background image

K

AROL

 M

AY

S

ZATAN

 

I

 J

UDASZ

K

LĘSKA

 

SZATANA

S

PÓŁDZIELNIA

 W

YDAWNICZA

 „O

RIENT

” R.D.Z. 

W

 W

ARSZAWIE

, W

ARSZAWA

 1925

background image

P

OD

 

ZIEMIĄ

Konie nasze uginały się pod ciężarem, ponieważ przezornie zaopatrzyliśmy się w żywność 

i pauzę, we wszystko, co było niezbędne m trzy, cztery dni. Między rzeczami, które — jak 
należało przypuszczać — mogły nam się przydać, zabraliśmy również paczkę świec i pęk 
długich woskowych pochodni. Znaleźliśmy spory ich zapas na wozie. (Ponieważ używa się 
ich do pracy podziemnej, przeto Melton nabył je od kupca w Ures). .Ponadto były tam jeszcze 
trzy beczułki z oliwą palną. Wskazywało to, jak zresztą wiele innych okoliczności, że Melton 
szczegółowo   przygotował   swój   biznes,   zanim   jeszcze   dobił   targu   z   hacjenderem,   i 
Oczywiście, zanim rozstałem się z Winnetou, wtajemniczyłem go w swoje plany, aby mógł 
mnie   łatwo   odszukać,   gdybym   nie   wrócił   po   czterech   dniach.   Przede   wszystkim   więc 
powiedziałem  Apaczowi,   że   zamierzam   zbadać   jaskinię   Playera   i   podziemnry   korytarz, 
odkryty przez Herkulesa.

Ponieważ poprzedniego dnia zboczyliśmy z właściwego kierunku, więc musieliśmy — ja i 

Mimbrenio — wrócić na ostatni odcinek drogi. Z zadowoleniem stwierdziłem brak śladów po 
koniach i wozach. Jeżeli nawet gdzieniegdzie dały:  się zauważyć odciski, to można było 
przypuszczać,   że   dzień,   który   obecnie   wschodził,   zadrze   je   doszczętnie.   Teraz   byłem 
przekonany, że ewentualni wywiadowcy Meltona nie znajdą śladów naszego obozowiska. Po 
blisko czterogodzinnej jeździe na południe skierowaliśmy się na wschód i wkrótce dotarliśmy 
do   zapowiedzianej   przez   Playera   granicy   roślinności.   Stąd   zaczynała   się   pustynia. 
Zatrzymaliśmy wierzchowce, aby je nakarmi , po czym ruszyli my w dalsz  drog .

ć

ś

ą

ę

Jechali my   przez   prawdziw   pustyni .   Ziemia   uk ada a   si   w   d ugie,   niskie   fale,

ś

ą

ę

ł ł

ę

ł

 

oddzielone od siebie p ytkimi wg bieniami. Dooko a by y ska y, kamienie lub piasek. Ani

ł

łę

ł

ł

ł

 

d b a trawki. Nagi kamie  ssa  promienie rozognionego s o ca, dopóki si  nie nasyci .  ar

ź ź ł

ń

ł

ł ń

ę

ł Ż  

dr

co wibrowa  na wysoko ci czterech czy pi ciu stóp nad, ziemi . Trudno by o oddycha .

żą

ł

ś

ę

ą

ł

ć  

Pot   parowa   z   ca ego   cia a.   P dzili my   bez   wytchnienia;   aby   przyby   do  Almaden   przed

ł

ł

ł

ę

ś

ć

 

zapadni ciem zmroku.

ę

Nie   rozmawiali my   ze   sob .   Mimbrenio   nie   o mieli   si   do   mnie   przemówi ,   a

ś

ą

ś

ł ę

ć  

jednostajno

  drogi   nie   sk ania a   do   rozmowy.   Jechali my   w   milczeniu,   dopóki   sobie   nie

ść

ł

ł

ś

 

u wiadomi em,   e Almaden   le y   na   pó noc   od   nas.   Skr cili my   przeto   w   tym   kierunku,

ś

ł

ż

ż

ł

ę ś

 

badaj c grunt w poszukiwaniu tropu.

ą

Kiedy s o ce zni a o si  ku zachodowi, wy oni a si  przed nami w oddali niska, jednak e

ł ń

ż ł ę

ł ł ę

ż  

ostro od horyzontu odcinaj ca si  ska a, olbrzymiej ca w miar , jak si  do niej zbli ali my.

ą

ę

ł

ą

ę

ę

ż ś

— To na pewno Almaden — rzek em. — Teraz nale y podwoi  czujno .

ł

ż

ć

ść

— Czy mój wielki brat Old Shatterhand zsi dzie z konia? — zapyta  nie mia o Mimbrenio.

ą

ł ś ł

Je d ca o wiele  atwiej spostrzec ni  piechura. Wprawdzie sam zrezygnowa bym z jazdy w

ź ź

ł

ż

ł

 

siodle, ale cieszy a mnie jego uwaga, poniewa  dowodzi a roztropno ci. Zsiedli my z koni i

ł

ż

ł

ś

ś

 

prowadz c   je   za   uzdy,   poszli my   naprzód.   Kroczyli my   po   p askim   gruncie,   który   niby

ą

ś

ś

ł

 

pier cie  okala  Almaden. Doszli my do brzegu wg bienia, po rodku którego ono wyrasta o.

ś ń

ł

ś

łę

ś

ł  

Mówi c  ci lej, stali my  na brzegu wysch ego  jeziora ze skalist  wysp , która  dzi  nosi a

ą ś ś

ś

ł

ą

ą

ś

ł  

nazw  Almaden.

ę

Wskutek jednostajno ci okolicy mimo woli zboczy em z kierunku; do Almaden dotarli my

ś

ł

ś  

nie   z   po udniowej,   lecz   z   po udniowo–zachodniej   strony.   By o   to   niebezpieczne.

ł

ł

ł

 

Przypuszcza em bowiem,  e Indianie wypatruj  nas od strony zachodniej, ale za to pozwoli o

ł

ż

ą

ł  

mi od razu ujrze  ska , o której opowiada  Player i Herkules, a któr  musia bym w innym

ć

łę

ł

ą

ł

 

wypadku dopiero odszukiwa .

ć

Ogromny   blok   skalny,   stercz cy   z   dna   wysch ego   jeziora,   u   góry   by   p aski   i   tworzy

ą

ł

ł ł

ł 

niemal   prawid owy   sze cian,   o   cianach   biegn cych   prawie   dok adnie   w   czterech

ł

ś

ś

ą

ł

 

kierunkach   .wiatrów.   Poniewa   stan li my   przy   po udniowo–zachodniej   kraw dzi,

ż

ę ś

ł

ę  

background image

widzieli my   przeto   stron   po udniow   i   zachodni .   Pierwsza   wznosi a   si   prosto,   mia a

ś

ę

ł

ą

ą

ł

ę

ł  

wszak e g bokie rysy na powierzchni, po rodku za  tunel, który jak  atwo by o zauwa y ,

ż łę

ś

ś

ł

ł

ż ć  

bieg  pod gór . Potwierdza o to s owa Playera,  e p askowzgórze jest dost pne z po udniowej

ł

ę

ł

ł

ż ł

ę

ł

 

i pó nocnej strony.

ł

Mogliby my tam dotrze  po dziesi ciu lub pi tnastu minutach marszu, nie odwa y em si

ś

ć

ę

ę

ż ł

ę 

jednak, aczkolwiek nie wida  by o dooko a  ywej duszy. Na górze na pewno czuwali ludzie i

ć ł

ł ż

 

mogliby nas szybko spostrzec.

Przede wszystkim nalega o wybada , gdzie s  Indianie. Naturalnie, sam si  tego podj em,

ł

ć

ą

ę

ął

 

ch opca pozostawiwszy przy koniach. Skrada em si  na zachód wzd u  brzegu by ego jeziora.

ł

ł

ę

ł ż

ł

 

Musia em bardzo uwa a , gdy  nic mnie nie kry o i gdybym kogo  spostrzeg , w tej samej

ł

ż ć

ż

ł

ś

ł

 

chwili by bym tak e dostrze ony. Uszed szy spory szmat drogi, zauwa y em na pó nocno–

ł

ż

ż

ł

ż ł

ł

zachodniej   stronie   ma   rzadkie   chmurki,   które   powoli   wznosi y   si ,   rozprzestrzenia y   i

łą

ł

ę

ł  

nikn y.   By   to   niezawodnie   dym,   niedu y   dym   z   india skiego   ogniska,   roznieconego   na

ęł

ł

ż

ń

 

sk pym   podk adzie   drzewa.   Szed em   jeszcze   normalnie   przez   par   chwil,   a   nast pnie

ą

ł

ł

ę

ę

 

zacz em biec jak zwierz  czworono ne.

ął

ę

ż

Wkrótce zobaczy em pi

 czy sze  namiotów, ko o których krz tali si  ludzie. Gdybym

ł

ęć

ść

ł

ą

ę

 

chcia  jeszcze bli ej podej , musia bym si  czo ga  na brzuchu. Od namiotów dzieli a mnie

ł

ż

ść

ł

ę

ł ć

ł

 

odleg o  tak ma a,  e z  atwo ci  rozpozna em zdobi ce je malowid a. Le

c obserwowa em

ł ść

ł ż ł

ś ą

ł

ą

ł

żą

ł  

obozowisko.

Ka dy   Indianin   maluje   na   namiocie,   przynajmniej   na   letnim,   swoje   imi   lub   obraz,

ż

ę

 

przedstawiaj cy szczególne zdarzenie z  ycia. Na jednym wi c wi  si  olbrzymi na czerwono

ą

ż

ę

ł ę

 

wymalowany w

. Na drugim widnia  ko , na innym nied wied . Mi dzy namiotami kr cili

ąż

ł ń

ź

ź

ę

ę  

si  Indianie lub te  siedzieli na ziemi, pal c fajki. Dwie w ócznie opiera y si  o .namiot z

ę

ż

ą

ł

ł

ę

 

w

om. By  to zapewni  namiot wodza.

ęż

ł

ę

Wiedzia em ju , gdzie obozuj  Jumowie. Chcia em si  wycofa , kiedy troje osób, dwóch

ł

ż

ą

ł

ę

ć

 

m

czyzn i kobieta,  wysz o  z owego namiotu. Kobiet   pozna em od  razu: by a to  Judyta.

ęż

ł

ę

ł

ł

 

Jednym   z   m

czyzn   by   Melton,   drugim   Indianin,   niew tpliwie   mieszkaniec   namiotu.

ęż

ł

ą

 

Rozmawiali przez chwil , po czym Indianin wróci  do siebie, Melton za  z Judyt  poszed

ę

ł

ś

ą

ł 

dalej.

Dokonawszy rozpoznania, mog em wróci  do obozowiska. Z pocz tku czo ga em si  na

ł

ć

ą

ł ł

ę  

brzuchu,   potem,   pobieg em   na   czworakach,   wreszcie   na   nogach?   S o ce   skry o   si   za

ł

ł ń

ł

ę  

widnokr giem   i   zapad   zmierzch.   Szcz liwie   dotar em   do   koni.   Musieli my   wykorzysta

ę

ł

ęś

ł

ś

ć 

krótki czas, kiedy jest ciemno na tyle, aby nie by  widocznymi, a do  jeszcze jasno, aby bez

ć

ść

 

wielkiego trudu odkry  wej cie do jaskini.

ć

ś

Kiedy nadesz a taka chwila, zjechali my w dó , na dno wysch ego jeziora. Dotar szy do

ł

ś

ł

ł

ł

 

ska y,   zacz li my   usuwa   kamienie.   Wkrótce   ujrzeli my   przed   sob   dziur ,   która   coraz

ł

ę ś

ć

ś

ą

ę

 

bardziej   si   rozszerza a.   (Kiedy   by a   ju   do

  poka na,   zapali em   woskow   pochodni   i

ę

ł

ł

ż ść

ź

ł

ą

ę  

zlaz em w dó  do jaskini. To obszerne wydr

enie dok adnie odpowiada o opisowi Playera.

ł

ł

ąż

ł

ł

 

Mia o wysoko

 dwóch ludzi i z  atwo ci  mog o pomie ci  stoi. W ma ej bocznej jaskini

ł

ść

ł

ś ą

ł

ś ć

ł

 

zebra a si  bardzo zimna woda. Zbadanie dna od o y em na pó niej, gdy  przedtem musia em

ł ę

ł ż ł

ź

ż

ł  

wprowadzi  konie.

ć

Trzeba   wi c   by o   powi kszy   wej cie.   Robota   oczywi cie   niezbyt   przyjemna,   lecz

ę

ł

ę

ć

ś

ś

 

.uporali my si  z ni  szybko i przeprowadzili my bez trudu wierzchowce. Kiedy napoili my

ś

ę

ą

ś

ś  

je i nakarmili my, mog em zbada  dno jaskini, a raczej obejrze  je, poniewa  patrzenie w

ś

ł

ć

ć

ż

 

przepa

  nie  jest  adnym  badaniem.  By a  to  prawdziwa  otch a .  Gdy  rzuci em  kamuszek,

ść

ż

ł

ł ń

ł

 

us ysza em dopiero po d u szej chwili s aby odg os, uderzenia o dno.

ł

ł

ł ż

ł

ł

Player   nie   móg   okre li   ani   szeroko ci   ani   g boko ci,   poniewa   nie   mia   wiat a.

ł

ś ć

ś

łę

ś

ż

ł ś

ł  

Natomiast   moja   pochodnia   wieci a   tak   jasno,   e   stoj c   na   jednym   brzegu,   widzia em

ś

ł

ż

ą

ł  

wyra nie przeciwleg y. Ciemno  oszuka a Playera, ja za  wiedzia em,  e przepa  nie jest

ź

ł

ść

ł

ś

ł

ż

ść

 

szersza nad dziesi

, jedena cie  okci. Tymczasem m ody Mimbrenio ukl k  i bada  grunt.

ęć

ś

ł

ł

ą ł

ł

 

background image

D uba  palcem, pó niej zacz  skroba  no em.

ł ł

ź

ął

ć ż

— .   Czy   Old   Shatterhand   zechce   zobaczy ,   e  tu   znajduje   si   do ek?   —   rzek ,   kling

ć ż

ę ł

ł

ą 

wyskrobawszy ziemi .

ę

— Utworzy a go woda kapi ca ze sklepienia — odpowiedzia em.

ł

ą

ł

— W tym wypadku wydr

enie by oby okr g e. Tak jednak nie jest.

ąż

ł

ą ł

— Zobaczymy.
Nachyli em si  i pomog em mu grzeba . Istotnie. Czworok tny, na  okie  g boki do ek.

ł

ę

ł

ć

ą

ł

ć łę

ł

— Poszukajmy, czy nie ma gdzie  drugiego — rzek em.

ś

ł

Wkrótce   odkryli my   trzy   inne.   Usun li my   ziemi ,   która   je   pokrywa a.   —   Mimbrenio

ś

ę ś

ę

ł

 

spojrza  na mnie pytaj co. O mieli em go przeto:

ł

ą

ś

ł

— Je li mój m ody brat chce co& powiedzie  o tych wg bieniach, to prosz , niech mówi.

ś

ł

ć

łę

ę

— Nie mam nic do powiedzenia — odpar . — Dr

y si  w ziemi do ki po to, aby w nich

ł

ąż ę

ł

 

co   schowa .   Co   jednak   mog o   tkwi   w   tych   oto   wg bieniach?  

ś

ć

ł

ć

łę

Old   Shatterhand   wie 

zapewne.

— Nietrudno si  domy li , ale j zyk mego brata nie ma na to nazwy. Czy wiesz, czym jest

ę

ś ć

ę

 

ko ek lub klamra?

ł

— Nie wiem.
— Drzewo lub  elazo, które wbite w ziemi  przytrzymuje najwi ksze ci

ary. W danym

ż

ę

ę

ęż

 

wypadku ci

arem by  most nad przepa ci . Bez w tpienia na drugim jej brzegu pozosta y

ęż

ł

ś ą

ą

ł  

takie same cztery do ki.

ł

— Ale gdzie si  podzia  most?

ę

ł

— Nie ma go ju . Zapewne ci, którzy z niego ostatnio korzystali, str cili go w przepa .

ż

ą

ść  

Zale a o im na tym, aby nikt nie móg  przedosta  si  na drug  stron . W tym celu zatkano te

ż ł

ł

ć ę

ą

ę

ż 

do ki. Ale oczy mego m odego brata s  ostre i przenikliwe.

ł

ł

ą

— Nie oczy, lecz stopy wyczu y,  e ziemia w tym miejscu jest bardziej mi kka ni  gdzie

ł ż

ę

ż

 

indziej. Gdyby most sta  jak dawniej, mogliby my przej  na drug  stron .

ł

ś

ść

ą

ę

— Przejdziemy i tak. Dostaniemy si  do tunelu, który wylot ma na p askowzgórzu, lecz

ę

ł

 

my l ,  e posiada równie  inne zamaskowane wej cie. Trzeba je odszuka .

ś ę ż

ż

ś

ć

— Kiedy? Dzi  wieczór?

ś

— Nie, jutro. Wej cie jest zatkane i po omacku nie potrafi  go znale

,  wiat a za  zapala

ś

ę

źć ś

ł

ś

ć 

nie mo na. Poradzimy sobie przy  wietle dziennym. Tymczasem posilimy si , a potem wyjd

ż

ś

ę

ę 

na zwiady.

— Czy Old Shatterhand zabierze mnie ze sob ?

ą

— Nie. Z przyjemno ci  zabra bym ci , lecz musisz zosta  przy koniach.

ś ą

ł

ę

ć

— Tu s  bezpieczne. Jumowie ich nie znajd .

ą

ą

— Istotnie, ale konie nie s  obeznane z miejscem. Mog  si  sp oszy .

ą

ą ę ł

ć

Ch opiec musia  zosta . Po spo yciu owocowej wieczerzy ruszy em na zwiady. Niewiele

ł

ł

ć

ż

ł

 

spodziewa em si  odkry  w takich ciemno ciach. Dobrn em do pó nocnego kra ca ska y i

ł

ę

ć

ś

ął

ł

ń

ł  

usiad em na kamieniach, czekaj c, a  gwiazdy rozb ysn  ja niej.

ł

ą ż

ł ą ś

Siedzia em   mo e   godzin .   Dooko a   panowa o   g uche   milczenie.   Gwiazdy,   dotychczas

ł

ż

ę

ł

ł

ł

 

blade,  roziskrzy y  si   pe nym blaskiem.  Zamierza em ju  powsta   i  pój

  naprzód,  gdy w

ł

ę ł

ł

ż

ć

ść

 

pobli u   us ysza em   czyje   kroki.   Przypuszczaj c,   e   nadchodz cy   przejdzie   ko o   mnie,

ż

ł

ł

ś

ą ż

ą

ł

 

schroni em si  za g azem. Po chwili istotnie ujrza em Indianina, który przystan  nie opodal

ł

ę

ł

ł

ął

 

mego ukrycia i uwa nym wzrokiem powiód  doko a. Nie widz c nikogo westchn , zbli y  si

ż

ł

ł

ą

ął

ż ł ę 

jeszcze bardziej i usiad  na kamieniu, w odleg o ci paru kroków ode mnie.

ł

ł ś

To  by o  fatalne,  fatalne  w  najwy szym stopniu.  Kamienie by y  tak  rozstawione,  e nie

ł

ż

ł

ż

 

mog em   wycofa   si   bez   szmeru.   Nie   pozostawa o   mi   nic   innego,   jak   uzbroi   si   w

ł

ć ę

ł

ć ę  

cierpliwo  i czeka  na jego odej cie.

ść

ć

ś

— Uff! — zawo a  po d ugiej pauzie Indianin st umionym g osem. Podniós  si  z kamienia

ł ł

ł

ł

ł

ł ę

 

i   pod

y   kilka   kroków   naprzód.   Kto   nadchodzi .   Rozpozna em   Judyt .   Ukryty   za

ąż ł

ś

ł

ł

ę

 

background image

kamieniem, pods ucha em niezwykle ciekaw  rozmow ,

ł

ł

ą

ę

Indianin   nazywa   siebie   Przebieg ym   W

em.   By   wi c   mieszka cem   namiotu,   który

ł

ł

ęż

ł

ę

ń

 

widzia em, i dowódc  trzystu Jumów, którzy tu obozowali. W ada  angielskim i hiszpa skim

ł

ą

ł ł

ń

 

w sposób jak na Jum  niezwyk y, ona za  nie posiada a ani w dwudziestej cz ci jego wiedzy;

ę

ł

ś

ł

ęś

 

nie umia a te  s owa po india sku. Mimo to porozumiewali si  doskonale.

ł ż ł

ń

ę

Wzi  j  za r k  i rzek :

ął ą

ę ę

ł

— Przebieg y W  ju  s dzi ,  e Bia y Kwiat nie przyjdzie. Dlaczego kaza a  mi czeka ?

ł

ąż ż ą ł ż

ł

ł ś

ć

Musia   swoje   pytanie   kilkakrotnie   w   rozmaitej   formie   powtórzy ,   zanim   zrozumia a   i

ł

ć

ł  

odrzek a:

ł

— Melton  mnie zatrzymywa .  Teraz on  nie zrozumia .  Powtórzy a s owa  i  zobrazowa a

ł

ł

ł ł

ł  

my l znakami.

ś

— Co teraz robi? — zapyta  Przebieg y W

.

ł

ł

ąż

—  pi — wyja ni a raczej pantomimicznie ni  s ownie.

Ś

ś ł

ż ł

— Czy Melton s dzi,  e Bia y Kwiat równie   pi?

ą

ż

ł

ż ś

— Tak.
— W takim razie  jest  g upcem, s usznie oszukanym, poniewa   sam pragnie  oszukiwa .

ł

ł

ż

ć  

Bia y Kwiat nie powinna mu wierzy . Ok amuje j , nie dotrzyma danego przyrzeczenia.

ł

ć

ł

ą

Ka demu   zdaniu   towarzyszy y   liczne   gesty   wyja niaj ce.   Poniewa   przedstawienie

ż

ł

ś ą

ż

 

prawdziwego przebiegu rozmowy by oby uci

liwe zarówno dla mnie, jak i dla czytelnika,

ł

ąż

 

wi c opisz  j  tak, jak gdyby oboje porozumiewali si  g adko.

ę

ę ą

ę ł

— Czy wiesz, co mi Melton przyrzek ?

ł

— Wyobra am sobie. Czy nie powiedzia  ci,  e otrzymasz wielkie skarby?

ż

ł

ż

— Tak.  Melton   s dzi,   e  na  tej  skale  zarobi  milion.  Wówczas   zostan   jego   on ,  b d

ą

ż

ę

ż ą ę ę 

mia a brylanty, per y i wszelkiego rodzaju kosztowno ci, zamek w Sonorze i pa ac w San

ł

ł

ś

ł

 

Francisco.

— Nie dostaniesz ani klejnotów, ani z ota, ani pa acu. Melton du o zarobi, ale nic z tego

ł

ł

ż

 

nie b dzie posiada .

ę

ł

— Jak to?
— To jest nasz sekret. Ale gdyby nawet sta o si  tak, jak on pragnie, ty by  nic z tego nie

ł ę

ś

 

mia a. Jeste  jedynym kwiatem na tym ustroniu, dlatego my li o tobie. Kiedy zobaczy inne,

ł

ś

ś

 

ciebie porzuci.

— Niech si  tylko o mieli! Zemszcz  si  i wyjawi  wszystkie jego wyst pki.

ę

ś

ę ę

ę

ę

— Nie   b dziesz   mog a.   Tu   mo na   atwo   zdepta   kwiat,   który   wyblak ,   a   sta   si

ę

ł

ż

ł

ć

ł

ł ę 

niebezpieczny. Wierz mi,  adna z twoich nadziei przy nim si  nie spe ni.

ż

ę

ł

— Mówisz tak, poniewa  chcesz mnie posi

. Daj mi dowód.

ż

ąść

— Przebieg y   W

  mo e   ci   dowie .   Powiedz,   dlaczego   pozwoli a   zes a   ojca   do

ł

ąż

ż

ść

ł ś

ł ć

 

podziemi?

— Poniewa  mia  zosta  nadzorc  i zarobi  sporo pieni dzy.

ż

ł

ć

ą

ć

ę

— Ojciec twój jest zwi zany jak inni, musi pracowa  jak inni i nie otrzymuje lepszego

ą

ć

 

pokarmu ni  inni. Wiem,  e obiecano go wypuszcza  od czasu do czasu z szybu, aby móg  si

ż

ż

ć

ł ę 

z tob  widzie  i odetchn   wie ym powietrzem, lecz przyrzeczenie to nie b dzie spe nione.

ą

ć

ąć ś ż

ę

ł

— Zmusz  Meltona, aby dotrzyma  s owa!

ę

ł ł

— Nie wierz! Nad takim m

czyzn  tysi c najpi kniejszych kobiet  wiata nie mog oby

ęż

ą

ą

ę

ś

ł

 

uzyska   adnej w adzy. Za

daj spotkania z ojcem, a przekonasz si , czy pozwoli na nie.

ć ż

ł

żą

ę

— W takim jazie porzuc  go!

ę

— Spróbuj — za mia  si  czerwonoskóry  — uwi zi ci  we wn trzu ska y, gdzie twoj

ś ł ę

ę

ę

ę

ł

ą 

pi kno  i zdrowie po re trucizna rt ci. To k amca, powtarzam. Moje serce natomiast szczerze

ę ść

ż

ę

ł

 

my li o tobie. Dam ci s owo na to, co on k amliwie przyrzeka. Gdybym chcia , by bym o

ś

ł

ł

ł

ł

 

wiele, o wiele bogatszy od Meltona.

— Bogaty Indianin?! — roze mia a si  Judyta.

ś ł ę

background image

— W tpisz? My jeste my prawymi posiadaczami kraju, którego gwa tem pozbawiaj  nas

ą

ś

ł

ą

 

biali. Przy naszym trybie  ycia, co nam po z ocie, srebrze, skarbach! Wiemy jednak, gdzie si

ż

ł

ę 

z oto znajduje w olbrzymich ilo ciach, a nie powiemy tego bia ym. Lecz gdyby Bia y Kwiat

ł

ś

ł

ł

 

chcia a   zosta   moj   squaw,   da bym   jej   tyle   z ota   i   srebra,   ile   zapragn aby;   da bym   to

ł

ć

ą

ł

ł

ęł

ł

 

wszystko, co Melton przyrzek  ob udnie.

ł ł

— Czy naprawd ? Du o z ota, klejnotów, pa ac, zamek, pi kne szaty i wiele s u by?!

ę

ż ł

ł

ę

ł ż

— Wszystko,   wszystko,   czego   zapragniesz!   Móg bym   ci   uczyni   moj   squaw   wbrew

ł

ę

ć

ą

 

twojej woli, gdy  my, Indianie, porywamy dziewcz ta, których inaczej nie mo emy dosta .

ż

ę

ż

ć  

Lecz ty zosta  moj  squaw dobrowolnie. Nie u yj  przemocy. Poczekam, a  sama oddasz mi

ń

ą

ż ę

ż

 

serce. Czy nie uczynisz tego ju  teraz?

ż

Powsta , skrzy owa  r ce na piersiach i ogl da  j  badawczo. Milcza a. Ch tnie przysta aby

ł

ż

ł ę

ą ł ą

ł

ę

ł  

na mi ostk  z pi knym, m odym wodzem, nie k opoc c si  o nast pstwa. Lecz on 

da, aby

ł

ę

ę

ł

ł

ą ę

ę

żą

 

zosta a jego,  on . Czy by rzeczywi cie Melton chcia  j  oszuka ? Czy naprawd  Indianin

ł

ż ą

ż

ś

ł ą

ć

ę

 

móg by si  wzbogaci , gdyby zechcia ?

ł

ę

ć

ł

Indianin sta  przed Judyt , wbijaj c w ni  ostre spojrzenia, jak gdyby usi owa  wyczyta

ł

ą

ą

ą

ł

ł

ć 

najskrytsze jej my li. Po d u szym milczeniu wreszcie rzek :

ś

ł ż

ł

— Wiem,   o   czym   my li  Bia y   Kwiat.   Kocha  bogactwo,   przyjemno ci  miejskiego   ycia

ś

ł

ś

ż

 

w ród bladych twarzy. Czerwonoskóry posiada tylko namiot, konia i bro . Mieszka w lasach i

ś

ń

 

sawannach i nie rozumie si  na sztukach i rozkoszach bia ych ludzi. Jak e by  wi c mog a

ę

ł

ż

ś ę

ł  

zosta  squaw Indianina? Czy  nie o tym my la a ?

ć

ż

ś ł ś

— Tak.
— Wierz mi, b dzie inaczej, gdy zechcesz. Powiedz tylko tak, a natychmiast pójd  spe ni

ę

ę

ł ć 

twoje  yczenia. Moja r ka nie dotknie twojej, zanim nie przynios  tyle z ota, ile zapragniesz.

ż

ę

ę

ł

To na ni  podzia a o

ą

ł ł

— Móg by  naprawd ?! — zawo a a. — Móg by  przynie  mi tyle z ota?

ł ś

ę

ł ł

ł ś

ść

ł

— Mog .

ę

— A Melton, czy rzeczywi cie mnie oszukuje?

ś

— Wybadaj go, za

daj widzenia si  z ojcem. Ale nie mów nic o naszej rozmowie.

żą

ę

— Dobrze. Wypróbuj  go. Je li nie uczyni zado  memu 

daniu, porzuc  go i pójd  do

ę

ś

ść

żą

ę

ę  

ciebie.

— Nie pozwoli. Zmusi ci , aby  pozosta a w jego namiocie.

ę

ś

ł

— Co zatem czyni ?

ć

— Czeka , tylko czeka , a  zg osz  si  po ciebie. Melton jest w naszej w adzy. Zastrzel

ć

ć ż ł ę ę

ł

ę 

go, je li wbrew twojej woli zechce ci  dotkn . Dopóki si  nie zdecydujesz, przychod  tu co

ś

ę

ąć

ę

ź

 

wieczór o tej samej porze. Je eli nie przyjdziesz, b d  wiedzia ,  e co  ci zagra a, i pójd  do

ż

ę ę

ł ż

ś

ż

ę  

niego, aby ci  zabra .

ę

ć

— Czy dotrzymasz s owa?

ł

— Przebieg y   W

  jest   chytry,   ciebie   jednak e   nie   oszuka.   Mo esz   na   mnie   polega .

ł

ąż

ż

ż

ć  

Howgh!

Odszed , nie u cisn wszy nawet jej r ki Ona za , kiedy si  oddali  o trzy czy cztery kroki,

ł

ś

ą

ę

ś

ę

ł

 

skoczy a, pobieg a za nim i zarzuci a mu r ce dooko a szyi. Us ysza em szmer poca unku.

ł

ł

ł

ę

ł

ł

ł

ł

 

Naraz   cofn a   si   i   usiad a   na   kamieniu.   Czy   by   to   odruch   wyrachowania?   nag ego

ęł

ę

ł

ł

ł  

wzruszenia?   czy   mo e   podzi kowania   z   góry   za   z oto,   które   jej   przyrzek ?   By   mo e

ż

ę

ł

ł

ć

ż  

wszystko razem. Indianin sta  przez chwil  oszo omiony, po czym zbli y  si  do niej powoli i

ł

ę

ł

ż ł ę

 

rzek :

ł

— Bia y Kwiat da a mi dobrowolnie to, o co teraz nie o mieli bym si  prosi . Niech wie,

ł

ł

ś

ł

ę

ć

 

e odt d nikt inny nie powinien jej poca owa . Z samego rana wypróbujesz Meltona. Jutro

ż

ą

ł

ć

 

wieczorem   tu   powróc .   Biada   Meltonowi,   je eli   Bia emu   Kwiatu   uczyni   co   z ego.   W

ę

ż

ł

ś ł

 

podzi ce   za   poca unek   powiem   ci   co   wi cej.   Otó   z   bladych   twarzy,   które

ę

ł

ś

ę

ż

 

przyprowadzili my, jeden zgin . By  to wysoki, silny m

czyzna. Znasz go,

ś

ął

ł

ęż

background image

— Znam.
— Tak, znasz go lepiej ni  innych.

ż

— Sk d wiesz?

ą

— Powiedzia o mi spojrzenie, którym ci  obrzuca . Czy kochasz go?

ł

ę

ł

— Nie. Przyjecha  tutaj za mn .

ł

ą

— Nie zmartwi ci  wi c wiadomo  o jego  mierci?

ę ę

ść

ś

— Nie  yje? Sk d wiesz7

ż

ą

— Wellerowie  cigali go i zabili. Dziobi  go ju  s py.

ś

ą

ż ę

Trwa a chwil  w milczeniu. Wreszcie zawo a a:

ł

ę

ł ł

— Bardzo dobrze,  e si  tak sta o. By  mi obmierz y, pozby am si  go nareszcie!

ż ę

ł

ł

ł

ł

ę

— Tak, nie wróci ju . Do jutra. Howgh!

ż

Oddali  si  szybko. Zamy li a si . Potem poruszy a ko cami palców, jak zazwyczaj przy

ł ę

ś ł ę

ł

ń

 

odp dzaniu   z ych   my li.   Po   cichu   zacz a   nuci   melodi ,  wreszcie   wsta a   i   posz a.   Jak e

ę

ł

ś

ęł

ć

ę

ł

ł

ż  

atwo   mog em   pozna   drog   na   p askowzgórze.  Trzeba   by o   tylko   i

  za   ni ,  lecz   znaj c

ł

ł

ć

ę

ł

ł

ść

ą

ą  

dobrze zwyczaje czerwonoskórych, wiedzia em,  e Indianin jest w pobli u. Zrezygnowa em z

ł

ż

ż

ł

 

niebezpiecznej pokusy i wróci em do jaskini, zadowolony z rezultatów tej krótkiej wyprawy

ł

 

nocnej.

Zbada   drog   mog em   pó niej,   na   dzi   by o   mi   to   niepotrzebne.  To,  co   pods ucha em,

ć

ę

ł

ź

ś ł

ł

ł

 

przynosi o mi wi cej korzy ci. Dzi ki temu mogli my pod

y  wprost do celu, a nie czeka

ł

ę

ś

ę

ś

ąż ć

ć 

na   posi ki   Mimbreniów,   maj cych   pokona   Jumów.   Im   d u ej   my la em,   tym   mo liwszy

ł

ą

ć

ł ż

ś ł

ż

 

wydawa  mi si  fakt, do niedawna jeszcze absurdalny, mianowicie, ze sam, bez Winnetou, bez

ł

ę

 

czyjejkolwiek pomocy, móg bym osi gn  swój cel, i to nie zdejmuj c strzelby z ramienia.

ł

ą ąć

ą

O  wicie wzi li my si  do pracy. Przys oni em kamieniami wej cie do jaskini i zeszli my

ś

ę ś

ę

ł ł

ś

ś  

no dó , aby wspi

 si  na ska  z innej strony. Widzieli my st d obozowisko Indian. Nie by o

ł

ąć ę

łę

ś

ą

ł  

w  nim  jeszcze  ladu  ycia.   Mimo   to  porusza em  si   bardzo   ostro nie.  Znalaz szy   zakr ty,

ś

ż

ł

ę

ż

ł

ę  

wypatrzone przez Herkulesa, zatrzymali my si  przy w a ciwym. Pozna em go natychmiast,

ś

ę

ł ś

ł

 

poniewa  otwór by   le zamaskowany. Miejsce to nie by o widoczne z obozu Indian. Dlatego

ż

ł ź

ł

 

zachowywali my si  swobodnie, zrezygnowawszy z ostro no ci.

ś

ę

ż ś

Po usuni ciu kamieni powsta  bardzo obszerny otwór. Zeszli my w dó  po g azach, które

ę

ł

ś

ł

ł

 

Herkules u o y  w schody. By y obciosane, co zdradza o nieindia skie pochodzenie tunelu,

ł ż ł

ł

ł

ń

 

prowadz cego na ukos do podziemi.

ą

Najpierw spenetrowa em praw  stron  tunelu, naturalnie korzystaj c ze  wiat a pochodni.

ł

ą

ę

ą

ś

ł

 

Po kilku zaledwie krokach dotarli my do przepa ci, dziel cej nas od jaskini. Konie us ysza y

ś

ś

ą

ł

ł  

nasze — g osy  i podesz y  a  do kraw dzi. Sp dziwszy noc w jaskini, przesta y  si  l ka .

ł

ł ż

ę

ę

ł

ę ę ć  

Okrzykami   pragn em   odp dzi   je   od   przepa ci.   Kiedy   zawo a em   na   mojego   Hatatitla:

ął

ę ć

ś

ł ł

 

„Iteszkosz!” (Po ó  si !) — rozkaz spe ni  natychmiast. Ko  Apacza po o y  si  obok niego.

ł ż ę

ł ł

ń

ł ż ł ę

 

By em wi c pewien,  e przed moim powrotem nie rusz  si  z miejsca.

ł

ę

ż

ą ę

Znale li my   na   brzegu   cztery   do ki,   odpowiadaj ce   dok adnie   wczorajszym.   A   wi c

ź ś

ł

ą

ł

ę  

istotnie wisia  tu niegdy  most. Wrócili my, aby uda  si  w g b tunelu. Wysoko  jego by a

ł

ś

ś

ć ę

łą

ść

ł  

wy sza od przeci tnego wzrostu cz owieka, a szeroko  mia a oko o trzech stóp. Na  cianach

ż

ę

ł

ść

ł

ł

ś

 

widnia y  lady d uta i  widra. Oporniejsze kamienie rozwalono dynamitem, a wi c tunel by

ł ś

ł

ś

ę

ł 

zbudowany przez bia ych.

ł

Szli my coraz dalej, nie napotykaj c na przeszkody. Powietrze, wbrew oczekiwaniu, by o

ś

ą

ł  

wcale zno ne. Ta okoliczno  zwróci a moj  uwag  na p omie  pochodni, który z lekka si

ś

ść

ł

ą

ę

ł

ń

ę 

pochyla  w kierunku korytarza. A wi c istnia a tu cyrkulacja powietrza.  wie y powiew szed

ł

ę

ł

Ś ż

ł 

od zewn trz w g b tunelu. Czy by tunel  czy  si  z szybem? Bardzo mo liwe.

ą

łą

ż

łą ł ę

ż

Uszli my przesz o trzysta kroków, gdy. Mimbrenio wskaza  na jaki  wmurowany kamie .

ś

ł

ł

ś

ń

— Napis — rzek  — lecz nie india ski.

ł

ń

O wietli em   wskazane  miejsce  i  z   atwo ci   odczyta em: Alonso  Vatrgas   of.   en   min.   y

ś

ł

ł

ś ą

ł

 

comp. A.D. MDCXI. Uzupe niaj c skróty: Alonso Vargas, oficial en minas y companneros,

ł ą

 

background image

Anno Domini MDCXI, co znaczy Alonso Vargas, górnik, oraz towarzysze w roku pa skim

ń

 

1611.   A  wi c   dwie cie   pi dziesi t   lat   min o   od   czasu,   gdy   dzielny   górnik   hiszpa ski

ę

ś

ęć

ą

ęł

ń  

wydr

y   te   podziemia.   Zanotowa em   napis,   poniewa   nie   s dzi em   dotychczas,   aby

ąż ł

ł

ż

ą ł

 

Hiszpanie ju  wówczas przenikn li do tak odleg ych okolic Meksyku, zwanego przez nich

ż

ę

ł

 

Now  Hiszpani .

