background image

 
 
 
 

 

 
 
 
 
 
 
 

background image

Kiedy weszli do kuchni zobaczyli również Billa z żoną i bliźniaków, 
Kingsley’a,  Hagrida  i  nawet  profesor  Mcgonnagall.  Wszyscy  bardzo 
się  ucieszyli  na  ich  widok  i  chcieli  z  nimi  porozmawiać,  więc 
postanowili,  że  najpierw  odniosą  pakunki  do  swojego  pokoju.  Kiedy 
tylko  się  tam  znaleźli,  Harry  zaczął  przyglądać  się  jak  Hermiona 
ś

ciąga  koszulę  i  spodnie,  i  w  samej  bieliźnie  pochyla  się  nad  szafą. 

Podszedł  do  niej  i  przesunął  dłonią  po  kręgosłupie.  Dziewczyna 
zadrżała i wyprostowała się.  
 
- Czekają na nas na dole – powiedziała.  
 
- Niech czekają – oparł i odwrócił ją przodem do siebie.  
 
Złapał  ją  za  nadgarstki  i  przytrzymał  nad  jej  głową,  przyciskając  do 
drzwi  szafy.  Zaczął  ją  całować.  Dziko  i  namiętnie.  Odpowiedziała 
równie żarliwie i spróbowała uwolnić dłonie, ale jej nie pozwolił. Za 
to  jedną  dłoń  przesunął  na  jej  pierś  i  delikatnie  pieścił.  Czuła  jak 
zaczyna  jej  się  robić  gorąco  na  całym  ciele.  Niespodziewanie  Harry 
oderwał  się  od  niej  i  popatrzył  na  drzwi.    Wtedy  i  ona  usłyszała,  że 
ktoś idzie po schodach. Spojrzeli na siebie i tłumiąc śmiech rzucili się 
każde w inną stroną. Ona wskoczyła do łazienki, a Harry położył się 
na łóżku w momencie, kiedy usłyszeli pukanie, a drzwi się uchyliły.  
 
- Czy mogę wejść? – zapytała pani Weasley.  
 
- Oczywiście. Hermiona jest w łazience, zaraz wyjdzie – rzekł i chciał 
wyjść, ale kobieta powstrzymała go. 
 
- Tak naprawdę to chciałam pogadać z tobą – powiedziała.  
 
W  tym  momencie  Hermiona  wyszła  z  łazienki,  całkowicie  ubrana  i 
rozczesywała  włosy.  Uśmiechnęła  się  do  gościa  i  usiadła  na  krześle 
stojącym przy biurku.  
 
-  Jutro  z  samego  rana  przyjeżdżają  rodzice  Fleur  –  zaczęła  kobieta  – 
Czy moglibyśmy ich usadowić w jednym z wolnych pokoi?  
 
- Oczywiście – powiedział Harry – Nie widzę żadnego problemu.  

background image

 
-  Dziękuję  –  pani  Weasley  odetchnęła  z  ulgą  –  Nie  mamy  ich  gdzie 
przenocować.  Jedyny  pokój  w  Muszelce  zajęliśmy  z  Arturem,  więc 
tam też nie ma miejsca.  
 
- Czyli, że Gabrielle również będzie, tak? – dopytywał się Harry. 
 
-  Tak,  tak.  Fleur  nie  wyobraża  sobie  świąt  bez  siostry.  Czy  to  jakiś 
problem? – zapytała.  
 
-  Nie,  tak  pytam  tylko  z  ciekawości  –  odpowiedział  i  patrzył  jak 
kobieta wychodzi – Kiedy ją widziałem na ślubie, nie mogłem się od 
niej uwolnić – wyznał Hermionie.  
 
-  Pamiętam  –  zaśmiała  się  –  Ginny  robiła  co  mogła,  żeby  ta  mała 
przestała na ciebie patrzeć jak na bóstwo. Powiedziała nawet, że jesteś 
już zajęty. 
 
