L
a
ss S
m
a
ll
U mnie czy u ciebie?
Rozdział 1
Pod koniec stycznia lotnisko Fort Worth – Dallas zostało chwilowo zamknięte.
Wprawdzie pogoda była wspaniała, jak to w Teksasie, ale z powodu szalejącej na
północy nawałnicy większość krajowych lotnisk była nieczynna.
Wewnątrz dworca lotniczego słychać było szmer rozmów i narzekań
pasaŜerów, którzy nie za bardzo potrafili pogodzić się z zaistniałą sytuacją. Od
czasu do czasu ponad monotonny pomruk wybijały się pojedyncze głosy, jak ryby
wyskakujące z wody.
– Kto wie, jak jest w Kolorado? – zapytał głośno jakiś narciarz.
– Pełno śniegu – padła krótka odpowiedź.
– Nic dziwnego o tej porze roku – stwierdził inny głos.
Zawsze w podobnych sytuacjach znajdzie się w tłumie ktoś obrzydliwie
rozsądny.
Ale, jak zwykle, znalazł się i optymista.
– Na stokach będzie cudownie – zauwaŜył radośnie.
Wspaniałe podejście do Ŝycia.
– A Chicago? Nie widzę stąd tablicy informacyjnej – dopytywał się jakiś
malkontent.
– Zasypane – odpowiedziała mu ze złością zdenerwowana kobieta.
– CzyŜby i tam jeździli na nartach? – nie wytrzymał ktoś dowcipny.
– Nie po to brałem urlop, Ŝeby przesiedzieć cały ten czas w poczekalni na
lotnisku – słychać było skargę z głębi tłumu.
Jo Morris nie uległa ogólnemu podenerwowaniu. Często podróŜowała, więc
potrafiła znaleźć się w kaŜdej, sytuacji.
No, niemal kaŜdej.
Miała wielkie ciemne oczy, dwadzieścia osiem lat i pracowała jako korektor
programów komputerowych w ogromnej firmie. Komputerami zajmowała się od
czternastego roku Ŝycia.
– Proszę o uwagę. – Głos był głęboki i bardzo męski.
Brzmiało w nim „Nie bójcie się, przecieŜ panuję nad wszystkim". Dobiegał ze
stanowiska odpraw. W hali dworca zapanowała cisza.
Przystojny męŜczyzna, który poskromił tłum, miał na sobie świetnie skrojony
mundur i wyglądał wspaniale. Wszystkie kobiety patrzyły na niego z uwagą.
Nikt z oczekujących nie wierzył, Ŝe jest jakieś wyjście z zaistniałej sytuacji.
Ludzie byli zmęczeni i rozgoryczeni, ale mimo to zapanowała cisza.
Wszyscy zdawali sobie sprawę, Ŝe obsługa lotniska nie jest w stanie zmienić
pogody, więc nie moŜna było mieć do nich o to pretensji.
Człowiek, który zwrócił się do nich, był kapitanem jednego z
unieruchomionych na płycie lotniska samolotów. Stał na podwyŜszeniu i
przyglądał się tłumowi. I jak to juŜ miało miejsce wiele razy przedtem, spośród
wszystkich ludzi zgromadzonych w sali odlotów jego oczy wyłowiły Jo. Tak było
zawsze. śaden męŜczyzna nie potrafił przejść koło niej obojętnie. Uśmiechnął się
szeroko. Zaczął mówić, kierując swe słowa właśnie do niej.
– Mamy dla państwa wolne pokoje na noc. Nie ma wprawdzie duŜego wyboru,
ale będzie się moŜna chociaŜ umyć i odpocząć. Byłoby dobrze, gdyby zechcieli się
państwo dobrać parami, bo nie ma zbyt wielu miejsc. Proszę, aby pary podniosły
ręce w górę.
– My – odezwał się męski głos tuŜ przy Jo.
Zanim zdołała zebrać myśli, zobaczyła, Ŝe pilot podaje jej jakiś kawałek
papieru, ale męŜczyzna stojący za nią szybko zabiera go. Przez moment poczuła
bliskość jego ciała.
Drgnęła. CóŜ za dziwne uczucie. Nie czuła się tak od czasu...
– I co, Jo? – znajomy głos rozległ się tuŜ przy jej uchu. – Będziemy znowu
dzielić pokój... Prawda?
Nie słyszała juŜ otaczającej ją wrzawy. Czuła, jak zamienia się w bryłę lodu. Po
dłuŜszej chwili udało jej się odwrócić i spojrzeć na intruza. Tak, nie myliła się, to
był on, jej były mąŜ.
Nie zmienił się. Ciągle jeszcze miał gęste, brązowe włosy. Ciemne oczy miały
wciąŜ pogodny wyraz i nadal błyszczał w nich śmiech. Miał teraz trzydzieści osiem
lat i w tym wieku na pewno nie wypadało mu zaczepiać swojej byłej Ŝony w tak
obcesowy sposób.
Jo nie była w stanie zareagować na jego zaczepkę.
– Chad – wyszeptała po chwili. Zupełnie nie wiedziała, co powiedzieć. Z natury
była osobą milczącą i zawsze sądziła, Ŝe pomogło to jej w zrobieniu dyplomu w
swojej dziedzinie.
Uśmiechnął się, jakby rozstali się w zgodzie zaledwie przed tygodniem albo i
wcześniej.
– Więc pamiętasz – stwierdził z zadowoleniem.
– Czy to nie dziwne, Ŝe spotkaliśmy się tutaj? – zapytała. Nie widzieli się tak
długo. Miała nadzieję, Ŝe juŜ teraz potrafi patrzeć na niego bardziej krytycznie.
Wyglądał wspaniale. Biorąc pod uwagę swoją reakcję na dźwięk jego głosu i
bliskość ciała, juŜ nie dziwiło jej, Ŝe studentki na jego wykładach nie mogły
spokojnie usiedzieć na krzesłach. A przecieŜ w tym wieku powinna bardziej
panować nad sobą.
Pokazał jej kartkę papieru.
– Mam pokój. Wybieram ciebie. Czy chcesz zamieszkać ze mną?
Dlaczego czuje się tak dziwnie? Skąd taka reakcja? CzyŜby znowu chciała być
z nim? PrzecieŜ to niemoŜliwe! Więc dlaczego? Musi coś powiedzieć.
– Co za spotkanie, tu, na lotnisku, po tylu latach.
– Nagle zorientowała się, Ŝe powiedziała juŜ coś podobnego przed chwilą i
teraz Chad domyśli się, Ŝe ciągle się go obawia.
Zawsze potrafił to wyczuć.
Kobiety zachowywały się bardzo dziwnie w obecności Chada Wilkinsa, a on
przyjmował to jako coś naturalnego. Chyba nie zdawał sobie sprawy z uroku, jaki
roztaczał. Nigdy teŜ nie rozumiał dobrze kobiet.
Przystojny pilot przedarł się przez tłum i dotknął ramienia Jo.
– Pani jest sama? Został jeszcze jeden wolny pokój.
Mój pokój. – Uśmiechnął się szeroko.
Chyba powinna pójść z nim. Byłaby to doskonała ucieczka przed Chadem. A
potem jakoś wymknęłaby się i tamtemu.
– Ta pani jest ze mną – powiedział Chad, uśmiechając się uprzejmie do pilota.
Pamiętała te słowa bardzo dobrze. Często powtarzał je, by zniechęcić
męŜczyzn, którzy jej nadskakiwali, a potem, jak gdyby nic się nie stało, wracał do
rozmowy z jakimiś nudnymi naukowcami.
– Jeśli będzie miała pani ochotę mnie odwiedzić, jestem w pokoju 409 –
powiedział pilot, przyjrzawszy się uwaŜnie Chadowi.
Jo spojrzała na niego z Ŝalem.
– Dziękuję, ale proszę na mnie nie czekać – usłyszała własny głos. Zupełnie nie
panowała nad sytuacją. Wszystko to działo się jakby poza nią.
Pilot nie odchodził. CzyŜby spodziewał się czegoś więcej, jakiegoś wyjaśnienia,
czegokolwiek?
Uśmiechnęła się do niego przepraszająco i przysunęła do Chada. Były mąŜ ujął
ją pod rękę władczym gestem i odwrócił się od pilota, którego potraktowano w ten
sposób po raz pierwszy w Ŝyciu.
– Gdzie twój bagaŜ? – zapytał.
– Tutaj. – Wskazała na torbę przewieszoną przez ramię. – Zazwyczaj nie
zabieram zbyt wielu rzeczy.
– Poszukam taksówki – powiedział.
Z pewnością ją znajdzie. Zawsze mu się wszystko udawało. Potrafił rozwiązać
większość problemów. W zasadzie nie powiodło mu się tylko z Jo.
Zaczęli przeciskać się przez tłum, pozostawiając pilota, który jeszcze przez
jakiś czas patrzył za nimi.
Chad złapał pierwszą wolną taksówkę. Zaproponował innym podróŜnym,
którzy jechali do tego samego hotelu, aby zabrali się z nimi. Do środka wcisnęły
się jeszcze cztery osoby.
– To wbrew przepisom – odezwała się kobieta prowadząca taksówkę. Zwróciła
się oczywiście do Chada, jako do przywódcy grupy.
– To nagły przypadek – przekonywał ją Chad, a po chwili dodał: – Damy duŜy
napiwek.
Zawsze potrafił się z wszystkimi dogadać, a poza tym kobiety z łatwością
akceptowały jego dominujący charakter. Jo siedziała wciśnięta między drzwi i
Chada. Usiadł tak, by Ŝaden inny męŜczyzna nie mógł jej dotknąć. Zawsze tak
robił. Był niesłychanie zaborczy.
Ale to się juŜ skończyło. Od czterech lat byli rozwiedzeni. Pozwolił jej odejść.
Powiedział: „Wrócisz, kiedy będziesz juŜ miała dość samotności. Podoba ci się
Ŝ
ycie w małŜeństwie".
Mylił się jednak. W Ŝyciu popełnił tylko jeden błąd. Była nim Jo.
Siedziała teraz wyprostowana w zatłoczonej taksówce, czując biodro Chada
przy swoim, i ogarniało ją podniecenie. Nie potrafiła zapanować nad swoim
ciałem.
Będzie rozsądna i zimna. PokaŜe Chadowi, iŜ nie tęskniła za nim, Ŝe wcale nie
pragnie z nim być i jest wolna.
CóŜ z tego, Ŝe był cudownym kochankiem. Pamiętała o tym dobrze. Jej ciało
teŜ pamiętało. Ale nie podda się! Nigdy!
PrzecieŜ są inni męŜczyźni. Tak samo wspaniali jak Chad. I tak samo starający
się uszczęśliwić kobiety i...
Fakt, Ŝe Chad był cudowny!
I tylko tyle. Seks. Nie był ani dobrym towarzyszem Ŝycia, ani przyjacielem. Nic
więcej go nie obchodziło.
Te wszystkie spotkania na uniwersytecie. Studenci, naukowcy, senat – oficjalne
zaproszenia dla Ŝon.
Nigdy nie było go przy niej, gdy go potrzebowała. A dla niej był jedynym
towarzystwem, jakiego pragnęła. Tęskniła za byciem razem z nim, za rozmowami,
nawet za wspólnym milczeniem. Dla niego wszystko to nie było waŜne. Takie
sprawy moŜna było odłoŜyć na później i nigdy do nich nie wracać.
Podjechali przed hotel. Jo wysiadła pierwsza i jak dawniej czekała, aŜ Chad
upora się z zapłatą, napiwkiem i bagaŜem.
Styczeń w Fort Worth był przepiękny, ciepły i słoneczny, jakby chciał
udowodnić wszystkim, Ŝe świat jest cudowny. Rozczarowani narciarze, którzy
przebywali tutaj wbrew swojej woli, doszli do wniosku, Ŝe w zaistniałej sytuacji
najlepiej będzie rozejrzeć się za jakąś rozrywką.
Pośród tych jakby zawieszonych w próŜni gości hotelowych znajdowała się
para ludzi, którzy zobaczyli się po raz pierwszy od dnia rozwodu. Byli jak dwa
statki mijające się na morzu. W zasadzie powinni wymienić pozdrowienia,
porozmawiać i pójść kaŜde swoją drogą.
Chad, jak to zwykle dawniej bywało, będzie musiał coś przejrzeć. Zawsze był
jakiś student, któremu trzeba było pomóc. A Jo nie potrzebowała pomocy, nie
miała kłopotów, więc nie musiał poświęcać jej zbyt wiele uwagi.
Tak właśnie uwaŜał.
Posiłki były zawsze gotowe na czas, a kiedy się spóźniał, czekały na niego.
Koszule były wyprasowane, guziki przyszyte, a garnitury zawsze w porę odebrane
z pralni.
Spała z nim i była zawsze w zasięgu ręki. Chętna. Lubiła być z nim, słuchać,
jak się śmieje. Kochała jego śmiech, taki ciepły i miły.
Był wspaniałym kochankiem i prawdopodobnie to się nie zmieniło.
Ciekawe... z kim teraz jest? Chętnych na pewno nie brakuje. Wygląda dobrze.
Ktoś z pewnością o niego dba. Ciekawe, kto to jest?
Jedzie na seminarium lub sympozjum. To pewne. Będzie wygłaszał referat na
jakiś temat, który interesuje jedynie garstkę ludzi. Jest taki drobiazgowy i kiedy coś
robi, poświęca się temu bez końca.
– Pomogę ci – powiedział, przerywając jej rozmyślania.
Uniosła pytająco brwi.
– Pomogę ci nieść torbę.
– Po co? Jest lekka i przyzwyczaiłam się do niej. Nie trzeba – odpowiedziała.
– Jak zwykle uparłaś się – stwierdził.
Spojrzała na niego przeciągle, a on chwycił za torbę.
– Schudłaś. Nic ci nie dolega?
– Straciłam parę kilogramów po naszym rozwodzie.
– Nie uŜywaj tego słowa. Nie lubię go. Wykreśliłem je z pamięci.
– Kiedy? – Jo popatrzyła na niego z uwagą.
– Kiedy odeszłaś ode mnie – odpowiedział z naciskiem.
– Zatrzymali się przed recepcją.
– Zaczekaj tu chwilę.
– Zapłacę za siebie – rzekła stanowczo.
– Nie, nie zgadzam się.
– Mam kartę kredytową i własne konto – dodała spokojnie.
– Nie ma mowy.
Zawsze się tak zachowywał. Wszystko musiało być po jego myśli.
– Zapłacę za siebie albo pójdę gdzie indziej – powtórzyła spokojnie, lecz
stanowczo Jo.
– Zostałaś prostytutką? – zapytał obcesowo.
ś
achnęła się oburzona.
– Byłaś taka wspaniała i nienasycona, Ŝe nie zdziwiłoby mnie to.
Zastanawiałem się nawet, kogo teraz uszczęśliwiasz.
– Nikogo – wysyczała przez zaciśnięte zęby.
– Nikogo? To naprawdę Ŝal mi tych męŜczyzn, którzy cię otaczają. Co oni
robią?
– Dzięki Bogu nie wszyscy męŜczyźni są podobni do ciebie – powiedziała ze
złośliwym uśmiechem.
Zrobił powaŜną minę.
– Bóg nie ma nic wspólnego z...
– Nie gadaj głupot!
– Taką cię lubię – uśmiechnął się szeroko. – A juŜ myślałem, Ŝe się zmieniłaś.
Jesteś taka grzeczna.
– A byłam kiedykolwiek niegrzeczna? – zaczęła się zastanawiać.
– Nie mam ze sobą notatnika, więc trudno mi sobie przypomnieć – tłumaczył
jej z ironicznym uśmieszkiem. – Czy wiesz, Ŝe mi się śnisz? Na dodatek
zachowujesz się w moich snach nieprzyzwoicie. Masz kogoś?
– zapytał nagle całkiem powaŜnie.
– Czemu pytasz?
– Nie chciałbym, Ŝeby jakiś facet wpadł nocą do naszego pokoju nieco
podenerwowany – znowu zaczął Ŝartować.
– A ty? Denerwowałbyś się, gdybym cię zdradzała?
– Zbiłbym faceta i to mocno – odpowiedział spokojnie.
– Chyba o czymś zapomniałeś? Jesteśmy przecieŜ rozwiedzeni.
– Tęskniłem za tobą.
– Naprawdę? A kiedy zauwaŜyłeś, Ŝe odeszłam? – zapytała. – Czego ci
najpierw zabrakło? Czystych talerzy czy koszul? No, kiedy to w końcu
zauwaŜyłeś?
– KaŜdego dnia. – Popatrzył na nią i dodał: – KaŜdej przeklętej, samotnej nocy.
– To juŜ cztery lata.
– Wydaje mi się, Ŝe o wiele dłuŜej.
– Nie wierzę ci.
– Dlaczego nie znalazłaś sobie nowego męŜa? – odwaŜył się w końcu zapytać.
– Skąd wiesz?
– Nie masz obrączki.
– Nigdy nie wkładam jej, wybierając się w podróŜ. A ty? – uniosła dłoń w górę.
– Szukałem, ale nie znalazłem nikogo podobnego do ciebie.
Nie mogła uwierzyć w to, co przed chwilą usłyszała.
– Poproszę o klucze – zwrócił się do recepcjonistki.
– Rozmawiałem z twoim ojcem i to on mi powiedział, Ŝe nie wyszłaś za mąŜ.
– Ciekawe, dlaczego skłamał? MoŜe nie chciał cię zmartwić?
– Jestem twardy i potrafię wiele znieść – rzekł stanowczym głosem. –
Najgorsze dla mnie było to, Ŝe ty byłaś daleko.
– ZauwaŜyłeś to po czterech latach? Pewnie spostrzegłeś mnie na lotnisku i
wydałam ci się znajoma. Zacząłeś się zastanawiać, w której grupie studenckiej
byłam. I stopniowo przypomniałeś sobie, kim jestem.
– Wróć ze mną do Indianapolis.
Nacisnął guzik windy. Patrzył na nią przez dłuŜszy czas, zanim drzwi się
otworzyły. Wszedł do środka i nacisnął przycisk szóstego piętra. Drzwi zamknęły
się. Byli sami.
– Dlaczego mam z tobą wrócić? Nie chciałeś mnie. I teraz teŜ cię nie obchodzę.
– Kocham cię.
– Nie denerwuj mnie! – Była wściekła. – Nic dziwnego, Ŝe odeszłam od ciebie.
Jak mogłeś...
Urwała, bo winda zatrzymała się na ich piętrze. Drzwi otworzyły się
bezszelestnie. Wyszli na pusty, pokryty ładnym dywanem korytarz.
Na wprost drzwi umieszczono na ścianie tablicę informacyjną. Ich pokój był
bardzo blisko. Nic dziwnego, Ŝe był wolny – tuŜ przy windzie, więc było w nim
słychać wszelkie hałasy.
Jo wsunęła swoją kartę do zamka. ZauwaŜyła zdziwienie na twarzy Chada.
PrzecieŜ zawsze on otwierał drzwi. Odebrała mu ten przywilej.
Nie pozwolił jej wejść do środka. Rzucił torby na podłogę. Pochylił się nad Jo i
wziął ją na ręce.
– Co ty... ?
– PrzecieŜ będziemy dzisiaj razem – zaczął mówić niedbałym tonem. – Zawsze
wnoszę do pokoju kobiety, z którymi mam zamiar spędzić noc.
– Ile razy...
Przerwał jej długim pocałunkiem i postawił ją, Josephine Morris, na podłodze, a
potem zajął się bagaŜem.
Jak mógł być taki spokojny? Co za wstrętny człowiek. Typowy uwodziciel.
Zaplanował sobie, Ŝe spędzą razem noc.
– Ile kobiet do tej pory... – zapytała, siląc się na spokój.
– Sprawdzę w komputerze i dam ci znać. W tej chwili po prostu nie pamiętam –
zaŜartował.
Posmutniała. Tak naprawdę wcale za nią nie tęsknił. Nie miał na to czasu. Na
pewno utrzymywał rozliczne znajomości. Dobrze, Ŝe chociaŜ rozpoznał ją na
lotnisku.
– Pewnie jesteś zmęczony po podróŜy – powiedziała.
– AleŜ skąd. Na seminarium byli tylko męŜczyźni i nikt nawet nie wspomniał o
seksie.
– A tobie tylko to jedno w głowie. Pewnie dlatego mnie rozpoznałeś?
– Wydawało mi się, Ŝe juŜ kiedyś nas coś łączyło.
– Popatrzył na nią spod przymruŜonych powiek. – Ilu męŜczyzn oszalało przez
ciebie, odkąd się rozstaliśmy?
– O czym ty mówisz? Przestań wygadywać bzdury – powiedziała stanowczo.
Podniosła torbę i ruszyła w stronę drzwi.
– Nie denerwuj się – schwycił ją za rękę. W jego głosie nie było złośliwości.
Wydawał się szczery. Patrzył jej prosto w oczy.
Popatrzyła na jego usta, a wtedy przypomniał jej, do czego słuŜą, całując ją
namiętnie.
Gdy odsunął się od niej, uniosła przymknięte powieki i spojrzała mu prosto w
oczy.
– Chodźmy popływać – zaproponowała, z trudem wydobywając głos ze
ś
ciśniętego gardła.
Najpierw posmutniał, a potem uśmiech rozjaśnił jego twarz.
– Zgoda.
Zszedł do hotelowego sklepiku, gdzie moŜna było kupić prawie wszystko.
Jo była juŜ w wodzie, gdy Chad pojawił się w nowych, dopiero co kupionych
kąpielówkach. Wyglądał jak grecki bóg. W rzeczywistości miał w sobie krew
holenderską i walijską z domieszką irlandzkiej.
Wskoczył do wody i zbliŜył się do Jo. Uśmiechnęła się do niego i zaczęła
szybko płynąć wzdłuŜ basenu.
Roześmiał się i ruszył w pogoń. Woda zawsze była jego Ŝywiołem.
Zadziwiająca liczba ludzi nie widzi sensu w pływaniu zimą, więc baseny są w
zasadzie zamknięte. Amerykanie są jednak absolutnie nieprzewidywalni, a pogoda
w Teksasie była tak piękna, iŜ wydawało się, Ŝe jest to typowy letni dzień. Dwoje
nowych gości szalało w basenie.
Chad dotykał Jo pod wodą. Unosił ją nad powierzchnię, wrzucał do wody, a ona
ś
miała się radośnie. Czuła, jak bardzo jest silny.
Ś
miał się, kiedy chlapała na niego wodą, a potem uciekała. Z łatwością mógłby
ją złapać. Był silniejszy od niej i musiał uwaŜać, by niechcący nie sprawić jej bólu.
Cały czas zajmował się tylko nią. To było bardzo dziwne.
Tak zachowywał się tylko wtedy, kiedy zabiegał o jej względy przed wielu laty.
Była wtedy studentką, a Chad docentem. Potem została jego Ŝoną: miała swoje
zasady i nie chciała z nim sypiać bez ślubu.
PoniewaŜ poślubiła pracownika uniwersytetu, mogła kształcić się za darmo.
Uzyskała magisterium z ekonomii.
Gdy postanowiła od niego odejść, zapytał, czy nie chciałaby zostać z nim dłuŜej
i zrobić doktorat. Nie był złośliwy, miał po prostu praktyczne podejście do Ŝycia.
Nie wyszła za Chada, aby móc studiować. To nuda zagnała ją do sal
wykładowych. Nie zaszła w ciąŜę, mimo Ŝe nie uŜywali Ŝadnych środków
zapobiegawczych. KaŜdy miesiąc przynosił rozczarowanie, aŜ w końcu musiała
zaakceptować fakt, Ŝe jest bezpłodna.
Był wspaniałym kochankiem, ale kiepskim towarzyszem Ŝycia. Czuła się
bardzo samotna. Chciała, Ŝeby poświęcił jej choć trochę czasu, ale nigdy nie było
go przy niej, gdy tego potrzebowała. W końcu straciła nadzieję i odeszła. Teraz,
cztery lata po rozwodzie, Chad zachowywał się tak, jak kiedyś o tym marzyła. Na
początku ich związku miała jeszcze złudzenia, potem nadzieja umarła, a kiedy Jo
robiła magisterium, małŜeństwo przestało istnieć.
Nie zdarzył się Ŝaden cud.
Wreszcie zrozumiała, Ŝe ich wspólne Ŝycie nigdy nie będzie wyglądać inaczej.
Patrzyła na Chada i myślała, Ŝe właściwie mogłaby spędzić z nim tę noc. Ich
małŜeństwo naleŜało juŜ do przeszłości. Czemu nie przeŜyć z nim kilku miłych
chwil? Tu w basenie było tak przyjemnie. Kiedyś marzyła, Ŝe tak będzie, gdy się
pobiorą.
Poszli do pokoju. Czuła, Ŝe jest zmęczona.
– Z iloma męŜczyznami byłaś? – zapytał nagle Chad.
Nie odpowiedziała, bo przecieŜ w jej Ŝyciu nie było innych męŜczyzn. W
dalszym ciągu kochała Chada. Nawet nie próbowała zainteresować się innymi.
A teraz pragnęła go. A on był taki miły i delikatny. Troszczył się o nią. Chyba
teŜ ją kochał.
Spędzili razem noc. Była zmęczona, ale szczęśliwa. Zapomniała juŜ, ile
szczęścia dawały jej wspólnie spędzone chwile.
– Dlaczego mnie zostawiłaś? – jęknął Chad.
– Nigdy cię przy mnie nie było. – W jej oczach pojawiły się łzy.
– PrzecieŜ spędzaliśmy razem wszystkie noce – zaprotestował.
– Tylko Ŝe dni były puste i długie.
– Ludzie spędzają ze sobą całe Ŝycie, choć nie są bez przerwy razem. Powiedz,
dlaczego mnie tak potraktowałaś?
– Kochałam cię.
– To nie jest normalne. – Wzruszył ramionami.
– MoŜliwe. – Poczuła się bardzo samotna. Wystarczyło, Ŝe tylko sobie
przypomniała, jak to wtedy było. Dlaczego ciągle myślała o tamtych smutnych
dniach?
Rozdział 2
Dallas i Fort Worth to dwa róŜne miasta. Dallas jest eleganckie i nowoczesne,
podczas gdy Fort Worth stara się utrzymać swój westernowy charakter. Kiedyś
było tu centrum spędu bydła.
Budynek wspólnego lotniska był doskonałym połączeniem tych dwóch tak
odmiennych miast. Stale zwiększająca się liczba mieszkańców spowodowała, Ŝe
miasta te bardzo zbliŜyły się do siebie, więc lotnisko okazało się świetnym
rozwiązaniem problemów komunikacyjnych mieszkańców, chociaŜ ci z Dallas
czuli się, jakby popełnili mezalians. Nie lubili swego mniejszego i mniej
eleganckiego sąsiada.
Połączyła te miasta po prostu konieczność.
Tak samo było w przypadku Jo i Chada.
Jo przyglądała mu się, kiedy jadł śniadanie, i nie mogła ciągle uwierzyć, Ŝe
znowu jest z nim.
PrzecieŜ nieczęsto spotyka się na lotnisku znajomych. A co dopiero byłego
męŜa? Niesłychane.
Coś takiego moŜe przytrafić się gwiazdom filmowym czy milionerom, ale nie
jej, nie Jo Morris.
Parę minut temu, gdy Chad brał prysznic, ktoś cicho zapukał do drzwi. Nie
bardzo wiedziała, kto to moŜe być o tak wczesnej porze.
Rozejrzała się po pokoju. Tylko jedno łóŜko było nie posłane, ale przecieŜ juŜ
od dawna nie ma w hotelach detektywów, którzy dbają o moralność.
Popatrzyła na zegarek. Była dopiero siódma trzydzieści. Zapytała, kto jest za
drzwiami. Gdy usłyszała, Ŝe przyniesiono śniadanie, włoŜyła płaszcz
przeciwdeszczowy i otworzyła drzwi.
Dyskretny kelner udał, Ŝe nie widzi jej stroju. W milczeniu zajął się swoją
pracą. Zręcznie i elegancko nakrył mały stolik.
W poczuciu winy Jo dała mu napiwek.
Uśmiechnął się i podziękował.
Nie patrzyła na niego, ale czuła, Ŝe się czerwieni. Było jej głupio. Wreszcie
kelner wyszedł z pokoju.
Jo była pewna, Ŝe uwaŜa ją za prostytutkę. Była w drogim hotelu. Przyjechała z
zatłoczonego lotniska z obcym męŜczyzną. Wzięli jeden pokój. Chyba ma
wypisane na czole: „Kobieta lekkich obyczajów".
Zamknęła drzwi za kelnerem i popatrzyła na rozrzuconą pościel. Dwie poduszki
spadły na podłogę. Tak jak przed wielu laty, znowu uŜywali jednej poduszki.
Drugie łóŜko było nietknięte. KaŜdy mógł się domyślić, co tu się działo.
Nadal miała poczucie winy. Nie powinna tak postępować.
Wyprostowała się. PrzecieŜ juŜ nigdy nie zobaczy tego kelnera. Wyjedzie stąd.
Wróci do swego Ŝycia i zapomni o wszystkim.
Chad wyszedł z łazienki nagi. Wycierał wilgotne włosy szorstkim ręcznikiem.
Uśmiechnął się do niej promiennie.
– Jestem czyściutki – powiedział. – PołóŜmy się jeszcze na chwilę, Ŝebym mógł
znowu poczuć twój zapach.
Popatrzyła na niego zaskoczona.
ZauwaŜył, Ŝe nałoŜyła płaszcz przeciwdeszczowy na gołe ciało.
– Pada tu? W naszym pokoju? – Uniósł w zdziwieniu brwi.
– Kelnera teŜ to pewnie dziwiło.
Chad dopiero wtedy zauwaŜył nakryty stół.
– Cudownie. Zjedzmy coś. Umieram z głodu.
– Powinnam chyba wziąć prysznic – stwierdziła.
– Po co? Pachniesz tak cudownie.
– O czym ty mówisz?
W odpowiedzi przyciągnął ją do siebie. Przesunął nosem po jej szyi i próbował
odwiązać mocno zaciśnięty pasek. Jo była bardzo spięta.
– Wychodziłaś? – zaŜartował.
– Musiałam coś włoŜyć, Ŝeby móc otworzyć drzwi.
– To oczywiste.
– On uwaŜa mnie za... za... ladacznicę.
– Powiedział to? – Chad popatrzył na nią badawczo.
– Nie, ale uśmiechał się w taki sposób.
– W jaki?
– Jakby wiedział, co robiliśmy.
Chad popatrzył na rozrzuconą pościel.