ą

ą

Szli my   coraz   dalej,   a   do   ko ca   tunelu.   Stanowi   go   mur   kamienny.  Aczkolwiek   nie

ś

ż

ń

ł

 

dostrzeg em w nim  adnego otworu, p omie  pochodni by  stale pochylony. Okaza o si ,  e

ł

ż

ł

ń

ł

ł

ę ż  

mur tworzy  rodzaj rzeszota. Tam, gdzie zbiega y si  kanty g azów, nie by a cementu, wskutek

ł

ł ę

ł

ł

 

czego powsta y liczne, a niewidoczne otworki. Na jednym z g azów znalaz em napis: E. L.

ł

ł

ł

 

1821. E. L. by y to zapewne czyje  inicja y, cyfra oznajmia a,  e tunel zosta  zamurowany w

ł

ś

ł

ł ż

ł

 

roku 1821. By  mo e w tym samym roku zdj to most nad przepa ci  i zamaskowano wej cie

ć

ż

ę

ś ą

ś  

do   jaskini,   ale   w   jakim   celu?   Otworki   w   murze   pozostawiono,   aby   powietrze   mog o

ł  

swobodnie kr

y  i aby pó niejszego przybysza nie zadusi y nagromadzone gazy truj ce.

ąż ć

ź

ł

ą

Co   mieli my   czyni ?   Przez   jaki ,   czas   nas uchiwali my.   Za   murem   ani   szmeru.

ś

ć

ś

ł

ś

 

Odwa y em   si   zapuka .   adnej   odpowiedzi.   A   jednak   serce   moje   skaka o   z   rado ci.

ż ł

ę

ć Ż

ł

ś  

Wiedzia em bowiem,  e za tym murem znajd  swoich ziomków. Je li tak mia o by  istotnie,

ł

ż

ę

ś

ł

ć

 

jak e  atwo móg bym ich uwolni . Trzeba by o tylko przedosta  si  przez mur. Trzeba by o

ż ł

ł

ć

ł

ć ę

ł  

wydr

y  otwór odpowiedniej miary. Ale czym? Nie mieli my innych narz dzi prócz no y. W

ąż ć

ś

ę

ż

 

ci gu ca ego dnia pracy zdo aliby my usun  tylko jeden g az. Jednak e wzi em si  ochoczo

ą

ł

ł

ś

ąć

ł

ż

ął

ę

 

do roboty. Mimbrenio dzielnie mi pomaga .

ł

Pracowali my   dopóki   pochodnie   p on y,   a   potem   jeszcze   po   omacku.   Zm czeni

ś

ł ęł

ę

 

wrócili my do jaskini, gdzie konie wci

 jeszcze le a y na tym samym miejscu. Teraz mog y

ś

ąż

ż ł

ł  

si  podnie  i posili . A my, skoro tylko za egnali my g ód, wrócili my do podziemi, bior c

ę

ść

ć

ż

ś

ł

ś

ą  

ze   sob   kilka   pochodni   i   wi ksz   ilo

  wiec  oraz   nieodzowne  narz dzia,   mi dzy   innymi

ą

ę ą ść ś

ę

ę

 

omy.

ł

Po ci

kiej pracy oko o godziny siódmej wieczorem wreszcie usun li my pierwszy g az.

ęż

ł

ę ś

ł  

Spojrza em przez otwór: ciemno  g boka i cisza. Z drugim g azem uporali my si  o wiele

ł

ść łę

ł

ś

ę

 

atwiej, bo po dwóch godzinach pracy. O godzinie dziesi tej usun li my trzeci. O pó nocy

ł

ą

ę ś

ł

 

le a o u naszych stóp ju  siedem wyrwanych kamieni. O pierwszej poi pó nocy mogli my si

ż ł

ż

ł

ś

ę 

przeczo ga   przez   do

  szeroki   otwór,   co   te   natychmiast   uczynili my,   zachowuj c

ł ć

ść

ż

ś

ą  

najwy sz ] ostro no , gasz c nawet pochodnie.

ż ą

ż ść

ą

Stwierdziwszy,  e nic nam nie grozi, zapalili my  wiec . Spostrzeg em,  e mur z tej strony

ż

ś

ś

ę

ł

ż

 

tak by  pomalowany, i  nie ró ni  si  od otaczaj cych go ska .

ł

ż

ż ł ę

ą

ł

Znale li my si  w szerokim i do  wysokim korytarzu, który wspiera  si  na naturalnych

ź ś

ę

ść

ł ę

 

blokach skalnych. Lewa cz

 korytarza ko czy a si  po kilku krokach. Skierowa em si  wi c

ęść

ń ł ę

ł

ę ę  

w   prawo.   Wzd u   murów   le a o   wiele   przeró nych   narz dzi.   Przeci g   by   tu   silniejszy.

ł ż

ż ł

ż

ę

ą

ł

 

Wkrótce weszli my do sze ciennej komory. Po rodku ujrza em wielk  skrzyni . Do czterech

ś

ś

ś

ł

ą

ę

 

jej boków przymocowane by y sznury skr cone z rzemieni; przywi zane u góry do  a cucha.

ł

ę

ą

ł ń

 

Nad   skrzyni   widnia   otwór   nieco   wi kszy   ni   podstaw   skrzyni.   By   to   na   pewno   szyb,

ą

ł

ę

ż

ą

ł

 

skrzynia  za   wind . Le a y  jeszcze  inne najrozmaitsze  przedmioty, na  które chwilowo  nie

ś

ą

ż ł

 

zwróci em   uwagi,   gdy   zaintrygowa o   mnie   dwoje   drzwi   z   nieociosanego   drzewa,

ł

ż

ł

 

zamkni tych   na   ci

kie   zasuwy.   Jedne   na   wprost   korytarza,   drugie   z   prawej   strony,

ę

ęż

 

prawdopodobnie prowadzi y do tej cz ci kopalni, gdzie odbywa y si  roboty.

ł

ęś

ł ę

Przede   wszystkim   skierowa em   si   ku   stronie   prawej.   Odsun li my   obydwie   zasuwy.

ł

ę

ę ś

 

Mimbrenio trzyma  pochodni . W chwili gdy otworzy em drzwi, wpad a na mnie jaka  posta

ł

ę

ł

ł

ś

ć 

kobieca,   wbi a   wszystkie   paznokcie   w   moj   szyj   i   wrzasn a:   —   Pod y   otrze!   Znowu

ł

ą

ę

ęł

ł ł

 

przyszed e ! Pu cisz mnie albo ci  zadusz !

ł ś

ś

ę

ę

Powitanie   niezbyt   przyjazne.   Nie   obruszy em   si   jednak,   poniewa   na   pewno   by o

ł

ę

ż

ł  

skierowane   pod   innym   adresem.   Oderwa em   od   szyi   r ce   w ciek ej   istoty,   w   której   ze

ł

ę

ś

ł

 

zdumieniem pozna em Judyt , i trzymaj c je z dala od mojej twarzy, odpowiedzia em:

ł

ę

ą

ł

background image

— Przepraszam pani , zechce pani zwróci  uwag  na pomy k . Nie przyszed em tu po to,

ą

ć

ę

ł ę

ł

 

aby gin  z delikatnej r czki.

ąć

ą

Mimbrenio o wietli  moj  twarz. Judyta pozna a mnie i krzykn a:

ś

ł

ą

ł

ęł

— Ach, to pan? Dzi ki Bogu! Nie pozostawi mnie senior w tym lochu?!

ę

— Nie. Uwolni  pani . Lecz kto pani  uwi zi ?

ę

ą

ą

ę ł

— Melton, ten potwór, ten szatan Wcielony!
— Ale w jaki sposób seniorit  tutaj sprowadzi ? Wszak nie atwo pani ulega przemocy.

ę

ł

ł

— Oszuka  mnie. Posz am za nim dobrowolnie. Zjechali my w dó  w skrzyni.

ł

ł

ś

ł

— Powiedzia  zapewne,  e zobaczy si  pani z ojcem?

ł

ż

ę

— Tak, powiedzia  mi to. Mia am sprowadzi  ojca na gór . Czy wie senior,  e ojciec jest

ł

ł

ć

ę

ż

 

uwi ziony w podziemiu?

ę

— Wiem.  W  ogóle   wiem   nieco   wi cej,   ni   si   pani   spodziewa.  Wiem   na   przyk ad,   e

ę

ż ę

ł

ż  

m ody   wódz   Jumów,   Przebieg y   W

,   wczoraj   rozmawia   z   pewn   dam ,   która   go   tak

ł

ł

ąż

ł

ą

ą

 

zachwyci a, i  obieca  jej z oto, klejnoty, zamek, pa ac, pi kne ubiory i wiele s u by.

ł ż

ł

ł

ł

ę

ł ż

Nie zarumieni a si  nawet. Odpowiedzia a zupe nie swobodnie:

ł ę

ł

ł

— Pan z nim rozmawia ?

ł

— Nie.
— Czy Przebieg y W  by  ju  u Meltona?

ł

ąż ł ż

— Nie wiem. Nale y s dzi ,  e pójdzie do niego, je li jeszcze nie poszed .

ż ą ć ż

ś

ł

— Czekam na niego. Kiedy senior i pozna am, s dzi am,  e on pana przys a  po mnie.

ł

ą ł

ż

ł ł

 

Wcze niej jednak wzi am pana za tego  otra Meltona.

ś

ęł

ł

— A jednak trzyma a pani z Meltonem.

ł

— Tak, poniewa  wiele mi obiecywa .

ż

ł

— Z ote,   klejnoty,  pa ac  i  zamek…  Czy  istotnie  wierzy a   mu  pani? To,  e  zwabi   pani

ł

ł

ł

ż

ł

 

rodaków, aby ci

ko na niego pracowali, musia o chyba seniorit  pozbawi  zaufania do tego

ęż

ł

ę

ć

 

cz owieka. Jak w a ciwie wyobra a a sobie pani ich los?

ł

ł ś

ż ł

— Wcale nie  le a dobrze. Mieli pracowa  przy wydobyciu pewnej ilo ci rt ci, co nie trwa

ź

ć

ś

ę

 

wszak   d ugo.   Melton   wzbogaci by   si   ogromnie,   pu ci by   na   wolno

  robotników,

ł

ł

ę

ś ł

ść

 

wynagradzaj c ich tak sowicie, i  zapewni by im przysz o  bez pracy.

ą

ż

ł

ł ść

— I pani w to uwierzy a?

ł

— Tak.
— Hm. Los ich wygl da by nieco inaczej. Wskutek panuj cych w podziemiach mroków,

ą ł

ą

 

wskutek z ego po ywienia i rt ciowych oparów, po dwóch, trzech latach  aden z robotników

ł

ż

ę

ż

 

nie pozosta by przy  yciu.

ł

ż

— Po dwóch czy trzech latach? Praca mia a trwa  zaledwie kilka miesi cy.

ł

ć

ę

— W   takim   krótkim   czasie   nie   mo na   si   wzbogaci   tak   dalece,   alby   tylu   ludziom

ż

ę

ć

 

zapewni  przysz o  bez troski. Czy pani istotnie zamierza a zosta   on  Meltona?

ć

ł ść

ł

ć ż ą

— Dlaczego  by nie?

ż

— A teraz chce pani po lubi  Przebieg ego W

a?

ś

ć

ł

ęż

— Tak, aby ukara  Meltona!

ć

— A dawny narzeczony, który by  pani tak wierny?

ł

— Có  on mnie obchodzi? Zreszt  nie  yje.

ż

ą

ż

— Tak. Po ar y go s py. Seniorita posiada tyle w a nie sumienia, co Melton. Mam wielk

ż ł

ę

ł ś

ą 

ochot  zamkn  pani  ponownie i pozostawi  j  w asnemu losowi.

ę

ąć

ą

ć ą ł

Dotychczas sta a mi dzy mn  a drzwiami. Teraz zerwa a si  z miejsca i krzytn a:

ł

ę

ą

ł ę

ęł

— Tego pan nie mo e zrobi ! Nikt nie zdo a mnie zamkn  ,w tym lochu.

ż

ć

ł

ąć

— Nie uczyni  tego. B dzie pani wolna.

ę

ę

— By abym   wolna,   nawet   gdyby   mnie   pan   tutaj   pozostawi ,   gdy   wódz   na   pewno

ł

ł

ż

 

przyjdzie mnie wyzwoli .

ć

— Nie b dzie móg .

ę

ł

background image

— Kto mu przeszkodzi?
— Melton.
— Wódz ma go w swojej mocy..
— Przebieg y W

 mówi  to wczoraj, ale teraz bardzo mo liwe, i  Melton ma nad nim

ł

ąż

ł

ż

ż

 

przewag . Je li tak si  sta o, to z pani winy.

ę ś

ę ł

— Jak to?
— Wyja ni   pani,   je li   si   przedtem   dowiem,   o   czym   rozmawia a   z   Meltoniem.

ś ę

ś

ę

ł ś

 

Przebieg y! W  radzi  wystawi  Meltona na prób . Jak e to pani zrobi a?

ł

ąż

ł

ć

ę

ż

ł

— Za

da am widzenia si  z ojcem. Odpowiedzia ,  e musz  jeszcze poczeka , poniewa

żą ł

ę

ł ż

ę

ć

ż 

obecno  ojca w sztolni jest nieodzowna. Nie zadowoli am si  t  odpowiedzi , trwa am przy

ść

ł

ę ą

ą

ł

 

swoim 

daniu i zagrozi am mu,  e go porzuc .

żą

ł

ż

ę

— Có  Melton na to?

ż

— Roze mia  si  i powiedzia ,  e wszak nie odejd  bez ojca. Wówczas zagrozi am mu

ś ł ę

ł ż

ę

ł

 

zemst  wodza.

ą

— Ach, w a nie pomy la em to sobie.

ł ś

ś ł

— Có   to   szkodzi?  Niech   wie,   e  nawet  pozbawiona  ojca  nie   pozosta am  bez  opieki   i

ż

ż

ł

 

obrony.

— Zaraz seniorita zrozumie,  e post pi a niezbyt sprytnie. S dz , i  nie tylko powo a a si

ż

ą ł

ą ę ż

ł ł ę 

pani na Indianina jako na swojego obro c ; ale  e jeszcze co  ponadto wygada a?

ń ę

ż

ś

ł

— Dlaczego nie mia am odpowiada , skoro pyta ?

ł

ć

ł

— Powiedzia a   mu   pani   zapewne,   e   Przebieg y   W

  przyrzek   senioricie   to   samo

ł

ż

ł

ąż

ł

 

szcz cie i ten sam dobrobyt, co Melton?

ęś

— Tak.
— I  e zabije Meltona, je li odwa y si  zrobi  pani co  z ego?

ż

ś

ż ę

ć

ś ł

— To szczególnie musia am zaakcentowa .

ł

ć

— Niech pani dzi kuje Bogu,  e ja si  tutaj zjawi em, albowiem Przebieg y W

 nie zdo a

ę

ż

ę

ł

ł

ąż

ł  

wydoby  pani z tego szybu.

ć

— Ale  on na pewno przyjdzie!

ż

— Nie zrobi tego, bo nie mo e. Dzi ki pani Melton zosta  doskonale poinformowany o

ż

ę

ł

 

swoim rywalu i wie, czego si  ma po nim spodziewa .

ę

ć

— To nic nie szkodzi. Wiem,  e Melton zale ny jest od Indian i nie mo e nara a  si  ich

ż

ż

ż

ż ć ę

 

wodzowi

— Ja za  wiem,  e wcale si  go nie l ka. Los pani .jest tego najlepszym dowodem. Mimo

ś

ż

ę

ę

 

pogró ek seniority uwi zi  pani  w kopalni. To chyba dowód przekonywaj cy, i  Melton nie

ż

ę ł

ą

ą

ż

 

obawia si  Indianina.

ę

— Wkrótce dowie si  o swojej pomy ce. Powiedzia am miu,  e Przebieg y W

 b dzie na

ę

ł

ł

ż

ł

ąż ę

 

mnie czeka  i zg osi si  po mnie, je li nie przyjd .

ł

ł

ę

ś

ę

— Ach, to ju  najwi kszy b d, jatki mog a pani pope ni . Melton jest uprzedzony i uzbroi

ż

ę

łą

ł

ł ć

 

si  odpowiednio na przyj cie wodza. S dz ,  e — pani obro ca sam potrzebuje teraz obrony.

ę

ę

ą ę ż

ń

— My li  pan,   i   Melton   si   odwa y?  Ca e   plemi   Jumów   pom ci oby   mier   swojego

ś

ż

ę

ż

ł

ę

ś ł

ś

ć

 

wodza.

— Myli si  pani. Melton, którego pani sama nazwa a szatanem wcielonym; nie jest tak

ę

ł

 

g upi, aby wyjawi  to, co zamierza, lub czego mo e ju  dokona .  atwo potrafi usun  .wodza

ł

ć

ż ż

ł Ł

ąć

 

w taki sposób,  e nikt si  o tym nie dowie. Mo e by  pani pewna, i  gadatliwo ci  narazi a

ż

ę

ż

ć

ż

ś ą

ł  

swego obro c  na najwi ksze niebezpiecze stwo,

ń ę

ę

ń

— Je eli   tak   jest   w   rzeczywisto ci,   to   s dz ,   e  pan   go   wybawi!   Melton   natychmiast

ż

ś

ą ą ż

 

chwyci si  najgorszych  rodków.

ę

ś

— Czy wie pani, gdzie s  jej ziomkowie? Melton chyba pani opowiada .

ą

ł

— Mówili my cz sto o nich, lecz bardzo pobie nie.

ś

ę

ż

— Ale ci ludzie musz  je  i pi . Kto im dostarcza wikt?

ą ść

ć

background image

— Melton mówi ,  e wody jest dosy  w podziemiach. Prowiantów za  dostarczaj  im dwaj

ł ż

ć

ś

ą

 

Indianie.

— Czym ich  ywi ?

ż ą

— Wy cznie plackami z kukurydzy, które wypieka am wraz z kobietami india skimi.

łą

ł

ń

— Poniewa   robotnicy   znajduj   si   tu   nie   z   w asnej   woli,   wi c   zapewne   poczyniono

ż

ą ę

ł

ę

 

odpowiednie zarz dzenia, aby przeszkodzi  ich ucieczce. Czy nie wie pani jakie?

ą

ć

— Zakuto im nogi i r ce w okowy.

ę

— Jak e mog  ci biedacy pracowa ?

ż

ą

ć

— Chwilowo   jeszcze   nie   pracuj .   Czekaj   na   przybycie   kilku   bia ych   nadzorców   i

ą

ą

ł

 

instruktorów.

— Jak s  rozmieszczeni: ka dy z osobna czy te  razem?

ą

ż

ż

— O ile wiem, razem.
— Dwaj   Indianie,   którzy   zaopatruj   ich   w   ywno ,   s   przecie   wystawieni   na

ą

ż

ść ą

ż

 

niebezpiecze stwo?

ń

— Nie, poniewa  oddzielaj  ich mocne drzwi. Mam nadziej ,  e pan potrafi je otworzy ?

ż

ą

ę ż

ć

— Z ca  pewno ci .

łą

ś ą

— I wypu ci pan uwi zionych?

ś

ę

— Oczywi cie.

ś

— Co si  stanie z Meltonem? Pozwoli mu senior uciec?

ę

— Pozwol  mu zawisn  na szubienicy.

ę

ąć

— Powiem panu, jak senior ma si  do tego zabra . Nie powinien pan si  do niego zbli y

ę

ć

ę

ż ć 

poza mieszkaniem, gdy  niechybnie seniora zastrzeli.

ż

— Nie przypuszczam.
— O, jednak Melton nie wychodzi z domu bez dwóch rewolwerów, które odk ada jedynie

ł

 

w mieszkaniu. Niech pan go zaskoczy, w domu.

— Zastosuj  si  do .tych wskazówek, aczkolwiek nie l kam si  owych rewolwerów.

ę ę

ę

ę

— Czy zna pan jego mieszkanie?
— Nie.   Wiem   tylko,   e   le y   na   poziomie   szybu.   S dz ,   e   pani   mog aby   mnie

ż

ż

ą ę ż

ł

 

poinformowa .

ć

— Owszem, znam je dok adnie, Zosta o zbudowane przez niejakiego Euzebiusza Lopeza.

ł

ł

— Euzebiusz Lopez? Poprzednio natkn em si  na litery E. L, zapewne to s  jego inicja y.

ął

ę

ą

ł  

Mieszkanie jest jednocze nie kryjówk , nie mo e przeto by  obszerne.

ś

ą

ż

ć

— Jest do  du e. Dawniej na górze w skale by a rynna, któr  Lopez zamurowa . W ten

ść ż

ł

ą

ł

 

sposób powsta  kryty korytarz, który zaczyna si  w szybie i prowadzi do mieszkania. Rynna

ł

ę

 

by a   bardzo   szeroka   i   Lopez   przedzieli   j   murami.   Utworzy o   si   kilka   pokojów.   ciana

ł

ł ą

ł

ę

Ś

 

zewn trzna wygl da jak ska , wskutek czego z do u nie mo na pozna ,  e na górze mog

ę

ą

łą

ł

ż

ć ż

ą 

mieszka  ludzie. Oknami s  wydr

enia, niewidoczne na pierwszy rzut oka.

ć

ą

ąż

— Na jak  trzeba zej  g boko , aby si  dosta  do korytarza?

ą

ść łę

ść

ę

ć

— Mo e dwadzie cia stopni po drabinie.

ż

ś

— Widz  jednak skrzyni  wisz c  na  a cuchu. S dz ,  e na górze jest ko owrót, który

ę

ę

ą ą

ł ń

ą ę ż

ł

 

wci ga j  do góry.

ą ą

— Owszem, jest.
— W takim razie drabina zbyteczna.
— Drabina prowadzi tylko do korytarza. Z korytarza za  w dó  idzie winda.

ś

ł

— . Dobrze. A mieszkanie?
— Sk ada   si   z   czterech   pokojów.   Dwa   na   ko cu   korytarzu,   dwa   inne   po   obu   jego

ł

ę

ń

 

stronach.

— W którym znajd  Meltona?

ę

— Z prawej strony mieszkaj  stare Indianki, z lewej ja (mieszka am, na wprost za  prawa

ą

ł

ś

 

para drzwi prowadzi do Wellerów, lewa do Meltona.

background image

— Jakie zamki s  w Klrzwiadh?

ą

— Nie ma  adnych. Drzwi nie s  z drzewa. To jedynie maty, zwisaj ce z góry.

ż

ą

ą

— Kto wci ga wind  do góry?

ą

ę

— Indianie, którzy czuwaj  na górze. S  to… Uwaga.

ą

ą

Zwróci a   si   w   kierunku   szybu.   Stamt d   brz cza   a cuch   skrzyni.   Widzieli my,   jak

ł

ę

ą

ę ł ł ń

ś

 

podnosi a si  powoli do góry.

ł ę

— Tam nie  pi  jeszcze — rzek em.

ś ą

ł

— Po co wci gaj  skrzyni ? Czy by chcia  kto  zjecha ?

ą ą

ę

ż

ł

ś

ć

— Teraz przekona si  pan,  e nie mia  racji, gdy  z pewno ci  jedzie wódz india ski.

ę

ż

ł

ż

ś ą

ń

— S dzi pani zbyt pochopnie. Je li kto  zjedzie, to na pewno b dzie to Melton albo stary

ą

ś

ś

ę

 

Weller.

— Wellera dzisiaj tu nie ma.
— Gdzie jest?
— Pojecha  z wieloma Indianami odszuka  pana, w razie pa skiego przybycia zawiadomi

ł

ć

ń

ć 

o tym Meltona. Zapewne nie spostrzeg  seniora, gdy  by by ju  wróci .

ł

ż ł

ż

ł

— A wi c nie jego mamy si  tu aj spodziewa . B dzie to Melton.

ę

ę ł

ć ę

— Najlepsza sposobno , aby go z apa !

ść

ł ć

— To  jeszcze   zale y   od   wielu   okoliczno ci.   Trzeba   by   przezornym.   Weller   móg   ju

ż

ś

ć

ł ż 

wróci , mo e by  przy Meltonie. Musimy czeka  na dalszy rozwój wypadków. Dlatego pani

ć

ż

ć

ć

ą 

prosz , aby  si  pozwoli a z powrotem zamkn .

ę

ś ę

ł

ąć

— Zamkn

?   —   zapyta a   przera ona.   —   Nie,   ma   to   nie   pozwol .   Jestem   ogromnie

ąć

ł

ż

ę

 

zadowolona,  e si  wydosta am.

ż ę

ł

— Daj  pani s owo,  e j  na pewno wypuszcz . Chc  tylko zobaczy , kto tu przyjdzie i w

ę

ł

ż ą

ę

ę

ć

 

jakim celu, powinien przeto zasta  wszystko po dawnemu.

ć

Opiera a   si ,  lecz   w   ko cu   uleg a.   Zamkn em   drzwi   na   zasuwy   i   ukry em   si   wraz   z

ł

ę

ń

ł

ął

ł

ę

 

Mimbreniem   za   wielkim   stosem   drewna,   nagromadzonego   tam,   gdzie   zaczyna a   si

ł

ę 

rozkopana cz

 korytarza. Pogasili my  wiat o i czekali my przyczajeni.

ęść

ś ś

ł

ś

W tej chwili dobieg  nas ha as opuszczanej skrzyni. Wzmaga  si  z minuty na minut . Z

ł

ł

ł ę

ę  

góry pada  odblask; skrzynia uderzy a o grunt. Sta  w niej Melton z latark  przypi t  do pasa.;

ł

ł

ł

ą

ę ą

 

Wysiad  z windy i wyci gn  przedmiot, w którym mimo oddalenia pozna em skr powanego

ł

ą ął

ł

ę

 

cz owieka. Tu, na dole, akustyka by a doskona a. Dlatego s ysza em ka de s owo Meltona.

ł

ł

ł

ł

ł

ż

ł

 

Wo a  szyderczo:

ł ł

— T skni e  do swego Bia ego Kwiatu?! Dlatego sprowadzi em ci , aby  móg  j  ujrze .

ę

ł ś

ł

ł

ę

ś

ł ą

ć  

Uwa aj!

ż

Doszed  do drzwi, które wi zi y Judyt , otworzy  je i zawo a :

ł

ę ł

ę

ł

ł ł

— Zechce pani  askawie wyj  do nas. Oczekuje pani  radosna niespodzianka.

ł

ść

ą

Judyta wysz a. Doprowadzi  j  do  o

cego na ziemi Indianina i zapyta :

ł

ł ą ł żą

ł

— Zna go pani? Mam nadziej ,  e pani przypomina sobie Przebieg ego W

a?

ę ż

ł

ęż

— Przebieg y W

! — krzykn a zaskoczona. — Sp ta  go pan?!

ł

ąż

ęł

ę ł

— Tak.   Widzi   pani,   jaki   bohater   z   ukochanego!   Przyszed ,   aby   poci gn

  mnie   do

ł

ą ąć

 

odpowiedzialno ci i aby pani  uwolni , i oto sam zosta  str cony w podziemia. Nigdy ju  nie

ś

ą

ć

ł ą

ż

 

ujrzy  wiat a dziennego. Za wiele mi pani o nim naopowiada a, abym mu mia  darowa   ycie!

ś

ł

ł

ł

ć ż

— Nie s d ,  e ujdzie ci to bezkarnie. Jumowie pomszcz  swego wodza.

ą ź ż

ą

— Ani my l . Nie wiedz ,  e ja jestem sprawc  jego znikni cia. Pani r ce!

ś ą

ą ż

ą

ę

ę

Wyci gn a r ce, mówi c:

ą ęł ę

ą

— Zwi

 mnie. Nie chc  z panem walczy , poniewa  brzydz  si  pa skiego dotkni cia —

ąż

ę

ć

ż

ę ę ń

ę

 

Lecz kara ci  nie minie!

ę

— Chce pani zosta  prorokini , Judyto? To nieop acalny interes; dzisiejsza ludzko  cierpi

ć

ą

ł

ść

 

na brak wiary.

Zwi za  jej r ce na plecach i popchn  do ciemnego lochu. Nie stawia a oporu. Wrzuci  za

ą ł

ę

ął

ł

ł  

background image

ni  Indianina, zamkn   drzwi,  zaryglowa ,  po  czym przy o y   do nich ucho i  nas uchiwa .

ą

ął

ł

ł ż ł

ł

ł  

Wreszcie   wróci   do   skrzyni   i   za   pomoc   zwisaj cego   sznura   da   zna   do   góry,   aby   go

ł

ą

ą

ł

ć

 

wci gni to z powrotem. Skrzynia zacz a si  podnosi .  wiat o znik o, a wraz z nim ucich

ą ę

ęł ę

ć Ś

ł

ł

ł 

odg os obijania si  skrzyni o mur.

ł

ę

Mój Mimbrenio nie szepn  jeszcze ani s ówka, od chwili gdy przeczo gali my si  przez

ął

ł

ł ś

ę

 

otwór   w   murze.   Teraz   jednak   by   do   takiego   stopnia   zdumiony   moim   zachowaniem,   e

ł

ż  

zapyta :

ł

— Bia y,   którego   chcieli my   schwyta ,   by   tutaj.   Mogli my   atwo   i   szybko   go   uj .

ł

ś

ć

ł

ś

ł

ąć  

Dlaczego Old Shatterhand wypu ci  go z r k?

ś ł

ą

— Poniewa  i tak jestem pewny jego uj cia. Kiedy pó niej zaskoczymy Meltona, ogarnie

ż

ę

ź

 

go dwakro  wi ksze przera enie.

ć ę

ż

Zapali em   wiat o   i   otworzy em   drzwi,   do   których   ca ym   cia em   przywar a   Judyta.

ł

ś

ł

ł

ł

ł

ł

 

Odetchn a g boko i rzek a:

ęł łę

ł

— Dzi ki Bogu! Ju  l ka am si ,  e pan nie nadejdzie!

ę

ż ę ł

ę ż

— Ja dotrzymuj  s owa. Czy rozmawia a pani z wodzem?

ę ł

ł

— Jeszcze nie. Z przera enia zaniemówi am, S ysza  pan, co mówi  Melton?

ż

ł

ł

ł

ł

— Wszystko.
— Jak e  atwo móg  pana odkry . A wówczas znów by abym w jego mocy.

ż ł

ł

ć

ł

— Nie,   wówczas   on   by by   w   mojej.   Porozumiem   si   z   Przebieg ym   W

em.   Chwali

ł

ę

ł

ęż

ć 

Boga,  e Melton tylko tak si  z nim obszed . Da  mi do r ki atut, którym go pokonam.

ż

ę

ł

ł

ę

Zbli y em si  do Indianina i przeci em wi zy. Podniós  si  szybko i zwróci  do Judyty:

ż ł

ę

ął

ę

ł ę

ł

— Kim jest ta blada twarz? Znajduje si  w naszym szybie, a jednak do nas nie nale y?

ę

ż

— Mój   czerwony   brat   dowie   si   zaraz,   kim   jestem   —   odpowiedzia em   zamiast

ę

ł

 

dziewczyny.   —   Wyprowadz   Przebieg ego   W

a   i   bia   kobiet   nie   znan   wam   drog .

ę

ł

ęż

łą

ę

ą

ą  

Wówczas b dzie móg  mój czerwony brat poj  Bia y Kwiat za squaw, wybudowa  jej pa ac i

ę

ł

ąć

ł

ć

ł  

zamek.

Moja   osoba,   obecno

  i   ka de   s owo   by y   dla   niego   zagadk .   Bawi   mnie   wyraz

ść

ż

ł

ł

ą

ł

 

zdumienia, widoczny na jego obliczu.

— Mój bia y brat zna nie znan  mi drog  z szybu? — zapyta . — Wie równie ,  e kocham

ł

ą

ę

ł

ż ż

 

bia  kobiet  i co jej przyrzek em? Czy nie zechce mi powiedzie , kim jest?

łą

ę

ł

ć

— Moje imi  w j zyku Jumów brzmi Tave–schala.

ę ę

— Tave–schala! Old Shatterhand! — zawo a , cofaj c si  o dwa kroki i patrz c na mnie jak

ł ł

ą ę

ą

 

na upiora. — Old Shatterhand tu, pomi dzy nami, w naszym szybie!

ę

Nie dowierza  w asnym uszom.

ł ł

— Je li nie wierzysz, zapytaj bia ej dziewczyny.

ś

ł

— Old Shatterhand, wróg naszego plemienia! Po ród naszego obozu! W sercu Almaden!

ś

— Mylisz   si ,   nie   jestem   wrogiem   waszego   plemienia,   by em   zawsze   przyjacielem

ę

ł

 

wszystkich czerwonych braci.

— Lecz ty w a nie zabi e  Ma e Usta, syna naszego wodza!

ł ś

ł ś

ł

— Zmusi  mnie do tego, poniewa  chcia  zabi  m odego Mimbrenia, jego brata i siostr .

ł

ż

ł

ć ł

ę

— Wódz zaprzysi g  ci zemst !

ą ł

ę

— Wiem o tym, ale czy z tego powodu ty równie  jeste  moim  miertelnym wrogiem?

ż

ś

ś

— Musz  s ucha  wodza.

ę ł

ć

—  aden   czerwony  wojownik   nie  jest  nikomu   podleg y,  a  tym  bardziej  ty. Wasz  wódz

Ż

ł

 

mo e swoj  spraw  sam ze mn  za atwi , niepotrzebni mu pomocnicy. Oswobodzi em ci ,

ż

ą

ę

ą ł

ć

ł

ę  

dowodz c   tym   czynem,   e   nie   jestem   wrogiem   Jumów.   Gdybym   nim   by ,   zabi bym

ą

ż

ł

ł

 

wszystkich waszych wojowników, których spotka em po drodze z hacjendy del Arroyo. By o

ł

ł  

ich czterdziestu,  adnego nie zg adzi em, a tylko wzi em do niewoli.

ż

ł

ł

ął

— Wszystkich do niewoli? — powtórzy  zdumiony. — Gdzie si  znajduj ?

ł

ę

ą

— Przy oddziale Mimbreniów, z którym przyby em.

ł

background image

— Czy Mimbreniowie s  przy tobie?

ą

— Nie. Pod dowództwem Winnetou, wielkiego Apacza, czekaj  na mój powrót w takim

ą

 

miejscu,   którego   nie   potraficie   odszuka .   Sam   te   oswobodz   wszystkie   blade   twarze,

ć

ż

ę

 

zamkni te w podziemiach, sam jeden, gdy  nie potrzebuj  niczyjej pomocy.

ę

ż

ę

Nadmierne zdumienie nie pozwala o mu mówi . Wi c spokojnie kontynuowa em:

ł

ć

ę

ł

— Nietrudno nam b dzie zwyci

y  Jumów, którzy czuwaj  w Almaden, Nie  yczy bym

ę

ęż ć

ą

ż

ł

 

sobie jednak przelewu krwi. Niech Przebieg y W  powie, czy chce zosta  moim wrogiem —

ł

ąż

ć

 

czy przyjacielem?

Indianin wydawa  mi si  cz owiekiem bardzo uczciwym. Dlatego obchodzi em si  z nim

ł

ę ł

ł

ę

 

ogl dnie. Zastanawia  siei przez kilka minut, patrz c na mniej uwa nie, po czym rzek :

ę

ł

ą

ż

ł

— Kazano   mi   by   wrogiem   Old   Shatterhanda.   Musz   by   pos uszny   rozkazowi.   Ocali

ć

ę ć

ł

ł 

jednak mnie i Bia y; Kwiat, przeto pragn  ofiarowa  Old Shatterhandowi przyja

. Nie mog

ł

ę

ć

źń

ę 

uczyni   tego,   czego   serce   po

da,   ani   tego,   do   czego   sk ania   mnie   rozkaz;   nie   b d

ć

żą

ł

ę ę 

przyjacielem Old Shatterhand ani jego wrogiem. Mo e ze mn  zrobi  co tylko zechce.

ż

ą

ć

— Mój brat mówi bardzo rozs dnie. Czy jednak zastosuje si  do roli, któr  mu wyznacz ?

ą

ę

ą

ę

— Tak. Nie unikn bym  mierci; wi c odbierz mi  ycie, a nie b d  si  broni .

ął

ś

ę

ż

ę ę ę

ł

— Odbior   ci   nie   ycie,   tylko   wolno ,   przynajmniej   na   jaki   czas.   Czy   b dziesz   si

ę

ż

ść

ś

ę

ę 

uwa a  za mojego je ca?

ż ł

ń

— Tak.
— Czy musz  ci  zwi za , aby  nie umkn ?

ę ę

ą ć

ś

ął

— Czy zwi

esz mnie, czy nie, pozostan  przy tobie, dopóki mi nie powiesz,  e jestem

ąż

ę

ż

 

wolny. Lecz niczego wi cej ode mnie nie 

daj. Nie udziel  ci ani pomocy, ani wskazówek.

ę

żą

ę

— Dobrze   wi c,   umowa   stoi.   Jeste   moim   je cem   i   s uchasz   moich   rozkazów.

ę

ś

ń

ł

 

Niepotrzebna mi twoja pomoc w; tym, co zamierzam zrobi .

ć

Uwolni em równie  r ce dziewczyny i uda em si  na poszukiwanie robotników. Droga,

ł

ż ę

ł

ę

 

która   zaprowadzi a   mnie   do   Judyty,   by a   krótka.   Rozpocz to   tu   kopanie   nowego   tunelu;

ł

ł

ę

 

zaniechano   go   jednak.   Robotnicy   znajdowali   si   zapewne   za   drugimi   drzwiami.   Kiedy,

ę

 

otworzy em je, znale li my si  jak gdyby w komorze, z której prowadzi y trzy korytarze w

ł

ź ś

ę

ł

 

ró nych kierunkach. Czu  by o siark ; oddycha o si  z trudem. Dwa korytarze by y otwarte.

ż

ć ł

ę

ł ę

ł

 

Natomiast wej cie do trzeciego zamyka y drzwi. Zobaczy em tu równie  zamkni te okienko.

ś

ł

ł

ż

ę

 

Otworzy em je, ale musia em si  szybko cofn

 przed straszliwymi wyziewami, bij cymi z

ł

ł

ę

ąć

ą

 

wn trza. Po otwarciu drzwi buchn y na mnie g ste wyziewy, niemo liwe do opisania. W

ę

ęł

ę

ż

 

korytarzu mo na by o jedynie porusza  si  skurczywszy we dwoje. W takich to warunkach

ż

ł

ć ę

 

pracowali emigranci! Le eli pokotem tu  za drzwiami m

czy ni, kobiety, dzieci. Kiedy pad

ż

ż

ęż ź

ł 

na nich blask naszego  wiat a, podnie li si  wszyscy. Zabrzmia  zgie k  a cuchów, do których

ś

ł

ś ę

ł

ł ł ń

 

by y   przymocowane   okowy,  skuwaj ce   im   r ce  i   nogi.   Dzieci   pocz y   p aka   ze   strachu,

ł

ą

ę

ęł ł ć

 

kobiety   b aga y   o   chleb,   m

czy ni   z orzeczyli.   Zaciskano   i   podnoszono   pi ci.   By a   to

ł ł

ęż ź

ł

ęś

ł

 

chwila   najwy szego   podniecenia.   Lecz   par   moich   g o no   wypowiedzianych   s ów

ż

ę

ł ś

ł  

przemieni o   niebezpieczn   nienawi

  w   co   wr cz   odwrotnego.   Skakano   z   rado ci,

ł

ą

ść

ś

ę

ś  

obejmowano mnie, wielu p aka o ze szcz cia. Sporo czasu up yn o, zanim uspokoili si  na

ł ł

ęś

ł ęł

ę  

tyle,  e mog em si  od nich czego  dowiedzie .

