background image

 

 

St

ro

na

St

ro

na

       

 

 

Tom 4 - ostatni 

 

background image

 

 

St

ro

na

St

ro

na

 

 

 

„ Nieszczęśnik, całkowicie skupiony na sobie,  

Żyjący, utraciwszy cały szacunek i renomę,  

I, umierający podwójnie, opada w dół,  

Nikczemnik prosto w kurz,  

Niezmienny, niehonorowy i niedoceniony…”  

 

Fragment poematu „Pieśń ostatniego minstrela” Sir. Waltera Scotta.  

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

background image

 

 

St

ro

na

St

ro

na

 

 

 

 

Z pamiętnika Maggie Mortis 

  

 

 

     Kiedy Rafe i ja spotkali

ś

my si

ę

 pierwszy raz, powiedzia

ł

am 

mu, 

ż

e  nigdy  nie  z

ł

ami

ę

  obietnicy  i  nigdy  nie  sk

ł

ami

ę

.  

       Nie  jestem  w  stanie  powiedzie

ć

,  jak  bardzo  chcia

ł

abym 

dotrzyma

ć

  tych  dwóch  przysi

ą

g,  ale  jedn

ą

  ju

ż

  z

ł

ama

ł

am…      

i  wkrótce z

ł

ami

ę

 drug

ą

 

Min

ął

 zaledwie tydzie

ń,

 od kiedy Eltar i ja uratowali

ś

my 

Raphaela  z  Piek

ł

a.  Znalaz

ł

am  w  siedzibie  Abatu  11  fiolek, 

ale da

ł

am Rafe’owi tylko 10.  

Musia

ł

am  jedn

ą

  zatrzyma

ć

.  Jak  inaczej  mam  zabi

ć

 

Abatu? Ka

ż

dy chce go widzie

ć

 martwym, poniewa

ż

 on próbuje 

zyska

ć

  w

ł

adz

ę

  nad  wszystkimi  stworzeniami.  Ja  chc

ę

  go 

martwego,  bo  zabi

ł

  niemal  ka

ż

d

ą

  osob

ę

,  jak

ą

  w 

ż

yciu 

kocha

ł

am. Poniewa

ż

 przez niego mój ojciec, matka, Stra

ż

nik, 

przyjaciel wielu innych umar

ł

o.  

 Nie jestem typem kobiety, która  wierzy w mi

ł

o

ść

, pokój i 

zrozumienie.  
    Wierz

ę

 w zemst

ę

.  

    Za wszelk

ą

 cen

ę

background image

 

 

St

ro

na

St

ro

na

…   

 

 

 

- Wyjdź za mnie. 

Maggie  przerwała  odkładanie  broni  i  odwróciła  się,  by  spojrzeć  na 

swojego kochanka, pół-demona.- Co? 

- Słyszałaś mnie- Powiedział Raphael, gdy skracał dystans dzielący ich 

od siebie. Zamknął za sobą drzwi sypialni, blokując je przed ich rozrastającą 

się  ludzko-demonią  rodzinką,  i  odwrócił  się  twarzą  do  niej.  Miał  na  sobie 

tylko ręcznik, a jego ciemne, długie włosy były wciąż wilgotne po prysznicu. 

Wyglądał cudownie jak zawsze, jego niebieskie oczy były pełne miłości. 

O  Boże!  Jej  serce  zaciążyło  jeszcze  bardziej.  Ostatnio  ledwo  mogła  na 

niego  patrzeć,  ponieważ  bała  się,  że  zdradzi  mu  swoje  sekrety,  swoje 

kłamstwa…  swoją  zdradę.  I  teraz  też,  podeszła  do  niego,  przycisnęła  się 

mocno i pocałowała go, aż nie straciła tchu. 

Zerwała z niego ręcznik i pieściła jego penisa, aż nie zrobił się twardy. 

Kochanek  z  przyjemnością  włączył  się  do  zabawy-  zdejmował  z  niej  szybko 

ubrania, aż stanęła przed nim naga… I podcięła go, tak że upadł na podłogę. 

Bez  trudu  przyjął  zderzenie  z  podłożem,  sapnął  tylko,  gdy  ona 

wylądowała  na  nim.  Zaśmiał  się  po  chwili  i  objął  dłońmi  jej  piersi,  gdy 

łowczyni nabijała się na jego członka. 

- Maggie- Jęknął, gdy poczuł wokół siebie jej wilgoć. Szarpał jej sutki i 

przyjemność z tej pieszczoty promieniowała prosto do sedna jej kobiecości. 

Kołysała  się  na  nim,  ręce  rozłożyła  płasko  na  jego  klatce  piersiowej, 

mięśnie pochwy zaciskały się mocno na jego twardym organie. Pieprzyła go, 

chcąc dać mu przyjemność, chcąc by doszedł, nie dbając o własną rozkosz. 

Ale on nie miał zamiaru jej pozbawić przyjemności.  

background image

 

 

St

ro

na

St

ro

na

Złapał ją, przeturlał się po podłodze, aż  w końcu wylądował na górze. 

Wessał  jedną  z  jej  brodawek  do  ust,  gdy  ona  oplotła  go  nogami  w  pasie  i 

wygięła plecy w łuk, przyjmując jego głębokie pchnięcia. 

Desperacja  kazała  jej  przywrzeć  do  niego,  powstrzymywać  łzy.  Wtedy 

Rafe  jęknął  znajdując  swoje  wyzwolenie,  jego  demoni  penis  pulsował  i 

wypełniał ją wilgotną spermą. Nie była zaskoczona, gdy uniósł się na kolana 

i okazało się, że jego penis jest tak samo jak przed chwilą twardy i długi. 

To  była  jedna  z  korzyści  posiadania  demona  za  kochanka.  Był  jak 

króliczek Duraceela. Mógł działać i działać, i działać… 

 Rozsunął szeroko jej nogi.- Złap się za kostki. 

Zrobiła jak kazał i dała mu dostęp do swojego tyłka. Wsunął palec w jej 

pochwę i ruszał nim, rozciągając ją. Gdy był wilgotny od jej soków, wyciągnął 

go i wsunął w jej odbyt.  

Palec  naciskał  najwrażliwsze  mięśnie  jej  wnętrza.  Po  chwili  wsunął 

drugi i rozciągał jej tylnią szparkę. Objęła dłońmi swoje piersi, szarpiąc sutki, 

by tylko osiągnąć jeszcze większą przyjemność. 

W  końcu  zaczął  wsuwać  w  niewielki  otwór  penisa  i  pchał  go,  cal  po 

calu, aż wypełnił ją. Jej tyłek piekł od środka, ale uwielbiała, gdy brał ją od 

tyłu. Kochała wszystko, co Raphael jej i z nią robił. 

Dłonią  zmusił  ją  do  poruszania  biodrami.  Drugą  przeniósł  na  jej 

wzgórek łonowy i tak intensywnie pieścił łechtaczkę, że Maggie aż jęknęła.  

Ustawiając  się  wygodnie,  zaczął  wchodzić  w  nią  raz  za  razem,  nie 

przestając równocześnie stymulować jej łechtaczki. Rozkoszowała się każdym 

jego ruchem i mocniej rozsunęła nogi, by miał do niej lepszy dostęp. 

- Dam ci wszystko, czego zechcesz- Obiecał Rafe. Ale jego drżący głos 

przeszedł w jęk. Przestał w nią wchodzić. 

- Rafe! Niech cię! 

- Ciii, dziecinko. 

Zabrał dłoń z jej łechtaczki, i wsunął powoli palce w jej cipkę. Zassała 

powietrze.  Czując  w  pełni  wypełniony  odbyt,  plus  mając  wypełnioną  waginę 

czuła się niesamowicie szczęśliwa.  

Stymulował  punkt  G,  i  zaczął  znów  w  nią  wchodzić  od  tyłu… 

Doprowadzając ją do orgazmu. 

background image

 

 

St

ro

na

St

ro

na

Całe  jej  ciało  wydawało  się  rozpadać  na  tysiące  kawałeczków.  Jeden 

orgazm  przechodził  w  kolejny,  a  jej  obie  szpary  pulsowały.  Poczuła  jak 

nasienie Rafe’a wypełnia jej odbyt. 

Miała  zaledwie  kilka  chwil  by  ochłonąć,  gdy  poczuła,  jak  jego  język 

zaczyna smagać jej łechtaczkę. Ssał ją i lizał, aż doszła do trzeciego orgazmu. 

Jej biodra obijały się o podłogę, gdy szarpała nimi, a on trzymał twarz między 

jej szeroko rozsuniętymi udami. 

Całkowicie wykończona, padła na podłogę i próbowała złapać oddech. 

Rafe położył się obok niej i otarł pot z jej czoła. 

- Jeszcze raz… Jakie było pytanie?- spytała, by go podrażnić. 

- Czy wyjdziesz za mnie? 

- Okay- Pocałowała go, zlizując z jego ust swoje własne soki. Zgadzanie 

się na małżeństwo z Raphaelem było absolutnie złym pomysłem. 

Dlaczego więc czuła się taka kurewsko szczęśliwa? 

  

*** 

 

-  Gdzie  się  wybierasz?-  Zapytał  Rafe.  Patrzył  uważnie  na  czarny  strój 

łowczyni,  wyposażony  w  pas  na  mikstury,  noże  i  księżycowy  sztylet.  Na 

stopach miała wzmocnione buty na trzycalowej podeszwie. 

- Uch… 

Cholera.  Pięć  minut  temu  jej  pół-demon  zajmował  się  w  laboratorium 

tłumaczeniem  Księgi  Demonów  i  tworzeniem  super  zaklęcia  do  kolejnych 

pryzmatów.  Pospieszyła  więc  do  sypialni,  ubrała  się  i  wychodziła  już,  gdy 

Raphael zagrodził jej drogę w holu, z przysłowiowym ogniem w oczach. 

-  Maggie?-  Spojrzał  na  nią  złowrogo  spod  przymrużonych  powiek.- 

Myślałam,  że  dzisiejszej  nocy  robisz  sobie  wolne.  Czy  otrzymałaś  jakiś 

demoni alarm? 

Zanim  mogła  podać  mu  kolejne  kłamstwo,  w  holu  pojawiła  się  pani 

Pottersworth, razem z Auren i Sarah.- Jesteśmy gotowe, kochaniutka! 

Łowczyni rozchyliła szeroko usta.- Ee… tak? Dobrze. 

Auren, która zwykle wolała formę małego niechlujnego czarnego kotka, 

przybrała ludzką postać- drobnej bladej kobiety, z długimi czarnymi włosami 

background image

 

 

St

ro

na

St

ro

na

i  czerwonymi  ustami.  Ubrana  była  w  czarny  skórzany  gorset,  czarną 

skórzaną mini i dopasowane buty do pół łydki. Była piękna w hipnotyzujący 

sposób,  bogini  demonów,  która  patrząc  na  ciebie,  mogłaby  ci  spokojnie 

wyrwać serce. 

Sarah  położyła  Margie  w  zagięciu  ramienia  Rafe’a,  zaś  na  drugim- 

powiesiła  mu  różową  torbę  wypchaną  pieluszkami,  butelkami  etc.  –  Jej 

butelka  jest  w  środku.  Masz  tam  nową  formułę  ze  smoczym  ogniem.  To  ta 

niebieska.  Ta  czerwona  wywołuje  w  niej  gazy.  Nie  dawaj  jej  plastikowych 

kluczy, bo je topi. Uważaj na jej beknięcia, by nie spaliła ci włosów.-Dotknęła 

własnych  krótkich  włosów  i  wykrzywiła  lekko  twarz.-  O  niczym  nie 

zapomniałam? 

-  Rafe  ma  twój  numer  komórkowy-  Wtrąciła  pani  Pottersworth.-  On 

sobie świetnie radzi z dziećmi. 

Pół-demon wyglądał na zdumionego.- Radzę sobie? 

-  Oczywiście,  że  tak-  Pani  P.  poklepała  go  po  ramieniu  i  uśmiechnęła 

się  urzekająco.  Elfie  uszy  wystawały  spod  jej  srebrnych  włosów.-  Dobrze 

moje panie, idziemy. 

- Gdzie idziecie?- Dopytywał Rafe. 

-  Gdzie?  Robić  zakupy  na  wesele,  oczywiście.  Musimy  obejrzeć 

sukienki… 

Maggie zjeżyła się.- Sukienki? Do diabła, nie! 

- Sukienki- Powtórzyła pani P., posyłając mu ostre spojrzenie szarych 

oczu.- Następnie musimy wybierać kwiaty, stroje druhen, menu… 

-  I  musicie  robić  to  wszystko  o  dziewiątej  wieczór?-  Głos  pół-demona 

brzmiał podejrzliwie. 

-  Dzisiaj  robimy  sobie  damski  wieczór  z  przeglądaniem  katalogów  i 

czasopism- Tłumaczyła Sarah.- Jeśli chcesz iść z nami to… 

- Nie!- Rafe wyraźnie zadrżał.- Naprawdę. Wszystko w porządku. To już 

wolę być niańką- Zerknął na kochankę, z mieszaniną zdecydowania i ulgi.  

Pani P. popchnęła Maggie w kierunku drzwi, które zablokowały się za 

nimi.  Weszły  do  windy,  i  pojechały  na  górę.  Ich  tymczasowa  twierdza  miała 

więcej zabezpieczeń niż Fort Knox.  

background image

 

 

St

ro

na

St

ro

na

-  Co  się  do  cholery  dzieje?-  Warknęła  łowczyni.-  Nie  miałam  zamiaru 

wybierać się na żadne ślubne zakupy! Fuj! 

- Cóż, teraz to zrobisz- Odpowiedziała staruszka.- To nie w twoim stylu 

wykradać się z domu. 

Jej  nagana  kąsała,  ale  miała  rację.  Maggie  nie  była  wcześniej 

niechlujna. Grała jednak teraz w nową grę i cały czas bała się, że dokonuje 

złych  wyborów.  Co  jej  przyjdzie  z  zabicia  Abatu,  jeśli  oznaczałoby  to 

jednocześnie utratę Raphaela? 

-  Chyba  że  chcesz  dać  się  złapać-  Mruknęła  Auren.  Brzmiała  na 

znudzoną, ale łowczyni nie dała się nabrać. Jej siostra nie bywała apatyczna, 

nieważne jak brzmiała.- Być może czujesz się winna. 

To trafiło prosto w sedno problemu. Kurwa, kurwa, kurwa! 

- Och, zamknijcie się! Co złego jest w małym polowaniu na demony?- 

Skarżyła się głośno.- To jest to, co robię. 

- Kłamanie Rafeowi jest dostatecznie złe- Uznała Sarah, w głosie miała 

nieufność.- Ale nie waż się okłamywać również nas. 

Drzwi  otworzyły  się,  gdy  kobiety  stanęły  na  parterze.  Totalnie 

wkurwiona,  ponieważ  jej  przyjaciółki  miały  rację,  Maggie  ruszyła  przodem. 

Chciałaby,  by  był  tutaj  jakiś  demon,  bo  z  przyjemnością  by  zgniotła  mu 

gardło butem. Wrrrr! 

Ich  schron  powstał  pod  pustym  dworem,  otoczonym  wysokim 

ogrodzeniem.  Każdy  kto  przeszedłby  ponad  sztachetami,  naruszyłby  pole 

magiczne  i  uruchomił  alarm.  Gdyby  zaszło  się  jeszcze  dalej,  trzeba  by  było 

znać kody do otwarcia windy i przejść przez magiczną zaporę krwi.  

Każdy, kto mógł przebywać w domu, został wcześniej ukłuty w palec i 

pobrano  mu  krew  do  zapory.  Jeśli  DNA  gościa  nie  było  w  bazie  danych,  to 

wtedy windę zalewał gaz i dopadał nieproszonego gościa.  

Weszły do kuchni, przeszły czarno-białe płytki i skierowały się do drzwi 

do  garażu.  W  środku  pięciomiejscowego  pomieszczenia  był  Harley  Maggie, 

szarosrebrny  Jaguar  XLS,  SUV,  Honda  Sarah  z  1994  roku  i  BMW  Rafe’a. 

Wybrały  SUVa,  który  był  kuloodporny,  demonoodporny,  a  poza  tym 

wyposażony był w najnowocześniejsze gadżety i broń. 

background image

 

 

St

ro

na

St

ro

na

Sarah dopadła drzwi kierowcy przed Maggie. Uśmiechnęła się szeroko, 

po czym zajęła miejsce. 

-  To  jest  mój  pieprzony  samochód-  Warknęła  łowczyni,  jej 

temperament buzował.- Nie ma szans, że będziesz go prowadziła. 

Pani  Pottersworth  usiadła  na  drugim  przednim  siedzeniu,  zaś  Auren 

miejsce za kierowcą. 

- Wolisz w takim razie wrócić do domu i powiedzieć Raphaelowi, gdzie 

naprawdę jedziesz, kochaniutka? Poczekamy na ciebie. 

Mrucząc groźnie, łowczyni obeszła samochód. 

- To szantaż! 

Usiała  na  tylnym  siedzeniu  razem  z  siostrą,  trzaskając  groźnie 

drzwiami.  To  się  dzieje,  gdy  łowczyni  demonów  ma  przyjaciół.  Oni…  oni… 

wkurzają cię cały czas i wpędzają w kłopoty. Jebańcy! 

- Więc, co zamierzamy?- Spytała Sarah, gdy uruchomiła silnik SUVa. 

- Jakbym miała wam powiedzieć- Wysyczała spomiędzy zębów Maggie.- 

Poza tym nie zapomniałaś o czymś? 

- Eltar nie jest przedmiotem rozmowy. 

-  Powiedziałaś,  że  musiałby  padać  śnieg  w  Piekle-  Drążyła  dalej 

łowczyni,  ciesząc  się  grymasem  na  twarzy  Sarah.-  Czy  muszę  ponownie 

pokazać ci zdjęcie? 

- Dobra! 

Drzwi  garażu  otworzyły  się  i  Sarah  wyjechała,  kierując  się  w  dół 

podjazdu.  Na  sekundy  przed  tym  jak  dotarli  do  bramy  posesji,  kierująca 

pojazdem  wykonała  gwałtowny  ruch  kierownicą  i  zrobiła  180  stopni 

samochodem. Wokół auta powstała chmura pyłu, zaś zderzak był dosłownie 

o cale od czarnej kraty. 

-  Jezu!-  Maggie  powstrzymała  siłą  chęć  walnięcia  przyjaciółki.-  Czy 

możesz się uspokoić? 

Sarah  zachichotała.  Łowczyni  uświadomiła  sobie  wtedy,  że  kobieta 

cierpi  na  atak  nerwów.  Jakby  źle  nie  mówiła  o  Eltarze,  nikt  z  nich  nie  był 

głupcem. Była zakochana w ojcu swego dziecka. 

