background image

King Susan

Zaklęte Róże

Dawno, dawno temu... Spała, skórę miała bladą jak perła rzeczna, wargi wyschnięte z 
gorąca. Pochyliwszy się, ucałował jej usta. Poczuł, że serce znów mu pęka na widok jej 
powiek, przez moment drżących, jakby w przypływie świadomości, i zaraz znów 
nieruchomych. Z westchnieniem dotknął jedwabistych ciemnych włosów. - Liadan - wymówił 
szeptem jej imię. - Małżonko Aedana mac Brudei. Usłysz mnie. - Gdy wypowiedział te słowa, 
słaby puls widoczny na jej szczupłej szyi przyspieszył. Jakże niewiele utrzymywało ją przy 
życiu. Oddech delikatny jak cienki lód na sadzawce wiosną. Uderzenia serca, słabe, nie 
równe. Codziennie służka karmiła Liadan bulionem i poiła wodą, a Liadan przełykała nawet 
przez sen. Co wieczór Aedan siadał przy żonie, matce jego maleńkiego syna, i tkwił przy niej 
od zmierzchu do świtu, a w obliczu jej niezwykłego spokoju jego smutek nieco łagodniał. 
Przetarł dłońmi znużone oczy, gdy trzasnął ogień na niskim palenisku za jego plecami. 
Godzina była już późna, ale sen nie przychodził. Aedan ujął Lindan za rękę i zmarszczył 
czoło, patrząc na zaczerwienione szramy widoczne na jej przedramionach. W zamyśleniu 
pogładził je palcami. Tamtego dnia, kilka tygodni wcześniej, dnia walki i zmagań, otoczyły ją 
krzewy dzikich róż. Nie obudziła się od tamtej chwili, gdy ją podniósł z łoża cierni i kwiatów. 
Widział jednak, że skóra jej się zabliźnia, a głęboka rana na głowie się zamknęła. Skoro jej 
ciało wciąż potrafiło się goić, a oddech wciąż przez nie przepływał, oznaczało to, że życie 
wciąż się w niej tli. A póki życia, póty nadziei... Wychudła bardzo i zmieniła się w kruchy cień 
tamtej trys kającej zdrowiem dziewczyny z rumieńcem na policzkach, którą poślubił przed 
kilkoma miesiącami, gdy nosiła już w lonie jego dziecko. Teraz mógł policzyć wszystkie kości 
w jej dłoni, palcem powieść wzdłuż doliny, ciągnącej się przez ramię. Uniósł jej szczupłe 
palce do ust, pocałował je i ułożył na przykryciu. Nerwowym ruchem przeczesał sobie długie 
ciemne włosy i udręczony zamknął oczy. Druidzi, kapłani, posiadający moc uzdrawiania, 
odmawiali nad nią zaklęcia, stosowali wszelkie wywary, maści i czary. Sam Aedan, 
wojowniczy książę Dał Riata, wychowanek druidów, również odprawiał rytuały, wlewając 
żonie do ust kolejne mikstury. Podczas nowiu księżyca kreślił nad jej ciałem magiczne wzory. 
Pragnąc przebudzić jej duszę, odmawiał nawet chrześcijańskie modlitwy. Ale Liadan wciąż 
spała. Aedan zamknął oczy i wrócił myślą do czarów, które stworzył wspólnie z Liadan, do 
sekretnych nocy, wypełnionych płomienna, upojną milości Wciąż tak bardzo tęsknił za jej 
dotykiem, za zatraceniem się w dzikości i szaleństwie. Nawet teraz, zmęczony i zrozpaczony, 
zadrżał na wspomnienie tamtych przeżyć. On i Liadan stanowili jedność, połączyły się ich 
serca i ciała. Nie potrafił wyobrazić sobie dotkliwszej tortury od tej, której doświadczał teraz, 
gdy siedział bezradnie przy niej, nieprzytomnej. Chociaż był wojownikiem i druidem, chociaż 
posiadł siłę i mądrość, to jednak nie potrafił ocalić ukochanej kobiety. Koniuszkiem palca 
nakreślił na jej czole znak spirali, mającej chronić przed wszelkim złem, i jeszcze raz odmówił 
zaklęcie, pckmagające zbłąkanej duszy powrócić do opuszczonego ciała. To, co idzie w górę, 
niech zejdzie na dój. To, co „chodzi, niech wejdzie z powrotem. Niebezpieczeństwo żadne cię 
nie spotka Ni na wzgórzu, ni na wrzosowisku. Wróć bezpiecznie do domu, wróć do mnie. Na 
jej czole zarysowała się zmarszczka, jak delikatna fala na poruszonej wodzie. Aedan, widząc 
tę walkę o życie, wiedział, że tylko on jest w stanie pomóc ukochanej. Posiadł przecież 
umiejętność przydawania tej siły, płynącej każdej żywej istocie. Nigdy się nie podda. Ona 
musi do niego wrócić. Liadan, uslysz mój glos we mgle. Wróć do mnie, ukochana. 
Tłumaczono mu, że powinien Zostawić Liadan pod gwiazcłami i pozwolić jej spokojnie 
umrzeć. Powtarzano mu, że je. go żałoba wiąże ją z ziemią żelaznym łańcuchem. Mówiotio: 
„Pozwól jej odejść. Ona cię odnajdzie na tamtym świecie i znów będziecie się kochać”. Ale on 
kochał ją teraz, tutaj. Poprzysiągi sobie, że Liadan będzie żyć, nawet gdyby miał sięgnąć w 
zaświaty i wyciągnąć ją stamtąd własnymi rękami. Nie wypróbowano jeszcze tylko jednej 
metody, ale też i prawa druidów jej zakazywały. Dla Aedana jednak nic się nie liczyło. Magia 
słowa pisanego, narzędzie chrześcijańskich kapłanów, była jego ostatnią szansą. Spisane 
słowa zaklęcia mogły zadziałać szybko jak błyskawica. Ponieważ pobierał chrześcijańskie 
nauki, mógł napisać te słowa w swoim własnym języku. Spróbuje zjednać sobie wieczność, 
tam zwróci się z prośbą o sprowadzenie zbłąkanej duszy Liadan z powrotem do jej ciała. 
Zostawiwszy żonę, podszedł do drewnianego kufra, z którego wyjął pergamin, używany do 
bardziej codziennych Spraw. Cieniutki arkusz pokryty już był starannie wypisanymi słowami, 
lecz na szerokich marginesach zmieszczą się dodatkowe linie. Aedan mac Brudei odszukał 
pojemnik ze sporządzonym z sadzy atramentem i przechowywane wraz z nim gęsie pió ro i 
zaniósł je koło posłania Liadan. Wróć bezpiecznie do domu, wróć do mnie... Szkocja, 
Edynburg Sierpień 1858 - Nie pojadę. - Christina Blackburn złożyła ręce w geście 

background image

skromności, świadczącym jednak o uporze, i odwróciła się od okna, wychodzącego na 
spadziste ulice Edynburga, pełne sklepów i kamienic czynszowych. Muzeum Narodowe stało 
w cieniu stromej skały, na której wznosił się zamek, do gabinetu sir Edgara Neayesa wpadało 
więc niewiele światła słonecznego. - Nie mogę. Jestem pewna, że obaj to rozumiecie. - 
Podniosła głowę i popatrzyła na sir Edgara, a potem na drugiego mężczyznę obecnego w 
gabinecie, na swego brata, Johna Blackburna. - Moja droga - powiedział sir Edgar, wstając 
zza ogromnego mahoniowego biurka. Był wysoki i przystojny w chłodny, bliski doskonałości 
sposób, a jego elegancja idealnie pasowała do bogato umeblowanego gabinetu. - Przecież 
wyjazd do Dundrennan House i zbadanie tych starożytnych murów, które znaleziono na 
zboczu wzgórza, zajmie ci zaledwie kilka dni. Musisz jechać. To niezwykła gratka, Christino! - 
To ty uważasz to za gratkę, Edgarze - odparła spokojnie. - Od dawna pragniesz sprowadzić 
kolekcję z Dundrennan do muzeum. Gdybyś sam pojechał, mógłbyś złożyć jeszcze jedną 
ofertę sir... chyba Aedanowi, nieprawdaż? - Owszem. Nowym lordem Dundrennan jest sir 
Aedan MacBride, syn zmarłego sir Hugh MacBride”a. Ale dziedzic wielkiego barda Szkocji 
nie jest poetą, możesz mi wierzyć. Sir Aedan to trzeźwo myślący inżynier, który pracuje przy 
budowie dróg jak zwykły robotnik. Historyczne znaczenie jego posiadłości wydaje się ani 
trochę go nie interesować. - Edgar z lekceważeniem wydął wargi. - Bardzo możliwe, lecz 
ponieważ już go znasz, wypada, abyś to raczej ty pojechał, a nie ja - odparła Christina. - 
Owszem, ale mam teraz mnóstwo innych zajęć, wolę więc, żebyś mnie zastąpiła. Ten mur, 
który sir Aedan odkrył na terenie swojego majątku po wysadzeniu w powietrze skały pod 
budowę nowej drogi, może być naprawdę bardzo stary. Mogłabyś nawet napisać o tym 
artykuł. Porozmawiam w twoim imieniu z panem Smithem z Blackwood”s migazine. - 
Przecież wiesz, Edgarze, że Blackwood”s opublikował już cztery artykuły autorstwa mojej 
siostry - wtrącił się szorstko J ohn. - Christina jest szanowaną znawczynią starożytności i nie 
potrzebuje twójej protekcji. - Być może. Ale nie musi się tak obawiać tego wyjazdu. Na- 
prawdę może się okazać, że warto było poświęcić czas. - Nie chodzi wcale o sam wyjazd. 
Nie wiem, jak możesz ode mnie oczekiwać, że wybiorę się... właśnie tam. - Christina 
nerwowo krążyła pod oknem, aż szeleściła jej zielona jak mech spódnica i kilka warstw halek. 
- Moja droga, jesteś jak zwykle czarująca, choć odrobinę nierozsądna - Edgar uśmiechnął się 
pobłażliwie. - Proszę, zrób to dla mnie. Obiecałem, że wygłoszę serię wykładów dla Bn- tish 
Museum, jeszcze więc przez kilka tygodni nie będę mógł pojechać do Dundrennan. Ty 
posiadasz odpowiednie doświadczenie, aby móc stwierdzić, czy to odkrycie warte jest 
mojego czasu i zainteresowania muzeum. Ten kamienny mur może się nawet okazać 
piktyjski! Dobrze znasz się na tej kulturze, wie- lebny Carriston starannie cię-w tej mierze 
wykształcił. Christina westchnęła na wspomnienie starego wuja, który ostatnio ciężko zapadł 
na zdrowiu. Wielebny Walter Carriston był autorytetem z dziedziny historii Szkocji, a swoją 
wie- dzę postarał się przekazać siostrzenicy. Znajomość historii, li- teratury i odpowiednich 
technik badawczych Chnistina posiadla w dużym stopniu dzięki niemu. - Czuję się 
zaszczycona zaufaniem, jakim mnie darzysz, Edgarze. Ale jestem pewna, że ktoś inny 
również może się tym zająć. Chociaż Chnistina zachowała pozory chłodnego opanowania, jej 
serce gorąco protestowało. Ze wszystkich miejsc na świecie akurat do Dundrennan nie 
mogła pojechać. - Twój wuj będzie bardzo rozczarowany, jeśli odmówisz. - Piękne czoło 
Edgara zmarszczyło się na moment, ale zaraz się wygładziło. - Ach, czy chodzi o ten obraz? 
Chnistina poczuła, że policzki, żałosny barometr jej myśli, wprost płoną. To po matce 
odziedziczyła kasztanowate włosy i idącą z nimi w parze niemal przezroczystą skórę. 
Zerknąwszy na brata, przekonała się, że John bacznie ją obserwuje. - Owszem. Obraz 
znajduje się w posiadaniu MacBride”ów Z Dundrennan. - Prawie już o tym zapomniałem - 
mruknął Edgar. - Słynni artyści Z rodziny Blackburn są zbyt liczni i zbyt płodni. A więc 
namalowany przez Stephena obraz, przedstawiający ciebie jako legendarną księżniczkę 
Dundrennan, znajduje się właśnie tam? To doprawdy niezwykły zbieg okoliczności! - 
Chnistina ma rację - powiedział John. Wstał powoli, opierając się na trzcinowej lasce, która 
rekompensowała słabość jego lewej nogi. - Ponieważ obraz, który przysporzyl jej tyle 
nieprzyjemności i wywołał skandal, jest obecnie własnością MacBride”ów, nie należy od niej 
oczekiwać, że pojedzie do Dundrennan. Ecigar okrążył biurko i podszedł cło Chnistiny. - 
Chodzi o obraz, który twój mąż skończył tuż przed swą tragiczną śmiercią, prawda? 
Chnistina zesztywniała, słysząc te słowa, ale kiwnęła głową. - Stephen sprzedał obraz, 
chociaż przyrzekł mi, że nigdy się z nim nie rozstanie. - Na tym człowieku nigdy nie można 
było polegać - mruk- nął Edgar, obserwując Chnistinę. Szczupły i ciemnowłosy, o pociągłej 
twarzy z regularnymi rysami i aksamitnym głosie, był atrakcyjnym mężczyzną. Christina 
patrzyła na niego, pragnąc odczuć pociechę wywołaną jego bliskością. Tak się jednak nie 
stało, i nigdy tak nie było, chociaż powtarzała sobie, że EdI po prostu musi się tylko nauczyć 
pokazywać od lepszej strony. Sir Edgar Neayes był poważanym dyrektorem muzeum, do- 

background image

stojnym, wyedukowanym dżentelmenem, starszym od Christiny o lat dziesięć. Przyjaźnił się z 
jej ojcem i nigdy nie robił sekretu ze swej rosnącej sympatii dla córki jednego z 
najsłynniejszych malarzy Szkocji. Jego przyjaźń z Blackburnami i Z Chnistiną przetrwała 
upokarzający skandal związany ze śmiercią Stephena Blackburna przed sześcioma laty. 
Owdowiała Christina, odrzucona przez towarzystwo, była szczerze wdzięczna Edgarowi za 
okazywaną przez niego lojalność i wsparcie w jej pracy naukowej. Kilka tygodni temu poprosił 
ją o rękę, a ona wciąż jeszcze nie dała mu odpowiedzi. Stale rozważała tę propozycję. 
Wahała się, ponieważ miała świadomość, że nie darzy Edgara szczerą miłością i nie zapala 
się w niej żadna iskierka namiętności. Ale ognia namiętności zaznała już wcześniej, w 
szalonym małżeństwie z kuzynem z drugiej linii, i boleśnie się przy nim poparzyła. Uważała 
teraz, że związek oparty na wspólnych zainteresowaniach intelektualnych byłby bezpieczny i 
mógłby nawet przynieść satysfakcję. Edgar był wybitnym uczonym i zachęcał Christinę do 
rozwijania naukowych zainteresowań, chociaż jasno wyrażał przekonanie, że kobieta pod 
względem intelektualnym nigdy nie zdoła dorównać mężczyźnie. Teraz Edgar uśmiechnął 
się, a w jego chłodnych niebieskich oczach pojawiło się uznanie. - Kochana Christino, 
naprawdę nie musisz się martwić z powodu tego obrazu. Nikt nie rozpozna w tobie modelki, 
pozującej do księżniczki Stehena. Jesteś teraz o kilka lat starsza i szczuplejsza, nie taka.., 
bujna jak wówczas. - Położył jej rękę na ramieniu. - Ale wciąż atrakcyjna. - Dobry Boże, 
Neayes! - wybuchnął John. - Przydałaby ci się odrobina taktu! Dziewczyna miała wtedy 
zaledwie siedemnaście lat, a teraz ma dopiero dwadzieścia trzy. Christina właśnie osiąga 
pełnię swej urody. Kilku artystów bardzo chciałoby ją malować, ale ona odmawia pozowania 
nawet malarzom z kręgu własnej rodziny! Christina wsunęła rękę do kieszeni i poprzez 
haftowane etui wyczuła kształt małych okularów. Prawie ich już nie zdejmowała. Prawdą też 
było, że w ciągu ostatnich lat zrobiła się chuda i blada. Chociaż brat bronił jej w tak miły 
sposób, mimo wszystko zadała sobie pytanie, czy Edgar nie ma racji. Lecz nawet jeśli stała 
się nudna,,, sztywną wdówką, niewychylającą nosa zza książki, to i tak wizerunek o wiele 
lepszy od tamtej zbuntowanej, szalone; dziewczyny, jaką była kiedyś. Nie chciałem nikogo 
urazić, mój drogi. Niektórzy z was, Blackburnów, obdarzeni są ognistym artystycznym 
temperamentem - odparł swobodnie Edgar. - Twoja siostra również nie jest go pozbawiona, 
chociaż ma też zacięcie akademickie. John zmarszczył czoło i mocniej oparł się na lasce, a 
Christina dostrzegła czerwone plamy gniewu pojawiające się na jego policzkach. Jej brat, 
przystojny młody mężczyzna o lśniących brązowych kędziorach i anielskiej twarzy, rzadko 
wpadał w złość. Wiedziała jednak, że John nie lubi Edgara. - Christino, nie musisz wcale 
jechać do Dundrennan - Powiedział teraz. - Pojedzie, jeśli obchodzi ją praca Waltera - odparł 
Edgar. - Wuja Waltera? - obróciła się zdziwiona Christina. Edgar kiwnął głową. - Ktoś inny 
jeszcze przeoczyłby ważne szczegóły na tym stanowisku, a to mogłoby mieć istotny wpływ 
na prowadzone przez twego wuja badania dotyczące obecności króla Artura Szkocji. Walter 
jest wprost zakochany w dziełach sir Hugh MacBride”a związanych z legendami Dundrennan. 
Zastanów się nad tym, moja droga - powiedział z naciskiem. - Odkrycie archeologiczne 
dokonane na obszarze tych wzgórz mogłoby dowieść słuszności twierdzeń twego wuja, 
uważanych za... bm... naukową pomyłkę. A wszak tak mało czasu mu, niestety, zostało. 
Christinie dech zaparło w piersiach. Teorie Waltera Carristona o roli króla Artura w Szkocji w 
VI wieku i o jego związkach z plemionami piktyjskimi zostały głośno wyśmiane przez innych 
badaczy. Odnalezienie śladów piktyjskich na wzgórzach Strathclyde stanowiłoby mocny 
dowód na poparcie teorii, nad którymi wuj pracował całe życie. Wyprostowała się. - 
Przekonałeś mnie argumentem dotyczącym wuja Waltera - przyznała. - Obejrzę to 
stanowisko. Od Dundrennan Hous mogę się przecież trzymać z daleka. - Prawdę mówiąc, sir 
Aedan zaproponował, by nasz przedstawicie! zatrzymał się u niego, dzięki czemu będziemy 
mogli oszczędzić wydatków na hotel. Ale oczywicie pokryjemy koszty podróży. Nie martw się 
tym obrazem, moja droga - dodał Edgar. - On należy już do przeszłości i dawno odszedi w 
zapomnienie. -Oczywiście, masz rację - zgodziła się z nim Christina. - Postaraj się wyglądać 
tak zwyczajnie jak teraz, a niktcięz nim w tym małym gabinecie, przylegającym do jego 
sypialni. Po- nie skojarzy. John - Edgar zwrócił się do brata Christiny - twojej siostrze będzie 
potrzebna eskorta. Wiem, że ostatnio masz niewiele obowiązków, będziesz więc m5gl jej 
chyba towarzyszyć - powiedział, wymownie patrząc na nogę i laskę Johna. John się najeży£ - 
Dla Christiny z radością zmienię własne plany. - Dziękuję ci, Johnie - powiedziała Christina. 
Edgar zajął się pisaniem notatki dla swojego sekretarza z poleceniem zorganizowania 
przejazdu do Dundrennan, a Christina czekała z bijącym sercem. Dundrennan! Nerwowo 
zaciskała dłonie, ze strachem myśląc o ponownym ujrzeniu przepięknego obrazu Stephena, 
z którym wiązało się tyle nieszczęśliwych wspomnień. Odczuwała też jednak wewnętrzne 
podniecenie. Być może wywołała je naukowa ciekawość. Szansa odkrycia jakichś 
starożytności, możliwość zobaczenia ich i dotknięcia, dowiedzenia się czegoś więcej o 

background image

przeszłości, to w istocie niezwykła gratka. Edgar pod tym względem doskonale ją znał. - Sir 
Aedan jest przekonany, że na tym stanowisku nie znajdziemy nic ciekawego - powiedział 
Edgar, - Oczywiście spodziewam się, że przyślesz mi jakąś wiadomość. Przyjadę najszybciej,
jak tylko będę mógł. Christina kiwnęła głową i odwrócila się do okna. Zalała ją kolejna fala 
strachu i ciekawości, tak wielka, że nie mogła już zapanować nad drżeniem rąk. Przebudzony 
nagle sir Aedan Arthur Macbride, baronet, lord Dundrennan, wyprostował się gwałtownie w 
skórzanym fotelu. Z wolna powracał do rzeczywistości. Sen, który wydawał się taki realny, 
powoli się rozwiewał. To ten przeklęty obraz odnalazł drogę do jego myśli, gdy się zdrzemnął. 
W jego życiu nie było miejsca na legendy o pannach spoczywających wśród dzikich róż i 
książętach druidach, lecz dzisiaj nawiedziły go we śnie. Nie patrząc na płótno w ramach, 
wiszące nad kominkiem, przeczesał palcami gęste ciemne włosy, usiłując pozbyć się 
nieprzyjemnego uczucia. Nie powinien był zasiadać nad księgami rachunkowymi wietrze było 
tu zbyt gęste i ciepłe, cisza zbyt głęboka, a kolumny cyfr usypiające. Wyobraźnia, której 
wodze popuścił przez sen, wygrała. Spojrzał na kieszonkowy zegarek i przekl࣠Jtż prawie 
pora na herbatę. Panie z Balmossie będą się gniewać, jeśli się nie pojawi, nie wspominając 
już o burzliwej reakcji ich nieodłącznej towarzyszki, Miss Thistle. Wiedział, że musi w końcu 
omówić z nimi pewne drażliwe kwestie, które i tak za długo już odkładał. Przygotowania do 
zaplanowanej na październik królewskiej wizyty, której bardziej się obawiał, niż się z niej 
cieszył, zmieniły jego życie w prawdziwe piekło. Musiał teraz przekonać swoje czarujące, lecz 
bardzo niepraktyczne krewniaczki, że jego sytuacja finansowa nie pozwala na dalsze 
wprowadzane z bezgranicznym entuzjazmem zmiany w domu. On również pragnął 
przywrócić Dundrennan 1-louse dawną świetność, nadeszły jednak czasy, w których należało 
ograniczyć wydatki. Przed śmiercią ojca, która nastąpiła już blisko rok temu, Aedan przyrzekł 
sfinalizować plany sir I-{ugh MacBride”a związane z Dundrennan. Słynny poeta, często 
zwany szkockim bardem królowej, zyskał sławę [majątek, tworząc kunsztowne epickie 
poematy. Aedan jednak zbytnio w nich nie gustował, gdyż uważał je za przydługie i zbyt 
kwieciste, lecz swoją opinię dyskretnie zachowywał dla siebie. Sir Hugh przez lata poświęcał 
czas, pasję i gotówkę na restaurację i modernizację rodowej siedziby. Odnowienie 
Dundrennan okazało się bardzo kosztownym i długotrwałym przedsięwzięciem. Aedan 
dopiero po śmierci sir Hugh odkrył, jak bardzo stopniał majątek ojca. Pozostawiony przez sir 
Hugh testament mówił jednak wyraźnie, że jeśli Aedan pragnie zatrzymać posiadłość, prace 
muszą zostać ukończone. Pomimo znaczących funduszy, pochodzących z własnych środków 
Aedana, trudno mu było spłacić odziedziczone w spadku długi. Wynagrodzenia 
rzemieślników, których usługi zamawiały kuzynki, stawały się coraz większym obciążeniem. 
Wiedział, że musi coś z tym zrobić, inaczej straci wszystko. Aedan wstał wygładził kamizelkę 
z czarnego brokatu, poprawił granatowy fular, a potem włożył czarny surdut Musi im również 
oznajmić, że już w najbliższy czwartek i strzepnął klapy. Spróbował zetrzeć z ubrania plamy 
błota, przekonany, że ciotka Lilia, czyli lady Balmossie, oraz kuzynka Amy Stewart znów 
będą utyskiwać nad jego wyglądem. Niestery, dla inżyniera, zajmującego się budową sieci 
mniejszych i większych drógw Szkocji, błoto i kurz stanowiły codzienność. Westchnął. Z 
jakiegoś powodu czul się nieswojo. Wreszcie zdał sobie sprawę, że to na skutek tego, co mu 
się przyśniło, odczuwa teraz bolesną tęsknotę, głębokie poruszenie, niespeł.nione 
pragnienie. Może tęsknił za miłością? Mikić Sapnął cicho, rozdrażniony. Lordowie 
Dundrennan nie powinni tracić czasu na miłość. Mowa yszak okazać się niebezpieczna 
Aedan zakochał się tylko raz, jeszcze zanim odziedziczył tytuł, i jego miłość zakończyła się 
tragedią. Teraz przekleństwo Dundrennan, które spadło na ród w czasach pierwszego 
Aedana, ciążyło mu jeszcze bardziej. Prawdziwa miłość nie wyszła jego przodkowi na dobre, 
stwierdził, wracając myślą do legendy o księżniczce, która zginęła wśród krzewów dzikich 
róż. I znów odżyło wspomnienie ze snu: twarz uśpionej kobiety, jego własna dłoń 
spoczywająca na jej czole, ukłucie rozpaczy, które poczuł tak dotkliwie. To on w tym śnie był 
starożytnym wojownikiem z legendy Dundrennan, gotowym uczynić wszystko, by uratować 
swą księżniczkę. Ona zaś... To absurdalne. Przyśniła mu się młoda kobieta z obrazu. 
Obudziła w nim pożądanie, które nie chciało zgasnąć, tęsknotę głęboką aż po dno duszy. 
Tłumaczył sobie, że to przez zbyt liczne zmartwienia i brak snu. Postanowił, że przeniesie 
malowidło w pozłacanych ramach gdzie indziej, dzięki temu będzie mu się lepiej pracowało i 
wypoczywało. Zamknął księgę pełną frustrujących liczb i westchnął. Tych wyników i tak nic 
nie poprawi. Nadszedł czas, by przytemperować trochę działania pań z Balmossie. Na 
początek zasugez-uje pokrycie ścian farbą, nie zaś ręcznie malowanymi irlandzkimi tapetami; 
podkreśli też, że stare tureckie kobierce, chociaż już wytarte, to jednak nadadzą wnętrzu 
więcej cha- rakteru niż akry nowych kraciastych dywanów. przybędzie do Dundrennan House 
przedstawiciel muzeum, który zajmie się zbadaniem odkrycia na pobliskim wzgórzu, Cairn 
Drishan, położonym na skraju posiadłości Dundrennan. Dwa tygodnie wcześniej Aedan ze 

background image

swoją ekipą pracował przy budowie zatwierdzonej przez parlament drogi, która miała 
przebiegać zboczem Caim Drishan. Wprawdzie serce krwawiło mu już na samą myśl o tym, 
że droga przetnie jego ziemie, rozumiał jednak . jakie korzyści dla Szkocji może przynieść 
wprowadzenie tego rodzaju usprawnień. Co do tej kwestii często spierał się z ojcem. 
Tamtego dnia użyto prochu, a po wybuchu na zboczu wzgórza pojawiły się wystające z ziemi, 
przypominające popsute zęby pociemniałe kamienie. Aedan wraz ze swym asystentem i 
kierownikiem robót odsłonili część rozległych kamiennych fundamentów, do tej pory kryjących 
się we wzgórzu. Aedan miał nadzieję, że mur ten liczy nie więcej niż pięćdziesiąt lat, lecz 
rozsądek podpowiadał mu, że musi to być znacznie starsza budowla Gdyby okazało się to 
prawdą, to zgodnie z zastrzeżeniem umieszczonym przez ojca w testamencie, mogło się 
zdarzyć, że utraci całe Dundrennan. Bez względu jednak na wiek owego muru, przed 
podjęciem dalszych prac przy budowie drogi odkrycie musiało zostać zbadane przez 
przedstawiciela Muzeum Narodowego, zgodnie z niedawno uchwalonym prawem o cennych 
znaleziskach. Pomimo frustracji, jaką wywoływał w nim testament ojca i opóźnienia w pracy 
zleconej przez Parlamentarną Komisję do spraw Dróg, Aedan nie miał wyboru, musiał 
zgodzić się na przeprowadzenie badań przez muzeum. Z westchnieniem przerzucił stos 
papierów na biurku i wyjął list sir Edgara Neayesa z Muzeum Narodowego. Neayes 
informował, że na razie nie może przybyć do Dundrennan House osobiście, przyśle jednak 
swoją asystentkę, panią Blackburn. Osobę kompetentną, znawczynię starożytności. Każda 
zakurzona staruszka będzie lepsza niż Neayes, pomyślał Aedan. Neayes wykazywał 
nadmierne, wręcz nieprzyjemne zainteresowanie kolekcją zabytków i dzieł sztuki, 
zgromadzoną Dundrennan Hous£ Aedan postanowił, że gdyby sir Edgar poprawił granatowy 
fular, a potem włożył czarny surdut Musi im również oznajmić, że już w najbliższy czwartek i 
strzepnął klapy. Spróbował zetrzeć z ubrania plamy błota, przekonany, że ciotka Lilia, czyli 
lady Balmossie, oraz kuzynka Amy Stewart znów będą utyskiwać nad jego wyglądem. 
Niestery, dla inżyniera, zajmującego się budową sieci mniejszych i większych drógw Szkocji, 
błoto i kurz stanowiły codzienność. Westchnął. Z jakiegoś powodu czul się nieswojo. 
Wreszcie zdał sobie sprawę, że to na skutek tego, co mu się przyśniło, odczuwa teraz 
bolesną tęsknotę, głębokie poruszenie, niespeł.nione pragnienie. Może tęsknił za miłością? 
Mikić Sapnął cicho, rozdrażniony. Lordowie Dundrennan nie powinni tracić czasu na miłość. 
Mowa yszak okazać się niebezpieczna Aedan zakochał się tylko raz, jeszcze zanim 
odziedziczył tytuł, i jego miłość zakończyła się tragedią. Teraz przekleństwo Dundrennan, 
które spadło na ród w czasach pierwszego Aedana, ciążyło mu jeszcze bardziej. Prawdziwa 
miłość nie wyszła jego przodkowi na dobre, stwierdził, wracając myślą do legendy o 
księżniczce, która zginęła wśród krzewów dzikich róż. I znów odżyło wspomnienie ze snu: 
twarz uśpionej kobiety, jego własna dłoń spoczywająca na jej czole, ukłucie rozpaczy, które 
poczuł tak dotkliwie. To on w tym śnie był starożytnym wojownikiem z legendy Dundrennan, 
gotowym uczynić wszystko, by uratować swą księżniczkę. Ona zaś... To absurdalne. 
Przyśniła mu się młoda kobieta z obrazu. Obudziła w nim pożądanie, które nie chciało 
zgasnąć, tęsknotę głęboką aż po dno duszy. Tłumaczył sobie, że to przez zbyt liczne 
zmartwienia i brak snu. Postanowił, że przeniesie malowidło w pozłacanych ramach gdzie 
indziej, dzięki temu będzie mu się lepiej pracowało i wypoczywało. Zamknął księgę pełną 
frustrujących liczb i westchnął. Tych wyników i tak nic nie poprawi. Nadszedł czas, by 
przytemperować trochę działania pań z Balmossie. Na początek zasugeruje pokrycie ścian 
farbą, nie zaś ręcznie malowanymi irlandzkimi tapetami; podkreśli też, że stare tureckie 
kobierce, chociaż już wytarte, to jednak nadadzą wnętrzu więcej cha- rakteru niż akry nowych 
kraciastych dywanów. przybędzie do Dundrennan House przedstawiciel muzeum, który 
zajmie się zbadaniem odkrycia na pobliskim wzgórzu, Cairn Drishan, położonym na skraju 
posiadłości Dundrennan. Dwa tygodnie wcześniej Aedan ze swoją ekipą pracował przy 
budowie zatwierdzonej przez parlament drogi, która miała przebiegać zboczem Caim 
Drishan. Wprawdzie serce krwawiło mu już na samą myśl o tym, że droga przetnie jego 
ziemie, rozumiał jednak . jakie korzyści dla Szkocji może przynieść wprowadzenie tego 
rodzaju usprawnień. Co do tej kwestii często spierał się z ojcem. Tamtego dnia użyto prochu, 
a po wybuchu na zboczu wzgórza pojawiły się wystające z ziemi, przypominające popsute 
zęby pociemniałe kamienie. Aedan wraz ze swym asystentem i kierownikiem robót odsłonili 
część rozległych kamiennych fundamentów, do tej pory kryjących się we wzgórzu. Aedan 
miał nadzieję, że mur ten liczy nie więcej niż pięćdziesiąt lat, lecz rozsądek podpowiadał mu, 
że musi to być znacznie starsza budowla Gdyby okazało się to prawdą, to zgodnie z 
zastrzeżeniem umieszczonym przez ojca w testamencie, mogło się zdarzyć, że utraci całe 
Dundrennan. Bez względu jednak na wiek owego muru, przed podjęciem dalszych prac przy 
budowie drogi odkrycie musiało zostać zbadane przez przedstawiciela Muzeum 
Narodowego, zgodnie z niedawno uchwalonym prawem o cennych znaleziskach. Pomimo 

background image

frustracji, jaką wywoływał w nim testament ojca i opóźnienia w pracy zleconej przez 
Parlamentarną Komisję do spraw Dróg, Aedan nie miał wyboru, musiał zgodzić się na 
przeprowadzenie badań przez muzeum. Z westchnieniem przerzucił stos papierów na biurku 
i wyjął list sir Edgara Neayesa z Muzeum Narodowego. Neayes informował, że na razie nie 
może przybyć do Dundrennan House osobiście, przyśle jednak swoją asystentkę, panią 
Blackburn. Osobę kompetentną, znawczynię starożytności. Każda zakurzona staruszka 
będzie lepsza niż Neayes, pomyślał Aedan. Neayes wykazywał nadmierne, wręcz 
nieprzyjemne zainteresowanie kolekcją zabytków i dzieł sztuki, zgromadzoną Dundrennan 
Hous£ Aedan postanowił, że gdyby sir Edgar zjawił się tu we własnej osobie, każe gospodyni 
wszystko pozamykać i dobrze schować klucze. Z zachmurzoną miną odłożył list i skierował 
się do drzwi. Zwolnił jednak i podszedł do kominka. Wisiał nad nim olejny obraz, 
przedstawiający młodą kobietę, rozciągniętą w pozycji półieżącej wśród dzikich róż. Jej 
klasyczne rysy i piękne dłonie wprost tchnęły spokojem, skóra była kremowo biała, a falujące 
włosy opadały kasztanowatą kaskadą. Przezroczyste fałdy białej koszuli, na której cienie 
zaznaczono delikatnymi muśnięciami jasnego fioletu i żóki, podkreślały różowość pełnych 
piersi i grzeszne kształty ciała. Obraz, pełen precyzyjnie odwzorowanych szczegółów, 
zachwycał głębią i bogactwem kolorów, zdawał się wprost żarzyć. Spojrzenie Aedana 
przyciągnęła umieszczona na ramie maleńka plakietka z brązu: Zaklęte róże, Stephen 
Blackburn, 1852, Każde dzieło któregoś z członków licznej utalentowanej rodziny 
Blackburnów stanowiło doskonałą inwestycję, kolekcji dzieł sztuki Dundrennan znajdowały 
się trzy takie obrazy. Ten akurat Aedan kupił, na wystawie zorganizowanej przez Królewską 
Akademię Szkocką w Edynburgu, nie tylko ze względu na wysoką jakość obrazu, lecz 
również dlatego, że przedstawiał on scenę ze związanej z Dundrennan słynnej legendy o 
księżniczce wśród dzikich róż, Aedan zawiesił obraz w swoich prywatnych pokojacit Było to 
kilka lat temu, a nigdy nikomu się nie przyznał, jak bardzo fascynuje go przedstawiona na nim 
scena, wręcz nie daje mu spokoju. śliczna twarz dziewczyny i jej zmysłowe kształty wydawały 
mu się takie znajome. Stała się kojącą, a zarazem kuszącą częścią jego życia. A teraz 
jeszcze zaczęła mu się śnić, Uważał się za trzeźwo myślącego realistę, dlatego ów sen 
bardzo go zaniepokoił. Obsesje i marzenia są dobre dla poetów, takich jak jego zmarły ojciec, 
a nie dla inżynierów! Zmarszczył czoło i wsunął ręce do kieszeni. Na pierwszy rzut oka w 
obrazie dostrzegało się jedynie róże i bujną kobiecość. Ale ciernista plątanina zieleni wśród 
kwiatów przydawała mu złośliwego czaru. Za każdym razem, gdy Aedan na niego patrzył, 
obraz zdawał się go uwodzić, To ona go uwodziła! Zakołysał się na obcasach. Zalała go fala, 
potężna niczym przypływ, pozostawiając na brzegu jego duszy ślad tęsknoty. Boże, jąk 
mocno jej pragnął, jak bardzo potrzebował! A przecież nie istniała. Cofnął się, kręcąc głową. 
Nie będzie popuszczać wodzy fantazji. Jego utalentowany, pełny rozmaitych idei ojciec zbił 
for- ninę na pisaniu namiętnych epickich poematów. Teraz Dundrennan pilnie potrzebowało 
praktycznego myślenia, a Aedan był właśnie jego źródłem. Stwierdził, że wieszając obraz w 
tym miejscu, popełnił błąd. Malowidło zdominowało niewielki pokój, nic więc dziwnego, że 
przeniknęło w sny Aedana. Powinien raczej ukryć je w jakimś kącie wielkiego domostwa. 
Albo, co wydało mu się jeszcze lepszym pomysłem, sprzedać i spłacić przynajmniej niektóre 
z długów zaciągniętych przez ojca. Wiedział jednak, że nigdy nie zdoła rozstać się z 
obrazem. Zakochał się w pannie, którą usidliły różane krzewy. Coś w nim pragnęło zatrzymać 
ją na zawsze. Gniewnie obrócił się na pięcie i wyszedł z pokoju. Spośród kręgu drzew 
wyłoniły się szczyty dachów i wieżyczki, sylwetka baśniowego zamku z kamienia o ciepłej 
barwie miodu. Christina poczuła się niesamowicie, jak gdyby z własnych czasów przeniosła 
się do zaczarowanego królestwa, w którym wszystko” utkane było z pajęczyny marzeń, a 
życie wypełniały cuda. Surowo upomniała się w duchu, że przecież baśniowe królestwa w 
rzeczywistości nie istniej a otwarty powóz, którym podróżowała, jechał zbyt prędko jak na 
wehikuł ze snu. Jego zapierający dech w pieniach pęd właściwie nie pozwalał przyjrzeć się 
wzgórzom, wrzosowiskom ani Dundrennan House, wznoszącemu się w oddali ponad 
drzewami. Zresztą zaczynało się już zmierzchać. Szaleńcza jazda otwartym powozem 
sprawiła, że Christina z trudem łapała powietrze. Kosmyki kasztanowatych włosów wysunęły 
się z grubego koka, policzki zaczerwieniły od wiatru, szara spódnica się pomięła, a okulary w 
stalowych oprawkach zsunęły na czubek szczupłego nosa. Odruchowo podsunęła je do góry 
i rozejrzała się dookoła. Powóz przechylił się na kolejnym ostrym zakręcie, złapała się więc 
wewnętrznego uchwytu przy drzwiczkach. Teraz mogła przyglądać się spokojniej. Wśród 
zmierzchu dostrzegła falujące wrzosowiska i rozlegle mokradła Przytrzymując ręką w 
rękawiczce czarny czepek, którego satynowe wstążki powiewały na wietrze, zerknęła na 
brata John siedział obok, z lewą nogą wyprostowaną, gdyż tak było mu wygodniej. On 
również przytrzymywał swój kapelusz za rondo, ale uśmiechał się i sprawiał wrażenie 
odprężonego, najwyraźniej brawurowa jazda sprawiała mu przyjemność. Nagle Christina 

background image

pomiędzy czubkami drzew dostrzegła wieżyczki i obwiedzione balustradą dachy. Wkrótce 
powóz przejechał przez żelazną bramę i jej oczom ukazał się wreszcie budynek w całej swej 
okazałości. Wzniesiono go ze złocistego miodowego piaskowca, dachy miał z szarego łupku i 
stanowił mieszankę architektury średniowiecznej z późniejszymi stylami. Dolne partie 
całkowicie przesłaniały kwitnące krzewy róż, a na tyłach domu rozciągał się ogród pełen 
innych kwiatów. Dom z ogrodem otaczał gęsty zielony las, a w oddali widać byłb sylwetkę 
kościoła. Christina zapatrzyła się na różane żywopłoty i pierścień drzew, okalający 
przepiękną starą budowlę, i na rbyśl przyszedł jej ciernisty różany żywopłot, broniący wejścia 
do żaklętego zamku, do którego dostać się można jedynie za pomocą czarów. Poczuła, że 
serce uderza jej mocniej. - Ach, mój Boże, już tu są - oznajmiła gospodyni, Mary Gunn, na 
widok Aedana pojawiającego się na korytarzu na piętrze. Odsunęła koronkową firankę z okna 
wychodzącego na podjazd i wyjrzała. - Ta pani wygląda na sympatyczną dziewczynkę, a 
dżentelmen jest elegancki [przystojny! - Na sympatyczną dziewczynkę? - powtórzył zdziwiony 
Aedan. - Neayes rzeczywiście miał przysłać kobietę zajmującą się starożytnościami, lecz z 
jego słów wywnioskowałem, że będzie raczej starszą panią, z przyzwoitką - dodał, lecz 
prawdę mówiąc, niewiele się nad tym zastanawiał. Po prostu cieszył się, że zostanie mu 
oszczędzone przebywanie w towarzystwie Neayesa. - Tak, to młoda dziewczyna, wygiąda na 
całkiem sponiewieraną przez wiatr. Stary Tam zawsze jeździ jak szaleniec. - Niebieslde oczy 
pani Gunn błysnęły, a na twarzy pod koronkowym czepkiem ze staromodnymi fałdkami 
pojawił się rumieniec. Aedan zaciekawiony podszedł do okna. Chociaż na dywanie jego 
kroków nie było słychać, pani Gunn odsunęła się, żeby mógł wyjrzeć na wysypany żwirem 
podjazd. Tam Durie, stangret, z pomocą chlopca stajennego wyładowywał bagaż, a z 
powozu, podpierając się laską, wychodził właśnie dżentelmen w meloniku i surducie o barwie 
umbry. Odwró. cił się zaraz, by pomóc przy wysiadaniu swej towarzyszce. Wśród 
wydłużających się wieczornych cieni kobieta w szarościach i czerni wyglądała na delikatną i 
pełną gracji. Wsuwając pod czarny czepek niesforne loki, podniosła głowę, żeby przyjrzeć się 
domowi. Rzeczywiście była młodsza, niż Aedan się spodziewał, twarz miała pogodną i ładną. 
Zdziwiony dostrzegł błysk szkieł na jej nosie. Zafalowała szeroka prosta spódnica o barwie 
cyny, pozbawiona falbanek i pzdób, tak lubianych przez jego kuzynki. Wiatr szarpał krótką 
czarną peleryną, rozwiewał wstążki czepka, zawiązanego na lśniących ciemnych włosach. 
Przybyla wyglądała na uosobienie prostoty i wdzięku. Aedana ogarnęło dziwne wrażenie, że 
już ją kiedyś widział. Może spotkali się na jakimś wieczorku w Edynburgu albo w Gtasgow? 
Miał z sir Edgarem kilku wspólnych znajomych w tym jednego lub dwóch artystów o nazwisku 
Blackburn, był jednak pewien, że tę delikatną młodą kobietę w okularach na pewno by dobrze 
zapamiętał. - Widzisz, to naprawdę dziewczynka, tak jak ci mówiłam! - Pani Gunn z żywym 
zainteresowaniem wyglądała na podjazd zza pleców Aedana. Młoda kobieta odwróciła się 
akurat do swego to- warzysza, Idadąc mu rękę na ramienia - Ciekawe, czy to jej mąż? - Nie 
wiem - odmruknął, lekko marszcząc czoło. - Gunnie, ponieważ jest dosyć późno, a nie ma tu 
ciotki Lilii i panny Amy, które mogłyby pełnić obowiązki gospodyń, może ty zechciałabyś 
zaprowadzić gości do ich pokoi? Będą mogli zjeść spokojną kolację i odpocząć po podróży. 
Wystarczy, że rano dokonamy formalnych prezentacji. Poza wszystkim mam sporo pracy, 
którą chciałbym się zająć w gabinecie. - Oczywiście. Lady Balmossie i panna Amy przyjadą 
rano z zamku Balmossie, prawdopodobnie razem z tą okropną Miss Thistle, Kiedy tu była 
ostatnim razem, uderzyła mnie w głowę łyżeczką do cukru - poskarżyła się gospodyni. - 
Thistłe rzeczywiście bywa niebezpieczna w porze herbaty - przyznał Aedan. Pani Gunn 
westchnęła. - A więc dobrze. Niech twoi goście poznają wszystkie tutejsze wariactwa naraz i 
niech mają to już za sobą. - Rzeczywiście, tak chyba będzie najlepiej - uśmiechnął się Aedan. 
- Pan Stewart też tu będzie razem z żoną, ale oni nie są tak zwariowani jak reszta. Niebieskie 
oczy Mary Gunn zabłysły. Owdowiała kuzyn. ka czwartego stopnia od trzydziestu tat pełniła 
obowiązki gospodyni Dundrennan House i Aedan znał ją od maleńkości. Nastała tuż przed 
śmiercią jego matki. Nie potrafił sobie wyobrazić swego gospodarstwa bez kompetentnej, we 
wszystkim zorientowanej Gunnie. - A więc dobrze. Pójdę ich powitać i poproszę którąś z 
Jean, żeby zaniosła im lekką kolację. Co ty na to? - spytała pani Gunn. - Doskonale. - Aedan 
zobaczył, że młoda kobieta odchyla głowę do tyłu, chcąc spojrzeć w okno, i szepnął: - Mój 
Boże! Na widok znajomego zarysu policzka i linii szyi poczuł się nagle tak, jakby otrzymał 
cios prosto w splot słoneczny. Wszak to właśnie ta twarz nawiedzała go w snach. Czyżby 
oszalał? Czy to mogła być dziewczyna, która pozowała do obrazu w gabinecie? Przypomniał 
sobie, że nosiła nazwisko Blackburn. Artysta, który namalował obraz, również nazywał się 
Blackburn, a modelką była jego żona, teraz raczej wdowa po nim, gdyż człowiek ten zmarł 
przed kilkoma laty. Czując, jak serce mu wali, starał się zapanować nad zdumieniem 
wywołanym widokiem tej dziewczyny. Ona zaś przez okulary popatrzyła w górę i Aedan 
poczuł ukłucie w piersi, kiedy ich spojrzenia się spotkały. Dobry Boże, pomyślał. Okulary, 

background image

czarny czepek, prosta suknia. A i tak ją poznał. Poznałby ją wszędzie. - Ach! - westchnęła 
głośno pani Gunn. - Ta dziewczyna wygląda... Mój ty świecie, to dziewczyna z obrazu! - 
Położyła rękę na obfitej piersi. - Artysta, który go namalował, także nazywał się Blackburn! 
Wielkie nieba! - Nie wiemy, czy to na pewno ta sama osoba - mruknął Aedan. - Czy ty jesteś 
ślepy? Ależ wybuchnie awantura! Panie z Balmossie będą oburzone, że gościsz w tym domu 
modelkę! Doprawdy, oburzone! Aedan zmarszczył brwi, widząc tak gwałtowną reakcję 
gospodyni. Nie należy zbyt prędko wydawać opinii o tej pani Blackburn. - Och, skoro 
pozowała artyście, to hietrudno ją ocenić - oświadczyła złowieszczo pani Gunii. ¯aden z 
obrazów w sieni nie przedstawiał półnagiej księżniczki na łożu z kwiatów, zauważyła z ulgą 
Christina, idąc wraz z Johnem za panią Gunn plątaniną korytarzy na piętrze. Gospodyni 
najpierw zaprowadziła Johna do jego pokoju i zaraz ruszyła dalej naprzód. Christina 
podążała jej śladem. W ka rytarzu ściany nad ciemną wypolerowaną do połysku boazerią 
były pomalowane na ciepły różowawy kolor. Podłogę z desek pokrywały orientalne kobierce, 
a lampki oliwne oświetlały obrazy w złoconych ramach - portrety, pejzaże i sceny o tematyce 
historycznej. Tyle Christina mogła stwierdzić, chociaż nie miała czasu, żeby przyjrzeć im się 
uważniej. - Pani pokój jest właśnie tu, pani Blackburn - odezwała się gospodyni. - W 
najstarszej części domu. Tutaj jest bardzo spokojnie, pomyślałam też, że pewnie zechciałaby 
pani mieszkać pobliżu biblioteki, skoro jest pani taka starożytna. - Zajmuję się 
starożytnościami - poprawiła ją Christina. - To naprawdę cudowny dom. - Owszem. - Pani 
Gtnn odsunęła się na bok, żeby przepuścić Christinę, i weszła zaraz za nią. - Myślę, że 
Andrew zdążył już - Ach, bardzo się cieszę! - uśmiechnęła się Christina. przynieść pani 
bagaż. O tak, stoi na ławie - stwierdziła. - Przyślę którąś z Jean, żeby pomogła pani się 
rozpakować. - Jaki śliczny pokój! - Christina obrócUa się dokoła. Wygodną, przytulną 
sypialnię oświetlal plonący na kominku ogień. Draperie, zasłony przy łóżku i tapety w 
kwiatowy wzór doskonale pasowały do wyblakłych wzorzystych dywanów, a łóżko z 
baldachimem zaścielone było kapąw kolorze kości słoniowej. Na starym kominku z kamienia 
wesolo trzaskały płomienie, bił od nich słodkawy, piżmowy zapach płonącego torfu. Okno 
wychodziło na posiadłość Dundrennan, Christina dostrzegła przez nie w oddali łańcuch 
wzgórz, ciemniejących w zapadającym zmierzchu. - Naprawdę prześliczny! Bardzo dziękuję. 
Pani Gunn się uśmiechnęła. - Nazywamy go Pokojem Irlandzkim z uwagi na tapety, które 
ręcznie zdobiono w Irlandii, na długo przed tym, zanim tak wielu ludzi umarło tam z głodu. 
Panna Arny, kuzynka sir Aedana, chciałaby zerwać tapety, wyrzucić chodniki i wszystko 
pokryć tartanem. Ale sir Aedan stwierdził, że w tynt kochanym domu i tak nie brakuje 
szkockości, i koniec końców irlandzkie tapety zostały. - Bardzo mi się podoba ten wystrój - 
stwierdziła Christina. - To naprawdę piękny dom. Sir Hugh MacBride miał wobec niego 
wielkie plany, ale--- cóż, zmarł, zanim prace zostały ukończone, i teraz sir Aedan stara się ze 
wszystkich sił doprowadzić go do porządku. - Utrzymanie takiego wielkiego domu musi być 
ciężką pracą. - O tak, to wymaga wiele trudu i wielkich wydatków, ale my kochamy 
Dundrennan. Czy rozpalono ogień w pani bawialni? - Gospodyni zajrzała do przylegającego 
do sypialni maleńkiego pokoiku, w którym na wytartym orientalnym dywanie stały dwa 
miękkie fotele obite poprzecieranym tu i ówdzie czerwonym adamaszkiem. - Tak, pali się. - 
Ogień na niedużym kominku rozweselał pokój, a w okienku widać było purpurowe o 
zachodzie słońca niebo. - Kiedyś, dawno temu, kiedy lordowie Dundrennan liczyli złoto, był tu 
skarbiec - wyjaśniła pani Gunn. - Widzi pani te drzwiczki za fotelem? Prowadzą na stare 
schody, zakurzone i ciemne, ale w każdej chwili może pani zejść tędy do biblioteki. - Tylko 
proszę uważnie stasiać w ciemności. Lord i jego brat zajmowali ten pokój, kiedy byli dziećmi, i 
korzystali z tych schodów, żeby zejść do wielkiej sieni - teraz jest tam właśnie biblioteka - a 
stamtąd do kuchni i ściągnąć coś dobrego z kredensu, jak zgłodnieli Jeśli będzie pani 
siedzieć długo w nocy, to takie przejście bezpośrednio do kredensu może się okazać bardzo 
przydatne. - Dziękuję, ma pani rację. Ale to znaczy, że sir Aedan ma brata? Przypuszczam, 
że w takim ogromnym domu żyła kiedyś ogromna rodzina? Pani Gunn westchnęła. - Teraz 
jest już tylko sir Aedan. Kiedyś dziedzicem Dundrennan miał zostać sir Neil MacBride. Sir 
Aedan był najmłodszy z rodzeństwa, między nimi była jeszcze siostra. Ale sir Neil poszedł ze 
szkockim regimentem na tę wojnę za morze... - pani Gunn zmarszczyła czoło. - Na wojnę 
krymską? - dopytywała się Christina. - Tak, właśnie. Sir Aedan został w domu, a sir NeiL 
nigdy z niej nie wrócił. - Pociągnęła nosem, kręcąc głową. - ¯ałoba po zrnarłym synu 
przyczyniła się do śmierci sir Hugh, odebrała też coś sir Aedanowi. Od tamtej pory nigcły już 
nie był taki jak przedtem Christinę ogarnęło współczucie. - Jakież to smutne. Ta wojna 
spowodowała tyle tragedii. Mój brat John również został podczas niej ranny. - Stąd ta laska? 
No tak, zastanawiałam się nad tym. Straciliśmy też innych, służbę i znajomych. To 
rzeczywiście bardzo smutne. Ale cóż... Któraś z Jean zjawi się tu niedługo z kolacją i 
przyniesie pani wszystko, co tylko będzie potrzebne. - Bardzo dziękuję, pani Gunn. - Po 

background image

drugiej stronie korytarza jest łazienka i toaleta. śi? Hugh kilka lattemu kazał przebudować 
łazienki. Teraz jest tam prysznic z ciepłą i zimną wodą - oznajmiła z dumą. - Chętnie 
skorzystam - odparła Christina. - A kim są te Jean? - Mamy Dobrą Jean, która jest pokojówką 
na górze, Miłą Jean, która zajmuje się wszystkim po trochu, i Małą Jean w kuchni Służące w 
Dundrennan zawsze nazywano Jean, a chłopców stajennych i lokajów - Andrew Taki już 
tutejszy zwyczaj. - bardzo niezkly! Ach, taka młoda i już wdowa! Ja też wcześnie owdowia - 
Owszem. Ale sir Xedan pragnie go zmienić, podobnie jak inne rzeczy. Zwraca się do 
służących ich prawdziwymi imionami, ale muszą przyznać, że trudno się pozbyć starych 
zwyczajów. Kiedy sir Aedan pisał swoje poezje, mieliśmy tu dużo służby. Teraz sir Aedan 
został sam, chociaż panie z Balmossie często przyjeżdżają z wizytą. Pozna je pani już jutro. 
Przyślę też Miłą Jean, żeby pomogła się pani ubrać, ponieważ nie przywiozła pani własnej 
służącej. - Pani Gunn odetchnęła po długiej przemowie. - Nie mam pokojówki - przyznała 
Christina. - Mieszkam jem i ciotką w małym domku, w którym mamy tylko dwoje służby, 
staram się więc radzić sobie sama. Jeśli będę czegoś potrzebowała, to po prostu zadzwonię 
na... na Miłą Jean, czyż nie tak? - Ach, proszę nie dzwonić! Przestraszyłabym się! Tutaj się 
nie używa dzwonków! Sir Aedan i sirNeil, kiedy byli małymi chłopcami, zadzwonili kiedyś, a 
potem schowali się w kredensie, łobuziaki. Ale znalazłam ich i pogoniłam. To był koniec 
dzwonienia! - Obiecuję, że nigdy nie pociągnę za dzwonek! - roześmiała się Christina. - 
Proszę po prostu wyjść z pokoju i zawołać - pouczyła ją pani Gunn. - Usłyszymy panią. Lady 
Balmossie potrafi wrzeszczeć jak żona rybaka. Christina starała się powstrzymać od 
śmiechu. - Postaram się najlepiej, jak będę umiała. Dzisiaj zje pani u siebie, lecz od jutra 
będą uroczyste kolacje, zwłaszcza jeśli przyjadą również panie z Balmossie. Ale oczywiście 
może pani jeść kolacje u siebie, kiedy tylko pani zechce. - Dziękuję. Przypuszczam, że ja i 
mój brat zostaniemy tu zaledwie przez kilka dni, ale muszę powiedzieć, że ogromnie cenimy 
waszą gościnność. Gospodyni w zamyśleniu zmrużyła oczy. - Przyjechała pani z bratem i 
powiedziała pani, że mieszka z wujem? - Tak, wuj jest pastorem. Mój brat mieszka z ojcem w 
Edynburgu, a ja pomagam wujowi w jego badaniach. - Doprawdy? Ale przedstawiono panią 
jako kobietę zamężną? -Jestem wdową. Poślubiłam kuzyna, który nosił takie samo nazwisko 
jak ja.. łam. Biedna dziewczyna - gospodyni pokręciła głową. - Czy pani ma siostrę, może 
bliźniaczkę? - Bliźniaczkę? - Christina zmarszczyła czoło, zdziwiona pytaniem. - Owszem, 
mam siostrę i dwóch braci, wszyscy są malarzamL - Aha, to siostra jest artystką! Tak to musi 
wyglądać. Dobranoc pani! - Pani Gunn skinęła Christinie głową i wyszła z pokoju.. Christina, 
nieco zdziwiona ostatnią uwagą gospodyni, podeszła do oka wyjrzeć na ogród. Wkrótce 
zjawiła się Mila Jean, niewysoka rudowłosa służąca, sympatyczna, o nienagannych 
manierach, przyniosła tacę z prostym, smacznym posiłkiem, na który złożyły się bulion, zimne 
mięso i świeży chleb. Później Christina zasiadła z książką w maleńkiej bawialni, ale prędko 
ogarnęła ją senność. śniło jej się, że wspina się nocą po stromym, porośniętym wrzosem 
wzgórzu ku wysokiej wieży, zbudowanej z brązu i ze srebra. Wysoko w małym okienku na 
szczycie ujrzała dziewczynę i o dziwo, wiedziała, że tą dziewczyną jest ona sama, W 
promieniach księżyca pojawił się mężczyzna i porwał dziewczynę w objęcia. Christina 
obudziła się, ogarnięta niezwykłym uczuciem tęsknoty- Przekonana, że nie będzie mogła tak 
od razu zasnąć, rozpakowała swoje rzeczy i zasiadła nad sczytanym egzemplarzem 
wczesnych poezji sir Hugh Macbride”a. Kiedy wreszcie oderwała się od książki, zegar ha 
półce nad kominkiem wskazywał prawie północ. Miała wielką ochotę zabrać się do zbadania 
znaleziska na wzgórzu, liczyła, że będzie mogła je zobaczyć już jutra Przed wyjazdem do 
Dundrennan nie miała czasu na zapoznanie się z historią tego miejsca, ale teraz 
przypomniała sobie, że pani Gun” zaproponowała jej korzystanie z biblioteki o każdej porze. 
Namyśl o wielkiej kolekcji książek, zgromadzonych przez sir Hugh, odczuła gwałtowną 
pokusę. Pani Gunn powiedziała przecież, że średniowieczne schody, na które wyjść można 
bezpośrednio z jej bawialni, prowadzą wprost do dawnej wielkiej sieni, w której urządzono 
bibliotekę. Czy odważy się tam zejść jeszcze tej nocy? W uśpionym domostwie panowała 
wielka cisza, ale chyba nikomu nie zakłóci snu? Wystarczy zresztą, że znajdzie jakąś książkę 
o historfl Dundrennan i po cichu wróci z nią do swego pokoju. Wcześniej przebrała się w 
szlafrok, ale prędko zmieniła go na bluzkę, ciemną spódnicę i flanelową halkę, a na ramiona 
zarzuciła szal, bo w starym domu chłodne przeciągi dawały się we znaki. Teraz włożyła 
jeszcze czarne pantofelki, były wygodne i na pewno zdoła się w nich po cichu poruszać po 
uśpionym domu. Zabrała zapaloną świecę w lichtarzu z brązu, otworzyła wąskie drzwiczki 
przy wtórze zgrzytu zawiasów i popatrzyła w czarną otchłań, z której bił zapach pleśni, 
stęchlizny i wilgotnego kamienia. W kręgu światła rzucanego przez płomień ukazały się 
kamienne schody, wijące się wokół środkowej kolumny. Christina jedną ręką uniosła 
spódnice, w drugiej ścisnęła lichtarz i zaczęła schodzić na dół. Wąskie, trójkątne schodki 
opadały stromo, Christina więc starała się stąpać w ciemności jak najostrożniej. Ponieważ jej 

background image

pokój położony był na trzeciej kondygnacji, domyślała się, że biblioteka musi znajdować się 
na drugiej albo nawet na samym dole. Na razie nie zauważyła żadnych drzwi. Chwilę później 
usłyszała pisk i coś przebiegło jej po stopie. Zapewne mysz. Christina wzdrygnęła się 
przestraszona i wtedy cienka podeszwa pantofelka poślizgnęła się na wypolerowanym 
niezliczonymi stopami kamieniu. Musiała wyciągnąć rękę, żeby podeprzeć się o ścianę, lecz 
jednocześnie upuściła lichtarz. Odzyskała wprawdzie równowagę, lecz lichtarz z brzękiem 
potoczył się po schodach. świeca zgasła i Christinę otoczyła nieprze nikniona ciemność. - 
Mamrocząc pod nosem przekleństwa, obróciła się z zamiarem powrotu do siebie. Gdy jednak 
po omacku usiłowała odnaleźć dziwacznego kształtu stopnie, zaplątała się w fałdy spódnicy, 
postawiła stopę w niewłaściwym miejscu i przewróciła się na kolano. Podniosła się jednak i 
jeszcze raz spróbowała odnaleźć drogę na górę, lecz zachwiała się i tym razem poleciała w 
atramentową otchłań, rozciągającą się za jej plecami. Spadała ze schodów, momentami 
ześlizgując się z nich, to znów obracając, głową i barkiem mocno uderzyła o ścianę, biodrem 
zaś zawadzała o krawędź stopni W jakiś sposób udało jej się jednak zwolnić, w końcu się 
zatrzymała jak kupka nieszczęścia na kamiennym podeście, który wydawał się cudownie 
duży i kwadratowy Spróbowała usiąść, jęcząc i krzywiąc się, bo plecy i bark bardzo ją 
zabolały, a w głowie się kręciło. Oparła się o ścianę i drżącą ręką dotknęła czoła. Nagle 
rozległ się trzask zamka, na schody padło złociste światło i w otwartych drzwiach stanął 
mężczyzna. Na widok Christiny z ust wyrwał mu się zduszony okrzyk. Zaraz też pochylił się 
nad nią i ujął za ramiona. - Ach, moja droga - szepnął. - Czy bardzo się pani potłukła? 
Oszołomiona i niepewna Christina zadawała solie pytanie, czy straciła przytomność i teraz 
tylko coś jej się zwiduje, spoglądała bowiem wprost w oblicze wojowniczego anioła i czuła 
twardy dotyk jego dłoni. Jednakże ból, który odczuwała w różnych częściach ciała, powiedział 
jej, że nie śpi, a kolejne spojrzenie przekonało ją, że mimo wszystko ma do czynienia z 
człowiekiem. Mężczyzna był na tyle przystojny, że dech mogło zaprzeć w piersiach, miał 
przepiękne klasyczne rysy Celta czystej krwi, błyski pojawiały się w niebieskich oczach pod 
prostymi czarnymi brwiami, ściągniętymi teraz z troską w obramowaniu gęstych 
kruczoczarnych włosów - Bardzo się pani potłukła? - powtórzył pytanie. - Nic mi nie jest. - 
Christina spróbowała usiąść prosto i skrzywiła się z bólu. - Proszę się nie ruszać - nakazał. - 
Czego, u diabła, pani szukała na tych starych schodach? Nie, niech pani nie wstaje. Proszę 
odpocząć. - Nic mi się nie stało - odparła Christina. Poruszyła się i poczuła ostry ból w barku. 
- Zaraz wrócę do siebie... Och! - Przy ruchu w głowie znów zawirowało. - Ach, mój Boże! 
Chyba rzeczywiście posiedzę tu jeszcze przez chwilę. - Oparła się o jego cieple, mocne 
ramię. - Proszę się nie spieszyć - powiedział. Bez wątpienia była to dziewczyna z obrazu. 
Twarz miała identyczną, choć wydawała się drobniejsza i bardziej delikatna. Aedan 
przyglądał się jej zafascynowany. Jeśli to nie ona pozowała do tego obrazu, znaczy to, że ma 
urodziwą, zmysłową siostrę bliźniaczkę. Oczy za szklarni okularów w stalowych oprawkach 
były szeroko otwarte i piękne. Długo zastanawiał się nad ich kolorem, aż w końcu stwierdził, 
że Są jedwabiście orzechowe, okolone czarnymi rzęsami. Dziewczyna prezentowała się 
poważnie i skromnie, nie miała w sobie nic z tamtej zniewalającej zmysłowości ziemskiej 
bogini na obrazie. Ale urokliwe rysy, pełne wargi i długa linia szyi były identyczne jak u 
modelki pozującej do obrazu. Dziewczyna westchnęła i oparła głowę o jego ramię. Pod 
kremową skórą na szyi pulsowała żyła. Gdy patrzył na jej śliczną buzię, łabędzią szyję i 
kasztanowate włosy, miał wrażenie, że postać uśpionej księżniczki ożyta. Wystarczyła 
odrobina wyobraźni, by przed oczami stanęły mu szczegóły jej namalowanego ciała, różowa 
pierś, wychylająca się spod przezroczystego materiału, delikatne łuki bioder i brzucha, długie, 
gładkie uda, na obrazie ledwie osłonięte. Przeniknęło go nie tylko zwykle pożądanie. Poczuł 
rozpaczliwe pragnienie, by ją objąć, ocalić, kochać. Pochylił się, zbliżając się do niej na tyle, 
by poczuć jej oddech na wargach. Na jeden szalony moment zamknął oczy i prawie ją 
pocałował. Jęknęła miękko, a on gwałtownie się cofnął, w ostatniej chwili ratując się przed 
kompromitacją. Tamto pragnienie jednak go nie opuszczało, wciąż tak samo palące. Jeszcze 
nigdy nie zaznał takiej gorączki, takiej siły, która by go ku czemuś nieodparcie popychała. 
Zadrżał. W końcu odchrząknął. - Znam wszystkich, którzy mieszkają w moim domą ale pani 
jeszcze nigdy nie widziałem. Oznacza to, że musi być pani 050bą przysłaną przez muzeum. - 
Nazywam się Blackburn. Christina Blackburn. - Witam w Dundrennan, pani Blackburn! 
Jestem Aedan MacBride, lord Dundrennan. Christina mrugnęła kilkakrotnie. - Ach, sir Aedan! 
- Znów spróbowała usiąść. - Spokojnie! - Złapał ją za ramię, nie pozwalając się poruszać. - 
Nie jest pani jeszcze gotowa do chodzenia po schodach. - Możliwe. Proszę mi wybaczyć, że 
zakłóciłam panu spokój, sir Aedanie. Chciałam tylko zejść tędy do biblioteki, pani Gunn 
wskazała mi tę drogę, ale się potknęłam. Bardzo przepraszam. - Nie ma za co. Gdybym 
wiedział, że zechce pani skorzy. stać z tych starych schodów, kazałbym je oświetlić. 
Właściwie tylko ja ich używam. Czy może pani stanąć na nogi? - Sam się podniósł, nie 

background image

puszczając jej ręki. Christina wstała, ale zachwiała się i skrzywiła z bólu. - Niestety, pani stan 
nie pozwala na chodzenie w górę czy w dół, moja droga - mruknął i nachylił się, żeby wziąć ją 
na ręce. Wyczuł jej szczuple ciało pod warstwami ubrania i bez wysiłku dźwignął ją z podłogi. 
- Naprawdę, sir, sama dam sobie radę - zaprotestowała. On jednak przytulii ją do piersi, 
zarzuciła mu więc rękę na szyję. - Ten upadek był rzeczywiście paskudny, pani Blackburn. 
Muszę się upewnić, że naprawdę nic pani nie dolega, zanim pozwolę pani na jakiekolwiek 
samotne wędrówki. Christina udręczona pozwoliła mu zanieść się do nieduże- go 
oświetlonego blaskiem lampy pokoju. Głowa ją bolała, podobnie jak bark i biodro, i tak 
naprawdę była wdzięczna potrzymującym ją silnym ramionom. Twarz lorda Dundrennan była 
tak blisko, czuła jego zapach, przyjemną mieszankę przypraw, wina, krochmalu do 
usztywniania koszuli i delikatnej zmysłowej męskości. Poprzez ciemną kamizelkę i białą 
koszulę bez kołnierzyka wyczuwała twardość jego mięśni. Miała świadomość, że palą ją 
policzki, na szczęście rumieniec nie mógł być widoczny w mroku. - Pokój kntałtem i 
praznaczeniem przypominał:jcj własną bawialnię, ale znajdował si(w nim tylko jeden fotel, 
było też biurka Stojąca na nim olejna lantpka oświetlała mnóstwo roznuconych papierów i 
otwarte ksikL Na kominku jasnym płomieniem palił się torf. Sir Aedan MaeBride posadził 
Christinę w fotelu plecami do ognia. - Naprawdę czuję się już dobrze - powiedziała Christina. 
- Muszę już iść. Wstała i znów ból przeszył biodro i bark. Sir Aedan zdecydowanym gestem 
kazał jej z powrotem usiąść. - Chyba nie tak dobrze, jak pani twierdzi - powiedział, Idękając 
przy fotelu. Szczere zatroskanie sir Aedana i sama jego bliskość sprawiły, że Christinę 
przeniknęło drżenie. Był dią niej obcym człowiekiem, lecz mimo wszystko nie wiadomo 
dlaczego wydawał się bliskim znajomym, jego spokój i pewność siebie ogromnie jej się 
spodobały. - Naprawdę powinnam już iść - powiedziała z ociąganiem. - Nie powinnam 
pozostawać w pańskich... prywatnych pokojach. - Przez drugie drzwi widać było sypialnię, 
łóżko z balda. chimem, na którym leżała rozrzucona pościel, a także ciemny szlafrok. - Nie 
wypada, bym tu była. - A jeszcze bardziej nie wypada, abym wypuścił panią ku. lejącą - 
odparł. - Nikt oprócz nas dwojga nie musi o tym wiedzieć, madam - dodał cicho, badawczo 
się jej przyglądając. Christina pozostała więc w fotelu, a Aedan usiadł przy niej na piętach. W 
blasku ognia jego ciemnoniebieskie oczy zdawały się sypać iskrami. - Pani Blackburn, proszę 
mi powiedzieć, gdzie się pani zra niła. Christina zawahała się, wzruszyła ramionami. - 
Wlewy... w lewy bark Przesunął dłonią wzdłuż jej ręki, palcami lekko ucisnął bark. Christina 
poczuła się tak, jakby jej wnętrzem zawładnął jeden z żywiołów, i na pytanie, co czuje, mogła 
jedynie niemądrze kiwać albo kręcić głową w milczenia Tymczasem Aedan zaczął po kolei 
badać wszystkie jej palce. Christinę prźenikał cudowny dreszcz, gdy jej dotykał, ob razenta 
stawały się jakby mniej bolesne. Pałatki piły, lecz nie spuszczała oczu z jego dłoni - Nie 
wygląda na to, by coś było złamane.Gdzie jeszcze  panią boli, madam? - Głowa... - szepnęła. 
- I... - nie mogła powiedzieć, że ma obite biodro i pośladki. - I noga. - Proszę się nie obawiać, 
mam siostrę i kuzynki. Nieraz już musiałem badać zwichnięte kostki, nie wywołując przy tym 
skandalu, zapewniam panią - uśmiechnął się. Christina wysuńęła stopę, a Aedan podwinął jej 
spódnicę ponad kostkę. Najpierw obmacał ją palcami, apotem delikat. r nie nią poruszył. 
Christina zadrżała. - Te pantofelki - mruknął - nie nadają się do chodzenia po 
średniowiecznych schodach, - Sama już się o tym przekonałam - odparła, stawiając stopę L 
naemi. - Głowa też panią boli? - spytał. Christina potwierdziła, Aedan więc zaczął starannie ją 
obma. flrać. Christina niemal jęknęła, tak wielką przyjemność sprawił jej jego dotyk. Gdy 
przypadkiem musnął ramieniem jej pierś, zadrżała. Ach! - westchnęła. - Czy coś jeszcze 
panią boli? - popatrzył na nią uważnie. - Ależ nie - szepnęła. - Ma pani guza na głowie, ale 
wszystko wydaje się w porządku choć oczywiście nie jestem doktorem. Bez wątpienia 
siniacki.będąpani dokuczały przez kilka następnych dni - dodał, kłajcj rękę na ramieniu. 
Każdy, nawet najmniejszy jego dotyk budził na nowo jej knoty, rozpalał pożądanie. Od dawna 
już nie zaznała pobnych.uczuć. Jego gorące dłonie, rytmiczny oddech, zapacl tżczyny, 
wszystko to sprawiało, że jej pragnienie wzbieralo coraz mocniej Odchyliła się z 
westchnientem, swiadoma, .$te uczucia płyną z jej samotnego niemądrego serca. 
Spróbowała wstać. -Naprawdę muszę już iść. Bardzo panu dziękuję, sir. - Proszę zaczekac. 
Nie chciałbym, zeby pani juz teraz wspi nałasaępotychschodach Christina z powrotem opadła 
na fotel, ucieszona, że ma wymówkę, by zostać tu bodaj przez chwilę dłużej i może jeszcze 
raz poczuć cudowny dotyk jego dłoni. - Sądzę, że jutro będzie pani musiała odpoczywać i 
zastosować kojące okłady w miejscach uderzeń - stwierdził. Christina pokręciła głowę - 
Przyjechałam tu do pracy i zamierzam już rano wybrać się na wzgórze, by obejrzeć 
znalezisko. Naprawdę czuję się dobrze, sir Aedanie. - Uparta dziewczyna! - Stanął obok niej. 
- Mogła pani skręcić kark na tych schodach, po ciemku, w tych ciężkich spódnicach i cienkich 
pantofelkach. Jaka to rzecz była aż tak ważna, że zdecydowała się pani na tę samotną 
wędrówkę o takiej godzinie? - Nie mogłam spać, a ponieważ często czytam do późnej nocy, 

background image

pomyślałam, że wezmę z biblioteki jakąś książkę o historii i geografii tego miejsca. Takie 
wiadomości przydałyby mi się przed jutrzejszą wyprawą na wzgórze. Przykro mi, że 
sprawiłam tyle kłopotu, sir-. Jeszcze raz panu dziękuję. Wyminęła Aedana, poruszając się 
sztywno, i cały czas krzywiąc się z bólu. Czuła się zażenowana, lecz żałowała, że to jakże 
intymne spotkanie dobiega już końca. Odwracając się w stronę drzwi, nagle znieruchomiała. 
Dech zaparło jej w piersiach. Obraz wisiał nad kominkiem. Wcześniej go nie zauważyła. Z 
bijącym sercem wpatrywała się we własny portret. Zapomniała już, że to prawdziwe 
arcydzieło, podobieństwo zostało uchwycone w doskonały sposób, barwy były żywe i 
świetliste. Obraz posiadał niezwykłą moc, wzruszal. Gra światła i cieni jeszcze bardziej 
podkreślałą jego piękno. - Dobry Boże - szepnęła Christina. Aedan stanął za nią. - Nie 
zmieniła się pani. A więc wiedział. Obróciła się i popatrzyła na niego. - Zastanawiałam się, 
czy może być tutaj. Stephen powiedział mi, że sprzedał go MacBride”om z Dundrennan. - 
Stephen Blackburn to pani krewny? - To mój nieżyjący mąż - odparła cicho. - Ach - kiwnął 
głową Aedan. - Moje kondolencje. Christina w milczeniu spuściła głowę. - Nigdy nie poznałem 
tego artysty, obraz kupiłem za pośrednktwem Akademii Królewskiej wkrótce po tym, jak 
został wys tawiony. - To było tuż przed jego... śmiercią. - Christina przez cały czas czuła na 
sobie wzrok Aedąna, lecz sama nie mogła na niego spojrzeć. Podniosła oczy i popatrzyła na 
obraz. - Byłam wtedy o wiele młodsza. I zbyt pulchna - dodała, wpatrując się w swoje pełne 
kształty na obrazie. - Ależ skąd! Tylko odrobinę zaokrąglona, a przy tym bardzo ponętna. To 
naprawdę piękna dziewczyna. - Niemądra dziewczyna Christina odwróciła się. Chciała 
odejść, lecz sir Aedan zatrzymał ją, łapiąc za łokieć. Zdziwiło ją, że uważa jego dotyk za 
rzecz całkowicie naturalną, podobnie zresztą jak przebywanie sam na sam w jego 
towarzystwie, choć tak naprawdę, pozwalając sobie na to, zachowywała się skandalicznie. 
Ale jego bliskość była taka przyjemna, oby Bóg jej to wybaczył. - Pani nie lubi tego obrazu? - 
Przypomina mi... nieprzyjemny okres mego życia. Me to było tak dawno temu. - Widnieje na 
nim data zaledwie sprzed sześciu lat. To wcale nie taka znów odległa przeszłość. - Bardziej 
odległa, niż potrafi pan to sobie wyobrazić. - Christina poczuła nagłe, że jest bliska płaczu. 
Podniosła głowę. - Przybyło mi lat, zmieniłam się. Powiedziałbym tylko, że modelce przybyło 
urody - stwierdził z uśmiechem, patrząc na ni - O nie, stała się o wiele bardziej zwyczajna. - 
Raczej nie. Proszę mi zresztą pozwolić porównać. - Zsunął jej z nosa okulary i odłożył na 
bok. Zaskoczona Christina nawet nie protestowała. Gorąco za pragnęła poznać jego opinię, 
chociaż być może była to próżność z jej strony. Po zdjęciu okularów przestała wyraźnie 
widzieć tło, lecz jego twarz, znajdująca się tak blisko, pozostała niezamglona. Przyglądając 
mu się, znów pomyślała o aniele stróżu, ciemnym i pięknym, potężnym zarówno siła, jak i 
urodą Aedan przeniósł wzrok z obrazu na Christinę. - Wersja wcześniejsza posiada 
przyjemną krągłość, lecz rysy są te same, elegancko klasyczne. Jednakże wersja 
późniejsza... - powiódł palcami po jej szczęce, jak gdyby była posągiem, on zaś krytykiem 
sztuki. - Więc co z tą późniejszą wersją? - spytała Christina, czując, jak mocno bije jej serce. - 
Pst! Dostrzegam subtelność twarzy i figury - niektórzy nazwaliby to szczupłością - 
podkreślającą pełną uroku budowę. Pierwsza wersja ma w sobie bujność i dzikość, druga 
natomiast niezaprzeczalne autentyczne piękno... urodę, której nic nie zdoła popsuć... To o 
wiele bardziej atrakcyjne, chociaż pełne spokoju, aniżeli wersja pierwsza. - Nie wiem, o czym 
pan mówi - szepnęła Christina. Czuła się, jakby ktoś rzucił na nią urok Puls wyraźnie jej przy. 
spieszył, gdy Aedan dotknął jej policzka. - Pierwsza wersja ma w sobie niewinność i dzikość 
zarazem, drugiej zaś jest... jakiś smutek. Czujność w spojrzeniu, ostrożność w wyrazie ust. -. 
Koniuszkiem palca powiódł wzdłuż dolnej wargi Christiny. A pod nią prawie ugięły się kolana. 
- Dwszem, ostrożność - powiedziała ostrym tonem. - Obawa, że mógłby mnie pan pocałować. 
- Czy mam to zrobić? - Jego palce wciąż spoczywały na jej brodzie. Popatrzyła na niego, 
potem wstała. - Niech pan nie kusi losu, sir. - Mam kontynuować? - spytał. Christina skinęła 
głową, czując, że prowadzą niebezpieczną, lecz jakże cudowną grę. - Dziewczyna na obrazie 
to niezwykle zmysłowe stworzenie, lecz jeszcze niedojrzale. Zna już miłość, lecz nie zna... 
życia. Jest zagubiona i tragiczna. - To baśniowa księżniczka, którą spotkał zły los - 
powiedziała Christina. - Owszem, lecz na portrecie jest coś, czego brakuje późniejszej wersji. 
Pewna.., błogość. - Szczęście - odparła Christina. - Była wtedy szczęśliwa, przez krótką 
chwilę. Była podziwiana. - Zdawała sobie sprawę, że w jej głosie dało się słyszeć żal. - A jak 
jest teraz? - Jego palce znów przesuwały się po policzku Christiny. Owładnięta niezwyklą 
magią, zamknęła oczy, czując przy” pływ samotności. Zebrała wszystkie siły, by odepchnąć 
od siebie to uczucie i zapanować nad bkiem serca. Odsunęła się do tyłu. - Przepraszam - 
powiedziała. - To była pomyłka. Aedan podał jej okulary. - Wydaje mi się, że ona się chowa w 
późniejszej wersji. - Jaka to niemądra zabawa! - Christina poprawiła metalo. wą oprawkę na 
nosie. - Taka jak poobiednie gry towarzyskie. - Być może powinienem zasugerować ją mojej 
kuzynce Amy, która uwielbia podobną rozrywkę. Każe nam się porównywać przy kawie i 

background image

brandy. Ale pani nie wyraziła jeszcze swojej opinii na temat tych dwóch wersji, pani 
Blackburn. - Złożył ręce i bacz. nie się w nią wpatrywał. - Jedna to namalowana podobizna 
śpiącej królewny - odparła szorstko Christina. - Wizja niewinności i niezbadanej namiętności. 
Ta druga... to całkiem zwyczajna i raczej nudna kobieta. Wspólny dla nich obydwu jest tylko 
kształt twarzy i kolor włosów. - Pani tego nie wie, prawda? - Czego? - Jaka pani jest śliczna. 
Słowa zawisły w powietrzu. Christina odwróciła głowę. - Nie mogę się porównywać z 
dziewczyną na obrazie. Ona jest nieprawdziwa. Złożyły się na nią moje rysy, dużo farby 
iwyobraźnL Dzięki niej przez jedną chwilę w życiu uważałam się za piękną Przenikliwe 
spojrzenie Aedana świadczyło o skupieni, z jakim jej słucha. Christina miała wrażenie, że już 
zdążyła nauczyć się odczytywać jego drobne gesty, ruch głowy, lekkie zaciśnięcie ust, błysk 
w oczach. Teraz wydało jej się, że słu. cha jej z rozbawieniem i ze współczuciem. - 
Przydałoby się pani nowe lusterko, pani Blackburn. Jest pani równie śliczna jak dziewczyna 
na obrazie. A nawet ładniejsza. Wiem o tym, bo już od lat przyglądam się temu obrazowi. 
Christina najeżyła się, zebrała spódnice. - Być może po prostu lubi pan zamykać się z 
wizerunkami skąpo odzianych kobiet. Przypuszczam, że wielu mężczyzn znajduje w tym 
przyjemność. Dobranoc, sir Aedanie! Wyminęła go stanowczo. Wystarczył mu jeden krok, by 
zagrodzić jej drogę do drzwi. Oparł się o nie, ręce złożył na piersiach. - Chciałem powiedzieć, 
że szczerze podziwiam wszystko w tym obrazie. Do diabła! - zaklął, kręcąc głową. - Bez 
względu na to, jakich słów używam, i tak nie brzmi to dobrze. Christina roześmiała się wbrew 
sobie. - Dziękuję. Ale tego obrazu miał nigdy nie oglądać nikt oprócz... mego męża. Miał 
nigdy nię zostać zaprezentowany na żadnej wystawie ani wystawiony na sprzedaż, lecz mcj 
mąż złamał dane mi słowo. Nie mogę zmienić (aktu, że pan go posiada, chyba że zechce mi 
go pan odsprzedać. Wątpię zresztą, by było mnie na to stać. - Nigdy nie sprzedam tego 
obrazu. Zbyt wiele dla mnie zna czy. - Jestem tego pewna. Proszę pozwolić mi przejść, sir. - 
Chdstina usiłowała go wyminąć, lecz ciągle zagradzał jej drogę. - Zanim pani stąd wybiegnie, 
płonąc w ogniu słusznej urazy, proszę mnie wysłuchać. - Zmarszczył czoło i popatrzył na nią 
z góry. - Pani Blackburn, nie jestem rozpustnikiem, który kupił obraz przestawiający damę w 
nocnej koszuli, by zaspokoić jakieś swoje brudne zainteresowania. - Zdecydowanie zaczął 
się do niej przysuwać, Christina cofała się, dopóki jej spódnica nie zawadziła o biurko. - Nie 
uważam także, by można było kwestionować pani moralność bądź skromność tylko dlatego, 
że kiedyś, przed laty, pozowała pani do tego obrazu. Christina wyczuła wzbierający w nim 
gniew, dorównujący jej własnemu. - - Dlaczego ubywa pan ten obraz w swoich prywatnych 
pokojach? - wyrzuciła z siebie. - Dlaczego w ogóle go pan posiada? I dlaczego... patrzy pan... 
na mnie... w ten sposób? - To znaczy jak? - Tak, jakby pan... się o mnie troszczył i chciał... - 
Panią pocałować? Spojrzała na niego i powoli skinęła głowę Aedan nachylil się nad nią. 
Przez moment pomyślała, że naprawdę ją pocałuje. Dostrze gła przelotny błysk w jego 
oczach, wpatrzonych w jej usta. I nagle jakby uległa potężnenu wpływowi nieznanej mocy, 
opuściła powieki i sama przysunęła się do niego. Jej usta dotknęły jego warg. Nie wiedziała, 
kto zrobił pierwszy ruch, ale z całą pewnością się nie opierała. Chyba to : wszystko tylko się 
jej przyśniło. W głowie się zakołowało. Do tknęła dłonią jego ramienia i jeszcze się 
przybliżyła, jak przy ciągnięta jakąś magiczną siłą. Pomyślała, że on się zaraz odsunie, 
tymczasem jego wargi wciąż ją pieściły, drażniły, chłonęły coraz mocniej. Dotknął dło nią jej 
policzka i wtedy wybuchła w niej długo wstrzymywana namiętność. świat zawirował, a 
wzruszenie taką czułością, bo gactwem tej chwili i jej pięknem o mało nie przyprawiło jej o 
łzy. Wreszcie ich wargi się rozdzieliły, Christina wtuliła się w niego, nagle osłabła i 
rozedrgana. On ją podtrzyma£ - Moja droga- szepnął, obejmując ją za ramiona. - Musi pani 
iść na górę, odpocząć. - Sir - Christina z trudem chwytała oddech. - Janie jestem... Proszę 
tak o mnie nie myśleć... Ze względu na ten obraz... - Ależ oczywiście, pani Blackburn - 
odparł, prowadząc ją do drzwi. Sięgnął jeszcze po świecę i wyszli na korytarz. - To była 
całkowicie moja wina. Jestem przekonany, że jest pani bardzo przyzwoitą kobietą, która po 
prostu znalazła się w nie zwykłych okolicznościach. - Ach, w istocie - szepnęła Christina, 
wchodząc na stopnie z jeszcze większą ostrożnością niż poprzednio. Tymczasem Aedan 
pragnął pocałować ją jeszcze raz i nigd nie przestawać. Pożądanie wciąż w nim płonęło. 
Wprost zdumiewało swoją natarczywością, mężnie jednak z nim wałczył, z radością witając 
przypływ rozsądku, który mógł go obronić. Uprzejmie prowadził Christinę po schodach, lecz 
czul się naprawdę podle. Nie potrafil wytłumaczyć, co go opętało tylko dlatego, że nagle 
stanął twarzą w twarz z modelką, która pozowała do szczególnie lubianego przez niego 
obrazu. Nie zaliczał się do osób, które chętnie popuszczają wodze fantazji. - Oto i drzwi do 
pani pokoju, pani Blackburn. Dobranoc - powiedział, gdy doszli już na górę. Zmusił się, by 
jego glos zabrzmiał chłodno. Ta dziewczyna zbyt mocno go poruszyła, zanadto zbliży. ła się 
do jego marzeń i bólu. Jedyna kobieta, jaką kiedykolwiek pragnął kochać, stała teraz przed 
nim, a on musiał traktować swoje pragnienia wyłącznie jako przelotny kaprys. Jako lord 

background image

Dundrennan nigdy nie mógł sobie pozwolić na to, by ulec prawdziwej miłości. Winne temu 
było przekleństwo, ciążące nad jego rodem, a niebezpieczeństwo groziło przede wszystkim 
kobiecie, której lord Dundrennan odda serce. - A więc dobranoc - powtórzył, skłaniając 
głowę. Christina poprawiła okulary, patrząc na Aedana z chmurną miną. - Dobranoc, sir 
Aedanie. Wydało mu się, że jej oczy są pełne tęsknoty. Ach, Boże, tak bardzo pragnął 
pocałować ją jeszcze raz. Powtarzał sobie w duchu, że to nie ma nic wspólnego z miłością. 
Jeden pocałunek mógłby zdjąć z niego urok, rzucony przez kobietę z obrazu, a najwyraźniej 
podtrzymywany przez panią Błackburn. Jeszcze jeden pocałunek mógłby udowodnić, że 
odczuwał do niej wyłącznie pożądanie, nic więcej. - Cóż - powiedział. - Jeśli zechce pani 
jeszcze kiedyś skorzystać z tych schodów, proszę nie wkładać takich cieniutkich pantofelków. 
Chociaż są bardzo ładne - dodał. - Ale następnym razem może mnie tu nie być i nikt nie 
pospieszy pani z pomocą. Christina dumnie zadarła brodę. - Potrafię sama się o siebie 
zatroszczyć. - Nie wątpię - szepnął. Skinął jej jeszcze głową, zaczekał, aż wejdzie do swego 
pokoju, a potem zawrócił i zszedł na dół. Obraz fascynował go od lat, lecz stanowił jedynie 
blade odbicie modelki. Pani Blackburn mogła się kryć za okularami i smutnymi kolorami, ale 
Aedan i tak wyczuwał, że ma w sobie prawdziwy ogień, a w patrzących ze smutkiem oczach 
tli się nieodparta zmysłowość. Nagle uświadomił sobie, że pragnie nie tylko ją pocałować. 
Chciał być tym mężczyzną, który zbudzi ją do prawdziwego L tycia. Miłość z Christiną 
Blackburn byłaby niezwykła, pełna ekstazy, to ten rodzaj miłości, która nigdy się nie kończy, 
dni zmieniają się w lata, w całe życić wypełnione namiętnością I radością, spełnieniem i 
przyjaźnią. Ale taka miłość stanowiła zagrożenie, na jakie nigdy nie będme mogł sobie 
pozwolic  Błysnęła jasna porcelana, spodeczek przeleciał tuż obok ramienia Aedana i 
roztrzaskał się o ścianę. Aedan czubkiem czarnego buta trącił skorupy i rozpoznał ręcznie 
malowany widoczek z Wielkiej Wystawy, która odbyła się kilka lat temu. - Crystal Pałace - 
stwierdził. - Mam nadzieję, że to nie był ten z królową - odwróciła się kuzynka Amy. W rękach 
trzymała kupon materiału w kwiaty. - Z księciem Albertem. - Aedan spojrzał na obecne w 
pokoju kobiety. Lady Balmossie siedziała, luny Stewart stała obok swego brata Dougala, 
słynnej z urody lady Strathlin, a raczej Meg, bo poprosiła, aby tak właśnie zwracała się do niej 
nowa rodzina. Pomiędzy dwiema młodymi kobietami rozpościerały się całe jardy perkalu. 
Wyglądało to trochę tak, jakby z ich rozkloszowanych spódnic spływał strumień stulistnych rój 
- Ach, to ciocia Lilia podarowała twemu ojcu ten serwis do herbaty! - westchnęła Amy. .- 
Szkoda tego talerzyka. Ozdobne drobiazgi i pamiątki przydają domowi nastroju itworzą tra 
dycję. - A portrety monarchów umacniają ducha - dodała lady Balmossie, czyli ciotka Lilia, 
siostra ojca Aedana, patrząc na siostrzeńca ze swego miejsca na sofie. Pochyliła się, by 
podnieść tamborek z robótką, i uśmiechnęła do Aedana. Na jej policzkach pojawiły się 
dołeczki, koronkowy czepek się przekrzyw ił, a spódnica z czarnej tafty zaszeleściła przy 
ruchu. - Kuzynowi Aedanowi nie zachowa się w Dundrennan żaden ładny przedmiot, jeśli 
Miss Thistle będzie dalej tak biegać - Amy w lawendowej sukni z falbankami odwróciła się 
akurat w momencie, gdy obok jej głowy przeleciała srebrna łyżeczka. - Miss Thistle, proszę 
przestać rzucać wszystkim dookoła! - nakazała lady Balmossie, nie podnosząc głowy znad 
haftu. Usadowiona na poręczy fotela Miss Thistle w odpowiedzi głośno zaskrzeczała, 
odsłaniając małe ząbki, a potem sięgnęła po kolejne naczynie z tacy z serwisem do herbaty. 
Aedan zrobił gwałtowny ostrzegawczy krok w kierunku małpki. Miss Thistle czym prędzej 
uciekła, wywijając ogonem wśród fałdek brzoskwiulowej satynowej sukienki. - Ona się bardzo 
źle zachowuje - poskarżyła się Amy. Aedan zebrał w chusteczkę szczątki spodeczka i odłożył 
je na stół razem z łyżeczką - Thistle, mogłabyś przynajmniej rzucaż przedmiotami z cyny. 
Najwyżej trochę się wygną! - Nie przyszedłeś wczoraj na herbatę, Aedanie - powiedziała Amy 
z wyrzutem. - Czekałyśmy na ciebie, a ciocia Lilia miała wielką ochotę na słodycze. - Amy 
ślicznie wydęła wargi, Aedan zaś pomyślał, że kuzynka obdarzona jest prawdziwym 
wdziękiem, przez który nawet jej wady, takie jak kapryśność i upór, stawały się bardziej 
znośne. - Byłem zajęty na budowie, droga kuzynko - rzekł łagodnie. Aniy podeszła bliżej, 
żeby zetrzeć błoto z jego rękawa. - Nie powinieneś pracować jak robotnik. Jesteś teraz 
pitecież dziedzicem prastarej posiadłości. - Niejeden mężczyzna w Szkocji marzy o dniu 
ciężkiej pracy. A ja łapię za łopatę tylko od czasu do czasu, żeby pomóc mojej ekipie. - Nie 
widziałyśmy przy śniadaniu twoich gości - przypomniała sobie Amy. - Pani Gunn mówiła, że 
przyjechali wczoraj. - Większość ludzi spożywa śniadanie nieco wcześniej niż ty, Amy - 
uśmiechnął się Aedan. - Ja też nie widziałem gości przy śniadaniu, ale wyprawiłem się razem 
z Tamem na dworzec kolejowy,.żeby spotkać Dougala i jego żonę. - Spojrzał na Meg, która 
odpowiedziała mu czarującym uśmiechem. W ciągu kilku miesięcy, jakie upłynęły od ich 
poznania, Aedan bez trudu zrozumiał, dlaczego jego kuzyn i bliski przyjaciel Dougal zakochał 
się w tej kobiecie. - Poprosiłam panią Gunn, by przyprowadziła gości tutaj, d0 małej bawialni, 
abyśmy mogli zostać sobie przedstawieni - poh wiedziała lady Balmossie. - Mimo wszystko 