ż

ł

ę

ś

ć

Wódz przygl da  si  temu z daleka. Kiedy nieco rozlu ni o si  doko a mnie, podszed  i

ą ł ę

ź ł

ę

ł

ł  

rzek :

ł

— Powiedzia em,  e Old Shatterhand nie uzyska ode mnie  adnej pomocy. Jednak e co

ł

ż

ż

ż

ś 

chcia bym mu powiedzie : Tam, w rysie muru, le y klucz, którym otwiera si  okowy.

ł

ć

ż

ę

By   widocznie   wzruszony   widokiem   nieszcz liwych.   Nie   up yn o   pi

  minut,   a

ł

ęś

ł ęł

ęć

 

wszystkie   kajdany   by y   zdj te   i   odrzucone.   Teraz   oswobodzeni   chcieli   wyj ,   wyj

  na

ł

ę

ść

ść  

wolno . Z trudno ci  przywo a em ich do spokoju. Zgie k móg   atwo dotrze  do Meltona i

ść

ś ą

ł ł

ł

ł ł

ć

 

ostrzec  go, wi c spodziewaj c  si   napa ci,  zarz dzi em,  aby  zabrano,  jako  bro  wszystkie

ę

ą ę

ś

ą ł

ń

 

narz dzia: m oty i pi y.

ę

ł

ł

background image

Naraz uwaga t umu skupi a si  n czerwonoskórym. Wiedzieli, kim jest i jak  rol  odgrywa

ł

ł ę

ą ę

ł 

w przest pstwach Meltona. Chcieli si  rzuci  na niego. Ledwo zdo a em go uchroni  przed

ę

ę

ć

ł ł

ć

 

linczem. Zapewni em ich,  e jest moim zak adnikiem i jako taki mo e im si  bardzo przyda .

ł

ż

ł

ż

ę

ć

Poszli my drog  prowadz c  do jaskini. Poniewa  mogli my i  tylko g siego, utworzy

ś

ą

ą ą

ż

ś

ść

ę

ł 

si  wi c d ugi szereg. Po pewnym czasie dotarli my do celu.

ę ę ł

ś

By a   ju   godzina   trzecia   lub   czwarty   a   wi c   czas   najwy szy   na   schwytanie   Meltona.

ł

ż

ę

ż

 

Chcia em si  wprawdzie szczegó owo rozmówi  z emigrantami, ale musia em od o y  to na

ł

ę

ł

ć

ł

ł ż ć

 

pó niej,   poniewa   przed   witem   nale a o   opu

  Almaden.   Wybra em   dziesi ciu   na

ź

ż

ś

ż ł

ść

ł

ę

 

silniejszych m

czyzn, którzy mieli mi towarzyszy .

ęż

ć

Drog  na p askowzgórze ka dy z dziesi ciu emigrantów zna  dobrze, poniewa  t dy ich

ę

ł

ż

ę

ł

ż ę

 

prowadzono. Dotarli my tam bardzo pr dko. Mo na by o nie l ka  si  stra y; gdyby nawet

ś

ę

ż

ł

ę ć ę

ż

 

us yszeli odg os kroków, z pewno ci  przyj li nas za swoich.

ł

ł

ś ą

ę

Domek nad szybem oprócz drzwi posiada  kilka otworów okiennych. St d bi o  wiat o.

ł

ą

ł ś

ł  

mia o podeszli my wprost do domu. Trzej Indianie wartownicy poderwali si  z miejsca, lecz

Ś

ł

ś

ę

 

natychmiast sp tali my ich w asnymi pasami. Nast pnie zostali wyniesieni i u o eni w takiej

ę ś

ł

ę

ł ż

 

odleg o ci,  e z domu nie mo na by o ich dostrzec. Dziesi ciu emigrantów pozosta o przy

ł ś ż

ż

ł

ę

ł

 

nich. Zarz dzi em to ze wzgl du na Meltona, który nie powinien si  by  od razu zorientowa

ą ł

ę

ę ł

ć 

w sytuacji.

Mog em go schwyta  sam. Dla pewno ci jednak zabra em ze sob  m odego Mimbrenia, na

ł

ć

ś

ł

ą ł

 

którym mog em bardziej polega  ni  na dziesi ciu bia ych.

ł

ć ż

ę

ł

W domku znale li my kilka ma ych latarek. Zapali em jedn  z nich i zawiesi em na guziku

ź ś

ł

ł

ą

ł

 

od kamizelki, aby  atwo da a zas oni  si  p aszczem. S dzi em,  e znajd  tu ko owrotek od

ł

ł

ł ć ę ł

ą ł

ż

ę

ł

 

windy.   Jednak   nie   widz c   go,   skorzystali my   z   drabiny.   Zszed em   po   niej,   za   mn   za

ą

ś

ł

ą ś 

Mimbrenio.

Otwór   by   tutaj   o   wiele   szerszy   ni   na   dole.   Wkrótce   znalaz em   si   w   czworok tnej

ł

ż

ł

ę

ą

 

bocznicy szybu. Opodal sta  ko owrót nad prowadz c  do g bi dziur  — Na trzech  cianach

ł ł

ą ą

łę

ą

ś

 

wisia y wszystkie niezb dne narz dzia; w czwartej by  wybity obszerny otwór — pocz tek

ł

ę

ę

ł

ą  

poszukiwanego korytarza. Nas uchiwa em; w g bi panowa a cisza.

ł

ł

łę

ł

Przys oni em latark , tylko czasem rzucaj c smug   wiat a na drog . Korytarz by  d ugi,

ł ł

ę

ą

ę ś

ł

ę

ł ł

 

wydawa  by si  mog o,  e nie ma ko ca. Wreszcie ujrzeli my z prawej i lewej strony drzwi.

ć

ę

ł ż

ń

ś

 

By y zas oni te matami. Zdawa o si ,  e wszyscy  pi . Jednak e, kiedy zbli y em si  jeszcze

ł

ł ę

ł ę ż

ś ą

ż

ż ł

ę

 

o kilka kroków, us ysza em rozmow . G os dobiega  spoza lewych drzwi, a wi c z pokoju

ł

ł

ę ł

ł

ę

 

Mehona. Podszed em bli ej i uchyli em nieco mat . Pali a si  tu  wieca, pozwalaj c dok adnie

ł

ż

ł

ę

ł ę ś

ą

ł

 

obejrze   wn trze.   Pokój   by   du y.   W   k cie   na   lewo   znajdowa o   si   pos anie   z   ko der.

ć

ę

ł

ż

ą

ł

ę

ł

ł

 

Po rodku sta  z gruba ciosany stó , na nim le a y dwa rewolwery i nó , doko a za  sta y z

ś

ł

ł

ż ł

ż

ł

ś ł  

ga zi plecione krzes a, a raczej sto ki. Na  cianie z prawej strony wisia y dwie strzelby, obok

łę

ł

ł

ś

ł

 

nich obszerna torba skórzana, z pewno ci  zawieraj ca naboje. Melton siedzia  pyzy stole i

ś ą

ą

ł

 

rozmawia  z Indiank . Sta a miedzy sto em a drzwiami. W chwili gdy lustrowa em pokój,

ł

ą

ł

ł

ł

 

mówi  Melton w  argonie india sko–hiszpa skim.

ł

ż

ń

ń

— Chyba wspó czucie nakazuje ci wypytywa  si  o jej los?

ł

ć ę

— Wspó czucie? — odpowiedzia a skrzypi cym g osem. — Ciesz  si  w g bi serca! Nie

ł

ł

ą

ł

ę ę

łę

 

znosimy jej nie mniej ni  ona nas.

ż

Niew tpliwie mowa by a o Judycie.

ą

ł

— Wobec   tego   ucieszysz   si   bardziej   wiadomo ci ,  e  ona   ju   nigdy   nie   wróci.   Same

ę

ś ą ż

ż

 

jeste cie sobie paniami. S u cie mi tylko wiernie, a sowicie was wynagrodz .

ś

ł ż

ę

— Jeste my   ci   wierne,   senior,   poniewa   przyrzek e   nam   wiele   pi knych   rzeczy,   a   nie

ś

ż

ł ś

ę

 

w tpimy,   e   dotrzymasz   obietnicy.   Oby   móg   tylko   pokona   wrogów,   których   si

ą

ż

ś

ł

ć

ę 

spodziewasz.

— O, nie l kam si  wcale. Szale cy sami oddaj  si  w nasze r ce. Zreszt , nie dotr  tutaj.

ę

ę

ń

ą ę

ę

ą

ą

 

Ostrze eni przez wywiadowców, wyjdziemy na ich spotkanie i wyt pimy co do nogi.

ż

ę

background image

— S ysza y my,  e towarzyszy im wielki Winnetou i pewien dzielny bia y wojownik. Tego

ł

ł ś

ż

ł

 

nie znam, ale wiem,  e nie atwo pokona  wielkiego Apacza. Jego przebieg o

 przekracza

ż

ł

ć

ł ść

 

granice wyobra ni. By  mo e, wywabi naszych ludzi z Almaden, aby je podst pnie zaj .

ź

ć ż

ę

ąć

— To mu si  nie uda. Ale gdyby tutaj przyby , wiadomo wam, co nale y czyni . Nó  le y

ę

ł

ż

ć

ż ż  

przy   ko owrocie.   Lecz   nawet   gdyby   nas   pokona ,   nie   móg by   zdoby   ska y,   która   jest

ł

ł

ł

ć

ł

 

wspania ,   niedost pn   twierdz .  Wbrew   naszej   woli   nikt   tu   nie   wejdzie,   szczególnie   za

łą

ę ą

ą

ś 

Winnetou i bia y, o którym mówi a .

ł

ł ś

Nie   chcia em   ju   d u ej   s ucha   jego   pustych   przechwa ek,   poniewa   czas   nagli   do

ł

ż ł ż

ł

ć

ł

ż

ł

 

po piechu. Odsun em zas on , wszed em do pokoju i rzek em:

ś

ął

ł ę

ł

ł

— Myli si  pan bardzo, mister Melton. Jak pan widzi, jeste my ju  tutaj!

ę

ś

ż

W  tej   samej   chwili   schwyci em   ze  sto u   rewolwery   i  —   nó   i   stan em  mi dzy  nim   a

ł

ł

ż

ął

ę

 

broni  wisz c  na  cianie. Cofn  si  przede mn  jak przed zjaw .

ą

ą ą ś

ął ę

ą

ą

— Old Shatterhand! Do stu diab ów! — zawo a . — A wi c jest tutaj i Winnetou. Pr dko!

ł

ł ł

ę

ę

 

Pr dko spe nij swoj  powinno , gdy  jest to bia y, o którym mówi a !

ę

ł

ą

ść

ż

ł

ł ś

Okrzyk by  skierowany do Indianki Zerwa a si  z miejsca, ale schwyci em j  i rzuci em na

ł

ł ę

ł

ą

ł

 

pos anie.   Nadbieg   Mimbrenio,  aby   j   przytrzyma .  Miota a  si ,  nie  mog c  wyrwa ,  wi c

ł

ł

ą

ć

ł

ę

ą

ć

ę  

krzykn a   kilka   india skich   s ów.   Zrozumia em   tylko   dwa:   ala   i   akwa,   pierwsze   by o

ęł

ń

ł

ł

ł  

imieniem kobiecym, drugie oznacza o nó . Okrzyk by  chyba skierowany do drugiej starej

ł

ż

ł

 

Indianki, która si  znajdowa a za drzwiami. Nie mog em si  ni  zaj , poniewa  musia em

ę

ł

ł

ę ą ąć

ż

ł  

skupi  uwag  na Meltonie, który kln c, usi owa  mi rozbi  g ow  jedyn  swoj  broni  —

ć

ę

ą

ł

ł

ć ł ę

ą

ą

ą  

sto kiem. Podbieg em w por , podnios em go do góry i rzuci em o mur z takim rozmachem,

ł

ł

ę

ł

ł

 

e zwali   si   na ziemi   jak  z amany. W tej  chwili na  korytarzu  odezwa  si  g os  kobiecy.

ż

ł ę

ę

ł

ł ę ł

 

Melton chcia  si  podnie , trzyma em  go jednak mocno  za  ramiona.  Usi owa   odepchn

ł ę

ść

ł

ł

ł

ąć 

mnie kolanami. Poniewa  w k cie le a y lassa, jednym z nich zwi za em Meltona.

ż

ą

ż ł

ą ł

Kiedy wyszed em z pokoju, us ysza em szcz k  a cucha. Pobieg em szybko w t  stron ,

ł

ł

ł

ę ł ń

ł

ę

ę  

korzystaj c ze  wiat a latarki. A kiedy stan em u ko owrotu, ujrza em star  Indiank . Zanim

ą

ś

ł

ął

ł

ł

ą

ę

 

zd

y em jej przeszkodzi , przeci a rzemie   cz cy  a cuch windy z ko owrotem.  a cuch

ąż ł

ć

ęł

ń łą ą ł ń

ł

Ł ń

 

run  z ci

kim brzd kiem w g b szybu.

ął

ęż

ę

łą

Teraz zrozumia em s owa Meltona: „Wiadomo wam, co nale y uczyni ”. W razie kl ski i

ł

ł

ż

ć

ę

 

niebezpiecze stwa Indianki  mia y  spu ci   wind ,  przeci

  rzemie   i  w  ten  sposób  odci ,

ń

ł

ś ć

ę

ąć

ń

ąć  

przynajmniej na jaki  czas, drog  do szybu. Robotnicy zgin liby, niechybnie. By em g boko

ś

ę

ę

ł

łę

 

wstrz ni ty.   Tak   z owrogiego,   tak   piekielnego   pomys u   nie   spodziewa em   si   nawet   po

ąś ę

ł

ł

ł

ę

 

Meltonie. — Indianka chwyci a si  drabiny. Odci gn em j  i przywlek em do pokoju, gdzie

ł ę

ą ął

ą

ł

 

le a  Melton, Zobaczywszy nas, rzuci  na star  pytaj ce spojrzenie;

ż ł

ł

ą

ą

— Czy  a cuch odci ty?

ł ń

ę

— Tak — skrzekn a potakuj co. Roze mia  si  i rzek  szyderczym g osem:

ęł

ą

ś ł ę

ł

ł

— Diabe   wie,   jak e cie   si   tu   dostali,   master.   Szcz cie   panu   dopisa o.   Jednak   cel

ł

ż ś

ę

ęś

ł

 

pa skiej wyprawy stracony.

ń

— Jaki cel? — zapyta em, podejmuj c gr .

ł

ą ę

— Zna   go   pan   lepiej   ni   ja;   nie   powiem   panu   nic,   co   mog oby   pos u y   jako   dowód

ż

ł

ł ż ć

 

przeciwko mnie.

— Szukam robotników z hacjendy del Arroyo. Gdzie s ?

ą

— Nic   o   nich   nie   wiem.   Poszukaj   ich   pan   sam.   S   dopiero   w   drodze   do   Almaden.

ą

 

Wyprzedzi em ich.

ł

— Po co pan str ci   a cuch w g b szybu?

ą ł ł ń

łą

— Ja? S ysza  pan wszak,  e uczyni a to Indianka.

ł

ł

ż

ł

— Uczyni a to na pa ski rozkaz.

ł

ń

— Jest   pan   tego   pewien?   Prosz ,  spytaj  Indiank   —   Ch tnie   odpowie   na  wszystko.   Ja

ę

ę

ę

 

jednak 

dam stanowczo, aby  mnie pu ci ! Almaden jest moje. Ja tu jestem panem, ja tu

żą

ś

ś ł

 

rozkazuj  i je eli mnie natychmiast nie pu cisz, poniesiesz wszystkie konsekwencje!

ę ż

ś

background image

— Nie   l kam   si   adnych   konsekwencji.   Co   si   z   panem   stanie   i   czy   odzyskasz

ę

ę ż

ę

 

kiedykolwiek wolno  — to ju  s d rozstrzygnie.

ść

ż ą

— S d? Oszala  pan? Gdzie tu jest s d?

ą

ł

ą

— Jest ju  w drodze.  ledztwo wyja ni, kto wynaj  Jumów, aby napadli na hacjend  del

ż

Ś

ś

ął

ę

 

Arroyo   i   w   popió   j   obrócili.   Odszuka   si   robotników.   S dz ,   e  je eli   znajdziemy   ich,

ł ą

ę

ą ę ż

ż

 

opowiedz  nam wiele niezbyt pochlebnych rzeczy

ą

 o panu.

— Wobec tego  ycz  seniorowi, aby  ich odnalaz  — roze mia  si  — i aby  mia  wi cej

ż ę

ś

ł

ś ł ę

ś

ł ę  

szcz cia w tym przedsi wzi ciu ni  ja. Nie widzia em ich bowiem od czasu, gdy rozsta em

ęś

ę ę

ż

ł

ł  

si  z nimi w hacjendzie.

ę

— S  wi c istotnie w drodze. Za atwi em tu ju  wszystko i wracam do hacjendy, wi c

ą ę

ł

ł

ż

ę  

spotkamy   si   niezad ugo.   Poniewa   pan   mi   towarzyszy,   przeto   b dzie   senior   mia

ę

ł

ż

ę

ł 

przyjemno  powita  emigrantów i przekona  si  o ich  yczliwo ci.

ść

ć

ć ę

ż

ś

Twarz Meltona wyra a a szata skie szyderstwo.

ż ł

ń

— Bardzo mnie to cieszy, sir. Ich  wiadectwo b dzie dowodem pa skiego bezprawnego

ś

ę

ń

 

napadu na mnie. Niech pan pomy li o skutkach!

ś

— Mo e   by   tylko   jeden   skutek:   stryczek   dla   pana.   Mam   dosy   dowodów   przeciwko

ż

ć

ć

 

seniorowi. S dz  nawet,  e potrafi  sk oni  Jumów do  wiadczenia przeciw panu.

ą ę

ż

ę ł ć

ś

— Niech pan tylkco spróbuje! — rzeki, szczerze tym ubawiony.
— Na   pewno   spróbuj .   S dz ,   e  znajdzie   si   jeszcze   co   innego.   Poniewa   jest   pan

ę ą ę ż

ę

ś

ż

 

nast pc   hacjendera,   wi c   masz   kontrakty   z   moimi   ziomkami   oraz   akt   kupna   hacjendy,

ę ą

ę

 

podpisany   w   Ures.   Prawdopodobnie   posiada   pan   jeszcze   inne   kompromituj ce   listy   czy

ą

 

papiery. Czy mog  seniora zapyta , gdzie si  znajduj ?

ę

ć

ę

ą

— Prosz , niech pan pyta, ilekro  si  panu podoba. Nie mam nic przeciwko temu.

ę

ć ę

— Zak adam,  e pan mi nie odpowie szczerze, wobec tego poszukam na w asn  r k .

ł

ż

ł ą ę ę

Przeszuka em ubranie, które nosi ,

ł

ł   i  inne, które wisia y w pokoju. Specjalnie omin em

ł

ął  

najprawdopodobniejsz  skrytk  i uda em si  do innych pokojów. W pokoju Wellerów nic nie

ą

ę

ł

ę

 

znalaz em. W pokoju Judyty i Indianek le a o sporo  ywno ci, która mog a nam si  przyda .

ł

ż ł

ż

ś

ł

ę

ć  

Mia em bowiem  ywno  tylko dla siebie i Mimbrenia. Kiedy wróci em do Meltona, zapyta ,

ł

ż

ść

ł

ł  

szydz c z» mnie:

ą

— Na pewno pan znalaz , master. Nie ulega wszak  adnej w tpliwo ci, i Old Shatterhand

ł

ż

ą

ś

 

od razu ka de pismo wyw szy!

ż

ę

— Jest to tak pewne,  e nawet osobi cie nie zadam sobie trudu.  Mój m ody towarzysz

ż

ś

ł

 

opuka  ciany. Na pewno znajdzie wydr

on  skrytk . Ludzie pa skiego pokroju zwykle maj

ś

ąż ą

ę

ń

ą 

takie schowki.

— Niech puka! Mnie to tylko bawi.
Mimbrenio zacz  szuka , ja uwa nie obserwowa em Meltona. Ka dy kryminolog wie,  e

ął

ć

ż

ł

ż

ż  

w   rewizji   mieszkaniowych   najlepsz   wskazówk   s   oczy   i   wyraz   twarzy   ukrywaj cego.

ą

ą ą

ą

 

Umówi em si  po cichu z Mimbreniem aby szuka  dr

onych miejsc w  cianach i pod odze.

ł

ę

ł ąż

ś

ł

 

Natomiast   gdybym   chrz kn ,   mia   chwilowo   oddali   od   podejrzanego   miejsca,   aby   za

ą ął

ł

ć

 

moment powróci . Udawa em,  e ca  uwag  skupiam na ruchach ch opca, istocie za  nie

ć

ł

ż

łą

ę

ł

ś

 

spuszcza em oczu z Meltona. Aby tego nie zauwa y , stan em w cieniu.

ł

ż ł

ął

Melton   spogl da   na   ch opca   z   pewno ci   siebie,   która   wszak e  opada a   w   miar ,   jak

ą ł

ł

ś ą

ż

ł

ę

 

ch opiec   zbli a   si   do   pos ania.   Kiedy   podszed   bli ej,   kaszla em   po   cichu.   Oddali   si   i

ł

ż ł ę

ł

ł ż

ł

ł ę  

natychmiast   twarz   Meltona   przybra a   wyraz   zadowolenia.   Poniewa   powtarza o   si   to

ł

ż

ł

ę  

kilkakrotnie, wi c nabra em przekonania,  e skrytka znajduje si  w samym pos aniu lub w

ę

ł

ż

ę

ł

 

pobli u. Przesta em wi c chrz ka , kiedy Mimbrenio ponownie si  do niego zbli y . Wskutek

ż

ł

ę

ą ć

ę

ż ł

 

tego przeszuka  je starannie. Melton by  bardzo zaniepokojony, lecz rych o odzyska  humor,

ł

ł

ł

ł

 

gdy  ch opiec, nic nie znalaz szy, szuka  gdzie indziej.

ż ł

ł

ł

By em pewny,  e trzeba przeszuka  pod og  pod pos aniem. Nie chc c jednak, aby Melton

ł

ż

ć

ł ę

ł

ą

 

wiedzia   o   pomy lnym   wyniku,   kaza em   Mimbreniowi   zaprzesta   poszukiwa .  Melton   od

ł

ś

ł

ć

ń

 

background image

nowa zacz  z nas szydzi . Nie odpowiadaj c na drwiny, pozostawi em go wraz z Indiankami

ął

ć

ą

ł

 

pod opiek  ch opca i uda em si  do dziesi ciu emigrantów, którzy czuwali przy pojmanych

ą ł

ł

ę

ę

 

wartownikach.   Jeden   wystarcza ,   aby   podo a   zadaniu.   Reszta   musia a   pój

  ze   mn   po

ł

ł ć

ł

ść

ą  

ywno . Niebawem wnie li my czerwonoskórych jednego po drugim do pokoju Indianek, po

ż

ść

ś ś

 

czym emigrantów odes a em z prowiantem do jaskini, nie chc c, aby Melton ich zobaczy .

ł ł

ą

ł

Przenios em   kobiety   do   wartowników,   Meltona   za   do   pokoju   Judyty.   Postanowi em

ł

ś

ł  

zbada  pod og  pod pos aniem. Stanowi a j  mocno ubita ziemia. Gdy zacz em j  opukiwa ,

ć

ł ę

ł

ł ą

ął

ą

ć  

us ysza em g uchy odzew. Odgrzebawszy ziemi  no em, natrafi em na p aski kamie . Pod

ł

ł

ł

ę ż

ł

ł

ń

 

nim by o wg bienie, w którym znalaz em torb  skórzan , zaszyt  dla ochrony przed wilgoci

ł

łę

ł

ę

ą

ą

ą 

w kawa  skóry. Otworzy em j , aby przelotnie obejrze  zawarto . Tkwi y w niej listy i liczne

ł

ł

ą

ć

ść

ł

 

papiery, kontrakt z moimi ziomkami i akt kupn  hacjendy. W specjalnej skrytce le a  pakiet

ą

ż ł

 

obligacji   na   do

  znaczn   sum .   Schowa em   torb   do   kieszeni,   zagrzeba em   do ek   i

ść

ą

ę

ł

ę

ł

ł

 

przywróci em wszystko do pierwotnego stanu. Zabrawszy bro  Meltona, poszli my po je ca.

ł

ń

ś

ń  

Wpakowa em mu knebel w usta. Poniewa  nie chcia  wyj , wi c przywi zali my go do lassa

ł

ż

ł

ść ę

ą ś

 

i poci gn li my w gór . Drabin  po ama em, zasypuj c jej szmatkami przej cie do korytarza,

ą ę ś

ę

ę ł

ł

ą

ś

 

aby opó ni  po cig Jumnów.

ź ć ś

Kiedy doszli my do kamienia, zza którego pods ucha em rozmow  Judyty z Przebieg ym

ś

ł

ł

ę

ł  

W

em, przywi za em Meltona do ska y, aby przedwcze nie nie zobaczy  robotników.

ęż

ą ł

ł

ś

ł

W jaskini p on y  wiece. Zastali my moich ziomków przy  niadaniu. Oznajmi em im,  e

ł ęł ś

ś

ś

ł

ż  

musimy natychmiast opu ci  Almaden. S owa te przyj li z rado ci .

ś ć

ł

ę

ś ą

Konie przeznaczy em dla najs abszych. Mimbrenio wyprzedza  pochód, ja za  z Meltonem

ł

ł

ł

ś

 

szli my   na   ty ach   w   znacznym   oddaleniu.   Przebieg emu   W

owi   skr powali my   r ce   na

ś

ł

ł

ęż

ę

ś

ę

 

plecach.  Aczkolwiek  darzy em go  zaufaniem,  s dzi em  jednak,   e  zbytek  przezorno ci nie

ł

ą ł

ż

ś

 

zawadzi.

Oczywi cie,   poprzednio   zasypali my   jaskini .   Gdy   pochód   oddali   si   dostatecznie,

ś

ś

ę

ł ę

 

wróci em po Meltona. Odwi za em go od ska y, lecz z powodu panuj cego mroku zwi za em

ł

ą ł

ł

ą

ą ł  

mu rami  rzemieniem, przymocowanym do mego ramienia.

ę

Zmierza em   t   sam   drog ,   któr   przyby em,   a   wi c   w   kierunku   po udniowym.

ł

ą

ą

ą

ą

ł

ę

ł

 

Wiedzia em,   e   w   t   w a nie   stron   pod

y   —   Mimbrenio.   Kiedy   rozja ni o   si ,   nie

ł

ż

ę ł ś

ę

ąż ł

ś ł

ę

 

widzia em   ju   Almaden.   Nie   widzia em   równie   swoich   towarzyszy.   Umy lnie   szed em

ł

ż

ł

ż

ś

ł  

powoli, chcia em bowiem zaskoczy  Meltona.

ł

ć

Po   pewnym   czasie   zmieni em   kierunek   marszu   na   zachodni   i   przyspieszy em   kroku.

ł

ł

 

Wkrótce   zobaczy em   za   sob   d ug ,   ciemn   lini   z   dwoma   wyra niejszymi   punktami.

ł

ą ł ą

ą

ę

ź

 

Stanowili j  piechurzy, punktami za  by y wierzchowce z je d cami — Melton, patrz c wci

ą

ś ł

ź ź

ą

ąż 

przed siebie, nie spostrzeg  ich. Milcza  przez ca  drog . Teraz, zm czony szybkim marszem,

ł

ł

łą

ę

ę

 

rzek :

ł

— Pok d   mnie   pan   ci gnie   z   tak   szybko ci ,   sir?   Przypuszczam,   e  do   hacjendy   del

ą

ą

ą

ś ą

ż

 

Arroyo?

— Z ca  pewno ci , szanowny panie — odpowiedzia em.

łą

ś ą

ł

— Pieszo?! Kiedy  wed ug pana przyb dziemy, skoro wybra e  z  drog ?

ż

ł

ę

ł ś łą

ę

— T  sam  drog  przyby em. S dz  wi c,  e jest dobra.

ą

ą

ą

ł

ą ę ę ż

— Ale   gdzie   tam!   To   droga   okr

na.   Prosta   i   krótsza   prowadzi   na   pó noc.   Taki

ż

ęż

ł

 

do wiadczony piechur jak pan powinien o tym wiedzie .

ś

ć

— Pa ska droga jest dla mnie niebezpieczna. Na pó nocy uwijaj  si  Jumowie z Wellerem,

ń

ł

ą ę

 

których wys a e  na zwiady.

ł ł ś

— Weller nie spocznie, dopóki nie uwolni swego syna i nie napadnie na was z Jumami.
— Weller mnie nie przera a. Syna nie mo e ju  uwolni , poniewa  zadusi  go Herkules.

ż

ż ż

ć

ż

ł

 

Kiedy za  schwycimy starego, w co nie w tpi , pomówimy z nim krótko. Opowiada  panu

ś

ą ę

ł

 

pewnie,  e usi owa  wraz z synem zamordowa  Herkulesa. Poniewa  Herkules czaszk  ma

ż

ł

ł

ć

ż

ę

 

tward , wi c wyliza  si  z ran. A teraz nie mo e doczeka  si  starego. Nie ma te  obawy, aby

ą ę

ł ę

ż

ć ę

ż

 

background image

Weller napad  na nas z Jumami. Ci dobrzy ludzie szybko si  spostrzeg ,  e pa ska przyja

ł

ę

ą ż

ń

źń 

jest zdradliwa i bardzo niepewna. S dz  te ,  e w obozie spostrzeg  nie tylko pa skie, lecz

ą ę ż ż

ą

ń

 

równie  znikniecie Przebieg ego W

a. A mo e pan nie wie,  e wódz nagle zgin ?

ż

ł

ęż

ż

ż

ął

— Absolutnie! Zgin ? Gdzie?

ął

— W szybie.
Raptownym   ruchem   odwróci   twarz,   jak   gdyby   otrzyma   cios   w   g ow .  Obejrza   mnie

ł

ł

ł ę

ł

 

szeroko wyba uszonymi oczami i Zawo a :

ł

ł ł

— W szybie?! Jak pan to rozumie?
— Nie inaczej ni  by o w rzeczywisto ci. Zosta  uwi ziony wraz z pi kn  Judyt  przez

ż ł

ś

ł

ę

ę ą

ą

 

niejakiego Meltona.

— Cz owieku, czy jeste  przy zdrowych zmys ach?!

ł

ś

ł

— Przy bardzo zdrowych. Judyta zosta a uwi ziona, gdy  grozi a panu zemst  wodza, z

ł

ę

ż

ł

ą

 

którym si  potajemnie zar czy a poprzedniego wieczora. Kiedy znikn a, wódz zg osi  siei

ę

ę ł

ęł

ł ł

 

ni , a wówczas sp ta e  go i wtr ci e  do lochu.

ą

ę ł ś

ą ł ś

— Cz owieku, za du o czytasz ksi

ek.

ł

ż

ąż

— To   b dzie   istotnie   podobne   do   romansu,   je li   dodam,   e   czerwonoskóry   zosta

ę

ś

ż

ł 

uwi ziony w tym samym lochu, co Judyta.

ę

— Mówi pan tak, jakby by  wszechwiedz cy!

ł

ą

— Nie trzeba by  wszechwiedz cym, aby mówi  o tym, co si  widzia o i s ysza o.

ć

ą

ć

ę

ł

ł

ł

— Jak?! Co?! — dopytywa  si , podczas gdy g os mu nabrzmia  l kiem, a oczy wy azi y z

ł ę

ł

ł ę

ł ł  

orbit. — Pan widzia  to i s ysza ?

ł

ł

ł

— Naturalnie.
— Musia  wi c pan by  w szybie!

ł ę

ć

— Naturalnie.
Zatrzyma  si , spojrza  niedowierzaj co i zapyta :

ł ę

ł

ą

ł

— Jak e pan dosta  si  na gór ?

ż

ł ę

ę

Nie chcia em mu jeszcze wyjawi  ca ej prawdy, odpowiedzia em wi c:

ł

ć ł

ł

ę

— Czy  nie mog em wci gn  si  na  a cuchu windy?

ż

ł

ą ąć ę ł ń

— Nie, poniewa  poci gn em wówczas skrzyni  do samej góry.

ż

ą ął

ę

— Aha, poci gn e  wówczas skrzyni  do samej góry. Zdradzi  si  pan sam!

ą ął ś

ę

ł ę

— Do kata, tak! Ale tylko wobec pana. Nikt ci nie uwierzy! Zreszt  Weller ju  si  postara,

ą

ż ę

 

aby  nie móg   wiadczy .

ś

ł ś

ć

Przy tych s owach rzuci  si  na ziemi .

ł

ł ę

ę

Usiad em przy nim, zsun wszy rzemie  z ramienia. U o y  si  wygodnie, splun  w moj

ł

ą

ń

ł ż ł ę

ął

ą 

stron ,  a   potem   odwróci   si ,  aby   mnie   nie   widzie .   By o   mi   to   na   r k ,  le

c  nie   móg

ę

ł ę

ć

ł

ę ę żą

ł 

zauwa y  zbli aj cych si  emigrantów. Ukazali si  w oddali. Wkrótce widzia em ich twarze.

ż ć

ż ą

ę

ę

ł

 

Mimbrenio szed  na przedzie. Zbli y  si  ju  na tyle,  e s ysza em ich kroki. Melton tak e

ł

ż ł ę ż

ż ł

ł

ż  

nas uchiwa , podniós  tu ów i odwróci  g ow . Po chwili zerwa  si  na nogi, spogl daj c na

ł

ł

ł ł

ł ł ę

ł ę

ą ą

 

nich jak na zjawy, i zawo a :

ł ł

— Do stu piorunów, co ja widz ! Kto si  tu zbli a?

ę

ę

ż

— Pa scy Jumowie, aby ci  uwolni  — odpowiedzia em. — Spodziewam si ,  e ucieszy

ń

ę

ć

ł

ę ż

 

pana tak rych e spe nienie nadziei!

ł

ł

— Zatracony  otrze! Jeste  naprawd  w sojuszu z diab em!

ł

ś

ę

ł

Mówi c   to,   kopn   mnie   i   zacz   umyka   z   tak   szybko ci ,   na   jak   pozwoli y   mu

ą

ął

ął

ć

ą

ś ą

ą

ł

 

skr powane r ce. Ta próba ucieczki by a naprawd   mieszna. Sta em spokojnie, ni  cigaj c go

ę

ę

ł

ę ś

ł

ś

ą

 

nawet.   Wyr czyli   mnie   w   tym   emigranci,   którzy   z   odleg o ci   czterdziestu,   pi

dziesi ciu

ę

ł ś

ęć

ę  

kroków poznali Meltona i rzucili si  za nim z g o nymi okrzykami. Tylko Mimbrenio zasta

ę

ł ś

ł 

na miejscu i powiedzia  do mnie ze  miechem:

ł

ś

— Ptak o zwi zanych skrzyd ach niedaleko uleci.

ą

ł

Na   czele   pogoni   bieg a   Judyta   i   Przebieg y   W

,   który   zbli a   si   coraz   bardziej   do

ł

ł

ąż

ż ł ę

 

background image

ciganego, Wreszcie wyprzedzi  go o kilka kroków i zawróci  z tak  si ,  e Melton run  i

ś

ł

ł

ą łą ż

ął  

dwukrotnie fikn  kozio ka. Nie móg  si  ju  podnie , poniewa  wódz le a  na nim i pomimo

ął

ł

ł ę ż

ść

ż

ż ł

 

skr powanych r k  ciska  mu gard o. Walczyli ze sob  w milczeniu, dopóki nie nadbieg a

ę

ą ś

ł

ł

ą

ł  

Judyta na pomoc czerwonoskóremu. Przybiegli i inni. Utworzy  si  k bek krzycz cych ludzi

ł ę łę

ą

 

z Meltonem po rodku. Podbieg em do nich, gdy  l ka em si  o  ycie mormona. Le a  na

ś

ł

ż ę ł

ę ż

ż ł  

ziemi. Trzymano go mocno, Judyta za  kaleczy a mu twarz pi ci  i paznokciami. Oburzony,

ś

ł

ęś ą

 

oderwa em j  od Meltona i zawo a em z w ciek o ci :

ł

ą

ł ł

ś

ł ś ą

— Co pani robi?! Niech pani zostawi go nam, m

czyznom! Jest pani prawdziw  furiatk !

ęż

ą

ą

— Ten oszust zas u y  sobie, abym mu oczy wydrapa a — wyrzuci a bez tchu. — Oszuka ,

ł ż ł

ł

ł

ł  

uwi zi  mnie. Mia am zgin  w szybie!

ę ł

ł

ąć

Usi owa a si  rzuci  na niego. Odci gn em j  i rzek em, zwracaj c do pozosta ych:

ł

ł ę

ć

ą ął

ą

ł

ą

ł

— Niech nikt si  nie wa y go dotkn ! Melton nale y do mnie. Nie uniknie kary. Kto

ę

ż

ąć

ż

 

jednak nie us ucha, b dzie mia  ze mn  do czynienia.

ł

ę

ł

ą

Cofn li   si   wszyscy.   Podnios em   Meltona,   który   pomijaj c   ju   wygl d   zewn trzny,

ę

ę

ł

ą

ż

ą

ę

 

znajdowa  si  w takim stanie,  e ledwo mo na go by o nazwa  cz owiekiem. Zniekszta cone

ł ę

ż

ż

ł

ć ł

ł

 

usta   szepta y   przekle stwa   i   z orzeczenia.   W   tych   j kach   wyczuwa o   si   najg bsz

ł

ń

ł

ę

ł

ę

łę ą 

w ciek o .

ś

ł ść

Przebieg y W

 o oczach rozpalonych ogniem zemsty i nienawi ci zwróci  si  do mnie z

ł

ąż

ś

ł ę

 

zapytaniem:

— Co zamierza Old Shatterhanf uczyni  z tym niebezpiecznym bia ym?

ć

ł

— Nie wiem jeszcze, musz  si  poradzi  w tej sprawie Winnetou.

ę ę

ć

— To   nie   jest   konieczne.   Wódz  Apaczów   zgodzi   si   z   ka dym   postanowieniem   Old

ę

ż

 

Shatterhanda. Obydwaj jeste cie jako jeden m

, co jeden postanowi, na to drugi si  zgodzi.

ś

ąż

ę

— W jakim celu mówi to Przebieg y W

?

ł

ąż

— Mam pewn  propozycj , któr  chcia bym ci w cztery oczy powiedzie .

ą

ę

ą

ł

ć

Oddali em si  z nim na tak  odleg o ,  e Melton nie móg  nas us ysze . Emigranci za  nie

ł

ę

ą

ł ść ż

ł

ł

ć

ś

 

rozumieli mowy Indian. Zapyta  mnie wprost:

ł

— Niech mi Old Shatterhand powie, czy uwa a mnie za k amc ?

ż

ł

ę

— Dlaczegó  by nie? Imi  mego czerwonego brata nie mo e budzi  zaufania. Wierz  za ,

ż

ę

ż

ć

ę ś  

e Przebieg y W  kocha prawd  i  e jest zbyt dumny i odwa ny, aby k ama .

ż

ł

ąż

ę ż

ż

ł

ć

— Mój   brat   ma   racje..   Dzi kuj   mu.   Chc   Old   Shatterhandowi   powiedzie ,   e  gotów

ę ę

ę

ć ż

 

jestem zawrze  z nim pokój nie tylko we w asnym imieniu, lecz tak e w imieniu mego ca ego

ć

ł

ż

ł

 

plemienia.