Ale jak diabli jej się to nie podobało. 

background image

 

 

St

ro

na

10

 

St

ro

na

10

 

Tak  jak  to  czynił  codziennie,  Eltar  czekał  niedaleko  skrzynki  na  listy. 

Maggie  musiała  przyznać,  że  był  wytrwały.  Tylko  miłość  mogła  skłonić 

demona, by wracał niczym żebrak, dzień w dzień. 

Sarah  nacisnęła  przycisk  otwierania  bramy  i  kraty  otworzyły  się. 

Podjechała  kawałek  i  otworzyła  okno.  Eltar  zbliżył  się  ostrożnie,  zerkając 

byłej  kochance  w  oczy.  Wyglądał  jak  świetnie  ubrany  sprzedawca.  Miał  na 

sobie kapelusz, a w dłoni teczkę. 

- Wskakuj- Mruknęła kierująca. 

Auren  otworzyła  mu  drzwi.  Eltar  rzucił  teczkę  i  kapelusz  na  tył, 

następnie przeszedł ponad demonicą by usiąść w środku.  

Maggie  spojrzała  na  niego  i  uśmiechnęła  się  ponuro.-  Witaj  w  moim 

osobistym piekle. 

Demon oddał uśmiech.- Zachwycająca jak zawsze, miss Mortis. 

 

*** 

 

- Nie mówiłaś mi, że planujesz przybyć z towarzystwem- Młoda kobieta 

patrzyła na Maggie z wyrzutem. 

- Nie przyprowadziłam ich. Przykleili się do mnie. 

Stanęli  u  bram  małego  cmentarza.  Był  usytuowany  na  terenie 

opuszczonego kościoła, w którym Maggie modliła się jako dziecko. Jej rodzice 

byli tu pochowani. Jej matka miała prawdziwy pogrzeb i grabarzy. Jej ojciec 

został pochowany pod osłoną nocy, w potajemnie wykopanym grobie, a jego 

odejście  zakończyła  odmówiona  przez  łzy  modlitwa.  Jednak  od  czasu  gdy 

Abraham  Mortis  spotkał  się  ze  swym  stwórcą,  teren  parafii  znacznie 

podupadł,  miasto  zrezygnowało  z  utrzymywania  jej.  Nikt  już  nie  chował  tu 

zmarłych. Nikt nie szukał tutaj drogi ucieczki czy wiary.  

Nikt poza Maggie. 

Tatuś zrobił swoją trumnę z tego samego materiału, z którego zrobiona 

była trumna mamy. Ułożenie ojca w pudle, które sam wyrzeźbił i zaczarował, 

było najtrudniejszą rzeczą jaką łowczyni zrobiła w życiu. 

Odwracając się od cmentarza i starych wspomnień, spojrzała uważnie 

na  dziewczynę.  Była  ona  piękna,  czarnowłosa,  miała  duże  niebieskie  oczy. 

background image

 

 

St

ro

na

11

 

St

ro

na

11

 

Ubrana  była  w  t-shirt,  dżinsy  i  wielką  błyszczącą  torbę,  która  średnio 

pasowała do jej hipisowskiego wyglądu. – Ile ty masz lat, dwanaście? 

-  Osiemnaście-  Odpowiedziała.-  I  jestem  naprawdę  dobra  w  mojej 

robocie. 

- Powiedz jeszcze raz, kim jesteś kochaniutka?- Spytała pani P. 

-  Deb  Johnoson-  Wyjaśniła  dziewczyna.-  Jestem  raczej  dziwna.  Nie 

lubię publiczności. Podnoszenie z martwych nie jest łatwą robotą. 

- Podnoszenie z martwych!- Krzyknęła przerażona Sarah. 

Wszystkie  spojrzenia  przeniosły  się  na  Maggie.-  Sami  chcieliście  ze 

mną  iść-  Jej  ton  był  defensywny.-  Czy  to  nie  jest  lepsze  niż  kupowanie 

suknie ślubnej? 

- Bierzesz ślub?- Zapytała Deb.- Jak cnotliwie! 

Maggie  miała  ochotę  się  zrzygać.  Co  opętało  Raphaela,  by  prosić  ją  o 

rękę? Co opętało ją, że przyjęła propozycję? Argh!! 

- Deb, jak wylądowałaś w tym zawodzie?- Spytała pani Pottersworth. 

-  Och,  cóż…  dobra-  Czarnowłosa  nastolatka  wzruszyła  ramionami.- 

Mama  siedzi  w  tych  wszystkich  sztukach  tajemnych.  Ona  uczyła  mnie 

wszystkiego  od  lat.  Jestem  dobra  w  nekromancji-  ale  nigdy  nie  zrobiłam 

niczego  na  własną  rękę-  do  zeszłego  roku.  Mój  chłopak  zginął  w  wypadku 

samochodowym.  Zabrałam  jedną  z  moich  neoromańskich  ksiąg  nad  jego 

grób i tak jakby… obudziłam go. 

-  Sprowadziłaś  swojego  martwego  chłopaka  z  powrotem  do  życia?- 

Wychrypiała zaszokowana Sarah. 

- Czar zadziałał świetnie, ale podstawą nekromancji jest to, że musisz 

być  bardzo  konkretna.  Magia  sprowadziła  jego  ciało  z  powrotem,  ale  jego 

osobowość  całkiem  zniknęła.  Zombie  miał  tylko  niewielki  skrawek  jego 

duszy-  Wielkie  niebieskie  oczy  Deb  zmierzyły  krytycznie  sylwetkę  Eltara.- 

Hej! Phil może jest martwy, ale przynajmniej nie jest demonem. 

Maggie  spojrzała  na  nekromantkę.-  Możesz  dostrzec  prawdziwą  formę 

Eltara? 

- Mam tą rzecz związaną z aurami- Deb wzruszyła ramionami.- Stary, 

masz bardzo dziwny stan psychiczny. Krzyczy „Demon!”, ale masz w sobie też 

białe światło. 

background image

 

 

St

ro

na

12

 

St

ro

na

12

 

- On jest z tych raczej dobrych- Wyjaśniła łowczyni.- Nie rzuca czarów 

posiadania  na  ludzi  i  nie  próbuje  ich  zjadać.  Jest  zakochany  w  Sarah,  ale 

ona jest uparta. 

- Taak. Mogę dostrzec jej upór w stosunku do niego. 

Kobieta  o  której  rozmawiali  spojrzała  na  Maggie  ze  sztyletami  w 

oczach, ale ta tylko uśmiechnęła się dobrotliwie. 

Głośny  jęk  odbił  się  echem.  Dziwny  hałas  został  zastąpiony 

bełkotaniem i szuraniem. 

Maggie  wyciągnęła  księżycowe  ostrze  zza  paska  i  przyjęła  pozycję  do 

ataku.- Co to, kurwa, jest? 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

background image

 

 

St

ro

na

13

 

St

ro

na

13

 

…  

 

 

 

Z pamiętnika Maggie Mortis  

 

Ludzie s

ą

 do dupy. 

Szczególnie przyjaciele, którzy powtarzaj

ą

ż

e tylko chc

ą

 

ci  pomóc,  ale  tak  naprawd

ę

  wszystko  co  robi

ą

,  to 

przeszkadzaj

ą

Czy  oni  nie  maj

ą

  poj

ę

cia  jak  bardzo  to  ca

ł

e  gówno 

ś

ci

ą

ga  na  dó

ł

?  Jak  mog

ę

  chroni

ć

  ich  i  Raphaela,  je

ś

li  oni 

ca

ł

y czas kr

ążą

 wokó

ł

 mnie? 

Zbyt wielu ju

ż

 umar

ł

o przeze mnie. Dostatecznie z

ł

e by

ł

pozwolenie  Rafe’owi  wej

ść

  w  moje 

ż

ycie.  Pokochanie  go. 

Zdradzenie go. Ale teraz jest jeszcze Sarah, Margie, Pani P., a 
nawet  nazbyt  uprzejmy Eltar.  Oni  si

ę

  chyba  rozmna

ż

aj

ą

,  na 

mi

ł

o

ść

 bosk

ą

Gdyby  tylko  zostawili  mnie  w  spokoju  na  jeden  dzie

ń

mog

ł

abym wy

ś

ledzi

ć

 Abatu, zabi

ć

 go i uratowa

ć

 

ś

wiat. 

Rany! 

 

*** 

 

background image

 

 

St

ro

na

14

 

St

ro

na

14

 

-  To  jest  Phil,  mój  były  chłopak-  Powiedziała  Deb.-  Biedny  facet.  Nie 

chciał  wrócić  do  grobu  i  umrzeć  ponownie,  więc  kręci  się  wokół  mnie- 

Kobieta  odwróciła  się  w  kierunku  dobrze  ubranego  nieboszczyka  stojącego 

nieopodal. Wydawało się, że został zabalsamowany, jako że jego skóra miała 

specyficzną  barwę-  niczym  brzoskwinia.  Za  to  oczy  miał  cofnięte  w  głąb 

czaszki, a usta wykrzywione. Palce miał zakrzywione niczym szpony, zaś nogi 

usztywnione niczym wykute w marmurze. 

- Jak on widzi dokąd idzie? – Szepnęła Sarah. Zerknęła przez ramię na 

Eltara. 

-  Zombie  nie  wykorzystują  swoich  fizycznych  zmysłów  do  poruszania 

się. Oni wpadają na rzeczy i odbijają się dalej- Deb zwróciła się do martwego 

kochanka.- Phil, kazałam ci zostać w samochodzie. 

- Uuuuuuuuuuuuuch. 

- Ale nie sypiasz z nim, prawda? – Dłoń  Sarah owinęła się wokół talii 

Eltara i zerknęła na zombie.- Ponieważ to jest naprawdę chore. 

-  Po  pierwsze-  jego  penis  nie  działa.  Och,  nie,  nie  sprawdzałam  tego 

sama.  Pisze  o  tym  w  książkach  o  nekromancji.  Po  drugie-  sama  używasz 

penisa demona, więc nie powinnaś krytykować gustów innych osób. 

Maggie westchnęła ciężko, odkładając księżycowy sztylet.- Ta noc robi 

się coraz bardziej gówniana. Czy mogłabyś kazać swojemu zwierzątku odejść, 

byśmy mogli zrobić to, po co tu przybyliśmy? 

-  Tak,  tak.  Nie  gorączkuj  się  tak-  Deb  wzięła  Phila  za  rękę  i  zaczęła 

ciągnąć go w kierunku żółtego pojazdu marki volkswagen.- Musisz zostać w 

samochodzie. Rozmawialiśmy o tym, kochanie- pamiętasz?  

- Uuuuuuuuuuuuuch. 

Gdy  tylko  kobieta  zniknęła  im  z  oczu,  czwórka  przyjaciół  Maggie 

otoczyła  ją  luźnym  kręgiem,  skrzyżowali  dłonie  na  piersiach  i  patrzyli 

skupieni. 

- Co do jasnej cholery robisz?- Spytała pani Pottersworth. 

- Taak- Wtrąciła Auren.- Dlaczego wynajęłaś nekromantkę? 

Maggie  nie  chciała  im  powiedzieć.  Nie  chciała  wciągać  ich  w  tą 

sytuację. Zdziwiło ją, że podobał jej się pomysł posiadania rodziny. Nie była 

background image

 

 

St

ro

na

15

 

St

ro

na

15

 

już samotniczką.  Nagle została wciągnięta w wir życia społecznego. I chciała 

tego- chciała być przyjaciółką, siostrą, i tak, nawet żoną! 

I świadomość ta przerażała ją jak diabli. 

-  Nie  ma  sensu  nas  okłamywać-  Mówiła  dalej  Sarah.-  Albo  próbować 

przed nami ukryć, co robisz. Gadaj. 

-  Dobra,  dobra-  Mruknęła  łowczyni.  Nie  była  w  stanie  żadnemu 

spojrzeć w oczy.- Wynajęłam Deb, by skontaktowała mnie z kimś. Kimś, kto 

może mi pomóc zniszczyć Abatu. 

- Kim?- Spytała ostro Auren. 

Maggie przełknęła gulę blokującą jej gardło.- Moim ojcem. Abrahamem 

Mortisem. 

Zapadło zszokowane milczenie. 

-  Zwariowałaś?-  Warknęła  Sarah  napiętym  głosem.-  Masz  zamiar 

obudzić  z  martwych  własnego  ojca,  by  dowiedzieć  się  jak  zabić 

nieśmiertelnego krewnego? 

-  Nie  nieśmiertelnego-  Poprawiła  ją  łowczyni.-  Ustaliliśmy,  że  istnieje 

jakiś sposób, by zabić demony. 

Pani P. spojrzała zwężonymi oczami.- Zniszczyłaś fiolki. 

- Nie te, które przechowuje Abatu- Maggie zerknęła przez ramię, jakby 

sprawdzała, czy wraca Deb. Ale tak naprawdę musiała uciec spojrzeniem od 

przyjaciół.  Nienawidziła  ich  okłamywać.  Nie  mogła  jednak  ryzykować  ich 

życia. Ani Rafe’a. Nigdy więcej. Nigdy w życiu. 

-  Gdyby  tylko  Wysoka  Rada  nie  była  taka…  nieuporządkowana- 

Zamruczała pani Pottersworth. Wyglądała na przygnębioną. 

-  Nie  pracuję  już  dla  tych  sukinsynów.  Poza  tym,  oni  mają  swoje 

własne problemy. Jeśli Meelena, która była najprawdopodobniej najlepszym 

bytem  wśród  nich,  mogła  pieprzyć  się  z  demonem  i  urodzić  mu  dziecko-  to 

stawia przed nimi całkiem nowe problemy- Łowczyni potarła ramiona, nagle 

zrobiło  jej  się  bardzo  zimno.  Dziwne.  O  tej  porze  roku  nie  powinno  być  tak 

chłodno.- I, och tak, mam kurwa nadzieję, że oni wszyscy zdechną. 

-  Przepraszam  za  to-  Wymruczała  Deb,  gdy  do  nich  ponownie 

dołączyła.  Jeśli  usłyszała  stanowczą  opinię  Maggie  na  temat  Wysokiej  Rady 

nie dała po sobie tego poznać.- Jesteście gotowi, czy nie? 

background image

 

 

St

ro

na

16

 

St

ro

na

16

 

- Gotowi- Powiedziała łowczyni.- Oni poczekają w samochodzie. 

Protest  był  natychmiastowy,  głośny  i  energiczny,  ale  Maggie  tylko 

pokręciła przecząco głową.- Mam zamiar porozmawiać z ojcem na osobności. 

-  Pracuję  lepiej  bez  widowni-  Dodała  nekromantka.-  I  czasami  zmarli 

nie chcą się pokazać, gdy czeka na nich zbyt wiele osób. 

-  Dobra-  Stwierdziła  Auren  i  posłała  siostrze  spojrzenie  z  gatunku  „i 

tak nam wszystko później powiesz”.- Jak długo to potrwa? 

-  Potrwa  tyle,  ile  będzie  trzeba-  Deb  poprawiła  na  ramieniu  swoją 

wielką torbę i skierowała się do bramy. 

- Maggie- Odezwała się pani P., jej głos był pełen sympatii.- Czy to na 

pewno właściwe? 

-  Niet-  Powiedziawszy  to,  dziewczyna  skierowała  się  za  nekromantką, 

zostawiając za sobą grupkę przyjaciół. 

Kiedy  dogoniła  Deb,  kobieta  ustawiała  świece  wokół  grobu  państwa 

Mortis.  Tylko  imię  matki  łowczyni  było  wyryte  na  nagrobku.  Jej  ojciec  leżał 

obok żony, nieoznaczony, ale na pewno nie nieznany. 

- Skąd wiesz, gdzie on został pochowany? 

-  Wyczuwam  wibracje-  Nekromantka  ukończyła  wytyczanie  pięciu 

punktów pentagramu, po czym zapaliła knoty świec. Zapach wanilii rozniósł 

się po okolicy. 

- Co więc się wydarzy? Czy tata wyskoczy z grobu, czy co się stanie? 

- On wybierze jaką formę przybierze. 

Maggie przyglądała się reszcie przygotowań Deb. Poznawała niektóre z 

ziół i zaklęć, ale nekromancja była całkiem odmienna od tego, czego Maggie 

się kiedyś uczyła. Nie była pewna, czy podoła rozmowie z ojcem, nieważne w 

jakiej  formie  przybędzie,  ale  miała  nadzieję,  że  tata  nie  zdecyduje  się 

przemówić  w  formie  swoich  zwłok.  Mimo,  że  miała  Rafe’a  i  innych  by  ją 

wspierali-  nikt  nie  był  w  stanie  zastąpić  jej  rodziciela.  On  zawsze  był  jej 

kompasem.  Wiedział  jakich  rad  jej  udzielać,  by  obierała  kurs  na  dobro. 

Potrzebowała jego pomocy i wsparcia. 

Potrzebowała swego ojca. 

Deb  usiadła  naprzeciwko  świec.  Wskazała  miejsce  po  przeciwnej 

stronie  pentagramu.-  Siadaj  tam.  Jeśli  mi  się  uda,  będziesz  w  stanie 

background image

 

 

St

ro

na

17

 

St

ro

na

17

 

przemówić bezpośrednio do swojego ojca. Bardzo rzadko zdarza się, by byty 

wybierały  mnie  jako  swojego  pośrednika.  Większość  zmarłych  jest  tak 

przywiązana do swojej ziemskiej formy, że w niej właśnie woli się pokazywać. 

Zadawaj proste pytania. Spytaj najpierw o to, co chcesz najbardziej wiedzieć. 

Możesz  mieć  tylko  pięć  minut,  albo  i  mniej.  Nigdy  nie  byłam  w  stanie 

utrzymać  bytu  dłużej  niż  godzinę.  Phil  jest  oczywiście  wyjątkiem.  Ale…  Z 

drugiej strony jego ożywione ciało łazi za mną po okolicy cały czas. 

- Łapię- Powiedziała Maggie, zagryzając  wargi, by się nie uśmiechnąć.  

Miała  wiele  problemów,  ale  mimo  wszystko  nie  łaził  za  nią  żaden  ożywiony 

nieboszczyk.- Drogi tata pojawi się, zaczynam mówić i nie przestaję póki go 

widać. 

Deb przytaknęła. 

Łowczyni  usiadła  po  turecku  w  miejscu  wskazanym  przez  Deb. 

Patrzyła  jak  nekromantka  składa  dłonie  jak  do  modlitwy  i  zaczyna  mówić.- 

Och Boże, och Bogini. Ja, wasze dziecię, wzywam wasze moce. Wysłuchajcie 

naszych modlitw i obdarzcie nas łaską. 