background image

poranki doskonaL Le nadają się na wizyty. Na to twoje wzgórze możesz ich za prowadzić 
później, Aedanie. - być może nawet dopiero jutro. Teraz pada deszcz i zanosi się, że nie 
przestanie do wieczora. Thistle! - dodał ostrzegawczym tonem, widząc, że małe stworzonko 
już wysuwa łapkę w stronę tacy, na którą lady Balmossie odstawiła filiżankę z herbatą Wi 
cehrabina chętnie delektowała się tym napojem bez względu na porę dnia. Małpka 
zaćwierkała i skrzyżowała łapki na piersi, na śladując Aedana. Lady Balmossie wybuchnęła 
śmiechem. - Ciociu Lilio, czy naprawdę za każdym razem, kiedy przy jeżdżamy z wizytą do 
Duridrennan, musimy zabierać Thistle? - spytała Amy. - Powinnyśmy raczej zostawiać ją w 
Ba!mossie. - Kiedy żył mój brat Hugh, Dundrennan było jej domem - -odparta lady Balmossie. 
Thistle, machając ogonem, przeszła po oparciu sofy za jej plecami. - Ale ona jest taka 
męcząca! - Amy podeszła do okna, by pomóc Meg rozpostrzeć materiał. - Spójrzcie! Byłyby z 
tego - piękne draperie! - powiedziała. - A ten chodnik powinno się zastąpić dywanem w 
szkocką kratę, takim samym, jakimi wykladane są korytarze. Krata doskonale 
harmonizowałaby z kwiatami. Co o tym myślisz, Aedanie? Aedan popatrzył na niebieskie 
draperie, na sofę pokrytą wytartym brokatem, na wyblakły, lecz wciąż piękny turecki 
kobierzec. Wystrój bawialni był skromny i staromodny, lecz pokój ten umeblowała jeszcze 
jego matka. Aedanowi drogie były wspomnienia dzieciństwa i poczucie bezpieczeństwa, ja” 
kie zawsze ogarniało go w tym pokoju. Nie chciał, by w Dun drennan zmieniło się absolutnie 
wszystko. - Uważam, że ten pokój jest ładny i bez tych zmian - od parł, patrząc, jak ogon 
Thistle znika pod krzesłem. - £adny? Dougal mówił tak samo! - westchnęła z roz 
drażnieniem. - Miło, że się ze sobą zgadzają - uśmiechnęła się Meg. Aedan zmarszczył nos, 
widząc jej rozbawienie. Od początku czul się swobodnie w obecności żony kuzyna, pomimo 
jej wysokiej pozycji jako lady Strathlin. Uważano ją także za najzamożniejszą kobietę w 
Szkocji. Sliczna blondynka była szczera i naturalna, całkowicie pozbawiona przebiegłości i 
zarozumiałości. Aedan bardzo prędko zaczął darzyć ją sympatią. Amy również lubił, lecz 
nadążanie za jej humorami i zachciankami bywało niekiedy wyczerpujące. - Gdzie Dougal? - 
spytał Aedan, który zawsze cieszył się męskiego wsparcia, kiedy panie z Balmossie były w 
nastroju upiększania wnętrz. Jeszcze nie tak dawno temu widziałem go w ogrodzie. - Jest w 
bibliotece, pracuje nad jakimiś planami - odparła Meg. - Twierdzi, że muszą zostać przesłane 
do Komisji do Spraw Latarni Morskich jeszcze popołudniową pocztą. - Ukrywa się, czyż nie 
tak? - stwierdził Aedan. Meg się roześmiała. Thistle! - krzyknęła lady Balmossie na małpkę 
wspinającą się po zasłonach. - W Balmossie nigdy nie zachowuje się tak niegrzecznie. - 
Dlatego, że siedzi w cieplarni i wspina się po rododendronach, a nie po draperiach - odparła 
Amy. Aedan podszedł do małpki, zdjął ją z zasłony i posadził sobie na ramieniu. Wyjrzał przy 
tym przez okno. Wprawdzie deszcz rozpadał się już na dobre, lecz i tak widział zarys 
rozrytego wzgórza Cairn Drishan. Jego ekipa wstrzymała tam wszelkie prace, lecz wcale nie 
z powodu deszczu, tylko zgodnie z zaleceniami Muzeum Narodowego, odwołującego się do 
prawa o cennych znaleziskach. Aedan stał w milczeniu i lekko wzdychał. Nagle uświadomił 
sobie, że czeka na stukanie do drzwi, które oznajmi nadejście Blackburnów. Tłumaczył sobie, 
że takie wyczekiwanie przystoi raczej uczniakom. Mimo wszystko wprost zżerało go 
pragnienie, by znów zobaczyć panią Blackbum, w dodatku w świetle dnia. Nie mógł tak łatwo 
zapomnieć pierwszego z nią spotkania, a tym bardziej pocałunku, który tak śmiało jej skradł. - 
Thistle doprasza się o twoją uwagę - powiedziała Amy, wyrywając Aedana z zamyślenia. 
Małpka zaczęła go czesać. Aedan zgonił ją z ramienia, zbieg. po nim głową w dół, 
odsłaniając koronkowe pantalony. - Ladacznica! - syknął do niej. NiegrzecznaThistle! - lady 
Balmossie wabiła ulubienicę smacznym kąskiem. - Stale ją rozpieszczasz, ciociu. Nigdy nie 
nauczy się zachowywać przyzwoicie! - zirytowała się Amy. - Rozpieszczono ją już dawno 
temu, na długo przed tym, zanim drogi Hugh mi ją oddał - odparła lady Balmossie. - A dostał 
ją od żołnierza, który kupił ją w Indiach, gdzie rozp eszczali ją Hotentoci. Aedan stłumił 
śmiech, wiedząc, że nie ma sensu tłumaczyć - ciotce, iż w Indiach nie ma Hotentotów, 
podobnie zresztą jak w Szkocji, gdyż takim mianem określała „dzikusów” z Wyżyn. Chociaż 
lady Balmossie w młodości poślubiła wicehraliego, to jednak wychowała się na wsi na 
nizinach i w swych poglądach potrafiła wykazać się nieznośnym uporem.  - Cóż, kiedy 
przyjdzie ta antykwariuszka, nie wolno ci nikogo besztać, Aedanie - powiedziała Amy. - To 
twoje groźne spojrzenie każdego może wystraszyć.  - Ależ on właśnie tego pragnie! .. 
zauważyła lady Balmossie. - Acdan źdecydowanie nie przepada za sir Edgarem Neayesem, 
kizi- ty przysłał tu tę panią, na pewno więc nie lubi też tej damy. Boi się, że mogłaby mu 
przeszkodzić w budowie ukochanej drogi!  Czy to kwestia lubienia? Aedan, przypominając 
sobie ideal  ną twarz Christiny i cudowne usta, czuł się jak chłopiec, który wkrótce otrzyma 
wyśniony prezent. - Jestem pewna, że Aedan będzie wobec niej uprzejmy - stanęła w jego 
obronie Meg. - Ależ oczywiście! .- odparł. MacGregor, kamerdyner, wydawał się tak stary, że 
mógłby być czyimś prapradziadkiem ale Christjna musiała porządnie wyciągać nogi, żeby 

background image

dotrzymać mu kroku. Staruszek w czarnej pelerynie, czerwonym kraciastym kilcie, spod 
którego wystawały guzowate kolana, w kraciastych pończochach i skrzypią. cych skórzanych 
butach, prowadził rodzeństwo Biackburnów przez hali, na górę po schodach i dalej 
korytarzem. Gdy jeszcze przyspieszył, Christina uniosła spódnice i prawie puściła się 
biegiem, aż halki głośno szeleściły. Za plecami słyszała rytmiczne uderzenia laski, którą 
podpierał się John. Ich kroki tłumiły zielone kraciaste dywany. Nad wypole rowaną dębową 
boazerią jaśniały łososiowe ściany. Podobnie jak w innych korytarzach wyeksponowano tu 
obrazy, antyczne meble i lśniącą broń. Kamerdyner stanął i obrócił się. - Czy ma pani 
parasolkę? - mówił po angielsku bardzo starannie, z miękkim szkockim akcentem. Christina 
zdezorientowana zamrugała, ale w końcu zdała sobie sprawę, że pytanie jest adresowane do 
niej. - Wiem, że dzisiaj pada deszcz, ale... na razie chyba nie wychodzimy na dwór. - 
Potrzebna będzie pani parasolka tutaj, moja droga. Albo puklerz - mruknął, wskazując na 
wiszące na ścianie okrągłe tarcze. Christina ruszyła za nim, w duchu zadając sobie pytanie, 
czy w starym domu przecieka dach. Wkrótce ujrzała jakiegoś mężczyzńę, gwoździami 
przybija. jącego do podłogi kraciasty dywan, co tłumaczyło stukanie młotka, które słyszała już 
wcześniej. W innym korytarzu dostrzegła drabinę, wiadra z farbą i pędzlami. Odwróciła się, 
żeby zaczekać na Johna, MacGregor tymczasem pognał naprzód. - Powinienem oznajmić 
lordowi, że jestem malarzem - powiedział John. - Może pozwoliłby mi odnowić którąś ze 
ścian. Wprost rozpaczliwie pragnę mieć jakieś zajęcie. - Nie żartuj, John. Jesteś przecież 
artystą. A poza tym nie możesz się wspinać po drabinie. - To wcale nie żart. Odkąd 
nabawiłem się tej rany, mam bardzo mało zamówień. MacGregor zatrzymał się przed 
podwójnymi dębowymi drzwiami. -. Proszę pani. Sir - ukłonił się. - Tapadh leat, mac Griogair - 
podziękowała Stary sługa od razu się uśmiechnął. - Tha G?ńdhlig mhath agad. - Co on 
powiedział? - dopytywał się John. - Ze dobrze mówię po szkocku - odparła Christina. - Na- 
sza matka urodziła się a Wyżynach - wyjaśniła kamerdynerowi. - I nauczyła swoje dzieci 
szkockiego. Ja prawie wszystko zapomniałem - dodał John. - Ale moja siostra kilka lat temu 
uczyła w szkockiej szkole w Fife - Pomagała rodzinom z Wyżyn? - uśmiechnął się 
MacGregor. -. To dobrze, bardzo dobrze. Odwrócił się i zapukał do drzwi. Ze środka w 
odpowiedzi dobiegł męski głos, kamerdyner uchylił drzwi i zajrzał przez szparę, a dopiero 
potem otworzył drzwi na oścież i przepuścił Christinę. . Zdążyła się zorientować, że ma przed 
sobą bawialnię, lecz nic więcej nie zauważyła. Wyczuła w pobliżu jakiś ruch, roz„ legł się 
świst, a potem tuż przed nią pojawiła się męska ręka, najwyraźniej łapiąc jakiś przedmiot. 
Pięść otarła się o czubek nosa Christiny, przekrzywiając okulary. Zaskoczona gwałtownie się 
cofnęła i oparła o futrynę. Opalona męska dłoń trzymała w długich palcach filiżankę do 
herbaty. Potem widok przesłoniły Christinie szemkie barki w Czarnym L. wełnianym surducie. 
Zdumiona podniosła wzrok. Aedan, MacBride zerkał na nią z góry przez ramię. - Ach, pani 
Blackburn .- szepnął. - Dobra robota, sir! - zawołał John. - Doskonały chwyt! - To kwestia 
praktyki. Madam, serdecznie przepraszam. - .. Aedan MacBride trzymał filiżankę, złapaną 
zaledwie w odlegkiści cala od nosa Christiny. Nie mogła pojąć, dlaczego. - Ha! - westchnął 
MacGregor, zamykając za nimi drzwi. - Mówiłem, że będzie pani potrzebna parasolka. - Ach, 
biedna dziewczyna! - zawołała starsza dama w czerni, usadowiona na sofie. - Proszę wejść i 
usiąść. Miss Thistle! - krzyknęła, gdy coś małego, brązowego - czyżby kot? - przemknęło pod 
nakryty lnianym obrusem stół. Dwie młodsze ko. biety, obje blondynki, krzyknęły, a jedna 
zaraz się pochyliła, b zajrzec pod stoł Christina, nie posiadając się ze zdumienia, zerknęła na 
Aedana MacBride”a, który spokojnie stał obok. Zapraszam - powiedział. - Proszę wybaczyć 
to raczej niezwykle powitanie. Jestem... lord Aedan MacBride. No tak, oczywiście. Christina 
zdała sobie sprawę, że nikt z obecnych tutaj nie wie, że oni poznali się już wcześniej. - Sir 
Aedanie - powiedziała, wyciągając do niego rękę. - Jestem Christina Blackburn. Ujął jej palce, 
dotykając ich lekko, lecz zdecydowanie, uśmiechu pojawił się cień złośliwości. W świetle dnia 
Aedan okazał się zaskakująco przystojny, oczy miał intensywnie niebieskie, a gęste włosy 
przybrały odcień tak ciemnobrązowy, że wydawały się prawie Czarne. Nosił ubranie z czarnej 
wełny, eleganckie, lecz tu i ówdzie poplamione błotem, podobnie zresztą jak buty. - Przysyla 
mnie sir Edgar Neayes - podjęła Christina, kontynuując prezentację. - A to mój brat, John 
Blackburn. - To wielka przyjemność poznać panią, madam. Sir, miło pana spotkać - Aedan 
mocno uścisnął rękę Johna. Następnie ujął Christinę pod łokieć, nawet przez rękaw sukni 
poczuła ciepło jego dłoni. Popatrzyła w zdumiewająco niebieskie oczy lorda i jej serce 
przyspieszyło. Bijąca od niego męskość nie pozwalała się na niczym skupić. Christinie 
przypomniał się uścisk jego ramion i dotknięcie ust w półmroku. Czuiąc, że oblewa się 
rumieńcem, pozwoliła, by lord Dundrennan wprowadził ją do salonu. Pokój pogrążony był w 
kompletnym chaosie. Amy, unosząc lawendową spódnicę, cofała si.ę gwałtownie, bo Miss 
Thistie wspinała się właśnie na zasłonę tuż obok, lady Balmossie gorączkowo wymachiwała 
wachlarzem, a Meg, wychylona, starała się złapać uciekającą małpkę. - Thistle! - jęczała 

background image

ciotka Aedana. - Jak mogłaś! Aedan z niezmąconym spokojem kolejno przedstawił kuzynki 
zdumionym gościom. Amy uśmiechnęła się promiennie na powitanie, lecz zaraz zaczęła 
piszczeć, bo Thistle schowała się jej pod spódnicę. - Pani Blackburn, proszę usiąść - Aedan 
poprowadził Christinę do sofy i wskazał jej miejsce obok ciotki, która odwróciła się i z całą 
serdecznością zaczęła wachlować młodą kobietę. John Blackburn śmiał się cicho, podczas 
gdy jego siostra, wyraźnie zdezorientowana, nerwowo mrugała i rozglądała się dokoła. - Pani 
Blackburn, czy mogę pani przynieść szklankę wody? może Sole trzeźwiące? - spytał Aedan, 
uśmiechając się krzywo. - Och, nie, dziękuję, czuję się zupełnie dobrze - uśmiechnęła się do 
niego Christina. - Naprawdę dobrze, - Skoro nie przeszkadzają pani latające filiżanki, to 
znaczy, że poczuje się pani tutaj naprawdę jak w domu - stwierdził, podziwiając jej 
opanowanie. Poprzedniego wieczoru po upadku ze schodów również zachowała zimną krew, 
chociaż bez wątpienia potłukła się i doznała wstrząsu. - Ależ Zamieszanie! - westchnęła lady 
Balmossie, przyglądając się, jak dwie młode kobiety usiłują złapać małpkę. - Czy nic się pani 
nie stało, kochana? - Ani trochę jej to nie poruszyło - odparł w imieniu Christiny rozbawiony 
Aedan. - Bardzo się cieszę, że mogłam państwa wszystkich poznać - powiedziała Christina. - 
Dziękuję za zaproszenie. John Blackburn oparł się mocniej na wykonanej z kości słoniowej 
główce swojej laski. - Moje panie, jestem szczerze oczarowany. Jakież wspaniałe przyjęcie! - 
uśmiechał się z wyraźnym odprężeniem. Był szczupłym młodym człowiekiem o 
ciemnobrązowych kędziorach i wielkich piwnych oczach, a kalectwo przydawało mu szczypty 
romantyzmu, który, jak podejrzewał Aedan, roztopi serca jego krewniaczek. Po oparciu 
krzesła przesunął się kłębek brzoskwiniowej Satyny. ¥edan wyciągnął rękę, lecz nie udało 
mu się złapać Miss Tstle. Christina Blackburn nie wierzyła własnym oczom. - Czy... czy to 
jest małpka? - Ciekaw byłem, kiedy to zauważysz - uśmiechnął się szeroko jej brat. - Sir 
Aedanie, gdzie pan się natknął na tę bestyjkę? Widywałem je na wolności, gdy bawiłem za 
morzem, a pewien człowiek, którego poznałem w Indiach, zabrał stamtąd takie zwierzątko do 
domu. Sądząc po sukieneczce, zakładam, że to samiczka, czy tak jest? -. Qwszem. Miss 
Thistle rzeczywiście przybyła przed laty z Indii. Była ulubienicą mego ojca. Teraz należy do 
ciotki - wyjaśnił Aedan. Małpka wbiegła mu na ramię. Aedan, który przysiadł na poręczy 
kanapy w pobliżu pani Blackburn, pochylił się, by pokazać jej Thistle. Christina na próbę 
wyciągnęła rękę, żeby dotknąć łebka małpki. Miss Thistle natychmiast odskoczyła, zwinnie 
Wspięła się po zasłonach na karnisz i stamtąd obserwowała pokój. Christina popatrzyła w 
górę. - Widziałam je w zoo w Edynburgu, lecz nigdy z tak bliska - w jej glosie pobrzmiewało 
zdziwienie. - Ojciec w testamencie zapisał Thistle lady Baimossie - powiedział Aedan. - 
Wiedział, że mnie nie starczy dla niej cierpliwości. - Ale jest pan dla niej miły i tolerancyjny. - 
Christina posiała mu uśmiech piękny, lecz jednocześnie tak zmysłowy, że Aedan zadrżał. 
żadna kobieta nigdy w ten sposób na niego nie działała, nie wytrącała go z równowagi 
samym uśmiechem czy spojrżeniem. Zmarszczył czoło i wyprostował się dumnie. - Bardzo 
walecznie pospieszył pan na ratunek mojej siostrze, sir - powiedział John. - Przy Miss Thistle 
człowiek uczy się zwinności. A poza tym ratowanie pani Blackburn było samą przyjemnością. 
- Zobaczył, że Christina znów się czerwieni. Fascynowała go ta jej skrywana pod spokojem 
namiętność. Zastanawiał się, jak taka opano wafla osóbka mogła pozować do tak 
zmysłowego obrazu. Meg wyciągnęła rękę. - Pani Blackburn, proszę nam wybaczyć nasze 
dziwactwa. Powitaliśmy panią i pani brata w zaiste niezwykły sposób. - Och, wcale nie, lady 
Strathlin. Wydało mi się raczej zabayrne - Miss Thistle denerwują tak liczne zmiany w 
Dundrennan - wyjaśniła lady Balmossie. - Na ogół wie, jak powinna się zachowywać. - Wcale 
nie wie - zaprotestowała Amy, a reszta towarzystwa wybuchnęła śmiechem. Pani Blackburn, 
wydaje mi się, że spotkałyśmy się przelotnie zeszłego roku w Edynburg-u - powiedziała Meg. 
- Na orwarciu pewnej wystawy w Narodowym Muzeum Starożytności. O ile dobrze pamiętam, 
pokazano tam prześliczne zbiory celtyckie. Christina uniosła brwi - Ależ tak! W całym rym 
zamieszaniu nie zorientowałam się... Jakże się cieszę,. że znów panią widzę! Przedstawiła 
nas sobie pani przyjaciółka.., chyba panna Shaw. -. Olyszem. Teraz jest już panią Guyową 
Hamiltonową. Zaledwie przed dwoma miesiącami poślubiła mojego sekretarza - uśmiechnęła 
się Meg. - To była naprawdę wspaniała wystawa. Czy dobrze pamiętam, że pani przyczyniła 
się do odkrycia tych niezwykłych znalezisk, a także pomagała w urządzaniu wystawy? 
Christina kiwnęła głową. - Towarzyszyłam memu wujowi na stanowisku, na którym dokonano 
tego odkrycia, a później pracowałam z sir Edgarem Neayesem przy identyfikowaniu i 
katalogowaniu poszczególnych okazów. Bardzo mi miło, że pani o tym pamięta. Aedan był 
wdzięczny Meg za jej ciepłe słowa. Dzięki nim Christina Blackburn mogła się lepiej poczuć w 
tym domu po tak niecodziennym powitaniu z jego rodziną. Uśmiechnął się dyskretai do żony 
kuzyna ponad głową Christiny. Błysk w jej niebieskich oczach powiedział mu, że go 
Zrozumiała, - To naprawdę piękny dom, Sw Aedanie - odezwał się John. - Idąc korytarzami, 
zauważyliśmy, że wciąż wykonywane są tu pewne prace. - W istocie remontujemy posiadłość 

background image

zgodnie z wolą mego ojca - odparł Aedan, - Tak, pragniemy urzeczywistnić wielkie wizje, 
jakie w związku z Dundrennan miał sir Hugh - dodała Amy. - W chwili jego śmierci dom wciąz 
był niedokończony. - Położyła Aedańo-. vii rękę na ramieniu, lecz on stanął tak, że jej dłoń 
musiała opaść. - Jest też inna przyczyna, dla której musimy wykończyć dom - powiedziała 
lady Balmossie. - Wkrótce ma nas odwiedzić królowa. - Ach, wspaniale! - wykrzyknęła 
Christina. - No, właśnie - pokiwała głową lady Balmossie. - Aedanie, czy wiesz już, kiedy Jej 
Wysokość przybędzie? - Z poranną pocztą dostałem list od sekretarza królowej - odparł 
Aedan. -. Jej Wysokość wraz z małżonkiem będzie prze. wodniczyć otwarciu zakładów 
wodociągowych w Glasgow szesnastego października, a następnie uda się na północ nową 
drogą, która powinna być do tego czasu ukończona, aby było  to możliwe - dodał. - Spędzą 
tutaj jedną noc, a następnego dnia wyruszą obejrzeć wzgórza Strathclyde. Lady Balmossie 
machnęła wachlarzem. Ach! Czy dom będziew czas gotowy? Czy uporamy się z 
malowaniemi dywanami? Musimy też wkrótce znaleźć artystę! - Artystę? - zainteresował się 
natychmiast John Blackburn. - Tak, do wykonania malowideł w jadalni - wyjaśniła lady 
Balmossie. - Plan mego zmarłego brata zakładał ozdobienie jadalni freskami. - Ach! - 
westchnął John, zerkając na siostrę. W tej chwili Amy nachyliła się do Aedana. - Drogi 
kuzynie, muisz później przejść się ze mną po domu. Bardzo sobie cenię twoje opinie, chociaż 
zmiany wprawiają cię w zły humor. Wspólnie układamy plany dotyczące Dundrennan House - 
oświadczyła rodzeństwu Blackburnów. Zdaniem Aedana zabrzmiało to dość niezręcznie, 
jakby Amy mówiła o małżeństwie. Zmarszczył brwi. - Jestem bardzo wdzięczny za wszelką 
pomoc kuzynki i ciotki w kwestii remontu. - Ten dom naprawdę robi wielkie wrażenie - 
przyznała Christina. - Oboje z Johnem bardzo chcielibyśmy go obejrzeć. - Wszystko państwu 
pokażemy - zapewniła Amy. - Pani zapewne spodoba się przede wszystkim biblioteka - 
dodała Meg. - Jestem pewna, że sir Aedan odpowie na każde pytanie dotyczące kolekcji 
książek. On. najlepiej zna bibliotekę. - Naprawdę? Czy pan jest pisarzem i uczonym, tak jak 
pański ojciec? - spytała Christina. - Nie, jestem inżynierem, zarówno z wykształcenia, jak i z 
racji wykonywanego zawodu, ale kiedy byłem młodszy, pomagałem ojcu w porządkowaniu 
biblioteki. Bardzo proszę, aby podczas pobytu tutaj swobodnie korzystała pani ze zbiorów. 
Jako uczona na pewno jest pani tym zainteresowana. - Popatrzy! przez moment na Christinę, 
myśląc o jej wczorajszej nie- ukończonej wyprawie. Ona również o tym pomyślała, zobaczył 
bowiem błysk czujności w jej oczach. - Dziękuję, sir. Chociaż nie uważam się za prawdziwą 
uczoną. Po prostu asystuję wujowi, pastorowi Walterowi Carristonowi, który jest znakomitym 
antykwariuszem. Pomagałam mu w pewnych pracach dla muzeum. Czasami pomagam 
również sir Edgarowi, któty prosił mnie o zbadanie odbycia na pobliskim wzgórzu. Aedan 
pokiwał głową. Wielebny Carriston napisał historię Szkocji, czyż nie tak? - Owszem, jego 
opus magnum, Historia Szkocji Celtyckiej, zostało opublikowane w czterech tomach - odparła 
Christina. - Mój ojciec cenił jego pracę. - Moja siostra jest również znakomitą antykwariuszką 
- dodał John Blackburn. - Pomagała wujowi w badaniach i w pisaniu. To właśnie jej teorie 
dotyczące Brytanii z czasów króla Artura przyczyniły się do sformułowania wniosków wuja. 
Aedan zauważył, że policzki pani Blackburn zaczęły teraz przypominać barwą piwonię. 
Przypomniał sobie, w jakim celu przyjechała do Dundrennan. Była w mocy zrujnować jego 
karierę i pozbawić go domu. Bez względu na jej niezaprzeczalny wdzięk, nie mógł sobie 
pozwolić na to, by o tym zapomnieć. - Moja siostra jest ostatnią osobą, która przyzna się, że 
jest ekspertem w tej dziedzinie - kontynuował John. - Ja natomiast jestem szczęśliwy, że 
mogę się trochę poprzechwalać w jej imieniu. - Proszę więc mówić, panie Blackburn - 
zachęcił go zaciekawiony Aedan. - Christina czyta i mówi po łacinie, francusku, grecku i we 
współczesnym języku szkockim. Zna też staroirlandzki. Wydaje mi się, że potrafi wychwycić 
sens każdego starożytnego tekstu. Nauczala angielskiego w szkole dla panien w szkockich 
górach, opublikowała też kilka artykułów na temat swojej pracy w szkole. Poza tym jest miła, 
wrażliwa i skromna w ocenie własnej osoby. - Uśmiechnął się do siostry. - Ależ John, tak cię 
proszę! - powiedziała Christina, czerwieniąc się jeszcze bardziej - Cóż za wzór doskonałości! 
- stwierdziła Amy chłodno. - Dziwne, że taka młoda dziewczyna zdążyła posiąść taką wiedzę! 
- oświadczyła lady Balmossie bez ogródek. - Sądziłam, że antykwariuszka będzie raczej 
pomarszczoną staruszką jak ja - zachichotała. - Pani Blackburn jest w istocie bardzo młoda, 
ale to już mężatka - przypomniała Amy. Jestem wdową - powiedziała miękko Christina 
Blackburn. Aeclan zmarszczył czoło, przypominając sobie jej zakłopotanie poprzedniego 
wieczoru, gdy rozmowa zeszła na ten tema. - Po śmierci męża poświęciłam się pomaganiu 
wujowi w je- go pracy. - Serdecznie pani współczuję - szepnęła Meg. - Dziękuję. A skoro 
John tak miło się o mnie wyrażał, to proszę, pozwólcie państwo, że powiem, iż mój brat jest 
doskonałym malarzem - ciągnęła Christina. - Wiele słyszałam o Blackburnach, tej rodzinie 
artystów - powiedziała Meg. - Sama posiadam przepiękny pejzaż morski, autorstwa 
Blackburna starszego, powszechnie szanowanego malarza. Czy to może ojciec pani? 

background image

Christina skinęła głową. - Tak. Ogromnie miło mi słyszeć, że pani ceni jego prace - 
powiedziała cicho. - W naszej kolekcji są również trzy dzieła Blackburnów - powiedział 
Aedan. Christina popatrzyła na niego, mrugając nerwowo. - Trzy? Policzki jej się zarumieniły. 
Do diabła, odezwał się bez zastanowienia. Christinę wyraźnie denerwował ten temat. - 
Owszem. To portret królowej Marii Stuart, namalowany przez pani ojca, a także obraz, który 
znajduje się we frontowej bawialni, podpisany tylko „Blackburn”, trzeci.., trzeci jest w moim 
gabinecie. Celowo unikał opisania motywu obrazu. - Ten jest bardzo nieprzyzwoity - 
stwierdziła Amy. Christina posiała bratu przerażone spojrzenie. - Natomiast ten, który wisi w 
bawialni, przedszawia Roberta Pierwszego, koronowanego przez Izabellę z Buchan - 
ciągnęła Arny. - I jest rzeczywiście bardzo piękny. - Roberta Pierwszego? - rzekł John ze 
zdziwieniem. - Cóż, to ja go namalowałem! - Pan? - uśmiechnął się Aedan. - To doprawdy 
cudowny zbieg okoliczności, że możemy pana tu gościć. To przecież wspaniały obraz! - 
Dziękuję, sir Aedanie. Nie miałem świadomości, że ten obraz znajduje się tutaj. - John nie 
prowadzi starannych rejestrów - dodalaChristina. - Aedanie, musisz poprosić pana 
Blackburna o pomalowanie ścian w jadalni! - uśmiechnęła się Amy. Farbą z wiadra i grubym 
pędzlem? - spytał John. - Ależ nie! - odrzekł Aedan. - Mamy w jadalni niedokończone 
malowidło ścienne. Rozpoczął je człowiek, który niestety zmarł. Może zechciałby pan na nie 
spojrzeć. Nie tracimy nadziei, że znajdziemy kogoś, kto potrafiłby je dokończyć... Ciekaw 
jestem, czy pan nie byłby tym zainteresowany. - Pan Blackburn to doprawdy świetny malarz - 
stwierdziła lady Balmossie, kiwając głową. - Z całą pewnością potrafiłby namalować coś 
znacznie lepszego niż to, co ram jest zaczęte. John uśmiechnął się. - Z radościąobejrzę 
fresk. - Ach, artysta, to prawdziwe szczęście! - powiedziała Amy z zachwytem. - Miałby pan 
ochotę obejrzeć go już teraz, panie Blackburn? Z ogromną przyjemnością zaprowadzę tam 
pana w czasie, gdy lady Strathlin będzie pokazywać pani Blackbum bibliotekę. Aedanie, 
przyłączysz się do nas? - Mam wcześniejszą umowę z Miss Thistle - roześmiał się Aedan. Na
dźwięk swojego imienia małpka pisnęła i zbiegła po zasłonie, a potem wskoczyła Aedanowi 
na ramię. Połaskotał ją za uchem. - Ty szelmo! - rzuciła Amy z udawanym gniewem. - Na 
takie poufałości z kobietami lordowie Dundrennan nigdy sobie nie pozwalają. To przez tę 
okropną starą klątwę - wyjaśniła Blackburnom. - Klątwę? - powtórzyła zdziwiona Christina. 
Zaraz nachyliła się do niej lady Balmossie. - Legenda mówi, że żaden lord Dundrennan nigdy 
niemo że ożenić się z miłości. W mojej opinii to wszystko nonsens, jeśli chce pani znać moje 
zdanie, lecz mężczyźni z tej rodziny zdają się w to wierzyć. - Ach! - Christina zamrugała 
zdenerwowana, nie bardzo wiedząc, co odpowiedzieć. - Nonsens czy nie nonsens - stwierdził 
Aedan, wstając. - Tradycją panów Dundrennan jesz pozostawianie prawdziwej miłości cym, 
którzy mogą stawić czoło jej niezwykłym wyzwaniom. - Ukłonił się lekko, a potem odwrócił, 
żeby wsadzić małpkę na wysoki stojak. Przypiął jej do nogi mały łańcuszek i dal kawałek 
jabłka z miseczki. Potem oświadczył: - Proszę mi teraz wybaczyć, muszę niestety zająć się 
korespondencjąj która nie może dłużej czekać - uprzejmie skinąwszy głową na pożegnanie, 
ruszył do wyjścia. - Aedanie, przyjdź do nas do biblioteki, kiedy będziesz mógł - poprosiła 
Meg. Zerknął przez ramię. Christina Blackburn siedząca wśród innych kobiet przypominała 
rozkwitłą bladą różę. Fascynowała go, zdawał sobie sprawę, że nie będzie w stanie trzymać 
się od niej z daleka. - Przyjdę - powiedział, otwierając drzwi. Na widok tęczowej wspaniałości 
tylu książek Christinie dech zaparło w piersiach, kiedy weszła za lady Srrathlin do przepięknej 
obszernej biblioteki. Wysokie okna wpuszczały do środka srebrzyste dzienne światło, które 
odbijało się od polerowanych stołów i skórzanych foteli. Półki na książki, ciągnące się wzdłuż 
ścian od podłogi po sufit, osłaniały drzwiczki z siatką z brązu. Christina obróciła się i 
rozejrzała dookoła, Na górze wzdłuż ścian ciągnęła się galeria, na którą prowadziły szalowe 
schody, a jeszcze więcej książek mieściło się w kolumnach dzielących wielkie pomieszczenie 
na zaciszne nisze do czytania na dole. Nad kominkiem wisiał obraz pędzla jej ojca, 
przedstawiający Marię, królową Szkotów, do którego pozowała jej matka. Christrna 
uśmiechnęła się zachwycona. Biblioteka pomimo swych rozmiarów sprawiała wrażenie 
przytulnej, ciepła przyda- wały jej drewno, skóra, jasne dywany, dużo światła i czarujący 
zapach książek. - Ach, jakież to cudowne miejsce! - powiedziała zachwycona. Całe życie 
bardzo kochała książki. W latach po śmierci Stephena czytanie i studiowanie dawały jej jakże 
potrzebne poczucie bezpieczeństwa. - Kiedyś była co wielka sień starej średniowieczne; 
wieży - wyjaśniła lady Strathlin. - Używano jej jako jadalni aż do czasu, gdy sir Hugh 
postanowił ją odnowić i urządzić tu bibliotekę. Jego gabinet jest za tamtą alkową. - Wskazała 
na kącik, którym widać było otwarte drzwi. Christina zajrzała przez nie i zobaczyła 
mahoniowe biurko, skórzany fotel i jeszcze więcej półek na książki. - Ile tomów liczy ten 
zbiór? -. spytała. - Ponad osiem tysięcy. - Zza kolumny wyłonił się Aedan  MacBride w samej 
koszuli i kamizelce. Gęste włosy miał lekko  potargane, jak gdyby przed chwilą przeczesał je 
palcami. Za jego plecami Christina dostrzegła stół zarzucony papierami i ołów- karni, leżał też 

background image

na nim suwak logarytmiczny i kilka map. - Ta biblioteka była jedną z głównych namiętności 
mego ojca, oprocz poezji i oczywiście samego Dundrennan. - Aedanie, czy Dougal jest z 
tobą? - spytała lady Strathlin. - Jestem tutaj, kochanie. Zza tej samej kolumny wyłonił się 
jeszcze jeden mężczyzna, wysoki, mocno zbudowany, o jaśniejszej cerze i włosach, które 
podkreślały ciemną celtycką urodę Aedana MacBride. Mężczyzna podszedł do lady Strathlin, 
ucałował jej nadstawiony policzek, S potem odwrócił się i podał rękę Christinie. - Jestem 
Dougal Stewart - przedstawił się. -. Mąż lady Strathlin” Miał piękny uśmiech, a uścisk ręki 
ciepły i mocny. Christina natychmiast go polubiła. - Bardzo się cieszę, że mogę pana poznać 
- powiedziała, gdy lady Strathlin ją przedstawiła. - Dougal jest inżynierem, specjalistą od 
latarni morskich - wyjaśnił Aedari. - Może słyszała pani o latarni Caran na Western Isles? - 
Tak, oczywiście. Ukończono ją całkiem niedawno - odparła Christina. -O ile mogłam się 
zorientować, to wspaniałe osiągnięcię. Dougal z uśmiechem wzruszył ramionami. - Moim 
największym osiągnięciem jest to, że zostałem mężem czarującej lady Strathlin. No i 
oczywiście to, iż jestem bratem Amy, a także kuzynem Acdana, który od czasu do czasu 
musi przez to znosić moją obecność w Dundrennan; Aedan MacBride prychnął rozbawiony i 
oparł się ramieniem o kolumnę. - Mam nadzieję, ¯e przyszła pani zabrać stąd męża - rzekł, 
zwracając się do lady Strathlin. - Doprowadza mnie do szaleństwa, zasypując danymi o 
stosunku siły uderzeń fal do masy ciała stałego. - Uśmiechnął się szeroko i zerknął na 
Christinę. - Kiedy Dougal nie ma żadnego projektu, któremu musi sprostać, przyjeżdża tutaj i 
zadręcza mnie. Christina roześmiała się zadowolona z tego, że w tak naturalny sposób 
została wprowadzona w ich przyjaźń. - Ostatnio mnóstwo rzeczy mnie rozprasza - odparł 
Dougal. - Nieustające wyzwanie stanowią dla mnie moja żona i nasze dzieci, które są teraz w 
Balmossie z opiekunką. - Dyskretnie uścisnął z czułością dłoń lady Strathlin. Gdy popatrzyła 
na męża, jej jasne policzki pokryły się delikatnym rumieńcem. Wzajemna czułość, miłość i 
szacunek tej pary wydały się Christinie niemal namacalne. Westchnęła z tęsknotą. Ona 
straciła już szansę na intymny, szczęśliwy związek. Zauważyła, że Aedan MacBride 
zmarszczył czoło, i przy.. pomniała sobie uwagę lady Balmossie o tym, że lordowie 
Dundrennan nigdy nie żenią się z miłości. Być może nie spodobało mu się teraz tak jawne 
okazywanie uczucia i szczęścia, łączącego Dougala i jego żonę. A przecież Aedan MacBride 
nie wyglądał ani trochę na człowieka przeciwnego miłości. Przypominał raczej zagubionego 
chłopca, który stoi na zimnie i z daleka obserwuje miłą rodzinną scenkę. Marsowa mina nie 
zdołała skryć przejmującego wyrazu tęsknoty, który Chństina przez moment dostrzegła w 
jego spojrzeniu. Rozpoznała to, ponieważ sama odczuwała podobnie. - Pani Blackburn miała 
ochotę zwiedzić bibliotekę - wyja śniła lady Strathlin. - Sir Aedan z pewnością potrafi panią po 
niej oprowadzić znacznie lepiej niż ja. - Zrobię to z wielką przyjemnością - powiedział Aędan. 
Lady Strathlin z uśmiechem ujęła męża pod ramię. - Ja zaś obiecałam panu Blackburnowi, że 
pokażę mu przechowywane tutaj cudowne albumy z rycinami. Pan Blackburn jest teraz z 
Amy i lady Balmossie w jadalni. Chodź ze mną, Dougalu, chciałabym cię przedstawić. To 
artysta, mój drogi, wiesz, że chciałabym, aby namalowano nasze portrety - mówiła jeszcze, 
gdy wychodzili z biblioteki. Aedan obrócił się do Christiny. - Co panią najbardziej tu 
interesuje, pani Blackburn? Historia, sztuka, literatura, czy starożytne rękopisy? Mamy tutaj 
książki ze wszystkich tych dziedzin, i nie tylko. Najbardziej interesujesz mnie ty sam, 
pomyślała nagle Christina, patrząc w niebieskie oczy Aedana, za którymi skrywały się jego 
myśli. Wyraz jego spojrzenia świadczył o cierpliwości, poczuciu humoru i pasji, lecz Christina 
wychwytywała w nim również cień smutku, może nawet rozgoryczenia. Ta sprzeczność 
bardzo ją zaintrygowała. - Interesuje mnie to wszystko, sir Aedanie. Czytałam całą poezję sir 
Hugh i uważam, że to naprawdę wspaniale móc zobaczyć pełną kolekcję jego książek. Mój 
wuj i sir Hugh wymieniali korespondencję na tematy dotyczące historii. - Mój ojciec mówiło 
pani wuju z uznaniem. Chodźiny więc tędy, pani Blackburn.  Christina pozwoliła się 
prowadzić przez bibhotek, a Aedan pokazywał jej poszczególne sekcje poświęcone różnym 
tematom.  - Ach! - westchnęła, gdy szli wzdłuż półek - Scott, Szekspir,  Mtlton, Dante, 
Tennyson, Burns, Hogg, Carlyle... Cudowne!. Historia Anglii w obrazach Knighta, Literatura 
angielska hambera... to wszystko jakby moi starzy przyjaciele. - Mój nauczyciel również kazał 
mi to czytać - odparł Aedan. - Lecz nie mogę powiedzieć, że byłem pilnym uczniem. Wolałem 
z tych książek budować mosty i wieże. - Uśmiechnął się szel1 owsko i Christina przez 
moment ujrzała w nim psotnego  chlopczyka Moi bracia, John i William, byli tacy sami - 
powiedziała ze śmiechem. - Natomiast moja siostra Marianna i ja zawsze lubiłyśmy czytać. - 
Wobec tego poczuje się pani tutaj jak w raju - zapewnił. - Książki zostały pogrupowane 
według kategorii, w tej zatoczce na przykład mieści się folklor i mitologia, a tutaj są książki z 
dziedziny nauk ścisłych. Na poziomie galerii również jest dużo książek. Gdyby pani miała 
ochotę obejrzeć któreś z nich, będzie pani musiała zawolać służącego albo mnie, abyśmy 
mogli zdjąć książki z półek położonych wyżej. - Nie boję się wspinać po drabinie ani też 

background image

chodzić po galerii, sir. Aedan zerknął na nią. - To znaczy, że nie ma pani lęku wysokości? - 
Raczej nie. - To dobrze. Wychwyciła w jego głosie niechętny podziw. - Przyda się pani taka 
śmiałość podczas wspinaczki na Cairn Drishan, wzgórze jest dość wysokie, a wędrówka 
momentami uciążliwa. - Nie mogę się już doczekać, kiedy zobaczę to odkrycie. Czy możemy 
wybrać się tam jutro? - Owszem, ale wszystko będzie zależało od pogody. Zatrzymali się 
przy półkach zawierających tomy poświęcone folklorowi. Christina wyciągnęła z półki 
pierwszą z brzegu książkę i zaczęła ją przeglądać. - Dorastanie w takim miejscu musiało być 
cudowne... Nawet jeśli używał pan książek jako klocków - dodała ze śmiechem. - Być może 
uważa mnie pani za żupełnego prostaka, ale muszę powiedzieć, że nauczyłem się również 
szacunku dla książek. - Aedan rozciągnął ustaw uśmiechu. - Wychowywano nas raczej na 
poematach niż na bajeczkach dla dzieci. W kołyskach recytowaliśmy sir Waltera Scotta i 
Roberta Burnsa, a jeszcze zanim nauczyliśmy się chodzić, śpiewaliśmy stare ballady. No i 
oczywiście uczyliśmy się też na pamięć poezji ojca. Christina wychwyciła ton drwiny w jego 
głosie, czuła jednak, że Aedan mówi prawdę. Przekrzywiła głowę, jeszcze bardziej nim 
zainteresowana. - Czy pan również pisze wiersze, sir Aedanie? - Ani słowa. Mam wprawdzie 
wspaniałą pamięć, ale brak mi duszy artysty. Nasz nauczyciel wyrywał sobie włosy z głowy 
pokoju szkolnym, gdy przychodziło do pisania esejów i poezji. Ojciec zawsze powtarzał, że 
jestem zrobiony z liczb i ze stali, mam nadzieję, że traktował to jako komplement. Ja 
przynajmniej tak to przyjniowałem - Popatrzył na nią. - Bardzo przepraszam, pani Blackburn, 
zwykle nie koncentruję się tak na sobie. - Ani trochę mi to nie przeszkadza - powiedziała 
Christina. Słuchała go z prawdziwą przyjemnością. Stojąc tak blisko, była w pełni świadoma, 
że są sami w niewielkiej alkowie. Jej szeroka spódnica przy najmniejszym ruchu ocierała się 
o jego łydki, owijała go, pozwalała mu przekroczyć wyznaczoną przez nią granicę. Powinna 
unikać takiej bliskości z mężczyzną, którego prawie nie znała. Ale przecież ten człowiek 
pomógł jej zeszłej nocy, gdy się poturbowała, później ją pocałował, a ona nie była wcale 
wstrząśnięta tym faktem. Czuła się przy nim swobodnie, a jego niezwykły wdzięk wprost ją 
porywał. Ostatnio spędzała czas głównie w towarzystwie starych ksiąg i starych ludzi w domu 
wuja, rzadko stykała się z mężczyznami w jej wieku. A Edgar bez względu na jego gładkość, 
urodę i inteligencję po prostu nie mógł się równać z tym silnym, mocno stąpającym po Ziemi 
przystojnym mężczyzną Nie potrafił sprawić, by serce zabiło jej mocniej, a krew zaczęła 
szybciej krążyć w żyłach, nigdy też nie pocałował jej w taki sposób, jak zrobił to Aedan. Nie 
wierzyła, by w ogóle był zdolny do takiej namiętności. - Książki, które stoją tam, mogą panią 
zainteresować - powiedział Aedan MacBride. Christina poszła za nim, ale usłyszała, że John 
z kimś jeszcze wchodzą do biblioteki, rozmawiając przyciszonymi głosami. Aedan otworzył 
siatkowe drzwi wysokiej biblioteczki, Christina przysunęła się bliżej i otarła się ręką o jego 
ramię. Wyczuła zapach korzennego mydła, którego używał, i usłyszała spokojny rytm jego 
oddechu. Ledwie zdołała skupić się na książkach, nie mogła pojąć tego wpływu, jaki na nią 
wywierał. - Ach, tak, historia - rzuciła prędko, pospiesznie zerkając na grzbiety.- Hurne, 
Chambers, Carlyle, większość z nich czytałam. A tam na górze stoi Szkocja Celtycka, 
napisana przez wuja Waltera. - Wskazała ponad ich głowy. - To te granatowe grzbiety. Aedan 
zdjął pierwszy tom i otworzył. - „Dla sir Hugh, przyjaciela podzielającego zainteresowa nie 
starożytnymi Celtami, od Waltera Carristona”. Christina przesunęła palcem po znajomym 
podpisie wuja, zawadziła przy tym o kciuk Aedana i miała wrażenie, że przez jej ciało 
przemknęła iskra. Prędko przyciągnęła dłoń do siebie. - Mój wuj przetłumaczył dla sir Hugh 
kilka średniowiecznych rękopisów - powiedziała. - To były jakieś stare dokumenty, znalezione 
w rodzinnych papierach. Aedan odstawił książkę na półkę. - Tak, ma pani na myśli Księgę 
Dundrennan. Przechowujemy te dokumenty w zamknięciu, choć oczywiście pani może je 
obejrzeć. Zapewne zechce pani poświęcić na to trochę czasu, odłóżmy to więc na inny dzień. 
.- Spojrzał na nią. - Czy to pani odpowiada? - Oczywiście. - Chodźmy obejrzeć gabinet 
mojego ojca. - Poprowadził ją do narożnego pokoju iw drzwiach puścił przodem. Christinie z 
zachwytu dech zaparło w piersiach na widok mahoniowego biurka, zniszczonego skórzanego 
krzesła, grubych tomów na półkach. Na biurku stała misa pełna świeżych dzikich róż. - 
Szkocki bard królowej. Musi wam go bardzo brakować - powiedziała miękko. - To prawda - 
szepnął Aedan..- A więc pani zna jego poezję. -. O tak. Cudowne poemąty epickie, pełne 
miłości i przygód. - Byłby bardzo zadowolony, gcłyby mógł panią usłyszeć. Wysoko sobie 
cenił opinię czytelników. Które z jego dzieł hi- bi pani najbardziej? - Podszedł do biblioteczki 
zawierającej, jak Christina zdołała się zorientować, kolekcję książek ojca. - Ach, lubię tak 
wiele - odparła. - Dzieci mgły i Wojownik są takie porywające i pełne przygód, Wędrowiec zaś 
posiada mityczną niezapomnianą moc. Ale moim ulubionym poematem były zawsze Zaklęte 
róże. - Dotknęła grzbietu oprawionej w czerwoną skórę książki, na którym widniał ten właśnie 
tywł. - Doprawdy? A dlaczego? - Wspaniale w nim pokazał, w jaki sposób tragedia kształtuje 
charakter człowieka, jak drobny błąd potrafi zmienić życie wielu ludzi i tego, jak dobrego 

background image

człowieka może doprowadzić do desperackich posunięć miłość i smutek. Aedan prychnął. - 
Wyrecytowała to pani jak wyuczoną lekcję. A teraz proszę mi wyjaśnić, dlaczego Christina 
Blackburn lubi ten poemat. Oparł się o biurko i czekał. - Ponieważ.., płaczę za każdym 
razem, gdy go czytam. - Ach! - westchnął Aedan. - To szczere wyznanie i miła pochwała. 
Ojcu bardzo by się spodobało. Pragnął, by jego poezja targała uczuciami, rozdzierała serce i 
z powrotem goiła rany. Dlaczego pani przy tym płacze, pani Blackburn, jeśli wolno mi spytać? 
Christina przekrzywiła głowę, zastanawiając się nad odpowiedzią. - To piękna, tragiczna 
historia miłości. Książę-druid spory- ka córkę króla i zakochują się w sobie od pierwszego 
wejrzenia. Ich spotkanie jest niezwykłe i przejmujące. Ojciec księżniczki zmuza ją do 
poślubienia innego, a gdy ona odmawia, więzi ją w wieży. Jedyną jej radością są potajemne 
odwiedziny księcia, ale dziewczyna nie chce okazać nieposłuszeństwa ojcu i uciec z 
ukochanym. Serce wprost pęka, gdy czyta się - o tym, jak w samotności powiła syna, mając 
przy sobie jedynie starą piastunkę. Nawet gdy w końcu wydostaje się z wieży i otwarcie 
sprzeciwia się ojcu, kochankowie nie mogą być razem, ponieważ wróg księcia rzuca na nią 
zły urok. - Księżniczka zapada w wieczny sen - dodał Aedan cicho, bacznie obserwując 
Christinę. - Tak, w wieczny sen, na wieki stracona dla kochanka, chociaż pozostaje tak blisko 
niego. Ja... pochlipuję za każdym razem, gdy to czytam - powtórzyła Christina. - A co 
najbardziej panią porusza? - spytał łagodnie. Christina czuła, jak mocno wali jej serce, gdy 
popatrzyła na niego. - Miłość, jaką się nawzajem darzyli. On kochał ją ponad ży cie, a jednak 
ją stracił. Nigdy jednak się nie poddał i nie opuścił jej, chociaż wydawało się, że nie ma już 
nadziei. - Christina poczuła, że na samo wspórnnienie tej historii do oczu napływają jej łzy. - 
Rzeczywiście. - Aedan nie spuszczał z niej wzroku. - Niezwykle poruszające. Prawdziwa 
miłość. Christina przekrzywiła głowę. - Pan z tego kpi? Prawdziwa miłość istnieje. - 
Doprawdy? - Uniósł brw z miną wyrazaącą powątpiewanie popatrzył na niąz góry Te 
mebieskie oczy i bllskosć szczupłego ciała nie pozwalały skupić się na niczym, initym Serce 
jczcze przyspieszyło. - Ja tak uważam - odparła z wyzywającą miną. - Czy sama pani jej 
doświadczyła, pani Blackburn? Christina spuściła wzrok, - To bardzo osobiste pytanie, sir. - 
Rzeczywiście i przepraszam za nie. Jeśli to może w jakikolwiek sposób ukoić pani wzburzone 
uczucia, to powiem, iż wierzę, że prawdziwa miłość istnieje przynajmniej dla niektórych. Ale 
nie dla wszystkich. - Aedan nie przestawał na nią patrzeć. - Miłość to podstawa, sir. Dzięki 
cudowi miłości istoty ludzkie mogą kwitnąć, z całą pewnością zaznał pan... - urwała, 
przypominając sobie jego pocałunek, dotyk jego ciepłych dłoni, budzący w niej niesłychaną 
zmysłowość. Nawet teraz na samo wspomnienie policzki pokryły się rumieńcem. - Lordowie 
Dundrennan z zasady unikają miłości. Z całą pewnością potrafimy żywić uczucia dla 
przedstawicielek płci piękniejszej od naszej. Gdyby było inaczej, ród MacBride”ów dawno już 
przestałby istnieć. - Uśmiechnął się szelmowsko, lecz w oczach wciąż tkwiła powaga. .- Ale z 
pewnych bardzo konkretnych powodów nie pozwalamy sobie na prawdziwą miłość. - Nie 
pozwalacie sobie? Sir, prawdziwa miłość to coś zupełnie wyjątkowego, czemu nie można się 
oprzeć. To jest jak grzmot i błyskawica, jak huragan ciągnęła Christina, gestykulując. - To jak 
rozbłysk promieni słońca i blask księżyca. To siła natury, potężna i niemożliwa do 
wytłumaczenia. Nie można jej ani powstrzymać, ani odrzucić. To nie jest zachcianka, której 
można sobie odmówić jak... jak czekolady! - Jak na mola książkowego ma pani wyjątkowo 
romantyczną duszę. - Oczy mu zablysły, a Christina poczuła, że jej twarz oblewa się jeszcze 
większym ogniem. - Podejrzewam, że pani wierzy w miłość od pierwszego wejrzenia i w inne 
podobne bzdury. Chnstina dumnie urnosła głow4 - Widzę, ze nie chce si pan dac przekonac 
o wartosci, a ką ma prawdziwa mtłosć - A pani usi4uje to zrobie, pani Blackburn? - Ani 
trochę. Ta dyskusja to raczej intelektualna wprawka. Roześmiał się swobodnie, lecz Christina 
w jego śmiechu nie wyczuła złośliwości. - Proszę mi przypomnieć, że muszę zachować 
ostrożność, gdy następnym razem przyjdzie pani ochota na ćwiczenie umysłu. A jeśli ogarnie 
panią ochota na dyskutowanie o wartości sonetów czy innych miłosnych wierszyków, to 
zapowiadam, że poddam się bez walki. - Może się pan śmiać, ile tylko pan chce, sir, ale 
prawdziwa miłość, a także szczere uczucie od pierwszego wejrzenia naprawdę czasem się 
zdarzają. Chciałabym... - urwała. - Sama ją znaleźć - dokończył delikatnie. Christina 
wzruszyła ramionami. - Pańskiemu kuzynowi i jego żonie się to udało. Podziwiam to. - Ja 
również. Ale pozostawię to im. Niezwykła miłóść jest... niezwykle niebezpieczna w 
Dundrennan. - Cóż za dziwne słowa! Aedan przez moment bacznie się jej przyglądał. - Pańi 
powinna nazywać się Płomień. Potrafi pani cała stanąć w ogniu, czy pani zdaje sobie z tego 
sprawę? Christina przyłożyła dłoń do pałającego policzka. -Ach! - Powiedziałem to jako 
komplement - Aedan mówił z naciskiem, ale w tonie jego głosu pobrzmiewała łagodność. - 
Na pozór może pani uchodzić za oschłą uczoną, droga panno Płomień, ale w duszy ma pani 
ogień. Wydaje mi się, że mój ojciec ogromnie by panią polubił. - Dziękuję - powiedziała 
zaskoczona Christina. - Doprawdy, nie ma za co. - Aedan wstał. - Pójdziemy zobaczyć, czy 

background image

tamci znaleźli te ryciny? - Amy ma bardzo kosztowny gust, tyle muszę jej przyznać - 
powiedział Aedan. Zerknął przy tym na starszego brata Amy, Dougala Stewarta, który 
zachichotał, idąc u boku Aedana. - Dundrennan nie byłoby tak wspaniałym miejscem bez jej 
rad, jak też i bez rad lady Balmossie. Dougal Stewart kiwnął głową i popatrzył na tyły domu. 
Wraz z Aedanem spacerowali wysypaną żwirem ścieżką ogrodzie. - Amy wspominała mi, że 
nagle polubiłeś czyste kolory na ścianach. - Mówiłem jej również, że Wolę stare, wytarte 
chodniki od nowych dywanów - uśmiechnął się Aedan. - Jakkolwiek na to patrzeć, dzięki 
takim upodobaniom można zaoszczędzić kilka funtów. Z kuzynem i przyjacielem z 
dzieciństwa mógł rozmawiać sprawach finansowych szczerze, On i Dougal razem studiowali 
na uniwęrsytecie, a ich kolegą był również Eyan MacKenzje, który niedawno odziedziczył 
tytuł earla Kildorian. Wszyscy trzej zostali inżynierami. Dougala, który zawsze był śmiałkiem, 
pragnącym stale się sprawdzać, wciągnęło konstruowanie latarni morskich. Aedan, 
przyzwyczajony do walki o względy praktyczne w szalenie niepraktycznym gospodarstwie, 
zajął się projektowaniem dróg. Eyan natomiast poświęcił swoje talenty na tworzenie pięknych 
mostów. Ostatnim przejawem skłonności Dougala do podejmowania ryzyka było jego 
małżeństwo z lady Strathlin. Zdumiało ono wszystkich jego znajomych z wyjątkiem Aedana, 
który od dawna miał nadzieję, że kuzyn wreszcie się ustatkuje, byle tylko znalazł równie 
namiętną i odważną kobietę jak on sam. Aedan ogromnie się cieszył ze szczęścia Dougala i 
Meg, lecz czuł też przy tym ukłucie zazdrości. W głębi duszy tęsknił za taką miłością, jaka 
połączyła tych dwoje. Po stracie narzeczonej przed trzema laty, był teraz dojrzalszy i 
mądrzejszy. Zdawał sobie sprawę z tego, że pomylił przyjaźń z miłością. Teraz znów 
upomniał się w duchu, że przecież lordom Dundrennan prawdziwa miłość nie jest 
przeznaczona. Jego tęsknoty nigdy nie zostaną ukojone. Nie ma sensu całować późną nocą 
ślicznej nieznajomej goszczącej pod jego dachem, upomniał się surowo. Odchrząknął. - 
Robię, co w mojej mocy, aby stać mnie było na przepro wadzenie remontów Dundrennan 
House, jakich życzył sobie ojciec. Nie mogę go jednak obwiniać o złe prowadzenie 
rachunków. Przeważająca część jego majątku poszła na dostawy zboża dla głodujących 
mieszkańców Wyżyn i wyspiarzy wyrzuconych z domów. - Rzeczywiście robił dobrą robotę. 
Moja żona postępowała tak samo, kiedy miała ku temu sposobność. A tak przy okazji 
chciałem ci wspomnieć, że Meg byłaby uszczęśliwiona, gdyby mogła cię wspomóc w 
modernizacji Dundrennan, gdy. byś tegó potrzebował - dodał Dougal cicho. Aedan pokiwał 
głową, świadom zarówno olbrzymiej fortuny Meg, jak i jej wrodzonej szczodrości. - Wzrusza 
mnie jej dobroć, ale przynajmniej jeszcze przez jakiś czas będę w stanie sam pokrywać 
wydatki. - Ale jakim osobistym kosztem! Jeśli spełnisz pozostałe chcianki ojca, już niedługo 
będziesz miał pustą kieszeń. Aedan popatrzył na niego. Poranne słońce rozświetlało jasnymi 
refleksami brązowe włosy Dougala, w zielonych oczach wyrażał się jego mocny charakter. 
Niewielu- osobom Aedan ufał równie mocno jak kuzynowL - Mam środki, Dougalu - odparł. - 
Kontrakty na budowę dróg przynoszą dochody, a inwestycje w handel jutą i whisky również 
okazały się zyskowne. Ostatnio zainwestowałem też w srebro mórz. - śledzie, whisky i juta to 
dobry interes dla Szkocji, ale nie możesz przecież ładować całej dostępnej gotówki w 
Dundrennan! - Testament mojego ojca wyszczególnia, że remont domu musi zakończyć się 
przed upływem roku, a do zrobienia zostało nam jeszcze tylko trochę. Ich kroki rozbrzmiewały
rytmicznie na kamykach, którymi wysypana była ścieżka. Chłodny wiaterek zapowiadający 
nadejście jesieni wzburzył gęste, ciemne włosy Aedana i poruszył klapami poplamionego 
błotem czarnego surduta. Już prawie jesień. Czas okropnie go gonił. - Ten dom to cudowne 
miejsce - stwierdził Dougal. - Stał się istnym muzeum, prawdziwym hołdem złożonym 
szkockiej historii. - Tak, tak, zapchanym obrazami i rozmaitymi zabytkowymi obiektami, 
owiniętymi w szkocką kratę i obwieszonym starymi mieczami. - Szczęście dla ciebie, że panie 
z Balmossie tak bardzo lubią zajmować się wystrojem wnętrz - uśmiechnął się Dougal. - To 
prawda. Ja sam tego nie znoszę - przyznał Aedan. - Podzielam twoje zdanie. Ale wiem, że 
zdołasz to przetrwać, ponieważ kochasz tę starą posiadłość. Aedan w milczeniu pokiwał 
głową. - Ta antykwariuszka... nie jest wcale tak bardzo antyczna, jak można się było 
spodziewać, prawda? - stwierdził Dougal. - Ta twoja pani Blackburn jest raczej śliczna. 
Aedan uśmiechnął się leciutko. - Tak, to była... przyjemna niespodzianka - przyznał. - Ciekaw 
jestem, co Neayes miał na myśli, wysyłając ją tutaj. Aedan westchnął. - Chciałbym, żeby w 
ogóle się tu nie pokazywał, lecz wątpię, aby tak się stało. Dostałem ostatnio list od 
adwokatów muzeum. Chcą wystąpić z żądaniem zgodnie z klauzulą w testamencie mego 
ojca, która jest dla nich bardzo korzystna. - Popatrzył na Dougala. - Neayesowi aż ślinka 
cieknie na samą myśl, że ten dom mógłby podlegać zarządowi Muzeum Narodowego, jak 
napisał ojciec w swoim dziwnym warunku. Jeśli dom nie zostanie odrestaurowany i nie 
będzie przypominał dekoracji z jakiejś przeklętej sztuki o szkockich wyżynach, to mogą wiele 
ugrać. - A ty, jeśli nie spełnisz tego warunku, stracisź wszystko. - Właśnie tak. - A jeśli ta 

background image

twoja miła antykwariuszka znajdzie na wzgórzu coś o prawdziwej wartości historycznej? - 
Wtedy naprawdę będę miał problem. Na mocy prawa ocennych znaleziskach muzeum będzie
mogło zabrać wszystko. - Nawet gdyby skarb okazał się dostatecznie duży, by ocalić dom i 
spłacić wszystkie długi? - Nawet wówczas. Szli teraz w cieniu rzucanym przez mur i Aedan 
popatrzył na dom. Na widok jego masywnej, dobrze znajomej ukochanej sylwetki poczuł 
bolesne ściskanie w sercu. Naprawdę kochał to miejsce. - Pani Blackburn wygląda na 
sprytną osóbkę - stwierdził Dougal. - Jeśli we wnętrzu tego wzgórza coś naprawdę się kryje, 
ona to odnajdzie. - Tak, mogę liczyć tylko na łaskę Bożą. Aedan pokiwał głową, wsłuchując 
się w chrzęst żwiru pod podeszwami ich butów. Te kawałki kwarcu wcisnęły w ziemię stopy 
jego przodków. Spojrzał na fundamenty domostwa, otoczone gęstym żywopłotem z dzikich 
róż, w którym tu i ówdzie jaśniały pomimo późnego lata kwiaty. Mieszkały tu całe pokolenia 
MacBride”ów, choć rzadko w ich życiu gościła miłość w związku z dziwaczną rodową 
tradycją. W tym miejscu również powstały poematy jego ojca. Dzikie róże z Dundrennan 
zawsze chroniły dostępu do tego domu. Aedan również pragnął go chronić bez względu na 
cenę. Wiedział, że nie zniesie utraty Dundrennan. Słysząc lekkie skrzypnięcie drzwi i 
delikatny szelest spódnic, Aedan wyjrzał znad gazety. Przez wykładany dębową boazerią, 
zalany teraz słonecznym światłem pokój śniadaniowy przeszła Christina Blackburn. 
Wyglądała bardzo zgrabnie w spódnicy i króciutkim żakiecie z ciemnoszarej wełny. Aedan w 
milczeniu skinął jej głową na powitanie, ona w odpowiedzi nieśmiało się uśmiechnęła. W 
skromnym stroju, z włosami związanymi w węzeł nisko na karku, w okularach na nosie i z 
lekko zan4mienionymi policzkami wyglądała skromnie i poważnie, mimo tego jednak zdawał 
się od niej bić jakaś niezwykła zmysłowość i Aedan za każdym razem, gdy ją widział, czul 
niezwykły napływ palącego pożądania Z trudem zachowywał obojętność, gdy w pokoju 
pojawiała się młoda badaczka starożytności. Powoli mimo wszystko zaczynał żałować, że 
Edgar Neayes nie przyjechał osobiścia Wstał, by odstawić krzesło stojące tuż przy tym, na 
którym sam siedział. - Dzień dobry, pani Błackburn. - Ach, sir Aedan - szepnęła. Aedan 
poczuł zapach lawendy. - To prześliczny pokój - stwierdziła Christina, rozglądając się dokoła. 
Aedan popatrzył na różowe zasłony z perkalu, na obicia w kwiatowe wzory i dywan w zieloną 
szkocką kratę. - Zaledwie kilka miesięcy temu zmieniono tu wszystko. Przypuszczam, że jest 
tu teraz ładniej, niż było - dodał, przerzucając stronice gazety. - To wesoły, odprężający 
pokój. A jak wyglądał wcześniej, sir? Aedan zmarszczył brwi. - Ciemne zasłony.., koloru sobie 
nie przypominam. Skórzane obicia krzeseł, zużyte, ale wygodne, tak mi się wydawało. 
Drewniana podłoga skrzypiała, ale wystarczyłoby ją porządnie wypastować. Mnie ten pokój 
wydawał się wystarczająco ładny, lecz mój ojciec już zaczął wprowadzać pewne innowacje, 
zdałem się więc na gust pań z Balmossie i pozwoliłem im dokończyć zmianę wystroju. 
Królowa najwyraźniej lubi perkal - stwierdził cierpko. - A moja kuzynka Amy lubi go z całą 
pewnością - Te kwiatowe wzory doskonale współgrają z cudownym widokiem ogrodów na 
tyłach domu. Aedan wyjrzał przez obramowane kwiecistym perkalem okno na trawniki, 
starannie zagrabione ścieżki i rabaty pełne późnoletnich kwiatów. Ponad linią drzew 
owocowych wznosiły się łuki starych ruin. - Rzeczywiście wszystkie te kwiatki tu, w środku, 
ładnie się łączą z widokiem ogrodu - przyznał. - Wcześniej tego nie zauważyłem. Pani 
Blackburn uśmiechnęła się, leciutko kręcąc głową. Aedan posłał jej gniewne spojrzenie, a 
potem podniósł gazetę i wrócił do czytania. Do pokoju wpadła w rozradowanym pośpiechu 
Miła Jean, drobna, z rozwianymi rudymi włosami wyglądała jak leśna wróżka. Sprawnie 
nalała kawy do filiżanki pani Blackburn, ponownie napełniła filiżankę Aedana i położyła przy 
jego łokciu plik korespondencji. - Dziękuję, Muriel - mruknął. Mała służąca, z uśmiechem 
skinąwszy mu głową, wyszła.. Christina popatrzyła na Aedana. - Sądziłam, że to Miła Jean. - 
Owszem, ale jej prawdziwe imię brzmi Muriel, tak więc się do niej zwracam. Ojciec nazywał 
wszystkie służące Jean, żeby zaoszczędzić sobie kłopotu. Był dobrym poetą ale nie miał 
pamięci do imion. Taki miał zwyczaj, lecz ja go po nim nie przejąłem. - Przerzucił stronice 
gazety. - Nazywam ją Muriel. -. Rozumiem - powiedział Christina. - A co z Dobrą Jean i Małą 
Jean? - Dobra Jean naprawdę ma tak na imię. Natomiast Mała Jean, która zajmuje się 
zmywaniem i szorowaniem garnków kuchni, to tak naprawdę ęliza. - I tak się pan do niej 
zwraca? - Owszem - Aedan wypił łyczek parującej kawy. - Uważam, że należy w ten sposób 
okazywać szacunek służbie, chociaż pani Gunn wciąż nazywa. służące Jean. Podtrzymuje 
tradycję mego ojca po trosze z przyzwyczajenia, a po trosze dlatego, że bardzo go jej 
brakuje. Przypuszczam, że w jej przekonaniu jest dzięki temu jakby bardziej obecny wśród 
nas. - Wszędzie tutaj wyczuwalna jest jego obecność i wpływy. - To prawda. Swiadom, że 
Cht-istina nie spuszcza zeń oka, Aedan trzymał gazetę przed sobą jak tarczę, usiłując skupić 
się na kolumnie, na której prezentowano rozkład publićznych obowiązków królowej Wiktorii. 
Rodzina królewska wkrótce miała przybyć do swej szkockiej posiadłości w Balmoral, 
szesnastego października zaś królowa i jej małżonek zamierzali wziąć udział w uroczystym 

background image

otwarciu zakładów wodociągowych w Glasgow. Aecłan pomyślał, że na ukończenie drogi 
pozostały mu zaledwie dwa miesiące. Opuścił gazetę, by spojrzeć na Christinę Blackburn. To 
doprawdy niezwykłe, że ta drobna, śliczna istota jest w mocy przeszkodzić mu w wypełnieniu 
zobowiązań. Odwrócił kolejną stronicę, a kiedy Christina wstała, by podejść do kredensu, on 
także się podniósł, ale zaraz znów usiadł i wrócił do czytania. Sniadanie zjadł już wcześniej. 
Christina z rozmaitości potraw ustawionych na kredensie wybrała owoce, owsiankę, jajka i 
tosty. Z napełnionym talerzem skierowała się z powrotem do stołu, lecz zatrzymała się przy 
oknie. - Co to jest? - spytała. - Tam, za tymi drzewami, ten kamienny łuk oświetlony słońcem? 
Aedan podniósł wzrok znad gazety. - To świątynia Wspomnień. Wzniesiona jako pomnik 
legendarnej księżniczki Dundrennan. - Jaka to romantyczna budowla! Wygiąda jak 
średniowieczne ruiny. - Liczy pięćset lat. I może w istocie jest romantyczna, lecz jej 
utrzymanie sprawia ogromne kłopoty. Kamienie się kruszą, porastają pleśnią i mchem, trzeba 
strzyc trawniki, przycinać żywopłoty i tak dalej, i tak dalej. - Tak czy owak, na pewno jest pan 
z niej dumny. Aedan wstał, by przysunąć Christinie krzesło, kiedy siadała. - To rzeczywiście 
malownicza budowla - przyznał, patrząc przez okno na piękną linię łuków, otoczonych 
drzewami i różami. Zaskoczył go sposób, w jaki Christina Blackburn potrafiła mu pokazać 
znajome rzeczy z innej perspektywy. - Ojciec wynajął kamieniarzy, by odrestaurowali te 
arkady i wyryli w kamieniu nowe wzory. Musi pani je obejrzeć podczas pobytu tutaj. - Sądzę, 
że mój brat bardzo chciałby je naszkicować - odparła. - Oczywiście jeśli wyrazi pan zgodę, sir 
Aedanie. - Może sobie rysować, ile dtisza zapragnie - powiedział Aedan i przewrócił koiejną 
stronicę gazety. Wiedział, że okazuje Christinie chłód, czuł jednak, że potrzebny mu ten 
dystans. Od jej przyjazdu za bardzo się odsłonił. Teraz musiał z powrotem się chować. Ta 
kobieta to jedynie oficjalna znajoma, za kilka dni już jej tu nie będzie. A jednak czuł się tak, 
jak gdyby znał ją przez całe swoje życie, jakby była brakującym kawałkiem układanki, właśnie 
odnalezionym, i doskonale pasującym do pusteo miejsca, o którego istnieniu nawet nie 
wiedział. Marszcząc czoło, skarcił się w duchu za wymyślanie podobnych bzdur. Nie mógł się 
jednak powstrzymać, by nie zerkać na nią ponad gazetą. Jadła dyskretnie, lecz dopisywał jej 
apetyt. Aedan lubił to kobiet, denerwowały go te, które ledwie dziobały jedzenie jak ptaszki w 
obawie, że ktoś rzuci jakąś nieprzyjemną uwagę na temat ich wyglądu lub braku dobrego 
wychowania. Amy regulamie rezygnowała ze śniadania, na lunch i obiad ledwie coś 
skubnęła, a od czasu do czasu mdlała, aczkolwiek z wdziękiem, z głodu i z powodu zbyt 
ciasno zasznurowanego gorsetu. Aedan wypił jeszcze łyk kawy i zabrał się do przeglądania 
poczty. Wśród listów znalazł rozpaczliwą prośbę Komisji Par - lamentarnej o potwierdzenie 
dokładnej daty ukończenia budowy drogi. Ze zmarszczonytsii brwiami schował list do 
kieszeni. - Sir Aedanie - spytała Christina. - Czyżbym spóźnila się na śniadanie? Nikogo 
innego tu nie ma. Mój brat zejdzie wkrótce, sądziłam jednak, że zastanę tu kogoś jeszcze. 
Dochodzi ósma. - Pani i ja jesteśmy dzisiaj rannymi ptaszkami, jeśli nie liczyć pana Srewarta, 
który wyjechał do Glasgow. Lady Strathlin wróciła do Balmossie, do dzieci - mają chłopczyka 
i maleńką dziewczynkę. Moją ciotkę i kuzynkę, kiedy bawią tutaj, rzadko można spotkać 
przed dziesiątą trzydzieści, jedzą też bardzo niewiele i wszelkie starania kucharki często idą 
na marne. Ale pani Gunn to dobra, praktyczna dusza i dba o to, by wszystko, co zostaje, 
zapakowano i dostarczono tym, którzy mogą tego potrzebować. Cieszę się, że pani dopisuje 
apetyt - dodał. Na policzki Christiny, przekrawającej akurat bułeczkę z zamiarem 
posmarowania jej masłem, wystąpił rumieniec. Pokiwała głowa., nałożyła sobie marmolady i 
ugryzła. Aedan pomyślał, że gdyby to samo powiedział Amy, nie przełknęłaby już nic aż do 
wieczora. - Czy sądzi pan, że Tam Durie mógłby mnie jeszcze dziś rano zawlezc na Cairn 
Drishan - spytała Christina - Moj brat również chciałby się tam wybrać. - Z przyjemnością sam 
państwa zawiozę, jeśli będziecie gotowi do wyjazdu w ciągu pół godziny. -. Bardzó dziękuję. 
Zamierzałam iść piechotą, ale John-oi chodzenie po nierównym terenie sprawia trudność. 
Aedan pokiwał głową. - Mogę spytać, czy jego ułomność ma charakter tymczasowy, czy też 
raczej trwały? - Mój brat brał udział w wojnie krymskiej - wyjaśniła cicho Christina. - Został 
ranny pod Balakławą. W dużej mierze odzyskał już siły i sprawność, nie tracimy też nadziei 
na jego dalszy powróz do zdrowia, lecz... Cóż, john przyjmuje swoje kalectwo ze zwykłym dla 
siebie humorem. Aedan lekko zmarszczył brwi i odłożył gazetę. - Mój starszy brat, Neil, 
walczył pod Sewastopolem - powiedział . - Nie wrócił stamtąd. Christina wbiła w niego wzrok. 
- Ach, Aedanie - westchnęła impulsywnie. -. Tak mi przykro. Aedan obojętnie skinął głową, 
walcząc z nagłym nieoczekiwanym przypływem żalu, wywołanym czułością brzmiącą jej 
glosie, żalu, którego wcale nie chciał odczuwać, nie teraz. Zaczął przerzucać koperty, leżące 
przy jego talerzu, wcale na nie nie patrząc. - Cóż - powiedział. - A więc dobrze. Jak już 
mówiliśmy, z przyjemnością zawiozę panią i pana Blackburn na Cairn Drishan. Kiedy indziej 
będzie pani mogła iść piechotą albo wziąć kuce. Mamy dwie szkapy, które umieją chodzić po 
zboczach. Ale możliwe, że wystarczy pani jedna wyprawa na wzgórze. - Sądzę, że wybiorę 

background image

się tam kilkakrotnie. Muszę dokładnie zbadać znalezisko i przygotować raport dla sic Edgara. 
- Przyznam, że byłem zaskoczony, kiedy dowiedziałem się, że postanowił przystać panią 
zamiast przyjechać osobiście. Christina wyprostowała się, usiadła sztywniej, odchylając plecy 
od oparcia krzesła. - Sir Edgar zamierza tu przyjechać, gdy tylko czas mu na to pozwoli. Mam 
nadzieję, że ta wiadomość uspokoi pańskie wątpliwości co do kobiecej wiedzy i znajomości 
rzeczy. Aedan przycisnął koniuszki palców jednej dłoni do drugiej, usiłując ukryć uśmiech. - 
Nie wątpię w pani umiejętności. Podejrzewam nawet, że pani kompetencje mogą być większe 
niż sic Edgara, który bardzo lubi chełpić się swoimi osiągnięciami, o ile dobrze sobie 
przypominam. Kiedy zatnierza się tu zjawić? - Niemal wypluł to pytanie. - Dopiero za parę 
tygodni. Aedan wzruszył ramionami. - Cóż, spodziewam się, że obydwoje nie znajdziecie na 
Caiin Drishan nic godnego zainteresowania. Odkryliśmy po prostu stary mur, taki jak dość 
często spotyka się w tych okolIcach, wyznaczający granicę posiadłości. - Sic Edgar 
przeczuwa, że w tym wzgórzu mogą kryć się piktyjskie ruiny. - Zapewniam panią, że to 
zwykły mur. Byłem przy dokonaniu tego odkrycia. - Doprawdy? Polował pan? Czy po prostu 
wybrał się na przechadzkę po wzgórzach? - Moja ekipa wysadzała w powietrze skalę, 
madame. Jestem głównym inżynięrem odpowiedzialnym za budowę drogi przecinającej 
region Highlands, wyznacżonym przez parlamentarną Komisję Dróg Publicznych. Christina 
szeroko otworzyła oczy. - Ach! „Wiedziałam, że jest pan inżynierem, lecz nie zdawałam sobie 
sprawy... Sir, proszę mi wybaczyć moją niewiedzę. - To nie ma znaczenia. Czy pańi słyszała 
coś o projekcie sieci dróg? - Owszem, to ostatnio ulubiony kónik księcia małżonka, 
umożliwienie ludziom wygodniejszego podróżowania i rozwój wszystkiego, co się z tym 
wiąże. - Budowa nowych dróg to dobry plan, chociaż niektórzy uważają, że zaszkodzi 
krajobrazowi Szkocji, ale ja popieram wszystkie projekty, które mogą poprawić sytuację 
finansową Szkocji i dać pracę tym, którzy stracili środki do życia. - Czy to znaczy, że chciałby 
pan, żeby do Szkocji przyjeżdżało coraz więcej ludzi? - Do pewnego stopnia. Nie chciałbym, 
by moja rodowa posiadłość zmieniła się w zadeptany symbol romantycznych Highlands. Mój 
ojciec uważał Dundrennan za skarb narodowy i z całą pewnością otworzyłby szeroko drzwi 
dla publiczności. ja natomiast wolę zachować prywatność. - A jednak pozwała pan, żeby 
przez pana ziemię wiodła publiczna droga. - Dundrennan rzeczywiście należy do mnie, lecz 
w Szkocji większość Ziemi jest własnością Korony i w sprawach takich jak publiczne drogi 
parlament ma głos decydujący, Zezwolenie właściciela danego kawałka terenu bywa niekiedy 
zwykłą formalnością. Drogę poprowadzono by tędy tak czy owak. Uczestnicząc w projekcie, 
mogę przynajmniej decydować o sposobie, w jaki przetnie moją posiadłość. - Rozumiem. A 
co będzie, jeśli ten mur na wzgórzu okaże się narodowym skarbem, sir Aedanie? Nie może 
pan zabronić dostępu do niego. - Wierzę, iż ku swemu rozczarowaniu stwierdzi pani, że ten 
mur jest całkiem zwyczajny. Z pewnością nie ma tam mnóstwa ukrytych skarbów, piktyjskich 
śladów wyrytych w kamieniu, żadnych śladów starożytności. - W miejscu interesującym z 
uwagi na badanie starożytności wcale nie musi wystawać Z Ziemi nic nadzwyczajnego. 
Zgodnie z obowiązującym prawem o cennych znaleziskach Muzeum Narodowe musi ocenić 
każde odkrycie mogące mieć wartość historyczną bez względu na to, jak zwyczajne może się 
wydawać. - Mam tego pełną świadomość. Uważam jednak, że w tym przypadku to zwykła 
formalność. - Zobaczymy, sir. Z całą pewnością zna pan legendę, która mówi, że to sam król 
Artur zakopał złoto gdzieś wśród tych wzgórz. Aedan uniósł brew. - Pani zna tę historię? Ach, 
uległa pani magicznemu wpływówi mego ojca, prawie o tym zapomniałem. - Chyba nie dość 
dobrze pana rozumiem. - To on wymyślił opowieść o złotym skarbie i do grona bohaterów 
poematu Zaklęte róże dodał króla Artura. Wiele osób uważa, że ten poemat jest oparty na 
faktach, lecz, niestety, większość została zmyślona. - Sir Hugh opierał swoje wiersze na 
legendach związanych z prawdziwymi wydarzeniami. - Czerpał z baśni, które w jego 
wyobraźni ożywały. Proszę nie marnować swojego cennego czasu, ani czasu muzeum, na 
podobne bzdury, pani Blackburn. Wstał, świadom, że Christina wpatruje się w niego z 
wyrzutem, i pożałował swego ostrego tonu. Gdy jednak chodziło o przerwę w budowie drogi, 
zawsze wykazywał zniecierpliwienie i nawet wobec Christiny nie potrafił zachować się inaczej 
- Zaczekam na panią i jej brata w holu, madame. - Ukłonił się uprzejmie i wyszedł. Christina 
szła za stawiającym długie kroki Aedanem po frontowych schodach. Ciemna siateczka 
udrapowana nanieco przekrzywionym kapeluszu zasłaniała jej twai-ź przed ostrym 
słonecznym światłem. John posuwał się za siostrą i lordem nieco wolniej. Na podjeździe 
czekał już Tam Durie przy dwukołowym powozie, do którego zaprzężono potężnego 
gniadosza o mocnych, zasłoniętych długim włosem kopytach. - Gig jest gotowy, sir Aedanie - 
oznajmił Tam, przywitawszy się najpierw. - Andrew Mor przekazał, że pan chce wziąć 
dwukółkę, chociaż Pog ma już siodło na grzbiecie. Zyczy pan sobie, żebym powoził? - 
Dziękuję ci, Tam. Ja pojadę gigiem, a Pog może iść za nami na uprzęży. Chyba że pan 
Blackburn zechce dosiąść idaczy. -. Wskazał na siwego konia, wprowadzanego na podjazd 

background image

przez młodego stajennego, drobnego blondynka w sfatygowanym kilcie i surducie. - Z 
radością na niej pojadę - odparł John z uśmiechem. Tam ućhylił kapelusza i odszedł, kiedy 
John dosiadł konia. Christina przyjęła pomoc Aedana przy wsiadaniu na wysokie siedzenie 
gigu. - Obiecuję, ze będę powoził spokojniej niż Tam - powiedział Aecłan, ujmując lejce. - 
Tamta przejażdżka była bardzo orzeźwiająca - stwierdziła Christina. - Nie dziwi mnie pani 
opinia, choć. nie wiem, dlaczego. Ruszyli John na siwku jechał tuz obok w dol prywatnej alei, 
dochodzącej do drógi publicznej.. Aedan utrzymywał gniadosza w równym tempie. Christina 
usadowiona na wyś iełanej ławeczce popatrzyła na niego. - Nie musi pan pełznąć jak ślimak 
z uwagi na mnie, sir L Aedanie. - Niecierpliwa z pani dziewczyna - odmruknął, zerkając na 
nią. - Chodziło mi raczej o konia, pani Blackburn Pog nie przywykła do biegu przy powozie, 
nie jest też przyzwyczajona do różnyćh jeźdźców, chociaż pani brat dobrze ją traktuje. To 
zwierzę obdarzone wielkim temperamentem. - Pog? - spytała zaciekawiona Christina. - To 
skrót od pógach. - Popatrzył na nią. - Pani zna szkocki, prawda? - Oczy mu zabłysły, a na 
wargach zaigrał uśmiech., - Lubiąca pocałunki - odparła Christina. - To pan nadal jej imię? - 
Zerknęła na Aedana z ukosa, odpowiedział jej uśmiechem. - To pomysł Tama. Co wieczór 
całuje ją w pysk, jeszcze od czasów, kiedy była źrebięciem. Był przy jej narodzinach i Pog to 
właściwie bardziej jego koń niż mój. Tam przysięga, że Pog płacze, jeśli nie pocałuje jej na 
dobranoc. John roześmiał się, Christina zachichotała. £aweczka gigu była dość wąska, 
siedziała więc blisko Aedana, i chociaż jej spódnica i halkistanowiły barierę, była przyjemnie 
świadoma bliskości męskiego sprężystego uda i dotyku ramienia swego towarzysza. Droga 
wiła się wstążką przez wrzosowiska. - Droga jest w dobrym stanie - zauważyła Christina. - A 
w Highlands tyle jest wyboistych, pożłobionych koleinami traktów. - To stary trakt poganiaczy 
bydła, który przebudowaliśmy i pokryliśmy nówą nawierzchnią. Nadzoruję drogi publiczne w 
zachodnich regionach od mniej więej dwóch lat Ten odcinek jest płaski, lecz gdy.dojedziemy 
dciwzgórz, zacznie piąć się w górę. W Highlands nie da się uniknąć dużego nachylenia drogi. 
- Tam Durie już nam zademonstrował, jak bardzo potrafią być strome - przypomniała 
Christina, a Aedan się róześmiał. Wkrótce wskazał na farmę, która przycupnęła u stóp 
wysokiego ponurego wzgórza. - To nasza farma. Pochodzi z niej większość tego, czego 
potrzebujemy w Dundrennan House. Parlan MacDonald, który zarządza gospodarstwem, dba 
również o naszych dzierżawców. Jego brat Hector kieruje moją ekipą, budującą drogę, a 
córka i matka Hectora zajmują się naszym praniem. Dzierżawców jest teraz mniej, ale wciąż 
jest sporo roboty dla zarządcy, znajdziemy też pracę dla każdego dzierżawcy, który by jej 
potrzebował. Mój ojciec zawsze na to nalegał, bez względu na kłopoty ostatnich 
siedemdziesięciu pięciu lat, i ja także za wszelką cenę będę się starał, by utrzymać ten stan. - 
Czy wiele domow zburzono, by zapewnic pastwiska dla owiec, jak w innych rejonach 
Highlands? - spytał John. Aedan pokręcił głową. - Nie tutaj. Mój ojciec i dziadek nie 
pozwoliliby na to. Musieliśmy jednak sprzedać część naszej ziemi i znajdujące się tam domy 
zburzono, by założyć pastwiska i prywatne tereny łowieckie. Nie mogliśmy temu zapóbiec, 
gdy wyzbyliśmy się praw do tej ziemi. Niektórzy musieli opuścić domostwa, w których ich 
rodziny żyły od pokoleń, innych wyeksmitowali nowi dzierżawcy. - Czy wielu mężczyzn z 
posiadłości poszło na wojnę? - zainteresował się John. - O tak, wielu z nich przyłączyło się do
regimentu szkockiego z nadzieją zapewnienia pewnego dochodu rodzinie. Sporo z nich 
zginęło na Krymie i w Indiach, wielu też po prostu zostało za morzem. Niektóre wdowy z 
rodzinami wyjechały do krewnych, inne na zawsze opuściły Szkocję. Ale niektóre wciąż tu s 
Christina westchnęła. - W taki sposób giną stare tradycje. - Szkocja przez całą swą historię 
doświadczała wojen i konfliktów, lecz nigdy nie zaznała zmian na taką skalę jak w ciągu 
ostatnich kilku pokoleń. Nie jesteśmy w stanie wojny, a jednak wróg czyha u bram, - Jaki 
wróg? - spytał John. - Bieda, sir, i chciwość. Arogancja i przesądy. Nawet coraz 
popularniejsze podróże, ludzie pragnący zwiedzać romantyczne okolice, lecz nie okazujący 
poszanowania naszym obyczajom. Istnieją grupy, które działają na rzecz zachowania starej 
szkockiej kultury, sir - wtrąciła Christina - Sama nalezę do kilku z nich. Pański ojciec w swojej 
poezji ożywił szkoclie dziedzictwo, podobnie jak Scott, Burns i inni - Szlachetne wysiłki. 
Zgadzam się, że naszą kulturę należy chronić, lecz Szkocja, aby przeżyć, musi wkroczyć W 
epokę nowoczesności. Odrobina modernizacji przyniesie kulturze i ludziom z wyzyn Szkocji 
duzo korzysci Wolę wspierac wprowa daanie udogodnień i rozwój aniżeli destrukcję, i 
połączenie nowych metod ze starymi. Zarazem podziwiam historię i kulturę Highlands i 
gorąco pragnę przyczynić się do jej ochrony i za. chowania. - A co z drogami, które buduje 
pan w całej Szkocji? Czy uważa pan, że to działalność na rzecz ochrony starej kultury? - 
Drogi to nowe ścieżki do serca niedomagającego narodu, pani Blackburn.. Drogami i koleją 
napłynie do Szkocji nowa krew, która pomoże ocalić ten kraj. - To znaczy, że jest pan 
krzyżowcem walczącym o dobro Szkocji tak samo jak ja - stwierdziła, patrząc na niego. - 
Staram się jak mogę - odparł. - Ale najważniejsze jest dla mnie Dundrennan, ten skrawek 