– Całkiem logiczny wniosek. Musisz sama przyznać. Nie przejmuj się. Dziś
wieczór najpierw rozrzucimy pościel na drugim łóŜku.
– Wstydzę się.
– PrzecieŜ jesteśmy małŜeństwem. – Chad był naprawdę zaskoczony.
– Nie! Jesteśmy rozwiedzeni.
– PrzecieŜ to nie ma Ŝadnego znaczenia.
– Znowu się ze mną sprzeczasz. Roześmiał się serdecznie.
– Zawsze mnie atakowałaś na róŜne sposoby. Dlatego wychodziłem z domu,
Ŝ
ebyś mogła odpocząć.
– Całą uwagę poświęcałeś uczelni, a tylko od czasu do czasu korzystałeś z
mego ciała – powiedziała ironicznie.
– Powinnaś się cieszyć z mego oddania się pracy, bo w ogóle nie
wychodziłabyś z łóŜka.
– Mówisz to teraz, po czterech latach.
– Po trzech...
– Minęły juŜ prawie cztery – jak zwykle dokładna, poprawiła go. – Mam teraz
dwadzieścia osiem lat.
– Doskonale się trzymasz jak na ten wiek – stwierdził powaŜnym tonem,
przesuwając spojrzeniem po jej sylwetce.
Starała się wyglądać statecznie i nobliwie. Podeszła do torby stojącej na fotelu i
wyjęła bieliznę, parę spodni i bluzkę.
– Po śniadaniu popływamy i poczytamy gazety – poinformował ją głosem nie
znoszącym sprzeciwu.
Popatrzyła na niego uwaŜnie. Nic się nie zmienił. JuŜ nie miała ochoty pływać.
OdłoŜyła ubranie, wzięła piŜamę i poszła do łazienki, nie zwracając uwagi na jego
protesty.
W zielonej jedwabnej piŜamie i ciemnoniebieskim szlafroczku wyglądała
wspaniale.
Chad odłoŜył gazetę i podał jej śniadanie: gorące płatki, owoce, apetyczne
bułeczki i herbatę. Chad pił kawę, ale nadal pamiętał o tym, co ona lubi.
Z duŜą przyjemnością zabrała się do jedzenia.
– Chyba czujesz się lepiej? – zapytał, kiedy skończyła posiłek i odłoŜył gazetę.
Znała go dobrze. Wiedziała, Ŝe moŜe juŜ przeprowadzić swój plan. Jeśli potrafi
go teraz wykorzystać, to moŜe w końcu uda jej się wyrzucić Chada ze swej
pamięci. Wreszcie uwolni się od niego i rozpocznie nowe Ŝycie.
Uśmiechnęła się zalotnie.
Wyciągnął rękę i ujął ją pod brodę. Pochylił się, by ją pocałować. Potem
wyprostował się. Gęste rzęsy niemal całkowicie przysłaniały mu oczy, a
zmarszczki w kącikach ust pogłębiły się.
– To prawdziwy cud, Ŝe cię odnalazłem – powiedział.
Patrzyła na niego krytycznie, szukając wad. Była pewna, Ŝe niczego nie
znajdzie, jeśli chodzi o jego wygląd. Nadal jedyną wadą Chada było to, Ŝe nie
potrafił mieszkać razem z nią.
Ale teraz był tutaj w sytuacji, w której musiał poświęcić jej cały swój czas.
MoŜe wreszcie zrozumie, co stracił. I tym razem to on poczuje się samotny,
pozbawiony najbliŜszej osoby, pogrąŜony w smutku.
CzyŜby szukała zemsty?
Prawdopodobnie. Tylko Ŝe nadal nie wiedziała, co moŜe go zranić. Nie zmienił
się. Ich małŜeństwo było dla niego przeszłością.
Wtedy miał szansę opiekować się nią lub przynajmniej pozwolić jej dzielić z
nim Ŝycie. Nie zrobił tego.
Teraz teŜ go na pewno na to nie stać. Człowiek tego typu nie zmienia się.
Wprawdzie twierdził, Ŝe nie lubi słowa: rozwód, ale przecieŜ to o niczym nie
ś
wiadczy.
Miał bardzo duŜo czasu, Ŝeby ją poznać i zrozumieć, ale nie zrobił zupełnie
niczego w tym kierunku. Na dodatek zgodził się przed czterema lata, aby rozstali
się w przyjaźni.
Jej odejście ani go nie przygnębiło, ani nie zasmuciło. Zapytał tylko, czy nie
chce zostać dłuŜej, by zrobić doktorat. To pytanie pozbawiło ją resztek nadziei na
utrzymanie ich małŜeństwa.
Jo patrzyła na swojego byłego męŜa. Był taki, jakim go pamiętała, o jakim cały
czas marzyła. Uśmiechał się do niej radośnie.
Uśmiechnęła się w odpowiedzi.
– Chodź, usiądź mi na kolanach. JuŜ tak dawno nikt na nich nie siedział.
Podniosła się i spełniła jego prośbę. Oczywiście postępowała zgodnie ze swoim
planem. Potem łatwiej jej będzie wyrzucić go z pamięci. Jego ręce były tak
znajome. Odnalazł pieprzyk, który pamiętał.
– Zastanawiałem się, czy nie popełnisz głupstwa i nie usuniesz go. Kocham ten
pieprzyk. Dodaje ci uroku i uczłowiecza.
– Co ty wygadujesz? CzyŜby istoty pozbawione pieprzyków nie były ludźmi?
– Boginie nie mają Ŝadnych znamion. Tylko te, które chcą upodobnić się do
ludzi, starają się o nie. Biedni, głupi męŜczyźni myślą, Ŝe mają do czynienia ze
zwykłymi kobietami, a nie takimi, które od nich odchodzą. Przyznaj się, ilu
męŜczyzn uwiodłaś?
– Tylko ciebie.
– Tęskniłem za tobą – szepnął i przytulił ją do siebie.
– Jak moŜesz tak mówić?
– Byłem taki samotny bez ciebie, naprawdę.
– Daj spokój, Chad, nawet nie poznaliśmy się dobrze. Brakowało ci tylko
kogoś, z kim mógłbyś się kochać na kaŜde zawołanie. A ja byłam tak blisko.
– Byłaś najwaŜniejszą istotą w moim Ŝyciu. A właśnie, nie znudziło ci się być
osobą samotną? Czy jesteś gotowa wrócić do domu? Naprawdę juŜ na to pora.
Dobry mąŜ moŜe pozwolić Ŝonie na trochę swobody, ale w rozsądnych granicach.
– Czy ty naprawdę wierzysz, Ŝe odeszłam od ciebie, bo chciałam pobyć sama?
Ja, juŜ będąc z tobą, byłam bardzo samotna. Nie musiałam odchodzić. My nigdy
nie byliśmy razem.
– Byłem z tobą.
Wreszcie to powiedział! I brzmiało to dość przekonywająco.
– Inni męŜczyźni wracają do domu, spędzają wolny czas ze swoimi Ŝonami,
pomagają im i interesuje ich to, co się dzieje w domu.
– Doprawdy?
– Nigdy tego nie zauwaŜyłeś? – zdziwiła się.
– Kiedy byliśmy razem, obserwowałaś innych męŜczyzn? – zapytał
zaskoczony.
– Chciałam widzieć tylko ciebie! Kochałam cię! Pragnęłam być z tobą, ale
ciebie nigdy nie było. Ciągle byłeś zajęty.
– Zarabiałem na Ŝycie.
– Dwadzieścia cztery godziny na dobę? – wykrzyknęła.
– PrzecieŜ spędzałem trochę czasu w domu.
– Kiedy? Nie było cię całymi dniami.
– Praca docenta na renomowanym uniwersytecie wymaga poświęceń. Muszę
nauczyć studentów wszystkiego, czego potrzebują.
– Ale nie mogłeś poświęcić ani chwili swojej Ŝonie.
– Spałem z tobą. Chyba to zauwaŜyłaś.
– Raczej tak. Ale nie jest to czynność, podczas której dwoje ludzi moŜe poznać
nawzajem swoje myśli i uczucia.
– KaŜdej nocy starałem się dokładnie okazać ci swoje uczucia.
– Próbowałeś – zgodziła się.
– CzyŜbym coś zaniedbał? Wydawało mi się, Ŝe byłem gorliwy.
– Czasami – potwierdziła.
– Jesteś na mnie zła.
– JuŜ nie – odpowiedziała. – Przywykłam do samotności. Mam zamiar
nacieszyć się tą chwilą, Ŝeby rozstanie tym razem było milsze.
– Jak moŜe być miłe?
– Bo teraz juŜ rozumiem, dlaczego nam się nie udało i nie uda. I przestanę za
tobą tęsknić.
– Czy... czy tęskniłaś za mną, kiedy odeszłaś? – zapytał.
Nie odpowiedziała. Wstała z jego kolan. Odwinęła ręcznik okręcony wokół
głowy i zaczęła wycierać nim włosy.
– Chad – odezwała się wreszcie z ironią w głosie – tęskniłam za tobą, kiedy
byliśmy razem.
– Dlaczego mi o tym nie mówiłaś?
Odwróciła się i spojrzała na niego z niedowierzaniem.
– Rozumiem. Mówiłaś mi.
– Tak.
– Bardzo mi przykro, Jo.
– To juŜ minęło. Chodźmy popływać.
Nie ruszył się z miejsca. Patrzył na nią uwaŜnie.
– Bardzo tęskniłem za tobą. Wiedziałem, Ŝe jesteś w domu i mam do kogo
wracać. Kiedy odeszłaś, ciągle widziałem twoją twarz, słyszałem twój głos.
Brakowało mi dotyku twego ciała. Nie mogłem zapomnieć naszych nocy. A ty?
Pamiętasz?
– Tak.
– To było udane małŜeństwo – rzekł z przekonaniem.
– To jest tylko twoje wraŜenie.
– Kocham cię – wyszeptał.
– Wierzę. Chodźmy popływać.
– PrzecieŜ masz świeŜo umyte włosy – powiedział po chwili zastanowienia.
– Były tak mokre od potu, Ŝe zanieczyściłyby wodę w basenie.
– Zawsze byłaś pedantką. Troszczysz się nawet o basen. Ciekawe, dlaczego
byłaś taka spocona? – zapytał uśmiechając się znacząco.
– Nie mam pojęcia – odpowiedziała.
Tym razem nie byli w wodzie sami, ale inni kąpiący się chyba celowo zostawili
dla pary kochanków jedną część basenu. I znowu Chad mógł przytulać ją do siebie
pod wodą, a Jo uśmiechała się do niego radośnie.
Potem wrócili do pokoju, wzięli prysznic, ubrali się i poszli zwiedzić Fort
Worth. Obejrzeli stare zagrody dla bydła, stację kolejową i bary.
Zjedli typowy tutejszy posiłek, wypili zimne piwo i próbowali jeść gorące
bułeczki tak, by nie tryskało z nich rozpuszczone masło.
Poszli teŜ do kina, gdzie pokazywano stare, nieme filmy kowbojskie, którym
towarzyszyła muzyka grana na pianinie.
Na jednym z filmów bohaterkę przywiązano do torów, a uratowali ją dzielni
straŜacy, którzy gasili poŜar lasu i przyjechali lokomotywą. Najciekawszą sceną
było zdejmowanie przez bohaterkę kolejnych części odzieŜy, co za kaŜdym razem
witane było przez straŜaków gwizdkiem lokomotywy.
Wszystkie filmy były urocze, a widownia bawiła się doskonale. Jo i Chad
głośno czytali napisy, śmiali się i rozmawiali, co zupełnie nikomu nie
przeszkadzało.
Kiedy wrócili do hotelu, czekała na nich wiadomość, Ŝe będą mieli połączenie
następnego dnia, jeśli potwierdzą rezerwację.
Poszli do pokoju, by zastanowić się, zanim podejmą decyzję. Doszli w końcu
do wniosku, Ŝe nie spieszą się tak bardzo, i zrezygnowali z biletów.
Chad zawiadomił uczelnię, a Jo swoją firmę w Chicago o nagłym urlopie.
Razem wynajęli samochód i nazajutrz pojechali na południe do Austin, stolicy
stanu. Tam cudownie spędzili czas, słuchając bluesa i muzyki country. Urządzili
sobie piknik nad rzeką Gwadelupą i patrzyli, jak leniwie toczy swoje wody białym,
skalistym korytem.
Wtedy właśnie zrozumieli sens powiedzenia, Ŝe słońce spędza zimy w Teksasie.
Zwiedzili miasto, obejrzeli budynki rządowe i zwrócili uwagę na to, Ŝe w
Teksasie nawet drzewa są inne.
Obejrzeli kilkusetletni dąb, który ktoś próbował zniszczyć środkami
chemicznymi. Drzewo zostało uratowane, gdyŜ otoczono je pierścieniem z
kryształów, które zneutralizowały działanie trucizny. CóŜ za niecodzienna kuracja!
Za pieniądze, które wydano na to jedno drzewo, moŜna było posadzić sto nowych.
Teksas słynie z pięknych krajobrazów. Jo i Chad postanowili sobie zobaczyć
wszystko, co się tylko da. Pojechali do San Antonio, które znali tylko z filmów
pokazywanych w telewizji. Teraz mogli zobaczyć, jak wygląda w rzeczywistości.
Byli teŜ w Alamo. Intensywność wraŜeń jest tam tak ogromna, Ŝe wywołuje
gęsią skórkę u zwiedzających.
Zwiedzili Fredricksburg i Banderę, bo ktoś im powiedział, Ŝe warto zobaczyć te
miasta. Wykorzystali na wycieczki cały urlop Chada.
Na nieszczęście dla Jo ich wspólna podróŜ okazała się taka, jak to sobie
wymarzyła. Chad zachowywał się doskonale. Dlaczego nie był taki przez sześć lat
ich małŜeństwa?
Czuła się oszukana. Był taki mądry, ale o tym wiedziała. Okazał się teŜ
wspaniałym kompanem. Jak śmiał być taki pociągający, taki, o jakim zawsze
marzyła. Zaczęła Ŝałować utraconych lat.
Teraz musi być rozwaŜna.
– Rzuć pracę i wracaj do domu – to były jego słowa.
Tak właśnie powiedział.
Nie tylko kazał jej rzucić pracę, którą kochała i która dawała jej niezłe zarobki,
ale w dodatku mówił o... domu.
Najgorsze w tym wszystkim było to, Ŝe nagle sama tego teŜ zapragnęła.
Zatelefonował na uczelnię i powiedział, Ŝe jego nieobecność jeszcze się
przedłuŜy, bo pracuje nad bardzo trudnym problemem. Wyjaśni wszystko po
powrocie.
Zapytano go tylko, czy potrzebuje pomocy.
– Nie, dziękuję – powiedział im Chad. – To sprawa osobista. Sam ją rozwiąŜę,
ale to moŜe jeszcze potrwać.
– Zadzwoń, jeśli będziesz czegoś potrzebował.
– Dziękuję – odłoŜył słuchawkę z radosnym uśmiechem.
Pojechali na Padre Island. Tam nie tylko brodzili w wodach zatoki, ale znaleźli
się wśród tłumu zimowych gości. Kiedyś farmerów przyjeŜdŜających na zimowy
odpoczynek do Teksasu nazywano ziębami, bo, tak jak one, udawali się na
południe. Teraz traktuje się ich jak obywateli Teksasu, bo wspomagają budŜet
stanowy.
Jo i Chad w milczeniu obserwowali tłumy gości na Padre Island. Cała wyspa
zapełniona była hotelami i pensjonatami, a przez jej środek biegła autostrada.
Byli równieŜ w Meksyku. Pojechali tam na zakupy. Kupili drewniane,
kolorowe zabawki – bajd, fujarki, jo-jo i skórzane kamizelki.
Chad znalazł dla Jo zegarek, a na dodatek kupił jej portmonetkę w kształcie
Ŝ
aby z zamkiem błyskawicznym na brzuchu.
Nie wiedziała, co o tym sądzić.
– To ksiąŜę zaklęty w Ŝabę – wyjaśnił mentorskim tonem. – Kiedy go
pocałujesz, zły czar minie, ale będziesz musiała z nim spędzić noc, Ŝeby się
wszystko powiodło.
Popatrzyła na niego z niedowierzaniem.
– Nie pamiętasz tej bajki? – zapytał zniecierpliwiony, wzruszając ramionami.
– Oczywiście, Ŝe pamiętam.
– Wyjaśnię ci wszystko, kiedy wrócimy do domu.
Znowu wspomniał dom w Indianie.
Ale Jo wiedziała, Ŝe rozstaną się juŜ wkrótce.
W Meksyku kupiła sobie powiewną, kolorową sukienkę i białą wyszywaną
koszulę dla Chada wraz z obcisłymi, czarnymi spodniami.
Kupili teŜ skórzane, plecione pantofle, bardzo wygodne i bardzo skrzypiące.
Jo znalazła niebieską flanelową kurtkę wyszywaną kolorową włóczką. Czuła się
w niej jak zupełnie inny człowiek.
Przejechali znowu Rio Grandę i wrócili do hotelu na Padre Island.
Przebrali się do kolacji. Byli tak zaprzyjaźnieni i zŜyci, Ŝe Jo zaczęła
wspominać ich małŜeństwo. Czy kiedykolwiek przedtem byli tak blisko ze sobą?
PrzecieŜ właśnie tego pragnęła przez te wszystkie lata. Zastanawiała się, czy i
wtedy były między nimi takie chwile.
Ale nie, to nie była Ŝadna wspólnota, lecz dni wypełnione milczeniem
przerywanym czasami opowieściami Chada o studentach sprawiających kłopoty.
Zawsze kończyło się to głośnym rozmyślaniem, jak im pomóc.
Dlaczego wtedy nie powiedziała: „Nie mogę się odnaleźć. Czuję się niepewnie.
PomóŜ mi".
Nie zrobiła tego. Słuchała tylko i nawet nie potrafiła udzielić mu rady ani
opowiedzieć o swoich problemach.
Ale Chad uwaŜał, Ŝe wszystko jest w porządku. PrzecieŜ dzieliła z nim jego
kłopoty.
Czuła się opuszczona i głupia.
A teraz jest mądrzejsza? Czy umie słuchać? Potrafi obserwować otoczenie?
Popatrzyła na Chada. Był myślami gdzieś daleko. Nawet teraz nie potrafiła
zwrócić na siebie jego uwagi.
ZauwaŜył, Ŝe na niego patrzy.
– MoŜe wróciłabyś ze mną do Indiany? Nabrałaś poczucia własnej wartości i
będziesz teraz doskonałą Ŝoną naukowca. Spróbujemy, dobrze? Chcę, Ŝebyśmy
znów zamieszkali razem. Pragnę, Ŝebyś wróciła. Piekielnie za tobą tęskniłem.
– Jak moŜna piekielnie tęsknić? To brzmi bardzo dziwnie.
– Ale tak właśnie się czułem.
– Dobrze to przede mną ukrywałeś.
– Za szybko się pobraliśmy. Powinnaś nabrać trochę doświadczenia, dorosnąć.
– A tymczasem ty prowadziłeś badania na temat: małŜeństwo ze studentką.
– Po naszym rozstaniu kilkakrotnie spotkałem się z twoim ojcem. Powiedział
mi, gdzie mieszkasz, co porabiasz, z kim się spotykasz. Przez cały czas byliśmy w
kontakcie.
– Naprawdę z nim rozmawiałeś?
– Lubię go.
– I co ci powiedział?
– Abym był cierpliwy. śe ty musisz dojrzeć.
– Nigdy by tak nie powiedział – oburzyła się.
– Powiedział, Ŝe jesteś niedojrzała. Podobnie było z twoją matką, która przez
wiele lat nie mogła przywyknąć do Ŝycia małŜeńskiego.
– Wcale tak nie mówił!
– Rzeczywiście – roześmiał się Chad. – Jest bardzo uparty i wiele czasu zabrało
mi przekonanie go, Ŝe cię kocham i jestem gotów czekać na ciebie wiele, wiele lat.
– Ha!
– Ten okrzyk wskazuje, Ŝe jeszcze nie dojrzałaś.
Jo krzyknęła powtórnie.
– I co ja teraz zrobię, gdy wszyscy Teksańczycy przybiegną cię bronić?
– Jakoś się wytłumaczysz. MoŜesz powiedzieć, Ŝe zgodziłam się, jakby to
nazwać... na współpracę.
– To wspaniale. Wiedziałem, Ŝe się poddasz. Dzięki...
– UwaŜaj, bo powiem im prawdę.
– Zawsze czepiałaś się słów. – Chad poczuł się rozczarowany.
– A co moja mama miała ci do powiedzenia?
– Nie rozmawia ze mną. Traktuje mnie jak powietrze.
– Naprawdę? – roześmiała się Jo. – Nie doceniałam jej. Myślałam, Ŝe trzyma
twoją stronę.
– A co tobie mówiła?
– śe jestem głupia, bo pozwoliłam ci odejść.
– Masz takich mądrych rodziców. Dlaczego ty jesteś inna?
– Tato twierdzi, Ŝe nie jestem jego dzieckiem, a mama mówi, Ŝe jestem
reliktem.
– Czego?
– Dawnych czasów – dokończyła spokojnie.
Rozdział 3
To było interesujące, jak Chad potrafi kierować postępowaniem Jo. Była ufna.
Najczęściej miała do czynienia z komputerami, które siłą rzeczy nikogo nie
oszukiwały. Nawet nie przeszło jej przez myśl, Ŝe Chad mógłby nie być uczciwy w
stosunku do niej.
W drodze powrotnej na północ przejeŜdŜali przez miasta bez lotnisk. Było to
wprost nieprawdopodobne w Teksasie, gdzie odległości pomiędzy poszczególnymi
miejscowościami są tak wielkie. Dziwiło ją to bardzo. Ale jakiekolwiek pytania na
ten temat Chad pozostawiał bez odpowiedzi.
Jechali bocznymi drogami wzdłuŜ zachodniej części stanu, Ŝeby Jo mogła
zobaczyć prawdziwy „dziki zachód". Tak właśnie wyjaśnił jej Chad wybór drogi.
Kiedy kolejny raz zatrzymali się na stacji benzynowej, gdzieś na pustkowiu,
Chad wyciągnął mapę i długo ją studiował.
– Do diabła, znowu przegapiliśmy zjazd na autostradę – skomentował sytuację.
– Gdzie jesteśmy? – zapytała Jo, próbując zorientować się w plątaninie dróg.
– Właśnie tutaj – odpowiedział Chad, pokazując palcem jakieś miejsce na
mapie.
Jo przyglądała się temu miejscu ze wszystkich stron, przygryzała wargi, drapała
się po głowie, aŜ w końcu udało jej się znaleźć kolejny zjazd na autostradę, która
na pewno doprowadzi ich do jakiegoś lotniska.
– PokaŜ. – Chad przyglądał się wybranej przez nią trasie z zaciekawieniem. –
To nie jest po drodze. Widzisz? Council Bluff jest tutaj. Musimy zobaczyć miejsce,
w którym spotykali się Indianie.
– Wydaje mi się, Ŝe spotykali się zbyt często – zauwaŜyła Jo.
– Pewnie próbowali ustalić, jak się nas, białych, pozbyć – wyjaśnił jej Chad.
– Uczysz historii. Wyjaśnij mi więc, jak to moŜliwe, Ŝe Europejczycy
odkrywali „dziewicze ziemie"? PrzecieŜ w samym Teksasie Ŝyło dziewięćset
plemion indiańskich w czasie, gdy zjawili się tu Hiszpanie i odkryli nie
zamieszkane tereny.
– To kwestia podejścia do problemu – tłumaczył jej cierpliwie. – Ty teŜ starałaś
się nie zauwaŜać myszy.
– Ja tylko nie chciałam opróŜniać pułapek – sprostowała Jo.
– Więc wyrzucałaś je razem z myszami i kupowałaś nowe.
– Jesteś bardzo spostrzegawczy – stwierdziła. – Nie sądziłam, Ŝe to zauwaŜyłeś.
– Zachowały się twoje rachunki. Bardzo ciekawa lektura.
– Na dodatek jesteś wścibski – spojrzała na niego z ukosa.
– Musiałem sprawdzić, na co idą nasze pieniądze. Okazało się, Ŝe głównie na
pułapki.
– Czasami kupowałam szminkę.
– Co za odwaga!
– Ale pamiętaj, Ŝe nie chodziłam do fryzjera. Uśmiechnął się.
– Jesteś po prostu sknerą.
Chad patrzył na drogę. Był zadowolony, bo Jo przestała się interesować mapą, a
nie chciał, Ŝeby do niej zaglądała.
– Na naszym koncie jest około sześciu tysięcy dolarów. To pewnie twój posag.
– Czy z tych pieniędzy płacisz za wynajęcie samochodu?
– AleŜ skąd – uśmiechnął się lekko.
– Jesteśmy rozwiedzeni – przypomniała mu. – To są twoje pieniądze.
– Nie jesteśmy rozwiedzeni – poprawił ją. – Dla mnie jest to separacja.
Potrzebny był ci czas, Ŝeby odnaleźć się w tym wszystkim. Nie chciałaś być ze
mną, bo lubię rządzić. To typowa cecha nauczycieli – dodał wyjaśniająco.
– Bardziej przeszkadzała mi twoja nieobecność.
– Odsyłałaś moje czeki – dodał z wyrzutem.
– Przez prawie sześć lat zapewniałeś mi mieszkanie oraz utrzymanie i dzięki
tobie ukończyłam studia.
Ciągle patrzył przed siebie. Zamyślony przygryzł wargę.
– Nie myślałem w ten sposób. Byłaś dla mnie kimś więcej niŜ partnerką do
łóŜka. Gdybym wiedział, Ŝe w ten sposób odwdzięczałaś się za moŜliwość
zdobywania wiedzy... Co robisz? Przestań! – Schwycił ją za ramię i zatrzymał
samochód. – Co, do cholery, się z tobą dzieje?
Jo próbowała wysiąść w biegu, a teraz patrzyła na niego z wściekłością.
– Byłam twoją Ŝoną!
– Kochanie! Wiem. Ja tylko Ŝartowałem.
– Ty łajdaku!
– Zgoda. Ale jestem przecieŜ twoim męŜem. – Uśmiechnął się do niej i
próbował załagodzić sytuację. – Dokuczałem ci tylko. Naprawdę.
Jo rozpłakała się.
Chad nie mógł tego zrozumieć.
– Zraniłem cię? – zaczął mówić łagodnym tonem.
– Robiłeś to przez wiele lat – odpowiedziała drŜącym głosem.
Milczał przez chwilę. Potem przytulił ją do siebie. Poczuł dotyk jej ciała.
Jęknął.
– Nie zdawałem sobie sprawy, jaka byłaś młoda – zaczął mówić. Przysunął
twarz do jej twarzy. Jego oddech stał się szybszy. – Wydawałaś się taka
opanowana. Ale teraz wiem, Ŝe byłaś zbyt młoda. Nie wiem, moŜe dlatego
przylgnęłaś do mnie, bo byłem starszy od ciebie i tęskniłaś za rodzicami?
– Nie przylgnęłam do ciebie. Byłam osobą niezaleŜną... dopóki nie zakochałam
się w tobie. To był mój błąd.
Popatrzył na nią zaskoczony.
– UwaŜasz, Ŝe miłość do mnie była pomyłką?
– Okropną – stwierdziła. – Rozciąganie na kole byłoby przyjemniejsze.
– Mówiłaś mi o wszystkim, więc nie musiałem uciekać się do tortur – próbował
Ŝ
artować.
– Ale ignorowałeś mnie i to było torturą.
– Nie wiedziałem, Ŝe tak to odczuwałaś. Myślałem, Ŝe chcesz być wolna.
– Kocham... kochałam cię – szepnęła.
Usłyszał zmianę w jej głosie. Spojrzał na nią uwaŜnie.
Siedzieli razem. Jo, otoczona jego mocnymi ramionami, czuła się bezpieczna.
Szeptał jej miłe słowa. Nigdy dotąd się tak nie zachowywał.
– Z kim teraz jesteś? – zapytała z ciekawością. – Masz do mnie tak Ŝyczliwy
stosunek. Dawniej ci się to nie zdarzało.
– To pewnie wpływ Teksasu. Dotychczas potrafiłem jedynie rozmawiać o
historii. Co prawda teraz teŜ o niej mówimy, bo nasz związek z kaŜdym dniem
staje się coraz silniejszy.
– Nie widzieliśmy się prawie cztery lata.
– Ponad trzy lata – poprawił ją łagodnie.
– Prawie cztery – powtórzyła z uporem.
– Ale pozwoliło to nam ocenić przeszłość. Tęskniłem za tobą. Wróćmy do
domu i zacznijmy wszystko od nowa.
– To nie jest dobry pomysł – starała się mówić stanowczo, ale czuła, Ŝe słabnie.
– Na pewno wszyscy to zrozumieją.
Znowu próbowała wysiąść z samochodu. Przytrzymał ją tak mocno, Ŝe nie
mogła się poruszyć..
– Czemu się znowu denerwujesz?
– Powiedziałeś, Ŝe wszyscy twoi znajomi zrozumieją, gdy wrócę.
– Oczywiście. – Był zupełnie spokojny. – To mądrzy ludzie i od razu
zrozumieją, Ŝe doros... – urwał zawstydzony.
Popatrzyła na niego spod przymruŜonych powiek.
– śe dorosłam? – dokończyła z furią. – To chciałeś powiedzieć? Prawda?
UwaŜasz, Ŝe byłam zbyt smarkata.
Chad zastanawiał się, co ma powiedzieć. Postanowił zmienić temat.
– Lepiej wyglądasz.
– Chcesz powiedzieć, Ŝe przytyłam? – popatrzyła na niego, jak gdyby przybył z
innej planety.
Chciała, Ŝeby wpadł w pułapkę, i jak na razie wszystko szło dobrze.
– Jesteś juŜ dorosła? – zapytał z nie ukrywaną ciekawością.
– A czyŜ byłam chudą nastolatką? – parsknęła ze złością.
– Byłaś najmłodsza ze wszystkich moich dziewcząt.
– Narzucałam ci się?
– AleŜ skąd! PrzecieŜ ja się ciebie po prostu bałem. Lękałem się ciebie tak
bardzo, Ŝe nie wiedziałem, jak z tobą postępować. Byłem przeraŜony, widząc cię w
domu. A ty byłaś taka opanowana. Wiedziałaś, jak posługiwać się komputerem,
prowadzić dom, dobrze gotować i jak mnie uszczęśliwiać. Bałem się, Ŝe zachowam
się nieodpowiednio, a wtedy zorientujesz się, jakim przeciętnym typem byłem.
– Byłeś? – w jej głosie brzmiała ironia. – A teraz jesteś lepszy?
