background image

 

L

a

ss S

m

a

ll 

 

U mnie czy u ciebie? 

 
 

background image

Rozdział 1 

 
Pod koniec stycznia lotnisko Fort Worth – Dallas zostało chwilowo zamknięte. 

Wprawdzie pogoda była wspaniała, jak to w Teksasie, ale z powodu szalejącej na 
północy nawałnicy większość krajowych lotnisk była nieczynna. 

Wewnątrz  dworca  lotniczego  słychać  było  szmer  rozmów  i  narzekań 

pasaŜerów,  którzy  nie  za  bardzo  potrafili  pogodzić  się  z  zaistniałą  sytuacją.  Od 
czasu do czasu ponad monotonny pomruk wybijały się pojedyncze głosy, jak ryby 
wyskakujące z wody. 

– Kto wie, jak jest w Kolorado? – zapytał głośno jakiś narciarz. 
– Pełno śniegu – padła krótka odpowiedź. 
– Nic dziwnego o tej porze roku – stwierdził inny głos. 
Zawsze  w  podobnych  sytuacjach  znajdzie  się  w  tłumie  ktoś  obrzydliwie 

rozsądny. 

Ale, jak zwykle, znalazł się i optymista. 
– Na stokach będzie cudownie – zauwaŜył radośnie. 
Wspaniałe podejście do Ŝycia. 
–  A  Chicago?  Nie  widzę  stąd  tablicy  informacyjnej  –  dopytywał  się  jakiś 

malkontent. 

– Zasypane – odpowiedziała mu ze złością zdenerwowana kobieta. 
– CzyŜby i tam jeździli na nartach? – nie wytrzymał ktoś dowcipny. 
–  Nie  po  to  brałem  urlop,  Ŝeby  przesiedzieć  cały  ten  czas  w  poczekalni  na 

lotnisku – słychać było skargę z głębi tłumu. 

Jo  Morris  nie  uległa  ogólnemu  podenerwowaniu.  Często  podróŜowała,  więc 

potrafiła znaleźć się w kaŜdej, sytuacji. 

No, niemal kaŜdej. 
Miała  wielkie  ciemne  oczy,  dwadzieścia  osiem  lat  i  pracowała  jako  korektor 

programów  komputerowych  w  ogromnej  firmie.  Komputerami  zajmowała  się  od 
czternastego roku Ŝycia. 

– Proszę o uwagę. – Głos był głęboki i bardzo męski. 
Brzmiało w nim „Nie bójcie się, przecieŜ panuję nad wszystkim". Dobiegał ze 

stanowiska odpraw. W hali dworca zapanowała cisza. 

Przystojny  męŜczyzna,  który  poskromił  tłum,  miał  na  sobie  świetnie  skrojony 

mundur i wyglądał wspaniale. Wszystkie kobiety patrzyły na niego z uwagą. 

Nikt  z  oczekujących  nie  wierzył,  Ŝe  jest  jakieś  wyjście  z  zaistniałej  sytuacji. 

background image

Ludzie byli zmęczeni i rozgoryczeni, ale mimo to zapanowała cisza. 

Wszyscy  zdawali  sobie  sprawę,  Ŝe  obsługa  lotniska  nie  jest  w  stanie  zmienić 

pogody, więc nie moŜna było mieć do nich o to pretensji. 

Człowiek,  który  zwrócił  się  do  nich,  był  kapitanem  jednego  z 

unieruchomionych  na  płycie  lotniska  samolotów.  Stał  na  podwyŜszeniu  i 
przyglądał  się  tłumowi.  I  jak  to  juŜ  miało  miejsce  wiele  razy  przedtem,  spośród 
wszystkich ludzi zgromadzonych w sali odlotów jego oczy wyłowiły Jo. Tak było 
zawsze. śaden męŜczyzna nie potrafił przejść koło niej obojętnie. Uśmiechnął się 
szeroko. Zaczął mówić, kierując swe słowa właśnie do niej. 

– Mamy dla państwa wolne pokoje na noc. Nie ma wprawdzie duŜego wyboru, 

ale będzie się moŜna chociaŜ umyć i odpocząć. Byłoby dobrze, gdyby zechcieli się 
państwo  dobrać  parami,  bo  nie  ma  zbyt  wielu  miejsc.  Proszę,  aby  pary  podniosły 
ręce w górę. 

– My – odezwał się męski głos tuŜ przy Jo. 
Zanim  zdołała  zebrać  myśli,  zobaczyła,  Ŝe  pilot  podaje  jej  jakiś  kawałek 

papieru,  ale  męŜczyzna  stojący  za  nią  szybko  zabiera  go.  Przez  moment  poczuła 
bliskość jego ciała. 

Drgnęła. CóŜ za dziwne uczucie. Nie czuła się tak od czasu... 
–  I  co,  Jo?  –  znajomy  głos  rozległ  się  tuŜ  przy  jej  uchu.  –  Będziemy  znowu 

dzielić pokój... Prawda? 

Nie słyszała juŜ otaczającej ją wrzawy. Czuła, jak zamienia się w bryłę lodu. Po 

dłuŜszej chwili udało jej się odwrócić i spojrzeć na intruza. Tak, nie myliła się, to 
był on, jej były mąŜ. 

Nie zmienił się. Ciągle jeszcze miał gęste, brązowe włosy. Ciemne oczy miały 

wciąŜ pogodny wyraz i nadal błyszczał w nich śmiech. Miał teraz trzydzieści osiem 
lat  i  w  tym  wieku  na  pewno  nie  wypadało  mu  zaczepiać  swojej  byłej  Ŝony  w  tak 
obcesowy sposób. 

Jo nie była w stanie zareagować na jego zaczepkę. 
– Chad – wyszeptała po chwili. Zupełnie nie wiedziała, co powiedzieć. Z natury 

była  osobą  milczącą  i  zawsze  sądziła,  Ŝe  pomogło  to  jej  w  zrobieniu  dyplomu  w 
swojej dziedzinie. 

Uśmiechnął  się,  jakby  rozstali  się  w  zgodzie  zaledwie  przed  tygodniem  albo  i 

wcześniej. 

– Więc pamiętasz – stwierdził z zadowoleniem. 
–  Czy  to nie  dziwne,  Ŝe  spotkaliśmy  się  tutaj? –  zapytała.  Nie  widzieli  się  tak 

długo. Miała nadzieję, Ŝe juŜ teraz potrafi patrzeć na niego bardziej krytycznie. 

background image

Wyglądał  wspaniale.  Biorąc  pod  uwagę  swoją  reakcję  na  dźwięk  jego  głosu  i 

bliskość  ciała,  juŜ  nie  dziwiło  jej,  Ŝe  studentki  na  jego  wykładach  nie  mogły 
spokojnie  usiedzieć  na  krzesłach.  A  przecieŜ  w  tym  wieku  powinna  bardziej 
panować nad sobą. 

Pokazał jej kartkę papieru. 
– Mam pokój. Wybieram ciebie. Czy chcesz zamieszkać ze mną? 
Dlaczego czuje się tak dziwnie? Skąd taka reakcja? CzyŜby znowu chciała być 

z nim? PrzecieŜ to niemoŜliwe! Więc dlaczego? Musi coś powiedzieć. 

– Co za spotkanie, tu, na lotnisku, po tylu latach. 
 –  Nagle  zorientowała  się,  Ŝe  powiedziała  juŜ  coś  podobnego  przed  chwilą  i 

teraz Chad domyśli się, Ŝe ciągle się go obawia. 

Zawsze potrafił to wyczuć. 
Kobiety  zachowywały  się  bardzo  dziwnie  w  obecności  Chada  Wilkinsa,  a  on 

przyjmował to jako coś naturalnego. Chyba nie zdawał sobie sprawy z uroku, jaki 
roztaczał. Nigdy teŜ nie rozumiał dobrze kobiet. 

Przystojny pilot przedarł się przez tłum i dotknął ramienia Jo. 
– Pani jest sama? Został jeszcze jeden wolny pokój. 
Mój pokój. – Uśmiechnął się szeroko. 
Chyba  powinna  pójść  z  nim.  Byłaby  to  doskonała  ucieczka  przed  Chadem.  A 

potem jakoś wymknęłaby się i tamtemu. 

– Ta pani jest ze mną – powiedział Chad, uśmiechając się uprzejmie do pilota. 
Pamiętała  te  słowa  bardzo  dobrze.  Często  powtarzał  je,  by  zniechęcić 

męŜczyzn, którzy jej nadskakiwali, a potem, jak gdyby nic się nie stało, wracał do 
rozmowy z jakimiś nudnymi naukowcami. 

–  Jeśli  będzie  miała  pani  ochotę  mnie  odwiedzić,  jestem  w  pokoju  409  – 

powiedział pilot, przyjrzawszy się uwaŜnie Chadowi. 

Jo spojrzała na niego z Ŝalem. 
– Dziękuję, ale proszę na mnie nie czekać – usłyszała własny głos. Zupełnie nie 

panowała nad sytuacją. Wszystko to działo się jakby poza nią. 

Pilot nie odchodził. CzyŜby spodziewał się czegoś więcej, jakiegoś wyjaśnienia, 

czegokolwiek? 

Uśmiechnęła się do niego przepraszająco i przysunęła do Chada. Były mąŜ ujął 

ją pod rękę władczym gestem i odwrócił się od pilota, którego potraktowano w ten 
sposób po raz pierwszy w Ŝyciu. 

– Gdzie twój bagaŜ? – zapytał. 
–  Tutaj.  –  Wskazała  na  torbę  przewieszoną  przez  ramię.  –  Zazwyczaj  nie 

background image

zabieram zbyt wielu rzeczy. 

– Poszukam taksówki – powiedział. 
Z pewnością ją znajdzie. Zawsze mu się wszystko udawało. Potrafił rozwiązać 

większość problemów. W zasadzie nie powiodło mu się tylko z Jo. 

Zaczęli  przeciskać  się  przez  tłum,  pozostawiając  pilota,  który  jeszcze  przez 

jakiś czas patrzył za nimi. 

Chad  złapał  pierwszą  wolną  taksówkę.  Zaproponował  innym  podróŜnym, 

którzy  jechali  do  tego  samego  hotelu,  aby  zabrali  się  z  nimi.  Do  środka  wcisnęły 
się jeszcze cztery osoby. 

– To wbrew przepisom – odezwała się kobieta prowadząca taksówkę. Zwróciła 

się oczywiście do Chada, jako do przywódcy grupy. 

– To nagły przypadek – przekonywał ją Chad, a po chwili dodał: – Damy duŜy 

napiwek. 

Zawsze  potrafił  się  z  wszystkimi  dogadać,  a  poza  tym  kobiety  z  łatwością 

akceptowały  jego  dominujący  charakter.  Jo  siedziała  wciśnięta  między  drzwi  i 
Chada.  Usiadł  tak,  by  Ŝaden  inny  męŜczyzna  nie  mógł  jej  dotknąć.  Zawsze  tak 
robił. Był niesłychanie zaborczy. 

Ale to się juŜ skończyło. Od czterech lat byli rozwiedzeni. Pozwolił jej odejść. 

Powiedział:  „Wrócisz,  kiedy  będziesz  juŜ  miała  dość  samotności.  Podoba  ci  się 
Ŝ

ycie w małŜeństwie". 

Mylił się jednak. W Ŝyciu popełnił tylko jeden błąd. Była nim Jo. 
Siedziała  teraz  wyprostowana  w  zatłoczonej  taksówce,  czując  biodro  Chada 

przy  swoim,  i  ogarniało  ją  podniecenie.  Nie  potrafiła  zapanować  nad  swoim 
ciałem. 

Będzie rozsądna i zimna. PokaŜe Chadowi, iŜ nie tęskniła za nim, Ŝe wcale nie 

pragnie z nim być i jest wolna. 

CóŜ  z  tego,  Ŝe  był  cudownym  kochankiem.  Pamiętała  o  tym  dobrze.  Jej  ciało 

teŜ pamiętało. Ale nie podda się! Nigdy! 

PrzecieŜ są inni męŜczyźni. Tak samo wspaniali jak Chad. I tak samo starający 

się uszczęśliwić kobiety i... 

Fakt, Ŝe Chad był cudowny! 
I tylko tyle. Seks. Nie był ani dobrym towarzyszem Ŝycia, ani przyjacielem. Nic 

więcej go nie obchodziło. 

Te wszystkie spotkania na uniwersytecie. Studenci, naukowcy, senat – oficjalne 

zaproszenia dla Ŝon. 

Nigdy  nie  było  go  przy  niej,  gdy  go  potrzebowała.  A  dla  niej  był  jedynym 

background image

towarzystwem, jakiego pragnęła. Tęskniła za byciem razem z nim, za rozmowami, 
nawet  za  wspólnym  milczeniem.  Dla  niego  wszystko  to  nie  było  waŜne.  Takie 
sprawy moŜna było odłoŜyć na później i nigdy do nich nie wracać. 

Podjechali  przed  hotel.  Jo  wysiadła  pierwsza  i  jak  dawniej  czekała,  aŜ  Chad 

upora się z zapłatą, napiwkiem i bagaŜem. 

Styczeń  w  Fort  Worth  był  przepiękny,  ciepły  i  słoneczny,  jakby  chciał 

udowodnić  wszystkim,  Ŝe  świat  jest  cudowny.  Rozczarowani  narciarze,  którzy 
przebywali  tutaj  wbrew  swojej  woli,  doszli  do  wniosku,  Ŝe  w  zaistniałej  sytuacji 
najlepiej będzie rozejrzeć się za jakąś rozrywką. 

Pośród  tych  jakby  zawieszonych  w  próŜni  gości  hotelowych  znajdowała  się 

para  ludzi,  którzy  zobaczyli  się  po  raz  pierwszy  od  dnia  rozwodu.  Byli  jak  dwa 
statki  mijające  się  na  morzu.  W  zasadzie  powinni  wymienić  pozdrowienia, 
porozmawiać i pójść kaŜde swoją drogą. 

Chad, jak to zwykle dawniej bywało, będzie musiał coś przejrzeć. Zawsze był 

jakiś  student,  któremu  trzeba  było  pomóc.  A  Jo  nie  potrzebowała  pomocy,  nie 
miała kłopotów, więc nie musiał poświęcać jej zbyt wiele uwagi. 

Tak właśnie uwaŜał. 
Posiłki  były  zawsze  gotowe  na  czas,  a  kiedy  się  spóźniał,  czekały  na  niego. 

Koszule były wyprasowane, guziki przyszyte, a garnitury zawsze w porę odebrane 
z pralni. 

Spała  z  nim  i  była  zawsze  w  zasięgu  ręki.  Chętna.  Lubiła  być  z  nim,  słuchać, 

jak się śmieje. Kochała jego śmiech, taki ciepły i miły. 

Był wspaniałym kochankiem i prawdopodobnie to się nie zmieniło. 
Ciekawe... z kim teraz jest? Chętnych na pewno nie brakuje. Wygląda dobrze. 

Ktoś z pewnością o niego dba. Ciekawe, kto to jest? 

Jedzie  na  seminarium  lub  sympozjum.  To  pewne.  Będzie  wygłaszał  referat  na 

jakiś temat, który interesuje jedynie garstkę ludzi. Jest taki drobiazgowy i kiedy coś 
robi, poświęca się temu bez końca. 

– Pomogę ci – powiedział, przerywając jej rozmyślania. 
Uniosła pytająco brwi. 
– Pomogę ci nieść torbę. 
– Po co? Jest lekka i przyzwyczaiłam się do niej. Nie trzeba – odpowiedziała. 
– Jak zwykle uparłaś się – stwierdził. 
Spojrzała na niego przeciągle, a on chwycił za torbę. 
– Schudłaś. Nic ci nie dolega? 
– Straciłam parę kilogramów po naszym rozwodzie. 

background image

– Nie uŜywaj tego słowa. Nie lubię go. Wykreśliłem je z pamięci. 
– Kiedy? – Jo popatrzyła na niego z uwagą. 
– Kiedy odeszłaś ode mnie – odpowiedział z naciskiem. 
– Zatrzymali się przed recepcją. 
– Zaczekaj tu chwilę. 
– Zapłacę za siebie – rzekła stanowczo. 
– Nie, nie zgadzam się. 
– Mam kartę kredytową i własne konto – dodała spokojnie. 
– Nie ma mowy. 
Zawsze się tak zachowywał. Wszystko musiało być po jego myśli. 
–  Zapłacę  za  siebie  albo  pójdę  gdzie  indziej  –  powtórzyła  spokojnie,  lecz 

stanowczo Jo. 

– Zostałaś prostytutką? – zapytał obcesowo. 
ś

achnęła się oburzona. 

–  Byłaś  taka  wspaniała  i  nienasycona,  Ŝe  nie  zdziwiłoby  mnie  to. 

Zastanawiałem się nawet, kogo teraz uszczęśliwiasz. 

– Nikogo – wysyczała przez zaciśnięte zęby. 
–  Nikogo?  To  naprawdę  Ŝal  mi  tych  męŜczyzn,  którzy  cię  otaczają.  Co  oni 

robią? 

–  Dzięki  Bogu  nie  wszyscy  męŜczyźni  są  podobni  do  ciebie  –  powiedziała  ze 

złośliwym uśmiechem. 

Zrobił powaŜną minę. 
– Bóg nie ma nic wspólnego z... 
– Nie gadaj głupot! 
– Taką cię lubię – uśmiechnął się szeroko. – A juŜ myślałem, Ŝe się zmieniłaś. 

Jesteś taka grzeczna. 

– A byłam kiedykolwiek niegrzeczna? – zaczęła się zastanawiać. 
–  Nie  mam  ze  sobą  notatnika,  więc  trudno  mi  sobie  przypomnieć  –  tłumaczył 

jej  z  ironicznym  uśmieszkiem.  –  Czy  wiesz,  Ŝe  mi  się  śnisz?  Na  dodatek 
zachowujesz się w moich snach nieprzyzwoicie. Masz kogoś? 

– zapytał nagle całkiem powaŜnie. 
– Czemu pytasz? 
–  Nie  chciałbym,  Ŝeby  jakiś  facet  wpadł  nocą  do  naszego  pokoju  nieco 

podenerwowany – znowu zaczął Ŝartować. 

– A ty? Denerwowałbyś się, gdybym cię zdradzała? 
– Zbiłbym faceta i to mocno – odpowiedział spokojnie. 

background image

– Chyba o czymś zapomniałeś? Jesteśmy przecieŜ rozwiedzeni. 
– Tęskniłem za tobą. 
–  Naprawdę?  A  kiedy  zauwaŜyłeś,  Ŝe  odeszłam?  –  zapytała.  –  Czego  ci 

najpierw  zabrakło?  Czystych  talerzy  czy  koszul?  No,  kiedy  to  w  końcu 
zauwaŜyłeś? 

– KaŜdego dnia. – Popatrzył na nią i dodał: – KaŜdej przeklętej, samotnej nocy. 
– To juŜ cztery lata. 
– Wydaje mi się, Ŝe o wiele dłuŜej. 
– Nie wierzę ci. 
– Dlaczego nie znalazłaś sobie nowego męŜa? – odwaŜył się w końcu zapytać. 
– Skąd wiesz? 
– Nie masz obrączki. 
– Nigdy nie wkładam jej, wybierając się w podróŜ. A ty? – uniosła dłoń w górę. 
– Szukałem, ale nie znalazłem nikogo podobnego do ciebie. 
Nie mogła uwierzyć w to, co przed chwilą usłyszała. 
– Poproszę o klucze – zwrócił się do recepcjonistki. 
– Rozmawiałem z twoim ojcem i to on mi powiedział, Ŝe nie wyszłaś za mąŜ. 
– Ciekawe, dlaczego skłamał? MoŜe nie chciał cię zmartwić? 
–  Jestem  twardy  i  potrafię  wiele  znieść  –  rzekł  stanowczym  głosem.  – 

Najgorsze dla mnie było to, Ŝe ty byłaś daleko. 

–  ZauwaŜyłeś  to  po  czterech  latach?  Pewnie  spostrzegłeś  mnie  na  lotnisku  i 

wydałam  ci  się  znajoma.  Zacząłeś  się  zastanawiać,  w  której  grupie  studenckiej 
byłam. I stopniowo przypomniałeś sobie, kim jestem. 

– Wróć ze mną do Indianapolis. 
Nacisnął  guzik  windy.  Patrzył  na  nią  przez  dłuŜszy  czas,  zanim  drzwi  się 

otworzyły. Wszedł do środka i nacisnął przycisk szóstego piętra. Drzwi zamknęły 
się. Byli sami. 

– Dlaczego mam z tobą wrócić? Nie chciałeś mnie. I teraz teŜ cię nie obchodzę. 
– Kocham cię. 
– Nie denerwuj mnie! – Była wściekła. – Nic dziwnego, Ŝe odeszłam od ciebie. 

Jak mogłeś... 

Urwała,  bo  winda  zatrzymała  się  na  ich  piętrze.  Drzwi  otworzyły  się 

bezszelestnie. Wyszli na pusty, pokryty ładnym dywanem korytarz. 

Na  wprost  drzwi  umieszczono  na  ścianie  tablicę  informacyjną.  Ich  pokój  był 

bardzo  blisko.  Nic  dziwnego,  Ŝe  był  wolny  –  tuŜ  przy  windzie,  więc  było  w  nim 
słychać wszelkie hałasy. 

background image

Jo  wsunęła  swoją  kartę  do  zamka.  ZauwaŜyła  zdziwienie  na  twarzy  Chada. 

PrzecieŜ zawsze on otwierał drzwi. Odebrała mu ten przywilej. 

Nie pozwolił jej wejść do środka. Rzucił torby na podłogę. Pochylił się nad Jo i 

wziął ją na ręce. 

– Co ty... ? 
– PrzecieŜ będziemy dzisiaj razem – zaczął mówić niedbałym tonem. – Zawsze 

wnoszę do pokoju kobiety, z którymi mam zamiar spędzić noc. 

– Ile razy... 
Przerwał jej długim pocałunkiem i postawił ją, Josephine Morris, na podłodze, a 

potem zajął się bagaŜem. 

Jak  mógł  być  taki  spokojny?  Co  za  wstrętny  człowiek.  Typowy  uwodziciel. 

Zaplanował sobie, Ŝe spędzą razem noc. 

– Ile kobiet do tej pory... – zapytała, siląc się na spokój. 
– Sprawdzę w komputerze i dam ci znać. W tej chwili po prostu nie pamiętam – 

zaŜartował. 

Posmutniała. Tak naprawdę wcale za nią nie tęsknił. Nie miał na to czasu. Na 

pewno  utrzymywał  rozliczne  znajomości.  Dobrze,  Ŝe  chociaŜ  rozpoznał  ją  na 
lotnisku. 

– Pewnie jesteś zmęczony po podróŜy – powiedziała. 
– AleŜ skąd. Na seminarium byli tylko męŜczyźni i nikt nawet nie wspomniał o 

seksie. 

– A tobie tylko to jedno w głowie. Pewnie dlatego mnie rozpoznałeś? 
– Wydawało mi się, Ŝe juŜ kiedyś nas coś łączyło. 
– Popatrzył na nią spod przymruŜonych powiek. – Ilu męŜczyzn oszalało przez 

ciebie, odkąd się rozstaliśmy? 

–  O  czym  ty  mówisz?  Przestań  wygadywać  bzdury  –  powiedziała  stanowczo. 

Podniosła torbę i ruszyła w stronę drzwi. 

–  Nie  denerwuj  się  –  schwycił  ją  za  rękę.  W  jego  głosie  nie  było  złośliwości. 

Wydawał się szczery. Patrzył jej prosto w oczy. 

Popatrzyła  na  jego  usta,  a  wtedy  przypomniał  jej,  do  czego  słuŜą,  całując  ją 

namiętnie. 

Gdy odsunął się od niej, uniosła przymknięte powieki i spojrzała mu prosto w 

oczy. 

–  Chodźmy  popływać  –  zaproponowała,  z  trudem  wydobywając  głos  ze 

ś

ciśniętego gardła. 

Najpierw posmutniał, a potem uśmiech rozjaśnił jego twarz. 

background image

– Zgoda. 
Zszedł do hotelowego sklepiku, gdzie moŜna było kupić prawie wszystko. 
Jo  była juŜ  w  wodzie,  gdy  Chad pojawił się w nowych, dopiero co  kupionych 

kąpielówkach.  Wyglądał  jak  grecki  bóg.  W  rzeczywistości  miał  w  sobie  krew 
holenderską i walijską z domieszką irlandzkiej. 