background image

Szkocji, znajdujący się całkowicie w moich rękach. Gig przyspieszył, John również popędził 
konia. Wzgórza starały się dosięgnąć błękknego nieba. Ich łagodne zbocza porastała trawa i 
pokrywały kamienie. Wrzosowiska barwiły je na śliwkowo. Christina rozejrzała się dokoła z 
podziwem. Odcinek ukończonej już drogi urywał się tuż przed nimi. Na wzgórze prowadził 
trakt oczyszczonej ziemi, trasę nowej drogi wyznaczono drewnianymi tyczkami. - Właśnie 
tam umieszczono proch - wskazał Aedan. Christina poprzez woalkę dostrzegła ciemne 
rozdarcie z prawej strony wzgórza. Zdaniem Aedana MacBride nie było szczególnie godne 
uwagi. - Najwyraźniej konieczność przeprowadzania badań uważał po prostu za kolejną 
niedogodność, Christina jednak była niezmiernie ciekawa, co też może kryć się we wnętrzu 
Cairn Drishan. Może tak, jak mówi legenda, tkwi tam dawno zapomniany stary skarb? Może 
jej wuj mimo wszystko mial rację, twierdząc, że król Artur przebywał niegdyś w tym rejonie? 
Może uda się znaleźć jakieś dowody na potwierdzenie jego teorii? Bez względu na to, czy 
skarb we wnętrzu wzgórza był tyl- - ko wytworem wyobraźni, czy też nie, Christina nie mogła 
się już doczekać, kiedy wreszcie pozna tajemnicę Cairn Drishan. - Uśpiony król - szepnęła 
Christina. - Czy dostrzega pan jego postać w zarysie linii tego łańcucha? - Co takiego? - 
Aedan popatrzył na nią ze zdziwieniem. - Celtycka legenda opowiada o królu schwytanym w 
pułapkę we wnętrzu góry za pomocą magii - wyjaśniła, a potem zaczęła pokazywać. - 
Gdybyśmy -mogli zajrzeć pod warstwę ziemi, zobaczylibyśmy go uśpionego. jego głowa 
znajduje się z lewej strony, poniżej jest bark, a te mniejsze wzgórza to biodro, kolano, aż do 
stopy. - Rzeczywiście, teraz to widzę. Chociaż zastanawia mnie, jak pani może dojrzeć 
cokolwiek przez tę siatkę. Wygiąda pani w tym kapeluszu zachwycająco, madame, lecz nie 
jest chyba zbyt praktyczny. - Dzięki tej woalce słońce tak mnie nie razi. Sam pan powinien 
sprobowac czegos takiego Moze przestałby pan wte dy marszczyć brwi. Aedan się 
roześmiał, a Christina, słysząc to, sama pokusiła się na usmiech, z nadzieją jednakze, ze 
woalka choc trochę go za słoni. - A więc król śpi, ponieważ rzucono na niego urok. A jeśli się 
obudzi? - spytał. - Podobno wtedy w Szkocji znów zapanują spokój i dostatek - W 
Dundrennan mamy podobną legendę, lecz nasza opo wiada o uspionej księzniczce - A kiedy 
się obudzi, także wszystko się poprawi? - Tak mówi legenda - szepnął Aedan. - Ale ona nigdy 
się nie obudzi, bo nikt nie potrafi zniszczyc złej mocy zaklęcia. Christina posłała mu 
zaciekawione spojrzenie, lecz Aedan zatrzymał gig, zeskoczył na Ziemię i obszedł powóz 
naQkoło. - Cóż, pani Blackburn, ponieważ powłoka tego wzgórza juz została rozdarta, 
zobaczmy, co się pod nią kryje - Złapał Christinę w pasie i zsadził na Ziemię. Z 
przyjemnością poczuła żelazny uścisk jego mocnych palców w talii i przytrzymała się jego 
przedramion. - Stąd pójdziemy piechotą - oznajmił. - To łatwiejsze niż jazda gigiem po 
nieukończonej drodze. Proszę mi powiedzieć - dodał, zerkając na Johna, który przywiązywał 
Pog do pobliskiego drzewa. - Czy dla pani brata wspinaczka może okazać się trudna? - 
Rzeczywiście, lecz John ostatnio radzi sobie coraz lepiej. Odpocznie, jeśli noga za bardzo 
będzie mu dokuczać. Dziękuję za troskliwość. - A pani? Czy pani będzie miała jakieś 
trudności? - Zadnych. Tędy? - Christina zebrała spódnice i ucieszona, że włożyła mocne 
buty, prędko zeszła na ścieżkę. Nad głową wysoko w górze widniała szczelina w zboczu. - 
Szczyt najwyższego z tych wzgórz wznosi się tysiąc stóp nad Ziemią - powiedział Aedan, 
idąc za nią. John został nieco z tyłu. - Może pani stąd zobaczyć, w którym miejscu 
przerwalalmy pracę. Tam, pod tą skalą, mniej więcej trzysta stóp w górę. - Mam nadzieję, że 
droga wkrótce będzie ukończona - stwierdził John. - To zależy od pana siostry. - Aedan 
zerknął na Christinę. Zmarszczyła czoło, słysząc tę odpowiedź, i przyspieszyła kroku. Nieco 
wyżej zatrzymała się, by popatrzeć na stos poszarpanych kamieni. Widok książek Waltera 
Carristona w bibliotece Dundrennan znów przypomniał jej o kontrowersyjnych teoriach wuja, 
dotyczących Szkocji celtyckiej. Sir Edgar Neayes dał jej do zrozumienia, że być może zdoła 
tu znaleźć jakieś dowody na wsparcie idei wuja. Gdyby okazało się to prawd niedomagający 
wuj zdołałby przed śmiercią odzyskać dobrą sławę, Poczuła przypływ nadziei, ale może było 
to tylko pobożne życzenie. Praca z wujem Walterem fascynowała ją i przynosiła wiele 
satysfakcji pod wieloma względami, lecz w ostatnim roku wywoływała raczej przygnębienie, 
bowiem drogie sercu wuja idee zostały wyśmiane przez środowisko akademickie, a fakt ten 
bardzo źle wpłynął na jego zdrowie. Gdyby badania Christiny ujawniły w tym rejonie 
obecność Piktów, nadszarpnięta reputacja wuja wiele by na tym zyskała. Zapał Christiny 
odżył na nowo. Wspinała się teraz szybciej, wyprzedziwszy mężczyzn. Idąc, unosiła brzegi 
szarej wełnianej spódnicy i czterech halek, łącznie z tą z czerwonej flaneli, błyskającą ogniem 
przy każdym jej kroku. ścieżka przecinała porośnięte wrzosem zbocza i prowadziła ku 
miejscu, w którym dokonano wybuchu. Darń została tu zdarta, ódsłoniła się surowa Ziemia i 
czysta skała. Christina, pomimo iż włożyła mocne buty, poślizgnęła się na kamienistej 
ścieżce. - Ostrożnie! - zawołał Aedan MacBride, doganiając j4 Wyciągnął rękę, by pomóc jej 
przeskoczyć przez błotnistą kałużę. Christina przez rękawiczkę wyczuła ciepło i siłę jego 

background image

palców. - Po deszczu błoto potrafi być tu okropne. Wykopaliśmy rowy odwadniające, ale 
gwałtowna burza mogłaby spowodować lawinę błotną. To jeszcze jeden z powodów, dla 
których należy jak najszybciej ukończyć budowę drogi. - Zwrócił się teraz do brata Christiny - 
Panie Blackburn? John zszedł ze ścieżki i przysiadł. ną wielkim głazie. W rękach trzymał 
nieduży szkicownik. -. Zaraz przyjdę. Chciałbym naszkicować okolicę i zrobić notatki o 
kolorze światła. Christina popatrzyła na Aedana. - Chyba musi odpocząć - szepnęła. - Pocisk 
wyrwał mu kawałek mięśnia i ta noga wciąż nie odzyskała pełnej siły. John nigdy nie skarży 
się wprost, ale rana nieustannie sprawia mu ból. Aedan pokiwał głową ze zmarszczonym 
czołem. - Od tego miejsca zbocze jest dosyć strome i trudne do pokonania, madame. Czy 
pani także chciałaby odpocząć? - Nie - odparła Christina zdecydowanie. Słońce świeciło 
mocno, lecz woalka utrudniała jej widzenie. Odgarnęła ją więc do tyłu i przypięła do 
kapelusza długą szpilką. - Mając taką broń, mogłaby pani dowodzić armią - skomentował 
Aedan. Christina posłała mu pełne wyrzutu spojrzenie i podjęła wspinaczkę. Zaczerpnięcie 
oddechu przychodziło jej teraz z większym trudem, w duchu przeklinała też fiszbiny gorsetu, 
który nosiła pod bluzką i żakietem, ale i tak cieszyła się, e 

wybrała krótsz spacerową 

spódnicę i trzewiki na grubych podeszwach, dzięki którym mogła teraz stawiać pewne kroki. 
Aedan poszedł przodem. Od czasu do czasu wyciągał rękę, by pomóc jej pokonać stromy 
kręty trakt, jego dłoń była mocna i pewna. Kiedy ją puszczał, Christinie brakowało tego 
uścisku. - Dlaczego ta droga tak się wije? - spytała. Przystanęła i ujęta się pod boki, żeby 
zaczerpnąć kilka głębszych oddęchów. - Ponieważ zbocze tutaj jest takie strome. Droga nie 
może iść prosto. Wyznaczyliśmy jej trasę tak, by pięta się lekko pod górę, zakręcała i znów 
się wznosiła. - Aedan, mówiąc, gestykulował. - W ten sposób powóz nie musi pokonywać 
zbyt wielkiej stromizny. - Kiedy tak idę piechotą, mam wrażenie, jakbym się wspinała na 
prawdziwą górę - stwierdziła Christina, wciąż nie mogąc złapać tchu. - Dlaczego nie 
poprowadzono drogi w taki sposób, by okrążyła wzgórze? - Popatrzyła w dół. Zbocze 
opadało stromo od krawędzi ścieżki, osłoniętej głazami. - Widzi pani ten szeroki strumień na 
wrzosowisku? Płynie blisko wzgórza i dolna część zbocza bywa czasami bardzo grząska, a 
ziemia po drugiej stronie strumienia nie należy już do mojej posiadłości i nie mogliśmy 
uzyskać zgody właścicieli. Woleli zachować tę część jako tereny łowieckie. - Mówił pan, że 
parlament może nakazać budowę drogi publicznej? - Owszem, lecz właścicielem tego 
kawałka Ziemi jest królowa - odparł. - Odbywają się tu polowania, trudno więc dyskutować o 
prowadzeniu drogi przez tenteren. - Rozumiem. Ach, Tam wiózł nas tamtędy - powiedziała, 
rozglądając się dokoła. - To widok, od którego wprost zapiera dech w piersiach. - Proszę 
spojrzeć, orzeł! Znajdowali się tak wysoko na zboczu, że wielki ptak sunął w powietrzu 
poniżej, a blask słońca padał na jego rozpostarte skrzydła. Poniżej jak złocista kołdra 
rozciągały się wrzosowiska, a niebo było jasne i pogodne. Christina uśmiechnęła się i aż 
westchnęła z podziwu nad pięknem krajobrazu. - To prawda, ślicznie tu i tak spokojnie - 
przyznał Aedan, obserwując ją. -Jako chłopiec często tu przychodziłem, to jedno z moich 
ulubionych miejsc. - Po cóż więc niszczyć je przy użyciu prochu? - Tu było mnóstwo skał, nie 
mieliśmy zatem wyboru. Uznaliśmy też, że nie Znajduje się tu nic o wartości historycznej, 
każdym razie nic takiego nie dostrzegliśmy. - Mój wuj od zawsze żywił przekonanie, że na 
Cairn Drishan można znaleźć coś interesującego - powiedziała Christina. - Przecież na 
wzgórzach Strazhclyde wszędzie są jakieś starożytne ruiny. - Mój ojciec również podzielał tę 
nadzieję. - Pan jednak w to nie wierzy? spytała zadziornie. - Nie bardzo. Czy może pani iść 
dalej, pani Blackburn, czy też będzie pani musiała zdjąć gorset? - Przy tym pytaniu lekko 
uniósł brew. Christina zaczerwieniła się. - To nie pański interes. Uśmiechnął się w 
odpowiedzi i znów zaofiarewał pomocną dłoń. Christina przyjęła ją i ruszyli pod górę. Wkrótce 
dotarli do rumowiska skał, po których musieli się wspinać. Wiatr szarpał wstążkami od 
kapelusza Christiny i wydymał jej spódnicę. - Ostrożnie, moja droga. Moi ludzie nie uprzątnęli 
jeszcze wszystkich odłamków po wybuchu. Muszę prosić, żeby nigdy nie przychodziła pani 
tutaj sama. To nie jest bezpieczne - dodał, podciągając ją w górę. Christina stanęła przy orni 
ipoparrzyła mu prosto w oczy. - Nie jestem bezradną panienką, sir. Doskonale dam sobie 
radę. Aedan spoglądał na nią z całą powagą. - Christino Blackburn! - rzekł surowo. - Tutaj 
jest niebezpiecznie i nie wolno pani przychodzić tu samej. Będę pani towarzyszył ja albo 
któryś z moich ludzi. Rozumie pani? - Zmarszczył czoło, czarne brwi zarysowały się jakby 
mocniej nad niebieskimi oczami o niezwykłej przejrzystości. Chrisrina w myślach rozważyła, 
czy powinna się z nim kłócić, i w końcu skinęła głową. - Rozumiem. Aedan mocniej uścisnął 
ją za rękę i przeprowadził przez kolejne głazy - Jeszcze tylko kilka stóp. Dobrze. A oto 
rzeczone miejsce. Christina rozejrzała się dokoła i w końcu utkwiła spojrzenie w jednym 
punkcie. Z ziemi wytawały.pociemniałe od starości nieregularnego kształtu kamienie, 
przypominające zęby w potwornej szczęce. Dzikie, pierwotne, lecz najwyraźniej układające 
się W jakąs strukturę Nie ukształtowała ich natura ani tez siła wybu cliii, lecz narzędzia, 

background image

uloono je według przemyślanego wzoru. Wiele jednak się wykruszyło, tworząc rumowisko. 
Christina puściła rękę Aedana i z bijącym sercem ruszyła naprzód. Zniszczony mur 
poczerniał ze starości, lecz tu i ówdzie zdawał się w dziwny sposób lśnić. Za wyznaczoną 
przez niego linią dostrzegła ziejącą jamę w zboczu, niczym otwartą gardziel, z której sterczały
ostre zęby. - Ach! - westchnęła. Przyklęknęła na jedno kolano, dotknęła kilku kamieni. - Ojej! - 
Mam nadzieję, że nie jest pani rozczarowana po tak cług ej wędrówce. Ale reakcji Christiny 
nie ciało się nazwać ani rozczarowaniem, ani podnieceniem. Słowem najlepiej opisującym jej 
stan była chyba konsternacja. Nie potrafiła tak od razu rozwiązać zagadki tych kamieni, nie 
wiedziała, co mówić. świadoma, że przybyła tutaj w roli eksperta, postanowiła ukryć swoją 
niepewność. Spodziewała się, że zastanie ruiny, lecz nie tak kompletny chaos. Po chwili 
wyciągnęła z torebki nieduży notatnik i uklękła na poduszce ze spódnic i halek,żeby zrobić 
kilka pospiesz. nych notatek i szkiców. Potem wstała. MacBride przysunął się w jej stronę, 
pokonując usypaną z kamieni barierę. - Proszę uważać - ostrzegł ją. - Ta konstrukcja nie jest 
stabilna. Christina kiwnęła głową, zrobiła jeszcze kilka szkiców. Od jak dawna ten mur tkwi 
tutaj? I co to. za struktura? Zeskrobała w jednym miejscu warstwę Ziemi i odwróciła kilka 
mniejszych kamieni. Na klęczkach badała dłonią zrujnowany mur. Coś w wyglądzie tych 
kamieni wydało jej się bardzo dziwne, na razie jednak nie potrafiła uświadomić sobie, w czym 
rzecz. Marszcząc czoło, kontynuowała badanie. - Jak pani widzi, nie ma tu chyba zapasów 
ukrytego złota - odezwał się Aedan. - Przy-kro mi, że tak niewiele tu jest do dalszych bdań. 
Christina zamyślona podniosła nieduży ciemny kamień. - Proszę nie przepraszać, sir, ten mur 
moze być napaw4ę bardzo, bardzo stary Prowadzone przez mr4ego wuia bada- nsa 
celtyckich plemion wskazywały na obecnoec ich osad w okolicach Dundrennan - Co; o kilka 
mil stąd na jednym ze wzgorz znaleziono szczątki fortyfikacji. .-Owszem, śłyszałam o nim. A 
tam gdzie był fort, często sąsiedztwie były również zagrody. Nie zamierzam na razie 
rezygnować z dalszego badania tego rumowiska. - Na razie? - Tak, jeszcze nie. Podniosła 
głowę i zobaczyła, że Aedan marszczy czoło. Wiatr rozwiewał mu włosy, wydymał koszulę i 
szarą kamizelkę, gdyż surdut Aedan zostawił w powozie. Silny, przystojny, intrygujący 1 
tajemniczy, sprawiał wrazenie, ze stanowi cząstkę tego miejsca. Nawet jego Czarne włosy i 
niebieskie oczy, czarne ubranie i szara kamizelka zdawały się harmonizowac ze stalową 
szarością otaczających go kamieni. - Pani Blackburn, proszę nie dać się zwieść swoim 
ideałom i gorącemu pragnieniu znalezienia tutaj Czegoś cennego. - Sir - Christina poderwała 
się z bijącym sercem, lecz za raz przypomniała sobie, że Aedan nie może nic wiedzieć o jej 
nadziejach związanych z pracą wuja. - Tutaj nie ma żadnych cudów. ¯adnego skarbu. 
Zadnych starozytnych grobowcow, czekających na odkrycie To naj prawdopodobniej ruiny 
„czarnej chaty”, którą kilka dziesiątków lat temu przywaliła lawina błotna. Na szczęscie ludzie 
opuscili ją wcześniej, bo wśród kamieni nie znaleźliśmy żadnych ciał. Proszę mi wybaczyć, że 
poruszam tak nieprzyjemny temat. - Alez byłabym zachwycona, gdybysmy znalezli tu jakieś 
stare kości Mogłyby dostarczyc wspaniałych informacji o przeszłosci Jeśli chce pan nakłonić 
mnie do porzucenia tego zadania  lub wątpi pan, by kobieta mogła się tu do czegoś przydać, 
to zapewniam, że jest pan w błędzie. Aedan zmrużył oczy - Nie dbam o to, czy sir Edgar 
przysłał do zbadania tego wzgórza męzczyznę, kobietę czy straszydło Jestem pewien, że 
potrafi pani odróżnić ,,czarną chatę” od fortyfikacji. - Ząpewniam pana, sir, że to nie jest 
czarna chata. - odparowała Christjna. - No to szałas pasterski. Tak czy owak to tylko kupa 
statych brudnych kamieni, które należy usunąć z drogi. - Nie jestem archeologiem - to nowa 
nauka lecz nie mogę potraktować tego znaleziska jako czegoś nieistotnego, przynajmniej na 
razie - powtórzyła. - Zamierzam wnikliwie je ocenić. - Może pani je oceniać tak wnikliwie, jak 
pani zechce, tylko proszę się pospieszyć. Christina otrzepała Ziemię z dłoni. - - Skąd taki 
pośpiech? - Droga musi zostać ukończona do połowy października, pani ocena nie może 
więc potrwać dłużej niż kilka dni. - Pan chce się mnie pozbyć. Aedan przekrzywił głowę. 
Christina dostrzegła, że narastają w nim zniecierpliwienie i gniew. - Zarówno pani, jak i pani 
brat możecie zostać w Dundrennan tak długo, jak tylko sobie życzycie. Proszę tylko 
zakończyć jak najszybciej swoją pracę, tak bym ja mógł się uporać z moją. - Nie będę się 
spieszyć, nie pozwolę też, aby to pan mówił mi, co mam myśleć o tym miejscu - oświadczyła 
wzburzona. - Po prostu chciałbym, żeby działała pani... sprawnie, madame. - Zrobił krok do 
tyłu. - A teraz, jeśli pani pozwoli, musimy stąd iść. - Jeśli pan pozwoli, sir, zostanę tu jeszcze 
przez jakiś czas, Proszę wracać do pracy, z bratem będę tu zupełnie bezpieczna. A więc 
dobrze - zmarszczył czoło Aedan. - Moja ekipa pracuje na wrzosowisku po drugiej stronie 
tego wzgórza, znajdzie mnie tam pani, gdyby pani czegokolwiek ode mnie potrzebowała. 
Zostawię gig pani i panu Blackburnowi, sam pojadę konno. Pani Gunn oczekuje państwa na 
lunchu o pierwszej. Do widzenia, pani Blackburn. - Pozostaje jeszcze jedna sprawa do 
omówienia, zanim pan odejdzie. - Christina wiedziała, że Aedanowi bardzo nie w smak 
będzie to, co chce mu przekazać, postanowiła więc mieć to jak najprędzej z głowy. - Zdaje 

background image

pan sobie sprawę z tego, że wszelkie prace konstrukcyjne na wzgórzu muszą zostać teraz 
wstrzymane? - Owszem, jestem tego świadom - odparł szorstko. - Sir Edgar życzy sobie, by 
wszelkie prace przy budawie drogi wstrzymano do czasu wyrażenia przezniego opinii. 
Dotyczy to wszelkich prac na wrzosowisku w odległości mniej więcej mili Aedan zmrużył oczy 
- To przecież śmieszne! - Użycie prochu lub jakiejś maszynerii mogłoby wywołać wibracje, 
mogące uszkodzić delikatne znalezisko. - Nie ma żadnego znaleziska - odparł surowo. - Ma 
pani przed sobą lupek i piaskowiec, a nie kruchą porcelanę, na miłość boską! - Nie ma o co 
tak się burzyć. Jest pan inżynierem, proszę nie udawać, że pan nie rozumie 
niebezpieczeństwa, jakie mogą spowodować wstrząsy - Oczywiście, że to rozumiem. - A 
poza tym prawo o cennych znaleziskach nakazuje... - O jakich cennych znaleziskach? - 
przerwał jej. - Czy jest teraz pani sędzią, który będzie decydował o mojej karierze i 
przyszłości mojego domu? Jeśli stracę Dundrennan z powodu... - urwał, odwrócił się, jak 
gdyby starał się zapanować nad gniewem, a jednocześnie ukryć swoje myśli. - Stracić 
Dundrennan? - powtórzyła Christina. - Co pan chce przez to powiedzieć? - Nic - odburknął. 
Pani Blackburn, ta droga musi zostać poprowadzona tędy bez względu na to, co pani tu 
znajdzie. - Z tymi słowami odwrócił się na pięcie i odszedł, zręcznie omijając kamienie, aż 
zniknął za skałą. - Aedan MacBride może mieć rację, Christino - powiedział później John. - 
To może być jedna wielka kupa kamieni bez żadnego znaczenia. - Przysiadł na głazie, 
zmęczony wspinaczką. - Przypuszczam jednak, że się nie poddasz. Christina przyglądała się 
rumowisku, czując, że opuszcza ją odwaga Uświadomiwszy sobie wielkość zadania, jakie 
przed nią stało, poczuła się niemal chora. Wybuch gniewu Aedana MacBride”a poruszył ją 
bardziej, niż chciała się do tego przyznać. Rozumiała jego dylemat, lecz nie mogła ulec jego 
woli. - Sir Aedan chce, żebym zrezygnowała z badań, ale ja muszę je kontynuować. - 
Owszem, lecz wcale nie z uwagi na prawo o cennych znaleziskach - pokiwał głową John. - 
Masz nadzieję znaleźć tu. taj jakiś dowód na poparcie teorii wuja Waltera. Christina 
potaknęła. - Musi tu być gdzieś jakaś wskazówka. Jesteśmy na właściwym obszarze, a ten 
mur mógł zostać wzniesiony w dawnych wiekach. - Nachyliła się i podniosła odłamek 
ciemnego kamie. nia, który wypad] ze zrujnowanego muru Ze zmarszczonym czołem 
obracała go w rękach. Ów fragment kamienia jakby do niej przemawiał, ale nie potrafiła tego 
sprecyzować. - A więc ty nie uważasz, że to jest zwyczajna czarna chata, jak sugerował sir 
Aedan? Christina pokręciła głową, w zamyśleniu przyglądając się trzymanemu w ręku 
skalnemu odłamkowi. - Ani trochę się z nim nie zgadzam - stwierdziła. .- Nie mam jeszcze 
pewności, dlaczego, to po prostu przeczucie. John pokiwał głową i skierował swoją uwagę na 
szkicownik. Christina obróciła się, a w tej chwili mocny, chłodny powiew wiatru nadciągnął na 
wzgórze, szarpnął jej woalką, wstążkami od kapelusza, wydął spódnicę. Christina bacznie 
przyglądała się usypanym dookoła chaotycznie kamieniom, potem przeniosła wzrok na 
ciemną, łagodną linię wzgórz. Coś musiało kryć się w tym miejscu, coś o szczególnym 
znaczeniu. Wiedziała to, czuła, lecz nie potrafiła jeszcze określić tego bliżej. Wystarczyłby 
jeden ślad, jeden przedmiot, nawet najmniejsza inskrypcja bądź rysunek, by ren zwykły 
zrujnowany mur zmienił się w obiekt o znaczeniu historycznym. Przed laty wielebny Walter 
Carriston przetłumaczył dokumenty odnoszące się do konkretnego niiejsca położonego w 
pobliżu Dundrennan. Wspominano w nich o królu Arturze, wielkim wojowniku, który został 
bohaterem wspaniałych średniowiecznych legend, lecz najprawdopodobniej żył w szóstym 
wieku. Dokonane przez wuja odkrycie o wczesnych wzmiankach o Arturze stało się podstawą 
pracy, której poświęcił życie. Starał się udowodnić, że Artur, wojowniczy król, żyjący w 
wojowniczym społeczeństwie przed nastaniem wieków średnich, miał związki z celtycką 
Szkocją, ba, mógł nawet stąd pochodzić. Teorie Carristona nie zostały dobrze przyjęte i źle 
się to odbiło zarowno na jego reputacji, jak i na zdrowiu. Nigdy jed nak nie zwątpił w 
wyciągnięte przez siebie wnioski. Christina szanowała wuja i jego pracę, wierzyła też, że jego 
teorie opierają się na prawdzie historycznej. Teraz, gdy odkryto ten mur na zboczu Cairn. 
Drishan, pojawiła się nowa nadzieja. Christina jednego była pewna: ten mur jest niezwykle 
stary. Obracając kamień w ręku, wpatrywała się w jego lśniącą zielonkawoczarną 
powierzchnię i kiwała głową. Doprawdy, jest stary, bardzo stary! Król Artur w Dundrennan. 
Jeszcze bardziej zdumiewała myśl, że księżniczka Dundrennan mógła być współczesna 
Arturowi. Znalezisko wspierające tę teorię, najdroższy sercu wu ja wniósek, mogłoby wywołać
burzę, mogło całkowicie odmienić spojrzenie badaczy arturiańskich. Mogło nawet odmienić 
interpretację dawnych legend. Nic dziwnego, że tak wielu uczonych odrzucało teorię 
Carristona Jego praca zagrazała temu, w co swięcie wierzyli, a mianowicie, że legendy 
arturiańskie wywodzą się z tradycji walijskiej, angielskiej i kornwalijskiej. Dopuszczano 
jedynie sugestie, że Artur, wojownik żyjący w szóstym wieku, przelotnie wspomniany we 
wczesnych kronikach, mógł przybyć do Szkocji z zamiarem jej podbicia. Jej wuj natomiast 
sugerował, że Artur mógł wywodzić się z jednego z plemion celtyckich. Była to skandaliczna 

background image

sugestia, nie do zaakceptowania pomimo przekonującego dowodzenia. - Gdybym tylko 
mogła znaleźć jakiś materialny dowód na poparcie teorii wuja - powiedziała Christina, 
rozglądając się w zamysleniu - Jego praca nie poszłaby na marne Prawda musi kryć się 
gdzieś tutaj, ja to wiem. - Jestes bardzo uparta. - John podniosł się i stanął obok niej - Upór to 
dobra cecha, lecz nie żądaj od siebie rzeczy niemożliwych Christina popatrzyła na brata. - 
Muszę. Wiesz, że muszę. Westchnął i po chwili kiwnąl głową. - Coz, jesit twoja determinacja 
Jest tak wielka, pomogę ci, jak tylko zdołam. Będziesz jednak musiała znaleźć ten swój 
dowód przed przybyciem sir Edgara, który ci go odbierze. Christina zastanowiła się. - Wobec 
tego będę musiała prosić sir Aedana o pożyczenie szpadla - roześmiała się gorzko. - Albo 
każe mi samej tutaj kopać, albo nie zgodzi się na pożyczenie narzędzia i będzie mi wmawiał, 
że to nieistotne, i nakłaniał do wyjazdu. Ale to naprawdę ważne, Johnie. - Znów popatrzyła na 
kawałek ska. ły, trzymanej w dłoni. - Jestem tego pewna. - Nie wydaje mi się, żeby był aż 
takim sknerą. A oprócz tego ma sporą ekipę... Myślisz, że wszyscy są mu tam potrzeb. ni? - 
uśmiechnął się lekko. - Johnie Blackburn, jesteś geniuszem! Wolisz zejść na dół, czy raczej 
odpocząć tutaj i zaczekać, aż. wrócę? Zaczekam. Wspinaczka pod górę była długa, a 
chciałbym jeszcze zrobić parę szkiców. A dokądty się wybierasz? Christina podrzuciła w górę 
błyszczący kamień. - Zamierzam przekonać pana Sknerę, żeby pożyczył mi coś więcej niż 
tylko szpadel. - Z tymi słowami uniosła spódnicę i pobiegła w dół zbocza. Ziemia i skała 
rozdarły się, wyrzucając odłamki w błękitne niebo, kiedy wybuch wstrząsnął wrzosowiskiem. 
Aedan, stojący w odległości dwustu jardów, odczul wibracje. Będąc inżynierem, był 
świadkiem niezliczonej liczby wybuchów, lecz tym razem miał wrażenie, że zachwiał się jego 
świat. Niczym cień przemknęło przez jego duszę złe przeczucie. To tylko rutynowa eksplozja, 
tłumaczył sobie, całkowicie bezpieczna, niezbędna faza budowy publicznej drogi, którą 
nadzorował. Jego kontrakt z Komisją Departamentu do spraw Dróg wymagał punktualnego 
ukończenia projektu na wyżynach Szkccji i Aedan chciał za wszelką cenę dotrzymać 
zobowiązań. Ponieważ nowa droga przecinała skrawek ziemi, której był panem, niezbyt 
dobrze się czuł, wprowadzając tak trwałe zmiany w krajobrazie. Zgadzał się jednak z 
koniecznością unowocześnienia Szkocji i był gotów zrobić wszystko, by kraj odniósł z tego 
korzyści. Szeroka droga pokryta była twardo ubitą warstwą pokruszonego kamienia. 
Prowadziła na południe przez wzgórza stronę Glasgow. Na północy stykała się z linią wzgórz, 
które całymi milami ciągnęły się przez wrzosowiska. Dalej miała się piąć po zboczu Cairn 
Drishan, jej trakt wzdłuż wydeptanej ścieżki wyznaczono drewnianymi tyczkami. Od dwóch lat 
Aedan i jego załoga pracowali przy budowie tej trasy wzdluż linii granicznej szkockich wyżyn, 
zmagając się z trudnym terenem i nieprzewidywalną pogodą. Do wizyty królowej w 
Dundrennan pozostawało zaledwie siedem tygodni, a rząd pragnął, by do tego czasu budowa 
nowej drogi została ukończona. Tymczasem niedawne odkrycie kamiennego muru na zboczu 
Cairn Drishan wstrzymało prace nad jakże istotnym fragmentem drogi prowadzącym przez 
wzgórza. Zerknął w stronę Cairn Drishan odległego o ponad milę, dobrze jednak widocznego 
wśród falującego łańcucha wzgórz. Zaokrąglony wierzchołek był nieco przekrzywiony niczym 
włożony na bakier kapelusz. Nacięcia od podstawy do połowy zbocza znaczyły planowaną 
trasę, a głębokie wyżłobienie wskazywało miejsce, w którym znaleziono zrujnowany mur. 
Pomyślał, że Christina Blackburn jest teraz właśnie tam i bada te kamienie. Już sama myśl o 
niej sprawiła, że serce uderzyło mu nieco szybciej, skrzywił się, gdy zdał sobie z tego sprawę. 
Za pozornym opanowaniem i skromną powierzchownością szarej myszki kryły się 
temperament i żywiołowość. Fascynowała go przez to jeszcze bardziej, pragnął znów ją 
zobaczyć, lepiej poznać, być z nią... Nie, skarcił się w myślach. Zarówno dla Dundrennan, jak 
i dla jego właściciela o wiele lepiej by było, gdyby znawczyni starożytności okazała śię 
zmurszałą staruszką. Miał szczerą nadzieję, iż mur wzniesiono całkiem niedawno i że w 
związku z tym znalezisko nie ma żadnego znaczenia, co pozwoli mu kontynuować pracę tak, 
jak ją zaplanował. Wprawdzie wytyczenie innej trasy dla nowej drogi było możliwe, lecz Sama 
droga byłaby wtedy o wiele trudniejsza do wykonania. Grzmótwyhuchustopniowo cichł, 
Aedan poczuł ciepły po. drnach, niósący ze sobą pyl i zapach wrzosowisk. Wyszedł zza 
osłony leżącego na zboczu drogi głazu i zobaczył, że załóga idzie w jego siady Chwilę 
pozniej do Aedana zblizył się młody blondyn. - Odrobina prochu wystarczyła do wysadzenia 
tego rumowiska głazów i oszczędziła nam wielu dni ciężkiej pracy - powiedział Aedan. - 
Dobra robota, Rob! - Dziękuję, sir. - Jego asystent, inżynier Robert Campbell, uśmiechnął się 
zadowolony. Rob przypominał raczej jasnowłosego uczniaka, aniżeli najbardziej 
obiecującego studenta w klasach profęsora Rankine wykładającego nowoczesne zasady 
inżynierii na uniwersytecie w Glasgow, pomyślał Aedan. - Wiem, że pan woli ręczne kopanie 
gdzie tylko się da, żeby jak najmniej zniszczyć krajobraz, sir Aedanie, lecz znów natknęliśmy 
się na więcej skał, niż przewidywaliśmy. - Wysadzenie w powietrze było najlepszym 
rozwiązaniem. - Aedan otrzepał pyl z rękawów koszuli i ciemnobrązowej lnianej kamizelki. - 

background image

Umieściłeś ładunki w odpowiednim miejscu, dzięki czemu szkody ograniczyły się do 
minimum. - Hector MacDonald chodził za mną jak niańka. - Rob uśmiechnął się do 
tyczkowatego opalonego mężczyzny, któiy właśnie się do nich zbliżał. - Chciałem się tylko 
upewnić, czy eksplozja nie zdmuchnie szczytu Cum Drishan, ale ten chłopak zna się na 
robocie - powiedział Hector. - Chociaż tamten wybuch odśłonił mur na wzgórzu. Czy ta 
pańska antykwariuszka stwierdziła już, czy to miejsce o znaczeniu historycznym, czy nie? - 
Jeszcze nie. Wciąż się tam rozgiąda. Aedan już wcześniej poinformował asystentów o 
przyczynie swojego spóźnienia. - Mój ojciec zawsze wierzył, że na Cairn Drishan prędzej czy 
później znajdzie się coś wartościowego. Mam nadzieję, że nie okaże się, że miał rację. - Czy 
właśnie dlatego sir Hugh tak ostro sprzeciwiał się budowie drogi? - spytał Rob. - Sądziłem, że 
był w ogóle przeciwny wprowadzaniu jakiegokolwiek postępu na wyżynach Szkocji. - Bo tak 
właśnie było. Pragnął, by Szkocja pozostała nieskalana - odparł Aedan. - Doszedłem do 
wniosku, że ten mur mógł zostać zasypany przed wieloma laty z powodu osunięcia albo 
wręcz trzęsienia Ziemi - stwierdził Hector, wpatrując się w pasmo wzgórz. - To prawda - 
zgodził się z nim Rob. - Pasmo Drishan dochodzi do granicy Highlands, a wstrząsy w tej 
części Szkocji nie są wcale niczym niezwykłym. Studiowałem przez jeden semestr nową 
naukę, geologię - dodał dla wyjaśnienia. - A może ten domek pochłonęła lawina błotna? - 
podsunął Hector, - Domek? Przecież te muiy mają sześć stóp grubości! - oburzył się Rob. - 
Moim zdaniem okaże.się, że to bardzo stara budowla. Aedan westchnął ze znużeniem i 
potari ręką twarz. Odczuwał lekkie przerażenie na myśl o tym, że Christina Blackburn może 
teraz rządzić częścią jego życia. Również jego instynkt podpowiadał mu, że mają do 
czynienia ze starożytnym murem, choć nie chciał się do tego przyznać. Gdyby okazało się, 
że te marne kamienie rzeczywiście posiadają wartość historyczną, mógł stracić wszystko, 
drogę, ka. nerę, posiadłość i dom przodków, a wszystko przez jeden kłopotliwy kodycyl w 
testamencie ojca. - Do diabła - szepnął. Nie mógł się już doczekać, kiedy Christina zejdzie ze 
wzgórza i przedstawi mu swoje zdanie. Zerknął w tamtą stronę i wydało mu się, że widzi ją 
schodzącą po zboczu, lecz maleńka figurka zaraz zniknęła za występem skalnym. - Droga 
musi prowadzić przez to wzgórze - oświadczył, odwracając się z powrotem do swoich 
asystentów. - Nie mozerny sobie pozwolić na to, by stracić więcej czasu. - Tak czy owak nie 
pozostaje nam nic innego jak jeszcz trochę poczekać - stwierdził Rob. - Prawo o cennych 
znaleziskach wymaga zbadania tego muru pod kątem jego ewentualnej wartości historycznej 
dla Szkocji. - A gdybyśmy tak znaleźli skarb! To by dopiero było! - Hector z radością aż zatarł 
ręce. - I tak stałby się własnością państwa, nie naszą - przypomniał Aedan. - Słyszałem, że 
przed wiekami mieszkali tu starożytni krółowie - zaśmiał się Rob, patrząc na wzgórze. - 
Ciekaw jestem... - Rzeczywiście ten mur może być częścią starego zamku z legendy - 
powiedział Hector. - No właśnie - Robert pokiwał głową. - Sir Hugh MacBride opisał legendę 
Dundrennan w jednym ze swoich poematów, w Zaklętych różach. Jako chłopiec uczyłem się 
go na pamięć, wspominano tam o ukrytym złocie. - Wszystkie dzieci w wieku szkolnym uczyły 
się tych strof, nie wyłączając potomków ich autora - powiedział Aedan. -. Mój ojciec oparł się 
na naszej starej legendzie, lecz to przecież wymyślona opowieść. - Stara tradycja mówi, że 
gdzieś wśród tych wzgórz jest ukryte złoto, które tylko czeka na to, by je odnaleźć -. 
powiedział Hector. - Powiadają, że to złoto króla Artura. - „Skryte w szatach słońca” -- 
wyrecytował ze śmiechem Rob. - „Mnóstwo lśniących skarbów”. - To ładny wierszyk - pokiwał 
głową z aprobatą Hector. - Ten wierszyk liczy dziesięć pieśni - przypomniał Aedan. - I cały 
jest nonsensem. Nie ma żadnego skarbu, tylko stos starych kamieni. - Złoto króla Artura musi 
gdzieś tu być - upierał się Hec- tor. - Zostanie znalezione, gdy księżniczka się obudzi, 
uwolniona od złego zaklęcia. - To nigdy nie nastąpi - oświadczył Aedan. - Bajki dla dzie. ci! W 
większości wyssane z palca przez mojego ojca. - Część rej legendy jest prawdą - 
przypomniał Hector. - A jeśli złoto rzeczywiście istnieje, pan przestanie mieć kłopoty, sir. - 
Będę miał nowe - odparł szorstko Aedan. - Dundrennan House i należące do niego Ziemie 
staną się słynne i mnóstwo ludzi będzie chciało je obejrzeć - powiedział Rob. - Miałyby 
pojawićsię tłumy zwiedzających? - Aedan Pokręcił głową. - Chciałbym, żeby ta przeklęta 
sprawa jak najprędzej się skończyła. Ale cóż, nie ma innej rady, trzeba wracać do pracy. 
Hectorze, poproś Angusa Gowana, żeby zmierzył następny stopień nachylenia. Starszy z 
mężczyzn, kiwając głową, odwrócił się i ruszył stronę załogi, pracującej nieco poniżej. Aedan 
wyjął z kiesżeni oprawiony w skóręnotes i kawałek grafitu, wykonał prędki szkic i zrobił kilka 
notatek. Potem razem z Robem przeszli przez wysypaną kamieniem drogę do załogi i 
ekwipunku. - Rankine zaleca użycie prochu wszędzie tam, gdzie skała jest dostatecznie 
gęsta, by utrudnić prace ręczne - mówił Rob. - Jasne jest jednak, że nie możemy wysadzać 
wszystkiego na oślep na żadnym odcinku tej drogi, bez względu na to, jak twarda jest skała. - 
Najważniejsze to działać logicznie i kierować się instyriktern - oświadczył Aedan, zerkając na 
swojego ucznia. - Och, mam dla ciebie wiadomość, Rob. Moja ciotka i kuzynka Amy chciały 

background image

ci podziękować za wspólnie wypitą herbatę kilka tygodni temu podczas mojej nieobecności. 
Prosiły też, bym cię zaprosił na skromną kolację w Dundrennan House jutro wieczorem. Sam 
dowiedziałem się o tym dopiero dziś rano, panie postanowiły uroczyście powitać 
antykwariuszkę z muzeum i jej brata. - Serdeczne powitanie wroga? - uśmiechnął się Rob. - 
Na to wygląda - odparł Aedan z ponurą miną. - Proszę przekazać paniom, że jestem 
zaszczycony zaproszeniem. Nie mogę się już doczekać, kiedy poznam tę pańską 
antykwariuszkę. Bardzo jestem ciekaw, jakie niespodzianki kryją się w Dundrennan House. 
Kiedy byłem tam ostatnim razem, panna Stewart koniecznie chciała zawiesić nowe zasłony w 
oknach, więc jej pomogłem. - Amy nie wyleczyła się jeszcze z tej gorączki dekorowania 
wnętrz - roześmial się Aedan. W tej samej chwili dotarł do niego dziwny hałas. Obrócił się, 
pytająco wskazując na wielki czerwony silnik parowy, umieszczony na wozie ciągniętym 
przez dwa woły. Wielki metalowy potwór znów zaczął terkotać. Donald wzywa nas na pomoc. 
Zajmę się tym! - powiedział Rob i puścił się biegiem. Maszyna, silnik parowy poruszający 
wielkie tłoki i potężne ramię zakończone łyżką, warczała głośno i podzwaniała, wbijając w 
podłoże wielką łopatę wykopującą Ziemię pod nowy odcinek drogi. Maszyna przykuła 
całkowicie uwagę Aedana, patrzył, jak Rob spieszy, by właściwie ją ustawić, Wokół 
stanowiska, na którym wrzała praca, para mieszała się z kurzem, tworząc gęstą chmurę. 
Wzdłuż pasa, z którego zdarto Ziemię na wrzosowisku, męzczyźni wywijali kilofami i 
łopatami, uprzątając gruzy, by utorować drogę maszynie. Metalowy potwór wynajęty od 
pewnej firmy z Glasgow miał wielką moc i okazał się bardzo przydatny, chociaż miewał swoje 
humory i czasami sprawiał sporo kłopotów. Kiedy Hector zaczął wołać, starając się 
przekrzyczeć piekielne odgłosy machiny, Aedan ledwie go usłysza£ Rozejrzał się i 
spostrzegi, że Hector wskazuje na Cairn Drishan. Aedan również popatrzył w tamtą stronę. 
Zaklął głośno i ostro. Od strony wzgórz pędził ku nim jego własny gig, wzbijając tumany 
kurzu. Christina Blackburnściskała cugle, powóz pędził tak, że czarne wstążki przy jej 
kapeluszu i spódnica powiewały na wietrze. Uświadomiwszy sobie, że pojazd gna wprost na 
teren robót, i widząc, jak mężczyźni z przestrachem rzucają narzędzia i pierzchają na 
wszystkie strony, Aedan puścił się biegiem W stronę gigu. Zaczął krzyczeć i gestami 
nakazywać Chtistinie, by skręciła, lecz powóz jechał zbyt szybko, niebezpiecznie się 
przechylając. Aedan popędził więc za płócienny namiot, przy którym uwiązał Pog, by chronić 
ją przed kurzem i hałasem. Wskoczył na konia i pognał w stronę gigu, który przechylony 
pędził przez wrzosowisko. Christina rozpaczliwie usiłowała ściągnąć lejce. Aedan galopował 
przy powozie, w końcu wychylił się i sięgnął po uzdę gniadosza, lekko ją ściągnął i zaczął 
prowadzić oba konie naraz, coraz wolniej, aż w końcu oba się zatrzymały. Gig zahamował, 
przy czym jedno z kół uderzyło o skalę. Chnstina niemal wyfrunęła ze swego miejsca, 
zdążyła jednak przytrzymać się bocznej poręczy, choć nie zdołała opanować krzyku. 
Uspokoiwszy gniadosza, Aedan, wciąż dosiadający Pog, zawrócił konia, by spojrzeć na 
powożącą. Christina zdążyła się już podnieść i siedziała prosto. Przez moment tylko mignęły 
mu szczupłe kostki i łydki w jasnych pończochach, a także płomień czerwonej halki wśród 
piany koronek. Zaraz jednak zasłoniła je skromna szara spódnica. Christina poprawiała 
kapelusz na głowie i wygładzała żakiet. Aedan nie potrafił sobie wyobrazić, w jaki sposób 
zdołała przytrzymac na głowie kapelusz z woalką Nawet poprzez materiał widać było, jak 
bardzo jest blada. Okulary leciutko błyszczały, a na ramionach tańczyło kilka kasztanowatych 
loków, które wymknęły się z koka. Upięła je porządnie i popatrzyła Aedanowi prosto w oczy. - 
Czyżby brała pani lekcje powożenia u Tama Durie, madame - spytał Aedan spokojnie 
Popatrzyła na niego spod siateczki i dumnie uniosła brodę Aedan mało nie wybuchnął 
śmiechem, lecz większą ochotę miał ją ziajać za tak niemądre postępowanie i za 
wystraszenie go do szaleństwa. Krzyżując ręce na łęku, odpowiedział jej twardym 
spojrzeniem. - Pańskie błyskawicznie działanie mnie ocaliło - powiedziała Christina. - 
Dziękuję. - Ocaliło też gig i cennego konia - dodał, patrząc na nią. - Wydaje mi się, że w ciągu 
ostatnich dwudziestu czterech godzin trzykrotnie wyratowałem panią z opresji. W 
prymitywnych kulturach oznaczałoby to, że pani dusza należy do mnie. Christina spuściła 
głowę, poprawiła rękawiczki. - Dzięki Bogu, nie żyjemy w prymitywnej kulturze. Ale jesteśmy 
na wyżynach Szkocji, a tutejszych górali od dawna uważa się za dzikie plemię. W moich 
żyłach płynie czysta góralska krew, nawet jeśli według londyńskich standardów została 
odrobinę ucywilizowana. - Odrobinę - odparła Chństina krótko. - Można więc uznać, że jest 
mi pani winna duszę za wszystkie te trzy ocalenia - oświadczył stanowczo, cały czas usiłując 
zapanować nad gniewem. Serce wciąż waliło mu mocno ze strachu i obawy, wcale nie o 
drogiego konia czy sprowadzony z Londynu powóz, lecz o to, co mogło spotkać Christinę, 
gdyby nie jego interwencja. Chrisina otrzepała spódnicę. - Nie ma potrzeby się na mnie 
złościć, sir Aedanie. - Dobrze, wobec tego będę szczery. Dlaczego, w imię wszystkich 
pachołków diabła, jechała pani moim powozem w taki sposób, tak źle traktując przy tym 

background image

konia? Prawie to wykrzyczał, a teraz gwałtownie usiłował złapać oddech, chcąc odzyskać 
panowanie nad sobą. Spojrzał w tył. - Czy coś się stało? Czyżby brat pani się zranił? - Nie. 
Johnowi nic nie dolega. Przepraszam. Nie przywy-. kłam do jazdy na wsi i straciłam kontrolę 
nad koniem, coś go wystraszyło, to znaczy ją. - Jego. To byłoby dość oczywiste, gdyby pani 
poświęciła chwilę na obserwację konia jak odpowiedzialny woźnica. Czy właśnie w taki 
sposób jeździ pani powozami w Edynburgu? Wobec tego będę musiał się wystrzegać, by nie 
znaleźć się w pobliżu głównej ulicy w te diii, kiedy wybiera się pani na zakupy! - Niech pan 
przestanie! - oświadczyła krótko Christina, zaskakując Aedana. - Ma pan powód, by się na 
mnie gniewać, lecz nie musi pan być aż tak nieprzyjemny. Koń poniósł, i wdzięczna jestem 
panu za być może uratowanie mi życia, proszę zachować sobie prawo do zatrzymania mojej 
duszy, jeśli pan sobie tego życzy, ale wszczynanie kłótni nie przyda się żadnemu z nas. 
Aedan ściągnął brwi zaskoczony, udobruchany i zachwycony łatwością, z jaką odparowała 
jego złośliwą uwagę. - Proszę o wybaczenie, byłem niesprawiedliwy, ale bardzo mnie to... 
zdenerwowało. - Trzeba więc było tak od razu powiedzieć. - Christina popatrzyła w inną 
stronę. - Kiedy zjeżdżaliśmy ze zbocza, konia wystraszył wybuch, a później jeszcze jakaś 
dziwna rzecz, która tam stała. Co to takiego? - To? Maszyna parowa. Z pewnością widzi ją 
pani nie po raz pierwszy. - Owszem, to nie jest dla mnie nowość, ale ten przyrząd do 
kopania... - To rodzaj łopaty, pańi Blackbunn. Staramy się jak najszybciej ukończyć drogę, a 
ta bestia doskonale kopie. -. Skoro już mówimy .0 kopaniu... Sir Aedanie, przyjechałam, by 
poprosić o przysługę. Grzecznie złożyła ręce w rękawiczkach na kolanach i popatrzyła na 
niego przez woalkę tak niewinnie, jakby była gościem zaproszonym na herbatę. Cieniutki 
prześwitujący materiał sprawiał, że twarz za nim wydawała się jeszcze bardziej kusząca, 
woal podkreślał bowiem wielkość szeroko otwartych oczu Christiny i delikatne rysy. Aedanowi
do głowy napłynęły myśli, jakie powinny być zakazane w obecności damy. - Dobrze, o co 
chodzi? .- Poklepał silnego gniadosza po szyi, żeby go uspokoić. Co mogło być dla Christiny 
Blackburn tak ważne, że przygnała natychmiast, by z nim mówić? Popatrzył na nią, czekając 
na wyjaśnienie. - Uważam, że znalezisko na Cairn Drishan wymaga dokładniejszego 
zbadania - oświadczyła Christina. - Doprawdy? - Owszem. Wierzę, że może się tam kryć 
jakaś starożytni budowla. Odsłonięta została zaledwie niewielka część, a należy odkopać 
wszystko. - Co to oznacza? Oczywiście oprócz wstrzymania wszelkich prac związanych z 
budowądrogi w pobliżu? - spytał cierpkim tonem. - Trzeba delikatnie przekopać okolicę, w 
której znaleziono mur. - I pani przygnała tu, by pożyczyć ode mnie łopatę, czyż nie tak? - 
Kilka łopat oraz ludzi, którzy potrafią się nimi posługiwać. Aedan spojrzal gniewnie. - Moi 
ludzie, mają i bez tego dużo roboty. - Potrzebuję ich na Cairn Drishan zaledwie na kilka dni. 
Trzeba zdjąć warstwę darni, żebym mogła dokładnie zbadać ten mur - Kilka dni kopania nic 
nie da. - Wobec tego trochę dłużej. Ale muszę mieć paru mężczyzn do wykonania tej pracy. 
Może oczekuje pan, że będę sama kopać? Aedan uniósł brew. - Proszę mnie nie drażnić, 
pani Blackburn. - Nie będę mogła dokończyć raportu, nie mając pewności, co znajduje się 
wewnętrzu tego wzgórza. Na pewno tylko skała, i to całe jej mnóstwo - oświadczył Aedan z 
mocą. - Kopanie tam tylko niepotrzebnie zmęczy moich ludzi, zmarnujemy też kilka dni dobrej 
pogody. Proszę spróbować myśleć realistycznie, madame. Owszem, zgodzę się, że ten stos 
kamieni został obrobiony ludzką ręką, lecz nie były to ręce ludzi żyjących w pradawnych 
czasach. Na wyżynach Szkocji często spotyka się mury bezzaprawowe. Zbudowane z nich 
chaty nazywamy.. czarnymi chatami, od koloru wnętrza zabarwionego przez dym ze spalania 
torfu. - Wiem wszystko o czarnych chatach, sama mieszkałam takiej przez rok. Nie 
zapomniałam tamtych doświadczeń. - Co takiegó? - Aedan zamrugał z niedowierzaniem. - 
Mieszkałam przez rok w czarnej chacie. Moja matka pochodziła z wyżyn i pewnego roku 
pojechała na północ, by uczyć angielskiego szkockie dzieci. Ojciec w tym czasie wybrał się 
do Włoch, by tam malować i wykładać, zabrał ze sobą mego brata i połowę służby, matce 
natomiast towarzyszyłam ja i moja siostra. Uczyła w szkole dla panien, a my jej 
pomagałyśmy. Mieszkałyśmywwynajętym domu zagrodnika. Moja matka wolała zrobić coś 
pożytecznego, zamiast bezczynnie tkwić we Włoszech w czasie, gdy ojciec malował i 
zażywał życia towarzyskiego. - A więc mieszkała pani w czarnej chacie? - Aedan uważał 
Christinę za produkt elitarnego kosmopolitycznego wychowania, ale teraz zaczął patrzeć na 
nią z podziwem. Ta kobieta wciąż potrafiła go zaskoczyć. - Owszem, i dokładnie wiem, jak 
Czarna chata wygląda. Wiem też, że ruiny na Cairn Drishan nie są jej pozostałościami. - 
Wobec tego czym są? - Zgaduję, że może to być piktyjski dom, liczący sobie wiele - 
Większość piktyjskich domów liczy sobie wiele lat - zauważył bardzo logicznie Aedan. - Czy 
ma pani jakieś podstawy, by tak sądzić, wyjąwszy żarliwe akademickie nadzieje? Christina 
zapłoniła się pod woalką. Potem nachyliła się i podniosła coś z podłogi gigu. Okazało się, że 
to kawałek ciemnego kamienia wielkości jej pięści. Aedan przez moment sądził, że zamierza 
nim w niego rzucić. -. Mury są pokryte szkliwem - oświadczyła Christina. - Co takiego? 

background image

Zrozumiał, o co jej chodzi, ale znów go zaskoczyła. - Pokryte szkliwem. Szkliwo powstaje 
podczas spalania drewna wewnątrz kamiennej budowli. Temperatura spalania jest wówczas 
tak wysoka, że kamień się topi i pokrywa się szklistą połyskliwą powierzchnią. ściany stają się 
wówczas bardzo odporne na zniszczenia. We wnętrzu tej budowli albo wybuchł pożar, albo 
też podpalono ją celowo, by umocnić jej charakter obronny. Jako inżynierowi proces ten musi 
być panu znany. - I jest. - To dlaczego pan pytał, o co mi chodzi? - Nie pytałem... - westchnął 
rozdrażniony i sięgnął po kamień. Obrócił go w palcach, żeby lepiej przyjrzeć się zielonkawej 
lśniącej powierzchni. - Pani może mieć rację, pani Blackburn. Ten kamień rze czywiście 
pokryty jęst szkliwem. To bardzo dziwne. - Cały mur zdaje się tak wyglądać, lecz tylko w 
częci wewnętrznej, co oznacza, że ogień płonął w środku. Znalazłam szkliwo wszędzie, gdzie 
tylko zeskrobałam ziemię z kamienia. - To mogła spłonąć czarna chata albo szałas pasterski i 
ściany mogły się w rezultacie pokryć szkliwem. Ale to jeszcze nie jest dowód, że mamy do 
czynienia ze starożytną budowlą. lat. - Spodziewam się, że i na to znajdę dowody, jeśli tylko 
bę clę miała dość czasu, by trochę pokopać. Wygląd tego kamie. nia dowodzi, że mamy do 
czynienia z rzeczą niezwykłą, nawet pan musi to przyznać. Aedan westchnął, świadom, że 
Christina jako reprezentantka muzeum ma nad nim przewagę. Może zażądać wstrzymania 
robót na tak długi czas, jak zechce. - A więc dobrze. Dostanie pani własną załogę, lecz tylko 
na kilka dni. Zakładam, że muzeum zapłaci robotnikom za wykonaną pracę. - Spojrzał na nią 
surowo. - Zwrócę się do sir Edgara z prośbą, by wypłacono wynagrodzenie. Czy mogą 
zacząć jutro rano? - Trudno powiedzieć, że jest pani skromna w swoich żądaniach. Niestety, 
dopiero za kilka dnL A jeśli zechce pani pożyczyć również stalowego kolosa, będę musiał 
odmówić. -. To nie jest... - urwała. - Ach, pan żartuje! Uśmiechnął się przelotnie, potem 
odwrócił się i pomachał ręką. - Proszę poznać mojego brygadzistę - powiedział, gdy podszedł 
do nich Hector. - Hector MacDonald, pani Blackbum. - - Widziałem, jak pani gnała ze 
wzgórza niczym kula ognista. Oglądała więc już pani tę dziurę w zboczu? - Owszem, i bardzo 
mnie onazainteresowała, panie Mac- Donald. - Gdzieś w Cairn Drishan ukryto królewskie 
złoto - uśmiechnął się Hector. - Powiadają nawet, że to złoto króla Artura. Ja również o tym 
słyszałam. Może zechciałby pan pomóc mi go poszukać - dodała z uśmiechem. Aedan, 
obserwując rozpromienioną twarz Hectora, zrozumiał, że jego brygadzista już przepadł z 
kretesem, ulegając wdziękowi Christiny. - Hectorze, pani życzy sobie, aby kilku ludzi 
pokopało trochę we wzgórzu pod jej nadzorem. Chciałbym, abyś wybrał dwóch albo trzech, 
którzy za kilka dni mogliby rozpocząć prace na Cairn Drishan. - Oczywiście, sim, - Hector 
uchylił kapelusza i poszedł porozmawiać z robotnikami. - Dziękuję, sir Aedanie - uśmiechnęła 
się Christina przez woalkę, a on znów poczuł przypływ pożądania. Zmarszczył czoło, 
uświadamiając sobie, jak łatwo jest ulec jej urokowi. - No cóż - odparł. - A gdzie pani brat? 
Nie miał ochoty pani towarzyszyć, prawda? Christina roześmiała się z wdziękiem. - John 
został na wzgorzu Chciał lepiej przyjrzec się krajo brazowi - powiedziała, sięgając po lejce. - 
Powinnam do niego wrócić. Do widzenia, sir. - Pani Blackbumn, niech pani zrobi dla mnie 
jedną rzecz. Proszę pozwolić bratu powozić w powrotnej drodze do Dundrennan. Dzień 
upłynie mi spokojniej, jeśli nie będę musiał ponownie ścigać powozu. Jej oczy zza woalki 
ciskały błyskawice. - I znów spieszyć mi na. ratunek? - Owszem, miałem na myśli również to. 
- Zapewniam, że to nie będzie konieczne, sir Aedanie. - Strzeliła lejcami i ruszyła. Aedan 
patrzył, jak Christina odjeżdża, i nagle zdał sobie sprawę, że się uśmiecha. Christina, chociaż 
tak niepodobna do dziew[ czyny z obrazu, ogromnie go intrygowała. Sztywna i skromna, a 
jednocześnie zmysłowa i śliczna, miała też wielki talent do wpadanis w tarapaty, ale przez 
swój dowcip i temperament była o wiele bardziej uwodzicielska, niż sama to sobie 
uświadamiała. W zamysleniu marszcząc brwi, patrzył, jak gig sunie w stro nę stromego 
zbocza. Pog odwróciła łeb, parsknęła miękko i Aedan roztargnionym gestem poklepał kłacz 
po szyi Potem poprowadził ją z powrotem do swojej załogi Niektorzy z męzczyzn w po 
spiechu wrocili do przerwanej pracy, lecz inni, na przykład, Hector otwarcie się do niego 
śmiali. - Halo! Effie MacDonald! - zawołał Aedan, zbliżając się do zagrody. W popołudniowym 
świetle jasne ściany domu i kryty darnią dach odcinały się ostro od zbocza. -. Halo, jest tam 
kto? - zawołał jeszcze raz. Drzwi się otworzyły - Arb, to sam lord przyszedł w odwiedziny do 
starej Eff je! Doro, to nasz pan! - Starsza kobieta uśmiechała się do Aedana gestem 
zapraszała, by wszedł do grodka. Wysoka, z dużym biustem, czekała w drzwiach, siwe włosy 
miała mocno ściągnięte pod białym czepkiem. Aedan zsiadł z konia i zaprowadził Pog do 
krytej strzechą. obórki, przylegającej do ściany domu mieszkalnego. W kącie łeb podniosła 
koza, błysnęły jej dziwne żółte oczy, natomiast czarna krowa, zajmująca większość miejsca w 
środku, prawie się nie ruszyła. - - Wybacz mi, Floro. Witaj, Hamish, ty stary diable - 
powiedział Aedan z uczuciem. Nasypał do żłobu owsa dla wszystkich zwierząt. Potem ruszył 
w stronędomu, Effie Mac- Donald wciąż czekała, przytrzymując mu drzwi. - Proszę, proszę - 
powtarzała. Aedan przywitał się i wszedł do pogrążonej w półmroku, pełnej dymu izdebki. 

background image

Przy ogniustała nieruchomo młoda kobieta. - Zapraszamy, sir Aedanie - powiedziała Effie. - 
Właśnie przyrządziłyśmy herbatę, mamy też babeczki z porzeczkami i cynamonem. Bardzo je 
przecież lubisz. - Doro - zwrócił się Aedan do dziewczyny. - Jestem tutaj. - Ruszył w jej 
stronę, a dziewczyna z uśmiechem wyciągnęła ręce. Ubrana była w brunatną suknię, a jej 
włosy przybrały w blasku ognia śliczny odcień brązu. Ujął jej dłonie o długich i szczupłych 
palcach. Jej twarz była bladym owalem, ale śliczne niegdyś oczy, aksamitnie brązowe, były 
zamglone i niewyraźne. - Aedan - powiedziała, pozwalając pocałować się w policzek. - 
Usiądź przy mnie. Aedan zajął miejsce na długiej drewnianej ławie. - Co cię tu sprowadza, 
Aedanie? - spytała Effie, nalewając parującą pachnącą herbatę do dwóch delikatnych 
porcelanowych filiżanek, a dla siebie do prostego kubka. - Babeczki, moja droga.. odparł. - 
Wyczułem ich zapach przez wrzosowisko i powiedziałem sobie: „Jest czwarta po południu i 
Effie MacDonald znów piecze cynamonowe babeczki”. Niewiele myśląc, wskoczyłem na 
konia. Obie kobiety się roześmiały. - Zaraz przyniosę. Właśnie zostały wyjęte z pieca - 
powiedziała Dora, wstając. Szła, przesuwając ręką wzdłuż krawędzi stołu, dopoki nie dotarła 
do kredensu. Zdjęła z nzego nakryty półmisek i postawiła przed Aedanem. - Tak naprawdę to 
chciałem was odwiedzie - oswiadczył - Już dwa tygodnię minęły od mojej ostatniej wizyty. - 
Bardzo się cieszę, ze przyjechales - powiedziała Dora, siada jąc obok niego. Chciałam ci 
przekazać nowiny. Pani Farquhar son obiecała, ze wezmie więcej moich szydełkowych 
robotek do swojego sklepu dla pań w Milngayie i sprzeda je za dobrą cenę! Powiedziała, że 
szale i koronki, które wydziergałam, wszystkie się dobrze sprzedały i ma zamówienia na 
więcej. Muszę szybko pracowac, zeby wykonczyc nowe rzeczy - Wskazała na stojący obok 
lawy duży kosz, pełen szydełkowych koronek i kłębków kremowej wełny. - To wspaniale, 
Doro! - ucieszył się Aedan. - Widziałem Milngayie sklep pani Farquharson, interes kwitnie. - 
Teraz, kiedy babcia Effie bierze pranie i krochmalenie od nowo przybyłych angielskich rodzin, 
które mieszkają po dnigiej stronie wąwozu, wkrótce będziemy rak bogate jak sama krolowa - 
usmiechnęła się Dora Aedan napił się herbaty. - Effie MacDonald, dobrze wiesz, ze nie 
musisz tak ciężko pracować - powiedział cicho. - Ja się zawsze tobą zajmę. Gdy mój mąż 
szedł na wojnę, przyrzekłem mu, że będę o ciebie dbał, i zamierzam dotrzymac tej obietnicy 
Eff je pokręciła głową. - Zajmowałam się praniem, odkąd byłam młodą dziewczyną, a teraz 
jestem starą-wdową. Czym bym wypełniała czas i jakie inne zajęcie znalazłabym dla rąk 
Podniosła do gory silne, sękate, a jednoczesnie najdelikat niejsze i najbardziej czułe dłonie, 
jakie Aedan znał - Mozecie razem z Dorą zamieszkac w Dundrennan Sse „ działybyście z 
nogami na krześle, pozwoliły odpocząć rękom i tylko rozkazywałybyscie Gunnie i reszcie, co 
mają robic - 0, nie! - zaprotestowała Effie. - Nigdy nie opuszczę tej starej chaty. Tu się 
urodziłam i tutaj umrę. Dora pewnego dnia ode mnie odejdzie, by posiubic jakiegoś dzielnego 
młodego człowie ka, a ja zostanę sama ze swoim praniem i ze swoimi goścmi Lu bię gości - 
mowląc to, posłała Aedanowi karcące spojrzenie - Postaram się przyjeżdżać częściej - 
obiecał. - Może przywiozę też nowych znajomych Gościmy w Dundrennan antykwariuszkę i 
artystę. - Anty... co? Co to za osoba? - dopytywała się Effie. - To ktoś, kto zajmuje się histori 
babciu - odparła Dora. - Uczona, w dodatku dama. Rob Campbell opowiadał mi o  niej, gdy 
przyjechał wczoraj w odwiedziny.. - Mnie o niej nie opowiadał. Rozmawiał tylko z tob moja 
droga. Siedzieliście przy ogniu głowa przy głowie - powiedziała z uśmiechem Effie, a blade 
policzki Doty pokryły się rumieńcem. - Jest też artysta?, 0, panna Amy zamierza urządzić ten 
dom, tak jak jej się podoba, a potem zmusi cię do ślubu! Aedan z trudem zdobył się na 
uśmiech. - Amy robi to, o co prosił mój ojciec, a antykwariuszka przyjechała w imieniu 
muzeum obejrzeć znalezisko na wzgórzu. Artysta to jej brat. Mam nadzieję, że zdoła 
ukończyć malowidła, których pragnął ojciec. - Ach! - Elfie wychyliła się w przód. - Aedanie, 
jeśli znajdziecie skarb króla Artura ukryty w tym wzgórzu, to nie pozwól, żeby złoto 
Dundrennan trafiło do muzeum! - Pociągnęła nosem. - I nie żeń się z panną Amy! To dobra 
dziewczyna, ale zwariowana, tak jak wasza ciotka, która trzyma tę prze. klętą małą bestię - 
skrzywiła się Effie. - Thistle właściwie należy do rodziny - stwierdził Aedan ze śmiechem. - A 
Amy pewnego dnia będzie się doskonale nadawała na żonę lorda. - Owszem, ale nie na 
twoją - oświadczyła staruszka. Dora wstała, by ponownie napełnić filiżankę Aedana 
aromatycznym naparem z imbryka. - Ty mógłbyś być tym, który złamie przekleństwo ciążące 
nad Dundrennan - ciągnęł Effie. - Tobie jest pisana prawdziwa miłość. Wstrzymaj się, mój 
chłopcze, rozpoznasz ją, kiedy się zjawi. Aedan przekroił jeszcze jedną babeczkę i 
posmarował ją masłem. - Och, dobrze wiesz, jakie to ryzyko - powiedział z takim spokojem, 
na jakl go było stać. - Skończyłem już z prawdziwą miłością po tym, jak.. Cóż, po tym, jak 
okazało się, że i mnie nie ominie przekleństwo lordów Dundrennan. Po śmierci Elspeth. Effie 
nachyliła się jeszcze bliżeł, twarz miała poważną. - Moim zdaniem wcale nie skończyłeś ż 
prawdziwą miłością. Miłość wciąż jeszczena ciebie czeka. Niezwykła miłość. Taka, o której 
piszą wiersze. Sądzę, że właśnie ty przełamiesz to przekleństwo. Pewnego dnia miłość 

background image

zastuka do twoich drzwi jak mały ptaszek. Będziesz wiedział, że to ona. Tak, tak, będziesz 
wiedział. Aedan patrzył na starą kobietę. Nagle powróciło do niego wspomnienie Christiny 
Blackburn, która spadła ze schodów na podest przy drzwiach do jego gabinetu. Ale to 
niemożliwe, tłumaczył sobie. To nie może się stać teraz, kiedy został dziedzicem i lordem 
Dundrennan! Pokręcił głową. - Wydaje mi się, że sama jesteś poetką i marzycielką jak mój 
ojciec, Effie. - Ugryzł kawałek babeczki, żeby się opano wać, a potem zwrócił się do Dory. - 
W zeszłym tygodniu bylem w Edynburgu widziałem się z moją siostrą Mary Faire i jej mężem. 
Prosili, bym przekazał tobie i Elfie pozdrowienia. Pamiętacie chyba Connora MacBaina? - 
Tak, to miły młody człowiek - odparła Elfie. - Doktor MacBaine Aedan pokiwał głową. - 
Connor ma praktykę lekarską w Edynburgu i postanowił poswięcic się badaniu t leczeniu w 
szczegolnosci chorych oczu Powiedział, ze z radoscią cię zbada, Doro Popatrzyła na niego 
niewidzącymi oczyma, ściągając brwi. - Dziękuję ci, Aedanie, ale... cóż, mnie już nic nie 
pomoże. Tak powiedział pan Johnstone, wypróbowawszy na mnie wszystkie okulary i 
wszystkie mikstury - Pan Johnstone to wędrowny kramarz - odparł Aedan.: Sprzedaje okulary 
z kartonowego pudła i Bóg jeden wie, co jest w tych jego lekarstwach. Dora zmarszczyła 
mały zadarty nosek - Doktorzy bardzo duzo kosztują - powiedziała i lekko zadzie rając brodę, 
dodała: -. Jeśli Bóg pragnie, abym w końcu całkiem Qślepła, to niechże się tak stanie. Są 
gorsze rzeczy na świecie. - Owszem, ale porozmawiajmy z doktorem MacBarnem - Aedan 
ujął jej ręce, wyczuł początkowy opor - Proszę cię, Doro. Powiedziałem mu, że zapłacę za tę 
usługę, lecz on się uparł i oświadczył, że nic nie weźmie za zbadanie ciebie. Zerknął na Effie, 
która z poważną miną przysłuchiwała się w milczeniu ich rozmowie, najwyraźniej 
pozostawiając decyzję wnuczce. - To bardzo miłe z jego strony, lecz wydaje [ni się, że nic z 
tego nie przyjdzie. - A ja uważam, że powinniśmy się przynajmniej przekonać, czy jest jakaś 
szansa. Pojedziemy do Edynburga pociągiem, Effie, rzecz jasna, też musi wybrać się z nami 
- dodał, zerkając na staruszkę. Dora uśmiechnęła się. - Lubię jeździć pociągiem, babcia też. - 
Moglibyśmy zatrzymać się w Milngayie i zanieść twoje robótki do sklepu pani Farquharson. - 
Rob Campbell zacfiarował się, że je zawiezie. Ale co się stanie, jeśli doktor MacBain nie 
będzie mógł mi pomóc? - Tak czy owak będzie z tobą szczery i udzielici najlepszej porady, 
jaką tylko możesz dostać. Poza tym wydaje mi-się, że obie z przyjemnością spędzicie kilka 
dni w Edynburgu. Założę się, że Effie miałaby ochotę spróbować tamtejszych lodów 
owocowych - uśmiechnął się. - Lodów owocowych? Wobec tego jadę, nawet jeśli Dora się ze 
mną nie wybierze - oświadczyła Effie, puszczając do Aedana oczko. Dora ze śmiechem 
kiwnęła wreszcie głową na zgodę. Nie chcąc wzywać krzykiem przez cały korytarz służącej, 
która pomogłaby jej się ubrać, jak sugerowała to pani Gunn, Chrstina otworzyła szafę, by 
spośród przywiezionych przez siebie sukni wybrać odpowiedni strój na- pierwsze przyjęcie w 
Dundrennan House. - Zwestchnieniem uświadomiła sobie, że zabrała tylko jednąwieczorową 
suknię z lawendowoniebieskiej satyny, która wydawała się zbyt oficjalna na taki wieczór, 
trzeci, odkąd wraz z Johnem przyjechała do tego domu. Ponieważ nie spodziewała się, że 
zostanie dłużej niż tydzień lub dwa, ograniczyła też bagaż, poza tym nie -będąc ani 
specjalnie zaproszonym gościem, ani też osobą zatrudnioną, nie miała pewności, jakie stroje 
będą odpowiednie. Większość jej ubrań była ciemna, stonowana, chociaż nie musiała już 
nosić czerni czy nawet odcieni szarości i fioletu jako wdowa. Decydując się na strój 
elegantszy od dziennej sukni, wybrała spódnicę z brązowego jedwabiu w szkocką kratę i 
bluzkę z wysokim kołnierzykiem z batystu w kolorze kości słoniowej, tak delikatnego, że 
niemal przezroczystego. Zawiązawszy pantofelki, prędko wciągnęla na gorset wykończoną 
koronką krótką halkę na ramiączkach, a następnie włożyła bawełniane halki i pełną, lecz 
lekką krynolinę. Dopiero na to wszystko narzuciła spódnicę i w szczuplej talii przewiązała 
czarny aksamitny pas. Zorientowała się, że ręce jej się trzęsą. Usiłowała się uspokoić, 
tłumacząc sobie, że to przecież zwyczajne przyjęcie, chociaż właściwie - z wyłączeniem 
brata - w towarzystwie nieznajomych osób. Oprócz niego znała nieco lepiej jedynie Aedana 
MacBride, ale on rozgniewał się na nią wcześniej tego dnia, spodziewała się więc, że nie 
będzie szczególnie serdeczny przy kolacji. Uczucia, jakie sama do niego żywiła, rozciągały 
się pomiędzy gorącym pożądaniem a nieprzyjemną irytacją Ponieważ dama nie powinna 
okazać ani jednego, ani drugiego, postanowiła, że będzie się zachowywać wobec 
gospodarza z milczącą powagą. Stanęła przed lustrem nad umywalnią i przygładziła lśniące 
brązowe włosy, upięte w kok na karku. Włożyła jeszcze na nie czarną siateczkę i wpięła 
kolczyki w uszy. Potem zagryzła wargi, by mocniej się zaczerwieniły, wspominając, że Aedan 
nazwał ją panną Płomień ze względu na jej skłonność do rumieńców, i rzeczywiście na smą 
tę myśl policzki jej się zaróżowiły, chociaż wcale sobie tego nie życzyła. Przypomniała sobie 
nagle zaskakujący pocałunek pierwszego wieczoru tuż po jej przyjeździe i zorientowała się, 
że rumieniec sięga aż po szyję. Powinna poczuć się wstrząśnięta i urażona takim 
zachowaniem Aedana, mówiła sobie, tymczasem przenikało ją podniecenie. Jego 

background image

nieoczekiwana czułość tamtego wieczoru sprawiła, że poczuła się godna pożądania i znów 
atrakcyjna. Bardzo pragnęła móc ponownie ujrzeć tę stronę jego osoby zamiast szorstkości i 
chłodu, jakie okazywał jej w innych chwilach. Nie bądź głupia, skarciła się w myślach. Nic z 
tego, co Aedan robił lubm6wil, nie powinno wywierać na niej wrażenia. Z peynością już nigdy 
nie połączą się w pocałunku. On przecież nie szukał miłości, podobnie zresztą jak ona. A 
jeżeli ma wobec niej jakieś inne zamiary tylko dlatego, że pozowała do tego obrazu, to musi z 
nich zrezygnować, pomyślała zdenerwowana. Wciągając rękawiczki z koźlęcej skóry w 
kolorze kości słoniowej, postanowiła więcej się nim nie przejmować. Nie powinna również 
wyczekiwać jego delikatnego dotyku ani też głosu o aksamitnym brzmieniu. Aedan z całą 
pewnością potrafił być miły, lecz, miewał również swoje humory i łatwo wpadał w złość, 
zwłaszcza gdy chodziło o tę jego piekielną drogę. Poza tym Christina czuła się bezpieczna w 
swoim niemaiże staropanieńskim życiu uczonej. Jeśli kiedykolwiek zmieni swój stan cywilny, 
to z całą pewnością poprzez małżeństwo z sir Edgarem Neayesem, który oczekiwa£od niej 
jedynie intelektualnych namiętności. Burzliwe małżeństwo ze Stephenem Blackburnem było 
jedynie ńiłodzieńczym szaleństwem, nigdy nie popełni już takiego błędu jak wyobrażanie 
sobie, że jest zaknchana. Wzięła jeszcze haftowaną torebkę i, przytrzymując spódnicę, 
ruszyła do drzwi. - Pani Blackburn! - Dougal Stewart uśmiechnął się, pochylając się nad jej 
ręką. - Z całą pewnością nie jest pani pomarszczoną znawczynią starożytności, jakiej się 
spodziewaliśmy po zapowiedziach sir Edgara. Wygląda pani czarująco, madame. - Dziękuję, 
panie Stewart! - Glos Christiny zabrzmiał lekko ochryple, zauważył przysiuchujący jej się 
Aedan, jak gdyby miała katar. I bardzo możliwe, że się przeziębiła, dodał gniewnie w 
myślach. V tej cieniutkiej bluzce! Wyglądała w niej bardzo zalot nie, nawet szczęśliwie żonaty 
Dougal nawiązał z nią niewinny flirt. Jakiż mężczyzna zdołałby się przed czymś takim 
powstrzymać w obecności równie urzekającej młodej kobiety! Jego zdaniem od pani 
Blackburn wprost promieniował subtelny kobiecy urok, wydawało się jednak, że nie jest 
świadoma wrażenia, wywieranego na mężczyznach obecnych w pokoju, a zwłaszcza na nim. 
To doprawdy niebezpieczna kusicielka, choć z pozoru prostolinijna i szczera. Popatrzyła 
teraz na niego, odwrócił wzrok i wyprostował ramiona, starając się przybrać obojętną minę. - 
Aedanie, nic nie mówisz - zwrócił się do niego Dougal. - A z całą pewnością zgodzisz się ze 
mną, że pani Blackburn wygląda naprawdę jak z obrazka. Cóż za nieszczęśliwe porównanie! 
- Firn? Tak? - udał obojętność Aedan. - Rzeczywiście jak z obrazka. - Dostrzegł rumieniec na 
policzkach Christiny. - To dziwny mężczyzna - powiedział Dougal Christinie. Nie zwraca 
uwagi na piękne dziewczęta i czarujące suknie. Ach, ależ on wszystko zauważył! Od chwili, 
gdy Christina weszła do pokoju, szeleszcząc spódnicą, z mahoniowymi włosami związanymi 
w węzeł na karku, cały czas śledził ją kątem oka. Doskonale wiedział, jak prawie 
przezroczysta bluzka ledwie osłania jej kremową skórę, jak podkreśla delikatną linię barków i 
kuszące wzniesienie piersi, rysujące się ponad koronkową bielizną. Uważnie przyjrzał się jej 
smukłej talii, opiętej czarnym aksamitem, ba, zdążył sobie nawet wyobrazić, że obejmuje ją 
palcami. Marszcząc czoło, zakołysał się na piętach. Na ogól rzeczywiście nie zwracał uwagi 
na kobiece stroje, teraz jednak zdał sobie sprawę, że kuzynka Amy ubrana jest w 
jasnoniebieską suknię przystrojoną mnóstwem koronek na drobnych piersiach, Meg zaś 
prezentuje się niezwykle elegancko w ciemnozielonej satynie, natomiast młodsza kuzynka 
Sarah, nastoletnia siostra Amy i Dougala, nosi suknię w kwiaty, w której sama zdaje się 
ginąć. Lady Balmossie jak zwykle ubrana była we wdowią czerń. Jego spojrzenie znów 
powędrowało ku Christinie Blackbum. Ta kobieta była zarazem skromna i uwodzicielska, 
niczym czekoladka, połączenie śmietanki i whisky. Zapragnął znów poczuć jej smak. 
Odchrząknął, tłumacząc sobie w duchu, że jest po prostu głodny. Bez wątpienia MacGregor 
oznajmi wkrótce, że podano do stołu. Obracając się, kiwnął głowąw odpowiedzi na coś, co 
właśnie rzekł do niego John Blackburn. - Hm, tak - odparł Aedan z nadzieją, że trafił w temat. 
- Chciałem panu jeszcze raz podziękować za propozycję dokończenia tego fresku, sit 
Aedanie. Panna Stewart już mi go pokazała. To będzie doprawdy wspaniała praca, szkoda, 
że tamtemu malarzowi się to nie udało. - Rozpoczął pracę po ustaleniach z moim ojcem, lecz 
zaledwie po kilku tygodniach rozchorował się i nieoczekiwanie zmarł. To w istocie okropne z 
wielu względów. Proszę samemu ocenić projekt. Być może zechce pan dokończyć jego plan, 
lecz może pan też zacząć wszystko od nowa. John pokiwał głową. Z jego niebieskoszarych 
oczu emanował spokój. - Chciałbym połączyć jego pracę z własnymi pomysłami i stylem. 
Zrobiłem już kilka szkiców i trochę się nad tym zastanawiałem. - Proszę mi wybaczyć, że tak 
mało jest na to czasu. Nie chcemy pana w żaden sposób poganiać, sir. Jestem zaszczycony i 
wdzięczny losowi za sprowadzenie pana w nasze progi. Ogromnie potrzebowaliśmy artysty, 
który mógłby ukończyć fresk możliwie szybko i za niewygórowaną cenę. Znając pańskie 
prace, cieszę się z tego jeszcze bardziej. Jest pan utalentowanym człowiekiem, panie 
Blackburn. Z tymi słowami wskazał na oprawiony w ramy obraz Johna, od dawna zdobiący 

background image

przeciwległą ścianę. - Dziękuję - rzekł John cicho. - Chciałbym się bliżej przyjrzeć temu 
obrazowi, sir. Nie widziałem go od lat. Odwrócił się i wraz z Aedanem przeszedł przez pokój, 
a mijając Christinę, gawędzącą z siostrami Stewart i lady Strachlin, powiedział: - Chodź 
obejrzeć „jzabellę”! Christina przeprosiła swoje towarzyszki i weszła pomiędzy mężczyzn. 
Aedan znów bacznie jej się przygląda£ Cóż., u diabła, się z nim dzieje? Najpierw niemal 
stracił rozum z powodu namalowanego portretu, teraz po tysiąckroć mocniej oszalał na 
punkcie osoby, która do owego dzieła pozowała. W milczeniu stanął wraz z Blackburnami 
przed oprawionym w złocone ramy obrazem. Na obrazie Johna kolory w blasku ognia na 
kominku zdar wały się jarzyc Scena przedstawiała siedzącego rycerza, obok którego stała 
młoda kobieta o długich, jasnych włosach. W podniesionych rękach trzymała błyszczącą 
koronę, oboje . otaczała aureola światła, spowijająca postaci tajemniczą aurą. - Robert Bruce 
koronowany przez Izabdię z Buchan - Aedan odczytał napis na brązowej płytce umieszczonej 
na ramie. - Mój ojciec gustował w scenach przedstawiających historię Szkocji, a ten pana 
obraz, panie Blackburn, upodobał sobie szczególnie. Rozumiem, że przez jakiś czas tworzył 
pan w kręgu prerafaelitów. Każde dzieło tej grupy w obecnych czasach stale zyskuje na 
wartości, - Rzeczywiście po ukończeniu uniwersytetu miałem szczęście mieszkać przez jakiś 
czas w Londynie - odparł John. - Studiowałem z Rossettim, a następnie z Millaisem, wtedy 
zaczął się kształtować mój własny styl, różniący się od stylu mego ojca, choć to od niego 
pobierałem pierwsze nauki. - Ojciec jest najlepiej znany jako twórca historycznych dzieł 
wielkim stylu - wyjaśniła Aedanowi Christina. - John lubi tematy historyczne i mitologiczne, 
lecz w jego obrazach jest mniej wielkiej gali, za to więcej intymności i uczuć - dodała z 
uśmiechem. Podszedł do nich Rob Campbell, inżynier, asystent Aedana, i również uważnie 
jął przyglądać się obrazowi. - To wspaniałe dzieło, panie Blackburn. Czy mogę spytać, czy 
przedstawiona na nim kobieta przypomina pańską ślicz. ną siostrę, czy też to tylko moja 
wyobraźnia? Christina zdrętwiała, a Aedan wyczuł jej napięcie. On również zwrócił uwagę na 
podobieństwo. - Christina rzeczywiście pozowała do postaci Izabelli - przyznał John. - Miała 
wtedy około szesnastu lat. Bystry z pana człowiek, że pan to zauważył! Rob pokiwał głową. - 
Cudownie uchwycone podobieństwo, pani Blackburn, z wyłączeniem tej różnicy w kolorze 
włosów. Prawdziwy hołd dla talentu pańskiego brata i dla pani urody. Aedan zauważył, że 
Christina pobladla. - Bardzo dziękuję, ale to było całe lata temu, panie Campbell. Ledwie 
wówczas ukończyłam szkołę, a John właściwie wciąż jeszcze studiował. - To znaczy, że 
pański talent ujawnił się już w młodych latach, sir - stwierdził Aedan. - To prawdziwa radość 
móc malować klasyczne rysy mojej siostry. Christina pozowała do obrazów również naszemu 
ojcu, a także naszemu rodzeństwu. No, i oczywiście naszemu kuzynowi Stephenowi, 
zmarłemu mężowi. - On również był malarzem? - zainteresował się Rob. Christina 
zaczerwieniła się natychmiaśt, co oczywiście nie uszlo uwagi Aedana. On jednak wiedział, że 
Christina nie ma się czym denerwować, ponieważ Rob nigdy nie widział obrazu wiszącego w 
prywatnych pokojach Aedana. - Owszern - odparła Christina, - Często pozowałam artystorn z 
naszej rodziny. Miałam doskonalą wymówkę, by móc oddawać się marzeniom. Aedan znów 
pomyślał, że nazwisko „panna Płomień” byłoby bardzo odpowiednie dla jego gościa. Christina 
rumieniła się jak rozpalony węgielek, jak. gdyby żar nieustannie płonął w niej tuż pod 
wychłodzoną powierzchnią. Radziła sobie z tym z pełną elegancji godnością i opanowaniem. 
- Ach, MacGregor woła nas już na kolację! - powiedziała Aedan odwrócił się i zobaczył, że 
kamerdyner otwiera  drzwi. - To świetnie. Robie, poprowadzisz do stołu panny Stewart - 
zapowiedział swemu asystentowi. - Pan Blackburn będzie towarzyszył lady Balmossie. Obaj 
mężczyźni skinęli głowami i ruszyli, by wywiązać się ze swoich obowiązków Christina 
rozejrzała się dokoła. Spódnica jej zafalowała, najwyraźniej rozglądała się za własną eskortą. 
- Pani Blackburn - rzeki Aedan cicho, podając jej ramię. Przyjęła je, lekko dotykając jego 
przedramienia dłonią j w rękawiczce. Jej spódnice znów zaszeleściły, ocierając się o jego 
udo Juz samo to wystarczyło, by pożądanie przeniknęło go niczym nagłe uderzenie pioruna. 
Bijący od niej zapach kwiasów, lekko zachrypnięty głos, falowanie jedwabiu, przebłysk skosy 
spod delikatnego materiału, wszystko to splotło się ze wspomnieniem tamtego pocałunku. 
Dziewczyna na obrazie była jedynie bladym malowidłem w porównaniu z tą jakże pełną życia 
istotą. A przecież nie wolno mu zapominać, że Christina Blackburn moze zagrozic jego 
planom Musi zachowac wobec niej rezer wę, chociaż to juz wczesniej okazało się wielkim 
wyzwaniem MacGregor przytrzymywał drzwi, dopóki reszta gości nie weszła za Christiną t 
Aedanem do jadalni W blasku swiec lsnl : ły kryształy i srebra, a przytłumione kolory 
niedokończonego malowidła zdawały się tanczyc na scianach W pewnym momencie Aedan 
nachylił się do ucha Christiny - Proszę się nie przejmować, pani Blackburn. Nikt nie zobaczy 
tego obrazu. Christina podniosła wzrok. - Nikt, sir? - Nikt, oprócz mnie - dodał, odsuwając dla 
niej krzesło. Sprobowawszy zaledwie odrobiny podane; na deser tarty malinowej z lodami 
cytrynowymi, podobnie zresztą jak poprzedzających deser kotletów jagnięcych i pieczonych 

background image

ziem- maków z warzywami, Christina odłożyła łyżeczkę. Apetyt jej nie dopisywał, a własne 
mysli nie pozwalały dostatecznie sku pic uwagi na uprzejmej konwersacji, toczącej się przy 
stole Przez cały czas siedziała obok Aedana MacBride a, lecz nie wiele się do niego 
odzywała Odkąd szeptem wspomniał o ob razie, zanadto jasne stało się dla niej, ze 
codziennie ogląda ją w neglizu. Tamten obraz pochodził z czasow, w ktorych by ła dzika, 
namiętna, piękna i szczęsliwa i okropnie niemądra Na plus Aedanowi nalezało zapisac, ze 
przez całą kolację oka zywal je; spokojną uprzejmosc uwagę, pomimo iz Christina wlasciwie 
przez cały czas milczała. Nie dostrzegała też w jego oczach pożądliwego błysku  gniewu, 
widniejącego w nich wcześniej tego dnia, przeciwnie, wyczuwała z jego strony podziw, a 
nawet troskę. Teraz, podnosząc do ust puchar z winem, zerknęła na niego jeszcze raz Plecy 
wysokiego solidnego krzesła z okresu Jakuba I tworzyły wokół niego jakby ramę, bardzo 
zresztą do niego pasującą. Nosił strój charakterystyczny dla wyżyn Szkocji, plisowaną 
spódniczkę w czerwoną kratę, tak lubianą przez MacBride”ów z Dundrennan, a do tego 
czarny surdut, kamizelkę i białą koszulę. Wcześniej w bawialni, gdy oczekiwali na kolację, 
Christina nie mogła nie zauważyć jego umięśnionych nóg. Wraz ze złocistą opalenizną 
policzków mocna budowa Aedana świadczyła o tym, że wiele czasu spędza na świeżym 
powietrzu, pracując. Miał w sobie dzikość surowej męskiej urody, którą podkreślała jeszcze 
powściągliwa elegancja tradycyjnego szkockiego stroju. Christina znów doznała owego 
niezwykłego uczucia, które sprawiło, że pozwoliła mu się pocałować tamtego wieczoru. 
Czerwieniąc się, przykazała sobie, że musi w końcu zapomnieć o tym pocałuiku. Nie mogła 
jednak. Popijała drobnymi łyczkami wino i z uśmiechem patrzyła na gawędzące towarzystwo, 
kiwając głową, jak gdyby bacznie się przysłuchiwała i w pełni zgadzała z tym, o czym 
mówiono. Starała się jednocześnie oderwać od myśli, jakie nie przystoją damie. - Bardzo pani 
dzisiejszego wieczoru milcząca, pani Blackburn. Napotkała spojrzenie Aedana, w blasku 
świec stalowoniebieskie. On również ledwie skubał napoczęty deser, srebrna łyżeczka wciąż 
tkwiła w smukłych opalonych palcach. - Jestem trochę zmęćzona - przyznała. - To nic 
dziwnego po pani dzisiejszej przygodzie, madame - stwierdził. Posłała mu spojrzenie z 
ukosa, lecz odpowiedzią na ńie był jedynie błysk w jego oczach. - Mam nadzieję, że nic się 
pani nie stało. Ale jeśli czuje pani, że musi iść do siebie odpocząć, to proszę się nie zmuszać 
do siedzenia przy stole. Christina pokręciła głową, chociaż rzeczywiście pragnęła odejść. 
Miała wrażenie, że głowę ma pełną waty - zapewne sprawiło to zbyt dużo wypitego wina, za 
mało snu i nie dające spokoju myśli. - To naprawdę bardzo dobra praca - stwierdził John, 
obracając się, by spojrzeć na niedokęńczońe malowidło na ścianie za jego plecami. Siedział 
naprzeciwko Christiny obok Amy Stewart, która również obróciła się, by móc patrzeć wraz z 
nim, choć musiała już widzieć ten szkic tysiące razy. Wszyscy pozostali, mrucząc, zgodzili się 
z Johnem, Chrisilna więc rowniez podniosła głowę Wsrod cieni migotliwych blasków świec 
dostrzegała naszkicowane lekką kreską frag: menty krajobrazu i kilka postaci na białym tle. - 
Sir Aedanie, czy pan zna grunt? - Spytał John.. - Grunt? - zdumiał się Aedan. - Bazę, na 
której rozpoczęto fresk - szepnęła Christina. - Aha. Cóż, artysta prosił malarza, który 
odświeżał ściany, żeby pokrył je białym tynkiem, zanim rozpocznie szkice. Pamiętam też, że 
nalegał, by tynk najpierw dokładnie wysechł. - To dobrze - powiedział John - Wobec tego 
wiem juz, ja kie miał zamiary Malowidła scienne tworzone techniką buon fresco, w której 
farbę nanosi się na wilgotną zaprawę, nie przetrwają w naszym klimacie, w odroznieniu od 
gorących, su chych Włoch, gdzie tak rozwinięto technikę starych mistrzów. Mój ojciec wraz z 
innymi artystami malowali kiedyś freski w zamku Windsor dla rodziny królewskiej. To była 
prawdziwa klęska, malowidła ocalono jedynie dzięki temu, że technikę zmieniono na fresco 
secco, czyli malowanie na wyschniętej zaprawie. - Rzeczywiście brzmi to sensownie, bo 
przecież u nas bez względu na porę roku zawsze jest dużo wilgoci. Aedan nachylił się do 
Johna - Czy jest jakaś szansa, że zdoła się pan z tym uporać w ciągu kilku tygodni, panie 
Blackbur.n? John uniósł brwi. - Nie mogę tego zagwarantowac, sir Aedanie A czy jest ja kas 
szczegolna przyczyna, dla kiorej chciałby pan miec ten fresk ukończony tak szybko? - W 
październiku przyjeżdża tu sama królowa - odezwała się lady Balmossie z drugiego krańca 
stołu. - Och, to rzeczywiscie wystarczający powod - stwierdził John -Uczynię, co w mojej 
mocy - Tylko proszę nie przyspieszać, panie Blackburn - powiedziała Amy, z wdziękiem 
przekrzywiając głowę. - Jeżeli pośpiech miałby zaszkodzić efektowi. - Oczywiście, panno 
Stewart - odparł John, potakując. - Sir Aedanie, czy pan już wie, co chciałby widzieć na tych 
ścianach? - Malowidła naściennie w tym pokoju były marzeniem mego ojca - odparł Aedan. - 
Kodycyl w jego testamencie określa ze szczegółami jego- plany dotyczące każdej części 
domu, oprócz oczywiście materiałów i temu podobnych szczegółów, których dobranie 
pozostawiłem Amy - powiedział, uśmiechając się do kuzynki. - Jego plan musi zostać 
uhonorowany, a prace sfinalizowane przed końcem roku.., jeśli chcemy, aby dom pozostał w 
rodzinie. Christina popatrzyła na niego ze zdumieniem. - To wciąż jeszcze jest możliwe. 