— Có  na to powie Vete–ya, wasz wódz naczelny?

ż

— Zgodzi si .

ę

Bardzo w tpi . Wszak pa a pragnieniem zemsty.

ą ę

ł

— Old Shatterhand jest przyjacielem czerwonoskórych, nie zabija nikogo, je li nie jest do

ś

 

tego zmuszony.

— To prawda, ale ta przyczyna nie wystarcza, aby Wielkie Usta przemieni  

dz  zemsty

ł żą ę

 

w przebaczenie, a nienawi  w przyja

.

ść

źń

— W   takim   razie   niech   robi,   co   chce.   Mnie   jego   Zemsta   nie   obchodzi.   Kiedy 

wyruszyli my   do   Almaden,   obrali my   Vete–ya   naszym   wodzem.   Mo emy   pozbawi   go

ś

ś

ż

ć

 

w adzy. Jumowie sk adaj  si  z wielu szczepów; on jest wodzem swego szczepu, a ja swego.

ł

ł

ą ę

 

Nie stoi wy ej ode mnie. Narzuci  mi wojn , ja jednak doszed em do przekonania,  e pokój

ż

ł

ę

ł

ż

 

jest   lepszy.   Dlatego   jestem   gotów   wypali   z   tob   fajk   pokoju   w   imieniu   przynajmniej

ć

ą

ę

 

w asnego szczepu, je li nie w imieniu wszystkich Jumów.

ł

ś

— Lecz je li Vete–ya b dzie temu przeciwny?

ś

ę

— Wówczas ja, jako przyjaciel i brat Old Shatterhanda, b d  go broni  wraz ze wszystkimi

ę ę

ł

 

swymi wojownikami przed Vete–ya. Czy wierzy mi mój bia y brat?

ł

— Wierz . Lecz domy lam si ,  e mój czerwony brat wypali ze mn  fajk  pokoju tylko na

ę

ś

ę ż

ą

ę

 

background image

pewnych warunkach. Jakie one s ?

ą

— S  tylko dwa warunki. Pierwszym moim  yczeniem jest, aby Old Shatterhand nie mia

ą

ż

ł 

nic przeciwko temu,  e Bia y Kwiat, zwany Judyt , uczyni  swoj  squaw.

ż

ł

ą

ę

ą

— Nit nie mam przeciwko temu. Owszem, jestem przekonany,  e  aden bia y nie nadaje

ż ż

ł

 

si  tak na m

a Judyty, jak mój czerwony brat. Na tym punkcie jeste my ze sob  zgodni.

ę

ęż

ś

ą

 

Jakie  jest twoje drugie  yczenie?

ż

ż

— Chc  mie  Meltona.

ę

ć

— Przypuszcza em   to.  A  wi c   Przebieg y   W

  s dzi,   e  ja   mam   prawo   rozporz dza

ł

ę

ł

ąż ą

ż

ą ć 

yciem tego cz owieka?

ż

ł

— Tak. Wed ug praw bia ych twarzy masz go, by  mo e, dostarczy  do s du, lecz wed ug

ł

ł

ć

ż

ć

ą

ł  

praw   czerwonoskórych   Melton   nale y   do   ciebie   i   mo esz   z   nim   zrobi ,   co   zechcesz.

ż

ż

ć

 

Znajdujemy si  na terenie nale

cym do Indian, wi c je li Old Shatterhand post pi wed ug

ę

żą

ę ś

ą

ł  

naszych praw,  aden bia y nie uczyni mu jakiegokolwiek zarzutu.

ż

ł

— A   jednak!   W   pobli u   znajduj   si   dwaj   policjanci,   którzy   przybyli   po   Meltona.

ż

ą ę

 

Wprawdzie   nie   mam   obowi zku   stosowa   si   do   ich   ycze   i   czyni   to,   co   uwa am   za

ą

ć ę

ż

ń

ę

ż

 

stosowne,   nawet   je li   dzieje   si   to   wbrew   ich   woli,   Mój   czerwony   brat   mo e   otrzyma

ś

ę

ż

ć 

Meltona. Lecz czy wzi  pod uwag ,  e ja równie  postawi  pewne warunki?

ął

ę ż

ż

ę

— Tak. Chcia bym si  o nich dowiedzie .

ł

ę

ć

— 

dam przede wszystkim pokoju mi dzy twoim szczepem a wszystkimi bia ymi, którzy

Żą

ę

ł

 

si  tu ze mn  znajduj .

ę

ą

ą

— Przebieg y W  godzi si  na to.

ł

ąż

ę

— 

dam,   aby   pokój   rozci ga   si   na   wszystkich   Mimbreniów,   którzy   s   moimi

Żą

ą ł ę

ą

 

przyjació mi.

ł

— O,   z  tym  jest  o   wiele  trudniej.   Mimbreniowie   s   naszymi  wrogami.   Na   mój   rozkaz

ą

 

trzystu   moich   wojowników   mo e   ich   napa

  i   wyt pi .   Je li   upierasz   si ,   aby my

ż

ść

ę ć

ś

ę

ś  

Mimbreniów oszcz dzali, to ja b d  musia  doda  do swych dwóch warunków jeszcze inne.

ę

ę ę

ł

ć

— Zatrzymaj   je  przy   sobie!   Przy   obecnym  po o eniu   Mimbreniowie   raczej  wam  mog

ł ż

ą 

dyktowa  warunki ni  wy im. Zapominasz,  e na czele ich stoi Winnetou i  e ja równie

ć

ż

ż

ż

ż 

jestem przy nich. Nie l kali my si  trzystu twoich wojowników, nie l kamy si  tym bardziej

ę ś

ę

ę

ę

 

teraz, gdy jeste  naszym je cem. Co nam przeszkodzi uda  si  na pó noc i zabra  wam konie?

ś

ń

ć ę

ł

ć

— Czy Old Shatterhand wie, gdzie si  znajduj ? — zapyta  przera ony.

ę

ą

ł

ż

— Gdybym tego jeszcze nie wiedzia , dowiedzia by si  wkrótce Winnetou. Zreszt , nie ty

ł

ł

ę

ą

 

jeden wpad e  w nasze r ce. Schwytali my czterdziestu Jumów, którzy byli rozstawieni po

ł ś

ę

ś

 

drodze do hacjendy, mi dzy nimi Bystr  Ryb .

ę

ą

ę

Nie spodziewa  si  takich wie ci. Przez chwil  spogl da  w dó , po czym zrezygnowany

ł ę

ś

ę

ą ł

ł

 

rzek :

ł

— Nale y wierzy  s owom Old Shatterhanda.

ż

ć ł

— Na   dobitek   nie   mo ecie   tutaj   pozosta ,   poniewa   zabrali my   równie   wozy   z

ż

ć

ż

ś

ż

 

ywno ci , które nadesz y z Ures.

ż

ś ą

ł

— Uff! Grozi nam g ód! Mamy zapasy tylko na dwa dni. B dziemy zatem musieli albo

ł

ę

 

g odowa , albo wynie  si  z tej miejscowo ci pozbawionej zwierzyny.

ł

ć

ść ę

ś

— Tak.   Jeste cie   w   bardziej   op akanych   warunkach,   ni   dotychczas   s dzi e .  A   wi c

ś

ł

ż

ą ł ś

ę  

obstaj  przy swoim 

daniu, aby cie zawarli pokój z Mimbreniami.

ę

żą

ś

— A je li si  nie zgodz ?

ś ę

ę

— Wówczas   i   tak   b dziemy   realizowa   nasze   plany.   Musimy   jeszcze   z apa   Wellera.

ę

ć

ł ć

 

Potem   zabieramy   wam   konie,   czekamy   na   przybycie   Silnego   Bawo u   z   wieloma   setkami

ł

 

Mimbreniów,   nacieramy   na   was   i   niszczymy   ca e   plemi .  Ty  za   jako   wspólnik   Meltona

ł

ę

ś

 

b dziesz   wraz   z   nim   i   Wellerem   przekazany   s dziemu.   W   najlepszym   razie   czeka   ci

ę

ę

ę 

wieloletnie wi zienie.

ę

Wolny Indianin a wieloletnie wi zienie! Nic straszliwszego! Ogarn a go wielka trwoga i

ę

ęł

 

background image

podyktowa a mu szybk  decyzj :

ł

ą

ę

— Widz ,   e   mój   brat   ma   racj .   A   wi c   niech   pokój   rozci gnie   si   równie   na

ę ż

ę

ę

ą

ę

ż

 

Mimbreniów. Czy Old Shatterhand stawia jeszcze jakie  warunki?

ś

— Tymczasem   nie.   Dalsze   ustalenia   odk adam   do   czasu   narady,   poniewa   s dz ,   e

ł

ż ą ę ż  

Przebieg y   W

  nie   wypali   ze   mn   kalumetu,   zanim   nie   naradzi   si   z   najstarszymi

ł

ąż

ą

ę

 

wojownikami swego szczepu.

— Tak, musz  si  starszych poradzi . Czy Old Shatterhand uda si  do nich ze mn , czy te

ę ę

ć

ę

ą

ż 

oni maj  przyj  tutaj?

ą

ść

— Oni tu przyjd .

ą

— Musimy wi c kogo  do nich pos a . Kogo mój bia y brat wyznaczy?

ę

ś

ł ć

ł

— Mimbrenia. To m dry, wierny i uczciwy ch opiec; mog  na nim polega .

ą

ł

ę

ć

— Mój brat przekona si ,  e ja równie  jestem uczciwy i wierny. Dam Mimibreniowi swój

ę ż

ż

 

wampum jako dowód,  e jestem u was i  e on jest pos a cem prawdy. Niech im opowie, jak

ż

ż

ł ń

 

si   to   wszystko   sta o,   i   niech   przyprowadzi   pi ciu   do wiadczonych   wojowników,  których

ę

ł

ę

ś

 

imiona mu wymieni . Niech przyjd  bez broni, aby da   wiadectwo dobrej woli.

ę

ą

ć ś

Mimbrenio podj  si  poselstwa tym ch tniej,  e by o do  niebezpieczne; Otrzymawszy

ął ę

ę

ż

ł

ść

 

dok adne   wskazówki,   ruszy   w   drog   na   wierzchowcu   Winnetou.   Gromada   roz o y a   si

ł

ł

ę

ł ż ł

ę 

ko em,   wzi wszy   Meltona   da   rodka,   ja   za   oddali em   si ,   aby   niepostrze enie   zbada

ł

ą

ś

ś

ł

ę

ż

ć 

zawarto  jego torby. Przede wszystkim znalaz em w niej banknoty na przesz o trzydzie ci

ść

ł

ł

ś  

tysi cy dolarów, kontrakty oraz paczk  listów. Wi kszo  by a wys ana z Utah, niektóre z San

ę

ę

ę

ść ł

ł

 

Francisco. W  jednym  z  nich  mormoni 

dali  zwrotu  zagrabionej  gotówki i informowali  o

żą

 

wykluczeniu Meltona ze swej spo eczno ci za niecne uczynki. Dwa czy trzy listy stwierdza y

ł

ś

ł  

wyst pny zamiar przyw aszczenia sobie znacznych sum do spó ki z Wellerami.

ę

ł

ł

Tylko jeden list zawiera  tre

 odmienn . Nie mia  ani koperty, ani wzmianki o dacie i

ł ść

ą

ł

 

miejscu nadania. Ze  wie ej jednak barwy atramentu mo na by o wnioskowa  o niedawnym

ś ż

ż

ł

ć

 

pochodzeniu listu. Nag ówek brzmia : dear uncle, to znaczy kochany stryju, pierwsza po owa

ł

ł

ł

 

listu by a nieciekawa, dopiero ostatnie wiersze przyku y moj  uwag .

ł

ł

ą

ę

„Skoro si  wi c pytasz, z czego tu  yj , mog  ci odpowiedzie ,  e powodzi mi si  bardzo

ę ę

ż ę

ę

ć ż

ę

 

dobrze. Mam szcz cie w grze, poza tym zjedna em sobie przyja

 cz owieka, którego t go

ęś

ł

źń ł

ę  

nabita kiesa, stoi dla mnie zawsze otworem. Czy przypominasz sobie bogatego eks–dostawc

ę 

wojskowego, którego pozna e  w St. Louis? Jest to rodowity Niemiec, pragn cy uchodzi  za

ł ś

ą

ć  

prawdziwego Jankesa do tego stopnia,  e a  zmieni  swoje niemieckie nazwisko Jaeger na

ż ż

ł

 

angielskie Hunter. Jak si  dowiedzia em, przyby  zza oceanu jako czeladnik szewski. Mimo

ę

ł

ł

 

g upoty, a mo e dzi ki niej, mia   ut szcz cia i dzi ki maria owi sta  si  w a cicielem sklepu

ł

ż

ę

ł ł

ęś

ę

ż

ł ę ł ś

 

na   William   Street   w   Nowym   Jorku.   Podczas   wojny   ze   stanami   po udniowymi   dostarcza

ł

ł 

wojsku z pocz tku tylko obuwie, potem równie  umundurowanie oraz inne rzeczy i zbi  na

ą

ż

ł  

tym   wielk   fortun .   Obecnie   przesta   pracowa ,   ci gle   choruje   i   pomna a   swój   kapita

ą

ę

ł

ć ą

ż

ł 

ogromnymi odsetkami, co jest mu w a ciwie niepotrzebne, gdy  od dawna jest wdowcem, a

ł ś

ż

 

syn — jedyny spadkobierca — odziedziczy by i tak dosy  wiele, aby prze y  swoje lata bez

ł

ć

ż ć

 

troski. Stary jest bardzo, sk py, nie wys a  jeszcze ani grosza ubogim krewnym zza oceanu, —

ą

ł ł

 

ale darz c synalka  lep  mi o ci , bez s owa wyrzutu pozwala mu szasta  pieni dzmi.

ą

ś ą ł ś ą

ł

ć

ę

Small — tym dziwacznym imieniem nazwa  stary swego syna — jest to dorodny m ody

ł

ł

 

cz owiek,   bardzo   rozpieszczony,   bez   krety   charakteru   i   energii.   Nie   zna   si   zupe nie   na

ł

ę

ł

 

ludziach, a jest tak  atwowierny,  e przyjmuje za prawdziwych przyjació  przeró ne pijawki,

ł

ż

ł

ż

 

które ss  jego mienie. Nietrudno mi b dzie otworzy  mu na to oczy, gdy  pochlebiaj c jego

ą

ę

ć

ż

ą

 

s abostkom, uzyska em na  Wp yw, który z dnia na dzie  si  pot guje.

ł

ł

ń

ł

ń ę ę

Pozna em   tego   Smalla   Huntera   w   szczególnych   okoliczno ciach.   Nazajutrz   po   moim

ł

ś

 

przybyciu kelner nazwa  mnie mr Hunterem. Tak zwraca y si  do mnie i inne osoby. Kiedy

ł

ł

ę

 

za  na koncercie zostali my sobie przedstawieni, stan li my obaj jak wryci. Byli my bowiem

ś

ś

ę ś

ś

 

background image

do siebie podobni jak dwie krople wody, zarówno z postaci, z rysów twarzy, jak z g osu. Gdy

ł

 

przybieram   nieco   pow óczysty   i   powolny   chód   Smalla,   nie   odró ni by   mnie   nawet   jego

ł

ż ł

 

najbli szy przyjaciel. Jest to przypadek, który potrafi  wykorzysta , a który mi pozyska  od

ż

ę

ć

ł  

razu jego przyja

. Chwilowo jednak, w wymiarach nie budz cych podejrze , ogrywam go na

źń

ą

ń

 

sumy, które wystarczaj  mi do  ycia.

ą

ż

Small darzy mnie ca kowitym zaufaniem, obchodzi si  ze mn  jak z bli niakiem i nie chce

ł

ę

ą

ź

 

s ysze  o rozstaniu, o którym czasami napomykam. Pragnie, abym mu towarzyszy  w wielkiej

ł

ć

ł

 

podró y.  Podró e  bowiem   s   jego   nami tno ci .  Jego   ukochan   i  jedyn   lektur   stanowi

ż

ż

ą

ę ś ą

ą

ą

ą

ą 

ksi

ki podró nicze. Zwiedzi  ju  Stany Zjednoczone, by  w Kanadzie i Meksyku, w Brazylii

ąż

ż

ł ż

ł

 

i Anglii. Teraz wabi go Wschód. Oczywi cie,  e staram si  utwierdzi  go w tym pragnieniu.

ś

ż

ę

ć

 

Dzi ki   temu   b d   móg   si   widzie   z   ojcem,   który,   jak   wiesz,   musia   przed   Old

ę

ę ę

ł ę

ć

ł

 

Shatterhandem ucieka  za Morze  ródziemne.

ć

Ś

Teraz   sp dzamy   ca e   dnie   w   jego   lub   w   moim   mieszkaniu,   kuj c   tureck   i   arabsk

ę

ł

ą

ą

ą 

gramatyk , czytaj c powie ci z  ycia haremów i rysuj c na  cianach bia e odaliski lub ciemne

ę

ą

ś

ż

ą

ś

ł

 

niewolnice.   Small   jest   zdolny   i   robi   szybkie   post py,   ja   za   chc c  nie   chc c,   musz   mu

ę

ś

ą

ą

ę

 

dotrzymywa  kroku. Za par  miesi cy, zaopatrzeni przez starego w grube czeki, wyp yniemy

ć

ę

ę

ł

 

na Atlantyk.

Opisuj  ci to szczegó owo, poniewa  znaj c twoj  inwencj , oczekuj  od ciebie rady, w

ę

ł

ż

ą

ą

ę

ę

 

jaki sposób najlepiej wykorzysta  szcz liwe okoliczno ci. Twoja ewentualna pomoc by aby

ć

ęś

ś

ł  

mi bardzo na r k . Odpisz wi c natychmiast na mój poprzedni adres.

ę ę

ę

Twój bratanek Jonatan”

List ten ogromnie mnie zainteresowa . Przede wszystkim ze wzgl du na wzmiank  o mojej

ł

ę

ę

 

osobie. Zmusi em ojca nadawcy do ucieczki… Nie móg  wi c by  to nikt inny, tylko brat

ł

ł ę

ć

 

Meltona, którego  ciga em od fortu Uintah do fortu Edwarda. Stamt d niestety uda o mu si

ś

ł

ą

ł

ę 

zbiec.   Teraz   dowiadywa em   si ,   e   przebywa   za   Morzem   Sródziemnym.   Ale   gdzie?   W

ł

ę ż

 

obecnej chwili nie bardzo mnie to obchodzi o.

ł

Inzczej   rzecz   si   mia a   ze   Smallem   Hunterem,   któremu   grozi o   powa ne

ę

ł

ł

ż  

niebezpiecze stwo.   Ch tnie   bym   go   ostrzeg ,   gdyby   to   by o   w   mojej   mocy.   Lecz

ń

ę

ł

ł

 

znajdowa em si  w sercu Meksyku, on za  w Stanach, Zjednoczonych, nie wiadomo nawet w

ł

ę

ś

 

jakim   mie cie.   Na   wszelki   wypadek   zatrzyma em   listy   przy   sobie,   podczas   gdy   pozosta e

ś

ł

ł  

dokumenty zamierza em powierzy  seniorowi juriskonsulto.

ł

ć

W a nie   schowa em   torb ,   gdy   przywo a   mnie   Melton.   Wygl da   straszliwie:   twarz,

ł ś

ł

ę

ł ł

ą ł

 

podrapana i pobita, zaczyna a puchn .

ł

ąć

— Sir,  dok d pan  pos a  Mimbrenia? Chc  wiedzie .  Musz  równie  wiedzie , o  czym

ą

ł ł

ę

ć

ę

ż

ć

 

szeptali cie z wodzem india skim.

ś

ń

— Przemawia pan do mnie tak, jak by  mnie potrafi  zmusi  do mówienia. Ale, owszem,

ś

ł

ć

 

powiem panu. Zawieram pokój z Jumami.

— Nie zgodz  si  na pokój.

ą ę

— Zgodz  si , poniewa  Przebieg y W  sam mi go zaproponowa .

ą ę

ż

ł

ąż

ł

— Czy za cen  swego uwolnienia? I pu ci go pan?

ę

ś

— B d  tak roztropny,  e jeszcze co  wi cej dla niego uczyni .

ę ę

ż

ś ę

ę

— Aha. Wi c 

da jeszcze czego  wi cej?

ę żą

ś ę

— Tak, Judyty.
— Do kata! Mo na im obojgu powinszowa . Czego jeszcze wymaga?

ż

ć

— Czego , co pana bardzo zaciekawi. 

da, abym mu wyda  seniora.

ś

Żą

ł

— Tego pan nie uczyni, master! — krzykn  przestraszony. — Nie masz pan prawa!

ął

— Czy   mam,   czy   nie   mam,   to   oboj tne.  Aby   jednak   nie   obci

y   niczym   sumienia,

ę

ąż ć

 

puszcz  pana i pozwol  uciec. Oczywi cie natychmiast schwyci panai Indianin.

ę

ę

ś

— Nie   jeste   cz owiekiem,   jeno   diab em!   Móg by   pan   swoj   zemst   ograniczy   do

ś ł

ł

ł ś

ą

ę

ć

 

background image

krzywd, które  nam ju  wyrz dzi .

ś

ż

ą ł

— Nam? Có  to znaczy?

ż

— Mojemu bratu. Unieszcz liwi e  go, zap dzaj c do fortu Edwarda.

ęś

ł ś

ę

ą

— Ach, to ten gracz, który w forcie Uintah zastrzeli  oficera i dwóch  o nierzy? To pa ski

ł

ż ł

ń  

brat? Takie pokrewie stwo nie usposabia mnie zbyt przychylnie do pana.

ń

— Niech pan jednak pomy li,  e brat mój nie spocznie, dopóki nie pom ci naszej wspólnej

ś ż

ś

 

krzywdy.

— Nie l kam si  jego zemsty; zreszt  wszelki  lad po nim zagin .

ę

ę

ą

ś

ął

— Zdaje si  panu. Brat mój jest niedaleko i czuwa.

ę

— Gdzie?
— Nie powiem tego, naturalnie. Nikt oprócz mnie o tym nie wie.
— Oprócz pana i jeszcze dwóch ludzi.
— O kim pan mówi?
— O sobie i o pa skim bratanku Jonatanie.

ń

— Jon… Kto panu… o nim… powiedzia ?

ł

— To oboj tne. Widzi pan,  e wiem nieco wi cej, ani eli pan przypuszcza. Tak  rodzink

ę

ż

ę

ż

ą

ę 

jak pa ska nie atwo spuszcza si  z oka.

ń

ł

ę

— Je eli pan nie blaguje, to niech powie jeszcze, gdzie mój brat przebywa.

ż

— Za Morzem  ródziemnym. Musia by go pan stamt d sprowadzi . Zreszt  móg by pana

Ś

ł

ą

ć

ą

ł

 

wyr czy  bratanek Jonatan,  który w a nie udaje si  na wschód w towarzystwie niejakiego

ę ć

ł ś

ę

 

Smalla Huntera i grubych czeków jego ojca.

Usi owa   skoczy ,   ale   wi zy   go   kr powa y.   Splun   tylko   i   krzykn   rozj trzony   do

ł

ł

ć

ę

ę

ł

ął

ął

ą

 

najwy szego stopnia:

ż

— Wi cej ni  setka diab ów tkwi w tobie! Niechaj ci  piek o poch onie!

ę

ż

ł

ę

ł

ł

Przewróci  si  na bok, aby mnie nie widzie .

ł ę

ć

Po up ywie dwóch prawie godzin ukaza o si  w dali pi ciu czy sze ciu czerwonoskórych

ł

ł

ę

ę

ś

 

piechurów. To szli wojownicy Jumów. Mimbrenia z nimi nie by o.

ł

Byli   uzbrojeni   wbrew   rozkazowi   wodza,   jednak   w   odleg o ci   dwustu   kroków   od   nas

ł ś

 

od o yli   no e,   uki,   strza y   i   w ócznie.   Zabrali   je   ze   sob   na   wypadek   niespodziewanej

ł ż

ż ł

ł

ł

ą

 

przygody w drodze. Podeszli, zachowuj c si  tak, jak gdyby nie widzieli wi zów kr puj cych

ą ę

ę

ę ą

 

wodza. Patrzyli na mnie z wyrazem szacunku i rzucili okiem na emigrantów. Na Meltona nie 
spojrzeli   wcale.   Mo na   by o   z   tego   wnioskowa ,   e  Mimbrenio   dobrze   si   wywi za   z

ż

ł

ć ż

ę

ą ł  

poselstwa   i   zdo a   ich   przekona   o   winie   i   przewrotno ci   Meltona.   Musia em   si   przede

ł ł

ć

ś

ł

ę

 

wszystkim dowiedzie , dlaczego nie przyby  z nimi Mimbrenio. Zerwa em z wodza wi zy i

ć

ł

ł

ę

 

rzek em:

ł

— Mój czerwony brat niech bierze udzia  w naradach jako wolny cz owiek. Zanim jednak

ł

ł

 

rozpoczn  si , musz  wiedzie , dlaczego nie wróci  mój pos annik?

ą ę

ę

ć

ł

ł

Najstarszy Jurna odpowiedzia :

ł

— Pojecha  na zachód, aby sprowadzi  Wellera.

ł

ć

— Wellera?   —   zapyta em.   —   Post pi   bardzo   nieroztropnie.   Mnie   powinien   by   go

ł

ą ł

ł

 

zostawi . Weller i tak nie uszed by nam.

ć

ł

— Old Shatterhand jest znakomitym wojownikiem, moje za  czyny nik e. Niech mi jednak

ś

ł

 

wybaczy,  e b d  innego zdania. Weller zamierza  si  ulotni .

ż ę ę

ł ę

ć

— Jak to? Wszak pojecha  na zwiady, musi zatem wróci  i wpa  w nasze r ce?

ł

ć

ść

ę

— Nie, poniewa  wróci  ju  i uciek , skoro si  dowiedzia  o misji Mimbrenia.

ż

ł ż

ł

ę

ł

— Dlaczego wojownicy Jumów go nie zatrzymali?
— Czy  mogli my? Wszak jest jeszcze naszym bratem i przyjacielem.

ż

ś

— Czy Weller ma dobrego konia?
— Tak, lecz ko  jego jest zm czony d ug  jazd  przez pustyni  i odczuwa pragnienie.

ń

ę

ł ą

ą

ę

— W   takim   razie   Mimbrenio   wkrótce   go   do cignie.   Dojdzie   mi dzy   nimi   do   walki.

ś

ę

 

background image

Pragn bym jej zapobiec, lecz nie mog  st d odjecha , dopóki nie porozumiem si  z wami.

ął

ę ą

ć

ę

 

Wówczas odezwa  si  wódz:

ł ę

— Je li   Old   Shatterhand   chce   jecha   na   pomoc   Mimbreniowi,   niechaj   to   uczyni   bez

ś

ć

 

obawy. Nie zawiedziemy jego zaufania. Biali ludzie mog  zabra  or

 moich wojowników i

ą

ć ęż

 

uwa a  ich za je ców do chwili twego powrotu.

ż ć

ń

— Zostan  jeszcze tutaj — odpar em. — Je eli si  pospieszymy z uk adem, zd

:  przyby

ę

ł

ż

ę

ł

ąż ę

ć 

na czas.

— Musz  zwróci  uwag  mego bia ego brata,  e wszystko mo na przy pieszy , tylko nie

ę

ć

ę

ł

ż

ż

ś

ć

 

uk ady o pokój. Lepiej wi c b dzie, je li mój bia y brat pojedzie na pomoc Mimbreniowi,

ł

ę ę

ś

ł

 

zanim zaczniemy radzi .

ć

Starszy wojownik doda :

ł

— Oki Shatterhand mo e zosta  z nami, Mimbrenio ma pod sob  wy mienitego rumaka i

ż

ć

ą ś

 

na swój wiek jest bardzo rozumny i rozwa ny.

ż

Jakby na potwierdzenie tych s ów, dobiegi nas odg os strza u i na zachodzie ukaza  si

ł

ł

ł

ł ę 

je dziec, p dz cy w kierunku po udniowym. Zauwa yli my jednak niebawem,  e sta e zbacza

ź

ę ą

ł

ż ś

ż

ł

 

z prostej linii, jak gdyby kto  go na nas nap dza . Wkrótce ukaza  si  drugi je dziec. By

ś

ę ł

ł ę

ź

ł 

mniejszy   od   pierwszego   i   dosiada   lepszego   konia.   Mieli my   wiec   przed   sob   Wellera   i

ł

ś

ą

 

Mimbrenia;   Weller   od   czasu   do   czasu   odwraca   si   i   strzela   do   czerwonoskórego,   który

ł ę

ł

 

odpowiada   niekiedy   wystrza ami   ze   strzelby,   nie   pozwalaj c   ciganemu   skr ci   w   inn

ł

ł

ą ś

ę ć

ą 

stron .  Obydwaj  pud owali:  Mimbrenio   rozmy lnie, Weller  za   dlatego,   e  jak   si   pó niej

ę

ł

ś

ś

ż

ę ź  

okaza o,  adowa  bro   lepymi nabojami:

ł ł

ł

ń ś

Trzeba   by o   pomóc   Mimbreniowi.   Dopad em   swego   wierzchowca   i   pojecha em   im

ł

ł

ł

 

naprzeciw. Weller, gdy mnie zauwa y , spi  gwa townie konia ostrogami i pogalopowa . Ale

ż ł

ął

ł

ł

 

ju  po dwóch minutach wyprzedzi em go, zatrzyma em si  i zawo a em:

ż

ł

ł

ę

ł ł

— Z a  z konia, mister Weller, je ali nie chcesz, aby ci  str ci a moja kula.

ł ź

ż

ę ą ł

Roze mia  si  z owrogo, wycelowa  we mnie ze strzelby. Przy tak gwa ownych ruchach

ś ł ę ł

ł

ł

 

niepodobna by o trafi . Strza  pad , ale bez skutku.

ł

ć

ł

ł

Kiedy si  odwróci , mia  przed sob  Mimbrenia, który osadzi  konia w miejscu i trzyma

ę

ł

ł

ą

ł

ł 

bro  w pogotowiu. Wzi ty mi dzy dwa ognie Weller mia  tylko jedno wyj cie, mianowicie

ń

ę

ę

ł

ś

 

drog   prowadz c   do   naszego   obozowiska.   Moi   ziomkowie   nie   mieli   odpowiedniego

ę

ą ą

 

uzbrojenia, aby go zatrzyma , Mimbrenio by  jeszcze daleko, wi c ja m musia em go uj .

ć

ł

ę

ł

ąć  

Mog em   atwo   zastrzeli   pod   nim   konia,   nie   chcia em   jednak   u mierca   niewinnego

ł

ł

ć

ł

ś

ć

 

zwierz cia z powodu tego  otra. Nie pos a em za nim kuliki, chcia em go mie   ywego.

ę

ł

ł ł

ł

ć ż

Teraz w dubeltówce Wellera by  tylko jeden nabój. P dzi em za nim, lecz nie wprost, gdy

ł

ę ł

ż 

chcia em,   aby   wystrzeli ,   zanim   si   zbli

  na   dogodn   odleg o ,   aby   go   uj .   Dlatego

ł

ł

ę

żę

ą

ł ść

ąć

 

zawo a em po raz drugi:

ł ł

— Zatrzymaj si , master, bo strzelam!

ę

Jak przewidywa em, odwróci  si  szybko i wypali . Zsun em si  po india sku po boku

ł

ł ę

ł

ął

ę

ń

 

konia, a kiedy kula przelecia a nade mn , wyprostowa em si  i pocwa owa em za Wellerem.

ł

ą

ł

ę

ł

ł

 

Wówczas   odrzuci   flint   i   wyci gn   zza   pasa   rewolwery.   O   tym   nie   pomy la em.   Nie

ł

ę

ą ął

ś ł

 

chcia em nara a  niepotrzebnie swego  ycia. Krzykn em wi c:

ł

ż ć

ż

ął

ę

— Odrzuć rewolwer, bo strzelę naprawdę!
Nie us ucha , czeka , a  si  zbli

, chc c tym pewniej trafi . W pe nym galopie stan em w

ł

ł

ł ż ę

żę

ą

ć

ł

ął

 

strzemionach, by sprawniej wycelowa , przy o y em sztucer i wystrzeli em. Weller krzykn ,

ć

ł ż ł

ł

ął  

wypu ci  rewolwer z r ki, która opad a w dó . W kilka sekund pó niej by em ju  przy nim i

ś ł

ę

ł

ł

ź

ł

ż

 

zarzuciwszy sztucer na plecy, wyci gn em r ce do Wellera.

ą ął

ę

— Na dó ! — krzykn em. — Je li dobrowolnie nie zejdziesz, zrzuc  ci  si .

ł

ął

ś

ę ę łą

Z apa em   go   obur cz,   aby   wysadzi   z   siod a.  W  tej   chwili   lew   r k   wyci gn   drugi

ł ł

ą

ć

ł

ą ę ą

ą ął

 

rewolwer i odpowiedzia ,  miej c si  szyderczo:

ł ś

ą ę

— Powoli, mister Shatterhand. Nie pan mnie, lecz ja pana mam w mocy.

background image

Usi owa  wystrzeli . Nie zd

y  jednak, bo lew  r k  wyrwa em mu bro , praw  pi ci

ł

ł

ć

ąż ł

ą ę ą

ł

ń

ą ęś ą 

za   uderzy em   go   z   ca ej   si y,   a   go   zamroczy o.   Zatrzyma em   konie,   zeskoczy em   i

ś

ł

ł

ł

ż

ł

ł

ł

 

ci gn em n dznika. Nieprzytomny zwali  si  na ziemi .

ś ą ął

ę

ł ę

ę

Przede wszystkim zwi za em Wellerowi r ce jego w asnym pasem. Zabra em wszystko, co

ą ł

ę

ł

ł

 

znalaz em przy  nim,  nie uwa aj c  si   z tego powodu  za  rabusia.  Rzeczy  te mog y  mi si

ł

ż ą ę

ł

ę 

bardzo przyda . By  w ród nich pugilares oraz wi zana z grubego jedwabiu sakiewka, przez

ć

ł ś

ą

 

której oka prze wieca y z ote monety.

ś

ł ł

Tymczasem nadszed  Mimbrenio, który zsiad  z konia, aby podnie  odrzucon  strzelb  i

ł

ł

ść

ą

ę  

obydwa   rewolwery.   Powoli   twarz   Wellera   zacz a   si   o ywia .   Otworzy   oczy   i   sykn

ęł

ę ż

ć

ł

ął 

jadowicie:

— Cz owieku, czego chcesz ode mnie? Zostaw mnie w spokoju, pu  mnie dla w asnego

ł

ść

ł

 

dobra.

Wyra nie s ycha  by o, .  e pogryz  sobie j zyk na skutek uderzenia, które podbi o mu

ź

ł

ć ł

ż

ł

ę

ł

 

doln  szcz k  do góry.

ą

ę ę

— Babskie gadanie — odpowiedzia em. Podnie  si  i chod  ze mn .

ł

ś ę

ź

ą

— Ani my l . Nie rusz  si  z miejsca, dopóki mnie master; nie uwolni.

ś ę

ę ę

— Móg bym na to przysta . Zwi za bym tylko panu nogi i pozwoli  le e , tak d ugo, a

ł

ć

ą ł

ł ż ć

ł

ż 

pa skie cia o po r  s py. Post pi  jednak bardziej po ludzku, cho by si  to mia o sta  wbrew

ń

ł

ż ą ę

ą ę

ć

ę

ł

ć

 

pana woli. A wi c na nogi!

ę

Jumowie byli  wiadkami tego zdarzenia. Mój czyn przez szacunek pomin li milczeniem,

ś

ę

 

lecz ma emu Mimbreniowi gratulowa  Przebieg y W

:

ł

ł

ł

ąż

— Mój m ody brat b dzie dzielnym Wojownikiem. Ciesz  si ,  e zawieram z tob  pokój i

ł

ę

ę ę ż

ą

 

e z wroga stan  si  jego przyjacielem.

ż

ę ę

Tymi   s owy   zagajono   obrady,   które   trwa y   przesz o   dwie   godziny   i   doprowadzi y   do

ł

ł

ł

ł

 

po

danych wyników. Na mocy uk adu mia em wyda  Meltona Przebieg emu W

owi i nie

żą

ł

ł

ć

ł

ęż

 

stawia  przeszkód jego ma e stwu z Judyt . W zamian przyrzeczono mi wszystko, czego

ć

łż ń

ą

 

da em. Kiedy przyby em w te strony z ma ym Miimtoreniem, nie mog em si  spodziewa

żą ł

ł

ł

ł

ę

ć 

tak pomy lnego i zako czenia. Naturalnie, wypalili my kalumet pokoju, po czym uda em si

ś

ń

ś

ł

ę 

do obozu Jumów, aby poci gn

 z fajki z ka dym czerwonoskórym, co by o konieczne ze

ą ąć

ż

ł

 

wzgl du na nasze bezpiecze stwo. Teraz by em pewien,  e wszystkie punkty umowy zostan

ę

ń

ł

ż

ą 

wiernie dochowane.

— Czego   pragnie   obecnie   mój   bia y   brat?   —   zapyta   Przebieg y   W

.   —   Czy   wódz

ł

ł

ł

ąż

 

Apaczów przyb dzie do nas, czy te  my udamy si  do niego?

ę

ż

ę

— Raczej my do niego. Musz  si  poradzi  w tej sprawie moich bia ych braci.

ę ę

ć

ł

Najpierw   jednak   przejrza em   zawarto

  pugilaresu   i   sakiewki   Wellera.   W   pierwszym

ł

ść

 

znalaz em   pi

  tysi cy   dolarów   w   tych   samych   papierach   warto ciowych,   które   posiada

ł

ęć

ę

ś

ł 

Melton,   w   drugiej   nieca e   pi

set   dolarów   w   z ocie.   Pó niej   zwo a em   ojców   rodzin   i

ł

ęć

ł

ź

ł ł

 

nie onatych m

czyzn.

ż

ęż

Kiedy si  zebrali, wzi em na stron  Judyt  i jej ojca:

ę

ął

ą

ę

— Czy zakomunikowa a pani ojcu o swoim porozumieniu z Indianinem?

ł

— Tak — odpowiedzia  stary. — Córka opowiedzia a mi o zaszczycie, którego wkrótce

ł

ł

 

dost pi, zostaj c  on  wodza india skiego plemienia.

ą

ą ż ą

ń

— Czy pan si  z tym godzi?

ę

— Czemu nie? Jest to wielki los szcz cia zarówno dla niej, jak dla mnie, gdy  przez to

ęś

ż

 

staniemy si  wielce szanownymi i pot

nymi osobisto ciami w Meksyku i Ameryce.

ę

ęż

ś

— Zdaje   si ,   e   pan   niew a ciwie   wyobra a   sobie   polityczne   znaczenie   szczepów

ę ż

ł ś

ż

 

india skich   i   spo eczne   stanowisko   ich   wodzów.  Uwa am  za   swój   obowi zek   powiedzie

ń

ł

ż

ą

ć 

panu,  e…

ż

— Niech mi pan, nic nie mówi! — przerwa . — .Testem dobrym ojcem dla mojej Judyty i

ł

 

dlatego ch tnie przychylam si  do jej s ów i  ycze . B dziemy mie  w adz  nad szczepem

ę

ę

ł

ż

ń ę

ć ł ę

 

background image

india skim.   B dziemy   mogli   stroi   moj   córk   w   aksamity   i   jedwabie.   A   mo e   pan

ń

ę

ć

ą

ę

ż

 

przypuszcza,  e wódz jej tylko nak ama  o z ocie i klejnotach?