Wskoczył  do  wody  i  zbliŜył  się  do  Jo.  Uśmiechnęła  się  do  niego  i  zaczęła 

szybko płynąć wzdłuŜ basenu. 

Roześmiał się i ruszył w pogoń. Woda zawsze była jego Ŝywiołem. 
Zadziwiająca liczba ludzi nie widzi sensu w pływaniu zimą, więc baseny są w 

zasadzie zamknięte. Amerykanie są jednak absolutnie nieprzewidywalni, a pogoda 
w Teksasie była tak piękna, iŜ wydawało się, Ŝe jest to typowy letni dzień. Dwoje 
nowych gości szalało w basenie. 

Chad dotykał Jo pod wodą. Unosił ją nad powierzchnię, wrzucał do wody, a ona 

ś

miała się radośnie. Czuła, jak bardzo jest silny. 

Ś

miał się, kiedy chlapała na niego wodą, a potem uciekała. Z łatwością mógłby 

ją złapać. Był silniejszy od niej i musiał uwaŜać, by niechcący nie sprawić jej bólu. 

Cały czas zajmował się tylko nią. To było bardzo dziwne. 
Tak zachowywał się tylko wtedy, kiedy zabiegał o jej względy przed wielu laty. 

Była  wtedy  studentką,  a  Chad  docentem.  Potem  została  jego  Ŝoną:  miała  swoje 
zasady i nie chciała z nim sypiać bez ślubu. 

PoniewaŜ  poślubiła  pracownika  uniwersytetu,  mogła  kształcić  się  za  darmo. 

Uzyskała magisterium z ekonomii. 

Gdy postanowiła od niego odejść, zapytał, czy nie chciałaby zostać z nim dłuŜej 

i zrobić doktorat. Nie był złośliwy, miał po prostu praktyczne podejście do Ŝycia. 

Nie  wyszła  za  Chada,  aby  móc  studiować.  To  nuda  zagnała  ją  do  sal 

wykładowych.  Nie  zaszła  w  ciąŜę,  mimo  Ŝe  nie  uŜywali  Ŝadnych  środków 
zapobiegawczych.  KaŜdy  miesiąc  przynosił  rozczarowanie,  aŜ  w  końcu  musiała 
zaakceptować fakt, Ŝe jest bezpłodna. 

Był  wspaniałym  kochankiem,  ale  kiepskim  towarzyszem  Ŝycia.  Czuła  się 

bardzo samotna. Chciała, Ŝeby poświęcił jej choć trochę czasu, ale nigdy nie było 
go  przy  niej,  gdy  tego  potrzebowała.  W  końcu  straciła  nadzieję  i  odeszła.  Teraz, 
cztery lata po rozwodzie, Chad zachowywał się tak, jak kiedyś o tym marzyła. Na 
początku  ich  związku  miała  jeszcze  złudzenia,  potem  nadzieja  umarła,  a  kiedy  Jo 
robiła magisterium, małŜeństwo przestało istnieć. 

Nie zdarzył się Ŝaden cud. 
Wreszcie zrozumiała, Ŝe ich wspólne Ŝycie nigdy nie będzie wyglądać inaczej. 

background image

 
Patrzyła  na  Chada  i  myślała,  Ŝe  właściwie  mogłaby  spędzić  z  nim  tę  noc.  Ich 

małŜeństwo  naleŜało  juŜ  do  przeszłości.  Czemu  nie  przeŜyć  z  nim  kilku  miłych 
chwil? Tu  w basenie  było tak  przyjemnie.  Kiedyś  marzyła,  Ŝe  tak będzie,  gdy  się 
pobiorą. 

Poszli do pokoju. Czuła, Ŝe jest zmęczona. 
– Z iloma męŜczyznami byłaś? – zapytał nagle Chad. 
Nie  odpowiedziała,  bo  przecieŜ  w  jej  Ŝyciu  nie  było  innych  męŜczyzn.  W 

dalszym ciągu kochała Chada. Nawet nie próbowała zainteresować się innymi. 

A teraz pragnęła go. A on był taki miły i delikatny. Troszczył się o nią. Chyba 

teŜ ją kochał. 

Spędzili  razem  noc.  Była  zmęczona,  ale  szczęśliwa.  Zapomniała  juŜ,  ile 

szczęścia dawały jej wspólnie spędzone chwile. 

– Dlaczego mnie zostawiłaś? – jęknął Chad. 
– Nigdy cię przy mnie nie było. – W jej oczach pojawiły się łzy. 
– PrzecieŜ spędzaliśmy razem wszystkie noce – zaprotestował. 
– Tylko Ŝe dni były puste i długie. 
– Ludzie spędzają ze sobą całe Ŝycie, choć nie są bez przerwy razem. Powiedz, 

dlaczego mnie tak potraktowałaś? 

– Kochałam cię. 
– To nie jest normalne. – Wzruszył ramionami. 
–  MoŜliwe.  –  Poczuła  się  bardzo  samotna.  Wystarczyło,  Ŝe  tylko  sobie 

przypomniała,  jak  to  wtedy  było.  Dlaczego  ciągle  myślała  o  tamtych  smutnych 
dniach? 

 

background image

Rozdział 2 

 
Dallas i Fort Worth to dwa róŜne miasta. Dallas jest eleganckie i nowoczesne, 

podczas  gdy  Fort  Worth  stara  się  utrzymać  swój  westernowy  charakter.  Kiedyś 
było tu centrum spędu bydła. 

Budynek  wspólnego  lotniska  był  doskonałym  połączeniem  tych  dwóch  tak 

odmiennych  miast.  Stale  zwiększająca  się  liczba  mieszkańców  spowodowała,  Ŝe 
miasta  te  bardzo  zbliŜyły  się  do  siebie,  więc  lotnisko  okazało  się  świetnym 
rozwiązaniem  problemów  komunikacyjnych  mieszkańców,  chociaŜ  ci  z  Dallas 
czuli  się,  jakby  popełnili  mezalians.  Nie  lubili  swego  mniejszego  i  mniej 
eleganckiego sąsiada. 

Połączyła te miasta po prostu konieczność. 
Tak samo było w przypadku Jo i Chada. 
Jo  przyglądała  mu  się,  kiedy  jadł  śniadanie,  i  nie  mogła  ciągle  uwierzyć,  Ŝe 

znowu jest z nim. 

PrzecieŜ  nieczęsto  spotyka  się  na  lotnisku  znajomych.  A  co  dopiero  byłego 

męŜa? Niesłychane. 

Coś  takiego  moŜe  przytrafić  się  gwiazdom  filmowym  czy  milionerom,  ale  nie 

jej, nie Jo Morris. 

Parę  minut  temu,  gdy  Chad  brał  prysznic,  ktoś  cicho  zapukał  do  drzwi.  Nie 

bardzo wiedziała, kto to moŜe być o tak wczesnej porze. 

Rozejrzała się po pokoju. Tylko jedno łóŜko było nie posłane, ale przecieŜ juŜ 

od dawna nie ma w hotelach detektywów, którzy dbają o moralność. 

Popatrzyła  na  zegarek.  Była  dopiero  siódma  trzydzieści.  Zapytała,  kto  jest  za 

drzwiami.  Gdy  usłyszała,  Ŝe  przyniesiono  śniadanie,  włoŜyła  płaszcz 
przeciwdeszczowy i otworzyła drzwi. 

Dyskretny  kelner  udał,  Ŝe  nie  widzi  jej  stroju.  W  milczeniu  zajął  się  swoją 

pracą. Zręcznie i elegancko nakrył mały stolik. 

W poczuciu winy Jo dała mu napiwek. 
Uśmiechnął się i podziękował. 
Nie  patrzyła  na  niego,  ale  czuła,  Ŝe  się  czerwieni.  Było  jej  głupio.  Wreszcie 

kelner wyszedł z pokoju. 

Jo była pewna, Ŝe uwaŜa ją za prostytutkę. Była w drogim hotelu. Przyjechała z 

zatłoczonego  lotniska  z  obcym  męŜczyzną.  Wzięli  jeden  pokój.  Chyba  ma 
wypisane na czole: „Kobieta lekkich obyczajów". 

background image

Zamknęła drzwi za kelnerem i popatrzyła na rozrzuconą pościel. Dwie poduszki 

spadły na podłogę. Tak jak przed wielu laty, znowu uŜywali jednej poduszki. 

Drugie łóŜko było nietknięte. KaŜdy mógł się domyślić, co tu się działo. 
Nadal miała poczucie winy. Nie powinna tak postępować. 
Wyprostowała się. PrzecieŜ juŜ nigdy nie zobaczy tego kelnera. Wyjedzie stąd. 

Wróci do swego Ŝycia i zapomni o wszystkim. 

Chad  wyszedł  z łazienki nagi. Wycierał  wilgotne  włosy  szorstkim ręcznikiem. 

Uśmiechnął się do niej promiennie. 

– Jestem czyściutki – powiedział. – PołóŜmy się jeszcze na chwilę, Ŝebym mógł 

znowu poczuć twój zapach. 

Popatrzyła na niego zaskoczona. 
ZauwaŜył, Ŝe nałoŜyła płaszcz przeciwdeszczowy na gołe ciało. 
– Pada tu? W naszym pokoju? – Uniósł w zdziwieniu brwi. 
– Kelnera teŜ to pewnie dziwiło. 
Chad dopiero wtedy zauwaŜył nakryty stół. 
– Cudownie. Zjedzmy coś. Umieram z głodu. 
– Powinnam chyba wziąć prysznic – stwierdziła. 
– Po co? Pachniesz tak cudownie. 
– O czym ty mówisz? 
W odpowiedzi przyciągnął ją do siebie. Przesunął nosem po jej szyi i próbował 

odwiązać mocno zaciśnięty pasek. Jo była bardzo spięta. 

– Wychodziłaś? – zaŜartował. 
– Musiałam coś włoŜyć, Ŝeby móc otworzyć drzwi. 
– To oczywiste. 
– On uwaŜa mnie za... za... ladacznicę. 
– Powiedział to? – Chad popatrzył na nią badawczo. 
– Nie, ale uśmiechał się w taki sposób. 
– W jaki? 
– Jakby wiedział, co robiliśmy. 
Chad popatrzył na rozrzuconą pościel. 
–  Całkiem  logiczny  wniosek.  Musisz  sama  przyznać.  Nie  przejmuj  się.  Dziś 

wieczór najpierw rozrzucimy pościel na drugim łóŜku. 

– Wstydzę się. 
– PrzecieŜ jesteśmy małŜeństwem. – Chad był naprawdę zaskoczony. 
– Nie! Jesteśmy rozwiedzeni. 
– PrzecieŜ to nie ma Ŝadnego znaczenia. 

background image

– Znowu się ze mną sprzeczasz. Roześmiał się serdecznie. 
–  Zawsze  mnie  atakowałaś  na  róŜne  sposoby.  Dlatego  wychodziłem  z  domu, 

Ŝ

ebyś mogła odpocząć. 

–  Całą  uwagę  poświęcałeś  uczelni,  a  tylko  od  czasu  do  czasu  korzystałeś  z 

mego ciała – powiedziała ironicznie. 

–  Powinnaś  się  cieszyć  z  mego  oddania  się  pracy,  bo  w  ogóle  nie 

wychodziłabyś z łóŜka. 

– Mówisz to teraz, po czterech latach. 
– Po trzech... 
– Minęły juŜ prawie cztery – jak zwykle dokładna, poprawiła go. – Mam teraz 

dwadzieścia osiem lat. 

–  Doskonale  się  trzymasz  jak  na  ten  wiek  –  stwierdził  powaŜnym  tonem, 

przesuwając spojrzeniem po jej sylwetce. 

Starała się wyglądać statecznie i nobliwie. Podeszła do torby stojącej na fotelu i 

wyjęła bieliznę, parę spodni i bluzkę. 

–  Po  śniadaniu  popływamy  i  poczytamy  gazety  – poinformował  ją głosem  nie 

znoszącym sprzeciwu. 

Popatrzyła na niego uwaŜnie. Nic się nie zmienił. JuŜ nie miała ochoty pływać. 

OdłoŜyła ubranie, wzięła piŜamę i poszła do łazienki, nie zwracając uwagi na jego 
protesty. 

 
W  zielonej  jedwabnej  piŜamie  i  ciemnoniebieskim  szlafroczku  wyglądała 

wspaniale. 

Chad  odłoŜył  gazetę  i  podał  jej  śniadanie:  gorące  płatki,  owoce,  apetyczne 

bułeczki i herbatę. Chad pił kawę, ale nadal pamiętał o tym, co ona lubi. 

Z duŜą przyjemnością zabrała się do jedzenia. 
– Chyba czujesz się lepiej? – zapytał, kiedy skończyła posiłek i odłoŜył gazetę. 
Znała go dobrze. Wiedziała, Ŝe moŜe juŜ przeprowadzić swój plan. Jeśli potrafi 

go  teraz  wykorzystać,  to  moŜe  w  końcu  uda  jej  się  wyrzucić  Chada  ze  swej 
pamięci. Wreszcie uwolni się od niego i rozpocznie nowe Ŝycie. 

Uśmiechnęła się zalotnie. 
Wyciągnął  rękę  i  ujął  ją  pod  brodę.  Pochylił  się,  by  ją  pocałować.  Potem 

wyprostował  się.  Gęste  rzęsy  niemal  całkowicie  przysłaniały  mu  oczy,  a 
zmarszczki w kącikach ust pogłębiły się. 

– To prawdziwy cud, Ŝe cię odnalazłem – powiedział. 
Patrzyła  na  niego  krytycznie,  szukając  wad.  Była  pewna,  Ŝe  niczego  nie 

background image

znajdzie,  jeśli  chodzi  o  jego  wygląd.  Nadal  jedyną  wadą  Chada  było  to,  Ŝe  nie 
potrafił mieszkać razem z nią. 

Ale  teraz  był  tutaj  w  sytuacji,  w  której  musiał  poświęcić  jej  cały  swój  czas. 

MoŜe  wreszcie  zrozumie,  co  stracił.  I  tym  razem  to  on  poczuje  się  samotny, 
pozbawiony najbliŜszej osoby, pogrąŜony w smutku. 

CzyŜby szukała zemsty? 
Prawdopodobnie. Tylko Ŝe nadal nie wiedziała, co moŜe go zranić. Nie zmienił 

się. Ich małŜeństwo było dla niego przeszłością. 

Wtedy  miał  szansę  opiekować  się  nią  lub  przynajmniej  pozwolić  jej  dzielić  z 

nim Ŝycie. Nie zrobił tego. 

Teraz teŜ go na pewno na to nie stać. Człowiek tego typu nie zmienia się. 
Wprawdzie  twierdził,  Ŝe  nie  lubi  słowa:  rozwód,  ale  przecieŜ  to  o  niczym  nie 

ś

wiadczy. 

Miał  bardzo  duŜo  czasu,  Ŝeby  ją  poznać  i  zrozumieć,  ale  nie  zrobił  zupełnie 

niczego  w tym  kierunku.  Na dodatek  zgodził  się  przed  czterema  lata, aby  rozstali 
się w przyjaźni. 

Jej  odejście  ani  go  nie  przygnębiło,  ani  nie  zasmuciło.  Zapytał  tylko,  czy  nie 

chce zostać dłuŜej, by zrobić doktorat. To pytanie pozbawiło ją resztek nadziei na 
utrzymanie ich małŜeństwa. 

Jo patrzyła na swojego byłego męŜa. Był taki, jakim go pamiętała, o jakim cały 

czas marzyła. Uśmiechał się do niej radośnie. 

Uśmiechnęła się w odpowiedzi. 
– Chodź, usiądź mi na kolanach. JuŜ tak dawno nikt na nich nie siedział. 
Podniosła się i spełniła jego prośbę. Oczywiście postępowała zgodnie ze swoim 

planem.  Potem  łatwiej  jej  będzie  wyrzucić  go  z  pamięci.  Jego  ręce  były  tak 
znajome. Odnalazł pieprzyk, który pamiętał. 

– Zastanawiałem się, czy nie popełnisz głupstwa i nie usuniesz go. Kocham ten 

pieprzyk. Dodaje ci uroku i uczłowiecza. 

– Co ty wygadujesz? CzyŜby istoty pozbawione pieprzyków nie były ludźmi? 
–  Boginie  nie  mają  Ŝadnych  znamion.  Tylko  te,  które  chcą  upodobnić  się  do 

ludzi,  starają  się  o  nie.  Biedni,  głupi  męŜczyźni  myślą,  Ŝe  mają  do  czynienia  ze 
zwykłymi  kobietami,  a  nie  takimi,  które  od  nich  odchodzą.  Przyznaj  się,  ilu 
męŜczyzn uwiodłaś? 

– Tylko ciebie. 
– Tęskniłem za tobą – szepnął i przytulił ją do siebie. 
– Jak moŜesz tak mówić? 

background image

– Byłem taki samotny bez ciebie, naprawdę. 
–  Daj  spokój,  Chad,  nawet  nie  poznaliśmy  się  dobrze.  Brakowało  ci  tylko 

kogoś, z kim mógłbyś się kochać na kaŜde zawołanie. A ja byłam tak blisko. 

– Byłaś najwaŜniejszą istotą w moim Ŝyciu. A właśnie, nie znudziło ci się być 

osobą  samotną?  Czy  jesteś  gotowa  wrócić  do  domu?  Naprawdę  juŜ  na  to  pora. 
Dobry mąŜ moŜe pozwolić Ŝonie na trochę swobody, ale w rozsądnych granicach. 

– Czy ty naprawdę wierzysz, Ŝe odeszłam od ciebie, bo chciałam pobyć sama? 

Ja,  juŜ  będąc  z  tobą,  byłam  bardzo  samotna.  Nie  musiałam  odchodzić.  My  nigdy 
nie byliśmy razem. 

– Byłem z tobą. 
Wreszcie to powiedział! I brzmiało to dość przekonywająco. 
–  Inni  męŜczyźni  wracają  do  domu,  spędzają  wolny  czas  ze  swoimi  Ŝonami, 

pomagają im i interesuje ich to, co się dzieje w domu. 

– Doprawdy? 
– Nigdy tego nie zauwaŜyłeś? – zdziwiła się. 
–  Kiedy  byliśmy  razem,  obserwowałaś  innych  męŜczyzn?  –  zapytał 

zaskoczony. 

–  Chciałam  widzieć  tylko  ciebie!  Kochałam  cię!  Pragnęłam  być  z  tobą,  ale 

ciebie nigdy nie było. Ciągle byłeś zajęty. 

– Zarabiałem na Ŝycie. 
– Dwadzieścia cztery godziny na dobę? – wykrzyknęła. 
– PrzecieŜ spędzałem trochę czasu w domu. 
– Kiedy? Nie było cię całymi dniami. 
–  Praca  docenta  na  renomowanym  uniwersytecie  wymaga  poświęceń.  Muszę 

nauczyć studentów wszystkiego, czego potrzebują. 

– Ale nie mogłeś poświęcić ani chwili swojej Ŝonie. 
– Spałem z tobą. Chyba to zauwaŜyłaś. 
– Raczej tak. Ale nie jest to czynność, podczas której dwoje ludzi moŜe poznać 

nawzajem swoje myśli i uczucia. 

– KaŜdej nocy starałem się dokładnie okazać ci swoje uczucia. 
– Próbowałeś – zgodziła się. 
– CzyŜbym coś zaniedbał? Wydawało mi się, Ŝe byłem gorliwy. 
– Czasami – potwierdziła. 
– Jesteś na mnie zła. 
–  JuŜ  nie  –  odpowiedziała.  –  Przywykłam  do  samotności.  Mam  zamiar 

nacieszyć się tą chwilą, Ŝeby rozstanie tym razem było milsze. 

background image

– Jak moŜe być miłe? 
– Bo teraz juŜ rozumiem, dlaczego nam się nie udało i nie uda. I przestanę za 

tobą tęsknić. 

– Czy... czy tęskniłaś za mną, kiedy odeszłaś? – zapytał. 
Nie  odpowiedziała.  Wstała  z  jego  kolan.  Odwinęła  ręcznik  okręcony  wokół 

głowy i zaczęła wycierać nim włosy. 

–  Chad  –  odezwała  się  wreszcie  z  ironią  w  głosie  –  tęskniłam  za  tobą,  kiedy 

byliśmy razem. 

– Dlaczego mi o tym nie mówiłaś? 
Odwróciła się i spojrzała na niego z niedowierzaniem. 
– Rozumiem. Mówiłaś mi. 
– Tak. 
– Bardzo mi przykro, Jo. 
– To juŜ minęło. Chodźmy popływać. 
Nie ruszył się z miejsca. Patrzył na nią uwaŜnie. 
–  Bardzo  tęskniłem  za  tobą.  Wiedziałem,  Ŝe  jesteś  w  domu  i  mam  do  kogo 

wracać.  Kiedy  odeszłaś,  ciągle  widziałem  twoją  twarz,  słyszałem  twój  głos. 
Brakowało  mi  dotyku  twego  ciała.  Nie  mogłem  zapomnieć  naszych  nocy.  A  ty? 
Pamiętasz? 

– Tak. 
– To było udane małŜeństwo – rzekł z przekonaniem. 
– To jest tylko twoje wraŜenie. 
– Kocham cię – wyszeptał. 
– Wierzę. Chodźmy popływać. 
– PrzecieŜ masz świeŜo umyte włosy – powiedział po chwili zastanowienia. 
– Były tak mokre od potu, Ŝe zanieczyściłyby wodę w basenie. 
–  Zawsze  byłaś  pedantką.  Troszczysz  się  nawet  o  basen.  Ciekawe,  dlaczego 

byłaś taka spocona? – zapytał uśmiechając się znacząco. 

– Nie mam pojęcia – odpowiedziała. 
 
Tym razem nie byli w wodzie sami, ale inni kąpiący się chyba celowo zostawili 

dla pary kochanków jedną część basenu. I znowu Chad mógł przytulać ją do siebie 
pod wodą, a Jo uśmiechała się do niego radośnie. 

Potem  wrócili  do  pokoju,  wzięli  prysznic,  ubrali  się  i  poszli  zwiedzić  Fort 

Worth. Obejrzeli stare zagrody dla bydła, stację kolejową i bary. 

Zjedli  typowy  tutejszy  posiłek,  wypili  zimne  piwo  i  próbowali  jeść  gorące 

background image

bułeczki tak, by nie tryskało z nich rozpuszczone masło. 

Poszli  teŜ  do  kina,  gdzie  pokazywano  stare,  nieme  filmy  kowbojskie,  którym 

towarzyszyła muzyka grana na pianinie. 

Na  jednym  z  filmów  bohaterkę  przywiązano  do  torów,  a  uratowali  ją  dzielni 

straŜacy,  którzy  gasili  poŜar  lasu  i  przyjechali  lokomotywą.  Najciekawszą  sceną 
było zdejmowanie przez bohaterkę kolejnych części odzieŜy, co za kaŜdym razem 
witane było przez straŜaków gwizdkiem lokomotywy. 

Wszystkie  filmy  były  urocze,  a  widownia  bawiła  się  doskonale.  Jo  i  Chad 

głośno  czytali  napisy,  śmiali  się  i  rozmawiali,  co  zupełnie  nikomu  nie 
przeszkadzało. 

Kiedy wrócili do hotelu, czekała na nich wiadomość, Ŝe będą mieli połączenie 

następnego dnia, jeśli potwierdzą rezerwację. 

Poszli  do  pokoju,  by  zastanowić  się,  zanim  podejmą  decyzję.  Doszli  w  końcu 

do wniosku, Ŝe nie spieszą się tak bardzo, i zrezygnowali z biletów. 

Chad zawiadomił uczelnię, a Jo swoją firmę w Chicago o nagłym urlopie. 
Razem wynajęli samochód i nazajutrz pojechali na południe do Austin, stolicy 

stanu.  Tam  cudownie  spędzili  czas,  słuchając  bluesa  i  muzyki  country.  Urządzili 
sobie piknik nad rzeką Gwadelupą i patrzyli, jak leniwie toczy swoje wody białym, 
skalistym korytem. 