Lśniące  złote  światło  pojawiła  się  przy  pierwszej  ze  świec.  Po  chwili 

blask  rozprzestrzeniał  się  po  pozostałych,  oświetlając  kształt  pentagramu. 

Nagle Maggie poczuła się, jakby poraził ją lekki ładunek elektryczny- uniosły 

się jej włoski na rękach i na karku.  

Potężna magia zawirowała w powietrzu. 

Nawet  normalni  ludzie,  dzięki  badaniom  i  praktyce,  mogli  tworzyć  i 

używać  prostych  zaklęć.  Ale  Deb  była  pełna  surowej  energii,  a  poza  tym 

miała wrodzony talent do czarów. 

Serce  Maggie  podeszło  do  gardła  i  gwałtownie  biło.  Brakło  jej  tchu  i 

pewności.  Nawet  jeśli  Abraham  Mortis  pojawi  się  jako  cień  samego  siebie,  i 

tak będzie wkurzony, że jego córka go wezwała. 

Zerwał  się  wiatr,  unosząc  suche  liście  i  zeschłe  kępy  trawy.  Po  raz 

kolejny łowczyni poczuła w powietrzu chłód, który owinął się wokół niej. 

-  Z  błogosławieństwem  naszego  Boga  i  Bogini,  wzywamy  rodziców 

Margaret Eleonor Mortis- Zaintonowała nekromantka.- Proszę zaakceptujcie 

naszą ofertę. 

background image

 

 

St

ro

na

18

 

St

ro

na

18

 

Rzuciła  garść  srebrnego  proszku  w  sam środek  pentagramu.  Po  czym 

zrobiła  to  samo  z  fioletowymi  płatkami  lawendy,  a  na  koniec  skropiła 

wszystko wodą święconą. 

W  ciągu  kilku  minut  z  grobu  zaczęło  emitować  białe  słabe  światło. 

Uniosło  się  do  góry,  po  czym  zawisło  na  wysokości  trzech  stóp.  Powoli 

ukształtowała  się  twarz,  szyja  i  mglista  zapowiedź  ramion.  Gdy  postać 

zakończyła ujawnianie się, Maggie przełknęła z trudem twardą gulę z gardła. 

Och, do diabła! 

- Witaj, córko- Powiedział duch, uśmiechając się. 

Łza potoczyła się po policzku łowczyni.- Mama? 

- Rozumiem, że próbowałaś połączyć się z ojcem.- Wyszeptała matka.- 

On miał szczęście spędzić z tobą więcej czasu- Spojrzenie ducha przesunęło 

się po sylwetce łowczyni.- Masz zbyt krótkie włosy. Uwielbiałam szczotkować 

twoje długie, piękne sploty. 

Maggie otarła zdradzieckie łzy.- Tak jest wygodniej w pracy. 

- Wiem kochanie. Czuwałam cały czas nad tobą. Jakie życie miałaś… I 

ten Rafe… Czyż nie jest apetyczny jak lizak na patyku? 

- Mamo!- Chichot łowczyni przeszedł w ciche łkanie.- Tęsknię za tobą. I 

tęsknię za tatą. Ja… Jak on się ma? 

Matka  posłała  jej  lekko  upiorne  spojrzenie.-  Powiedz  mi  czego  chcesz 

Maggie. 

- Chce odnaleźć Abatu. Muszę go potem zabić. 

- Chcesz uratować świat? Czy może chcesz się zemścić za całe zło jakie 

wyrządził tobie i twoim bliskim? 

- Oba powody- Przyznała dziewczyna. Skrzywiła się lekko.- Ale głównie 

ten drugi. 

- Tak myślałam- Duch westchnął.- Abatu szuka podbojów i władzy. Nie 

ma sumienia ani moralności. Powiem ci wszystko, co musisz wiedzieć, by go 

powstrzymać. 

- Czy jestem z nim spokrewniona? 

-  Tak.  Twój  ojciec  pochodzi  w  prostej  linii  od  Abatu.  Masz  krew 

demona. To dlatego jesteś taka dobra w tym, co robisz. 

background image

 

 

St

ro

na

19

 

St

ro

na

19

 

Lodowaty wiatr powiał ponownie. Matka Maggie zamigotała i zrobiła się 

bardziej przejrzysta.- Abatu ukrywa się, ochraniają go wierni mu generałowie 

i armia demonów. Jeśli mu się powiedzie, uda mu się zająć Piekło, Ziemię i 

Otherworld w jednym ruchu. 

- I Niebo? 

-  A  myślisz,  że  gdzie  on  się  ukrywa?  I  jak  myślisz,  skąd  on  chce 

rządzić? 

Łowczyni  poczuła  się  zszokowana.  Najbardziej  poszukiwany  demon 

ukrywa  się  w  Niebie!  I  w  miejscu,  gdzie  lśni  światło  miłości  i  dobra,  on 

zamierza stworzyć swoją siedzibę i stamtąd rządzić wszystkimi planami.- Nie 

wydaje  mi  się,  żeby  Bóg  i  Bogini  pozwolili  mu  tak  łatwo  zająć  święte 

królestwo. 

- Życie jest kwestią równowagi. Dobro i zło są dwiema stronami jednej 

monety. Czasami szala przechyla się na jedną ze stron.  

- Nieważne więc co się zrobi, szala i tak się przechyli? 

-  Są  jednostki,  które  wpływają  na  szalę  sprawiedliwości.  TWOJE 

działania przeważą ją na jedną ze stron. 

Maggie skinęła lekko głową. Ojciec powiedział jej kiedyś, że nie uda jej 

się  wygrać  wszystkich  bitew.  Ta  cenna  lekcja  pozwoliła  jej  skuteczniej 

odnosić zwycięstwa. I znów wspomnienie słów ojca. 

Walcz  jak  najlepiej.  Walcz  ze  wszystkich  sił,  Maggie.  Nigdy  nie 

koncentruj się na tym, co dopiero nadejdzie. Stój po stronie dobra i zobaczysz, 

że już to samo czyni różnicę. 

- Gdzie jest tatuś?- Spytała miękko. 

-  Och  dziecinko-  Szepnęła  matka.-  Miałam  nadzieję,  że  nie  zapytasz.- 

Twarz miała pełną bólu.- Abatu wezwał jego duszę i go uwięził… w jednym z 

pryzmatów, które stworzyłaś. 

Przerażenie ścisnęło wnętrzności łowczyni.- Nie! 

-  Gdy  znajdziesz  Abatu,  znajdziesz  też  swojego  ojca-  Matka  zaczęła 

zanikać. 

- Mamo! Kocham cię! 

- Ja też cię kocham- Cichy szept, niczym tchnienie wiatru.- I gratulacje 

z powodu zaręczyn. 

background image

 

 

St

ro

na

20

 

St

ro

na

20

 

 

*** 

 

- Wybrałaś już sukienkę?- Spytał Rafe. Leżał na łóżku, ubrany tylko w 

parę wytartych dżinsów. 

W dłoni trzymał wysłużony egzemplarz powieści Roberta Ludluma. Jej 

seksowny demon nie nosił podkoszulki, co pozwalało dziewczynie zachwycać 

się jego wspaniałymi mięśniami. 

- Do diabła, nie- Powiedziała, rzucając magazyn na łóżko.- Pojedziemy 

do Vegas, to właśnie zrobimy. Pani P. zaczyna mówić o chińskiej porcelanie, 

na miłość boską! 

Rafe zachichotał i sięgnął po magazyn. 

Po  wizycie  na  cmentarzu,  pani  P.  nalegała  na  zatrzymanie  się  w 

całodobowym Wal-Marcie i zakup magazynów. Potem pojechali do Denny’ego 

i  nad  ciastem  omawiali  ślubne  przygotowania.  Maggie  nienawidziła  każdej 

pieprzonej sekundy tego czasu.  Nie tylko dlatego, że nie chciała tradycyjnego 

wesela  (fuj,  fuj!),  ale  również  dlatego,  że  miała  inne  plany  do  zrobienia. 

Musiała wykombinować jak dostać się do Nieba, wytropić Abatu i jak ocalić 

swego ojca.  

- To jest fajne- Uznał Rafe. Uniósł magazyn. Suknia wyglądała jak coś, 

co  mógłby  założyć  Kopciuszek,  idąc  na  bal,  była  wielka,  puszysta  i 

wyszywana diamencikami. 

- Podoba ci się ta kiecka?- Spytała zdejmując broń. 

- A tobie nie? 

Dziewczyna  zsunęła  buty,  a  potem  wysunęła  się  ze  swojego  stroju 

łowieckiego.  Nadal  w  koronkowych  majteczkach  i  staniku  wsunęła  się  na 

łóżko  i  przytuliła  do  boku  kochanka.  Gdy  pogłaskała  gładkie  mięśnie  jego 

brzucha, poczuła się na siłach jeszcze raz spojrzeć na suknię. Przeniosła po 

chwili wzrok na narzeczonego.- Jeśli podoba ci się to fiu-fiu gówno myślę, że 

mogłabym je założyć. 

Błękitne  oczy  demona  zamigotały.  -  Musisz  mnie  naprawdę  kochać, 

Maggie,  jeśli  zgadzasz  się  pomyśleć  o  założeniu  czegoś  takiego  na  nasze 

wesele. 

background image

 

 

St

ro

na

21

 

St

ro

na

21

 

Lekko trąciła go w ramę. Następnie, czując mieszaninę poczucia winy i 

miłości,  usiadła  i  otoczyła  jego  twarz  dłońmi.-  Dla  ciebie  zrobiłabym 

wszystko. 

Jego oczy pociemniały i pochylił się ku  niej, by zawładnąć jej ustami. 

Kobietę  przeszył  dreszcz,  gdy  wślizgiwała  się  na  jego  kolana.  Przycisnęła 

swoją  obolałą  płeć  prosto  do  wybrzuszenia  w  jego  dżinsach.  Przerwała  na 

chwilę  pocałunek,  tylko  po  to  by  zrzucić  z  siebie  biustonosz  i  rzucić  go 

beztrosko na podłogę. 

Rafe  otoczył  dłońmi  kształtne  półkule,  przysuwając  usta  do  jednego  z 

nabrzmiałych  szczytów.  Ścisnął  sutek  zębami,  po  czym  ukoił  ból 

muśnięciami języka. Maggie jęczała, mogąc tylko sunąć dłonie niżej, gdzie jej 

wilgotna już wagina dociskała się do jego twardości. 

Rafe  wydawał  się  być  w  nastroju  na  leniwy  seks,  co  bardzo  łowczyni 

odpowiadało.  Chciała  rozkoszować  się  każdą  chwilą  na  wypadek….  Cóż,  na 

żaden wypadek. On jej wybaczy. Zrozumie jej motywację. Może powkurza się 

przez chwilę, ale nie zostawi jej. To była najważniejsza rzecz. Czy to że będzie 

nadal  kręcił  się  w  okolicy  i  oddychał,  nie  było  warte  poświęcenia  jego 

zaufania? 

Zrobiłabym dla ciebie wszystko, Raphaelu. 

Jej  serce  zaczęło  szaleńczo  tłuc  się  w  piersi,  gdy  pożądanie  coraz 

mocniej ściskało jej wnętrzności. Bała się, że zaraz zapłonie żywym ogniem, 

od  połączenia  oczekiwania  i  ekscytacji.  Niech  to  szlag.  Postanowiła  jednak 

nie  dawać  się  rozpaczy,  odepchnęła  od  siebie  wszelkie  wątpliwości  i 

skoncentrowała się na uczuciach jakie w niej teraz budził. 

Teraz ważna była tylko miłość. 

O reszcie rzeczy pomyśli jutro. 

Maggie  rozpięła  jego  dżinsy  i  uwolniła  jego  penisa.  Palcami  pogładziła 

gruby trzon i nagle trafiła na coś palcami.- Co, do… ? 

Spojrzała w dół. Rafe nosił jedną z erotycznych zabawek jakie mieli. Na 

trzonie  jego  członka  znajdował  się  metalowy  pierścień.  Od  niego  odchodziły 

paski skóry, które otaczały jego mosznę i znikały gdzieś pod nim. 

- Co to jest?- Zapytała. 

- Może powinnaś przypatrzyć się temu bliżej? 

background image

 

 

St

ro

na

22

 

St

ro

na

22

 

Maggie  uśmiechnęła  się  i  pomogła  kochankowi  oswobodzić  się  z 

dżinsów.  Uklękła  między  jego  nogami  i  pochyliła  się  do  przodu,  by  possać 

czubek jego penisa. Przesunęła język w dół długości drąga i polizała krawędź 

metalowej nakładki. 

- Niżej- Wyjęczał- Zajmij się moszną. 

Zgodnie  z  wydyszaną  prośbą  polizała  skórę,  wierciła  językiem  pod 

skórzanymi paskami. Po czym zsunęła się jeszcze niżej… I nagle poczuła coś 

kwadratowego  i  twardego.  Co  to  za  jakaś  dziwna  zabawka?  Pochyliła  się 

jeszcze  głębiej  ku  demonowi  i  zobaczyła,  że  skóra  z  tyłu  łączyła  się  z 

kwadratową  nakładką…  z  której  w  tym  momencie  zwisał  mały  błyszczący 

krążek. 

O święta Bogini! 

Platynowy  okrąg  z  błękitnym  kamieniem  był…  jej  pierścionkiem 

zaręczynowym. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

background image

 

 

St

ro

na

23

 

St

ro

na

23

 

…  

 

 

 

Z pamiętnika Maggie Mortis ... 

 

Nigdy  nie  myślałam,  że  wyjdę  za  mąż.  Cholera,  nigdy 

nawet nie myślałam, że się zakocham. Miłość mnie wzmacnia 

i  pochłania.  Nigdy  nie  czułam  niczego  podobnego  do 

nikogo,  nawet  do  Damiana,  który  tak  długo  był  w  moim 

sercu.  Sercu,  którego  nie  chciał.  Jednak  dzięki  niemu  mam 

Raphaela. To był jego ostatni prezent dla mnie. 

Chciałabym czuć, że na niego zasłużyłam. 

 

*** 

 

Maggie  z  zainteresowaniem  uniosła  mosznę  Rafe’a  i  przyjrzała  się 

pierścionkowi.  Duży  prostokątny  klejnot  był  ciemnobłękitny.  Lekko 

połyskiwał też fioletem.- Szafir demona! Zrobiłeś dla mnie szafir demona! 

- Tak. 

Jej  spojrzenie  spotkało  jego  i  nagle  poczuła  pragnienie,  by  zapłakać. 

Szafir  demona  był  najrzadszym  ze  wszystkich  kamieni,  na  wszystkich 

płaszczyznach.  Tylko  demony  mogły  go  stworzyć,  a  że  prawie  wszystkie  z 

nich  to  samolubne  dranie  i  proces  tworzenia  klejnotu  był  mocno  uciążliwy, 

nie istniało zbyt wiele tych kamyczków. 

background image

 

 

St

ro

na

24

 

St

ro

na

24

 

- Zdejmij go!- Zażądała. Czuła lekki zawrót głowy. I, niebiosa pomóżcie, 

wiedziała,  że  zachowuje  się  zbyt  dziewczęco.  Ale  to  był  jej  pierścionek  i 

chciała go założyć. 

-  Ach-  Wymruczał  Rafe.-  Obawiam  się,  że  będziesz  musiała  poczekać, 

aż moje krocze będzie trochę mniej… radosne. 

Maggie zaśmiała się.- Mogę ci w tym pomóc. 

Żeby móc zdjąć z jego penisa metalową nasadkę, a potem z niej zsunąć 

pierścionek  musiała  zająć  się  tym  nad  wyraz  hmm  dokładnie.  Zaczęła  ssać 

członek  demona,  obwodząc  co  chwila  jego  główkę  językiem.  Prześledziła 

każdą żyłkę na trzonie z pomocą języka, a dłonią masowała mosznę, i lekko 

pociągała za pierścionek. 

Rafe zajęczał, jego dłonie zacisnęły się na prześcieradle. 

Nie miała dla niego litości w dążeniu do tego, by w końcu szczytował, 

na przemian ssąc go i głaszcząc. 

- Maggie! 

Wsunęła  go  sobie  głęboko  do  gardła,  gdy  w  końcu  wystrzelił  gorącą 

spermą. 

Wypiła  wszystko,  a  potem  jeszcze  pracowicie  zlizała  resztki  słonawej 

substancji z jego skóry. 

Ta ręczna robótka tylko odrobinę sprawiła, że jego członek zmiękł. 

- Cholerne fiuty demonów!- Warknęła niezadowolona łowczyni. 

-  Nie  martw  się  Maggie.  To  wystarczyło-  I  zsunął  nakładkę,  potem 

rozpiął  ją  i  zsunął  z  niej  pierścionek.-  Kocham  cię-  wyszeptał,  wsuwając 

platynowy krążek na trzeci palec jej lewej dłoni. 

- Ja też cię kocham- Dziewczyna patrzyła na klejnot zdumiona. Kurwa 

pierdolona  mać.  Ona  planowała  wyjść  za  mąż.  Część  jej  była  absolutnie 

przerażona, ale reszta podekscytowana tym faktem. 

Demon  przeturlał  ją  na  plecy  i  pocałował.  Ona  w  odpowiedzi  zatopiła 

się w jego objęciach, penetrując wnętrze jego warg swym językiem. Ramiona 

zaplotła  wokół  szyi  kochanka.  On  żartobliwie  objął  dłońmi  jej  pośladki, 

pobudzając  ją  do  śmiechu.  Ale  szybko  przeszło  jej  to  rozbawienie.  Demon 

zasypał pocałunkami jej obojczyk, po czym jego utalentowane usta zajęły się 

jedną z piersi łowczyni. 

background image

 

 

St

ro

na

25

 

St

ro

na

25

 

Ta mogła tylko się pod nim wić i dać mu się pożerać. 

Palce  Raphaela  tańczyły  po  nagiej  skórze  torsu  Maggie,  dotykając 

podstawy napiętych półkul, muskając naprężone sutki. Po czym znów skubał 

je zębami, pociągając lekko i przygryzając.  

Gorąca  żądza  przeszyła  dziewczynę.  Pogładziła  klatkę  piersiową 

kochanka,  muskała  ciało  póki  nie  trafiła  na  jego  płaskie  sutki.  Potarła  je  i 

lekko wykręciła. 

Demon wciągnął gwałtownie oddech, dreszcz przebiegł jego ciało. 

- Maggie- Jęknął, wracając do drażnienia sutków ukochanej. 

Wsunął  między  nich  dłoń,  przykrył  jej  płeć  i  zaczął  bawić  się  jej 

dolnymi  wargami.  Nagle  wbił  w  nią  dwa  palce,  a  kciukiem  masował 

łechtaczkę.  W  odpowiedzi  Maggie  jęknęła  i  zaczęła  poruszać  biodrami,  w 

rytm jego pchnięć. 