background image

Kodycyl mego ojca jest tak szczegółowy, że nawet Miss Thistle mogłaby nadzorować pracę 
Większosc zmian Zresztą została rozpoczęta Jeszcze przed jego śmiercią, ja jestem 
odpowiedzialny za to, by zostały ukończone. - Malowidło naścinne to jeden z ostatnich 
projektów - do- dala Amy. - Wuj Hugh sam wybrał temat. Resztę pozostawimy panu, panie 
Blackburn. - Mam nadzieję, że sprostam tmu zadaniu. Jaki jest temat? Legenda Dundrennan 
- odparł Aedan. - Opowieść o księżniczce wśród róż. Christinę przeszył dreszcz, Zerknęła na 
-Aedana, który przyglądał jej się ze spokojem, a potem spojrzała na ścianę poszukiwaniu na 
niej elementów tej opowieści. Dostrzegła jednak tylko zarys kra;obrazu i kilka postaci. - Z całą 
pewnością musi pan zrobić tak, aby fresk był pańskim dziełem, bez względu na to, co już jest 
na ścianie - oświadczyła lady Balmossie. - Jestem szczęśliwy, że los przywiódł mnie tu razem 
z siostrą - oświadczył John, czym zdumiał Christinę. - Ponieważ ona jest ekspertem w 
dziedzinie historii Szkocji i szkockich tradycji ludowych, Już wczesniej nieraz doradzała mi w 
kwestii autentyczności szczegółów na moich obrazach. - Czy nie mogłaby pozować do 
postaci księżniczki? - za sugerował Rob - Przeciez na tamtym obrazie była doskonałą 
średniowieczną bohaterką. - To naprawdę świetny pomysł! - ucieszyła się lady Balmossie. 
Oszołomiona Christina ze zmarszczonymi brwiami popatrzyla na brata, który beztrosko 
zignorował jej minę. Aedan MacBride natomiast nie spuszczał z niej oka, - Właściwie - 
stwierdzil - to rzeczywiście dobra propozycja. - Absolutnie się z tym zgadzam - powiedział 
John z uśmiechem. Christina sięgnęła po łyżeczkę i ze złością zanurzyła ją w roztopionych 
lodach. - Widzieliście już prawie wszystko - stwierdziła Amy. - Z wyjątkiem ogrodów i tej starej 
świątyni na tyłach. - Po starannym zwiedzeniu całego Dundrennan House prowadziła teraz 
Christii)ę, Johna i lady Strathlin do holu. Wprawdzie Blackburnowie spędzili już w 
Dundrennan tydzień, jednak Amy uznała, że deszczowy dzień doskonale nadaje się na po- -
kazanie im całego domu i zgromadzonych w nim kolekcji. - Pada taki deszcz, że ogrody 
będziecie musieli obejrzeć kiedy indziej - stwierdziła lady Strathlin - Ale w sieni moze my 
zobaczyc niedawno zrobione witrazowe okna Są napraw dę piękne, Amy - dodała z 
uśmiechem aprobaty. - Wydaje mi się, że wprowadzają do sieni przyjemny śred niowieczny 
nastrój - powiedziała Amy. - Sir Hugh pragnął, by -przedstawiały pnącza dzikich róż, ich 
kwiaty są zresztą powtarzającym się elementem w wystroju całego domu. - Wskazała teraz 
na wąskie wysokie okna po obu stronach drzwi i jeszcze jedno na podescie schodow We 
wszystkie wprawiono witraze - z motywem dzikich róż z kolorowego szkła. Chriszina patrzyła 
zachwycona. Po lunchu z lady Balmoss e, ktora następnie udała się na drzemkę, ich czworka 
powę drowała przez pokoje. Zatrzymali się dłużej przy obszernej kolekcji zgromadzonych 
przez sir Hugh historycznych przed. miotów. Część z nich wisiała na ścianach, inne 
umieszczono szklanych witrynach. Johna zafascynowała kolekcja obrazów i rzeźb 
wyeksponowana w różnych pomieszczeniach. - Ten dom jest naprawdę piękny - stwierdziła 
Christina. - Doprawdy wyjątkowy. Wspaniale musi się w nim mieszkać. - Pomruk stojącego 
obok niej Johna świadczył o tym, że brat w pełni podziela jej zdanie. - Teraz mieszka tutaj 
tylko kuzyn Aedan, ale my dość często go odwiedzamy - powiedziała Amy. - Mam nadzieję, 
że w końcu się ożeni i dom znów zatętni życiem. - 0, jestem tego pewna - skomentowała 
Christina, w duchu zadając sobie pytanie, czy Amy sama nie jest zainteresowana zajęciem 
pozycji pani tego domu. - Bardzo dziękujemy za oprowadzenie nas, panno Stewart. Lady 
Strathlin, naprawdę miło, że zechciała pani poświęcić nam tyle czasu. Domyślam się, że nie 
może się pani już doczekać powrotu do dzieci w Balmossie. - Piastunka dobrze się nimi 
zajmuje. Zamierzam wrócić po herbacie. I proszę, niech mnie pani nazywa Meg, takle 
oficjalne tytułowanie wydaje mi się sztuczne - zaproponowała z uśmiechem lady Strathlin. - A 
do mnie proszę mówić Arny - pospiesznie dodała kuzynka Aedana. Christina wypowiedziała 
swoje imię. - Jak rozwijają się plany fresku, panie Blackburn? - spytała Meg, ponieważ John 
zatrzymał się, by przyjrzeć się wiszącemu w sieni obrazowi, przedstawiającemu szkocki 
krajobraz. - Zrobiłem już kilka szkiców i mam nadzieję, że niedługo będę mógł zabrać się do 
malowania - odparł. - Cudownie! - uśmiechnęła się Amy, rozpościerając ręce na niebieskiej 
krynolinie. Skierowała się ku głównej klatce schodowej. - Chodźcie ze mną, proszę. 
Chciałabym jeszcze coś wam pokazać. Na samej górze. Przeszli na podest. Jeden korytarz 
prowadził stąd do jadalni i bawialni, drugi zaś do pokoju bilardowego i śniadaniowego. 
Christina wiedziała już, że pozostała część pomieszczeń w środkowej części wieży to 
sypialnie. Amy i Meg poprowadziły ich jednak jeszcze wyżej, na górny poziom, gdzie 
wcześniej nigdy się nie zapuszczali W całym domu mroczne korytarze rozjasniały drewniane 
boazerie i pomalowane na intensywny łososiowy lub ochrowy kolor ściany. W blasku lamp. 
jaśniały obrazy i zawieszona w równych rzędach broń i  tarcze, miecze, topory i halabardy. - 
Tego używał Robert Bruce - oznajmiła Amy, wskazując na długi miecz z wytartą skórzaną 
rękojeścią. - A ten mniejszysztylet podobno należał do samego Makbeta. Te dwa miecze 
stracili angielscy rycerze podczas bitwy pod Stirling, a tamten długi topór był własnością Rob 

background image

Roya MacGregora. - Dundrennan to właściwie muzeum - stwierdziła Christina. - W pewnym 
sensie tak - przyznała Meg. - Sir Hugh przed śmiercią skatalogował znaczną część kolekcji, a 
o pochodzeniu i wartości niektórych obiektów dyskutował z sir Edgarem z Muzeum 
Narodowego. Była też rozmowa o odkupieniu przez muzeum części kolekcji, lecz Aedan nie 
chce o tym słyszeć. - Sprzedaż kilku przedmiotów zwróciłaby koszty napraw i 
przemeblowania - powiedziała Amy. - Chciałabym, żeby Aedan to rozwazył Niepotrzebna 
nam ta stara bron Niekto re z tych narzędzi są wprost ohydne - zmarszczyła nos. - Na . 
jednym z mieczy ciągle widnieją ślady krwi. - Jestem pewna, że pani Blackburn wie o 
zainteresowaniu mi.izeum kupnem tej kolekcji - powiedziała Meg. - Niewiele o tym słyszałam 
- odparła Christina. - Tego rodzaju rozmowy na ogół utrzymywane są w tajemnicy. Jestem po 
prostu członkinią stowarzyszenia pań przy Towarzystwie Antykwarycznym, chociaż prowadzę 
pewne badania i wykonuję prace na zlecenie sir Edgara. - Bardzo się cieszymy, że dobry los 
oboje was tu sprowadził - oświadczyła Meg z uśmiechem. Dotarli do korytarza na 
najwyższym piętrze. Arny otwor yla drzwi. - To tak zwana długa galeria, używano jej kiedyś 
jako pokoju szkolnego, ale teraz nikt już z niego nie korzysta. Sit Aedan doszedł do wniosku, 
że mógłby pan tu urządzić swoją pracownię, panie Blackburn. - Rzeczywiście to 
pomieszczenie świetnie się do tego nadaje - przyznał John, gdy weszli do środka. Długa 
galeria była olbrzymim pokojem o białych ścianach i ciemnej drewnianej podłodze. Przez 
okna wpadało srebrzyste światło deszczowego dnia. Pokój byl skromnie umeblowany, stal tu 
tylko kredens, ława, długi stół i twarde krzesła. Rzeczywiście wyglądał jak pokój szkolny, za 
który niegdyś służył. - światło jest tu dobre, północne, jasne i równe - stwierdził John. - A ten 
wielki stół wprost idealnie nadaje się do pracy, bo będę musiał przygotować olbrzymie szkice. 
- Wobec tego od tej chwili należy do pana - powiedziała Amy, wręczając mu klucz. - Mój 
kuzyn wspominał, że wybiera się pan na dzień lub dwa do Edynburga po przybory niezbędne 
do malowania. - Rzeczywiście, wyjeżdżam już jutro, ale niedługo wrócę z paczkami pełnymi 
węgla i farby, a nawet z kostiumami i innym wyposażeniem. - Ach, kostiumy! - zawołała Amy. 
- Zapowiada się niezwykle ciekawie! Wszyscy razem wyszli z pokoju. - Mam nadzieję, że tak 
będzie - odparł John. - Czy to droga na dach? - spytał, gdy mijali drzwi w odległym końcu 
korytarza, za którymi, jak się wydawało, nie było już miejsca na kolejne pomieszczenie. - 
Owszem, chodźcie! - zachęciła Amy. - Widok stąd cudowny! - Otworzyła grube drzwi i 
wyprowadziła ich na chłodne wilgotne powietrze, na otoczony balustradą dach. - Przed 
wiekami stali tu wartownicy, jest tu okap, więc nie zmokniemy. Christina uśmiechnęła się, 
czując na twarzy delikatny pocałunek wiatru, który wydął jej spódnicę. O wyłożoną kamieniem 
galeryjkę stukał deszcz. Włości należące do Dundrennan rozciągały się we wszystkich 
kierunkach, całe mile porośniętych wrzosem wzgórz, złocistych łąk i gęstych lasów, a 
wszystko miękko spowijała mgła. Luki świątyni Wspomnień, średniowiecznego pomnika 
wzniesionego na tyłach sadu, wyciągały się w górę. - To takie piękne - powiedziała, 
odczuwając nagłą potrzebę obejrzenia romantycznego starego pomnika wzniesionego na 
cześć uśpionej księżniczki. - ¯ałuję, że nie możemy jej teraz zwiedzić. - świątynia Wspomnień 
to posępne miejsce, zwłaszcza w deszczu - przestrzegła Amy. - Uważam, że jest pełne 
grozy, wprost makabryczne. Powinno się ją zamknąć. Nie chodzą tam nawet lordowie 
Dundrennan. - Moim zdaniem jest romantyczna i malownicza - odparla Christina. - Zgadzam 
się. - Meg popatrzyła na deszczowe chmury. - Och, zapowiada się, że będzie padać jeszcze 
mocniej. Wróćmy raczej do środka. Już prawie pora na herbatę. Ciotka Lilia będzie na nas 
czekać, oczywiście razem z Thistle. - To może być ostatnia herbatka Miss Thistle w 
Dundrennan na jakiś czas - powiedziała Amy. - Kuzyn Aedan uważa, że opary farby mogą źle 
wpłynąć na zdrowie tej małej bestyjki, i zasugerował ciotce Lilii, że powinna przez jakiś czas 
zatrzymać Thistle w domu, w oranżerii. Obyśmy naprawdę mieli to szczęście móc odpocząć 
od jej towarzystwa! - dodała. John ze śmiechem otworzył drzwi paniom i po cichu 
skomentował jeszcze słowa Amy, co wywołało jej chichot. Przy herbacie błazeństwa Miss 
Thistle przekonały Christinę, że Aedan postąpił mądrze, prosząc lady Balmossie o zabranie 
małpki do domu. Zanim wstali od stołu, na dywanie leżały dwa stłuczone spodeczki i filiżanka, 
kawałek ciasta ze śliwkami został rozsmarowany na siedzeniu jednego z podnóżków, a 
czepek lady Balmossie przez dłuższy czas ozdabiał herbatnik, dopóki Christina go stamtąd 
nie usunęła. Z niewiadomych powodów Miss Thistle zapałała do Christiny nadzwyczajnym 
afektem i opuszczała ją jedynie po to, by rzucać naczyniami stołowymi w członków rodziny 
łub w drzwi, gdy tylko się otwierały. John śmiał się, widząc takie nagłe przywiązanie małpki 
do siostry, nawet Amy, która nie darzyła zwierzątka szczególną sympatią, chichotała 
rozbawiona. - Sir Hugh zawsze powtarzał, że Thistle ma oko do dobrych ludzi - stwierdziła 
lady Balmossie. - Musimy powiedzieć Aedanowi, że zaakceptowała panią Blackbum. - Gdzie 
jest dzisiaj Aedan? Nikt tego nie wiedział, ale Christina zdała sobie sprawę, że przez cały 
czas siedziała wpatrzona w drzwi. Czym prędzej się odwróciła. Aedan nie zjawił się na 

background image

herbatę, jego kuzynki doszły więc do wniosku, że mimo wszystko musi być zajęty pracami 
przy budowie drogi, chociaż, jak wyjaśniły, deszcz na ogół znacznie wstrzymywał postęp 
prac. Po herbacie Christina siedziała w swoim pokoju. Trochę czytała, napisała też kilka 
listów, a porem zasnęła tak mocno, że obudziła się dopiero,-slysząc głośne, uporczywe 
stukanie do drzwi. - Przespałą pani kolację! - Miła Jean dźwigała srebrną tacę. - Pani Gunn 
przysyła mnie z zupą, tostami i herbatą. Powiedziała sit Aedanowi, że pani jest zmęczona, 
ale była przekonana, że miska dobrego szkockiego bulionu prędko postawi panią na nogi. - 
Dziękuję, Muriel - powiedziała Christina, przypominając sobie, że Aedan używał prawdziwego 
imienia dziewczyny. Przetarła oczy i zerknęła na nieduży zegar kominkowy, zdumiona, że 
spała tak długo. Muriel postawiła tacę w saloniku. Christina spróbowała zupy w czasie, gdy 
służąca szykowała jej herbatę. - Ach, prawie zapomniałam, proszę pani. Sir Aedan kazał pani 
powiedzieć, że dziś wieczorem w bibliotece będą palić się lampy, gdyby pani zechciała ram 
pracować albo poczytać. Mówił, że być może on również przyjdzie, lecz ma sporo pracy, a 
poza tym nie chce pani przeszkadzać. Christinie serce zabiło szybciej. - Dziękuję. Muriel 
kiwnęła głową i wyszła. Po skończonym posiłku Christina drżącymi palcami przeczesała 
włosy, potem wygładziła prostą suknię z ciemnozielonego brokatu i włożyła mocne trzewiki.. 
Postanowiła, że poczyta trochę w bibliotece, później zaś, jeśli pogoda pozwoli, przejdzie się 
trochę po ogrodach. Ogromnie ją interesowały, a myśl o ujrzeniu starego pomnika w blasku 
księżyca jeszcze bardziej drażniła jej ciekawość. Narzuciła dodatkowo na ramiona lekki szal 
w szkocką kratę i wąskimi schodami zeszła do biblioteki, rym razem starając się stąpać 
bardzo uważnie. Dzisiaj, inaczej niż w czasie tamtej katastrofalnej wyprawy, we wnękach 
klatki schodowej paliły się lampy i oświetlały drogę. Lord powiedział, że lampy będą się palić 
dla niej. Ciekawa była, czy go tam zastanie Ręka wyraznie jej drz*ła, gdy pociągała za 
klamkę prowadzącą do biblioteki Weszła do srodka i odkryła, ze jest jednak sama Zwalczy la 
rozczarowanie i wybrała z pólek kilka książek Znalazła wygodny fotel w spokojnej niszy i 
zasiadła do czytania Była tam, tak jak miał nadzieję. Siedziała w skórzanym fotelu w kręgu 
złocistego światła lampy. Głowę pochylała nad książk a nogi podwinęła wśród fałd spódnicy. 
Wyglądała raczej na młodziutką panienkę, a nie na kusicielkę z obrazu przedstawiającego 
różaną księżniczkę. A jednak gdy podniosła głowę, słysząc kroki nadchodzącego Aedana, 
wydała się bardziej uwodzicielska niż na obrazie. Oczy przesłonięte małymi okularami były 
szeroko otwarte, a usta lekko uchylone Na jego widok zamknęła ksiązkę i na cHa prosto. 
Aedan sposrrzegł, że na nogach ma trzewiki, nie zaś pantofelki jak tamtego pamiętnego 
wieczoru. - Sir Aedan Nie spodziewałam się, ze spotkam tu kogos o tak późnej porze: - Pani 
Blackburn! Przyszedłem na obchód. - Co takiego> - zdziwiła się Chrisrina - Skontrolować 
dom przed nadejściem nocy - wyjaśnił. - Tak to tutaj nazywamy. Gaszę lampy, sprawdzam 
drzwi, ogień na kominkach, upewniam się, czy wszystkie psy wróci ty na noc i tak dalej, i tak 
dalej. - Jeden pies jest tutaj, śpi- wskazała na kącik pod galerią, glzie na wysiedzianym 
skórzanym fotelu leżał biały terier. - Był bardzo miłym towarzyszem w czasie, gdy tu 
siedziałam, chociaż prawie przez cały czas spał. Aedan uśmiechnął się, zerkając na psa, 
który ledwie podniósł łeb na jego powitanie, przyzwyczajony do rytmu kroków i dźwięku głosu 
swego pana. - Fotel, na ktorym lezy Gracie, był ulubionym miejscem mego ojca, kiedy czytał, 
a Gracje jego ulubionym szczeniakiem i widac go nie zapomniała Pozwalamy je; tu teraz sy 
plac, nawet pani Gunn nie protestuje Ba, rozkiada jej koc Gracie zaczęła się już starzeć i w 
tym fotelu czuje się chyba najlepiej. - Rozejrzał się dokoła. -. Muszę znaleźć jeszcze jednego 
psa, tamten woli ciepło przy kuchennym palenisku, muszę go tam poszukać. - Czy podczas 
obchodu szuka pan też Miss Thistle? - Kiedy tu przyjeżdżają zajmuje się nią moja ciotka i jej 
pokojówka - skrzywił się. - Ale mój ojciec się nią opiekował, ogromnie lubił małpkę. Gunnie 
natomiast, gdyby mogła, odesłałaby tego potworka z powrotem do Indii. Słyszałem jednak, że 
pani zaprzyjaźniła się dzisiaj z Miss Thistle przy herbacie - uśmiechnął się. - W jakiś sposób 
mi się to udało - odparła Christina również z uśmiechem. - Sądziłam, że to lokaj będzie się 
zajmował takimi rzeczami, jak wieczorne gaszenie lamp, sir Aedanie. - MacGregor to 
zadziorny stary drań, ale zdarza mu się o czymś zapomnieć. A poza tym tutejszą tradycją 
jest, by lordowie Dundrennan robili wieczorny obchód. - Jako lord kultywuje pan wiele starych 
tradycji. - Niektóre podtrzymuję, z innych rezygnuję. Nie wychowano mnie na dziedzica tego 
miejsca, ale się nim stałem i staram się wywiązywać ze swoich obowiązków. Jeśli ma pani 
ochotę jeszcze trochę poczytać, madame, to wrócę tutaj, kiedy sprawdzę resztę domu. 
Christina odłożyła książkę i wstała. - Myślałam, że przed powrotem do swojego pokoju wyjdę 
na spacer po ogrodach. - Teraz? W deszczu? Po ciemku? - Wydaje mi się, że przestaje 
padać, a poza tym świeci księżyc. Chciałam obejrzeć ogrody... i pomnik. - A więc dobrze, z 
radością je pani pokażę. - Ach, nie, nie mogę tego od pana wymagać, a poza tym gdyby 
zobaczono nas razem o tak późnej porze, musieliby śmy się gęsto tłumaczyć. - A jakie to ma 
znaczenie? Przecież oboje wiemy, że taki spacer w nocy jest najzupełniej niewinny. - 

background image

Doprawdy, sarna znajdę drogę. Przecież wystarczy dostać się na tyły ogrodów. Czy mam 
wyjść przez boczne drzwi za kuchnią? - Owszem, tylko proszę nie obudzić kucharki, która śpi 
w pobliżu, bo może się zirytować. Niech pani idzie ścieżką prowadzącą na tyły ogrodu i nie 
sręca w lewo, bo trafi. pani do lasu dębowego. Nie chciałbym, żeby się pani zgubiła. Proszę 
przejść przez furtkę na koncu scieżki, a potem cisową aleją do świątyni Wspomnień. - 
Dziękuję. Wydaje mi się, że miło będzie zobaczyć Swią tynię Wspomnień w świetle księżyca. 
- To prawda, widok nocą jest z pewnością wart zachodu. Pani jest romantyczką, pani 
Blackburn. - On również uważał, że oglądanie świątyni w blasku księżyca może być miłe, ale 
z nią Nie podobał mu się natomiast pomysł puszczania jej samej na spacer nawet w obrębie 
posiadłości. Niech pani weźmie ze sobą lampę, bo ze ścieżki w niektórych miejscach wystają 
korzenie. - Jak powiedział Scott: „Jeśli. chcesz zobaczyć piękne Meirose”... - „.. oglądaj je w 
bladym świetle księżyca” - dokończył Aedan. - Pan to zna - uśmiechnęła się Chnstina, on zaś 
skromnie wzruszył ramionami. Odwróciła się jeszcze w otwartych drzwiach. - Dobranoc, sir, 
Nonszalancko machnął ręką. - Niech się pani wystrzega dzikich kotów! Christina 
znieruchomiała zdumiona. - Dzikich kotów? - Od czasu do czasu je tu widujemy. Czają się na 
drzewach, choć na razie nie podchodziły blisko domu. Na szczęście wil: ki, które kiedyś 
nawiedzały to miejsce, już wyginęły. Wiedział, że tą ostatnią uwagą ją przestraszy, lecz nie 
mógł się powstrzymać, by trochę się z nią nie podroczyć. Christina była taka poważna, a 
zarazem tak przeklęcie pociągająca. - Wilki? Ach! - Christina przygryzła wargę. - Może 
jednak mimo wszystko powinnam wziąć latarnię. - Uparta dziewczyna! - mruknął, 
podchodząc do niej. - Proszę posłuchać, pani Blackburn, jako gospodarz i dziedzic tych 
włości nie chcę, by kobieta goszcząca pod moim dachem spacerowała sama w ciemnościach 
po nieznanym terenie. - Zapewniam pana, że doskonale dam sobie radę. - A ja zapewniam, 
że będę eskortą na której można polegać. - Uważam... że nie powinno się nas widzieć razem 
o tej porze spacerujących razem w... hm... romantycznych okolicznościach. Aedan oparł rękę 
o framugę ponad jej głową. - Wszyscy oprócz nas już śpią. Nikt więc nie będzie o tym 
wiedział. To pozostanie naszym sekretem, zresztą przecież nie pierwszym - przypomniał, 
nachylając się bliżej. - Prawda? Christina popatrzyła na niego. - Owszem - powiedziała. - Ale 
ten sekret nie jest nam po- trzebny. - A więc dobrze - mruknął i sięgnął po małą olejną lamp. 
kę. Wręczył ją Christinie, potem otworzył jej drzwi i ukłonił się w milczeniu na pożegnanie, 
ona zaś pospieszyła w stronę kuchennego korytarza. Wędrując w świetle księżyca, Christina 
widziała świątynię na końcu ścieżki. Smukłe, nieprzykryte dachem łuki wznosiły się w górę, 
tworząc magiczną syLwetkę. Gęste krzewy kwitnących dzikich róż ciągnęły się po obu 
stronach wyznaczonej przez linię drzew ścieżki. Kwiaty, których o tej porze roku było już 
mniej, wydzielały przypominający zapach jabłek aromat. Christina uświadomiła sobie, że 
Rosa eglanreria, prawdziwa dzika róża, rośnie w Dundrennan w obfitości. Gęste przepiękne 
zarośla tak pasujące do tego miejsca i jego legendy otaczały również świątynię, którą miała 
przed sobą, tak samo jak fundamenty domu. Nagle odniosła wrażenie, że nie jest sama, i 
odwróciła się, spodziewając się, że ujrzy za plecami Aedana. ścieżka była jednak pusta. 
Usłyszawszy ponownie delikatny szelest, świadczący o jakimś ruchu, przystanęła i 
nasłuchiwała. Nic jednak nie zobaczyła. Czy Aedan stroił sobie z niej żarty, czy też mówił 
poważnie o dzikich kotach? Rozejrzała się jeszcze raz, żałując, że mimo wszystko odrzuciła 
propozycję, by jej towarzyszył. Upewniwszy się, że jest jednak sama, ruszyła w stronę 
pogrążonych w ciszy gotyckich ruin. Gdy zbliżyła się do budowli, dech zaparło jej w piersiach. 
świątynia była niedużym prostym krużgankiem, arkadami smukłych kolumn i wysokich łuków, 
tworzących cztery boki, zamykające otwarty, porośnięty trawą obszar. Ruiny wznosiły się ku 
nocnen-iu niebu, jak gdyby wyrastając wprost z magicznej plątaniny dzikich róż, bluszczu i 
mchu Przez chwilę wahała się przed wejściem, lecz w końcu wkroczyła do środka i przeszła 
przez porośnięte trawą atrium. W odległym końcu na tle smukłych kolumn stał prostokątny 
kamienny blok, grobowiec lub sarkofag, poza tym nic więcej tu nie było. Wśród 
atramentowych cieni i oświetlonych promieniami księżyca kamieni panowała tajemnicza 
cisza. Rozglądając się dokoła, wyraźnie poczuła, że nie jest sama, miała wrażenie, że ktoś 
lub coś ją obserwuje, a raczej że czuwa nad nią, nie czuła się bowiem zagrożona. 
Zawładnęła nią magia tego miejsca, z rozkoszą chłonęła jego piękno. Ponad smukłymi 
kamiennymi łukami i kolumnami biegł rzeźbiony fryz, na którym wyryto jakieś słowa, trudne 
do odcyfrowania po ciemku. Podeszła bliżej i zadarła głowę. - „Ona nie śpi - zaczęła czytać 
na głos miękkim głosem - ani...” - „Ona nie śpi ani nie śni, lecz rozniyśla po wieki wieków, 
pogrążona w niezmąconym spokoju” - dokończył szeptem Aedan. Jego głos, szeleszczący 
jak jedwab, przeniknął w duszę Christiny. Zadrżała. Aedan oparł się o framugę przy wejściu z 
rękami założonymi na piersi, bacznie się jej przyglądając. Cliristinę uderzyła samotność 
bijąca od jego postaci. - Pan przyszedł - powiedziała. Aedan lekko przekrzywił głowę. - 
Przyszedłem - odparł - Zeby miec pewnosc, iz me zaata kują pani wilki i dzikie koty. - Jak to 

background image

miło z pana strony - Christina znow podniosła wzrok na biegnący górą fryz. - To z 
Tennysona. - Owszem. Kiedy lord Tennyson dowiedział się od mego ojca o jego planach 
odnowienia świątyni, zasugerował, by wykorzystać strofy wiersza, nad którym pracował, 
opowieści o uspionej królewnie. - Lord Tennyson wiedział o świątyni Wspomnień? - Prawie 
każdy zna historię o szkockiej śpiącej królewnie. - Aedan włożył ręce do kieszeni i stanął w 
przejściu. - Wiele osób chciałoby uczynić to miejsce celem pielgrzymek z powodu naszej 
legendarnej księżniczki i z powodu mego ojca, który również po części był legendą. 
Członkowie Rady Miejskiej Glasgow oraz dyrektorzy Muzeum Narodowego, włącznie z 
paninym sir Edgarem, pragną, aby to miejsce zostało otwarte dla publiczności. Twierdzą, że 
posiada ono wielką wartość historyczną. - Ale pan nie chce podzielić się nim z innymi? - Nie 
chciał tego mój ojciec. Owszem, pragnął udostępnić publiczności dom, ale nie Swiątynię 
Wspomnień. Zaraz zapełniłaby się zwiedzającymi, szukającymi odpowiedniego miejsca, w 
którym można by rozłożyć koc i urządzić piknik. Chciałbym, żeby to miejsce pozostało 
prywatne. - Wobec tego jestem uprzywilejowana, skoro mogę tu przebywać wraz z 
dziedzicem - powiedziała Christina, uśmiechając się lekko. - Jest pani kimś niezwykłym, 
ponieważ gdyby nie pani, dziedzic dawno już by spał. Christina, uśmiechając się, podeszła 
bliżej do bloku z jasnego granitu. Sięgał jej do pasa jak grobowiec, lecz brakowa. ło na nim 
rzeźbionej leżącej figury, tak popularnej w średniowiecznych pomnikach. Na płaskiej 
powierzchni znajdowała się jedynie kamienna poduszka, ozdobiona kamiennymi frędzlami. 
Christina powiodła ręką wzdłuż powierzchni bloku, wygładzonej przez mijający czas i 
niepogodę. - Czy ona tu spoczywa? - spytała cicho. - Nie - odparł Aedan. - Nie wierny, gdzie 
jest. To tylko pusty pomnik. Christina, widząc kolejny rządek słów wyrytych wzdłuż górnej 
krawędzi grobowca, nachyliła się, by je odczytać. - „Gdy się ze snu przebudzisz, ujrzysz 
prawdziwą miłość” - przeczytała. - Właśnie tak. - Głos Aedana w ciemności miał w sobie 
aksamitną miękkość. Czując dotyk na ramieniu, pieszczotę przynoszącą pocieszenie, 
Christina wyprostowała się i odwrócita, przekonana, że Aedan wreszcie się do niej przyłączył. 
On jednak wciąż stai przy wejściu. Christinie dech zaparto w piersiach, zrobiła krok w tył. 
Chmury się rozstąpiły, chłodne światło księżyca spowiło granitowe łoże i zalśniło na 
kamiennej poduszce. Nagle na płycie ukazał się jakiś kształt i Christina przez jeden ulotny 
moment dostrzegła uśpioną dziewczynę, piękną i tak przezroczystą, że przez jej barki 
prześwitywał twardy zarys poduszki. Potem postać zniknęla. Christina, choć szeroko 
otwierała oczy, mogła dostrzec jedynie pustą, płaską powierzchnię kamienia. Z bijącym 
sercem cofnęła się, a potem pobiegła po trawie w stronę wyjścia, w stronę Aedana, tatu, 
gdzie bezpiecznie. Cały czas tłumaczyła sobie, że to tylko wyobraźnia spłatała jej figla, nic 
więcej. Biegła tak prędko, że w progu zderzyła się z Aedanejn. Złapał ją za ramiona. - A więc 
jednak był tam mimo wszystko dziki kot? Wygiąda pani, jakby coś się stało. - Rozbawienie 
zniknęło z jego głosu, a dłonie na jej ramionach mocniej się napięły. Christina pokręciła 
głową. -Nie, nic. Ale czy możemy już stąd odejść? - Pani się cała trzęiie, czy pani zmarzła? 
Proszę mi dać ręce. - Zaczął rozcierać jej palce. Christina często zapominała o rękawiczkach 
i tym razem również rak się stało. On także miał gołe ręce i ten bezpośredni kontakt był nie 
tylkę przyjemny, lecz także ponad miarę ekscytujący. Nie wypuszczając jej dłoni z uścisku, 
przyglądał jej się ze zmarszczonymi brwiami. - Czy coś panią wystraszyło? To miejsce nocą 
czasami może budzić grozę. Nie powinienem był pozwalać, by pani tu przychodziła. - Nie 
jestem zbytnio lękliwa, ale widziałam... - Na poły się śmiała, kręcąc głową. - Wyobraziłam 
sobie, że widzę leżącą tam dziewczynę. Na pewno sprawiła to tylko gra światła 
księżycowego, ale ten widok mną wstrząsnął. W oczach Aedana ukazało się zatroskanie. - 
Czy pani się dobrze czuje? Może powinna pani usiąść na chwilę albo wrócić do domu? 
Christina pokręciła głową. - Czuję się dobrze. - Dzielna pani Blackburn! - rzekł z uśmiechem. 
- Zawsze silna i uparta. Bez względu na katastrofy. - Na ogół nie ulegam wyobraźni - 
powiedziała. Cieszyła się jednak, że Aedan jest blisko, że dzieli się z nią swoim ciepłem i koi 
zdenerwowanie. Gdy przysunęła się do niego, klosz spód. nicy owinął się wokół jego nóg. 
Aedan nachylił się nad nią, a Christina pomyślała nagle, że znów może ją pocałować. Serce 
wciąż waliło jej mocno, poczuła, że słabnie z pragnienia i tęsknoty. Oprócz ich dwojga nie 
istniało już nic. Przyzwoitość wydawała się jedynie mglistą, nikomu niepotrzebną ideą, którą 
tak łatwo ominąć. Popatrzyła na niego i uświadomiła sobie, że wpatruje się w jego usta, z 
wygiętą lekko górną wargą, która przydawała temu jakże poważnemu mężczyźnie wyglądu 
psotnika. - A więc pani ją widziała - powiedział. - Niektórym się to zdarza lub przynajmniej tak 
im się wydaje. Poprzez wieki uzbierało się kilka podobnych historii. - Jeśli nie jest tutaj 
pochowana to dlaczego nawiedza to miejsce? Ona.., leżała tam - mówiła miękko Christina, 
przypominając sobie szczegóły. - Taka spokojna. Taka delikatna i piękna. - Tak. - Popatrzył 
na nią przez moment. - Ja też o tym słyszałem. Pani musi być bardzo wrażliwa, albo też 
któraś z gałęzi pani rodziny otrzymała dar jasnowidzenia. Jej widok musiał być dla pani 

background image

prawdziwym wstrząsem. - To prawda. - Christina podniosła głowę. - Ale o darze 
jasnowidzenia nic mi nie wiadomo. Wszystkiemu winne jest księżycowe światło i 
romantyczna atmosfera tego malowni. czego miejsca. Nie mam zamiaru mdleć z tego 
powodu. - Szkoda - powiedział. - Mógłbym wtedy panią podtrzymać. Ach, jakże gorąco 
pragnęła słuchać tego miękkiego, ciepłe. go głosu. - Może powinien pan raczej próbować 
pochwycić ducha, który nawiedza to miejsce - powiedziała z pozorną lekkością. na te- - 
Zrobiłbym to, ale nigdy tam nie wchodzę Christina zamrugała zdezorientowana, - Co takiego? 
- Stopa lordów Dundrennan nigdy nie postała wewnątrz świątyni Wspomnień. Mnie i memu 
bratu zakazano tam wchodzić, gdy byliśmy chłopcami. Jako dorosły sam zdecydo . wałem, że 
tam nie wejdę. - Dlaczego? Przecież tam jest tak pięknie. Aedan popatrzył na teren 
ograniczony łukami. - Legenda mówi, że jeśli lord Dundrennan wejdzie ren świątyni, to... się 
zakocha. - Achi - Christina uniosła ku niemu głowę - A czy to takie straszne? - To prawdziwa 
katastrofa, madame. - Rozumiem - powiedziała lekko urazona - Tego fragmen tu legendy 
jednak nigdy nie słyszałam. - Staramy się ;ej nie rozgłaszac - mruknął - świątynia Wspomnień 
została wzniesiona w dwunastym wieku. - Aedan puścił ręce Christiny i odetchnął głębiej, jak 
gdyby usiłował wyrwać się spod zaklęcia. - Jeden z lordów Dundrennan wzniósł ją ku pamięci 
utraconej żony. - Tak jak druid, który w legendzie tragicznie utracił księżniczkę - powiedziała 
Christina. Aedan kiwnął głową. Jego bliskość w ciemności nawet bez dotyku sprawiała, że 
pod Christiną uginały się kolana. - Ta stara legenda mówi, że żaden z lordów Dundrennan nie 
może się ożenić z kobietą, którą naprawdę pokocha. To się łączy z prawdziwym 
niebezpieczeństwem. - A jakie niebezpieczeństwo zagraża lordowi? - spytała zaskoczona 
Christina. - Nie jemu, lecz jego ukochanej, gdyby ją poślubi£ Za każ-w dym razem, gdy 
lordowie z naszego rodu żenią się z miłości, żona młodo umiera. -Jakież to okropne! - 
Christina oparła się ręką o jego pierś. - Ale... ale czy to może być prawda? Aedan wzruszył 
ramionami. - Tak właśnie było w minionych pokoleniach. Dlatego nie żenimy się z kobietami, 
które kochamy. - Ale małżeństwa zawieracie, bo inaczej ród przestałby istnieć. - Owszem, 
żenimy się z uwagi na przyjaźń, na koleżeństwo, po to, by mieć dzieci i by ród mógł 
przetrwać. ¯enimy się, ale się nie zakochujemy. - Popatrzył na nią. - To nasza prywatna 
legenda, pani Blackburn. Niezbyt dobry materiał na baśń, prawda? - To wzruszające i bardzo 
smutne. - Christina bacznie przy-, glądała się jego .oświetlonej promieniami księżyca twarzy. 
To, co jej powiedział przed chwilą, sprawiło, że w pewnym sensie zaczęła go lepiej rozumieć. 
- Jestem jednak pewna, że niektórzy z pańskich przodków żenili się z miłości. - Oczywiście. 
Mój ojciec uwielbiał matkę i właśnie oni pobrali się z prawdziwej namiętnej miłości, 
odrzucając tradycję. - A więc to przekleństwo nie zawsze muśi działać? - Byli małżeństwem 
przez dziesięć lat. To bardzo długo jak na Dundrennan. Potem moja matka zmarła. Klątwa 
więc w końcu wygrała. Kiedy lordowie Dundrennan idą za głosem serca, prędzej czy później 
należy spodziewać się tragedii. - I dotyczy to tylko żon? - Christina zmarszczyła czoło. - 
Czyżby kryła się za tym jakaś niechęć do kobiet? Aedan roześmial się. - Zapewniam pani że 
żywię. ogromny szacunek dla pani płci. Legenda księżniczki sama się powrarza, ona zmarła 
tragicznie, książę zaś przeżył, skazany na to, by żyć bez niej. W naszych związkach ten wzór 
powraca jak echo. - Czy to w istocie klątwa, czy też fragment naturalnego porządku rzeczy? 
Kobiety wszak rodzą dzieci, tak wiele ryzykując, i bardzo często zdarza się, że umierają 
wcześniej niż małżonkowie. - Mężczyźni również ryzykują, na przykład podczas wojen. 
Zapewne jest coś w tym, o czym pani mówi, lecz legenda Dundrennan podaje, że tak dzieje 
się jedynie wtedy, gdy lord szczerze kocha żonę. Czy zawsze jest to prawda, trudno 
stwierdzić, nawet mając do dyspozycji pełne kroniki rodzinne. Tak czy owak, lordowie 
Dundrennan wychowywani są w przekonaniu, iż małżeństwo opierające się na prawdziwej 
miłości musi się skończyć tragicznie. Każdy z kolejnych dzie136 dziców stoi więc w obliczu 
takiego ryzyka. Oczywiście posiadamy wolną wolę i sami możemy decydować, co zrobimy. 
Wypowiedział te słowa z ogromnym spokojem i przekona niem. a Christinie aż dech zaparło 
w piersiach. - Cóż, tam gdzie jest przekleństwo, zawsze istnieje coś, może je odwrócić. Jakiś 
czar, cud, może.. pocałunek? Aedan podszedł jeszcze bliżej, a jej serce mocno zabiło. - 
Podobno przekleństwo straci swoją moc jedynie wtedy, gdy ukochanemu księżniczki uda się 
ją zbudzić, a to raczej mało prawdopodobne, nieprawdaż? Christina nieoczekiwanie poczuła 
nagły przypływ współczucia. Zapragnęła objąć Aedana, pocieszyć go, ukoić tego silnego 
mężczyznę. Tak bardzo chciała, by mógł swobodnie oddać się miłosci, na jaką zaaługiwal, co 
w jego przekonaniu było ntemozhwe. Skąd tak głębokie dla niego uczucie? Przecież ledwie 
go znała. Wprawdzie uważała go za atrakcyjnego i fascynującego, to jednak mimo wszystko 
zdarzały się momenty, w któtych potrafił doprowadzić ją do furii. - Pan nie jest człowiekiem, 
który ślepo wierzy w legendy - zauważyła. - Wydaje mi się, że jest pan człowiekiem 
obdarzonym wolną wolą, który Zawsze chodzi własnymi ścieżkami. Dlaczego więc jakieś 
stare przekleństwo miałoby pana wiązać? To bardzo smutne rezygnować z jakże pięknych 

background image

marzeń, nie wiedząc nawet, czy kiedykolwiek nadarzy się szansa napotka: Snia prawdziwej 
miłości, i nawet nie podejmować prób. - Urwała, rumieniąc się po ciemku. - Proszę mi 
wybaczyć moje słowa. Ależ proszę mówić, bardzo sobie cenię pani szczerość. Jeszcze przed 
kilkoma laty sam nie wierzyłem w to przekleńsrwo, sądziłem, ze nigdy nie będzie miało na 
mnie wpływu, gdyż nie byłem dziedzicem majątku. Nagle jednak mój Starszy brat zmarł i 
wtedy pożnalem siłę naszych tradycji. - Co pan przez to rozumie? - Pani była zamężna, pani 
Blackburn. Poznała pani miłość. - Tak mi się wydawało. Bardzo się jednak myliłam. I 
zakonczyło się to smutno - Umilkła na chwilę - Czy pan był kiedykolwiek zakochany? - Przed 
czterema laty miałem narzeczoną - odparł, wprawiając Christinę w zdumienie - Elspeth była 
taką miłą wesołą dziewczyną. Wydaje mi się, że pani by ją polubiła. Kilka tygodni po tym, jak 
zostałem dziedzicem Dundrennan, dostała wysokiej gorączki i zmarła zaledwie dwa miesiące 
po tym, jak przyszła wiadomość o śmierci mojego brata Neila. - Ach, jak mi przykz-o! - 
powiedziała zasmucona Christina. - Właśnie do rej pory nie wierzyłem w to przekleństwo. - 
Pan ją kochał - szepnęła. - Z całą pewnością była mi bardzo bliska. Wydaje mi się, że nie był 
to ten rodzaj miłości, który... który wypełnia serce tak jak światło słońca zalewa ciemny pokój. 
Bardzo jednak była mi droga. - Miłość ma wiele odcieni namiętności - stwierdziła Christina. - 
Tak też słyszałem. - Popatrzył na nią, jakby przenikając ją wzrokiem. - Sam jednak nie mogę 
jej poznać, nie chcę tyzykować życia kobiety. Miłość jest dla mnie.., niemożliwa. Serce 
Christiny uderzało teraz bardzo szybko. - Sądziłam, że pan i panna Stewart pobierzecie się 
któregoś dnia. Takie przynajmniej odniosłam wrażenie. - Moja kuzynka i ciotka tak chyba 
myślą. Amy jest przekonana, że mnie zreformuje i położy kres przekleństwu Dundrennan. 
Mógłbym rozważać małżeństwo z nią. To miła dziewczyna i nasz związek z pewnością nie 
byłby nieszczęśliwy. Wprawdzie nie kocham jej, ale jąiubię, a to wystarczy. Christina 
obserwowała go zamyślona. - A ona... zawsze by o tym wiedziała. To... bardzo smutne. - 
Owszem - zgodził się z nią Aedan. Christina wychwyciła cień żalu na jego twarzy. - Cóż, pani 
Błackburn, miała pani okazję zobaczyć świą tynię Wspomnień w blasku księżyca. To 
doprawdy bardzo niezwykłe. Mam nadzieję, że się pani podobało. - Czy pan nie jest ciekaw, 
co jest w środku? - spytała. - Ciekaw? Owszem - odparł. - Ale nie przekroczę tego progu, bo 
chcę chronić życie osoby, której być może wcale jeszcze nie znam. - Mówiąc to, nie odrywał 
od niej oczu. - Jakież to szlachetne - szepnęła Christina. - Dzięki temu chroni pan też siebie 
przed strzałą Amora. - Wydaje mi się, że jestem już na nie nieczuły. Christina przechyliła 
głowę. - Naprawdę? Przysunął się bliżej. - Chyba powinienem to sprawdzić. - Myślę, że tak - 
odszepnęła. Nachylił się i dotknął wargami jej ust. najpierw leciutko, potem coraz mocniej, aż 
Christinę zalało gorąco. Przytrzymała się ręki Aedana, by nie upaść. Po pierwszym 
pocałunku chciwie zażądała drugiego, a on chętnie ją do siebie przycia,gnął. Christina objęła 
go w pasie, odchylając głowę, chłonęła jego silę, tajemniczość i czułość. Wiedziała z 
nadzwyczajną jasnością, że gorąco tego pragnęła, rozpaczliwie potrzebowała. Aedan, 
oplótłszy ją ramionami, przycinął jeszcze bliżej, pocałował raz jeszcze, a ona nawet poprzez 
warstwę halek poczuła, iż jej pożąda. Jej własne pragnienie jeszcze nabrało mocy, przeszyło 
dreszczem. Gdyby chciał od niej czegoś więcej, aniżeli niezwykłe pocałunki w blasku 
księżyca, chętnie by mu uległa, oddając całą swą duszę. Ze zdumieniem poczuła, że ogarnia 
ją pożądanie, potężne i niesamowite, przenikające na wskroś. Jęknęła lekko, a wtedy on się 
odsunął. Zrobił krok w tył. Chłodne powietrze ocuciło ich, odegnało namiętność, która niemal 
zdobyła nad nią władzę. Zamrugała, jakby wyrwana ze snu. Madame - powiedział 
zachrypniętym głosem. - Wykorzystałem panią, pragnąc sprawdzić, jak daleko sięgają moje 
własne pragnienia. Tó nie było ani trochę rycerskie zachowanie. - Ani trochę. - Christina 
obserwowała go czujnie, z zapartym tchem. - Obiecywałem pani, że to się więcej nie 
powtórzy, lecz niestety stało się inaczej. Nie potrafię wyjaśnić, dlaczego tak się dzieje między 
nami. Zapewniam, że zwykle się tak nie zachowuję. Podobnie ja. - Christina wyprostowała 
ramiona. Dlaczego ulegała tak prędko, właściwie po jego najlżejszym dotknięciu? Był 
przecież dla niej obcy, tymczasem miała wrażenie, jakby znała go od zawsze, i doskonale 
rozumiała, jakby był częścią niej samej. - To... to jest jak szaleństwo. Może to przez to światło 
księ życa. - Możliwe. Powinniśmy wracać, pani Blackburn. - Proszę mnie nazywać Christiną - 
szepnęła. Wyszeptał jej imię i nigdy nie zabrzmiało ono piękniej w jej uszach niż teraz. 
Proszę mi mówić ¥e4an - poprosił w odpowiedzi, a potem ujął ją za ramię, poprowadził ku 
ścieżce, agdy do niej doszli, całkiem ją puścił. Christina ruszyła przodem cisową aleją i dalej 
przez ogród. Weszli do domu bocznymi drzwiami i w milczeniu dotarli ciemnym korytarzem 
do holu. światło księżyca sączyło się do środka przez witrażowe okna. U stóp schodów 
Christina się odwróciła. - Muszę wiedzieć - powiedziała cicho. - Wiedzieć? Co? - Jego glos 
brzmiał tak delikatnie. Oparł rękę na balustradzie, czekając na jej dalsze słowa. - Co 
odkryłeś, gdy się całowaliśmy? Czy rzeczywiście jesteś... nieczuły? Aedan pochylił się nad 
nią. - Jestem lordem Dundrennan I nie mogę pozwolić sobie na to, by się zakochać szepnął, 

background image

stojąc tak blisko niej, że poczu la lekki zapach korzennego mydła i delikatną pieszczotę 
gorącego oddechu. Aedan uniósł rękę i przeczesał palcami włosy, Christina przyglądała mu 
się bacznie w milczeniu. - Lecz gdybym kiedykolwiek miał się zakochać - musnął palcami jej 
brodę - to tylko w tobie. Christina przymknęła oczy, westchnęła. Wtedy on jeszcze raz porwał 
ją w ramiona i znów pocałował, mocno, aż kolana się pod nią ugięły i musiała uchwycić się 
klap jego surduta. Miała wrażenie, że serce jej rozkwita jak róża w blasku słońca. Potem 
puścił ją i się cofnął, chociaż wyciągała do niego rękę. Skłonił głowę, albo w geście 
przeprosin, albo też po prostu na pożegnanie. Potem odszedł, skręcając w pogrążony w 
cieniach korytarz, prowadzący do biblioteki. Usłyszała, że drzwi się otwierają, a potem cicho 
zamykają. Christina stała przy schodach z ręką przyłożoną do piersi, czując, że nogi jej drżą. 
Ogarnęła ją jakaś dziwna słabość. Nie mogła dłużej wytrzymać i z niespokojnie bijącym 
sercem osunęła się na stopień. Gdybym kiedykolwiek mial ię zakochać to tylko w robie. 
Christina wspinała się na zbocze Cairn Drishan, podpierając się kosturem, do którego 
zabrania wprost zmusił ją MacGregor. Dowiedziawszy się, że planuje samotną wyprawę na  
wzgórze, gdyż John na krótko wyjechał do Edynburga, stary góral nie przestawał kręcić 
głową. - Moja droga, laska będzie pani potrzebna na tych wzgórżach - powtarzał, podając jej 
mocny, wypolerowany kij, niemal tak wysoki, jak sama Christina, ze skórzanym uchwytem na 
wysokości mniej więcej trzech czwartych. Christina wkrótce przekonała się, iż rzeczywiście 
jest ta narzędzie bardzo pomocne przy pokonywaniu bardziej stromych partii zbocza. 
Poranne niebo miało perłowy odcień, mgła spowijała torfowiska i wzgórza aż mieniące się od 
wrzosów. Na szczycie czekało na nią czterech mężczyzn, lecz MacBride”a wśród nich nie 
było i Christina od razu poczuła rozczarowanie, bo przy śniadaniu również go nie spotkała, a 
przejmujące wspomnienie tego, co wydarzyło się nocą, wciąż nie schodziło jej z myśli. W jej 
stronę ruszył Hector MacDonald. Wysoki, tyczkowaty męzczyzna o pociągłej twarzy, żywych 
niebieskich oczach i siwych włosach, z gęstymi bokobrodami. - Pani Blackburn, dzień dobry! - 
uchylił kapelusza. - Dzień dobry, panie MacDonald. - W towarzystwie kierownika robot 
podeszła do miejsca, w ktorym odkryto mur Czekało tam trzech innych męzczyzn z łopatami i 
szpadlami w rękach. Ubrani byli w wyświechtane spodnie, robocze kaftany i kapelusze i 
zabłocone buty. Christina nigdy nie wzięłaby ich za mieszkańców szkockich wyżyn. Usłyszała 
jednak, ze zwracają się do siebie po szkocku, dostrzegła rowmez cel tyckie dziedzictwo w 
twarzach o wyraznie zaznaczonych ka saach policzkowych, we wzroscie i sile męzczyzn, w 
ich rudawych włosach i inteligentnych spojrzeniach. Zaraz podbiegł do niej brązowo-biały 
spaniel, z radością machając ogonem. Christina nachyliła się, żeby pogłaskać pieska. - Kto to 
taki? - spytała. - To Cailin odparł Hector. - Ulubienica starego Angusa  Gowana. A to jego 
synowie, Robbie i Donald. Christina skinęła głową mężczyznom, którzy z szacunkiem unieśli 
kapelusze. Potem nachyliła się i zaczęła głaskać spaniela. - Czeć, dziewczynko-. 
powiedziała, tłumacząc sobie imię psiaka na angielski. - Ja też cię witam po tysiąckroć w taki 
piękny dzieii. - Roześmiała się, gdy pies zaczął lizać jej odsłoniętą rękę ponad rękawiczk i 
czule zaczęła do niego przemawiać po szkocku. Angus zrobił krok do przodu. - Pani zna ten 
język?, świetnie. Cailin zawsze nam towarzyszy, gdy przychodzimy do pracy przy drodze. 
Towarzyszyła mi też przez całe lata, kiedy pasałem bydło na wzgórzach. To dobra psina i 
wszystko jej jedno, czy pasiemy, czy polujemy, czy kopiemy. I tak jest szczęśliwa, że może 
być z nam Christina pokiwała głowa. - Pan już nie wypasa bydła, panie Gowan? - Nie, proszę 
pani. Zabrano nam farmę już przed laty, wtedy sir Hugh dal nam dom na swoich włościach. 
Ale kiedy sprzedał kawałek posiadłości, znów straciliśmy ziemię i teraz pracujemy w ekipie 
lorda, zajmującej się budową drogi. Cailin jest jednak szczęśliwa bez względu na to, co 
robimy. Moim zdaniem ludzie powinni uczyć się radości życia od psów. - O tak - zgodziła się 
z nim Christina. - Dziękuję, że przyszliście, chociaż macie tyle pracy przy budowie. Wiem, że 
sir Aedan nie może się już doczekać, kiedy skończę. - Racja, ciąży na nim wielka 
odpowiedzialność, proszę pani - zgodził się MacDonald. - Ale przez kilka dni może się obejść 
bez Gowanów. - Ten jego metalowy potwór może za nas kopać - powiedział Robbie Gowan, 
a jego oj ciec i brat wybuchnęli śmiechem. Christina zauważyła, że wszyscy trzej mówią po 
angielsku z tym samym miękkim akcentem i używają takich samych dziwnych słów jak lokaj 
MacGregor. - Mam nadzieję, że to nie potrwa wiele dni - powiediała. - Nietrudno zobaczyć, 
gdzie ziemia zakrywa stary mur. Chcia łabym, abyście delikatnie usunęli górną warstwę 
darni. - Mó wiąc to, pokazywała, a mężczyźni kiwali głowami. - A co z murem? - spytał 
Angus, patrząc z powątpiewa niem, z rękami zaciśniętymi na szpadlu. - Nie ruszajcie go. 
Zaznaczę luźne kamienie kredą, niebie ską, ;esh kamien ma zosrac usunięty, a białą, ;esli 
nalezy go zostawić. - Otworzyła sakiewkę i wyjęła z niej dwa kawałki połamanej kredy, które 
pożyczyła sobie z należącego do bra ta drewnianego pudelka miękkich pasteli. - Rozpoczną 
od usunięcia zarośli i paproci .. podjął Hec tor. - A potem zaczną kopać w miejscu, gdzie 
pojawia się ten mur, dopóki nie dokopią się do przeciwległej ściany. Jak głę boko mają 

background image

kopać? - Przede wszystkim tak, aby było bezpiecznie, panie Mac- Donald. A tak w ogóle do 
końca muru. - Ach, tak. - Powiedział coś do mężczyzn, a ci od razu ru szyli do pracy. Hector 
gwizdnął na psa, który natychmiast pod biegł, domagając się pieszczot. - Ta szczelina w 
skale powstała przy eksplozji, kiedy pan Campbell umieścił wśród skał proch. Wydaje mi się, 
że nie jest tu zbyt bezpiecznie. Będę tu przycho dzil razem z Gowanami w trakcie tego 
kopania. Sir Aedan pro sił, żeby nigdy nie zostawała pani sama na tym wzgórzu. - Och, 
doprawdy? Nie trzeba nade mną aż tak czuwać, pa nie MacDonald, nie jestem ani głupia, ani 
nieostrożna. Może pan to przekazać sir Aedanowi. - Dobrze - odparł, ocierając czoło ręką. - 
Albo niech mu pani to lepiej sama powie. Nie zamierzam wchodzić pomiędzy was. Oboje 
macie w sobie ogień, a ja nie chciałbym się popa. rzyć. - Uśmiechnął się tak szczerze, że 
Christina nie mogła po wstrzymać się od śmiechu. Kiedy blask Słońca przedarł się przez 
warstwę chmur, wilgotna ziemia wyschła, a kopanie stało się łatwiejsze. Mężczyźni pracowali 
w równym rytmie, Christina zaś uklękła na ziemi, starannie zakrywszy nogi spódnic i 
nachylona badała kamienie w murze, niektóre z nich znacząc kredą. Czując ciepło słońca, 
zsunęła woalkę na czarny kapelusik i zdjęła żakiet, pod którym nosiła lnianą bluzkę. Powiodła 
palcami po jednym Z. kamieni, zaintrygowana nacięciami na jego boku. Potem wyciągnęła z 
kapelusza szpikę i zaczęła nią zeskrobywać ziemię, która przylgnęła do jego powierzchni. Na 
chwilę przerwała te czynności po to by coś naszkicować w niedużym notatniku, ale zaraz 
wróciła dOr delikatnego skrobania skały. Jeśli ma pani zamiar oczyścić tym narzędziem 
wszystkie te kamienie - rozległ się głos Aedana - zostanie pani tu na zawsze. Christina 
zdumiona podniosła wzrok. Serce podskoczyło jej w piersi, jak zwykle gdy Aedan był w 
pobliżu. Stał nad nią wysoki, męski, plecami obrócony do słońca. Nogi mial długie, barki 
szerokie, postawa świadczyła o pewności siebie. Ostatniej nocy połączył ich zdumiewający 
pocałunek, a teraz Christina, choć nie powinna, zapragnęła poczuć go znów. Tymczasem 
Aedan spoglądał na nią chłodno. I nie wyglądał wcale na człowieka, który zamierzałby 
kiedykolwiek jeszcze znów ją pocałować. Właściwie widać było jedynie, że jest zły. - Dzień 
dobry, sir - powiedziała Christina, z całych sił starając się, by jej głos zabrzmiał przyjaźnie. - 
Oczywiście ma pan rację. Zapewne czyszczenie skał za pomocą szpilki do kapelusza to 
próżny trud. - Otworzyła torebkę i wyjęła z niej specjalnie w tym celu zabraneniewielkie 
narzędzie. - Cóż to, u diabła, jest? - zdumiał się Aedan. - Szczoteczka do zębów, chyba pan 
widzi. - Dziwna pora na polerowanie uśmiechu. Chriszina uśmiechnęła się słodko i zaczęła 
trzeć kamień. - Na miłość boską, kobieto! Nawet jeśli będziesz szorować te skały jak 
pomywaczka, nie poprawi to ich wyglądu ani nie podniesie ich wartości, wydłuży tylko czas, 
jaki tutaj tracimy! - Nie ma potrzeby się denerwować - odparowała Christina. Zręcznie 
wywijała szczoteczką wewnątrz szczeliny, a potem dmuchnięciem usunęła powstały przy tym 
pył. Na kamieniu ukazały się jakieś znaki. Christina czym prędzej chwyciła za ołówek, by 
przerysować je do swego notatnika. - Do dnia, w którym droga musi zostać ukończona, 
zotało zaledwie kilka tygodni. Pani Blackburn, czy pani mnie słu cha? - Przykucnął, podczas 
gdy ona nie przerwala pracy. -  Czemu, u diabła, musi pani to robić - Moj wuj odkrył kiedyś 
piktyjskie tyty, bardzo stare, szorując polne kamienie szczoteczką do zębów - wyjaśniła - 
Nauka zwana archeologią poczyniła wielki krok naprzód od czasu, gdy wuj Walter jako 
chłopiec wykopywał krzemienie w warzywniku. Jeszcze pięćdziesiąt lat temu skamieniałe 
kości uważano za szczątki smoków i potworów. Wierzono, że celtyckie noże pozostawiły 
wrozki - Och, a nie jest tak? - spytał cierpko. Christina popatrzyła na Jiiego z chmurną miną, - 
Ostrożnie kopiąc, możemy się wiele dowiedzieć o przeazłosci Wiemy już, jak ważne Jest 
zachowanie ostrożnosci i odpowiednie katalogowanie, dzięki czemu możemy lepiej wyjaśniać 
zagadki wczesnej historii. Czas ma swoje warstwy tak jak ziemia. Jeśli potraktujemy je z 
uwagą i szacunkiem, ujawnią nam swoje sekrety. - Wywijała szczoteczką do zębów dla 
podkreślenia swoich słów. - A w tym miejscu z całą pewnością nie możemy kopać na oślep. - 
Możliwe, ze nie jest pani archeologiem, ale wydaje się, ze dobrze pani wie, po co przyjechała 
- powiedział Aedan, a Christina wychwyciła w jego glosie niechętny ton podziwu. - 
Asystowałam przy innych znaleziskach, lecz jestem antykwa. riuszką amatorką, interesuje 
mnie głównie historia i literatura. Tutaj trzeba jednak robić to, co robię, nie mogę więc się 
poddać. - Nie znajdzie tu pani żadnych piktyjskich rytów. Nie ma też czasu na to, by ich 
szukać. - Pan być może nie ma na to czasu, sir. W przeciwieństwie do mnie. To oczywiste, 
że jest pan człowiekiem bardzo niecierpliwym. - Znów poskrobała kamień, a potem 
dmuchnęła. - Nie we wszystkim, lecz w tej kwestii, owszem. - To bez sensu przyspieszać 
prace, nie mając na uwadze tego, co może przypadkiem ulec zniszczeniu. - Innymi słowy - 
warknął - to, co pani proponuje, zajmie dużo czasu. - Proponuję - odparła cierpko - aby byc 
ostroznym, uwaz nym i zorganizowanym Gdyby pan niecierpliwił się przy bu dowie drogi, jaki 
byłby tego skutek - Wiem najogólniej, w czym kopiemy i co kładziemy na powierzchnię, 
potrafię też obliczyć, ile czasu to będzie wyrna. gać, biorąc pod uwagę opóźnienia związane 

background image

z pogodą i innymi czynnikami. - Na przykład piktyjskimi murami? - I upartymi 
antykwariuszkami. Christina usiadła na piętach, by móc na niego spojrzeć. - Mamy oś 
wspólnego - podkreśliła. - Oboje kopiemy w ziemi. Pan tworzy drogi, ja wskrzeszam historię. 
Ja toruję drogę do przeszłości, a pan do przyszłości. Nie bardzo się różnimy w tym, co nas 
zajmuje, a żadne z nas nie wie, co znajdziemy. Proszę spojrzeć, co pan odkrył, posługując 
się prochem. - No właśnie - pokiwał głową, patrząc na nią z góry. - No właśnie, co takiego 
odkryłem? - Skoro jest pan aż tak zajęty budową, sir Aedanie, może lepiej by pan zrobił, 
wracając na wrzosowisko do tej wielkiej metalowej bestii - oświadczyła rozdrażniona. - Pani 
Blackburn, czuję na karku oddech członków komisji. Właśnie dostałem kolejny list od 
sekretarza królowej z pytaniem, czy droga będzie gotowa na wyprawę jej wysokości z 
Glasgow. A tak przy okazji, był również dla pani list od sir Edgara, prawdopodobnie pragnie 
się dowiedzieć, co pani odkryła, i czy przyniesie mu to jakieś korzyści. Nic więc dziwnego, że 
jestem zniecierpliwiony i wymagający. Nie mam czasu na polerowanie kamieni. - Zbieram 
informacje, które będę mogła przekazać sir Edgarowi. Bez wątpienia pyta, jakie poczyniłam 
postępy. Nie mogę mu powiedzieć tak zwyczajnie, że to stare kamienie i że ma przyjechać je 
obejrzeć. i on, i inni dyrektorzy muzeum, oczekują bardziej konkretnej wiadomości. Aedan 
zapłonął gniewem. - Proszę mu powiedzieć, żeby w ogóle nie przyjeżdżał! Christina 
przyjrzała mu się poprzez cień woalki. - Czy pan zawsze był tak ograniczony? Czy też to 
cecha, którą rozwinął pan w sobie dzięki nieustannej praktyce? - A pani, czy zawsze była tak 
uparta i pewna siebie? - Owszem - odparła i nachyliła się, żeby zdmuchnąć pył z 
wyczyszczonego kamienia. Aedan odwrócił się, mrucząc coś pod nosem, i odszedł, by 
pomówić z Hectorem i Angusem. Christina podjęła pracę, z furią rzucając się na kamienie. 
Nikt nigdy by nie odgadł, że połączył ich niezwykły sekret, pomyślała. Szalone pocałunki, 
czułe uściski, ukrywane obrazy, tajemne schody - wszystko to miało najwyraźniej odejść w 
zapomnienie, ustępując miejsca nieprzyjemnym swarom i kłótniom. Bez względu jednak na 
nastrój, w jakim się spotykali, Christina zawsze czuła, że między nimi iskrzy, że są jak 
krzesiwo i hubka i wkrótce oboje staną w ogniu. Christina, zatopiona w myślach, ssała 
końcówkę pióra. W końcu zbliżyła stalówkę do papieru i dodała kilka słów ocipowiedzi, którą 
układała dla Edgara. Każde słowo musiało być starannie wyważone, Edgar bowiem miał 
dobry węch, jeśli chodziło o starożytności. Gdyby uznał, że znalezisko na wzgórzu ma 
jakąkolwiek wartość, natychmiast przybyłby do Dundrennan. Kopanie i oczyszczanie terenu 
posuwa się naprzód  może przynieść interesujące rezultaty, napisał a. Jest jednak zbyt 
wcześnie, by stwierdzić, czy warte jest Twojego cennego czasu i energii Sama musiała mieć 
dość czasu, by znaleźć ewentualne dowody na związek tego znaleziska z osobą króla Artura. 
Po pracach wykonanych w ciągu ostatnich dwóch dni miała już pewność, że znaleziony mur 
to ruiny piktyjskiego domostwa. Nie bardzo wiedziała, jak zakończyć list. Nie chciała 
zachęcać Edgara do bliższego zainteresowania Cairn Drishan, a także do starania się o jej 
rękę. Jeszcze raz przeczytała list, który jej przysłał. Pozostaję Twoim wiernym przyjacielem, 
najdroższa Chrlstino. Wiem, że myślisz o mnie z takim samym uczuciem czulości, jakie mam 
dla Ciebie. I podpis Twój oddany Edgar. Ach, Boże, ton tego listu był identyczny jak sam 
Edgar, oficjalny i wyniosły. Arogancja tego człowieka ostatnio zaczęła ją irytować. 
Uświadomiła sobie, że musi dyplomatycznie wycofać się z tego związku. Pozwolenie, by 
starał się o jej rękę, było błędem, teraz zdała sobie z tego sprawę, i mogła się jedynie 
cieszyć, że nie przyjęła jeszcze jego propozycji małżeństwa. Przeżywszy dreszcz, jaki 
odczuła w ramionach Aedana MacBride”a, wiedziała już, że nie zniosłaby małżeństwa z sir 
Edgarem Neayesem. Zdawała sobie sprawę, że nie może liczyć na jakąkolwiek przyszłość z 
Aedanem, jednakże spokojne życie wdowy wśród książek pociągało ją bardziej, aniżeli życie 
spędzone z Edgarem. Zawsze porównywałaby zimne pocałunki Edgara i jego chłodną 
osobowość z pocałunkami Aedana, z głębią jego Lucha, z poczuciem humoru i siłą 
charakteru. Będzie musiała wkrótce powiedzieć Edgarowi, że nie może z czystym sumieniem 
przyjąć jego oświadczyn I zalotów. Zasugeruje, że mogą pozostać kolegami i przyjaciółmi. 
Nie potrafiła się jednak przemóc, by już w tej chwili napisać do niego te słowa. Pióro 
trzymane w trzęsących się rękach zadrżało i kropla atramentu spadła na rękę Christiny, 
plamiąc jednocześnie biały mankiet bluzki. Westchnęła z żalem, spoglądając na czarne 
plamy, szpecące delikatną koronkę, wykonaną haftem angielskim. Ciotka Emmie zrobiła dla 
niej te mankiety z wielką starannością, jako prezent gwiazdkowy, a teraz Christina przez 
nieostrożność zniszczyła jeden z nich. Odłożyła list I pióro, po czym wyszła z biblioteki z 
zamiarem udania się do wykładanej biało-czarnymi kafelkami łazienki, by spróbować uprać 
poplamiony mankiet w wodzie z mydłem. W holu natknęła się na gospodynię. - Witam, pani 
Blackburn. Dokąd pani się tak spieszy? - Poplamiłam rękaw atramentem - odparła Christina, 
wyciągając rękę. - Ach, taka delikatna robotal Niech pani odda to Effie Mac- Donald, żeby się 
tym zajęła. To nasza praczka i akurat dzisiaj do nas przyszła. Znajdzie ją pani w pralni. 

background image

Proszę wyjść bocznymi drzwiami koło kuchni, a potem minąć ogród z ziołami. Zobaczy pani 
budynek z kamienia. Pfalnia leży na uboczu, dzięki temu nie musimy znosić w domu zapachu 
bielidła - wyjaśniła, marszcząc przy tym nos. - Niech pani pokaże ten rękaw Effie MacDonald, 
a ona na pewno coś na to poradzi. To miła kobieta, lubi też trochę pogawędzić. - Pani Gunn 
uśmiechnęła się, gdy Christina dziękowała jej za radę. Bez kłopotu odnalazła pralnię za 
otoczonym murem ogrodem, w którym w obfitości rosły zioła i kwiaty. Gdy otworzyła drzwi do 
pralni, natychmiast uderzyła w nią fala gorąca i wilgoci, pachnącej ługiem, bielidłem i mydłem. 
W olbrzymim pomieszczeniu, białym, pełnym światła, znajdowało się kilka stołów i olbrzymie 
palenisko z cegieł, na którym gotowała się woda w ogromnych miedzianych kotłach. Wysoko 
pod sufitem rozciągnięto sznurki, a na nich wisiała śnieżnobiała bielizna. Dwie młode kobiety i 
trzecia, starsza, wszystkie w fartuchach, z twarzami zaczerwienionymi od gorąca i wysiłku, 
zajmowały się różnymi czynnościami. Na widok niespodziewanego gościa najstarsza z 
kobiet, wysoka, siwowłosa podeszła do Christiny, wycierając ręce w fartuch. - Czym mogę 
pani służyć? - Czy to pani jest Effie MacDonald? - spytała Christina. - Owszem. - Oczy tej 
kobiety, ciemnobrązowe, patrzyły bystro, kości policzkowe miała mocno zaznaczone, a 
sukienkę ciemną i prostą. W uszach jednak błyszczały złote obręcze. Christita pomyślała, że 
kobieta przypomina Cygankę. Christina przedstawiła się, a potem wyjaśniła, z czym przy. 
chodzi, pokazując rękaw. Eff je pokiwała głową i sprawnie odpięła mankiet, a następnie 
uważnie przyjrzała się plamom. - Gunnie miała rację, przysyłając panią tutaj. Gdyby plamy z 
atramentu się utrwaliły, ta śliczna koronka nadawałaby się już tylko do wyrzucenia. - Przeszła 
do dużego naczynia z kurkami z brązu i zalała plamy zimną wodą. Potem sięgnęła na półkę, 
na której stało mnóstwo niewielkich buteleczek, zdjęła jedną z nich wraz z niedużą 
szczoteczką. - Niektórzy używają teraz do wywabiania plam specjal; nych środków kupionych 
w aptece, ale ja uważam, że stare, tanie sposoby sprawdzają się najlepiej. To usunie te 
plamy - oświadczyła, otwierając buteleczkę. - A co to jest? - spytała Christina, patrząc, jak 
Effie zanurza szczoteczkę w płynie i smaruje nim poplamiony materiał. - Koński mocz - 
odparła Effie. - I sok z cytryny. Ach! - zatrwożyła się Christina. Ale na jej oczach w ciągu paru 
chwil plamy na delikatnej koronce po prostu zniknęły. Effie zaraz uprała mankiet w wodzie z 
mydłem, do której dodała kilka kropli płynu z jakiejś innej butelki. - To woda ławendowa - 
wyjaśniła. - Myślała pani, że pozwolę, by bylo od niej czuć końskim moczem? - roześmiała 
się i zawinęła mankiet w lnianą ściereczkę. - Wysuszymy go teraz żelazkiem, będzie jak 
nowy. Doro! - zawołala. - Mam tu koronkę, którą trzeba uprasować. - Effie ruszyła na drugi 
koniec pralni, a Christina pospieszyła za nią. Słysząc wołanie, śliczna młoda dziewczyna 
odwróciła się z żelazkiem w ręku i wzięła mankiet od Effie. Christina bacznie się jej 
przyglądała podczas prasowania. Zręczne palce dziewczyny trzymały się z dala od 
rozgrzanej powierzcbni żęlazka, pod którego wpływem z wilgotnego materiału uniosła się 
para. W pewnej chwili Christina ze zdumieniem uświadomiła sobie, że dziewczyna ma bardzo
słaby wzrok lub jest całkiem niewidoma. Patrząc na twarz Dory, dostrzegła na niej duże 
podobieństwo do Effie. Tymczasem starsza kobieta ujęła się pod boki. - Pani Blackburn... 
Pani jest z muzeum i przyjechała w gości do lorda, obejrzeć, co też kryje się na tym wielkim 
wzgórzu. Lord opowiadał mi o pani. - Naprawdę? - zdziwiła się Christina. - 0, tak. Był w 
zeszłym tygodniu na herbacie. Sir Aedan od- wiedza mnie, kiedy może. To mile z jego strony. 
Znam go, odkąd był dzieckiem i chodził w koszulce - dodała, pochylając się do przodu. - 
Hector to mój syn, a to jego córka, Dora MacDonald. -. Ach, pan MacDonald wspominał mi o 
was obu. Nie wiedziałam... - Ze jestem praczką? Tak, rak, tak samo jak moja matka i 
wcześniej babka Zawsze pracowałyśmy dla lordów Dundrennan. A Dora robi prześliczne 
rzeczy szydełkiem, szale i różne inne, sprzedaje je też w Milngayie - dodała z dumą, a Dora 
się uśmiechnęła Zaraz potem podała babce uprany i uprasowany mankiet. Effie zręcznie 
wsunęła go na rękę Christiny i przywiązała do rękawa. Mankiet był jeszcze ciepły i przyjemnie 
pachniał. - Bardzo dziękuję, Effie - powiedziała Christina ucieszona. Kobieta uśmiechnęła się, 
mrużąc oczy. - A więc to pani jest panią gór, wydającą rozkazy lordowi? Christina roześmiała 
się. - Wątpię, aby sir Aedan przyjmował rozkazy ode mnie bądź od jakiejkolwiek innej kobiety 
Effie śmiała się razem z nią, a stojąca w pobliżu Dora wraz z drugą służącą również 
zachichotały - Rzeczywiście, nikogo nie chciał słuchać, kiedy zaręczał się z moją siostrzenicą 
Elspeth, i wciąż jest tak samo uparty - powiedziała Effie. - Pani znała narzeczoną sir Aedana? 
- spytała Christina. - Tak, była moją siostrzenicą, kuzynką Dory. Znali się z lordem od 
niemowlęctwa i zawsze się przyjaźnili. Ich małżeństwo byłoby całkiem oczywistą rzeczą. 
Szkoda, że Elspeth zachorowała. - Fffie ze smutkiem pokręciła głową - Ale czasami takim 
dobrym duszom nie przeznaczone jest długo żyć na tym świecie. Być może jemu też nie było 
to pisane. Lordowie Dundrennan nie żenią się z miłości. - Słyszałam o tym - powiedziała 
Christina. - Ale mam nadzieję, że w wypadku sir Aedana stanie się inaczej. Zbyt dużo już 
wycierpiał, zbyt wiele miał kłopotów, a to taki dobry chłopak. Ma złote serce. Zawsze troszczy 

background image

się o innych i tak bardzo zależy mu na domu. Myślę, że znajdzie miłość. Czuję, że tak będzie. 
Być może to on przełamie wreszcie tę okropną klątwę, która ciąży nad rodem. - Uśmiechnęła 
się do Christiny, a jej wydało się, że w oczach staruszki, otoczonych siatką zmarszczek, 
zajaśniała jakaś osobliwa wiedza. Christina kiwnęła głową i poczuła ze zdziwieniem, że do 
oczu, nie wiadomo dlaczego, napływają jej łzy. To przez opaty ługu w powietrzu, 
wytłumaczyła sobie. Ona również pragnęła, by Aedan MacBride zdołał przełamać klątwę 
ciążącą nad lordami z Dundrennan. Nagle gorąco zapragnęła, by był szczęśliwy. Nie potrafiła 
powiedzieć, dlaczego ma to dla niej tak wielkie znaczenie. - No dobrze, a teraz niech już pani 
sobie idzie, mamy sporo roboty, a pani też ma swoje zajęcia. - Effie otworzyła drzwi. Christina 
podziękowała jej za pomoc i wyszła. Chłodny wiatr owionął jej rozgrzane policzki, zgarniając 
świeżo zakręcone włosy na czoło. Pospieszyła do domu, zastanawiając się, czy zobaczy 
dzisiaj Aedana. - Tableau vivante - powiedziała Amy z okropnym francuskim akcentem. - To 
gra podobna do szarad, lecz biorą w niej udział żywe postacie. Zwykle ustawiamy sceny z 
dzieł sztuki, ale dzisiaj będziemy odgrywać sceny z literatury. Lady Balmossie podejrzliwie 
uniosła głowę znad robótki. Usadowiony na kanapie Aedan zmusił się do uśmiechu, chociaż 
w pełni zgadzał się z ciotką. Gdy Amy po obiedzie zaproponowała gry salonowe, miał ochotę 
uciec do gabinetu. Organizowana przez kuzynkę rozrywka zżyykle okazywała się dość 
nużąca, lecz pokusa uczestniczenia w jakiejkolwiek zabawie w towarzystwie Christiny 
Blackburn okazała się silniejsza od pierwszej reakcji. - Korytarz posłuży nam za scenę, a 
kurtyną będą drzwi. Kiedy żywy obraz będzie gotowy, trzeba zapukać w drzwi, a ktoś z 
publiczności otworzy. - Amy machnęła kawałkiem papieru trzymanego w ręce. - 
Wylosowaliśmy już partnerów i sceny z literatury, które należy odegrać. Szkoda, że nie ma z 
nami Meg i Dougala, bo oni są świetni w tej grze. - Amy, moja droga, chcieli pobyć trochę z 
dziećmi - odparła lady Balmossie. - Nie możemy oczekiwać od nich, że będą przyjeżdżali do 
Dundrennan codziennie. Amy wzruszyła ramionami. - Im więcej osób, tym weselej, ciociu. 
Cóż, kuzynie Aedanie, wydaje mi się, że jesteśmy pierwsi w kolejce. Aedan zerknął na swoje 
karteczki. Na jednej widniał tytuł sztuki Szekspira, na drugiej nazwisko partnerki, Christiny 
Blackburn. Zadowolony ze szczęścia sprzyjającego mu w losowaniu, podniósł głowę. - 
Zgodnie z tym, co jest tu napisane, mam partnerować pani Blackburn. Amy zmieniła się na 
twarzy. - Ale przecież mieliśmy razem... Ojej, na mojej jest napisane „John”. Bardzo dobrze - 
powiedziała i zdobyła się na uśmiech dla Johna Blackburna, który właśnie tego popołudnia 
powrócił z Edynburga. - Wobec tego Aedan i Christina wychodzą jako pierwsi. Aedan wstał i 
ukłonił się przed Christiną. Podniosła się z rumieńcem na twarzy, a on położył sobie jej dłoń 
w zgięciu ramienia. - Dajcie nam pięć minut - poprosił. - Albo odrobinę dłużej. To może być 
bardzo skomplikowane. - Poprowadził Chrininę do podwójnych drzwi. Lady Balmossie nie 
mogła się powstrzymać od zrzędzenia. - Robbie Campbell, ty i ja mamy być partnerami. 
Właściwie równie dobrze możemy od razu dać fant, bo z całą pewnością nie uda mi się 
odegrać swojej roli. Rob tylko się roześmiał. - Pamiętajcie o zasadach! - zawołała Amy za 
Aedanem. - Jeśli spędzicie za drzwiami zbyt dużo czasu, będziecie musieli dać fant. Potem 
zostaniecie ustawieni w kącie, dopóki ktoś was nie uwolni przez pocałunek - Niemądra gra z 
niemądrymi zasadami - szepnął Aedan : Christinie do ucha, prowadząc ją na korytarz. 
Roześmiała się w odpowiedzi.  Kiedy Aedan zamknął za nimi drzwi, zostali sami w korytarzu 
pogrążonym w półmroku, który rozjaśniało jedynie światło lamp. - Oto nasze zadanie, pani 
Blackburn - powiedział, pokazując jej karteczkę. - Romeo odnajduje Julię w grobie. Obawiam 
się, że to niezbyt wesoła scena, lecz to Amy wybrała temat. Ona urządza tę zabawę. 
Przypuszczam, że bardzo pragnęła być pańską partnerką imiała nadzieję zemdleć w pana 
objęciach. - Może i tak. O ile dobrze sobie przypominam, pani sama tego doswtadczyła, 
madame Czy wrazenie warte było wysił ku? - spytał, unosząc brew. - Mm, może i tak. - 
Qrzechowe oczy Christiny rozblysły. - Lepiej się pospieszmy, bo inaczej przyjdzie nam dać 
fant - Wygramy. Ja właściwie nigdy nie przegrywam. - Doprawdy? Jako chłopiec musiał pan 
być nieznośny. - Bardzo możliwe. - Aedan rozejrzał się po korytarzu. - Za grób Julii posłuży 
nam ława czy krzesło? - Z tego, co mówiła Amy, wołno nam jedynie posługiwać się 
wyobraźnią i własnym ciałem, a ja nie mogę położyć się na podłodze w tej sukni. - Wskazała 
na szeroką krynolinę z lśniącej lawendowoniebieskiej satyny. - A więc dobrze. - Aedan 
uklęknął na jedno kolano, mocne udo się naprężyło. - Proszę więc usiąść na podlodze i 
oprzeć o mnia - Ach, nie mogę... - Pani Blackburn, do tego, co nie jest dopuszczalne w 
innych sytuacjach, w grach salonowych wręcz się zachęca. Podejrzewam, że właśnie dlatego 
są tak do znudzenia powszechne. Proszę się o mnie oprzeć, madame. Christina usiadła 
ostrożnie, rozpościerając dookoła spódnicę, wydętą przez krynolinę. Spod jej kraju wystawała 
piana koronek. Oparła się na kolanie Aedana. - Wątpię, by Julia spoczywała wyciągnięta jak 
rzymska cesarzowa przy kolacji - stwierdziła. - Proszę się odprężyć, madame, wygląda pani 
wprost czarująco. - Aedan wsunął jej lewą rękę pod barki. - Wygodnie pani? - Owszem. - 

background image

Christina przekrzywiła głowę i zamknęła oczy. - Wydaje mi się, że Julia nie nosiła okularów - 
stwierdził drwiącym tonem. Christina czym prędzej zsunęła je z nosa i Aedan schował je do 
kieszeni surduta. - Czy już jesteśmy gotowi? - spytała. - Jeszcze nie - mruknął, układając 
palce na odsłoniętym bar- ku Christiny. Jednocześnie doznał jakby uderzenia piorunem, 
odczuwając nagły przypływ pożądania. Musiał odetchnąć głębiej, by je zwalczyć. Nachylając 
się mocniej, drugą rękę położył na przepasanej czarnym aksamitem szczupłej talii swej 
partnerki. Czuł delikatne ruchy Christiny przy. każdym jej J oddechu. Nachylił się jeszcze 
mocniej, aż w końcu jego twarz znalazła się w odległości zaledwie kilku cali od jej twarzy. Z 
całej siły walczyło zachowanie kontroli nad sobą. Przyrzekł przecież, że będzie się 
zachowywał wobec niej bardziej rycersko, „sobie zaś obiecał, że pozostanie obojętny na jej 
wdzięki. Było jednak inaczej. Już przy pierwszym pocałunku odkrył ku własnemu zdumieniu, 
że doznaje czegoś więcej niż samego tylko pożądania. Uczucie, które go ogarniało, gdy jej 
dotykał, gdy był blisko, różniło się od jakiegokolwiek innego uczucia, jakiego wcześniej 
doświadczył, a przy tym było niezmiernie trudne do zdefiniowania. Równie palące i 
wszechogarniające jak żądza, lecz znacznie głębsze, mocniejsze, jak gdyby miał do 
czynienia z ogniem płonącym w duszy, a nie w ciele. Christina poruszyła się lekko w jego 
objęciach, ułożyła się .. wygodniej, głowę jeszcze mocniej odchyliła w tył. Oddech, R który 
muskał jego policzek, delikatnie pachniał owocami. Tak bardzo pragnął poczuć smak jej ust i 
kremowej skóry, pragnął powieść dłonią po jej piersiach. Ta kobieta zdawała się rzucać na 
niego niezwykły urok. - Czy jesteś gotów, Romeo? - spytała lekko. Nie był w stanie 
odpowiedzieć. Nachyli! się tylko i na moment zamknął oczy Christina przybrała odpowiednią 
pozę, udając martwą. Jednej ręce pozwoliła opaść na podłogę i przechyliła głowę. - Oto twoja 
Julia w oczekiwaniu na twój rozdzierający serce monolog. - Mhm - mruknął, łecz nie mógł 
sobie przypomnieć żadnej kwestii, a przecież miał doskonałą pamięć i świetnie znał 
Szekspira. Nigdy jeszcze nic podobnego mu się nie przydarzyło. Pomyślał, że powinien 
odmówić udziału w tej grze. Zmarszczył czoło, a wtedy Christina zwróciła mu uwagę: - 
Romeo, staraj się wyglądac bardziej namiętnie - Byłbym bardziej namiętny, gdybyś leżała 
spokojnie jak Juha w grobie, a nie wierciła się bez przerwy jak Miss Thistle i gaR dala. 
Christina skarciła go wzrokiem, a Aedan się roześmiał. J Czasami w jej towarzystwie czuł się 
dostatecznie swobodnie, :by pozwolić sobie na żarty. A przecież zdolność tę stracił już przed 
paru laty Christina posłusznie złożyła ręce na brzuchu, w jeszcze bardziej przesadnym 
geście odchyliła głowę i czekała w miłJczeniu. Aedan spostrzegł, że nieświadomie przybrała 
pozę Jdziewczyny na obrazie. - Sir - Christina otworzyła jedno oko. - Jest pan gotów? - 
Owszem - mruknął, świadom napięcia, jakie ogarnęło jego ciało. - Tak czy owak wszystko 
kończy się tym, że pani spoczywa w moich objęciach. To doprawdy przedziwny zbieg 
okoliczności. - Obiecuję, że już nigdy więcej nie stoczę się wprost na pana ze schodów ani 
nie stanę na drodze latającym filiżankom, i z całą pewnością nie będę pana partnerką w 
grach salonowych. Czy zaąkceptuje pan taką obietnicę? - Oczywiście. Ale wcale tak nie było. 
Nachylił się nad nią. Christina jeszcze bardziej odchyliła głowę, odsłaniając całą łabędzią 
szyję. W satynowej uwodzicielskiej sukni znów stała się niewinną kusicielką. - Namiętność - 
przypomniała mu szeptem, uchylając oko. Namiętność Nagle poczuł, jak go ogarnia, mroczna 
i silna. Ta kobieta go podniecała, drażniła jego zmysły jak żadna dotychczas, ale nie mógł 
sobie pozwolić na to, by ją pokochać. - Panno Płomień - odparł. - Pani nie wie, o co prosi. - 
Odwagi! - powiedziała. - Odwagi mi nie brakuje, ale nie potrafię znaleźć żadnych słów. Niech 
więc pan powie tak jak Romeo: „Kochanko moja! Moja ¯ono! Smierć, co wyssała miód 
twojego tchnienia, wdzięków twych Zatrzeć nie zJołala jeszcze”* . zacytowała fragment 
sztuki, a potem znów ułożyła głowę na jego ramieniu i zamknęła oczy. Aedan czuł, jak mocno 
bije mu serce. Zrozumiał teraz uczucia zarówno Romea, jak i starożytnego księcia druida, 
gdy księżniczka spoczywała nieprzytomna w jego objęciach, utracona, pogrązona w 
niekonczącym się snie wsrod roz Zadrżał. Przysunął dłoń do policzka Christiny. - Kochanko 
moja! Moja ¯ono! - mówiąc te słowa, zdał sobie sprawę, że to już nie jest zabawa. - O tak, od 
razu lepiej. Christina popatrzyła na niego z uśmiechem. - Tak - powiedział i pocałował ją. 
Christinie dech zaparło w piersiach, lecz rozchyliła usta i chciwie wpiła się w jego wargi. Z 
ręką opartą o jego kark powitała jego język. Tuliła się do Aedana, a on czuł, jak budzi się jego 
serce. Lewą ręką wyczuwał delikatne ciepło jej barku, druga natomiast spoczywała na 
czarnym aksamitnym pasku. Christina obróciła się w jego objęciach, a wtedy wsunął palce 
pod krawędź gorsetu i bawełnianej koszulki, objął pierś Christiny i poczuł, jak napręża się pod 
jego dotykiem. Całowali się teraz bardziej namiętnie. Nagle jednak rozległo się ciche stukanie 
w drzwi prowadzące do bawialni. Christina jęknęła, odsunęła się, Aedan wyprostował się, 
poprawiając satynę i koronki. - Ach, Boże - szepnęła wzburzona. - Co się dzieje między 
nami? Nie potrafił znaleźć słów, zresztą nie mial czasu na odpowiedź. Amy bowiem wołała, 
że będą musieli dać fant. - Jesteście gotowi? - Tak, jeszcze moment - odparł Aedan. 