Wtedy właśnie zrozumieli sens powiedzenia, Ŝe słońce spędza zimy w Teksasie. 
Zwiedzili  miasto,  obejrzeli  budynki  rządowe  i  zwrócili  uwagę  na  to,  Ŝe  w 

Teksasie nawet drzewa są inne. 

Obejrzeli  kilkusetletni  dąb,  który  ktoś  próbował  zniszczyć  środkami 

chemicznymi.  Drzewo  zostało  uratowane,  gdyŜ  otoczono  je  pierścieniem  z 
kryształów, które zneutralizowały działanie trucizny. CóŜ za niecodzienna kuracja! 
Za pieniądze, które wydano na to jedno drzewo, moŜna było posadzić sto nowych. 

 
Teksas  słynie  z  pięknych  krajobrazów.  Jo  i  Chad  postanowili  sobie  zobaczyć 

wszystko,  co  się  tylko  da.  Pojechali  do  San  Antonio,  które  znali  tylko  z  filmów 
pokazywanych w telewizji. Teraz mogli zobaczyć, jak wygląda w rzeczywistości. 

Byli  teŜ  w  Alamo.  Intensywność  wraŜeń  jest  tam  tak  ogromna,  Ŝe  wywołuje 

gęsią skórkę u zwiedzających. 

Zwiedzili Fredricksburg i Banderę, bo ktoś im powiedział, Ŝe warto zobaczyć te 

miasta. Wykorzystali na wycieczki cały urlop Chada. 

Na  nieszczęście  dla  Jo  ich  wspólna  podróŜ  okazała  się  taka,  jak  to  sobie 

wymarzyła. Chad zachowywał się doskonale. Dlaczego nie był taki przez sześć lat 

background image

ich małŜeństwa? 

Czuła  się  oszukana.  Był  taki  mądry,  ale  o  tym  wiedziała.  Okazał  się  teŜ 

wspaniałym  kompanem.  Jak  śmiał  być  taki  pociągający,  taki,  o  jakim  zawsze 
marzyła. Zaczęła Ŝałować utraconych lat. 

Teraz musi być rozwaŜna. 
– Rzuć pracę i wracaj do domu – to były jego słowa. 
Tak właśnie powiedział. 
Nie tylko kazał jej rzucić pracę, którą kochała i która dawała jej niezłe zarobki, 

ale w dodatku mówił o... domu. 

Najgorsze w tym wszystkim było to, Ŝe nagle sama tego teŜ zapragnęła. 
Zatelefonował  na  uczelnię  i  powiedział,  Ŝe  jego  nieobecność  jeszcze  się 

przedłuŜy,  bo  pracuje  nad  bardzo  trudnym  problemem.  Wyjaśni  wszystko  po 
powrocie. 

Zapytano go tylko, czy potrzebuje pomocy. 
– Nie, dziękuję – powiedział im Chad. – To sprawa osobista. Sam ją rozwiąŜę, 

ale to moŜe jeszcze potrwać. 

– Zadzwoń, jeśli będziesz czegoś potrzebował. 
– Dziękuję – odłoŜył słuchawkę z radosnym uśmiechem. 
Pojechali na Padre Island. Tam nie tylko brodzili w wodach zatoki, ale znaleźli 

się  wśród  tłumu  zimowych  gości.  Kiedyś  farmerów  przyjeŜdŜających  na  zimowy 
odpoczynek  do  Teksasu  nazywano  ziębami,  bo,  tak  jak  one,  udawali  się  na 
południe.  Teraz  traktuje  się  ich  jak  obywateli  Teksasu,  bo  wspomagają  budŜet 
stanowy. 

Jo  i  Chad  w  milczeniu  obserwowali  tłumy  gości  na  Padre  Island.  Cała  wyspa 

zapełniona była hotelami i pensjonatami, a przez jej środek biegła autostrada. 

Byli  równieŜ  w  Meksyku.  Pojechali  tam  na  zakupy.  Kupili  drewniane, 

kolorowe zabawki – bajd, fujarki, jo-jo i skórzane kamizelki. 

Chad  znalazł  dla  Jo  zegarek,  a  na  dodatek  kupił  jej  portmonetkę  w  kształcie 

Ŝ

aby z zamkiem błyskawicznym na brzuchu. 

Nie wiedziała, co o tym sądzić. 
–  To  ksiąŜę  zaklęty  w  Ŝabę  –  wyjaśnił  mentorskim  tonem.  –  Kiedy  go 

pocałujesz,  zły  czar  minie,  ale  będziesz  musiała  z  nim  spędzić  noc,  Ŝeby  się 
wszystko powiodło. 

Popatrzyła na niego z niedowierzaniem. 
– Nie pamiętasz tej bajki? – zapytał zniecierpliwiony, wzruszając ramionami. 
– Oczywiście, Ŝe pamiętam. 

background image

– Wyjaśnię ci wszystko, kiedy wrócimy do domu. 
Znowu wspomniał dom w Indianie. 
Ale Jo wiedziała, Ŝe rozstaną się juŜ wkrótce. 
W  Meksyku  kupiła  sobie  powiewną,  kolorową  sukienkę  i  białą  wyszywaną 

koszulę dla Chada wraz z obcisłymi, czarnymi spodniami. 

Kupili teŜ skórzane, plecione pantofle, bardzo wygodne i bardzo skrzypiące. 
Jo znalazła niebieską flanelową kurtkę wyszywaną kolorową włóczką. Czuła się 

w niej jak zupełnie inny człowiek. 

Przejechali znowu Rio Grandę i wrócili do hotelu na Padre Island. 
Przebrali  się  do  kolacji.  Byli  tak  zaprzyjaźnieni  i  zŜyci,  Ŝe  Jo  zaczęła 

wspominać ich małŜeństwo. Czy kiedykolwiek przedtem byli tak blisko ze sobą? 

PrzecieŜ  właśnie tego pragnęła  przez te wszystkie lata. Zastanawiała  się,  czy i 

wtedy były między nimi takie chwile. 

Ale  nie,  to  nie  była  Ŝadna  wspólnota,  lecz  dni  wypełnione  milczeniem 

przerywanym  czasami  opowieściami  Chada  o  studentach  sprawiających  kłopoty. 
Zawsze kończyło się to głośnym rozmyślaniem, jak im pomóc. 

Dlaczego wtedy nie powiedziała: „Nie mogę się odnaleźć. Czuję się niepewnie. 

PomóŜ mi". 

Nie  zrobiła  tego.  Słuchała  tylko  i  nawet  nie  potrafiła  udzielić  mu  rady  ani 

opowiedzieć o swoich problemach. 

Ale  Chad  uwaŜał,  Ŝe  wszystko  jest  w  porządku.  PrzecieŜ  dzieliła  z  nim  jego 

kłopoty. 

Czuła się opuszczona i głupia. 
A teraz jest mądrzejsza? Czy umie słuchać? Potrafi obserwować otoczenie? 
Popatrzyła  na  Chada.  Był  myślami  gdzieś  daleko.  Nawet  teraz  nie  potrafiła 

zwrócić na siebie jego uwagi. 

ZauwaŜył, Ŝe na niego patrzy. 
–  MoŜe  wróciłabyś  ze  mną  do  Indiany?  Nabrałaś  poczucia  własnej  wartości  i 

będziesz  teraz  doskonałą  Ŝoną  naukowca.  Spróbujemy,  dobrze?  Chcę,  Ŝebyśmy 
znów zamieszkali razem. Pragnę, Ŝebyś wróciła. Piekielnie za tobą tęskniłem. 

– Jak moŜna piekielnie tęsknić? To brzmi bardzo dziwnie. 
– Ale tak właśnie się czułem. 
– Dobrze to przede mną ukrywałeś. 
– Za szybko się pobraliśmy. Powinnaś nabrać trochę doświadczenia, dorosnąć. 
– A tymczasem ty prowadziłeś badania na temat: małŜeństwo ze studentką. 
–  Po  naszym  rozstaniu  kilkakrotnie  spotkałem  się  z  twoim  ojcem.  Powiedział 

background image

mi, gdzie mieszkasz, co porabiasz, z kim się spotykasz. Przez cały czas byliśmy w 
kontakcie. 

– Naprawdę z nim rozmawiałeś? 
– Lubię go. 
– I co ci powiedział? 
– Abym był cierpliwy. śe ty musisz dojrzeć. 
– Nigdy by tak nie powiedział – oburzyła się. 
–  Powiedział,  Ŝe  jesteś  niedojrzała.  Podobnie  było  z  twoją  matką,  która  przez 

wiele lat nie mogła przywyknąć do Ŝycia małŜeńskiego. 

– Wcale tak nie mówił! 
– Rzeczywiście – roześmiał się Chad. – Jest bardzo uparty i wiele czasu zabrało 

mi przekonanie go, Ŝe cię kocham i jestem gotów czekać na ciebie wiele, wiele lat. 

– Ha! 
– Ten okrzyk wskazuje, Ŝe jeszcze nie dojrzałaś. 
Jo krzyknęła powtórnie. 
– I co ja teraz zrobię, gdy wszyscy Teksańczycy przybiegną cię bronić? 
–  Jakoś  się  wytłumaczysz.  MoŜesz  powiedzieć,  Ŝe  zgodziłam  się,  jakby  to 

nazwać... na współpracę. 

– To wspaniale. Wiedziałem, Ŝe się poddasz. Dzięki... 
– UwaŜaj, bo powiem im prawdę. 
– Zawsze czepiałaś się słów. – Chad poczuł się rozczarowany. 
– A co moja mama miała ci do powiedzenia? 
– Nie rozmawia ze mną. Traktuje mnie jak powietrze. 
–  Naprawdę?  –  roześmiała  się  Jo.  –  Nie  doceniałam  jej.  Myślałam,  Ŝe  trzyma 

twoją stronę. 

– A co tobie mówiła? 
– śe jestem głupia, bo pozwoliłam ci odejść. 
– Masz takich mądrych rodziców. Dlaczego ty jesteś inna? 
–  Tato  twierdzi,  Ŝe  nie  jestem  jego  dzieckiem,  a  mama  mówi,  Ŝe  jestem 

reliktem. 

– Czego? 
– Dawnych czasów – dokończyła spokojnie. 
 

background image

Rozdział 3 

 
To było interesujące, jak Chad potrafi kierować postępowaniem Jo. Była ufna. 

Najczęściej  miała  do  czynienia  z  komputerami,  które  siłą  rzeczy  nikogo  nie 
oszukiwały. Nawet nie przeszło jej przez myśl, Ŝe Chad mógłby nie być uczciwy w 
stosunku do niej. 

W  drodze  powrotnej  na  północ  przejeŜdŜali  przez  miasta  bez  lotnisk.  Było  to 

wprost nieprawdopodobne w Teksasie, gdzie odległości pomiędzy poszczególnymi 
miejscowościami są tak wielkie. Dziwiło ją to bardzo. Ale jakiekolwiek pytania na 
ten temat Chad pozostawiał bez odpowiedzi. 

Jechali  bocznymi  drogami  wzdłuŜ  zachodniej  części  stanu,  Ŝeby  Jo  mogła 

zobaczyć prawdziwy „dziki zachód". Tak właśnie wyjaśnił jej Chad wybór drogi. 

Kiedy  kolejny  raz  zatrzymali  się  na  stacji  benzynowej,  gdzieś  na  pustkowiu, 

Chad wyciągnął mapę i długo ją studiował. 

– Do diabła, znowu przegapiliśmy zjazd na autostradę – skomentował sytuację. 
– Gdzie jesteśmy? – zapytała Jo, próbując zorientować się w plątaninie dróg. 
–  Właśnie  tutaj  –  odpowiedział  Chad,  pokazując  palcem  jakieś  miejsce  na 

mapie. 

Jo przyglądała się temu miejscu ze wszystkich stron, przygryzała wargi, drapała 

się po głowie, aŜ w końcu udało jej się znaleźć kolejny zjazd na autostradę, która 
na pewno doprowadzi ich do jakiegoś lotniska. 

–  PokaŜ. –  Chad przyglądał  się  wybranej  przez nią trasie  z  zaciekawieniem.  – 

To nie jest po drodze. Widzisz? Council Bluff jest tutaj. Musimy zobaczyć miejsce, 
w którym spotykali się Indianie. 

– Wydaje mi się, Ŝe spotykali się zbyt często – zauwaŜyła Jo. 
– Pewnie próbowali ustalić, jak się nas, białych, pozbyć – wyjaśnił jej Chad. 
–  Uczysz  historii.  Wyjaśnij  mi  więc,  jak  to  moŜliwe,  Ŝe  Europejczycy 

odkrywali  „dziewicze  ziemie"?  PrzecieŜ  w  samym  Teksasie  Ŝyło  dziewięćset 
plemion  indiańskich  w  czasie,  gdy  zjawili  się  tu  Hiszpanie  i  odkryli  nie 
zamieszkane tereny. 

– To kwestia podejścia do problemu – tłumaczył jej cierpliwie. – Ty teŜ starałaś 

się nie zauwaŜać myszy. 

– Ja tylko nie chciałam opróŜniać pułapek – sprostowała Jo. 
– Więc wyrzucałaś je razem z myszami i kupowałaś nowe. 
– Jesteś bardzo spostrzegawczy – stwierdziła. – Nie sądziłam, Ŝe to zauwaŜyłeś. 

background image

– Zachowały się twoje rachunki. Bardzo ciekawa lektura. 
– Na dodatek jesteś wścibski – spojrzała na niego z ukosa. 
–  Musiałem  sprawdzić,  na  co  idą  nasze  pieniądze.  Okazało  się,  Ŝe  głównie  na 

pułapki. 

– Czasami kupowałam szminkę. 
– Co za odwaga! 
– Ale pamiętaj, Ŝe nie chodziłam do fryzjera. Uśmiechnął się. 
– Jesteś po prostu sknerą. 
Chad patrzył na drogę. Był zadowolony, bo Jo przestała się interesować mapą, a 

nie chciał, Ŝeby do niej zaglądała. 

– Na naszym koncie jest około sześciu tysięcy dolarów. To pewnie twój posag. 
– Czy z tych pieniędzy płacisz za wynajęcie samochodu? 
– AleŜ skąd – uśmiechnął się lekko. 
– Jesteśmy rozwiedzeni – przypomniała mu. – To są twoje pieniądze. 
–  Nie  jesteśmy  rozwiedzeni  –  poprawił  ją.  –  Dla  mnie  jest  to  separacja. 

Potrzebny  był  ci  czas,  Ŝeby  odnaleźć  się  w  tym  wszystkim.  Nie  chciałaś  być  ze 
mną, bo lubię rządzić. To typowa cecha nauczycieli – dodał wyjaśniająco. 

– Bardziej przeszkadzała mi twoja nieobecność. 
– Odsyłałaś moje czeki – dodał z wyrzutem. 
–  Przez  prawie  sześć  lat  zapewniałeś  mi  mieszkanie  oraz  utrzymanie  i  dzięki 

tobie ukończyłam studia. 

Ciągle patrzył przed siebie. Zamyślony przygryzł wargę. 
–  Nie  myślałem  w  ten  sposób.  Byłaś  dla  mnie  kimś  więcej  niŜ  partnerką  do 

łóŜka.  Gdybym  wiedział,  Ŝe  w  ten  sposób  odwdzięczałaś  się  za  moŜliwość 
zdobywania  wiedzy...  Co  robisz?  Przestań!  –  Schwycił  ją  za  ramię  i  zatrzymał 
samochód. – Co, do cholery, się z tobą dzieje? 

Jo próbowała wysiąść w biegu, a teraz patrzyła na niego z wściekłością. 
– Byłam twoją Ŝoną! 
– Kochanie! Wiem. Ja tylko Ŝartowałem. 
– Ty łajdaku! 
–  Zgoda.  Ale  jestem  przecieŜ  twoim  męŜem.  –  Uśmiechnął  się  do  niej  i 

próbował załagodzić sytuację. – Dokuczałem ci tylko. Naprawdę. 

Jo rozpłakała się. 
Chad nie mógł tego zrozumieć. 
– Zraniłem cię? – zaczął mówić łagodnym tonem. 
– Robiłeś to przez wiele lat – odpowiedziała drŜącym głosem. 

background image

Milczał  przez  chwilę.  Potem  przytulił  ją  do  siebie.  Poczuł  dotyk  jej  ciała. 

Jęknął. 

–  Nie  zdawałem  sobie  sprawy,  jaka  byłaś  młoda  –  zaczął  mówić.  Przysunął 

twarz  do  jej  twarzy.  Jego  oddech  stał  się  szybszy.  –  Wydawałaś  się  taka 
opanowana.  Ale  teraz  wiem,  Ŝe  byłaś  zbyt  młoda.  Nie  wiem,  moŜe  dlatego 
przylgnęłaś do mnie, bo byłem starszy od ciebie i tęskniłaś za rodzicami? 

– Nie przylgnęłam do ciebie. Byłam osobą niezaleŜną... dopóki nie zakochałam 

się w tobie. To był mój błąd. 

Popatrzył na nią zaskoczony. 
– UwaŜasz, Ŝe miłość do mnie była pomyłką? 
– Okropną – stwierdziła. – Rozciąganie na kole byłoby przyjemniejsze. 
– Mówiłaś mi o wszystkim, więc nie musiałem uciekać się do tortur – próbował 

Ŝ

artować. 

– Ale ignorowałeś mnie i to było torturą. 
– Nie wiedziałem, Ŝe tak to odczuwałaś. Myślałem, Ŝe chcesz być wolna. 
– Kocham... kochałam cię – szepnęła. 
Usłyszał zmianę w jej głosie. Spojrzał na nią uwaŜnie. 
Siedzieli  razem.  Jo,  otoczona  jego  mocnymi  ramionami,  czuła  się  bezpieczna. 

Szeptał jej miłe słowa. Nigdy dotąd się tak nie zachowywał. 

–  Z  kim  teraz  jesteś?  –  zapytała  z  ciekawością.  –  Masz  do  mnie  tak  Ŝyczliwy 

stosunek. Dawniej ci się to nie zdarzało. 

–  To  pewnie  wpływ  Teksasu.  Dotychczas  potrafiłem  jedynie  rozmawiać  o 

historii.  Co  prawda  teraz  teŜ  o  niej  mówimy,  bo  nasz  związek  z  kaŜdym  dniem 
staje się coraz silniejszy. 

– Nie widzieliśmy się prawie cztery lata. 
– Ponad trzy lata – poprawił ją łagodnie. 
– Prawie cztery – powtórzyła z uporem. 
–  Ale  pozwoliło  to  nam  ocenić  przeszłość.  Tęskniłem  za  tobą.  Wróćmy  do 

domu i zacznijmy wszystko od nowa. 

– To nie jest dobry pomysł – starała się mówić stanowczo, ale czuła, Ŝe słabnie. 
– Na pewno wszyscy to zrozumieją. 
Znowu  próbowała  wysiąść  z  samochodu.  Przytrzymał  ją  tak  mocno,  Ŝe  nie 

mogła się poruszyć.. 

– Czemu się znowu denerwujesz? 
– Powiedziałeś, Ŝe wszyscy twoi znajomi zrozumieją, gdy wrócę. 
–  Oczywiście.  –  Był  zupełnie  spokojny.  –  To  mądrzy  ludzie  i  od  razu 

background image

zrozumieją, Ŝe doros...  – urwał zawstydzony. 

Popatrzyła na niego spod przymruŜonych powiek. 
–  śe  dorosłam?  –  dokończyła  z  furią.  –  To  chciałeś  powiedzieć?  Prawda? 

UwaŜasz, Ŝe byłam zbyt smarkata. 

Chad zastanawiał się, co ma powiedzieć. Postanowił zmienić temat. 
– Lepiej wyglądasz. 
– Chcesz powiedzieć, Ŝe przytyłam? – popatrzyła na niego, jak gdyby przybył z 

innej planety. 

Chciała, Ŝeby wpadł w pułapkę, i jak na razie wszystko szło dobrze. 
– Jesteś juŜ dorosła? – zapytał z nie ukrywaną ciekawością. 
– A czyŜ byłam chudą nastolatką? – parsknęła ze złością. 
– Byłaś najmłodsza ze wszystkich moich dziewcząt. 
– Narzucałam ci się? 
–  AleŜ  skąd!  PrzecieŜ  ja  się  ciebie  po  prostu  bałem.  Lękałem  się  ciebie  tak 

bardzo, Ŝe nie wiedziałem, jak z tobą postępować. Byłem przeraŜony, widząc cię w 
domu.  A  ty  byłaś  taka  opanowana.  Wiedziałaś,  jak  posługiwać  się  komputerem, 
prowadzić dom, dobrze gotować i jak mnie uszczęśliwiać. Bałem się, Ŝe zachowam 
się nieodpowiednio, a wtedy zorientujesz się, jakim przeciętnym typem byłem. 

– Byłeś? – w jej głosie brzmiała ironia. – A teraz jesteś lepszy? 
Zastanawiał się przez chwilę nad tym pytaniem. 
– Nie. Nie jestem ani lepszy, ani mądrzejszy, szczególnie jeśli chodzi o sprawy 

damsko-męskie. Naprawdę uwaŜałem, Ŝe powinienem dać ci wolność, Ŝebyś mogła 
Ŝ

yć samodzielnie tak długo, jak będziesz chciała, ale Ŝebyś potem wróciła do mnie. 

– Potrzebowałam czegoś więcej niŜ seksu – zauwaŜyła gorzko. 
– Jak moŜesz tak minimalizować to, co nas łączyło? Byłaś... jesteś czarodziejką. 

I nadal się ciebie boję. Kiedy wrócisz do domu? 

– Kiedy byłam z tobą, nigdy nie czułam się jak w domu u rodziców. Po prostu 

mieszkaliśmy razem. Troszczyłam się o dom, przygotowywałam posiłki, chodziłam 
z tobą na spotkania towarzyskie, dbałam o twoje ubrania i uczyłam się. 

– Byliśmy małŜeństwem – sprostował jej słowa. – I dzieliliśmy łoŜe. 
– Teraz – powiedziała chłodnym tonem – myślę, Ŝe to było jakby czesne. 
–  Ciekaw  jestem,  dlaczego  mama  nigdy nie  pozwalała  mi  bić dziewczynek? – 

nie mógł powstrzymać się od złośliwości. 

– Bo jest bardzo miłą kobietą – stwierdziła Jo. – Wie, Ŝe męŜczyźni są więksi i 

silniejsi. I biją mocniej. 

–  Czy  twój  tato  próbował  zmusić  cię  do  posłuszeństwa?  –  zapytał  z 

background image

zainteresowaniem. 

–  Czy  chcesz  powiedzieć,  Ŝe  byłam  wychowywana  bez  Ŝadnej  dyscypliny?  – 

zapytała sucho. – I dlatego nasze małŜeństwo się rozpadło? 

–  No  cóŜ,  jesteś  bardzo  uparta.  –  Zabrzmiało  to  oskarŜycielsko.  –  Jesteś 

niezaleŜna i chcesz, Ŝeby wszystko układało się po twojej myśli. 

– No i wreszcie wiadomo, co było złe w naszym małŜeństwie. 
– Co? – popatrzył na nią ze zdumieniem. 
– Wszystko miało być tak, jak ty sobie tego Ŝyczyłeś. 
–  No  cóŜ  –  zastanowił  się.  przez  chwilę.  –  Tak.  Masz  zupełną  rację.  – 

Uśmiechnął się i przytulił ją mocniej. 

– Chyba wolałabym z tobą walczyć niŜ pogodzić się z twoją obojętnością. 
– Nigdy nie byłem wobec ciebie obojętny – oburzył się. – Zawsze starałem się 

tak  zaplanować  dzień,  Ŝebym  mógł  spędzić  czas  z  tobą  w  domu.  Chciałem  móc 
porozmawiać z tobą o moich kłopotach, o tym, co zrobiłem. Potrzebowałem twojej 
uwagi i akceptacji. 

Poczuła  się  zaskoczona.  CzyŜby  była  aŜ  tak  niemądra,  Ŝe  nie  zauwaŜyła  jego 

potrzeb, tego, Ŝe czuł się niepewnie. To niemoŜliwe. 

– Zaczyna mi drętwieć ręka. Puść mnie. 
–  Och!  –  Był  zaskoczony.  –  Przepraszam.  Co  mogę  ci  rozetrzeć,  Ŝeby 

przywrócić właściwe krąŜenie? 