- Bo w pewnym sensie byłem, pomimo tego, że zerwaliśmy ze sobą – 
szepnął.  
 
-  Oboje  to  przeżywaliście,  bez  względu  na  to,  co  mówił  ci  Ron. 
Wiesz, że na twoim miejscu postąpiłby tak samo – pocieszyła go.  
 
- To było tylko kilka miesięcy temu – wspomniał. 
 
Chwycił  jej  dłoń  i  ścisnął  ją  mocno.  Usłyszeli  z  dołu  coraz  więcej 
głosów i z uśmiechem na ustach zeszli do pozostałych mieszkańców. 
Wszyscy  siedzieli  już  przy  stole,  a  kiedy  zeszli  ze  schodów,  w 
drzwiach  ponownie  pojawił  się  Lupin  z  Tonks.  A  także  jej  rodzice. 
Wydawali  się  dziwnie  sztywni,  zwłaszcza  kiedy  Remus  pomagał 
matce  Tonks  zdjąć  płaszcz.  I  gdy  tylko  nadarzyła  się  okazja 
czmychnęli  do  kuchni.  Harry  widział  jak  Tonks  spogląda  za  nimi  ze 
wstydem i przygnębieniem, a jej mąż udawał, że niczego nie zauważa.  
 
- Nadal mają obawy, co do naszego małżeństwa – powiedziała do nich 
Tonks.  
 

background image

- Obawy? – oburzył się Lupin – Oni się mnie wręcz panicznie boją i 
brzydzą.  
 
- Przesadzasz – powiedziała do niego.  
 
- Wcale nie – odpowiedział dziewczynie Harry.  
 
- Wszyscy to widzą poza tobą – powiedział do niej Remus.  
 
- Jeszcze się wszystko ułoży – zauważyła Hermiona.  
 
- Raczej wątpię. Ciesz się Harry, że ty nie będziesz miał w przyszłości 
takich  problemów  z  rodzicami  Hermiony.  Oni  wiedzą  kim  jesteś  i  z 
pewnością już cię lubią– uśmiechnął się do nich krzywo.  
 
Hermiona  i  Harry  spojrzeli  na  siebie  lekko  przerażeni,  ale  nic  nie 
odpowiedzieli.  Podążyli  tylko  za  nimi  do  kuchni  i  od  wejścia 
przywitała  ich  rodzinna  atmosfera.  Kiedy  wszyscy  znaleźli  się  na 
swoich miejscach pani Weasley jednym machnięciem różdżki posłała 
całe jedzenie na stół.  
 
Wieczór  minął  w  bardzo  przyjemnej  atmosferze  i  nie  zdołali  zepsuć 
tego  nawet  rodzice  Tonks,  którzy  co  rusz  rzucali  jakieś  uwagi  na 
temat Lupina. On  je po prostu ignorował. Rozchwytywany Harry nie 
miał okazji porozmawiać z państwem Weasley o domu, ale zauważył, 
ż

e  wszyscy  biesiadnicy  zdają  sobie  sprawę  z  łączących  jego  i 

Hermionę  więzi,  ale  nie  robią  z  tego  żadnego  problemu.  Wprost 
przeciwnie  usłyszeli  nawet  kilka  żarcików  na  swój  temat,  w 
większości od bliźniaków.  
 
Po kolacji usiedli wszyscy w dużym salonie na parterze przy palącym 
się  ogniu  w  kominku.  Śmiali  się  i  rozmawiali.  Państwo  Tonks 
spoglądali  na  nich  i  z  rzadka  się  włączali.  Najbardziej  zadziwiał  ich 
stosunek  do  Remusa.  Podczas  gdy  oni  sami  obchodzili  się  z  nim 
ostrożnie,  pozostali  droczyli  się  i  rozmawiali  jak  z  równym  sobie. 
Niespodziewanie  w  radiu  zabrzmiała  stara  piosenka  i  państwo 
Weasley  natychmiast  podnieśli  się  do  tańca,  a  Billy  i  Fleur  podążyli 
ich  śladem.  Hermiona  natychmiast  wstała  i  pociągnęła  do  góry 