background image

Christina czym prędzej przybrała wybraną wcześniej pozę, zamknęła oczy. On również 
znieruchomiał. Drzwi się otworzyły. Towarzysze zabawy ze śmiechem przerzucali się 
imionami, nie mogąc się pogodzić, czy tableau  przedstawia Tristana i Izoldę, Lancelota i 
Elaine czy też jakąś inną tragiczną parę literacką. Aedan prawie nie słyszał ich - 
przekomarzania. Doszedł bowiem do niesłychanego wniosku Wbrew jego woli, wbrew 
wszelkim. oporom lordowi Dundrennan groziła miłość. Deszcz stukał miarowo w okna 
biblioteki, wypełniając pomieszczenie spokojnym szumem. John i Amy przy dużym - 
przeglądali książki, w których przedstawiono dawne stoje. Amy przerzucała kartki, John zaś 
robił szkice w notat niku Meg i Dougal siedzieli w wielkim skórzanym fotelu przy krninku z 
głowami nachylonymi ku sobie, zajęci intymną rozmową. Nad kominkiem wisiał obraz 
przedstawiający Marię, królową Szkotów, autorstwa Johna Blackburna Starszego. Christina 
siedziała sama w niewielkiej zatoczce pod galerią Na stoliku obok leżał stos tomów 
traktujących o historii. ponad otwartą książką zerkała na Meg i Dougala, których oddanie i 
wzajemny szacunek były oczywiste dla każdego. Christina wprawdzie szczerze się radowała, 
że tych dwoje odnalazło miłość i umiała delikatnie obchodzić się z tym darem, jednak patrząc 
na nich, nie mogła zapanować nad zimnym dreszczem samotności. Kiedyś sądziła, że 
również w jej życiu pojawiła się prawdziwa miłość, lecz romantyczne marzenia obróciły się w 
smutek i poczucie winy. Przypomniała sobie teraz owe niesamowite pocałunki Aedana 
MacBride”a i pomyślała o tym, na co mu pozwoliła i czego tak pragnęła. Tłumaczyła sobie, że 
po prostu ją pociągał. Jej osamotnienie i długo wstrzymywana namiętność domagały się 
uwolnienia i zaspokojenia, ot i wszystko. Christina zdążyła już poznać miłość fizyczną. 
Czerpała z niej przyjemność, gdy Stephen nie był zanadto zamroczony alkoholem lub 
zwyczajnie zbyt zmęczony malowaniem w szalonym natchnieniu. Lubiła ich wspólne łóżkowe 
zabawy, zwłaszcza gdy pamiętał, by i jej okazać uwagę i rozpalić zmysły. Przeczuwała, ¯e 
Aedan potrafiłby dać jej rozkosz, dodatkowo obdarzając jeszcze niezwykłą czułością Na tę 
myśl ciało Christi. ny znów ogarnęło pragnienie, a policzki stanęły w ogniu. Musi powściągnąć 
wyobraźnię. Przestań, powtarzała sobie. Po prostu przestań. To przecież nierealne marzenia, 
które niczemu nie służą. Z westchnieniem skierowała uwagę na jeden z tomów napisanych 
przez wuja na temat Szkocji celtyckiej. Zauważyła Aedana dopiero wówczas, kiedy stanął 
przy niej. Wcześniej nie usłyszała jego kroków. - Sir Aedan - odłożyła książkę. - Witam. - Pani 
Blackburn - skłonił głowę. Ubrany był w Czarny garnitur, na tle okna Jego postać rysowała się 
ostrą linią. - Miałem nadzieję, że panią tu zastanę. Biblioteka przypomina dzisiaj miejsce 
schadzek - dodał, gdy od stołu, przy którym siedział John z Amy, dotarł do nich kobiecy 
śmiech. - John poprosił Amy, by pozowała do jednej z postaci na jego fresku - powiedziała 
Christina. - Jest z tego bardzo zadowolona. - Rozumiem - odparł i dalej w zamyśleniu kołysał 
się na piętach z rękami założonymi na plecach. - Mieliśmy w tym tygodniu sporo deszczu, 
więcej niż zwykle o tej porze roku. Droga przez wrzosowiska cała pokryła się błotem, nawet 
wzgórze zmieniło się w grzęzawisko. Odprawiłem swoją załogę na dzisiaj. - Wiem, Hector 
MacDonald wspominał mi o tym. Ale z całą pewnością nie szukał mnie pan po to, by 
rozmawiać ze mną pogodzie. Aedan popatrzył na nią ze zdziwieniem, jak gdyby jego myśli 
zaprzątało coś zupełnie innego. - Rzeczywiście. Ja... Zdałem sobie sprawę ze swojego 
zaniedbania, pani Blackburn. Christina pomyślała o pocałunkach skradzionych w ciemności. - 
Zaniedbania? - Nie pokazałem pani jeszcze Księgi Dundrennan. - Ach! - Christina poczuła 
niemal rozczarowanie. Czyżby oczekiwała, że Aedan padnie przed nią na kolana i wyzna jej 
miłość? - Ach, Księga! Prawie o tym zapomniałam. Ogromnie bym chciała ją zobaczyć. - 
Zatem chodźmy. Wstała i ruszyła za nim do gabinetu ojca. Kiedy oboje znaleźli się w środku, 
Aedan przymknął drzwi i podszedł do stojącego za nimi wysokiego mahoniowego 
sekretarzyka. Otworzył go kluczykiem, wyjął ze środka i przeniósł na biurko ojca dwa 
składane pudełka, obwiązane czerwonymi wstążkami. Zaraz też zaczął je rozwiązywać. - 
Księga Dindrennan to kolekcja rodowych dokumentów i zapisków sporządzonych przez 
członków rodziny, przechowywana jako dwa tomy wyjaśnił. - Są wśród nich luźne pergammy, 
lecz także papiery należące do mego ojca. Wiem. Wuj Walter przed laty odwiedził 
Dundrennan na prośbę pańskiego ojca i przetłumaczył kilka średniowiecznych dokumentów z 
kopii sporządzonych przez sir Hugh. Zawsze pragnęłam obejrzeć oryginały. - Wierzę, że 
wielebny Carriston widział te stare poematy. Są w tym pudle. - Otworzył pierwsze. Wykładane 
aksamitem boki pudelka rozłożyły się i ukazało się kilka pakietów, owiniętych w biały jedwab. 
- Tu jest średniowieczna poezja i dokumenty. - Sir Edgar Neayes również przyjechał kiedyś 
do Dundrennan, ponieważ był zainteresowany przejęciem części kolekcji - powiedziała 
Chrisrina. Aedan posłał jej ponure spojrzenie. - Niczego nie dostał. A już z całą pewnością 
niczego, co znajduje się tutaj. To dokumenty rodzinne i nigdy nie zostaną sprzedane. - 
Odwinął z jedwabiu pierwszy pakiet. - Wydaje mi się, że właśnie te stronice tłumaczył twój 
wuj. - Ach, są śliczne! - Christina nachyliła się nad plikiem arkuszy papieru welinowego, 

background image

bardzo starych, sądząc po stylu kaligraf ii i barwie atramentu - To poematy autorstwa 
dawnego szkockiego poety, zwanego Poetą z Dundrennan - stwierdziła. Pergamin był 
nierówno przycięty, wystrzępiony na brzegach, pokryty bladobrunatnymi plamami. Równiutkie 
rządki tekstu wypełniały całą stronicę, a wypisane z elegancją brązowym atramentem litery 
miały łatwą do odróżnienia zaokrągloną formę celtyckiego liternictwa. Zdobienia były 
oszczędne, tylko inicjały, o wiele większe od pozostałych liter, obramowano brązowoczarnym 
atramentem. Zakończenia liter przechodziły w pnącza i zwierzęce głowy, wiślać było, że 
nakreślone zostały ręką pewną, lecz delikatną. - Poeta z Dundrennan pisał o bitwach, a także 
o mitycznych i historycznych celtyckich bohaterach - ciągnęła Christina. - Te stare oryginały 
są naprawdę fascynujące. - Wydaje mi się, że tworzył w szóstym wieku - powiedział Aedan. - 
Pisał po szkocku, a nasza rodzinna tradycja uważa go za jednego z pierwszych panów 
Dundrennan. Właśnie dlatego przechowujemy jego pisma w tej księdze. - Ten język to 
staroirlandzki, wcześniejsza forma współczesnego szkockiego gaelskiego. Ale można tu 
znaleźć również zdania łacińskie, jak widzę, co świadczy o chrześcijańskim wykształceniu 
piszącego. - Zakładam, że znasz tłumaczenia, sporządzone przez wuja? - Oczywiście. 
Dlatego z takim zachwytem oglądam oryginały. - Możesz je badać, ile tylko zechcesz, i 
spędzić nad nimi tyle czasu, ile sobie zażyczysz. Taki będziesz miała przywilej - dodał z 
uśmiechem. - Ach, Aedanie, bardzo dziękuję! - powiedziała wzruszona. - Nie ma za co, 
Christino. Pochyliła się nad starymi pergaminami, barkiem muskając ramię Aedana. Odwrócił 
stronicę, odsłaniając kolejną, pokrytą kolumnami równiutko wypisanych słów. Na szerokich 
marginesach widniały mniej staranne, drobniejsze zapiski. - To nie jest dzieło poety - 
powiedział Aedan. - O ile dobrze sobie przypominam, to dawny rejestr dobytku. Czy to cię 
interesuje? - Mój wuj przetłumaczył również ten dokument. To lista wojowników, którzy są 
zdolni do walki w imieniu jakiegoś piktyjskiego króla. Spójrz! - Przesunęła palcem w dół 
strony, nie dotykając jednak pergaminu. - Wymieniony tu został również twój przodek, Aedan 
mac Brudei! - Rzeczywiście. I najwyraźniej odziedziczyłem po nim imię. Tajemniczy wojownik 
Niewiele wiemy o nim i o jego ludziach oprócz tego, że osiedlili się w okolicach Dundrennan i 
stanowili zaczątek tego, co później przerodziło się w klan MacBride”ów. - Ten Aedan 
zapewne pochodził z plemienia Dał Riata, zamieszkującego ten region Szkocji około 
szóstego wieku - powiedziała Christina. - Ponieważ tak niewiele wiemy o Piktach, ta lista 
stanowi niezwykle rzadki i cenny dokument. - A czym są te dziwne notatki na marginesach? 
Przemyślern niami jakiegoś urzędnika? - Wuj wspominał mi o zapiskach na marginesach tej 
listy, których nie był w stanie odcyfrować, i nawet ich nie skopiował. Uważał, że zostały 
dopisane później. - Wzruszyła ramionami. - Takie zapiski na marginesach zdarzają się 
niekiedy w starych dokumentach. Brakowało powierzchni do pisania, więc stronice ksiąg 
służyły czasami jako notatnik. W starej księdze właściciel potrafił na przykład zapisać, ile 
krów przeznaczył na sprzedaż w danym miesiącu lub ile serów przywieziono z miejscowej 
farmy Aedan uśmiechnął się. - Może więc jest to spis piktyjskich serów Christiria śmiała się 
wraz z nim. - Chciałabym to wiedzieć. Mam ochotę przyjrzeć się kiedyś tej inskrypcji 
uważniej. - Kiedy tylko zechcesz. W nagle zapadłej ciszy Christina poczuła na sobie jego 
wzrok i na policzki znów wystąpił jej rumieniec. Odwróciła głowę, chcąc utrzymać swój sekret, 
owe gorące uczucia dla Aedana, które tego dnia zdawały się płonąć z większą mocą, 
karmióne kilkoma dniami i wieczorami spędzonymi w jego towarzystwie. - To w istocie 
prawdziwy skarb. Dziękuję. Bardzo chciałabym poświęcić trochę czasu tym stronicom. - Jeśli 
dalej będzie tak padać, zajmiesz się tłumaczeniem zamiast kopania - stwierdził, z powrotem 
owijając pergaminy jedwab. Chrisńna pomogła mu zawiązać wstążki. Po umieszczeniu 
pudelek w sekretarzyku Aedan zamknął wąskie drzwiczki, a kluczyk wręczył Christinie. - 
Proszę. Zatrzymaj go i zajmuj się badaniem Księgi, kiedy będziesz miała na to ochotę. 
Christina stanęła blisko niego na kawałku wolnej przestrzeni pomiędzy drzwiami a 
sekretarzykiem. - Nie mogę wziąć tego klucza. - To nonsens. Weź go, proszę. - Wcisnął jej 
żelazny kluczyk do ręki. - Ufam pani, paniBlackburn. - Dziękuję. - Przytrzymała Aedana 
wzrokiem, potem spuściła oczy. - Ta księga to naprawdę wyjątkowa rzecz. Nic dziwnego, że 
sir Edgar pragnął pozyskać ją dla muzeum. - Uch! - otrząsnął się Aedan. - On chciał nie tylko 
te dokumenty. Proponował, że kupi całą kolekcję, zaoferował nawet niezłą sumkę. Ale 
ojciec... cóż, nie zgodził się na sprzedaż. Ja zachowałem się podobnie. - Kolekcja 
Dundrennan, zbiory sztuki, książek, pamiątek historycznych, wywarła na Edgarze naprawdę 
wielkie wrażenie. Czy kiedykolwiek zamierzasz rozstać się z jej częścią? Muzeum to 
naprawdę świetne miejsce dla każdego przedmiotu z kolekcji, umieszczając tam przynajmniej 
niektóre z tych wspaniałości, podzieliłbyś się nimi z całym światem. - Być może pewnego 
dnia tak zrobię - odparł Aedan. - Ale z pewnością nie podzielę się nimi z Edgarem. - Edgar to 
wybitny uczony, a poza tym jest jednym z dyrektorów muzeum! - Edgar - odparł Aedan ostro - 
to podstępny wąż. - Doprawdy, sir, nie rozumiem, skąd taki stosunek do niego. Już wcześniej 

background image

słyszałam z twoich ust podobne insynuacje. - To wcale nie insynuacje. Ja to wiem. Edgar jest 
jak wąż, ukryty w trawie. Wielokrotnie usiłował wyłudzić od mego ojca najdroższe jego sercu 
zbiory - On negocjował - zaprotestowała Christina. - Wyłudzał - powtórzył Aedan. - 
Przypochlebiał się. Przedstawiał obraźliwe oferty. Mój oj ciec źle się czuł, a sir Edgar nie 
chciał zostawić go w spokoju. Jego przeklęty upór bardzo niedobrze wpłynął na zdrowie ojca. 
Sądzę, że wywołał ostatni, fatalny w skutkach atak. Jestem o tym wręczprzekonany. - Edgar 
ma chłodny, bardzo rzeczowy sposób bycia i czasami może się wydawać nieco.., cóż, 
niewrażliwy na uczucia innych, a to może zostać wzięte za arogancję. Zapewniam cię, że to 
człowiek obdarzony niezwykłym intelektem i w głębi serca bardzo uczciwy - Arogancja, 
madame, nie jest właściwym określeniem. Nie sprzedam mu ani jednej rzeczy, a gdybym 
mógł o tym decydować, jego noga nigdy by tutaj nie postała. Niestety, jest ta cholerna dziura 
we wzgórzu. - Nie przeklinaj. Wierzę, ze się mylisz co do Edgara. - A moim zdaniem to ty 
popełniasz błąd w jego ocenie. - Nagle zmarszczył brwi. - Edgara? Doprawdy? Jesteście aż 
tak bliskimi znajomymi? Do mnie zwracasz się na ogół bardzo oficjalnie, chociaż... w pewnym 
sensie zawarliśmy bliższą znajomość. Christina poczuła, że policzki płoną jej jeszcze 
mocniej. - Znam Edgara od wczesnej młodości. Nasi ojcowie się przyjaźnili. - Rozumiem 
powiedział zamyślony. Coś dziwnego błysnęło w jego oczach. - Ale ty i ja nie powinniśmy 
wykraczać poza oficjalne stosunki? - Tak, tak chyba byłoby najlepiej. Nie jestem pewna, co 
się wydarzyło między nami tych kilka razy - mówiła miękko, odwróciwszy wzrok. - Nie wiem, 
czy to coś powinno trwać dalej. - Ja również jestem dość zdezorientowany, madame. Ale 
wiem jedno, dezorientacja, której ty stałaś się przyczyną, jest wyjątkowo przyjemna - 
powiedział cicho i delikatnie. - W pewnym sensie nie zachowaliśmy się niewłaściwie, Oboje z 
największą naturalnością odpowiedzieliśmy, na głos śkrywanej tęsknoty. Takie rzeczy się 
zdarzają. Christina zamrugała. - Takie rzeczy nie mają miejsca pomiędzy znajomymi. - 
Jestem tego świadom - odparł. - I nie potrafię tego wytłumaczyć. Wiem jedynie, że 
posunąłem się zbyt daleko. Bardzo cię za to przepraszam. Christina w miłczeniu podniosła 
na niego wzrok. Tak bar •dzo chciała, żeby jeszcze raz ją pocałował. Ta pewność, chłodna, 
smutna i samotna, przeniknęła aż do głębi jej duszy. - Być może najlepiej będzie zapomnieć, 
co się wydarzyło, madame, i uznać to za... preludium do przyjaźni. Jego taktowna odmowa 
wzbudziła w niej jedynie rozczarowanie. - Rozumiem. - Odwróciła wzrok. - To oczywiste, że 
powinniśmy o tym zapomnieć. Jakaż była głupia! W ciągu załedwie kilku dni oddała serce 
temu przystojnemu, pociągającemu mężczyźnie. Przez sześć lat tłumiła uczucia, kryła się 
przed samą sobą i przed innymi. Poprzysięgła sobie, że nigdy więcej niemądrze się nie 
zakocha, że zawsze pozostanie uważna i czujna. A jednak nuciła się w tę przepaść, teraz 
zaś zagubiła się wśród uczuć, nad którymi właściwie traciła kontrolę. - A więc dobrze - 
powiedział. - Wobec tego puśćmy tow nie- pamięć. Popatrzyła na niego uważnie. Czy... czy 
potrafisz? - Nie będzie mi łatwo - odszepńął. - Ale się postaram. Jego twarz była tak blisko, 
wargi prawie dotykały jej ust. Wsunął jej palec pod brodę i uniósł głowę. Christina, czując jego 
dotyk, zamknęła oczy. Jak zdola zapomnieć o czymś, czego nie da się zapomnieć? Zrobiła 
jednak krok w tył, zawstydzona, przestraszona, że mogłaby rzucić mu się w objęcia. Sięgnął 
do drzwi ponad jej ramieniem. - Pójdziemy, pani Blackburn? Już prawie pon na herbatę. To 
będzie bardzo przyjemny przerywnik, bo na całe szczęście Miss Thistłe zrywa dziś banany w 
Balmossie. - Roześmiał się, ale jego śmiech zabrzmiał dziwnie głucho. Christina nie śmiała 
się wcale. Wyminęła go w milczeniu, z wysoko podniesioną głową. - Mam pewien pomysł - 
oznajmił John, wchodząc do po. koju śniadaniowego, oparty na lasce. - Wydaje mi się, że 
bardzo ci się spodoba. Christina oderwała wzrok od unoszonej właśnie do ust filiżanki z 
kawą. Przyszła do pokoju śniadaniowego wcześnie rano, lecz i tak zastała już Aedana, 
siedzącego przy stole i czytającego gazety. Po uprzejmej wymianie poyitań posilali się w 
milczeniu. Christina już chciała spytać go, o czym myśli, gdy zjawił się John, a jego wyraźny 
entuzjazm był niczym świeża bryza, rozwiewająca napięcie. - ¯adne „dzień dobry” ani „czy 
dobrze spałaś, droga siostro”. Tylko po prostu „mam pomysł” - odparła rozbawiona. - To dla 
mnie pewny znak, Johnie, żó dopadło cię natchnienie. - Bo tak rzeczywiście jest. - John 
uśmiechnął się łobuzersko, a następnie skierował się do bufetu, by nałożyć sobie jedzenie na 
talerz. Christina wstała, zaniosła mu talerz i filiżankę świeżej kawy do stołu, gdyż John musiał 
się zmagać ze swoją laską. Aedan złożył gazetę. - A co pana zainspirowało, przyjacielu? - Po 
prostu wiem już, jak ma wyglądać ten fresk - odparł John, smarując tost masłem. - Wczoraj 
wieczorem zabrałem się do wstępnych szkiców, pracowałem nad nimi do późna w długiej 
galerii. Wydaje mi się, że okażą się świetne. - To wspaniale. A jak będą wyglądać? - Aedan 
oparł łokcie na stole i złączył koniuszki palców - Zdradzę to tylko wam dwojgu - odparł John. - 
I na razie musi to pozostać między nami. - To będzie nasz sekret, dopóki w glorii nie 
odsłonimy ścian jadalni - odparł Aedan. John kiwnął głową. - Dobrze. Postanowiłem 
wykorzystać pejzaż, który już został naszkicowany na ścianie. Ale dodam do niego sceny z 

background image

legendy. Chciałbym zaaranżować je tak, by przeszłość, teraźniejszość i przyszłość mogły 
dziać się jednocześnie. Na pierwszym płanie, środkowym i na tle krajobrazu. - Wydaje mi się, 
że to będzie bardzo odpowiednie - stwierdziła Christina, a Aedan kiwnął głową. - Najpierw na 
tej ścianie, na której są drzwi do jadalni, przedstawione zostanie przybycie księcia wraz z 
jego celtyckimi wojownikami, w złotych naszyjnikach, naramiennikach, płaszczach w szkocką 
kratę, z łśniącą bronią. Następną sceną będzie spotkanie księcia i księżniczki w domu jej 
ojca, a na kolejnym obrazie książę druid będzie uczył księżniczkę pisać. Właśnie tam się w 
sobie zakochają. Musi to więc być niezwykle ciepły obraz. Dalej jej ojciec uwięzi ją w wieży, 
gdy księżniczka odmówi poślubienia króla, rywala księcia. Książę wspina się do niej na górę 
potajemnie. - Tę scenę mógłbyś umieścić na ścianie obok okna - zaproponowała Christina. - 
Właśnie tak myślałem. A na ostatniej ścianie najpierw księżniczka trzyma w ramionach nowo 
narodzonego syna, a następnie ucieka z wieży. Dogania ją zły zalotnik i rzuca na nią 
zaklęcie, po którym księżniczka zapada w sen. Później książę odnajduje ją leżącą wśród 
dzikich róż. Ostatnia scena ukazywać będzie jego smutek, rozpacz i oddanie, gdy siedzi przy 
niej, na zawsze pogrążonej we śnie. - Machnął ręką. - A wzdłuż całego fresku będą biegły 
wzory przedstawiające celtyckie węzły i pnącza dzikich róż. - świetnie potrafię to sobie 
wyobrazić - powiedziała Christina z uśmiechem. - I ogromnie mi się ten pomysł podoba - 
dodała, zerkając na Aedana. A on kiwnął głową. - To w istocie wspaniały projekt. Zachowamy 
tę informa cję dla siebie, dopóki nie ukończy pan fresku. Jeśli pan sobie życzy, możemy 
zakazać wstępu do jadalni aż do czasu, gdy sam pan zechce pokazać swoją pracę. - 
Dziękuję. Zanim jednak zacznę pracować nad ścianami, muszę przygotować szkice w długiej 
galerii. Poprosiłem też już kilka osób o pozowanie, pannę Amy, lady Bałmossie, a także lady 
Strathlin i pana Stewarta. I oczywiście służbę. - To rzeczywiście dobry pomysł: włączyć 
podobizny rodziny i członków gospodarstwa do fresku Dundrennan - stwierdził Aedan. - 
Chciałbym, abyście wy dwoje pozowali mi do postaci księcia i księżniczki. Christina szeroko 
otworzyła oczy i popatrzyła na brata, a potem prędko przeniosła spojrzenie na Aedana. On 
tylko lekko zmarszczył czoło, ale nic nie pówiedział. - Proszę! Jesteście wprost idealnie 
stworzeni do tych postaci - rzekł z naciskiem John. - Przekonałem się o tym tamtego 
wieczoru, gdy odgrywaliście Romea i Julię. Właśnie ta scena naprowadziła mnie na pomysł 
ostatniej sceny fresku. Christina pokręciła głową. - John, dobrze wiesz, że nie mogłabym tego 
zrobić. Aedan popatrzył na nią. - Sir, pańska siostra sprawia wrażenie niezainteresowanej tą 
propozycją, lecz ma pan przecież inne możliwości. Jestem pewien, że kuzynka Amy 
zradością skorzysta z takiej okazji. - Panna Amy była w istocie rozczarowana, że nie 
poprosiłem jej o pozowanie do postaci księżniczki - powiedział John. - Zgodziła się jednak 
pozować jako jej siostra - wymyśliłem taką postać dla dobra fresku - a także do kilku twarzy 
kobiet z otoczenia księżniczki. Wyglądała na zadowoloną z takiego rozwiązania. - 0, tak, 
ponieważ również będzie księżniczką. - Być może, ale do dwóch głównych postaci fresku 
modele muszą być dobrani idealnie, inaczej efekt nie będzie taki, jak mógłby być - stwierdził 
John. - Pan chciałby, aby ten fresk został przynajmniej w dużej mierze ukończony w ciągu 
załedwie kilku tygodni, a teraz, gdy mam już projekt, mógłbym przygotować szkice, ogólny 
zarys, i zrobić przynajmniej surowe rysunki postaci. Szczegółami zaś zająłbym się, gdy czas 
na to pozwoli. - Będziesz musiał pracować bardzo szybko - zauważyła Christina. - Z 
odpowiednimi modelami byłoby mi o wiele łatwiej. Aedan spojrzał na Christinę. - Coś w tym 
chyba jest. Pani Blackburn? Christina w milczeniu pokręciła głową. - Obraz Stephena 
przedstawiający księżniczkę również znajduje się tutaj. Nie zapominaj o tym - powiedział 
John. - Jakże bym mogła? - spytała cicho Christina. - Jeśli oba wizerunki księżniczki będą do 
siebie pasowały, wzmocni to romantyczność obu postaci, a nawet doda odrobinę realności 
legendzie, co tutaj, w Dundrennan, będzie się wydawało prawdziwą magią. - Kolejny ważki 
argument - stwierdził Aedan, a John kiwnął głową. - Nie wydaje mi się, abym mogła to zrobić 
- zaprotestowała Christina. - Nikt nie pasuje do tej postaci lepiej niż ty, Christino - powiędział 
John. - Sir, czy pan się zgodzi pozować? Aedan bacznie przyglądał się Christinie. - Jeśli 
księżniczka wyrazi zgodęto książę również zrobi to z chęcią. Christina z marsową miną 
popatrzyła na Aedana, a potem przeniosła wzrok na brata. Moglibyśmy zacząć już dzisiaj - 
zachęcał John. - Potrzeba zaledwie kilku sesji. Dla nas obojga najlepsze byłyby wieczory - 
powiedział Aedan. - Zakładając oczywiście, że pani Blackburn się zgodzi - wyraźnie czekał 
na reakcję Christiny. - Doprawdy, nie mogę! - Christina czuła się osaczona natarczywymi 
spojrzeniami obydwu mężczyzn. Sama myśl o tym, że mialaby znów pozować do postaci 
księżniczki wśród róż, sprawiła, że gardło nieprzyjemnie jej się zacisnęło. Odwróciła głowę, 
bo nagle przypomniała sobie spojrzenie Stephena, głodne, a zarazem krytyczne, gdy leżała 
przed nim na wpół rozebrana. Była wtedy tak bardzo młoda, taka naiw na i tak bardzo 
pragnęła go zadowolić, od: razu poddała się jego czarowi, uwierzyła w talent, w idealną 
prawdziwą miłość, oszukując samą siebie. Lecz gdy pomyślała o pozowaniu razem z 

background image

Aedanem, zawahała się i niemal uległa gorącym prośbom brata. Godziny spędzone z 
Aedanem, być może nawet w jego objęciach, w czasie gdy John będzie ich rysował, to by 
było prawie tak jak znaleźć się w niebie. Miałaby swoją sekretną radość, którą mogłaby się 
karmić po opuszczeniu Dundrennan. Przygryzając wargę, spojrzała na brata i prawie już zda 
zgodę. Nagle jednak przypomniała sobie, że ten przecież oglądać będą również inni. 
Pokręciła głową. - Nie mogę. - Christino, proszę - powiedział John. - Tym razem będzie 
inaczej. Może być naprawdę cudownie. Proszę, spróbuj to sobie uświadomić. - Inaczej? - 
Aedan zmarszczył brwi, przyglądając się rodzeństwu. Christina odwrócila się gwałtownie. - 
Równie dobrze może się pan o tym dowiedzieć, sir Aedanie, skoro jest pan właścicięlem 
obrazu. Pozując do niego, ściągnęłam ogromne przykrości na swoją rodzinę. śmierć mego 
męża i sam obraz sprawiły, że wybuchł skandal, a moja rodzina pogrążyła się w smutku i we 
wstydzie. - Wstała, rzuciła serwetkę na stół. - Siedźcie obaj! - krzyknęła, gdy zaczęli się 
podnosić z grzeczności. - I zdecydujcie, kto będzie waszą księżniczką, bo z pewnością nie 
mogę nią być ja! Wybiegła z pokoju, głośno zatrzaskując za sobą drzwi. - Proszę zostać, sir - 
powiedział John, gdy Aedan zerwał się, by gonić Christinę. - Niech ona trochę ochłonie. - 
Proszę mi wierzyć, znam już temperament pańskiej siostry - stwierdził Aedan. Usiadł na 
krześle i przegarnął palcami gęste ciemne włosy. - Wiedziałem, że nie lubi tego obrazu, lecz. 
nie miałem pojęcia, że może on w niej budzić uczucia aż tak gwałtowne. - Być może później 
uda się panu z nią o tym porozmawiać, sir Aedanie. Może pana posłucha. Mam nadzieję, że 
wspólnymi siłami zdołamy ją nakłonić do pozowania do fresku. wyra- obraz - Proszę mi 
mówić Aedan, wolę to, szczerze mówiąc, sir Aedan sprawia, że czuję się jak paniczyk 
przepadający za cygarami i namiętnie polujący. John roześmiał się i poprosił, by Aedan 
również zwracał się do niego po imieniu. - Jeśli twoja siostra jest tak bardzo przeciwna 
pozowaniu do postaci księżniczki, to po cóż ją naciskać? - Ona już-jest księżniczką. W moim 
umyśle nikt inny nie może nią być. Nawet gdy jako chłopiec czytałem po raz pierwszy 
poematy twego ojca, na długo zanim Stephen w ogóle zechciał ją malować, wyobrażałem 
sobie Christinę jako księżniczkę wśród róż. Być może to przez jej wrodzoną elegancję, tę 
spokojną ciemną urodę, lub przez to, że wydaje się taka silna i taka krucha zarazem. - 
Rzeczywiście, zapewne wszystkie te cechy się odzywają. Rozumiem, uwierz mi .. odparł 
Aedan. - Ale co się przydarzy. lo Stephenowi Blackburnowi? Wiem jedynie, że zmarł, i że 
Christina pozowała do tego obrazu. Gdy go kupowaliśmy, obiło nam się o uszy, że z obrazem 
związany jest jakiś skandal dotyczący artysty. Sądziłem, że może scena przedstawiona na 
obrizie oburzyła towarzystwo, lecz doprawdy, to prześliczna rzecz, szlachetne, wyjątkowe 
dzieło sztuki. Skandale zaś, jeśli możesz mi wybaczyć, że tak powiem, nie są wcale rzadkie 
wśród malarzy. - Oczywiście, masz rację, Aedanie. Kobiece ciało przedstawione na dziele 
sztuki nie bywa przyczyną skandalu,lecz pozowanie do niego, a później oglądanie go na 
wystawie, gdy tożsamość modelki jest powszechnie znana, następnie zaś śmierć autora w 
krótkim czasie, cóż, to wywołało plotki. My, Blackburnowie, nie mogliśmy temu zaradzić. 
Christina przyjęta to bardzo ciężko. Straciła męża, własną godność, ideały, wszystko naraz. 
Straciła wiarę w siebie. - A co się stało? - Stephen utonął - oznajmił John bez ogródek. - 
Wyciągnięto go z rzeki w kilka miesięcy po jego ślubie z moją siostrą, a wkrótce po tym, jak 
obraz został wystawiony w Akademii Królewskiej. Zdobył tamtego roku nagrodę, jak zapewne 
wiesz Policja uznała, że Stephen zginął w wypadku, a być może w wy- niku samobójstwa. 
Osobiście wierzę, że wpadł do rzeki, wracając do domu późną nocą. W sztok pijany - dodał 
John ciszej. - Pijany? Czy to mu się często zdarzało? - Niestety tak. Twierdził, że alkohol 
uwalnia jego geniusz artystyczny. Był genialny, lecz miał burzliwą naturę, a ten jego 
wewnętrzny mrok przydawal jego sztuce jeszcze większej intensywności. W chwili śmierci 
miał dwadzieścia trzy lata, a moja siostra zaledwie siedemnaście. Właściwie była jeszcze 
dzieckiem. Ona także była samowolna i namiętna, i również na swój sposób genialna. - Nie 
Zawsze była molem książkowym? - Zawsze była inteligentna i bardzo przejęta swoimi 
studiami, ale jako młodziutka panna miała gorącą głowę i bardzo pragnęła niezależności. 
Stephen był starszy, lepiej znał świat i już zasłynął ze swego geniuszu. Zafascynował ją, a 
ona jego. Malowanie zaklętych róż rozpoczął wkrótce po ich ślubie. Uważam, że to jego 
najlepszy obraz. - Czy twoja siostra, wychodząc za niego, wiedziała c jego trudnym 
charakterze? - Nie do końca. Była młoda, impulsywna, uparta, tak samo jak on. Uciekli z 
domu, żeby się pobrać. Stephen to nasz kuzyn w trzeciej linii ze strony Blackburnów, nie byli 
więc sobie zupełnie obcy. Oczarował ją, a ona rozpaczliwie się w nim zakochała, sądzę, że 
on także, przynajmniej na tyle, na ile w ogóle potrafił. Nasze rodziny wpadły w furię. Kiedy 
Christina uświadomiła sobie, że popełniła błąd, było już za późno. Aedan podszedł do okna i 
wsunął ręce w kieszenie. Dostrzegł Christinę, biegnącą ścieżką przez ogród. Była w czarnym 
czepku, a szara spódnica wydymała się jak dzwon. - A więc ona wyszła za mąż z miłości - 
powiedział w zą myśleniu. - - Tak sądziła, lecz niestety się omyliła. Prawdziwa miłość ją 

background image

zdradziła. Później oświadczyła, że już nigdy więcej nie wyjdzie za mąż. Chociaż ostatnio 
zgodziła się przyjąć czyjeś zaloty. Aedan odwrócił się. Zaloty? - Chodzi o sir Edgara 
Neayesa. Jest jej bardzo pomocny w działalności akademickiej i bardzo się o nią troszczy. 
Pozwoliła mu starać się o swoją rękę. Ten człowiek chce się z nią ożenić. - Doprawdy? - 
mruknął Aedan, wyglądając zmrużonymi oczami na zewnątrz. - Owszem, lecz ja 
zastanawiam się, czy to mądrę. Ona... moja siostra niekiedy bywa zbyt ufna. Zaufała 
Stephenowi, potem Edgarowi. Wyszła za mąż bardzo młodo i szczerze bolała nad śmiercią 
Stephena, lecz ma niewielkie doświadczenie z mężczyznami. Zmarszczki na czole Aedana 
jeszcze się pogłębiły, gdy przez dłuższą chwilę obserwował Christinę, udającą się na 
samotną przechadzkę. Odczuł uwagę Johna niczym cios, od którego dech zapiera. Tak 
bardzo pragnął ją chronić, troszczyć się o nią, uważal bowiem, że posiada nieodparty urok. 
Tymczasem tylko ją wykorzystał, okazał się wcale nie lepszy od tamtych dwóch. - Christina 
czuła się odpowiedzialna za wypadek Stephena. Obciążyła się całą win zamknęła się w 
sobie. Szczdgólnie trudne było dla niej to, że tak dlugo zwlekał z odejściem. Aedan poczuł 
zimny dreszcz na płecach. - Co takiego? - Zanim umarł, jeszcze przez kilka tygodni leżał 
nieprzytomny. Christina pielęgnowała go z całym oddaniem, lecz bardzo się wtedy zmieniła. 
Z ognistej, pełnej życia dziewczyny przeistoczyła się w cich smutną kobietę. Od tamtej pory 
rzadko zdarzało mi się widzieć jasne strony jej duszy. Aedan patrzył, jak Christina przechodzi 
przez ogrodową furtkę i zapuszcza się na łąkę. - Nic dziwnego, że nie chce ci pozować. - 
Owszem, wspomnienia mogą rzeczywiście być dla niej bardzo bolesne. - Dlaczego więc 
nalegasz? - Aedan, pytając, zerknął przez - Ponieważ wierzę, że pozowanie mogłoby.., ją 
uzdrowić. Aedan instynktownie zrozumiał, o co chodzi Johnowi. - Masz na myśli pozowanie 
do obrazu o takim samym temacie, lecz w zupełnie innych okolicznościach? - Tak. Christina 
chowa się w książkach i pracy umysłowej, podejmuje się jednego zadania za drugim. Od 
śmierci Stephena poświęciła się wujowi Walterowi i jego pracy, przygarnął ją do siebie, kiedy 
Stephen umarł, a nasz ojciec okazywał jej chłód. L Teraz, kiedy wuj Walter źle się czuje i 
cierpi z powodu nad- szarpniętej reputacji uczonego, Christina pragnie mu w jakiś :: sposób 
pomóc. Wzięła to zadanie na swoje barki. - Twoja siostra to bardzo poważna dziewczyna. - 
Prosiłem, by mi pozowała, ponieważ bardzo mi na niej zależy. Chciałbym znów widzieć ją 
szczęśliwą, z głową pełną marzeń. Ale najpierw musi wyrwać się ze swojej wieży ułożonej z 
książek. - Tak, tak - mruknął Aedan. - Doskonałe to rozumiem.  Patrzył, jak Christina wspina 
się na niewielkie wzgórze. Odległość między nimi stałe się zwiększała. Poczuł ściskanie w 
piersi, jak gdyby jego serce było pączkiem kwiatu, który z wysiłkiem stara się otworzyć, płatek 
po płatku. - Johnie? - spytał. - Czy ty wierzysz w prawdziwą miłość? - Wierzę. Sądzę, że 
może ona przyjść do nas wszystkich, lecz często pozostaje niezauważona. Miłość jest 
bardzo realna, pomaga nam, łeczy, rozjaśnia nasze życie. Och, doprawiły, wierzę w jej 
istnienie! A nikt nie zasługuje na nią bardziej niż noja siostra - dodał z przejęciem. - Dlaczego 
pytasz? Aedan pokręcił głową. - Wybacz mi - powiedział, kierując się w stronę drzwi. - 
Naprawdę muszę już iść do pracy. Jeśli natknę się na twoją siostrę, postaram się najlepiej jak 
umiem przekonać ją, żeby zgodziła się pozować do fresku. - Jeśli się na nią natkniesz? żeby 
ją przekonać, powinieneś raczej powalić ją na ziemię, Aedanie - stwierdził John cierpko. 
Christina, zbliżając się do stóp Cairn Drishan, ujrzała Aedana stojącego przy koniu. Jedną 
ręką trzymał uzdę, drugą podpierał się pod bok. Czekał na nią, ona jednak skręciła, 
zamierzając go wyminąć. - Ale dlaczego, pani Blackburn? - spytał uprzejmie. - Jak się tu 
dostałeś tak prędko? - burknęła Christina. - Pojechaliśmy razem z Pog moją drogą - odparł. - 
To przyjemna ścieżka. - Przywiązał klacz do pobliskiego krzaka i odwrócił się. - Ty szłaś 
przez wrzosowiska i przez wzgórza, to dłuższa trasa, choć zapewne sprzyja kontempłacji. - 
Jeśli to John cię tu przysłał, by mnie przekonywać, możesz sobie ruszyć tą swoją ścieżką i 
pojechać gdzie indziej. - Usiłowała go wyminąć, lecz Aedan złapał ją za ramię. - Christino... - 
Nie będę pozować. Nawet Johnowi. Może poprosić o to kogoś innego, a jego fresk tak czy 
owak będzie cudowny. I to nie dzięki modelce, lecz dzięki jego talentowi i wizji. - Posłuchaj 
mnie - powiedział. Nie chciał puścić ręki Christiny, zresztą wcale nie usiłowała się wyrwać. 
Domagała się wprawdzie, by zostawiono ją w spokoju. z drugiej jednak strony nie miała 
ochoty prze!ywać tego rzadkiego z nim kontaktu, jeszcze nie teraz, gdy oboje uzgodnili, że 
pozostaną tylko przyjaciółmi. - Proszę, nie mów mi, jak bardzo ucieszyłoby to mego brata, 
czy co tam innego wymyśliliście, ponieważ gdy odmówię, wyjdę na osobę bez serca. - 
Christino - szepnął. - Wiem już wszystko o obrazie Ste phena. - Nie wiesz. Nikt tak naprawdę 
nie zna całej prawdy! - odparła. Coś w jej wnętrzu wprost domagało się, by została, lecz 
jednak odsunęła się i ruszyła na wzgórze. - Posłuchaj mnie, mały głuptasku - powiedział, idąc 
za nią. Złapał ją za ramię, odwrócił i zmusił, by zatrzymała się na środku ścieżki pomiędzy 
dwiema tyczkami. - O co chodzi? - Popatrzyła na niego zniecierpliwiona. - Muszę się zająć 
pracą. - Tak samo jak ja. Ale to jest ważniejsze. Christino, wiem o Stephenie i skandalu, jaki 

background image

wywołał obraz, do którego pozowałaś. - A więc John ci powiedział. Nie chciałam, żebyś znał 
całą prawdę. Powinnam jednak uświadomić sobie, że w końcu się tego dowiesz. To zresztą 
bez znaczenia, skoro traktujesz mnie jaki. tylko jak znajomą. .- Odwróciła głowę. - A im więcej 
będziesz wiedział na ten temat, tym mniej będziesz chciał mnie znać. - Nie bądź śmieszna. 
Bardzo chcę cię znać. Popatrzyła na niego, w oczach zablysła czujność. - Naprawdę? - 
Wydaje mi się, że nasza przyjaźń staje się coraz mocniejsza. Christina westchnęła i spuściła 
głowę. Aedan dotknął jej ramienia. - Christino, ód samego początku wiedziałem o tym tak 
zwanym skandalu. O śmierci artysty, o szokującym obrazie, do którego pozowała mu żona. 
Przykro mi z powodu tego, co przeżyłaś, moja droga, ale cała reszta nic dla mnie nie znaczy. 
Ani trochę. I nigdy nie miała znaczenia. Christina popatrzyła na niego. - Nie jesteś 
wstrząśnięty moim postępkiem? Aedan pokręcił głową. - Nie, miałaś swoje powody, a efekt.., 
wprost zapiera dech w piersiach. - Delikatnie roztarł jej rękę. - To bez wątpienia hołd zarówno 
dla talentu artysty, jak i dla modelki. - Ale skoro wiesz, z jakiego powodu nie mogę-znów 
pozować do tej postaci, to dlaczego próbujesz mnie, naciskać? - Ponieważ zgadzam się z 
twoim bratem, jesteś wprost do tego stworzona A pozowanie będzie teraz zupełnie czym in 
nym, bo John nigdy by cię nie poprosił o pozowanie bez ubra- nia i o przybranie 
uwodzicielskiej pozy. Jego wizja bardzo różni się od wizji Stephena. Pierwsza wersja to... 
uwodziciel- ka, niewinna kusicielka. Christina podniosła na niego wzrok, przypominając sobie 
tamtą drażniącą grę, która miała miejsce pierwszego wieczoru po jej przyjeździe, kiedy to 
spadła ze schodów, a on uwiódł ją swo: ją uprzejmością i spokojem, i jednym zwyczajnym 
pocałunkiem. - A wersja późniejsza? - spytała, z niepewnością przekrzy wiając leciutko 
głowę. Aedan uśmiechnął się. Kciukiem kreślił kola na jej ramieniu, przyprawiając ją o 
dreszcz. - Późniejsza księżniczka jest wciąż bardzo piękna, ale o tym me wie. My 
rozmawiamy teraz o wersji trzeciej, a ta... cóż, wizja Johna będzie wspaniała, tak sądzę. 
Naprawdę wybitna. Cała legenda przedstawiona w obrazach. Bardzo chciałbym, byś” stała 
się jej częścią, by właśnie na tobie się skupiała, byś znalazła się w jej sercu. - Christina 
westchnęła, pokręciła głową i odwróciła wzrok, nie chcąc patrzeć mu w oczy, niebieskie jak 
pogodne, letnie niebo nad nimi. - Gdy ujrzałam ten obraz w twoim pokoju, powróciło tyle 
wspomnień. Wszystkie złamane obietnice, jakie składał mi Stephen, wszystkie wybuchy 
gniewu, te dni i noce, gdy jedynie malował, nie jedząc, tylko pijąc... Są takie rzeczy, o których 
nie wie nikt, nawet John. - Moja kochana - szepnął. - Tak mi przykro. Christina odetchnęła 
głębiej. - Stephen lubił malować nocą. Często budził mnie ze snu, żebym mu pozowała, jakby 
to nie mogło czekać ani chwili dłużej. Zdzierał ze mnie ubranie, nigdy nie miał cierpliwości, 
mówił, że kupimy dla mnie nowe rzeczy, a nigdy nie mogliśmy sobie na nie pozwolić. - Czy 
on cię... krzywdził? - spytał Aedan zduszonym głosem. - Nie w takim sensie - odparła, kręcąc 
głową. - Był taki gwałtowny, gdy chodziło o jego pracę, egoistyczny, lecz poza tym nie był 
okrutny. Kochał mnie. Na swój sposób. Me kiedy John poprosił, bym znów pozowała do 
postaci księżniczki, napłynął z powrotem cały strach, poczucie nieszczęścia, rozwiane 
marzenia, tyle samotnych nocy, gdy mnie zostawiał i wracał później pijany tylko po to, żeby 
zamknąć się w swojej pracowni. - Mruganiem usiłowała powstrzymać łzy. - Ten mój dziki, 
opętany artysta nie potrafił być inny. - Kochałaś go? - Tak mi się wydawało. Z pewnością 
bardzo się o niego troszczyłam i starałam się być mu we wszystkim pomocna. Me 
przekonałam się... jak bardzo się pomyliłam co do miłości. A potem on umarł... Mój Boże, ze 
śmiercią też się zmagał, tak jak walczył z każdą siłą w swoim życiu, z geniuszem, z miłością. 
- Westchnęła cicho i spuściła głowę. - A ty zawsze byłaś przy nim, prawda? Aedan przygarnął 
ją bliżej, otoczył ramieniem. Wtuliła się policzkiem w jego pierś. Wydawał się taki mocny i 
silny, tak godny zaufania i rzeczywisty i tak bardzo przy tym pociągający. Serce jej jakby 
zwolniło, ręka Aedana spokojnie leżała na jej plecach, w milczeniu nie wyczuwało się 
zniecierpliwienia. Tak bardzo pragnęła nie opuszczać jego objęć, chciała, by ją chronił, 
pragnęła wesprzeć się na nim, skorzystać z jego siły, dopóki sama nie odzyska w pelni 
własnej. On jednak jej nie objął, jak robił poprzednio kilkakrotnie. To głęboko zabolało, lecz 
nie dała nic po sobie poznać, tylko dalej stała nieruchomo. - Później uświadomiłam sobie, że 
nie tyle go kochałam, co było mi go żal. Pragnęłam go uratować, pielęgnować jego geniusz, 
ale to się nie udało. Od tamtej pory żyję w poczuciu żalu i wstydu. Nie chciałabym znów przez 
to przechodzić. - Christino - szepnął i zmusił ją, by na niego popatrzyła. - Tym razem będzie 
inaczej. Tym razem, jeśli zgodzisz się po j. zować do postaci księżniczki, wszystko skończy 
się dobrze. Będziesz zadowolona z rezultatu i dumna z niego do końca życia. Obiecuję ci to. 
Popatrzyła na niego. Teraz nie mogła już dłużej ukrywać łez.. - Jak możesz mi to obiecać? - 
Ponieważ - powiedział, odgarniając jej z twarzy zabłąkany kosmyk włosów - to ja będę 
księciem. Zaufasz memu słowu? I wizji swego brata? Christina pociągnęła nosem. - Ja... 
pozwól mi się nad rym zastanowić. Uśmiechnął się i wolno przesunął dłonią po jej policzkach. 
Jego niebieskie oczy wpatrywały się w nią tak intensywnie, że serce gwałtownie uderzyło jej 

background image

w piersi. - Dobrze - powiedział. - Poświęć nieco czasu na przekonanie się, że będziesz 
bezpieczna. Całkowicie bezpieczna, moja droga. - Pocałował ją w policzek. Tylko w policzek, 
lecz z taką czułością, że pod nią ugięły się kolana. Potem powoli ją puścił, a ona, choć tak 
gorąco pragnęła znów znaleźć się w jego ramionach, patrzyła tylko, jak odchodzi. W sercu 
czuła ciężar, pustkę i smutek - Być może sprawa księżniczki będzie miała szczęśliwy koniec 
przynajmniej w tej kwestii,- powiedział, sięgając po uzdę Pog. - Być może - odparła cicho. 
Wskoczył na siodło i śpojrzał na nią z góry. - Do zobaczenia, pani Blackburn. Christina 
patrzyła, jak odjeżdża, i wiedziała, że dla niej ta sprawa nie może mieć szczęśliwego 
zakończenia, bez względu na to, jak cudowne byłoby pozowanie w objęciach Aedana. Bez 
względu na wspaniałość fresku po jego ukończeniu. Bo kiedy fresk zostanie ukończony, 
będzie musiała stąd wyjechać. Kwiaty wszędzie, gdziekolwiek się obróciła. Kłosy lawendy 
smukłym wazoniku na stoliku przy łóżku, a margerytki. i stokrotki w szklance obok talerza 
przy śniadaniu. Dzwoneczki wrzosu rozjaśniały kamienny mur, gdy rankiem przybyła ria 
wzgórze, rozkwitłe różowe róże pływały w szklanej misie W Saloniku, gdy po południu wróciła 
do domu, i napełniały powie. trze słodkim zapachem. Teraz jej obiadowy talerz otaczał 
wianuszek ze stokrotek, J a obok niego na stole leżał bukiecik dzikich róż. Wiedziała, kto się 
za tym kryje. Z uśmiechem popatrzyła na przeciwną stronę stołu. - John - powiedziała. - Dość 
już tego. W końcu nabawię się przez ciebie kataru siennego. Aedan siedzący w pobliżu 
zachichotał. - Zgodzisz się? - poprosił John z naciskiem. Christina na poły się zaśmiała, na 
poły westchnęła, zerkając na Aedana. On w milczeniu tylko uniósł brwi. Tego wieczoru 
zasiedli do obiadu jedynie we troje, ponieważ panie z Balmossie zostały w domu kurować 
przeziębienie, natomiast Meg i Dougal wyjechali do Glasgow. - Jak udało ci się znaleźć tyle 
kwiatów we wrześniu? - spytała. - Pomogła mi Miła Jean, czyli Muriel - odparł. - A sir Aedan 
zasugerował dzikie róże. Christina pospiesznie wymieniła spojrzenia z Aedanem, w końcu 
odwróciła wzrok. - Mam nadzieję, że się zgodzisz, Christino. Zebranie tych kwiatów 
wymagało tyle zachodu - powiedział John z szerokim uśmiechem. - Sir Aedan też ci pomógł, 
prawda? - Oczywiście - odpowiedział sam Aedan. - Przecież mimo wszystko to ja mam być 
księciem - wyjaśnił z uśmiechem. Christina, obracając w dłoniach bukiecik dzikich róż, 
skinęła w końcu głową. - A więc dobrze. Ale będziesz musiał szkicować jak szaleniec, żeby 
mnie uwiecznić, Johnie Blackburn. Nie mam zamiaru niczego powtarzać. - Szkoda - 
stwierdził Aedan. Christina posłała mu karcące spojrzenie, lecz on w odpowiedzi tylko uniósł 
brew. - Wobec tego zaczynamy już dzisiaj, po kolacji - zdecydował John. - Spotkajmy się od 
razu w długiej galerii. - Wieczorem, madame? - szepnął Aedan, nie spuszczając z niej 
wzroku w oczekiwaniu na odpowiedź. Christina poczuła przyjemny dreszcz nadziei. - Dobrze 
- powiedziała i wypiła łyk wina. - Rozpocznijmy od spotkania księcia i księżniczki - oświadczyi 
John. Siedział przed sztalugą, na której rozpięty był brązowawy papier, a teraz sięgnął do 
pudełka i zaczął przerzucać laseczki grafitu, kredy i ołowki Popatrzył na Aedana Christinę - 
Stańcie naprzeciwko siebie. Tak, właśnie tak! Teraz dobrze. A teraz, Aedanie, ujmij Christinę 
za ręce, jakbyście się przed chwilą spotkali. Christina podała Aedanowi dłonie, palce leciutko 
jej drża ły. On, ujmując je pewnie, przysunął je do swojej piersi. - I jak? - Podoba mi się - 
powiedział John. - Ten gest świadczy zarazem o czułości i fascynacji, jak gdyby tych dwoje 
odgadio, że są sobie przeznaczeni. Olbrzymia siła miłości od pierwszego wejrzenia stanie się 
po części tematem fresku. - Ho, ho! - mruknął Aedan. Milcząca Christina czuła, jak jej ciało 
przenika delikatne drżenie. Miłość od pierwszego wejrzenia... Tak bardzo się bała, że już jej 
uległa. Lord Dundrennan okazał się zbyt pociągający, by mogła mu się oprzeć. - Doskonale, 
tak trzymajcie! - powiedział John, szkicując kawałkiem kredy. Jego ręka poruszała się 
długimi, swobodnymi pociągnięciami. - Wiedziałem, że idealnie będziecie się do tego 
nadawać. Uzupełniacie się kolorami, pasują też do siebie wasze sylwetki i klasyczne 
spokojne rysy. Wszystko jest wprost idealne, a poza tym wyczuwa się między wami coś... 
trudnego do zdefiniowania - ciągnął, nie odrywając się od pracy. - Można odnieść wrażenie, 
że wokół was sypią się iskry. - Być może ma to związek z naszymi kłótniami o Cairn Drishan - 
powiedział Aedan cierpko. Christina zgromiła go wzrokiem, ale on znowu tylko uniósł brew, 
nie zmieniając wyrazu twarzy. - Bez względu na to, o co chodzi, świetnie to służy freskowi. - 
John pracował szybko, odsunął papier, by móc zacząć kolejny szkić tej samej pozy. - To 
będzie pierwsze spotkanie różanej księżniczki i druida, który przybył na prośbę jej ojca, by 
nauczyć ją czytać i pisać - powiedział John. - Poproszę MacGregora, żeby pozował mi do 
postaci piktyjskiego króla, a panią Gunn do jego żony. Pomyślałem też, że lady Balmossie 
byłaby cudowną celtycką kapłanką. - Z całą pewnością nie zechce pozować sama - 
zachichotał Aedan. - Myślicie, że druidzi hodowali małpki? John wybuchnął śmiechem. - 
Głównym elementem każdej sceny będzie rodząca się miłość księcia i księżniczki - 
powiedział. - Inne postacie namaluję bledszymi kolorami. Was dwoje natomiast w żywszych 
barwach, z wyraźnie zaznaczonymi liniami, Popatrzcie sobie teraz w oczy. 0, właśnie tak! 

background image

Prawie już skończyłem. Potem zmienimy pozę, jeśli nie jesteście jeszcze zmęczeni. - Ja ani 
trochę. A pani, madame? - Aedan uścisnął palce Christiny. - Mogę kontynuować - odparła, 
przechyliwszy głowę, by móc patrzeć na Aedana. Brat przyjrzał jej się uważnie. - Christino, 
twoje okulary... - Och! - Odłożyła je na bok i Aedan znów ujął ją za ręce. - I twoje włosy. 
Muszą być długie i rozpuszczone - zdecydował brat. - A spódnice... Cóż, miałem nadzieję, że 
będę mógł was rysować w kostiumach. Przywiozłem z Edynburga kufer pełen różnych 
materiałów i strojów. Mam też suknię, w której matka pozowała ojcu do obrazu ilustrującego 
opowieści Osjana. Wiesz, o który mi chodzi, Christino? Christina skinęła głową, patrząc na 
Aedana. - Ojciec zajął pierwsze miejsce w konkursie Królewskiej Akademii Szkockiej. To 
zapierający dech w piersiach obraz, wielkości niemal jednej z tych- ścian, pełen niezwykłych 
postaci w mglistym magicźnym otoczeniu. - Christina i ja jako dzieci również pozowaliśmy do 
tego obrazu - dodał John, nie odrywając się od swego rysunku. - Mój ojciec mial rycinę, na 
której przedstawiono obraz - powiedział Aedan. - To rzeczywiście niezwykłe dzieło, bardzo 
dramatyczne. Musisz mi pokazać, gdzie mam szukać Johna i ciebie. Chciałbym zobaczyć cię 
jako dziewczynkę. Christina uśmiechnęła się zaskoczona, od jego zainteresowania cieplej 
zrobiło się jej na sercu. -„ Jeżeli Christina ubierze się w tę suknię, to czy ty, Aedanie, 
zgodzisz się włożyć tunikę? Jeśli będę mógł zobaczyć, w jaki sposób układa się materiał, to 
bardzo przyspieszy moją pracę. Jesteś przyzwyczajony do chodzenia w spódniczce, gir. 
Tunika, o której myślę, jest trochę do niej podobna. - Oczywiście - powiedział Aedan. - Czy 
mamy się przebrać już teraz? - Tak, proszę. Christino, kostiumy są tam. - John wskazał na 
wielki kufer, który służący już wcześniej przetransportowali na górę. Jego pokrywa była 
uchylona. - Za tymi drzwiami jest bawialnia, w której możesz się swobodnie przebrać - 
powiedział Aedan. Christina zawahała się. - Och! No dobrze - zgodziła się wreszcie. - Ale 
będę pozowaław kostiumie tylko wtedy, jeśli nikt inny nie będzie nas oglądał! - Doprawdy, 
Christino, nie prowadzimy tu domu schadzek - oświadczył John. - A poza wszystkim ludzkie 
ciało w sztuce jest naprawdę piękne. To coś, co się podziwia, a nie lubieżnie podgiąda. - 
Całkowita racja - mruknął Aedan. Christina obróciła się i podeszła do kufra, by wyjąć z niego 
długą bladą suknię, którą przed laty nosiła jej matka. Zobaczyła też czerwoną tunikę, 
przeznaczoną dla Aedana, i powiesiła ją na pokrywie kufra. - Christino! -John podszedł do 
siostry. - Chciałbym uchwycić elegancję i niezwykłą urodę księżniczki. Płynne udrapowanie 
materii na ludzkich kształtach bardzo mi w tym pomoże. Kobiety prerafaelitów - na przykład 
Jane Morris, czy Lizzie Siddal - często wybierają suknie średniowiecznego kroju, długie, 
luźne, swobodnie opadające. - Zawahał się i wzruszył ramionami. - Dla damy to może zbyt 
drażliwy temat, ale pamiętaj, że jestem twoim bratem, Jane i Lizzie nie noszą gorsetów, nie 
owijają się też kilkoma warstwami halek. Przyznam, że mi się to podoba. -Ty draniu! Myślisz 
tylko o swojej sztuce! - powiedziała Christina na poły zwyrzutern. - Ale dobrze, przynajmniej 
dopóki będę kompletnie ubrana. - Oczywiście - odparł. - I bardzo ci dziękuję. Christina 
kiwnęła głow zerkając na Aedana, który opierał się o stół z rękami założonymi na piersiach. 
Ubrany był w szkocki kilt i surdut, który nosił do obiadu, a jego nogi wyglądały jak wyciosane 
w marmurze, silne i proste; barki i ramiona szerokie. Myśl o narzuceniu jedwabnej sukni bez 
spodnich elementów garderoby wcale nie wstrząsnęła nią tak mocno, jak przypuszczał John, 
co samą ją zdziwiło. Odczuła natomiast sekretne podnieęenie na myśl o tym, że znajdzie się 
w objęciach Aedana w tak swobodnym stroju. Pragnęła być blisko niego jak najdłużej, więc 
propozycja Johna wydała jej się bardziej kusząca niż szokująca. Być może Aedan i John 
mimo wszystko mieli rację, twierdząc, że pozowanie do fresku sprawi jej przyjemność, a nie 
będzie czymś, czego gorzko pożałuje. Z tą myślą przerzuciła suknię przez ramię i wyszła do 
przyległego saloniku. Przywykła do radzenia sobie bez pomocy służącej, prędko zdjęła 
wieczorową suknię i krynolinę, świadoma, że mężczyźni na nią czekają. Kiedy stanęła ubrana
tylko w gorset, halkę, reformy i pończochy, musiała nabrać głębokiego oddechu, jak gdyby 
zaraz miała skoczyć do głębokiej wody. Od lat nie zdobyła się na taką śmiałość. Rozpiąwszy 
haftki gorsetu, zdjęła go i odłożyła. Stała teraz w samej halce i długich pantalonach z 
cieniutkiej haftowanej bawełny. Sięgnęła po średniowieczny kostium, który kiedyś nosiła jej 
matka. Ciężki kremowy jedwab spłynął po jej ciele, swobodny iwy- godny, głęboko wycięty 
pod szyj z długimi, rozkloszowanymi rękawami i trenem ozdobionym złotym haftem. 
Przesunę- ła rękami po naturalnych krągłościach ciała, które podkreślała ta suknia i poczuła 
się niezwykle swobodna, wręcz niezależna. Wyjęła z włosów szpilki i rozpiotła warkocze, a 
potem przeczesała je palcami, aż spłynęły jej na ramiona gęstą, miękką chmurą. Zawiązała 
na czole przepaskę i obróciła się. Dotyk cieniutkiego jedwabiu i bawełny na skórze był 
zmysłowy i cudowny. Kiedy otworzyła drzwi i weszła do długiej galerii, John i Aedan 
natychmiast skierowali na nią wzrok. Christina natomiast zapatrzyła się na Aedana, ubranego 
w ciemnoczerwoną tunikę, haftowaną złotą nitką przy szyi i sięgającym kolan dolnym brzegu. 
Przez jedno ramię przerzucony miał płaszcz w szkocką kratę, przypięty na drugim ramieniu 

background image

wielką broszą z celtyckim wzorem. Nogi miał gołe, stopy w miękkich skórzanych butach, a 
skóra umięśnionych przedramion i szyi lśniła w blasku lamp. Christina bez trudu dostrzegł a 
pod miękką wełną zarys jego torsu i szerokich barków. Ruszyła ku niemu rozmarzona, nie 
mogąc oprzeć się wrażeniu, że wkracza w spowite we mgłę inne miejsce i inny czas, świat 
legend i magii. - Piękna - szepnął Aedan, obejmując ją w pasie i przyciągając do siebie. 
Potem ujął jej ręce i podniósł je do piersi. Serce zabiło jej szybciej, przepadła, pochłonięta 
miłością. Nie mogąc oderwać się od jego oczu, na moment zapomniała, dlaczego tu są, co 
robią. Zapomniała nawet, że jej oddanie jest tylko pozorowane, bo wydawało się takie 
rzeczywiste. - Doskonale, wytrzymajcie tak! - poprosił John, sięgając po kredę. - Książę i 
księżniczka zakochani i skupieni wyłącznie na sobie, tak że cały świat przestaje istnieć! - 
Znów zmienił papier na sztaludze. - Kiedy patrzę na was z profilu w tej pozie, to wydajecie mi 
się celtyckim bogiem i bogini których przyciąga do siebie miłość i przeznaczenie - szepnął, 
szkicując prędko. - Wygodnie? - spytał Aedan, z afektem ściskając palce ChriKiwnęła tylko 
głową i poczuła, że do oczu napływają jej łzy. Ani Stephen, ani Edgar nigdy nie okazaliby jej 
takiej czułości. - Odiocznijcie przez chwilę - powiedział John, kiedy trwali w tej samej pozie 
już przez kilka minut. - Idzie naprawdę świetnie, aż przyjemnie was rysować. Mam pewien 
pomysł, co. będzie następne. Aedanie, czy mógłbyś mi pomóc przenieść ten stolik? Aedan 
pospieszył mu z pomocą i razem przenieśli nieduży, ale masywny stolik w pobliże Christiny. 
Potem John pokazał im pierwszy ze swoich szkiców. Podziwiali wprawne, płynne kreski, 
którymi uchwycił ich pozę. - Teraz książę przychodzi do księżniczki przez okno wwieży. Ona 
wita go z otwai-tymi ramionami - oznajmił John. - Aedanie, użyj stolika, tak jakby był 
parapetem. Musisz wyglądać tak, jakbyś właśniewszedi przez okno. Aedan uniósł kolano, 
jakby się wspinał. Drugą stopę oparł mocno na podłodze. Potem skinieniem dał znać 
Christinie, by się do niego zbliżyła, ruszyła natychmiast jak żelazo przyciągane przez 
magnes. - Wybaczcie, jeśli czujecie się przez to trochę dziwnie, ale następna poża wymaga 
raczej żarliwych uścisków. Musisz rzucić się w jego ramiona, niemądra - ciągnął, gdy 
Christina okazała wahanie. - Tak, tak, i zobaczysz, jak cię powita. Dotknął pleców siostry i 
lekko pchnął ją w kierunku Aedana. Piersi Christiny, osłonięte tylko jedwabiem i bawełną, 
otarły się o jego tors. Cała poza, chociaż udawana, mimo wszystko wydawała się w jakiś 
sposób naturalna. Christina musiala na moment przymknąć oczy i głęboko oddychać, by nie 
stracić panowania nad sobą. Aedan otarł się czołem o jej czoło, oddechem pieścił jej 
policzek. Christina, podtrzymywana przez jego ramiona, cieszyła się, że on nie wie, po jakich 
ścieżkach błądzą jej myśli, i nie czuje, jak mocno bije jej serce. - Jak oni się nazywali? - 
spytał John, szkicując w pośpiechu. - Aedan mac Brudei i... - urwał Aedan. - Liadan - 
dokończyła Christina. - Owszem, Liadan. Skąd o tym wiesz? - szepnął Aedan. - Sądziłem, że 
wie o tym tylko rodzina. Ojciec nie umieścił tego imienia w swoim poemacie, zachował ten 
szczegół dla bliskich. - Oglądałam stary pergamin w Księdze Dundrennan, pamiętasz? Imię 
napisano na marginesie. - Naprawdę? - zdziwił się. - Chciałbym to zobaczyć Christina 
kiwnęła głową, lekko potarla przy tym nosem o jego nos. Znów przymknęła oczy, czując 
ponowny napływ pożądania. Zastanawiała się, czy on również tak reaguje, ponieważ palce 
obejmujące ją w talii zrobiły się jakby gorętsze. - Zostańcie tak, jest wspaniale! Bardzo dobrze 
- rzucił John, zaabsorbowany pracą. Aedan westchnął cicho, usłyszała to tylko Christina. 
Stała z zamkniętymi oczami, bojąc się ruszyć lub odezwać, i nagle poczuła lęk, bo 
uświadomiła sobie ostatecznie, że się w nim zakochała. - Jak brzmiał pierwszy wers w 
scenie, w której książę i księżniczka spotykają się po raz pierwszy? -. spytał John, nie 
przerywając szkicowania. - Ach, już sobie przypomniałem... Spojrzenie, szept, dotknięcie 
dłoni, Dusze spiecione, pragnienie rośnie: Burzliwa sila przemknęla jak jastrząb, Sięgając w 
sama glębię czasu. Miłość od pierwszego wejrzenia. Christina nagle zdała sobie sprawę z 
tego, co poczuła w chwili, gdy chwilę po przyjeździe do Dundrennan podniosła wzrok i ujrzała 
postać Aedana w oknie, a także w momencie, gdy popatrzyła mu w oczy po upadku ze 
schodów pod drzwiami jego pokoju. To było niepowstrzymane wzajemne przyciąganie się 
dwóch dusz. Poszukiwanie swojej drugiej bliźniaczej połowy. Zakochała się w Aedanie 
MacBride w momencie, gdy go ujrzała, i z każdym kolejnym spotkaniem kochała go coraz 
mocniej. On jednak, nawet gdyby czuł podobnie, nie zaakceptowałby takich uniesień. 
Powinna więc również je odrzucić. Westchnęła ze smutkiem. - Jesteś zmęczona? - spytał 
Aedan szeptem. Christina lekko pokręciła głową. - Nie ruszajcie się. Tak jest idealnie - 
szepnął John, gdy przeciągała się cisza, wypełniona tylko skrobaniem kredy. - Naprawdę 
idealnie. - Niech diabli wezmą to wszystko! - zaklął Aedan, przeszukując papiery i mapy 
rozrzucone na stole w bibliotece. Minęły dwa dni, odkąd wraz z Christiną pozowali Johnowi. 
Zadawał sobie pytanie, czy John jeszcze kiedyś ich o to poprosi. Tymczasem umówił się ze 
swoim asystentem, by przedyskutować pewne kwestie, związane z budową drogi. - Musi być 
jakieś inne rozwiązanie! Podaj mi tę drugą mapę. Tę wojskową mapę wrzosowisk. Rob 

background image

Campbell, którego wypłowiałe od słońca włosy połyskiwały teraz złotem w słonecznych 
promieniach, wpadają. cych przez okno biblioteki, przesunął mapę po stole. - Przecież obaj 
przeglądaliśmy te mapy już wiele razy, sir - powiedział cicho. Jest niewiele dobrych 
rozwiązań. Możemy poprowadzić drogę po drugiej stronie Cairn Drishan lub wokół podstawy 
wzgórza... - Wprost przez podwórko Effie MacDonald - dokończył Aedan. - Nie zgadzam się 
na to. - Nachylił, się, by jeszcze uważniej przyjrzeć się okolicy, starannie wymierzonej i 
wyrysowanej na najświeższej mapie sporządzonej przez wojsko. W zamyśleniu sunął po niej 
palcem. - Effie mówiła, że się zgodzi - powiedział Rob. - Po prostu czuła się do tego 
zmuszona. Bez wątpienia nie chce stracić domu, w którym mieszkała przez całe życie. I ja 
bym nie chciał, aby tak się stało. Obiecałem ojcu, że nigdy nie wyrzucę żadnego z naszych 
dzierżawców. Odmówiłbym, nawet gdyby zażądała tego królowa. - Sir, poprowadzenie drogi 
przez Ziemię Effie to o wiele lepsze rozwiązanie. W innym wypadku, gdyby droga miała biec 
po przeciwnej stronie wzgórza, musielibyśmy przedzierać się przez skały na jeszcze 
dłuższym odcinku niż ten, który mamy za sobą. To by wymagało dokonania wielu eksplozji, a 
Muzeum zakazuje nam przecież użycia prochu, przynajmniej na razie. Robert zerknął na 
Christinę Blackburn, która w drugim końcu biblioteki siedziała zwinięta na skórzanym fotelu, 
zatopiona w lekturze. - Wiem. - Aedan wyciągnął następną mapę, by porównać ją z 
poprzednią. Ołówkiem wyrysował ponownie profil wzgórza, chociaż biurko i tak było już 
zaśmiecone rysunkami przedstawiającymi Cairn Drishan od różnych stron. - Gdybyśmy wcięli 
się tu i tu - powiedział, wskazując na miejsca strzał ką - przy użyciu skromnej ilości prochu, 
żeby zminimalizo wać ilość gruzu i odlamków, przebilibyśmy się prędko, ale ta trasa byłaby 
dłuższa i bardziej stroma, aniżeli ta Zaprojektowana pierwotnie. - Moglibyśmy zmienić stopień 
nachylenia, wykonując drobne poprawki przy prowadzeniu drogi w górę zbocza, a potem dół 
- powiedział Rob. - To by było po drugiej stronie wzgórza, w bezpiecznej odległości od 
znaleziska, od tego starego muru. Aedan kiwnął głową. - Jesli mamy ukończyc drogę do 
czasu wypadu krolowej z Glasgow do Dundrennan, powinniśmy rozpocząć prace na 
tychmiast. Rob pokiwał głową i zaczął się uwazniej przygiądac mapom rysunkom, a Aedan 
skorzystał z okazji i zerknął na Christinę. Ostatnio więcej czasu spędzał w bibliotece. Uznał, 
że duży stół jest wygodniejszy, a naturalne światło lepsze. A jeszcze większą przyjemność 
odczuwał, gdy Christina również tu pracowała. Nabrał teraz zwyczaju szukania jej wzrokiem 
za każdym razem, gdy wchodził do biblioteki, i odczuwał lekkie ukłucie podniecenia na jej 
widok, nieprzyjemne rozczarowanie, gdy jej nie zastawał. Lubił słuchać skrobania jej pióra po 
papierze, gdy zajmowała się pisaniem listow, lubił wiedziec, ze Jest i gdzieś blisko, zwinięta 
w fotelu i zaczytana, lub usadowiona przy stole nad rozłożoną Księgą Dundrennan. Kiedy tu 
była, biblioteka wydawała się jakby cieplejsza i bardziej przytulna, bez względu na rodzaj 
pogody i oswietlenia Czasami dochodził do niego leciutki aromat róż i lawendy, mieszający 
się z zapachem starych książek, a czasami słychać było cichutki szept jedwabnych spódnic. 
A najbardziej ze wszystkiego lubił, gdy odkładała pióro albo książkę i podchodziła cło niego. 
Okazywała szczere zainteresowanie jego prac mapami, którymi się posługiwał, czy 
sporządzanymi przez niego rysunkami. On natomiast chętnie pytał o postępy poczynione w 
przekładzie lub o przemyślenia związane z książką, którą właśnie czytała. Nie bardzo 
obchodziło go, której konkretnie książki to dotyczy. Słowo pisane nie miało dla niego takiej 
magii, jak dla jego ojca, siostry czy Christiny. Pytał, ponieważ pragnął poznać jej myśli i 
słuchać melodyjnego, leciutko zachrypniętego głosu. Pytał, by móc obserwować jej twarz, 
fascynującą ją niewinnością połączoną z nieodpartym urokiem. Kiedyś w bibliotece 
dominowała osobowość jego ojca, jego wigor, intelekt, niezwykła pamięć. Ale cicha obecność 
Christiny wprowadziła subtelne, lecz wyraźne zmiany w sposobie, w jaki Aedan postrzegał to 
pomieszczenie. Biblioteka należała teraz do niej niemal w równym stopniu co kiedyś do ojca. 
Chociaż nie miał na to dowodów, to jednak uważał, że sir Hugh nie miałby nic przeciwko 
temu. Poeta z pewnością polubiłby Christinę, spodobałaby mu się jej miłość do książek i 
opowieści, zamiłowanie do historii, jej talent i refleksyjne usposobienie. - Co pan ądzi na ten 
temat? - spytał Rob. Aedan zamrugał zdezorientowany. - Ach, chodzi ci o wzgórze. 
Powinniśmy rozpocząć prace najszybciej jak tylko się da. - Tak właśnie powiedziałem. 
Moglibyśmy posłać grupę ludzi do kopania po tej stronie wzgórza. Niech usuną krzaki, 
wrzosy, korzenie i luźne skały. - Dobrze. Możemy też posłać stalową bestię, żeby zaczęła 
wytyczać nową trasę, zanim przystąpimy do wybuchów. - W porządku. - Rob wstał i zebrał 
część swoich papierów do skórzanej tećzki,. - Pójdę porozmawiać z Angusem Gowanem o 
konieczności oględzin zbocza po drugiej stronie wzgórza. Czy pan wraca na miejsce budowy 
razem ze mną, sir? - Co? Nie. Muszę przygotować kilka szkiców do nowego planu. Zajmę się 
tym teraz - oświadczył Aedan i skinął Robowi głową na pożegnanie. Usiadł potem na krześle i 
z ołówkiem w ustach zamyślony obserwował Christinę, usadowioną w ulubionym przez jego 
ojca skórzanym fotelu, z ulubionym terierem ojca, uśpionym jej stóp. Zobaczył, że 

background image

popołudniowe słońce jakby rozpaliło ogień w jej gęstych ciemnych włosach. Upłynęła dość 
długa chwila, zanim znów mógł skupić się na swoich mapach. - Pani Blackburn! - zawołał 
Hector. - Powinna pani przyjść to zobaczyć! Chmury zakryły akurat gorące poranne Słońce, 
gdy Chri stina podniosła wzrok. Siedziała na skale, pisząc kolejny list do Edgara, w którym 
chciała mu przekazać, iż wie już, że z Ziemi wyłaniają się kamienne fundamenty piktyjskiego 
do mu. Po kilku dniach kopania odsłoniła się ich większa część. - O co chodzi, panie 
MacDonald? - spytała. - Wydaje mi się, że coś znaleźliśmy. - Och! - Christina odłożyła 
pudełko, w którym mieścił się papier, pióro i kałamarz, i niemalże potykając się w pośpie chu, 
pobiegła do miejsca, gdzie stal kierownik robót razem z Angusem Gowanem. Bracia 
Gowanowie, którzy sumiennie pracowali przez cały poranek, cofnęli się. Szpadle wciąż trzy 
mali w rękach, a twarze mieli zakurzone. - Jeden z kamieni poruszył się odrobinę, kiedy tu 
czyścili smy - oznajmił Angus Gowan - Ten płaski w posadzce Za kołysał się, wyglądało na 
to, że jest obluzowany. - Podważyliśmy go więc dodał Donald Gowan. - I niech pani spojrzy, 
co znaleźliśmy. Christina ujrzała ciemną szczelinę w ziemi, wypełnioną dziwacznymi cieniami 
Uklękła czym prędzej i zajrzała do środka. Zobaczyła pomieszczenie o równych liniach, 
oblożo polnym kamieniem. Wzdłuż przeciwległej ściany widać było zaokrąglone kształty, 
najwyraźniej garnki czy kadzie. - Czy ten kamień da się bardziej odsunąć, panie MacDo nakł?
- Oczywiście, kochana. Umieszczony jest na czymś w ro dzaju kamiennej dźwigni, jak gdyby 
miał służyć do otwiera nia. I niech tylko pani spojrzy, są stopnie, które prowadzą w dół. Jak 
pani myśli, to jakiś grób? A może znaleźliśmy królewskie skarby? - powiedział radośnie 
Hector, zacierając ręce. Christina otrzepała Ziemię z dłoni i cofnęła się odrobinę, 
przepuszczając Gowanów, by odsunęli całkiem potężny kamień, a prostokątne wejście lepiej 
się odsłoniło. Angus Zapalił oliwną lampkę i oświetlił nią nowo odkryte pomieszczenie. 
Christina znów zajrzała do środka, kształty widać było teraz znacznie wyraźniej. 
Rzeczywiście pod ścianą stało kilka wielkich pojemników. Z uśmiechem odwróciła się do 
mężczyzn. - Być może znajdziemy kadzie pełne wina albo dzbany ziarna, ale nie złoto, panie 
MacDonald. To schowek, nazywany souterrain, czyli pomieszczeniem poniżej poziomu ziemi. 
Trochę tak jak spiżarnia. - Sute.., co? Spiżarnia wykopana W Ziemi? Ci ludzie, którzy tu 
mieszkali, mieli coś takiego? - O tak. Mieli w swoich domach rozmaite wyrafinowane 
udogodnienia, takie luksusy, jak kredensy w ścianie, półki, a nawet oddzielne ubikacje. - Och, 
niech mi pani o tym nie mówi - zaczerwienił się Hector. - Takie piwnice jak ta są dość 
powszechne w tego rodzaju domach. W chłodzie żywność dłużej utrzymywała świeżość. W 
tych glinianych dzbanach zapewne przechowywano ziarno. - Wstała i zebrała spódnice. - 
Chciałabym zejść tam na dół, moglibyście przysunąć mi drabinę? Hector skinął na Gowanów, 
a oni czym prędzej przyciągnęli drabinę, z której wcześniej korzystali przy czyszczeniu 
wyższych partii muru, odkrytego w szczelinie na zboczu, - Chce pani oglądać ziarno i stary 
popsuty ser, który leży tu od tysiąca lat? - spytał Hector, wzruszając ramionami. - Lepiej się z 
tym wstrzymać, kochana. Poślemy tam najprzód Donalda, może być niebezpiecznie. To 
dzielny chłopak. Donaldzie! - nakazał. Christina wręczyła młodemu góralowi lampę, a on 
ostrożnie zszedł na dół. - Piwnice nie są zbyt ekscytujące, jak sądzę - powiedziała Christina. - 
Czytałam o nich, chociaż nigdy dotąd żadnej nie widziałam. Często używano ich jako 
składzików, zazwyczaj były to proste pomieszczenia wykopane w ziemi i obłożone 
kamieniem, by utrzymać chłód. Czasami zdarza się kilka połączonych ze sobą komór, a kiedy 
są wypełnione naczyniami kamiennymi i glinianymi, można dokonać interesujących odkryć. - 
A co może być interesującego w starych garnkach? - spytał Hector ani trochę nieprzekonany. 
- Wolałbym znaleźć garnki pełne złota. - Ja również, panie MacDonald. Ale to nam musi 
wystarczyć. Christina z trudem panowała nad ciekawością, zaglądając dół i patrząc, jak 
Donald krąży po piwnicy. Chociaż starała się udawać obojętną uczoną, to tak naprawdę 
znalezisko ogromnie ją podnieciło, w sekrecie bowiem zadawała sobie pytanie, czy na tym 
stanowisku znajdzie coś więcej oprócz pokruszonych kawałków kamienia. Donald podniósł 
głowę. - Nic tu nie ma oprócz tych starych dzbanów czy garnków. Kiedy wyszedl na górę, 
Christina natychmiast postawiła stopę na drabinie. -Proszę pani, proszę tam nie schodzić! - 
zaprotestował Hector. - Lordowi by się to nie podobało. - A dlaczego miałoby go to 
interesować? - zdziwiła się Christina. - Czyżby się obawiał, że znajdę złoto i ukradnę je dla 
muzeum? - Niech pani tak nie mówi. On się boi o pani zdrowie - odparł Hector. - Kazał nam 
bacznie uważać, gdzie pani stawia stopę, i uprzątać kamienie z ziemi, po której pani chodzi, 
tak żeby w każdym miejscu mogła się pani zatrzymać i spokojnie wypić filiżankę herbaty. - 
Tak powiedział? - Christina nie kryła zaskoczenia. - No, może nie dosłownie, ale bardzo 
podobnie - przyznał Hector. Angus z ożywieniem kiwał głową. - A mnie mówił: Angusie 
Gowan, macie nigdy nie zostawiać tej panienki samej na wzgórzu i niczego ma jej nie 
brakować, inaczej będę się gniewał. - Gdybym więc puścił panią na dół i coś by się stało - 
powiedział Hectór. - Gdyby się pani skaleczyła w paluszek albo pobrudziła sobie nos.., 

background image

dopiero lord by mi dał! Christina popatrzyła na niego, przez głowę jak szalone przelatywały jej 
myśli. Chociaż Hector wyraźnie sobie żartował, chciała wierzyć., że Aedan aż tak się o nią 
troszczy. - Jestem pewna, że lord martwi się o kolejne opóźnienie w budowie drogi albo że 
moglibyśmy tutaj odkryć coś ważnego podczas jego nieobecności. - On myśli tylko o pani, o 
niczym więcej. Nie puszczę pani na dcii, kochana, dopóki lord nie powie mi, że tam jest 
bezpiecznie. - A pan uważa, że w piwnicy jest niebezpiecznie? - spyta ła wprost. Hector 
wzruszył ramionami, spojrzał na Donalda, który powtórzył jego gest. - A więc dobrze - 
powiedziała Christina, zbierając spódnice i schodząc na dół. - Zaryzykuję. Jeśli lordowi 
miałoby się to nie spodobać, przyślijcie go do mnie. Zeszła w cienie. - To tylko zapasy 
starego owsa- burknął jeszcze podnosem Hector. Zszedłszy z drabiny, Christina stanęła na 
podłodze z ubitej ziemi. Zauważyła, że gliniane dzbany ustawione pod ścianą pomalowano w 
rozmaite wzory - żarówno geometryczne, jak i przedstawiające zwierzęta, dość prymitywne, 
lecz zarazem piękne. Bliższe oględziny potwierdziły, że wszystkie naczynia zapieczętowane 
są woskiem. Ogromnie pragnęła poznać ich zawartość, nie chciała jednak ruszać kurzu 
gromadzącego się na nich przez stulecia, ani też zakłócać spokoju i tajemnicy, jaką mogły w 
sobie kryć. Popatrzyła w górę na czekających mężczyzn. - To naprawdę cudowne! - 
powiedziała, a jej głos odbił się echem w chłodnym, zatęchłym pomieszczeniu. - Czy to jest 
złoto? - spytał Hector z nadzieją, zaglądając z góry do środka. Blask trzymanej przez niego 
latarni padł na Chrisrinę. - To tylko stare garnki, Hectorze, przyjacielu. - Christinie z radości 
prawie kręciło się w głowie. - Zejdź na dół i sam je zobacz. Hector westchnął z rezygnacją i 
ruszył po drabinie. - Robię to tylko dla ciebie, kochana! Jeszcze więcej błota. Ta droga jest 
naprawdę przeklęta, pomyślał Aedan. Odgarnął palcami włosy i rozejrzał się po placu 
budowy. Po kolejnej nocnej burzy i ulewie pojawiło się jeszcze więcej błota. Jego ludzie stali 
rzędem wzdłuż brzegu, szpadle i łopaty wydawały plaśnięcia, praca posuwała się wolno. 
Maszyna parowa, jaskrawoczerwona w pochmurnym świetle, sapała i pluła w równym rytmie, 
podnosząc ciężką od wody ziemię. Jeden z mężczyzn wskoczył na platformę, na której stała 
stalowa bestia, i na wszelki wypadek sprawdzał zawory. Rob Campbell podszedł do Aedana. 
- Mimo wszystko uczyniliśmy jakiś postęp, sir - stwierdził. - Jeszcze pół mili czyszczenia i 
kopania, a dotrzemy do tego odcinka drogi z Glasgow, który ukończyliśmy w ubiegłym roku. 
Potem jeszcze warstwa pokruszonego kamienia, a później... - Wzruszył ramionami, 
spoglądając na Aedana. - Mamy jeszcze blisko miesiąc, może się nam udać. - Owszem, być 
może, jeśli zdołamy dostatecznie szybko się przeciąć przez drugie zbocze Cairn Drishan - 
odparł Aedan. - Oczywiście przy założeniu, że nie natkniemy się na kolejną starożytną 
budowlę - dodał cierpko Rob. Popatrzył na pobliskie zbocze wielkiego wzgórza. - Czy pani 
Blackburn miała jakieś wiadomości od sir Edgara? - Dostała od niego list i przypuszczam, że 
na niego odpowie, lecz nie wiem nic więcej. W przyszłym tygodniu sam wybieram się do 
Edynburga, lecz tego człowieka zamierzam unikać. - Rozumiem, że planuje pan towarzyszyć 
pannie MacDonald i jej babci podczas wizyty u doktora. Dora, to znaczy panna MacDonald, 
powiedziała mi o pańskiej propozycji. Chciałem panu bardzo podziękować. - Nie ma za co. 
Jestem pewien, że postąpiłbyś tak samo, gdybyś miał taką możliwość. - 0, tak! Zresztą 
wybrałbym się z wami, gdybym nie był potrzebny tu podczas pańskiej nieobecności. Bardzo 
chciał- bym... wesprzeć pannę MacDonald. - Wydaje mi się, że twoja przyjaźń z panną 
MacDonald stała się bardzo bliska. Effie wspomniała o czymś takim. - To prawda. I bardzo 
się z tego cieszę, sir. Mam nadzieję, że Dora również tak myśli, lecz wydaje mi się, że muszę 
jeszcze trochę poczekać. - Pewnie tak, ale jeśli kuracja poprawi jej wzrok, to może chciałbyś 
starać się o jej rękę - zasugerował delikatnie Aedan. Rob zmarszczył czoło. - Pan uważa, że 
to, czy ona widzi, czy nie, może zmienić moje uczucia? Będę się starał o jej rękę, jak tylko mi 
na to pozwoli. - Ach, tak? Kiedy byłem tam ostatnim razem i wspomniałem o tobie, Dora 
zaczerwieniła się jak piwonia. Wolała słuchać nowin o Robercie Campbellu niż o lordzie - 
uśmiechnął się Aedan. - Nawet rozmowa o naszym wyjeździe do Edynburga nie 
zainteresowała jej tak bardzo, jak opowieść o tym, że pozowałeś do postaci szkockiego 
bojownika na fresku Johna. Opowiadałem jej, że byłeś ubrany w tunikę, a w rękach trzymałeś 
tarczę i miecz z kolekcji mojego ojca. Zatroszczyłem się też o to, by dodać, że wyglądałeś 
naprawdę świetnie jako starożytny wojownik Młoda dama słuchała z wielkim podziwem. Rob 
roześmiał się. - Dziękuję. To mi może bardzo pomóc. Na razie nie mam całkowitej pewności 
co do jej uczuć, dlatego staram się zachować ostrożność. - Mój przyjacielu - powiedział 
Aedan. - Ostrożność jest rzeczą bardzo pożądaną, gdy chodzi o proch i maszyny parowe, 
natomiast sprawy serca wymagają niekiedy raczej odwagi i śmiałości aniżeli ostrożności. - 
Mam wrażenie, że mówi pan z własnego doświadczenia. - Rob przyglądał mu się uważnie. 
Aedan wzruszył ramionami. - Przekonałem się, że niektórzy mężczyźni odważą się na 
wszystko, tylko nie na miłość. Tej ostrożności mogą później żałować. Nie bądź jednym z nich. 
- Próbuje pan przez to powiedzieć, że Dora wolałaby wiedzieć, co do niej czuję? - Właśnie 

background image

tak. - To rzeczywiście może wymagać odwagi. Wierzę wciebie. - Aedan popatrzył na stalową 
bestię, która znów zaczęła charczeć. - Robie, idź, proszę, i wyłącz tę piekielną maszynę. 
Dość się już dzisiaj napracowała. - Dobrze - odparł Rob i odszedł. Aedan ze zmarszczonym 
czołem, myśląc o własnej utraconej szansie na miłość, przeniósł wzrok na widoczny w oddali 
wysoki szczyt Cairn Drishan. Wcześniej zauważył tam drobną figurkę, tkwiącą w pobliżu 
miejsca, gdzie znaleziono stary mur. Była tam teraz, ciemną spódnicę wydymał wiatr, biała 
bluzka i słomkowy kapelusz stały się dobrze widoczne w szatym świetle nadciągającej burzy. 
Zmrużył oczy, bacznie się jej przyglądając. Drobna figurka kobiety była taka delikatna w 
porównaniu z masywem wzgórza, a jednak wiedział, że Christina jest zdecydowana, mimo 
wagi zadania, które miała wykonać, niezrażona nawet gwałtownymi porywami wiatru. 
Podziwiał jej siłę i upór, choć jej dążeniakłóciły się z celami, które on sobie wyznaczył, i z jego 
determinacją. Przesłonił oczy przed słońcem, zadając sobie pytanie, czy ona może go teraz 
widzieć, czy odgaduje jego nastrój i czy czuje takie samo przyciąganie, jak gdyby połączyła 
ich niewidzialna nitka pajęczyny. Zapragnął nagle iść do niej, wyznać swoje uczucia zgodnie 
z radą, której przed chwilą udzielił Robowi Campbellowi. Tak bardzo jej pragnął, a 
intensywność tego pragnienia wstrząsnęła nim, wprawiła w ogromne zdumienie, brakło mu 
jednak odwagi, by jej to wyznać. Jeśli klątwa rzucona na jego przodków naprawdę miała moc, 
to wyznanie Christinie prawdy o jego uczuciach skazałoby ją na śmierć. Aedan nie był z 
natury bojaźliwy ani przesądny, lecz takiego ryzyka nie mógł podjąć. Słysząc grzmot, 
podniósł głowę i ujrzał zielonkawoszare chmury, nadciągające od zachodu. Przeklął cicho, 
uświadamiając sobie, że kolejny deszcz przyniesie jeszcze więcej błota i spowoduje dalsze 
opóźnienia. Znów rozległ się grzmot, powietrze drgało jak żywe, wprost naładowane burza,, 
ale uczucia, które teraz nim targały, wydawały się jeszcze potężniejsze, mające moc 
całkowicie odmienić jego życie. Zmiana. Czuł jej nieuniknioną siłę, bał się jej, nie wiedział, 
dokąd go zaprowadzi. Nie lubi! zmian, ale był realist zdawał sobie sprawę, że tak naprawdę 
już się zaczęły. Nie mial tylko pewności, czy dalej będzie się im opierał, czy też w końcu się 
podda. Grube krople deszczu spadły mu na ramiona. Ruszył w stronę swoichiudzi, wołając 
do nich, że mają natychmiast zakryć metalowego potwora, zanim zacznie rdzewieć. - 
Wolałbym, żeby nie zostawała tu pani sama - powiedział Aedan. - Zbiera się na burzę. Nie 
tak dawno spadło kilka kropli deszczu, a te chmury wyglądają naprawdę złowieszczo. 
Christina zdumiona popatrzyła w górę przez czarną koronkę spadającą z ronda jej 
słomkowego kapelusza. Klęczała i z tej pozycji rosła postać Aedana odcinała się ostrą 
sylwetką od ołowianego nieba, wydając się przez to jeszcze wyższa. Patrzył na nią gniewnie, 
ręce miał zaciśnięte w pięści i wyglądał na bardzo niezadowolonego. Christina, wracając cło 
przerwanej pracy, przyłożyła miarkę do fragmentu kamiennego sklepienia piwnicy. - Dzień 
dobry, sil-. Nie roztopię się na deszczu - odparła sztywno. - Nie chodzi o deszcz. Groźne jest 
błoto i osunięcia się skal. Zawsze kiedy pani tu przychodzi, powinien pani ktoś towarzyszyć. 
Kiedy szedłem z Dundrennan, widziałem Hectora na wrzosowisku. - Podniósł głowę, bo 
ziemią wstrząsnął kolejny przeciągły grzmot. - Mówił mi, że pani chciała, bym tu przyszedł. 
Pomyślałem, że może pani czegoś potrzebować, dlatego tak się spieszyłem. Potrzebuję 
ciebie, pomyślała. Rzeczywiście pragnęła go sercem i duszą, lecz nie mogła tego okazać, 
ledwie przed sobą się do tego przyznawała. - Doskonale radzę sobie sama. Aedan rozejrzał 
się dokoła. - A gdzie Gowanowie? - Skoro koniecznie musi pan liczyć swoich ludzi, to pan 
MacDonald wybrał się na lunch do swojej matki, a Angus i je- go synowie poszli razem z nim. 
Ja również byłam zaproszona, pomyślałam jednak, że skończę tę część pracy, nim zejdę ze 
wzgórza. Sięgnęła po notatnik, zapisała w nim wyniki pomiarów, a potem rozwinęła taśmę 
mierniczą wzdłuż dłuższego boku kamieńia, wyciągając się, by dosięgnąć do jego końca. 
Aedan chwycił metalową końcówkę i pomógł jej wykonać pomiar. - Burza nadciąga, mogłoby 
się pani przytrafić coś złego. Sześć i pół stopy - dodał, puszczając taśmę. Christina zapisała 
wymiar. - Nie jestem bezradna, sir. Potrafię w razie potrzeby znaleźć schronienie. Ale 
ponieważ pan tu jest, to może mnie pan ocalić, jeśli używanie taśmy mierniczej okaże się 
zbyt wielkim wysiłkiem i zemdleję - burknęła, rzucając taśmę przed siebie. Aedan prychnął 
tylko i pomógł jej zmierzyć kolejną krawędź kamienia. Christina zrobiła w notatniku prędki 
szkic, zanotowała wymiary, ani przez moment nie tracąc świadomości, że Aedan stoi tuż 
obok. Od czasu do czasu zerkała na niego spod ronda kapelusza. Z jedną nogą wspartą o 
mur, z czarnym surdutem przerzuconym przez ramię, wprost. promieniował niezwykłą siłą. 
Lekki podmuch wiatru załopotał w podciągniętych rękawach białej koszuli i zmierzwił ciemne 
włosy. Aedan sprawiał wrażenie, że jest mu znacznej chłodniej i wygodniej niż Christinie. 
Ona, w rękawiczkach, w kapeluszu, owinięta kilkoma warstwami spódnic, pragnęła być choć 
w połowie tak nieskrępowana jak on. Z uwagi na panujący tego dnia upal, a także na 
charakter pracy, pod ciemną szarą spódnicą miała jedynie trzy halki, zrezygnowała też z 
gorsetu, dzięki czemu długa wspinaczka w rejon wykopaliska była o wiele łatwiejsza i nie wy-