– Nie tu. 
– Tutaj? – zapytał z duŜym zainteresowaniem. 
– Tu teŜ nie. Przestań. 
– Lubię to robić – bronił się Chad. 
– I dobrze to robisz. Na kim ostatnio trenowałeś? 
– To tylko wspomnienia – szepnął niskim, miękkim głosem. 
Czy  to  na  nią  działa?  Zastanowiła  się.  Chyba  nie,  więc  popatrzyła  na  niego 

zimnym wzrokiem. 

–  Mówisz:  wspomnienia.  A  kim  jest...  –  urwała.  –  Nie  powinno  mnie  to 

obchodzić. 

– Gdzie się tego nauczyłaś? Od kiedy jesteś tak wredna? Byłaś takim  słodkim 

dzieckiem. 

– Dorosłam – wycedziła przez zęby. 
– Psychicznie – musiał się z nią zgodzić. – Ale w dalszym ciągu masz cudowne 

ciało. 

–  Dziwi  cię,  Ŝe  potrafię  rozmawiać,  ale  pamiętasz  moje  ciało.  A  co  cię 

background image

zajmowało, kiedy byliśmy razem? 

– Próbowałem wywrzeć na tobie jak najlepsze wraŜenie. 
– I udało ci się. Robiłeś to w łóŜku przez większość czasu. 
– Chciałem cię tak zmęczyć, Ŝebyś nie miała sił, aby interesować się innymi. 
– Dlaczego miałabym to robić? 
– Czemu nie mówiłaś, Ŝe czujesz się samotna? 
Popatrzyła na niego bez słowa. 
Zrozumiał to spojrzenie. 
– To ja przez cały czas mówiłem. I nie słuchałem ciebie – dodał z rozbrajającą 

szczerością. – Próbowałem zainteresować cię swoimi problemami. Chciałem, Ŝebyś 
przeŜywała wszystko ze mną. 

– Pewnie. Puść mnie w końcu. 
–  Nie  jest  ci  wygodnie?  –  zapytał  zdziwiony.  –  A  ja  to  lubię.  Czuję  cię  tak 

blisko. 

– Puść. 
– Pamiętam, jak leŜałaś przy mnie i mówiłaś miłe słowa. – A potem zapytał z 

nadzieją: – A moŜe zrobimy to teraz? Jesteśmy tu sami. 

– Przestań się wygłupiać. Musimy znaleźć lotnisko. 
– Tak, ale takie, gdzie są lotnie. Chciałabyś wznieść się ze mną w powietrze? 
– Poleciałabym chętnie, ale bez ciebie. 
– Pozwoliłabyś mi spaść? – popatrzył na nią z zaciekawieniem. 
– Oczywiście, Ŝe nie. 
– A myślisz, Ŝe ja pozwoliłbym spaść tobie? 
– Nie. 
– Więc rozumiesz, Ŝe stanowimy jedno. 
–  Tak...  Jest  tylko  jeden  wielki  problem  –  westchnęła  z  rezygnacją.  –  Nie 

jesteśmy razem, Chad. Staraj się pamiętać, Ŝe jesteśmy rozwiedzeni. 

–  To  spotkanie  na  lotnisku  Fort  Worth  –  Dallas  było  nam  przeznaczone. 

NaleŜymy do siebie. 

– Nie udało nam się wtedy, nie uda i teraz. 
– Teraz oboje jesteśmy starsi. 
– A pamiętasz, Ŝe nie mogę mieć dzieci? 
– To dlaczego się zabezpieczyłem? – Chad nie mógł tego zrozumieć. 
–  Z  iloma  kobietami  byłeś  w  ciągu  tych  lat,  Ŝe  zapomniałeś  o  tak  waŜnej  dla 

mnie rzeczy i zrobiłeś to automatycznie? 

– Chciałem cię chronić. Tak się ucieszyłem na twój widok, Ŝe nie chciałem cię 

background image

na nic naraŜać. 

– Nie mógłbyś, chyba Ŝe jesteś na coś chory. 
– AleŜ skąd – potrząsnął głową. – Nie miałem Ŝadnej kobiety. 
– Uciekałeś przed nimi przez te cztery lata? – zapytała zdziwiona. 
–  Przez  ponad  trzy  –  sprostował  jeszcze  raz.  –  Nie  mogłem  się  z  nikim 

widywać. Nie spotkałem Ŝadnej, która chciałaby być ze mną. A gdybym nawet ją 
spotkał, to nie byłaby tobą i nie chciałbym jej. A ty? Ilu męŜczyzn uwiodłaś? 

– Pomyślmy. To juŜ cztery lata... 
– Trzy. Zignorowała jego słowa. 
–  Wobec  tego  musiało  ich  być  około  czterdziestu.  Patrzył  na  nią,  a  ona  na 

niego. Wiedział, Ŝe kłamie. 

– Wobec tego sprawdźmy, czego się nauczyłaś. 
I  w  ciasnym  wnętrzu  samochodu,  na  przednim  siedzeniu,  udało  mu  się 

odwrócić  ją  do  siebie  i  przytulić.  Jak  dawniej  jej  ciało  odpowiedziało  na  jego 
pieszczoty z pasją. Chad oddychał pospiesznie, a jego dłonie pieściły ją i zaborczo, 
i delikatnie. Przywarł ustami do jej warg. Oboje drŜeli z rozkoszy. 

Razem  osiągnęli  ten  punkt  niebytu,  gdzie  gwiazdy  rozpadają  się  w 

ciemnościach.  Razem  łagodnie  powrócili  na  ziemię  i  leŜeli  wyczerpani,  próbując 
złapać oddech i przywrócić sercom normalny rytm. 

– Kiedy nauczyłeś się robić to w taki sposób i w dodatku na przednim siedzeniu 

samochodu? – zapytała Jo. 

– Ty mnie tego nauczyłaś. 
– Kłamiesz! Nigdy nie robiliśmy tego w samochodzie! – zawołała Jo. 
– Naprawdę nie wiesz, jak udało nam się to zrobić w samochodzie? – zapytał ją 

zdziwiony. – A kto zawsze mnie spychał w stronę oparcia łóŜka? Dlatego właśnie 
potrafię to robić w dziwnych, niewygodnych miejscach. 

– Jesteś łajdakiem – powiedziała po chwili. 
– Nie, to nieprawda! – Chad uniósł do góry dłonie w geście rozpaczy. – Lubię 

nowości, a poza tym zawsze staram się spełnić twoje Ŝyczenia. 

– Czyli to wszystko, co stało się z nami, to moja wina – domyśliła się. 
–  Przyjął  do  wiadomości  to  wyznanie,  a  nawet  potwierdził  jego  prawdziwość 

skinieniem głowy. 

– Patrzyłaś na mnie tymi swoimi wielkimi oczyma, pełnymi poŜądania, ale nie 

zgodziłaś się na nic, dopóki nie wzięliśmy ślubu. Byłaś tak spragniona miłości, Ŝe 
zupełnie mnie wykończyłaś. 

Jo  wygładziła  ubranie.  Popatrzyła  na  Chada,  ale  nie  odezwała się.  Fakt,  Ŝe  go 

background image

bardzo pragnęła. Wpatrywała się w niego ciągle i miała nadzieję, Ŝe nikt tego nie 
zauwaŜy, choć wszyscy w miasteczku uniwersyteckim doskonale o tym wiedzieli. 
Dobrze się złoŜyło, Ŝe podobała się Chadowi. 

 
Jadąc  dalej  przez  Teksas,  oglądali  wszystko  po  drodze,  najdrobniejsze  nawet 

rzeczy, a Chad robił dokładne notatki. 

Jo  starała  się  zachować  cierpliwość.  Rozglądała  się  po  otwartych 

przestrzeniach, interesowała się wszystkim, korzystała z zimowego słońca. 

Znowu  nie  udało  im  się  trafić  na  lotnisko.  Nawet  nie  przejeŜdŜali  w  pobliŜu 

duŜych miast. Chad dobrze wiedział, co robi. 

Dotarli  juŜ  do  zachodniej  Oklahomy.  Jechali  przez  pozbawioną  drzew  prerię, 

zbliŜając się do Kansas. 

– MoŜe są tu dworce kolejowe – kilkakrotnie dopytywała się Jo. 
– Nie ma. 
– A autobusowe? 
–  Nie bądź  taka niecierpliwa  –  wzruszał  ramionami.  –  Wiesz, ten kraj nie jest 

jeszcze zamieszkany. 

– PrzecieŜ tu nie moŜna mieszkać. Nie ma nigdzie zbiorników wodnych. 
–  Stosują  spryskiwacze.  –  Chad  jak  zwykle  wiedział  wszystko.  –  ZauwaŜyłaś 

chyba oazy zieleni. 

–  To  woda  z  podziemnego  jeziora  –  wykazała  się  Jo.  –  Ale  wkrótce  cała 

Ś

rodkowa Ameryka stanie się pustynią. Za duŜo ludzi, za mało wody. 

– Z pewnością znajdziemy sposób na wykorzystanie wody morskiej – starał się 

ją uspokoić. 

– A co zrobimy ze sobą? – zadała mu konkretne pytanie. 
–  Kiedy  byliśmy  małŜeństwem  –  popatrzył  na  nią  z  niezadowoleniem  –  i 

chętnie odpowiadałem na twoje pytania, nie byłaś taka dociekliwa. 

– CóŜ, taka jestem naprawdę. 
– Muszę przyznać ci rację. 
– Gdybyś częściej przebywał ze mną, wiedziałbyś o tym. 
– Teraz juŜ nic mnie nie dziwi. 
– Poza mną – dokończyła ze smutkiem Jo. 
–  To  prawda.  Zaskoczyłaś  mnie,  gdy  przyszłaś  zapisać  się  na  moje  zajęcia  z 

historii sztuki. 

– Zjawiłam się tam przez pomyłkę. Miałam zamiar wybrać angielski. 
–  Kosztowało  mnie  to  godzinę  mówienia,  cały  lunch,  spacer  po  miasteczku 

background image

połączony  z  oprowadzaniem  po  najwaŜniejszych  miejscach,  by  cię  przekonać, 
Ŝ

ebyś uczęszczała na moje zajęcia. 

– Byłeś taki czarujący. 
– Naprawdę? – uśmiechnął się. 
– Dobrze o tym wiesz. PrzecieŜ nie musiałam spędzić z tobą wtedy tyle czasu. 
– Ale chciałaś. 
– Tak. Musiałam się sprawdzić. 
–  Tak  –  przez  chwilę  milczał.  –  Prawdę  mówiąc,  myślałem  o  tym  kiedy 

powiedziałaś, Ŝe odchodzisz. Wiedziałem, Ŝe potrzebujesz trochę swobody, ale nie 
przypuszczałem, Ŝe to naprawdę zrobisz. 

– Miałam juŜ załatwioną pracę – przyznała się. 
–  Nie  wiedziałem  –  odrzekł  Chad.  –  Dopiero  Jeff  powiedział  mi  o  tym. 

Pomyślałem,  Ŝe  to  Ŝarty,  Ŝe  wystarczy  wyjechać  razem  na  weekend  i  wszystkie 
kłopoty się skończą. 

– No tak. Znerwicowana Ŝona – powiedziała powoli. – Oficjalna nazwa kobiet 

lekcewaŜonych przez męŜów. 

–  Myślałem,  Ŝe  czujesz  się  ze  mną  bezpieczna.  Nie  przyszło  mi  do  głowy,  Ŝe 

uciekniesz. 

–  Powiedziałam  ci,  Ŝe  odchodzę.  Powiedziałam  o  tym  po  obronie  pracy 

dyplomowej.  Chyba  pamiętasz,  jak  namawiałeś  mnie,  Ŝebym  została  z  tobą  i 
zrobiła doktorat. 

– Myślałem, Ŝe zostaniesz i zaczniesz uczyć. Chyba Williams rozmawiał o tym 

z tobą. 

–  Nie  nadaję  się  na  nauczycielkę  –  zauwaŜyła.  –  Nie  potrafię  panować  nad 

ludźmi. 

– Nade mną panowałaś. 
– Jak moŜesz mówić podobne rzeczy? – oburzyła się. 
–  Spójrz  na  mnie.  OdłoŜyłem  wszystkie  sprawy  i  jeŜdŜę  z  tobą  po  kraju  jak 

włóczęga. 

– Teraz dopiero spędzamy ze sobą czas, tak jak marzyłam. 
Nie powiedział nic. 
Jechali teraz przez Tennessee i Kentucky do Indiany. Jo nie mogła się nadziwić, 

w jaki sposób Chadowi udało się jechać przez cały czas na bocznymi drogami. Nie 
widziała ani jednej autostrady. 

– Zostaniesz ze mną choć trochę? – zapytał Chad. 
–  Weź  urlop.  Będziemy  mogli  porozmawiać o  tym,  co  nam  się  przydarzyło  w 

background image

ciągu  tych  czterech  lat.  Jestem  teraz  docentem.  Mam  bardzo  zdolnego  asystenta, 
który moŜe mnie chwilowo zastąpić. 

–  Jestem  zaskoczona  –  Jo  stała  się  nagle  złośliwa,  –  Ŝe  mu  na  to  pozwalasz. 

Ktoś  inny  prowadzi  za  ciebie  zajęcia?  PrzecieŜ  ty  zawsze  lubiłeś  panować  nad 
wszystkim. 

–  Tylko  nad  Ŝoną  –  uśmiechnął  się.  –  Czasami  nad  nieznajomymi.  Ale  tak 

naprawdę jestem bardzo uległy i grzeczny. 

Roześmiała się ze smutkiem. 
– Brakowało mi twojego śmiechu. 
– Czego jeszcze ci brakowało? – zapytała z ciekawością. 
– Powrotów do domu, do ciebie. 
– Nie zawsze tam byłam. Miałam zajęcia – stwierdziła. 
–  Ale  przecieŜ  nie  codziennie.  Naprawdę  bardzo  mi  tego  wszystkiego 

brakowało. 

– Nie gadaj głupstw. 
 

background image

Rozdział 4 

 
– Zostaniesz ze mną choć na krótko? – zapytał Chad kolejny juŜ raz, gdy jechali 

przepięknymi drogami południowej Indiany. 

– Chyba tak – odpowiedziała Jo, nie patrząc na niego. 
Był tak uradowany jej odpowiedzią, Ŝe nie pytał juŜ o nic więcej. 
 
Miasto Indianapolis w Indianie liczy ponad milion mieszkańców. Jest tak duŜe 

jak  San  Antonio  w  Teksasie,  ale  lepiej  zaprojektowane.  Pewnie  dlatego,  Ŝe  San 
Antonio  jest  starsze  i  rozwijało  się  chaotycznie.  W  Teksasie  mówi  się,  Ŝe  San 
Antonio to dzieło pijaka. 

Jo  nie  była  tutaj  od  czterech  lat.  Rozglądała  się  wokół,  gdy  przejeŜdŜali 

pokrytymi śniegiem ulicami. 

–  Nie  pamiętam  tego  miejsca  –  mówiła.  –  A  to  pamiętam.  A  ta  ulica 

przypomina mi Chicago. 

Chad przyglądał się jej z uśmiechem. 
Wjechali  w  końcu  na  ulicę,  przy  której  znajdowało  się  Muzeum  Dziecięce. 

Obok stały stare domy wykorzystywane teraz przez kluby lub stowarzyszenia, ale 
kilka było  zamieszkanych. Pozostałe  remontowano  z przeznaczeniem  na  biura.  W 
końcu  ktoś  w  Ameryce  wpadł  na  pomysł,  Ŝe  moŜna  coś  odnowić  zamiast 
zniszczyć. Ludzie zaczynali się uczyć. 

 
Zanim  dotarli  do  domu,  Chad  przejechał  jeszcze  przez  miasteczko 

uniwersyteckie. Jak zwykle na widok czystych uliczek serce Jo zabiło radośnie. 

Swą  nazwę  Uniwersytet  Butlera  zawdzięczał  prawnikowi,  który  był 

abolicjonistą.  Pierwszych  studentów  przyjęto  w  1855  roku.  Od  początku  jego 
istnienia  nie  było  tu  segregacji  rasowej  i  jako  druga  uczelnia  w  kraju  zatrudnił 
kobietę-profesora. 

Chad  jechał  przez  zaśnieŜone  miasteczko.  Ulice i  ścieŜki  były  uprzątnięte.  Na 

trawnikach  stały  tradycyjne  bałwany,  ale  od  czasu  do  czasu  pojawiały  się 
wymyślne rzeźby. Prawdopodobnie urządzono konkurs. 

Uniwersytet  znajdował  się  w  północnej  części  miasta.  Budynki  uczelni  były 

charakterystyczne, a miasteczko malownicze. 

Chad zerknął na Jo, która w milczeniu obserwowała drogę. 
Jechał 

teraz 

wzdłuŜ 

kanału 

przecinającego 

tereny 

uniwersyteckie. 

background image

Pierwszeństwo  na  drodze  mają  tu  kaczki.  Ustawiono  nawet  specjalny  znak 
drogowy. 

Giną  Stephens  pierwsza  zaczęła  je  dokarmiać  zimą.  Teraz  w  sklepach  przy 

Broad  Ripple  wystawiane  są  skarbonki,  do  których  wrzuca  się  pieniądze  na 
doŜywianie ptaków. 

Dom  Chada  stał  we  wschodniej  części  miasta.  Był  zbudowany  z  cegieł  i 

sprawiał  wraŜenie  małego.  ChociaŜ  od  odejścia  Jo  upłynęły  prawie  cztery  lata, 
pamiętała dobrze to miejsce. 

Jak  dziwnie  było  tu  wracać.  śycie  jakby  się  jej  trochę  pogmatwało.  Właśnie 

wróciła tu, na dodatek z Chadem. 

–  Witaj  w  domu  –  powiedział,  zatrzymując  samochód  na  zaśnieŜonym 

podjeździe. 

Popatrzyła na niego ze smutkiem. 
– Poczekaj tu. Otworzę drzwi – uśmiechnął się niepewnie. 
Wyczuła w jego głosie wzruszenie. Co ona tu robi? 
Przygryzła  wargi,  bo  pamięć  zaczęła  nasuwać  jej  róŜne  obrazy.  Nie  były 

przyjemne.  Nie  powinna  była  tu  przyjeŜdŜać.  Odeszła  stąd  kiedyś  i  powinna 
trzymać się z daleka od tego miejsca. 

Jak  mogła  tego  uniknąć?  Wysiąść  z  samochodu  gdzieś  na  pustkowiu  i  szukać 

okazji do dalszej jazdy? Nie miała chyba innego wyjścia, jak pozostać z Chadem. 

I teraz znalazła się tu, w porzuconym przez siebie domu z porzuconym męŜem. 

Jaka dziwna sytuacja! 

Zaskrzypiał  śnieg.  Chad  podszedł  do  samochodu  i  otworzył  drzwi.  Na  jego 

twarzy malowało się wzruszenie. 

Do licha! 
Udała, Ŝe nie widzi jego wyciągniętej ręki, i wysiadła sama z samochodu. Rudy 

kot  sąsiadów,  który  zawsze  lubił  chodzić  po  śniegu,  patrzył  na  nią  z 
zainteresowaniem. 

– Widzę, Ŝe ten kot ciągle tu przychodzi – rzekła z uśmiechem. 
Zabrzmiało to jak powitanie. Chad odetchnął z ulgą. 
– Witaj w domu! – rzekł z taką radością, Ŝe Jo poczuła, jak serce jej się ściska. 

Nie powinna dawać mu Ŝadnej nadziei. 

Kiedy  weszli  do  domu,  Jo  zauwaŜyła,  Ŝe  Chad  odwrócił  kartkę  na  drzwiach. 

Nie głosiła juŜ: „Wejdź", lecz: „Spływaj". 

Rozejrzała się po salonie. 
– Okropny bałagan – zauwaŜyła chłodno. 

background image

– To wyzwanie dla ciebie – uśmiechnął się szeroko. 
– Wygląda, jakbyś nie sprzątał od lat. 
Chad zawsze miał jakieś wytłumaczenie. Część papierów była przygotowana do 

uzupełnienia.  Inne  przeznaczone  były  do  powstającej  ksiąŜki,  no  a  reszta  do 
właśnie przeprowadzanych badań. 

– Nie było mnie w domu – powiedział tym razem. 
– A one się przez ten czas rozmnoŜyły – stwierdziła patrząc na niego z ironią. 
– Do licha, masz rację. Znowu nabałaganiłem – poddał się. 
Rozejrzała się po nie uporządkowanym wnętrzu, a potem popatrzyła na Chada. 

Powracało coraz więcej złych wspomnień. 

–  Jeśli  przywiozłeś  mnie  tutaj,  abym  to  wszystko  posprzątała,  to  chyba  nie 

spełnię twoich oczekiwań – nie mogła się powstrzymać. . 

– O czym ty mówisz? Przywiozłem cię tu, Ŝebyś do mnie wróciła. 
– JuŜ tu kiedyś mieszkałam – powiedziała. 
Posmutniał.  Stali,  oboje  ubrani  w  płaszcze,  bagaŜe  jeszcze  nie  były  wyjęte  z 

samochodu. 

–  Kiedy  cię  zobaczyłem  na  lotnisku,  nie  mogłem  uwierzyć  własnym  oczom  – 

zaczął  mówić  bardzo  powaŜnym  tonem.  –  Serce  zaczęło  mi  bić  jak  oszalałe. 
Przeciskałem  się  przez  tłum,  by  sprawdzić,  czy  nie  jesteś  jakąś  zjawą.  Ale  to 
naprawdę  byłaś  ty.  Zacząłem  się  gorączkowo  zastanawiać,  jak  zwrócić  twoją 
uwagę.  Gdyby  ten  pilot  nie  odezwał  się  do  ciebie,  nie  wiem,  co  bym  wymyślił. 
Wreszcie cię spotkałem i mogłem przypomnieć ci o naszej miłości. Wiedz, Ŝe cię 
kocham całym sercem i duszą. 

– CzyŜby? 
– Jo, nie powinnaś być taka cyniczna, kiedy otwieram przed tobą serce. 
–  Wiesz,  Chad, na tym  świecie  Ŝyją  róŜni  ludzi.  Naprawdę nie  wydaje  mi  się, 

Ŝ

ebyśmy pasowali do siebie. 

– Spróbujmy. Będę więcej czasu spędzał z tobą. Obiecuję. Zmienimy zupełnie 

nasz styl Ŝycia. – Rozejrzał się po zawalonym papierami pokoju. – Zatrudnię paru 
studentów i pomogą mi to wszystko uporządkować. Znam takich, którzy orientują 
się, o co chodzi w moich notatkach, i potrzebują pieniędzy. 

– To dziwne, przecieŜ ja nigdy nie widziałam mebli, które są pod stertą twoich 

notatek – rzekła powoli Jo. 

– Nieprawda. Pamiętasz, kiedy zaprosiliśmy do nas całą radę wydziału? 
– Pamiętam. Co to był za koszmar! 
– Dlaczego? To był bardzo miły wieczór. 

background image

– Doprawdy? 
– Tak. – Był tego pewien. – Wszyscy się świetnie bawili. 
–  Pamiętam  jedynie,  Ŝe  tuŜ  przed  przyjęciem  musiałeś  natychmiast  wyjechać 

gdzieś na wykład. 

– Tak. Byłem z tego bardzo dumny, bo dopiero zaczynałem pracę... 
– A ja musiałam sama posprzątać, zrobić zakupy i urządzić wszystko... 
– Ja kupiłem... – przerwał. 
– .. . kwiaty – dokończyła. 
– To było dla ciebie prawdziwe wyzwanie – uśmiechnął się. 
–  Tak,  i  bardzo  ci  jestem  za  to  wdzięczna  –  zaczęła  ironicznie,  ale  potem 

przypomniała  sobie,  jak  kazano  jej  przygotować  przyjęcie  w  biurze.  I  musiała 
przyznać Chadowi rację. – Tak, to prawda, to doświadczenie przydało mi się. JuŜ 
nic nigdy nie było w stanie mnie zaskoczyć. 

– Widzisz? – znowu się uśmiechnął. 
– Wygląda na to, Ŝe nasze małŜeństwo było szkołą przetrwania... w samotności. 
– Mieszkaliśmy razem, a ty czułaś się samotna? – zdziwił się. 
– Tak. 
SpowaŜniał. Pomógł jej zdjąć płaszcz i próbował znaleźć miejsce na wieszaku. 
– PołóŜ go na kanapie – powiedziała. – I tak zaraz wychodzę. 
Drgnął.  Jego  twarz  pociemniała.  Wyglądał  jak  zranione  dziecko.  O  co  mu 

chodzi? 