background image

Lupina,  który  bronił  się  jak  mógł,  ale  nie  miał  z  nią  żadnych  szans. 
Pozostawiony samotnie Harry wyciągną Tonks, która zapatrzona była 
w  swojego  bardzo  wesołego  męża.  Andromeda  ze  zdziwieniem 
patrzyła  jak  jej  zięć  wiruje  po  całym  pokoju,  dziewczyna  w  jego 
ramionach zaśmiewa się do utraty tchu. Kiedy znaleźli się blisko Dory 
i  Harry’ego  Lupin  niespodziewanie  chwycił  dłoń  swojej  żony  i 
przyciągnął  do  siebie,  mocno  ją  przytulając.  Tonks  pisnęła  i  oboje 
zakręcili się.  
 
Harry w tym czasie złapał Hermionę i okręcił.  Dziewczyna nadal się 
ś

miała. Kręcili się jak szaleni wokół zatopionych w uściskach innych 

par.  Okrążyli  ich  dokoła  kilkakrotni,  aż  Hermiona  nie  wytrzymała  i 
zarzuciła  mu  ramiona  na  szyję,  tak  mocno  się  na  nim  uwieszając,  że 
musiał  się  zatrzymać.  Upadli  na  kanapę  obok  bliźniaków  i  nadal  nie 
mogli  przestać  się  śmiać.  Patrzyli  jeszcze  przez  chwilę  na  resztę, 
kiedy  piosenka  się  skończyła.  Wszyscy  siedli  zmęczeni,  ale  weseli. 
Harry pomyślał, że nadszedł odpowiedni moment, aby porozmawiać z 
Weasley’ami.  
 
-  Panie  Weasley,  chciałbym  z  wami  o  czymś  porozmawiać  – 
powiedział.  
 
Kątem oka zobaczył, że Hermiona uśmiecha się do nich.  
 
- Czy coś się stało? – zaniepokoiła się jego żona.  
 
- Nie – zaprzeczył natychmiast – Pomyśleliśmy tylko z Hermioną, że 
moglibyście zamieszkać tutaj, zamiast w Muszelce.  
 
-  Domek  Billa  i  Fleur  jest  piękny,  ale  ten  stoi  pusty  –  dodała 
Hermiona.  
 
-  Nas  nie  ma.  Podejrzewam,  że  jeżeli  nie  uda  nam  się  pokonać 
Voldemorta,  nawet  po  zakończeniu  roku  szkolnego nie  wrócę  tutaj  – 
Harry  mówił,  a  wszyscy  skupili  na  nim  wzrok  –  Nie  ma  sensu,  aby 
dom  stał  pusty.  Chociaż  w  taki  sposób  mogę  wam  za  wszystko 
podziękować.  
 

background image

-  Och,  Harry  nie  masz  nam  za  co  dziękować  –  powiedziała  szybko 
pani Weasley.  
 
-  Zrobiliście  dla  mnie  więcej  niż  ktokolwiek  inny  na  świecie  –  rzekł 
chłopak  –  Byłbym  bardzo  szczęśliwy,  gdybyście  tutaj  zamieszkali  – 
dodał.  
 
Kobieta podniosła się z miejsca i uściskała ich oboje. W oczach miała 
łzy. Podziękowania nie miały końca, aż w końcu Harry stwierdził, że 
jest zmęczony, a państwo Tonks i bliźniaki postanowili, że najwyższy 
czas wracać, chociaż pani Weasley nalegała aby zostali.  
 
