W  domu  paliły 

się  wszystkie  światła.  Chłopcy  wybiegli  na  ganek.  Glory 
zadrżała ze szczęścia. 

Logan przytulił ją mocniej. 
- Zimno ci? 
- Nie. Przeciwnie, mogłabym ogrzać cały świat. 
- To dobrze. 
-  Poza...  -  Zadrżała  i  dodała  cicho:  -  Przepraszam,  że  nie 

powiedziałam ci o Joshu. 

Napięcie Logana znikło. 
-  Myślę,  że  możesz  mi  to  wynagrodzić.  Usłyszała  nutę 

satysfakcji w jego głosie i natychmiast nabrała podejrzeń. 

- Jak? 

135

RS

background image

 

 

Moja 

droga, 

tu 

naprawdę 

mieszkają 

ludzie 

konserwatywnych  poglądach.  Chyba  będziesz  musiała  za  mnie 
wyjść. 

- Cóż, trudno. Skoro nalegasz... 
Ujął jej dłoń i uniósł do ust. - Nalegam. 
Przytulona  do  niego  Glory  czuła  siłę  jego  ciała  i  spokojne 

bicie  serca.  Westchnęła  uszczęśliwiona,  a  potem  odwróciła 
głowę  i  pocałowała  go  w  policzek.  Chłopcy  zaczęli  wydawać 
zachęcające okrzyki, Fred warknął. 

Logan  uśmiechał  się.  Potem  pochylił  głowę  i  ucałował  usta 

dziewczyny. Glory wiedziała, że wreszcie jest w domu. 

 

136

RS


Document Outline