Aha! Pewnie o seks. Z całego ich wspólnego Ŝycia wspominał tylko seks. 
Nie  miała  wprawdzie  Ŝadnego  doświadczenia,  zanim  poznała  Chada,  ale 

związek  miłosny  z  nim  był  wspaniały.  Mimo  to  pamiętała  równieŜ  i  pozostałe 
aspekty małŜeństwa. 

A do nich naleŜał teŜ bałagan w salonie. 
Gdyby  nie  uporządkowała  jego  papierów,  cały  dom  wyglądałby  tak  jak  teraz, 

albo i jeszcze gorzej. 

A moŜe to była jej wina. Gdyby nie sprzątała, musiałby sam się tym zająć. 
– Lepiej będzie, jak juŜ sobie pójdę – powiedziała. 
– Nie mogę patrzeć na ten bałagan. A poza tym... 
– Poczekaj. Muszę zadzwonić do kilku osób. Potem zaniosę bagaŜe na górę. 
JuŜ nie był smutny. Znowu mógł działać i rządzić. 
Ale  mylił  się.  Zapomniał,  ile  przez  niego  przeszła.  Jednak  gdyby  go  nie 

poślubiła,  nie  byłaby  zupełnie  przygotowana  do  swojej  obecnej  pracy  i  Ŝycia. 
Zdobyła przy nim wiedzę, poznała, co to jest seks, nauczyła się gotować. 

background image

Wobec tego... MoŜe powinna poświęcić mu trochę czasu... Zobaczymy. 
Jo  usiadła  na  kanapie,  z  której  Chad  zdjął  papiery,  poszukawszy  przedtem 

miejsca,  gdzie  mógłby  je  połoŜyć.  Powinien  pójść  na  specjalny  kurs  organizacji 
pracy biurowej. 

Nawet na tutejszym uniwersytecie jest taki. Sama go skończyła. 
Chad  był  w  trakcie  prowadzenia  rozmów  telefonicznych.  Ciągle  coś  komuś 

wyjaśniał, ustalał terminy. 

Okazało  się,  Ŝe  poniewaŜ  semestr  dopiero  się  rozpoczął,  studenci  wyŜszych 

kursów mają sporo wolnego czasu, więc umówił się z trzema osobami, które miały 
mu uporządkować dokumenty. 

– Muszę zdobyć kilka szafek do pokoju od podwórza – zwrócił się do Jo. 
Zatelefonował  jeszcze  raz.  Tym  razem  do  profesora,  w  którego  biurze  był 

właśnie remont i znalazły się tam niepotrzebne szafki. PoniewaŜ gawędzili ze sobą 
po  przyjacielsku  i  profesor  ofiarował  Chadowi  dwie,  Jo,  która  przysłuchiwała  się 
rozmowie, pokazała otwartą dłoń z pięcioma palcami. 

Chad popatrzył na nią i tak poprowadził dalej rozmowę, Ŝe profesor dziękował 

mu za zabranie pięciu szafek. 

Kiedy  odłoŜył  słuchawkę,  był  bardzo  szczęśliwy.  Udało  mu  się  zrobić 

przyjemność Jo, a jednocześnie wciągnąć ją w sprawy domowe. 

– Zapłacę za te szafki w podzięce za gościnę – powiedziała. 
– Ile zarabiasz? – zapytał, zastanawiając się, czy stać ją na to. 
– Wystarczająco duŜo – odpowiedziała niedbale, wzruszając ramionami. 
Chad zaczął się jej przyglądać badawczo, tak jakby była jego nową studentką. 
Odpowiedziała mu podobnym spojrzeniem. 
To chyba najbardziej denerwowało Chada: nie była juŜ studentką. Jest dorosła 

jak on. A pod niektórymi względami nawet bardziej dojrzała od niego. 

Jej pewność siebie i dojrzałość odpowiadały mu. Chciałby lepiej poznać Jo jako 

dorosłą osobę. 

– Przyniosę twój bagaŜ – zwrócił się do niej. 
– Poradzę sobie, przecieŜ nie mam zbyt wielu rzeczy. Wstała z kanapy. 
– Zapomniałaś o Meksyku? Roześmiała się. 
–  Rzeczywiście  to  było  szaleństwo.  Ciekawa  jestem,  czy  kiedykolwiek  włoŜę 

na siebie te ubrania? 

– MoŜesz je nosić tutaj. 
– To letnie rzeczy – pokręciła głową. – Nie nadają się na tę porę roku. 
– Skórzana i wełniana kamizelka teŜ nie? – uniósł brwi w zdziwieniu. 

background image

–  Złapałeś  mnie.  Wiesz,  mogę  zamieszkać  w  motelu.  Zatrzymam  tylko 

samochód. 

Chad przeraził się tych słów. 
– Nalegam, Ŝebyś została u mnie. Masz tu przecieŜ swój pokój. 
– Nie chciałabym ci przeszkadzać. 
– To twój dom. Tu jest twoje miejsce. 
Zastanowiła się przez chwilę. 
– Dobrze. Zostanę dzień czy dwa. – Przypomniała sobie, Ŝe Chad przez ostatnie 

dni był uroczym towarzyszem, o jakim zawsze  marzyła. A moŜe rzeczywiście się 
zmienił i będą mogli Ŝyć razem? Czy jest to moŜliwe? 

Zastanawiała się przez chwilę. – Dzień albo dwa – powtórzyła jeszcze raz. 
Poszli do samochodu po rzeczy. 
Chad  postawił  na  podłodze  swoje  torby.  W  jednej  z  nich  coś  stuknęło.  Jo 

przypomniała sobie, Ŝe zwróciła na to uwagę juŜ w hotelu. Co on ze sobą woził? 

– Gdzie będę spać? – zapytała. 
– W swoim pokoju. 
Przedtem teŜ miała swój pokój. Na górze. Chad sypiał u niej, bo w jego pokoju 

nie  było  miejsca;  wypełniały  go  stosy  ksiąŜek  i  papierów.  Widok  ten  przeraŜał 
kaŜdego, kto tam wchodził. 

Ale Chad czuł się w nim dobrze. Wiedział, gdzie co jest i wyglądało na to, Ŝe 

cały ten chaos jest w jakiś sposób uporządkowany. 

Jo była pewna, Ŝe jeśli tu zostanie, jej pokój będzie wyglądał tak samo. 
Dlaczego  więc  wchodziła  na  górę,  niosąc  swoje  torby?  Dlaczego  nie 

zdecydowała się na motel? Nie musiałaby nawet daleko jechać. 

Zobaczy  ten  pokój.  Jeśli  będzie  wyglądał  jak  reszta  domu,  na  pewno  pojedzie 

do  motelu.  PrzecieŜ  nie  jest  związana  z  tym  męŜczyzną,  który  kiedyś  był  jej 
męŜem, i z którym odbyła podróŜ do Meksyku. 

Jej  pokój  był  dokładnie  wysprzątany.  Była  tym  zaszokowana.  Rozglądała  się 

wokół w niemym podziwie. 

Chad połoŜył torby na łóŜku. Jo postawiła kosmetyczkę na starej komodzie, nad 

którą wisiało lustro. Drewniany blat był wytarty z kurzu. 

– Odkurzone? 
– Tak. Zajmuje się tym pani Stoic. Pracuje u mnie od twego odejścia. 
– Sprząta? – Jo nie mogła ochłonąć ze zdziwienia. 
– Ogranicza się do twego pokoju i do kuchni. Oprócz tego zmywa i prasuje. 
– Szkoda, Ŝe nie poprosiłeś, by zajmowała się równieŜ resztą pomieszczeń. 

background image

– Zrobiłem to, ale odmówiła – westchnął Chad. 
Jo nie mogła powstrzymać się od śmiechu. 
– Dopiero kiedy odeszłaś, zrozumiałem, ile pracy wkładałaś w dom. Kiedy ty to 

robiłaś? 

– CóŜ, nie miałam wyboru. Mogłam albo sprzątać, albo poddać się całkowicie. 
– Ja tu sypiam – uśmiechnął się do niej. 
– Nie będę pytać, dlaczego. 
– Nawet przed twoim przyjazdem tu spałem. 
– Nie otwieraj drzwi do twojego pokoju. Nie zniosę tego widoku. 
– Ja ryzykuję. 
– Gdzie mogę schować ubrania? 
– Nie ma tu moich rzeczy. Ten pokój czekał na ciebie. 
Jo otworzyła szafę. Były w niej tylko puste wieszaki. 
Popatrzyła na niego. Chyba mówił powaŜnie. Szuflady komody teŜ były puste. 

Znowu spojrzała na niego. 

– Witaj w domu – powiedział Chad cicho i podszedł do niej. 
– Jestem tu przejazdem. – Jej spojrzenie było obojętne. 
– Zobaczymy – uśmiechnął się Chad. 
 
Rozpakowała  swoje  rzeczy  i  stała  teraz  przy  oknie,  patrząc  na  podwórze. 

Pamiętała  widok  z  tego  okna  bardzo  dobrze,  choć  nie  wspominała  go  ze 
wzruszeniem. Krajobraz był piękny. 

Chyba zawsze tęskniła za tym miejscem, które opuściła przed czterema laty. 
Usłyszała  dzwonek  do  drzwi  i  czyjeś  głosy.  Pewnie  to  studenci,  których 

zatrudnił  Chad.  Zjawili  się  tak  szybko?  Uniosła  dumnie  głowę,  postanawiając,  Ŝe 
będzie stanowcza. Nie miała zamiaru schodzić na dół i pomagać im w porządkach. 
Postanowiła pójść po zakupy i odwiedzić znajome kąty. 

NałoŜyła  płaszcz  i  wzięła  torbę.  Zeszła  do  holu,  a  potem  zajrzała  do  kuchni. 

Lodówka i szafki były puste. 

W  salonie  wrzała  praca,  ale  Chada  tam  nie  było.  Troje  studentów  dokładnie 

przeglądało papiery. 

Najmłodszy  z  nich  nazywał  się  Sam.  Starszy,  Trevor,  popatrzył  na  nią  z 

powagą. 

– Chad pojechał po szafki. Wziął moją furgonetkę. 
Zostawił  kluczyki  od  samochodu  na  stole  w  holu  –  powiedział,  widząc,  Ŝe  Jo 

zamierza wyjść. 

background image

Skinęła w podzięce głową. 
– Powodzenia w pracy. 
– Chad jest taki mądry – odezwała się z przejęciem Natalie, jedyna dziewczyna 

w tym towarzystwie. 

Jo  znów  skinęła  głową.  CóŜ,  w  dalszym  ciągu  istniały  studentki,  które  nie 

potrafiły oprzeć się czarowi Chada. Znała dobrze to uczucie. 

– Wrócę niedługo. Co chcecie na kolację? 
– Chad kazał nam przywieźć ze sobą coś do jedzenia i dać wam święty spokój – 

uśmiechnął się Sam, a takŜe Trevor. Tylko Natalie patrzyła na Jo taksująco. 

Jo odpłaciła jej obojętnym spojrzeniem i wyszła. 
Postanowiła  pojechać  do  centrum  handlowego,  Ŝeby  kupić  trochę  ciepłych 

rzeczy.  Potem  do  sklepów  przy  56  ulicy  po  coś  dobrego  na  kolację.  W  końcu 
kupiła ulubione płatki śniadaniowe i mleko, by uzupełnić zapasy w domu. 

W domu? 
PrzecieŜ  to  był  dom  Chada.  Musi  o  tym  pamiętać.  Nie  powinna  się  znowu 

angaŜować, nawet jeśli Chad jest takim cudownym kochankiem. Musi wydostać się 
stąd i wrócić do Chicago. 

Tylko Ŝe Chad z takim zapałem zajął się porządkami. Musi zostać i dopilnować 

wszystkiego. Tak. Powinna to zrobić. 

Poszła jeszcze  do kwiaciarni, gdzie kupiła  ostrokrzew,  który  został  od  świąt,  i 

wróciła do... domu Chada. 

Rozglądała się wokoło, wdychała znajome zapachy. Czuła się jak w domu, do 

którego wróciła po latach, lecz w którym nie zamierzała zostać. 

Przypomniała  sobie,  jak  spędzała  czas,  gdy  byli  małŜeństwem.  Teraz  juŜ  nie 

będzie  chodzić  na  wykłady.  To  przeszłość.  A  Chad  nie  dość,  Ŝe  dalszym  ciągu 
pracował  jak  szalony,  to  jeszcze  na  dodatek  poświęcał  jeszcze  mnóstwo  czasu 
swoim studentom. 

Ciekawe, jak długo z nią wytrzyma. Zastanówmy się. Chyba pięć dni, a potem 

wróci do starych przyzwyczajeń. Znowu nie będzie go w domu. 

Gdyby  nadal  byli  małŜeństwem,  zniknąłby  juŜ  pierwszego  dnia.  Teraz  teŜ  go 

nie ma w domu. Pięć dni. To długo. 

Kiedy  podjeŜdŜała  pod  dom,  studenci  pomagali  Chadowi  wnosić  do  środka 

szafki, a Natalie przenosiła papiery do jego gabinetu. 

Chad  zaniósł  zakupy  do  kuchni,  a  potem  Jo  znalazła  stary  wazon,  do  którego 

włoŜyła  gałęzie  ostrokrzewu  i  postawiła  je  na  zapełnionym  papierami  stole 
jadalnym. 

background image

Jakie  to  było  wymowne.  Ona,  wnosząca  do  domu  piękno  i  on  zasypujący  go 

papierami. 

W  kaŜdym  razie  gałęzie  wyglądały  bardzo  ładnie  i  przy  nich  papiery 

natychmiast straciły swą waŜność. 

Chad poszedł za Jo do kuchni. 
–  Ten  ostrokrzew  jest  przepiękny.  Dopiero  teraz  zrozumiałem,  dlaczego  po 

twoim odejściu dom wyglądał tak ponuro. 

– Widzisz! Powinieneś po prostu kupować kwiaty. 
– To nie kwiaty. To ty. – Głos mu zadrŜał. 
– AleŜ skąd. 
– Co przyniosłaś? – szybko zmienił temat. 
– Coś na kolację. Lodówka jest zupełnie pusta. 
–  Kupiłem  steki  –  otworzył  lodówkę.  –  Mleko,  warzywa.  Pamiętam,  Ŝe  to 

lubisz. 

Pomyślał  nawet  o  tym?  W  czasie  trwania  ich  małŜeństwa  robił  zakupy  tylko 

raz, kiedy miała grypę. No tak, ale po jej odejściu musiał się nauczyć i tego. 

ZauwaŜyła, Ŝe kupił jeszcze owoce i ciasto. 
– MoŜesz zjeść dzisiaj stek – powiedziała. 
– Jeden jest dla ciebie. 
–  W  ostatnich  latach  zmieniłam  nieco  swój  sposób  odŜywiania  się.  Rzadko 

jadam mięso. 

– Słyszałem o takich ludziach – powiedział zaskoczony. 
– Teraz McDonald's jest miejscem, które omijam. 
– Kiedyś często tam chodziliśmy. 
– W ciągu czterech lat mój gust się zmienił. 
– Widzę – powiedział z goryczą. 
Zanim  zdąŜyła  mu  powiedzieć,  Ŝe  chodzi  jej  o  odpowiednią  dietę,  studenci 

zawołali Chada do salonu. 

– Zaraz wrócę. 
Te  słowa  przypomniały  jej  rocznicę  ślubu,  kiedy  zasnęła  na  kanapie,  czekając 

na  jego  powrót.  Kiedy  przyszedł,  szukał  jej  w  sypialni,  zaglądał  nawet  do  szaf. 
Zszedł  wreszcie  na  dół.  Kiedy  się  obudziła,  pocałował  ją,  a  potem  kochali  się  na 
kanapie, choć była bardzo senna i nie miała na to ochoty. 

Ach! Młodość! 
Jo włoŜyła ziemniaki do piekarnika i zabrała się do przyrządzania sałaty. 
Potem upiekła mięso z cebulą i papryką. 

background image

Czuła  się  dziwnie,  pracując  w  tej  kuchni  i  przygotowując  posiłek  dla  Chada. 

Zastanawiała się, czy to, co robi, ma w ogóle jakiś sens. 

 

background image

Rozdział 5 

 
Jo  przedłuŜała  przygotowanie  posiłku.  Kiedyś  teŜ  tak  robiła.  Przez  cały  czas 

miała wraŜenie, Ŝe powtarza te same czynności. 

Wspólne  mieszkanie  z  Chadem  byłoby  dobrym  argumentem  przemawiającym 

za małŜeństwem na próbę. Nie miłość, nie seks, ale normalne Ŝycie z męŜczyzną, 
który juŜ się nie musi starać o kobietę. 

Pamiętała,  ile czasu jej poświęcał, gdy chciał  ją  oczarować  i  zwabić do  łóŜka. 

W czasie miodowego miesiąca był ponury, marudny i przespał jego większą część. 

Ich  miesiąc  miodowy  był  w  rzeczywistości  długim,  nudnym  weekendem. 

Podczas  gdy  Chad  spał,  Jo  nauczyła  się  od  miłej,  starszej  pani  robić  szydełkiem 
koronki. 

KtóŜ  uwierzyłby,  Ŝe  moŜna  nauczyć  się  takich  rzeczy  podczas  miodowego 

miesiąca? 

Poza  tym,  tuŜ  po  ślubie,  Chad  powrócił  do  dawnego  trybu  Ŝycia.  Nie  było  w 

nim miejsca dla niej. Czy teraz byłoby inaczej? Nie powinna mieć złudzeń! 

Musi  teraz  zrobić  jeszcze  jedną  rzecz.  Kiedy  była  w  gabinecie  Chada, 

zauwaŜyła, Ŝe jej były mąŜ ma najnowszy komputer. 

Poszła tam, starając się nie patrzeć na nic innego tylko na komputer. Nazywała 

to „patrzeniem wybiórczym". Nauczyła się tej sztuki, mieszkając z Chadem. 

Poprzez  komputer  skontaktowała  się  ze  swoim  biurem.  Zawiadomiła  ich,  Ŝe 

zostanie tu przez pięć, sześć dni, i podała numer telefonu Chada. 

Jej firma układała programy komputerowe. Część z nich była przeznaczona dla 

osób,  które  nie  radzą  sobie  z  komputerem  i  potrzebują  porady.  MoŜna  jej  było 
udzielić  przez  telefon  lub  za  pomocą  komputera.  Mogła  to  równie  dobrze  robić  z 
gabinetu Chada. 

Kiedy zeszła na dół, dowiedziała się, Ŝe Chad pojechał na uniwersytet. 
Studenci  zjedli  wszystko, co  nadawało  się  do  jedzenia.  Jo  posprzątała  po  nich 

kuchnię. 

JuŜ to kiedyś przerabiała. 
Wzięła prysznic i połoŜyła się do łóŜka. 
Była  zmęczona  wszystkim,  co  się  jej  przydarzyło  w  ostatnich  dniach.  Zasnęła 

mocno i nic się jej nie śniło. 

Niestety, na krótko. 
Nagle  poczuła  czyjś  oddech.  Potem  łóŜko  poruszyło  się  i  usłyszała  szelest 

background image

pościeli. Oddech był coraz bliŜej i bliŜej, a potem poczuła ciepło czyjegoś ciała. 

Była  tak  śpiąca,  Ŝe  to  wszystko  dochodziło  do  niej  jak  z  oddali.  Czuła  dotyk 

szorstkich dłoni i przyspieszone bicie serca, kiedy Chad ją pieścił. 

Skąd miał jeszcze na to siły po tych wspólnie spędzonych, szalonych dziesięciu 

dniach? 

Dlaczego po prostu nie połoŜył się i nie zasnął? 
Przysunął się do niej tak blisko. Jego oddech palił, a ręce błądziły po całym jej 

ciele. 

Z  przeraŜeniem  stwierdziła,  Ŝe  jej  ciało  zaczyna  odpowiadać  na  jego  dotyk. 

Była  naga.  Ale  dlaczego?  Gdzie  podziała  się  jej  koszula?  To  nie  dzieje  się 
naprawdę. To musi być sen erotyczny. 

Chad  obejmował  ją  bardzo  mocno.  Śmiał  się  cichutko.  Jego  dłonie  pieściły 

delikatnie jej ciało. Brakowało jej tchu. 

Chad  uniósł  się  i  zimne  powietrze  wtargnęło  pod  koc.  Było  bardzo 

orzeźwiające.  Uśmiechnęła  się,  ale  powieki  miała  zbyt  cięŜkie,  by  popatrzeć  na 
niego. Jej ciało rozpoznało go bezbłędnie. 

Czuła jego pieszczoty. Chciała, by ich nie przerywał. Nie miał takiego zamiaru, 

nie spieszył się. 

Jego wargi były gorące, pocałunki mocne, głębokie. Od dawna nikt jej tak nie 

pieścił,  nie  całował.  Czuła,  Ŝe  ogarnia  ją  coraz  większe  poŜądanie.  Jej  ciało 
domagało  się  coraz  to  nowych  pieszczot.  Skupiła  się  na  jednym  –  odczuwaniu 
rozkoszy.  Chciała  być  jeszcze  bliŜej  niego,  czuć  jego  pieszczoty  jeszcze 
intensywniej. 

Na zewnątrz panowała mroźna noc, a ich ciała płonęły. 
Chad  objął  ją.  Jo  przyciągnęła  go  do  siebie,  by  był  jak  najbliŜej.  DrŜeli 

obydwoje. Oddychali szybko i urywanie. Jo miała wraŜenie, Ŝe zaraz oszaleje. Nie 
mogła  się  doczekać  tego,  co  miało  nastąpić.  Ale  Chad  znowu  odsunął  się. 
Właściwie oboje zamarli w oczekiwaniu. I wtedy Jo zrozumiała, dlaczego to zrobił. 
Chciał,  by  jej  rozkosz  była  bez  granic.  Popatrzyła  na  niego,  a  on  uniósł  głowę. 
Milczeli.  Jo  dotknęła  delikatnie  jego  policzka.  Zrozumiała,  iŜ  Chad  potrzebuje 
czułości,  Ŝe  ma  potrzeby,  których  do  tej  pory  nie  dostrzegała.  Miała  wraŜenie,  Ŝe 
nagle  zmienili  się  oboje.  Uniosła  twarz  i  pocałowała  go  –  był  to  zupełnie  inny 
pocałunek.  Teraz  ich  pieszczoty,  choć  równie  intensywne,  były  delikatniejsze. 
KaŜde  z  nich  starało  się  zadowolić  drugą  stronę,  dbało  o  odczucia  partnera. 
PoŜądanie nie było juŜ najwaŜniejsze. 

Wszystko  odbywało  się  łagodnie,  delikatnie,  z  miłością.  Kiedy  osiągnęli 

background image

rozkosz, tym razem nie był to tylko seks, ale i miłość. 

LeŜeli potem wyczerpani. 
– Jesteś moją Ŝoną – powiedział Chad. 
– Właściwie jestem teraz twoją kochanką – odpowiedziała Jo. 
– Zobaczmy! 
– Co? 
– Czy potrafisz przywrócić mnie do Ŝycia – powiedział Chad. 
Roześmiała się cicho. Jej dłoń przesunęła się po jego policzku. Spodziewał się 

czegoś innego. 

– Tak szybko tracisz zainteresowanie – wypowiedział typową skargę kobiet. 
Roześmiała się. 
–  Naprawdę  tęskniłem  za  tobą  –  oświadczył,  a  w  jego  głosie  brzmiała 

szczerość. 

– Nie miałeś nikogo przez te lata? – zapytała. 
– Nie. 
Znowu zaczęła się śmiać. 
– To prawda. – Jego głos był powaŜny. – Szukałem, ale Ŝadna nie była tobą. 
– Taki wspaniały męŜczyzna? 
– A ty? Miałaś kogoś? 
–  Nie  miałam  czasu  –  odparła  szczerze.  –  Kontaktowałam  się  jedynie  z 

maniakami komputerowymi. 

– śaden nie próbował się z tobą umówić? 
–  DraŜniło  ich  to,  Ŝe  mają  do  czynienia  z  kobietą,  która  wie  o  komputerach 

więcej od nich – odpowiedziała. 

