background image

TAJEMNICA KRZYŻA CHWALEBNEGO - ks. Z. Czerwiński
(/index.php/artykuly/neokatechumenta/3052-tajemnica-
krzya-chwalebnego-ks-z-czerwiski)

Polecamy nowy tekst ks. Z. Czerwińskiego, który bardzo wnikliwie ukazuje sens niezawinionego cierpienia, którego często jest
wiele w naszym życiu. Biblia nazywa je KRZYŻEM. To ten „krzyż”, o którym Jezus mówił, że trzeba go brać każdego dnia i iść
za Nim. To niezwykłe narzędzie, którym Bóg posługuje się, by nas bardziej związać ze Sobą. A jeśli sensu takiego cierpienia
nie widzimy i nie pojmujemy? Czy wiesz, co jest twoim KRZYŻEM? Jeśli nie, to jest możliwe, że buntujemy się na coś, co jest
od Pana.

Ks. Z. Czerwiński

TAJEMNICA KRZYŻA CHWALEBNEGO 

Tajemnica objawiona prostaczkom

W  Ewangelii  św.  Mateusza  możemy  znaleźć  dość  dziwną  modlitwę  Jezusa.  Mówi  on  bowiem:  Wysławiam  Cię,  Ojcze,  Panie
nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom
 (Mt 11,25). Natychmiast powstaje
w nas pytanie: co to za rzeczy? co Jezus ma na myśli?
Jedną z takich tajemnic jest sekret krzyża to znaczy tajemnica Chrystusa ukrzyżowanego i ściśle z tym związana tajemnica
naszego osobistego krzyża. Wielu ludzi nie zna jednak tych tajemnic i nie może ich zrozumieć. Dzisiaj, tak samo jak za czasów
świętego  Pawła,  dla  wielu  ludzi  krzyż  może  być  zgorszeniem albo głupstwem,  a  dla  powołanych  do  bycia  chrześcijanami  ‑
mocą  Bożą  i  mądrością  Bożą  (por.  1Kor  1,22nn).  Takim  powinien  być  krzyż  i  dla  nas,  którzy  od  dzieciństwa  czujemy  się
chrześcijanami.
Teoretycznie  to  uznajemy,  jednak  w  codziennej  praktyce  życiowej  bywa  z  tym  różnie.  Być  może  mamy  duże  trudności  z
pojmowaniem tajemnicy krzyża. Niniejsze rozważanie ma być pomocą w jej odkryciu i zrozumieniu, w doświadczeniu, że krzyż
naprawdę  jest  mądrością  i  mocą  Bożą.  Żeby  tak  się  stało,  trzeba  uczynić  kilka  kroków.  Krok  pierwszy:  wywyższyć  krzyż
Chrystusa 
 
            Jezus powiedział: Jak Mojżesz wywyższył węża na pustyni, tak potrzeba, by wywyższono Syna Człowieczego (J 3,14).
Mówiąc to Jezus miał na myśli swoje wywyższenie na drzewie krzyża, a więc wywyższenie tego, czego On na tym krzyżu i
przez ten krzyż dokonał, wywyższenie Jego ofiary. Na czym ono polega? Co trzeba zrobić, aby w naszym życiu dokonało się
takie wywyższenie? Jest to dla nas bardzo ważne pytanie. 
Według  słów  Jezusa  wywyższenie  krzyża  ma  być  podobne  do  tego,  co  uczynił  Mojżesz,  który  na  pustyni  wywyższył
miedzianego węża. Pamiętamy jak wędrujący przez pustynię Izraelici zaczęli twierdzić, że Bóg prowadzi ich złą drogą i zaczęli
szemrać z powodu chwilowego braku chleba i wody (Lb 21,4nn). Zupełnie stracili zaufanie do Boga i do Jego sługi ‑ Mojżesza.
Bóg, widząc zatwardziałość ich serc, był niejako zmuszony dopuścić, aby kąsały ich węże. Stało się to dla ich nawrócenia, aby
mogli  się  opamiętać.  Na  trujący  jad  tych  węży  było  tylko  jedno  lekarstwo,  po  ludzku  nie  mające  sensu:  Mojżesz  sporządził
węża z miedzi i umieścił go na wysokim palu. Każdy ukąszony, jeżeli uwierzył Bogu i spojrzał na wywyższonego miedzianego
węża, był uratowany od śmierci. 
W pewnym sensie jesteśmy podobni do Izraelitów pokąsanych przez jadowite węże. Także w naszych sercach brakuje często
zaufania do Boga i wiary w Jego miłość do nas. Dlatego szemrzemy, uważamy, że Bóg niewłaściwie kieruje naszym życiem,
nie chcemy iść do nieba, czyli do naszej Ziemi Obiecanej, ale próbujemy szukać swego szczęścia w grzechu. Grzech zaś jest w
rzeczywistości jak śmiertelna trucizna, która niszczy nasze życie i prowadzi do wiecznej śmierci, do piekła, czyli wiecznego i
trwałego  oddalenia  od  Boga.  Najistotniejsze  jest  jednak  to,  że  na  śmiertelny  jad  grzechu  nie  mamy  sami  z  siebie  żadnego
skutecznego lekarstwa. Jedynym lekarstwem jest Chrystus wywyższony na krzyżu, Jego krzyżowa ofiara.  
Kto  z  nas  liczy,  że  od  śmiercionośnego  jadu,  który  niesie  ze  sobą  grzech,  może  nas  uratować  jakieś  lekarstwo  inne  niż
krzyżowa ofiara Chrystusa, nie osiągnie zbawienia, które Bóg dla nas przewidział. Mówię o tym tak mocno dlatego, że zdarzają
się  wśród  nas  ludzie,  którzy  przeceniają  to,  co  sami  mogą  zrobić  dla  swojego  zbawienia  a  nie  doceniają  tego,  co  uczynił