Siedząc w swoim pokoju Harry przyglądał się jak Hermiona szubruje 
w  szafie  w  poszukiwaniu  koszulki  nocnej.  Leżał  na  boku  i  podpierał 
się  na  łokciu.  Nie  odrywał  wzroku  od  dziewczyny.  Krzątała  się  po 
pokoju  bez  większego  sensu.  W  jednej  ręce  trzymała  koszulkę,  w 
drugiej szczotkę do włosów i pobiegła do łazienki. Po chwili wróciła 
w  samej  bieliźnie  i  uśmiechając  się  z  roztargnieniem  do  niego 
chwyciła  ręcznik,  który  leżał  na  krześle.  Kiedy  znów  znalazła  się  w 
łazience nie wyszła przez następne pół godziny. Przez ten czas Harry 
zdążył  położyć  się  na  plecach  i  zasnąć.  Hermiona  zastała  go 
kompletnie ubranego z rękami pod poduszką. Uśmiechnęła się na ten 
widok  i  zgasiwszy  światło,  położyła  obok  niego.  Natychmiast 
odwrócił się do niej i przytulił.  
 
- Już skończyłaś? – zapytał sennie.  
 
- Tak, ale powinniśmy spać – odpowiedziała. 
 
Harry kiwnął tylko głową na znak zgody i ponownie zasnął.  
 
Hermiona  obudziła  się,  kiedy  na  dworze  było  jeszcze  ciemno.  Przez 
na wpół przymknięte zaspane oczy widziała tylko żar odbijający się z 
kominka.  I  bardzo  wyraźnie  czuła  na  sobie  delikatne  dłonie 
Harry’ego.  Jego  ruchy  były  niespokojne,  natarczywe,  a  ustami  sunął 
od  zagłębienia  jej szyi  do  czubka  piersi.  Kiedy  dotknął  ustami  sutka, 
natychmiast się naprężył i w centrum  jej świata znajdowały się tylko 
jego  ręce  i  zgłodniałe  usta.  Kiedy  w  jej  wnętrzu  zaczął  narastać 

background image

niepokój  wygięła  się  pod  nim.  Wsunęła  dłonie  w  jego  włosy  i 
przyciągnęła  mocno  do  swojego  ciała.  Usłyszała  jak  jęknął  głucho  z 
podniecenia,  kiedy  przesunęła  dłonie  na  napięty  brzuch  Harry’ego  i 
jeszcze niżej aż dotknęła go. W chęci rewanżu wsunął dłoń między jej 
uda i dotknął kobiecości. Była wilgotna i gorąca. Krzyknęła i  mocno 
zacisnęła  palce  na  jego  penisie,  kiedy  jeden  z  jego  palców  wślizgnął 
się  do  jej  wnętrza  i  zaczął  się  poruszać.  Spojrzała  niespokojnie  na 
drzwi.  
 
- Nikt nic nie usłyszy – zapewnił ją chłopak chrapliwym głosem.  
 
Poruszyła  się,  kiedy  jego  palec  się  zatrzymał  i  ponagliła,  ale  Harry 
pozostał  bierny.  Dopiero  teraz  zdała  sobie  sprawę,  że  jemu  musi  być 
równie  „niewygodnie”  jak  jej,  kiedy  zatrzymała  rękę.  Oddychał 
ciężko,  jak  po  jakimś  szczególnie  wyczerpującym  biegu.  Wstrzymał 
powietrze, kiedy jej ręka powróciła do przerwanej czynności i już po 
chwili,  on  również  zaczął  poruszać  ręką.  Oparł  głowę  na  jej  czole  i 
popatrzył jej w oczy. Widziała jak pali się  w nich ogień. Pocałowała 
go  mocno  w  usta  i  stłumiła  własny  krzyk,  kiedy  jego  palec 
doprowadził  ją  do  szaleństwa.  Opadła  ciężko  na  poduszki,  ale  Harry 
nie pozwolił jej odpocząć nawet na moment. Wyrwał się z jej ramion 
jak wściekły i przykrył swoim ciałem. Pogłębił pocałunek i wszedł w 
nią  głęboko.  Przez  chwilę  myślała,  że  to  już  koniec,  ale  jego 
niezaspokojone  ciało  nadal  drżało  w  jej  ramionach.  Zaczął  się 
poruszać,  z  początku  bardzo  powoli,  jakby  próbował  odzyskać 
panowanie,  ale  już  po  chwili  przyspieszył.  Jego  szaleńcze  tempo 
ponownie doprowadziło ją na sam szczyt rozkoszy i znów krzyczała. 
Z jego ust słyszała tylko cicho wyszeptane własne imię, zanim opadł 
powoli na nią. Schował twarz w jej włosach i całował w miejsca, które 
był w stanie dosięgnąć.  
 