Przytulił ją do siebie. Z początku opierała się, ale potem mocno go objęła. 
– Dobrze ich rozumiem – mówił. – ChociaŜ sam mam do czynienia z mądrymi 

kobietami. 

– A czy zgodziłbyś się, Ŝebym cię uczyła? – zapytała z ciekawością. 
–  Dlaczego  nie.  PrzecieŜ  nauczyłaś  mnie  tylu  rzeczy.  ChociaŜby  kochać  się  – 

odparł. 

– CzyŜbyś nie robił tego, zanim mnie poznałeś? – dopytywała się zaciekawiona. 
Wzruszył ramionami i w myślach przebiegł całe swoje Ŝycie. 
– Nie przypominam tego sobie – powiedział po chwili. 
– A przez te cztery lata od naszego rozwodu? 
– Trzy lata – poprawił ją. – Spotykałem się z jedną czy z dwiema studentkami. 

Zawsze  znajdą  się  takie,  które  stanowią  zagroŜenie  dla  nauczycieli.  Ale  Ŝadna  z 

background image

nich  nie  była  tobą.  Nie  pociągały  mnie.  Wtedy  zrozumiałem,  Ŝe  kocham  tylko 
ciebie. 

Nie uwierzyła mu. 
– Po jakimś czasie przyzwyczaisz się. Nie chcesz spotykać się ze studentkami, 

bo są zbyt młode i musiałbyś być bardzo cierpliwy, wprowadzając je w Ŝycie, tak 
jak to było ze mną. 

–  Ja  ciebie  wprowadziłem  w  Ŝycie?  –  zdziwił  się.  –  Jak  to  jest  moŜliwe? 

PrzecieŜ nie miałem wcześniej Ŝadnej kobiety. 

– Zaśmiała się. 
– Naprawdę! śadna kobieta przed tobą nie wkładała mi ręki do spodni. 
– Nigdy tego nie zrobiłam – oburzyła się Jo. 
– Tak? A na pikniku? 
– Wtedy byliśmy juŜ po ślubie! – Jo roześmiała się głośno. 
– No widzisz! Dobrze wiesz, Ŝe byłem niewinny. Musiałem wziąć ślub, zanim 

pozwoliłbym kobiecie na coś takiego. 

– A pamiętasz, co robiłeś przedtem? – zapytała Jo z rozbawieniem. 
–  Jadłem  kanapkę  z  masłem  orzechowym  –  odpowiedział  tak,  jakby  był 

ś

wiadkiem w sądzie. – Nawet nie zauwaŜyłaś, Ŝe mieliśmy kosz pełen przysmaków 

– dodał w formie wyjaśnienia. 

–  Nic  nie  jadłeś.  Nawet  nie  otworzyliśmy  koszyka.  WłoŜyłeś  mi  rękę  pod 

bluzkę i przytuliłeś mnie bardzo mocno. 

–  Ale  nie  wkładałem  ci  ręki  pod  bieliznę.  Nie  jestem  taki.  –  Chad  usiłował 

wyjaśnić wszystkie szczegóły. 

Jo zaśmiewała się do łez. 
– Bardzo lubiłem, kiedy stawałaś się taka odwaŜna. Przedtem bałem się ciebie. 

Byłaś taka cicha, spokojna i patrzyłaś na mnie tymi swoimi wielkimi oczyma. 

– Chyba cię wtedy zaskoczyłam. Nie wiedziałam, jak cię pieścić – zauwaŜyła. 
– Ale kochałem cię. I kocham. 
Jo spowaŜniała. 
– Powinieneś zrozumieć, Ŝe są na świecie kobiety, które z przyjemnością zajmą 

się  twoimi  papierami, będą  gotowały ci pyszne obiady i z  ochotą pójdą z  tobą  do 
łóŜka. 

Chad milczał przez chwilę i Jo pomyślała nawet, Ŝe zasnął. 
– Zgodziłabyś się, Ŝebym poślubił inną kobietę? – zapytał nagle. 
–  Z  pewnością  nie  byłbyś  szczęśliwy  z  męŜczyzną.  Powinieneś  więc  być  z 

kobietą. Nie chciałbyś mieć dzieci? 

background image

– Tylko z tobą. 
– PrzecieŜ wiesz, Ŝe to niemoŜliwe – przypomniała mu Jo. 
– Znajdziemy dzieci, które potrzebują rodziców. 
– Nie jest ich zbyt wiele. 
– Jeśli się zgodzisz, to chciałbym, Ŝeby po naszym domu biegało kilkoro. 
–  Chodzi  ci  o  to,  Ŝe  chciałbyś  widywać  je  od  czasu  do  czasu,  kiedy  będziesz 

wracał  do  domu.  Ale  to  Ŝona  powinna  się  nimi  zajmować,  wozić  do  szkoły, 
opiekować się podczas choroby i uczyć posłuszeństwa. 

– Nie będę się uchylał od wychowywania ich. 
– Tak jak od sprzątania? 
– Jak moŜesz tak mówić? – oburzył się. 
– Ale to prawda. 
– Mogłem się zmienić – stwierdził. 
–  Nie.  Szybko  o  wszystkim  zapomnisz.  Będziesz  taki  jak  zawsze,  czyli  taki, 

jakim cię poznałam. 

Chad wygładził poduszkę i przytulił Jo jeszcze mocniej. 
– Zmieniłem się przez te trzy lata, odkąd odeszłaś. 
Dorosłem. Stałem się bardziej odpowiedzialny. 
– Od naszego rozstania minęły cztery lata. I wiesz, Ŝe to wszystko nieprawda. 

Jesteś  naukowcem.  Poświęcasz  się  swojej  pracy.  Jesteś  cudownym  kochankiem. 
Ale,  prawdę  mówiąc,  masz  jedną  wadę.  Jesteś  bałaganiarzem.  Popatrz  na  swój 
dom. 

– Z tym nie ma problemu. Znalazłem na to sposób. 
–  Nie  masz  Ŝadnego  sposobu.  Twoja  mama  miała  do  mnie  pretensję,  Ŝe  nie 

utrzymuję w domu porządku. Ale kiedy się tu przeprowadziliśmy, zrozumiałam, Ŝe 
taki juŜ jesteś i nie zmienisz się. 

– Zmienię się. Będę pedantem – obiecał. 
– śyczę powodzenia. 
Znowu przytulił ją i westchnął. 
– Uwielbiam, kiedy jesteś ze mną w łóŜku – powiedział. 
– Jesteś fantastycznym kochankiem – przyznała uczciwie. 
– Mam jeszcze inne talenty – rzekł skromnie. 
Ale Jo nie dała się zwieść. 
– Z pewnością nie naleŜy do nich sprzątanie. Nawet pani Stoic nie daje sobie z 

twoim mieszkaniem rady. 

– Czy myślisz, Ŝe ta kobieta nie radzi sobie ze sprzątaniem, bo poślubiła stoika? 

background image

Jo roześmiała się. 
– Myślę, Ŝe przyczyną jest to, co ujrzała w tym domu. To ją przeraŜa. 
– A ciebie? 
– Ja odeszłam. 
Milczał przez chwilę. 
– Czy moje bałaganiarstwo było tego przyczyną? zapytał po chwili. 
 – Z tym pewnie bym sobie poradziła – odrzekła Jo. 
– Odeszłam, jeśli sobie przypominasz, bo ciągle byłam sama. Te dni, które teraz 

razem  spędziliśmy,  są  takie,  o  jakich  marzyłam  podczas  trwania  naszego 
małŜeństwa. 

– Ale nie pokochałaś Ŝadnego innego faceta, prawda? 
–  Nie.  –  Ziewnęła  i  wyprostowała  się  w  jego  ramionach.  –  Nie  miałam  na  to 

czasu. Musiałam jakoś zorganizować swoje Ŝycie. 

– Miewasz urlopy? 
– Oczywiście. 
– Dokąd jeździsz? 
–  Z  tym  róŜnie  bywa  –  odrzekła. –  Najczęściej jeŜdŜę  do  Rio  lub  na  Karaiby. 

Unikam niepewnych miejsc. 

– A co tam robisz? 
– To, co się robi na urlopie. – Wzruszyła ramionami. 
–  Bawię  się.  Pracuję  bardzo  cięŜko,  czasami  całymi  dniami.  Kiedy  jadę  na 

urlop, chcę przyjemnie spędzić czas. 

– Z kim? – spytał zaniepokojony. 
– Gram w golfa, tenisa, pływam. – Udawała, Ŝe nie słyszy jego pytania. 
– Z męŜczyznami? 
– Jest ich wielu w Chicago. 
– Nie powiesz mi, Ŝe ty i twoje koleŜanki nie szukacie męskiego towarzystwa 

podczas wakacji. 

–  Podczas  naszego  miodowego  miesiąca  –  przypomniała  mu  –  nauczyłam  się 

szydełkować. 

– I to uratowało mnie od śmierci z wyczerpania. Jesteś nienasycona i stanowisz 

zagroŜenie dla męŜczyzn. Nie wyobraŜasz sobie, jakim szokiem to było dla mnie. 
Poślubiłem  niewinną  dziewczynę,  pojechałem  z  nią  –  w  podróŜ  poślubną  i  ciągle 
byłem  wyczerpany.  Byłaś  taka  ciekawa  wszystkiego!  I  muszę  przyznać:  bardzo 
pojętna. 

– Ha! 

background image

– Naprawdę byłem zupełnie wykończony. 
– Biedactwo. 
– Nikt mnie nie ostrzegł przed kobietami – skarŜył się Chad – i nie powiedział, 

Ŝ

e są takie zachłanne. 

– Przeczytałam przed wyjazdem odpowiedni podręcznik. 
– Czemu nie wzięłaś go ze sobą? Musiał w nim być rozdział o samoobronie. 
– Nie było. 
– Chcesz powiedzieć, Ŝe napisali tam: „Rób to tyle razy, na ile masz ochotę"? 
– Tak – skinęła głową. 
Chad z trudem powstrzymywał śmiech. Westchnął głęboko. 
– To i tak cud, Ŝe to przeŜyłem. 
– Byłeś okropnym nudziarzem. – Jo nie zostawała mu dłuŜna. 
– PrzecieŜ jakoś radziłem sobie. 
– Niemal ciągle spałeś – przypomniała mu. 
– Ale ty nie traciłaś czasu. Nauczyłaś się szydełkować. 
–  Starsza  pani,  która  nauczyła  mnie  tej  trudnej  sztuki,  miała  męŜa  bardzo 

podobnego  do  ciebie.  Ostrzegała  mnie,  Ŝe  prawdopodobnie  juŜ  się  nie  zmienisz. 
Wtedy jej nie wierzyłam. 

–  Oczywiście,  Ŝe  się  zmieniłem  –  oburzył  się.  –  A  wtedy  przetrwałem  tylko 

dlatego, Ŝe kiedyś uprawiałem sport. 

–  Pamiętam  nawet  zapach  maści  na  złagodzenie  bólu  mięśni  –  przypomniała 

sobie. 

– Stosowałem ją tylko na mięśnie karku i nóg. 
– CzyŜby? – powiedziała z niedowierzaniem. 
– To prawda! – Chad poczuł się obraŜony. – To była maść uśmierzająca ból. 
– A moŜe afrodyzjak? 
–  Nie  rozumiem,  na  co  byłby  nam  potrzebny.  –  Chad  nie  poddawał  się.  – 

PrzecieŜ ty nigdy nie miałaś dość. 

– Co ty opowiadasz? Pamiętam, jak cię błagałam, Ŝebyś juŜ dał sobie spokój... 
Nie wytrzymał i parsknął śmiechem. 
Potem przytulił ją i postanowił udowodnić, Ŝe na pewno nie jest mu obojętna. 
W środku nocy starał się przekonać ją o tym jeszcze raz. 
Nazajutrz  spał  długo.  Jo  stała  przy  łóŜku  i  patrzyła  na  niego.  Wyglądał  jak 

rycerz,  zwycięzca  turnieju.  Dobrze,  Ŝe  tego  dnia  później  zaczynał  zajęcia  na 
uczelni. 

Jo ubrała się w dŜinsy, flanelową koszulę i sportowe buty. Zeszła na dół. Sam i 

background image

Natalie juŜ pracowali. Trevor był na wykładach. 

Nie zaproponowała im pomocy. Przywitała się z nimi i wyszła. ZdąŜyła jeszcze 

zauwaŜyć pełne niechęci spojrzenie, jakim obrzuciła ją Natalie. 

 
Tego dnia Jo otrzymała trzy wezwania o pomoc w ujarzmieniu buntujących się 

komputerów.  Wszystkich  klientów  potraktowała  z  taką  samą  cierpliwością. 
Pomogła im pozbyć się kłopotów. 

Wykonywała  swoją  pracę  ze  spokojem  i  opanowaniem.  W  końcu  klienci 

wszystko  zrozumieli.  Powtórzyła  dwukrotnie,  co  powinni  robić,  aby  upewnić  się, 
Ŝ

e postąpią właściwie. 

Jeden z klientów był odporny na wszelkie wyjaśnienia, ale i jego udało się jej 

przekonać,  Ŝe  to  on  panuje  nad  komputerem,  a  nie  odwrotnie.  Był  jej  bardzo 
wdzięczny. 

Właśnie on poprosił ją o spotkanie. 
Odpowiedziała mu, Ŝe jest teraz w Timbuktu. 
– Gdzie to jest? – zapytał. 
– W stanie Wyoming – odpowiedziała, ale zaraz potem połączyła się z szefem i 

poprosiła, Ŝeby więcej nie kierował do niej tego klienta. 

– Dlaczego? – zapytał. – Przynajmniej zwiedzi Wyoming. 
– Bardzo proszę. 
–  No  dobrze,  chociaŜ  zawsze  najgorszą  robotę  zrzucasz  na  mnie.  Nie  masz 

serca. 

– Nie mam – zgodziła się z nim natychmiast. 
– Masz następne połączenia, ale nie musisz się spieszyć. 
Szybko  rozwiązała  dwie  pierwsze  sprawy.  Dopiero  trzecia  okazała  się  bardzo 

skomplikowana. Musiała powtarzać te same czynności dziewięć razy! 

Kiedy skończyła, w drzwiach pojawił się Chad. 
– Oddaję ci komputer – powiedziała. A potem ujrzała za nim Elsie. 
– Elsie? – krzyknęła. 
A  Elsie  powitała ją  radośnie.  Zawsze,  kiedy  się  spotykały,  miały  wraŜenie,  Ŝe 

nie było Ŝadnego rozstania. Elsie była cudowną przyjaciółką. 

– Co u ciebie słychać? – spytała Jo. – Masz w końcu ten srebrny samochód? 
– Nadal jeŜdŜę zielonym. 
–  Tad  nigdy  nie  rozumiał  pewnych  rzeczy.  Ostrzegałam  cię.  Ale  ty  mnie  nie 

chciałaś słuchać. 

–  Słuchałam,  ale  nie  przywiązywałam  wagi  do  tego,  co  mówisz.  A  Tad  jest 

background image

wspaniały  i  mówię  to  zupełnie  szczerze,  bo  stoi  na  dole  i  na  pewno  nas 
podsłuchuje. 

Zeszły razem z Chadem na dół i znowu Jo miała wraŜenie, jakby nigdy się nie 

rozstawali.  Wszyscy  chcieli  zobaczyć  Jo.  Dobrze,  Ŝe  Chad  nie  zapomniał  jej 
ostrzec, kto ma zamiar przyjść z wizytą. W dodatku przypomniał jej to, co powinna 
wiedzieć o swoich gościach. 

Jo musiała przyznać, Ŝe pod tym względem był doskonały. 
– Dziękuję szanownej pani za słowa uznania – powiedział i naprawdę wyglądał 

na zawstydzonego. 

Wszystko  to  było  bardzo  sympatyczne,  ale  Jo  wiedziała,  Ŝe  takie  chwile  nie 

trwają wiecznie. 

Dopiero  czwartego  dnia  po  ich  przyjeździe  Chad  wyszedł  z  domu  wcześniej. 

Dziwnie było obudzić się w pustym domu. Nawet studenci nie stawili się do pracy. 

Jo  od  czasu  spotkania  na  lotnisku  nie  budziła  się  sama,  a  minęły  juŜ  dwa 

tygodnie. Przyzwyczaiła się do ciągłej obecności Chada. 

Przeciągnęła się. Dopiero teraz zauwaŜyła kota sąsiadów, który leŜał obok niej 

na łóŜku. Jak się tu dostał? 

– Jak tu wszedłeś? – zapytała. I wtedy przypomniała sobie, Ŝe miał on zdolność 

przenikania przez wszelkie drzwi. 

Kot  ziewnął.  Jo  spostrzegła,  Ŝe  ułoŜył  się  na  środku  łóŜka.  Typowy  samiec, 

pomyślała. 

– Idź do domu – zwróciła się do niego. 
Kot uniósł rudy łeb, popatrzył na nią ironicznie i ułoŜył się z powrotem do snu. 
Jo wysunęła się z łóŜka, nie ruszając kołdry, na której spało zwierzę. 
Wzięła  prysznic,  ubrała  się  i  zeszła  do  kuchni.  Czuła  się  porzucona.  Chad 

powinien był poŜegnać się z nią przed wyjściem. 

Na  pewno  nie  chciał  jej  budzić.  Pragnął  być  miły  i  troskliwy.  To  prawda. 

Ostatnio był taki. Ale dziś zostawił ją samą. Bez słowa. Jak dobrze to znała. 

Przygotowała  sobie  płatki  z  suszonymi  owocami  i  mlekiem.  W  kuchni 

natychmiast pojawił się kot. 

– A moŜe jednak poszedłbyś do domu? Chodź. Wypuszczę cię. 
Podeszła  do  kuchennych  drzwi  i  otworzyła  je.  Kot  usiadł  i  patrzył  na  nią 

pobłaŜliwie.  Potem  przymknął  oczy,  jakby  nie  chciał  patrzeć  na  kogoś  tak 
głupiego. 

Nalała mu mleka do miseczki. 
Kot zabrał się do picia. 

background image

–  Coś  jest  ze  mną  nie  w  porządku  –  powiedziała  na  głos  Jo.  –  Najpierw 

wykorzystał mnie były mąŜ, teraz kot. Chyba potrzebuję pomocy. 

Chad  zostawił  buty  na  wycieraczce  przed  drzwiami  i  wszedł  cichutko  do 

kuchni. 

– Jakiej pomocy ci trzeba? – zapytał i przestraszył ją tym ogromnie. 
Pocałował ją, umył ręce i teraz przez cały czas wycierał je, przyglądając się Jo 

badawczo. 

–  Nie  wyglądasz  na  osobę,  która  ma  jakieś  problemy.  Podniosła  głowę  i 

popatrzyła na niego uwaŜnie. 

–  Kot  odmówił  wyjścia  z  domu  –  powiedziała.  Chad  dramatycznym  gestem 

chwycił się za serce. 

–  Chcesz,  Ŝebym  wyrzucił  tego  koteczka  na  śnieg  w  mroźny  styczniowy 

poranek? 

– Poddaję się – stwierdziła Jo, odkładając łyŜkę. 
– Doskonale. Chodźmy na górę. Stęskniłem się za tobą. 
– Jem śniadanie. – Jo pokręciła przecząco głową. 
– Jedzenie jest dla ciebie waŜniejsze? 
Jo chwyciła się za głowę, ale Chad zdołał zauwaŜyć, Ŝe się śmieje. 
 

background image

Rozdział 6 

 
Elsie przyszła następnego dnia, gdy Chad miał zajęcia. 
– Dlaczego tu przyjechałaś? – zapytała przyjaciółkę. 
– Nie mam pojęcia – westchnęła Jo. 
– On się nie zmieni. Nie potrafi – stwierdziła Elsie. 
– Wiem. 
– Więc po co do tego wracać? – Elsie próbowała doszukać się jakiegoś sensu w 

postępowaniu Jo. – Jesteś dla niego okrutna. 

– UwaŜasz, Ŝe jestem okropna, prawda? – spytała cicho Jo. 
– A jak myślisz? 
Jo  przez  dłuŜszą  chwilę  patrzyła  w  okno,  a  potem  przymknęła  powieki,  chcąc 

powstrzymać łzy. 

– Masz zupełną rację. 
Elsie milczała. Nie starała się pocieszyć Jo. 
Jo znowu czuła, jak łzy wypełniają jej oczy, a potem jedna po drugiej płyną po 

policzkach. Siedziała cichutko, jak gdyby nie czuła, Ŝe płacze. 

– Byłam tak zaskoczona, kiedy go zobaczyłam. Myślałam, Ŝe juŜ mnie nic nie 

obchodzi – odezwała się po chwili. 

–  Jak  to  jest  moŜliwe  –  zapytała  Elsie  współczującym  tonem  –  Ŝe  jesteście 

oboje tak blisko, a jednocześnie tak daleko? 

– Nie odczuwam tego, kiedy jesteśmy ze sobą. 
–  PrzecieŜ on musi  zarabiać na utrzymanie,  musi  teŜ  przekazywać  informacje, 

fakty, wiedzę. Jest odpowiedzialny za swoich studentów. 

– To prawda. 
– Naprawdę nie moŜe poświęcać na pracę mniej czasu. 
– Zgadzam się z tobą. 
Znowu zamilkły. Łzy ciągle płynęły po policzkach Jo. Elsie westchnęła. 
– A co mu w tym przeszkadza? – Jo popatrzyła na przyjaciółkę mokrymi od łez 

oczami. 

– Ty! – Głos Elsie drŜał, kiedy odpowiedziała. Potem wstała i, nic nie mówiąc, 

wyszła. 

Przychodzili inni. Jedni cieszyli się z jej powrotu. Inni byli po prostu ciekawi, 

jak  Jo  teraz  wygląda.  Nie  wszystkich  ucieszyło,  iŜ  wygląda  wspaniale,  Ŝe  jest 
dojrzała, pełna wdzięku i spokojna. 

background image

Ci byli bardzo niezadowoleni. 
Ale  pojawili  się  teŜ  ludzie,  którzy  ucieszyli  się  bardzo,  widząc  ją  znowu.  Nie 

stawali  po  Ŝadnej  stronie,  nie  wypowiadali  jakichkolwiek  opinii.  UwaŜali,  Ŝe  jest 
po prostu czarująca. 

Była jeszcze jedna grupa osób: ci, którzy chcieli sprawdzić, czy mimo rozwodu 

Jo i Chad sypiają razem. 

Szukali pretekstu, aby wejść na górę, ale i tak nie znaleźliby Ŝadnych dowodów. 

Pokój Chada był juŜ sprzątnięty. Dopilnowała tego Natalie. 

Wynajęta  trójka  studentów  kończyła  swoje  dzieło.  Pracowali  jeszcze  w 

gabinecie Chada; reszta domu była uporządkowana. Spisali się na medal. 

Zrobili  nawet  listę,  gdzie  się  co  znajduje.  Chad  nie  krył  podziwu.  Nie  tylko 

wypłacił  im  premię,  ale  zaprosił  profesorów,  by  pokazać,  czego  dokonali  ich 
studenci. 

Znając zwyczaje Chada, wykładowcy byli pod ogromnym wraŜeniem. 
Peter Way pojawił się, gdy Chad prowadził zajęcia na uczelni. 
– Wiem, Ŝe Chada nie ma w domu. Mogę wejść? – zwrócił się do Jo. 
– Oczywiście, bardzo proszę. 
Jo  otworzyła  szeroko  drzwi.  Nie  mogła  powstrzymać  ciekawości.  Pamiętała 

Petera jako ponurego, pełnego rezerwy męŜczyznę. Nie przyjaźnili się ze sobą. 

Wskazała mu krzesło i sama usiadła obok. 
– Jak się miewa Jeanne? – zapytała. 
– Jeanne odeszła. Zaraz po tobie. – W jego głosie brzmiała gorycz. 
– Och! – Jo nie wiedziała, co powiedzieć. 
Peter patrzył na nią w milczeniu. Poczuła się niepewnie. 
– Bardzo mi przykro. Dobrze wiem, jak cięŜko jest Ŝyć w separacji. 
–  Ty  postąpiłaś  tak  samo.  Więc  dlaczego  jest  ci  przykro?  –  w  jego  głosie 

wyczuwała wrogość. 

– Nie wiedziałam, Ŝe Jeanne zamierza cię opuścić. Nie rozmawiałyśmy o tym. 