Zastanawiał się przez chwilę nad tym pytaniem.
– Nie. Nie jestem ani lepszy, ani mądrzejszy, szczególnie jeśli chodzi o sprawy
damsko-męskie. Naprawdę uwaŜałem, Ŝe powinienem dać ci wolność, Ŝebyś mogła
Ŝ
yć samodzielnie tak długo, jak będziesz chciała, ale Ŝebyś potem wróciła do mnie.
– Potrzebowałam czegoś więcej niŜ seksu – zauwaŜyła gorzko.
– Jak moŜesz tak minimalizować to, co nas łączyło? Byłaś... jesteś czarodziejką.
I nadal się ciebie boję. Kiedy wrócisz do domu?
– Kiedy byłam z tobą, nigdy nie czułam się jak w domu u rodziców. Po prostu
mieszkaliśmy razem. Troszczyłam się o dom, przygotowywałam posiłki, chodziłam
z tobą na spotkania towarzyskie, dbałam o twoje ubrania i uczyłam się.
– Byliśmy małŜeństwem – sprostował jej słowa. – I dzieliliśmy łoŜe.
– Teraz – powiedziała chłodnym tonem – myślę, Ŝe to było jakby czesne.
– Ciekaw jestem, dlaczego mama nigdy nie pozwalała mi bić dziewczynek? –
nie mógł powstrzymać się od złośliwości.
– Bo jest bardzo miłą kobietą – stwierdziła Jo. – Wie, Ŝe męŜczyźni są więksi i
silniejsi. I biją mocniej.
– Czy twój tato próbował zmusić cię do posłuszeństwa? – zapytał z
zainteresowaniem.
– Czy chcesz powiedzieć, Ŝe byłam wychowywana bez Ŝadnej dyscypliny? –
zapytała sucho. – I dlatego nasze małŜeństwo się rozpadło?
– No cóŜ, jesteś bardzo uparta. – Zabrzmiało to oskarŜycielsko. – Jesteś
niezaleŜna i chcesz, Ŝeby wszystko układało się po twojej myśli.
– No i wreszcie wiadomo, co było złe w naszym małŜeństwie.
– Co? – popatrzył na nią ze zdumieniem.
– Wszystko miało być tak, jak ty sobie tego Ŝyczyłeś.
– No cóŜ – zastanowił się. przez chwilę. – Tak. Masz zupełną rację. –
Uśmiechnął się i przytulił ją mocniej.
– Chyba wolałabym z tobą walczyć niŜ pogodzić się z twoją obojętnością.
– Nigdy nie byłem wobec ciebie obojętny – oburzył się. – Zawsze starałem się
tak zaplanować dzień, Ŝebym mógł spędzić czas z tobą w domu. Chciałem móc
porozmawiać z tobą o moich kłopotach, o tym, co zrobiłem. Potrzebowałem twojej
uwagi i akceptacji.
Poczuła się zaskoczona. CzyŜby była aŜ tak niemądra, Ŝe nie zauwaŜyła jego
potrzeb, tego, Ŝe czuł się niepewnie. To niemoŜliwe.
– Zaczyna mi drętwieć ręka. Puść mnie.
– Och! – Był zaskoczony. – Przepraszam. Co mogę ci rozetrzeć, Ŝeby
przywrócić właściwe krąŜenie?
– Nie tu.
– Tutaj? – zapytał z duŜym zainteresowaniem.
– Tu teŜ nie. Przestań.
– Lubię to robić – bronił się Chad.
– I dobrze to robisz. Na kim ostatnio trenowałeś?
– To tylko wspomnienia – szepnął niskim, miękkim głosem.
Czy to na nią działa? Zastanowiła się. Chyba nie, więc popatrzyła na niego
zimnym wzrokiem.
– Mówisz: wspomnienia. A kim jest... – urwała. – Nie powinno mnie to
obchodzić.
– Gdzie się tego nauczyłaś? Od kiedy jesteś tak wredna? Byłaś takim słodkim
dzieckiem.
– Dorosłam – wycedziła przez zęby.
– Psychicznie – musiał się z nią zgodzić. – Ale w dalszym ciągu masz cudowne
ciało.
– Dziwi cię, Ŝe potrafię rozmawiać, ale pamiętasz moje ciało. A co cię
zajmowało, kiedy byliśmy razem?
– Próbowałem wywrzeć na tobie jak najlepsze wraŜenie.
– I udało ci się. Robiłeś to w łóŜku przez większość czasu.
– Chciałem cię tak zmęczyć, Ŝebyś nie miała sił, aby interesować się innymi.
– Dlaczego miałabym to robić?
– Czemu nie mówiłaś, Ŝe czujesz się samotna?
Popatrzyła na niego bez słowa.
Zrozumiał to spojrzenie.
– To ja przez cały czas mówiłem. I nie słuchałem ciebie – dodał z rozbrajającą
szczerością. – Próbowałem zainteresować cię swoimi problemami. Chciałem, Ŝebyś
przeŜywała wszystko ze mną.
– Pewnie. Puść mnie w końcu.
– Nie jest ci wygodnie? – zapytał zdziwiony. – A ja to lubię. Czuję cię tak
blisko.
– Puść.
– Pamiętam, jak leŜałaś przy mnie i mówiłaś miłe słowa. – A potem zapytał z
nadzieją: – A moŜe zrobimy to teraz? Jesteśmy tu sami.
– Przestań się wygłupiać. Musimy znaleźć lotnisko.
– Tak, ale takie, gdzie są lotnie. Chciałabyś wznieść się ze mną w powietrze?
– Poleciałabym chętnie, ale bez ciebie.
– Pozwoliłabyś mi spaść? – popatrzył na nią z zaciekawieniem.
– Oczywiście, Ŝe nie.
– A myślisz, Ŝe ja pozwoliłbym spaść tobie?
– Nie.
– Więc rozumiesz, Ŝe stanowimy jedno.
– Tak... Jest tylko jeden wielki problem – westchnęła z rezygnacją. – Nie
jesteśmy razem, Chad. Staraj się pamiętać, Ŝe jesteśmy rozwiedzeni.
– To spotkanie na lotnisku Fort Worth – Dallas było nam przeznaczone.
NaleŜymy do siebie.
– Nie udało nam się wtedy, nie uda i teraz.
– Teraz oboje jesteśmy starsi.
– A pamiętasz, Ŝe nie mogę mieć dzieci?
– To dlaczego się zabezpieczyłem? – Chad nie mógł tego zrozumieć.
– Z iloma kobietami byłeś w ciągu tych lat, Ŝe zapomniałeś o tak waŜnej dla
mnie rzeczy i zrobiłeś to automatycznie?
– Chciałem cię chronić. Tak się ucieszyłem na twój widok, Ŝe nie chciałem cię
na nic naraŜać.
– Nie mógłbyś, chyba Ŝe jesteś na coś chory.
– AleŜ skąd – potrząsnął głową. – Nie miałem Ŝadnej kobiety.
– Uciekałeś przed nimi przez te cztery lata? – zapytała zdziwiona.
– Przez ponad trzy – sprostował jeszcze raz. – Nie mogłem się z nikim
widywać. Nie spotkałem Ŝadnej, która chciałaby być ze mną. A gdybym nawet ją
spotkał, to nie byłaby tobą i nie chciałbym jej. A ty? Ilu męŜczyzn uwiodłaś?
– Pomyślmy. To juŜ cztery lata...
– Trzy. Zignorowała jego słowa.
– Wobec tego musiało ich być około czterdziestu. Patrzył na nią, a ona na
niego. Wiedział, Ŝe kłamie.
– Wobec tego sprawdźmy, czego się nauczyłaś.
I w ciasnym wnętrzu samochodu, na przednim siedzeniu, udało mu się
odwrócić ją do siebie i przytulić. Jak dawniej jej ciało odpowiedziało na jego
pieszczoty z pasją. Chad oddychał pospiesznie, a jego dłonie pieściły ją i zaborczo,
i delikatnie. Przywarł ustami do jej warg. Oboje drŜeli z rozkoszy.
Razem osiągnęli ten punkt niebytu, gdzie gwiazdy rozpadają się w
ciemnościach. Razem łagodnie powrócili na ziemię i leŜeli wyczerpani, próbując
złapać oddech i przywrócić sercom normalny rytm.
– Kiedy nauczyłeś się robić to w taki sposób i w dodatku na przednim siedzeniu
samochodu? – zapytała Jo.
– Ty mnie tego nauczyłaś.
– Kłamiesz! Nigdy nie robiliśmy tego w samochodzie! – zawołała Jo.
– Naprawdę nie wiesz, jak udało nam się to zrobić w samochodzie? – zapytał ją
zdziwiony. – A kto zawsze mnie spychał w stronę oparcia łóŜka? Dlatego właśnie
potrafię to robić w dziwnych, niewygodnych miejscach.
– Jesteś łajdakiem – powiedziała po chwili.
– Nie, to nieprawda! – Chad uniósł do góry dłonie w geście rozpaczy. – Lubię
nowości, a poza tym zawsze staram się spełnić twoje Ŝyczenia.
– Czyli to wszystko, co stało się z nami, to moja wina – domyśliła się.
– Przyjął do wiadomości to wyznanie, a nawet potwierdził jego prawdziwość
skinieniem głowy.
– Patrzyłaś na mnie tymi swoimi wielkimi oczyma, pełnymi poŜądania, ale nie
zgodziłaś się na nic, dopóki nie wzięliśmy ślubu. Byłaś tak spragniona miłości, Ŝe
zupełnie mnie wykończyłaś.
Jo wygładziła ubranie. Popatrzyła na Chada, ale nie odezwała się. Fakt, Ŝe go
bardzo pragnęła. Wpatrywała się w niego ciągle i miała nadzieję, Ŝe nikt tego nie
zauwaŜy, choć wszyscy w miasteczku uniwersyteckim doskonale o tym wiedzieli.
Dobrze się złoŜyło, Ŝe podobała się Chadowi.
Jadąc dalej przez Teksas, oglądali wszystko po drodze, najdrobniejsze nawet
rzeczy, a Chad robił dokładne notatki.
Jo starała się zachować cierpliwość. Rozglądała się po otwartych
przestrzeniach, interesowała się wszystkim, korzystała z zimowego słońca.
Znowu nie udało im się trafić na lotnisko. Nawet nie przejeŜdŜali w pobliŜu
duŜych miast. Chad dobrze wiedział, co robi.
Dotarli juŜ do zachodniej Oklahomy. Jechali przez pozbawioną drzew prerię,
zbliŜając się do Kansas.
– MoŜe są tu dworce kolejowe – kilkakrotnie dopytywała się Jo.
– Nie ma.
– A autobusowe?
– Nie bądź taka niecierpliwa – wzruszał ramionami. – Wiesz, ten kraj nie jest
jeszcze zamieszkany.
– PrzecieŜ tu nie moŜna mieszkać. Nie ma nigdzie zbiorników wodnych.
– Stosują spryskiwacze. – Chad jak zwykle wiedział wszystko. – ZauwaŜyłaś
chyba oazy zieleni.
– To woda z podziemnego jeziora – wykazała się Jo. – Ale wkrótce cała
Ś
rodkowa Ameryka stanie się pustynią. Za duŜo ludzi, za mało wody.
– Z pewnością znajdziemy sposób na wykorzystanie wody morskiej – starał się
ją uspokoić.
– A co zrobimy ze sobą? – zadała mu konkretne pytanie.
– Kiedy byliśmy małŜeństwem – popatrzył na nią z niezadowoleniem – i
chętnie odpowiadałem na twoje pytania, nie byłaś taka dociekliwa.
– CóŜ, taka jestem naprawdę.
– Muszę przyznać ci rację.
– Gdybyś częściej przebywał ze mną, wiedziałbyś o tym.
– Teraz juŜ nic mnie nie dziwi.
– Poza mną – dokończyła ze smutkiem Jo.
– To prawda. Zaskoczyłaś mnie, gdy przyszłaś zapisać się na moje zajęcia z
historii sztuki.
– Zjawiłam się tam przez pomyłkę. Miałam zamiar wybrać angielski.
– Kosztowało mnie to godzinę mówienia, cały lunch, spacer po miasteczku
połączony z oprowadzaniem po najwaŜniejszych miejscach, by cię przekonać,
Ŝ
ebyś uczęszczała na moje zajęcia.
– Byłeś taki czarujący.
– Naprawdę? – uśmiechnął się.
– Dobrze o tym wiesz. PrzecieŜ nie musiałam spędzić z tobą wtedy tyle czasu.
– Ale chciałaś.
– Tak. Musiałam się sprawdzić.
– Tak – przez chwilę milczał. – Prawdę mówiąc, myślałem o tym kiedy
powiedziałaś, Ŝe odchodzisz. Wiedziałem, Ŝe potrzebujesz trochę swobody, ale nie
przypuszczałem, Ŝe to naprawdę zrobisz.
– Miałam juŜ załatwioną pracę – przyznała się.
– Nie wiedziałem – odrzekł Chad. – Dopiero Jeff powiedział mi o tym.
Pomyślałem, Ŝe to Ŝarty, Ŝe wystarczy wyjechać razem na weekend i wszystkie
kłopoty się skończą.
– No tak. Znerwicowana Ŝona – powiedziała powoli. – Oficjalna nazwa kobiet
lekcewaŜonych przez męŜów.
– Myślałem, Ŝe czujesz się ze mną bezpieczna. Nie przyszło mi do głowy, Ŝe
uciekniesz.
– Powiedziałam ci, Ŝe odchodzę. Powiedziałam o tym po obronie pracy
dyplomowej. Chyba pamiętasz, jak namawiałeś mnie, Ŝebym została z tobą i
zrobiła doktorat.
– Myślałem, Ŝe zostaniesz i zaczniesz uczyć. Chyba Williams rozmawiał o tym
z tobą.
– Nie nadaję się na nauczycielkę – zauwaŜyła. – Nie potrafię panować nad
ludźmi.
– Nade mną panowałaś.
– Jak moŜesz mówić podobne rzeczy? – oburzyła się.
– Spójrz na mnie. OdłoŜyłem wszystkie sprawy i jeŜdŜę z tobą po kraju jak
włóczęga.
– Teraz dopiero spędzamy ze sobą czas, tak jak marzyłam.
Nie powiedział nic.
Jechali teraz przez Tennessee i Kentucky do Indiany. Jo nie mogła się nadziwić,
w jaki sposób Chadowi udało się jechać przez cały czas na bocznymi drogami. Nie
widziała ani jednej autostrady.
– Zostaniesz ze mną choć trochę? – zapytał Chad.
– Weź urlop. Będziemy mogli porozmawiać o tym, co nam się przydarzyło w
ciągu tych czterech lat. Jestem teraz docentem. Mam bardzo zdolnego asystenta,
który moŜe mnie chwilowo zastąpić.
– Jestem zaskoczona – Jo stała się nagle złośliwa, – Ŝe mu na to pozwalasz.
Ktoś inny prowadzi za ciebie zajęcia? PrzecieŜ ty zawsze lubiłeś panować nad
wszystkim.
– Tylko nad Ŝoną – uśmiechnął się. – Czasami nad nieznajomymi. Ale tak
naprawdę jestem bardzo uległy i grzeczny.
Roześmiała się ze smutkiem.
– Brakowało mi twojego śmiechu.
– Czego jeszcze ci brakowało? – zapytała z ciekawością.
– Powrotów do domu, do ciebie.
– Nie zawsze tam byłam. Miałam zajęcia – stwierdziła.
– Ale przecieŜ nie codziennie. Naprawdę bardzo mi tego wszystkiego
brakowało.
– Nie gadaj głupstw.
Rozdział 4
– Zostaniesz ze mną choć na krótko? – zapytał Chad kolejny juŜ raz, gdy jechali
przepięknymi drogami południowej Indiany.
– Chyba tak – odpowiedziała Jo, nie patrząc na niego.
Był tak uradowany jej odpowiedzią, Ŝe nie pytał juŜ o nic więcej.
Miasto Indianapolis w Indianie liczy ponad milion mieszkańców. Jest tak duŜe
jak San Antonio w Teksasie, ale lepiej zaprojektowane. Pewnie dlatego, Ŝe San
Antonio jest starsze i rozwijało się chaotycznie. W Teksasie mówi się, Ŝe San
Antonio to dzieło pijaka.
Jo nie była tutaj od czterech lat. Rozglądała się wokół, gdy przejeŜdŜali
pokrytymi śniegiem ulicami.
– Nie pamiętam tego miejsca – mówiła. – A to pamiętam. A ta ulica
przypomina mi Chicago.
Chad przyglądał się jej z uśmiechem.
Wjechali w końcu na ulicę, przy której znajdowało się Muzeum Dziecięce.
Obok stały stare domy wykorzystywane teraz przez kluby lub stowarzyszenia, ale
kilka było zamieszkanych. Pozostałe remontowano z przeznaczeniem na biura. W
końcu ktoś w Ameryce wpadł na pomysł, Ŝe moŜna coś odnowić zamiast
zniszczyć. Ludzie zaczynali się uczyć.
Zanim dotarli do domu, Chad przejechał jeszcze przez miasteczko
uniwersyteckie. Jak zwykle na widok czystych uliczek serce Jo zabiło radośnie.
Swą nazwę Uniwersytet Butlera zawdzięczał prawnikowi, który był
abolicjonistą. Pierwszych studentów przyjęto w 1855 roku. Od początku jego
istnienia nie było tu segregacji rasowej i jako druga uczelnia w kraju zatrudnił
kobietę-profesora.
Chad jechał przez zaśnieŜone miasteczko. Ulice i ścieŜki były uprzątnięte. Na
trawnikach stały tradycyjne bałwany, ale od czasu do czasu pojawiały się
wymyślne rzeźby. Prawdopodobnie urządzono konkurs.
Uniwersytet znajdował się w północnej części miasta. Budynki uczelni były
charakterystyczne, a miasteczko malownicze.
Chad zerknął na Jo, która w milczeniu obserwowała drogę.
Jechał
teraz
wzdłuŜ
kanału
przecinającego
tereny
uniwersyteckie.
Pierwszeństwo na drodze mają tu kaczki. Ustawiono nawet specjalny znak
drogowy.
Giną Stephens pierwsza zaczęła je dokarmiać zimą. Teraz w sklepach przy
Broad Ripple wystawiane są skarbonki, do których wrzuca się pieniądze na
doŜywianie ptaków.
Dom Chada stał we wschodniej części miasta. Był zbudowany z cegieł i
sprawiał wraŜenie małego. ChociaŜ od odejścia Jo upłynęły prawie cztery lata,
pamiętała dobrze to miejsce.
Jak dziwnie było tu wracać. śycie jakby się jej trochę pogmatwało. Właśnie
wróciła tu, na dodatek z Chadem.
– Witaj w domu – powiedział, zatrzymując samochód na zaśnieŜonym
podjeździe.
Popatrzyła na niego ze smutkiem.
– Poczekaj tu. Otworzę drzwi – uśmiechnął się niepewnie.
Wyczuła w jego głosie wzruszenie. Co ona tu robi?
Przygryzła wargi, bo pamięć zaczęła nasuwać jej róŜne obrazy. Nie były
przyjemne. Nie powinna była tu przyjeŜdŜać. Odeszła stąd kiedyś i powinna
trzymać się z daleka od tego miejsca.
Jak mogła tego uniknąć? Wysiąść z samochodu gdzieś na pustkowiu i szukać
okazji do dalszej jazdy? Nie miała chyba innego wyjścia, jak pozostać z Chadem.
I teraz znalazła się tu, w porzuconym przez siebie domu z porzuconym męŜem.
Jaka dziwna sytuacja!
Zaskrzypiał śnieg. Chad podszedł do samochodu i otworzył drzwi. Na jego
twarzy malowało się wzruszenie.
Do licha!
Udała, Ŝe nie widzi jego wyciągniętej ręki, i wysiadła sama z samochodu. Rudy
kot sąsiadów, który zawsze lubił chodzić po śniegu, patrzył na nią z
zainteresowaniem.
– Widzę, Ŝe ten kot ciągle tu przychodzi – rzekła z uśmiechem.
Zabrzmiało to jak powitanie. Chad odetchnął z ulgą.
– Witaj w domu! – rzekł z taką radością, Ŝe Jo poczuła, jak serce jej się ściska.
Nie powinna dawać mu Ŝadnej nadziei.
Kiedy weszli do domu, Jo zauwaŜyła, Ŝe Chad odwrócił kartkę na drzwiach.
Nie głosiła juŜ: „Wejdź", lecz: „Spływaj".
Rozejrzała się po salonie.
– Okropny bałagan – zauwaŜyła chłodno.
– To wyzwanie dla ciebie – uśmiechnął się szeroko.
– Wygląda, jakbyś nie sprzątał od lat.
Chad zawsze miał jakieś wytłumaczenie. Część papierów była przygotowana do
uzupełnienia. Inne przeznaczone były do powstającej ksiąŜki, no a reszta do
właśnie przeprowadzanych badań.
– Nie było mnie w domu – powiedział tym razem.
– A one się przez ten czas rozmnoŜyły – stwierdziła patrząc na niego z ironią.
– Do licha, masz rację. Znowu nabałaganiłem – poddał się.
Rozejrzała się po nie uporządkowanym wnętrzu, a potem popatrzyła na Chada.
Powracało coraz więcej złych wspomnień.
– Jeśli przywiozłeś mnie tutaj, abym to wszystko posprzątała, to chyba nie
spełnię twoich oczekiwań – nie mogła się powstrzymać. .
– O czym ty mówisz? Przywiozłem cię tu, Ŝebyś do mnie wróciła.
– JuŜ tu kiedyś mieszkałam – powiedziała.
Posmutniał. Stali, oboje ubrani w płaszcze, bagaŜe jeszcze nie były wyjęte z
samochodu.
– Kiedy cię zobaczyłem na lotnisku, nie mogłem uwierzyć własnym oczom –
zaczął mówić bardzo powaŜnym tonem. – Serce zaczęło mi bić jak oszalałe.
Przeciskałem się przez tłum, by sprawdzić, czy nie jesteś jakąś zjawą. Ale to
naprawdę byłaś ty. Zacząłem się gorączkowo zastanawiać, jak zwrócić twoją
uwagę. Gdyby ten pilot nie odezwał się do ciebie, nie wiem, co bym wymyślił.
Wreszcie cię spotkałem i mogłem przypomnieć ci o naszej miłości. Wiedz, Ŝe cię
kocham całym sercem i duszą.
– CzyŜby?
– Jo, nie powinnaś być taka cyniczna, kiedy otwieram przed tobą serce.
– Wiesz, Chad, na tym świecie Ŝyją róŜni ludzi. Naprawdę nie wydaje mi się,
Ŝ
ebyśmy pasowali do siebie.
– Spróbujmy. Będę więcej czasu spędzał z tobą. Obiecuję. Zmienimy zupełnie
nasz styl Ŝycia. – Rozejrzał się po zawalonym papierami pokoju. – Zatrudnię paru
studentów i pomogą mi to wszystko uporządkować. Znam takich, którzy orientują
się, o co chodzi w moich notatkach, i potrzebują pieniędzy.
– To dziwne, przecieŜ ja nigdy nie widziałam mebli, które są pod stertą twoich
notatek – rzekła powoli Jo.
– Nieprawda. Pamiętasz, kiedy zaprosiliśmy do nas całą radę wydziału?
– Pamiętam. Co to był za koszmar!
– Dlaczego? To był bardzo miły wieczór.
– Doprawdy?
– Tak. – Był tego pewien. – Wszyscy się świetnie bawili.
– Pamiętam jedynie, Ŝe tuŜ przed przyjęciem musiałeś natychmiast wyjechać
gdzieś na wykład.
– Tak. Byłem z tego bardzo dumny, bo dopiero zaczynałem pracę...
– A ja musiałam sama posprzątać, zrobić zakupy i urządzić wszystko...
– Ja kupiłem... – przerwał.
– .. . kwiaty – dokończyła.
– To było dla ciebie prawdziwe wyzwanie – uśmiechnął się.
– Tak, i bardzo ci jestem za to wdzięczna – zaczęła ironicznie, ale potem
przypomniała sobie, jak kazano jej przygotować przyjęcie w biurze. I musiała
przyznać Chadowi rację. – Tak, to prawda, to doświadczenie przydało mi się. JuŜ
nic nigdy nie było w stanie mnie zaskoczyć.
– Widzisz? – znowu się uśmiechnął.
– Wygląda na to, Ŝe nasze małŜeństwo było szkołą przetrwania... w samotności.
– Mieszkaliśmy razem, a ty czułaś się samotna? – zdziwił się.
– Tak.
SpowaŜniał. Pomógł jej zdjąć płaszcz i próbował znaleźć miejsce na wieszaku.
– PołóŜ go na kanapie – powiedziała. – I tak zaraz wychodzę.
Drgnął. Jego twarz pociemniała. Wyglądał jak zranione dziecko. O co mu
chodzi?
Aha! Pewnie o seks. Z całego ich wspólnego Ŝycia wspominał tylko seks.
Nie miała wprawdzie Ŝadnego doświadczenia, zanim poznała Chada, ale
związek miłosny z nim był wspaniały. Mimo to pamiętała równieŜ i pozostałe
aspekty małŜeństwa.
A do nich naleŜał teŜ bałagan w salonie.
Gdyby nie uporządkowała jego papierów, cały dom wyglądałby tak jak teraz,
albo i jeszcze gorzej.
A moŜe to była jej wina. Gdyby nie sprzątała, musiałby sam się tym zająć.
– Lepiej będzie, jak juŜ sobie pójdę – powiedziała.
– Nie mogę patrzeć na ten bałagan. A poza tym...
– Poczekaj. Muszę zadzwonić do kilku osób. Potem zaniosę bagaŜe na górę.
JuŜ nie był smutny. Znowu mógł działać i rządzić.
Ale mylił się. Zapomniał, ile przez niego przeszła. Jednak gdyby go nie
poślubiła, nie byłaby zupełnie przygotowana do swojej obecnej pracy i Ŝycia.
Zdobyła przy nim wiedzę, poznała, co to jest seks, nauczyła się gotować.
Wobec tego... MoŜe powinna poświęcić mu trochę czasu... Zobaczymy.
Jo usiadła na kanapie, z której Chad zdjął papiery, poszukawszy przedtem
miejsca, gdzie mógłby je połoŜyć. Powinien pójść na specjalny kurs organizacji
pracy biurowej.
Nawet na tutejszym uniwersytecie jest taki. Sama go skończyła.
Chad był w trakcie prowadzenia rozmów telefonicznych. Ciągle coś komuś
wyjaśniał, ustalał terminy.
Okazało się, Ŝe poniewaŜ semestr dopiero się rozpoczął, studenci wyŜszych
kursów mają sporo wolnego czasu, więc umówił się z trzema osobami, które miały
mu uporządkować dokumenty.
– Muszę zdobyć kilka szafek do pokoju od podwórza – zwrócił się do Jo.
Zatelefonował jeszcze raz. Tym razem do profesora, w którego biurze był
właśnie remont i znalazły się tam niepotrzebne szafki. PoniewaŜ gawędzili ze sobą
po przyjacielsku i profesor ofiarował Chadowi dwie, Jo, która przysłuchiwała się
rozmowie, pokazała otwartą dłoń z pięcioma palcami.
Chad popatrzył na nią i tak poprowadził dalej rozmowę, Ŝe profesor dziękował
mu za zabranie pięciu szafek.
Kiedy odłoŜył słuchawkę, był bardzo szczęśliwy. Udało mu się zrobić
przyjemność Jo, a jednocześnie wciągnąć ją w sprawy domowe.
– Zapłacę za te szafki w podzięce za gościnę – powiedziała.
– Ile zarabiasz? – zapytał, zastanawiając się, czy stać ją na to.
– Wystarczająco duŜo – odpowiedziała niedbale, wzruszając ramionami.
Chad zaczął się jej przyglądać badawczo, tak jakby była jego nową studentką.
Odpowiedziała mu podobnym spojrzeniem.
To chyba najbardziej denerwowało Chada: nie była juŜ studentką. Jest dorosła
jak on. A pod niektórymi względami nawet bardziej dojrzała od niego.
Jej pewność siebie i dojrzałość odpowiadały mu. Chciałby lepiej poznać Jo jako
dorosłą osobę.
– Przyniosę twój bagaŜ – zwrócił się do niej.
– Poradzę sobie, przecieŜ nie mam zbyt wielu rzeczy. Wstała z kanapy.
– Zapomniałaś o Meksyku? Roześmiała się.
– Rzeczywiście to było szaleństwo. Ciekawa jestem, czy kiedykolwiek włoŜę
na siebie te ubrania?
– MoŜesz je nosić tutaj.
– To letnie rzeczy – pokręciła głową. – Nie nadają się na tę porę roku.
– Skórzana i wełniana kamizelka teŜ nie? – uniósł brwi w zdziwieniu.
– Złapałeś mnie. Wiesz, mogę zamieszkać w motelu. Zatrzymam tylko
samochód.
Chad przeraził się tych słów.
– Nalegam, Ŝebyś została u mnie. Masz tu przecieŜ swój pokój.
– Nie chciałabym ci przeszkadzać.
– To twój dom. Tu jest twoje miejsce.
Zastanowiła się przez chwilę.
– Dobrze. Zostanę dzień czy dwa. – Przypomniała sobie, Ŝe Chad przez ostatnie
dni był uroczym towarzyszem, o jakim zawsze marzyła. A moŜe rzeczywiście się
zmienił i będą mogli Ŝyć razem? Czy jest to moŜliwe?
Zastanawiała się przez chwilę. – Dzień albo dwa – powtórzyła jeszcze raz.
Poszli do samochodu po rzeczy.
Chad postawił na podłodze swoje torby. W jednej z nich coś stuknęło. Jo
przypomniała sobie, Ŝe zwróciła na to uwagę juŜ w hotelu. Co on ze sobą woził?
– Gdzie będę spać? – zapytała.
– W swoim pokoju.
Przedtem teŜ miała swój pokój. Na górze. Chad sypiał u niej, bo w jego pokoju
nie było miejsca; wypełniały go stosy ksiąŜek i papierów. Widok ten przeraŜał
kaŜdego, kto tam wchodził.
Ale Chad czuł się w nim dobrze. Wiedział, gdzie co jest i wyglądało na to, Ŝe
cały ten chaos jest w jakiś sposób uporządkowany.
Jo była pewna, Ŝe jeśli tu zostanie, jej pokój będzie wyglądał tak samo.
Dlaczego więc wchodziła na górę, niosąc swoje torby? Dlaczego nie
zdecydowała się na motel? Nie musiałaby nawet daleko jechać.