background image

w woływała siódmych potów. Mimo to nawet teraz, chociaż rozpięła górny guzik lnianej 
bluzki, między piersiami spływał jej pot, podobnie jak na plecach, pod halką i staniczkiem. 
Wyjęła nieduży wachlarz, by choć trochę schłodzić twarz i szyję, ciesząc się, że rondo 
słomkowego kapelusza rzuca cień na jej twarz. - Odrobina deszczu pozwoli nam odpocząć 
od tego upału - powiedział Aedan. - Chyba jest pani gorąco, pani Blackburn? Mam przy sobie 
trochę lemoniady, wprawdzie nie tak chłodnej jak rano, kiedy pani Gunn mi ją wręczała, ale 
przynajmniej jest mokra. - Wyjął srebrną butelkę owiniętą skórą. Christina z wdzięcznością 
napiła się słodko-cierpkiego płynu i oddała mu butelkę. - Widzę, że praca bardzo posunęła 
się naprzód od czasu, gdy byłem tu ostatnio - stwierdził Aedan, rozglądając się dokoła. - 
Odkryła pani coś szczególnego? Jakieś stosy złota, kufry pełnę srebra, coś w tym rodzaju? - 
W jego głosie pobrzmiewało raczej rozbawienie niż sarkazm. - Odsłoniliśmy dalszą część 
muru, uważam, że to fundamenty starożytnego piktyjskiego domostwa. A ta dziuraw Ziemi to 
składzik. - Stanęła i zaczęła otrzepywać ręce. Aedan zmarszczył czoło. - Starożytne piktyjskie 
domostwo? Jest pani o tym przekonana? - Z całą pewnością nie jest to współczesna 
budowla. ściany są zaokrąglone i grube prawie na sześć stóp. Nie jest to forteca, ale bez 
wątpienia dość szacowna budowla jak na owe czasy. Tam jest wejście do domu, czy też 
wieży, z zawalonym nadprożem. Widzi pan ten długi kamień? Aedan w milczeniu podszedł 
do starego muru i dotknął go zamyślony. Christina ruszyła za nim. - Ta prostokątna nisza w 
ścianie to kamienny kredens, a te trzy podłużne wgłębienia w murze to łóżka. Na środku zaś 
jest palenisko. Christina oprowadzała Aedana po znalezisku. - Przytulnie - stwierdził. - A więc 
to mimo wszystkę nie jest czarna chata. Chyba muszę przyznać się do klęski, pani 
Blackburn. - Popatrzył na nią przez ramię. - Nigdy nie byliśmy w stanie wojny - powiedziała 
cicho, a on z powątpiewaniem uniósł brew. Christina kontynuowała: - Ta budowla wykazuje 
pewne cechy wspólne z siedzibą piktyjską. Mój wuj analizował starożytne ruiny na północy, 
gdy pisał swoją Historię Szkocji Celtyckiej, a ja trochę z nim podróżowałam, by zbadać 
niektóre z nich. Te tutaj są bardzo podobne do tych, które wówczas widzieliśmy. Aedan 
podszedł do otworu w ziemi. - A ta dziura? - To piwnica. Podziemna komora. .- Poszła za 
nim. - Odkryliśmy ją dzisiaj rano. To spiżarnia obłożona kamieniem. W środku jest ponad 
tuzin dużych glinianych naczyń. - Rozumiem. - Przykucnął i zajrzał w dół przez otwór. - Wie 
pani, co mogą Zawierać? - Ziarno. Najprawdopodobniej owies albo jęczmień. A może Oliwę 
lub wino. To ekscytujące odkrycie. Sądzę, że Edgar i pozostali dyrektorzy będą bardzo 
zadowoleni. Dundrennan może stać się słynne już przez samo to znalezisko. Aedan przetarł 
oczy i westchnął. - A więc to już koniec. - Koniec? Ależ, Aedanie, to zaledwie początek! - Nie 
mogła zrozumieć, co go martwi. Wiatr przybrał na sile, szarpał teraz jej spódnicą i wstążkami 
od kapelusza, musiała przytrzymać go ręką. - Miałam nadzieję, że będziesz zadowolony. - 
Zadowolony? - Zajrzał w czarną jamę i nic więcej nie powiedział. Z nieba spadły grube krople 
deszczu, stukając o Ziemię i kamienie. Prędko zmoczyły im ramiona. - Równie dobrze 
możesz mi teraz pokazać tę swoją spiżarnię. Przynajmniej ochroni nas trochę przed burzą. 
Za długo tu zabawiliśmy i w końcu nas przyłapała. - Kiedy podawał jej rękę, zarycza£ grzmot. 
Christina popatrzyła na złowieszcze ołowiane niebo i zobaczyła srebrny błysk przecinający 
chmury. Ujęła dłoń Aedana i pozwoliła, by pomógł jej zejść na dół po drabinie. Ulewa 
rozpętała się na dobre. Bez względu na to, czy kadzie były pełne ziarna czy złota, jego 
szanse na poprowadzenie drogi przez tę cześć Cairn Drishan przepadły. Co gorsza, nie był 
pewien, czy zdoła zatrzymać Dundrennan House. Aedan westchnął i oparł się o zatęchły 
mur. Siedział z jednym wypiła dwa łyki, lekko się wstrząsnęła i oddała whisky Aeda kolanem 
podciągniętym i rozglądał się po niewielkiej spiżarni. W cieniu stały dwa rzędy wysokich do 
pasa, zaokrąglonych glinianych naczyń. Ich zakurzone uchwyty zdobiły malowane 
geometlyczne wzory. Stały tak, niesamowite i ciche, pełne sekretów. Te proste gliniane 
naczynia miały moc położenia kresu jego projektom i gwałtownego odmienienia Jego życia. 
Ojciec byłby zachwycony odkxyciem tych kilku zwyczajnych garnków w jamie w ziemi. 
Siedząc po ciemku, Aedan uśmiechnął się Ze smutkiem, żałując, że sir Hugh MacBride nie 
może tego zobaczyć. On sam nie mial innego wyboru, musiał zaakceptować znaczenie tego 
znaleziska ze wszelkimi konsekwencjami i próbować radzić sobie z nimi najlepiej jak potrafił. 
Zerknął na Christinę, która skrobała coś w swoim notatniku przy świetle przyniesionej tu 
wcześniej przez kopaczy olejnej lampki. Zostawili także kilka świeczek, brezentową płachtę, 
drabinę i kilka derek, na których Christina i Aedan teraz siedzieli. Deszcz stukał o kamienne 
sklepienie, które częściowo osłaniało piwnicę. Po jednej ścianie spływała woda, wijąc się 
błotnistą strużką po klepisku. Aedan w końcu wstał, wziął brezentową płachtę i wspiąwszy się 
po drabinie, zakrył nią otwór wejściowy. - Jeśli to miejsce jest naprawdę takie stare - 
zagadnął - to chyba nie chcemy, żeby zmokło. - Bardzo ci dziękuję - powiedziała Christina, 
odkładając ołówek i notatnik na bok. Objęła się ramionami, drżąc z zimna. - Na wzgórzu w 
słońcu było gorąco, ale tutaj panuje okropny chłód. - Cóż, to przecież piwnica - przypomniał 

background image

Aedan. - Poza tym oboje zmokliśmy. Powinniśmy przesiąść się tam, z dala od miejsca, w 
którym cieknie. Przenieśli się do mrocznego kąta, bliżej glinianych naczyń, a dalej od otworu 
wejściowego. Christina rozłożyła obie derki, Aedan usadowił się w kącie, ona przycupnęła 
obok. Z wewnętrznej kieszeni surduta wyciągnął małą srebrzoną butelkę. - Lemoniada już się 
skończyła, ale mam tu trochę whisky, która odrobinę nas rozgrzeje - rzekł, podając jej 
butelkę. Właściwie spodziewał się, że Christina odmówi, ona jednak wypiła dwa łyki ,lekko się 
wstrząsneła i oddała whisky Aeda nowi. On też się napił. W podziemnej izbie unosił się 
zapach ziemi i kamienia. O brezent rozpostarty nad ich głowami rytmicznie stukał deszcz. 
Gdżieś na zewnątrz rozległ się huk grzmotu. Christina leciutko zadrżała i przycisnęła się do 
Aedana ramieniem. Objął ją, pragnąc podzielić się z nią ciepłem własnego ciała. Zadne nie 
odezwało się ani słowem. Wsłuchując się w odgłosy burzy, Aedan poczuł, że jego 
wcześniejsze zniecierpliwienie się rozpływa, ogarnęło go niemal magiczne poczucie 
zadowolenia. Tu, w tej mrocznej, wykopanej przed wiekami jamie, przebywanie z Christiną 
wydawało się całkowicie słuszne, pozbawione bodaj cienia nieprzyzwoitości. Znów huknął 
grzmot, po którym nastąpił ostry trzask błyskawicy. Christina lekko się wzdrygnęła, Aedan 
delikatnie przyciągnął ją do siebie. Nie protestowała, z całą naturalnością przytuliła się do 
niego, lekko się obraćając, by obojgu było wygodniej. Ręce skromnie złożyła na kolanach. 
Pod warstwami spódnic wyprostowała nogi, wystawaly jedynie czubki mocnych skórzanych 
butów. Aedan podciągnął jedno kolano i oparł na nim rękę, drugim ramieniem wciąż 
obemowal Christinę. Rondo słomkowego kapelusza dźgało go w szczękę. Musiał odchylić 
głowę. - Madame, proszę, pozbądź się tego nakrycia głowy, zanim wydłubiesz mi nim oko. - 
Ach! - wykrzyknęła z przejęciem Christina. Czym prędzej rozwiązała czarne satynowe 
wstążki i zdjęła kapelusz. Aedan przygładził jej włosy, bo kilka kosmyków wymknęło się z 
koka. Pozwoliła mu na to, a on miał wrażenie, że od tej niewinnej pieszczoty przeszyi go 
ogień. Czuł jej oddech na swoim policzku. Ogarnęło go gwałtowne pragnienie, by ją 
pocałować, lecz jednak mu się oparł. Kilka dni wcześniej ustalili przecież, że pozostaną tylko 
przyjaciółmi. Wieczorne pozowanie Johnowi za każdym razem było wielką pokusą, która 
teraz, w tym mrocznym pomieszczeniu, mogła wziąć nad nim górę. Oby ta burza nie potrwała 
zbyt długo! A mimo wszystko mial nadzieję, że nigdy się nie skończy. Ze zatrzyma ich tutaj 
razem, odciętych od reszty świata. Ponownie rozległ się trzask pioruna, Christina znów się 
wzdrygnęła. - Przepraszam - powiedziała. - Nie ma za co - odparł. - Nie każdy lubi burzę. - 
Roztari jej ramię. - Burze tutaj potrafią być bardzo gwałtowne, nadciągają przez wrzosowiska 
od zachodu, niczym niepowstrzymywane, i z wielką siłą uderzają we wzgórza. Pioruny trafiały 
już w samotne drzewa, zabijały owce, powodowały nawet osunięcie się skal. Wiesz już teraz, 
dlaczego nie chciałem, żebyś była tu sama w obliczu nadciągającej burzy. Christina z 
wahaniem kiwnęła głową i mocniej przytuliła się do jego ręki. Ogrzewali się nawzajem, ciepło 
przenikało ich oboje, rozluźniało i uspokajało. Christina czuła się tak dobrze pod jego opieką, 
jak gdyby właśnie przy nim było jej miejsce. Aedan przypomniał sobie emocje, jakie 
wywoływała w nim jej bliskość, gdy pozowali do fresku. Delikatność jedwabiu, opływającego 
jej ciało, cienką materię oddzielającą jego dłonie od jej talii i bioder. Czując, że ciało z trudem 
go słucha, odchy. lii głowę, próbując odprężyć się w ciemności. Leciutko oszołomiony kilkoma 
łykami whisky, sennymi odgłosami deszczu, niezwykłym spokojem, jaki ich ogarnął, 
odetchnął głębiej. Christina oparła się o niego, przytuliła policzkiem do jego barku. Dłonią 
dotknęła jego piersi. Kiedy uświadomił sobie, że są tutaj zupełnie sami, jeszcze wyraźniej 
poczuł bliskość jej ciała. Uzgodnili, że pozostaną tylko dobrymi znajomymi, lecz mimo to 
pożądanie zdawało się brać nad nim górę. Wiedział, że jeśli deszcz wkrótce nie ustanie i stąd 
nie wyjdą, znów będzie musiał sprawdzić silę swojej woli i przekonać się, do jakiego stopnia 
jest odporny na moc miłości. Wiedział już jednak, że ta odporność wcale nie jest duża, 
zwłaszcza gdy chodziło o Christinę Blackburn. - Przypuszczam - odezwała się Christina, 
rozglądając się po niedużej podziemnej izdebce .- że gdy tylko dam znać sir Edgarowi o 
znalezieniu naczyń, muzeum wkrótce przyśle tu kogoś, by nadzorował dalsze prace. Aedan 
niemal z ulgą przyjął jej słowa. Mógł oderwać się od dręczących go myśli. - Edgar? Niech on 
lepiej trzyma się z dala od Dundrennan! Nie chcę widzieć tego człowieka na oczy! 
Przypuszczam też, że oboje zechcecie zamknąć całkiem moją drogę. - To Edgar zdecyduje, 
czy droga zostanie zamknięta, nie ja. Aedan uniósł lekko brew, odpowiedziała mu 
spojrzeniem. Za delikatnymi okularami w stalowych oprawkach jej orzechowe oczy były 
obramowane czarnymi rzęsami. Zauważył, jak mocno zarysowany jest jej podbródek, co 
świadczyło o uporze, jak miękkie są jej wargi, wiedział też, że nigdy nie dotykał nic bardziej 
delikatnego niż jej kremoworóżowe policzki. Myśl o drodze, upomniał się w duchu. O domu i 
o tym przeklętym Edgarze. Myślenie o jej miękkości i zmysłowości mogło się okazać 
katastrofalne. Rękę, którą wcześniej ją obejmował, przyciągnął teraz do siebie. Christina 
usiadła prosto. - Pani Blackburn, wydaje mi się, że pani nie ma świadomości powagi sytuacji, 

background image

która zaistnieje, jeśli droga nie będzie mogła przejść przez to wzgórze. - Wcale nie 
zamierzałam zakłócać ci spokoju. - Ale to robisz, Christino Blackburn, i to bardziej niż ci się 
wydaje. Obserwowała go w milczeniu, a jemu serce waliło tak mocno, że chyba było to 
słychać. - Aedanie, to znalezisko jest naprawdę fantastyczne - powiedziała. Cairn Drishan 
zostanie uznane za skarb narodowy. Sądziłam, że będziesz z tego zadowolony i dumny. - 
Dumny z utraty domu i pracy? Christina zmarszczyła czoło. - Nie rozumiem. - Wiesz przecież 
o kodycylu w testamencie ojca? - Tak, wiem, dotyczy domu i jego renowacji, ale wygląda na 
to, że bez trudu spełnisz te warunki. Jaki to ma związek ze wzgórzem? - Prace renowacyjne 
w domu nie są problemem, zwłaszcza teraz, gdy twój brat zgodził się ukończyć fresk. Ale jest 
też inny dopisek w testamencie. Jeśli na terenie posiadłości zostanie znalezione coś, co 
posiada znaczącą wartość historyczną, to prawie wszystko włącznie z domem i kawałkiem 
Ziemi może przejść pod zarząd muzeum, chyba że spełnione zostaną pewne inne warunki. - 
Jakie warunki? - Tak czy owak Dundrennan zmieniłoby się w muzeum. Musiałbym 
organizować wystawy i oprowadzać wycieczki, wszystkie pokoje, z wyłączeniem kilku, 
pozostawionych do użytku prywatnego, otwarte byłyby dla zwiedzających. Do wszystkich 
ciekawych miejsc na terenie posiadlośi trzeba byłoby zbudować ścieżki, przygotować miejsca 
odpoczynku. Ludzie napływaliby nieustannie strumieniem, przyciągani atrakcyjnymi 
odkryciami, interesującą kolekcją mego ojca oraz jego spuścizną poetycką Christina wolno 
kiwnęła głową. - Gdyby tak się stało, Dundrennan przestałby być w pewnym sensie twoim 
domem. Wiem, jak bardzo cenisz sobie prywatność. - Podobnie jak prywatność moich 
krewnych i naszego domu w ogóle. Nie mam ochoty spełniać tego warunku, lecz jeśli tego 
nie zrobię, tak czy owak dom i część ziemi przejdzie pod zarząd muzeum. - A zatem 
Dundrennan i tak zmieni się w atrakcję dla zwie- dzających. - No właśnie. A jeśli się nie 
zgodzę, skarby zgromadzone przez mego ojca i jakiekolwiek skarby znalezione tutaj - 
wskazał na gliniane dzbany - zostaną zabrane do Muzeum Narodowego na stałą wystawę, 
ku bezgranicznemu zachwytowi Edgara, rzecz jasna. Z całą pewnością rozmawiał o tym z 
tobą. Christina pokręciła głową. - Nigdy nie wspominał ó tym ani słowem. Nie wiedziałam. - 
Neayes ślinił się, by to przejąć już od chwili, gdy odczytano testament mojego ojca. Był przy 
tym obecny. - Nigdy mi o tym nie mówił - odparła. - Ale też i nie miał ku temu powodów. 
Wtedy jeszcze cię nie znałam. - To prawda - odparł Aedan. Pomyślał o obrazie, na który 
patrzył codziennie od sześciu lat, o jej portrecie, który stał się niemal częścią jego duszy. W 
pewnym sensie czul, że zna tę kobietę od lat, a właściwie od zawsze. - Dlaczego sir Hugh 
postanowił dodać taki surowy kodycyl? Aedan oparł się o mur. - Zawsze wierzył, że pewnego 
dnia Cairn Drishan ujawni jakąś ważną tajemnicę. Pragnąl się upewnić, że wszelkie 
znaleziska znajdą się pod odpowiednią ochroną. - Najwyraźniej co do wzgórza się nie mylił. - 
Zmarszczyła czoło. - Nie rozumiem jednak powodów tego kodycylu. Wygląda to trochę, jakby 
nie ufał swoim spadkobiercom. Uważał, że nie uszanują jego woli. - Może pomyślał, że droga 
będzie dla mnie najważniejsza. Spojrzała na niego uważnie. - A czy miał rację? Aedan nabrał 
powietrza, ciężko wypuścił oddech. - Mój oj ciec i ja nigdy nie mieliśmy zgodnych opinii w 
kwestii nowych traktów w Szkócji, a w szczególności dotyczyło to tej drogi. Zawsze starałem 
się jak najlepiej połączyć sprawy zarówno drogi, którą musiałem zbudować, jak i posiadłości, 
którą odziedziczyłem. Próbowałem z całych sił pogodzić ze sobą te dwie rzeczy. Ważna dla 
mnie jest moja niewielka rola we wprowadzaniu postępu do Szkocji i ważne dla mnie jest 
również Dundrennan. Bardzo ważne. - Ale on nie zdawał sobie z tego sprawy, prawda? 
Aedan pokręcił głową i spojrzał na stare, pokryte kurzem dzbany. - Zamierzał przekazać 
Dundrennan Neilowi - powiedział cicho. - Nie mnie. Co do Neila ojciec nie mial żadnych 
wątpliwości. Mój brat i on zgadzali się w każdej sprawie, dotyczącej posiadłości. Neil sam był 
pisarzem i niektóre elementy kolekcji zdobył właśnie on. Szczególnie upodobał sobie 
militaria. - Jaki on był? - Neil? Wspaniały brat - szepnął Aedan. - Przystojniejszy ode mnie i 
mniej marudny, jak lubi mówić Amy. Dużo się śmiał i miał takie gorące serce. Dobrze znał 
historię. Wydaje mi się, że przeczytał wiele książek z naszej biblioteki. Na pewno byś go 
polubiła - dodał cierpko. - Jestem tego pewna, chociaż obecnego lorda również darzę wielką 
sympatią - powiedziała, uśmiechając się leciutko. W bursztynowym świetle lampki Aedan 
zobaczył, że policzki jej się czerwienią, ale od jej słów zrobiło mu się cieplej na sercu. - Z 
tego, co mówisz, można wnioskować, że był wspaniałym człowiekiem, a jego śmierć była 
wielką stratą. Aedan kiwnął głową. - Neil wyjechał na Krym wkrótce po tym, jak ojciec kupił 
mu patent oficerskiWobec mnie też miał takie plany, ale ja nie chciałem dołączyć do 
regimentu. W tamtym czasie miałem za sobą lata studiów i właśnie otrzymałem kontrakt na 
budowę drogi Ayrshire. Czasami myślę... że gdybym poszedł na wojnę, tak jak życzył sobie 
mój ojciec, mógłbym być przy Neilu w dniu jego śmierci. Może zdołałbym mu pomóc. Może 
zatrzymałbym kulę, która go zabiła, - Mówił teraz cicho, przybity. - To on byłby teraz lordem 
Dundrennan, a nie ja. Tak jak powinno być. - Aedanie - Christina nachyliła się do niego. - 

background image

Jesteś wspaniałym lordem, być może najlepszym, jakiego Dundrennan mogło mieć, 
ponieważ tak świetnie rozumiesz konieczność wprowadzenia niezbędnych zmian w Szkocji. 
Na miejscu twego ojca - szepnęła - zaufałabym, że będziesz postępował właściwie, bez 
względu na sytuację. Popatrzył na nią zdumiony, nie spodziewał się po niej tak głębokiej 
lojalności. - Naprawdę? - Przekrzywił głowę, przyglądając jej się z ciekawością. - Mówisz to 
ty, która lubisz się kłócić ze mną w pewnych kwestiach, a w wielu sprawach myślisz tak samo 
jak mój ojciec i jak Neil? - To bardzo możliwe, lecz wiem także, jak bardzo troszczysz się o 
Dundrennan. - Dziękuję ci - szepnął. - Nie wiesz nawet, jak wiele znaczą dla mnie twoje 
słowa. I masz rację, Christino, nie chcę utracić Dundrennan. Uczynię, co w mojej mocy, by 
zachować posiadłość w całości. Zgodzę się nawet, by powstało tu muzeum. Zmarszczył przy 
tym brwi i uderzył pięścią w kolano. - Tak czy owak kodycyl istnieje, a teraz jeszcze 
znaleźliśmy tę starą budowlę. Czy odkryjemy coś więcej, Aedanie? Może grobowiec lub inną 
starożytną budowlę? - Albo złoto króla Artura - roześmiał się. Pokręcił głową. - Bez względu 
na to, co znajdziemy, droga nie może wieść teraz tędy. Mam tego świadomość. - A co 
możemy zrobić, by ochronić Dundrennan tak jak pragniesz, a jednocześnie wypełnić warunki 
zawarte w testamencie? - W taki sposób, by muzeum i sir Edgar również byli 
usatysfakcjonowani? - spytał cicho. - Nie myślę wcale o sir Edgarze - odparła cierpko 
Christina. - Powinieneś o tym wiedzieć. - Dlaczego? - spytał, pochylając się do niej. - 
Dlaczego miałbym o tym wiedzieć? - Po prostu dlatego, że tak. Aedan prychnął. Czarująca 
odpowiedź, madame, lecz jakże niejasna! - Ja... nie dbam o sir Edgara tak bardzo, jak mi się 
kiedyś wydawało - odparła ostrożnie, - Naprawdę? - Aedan pochylił się jeszcze bliżej, ręką 
dotykając jej ramienia. Jego twarz znalazła się teraz w odległości zaledwie paru cali od jej 
twarzy - Zawróciła mi w głowie jego dobroć.., tak samo jak twoja- skończyła szeptem. - Nie 
miałem zamiaru zawracać ci w głowie, madame. Ani też zmuszać do czegokolwiek, czego 
sama byś nie pragnęła. Gdy to mówił, Christina nachyliła się do niego z zamkniętymi oczami. 
Potem przysunęła się jeszcze odrobinę i pocałowała go. Aedan objął ją w pasie i przyciągnął 
do siebie, a ona zarzuciła mu ręce na szyję i przycisnęła się do jego piersi. Gdy na moment 
ich usta się rozdzieliły, Christina znów go pocałowała. Teraz miał już całkowitą pewność, że 
to ona zrobiła pierwszy krok. Oparł się o ścianę i posadził ją sobie na kolanach, objął mocno. 
Wciąż jeszcze panował nad sobą, choć tak bardzo go zaskoczyła. W końcu poddał się jej 
całkowicie, z wdzięcznością. Całował ją rozgorączkowany, przesuwając dłonią po jedwabistej 
skórze policzka. Chrisina westchnęła, rozchyliła wargi. Wsunął jej język do ust i ten słodki 
delikatny kontakt rozpalił go tak, iż myślał, że dłużej tego nie zniesie. Delikatnie zsunął jej z 
nosa okulary i odłożył je na bok. Christina zamrugała zdziwiona, ale teraz jej twarz, 
jednocześnie niewinna i uwodzicielsko kusząca, wyglądała jeszcze piękniej. Aedan nachylił 
się i znów wziął ją w objęcia. Pogładził ją dłońmi po plecach, dotarł aż do talii, a potem 
znalazł maleńkie guziczki z przodu jej bluzki. Wygięła się ku niemu i poczuł w dłoni pełną 
krągłość jej piersi. Pocałował ją znów, a ona podniosła rękę i dotknęła jego twarzy. Miękka 
koźlęca skórka jej rękawiczki przesunęła się po ostrym zaroście. Odwrócił głowę i delikatnie 
wargami zaczął ściągać jej rękawiczkę z palców. Christina roześmiała się i odrzuciła 
rękawiczki na bok. Potem ujęła jego twarz gołymi dłońmi i znów przywarła ustami do jego ust. 
Gdy ponownie dotknął dłonią jej piersi, westchnęła, lekko się poruszając, pozwalając palcom 
na pieszczotę. Górne guziczki bluzki były rozpięte już wcześniej. Aedan rozpiął jeszcze jeden 
guzik i następny, potem wsunął palce pod cienki materiał i dotknął delikatnej koronki. Czując 
jej serce bijące pod żebrami, pocałował ją mocno, podczas gdy jego palce budziły do życia 
najpierw jedną pierś, a potem drugą. - Panno Płomień - szepnął w jej wargi, w tym czasie 
jego palce rozpinały kolejne guziki. - Moja piękna panno Płomień, chodzi pani bez gorsetu? - 
Tak - odparła, śmiejąc się leciutko. - Miałeś rację, ciężko mi nim oddychać przy wspinaczce 
na wzgórze. I było tak., tak... - Tak gorąco - skończył za nią, znów dotykając ustami jej warg, 
w chwili gdy zdejmował jej halkę. Cieniutka tkanina była lekko wilgotna od deszczu i potu, 
przesycona ciepłem jej ciała i zapachem kwiatów, który zawsze jej towarzyszył. Zmienił 
pozycję, nie przestając jej całować, lekko podsunął w górę jej spódnice i dotknął nogi. Nie 
odepchnęła go, przeciwnie - wcisnęła się w niego. Wciąż trzymając ją na kolanach, wdychał 
jej zapach z zamkniętymi oczami, cały drżał, z trudem nad sobą panując. Chociaż Christina 
nosiła długie bawełniane pantalony, zakrywające pończochy i podwiązki, wiedział, że łatwo 
przez nie przeniknąć. Jego ręka przesunęła się powoli po miękkim materiale, okrywającym 
szczupłą nogę. Wśród fałdów znalazł otwór, którego szukał. Poczuł ciepło kobiecego 
gniazdka, któ re się pod nim kryło. Delikatnie, przesunął po nim koniuszkiem palca, nie 
spiesząc się, dając Christinie szansę protestu. Jęknęła, potem ujęła jego twarz w dłonie, ale 
nie pocałowała go, tylko czekała z ustami przy jego ustach. On również czekał, gotów, by 
przesunąć rękę. Ona się nie poruszała, nie odzywała, tylko oddychała teraz szybciej i serce 
biło jej mocniej. Jego własne serce również waliło jak młotem, a gdzieś na zewnątrz, daleko, 

background image

w świecie, o którego istnieniu całkiem zapomniał, usłyszał huk gromu, bębnienie deszczu o 
brezent nad ich głowami jeszcze się wzmogło. - Ktoś mógłby... - szepnęła. - Nikt nas tu nie 
znajdzie - odparł. - Jesteśmy bezpieczni, ukryci... Nikt... Lecz jeśli nie chcesz, proszę, 
powiedz mi teraz, zanim... - Ach, proszę - szepnęła drżącym głosem. Drżała, gdy delikatnymi 
poruszeniami palców powoli doprowadzał ją do szczytu rozkoszy. Nie wiedział, jak długo sam 
zdoła wytrzymać, był jednak zdecydowany na to, by dać jej przyjemność, choć również jego 
ciało domagało się swoich praw Znów odszukał jej pierś, sama mu ją podała, prosząc o dotyk 
jego ust. W pewnej chwili odwróciła się w jego ramionach, a przez jej ciało przetoczyła się 
fala rozkoszy Aedan z zamkniętymi oczami słuchał jej leciutkich pojękiwań, ledwie mógł je 
znieść. Nagle wśród tego wybuchu namiętności Christina obróciła się w jego objęciach i 
poczuł jej palce na sobie. Zdumiało go to, nie spodziewał się z jej strony takiej śmiałości. Jej 
pieszczoty rozpaliły w nim namiętność, poczuł, że cały staje w ogniu. Zamknął oczy i uległ 
burzy. Ten raz, ten jeden jedyny raz. Tylko dla niej. - Nie widziałeś tej sypialni po jej 
skończeniu - powiedziała Amy do Aedana. Otworzyła drzwi z korytarza. - Chodź, zobaczt 
Wydaje mi się, że tu powinna nocować królowa. Aedan przepuścił kuzynkę w drzwiach i 
postarał się o to, żeby zostawić drzwi otwarte na czas, gdy będą pozostawać tym pokoju 
sami. - Ach, ciemna zieleń! - skomentował, patrząc na świeżo pomalowane ściany. - Bardzo 
stylowe i zarazem praktyczne - dodał sucho. Kiedy był dzieckiem, ta sypialnia należała do 
jego matki. Błyszczące meble z klonowego drewna również należały do niej, to była jej 
prywatna sypialnia, lecz Aedan pamiętał, że w jego dzieciństwie drzwi do przyległej sypialni 
ojca, dzielące oba pokoje, zawsze pozostawały otwarte. Teraz je zamknięto. - Z tamtej 
drugiej sypialni może korzystać książę małżonek - powiedziała Amy, zauważając jego 
spojrzenie. - Ponieważ należała do twego ojca, nic w niej nie zmieniałyśmy. Aedan z 
aprobatą skinął głową, a potem popatrzył na łóżko nakryte kapą z adamaszku w kolorze 
kości słoniowej i baldachim z kwiatowego perkalu. Z tego samego materiału uszyto draperie 
w oknach. - Wygląda na to, że ten kwiecisty wzór to twój znak, kuzynko - skomentował. - Jeśli 
w oknach jest perkal, toznaczy, że była tu panna Stewart. - Posłał jej krótki, pełen 
rozbawienia uśmiech, a Amy roześmiała się wyraźnie zadowolona. Aedan obszedł pokój, 
zauważając srebrne szczotki i lustro na toaletce, misy pełne świeżych kwiatów, połysk na 
meblach, nieduże obrazki na ścianach i jedwabne poduszki na krzesłach. Wszystkie te 
drobiazgi sprawiały, że pokój był zarazem przytulny i piękny. - Ach, jeszcze więcej szkockich 
dywanów! - powiedział, patrząc na podłogę. - Chyba zużyliśmy już ich całe akry! Te dywany 
tak świetnie pasują do materiałów w kwiaty -. powiedziała Amy z błyskiem w niebieskich 
oczach. - A to co znaczy?! - Aedan podszedł do marmurowego kominka. - Obraz Johna 
Blackburna przedstawiający Roberta Bruce z Izabellą wisi teraz tutaj? - Przynajmniej na razie 
- odparła Amy. - W tym pokoju prezentuje się tak ładnie. Pomyślałam też, że ucieszy królową. 
- Racja, to wyraz szlachetnego szkockiego ducha, który królowa zdaje się podziwiać. - To 
wybitne dzieło - powiedziała Amy. - Tak subtelnie namalowane, z tyloma szczegółami. Mam 
nadzieję, że fresk jadalni będzie choć w połowie piękny jak ten. - Jeśli mogę cokolwiek sądzić 
po obejrzeniu wstępnych szkiców, to nie boję się o efekt końcowy - odparł Aedan. - Wydaje 
mi się, że nawet ciocia Lilia będzie zadowolona. - Na tym obrazie widać wpływ prerafaelitów - 
stwierdziła Amy, przez chwilę przyglądając się dziełu. - Chociaż moim zdaniem pan 
Blackburn jest o wiele lepszym rysownikiem niż którykolwiek z Bractwa Prerafaelitów - Nie 
sądziłem, że tak wiele wiesz o jego pracy. - Teraz już wiem - odparła Amy. -Pan Blackburn 
mnie uczy. Oglądaliśmy razem albumy z rycinami, które twój ojciec włączył do zbiorów 
bibliotecznych. Technika Johna... to znaczy pana Blackburna, jest bardzo staranna, a 
zarazem posiada on wielki rozmach. Uczył się klasycznego rysunku pod kierunkien ojca, co 
widać w jego zdyscyplinowanych kreskach. To naprawdę wielki talent. A sam przecież 
mówiłeś, że każda praca któregokolwiek z artystów z kręgu prerafaelitów to solidna 
inwestycja. - Można by za nią kupić jeszcze więcej dywanów - zauwa żył Aedan. Amy 
zmarszczyła nos, ale się roześmiała. - Gdybyś musiał, zawsze możesz sprzedać jakąś staroć 
Dundrennan. - Nigdy, droga kuzynko, dobrze o tym wiesz! - Rozumiem. Ciocia mówi, że 
będziesz miał niezłą awanturę z sir Bdgarem Neayesem, kiedy tu przyjedzie. - O tak, nie 
jesteś takim nudziarzem, jakim potrafisz być przy mnie. Ciotka Lilia twierdzi, że Christina 
poleruje do połysku twoją zmatowiałą starą duszę, a tobie bardzo dobrze to robi. Ostatnio 
więcej się uśmiechasz, zamiast burczeć. Aedan zamyślony przyglądał się jasnowłosej 
delikatnej ku- - Naprawdę? - Zdecydowanie. Nie wiedziałeś o tym, prawda? - O czym? - Co 
do tego nie ma żadnych wątpliwości - przyznałAedan, lecz nic więcej nie dodał. - Aedanie, 
ten obraz, który trzymasz u siebie w gabinecie, namalowany przez innego z Blackburnów - 
zaczęła Amy. - To piękna rzecz, choć, o ile dobrze pamiętam, raczej szokująca. Nie 
widziałam go od paru lat, odkąd przeniosłeś go do gabinetu. Jest bardziej mroczny i bardziej 
namiętny, niż gdyby wyszedł spod pędzla Johna Blackburna. Do tamtego obrazu również 

background image

pozowała Christina, prawda? - Owszern, ale to było już kilka lat temu. To dzieło jej zmarlego 
męża, Stephena. To był bardzo utalentowany artysta, chociaż człowiek o bezwzględnej 
burzliwej naturze, o ile dobrze wiem. - Jakie to przykre - powiedziała Amy. - To dlatego ona 
jest taka smutna? Ubiera się w ponure barwy, zwykle jest taka cicha, zajęta książkami. Mam 
wrażenie, że skrywa swój praw. dziwy charakter, swoją prawdziwą siłę. Może to wrażenie 
wywołują jej okulary? Wydaje mi się, że Christina mogłaby być prawdziwą pięknością, gdyby 
się kiedykolwiek przebudziła. - Zgadzam się z tobą, chociaż użyłaś dziwnego określenia, 
„przebudzila się”, lecz tak czy owak bardzo na miejscu. - Pewnie myślałam o tym obrazie. 
Dziewczyna na nim jest uśpiona jak w legendzie o śpiącej królewnie albo o księżniczce 
Dundrennan - uśmiechnęła się Amy. - Christina to taka kochana dziewczyna, ma dobre serce 
i miły charakter. Szkoda, że będzie musiała nas opuścić, kiedy skończy wreszcie rozkopywać 
wzgórze. Aedan spojrzał na obraz, będący jednocześnie wspaniałym portretem Christiny w 
przebraniu kobiety z czasów średniowiecza, stojącej obok Roberta Pierwszego. - Owszem - 
powiedział. - Rzeczywiście stała się ulubienicą nas wszystkich, ale... nie zawsze bywa 
smutna i zatopiona w książkach. - Wiem, wiem - zachichotała Amy. - Kiedy jest z tobą, zdaje 
się sypać wokół siebie iskrami. A ty, moim zdaniem, w jej towarzystwie również się 
poprawiasz. Uniósł brew. - Naprawdę? - ¯e... że raził cię piorun, jak mówi Dougal. - Piorun? - 
Posłał jej gniewne spojrzenie. - Mnie? - Owszem. Ciekawe, co zamierzasz z tym zrobić? - Z 
czym? - Nie bądź głupcem, Aedanie! Co zamierzasz zrobić ze swoim zauroczeniem Christiną 
Blackburn? - Jakim Zauroczeniem? - Aedanie! - Amy wydęła wargi. - Chciałam z tobą o 
czymś porozmawiać, ale... wahałam się poruszyć ten temat. - O czym? Może zamierzasz 
spowić bibliotekę w perkal kwiaty albo.., niech Bóg broni, chcesz zmienić wystrój moich 
apartamentów? - Nigdy bym się na to nie poważyła - odparła Amy. - Nie, chodzi o coś 
zupełnie innego... Cóż, myślałam, że pewnego dnia moglibyśmy... - Ja również o tym 
myślałem - odparł delikatnie. - Jakiś czas temu. - Aedanie... .naprawdę bardzo cię lubię... Ale 
wydaje mi się, nigdy nie mogłabym cię poślubić. Wpatrywał się w nią szeroko otwartymi 
oczyma. - Co takiego? - Zmarszczył czoło, jakby nie rozumiał, co do niego powiedziała. W 
uszach mu zaszumiało. - Ty nie chcesz... zostać moją ¯oną? Amy pokręciła głową. - Bardzo 
mi przykro, kochany Aedanie. Wiem, że to może mieć dla ciebie duże znaczenie, i nie 
chciałam sprawiać ci takiego rozczarowania, ale cóż, wydaje mi się, że nie pasuje. my cło 
siebie. - Nie pasujemy? - Teraz już naprawdę Aedan poczuł się tak, jakby raził go piorun. Ta 
nowina była nieoczekiwanym darem. Nigdy nie miał szczególnej ochoty starać się o rękę 
Amy, chociaż tak ńaprawdę bardzo ją lubił. - Jesteś odrobinę nudny, mój kochany Aedanie - 
ciągnęła Amy. - Przypuszczam, że to dlatego, że jesteś taki praktyczny i ciągle zajęty swoją 
pracą. Nie przeszkadzają ci ani zabłocone rękawy surduta, ani długie przebywanie na słońcu, 
od którego policzki ci brązowiej i sprawiasz wrażenie człowieka, który nie ma pojęcia, jakiego 
koloru zasłony ma we własnym domu. - Czy to znaczy, że jestem nudny? Przepraszam, jeśli 
tak jest - odparł. - Ale po prostu taka już moja natura. Ojciec mówił, że cały jestem ze stali i z 
liczb. Przypuszczam, że on również uważał mnie po trosze za nudziarza. - Wzruszył 
ramionami, czując nagłe zagubienie. - Możliwe, ponieważ był poetą, ty zaś jesteś 
człowiekiem mocno stąpającym po ziemi. Twoje talenty bardzo różnią się od jego talentów. I 
rzeczywiście, miał rację, masz w sobie stal, ale ja zawsze to bardzo lubiłam. - Oczy Amy 
błyszczały. Po. chyliła się bliżej, zacisnęła dłonie. - Czy mogę wyznać ci całą prawdę o 
swoich uczuciach? - spytała szeptem. Aedan ostrożnie kiwnął głową. - No cóż, zrozum. 
Bardzo polubiłam... pana Blackburna. I on też mnie lubi. Być może zechciałby starać się o 
moją rękę, ale nie zrobi tego, jeśli będzie uważał, że mam zostać twoją żoną. - Rozumiem - 
powiedział Aedan powoli. Poczuł nagle niewypowiedzianą ulgę. - Wiesz, że darzę cię 
sympatią, kuzynko, ale chyba masz rację, chyba lepiej będzie, jeśli zostaniemy przyjaciółmi. 
Jeśli taki jest twój wybór, niech tak się stanie. Bardzo mi zależy na twoim szczęściu. - 
Oczywiście, że ci zależy - powiedziała Amy. - Przecież chcesz, bym skończyła zmiany 
wystroju twojego domu - uśmiechnęła się prześlicznie. Aedan też się uśmiechnął. - Włożyłaś 
w dom naprawdę wiele pracy, i to ze świetnym rezultatem. Wiem, że dalej będziesz to robić. 
Uważam za cudowne, że znalazłaś kogoś, kto ma więcej cierpliwości niż ja i kogo bardziej 
interesują kolory. - Ty wariacie! - rozpromieniła się. - To nie chodzi tylko o jego 
zainteresowanie kolorami. To bardzo utalentowany człowiek, wspaniały artysta, naprawdę. I 
uważa mnie również za artystkę w swojej dziedzinie. - Ma rację. Ty też jesteś utalentowana, 
a poza tym śliczna. Szczęściarz z niego, że zasłużył na twoje uczucie. Przykro mi, że nie 
mam u ciebie szans, ale cieszę się, widząc cię szczęśliwą. Amy przekrzywiła głowę, bacznie 
mu się przyglądając. -. A ja się cieszę, że ty jesteś szczęśliwy - odparła. - Wiem, miałeś 
nadzieję, że mogę być bezpieczną żoną dla lorda Dundrennan, ponieważ tak naprawdę 
wcale mnie nie kochasz. - Ach, przestań! - poprosił. - Wiesz, jak bardzo cię lubię, moja droga. 
Amy wspięła się na palce i leciutko pocałowała go w policzek, była taka miękka i pachnąca, w 

background image

tej chwili Aedan bardzo ją kochał. Kochał jak siostrę, jak mógłby kochać przyjaciółkę. 
Uśmiechnął się do niej i położył jej rękę na ramieniu. - Aedanie - powiedziała Amy. - Jeśli 
kochasz Christinę, to co z tym zrobisz? Przecież podobno lordowi Dundrennan nie wolno się 
zakochać tak naprawdę, na zawsze. - Moja droga - odparł, obracając się, by wyprowadzić ją 
sypialni. - Nie jestem aż takim głupcem! Nie mówił jednak prawdy i nie miał pojęcia, jak 
postąpić. Ciche kroki, które rozległy się tuż obok, wystraszyły Christinę siedzącą przy stole. 
Odwróciła się i zobaczyła Aedana. Od jego uśmiechu zrobiło jej się cieplej na sercu, zaraz 
jednak przypomniała sobie, co się wydarzyło poprzedniego dnia. Policzki stanęły jej w ogniu, 
spuściła głowę, a ołówek prawie wypadł z ręki. Dzisiaj nie była pewna, jak się odnosić do 
Aedana. Czy okazywać mu uczucie, czy raczej udawać, iż tamto sekretne interludium nigdy 
nie miało miejsca? - Christino - szepnął teraz. - Och! Sir Aedan! - powiedziała, rozglądając 
się dokoła, żeby sprawdzić, czy naprawdę są sami. W bibliotece zalanej złotym światłem 
popołudnia panowała jednak cisza. - Aedanie - powtórzyła, patrząc na niego. - Nie chciałem 
ci przeszkadzać. Przyszedłem po kilka map i zobaczyłem, że pracujesz. Byłaś tak zajęta, że 
mnie nie usłyszałaś. - Rzeczywiście, tłumaczyłam fragmenty najstarszych stronic z Księgi 
Dundrennan - odparła, wskazując na pergaminy rozłożone na stole. Aedan stanął przy niej, 
zajrzał jej przez ramię. - Wspominałaś, że znalazłaś gdzieś tutaj imię księżniczki. - Tak. - 
Sięgnęła po jeden z dwóch pergaminów i palcem w rękawiczce wskazała jakieś słowo. - 
Tutaj, na marginesie. Potrzebne jest szkło powiększające, by móc wyraźnie je zobaczyć. 
Aedan oparł rękę o stół tuż przy jej ręce, a potem za pomocą lupy zaczął badać wskazany 
fragment napisu. Delikatnie dotykał przy tym barku Christiny, a ona wychwyciła aromat 
przypraw, korzenny zapach mydła i piżma, tak dla niego charakterystyczny, zapach, który 
zawsze leciutko ją podniecał. - Ach! - powiedział. - Liadan. Co mówi ta linijka? Christina 
pochyliła się nad pergaminem. - Liadan nighean Marh-ghamhainn. To znaczy „Liadan, córka 
Niedźwiedzia”. - Niedźwiedzia? To dziwne. Legenda mówi, że jej ojciec był piktyjskim królem, 
lecz nie podaje żadnego imienia. Czy to ten... Math-ghamhainń? - Niepewnie wymówił 
gaelskie słowa. - Najwyraźniej. To mógł być jego przydomek, a może nawet swego rodzaju 
tytuł. Wśród Piktów popularne były imiona oznaczające zwierzęta. W starej poezji można 
znaleźć nawiązania do imion będących właściwie przydomkami, takich jak wilk, niedźwiedź, 
orzeł, kruk, jastrząb i tak dalej. - Przechyliła głowę. - Na przykład gdybyś ty żył w tamtych 
czasach, być może nazwano by cię... „Aedan Kruk”. To z uwagi na twoje ciemne włosy. Albo 
„Aedan Jastrząb” z uwagi na twój dobry wzrok i łatwość podejmowania decyzji. Aedan 
przysiadł na stole, sprawiał wrażenie rozbawionego i odprężonego. Christina bez trudu 
potrafiła wyobrazić go sobie jako starożytnego wojownika. - A ciebie mogliby nazywać... 
skowronkiem. Albo łabędziem, Czarnym łabędziem - uśmiechnął się lekko. - Ciemnym 
łabędziem - powiedziała prędko. - Skąd wiedzialeś? Właśnie wczoraj przetłumaczyłam te 
słowa napisane na marginesie. - Nic o tym nie wiedziałem. Po prostu miałem na myśli twój 
wdzięk i urodę. Popatrzyła na niego zdziwiona. Aedan zamiast podejść do niej i ją pocałować, 
na co właściwie miała nadzieję, spojrzał na pergamin. - Liadan. Wiesz, to prawdziwe 
odkrycie. Nie wiedziałem, że jej imię jest w tych dokumentach. Ojciec mi je przekazał, ale 
mówił, że pojawiło się ono tylko w ustnej tradycji, przekazywane z pokolenia na pokolenie. A 
teraz mamy dowód. - To imię widnieje tu od dawna, ale nikt nie przetłumaczył tego tekstu, by 
mogło ożyć we współczesnej pamięci. Na tych marginesach jest też parę wierszy. - Wierszy? 
Naprawdę? Ojciec by się ogromnie ucieszył, a ciebie byuwielbiaFza ich odnalezienie, panno 
Płomień - powiedział, patrząc na nią z ogniem w oczach. Christina zarumienila się, żałując, 
że nie jest w stanie nad tym zapanować, ale on tylko się uśmiechnął. Przesunęła więc 
palcem w rękawiczce po marginesie pergaminu, ciesząc się, że może się dzielić z Aedanem 
swoim ostatnim odkryciem. - Te wersy są naprawdę prześliczne, uważam, że mogły zostać 
napisane przez samego księcia, twojego przodka. - Przez księcia? = zdziwił się. - A dlaczego 
tak sądzisz? - Jego imię widnieje w spisie rycerzy, ale pojawia się też po raz drugi na 
marginesie. Aedan mac Brudei d Dn Droigheann. Aedan MacBride z Dundrennan. - 
Wskazała imię na liście, a po- tern na marginesie. - Diln Droigheann to znaczy „miejsce, 
gdzie rosną dzikie róże”. To twój przodek, ten, który kochał i utracił księżniczkę Dtmdrennan. 
Aedan wolno pokiwał głową. - Jeśli jego imię pojawia się na marginesie, mogło zostać 
pominięte, uznano je za fragment listy - I ja tak myślę. Wierzę, że własnoręcznie zrobił te 
zapiski. - To fascynujące. - Aedan podniósł szkło powiększające i znów pochylił się nad 
tekstem. - Sam nie potrafię tego odczytać, ale to bez wątpienia niezwykłe odkrycie. - Usiadł i 
popatrzył na Christinę. - Sir Edgar będzie bardzo zadowolony. Czy już go o tym 
poinformowałaś? - Nie - odparła, spuszczając wzrok. Nie spieszyła się z przekazaniem 
podobnych informacji, bo gdyby Edgar dowiedział się o takim odkryciu, natychmiast 
przyjechałby do Duncirennan. - Musisz być z tego bardzo dumna. - Czuję się zaszczycona, 
że pozwoliłeś mi zająć się księgą. - Ojciec byłby zachwycony. Dzięki temu ożywa legenda 

background image

Dundrennan. Christina pokiwała głową. - Ożywa nie tylko w ten sposób, prawda? John 
maluje ją na ścianach, a poza tym znaleźliśmy coś na Cairn Drishan. - Dziwne, że to 
wszystko dzieje się naraz. Zastanawiam się, czy znalezisko na wzgórzu nie jest przypadkiem 
powiązane z legendą. - To możliwe. Przynajmniej.epoka się zgadza, ale za wcześnie 
jeszcze, żeby cokolwiek móc stwierdzić. Budowla na wzgórzu może pochodzić z 
późniejszych czasów. - Rozumiem. Ale powiedz mi coś więcej o wierszach sir Aedana, które 
znalazłaś na marginesie. - To kilka wersów, podobnych do zaklęć i modlitw, 
charakterystycznych dla wyżyn Szkocji. To stara tradycja wśród Gaelów. Jeszcze nie 
skończyłam-tłumaczenia. Zerknął na jej zrobione ołówkiem notatki. - Możesz mi przeczytać, 
co do tej pory zrobiłaś? - poprosił. Kiwnęła głową i, pomagając sobie palcem, zaczęła czytać. 
- „Liadan, mój ciemny łabędziu... twoja obietnica była dla mnie słońcem - czytała cicho. - Twój 
pocałunek był jak promień księżyca... Pójdę za tobą, sprowadzę cię z powrotem”. - Mój Boże! 
- westchnął Aedan cicho. - Czy mogę to zobaczyć? Podała mu notatki. - Możesz przeczytać, 
jeśli chcesz. - „Moja piękna, moja śliczna, kochać cię nie przestanę” - szepnął. Głębia jego 
głosu sprawiła, że Christinę przeszedł dreszcz. Podniósł wzrok, ich spojrzenia się spotkały, 
gorące niczym ogień. Christinie dech zaparło w piersiach, przyglądała mu się w milczeniu. 
Palce trzymające jej notatnik były szczuple i moc- ne, przypomniała sobie ich dotyk na ciele. 
Wtym momencie tak bardzo go pragnęła, tak chciała, by znów chwycił ją w objęcia. On 
jednak tylko pochylił się nad jej notatkami. - To bardzo piękne. Sądziłem, że poezja celtycka 
opiewa wyłącznie bohaterów i krwawe bitwy. - W dużym stopniu rzeczywiście, znaleziono 
jednak kilka poematów podobnych do tego. - Drżącą ręką przerzuciła kartkę w notatniku. - 
On je napisał dla niej - szepnął Aedan. Zerknęła na niego, serce waliło jej mocno, wiedziała, 
że to prawda, zdumiewająca prawda: Aedan mac Brudei napisał te linijki dla ukochanej 
Liadan. Poczuła, że jakaś potężna, nieznana dotychczas siła przy. ciąga ją ku Aedanowi. Tak 
bardzo pragnęła znów być śmiała i nieokiełznana jak poprzednio i na zawsze pozostać w 
jego objęciach. Pragnęła być jego ukochaną. - Aedanie - zaczęła. - Tak? - Zerknął na zegar 
stojący na kominku. - Dobry Boże, jak późno! Muszę zanieść te mapy na plac budowy. - 
Wstał. - Dziękuję za to, że pokazałaś mi swoją pracę, to naprawdę fascynujące. - Skłonił 
głowę. Nawet jeśli czuł to samo co ona, to nie dal nic po sobie poznać. A jeśli mimo wszystko 
się myliła, jeśli w ogóle nie podzielał jej uczuć? Oczywiście chętnie by się z nią kochał, wszak 
był mężczyzną... Tymczasem ona uległa mu bez oporów. Z płonącymi policzkami wstała i 
pospiesznie schowała swoje notatki do skórzanej teczki. Aedan obserwował ją z 
nieprzeniknioną miną. Jakaż głupia się wczoraj okazała! Znów impulsywnie uległa uczuciu, 
okazując nadmiar ufności i naiwność. Zrobiła krok w tył, zdenerwowana, rozczarowana i 
zawstydzona. Rzeczywiście jest bardzo późno - przyznała. - Obiecałam paniom, że przyłączę 
się do nich na herbatę. Lady Strathlin... to znaczy Meg... powiedziała, że razem z panem 
Stewartem wyjeżdżają jutro razem z dziećmi do Strathlin Castle, i chciałam się z nimi 
pożegnać. Muszę jeszcze... muszę schować te pergaminy do Księgi. - Mówiąc to, 
obwiązywała jedwabny pakiecik wstążką. Zostaw! - powiedział Aedan. - Sam je odłożę. - 
Dziękuję. Muszę... muszę iść. Do widzenia, sir. - Pani Blackburn - szepnął. - Ja... Popatrzyła 
na niego. -Tak? Zaczął mówić, ale w tej chwili rozległo się stuknięcie zamykanych drzwi. 
Christina drgnęła przestraszona. Do biblioteki weszła Amy Stewart, z wdziękiem szeleszcząc 
po dywanie brzegami niebieskiej sukni. - Jesteś tutaj, Aedanie! - powiedziała. - Pan Campbell 
cię szuka. Mówi, że miałeś mu przynieść jakieś mapy. - Tak - odparł Aedan, patrząc na 
Christinę. - Już do niego idę. - Dzień dobry, Christino - powiedziała Amy, zbliżając się do 
nich. Christina wymruczała pozdrowienie i zaraz potem przeprosiła ją i wyszła. Ruszyła 
korytarzem do holu, zamierzając jeszcze przed herbatą zajrzeć do swojego pokoju. Miłość 
Niemal rozpłakała się na głos. Gdy przyjechała do Dundrennan, do tej niemal magicznej 
krainy legend i marzeń, odniosła wrażenie, że przywiodła ją tu miłość. Teraz już nie mogła 
zaprzeczyć: kocha Aedana, pana tego miejsca. Wiedziała jednak, że nie wolno jej zdradzić 
się z uczuciami, które nigdy nie zostaną odwzajemnione. Cóż, znajt zje się blisko Aedana 
przynajmniej wtedy, gdy razem będą pozować Johnowi. W śyiecie fantazji, marzeniach, 
mogła być jego księżniczką a on jej księciem. Wkrótce jednak marzenia się rozwieją, 
pewnego ranka przebudzi się ze świadomością, że nadszedł czas, by na zawsze opuścić 
Dundrennan i Aedana. Przez skrawek ciężkiego jedwabiu Aedan wyczuwał ciepło jej ciała i 
jego naturalne krągłości. Christina patrzyła na niego nieruchoma i piękna. - Okulary! - 
przypomniał jej. - Ach! - Zsunęła oprawki z nosa i odłożyła je na stół. Aedan znów przygarnął 
ją do siebie, rozpościerając palce na jej szczuplych plecach. - Dobrze - powiedział John. - 
Wytrzymajcie teraz! Dłonie Christiny spoczywały na piersi Aedana, znajdowali się tak blisko 
siebie, że dzieliły ich już tylko cienkie warstwy materiału. Zdumiony swoboda, na jaką 
zezwalały sesje pozowania, poczuł, że jego ciało zaczyna reagować na ciało Christiny, i 
odsunął się nieco, by nad sobą zapanować. Tak bardzo pragnął pocałować ją teraż, wprost 

background image

płonął z chęci podjęcia tego, co zaczęli owego wieczoru w starej Piwnicy. Przymknięte oczy 
Christiny i miękki oddech, delikatny zapach kwiatów i kobiecego ciepła, sprawiał, że te 
godziny pozowania stawały się dla niego słodką torturą. Jak długo mógł udawać, że Christina 
tak mało dla niego znaczy? Jak długo mógł się upierać, że jest niepodatny na jej wdzięki? 
Czuł, że dłużej temu nie sprosta. Christina przeniknęła go całego, do szpiku kości. A przecież 
nie mógł doprowadzić do końca tego, co się między nimi zaczęło. - Spotkali się potajemnie w 
jej altanie i teraz mają się rozstać - powiedział John, pochylony nad sztalugą, nie przestając 
szkicować. - Księżniczka wie, że musi poślubić mężczyznę, którego wybrał dla niej ojciec, 
lecz nie może znieść myśli o rozstaniu z kochankiem druidem. Pragną się wprost do bólu. 
Chciałbym to pokazać. Doprawdy powinienem go udusić, pomyślał Aedan. John sprawiał 
wrażenie całkowicie pochłoniętego rysunkiem, spod palców sypała mu się kreda, a kolejne 
arkusze papieru sfruwały ze sztalug i nieporządnie lądowały na stole. Robił jeden szkic za 
drugim, niemal bez chwili przerwy. Aedanowi mignęły przed oczami eleganckie studia twarzy, 
dłoni i fałd szat, a także kilka pełnych postaci zakochanej pary, których ciała złączone były 
niczym wzbijająca się w górę fontanna, namiętność i miłość przełożone na język płynnych, 
ciemnych linii. - Piękna jest ta pozycja - szepnął John, zerkając na swoich modeli. - 
Księżniczka patrzy na ukochanego z miłością. Książę nie może się oprzeć jej urodzie, są 
sobą zauroczeni, owładnięci magią. John podszedł do pozujących, wyciągnął rękę, by 
poprawić suknię siostry. - Christino, lepiej by było, gdybyś bardziej odsłoniła ramię... To taka 
pełna wdzięku i ekspresji linia od barku do szyi. Właściwie to i tak mniej, niż byś pokazała w 
którejś ze swo ich sukien wieczorowych. Bardzo dobrze! - Wrócił do swoich sztalug i poprosił: 
- Nachyl bardziej do niej głowę, Aedanie! Tak lepiej, to prawdziwy wyraz wielkiej miłości. - 
Szkicując, kiwał do siebie głową. Aedan, patrząc na oczy Christiny, półprzymknięte jakby 
ekstazie, zapragnął pocałować ukochaną i aż zadrżał od tego pragnienia. Na czoło wystąpiły 
mu kropelki potu. Po raz kolejny pomyślał, że pozowanie do fresku okazało się fatalną 
pomyłką. - Poruszona aż do głębi duszy, czarująca istota się uśmiechnęla - szepnął John po 
chwili, cytując poemat. Aedan przysłuchiwał mu się, wdzięczny za przerwanie tego milczenia. 
John miał przyjemny tembr głosu i dobrze znał tekst poematu, pięknie akcentował każdy 
wers. Aedan od dawna nie słyszał Zaklętych róż recytowanych na głos, od lat też nie czytał 
utworów ojca. Teraz, gdy glos Johna odświeżył mu w pamięci całą historię i gdy trzymał 
Christinę objęciach, zrozumiał poemat tak, jak nigdy wcześniej. Czuł, że postaci ożywają w 
tapiserii słów, wśród nitek przeznac¯enia, namiętności i gwałtownych uczuć. - Leżala wśród 
dzikich róż, stracona dla niego. Stracona! - mówił John, posuwając kredą po papierze. - 
Upadła wśród bujnych róż okrutnych cierni... Aedan nieruchomy i milczący wyczuł, że 
Christina siucha z takim samym napięciem jak on. Przytulił ją mocniej, gdy jej brat 
wypowiadał ostatnią zwrotkę, jakby był bardem. Moja miłości, powróć do mnie, Moja miłości, 
do domu wróć Lecz ona płynie już po morzu, Gdzie spotkasz tylko tych żeglarzy Dla których 
podróż to ostatnia. Aedan, słysząc szloch, spojrzał na Christinę. Z jej oczu płynęły łzy - 
Zawsze przy tym płaczę - szepnęła. Broda jej się trzęsła. Nie mogąc się powstrzymać, 
pocałował ją w czoło, wdychając jednocześnie słodki zapach jej włosów. Christina znów 
załkała. John jeszcze przez chwilę szkicował, aż w końcu podniósł głowę znad sztalugi. - 
Wiem, że wy dwoje nie jesteście być może najbliższymi przyjaciółmi - powiedział - ale muszę 
was prosić, byście udali pocałunek. Aedanie, przyciągnij ją do siebie! A ty, Christino, odchyl 
głowę i staraj się wyglądać tak, jakbyś była... cóż, urzeczona. Ale pamiętaj, mój panie - dodał 
John dobrodusznie - że to moja siostrał że chodzi wyłącznie o dobro obrazu. - Oczywiście - 
szepnął Aedan. Serce mało nie wyskoczyło mu Z piersi. John odłożył kredę i wstał. - 
Zostawiłem kilka szkiców do tej pozy w jadalni, gdzie pracowałem wcześniej. Chciałbym 
spojrzeć na jeden z nich. Pójdę więc po niego, wy i tak musicie chwilę odpocząć. - Sięgnął po 
laskę i pospiesznie wyszedł. Drzwi zamknęły się za nim z cichym trzaskiem. Zapadła ciężka 
cisza. Aedan wypróstował się, z trudem usilując odzyskać kontrolę nad sobą Drżał,a krew 
tętniła w żyłach. Przyciągnął Christinę do siebie i mocno pocałował. Rozchyliła usta, witając 
go radośnie i lekko przekrzywiając głowę, by ich wargi lepiej do siebie pasowały. Gdy 
przytuliła się do niego, nie był w stanie dłużej ukrywać, jak bardzo jej pragnie. Christina, 
czując to, jęknęła tylko i przywarła do niego całym ciałem. Jak przez mgłę Aedan usłyszał 
odgłos kroków Johna. Pocałował ją jeszcze raz, mocniej, i poczuł delikatną, wilgotną 
pieszczotę jej języka. John otworzył drzwi i nagły przeciąg pogasił świece. Spowiła ich nagła 
ciemność. Aedan, chociaż bliski ekstazy, pocałował Christinę jeszcze raz i w końcu ją puścił. 
W czasie gdy John zapalał świece, Aedan spróbował przyjąć tę samą pozycję co poprzednio. 
Czuł teraz, jak Christina drży. Umysł miał zamglony, nie bardzo mógł sobie przypomnieć, jak 
byli ustawieni. Przyciągając Christinę do siebie, delikatnie dotknął jej policzka prawą ręk a 
lewą chwycił palce spoczywaące na jego piersi. Wyczuwał, jak mocno bije mu serce. John 
podniósł głowę. - Och, zmieniliście pozycję! - powiedział. - Ta jest chyba nawet lepsza. - 

background image

Zacząłem dzisiaj pracę na ścianie w jadalni - oznajmił John Christinie później, po blisko 
godzinnym pozowaniu, kiedy zrobili kolejną przerwę. - No tak, mówiłeś - odparła. - Jeszcze 
tego nie widziałam. - Przeniosłem kilka rysunków z pomocą panny Amy. To bardzo chętna 
uczennica. Lady Balmossie nam asystowała i nawet pomagała. Urządziliśmy sobie pyszną 
zabawę. Christina ze śmiechem popatrzyła na rysunki na arkuszach szarego papieru, 
sklejonych na brzegach w taki sposób, że tworzyły dużą płaszczyznę. John przy użyciu igły 
od kompasu ponakłuwał każdą naszkicowaną figurę. Po przyklejeniu papieru do ściany, 
kredą albo węglem w woreczkach posmarował naklucia, by przenieść zarysy na ścianę. 
Christina kiwała głową, gdy brat mówił o technice przenoszenia obrazu, której nauczył go 
ojciec. W ciągu kilku minut przerwy nieco się odprężyła. Na dźwięk otwieranych drzwi 
podniosła głowę i zobaczyła, że Aedan wychodzi z sąsiedniego saloniku. Przebrał się już z 
czerwonej tuniki z powrotem w Czarny surdut i kilt w czerwoną kratę, który wcześniej tego 
wieczoni nosił przy obiedzie. Zasiedli do niego w pokoju śniadanio wym, służącym za 
tymczasową jadalnię do czasu ukończenia przez Johna fresku. Zjedli zupę jarzynową, 
pieczony drób  i pudding cytrynowy. Christina szczególnie dobrze zapamiętała pudding, bo 
przez nieuwagę pobrudziła nim bluzkę i brązową kraciastą spódnicę. Teraz gdy Aedan wrócił 
do pokoju, wstała ze swego miejsca i zebrała tren długiej sukni z jedwabiu o barwie kości 
słoniowej. - Ja też się przebiorę - powiedziała, kierując się w stronę saloniku. - Bardzo już 
późno - zauważył John. - Jestem pewien, że nikt by nie zauważył, gdybyś prześlizgnęła się 
do swego pokoju w tym kostiumie. Oprócz nas trojga wszyscy już śpią. Christina pomyślała o 
nużącym przebieraniu się w gorset, krynolinę, halki, bluzkę, aksamitny pas i spódnicę, tylko 
po to, by zaraz znów to wszystko zdjąć. - Mojej spódnicy przydałoby się pranie. Może 
zostawię swoje rzeczy tutaj i poproszę którąś ze służących, by jutro zaniosły je do Effie 
MacDonald? Jutro przecież jest dzień prania. Jeśli uważacie, że mogę tak zrobić... - 
Oczywiście. - Aedan zdjął surdut i z galanterią narzucił jej na ramiona. - John i ja nie 
zdradzimy twojego sekretu. - Dziękuję. - Owinęła się mocniej surdutem, wdychając jego 
korzenny zapach, jakże pasujący do siły i tajemniczości mężczyzny, który go nosił. Podeszła 
do Johna i pocałowała go na dobranoc. - Chcę jeszcze dokończyć kilka szkiców - powiedział 
brat. - Chyba jeszcze przez jakiś czas tu zostanę. Dobranoc. Christina kiwnęła głową i 
przeszła przez drzwi, które Aedan dla niej otworzył. Szedł za nią, niosąc zapaloną świecę w 
lichtarzu z brązu. Na korytarzu Christina skręciła w stronęgłównych schodów, lecz on lekko 
dotknął jej ramienia. - Tutaj jest przejście prowadzące do naszych pokoi. - Pokierował nią w 
stronę wąskich drzwi, a gdy je otworzył, ukazały się ciemne, kręte schody. Aedan ruszył 
przodem, trzymając świecę wysoko w górze. - Pójdę pierwszy na wypadek, gdybyś potknęła 
się w tej długiej sukni i pantofetkach. Idź ostrożnie. Christina lekko uniosła tren sukni, by się 
w niego nie zaplątać, Aedan prowadził, oświetlając kamienne ściany. Trójkątne stopnie były 
strome, a klatka schodowa wydawała się czarną otchłanią. Christina poruszała się jednak 
swobodnie, bo nie zawadzała jej obszerna krynolina. Przytrzymując się ręką ściany, 
wsłuęhiwała się w odgłos ich kroków i szelest jedwabiu na piaskowcu. Na podeście przed 
drzwiami do jej pokoju Christina zatrzymała się z ręką na klamce i popatrzyła na 
towarzyszącego jej mężczyznę. Samotność była potężną siłą, a niedawne pocałunki Aedana 
wciąż zdawały się przelewać falą przez jej ciało. Znów zapragnęła znaleźć się w jego 
objęciach. Nie mogła jednak ponownie ulec fizycznym pragnieniom. Przed laty niemądrze 
pomyliła zauroczenie i żądzę młodości z miłością. Uważała jednak, że to, co czuje dla 
Aedana, jest potężniejsze, głębsze. Nie miało znaczenia, czy zna Aedana MacBride dzień, 
miesiąc, rok czy całe życie. Kochała go. Ta pewność wypełniła ją i wprawiała w zdumienie. O 
dziwo, miała wrażenie, jakby kochała go już wtedy, gdy się narodziła, i musiała tylko go 
odnaleźć. Nie sądziła jednak, by on podzielał jej uczucia. Możliwe wszak, że jedna osoba da 
się porwać prądom miłości, podczas gdy ta druga zaledwie unosi się na jej powierzchni. 
Oparła głowę o drzwi, nie miała ochoty wchodzić do środka. Zerknęła na Aedana i zdobyła 
się na odwagę, by zadać mu wreszcie dręczące ją od dawna pytanie. - Sir Aedanie - zaczęła. 
- Muszę o coś... spytać. - O co chodzi, Christino? Cichy dźwięk jej imienia w jego ustach, 
potwierdzający istnienie intymności między nimi, był niczym pieszczota. - Czy wciąż jesteś... 
nieczuły na miłość? Za każdym razem... gdy się dotykamy, to tylko pokusa, urok chwili? 
Muszę to wie. dzieć. - Serce waliło jej mocno, ponieważ zdobyła się na taką śmiałość. 
Naprawdę jednak chciała spytać: Czy kochasz mnie tak jak ja ciebie, czy reż jestem po 
prostu głupia? Westchnął cicho i nie odpowiedział. Odstawił tylko świecę na półeczkę w niszy 
w ścianie. Christina obserwowała go, cały czas świadoma własnych pragnień i swoje; 
niepewności. - Christino - szepnął. - Chodź cło mnie, kochana. - I wyciągnął do niej ramiona. 
Zbyt długo tłumione pożądanie i radość zalały ją falą. Zarzuciła mu ręce na szyję i zaczęła 
szukać jego ust. Całował ją długo i chciwie, jeden pocałunek przeradzał się następny, 
Christina poczuła, że nogi się pod nią uginają. Miała wrażenie, że oto narodził się między 

background image

nimi nowy język, bez słów, język uczuć, którym tak łatwo się porozumieć za pomocą samego 
tylko milczenia i pieszczot. To, co rozpoczęło się, gdy go poznała, karmione sekretnymi 
spotkaniami i godzinami pozowania, teraz zakwitło w pełni. Unosząc się w jego objęciach, 
miała świadomość stromizny rozciągającej się poniżej i wąskich krętych schodów nad głową. 
Na tej stromej spirali Aedan był jej kotwicą. Ona również pragnęła być dla niego punktem 
oparcia i miała nadzieję, że tak będzie. Wsunęła mu palce w kruczoczarne włosy, gęste i 
miękkie. Dotknęła jego policzka, bokobrodów, będących niczym piasek pod jej palcami, i 
znów go pocałowała. Puścił ją i pogładził jej plecy, talię i przesunął dłonie na piersi. Christina 
nawet przez warstwy bawełny i jedwabiu czuła ciepło jego dotyku, a jej ściszony jęk poniósł 
się echem wśród kamiennych ścian. Z niezwykłą pewnością uświadomiła sobie, czego 
pragnie, co chce mu dać. Na rozważanie konsekwencji pora przyjdzie później, teraz nie 
mogła o tym myśleć. Przecież i tak rozumiała, że nie czeka, ich żadna wspólna przyszłość. 
Lecz w tej czarownej chwili miłość stawała się darem, którym Christina pragnęła się z 
Aedanem podzielić. Utrzymywanie jej dalej w sekrecie wzmogłoby tylko jej ból. Musiała go 
nią obdarzyć. Samolubnie pragnęła również zgromadzić wspomnienia, które mogłaby zabrać 
ze sobą w swoją samotną przyszłość. Z wcześniejszych doświadczeń niewiele pięknych 
wspomnień zostało w jej sercu. A tutaj ona i Aedan byli naprawdę sami, odizolowani od 
świata. Nikt inny nie używał już starych schodów. świadomość, że nikt ich tu nie odnajdzie, 
podniecała ją dodatkowo, dawała poczucie niezwykłej swobody. Jego ręka delikatnie 
przesunęła się po jej piersi, Christina przytrzymała tę dłoń, dając mu znak, że chce, by jej tak 
dotykał. Pocałowała go, pragnąc, by jego pieszczoty nigdy się nie skończyły. Czuła oddech 
ukochanego i serce bijące tak mocno jak jej własne. Powiodła palcami wzdłuż szczęki 
Aedana, dotknęła ucha, przesunęła po nim wargami. Aedan jęknął cicho, ujął jej głowę w 
dłonie i pocałował, pod dotykiem jego warg rozchyliła usta. Obrócił ją później tak, by barkami i 
plecami oparła się o dębowe drzwi, a potem zaczął sunąć wargami wzdłuż jej twarzy, linii szyi 
i w dół do obojczyka. Czuła jego delikatny oddech na skórze, doprowadzał ją niemal do 
szaleństwa. Dotknął palcami jej piersi. Westchnęła cicho. Czuła się teraz taka piękna i 
pożądana, uwielbiała to poczucie swobody. Jego palce wsunęły się pod suknię i halkę, 
odnalazły pierś, Christina poczuła się, jakby przeszyła ją błyskawica. Aedan pochylił głowę i 
gorącym oddechem pieścił jej piersi przez jedwab sukni. Położył jej rękę na udzie i uniósł 
suknię do gói-y, aż jej nogi w pończochach i podwiązkach zetknęły się z grubą wełną jego 
kiltu. Gdy przesuwał ręką wzdłuż jej nogi i bioder, Christina wsunęła mu dłoń pod kilt i 
poczuła twardość mięśni jego nóg. Oderwał się od niej gwaltownie i płaską dłonią uderzył w 
drzwi za jej plecami. - Christino - jęknął. - Nie mogę... Uciszyła go dotykiem warg. - Chcę tego 
tak samo jak ty Aedan z jękiem przywarł do jej ust, potem znów się od nich oderwał, jak 
tonący, który usiłuje nabrać powietrza. - To, co do ciebie czuję, to szaleństwo! Nie potrafię 
tego wytłumaczyć, przysięgam, ale nie chcę cię zhańbić. - To nie jest hańba - szepnęła, tuląc 
się do jego policzka. - Ja już przeżyłam hańbę, a to coś zupełnie innego. To jest... radość. 
Jedyna prawdziwa namiętność, jaką kiedykolwiek czułam - powiedziała, uświadamiając 
sobie, że mówi prawdę. Aedan pokręcił głową. - Ty niczego nie rozumiesz - powiedział 
zachrypniętym głosem. - Rozumiem - odparła. - Rozumiem tyle, ile w tej chwili powinnam 
rozumieć. Proszę, kochaj mnie... i pozwól mi kochać ciebie. Mruknął coś, czego nie 
usłyszała, i znów gwałtownie przywarł do jej ust. Objął ją jedną ręką, a drugą pieścił jej piersi. 
Christina czuła przeszywający ją ogień. Gołymi nogami przylgnęła do jego nóg. Aedan 
przesunął jej rękę na brzuch, a potem jeszcze niżej. Rozgorączkowanej Christinie to nie 
wystarczało, pragnęła więcej. Pieściła dłońmi jego plecy, barki, klatkę piersiową i męśką 
twardość żelaznych mięśni. Dotyk jego dłoni na ciele wydawał się taki znajomy. Sięgnęła 
niżej, przesunęła dłonią po twardej płaszczyźnie brzucha, pragnąc gó tak, jak on jej pragnął. 
Odnalazła jego twardą męskość, a wtedy on delikatnymi dłońmi uniósł ją z Ziemi i odgarnął 
na bok bawełnę, jedwab i wełnę, skóra dotknęła skóry i dwa ciała stopiły się w jedno. To było 
takie, jak być powinno. Nie wydawało się ani trochę złe. Poruszali się połączeni, upojeni 
namiętnością, oszołomieni miłością. Tu, na tych krętych schodach, nie istniały żadne zasady, 
żadne wątpliwości, tutaj mogli mieć swoje sekrety. Tu mogli sobie pozwolić na wolność ciała i 
duszy. Wtym miejscu Christina kochała i czuła, że jest kochana. Na zewnątrz nie miała takiej 
pewności. Pocałował ją, potem odsunął się od niej i teraz tylko jąobejmował. Oddychał 
szybko i ciężko, odgarnął jej włosy do tyłu, pocałował w czoło i szeptem zaczął przepraszać. 
Christina uciszyła go krótkim, lecz przepojonym namiętnością pocałunkiem i otworzyła drzwi. 
Wemknęła się do środka i zamknęła je bez słowa, a potem cała drżąca oparła się o nie 
czołem. On przez dłuższą chwilę opierał się o te same drzwi, lecz po ich drugiej stronie. 
Christina nawet przez drewnianą przeszkodę wyczuwała jego obecność. Wyczuła również, 
kiedy odszedł. Christina, z trudem panując nad drżeniem dłoni, wygładziła ciemnozieloną 
spódnicę i poprawiła włosy upięte w gruby węzeł na karku. W pośpiechu przeszła 

background image

korytarzem, pewna, że o tak wczesnej godzinie jak zwykle zastanie Aedana przy śniadaniu. 
Uśmiechając się do siebie, wspominała ich intymne przeżycia i cudowne sekrety ostatniej 
nocy. Nie żałowała ani jednej chwili. To, co zrobili, zostałoby uznane za złe i szokujące, 
gdyby kiedykolwiek zostało odkryte. Ona jednak wiedziała, że takiej miłości nie należy się 
wstydzić. Wczorajszej nocy, gdy w końcu zapadła w sen, śniło jej się, że Aedan przyszedł do 
niej jako książę, ona zaś była Liadan. Oboje nosili średniowieczne tuniki, lecz tym razem ich 
stroje nie były jedynie przebraniem. Wszystko w tym śnie było niezwykle autentyczne, jak 
gdyby ona i Aedan naprawdę byli kochankami sprzed wieków. W kamiennej wieży, wśród 
rozjaśnionej jedynie blaskiem księżyca ciemności łoża z baldachimem, Aedan kochał ją z 
taką czułością, że przebudziła się, szepcząc jego imię i zaciskając ręce tak, jakby go 
obejmowała. Pragnienie jego bliskości wciąż ją paliło aż do bólu. Pomyślała: Zaraz go 
zobaczę! Z rumieńcem na twarzy otworzyła drzwi do pokoju śniadaniowego. Przez wysokie 
okna wpadało jasne światło poranka, podkreślając złocistość dębu i wesoły wzór na 
perkalowych zasłonach. Aedana jednak nie było, a bez niego pokój w jednej chwili 
pociemniał. Christina rozejrzała się dokoła i dostrzegła panią Gunn i MacGregora, stojących 
pod jednym z okien. - Pani Blackburn, kochana, dzień dobry - odezwała się gospodyni. Lokaj 
ukłonił się lekko, mrucząc coś z miękkim szkockim akcentem. Christina pozdrowiła ich, wzięła 
talerz i nałożyła sobie je- dzenie z trzymanych w cieple półmisków i tac ustawionych na 
bufecie, jak to było w porannym zwyczaju w Dundrennan. - Wygiąda na to, że cały dzień 
będzie Słońce może obejść się bez burz, które ostatnio nie dawały nam spokoju - stwierdziła 
pani Gunn, wyglądając przez okno. - Wybiera się pani znów na wzgórze? Tam Durie zabrał 
sir Aedana powozem, ale gdyby pani chciała jechać gigiem, MacGregor przyśle stajennego. - 
0, nie, dziękuję. Chętnie się przespaceruję w taki piękny dzień. - Christina zajęła swoje 
miejsce, a MacGregor usłużnie przy sunął jej krzesło, nalał jej też kawy i przystawił malutki 
dzbanuszek śmietanki, którą tak lubiła. Potem przysunął jej także talerz ulubionych babeczek 
z porzeczkami i miskę świeżych owoców. Christina uśmiechnęła się do niego, wdzięczna za 
takie gesty, świadczące o tym, iż zaakceptowano ją.w Dundrennan. - Sir Aedan pojechał na 
plac budowy? - spytała panią Gunn, gdy MacGregor wyszedł z pokoju. - 0, nie, wybrał się 
razem z panną MacDonald i jej babką na dworzec kolejowy w Glasgow. Stamtąd mają jechać 
do Edynburga. Lady Strathlin i pan Stewart pojechali z nimi. Wszyscy mają dzisiaj jakiś 
interes do załatwienia w mieście - odparła pani Gunn. - Sir Aedan wyjechał? - Christina 
starała się ukryć dotkliwe rozczarowanie. - Wiedziałam, że lady Strathlin i pan Stewart nas 
opuszczają, gdyż pożegnali się ze mną jeszcze wczoraj... Nie miałam jednak pojęcia, że sir 
Aedan również wybiera się w podróż pociągiem. - Nie będzie go zaledwie przez kilka dni - 
odparła gospodyni. - i mówi pani, że praczka pojechała wraz z nim? - Christina uznała to za 
zdumiewające. - 0, tak. On jest z nimi „w bliskiej przyjaźni. Był przecież zaręczony z drugą 
panną MacDonald. Christinę ścisnęło w żołądku. Całkiem zapomniała o poprzednim związku 
Aedana. - Z drugą panną MacDonald? No, tak, rzeczywiście, coś mi o tym wspominano - 
powiedziała z pozorną obojętnością. - To była kuzynka Dory, Elspeth. Dobra dziewczyna. 
Myślałam, że sir Aedan umrze z żalu, kiedy odeszła tak nagle. To był wielki wstrząs i nastąpił 
tak niedługo po tym, jak sir Neil zginął na wojnie. Być może panna MacDonald nie byłaby 
odpowiednią żoną dla lorda i baroneta, ale to dobra dziewczyna i wszyscy bardzo ją 
kochaliśmy. - Rozumiem. - Christina siedziała nieruchomo, z palcami zaciśniętymi na 
filiżance. Nie czuła nawet, że gorący napój parzy przez cienką porcelanę. - Sir Aedan nie był 
wtedy dziedzicem i mógł się żenić, z kim chciał. To takie smutne. - Pani Gunn westchnęła, 
Sprawdzając naczynia na podgrzewaczu. - Mieliśmy nadzieję, że pewnego dnia poślubi 
pannę Stewart - zdradziła ściszonym tonem. - Lecz myślę, że do tego nie dojdzie. - Ach, tak? 
- powiedziała Christina ostrożnie. - No cóż, lord nie wtajemnicza nikogo w swoje kłopoty, 
wiem jedynie, że zdaniem panny Stewart sir Aedan to dobry człowiek, ale nudziarz, i że woli 
mieć go za kuzyna niż za męża. Ostatnio zresztą wyraźnie z niego zrezygnowała, bo sama 
zerka w inną stronę. Christina zdziwiona zamrugała, patrząc na panią Gunn sponad filiżanki z 
kawą. - Cóż, jest rozsądną dziewczyną i robi to, na co ma ochotę. Moim zdaniem za dużo ma 
w sobie wesołości skowronka dla te. go ponurego jastrzębia. Tak chyba będzie dla niej lepiej, 
a możliwe, że nasz lord nigdy się nie ożeni - stwierdziła pani Gunn, kręcąc głową. - Chyba 
słyszała pani o tej okropnej klątwie? - Tak - odparła Christina cicho. - Słyszałam. - Cóż - 
chrząknęła pani Gunn, gdy do pokoju wszedł MacGregor. - Dość już o tym. Sir- Aedan mówił, 
że pani prace na wzgórzu posuwają się naprzód, pani Blackburn, i że ma nadzieję, że szybko 
się pani z nimi upora. Szybko się uporam? Och... chyba... chyba tak. Pani Gunn usmiechnęła 
się, jej okrągła twarz i żywenie niebieskie oczy budziły taką sympatię. Christina wiedziała, że 
gospodyni nie jest świadoma ciosu, jaki przed chwilą jej zadała. A więc Aedan miał nadzieję, 
że ona wkrótce upora się z pracami na wzgórzu i, co za tym idzie, opuści Dundrennan! Dobry 
Boże, jakże się pomyliła! Jak bardzo okazała się niemądra i naiwna! On się z nią tylko 

background image

zabawiał, zaspokajał swoje pragnienia, a teraz już miał jej dość. Poczuła, ¯e narasta w niej 
nienawiść więc dobrze,pomyślała. Z radoscią przygotuje wszystko do wyjazdu. Niech sir 
Edgar Neaycs przejmie prace nad wykopaliskami, wszak jej zadanie na Cairn Drishan i tak 
było, już prawie zakończone. Spakuje swoje rzeczy i wyjedzie, byle tylko zdążyć z tym przed 
powrotern Aedana. Niech się cieszy! - Pani Blackburn, moja droga. Czy wróci pani do domu 
na lunch? Czy też mam prosić kucharkę, żeby przygotowała koszyk i posłała z nim na 
wzgórze jedną ze służących? - spytała pani Gunn. Christina prawie jej nie słuchała. Aedan 
wyjechał bęz słowa, a uwagi pani Gunn ujawniły, że traktował Christinę jak nieproszonego 
gościa. Te wspaniałe, cudowne pocałunki, ta namiętność, z którą się kochali... Wszystko to 
okazało się jedynie czystą żądzą. Niczym więcej. Policzki, paliły ją ze wstydu. Znów 
zachowała się nieprzyzwoicie. Czy kiedykolwiek w życiu nauczy się kierować głosem 
rozsądku, a nie serca? Kiedy znów go zobaczy, będzie miała maskę na twarzy i okaże mu 
tylko obojętność i rezerwę. Nie będzie się ukrywać, jak przed laty. Nie będzie się wstydzić 
tego, co zrobiła, powodowana miłością. I wyjedzie tak prędko, jak tylko da się to załatwić. - 
Pani Blackburn? Gospodyni czekała na jej odpowiedź. - Lunch? Ach, tak. Dziękuję, wrócę do 
domu. Mam jeszcze trochę pracy w bibliotece. - Szkoda, w taki piękny dzień. - Pani Gunn 
odwróciła się na dźwięk otwieranych drzwi. - Dzień dobry, panno Stewart, ależ wcześnie 
panienka dzisiaj wstała! Amy weszła do pokoju śniadaniowego w przybranej marszczeniami i 
falbankami sukni z pastelowej satyny w kratę, która tak ładnie podkreślała jej jasne włosy i 
cerę. Christina uniosła głowę i uśmiechnęła się na powitanie, chociaż głębi duszy, 
porównując się z Aniy, czuła się bardzo zwyczajna i szara jak mysz. Amy zawsze zdawała się
tryskać ży ciem i radością. A Christina w tej chwili miała wrażenie, że jest nikomu 
niepotrzebną. - Dzień dobry - odparła Amy. - Sądziłam, że zastanę kuzyna Aedana przed 
wyjazdem do Milngayie. Czyżbym się spóźniła? - Och, wyjechał już dawno! - Pani Gunn 
nalała, Amy kawy. - Ja też chciałam jechać do Edynburga. Tak miło byłoby znów odwiedzić 
siostrę Aedana. - Amy nałożyła sobie na tałerz kiłka kawałeczków owoców i płasterek 
bekonu. Christina z niezadowołeniem popatrzyła na własny, pełny po brzegi talerz, i przez 
moment poczuła się naprawdę okropnie.W końcu jednak ujęła widełec i z determinacją 
zabrała się do jedzenia, chociaż całkiem straciła apetyt. Nie może sobie pozwolić na to, by 
wstydzić się każdej decyzji, jaką podejmuje w życiu, upomniała się w duchu. - Dzisiaj znów 
będę pozować panu Blackbumowi - oznajmiła Amy, przez stół uśmiechając się do Christiny. - 
Ogromniemi się to spodobało. Twój brat jest naprawdę czarujący, prowadziliśmy naprawdę 
cudowne rozmowy. Ma taki miły śmiech i tyłe interesujących historii do opowiedzenia. Mówił 
mi, że jestem idealną modelką. - Amy zdawała się wprost jaśnieć. Christina uśmiechnęła się. 
- John ma bardzo krytyczne spojrzenie i nię sypie komplementami na prawo i lewo. Możesz 
czuć się naprawdę zaszczycona. - Ałe nie chciał, żebym pozowała do postaci księżniczki. 
Twierdzi, że to ty jesteś wprost idealna do tej roli. - Cóż, kiedy Johnowi rodzą się w głowie 
wizje obrazów, zawsze ma na myśli jakiś konkretny fizyczny typ urody. Wyobraził sobie, że 
księżniczka musi być ciemnowłosa, a ja mam w sobie niewątpliwie ciemną celtycką krew, ty 
natomiast z mi swoimi zdumiewającymi jasnymi włosami musisz mieć w sobie krew 
Normanów, Amy poklepała się po głowie. - Rzeczywiście, moja babcia była Norweżką. - Ach, 
pani Blackburn, mam dla pani list! Prawie zapomniałam - oznajmiła pani Gunn, przerzucając 
pocztę w kieszeni fartucha. W końcu podała Christinie brązową kopertę. - Jest na nim jakaś 
dziwna pieczęć. - To z Narodowego Muzeum Starożytności - odparła Christina, rozcinając 
kopertę. - Ach, od sir Edgara! - Pospiesznie przeczytała list i serce zabiło jej szybciej. - Boże, 
zamierza tu przyjechać w ciągu kilku następnych dni! - Z trudem przełknęła ślinę. - Sir Edgar 
Neayes tutaj? Sir Aedanowi bardzo się to nie spodoba, ale cóż możemy począć? - Pani Gunn 
wyrzuciła ręce w górę. - Naszego łorda nie ma, a sir Ełgar się zjawi. Przecięż nie możemy 
zaproponować mu łóżka w domu któregoś z dzierżawców - Chyba mógłby zatrzymać się w 
Balmossie - podsunęła Amy. - Ale on przyjeżdża obejrzeć Cairn Drishan, a Balmossie jest 
przecież oddalone o ładnych kilka mil - stwierdziła Christina. - To prawda. - Amy zmarszczyla 
czoła - Cóż, nie mamy innego wyboru, jak okazać mu uprzejmość i gościnność. Przecież 
mimo wszystko przysyła go tutaj rząd, a:t prawie jakby królowa. Będziemy musieli być dla 
niego mili i pokazać mu ten stary pagórek Może zdąży wyjechać przed powrotem Aedana. 
Christina spojrzała na nią z uwagą. - A co by się stało, gdyby sir Aedan po powrocie zastal ni 
Edgara? - Och, nie chciałabym przy tym być! - oświadczyła Amy zlowieszczo, a pani Gunn 
pokiwała głową na potwierdzenie jej słów. - Ale jest już za późno, by odpowiedzieć sir 
Edgarowi, za późno też na powiadamianie Aedana. Sir Edgar i tak będzie tu wcześniej. - 
Nasz lord zapowiadał, że wyjeżdża na kilka dni - powiedziała pani Gunn. - A nie da się 
określić, kiedy sir Edgar może przyjechać. Czoło Amy w końcu się wygładziło. - Mimo 
wszystko wyślę list kuzynowi Aedanowi. A jeśli sir Edgar pojawi się tu podczas jego 
nieobecności i Aedan nas za to złaje, nie pozostanie nam nic innego, jak tylko słodko się do 

background image

niego uśmiechać. Może wtedy przestanie się na nas gniewać. - Uniosła do góry jasne brwi. - 
Co prawda Aedan jest mniej podatny na tego rodzaju zabiegi niż inni mężczyźni - dodala, 
wykrzywiając usta. Christina w milczeniu pokiwała głową i zaczęła popijać kawę, sir nie 
czując, że wystygła i nie została posłodzoną Nie wierzyła już, by cokolwiek w życiu 
kiedykolwiek wydawało się słodkie po tym wybuchu radości, króży miał miejsce ostatniej 
nocy, i po gwał townym ciosie, jaki zadało jej sercu tego ranka. -John! - Christina zastukała 
do drzwi jadalni. - To ja, Chri stina! Jej brat spędził przeważającą część ubiegłego tygodnia w 
ja dalni, uchylając jej drzwi tylko od czasu do czasu, by przyjąć tacę z jedzeniem i herbatą od 
Dobrej Jean, lub by przez chwi lę porozmawiać Z Christiną w korytarzu. Nie domagał się 
pozowania od żadnego z chętnych członków gospodarstwa, nie zapraszał też nikogo, by 
pokazać postępy w malowaniu fresku. Wcześniej tego dnia pani Gunn oświadczyła Christinie, 
że pan Blackburn już od dwóch dni nie opuszcża jadalni nawet po to, żeby przespać się we 
własnym łóżku. - A przecież pani wie, że Jean muszą tam odkurzyć - oświad czyła Christinie. 
- W dodatku cały czas prosi o jajka, i to o su rowe! - Skrzywiła się, kręcąc głową. Christina 
zapęwnila gospodynię, że z odkurzaniem można si wstrzymać na kilka dni, bo przecież 
meble w jadalni i tak zakryto prześcieradłami, ale obieeała, że zbada sytuację. - John! - 
powtórzyła, tym razem stukając mocniej. W końcu drzwi się otworzyły i brat stanął w 
mrocznym cieniu. - Christino, czy Gunnie przysłała cię tu, żebyś sprawdziła, czy jeszcze 
żyję? Powiedz jej, że czuję się dobrze, chociaż od czuwam przypływ natchnienia. Przyniosłaś 
coś do jedzenia? - Nie. - Wyciągnęła kopertę. - Dostałam list od wuja Wal tera. To znaczy 
napisała go w jego imieniu ciocia Emmie. Mo gę wejść? Zawąhał się, a potem dał krok w tyli 
otworzył drzwi. Chri stina weszła do środka. Natychmiast uderzyła ją nagła zmiana, jaka 
zaszla w tym pokoju. Błyszczący mahoniowy stół i krzesła, a także kredens z drewna 
wiśniowego spowite były w białe po krowce i przypominały gromadę duchów. W różnych 
punktach pokoju stały dwie drabiny i wysokie krzesło, na które wchodzi- ło się po stopniach. 
Na stole leżały rozrzucone pdzle, farby, szmatki, paleta, kawałki kredy, małe słoiki t rozmaite 
inne przy bosy malarskie Miska pełna jajek stała obok drugiej, w ktorej połyskiwało białko, 
dookoła walały się potłuczone skorupki. Na stole leżały też w nieporządku duże płachty ze 
szkica. mi, posklejane z kilku mniejszych kawałków. Przez otwarte okno, którego zasłony 
rozsunięto, wpadało świeże powietrze, poruszając delikatnie koronkowymi firankami. - Dzięki 
Bogu, że masz tu przynajmniej dobrą wentylację - stwierdziła Christina. - To zawsze 
potrzebne, kiedy malujesz olejami i terpentyną. Chociaż muszę przyznać, że nie ma tu 
nieprzyjemnego zapachu. - To dlatego, że tym razem nie używam farby olejnej. Stosuję na 
ścianie temperę żółtkową, tak jakiej używali średniowieczni artyści. Spójrz! - Ujął ją za 
ramiona i obrócił do ściany. - Ach! - jęknęła Christina, zaskoczona i zachwycona tym, co 
zobaczyła. Podeszła bliżej, by lepiej się przyjrzeć. Raczej zwyczajny pejzaż w tle, 
namalowany przez poprzedniego artystę, całkowicie się odmienił po dodaniu rozInaitych 
ludzkich postaci i mnóstwa różnych szczegółów. W tle i pośrodku na wzgórzach wznosiły się 
zamki, na polach pracowali rolnicy, pasterze pilnowali stad owiec albo prowadzili bydło drogą. 
Rycerze w lśniących celtyckich zbrojach jechali konno ścieżką, wychodzącą z lasu. Uwagę 
Christiny przykuły jednak przede wszystkim postacie księcia i księżniczki, spotykających się 
po raz pierwszy. Stali profilem, zwróceni ku sobie, i trzymając się za ręce, patrzyli sobie w 
oczy Ten obraz ją zachwycił, lecz jednocześnie odczuła żal. Dawno temu Aedan mac Brudei 
musiał tak patrzeć na Liadan, lecz Aedan MacBride nigdy już nie spojrzy na Christinę z takim 
uwielbieniem w oczach. - Jakie to piękne, Johnie - szepnęła. - Naprawdę wyjątkowe. Miałeś 
wspaniały pomysł, by namalować tu sceny z legendy o śpiącej księżniczce z Dundrennan. 
Stworzysz prawdziwe arcydzieło. John uśmiechnął się. Stal z założonymi rękami. Palce mial 
poplamione farbami, tak samo jak białe rękawy. Fular mu się przekrzywił, ciemnobrązowe 
kędziory zmierzwiły, a policzki pokryły się kilkudniowym zarostem. Opierał się na lasce, jak 
gdyby był bardzo zmęczony. Oczy mial podkrążone, lecz płonęło w nich podniecenie. - Sam 
teraz widzę, jakie to może być piękne - przyznał. -. Skończenie tego mogłoby mi zabrać 
prawie rok. Mam nadzieję, że Aedan nie będzie miał nic przeciwko temu. - Rok! - przeraziła 
się Christina. - Wiesz przecież, że to musi zostać ukończone najszybciej jak się da. Królowa 
przyjeżdża już za kilka tygodni! - Jeśli chodzi o fresk, to nie ulegnę. Zwłaszcza teraz, kiedy 
wiem, jaki mógłby być - powiedział John, kręcąc głową. - Ale mogę w ciągu kilku tygodni 
naszkicować postaci i elementy architektoniczne i trochę je pokolorować, tak żeby fresk 
przynajmniej nadawał się do pokazania. - Myślę, że królowa nie będzie miała nic przeciwko 
pokazaniu jej niedokończonego fresku. - I tak przez te jajka muszę pracować szybciej niż 
zwykle. Christina popatrzyła na niego zdziwiona. - Ze względu na jajka? - Pokusilem się o 
pewien eksperyment - wyzńał John, podnosząc do góry rękę. - Wiem, wiem, niejedno 
arcydzieło zostało zniszczone przez eksperymenty. Czuję się jednak pewien, że rym razem 
się uda. Nie mogę nakładać farb olejnych na tynk, rezultat byłby katastrofalny. Postanowiłem 