Byłam zajęta swoimi problemami – odpowiedziała Jo. 

– Wygląda na to, Ŝe twoje kłopoty juŜ minęły – mówił dalej Peter. 
Nie ukrywał swojej niechęci. Jo próbowała zachować spokój. 
 –  Chad  i  ja  jesteśmy  inni  niŜ  ty  i  Jeanne.  Nasze  problemy  są  równieŜ  inne. 

Przykro mi, Ŝe tyle przeszedłeś. 

–  Podniosła  się  z  krzesła  z  uśmiechem.  –  Powiem  Chadowi,  Ŝe  byłeś.  Będzie 

mu przykro, Ŝe się nie spotkaliście. 

– Ja go nic nie obchodzę – rzekł Peter ochrypłym głosem. 

background image

– CzyŜby? – zapytała, a potem dodała ostrym tonem: 
– O co ci chodzi? 
– Dlaczego odeszłaś? 
– Peter, Chad jest wspaniałym człowiekiem... 
– To się rzuca w oczy. 
–  ...  a  odeszłam  od  niego,  bo  go  nigdy  nie  było  w  domu.  Za  duŜo  czasu 

poświęcał  pracy.  Jestem  egoistką.  Chciałam,  Ŝeby  ciągle  był  ze  mną.  Kochałam 
go– Ale jesteś kobietą z duŜym temperamentem i potrzebowałaś seksu. 

– Nie bądź głupi – odpowiedziała Jo zimno. – Mam pilną pracę. Przepraszam, 

Ŝ

e cię ponaglam, ale muszę zadzwonić do klienta. 

– Co to za klient? – Peter rozparł się wygodniej w krześle. 
–  To  ktoś,  kto  kupił  program  komputerowy  i  nie  wie,  dlaczego  on  nie  działa. 

Moim zadaniem jest pomóc mu zrozumieć, o co chodzi, i nauczyć go dobrze tego 
programu. 

–  A  moŜe  mnie  teŜ  nauczysz  takiego  programu?  –  zapytał,  uśmiechając  się 

obleśnie. 

– A masz komputer? – zapytała ostro. 
– Nie. 
– To nie mogę ci pomóc, Peter. Musisz iść. 
– Jeśli mogłaś tu wrócić, by spać z Chadem, dlaczego nie zrobisz tego ze mną? 

– zapytał. 

– Bo cię nie kocham – odrzekła krótko. 
– Mogę robić to samo co on. 
– Ty... 
Drzwi się otworzyły i wszedł Trevor. Peter spojrzał na niego z niechęcią. 
– Odejdź – mruknął. A potem dodał głośniej: – Spływaj stąd! 
– Przepraszam pana, ale zatrudniono mnie tu do opieki nad domem – odezwał 

się Trevor spokojnie. 

– Chyba jednak w innym celu – stwierdził Peter, patrząc krzywo na Jo. 
– Peter! Idź juŜ – powtórzyła. 
– Ty teŜ mnie nie chcesz? – głos Petera załamał się. 
– Nie mamy o czym mówić. Idź juŜ – Jo była spokojna i opanowana. 
– Odpraw go – Peter wskazał głową na Trevora. 
– Nie. Pracuje tutaj, a Chad mu płaci. Odejdź, Peter. Nie utrudniaj sprawy. 
Trevor w dalszym ciągu milczał. Odsunął się na bok, by Peter mógł przejść. 
Peter nie zwracał na niego uwagi. 

background image

– Chodź ze mną – powiedział do Jo. 
– Naprawdę idź juŜ sobie. Powiem Chadowi, Ŝeby się z tobą skontaktował. 
–  Czy  to  ty  namówiłaś  Jeanne,  Ŝeby  mnie  zostawiła?  –  glos  Petera  brzmiał 

szorstko. – Powiedz. 

–  Nie  –  odrzekła  Jo  ze  spokojem.  –  Nawet  nie  znałam  jej  dobrze.  Nigdy  nie 

rozmawiałyśmy  o  tobie,  o  waszym  Ŝyciu.  Jestem  tym  zaskoczona  i  myślę,  Ŝe  dla 
ciebie to był szok. 

– Po prostu odeszła. 
– Jeśli zrobiła to zaraz po mnie, to minęły juŜ prawie cztery lata. Powinieneś się 

juŜ uspokoić. MoŜe jest ktoś, kto moŜe ci pomóc? Wiesz co? Idź do Oskara. 

– Nie chce mnie widzieć. – Peter zgarbił się. 
– MoŜe nie jesteś jeszcze gotowy, by przebaczyć Jeanne – kontynuowała Jo. – 

Ale tobie naprawdę jest potrzebna pomoc. Idź do Tiny. 

– Ona jest stara – odparł Peter. 
– Ale mądra – przypomniała mu Jo. – Wysłuchaj jej. Peter znowu popatrzył na 

milczącego Trevora. 

– Nie masz nic do roboty? – zapytał. 
– Nie. – Tym razem nie dodał juŜ „proszę pana". Peter ze złością spojrzał na Jo, 

potem zaczął wstawać tak powoli, Ŝe Trevor przesunął się w jego kierunku. Peter 
rzucił  mu  gniewne  spojrzenie  i  wyprostował  się  wreszcie.  Jo  podeszła  do  drzwi  i 
otworzyła je na ościeŜ. 

– Do widzenia – powiedziała. 
W końcu Peter wyszedł. 
Kiedy  był  juŜ  na  ganku,  drzwi  zatrzasnęły  się  z  hukiem.  Jo  odwróciła  się  do 

Trevora; ten drŜał ze zdenerwowania, ale uśmiechał się. 

Uniosła  palec  do  ust,  prosząc  go  o  milczenie.  Potem  patrzyła  przez  okno, 

dopóki Peter nie wsiadł do samochodu i nie odjechał. 

–  Nie  powinnaś  wpuszczać  obcych  męŜczyzn  do  domu  –  powiedział  Trevor, 

zamykając drzwi kuchenne na klucz. – Mama cię tego nie nauczyła? 

– Chyba anioł cię tu zesłał. 
– śaden anioł. Chad – roześmiał się Trevor. 
– Po co? 
–  Chciał,  Ŝebym  mu  przyniósł  artykuły  o Etruskach.  Zabronił mi  rozmawiać  z 

tobą.  Mam  nadzieję,  Ŝe  potwierdzisz,  iŜ  nie  odezwałem  się  ani  słowem.  –  Potem 
spowaŜniał. – Jak mogłaś być taka spokojna? PrzecieŜ on cię napastował? 

– Ty tu byłeś. – Jo rozłoŜyła ręce. 

background image

–  Podziwiałem  cię.  Warto  cię  było  bronić.  Jesteś  wspaniałą  osobą,  Jo,  i  teraz 

bardziej pasujesz do Chada. Ciekawe, czy on wie, Ŝe Peter przyszedł tutaj w takich 
zamiarach. 

–  Na  pewno  nie  –  odrzekła  Jo.  –  Pojawiłeś  się  w  odpowiednim  momencie. 

Dziękuję. 

– Myślisz, Ŝe Peter zrobiłby to, na co miał ochotę? 
–  Cieszę  się,  Ŝe  nie  musiałam  się  o  tym  przekonywać  –  powiedziała  Jo 

stanowczo. 

– Ja teŜ. 
 
Jo nie miała zamiaru mówić Chadowi o tym, co się stało, ale Trevor nie umiał 

powstrzymać języka. 

Zaraz  po  skończonych  zajęciach  Chad  wrócił do domu.  Wpadł gwałtownie  do 

wnętrza i zamknął drzwi kopniakiem. 

– Jo! – zawołał. 
– Jestem na górze. 
– Sama? 
Zanim  zdąŜyła  odpowiedzieć,  Trevor  zszedł  na  dół.  Chad  popatrzył  na  niego 

zimno. 

–  Wszystko  jest  w  porządku  –  powiedział  Trevor,  gdy  Jo  pojawiła  się  na 

schodach. 

– Był tu? – wysyczał ze złością Chad. 
– Tak. 
– Były z nim jakieś kłopoty? 
– Dziękuję, Ŝe przysłałeś Trevora. Pojawił się w odpowiednim momencie. 
– Co się stało? 
– Nic. – Jo potrząsnęła przecząco głową. 
– Zawsze mu się podobałaś – stwierdził Chad. – Co ci powiedział? 
Jo zaczęła się zastanawiać nad odpowiedzią. Nie chciała go denerwować. 
– Zaczepiał ją – odezwał się Trevor. Powiedział to z powagą. 
Chad zmartwiał. Spojrzał na Jo, jakby chciał sprawdzić, czy nic jej nie dolega. 
– Wszystko w porządku? – upewnił się; po raz kolejny. 
– Oczywiście – odpowiedziała. 
–  Pojawiłem  się  w  odpowiednim  momencie.  Dobrze,  Ŝe  miałem  klucze  i  nie 

musiałem się włamywać do środka... – mówił dalej Trevor. 

–  Zamilknij  –  powiedziała  Jo  stanowczo,  a  potem  zwróciła  się  do  Chada:  – 

background image

Panowałam nad sytuacją. 

Trevor parsknął śmiechem. 
– Nie pogarszaj sytuacji – zwróciła się do niego Jo. 
– Co chcesz przez to powiedzieć? – denerwował się Chad. 
– Zostaw nas samych – poprosiła Jo Trevora. Mówiła bardzo łagodnym tonem, 

Ŝ

eby go nie obrazić. 

–  UwaŜaj  na  tego  łobuza  –  poradził  Trevor  Chadowi,  a  potem  wyszedł  do 

sąsiedniego pokoju, ale nie zamknął za sobą drzwi. 

– Czy Peter coś ci zrobił? – Chad objął mocno Jo. 
Zaczęło  się  to  wszystko  robić  denerwujące.  Nie  po  raz  pierwszy  miała  do 

czynienia z takimi typami jak Peter. 

– Nic mi nie zrobił – odparła, siląc się na spokój. 
– Po co tu przyszedł? 
– Myśli, Ŝe to ja namówiłam Jeanne, Ŝeby od niego odeszła, bo stało się to zaraz 

po moim wyjeździe. 

– A zrobiłaś to? 
Jo westchnęła. 
– Nie znałam jej na tyle, Ŝeby rozmawiać o takich rzeczach. 
– Co on ci jeszcze powiedział? 
–  Peter  potrzebuje  pomocy  –  stwierdziła  Jo,  zamiast  odpowiedzieć  mu  na 

pytanie. – Powinien porozmawiać z Tiną. Ona mogłaby mu pomóc. 

– A dlaczego ty nie poszłaś wtedy do niej? – zapytał Chad. 
– Nie mogłaby nic zrobić. Nie zmieniłaby twojego Ŝycia. Jesteś taki, jaki jesteś. 

Kochasz swoją pracę. 

– AleŜ mogę się zmienić. 
–  Och!  Nawet  nie  mów  o  tym.  Nie  powinnam  była  tu  przyjeŜdŜać.  Muszę 

wracać do Chicago i zostawić cię samego. 

– Samego? – powtórzył Chad z goryczą. 
– JuŜ nigdy nie wpuszczę Petera do domu. Nawet gdyby Trevor nie przyszedł, 

dałabym sobie radę. Ale ucieszyłam się na jego widok. ChociaŜ naprawdę juŜ sobie 
radziłam z takimi typami. 

– Z kim? – padło pytanie. Jo straciła cierpliwość. 
– Z tobą! Ostatnio! 
– Ze mną? Musiałaś sobie radzić ze mną? 
– Nie miałam wyboru – uśmiechnęła się. 
– Co zamierzasz ze mną zrobić? – zapytał ją nagle cichym głosem. 

background image

– Znowu zaczynasz? – popatrzyła na niego z niechęcią. 
– Powiedz. 
– To tylko testosteron. Gdyby go zabrakło, nie byłoby Ŝadnych problemów. 
– Czy Peter naprawdę mógłby cię skrzywdzić? 
– Na szczęście nie musiałam się o tym przekonywać. 
– Porozmawiam z nim. 
– Nie trzeba. – Jo była stanowcza. – Poszedł sobie. To juŜ się nie powtórzy. 
Chad przytulił ją do siebie. 
– Cieszę się, Ŝe Trevor przyszedł w porę. 
– Ja teŜ – przyznała. 
 
Jo nie była zdziwiona, Ŝe odtąd zawsze ktoś z nią był w domu. 
Wprawdzie  ona  pracowała  na  górze,  a  studenci  na  dole,  ale  nigdy  nie  była 

sama. Czasami zostawała z nią Natalie. 

Jo  nie  była  pewna,  jak  by  zareagowała  Natalie,  gdyby  ktoś  napastował  Ŝonę 

Chada. Ktoś? Oczywiście Peter. Jaki wpływ miały uczucia Natalie do Chada na jej 
lojalność wobec Jo? 

Właściwie wolałaby tego nie sprawdzać. 
W rozmowie z Tiną dowiedziała się, jak bardzo źle jest z Peterem. 
– Nie zostawaj z nim sama – poradziła jej Tina. – Spróbuję z nim porozmawiać. 

Znam dobrego psychiatrę, który moŜe mu pomóc uleczyć rany... 

– Rany? – powtórzyła Jo. 
–  Tak  –  odpowiedziała  Tina.  –  To  są  rany.  Bardzo  bolesne.  Cierpi  juŜ  zbyt 

długo. Latami tłumił w sobie rozpacz. Myśleliśmy, Ŝe to juŜ minęło. 

– Czy Jeanne mogła postąpić inaczej? – zapytała z ciekawością Jo. 
Tina wzruszyła ramionami. 
–  Jeanne  postąpiła  tak,  jak  uwaŜała  za  słuszne.  Odeszła.  Ale  problem  musiał 

zaistnieć wcześniej. 

– Kłopoty Petera nie wiąŜą się tylko z odejściem Jeanne. A teraz pogrąŜył się w 

głębokiej depresji i potrzebuje pomocy – stwierdziła Jo. 

–  Ja  nie  mogę  mu  pomóc.  Tu  potrzebny  jest  lekarz  i  to  nie  z  naszego  grona. 

Peter  jest  w  gorszym  stanie,  niŜ  przypuszczaliśmy.  Twój  przyjazd  wzmógł  jego 
smutek,  ale  jednocześnie  zwrócił  naszą  uwagę  na  jego  kłopoty.  Jeśli  wyjdzie  z 
tego, będzie w tym i twoja zasługa. 

– Jeśli wiedziałaś o tym, co go gryzie, to dlaczego... – zapytała Jo. 
– Nie wiedziałam. Zawsze był zamknięty w sobie. 

background image

– A cóŜ mój przyjazd ma z nim wspólnego? 
– Jego Ŝona nie wróciła. A ty tak. Peter jest zazdrosny. 
– MęŜczyźni są okropni – stwierdziła Jo. 
– Ale Ŝycie bez nich byłoby nudne – uśmiechnęła się lekko Tina. 
 
Po wizycie Petera Chad stał się bardziej zaborczy w stosunku do Jo. Widoczne 

to było teŜ podczas ich wspólnych nocy. 

Ich związek miłosny był zawsze bardzo udany, ale teraz Chad zachowywał się 

tak, jakby chciał powiedzieć: ta kobieta jest moja: 

MęŜczyźni  doprawdy  są  dziwni  i  czasami  ujawniają  się  w  ich  zachowaniu 

prymitywne instynkty. 

Dobrze, Ŝe Chad nie bil jej maczugą i nie ciągnął za włosy do jaskini. Ale jego 

sztuka miłosna była naprawdę fascynująca. 

Jo  zastanawiała  się,  kto  wymyślił  historyjkę  o  biciu  kobiet  maczugami  i 

targaniu ich za włosy. Nie ma przecieŜ Ŝadnych dowodów na takie zachowanie się 
jaskiniowców. 

ś

adna ze znalezionych czaszek nie nosiła śladów uderzeń. 

Ciała neandertalczyków chowano owinięte girlandami kwiatów. 
Jo w Indianapolis pracowała równie intensywnie jak w Chicago. Zadzwoniła do 

koleŜanki, która miała klucz do jej mieszkania. 

– To znaczy, Ŝe wróciłaś do tego, jak mu tam... – Mickie nie owijała niczego w 

bawełnę. – To okropne. Jesteś istotą bez charakteru. 

– Ja cię teŜ bardzo lubię – odpowiedziała na to Jo. 
–  Nie  znoszę  kobiet,  które  nie  potrafią  zrezygnować  z  nieodpowiedniego 

męŜczyzny. Tracisz tylko czas. Wracaj natychmiast! 

– Zatelefonuję do ciebie. 
– Tylko pamiętaj – odpowiedziała jej Mickie i odłoŜyła słuchawkę. 
 
Jo, trzymając jeszcze w ręku słuchawkę, uśmiechnęła się. Mickie była podobna 

do  Elsie.  ChociaŜ  ta  ostatnia  zachowywała  się  jak  dama,  obie  były  wiernymi  i 
lojalnymi przyjaciółkami. 

Jo  miała  szczęście  do  kobiet.  Nagle  poczuła  tęsknotę  za  Chicago.  Chad 

pochłaniał  ją  tak  bardzo,  Ŝe  nawet  nie  zdawała  sobie  sprawy,  jak  brakuje  jej 
przyjaciół. Zdołała  juŜ  skontaktować  się  z  nimi  za  pomocą  komputera.  Pomyślała 
teŜ, Ŝe cały czas traktuje dom i komputer Chada tak, jakby do niej naleŜały. 

Czy  on  tak  samo  myśli  o  jej  mieszkaniu  w  Chicago?  Nigdy  o  tym  nie 

background image

rozmawiali.  Teraz  byli  rozwiedzeni,  ale  przedtem  była  przez  sześć  lat  jego  Ŝoną. 
Przyzwyczaiła się do tego domu. 

 
Kupił  komputer  najnowszego  typu.  Nie  musiał  łoŜyć  na  utrzymanie  Jo  przez 

niemal cztery lata, więc stać go było na to. 

Przypomniała  sobie ksiąŜeczkę  czekową, która leŜała  w  jej pokoju.  Nie ruszył 

nawet dolara z jej posagu. Dziwne. 

Mówił, Ŝe nie miał Ŝadnej kobiety przez ten czas. 
Przypomniała  sobie  ostatni  wieczór,  jaki  spędziła  w  tym  domu.  Przygotowała 

ulubione  potrawy  Chada:  klops,  pieczone  ziemniaki,  fasolkę  i  sałatkę  owocową. 
Spóźnił się tylko trzydzieści minut. 

–  Nie  rób  sobie  niepotrzebnych  kłopotów  –  powiedziała  wtedy.  –  Rozstańmy 

się  w  przyjaźni.  śyczę  ci  szczęścia  –  wzniosła  toast  kieliszkiem  wina.  –  Pokryję 
koszty rozwodu. 

Rozmawiali długo w nocy. Chad był zmęczony, miał podkrąŜone oczy. Starała 

się nie zauwaŜać jego cierpienia. 

– Biorę na siebie załatwienie rozwodu – powiedziała. 
Potrząsnął głową i otworzył usta, aby coś powiedzieć... 
– Nie martw się. Mam juŜ pracę i sama wszystko załatwię. PrzecieŜ to ja chcę 

odejść. 

A potem zmieniła ton głosu na bardziej przyjacielski. 
–  Potrzeba  ci  kobiety,  która  bardziej  będzie  do  ciebie  pasować.  Która  potrafi 

być sama... kobiety, która da ci dziecko. 

Nie odpowiedział nic. Wiedział, Ŝe jest juŜ za późno na dyskusje. 
Jo  zaczęła  sobie  przypominać  róŜne  rzeczy,  które  razem  przeŜyli,  gafy,  jakie 

popełniała jako młoda męŜatka. 

 
Tego  ostatniego  wspólnego  wieczoru  przed  niemal  czterema  laty  Jo  nie 

powiedziała mu o tym, jak bardzo była samotna. 

Miała  duŜo  zajęć,  wielu  przyjaciół  i  towarzystwo,  ale  potrzebowała  tylko 

Chada. Tej nocy, zanim odeszła, kochali się jak szaleni. 

Poranek następnego dnia był straszny, chociaŜ niebo było bezchmurne, a słońce 

ś

wieciło jasno. 

Chad  zawiózł  ją  na  stację  i  chciał  czekać  do  odjazdu  pociągu,  ale  mu  nie 

pozwoliła. 

– Idź juŜ – powiedziała. – Nie moŜemy dłuŜej się tak torturować. 

background image

– Wróć do domu – poprosił ją jeszcze raz. 
Rozpłakała się. A potem płakała juŜ przez całą drogę do Chicago. 
Westchnęła  głęboko.  Czy  to  wszystko  moŜe  się  powtórzyć?  Nie.  Chyba  teraz 

jest jednak trochę mądrzejsza. 

 
Tego  dnia  Chad  znowu  spóźnił  się  na  kolację.  Kiedy  zobaczył,  co 

przygotowała, posmutniał. 

– Znowu odchodzisz? – zapytał. 
– Nie, jeszcze nie. A czemu pytasz? 
– Wtedy przygotowałaś takie same potrawy. 
– PrzecieŜ wiesz, Ŝe i tak odejdę. Chyba to rozumiesz. Nie pasujemy do siebie. 
– Porozmawiajmy o tym później – zaproponował Chad. 
– JeŜeli myślisz, Ŝe przyjechałam tu po to, Ŝeby znowu z tobą zamieszkać, to się 

mylisz. 

– Zobaczymy. 
– Chad! Wszystko jest jasne. Jesteśmy rozwiedzeni. 
– To weźmiemy ślub jeszcze raz. – Jego reakcja nie zaskoczyła Jo. 
–  Dobrze  wiesz,  Ŝe nie  udało nam  się za  pierwszym  razem. Traktowałeś  mnie 

jak sprzęt domowy. 

– To nieprawda. Byłem przy tobie i pomagałem ci się rozwijać. Udało mi się to 

doskonale. PrzewyŜszyłaś mnie pod wieloma względami. 

–  Nikt  nie  moŜe  cię  przewyŜszyć  –  oburzyła  się  Jo.  –  Jesteś  doskonałym 

nauczycielem. 

– Ale... gdzieś tu się kryje jakieś „ale" – popatrzył jej w oczy. 
– Trudno jest z tobą dyskutować. Twoja argumentacja jest nie do podwaŜenia. 
– Chyba zgadzasz się ze mną, Ŝe twoje postępowanie jest nielogiczne. 
– Jesteś wspaniałym rozmówcą. Ale dobrze pamiętam, jak się czułam, będąc z 

tobą. Ja nie umiem tak Ŝyć. 

–  Wiesz,  Jo,  kiedy  mówiłem  ci,  Ŝebyś  postarała  się  dorosnąć,  nie 

przypuszczałem, Ŝe chwycisz byka za rogi i zaczniesz Ŝycie na nowo. 

W odpowiedzi uśmiechnęła się do niego promiennie. 
 

background image

Rozdział 7 

 
– Szef zaprosił nas na koktajl w piątek – odezwał się Chad, gdy kończyli jeść 

obiad. 

– Jeden z moich przodków był ofiarą hiszpańskiej inkwizycji. Czy spotka mnie 

coś podobnego? – zainteresowała się Jo. 

– Jesteś uroczyście zaproszona. Będziesz ze mną. Nie planuje się ścinania głów 

ani  przypiekania  ogniem.  To  spotkanie  nie  jest  związane  z  twoim  powrotem. 
ś

yjemy  w  końcu  dwudziestego  wieku.  Obecnie  ludzie  tolerują  towarzystwo 

kobiety upadłej. – Przez chwilę przyglądał się jej z uwagą. – Twój niespodziewany 
powrót wprawił niektórych w zakłopotanie. 

– W takim razie: przepraszam. 
– Przyjmuję twoje przeprosiny w ich imieniu – rzekł uroczyście. 
– To miłe z twojej strony. 
–  Chyba  nie  pytałem  cię  jeszcze,  czy  kiedykolwiek  byłaś  karana  przez 

rodziców? 

– Nie przypominam sobie tego. – Jo uśmiechnęła się do Chada i uniosła do ust 

łyŜeczkę. Jadła lody. 

– Tak myślałem. 
– To po prostu nie było konieczne. Nie wolno karać niewinnych. 
– Chad pospiesznie zasłonił usta serwetką, by ukryć uśmiech. 
W oczach Jo teŜ tliły się iskierki rozbawienia. 
Obserwował ją. 
Siedziała  jak  dama.  Zapragnął  nagle  porwać  ją  na  ręce,  zanieść  na  górę  do 

sypialni i pokazać, jak męŜczyzna powinien postępować z kobietą. 