background image

Chrystus, umierając za nas na krzyżu. Wydaje się im, że na swoje zbawienie muszą zasłużyć spełniając najrozmaitsze dobre
uczynki. Bóg oczywiście chce, żebyśmy pełnili dobre uczynki. Od świętego Pawła dowiadujemy się nawet, że istnieje cała lista
dobrych czynów, które Bóg z góry przygotował, abyśmy je pełnili (Ef 2,10; por. Ga 5,22). Te dobre uczynki wynikają jednak stąd,
że człowiek wcześniej dostąpił zbawienia, które Chrystus zdobył dla nas umierając na krzyżu. Trochę wcześniej w tym samym
liście Paweł mówi: Łaską jesteście zbawieni przez wiarę. I dodaje, że nie pochodzi to od nas, lecz jest darem Boga, a to dlatego,
aby się nikt nie chlubił (Ef 2,8-9).  
Tak więc nasze zbawienie jest darem Boga, na który nie możemy w żaden sposób zasłużyć. Otrzymujemy ten dar z łaski, za
darmo. Bóg nie może nam dać zbawienia w zamian za coś, co uczynimy naszymi ludzkimi wysiłkami; nie może nam go jakby
„sprzedać” za jakąś duchową „zapłatę”. Zbawienie jest bezcenne. Żadna rzecz, żaden ludzki czyn nie może się z nim równać.
Wszystko,  co  człowiek  mógłby  sam  z  siebie  uczynić  ‑  w  porównaniu  z  tą  ceną  ‑  byłoby  warte  mniej,  niż  trochę  brudu  za
paznokciem!  Za  nasze  zbawienie  bowiem  Chrystus  zapłacił  swoją  Krwią,  przelaną  na  krzyżu,  zapłacił  swoim  życiem,  które
poświęcił, abyśmy mogli być wybawieni od śmiertelnego ukąszenia przez grzech. Takiej ceny nie może zrównoważyć żaden
nasz, nawet najlepszy i najświętszy czyn. Trzeba nam zatem zostawić na boku wszystkie ludzkie sposoby zbawiania się, a z
wiarą  spojrzeć  na  krzyż  Chrystusa  i  otworzyć  swoje  serce  na  przyjęcie  zbawienia,  które  On  dla  nas  przez  ten  krzyż  zdobył.
Inaczej  mówiąc,  trzeba  świadomie  uznać  Jezusa  za  swojego  osobistego  Zbawiciela  i  Pana,  i  poddać  Mu  swoje  życie.  Krok
drugi: pojąć nasz krzyż i jego sens 
 