Po kilku minutach podniósł się na łokciach i popatrzyła na nią z góry. 
Miała  przymknięte  oczy  i  oddychała  spokojnie  tak,  że  w  pierwszej 
chwili  pomyślała,  iż  zasnęła,  ale  dziewczyna  uśmiechnęła  się  do 
niego,  więc  nachylił  się  i  pocałował  ją  delikatnie  w  usta.  Przewrócił 
się  na  bok  i  przyciągnął  do  siebie.  Dłoń  sama  powędrowała  do  jej 
włosów, kiedy położyła głowę na jego piersi i słuchał jej spokojnego 
już oddechu.  

background image

 

Dokładnie  wiedział,  kiedy  zasnęła.  Rozluźniła  się  całkowicie,  a  on 
miał  czas  na  przemyślenia.  Sięgnął  po  leżącą  na  stoliku  obok  łóżka 
różdżkę i zdjął zaklęcie Muffliato. Skoro wszyscy i tak orientowali się 
w  ich  sprawach  nie  widział  sensu,  jakkolwiek  tego  ukrywać,  ale  bał 
się,  że  mogłoby  to  zaboleć  rodzinę  Weasley’ów.  Niby  cieszyli  się  z 
ich  szczęścia,  ale  nie  mógł  do  końca  przewidzieć  ich  prawdziwej 
reakcji.  

 

Patrzył  jak  za  oknem  powoli  zaczyna  pojawiać  się  słońce.  Dzień 
wstawał,  a  za  drzwiami  ich  sypialni  dom  budził  się  do  życia.  Zegar 
wybił ósmą. Ktoś idący korytarzem, zatrzymał się pod ich drzwiami i 
stał  tak  przez  chwilę,  a  po  rytmie  kroków  rozpoznał  panią  Weasley. 
Kobieta  zeszła  jednak  szybko  na  dół  podśpiewując  sobie  wesoło 
ś

wiąteczne  piosenki,  a  już  po  dziesięciu  minutach  słychać  było  jak 

krząta się po kuchni i przygotowuje śniadanie. Harry wysunął się spod 
oplatających  go  ramion  Hermiony  i  delikatnie,  aby  jej  nie  zbudzić, 
wstał  i  ubrał  się.  Cicho  zamknął  za  sobą  drzwi  i  zszedł  do  kuchni, 
gdzie  zastał  panią  Weasley  w  pełni  przygotowań.  Od  wejścia 
zauważył  zmianę  w  jej  zachowaniu,  ale  nie  mógł  jej  niczemu 
przypisać, więc zostawił to na później. Przyglądał się jej przez chwilę, 
dopóki  nie  odwróciła  się  do  niego  z  uśmiechem.  Wtedy  wszedł  i 
usiadł  na  swoim  zwykłym  miejscu,  które  nieświadomie  sobie 
wyznaczył,  u  szczytu  stołu,  jako  pan  tego  domu.  Tak  jak  kiedyś 
Syriusz.  

 

- Czy coś się stało, Harry? – zapytała kobieta kładąc przed nim kubek 
z gorącą herbatą.  

 

-  Nic,  po  prostu  nie  mogłem  spać  i  pomyślałem,  że  może  będę  mógł 
pani pomóc – powiedział.  

 

- Wystarczy, że będziesz grzecznie siedział –  mruknęła – Ja sobie ze 
wszystkim poradzę.  