Rafe  uniósł  nogi  kochanki  i  tak  przesuwał  jej  ciało,  aż  w  końcu 

znalazła  się  pod  odpowiednim  dla  niego  kątem.  Jej  dłonie  chwytały 

niespokojnie jego ramiona, gdy zastąpił rękę penisem, wchodząc bez trudu w 

jej śliski tunel. 

Wysoko  rozsunięte  nogi  Maggie  zaczęły  drżeć,  podobnie  jak  jej  serce, 

gdy  demon  zagłębiał  się  w  niej  raz  za  razem  i  ponownie,  i  ponownie… 

Owinęła uda wokół pośladków kochanka, a paznokcie zagłębiła w jego ciele. 

Jej jęki i ruchy były odbiciem działań demona.  

W końcu orgazm przeszył szalejącą łowczynię- Rafe! Och, Boże. Tak! 

Raphael  wszedł  w  nią  ostatni  raz,  gdy  wymawiała  jego  imię  niczym 

modlitwę. Wyprężył się i wytrysnął w jej wnętrzu.  

Upadł  na  bezładne  ciało  kochanki  i  językiem  zlizał  krople  potu 

spływającą po jej szyi.- Tak- Wymruczał.- Chcesz już ustalić datę? 

Maggie walnęła go bez skrupułów. 

 

*** 

 

- Znaleźliśmy kolejną parę męskich nóg- Powiedziała Sarah następnego 

ranka. Podała Maggie tytułową stronę dziennika. 

background image

 

 

St

ro

na

26

 

St

ro

na

26

 

Łowczyni  usiadła  przy  stole  w  kuchni  i  nalała  sobie  kawy.  Pani 

Pottersworth robiła napar z przepysznej, mocnej mieszanki z Jawy. 

Zanim  wzięła  łyk,  dmuchnęła  w  parujący  napój.-  Mmmm,  karmelowa 

mokka? 

-  Orzechowe  trufle-  Odpowiedziała  Sarah.-  Nie  wiem  jak  ona  to  robi. 

Wykończyłaby Sturbucksa, gdyby otworzyła własny lokal z kawą. 

Maggie  roześmiała  się.  Popijając  płyn,  czytała  artykuł.  Tajemniczy 

morderca, który zostawiał tylko nogi- od łydek w dół- i preferował mężczyzn 

jako  ofiary,  zostawił  kolejne  resztki.  Tym  razem  na  chodniku  w  centrum 

miasta.  Na  kikutach  były  ślady  zębów  jakiegoś  zwierzęcia,  ale  nie  istniało 

zwierzę które mogłoby zjeść dorosłego mężczyznę na jeden kęs.  

Metoda śmierci była zdecydowanie paranormalna, ale nie pasowała do 

MO  demona.  Poza  tym  wyglądało  na  to,  że  ofiary  wybierano  przypadkowo- 

dla  wygody,  a  nie  dlatego  że  pasowało  do  jakiegoś  określonego  profilu. 

Aktualnie  jedyny  profil  opierał  się  na  tym,  że  ofiara  owa  musiała  być 

mężczyzną.  Dziwna  sprawa  zainteresowała  łowczynię,  ale  nie  na  tyle,  by 

chciała się nią zajmować. Miała większego demona do upolowania. 

- Masz gościa- Powiedział Rafe, wchodząc do kuchni. Auren, w swojej 

kociej  formie,  wsunęła  się  do  pomieszczenia  za  nim.  Gdy  tylko  mężczyzna 

usiadł, czarna kotka wskoczyła mu na kolana i zamknęła oczka. 

-  Myślę,  że  to  dziwne,  że  moja  siostra  lubi  zwijać  się  w  kłębek  na 

twoich kolanach. 

- Zazdrosna o tę małą cipkę?- Demon uśmiechnął się szelmowsko. 

- Fuj- Łowczyni pochyliła się ku niemu i pocałowała go.- Zapłacisz mi 

za to. Zobaczysz. 

- Taa. Wiem. 

- Kto jest tym gościem?- Zapytała Sarah. Uniosła butelkę, by nakarmić 

niemowlę,  które  trzymała  na  rękach.  Naczynie  lśniło  jasnoniebieskim 

demonim  ogniem.  Margie  natychmiast  przyssała  się  do  butli,  która  była 

specjalnie  zaprojektowana,  by  się  nie  roztopić  od  żaru  z  ust  malutkiej  pół-

demonki.  

- Powiedziała, że ma na imię Deb. 

background image

 

 

St

ro

na

27

 

St

ro

na

27

 

Maggie  nagle  zainteresowała  się  swoją  na  wpół  opróżnioną  filiżanką.- 

Deb, tak? 

Śmignęła  spojrzeniem  ku  przyjaciółce,  a  ta  uśmiechnęła  się  lekko.- 

Koordynatorka ślubów, pamiętasz? 

- Ona nie wygląda dość staro by się tym zajmować- Rafe zabrał gazetę 

z  rąk  narzeczonej.-  Porozmawiamy  z  nią  o  tej  pracy  czy  może  wykopałaś  ją 

gdzieś zeszłej nocy? 

- Wykopałam ją? 

Demon uniósł głowę znad dziennika i zmarszczył brwi, słysząc dziwny 

ton w głosie swej partnerki.- Coś nie w porządku? 

- Wszystko okay- Czy on wiedział, że łowczyni próbowała skontaktować 

się  z  duchem  swojego  ojca?  Czy  próbował  ją  zmusić  do  przyznania  się?  A 

może  to  jej  własne  sumienie  kazało  jej  przesadnie  reagować  na  słowa 

mężczyzny? 

- Gdzie ona jest? Rozmawiałeś z nią?- Pytała, podnosząc się od stołu. 

- Jest w domu. Pani P. jest z nią w salonie, gdzie przyjmujemy naszych 

gości- Rafe dopił kawę i podniósł Auren, która zamiauczała sennie. 

- Dokąd idziesz? 

-  Z  tobą-  Demon  pogłaskał  łepek  kotki.-  Pomyślałem,  że  skoro  to  jest 

nasz ślub, powinienem mieć swój wkład. 

Sarah  roześmiała  się.  Narzeczeni  spojrzeli  na  nią  bez  słowa.  Młoda 

matka  odłożyła  pustą  butelkę  i  ułożyła  sobie  Margie  na  ramieniu.  Lekko 

poklepywała  niemowlę  po  plecach  i  przemówiła.  –  Przepraszam.  To  tylko 

dlatego, że… Wesela są dla kobiet. Miesiąc poślubny dla mężczyzn. 

- Będę o tym pamiętał- Odezwał się  Eltar wchodząc do kuchni. Był w 

swej  ludzkiej  formie,  ubrany  w  szlafrok  frotte  należący  do  Sarah.  Wyglądał 

na bardzo zadowolonego. 

-  Dlaczego  miałbyś  o  tym  pamiętać?-  Spytała  go  matka  jego  dziecka. 

Jej  policzki  zarumieniły  się  i  nagle  zaczęła  oglądać  blat,  jakby  znalazła  na 

nim coś niebywale interesującego. 

- Ponieważ chciałbym się z tobą ożenić, oczywiście. 

- Kto powiedział, że chcę za ciebie wyjść? 

background image

 

 

St

ro

na

28

 

St

ro

na

28

 

-  Kocham  cię,  Sarah-  Wycisnął  pocałunek  na  wargach  ukochanej, 

ignorując jej zdziwiony wyraz twarzy. 

Spojrzenie  Eltara  padło  na  lewą  dłoń  Maggie.  Gwizdnął.-  Szafir 

demona. Musiało ci zająć dobrą chwilę praca nad nim, stary. 

-  Coś  w  tym  stylu-  Odpowiedział  Rafe.-  Chcesz  więc  rozmawiać  z 

koordynatorką sama? 

Cholera.  On  brzmiał  na  zranionego.  Gdyby  Deb  naprawdę  była 

koordynatorką  ślubną,  łowczyni  nie  miałaby  żadnych  oporów,  by  kochanek 

jej  towarzyszył.  W  rzeczywistości  byłaby  szczęśliwa,  mogąc  zrzucić  na  niego 

te  wszystkie  przyprawiające  ją  o  mdłości  decyzje.  Ale  Deb  nie  była 

specjalistką od wesel… 

Co w takim razie tutaj robiła? 

- Nigdy nie wspominałaś jak znalazłaś tą Deb. 

Świetnie. Teraz Rafe zrobił się podejrzliwy. 

-  Jesteś  naprawdę  mało  rozgarnięty-  Odezwała  się  Sarah.  Margie 

zaakcentowała  opinię  matki,  bekając  głośno.  Płomienie  wypłynęły  z  małych 

usteczek,  po  czym  niemowlę  wsadziło  sobie  do  buzi  piąstkę  i  zaczęło  ją 

obśliniać. 

- Mogę?- Spytał Eltar. Wydawało się, że ta dwójka wypracowała szereg 

porozumień w czasie zeszłej nocy. Sarah podała dziecko jego ojcu i demon z 

czułością zaczął gaworzyć do córeczki. 

- Dlaczego niby jestem mało rozgarnięty?- Zirytował się Raphael. 

Maggie  zauważyła  w  jaki  sposób  jej  narzeczony  zerka  na  Eltara  i 

Margie.  Och,  Bogini  w  niebiosach!  Czy  on  myśli  również  o  dzieciach? 

Następne co to będą wybierać to domek z białym płotkiem. 

- To oczywiste, że Maggie próbuje zrobić ci niespodziankę. 

Demon zmarszczył lekko brwi.- To ta Deb nie jest koordynatorką. 

- Tak- Odpowiedziała łowczyni. 

- Nie- Odpowiedziała Sarha. 

Margie bulgotała. 

- Słuchaj, zostajesz tutaj- Zaordynowała narzeczona.- Sarah, idziesz ze 

mną-  łowczyni  pochyliła  się  i  otoczyła  dłońmi  twarz  kochanka.-  Przysięgam 

background image

 

 

St

ro

na

29

 

St

ro

na

29

 

ci,  że  gdy  zabierzemy  się  za  planowanie  naszego  wesela  będziesz  stał  obok 

mnie i pomagał mi na każdym etapie. 

-  To  bardzo  miło  z  twojej  strony-  Usłyszała  sarkastyczną  odpowiedź.- 

Udostępnienie mi możliwości planowania własnego wesela. 

- Hej, jestem bardzo hojną osobą. 

- Zapłacisz mi za to- Odpowiedział, chichocząc demon. 

- Taa, wiem. 

 

*** 

 

- Powinnaś powiedzieć mu prawdę- Odezwała się Sarah, gdy dotarły do 

windy na górę. 

- Nie, nie powinnam. Nie zaryzykuję jego życia. 

-  Ale  swoje  możesz  ryzykować?-  Przyjaciółka  skrzyżowała  ramiona  na 

piersi i patrzyła na swą towarzyszkę.- Nie zdradziłaś, co się dokładnie stało 

na  cmentarzu.  Masz  zamiar  zrobić  coś  głupiego  i  odważnego,  prawda? 

Samotna heroina, stawiająca czoło światu. Serio, to jest mocno przerobiony 

temat. 

- Zamknij się. 

- Jesteś dzisiaj bardzo drażliwa. 

Maggie  przewróciła  oczami.  Drażliwość  nie  opisywała  wiernie  jej 

dzisiejszego  nastroju.  Drzwi  windy  otworzyły  się  na  wysokości  foyer.  Po 

drugiej  stronie  korytarza  były  duże  podwójne  drzwi.  Całym  wystrojem 

zajmowały  się  tu  Sarah  i  pani  P.,  bo  łowczyni  była  tym  zupełnie 

niezainteresowana. 

Teraz owe drzwi były otwarte. Widać było, że w marmurowym kominku 

buzuje  ogień.  Na  wielkim  perskim  dywanie  stały  naprzeciwko  siebie  dwie 

antyczne  kanapy.  Pomiędzy  nimi  stał  stolik,  na  którym  ustawiona  była 

bordowa świeca w kształcie rombu. Płonęła teraz i wydzielał się z niej słodki, 

cynamonowy  zapach.  Kanapę  ozdabiały  poduszki,  dobrane  pod  kolor  tapet, 

co sprawiało, że salon był bardzo przytulnym miejscem. 

background image

 

 

St

ro

na

30

 

St

ro

na

30

 

Dwie kanapy były ustawione tak, by można je było ustawić frontem do 

siebie  albo  do  kominka.  Były  duże  i  obite  brązową  skórą.  Wzdłuż  jednej  ze 

ścian ciągnął się rząd regałów, wypełnionych szczelnie książkami. 

- Witajcie, kochane- Powiedziała radośnie pani P. ze swego miejsca na 

tapczanie. Deb siedziała obok niej, blada i wyglądająca na zmęczoną. 

-  Zakładam,  że  masz  dobry  powód  dla  pojawienia  się  w  moim  domu, 

Deb. 

Łowczyni spojrzała jak Sarah zajęła miejsce na drugiej kanapie i nalała 

dla  siebie  filiżankę  herbaty  ze  srebrnego  imbryczka.  Właśnie  wlewała 

śmietanki. Od kiedy do cholery oni zrobili się tacy cywilizowani? „Herbatka w 

salonie, panną Mortis?” Blech. 

- Phillip zniknął. 

- Twój martwy chłopak?- Maggie opadła na miękką skórę obok Sarah i 

westchnęła.-  Nie  zajmuję  się  szukaniem  zaginionych.  Ani  żywych,  ani 

martwych. 

- Może wrócił do grobu?- Zasugerowała sąsiadka z kanapy łowczyni. 

- Sprawdziłam. Nie ma go tam. On po prostu… zniknął. 

- On jest teoretycznie chodzącymi zwłokami, tak? To znaczy, że ktoś go 

znajdzie i… nie jestem dokładnie pewna, co zrobią- Maggie uśmiechnęła się 

słabo, wiedząc, że nie nadaje się do poprawiania niczyjego nastroju. 

- Uch, te osoby dostaną świra- Zasugerowała Sarah. 

Łowczyni  zmusiła  się  do  zduszenia  chichotu,  gdy  filiżanka  w  dłoni 

nekromantki zadrżała niebezpiecznie. 

- Myślę, że on został wezwany przez innego nekromantę- Młoda kobieta 

próbowała  wypić  łyk  herbaty,  ale  tak  się  trzęsła,  że  wylewała  tylko  płyn. 

Nagle rozpłakała się. 

- Spokojnie, spokojnie- Uspakajała ją pani P.- Wszystko będzie dobrze- 

Zabrała filiżankę od Deb i odstawiła na stolik. 

- Wiem, że on jest teraz zombie- Łkała dalej dziewczyna. Starsza pani 

wyjęła skądś białą chusteczkę, którą Deb przyjęła z wdzięcznością.- Ale ja go 

kiedyś kochałam. Jestem za niego odpowiedzialna. 

background image

 

 

St

ro

na

31

 

St

ro

na

31

 

Przeczucie  zaczęło  ściskać  wnętrzności  Maggie.  Usiadła  prosto  i  wbiła 

wzrok  w  gościa.-  To  większa  sprawa,  prawda?  Phil  był  połączony  z  tobą. 

Trzeba czegoś naprawdę silnego, by go od ciebie odciągnąć. 

Deb  skinęła  głową.-  Wyczuwam  coś  złego.  Naprawdę  złego.  Gdy  tylko 

odzyskam równowagę emocjonalną, mogę zrobić psychologiczną sondę. 

Odzyska  równowagę  emocjonalną?  Maggie  rzadko  miała  czas,  by 

chociaż móc pomyśleć o swych emocjach, a tym bardziej o załamywaniu się. 

- Deb, czy jest coś, co mogłabyś nam powiedzieć już teraz? Możemy nie mieć 

czasu na twoją równowagę. 

-  Cóż-  Odpowiedziała  nekromantka,  jej  głos  ociekał  sarkazmem.- 

Założę  się,  że  to  ma    coś  wspólnego  z  tym  demonem-  szychą,  który  ukrywa 

się w Niebie. Może jego powinnaś przepytać. 

- Demon szycha…- Powtórzyła Sarah i przeniosła wzrok na łowczynię. 

- W Niebie?- Dokończyła pani Pottersworth, również przenosząc wzrok 

na pannę Mortis.- Czy mówimy o Abatu, kochanie? 

- To była tajemnica- Syknęła Maggie.- Czy wśród nekromantów, nie ma 

czegoś takiego jak kodeks poufności? 

Deb uśmiechnęła się ze złośliwą radością.- Niet. 

-  Abatu  ukrywa  się  w  Niebie-  Szeptała  do  siebie  pani  P.-  I  ma  te 

ohydne fiolki, które mogą zabijać nieśmiertelnych. 

- Jeśli Abatu podniesie rękę na kogoś w złocistej sferze dowiemy się o 

tym-  Przynajmniej  łowczyni  miała  taką  nadzieję.  Z  martwą  Meeleną  i  jej 

ujawnioną tajemnicą, Maggie nie była jedyną osobą, która ścigała Abatu albo 

dziecko  wciąż  ukryte  w  krysztale.  Dziecko,  które  miało  pozostać  w  ukryciu- 

przynajmniej dopóki Abatu nie umrze. 

- Nie miałaś zamiaru nam o tym powiedzieć- Stwierdziła ostro Sarah.- 

Tak  jak  myślałam!  Wykraść  się  i  ocalić  świat,  jakbyś  była  jedyną  osobą, 

która jest w stanie się tym zająć. 

- Jestem jedyną osobą, która jest w stanie! 

- Nie, kochanie, wszyscy mamy swoje specjalne moce. 

Deb zerknęła na staruszkę.- Nie byłam w stanie zidentyfikować twojej 

aury. 

- Jestem Elfem, kochana. 

background image

 

 

St

ro

na

32

 

St

ro

na

32

 

-  Poznałam  Elfy-  Wytknęła  jej  obrażona  nekromantka.-  Pani  pachnie 

raczej jak… 

Ale staruszka przerwała jej bezceremonialnie. 

-  Później  będzie  jeszcze  czas  na  błahe  pogawędki.  Musimy 

porozmawiać  z  Raphaelem  i  Eltarem,  a  potem  wspólnie  opracować  plan- 

Podniosła się z kanapy. 

Działania  grupowe.  Arghh!  Wnętrzności  Maggie  zaczęły  drżeć.  Gdyby 

tylko ona szła- jeśli tylko jej życie byłoby zagrożone- nie musiałaby martwić 

się o przyjaciół. Sarah ponownie odnalazła miłość z Eltarem i mieli dziecko. 

Pani P. była jak babcia, której łowczyni nigdy nie poznała. I Rafe- on był jej 

jedyną, prawdziwą miłością. 