ż

ł

ł ł

— Bynajmniej.   Istniej   tu   ukryte   skarby,   strze one   wiernie   przez   potomków   dawnych

ą

ż

 

Meksyka czyków. Wódz nie jest k amc  i wywi

e si  z przyrzeczenia. Lecz pan musi, do

ń

ł

ą

ąż ę

 

tego co on mówi, odnosi  si  z du  tolerancj  i sceptycyzmem.

ć ę

żą

ą

— Dla mnie wystarczy,  e ma z oto.

ż

ł

— Je li  pan   tak   uwa a,   to   b d   milcza ,   tym   bardziej,   e  przyrzek em   Indianinowi   nie

ś

ż

ę ę

ł

ż

ł

 

przeszkadza  mu w jego poczynaniach.  ycz  panu, aby  si  nie rozczarowa . Co zamierza

ć

Ż ę

ś ę

ł

 

pan   teraz   uczyni ?   Chc   doradzi   pa skim   towarzyszom   wyjazd   z   Sonory   i   w   ogóle   z

ć

ę

ć ń

 

Meksyku.

— Czy my li pan,  e si  zgodz ?

ś

ż ę

ą

— Je li s  roztropni, to na pewno.

ś ą

— A propos. S ysza em,  e pan mia  sob  jak  kwot . Czy to prawda?

ł

ł

ż

ł

ą ąś

ę

— A   jak e,   wi ta   prawda!   —   potwierdzi   skwapliwie.   —   To   by o   pi kne,   dobre,

ż ś ę

ł

ł

ę

 

prawdziwe z oto w okr g ych, cudnie d wi cz cych monetach, przechowywane w sakiewce,

ł

ą ł

ź ę ą

 

któr  z jedwabiu zrobi a Judyta.

ą

ł

— Ile wynosi a ta kwota?

ł

— Czterysta dolarów, które odebrano mi w podziemiach. Z odziejem jest Weller, ten który

ł

 

jest ojcem Wellera juniora. Skoro pojma  pan z odzieja, b d  pan zatem  askaw odebra  mu

ł

ł

ą ź

ł

ć

 

zdobycz.

— Czy to ta sakiewka? — zapyta em, wyci gaj c worek z kieszeni.

ł

ą ą

— To ona, to ona! — krzykn  ucieszony, wyrywaj c mi j  z r ki. — To, ta sama. Oblicz

ął

ą

ą ę

ę 

natychmiast pieni dze, aby sprawdzi , czy nie zosta em okradziony.

ą

ć

ł

— Niech pan tak nie krzyczy. Weller nie wie jeszcze,  e mu odebra em sakiewk  i nie

ż

ł

ę

 

powinien si  chwilowo o tym dowiedzie .

ę

ć

Oddali  si  szybko, nie podzi kowaszy mi nawet. Przykucn  wraz z sakiewk  na ziemi i

ł ę

ę

ął

ą

 

wzi  si  do liczenia monet. Wróci em do emigrantów, powiedzia em im,  e najlepiej uczyni ,

ął ę

ł

ł

ż

ą  

zabieraj c si  st d czym pr dzej, w ko cu za  doda em:

ą ę ą

ę

ń

ś

ł

— Wraz z Winnetou pojad  do Rio Peso, a wi c do Teksasu. Tam jest du o dobrej ziemi i

ę

ę

ż

 

zdrowy klimat. Chc  was zabra  ze sob . Narad cie si  i dajcie mi niezw ocznie odpowied ,

ę

ć

ą

ź

ę

ł

ź  

co postanowili cie.

ś

Odszed em, aby mogli si  spokojnie naradzi . Kiedy wróci em, rzek  do mnie jeden z nich,

ł

ę

ć

ł

ł

 

wybrany do przemawiania w imieniu gromady:

— Pa ska   propozycja   jest   bardzo   dobra,   lecz   nie   wydaje   si   nam,   aby   by a   mo liwa.

ń

ę

ł

ż

 

Przede wszystkim nie musimy st d odej , poniewa  wkrótce rozpocznie si  d uga sprawa

ą

ść

ż

ę ł

 

Wellera i Meltona, w której jeste my  wiadkami.

ś ś

— To  niczemu   nie   powinno   przeszkodzi .   Meltona   wyda em   czerwonoskórym.   Co   si

ć

ł

ę 

tyczy Wellera, nie wiadomo, czego mo na si  jeszcze po nim spodziewa . Roztrzaska em mu

ż

ę

ć

ł

 

kul   r k   i   rami ,   co   w   tutejszym   klimacie   jest   niebezpieczne   dla   bia ego.   Zreszt ,

ą ę ę

ę

ł

ą  

przyprowadza em policjanta i wy szego urz dnika z Ures, którzy na miejscu przeprowadz

ł

ż

ę

ą 

ledztwo, po czym b dziecie wolni. Jakie jeszcze przeszkody widzicie?

ś

ę

— Trzeba   przej

  przez   dziki   kraj.   Czy   nasze   kobiety   i   dzieci   wytrzymaj   podobn

ść

ą

ą 

w drówk ?

ę

ę

— Na   pewno,   je eli   najpierw   odpowiednio   wypoczn .   Nie   jest   tak   le,   jak   pan   my li

ż

ą

ź

ś  

B dziemy   si   posuwa   powoli,   aby cie  zdo ali   nad

y .  Dostarcz   wam   koni.   Prócz  tego

ę

ę

ć

ś

ł

ąż ć

ę

 

mamy wiele wozów z  ywno ci  i innymi potrzebnymi rzeczami. Nie zaznamy g odu.

ż

ś ą

ł

— To  wietnie. Ale pozostaje jeszcze rzecz najwa niejsza, a jest ni  z oto.

ś

ż

ą ł

— O, mniejsza o nie, gdy  nie sprawia  adnych trudno ci.

ż

ż

ś

—  adnych trudno ci? — zawo a  zdumiony emigrant. — Mo e panu, ale nie nam. Nie

Ż

ś

ł ł

ż

 

posiadamy ani grosza,  ywno  za  i konie trzeba kupowa  za gotówk .

ż

ść ś

ć

ę

background image

—  ywno

  wam   daruj ,   a   konie   po yczymy   od   Jumów.   Nasi   czerwoni   przyjaciele

Ż

ść

ę

ż

 

pomog  nam ch tnie w zamian za drobnostk , za pewien podarunek.

ą

ę

ę

— Kto im da ten drobiazg?
— Ja.
— Do   licha!   Wzbogaci   si   pan   nagle?   Kiedy   przyby   pan   na   okr t,   wygl da   pan   na

ł ę

ł

ę

ą ł

 

ubo szego od nas.

ż

— Udawa em tylko. Na ogó  za  mo na by  bogatym, nie posiadaj c pieni dzy; bywaj

ł

ł ś

ż

ć

ą

ę

ą 

ró ne rodzaje bogactwa. Ale do rzeczy. Czy s  jeszcze jakie  przeszkody?

ż

ą

ś

— Najwi ksza. Pieni dze na zakup ziemi. Wszak musimy za ni  zap aci ?

ę

ą

ą

ł ć

— Bez w tpienia. Dam wam na to pieni dze.

ą

ą

— W   takim   razie   nie   mamy   ju   adnych   trosk.   Idziemy   z   panem.   Po yczy   nam   pan

ż ż

ż

 

pieni dzy na zagospodarowanie. B dziemy solidnie pracowa  i p aci  regularnie procenty, a z

ę

ę

ć ł ć

 

czasem sp acimy równie  kapita .

ł

ż

ł

— Procenty? Kapita ? Jeste cie w b dzie. Nie ma mowy  o procentach  ani o  sp acaniu

ł

ś

łę

ł

 

kapita u.

ł

Emigrant   spojrza   na   mnie   zdumiony,   powiód   wzrokiem   doko a,   po   czym   z

ł

ł

ł

 

niedowierzaniem zapyta :

ł

— Czy dobrze s ysza em?

ł

ł

— Tak.
— To  chyba   niemo liwe!   Czy   jest   pan   a   tak   bogaty,   e  mo e   ofiarowywa   podobne

ż

ż

ż

ż

ć

 

sumy?

— Przeciwnie, jestem tak biedny,  e mog  ofiarowa  takie sumy. Wyj tkowo jestem teraz

ż

ę

ć

ą

 

w stanie rozdzieli  mi dzy was trzydzie ci tysi cy dolarów.

ć ę

ś

ę

— Trzydzie ci tysi cy dolarów! Niebiosa, takie mnóstwo pieni dzy! Sk d pan wzi  tyle?

ś

ę

ę

ą

ął

— Pó niej   si   dowiecie.  Tymczasem   odpowiedzcie   mi   na   par   pyta .  Byli cie   ubodzy,

ź

ę

ę

ń

ś

 

ka dy jednak e posiada  chyba jaki  dobytek?

ż

ż

ł

ś

— Tak.   Niektórzy   posiadali   ma e   domki,   inni   co   najmniej   sprz ty   gospodarstwa

ł

ę

 

domowego, a wi c  ó ka, meble, ubiory…

ę ł ż

— Namówieni przez agenta sprzedali cie wszystko. Ile za to otrzymali cie?

ś

ś

— Niewiele. Przejedli my to zreszt  w drodze.

ś

ą

— A   wi c   pozbawiono   was   ojczyzny   i   dobytku.   Zwabiono   was   fa szywymi

ę

ł

 

przyrzeczeniami   i   wtr cono   do   szybu,   gdzie   mieli cie   pracowa   bez   wynagrodzenia,   bez

ą

ś

ć

 

wytchnienia, o g odzie i o pragnieniu, a  do rych ej i okropnej  mierci. Dlatego dam wam

ł

ż

ł

ś

 

pieni dze, które odebra em Meltonowi i Wellerowi.

ą

ł

— S usznie, s usznie, s usznie! — odpowiedziano gromadnie.

ł

ł

ł

— Dobrze. Melton i Weller nie wiedz  jeszcze,  e mam ich pieni dze. Pierwszy je zakopa

ą

ż

ą

ł 

i nigdy ju  si  nie dowie o ich stracie. Weller mia  pi

 tysi cy, Melton ponad trzydzie ci

ż ę

ł ęć

ę

ś  

tysi cy dolarów.

ę

Zaleg o tak g uche milczenie,  e s ycha  by o szmer oddechów. Ja za  mówi em dalej:

ł

ł

ż ł

ć ł

ś

ł

— Nikt oprócz nas nie powinien si  o tym dc wiedzie . My wiemy,  e nasza sprawa jest

ę

ć

ż

 

s uszna, ale kto  obcy móg by s dzi  inaczej. Niestety, nie ca  kwot  rozdziel  pomi dzy

ł

ś

ł

ą ć

łą

ę

ę

ę  

was. Cz

 musz  da  hacjenderowi, który poniós  tak e du  strat .

ęść

ę ć

ł ż

żą

ę

— Wszak zap acono mu za hacjend .

ł

ę

— Sum   miesznie nisk .

ę ś

ą

— Ale odzyskuj c hacjend , zatrzyma zap at  jako odszkodowanie. Czy to nie wystarczy?

ą

ę

ł ę

— S dz ,  e tak. To si  zreszt  zobaczy. Ale s  jeszcze inni poszkodowani, mianowicie

ą ę ż

ę

ą

ą

 

kupiec z Ures, od którego Melton naby  towary przez nas zagarni te. Przy dostarczeniu ich

ł

ę

 

mia a   by   dop acona   reszta   nale no ci.   Poniewa   przyrzek em   wo nicom,   e  nie   ponios

ł

ć

ł

ż ś

ż

ł

ź

ż

ą 

adnego uszczerbku, wi c musz  dotrzyma  s owa i zap aci . Pozosta o  rozdziel  pomi dzy

ż

ę

ę

ć ł

ł ć

ł ść

ę

ę  

was.

background image

— Ale w jakim stosunku?
— Powinni cie   omówi   t   spraw   w   swoim   gronie   i   przedstawi   mi   wnioski.  Ale   nie

ś

ć ę

ę

ć

 

mówcie mi o tym, dopóki nie znajdziemy si  w Chihuahua, na terytorium Apaczów, gdy

ę

ż 

zbytnia   gadatliwo

  mo e  atwo   przekre li   ca y   ten   pi kny   plan.   Wiedzcie,   e  ka dy   na

ść

ż ł

ś ć ł

ę

ż

ż

 

pewno otrzyma tyle,  e b dzie móg  naby  dzia k  ziemi i nale ycie si  urz dzi .

ż ę

ł

ć

ł ę

ż

ę ą ć

Mówca podszed  do mnie, u cisn  mi d o  i rzek :

ł

ś

ął

ł ń

ł

— To, co pan dla nas uczyni , osza amia nas do tego stopnia,  e na razie nie jeste my w

ł

ł

ż

ś

 

stanie doceni  pa skiej dobroci. Czym potrafimy si  panu odwdzi czy ?

ć ń

ę

ę ć

— Rzeteln   prac   na   roli.   Nie   nale

  mi   si   adne   podzi kowania,   poniewa   tylko

ą

ą

żą

ę ż

ę

ż

 

przypadkowi zawdzi czacie te pieni dze.

ę

ą

Pozostali   równie   serdecznie   u cisn li   mi   d o .   Wróci em   do   wodza,   który   oczekiwa

ż

ś

ę

ł ń

ł

ł 

rezultatu naszej narady.

— Udam   si   z   moimi   bia ymi   przyjació mi   do   Chihuahua   —   o wiadczy em.   —   Czy

ę

ł

ł

ś

ł

 

móg by mój czerwony brat po yczy  nam koni?

ł

ż

ć

— Ile tylko trzeba b dzie. Mamy sporo koni, których u ywali my do transportu.

ę

ż

ś

— Czy b dziemy mogli przej  bezpiecznie przez teren Jumów?

ę

ść

— Moi wojownicy obroni  was przed innymi szczepami, je li te nie zechc  przyst pi  do

ą

ś

ą

ą ć  

naszego uk adu.

ł

— Jak si  rzecz ma z Vete–ya? Czy spodziewasz si  jego przybycia?

ę

ę

— Mia  wróci  po uprowadzeniu stada z hacjendy.

ł

ć

— A wi c nie dzi  ani nie jutro. Mo emy zatem jecha  do wodza Apaczów.

ę

ś

ż

ć

— Moi wojownicy nie maj  koni.

ą

— To zbyteczne, albowiem tylko ty i Mimbrenio b dziecie mogli mi towarzyszy .

ę

ć

— Mimbrenio z nami? Powierzasz wi c bia ych moim wojownikom?

ę

ł

— Tak. Widzisz, jakim darz  was zaufaniem. Czy nie ma dla ciebie konia?

ę

— Oprócz tego, którego odebra e  Wellerowi, znajduj  si  tutaj jeszcze dwa, przeznaczone

ł ś

ą ę

 

dla mnie i Meltona. S  ukryte za bagnem, przy wschodniej  cianie ska y.

ą

ś

ł

— Po lij po nie natychmiast, gdy  musimy czyni pr dzej wyruszy  w drog , aby przed

ś

ż

ę

ć

ę

 

zapadni ciem nocy dotrze  do obozu Winnetou. Wy lij go ca z rozkazami do wojowników,

ę

ć

ś

ń

 

którzy  strzeg   koni.  Niech  przyb d  ze  wszystkimi zwierz tami  jutro  wieczorem,   bowiem

ą

ę ą

ę

 

pojutrze rano wyruszamy do Chihuahua.

Obja ni em   moich   ziomków,   jak   maj   si   zachowywa   wobec   niedawnych   wrogów,   a

ś ł

ą ę

ć

 

obecnych przyjació . Wóda uczyni  to samo ze swoimi wojownikami i szczególnie zaleci  im

ł

ł

ł  

nie   spuszcza   oka   z   .je ców.   Wkrótce   ruszyli my   w   drog   galopem,   egnani   gromkimi

ć

ń

ś

ę

ż

 

okrzykami.

background image

Y

UMA

 T

SIL

Pocwa owaili my,   poniewa   musieli my   przeby   drog   powrotn   o   wiele   szybciej   ni

ł

ś

ż

ś

ć

ę

ą

ż 

poprzednio. Z lewej strony jecha  wódz. Na jego twarzy malowa a si  zaduma. Nie móg  si

ł

ł ę

ł ę 

jeszcze   oswoi   z   „wypadkami   poprzedniego   dnia.   Za   nami   jecha   Mimbrenio.   Jego   twarz

ć

ł

 

promieniowa a rado ci . By  zadowolony z nieoczekiwanych wyników naszej wyprawy, do

ł

ś ą

ł

 

których si  w znacznej mierze sam przyczyni .

ę

ł

Rumak   Przebieg ego   W

a  by   wypocz ty   i   dotrzymywa   kroku   naszym   koniom.   Gdy

ł

ęż

ł

ę

ł

 

s o ce zasz o, dotarli my do miejsca, z którego poprzednio skr cili my na pó noc. Wkrótce

ł ń

ł

ś

ę ś

ł

 

ciemni o si  zupe nie. Poleci em towarzyszom zatrzyma  si , chcia em bowiem zaskoczy

ś

ł

ę

ł

ł

ć ę

ł

ć 

naszych przyjació . Zsiad em z konia, odrzuci em bro  i oddali em si  szybko.

ł

ł

ł

ń

ł

ę

Po up ywie dziesi ciu minut poczu em zapach spalenizny,  wiadcz cy o blisko ci ogniska.

ł

ę

ł

ś

ą

ś

 

G sty mrok nie pozwoli  mi dostrzec posterunków, ko o których chcia em si  niepostrze enie

ę

ł

ł

ł

ę

ż

 

przekra .  Musia em   przeto   polega   wy cznie   na   s uchu.  Alby   zmyli   wartownika,   który

ść

ł

ć

łą

ł

ć

 

zagradza  mi drog , cisn em w .bok kilka kamyków. Ich odg os odwróci  jego uwag . Dzi ki

ł

ę

ął

ł

ł

ę

ę  

temu szybko zbli y em si  do obozu. Po o y em si  na ziemi i pe za em powoli naprzód. Przy

ż ł

ę

ł ż ł

ę

ł ł

 

wietle   ogniska   zobaczy em   je ców;   dooko a   nich   le eli   stra nicy.   Z   prawej   strony   sta y

ś

ł

ń

ł

ż

ż

ł  

wozy, z lewej siedzia  Apacz, opieraj c si  plecami o drzewo, obok niego Yuma Shetar, nieco

ł

ą ę

 

dalej, tu  przy krzewie, za którym si  ukry em, siedzia a gromada ludzi, rozprawiaj ca  ywo,

ż

ę

ł

ł

ą ż

 

cho  pó g osem. Mi dzy innymi znajdowali si  tu stary Pedrillo, cudaczny Don Endimio de

ć ł ł

ę

ę

 

Saledo y Coralba, urz dnik oraz hacjendero.

ę

Gdy znienacka wynurzy em si  z zagajnika, don Endimio upad  na wznak z przestrachu,

ł

ę

ł

 

krzykn wszy   przera liwie,   jak   gdyby   ujrza   upiora   Mimbreniowie   zapomnieli   o   swym

ą

ź

ł

 

stoickim spokoju wobec niespodzianki, skoczyli na równe nogi i wytrzeszczyli na mnie oczy. 
Nawet   je cy  poruszyli   si   na   tyle,   na   ile  pozwoli y   im   wi zy.  Spodziewali   si   wszak,   e

ń

ę

ł

ę

ę

ż  

wpadn  w r ce ich braci.

ę ę

Naraz   z   pierwszego   wozu   rozleg   si   g o ny   okrzyk.   Le a   tam   Player   ze   zwi zanymi

ł ę ł ś

ż ł

ą

 

r kami.   Zsun

  si   z   wozu,   przecisn

  przez   otaczaj cy   mnie   t um   i   wo a   szczerze

ę

ął ę

ął

ą

ł

ł ł

 

uradowany:

— Bogu dzi ki,  e pan wróci  ca y. Strach mnie ju  oblecia .

ę ż

ł ł

ż

ł

— Strach? Dlaczego?
— Gdyby   pan   nie   wróci ,   pos dzono   by   mnie   o   fa szywe   wskazówki.   A   wszak e

ł

ą

ł

ż  

poinformowa em pana rzetelnie.

ł

— Bezwzgl dnie. Pa skie wskazówki by y pierwszorz dne. Stwierdzam wobec  wiadków,

ę

ń

ł

ę

ś

 

e powzi em do pana zupe ne zaufanie, w dowód czego uwalniam pana z wi zów. Prosz ,

ż

ął

ł

ę

ę  

niech pan odbierze swoj  bro . Jest pan wolny.

ą

ń

Rado

  oswobodzonego   by a   ogromna.  Aczkolwiek   hacjendero   nie   omieszka   wyrazi

ść

ł

ł

ć 

swego sprzeciwu.

— Co pan robi, senior? Uwalnia pan przest pc , który winien by  ukarany. Ten cz owiek

ę ę

ć

ł

 

przyczyni   si   do   zrujnowania   mojej   hacjendy!   Rozkazuj   panu   z   urz du   zwi za   go

ł ę

ę

ę

ą ć

 

ponownie.

— Hola,   panie!   Nie   jestem   na   pa skie   rozkazy.   Ja   natomiast   rozkazuj   panu   usi

  i

ń

ę

ąść  

trzyma   j zyk   za   z bami.   Nie   pan   rozstrzyga,   kogo   mamy   wi zi ,   lecz   ja   i   Winnetou.

ć ę

ę

ę ć

 

Dowiod  tego panu .natychmiast, uwalniaj c równie  pozosta ych je ców.

ę

ą

ż

ł

ń

Mówi c to, podszed em do Bystrej Ryby i rozci em jego p ta.

ą

ł

ął

ę

— Mój   czerwony   brat   jest   wolny.   Mo e   si   podnie .   Niechaj   Mimbreniowie   zdejm

ż

ę

ść

ą 

rzemienie   z   wojowników   Jumów.   Uwalniam   ich   wszystkich,   gdy   zawar em   pokój   i

ż

ł

 

wypali em kalumet z — Przebieg ymi W

em, naczelnikiem Jumów w Almaden.

ł

ł

ęż

Rozleg  si  gromki okrzyk zdziwienia Mimbreniów i okrzyk rado ci Jumów. Moje s owa

ł ę

ś

ł

 

background image

wywar y na Winnetou takie du e wra enie, jak nigdy dot d. Zerwa  si  gwa townie, podszed

ł

ż

ż

ą

ł ę

ł

ł 

do mnie i zapyta  porywczo:

ł

— Wypali e  kalumet?

ł ś

— Z wodzem i z jego wojownikami.
— A wi c Jumowie odst pili Meltona?

ę

ą

— Tak. — On i Weller s  schwytani, emigranci za  uwolnieni.

ą

ś

— Gdzie ich zostawi e ?

ł ś

— W Almaden, u swoich przyjació . Jutro pójdziemy do nich i b dziemy obchodzi   wi to

ł

ę

ć ś ę  

kalumetu.

Winnetou po o y  r ce na ramionach i zawo a :

ł ż ł ę

ł ł

— S yszeli cie biali i czerwoni m

owie, czego dokona  sam jeden Old Shatterthand?

ł

ś

ęż

ł

— Och, mia em szcz cie, wiele szcz cia, a to, co przypisuj  w asnej zas udze, równie

ł

ęś

ęś

ę ł

ł

ż 

jest zas ug  Winnetou, który by  moim mistrzem.

ł ą

ł

Tymczasem   uwolniono   Jumów   z   wi zów.   Stra nicy,   zwabieni   okrzykami,   porzucili

ę

ż

 

stanowiska   i   wmieszali   si   w   radosny   t um.   Przybycie   Przebieg ego   W

a   i   Mimbrenia

ę

ł

ł

ęż

 

spostrze ono   dopiero   wtedy,   kiedy   ju   ci   zeskakiwali   z   siode .   Dzielny   ch opak   zosta

ż

ż

ł

ł

ł 

natychmiast okr

ony przez Mimbreniów, a wódz przez swoich ludzi. Powsta  jarmarczny

ąż

ł

 

zgie k okrzyków, zapyta , odpowiedzi, gwar tak ha a liwy,  e a  uszy puch y.

ł

ń

ł ś

ż ż

ł

Wycofa em si  dyskretnie i zaj em si  rozkulbaczaniem koni; zabra em te  swoj  bro .

ł

ę

ął

ę

ł

ż

ą

ń  

Nast pnie usiad szy przy Apaczu, podjad em sobie, wychyli em kilka  yków wybornego wina,

ę

ł

ł

ł

ł

 

którego by o sporo na naszych wozach. Powoli uciszy o si  dooko a. Ma y Mimbrenio zosta

ł

ł ę

ł

ł

ł 

posadzony ko o ogniska, aby wszyscy mogli go widzie  i s ysze , i rozpocz  opowie

 o

ł

ć ł

ć

ął

ść  

naszych niezwyk ych przygodach.

ł

W ko cu powszechna ciekawo  zosta a zaspokojona. Rozchodzono si  i uk adano do snu.

ń

ść

ł

ę

ł

 

Obra em miejsce w pobli u Herkulesa, który skorzysta  z tego, aby si  dowiedzie  czego

ł

ż

ł

ę

ć

ś 

wi cej

ę  o Judycie. Nie wpad o mi nawet na my l oszcz dza  tego olbrzyma; powiedzia em mu

ł

ś

ę ć

ł

 

ca

  prawd ,   przemilczaj c   jedynie   nazwisko   narzeczonego   Judyty.   Byli my   bowiem

łą

ę

ą

ś

 

odpowiedzialni za naszego go cia, wra enie za , jakie wywar a na . Herkulesie wiadomo  o

ś

ż

ś

ł

ść  

Judycie,   nie   wró y a   nic   dobrego.   Wreszcie   zaleg o   g bokie,   niczym   nie   zak ócone

ż ł

ł

łę

ł

 

milczenie.   Po   raz   pierwszy   od   wielu   nocy   mo na   by o   spokojnie   si   przespa .   Herkules

ż

ł

ę

ć

 

przewraca  si  z boku na bok, z erany my l  o niewierno ci by ej narzeczonej.

ł ę

ż

ś ą

ś

ł

Ze  witem uformowa  si  pochód

ś

ł ę

 i wyruszy  do Almaden. P dzili my co ko  wyskoczy i

ł

ę

ś

ń

 

ju   przed   wieczorem   przybyli my   do   celu,   witani   rado nie   zarówno   przez   bia ych,   jak

ż

ś

ś

ł

 

czerwonych.

Trzeba by o zaprowadzi  konie do wody, która si  znajdowa a w bocznej jaskini. Przy tej

ł

ć

ę

ł

 

okazji Jumowie ze zdumieniem dowiedzieli si  o jej istnieniu.

ę

Wkrótce potem zdarzy  si  wypadek, który poci gn  za sob  smutne nast pstwa. Melton i

ł ę

ą ął

ą

ę

 

Weller, spostrzeg szy Playera na wolno ci, .wezwali go do siebie. Player przyzna  si  szczerze

ł

ś

ł ę

 

do swoich post pków.

ę

— Czy mo esz .nam powiedzie  — zapyta  Weller — co z nami zamierzaj  robi ?

ż

ć

ł

ą

ć

— Obawiam si ,  e nic dobrego — odpowiedzia  Player.

ę ż

ł

— W a ciwie   zas u y e   na   ten   sam   los,   co   my,   jednak e   cieszy   mnie,   e   jeden

ł ś

ł ż ł ś

ż

ż

 

przynajmniej zdo a go unikn . Lecz powiedz mi, co s ycha  z moim synem?

ł

ąć

ł

ć

— Chcesz si  dowiedzie  prawdy?

ę

ć

— Mów! Byle pr dzej! Wiesz,  e nie jestem s abeuszem.

ę

ż

ł

Istotnie nie by  s abeuszem, a jednak w oczach jego widnia  strach i oczekiwanie. Objawi

ł ł

ł

ł 

si  w nim ojciec. Poniewa  Player oci ga  si  z odpowiedzi , wi c uprzedzi  go:

ę

ż

ą ł ę

ą ę

ł

— Mów e prawd , nie  yje?

ż

ę

ż

— Tak.
— Nie  yje, nie  yje… — powtórzy , przymykaj c powieki.

ż

ż

ł

ą

background image

Wida  by o,  e wiadomo  ta wstrz sn a nim do g bi. Policzki zapad y, twarz przybra a

ć ł ż

ść

ą ęł

łę

ł

ł  

trupi wyraz. Wreszcie otworzy  oczy i zapyta :

ł

ł

— Jak   mierci  umar ?

ą ś

ą

ł

— Zaduszony przez…
— Przeze   mnie!   —   krzykn

  Herkules,   który   znajdowa   si   w   pobli u.   —   otry,

ął

ł ę

ż

Ł

 

my leli cie,   e  umar em,   ale   mój   czerep   jest   mocniejszy,  ni   przypuszczali cie.  Wpad em

ś ś

ż

ł

ż

ś

ł  

tylko w malign  i zadusi em r kami tego hultaja, tak samo jak ciebie wnet zadusz !

ę

ł

ę

ę

Weller ponownie przymkn  powieki. Jak e musia o w nim wszystko kipie ! Kiedy znów

ął

ż

ł

ć

 

otworzy   oczy,   malowa o   si   w   nich   przeciwie stwo   tego,   czego   si   mo na  by o   po   nim

ł

ł

ę

ń

ę

ż

ł

 

spodziewa : nie nienawi , nie z o  ani w ciek o , lecz  agodny, niemal wzruszaj cy wyraz

ć

ść

ł ść

ś

ł ść

ł

ą

 

pogodzenia si  z losem. Oboj tnym tonem zapyta  Playera:

ę

ę

ł

— A wi c to ty zaprowadzi e  Winnetou i Old Shatterhanda?

ę

ł ś

— Nie przecz . Ale znale liby drog  beze mnie.

ę

ź

ę

— By  mo e. By a to jednak z twej strony zdrada. Oby  si  by  jej nie dopu ci ! Twoje

ć

ż

ł

ś ę ł

ś ł

 

odst pstwo rozpocz o szereg naszych kl sk. Nie wyjdziemy z nich  ywi. Chcia bym zatem

ę

ęł

ę

ż

ł

 

rozporz dzi   si   mieniem   i   poprosi   ci   o   pomoc.   Czy   jako   stary   druh   spe nisz   moje

ą ć ę

ć ę

ł

 

przed miertne  yczenia?

ś

ż

— Ch tnie, je li to b dzie w mojej mocy.

ę

ś

ę

— Zbli  si  wi c do mnie.

ż ę ę

Player podszed  o krok bli ej i nachyli  si  nad nim. Niepokój jaki  obudzi  si  we mnie.

ł

ż

ł ę

ś

ł ę

 

Chcia em   go   ostrzec,   ale   przed   czym?   Wszak   Weller   cz onki   mia   skr powane   p tami,   a

ł

ł

ł

ę

ę

 

ponadto mój celny strza  pozbawi  go w adzy w prawej r ce.

ł

ł

ł

ę

— Musz  ciszej do ciebie mówi , bardzo cicho. Zbli  si  jeszcze bardziej, ukl knij przy

ę

ć

ż ę

ę

 

mnie.

Player spe ni , niestety, jego pro b  i wówczas z b yskawiczn  szybko ci  zdarzy o si  co

ł ł

ś ę

ł

ą

ś ą

ł ę ś 

nieoczekiwanego, co  straszliwego. Weller opar  si   okciami o ziemi , podniós  szybko nogi

ś

ł ę ł

ę

ł

 

skr powane w kostkach i natychmiast opu ci  je na ramiona Playera, którego szyja wskutek

ę

ś ł

 

tego utkwi a niby w c gach mi dzy kolanami Wellera. Ten  cisn  je z ca ej si y, a  twarz

ł

ę

ę

ś

ął

ł

ł

ż

 

Playera nabieg a krwi .

ł

ą

Powszechnie wiadomo, jaka moc tkwi w kolanach doros ego m

czyzny. Wzmaga  j  w

ł

ęż

ł ą  

tym wypadtku fakt,  e nogi by y zwi zane, tworz c niejako punkt oparcia dla tej podwójnej

ż

ł

ą

ą

 

ywej d wigni kolan. Wystarczy aby jedna minuta, aby Player wyzion  ducha. Natychmiast

ż

ź

ł

ął

 

skoczy em na pomoc. Wyprzedzi  mniej jednak nasz Goliat. Rzuci  si  na Wellera,  cisn

ł

ł

ł ę

ś

ął 

jego szyj  w r kach jakby w kleszczach i zawo a :

ą ę

ł ł

— Ty sam zginiesz zaduszony, jak ci to przed chwil  przyrzek em!

ą

ł

By a to nied wiedzia przys uga dla Playera,  ze strachu  bowiem Weller jeszcze mocniej

ł

ź

ł

 

cisn   kolana.   Usi owa em  odci gn

  ich   od   siebie  —   na  pró no.   adna   moc  ludzka   nie

ś

ął

ł

ł

ą ąć

ż

Ż

 

zdo a aby   os abi   tego   w ciek ego   nat

enia  mi ni  i   nerwów.  Przede   wszystkim   nale a o

ł ł

ł ć

ś

ł

ęż

ęś

ż ł  

natychmiast zadzia a . W tym celu przeci em sznury, wi

ce kostki nóg mormona. Dzi ki

ł ć

ął

ążą

ę  

temu mog em rozewrze  jego nogi i kolana. G owa Playera opad a ci

ko na ziemi . Le a

ł

ć

ł

ł

ęż

ę

ż ł 

jak martwy, z twarz  spuchni t  i zsinia .

ą

ę ą

łą

— Niech pan pu ci Wellera! — krzykn em do atlety. — Zamordujesz go!

ś

ął

— Zamorduj ? — roze mia  si  w ciekle. — O nie, tylko go ukaram!

ę

ś ł ę ś

Kiedy go wreszcie oderwa em, by o ju  za pó no. 

ł

ł

ż

ź

Weller le a  martwy. 

ż ł

Natomiast Player 

zacz   apa  oddech i wraca  do siebie.

ął ł ć

ć

— Czy   rozumie   pan,   e  jest   morderc ?   Musz   pana   zwi za   i   przekaza   s dowi!   —

ż

ą

ę

ą ć

ć ą

 

krzykn em do atlety wobec gromady, która przygl da a si  niesamowitej scenie.

ął

ą ł ę

— Morderca? — odpar . — Pomiesza  pan poj cia. Jak e mnie pan przeka e s dowi, kiedy

ł

ł

ę

ż

ż ą

 

ja sam dokona em czynno ci s dziego?

ł

ś ę

— Nie s dziego, lecz kata! Nape nia mnie pan wstr tem.

ę

ł

ę

background image

— Istotnie?   Hej e,   niech   mi   pan   przy   tej   sposobno ci   powie,   kto   jest   narzeczonym

ż

ś

 

Judyty!? R ka mnie  wierzbi. Chcia aby tak samo rozprawi  si  z szyj  tego gacha!

ę

ś

ł

ć ę

ą

Wida   by o,   e  gotów   wykona   pogró k .   Nie   mia em   wcale   zamiaru   zaspokoi   jego

ć ł ż

ć

ż ę

ł

ć

 

ciekawo ci, natomiast wyr czy  mnie kto inny — ojciec Judyty, który rzek , zanim zd

y em

ś

ę ł

ł

ąż ł  

temu zapobiec;

— Mo e pan si  dowiedzie . Córka moja najukocha sza nie ma potrzeby rzuca  si  w

ż

ę

ć

ń

ć ę  

obj cia  byle jakiego  w druj cego  b azna,   ma ona zosta  w adczyni  znakomitego  szczepu

ę

ę

ą

ł

ć ł

ą

 

india skiego i b yszcze  od klejnotów, od z ota, od jedwabiu niby królowa.

ń

ł

ć

ł

— W adczyni  szczepu india skiego? Jak mam to rozumie ?

ł

ą

ń

ć

— Nale y   rozumie ,   e  b dzie   podziwian   i   uwielbian   ma onk   Przebieg ego   W

a,

ż

ć ż ę

ą

ą

łż ą

ł

ęż  

który jest wodzem Jumów.

— Co   takiego?   Judyta   ma   zosta   Indiank ?   —   olbrzym   mia   si   niedowierzaj co.   —

ć

ą

ś ł ę

ą

 

Kpiny sobie pan ze mnie stroi!

— Nic podobnego. Zostajemy z Jumami, ja i Judyta, pan za  uda si  do Teksasu.

ś

ę

Atleta przetar  oczy, wodzi  nimi do

ł

ł

oko a, a  wlepi  we mnie:

ł ż

ł

— Niech pan powie, co mam my le  o banialukach tego starca?

ś ć

Nie mog em go ju  d u ej pozostawia  w nie wiadomo ci:

ł

ż ł ż

ć

ś

ś

— S ysza   pan   prawd .   Wódz   pragnie   po lubi   Judyt   i   tym   uwarunkowa   zawarcie

ł

ł

ę

ś

ć

ę

ł

 

pokoju.

— Wódz?…   To   niemo liwe.   To   dziewcz ,   ten   cud   pi kno ci   rzuca   si   na   szyj

ż

ę

ę ś

ę

ę 

czerwonoskóremu? Pan kpi w  ywe oczy, wypraszam to sobie!

ż

— To fakt.
— W takim razie albo ja, albo wy jeste cie niespe na rozumu. Powiedz mi, Judyto, czy to

ś

ł

 

prawda?

— Tak — potwierdzi a wynio le. — B d  królow  Jumów.

ł

ś

ę ę

ą

— Naprawd , naprawd ? Wi c to nie  art?

ę

ę

ę

ż

By em zaniepokojony podnieceniem Herkulesa, które wzmaga o si  z chwili na chwil .

ł

ł

ę

ę  

Chcia em mu wyt umaczy , ale na nieszcz cie dziewczyna uprzedzi a mnie w odpowiedzi:

ł

ł

ć

ęś

ł

— Z tob  nie  artowa abym nawet. Zar czy am si  z wodzem; mo esz sobie pój , dok d

ą

ż

ł

ę ł

ę

ż

ść

ą  

ci  oczy ponios !

ę

ą

Oczy   wysz y   mu   z   orbit,   cisn   pi ci   i   gro nie   zerkn   na   wodza.   Katastrofa   by a

ł

ś

ął ęś

ź

ął

ł  

nieunikniona. Si  zacz  torowa  sobie dost p do Przebieg ego W

a, który sta  na uboczu z

łą

ął

ć

ę

ł

ęż

ł

 

garstk  wojowników.

ą

— Z drogi, z drogi! Miejsce dla mnie! Musz  si  rozmówi  z gachem, rozmówi  na pi ci.

ę ę

ć

ć

ęś  

Wy l  go w  lady Wellerów!

ś ę

ś

By o rzecz  jasn ,  e wykona gro b , je li mu si  uda dosi gn

 wodza. Pobieg em za

ł

ą

ą ż

ź ę ś

ę

ę ąć

ł

 

nim, przytrzyma em go z ty u i zawo a em:

ł

ł

ł ł

— Uspokój si  nieszcz liwcze. Nic si  ju  nie da zrobi . Wódz jest pod moj  opiek .

ę

ęś

ę ż

ć

ą

ą  

Zastrzel  ka dego, kto o mieli si  go tkn .

ę ż

ś

ę

ąć

Obróci  do mnie wykrzywion  grymasem twarz i sykn  przez z by:

ł

ą

ął

ę

— Drabie, pu , bo zadusz ! A mo e my lisz,  e ja si  ciebie zl kn ?