 

background image

I  właśnie  wtedy  zrozumiał  różnicę  w  jej  zachowaniu.  Kiedy  krzątała 
się  po  całym  pomieszczeniu,  nie  czuła  granicy  swoich  rządów.  Już 
czuła  się  jak  w  domu.  Jeszcze  wczoraj,  przy  każdej  najmniejszej 
decyzji  pytała  go  o  zdanie  czy  szukała  aprobaty,  a  dzisiaj,  robiła 
swoje.  Patrzył,  jak  wyciąga  jedną  z  zastaw  rodowych  Blacków,  tę 
najpiękniejszą, ręcznie zdobioną złotem przez gobliny. I nie spojrzała 
na niego nawet przez sekundę. Po prostu ją wyciągnęła i machnięciem 
różdżki  posłała  do  salonu,  gdzie  z  pewnością  wszystko  było  już 
ułożone i czekało na rozkazy pani Weasley.  

 

- Cieszę się, że zgodziliście się tutaj zamieszkać – powiedział. 

 

- Jestem ci wdzięczna za tę  możliwość – uśmiechnęła  się do niego – 
Dom  jest  na  tyle  duży,  że  nawet  nie  zauważycie  z  Hermioną  naszej 
obecności. A poza tym, będziemy czegoś szukać w międzyczasie, aby 
wam nie przeszkadzać. 

 

-  Nie  musicie.  Sama  pani  powiedziała,  że  miejsca  jest  tutaj  wiele.  I 
wcale  nie  będziecie  przeszkadzać  –  zastanowił  się  przez  chwilę  i 
dodał cicho – Nawet cieszyłbym się, gdybyście zostali jak najdłużej.  

 

-  Nie  rozumie,  o  co  ci  chodzi.  Zrobiłeś  się  nagle  taki  tajemniczy  – 
powiedziała i usiadła obok niego.  

 

-  Powiedziałem  wam  wczoraj,  że  jeżeli  nie  uda  mi  się  pokonać 
Voldemorta do końca roku szkolnego, a na pewno mi się nie uda, to tu 
nie wrócę. Chciałbym, żeby Hermiona wróciła tutaj, kiedy ja wyjadę – 
powiedział  –  Od  kiedy  usunęła  pamięć  swoim  rodzicom,  nie  ma 
innego domu poza tym i zawsze nim dla niej będzie. Nie wiem, co się 
stanie  w  przyszłości,  ale  i  ona,  i  wy  będziecie  mieć  zapewnione 
bezpieczeństwo i schronienie w tym domu na zawsze.  

 

- Przecież nic strasznego nie może się wydarzyć.  

 

- Tego nie możemy być pewni, a chcę, żeby pani o tym wiedziała.  

background image

 

Nie  powiedział  nic  więcej,  ale  kilkakrotnie  w  czasie  śniadania 
podłapał  spojrzenia  kobiety.  Była  zmartwiona  i  niewiedziała,  co  ma 
zrobić  z  posiadaną  wiedzą.  Harry  pomógł  jej  w  przygotowaniu 
ś