Za niego Maggie by mogła umrzeć. 

- Abatu to mój problem. 

- Jesteś taka uparta- Warknęła na nią Sarah. 

-  Ona  się  boi-  Wyjaśniła  Deb.-  Czuje  się  odpowiedzialna  za  waszą 

grupę. To, co nazywasz uporem, jest w rzeczywistości tylko… miłością. 

-  Och,  kurwa-  Jęczała  Maggie,  uderzając  się  dłonią  w  czoło.- 

Nekromanci naprawdę nie wiedzą, kiedy trzymać usta zamknięte na kłódkę. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

background image

 

 

St

ro

na

33

 

St

ro

na

33

 

 

 

 

 

Z pamiętnika Maggie Mortis ... 

 

 

Próba  bycia  podst

ę

pn

ą

,  gdy  jeste

ś

  w  otoczeniu  innych 

podst

ę

pnych  osób,  jest  do  bani.  A  poza  tym  bycie  otoczon

ą

 

przyjació

ł

mi,  którzy  uwa

ż

aj

ą,

 

ż

e  wiedz

ą,

  co  jest  dla  ciebie 

najlepsze  równie

ż

  nie  nastraja  mnie  najpozytywniej.  Nie 

mam  pod  sob

ą

 

ż

adnej  stabilnej  powierzchni.  Mi

ł

o

ść

  i  strach 

wybuchaj

ą

 wspólnie i wstrz

ą

saj

ą

 mn

ą

 do g

łę

bi. 

Deb  mówi  o  emocjonalnym  centrum.  Ja  takiego  nie 

mam. Jestem zbyt przera

ż

ona, by spojrze

ć

 w siebie i je znale

źć

I tak ju

ż

 wiem, 

ż

e jestem popieprzona. 

Ale w przeciwie

ń

stwie do sytuacji innych ludzi, ja wiem, 

ż

e moje demony s

ą

 realne. 

 

*** 

 

Wszyscy, wliczając w to Deb, zebrali się w kuchni, podczas gdy pani P. 

robiła  herbatę  i  podawała  jagodowe  bułeczki  i  czekoladowe  chipsy.  Eltar  i 

Sarah zostawili nas, by położyć Margie do łóżka, więc reszta przeniosła się do 

biblioteki i zaczęła planować.  Wszyscy… z wyjątkiem Rafe’a. 

Maggie usiadła obok niego przy stole kuchennym, na krześle obok niego. 

- Muszę się ci do czegoś przyznać. 

background image

 

 

St

ro

na

34

 

St

ro

na

34

 

- Wybrałaś czerwoną suknię ślubną? 

- Nie. Ale to świetny pomysł. 

Pochyliła  się  i  wzięła  dłonie  kochanka  w  swoje  ręce.-  Deb  nie  jest 

organizatorką  ślubów.  Jest  nekromantką,  którą  zatrudniłam,  by 

skontaktowała mnie z moim ojcem. 

- Poprosiłaś go o pomoc w zniszczeniu Abatu. 

-  Nie.  Zamiast  niego  pokazała  się  moja  mama.  Powiedziała,  że  Abatu 

uwięził  duszę  taty  w  pryzmacie  i  trzyma  go  w  niewoli.  Powiedziała… 

Powiedziała, że Abatu ukrywa się w niebie. 

Rafe wyglądał spokojnie. I nie wyglądał na wkurzonego. Ulga kaskadą 

przelała  się  przez  kobietę.  Widzisz,  powiedziały  jej  wyrzuty  sumienia,  on  to 

wszystko przyjął bardzo spokojnie. 

- Nie ufasz mi. 

Oskarżenie było powiedziane nisko, miękko… i zabójczo poważnie. 

Wzdrygnęła się i zabrała ręce.- Kocham cię. 

-  Wiem-  Rafe  nie  próbował  ponownie  wziąć  jej  dłoni  w  swoją,  ale  nie 

odrywał  swojego  spojrzenia  od  jej.-  Jesteśmy  drużyną,  Maggie.  Powinniśmy 

sobie ufać. 

-  Nie  chcę  byś  został  ranny.  Już  raz  cię  straciłam.  A  poza  tym 

straciłam  wszystkich  innych-  Nie  mogła  powstrzymać  łez.  Starła  je  z 

policzków, wściekła na swój brak kontroli. 

-  Rozumiem,  Maggie.  Jesteś  przerażona.  Żyłaś  ze  strachem  i 

samotnością  od  tak  dawna,  że  teraz  nie  wiesz,  co  zrobić  z  takimi  emocjami 

jak  miłość  czy  radość.  Nie  wiesz  jak  dopuścić  kogoś  innego  do  siebie,  jak 

zdać się na kogoś innego i liczyć na niego. 

- To jest tak cholernie trudne. 

- Czyżby? 

Skinęła twierdząco głową. Chciała, by on ją zrozumiał. Chciała, by jej 

wybaczył.  Nie  ofiarował  jej  jednak  rozgrzeszenia.  Po  prostu  wstał, 

rozczarowanie  i  ból  czaiły  się  w  jego  spojrzeniu,  gdy  zadał  jej  decydujący 

cios.- Jesteś samolubna. I jesteś strasznym tchórzem. 

background image

 

 

St

ro

na

35

 

St

ro

na

35

 

Jego słowa wbiły się w nią niczym nóż. Łzy pojawiły się ponownie, ale 

tym  razem  nie  fatygowała  się,  by  je  od  razu  zetrzeć.  Pozwoliła  mu  zobaczyć 

swój ból, swoją słabość. On nie miał, kurwa, pojęcia o jej uczuciach. 

-  Jak  możesz  tak  do  mnie  mówić?  Po  tym  wszystkim  co  zrobiłam  dla 

ciebie i dla nas? 

-  Kocham  cię,  Maggie.  Kochałem  cię,  zanim  ty  w  ogóle  poznałaś  moje 

imię. Wiem, że umarłabyś dla mnie. I myślę, że byłoby dla ciebie łatwiejszym 

wyborem zdecydować czy wolisz za mnie umrzeć, czy mi zaufać. 

- Czy to nie jedno i to samo? Co jeszcze więcej mogłabym ci dać? 

- Jeśli nie możesz znaleźć odwagi, by dać mi całą siebie, serce i duszę, 

umysł  i  ciało…  wtedy  wszystko,  co  mamy,  to  tylko  puste  obietnice  i 

marzenia, które nie mają szansy na ziszczenie. 

- Nie jestem marzeniem, do cholery! Jestem realna. Całe to gadanie o 

sercach, duszach i umysłach… To wszystko gówno. Boże, Rafe, ranisz mnie! 

-  Mówię  ci  prawdę.  Wszystko  albo  nic,  Maggie-  Spojrzał  na  nią  i 

łowczyni dostrzegła determinację w jego spojrzeniu. On naprawdę tak myślał. 

Albo  da  mu  wszystko-  wliczając  w  to  zaufanie-  albo  wszystko  między  nimi 

skończone. 

Pocałował ją w czoło i wyszedł z kuchni. Maggie dała sobie kilka chwil 

na  opanowanie  się  i  zebranie  do  kupy.  Kurwa  jego  mać,  świętoszkowaty 

drań!  Gniew,  strach  i  ból  ściskały  jej  wnętrzności.  Chciała  płakać  i 

wykrzyczeć to całe piekło z siebie. 

Po kilku chwilach głębokiego oddychania, znów udało jej się opanować 

emocje. Zepchnęła wszystkie myśli pełne winy i oskarżeń głębiej i głębiej, aż 

nie  czuła  ich  ciężaru.  Zmusiła  się  do  bycia  odrętwiałą.  Zmusiła  się,  by  nie 

czuć nic. 

Miała jedną rzecz do zrobienia- zabić Abatu. Reszta świata i wszystkie 

jego elementy, mogły iść do piekła, jeśli tylko jej się powiedzie. 

 

*** 

 

background image

 

 

St

ro

na

36

 

St

ro

na

36

 

Wprowadzić do Piekła mogły skazane dusze albo demony. Ludzie i inne 

istoty  nieśmiertelne  mogli  podczepić  się  do  demonów,  ale  większość  z  nich 

nie była tym zainteresowana- no bo hej, kto chciałby iść do Piekła? 

Dostanie  się  do  Otherworldu  było  ciut  łatwiejsze.  Wystarczy,  że  masz 

monetę od boga lub bogini i znajdziesz portal, i możesz załapać się bez trudu 

na  jazdę.  Świat  pomiędzy,  Otherworld,  zajmowały  głównie  byty  neutralne- 

takie,  które  nie  opowiedziały  się  ani  po stronie  dobra,  ani  zła.  Jednakowoż, 

równowaga  między  tymi  dwoma  pilnowana  była  przez  Wysoką  Radę 

Otherworldu. 

Meelena,  która  była  wyświęconą  Kapłanką  i  wieloletnią  członkinią 

Rady,  spała  z  Abatu,  nieformalnym  królem  Piekła,  i  powiła  bliźnięta.  Kiedy 

jej  niedyskrecja  została  ujawniona,  okazało  się  to    być  tylko  wisienką  na 

torcie  korupcji.  Rada  zabierała    mieszańców  wszystkich  ras,  głównie  dzieci 

ludzi  i  demonów,  i  wykorzystywała  je  do  swoich  planów.  Raphael  był  tego 

przykładem. 

Rada  budowała  swoje  własne  zaplecze.  Zamiast  zwracać  uwagę  na 

utrzymanie  równowagi  między  dobrem  i  złem,  chciwość  i  rządza  władzy 

przeniknęły w ich szeregi. Z czasem zorientowali się, że Abatu, wykorzystując 

ich  brak  czujności,  zaczął  swoją  własną  batalię  o  władzę-  i  to  nie  tylko  na 

swoim podwórku, ale i na wszystkich innych płaszczyznach. Było już wtedy 

za późno by go powstrzymać. 

I Meelena, przez powicie jego dzieci, dała mu klucz do panowania nad 

wszystkimi. Krew dziecka zrodzonego z czystego dobra i z czystego zła mogła 

zabić nieśmiertelnych. 

Gdy  Maggie  i  Raphael  dzielili  się  całą  historią  z  osobami 

zgromadzonymi w bibliotece, kobieta miała w głowie jedną myśl- to, że jesteś 

w  porządku  wcale  nie  znaczy,  że  zwyciężysz.  Jeśli  istniałaby  prawda  i 

sprawiedliwość, dobro i zło zawsze pokonywałoby zło i niesprawiedliwość. 

Równowaga  działała  w  obie  strony-  za  wiele  dobra  mogłoby  zepsuć 

ludzi,  wpędzić  ich  w  lenistwo,  niewdzięczność  czy  samozadowolenie.  Zbyt 

wiele zła mogłoby zabić nadzieję, wiarę, chęć podejmowania ryzyka. 

Ale łowczyni wiedziała nawet wtedy, gdy jej przyjaciele naradzali się jak 

dostać  się  do  Nieba  i  wytropić  Abatu,  że  nie  mieli  żadnej  gwarancji  na 

background image

 

 

St

ro

na

37

 

St

ro

na

37

 

wygraną.  Jeśli  poszłaby  sama,  tylko  ona  by  wtedy  ryzykowała.  Gdyby 

umarła,  oni  nadal  mieliby  plan.  Nadal  mieliby  Auren,  która  również  była 

dzieckiem króla demonów. 

Oni nie potrzebują mnie do zwycięstwa. 

A ja nie potrzebuję ich by upaść. 

Raphael był dla niej uprzejmy, traktował ją jak wszystkich innych, ale 

łowczyni  wyczuwała  między  nimi  mur.  Mur,  który  on  wzniósł.  On  znał  ją, 

serce i duszę. Wiedział, do czego jest zdolna, ale nadal chciał od niej więcej 

niż mogła mu dać. Ona nigdy nie poprosiła go, by się zmienił albo był lepszy. 

A  on  teraz  dał  jej  to  ultimatum  i  jeszcze  śmiał  nazwać  to  miłością!  Chciał 

wszystkiego. Ale nie dostanie nic. 

Gdy  rozmowa  przeszła  od  ratowania  świata  do  tematów  bardziej 

przyziemnych, Maggie podniosła się.- Muszę siku. Zaraz wracam. 

- Pójdę z tobą- Powiedziała Deb. 

- Uh, to jedno-kabinowana sprawa, kochane. 

- Macie tylko jedną łazienkę? 

Rafe zaśmiał się.- Mamy ich kilka. 

- Taaa- Potwierdziła Maggie.- Chodź. 

Deb wyszła razem z nią i łowczyni zamknęła za nimi drzwi biblioteki.- 

Idź w dół korytarza, trzecie drzwi po prawej. 

 - Co zamierzasz zrobić? 

Mag spojrzała na nekromantkę.- Powiedziałam przecież. Idę sikać. 

- Ale twoja aura… 

Maggie  zdzieliła  towarzyszącą  jej  kobietę  w  szczękę.  Złapała  drobne 

ciało  i  zaciągnęła  do  łazienki.  Położyła  ją  do  wanny  i  skrzywiła  się  widząc 

obrzęk  na  policzku  nieprzytomnej.-  Nie  mam  czasu  na  twoje  pieprzone 

pytania. Słodkich snów, księżniczko- Zmarszczyła brwi.- I, sorry za to. 

Zaciągnęła  zasłonkę  prysznicową  i  zostawiła  włączone  światło. 

Zamknęła  za  sobą  drzwi.  Przykucnęła  na  podłodze  i  wzięła  kawałek  kredy 

wykonanej  z  pyłu  wróżek,  łuski  demona  i  anielskiego  pióra.  Narysowała 

wiążące  symbole  na  podłodze,  po  czym  utoczyła  kroplę  swojej  krwi,  by 

aktywować zaklęcie. 

background image

 

 

St

ro

na

38

 

St

ro

na

38

 

Pospieszyła  potem  w  górę  korytarza  i  zrobiła  większy  wiążący  symbol 

przed  drzwiami  biblioteki.  Wyszeptała  słowa  do  wzmocnienia  tego  zaklęcia, 

po czym upuściła na podłogę trzy krople swej krwi. Kolejne zaklęcie zostało 

aktywowane. 

Czary te miały swoje czasowe limity. Jeśli jej przyjaciele nie odblokują 

wcześniej  zaklęcia,  to  ono  samo  rozwieje  się  za  godzinę.  Gdy  wstała, 

usłyszała słowa Sarah.- Dziecko marudzi. 

Kurwa.  Sarah  miała  ten  szpanerski  dziecięcy  monitoring.  Urządzenie, 

które dawało obraz i odsłuch na sypialnię córki. Lada chwila spróbuje wyjść 

z  pokoju.  Maggie  niezwłocznie  pobiegła  do  pokoiku  małej.  Wyjęła  fiolkę  zza 

pasa i poczekała kilka bezcennych sekund, by z naczynia zaczęła unosić się 

mgła.  Wkrótce  cały  pokój  był  wypełniony  nieszkodliwą  szarą  substancją,  i 

łowczyni mogła bezpiecznie podkraść się do łóżeczka Margie i ją podnieść. 

Chwyciła  jeszcze  koc,  zabawkę  i  na  wpół  pełną  butelkę.  Z  pełnymi  dłońmi 

wróciła do łazienki. Odblokowała zaklęcie i przeszła przez drzwi. 

Deb siedziała w wannie i próbowała rozruszać szczękę.- To boli! Czemu 

mnie uderzyłaś? 

- Weź ją. 

- Co? Czemu? 

- Bierz dziecko!- Maggie pochyliła się i podała nekromantce Margie i jej 

rzeczy. Pobita kobieta niechętnie chwyciła niemowlę. 

- Co robisz, Maggie? 

-  Wszystko  co  muszę,  by  ochronić  tych,  których  kocham-  Spojrzała 

szybko na malutką dziewczynkę i uśmiechnęła się. 

-  Jeśli  nie  pozwolisz  nam  sobie  pomóc-  Ostrzegała  nekromantka.- 

Umrzesz. 

- Wiem. Ale zabiorę ze sobą Abatu. Wtedy wszyscy będą bezpieczni. 

- To najgłupsza rzecz jaką w życiu słyszałam. 

Łowczyni  zignorowała  zniewagę.-  Jesteś  dobrym  dzieciakiem.  Życzę  ci 

wszystkiego najlepszego i mam nadzieję, że znajdziesz nowego chłopaka. 

Odwróciła  się  i  wyszła,  zatrzaskując  za  sobą  drzwi.  Odświeżyła  czas  i 

skrzywiła  się.  Dźwięki  dochodzące  z  biblioteki  były  wyrazem  czystego 

wkurzenia się. Było jej przykro niepokoić Sarah i Elara, przykro rozczarować 

background image

 

 

St

ro

na

39

 

St

ro

na

39

 

panią  P.  i  naprawdę  było  jej  tak  cholernie  przykro,  że  Raphael  nie  mógł  jej 

kochać taką, jaką była- z jej wadami i wszystkim. 

Powiedział wszystko albo nic. 

Cóż, nie dostanie więc nic. 

Kobieta odsunęła od siebie wszelkie żale. Miała jedną misję, jeden cel, 

jedno pragnienie. Zabić Abatu. Niewiele ja obchodziło, co będzie później. 

A przynajmniej tak sobie wmawiała. 

Pospieszyła  do  sypialni  i  przebrała  się  w  swój  bojowy  strój.  Chociaż 

zegar  tykał,  zaryzykowała  wyprawę  do  laboratorium  i  wzięła  wszystko,  co 

mogło jej się przydać- od szklanych kulek z wodą święconą po smoczy ogień. 

Nie wiedziała co mogłoby spowolnić Abatu, ale wrzucała wszystko jak leciało. 

Zgarnęła też kilka pustych pryzmatów i ten jeden specjalnie przerobiony, by 

móc uwięzić Abatu. 

Maggie  rozejrzała  się  po  laboratorium  i  westchnęła.  Pewnie  nigdy 

więcej  nie  zobaczy  tego  miejsca  ponownie.  Jej  wnętrzności  zacisnęły  się, 

miała złe przeczucie. Czy Deb miała rację? Czy ona umrze? To była ostatnia 

bitwa. I, do cholery, ona miała zamiar ją wygrać. 

Wyrwała stronę ze starej księgi zaklęć i nabazgrała na niej czerwonym 

markerem. 

„ Kocham cię, Rafe. Zawsze i na wieczność” 

Patrząc na tekst wiadomości pocałowała opuszki palców i przyłożyła je 

do strony. 

„ Przykro mi, że to nie wystarczyło. Przykro mi, że ja nie wystarczyłam”. 