Zobaczy ten pokój. Jeśli będzie wyglądał jak reszta domu, na pewno pojedzie
do motelu. PrzecieŜ nie jest związana z tym męŜczyzną, który kiedyś był jej
męŜem, i z którym odbyła podróŜ do Meksyku.
Jej pokój był dokładnie wysprzątany. Była tym zaszokowana. Rozglądała się
wokół w niemym podziwie.
Chad połoŜył torby na łóŜku. Jo postawiła kosmetyczkę na starej komodzie, nad
którą wisiało lustro. Drewniany blat był wytarty z kurzu.
– Odkurzone?
– Tak. Zajmuje się tym pani Stoic. Pracuje u mnie od twego odejścia.
– Sprząta? – Jo nie mogła ochłonąć ze zdziwienia.
– Ogranicza się do twego pokoju i do kuchni. Oprócz tego zmywa i prasuje.
– Szkoda, Ŝe nie poprosiłeś, by zajmowała się równieŜ resztą pomieszczeń.
– Zrobiłem to, ale odmówiła – westchnął Chad.
Jo nie mogła powstrzymać się od śmiechu.
– Dopiero kiedy odeszłaś, zrozumiałem, ile pracy wkładałaś w dom. Kiedy ty to
robiłaś?
– CóŜ, nie miałam wyboru. Mogłam albo sprzątać, albo poddać się całkowicie.
– Ja tu sypiam – uśmiechnął się do niej.
– Nie będę pytać, dlaczego.
– Nawet przed twoim przyjazdem tu spałem.
– Nie otwieraj drzwi do twojego pokoju. Nie zniosę tego widoku.
– Ja ryzykuję.
– Gdzie mogę schować ubrania?
– Nie ma tu moich rzeczy. Ten pokój czekał na ciebie.
Jo otworzyła szafę. Były w niej tylko puste wieszaki.
Popatrzyła na niego. Chyba mówił powaŜnie. Szuflady komody teŜ były puste.
Znowu spojrzała na niego.
– Witaj w domu – powiedział Chad cicho i podszedł do niej.
– Jestem tu przejazdem. – Jej spojrzenie było obojętne.
– Zobaczymy – uśmiechnął się Chad.
Rozpakowała swoje rzeczy i stała teraz przy oknie, patrząc na podwórze.
Pamiętała widok z tego okna bardzo dobrze, choć nie wspominała go ze
wzruszeniem. Krajobraz był piękny.
Chyba zawsze tęskniła za tym miejscem, które opuściła przed czterema laty.
Usłyszała dzwonek do drzwi i czyjeś głosy. Pewnie to studenci, których
zatrudnił Chad. Zjawili się tak szybko? Uniosła dumnie głowę, postanawiając, Ŝe
będzie stanowcza. Nie miała zamiaru schodzić na dół i pomagać im w porządkach.
Postanowiła pójść po zakupy i odwiedzić znajome kąty.
NałoŜyła płaszcz i wzięła torbę. Zeszła do holu, a potem zajrzała do kuchni.
Lodówka i szafki były puste.
W salonie wrzała praca, ale Chada tam nie było. Troje studentów dokładnie
przeglądało papiery.
Najmłodszy z nich nazywał się Sam. Starszy, Trevor, popatrzył na nią z
powagą.
– Chad pojechał po szafki. Wziął moją furgonetkę.
Zostawił kluczyki od samochodu na stole w holu – powiedział, widząc, Ŝe Jo
zamierza wyjść.
Skinęła w podzięce głową.
– Powodzenia w pracy.
– Chad jest taki mądry – odezwała się z przejęciem Natalie, jedyna dziewczyna
w tym towarzystwie.
Jo znów skinęła głową. CóŜ, w dalszym ciągu istniały studentki, które nie
potrafiły oprzeć się czarowi Chada. Znała dobrze to uczucie.
– Wrócę niedługo. Co chcecie na kolację?
– Chad kazał nam przywieźć ze sobą coś do jedzenia i dać wam święty spokój –
uśmiechnął się Sam, a takŜe Trevor. Tylko Natalie patrzyła na Jo taksująco.
Jo odpłaciła jej obojętnym spojrzeniem i wyszła.
Postanowiła pojechać do centrum handlowego, Ŝeby kupić trochę ciepłych
rzeczy. Potem do sklepów przy 56 ulicy po coś dobrego na kolację. W końcu
kupiła ulubione płatki śniadaniowe i mleko, by uzupełnić zapasy w domu.
W domu?
PrzecieŜ to był dom Chada. Musi o tym pamiętać. Nie powinna się znowu
angaŜować, nawet jeśli Chad jest takim cudownym kochankiem. Musi wydostać się
stąd i wrócić do Chicago.
Tylko Ŝe Chad z takim zapałem zajął się porządkami. Musi zostać i dopilnować
wszystkiego. Tak. Powinna to zrobić.
Poszła jeszcze do kwiaciarni, gdzie kupiła ostrokrzew, który został od świąt, i
wróciła do... domu Chada.
Rozglądała się wokoło, wdychała znajome zapachy. Czuła się jak w domu, do
którego wróciła po latach, lecz w którym nie zamierzała zostać.
Przypomniała sobie, jak spędzała czas, gdy byli małŜeństwem. Teraz juŜ nie
będzie chodzić na wykłady. To przeszłość. A Chad nie dość, Ŝe dalszym ciągu
pracował jak szalony, to jeszcze na dodatek poświęcał jeszcze mnóstwo czasu
swoim studentom.
Ciekawe, jak długo z nią wytrzyma. Zastanówmy się. Chyba pięć dni, a potem
wróci do starych przyzwyczajeń. Znowu nie będzie go w domu.
Gdyby nadal byli małŜeństwem, zniknąłby juŜ pierwszego dnia. Teraz teŜ go
nie ma w domu. Pięć dni. To długo.
Kiedy podjeŜdŜała pod dom, studenci pomagali Chadowi wnosić do środka
szafki, a Natalie przenosiła papiery do jego gabinetu.
Chad zaniósł zakupy do kuchni, a potem Jo znalazła stary wazon, do którego
włoŜyła gałęzie ostrokrzewu i postawiła je na zapełnionym papierami stole
jadalnym.
Jakie to było wymowne. Ona, wnosząca do domu piękno i on zasypujący go
papierami.
W kaŜdym razie gałęzie wyglądały bardzo ładnie i przy nich papiery
natychmiast straciły swą waŜność.
Chad poszedł za Jo do kuchni.
– Ten ostrokrzew jest przepiękny. Dopiero teraz zrozumiałem, dlaczego po
twoim odejściu dom wyglądał tak ponuro.
– Widzisz! Powinieneś po prostu kupować kwiaty.
– To nie kwiaty. To ty. – Głos mu zadrŜał.
– AleŜ skąd.
– Co przyniosłaś? – szybko zmienił temat.
– Coś na kolację. Lodówka jest zupełnie pusta.
– Kupiłem steki – otworzył lodówkę. – Mleko, warzywa. Pamiętam, Ŝe to
lubisz.
Pomyślał nawet o tym? W czasie trwania ich małŜeństwa robił zakupy tylko
raz, kiedy miała grypę. No tak, ale po jej odejściu musiał się nauczyć i tego.
ZauwaŜyła, Ŝe kupił jeszcze owoce i ciasto.
– MoŜesz zjeść dzisiaj stek – powiedziała.
– Jeden jest dla ciebie.
– W ostatnich latach zmieniłam nieco swój sposób odŜywiania się. Rzadko
jadam mięso.
– Słyszałem o takich ludziach – powiedział zaskoczony.
– Teraz McDonald's jest miejscem, które omijam.
– Kiedyś często tam chodziliśmy.
– W ciągu czterech lat mój gust się zmienił.
– Widzę – powiedział z goryczą.
Zanim zdąŜyła mu powiedzieć, Ŝe chodzi jej o odpowiednią dietę, studenci
zawołali Chada do salonu.
– Zaraz wrócę.
Te słowa przypomniały jej rocznicę ślubu, kiedy zasnęła na kanapie, czekając
na jego powrót. Kiedy przyszedł, szukał jej w sypialni, zaglądał nawet do szaf.
Zszedł wreszcie na dół. Kiedy się obudziła, pocałował ją, a potem kochali się na
kanapie, choć była bardzo senna i nie miała na to ochoty.
Ach! Młodość!
Jo włoŜyła ziemniaki do piekarnika i zabrała się do przyrządzania sałaty.
Potem upiekła mięso z cebulą i papryką.
Czuła się dziwnie, pracując w tej kuchni i przygotowując posiłek dla Chada.
Zastanawiała się, czy to, co robi, ma w ogóle jakiś sens.
Rozdział 5
Jo przedłuŜała przygotowanie posiłku. Kiedyś teŜ tak robiła. Przez cały czas
miała wraŜenie, Ŝe powtarza te same czynności.
Wspólne mieszkanie z Chadem byłoby dobrym argumentem przemawiającym
za małŜeństwem na próbę. Nie miłość, nie seks, ale normalne Ŝycie z męŜczyzną,
który juŜ się nie musi starać o kobietę.
Pamiętała, ile czasu jej poświęcał, gdy chciał ją oczarować i zwabić do łóŜka.
W czasie miodowego miesiąca był ponury, marudny i przespał jego większą część.
Ich miesiąc miodowy był w rzeczywistości długim, nudnym weekendem.
Podczas gdy Chad spał, Jo nauczyła się od miłej, starszej pani robić szydełkiem
koronki.
KtóŜ uwierzyłby, Ŝe moŜna nauczyć się takich rzeczy podczas miodowego
miesiąca?
Poza tym, tuŜ po ślubie, Chad powrócił do dawnego trybu Ŝycia. Nie było w
nim miejsca dla niej. Czy teraz byłoby inaczej? Nie powinna mieć złudzeń!
Musi teraz zrobić jeszcze jedną rzecz. Kiedy była w gabinecie Chada,
zauwaŜyła, Ŝe jej były mąŜ ma najnowszy komputer.
Poszła tam, starając się nie patrzeć na nic innego tylko na komputer. Nazywała
to „patrzeniem wybiórczym". Nauczyła się tej sztuki, mieszkając z Chadem.
Poprzez komputer skontaktowała się ze swoim biurem. Zawiadomiła ich, Ŝe
zostanie tu przez pięć, sześć dni, i podała numer telefonu Chada.
Jej firma układała programy komputerowe. Część z nich była przeznaczona dla
osób, które nie radzą sobie z komputerem i potrzebują porady. MoŜna jej było
udzielić przez telefon lub za pomocą komputera. Mogła to równie dobrze robić z
gabinetu Chada.
Kiedy zeszła na dół, dowiedziała się, Ŝe Chad pojechał na uniwersytet.
Studenci zjedli wszystko, co nadawało się do jedzenia. Jo posprzątała po nich
kuchnię.
JuŜ to kiedyś przerabiała.
Wzięła prysznic i połoŜyła się do łóŜka.
Była zmęczona wszystkim, co się jej przydarzyło w ostatnich dniach. Zasnęła
mocno i nic się jej nie śniło.
Niestety, na krótko.
Nagle poczuła czyjś oddech. Potem łóŜko poruszyło się i usłyszała szelest
pościeli. Oddech był coraz bliŜej i bliŜej, a potem poczuła ciepło czyjegoś ciała.
Była tak śpiąca, Ŝe to wszystko dochodziło do niej jak z oddali. Czuła dotyk
szorstkich dłoni i przyspieszone bicie serca, kiedy Chad ją pieścił.
Skąd miał jeszcze na to siły po tych wspólnie spędzonych, szalonych dziesięciu
dniach?
Dlaczego po prostu nie połoŜył się i nie zasnął?
Przysunął się do niej tak blisko. Jego oddech palił, a ręce błądziły po całym jej
ciele.
Z przeraŜeniem stwierdziła, Ŝe jej ciało zaczyna odpowiadać na jego dotyk.
Była naga. Ale dlaczego? Gdzie podziała się jej koszula? To nie dzieje się
naprawdę. To musi być sen erotyczny.
Chad obejmował ją bardzo mocno. Śmiał się cichutko. Jego dłonie pieściły
delikatnie jej ciało. Brakowało jej tchu.
Chad uniósł się i zimne powietrze wtargnęło pod koc. Było bardzo
orzeźwiające. Uśmiechnęła się, ale powieki miała zbyt cięŜkie, by popatrzeć na
niego. Jej ciało rozpoznało go bezbłędnie.
Czuła jego pieszczoty. Chciała, by ich nie przerywał. Nie miał takiego zamiaru,
nie spieszył się.
Jego wargi były gorące, pocałunki mocne, głębokie. Od dawna nikt jej tak nie
pieścił, nie całował. Czuła, Ŝe ogarnia ją coraz większe poŜądanie. Jej ciało
domagało się coraz to nowych pieszczot. Skupiła się na jednym – odczuwaniu
rozkoszy. Chciała być jeszcze bliŜej niego, czuć jego pieszczoty jeszcze
intensywniej.
Na zewnątrz panowała mroźna noc, a ich ciała płonęły.
Chad objął ją. Jo przyciągnęła go do siebie, by był jak najbliŜej. DrŜeli
obydwoje. Oddychali szybko i urywanie. Jo miała wraŜenie, Ŝe zaraz oszaleje. Nie
mogła się doczekać tego, co miało nastąpić. Ale Chad znowu odsunął się.
Właściwie oboje zamarli w oczekiwaniu. I wtedy Jo zrozumiała, dlaczego to zrobił.
Chciał, by jej rozkosz była bez granic. Popatrzyła na niego, a on uniósł głowę.
Milczeli. Jo dotknęła delikatnie jego policzka. Zrozumiała, iŜ Chad potrzebuje
czułości, Ŝe ma potrzeby, których do tej pory nie dostrzegała. Miała wraŜenie, Ŝe
nagle zmienili się oboje. Uniosła twarz i pocałowała go – był to zupełnie inny
pocałunek. Teraz ich pieszczoty, choć równie intensywne, były delikatniejsze.
KaŜde z nich starało się zadowolić drugą stronę, dbało o odczucia partnera.
PoŜądanie nie było juŜ najwaŜniejsze.
Wszystko odbywało się łagodnie, delikatnie, z miłością. Kiedy osiągnęli
rozkosz, tym razem nie był to tylko seks, ale i miłość.
LeŜeli potem wyczerpani.
– Jesteś moją Ŝoną – powiedział Chad.
– Właściwie jestem teraz twoją kochanką – odpowiedziała Jo.
– Zobaczmy!
– Co?
– Czy potrafisz przywrócić mnie do Ŝycia – powiedział Chad.
Roześmiała się cicho. Jej dłoń przesunęła się po jego policzku. Spodziewał się
czegoś innego.
– Tak szybko tracisz zainteresowanie – wypowiedział typową skargę kobiet.
Roześmiała się.
– Naprawdę tęskniłem za tobą – oświadczył, a w jego głosie brzmiała
szczerość.
– Nie miałeś nikogo przez te lata? – zapytała.
– Nie.
Znowu zaczęła się śmiać.
– To prawda. – Jego głos był powaŜny. – Szukałem, ale Ŝadna nie była tobą.
– Taki wspaniały męŜczyzna?
– A ty? Miałaś kogoś?
– Nie miałam czasu – odparła szczerze. – Kontaktowałam się jedynie z
maniakami komputerowymi.
– śaden nie próbował się z tobą umówić?
– DraŜniło ich to, Ŝe mają do czynienia z kobietą, która wie o komputerach
więcej od nich – odpowiedziała.
Przytulił ją do siebie. Z początku opierała się, ale potem mocno go objęła.
– Dobrze ich rozumiem – mówił. – ChociaŜ sam mam do czynienia z mądrymi
kobietami.
– A czy zgodziłbyś się, Ŝebym cię uczyła? – zapytała z ciekawością.
– Dlaczego nie. PrzecieŜ nauczyłaś mnie tylu rzeczy. ChociaŜby kochać się –
odparł.
– CzyŜbyś nie robił tego, zanim mnie poznałeś? – dopytywała się zaciekawiona.
Wzruszył ramionami i w myślach przebiegł całe swoje Ŝycie.
– Nie przypominam tego sobie – powiedział po chwili.
– A przez te cztery lata od naszego rozwodu?
– Trzy lata – poprawił ją. – Spotykałem się z jedną czy z dwiema studentkami.
Zawsze znajdą się takie, które stanowią zagroŜenie dla nauczycieli. Ale Ŝadna z
nich nie była tobą. Nie pociągały mnie. Wtedy zrozumiałem, Ŝe kocham tylko
ciebie.
Nie uwierzyła mu.
– Po jakimś czasie przyzwyczaisz się. Nie chcesz spotykać się ze studentkami,
bo są zbyt młode i musiałbyś być bardzo cierpliwy, wprowadzając je w Ŝycie, tak
jak to było ze mną.
– Ja ciebie wprowadziłem w Ŝycie? – zdziwił się. – Jak to jest moŜliwe?
PrzecieŜ nie miałem wcześniej Ŝadnej kobiety.
– Zaśmiała się.
– Naprawdę! śadna kobieta przed tobą nie wkładała mi ręki do spodni.
– Nigdy tego nie zrobiłam – oburzyła się Jo.
– Tak? A na pikniku?
– Wtedy byliśmy juŜ po ślubie! – Jo roześmiała się głośno.
– No widzisz! Dobrze wiesz, Ŝe byłem niewinny. Musiałem wziąć ślub, zanim
pozwoliłbym kobiecie na coś takiego.
– A pamiętasz, co robiłeś przedtem? – zapytała Jo z rozbawieniem.
– Jadłem kanapkę z masłem orzechowym – odpowiedział tak, jakby był
ś
wiadkiem w sądzie. – Nawet nie zauwaŜyłaś, Ŝe mieliśmy kosz pełen przysmaków
– dodał w formie wyjaśnienia.
– Nic nie jadłeś. Nawet nie otworzyliśmy koszyka. WłoŜyłeś mi rękę pod
bluzkę i przytuliłeś mnie bardzo mocno.
– Ale nie wkładałem ci ręki pod bieliznę. Nie jestem taki. – Chad usiłował
wyjaśnić wszystkie szczegóły.
Jo zaśmiewała się do łez.
– Bardzo lubiłem, kiedy stawałaś się taka odwaŜna. Przedtem bałem się ciebie.
Byłaś taka cicha, spokojna i patrzyłaś na mnie tymi swoimi wielkimi oczyma.
– Chyba cię wtedy zaskoczyłam. Nie wiedziałam, jak cię pieścić – zauwaŜyła.
– Ale kochałem cię. I kocham.
Jo spowaŜniała.
– Powinieneś zrozumieć, Ŝe są na świecie kobiety, które z przyjemnością zajmą
się twoimi papierami, będą gotowały ci pyszne obiady i z ochotą pójdą z tobą do
łóŜka.
Chad milczał przez chwilę i Jo pomyślała nawet, Ŝe zasnął.
– Zgodziłabyś się, Ŝebym poślubił inną kobietę? – zapytał nagle.
– Z pewnością nie byłbyś szczęśliwy z męŜczyzną. Powinieneś więc być z
kobietą. Nie chciałbyś mieć dzieci?
– Tylko z tobą.
– PrzecieŜ wiesz, Ŝe to niemoŜliwe – przypomniała mu Jo.
– Znajdziemy dzieci, które potrzebują rodziców.
– Nie jest ich zbyt wiele.
– Jeśli się zgodzisz, to chciałbym, Ŝeby po naszym domu biegało kilkoro.
– Chodzi ci o to, Ŝe chciałbyś widywać je od czasu do czasu, kiedy będziesz
wracał do domu. Ale to Ŝona powinna się nimi zajmować, wozić do szkoły,
opiekować się podczas choroby i uczyć posłuszeństwa.
– Nie będę się uchylał od wychowywania ich.
– Tak jak od sprzątania?
– Jak moŜesz tak mówić? – oburzył się.
– Ale to prawda.
– Mogłem się zmienić – stwierdził.
– Nie. Szybko o wszystkim zapomnisz. Będziesz taki jak zawsze, czyli taki,
jakim cię poznałam.
Chad wygładził poduszkę i przytulił Jo jeszcze mocniej.
– Zmieniłem się przez te trzy lata, odkąd odeszłaś.
Dorosłem. Stałem się bardziej odpowiedzialny.
– Od naszego rozstania minęły cztery lata. I wiesz, Ŝe to wszystko nieprawda.
Jesteś naukowcem. Poświęcasz się swojej pracy. Jesteś cudownym kochankiem.
Ale, prawdę mówiąc, masz jedną wadę. Jesteś bałaganiarzem. Popatrz na swój
dom.
– Z tym nie ma problemu. Znalazłem na to sposób.
– Nie masz Ŝadnego sposobu. Twoja mama miała do mnie pretensję, Ŝe nie
utrzymuję w domu porządku. Ale kiedy się tu przeprowadziliśmy, zrozumiałam, Ŝe
taki juŜ jesteś i nie zmienisz się.
– Zmienię się. Będę pedantem – obiecał.
– śyczę powodzenia.
Znowu przytulił ją i westchnął.
– Uwielbiam, kiedy jesteś ze mną w łóŜku – powiedział.
– Jesteś fantastycznym kochankiem – przyznała uczciwie.
– Mam jeszcze inne talenty – rzekł skromnie.
Ale Jo nie dała się zwieść.
– Z pewnością nie naleŜy do nich sprzątanie. Nawet pani Stoic nie daje sobie z
twoim mieszkaniem rady.
– Czy myślisz, Ŝe ta kobieta nie radzi sobie ze sprzątaniem, bo poślubiła stoika?
Jo roześmiała się.
– Myślę, Ŝe przyczyną jest to, co ujrzała w tym domu. To ją przeraŜa.
– A ciebie?
– Ja odeszłam.
Milczał przez chwilę.
– Czy moje bałaganiarstwo było tego przyczyną? zapytał po chwili.
– Z tym pewnie bym sobie poradziła – odrzekła Jo.
– Odeszłam, jeśli sobie przypominasz, bo ciągle byłam sama. Te dni, które teraz
razem spędziliśmy, są takie, o jakich marzyłam podczas trwania naszego
małŜeństwa.
– Ale nie pokochałaś Ŝadnego innego faceta, prawda?
– Nie. – Ziewnęła i wyprostowała się w jego ramionach. – Nie miałam na to
czasu. Musiałam jakoś zorganizować swoje Ŝycie.
– Miewasz urlopy?
– Oczywiście.
– Dokąd jeździsz?
– Z tym róŜnie bywa – odrzekła. – Najczęściej jeŜdŜę do Rio lub na Karaiby.
Unikam niepewnych miejsc.
– A co tam robisz?
– To, co się robi na urlopie. – Wzruszyła ramionami.
– Bawię się. Pracuję bardzo cięŜko, czasami całymi dniami. Kiedy jadę na
urlop, chcę przyjemnie spędzić czas.
– Z kim? – spytał zaniepokojony.
– Gram w golfa, tenisa, pływam. – Udawała, Ŝe nie słyszy jego pytania.
– Z męŜczyznami?
– Jest ich wielu w Chicago.
– Nie powiesz mi, Ŝe ty i twoje koleŜanki nie szukacie męskiego towarzystwa
podczas wakacji.
– Podczas naszego miodowego miesiąca – przypomniała mu – nauczyłam się
szydełkować.
– I to uratowało mnie od śmierci z wyczerpania. Jesteś nienasycona i stanowisz
zagroŜenie dla męŜczyzn. Nie wyobraŜasz sobie, jakim szokiem to było dla mnie.
Poślubiłem niewinną dziewczynę, pojechałem z nią – w podróŜ poślubną i ciągle
byłem wyczerpany. Byłaś taka ciekawa wszystkiego! I muszę przyznać: bardzo
pojętna.
– Ha!
– Naprawdę byłem zupełnie wykończony.
– Biedactwo.
– Nikt mnie nie ostrzegł przed kobietami – skarŜył się Chad – i nie powiedział,
Ŝ
e są takie zachłanne.
– Przeczytałam przed wyjazdem odpowiedni podręcznik.
– Czemu nie wzięłaś go ze sobą? Musiał w nim być rozdział o samoobronie.
– Nie było.
– Chcesz powiedzieć, Ŝe napisali tam: „Rób to tyle razy, na ile masz ochotę"?
– Tak – skinęła głową.
Chad z trudem powstrzymywał śmiech. Westchnął głęboko.
– To i tak cud, Ŝe to przeŜyłem.
– Byłeś okropnym nudziarzem. – Jo nie zostawała mu dłuŜna.
– PrzecieŜ jakoś radziłem sobie.
– Niemal ciągle spałeś – przypomniała mu.
– Ale ty nie traciłaś czasu. Nauczyłaś się szydełkować.
– Starsza pani, która nauczyła mnie tej trudnej sztuki, miała męŜa bardzo
podobnego do ciebie. Ostrzegała mnie, Ŝe prawdopodobnie juŜ się nie zmienisz.
Wtedy jej nie wierzyłam.
– Oczywiście, Ŝe się zmieniłem – oburzył się. – A wtedy przetrwałem tylko
dlatego, Ŝe kiedyś uprawiałem sport.
– Pamiętam nawet zapach maści na złagodzenie bólu mięśni – przypomniała
sobie.
– Stosowałem ją tylko na mięśnie karku i nóg.
– CzyŜby? – powiedziała z niedowierzaniem.
– To prawda! – Chad poczuł się obraŜony. – To była maść uśmierzająca ból.
– A moŜe afrodyzjak?
– Nie rozumiem, na co byłby nam potrzebny. – Chad nie poddawał się. –
PrzecieŜ ty nigdy nie miałaś dość.
– Co ty opowiadasz? Pamiętam, jak cię błagałam, Ŝebyś juŜ dał sobie spokój...
Nie wytrzymał i parsknął śmiechem.
Potem przytulił ją i postanowił udowodnić, Ŝe na pewno nie jest mu obojętna.
W środku nocy starał się przekonać ją o tym jeszcze raz.
Nazajutrz spał długo. Jo stała przy łóŜku i patrzyła na niego. Wyglądał jak
rycerz, zwycięzca turnieju. Dobrze, Ŝe tego dnia później zaczynał zajęcia na
uczelni.
Jo ubrała się w dŜinsy, flanelową koszulę i sportowe buty. Zeszła na dół. Sam i
Natalie juŜ pracowali. Trevor był na wykładach.
Nie zaproponowała im pomocy. Przywitała się z nimi i wyszła. ZdąŜyła jeszcze
zauwaŜyć pełne niechęci spojrzenie, jakim obrzuciła ją Natalie.
Tego dnia Jo otrzymała trzy wezwania o pomoc w ujarzmieniu buntujących się
komputerów. Wszystkich klientów potraktowała z taką samą cierpliwością.
Pomogła im pozbyć się kłopotów.
Wykonywała swoją pracę ze spokojem i opanowaniem. W końcu klienci
wszystko zrozumieli. Powtórzyła dwukrotnie, co powinni robić, aby upewnić się,
Ŝ
e postąpią właściwie.
Jeden z klientów był odporny na wszelkie wyjaśnienia, ale i jego udało się jej
przekonać, Ŝe to on panuje nad komputerem, a nie odwrotnie. Był jej bardzo
wdzięczny.
Właśnie on poprosił ją o spotkanie.
Odpowiedziała mu, Ŝe jest teraz w Timbuktu.
– Gdzie to jest? – zapytał.
– W stanie Wyoming – odpowiedziała, ale zaraz potem połączyła się z szefem i
poprosiła, Ŝeby więcej nie kierował do niej tego klienta.
– Dlaczego? – zapytał. – Przynajmniej zwiedzi Wyoming.
– Bardzo proszę.
– No dobrze, chociaŜ zawsze najgorszą robotę zrzucasz na mnie. Nie masz
serca.
– Nie mam – zgodziła się z nim natychmiast.
– Masz następne połączenia, ale nie musisz się spieszyć.
Szybko rozwiązała dwie pierwsze sprawy. Dopiero trzecia okazała się bardzo
skomplikowana. Musiała powtarzać te same czynności dziewięć razy!
Kiedy skończyła, w drzwiach pojawił się Chad.
– Oddaję ci komputer – powiedziała. A potem ujrzała za nim Elsie.
– Elsie? – krzyknęła.
A Elsie powitała ją radośnie. Zawsze, kiedy się spotykały, miały wraŜenie, Ŝe
nie było Ŝadnego rozstania. Elsie była cudowną przyjaciółką.
– Co u ciebie słychać? – spytała Jo. – Masz w końcu ten srebrny samochód?
– Nadal jeŜdŜę zielonym.
– Tad nigdy nie rozumiał pewnych rzeczy. Ostrzegałam cię. Ale ty mnie nie
chciałaś słuchać.
– Słuchałam, ale nie przywiązywałam wagi do tego, co mówisz. A Tad jest
wspaniały i mówię to zupełnie szczerze, bo stoi na dole i na pewno nas
podsłuchuje.
Zeszły razem z Chadem na dół i znowu Jo miała wraŜenie, jakby nigdy się nie
rozstawali. Wszyscy chcieli zobaczyć Jo. Dobrze, Ŝe Chad nie zapomniał jej
ostrzec, kto ma zamiar przyjść z wizytą. W dodatku przypomniał jej to, co powinna
wiedzieć o swoich gościach.
Jo musiała przyznać, Ŝe pod tym względem był doskonały.
– Dziękuję szanownej pani za słowa uznania – powiedział i naprawdę wyglądał
na zawstydzonego.
Wszystko to było bardzo sympatyczne, ale Jo wiedziała, Ŝe takie chwile nie
trwają wiecznie.
Dopiero czwartego dnia po ich przyjeździe Chad wyszedł z domu wcześniej.
Dziwnie było obudzić się w pustym domu. Nawet studenci nie stawili się do pracy.
Jo od czasu spotkania na lotnisku nie budziła się sama, a minęły juŜ dwa
tygodnie. Przyzwyczaiła się do ciągłej obecności Chada.
Przeciągnęła się. Dopiero teraz zauwaŜyła kota sąsiadów, który leŜał obok niej
na łóŜku. Jak się tu dostał?
– Jak tu wszedłeś? – zapytała. I wtedy przypomniała sobie, Ŝe miał on zdolność
przenikania przez wszelkie drzwi.
Kot ziewnął. Jo spostrzegła, Ŝe ułoŜył się na środku łóŜka. Typowy samiec,
pomyślała.
– Idź do domu – zwróciła się do niego.
Kot uniósł rudy łeb, popatrzył na nią ironicznie i ułoŜył się z powrotem do snu.
Jo wysunęła się z łóŜka, nie ruszając kołdry, na której spało zwierzę.
Wzięła prysznic, ubrała się i zeszła do kuchni. Czuła się porzucona. Chad
powinien był poŜegnać się z nią przed wyjściem.