ść

ę

ż

ś

ż

ę

ę ę

W   tym   stanie   móg   si   powa y   na   wszystko.   Odst piono   od   niego.   Wyci gn em

ł ę

ż ć

ą

ą ął  

rewolwer i zawo a em:

ł ł

— Je li si  pan na krok przybli y do mnie lub do wodza, paln  ci w  eb. Przeobrazi e  si

ś ę

ż

ę

ł

ł ś ę 

w besti , któr  musimy poskromi . W ciek o ci  nic nie wskórasz. Miliony dziewcz t chodz

ę

ą

ć ś

ł ś ą

ą

ą 

po  wiecie. Si gnij po rozum, uspokój si , zastanów!

ś

ę

ę

— Uspokoi  si ? Tak, ale uspokoj  równie  innych. Powiada pan,  e nic ju  si  nie da

ć ę

ę

ż

ż

ż ę

 

zmieni ?

ć

— Powiedzia em i przestrzegam pana.

ł

— To by  warunek pokoju,  e Judyta zostanie  on  wodza? I pan b dzie go broni ?

ł

ż

ż ą

ę

ł

background image

— Nie tylko ja, ale wszyscy, którzy tu jeste my. Nie uda si  panu nawet podej  do niego.

ś

ę

ść

 

Nie   dopu cimy,   bo   tego   wymaga   nasz   obowi zek.   Nie   mo emy   pozwoli ,   aby   kto   dla

ś

ą

ż

ć

ś

 

prywaty  ama  pokój i nara a  nas wszystkich na, niebezpiecze stwo stokro  gro niejsze ni

ł

ł

ż ł

ń

ć

ź

ż 

to, którego unikn li my. Je li pan zabije wodza, wojownicy jego napadn  na nas.

ę ś

ś

ą

— Boi  si  pan? Ludzie,  pos uchajcie, s awny  Old Shattetrhand  si   boi! Ale  trudno,  ma

ę

ł

ł

ę

 

racj . Nie powinienem nara a  waszej delikatnej skóry i cennej krwi. Lecz ja nie l kam si

ę

ż ć

ę

ę 

krwi,   przekonacie   si   o   tym   natychmiast.   Czerwonemu   nie   stanie   si   krzywda,   ja   b d

ę

ę

ę ę 

spokojny, a Judyta, jego narzeczona, równie . Dawa  tu strzelb , któr  przecie  nie umiecie

ż

ć

ę

ą

ż

 

si  pos ugiwa ,; tchórze podli!

ę

ł

ć

Najbli ej Herkulesa sta  urz dnik i hacjendero. Pierwszy by  wprost  miesznie uzbrojony

ż

ł

ę

ł

ś

 

od stóp do g ów, hacjendero za  nosi  za pasem rewolwer. Atleta szybkim ruchem wyrwa

ł

ś

ł

ł 

jednemu   i   drugiemu   po   rewolwerze,   wycelowa   jeden   w   Judyt ,   drugi   w   swoj   skro   i

ł

ę

ą

ń  

odwiód   kurki.,   Wi kszo

  obecnych   krzykn a   z   przera enia.   Przewidywa em   taki   obrót

ł

ę

ść

ęł

ż

ł

 

rzeczy. Skoczy em wi c i podbi em mu praw  r k  do góry, tak  e kula przemkn a ponad

ł

ę

ł

ą ę ę

ż

ęł

 

g owami obecnych. Pad  drugi strza . Herkules zatoczy  si , opu ci  r ce i osun  w moje

ł

ł

ł

ł ę

ś ł ę

ął

 

rozwarte  ramiona.  Niestety, nie  zdo a em  zapobiec  drugiemu  strza owi  z  rewolweru,  który

ł ł

ł

 

trzyma  w lewej r ce; wpakowa  sobie kul  w skro .

ł

ę

ł

ę

ń

— Spokojnie,   spokojnie   —   wyszepta   martwiej cymi   ustami   i   zako czy   ycie,   ycie

ł

ą

ń ł ż

ż

 

smutne, bez odwzajemnionej mi o ci.

ł ś

Z o y em go ostro nie na ziemi. Nie potrafi  opisa , co si  we mnie dzia o. G boki  al i

ł ż ł

ż

ę

ć

ę

ł

łę

ż  

w ciek o  targa y strunami mej duszy. Samobójca by  cz owiekiem s abym, bez charakteru,

ś

ł ść

ł

ł ł

ł

 

ale wierny  jak  pies  i  dobry  cho  do  rany  przy ó . Chciwo

 i  przewrotno

 Judyty, która

ć

ł ż

ść

ść

 

zagna a go na obczyzn , teraz nieszcz snego wp dzi a do grobu. Ta fa szywa istota, która nie

ł

ę

ę

ę ł

ł

 

znalaz a dla mnie s owa podzi ki za uratowanie  ycia, nie znalaz a równie  s owa  alu, s owa

ł

ł

ę

ż

ł

ż ł

ż

ł

 

lito ci nad zmar ym biedakiem, ona, która by a bezpo redni  przyczyn  jego samobójstwa.

ś

ł

ł

ś

ą

ą

 

Wzi a ojca pod r k  i rzek a:

ęł

ę ą

ł

— Jak e   g upio   i   brzydko   post pi !   Móg   pojecha   do   Teksasu   albo   je li   mu   ycie

ż ł

ą ł

ł

ć

ś

ż

 

obrzyd o, odebra  je sobie gdzie  w ukryciu z dala ode mnie. Nie chc  go widzie . Chod my

ł

ć

ś

ę

ć

ź  

st d!

ą

Odeszli. Nie mog c pohamowa  gniewu, zawo a em za nimi pe nym w ciek o ci g osem:

ą

ć

ł ł

ł

ś

ł ś ł

— O tak, odejd cie, zniknijcie st d! Niech pani zejdzie mi z oczu. Je li pani  jeszcze raz

ź

ą

ś

ą

 

ujrz , gotów jestem zapomnie ,  e jest pani kobiet , i ka

 lassem wych osta  twoje plecy,

ę

ć ż

ą

żę

ł

ć

 

aby przynajmniej tym obudzi  uczucie, którego brak pani sercu, dumna królowo Jumów!

ć

Przyj a   powa nie   moj   gro b   i   odt d   stara a   si   schodzi   mi   z   oczu.   Lecz   kiedy   j

ęł

ż

ą

ź ę

ą

ł

ę

ć

ą 

spotka em pó niej, w innych okoliczno ciach, w innym otoczeniu, jako bogat  dam , zdawa o

ł

ź

ś

ą

ę

ł  

si ,  e zapomnia a o mojej gro bie.

ę ż

ł

ź

Wszyscy   towarzysze   a owali  Herkulesa  z   ca ego   serca.   Czerwonoskórzy   nie   rozumieli

ż ł

ł

 

powodu samobójstwa, poniewa  przez ca y czas rozmawiano po niemiecku. Przebieg y W

ż

ł

ł

ąż 

poprosi  mnie o wyja nienie. Powiedzia em mu:

ł

ś

ł

— Judyta przyrzek a Herkulesowi zosta  jego squaw, dlatego towarzyszy  jej za morze.

ł

ć

ł

 

Teraz, dowiedziawszy  si ,  e nie b dzie jego  on , z rozpaczy po o y  kres dniom swego

ę ż

ę

ż ą

ł ż ł

 

ycia.

ż

— S ysza em,  e mierzy  w ni  równie ?

ł

ł

ż

ł

ą

ż

— Usi owa  j  zabi , nie chc c jej odda  innemu.

ł

ł ą

ć

ą

ć

— Ty   j   uratowa ?   Jak e  ci   jestem   wdzi czny!   Bia e   twarze   s   szczególnymi   lud mi.

ś ą

ł

ż

ę

ł

ą

ź  

aden Indianin nie targnie si  na  ycie, gdy dziewczyna nie zechce zosta  jego squaw, lecz

Ż

ę

ż

ć

 

albo j  do tego zmusza, albo  mieje si  z niej i bierze sobie inn . Czy bia e twarze maj  a  tak

ą

ś

ę

ą

ł

ą ż  

ma o kobiet,  e z powodu jednej dziewczyny trac  rozum? Ubolewam nad nimi.

ł

ż

ą

Podczas tego  okrutnego  zdarzenia  nie  zwracali my  uwagi na Playera, który  tymczasem

ś

 

przyszed  do siebie po niebezpiecznym u cisku Wellera. Siedzia  na ziemi i by   wiadkiem

ł

ś

ł

ł ś

 

background image

ca ej sceny. Teraz podniós  si , podszed  do mnie i rzek :

ł

ł ę

ł

ł

— Jak widz , Weller nie  yje. Wiem,  e mnie dusi . Musia  mnie zatem kto  uratowa .

ę

ż

ż

ł

ł

ś

ć  

Któ  to uczyni , sir?

ż

ł

— Wyci gn em pana spomi dzy kolan Wellera.

ą ął

ę

— Przypuszcza em,  e to pan. Nigdy nie zapomn ,  e zawdzi czam panu  ycie.

ł

ż

ę ż

ę

ż

— Zapomnij pan, ale pami taj,  e  obieca  popraw .

ę ż ś

ł

ę

— I dotrzymam przyrzeczenia. L kam si  jednak,  e hacjendero i urz dnik za

daj  mego

ę

ę

ż

ę

żą ą

 

ukarania.

— Niech 

daj ! Nic mnie to nie obchodzi, nic sobie nie robi  z ich 

da . Nie powinien

żą ą

ę

żą ń

 

pan jednak d ugo tu pozostawa , poniewa   atwo mog  pana schwyta  i osadzi  w wi zieniu.

ł

ć

ż ł

ą

ć

ć

ę

— Pewnie. Najch tniej wyw drowa bym do Teksasu.

ę

ę

ł

— Mo e pan z nami pój . Wierz  bowiem,  e b dzie master uczciwym cz owiekiem.

ż

ść

ę

ż ę

ł

— Niech pan nie my li nic z ego o mnie. B d  o panu pami ta  i to mnie ustrze e przed

ś

ł

ę ę

ę ł

ż

 

b dami. By  mo e, znajd  prac  u którego  z emigrantów. Niestety, ci ludzie s  zbyt ubodzy,

łę

ć

ż

ę

ę

ś

ą

 

aby mogli naj  robotnika.

ąć

Mówi  to g osem stroskanym. Pragn  rozpocz

 nowe  ycie, lecz nie bardzo wiedzia  jak.

ł

ł

ął

ąć

ż

ł

 

Postanowi em mu pomóc. Da em mu równie  troch  pieni dzy. Odczu em,  ciskaj c mu r k ,

ł

ł

ż

ę

ę

ł

ś

ą

ę ę  

przyp yw wewn trznego zadowolenia.

ł

ę

Jeszcze dzi kowa  mi gor co, kiedy uwag  moj  zaj o zbli aj ce si  w galopie stado koni,

ę

ł

ą

ę

ą ęł

ż ą

ę

 

gnane przez licznych Indian. By y to konie, po które pos a  Przebieg y W

. Kiedy nadbieg y,

ł

ł ł

ł

ąż

ł  

mia o si  ju  ku wieczorowi.

ł ę ż

Czerwoni   przewie li   suche   wi zki   drewna,   które   pozwoli y   nam   roznieci   ognisko.   Z

ź

ą

ł

ć

 

ywno ci   znalezionej   na   wozach   urz dzili my   sobie   uczt ,   oczywi cie   wed ug   podj

ż

ś

ą

ś

ę

ś

ł

ęć 

tamtejszych, gdy  na nasz  miar  by a to dosy  sk pa wieczerza.

ż

ą

ę ł

ć ą

Po posi ku u o yli my si  do snu, wy czywszy wojowników Jumów, którzy pojechali do

ł

ł ż ś

ę

łą

 

Almaden, aby zabra  to, co jeszcze tam zosta o. Indianin skrz tnie zbiera przedmioty, które

ć

ł

ę

 

my odrzucamy jako bezwarto ciowe i umie je po swojemu wykorzysta . Rano zauwa y em w

ś

ć

ż ł

 

obozie mnóstwo takich rzeczy. Prócz tego przyprowadzili obydwie stare Indianki, zawalili 
szyb g azami i zasypali wej cie do jaskini. Przypuszczam,  e do dzisiejszego dnia nikt jej nie

ł

ś

ż

 

odkry .

ł

Ockn em si  pierwszy i zacz em budzi  poczciwego don Endimio de Saledo y Coralba

ął

ę

ął

ć

 

oraz jego wo niców. Za atwi em z nimi rachunki, w tym czasie obudzono innych i zacz to si

ź

ł

ł

ę

ę 

pakowa   pod   kierownictwem   Przebieg ego   W

a.   Nie   wida   by o   Judyty   ani   jej   ojca.

ć

ł

ęż

ć

ł

 

Siedzieli   w   namiocie   wodza.   Usiad em   obok   Winnetou   i   przygl da em   si   krz taninie

ł

ą ł

ę

ą

 

obozowej. Po chwili zbli y  si  do nas i hacjendero i urz dnik. Uk onili si  ceremonialnie.

ż ł ę

ę

ł

ę

 

Juriskonsulto   z   uroczyst   min   i   jak   przysta o   na   urz dnika   przemówi ,   zwracaj c  si   do

ą

ą

ł

ę

ł

ą

ę  

mnie:

— Widz ,  e pan przygotowuje stado do drogi, senior? Dok d pan jedzie?

ę ż

ą

— Do Chihuahua — odpowiedzia em.

ł

— Na to nie pozwalam. 

dam, aby wszystkie osoby, które si  tutaj znajduj , uda y si  ze

Żą

ę

ą

ł ę  

mn  do Ures.

ą

— Prawdopodobnie jako aresztanci?
— Co  w tym rodzaju.

ś

— Prosz  wi c, niech pan nas zaaresztuje.

ę ę

— Wola bym   tego   unikn ,   wierz   bowiem,   e  godno

  mego   urz dowego   stanowiska

ł

ąć

ę

ż

ść

ę

 

sk oni panów do dobrowolnego udania si  tam.

ł

ę

— Poniewa   nie   widz   tej   godno ci,   nie   b d   przeto   post powa   wed ug   pa skiego

ż

ę

ś

ę ę

ę

ł

ł

ń

 

yczenia. Nie mam wobec seniora  adnych obowi zków. O miesza si  pan tylko. Ani s owa

ż

ż

ą

ś

ę

ł

 

wi cej!

ę

Mój   ton   podzia a .   Nie   mia   si   odezwa ,   spojrza   spode   ba   na   hacjendero,   który   go

ł ł

ś ł ę

ć

ł

ł

 

background image

wyr czy :

ę ł

— Senior, niech si  pan hamuje Pan wie,  e znajduje si  na moim terenie. Jest pan niejako

ę

ż

ę

 

go ciem tutaj.

ś

— O,   mia em   ju   przyjemno

  pozna   i   oceni   pa sk   go cinno

  i   jestem   za   ni

ł

ż

ść

ć

ć ń ą

ś

ść

ą 

niezmiernie wdzi czny. A poniewa  mówi pan o swoim terenie, przeto przypomn  seniorowi,

ę

ż

ę

 

e go pan sprzeda . W a cicielem Almaden jest Melton.

ż

ł ł ś

— Wyst puj  przeciw niemu s downie i na pewno odzyskam swoj  posiad o . Mog  si

ę ę

ą

ą

ł ść

ę ę 

uwa a   ju   teraz   za   absolutnego   w a ciciela   i  

dam,   aby   ka dy,   kto   przest pi   granice

ż ć ż

ł ś

żą

ż

ą

 

Almaden,   respektowa   moje  

dania,   które   s   zarazem  

daniami   mego   czcigodnego

ł

żą

ą

żą

 

przyjaciela.

— Jak e brzmi  te pa skie 

dania

ż

ą

ń

żą

— Domagam si , aby senior uda  a z nami do Ures, nie tylko jako  wiadek, lecz równie

ę

ł

ś

ż 

jako oskar ony.

ż

— Oho, oskar ony? O co?

ż

— Tam si  pan dowie. Nie mam potrzeby teraz o tym mówi !

ę

ć

— Dobrze, nie mówimy wi c. Ja tak e nie mam potrzeby rozmawia  z panem i z pa skim

ę

ż

ć

ń

 

przyjacielem. Je eli  pan  chce  mie   Meltona,  niech si  senior  sam  zwróci  do Przebieg ego

ż

ć

ę

ł  

W

a.

ęż

— 

dam go od pana. Pan pojma  wodza i pan mi za niego odpowie!

Żą

ł

W tej chwili podniós  si  Winnetou, wyci gn  rewolwer i zapyta  swoim spokojnym, a

ł ę

ą ął

ł

 

jednak dobitnym g osem:

ł

— Czy bia e twarze wiedz , kto przed nimi stoi?

ł

ą

— Winnetou — odpowiedzia  hacjendero.

ł

— Tak, Winnetou, wódz Apaczów — potwierdzi  urz dnik.

ł

ę

— Ale   czy   wiedz   bia e   twarze,   e   Winnetou   nie   lubi   pró nego   gadania   i   nie   znosi

ą

ł

ż

ż

 

b aznów?  ycz  sobie pozosta  sam z moim przyjacielem Old Shatterhandem. B d  1iczy  do

ł

Ż ę

ć

ę ę

ł  

trzech, je eli który  z was tutaj jeszcze pozostanie, nie ujdzie z  yciem.

ż

ś

ż

Mówi c to, skierowa  na nich rewolwer.

ą

ł

— Raz…
Urz dnik da  drapaka.

ę

ł

— Dwa…
Umkn  te  i hacjendero.

ął ż

— Nie ma wi c potrzeby liczy  do trzech — u miechn  si  Apacz.

ę

ć

ś

ął ę

mieszni tchórze stan li w przyzwoitej odleg o ci od nas i omawiali co   ywo, po czym

Ś

ę

ł ś

ś ż

 

udali si  do namiotu wodza. Widzieli my, jak rozmawiali z nim, ale trwa o to niezbyt d ugo,

ę

ś

ł

ł

 

gdy  nagle wódz wyrwa  z ziemi oszczep, na którym znajdowa  si  totem, i pocz  ok ada

ż

ł

ł ę

ął ł ć 

urz dnika.   Juriskonsulto   wybieg   czym   pr dzej,   miotaj c   przekle stwa,   a   w   lad   za   nim

ę

ł

ę

ą

ń

ś

 

pogna  don Timoteo, wol c nie do wiadcza  podobnych ci gów.

ł

ą

ś

ć

ę

Zra ony   zuchwa o ci   hacjendera,   zaniecha em   my li   wynagrodzenia   go   pieni dzmi

ż

ł ś ą

ł

ś

ę

 

Meltona,   a   postanowi em   w   ca o ci   odda   je   biednym   emigrantom.   Jednak e   zanim

ł

ł ś

ć

ż

 

wyruszyli my, zwróci em si  do don Timotea:

ś

ł

ę

— Senior, oto jest pa ski kontrakt z Meltonem oraz listy, które dostatecznie dowodz ,  e

ń

ą ż  

Melton   by   sprawc   napadu   na   hacjend .   Dzi ki   tym   dokumentom   odzyska   pan   rych o

ł

ą

ę

ę

ł  

maj tek i zatrzyma pobran  ju  zap at  jako odszkodowanie. B d  pan zdrów i staraj si  na

ą

ą ż

ł ę

ą ź

ę  

przysz o  okaza  skromno  i roztropno  wi ksz , ani eli dotychczas.

ł ść

ć

ść

ść ę ą

ż

Po egna em go na zawsze. Zwróci em równie  emigrantom ich umowy, które natychmiast

ż

ł

ł

ż

 

zosta y podarte na kawa eczki. Dosiad szy koni, pojechali my.

ł

ł

ł

ś

Hacjendero,  urz dnik,   policjanci  i  don   Endimio  de  Saledo  y   Coralba  odprowadzali   nas

ę

 

wzrokiem. Stary Pedrillo  egna  g o nymi  yczeniami, jego podw adni wtórowali mu, reszta

ż

ł ł ś

ż

ł

 

milcza a.

ł

background image

Mo na   sobie   wyobrazi ,   z   jakimi   oznakami   rado ci   egnali   moi   ziomkowie   t

ż

ć

ś ż

ę 

miejscowo ,   która   by a   terenem   ich   m czarni   i   mia a   sta   si   ich   grobem.   Ja   równie

ść

ł

ę

ł

ć ę

ż 

odje d a em zadowolony z dobrych wyników naszego przedsi wzi cia. Co prawda s dzi em,

ż ż ł

ę ę

ą ł

 

e jeszcze oczekuje nas niebezpieczna przeprawa z Vete–ya, ale spodziewa em si  równie

ż

ł

ę

ż 

przybycia Silnego Bawo u. Gdzie i kiedy ich spotkam,” tego nie mog em przewidzie .

ł

ł

ć

Droga   do   Chihuahua   prowadzi a   przez   pustyni ,   pó niej   przez   w ski   teren   Jumów,

ł

ę

ź

ą

 

nast pnie   za   przez   ziemie,   o   które   Jumowie   walczyli   z   Mimbreniami.   Na   tym   jedynie

ę

ś

 

odcinku mo na by o napotka  trudno ci.

ż

ł

ć

ś

Na przodzie jechali znaj cy drog  wojownicy Jumów. Ja galopowa em obok Winnetou i

ą

ę

ł

 

Przebieg ego W

a, w pobli u za  znajdowali si  obydwaj synowie Nalgu Mokaszi. Meltona,

ł

ęż

ż

ś

ę

 

skr powanego   linami,   prowadzi a   silna   eskorta.   Na   ko cu   jecha a   Judyta   i   jej   ojciec   w

ę

ł

ń

ł

 

otoczeniu kilku Jumów.

Doda  trzeba,  e jeszcze nad ranem pogrzebali my Wellera i atlet . Spocz li obok siebie,

ć

ż

ś

ę

ę

 

zamordowany   i   morderca,   w   obcej   ziemi,   która   odmówi a   im   tego,   czego   tak   nami tnie

ł

ę  

szukali: jednemu — z ota, drugiemu — mi o ci.

ł

ł ś

Wieczorem pierwszego dnia wyjechali my z pustyni i rozbili my obóz na  ce, gdzie konie

ś

ś

łą

 

znalaz y   upragnion   pasz .  Nazajutrz   przesmykiem   nale

cym  do   Jumów,  wjechali my  na

ł

ą

ę

żą

ś

 

sporne obszary. By a to okolica górzysta. D

yli my do obszernej kotliny z ma ym jeziorem

ł

ąż ś

ł

 

po rodku. Z zachodem s o ca dotarli my do jej po udniowego brzegu.

ś

ł ń

ś

ł

Wje d aj c  do   kotliny   razem   z  Winnetou,   spostrzeg em   je d ca,   który   wychyli   si   ze

ż ż ą

ł

ź ź

ł ę  

wschodniej rozpadliny, lecz zauwa ywszy nas, schowa  si  czym pr dzej. Roz o yli my si

ż

ł ę

ę

ł ż ś

ę 

nad   brzegiem   jeziora.   Meltona   przywi zano   do   drzewa.   Dla   Judyty   rozbito   w   zaro lach

ą

ś

 

namiot.

Tymczasem Winnetou swoim zwyczajem obchodzi  kotlin . Kiedy wróci , pozna em po

ł

ę

ł

ł

 

nim,  e dokona  powa nych odkry .

ż

ł

ż

ć

— Czy   mój   czerwony   brat   zauwa y   co   wi cej   ni   je d ca,   którego my   poprzednio

ż ł ś ę

ż ź ź

ś

 

spostrzegli?

— Tak   —   odpowiedzia .   —   Zajrza em   do   wschodniej   doliny:   by a   pusta.   Pó niej   do

ł

ł

ł

ź

 

pó nocnej: stamt d nadci gali w a nie jacy  je d cy, lecz ujrzawszy nasze konie, cofn li si

ł

ą

ą

ł ś

ś ź ź

ę

ę 

szybko.

— A wi c s  to dwa rozmaite oddzia y, które wzajemnie o sobie nic nie wiedz .

ę ą

ł

ą

— Tak jest. Jeden przyby  z pó nocy, drugi ze wschodu. D

yli do jeziora, a widz c,  e

ł

ł

ąż

ą ż  

zaj te, wycofali si  z powrotem.

ę

ę

— Czy mój czerwony brat wie, co to za oddzia y?

ł

— Old Shattterhand wie równie .

ż

— Mo na si  domy li . To Wielkie Usta i Silny Bawó , ka dy ze swoimi wojownikami.

ż

ę

ś ć

ł

ż

 

Ale który nadci ga z pó ; nocy, a który ze wschodu?

ą

ł

—  atwo  si   dowiemy, gdy  pójdzie  my  na zwiady.  Ja  na  pó noc,   brat mój  na wschód.

Ł

ę

ł

 

Jeszcze dziesi  minut i zapadnie noc, wi c b dziemy mogli pój .

ęć

ę ę

ść

Wrócili my   do   obozu,   aby   posili   si ,   a   kiedy   si   zupe nie   ciemni o,   poszli my,   nie

ś

ć ę

ę

ł

ś

ł

ś

 

zwracaj c niczyjej uwagi. Winnetou na pó noc, ja na wschód.

ą

ł

Wiedzieli my,  e nieznani je d cy wy l  równie  wywiadowców, aby si  dowiedzie , kto

ś

ż

ź ź

ś ą

ż

ę

ć

 

obozuje   nad   jeziorem.   Istotnie,   niewiele   drogi   uszed em,   kiedy   dobieg   mnie   nieznaczny

ł

ł

 

szmer. Natychmiast przywar em do ziemi i czeka em na wywiadowc , który wnet si  ukaza .

ł

ł

ę

ę

ł  

Nie widzia  mnie, mia  wzrok utkwiony przed siebie. Kiedy podszed  do mnie bardzo blisko,

ł

ł

ł

 

podnios em   si   i   w   oka   mgnieniu   obur cz   schwyci em   go   za   gard o.   By   to   wyrostek

ł

ę

ą

ł

ł

ł

 

india ski.  Opad y  mu  r ce,  a  nogi trz s y  si  pod  nim  ze strachu.  Powali em  go,  mówi c

ń

ł

ę

ę ł

ę

ł

ą  

ci lej, pozwoli em mu upa , odebra em nó , który tkwi  za pasem, rozlu ni em ucisk, aby

ś ś

ł

ść

ł

ż

ł

ź ł

 

z apa  tchu, rzek em:

ł ł

ł

— Z jakiego jeste  szczepu?

ś

background image

— Mim–bre–nio — wymamrota , chwytaj c oddech.

ł

ą

Móg  mnie ok amywa . Zapyta em wi c:

ł

ł

ć

ł

ę

— Kto was prowadzi?
— Nalgu Mokaszi.
— Dok d jedziecie?

ą

— Do Almaden, do Old Shatterhanda i Winnetou.
Pu ci em go i rzek em:

ś ł

ł

— Mów ciszej. Popatrz mi prosto w twarz. Czy znasz mnie?
— Uff! Old Shatterhand!
— Podnie  si ! Zaprowadzisz mnie do Silnego Bawo u. Zwracam ci nó .

ś ę

ł

ż

Podniós  si  i szed  za mn  w milczeniu. Lecz w pobli u doliny zatrzyma  si  i odezwa :

ł ę

ł

ą

ż

ł ę

ł

— Old Shatterhand jest przyjacielem czerwonych i mistrzem w sztuce wojennej. Niechaj 

nie   my li,   e  ka dy   inny   wojownik   móg by   mnie   podej .   Je li   Old   Shatterhand   opowie

ś ż

ż

ł

ść ś

 

wodzowi,  e da em si  zaskoczy  i rozbroi , wódz ode le mnie do kobiet, a wówczas utopi

ż

ł

ę

ć

ć

ś

ę 

nó  we w asnym sercu.

ż

ł

— W takim razie przemilcz  to. Ale pami taj, na przysz o  panuj nad przestrachem i nie

ą

ę

ł ść

 

ulegaj mu tak  atwo!

ł

Kiedy weszli my do doliny, rozleg o si  cykanie  wierszcza. Towarzysz mój odpowiedzia

ś

ł ę

ś

ł 

tak samo.

Wkrótce zbli yli my si  do ogniska. Dooko a siedzieli jacy  ludzie. Jeden z nich podniós

ż ś

ę

ł

ś

ł 

si  i rzek :

ę

ł

— Dwóch przysz o. Kim jest ten drugi?

ł

— Old Shatterhand — odpowiedzia  Mimbrenio.

ł

— Old Shatterhand! Old Shatterhand! — roznios o si  doko a lotem b yskawicy.

ł ę

ł

ł

To   pyta   Nalgu   Mokaszi,   wódz   Mimbreniów.   Poda   mi   d o   i   rzek   z   radosnym

ł

ł

ł ń

ł

 

zdziwieniem w g osie:

ł

— A wi c mój znakomity bia y brat do nas przyby ? Ul y o mi na sercu, gdy  l ka em si

ę

ł

ł

ż ł

ż ę ł

ę 

o niego. Lecz sk d si  wzi  tutaj? Spodziewali my si ,  e albo nie  yje, albo przebywa w

ą ę

ął

ś

ę ż

ż

 

pobli u Almaden.

ż

— Nie  yj ? Wszyscy, którzy ze mn  wyruszyli, czuj  si   wietnie i nie zaznali nic z ego.

ż ę

ą

ą ę ś

ł

 

Wojownicy   Mimbreniów,   a   przede   wszystkim   synowie   Silnego   Bawo u,   trzymali   si   tak

ł

ę

 

dziarsko,   e  zas uguj   na   najwy sz   pochwa .   Pó niej   opowiem   o   nich,   o   ich   czynach.

ż

ł

ą

ż ą

łę

ź

 

Przedtem musz  wiedzie , i u wojowników przyprowadzi  Silny Bawó .

ę

ć ł

ł

ł

— Dwustu paru.
— A   co   si   sta o   z   pochwyconymi   Jumami,   co   si   sta o   z   Vete–ya?   Czy   zgin li   z

ę

ł

ę

ł

ę

 

zaci ni tymi z bami, jak przystoi m

czyznom, czy te  wydawali okrzyki bólu?

ś ę

ę

ęż

ż

— Wielki  Duch   nie   yczy   sobie,   aby my  napawali   oczy   widokiem  mierci  tych   psów.

ż

ł

ś

ś

 

Oswobodzi  jednego z nich i przeci  p ta pozosta ym. Uciekli, skrad szy nam wiele koni.

ł

ął ę

ł

ł

— Czy wiesz, gdzie szuka  zbiegów?

ć

— Nie   wiem,   ale   przypuszczam,   e  udali   si   do  Almaden.   Kiedy   uciekli,   natychmiast

ż

ę

 

wys a em za nami wszystkich wojowników, których mia em przy sobie. Sam za  wróci em po

ł ł

ł

ś

ł

 

posi ki   i   po   wie e  konie.  Teraz  przyby em   tutaj,   zabiegaj c  im   drog . Tak  wi c Vete–ya

ł

ś ż

ł

ą

ę

ę

 

znalaz  si  w potrzasku, pomi dzy dwoma naszymi oddzia ami, które go wkrótce zgniot .

ł ę

ę

ł

ą

— Bardzo   roztropnie.   Mog   oznajmi   ci,   e   Vete–ya   znajduje   si   niedaleko   st d,   w

ę

ć

ż

ę

ą

 

pó nocnej dolinie.

ł

— A wi c natychmiast musimy tam si  uda .

ę

ę

ć

— Nie  piesz si , wszak musz  ci zrelacjonowa  przebieg naszej wyprawy.

ś

ę

ę

ć

Opowiedzia em  bardzo   pobie nie,   w   ogólnych   tylko   zarysach.   Otaczali   nas   wojownicy,

ł

ż

 

przys uchuj c si  z zapartym tchem. Wódz od czasu do czasu wydawa  okrzyki zdumienia,,

ł

ą ę

ł

 

kiedy za  sko czy em, zawo a :

ś

ń ł

ł ł

background image

— Mniej   ni   pi

dziesi ciu   naszych   wojowników   dokona o   tych   czynów!   S uchajcie,

ż ęć

ę

ł

ł

 

mniej ni  pi

dziesi ciu! A mi dzy nimi moi obaj malcy!

ż ęć

ę

ę

Nie wyszczególni em kto czego dokona , lecz mówi em ogólnikowo: my. St d ta duma

ł

ł

ł

ą

 

wodza, który przypisa  wszystkie niezwyk e czyny swoim wojownikom,

ł

ł

— A wi c Przebieg y W

 i jego trzystu wojowników obozuje w kotlinie wraz z moimi

ę

ł

ąż

 

bra mi?   Co   za   przypadek!   Gdyby   z   nimi   nie   zawar   pokoju,   mieliby my   jeszcze   przed

ć

ś

ł

ś

 

witem wszystkie ich skalpy.

ś

— Mam nadziej ,  e uszanujesz umow , któr  z nimi zawar em. Skalpy i tak ci  chyba nie

ę ż

ę

ą

ł

ę

 

min .

ą

— W jaki sposób?
— Mówi em wszak,  e w pobli u obozuje Vete–ya. Na pewno si  rozsierdzi, kiedy dowie

ł

ż

ż

ę

 

si   o   umowie   Przebieg ego   W

a.   Przypuszczam,   e  nie   zgodzi   si   na   przyja

  z   nami.

ę

ł

ęż

ż

ę

źń

 

Wówczas niechybnie dojdzie do walki or

nej.

ęż

— Jak si  wobec tego zachowa Przebieg y W

?

ę

ł

ąż

— Ten sojusznik jest uczciwym cz owiekiem i nie zawiedzie naszych nadziei. Mniej pewni

ł

 

s  jego ludzie, zw aszcza tych czterdziestu, których wzi li my do niewoli. Trzeba poczeka

ą

ł

ę ś

ć 

na rozwój wypadków. Chwilowo musz  naradzi  si  z Winnetou, który ruszy  na zwiady do

ę

ć ę

ł

 

obozu Vete–ya. Pó niej pchn  do ciebie pos a ca z rozkazami. Musisz je starannie wykona .

ź

ę

ł ń

ć  

W ka dym razie mo emy spokojnie patrze  w przysz o , gdy  mamy oczywist  przewag

ż

ż

ć

ł ść

ż

ą

ę 

nad Jumami. Je li nawet zgromadzili si y znaczniejsze ni  nasze, to my za to mamy wi cej

ś

ł

ż

ę  

broni palnej. Na dodatek w naszych szeregach znajd  si  wojownicy, z których ka dy jest

ą ę

ż

 

wi cej wart ni  dziesi ciu, a nawet wi cej wrogów. Teraz odchodz . B d cie gotowi!

ę

ż

ę

ę

ę ą ź

Kiedy   wróci em   do   obozu,   zasta em   ju   Winnetou,   który   przeby   odleg o

  znacznie

ł

ł

ż

ł

ł ść

 

wi ksz  ni  przypuszcza em. Po o yli my si  obok siebie, aby nikt nas nie móg  pods ucha , i

ę ą ż

ł

ł ż ś

ę

ł

ł

ć  

zdawali my sobie  relacje z  odbytych  zwiadów. Okaza o  si ,  e Winnetou  by  nie tylko  w

ś

ł

ę ż

ł

 

obozie   Jumów,   ale   równie   w   obozie   Mimbreniów,   którzy   cigali   Yete–ya.   Otó ,   kiedy

ż

ś

ż

 

podkrad   si  pod  obóz Jumów, natrafi   na  wywiadowc , ten  za   okaza   si  Mimbreniem  i

ł ę

ł

ę

ś

ł ę

 

zaprowadzi  go do swojego obozu, rozbitego w odleg o ci tysi ca kroków od wrogów nic nie

ł

ł ś

ą

 

podejrzewaj cych.   Poleciwszy   Mimbreniom   spokojnie   le e   i   czeka   na   jego   rozkazy,

ą

ż ć

ć

 

Winnetou wróci  do naszego obozu.

ł

— Musimy teraz zastanowi  si  — rzek em. — Je eli Vete–ya zgodzi si  na pokój, tym

ć ę

ł

ż

ę

 

lepiej, je eli nie, przekonamy go,  e nie mamy powodu si  l ka .

ż

ż

ę ę ć

— Nie   zechce   pokoju.   Zabi e   jego   syna.   Mo e  by   si   zgodzi   na   zawarcie;   pokoju   z

ł ś

ż

ę

ł

 

Mimbreniami, ale z tob  — nigdy.

ą

— Tym gorzej dla niego. Okr

ymy go, zanim si  rozwidni. Uwa am,  e….

ąż

ę

ż

ż

W tej chwili rozleg  si  g o ny okrzyk. Jaki  Indianin wyszed  z zagajnika i z weso ymi

ł ę ł ś

ś

ł

ł

 

okrzykami   zbli a   si   do   Przebieg ego   W

a,   który   spoczywa   na   brzegu   jeziora.   By   to

ż ł ę

ł

ęż

ł

ł  

wywiadowca   Vete–ya,   a   mia   wybada ,   kto   zaj   kotlin .  Na   widok   swoich   braci   opu ci

ł

ć

ął

ę

ś ł 

kryjówk  i podbieg  do przywódcy. Obydwaj rozmawiali  ywo. Po chwili stan li obok mnie i

ę

ł

ż

ę

 

Winnetou. Wywiadowca obrzuci  nas ponurym spojrzeniem. Przebieg y W  o wiadczy :

ł

ł

ąż ś

ł

— Wojownik Juma melduje mi,  e Vete–ya przyby  tutaj i chce wiedzie , kto obozuje nad

ż

ł

ć

 

wod . Poniewa  jest naczelnym wodzem naszego plemienia, przeto musz  go zaprosi  wraz

ą

ż

ę

ć

 

ze wszystkimi wojownikami. Có  my l  o tym moi bracia?

ż ś ą

— Czy powiedzia e  wywiadowcy — zapyta  Winnetou — ze zawarli my pokój?

ł ś

ł

ś

— Tak.
— Wierzymy,  e nie zawiedzie naszego zaufania. Ale nie wiedz c, czy Vete–ya pragnie

ż

ą

 

pokoju   czy   wojny,   musimy   by   ostro ni,   Owszem,   niech   przyjdzie   ze   swymi   lud mi.

ć

ż

ź  

Pozwalam mu zaj

 po ow  brzegu a  do buku, pod którym spoczywa e . Roznie cie tam

ąć ł ą

ż

ł ś

ć

 

ogie , aby Vete–ya móg  si  rozejrze  doko a. Howgh!

ń

ł ę

ć

ł

Przebieg y   W

  udzieli   pos a cowi   dodatkowych   wskazówek,   odes a   go,   po   czym

ł

ąż

ł

ł ń

ł ł

 

background image

o wiadczy :

ś

ł

— Co kolwiek Vete–ya postanowi, na mnie mo ecie polega .

ś

ż

ć

— A twoi wojownicy?
— Wi kszo ci jestem pewien.. W potrzebie obronimy was przed Wielkimi Ustami.

ę

ś

— Zwo aj   swoich   ludzi   i   wypytaj   ich   dok adnie.   Chcemy   wiedzie ,   czego   si   po   nich

ł

ł

ć

ę

 

spodziewa .