Nie  miała  zamiaru  pisać  notatek  do  innych.  Raphael  nazwał  ją 

tchórzem.  Zaskoczyło  ją,  gdy  zdała  sobie  sprawę,  że  miał  rację.  Była  zbyt 

przestraszona,  by  zaakceptować  swoje  uczucia,  by  odważyć  się  być 

szczęśliwą. Była zgorzkniała. Tak cholernie zgorzkniała. 

Zarzuciła  torbę  na  ramię  i  opuściła  laboratorium.  Gdy  dotarła  do 

windy,  stworzyła  kolejny  znak  zamknięcia.  Ten  jednak  było  dużo  silniejszy 

niż  te  poprzednie.  Nie  dało  się  go  odblokować  i  nie  wyłączał  się  po  żadnym 

określonym  czasie.  Jej  przyjaciele  byli  inteligentni  i  sprytni,  w  końcu 

wymyślą  jak  się  wydostać.  Ale  nie  wcześniej  niż  ona  znajdzie  Abatu  i  go 

zniszczy. 

background image

 

 

St

ro

na

40

 

St

ro

na

40

 

Wyciągnęła bezcenną fiolkę krwi, którą ukradła z sejfu króla demonów. 

Ostrożnie  wylała  trzy  krople  na  symbol  na  podłodze.  Znak  zalśnił  na 

czerwono. 

Wjechała windą na górę. Po wyjściu narysowała kolejny symbol, potem 

powtórzyła  ten  sam  znak  na  podłodze  przed  drzwiami  wejściowymi  do  ich 

domu.  Uaktywniła  wszystkie  zaklęcia  i  czerwona  poświata  oblała  całą 

posiadłość. 

Teraz każda osoba znajdująca się wewnątrz była oficjalnie uwięziona. 

Będą naprawdę wkurzeni, ale bezpieczni. Nie będą mogli się wydostać. 

I nikt nie dostanie się do środka. 

Maggie  rzuciła  ostatnie  spojrzenie  na  dom,  potem  odwróciła  się. 

Wcześniej ukryła w krzakach przy bramie swój motor. Zanim dostanie się do 

Nieba,  potrzebowała  zdobyć  żeton  i  zlokalizować  portal.  Był  tylko  jeden 

sposób na znalezienie tych obiektów. 

 

*** 

 

- Co ona zrobiła?- Krzyknął Raphael. Jego pięści zdarte były do krwi od 

walenia w drzwi biblioteki. Nie było innej drogi wyjścia. Maggie uwięziła ich w 

środku, by móc udać się po Abatu. 

- Co ty zrobiłeś?- Spytała pani P. Nalewała herbaty do filiżanki, chyba 

po raz tysięczny dzisiaj. 

- O czym ty mówisz? Nic nie zrobiłem. 

-  Mam  elfi  słuch,  skarbie-  Spojrzenie  starszej  pani  napotkało  wzrok 

demona.- Słyszałam waszą rozmowę. 

- Ona była prywatna. 

Pani P. wzruszyła ramionami, nie wykazując skruchy. 

Rafe rzucił się na krzesło, frustracja i gniew pulsowały w nim. Spojrzał 

na  Eltara,  który  tulił  do  siebie  łkającą  Sarah.-  Ona  nie  zrobi  nic  Margie. 

Maggie nigdy by jej nie skrzywdziła. 

Sarah  podniosła  twarz,  oczy  miała  podpuchnięte,  a  spojrzenie  pełne 

troski  i  gniewu.-  Jeśli  chociaż  jeden  róg  na  głowie  mojego  dziecka  jest 

draśnięty, własnoręcznie zabiję Maggie. 

background image

 

 

St

ro

na

41

 

St

ro

na

41

 

Leżała  wtulona  w  pierś  Eltara,  akceptując  jego  uściski  i  niskie  słowa 

pociechy. Rafe przeniósł wzrok dalej i napotkał ostre spojrzenie Auren, która 

przybrała  ludzką  postać  na  czas  narady.  Nie  był  pewien  czy  w  oczach  nie 

miała potępienia i niepokoju. Zdecydowanie wolał ją w postaci kotka. 

- Rafe, mam zamiar dać ci kilka niechcianych rad- Przemówiła pani P.- 

Wiem, że zraniłeś Maggie, ponieważ nie  skonsultowała się z tobą w sprawie 

zatrudnienia Deb. 

- Ja jestem jeszcze bardziej zraniony, ponieważ ona nigdy nie przyznała 

się, że ukradła jedną z fiolek od Abatu. 

Pani P. skinęła głową.- Tak, myślę że tak. 

Demon  uderzył  pięścią  w  poręcz  fotela.-  Dałem  jej  kilka  okazji,  by 

powiedziała mi prawdę. 

-  Maggie  umie  działać  tylko  w  jeden,  znany  sobie  sposób.  Nie  możesz 

oczekiwać  po  niej,  że  będzie  kimś  innym,  albo  lepszym  niż  TY  chciałbyś  by 

była. Kochasz ją taką jaką jest, albo nie. 

Usłyszał  echo  swego  ultimatum  „wszystko  albo  nic”  w  głosie  starszej 

pani. Był cierpliwy z Maggie, czekał aż zda sobie sprawę, że może mu w pełni 

zaufać. Wtedy zdał sobie sprawę, że ona nie ma zamiaru tego robić- ani jemu 

ani nikomu innemu- i kazał jej stawić czoła pewnym faktom. 

- Nie oczekuję, że ona będzie inna- Upierał się.- Oczekuję, że mi zaufa. 

- Dlaczego? 

-  Ponieważ  ją  kocham.  Ponieważ  ona  ma  zostać  moją  żoną.  Ponieważ 

do cholery, zasługuję na to! 

- Maggie ci ufa- Zaczęła wyjaśniać Pani P.- Ale ona nie ufa samej sobie. 

Boi  się  cię  stracić.  Albo  stracić  kogokolwiek  innego,  kto  jest  w  jej  życiu 

ważny. Nie wie jak zdać się na drugą osobę, ponieważ ilekroć  to do tej pory 

robiła, zabierano jej tego kogoś. 

-  Rozumiem  to-  Stwierdził  krótko  demon.  Przynajmniej  wydawało  mu 

się,  że  rozumie  charakter  łowczyni.  Zaczął  nagle  widzieć  pewne  racje  w 

ostrych uwagach pani P. 

- Czy ona kiedykolwiek spytała cię o cokolwiek? 

Nie odpowiedział. Poczucie winy wypaliło jego gniew. Maggie nigdy nie 

spytała  go  o  jedną  pieprzoną  rzecz.  Dała  mu  wszystko,  co  umiała  dać  i  on 

background image

 

 

St

ro

na

42

 

St

ro

na

42

 

prosił  o  więcej.  A  może  to  demon  w  nim?  Popychał  i  naciskał  aż  ją  złamał? 

Nienawidził  myśli,  że  mógł  zranić  ukochaną,  ponieważ  nie  był  w  stanie 

opanować swojej demonicznej strony. 

- Jaka jest na to rada?- Spytał szorstko. 

- Przeprosiny. Błagaj o przebaczenie i jeśli ją kochasz, nigdy więcej nie 

stawiaj jej żadnego ultimatum. 

Potaknął, nie umiejąc wyrazić swych wirujących myśli. Maggie zrobiła 

tej nocy krok ku niemu, a on ją odepchnął. Powiedziała mu o Deb i gdyby dał 

jej trochę oparcia, zrozumienia, miłości- ona być może wyznałaby mu resztę. 

Co on zrobił? 

-  Najprawdopodobniej  jest  już  za  późno-  Powiedziała  Auren,  jej  cienki 

głos  nabrzmiały  był  naganą.-  Ona  raczej  sama  umrze,  niż  pozwoli  mojemu 

ojcu zabić kogoś, kogo ona kocha. 

-  To  nie  jej  decyzje-  Wtrącił  Eltar.-  Zabrała  nam  wolność  wyboru,  tak 

by móc pójść własną drogą. 

-  Miłość  i  strach  często  zmuszają  nas  do  dziwnych  zachowań- 

Podsumowała starsza elfka.- Och, nareszcie. 

Rozległo się ciche pyknięcie, gdy czar blokujący przestał działać. Drzwi 

biblioteki  otworzyły  się  i  do  pomieszczenia  weszła  Deb  ze  śpiącą  Margie  w 

ramionach.  Opuchlizna  na  lewej  połowie  jej  twarzy  nie  pozostawiała 

wątpliwości jak Maggie ją obezwładniła. 

- Więc co?- Spytała nekromantka.- Ruszamy za Maggie czy nie? 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

background image

 

 

St

ro

na

43

 

St

ro

na

43

 

 

 

Z pamiętnika Maggie Mortis ... 

 

 

Jak si

ę

 po

ż

egna

ć

? Mo

ż

e lepiej jest nie mówi

ć

 nic.  

Czy  to  okrutne  opu

ś

ci

ć

  kogo

ś

  bez  s

ł

owa?  Bior

ą

c  pod 

uwag

ę

  okoliczno

ś

ci,  ci  pozostawieni  za  nami  mog

ą

  tworzy

ć

 

lepsze scenariusze rozdzielenia. Jak osierocone dzieci, które 

ż

yj

ą

  marzeniami  o  bogatych  i  pi

ę

knych  rodzicach,  smutna 

dusza  mo

ż

e  wymy

ś

li

ć

  lepsze  rzeczy,  ni

ż

  mog

ł

yby  zosta

ć

 

powiedziane lub zrobione. 
„-  Gdyby  ona  mia

ł

a  czas-  On  stwierdzi

ł

by.-  Poca

ł

owa

ł

aby 

mnie  delikatnie  i  powiedzia

ł

a  jak  mnie  bardzo  kocha

ł

a. 

Tak, tak w

ł

a

ś

nie by powiedzia

ł

a.” 

Lepsze jest jednak za

ł

atwienie tego w ten sposób, napisa

ć

 

notatk

ę

  i  opu

ś

ci

ć

  ring.  Jestem  wkurzona  na  siebie, 

ż

z

ł

ama

ł

am w

ł

asne zasady. Ok

ł

ama

ł

am ich i sam

ą

 siebie. I nie 

dotrzyma

ł

am obietnicy. Zakocha

ł

am si

ę

, nie znaj

ą

c w

ł

asnych 

ogranicze

ń

. Zrani

ł

am Rafe’a. I on zrani

ł

 mnie. 

Wszyscy  mamy  swoje  wady,  swoje  s

ł

abo

ś

ci.  Czasami  one 

skrywaj

ą

  nasze  zalety.  Mo

ż

e  nienawi

ść

  przywiod

ł

a  mnie  do 

odrzucenia tych, których  kocha

ł

am, by móc pod

ąż

y

ć

 za tym, 

background image

 

 

St

ro

na

44

 

St

ro

na

44

 

kogo  nienawidz

ę

.  Tak,  chc

ę

  zemsty.  Ocalenie 

ś

wiata  jest 

dopiero  na  trzecim  miejscu  mojej  listy  powodów,  by  dorwa

ć

 

Abatu. 

Nie 

ż

a

ł

uj

ę

ż

e planuj

ę

 zabi

ć

 tego pieprzonego demona. I 

nie  b

ę

dzie  mi  przykro,  je

ś

li  umr

ę

  próbuj

ą

c  osi

ą

gn

ąć

  ten  cel. 

Nie zrozumcie mnie 

ź

le, 

ż

a

ł

uj

ę

 kilku rzeczy w 

ż

yciu…  

Ale zabicie Abatu na pewno nie b

ę

dzie jedn

ą

 z nich. 

 

*** 

 

Klub  nazywał  się  „Midnight”,  przynajmniej  w  tym  stuleciu.  Na  długo 

zanim  tu  powstało  miasto,  Celeste  Duvall  oferowała  neutralne  miejsce  do 

zabawy  dla  wszelkich  stworzeń.  Póki  demony,  anioły,  wampiry,  wilkołaki  i 

mieszańce  przestępowały  próg  klubu-  obiecywały  nie  przelewać  krwi  i 

walczyć. 

Stworzenia  mogły  oddawać  się  tu  wszelkim  grzesznym  i  świętym 

przyjemnościom.  Celeste  nie  miała  z  tym  żadnych  problemów.  Była 

neutralna,  mieszkanka  Otherworldu,  która  uznała  Ziemię  za  ekscytującą  i 

zabawną.  

Celeste  uwielbiała  dwie  rzeczy-  pieniądze  i  seks.  Wszystko,  co  było 

drogie i błyszczące, budziło jej zainteresowanie, czy chodziło o biżuterię czy o 

coś chodzącego na dwóch (lub więcej) nogach. Gdy Maggie dotarła do klubu, 

zastała  jego  blond  właścicielkę  uprawiającą  seks  z  dwoma  mężczyznami. 

Była  przykuta  kajdanami  do  sufitu,  jeden  kochanek  brał  ją  od  tyłu,  drugi 

wbijał  się  w  nią  od  przodu.  Zapach  siarki  mieszał  się  z  wonią  kadzideł  i 

dzikiego seksu. 

Dwóch inkubów na raz.  

-  Och,  na  miłość…-  Maggie  westchnęła  i  skrzyżowała  ramiona  na 

piersi, zniecierpliwiona.- Poczekam na zewnątrz. 

background image

 

 

St

ro

na

45

 

St

ro

na

45

 

-  Lubię,  gdy  ktoś  podgląda-  Wydyszała  Celeste.  Kochanek,  który  tak 

żywiołowo  pieprzył  ją  w  tyłek,  przeniósł  dłonie  na  kobiece  piersi  i  zaczął 

podszczypywać sutki. Blondynka jęknęła głośno. 

Inkubus  biorący  ją  od  przodu  pochylił  się  i  pocałował  kobietę  z 

entuzjazmem.  Z  punktu  widzenia  Maggie,  wyglądało  to  jakby  mężczyzna 

próbował  udusić  ją  własnym  językiem.  Ich  kochanka  szarpnęła  głową  i 

krzyknęła radośnie. 

- Tak! Tak! 

Gdy  Celeste  szczytowała,  Inkuby  pozwoliły  sobie  osiągnąć  własne 

wyzwolenie. Łowczyni usiadła na czarnej otomanie i wzięła jeden z leżących 

tu  magazynów.  To  było  nowe  wydanie  Cosmo.  Przerzucała  strony,  zupełnie 

nie zainteresowana informacjami i plotkami. Ale lepsze to niż przypatrywanie 

się jak trójka kochanków rozdziela się i oczyszcza. 

Wreszcie  Celeste,  w  końcu  w  ubraniu  dzięki  Bogini,  rzuciła  się  na 

kanapę obok Maggie i zapaliła wąski papieros. 

- No, no, no… Czemu zawdzięczam ten honor? Nie pokazywałaś się w 

klubie od dłuższego czasu. 

- Byłam zajęta. 

- Tak słyszałam. Ten Raphael jest pyszniutki. 

- Poprosił mnie o rękę. 

Celeste uniosła wysoko brwi.- Czyżby? To wspaniale. Kiedy planujecie 

ślub? 

-  Dam  ci  znać-  Powiedziała  Maggie.  O  dwunastej  na  świętego  kurwa 

nigdy.- Potrzebuję żetonu do Nieba i lokalizacji portalu. 

- Nie prosisz o zbyt wiele- Blondynka uniosła brew i wydmuchała ostro 

strumień dymu.- Co będę za to miała? 

- Pieniądze. 

- Mam kasę. Bardzo dużo. Co innego możesz mi zaoferować? 

- Pięć pryzmatów i pistolet, który strzela kulami ze smoczym ogniem. 

-  Nie  jestem  zainteresowana  posiadaniem  klatek  na  demony.  I  znam 

parę smoków, które dałyby mi swój ogień bardziej niż chętnie- Oczy Celeste 

lśniły  rozbawieniem.  Łowczyni  zapomniała  już  jak  właścicielka  klubu  lubi 

negocjować. 

background image

 

 

St

ro

na

46

 

St

ro

na

46

 

-  Nie  mam  czasu  na  to  gówno-  Wymruczała.  Ściągnęła  pierścionek  ze 

szafirem demona i podała go blondynce.- Demonia biżuteria. Wiem, że żadnej 

takiej nie posiadasz. 

- To jest wspaniałe!- Celeste zgasiła papierosa w szklanej popielniczce i 

wzięła klejnot.- Demony naprawdę rzadko robią takie perełki. Muszą włożyć 

wiele wysiłku, nie mówiąc już o tym, że przy okazji coś z siebie, by stworzyć 

ten kamień. Jak myślisz, co on dodał do twojego? 

Jego  serce.  Maggie  była  pewna,  że  Raphael  dodał  fragment  swego 

serca,  by  wykuć  pierścień.  A  teraz  ona  handlowała  nim  z  tą  suką,  by  mieć 

swoją szansę na zemstę. Zamiast odpowiedzieć na pytanie właścicielki klubu, 

wzruszyła tylko ramionami. 

Blondynka  spojrzała  na  łowczynię,  wyglądała  na  zaniepokojoną.-  To 

jest twój pierścionek zaręczynowy. 

- Mamy umowę? 

-  Jesteś  idiotką  oddając  ten  pierścionek,  złociutka.  Demony,  bękarty 

czy nie, nie przebaczają lekko braku szacunku dla ich darów. 

Maggie  powstrzymała  się  przed  krzykiem.  Zamiast  tego  wydmuchała 

ostro powietrze. „Mamy umowę?” 

Celeste nie odzywała się irytująco długo. Potem skinęła głową.- To twój 

wybór. 

Wstała  z  tapczanu  i  spojrzała  z  góry  na  łowczynię.-  Tego  typu  wybór 

może być prawdziwą suką. 

- I ty mi to mówisz? 

 

*** 

 

- Ona użyła krwi z flakonika- Orzekła Auren.- Gdyby to była jej krew, 

mogłabym prawdopodobnie przełamać zaklęcie. 

- To zaklęcie halluva- Zgodziła się z nią pani P.- To może zająć trochę 

czasu, ale da się to odblokować. 

- Nie mamy czasu- Powiedział Raphael i wyprostował się. 

background image

 

 

St

ro

na

47

 

St

ro

na

47

 

Sarah  została  z  córką,  ale  reszta  z  nich  konferowała  pod  drzwiami 

windy.  Właściwie  to  dogonili  Rafe’a  przy  windzie.  Magia  zaklęcia  odrzucała 

każdego, kto próbował dostać się do dźwigu. 

-  Jak  znam  Maggie,  to  pewnie  umieściła  takie  same  symbole  piętro 

wyżej- Raphael ponownie studiował znaki.- Ona jest zbyt inteligentna. 

- Nie przedostaniemy się przez nie pod żadną z naszych form- Dodała 

Auren.- Ona zabezpieczyła się na ten przypadek. 

- Nie, wcale nie- Odezwała się pani Pottersworth. 

Wszyscy przenieśli na nią wzrok. 