background image

więc posłużyć się średniowieczną techniką tempery żółtkowej. Niektórzy z członków Bractwa 
Prerafaelitów wypróbowali ją z niezłym rezultatem, co prawda nikt nie używał tego na tak 
dużą skalę, malując fresk - dodał, marszcząc czoło. - Napisałem do ojca z prośbą o radę. - 
Wiem, że w zeszłym tygodniu dostałeś od niego list. Ale powiedziałeś mi tylko, że pyta o 
moje zdrowie i pracę tutaj. Nie wspomniałeś nic o eksperymencie z temperą! - uśmiechnęła 
się. - Jak to się sprawdza? - Rozejrzała się i spostrzegła, że zaledwie kilka fragmentów 
wygiąda na ukończone. - Zapowiada się obiecująco, żółtko przydaje farbie cudownego 
bogactwa, połysku jak olej, ale szybko wysycha, muszę więc bardzo prędko malować. A pani 
Gunn skarży się na licz. bę zużywanych jajek - dodał. Sir Aedan ucieszy się, gdy się dowie, 
że praca się szybko posuwa. A kiedy zobaczy, co zrobiłeś sądzę, że przestanie go 
obchodzić, jak dużo czasu przyjdzie ci spędzić nad freskiem. Jest naprawdę cudowny! Znów 
spojrzała na niezwykłą główną scenę, przedstawiającą księcia i księżniczkę. Chociaż figury 
były naszkicowane, potem pomalowane bladymi kolorami, rysunek wyglądał bardzo 
realistycznie. Ręce i dłonie postaci zachwycały dokładnością każdego szczegółu, ale płynne 
linie ciał i udrapowanych szat świadczyły o elegancji i mistrzowskim opanowaniu pędzla, 
które charakteryzowało najlepsze dzieła Johna. - No dobrze, ale powiedz mi, po co tu 
przyszłaś? - spytał. - Powiedziałaś, że dostałaś list od wuja Waltera. - To ciocia Emmie pisze 
w jegoimieniu. - Christina podała list bratu, który szybko przebiegł go oczyma. - On się nie 
miewa dobrze, John. Nie jest w stanie utrzymać pióra. Ciocia pisze, że nie interesuje go już 
czytanie książek historycznych, a to bardzo do niego niepodobne. Chociaż z pozoru wygiąda 
na to, że ma jeszcze siły, to ona mimo wszystko obawia się,  że wuj nie przetrzyma Zimy. 
John oddał jej list, na jego twarzy odmalowała się troska. - Może najlepiej będzie, jeśli prędko 
uporasz się z tą pracą i wrócisz do domu, do nich. Jestem pewien, że wuj zechce dowiedzieć 
się czegoś bliżej o tej twojej piktyjskiej budowli z piwnicą. Może to wskrzesi w nim iskrę życia. 
Zawsze przecież uwielbiał słuchać o nowych odkryciach. - Masz rację, powinnam do niego 
wrócić. Oprócz ciebie i twojej pracy nic więcej mnie tu już nie zatrzymuje. John popatrzył na 
nią przez dłuższą chwilę. - Nic? - spytał delikatnie. - A kiedy sir Aedan wraca? Christina, 
słysząc ton, jakim to powiedział, nabrała przekonania, że brat wie o tym, co zdarzyło się 
pomiędzy nią a Aedanem. - Ja... nie wiem. Wiem natomiast, że w każdej chwili może się tu 
zjawić Edgar. - No cóż, wobec tego, jak sądzę, będziesz musiała podjąć decyzję. - Co masz 
na myśli? - Sądzę, że wiesz, księżniczko. - Ujął ją za łokieć i podprowadził do drzwi. - A teraz 
wyjdź. Muszę pracować sam. Ty reż masz sporo do zrobienia. Wuj Walter będzie szczęśliwy, 
kiedy się dowie, że znalazłaś dowód na poparcie jego teorii związków króla Artura z celtycką 
Szkocją. Christina pokręciła głową. - Nie przypuszczam, żeby w tym starym wzgórzu dało się 
znaleźć coś podobnego, Johnie - powiedziała. - Pomyliłam się. Miałam wielkie  nadzieje, ale 
niestety. To piktyjska budowla i już to samo w sobie jest cudowne, ale nie znajduję żadnych 
przesłanek, by sądzić, że ma w sobie coś jeszcze bardziej magicznego. Uśmiechnął się. - 
Wydaje mi się, że tak czy owak znalazłaś tu pewną magię. - Ta starożytna budowla to 
niezwykle ekscytujące znalezisko, lecz z całą pewnością nie będzie tam nadzwyczajnych 
skarbów - uśmiechnęła się żałośnie. - Ja wcale nie mówię o wzgórzu. Podczas sesji 
pozowania byłem wprawdzie bardzo zajęty, moja droga, ale nie jestem ślepy. To miejsce jest 
dla ciebie pełne magii, podobnie zresztą jak dla lorda. Zrobiłem, co mogłem, żeby wam to 
uświadomić. Christina popatrzyła na niego zdumiona. - Ach! Teraz już wszystko rozumiem, ty 
draniu! - Jestem zdumiony, że nie zorientowałaś się wcześniej. Oboje jesteście półprzytomni; 
będąc blisko siebie. Właściwie na nic innego nie zwracasz wtedy uwagi, a już z całą 
pewnością nie na artystę, który popycha was ku sobie. Christina słuchała go z ciekawością, 
przekrzywiając głowę. A co takiego zauważyłeś? - Przejrzyj moje rysunki, kochana, a sama to 
zobaczysz. Przypuszczam, że lord jest zakochany. Christina zmarszczyła brwi. - Nie byłabym 
tego taka pewna. - Spytaj go, kiedy wróci. Może ci odpowie, jeśli jest uczciwym człowiekiem, 
a przypuszczam, że jest - uśmiechnął się i delikatnie wypchnął ją za drzwi. - Przyślij mi tu 
kogoś z herbatą. Umieram z głodu. - Pomachał jej ręką i zamknął się w pracowni. 
Oszałamiający zachód słońca oświetlał Edynburg, niezliczone okna zdawały się płonąć, 
fasady czerwieniały, a zamek na wzgórzu jakby stał w płomieniach. Aedan obserwował 
zmiany zachodzące na niebie i w mieście. Roztaczający się na niemal cały Edynburg widok z 
frontowego okna domu na zboczu Calton Hill, należącego do doktora Cónnora MacBama, 
wprost zapierał dech w piersiach. Aedan patrzył na zamek na wysokiej czarnej skale i 
wystrzępioną sylwetkę Siedziby Artura, wielkiego wzgórza chroniącego miasto od wiatrów, 
przez które w zimowe dni miasto spowijała mgła. Poniżej widział długie wstęgi ulic i 
budynków oraz rzekę powozów na Princes Street naprzeciwko osuszonego jeziora, 
będącego teraz niewielką doliną pełną jasnych kolorowych ogrodów. Widział też opadającą w 
dół długą Highstreet, dzielącą miasto, i skupiska kamienic, a wśród nich zaułki i wąskie 
uliczki. Wywieszone pranie przypominało blade delikatne kafelki, ludzie poruszali się po 

background image

biegnących w górę i w dół uliczkach jak zajęte swoją pracą mrówki. - Prześliczne, prawda? - 
spytała go siostra. Odwrócił się i zobaczył, że Mary Faire wchodzi do bawialni. Jej szeroka 
spódnica z ciemnobrązowej satyny jeszcze podkreślała szczupłość figury i Iśniąco czarne 
włosy. Mary Faire cichutko zamknęła drzwi gabinetu Connora, w którym jej mąż 
przeprowadzał konsultację z Dorą i Effie MacDonald. Podeszła do Aedana. - Uwielbiam 
widok miasta o zachodzie słońca. Kolory są takie żywe, a sylwetka zamku tak potężna, jakby 
strzegł nas wszystkich. - Rzeczywiście jest piękny, ale wolę zachody słońca na wyżynach 
Szkocji. - Zawsze tak było. - Wsunęła mu rękę pod ramię. - Tak się cieszę, że cię widzę, 
Aedanie, i cieszę się, że przywiozłeś Dorę. - Czy Ccnnor uważa, że będzie w stanie jej 
pomóc? - Sądzę, że tak. Wyjaśni ci wszystko, kiedy ją zbada. To naprawdę miłe z twojej 
strony, że przywiozłeś je tutaj i zaofiarowałeś się, że pokryjesz wszystkie wydatki. Nareszcie 
widzę w tobie dawnegg młodszego brata o gorącym sercu. - Ja się wcale nie zmieniłem - 
stwierdził spokojnie Aedan. Siostra stanęła bokiem, żeby przyjrzeć się jego twarzy. - Och, 
uważam, że się zmieniłeś, i to bardzo! Przez bardzo długi czas byłeś zdecydowany trzymać 
wszystkich innych na dystans. Otoczyłeś się murem, zwłaszcza po śmierci Neila. Ten mur 
zrobił się jeszcze wyższy i grubszy, kiedy umarła Elspeth i gdy zmarł ojciec. Ale nareszcie 
zacząłeś jakby spoza niego wyglądać. Nie miałem śiadomości, że tak jest - powiedział Aedan 
cicho. - Owszem, przynajmniej do pewnego stopnia. Nie widziałam cię od kilku miesięcy i 
wydajesz się odmieniony. Pomyślałam, że może się w kimś zakochałeś. Tylko miłość 
zmiękczyłaby takiego twardego mężczyznę jak ty. Może.., może chodzi o Dorę? A może to 
nasza droga Amy? Aedan ze śmiechem pokręcił głową. - Obie, i Dora, i Amy, skradły komuś 
serce, lecz nie mnie. Jego serce należało teraz do Christiny, lecz nie zamierzał przyznawać 
się do tego siostrze. Dostatecznie trudne było przyznanie się przed sobą. - Cóż, 
zdecydowanie zmieniłeś się na lepsze, mój drogi. Kiedy ostatnio widziałam cię na wiosnę, 
byłeś szorstki i chłodny. Patrzyłeś spode łba i warczałeś jak niedźwiedź, którego wyrwano z 
zimowego snu. - - Ty też byś taka była, gdybyś mieszkała w Dundrennan z Amy i ciotką Lilią, 
nasyłającymi malarzy, cieślów i tapicerów - stwierdził. Mary Faire roześmiała się. - O tak, 
jestem tego pewna. Obojgu brakuje nam do tego cierpliwości. Aedan uśmiechnął się lekko i 
ponad głową siostry spojrzał na niebo, które przybrało teraz odcień purpury. - Zbodowałem 
ten mur nie bez powodu - powiedział. - Dobrze wiez, że czułem się trochę tak, jakby zarówno 
śmierć Neila, jak i Elspeth była moją winą. - Zdumiała go łatwość, z jaką przyszło mu to 
wyznanie po latach ukrywania prawdy przed sobą. - Aedanie, przecież nawet cię tam wtedy 
nie było! Neil poległ na polu bitwy, pół świata stąd! Kiedy opuszczał Szkocję, wszyscy 
zdawaliśmy sobie sprawę z niebezpieczeństw, jakie niesie ze sobą ta straszna wojna. 
Widziałam ją przecież na własne oczy, przecież właśnie na jednym z tych pól bitewnych 
poznałam Connora. Kiwnął głową. - I nawet ty tam byłaś, a ja nie. Powinienem był pójść na tę 
wojnę, ale postanowiłem zostać tutaj i kontynuować swoją pracę inżyniera. Mogłem ocalić 
Neila, odciągnąć go stamtąd, albo przyjąć na siebie tę śmiertelną ranę. Wiem przecież, jakim 
był impulsywnym idealistą. - A ty byłeś tym trzeźwo myślącym z rodzeństwa, który dostrzegł 
konieczność zostaniaw domu z niedomagającym ojcem, kiedy zarówno twój brat, jak i siostra 
postanowili wdać się w tę bezcelową brutalną walkę. Sądzę, że ocaliłeś ojca, przedłużyłeś 
mu życie o kilka lat. Jeżeli w ogóle można tak mówić, to śmierć Neila ja mam na sumieniu. 
Aedana zdumiały słowa siostry, aż się cofnął, by na nią spoj- rzeć. - Ty? Dlaczego, na miłość 
boską, tak mówisz? - Przecież wiesz, że przenieśli Neila do szpitala polowego, którym 
pracowałam. Właśnie tamtego ranka poznałam Connora. Pamiętam, że pokłóciliśmy się o 
zapasy bandaży, teraz wydaje się to takie niemądre. Ale nawet ja nie mogłam zrobić nic, by 
ocalić rodzonego brata. Mogłam jedynie się nim opiekować, gdy Connór go leczył, i być przy 
nim, kiedy umierał... Jeśli to była czyjakolwiek wina... - urwała. Aedan objął siostrę. - Zrobiłaś, 
co mogłaś. Wszystko było w rękach Boga, teraz już wiem. To chyba dobrze się stało, gdybyś 
i ty to zapamiętała. - A jesłi chodzi o śmierc Elspeth - podjęła Mary Faire - to wiem, ze w 
twoim przekonaniu jej smierc spowodowała dawna klątwa, kzora się odezwała, gdy zostałes 
dziedzicem Dun dnnanPńetież uważasz,żetwoją narzeczoną właśnie dlatego spótkała 
tragedia, prawda? - popatrzyła na niego z uwagą. Aedan lekko wzruszył ramionami. - 
Rzeczywiście zastanawiałem się nad tym. - To oczywiste, każdy by się zastanawiał, ale, 
Aedanie, w większości kwestii jesteś pragmatykiem i z całą pewnością zdajesz sobie sprawę, 
że to tylko zbieg okoliczności, poza wszystkim nie byłeś wtedy jeszcze lordem. - Nie - odparł 
powoli. - Ale teraz nim jestem. Mary Faire podniosła na niego wzrok. - Czy jest ktoś inny? - 
Nawet gdyby był, jakie to ma Znaczenie? Nie będę ryzykował, że klątwa znów może się 
objawić. Miłość i szczęście nie są mi przeznaczone. - A jeśli się mylisz? - Mary Faire objęła 
go w pasie. -Wydaje mi się, że czasami kurczowo trzymamy się bólu i lęku, gdyż są to rzeczy 
znajome w świecie pełnym nieprzewidywalnych niespodzianek, gdy tymczasem wystarczy po 
prostu przestać się bać i uwolnić. Przecież cuda naprawdę się zdarzają! Aedan przez 

background image

moment milczał, rozmyślając. Czuł, że budzi się w nim ńadzieja. W końcu kiwnął głową. - Jak 
zawsze to ty jesteś tą spokojną i mądrą. - Ucałował siostrę w czubek głowy. - Cuda, mówisz. 
Obiecuję, że to rozważę. - To dobrze - odparła Mary Faire. - A teraz powiedz mi, jak się mają 
rzeczy w Dundrennan. Czy dom będzie gotowy przed końcem roku, tak jak wymaga tego 
ostatnia wola ojca? - Wszystko mogłoby być ukończone w czas na wizytę królow j - odparł, 
udając optymizm większy, niż czuł. Wciąż przecież nie wiedział, czy będzie w stanie 
zatrzymać posiadłość. Nie przekazał jeszcze siostrze pełnej prawdy o starożytnym 
znalezisku. - Dom wygląda naprawdę wspaniale. - Wspaniale? Sądziłam, że nie znosisz 
perkalu? Uśmiechnął się. - Zaczynam go lubić. A fresk w jadalni zapowiada się na prawdziwe 
arcydzieło. Ojciec byłby bardzo zadowolony. - No a co z tym starym murem, kt-ary odkryliscie 
na zboczu Cairn Drishan - To moze byc jakas srarozytna butłowla. trzeba te jesz cze 
powierdzic Pam Blackburn nie ukoeczyła weich prac i muzeum ma przysłać do zbadania 
zn*leziska kógóś jeszcze. - Pani Blackburn? - Antykwariuszka przysłana przez muzeum. 
Christina Blackburn. To ona rozkopuje wzgórze, a jej brat to artysta, który przejął wykonanie 
fresku. Pani Blackburn pozuje do postaci księżniczki uśpionej wśród róż, a ja,.. no cóż, 
będziesz zaskoczona, ale ja pozuję do postaci księcia. Mary Faire uśmiechnęła się z wielkim 
zadowoleniem. - Ty? Muszę poznać tę panią Blackburn, skoro cię do tego namówiła. Chyba 
ma wyjątkowy dar przekonywania... -. Przyjrzała mu się uważniej. - Aedanie Arthurze 
MacBride... czy twoja pani Blackburn rzuciła na ciebie urok? - Urok? Na lorda Dundrennan? 
Niemożliwe! - Przestań się wykręcać! Czy to właśnie ona tak cię odmieniła? - Och, wątpię w 
to... - urwał, zdającsobie sprawę, że czuje się jakoś inaczej, jakby lżej, jakby był utkany z 
delikatniejszych myśli i emocji, jak gdyby znów łatwiej było mu okazywać, że się o kogoś 
troszczy. I rzeczywiście śmiał się też więcej, czuł się młodszy, mniej przytłoczony życiem, a 
zarazem mądrzejszy dzięki zgromadzonemu doświadczeniu. Przyglądając się blaskowi 
zachodzącego słońca za oknem, poczuł, że i w nim coś płonie. Wypełniała go miłość, czuł to i 
wiedział, że będzie musiał w końcu stanąć z nią twarzą w twarz. Chociaż mógł nie być 
jeszcze gotowy, by podjąć to ryzyko, przypuszczał, że na dokonywanie jakiegokolwiek 
wyboru może być już za późno. - Wydaje mi się, że konsultacja dobiegła już końca - 
powiedział, odwracając się, gdy usłyszał odgłos otwieranych drzwi. Wkrótce potem rozległy 
się głosy i śmiechy. - Ach, panna MacDonald i pani MacDonald, proszę, proszę! - Mary Faire 
już szła powitać Dorę i Effie, wprowadzić je do bawialni. Dwóm kobietom towarzyszył wysoki 
jasnowłosy mężczyzna. Aedan również wyszedł im na powitanie. - Bardzo ci dziękuję, że 
zechciałeś ją zbadać, Connorze. Connor MacBain, przystojny blondyn, z wyglądu 
przypominający raczej wikińskiego woja aniżeli znanego lekarza, uśmiechnął się promiennie. 
-chyba mamy do przekazania dobre n9winy, Aedanie. Bardzo możliwe, że będę mógł pomóc 
Dorze - uśmiechnął się do dziewczyny i dał Aedanowi znak, że chce z nim mówić na boku. 
Razem przeszli na drugi koniec pokoju. - Dora ma kataraktę na oczach. To bardzo niezwykłe 
u tak młodej i zdrowej dziewczyny - powiedział. Aedan pokiwał głową, patrząc na usadowione 
w drugim końcu pokoju kobiety zajęte pogawędką. Mary Faire dzwoniła na służbę, by 
przyniesiono coś do picia. - Jak byś leczył taką dolegliwość? - spytał ¥edan. - Zwykle 
kataraktę usuwa się przez odciąganie zmętniałej tkanki - wyjaśnił Connor. - Miałem w tym 
pewne sukcesy. Tego rodzaju zabieg wymaga zastosowania eteru, wiąże się więc z piwnym 
ryzykiem. Wyjaśniłem Dorze to wszystko i prosiłem, żeby się zastanowiła. - Jeśli ktokolwiek 
jest w stanie, jej pomóc, to tylko Connor - powiedziała cicho Mary Faire, podchodząc do nich. 
Ujęła męża za rękę, - Wydaje mi się, że u Dory ten zabieg powinien się powieść- stwierdził 
Connor. - Jestmłoda i silna. - Chciałabym spróbować - oznajmiła Dora, odwracając się do 
nich. Swiatło zachodzącego Słońca zmieniło jej rude włosy w roztopiony brąz, padało też na 
dziwne zamglone oczy. Dostrzegając jakiś niezwykły blask w twarzy dziewczyny, Aedan zdał 
sobie sprawę, że to nadzieja. - Jeśli się na to zdecydujesz, Doro - zaczął - będziesz miała 
wszystko, czego tylko potrzeba. Zajmę się tym. Effie MacDonald, siedząca tuż przy wnuczce, 
uśmiechnęła się. - Jesteś kochany, sir Aedanie, jak zawsze. A ostatnio twoje kochane serce 
błyszczy jeszcze odrobinę bardziej niż zwykle. Cieszę się, że to widzę. - Właśnie mówiłam 
mu to samo, Effie - powiedziała Mary Faire. - On twierdzi, że to nonsens, że nie zmienił się 
ani trochę, ale bez względu na to, co się z nim stało, to jest tylko zmiana na lepsze. Stara 
kobieta pokiwała. głową. - Tak, tak, najwyższy był też na to czas, A teraz „powiedzcie tu - 
przy tych słowach wskazała na ciemnosc gęstniejącą za oknem - czy jest juz za pozno, zeby 
dostac trochę tych lodów owocowych, które mi obiecano i dla. których wybrałam się aż tak 
daleko? Po zboczach wędrowały, skubiąc trawę, owieczki z czarnymi łbami i spłowiałym, 
runem, a wysoko przetaczały się szare chmury. Christina stanęła na zboczu Cairn Drishan i 
rozejrzała się dokoła. Ostry powiew chłodnego wiatru uderzył rondo kapelusza i szarpnął 
wstążkami. Załowała, że nie może tak po prostu zdjąć nakrycia głowy i pozwolić, żeby wiatr 
rozwiał jej włosy. Uświadomiła sobie, że za tym pragnieniem swobody tak naprawdę kryje się 

background image

pragnienie wyznania Aedanowi, szczerze i uczciwie, co do niego czuje, i jak wiele znaczy dla 
niej Dundrennan. Przybyła tutaj, by zająć się zbadaniem odkrycia, a tymczasem sama 
odkryła miłość i znów nie zdołała się jej przeciw- stawić. Nie wiedziała też, co robić, by ją 
ocalić. Wkrótce jej życie na powrót stanie się nudne i zwyczajne. Przyjedzie Edgar, przejmie 
badania nad wykopaliskami na wzgórzu, a ona wróci do Edynburga, zostawiając tu Aedana i 
swoje marzenia. Niebo pociemniało, wiatr zdawał się wprost naładowany” deszczem, na 
zachodzie odległe jezioro lśniło jak lustro, wzgórza powoli niknęły w gęstniejącej mgle. 
Christina chłonęła głęboko pierwotne piękno otaczających ją okolic. Tak bardzo nie chciała 
opuszczać Dundrennan i tego wszystkiego, co już serdecznie pokochała. Na południu 
widziała ekipę Aedana, male figurki wzdłuż pasma drogi. Czerwona maszyna parowa 
połyskiwała niczym kropelka krwi, niedaleko niej siedział na koniu jakiś mężczyzna w czerni. 
Zdumiona rozpoznała Aedana. Pomyślała, że musiał właśnie wrócić z Edynburga. Serce 
uderzyło jej szybciej, z nadzieją, że ruszy ścieżką w stronę zbocza, na którym stała, On 
jednak zawrócił Pog i zniknął jej z oczu za kolejnym wzgórzem. Christina rozczarowana 
podjęła wspinaczkę z pomocą kostura otrzymanego d MacGregora. Dotarłszy na poziom 
wykopalisk, rozejrzała się po wrzosowisku. Teraz spostrzegła Pog, pasącą się na niedużym 
podwórku przy domu Effie MacDoriald. Moment później z chaty wyszła rudowłosa kobieta w 
kraciastym szalu narzuconym na ramiona. Towarzyszył jej Aedan. Christina uświadomiła 
sobie, że to córka Hectora, Dora. Szli razem przez pociwórze, wyraźnie zajęci rozmową. 
Nagle dziewczyna zatrzymała się i zarzuciła Aedanowi ręce na szyję, najwyraźniej całując go.
On także ją na moment objął. Potem ruszyli dalej, trzymając się za ręce, z głowami 
nachylonymi ku sobie. Christina odwróciła się. Miała wrażenie, że serce zamarło jej w piersi. 
To oczywiste, że Aedan dobrze znał Dorę, był wszak zaręczony z jej kuzynką, Elspeth, no i 
pani Gunnwspominała, że zabrał ją z jakiegoś powodu do Edynburga. Christina, widząc 
łączącą ich bliskość, poczuła się nagle odizolowana od Aedana i jego życia. Boleśnie to 
zapiekło. Być może Aedan traktował ją po prostu jako miłą rozrywkę? A może zauroczył ją 
jedynie po to, by zyskać jej poparcie iw ten sposób ocalić drogę? Może mimo wszystko był 
łotrem? A ona okazała się naprawdę głupia, skoro znów pozwoliła sobie na marzenia i na to, 
by jeszcze raz boleśnie ją zraniono. Tym razem rana okazała się bardzo głęboka. Christina 
oddała bowiem cale swoje serce. Ruszyła przed siebie, mocno wbijając w Ziemię koniec ko 
stura. Angus Gowan i jego synowie przybyli już na miejsce, teraz pozdrawiali ją z łopatami w 
dłoniach. Pomachała im ręką i przysiadła na głazie, z kieszeni spódnicy wyjęła ołówek i 
notes, Otworzyła go i zaczęła przeglądać notatki. Uśmiechnęła się, gdy Angus podszedł do 
niej i zaczął rozprawiać o pogodzie. Cały czas jednak czuła wewnętrzną pustkę. Aedan już z 
odległości kilku mil dostrzegł nadciągający deszcz. Na chwilę przerwał swą wspinaczkę na 
wzgórze, potem poprawił kapelusz, wzruszył ramionami okrytymi płaszczem i ponownie 
poszedł pod górę. Na widok Gowanów kopiących w rogu fundamentów podniósł rękę w 
milczącym powitaniu. Christina siedziała na skale, zajęta pisaniem czegoś w swoim małym 
notatniku, który trzymała na kolanach. Skoncentrowana na tym, co robi, nawet nie uniosła 
głowy, gdy się zbliżył. Znów miała na głowie czarny kapelusz z woalką, a ubrana była w krótki 
żakiet i ciemnoszarą spódnicę idealnie dopasowaną barwą do koloru starych kamieni. Wiatr 
szarpał krawędzią spódnicy, odsłaniając warstwy halek, wśród bieli mignęła jedna czerwona. 
Spod spódnicy wystawaly czarne mocne buty, ciasno zawiązane. Tak dobrze znał już jej 
ciało, że wiedział, jak wygiąda pod ubraniem, i zapragnął ujrzeć je jeszcze raz. Chciał porwać 
ją w objęcia, powiedzieć, jak bardzo za nią tęskni, jak bardzo ją kocha. Przyspieszył, a potem 
się zawahał. Po prostu nie mógł być aż tak impulsywny, bez względu na to, jak wielką mial na 
to ochotę. Teraz jednak rozumiał już, jak to się stało, że jego rodzice postanowili związać się 
wbrew klątwie ciążącej nad Dundrennan. Miłość przezwyciężyła starą tradycję i przesądy. 
Nad nim również zyskała władzę. Był już bardzo bliski wyznania Christinie swoich uczuć bez 
względu na ich konsekwencje. Jeśli istniało jakiekolwiek remedium dla przeklętych lordów 
Dundrennan - i ich skazanych na zatracenie żon - to z całą pewnością można je odnaleźć 
tylko dzięki miłości, a nie poprzez lęk. Czy starczy mu odwagi, by podjąć takie ryzyko? Ruszył 
naprzód. - Pani Blackburn - powiedział, nie czekając, aż pierwsza go zauważy, czego 
właściwie wymagała etykieta. Ledwie oderwała wzrok od notatek. - Ach - powiedziała. - Pan 
wrócił? - Owszem. - Aedan lekko zmarszczył czoło, dostrzegając jej chłód. - Jadę wprost ze 
stacji kolejowej w Glasgow i jeszcze nie byłem w Dundrennan. Miałem nadzieję, że panią tu 
znajdę. Spędziłem kilka dni w Edynburgu - dodał zupełnie niepotrzebnie, bo Christina i tak nie 
podniosła głowy. - Tak, słyszałam burknęła. Odwróciła kartkę notatnika i coś zapisała. - Mam 
nadzieję, że podróż upłynęła panu przyjemnie. - Owszem. - Zmrużył oczy. Coś ją wyraźnie 
zdenerwowało. Palce zaciskała na ołówku aż do białości, a nawet poprzez woalkę dostrzegł, 
że na policzki wystąpił jej rumieniec. Jakimż idiotą okazał się, zapominając, że po raz ostatni 
widzieli się wtedy, kiedy ją wziął brutalnie pod ścianą. Nie został z nią, by okazać jej „czułość, 

background image

by przeprosić albo wyznać, że ją kacha. Prawdą jednak było, że to ona zatrzasnęła drzwi, nie 
chcąc przyjąć żadnych przeprosin, a jemu całkiem z głowy wyleciał wyjazd do Edynburga, 
który nastąpił już następnego dnia rano. Mial zresztą nadzieję, że kilka dni rozłąki da im 
więcej czasu do namysłu, do ostudzenia emocji. W ciągu tych paru dni miłość zdobyła nad 
nim pełną władzę. Zorientował się teraz, że w jej wypadku wcale tak nie jest. Mimo wszystko 
miała prawo się na niego gniewać. - A więc dobrze - powiedział niezręcznie. Chciał 
przeprosić, wytłumaczyć się, wyznać miłość, ale nie potrafił wydobyć odpowiednich słów. 
Chciał porwać ją w ramiona i pocałować, znów zanieść na dół do podziemnej komory i tam 
pokazać, jak głębokie są jego uczucia. Wiedział jednak, że nic takiego nie zrobi. Podziemna 
komora zakryta była brezentem, obłożona kamieniami, poza tym w pobliżu stali Gowanowic, 
oparci o szpadle, obserwując spotkanie lorda i antykwariuszki z nieposkromioną góralską 
ciekawością Przypomniał sobie też, że przecieżklątw Dundrennan cały czas istnieje. Nie 
wiadomo skąd przybiegł biało-brązowy spanie1 AnguSa, zaczął obwąchiwać nogę Aedana, 
dopominając się o pieszczoty. Aedan nachylił się, by pogłaskać sukę po łbie i po grzbiecie, a 
potem kazał jej odejść. Christina zignorowała psa, tak jak ignorowała Aedana. Gorliwie 
skrobała ołówkiem, po papierze, a jej rozmyślna obojętność doprowadzała Aedana wprost do 
szaleństwa. Nie chciał jednak jeszcze odchodzić, chociaż Christina najwyraźniej tego właśnie 
sobie życzyła. - Jak pani praca? - spytał. - Dobrze - odparła, nie przerywając pisania. - 
Poczyniła pani jakieś znaczące postępy? - Nieznaczne. Przewróciła stronę. - Po deszczu 
błoto zaczęło sprawiać kłopoty, a wiem, że życzyłby pan sobie, by prace zostały jak 
najprędzej ukończone i abym wyjechała. - Wcale nie chcę, by pani wyjeżdżała. - Pragnął, 
żeby na niego popatrzyła, zareagowała jakoś na jego słowa, lecz Christina dalej pozostawała 
milcząca. Notowała coś jak obłąkana, jakby się obawiała, że Aedan zechce odebrać jej 
ołówek. - Nad czym pani pracuje? - Nad notatkami. - To widzę. No cóż a więc zrobiła pani 
jakieś postępy, otworzyła pani już te gliniane dzbany? - Nie, czekam na Edgara. Na drogiego 
Edgara. Aedan musiał wręcz ugryźć się w język, żeby nie powiedzieć tego nagłos. - Byłem 
pewien, że otworzy pani przynajmniej jeden. Sądziłem, że bardzo pani pragnie przekonać się, 
co jest w środku. -Już teraz nie. - Christina przewróciła kolejną stronę. - Zaczekam. - 
Myślałem, że może w środku jest coś, co ma naprawdę dużą wartość. - Zbyt. późno zdał 
sobie sprawę, że nie powinien tak się wyrazić, Christina bowiem zgromiła go spojrzeniem. 
No, ale przynajmniej na niego popatrzyła. - A czy w tych glinianych dzbanach musi być coś, 
co błyszczy, żeby miało jakąś wartość? To nie jest królewski skarbiec, to zwykła spiżarnia, 
niewielka piwniczka! Zresztą nawet gdybym już nigdy nie zeszła na dół, to chyba nie 
powinien pan mieć do mnie o toprerensji. Aedan natychmiast zrozumiał, o czym Christina tak 
naprawdę mówi. - Christino... Wstała, gwałtownym ruchem zamknęła notatnik. - 
Przypuszczam, że nawet gdyby ten schowek był spiżarnią króla Artura, pełnym warzonego 
specjalnie dla niego skwaśniałego piwa, nawet to by pana nie zainteresowało. Musiałabym 
tam znaleźć złcito i klejnoty, żeby zaczęło się to dla pana liczyć! Aedan wpatrywał się w nią 
ze zdumieniem. - O co, u licha, chodzi? - Sądzę, że dbałby pan o to miejsce jedynie wtedy, 
gdyby znaleziono tu fortunę, którą można by było uznać za własność Dundrennan! - To 
śmieszne - oświadczył, przybliżając się do niej. - Powinnam była słuchać Edgara, kiedy mówił 
mi, że wartość historyczna znaleziska nie będzie miała dla pana żadnego znaczenia, 
ponieważ pana interesuje wyłącznie ta droga! Ostrzegł mnie, że będzie się pan starał mnie 
przekonać, że to znalezisko nie ma żadnej Wartości. W swoim ostatnim liście napisał, że jeśli 
znajdę cokolwiek ważnego, muszę tego pilno. wać aż do jego przyjazdu. - Cóżza czarujący 
człowiek! - warknął Aedan. - Szkoda, że mi nie powiedział, że powinnam pilnować Samej 
siebie! - Z oczu skrytych za woalką i okularami sypały się błyskawice. - To - oświadczył - było 
nie fair, madame. - Wyciągnął do niej rękę, nie bacząc na to, że Gowanowie jawnie im już się 
przyglądają. Christina odsunęła się od niego. - Musi pan wiedzieć, że Edgar wkrótce tu 
będzie, za dzień lub dwa. Podczaś pańskiego pobytu w Edynburgu przyszła od niego 
wiadomość. Pani Gunn już przyszykowała mu pokój. Aedan popatrzył na nią z gniewem. - 
Nie chcę go widzieć w Dundrennan! Sądziłem, że to dostatecznie jasne. - Nie ma innego 
miejsca, gdzie mógłby się zatrzymać. - W Milngayie jest niezła gospoda. Niech pani mu 
przekaże, żeby tam pojechał. - Dlaczego jego osoba wywołuje u pana taki gniew? - Już to 
pani tłumaczyłem. Między innymi dlatego, że on się wprost ślini do kolekcji Dundrennan. - 
Wyjaśniał jej przecież, że uporczywe prośby Neayesa osłabiły jej ojca i wywołały u nie- go 
napięcie, będ¥ce najprawdopodobniej bezposrednią przyczy ną smierci Aedan nie mial 
ochoty wracac do tych szczegołow Zainteresowanie Edgara Dundrennan jest ze wszech miar 
zrozumiałe. To dyrektor muzeum. - On pożąda również pani, madame! - wybuchnął. Christina 
popatrzyła na niego ze złością. - Fakt, iż wiąże ze mną pewne nadzieje, a nawet stara się o 
moją rękę, nie jest ani trochę pańską sprawą. - Właśnie, że jest! - odparował. Christina 
prychnęła w odpowiedzi, wstała ze skały i ruszyła przed siebie. Spódnica powiewała za nią 

background image

na wzmagającym się wietrze. Minęło zaledwie kilka chwil, a z nieba zaczęły spadać krople 
deszczu, grube, zimne, coraz gęściejsze. Aedan gestem ręki dał znac Gowanom, ze mają 
ze)sc do piwnicy, poniewaz tam najszybciej znajdą schronienie Na tychmiast zaczęli się 
chować, gwizdnięciami przywoływali jeszcze tylko psa. Aedan złapał Christinę za rękę. - Ty 
też zejdź do piwnicy! - rozkazał. - Tam jest najbliżej. Ja zostawiłem Pog u stóp wzgórza, 
muszę do niej wrócić. Christina wyrwała mu się i z irytacją podniosła swój wędrowny kostur. - 
Mnie nie przeszkadza deszcz, przynajmniej nie ma piorunów. Wracam do Dundrennan. Ty, 
jeśli chcesz, możesz iść do domu Effie, bez wątpienia ciepło cię tam przyjmą - dodała 
cierpkim tonem i ruszyła w dół zbocza. Aedan poszedł za nią, z trudem dotrzymując jej kroku. 
- O co chodzi? - zażądał wyjaśnienia. - Osiągnęlaś swój cel na wzgórzu. Udowodniłaś, że ten 
mur pochodzi z bardzo dawnych czasów, i wstrzymałaś budowę drogi. - Teraz już sam czuł 
ogarniającą go irytację. - To wcale nie było moim celem - odparowała Christina, nie 
zwalniając. - Nie? Wśród uczonych to odkrycie uznane zostanie za prawdziwy sukces i twoje 
nazwisko zwiąże się z nim na zawsze. No i nie przejdzie tędy żadna piekielna droga. 
Christina zatrzymała się i obróciła. Aedan dostrzegał jej gniew, a jednocześnie oszałamiającą 
urodę. To połączenie sprawiło, że serce mu się ścisnęło. Pełen skruchy wyciągnął rękę. 
Chrisrina odtrąciła ją kosturem. - Nie ma powodu, by się gniewać .- oświadczyła. - A poza 
tym wątpię, by nazwisko jakiejkolwiek kobiety przetrwało w kronikach badań historycznych. 
Odkrycie na Cairn Drishan zostanie przypisane Edgarowi, dobrze o tym wiesz. Ale dla mnie 
to nie jest istotne. Co więcej, nigdy nie zamierzałam wstrzymywać budowy twojej drogi. Jeśli 
w ogóle udało mi się tutaj coś osiągnąć, to tylko popełnić kolejny błąd! Zamrugał zdziwiony. - 
O czym ty mówisz? - O niczym - odparła. Deszcz gęstniał z każdą chwilą. Christina obróciła 
się i rtl- szyła naprzód, z furią wbijając kostur w ziemię. Aedan, zaskoczony jej wybuchem, 
pospieszył za nią. W miejscu, gdzie wzgórze przechodziło w płaskie wrzosowisko, Chri. stina 
puściła się biegiem, odpychając się od Ziemi kosturem, by poruszać się jeszcze szybciej. 
Aedan pogńał, by odwiązać Pog, i czym prędzej dosiadł konia. Walcząc z wiatrem, zawrócił i 
pomknął za Christiną, biegnącą w stronę Dundrennan. Pog poruszała się szybko i pewnie po 
wysypanej żwirem nawierzchni i Aedan zdołał dopędzić Christinę w ciągu zaledwie kilku 
chwil. Chciał ją wciągnąć na siodło, pocałunkami przywrócić jej rozum i wyjaśnić w końcu 
swoje zachowanie. Nachylił się do niej, lecz ona znów odtrąciła jego rękę. - Pozwól mi zabrać 
się do domu - powiedział, jadąc obok. - Chcę iść piechotą. - Deszcz pada. - Lubię deszcz. 
Nie jestem cieplarnianym kwiatkiem. - Przypominasz raczej kłującą dziką różę - burknął. - Nie 
odjadę i nie zostawię cię tu, maszerującą wśród burzy. Deszcz przeszedł teraz w ulewę. Co 
za uparta dziewczyna, pomyślał. Gdybym nie odesłał Tama z powozem, mógłbym ją teraz po 
prostu wepchnąć do środka. - Nie pierwszy raz zmoknę. - Zniszczysz sobie kapelusz - 
przypomniał. Christina dotknęła ręką czarnego ronda. - Mani inne. - Ale nie takie czarujące 
jak ten - roześmiał się. Popatrzyła na niego ponuro przez woalkę i znów przyspieszyła kroku. 
Pog parsknęła, Aedan popędził konia. - Pojedź ze mną - poprosił. - Dostanie mi się od pani 
Gunn, jeśli się okaże, że kochana pani Blackburn nabawiła się kataru, ponieważ tak 
przemokła. Christina zadana głowę, na woalce błyszczały krople wody. - Damie nie wypada 
dzielić jednego wierzchowca z mężczyzną, - Dzieliłaś ze mną inne rzeczy - przypomniał. - 
Cóż, ale tego konia nie będę - odparła i ruszyła naprzód. - Chcę z tobą porozmawiać - 
powiedział Aedan chwilę później, gdy znów ją dogonił. Zignorowała go, cały czas idąc 
możliwie najszybciej. Huknął grzmot i zaraz potem niebo w oddali rozjaśniła błyskawica. Pog 
się spłoszyła, a Aedan stracił cierpliwość. - Christino Blackhurn, wsiadaj na konia, 
natychmiast! - nachylił się i wyciągnął do niej obieręce. Christina zatrzymała się, podniosła na 
niego spojrzenie iw końcu z rezygnacją się poddała. Aedan ujął ją za ręce, a ona wspięła się 
po jego stopie jak po stopniu i siadła za nim. Rękami objęła go w pasie. Aedan obrócił głowę i 
zobaczył jej twarz tuż przy swoim barku. Uniósł lekko rondo jej kapelusza i woalkę, by 
spojrzeć w jej piękne, choć skryte za okularami oczy. Na policzkach dostrzegł ślady łez. - 
Pani Blackburn... - zawahał się. KocI-iam cię, pragnął powiedzieć. Kocham. - Zmokłaś jak 
żaba - wydusił z siebie tylko. Christina skrzywiła się, a on wtedy się roześmial i odchylił w tył, 
by jej dotknąć. Zamierzał ją pocałować tak, jak tego pragnął, i tak, jak ona na to zasłużyła. 
Wśród deszczu, gromów i bicia własnego serca. - Christino - powiedział. - Ja... Boże, nie 
mógł wypowiedzieć tych słów - Halo, pani Blackburn! Aedan podniósł głowę i zobaczył, że w 
ich stronę zbliża się zamknięty powóz. Z wąskiego okienka machała ku nim męska ręka w 
czarnym rękawie. Wkrótce potem ukazał się cylinder. Do diabła! - mruknął Aedan. - Coś mi 
się widzi, że oto przyjechał nasz drogi Edgar! Pojazd, sądżąc po wyglądzie wynajęta 
dwukółka, podjechał jeszcze bliżej i się zatrzymał. Cylinder częściowo wychylił się przez 
okno, ukazała się też dłoń w eleganckiej rękawiczce i laseczka. Aedan ujrzał również twarz, 
którą pamiętał aż za dobrze, podstępnie przystojną, maskującą przebiegłość i chciwość. 
Aedan zmarszczył brwi. - Christino! - zawołał sir Edgar Neayes. - Moja droga, co ty tu robisz 

background image

w taką pogodę? Aedan obrócił się, by na nią spojrzeć. - Christino, moja droga? - powtórzył 
szeptem. - Widzę, że jesteście, doprawdy, blisko zaprzyjaźnieni. - Nie bardziej niż z tobą - 
odparowała szeptem i głośniej dodała: - Ach, Edgarze, co za niespodzianka! - Powiedziała to 
tak, jak gdyby stała w rozjaśnionej blaskiem świec sali balowej, a nie siedziała na koniu 
wczepiona w mężczyznę wśród ulewnego deszczu. - Moja droga, czyżby przydarzył ci się 
jakiś wypadek? - Po prostu złapał mnie deszcz, sir - uśmiechnęła się Chri stina. - A kim jest 
ten człowiek? To twój wybawca? - Edgar spojrzał na Aedana chłodnymi niebieskimi oczami, a 
jego arystokratyczne wysokie czoło zmarszczyło się krytycznie. - Jest pan może zarządcą 
Dundrennan? Wprost nie wyobrażam sobie, żeby można było jechać z damą w taki sposób, 
nawet w deszcz. Będę musiał pomówić o tym z lordem Dundrennan. Aedan zdjął kapelusz. - 
Proszę więc mówić ze mną, sir Edgarze. To ja jestem lordem Dundrennan. Aedan MacBride. 
- Wielkie nieba, sir Aedanie, nie poznałem pana! Spotkaliśmy się zaledwie przelotnie raz czy 
dwa. Wygiąda pan jak farmer albo dzierżawca, sir, w tym jakże prostym stroju i... zwykłym 
kapeluszu. - Od czasu do czasu zdarza mi się wykonywać jakąś pracę na terenie posiadłości 
- odparł Aedan. - A akurat teraz asystowałem tej damie, która wracała do domu i po drodze 
złapał ją deszcz. Dziękuję za udzielenie pomocy mojej narzeczonej - uśmiechnął się Edgar, 
ukazując pod długim doskonałym nosem długie doskonałe zęby. Aedana ogarnęła złość. 
Popatrzył na Christinę, której policzki stanęły w ogniu. - Ach, narzeczonej! - powtórzył z 
pogardą. - Proszę przyjąć moje gratulacje, madame. I pan również. - Dotknął kapelusza. - 
Nigdy nie przyjęłam jego oświadczyn - syknęła Christińa przez zęby. - Ale proponował ci 
małżeństwo - odmruknął Aedan, pory- łając jej lodowate spojrzenie. - Zna cię więc 
dostatecznie dobrze. - Ty mnie znasz lepiej - odparła. - Doprawdy? Gdy błyskawica rozdarła 
niebo, Edgar skinął ręką. - Wsiądź do powozu, Christ ino. - Otworzył drzwiczki od środka. - 
Woźnico, pomóż pani! - rozkazał. Aedan zauważył, że Neayes nie miał najmniejszego 
zamiaru osobiście przyjść jej z pomocą. Deszcz mógł mu zniszczyć cylinder, płaszcz i jasne 
rękawiczki z koźlęcej skóry. Kiedy więc woźnica zeskoczył z kozła, Aedan przerzucił nogę 
ponad głową konia, zsiadł i sam zestawił Christinę na rozmiękłą ziemię. Christina patrząc na 
niego przelotnie, niemalże ze strachem uniosła przemoczone spódnice i z pomocą woźnicy 
wsiadła do powozu. Edgar trzasnął drzwiczkami i skinął głową na pożegnanie. Gdy powóz 
potoczył się w stronę Dundrennan, Aedan dosiadł konia i poprzez strugi deszczu, spływające 
z ronda kapelusza, długo za nim patrzył. - Moja droga, twoja suknia Jest W okropnym stanie - 
stwierdził Edgar, wręczając jej złożony koc, który leżał w powozie. - Pocałowałbym cię, lecz 
wstrzymamy się z tym do bardziej odpowiedniego momentu. Co cię opętało, że dosiadłaś 
konia razem z MacBride”em? On także powinien wiedzieć, że nie należy dzielić siodła z 
młodą damą. - Chciał tylko ocalić mnie przed przemoknięciem - odparła Christina, narzucając 
koc na spódnicę. Pociągnęła nosem i wsunęła rękę do kieszeni w poszukiwaniu chusteczki, 
ale jej nie znalazła. Lekko otarła nos ręką w rękawiczce. - Przepraszam - powiedziała. Edgar 
prychnął pogardliwie i podał jej własną chusteczkę. - Zawsze czegoś zapominasz - rzekł z 
przyganą w głosie. - Rękawiczek, chusteczki, a czasami gubisz gdzieś okulary. - Przekrzywił 
głowę. - Choć tak czy owak zawsze jesteś bardzo pociągająca. Cieszę się, że znów cię widzę 
- dodał z uśmiechem. - Dziękuję c, Edgarze - mruknęła Christina cicho. - Nie mogę się już 
doczekać wieści o twoich odkryciach. Bardzo uważnie czytałem twoje listy, ale niewiele 
szczegółów zdradzałaś. Najlepsze zachowałaś dla siebie, żeby zrobić mi niespodziankę, 
prawda? - uśmiechnął się. Christina użyła jego chusteczki. - Powiedziałam ci o tym wzgórzu 
tyle, ile sama wiem. Przesiałam ci pomiary i szkice fundamentów i wymiary piwnicy, liczbę 
glinianych naczyń, opisałam ich kształt i rodzaj zdobień. - Czy znalazłaś już jakieś inne 
przedmioty? - dopytywał się Edgar. - Poinstruowałaś robotników, żeby kopali głębiej w 
poszukiwaniu cennych rzeczy? Wychylił się bardziej w przód. - Otworzyłaś już te naczynia? - 
Nie, postanowiłam zaczekać... - Oczywiście, zaczekać na mnie, tak jak powinnaś. - ... 
zdecydowałam się, że zaczekam, aż wykopaliska odsłonią więcej elementów budowli - 
powiedziała Christina. - Jeśli uważasz mnie za niekompetentną, to dlaczego mnie tu 
wysłałeś? - Moja droga, czasami bywasz niezmiernie drażliwa, lecz to jest wynikiem twojej 
czarującej kobiecej natury. Oczywiście, że nie jesteś niekompetentna. Poza tym możesz 
szukać rad i wskazówek u wielebnego Carristona. Czy pisałaś do niego z pytaniem o jego 
ocenę znaleziska? Jestem ogromnie ciekaw jego opinii. - Na razie jeszcze nie klopotalam 
wuja Waltera pytaniami. Może pamiętasz, że jest chory. - Rzeczywiście, szkoda. Jutro 
pójdziemy na wzgórze i każemy ludziom kopać głębiej. Może to coś da. - Chcesz to zrobić 
tak szybko? Ja się posuwałam powoli. Uznałam, że ostrożność jest jak najbardziej wskazana. 
- Owszem, w niektórych wypadkach tak, ale teraz, gdy tu jestem, to ja będę decydował o tym, 
jak należy postąpić. Ty powinnaś wrócić do Edynburga już wkrótce, moja droga. 
Wspominałem lordowi Neayesowi, że odwiedzisz go w jego biurze w muzeum, mój ojciec jest 
bardzo ciekaw postępów, jakie tu robimy. A gdyby twój ojciec mógł ci towarzyszyć, byłoby 

background image

jeszcze lepiej. - Ojciec jest wciąż we Włoszech - szepnęła Christina. Lord George Neayes, 
ojciec Edgara, jeden z najwyższych rangą dyrektorów muzeum, był bliskim przyjacielem 
zarówno jej ojca, jak i wuja. - Droga Christino - powiedział Edgar. - Muszę wyznać, że nie 
mogę się już doczekać, kiedy się dowiem, czy rozważyłaś moją propozycję i czy jesteś już 
gotowa udzielić mi odpowiedzi - uśmiechnął się konfidencjonalnie. Chytrze, pomyślała.w 
duchu Christina, i położyła sobie na kolanach skrzyżowane ręce. Zawahała się. - Ach, 
Edgarze, przecież dopiero przyjechałeś, a ja... przemarzłam do szpiku kości. Naprawdę 
muszę odpocząć. - Oczywiście. - W dodatku będziemy mieć dużo czasu na rozmowę. 
Chciałabym zostać w Dundrennan jeszcze trochę. Chcę tu aostać na zawsze, pomyślała. Już 
tych parę minut spędzonych z Edgarem wystarczyło, by uświadomiła sobie, że pozwalając 
mu starać się o swoją rękę, popełniła fatalny błąd. Teraz, gdy poznała Aedana, Edgar nie 
wydawał się jej już ani trochę atrakcyjny. Pragnęła uczucia i straciła zupełnie wiarę w siebie, 
dlatego zaakceptowała krytycyzm Edgara i jego chęć uzyskania nad nią pełnej kontroli. 
Uważała, że to najlepsze, na co zasłużyła po swoim tragicznym małżeństwie. Edgar na swój 
sposób ją lubił, lecz teraz Christina wiedziała już, czym może być prawdziwa miłość. Nawet 
jeśli nie będzie mogła pozostać z Aedanem, z całą jasnością wiedziała, że nie zwiąże swej 
przyszłości z Edgarem. - Dlaczego chcesz tu Zostać? - spytał Edgar chłodno. - Tłumaczę 
pewien wczesny dokument z Księgi Dundrennan, nad którym przed laty pracował mój wuj. 
Jeszcze tego nie skończyłam. - Ach! - Edgar usiadł wygodniej i popatrzył na nią z 
zainteresowaniem. - Czy te stronice mają jakieś znaczenie historyczne? - Jaka szkoda, że 
Miss Thistle tu nie ma - szepnął John do Aedana. Siedzieli razem z Christiną i Amy zajęci grą 
w karty. - Spotkanie z sir Edgarem byłoby dla niej niezłą rozrywką. Może powinniśmy 
zaprosić ją jutro na herbatę? Aedan z uśmiechem położył następną kartę. - To doprawdy 
wyśmienity pomysł - odparł wesołym tonem. - Thistle całkiem straciła animusz na swojej 
palmie oranżerii w Balmossie House, cały czas licząc na zaproszenie do Dundrennan. Z całą 
pewnością poczuje uwielbienie dla sir Edgata. - Spodoba jej się zwłaszcza jego kapelusz - 
dodał John. Aedan uśmiechnął się szeroko, patrząc w karty. Siedząca obok niego Amy 
zachichotała i odwróciła się, by spojrzeć na mężczyznę, który właśnie wszedł do bawialni 
razem z lady Balmossie. - Przestańcie zachowywać się jak dzieci - upomniała Christina 
krótko. - Cóż, to nieznośny gbur! - stwierdził John, lecz na tyle cicho, by tylko oni mogli go 
usłyszeć. - Przez cały wieczór mówił tylko o sobie. £ady Balmossie powiedziała mu, że jest 
fanfaronem, a on nawet nie zdał sobie sprawy z tego, że nazwała go po prostu samochwałą. 
- Położył kartę na kartę Amy. -. Siódemka kier. Wygrałem - Ale przecież wolno mi położyć 
karty, jeśli chcę się pozbyć wszystkich - upierała się Amy, gdy John sięgnął, by zakręcić 
okrągłą tacą używaną do tej gry. Oszustka! - John, patrząc na Arny, uniósł brwi. - Czy już 
niedługo będziesz chciał,żebym cipozowala? - dopytywała się Amy. - Z przykrością muszę 
stwierdzić, że na razie nie - odparł John, a Amy się zaczerwieniła. - Będę jednak potrzebował 
Christiny i Aedana na jedną albo dwie sesje, jeśli oczywiście się zgodzicie. - Może - szepnęła 
Christina. - Kiedy fresk zostanie ukończony? - spytał Aedan, zerkając na Christinę. Odkąd 
powróciła do Dundrennan w powozie sir Edgara, humor wyraźnie przestał jej dopisywać. - To 
się przeciągnie przynajmniej na kilka miesięcy - odparł John. - Takie rzeczy niestety 
wymagają czasu. Ale postaram się nałożyć kolor przed przybyciem królowej, natomiast 
całkowite ukończenie projektu potrwa znacznie dłużej. Oczywiście. Nie spiesz się, poświęć 
na to tyle czasu, ile trzeba - powiedział Aedan. - To się zapowiada na wyjątkowe dzieło. - Jak 
cudownie, że oboje zostaniecie tutaj dłużej - uśmiechnęła się Amy, zatrzymując spojrzenie na 
Johnie. Aedan obserwował ją z zainteresowaniem, przypominając sobie wcześniejsze 
wyznanie kuzynki. - Dziękuję, panno Stewart. Chociaż wiem, że moja siostra planuje wkrótce 
wrócić do domu, do Edynburga. - Sir Edgar uważa, że powinnam wrócić, skoro on już tu jest - 
powiedziała Christina. - Właściwie nie ma powodu, bym zostawała. Aedan zmarszczył czoło. 
On był w stanie wymyślić niejeden powód, dla którego Christina powinna pozostać, lecz 
żadnego nie mógł wypowiedzieć na głos. - A co z tłumaczeniem? - spytał. - Przecież chciała 
pani j. skończyć. - Z tym bardzo prędko się uporam. - W końcu popatrzyła na niego, a Aedan 
poczuł, jakby ktoś posłał mu cios prosto w żołądek. Był przekonany, że dostrzega w jej 
oczach pragnienie i ogień. - Będzie nam bardzo przykro, Christino, jeśli wyjedziesz - 
powiedziała Amy. - To prawda - dodał Aedan, gdy Amy kładła kartę. Posta - Jak na razie są 
tylko częścią kronik rodzinnych. -. Christina nie odrywała wzroku od ukośnych smug 
siebrzystego deszczu. Moja piękna, moja śliczna. Wsłuchała się w rytm kół powozu. 
Powróciły w nim pradawne słowa kochanka. Moja piękni, moja śliczna, kochać cię nie 
przestanę... Postanowił porozmawiać z Christiną w cztery oczy jak najszybciej, najlepiej 
jeszcze dziś wieczorem. Tak bardzo pragnął ją objąć i znów się z nią kochać na tajemnych 
schodach, lecz pod warunkiem, że ona również by tego chciała. Tego wieczoru Christina 
wyglądała naprawdę czarująco, w brązowej kraciastej spódnicy i takiej samej górze. Lśniące 

background image

włosy miała rozczesane na boki, nagie ramiona przypominały jedwab i śmietankę. Znając już 
jej smak, jej dotyk, na samo wspomnienie odetchnął głęboko. Christinie na policzki zaczął 
wstępować rumieniec, oczy jej błysnęły. Aedan był pewien, że czuje do niego coś więcej niż 
tylko urazę. Dziś wieczorem musi to z niej wydobyć. Przypomniał sobie, co mówił John o 
pozowaniu do fresku. Christina położyła kartę na stół. - Walet kier. - Ach, Christina wygrała tę 
partię - stwierdziła Amy. - Musi dostać żetony. - Amy zebrała z tacy kilka pionków z macicy 
perłowej i wsypała je do ręki Christiny. Aedan odwrócił swoją kartę. - Królowa kier. - Swietnie, 
w tej grze oznacza to małżeństwo - powiedziała Amy. Aedan odwrócił się do Christiny i 
wyciągnął do niej rękę. W milczeniu wsypała mu kilka perłowych pionków i na moment ich 
palce się musnęły. - Doskonale - powiedział. - Przecież żaden lord Dundrennan nigdy nie 
chce małżeństwa - drażniła się z nim Arny. - Wszystko kiedyś musi mieć swój początek - 
odparł Aedan, spokojnie tasując karty. - Obydwoje sprawiacie dzisiaj wrażenie sztywnych i 
spię. tych - powiedział John. - A potrzebujemy czegoś bardzo żywego, pełnego namiętności. 
O co chodzi? - Podniósł wzrok znad sztalugi, by zerknąć na Aedana i Christinę. - 
Przypuszczam, że oboje jesteśmy zmęczeni - odparła. - Późno już. Aedan spuścił głowę i 
popatrzył na nią. Stała w jego objęciach sztywna jak deska w kremowym jedwabiu i 
czerwonym kraciastym szalu zarzuconym na ramiona. Aedan na czerwonej tunice nosił 
kolczugę, a do pasa przypięty miał miecz z kolekcji jego ojca. Metal ciążył mu na barkach. - 
Rzeczywiście jesteśmyzmęczeni - powiedział. - Bierzmy się do roboty! - Chcę przedstawić 
tutaj moment, w którym książę odkrywa ukochaną wśród dzikich róż - wyjaśnił John. - To 
chyba najbardziej przesycona uczuciami i dramatyczna ze scen. Stephen namalował 
księżniczkę uśpioną wśród krzewów róż i chociaż przedstawił to z wielką namiętnością, to 
mimo wszystko poza była pasywna. Ja chciałbym namalować coś bardziej dynamicznego. 
Aedan poczuł, że Christina tężeje w jego ramionach. - Rzeczywiście, chyba jakaś nowa 
wersja byłaby pożądana - stwierdziła. - Pomyślałem, że być może książę mógłby odkryć ją... 
Ale jak? - John w zamyśleniu marszczył czoło, przerzucając rysunki. - Musisz ukazać nagłość 
tej sytuacji i zagrożenie - powiedział Aedan. Nieoczekiwanie wziął Christinę na ręce i podniósł
ją wysoko. Zaskoczona objęła go za szyję. - Mógłbyś pokazać moment, gdy książę podnosi 
ją z róż, zanim jeszcze będzie próbował tchnąć w nią życie. - Tak jak w poemacie sir Hugh - 
pokiwał głową John. - Pokazać rozpaczliwy smutek księcia i jego determinację. Gotów był na 
wszystko, byle tylko ją ocalić. Doskonale! - Zmienił odrobinę ich pozę i wrócił do sztalugi. - 
Wygodnie ci? - spytał Aedan Christinę. - Bardzo. Ale jak długo będziesz w stanie mnie tak 
trzymać? Zawsze, pomyślał, a głośno powiedział: - Nie martw się. Jeśli ręce mi osłabną, po 
prostu upuszczę cię na ziemię, by zaoszczędzić sobie kłopotu. - Ach! - jęknęła Christina, a 
Aedan lekko się zaśmiał. - Cicho bądźcie! - uspokoił ich John. - Christino, staraj się udawać 
nieprzytomną. Christina zwiesiła głowę do tyłu, a jej miękkie, rozpuszczone włosy rozsypały 
się po ramieniu Aedana. Dech zaparło mu w piersiach, przycisnął ją do siebie jeszcze 
mocniej. Bardzo dobrze powiedział John. - Chyba namaluję też księcia wspinającego, się na 
Cairn Drishan. - Przez kilka minut gorączkowo rysował, ręka trzymająca kredę poruszała się 
prędko. Płomienie świec migotały, o szyby uderzał deszcz. - Lejala wśród róż, stracona, 
stracona dla niego na zawsze - John cichym barytonem wyrecytował kilka ostatnich wersów 
poematu. Aedan usłyszał, że Christina miękko wzdycha. Widok Christiny, trzymanej na 
rękach, przypomniał Aedanowi obraz, w który wpatrywał się przez sześć lat, a także chwile, 
gdy naprawdę spoczywała w jego objęciach. Mial wrażenie, że działa na niego jakaś magia, 
jeszcze bardziej wzmogło się pragnienie, by ją obejmować i chronić, choć przecież oprócz 
niego samego nic jej nie groziło. - Johnie - powiedziała Christina. - Miej trochę serca! Sir 
Aedan rrzyma mnie na rękach już długo. - To wcale nie jest takie trudne - zapewnił Aeclan. - 
Postaw ją na Ziemię. Mam już wszystko, czego potrzebowałem. Dziękuję wam, to koniec na 
dzisiaj. - John znów zaczął przeglądać rysunki, mrucząc coś pod nosem do siebie, pomimo 
późnej pory wciąż przejęty pracą. Aedan ściągnął kolczugę i odpiął miecz. Pancerz z 
żelaznych kółeczek wrzucił z głośnym brzękiem do skrzyni na kostiumy, stary miecz położył 
na stole i obrócił się. Christina wyglądała przez okno Szczupłe ramiona okrywał jej szal w 
szkocką kratę. Aedan podszedł do niej. - Rzeczywiście wyglądasz na zmęczoną - szepnął. 
Kiwnęła głową. - Powinnam już wrócić do siebie. - Z radością cię odprowadzę. Podniosła na 
niego wzrok. - ¯eby mieć pewność, że bezpiecznie zeszłam ze schodów? - Skoro tak wolisz 
myśleć - odparł, nie odrywając od niej oczu. Pragnął porwać ją na ręce i wynieść stąd. Dobry 
Boże, pomyślał. Rzeczywiście ją uwielbiał. Stała w prostej sukni i w szkockim szalu, z 
rozpuszczónymi ciemnymi włosami, a jej twarz wyrażała osamotnienie. Poczuł, że wypełnia 
go miłość. Ten spokojny zachwyt, to poczucie wszechogarniającego się dobra nie mogły być 
przeklekleństwem .Taka miłość może oznaczać jedynie radość Christina podniosła na niego 
rzrok. - O co chodzi? Dlaczego tak na mnie patrzysz? Kocham cię. Kocham. Potrzeba 
wypowiedzenia tych słów spalała go od środka. - Pani Blackburn... Przyglądała mu się 

background image

swoimi ślicznymi oczyma. Wskazał na drzwi. - Idziemy? .- spytał cicho. Kiwnęła głową i ujęła 
go pod ramię, jak gdyby miał ją wprowadzić do jadalni na kolację. ¯yczyli dobrej nocy 
Johnowi, wciąż zajętemu rysunkiem. Aedan sięgnął jeszcze po zapaloną świecę i otworzył 
przed Christiną drzwi. W milczeniu poprowadził ją do wąskich drzwiczek w holu i wszedł na 
schody pierwszy. światło świecy migotało na kamiennych ścianach, kiedy schodzili w dół, w 
ciszy stąpając po kamieniu. Aedan wciąż nosił średniowieczną tunikę, a ona suknię z 
dawnych czasów. Dopiero teraz uświadomił sobie, że żadne z nich nie wspomniało nawet o 
przebraniu. Każdy krok sprowadzał ich coraz głębiej w dół mrocznej spirali schodów. Aedan 
nie był tutaj od chwili ich ostatniego spotkania, miał teraz wrażenie, że powietrze przesycone 
jest ekstazą tamtych chwil, co sprawiło, że oddychał teraz szybciej, rozgorączkowany. 
Wkrótce nie mógł już dłużej znieść tego napięcia. Odwrócił się z lichtarzem w ręku i czekał, 
by Christina stanęła o stopień wyżej niż on. Teraz ich twarze znalazły się na tej samej 
wysokości. Nachylił się do niej. Przyciągnął ją do siebie i całował, dopóki nie poczuł, że cala 
jej sztywność gdzieś zniknęła, gdy Christina wreszcie pod-” dała się i wtuliła w jego pierś. 
Wkrótce poczuł dotyk jej dłoni na twarzy i już wiedział, że nigdy nie zechce jej wypuścić ze 
swych objęć. Swieca jednak migotała, poczuł na dłoni gorący wosk. Kiedy wreszcie oderwał 
się od jej ust. czołem dotknął do jej czoła, serce waliło mu, gdy próbował złapać oddech. 
Kocham cię! Aż do bólu pragnął jej to powiedzieć, gdy pa- trzyła na niego milcząca i pełna 
oczekiwania. Zamiast tego jednak ujął ją za rękę i poprowadził w dół, mijając miejsce, 
wktórym już się kochali. Pociągnął ją za sobą jeszcze niżej, na podest przed drzwiami do 
własnych apartamentów. Otworzył drzwi i cofnął się. Czekał, czując, jak krew tętni mu w 
żyłach. Christina weszła do pokoju, pełnego cieni i ciepła z niedawno rozpalonego ognia. 
Aedan zamknął drzwi i odstawił lichtarz. Potem obrócił się do niej. Wystarczył jeden krok, a 
już znalazła się w jego objęciach. Jak oszalały z radości, tego niezwykłego nowego uczucia, 
całował ją, pragnąc jej stale od nowa. Pożądał wcześniej innych kobiet, niekiedy kochał się z 
nimi. Przed laty serce skradła mu śliczna kuzynka Dory, Elspeth, później jednak nie poddawał 
się już głosowi serca. Teraz zrozumiał, że miłość może zjawić się w jednej chwili jak nagły 
powiew wiatru albo przebłysk słońca zza chmur. Christina długo była dla niego księżniczką z 
obrazu, tajemniczą i uwodzicielską. W rej chwili trzymał ją w objęciach prawdziwa,, po 
tysiąckroć bardziej kuszącą. Czuł, że ciało staje mu w ogniu. Wyciągnął rękę i musnął 
płomyki tańczące w jej włosach. Z pytaniem w oczach odsunął się na chwilę, a ona 
odpowiedziała mu, nachylając się do niego i całując go miękko, lecz namiętnie. Wiedział już, 
że pragnie go tak samo jak on jej. Zsunął szal z jej ramion, a potem ostrożnie zdjął z nosa 
okulary. Ucałował kolejno jej powieki, Christina popatrzyła na niego z bezmierną czułością. 
Jeszcze raz dotknął wargami jej ust, a potem zaczął rozwiązywać koronki i jedwab. Stanęła 
przed nim bez wstydu. Jej ciało w ciepłym złotym świetle wydawało się satynowe. Gdy 
wyciągnęła do niego ręce i lekko uniosła mu tunikę, w pośpiechu zdjął ją i odrzucił. W końcu 
ułożył Christinę na posłaniu z jedwabiu i wełny. Leżąc wraz z nią na rozrzuconych ubraniach, 
czując ciepło ognia na plecach, uniósł się lekko i przesunął wargami po ramieniu ukochanej, 
po żywym, ciepłym jedwabiu jej piersi. Christina wygięła się w łuk i objęła go. Jej piersi 
doskonale pasowały do jego dłoni. Nie przestając jej pieścić, przesunął wargami w dół 
brzucha. Dotykał jej, drażnił ją i podniecał, czuł, że drży. Ona gładziła go po plecach, 
przesunęła ręce ra pośladki, potem na brzuch. Palce aksamitnym dotykięm dotykały go z 
czułością, jednocześnie drażniąc. Przyciągnął ją w końcu do siebie, zanurzył się w jej usta, 
lecz pożądanie zyskało w końcu nad nim całkowitą władzę, domagając się uwolnienia. 
Obrócił ją delikatnie na plecy, a ona przyciągnęła go do siebie. Gdyw niąwszedł, przyjęła go z 
radością Wiedział, że dzieli z nim wszystkie sekrety, a jego tajemnice należały tylko do niej. 
Kocham cię, chciał powiedzieć. Kocham cię. Tak mówiło jego ciało, jego dłonie, wargi i serce. 
Milczał jednak, a ona również nie wypowiadała tych słów, chociaż drżały między nimi niczym 
trącone struny harfy. Przytulii ją mocniej, przesunął bliżej ognia, a potem okrył pledem. Przez 
długą chwilę wpatrywał się w ogień i grę cieni. Christina spała, a on z wargami wtulonymi w 
jej włosy złożył w duchu przysięgę, że znajdzie sposób, by mogli na zawsze pozostać razem. 
Christina wyślizgnęła się z objęć Aedana i wstała z dużego wygodnego łóżka. Podciągnęła 
wyżej kołdrę, zakrywając jego nagi bark, bo teraz o świcie w pokoju zrobiło się chłodniej. 
Podziwiając widoczny w słabym świetle zarys jego mocnego ciała, znów go zapragnęła. 
Pragnęła poczuć jego ramiona, zaznać namiętności targających tym mocnym, sprężystym 
ciałem. On ją kochał, odgadywała to, choć jej tego nie powiedział. Wyczuwała jego miłość w 
dotyku jego warg, dłoni, w rytmie serca bijącego pod skórą. Oczy Aedana wprost jaśniały 
miłością Nie tylko namiętność kazała mu wziąć jąw ramiona, a jej poddać się jego woli i 
poczuć się znów wspaniałą uwodzicielską i piękną Teraz jednak wiedziała, że musi stąd 
wyjść. Nikt nie mógł zastać jej w jego sypialni. Po cichutku szybko zabrała swoje rzeczy i na 
pożegnanie pocałowała go w policzek. Potem na bosaka podeszła do drzwi i zaczęła 

background image

wspinać się na górę po zimnych kamiennych schodach, sekretnym przejściem należącym 
tylko do nich dwojga. Nie chciała zostawać do chwili, gdy Aedan się obudzi, nie chciała też go 
zmuszać, by wyznał jej swoją miłość. Postanowiła, że nie będzie się od niego domagać tego, 
czego sam nie jest w stanie jej dać. - Interesujące - powiedział Edgar, obracając się na 
pięcie. Wbił w Ziemię laseczkę i elegancko oparł się na srebrnej rączce, chociaż nie 
potrzebował podparcia tak jak John. - To rzeczywiście przyjemne znalezisko, Christino, lecz 
wygiąda na to, że o pomniejszym znaczeniu. Zrujnowane mury i schowki z kilkoma garnkami 
widzieliśmy przecież już wcześniej. - Owszem, to znalezisko ma znaczenie - odparła 
Christina Z mocą. Oprowadzając Edgara po całym terenie wykopalisk, musiała wysłuchiwać 
jego narzekań na błoto i prymitywne warunki. Teraz jej cierpliwość była już na wyczerpaniu. - 
Dzbany w podziemnej komorze to rzadkie przykłady wczesnego celtyckiego rzemiosła, 
pokryte pięknymi zwierzęcymi wzorami, a ich zawartość najprawdopodobniej powie nam 
wiele o tej starożytnej społeczności. - Owszem, dzbany są piękne i z pewnością będą 
stanowiły interesujący element wystawy, kiedy się je oczyści i opróżni. - Chyba nie chcesz 
powiedzieć, że zamierzasz po prostu wysypać to, co w nich jest! - Ktoś spisze, co zawierają, 
a potem pozbędzie się wszyst kiego, co bezużyteczne. Zawartość tych dzbanów z pewnością 
jest już tak czy owak zepsuta. - Chciałabym sama je otworzyć tu, na miejscu. Gdybyśmy 
najpierw przewieźli je do Edynburga, mogłyby się uszkodzić. - Tutaj? - Popatrzył na nią z 
góry. Edgar był przystojny, mial brązowe włosy, niebieskie oczy i eleganckie rysy, ale 
przywodził jej na myśl długonogiego pająka. Dziwne, że przez tak długi czas nie przyznawała 
się przed sobą, że źle się czuje w je- go towarzystwie. Edgarze, przecież wiesz, że 
najnowsze metody archeologiczne zalecają skrupulatną pracę i staranne notatki. Tak właśnie 
starałam się postępować w tym przypadku. - Zawsze zalecam staranność w pracy, ale 
doprawdy nie rozumiem, czemu nie mielibyśmy zabrać dzbanów stąd po to, by w wolnej 
chwili zbadać je w muzeum. - Ależ przecież przedmioty znalezione na terenie wykopalisk 
zazwyczaj nie są nawet odpowiednio skatalogowane. Duńska metoda starannego 
oznaczania wydaje się niezwykle sensowna. Musimy powoli przekopać cały teren znaleziska, 
na miejscu spisać i naszkicować wszystko, co znajdziemy, a potem zbadać to powtórnie już 
w muzeum. Chciałabym dokończyć swoją pracę, zanim przeniesiemy dzbany i, niech Bóg 
broni, coś przy tym stracimy. - Te nowe naukowe metody są bardzo użyteczne,, gdy chodzi o 
kruche skamieliny, natomiast przedmioty wykonane ręką człowieka mogą być bez kłopotu 
przenoszone, wydobywane z ziemi i transportowane. Nie spodziewasz się chyba, że będę 
tkwił tu w chłodzie i deszczu - dodał, patrząc z dezapro batą na jej spódnicę, pobrudzoną 
przy brzegu ziemią. - Zabierzemy te dzbany do Edynburga. - Ależ, Edgarze! - Moja droga, 
naprawdę nie musimy siedzieć tutaj po to, żeby opróżniać dzbany, przekopywać ziemię 
łyżeczką albo szczoteczką szorować kamienie, czy co ty tutaj robiłaś. Zdecyduję jeszcze, co 
zrobić z tymi dzbanami. A poza tym uważam, że powinniśmy je nazwać wazami z 
Dundrennan, to mniej prozaiczne niż dzbany czy garnki. - To są garnki - stwierdziła Christina 
zadziornie. - Tak czy owak, możemy przygotować bardzo interesującą wystawę, ale szkoda, 
że nie znalazłaś tu nic więcej. Być może uda nam się przetransportować kilka z tych starych 
kamieni, żeby wzbudzić ciekawość publiczności. Porozmawiam z zarządem muzeum o 
otwarciu tego stanowiska dla publiczności mniej więcej za rok. Przypuszczam, że wielu ludzi 
wybierze się do Dundrennan. To miejsce może się stać prawdziwą atrakcją Przydałaby się tu 
gospoda gdzieś w pobliżu, może nawet lepszy hotel. - Obrócił się. - Krajobraz jest tu 
rzeczywiście wspaniały. Christina zmarszczyła czoło. - Sir Aedan nie powita zwiedzających z 
radością.. - Nie ma teraz wyboru. - Edgar machnął ręką. - To miejsce stanowi skarb 
narodowy. Ruina sama w sobie nie jest zbyt romantyczna, ale moglibyśmy spróbować zrobić 
tak, by nią się srała. Można przecież mimo wszystko ogłosić, że to fundamenty piktyjskiego 
domu. Ach, już wiem! Możemy stwierdzić, że była to siedziba księżniczki, wiesz, tej z 
poematu sir Hugh. - Tak - szepnęła Christina. - Znam go. - Pan MacDonald twierdzi, że 
istnieje legenda, która mówi, że gdzieś wśród tych wzgórz ukryte jest złoto króla Artura - 
dodał Edgar. - Naprawdę trudno w to uwierzyć, patrząc na te marne ruiny, ale to mimo 
wszystko ładna bajka. Moglibyśmy rozbudzić ciekawość publiczności, nawiązu)ąc do króla 
Artura i jego dwunastu bitew. - Posłał Christinie przelotne spojrzenie. - Co o tym sądzisz, 
moja droga? - Wuj Walter poświęcił życie na zgłębienie tego tematu, jak dobrze wiesz - 
powiedziała. - Wydaje mi się, że nie możesz odrzucić tych teorii, uznając je za mało naukowe 
baśnie. Przecież bardzo możliwe, że historyczny krój Artur miał jakiś kontakt ze Szkotami z 
tych okolic. - Christino, potrzeba by było na to niezbitego dowodu, którego nie ma. Ta ruina to 
z pewnością nie jest Camelot. Rozejrzyj się tylko! Ale baśnie przyciągają zwiedzających, a ci 
mają pieniądze, to zaś z kolei oznacza ogromne korzyści dla muzeum. - Uniósł brew. - Być 
może mogłabyś opracować nawet niedużą rozprawkę na temat wpływów piktyjskich w tym 
rejonie. - Proponujesz jakieś bardzo pospieszne działania, Edgarze. Przecież ledwie 

background image

rozpoczęliśmy wykopaliska. - Ponieważ całkowicie jasne jest, że znajdziemy tu wyłącznie 
bardzo zwyczajne rzeczy, staram się dla dobra muzeum jakoś to ubarwić. Sir Hugh 
szczodrze dodał do swego testamentu kodycyl, uprawniający nas do angażowania się w tę 
sprawę. - Coś o tym słyszałam odparła Christina, wpatrując się Edgara. - Zastanawiałam się, 
czy dałoby się osiągnąć jakiś kompromis. - Dlaczegóż dyrektorzy muzeum mieliby iść na 
kompromis, skoro trafia im się taka gratka jak Dundrennan? A przy okazji, chciałbym obejrzeć 
twoje notatki. Dla siebie oczywiście możesz zrobić kopie - dodał. - Może zleciłbyś to swoj 
emu sekretarzowi - zaproponowała Christina, myśląc o wielu godzinach, jakie musiałaby 
poświęcić tej pracy. - Ach, nie, on jest zbyt zajęty - odparł Edgar. - A ty niewiele masz do 
roboty teraz, gdy przyjechałem nadzorować wykopaliska. - Ujął ją za łokieć, by razem z nią 
powędrować wzdłuż sypiącego się muru. - A poza wszystkim za dzień lub dwa wrócisz do 
Edynburga. Christina wiedziała teraz, że nie zniosłaby rozstania z Aedanem, nie po tym, co 
miało miejsce ubiegłej nocy. Należało uporządkować uczucia, rozważyć słowa. - 
Postanowiłam zostać tu nieco dłużej... Pomóc ci przy pracach - oświadczyła Edgarowi. - Cóż, 
jeśli naprawdę czujesz, że musisz być blisko mnie... przypuszczam, że możesz zostać 
jeszcze parę dni - odparł pobłażliwie. Popatrzył w dół zbocza. - Ach, idzie nasza góralska 
ekipa! Christina odwróciła się i zobaczyła grupę mężczyzn, wspinających się pod górę. Serce 
podskoczyło jej w piersi, gdy rozpoznała tego, który szedł na przedzie. - Sir Aedan prowadzi 
Hectora MacDonalda i Gowanów. To oni kopali tu wcześniej. - Doskonale, porozmawiam z 
nimi o zebraniu tego błota. Chcę też, aby wbili się na kilka szpadli głębiej we wnętrze domu, 
żeby móc stwierdzić, czy nic nie zostało tu zakopane. - Chcesz przekopać wnętrze? - 
Christina popatrzyła na niego ze zdumieniem. - Ależ musimy działać bardzo delikatnie, bo 
inaczej straćimy szansę na odkrycie nowych informacji do- ryczących codziennego życia w 
czasach, gdy używano tego domu. Przecież tego rodzaju dowody są takie kruche! Edgarze, 
jako historyk i ekspert od kultury wczesnego średniowiecza nie możesz być taki bezlitosny! - 
Oczywiście. Ale w Szkocji pełno jest starych murów. Nie mamy nawet gwarancji na to, że to 
piktyjska budowla. Dalsze kopanie może powiedzieć nam więcej, ale to wciąż może być... - ... 
po prostu czarna chata, czy tak? - spytał Aedan, podchodząc do nich. - Jeśli to miejsce nie 
jest aż tak ważne, sir Edgarze, to znaczy, że nie będzie się pan sprzeciwiał poprowadzeniu 
tędy drogi, i tow możliwie najszybszym czasie. Christina popatrzyła na Aedana ogarnięta 
przemożną chęcią rzucenia się ku niemu, schronienia się w jego silnyęh objęciach. Nie 
chciała stać przy Edgarze i czuć na ramieniu uścisku jego chudych palców. Aedan skłonił 
głowę. - Pani Blackburn - szepnął. - Dzień dobry, sir Aedanie - powiedziała cicho. Hector i 
Angus ukłonili się i uchylili kapeluszy. - Sir, pańska droga nie może biec tędy - oświadczył 
Edgar. - Będzie pan musiał znaleźć jakieś inne rozwiązanie. - Jeśli droga nie przetme 
wzgórza, dwa jej odcinki poprow adzone przez wrzosowisko pozostaną bezużytecźne - 
oznajmił Aedan. - Nic na to nie poradzę - odparł Edgar. - Na szczęście mamy inną 
możliwość. Możemy wykorzy stać drugą stronę tego wzgórza. Kazałem już mojej ekipie 
przygotować tamto zbocze. Wkrótce rozpoczną się wybuchy, potem oczyszczanie trasy i 
przygotowywanie nawierzchni. - W pobliżu tych wykopalisk nie wolno dokonywać żadnych 
wybuchów - oświadczył Edgar. - Skoro ten mur nie jest niczym nadzwyczajnym, wybuchy nie 
będą miały żadnego znaczenia - odrzekł Aedan. - A ponieważ przeciwległe zbocze również 
znajduje się na terenie mojej posiadłości, mam pełne prawo robić to, co zechcę. - Nie 
radziłbym! - Skoro pan się temu tak ostro sprzeciwia, sir, proszę to przeczytać. - Aedan 
wyciągnął z kieszeni złożony list. - To nakaz Parlamentarnej Komisji do spraw Dróg. Droga 
musi zostać ukończona do połowy października. Otrzymałem od komisji pozwolenie na 
robienie wszystkiego, co niezbędne, do ukończenia tej drogi przed wizytą królowej. I 
zamiarem moim jest poprowadzić drogę poprzez tamto zbocze. - Ostrzegam pana, sir, że 
popełni pan błąd, i przypominam, że prawo o cennych znaleziskach chroni to miejsce. Poza 
tym wciąż potrzebujemy pana ludzi do przekopania tej okolicy, nie będzie więc pan miał 
pracowników, dopóki muzeum nie przyśle nam kogoś do pomocy. Wierzę, że pańska 
gościnność dotyczyć będzie również tej grupy, gdy tu przybędzie. - W Milngayie jest 
przyzwoita gospoda. - Będzie wam tam wszystkim bardzo wygodnie. Pani Blackburn 
natomiast jest mile widziana w Dundrennan tak długo, jak tylko będzie miała ochotę zostać. - 
Pani Blackburn wkrótce wróci do Edynburga - oświadczył Edgar. - Doprawdy? - Aedan 
popatrzył na Christinę. - Nie. Postanowiłam zostać jeszcze trochę. - Wobec tego wszystko 
ustalone - stwierdził Aedan. - To nonsens - zaprotestował Edgar. - Nie ma powodu, dla 
którego miałabyś tu dłużej zostawać, Christino. W Edynburgu czeka cię wiele zajęć. - Niech 
pani sama zdecyduje - przerwał mu Aedan. - Pani będzie słuchać mnie. Już od pewnego 
czasu jesteśmy blisko ze sobą związani, sir. Proszę się więc nie wtrącać. Mam śmiałość 
wierzyć, że ta dama wkrótce Zostanie moją żoną, i oczywiście teraz także mnie usłucha. 
Christina zmarszczyła czoło i odsunęła się od Edgara. - Doprawdy? Czy temu panu wolno 

background image

mieć takie nadzieje? - spytał Aedan łagodnie. - Nadzieje może sobie mieć - warknęła 
Christina, czując, że obaj ją zirytowali. Jeden z nich ją kochał, lecz nie chciał się do tego 
przyznać, drugi nie był zdolny do prawdziwej miłości, pomimo iż się jej oświadczył. Odwróciła 
się i sięgnęła po kostur oparty o skałę. - Wracam do Dundrennan. Wy dwaj możecie tu zostać 
i dalej dyskutować. Aedan prędko ją dogonił i Złapał za rękę. - - Zaczekaj - szepnął. - 
Powiedz mi, że nie chcesz być z tym samochwałą głupcem! Christina przyciągnęła rękę do 
siebie. - A z którym głupcem powinnam być? - odszepnęła ze złością. - Z tobą, z mężczyzną, 
który mnie pragnie, ale tak naprawdę mnie nie chce, czy z nim, z jego doskonałymi opiniami 
o sobie samym? Ruszyła przed siebie, nie oglądając się, dusząc szloch wzbierający w 
gardle. Chociaż wiedziała, na co ona się zdecyduje, nie była wcale pewna, czy Aedan zechce 
przyjąć to, co chciała mu ofiarować. - Stalowy potwór już tu jest - oznajmił Hector Aedanowi, 
wskazując na ciągnięty przez wolu wózek toczący się po zboczu. - A Rob już rozmieścił 
kolejną porcję prochu. Aedan popatrzył na szeroką ścieżkę, biegnącą zygzakiem w górę 
przeciwległego zbocza Cairn Drishan. Szlak nowej drogi również już wytyczono, oczyszczono 
z roślinności i oznaczono tyczkami. Wysoko na wzgórzu stal Campbell z kilkoma 
mężczyznami. Na widok Aedana i Hectora młody inżynier uniósł rękę do góry. - Zejdziemy z 
drogi, kiedy da nam sygnał - powiedział Aedan. - Powiedz Donaldowi Gowanowi, żeby 
schował stalową bestię u stóp wzgórza. Lepiej by było, żeby wół się nie przestraszył i żeby 
odłamki go nie poraniły, ani też nie uszkodziły maszyny. Hector kiwnął głową i odszedł wydać 
polecenia. Aedan z westchnieniem otarł ręką czoło i jeszcze raz przyjrzał się drodze. Był 
wyczerpany. Jego ekipa i on sam pracowali dniami i nocami. Kładł się prawie nieprzytomny, 
bardzo późno, po spożyciu pospiesznego zimnego posiłku, który zostawiano mu na tacy. 
Pewnej nocy pracował tak długo, że usnął przed kominkiem w chacie Effie MacDonald. 
Prawie nie widywał Christiny od dnia, gdy spotkał ją na Cairn Drishan z Edgarem. Trzykrotnie 
wybrał się na teren wykopalisk, konsultować się z Hectorem i Gowanami, i wprawdzie widział 
ją tam, lecz wymieniali zaledwie pozdrowienia. Za każdym razem towarzyszył jej Edgar. I za 
każdym razem, gdy Aedan opuszczał teren wykopalisk, uprzejmie kiwał Christinie głową na 
pożegnanie, unikając bezpośredniego spojrzenia jej pięknych oczu. Odchodząc, czuł, że go 
obserwuje, lecz opierał się chęci spojrzenia na nią. Uznał, że popełnił błąd, ulegając 
namiętności. Christina miała własne życie i mężczyznę, starającego się o jej rękę, powinna 
do niego wrócić. On sam natomiast musi z powrotem zamknąć się w swoim własnym 
wnętrzu. Na krótką chwilę uległ pokusie, ale zapomniał o tym, że jako lord Dundrennan nie 
może sobie pozwolić na miłość, przede wszystkim ze względu na dobro Christiny. Edgar to 
być może w istocie elegancki gbur, lecz jest zamożnym, przystojnym mężczyzną, 
zajmującym odpowiednią pozycję społeczną i pragnącym poślubić Christinę. Kochał ją na 
tyle, na ile potrafił, a w dodatku łączyły ich wspólne naukowe Zainteresowania. Fortuna 
Aedana natomiast kurczyła się w miarę, jak rosły nakłady na .dom. Poza tym nie mial w sobie 
zadatków na mola książkowego, pomimo iż lubił poezję. Tęsknił jednak za Christiną, pragnął 
jej, i to coraz goręcej w miarę, jak się od niej oddalał. Kochał ją i winien jej był szczerość. 
Musi wyznać Christinie swoje uczucia, lecz musi jej również wyjaśnić, że nie może narażać 
jej tylko dlatego, że ją kocha. Popołudniowy upał zmienił się w duchotę. Aedan otarł czoło i 
napił się ze srebrnej butelki. Poczuł, że to lemoniada zakrapiana odrobiną whisky, 
niespodzianka przygotowana przez Effie na długi dzień pracy, która może przeciągnąć się do 
późnej nocy. Z westchnieniem schował butelkę do kieszeni surduta i podniósł wzrok na 
groźne niebo. - Niech diabli wezmą ten deszcz! - zaklął, gdy wrócił Hec- tor. - Nigdy nie 
skończymy tej drogi, jeśli wciąż będziemy... musieli zmagać się z wodą i błotem. - Może 
królowa przypłynie do Dundrennan łodzią - roześmiał się Hector. Aedan uśmiechnął się. 
Słysząc wołanie Roba, że lont zaraz zostanie odpalony, razem z kierownikiem robót schował 
się za maszynę parową. Rob wraz z pozostałymi ludźmi również już biegli w ich stronę. 
Moment później Ziemia zatrzęsła się, a odłamki skał roz prysnęły się dokoła. Aedan 
wspomniał wybuch sprzed kilku tygodni, kiedy to odsłonił się mur po drugiej stronie wzgórza. 
Tamta eksplozja zainicjowała wydarzenia, które na trwale zmieniły jego życie. Wiedział, że 
nigdy nie będzie już takie samo jak kiedyś. Zastanawiał się, co może nastąpić teraż. - Któraś 
z Jean powinna wkrótce przyjść tu z herbatą - powiedział John do Christiny. - Prosiłem, żeby 
Aedanowi i mnie podano ją tutaj. Może zechcesz się do nas przyłączyć, Christino? - 
Przeszedł przez pokój ciężko, opierając się na główce z kości słoniowej swojej laski. 
Christina widząc, jak bardzo tego dnia bratu potrzebna jest laska, domyśliła się, że 
nadwerężył siły przy malowaniu fresku. Westchnęła i skierowała spojrzenie na Aedana, który 
przyglądał się częściowo ukończonemu fragmentowi dzieła. Gdy przed kilkoma minutami, 
weszła tutaj, zaskoczyła ją obecność Aedana. Będąc błisko niego, czuła się wręcz 
zawśtydzona. Między nimi pozostawało tyle niedopowiedzeń. Wymieniali jedynie banalne 
uwagi o pogodzie, a przcież tak rozpaczliwie pragnęła zostać z nim sama, powiedzieć, co 