ć

Szczególna by a nasza sytuacja. Mo na sobie wyobrazi  jezioro o  rednicy dwustu kroków,

ł

ż

ć

ś

 

buk,   o   którym   mówi   Winnetou,   wznosi   si   po rodku   jego   po udniowej   cz ci.   St d   na

ł

ł ę ś

ł

ęś

ą

 

zachód po owa jeziora i brzegu mia a nale e  do Jumów, na wschód do nas. Po naszej stronie

ł

ł

ż ć

 

od dawna pali o si  ognisko. Teraz o wietlono równie  dalsz  cz

 brzegu. Nasi J umowie

ł

ę

ś

ż

ą ęść

 

zacz li   przechodzi   na   swój   teren,   my   za   pozostali my   na   swoim,   w   po o eniu   dosy

ę

ć

ś

ś

ł ż

ć 

niebezpiecznym. Nasza garstka, sk adaj ca si  z niewielu Mimbreniów oraz bia ych, byle jak

ł

ą

ę

ł

 

uzbrojonych, obarczonych dzie mi i kobietami, mia a naprzeciw siebie trzystu czterdziestu

ć

ł

 

wojowników,   do   których   wnet   mia   przy czy   si   Vete–ya.   Lecz   dodawa a   nam   otuchy

ł

łą ć ę

ł

 

pewno ,  e w pobli u nas znajduj  si  uzbrojeni Mitabreniowie z Nalgu Mokaszi.

ść ż

ż

ą ę

Nale a o   zawczasu   ukry   konie   w   bezpiecznym   miejscu.   Gdy   doszli my   z   nimi   do

ż ł

ć

ś

 

ciemnego zak tka za drzewami, rzek  do mnie Apacz:

ą

ł

— Mój   brat   we mie   ze   sob   kilku   udzi   i   odprowadzi   konie   do   Nalgu   Mokaszi.   Za

ź

ą

ł

 

kwadrans, a wi c zanim nadejdzie Vete–ya, b dziecie z powrotem.

ę

ę

Ja tymczasem wy l  go ca do Mimbreniów, którzy roz o yli si  na ty ach Jumów. Niech

ś ę ń

ł ż

ę

ł

 

Silny   Bawó   pu ci   pod   nale ytym   nadzorem   konie   na   k   i   sikoro   tylko   Vete–ya   tutaj

ł

ś

ż

łą ę

 

przyb dzie,   niech   si   szybko   do   nas   przybli y.   Po   drodze   spotka   Mimbreniów,   których

ę

ę

ż

 

sprowadzam przez go ca. Nalgu Mokaszi ma g sto obstawi  kotlin . A niech si  zachowuje

ń

ę

ć

ę

ę

 

tak cicho i spokojnie, aby go Jumowie nie spostrzegli. Musimy si  jeszcze umówi  co do

ę

ć

 

has a. Zgód my si  na okrzyk wojenny Siuksów. Skoro go us ysz , maj  w mig ruszy  ku

ł

ź

ę

ł ą

ą

ć  

zachodniemu wybrze u jeziora i zwali  si  na wojowników Vete — — ya. My natomiast wraz

ż

ć ę

 

ze wszystkimi Jurnami, którzy dochowaj  nam przymierza, b dziemy po stronie wschodniej.

ą

ę

 

Je li has a nie us ysz , b dzie to oznacza o pokój; w takim wypadku niech Mimbreniowie

ś

ł

ł ą ę

ł

 

spokojnie czekaj  do rana na swoich stanowiskach.

ą

By  to najlepszy z planów, jaki mo na by o wymy li . Zabra em ze sob  jako eskort  przy

ł

ż

ł

ś ć

ł

ą

ę

 

wierzchowcach sze ciu Mimibreniów, mi dzy nimi obu m odych braci. Byli mile zaskoczeni,

ś

ę

ł

 

dowiedziawszy si ,  e rych o zobacz  ojca. Wkrótce przybyli my do Silnego Bawo u. Chcia

ę ż

ł

ą

ś

ł

ł 

zatrzyma   synów   przy   sobie,   lecz   dzielni   ch opcy   tak   d ugo   prosili   i   nalegali,   ipóki   nie

ć

ł

ł

 

zezwoli  im na powrotn  drog . Odbyli my j  pieszo.

ł

ą

ę

ś

ą

Teren obozowania o wietla y p omienie ognisk. Po chwili rozleg  si  tupot koni i g o ne

ś

ł ł

ł ę

ł ś  

nawo ywanie. Schowali my si  w g szczu, aby obserwowa  wrogów. Winnetou podszed  do

ł

ś

ę

ą

ć

ł  

nas i oznajmi :

ł

— Vete–ya przyby . Zgodnie z umow  zajmuje zachodni  stron . Wkrótce b dziemy go

ł

ą

ą

ę

ę

 

mogli zobaczy .

ć

Istotnie,   na   zachodnim   brzegu   zaroi o   si   od   ludzi.   Na   terenie   naszym   nie   wida   by o

ł

ę

ć ł  

nikogo,   poniewa   ukryli my   si   za   drzewami,   s abo   o wietlonymi   b yskami   gasn cego

ż

ś

ę

ł

ś

ł

ą

 

ogniska. Natomiast po przeciwnej stronie by o tak jasno,  e widzieli my dok adnie wodza

ł

ż

ś

ł

 

rozmawiaj cego z Przebieg ym W

em. Chwilami dobiega  gniewny ton rozmowy, jednak e

ą

ł

ęż

ł

ż  

nie mogli my rozpozna  poszczególnych s ów. S yszeli my równie  g os Przebieg ego W

a.

ś

ć

ł

ł

ś

ż ł

ł

ęż  

Dowodzi o to,  e broni si  z równ  moc  i energi , z jak  tamten napiera.

ł

ż

ę

ą

ą

ą

ą

W  tym   czasie   wróci   pos aniec   Winnetou.   Znalaz   Mimbreniów   i   przyprowadzi   ich   w

ł

ł

ł

ł

 

pobli e. Po drodze spotkali si  z oddzia em Silnego Bawo u i rozleg ym pier cieniem okr

yli

ż

ę

ł

ł

ł

ś

ąż  

jezioro. Teraz mogli my ze spokojem oczekiwa  dalszych faktów, poniewa  musia y wypa

ś

ć

ż

ł

ść 

dla nas pomy lnie.

ś

Obaj   wodzowie   Jumów   usiedli   przy   ognisku,   otoczeni   zwartym   ko em   najstarszych

ł

 

background image

wojowników. Radzono. Mogli my cierpliwie czeka . Nam nie by o spieszno. Ale Silnemu

ś

ć

ł

 

Bawo owi widocznie czas zanadto si  d u y . Przybieg  bowiem, wbrew mojemu zakazowi,

ł

ę ł ż ł

ł

 

dowiedzie  si  o stanie rzeczy.

ć ę

Narada trwa a przesz o dwie godziny, by a niezmiernie burzliwa. W ko cu podniós  si

ł

ł

ł

ń

ł ę 

Przebieg y W  i podszed  do naszego obozu:

ł

ąż

ł

— Moi bracia — rzek  — maj  przyj  do nas, aby si  dowiedzie , co uchwalili my.

ł

ą

ść

ę

ć

ś

— Mo esz nam to zakomunikowa  — odpar em.

ż

ć

ł

— Nie mog . Vete–ya chce wam to oznajmi  osobi cie.

ę

ć

ś

— Nie mamy nic przeciwko temu. Owszem, niech przyjdzie.
— Czy moi bracia nie maj  zaufania?

ą

— …
— Mnie mo ecie w ka dym razie ufa .

ż

ż

ć

— Ilu wojowników ci  poprze?

ę

— Po owa oddzia u. Pozostali popieraj  Vete–ya.

ł

ł

ą

— Czy s dzisz,  e dojdzie do walki?

ą

ż

— Tak, je li nie zgodzicie si  ni warunki Vete–ya.

ś

ę

— Gotowi jeste my ich wys ucha , ale nie godzimy si  nigdzie chodzi , tym bardziej  e

ś

ł

ć

ę

ć

ż  

nie uwa amy Vete–ya za cz owieka honoru.

ż

ł

— Ale on tu nie przyjdzie.
— Wi c niech siedzi na grz dzie, dopóki nie zm drzeje, na co mo e czeka  wiele zim i

ę

ę

ą

ż

ć

 

wiele wiosen. Powtórz mu to w naszym imieniu.

Takie   rozstrzygni cie   nie   by o   po   jego   my li.   Zastanowi   si ,   szukaj c   po redniego

ę

ł

ś

ł ę

ą

ś

 

wyj cia.

ś

— Czy spotkacie si  w po owie drogi, je li i on pó  przejdzie?

ę

ł

ś

ł

— Owszem. Spotkajmy si  pod bukiem, ale bez broni. Ja przyjd  z Winnetou, on za  z

ę

ę

ś  

tob . Po dwóch z ka dej strony.

ą

ż

Przebieg y W

 wróci  do swoich i spiera  si  oko o pó  godziny z Vete–ya.| Przybieg

ł

ąż

ł

ł ę

ł

ł

ł 

powtórnie,  aby  nas  zawtadomi ,  e wódz Jumów  przez  wzgl d na godno

 swego  urz du

ć ż

ą

ść

ę  

musi przyj  w towarzystwie co najmniej sze ciu ludzi.

ść

ś

— Dwóch z naszej i dwóch z waszej strony, nie wi cej. Powiedz mu m stanowczo! Nie

ę

 

ruszymy si  z miejsca póki nie dojdzie do drzewa.

ę

Przebieg y   W

  musia   jeszcze   par   razy   odby   w drówki   mi dzy   naszymi,   obozami,

ł

ąż

ł

ę

ć ę

ę

 

zanim si  stary nie podda . Podeszli do wskazanego buku i usiedli. Poniewa  w tpili my,  e

ę

ł

ż ą

ś

ż  

Juma   pozb dzie  si   no a,  przeto   wbrew   warunkom   spotkania   ka dy  z  nas   zabra   ze   sob

ę

ę ż

ż

ł

ą 

rewolwer.

Vete–ya — powita  nas nienawistnym spojrzeniem. Gdy usiad em przy nim ze wstr tem

ł

ł

ę

 

cofn   róg   pledu,   którym   by   okryty,   aby   si   uchroni   przed   moim   dotkni ciem.   Patrza

ął

ł

ę

ć

ę

ł 

ponuro przed siebie, pewien,  e my zaczniemy pertraktacje. Chcieli my jednak zostawi  ten

ż

ś

ć

 

zaszczyt jemu. Od czasu do czasu podnosi  g ow  i przebija  nas ostrym jak sztylet wzrokiem.

ł ł ę

ł

 

Poniewa  nas ani przewierci , ani sk oni  do rozpocz cia, wi c nagle wybuchn  ochryple:

ż

ł

ł ł

ę

ę

ął

— Moje uszy s  otwarte, a wi c mówcie!

ą

ę

Nie odpowiedzieli my ani ja, ani Winnetou. Po chwili Vete–ya odezwa  si  z pogró k :

ś

ł ę

ż ą

— Je li nie b dziecie mówi , ka  was wystrzela !

ś

ę

ć żę

ć

Wówczas   Winnetou   wskaza   mu   nasz   teren,   do   którego   Juma   siedzia   ty em.   Vete–ya

ł

ł ł

 

odwróci  si  i zobaczy  Mimbreniów, le

cych rz dem z wycelowanymi w niego strzelbami.

ł ę

ł

żą

ę

— Uff, uff! Có  to takiego? — krzykn . — Chcecie mnie zabi ?

ż

ął

ć

— Nie — odpowiedzia  Winnetou — lecz strzelby b d  w pogotowiu, dopóki nie wrócimy.

ł

ę ą

 

Wi cej nie mam ci nic do powiedzenia.

ę
Nie jest rzecz  mi  mie  za sob  przesz o czterdzie ci luf wycelowanych w plecy. Zna

ą łą

ć

ą

ł

ś

ć 

te   by o   po   Vete–ya,   e  siedzi   jak   na   szpilkach.  Aby   skróci   czas   tej   napi tej   sytuacji,

ż ł

ż

ć

ę

 

background image

zdecydowa  si  rozpocz  pierwszy:

ł ę

ąć

— Winnetou i Old Shatterhand s  w moim r ku. Dzie  dzisiejszy b dzie ich ostatnim.

ą

ę

ń

ę

— A Vete–ya wpad  w nasze sid a. Jeszcze w ci gu tej godziny wyniesie si  na tamten

ł

ł

ą

ę

 

wiat. Skoro ten dzie  ma by  naszym ostatnim, to wy lemy tam ciebie przed nami.

ś

ń

ć

ś

— Przeliczcie swoich ludzi i moich! Po czyjej stronie przewaga?
— Winnetou  i Old  Shatterhand  nigdy nie  licz  wrogów. Wszystko  im jedno, jeden  czy

ą

 

dziesi ciu. Niech Vete–ya liczy.

ę

— Zmia d ymy was!

ż ż

— Czy   zmia d yli cie   w   Almaden,   gdzie   by o   nas   czterdziestu   przeciw   trzystu

ż ż ś

ł

 

wojownikom?

— Mnie tam nie by o! Zbadam jeszcze t  spraw . Kto okaza  si  tchórzem, ten zostanie

ł

ę

ę

ł ę

 

przep dzony z naszych szeregów.

ę

Ostatnie s owa skierowane by y pod adresem Przebieg ego W

a, ten za  odpowiedzia

ł

ł

ł

ęż

ś

ł 

gniewnie;

— Kto jest tchórzem? Gdyby  nie wi za  si  ze zdrajcami, nie byliby my nara eni na te

ś

ą ł ę

ś

ż

 

zniewagi!

— Milcz! Pomówi  z Meltonem i dowiem si , kto w tej sprawie zawini .

ę

ę

ł

— Nie b dziesz z nim mówi . Melton jest moj  w asno ci  i nikt bez mego pozwolenia

ę

ł

ą ł

ś ą

 

s owa z nim nie zamieni — rzuci  z w ciek o ci  Przebieg y W

.

ł

ł

ś

ł ś ą

ł

ąż

— Nawet ja, twój zwierzchnik? — zdziwi  si  Vete–ya.

ł ę

— Nawet ty! Nie jeste  moim zwierzchnikiem. Ty  taki sam wódz jak ja, a tylko dlatego

ś

ś

 

e   starszy,   oddano   ci   przewodnictwo.   Ale   nikogo   nie   mo esz   zmusi   do   lepego

ż ś

ż

ć

ś

 

pos usze stwa.   A   obelg   oddam   pod   rozpatrzenie   najstarszych   wojowników   naszego

ł

ń

ę

 

plemienia. Je li za  jeszcze raz j  powtórzysz, natychmiast ci  zak uj !

ś

ś

ą

ę

ł ę

Stary uda ,  e nie s yszy, i zwróci  si  do mnie:

ł ż

ł

ł ę

— Powtarzam,  e wpadli cie w moje r ce. Wszyscy, którzy wam towarzysz , s  równie

ż

ś

ę

ą ą

ż 

zgubieni. Jedna jest tylko droga ocalenia: ty i jeden z synów Nalgu Mokaszi wydacie si  w

ę  

nasze r ce, aby zgin  przy palu.

ę

ąć

— Je li si  zgodz , co czeka moich towarzyszy?

ś ę

ę

— B d  mogli i  swoj  drog .

ę ą

ść

ą

ą

— Czy jeszcze czego  

dasz?

ś żą

— Oddadz  wszystko,  co  maj  przy  sobie  oraz konie,  a tak e konia  i srebrn  rusznic

ą

ą

ż

ą

ę 

Winnetou.

— S uchaj, mój bracie czerwony, przyznaj ,  e b dnie ci  os dzi em, uwa aj c za durnia,

ł

ę ż łę

ę ą ł

ż ą

 

widz  bowiem teraz,  e jeste  starym wyg , kutym na cztery nogi. Ale czy nie zechcia by

ą

ż

ś

ą

ł ś 

spyta  nas, jaka jest nasza wola?

ć

— Wy? Có  wy mo ecie chcie ?

ż

ż

ć

— Przede wszystkim ciebie, poniewa  z Meltonem zmówi e  si  przeciw moim bia ym

ż

ł ś ę

ł  

braciom, poniewa  spali e  hacjend  de| Arroyo. Zatem chcemy mie  ciebie, twoim ludziom

ż

ł ś

ę

ć

 

za  pozwolimy odej  w spokoju.

ś

ść

— Gzy s py mózg wyd uba y ci z czaszki? Jak e mo ecie stawia  warunki, skoro jeste cie

ę

ł ł

ż

ż

ć

ś  

w mojej mocy?

— Takie gadanie do niczego nie doprowadzi. Ty my lisz,  e nas masz w r ku, my —  e

ś

ż

ę

ż  

mamy ciebie. Ko cz  narad .

ń ę

ę

Z tymi s owy podnios em si , zamierzaj c odej . Vete–ya krzykn :

ł

ł

ę

ą

ść

ął

— Stój,   nie   sko czyli my!   Pos uchajcie,   daj   wam   pó   godziny   do   namys u.   Je eli   po

ń

ś

ł

ę

ł

ł

ż

 

up ywie   tego   czasu   nie   wydacie   nam   OM   Shaitterhanda   i   Mimbrenia,   natrzemy   na   was   i

ł

 

wyt pimy co do jednego.

ę

Na   s owa   te   w   ogóle   nie   zareagowali my.   Wówczas   podniós   si   Przebieg y   W

  i

ł

ś

ł ę

ł

ąż  

o wiadczy :

ś

ł

background image

— Jestem Przebieg y W

 i nigdy nie z ama em danego s owa; dotrzymam tak e uk adu,

ł

ąż

ł

ł

ł

ż

ł

 

który zawar em z tymi m

ami.

ł

ęż

— Jak e go chcesz dotrzyma  — rzek  Vete–ya — skoro ja go uniewa niam?

ż

ć

ł

ż

— Tego nie mo esz uczyni . Ja uk ad zawar em i ja jeden mog  uzna  jego wa no  czy

ż

ć

ł

ł

ę

ć

ż ść

 

niewa ko .

ż ść

Vete–ya skoczy  i tupi c nog , zawo a :

ł

ą

ą

ł ł

— Ja go og aszam za niewa ny! Kto si  o mieli powsta  przeciwko Vete–ya?

ł

ż

ę ś

ć

— Ja   si   o miel ,  ja,   Przebieg y  W

.  Moi  wojownicy   wypalili   z   bia ymi   przyjació mi

ę ś

ę

ł

ąż

ł

ł  

kalumet, kalumet z, gliny, krtór , nara aj c si  na niebezpiecze stwa i zachowuj c obrz dy,

ą

ż ą ę

ń

ą

ę  

wydoby em ze  wi tego miejsca. Ka de poci gni cie z kalumetu jest przysi g , której nie

ł

ś ę

ż

ą ę

ę ą

 

wolno  ama . Kto j  naruszy, nigdy nie wejdzie do wiecznych ost pów, tylko jako cie  b dzie

ł

ć

ą

ę

ń ę

 

si  b ka  dooko a ich bram.

ę łą ł

ł

— Nazywasz tych obtcych przyjació mi? A mo e bierzesz ich w obron ?

ł

ż

ę

— Tak. B d  ich broni  do ostatniej kropli krwi.

ę ę

ł

— B dziesz wi c walczy  ze mn  i z moimi wojownikami, którzy s  twoimi bra mi?

ę

ę

ł

ą

ą

ć

— Kto mnie zmusza do z amania przysi gi, ten przesta  by  moim bratem, ten obra a mnie

ł

ę

ł ć

ż

 

i kala wszystkich m

ów mego plemienia. S uchajcie wojownicy, których jestem wodzem,

ęż

ł

 

Vete–ya   nazwa   nas   tchórzami!   Czy   cierpicie   t   obraz ?  

da   od   nas,   aby my   z amali

ł

ś

ę

ę Żą

ś

ł

 

kalumet,   który   jest   najcenniejszym   naszym   skarbem.  

da,   aby my   zniewa yli   nasze   leki

Żą

ś

ż

 

krzywoprzysi stwem. Czy chcecie si  na to zgodzi ?

ę

ę

ć

Krzycza  tak g o no,  e s ycha  go by o bardzo daleko. Odpowiedzia o mu milczenie. Nie

ł

ł ś

ż ł

ć

ł

ł

 

przytakni to mu ani nie zaprzeczono. Wówczas doda :

ę

ł

— Tu stoi Winnetou, tu stoi Old Shatterhand, Czy s yszeli cie, aby który z nich z ama

ł

ś

ł

ł 

kiedy  s owo? Czy maj  o nas mówi ,  e jeste my k amcami? Old. Shatrterhand wydoby

ś ł

ą

ć ż

ś

ł

ł 

mnie z szybu, w którym mi em zgin , Uczyni  to, mimo  e by em jego wrogiem. Czy mam

ął

ąć

ł

ż

ł

 

zdradzi   go,   gdy   jestem   jego   przyjacielem?   Czy   wasz   wódz   powinien   by   k amc ,   czy

ć

ć ł

ą

 

uczciwym cz owiekiem, którego s owu mo na zawierzy ? Rozstrzygniecie sami. Teraz pójd

ł

ł

ż

ć

ę 

z Winnetou i z jego bia ym przyjacielem. Za mn  — w kim serce i rozum! Lecz kto kocha  si

ł

ą

ł ę 

w   k amstwie,   kto   znosi,   gdy   go   tchórzem   nazywaj ,   ten   mo e   zosta   przy   Vete–ya.   Ja

ł

ą

ż

ć

 

powiedzia em,   a   wy   czy cie,   jak   uwa acie.   Skoro   Vete–ya   szuka   zemsty   na   Old

ł

ń

ż

 

Shatterhandzie, niech si  z nim rozprawi w uczciwej walce, je li jest m

ny. Powiedzia em

ę

ś

ęż

ł  

swoje, a wy s yszeli cie. Howgh!

ł

ś

Wzi

  nas   pod   r ce   i   wrócili my   do   siebie.   Mowa   jego   wywar a   wra enie   wprost

ął

ę

ś

ł

ż

 

osza amiaj ce,   owocniejsze,   ni   si   mog em   spodziewa ,   albowiem   wszyscy   jego   ludzie

ł

ą

ż ę

ł

ć

 

poszli za nami. Nie s dz , aby któregokolwiek zabrak o. Jedno nieopatrznie wypowiedziane

ą ę

ł

 

s owo „tchórz” zaszkodzi o staremu wodzowi.

ł

ł

Vete–ya sta  jak skamienia y. Wreszcie wróci  do swego ogniska. Po chwili zawrza o tam

ł

ł

ł

ł

 

jak w ulu. Widzieli my,  e wojownicy starali si  nak oni  go do czego . Trwa o to przesz o

ś

ż

ę

ł ć

ś

ł

ł  

dwie godziny, po czym jeden ze starszych wojowników podszed  do buku, zatrzyma  si  i

ł

ł ę  

zawo a  g o no:

ł ł ł ś

— S uchajcie, wojownicy Jumów i Mimbreniów! Tu stoi D uga Noga, który wiele lat i zim

ł

ł

 

st pa   przez   ycie   i   który   dobrze   wie,   jak   si   odwa ny   wojownik   powinien   zachowa   w

ą ł

ż

ę

ż

ć  

ka dym wypadku. Vete–ya, s ynny wódz Jumów, straci  swego syna od kuli O d Shatterhanda.

ż

ł

ł

ł

 

Ta  krew   musi   by   pomszczona.  

ć

Old   Shatterhand   przestrzeli  Vete–ya   r k .  

ł

ę ę I to musi być 

odkupione.   S uchajcie   jeszcze,   wojownicy!   Przy   Old   Shatterhandzie   znajduje   si   ch opak

ł

ę ł

 

Mimbrenio, zwany Yuma Shetar. To imi  jest obraz  dla ca ego naszego plemienia i tylko

ę

ą

ł

 

mierci  mo e by  zmazane. Musimy wi c zabi  Old Shatterhanda i ch ystka, gdziekolwiek

ś

ą

ż

ć

ę

ć

ł

 

ich spotkamy. Lecz wypalili oni fajk  pokoju z wojownikami Przebieg ego W

a i stali si  ich

ę

ł

ęż

ę  

bra mi. Wskutek tego nie powinni my ich zabija , a zatem zbrodnie ich pom ci , nale y w

ć

ś

ć

ś ć

ż

 

pojedynku.   My   jeste my   obra eni,   my   wi c   wybierzemy   rodzaj   broni   i   sposób   walki.

ś

ż

ę

 

background image

Poniewa  Vete–ya   r k   ma   zranion   i   walczy   nie   mo e,  wi c  musi   go   kto   zast pi . W

ż

ę ę

ą

ć

ż

ę

ś

ą ć

 

zamian   pozwolimy,  aby  Yuma  Shetara  móg   zast pi   jego   m odszy   brat.   Je li  kto   pragnie

ł

ą ć

ł

ś

 

walczy  za Vete–ya, niech si  do nas zg osi.

ć

ę

ł

Sko czywszy przemow , cofn  si  szybko. Pos a em natychmiast po Silnego Bawo u. Nie

ń

ę

ął ę

ł ł

ł

 

chc c jednak, aby ktokolwiek z Jumów go widzia , kaza em sprowadzi  wodza do mrocznego

ą

ł

ł

ć

 

zak tka, gdzie nikt nie móg by go pozna . Szybko przyby , a dowiedziawszy si  o warunkach

ą

ł

ć

ł

ę

 

Vete–ya, odpowiedzia  spokojnie:

ł

— A wi c to by  ten g os, który a  do nas dotar ?

ę

ł

ł

ż

ł

— Kaza em ci przyj , aby si  dowiedzie , czy syn twój ma przyj  wyzwanie.

ł

ść

ę

ć

ąć

— Ale  naturalnie! Czy powinien Mimbrenio powiedzie  o sobie,  e si  ul k  Jurny?

ż

ć

ż ę ą ł

— Twoi synowie s  jeszcze m odzi. Dostan  krzepkiego i do wiadczonego przeciwnika.

ą

ł

ą

ś

— Tym gorzej dla Jumów. B dziemy mogli o nich mówi ,  e ich doro li wojownicy nie

ę

ć ż

ś

 

dorównuj  naszym ch opcom.

ą

ł

— Jeste  wi c pewny zwyci stwa?

ś ę

ę

—  aden Jurna nie pokona mego syna!

Ż

— Który ma walczy , Yuma Shetar czy jego brat?

ć

— Jego brat, aby móg  sobie zdoby  imi .

ł

ć

ę

— Pozosta  tutaj w ukryciu. Nikt nie powinien ci  pozna .

ń

ę

ć

Wróci em do obozu. Ch opcy nie zdradzali najmniejszego  ladu ciekawo ci.

ł

ł

ś

ś

— Rozmawia em z waszym ojcem — rzek em — Co zamierzacie?

ł

ł

— Walczy  — odpowiedzia  m odszy. — Pragn  zdoby  imi . Mój brat odst pi  mi prawo

ć

ł ł

ę

ć

ę

ą ł

 

walki.

Cisza panowa a w naszym obozie. Ko o godziny pierwszej wróci  do buku D uga Noga i

ł

ł

ł

ł

 

oznajmi :

ł

— Na   radzie   starszych   postanowiono   co   nast puje:   pierwszy   walczy   Old   Shatterhand,

ę

 

pó niej dopiero Mimbrenio. Old Shatterhand b dzie si  bi  na oszczepy. Przeciwnik nie jest

ź

ę

ę ł

 

jeszcze wyznaczony, przeto sposób walki omówimy pó niej. Zapasy z Mimbreniem odb d

ź

ę ą 

si  w wodzie na no e. Jego przeciwnikiem b dzie Czarny Bóbr. Walka trwa do ostatniego

ę

ż

ę

 

tchu i tylko zwyci zca ma prawo wyj  z wody. Sko czy em.

ę

ść

ń ł

Podziwia em chytro  Jumow. Imi  Czarny Bóbr wskazywa o,  e ten, kto je nosi, czuje si

ł

ść

ę

ł ż

ę 

w wodzie jak w swoim  ywiole. Ja za  mia em walczy  na oszczepy, a wi c wed ug zdania

ż

ś

ł

ć

ę

ł

 

czerwonych, na bro  mi nie znan . Ale byli w b dzie. Winnetou, niezrównany mistrz we

ń

ą

łę

 

w adaniu oszczepem, nauczy  mnie tej trudnej sztuki.

ł

ł

By em jednak niespokojny o malca, który z ca  naiwno ci  u miecha  si  do mnie, nie

ł

łą

ś ą ś

ł ę

 

odczuwaj c  adnej trwogi.

ą ż

— Czy mój m ody brat — zapyta em — jest dobrym p ywakiem?

ł

ł

ł

— Zawsze najch tniej przebywa em w wodzie.

ę

ł

— Pluska  si  w wodzie, a walczy  w niej na no e — to nie to samo.

ć ę

ć

ż

— Nieraz walczy em tak z bratem.

ł

— Nie b d  zbyt pewny siebie. Czarny Bóbr ma gro ne imi . Posiada z pewno ci  wielk

ą ź

ź

ę

ś ą

ą 

wpraw   w   tego   rodzaju   walce.   Jednak e   przebieg o

  nieraz   bardziej   si   przydaje   ni

ę

ż

ł ść

ę

ż 

bieg o . Twój przeciwnik jest na pewno od ciebie mocniejszy, musisz t  przewag  wyrówna

ł ść

ę

ę

ć 

podst pem.   (Przede   wszystkim   w   adnym   razie   nie   daj   si   przez   niego   schwyta ,   bo

ę

ż

ę

ć

 

niechybnie zginiesz. Czy znasz ro lin , któr  wy nazywacie „sika”?

ś ę

ą

— Tak, ro nie w wielkich ilo ciach u brzegu i miedzy krzewami.

ś

ś

—  odyga jej jest wewn trz pusta i tworzy doskona  rur . Zwró  na to

Ł

ą

łą ę

ć

 uwag .

ę

Spojrza  na mnie zdziwiony; nie zrozumia .

ł

ł

— Doskona a rura do oddychania.; By em ongi   cigany przez Komanczów. Schroni em

ł

ł

ś ś

ł  

si  w rzece. Pogr

ony po g ow , sta em d ugie godziny, oddychaj c tylko przez tak  rurk .

ę

ąż

ł ę

ł

ł

ą

ą

ę  

Ale pami taj, kaszle  nie wolno. Tkwi c w wodzie ko o brzegu i oddychaj c przez  odyg ,

ę

ć

ą

ł

ą

ł

ę  

background image

mo esz z ca ym spokojem oczekiwa  wroga. Wszak uczono ci , aby  mia  oczy otwarte w

ż

ł

ć

ę

ś

ł

 

wodzie?

— O tak! Gdy woda jest jasna, wida  wszystko w promieniu wielu kroków.

ć

— To wystarczy.
Po chwili Mimbrenio oddala  si . Widzia em, jak odci  kilka  odyg wspomnianej ro liny i

ł ę

ł

ął

ł

ś

 

znikn  z bratem w krzakach. Id c za nimi, stwierdzi em;  e Yuma Shetar wciera  mu w cia o

ął

ą

ł

ż

ł

ł  

oliw  czy jaki  inny t uszcz.

ę

ś

ł

Up yn o sporo czasu, zanim D uga Noga podszed  po raz trzeci do buku i oznajmi :

ł ęł

ł

ł

ł

— S uchajcie,   wojownicy,   co   postanowiono   na   radzie   starszych!   Krew,   któr   Old

ł

ą

 

Shatterhand  przela ,   jest krwi   syna  wodza,  wi c wymaga  podwójnego  okupu.  Przeto   Old

ł

ą

ę

 

Shatterhand   powinien   walczy   nie   z   jednym,   i   lecz   z   dwoma   naraz.   Ka dy   otrzyma   pi

ć

ż

ęć 

oszczepów,   odleg o

  mi dzy   walcz cymi   —   trzydzie ci   kroków.   Oszczepy   maj   by

ł ść

ę

ą

ś

ą

ć 

rzucane. Nikomu nie wolno opuszcza  stanowiska, modna tylko zrobi  jeden krok w ty , w

ć

ć

ł  

przód lub w lewo. Tarczy nie wolno u ywa . Kto pozb dzie si  wszystkich oszczepów, musi

ż

ć

ę

ę

 

sta  na miejscu, dopóki przeciwnik nie wyrzuci swoich. Rana nie k adzie kresu walce, jedynie

ć

ł

 

mier  mo e i j  zako czy . Old Shatterhand b dzie walczy  z D ugimi W osami i Mocnym.

ś

ć

ż

ą

ń ć

ę

ł

ł

ł

 

Ramieniem. Niechaj przyjdzie po swoje oszczepy!

Nie unios em si  nawet nad traw , w której le a em. Jumowie zachowywali si  tak, jak

ł

ę

ę

ż ł

ę

 

gdyby do nich nale a o dyktowanie warunków, a nam pozostawa o potulnie ich s ucha . Obaj

ż ł

ł

ł

ć

 

moi przeciwnicy stali ju  z broni  w r ku. Wykonali wyzywaj cy ruch i zawyli przera liwie.

ż

ą

ę

ą

ź

 

Kiedy i to nie poskutkowa o, Podszed  D uga Noga do brzegu i zawo a :

ł

ł ł

ł ł

— Dlaczego  Old  Shatfterhand  nie  nadchodzi?  Czy  z l ku  zesztywnia y  mu   nogi? Tutaj

ę

ł

 

stoj  m

ni wojownicy, którzy go oczekuj .

ą ęż

ą

Le a em z niewzruszonym spokojem. Przeczeka  dziesi  minut i znowu krzykn :

ż ł

ł

ęć

ął

— Jest tak, jak rzek em. Old Shatterhand nie ma odwagi. Wlaz  w traw  i ukry  si  za

ł

ł

ę

ł ę  

krzewami. Ha ba! Czy  nie wie, co przystoi wojownikowi?

ń

ż

Wówczas wyst pi  Winnetou i zawo a :

ą ł

ł ł

— Jaka   to   aba  wylaz a   z   wody,  aby   nam   skrzecze   nad   uchem?   Old   Shatterhand   jest

ż

ł

ć

 

najodwa niejszym wojownikiem sawanny! Kito  mie w tpi  o jego m stwie? Imi  jego znane

ż

ś

ą ć

ę

ę

 

w ca ej prerii, we wszystkich górach i dolinach. Kto jednak s ysza  kiedy  o jakiej  D ugiej

ł

ł

ł

ś

ś ł

 

Nodze? Có  to za cz owiek i czego dokona ? Czy mo e mi kto powiedzie ? Jak e  mie ten

ż

ł

ł

ż

ć

ż ś

 

osobnik   zawezwa   do   siebie   Old   Shatterhanda?   Jak   mie   nam   narzuca   przeciwników   i

ć

ś

ć

 

sposób   walki?   Czy   kto   z   was   odwa y   si   wyst pi   w   pojedynku   przeciw   Old

ś

ż ł ę

ą ć

 

Shatterhandowi?  aden.  Z by wam szcz ka y  ze, Strachu. Postanowili cie tedy we dwóch

Ż

ę

ę ł

ś

 

stawi   mu   czo o   i   wybrali cie   bro ,   któr   zapewne   nie   w ada.   Bo   któ   widzia   Old

ć

ł

ś

ń

ą

ł

ż

ł

 

Shatterhanda z oszczepem? Wstyd i ha ba wam! Wy, którzy nie wstydzicie si  walczy  z

ń

ę

ć  

ch opcem, nie maj cym jeszcze imienia, jeste cie warci, aby wam stare kobiety naplu y w

ł

ą

ś

ł

 

twarz, aby was wyp dzono z obozu! Nie wiecie nawet jak ma si  odbywa  pojedynek i co mu

ę

ę

ć

 

powinno towarzyszy . Czy jeste my chorymi bizonami, aby my pozwolili si  po era  przez

ć

ś

ś

ę ż ć

 

stado kojotów? Pragniecie zemsty, chcecie walki — dobrze, ale musi to by  walka uczciwa.

ć

 

Dwóch wodzów b dzie nad ni  czuwa : ja i Vete–ya. Chc  obejrze  oszczepy i zbada , czy

ę

ą

ć

ę

ć

ć

 

aby jeden nie jest mocny i gi tki, a drugi spróchnia y i kruchy. I nie na waszym terenie b dzie

ę

ł

ę

 

si  odbywa a walka, lecz na pograniczu, ko o buku. Wielkie Usta i ja odliczymy trzydzie ci

ę

ł

ł

ś  

kroków. B dziemy sekundowali i je li kto wykroczy przeciw tym zarz dzeniom, po o

 go

ę

ś

ą

ł żę  

trupem na miejscu. Tak ma by . Wódz niech mi odpowie, czy si  godzi czy nie; wódz, a nie

ć

ę

 

kto inny, bo kto podnosi g os wobec Winnetou, musi by  m

em. Powiedzia em, ja, wódz

ł

ć ęż

ł

 

Apaczów. Teraz niech si  odezwie Vete–ya, je li ze strachu g os mu nie uwi z  w gardle.

ę

ś

ł

ą ł

 

Howgh.

Po d u szym milczeniu odpowiedzia  Vefte–ya:

ł ż

ł

— Przyjmujemy warunki Winnetou. Niech podejdzie do buku, tam si  z nim spotkam.

ę

background image

Winnetou   podszed   do   buka;   Przyniesiono   dwadzie cia   oszczepów.   Apacz   zbada   je

ł

ś

ł  

dok adnie   i   odrzuciwszy   s absze,   wybra   pi tna cie.   Odmierzono   dystans.   D ugie  W osy   i

ł

ł

ł ę ś

ł

ł

 

Mocne Rami  stan li na wyznaczonych posterunkach w odleg o ci trzech kroków od siebie.

ę

ę

ł ś

 

Vete–ya usadowi  si  przy nich z rewolwerem w r ku, aby mnie zabi  przy najmniejszym

ł ę

ę

ć

 

wykroczeniu.   Wreszcie   wezwano   mnie   na   stanowisko.   Nie   opodal   Winnetou   trzyma   w

ł  

pogotowiu srebrn  rusznic . To, co ci ludzie nazwali walk , mog o si  rozpocz

.

ą

ę

ą

ł ę

ąć

— Czy chcia by , abym da  im

ł ś

ł  nauczk ? — zapyta em Winnetou na stronie.

ę

ł

— . Tak, zas uguj  na to,  ajdacy. Znasz mój rzut podwójny. Jeden dla zamydlenia oczu, a

ł

ą

ł

 

zaraz za nim drugi. Celny.

Podnios em   z   ziemi   pi

  oszczepów.   Leciutkie   by y   i   cienkie.   Winnetou   da   znak   do

ł

ęć

ł

ł

 

rozpocz cia.   Odwróci em   si   nieco   i   udawa em,   e   patrz   na   jezioro,   aczkolwiek   nie

ę

ł

ę

ł

ż

ę

 

spuszcza em z oka przeciwników. Za nimi p on o ognisko, za mn  by o ciemno. Ja przeto

ł

ł ęł

ą ł

 

mog em widzie  ich oszczepy o wiele lepiej ni  oni moje.

ł

ć

ż

Up yn o   pi

  minut,   a   nikt   z   nas   si   nie   poruszy .   Moi   przeciwnicy   poczynali   si

ł ęł

ęć

ę

ł

ę 

niecierpliwi .   Ja   spokojnie  czeka em,   pomny   przestrogi,   e  kto   utraci  wszystkie  oszczepy,

ć

ł

ż

 

musi sta  na miejscu, dopóki przeciwnik nie wyrzuci swoich. Chcia em, aby to oni najpierw

ć

ł

 

wyzbyli si  oszczepów i dr eli ze strachu przed moim ostatnim rzutem.