Na pewno nie chciał jej budzić. Pragnął być miły i troskliwy. To prawda.
Ostatnio był taki. Ale dziś zostawił ją samą. Bez słowa. Jak dobrze to znała.
Przygotowała sobie płatki z suszonymi owocami i mlekiem. W kuchni
natychmiast pojawił się kot.
– A moŜe jednak poszedłbyś do domu? Chodź. Wypuszczę cię.
Podeszła do kuchennych drzwi i otworzyła je. Kot usiadł i patrzył na nią
pobłaŜliwie. Potem przymknął oczy, jakby nie chciał patrzeć na kogoś tak
głupiego.
Nalała mu mleka do miseczki.
Kot zabrał się do picia.
– Coś jest ze mną nie w porządku – powiedziała na głos Jo. – Najpierw
wykorzystał mnie były mąŜ, teraz kot. Chyba potrzebuję pomocy.
Chad zostawił buty na wycieraczce przed drzwiami i wszedł cichutko do
kuchni.
– Jakiej pomocy ci trzeba? – zapytał i przestraszył ją tym ogromnie.
Pocałował ją, umył ręce i teraz przez cały czas wycierał je, przyglądając się Jo
badawczo.
– Nie wyglądasz na osobę, która ma jakieś problemy. Podniosła głowę i
popatrzyła na niego uwaŜnie.
– Kot odmówił wyjścia z domu – powiedziała. Chad dramatycznym gestem
chwycił się za serce.
– Chcesz, Ŝebym wyrzucił tego koteczka na śnieg w mroźny styczniowy
poranek?
– Poddaję się – stwierdziła Jo, odkładając łyŜkę.
– Doskonale. Chodźmy na górę. Stęskniłem się za tobą.
– Jem śniadanie. – Jo pokręciła przecząco głową.
– Jedzenie jest dla ciebie waŜniejsze?
Jo chwyciła się za głowę, ale Chad zdołał zauwaŜyć, Ŝe się śmieje.
Rozdział 6
Elsie przyszła następnego dnia, gdy Chad miał zajęcia.
– Dlaczego tu przyjechałaś? – zapytała przyjaciółkę.
– Nie mam pojęcia – westchnęła Jo.
– On się nie zmieni. Nie potrafi – stwierdziła Elsie.
– Wiem.
– Więc po co do tego wracać? – Elsie próbowała doszukać się jakiegoś sensu w
postępowaniu Jo. – Jesteś dla niego okrutna.
– UwaŜasz, Ŝe jestem okropna, prawda? – spytała cicho Jo.
– A jak myślisz?
Jo przez dłuŜszą chwilę patrzyła w okno, a potem przymknęła powieki, chcąc
powstrzymać łzy.
– Masz zupełną rację.
Elsie milczała. Nie starała się pocieszyć Jo.
Jo znowu czuła, jak łzy wypełniają jej oczy, a potem jedna po drugiej płyną po
policzkach. Siedziała cichutko, jak gdyby nie czuła, Ŝe płacze.
– Byłam tak zaskoczona, kiedy go zobaczyłam. Myślałam, Ŝe juŜ mnie nic nie
obchodzi – odezwała się po chwili.
– Jak to jest moŜliwe – zapytała Elsie współczującym tonem – Ŝe jesteście
oboje tak blisko, a jednocześnie tak daleko?
– Nie odczuwam tego, kiedy jesteśmy ze sobą.
– PrzecieŜ on musi zarabiać na utrzymanie, musi teŜ przekazywać informacje,
fakty, wiedzę. Jest odpowiedzialny za swoich studentów.
– To prawda.
– Naprawdę nie moŜe poświęcać na pracę mniej czasu.
– Zgadzam się z tobą.
Znowu zamilkły. Łzy ciągle płynęły po policzkach Jo. Elsie westchnęła.
– A co mu w tym przeszkadza? – Jo popatrzyła na przyjaciółkę mokrymi od łez
oczami.
– Ty! – Głos Elsie drŜał, kiedy odpowiedziała. Potem wstała i, nic nie mówiąc,
wyszła.
Przychodzili inni. Jedni cieszyli się z jej powrotu. Inni byli po prostu ciekawi,
jak Jo teraz wygląda. Nie wszystkich ucieszyło, iŜ wygląda wspaniale, Ŝe jest
dojrzała, pełna wdzięku i spokojna.
Ci byli bardzo niezadowoleni.
Ale pojawili się teŜ ludzie, którzy ucieszyli się bardzo, widząc ją znowu. Nie
stawali po Ŝadnej stronie, nie wypowiadali jakichkolwiek opinii. UwaŜali, Ŝe jest
po prostu czarująca.
Była jeszcze jedna grupa osób: ci, którzy chcieli sprawdzić, czy mimo rozwodu
Jo i Chad sypiają razem.
Szukali pretekstu, aby wejść na górę, ale i tak nie znaleźliby Ŝadnych dowodów.
Pokój Chada był juŜ sprzątnięty. Dopilnowała tego Natalie.
Wynajęta trójka studentów kończyła swoje dzieło. Pracowali jeszcze w
gabinecie Chada; reszta domu była uporządkowana. Spisali się na medal.
Zrobili nawet listę, gdzie się co znajduje. Chad nie krył podziwu. Nie tylko
wypłacił im premię, ale zaprosił profesorów, by pokazać, czego dokonali ich
studenci.
Znając zwyczaje Chada, wykładowcy byli pod ogromnym wraŜeniem.
Peter Way pojawił się, gdy Chad prowadził zajęcia na uczelni.
– Wiem, Ŝe Chada nie ma w domu. Mogę wejść? – zwrócił się do Jo.
– Oczywiście, bardzo proszę.
Jo otworzyła szeroko drzwi. Nie mogła powstrzymać ciekawości. Pamiętała
Petera jako ponurego, pełnego rezerwy męŜczyznę. Nie przyjaźnili się ze sobą.
Wskazała mu krzesło i sama usiadła obok.
– Jak się miewa Jeanne? – zapytała.
– Jeanne odeszła. Zaraz po tobie. – W jego głosie brzmiała gorycz.
– Och! – Jo nie wiedziała, co powiedzieć.
Peter patrzył na nią w milczeniu. Poczuła się niepewnie.
– Bardzo mi przykro. Dobrze wiem, jak cięŜko jest Ŝyć w separacji.
– Ty postąpiłaś tak samo. Więc dlaczego jest ci przykro? – w jego głosie
wyczuwała wrogość.
– Nie wiedziałam, Ŝe Jeanne zamierza cię opuścić. Nie rozmawiałyśmy o tym.
Byłam zajęta swoimi problemami – odpowiedziała Jo.
– Wygląda na to, Ŝe twoje kłopoty juŜ minęły – mówił dalej Peter.
Nie ukrywał swojej niechęci. Jo próbowała zachować spokój.
– Chad i ja jesteśmy inni niŜ ty i Jeanne. Nasze problemy są równieŜ inne.
Przykro mi, Ŝe tyle przeszedłeś.
– Podniosła się z krzesła z uśmiechem. – Powiem Chadowi, Ŝe byłeś. Będzie
mu przykro, Ŝe się nie spotkaliście.
– Ja go nic nie obchodzę – rzekł Peter ochrypłym głosem.
– CzyŜby? – zapytała, a potem dodała ostrym tonem:
– O co ci chodzi?
– Dlaczego odeszłaś?
– Peter, Chad jest wspaniałym człowiekiem...
– To się rzuca w oczy.
– ... a odeszłam od niego, bo go nigdy nie było w domu. Za duŜo czasu
poświęcał pracy. Jestem egoistką. Chciałam, Ŝeby ciągle był ze mną. Kochałam
go– Ale jesteś kobietą z duŜym temperamentem i potrzebowałaś seksu.
– Nie bądź głupi – odpowiedziała Jo zimno. – Mam pilną pracę. Przepraszam,
Ŝ
e cię ponaglam, ale muszę zadzwonić do klienta.
– Co to za klient? – Peter rozparł się wygodniej w krześle.
– To ktoś, kto kupił program komputerowy i nie wie, dlaczego on nie działa.
Moim zadaniem jest pomóc mu zrozumieć, o co chodzi, i nauczyć go dobrze tego
programu.
– A moŜe mnie teŜ nauczysz takiego programu? – zapytał, uśmiechając się
obleśnie.
– A masz komputer? – zapytała ostro.
– Nie.
– To nie mogę ci pomóc, Peter. Musisz iść.
– Jeśli mogłaś tu wrócić, by spać z Chadem, dlaczego nie zrobisz tego ze mną?
– zapytał.
– Bo cię nie kocham – odrzekła krótko.
– Mogę robić to samo co on.
– Ty...
Drzwi się otworzyły i wszedł Trevor. Peter spojrzał na niego z niechęcią.
– Odejdź – mruknął. A potem dodał głośniej: – Spływaj stąd!
– Przepraszam pana, ale zatrudniono mnie tu do opieki nad domem – odezwał
się Trevor spokojnie.
– Chyba jednak w innym celu – stwierdził Peter, patrząc krzywo na Jo.
– Peter! Idź juŜ – powtórzyła.
– Ty teŜ mnie nie chcesz? – głos Petera załamał się.
– Nie mamy o czym mówić. Idź juŜ – Jo była spokojna i opanowana.
– Odpraw go – Peter wskazał głową na Trevora.
– Nie. Pracuje tutaj, a Chad mu płaci. Odejdź, Peter. Nie utrudniaj sprawy.
Trevor w dalszym ciągu milczał. Odsunął się na bok, by Peter mógł przejść.
Peter nie zwracał na niego uwagi.
– Chodź ze mną – powiedział do Jo.
– Naprawdę idź juŜ sobie. Powiem Chadowi, Ŝeby się z tobą skontaktował.
– Czy to ty namówiłaś Jeanne, Ŝeby mnie zostawiła? – glos Petera brzmiał
szorstko. – Powiedz.
– Nie – odrzekła Jo ze spokojem. – Nawet nie znałam jej dobrze. Nigdy nie
rozmawiałyśmy o tobie, o waszym Ŝyciu. Jestem tym zaskoczona i myślę, Ŝe dla
ciebie to był szok.
– Po prostu odeszła.
– Jeśli zrobiła to zaraz po mnie, to minęły juŜ prawie cztery lata. Powinieneś się
juŜ uspokoić. MoŜe jest ktoś, kto moŜe ci pomóc? Wiesz co? Idź do Oskara.
– Nie chce mnie widzieć. – Peter zgarbił się.
– MoŜe nie jesteś jeszcze gotowy, by przebaczyć Jeanne – kontynuowała Jo. –
Ale tobie naprawdę jest potrzebna pomoc. Idź do Tiny.
– Ona jest stara – odparł Peter.
– Ale mądra – przypomniała mu Jo. – Wysłuchaj jej. Peter znowu popatrzył na
milczącego Trevora.
– Nie masz nic do roboty? – zapytał.
– Nie. – Tym razem nie dodał juŜ „proszę pana". Peter ze złością spojrzał na Jo,
potem zaczął wstawać tak powoli, Ŝe Trevor przesunął się w jego kierunku. Peter
rzucił mu gniewne spojrzenie i wyprostował się wreszcie. Jo podeszła do drzwi i
otworzyła je na ościeŜ.
– Do widzenia – powiedziała.
W końcu Peter wyszedł.
Kiedy był juŜ na ganku, drzwi zatrzasnęły się z hukiem. Jo odwróciła się do
Trevora; ten drŜał ze zdenerwowania, ale uśmiechał się.
Uniosła palec do ust, prosząc go o milczenie. Potem patrzyła przez okno,
dopóki Peter nie wsiadł do samochodu i nie odjechał.
– Nie powinnaś wpuszczać obcych męŜczyzn do domu – powiedział Trevor,
zamykając drzwi kuchenne na klucz. – Mama cię tego nie nauczyła?
– Chyba anioł cię tu zesłał.
– śaden anioł. Chad – roześmiał się Trevor.
– Po co?
– Chciał, Ŝebym mu przyniósł artykuły o Etruskach. Zabronił mi rozmawiać z
tobą. Mam nadzieję, Ŝe potwierdzisz, iŜ nie odezwałem się ani słowem. – Potem
spowaŜniał. – Jak mogłaś być taka spokojna? PrzecieŜ on cię napastował?
– Ty tu byłeś. – Jo rozłoŜyła ręce.
– Podziwiałem cię. Warto cię było bronić. Jesteś wspaniałą osobą, Jo, i teraz
bardziej pasujesz do Chada. Ciekawe, czy on wie, Ŝe Peter przyszedł tutaj w takich
zamiarach.
– Na pewno nie – odrzekła Jo. – Pojawiłeś się w odpowiednim momencie.
Dziękuję.
– Myślisz, Ŝe Peter zrobiłby to, na co miał ochotę?
– Cieszę się, Ŝe nie musiałam się o tym przekonywać – powiedziała Jo
stanowczo.
– Ja teŜ.
Jo nie miała zamiaru mówić Chadowi o tym, co się stało, ale Trevor nie umiał
powstrzymać języka.
Zaraz po skończonych zajęciach Chad wrócił do domu. Wpadł gwałtownie do
wnętrza i zamknął drzwi kopniakiem.
– Jo! – zawołał.
– Jestem na górze.
– Sama?
Zanim zdąŜyła odpowiedzieć, Trevor zszedł na dół. Chad popatrzył na niego
zimno.
– Wszystko jest w porządku – powiedział Trevor, gdy Jo pojawiła się na
schodach.
– Był tu? – wysyczał ze złością Chad.
– Tak.
– Były z nim jakieś kłopoty?
– Dziękuję, Ŝe przysłałeś Trevora. Pojawił się w odpowiednim momencie.
– Co się stało?
– Nic. – Jo potrząsnęła przecząco głową.
– Zawsze mu się podobałaś – stwierdził Chad. – Co ci powiedział?
Jo zaczęła się zastanawiać nad odpowiedzią. Nie chciała go denerwować.
– Zaczepiał ją – odezwał się Trevor. Powiedział to z powagą.
Chad zmartwiał. Spojrzał na Jo, jakby chciał sprawdzić, czy nic jej nie dolega.
– Wszystko w porządku? – upewnił się; po raz kolejny.
– Oczywiście – odpowiedziała.
– Pojawiłem się w odpowiednim momencie. Dobrze, Ŝe miałem klucze i nie
musiałem się włamywać do środka... – mówił dalej Trevor.
– Zamilknij – powiedziała Jo stanowczo, a potem zwróciła się do Chada: –
Panowałam nad sytuacją.
Trevor parsknął śmiechem.
– Nie pogarszaj sytuacji – zwróciła się do niego Jo.
– Co chcesz przez to powiedzieć? – denerwował się Chad.
– Zostaw nas samych – poprosiła Jo Trevora. Mówiła bardzo łagodnym tonem,
Ŝ
eby go nie obrazić.
– UwaŜaj na tego łobuza – poradził Trevor Chadowi, a potem wyszedł do
sąsiedniego pokoju, ale nie zamknął za sobą drzwi.
– Czy Peter coś ci zrobił? – Chad objął mocno Jo.
Zaczęło się to wszystko robić denerwujące. Nie po raz pierwszy miała do
czynienia z takimi typami jak Peter.
– Nic mi nie zrobił – odparła, siląc się na spokój.
– Po co tu przyszedł?
– Myśli, Ŝe to ja namówiłam Jeanne, Ŝeby od niego odeszła, bo stało się to zaraz
po moim wyjeździe.
– A zrobiłaś to?
Jo westchnęła.
– Nie znałam jej na tyle, Ŝeby rozmawiać o takich rzeczach.
– Co on ci jeszcze powiedział?
– Peter potrzebuje pomocy – stwierdziła Jo, zamiast odpowiedzieć mu na
pytanie. – Powinien porozmawiać z Tiną. Ona mogłaby mu pomóc.
– A dlaczego ty nie poszłaś wtedy do niej? – zapytał Chad.
– Nie mogłaby nic zrobić. Nie zmieniłaby twojego Ŝycia. Jesteś taki, jaki jesteś.
Kochasz swoją pracę.
– AleŜ mogę się zmienić.
– Och! Nawet nie mów o tym. Nie powinnam była tu przyjeŜdŜać. Muszę
wracać do Chicago i zostawić cię samego.
– Samego? – powtórzył Chad z goryczą.
– JuŜ nigdy nie wpuszczę Petera do domu. Nawet gdyby Trevor nie przyszedł,
dałabym sobie radę. Ale ucieszyłam się na jego widok. ChociaŜ naprawdę juŜ sobie
radziłam z takimi typami.
– Z kim? – padło pytanie. Jo straciła cierpliwość.
– Z tobą! Ostatnio!
– Ze mną? Musiałaś sobie radzić ze mną?
– Nie miałam wyboru – uśmiechnęła się.
– Co zamierzasz ze mną zrobić? – zapytał ją nagle cichym głosem.
– Znowu zaczynasz? – popatrzyła na niego z niechęcią.
– Powiedz.
– To tylko testosteron. Gdyby go zabrakło, nie byłoby Ŝadnych problemów.
– Czy Peter naprawdę mógłby cię skrzywdzić?
– Na szczęście nie musiałam się o tym przekonywać.
– Porozmawiam z nim.
– Nie trzeba. – Jo była stanowcza. – Poszedł sobie. To juŜ się nie powtórzy.
Chad przytulił ją do siebie.
– Cieszę się, Ŝe Trevor przyszedł w porę.
– Ja teŜ – przyznała.
Jo nie była zdziwiona, Ŝe odtąd zawsze ktoś z nią był w domu.
Wprawdzie ona pracowała na górze, a studenci na dole, ale nigdy nie była
sama. Czasami zostawała z nią Natalie.
Jo nie była pewna, jak by zareagowała Natalie, gdyby ktoś napastował Ŝonę
Chada. Ktoś? Oczywiście Peter. Jaki wpływ miały uczucia Natalie do Chada na jej
lojalność wobec Jo?
Właściwie wolałaby tego nie sprawdzać.
W rozmowie z Tiną dowiedziała się, jak bardzo źle jest z Peterem.
– Nie zostawaj z nim sama – poradziła jej Tina. – Spróbuję z nim porozmawiać.
Znam dobrego psychiatrę, który moŜe mu pomóc uleczyć rany...
– Rany? – powtórzyła Jo.
– Tak – odpowiedziała Tina. – To są rany. Bardzo bolesne. Cierpi juŜ zbyt
długo. Latami tłumił w sobie rozpacz. Myśleliśmy, Ŝe to juŜ minęło.
– Czy Jeanne mogła postąpić inaczej? – zapytała z ciekawością Jo.
Tina wzruszyła ramionami.
– Jeanne postąpiła tak, jak uwaŜała za słuszne. Odeszła. Ale problem musiał
zaistnieć wcześniej.
– Kłopoty Petera nie wiąŜą się tylko z odejściem Jeanne. A teraz pogrąŜył się w
głębokiej depresji i potrzebuje pomocy – stwierdziła Jo.
– Ja nie mogę mu pomóc. Tu potrzebny jest lekarz i to nie z naszego grona.
Peter jest w gorszym stanie, niŜ przypuszczaliśmy. Twój przyjazd wzmógł jego
smutek, ale jednocześnie zwrócił naszą uwagę na jego kłopoty. Jeśli wyjdzie z
tego, będzie w tym i twoja zasługa.
– Jeśli wiedziałaś o tym, co go gryzie, to dlaczego... – zapytała Jo.
– Nie wiedziałam. Zawsze był zamknięty w sobie.
– A cóŜ mój przyjazd ma z nim wspólnego?
– Jego Ŝona nie wróciła. A ty tak. Peter jest zazdrosny.
– MęŜczyźni są okropni – stwierdziła Jo.
– Ale Ŝycie bez nich byłoby nudne – uśmiechnęła się lekko Tina.
Po wizycie Petera Chad stał się bardziej zaborczy w stosunku do Jo. Widoczne
to było teŜ podczas ich wspólnych nocy.
Ich związek miłosny był zawsze bardzo udany, ale teraz Chad zachowywał się
tak, jakby chciał powiedzieć: ta kobieta jest moja:
MęŜczyźni doprawdy są dziwni i czasami ujawniają się w ich zachowaniu
prymitywne instynkty.
Dobrze, Ŝe Chad nie bil jej maczugą i nie ciągnął za włosy do jaskini. Ale jego
sztuka miłosna była naprawdę fascynująca.
Jo zastanawiała się, kto wymyślił historyjkę o biciu kobiet maczugami i
targaniu ich za włosy. Nie ma przecieŜ Ŝadnych dowodów na takie zachowanie się
jaskiniowców.
ś
adna ze znalezionych czaszek nie nosiła śladów uderzeń.
Ciała neandertalczyków chowano owinięte girlandami kwiatów.
Jo w Indianapolis pracowała równie intensywnie jak w Chicago. Zadzwoniła do
koleŜanki, która miała klucz do jej mieszkania.
– To znaczy, Ŝe wróciłaś do tego, jak mu tam... – Mickie nie owijała niczego w
bawełnę. – To okropne. Jesteś istotą bez charakteru.
– Ja cię teŜ bardzo lubię – odpowiedziała na to Jo.
– Nie znoszę kobiet, które nie potrafią zrezygnować z nieodpowiedniego
męŜczyzny. Tracisz tylko czas. Wracaj natychmiast!
– Zatelefonuję do ciebie.
– Tylko pamiętaj – odpowiedziała jej Mickie i odłoŜyła słuchawkę.
Jo, trzymając jeszcze w ręku słuchawkę, uśmiechnęła się. Mickie była podobna
do Elsie. ChociaŜ ta ostatnia zachowywała się jak dama, obie były wiernymi i
lojalnymi przyjaciółkami.
Jo miała szczęście do kobiet. Nagle poczuła tęsknotę za Chicago. Chad
pochłaniał ją tak bardzo, Ŝe nawet nie zdawała sobie sprawy, jak brakuje jej
przyjaciół. Zdołała juŜ skontaktować się z nimi za pomocą komputera. Pomyślała
teŜ, Ŝe cały czas traktuje dom i komputer Chada tak, jakby do niej naleŜały.
Czy on tak samo myśli o jej mieszkaniu w Chicago? Nigdy o tym nie
rozmawiali. Teraz byli rozwiedzeni, ale przedtem była przez sześć lat jego Ŝoną.
Przyzwyczaiła się do tego domu.
Kupił komputer najnowszego typu. Nie musiał łoŜyć na utrzymanie Jo przez
niemal cztery lata, więc stać go było na to.
Przypomniała sobie ksiąŜeczkę czekową, która leŜała w jej pokoju. Nie ruszył
nawet dolara z jej posagu. Dziwne.
Mówił, Ŝe nie miał Ŝadnej kobiety przez ten czas.
Przypomniała sobie ostatni wieczór, jaki spędziła w tym domu. Przygotowała
ulubione potrawy Chada: klops, pieczone ziemniaki, fasolkę i sałatkę owocową.
Spóźnił się tylko trzydzieści minut.
– Nie rób sobie niepotrzebnych kłopotów – powiedziała wtedy. – Rozstańmy
się w przyjaźni. śyczę ci szczęścia – wzniosła toast kieliszkiem wina. – Pokryję
koszty rozwodu.
Rozmawiali długo w nocy. Chad był zmęczony, miał podkrąŜone oczy. Starała
się nie zauwaŜać jego cierpienia.
– Biorę na siebie załatwienie rozwodu – powiedziała.
Potrząsnął głową i otworzył usta, aby coś powiedzieć...
– Nie martw się. Mam juŜ pracę i sama wszystko załatwię. PrzecieŜ to ja chcę
odejść.
A potem zmieniła ton głosu na bardziej przyjacielski.
– Potrzeba ci kobiety, która bardziej będzie do ciebie pasować. Która potrafi
być sama... kobiety, która da ci dziecko.
Nie odpowiedział nic. Wiedział, Ŝe jest juŜ za późno na dyskusje.
Jo zaczęła sobie przypominać róŜne rzeczy, które razem przeŜyli, gafy, jakie
popełniała jako młoda męŜatka.
Tego ostatniego wspólnego wieczoru przed niemal czterema laty Jo nie
powiedziała mu o tym, jak bardzo była samotna.
Miała duŜo zajęć, wielu przyjaciół i towarzystwo, ale potrzebowała tylko
Chada. Tej nocy, zanim odeszła, kochali się jak szaleni.
Poranek następnego dnia był straszny, chociaŜ niebo było bezchmurne, a słońce
ś
wieciło jasno.
Chad zawiózł ją na stację i chciał czekać do odjazdu pociągu, ale mu nie
pozwoliła.
– Idź juŜ – powiedziała. – Nie moŜemy dłuŜej się tak torturować.
– Wróć do domu – poprosił ją jeszcze raz.
Rozpłakała się. A potem płakała juŜ przez całą drogę do Chicago.
Westchnęła głęboko. Czy to wszystko moŜe się powtórzyć? Nie. Chyba teraz
jest jednak trochę mądrzejsza.
Tego dnia Chad znowu spóźnił się na kolację. Kiedy zobaczył, co
przygotowała, posmutniał.
– Znowu odchodzisz? – zapytał.
– Nie, jeszcze nie. A czemu pytasz?
– Wtedy przygotowałaś takie same potrawy.
– PrzecieŜ wiesz, Ŝe i tak odejdę. Chyba to rozumiesz. Nie pasujemy do siebie.
– Porozmawiajmy o tym później – zaproponował Chad.
– JeŜeli myślisz, Ŝe przyjechałam tu po to, Ŝeby znowu z tobą zamieszkać, to się
mylisz.
– Zobaczymy.
– Chad! Wszystko jest jasne. Jesteśmy rozwiedzeni.
– To weźmiemy ślub jeszcze raz. – Jego reakcja nie zaskoczyła Jo.
– Dobrze wiesz, Ŝe nie udało nam się za pierwszym razem. Traktowałeś mnie
jak sprzęt domowy.
– To nieprawda. Byłem przy tobie i pomagałem ci się rozwijać. Udało mi się to
doskonale. PrzewyŜszyłaś mnie pod wieloma względami.
– Nikt nie moŜe cię przewyŜszyć – oburzyła się Jo. – Jesteś doskonałym
nauczycielem.
– Ale... gdzieś tu się kryje jakieś „ale" – popatrzył jej w oczy.
– Trudno jest z tobą dyskutować. Twoja argumentacja jest nie do podwaŜenia.
– Chyba zgadzasz się ze mną, Ŝe twoje postępowanie jest nielogiczne.
– Jesteś wspaniałym rozmówcą. Ale dobrze pamiętam, jak się czułam, będąc z
tobą. Ja nie umiem tak Ŝyć.
– Wiesz, Jo, kiedy mówiłem ci, Ŝebyś postarała się dorosnąć, nie
przypuszczałem, Ŝe chwycisz byka za rogi i zaczniesz Ŝycie na nowo.
W odpowiedzi uśmiechnęła się do niego promiennie.
Rozdział 7
– Szef zaprosił nas na koktajl w piątek – odezwał się Chad, gdy kończyli jeść
obiad.
– Jeden z moich przodków był ofiarą hiszpańskiej inkwizycji. Czy spotka mnie
coś podobnego? – zainteresowała się Jo.
– Jesteś uroczyście zaproszona. Będziesz ze mną. Nie planuje się ścinania głów
ani przypiekania ogniem. To spotkanie nie jest związane z twoim powrotem.
ś
yjemy w końcu dwudziestego wieku. Obecnie ludzie tolerują towarzystwo
kobiety upadłej. – Przez chwilę przyglądał się jej z uwagą. – Twój niespodziewany
powrót wprawił niektórych w zakłopotanie.
– W takim razie: przepraszam.
– Przyjmuję twoje przeprosiny w ich imieniu – rzekł uroczyście.
– To miłe z twojej strony.
– Chyba nie pytałem cię jeszcze, czy kiedykolwiek byłaś karana przez
rodziców?
– Nie przypominam sobie tego. – Jo uśmiechnęła się do Chada i uniosła do ust
łyŜeczkę. Jadła lody.
– Tak myślałem.
– To po prostu nie było konieczne. Nie wolno karać niewinnych.
– Chad pospiesznie zasłonił usta serwetką, by ukryć uśmiech.
W oczach Jo teŜ tliły się iskierki rozbawienia.
Obserwował ją.
Siedziała jak dama. Zapragnął nagle porwać ją na ręce, zanieść na górę do
sypialni i pokazać, jak męŜczyzna powinien postępować z kobietą.
Ale był przecieŜ cywilizowanym człowiekiem, więc się opanował.
Jo udawała obojętność. Nie patrzyła na niego. Nawet się nie uśmiechała, choć
drŜały jej kąciki ust.
Zjadła lody i popatrzyła na Chada.
Pozostał niewzruszony.
Kobieta lubi być obiektem zainteresowania męŜczyzn. No, moŜe niektórych
męŜczyzn. Gdyby to nie był Chad, Jo z pewnością juŜ dawno wyszłaby z jadalni i
zamknęła się na klucz w swoim pokoju.
Pod wpływem spojrzenia Chada zaczęła odczuwać wzrastające pragnienie bycia
z nim. Och, jak go pragnęła! Dlaczego właśnie jego? Dlaczego nie Petera na
przykład? TeŜ jest przystojnym i inteligentnym męŜczyzną. Więc dlaczego nic nie
ciągnęło jej do niego?
– O czym myślisz? – zapytał Chad nagle.
– Dlaczego pytasz?
– Wyglądasz jakoś inaczej – wyjaśnił. CzyŜby znał ją aŜ tak dobrze?
– Skąd wiesz? – zapytała.
– No bo przedtem wyglądałaś zupełnie inaczej.
– To znaczy: jak? – nie mogła powstrzymać ciekawości.
– Jakbyś chciała pójść ze mną natychmiast do łóŜka.
– I co dalej? – Nie mogła mu powiedzieć, Ŝe się nie myli.
– Teraz starasz się zrozumieć, dlaczego.
– Prawie zgadłeś.
– Co znaczy „prawie"?
– Zastanawiałam się, dlaczego właśnie ty jesteś dla mnie taki atrakcyjny, a nie
ktoś inny?
Otworzył usta ze zdziwienia. Poczuł, Ŝe ogarnia go poŜądanie.
– CzyŜbyś był tak wraŜliwy? – Popatrzyła na niego badawczo.
– Tak. Na ciebie – odpowiedział z powagą.
– CzyŜ to nie Beniamin Franklin powiedział, Ŝe nocą wszystkie koty są szare?
– To cytat. – Chad zaczął mówić mentorskim tonem. – Większość jego
wypowiedzi oparta była na cytatach.
– Myślałam, Ŝe był błyskotliwy. – Jo nie potrafiła ukryć rozczarowania.