background image

czuje. Tak bardzo pragnęła znów znaleźć się w jego objęciach. Nerwowo wytarła dłonie w 
ciemnozieloną spódnicę i uśmiechnęła się do Johna. - Właśnie wypiłam herbatę razem z lady 
Balmossie i resztą towarzystwa - powiedziała. - Brak nam było was obu w bawialni. Za to 
towarzyszyła nam dzisiaj Thistle - dodała. - Naprawdę? A jak się zgodziła z Edgarem? - 
spytał John. - Najwyraźniej jej się spodobał. Musiał przed nią uciekać, a potem iść się 
przebrać, bo nawkładała mu ciastek do kieszeni - uśmiechnęła się na wspomnienie Edgara, 
odpierającego zaloty Miss Thistle. - Kapryśna dzierczynka - zaśmiał się Aedan. - Sądziłem, 
że woli brudzić mój surdut. John roześmiał się i zaraz obrócił, słysząc stukanie do drzwi. - 
Wspaniale, nareszcie herbata! - Poszedł otworzyć. - Dzień dobry, Johnie. - W drzwiach stał 
Edgar i nie czekając na zaproszenie, wszedł do środka. - Ach, Christina! Panna Stewart 
mówiła mi, że mogę cię zastać w jadalni. Och, jest tutaj również sir Aedan! Dzień dobry. 
Ostatnio rzadko pana widywałem. - Byłem zajęty pracą na wzgórzu - wyjaśnił Aedan. 
Skrzyżował ręce na piersiach i oparł się o zakryty płótnem stół, na którym John zgromadził 
wszystkie potrzebne mu farby i przybory. Edgar nie odpowiedział, tylko po prostu się 
odwrócił. - Ach, fresk! - Popatrzył na dwie ściany, na których widniały teraz wypracowane 
kompozycje, częściowo naszkicowane i pokolorowane. - Owszem, całkiem inwresujący. 
John, utykając, pospieszył, by” odgrodzić Edgara od ściany, jak gdyęy chcial ochronić swoje 
dzieło. - Fresk nie jest jeszcze gotowy, nie nadaje się do oglądania. Prosiłem, aby 
szanowano moją prywatność tutaj, dopóki nie skończę. - Owszem, słyszałem o tym - odparł 
Edgar bez cienia skruchy, obrócił się wolno, przyglądając się ścianie. - Ale przecież jesteśmy 
starymi przyjaciółmi, a poza tym jest tutaj twoja siostra, tak samo zresztą jak lord. 
Przypuszczam, że twój zakaz nie dotyczy również mnie. To naprawdę wspaniale. Ale czy 
zdążysz skończyć przed wizytą królowej? - Fresk będzie się przynajmniej nadawał do 
pokazania - odparł John. Edgar przeszedł pod drugą ścianę. - Masz szczęście, że tu jestem, 
bo przyda ci się opinia dyrektora Narodowego Muzeum Starożytności. Rozważamy zlecenie 
wykonania wielkiego fresku w halach przemysłowych. - Nie słyszałem o tym - powiedział 
John. - Ale tak właśnie jest, a ty masz talent. Wydaje mi się, że powinieneś przedstawić 
komisji jakieś szkice do tego projektu. Mogę cię zarekomendować mojemu ojcu, który jest jej 
szefem. Wygranie konkursu na takie zlecenie byłoby dla ciebie prawdziwym szczęściem. Z 
całą pewnością popćhnęłoby naprzód twoją karierę artystyczną. - To bardzo miłe z twojej 
strony, Edgarze - powiedziała Christina, gdy John dziękował, mamrocząc coś pod nosem. - 
Bardzo się cieszę, że mogę pomóc. - Edgar złożył ręce za plecami i ruszył wzdłuż ściany, 
bacznie przyglądając się kolejnym scenom. - To rzeczywiście jest świetne. Obrazy oddają 
nastrój średniowiecza. Jak widzę, malujesz legendę księżniczki z Dundrennan. - Owszem - 
wtrąćił się Aedan. - Wydaje mi się jednak, że pan Blackburn nie chciał, aby już teraz 
oglądano jego pracę z tak bliska. - Doprawdy? - Edgar jeszcze uważniej zaczął prżyglądać 
się postaciom księcia i księżniczki, czyli Aedana i Christiny, stojącym naprzeciwko siebie i 
trzymającym się za ręce. Edgar zmarszczył brwi. - Christino - powiedzial, odwracając się. - 
Widzę, że do tych postaci pozowaliście ty i sir Aedan. - Owszem - odparła. Edgar zmrużył 
oczy. - Ależ, moja droga - powiedział spokojnie. - Obiecałaś mi przecież, że poprawisz swoje 
zachowanie. Wpatrywała się w niego niezdolna do wymówienia choćby jednego słowa. 
Pamiętała, że kiedy obraz Stephena, przedstawiający księżniczkę wśród róż, został 
wystawiony w Królewskiej Akademii Szkockiej, Edgar postarał się, by jak najszybciej go 
zdjęto, skracając tym samym jej męki i wstyd. W milczeniu spuściła głowę, czując, że policzki 
jej płoną. - To nie byly słowa godne dżentelmena - oświadczył Aedan, robiąc krok do przodu. 
- Zważywszy na jej nieszczęśliwe doświadczenia w przeszłości, nie mogę zaakceptować, by 
pozowała do jakiegokolwiek obrazu, w dodatku z mężczyzną. - Nikt nie prosił o pańską 
akceptację - odwarknął Aedan. - Edgarze - powiedziała Christina błagalnym tonem. - W tym 
nie ma nic złego. Ten fresk to prawdziwe dzieło sztuki, jestem dumna z tego, że mogę być 
jego cząstką. - Jak widzisz, lady Balmossie pozowała do postaci matki księżniczki - 
powiedział John, wskazując na jedną z figur. - A lady Strathlin we własnej osobie zgodziła się 
pozować do postaci służącej. To ta śliczna blondynka. Jęśli takie damy nie sprzeciwiały się 
pozowaniu do fresku, nie możesz za to krytykować Christiny Edgar zmarszczył czoło i dalej 
ruszył wzdłuż ściany, aż doszedł wreszcie do ostatniej sceny, wykonanego ołówkiem szkicu 
na białym tynku. Była to scena,w której książę trzyma nieprzytomną księżniczkę w objęciach. 
Edgar wyciągnął z kieszonki monokl i nachylił się nad rysunkiem. - Doprawdy, Christino! - 
upomniał. Aedan ruszył w jego stronę. - Sir, artysta bąrdzo wysoko ceni sobie swoją 
prywatność, podobnie zrentą jak jego modele. Jestem pewien, że pan to rozumie. - Gęstem. 
wskazał mu drzwi. Edgar jednak, ignorując tę jakże wyraźną wskazówkę, przechylił głowę. - 
Sir, miałem nadzieję na rozmowę z panem. Teraz, gdy nie będzie pan w stanie spełnić 
warunków zawartych w testamencie oj ca, musimy zaaranżować spotkanie pańskiego 
prawnika z prawnikiem muzeum, by omówić warunki przekazania domu. Christina chciała 

background image

protestować, Aedan jednak ujął ją za łokieć i mocno uścisnął. - Wszystkie warunki testamentu 
zostaną spełnione - wy- krztusił. - Ależ renowacje jeszcze trwają, no i fresk nie jest 
ukończony! - stwierdził Edgar. - Poza tym teraz, gdy odkryto starożytny mur na terenie 
posiadłości, zgodnie z wolą pańskiego ojca traci pan prawo do domu - uśmiechnął się Edgar. 
Jego samozadowolenie było aż nadto widoczne. - - Sam pan twierdził, że ten mur nie ma 
żadnej wartości historycznej - przypomniał Aedan. Christina przenosiła wzrok z jednego 
mężczyzny na drugiego. Tak czy owa to zabytek - odparł Edgar. - Ale nie wszystko jeszcze 
stracone. My w muzeum nie jesteśmy do tego stopnia bez serca, by odebrać panu posiadłość 
od pokoleń należącą do rodziny. Rada Muzeum omawiała tę sprawę przed moim wyjazdem, 
poproszono mnie, abym przedstawił panu naszą ofertę. - Jaką ofertę? - spytał Aedan 
chłodnym tonem. - Miejsce kolekcji Dundrennan jest-w muzeum. Nie powinna być skrywana 
przed publicznością. - Dobrze pan wie, że nigdy nie sprzedam kolękcji mojego ojca. - Koszty 
renowacji tego domu muszą być ogromne, a majątek pańskiego ojca bardzo się skurczył w 
ciągu ostatnich lat przed jego śmiercią. Niejedna osoba zastanawia się, jak zdoła pan spłacić 
wierzycieli. - To nie pański, interes - rzucił gwałtownie Aedan. - Mam na to środki.  Obawiam 
się, że nie starczą na zbyt długo. Ale nie pozostawimy pana bez dachu nad głową i grosza 
przy duszy. Członkowie Rady pragną spytać, czy zechce pan okazać swoją hojność i 
przekazać zgromadzoną przez pańskiego ojca kolekcję pamiątek historycznych Narodowemu 
Muzeum Starożytności Szkocji. Nie oferujemy panu w zamian zapłaty, obiecujemy natomiast, 
że zajmiemy się utrzymaniem i renowacją tych obiektów. Ponadto zrzekniemy się też praw do 
pańskiego domu. - Mój ojciec pragnął, by te przedmioty pozostały tutaj - odpad Aedan z 
ponurą miną, Christina podniosła głowę. - Chyba należy to rozważyć - powiedziała cicho. - 
Umieszczenie kolekcji w muzeum pozwoli ci zachować dom, Aedanie. Aedan popatrzył na 
nią przez moment. - Pomyślę o tym - odpowiedział Edgarowi. - Dyrektorzy nie byli w tej 
sprawie jednomyślni - powiedział Edgar. - Mogę głosować za tym kompromisem. Jestem też 
w mocy nakłonić do tego mego ojca. Dzięki temu dom pozostanie w pańskich rękach. - A jaka 
jest cena pańskiego głosu, sir? Christinę przeszył nagły dreszcz na widok lodowatego 
spojrzenia, jakie Aedan posłał Edgarowi. - Obraz Stephena Blackburna. Pan jest jego 
właścicielem, sir. Chcę go mieć. - - Co? - jęknęła Christina. - Nie sprzedam tego obrazu - 
odparł spokojnie Aedan. - Sugeruję, żeby mi pan go oddał w zamian za moją przysługę. To 
nie jest zbyt wygórowana prośba. Zapadła cisza. Aedan, wpatrując się w Edgara, przyciągnął 
Christinę bliżej siebie. Mocno ścisnął ją za łokieć. - Ten obraz nie należy do mnie - 
powiedział. - Jest teraz własnością pani Blackburn. Wątpię, by ona chciała go oddać 
komukolwiek - Christina popatrzyła na niego zdumiona, potem przeniosła wzrok na Edgara. - 
Dlaczego chcesz mieć ten obraz? Edgar uśmiechnął się i ruszył w stronę drzwi, które John 
już zdążył przed nim otworzyć, najwyraźniej pragnąc pozbyć się stąd tego człowieka. - Moja 
droga - powiedział Edgar, lekko skłaniając głowę. - Ta twoja podobizna powinna należeć 
wyłącznie do twego męża, a ponieważ od dawna mam nadzieję, że pewnego dnia nim 
zostanę, mimo że tak zwlekasz z odpowiedzią, pomyślałem, że mógłbym mieć ten obraz już 
teraz jako zapowiedź naszego szczęśliwego małżeństwa. - To nigdy nie nastąpi - 
oświadczyła Christina. - Doprawdy? - uśmiechnął się znów. - Sir Aedanie, jeśli chce pan 
zatrzymać dom, to sugeruję, aby obraz stal się moją własnością i aby puścił pan rękę pani 
Blackburn. I proszę w ogóle przestać zajmować się Christiną. Sprawia wrażenie, jakby ktoś 
rzucił na nią urok, odkąd tu przyjechała. Odżył jej dawny buntowniczy charakter. Moja droga, 
ogromnie mi przykro, gdy widzę, że twoje słabe strony znów się ujawniają. Sądziłem, że po 
śmierci Stephena zmieniłaś się gruntownie. - - Edgarze! - zawołała zdumiona Christina. 
Aedan puścił ją i gniewnie ruszył przez jadalnię, ale Edga już znikał w drzwiach. John również
skoczył za nim, lecz Christina powstrzymała obydwu. Złapała Johna za rękaw, a Aedana za 
rękę. Brat wrócił do pokoju, mamrocząc coś pod nosem, ale Aedan wyrwal się jej i ruszył 
naprzód. Jeszcze raz ścisnęła go za rękę, czując pod palcami twarde mięśnie. - - - Aedanie, 
proszę. Edgar nie jest tego wart! Popatrzył na nią rozgniewanymi oczyma i stanął. Edgar 
pobiegł korytarzem, wywijając laseczką i zaraz zniknął za rogiem. - Nie jest wart? 
Przynajmniej tyle sobie uświadomiłaś. Nareszcie zdałaś sobie z tego sprawę! - burknął 
Aedan. Christina kiwnęła głową. - Wiem, że próbowałeś mi to tłumaczyć od samego 
początku. - To prawda - przyznał. Widziała, że Aedan gotuje się ze złości, i chciała dać mu 
jakąś pociechę, ale patrzył na nią twardo i chłodno. Dotknęła jego ręki. - Aedanie, dziękuję ci 
za obraz - szepnęła. - Nikt oprócz ciebie nie powinien go mieć - oświadczył. - A jeśli chodzi o 
te inne sprawy, to chcę, żebyś wiedział, że Edgar zbyt wiele sobie wyobraża. Nigdy formalnie 
nie przyrzekłam, że za niego wyjdę. Przyglądał jej się przez moment. - Może powinnaś. - Co? 
- Popatrzyła na Aedana szeroko otwartymi oczyma. - On cię kocha. Na swój sposób jest ci 
oddany. I wiele może ci dać. To zamożny człowiek, uczony, zajmuje wysoką pozycję i może 
się żenić. Bez wątpienia swoim urokiem zdołasz zmienić tego nadętego gbura w posłusznego 

background image

mężulka. - Cóż to za absurd, nie obrażaj mnie! A poza tym go nie kocham. Miała wrażenie, 
że Aedan przeszywa ją wzrokiem. Czuła, że od tego spojrzenia topnieje. - Nie kocham go ani 
trochę. Gniew w jego oczach i głosie rozpłynął się bez śladu. - W mojej rodzinie, madame 
powiedział wolno - miłość nie jest warunkiem koniecznym do małżeństwa. - Raczej wprost 
przeciwnie, z tego co wiem odparła, czując nagły ból. Aedan nie odpowiedział, tylko 
pospiesznie wyszedł na korytarz i ruszył w stronę głównych schodów. Christina stała w 
drzwiaćh, czując, że cały jej świat nagle zachwiał się w posadach. Christino - odezwał się 
nagle John. - Idź za nim! Zamrugała, popatrzyła na brata, a potem zebrała spódnicę i 
pobiegła do holu. - Aedanie! - zawołała. - Aedanie! Zanim jednak dotarła do schodów, 
usłyszała trzaśnięcie wielkich dębowych drzwi, którego echo rozniosło się po holu. Gdy do 
nich doszła, MacGregor czym prędzej je przed nią otworzył. Na zewnątrz zobaczyła jednak 
tylko pusty podjazd, usłyszała natomiast odgłos kopyt Pog, rozbrzmiewający w alei. Wróciła 
więc do domu, świadoma, że MacGregor i pani Gunn przyglądają jej się, gdy ich mijała, a z 
ich spojrzeń biły troska i współczucie. Wodząc powoli szkłem powiękśzającym nad 
delikatnym pergaminem, Christina studiowała napisy wyskrobane wzdłuż marginesu drugiej 
kartki. Przez cale popołudnie starannie kopiowała słowa do swojego notatnika ołówkiem, 
bojąc się użyć pióra i atramentu w pobliżu tych starych stronic. Zawsze też, gdy zamierzała 
dotykać starego prgaminu, pamiętała o włożeniu białych bawełnianych rękawiczek. Już od 
paru tygodni starała się jak naj rzetelniej odcyfrować fragmenty drobnego, ledwie czytelnego 
pisma. Bez końca przerzucała strony należącego do sir Hugh grubego słownika gaelskiego, 
wyszukując najstarsze irlandzkie rdzenie każdego przepisywanego słowa. Tam, gdzie 
związki nie były zbyt oczywiste, polegała na intuicji i logice, by odkryć znacZenie. Wreszcie 
dotarła do końca tekstu. Później planowała kolejną transkrypcję i przetłumaczenie całości, by 
mieć pewńość, że jej interpretacja jest najbliższa prawdzie. Postanowiła, że wyśle kopie 
wujowi Walterowi, poprosi o jego opinię. Miała nadzieję, że stare, nietlumaczone nigdy 
wcześniej wersy wzbudzą jego zainteresowanie, poprawią mu nastrój, co z kolei może mieć 
dobry wpływ na jego zdrowie. Rozglądając się po cichej, oświetlonej blaskiem lamp 
bibliotece, pragnęła móc podzielić się swoim odkryciem z Aedanem. Przez ostatnie dwa dni, 
w czasie gdy pracowała w bibliotece lub towarzyszyła Edgarowi, nadzorującemu uprzątanie 
Cairn Drishan, prawie go nie widywała. Wciąż spędzał długie godziny na budowie w miejscu, 
którędy miała zostać poprowadzona alternatywna droga. Wracał zbyt późno, by spożywać 
posiłki wraz z innymi. Chi-istina podejrzewała, że Aedan celowo unika spotkań z Edgarem, i 
zadawała sobie pytanie, czy lord Dundrennan unika również jej. W ciągu ostatnich kilku dni 
uświadomiła sobie, że pragnie wyznać Aedanowi to, wco gorąco wierzyła. Miłość, prawdziwa 
miłość, tak głęboka, że sięgająca do dna duszy, taka jaką czuła dla niego, mogła zagoić 
wszelkie rany, zniweczyć wszelkie złe zaklęcia. Tak ogromnie chciała, by on również to 
uwierzył. - Wiedziała jednak, że sam musi to sobie uświadomić. Z westchnieniem przetarła 
znużone oczy, a potem jeszcze raz przejrzała swój przekład, chcąc się upewnić, czy jest 
poprawny Słowa, chociaż ułożone trzynaście wieków wcześniej, wciąż wydawały się świeże, 
płynące prosto z serca. Zdumiały ją i głęboko nią wstrząsnęły. W każdej frazie dało się 
wyczytać nadzieję i rozpacz ich autora, żyjącego w szóstym wieku, a także jego uwielbienie 
dla ukochanej. Christina była najzupełniej pewna, że właściwie przetłumaczyła stare wersy. 
Była też przekonana, że poetą był sam Aedan mac Brudei, książę druid z legendy 
Dundrennan. Koniuszkiem palca przesunęła po strofie, którą przepisała: W mroku nocy, przy 
świetle księżyca Ja, Aedan mac Brudei z Dzm Droigheairn, Książę Dii Riara piszę te słowa. 
Zaklinam cię, Liadan, córko Niedźwiedzia, Usłysz mnie poprzez mgłę. Wróć do mnie, moje 
serce. Christinę przeszło drżenie od stóp do głów. Zmysłowe, zdumiewające, prowokujące - 
wyczuła niezwykłą moc tych słów. Czytając linijki jeszcze raz, nagle uświadomiła sobie, jaki 
był zamiar poety. Zadając sobie pytanie, czy rzeczywiście mogło tak być, zdjęła okulary i 
nachyliła się niżej, by Jeszcze uważniej przyjrzeć się zbrązowiałemu atramentowi, 
przemawiającemu wciąż z tką pasją. Z bijącym z podniecenia sercem spojrzała na swój 
przekład. Liadan, usIysz mnie. Wróć do mnie, moje serce. - Mój Boże - szepnęła Christina. 
Ręce jej się trzęsły. - To zaklęcie... Magiczna formuła... Wymawiając te słowa, tak niezwykle 
w swej prostocie, poczuła, że przeszywa ją dziwna magia, budząc osobliwe drgnienie serca. 
Do oczu napłynęły jej łzy. Uczniom druidów zabraniano zapisywania zaklęć czy magicznych 
formuł, wiedziała to z prowadzonych przez nią samą badań, a także z dyskusji, które odbyła z 
wujem. Druidzi nie tylko starali się chronić swoje sekretne rytuały przed światem, lecz także 
wierzyli, że słowo pisane posiada dostateczną moc, by zaklęcie się ziściło. A mimo to książę 
Aedan zapisał własną ręką zaklęcie wzywające błąkającą się duszę do powrotu do świata 
żywych. Kochał Liadan i tak wiele dla niej ryzykował. Christina trzymała teraz w rękach 
dowód jego wysiłków dla ocalenia życia Liadan. Legenda mówiła, że księżniczka zapadła w 
głęboki, niekończący się sen. Sir Hugh w swoim poemacie twierdził, że księżniczka padła 

background image

ofiarą złego czaru, rzuconego przez wrogiego władcę. Christina uznała, że może 
rozchorowała się albo została ranna. A teraz siedziała, czytając słowa, które książę 
potajemnie zapisał tak dawno, dawno temu. Moc miłości Aedana mac Brudei do Liadan 
popłynęła przez Christit ę, rozgrzewając jej krew i wprawiając duszę w drżenie. Echo jego 
słów dotarło do jej umysłu poprzez wieki, a przemawiał głosem Aedana MacBride. Zdumiona, 
niemal wyczuwała dotyk ręki druida, ciepły, mocny i namiętny, przypominający muśnięcie 
palców Aedana. Serce zabiło jej mocniej, w głowie zawirowało. Magia tych starych wersów 
przeniknęła w nią siłą swej miłości, po policzkach popłynęły jej łzy. To, co idzie w górę, niech 
zejdzie na dół To, co wychodzi, niech wejdzie z powrotem. Niebezpieczeństwo żadne cię nie 
sporka Ni na wzgórzu, ni na wrzosowisku. Wróć bezpiecznie do domu, wróć do mnie. 
Christina, raptownie wyrwana ze skupienia, zauważyła, że w bibliotece gromadzą się już 
cienie zmierzchu. Podkręciła lekko knot malej lampki na stole, rozniósł się nieco gryzący 
zapach. Na odgłos, kroków uniosła głowę. Amy, Edgar i lady Balmossie weszli do ogromnego 
pokoju i, gawędząc, zasiedli przy kominku. Arny poprosila, by Christina się do nich 
przyłączyła, ona jednak podziękowała i wróciła do pracy. Podpierając czoło ręką, zaczęła 
jeszcze raz przepisywać wersy skreślone ręką druida, by upewnić się co do poprawności 
swojego przekładu. Teraz, gdy przyszli inni, niezwykła magia wiersza jakby zbiadła. Christina 
jednak wciąż nie traciła przekonania, że wyciągnęła właściwe wnioski. - Coś najwyraźniej 
przykuło twoją uwagę - stwierdził Edgar. Christina podniosła głowę. - Witaj, Edgarze. 
Owszem, pracuję nad przekładem, o którym już ci wspominałam. Stanął przy niej z rękami 
założonymi na plecach. Lady Balmossie i Amy zostały przy kominku. Amy zaczęła teraz 
czytać ciotce miękkim głosem poezję. - Nie przyszłaś na herbatę, ale pani Gunn powiedziała, 
że pracujesz tutaj, więc się nie martwiłem - oświadczył Edgar. - Chciałem ci powiedzieć, że 
byłem dzisiaj przy wykopaliskach i kazałem tym góralom znieść jutro wazy i zapakować je 
odpowiednio do transportu. Przewieziemy je do Edynburga koleją, lecz oczywiście muszą 
zostać starannie owinięte. - Wolałabym, żebyś jeszcze ich nie ruszał - stwierdziła Christina. - 
Chciałabym mieć więcej czasu na zbadanie dzbanów w miejscu, gdzie zostały odkryte. Edgar 
wzruszył ramionami. - Dość już się napatrzyliśmy na Dundrennan. Zrobiłaś do- kładne szkice 
i notatki. Będziesz też mogła w wolnej chwili obejrzeć dzbany w mtzeum. - Nie uważam tego 
za dobry pomysł, Edgarze. - Naprawdę nie chciała się z nim kłócić. W tej chwili pragnęła 
jedynie, by Zostawiono ją samą z jej przekładem i z jej odkryciem. - Czy to jest dokument z 
Księgi Dundrennan? - spytał Edgar. Christina kiwnęła głową, a wtedy Edgar obszedł stół, by 
przez ramię zerknąć na pergamin. Mrucząc coś pod nosem na temat wieku i stanu 
dokumentu, położył rękę na stole tuż obok jej dłoni. - Fascynujące! - stwierdził. - Spis wojsk. I 
są jakieś dodatkowe linie na marginesie. - Owszem, przetłumaczyłam część, ale jeszcze nie 
wszystkie. Nie zaproponowała, że mu pokaże to, co znalazła. Te wersy były zbyt cenne, zbyt 
intymne i zbyt osobiste, by dzielić się nimi z kimkolwiek oprócz Aedana. - Widzę, że niektóre 
z nich są po łacinie - zauważył Edgar. - Nie, nie, to język gaelski, a raczej staroirlandzkj. - To 
jest łacina - stwierdził, pokazując palcem. Christina przyjrzała się niewyraźnym, trudnym do 
odczytania linijkom pośrodku spisu. Nagle położenie liter jakby się zmieniło, przemówiły. 
sensownie, jak gdyby były ruchomą zagadką. - Och, teraz widzę! Sądziłam, że to gaelski, tak 
jak reszta napisów! Słowa w tym miejscu są zatarte, ale to rzeczywiście może być łacina, D... 
U... X... - Zmarszczyła czoło. - Dux bellorum - powiedział Edgar. - To spis wojsk, więc dux- 
bdlorum jest jak najbardziej sensowne. To tytuł wielkiego wojownika, wodza, występującego 
w najwcześniejszych dokumentach. Termin ten wyszedł z użycia w późniejszych wiekach, 
zastąpił go „wielkj książę”. Christina wpatrywała się w Edgara, czując krew tętniącą jej w 
uszach. - Oczywiście, termin dux bdlorum był używany przez dawnych kronikarzy, Neniusza i 
Gildasa, do opisania największego wodza Brytanii, Artura. Nie dostrzegłam go wcześniej na 
tej liście. - To termin dość powszechnie używany w odniesieniu do wodzów we wczesnych 
wiekach powiedział Edgar. Był ekgpertern od rycerzy, zbroi i średniowiecznej broni. Chociaż 
znal się również na kwestiach arturiańskich, znalazł się w gronie uczonych, którzy wyśmiali 
teorie Waltera Carristona, dotyczące związków króla Artura ze Szkocją. Ta kwestia zawsze 
była powodem pewnych napięć pomiędzy Christiną a Edgarem, jako że ona w pełni 
akceptowała dzieło wuja. Usiadła teraz prosto, myśli przemykały jej przez głowę. - Być może 
to się odnosi do Aedana mac Brudei, księcia wojownika i druida, który stał się przodkiem 
MacBride”ów z Dundrennan. Bardzo ci dziękuję, Edgarze, nie zauważyłam tego. - Za ciężko 
pracujesz, Christino. Zmarszczyła czoło. - Być może. - Odłożyła notatki, czując się nieswojo 
pod spojrzeniem jego chłodnych niebieskich oczu. - Sir Edgarze, proszę przyjść posłuchać! - 
zawołała Amy. - Chciał pan, żebym poczytała co nieco z poezji sir Hugh. Chriirino, 
przyłączysz się do nas? - Nie, dziękuję, czuję się już dość zmęczona - odparła z uśmiechem. 
- Dołączę do pań za chwilę, panno Stewart - powiedział Edgar i znów odwrócił się do 
Christiny. - Przyrzekłaś pokazać mi swoje notatki z wykopalisk. Są tutaj?, - Owszem, ale 

background image

chciałabym dziś wieczorem poczytać w swoim pokoju. Może przejrzymy je jutro? - 
Oczywiście, moja droga. Odpowiedzialność za wykopaliska nadwerężyła twoją kruchą 
kobiecą naturę. Chciałbym jednak obejrzeć te notatki, zanim dzbany zostaną stamtąd 
usunięte. Daj mi je więc teraz, zostawię je później na tym stole. Christina kiwnęła głową. 
Uwagę miała rozproszoną, gdyż tak bardzo chciała popracować jeszcze nad słowami 
spisanymi przez druida, dręczyło ją też rozczarowanie, że nie może tego zrobić, gdy Edgar 
sterczy jej nad głową. Sięgnęła do skórzanej teczki, w której przechowywała swoje papiery, 
wyjęła dziennik z notatkami na temat Cairn Drishan, schowała zaś do niej notes z 
tłumaczeniem. Pergamin zawinęła z powrotem w jedwab. Edgar wziął od niej notatki, życzył 
jej dobrej nocy, a potem wrócił do Amy i jej ciotki. Christina odniola pergamiaLy z powr em do 
gabinetu sir Hugh, wraz z nim zamknęła w 9ekretarzyku swo teczkę Potem się pożegnała. 
Wychodząc, usłyszała ieszcze, że Amy zaczyna czytać poemat sir Hugh na temat 
normańskiej inwazji w Szkocji. Stwierdziła, że zważywszy na długość poematu, posiedzą tam 
jeszcze jakiś czas, i z radością pomyślała, że nie musi im towarzyszyć. Gdy szła po schodach
do swojego pokoju, myślami powróciła do odczytanych linijek. Dux bdlorum... Liadan nighean 
Math-ghamainn... Córka Niedźwiedzia... Nagle znieruchomiała z ręką na poręczy. - Dux belki-
um... Wielki wódz... A Ai-tonus wywodzi się od łacińskiego określenia „Niedźwiedzicy”! Nagle 
wszystko stało się jasne. Król Artur miał związki z dawną Szkocją a dowód na to znajdował 
się w Księdze Dundrennan. Teraz z bijącym sercem stwierdziła, że dalsze dowody być może 
znajdą się na Gairn Drishan. Na niektórych z glinianych naczyń w podziemnej komorze 
widniały wizerunki niedźwiedzia, przypomniała sobie to teraz. Do tej pory nie połączyła tych 
rysunków z określeniem Liadan jako „Córki Niedźwiedzia” i z łacińskim znaczeniem imienia 
Artura. Musiała się teraz dowiedzieć, czy ma rację, ze względu na Dundrennan i jego lorda. Z 
bijącym sercem pobiegła na górę do swego pokoju, zmieniła czarne pantofelki na skórzane 
trzewiki i prędko włożyła kapelusz, rękawiczki i krótką pelerynę. Musi natychmiast iść na 
Cairn Drishanl Edgar prosił wszak Gowanów, by rano zabrali stamtąd dzbany. Wiedząc, że 
Edgar jest zajęty w bibliotece, brat pracuje przy fresku w jadalni, a Aedan podziewa się Bóg 
wie gdzi zrozumiała, że oto nadarza się doskonała okazja do odnalezienia ważnych 
wskazówek. Popędziła na dół, chwyciła swój wędrowny kostur i wybiegła z pogrążonego w 
ciszy domu, kierując się na wrzosowisko. W blasku perłowego księżyca, wśród purpurowego 
zmierzchu Christina dotarła na szczyt Cairn Drishan. Nagle niebo rozjaśnił błysk, a z oddali 
dobiegł huk. Gdy zatrzymała się pod starym murem, poczuła naglepodstoparni lekkie drżenie. 
Pomyślała, że tym razem to nie grzmot i błyskawica, lecz daleka eksplozja. Najwyraźniej 
Aedan i jego ludzie rozmieszczają ładunki wzdłuż nowego odcinka drogi. Kiedy huk i drżenie 
minęły, wiatr znów zaczął delikatnie szeptać jej do ucha. Wkrótce zagłuszył go stłumiony ryk 
maszyny parowej. Aedan był najpewniej po drugiej stronie wzgórza, zaledwie milę lub dwie 
od niej. Szczerze pragnęła odszukać go, opowiedzieć o swoich odkryciach i nadziejach. Ale 
przecież przyszła tu po to, by zajrzeć do piwnicy, i to było w tej chwili ważniejsze. Aedan być 
może nie podzieli jej ekscytacji. Testament ojca i cenne znalezisko na wzgórzu sprawiły, że 
mógł już teraz stracić Dundrennan. Odkrycie związków króla Artura z tym miejscem z całą 
pewnością odbierze Aedanowi prawo do własnej posiadłości. Ze zmarszczonym czołem, 
czując się rozdarta pomiędzy miłością do Aedana i do historycznej prawdy, Christina zbliżyła 
się do piwnicy i odsunęła róg brezentu. Zeszła na dół po drewnianej drabinie, lekko potknęła 
się w wykopie, namacała ręką świecę, pudełko zapałek, które tu przechowywano, i w końcu 
udało jej się zapalić światło. Rozejrzała się dokoła i odetchnęła z ulgą Angus i jego synowie 
jeszcze nie usunęli dzbanów. Wysmukłe, sięgające jej do pasa stały w dwóch rzędach pod 
przeciwległą ścianą, Reszta niewielkiej komory była pusta, ściany obłożone wilgotnym 
kamieniem, podłoga z ubitej ziemi, która dzięki ochronie brezentu pozostała sucha pomimo 
padających w ubiegłych tygodniach deszczy. Christina uklękła i delikatnie zaczęła dotykiem 
badać gliniane naczynia. Zdobiły je wykonane zbrązowiałą farbą rozmaite wzory, łańcuchy, 
pętle i węzły, były tam także delikatnie naszkicowane zwierzęta. Niektóre dzbany miały 
solidne uchwyty z gliny, a wszystkie zapieczętowano grubym woskiem. Na dwóch dzbanach 
ustawionych blisko siebie widniały rysunki stworzeń, przypominających niedźwiedzie. 
Christina przysunęła się do nich, nie zważając na to, że brudzi spódnicę. W blasku świecy 
uważnie zbadała wzory. Tak, to z pewnością niedźwiedzie. Odstawiła lichtarz na ziemię, 
delikatnie przechyliła jeden z dzbanów i stwierdziła, że jest cięższy, niż się spodziewała. 
Sięgnęła do torebki, wyjęła z niej malutkie nożyczki i za ich pomocą spróbowała usunąć 
woskowy korek. Nad głową usłyszała przytłumiony huk wybuchu po drugiej stronie wzgórza. 
Ziemia pod nią znów zadrżała, posypały się drobne kamienie. świeczka przewróciła się i 
zgasła. W gęstej ciemności wymacała ogarek. Umieściła go w lichtarzu i ponownie zapaliła. 
Podziemną komorę jeszcze raz rozjaśniło światło. Gdy następnym razem zobaczy Aedana, 
będzie musiała mu powiedzieć, że te wybuchy, chociaż tak dalekie, naprawdę mają wpływ na 

background image

to cenne znalezisko. Ale podziemna komora była solidna i dobrze zbudowana, obłożona 
ciężkimi kamieniami, nie bała się więc, że wszystko się na nią zawali, bo przecież wytrzymało 
przez wieki. Christina znów zajęła się dzbanem. Wreszcie zatyczka dała się obluzować i 
wyciągnąć w jednym kawałku. Ze środka buchnął wstrętny odór. Christina odsunęła się z 
obrzydzeniem, ale w końcu zatkała nos i nachyliła się nad dzbanem. Bała się jednak zbliżyć 
do niego światło w obawie, że substancja się zapali. Zobaczyła tylko jakiś czarny mul i czym 
prędzej zatkała dzban. Zabrała się do drugiego naczynia, na którym widniał wizerunek 
niedźwiedzia. Tym razem korek okazał się bardziej uparty. Zmagając się z nim, nagle ujrzała 
jedno proste słowo namalowane na uchwycie. Or. Po gaelsku oznacza złoto. Usiadła na 
piętach, ręce jej się trzęsły. Ten dzban stał tu przez cały czas wśród innych, a nikt nie 
zauważył tego maleńkiego napisu. Złoto i niedźwiedź. Czyżby odnalazła złoto kr- la Artura? 
Bała się poważyć na taką nadzieję. Znów zabrała się do wydłubywania korka. Wyciągnęła go 
w końcu z cichym okrzykiem triumfu. Ze środka rozszedł się słodkawy zapach. Na szczęście 
w środku nic nie sfermentowało ani nie zgniło. Nachyliła się z bijącym sercem, zaświeciła do 
środka i ujrzala gęstą złotawą substancję. Zanurzyła w niej czubek nożyczek. Substancja 
była lepka. Miód. Dzban był pełen miodu. Złoto, doprawdy, pomyślała, w dodatku 
niedźwiedzie z miodem, Jakże jedno do drugiego pasuje! Z westchnieniem zatknęła korek, a 
potem na moment usiadła, z rozczarowaniem przyglądając się dzbanom. Po chwili zabrała 
się do otwierania kolejnych naczyń. Opanowała wreszcie sztukę usuwania woskowych 
pieczęci, kolejno wyciągała korki, zaglądała do środka dzbanów, zamykała je Z powrotem. 
Znalazła owies tak świeży i suchy, że przesypywał jej się przez palce, a także złożone, 
pięknie utkane tkaniny, których bała się dotknąć w obawie, że rozsypią jej się w rękach w pył. 
Znalazła suszone warzywa, mięso, jeszcze więcej miodu. Kilka dzbanów zawierało wino i 
piwo. Tylko w dwóch wydawało się skwaśniałe. Nie znalazła jednak złota ani innych cennych 
przedmiotów i nic, co mogłoby nawiązywać do Artoriusa Niedźwiedzia, dux bellorum, czy też 
Aedana mac Brudej i jego Liadan. Z westchnieniem, przekonana, że jej wyprawa poszła na 
marne, jeśli nie liczyć faktu, że teraz wiedziała już, co zawierają dzbany, wytarła ręce w 
spódnicę i wstała. Tego wieczoru nic więcej już tu nie zdziała. Zdmuchnęła świecę, odstawiła 
ją na niewielką kamienną półeczkę, którą zrobił Hector, i skierowała się do drabiny. Gdy 
postawiła stopę na najniższym szczeblu, usłyszała nad głową chrzęst kamieni. W obawie, że 
podczas eksplozji coś mogło się obluzować, znieruchomiała, Nagle nad otworem 
prowadzącym do piwnicy ujrzała na tle fioletowego nieba postać mężczyzny. Edgar. W 
ciemności jeszcze jej nie zauważył, prędko więc odsunęła się od drabiny i cofnęła, drżąc z 
niezrozumiałego lęku, który ją przeniknął. Przecież wiedziała, że Edgar niczym nie może je) 
zagrozić. Zobaczyła jego buty, a potem całe nogi. Schodził po drabinie do piwnicy. Nie miała 
się gdzie ukryć, wiedziała, że ją tu znajdzie. Ale przecież to tylko Edgar, który potrafi być 
samolubny i denerwujący, ale nigdy nie chciał zrobić jej krzywdy. Po cichu zapaliła świecę i 
zrobiła krok do przodu. Edgar drgnął przestraszony i zszedł na podłogę. - Christino, jesteś 
tutaj! Przyszedłem najszybciej jak tylko mogłem. - Przyszedłeś za mną? Skąd wiedziałeś, że 
tu jestem? Chciałam po prostu przyjrzeć się jeszcze raz naczyniom, zanim zostaną stąd 
usunięte. Edgar zrobił krok w jej stronę. - Przeczytałem twoje notatki. - Te z wykopalisk? Ale 
po co tu przyszedłeś, Edgarze? - Nie tylko te. Przeczytałem twój przekład. Ten sekretarzyk 
niezmiernie łatwo się otwiera. - Otworzyłeś sekretarzyk sir Hugh? Dlaczego? Ton głosu 
Edgara wydał jej się jakiś dziwny, a wyraz twarzy obcy. Christina, uświadomiwszy sobie, że 
jest z nim sama w tym niesamowitym miejscu, zaczęła się bać, chociaż nigdy dotychczas nie 
lękała się Edgara. Kiedy była w podziemnej komorze z Aedanem, pragnęła tu zostać na 
zawsze, teraz zaś szósty zmysł podpowiadał jej, że powinna jak najszybciej odejść. - Moja 
droga - powiedział Edgar. - Sądzisz, że umknęło mi prawdziwe znaczenie słów dux bellorum? 
Dobrze znam prace twojego wuja na temat historii Szkocji celtyckiej i wiem wszystko, co 
można wiedzieć, na temat króla Artura, największego dux bellorum dawnej Brytanii. 
Doskonale znam się na kwestiach militarnych. - Wiem o tym, ale co spodziewasz się znaleźć 
tutaj? Sam przecież mówiłeś, że. na tym stanowisku nie ma nic interesującego. - 
Przypuszczam, że prżyszedlem tu z tego samego powod co ty, moja droga. Przyszedłem 
znaleźć złoto, złoto króla Ar- tura! Zbliżył się do niej, Christina przesunęła się więc w stronę 
drabiny, on jednak chwycił ją za nadgarstek, ściskając aż do bólu, i zdecydowanie ku sobie 
przyciągnął. - Chodź tutaj! - powiedział, ciągnąc ją do odległego kąta komory, tam gdzie w 
ciemności stały naczynia. Odebrał jej świecę i oświetlił nią rzędy dzbanów. - Gdy po raz 
pierwszy przyszedłem na wzgórze - powiedział przyznam, że odczułem rozczarowanie. 
Wierzyłem, że odsłonisz tutaj coś cennego, ale ty upierałaś się przy używaniu szczoteczki do 
zębów, niepotrzebnie wszystko opóźniając. Postanowiłem więc zabrać te naczynia do 
Edynburga i tam je zbadać. Wiedziałem, że ty też szukasz złota, inaczej być nie mogło. Z 
całą pewnością wuj kazał ci się za nim rozglądać, gdy tylko dowiedział się o twoimwyjeździe 

background image

do Dundrennan. - Nigdy nawet o tym nie wspomniał - powiedziała Christina, próbując wyrwać 
się Edgarowi. - Nie? A mnie sir Hugh osobiście opowiedział o złocie Był pewien, że musiało 
zostać ukryte gdzieś na terenie jego posiadłości, i bardzo żałował, że nigdy nie znalazł żadnej
wskazówki. Przekonałem go, że kodycyl w testamencie będzie stanowić ochronę dla 
wszelkich skarbów, jakie kiedykolwiek mogą zostać tutaj znalezione. Oczywiście 
postanowiłem sam je odszukać. Christina zamrugała zdziwiona. - To znaczy, że kodycyl 
powstał za twoją sugestią? - Oczywiście. Sir Hugh już wtedy mnie słuchał. Był niezwykłym 
człowiekiem, ale pozbawionym zmysłu praktycznego. Z ulgą przyjął rozsądny plan ochrony 
historycznej wartości Dundrennan. Kiedy jego syn odkrył na wzgórzu stary mur, byłem 
zachwycony. Wiedziałem, że w końcu może nas to doprowadzić do skarbu. Oczywiście nie 
mogłem okazywać zbytniego zapału, dlatego wysłałem tu najpierw ciebie, żebyś przetarła mi 
drogę. - To znaczy, że zawsze uważałeś to znalezisko za istotne, chociaż mówiłeś inaczej! - 
Ostatnio naprawdę w to wątpiłem, aż do chwili, gdy przeczytałem twoje notatki - odparł 
Edgar. - Dostrzegłem kilka związków pomiędzy miejscową legendą, tą budowlą, a teraz 
jeszcze tym starym dokumentem, który przetłumaczyłaś. Znaczenie tych związków nie jest 
dla mnie jeszcze całkiem jasne, ale to wszystko musi się jakoś łączyć z królem Arturem. No i 
oczywiście z zaginionym skarbem. - Edgarze, tu nic nie ma, sprawdzałam. A mój przekład nie 
ma żadnych powiązań z tym miejscem. - Być może, z wyłączeniem, rzecz jasna, nawiązania 
do „Córki Niedźwiedzia” - odparł. - Ciekawy dokument, mimo wszystko. Jak sądzisz, 
dlaczego przodek MacBride'a napisał  to dziwne zaklęcie? - Nie mam pojęcia - oświadczyła 
Christina. Gorąco pragnęła utrzymać intencje Aedana mac Brudei w sekrecie. Odczuła 
przecież magiczną moc tych słów, wiedziała, że powinna chronić potęgę i czystość tej dawnej 
miłości przed Edgarem. - Dlaczego tak bardzo chcesz odnaleźć to złoto? Jesteś przecież 
zamożnym człowiekiem. - Mężczyźnie zawsze przyda się więcej, moja droga. Spytaj zresztą 
Aedana MacBride, podobno niewiele mu zostało ze spadku. Ale mnie nie chodzi o fortunę. 
Wyobraź sobie skarb ukryty własnoręcznie przez króla Artura! To będzie najważniejsze 
odkrycie naszego wieku - uśmiechnął się zimno. - Pragnę chwały, po prostu. Nie chcę, by 
przypadła ona twemu wujowi albo.., niech Bóg broni, tobie, kobiecie! Nie powinno się tego 
również łączyć z imieniem sir Hugh. Nie, to musi być moje odkrycie. Marzyłem o tym przez 
całe swoje życie, odkąd jako chłopiec czytałem o przygodach króla Artura. - Ale nie chciałeś 
sam się trudzić poszukiwaniami. - Oczywiście, że nie - odparł swobodnie. Cały czas 
przyglądał się dzbanom. - Powiedz mi teraz, otwierałaś je? Co znalazłaś? - Nic, co mogłoby 
cię zainteresować - odparła ostro. Edgar westchnął. - Widzę, że sam muszę sprawdzić. - 
Rozejrzał się w półmroku, w jego oczach błysnęło szaleństwo. Jak mogła się tak bardzo co 
do niego pomylić! Przez całe życie zawsze zbytnio ufała ludziom. Aedan nie znosił NeayeSa, 
jej brat również go nie lubił, obaj próbowali ją ostrzegać. Zdawała sobie sprawę z gorszych 
cech Edgara, lecz nigdy ni chciala przyjąć do wiadomości, iż jest zdolny do okrucieństwa i 
zła. Wad Stephena również nie chciała dostrzec, a to zniszczyło mu życie i niemal zniszczyło 
ją. Teraz przyjdzie jej za to zapłacić, Edgar bowiem nie pozwoli jej swobodnie odejść. Był 
uczonym, ale ponad wszystko pragnął chwały, na którą nie zasługiwał. ścisnął ją za rękę 
jeszcze mocniej i przyciągnął do siebie. Oświetlił gliniane naczynia. - Wskazówki pojawiają 
się wszystkie naraz, trzeba tylko rozwiązać zagadkę. Mam takie uczucie, jakby jakaś siła 
chciała, by złoto zostało w końcu znalezione, a ja będę tym, który tego dókona! Christinę 
przeszył dreszcz. Być może Edgar w istocie jest szaleńcem, lecz w pewnym sensie miał 
rację. Przywiodło ich tutaj przeznaczenie. Od przyjazdu do Dundrennan na każdym kroku 
czuładzialanie jakiejś magicznej siły, nie tylko tej przywołanej zaklęciami druida. Przede 
wszystkim poczuła magię prawdziwej miłości. Bez względu na to, co stanie się dzisiejszej 
nocy, nigdy nie opuści Aedana i Dundrennan. Nigdy. Nie pozwoli też Edgarowi, by ich 
skrzywdził, pozbawił Aedana szansy na szczęście, - Ciekawe - mruknął znów Edgar, 
nachylając się nad dzba nami. Christina próbowała mu się wyrwać. - Muszę już iść. Rób tutaj, 
co zechcesz, ale jest już bardzo późno, będą na nas czekać z kolacją. Poza tym nie 
powinniśmy przebywać tutaj sami. - To dobrze, że jesteśmy sami. Nigdzie teraz nie 
pójdziesz, moja droga. Nigdy nie chciałem cię skrzywdzić, lecz skoro nie możesz mi pomóc, 
będę cię musiał jakoś uciszyć. Od tego zależy cała moja przyszłość. - Rozejtał się po 
pogrążonej w półmroku komorze. - Przypuszczam, że to miejsce nie jest bezpieczne, 
przynajmniej dla ciebie. - Co? - zawołaj Aedan, przekrzykując huk maszyny. Hec- tor znów 
wrzasnął, Aedan więc ruszył w jego stronę. - Powiedziałem - wołał Hector, w miarę jak zbliżali 
się do siebie - że widziałem przed chwilą sir Edgara, wspinającego się na wzgórze Cairn 
Driskan! - Po co miałby przychodzić tu tak późno? - zdziwił się Aedan. - Pewnie oznajmić, że 
jest z czegoś niezadowolony - odparł Hector. - Chce, żeby Angus z synami jak najwcześniej 
jutro rano zabrali stamtąd dzbany. - Do diabla! - zaklął Aedan. -. Nie potrzeba nam teraz jego 
uwag, te sprawy mogą zaczekać do jutra. Hector podniósł wzrok na niego. - Wróci do domu 

background image

prędzej, niż nam się wydaje, bo znów zanosi się na deszcz i trzeba będzie przerwać robotę. 
Rzeczywiście ostatnio ten deszcz towarzyszy nam jak przekleństwo. - Już kropi - stwierdził 
Aedan, wyciągając rękę. -. Ale będziemy pracować tak długo jak się da. - Dobrze - odparł 
Hector. Mechaniczny potwór wydawał z siebie głośny ryk. - Robbie Gowan! - zawołał Hector, 
zwracając się do starszego z synów Ańgusa. - Cofnij tę bestię! Ta przeklęta łopata wali w 
skałę! Trzeba ją zaatakować od innej strony. - Młody człowiek zaraz zaczął pokrzykiwać na 
woju, by odpowiedni sposób wycofać maszynę. Patrząc na ostry zarys szczytu na tle 
ciemniejącego nieba, Aedan w zamyśleniu zmarszczył czoło. Chciał się dowiedzieć, dlaczego 
Edgar Neayes wybrał się na wzgórze o tak późnej porze. Odwrócił się i popatrzył na swoją 
ekipę. Ludzie wciąż pracowali, niektórzy wywijali łopatami, inni pilnowali hałaśliwej maszyny, 
jeszcze inni sprawdzali efekty ostatniego wybuchu. Po kilku minutach Aedan zdał sobie 
prawę, że Edgar najwidoczniej wcale nie kierował się do nich. Krople deszczu padały już 
gęściej, były większe, wkrótce zmieniły się w ulewę. Aedan poczuł, że wilgoć przenika przez 
kamizelkę i koszulę. Zaklął ze złością, sięgnął po surdut, na rzucił go na plecy i ruszył w 
stronę Hectora MacDonalda i Angusa Gowana. - Trzeba będzie jednak przerwać pracę przy 
takim deszczu - powiedział im. - Każ ludziom wyłączyć maszynę. Hector natychmiast 
usłuchał. - Sir - spytał nieśmiało Angus. - Czy pani przyszła tutaj? Aedan popatrzył na niego 
zdziwiony. - Pani Blackburn? Sądziłem, że to sit Edgar Neayes wybrał się na Wzgórze. - 
Jego nie widziałem, zauważyłem natomiast wcześniej panią. Wspinała się po drugiej stronie. 
Aedan zmarszczył czoło. - Dziwne - mruknął. - Jesteś tego pewien? - Jestem pewien, że sir 
Edgar nie nosi spódnicy - odparł Angus. - Jeśli on przyszedł później, to znaczy, że oboje są 
teraz przy tym starym murze, bo nie widziałem nikogo, kto by schodził na dół. Aedan 
zawrócił, zanim Angus zdołał dokończyć zdanie. Zdenerwowany i pełen podejrzeń pospieszył 
na jeden z mniejszych szczytów, stamtąd już widać było miejsce wykopalisk. Strugi deszczu i 
głębokie cienie znacznie utrudniały wspinaczkę, Aedan stawiał jednak kroki pewnie, piął się 
do góry bez wahania, wiedząc, że to najkrótsza droga do miejsca wykopalisk i do Christiny. 
Czul, że powinien się spieszyć. - Gdzie to jest? - mamrotał Edgar, wyciągając jedną woskową 
zatyczkę po drugiej. Kilka dzbanów stiuki, ich zawartość rozsypała się na ziemię. Podziemną 
komorę oświetlały teraz trzy świece, dzięki temu miał więcej światła do zbadania naczyń. 
Christina skulona w kącie, z rękami związanymi sznurem, który zostawili tu wcześniej 
robotnicy, w milczeniu obserwowała jego poczynania. Związał jej też nogi w kostkach, 
uprzejmie się usprawiedliwiając i mocniej zaciskając więzy. Potem zaczął zaglądać do 
dzbanów, tak jak wcześniej ona. On jednak nie wykazywał się cierpliwością, wysypywał 
zawartość naczyń, rozgrzebywał ją i tak zostawiał. Deszcz stukał o brezent, odsunięty jednak 
w taki sposób, że woda lala się również do środka. Christina siedziała pośród zwojów 
barwnych tkanin, pryzm rozsypanego ziarna, zalanego winem i miodem, który sączył się z 
pęknięcia w jednym z naczyń oznakowanych symbolem niedźwiedzia. Serce ją bolało na 
widok takiego zniszczenia i nie potrafiła sobie nawet wyobrazić, co by się stało, gdyby Edgar 
znalazł to, czego szukał, - Gdzie to, u diabła, może być!- mrtczal Edgar. Szarpnął za tkaninę, 
która rozdarła się na dwoje, i odrzucił-, ją na bok. - Edgarze, proszę, przestań! - powiedziała 
błagalnie Christi” na. - Pomyśl o niezwykłym historycznym znaczeniu tych przedmiotów... - O 
wiele ważniejsze jest to, czego tu brakuje! - odburknął Edgar. - To złoto musi gdzieś tutaj być! 
Kiedy księżniczka zapadła w sen, czy co też się z nią stało, król Artur osobiście wysłał 
pogrążonemu w żałobie księciu podarunek. Czyż nie tak mówi legenda? - Mniej więcej. Ale 
skarb również obłożono zaklęciem. Nie zostanie odnaleziony aż do chwili, gdy księżniczka 
się obudzi. Tak przynajmniej pisał- sir Hugh w swoim poemacie. - Owszem, czytałem to nie 
wiadomo ile razy. Ukryre promieniach słońca, mnóstwo lśniących skarbów... Skryte na 
zawsze w wiecznej nocy.., dopóki piękna śpi”. To złoto musi być gdzieś tutaj! - Gorączkowo 
rozejrzał się wokół. - Tutaj go nie ma, Edgarze - powiedziała Christina słabym głosem. - 
Sprawdzałam. - Miałem nadzieję, że mogę ci zaufać. Ale marnie sobie z tym poradziłaś, moi 
a droga.  - Jak miło z twojej strony, że to mówisz - odparła z iro nią. - Nie poddam się teraz, 
gdy odkryto tę piktyjską budowlę. - Wyrwał przykrywę kolejnego naczynia. - Przez całe lata 
studiowałem prace twojego wuja. Przeczytałem każde słowo, jakie napisał sit” Hugh. Miałem 
pewność, że pomiędzy królem Arturem, Szkotami i Dundrennan musiały istnieć silne związki. 
Chciałem je odkryć dla świata. - Ale przyznałeś rację tym uczonym, którzy odrzucili teorić 
mego wuja jako niedorzeczne - powiedziała zaczepnie. - Cóż, nie chciałem zrujnować 
własnej reputacji - odparł bez ogródek. - Ale prywatnie podejrzewałem, że obaj, Walter 
Carriston i sir Hugh, mają rację. Artur przebywał w tym rejonie Szkocji, przynajmniej przez 
krótki czas. - Mój wuj ogromnie by sobie cenił twoje poparcie jako dyrektora muzeum. Twój 
szacunek bardzo by mu pomógł. - Ależ jego teorie arturiańskie powszechnie wyśmiano! Nie 
mogłem pozwolić, by łączono z nim moje nazwisko. Musiałem najpierw zdobyć dowód. - 
Potrzebna ci była jedynie odrobina cywilnej odwagi, Edgarze. Mógłbyś wtedy zobaczyć 

background image

rzeczyw innym świetle. - Ale tak jest o wiele łatwiej. - Pozwolić, by inni wykonywali za ciebie 
ciężką pracę, a Samemu czerpać z tego korzyści? Jak zdołasz z tym żyć? - Cóż, 
przekońałem się, że poczucie winy i wyrzuty sumienia na dłuższą metę są uciążliwe. - 
Niedbale wcisnął woskową zatyczkę z powrotem do dzbana i zabrał się do wyciągania 
następnej. - Dowody są zbyt oczywiste, by je zlekceważyć. Dundrennan położone jest w 
pobliżu jeziora Lomond, które twój wuj zidentyfikował jako miejsce jednej ze słynnych 
dwunastu bitew króla Artura. Na obszarze tej posiadłości mogła się znajdować jedna z 
twierdz Artura albo forteca któregoś z jego popleczników. - Księcia Aedana mac Brudei? - 
spytała, czując, że dech zapiera jej w piersiach. - Możliwie, świadczą o tym legendy 
Dundrennan. Król Artur nie rozdawałby złota byle komu. Kiedy złożysz jedno z drugim i 
dodasz do tego wzmiankę o dux bellorum... wszystko zaczyna.nabierać sensu. To złoto 
zostało ofiarowane Aedanowi mac Brudei, tak jak twierdzą legendy... Dlatego bardzo 
prawdopodobne jest, że musi być gdzieś tutaj. Jeśli nie w tym schowku, to gdzieś ponad nim, 
we wnętrzu tych murów. - Jeśli zawsze dbałeś jedynie o dokonanie niezwykłego odkryCia - 
powiedziała Christina - to znaczy, że nigdy tak naprawdę nie dbałeś o mnie. - Miała nadzieję, 
że tymi słowami odwróci jego uwagę od naczyń. Może uda jej się przypomnieć mu o dobrych 
stronach własnej natury, jeśli w ogóle takowe posiadał. - Głupiutka z ciebie dziewczyna, 
Christino - rzekł Edgar ła-. godnie. - Czyż nie okazywałem ci oddania całymi latami? Uległem 
twojemu urokowi już w momencie, gdy cię ujrzałem. - Sposób, w jaki to powiedział, sprawił, 
że Christina poczuła odrazę. - Szczerze pragnąłem cię poślubić. Szkoda, że nie chciałaś się 
na to zgodzić. - A teraz? - spytała. - Związałeś mnie i groziłeś mi. Nie wypuścisz mnie stąd, 
chociaż mnie kochasz? Edgar westchnął, odłożył woskową zatyczkę, podszedł do 
dziewczyny i uklęknąl na jedno kolana Wyciągnął rękę s dotknął jej policzka. - Taka śliczna... 
Masz w sobie taką niewinność, pomimo... kuszącej urody... Zakochałen się w tobie lata temu, 
moja droga, kiedy ujrzałem obraz Stephena. Mój Boże, jaka uwodzicielska jesteś na tym 
obrazie! Wiedziałem, że pewnego dnia będziesz moja - szepnął. - Nie mogę się oprzeć twojej 
mocy, moja kochana Christino - powiedział, wsuwając jej palce we włosy. Potem zmusił ją. by 
odgięła głowę w tył, i nagle ją pocałował wilgotnymi ustami. Christina odwróciła głowę, a gdy 
Edgar ujął ją mocno za ramiona i, ogarnięty nagłym pożądaniem, przyciągnął do siebie, 
kopnęła go w brzuch związanymi stopami. - Prześtań, Edgarze! - jęknęła. Wstał i znów do 
niej przypadł. Kopnęła go wtedy jeszcze mocniej, celując w nogi. - Christino, moja droga, 
proszę! - Zacisnął jej dłoń na nadgarstku i próbował sięgnąć do piersi. - Moglibyśmy zrobić to 
we dwoje, to byłby niezwykły triumf nauki i wspaniałe małżeństwo. Musisz jedynie mi zaufać, 
uwierzyć we mnie! - Zostaw mnie, Edgarze! - zaczęła, gdy nagle jakiś ruch wśród cieni 
przyciągnął jej uwagę. Nieoczekiwanie za Edgarem, który ją do siebie przyciskał, zobaczyła 
szcżuplą, mocną postać. Aedan wprost kipiał złością, szczęki miał zaciśnięte. Uderzył Edgara 
i odciągnął go od Christiny. - Jeśli jeszcze raz jej dotkniesz - oświadczył groźnym tonem - 
umrzesz, przysięgam! - Odtrącił Edgara bez najmniejszego trudu, chociaż przeciwnik był od 
niego wyższy. Edgar uderzył plecami w ścianę, zachwiał się i osunął na ziemię. Christina 
usiłowała podnieść się na nogi. - Aedanie! - jęknęła. Aedan spojrzał na nią, ale w tej samej 
chwili Edgar skoczył na niego i zacisnął blade dłonie na gardle przeciwnika. Christina 
uderzyła w krzyk, lecz Aedanowi udało się wyswobodzić. Złapał Edgara za brokatową, 
kamizelkę i znów go odepchnął pod ścianę, a potem przytrzymał mocno jedną ręką. - A jeśli 
chodzi o odnalezienie złota króla Artura - oświadczył Aedan złowieszczym tonem - to prawo 
jest zarezerwowane dla mnie i mojej rodziny. Tak mówi legenda. Kiedy księżniczka się 
zbudzi, wtedy złoto się znajdzie. Dopiero wtedy. I na pewno nie ty je odkryjesz! Zerwał 
Edgarowi fular z szyi i użył go do związania mu rąk. Edgar na chwilę sięuspokoił. Christina 
przyskoczyła kilka kroków bliżej mężczyzn. - Aedanie, skąd wiedziałeś, że Edgar pragnie 
odnaleźć złoto króla Artura? - Słyszałem waszą rozmowę - wyjaśnił, zaciskając więzy na 
nadgarstkach Edgara i zmuszając go, by usiadł. - Schodziłem właśnie po drabinie, żadne z 
was mnie nie zauważyło. - Wobec tego widziałeś też, jak mnie całował i jak próbowałam go 
odepchnąć. I nie pospieszyłeś mi natychmiast z pomocą? - spytała urażona. - Całkiem nieźle 
się pani sama broniła, pani Blackburn - odparł cierpko. - Gdybyś potrzebowała pomocy, 
natychmiast bym się włączył. Pomyślałem, że zechcesz jeszcze parę razy przyłożyć 
Edgarowi sama, zanim ja się nim zajmę. Otworzyła usta do odpowiedzi, kiedy Edgar znów 
zaatakował. Wbił Aedanowi kolano w brzuch, a potem skierował się ku drabinie z zamiarem 
ucieczki. Ręce miał związane, ale nogi swobodne. Christina krzyknęła, kiedy Aedan również 
rzucił się w stronę drabiny, próbując dosięgnąć nóg Edgara. Neayes już prawie na samym 
szczycie drabiny uderzył głową o brezent, a wtedy zebrana tam woda runęła w dół. 
Spływająca do piwnicy potężna fala wody i błota strąciła Edgara i Aedana na ziemię, 
przewróciła drabinę, Muł zalał podziemną komorę, zgasił świece, uderzył w gliniane naczynia,
wywracając je. Christina krzyknęła, gdy dokoła zapanowała ciemność, potem poczuła, że się 

background image

dusi. Masa błota uderzyła nią mocno o ścianę, poczuła nagły ból głowy i wszelkie dźwięki i 
ruchy zdawały się na moment ucichnąć. Nagle porośnięte mchem kamienie ustąpiły i błotna 
rzeka zaniosła Christinę dalej w głąb ziemi. Całkowicie bezradnapozwoliła powlec się w 
otcęłań. Błoto zaatakowało Aedana z całą mocą wodnego potwora. Wyniosło na górę, 
kilkakrotnie obróciło, wciągnęło w głąb 1 znow wypłulo na powierzchnię Uderzyło saanę, 
zapadł ssę w muł, wreszcie zdołał się podnieść na kolana, Kaszląc, usiłował zorientować się 
wśród ciemności, i gdy wreszcie natrafił na kamienie muru, odniósł wrażenie, że dotarł do 
bezpiecznego portu. - Christino! - Jego głos poniósł się dziwnym echem. - Christino! - Stanął 
na nogi i ruszył wzdłuż ściany. Parę kroków dalej natknął się na coś, co, jak sobie 
uświadomił, było ciałem Edgara. Aedan natychmiast zrozumiał, że Edgar nie żyje. Musiał 
zginąć wśród tej błotnej powodzi, może, upadając, skręcił kark. Aedan podsunął jego ciało 
pod ścianę, wydobywając je z błota. Potem westchnął ciężko i zawrócił, nie zdając sobie 
prawy z tego, w którą stronę się porusza. - Christjno! - zawołał. Cisza. Teraz niemal 
wyszlochał jej imię, z rozpaczą oczekując odpowiedzi. Na próżno. Dalej szedł wzdłuż ściany, 
wymacując jej dłonią w ciężkim błocie, gdy nagle jego ręka zapadła się głębiej. Najwyraźniej 
kamienie muru wbiły się w ziemię, stwierdził, zaraz jednak zorientował się, że za murem, za 
ścianą piwnicy, rozpościera się pusta przestrzeń. Zagłębił się w nią. Siła błotnej lawiny 
przebiła ścianę, otwierając przejście do tego, co wyglądało na sąsiednią komorę, Aedan 
bowiem uderzył głową w kamienny sufit. Był zbyt wysoki, by się wyprostować w tym 
pomieszczeniu. Uniósł rękę i wymacał sufit Z Ziemi i skały. Kamienie wyraźnie tworzyły tu 
wzór, zostały ułożone ręką człowieka. Zrobił jeszcze krok naprzód i nagle potknął się o coś. 
Przyklęknął, usiłując wyczuć palcami to, czego jego oczy nie mogły zobaczyć. - Christina - 
szepnął. Leżała na plecach w błocie, nieruchoma, milcząca. Gdy ją uniósł, głowa opadła jej 
bezwładnie, ale Aedan nie znalazł żadnych ran czy połamanych kości. Delikatnie przygarnął 
Christinę do siebie przerażony, iż zaraz odkryje, że spotkało ją to samo co Edgara. Nagle 
jednak wyczuł słaby rytm jej oddechu. Westchnął z ulgą, lecz uświadomił sobie, że jst 
nieprzytomna. -W kieszeni wymacał srebrną butelkę, mały ogarek świecy i pudełko zapałek, z 
którymi na ogół nie rozstawał się, zwłaszcza w te dni, kiedy się spodziewał, że praca 
przeciągnie się do późńej nocy. Po kilku nieudanych próbach świeca wreszcie zaskwierczala 
i zapłonęło światło. Postawił ogarek na kamieniu. Wreszcie mógł zobaczyć twarz Christiny - 
zalaną błotem, lecz dziwnie pogodną. Wydawała się taka spokojna, oczy miata zamknięte, 
jakby słodko spała. Dotknął palcem jej policzka, spostrzegł ranę i siniak na skroni. Widać 
błotna lawina musiała cisnąć nią o kamienny mur, od uderzenia straciła przytomność i nie 
poćzula nawet, że przebiła ścianę ciałem niczym taran. Rozejrzał się dokoła. Drzwi 
sporządzone z kilku płaskich kamieni z przytwierdzonym do nich drągiem po przeciwnej 
stronie udawały część ściany piwnicy. Siła płynącego błota wbiła je do środka. Druga komora 
była niwielka, cała wyłożona kamieniem i wypełniona mnóstwem przedmiotów. Było ich tutaj 
tak wiele, że Aedan wprost nie potrafił ocenić ich liczby. Stały tu dzbany, kamienne rzeźby, 
coś, co wyglądało na lawę, na ścianie wisiały uprzęże, a w kącie dostrzegł coś, co 
przypominało powóz z wikliny na żelaznych kolach. I zloto. Nawet w słabym blasku świecy 
widział, jak błyszczy i lśni. Miski, naczynia, błyszczące naszyjniki przeznaczone na szyję 
mężczyzny, kute bransolety, wszystko to rzucone na stos. Złota ryta misa, złote naramienniki 
i sztylety. Mrugając ze zdumienia, patrzył na to jedynie przez chwilę, bo kobieta, którą trzymał 
w ramionach, była teraz o wiele ważniejsza. Oddychała równo, ale płytko. Nie widział jej 
oczu, a przecież ich widok byłby dla niego o wiele cenniejszy niż to bogactwo dawnego króla. 
Pochylił się nad nią. - Christino - szepnął. - Christino, ukochana! - Ucałował jej czoło, powieki 
i miękkie, nie odpowiadające usta. - Obudź się, proszę! Ach, Boże! Proszę, obudź się! Czuł, 
że ogarnia go coraz większa rozpacz, rozrasta się i wypełnia go całego. Kocham cię - 
szepnął. Nigdy jeszcze żadne słowa swobodniej nie spłynęły z jego ust. Nie odwróciła głowy, 
ledwie oddychała. Desperacja ustąpiła miejsca determinacji, poczuł przypływ woli. - Wróć! - 
powiedział stanowczo, ujmując jej twarz dłońmi. - Wróć! Wróć bezpiecznie do domu, wróć do 
mnie... Poruszała się przez ciemność ciągnięta niczym łódź, nie mogąca oprzeć się 
przypływowi, spokojna, rozleniwiona, podążała za strumieniem, który niósł ją naprzód, niósł ją 
tak od wieków. Mogły minąć stulecia albo tylko chwila, nie wiedziała. Unosiła się poza 
czasem, w ciemnej próżni, zatracona na zawsze. Słyszała jego głos, głos ukochanego. Jego 
miłość ją otaczała, splatając się w srebrną sieć, która w końcu ją zagarnęła, zatrzymała i nie 
pozwoliła opadać w przepaść. Przesycona Uczuciem moc nie zapomniała o niej. Nie 
przestała jej kochać i wreszcie ją znalazła. To magia uczuć Aedana ciągnęła ją w górę. 
Wspinała się po niej niczym po ziemi, płynęła w niej jak w Oceanie, leciała na szybkim 
wietrze, a potem rozrosła-się jak płomień ożywiony tchnieniem. Wróć bezpiecznie do domu, 
wróć do mnie... Ukochany, próbowała powiedzieć, słyszę cię. Poczuła dotyk jego dłoni na 
policzku i otworzyła oczy. Jej ukochany uśmiechnął się, oczy w blasku świecy zalśniły 

background image

niebiesko. Otaczała ją jego miłość, ciepła, złocista, lecząca. Uniosła dłoń, by dotknąć jego 
twarzy Ucałował jej palce, gdy dotknęła nimi jego uśmiechniętych warg. Pochylił się nad nią. - 
Kocham cię - szepnął. - Zawsze cię kochałem. Epilog - Pani Blackburn! - mruknął Aedan, 
siadając ostrożnie na brzegu łóżka, by przypadkiem nie poruszyć Christiny. - Nareszcie się 
obudziłaś! Martwiliśmy się o ciebie. Baliśmy się, że zasnęlaś już na wieki. - Aedan z 
uśmiechem pochylił się, żeby pocałować jej policzek. Lekko dotknął jej dłoni. - Przestań! 
Przespałam tylko popołudnie - odszepnęła, patrząc na niego z leniwym uśmiechem. Policzki 
miała blade, lecz powoli zaczął ukazywać się na nich delikatny rumieniec, który tak kochał. 
Przeniosła wzrok na drzwi, staliw nich stłoczeni John, Amy, pani Gunn i lady Balmossie. 
Christina pomachała im lekko. Ach, ona wciąż jest zmęczona, biedaczka! westchnęła pani 
Gunn. - Ale dobrze, że wreszcie otworzyła oczy. - Chodźmy stąd, musi odpoczywać - 
powiedziała lady Bal- mosSie. - Aedan niech zostanie - stwierdziła Amy. - Myślę, że powinien 
jeszcze przy niej posiedzieć poczytać jej poezję, porozmawiać. Christina musi poczuć się 
bezpieczna po tych strasznych doświadczeniach. Przecież przez tyle dni chorowała! I tak 
długo spała, że naprawdę się bałam, że już się nigdy nie obudzi. - Cicho, moja kochana! - 
powiedział John z uczuciem. - Christina czuje się już dobrze i jest najzupelniej bezpieczna. 
Chodź ze mną, chciałbym ci coś pokazać. Prawie skończyłem twój portret na fresku. Amy aż 
westchnęła z zadowolenia. John częściowo przymknął drzwi. Aedan zerknął przez ramię. - 
Zostawił je odrobinę uchylone, przypuszczam, że to ze względu na przyzwoitość, ponieważ 
zostaliśmy sami, ty i ja. - Odgarnął kosmyk ciemnych włosów z jej czoła. Myślę jednak, że 
przynajmniej teraz przyzwoitości nic z naszej strony nie zagraża. Nie wiem, jak będzie 
później. Christina uśmiechnęła się do niego. Oczy miała przejrzyste i błyszczące. - Sir 
Aedanie - powiedziała odrobinę sennym głosem. - Wydaje mi się, że paha uwielbiam. - 
Naprawdę? - uśmiechnął się i wyżej podsunął jej okrycie. - ¯ywię dla pani identyczne 
uczucia, pani Blackburn. - Christino - szepnęła. - Christino - powtórzył, pochylając się, by 
ucałować jej usta. Christina przymknęła oczy, on także, poczuł delikatny i-uch jej warg. 
Chociaż zdawał sobie sprawę, jak bardzo jest wciąż słaba, to i tak jego ciało natychmiast 
odpowiedziało na pocałunek, jakby przeszyła je błyskawica, serce zabiło mocniej, szybciej. 
Zdołał się jednak od niej odsunąć, tylko ścisnął jej rękę i ucałował kostki. Christina 
uśmiechała się błogo, ale w oczach zalśniły jej psotne ogniki. Leżała na kilku poduszkach. 
Włosy miała rozpuszczone, a haftowany kołnierzyk skromnej białej koszuli sięgał wysoko pod 
brodę. Taka niewinna, śliczna, wygląda na młodszą, jakby lżejszą, pomyślał Aedan. 
Jakgdyby sen zmazał z niej troski minionych lat. Siniak na jej czole zblakł w ciągu tego 
tygodnia, twarz miała bladą i przez to wydawała się szczuplejsza. Otaczała ją natomiast jakaś 
nowa aura, spokój, bardzo pasujący do jej urody. - Sporo wydarzeń ominęło cię w tym 
tygodniu, kiedy tak leniuchowałaś - szepnął. Roześmiala się. - Słyszałam więcej, niż wam się 
wydawało, ze wszystkic tych rozmów wokół mnie, chociaż często byłam zbyt senna i 
oszołomiona, żeby się odezwać. A sny przy tym miałam bardzo przyjemne. - To dobrze - 
powiedział, trzymając ją za rękę i gładząc po palcach. - Hector i Gowanowie przez cały 
tydzień oczyszczali podziemną komorę z błota. Doprowadzili ścieżkę do drugiej komory i 
zrobiliśmy, co w naszej mocy, żeby oczyścić ca- ły jej obszar i ochronić go aż do czasu, 
dopóki nie nabierzesz więcej sił i nie będziesz mogła powrócić do pracy. ¯ałuj, żeś nie 
widziała Hectora, gdy po raz pierwszy ujrzał złoto! - Chyba trochę pamiętam. Widziałam, jak 
mnie stamtąd wynosiłeś. Mam wrażenie, że przypominam sobie, że Hector prawie gdakał z 
zachwytu. - Uśmiechnęła się, lecz zaraz westchnęła. - Znałeźliśmy złoto, ałe przykro mi 
powiedzieć, że twoje dzbany zostały zniszczone. Ludzie pozbierali skorupy najlepiej jak 
potrafili. Ta lawina błotna była rezultatem deszczu padającego od paru tygodni, wykopalisk, 
no i wybuchu. Staraliśmy się, aby eksplozje były niewielkie, lecz czasami nie da się uniknąć 
lawin błotnych i osunięć ziemi. Christina pokiwała głową i pogładziła palcami wierzch jego 
ręki. - Biedny Edgar - szepnęła. Aedan uniósł jej dłoń do ust i jeszcze raz pocałował. - Jestem 
pewny, że umarł bardzo szybko, ukochana. Cóż za ironia, że nie dane mu było zobaczyć 
tego skarbu, którego tak bardzo pragnął. Christina westchnęła. - Wiem, że miał złe zamiary, 
ale aż do tego dnia nie uważałam go za złego człowieka, co najwyżej za aroganta. Musiał być 
trochę szalony. Próbowałeś mnie przed nim ostrzegać. - Tak, w głębi duszy wiedziałem, że 
nie można mu ufać. - Ale jemu tak naprawdę nie chodziło wcale o złoto. Chciał być tą osobą, 
która odkryje jedyny prawdziwy dowód na obecność króla Artura w Szkocji czy gdziekolwiek 
indziej. Zdawał sobie sprżwę z tego, iż łegendy Dundrennan świadczą o tym, że właśnie z 
tym miejscem należy wiązać największe nadzieje na interesujące odkrycie. Tej pokusie nie 
potrafił się oprzeć. - Jak już mówiłem, to ironia losu. Teraz tobie przypadnie chwała. Czy 
mówilem ci już, że kontaktowało się z nami muzeum? A tak naprawdę niejedno. Zgłosiły się 
też British Museum i Luwr. W ciągu tygodnia będziemy tu mieli całą gromadę historyków. W 
listach, w których odpowiadałem im na zapytania, oświadczyłem jasno i wyraźnie, że 

background image

zbadaniem tego znaleziska stulecia zajmować się będzie pani Christina Blackbura . Christina 
przekrzywiła głowę i popatrzyła na niego. - Znaleźliśmy skarb, ale wciąż nie wiemy, czy 
należał do króla Artura. - Ta stara tradycja musi się na czymś opierać. Przypomnij sobie 
legendę, Mnóstwo lśniących skarbów i tak dalej - rzekł, cytując z poematu ojca. - Ale przecież 
nie wiemy, czy to jest to mnóstwo. Jednak wuj Walter i tak będzie zachwycony, bez względu 
na to, czy znalezisko przyniesie dowody na poparcie jego teorii, czy nie. Aedan kiwnął głow4 
- Jeśli twój wuj poczuje się dostatecznie silny, bardzo chciałbym zaprosić go wraz z ciotką do 
Dundrenńan. Moja siostra jest pielęgniarką, a jej mąż lekarzem. Zaprosimy ich także, by twoi 
krewni mogli skorzystać z ich pomocy. - Och, Aedanie dziękuję! Wuj Walter z całą pewnością 
znajdzie siłę na tę podróż. Ja też nie mogę się już doczekać, kiedy wreszcie pójdę na Cairn 
Drishan i sama na własne oczy zobaczę to wszystko. Może już dziś wieczorem zdołam to 
uczynić. Albo jutro. - Jeszcze nie, moja kochana. A kiedy będziesz już dostatecznie silna, 
sam cię tam zaniosę. Nie pozwolę ci iść tak daleko po takich ciężkich obrażeniach głowy. - 
Ależ ja się dobrze czuję! Naprawdę, czuję się cudownie! - Naprawdę? - szepnął, pochylając 
się, by pocałować jej po- liczek. Christina roześmiała się i zarzuciła mu ręce na szyję. Czuła 
się przy nim taka drobna i krucha. - Powiedz mi coś - poprosił. - Zebym nie wyszedł na 
ignoranta i głupca, korespondując z tymi erudytami z rozmaitc4i 1” muzeów. Czy ta komora 
może być grobowcem? - Bardziej prawdopodobne, że to skarbiec, chQciaż nie widziałam jej 
z bliska. Na tyle jednak, na ile zdążyłam się zorientować tamtego wieczoru i odrobinę 
zapamiętać, a także sądząc z naszych rozmów w ciągu tego tygodnia, wygląda mi to rze4 
czywiście na ukryty skarbiec. Piwnice niekiedy składają sięz kilku komór. Może się tam 
znajdować również cały labiryt ślubie. podziemnych pomieszczeń i przejść we wnętrzu 
wzgórza. Możliwe, że jest też pośród nich grób. Trzeba będzie kopać niezwykle delikatnie i 
zajmie to bardzo dużo czasu. - Popatrzyła na niego. - Ogromnie mi przykro. - Przykro 
Przecież to jest niezwykłe odkrycie! -. Owszem, ale biorąc pod uwagę prawo o cennych 
znaleziskach i kodycyl w testamencie twego ojca, możesz utracić posiadłość. Bez wżględu 
na to, czy odkrycie ma związek z królem Arturem czy nie, z całą pewnością to znalezisko o 
wielkim znaczeniu historycznym. Aedan zmarszczył czoło. - Cóż, mam nadzieję, że Edgar 
mówił prawdę o kompromisie, jaki gotowe jest zawrzeć ze mną muzeum. Jakiś wewnętrzny 
glos podpowiadał mu, że musi istnieć rozwiązanie, prędzej czy później je znajdą. Uświadomił 
sobie, że jego lęk przed utratą domu gdzieś zniknął, zastąpiło go niezwykle poczucie 
bezpieczeństwa. - Och! - powiedział. Przyniosłem coś stamtąd, żeby ci pokazać. To jedyna 
rzecz, jaką ośmieliłem się poruszyć. Pomyślałem jednak, że miałabyś ochotę zobaczyć 
zwłaszcza to. Resztę skarbów zostawiłem na ich miejscu. Wszystkie te srebrne miseczki, 
emaliowane brosze, złote wiadra, hełmy ze srebra i brązu, brązowe tarcze i tak dalej. - 
Przestań! - roześmiała się. - Nie mogę tego słuchać. Tak bardzo chciałabym sama to 
zobaczyć. Pójdźmy tam już dziś wieczorem. Naprawdę zaniósłbyś mnie aż na wzgórze? - 
Cicho już! Nigdzie cię nie zaniosę. A teraz popattz na to, bo wydaje mi się, że to przytrzyma 
cię w łóżku jeszcze przez dzień albo dwa. Wstał i wziął ze stołu jakiś przedmiot owinięty w 
materiał. Postawił go na brzegu łóżka. Po zdjęciu płótna okazało się, że w środku jest 
pudełko z kutego i grawerowanego srebra, ozdobione rzeźbionymi listwami z brązu, na tyle 
duże, że ledwie zmieściłoby się Aedanowi w rozłożonych dłoniach. - Och! - powiedziała z 
zachwytem Christina. - To wygiąda na relikwiarz przeznaczony na przechowywanie świętości 
lub czegoś naprawdę drogocennego! Delikatnie uniosła pokrywę. W środku była księga z 
okładką ze skóry ozdobionej srebrem, a w niej spięte arkusze pergaminu. - Nie mam 
rękawiczek - powiedziała Christina -. Nie powinnam... - Sądzę, że ten jedyny raz księga nie 
ucierpi od twojego dotyku. Obejrzyj ją. Wydaje mi się, że w środku może być coś ważnego. 
Christina z największą delikatnością zaczęła przerzucać stronice, studiując j w milczeniu. - 
Tych pierwszych kilka stron wygiąda tak samo jak rejestr rycerzy w Księdze Dundrennan. 
Aedan spojrzał. Rzeczywiście tak jak spis wojowników, znajdujący się w kolekcji jego ojca, 
tak samo tę stronę pokrywały starannie wypisane kolumny. Nawet on zgadywał, że zawierają 
imiona. - Potrafisz je odczytać? - spytał. - Wydaje mi się, że to najwcześniejsza genealogia 
twojej rodziny - odparła niepewnie Christina, przewracając kolejne stronice. - Tak, tu jest 
wymieniony Aedan mac Brudei, widzisz? I... Ach! - Podniosła księgę do oczu. - Jej imię też tu 
jest! Liadan nighean Math-ghamainn, Córka Niedźwiedzia... Wielkie nieba! - dodała miękko. - 
Co się stało? - Aedan zajrzał jej przez ramię. - Piszą tutaj... Słuchaj mnie uważnie: „Liadan 
córka Niedźwiedzia, żona Aedana mac Brudei, matka Artoriusa Jasnego, matka Cuneddy, 
matka Nialla, Diarmida, Aengusa, Iyora, Bnthnica, Eiri i Ealgi Pięknej” - Wielkie nieba! - 
powtórzył za nią zdumiony Aedan. A więc żyła dostatecznie długo, by urodzić Aedanowi... 
dziewięcioro dzieci? Christina podniosła na niego wzrok. - Jeśli tak, to znaczy, że nie umarła 
młodo, wkrótce po ich ślubie - No chyba, że zapadła w sen, będąc już prawie babcią. 
Christina pokręciła głową, a potem popatrzyła na niego niemal ze łzami w oczach. - Spójrz na 

background image

to, Aedanie! - wskazała przy tym kilka linijek. - Kochana, ja nie znam staroirlandzkiego -. 
przypomniał delikatnie. - Tu jest napisane: „Ljadan, naturalna córka Niedźwiedzia dux 
bellorwn, wielkiego Artoriusa”. - Artoriusa... Mój Boże! To znaczy, że Artur był jej ojcem? - 
Aedan, niepomiernie zaskoczony, nie mógł oderwać się od kształtnych, choć maleńkich 
celtyckich liter, - Tak musiało, być. Ach, Aedanie! - Po policzku spłynęła jej łza. - To jeszcze 
nie koniec... „Liadan, naturalna córka Artoriusa Niedźwiedzia, i jej mąż Aedan mac Brudci, 
starszyzna w naszej radzie wojennej”. Zasiadała wraz z mężem w radzie wojowników! - Cóż, 
jako córka, wprawdzie nieślubna, wielkiego Artura, z pewnością miała do tego prawo. Być 
może sama była wojowniczką! - roześmiał się. - W przypadku dawnych celtyckich plemion to 
wcale nie jest wykluczone - stwierdziła Christina. - Ale doprawdy, strasznie się cieszę, że się 
dowiedziałam, iż żyła dostatecznie długo, by się zaliczać do starszyzny. A więc księżniczka 
Liadan mimo wszystko nie umarła młodo. - Christina, płacząc i śmiejąc się jednocześnie, 
popatrzyła na niego. - Chyba wiesz, Aedanie, co oznacza takie odkrycie? - W głowie mi się 
mąci, kochana - odparł. - Ze legenda Dundrennan się myli! Aedan również poczuł ściskanie w
gardle. - Liadan nie umarła tragicznie, jak mówi historia. Christina pokiwała głową. - Była 
szczęśliwie zamężną kobietą, która przeżyła życie jako matka, żona i doradczyni swego ludu. 
- Mój Boże! - westchnął. - Ale w jej życiu mogły zaistnieć wydarzenia takie jak te, o których 
mówi legenda. Mogła zachorować albo się zranić, podobnie jak ty, ale do tej pory nikt nie znał 
prawdziwego końca tej historii. Christina uśmiechnęła się do Aedana przez łzy. - A więc jego 
magia mimo wszystko zadziałała. Sciągnął ją z powrotem, przeżyła. Jego magia? - powtórzył 
zdziwiony Aedan. - To Aedan mac Brudei napisał linijki na marginesie tam- tej stronicy w 
Księdze Dundrennan, po tym,. gdy jego młoda żona się rozchorowała. Użył zaklęcia i 
posłużył się magią pisma, by przekazać jej swoją miłość i uzdrawiającą moc, by ściągnąć 
Liadan z powrotem. Moc, do której się odwołał, musiała być niezwykle potężna, a ten 
dokument świadczy, że mu się udało. Potem żyli razem długo i szczęśliwie. On tak bardzo ją 
kochał - dodała, pociągając nosem. - A ona tak bardzo pragnęła do niego wrócić, jestem tego 
pewna. - Kochał swoją księżniczkę ponad życie - szepnął Aedan, gładząc Christinę po 
policzku i kciukiem ścierając łzy. - Nic nie mogło ich rozdzielić, byli dwiema połowami jednej 
duszy i ich przeznaczeniem było żyć razem. - Ach, Aedanie - szepnęła Christina. - Jakież to 
poetyczne! Roześmiał się cicho i nieco drżąco, bo akurat w tej chwili nie był w stanie dobyć 
głosu. Przytulił Christinę do siebie i lekko pogładził po włosach. Potem pocałował ją jeszcze 
raz. - Lepiej schowajmy tę księgę, zanim zalejemy ją całą łzami - powiedział żartobliwie. Z 
nabożeństwem wyjął jej księgę z rąk, owinął czystą chusteczką i umieścił niezwykle 
znalezisko na powrót w srebrnej skrzyneczce. Myśli kłębiły mu się w głowie. Znów ujął 
Christinę za rękę, nie chciał jej już nigdy puszczać. - Aedanie - powiedziała Christina cicho. - 
Słyszałeś o prawie o cennych znaleziskach, któremu podlegają wszystkie zabytki odkryte na 
szkockiej ziemi, prawda? - Owszem, zdaję sobie sprawę z tego, że wszystko pójdzie do 
muzeum. - Z wyłączeniem tego, co stanowi własność dziedziczną, W takich wypadkach 
prawo o cennych znaleziskach nie znajduje zastosowania. Zamrugał zdezorientowany 
Własność dziedziczną? - Ta księga wyłicza spis twoich przodków i stwierdza jednozriacznie, 
że skarb należał do Aedana mac Brudei, a przez to również do jego spadkobierców. Ty jesteś
jego męskim potomkiem w linii prostej. Moim zdaniem konkluzja musi być taka, że wszystko 
należy do ciebie, do Dundrennan. Wszystko. Rząd nie może sobie rościć do znaleziska 
żadnych praw. Należy ono wyłącznie do ciebie, ponieważ te przedmioty nie zostały 
wymienione jako część majątku twego ojca. - Mój Boże! -Aedan oszołomiony przeczesał ręką 
włosy. Popatrzył na relikwiarz, a potem znów spojrzał na Christinę. - Nigdy nie mógłbym 
zatrzymać tego skarbu. To złoto z Dundrennan należy do... do Szkocji! Do całej Brytanii! - Ale 
należy również do ciebie - odparła. - Bez względu na to, jakie rozwiązanie ostatecznie 
wybierzesz, kłopoty się skończyły. Tak mi się przynajmniej wydaje. - Moje kłopoty skończyły 
się - odparł, pochylając się nad nią - w momencie, kiedy ty weszlaś w progi Dundrennan 
House. - Szkoda, że wtedy o tym nie wiedziałeś - powiedziała, uśmiechając się przekornie. - 
No właśnie - mruknął. -. A więc - podjął, odchyłając się lekko w tył - czy to oznacza, że 
przekleństwo lordów Dundrennan zostało przełamane, skoro wiemy już, że księżniczka mimo 
wszystko się obudziła? - Tak, sądzę, że w końcu możemy powiedzieć, iż tak się stało. - W 
oczach błyszczały jej łzy. - A skoro klątwa przestała istnieć, to czego pragnie ostatni lord? - 
Szczęścia - odpad, dotykając jej policzka- - Dni spędzonych z jego prawdziwą miłością - Ujął 
Christinę pod brodę i pocałował w usta, długo i powoli, potem lekko musnął wargami jej nos. - 
Ależ, proszę pani - powiedział - nie nosi pani okularów? - Zgubiłam je gdzieś w błocie. - No 
tak. Czy mówiłem ci już, że mój szwagier jest lekarzem? Mieszka w Edynburgu i specjalizuje 
się w chorobach oczu. Chciałbym, żebyś się go poradziła. Moja żona nie powinna kupować 
okularów od wędrownego kupca. - Twoja żona? - Tak - uśmiechnął się delikatnie. - Czy 
zechcesz za mnie wyjść? - Zawsze pragmatycznie myślący sir Aedan - odparła ze śmiechem.

background image

- ¯adnych romantycznych oświadczyn, deklaracji o nigdy niegasnącej miłości. - Najmilsza - 
szepnął. - W tym domu na zawsze zapanuje romantyzm i niekończąca si,ę miłość, tu czy 
gdzie indziej w jakimkolwiek miejscu, gdzie będzie nasz dom. - Z czułością pogładził ją po 
głowie. - Chociaż kiedy się już pobierzemy, nie będziemy musieli urządzać miłosnych 
schadzek w sekretnych przejściach Dundrennan House. Właściwie szkoda, to było bardzo 
przyjemne. - Wcale nie musimy z tego rezygnować - oświadczyła Christina, wsuwając mu się 
w objęcia. - To prawda - roześmiał się, potem objął rękami jej twarz, by ją pocałować. - Moja 
droga, tak bardzo pragnę cię poślubić. Ka cham cię całym sobą Czy zechcesz lorda 
Dundrennan za męża? Odczuwał lęk, bo całkiem się przed nią otworzył, tak jak jeszcze nigdy 
przed nikim. A wiedział przecież, że to, co do niej czuje, to prawdziwa miłość, i wdzięczny był, 
że został nią pobłogosławiony. Pragnął zostać z Christiną na zawsze, to ona była brakującą 
cząstką jego duszy, którą teraz w końcu odnalazł. - Cóż, mam poślubić lorda, który 
poprzysiągł sobie, że ni- gdy się nie zakocha? - spytała szeptem, z ustami tuż przy jego 
ustach. - Właśnie tego - odpad. - Ale on tak myślał, dopóki nie znalazł ukochanej. - Ale czy ty 
nie jesteś już komuś przyrzeczony? - Amy mnie nie chce. - Dotknął nosem jej nosa. - Poza 
tym.. uważa mnie za nudziarza. - Bo nim jesteś. - Skubnęła go za dolną wargę. - Ale ja, 
kócham tego spokojnego, cichego, godnego zaufania człowie.ka. - Cofnęła się odrobinę, by 
przez moment na niego popa-,. trzeć. - A co z tą młodą kobietą, którą niedawno całowaleś?jj 
Widziałam. Chodzi mi o pannę MacDonald. - Ach, o Dorę? Zabrałem ją do Edynburga, żeby 
Conno ją zbadał. Dora cierpi na poważną chorobę oczu, ale, łziękj Bogu, Connor uważa, że 
będzie mógł jej pomóc. OgromnW uradowały ją te wieści, chciała mi tylko podziękować. - 
Ach, Aedanie, a ja myślałam... No cóż, ufam, że będzi?z jej dobroczyńcą Spodziewam się 
tego po tobie. -„ Oczywiście. Nawet jeśli Amy będzie musiała się obyć be kilku jardów tartanu 
i perkalu, fundusze na leczenie Dory mis szą się znaleźć. Wsunęła się w jego objęcia, 
ucałowała go w policzek, w usta - Christino, nie odpowiedziałaś na moje pytanie. Czy 
wyjdziesz za mnie? Potrafię się odpowiednio zarekomendować. Posłuchaj tylko- pochodzę z 
bardzo dobrej rodziny, a mój ojciec był słynnym poetą i z całą pewnością ogromnie by cię 
polubił. - Hm - powiedziała w zamyśleniu i posłała mu zawstydzony uśmiech. - A co jeszcze? 
- No cóż - odparł. Za dwa tygodnie odwiedzi mnie w moim domu sama królowa. Może to 
wywrze na tobie wrażenie? Pochodzę też z naprawdę starego rodu. Czy kiedykolwiek 
mówiłem ci, jak brzmi moje drugie imię? Christina pokręciła głową - Arthur. To tradycyjne imię 
w mojej rodzinie. - Musi być tego jakiś powód - powiedziała ze śmiechem. Aedan Arthur 
MacBride. Piękne imię. Pewnego dnia będziesz musiał je przekazać synowi. - Zrobię to - 
powiedział, pieszcząc jej policzek. - Z twoją pomocą. - Bardzo bym tego chciała. I co jeszcze 
przemawia na twą korzyść, sir? - To - odparł, chwycił ją w ramiona i wycisnął na wargach 
gorący pocałunek. Koniec książki.