            Teraz chcemy spojrzeć na tajemnicę naszego osobistego krzyża. Jezus powiedział: Jeśli kto chce iść za Mną, niech się
zaprze samego siebie, niech co dnia bierze krzyż swój i niech Mnie naśladuje
 (Łk 9,23). Powiedział też, że jeśli ktoś tego nie
czyni, nie może być Jego uczniem (Łk 14,26). Mam nadzieję, że wszyscy chcemy być uczniami Jezusa. Dlatego zapraszam,
byśmy teraz zastanowili się, co znaczy brać swój krzyż na każdy dzień
Trzeba najpierw uświadomić sobie, co jest tym krzyżem. Nasze osobiste, życiowe krzyże mogą być bardzo różne. Dla kogoś
krzyżem są na przykład pewne braki: brak zdrowia, urody, dobrego mieszkania, zbyt mała pensja, samotność, starość, śmierć
kogoś  bliskiego,  odejście  współmałżonka  z  inną  kobietą;  niespełnione  oczekiwania  w  stosunku  do  dzieci  i  wiele  innych.
Krzyżem  może  być  też  kalectwo:  to,  że  ktoś  jest  niewidomy  albo  głuchoniemy,  że  w  wypadku  stracił  nogę  i  temu  podobne.
Bywa,  że  krzyżem  jest  dla  kogoś  konkretna  osoba.  Często  mąż  jest  krzyżem  dla  żony  a  żona  dla  męża;  synowa  może  być
krzyżem  dla  teściowej  albo  teściowa  dla  synowej;  niedobry  szef  w  zakładzie  pracy  dla  jego  pracowników;  może  to  być
dokuczliwy sąsiad i wiele innych osób. Dla niektórych krzyżem bywa też jakaś duchowa słabość: może to być skłonność do
szybkiego  denerwowania  się,  albo  skłonność  do  picia  alkoholu,  skłonność  do  grzechów  seksualnych  i  temu  podobne.
Przykłady  naszych  codziennych  krzyży  można  by  wyliczać  bardzo  długo.  Każdy  z  nas  nie  będzie  miał  chyba  większych
trudności z odpowiedzią na pytanie: jaki jest twój codzienny krzyż? 
            Wszyscy mamy skłonność myśleć, że istnienie krzyża oznacza, że z jakiegoś powodu nie podobamy się Bogu, że On
nas  karze  za  jakieś  grzechy  i  niekiedy  wydaje  się  nam,  że  ta  kara  jest  zbyt  wielka;  albo  też  myślimy,  że  Bóg  nie  umie  się
odwdzięczyć  za  nasze  poświęcenie  dla  Niego.  Musimy  jednak  wiedzieć,  że  te  myśli  posuwa  nam  nasz  prawdziwy  wróg  –
szatan. W ten sposób usiłuje on wyrwać z naszych serc wiarę w miłość Boga do nas i uczynić nasze życie nieszczęśliwym.
            Kto jednak poznał sekret krzyża, zaczyna rozumieć, że te szatańskie sugestie nie są prawdą. W rzeczywistości bowiem
Bóg pozwala na krzyż, gdyż chce, aby dzięki temu pojawiło się w naszym życiu jakieś ważne dobro i abyśmy dzięki krzyżowi
jeszcze  bardziej  doświadczyli  tego,  że  On  nas  kocha.  Z  woli  Bożej  każdy  nasz  osobisty  krzyż  ma  wielki  sens.  Przez  krzyż
bowiem  Bóg  wzywa  nas  do  nawrócenia,  leczy  nas  z  pychy,  pozwala  zrozumieć,  że  musimy  trzymać  się  Go  z  całej  siły,  aby
nasze życie szło we właściwym kierunku. Bóg zaprasza nas dzisiaj, abyśmy spróbowali w to uwierzyć nawet wtedy, gdy sens
krzyża  nie  jest  jeszcze  dla  nas  jasny.  Przyjdzie  bowiem  moment,  w  którym  Bóg  nam  ten  sens  objawi  i  zobaczymy  dobro,
którego przez krzyż chce On nam udzielić, tak jak udzielił go wielu ludziom przed nami.  
Patrząc  na  życie  wielu  ludzi  możemy  powiedzieć,  że  wszystkie  nawrócenia,  jakie  miały  miejsce  w  całej  historii  zbawienia
dokonały  się  dzięki  jakiemuś  krzyżowi.  Bardzo  wielu  ludzi  właśnie  przez  krzyż  mogło  odkryć  swoje  życiowe  powołanie  i  w
konsekwencji wkroczyć na drogę świętości. Stało się tak na przykład w życiu św. Franciszka z Asyżu czy w życiu św. Ignacego
Loyoli.  Krzyż  choroby  doprowadził  ich  do  Chrystusa  i  do  całkowitej  zmiany  życia.  Spotkałem  kiedyś  człowieka,  którego
krzyżem było to, że urodził się niewidomy. Gdy podczas szczerej rozmowy zapytałem go o sens tego krzyża, odpowiedział mi:
„Myślę, że Bóg dopuścił ten krzyż po to, abym mógł być człowiekiem wierzącym. Moi rodzice byli ateistami. Gdybym urodził
się  zdrowy  wychowaliby  mnie  na  ateistę.  Skoro  jednak  byłem  niewidomy  od  urodzenia,  oddali  mnie  do  zakładu  u  sióstr
zakonnych  w  Laskach.  Tam  nie  tylko  nauczyłem  się  czytać  i  pisać  oraz  zdobyłem  zawód,  ale  także  usłyszałem  o  Jezusie
Chrystusie  i  stałem  się  człowiekiem  wierzącym.  Wbrew  temu,  co  myślą  niektórzy,  Bóg  dając  mi  ten  krzyż  wyświadczył  mi
wielkie dobro, okazał mi swoją miłość i za to Mu dzisiaj dziękuję”.             Zaczynamy teraz lepiej rozumieć dlaczego Chrystus
chce, aby każdy z nas, jeśli chce być Jego uczniem, brał swój krzyż na każdy dzień i szedł Jego śladami. Spróbujmy poszukać
odpowiedzi na pytanie: jak konkretnie ma to wyglądać w naszym życiu? 
Najpierw chodzi o to, aby nie uciekać od krzyża. Wszyscy mamy taką skłonność i często tak czynimy zapominając, że jest to
znak Bożej miłości i że jest on nam dany dla naszego dobra. Czasem do takiej ucieczki skłania nas myśl, że Bóg dał nam krzyż
zbyt ciężki. Dlatego chcemy, aby nasz krzyż był inny, mniej uciążliwy, łatwiejszy do dźwigania. Bóg jednak, który zna nas lepiej