– Czytałem ksiąŜkę, w której sprawdzono źródła jego powiedzonek. Ludzie nie
rodzą się mądrzy, uczą się wszystkiego od innych. Jego cytaty wymyślili inni.
Niektóre powstały przed dwoma tysiącami lat.
– Chyba zapiszę się na twoje wykłady. Muszą być fascynujące.
– Powinnaś się przekonać o tym sama.
– Tak bym chciała mieć z tobą dziecko – powiedziała tęsknym głosem i
popatrzyła na niego ze smutkiem.
– Czy to by cię przy mnie zatrzymało? – zapytał Chad ochrypłym głosem,
zaskoczony nagłą zmianą tematu.
– Miałabym kogoś przy sobie. Nie byłabym sama.
– PrzecieŜ byłem z tobą – odrzekł bardzo cicho. – Ani nie poszedłem na wojnę,
ani nie spotykałem się z innymi kobietami. Po prostu pracowałem.
– Coś musiałam robić i dlatego zaczęłam się uczyć. Dziękuję, bo ty mi to
umoŜliwiłeś.
– Jeśli mowa o dzieciach, to przecieŜ one rosną i odchodzą z domu.
– Samotne Ŝony równieŜ.
– Miałaś moją miłość.
– Mnie to nie wystarczało. Potrzebowałam twojej obecności.
Zanim zdołał coś powiedzieć, uniosła dłoń nakazując mu milczenie.
– Nie. Proszę. Nie potrafię juŜ tego dłuŜej znieść.
Czuję się jak przepuszczona przez wyŜymaczkę.
Chad milczał. Jo teŜ.
– Wiesz, skąd się wzięła wyŜymaczka? – zapytał ochrypłym ze wzruszenia
głosem.
– Nie.
– Dawno temu – zaczął wyjaśniać – kobiety prały w wielkich kotłach, w
których gotowała się woda. Wyjmowały z nich bieliznę długimi kijami, a potem
godzinami czekały, aŜ ostygnie, by wycisnąć z niej wodę. Wówczas jakiś
męŜczyzna wymyślił wyŜymaczkę – dwa wałki, które wyciskały wodę. Chciał
pomóc kobietom. Jak wiesz, męŜczyźni litują się nad kobietami, chociaŜ te potrafią
wycisnąć z nich wszystko jak wyŜymaczka.
– Doprawdy? – zapytała. – Tak naprawdę to męŜczyźni wynaleźli wyŜymaczkę
dopiero wtedy, gdy kobiety kazały im wykręcać bieliznę.
– Jesteś bardzo młoda, ale tak wygadana, Ŝe całkiem zapominam o twoim
wieku.
– To się nazywa „ogłada", jeśli mnie pamięć nie myli.
– MęŜczyźni zawsze mieli problemy z kobietami – westchnął cięŜko Chad.
Jo popatrzyła na niego z uwagą. Był wspaniałym człowiekiem. Miał duŜe
poczucie humoru. Jaka szkoda, Ŝe nie mogła dać mu dzieci. Chad ma teraz
trzydzieści osiem lat. Musi mieć inną Ŝonę. śonę, z którą mógłby mieć dzieci.
Zaczęła się zastanawiać, czy moŜe ona nie zna takiej kobiety. Ale po dogłębnej
analizie odrzucała jedną kandydatkę po drugiej. CzyŜby to była zazdrość? PrzecieŜ
musi kogoś dla niego znaleźć.
– O czym do licha tak intensywnie myślisz? – zapytał Chad.
– Chcę ci zrobić niespodziankę! – uśmiechnęła się do niego.
– Cudownie.
– Nie. To nie o to chodzi. To coś zupełnie innego. Ja juŜ z ciebie
zrezygnowałam. Mam swoje własne Ŝycie.
– Poczekaj jeszcze dzień. PrzecieŜ nie ma pośpiechu. – powiedział.
Nie ma pośpiechu? Jak on moŜe tak mówić? Na co ma czekać? PrzecieŜ jej
jedynym majątkiem jest niezaleŜne Ŝycie. Musi bronić się przed Chadem. I odejść
od niego. Wkrótce. Ale nie zaraz. Chad jest zbyt wraŜliwy. Musi go nauczyć Ŝyć
bez swojej obecności.
Zacznie od zaraz. Nie pójdzie z nim na górę jak potulna owieczka.
– Chyba przejdę się trochę – rzekła. – Nie wychodziłam z domu przez cały
dzień.
– Za późno juŜ na spacer – stwierdził Chad.
– Ale ja mam ochotę się przejść.
– Wiesz, Ŝe o tej porze jest niebezpiecznie spacerować.
– W takim razie wyjdę tylko na podwórko pooddychać świeŜym powietrzem.
– Pójdę z tobą.
– AleŜ nie fatyguj się. Idź na górę i połóŜ się. JuŜ późno. Zatrzymałam cię zbyt
długo. Nic mi nie będzie.
Przyglądał się jej bacznie, zupełnie nie przekonany o słuszności tego, co mu
powiedziała. Na jego twarzy malował się upór.
– No dobrze – powiedział. – Zapukam w szybę, kiedy wyjdę z łazienki.
– Dobrze – uśmiechnęła się.
– Dobranoc – dodał cicho.
Uniosła twarz do pocałunku. Pocałował ją lekko i trochę zdawkowo.
Odwrócił się w stronę schodów.
Jo podeszła do szafy w holu i wybrała najcieplejsze rzeczy do włoŜenia. Była
pewna, Ŝe w tym, co ma na sobie, będzie mogła wytrzymać największy mróz.
Wyszła przez kuchenne drzwi i znalazła się na niewielkim podwórku. Na niebie
jaśniał księŜyc i miliony mrugających gwiazd. Na ich tle delikatnie rysowały się
gałęzie drzew.
Z jej ust wydobywały się obłoczki pary.
Stała i rozglądała się wokół. Było juŜ późno. Odgłosy miasta tłumiła noc i
puszysty śnieg. Wzięła garść białego puchu, ulepiła śnieŜną kulę i rzuciła nią w
drzewo.
Odwróciła się. Za nią stał....
– Chad? – zapytała.
– To ja – odpowiedział. – Myślę, Ŝe powinniśmy zrobić bałwana.
Roześmiała się. Wzięli się do roboty. Pierwsza kula była duŜa i krzywa, ale z
pewnością moŜna było ją dostrzec z wnętrza domu.
Postanowili bardziej się postarać, robiąc drugą i trzecią kulę. Trzeba było
wszystko dokładnie zaplanować i choć trwało to dość długo, dobry humor ich nie
opuszczał.
Chad znalazł kapelusz dla bałwana, a Jo ofiarowała mu swój szalik. I tak było
jej gorąco.
Przynieśli marchew, z której powstał nos, i suszone śliwki, z których zrobili
bałwankowi oczy i guziki.
Kiedy skończyli, przyjrzeli mu się dokładnie i uznali go za arcydzieło.
Wrócili do domu, zdjęli kurtki i buty. Potem poszli na górę, pozbyli się reszty
odzieŜy i oddali się zupełnie innemu zajęciu.
Gdzie Chad zdobył swe umiejętności? Skąd wiedział, jak pieścić jej rozpalone
ciało?
Czuła ciepło jego oddechu. DrŜała. Z półotwartych ust wydobywały się
westchnienia.
CóŜ za cudowna tortura! I takie rozkoszne chwile odpoczynku. Nie powinien
tego robić. Znowu z jej ust wyrwał się jęk rozkoszy. Osiągnęli szczyt. A potem
opadali powoli, leniwie. Nie obchodziło ich nic, co istniało wokół nich.
Potem jeszcze długo szeptali i śmieli się, aŜ zmorzył ich sen.
Ś
niło jej się, Ŝe była w ciąŜy. Ale nawet we śnie wiedziała, Ŝe to niemoŜliwe,
więc zaczęła płakać.
– Co się stało? – zapytał Chad.
– Nie wiem – skłamała.
– Pewnie jesteś głodna i przypomniały ci się śliwki na tłustym brzuszku
bałwana.
– Chyba tak – skinęła ze smutkiem głową.
– Masz szczęście, Ŝe jestem tutaj i mogę cię obronić przed niebezpieczeństwem
– powiedział z zadowoleniem w głosie i przytulił ją do siebie.
Nigdy nie miała złych snów. Nigdy. Ale nie powiedziała mu tego.
– Powinniśmy się pobrać – zaczął mówić Chad głosem pełnym miłości.
Drgnęła zdziwiona.
– Zaskoczyłem cię, prawda? – roześmiał się głośno.
– Widzisz, jaki jestem sprytny? Tym razem nie będziesz się nudzić.
– Nie nudziłam się. Ja po prostu czułam się samotna.
– Odkąd tu wróciłaś, jestem z tobą – przypomniał jej.
Nie mogła tego zbagatelizować. Chad musi w końcu zrozumieć, o co tu chodzi.
– Jestem twoim gościem, więc troszczysz się o mnie – zaczęła mówić
łagodnym głosem.
– PrzecieŜ moŜesz tu pracować, korzystasz z mojego komputera. Nie nudzisz
się i nie jesteś sama. Wszystko dobrze się układa.
Na razie, pomyślała. Ale nie powiedziała tego głośno.
– To tylko wizyta. Nie myślę o powtórnym małŜeństwie – stwierdziła po chwili
zastanowienia.
– Poczekamy z decyzjami jeszcze trochę – powiedział uspokajającym tonem i
przytulił ją do siebie.
Jo milczała.
W piątek wieczorem poszli na oficjalne przyjęcie, na które tak uprzejmie
zaproszono Jo. Nie miała chęci na nie iść. Ale w końcu kupiła elegancką sukienkę
w kolorze mandarynki. Dobrała do niej proste sandałki na wysokich obcasach.
Chad wyglądał oszałamiająco w smokingu. Na pewno nie było kobiety, która
nie zapragnęłaby go uwieść.
Pewnie jak zwykle wszystkie panie zbiorą się wokół niego i będą starały się
zwrócić na siebie jego uwagę; będą go dotykać, śmiać się i głośno mówić.
Czy to są moje myśli, zastanowiła się w pewnym momencie. Jeśli tak, to jest po
prostu zaborcza i zazdrosna. A przecieŜ są rozwiedzeni.
Chwyciła się tej myśli jak ostatniej deski ratunku. PrzecieŜ nie jest jego Ŝoną.
JuŜ nie. Jest tylko jego gościem. Nie ma prawa okazywać zazdrości.
Zazdrosna.
Jest zazdrosna?
A moŜe to była przyczyna wszystkiego? Nie nieobecność Chada, lecz jej
zazdrość, Ŝe jego uwaga nie koncentruje się tylko na niej? CzyŜby była taka
głupia?
MoŜe!
Jeśli tak się działo, to tylko dlatego, Ŝe była wtedy taka młoda. Teraz jest juŜ
mądrzejsza i potrafi pogodzić się z faktem, Ŝe Chad podoba się innym kobietom.
Porozmawia z nimi, pozna ich męŜów. Dość długo jest sama i potrafi temu
sprostać. Musi teŜ pamiętać, by rozmawiać z wszystkimi.
Przynajmniej spróbuje.
W ciągu ostatnich czterech lat w Chicago bywała tylko na słuŜbowych
przyjęciach. Ludzie byli tam sobie zupełnie obcy, ale chcieli się poznać,
porozmawiać i poflirtować.
Nie pamiętała, Ŝeby tak było na przyjęciach, na które miała wątpliwą
przyjemność chodzić w czasie trwania ich małŜeństwa. MoŜe była w tym jej wina,
moŜe nie umiała słuchać, co mówią inni. W Chicago nauczyła się bardzo duŜo.
Z pewnością poradzi sobie tego wieczoru.
Elsie poŜyczyła jej długi aksamitny płaszcz z miękką mufką.
Chad musiał odpowiedzieć na wiele pytań, a przede wszystkim na
najwaŜniejsze: kto będzie na przyjęciu.
Zorientowała się, Ŝe nie spotka tam wielu wykładowców, i obawiała się, Ŝe nie
będzie miała z kim rozmawiać.
Przypomniała sobie kilku starszych panów, którzy zawsze gawędzili o tak
nieciekawych rzeczach, Ŝe zanudzali wszystkich, a szczególnie osoby spoza ich
kręgu, takie jak ona.
Zresztą i tak ten wieczór kiedyś musi się skończyć.
Czas szybko płynie, pocieszała się.
W końcu poszli na to przyjęcie. Znowu spadł śnieg i pokrył na nowo chodniki
białym puchem. Chad przeniósł Jo od samochodu do drzwi wejściowych. Po
drodze nawet zatrzymał się, by przywitać znajomych. Wszystkie kobiety patrzyły
na niego zdziwione tym, Ŝe tak swobodnie rozmawiał ze znajomymi, cały czas
trzymając Jo w ramionach.
MęŜczyźni zwrócili uwagę na Jo. Nie była wcale z tego zadowolona.
Interesowali się nią nie dlatego, Ŝe jest inteligentna, ale dlatego, iŜ jest młoda, ładna
i w dodatku jej były mąŜ nosi ją na rękach.
MęŜczyznom podobają się kobiety, które naleŜą do kogoś innego, szczególnie
jeśli ten ktoś formalnie nie ma juŜ do nich Ŝadnego prawa.
W ten sposób Jo spędziła cały wieczór, starając się rozmawiać z paniami, w
czym ustawicznie przeszkadzali jej panowie. Chad obserwował ją z uwagą i od
czasu do czasu przeszkadzał jej kolejnym wielbicielom.
Jo była na niego wściekła. UwaŜała, Ŝe doskonale potrafi poradzić sobie sama.
Nie potrzebowała wcale jego pomocy.
Właściwie przyjęcie było dość udane. Jo była zadowolona z siebie i nawet
dobrze się bawiła.
Kilka pań przyłączyło się do niej. Były bardzo sympatyczne, nie wywyŜszały
się i traktowały Jo z szacunkiem. Zręcznie unikały wszelkich uwag na temat jej
sytuacji.
Jak miło było cieszyć się towarzystwem męŜczyzn, którzy szanują kobietę i
traktują ją jak równą sobie. Znała juŜ to uczucie z Chicago.
W dodatku nie była juŜ Ŝoną Chada i cokolwiek zrobiłaby, na pewno nikt by
tego nie komentował.
Atmosfera na uniwersytecie była zawsze przyjazna, aprobowano rzeczy nowe.
Dlatego teŜ sytuacja Chada i Jo nie wywoływała Ŝadnych uwag.
A dawni znajomi? Część starszej generacji miała pewne uprzedzenia, ale z
czasem i one miną.
ś
ycie jest ciągłą walką, dzięki wyzwaniom staje się ciekawsze.
Kiedy wieczór się skończył, warstwa śniegu na chodnikach była jeszcze
grubsza, więc Chad zaniósł Jo do samochodu. Pojechali do restauracji „U
Normana", gdzie spotkali część gości z przyjęcia i w miłym towarzystwie zjedli
kolację.
Wrócili do domu późno, senni od nadmiaru dobrego jedzenia.
Chad wniósł Jo do domu.
– Jesteś mi coś dłuŜna – powiedział. – Teraz odstawię samochód, a potem
uzgodnimy, w jaki sposób mi się odwdzięczysz.
– Spróbuję zgadnąć.
Potem leŜeli obok siebie rozleniwieni.
– Próbujesz odrobić te wszystkie lata, które minęły od naszego rozwodu?
– Chcę, Ŝebyś uwierzyła w moje ogromne moŜliwości. – Ziewnął. – Pewnego
dnia stanę się leniwy i ospały. Ale w tej chwili musisz uwierzyć, Ŝe jestem pełnym
werwy facetem.
– Nie mogę sobie przypomnieć, czy przedtem teŜ taki byłeś – roześmiała się Jo.
– Oczywiście, Ŝe tak. Tylko starałem się bardziej uwaŜać na ciebie –
odpowiedział.
– Teraz juŜ wszystko rozumiem – stwierdziła i roześmiała się jak szczęśliwa
kobieta.
Dni mijały, a Jo była ciągle u Chada. DuŜo pracowała, pomagała klientom
rozwiązywać problemy z ich programami komputerowymi i szło jej to bardzo
dobrze.
Chad trochę rzadziej bywał w domu. Jo była tak zajęta, Ŝe nawet tego nie
zauwaŜała. MoŜe teŜ nie potrzebowała juŜ jego ciągłej obecności.
Wracał więc powoli do starych przyzwyczajeń i był prawie zupełnie pewien, Ŝe
Jo się z tym pogodzi.
Ś
nieg topniał, zaczęły wiać cieplejsze wiatry. Samotny bałwan stał na
podwórzu. Przyszedł luty. Przyjaciele Jo z Chicago zaczęli się niecierpliwić.
Kolejny raz wysłała pieniądze na opłacenie mieszkania i kupiła sobie nowe
ubrania.
Co ja tu robię? Dlaczego opóźniam wyjazd? zastanawiała się.
Dlaczego po prostu nie wsiądę do pociągu i nie pojadę do Chicago? Tak
zwyczajnie. Dlaczego ciągle jeszcze jestem z Chadem?
I wtedy, któregoś dnia, dostała ten list. Anonim oczywiście. Takie listy zawsze
są anonimowe.
Moja droga!
UwaŜam, Ŝe nie powinnaś dłuŜej mieszkać z Chadem. Nie jesteście juŜ
małŜeństwem.
Twoje zachowanie nie stanowi dobrego przykładu dla młodzieŜy.
Zrozum, Ŝe ja cię nie oceniam. Myślą, Ŝe powinnaś rozwaŜyć, jaki wpływ masz
na innych.
ś
yczliwy przyjaciel.
Nie mogła pokazać tego listu Chadowi. Spaliła go w kominku, nie w porywie
złości, lecz by być pewną, Ŝe Chad go nie zobaczy i nie stanie w jej obronie. Nie
mogła na to pozwolić.
Fakt, nie mogła zaprzeczyć, Ŝe autor listu ma rację. Nie podobało się jej jednak,
Ŝ
e ten człowiek się nie ujawnił. Czy była nim kobieta, czy męŜczyzna? Ciekawiło
ją to bardzo.
Autor anonimu miał rację. Ludzie powinni zachowywać się stosownie do
obowiązujących norm. Narzucić sobie pewną dyscyplinę. Złe zachowanie zachęca
innych do naśladownictwa. Anonimowy autor listu trafił w samo sedno.
Dziwne, Ŝe właśnie to, iŜ nie znała autora anonimu, a nie sama treść listu
denerwowała Jo najbardziej.
Zresztą...
Czy rzeczywiście było to waŜne, kto powiedział jej prawdę?
»
Rozdział 8
List wywołał u Jo niepokój. Do tej pory nie odczuwała wstydu, Ŝyjąc tak
otwarcie z Chadem, i nie przypuszczała, Ŝe ktoś, oprócz rodziców, interesuje się jej
Ŝ
yciem.
Musiała przyznać, Ŝe nie byliby zadowoleni wiedząc, Ŝe znowu jest z Chadem.
Lubili go i z pewnością pomyślą, Ŝe wykorzystuje go niepotrzebnie i
bezproduktywnie.
Bezproduktywna.
Taka właśnie jest.
Nie jest jego Ŝoną. I to ona odeszła od niego i Ŝądała rozwodu.
Stała się bardziej milcząca, ale Chad tego nie zauwaŜył, bo nigdy nie była zbyt
gadatliwa. Nigdy z własnej inicjatywy nie zaczynała rozmowy. Odpowiadała na
jego pytania i czasami nakłaniała go do zmiany powziętych przez niego decyzji.
I to mu się bardzo podobało, bo zmuszało go do głębszego zastanowienia się
nad wieloma sprawami, by znaleźć kontrargumenty.
Zresztą zawsze była dość niezaleŜna i uparta.
Po otrzymaniu tego listu zaczęła powoli ograniczać kontakty z Chadem. Coraz
więcej czasu spędzała przy komputerze, skontaktowała się z przyjaciółmi w
Chicago, częściej wychodziła z domu, spacerowała wzdłuŜ kanału, karmiła kaczki i
rozmyślała.
Nawet nie zauwaŜyła, kiedy bałwan się rozpuścił. Przyniosła do domu kapelusz
Chada i swój szalik. Tylko to ocalało.
Tak jak przed laty, Chad niczego nie zauwaŜał. Jadali razem kolacje, spali
razem, rozmawiali, ale nie powiedziała mu o swoich problemach, a on był tak
zajęty pracą, Ŝe nie zwracał na nic uwagi.
Czuł się bezpieczny. Cieszył się, Ŝe Jo jest z nim, więc nie zauwaŜył jej smutku.
MoŜe przyczyną tego było to, Ŝe przed laty zachowywała się tak samo?
List wzbudził w Jo wyrzuty sumienia. Mimo to opóźniała wyjazd. ChociaŜ nie
miała zamiaru zostać z Chadem, nie potrafiła podjąć decyzji.
Musi wyjechać.
Nawet pracą nie mogła zagłuszyć głosu sumienia. W dodatku ta świadomość,
Ŝ
e wystarczył jeden list, aby wszystko zmienić, była dla niej nie do zniesienia.
Kiedy człowiek jest dorosły, uwaŜa, Ŝe panuje nad wszystkim. Czy to prawda,
pytała własnego sumienia.
Jo była zła. Zła na siebie, bo nie wiedziała, co ma robić. Poza tym nie mogła
zrozumieć, jak to jest, Ŝe jedna część jej osobowości cieszy się na myśl o
wyjeździe, podczas gdy druga cierpi.
CzyŜby rzeczywiście cierpiała?
Tak.
Dlaczego?
Bo znajdowała się w miejscu, gdzie nie powinna być. Nie wolno jej było tu
wracać. Nie powinna ulegać pokusie. JuŜ na lotnisku w Dallas trzeba było uciec od
Chada.
Tak, właśnie to trzeba było zrobić.
Mogła iść z nim na kawę i pogawędzić chwilę, ale nie ulegać pragnieniu
wspólnego wyjazdu.
Dlaczego poszła z nim do hotelu? Dlaczego chciała być z nim i mieć go tylko
dla siebie? Pytania, setki pytań przemykały przez jej skołataną głowę.
Spóźnione wyrzuty sumienia? Na to wyglądało.
A Chad? Co będzie z Chadem?
Co uzyskała przez ten czas?
Wykorzystywała przecieŜ człowieka, którego kiedyś ' rzuciła. Zaczęła się
wstydzić swojego zachowania.
Musi to przyznać. Nie była dobra dla Chada. Kochał ją i zaufał jej. On się nie
zmienił.
Jo nie kochała go... wystarczająco.
Nie miała Ŝadnego wpływu na jego Ŝycie. Nie mogła mu nic ofiarować.
Najlepiej zrobi, jeśli wyjedzie.
Chad wrócił do domu wcześniej. Ten dzień dokładnie zaplanował. Dla Jo i dla
siebie. Spędzą go razem i następny równieŜ.
Ale dom był pusty. Jo odeszła.
Na poduszce leŜał list.
„PoŜegnania są okropne. Bardzo miło było spotkać cię znowu i być z tobą. Ale
kontynuowanie tego nie ma sensu. Jesteś wspaniałym człowiekiem i błyskotliwym
nauczycielem.
Najlepsze Ŝyczenia. Twoja na zawsze, Jo".
Nie dopisała nazwiska. Chad chyba nie będzie miał wątpliwości, od której Jo
ten list otrzymał.
Chad był oszołomiony. To była szokująca niespodzianka. Wraz z upływem dni
uspokajał się i nabierał pewności, Ŝe Jo zostanie.
Jęknął. Czuł łzy pod powiekami, a serce rozrywał mu straszny ból. Nie mógł
uwierzyć, iŜ zrobiła to znowu. śe go porzuciła.
Co ma teraz robić?
Nie wyobraŜał sobie Ŝycia bez niej.
W pociągu do Chicago towarzyszył Jo jakiś komiwojaŜer. Przez całą drogę
opowiadał jej, jak źle się czuje w samolotach i jak nieprzyjemne są samotne
podróŜe samochodem.
Jo od czasu do czasu odzywała się do niego, ale nawet nie słyszała tego, co
mówił jej towarzysz. CzyŜby to była depresja? Czuła, Ŝe dopiero teraz ostatecznie
zniszczyła swoje małŜeństwo. Ale nie czuła się wolna, lecz samotna.
Zagubiona.
Nigdy nie Ŝałowała, Ŝe rozwiodła się z Chadem przed czterema laty. Nie miała
na to czasu. Cały smutek po prostu odsunęła od siebie, jakby odkładała go na
półkę.
Te ostatnie dni! PrzecieŜ to cały miesiąc! AŜ miesiąc, czy tylko miesiąc?
Dlaczego tak uczepiła się tego męŜczyzny? Jak on się teraz czuje, gdy znowu
go opuściła?
Postąpiła egoistycznie i bezwzględnie.
Jo poprosiła bagaŜowego, aby znalazł jej taksówkę. Jakiś męŜczyzna pomógł jej
załadować bagaŜe do samochodu, a poniewaŜ jechał w tym samym kierunku,
zabrał się razem z nią.
Kiedy zajechali pod dom w Lincoln Park, kierowca zaniósł jej rzeczy pod
drzwi. Okazało się, Ŝe nieznajomy towarzysz podróŜy zapłacił za taksówkę.
Weszła do domu. Była rada, Ŝe w jej mieszkaniu jest dodatkowa sypialnia.
Umieściła w niej wszystkie nowe, kupione w ciągu ostatniego miesiąca, rzeczy.
Nie chciała ich nosić w Chicago, ale nie potrafiła niczego wyrzucić.
Dom Jo znajdował się w zamkniętej dzielnicy, stał przy prywatnej, brukowanej
ulicy w szeregu podobnych rezydencji otoczonych metalowymi, kutymi
ogrodzeniami. U wlotu ulicy czuwali ochroniarze.
Nawet nowe budynki zaprojektowane były w stylu z przełomu stulecia. Okno
salonu Jo wychodziło na mały ogródek. Z klatki schodowej na piętrze moŜna było
obejrzeć go w całej okazałości.
Jo miała duŜy telewizor, wideo i wieŜę. W domu była klimatyzacja i centralne
ogrzewanie, kominek i parkiet. W salonie na podłodze leŜał piękny dywan w
orientalnym stylu, który Jo bardzo lubiła.
Ostatnio w prasie zaczęły się pojawiać artykuły nawołujące do zburzenia tej
dzielnicy i wybudowania w owym miejscu eleganckich rezydencji.
Jo nie kupowała gazet, nie chciała się denerwować.
Nie miała samochodu, wszędzie jeździła taksówkami.
Popierała ruch skautów.
Chodziła na randki, spotykała się z przyjaciółkami. Rzadko robiła zakupy, a
jeśli juŜ coś kupowała, to były to gotowe potrawy.
Chicago oferuje nieskończone moŜliwości doskonałej rozrywki. Jo korzystała z
tego w kaŜdej wolnej chwili. Występy zespołów, kino, teatr, wystawy – wszystko
to ją pociągało.
Miała chłopaka, który pracował jako makler. Nazywał się John Shaw. Był
bardzo powaŜnym człowiekiem, ale lubił się bawić. Akceptował teŜ przyjaciół Jo.
John kupił sobie ostatnio nowy samochód. Nie chciał, tak jak wszyscy, mieć
BMW, więc wybrał jakąś markę japońską. Widać było, Ŝe jest człowiekiem
sukcesu i dobrze mu się powodzi.
Jo zatelefonowała do niego zaraz po powrocie.
– Chciałem juŜ jechać do Indianapolis, Ŝeby cię odnaleźć. Wiadomości od
ciebie były zbyt lakoniczne. Strasznie się cieszę, Ŝe juŜ wróciłaś. Będę u ciebie za
dwadzieścia minut – powiedział John jednym tchem.
To było coś nowego. John nigdy nie wychodził z biura przed piątą.
Jo wcale nie była pewna, czy pragnie się z nim zobaczyć. Chciała odpocząć.
Ale John odłoŜył juŜ słuchawkę.
Dom Jo był miły i dobrze utrzymany. Sprzątaczka przychodziła równieŜ
podczas jej nieobecności.
Zadzwoniła do biura i zawiadomiła o swoim przyjeździe. Sandra skontaktowała
się z nią natychmiast.
– Cześć. Masz ołówek?
Podała jej nazwiska pięciu klientów i jeszcze dodatkowo jednego, który
pomocy potrzebował natychmiast.
Jo zadzwoniła do wszystkich i ustaliła terminy spotkań. Potem uruchomiła
komputer i połączyła się z ostatnim klientem, którego z łatwością przeprowadziła
przez labirynt programu. W końcu sam się dziwił, Ŝe nie potrafił sobie poradzić z
czymś tak prostym.
Weszła na górę i przez chwilę stała, patrząc na pokój. Nie czuła radości z
powrotu do domu i nawet nie miała chęci rozpakować pozostałych rzeczy. Czuła
się jak zawieszona w próŜni. Gdzieś w oddali usłyszała warkot samochodu Johna.
Nadal nie była pewna, czy chce go widzieć. Jeszcze nie teraz. Powinna chyba na
nowo przyzwyczaić się do samotności.
Jednego była pewna. Ona i Chad to juŜ historia. Odwróci się od przeszłości i
zacznie Ŝycie na nowo. Nie powinna była jeździć z nim po Teksasie, nie wolno jej
było mieszkać z nim znowu...
John zadzwonił do drzwi, więc zeszła na dół. Nigdy przedtem nie musiał tego
robić. Zawsze witała go w otwartych drzwiach, kiedy zajeŜdŜał pod dom.
John był młodszy od Chada. Miał dopiero trzydzieści lat.
– No wiesz! – powiedział i uśmiechnął się. – Bałem się, Ŝe juŜ nie wrócisz. Ale
Beth powiedziała, Ŝe przyjedziesz, bo zostawiłaś swoje ubrania.
– Witaj – uśmiechnęła się do niego, ale cofnęła się, gdy chciał ją objąć.
Udał, Ŝe niczego nie zauwaŜa.
– Musisz być zmęczona – powiedział. – Chciałbym cię uściskać i powitać w
cywilizowanym świecie. Czy Teksas cię nie rozczarował?
– Raczej nie.
– Co mi przywiozłaś?
– Dopiero teraz przypomniała sobie, Ŝe kupiła mu prezent przed spotkaniem z
Chadem. Z pewnością ma go jeszcze w torbie.
– Jeszcze się nie rozpakowałam. Musisz poczekać – uśmiechnęła się do niego.
– Na prezent mogę poczekać. Ale nie mogę doczekać się ciebie. Bardzo za tobą
tęskniłem – powiedział cicho i przytulił ją do siebie.