niadania  tak,  że  kiedy  godzinę  później  na  dół  zeszli  pozostali 

domownicy,  Remus  i  Tonks,  a  także  pojawiły  się  dzieci  państwa 
Weasley, przysiedli do zastawionego bogato stołu. Cieszyli się swoim 
towarzystwem  i  świąteczną  atmosferą.  Harry  odpakował  swoje 
prezenty  i  jak  zawsze  miał  na  sobie  sweter  zrobiony  przez  matkę 
Rona,  a  także  kilka  zabawek  ze  sklepu  Freda  i  Georga  i  księgę  z 
najpotężniejszymi  zaklęciami obronnymi, jakie istniały, nawet takimi 
pradawnymi,  wymagającymi  niesamowitej  mocy  i  umiejętności 
magicznej.  Jednocześnie  patrzył,  jak  innym  sprawiają  radość  jego 
prezenty.  Szczególnie  przyglądał  się  Hermionie.  Kiedy  otwierała 
prezent  od  Weasley’ów  po  jej  policzkach  pociekły  łzy.  Widział  jak 
podnosi  wygaszasz  Rona  i  przytula  do  serca,  jakby  był  jej 
największym  skarbem.  Z  początku  pomyślał,  że  powinien  być  o  to 
zazdrosny, w końcu byli ze sobą i takie tam, ale wiedział, że Ron był 
dla  niej  pierwszym  chłopakiem  jakiego  kochała  i  z  pewnością  nie 
przestanie o nim myśleć, ani go kochać, ale miłość do Rona i do niego 
różniła  się.  On  czuł  to  samo  względem  niej  i  Ginny.  To  jak  kochał 
Ginny  to  było  coś  innego.  Z  pewnością  nie  gorszego,  ale  też  nie  tak 
intensywnego.  Z  Ginny  to  była  pierwsza  poważna  miłość,  trochę 
szaleńcza,  po  tym  co  przeżyli  w  Hogwarcie  rok  temu,  śmierci 
Dumbledore’a  i  ich  rozstaniu,  ale  miał  nadzieję,  że  kiedy  tylko  ta 
wojna  się  skończy  to  ich  drogi  znów  się  połączą.  Miał  złudną 
nadzieję, że uda  mu się przeżyć i pozostać takim, jaki był przed tym 
wszystkim,  a  im  dwojgu  uda  się  powrócić  do  stanu  wyjściowego. 
Teraz  doskonal  wiedział,  że  tak  by  się  nie  stało.  On  nie  mógłby 
narażać Ginny na niebezpieczeństwo jakie wiązało się z byciem z nim 
po  tym  wszystkim.  Ona  by  tego  nie  wytrzymała.  A  Hermiona  z 
pewnością  wytrzyma.  Jest  ulepiona  z  innej  gliny,  poza  tym  przeszli 
już  razem  tyle,  że  znała  go  jak  nikt  inny  i  może  pomoże  mu  wrócić 
chociaż w niewielkiej części do tego jaki był kiedyś. 

 

Ale  on  nie  wierzył  już,  że  uda  mu  się  przeżyć.  Coraz  częściej 
nachodziły  go  myśli  o  tym,  że  umrze  w  walce  o  wolność  świata 

background image

czarodziei  i  obiecał  sobie,  że  jeżeli  tak  się  wydarzy  to  Voldemort 
razem  z nim pójdzie do piekła. Miał pewność, że Hermiona przeżyje 
chociażby  po  to,  żeby  zabić  jak  najwięcej  śmierciożerców  i  pomóc 
przywrócić świat czarodziejów do porządku. A także, aby czarodzieje 
nie  zapomnieli  ile  trzeba  poświęcić  dla  większego  dobra,  jakby 
określił to Dumbledore.  

 

I  właśnie  dlatego  nie  czuł  zupełnie  żadnych  negatywnych  uczuć 
wobec zachowania dziewczyny. Ona kochała Rona, on kochał Ginny, 
ale  teraz  kochają  się  nawzajem  i  to  się  liczyło.  Przeszłość  odeszła,  a 
oni mają szansę na wspólną przyszłość, nawet jeżeli nie jest ona zbyt 
odległa,  jak  czasami  informowała  go  o  tym  jego  blizna  na  czole. 
Jakby  chociaż  teraz,  kiedy  oczami  swego  tajemniczego  połączenia 
widzi  Voldemorta  stojącego  nad  gruzami  domu  Marvola  i  grobem 
swego  ojca  –  mugola,  czuje  jego  wściekłość  na  matkę  i  upokorzenie 
całego  dzieciństwa,  bo  był  inny.  Czuje  jego  złość  i  chęć  zniszczenia 
wszystkiego,  co  znajduje  się  wokół,  ale  tego  nie  robi  i  razem  ze 
swoim  wężem  wraca  do  dworu  Malfoy’ów.  Wie  jak  bardzo 
mężczyzna nienawidzi wszystkiego, co dobre i pełne miłości.  