background image

niż my sami siebie znamy, i który nas kocha więcej niż my sami siebie, daje nam krzyż najbardziej odpowiedni, najbardziej nam
potrzebny,  niosący  dla  nas  najwięcej  dobra.  Krzyż  jest  zawsze  obecny  w  naszym  życiu  i  donikąd  się  od  niego  nie  ucieknie.
Dlatego o wiele mądrzej i rozsądniej jest brać go na każdy dzień i dźwigać wstępując w ślady Chrystusa.  
Nie  należy  jednak  robić  tego  w  sposób  cierpiętniczy.  Może  kiedyś  słyszeliśmy  dziadowską  śpiewkę:  „Cierp  duszo  moja,  a
będziesz zbawiona, a jak nie wycierpisz, będziesz potępiona”.  Jeszcze  inni  dodają  pobożnie:  „Pan  Jezus  cierpiał  na  krzyżu.
Mnie, jako chrześcijaninowi, Bóg także posyła krzyże i chce, żebym ja też cierpiał”. Jeszcze inni ze stoicką rezygnacją myślą
sobie: „Bóg jest potężny. On dał mi krzyż i nic na to nie mogę poradzić. Muszę więc każdego dnia brać go na swoje ramiona i
dźwigać.  Taki  już  jest  los  chrześcijanina”.  Trzeba  tu  jasno  i  wyraźnie  powiedzieć,  że  wszystkie  te  sposoby  dźwigania
codziennego krzyża nie są chrześcijańskie. Z naszej wiary powinna wypływać zupełnie inna postawa wobec krzyża, zupełnie
inny sposób jego dźwigania. Chcąc się tego nauczyć musimy najpierw zrozumieć, że opierając się o nasze czysto ludzkie siły i
możliwości nie jesteśmy zdolni przyjmować swego krzyża na każdy dzień. Ta zdolność wypływa bowiem z wiary w Bożą miłość
do nas
. Musimy więc robić wszystko, aby ta wiara w nas rozwijała się i wzrastała. Wiara rozwija się w nas, gdy mamy częsty
kontakt  ze  słowem  Bożym.  Trzeba  także  o  nią  się  modlić.  Mając  zaś  wiarę  możemy  stać  się  podobni  do  Abrahama,  który
otrzymał od Boga wielki krzyż. Bóg kazał mu złożyć w ofierze całopalnej ukochanego syna, Izaaka. Wbrew wszelkiej nadziei
uwierzył on, że Bóg nadal go kocha. Dlatego ‑ gdy idący na miejsce ofiary Izaak zapytał: a gdzie jest jagnię na całopalenie? ‑
Abraham  odpowiedział,  że  Bóg  przewidzi  (por.  Rdz  22,8).  Historia  ta  poucza,  że  Bóg  nie  chce  nas  zniszczyć,  ani  nie  chce,
byśmy cierpieli dla samego cierpienia: On przewidział dobro, jakie przyjdzie na nas z krzyża.  
Trzeba  następnie  zrozumieć,  że  jedynym  człowiekiem,  który  nie  uciekł  od  swego  krzyża,  jest  Jezus  Chrystus.  On  szedł  na
śmierć krzyżową wierząc, że znajdzie tam kochające ramiona swego Ojca z nieba. Jezus ukrzyżowany jest odpowiedzią Boga
na nasz krzyż, jest tym prawdziwym Barankiem, którego Bóg dla nas przewidział. Dzięki Niemu krzyż nie ma już władzy nad
nami,  już  nas  nie  niszczy
.  Bóg  bowiem  przewidział  wyjście.  Chrystus  zwyciężył  śmierć,  On  wywyższył  krzyż  i  uczynił  go
chwalebnym.  Dzięki  Niemu  nasze  krzyże  tracą  swoją  srogość.  Chrystus  zabrał  bowiem  to,  co  jest  w  nich  najcięższe:  ich
oścień, czyli poczucie, że cierpienie zawarte w krzyżu nie ma żadnego sensu. Tylko Jezus może uzdolnić nas do dźwigania
naszego krzyża na każdy dzień. Trzeba nam zatem spoglądać na krzyż Chrystusa i prosić: „Panie, Ty jeden nie uciekałeś od
swego  krzyża,  Ty  jeden  wierzyłeś,  że  tam  czeka  na  Ciebie  kochający  Ojciec.  Dlatego  proszę  Cię,  daj  mi  wiarę,  że  i  w  moim
osobistym krzyżu jest ukryta miłość Boga. Daj mi też siłę, abym każdego dnia był zdolny dźwigać swój krzyż i daj mi łaskę
zrozumienia  jego  sensu  dla  mojego  życia”.  Krzyż  wtedy  stanie  się  dla  nas  naprawdę  krzyżem  chwalebnym,  to  znaczy  nie
będziemy od niego uciekać, ale będziemy chwalić Boga za jego obecność w naszym życiu.