Jak dziwnie brzmiały te słowa w ustach męŜczyzny, którego znała dość
powierzchownie. Nie chciała Ŝadnych komplikacji. Nie teraz.
– Nie teraz – powtórzyła głośno.
– A potem? – zapytał.
Roześmiała się i uwolniła z jego objęć.
– Czy dziś spokój na giełdzie, Ŝe wyszedłeś? – zmieniła błyskawicznie temat.
John z zaskoczeniem pokręcił głową, a Jo pomyślała, Ŝe nie powinna mu mieć
za złe tego, Ŝe poświęca jej swój czas.
PrzecieŜ miała wielkie pretensje do Chada o zupełnie odmienne postępowanie.
Poszła do małej kuchenki i nastawiła wodę na kawę.
John ruszył za nią. Po drodze zdjął marynarkę i rozluźnił krawat. Zaczął ją
zapewniać, Ŝe jest fachowcem, jeśli chodzi o rozpakowywanie rzeczy.
– Zaniosę twój bagaŜ na górę. A potem opowiesz mi o swoich przygodach.
Dlaczego nie było cię tak długo?
Zapisałaś się na jakieś kursy?
– Coś w tym rodzaju – odparła z niechęcią. Patrzył na nią. Był taki szczęśliwy,
Ŝ
e są razem.
– Przyjechałem, by ochronić cię przed przyjaciółmi, – którzy denerwowali się z
powodu twojej nieobecności. Brakowało nam ciebie. Uśmiechnęła się lekko.
– Jesteś bardzo zmęczona – stwierdził John, obserwując ją bacznie.
– Chyba tak – odpowiedziała po chwili zastanowienia.
John spowaŜniał.
– Dobrze się czujesz? – zapytał z niepokojem.
Jo zrozumiała, Ŝe nie jest przygotowana na to, by być obiektem troski Johna.
– Jestem po prostu zmęczona – powtórzyła.
– Nie rób kawy. Zaniosę twoje rzeczy na górę. O ile znam twojego szefa, to juŜ
przesłał ci kilku klientów, którzy potrzebują twojej pomocy.
– Masz rację – Jo skinęła głową.
John nie spuszczał z niej oczu.
– Chyba się czujesz zagubiona. Pomogę ci wszystko zorganizować. – Wskazał
na torby. – Czy zanieść je na górę? Masz o wiele większy bagaŜ niŜ przy
wyjeździe.
Ale Jo myślała właśnie o podróŜy do Meksyku, z Chadem.
– Tak – rzekła z roztargnieniem.
– Jesteś naprawdę zmęczona. Zaraz ułoŜymy cię do snu.
– Nie. Muszę popracować.
– CóŜ... – zawahał się. – MoŜe zamówię kolację. Zjemy coś razem i połoŜysz
się wcześniej spać.
– Dobrze. – Machinalnie zgadzała się na wszystko.
– Tak się cieszę, Ŝe wróciłaś. Ja... my wszyscy tęskniliśmy za tobą.
– John był bardzo wraŜliwym człowiekiem. Wyczuł jej rezerwę.
– Wiesz, muszę chyba zatelefonować do dziewczyn. Sylwia i Janet obraŜą się
na mnie – powiedziała nagle.
– W takim razie ja skontaktuję się z Tedem i Robem. Wszyscy spotkamy się u
ciebie.
– Wspaniale.
Nie była to rozmowa, której oczekiwał. Był rozczarowany zachowaniem się Jo.
Ujęła go pod ramię i poprowadziła w stronę drzwi. Chciała, Ŝeby juŜ sobie
poszedł.
Ale John wziął torby i zaczął wchodzić po schodach.
– Gdzie mam je zanieść?
– Do pokoju w końcu korytarza. Pamiętaj, wróć na kolację.
– Dobrze. Czy mam przywieźć dziewczyny?
– Wspaniale. Nie będą musiały brać taksówki. Zadzwonię do nich teraz, Ŝeby
się upewnić, czy przyjdą.
John przysłuchiwał się rozmowie. I Sylwia, i Janet chętnie przyjęły
zaproszenie, choć najpierw skrzyczały ją za tak długą nieobecność. Powiedziała im
teŜ o propozycji Johna.
John czekał na nią w salonie. Musiała się przebrać, a on postanowił zawieźć ją
do pierwszego klienta.
Chciał poczekać na nią przed jego domem, ale nie zgodziła się na to.
– Spotkamy się u mnie. Masz tu klucz, gdybym się spóźniała.
Na nieszczęście, jej ostatnie słowa na nowo rozbudziły w nim nadzieję.
Wyszedł z biura wcześniej, więc postanowił nie wracać do pracy, tylko do
mieszkania Jo, i zrobić jej niespodziankę.
PoniewaŜ w jadalni Jo urządziła sobie biuro, John nakrył stół w rogu salonu.
Sprawdził, czy jest lód w lodówce. Poszedł do kwiaciarni i kupił dwa bukiety
kwiatów. Mniejszy postawił na stole, a drugi w rogu salonu.
Był naprawdę szczęśliwy, Ŝe pozwoliła mu gospodarzyć w swoim domu.
Zatelefonował do Teda i Roba, którzy, jak wszyscy męŜczyźni, woleli przyjąć
zaproszenie na kolację, niŜ samemu ją przygotowywać. Potem poprosił Sylwię i
Janet, aby jednak przyjechały taksówką. Chciał poczekać na Jo, Ŝeby nie wracała
do pustego mieszkania.
Kiedy Jo wróciła, John oglądał telewizję. Wybiegł szybko, ale juŜ zdąŜyła
zapłacić taksówkarzowi. Weszli razem do domu i John czuł się wspaniale, będąc z
Jo, choć zdawał sobie sprawę, Ŝe zaraz pojawią się goście.
– Nie podziękujesz mi za to, Ŝe nakryłem za ciebie do stołu? – zapytał.
Dopiero teraz zauwaŜyła, ile włoŜył w to wysiłku.
– Jakie cudowne kwiaty! – zawołała. – Wspaniale jest patrzeć na nie w środku
zimy.
– To na twoje powitanie. Bardzo za tobą tęskniliśmy. Szczególnie ja.
Uśmiechnęła się do niego.
– Witaj z powrotem w domu – powiedział szeptem.
Nie była pewna, czy chce go pocałować, więc cofnęła się krok i złoŜyła mu
niski ukłon.
– Dziękuję ci, szlachetny człowieku.
Podszedł do niej i objął ją. Patrzył na nią z bliska i gładził po jasnych włosach.
– Tęskniłem – powtórzył po raz kolejny. – Przysłałaś mi tylko jedną kartkę. –
W jego głosie brzmiała pretensja. – Co cię zatrzymało?
– Pojechałam do Indianapolis, Ŝeby odwiedzić starych przyjaciół. Ukończyłam
tamtejszy uniwersytet. Mam tam przyjaciółkę Elsie – wyjaśniła mu, myśląc przez
cały czas o Chadzie.
ZauwaŜył, Ŝe posmutniała.
– Wszystko w porządku? – zapytał ostroŜnie.
Nie rozumiał, skąd taka reakcja.
– Oczywiście – zapewniła go. Ale Johna ciągle dręczył niepokój.
Pojawili się goście. Wszyscy dobrze się znali i lubili. Ted, Rob, Sylwia i Janet
przyprowadzili jeszcze kilka innych osób i zamówili jedzenie w chińskiej
restauracji. Na stole stały róŜnorodne naczynia, a poniewaŜ było za mało krzeseł,
goście musieli siedzieć po dwie osoby na jednym. Tylko bukiety były eleganckie i
wspaniałe. Wszyscy doskonale się bawili.
Jo musiała przyznać, Ŝe nie spodziewała się tak miłego powitania. Czuła, Ŝe
naprawdę jest wśród przyjaciół.
John zamierzał zostać dłuŜej niŜ inni, ale spostrzegł ślady zmęczenia na twarzy
Jo. Uściskał ją jak pozostali goście i odjechał, zabierając ze sobą parę osób. Reszta
pojechała taksówkami.
Jo nie rozpakowała rzeczy. Była tak zmęczona, Ŝe ledwo weszła po schodach na
górę. Cieszyła się, Ŝe zobaczyła wszystkich przyjaciół. Przynajmniej nie miała
czasu myśleć o... nim.
I o tym, Ŝe nie będzie juŜ spać u jego boku. śe znowu będzie sama.
Zanim ponownie spotkała Chada, przyzwyczaiła się do samotnych nocy. Kiedy
z nim była, nie myślała o tym, co będzie później. Teraz będzie musiała nauczyć się
samotności na nowo.
Samotność.
Nie powinna tak myśleć. Ma tylu przyjaciół, prawdziwych przyjaciół, John
mógłby zostać jej kochankiem.
To dobry człowiek, niemal doskonały.
Więc dlaczego ciągle wracała myślami do Chada?
Nie zna jej adresu ani numeru telefonu. Był tak pewien, Ŝe zostanie z nim, Ŝe
nawet o to nie zapytał.
MoŜe po prostu nie chciał przyjąć do wiadomości tego, Ŝe mogłaby kiedyś
odejść. I nie dopuszczał do siebie myśli, Ŝe ma gdzieś własny dom... jakiś adres.
Było jeszcze stosunkowo wcześnie, gdy zatelefonowała do Elsie.
– Pamiętaj, Ŝebyś mu nie mówiła, gdzie mieszkam, ani jak moŜna się ze mną
skontaktować – powiedziała przyjaciółce.
– Do diabła! – usłyszała w odpowiedzi zaspany głos, a potem przyjaciółka
odłoŜyła słuchawkę.
Jo wzięła długi, gorący prysznic. Stała w kłębach pary i myślała o tym, Ŝe przez
cztery lata doskonale dawała sobie radę, dopóki nie spotkała go w Teksasie.
Jego? Dlaczego w myślach nazywa Chada: „on"?
Z przeraŜeniem stwierdziła, Ŝe nikt inny dla niej nie istnieje. Liczy się tylko on,
jej były mąŜ. Jej wszystkie myśli krąŜyły bezustannie wokół Chada Wilkinsa.
Z biegiem dni Jo powoli odzyskiwała spokój ducha. Chwilami smutek
powracał, ale nikt tego nie zauwaŜał, bo nigdy nie była duszą towarzystwa.
John traktował ją, jakby była zrobiona z kruchej porcelany. Jo patrzyła na niego
ze smutkiem. Nie był jej męŜem... jej byłym męŜem. Ale zjawiał się zawsze, gdy
tego chciała, i był taki miły. Niezwykle troskliwy. I do smutku z powodu Chada
doszedł Ŝal, Ŝe musi porzucić Johna.
– Co, do licha, dzieje się z tobą? – pytała Beth. – Byłaś u lekarza? Schudłaś!
– Przestań.
Nawet John to zauwaŜył.
– Czy ty w ogóle coś jesz? – dopytywał się. – Wyglądasz jak...
– .. . chudzielec – podpowiedziała ze złością.
– Nie tak chciałem cię nazwać – zaprotestował John.
ZauwaŜyła smutek w jego głosie.
– Co się dzieje? Jak mogę ci pomóc? – dopytywał się.
Musiała być uczciwa wobec niego. ; – Nie pasuję do ciebie. Powinieneś
rozejrzeć się za inną.
– Jesteśmy przyjaciółmi – powiedział John po chwili wahania. – A przyjaciele
troszczą się o siebie. To przecieŜ oczywiste.
JakiŜ to wspaniały, opiekuńczy męŜczyzna. Nie chciał sprawiać jej przykrości,
zanudzać swoimi sprawami. Był po prostu przy niej i starał sieją chronić.
Właściwie wszystko doskonale się układało. Pracowała i jak zwykle niosła
pomoc nieszczęsnym ofiarom komputera.
Przyjaciele dbali o nią i jej nastrój. Zapraszali ją na wszystkie imprezy, jakie
urządzali. PrzyjeŜdŜali po nią, dostarczali rozrywek i odwozili do domu. Nie
pozwalali jej na samotność, na tęsknotę.
UwaŜała jednak, Ŝe przyjaciele mogą stać się kłopotliwymi natrętami dla kogoś
pogrąŜonego w smutku.
Rozdział 9
Niemal wszystkie stworzenia na świecie cierpią. I nawet cierpiące zwierzę
budzi ludzkie współczucie. Zwierzęta wyczuwają teŜ smutek ludzi. Szczególnie
wraŜliwe pod tym względem są psy.
Jo nie miała psa.
Ale przyjaciele spełniali swoją powinność. Nigdy nie rezygnowali. To było
okropne! Nie zwracali zupełnie uwagi na jej opory.
Po prostu nie dawali jej moŜliwości wyboru.
– Albo pójdziesz z nami, albo my zostaniemy z tobą.
Zanudzimy się na śmierć, ale nie ruszymy się stąd ani na krok. – To były ich
stałe wypowiedzi. Nie wyglądały na współczucie. To po prostu była groźba.
I Jo im ulegała. To było okropne. Nie widziała obrazów na wystawach, nie
słyszała muzyki w klubach. Cokolwiek się działo, przez cały czas była pogrąŜona
w smutku.
Wzdychała i niecierpliwie kręciła się na krześle. Wszyscy łatwo mogli
odgadnąć, Ŝe chciałaby być gdzie indziej. Przypominało to trochę zachowanie
dziecka.
– W końcu skręcimy ci kark – nie wytrzymała Kay któregoś dnia.
Ale Jo odpowiedziała jej tylko smutnym spojrzeniem.
Za to rzuciła się w wir pracy. Jej umysł działał bez Ŝadnych zaburzeń.
Zdecydowała więc, Ŝe w jej przypadku tylko praca ma sens.
Przyszła wiosna. Zakwitły Ŝonkile i tulipany, potem pokryły się kwiatami
krzewy. Jak to jest, Ŝe przychodzi wiosna i tak łatwo przysłania smutki zimy? Nie
powinno tak być.
Któregoś dnia przyjaciele zaciągnęli Jo na mecz druŜyn skautowskich. Wokół
przesuwały się hałaśliwe tłumy, ale ona stała zamyślona.
Hałas ją draŜnił, przyglądała się ludziom, ale nic do niej nie docierało.
Wreszcie ktoś chwycił ją za rękę i po chwili śpiewała coś z Harrym Carayem.
Nikt nie mógł się oprzeć Harry'emu, gdy postanowił dopingować swoją druŜynę.
Jo rozglądała się od czasu do czasu dookoła i zastanawiała się, co tu, u licha,
robi.
Ale musiała przyznać sama przed sobą, Ŝe jednak lepiej być wśród ludzi niŜ
siedzieć w domu. Był to jej pierwszy krok ku ozdrowieniu.
Zjadła hot doga i poczuła jego smak, a przecieŜ ostatnio zupełnie nie czuła
smaku jedzenia. Potem napiła się piwa. Było tak kwaśne, Ŝe aŜ się skrzywiła.
W domu włączyła płytę, tak jak to robiła od wielu dni.
Ale teraz słyszała muzykę, a głosy śpiewaków koiły ból zranionego serca.
Zrozumiała, Ŝe powraca do zdrowia, chociaŜ wiedziała, Ŝe nigdy nie wyleczy
się z Chada. Doszła do wniosku, Ŝe potrafi zorganizować sobie Ŝycie na nowo.
Powinna zająć się innymi ludźmi. W ten sposób jej Ŝycie nabierze sensu.
Któregoś dnia, zaskoczona, odkryła, Ŝe zbliŜa się koniec maja. Czas mijał tak
szybko, nie oglądając się na ludzkie smutki.
To dobrze.
Powoli próbowała pogodzić się ze świadomością, Ŝe po raz drugi odeszła od
Chada.
W myślach nazywała go teraz „ten pan". Czasami ludzie próbują się tak głupio
oszukiwać.
Powoli zaczęła zauwaŜać obecność Johna. Był bardzo cierpliwy i ostroŜny w
stosunku do niej.
Musiała się zastanowić, jak w tej sprawie postąpić. John nie powinien się z nią
wiązać. To znaczy: ona nie chciała się wiązać z nikim.
Nie mogła mieć potomstwa. Najlepiej byłoby znaleźć męŜczyznę, który sam
wychowuje dzieci. A John powinien mieć własną rodzinę.
Czy nie naleŜało zapytać go, czy chce mieć dzieci? Jest taki troskliwy. Nigdy
nie zapomniałby, Ŝe ona czeka na niego z kolacją. Zadzwoniłby, gdyby miał się
spóźnić.
„Ten pan" nigdy o tym nie pamiętał. Wracał do domu i dziwił się, Ŝe ona wciąŜ
na niego czeka.
– Och, kochanie – mówił, patrząc na stół – juŜ jadłem kolację.
Nigdy nie wylała na niego zawartości rondla, choć tak bardzo ją to kusiło. Po
jakimś czasie nie czekała juŜ na niego. Jadła sama, sprzątała kuchnię i szła spać. To
było najlepsze, co mogła zrobić.
Te wspomnienia przyspieszyły powrót Jo do zdrowia.
Zaczęła się malować, poruszała się energicznie. Zwracała baczniejszą uwagę na
to, w co się ubiera. Nawet wybrała się na zakupy!
Kupiła sobie nową sukienkę.
Nie nosiła rzeczy, które kupiła w Meksyku. Schowała je do szafy w gościnnym
pokoju, gdzie nie musiała na nie patrzeć. Co prawda rzeczy były bardzo ładne i z
pewnością jej przyjaciółki wydzierałyby je sobie, ale ona nie mogła znieść ich
widoku. To było zbyt bolesne. Przypominały się jej od razu cudowne chwile
spędzone z Chadem, który kiedyś był jej męŜem.
I to ona odeszła od niego. PrzecieŜ kaŜdy musi radzić sobie ze swoim Ŝyciem
sam. Nikt mu w tym nie pomoŜe. Teraz ona sama musi jakoś naprawić własne
Ŝ
ycie i na pewno to zrobi. JuŜ wkrótce.
Jeszcze przed końcem maja Jo kilkakrotnie zaprosiła gości na kolację. Tak
dawno juŜ nie urządzała przyjęć, Ŝe czuła się nieco dziwnie w większym
towarzystwie. Zapomniała o kupnie niektórych rzeczy i miłośnicy kawy ze
ś
mietanką musieli zadowolić się mlekiem.
Jedno jest dobre, kiedy zapraszasz bliskich przyjaciół. Nie mają Ŝadnych
skrupułów, jeśli chodzi o dokuczanie gospodyni. Potrafią teŜ zajrzeć wszędzie i nie
silą się na dyskrecję.
Któregoś deszczowego czerwcowego wieczoru wszyscy postanowili zjeść
kolację u Jo. Wyszli późno, lecz wrócili, bo nie mogli doczekać się taksówki, a
John odmówił jeŜdŜenia tam i z powrotem, by wszystkich odwieźć.
Przemoczeni do suchej nitki goście zaczęli buszować po wszystkich szafach i
sprawdzać zawartość lodówki.
– To się nada! Taki sos kupowała moja mama! – tego typu okrzyki dobiegały z
róŜnych pomieszczeń w jej mieszkaniu.
Czasami i przyjaciele bywają niezwykle kłopotliwi.
John nakrywał do stołu. Był dumny, Ŝe wie, gdzie Jo chowa talerze i srebra.
Znalazł nawet serwetki. Wprawdzie nie były uprasowane, ale wygładził je i
poskładał umiejętnie, więc wyglądały całkiem porządnie.
Jo obserwowała go. John był urodzonym opiekunem. W kaŜdej sytuacji był
gotów pomóc. Kiedy zauwaŜył, Ŝe Jo patrzy na niego, uśmiechnął się lekko. Był
szczęśliwy, widząc jej zainteresowanie.
Właśnie jedli dziwaczny zestaw mroŜonych potraw i deserów, kiedy zadzwonił
dzwonek u drzwi.
– To pewnie Murray – jęknął Pete. – Nie ma ani odrobiny taktu. Na pewno chce
załapać się na lody. Powiedzcie mu, Ŝeby wracał do domu.
Drzwi otworzył John.
Za drzwiami stał przemoknięty męŜczyzna, który uniósł ze zdziwieniem brwi
na jego widok.
– Czy tu mieszka pani Morris? – zapytał.
Jo podniosła się gwałtownie z krzesła. Nie widziała przybysza, ale znała ten
głos.
– Chad? – zapytała.
Chad uśmiechnął się na widok jej zaskoczenia.
– Tak. Mogę wejść? Strasznie pada.
Jakie to typowe dla niego pojawić się tak niespodziewanie w jej Ŝyciu. Nie
mogła nawet powiedzieć: nie. Nikt nie mógłby odprawić gościa w taką pogodę.
– Co tu robisz? – zapytała.
– Wziąłem urlop bezpłatny i przeprowadzam się tu.
– O BoŜe, nie! – z przeraŜeniem szepnęła Jo.
– Tak. Mam przyjaciółkę, która jest bardzo niezaleŜną osobą, i postąpiłem tak
jak ona.
Wszyscy milczeli.
Ktoś głośno westchnął, ktoś zakasłał. John wciąŜ stał w drzwiach.
Jo nie mogła przyjść do siebie. Stała bez ruchu i nie wiedziała, co robić.
Jak on śmiał tu przyjechać teraz, kiedy juŜ prawie o nim zapomniała?
Przyjaciółki Jo wprowadziły Chada do pokoju. MęŜczyźni przyglądali mu się z
niechęcią.
Jedynie Beth zachowała się jak naleŜy.
– Jestem Beth Goodson – powiedziała, podchodząc i podając Chadowi rękę. –
Jesteś cały mokry. Daj mi swój płaszcz. Ciekawe, jak będzie wyglądał ten kapelusz
po wyschnięciu. Tim, postaw walizki na dywaniku.
Tim niechętnie spełnił jej prośbę. Najpierw popatrzył na Johna, ale ten nie
wykonał Ŝadnego gestu. Jo równieŜ stała bez ruchu.
– Jesteś jej byłym męŜem? – zapytał Bill.
Chad nie odpowiedział. Nie chciał tak szybko zniechęcić wszystkich do siebie.
– Jestem Chad Wilkins – odpowiedział ze zniewalającym uśmiechem i
wyciągnął rękę do Billa.
Ludzie cenią sobie grzeczność.
– Jestem Bill Miller – powiedział i uścisnął mu dłoń.
– Jo opowiadała mi o tobie – oświadczył Chad, uśmiechając się do Billa.
Jo oburzyła się. Nigdy nie opowiadała Chadowi o swoich przyjaciołach! Nigdy!
I jak on zdobył jej adres?
Mama zawsze ją uczyła, jak naleŜy się zachowywać. Postanowiła być bardzo
grzeczna dla swego gościa.
Któraś z jej koleŜanek zaniosła płaszcz i kapelusz Chada do łazienki, aby tam
wyschły. Inna podała mu szklankę. Zrobiono niespodziewanemu gościowi miejsce
przy stole. Wszyscy po kolei przedstawili mu się.
Chad, jako nauczyciel, miał świetną pamięć do nazwisk, więc od razu
zapamiętał, kto jest kim. Włączył się natychmiast do rozmowy, zdobywając
sympatię prawie wszystkich.
Po jakimś czasie odwaŜył się zerknąć na Jo i uśmiechnął się lekko.
Znała jego pewność siebie. W jaki sposób dowiedział się, gdzie jej szukać? Czy
specjalnie wybrał taki ponury deszczowy dzień? Wiadomo, Ŝe nikt nie wyrzuci go
przy takiej pogodzie.
Powinna jak najszybciej wyprawić go stąd. Tylko jak to zrobić i nie być
niegrzeczną?
Kiedy były mąŜ, z którym się wzięło rozwód i dwukrotnie porzuciło, zjawia się
tak nagle, trudno nie odczuwać zaskoczenia.
Szkoda, Ŝe tato jest tak daleko. Ale on i tak stanąłby po stronie Chada.
Dlaczego przywiózł tu tyle bagaŜu? CzyŜby zamierzał tu zostać?
Chyba nie myliła się w swoich podejrzeniach. Siedział przy stole i ani słowem
nie wspominał o pójściu do hotelu.
Wszyscy, oprócz Jo, bawili się znakomicie. Chad był duszą towarzystwa, a jego
dowcipy budziły powszechny aplauz. Jak on śmiał tak czarować jej przyjaciół?
Patrzyła na nich i dziwiła się, Ŝe serdecznie przyjęli przemoczonego do suchej
nitki gościa.
ZauwaŜyła, Ŝe John nie dał się Chadowi omamić. Na jego twarzy malował się
smutek. Przez cały czas bacznie obserwował, co się dzieje.
Poza Jo i Johnem wszyscy bawili się dobrze.
W końcu goście zaczęli sprzątać i wstawiać naczynia do zmywarki. Byli gotowi
do wyjścia. Chad odprowadził ich do drzwi. Był czarujący i uprzejmy.
Obrzydliwiec!
John chciał zostać dłuŜej, ale Beth poprosiła go, Ŝeby odwiózł ją do domu.
Nazajutrz czekał ją cięŜki dzień i musiała wstać bardzo wcześnie.
– Chcesz, Ŝebym wrócił? – zapytał cicho John, Ŝegnając się z Jo.
– Dzisiaj? – odezwała się zaskoczona.
– Tak – odpowiedział i wskazał wzrokiem na Chada.
– Nim się nie przejmuj. Nie jest groźny, ale dziękuję ci za troskę.
Kiedy tylko wypowiedziała te słowa, zorientowała się, Ŝe popełniła głupstwo.
Ale co by zrobiła, gdyby John wrócił?
Usiedliby wszyscy razem i rozmawiali? Chad na pewno nie siedziałby z nimi
długo. Uśmiechnąłby się, przeprosił i poszedłby na górę, pytając, gdzie moŜe się
przespać.
– Pewnie przyjechał na jakąś konferencję – wyjaśniła Jo Johnowi. – Nie
zostanie długo.
– Dlaczego nie zatrzymał się w hotelu?
– Ma niską pensję – odrzekła Jo.
– Nie podoba mi się to, Ŝe zostanie tu z tobą – upierał się John.
– Nie martw się. Na pewno sobie poradzę.
– Nie podoba mi się jego zachowanie. Czuje się tu tak jak u siebie w domu.
To była słuszna uwaga. Rzeczywiście Chad zachowywał się bardzo swobodnie.
Ciągle męczyło ją pytanie, jak zdobył jej adres.
– Zatelefonuję do ciebie jutro.
– Dziękuję ci – powiedziała i uśmiechnęła się do niego serdecznie.
Beth siedziała juŜ w samochodzie Johna.
Nie pocałował Jo na dobranoc. Kusiło go, by pokazać, Ŝe ona naleŜy do niego,
ale Jo nigdy tego nie potwierdziła. Gdyby ją pocałował, mogłaby się cofnąć, a
Chad pospieszyłby jej na pomoc.
John wsiadł do samochodu. Był zdenerwowany i nieszczęśliwy. Na szczęście
jazda z Beth uspokoiła go. Beth zawsze umiała znaleźć odpowiednie słowa
pociechy.
Byli sami. Para ludzi, których nie łączą juŜ Ŝadne oficjalne więzy, stała w
salonie, patrząc na siebie.
– Postanowiłem wziąć roczny urlop na napisanie ksiąŜki. To powieść. PoniewaŜ
gościłem cię u siebie podczas twoich studiów, pomyślałem, Ŝe pozwolisz mi zostać
u siebie przez jakiś czas – powiedział Chad, nie dając jej szansy na protest.
– Nie mógłbyś pisać ksiąŜki w Indianapolis?
– Studenci przychodziliby do mnie, przez cały czas prosząc o wyjaśnienia.
Muszę być daleko od nich. – Potem uśmiechnął się i dodał: – To będzie rewanŜ.
– Jo poczuła się niepewnie. RewanŜ? Ma go utrzymywać, podczas gdy on
będzie pisał ksiąŜkę?
Tego się nie spodziewała. RewanŜ. TeŜ pomysł. I będzie tu przez cały czas. To
nie był rewanŜ, lecz totalna jej klęska.
– Jeśli nie masz nic przeciwko temu – Chad mówił dalej – zostawię wszystkie
mokre rzeczy w łazience i wezmę tylko to, co potrzebne do spania. Czy śpimy
razem? – zapytał z czarującym uśmiechem.
– Nie.
Jego uśmiech nie zrobił na Jo Ŝadnego wraŜenia. Westchnęła.
– Będziesz spał w pokoju na górze. – I dodała: – Na razie.
Chad znów się uśmiechnął.
– Nie będziemy znowu razem – wyjaśniła mu spokojnie Jo. – Zamieszkasz tu
tymczasowo, dopóki nie znajdę ci jakiegoś mieszkania.
Weszła na schody. Chad szedł za nią, niosąc najmniejszą torbę.
– PokaŜę ci, gdzie jest pościel.
– Zachowujesz się inaczej niŜ w Teksasie – stwierdził Chad.
– Jestem starsza – wyjaśniła mu Jo, nie odwracając się.
– Ale kiedy mieszkałaś u mnie podczas studiów, spałaś ze mną.
– Błąd młodości.
Jo szła dumnie wyprostowana, lecz nie umniejszało to jej wdzięku. Chad
uśmiechnął się z czułością.
Jo otworzyła szafę w holu i podała mu ręcznik oraz pościel.
– To ci wystarczy. Kołdra i poduszka są wywietrzone.
Znał dobrze jej zamiłowanie do porządku, ale nie omieszkał jej pochwalić.
– Twój dom jest taki czyściutki.
– Moja sprzątaczka z pewnością doceni tę uwagę. Jo nie powiedziała mu nawet
dobranoc, weszła do swojego pokoju i zamknęła drzwi.
– Masz dodatkową pastę do zębów? – zapytał Chad, wchodząc do łazienki. Jo
właśnie się w niej rozbierała.
Zapomniała o przejściu przez łazienkę. Zakryła się koszulką i popatrzyła na
Chada groźnie.
– Jest w szafce – warknęła. Chad uśmiechnął się szeroko.
– A zapasową szczoteczkę?
– Umyj zęby palcem.
Patrzyła za nim, jak szedł do łazienki, potem podeszła do drzwi i przekręciła
klucz.
Musiała zejść na dół, by wziąć prysznic. Ci męŜczyźni sprawiają zawsze tyle
kłopotów.
Po powrocie do sypialni wzięła dwie aspiryny i połoŜyła się do łóŜka z zimnym
kompresem na głowie.
Jedyny stres, jaki była w stanie znieść, wiązał się z komputerem. Ludzie
zdecydowanie męczyli ją bardziej. A szczególnie Chad.
Ledwie doszła do siebie po wcześniejszych przeŜyciach. Jak mógł jej to zrobić?
Na wszelkie kłopoty jest zawsze jakaś rada.