ę

ż

Znowu   up yn o   pi

  minut.  Wreszcie   zniecierpliwiony   D ugie   W osy   odst pi   w   ty   i

ł ęł

ęć

ł

ł

ą ł

ł  

cisn . Odsun em si  o krok; oszczep przemkn  ko o mnie ze  wistem. Nast pnie rzuci ;

ął

ął

ę

ął ł

ś

ę

ł  

Mocne Rami  raz i drugi, i znów D ugie W osy raz. Ale bez skutku. Pozosta y im po trzy

ę

ł

ł

ł

 

oszczepy. Zacz li si  wzajemnie obsypywa  wyrzutami, wobec czego rzek em:

ę ę

ć

ł

— Wojownicy   Jumów   s   dzie mi,   które   nie   maj   do wiadczenia  i   nie  potrafi   my le .

ą

ć

ą ś

ą

ś ć  

Celuj  zno nie, ale to jeszcze nie wystarczy, aby we mnie ugodzi .

ą

ś

ć

— Dostanie si  tobie i to natychmiast. Chwytaj! — to mówi c, Mocne Rami  wypu ci

ę

ą

ę

ś ł 

oszczep. Z o  wzmog a jego si , ale pozbawi a go celno ci. Oszczep przeszy  powietrze ze

ł ść

ł

łę

ł

ś

ł

 

wistem. Ten sam skutek odniós  porywczy rzut D ugich W osów.

ś

ł

ł

ł

— Powiedzia em wam ju ,  e jeste cie dzie mi, które wpadaj  w gniew i nie panuj  nad

ł

ż ż

ś

ć

ą

ą

 

czynem. Powiem wam,: co nale y robi : dlaczego rzucacie pojedynczo? Wszak  atwiej mi

ż

ć

ł

 

unikn  jednego oszczepu, ani eli dwóch naraz.

ąć

ż

— Uff! — krzykn  D ugie W osy.

ął ł

ł

— Uff! — zawtórowa  Mocne Rami .

ł

ę

Spogl dali po sobie ze zdumieniem. My l tak prosta, tak jasna, nie wpad a im do g owy.

ą

ś

ł

ł

 

Wprawdzie   nie   powinienem   by   jej   podsun ,   ale   umia em   da   sobie   rad   z   dwoma

ł

ąć

ł

ć

ę

 

oszczepami rzuconymi jednocze nie: przed jednym nale y si  usun , a drugi — odparowa .

ś

ż ę

ąć

ć  

Oczywi cie, gdybym mia  przeciwników sprawnych i do wiadczonych, którzy celowaliby w

ś

ł

ś

 

jeden punkt, w g ow  lub pier , i rzucili nie naraz, lecz z drobnym odst pem czasu, wówczas

ł ę

ś

ę

 

nie uszed bym z  yciem. ; »

ł

ż

Lecz moi oszczepnicy nie obrali sobie i nawet wspólnego celu. Odst pi em o krok przed

ą ł

 

jedn   dzid   i   odparowa em:   drug .   Rozw cieczeni   powtórzyli   manewr   —   z   tym   samym

ą

ą

ł

ą

ś

 

skutkiem.   Wyrzucili   ostatnie   oszczepy   i   stali   bezbronni,   podczas   gdy   ja   zachowa em   je

ł

 

wszystkie.

Winnetou podszed  do nich, aby ich zmusi  w razie potrzeby do wytrwania na miejscu.

ł

ć

— Teraz   wojownicy   Jumów   —   rzek em   —   dowiedz   si ,   czy   w adam   t   broni .

ł

ą ę

ł

ą

ą  

Post pili cie   wzgl dem   mnie   nieuczciwie,   ale   nic   wam   to   nie   pomog o.   Nawet   mój   brat

ą ś

ę

ł

 

Winnetou nie dostrzeg  waszej nieuczciwo ci, aczkolwiek rzuca a si  po prostu w oczy.

ł

ś

ł ę

— Nieuczciwo ? — zapyta  Apacz. — Jaka? Nie mam najmniejszego poj cia.

ść

ł

ę

— Oblicz.   Oni   mieli  dziesi

  oszczepów   przeciw   mnie.   Ja  mam  po   dwa  i   pó   przeciw

ęć

ł

 

ka demu z nich. Rzecz jasna,  e byli uprzywilejowani. Czy to s uszne?

ż

ż

ł

— Nie. Ale nikt o tym nie pomy la .

ś ł

— Ja o tym pomy la em, ale nawet nie wspomnia em, wiedz c,  e i z tym sobie poradz .

ś ł

ł

ą ż

ę  

background image

Zaczynam!

Mierzy em w drzewo, które wznosi o si  z lewej strony za moimi przeciwnikami. Obra em

ł

ł ę

ł  

sobie za cel grzybek, rosn cy pod pierwsz  ga zi , i trafi em. Jumowie roze miali si  weso o,

ą

ą łę ą

ł

ś

ę

ł  

oszczep bowiem przemkn  co najmniej .w odleg o ci czterech kroków od nich.

ął

ł ś

— Z czego  miej  si  Jumowie? — krzykn  Winnetou. — Czy  nie widz ,  e to by  tylko

ś

ą ę

ął

ż

ą ż

ł

 

rzut   próbny?   Old   Shatterhand   ma   jeszcze   cztery   oszczepy.   Dwa   ugodz   D ugie   W osy   i

ą ł

ł

 

Mocne Rami  w lewe biodra.

ę

Tymi s owy Winnetou wskaza  mi cel. Postanowi em wykorzysta  manewr, którego mnie

ł

ł

ł

ć

 

nauczy .   Rzuca   si   jeden   oszczep   dla   odwrócenia   uwagi,   a   wnet   potem   drugi,   który   przy

ł

ę

 

pewnym do wiadczeniu nigdy nie chybi.

ś

— A wi c w lewe biodro — zawo a em. — Zaczn  od Mocnego Ramienia. Niech uwa a!

ę

ł ł

ę

ż

Wymieniony Juma utkwi  wzrok w moj  praw  r k . Mierzy em ni  w jego prawy bok.

ł

ą

ą ę ę

ł

ą

 

Miarkowa em s usznie,  e wskutek tego odwróci si  do mnie lewym. W  lad za pierwszym

ł

ł

ż

ę

ś

 

oszczepem   chybionym   wys a em   drugi,   który   trafi   w   upatrzone   biodro.   Jurna   krzykn

ł ł

ł

ął 

przera liwie i run  na ziemi .

ź

ął

ę

— Teraz kolej na D ugie W osy — zapowiedzia em i w oka mgnieniu rozci gn em go na

ł

ł

ł

ą ął

 

ziemi obok towarzysza. Po czym zawróci em do obozu.

ł

— Oto jest rzut Old Shatterhanda — s ysza em za sob  g os Winnetou. — Znacie go ju

ł

ł

ą ł

ż 

dobrze. Teraz b dzie walczy  Czarny Bóbr z Mimbreniem, który jeszcze nie ma imienia.

ę

ł

Przeciwnik   Mimbrenia  by   silnym,   barczystym   m

czyzn .  Zrzuci   z  siebie  pled,   który

ł

ęż

ą

ł

 

okrywa  jego nagie; atletycznie zbudowane cia o. Winnetou

ł

ł

 tymczasem rozmówi  si  z Vete–

ł ę

ya, a nast pnie zawo a :

ę

ł ł

— Niech Mimbrenio wejdzie do wody ze swojego, a Czarny Bóbr ze swojego brzegu. W 

wodzie   mog   robi ,   co   im   si   ywnie   podoba.  Ale   tylko   zwyci zca   mo e  wyj

  na   l d.

ą

ć

ę ż

ę

ż

ść

ą  

Zwyci

ony musi zgin  i odda  swój skalp przeciwnikowi. Howgh.

ęż

ąć

ć

Mimbrenio wyszed  nago na brzeg. Trzyma  nó  w r ce. Na biodrach wi a si  cieniutka

ł

ł ż

ę

ł ę

 

nitka, do której z ty u by y przywi zane  odygi siki, widoczne dla nas, lecz nie dla Jumy.

ł

ł

ą

ł

 

Cia o jego  wieci o namaszczone oliw . Spostrzeg em w mroku wbite w niego p on ce oczy,

ł

ś

ł

ą

ł

ł ą

 

oczy ojca, który na widok Czarnego Bobra zatrwo y  si  w g bi serca.

ż ł ę

łę

Winnetou kla ni ciem da  znak do rozpocz cia walki, po czym obaj przeciwnicy zanurzyli

ś ę

ł

ę

 

si   w   jeziorze.   Czarny   Bóbr   skoczy   z   rozmachem,   e  a   si   woda   zapieni a,   pot

nymi

ę

ł

ż ż ę

ł

ęż

 

ruchami r k i nóg pru  fale, p yn c ku ch opcu. Mimbrenio za  wszed  do jeziora powoli,

ą

ł

ł ą

ł

ś

ł

 

ostro nie i porusza  si  jak gdyby z namys em. Widzia em jak zerwa  z nitki przygotowane

ż

ł ę

ł

ł

ł

 

ody ki ro liny, po czym pos uguj c si  tylko nogami i jedn  r k , podp ywa  ku Czarnemu

ł ż

ś

ł

ą ę

ą ę ą

ł

ł

 

Bobrowi, zbli aj cemu si  z du  szybko ci .

ż ą

ę

żą

ś ą

Kiedy   odleg o

  mi dzy   nimi   zmala a,   Mimbrenio   a   za   nim   Juma   znikn li   pod

ł ść

ę

ł

ę

 

powierzchni  wody. Po chwili ch opak wynurzy  g ow  i obejrza  si  dooko a, Wnet potem

ą

ł

ł ł ę

ł ę

ł

 

wychyli  si  Czarny Bóbr. Stali obok siebie, lecz nie widzieli si  wzajemnie. Wówczas jaki

ł ę

ę

ś 

Juma z wybrze a, wyci gaj c przed siebie r ce, zawo a :

ż

ą ą

ę

ł ł

— Odwró  si , odwró  si , Czarny; Bobrze! Ch opak jest tu  za tob !

ć ę

ć ę

ł

ż

ą

Ledwie zdo a  wykrzykn  ostatnie s owa, pad  ra ony kul  Winnetou.

ł ł

ąć

ł

ł ż

ą

— To   samo   spotka   ka dego,   kto   si   wtr ci   do   walki   i   —   zagrzmia   g os   Winnetou,

ż

ę

ą

ł ł

 

zag uszaj c w ciek e wycie Jumów.

ł

ą ś

ł

Po chwili uciszyli si  i z napi ciem  ledzili walk . Gwarny Bóbr odwróci  si  i zobaczy

ę

ę

ś

ę

ł ę

ł 

ch opca. Trzymaj c nó  w ustach, wpad  na Mimbrenia i chwyci  go obur cz. Lecz malec

ł

ą

ż

ł

ł

ą

 

wy lizgn  si  zr cznie i znikn  pod r kami swego wroga. W nast pnej chwili us yszeli my

ś

ął ę ę

ął

ę

ę

ł

ś  

krzyk Czarnego Bobra i zobaczyli my, jak zacz  si  szybko oddala . J  p yn

 na plecach,

ś

ął ę

ć ął ł ąć

 

poruszaj c  nogami i jedn  r k , drug  za   bada  krwawi c  ran . Mimbrenio  zada  mu  j

ą

ą ę ą

ą ś

ł

ą ą

ę

ł

ą 

no em w brzuch, przy czym, jak si  pó niej okaza o. Jurna z przera enia wypu ci  z z bów

ż

ę ź

ł

ż

ś ł

ę

 

swój nó .

ż

background image

Wnet potem krzykn  po raz wtóry, otrzyma  bowiem drug  ran  w plecy. Odp yn  jak

ął

ł

ą

ę

ł ął

 

najdalej   i   znikn   pod   powierzchni .   Tylko   od   czasu   do   czasu   wynurza   si ,   aby   nabra

ął

ą

ł ę

ć 

powietrza. Szuka  ch opca, który znikn  jak kamie  w wodzie.

ł ł

ął

ń

Min o pó  godziny. Rozwidni o si . Mimbrenio ci gle by  niewidoczny, a Czarny Bóbr

ęł

ł

ł

ę

ą

ł

 

wci

 go szuka . Wreszcie Juma zbli y  si  do brzegu i p ywa  powoli, badaj c ka de miejsce

ąż

ł

ż ł ę

ł

ł

ą

ż

 

wzrokiem i r koma. Naraz co  jak gdyby zatrzyma o jego uwag . Przygl da  si  podejrzliwie,

ę

ś

ł

ę

ą ł ę

 

podp yn   bli ej   i   nagle   g owa   jego,   a   potem   r ce   i   nogi   zapad y   si   w   g b.   Nad   nim

ł ął

ż

ł

ę

ł

ę

łą

 

bulgota a woda i utworzy  si  wir. Pod powierzchni  jeziora odbywa a si  okrutna walka na

ł

ł ę

ą

ł ę

 

mier  i  ycie. Lecz komu  mier , a komu  ycie?

ś

ć ż

ś

ć

ż

W ko cu wynurzy  si  z wody  Mimbrenio. P yn  ruszaj c nogami i jedn  r k , drug

ń

ł ę

ł ął

ą

ą ę ą

ą 

wlók  w wodzie. Pokrótce znikn  nam z oczu za krzewami. Odwróci em si  do swoich i

ł

ął

ł

ę

 

zawo a em przyciszonym g osem:

ł ł

ł

— Zabi  Czarnego Bobra i zamierza go oskalpowa . W tym celu wyci gn  go z wody.

ł

ć

ą ął

 

Trzymajcie   bro   w   pogotowiu,   gdy   obawiam   si ,   e   Jumowie   nie   potrafi   opanowa

ń

ż

ę ż

ą

ć 

wybuchu w ciek o ci.

ś

ł ś

Istotnie, po chwili ukaza  si  Mimbrenio, przyp yn  do nas i wyszed  na l d.

ł ę

ł ął

ł

ą

— Stój! — krzycza  Vete–ya. — Tylko zwyci zca mo e wyj  z wody, zwyci

ony musi w

ł

ę

ż

ść

ęż

 

niej zgin !

ąć

Mimbrenio w odpowiedzi wskaza  nó  w prawej, skalp w lewej r ce i odpar :

ł ż

ę

ł

— Niech   zatem   Vete–ya   obejrzy   Czarnego   Bobra,   który   le y   w   zagajniku,   i   niech   si

ż

ę 

przekona, czy  yje jeszcze. Oto jest jego skalp.

ż

Mimbreniowie winszowali mu okrzykami. Nie odniós  najmniejszej rany, najmniejszego

ł

 

zadra ni cia.   Jumowie  pienili   si   z  w ciek o ci.   Krzycz c  gniewnie  pobiegli  do   obozu   po

ś ę

ę

ś

ł ś

ą

 

bro .

ń

Pomkn em   czym   pr dzej   do   Vete–ya,   który   sta   jeszcze   pod   bukiem   w   towarzystwie

ął

ę

ł

 

Apacza.

— Twoi wojownicy — rzek em — biegn  po bro . Zatrzymaj ich, póki czas.

ł

ą

ń

— Ani my l  — odpowiedzia , si gaj c po rewolwer.

ś ę

ł ę ą

— Niech tylko jeden strza  padnie, a wszyscy jeste cie zgubieni!

ł

ś

— Zobaczymy! Mamy nie mniej od was wojowników.
— Mylisz si . Chod  ze mn , a zobaczysz.

ę

ź

ą

Chwyci em   go   za  r k   i  wyprowadzi em   na   otwart   przestrze .  Przy   wietle  dziennym

ł

ę ę

ł

ą

ń

ś

 

wida  by o dok adnie Mimbreniów okr

aj cych nas pier cieniem.

ć ł

ł

ąż ą

ś

— Co to za ludzie? — zapyta  struchla y z przera enia.

ł

ł

ż

— To Nalgu Mokaszi i setki jego wojowników. Jeste cie okr

eni. — Widzisz wi c,  e

ś

ąż

ę ż  

walka musi si  sko czy  wasz  kl sk .

ę

ń ć

ą ę ą

Chwyci  si  z rozpaczy za g ow  i zapyta :

ł ę

ł ę

ł

— Ofiarujesz nam przebaczenie czy m cze ski pal?

ę ń

— Przebaczenie.
— Ufam tobie. Spieszmy si ! Pr dzej!

ę ę

Przybyli my akurat we w a ciwym czasie, Jumowie bowiem szykowali si  do natarcia i

ś

ł ś

ę

 

czekali tylko na wodza. Podbieg  do nich wyja ni  sytuacj , ja natomiast odes a em Silnego

ł

ś ć

ę

ł ł

 

Bawo u do jego oddzia u, aby przygotowa  go na wszelki wypadek do walki.

ł

ł

ł

Vete–ya musia  u y  ca ej swojej w adzy i sprytu, aby powstrzyma  zap dy wojowników.

ł ż ć ł

ł

ć

ę

 

Ulegli nie tyle zreszt  jego krasomówstwu, ile raczej wymownemu widokowi Mimbreniów,

ą

 

którzy ich okr

ali zwartym murem.

ąż

Nalgu Mokaszi podszed  do mnie i zapyta , wskazuj c na Jumów:

ł

ł

ą

— Jak s dzisz, czy b d  si  broni ?

ą

ę ą ę

ć

— Nie. Rozmawia em z ich wodzem.

ł

— Wi c si  poddadz ?

ę ę

ą

background image

— Tak my l .

ś ę

— A zatem zgin  przy palu.

ą

— Nie przypuszczam. Je eli ofiarujesz im pal, nie poddadz  si , lecz b d  walczy  a  do

ż

ą ę

ę ą

ć ż  

ostatniego tchu.

— No, to i có  z tego?

ż

— To b dzie nas kosztowa o bardzo wiele krwi.

ę

ł

— Nie mów wci  o krwi. Powystrzelamy ich wszystkich.

ąż

— Ale zginie przy tym tak e wielu twoich wojowników.

ż

— W tpi . Walka nie potrwa d ugo. Oni stanowi  znikom  garstk  wobec naszej gromady:

ą ę

ł

ą

ą

ę

 

ja z Mimbreniami, Winnetou, ty i twoi biali, Przebieg y W

 wraz z Jumami, którzy s  za

ł

ąż

ą  

wami.

— S  za nami, lecz b d  przeciwko tobie.

ą

ę ą

— Có  to znaczy?

ż

— To znaczy,  e przyrzek em Vete–ya i jego ludziom przebaczenie.

ż

ł

— Przebaczenie? Jakim prawem przyrzek e ? Czy, byli w twoim r ku czy w moim?

ł ś

ę

— Z pocz tku w moim. A mo e chcesz ich poprowadzi  do m cze skiego pala, aby po

ą

ż

ć

ę ń

 

drodze   pozwoli   im   umkn ?   Otwórz   oczy,   rozejrzyj   si   w   sytuacji.   Ja   i   Winnetou   nie

ć

ąć

ę

 

b dziemy   macza   palców   w   upragnionym   przez   ciebie   pogromie.   Nie   s dzisz   chyba,   aby

ę

ć

ą

 

Przebieg y W  i jego Jumowie przygl dali si  oboj tnie mordowaniu ich braci w imi  twego

ł

ąż

ą

ę

ę

ę

 

okrucie stwa. Pokój natomiast by by b ogos awie stwem, zarówno dla nas, jak i dla nich. W

ń

ł

ł

ł

ń

 

dodatku dostanie ci si  wielki  up.

ę

ł

—  up? A wi c nie przyrzek e ,  e mienie ich nie poniesie  adnego uszczerbku? To mnie

Ł

ę

ł ś ż

ż

 

bardzo dziwi!

— Ofiarowa em im przebaczenie, a zatem tylko  ycie. Co si  tyczy  upu, to radz  ci go

ł

ż

ę

ł

ę

 

nawet za

da . Odbierz im bro  i konie, to ich os abi na d u szy czas. Nie mo na przepu ci

żą ć

ń

ł

ł ż

ż

ś ć 

bezkarnie ostatnich zbrodni Vete–ya.

— Zgadzam si . Pomów jeszcze w tej sprawie z Przebieg ym W

em.

ę

ł

ęż

Wiedzia em, i  Przebieg y W

 nie b dzie si  temu sprzeciwia . Ju  dawno spostrzeg em,

ł

ż

ł

ąż

ę

ę

ł ż

ł

 

e m ody, ambitny Indianin by  zazdrosny o w adz  Vete–ya i marzy  o jej zagarni ciu. Nie

ż ł

ł

ł ę

ł

ę

 

zdziwi bym   si ,  gdyby   pragn   os abienia  i  wodza  i   jego   zwolenników.  Istotnie,   kiedy   go

ł

ę

ął ł

 

zapyta em o zdanie, odpar :

ł

ł

— Mo ecie z nimi  zrobi   wszystko,  co  si  wam podoba. Tylko  nie  zabijajcie  ich  i  nie

ż

ć

ę

 

bierzcie do niewoli. Musia bym si  temu przeciwstawi , poniewa  s  moimi bra mi.

ł

ę

ć

ż ą

ć

— Wiesz, co zrobi  Vete–ya, i przyznasz chyba,  e zas u y  na kar .

ł

ż

ł ż ł

ę

— To mnie nie obchodzi. Zabierzcie wszystko i pozwólcie im odej .

ść

Zakomunikowa em   tre

  rozmowy   Silnemu   Bawo owi,   który   poprosi   mnie,   abym

ł

ść

ł

ł

 

osobi cie poszed  do Vete–ya z uk adem kapitulacji. Zgodzi em si , poniewa  ciekaw by em,

ś

ł

ł

ł

ę

ż

ł

 

jak przyjmie cios z mej r ki ten starzec, który niedawno jeszcze przeznaczy  mnie na pal

ę

ł

 

m cze ski.

ę ń

Znalaz em   si   w ród   gromady   uzbrojonych   Jumów,  obrzucaj cych   mnie  nieprzyjaznym

ł

ę ś

ą

 

spojrzeniem, które  wiadczy o,  e misja moja nie by a zbyt bezpieczna.

ś

ł ż

ł

— Chcesz mi oznajmi  wasze postanowienia? — zapyta  Vete–ya.

ć

ł

— Przede wszystkim chc  ci powiedzie ,  e stan em w twojej obronie, aczkolwiek na to

ę

ć ż

ął

 

nie   zas ugujesz.   Jeste   zupe nie   osamotniony;   Przebieg y   W

  nie   chce   o   tobie   s ysze ,

ł

ś

ł

ł

ąż

ł

ć  

poniewa   nazwa e   go   tchórzem.   Nalgu   Mokaszi   nalega   na   ukaranie   was   mierci

ż

ł ś

ł

ś

ą 

m cze sk .   Kiedy   mu   wyperswadowa em   t   my l,   za

da ,   aby   przynajmniej   móg   was

ę ń ą

ł

ę

ś

żą ł

ł

 

uprowadzi  w niewol . Odwiod em go od tego zamiaru, lecz dalszych ust pstw nie mo ecie

ć

ę

ł

ę

ż

 

si  spodziewa .

ę

ć

— B dziemy jednak wolni?

ę

— Tak. B dziecie mogli odej , dok d zechcecie.

ę

ść

ą

background image

— A zatem odjedziemy st d czym pr dzej.

ą

ę

— Odjedziecie? Wasze konie nale  do zwyci zców.

żą

ę

— Czy  nie zagarn li ju , dosy ? — mrukn  w odpowiedzi.

ż

ę

ż

ć

ął

— Czego?
— Odebra e   stada   hacjendera,   lecz   ud o   si   nam   odzyska   je   z   powrotem.   Jednak e

ł ś

ął

ę

ć

ż  

piesz c   do   Almaden,   zostawili my   je   pod   stra

  na   miejscu.   Poniewa   Mimbreniowie

ś

ą

ś

żą

ż

 

pod

ali za nami, wi c rzecz jasna, zagarn li stada.

ąż

ę

ę

— Nie   mówi em   jeszcze   o   tym   i   Nalgu   Mokaszi.   Je li  istotnie   tak   si   sta o,   wówczas

ł

ś

ę

ł

 

zwróc   hacjenderowi   jego   w asno .   Pomy l   sam,   jakby   post pi   na   miejscu   Silnego

ę

ł

ść

ś

ś

ą ł

 

Bawo u?   Na   pewno   nie   darowa by   nam   ycia.   Dlaczego  

dasz   od   wodza   Mimbreniów

ł

ł ś

ż

żą

 

wi kszej   ofiarno ci?   B d

e  rozumny.   Je eli   b dziecie   si   oci ga ,   Nalgu   Mokaszi   mo e

ę

ś

ą źż

ż

ę

ę

ą ć

ż  

cofn

  przyrzeczenie,   a   wówczas   biada   wam.   Jeszcze   jedno,   ca y   ten   teren,   na   którym

ąć

ł

 

obozujemy, jest przedmiotem sporu mi dzy wami a wojownikami Mimbreniów. Silny Bawó

ę

ł 

mo e go za

da . Nie doprowadzajcie do tych ostateczno ci, tylko ponie cie t  ma  ofiar ,

ż

żą ć

ś

ś

ą

łą

ę  

która zapobiegnie wi kszym.

ę

Przemawia em do nich  agodnie, poniewa  chcia em zwróci  gniew wojowników przeciw.

ł

ł

ż

ł

ć

 

Vete–ya i tym samym wzmocni  pozycj  Przebieg ego W

a. Istotnie, mowa moja wywar a

ć

ę

ł

ęż

ł  

g bokie wra enie na Indianach nie przywyk ych do takiego traktowania. W krótkim czasie

łę

ż

ł

 

zdo a em   ich   nak oni ,   aby   bez   sprzeciwu   oddali   Mimbtreniom   bro   i   konie.   Na   Silnym

ł ł

ł ć

ń

 

Bawole   wymog em,   aby   pozwoli   im   zachowa   wszystko,   co   mieli   w   torbach.   Wkrótce

ł

ł

ć

 

zacz li si  przygotowywa  do drogi, przy czym wielu spo ród ludzi Vete–ya przysta o do

ę

ę

ć

ś

ł

 

Przebieg ego W

a. Tym wojownikom zwróci em bro  i konie, co ich wprawi o w nieopisan

ł

ęż

ł

ń

ł

ą 

rado .

ść

Vete–ya   nie   móg   ukry   w ciek o ci.   Stanowisko   jego   by o   powa nie   zagro one.

ł

ć ś

ł ś

ł

ż

ż

 

Postanowi  wi c, odchodz c, wyg osi  sarkastyczn  mow  po egnaln , sze ciu czy siedmiu

ł ę

ą

ł ć

ą

ę ż

ą

ś

 

najwybitniejszych   Przybli y   si   do   nas   w   towarzystwie   wojowników,   aby   mogli   si

ż ł ę

ę 

przekona  o jego mocy duchowej.

ć

Naradzali my   si   w a nie   nad   dalsz   marszrut .   Widz c  Vete–ya,   wskaza em   wodzowi

ś

ę ł ś

ą

ą

ą

ł

 

miejsce   obok   siebie.   Vete–ya   ruchem   r ki   odmówi ,   przybra   postaw   mówcy   i   rzek

ę

ł

ł

ę

ł 

wynio le:

ś

— Szcz cie wojowników jest jak kobieta, która si  dzi   mieje, jutro p acze, a pojutrze

ęś

ę

ś ś

ł

 

mów   si   mieje.   Kobieta  by a  zawsze  uleg a   wobec Vete–ya,   dopóki   mia   do   czynienia  z

ę ś

ł

ł

ł

 

wrogami, synami naszego kraju, których zna , o których wiedzia , jak  baroni  w adaj , jak

ł

ł

ą

ą ł

ą

 

walcz  i jak mo na ich pokona . S yn  jako wielki wojownik. Moja s awa ros a z dnia na

ą

ż

ć ł ął

ł

ł

 

dzie , czerwoni i biali wrogowie l kali si  mnie, a moi przyjaciele c tiuli si  pewnie pod moj

ń

ę

ę

ę

ą 

tarcz . Lecz oto przybyli obcy m

owie, którzy nie pochodz  z tego kraju. Nie maj   adnego

ą

ęż

ą

ą ż

 

prawa wtr ca  si  do naszych spraw — uczynili to Old Shatterhand i Winnetou. Nale a o tych

ą ć ę

ż ł

 

przyb dów   natychmiast   zabi   albo   co   najmniej   wyp dzi .   Lecz   oni   pos uguj   si   broni

łę

ć

ę ć

ł

ą ę

ą 

zupe nie   nam   nie   znan .   Kto   podo a   srebrnej   rusznicy   Winnetou   i   nied wiedziówce   Old

ł

ą

ł

ź

 

Shatterhanda,   który   na   domiar   posiada   zaczarowan   bro ,   strzelaj c   bez   uprzedniego

ą

ń

ą ą

 

nabicia? Co znacz  w porównaniu z tym nasze strza y i dzicy, nasze no e i nasze nieliczne

ą

ł

ż

 

flinty?! Walcz  ci ludzie w sposób nam nie znany, u ywaj  podst pów i forteli, zjawiaj  si  w

ą

ż

ą

ę

ą ę  

.miejscach,   gdzie   si   ich   najmniej   mo na   spodziewa .   Weszli   w   przymierze   ze   z ymi

ę

ż

ć

ł

 

duchami, które s  wrogami czerwonych, albowiem czerwoni to m

owie uczciwi i dobrego

ą

ęż

 

serca. I oto od czasu, jak te przyb dy do nas zawita y, wszystkie moje plany obracaj  si  w

łę

ł

ą ę  

niwecz. Pokona y mnie : zmuszaj  do odwrotu pieszo, bez koni, bez or

a. Lecz Winnetou i

ł

ą

ęż

 

Old   Shatterhand   wyrusz   st d,   a   wówczas   szcz cie   znowu   si   do   mnie   u miechnie.

ą ą

ęś

ę

ś

 

Zwyci zcy dnia dzisiejszego Jutro b d  zwyci

onymi; b d  wy  pod naszymi pi ciami jak

ę

ę ą

ęż

ę ą ć

ęś

 

psy, które wyczu y blisk   mier . Albowiem ja to powiadam, ja, naczelny wódz Jumów. Nie

ł

ą ś

ć

 

zapomn  o tym, co si  teraz, sta o, zniszcz;, zdepc  tych, którzy dzi  nade mn  triumfuj . A

ę

ę

ł

ę

ś

ą

ą  

background image

wówczas nie b dzie dla nich przebaczenia ani lito ci, a ci, którzy dzi  ode mnie odst pili,

ę

ś

ś

ą

 

pierwsi pod nó  pójd . Old Shatterhand.; i Winnetou niech za  mnie strzeg ,; pochwyc  ich

ż

ą

ś

ą

ę

 

bowiem i obedr  ze skóry,  tak  e  ich  lamenty  i  krzyki  rozbrzmiewa   b d   po wszystkich

ę

ż

ć ę ą

 

dolinach   i   górach.   Najstarsi   z   mego   plemienia   niech   mi   po wiadcz .   Tak   powiedzia em.

ś

ą

ł

 

Howgh!

— Howgh! — potwierdzili jego towarzysze.
Odwrócili si  i chcieli odej , gdy nagle spostrzegli,  e ich okr

ono. Staruch wybuchn

ę

ść

ż

ąż

ął 

gniewam:

— Dlaczego   otoczyli   nas   uzbrojeni   wojownicy?   Czy   knujecie   zdrad   i   nie   zamierzacie

ę

 

dope ni  umowy?

ł ć

— Nie jeste my zdrajcami — odpowiedzia  Winnetou. — Okr

yli my was wojownikami,

ś

ł

ąż ś

 

aby cie si  nie wycofali przed wys uchaniem naszej odpowiedzi. Mój brat Old Shatterhand

ś

ę

ł

 

ma g os,: gdy  wódz Apaczów jest przyjacielem czynów, a nie s ów.

ł

ż

ł

Podnios em si  i zwracaj c si  do Vete–ya, przemówi em:

ł

ę

ą ę

ł

— Vete–ya wyg osi  mow  pe n  z o liwo ci i pychy, a tak e b dów. Jest zarozumia y,

ł ł

ę ł ą ł ś

ś

ż łę

ł  

albowiem nie potrafi doceni  naszej  askawo ci okazanej jemu i jego ludziom. Darowali my

ć

ł

ś

ś  

im   ycie   i   wolno ,   on   za   mówi   nam   —   w   oczy,   e   b dzie   obdziera   nas   ze   skóry.

ż

ść

ś

ż ę

ł

 

Przemawia em  agodnie, namawia em do poprawy, a odnios o to skutek wr cz przeciwny. On,

ł

ł

ł

ł

ę

 

zwyci

ony,  grozi nam, zwyci zcom,  e zdepce  nas i  wymorduje.  Czy  nie widzi,  e jest

ęż

ę

ż

ż

ż

 

jeszcze w naszej w adzy, on i jego najstarsi wojownicy, którzy mu teraz przytakuj ? Kto nam

ł

ą

 

zabroni z ama  s owo, skoro i on nie ma zamiaru go dotrzyma ?

ł

ć ł

ć

— Musicie dotrzymać słowa! — przerwał gwałtownie.
— O,   nie,   wcale   nie   musimy!   Mamy   prawo   powystrzela   ciebie   i   wszystkich   twoich

ć

 

wojowników.   Nie   uczynimy   tego,   poniewa   lekcewa ymy   was.   Twoje   gro by   s   niby

ż

ż

ź

ą

 

skrzeczenie  aby. Jeste   s aby  i stary, a w ciek o

  z  powodu  w asnej  niemocy  dyktuje  ci

ż

ś ł

ś

ł ść

ł

 

s owa, które prawdziwy m

czyzna puszcza mimo uszu, poniewa  s  a  nazbyt dziecinne.

ł

ęż

ż ą ż

 

Pozwolimy wam odej , mimo waszej gro by, gdy   mieszno  jej nie rozgniewa a nas, tylko

ść

ź

ż ś

ść

ł

 

wzbudzi a lito . Powiedzia em te ,  e mowa twoja by a pe na b dów. Mówi e ,  e Winnetou

ł

ść

ł

ż ż

ł

ł

łę

ł ś ż

 

i ja jeste my przyb dami w tym kraju. Czy nie wiesz,  e Winnetou jest naczelnym wodzem

ś

łę

ż

 

Apaczów, zamieszkuj cych olbrzymie obszary od Arizony do Wielkiej Mapimi i a  po Rio

ą

ż

 

Pecos? Czy  Mimbreniowie nie s  równie  szczepem Apaczów? I ty  miesz twierdzi ,  e

ż

ą

ż

ś

ć ż  

Winnetou jest obcy w tym kraju? Powiadam ci, Winnetou posiada wi cej od ciebie praw do

ę

 

tej   ziemi.   Mówi e   równie ,  e  nie   potraficie   podo a   naszej   broni.   To  prawda,   ale   s   to

ł ś

ż ż

ł ć

ą  

jedynie trzy strzelby. Je eli ca e plemi  Jumów boi si  trzech strzelb,  wiadczy to niezbyt

ż

ł

ę

ę

ś

 

pochlebnie o tobie i twoich wojownikach. Lecz jak cz sto walczyli my przeciwko wam nasz

ę

ś

ą 

broni ? Czy t  broni  zwyci

yli my? Dobro zwyci

a, z o zawsze zawodzi. Pozostaniemy

ą

ą

ą

ęż ś

ęż ł

 

nadal  dobrymi  lud mi,  mimo twojej g upiej przemowy, ale  kara  was  nie  ominie,  aby  nie

ź

ł

ś

 

s dzi ,  e ul kli my si  ciebie. Niechaj si  zbli y do mnie mój m ody czerwony brat.

ą ł ż ę ś

ę

ę

ż

ł

Zwróci em si  do m odszego syna Nalgu Mokaszi, który natychmiast podszed  do mnie.

ł

ę

ł

ł

 

Wzi em go za r k  i rzek em:

ął

ę ę

ł

— Vete–ya mia  nam za z e,  e syna wodza Mimbrehiów nazwali my T picielem Jumów.

ł

ł ż

ś

ę

 

M odzieniec, którego trzymam za r k , wy wiadczy  mi wiele przys ugi okaza  si  wiernym,

ł

ę ę

ś

ł

ł

ł ę

 

m drym i wytrawnym wojownikiem. S usznie otrzyma nagrod . Niech dost pi imienia, które

ą

ł

ę

ą

 

nam b dzie przypomina  jego czyny. Pokona  Czarnego Bobra i zdoby  jego skalp, przeto

ę

ć

ł

ł

 

nadam mu imi  Yuma Tsil, czyli Skalp Jumy. Prosz  Winnetou i wszystkich wojowników

ę

ę

 

Mimbreniów, aby to potwierdzili.

Rozleg y si  radosne okrzyki. Winnetou podniós  si , uj  ch opca za drug  r k  i rzek :

ł ę

ł ę ął ł

ą ę ę

ł

— M ody   dzielny   wojownik   zas u y   na   imi   Yuma   Tsil.   Jest   moim   bratem,   jego

ł

ł ż ł

ę

 

przyjaciele lub wrogowie s  moimi przyjació mi lub wrogami. Howgh.

ą

ł

— A wi c spe ni y si   yczenia synów naszego przyjaciela — rzek em. — Oto zdobyli

ę

ł ł

ę ż

ł

 

background image

sobie doskona e imiona, które w przysz o ci zas yn  mi dzy przyjació mi i wrogami. Vete–ya

ł

ł ś

ł ą ę

ł

 

i jego wojownicy mog  ju  odej . W imionach synów wodza Mimbreniów znajd  dowód,  e

ą ż

ść

ą

ż  

si  ich nie boimy. Powiedzia em. Howgh.

ę

ł

Da em znak Mimbreniom, aby natychmiast przepu cili w ciek ych i upokorzonych Jumów.

ł

ś

ś

ł

Nadaniu   imienia   towarzyszy o   jak   zwykle   wypalenie   fajki  pokoju   oraz  inne   tradycyjne

ł

 

obrz dy. Ch opcy byli bezgranicznie uszcz liwieni i dumni, zw aszcza z tego,  e uzyskali

ę

ł

ęś

ł

ż

 

imiona ode mnie i Winnetou.

Ojciec ich, nie mniej dumny i szcz liwy, dzi kowa  mi i prosi  o wybaczenie niedawnego

ęś

ę

ł

ł

 

grubia stwa. W dowód wdzi czno ci chcia  zamiast Przebieg ego W

a odprowadzi  nas do

ń

ę

ś

ł

ł

ęż

ć

 

granicy,   a   nawet   dalej,   i   dostarczy   nam   koni.   Przysta em   na   to   z   rado ci   i   poczyni em

ć

ł

ś ą

ł  

przygotowania do jutrzejszej wyprawy.

Nad ranem po egna em si  serdecznie z Przebieg ym W

em — narzeczona jego nawet

ż

ł

ę

ł

ęż

 

teraz   si   nie   pokaza a   —   i   wyruszyli my   w   dalsz   drog .   Po   d ugiej,   uci

liwej   je dzie

ę

ł

ś

ą

ę

ł

ąż

ź

 

dotarli my do granicy Teksasu. Rozdzieli em pieni dze mi dzy emigrantów, nie zapominaj c

ś

ł

ą

ę

ą  

oczywi cie  o  Playerze.  Teraz  nareszcie  nasta   kres  ich  niedoli  i  rozpoczyna a  si   dla  nich

ś

ł

ł

ę

 

nowa, skromna, ale jasna przysz o .

ł ść

Harry   Melton   zgodnie  z  yczeniem  Przebieg ego  W

a,  mia   ponie

  mier   przy   palu

ż

ł

ęż

ł

ść ś

ć

 

m czarni,   a   jedynym   cznikiem   mi dzy   nim   a   histori   emigrantów   by   list,   który   —   jak

ę

łą

ę

ą

ł

 

zapewne czytelnik sobie przypomina — znalaz em w jego torbie, a który zatrzyma em przy

ł

ł

 

sobie.