-  Nie  jestem  tak  naprawdę  elfem-  Przyznała  z  uśmiechem.-  Jestem 

smokiem. 

 

*** 

 

Maggie  zrobiła  jeden  przystanek  przed  wyruszeniem  w  kierunku,  jaki 

wskazała jej Celeste.  

Portal był na cmentarzu po drugiej stronie miasta. Łowczyni czuła jak 

czas ucieka, sekunda po sekundzie. Bojąc się, że jej przyjaciele mogą już iść 

jej tropem, wiedziała, że musi dostać się do Nieba zanim ją znajdą. 

W przeciwieństwie do cmentarza, gdzie pochowani byli jej rodzice, ten 

był  duży,  zadbany  i  wyglądał  pięknie  wkomponowany  w  park.  Łowczyni 

pobiegła  do  małej  kaplicy.  W  środku  były  krypty,  z  których  jedna  była 

przejściem  do  najwyższego  poziomu,  przez  który  mogły  przejść  wszystkie 

istoty.  No,  niemal  wszystkie.  Niektóre  stworzenia,  z  racji  urodzenia  albo 

braku skruchy, nigdy nie osiągną domeny Boga i Bogini. 

Jak  Abatu  przedostał  się  przez  perłową  bramę  było  nadal  wielką 

zagadką. 

Kaplica była kiepsko oświetlona i bardzo cicha. Obcasy butów Maggie 

stukały głośno o marmurową posadzkę przy każdym jej kroku.  

Stanęła  przed  jedną  z  krypy,  którą  zdobił  cytat  z  ewangelii  świętego 

Marka. „ Są tu na ziemi byty, które nie poznają śmierci, póki nie poznają pełni 

chwały królestwa Bożego”. 

background image

 

 

St

ro

na

48

 

St

ro

na

48

 

-  Tak-  Mruknęła  bawiąc  się  żetonem.-  Ale  wątpię,  by  demony  miały 

interesować się chwałą boską. 

Żeton wszedł na swoje miejsce. Fala energii, w postaci białego światła 

objęła Maggie. 

 

*** 

 

- Ach- Wymruczała posągowa blondynka.- Były narzeczony. 

Za  czarnym  błyszczącym  biurkiem,  siedziała  w  skórzanym  fotelu,  z 

nogami  opartymi  o  szklany  blat.  Ubrana  była  w  jedwabną  szatę,  nie 

interesując się czy nie ujawni za wiele. 

- Były narzeczony?- Raphael poczuł jak jego serce upada mu do stóp. 

-  Przehandlowała  twój  piękny  pierścionek-  Odpowiedziała.  Uniosła 

prawą  rękę  i  zabłysł  fioletowy  klejnot.  Wnętrzności  demona  ścisnęły  się. 

Chociaż  dał  Maggie  ultimatum,  był  pewien,  że  uda  im  się  ogarnąć  ich 

związek. Ona najwidoczniej nie miała skrupułów, by przehandlować symbol 

ich miłości. Maggie porzuciła go. 

- Co dostała w zamian?- Zapytał. 

-  Jestem  Celeste-  Mówiła  dalej  kobieta,  ignorując  jego  pytanie.-  A  ty 

jesteś tym przepysznym Raphaelem. 

- Wiem kim jestem. I nie obchodzi mnie, kim ty jesteś. Gdzie do cholery 

jest Maggie? 

Roześmiała się. 

-  Jestem  neutralna.  Nie  udzielam  pomocy  żadnej  ze  stron.  Jednakże 

jestem kobietą interesu. Jestem otwarta na propozycje handlowe. 

- Dasz mi informacje, jeśli ja dam ci coś czego ty chcesz. 

-  Dałeś  tutaj  już  demoni  ogień,  prawda?  Jaką  jeszcze  część  siebie 

dodałeś? 

Demon skrzywił się. 

- Może są tutaj struny głosowe- w ten sam sposób jaki związałeś strony 

swojej miłości. Sprawiłeś, że ona poczuła się niewarta ciebie. 

- Skąd do diabła możesz to wiedzieć? 

background image

 

 

St

ro

na

49

 

St

ro

na

49

 

- Być może ona mi to powiedziała- Stwierdziła Celeste, zsuwając stopy 

z biurka i podnosząc się w wdziękiem z fotela. – Płacząc i skarżąc się, chciała 

mojej  pomocy  i  porady.  I  powiedziałam  jej,  że  żaden  mężczyzna,  który 

powiedział jej to co ty, nie zasługuje na drugą szansę. 

- Kłamiesz- Demon patrzył jak blondynka przechodzi naokoło biurka.- 

Maggie  nie  płacze.  Wybrała  zemstę  zamiast  miłości  i  zaufania  mi.  Wolała 

sama zabić Abatu. 

-  Naprawdę?-  Celeste  zatrzymała  się  tuż  przed  nim,  jej  błękitne  oczy 

badały ciało mężczyzny.- Czy to ci powiedziała? 

- To mi powiedziała. 

- Wasza dwójka ma duże problemy komunikacyjne- Kobieta szarpnęła 

szatę i pokazała nagie uda.- Spytaj mnie, czego chcę demonie. 

- Nie potrzebuję twojej pomocy. Wiem, gdzie ona poszła. 

- Ale nie masz żetonu, prawda? I nie wiesz, którego portalu użyła. I nie masz 

swojego ślicznego pierścionka. 

Raphael zazgrzytał zębami. Wreszcie przemówił cicho.- Czego chcesz? 

- Ciebie. 

- Nie. 

Celeste spojrzała na niego.- A co jeszcze masz mi do zaoferowania? Nie 

przyjmuję  pryzmatów  ani  paranormalnych  broni.  Maggie  już  próbowała  tej 

drogi. 

Demon  milczał.  Nie  miał  nic  więcej  do  zaoferowania  i  ona  o  tym 

wiedziała.  Jako  demon  i  sługa  Wysokiej Rady  często  musiał  oddawać  swoje 

ciało gorszym kreaturom, by zyskać to, co chciał. A teraz nie miał czasu na 

targowanie się, jeśli chciał dostać się do Maggie na czas. 

- Chcę żeton do Nieba, lokalizację portalu i pierścionek. 

- Hmm. To dużo rzeczy. Co dostanę w zamian? 

- Przybiorę dowolną formę i będziesz miała jeden akt seksualny. 

- Dwa akty- W spojrzeniu Celeste pojawiła się żądza.- Najpierw użyjesz 

swoich ust. A potem wypieprzysz mnie penisem. I za oboma razami dasz mi 

orgazm. 

- A jaka forma? 

- Jako demon. 

background image

 

 

St

ro

na

50

 

St

ro

na

50

 

- Dobrze. Umowa zawarta. 

Celeste  zsunęła  szaty  ze  szczupłych  ramion.  Rafe  zmienił  się  w 

demona,  jego  ubrania  spłonęły  w  trakcie  przemiany.  Padł  na  kolana,  a 

blondynka usiadła na biurku i szeroko rozsunęła uda.  

Rozsunął jej wargi sromowe i wsunął w nią język, naciskając i krążąc 

nim stymulująco. Kobieta stanowczo uwielbiała seks, już była mokra i śliska. 

- Mmmm- Jęczała.- Właśnie tak, dziecino. Oooooch. 

Rafe  udawał,  że  sprawia  mu  to  przyjemność.  Ile  razy  musiał  wdawać 

się w akty seksualne, bo taką miał pracę? Myślał, że skoro Maggie udało się 

zerwać  jego  więź  z  Wysoką  Radą,  to  już  nigdy  nie  będzie  musiał  oddawać 

siebie jako trofeum. 

I  oto  był  tutaj…  Poddając  się  lubieżnym  wymaganiom  kolejnego 

przedstawiciela Otherworldu, któremu chodziło tylko o własną przyjemność. 

Celeste nie interesowała Maggie ani ten świat. 

-  Zwolnij,  wielki  chłopcze-  Wymruczała,  gdy  Rafe  nie  przestawał 

intensywnie jej pieścić.- Jesteś dobry. Zbyt dobry. 

Zignorował  jej  żądanie.  Jako  demon,  musiał  tylko  spełnić  wymagania 

umowy. Nie miał czasu na branie pod uwagę jej dyrektyw. 

- Och! Och!- Blondynka złapała go za głowę i próbowała odsunąć jego 

twarz od swojej cipki.- Jeszcze nie, do cholery! 

Jej palce były bezużyteczne, nie były w stanie mocniej chwycić szarej skóry. 

Demon  tylko  podwoił  swe  wysiłki.  W  okrzyku  jej  wyzwolenia  był  gniew  i 

radość, ale jego nic z tego nie obchodziło.  

Podniósł się na równe nogi i przycisnął ją mocniej do biurka. 

Celeste wyglądała na oszołomioną i wściekłą.  

- Kazałam ci zwolnić! 

Zsunął jej tyłek na krawędź blatu i wbił się w nią. Kobieta oplotła jego 

szyję ramionami, gdy zaczął się w niej ostro poruszać. 

-  Mogę  tak  całą  noc-  Wymruczała.-  Mogę  zmusić  moje  ciało  do 

czekania i czekania. 

Rafe  tylko  uśmiechnął  się.  Celeste  nie  miała  władzy  nad  własnym 

ciałem.  Kiedy  podała  swoje  żądania,  dała  mu  kontrolę  nad  swą 

background image

 

 

St

ro

na

51

 

St

ro

na

51

 

przyjemnością. Podczas gdy on ją pierzył, z jego penisa wysunęła się drobna 

macka, która owinęła się wokół łechtaczki kobiety i zaczęła ją naciskać.  

Chwilę później blondynka doszła. Nie chciała go jednak puścić.- Niech 

to szlag! 

-  Nie  brzmisz  na  zadowoloną-  Demon  wyszedł  z  niej  i  odsunął  się. 

Zmienił  się  znów  w  człowieka,  zmaterializowało  się  na  nim  ubranie.- 

Dopełniłem umowę. 

-  Mogło  to  być  przyjemniejsze  dla  ciebie-  Powiedziała,  zdejmując 

pierścień  i  rzucając  nim  w  Raphaela.-  A  ty  mogłeś  to  robić  dłużej  niż  te 

marne 10 minut. I mogłeś dojść! 

-  Moja  satysfakcja  nie  była  wpisana  w  umowę-  Odpowiedział 

mężczyzna płaskim głosem. 

- Kapuję. Jestem tylko środkiem do celu- Odpowiedziała. Zsunęła się z 

biurka i okrążyła je. Z szuflady wyjęła małą złotą monetę.- Stanowczo wiesz 

jak sprawić, by dziewczyna poczuła się wyjątkowo. 

- Dla Maggie zrobiłbym wszystko. 

-  Poza  pokochaniem  jej  bez  zastrzeżeń-  Rzuciła  w  niego  monetą,  a  jej 

wargi  wygięły  się  w  złośliwym  uśmiechu.-  Cmentarz  Memorial  Park.  To  na 

wschodzie  miasta.  Idź  do  Różanej  Krypty  i  znajdź  centralny  grób  po  prawej 

stronie. 

Rafe w obłoku ognia zniknął z pokoju i pojawił się w alejce obok klubu. 

Eltar, Auren, pani P. i Deb czekali tam na niego niecierpliwie. 

- Co tak długo?- Spytała z miejsca Auren. 

-  Ona  chciała  się  ze  mną  targować.  Mam  już  to,  czego  potrzebujemy. 

Musimy iść na cmentarz Memorial Park.  

-  Lepiej  odsuńcie  się,  kochani-  Powiedziała  pani  P.  Widząc  już 

wcześniej jej transformację w smoka, wszyscy cofnęli się posłusznie. 

W  jednej  chwili  stała  przed  nimi  słodka  staruszka-elfka  pani  P.,  w 

drugim- smoczyca- bardzo, bardzo duża, czarna, z łuskami, przerażająca. 

Grupa  wspięła  się  na  plecy  jaszczura  i  polecieli  przez  ciemne  niebo,  prosto 

ku cmentarzowi Memorial Park. 

- Co się dzieje?- Spytała Auren, gdy smok wylądował na szerokiej ulicy 

obok cmentarza. 

background image

 

 

St

ro

na

52

 

St

ro

na

52

 

Szurające po asfalcie zwłoki wypełniały alejki cmentarne. Spora grupa 

nadal wygrzebywała się spod ziemi. A słychać też było drapanie i skrzypienie 

roznoszące się po całym terenie. 

- Zombie- Odpowiedziała Deb.- Ktoś je wezwał. 

- Dlaczego?- Zdziwił się Eltar.- Oni naprawdę nie mogą nam zbyt wiele 

zrobić. 

-  Spowolnienie,  rozproszenie  być  może.  Zajmą  ludzi  zanim  nie 

przybędą hordy demonów- Zasugerował Raphael.- Abatu robi swój ruch. 

- Zostanę tu i spróbuję zminimalizować problem zombich- Uznała Deb. 

- Będę ci towarzyszył- Zgłosił się Eltar. 

- Ja też- Rozległ się chropowaty głos pani P.- Smok może się przydać. 

- A ja pójdę z tobą- Auren zwróciła się do Raphaela.- Nie na wiele zdam 

się przy tym gównie z zombie, ale będę w stanie pomóc Maggie. 

- Chodźmy- Zarządził demon. 

Skierowali  się  do  Różanej  Krypty.  „Błagam”,  modlił  się  w  myślach 

Raphael,  kierując  modlitwy  do  każdego  słuchającego  boga.-  „Pozwólcie  nam 

dotrzeć na czas.” 

 

*** 

 

Gdy Maggie przechadzała się uliczkami Nieba, zdała sobie sprawę jaką 

ironią  jest  bycie  żywym  w  tym  miejscu  przeznaczonym  dla  zmarłych.  Było 

tutaj prześlicznie. Trawa zieleniła się, kwiaty rosły bujnie i były wielobarwne. 

Drzewa rzucały cienie, idealne na pikniki. 

Budynki  były  niskie  i  białe.  Wszystko  było  czyste  i  doskonałe,  nawet 

błękitne niebo. Pogoda również była idealna. 

Jednak  wszędzie,  gdzie  nie  doszła,  czuła  się  źle  i  pusto.  Nie  natrafiła  

nawet na jedną ludzką duszę, anioła czy nawet jakiegoś bożka. 

Gdzie się wszyscy podziali? 

- Abatu!- Wrzasnęła.- Przyciągnij tutaj swój pieprzony tyłek! 

Zero odpowiedzi. 

background image

 

 

St

ro

na

53

 

St

ro

na

53

 

Czy  on  już  zdążył  podbić  Niebo?  Zaczął  już  atak  na  Ziemię?  Serce 

łowczyni  zabiło  ze  strachu.  Upuściła  torbę  z  bronią.  Z  małej  saszetki 

przytoczonej do paska wyjęła owalny kryształ. 

- Mam twoją córkę!- Wrzasnęła ponownie.- Chodź tu, Abatu! 

- Ty naprawdę musisz chcieć umrzeć- Odpowiedział jedwabisty głos. 

Maggie  zawirowała  wokół  własnej  osi.  Abatu  wybrał  swoją  demonią 

formę. Miał ponad dwa metry wzrostu, czerwoną skórę i efektowne rubinowe 

oczy.  Dwa  grube  rogi  zdobiły  szczyt  jego  łysej  czaszki,  a  długi  niczym  bat 

ogon poruszał się za jego plecami. Czerwone futro pokrywało go od pasa, do 

czarnych racic. W każdym calu wyglądał jak Hollywoodzka wersja diabła. 

Lodowaty strach pojawił się w niej, ale zaszła za daleko, by nagle obleciał ją 

tchórz. Zacieśniła uścisk na krysztale i powiedziała. 

- Chcesz ją? Chodź tutaj i ją sobie weź. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

background image

 

 

St

ro

na

54

 

St

ro

na

54

 

 

 

Z pamiętnika Maggie Mortis. 

 

„Nie  s

ą

d

ź

cie,  by

ś

cie  nie  byli  s

ą

dzeni.  Nie  pot

ę

piajcie,  by

ś

cie 

nie byli pot

ę

pieni. Wybaczajcie, a b

ę

dzie wam wybaczone”. 

 

~ Ewangelia wg. Jana,4:18 

 

„Je

ś

li  s

ł

odki  Bóg  tak  was  kocha,  ja  uczyni

ę

  was  wartymi  tej 

mi

ł

o

ś

ci.  Od  dawna  was  obserwuj

ę

.  Okazujecie  swoj

ą

  warto

ść

 

dopiero w obliczu strachu. Dlatego te

ż

 sprowadz

ę

 na was ból 

oraz strach, by

ś

cie mogli wynie

ść

 si

ę

 ponad nie.” 

~ Gabriel, film „Constantine”  

*** 

 

Nie  marnując  czasu,  Abatu  zaatakował  Maggie.  Czerwony  piorun 

pojawił  się  w  jego  dłoni.  Uskoczyła,  ale  została  porażona  w  lewe  ramię, 

demonia błyskawica przepaliła kostium i przypaliła skórę. 

- Kurwa!- Trzymając kryształ jakby od tego zależało jej życie, rzuciła się 

do tyłu, szukając schronienia. Zanurkowała w stronę budynku, tylko po to, 

by odkryć, że drzwi są zamknięte. Zamknięte drzwi w Niebie? Co, do kurwy?! 

background image

 

 

St

ro

na

55

 

St

ro

na

55

 

-  Niebo  jest  zamknięte-  Mówił  Abatu,  idąc  za  nią,  nie  spieszył  się.- 

Odkąd stwierdzono moją obecność, wszyscy posrali się ze strachu i uciekli. 

- Och. Czy to nie zraniło twoich uczuć? 

Demon  roześmiał  się.-  Spośród  wszystkich  moich  spadkobierców, 

Maggie,  ciebie  nienawidzę  najbardziej.  Nie  umiesz  okazywać  szacunku 

starszym krewnym. 

- Nie szanuję cię- Zawołała przez ramię. Wspinała się na wzgórze. Co ty 

idiotko  robisz?!  Ucieczka  była  głupia.  Abatu  i  tak  ją  w  końcu  złapie.  

Przystanęła  na  szczycie.  Jej  ciało  zadrżało  brutalnie,  gdy  wyciągnęła  cenną 

fiolkę z krwią zza pasa. Trzymając ją w gotowości, odwróciła się. 

Demon powoli wędrował pod górę. Uśmiechał się, jego białe zęby lśniły 

na tle czerwonej skóry. Nagle, w mgnieniu oka, pojawił się przy jej boku. 

- Daj mi kryształ. 

-  Nie-  Machnęła  dłonią  z  fiolką  w  kierunku  Abatu  i  chlusnęła  krwią. 

Kryształ  w  drugiej  dłoni  coraz  mocniej  palił  ją  w  rękę  i  ból  zaczął 

promieniować w górę ramienia. 