Pozna go z jakąś kobietą, którą Chad się zainteresuje, i w ten sposób problem
będzie rozwiązany. Zasnęła w trakcie dokonywania przeglądu swoich koleŜanek.
Chyba juŜ to kiedyś robiła.
Kiedy zadzwonił budzik, Jo wyskoczyła z łóŜka. Była bardzo zaspana.
Zdenerwowała się, Ŝe nie moŜe otworzyć drzwi do łazienki. Przez chwilę szarpała
klamkę, ale w końcu przypomniała sobie, Ŝe sama zamknęła drzwi wieczorem na
klucz.
Otworzyła je i weszła do środka. Drugie drzwi były zamknięte, a kiedy
nacisnęła klamkę, okazało się, Ŝe Chad równieŜ przekręcił klucz w zamku.
Ząb za ząb?
Wciągnęła głęboko powietrze, Ŝeby się uspokoić, i odkręciła prysznic. Weszła
do kabiny, ale cały czas była spięta.
Ubrała się w sypialni, którą znowu zamknęła. Przez cały czas miała
ś
wiadomość, Ŝe za drzwiami jest Chad.
Zeszła na dół, niosąc w ręku buty. W korytarzu poczuła zapach kawy.
Jo była pewna, Ŝe Chad jeszcze śpi, więc jego obecność w kuchni i widok
prawie gotowego śniadania zaskoczył ją kompletnie.
– Dzień dobry – powitał ją z uśmiechem. – Znalazłem w swojej szafie rzeczy,
które kupiłaś w Meksyku.
Popatrzyła na niego z uwagą. Nie chciała o tym mówić, ale nie podobało jej się,
Ŝ
e mówi o jej szafie „moja".
– Korzystam z niej, bo nikt nie zatrzymuje się u mnie dłuŜej niŜ tydzień.
Chad uśmiechnął się szeroko. Jo poczuła, Ŝe ogarnia ją złość.
Cieszy go to, Ŝe nikt u mnie dłuŜej nie gości? Jak śmie mi to okazywać!
Popatrzyła na nakryty stół i przygotowane jedzenie. Wyglądało wspaniale, a Jo
była głodna. Skąd u niej taki apetyt?
Zjadła kawałek grzanki i wypiła szklankę soku pomarańczowego.
Chad nie namawiał jej do jedzenia.
– Nic dziwnego, Ŝe jesteś taka chuda. – Taki był cały jego komentarz.
Jo milczała.
Chad w dalszym ciągu był bardzo z siebie zadowolony. Dał jej część gazet,
wyjaśniając, Ŝe on moŜe przeczytać je później.
– Przepraszam, muszę juŜ iść – powiedziała Jo po pewnym czasie.
– Trudno – uśmiechnął się do niej.
Odeszła od stołu, mając uczucie, Ŝe przestała panować nad sytuacją. Czy Chad
teŜ się tak czuł, kiedy była u niego?
Wzięła taksówkę i pojechała do pierwszego klienta. Komputer był zupełnie
rozregulowany. Nie była to wina sprzętu, lecz jego uŜytkowników. Jo straciła pięć
godzin na uporządkowanie wszystkiego. Ale była zadowolona. Lubiła takie
wyzwania.
Porządkując program, udzielała klientowi wszelkich niezbędnych informacji,
aby nie powtórzyły się podobne kłopoty.
Jeden z klientów miał szczególne kłopoty z komputerem i wyglądało na to, Ŝe
poprzednio szkolił go ktoś, komu się bardzo spieszyło.
Takie sytuacje zdarzały jej się dość często.
Kiedy Jo wróciła do domu i zobaczyła na podjeździe samochód Chada, przez
chwilę poczuła się zaskoczona. Przez cały dzień nie miała czasu, by myśleć o
swoim byłym męŜu.
A przecieŜ przebywał u niej. Spędzili w jej domu cały poprzedni wieczór, całą
noc i cały dzień.
Co powinna zrobić?
Zapłaciła taksówkarzowi i ruszyła do drzwi. Chad wyszedł jej na spotkanie.
Miał dziwny wyraz twarzy.
Nic nie mówił, a Jo nie wiedziała, czy powinna zacząć rozmowę o jego pobycie
w Chicago. Chciał podobno, Ŝeby się nim zaopiekowała.
Nie, to jest nie do zniesienia. Codzienne powroty do domu, do Chada? Czy uda
jej się tak zorganizować wszystko, Ŝeby zachować swobodę?
– Był tu John – odezwał się Chad.
– Po co? – zaniepokoiła się Jo.
– Nie powiedziałaś mu, Ŝe przez cały miesiąc byłaś ze mną – odezwał się z
pretensją w głosie.
– Więc ty to zrobiłeś? – Jo zagryzła wargi.
– Myślałem, Ŝe o tym wie. Zapytał, dlaczego przyjechałem. Powiedziałem mu,
Ŝ
e jestem twoim męŜem.
– PrzecieŜ nim nie jesteś! I co John na to?
– Tłumaczył się, Ŝe nic o tym nie wiedział. Naprawdę nie miał pojęcia, Ŝe jesteś
moją Ŝoną. – Chad mówił dobitnym tonem.
– Nie jestem twoją Ŝoną! Co powiedział John?
– No cóŜ. Był zaszokowany. Powiedziałem mu, Ŝe mnie zostawiłaś.
– Dlaczego poinformowałeś go, Ŝe jesteś moim męŜem? – zapytała
rozgniewana.
– Bo nim byłem. Zanim dorosłaś.
– A więc przyznajesz, Ŝe jestem dorosła? I mogę decydować o swoim Ŝyciu?
– PrzecieŜ zawsze to robiłaś – powiedział spokojnie Chad.
I Jo zdała sobie wtedy sprawę, Ŝe to, co mówi Chad, jest prawdą.
Rozdział 10
Kiedy dwudziestoośmioletnia kobieta zdaje sobie wreszcie sprawę, Ŝe stała się
dorosła, jest to dla niej wstrząs. Jo zawsze była osobą zdecydowaną i wszystko, co
robiła, wynikało z podejmowanych przez nią samą decyzji.
Dopiero Chad zwrócił jej na to uwagę.
– Nie powinieneś mieszkać u mnie. To nie wypada – zaczęła mu ostroŜnie
tłumaczyć.
– W dzisiejszych czasach osoby róŜnej płci mieszkają razem.
– Tego nie toleruje się w mojej rodzinie – upierała się.
– Czy to znaczy, Ŝe byłaś wychowywana surowo?
– zapytał z uśmiechem.
– Oczywiście.
– Parę miesięcy temu wprowadziłaś się do mnie i mieszkałaś ponad miesiąc.
Czy był to romans, czy odwiedziny?
Jo nie była w stanie odpowiedzieć na to pytanie.
Teraz on był jej gościem. Nieproszonym, szantaŜującym ją swoją wcześniejszą
gościnnością. PoniewaŜ on opiekował się Jo przez miesiąc, teraz kolej na nią.
Nie wypadało jej odmówić... Musiała to zrobić.
– Po prostu przez jakiś czas będziemy dzielić mieszkanie – uśmiechnął się
Chad.
– Ale nie jesteśmy małŜeństwem.
– Chcesz za mnie wyjść? – Chad nie mógł się powstrzymać od zadania jej tego
pytania.
– Na litość boską! – Spojrzała na niego ostro i wzruszyła ramionami.
Nagle do jej nozdrzy doleciał apetyczny zapach. Poczuła głód.
Musiała przełknąć ślinę.
– Mam nadzieję, Ŝe od tej pory będziesz wszelkie opinie czy przypuszczenia
zostawiał dla siebie.
– Oczywiście, proszę szanownej pani – odpowiedział uprzejmie.
Myślał, Ŝe jest sprytny. Wydawało mu się, Ŝe wszystko ułoŜy się jak najlepiej.
Ale mylił się.
– Przygotowałem na kolację to, co lubisz: kotlety wieprzowe z jabłkami i
cebulą. Jesteś głodna?
– Jeszcze nie pora na kolację – odpowiedziała, chociaŜ kiszki grały jej marsza.
Poszła na górę do swego pokoju. Czuła, Ŝe postępuje niemądrze, ale nie chciała
się do tego przyznać, nawet przed sobą.
Gnębiły ją wyrzuty sumienia.
Starała sieje zignorować.
Przebrała się. WłoŜyła brązową jedwabną sukienkę w kolorze o ton
ciemniejszym od barwy swoich oczu. Do tej pory nie ośmieliła się jej nosić. Ale
teraz nawet się nie zawahała. Poprawiła teŜ makijaŜ. Usta pomalowała delikatną
szminką, co sprawiło, Ŝe wyglądały wspaniale.
Chad nakrył do stołu i oboje usiedli przy szklanych drzwiach prowadzących do
ogrodu. Rosły w nim wieloletnie kwiaty, które kwitły o róŜnych porach roku. Nie
było trawnika, tylko ścieŜka z płytek, rozdzielająca tę wielobarwną gęstwinę.
– Nigdy nie widziałem czegoś tak pięknego – zauwaŜył Chad.
Spojrzała na niego zaskoczona. Patrzył na ogród. A ona myślała...
– Tylko ty mogłaś wymyślić tak idealne tło dla swojej urody – zauwaŜył.
– Co ty wygadujesz?
Chad uśmiechał się bez przerwy. Jego oczy błyszczały.
– Podoba mi się twoja sukienka. Dlaczego nie zabrałaś jej do Teksasu?
– To jest sukienka domowa. Noszę ją wówczas, kiedy jestem sama. f Niełatwo
go było urazić.
– Dziękuję – powiedział, wciąŜ się uśmiechając.
– Dlaczego mi dziękujesz? – zdziwiła się. – Bo pozwoliłam ci przenocować?
– Bo pozwalasz mi patrzeć na siebie w tej podniecającej sukni.
Nie wiedziała, co ma powiedzieć.
– Jest bardzo wygodna. Noszę ją bardzo często.
– CzyŜby? – wyciągnął z rękawa sukienki metkę i przeczytał instrukcje
dotyczące prania.
Mama uczyła Jo, Ŝe nie wolno kłamać. Nie posłuchała jej i teraz było jej głupio.
– Ciekawe, skąd wzięła się ta metka? Musiałam dołączyć ją do rzeczy, które
oddawałam do pralni.
Chad nie skomentował tego, co powiedziała. A to mu się nigdy dotąd nie
zdarzało.
Jo pomyślała, Ŝe nie powinna się tak zachowywać. Wiedziała, Ŝe nie ma to
najmniejszego sensu. Chad wyraźnie nie chciał się z nią sprzeczać.
Pewnie dlatego, Ŝe nie wie, jak długo będzie mógł u niej zostać.
– Wiesz chyba, Ŝe musimy się jak najszybciej rozstać? – zapytała, przełykając
kęs soczystego mięsa.
– Naprawdę? – Chad był tak zaskoczony jej słowami, Ŝe aŜ upuścił widelec na
talerz.
– Musimy oboje przyznać, Ŝe zupełnie do siebie nie pasujemy.
– Ty się z tym moŜesz pogodzić? Bo ja nie! – stwierdził Chad.
– W Indianapolis nie przestałeś być sobą, mimo Ŝe nie byłeś sam, a ze mną.
– Wiedziałem, Ŝe jesteś ze mną. Zdawałem teŜ sobie sprawę z tego, Ŝe jeśli
mnie będziesz potrzebować, będę z tobą.
– Sama troszczę się o siebie.
Chad milczał.
Czekała, co na to odpowie, ale nie odzywał się.
– W radio jest ciekawa audycja – zauwaŜyła.
– Mam włączyć odbiornik? – Popatrzył na nią z oburzeniem.
– Myślałam, Ŝe będziesz chciał posłuchać czegoś interesującego. Kolacja była
wspaniała. Dziękuję.
Uśmiechnął się lekko i skinął głową.
Jo wstała i zaniosła talerze do kuchni. Wstawiła naczynia do zmywarki.
Potem poszła do jadalni, gdzie stał komputer, i zamknęła za sobą drzwi. Nie
miała Ŝadnych umówionych klientów, ale włączyła komputer, by sprawdzić, czy
ktoś nie potrzebuje jej pomocy.
Skontaktowała się z pierwszą osobą figurującą na posiadanej przez nią liście.
Miała nadzieję, Ŝe praca z klientem potrwa dłuŜej niŜ godzinę. Ale sprawa była
prosta i juŜ po dwudziestu minutach była wolna, mimo Ŝe przeprowadziła swego
klienta przez cały program kilkakrotnie.
Czuła się niepewnie. Nie chciała rozmawiać z Chadem. Postanowiła unikać z
nim kontaktów. Przesłała drogą komputerową kilka wiadomości do przyjaciół.
Napisała list do rodziców. Był wyjątkowo długi.
Nie wspominała im o Chadzie. Wydrukowała list i włoŜyła go do koperty.
Rodzice nie chcieli posługiwać się komputerem, który im dała. Od trzech lat starali
się do niego przyzwyczaić.
Następnego ranka Chad znowu przygotował śniadanie. Były to płatki ze
ś
wieŜymi owocami. Dlaczego nie gotował, kiedy była u niego?
– Kiedy nauczyłeś się gotować? – zapytała zaciekawiona.
– Odkąd zostałem bezlitośnie porzucony.
– W ciągu ostatnich pięciu miesięcy? – Jo nie mogła ochłonąć ze zdumienia.
– Nie. W ciągu tych ponad trzech lat od naszego rozwodu.
– Przyznajesz wreszcie, Ŝe to prawie cztery lata?
– Pamiętasz dokładną datę? – Chad uśmiechnął się ze zdziwieniem.
– Tego dnia stałam się wolna.
– Jo zgodziła się, by Chad został u niej, dopóki nie znajdzie odpowiedniego
mieszkania. Teraz starał się być przydatny. Odbierał telefony, starannie notował
wiadomości, nawet te od Johna.
Przyjaciele Jo zaakceptowali Chada, tylko John go nie lubił. Pozostali nie mieli
w stosunku do niego Ŝadnych zastrzeŜeń.
Znajomi Chada byli zupełnie inni. MoŜe dlatego, Ŝe niektórzy z nich byli
rówieśnikami dziadków Jo. Nic dziwnego, Ŝe nie czuła się swobodnie w ich
towarzystwie. CzyŜby sama odizolowała się od nich? Była wówczas taka młoda i
niedojrzała.
John nie tracił nadziei.
– Musimy się spotkać – powiedział do Jo, ale Beth słyszała ich rozmowę.
Kiedy się spotkali, pojawiła się reszta towarzystwa. Jak zwykle wszyscy się
doskonale bawili, rozmawiali i ani na chwilę nie zostawiali ich samych.
Chad teŜ był z nimi.
Jo męczyło przez cały czas pytanie, skąd dowiedział się o tym spotkaniu.
Następnego dnia po pracy Jo pojechała spotkać się z przyjaciółmi na
rozgrywkach baseballowych. John teŜ tam był i zajął dla niej miejsce. Razem
przeŜywali kaŜde wybicie piłki. Jo śmiała się głośno. Bawili się świetnie i
gawędzili jak dobrzy przyjaciele. Nagle pojawił się Chad... a z nim Beth.
Jo była tym zaskoczona i oburzona. Oburzona, bo Chad był z Beth? Nie
powinna tak reagować. Dlaczego ją to denerwowało? Nie chciała przecieŜ być z
Chadem. CzyŜby była po prostu zazdrosna?
Chad i Beth usiedli z nimi. Beth natychmiast znalazła się obok Johna.
Chad siedział przy Jo. Czuła jego bliskość kaŜdym nerwem swego ciała. Nie
mogła zrozumieć, dlaczego tak na niego reaguje. Czemu nie moŜe swobodnie
oddychać, a serce tłucze się w jej piersi?
Była zła na Chada.
Oczywiście!
Jak mógł narzucać im swoje towarzystwo, wykorzystując w tym celu Beth?
Dlaczego właśnie ją?
Mecz się skończył. Ulubiona druŜyna Jo przegrała. Postanowiono opłakiwać
klęskę w pubie. Późnym wieczorem John odwiózł Beth, Jo i Chada do domu.
PoniewaŜ Beth mieszkała najbliŜej niego, najpierw zawiózł do domu Chada i Jo.
Na poŜegnanie Jo pocałowała Johna w usta. Beth udawała, Ŝe tego nie widzi,
ale Chad obserwował ich uwaŜnie.
Kiedy weszli do domu, Chad podał jej chusteczkę. Jo popatrzyła na niego,
zupełnie nie rozumiejąc, o co mu chodzi. Wtedy Chad gwałtownym ruchem wytarł
jej wargi. A potem pocałował ją tak, jak juŜ dawno nikt jej nie całował.
Potem zostawił ją zaskoczoną i poszedł do swego pokoju.
Dopiero po kilku chwilach udało się Jo pozbierać myśli.
Co za brutal, pomyślała.
Poszła na górę. Mijając drzwi pokoju Chada, nasłuchiwała przez chwilę, ale nie
dochodził zza nich Ŝaden dźwięk.
Szybko umyła się i, zmęczona zbyt wieloma wraŜeniami, zasnęła.
Czy mogła, mimo ciągłego stresu, przybrać na wadze? Nadal była szczupła, ale
jej ciało zaczynało się nieco zaokrąglać i wyglądała o wiele lepiej.
Doszła do wniosku, Ŝe jej apetyt jest wynikiem silnego stresu spowodowanego
obecnością Chada. Chyba nie jest z nią dobrze.
Ale przecieŜ jej poprzedni brak apetytu teŜ związany był ze stresem. Jak to
moŜliwe? dziwiła się.
Lato mijało. Jo pracowała, a Chad ciągle mieszkał u niej. Twierdził, Ŝe nie
moŜe znaleźć mieszkania. W poszukiwaniach pomagała mu Beth.
Obecny związek Chada i Jo przypominał ich małŜeństwo. Tyle Ŝe bez seksu.
ś
adnego seksu.
Jo starała się nie dotykać Chada nawet przypadkowo. Przychodziło jej to z
ogromną trudnością, bo ciągle był blisko niej.
Cała ta sytuacja, w której się znaleźli, była bardzo dziwaczna. Jo rozmyślała o
tym, siedząc przy komputerze. Jedno z nich zachowuje się niegrzecznie, drugie
głupio.
Pracowała duŜo i czasami spóźniała się na spotkania z przyjaciółmi. Chad
zawsze był z nimi.
Od jego przyjazdu minęło juŜ tak wiele tygodni. Stał się obywatelem Chicago, a
nie jest to wcale łatwe. Nie tak jak w Teksasie, gdzie człowiek czuje się jak u
siebie, zaledwie się tam pojawi.
Po pewnym czasie Jo przywykła do obecności Chada. Musiała tylko pamiętać,
Ŝ
e nie są juŜ małŜeństwem.
Chad ciągle zachęcał ją do rozmów, interesował się jej sprawami zawodowymi.
Pewnego dnia zaprosił ją na kolację do nowo otwartej restauracji „Cherir". Jo
przyjęła zaproszenie, chociaŜ jak zwykle była podejrzliwa.
Tego popołudnia pojechała zaprogramować czyjś komputer i zajęło jej to
więcej czasu, niŜ planowała. Przeprosiła swojego klienta i powiedziała, Ŝe musi
pilnie zatelefonować.
Znalazła budkę telefoniczną i najpierw połączyła się z wszystkimi przyjaciółmi,
a potem zadzwoniła do „Cherir".
Kiedy Chad nieco wcześniej pojawił się w restauracji, chowając za sobą mały
bukiecik dla Jo, przeraził się, widząc, jak wielki stół dla niego zarezerwowano.
Zawołał kelnera, a ten podał mu liczbę osób, która miała się tu pojawić.
Był wściekły, ale niewiele mógł zrobić. Postarał się tylko, by Jo mogła siedzieć
obok niego.
Spóźniła się. Czy zrobiła to specjalnie? Przecisnęła się przez tłum zebrany w
niewielkiej restauracyjce i podeszła do stołu. Przywitano ją serdecznie. Wszyscy
bawili się wspaniale. Wieczór upływał w miłej atmosferze. Jo rozmawiała ze
wszystkimi. Nie siedziała obok Chada.
Jego cierpliwość wydawała się niewyczerpana. Gawędził ze wszystkimi. Jo
zastanawiała się, jak to jest moŜliwe? Trochę było jej wstyd, Ŝe zrobiła mu tak
niemiłą niespodziankę, ale uwaŜała, Ŝe zasłuŜył sobie na to.
MęŜczyźni są dziwni. Powinien się na nią obrazić.
John odwiózł ją do domu i pocałował na dobranoc.
Jego pocałunek był bardzo namiętny, co ją zaszokowało. Wysunęła się z jego
objęć i podeszła do drzwi. Nie były zamknięte na klucz. Weszła do domu.
Zrozumiała nagle, Ŝe nie tylko nie kocha Johna, ale nawet nie mogłaby go
pokochać.
Posmutniała. To ją skazywało na samotne Ŝycie. Nigdy juŜ nie wyjdzie za mąŜ.
Będzie sama do końca Ŝycia.
Powoli weszła po schodach na górę do swego pokoju. Do końca Ŝycia jej
powroty do domu będą tak wyglądały.
Jedynymi jej towarzyszami będą komputery.
Na poduszce w jej pokoju leŜał bukiecik kwiatów od Chada.
Rozpłakała się.
Jak on śmie być taki czarujący? Dlaczego tak bardzo zabiega o jej względy?
Znowu chce ją zdobyć?
Nie poszła mu podziękować za kwiaty. Był i tak dostatecznie pewny siebie.
Zaczęła rozmyślać o swoim Ŝyciu. Zrozumiała, Ŝe Chad ignorował ją i uwaŜał
za swoją własność nawet wtedy, gdy mieszkała z nim bez ślubu. To nie
małŜeństwo, to poczucie bezpieczeństwa tak na niego wpływało. Ale są przecieŜ
męŜczyźni, którzy całe Ŝycie poświęcają jakimś wyŜszym celom i nie mają czasu
dla najbliŜszych. Czy moŜna nazywać ich egoistami?
Następnego ranka Jo o czymś intensywnie rozmyślała. Chad patrzył na nią, jak
szła po coś do schowka. Stanęła w drzwiach i zamarła w bezruchu.
– Co się stało, Jo? – zaniepokoił się.
– Mówiłeś coś do mnie? – zapytała, odwracając się – jak automat. Chad miał
wraŜenie, Ŝe go wcale nie zauwaŜyła.
– Dobrze się czujesz?
– Po prostu myślę – machnęła ręką, jakby odpędzała muchę.
Odeszła, a on zaczął się zastanawiać, co tak bardzo zaprząta jej myśli.
Ostatnimi dniami duŜo spacerował. Dzięki temu dobrze poznał miasto.
ZbliŜała się jesień. Kiedy Jo wracała do domu po pracy, czuła, Ŝe ktoś w nim
jest i na nią czeka. Przypomniała sobie dni, kiedy w domu czekała na nią pustka.
Jakie to dziwne, Ŝe pewnego dnia zatęskni za obecnością Chada.
– Jak ci idzie pisanie ksiąŜki? – po raz pierwszy zapytała go o to.
Chad popatrzył na nią badawczo. Nie wiedział, co ma odpowiedzieć. Jeśli
powie jej prawdę, Ŝe juŜ ją skończył, pewnie kaŜe mu wyjechać. Nie powiedział
więc, Ŝe wysłał ją do wydawnictwa. Skwitował jej pytanie jednym, krótkim
słowem.
– Świetnie.
Skinęła głową, ale w dalszym ciągu robiła wraŜenie nieobecnej.
– Dobrze się czujesz? – zapytał znowu.
– Tak, ale jestem trochę zmęczona – odpowiedziała zaskoczona jego
troskliwością.
Kiedyś, gdy wróciła do domu po pracy, dziwnie zareagowała na widok Chada.
CzyŜby myślała o Johnie? Chad poczuł, Ŝe ogarnia go wściekłość.
– Tak łatwo o mnie zapomnieć? – zapytał ze smutkiem.
Popatrzyła na niego zdumiona.
To go sprowokowało. Zaczął mówić:
– Jestem twoim męŜem. Tęsknię za tobą. Pozwól, Ŝe cię przytulę.
– Tak to się zawsze zaczyna; po prostu brak ci kobiety. I wiem, Ŝe wszystko
powtórzy się od nowa. Daj mi spokój.
Zaczęła powoli wchodzić po schodach. Chad stał na dole i nasłuchiwał, aŜ
usłyszał dobiegający z łazienki szum wody.
Wyobraził sobie Jo nagą pod prysznicem. Jęknął. Tak bardzo jej pragnął.
Marzył o tym, by wziąć ją w ramiona.
Zakrył twarz rękami. Wszystko to trwało tak długo. Uodporniła się na niego.
Chyba przegrał. Co ma teraz robić?
Miał wraŜenie, Ŝe przegrał, ale nie przeszkodziło mu to niegrzecznie
potraktować Johna podczas ich kolejnego spotkania.
– Zostaw moją Ŝonę w spokoju – zaŜądał.
– PrzecieŜ Jo juŜ nie jest twoją Ŝoną – odpowiedział mu John.
– Ale jestem z nią. – Chad miał nadzieję, Ŝe John pomyśli, Ŝe sypiają ze sobą.
Kiedy przyjęcie się skończyło, Beth wsiadła do samochodu Johna, który jak
zwykle czule poŜegnał się z Jo. Chad obserwował ich zza firanki w swoim pokoju.
Pozwoliła mu się objąć. PołoŜyła dłonie na jego ramionach.
John przytulił ją, jego ręka przesunęła się po jej plecach i przyciągnął ją jeszcze
bliŜej do siebie.
Chad jęknął z bólu, który go ogarnął.
Wtedy John pocałował Jo. Jego pocałunek był bardzo namiętny, ale nawet Chad
zauwaŜył, Ŝe Jo zupełnie na niego nie zareagowała.
Nie tak jak na jego pocałunki. Nagle zrozumiał, Ŝe ona wcale nie kocha Johna i
chyba ma jeszcze jakieś szanse.
Postanowił przekonać ją, Ŝe są dla siebie stworzeni. Zaczął juŜ następnego dnia
od problemów finansowych.
– Mamy wystarczająco duŜo pieniędzy – zauwaŜył. Ja teraz, co prawda, nie
pracuję, ale na koncie jest całkiem ładna suma, a wkrótce dostanę honorarium za
ksiąŜkę, więc moŜemy wybrać się w podróŜ. Co na to powiesz?
Jo potrząsnęła przecząco głową, ale popatrzyła na niego z ciekawością.
Przyniósł do domu prospekty i porozkładał je wszędzie. Jo zaczęła się nimi
interesować, ale twierdziła, Ŝe ma za duŜo pracy, by myśleć o wyjeździe.
W rzeczywistości nie była jedyną osobą pracującą w tej firmie i w kaŜdej chwili
ktoś mógł ją zastąpić. Chad dobrze o tym wiedział.
– Wróć ze mną do Indianapolis. PrzecieŜ ja cię kocham – powiedział.
– Na jak długo? Chcesz mnie znowu zamknąć w domu, Ŝeby mieć pewność, Ŝe
tam będę, kiedy znajdziesz dla mnie chwilkę czasu. Próbowaliśmy juŜ dwa razy.
To nie ma sensu.
– Do trzech razy sztuka – próbował ją przekonać.
– To się nigdy nie sprawdza – odpowiedziała zdecydowanie.
Pewnego dnia wybrali się razem na mecz. Panował tak ogromny tłok, Ŝe
siedzieli przyciśnięci do siebie. Bawili się wspaniale! Wreszcie ich ulubiona
druŜyna wygrała. Jo rzuciła się z radości Chadowi na szyję. Chwycił ją mocno i
uścisnął przepełniony szczęściem.
Jo była w euforii. Wokół nich panował straszny hałas. Wszyscy wznosili
okrzyki na cześć zwycięskiej druŜyny, a Jo czuła się bardzo szczęśliwa w
ramionach swego byłego męŜa.
– Chyba mnie jednak kochasz – powiedział Chad, patrząc na Jo.
Opuścili stadion w milczeniu. Jo szła rozwaŜając słowa Chada. Miał rację.
Zawsze go kochała. MoŜe teraz wreszcie dojrzała i stała się odpowiedzialna?
Poszli do maleńkiej restauracji, gdzie spędzili cudowny wieczór. Rozmawiali ze
sobą i flirtowali jak ludzie, którzy dopiero co się poznali. Ta sytuacja bardzo ją
bawiła.
Pragnęła go ukarać. Czy robiła to specjalnie? Straszny z niej dzieciuch. A Chad
był dla niej bardzo wyrozumiały.
– Czy jesteś pewien, Ŝe chcesz zmarnować sobie przeze mnie Ŝycie? Pewnie
chciałbyś mieć dzieci? – zapytała go w pewnym momencie.
– Chyba nie. Świat juŜ i tak jest przeludniony. Chcę być z tobą. Teraz i na
zawsze.
– Wracasz na uniwersytet?
– Wątpię. Lubię gotować i pisać. – Wypił łyk wina. – MoŜe napiszę ksiąŜkę, w
której zamieszczę przepisy kulinarne z dawnych epok.
– Musisz tylko unowocześnić język, Ŝeby czytelnicy mogli zrozumieć, co się
wtedy jadało.
– Poproszę cię o konsultację.
– Ale będziemy się kochać jak dawniej?
– Za zazdrość! – Uniósł w górę kieliszek.
– Byłam okropna.
– Nie – jego głos brzmiał bardzo cicho. – Chciałaś tylko zwrócić na siebie moją
uwagę. Udało ci się. Wiem jedno, Ŝe pragnę tylko ciebie.
– Jeśli powiem ci, Ŝe powinieneś wrócić do swojej pracy na uczelni, to
pomyślisz, Ŝe zwariowałam.
– Pewnie tak – odrzekł.
– Powinieneś uczyć. Teraz wiem, Ŝe kochasz mnie naprawdę. Przedtem tego nie
rozumiałam.
Na twarzy Chada pojawił się radosny uśmiech.
– Wiesz, Ŝe jesteśmy rozwiedzeni juŜ od ponad czterech lat? – zapytała.
– Od czterech lat? – zdziwił się.
– Liczyłam kaŜdy dzień spędzony bez ciebie.
– Chyba zdawałem sobie z tego sprawę. I dlatego nie traciłem nadziei.
Rozmawiali o wielu róŜnych sprawach: o ludziach, których znali, o studentach
Chada.
Jo słuchała go i wygłaszała swoje uwagi. Zrozumiała, Ŝe stała się jego
partnerką. Nareszcie zdała sobie z tego sprawę.
Kiedy ujął ją za ręce, poczuła, iŜ bardzo go pragnie i Ŝe będzie z nim do końca
Ŝ
ycia.