Owoce krzyża

            Zastanówmy się teraz jak żyje człowiek, któremu została objawiona tajemnica krzyża. Ktoś, kto zna sekret krzyża nie
daje się już więcej oszukiwać szatanowi
. Kiedy w życiu kogoś takiego pojawia się cierpienie, kiedy krzyż daje o sobie znać, to
wtedy szatan podsuwa myśl: „Zobacz, to jest dowód, że Bóg cię nie kocha. Zbuntuj się, żądaj aby On zabrał ten krzyż od ciebie,
a  najlepiej  przestań  w  Niego  wierzyć,  weź  swoje  życie  we  własne  ręce  i  sam  zdobywaj  dla  siebie  szczęście”.  Chrześcijanin
mówi wtedy: „Idź precz, szatanie! Nie masz już nade mną żadnej władzy, już mnie więcej nie oszukasz. Bóg w swoim Kościele
objawił mi tajemnicę krzyża. Ja już wiem, że właśnie tam ‑ w krzyżu ‑ mogę doświadczyć Jego miłości. Ja już wiem, że Bóg
daje krzyż dla mojego prawdziwego dobra, że ten krzyż ma głęboki sens”. Wówczas szatan musi podkulić ogon i odejść.  
Znajomość  tajemnicy  krzyża  przynosi  też  głęboki  pokój  w  sercu.  Za  tym  pokojem  wszyscy  tęsknimy.  Tego  prawdziwego,
Bożego pokoju nigdzie na świecie nie można znaleźć. Nie mogą go dać posiadane bogactwa, zdrowie ani przyjemności, ani
uznanie ludzi, ani jakakolwiek inna rzecz. Może go udzielić tylko Chrystus, gdy pozwala nam odkryć sekret krzyża i udziela siły,
aby ten krzyż brać na siebie każdego dnia. Człowiek bowiem, który zna ów sekret, ma wzbudzoną przez Ducha Świętego wiarę,
że  Bóg  go  kocha  i  że  nic  naprawdę  złego  nie  może  mu  się  stać.  Dlatego  nawet  w  trudnych  momentach,  gdy  szczególnie
mocno odczuwa ciężar krzyża, ma światło na swoje zycie, widzi sens krzyża, widzi dobro, jakiego Bóg chce mu przez niego
udzielić. Słyszy też w swoim sercu świadectwo Ducha Świętego, które pozwala mu naprawdę ufać Bogu i mówić do Niego:
Abba, to znaczy: Ojcze, Tatusiu (por. Rz 8,15).  
Odkrycie tajemnicy krzyża pozwala nam też zrozumieć, że dla Chrystusa krzyż był bolesny i ciężki. On jednak cierpiał, abyśmy
my  nie  musieli  cierpieć
.  Wiedząc  to,  zupełnie  inaczej  odczuwamy  nasz  osobisty  krzyż.  Obecność  Chrystusa  pozwala  nam
zupełnie  inaczej  podchodzić  do  krzyża.  Znamy  wtedy  sekret  krzyża  i  rozumiemy,  że  nie  jest  on  jakąś  karą  Bożą,  ale  wprost
przeciwnie:  jest  znakiem,  którym  Bóg  naznacza  swoje  owce,  znakiem,  że  należymy  do  Jego  trzody,  że  jesteśmy  Jego
własnością, że On nas wybrał. Krzyż więc ukazuje Jego miłość; jest narzędziem, przez które chce On dać nam pewne dobra i
mieć nas blisko siebie. Bóg wie, że jesteśmy słabi i że bez Niego zmarnowalibyśmy swoje życie. Krzyż jest więc narzędziem,
dzięki  któremu  możemy  zobaczyć  jaśniejące  miłością  oblicze  naszego  niebieskiego  Ojca.  Jest  narzędziem  naszego
nawrócenia. Oścień krzyża już nas nie rani: Chrystus go usunął.
Rozumieli to dobrze szczególnie pierwsi chrześcijanie. Miałem kiedyś okazję usłyszeć hymn o krzyżu pochodzący z III wieku.
Chrześcijanie, którzy ten hymn ułożyli mówią tam, że dla nich krzyż jest jak drabina Jakuba, która łączy niebo z ziemią. Mówią
też, że krzyż jest dla nich pokarmem w głodzie i źródłem wody w pragnieniu, jest okryciem w nagości, a nawet rozkoszą. Rosa
krzyża ich ożywia a jego powiew użyźnia. Krzyż jest dla nich obroną w trwodze i podporą w potknięciu. Chcą wzrastać w jego