 

Harry  nie  był  już  świadomy  tego,  że  pokazał  Czarnemu  Panu  swoje 
szczęście  ludzi,  których  kochał.  Voldemort  zatrzymał  się  na  środku 
ciemnego  i  ponurego  salony  Malfoy  Manor  i  na  oczach  wszystkich 
obecnych  tam  śmierciorzerców  złapał  się  za  głowę  i  padł  na  kolana 
krzycząc  z  bólu.  W  swojej  głowie  widział  jak  Harry  Potter,  jego 
największy wróg, bawi się z najbliższymi. Czuł to, co on, gdy patrzył 
na  nich  wszystkich,  a  szczególnie  na  TĘ  dziewczynę.  Patrzył  na 
wysoką  brązowooką  dziewczynę,  którą  on,  Lord  Voldemort  widział 
tylko  raz  w  życiu,  gdy  pojawił  się  w  Ministerstwie  Magii  dwa  lata 
temu.  Nie  znał  jej,  ale  wiedział,  że  musi  być  kimś  znacznie 
ważniejszym,  dla  Pottera,  niż  ta  ruda  córka  zdrajców  krwi  i  jej  brat. 
Szybko  urwał  niewidzialną  linię  między  mini  i  ryknął  wściekle. 
Rzucił  się  na  Dracona  i  wdarł  się  w  jego  myśli,  boleśnie  je 
przeszukując. Kiedy trafił na obraz Hermiony zatrzymał się i jednym 
machnięciem różdżki wyciągnął jej obraz z głowy chłopaka.  

 

background image

- Kim ona jest? – syknął. 

 

Młody  Malfoy  nie  był  w  stanie  nic  odpowiedzieć,  a  inni 
ś

mierciorzercy nie znali jej imienia.  

 

- Ty wiesz – zwrócił się do Snape’a – Uczyłeś te dzieciaki. Kim jest ta 
dziewczyna.  

 

-  To  Hermiona  Granger.  Jest  z  Gryffindoru.  Nie  sądzą,  że  mogłaby 
wyrządzić jakieś kłopoty. Jest tylko szlamą – odpowiedział. 

 

- Ale cholernie dobrą – szepnął Malfoy – Zapomniałeś dodać, Snape, 
ż

e  jest  najlepszą  czarownicą  w  szkole.  I  najlepszą  przyjaciółką 

Pottera.  

 

-  Ale  nie  potrafiłaby  złamać  regulaminu  nawet  małym  paluszkiem  – 
warknął nauczyciel.  

 

- Łamała je dla Pottera już od pierwszej klasy.  

 

- Próbujesz ją kryć – krzyknęła Bellatrix.  

 

Czarny  Pan  spojrzał  na  niego  wściekle  i  rzucił  Zaklęcie  Cruciatus. 
Snape  przyjął  je  i  przez  kilka  minut  zwijał  się  w  mękach  tortu,  jakie 
zostały  mu  zadane.  A  kiedy  tylko  padł  na  kolana,  cały  obolały  i 
zmęczony, rzekł: 

 

- Nie robię nic, aby ją ochronić. Nienawidzę jej prawie tak samo jak 
Pottera, ale z oczywistych powodów nie potrafię jej skrzywdzić.   

 

- Więc dlaczego? Co to za powody?  – zapytał Voldemort.  

 

background image

- Mcgonnagall mianowała ją nauczycielem Hogwartu, zresztą tak, jak 
i  Pottera  –  powiedział,  a  wszyscy  spojrzeli  na  niego  z 
niedowierzaniem – Poza tym, nie tkniemy jej.  

 

- Czyżby potrafiła coś czego ja nie potrafię? – zaśmiał się mężczyzna.  

 

Oczywiście, że nie, ale na moją własną prośbę, Dumbledore otoczył 
ją takimi zaklęciami, że nie minęły nawet po jego śmierci. Ta 
dziewczyna jest największą hańbą i pomyłką mojego życia, ale w 
chwili słabości postanowiłem, że zapewnię jej taką ochronę, do jakiej 
miałem wtedy dostęp – nabrał na chwilę powietrza i szepnął z bólem i 
wściekłością.