Demon zniknął. 

Przerażenie  pulsowało  w  dziewczynie,  gdy  spojrzała  na  rozlaną  na 

trawie krew. Zieleń od razu zmarniała. Do diabła! 

Abatu  pojawił  się  po  jej  drugiej  stronie.  –  Nie  jesteś  dla  mnie 

zagrożeniem, Maggie- Mężczyzna uniósł ramiona, by wskazać na całe Niebo.- 

Bóg  i  Bogini  zrezygnowali  z  własnej  domeny  ze  strachu  przede  mną.  Jesteś 

niczym  więcej  jak  tylko  brzęczącą  muchą…  Jedną  z  tych,  które  muszę 

trzepnąć. 

Łowczyni  poczuła  wielki  nacisk  wewnątrz  czaszki.  Ból  uderzył  w  jej 

umysł i rzucił na kolana. 

- Daj mi kryształ. 

Potrząsnęła  głową,  ale  wbrew  jej  woli  jej  ramię  zaczęło  unosić  się,  by 

oddać lśniący klejnot z uśpionym dzieckiem Abatu. 

Demon wyłuskał drobiazg z kobiecej dłoni. 

Maggie  została  zmuszona  do  padnięcia  na  ziemię,  jej  twarz  została 

wgnieciona  w  ziemię.  Czuła  zapach  róż  rosnących  ledwie  kilkanaście 

background image

 

 

St

ro

na

56

 

St

ro

na

56

 

centymetrów od niej. Ziemia szorowała o jej policzek. Z oddali doszło do niej 

echo jej imienia. 

-  Dałaś  mi  świat-  Powiedział  demon,    zaciskając  dłoń  na  swojej 

nagrodzie.- Z krwią mojego dziecka, będę mógł… 

Niewidzialna  dłoń  wysysająca  życie  z  Maggie  zwolniła  lekko  swój 

nacisk, tak że kobieta mogła oprzeć się na łokciu. Patrzyła na Abatu, ale zbyt 

cierpiała, by móc cieszyć się szokiem demona. 

-  Coś  ty  zrobiła?-  Warknął.  Jego  dłonie  zaczęły  dymić,  potem  płonąć. 

Zapach  palącego  się  mięsa  rozniósł  się  w  niebiańskim  powietrzu.  Dłonie 

demona zmieniły się w popiół. Kryształ upadł na miękką ziemię. 

Magiczny ogień przesuwał się już w górę ramion. 

- Nie!- Krzyczał.- Nie! 

Maggie nie była w stanie wydobyć z siebie słowa. Chociaż nie widziała 

już wszystkiego w odcieniach szarości i znów mogła oddychać, nie mogła się 

odezwać.  Ale  mogła  płakać  i  łzy  toczyły  się  po  jej  policzkach,  gdy 

obserwowała jak ogień pochłania również tors i nogi demona. 

Uśmiech  pojawił  się  na  jej  ustach,  gdy  patrzyła  jak  wróg  jej  rodziny 

zmienia  się  w  popiół.  Ale  Abatu  nie  opuścił  jeszcze  tej  sfery.  Jego  oczy 

zalśniły  czerwienią  i  Maggie  zdała  sobie  sprawę,  że  mimo  wszystko  jednak 

nie przeżyje tego. 

 

 

*** 

 

Rafe    i    Auren  biegli  w  kierunku  dwóch  sylwetek  na  wzgórzu.  Maggie 

stała  na  czworakach,  z  jedną  dłonią  nakierowaną  na  rozsypującego  się 

demona. 

- Maggie!- Krzyczał Rafe.- Maggie! 

Dwa  czerwone  płomienie  wyleciały  z  oczu  Abatu  i  uderzyły  w 

łowczynię. 

-  Nie!-  Kolejny  okrzyk  wyrwał  się  z  gardła  Raphaela,  gdy  patrzył  jak 

jego ukochana pada. 

background image

 

 

St

ro

na

57

 

St

ro

na

57

 

Dziesięć sekund później byli już na szczycie wzgórza. Z cielesnej formy 

Abatu  został  tylko  popiół,  który  leniwie  rozwiewał  wiatr.  Gdy  tylko  Rafe 

chwycił Maggie w ramiona, Auren przesiała garść popiołu. 

- Zrobiła to- Mruknęła.- On odszedł. 

- Maggie? Dziecinko?- Demon klepał lekko łowczynię w policzki, by ją 

ocucić,  ta  jednak  pozostawała  nadal  wiotka.  Przycisnął  ucho  do  jej  klatki 

piersiowej i nie usłyszał bicia serca. Nie oddychała. Czuć było od niej zapach 

spalonego ciała, na tułowiu miała rozległą ranę. Anty-demoni strój łowczyni 

nie wytrzymał ostatniego, finałowego ataku Abatu. 

- Och!- Auren znalazła w popiele kryształ.- To jest gorące. To jest … O 

cholera.  Ona  zatruła  krwią  kryształ,  który  przechowuje  ciało  córki  Abatu- 

Spojrzała  na  Raphaela.-  Wiedziała,  że  on  weźmie  kamień-  Spojrzała  na 

poranioną  dłoń  nieprzytomnej.-  Musiało  ją  boleć  jak  diabli,  gdy  trzymała 

klejnot, i czekała aż on połknie przynętę. 

Rafe ledwo ją słyszał. Gniew uderzył w niego.- Ona odeszła, Auren. 

- Nie- odpowiedziała cicho kobieta. Mówiła łamiącym się głosem.- Ona 

nie mogła odejść. Ona … Ona jest niezwyciężona. 

-  Nie  martw  się,  moje  dziecko-  Odezwał  się  melodyjny  damski  głos.- 

Ona po prostu śpi. 

Raphael  uniósł  spojrzenie  i  zobaczył  dwie  postaci  otoczone  światłem 

tak  jasnym,  że  ich  sylwetki  były  ledwo  złocistymi  konturami.  Auren  opadła 

szczęka  i  czym  prędzej  rzuciła  się  na  kolana,  by  klęknąć  przed  Bogiem  i 

Boginią. 

- Wstać, córko- Przemówił Bóg.- Jesteś tu mile widziana. 

- Jestem demonem- Odpowiedziała dziewczyna. 

-  Prawdą  jest,  że  zrodziłaś  się  jako  demon-  Wtrąciła  Bogini.-  Ale  twe 

wybory  ujawniają  twoje  prawdziwe  ja.  Weszłaś  do  Nieba,  by  ocalić  siostrę. 

Wybrałaś akt miłości. 

Auren przytaknęła tylko. 

Bogini  wyciągnęła przed siebie dłonie.- Wstań, Maggie. 

Ku  zdziwieniu  Raphaela,  powieki  łowczyni  zatrzepotały  i  otworzyła 

oczy.  Wszystkie  jej  rany  się  uzdrowiły.    Usiadła  oszołomiona  i  spojrzała  na 

narzeczonego. Zarzuciła mu ramiona na szyi i ścisnęła mocno.  

background image

 

 

St

ro

na

58

 

St

ro

na

58

 

-  Przykro  mi-  Powtarzał.-  Tak  mi  przykro.  Kocham  cię.  Nieważne  jest 

wszystko inne, Maggie. Dopracujemy wszystko, przyrzekam. 

-  Oddałam  twój  pierścionek-  Załkała.-  Kochałam  ten  pierścień  i  go 

oddałam! 

Bóg i Bogini roześmiali się.- Nie torturuj jej, Raphaelu. 

Uśmiechnął się szelmowsko, wyciągnął z kieszeni obrączkę i ponownie 

wsunął go na palec ukochanej.- Odzyskałem go. 

Łowczyni  rozpłakała  się  jeszcze  mocniej,  nie  dbając  o  to,  że  pokazuje 

swą  słabość  albo  rujnuje  własną  reputację  jako  najtwardszego  drania  w 

okolicy. Rafe otarł jej łzy, ignorując swoje własne. 

- Równowaga jest przywrócona- Przemówił Bóg. 

-  Gdzie  byliście?-  Naskoczyła  na  nich  Mag.-  Myśleliście,  że  jeden 

człowiek z krwią demona może ocalić świat? 

-  Jednemu  się  powiodło-  Zwrócił  jej  uwagę  Bóg.-  Abatu  już  nie  ma. 

Twój  ojciec  został  uwolniony  ze  swego  więzienia  i  znów  może  chodzić  po 

Niebie swobodnie. 

Rafe  usłyszał  jak  jego  narzeczona  wciąga  powietrze  zszokowana,  gdy 

na wzgórzu pojawił się wysoki mężczyzna z czarnymi włosami, miłymi oczami 

i sympatycznym uśmiechem. Łowczyni podniosła się i przytuliła do ojca. 

- Świetnie sobie poradziłaś, Maggie, moja dziewczynko. Kocham cię. 

Dziewczyna  puściła  rodzica.-  Tatusiu,  to  jest  Rafe.  On  jest…  uch… 

moim narzeczonym. 

Abraham  Mortis  uścisnął  dłoń  demona.-  Gratuluję.  Mógłbym 

powiedzieć byś się nią opiekował, ale… 

-  Wiem,  sir.  Ona  potrafi  zadbać  sama  o  siebie.  Może  zgódźmy  się,  że 

zobowiązuje się ją kochać cały czas? 

Abraham przytaknął.- To wystarczy. 

- I jeszcze jedno, ostatnie zadanie- Wtrąciła Bogini. 

Kryształ, który więził drugą z bliźniaczek Abatu popłynął z ziemi prosto 

do  dłoni  Bogini.-  Nie  ma  innego  wyboru.  Zniszczyć  tego,  kto  może  pewnego 

dnia zniszczyć świat, albo… 

- Albo co?- Spytała Maggie. 

Bogini uśmiechnęła się. 

background image

 

 

St

ro

na

59

 

St

ro

na

59

 

 

*** 

 

Miesiąc później

 

W ich sypialni, Maggie rozprowadzała olejek z drzewa sandałowego na 

piersi Raphaela. Podrażniła jego sutki, pochyliła się nad nim nisko. Próbował 

uwięzić  jej  usta,  ale  uśmiechnęła  się  tylko  i  zjechała  niżej  jego  ciała, 

wcierając olejek w brzuch i uda. 

- Kocham się- Powiedział, gdy jego ręce przeniosły się na jej ramiona. 

-  Ja  też  cię  kocham-  Odpowiedziała.  Nie  wzięli  ślubu  w  Vegas,  ale  w 

Niebie, gdzie Bóg i Bogini we własnej osobie pobłogosławili ich związek. Nic 

nie  mogło  być  świętsze  od  tego.  I  dzięki  temu  rodzice  łowczyni  mogli 

uczestniczyć w ceremonii. 

Zajęło  kilka  dni  zanim  wszystkie  zombie  wróciły  do  swoich  grobów. 

Nawet Phil wrócił na miejsce swego ostatecznego spoczynku. Hordy demonów 

zaczęły szaleć, gdy tylko Abatu zmarł. 

Drak,  poprzedni  Wielki  Król  Piekła,  szybko  opanował  demoni  rodzaj  i 

zdusił  bunt  w  zarodku.  Demony  nadal  były  dupkami,  którym  trzeba  było 

kopać tyłki, ale przynajmniej nie pojawiały się na Ziemi. 

Jednak  problemów  Otherworldu  nie  dało  się  tak  łatwo  rozwiązać. 

Wysoka Rada została rozwiązana. Te tak zwane „neutralne” byty, nie były w 

stanie  dłużej  utrzymać  równowagi  i  zachować  swej  neutralności.  Nawet 

Celeste odczuła nowe zasady. Jej klub zamknięto i zmieniono go w miejsce, 

gdzie byty ze wszystkich sfer dyskutowały o nowym porządku. 

Maggie miała w nosie Otherworld. Podobnie jak i Piekło. Ale Niebo, to 

było  teraz  miejsce,  gdzie  Maggie  chciałaby  spędzić  całą  wieczność.  Bóg  i 

Bogini powiedzieli łowczyni i jej nowemu mężowi, że czeka na nich jeszcze co 

nieco do zrobienia. Pewnego dnia świat będzie potrzebował ich ponownie. I że 

stanie przed nimi bardzo ważne zadanie, gdy nadejdzie czas. 

Uśmiechając  się  z  mieszaniną  pożądania  i  radości,    Maggie  chwyciła 

penisa  Raphaela  w  dłoń  i,  masując  go  lekko,  nie  przerywała  torturować 

męskości męża. 

background image

 

 

St

ro

na

60

 

St

ro

na

60

 

- Maggie- Jęknął.- To jest cudowne. 

-  Wiem  co  sprawi,  że  będzie  jeszcze  lepiej-  Obróciła  się  do  niego 

pośladkami  i  umieściła  kolana  po  obu  stronach  jego  bioder.  Demon 

nakierował penisa w jej śliski tunel. 

Kobieta uniosła się lekko i podniosła biodra. Idealny kąt w jakim leżała 

sprawiał,  że  czuła  niesłabnący  nacisk  na  punkt  G  i  cały  czas  drżała  na 

granicy orgazmu. Zaczęła poruszać się powoli, torturując ich oboje, po czym  

przyspieszyła, wbijając się na jego fiuta coraz mocniej i mocniej. 

-  Och,  Maggie!-  Raphael  mocno  klepnął  ją  w  pośladek  i  piekący  ból 

poszybował prosto do waginy kochanki. 

- Tak, Rafe! Tak! Ooooooch!!! 

Orgazm  nadszedł,  gdy  demon  klepnął  ją  ponownie.  Pot  spływał  po  jej 

piersiach  i  po  plecach.  Ledwo  była  w  stanie  oddychać,  koncentrując  się 

głównie na wibracjach w głębi pochwy. 

-  Rafe!-  Orgazm  trwał  i  trwał.  Jego  siła  była  tak  wielka,  że  aż  penis 

Rafe’a wysunął się z niej. Odwróciła się więc niezwłocznie i zaczęła go chciwie 

ssać. 

Doszedł  w  kilka  sekund,  gorące  nasienie  zalało  jej  gardło,  strzelając 

kilkoma  seriami.  Członek  pulsował  w  kobiecych  ustach,  gdy  ta 

koncentrowała się na oczyszczeniu go.  

Kiedy skończyła, dziewczyna klęknęła i uśmiechnęła się lekko.- Chcesz 

zrobić to ponownie? 

Rafe  obrócił  ją  i  przytrzymał  za  nadgarstki,  gdy  zanurzył  twarz  w  jej 

piersiach.    Ssał  obolałe  sutki.  Łowczyni  jęczała,  gdy  zaczęła  znów  w  niej 

rosnąć przyjemność. Owinęła nogi wokół talii męża i przyciągnęła go bliżej. 

Jego penis był już twardy, a on tylko bawił się jej piersiami. Wygięła się ku 

niemu i przesunęła wilgotną pochwą po jego męskości. 

Nie puszczał jej nadgarstków i wydał krótki rozkaz.- Zsuń nogi razem. 

Posłusznie zrobiła co rozkazał. 

Jego fiut wsunął się w nią od tyłu i bez trudu znalazł wilgotne wejście. 

Wbił się w nią i jęknął. 

Pieprzył  ją  powoli,  a  jego  usta  tak  długo  torturowały  jej  sutki,  aż  w 

końcu płonęła coraz bardziej i bardziej… I znów doszła. 

background image

 

 

St

ro

na

61

 

St

ro

na

61

 

Gdy tylko jej orgazm zassał męskiego członka, demon w końcu puścił 

jej nadgarstki.- Ściśnij cycki razem. 

Posłusznie  ścisnęła  je  przed  sobą,  i  Rafe  wysunął  się  z  jej  pochwy. 

Zmienił  jej  ustawienie,  tak  że  mógł  wsunąć  się  w  jaskinię,  którą  stworzyły 

piersi łowczyni. 

Demon ściskał zagłówek łóżka pieprząc jej biust, który był już zwilżony 

jej  potem  i  jego  śluzem.  Maggie  usłyszała  jego  ostry  oddech  i  wtedy  z  jego 

penisa trysnęła gorąca sperma. 

Po  chwili  Raphael  puścił  zagłówek  i  przeturlał  się  na  łóżko.  Używając 

prześcieradła wytarł tors małżonki do czysta. 

Łowczyni  uśmiechnęła  się  ponownie,  potem  szepnęła.-  Chcesz  to  zrobić 

ponownie? 

Roześmiał się, ale jego odpowiedzi przeszkodził płacz, który wydobył się 

z elektronicznej niani. Wstał z łóżka i złapał nadajnik.- Obudziła się. 

Nałożyli szlafroki i przeszli do pokoju obok.  Teraz ich podziemny dom 

zamieszkiwała  zmieniająca  kształt  babcia,  nekromantka,  człowiek,  demon  i 

ich dziecko i to maleństwo. 

Ich adoptowana córka. 

-  Ciiiii-  Mówił  Rafe,  biorąc  rozdrażnione  dziecko  w  ramiona. 

Dziewczyna  ucichła  szybko,  patrzyła  teraz  na  niego  szeroko  otwartymi 

zielonymi oczami. 

-  Ona  jest  taka  piękna-    Wyszeptała  Maggie.  Dotknęła  malutkiej 

pięści.- Myślisz, że postąpiliśmy słusznie? 

-  Tak-  Nie  miał  wątpliwości.-  Ona  zasługuje  na  życie.  Zasługuje  na 

szansę, by dokonywać własnych wyborów. 

Łowczyni  skinęła  głową.  Miłość  do  tego  maleństwa  zakwitła  w  niej 

niespodziewanie i w pełni. Ta malutka była jej i Rafe’a, a wszystko inne było 

nieważne. 

-  Przygotuję  jej  trochę  demonicznego  ognia-  Uznał  Raphael  i  podał 

córkę jej matce. 

-  Czemu  się  denerwujesz,  co  maleńka?-  Pytała  łowczyni  tym  głupim 

tonem, który przybierają rodzice w rozmowach z noworodkami. 

background image

 

 

St

ro

na

62

 

St

ro

na

62

 

Nagle  nieprzyjemny  zapach  dotarł  do  nozdrzy  kobiety.-  Fuj.  Więc  to 

jest powód dla którego twój tatuś tak szybko uciekł. 

Położyła  dziecko  na  stole  do  przewijania.  Gdy  rozpinała  różowe 

śpioszki,  zerknęła  córce  w  oczy  i  powiedziała.-  Ech,  a  teraz  nie  znajdzie  się 

żaden anioł do pomocy? 
 

 

 

 

 

 

   Koniec. 

 

 

 

Tłumaczenie- Filipina_86 

Beta- TrzeciaKasia 

 

 

*** 

 

 

 

 

Wkrótce wszystkie  4 tomy 

historyjki w jednym pliku PDF