background image

korzeniach i odpoczywać w jego gałęziach, a w jego cieniu postawić swój namiot. Bardzo poruszyło mnie zdanie mówiące, że
w  otwartych  ramionach  krzyża  jaśnieje  dla  nas  miłość  Boga.  Najbardziej  jednak  byłem  zdumiony  czytając,  że  pierwsi
chrześcijanie nazwali krzyż łożem miłości, na którym nas poślubił Pan. Wchodzenie w krzyż było więc dla nich doświadczaniem
miłości Boga w najwyższym stopniu, podobnie jak mąż i żona najpełniej przeżywają swoją wzajemną miłość w małżeńskim
łożu. Często też w tym hymnie powtarzają się słowa nazywające krzyż chwalebnym. Kto bowiem odkrył tajemnicę krzyża, ten
dźwigając  swój  krzyż  idzie  za  Chrystusem  i  chwali  Boga,  bo  dzięki  krzyżowi  doświadcza  Jego  miłości.  Dlatego  Ewangelia
zawiera  słowa  Chrystusa,  skierowane  do  wszystkich,  których  dręczy  i  przygniata  ciężar  ich  osobistego  krzyża.  Jezus  woła:
Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię (Mt 11,28nn). Pokrzepienie to polega na
tym, że dzięki Chrystusowi nasz osobisty krzyż traci swoją bolesność, jego ciężar staje się słodki, jego brzemię ‑ lekkie. To
nasze przychodzenie do Chrystusa dokonuje się szczególnie w czasie Eucharystii. Uczestniczymy wtedy w Jego krzyżu, który
się dla nas uobecnia i którego moc pozwala nam akceptować nasz osobisty krzyż. Otrzymujemy też Ciało Chrystusa, dzięki
któremu  jesteśmy  zdolni  doświadczać  słodyczy  krzyża  i  każdego  dnia  brać  go  na  swoje  ramiona  chwaląc  Boga  za  Jego
miłość. 
            Życzę wam i modlę się o to, abyście zawsze stawali przed Bogiem pokorni, maluczcy, jak prostaczki, i abyście naprawdę
odgadli krzyż. Chrystus wtedy będzie mógł dziękować swemu Ojcu, że tajemnica krzyża została objawiona także i wam.