Ale był przecieŜ cywilizowanym człowiekiem, więc się opanował. 
Jo udawała obojętność. Nie patrzyła na niego. Nawet się nie uśmiechała, choć 

drŜały jej kąciki ust. 

Zjadła lody i popatrzyła na Chada. 
Pozostał niewzruszony. 
Kobieta  lubi  być  obiektem  zainteresowania  męŜczyzn.  No,  moŜe  niektórych 

męŜczyzn. Gdyby to nie był Chad, Jo z pewnością juŜ dawno wyszłaby z jadalni i 
zamknęła się na klucz w swoim pokoju. 

Pod wpływem spojrzenia Chada zaczęła odczuwać wzrastające pragnienie bycia 

z  nim.  Och,  jak  go  pragnęła!  Dlaczego  właśnie  jego?  Dlaczego  nie  Petera  na 

background image

przykład? TeŜ jest przystojnym i inteligentnym męŜczyzną. Więc dlaczego nic nie 
ciągnęło jej do niego? 

– O czym myślisz? – zapytał Chad nagle. 
– Dlaczego pytasz? 
– Wyglądasz jakoś inaczej – wyjaśnił. CzyŜby znał ją aŜ tak dobrze? 
– Skąd wiesz? – zapytała. 
– No bo przedtem wyglądałaś zupełnie inaczej. 
– To znaczy: jak? – nie mogła powstrzymać ciekawości. 
– Jakbyś chciała pójść ze mną natychmiast do łóŜka. 
– I co dalej? – Nie mogła mu powiedzieć, Ŝe się nie myli. 
– Teraz starasz się zrozumieć, dlaczego. 
– Prawie zgadłeś. 
– Co znaczy „prawie"? 
– Zastanawiałam się, dlaczego właśnie ty jesteś dla mnie taki atrakcyjny, a nie 

ktoś inny? 

Otworzył usta ze zdziwienia. Poczuł, Ŝe ogarnia go poŜądanie. 
– CzyŜbyś był tak wraŜliwy? – Popatrzyła na niego badawczo. 
– Tak. Na ciebie – odpowiedział z powagą. 
– CzyŜ to nie Beniamin Franklin powiedział, Ŝe nocą wszystkie koty są szare? 
–  To  cytat.  –  Chad  zaczął  mówić  mentorskim  tonem.  –  Większość  jego 

wypowiedzi oparta była na cytatach. 

– Myślałam, Ŝe był błyskotliwy. – Jo nie potrafiła ukryć rozczarowania. 
– Czytałem ksiąŜkę, w której sprawdzono źródła jego powiedzonek. Ludzie nie 

rodzą  się  mądrzy,  uczą  się  wszystkiego  od  innych.  Jego  cytaty  wymyślili  inni. 
Niektóre powstały przed dwoma tysiącami lat. 

– Chyba zapiszę się na twoje wykłady. Muszą być fascynujące. 
– Powinnaś się przekonać o tym sama. 
–  Tak  bym  chciała  mieć  z  tobą  dziecko  –  powiedziała  tęsknym  głosem  i 

popatrzyła na niego ze smutkiem. 

–  Czy  to  by  cię  przy  mnie  zatrzymało?  –  zapytał  Chad  ochrypłym  głosem, 

zaskoczony nagłą zmianą tematu. 

– Miałabym kogoś przy sobie. Nie byłabym sama. 
– PrzecieŜ byłem z tobą – odrzekł bardzo cicho. – Ani nie poszedłem na wojnę, 

ani nie spotykałem się z innymi kobietami. Po prostu pracowałem. 

–  Coś  musiałam  robić  i  dlatego  zaczęłam  się  uczyć.  Dziękuję,  bo  ty  mi  to 

umoŜliwiłeś. 

background image

– Jeśli mowa o dzieciach, to przecieŜ one rosną i odchodzą z domu. 
– Samotne Ŝony równieŜ. 
– Miałaś moją miłość. 
– Mnie to nie wystarczało. Potrzebowałam twojej obecności. 
Zanim zdołał coś powiedzieć, uniosła dłoń nakazując mu milczenie. 
– Nie. Proszę. Nie potrafię juŜ tego dłuŜej znieść. 
Czuję się jak przepuszczona przez wyŜymaczkę. 
Chad milczał. Jo teŜ. 
–  Wiesz,  skąd  się  wzięła  wyŜymaczka?  –  zapytał  ochrypłym  ze  wzruszenia 

głosem. 

– Nie. 
–  Dawno  temu  –  zaczął  wyjaśniać  –  kobiety  prały  w  wielkich  kotłach,  w 

których  gotowała  się  woda.  Wyjmowały  z  nich  bieliznę  długimi  kijami,  a  potem 
godzinami  czekały,  aŜ  ostygnie,  by  wycisnąć  z  niej  wodę.  Wówczas  jakiś 
męŜczyzna  wymyślił  wyŜymaczkę  –  dwa  wałki,  które  wyciskały  wodę.  Chciał 
pomóc kobietom. Jak wiesz, męŜczyźni litują się nad kobietami, chociaŜ te potrafią 
wycisnąć z nich wszystko jak wyŜymaczka. 

– Doprawdy? – zapytała. – Tak naprawdę to męŜczyźni wynaleźli wyŜymaczkę 

dopiero wtedy, gdy kobiety kazały im wykręcać bieliznę. 

–  Jesteś  bardzo  młoda,  ale  tak  wygadana,  Ŝe  całkiem  zapominam  o  twoim 

wieku. 

– To się nazywa „ogłada", jeśli mnie pamięć nie myli. 
– MęŜczyźni zawsze mieli problemy z kobietami – westchnął cięŜko Chad. 
Jo  popatrzyła  na  niego  z  uwagą.  Był  wspaniałym  człowiekiem.  Miał  duŜe 

poczucie  humoru.  Jaka  szkoda,  Ŝe  nie  mogła  dać  mu  dzieci.  Chad  ma  teraz 
trzydzieści  osiem  lat.  Musi  mieć  inną  Ŝonę.  śonę,  z  którą  mógłby  mieć  dzieci. 
Zaczęła  się  zastanawiać,  czy  moŜe  ona  nie  zna  takiej  kobiety.  Ale  po  dogłębnej 
analizie odrzucała jedną kandydatkę po drugiej. CzyŜby to była zazdrość? PrzecieŜ 
musi kogoś dla niego znaleźć. 

– O czym do licha tak intensywnie myślisz? – zapytał Chad. 
– Chcę ci zrobić niespodziankę! – uśmiechnęła się do niego. 
– Cudownie. 
–  Nie.  To  nie  o  to  chodzi.  To  coś  zupełnie  innego.  Ja  juŜ  z  ciebie 

zrezygnowałam. Mam swoje własne Ŝycie. 

– Poczekaj jeszcze dzień. PrzecieŜ nie ma pośpiechu. – powiedział. 
Nie  ma  pośpiechu?  Jak  on  moŜe  tak  mówić?  Na  co  ma  czekać?  PrzecieŜ  jej 

background image

jedynym majątkiem jest niezaleŜne Ŝycie. Musi bronić się przed Chadem. I odejść 
od niego.  Wkrótce. Ale  nie  zaraz.  Chad  jest  zbyt  wraŜliwy. Musi  go  nauczyć  Ŝyć 
bez swojej obecności. 

Zacznie od zaraz. Nie pójdzie z nim na górę jak potulna owieczka. 
–  Chyba  przejdę  się  trochę  –  rzekła.  –  Nie  wychodziłam  z  domu  przez  cały 

dzień. 

– Za późno juŜ na spacer – stwierdził Chad. 
– Ale ja mam ochotę się przejść. 
– Wiesz, Ŝe o tej porze jest niebezpiecznie spacerować. 
– W takim razie wyjdę tylko na podwórko pooddychać świeŜym powietrzem. 
– Pójdę z tobą. 
– AleŜ nie fatyguj się. Idź na górę i połóŜ się. JuŜ późno. Zatrzymałam cię zbyt 

długo. Nic mi nie będzie. 

Przyglądał  się  jej  bacznie,  zupełnie  nie  przekonany  o  słuszności  tego,  co  mu 

powiedziała. Na jego twarzy malował się upór. 

– No dobrze – powiedział. – Zapukam w szybę, kiedy wyjdę z łazienki. 
– Dobrze – uśmiechnęła się. 
– Dobranoc – dodał cicho. 
Uniosła twarz do pocałunku. Pocałował ją lekko i trochę zdawkowo. 
Odwrócił się w stronę schodów. 
Jo  podeszła  do  szafy  w  holu i  wybrała najcieplejsze  rzeczy  do  włoŜenia.  Była 

pewna, Ŝe w tym, co ma na sobie, będzie mogła wytrzymać największy mróz. 

Wyszła przez kuchenne drzwi i znalazła się na niewielkim podwórku. Na niebie 

jaśniał  księŜyc  i  miliony  mrugających  gwiazd.  Na  ich  tle  delikatnie  rysowały  się 
gałęzie drzew. 

Z jej ust wydobywały się obłoczki pary. 
Stała  i  rozglądała  się  wokół.  Było  juŜ  późno.  Odgłosy  miasta  tłumiła  noc  i 

puszysty  śnieg.  Wzięła  garść  białego  puchu,  ulepiła  śnieŜną  kulę  i  rzuciła  nią  w 
drzewo. 

Odwróciła się. Za nią stał.... 
– Chad? – zapytała. 
– To ja – odpowiedział. – Myślę, Ŝe powinniśmy zrobić bałwana. 
Roześmiała  się.  Wzięli  się do  roboty.  Pierwsza  kula  była  duŜa  i  krzywa,  ale  z 

pewnością moŜna było ją dostrzec z wnętrza domu. 

Postanowili  bardziej  się  postarać,  robiąc  drugą  i  trzecią  kulę.  Trzeba  było 

wszystko dokładnie zaplanować i choć trwało to dość długo, dobry humor ich nie 

background image

opuszczał. 

Chad znalazł kapelusz dla bałwana, a Jo ofiarowała mu swój szalik. I tak było 

jej gorąco. 

Przynieśli  marchew,  z  której  powstał  nos,  i  suszone  śliwki,  z  których  zrobili 

bałwankowi oczy i guziki. 

Kiedy skończyli, przyjrzeli mu się dokładnie i uznali go za arcydzieło. 
Wrócili do domu, zdjęli kurtki i buty. Potem poszli na górę, pozbyli się reszty 

odzieŜy i oddali się zupełnie innemu zajęciu. 

Gdzie Chad zdobył swe umiejętności? Skąd wiedział, jak pieścić jej rozpalone 

ciało? 

Czuła  ciepło  jego  oddechu.  DrŜała.  Z  półotwartych  ust  wydobywały  się 

westchnienia. 

CóŜ  za  cudowna  tortura!  I  takie  rozkoszne  chwile  odpoczynku.  Nie  powinien 

tego  robić.  Znowu  z  jej  ust  wyrwał  się  jęk  rozkoszy.  Osiągnęli  szczyt.  A  potem 
opadali powoli, leniwie. Nie obchodziło ich nic, co istniało wokół nich. 

Potem jeszcze długo szeptali i śmieli się, aŜ zmorzył ich sen. 
Ś

niło jej  się,  Ŝe  była  w  ciąŜy.  Ale nawet we  śnie  wiedziała, Ŝe  to niemoŜliwe, 

więc zaczęła płakać. 

– Co się stało? – zapytał Chad. 
– Nie wiem – skłamała. 
–  Pewnie  jesteś  głodna  i  przypomniały  ci  się  śliwki  na  tłustym  brzuszku 

bałwana. 

– Chyba tak – skinęła ze smutkiem głową. 
– Masz szczęście, Ŝe jestem tutaj i mogę cię obronić przed niebezpieczeństwem 

– powiedział z zadowoleniem w głosie i przytulił ją do siebie. 

Nigdy nie miała złych snów. Nigdy. Ale nie powiedziała mu tego. 
– Powinniśmy się pobrać – zaczął mówić Chad głosem pełnym miłości. 
Drgnęła zdziwiona. 
– Zaskoczyłem cię, prawda? – roześmiał się głośno. 
– Widzisz, jaki jestem sprytny? Tym razem nie będziesz się nudzić. 
– Nie nudziłam się. Ja po prostu czułam się samotna. 
– Odkąd tu wróciłaś, jestem z tobą – przypomniał jej. 
Nie mogła tego zbagatelizować. Chad musi w końcu zrozumieć, o co tu chodzi. 
–  Jestem  twoim  gościem,  więc  troszczysz  się  o  mnie  –  zaczęła  mówić 

łagodnym głosem. 

–  PrzecieŜ  moŜesz  tu  pracować,  korzystasz  z  mojego  komputera.  Nie  nudzisz 

background image

się i nie jesteś sama. Wszystko dobrze się układa. 

Na razie, pomyślała. Ale nie powiedziała tego głośno. 
– To tylko wizyta. Nie myślę o powtórnym małŜeństwie – stwierdziła po chwili 

zastanowienia. 

–  Poczekamy  z decyzjami  jeszcze trochę  –  powiedział uspokajającym  tonem  i 

przytulił ją do siebie. 

Jo milczała. 
 
W  piątek  wieczorem  poszli  na  oficjalne  przyjęcie,  na  które  tak  uprzejmie 

zaproszono Jo. Nie miała chęci na nie iść. Ale w końcu kupiła elegancką sukienkę 
w kolorze mandarynki. Dobrała do niej proste sandałki na wysokich obcasach. 

Chad  wyglądał  oszałamiająco  w  smokingu.  Na  pewno  nie  było  kobiety,  która 

nie zapragnęłaby go uwieść. 

Pewnie  jak  zwykle  wszystkie  panie  zbiorą  się  wokół  niego  i  będą  starały  się 

zwrócić na siebie jego uwagę; będą go dotykać, śmiać się i głośno mówić. 

Czy to są moje myśli, zastanowiła się w pewnym momencie. Jeśli tak, to jest po 

prostu zaborcza i zazdrosna. A przecieŜ są rozwiedzeni. 

Chwyciła  się tej  myśli jak ostatniej deski  ratunku.  PrzecieŜ nie  jest  jego Ŝoną. 

JuŜ nie. Jest tylko jego gościem. Nie ma prawa okazywać zazdrości. 

Zazdrosna. 
Jest zazdrosna? 
A  moŜe  to  była  przyczyna  wszystkiego?  Nie  nieobecność  Chada,  lecz  jej 

zazdrość,  Ŝe  jego  uwaga  nie  koncentruje  się  tylko  na  niej?  CzyŜby  była  taka 
głupia? 

MoŜe! 
Jeśli  tak  się  działo,  to  tylko  dlatego,  Ŝe  była  wtedy  taka  młoda.  Teraz  jest  juŜ 

mądrzejsza i potrafi pogodzić się z faktem, Ŝe Chad podoba się innym kobietom. 

Porozmawia  z  nimi,  pozna  ich  męŜów.  Dość  długo  jest  sama  i  potrafi  temu 

sprostać. Musi teŜ pamiętać, by rozmawiać z wszystkimi. 

Przynajmniej spróbuje. 
W  ciągu  ostatnich  czterech  lat  w  Chicago  bywała  tylko  na  słuŜbowych 

przyjęciach.  Ludzie  byli  tam  sobie  zupełnie  obcy,  ale  chcieli  się  poznać, 
porozmawiać i poflirtować. 

Nie  pamiętała,  Ŝeby  tak  było  na  przyjęciach,  na  które  miała  wątpliwą 

przyjemność chodzić w czasie trwania ich małŜeństwa. MoŜe była w tym jej wina, 
moŜe nie umiała słuchać, co mówią inni. W Chicago nauczyła się bardzo duŜo. 

background image

Z pewnością poradzi sobie tego wieczoru. 
Elsie poŜyczyła jej długi aksamitny płaszcz z miękką mufką. 
Chad  musiał  odpowiedzieć  na  wiele  pytań,  a  przede  wszystkim  na 

najwaŜniejsze: kto będzie na przyjęciu. 

Zorientowała się, Ŝe nie spotka tam wielu wykładowców, i obawiała się, Ŝe nie 

będzie miała z kim rozmawiać. 

Przypomniała  sobie  kilku  starszych  panów,  którzy  zawsze  gawędzili  o  tak 

nieciekawych  rzeczach,  Ŝe  zanudzali  wszystkich,  a  szczególnie  osoby  spoza  ich 
kręgu, takie jak ona. 

Zresztą i tak ten wieczór kiedyś musi się skończyć. 
Czas szybko płynie, pocieszała się. 
W końcu poszli na to przyjęcie. Znowu spadł śnieg i pokrył na nowo chodniki 

białym  puchem.  Chad  przeniósł  Jo  od  samochodu  do  drzwi  wejściowych.  Po 
drodze  nawet  zatrzymał  się,  by  przywitać  znajomych.  Wszystkie  kobiety  patrzyły 
na  niego  zdziwione  tym,  Ŝe  tak  swobodnie  rozmawiał  ze  znajomymi,  cały  czas 
trzymając Jo w ramionach. 

MęŜczyźni  zwrócili  uwagę  na  Jo.  Nie  była  wcale  z  tego  zadowolona. 

Interesowali się nią nie dlatego, Ŝe jest inteligentna, ale dlatego, iŜ jest młoda, ładna 
i w dodatku jej były mąŜ nosi ją na rękach. 

MęŜczyznom  podobają  się  kobiety,  które  naleŜą  do  kogoś  innego,  szczególnie 

jeśli ten ktoś formalnie nie ma juŜ do nich Ŝadnego prawa. 

W  ten  sposób  Jo  spędziła  cały  wieczór,  starając  się  rozmawiać  z  paniami,  w 

czym  ustawicznie  przeszkadzali  jej  panowie.  Chad  obserwował  ją  z  uwagą  i  od 
czasu do czasu przeszkadzał jej kolejnym wielbicielom. 

Jo była na niego wściekła. UwaŜała, Ŝe doskonale potrafi poradzić sobie sama. 

Nie potrzebowała wcale jego pomocy. 

 
Właściwie  przyjęcie  było  dość  udane.  Jo  była  zadowolona  z  siebie  i  nawet 

dobrze się bawiła. 

Kilka  pań  przyłączyło  się  do  niej.  Były  bardzo  sympatyczne,  nie  wywyŜszały 

się  i  traktowały  Jo  z  szacunkiem.  Zręcznie  unikały  wszelkich  uwag  na  temat  jej 
sytuacji. 

Jak  miło  było  cieszyć  się  towarzystwem  męŜczyzn,  którzy  szanują  kobietę  i 

traktują ją jak równą sobie. Znała juŜ to uczucie z Chicago. 

W  dodatku  nie  była  juŜ  Ŝoną  Chada  i  cokolwiek  zrobiłaby,  na  pewno  nikt  by 

tego nie komentował. 

background image

Atmosfera  na  uniwersytecie była  zawsze  przyjazna, aprobowano rzeczy nowe. 

Dlatego teŜ sytuacja Chada i Jo nie wywoływała Ŝadnych uwag. 

A  dawni  znajomi?  Część  starszej  generacji  miała  pewne  uprzedzenia,  ale  z 

czasem i one miną. 

ś

ycie jest ciągłą walką, dzięki wyzwaniom staje się ciekawsze. 

Kiedy  wieczór  się  skończył,  warstwa  śniegu  na  chodnikach  była  jeszcze 

grubsza,  więc  Chad  zaniósł  Jo  do  samochodu.  Pojechali  do  restauracji  „U 
Normana",  gdzie  spotkali  część  gości  z  przyjęcia  i  w  miłym  towarzystwie  zjedli 
kolację. 

 
Wrócili do domu późno, senni od nadmiaru dobrego jedzenia. 
Chad wniósł Jo do domu. 
–  Jesteś  mi  coś  dłuŜna  –  powiedział.  –  Teraz  odstawię  samochód,  a  potem 

uzgodnimy, w jaki sposób mi się odwdzięczysz. 

– Spróbuję zgadnąć. 
 
Potem leŜeli obok siebie rozleniwieni. 
– Próbujesz odrobić te wszystkie lata, które minęły od naszego rozwodu? 
–  Chcę,  Ŝebyś  uwierzyła  w  moje  ogromne  moŜliwości.  –  Ziewnął.  –  Pewnego 

dnia stanę się leniwy i ospały. Ale w tej chwili musisz uwierzyć, Ŝe jestem pełnym 
werwy facetem. 

– Nie mogę sobie przypomnieć, czy przedtem teŜ taki byłeś – roześmiała się Jo. 
–  Oczywiście,  Ŝe  tak.  Tylko  starałem  się  bardziej  uwaŜać  na  ciebie  – 

odpowiedział. 

–  Teraz  juŜ  wszystko  rozumiem  –  stwierdziła  i  roześmiała  się  jak  szczęśliwa 

kobieta. 

 
Dni  mijały,  a  Jo  była  ciągle  u  Chada.  DuŜo  pracowała,  pomagała  klientom 

rozwiązywać  problemy  z  ich  programami  komputerowymi  i  szło  jej  to  bardzo 
dobrze. 

Chad  trochę  rzadziej  bywał  w  domu.  Jo  była  tak  zajęta,  Ŝe  nawet  tego  nie 

zauwaŜała. MoŜe teŜ nie potrzebowała juŜ jego ciągłej obecności. 

Wracał więc powoli do starych przyzwyczajeń i był prawie zupełnie pewien, Ŝe 

Jo się z tym pogodzi. 

Ś

nieg  topniał,  zaczęły  wiać  cieplejsze  wiatry.  Samotny  bałwan  stał  na 

podwórzu.  Przyszedł  luty.  Przyjaciele  Jo  z  Chicago  zaczęli  się  niecierpliwić. 

background image

Kolejny  raz  wysłała  pieniądze  na  opłacenie  mieszkania  i  kupiła  sobie  nowe 
ubrania. 

Co ja tu robię? Dlaczego opóźniam wyjazd? zastanawiała się. 
Dlaczego  po  prostu  nie  wsiądę  do  pociągu  i  nie  pojadę  do  Chicago?  Tak 

zwyczajnie. Dlaczego ciągle jeszcze jestem z Chadem? 

I wtedy, któregoś dnia, dostała ten list. Anonim oczywiście. Takie listy zawsze 

są anonimowe. 

Moja droga! 
UwaŜam,  Ŝe  nie  powinnaś  dłuŜej  mieszkać  z  Chadem.  Nie  jesteście  juŜ 

małŜeństwem. 

Twoje zachowanie nie stanowi dobrego przykładu dla młodzieŜy. 
Zrozum, 
Ŝe ja cię nie oceniam. MyśląŜe powinnaś rozwaŜyć, jaki wpływ masz 

na innych. 

ś

yczliwy przyjaciel. 

Nie  mogła pokazać  tego  listu Chadowi.  Spaliła  go  w  kominku,  nie  w  porywie 

złości, lecz by być pewną, Ŝe Chad go nie zobaczy i nie stanie w jej obronie. Nie 
mogła na to pozwolić. 

Fakt, nie mogła zaprzeczyć, Ŝe autor listu ma rację. Nie podobało się jej jednak, 

Ŝ

e ten człowiek się nie ujawnił. Czy była nim kobieta, czy męŜczyzna? Ciekawiło 

ją to bardzo. 

Autor  anonimu  miał  rację.  Ludzie  powinni  zachowywać  się  stosownie  do 

obowiązujących norm. Narzucić sobie pewną dyscyplinę. Złe zachowanie zachęca 
innych do naśladownictwa. Anonimowy autor listu trafił w samo sedno. 

Dziwne,  Ŝe  właśnie  to,  iŜ  nie  znała  autora  anonimu,  a  nie  sama  treść  listu 

denerwowała Jo najbardziej. 

Zresztą... 
Czy rzeczywiście było to waŜne, kto powiedział jej prawdę? 
» 
 

background image

Rozdział 8 

 
List  wywołał  u  Jo  niepokój.  Do  tej  pory  nie  odczuwała  wstydu,  Ŝyjąc  tak 

otwarcie z Chadem, i nie przypuszczała, Ŝe ktoś, oprócz rodziców, interesuje się jej 
Ŝ

yciem. 

Musiała przyznać, Ŝe nie byliby zadowoleni wiedząc, Ŝe znowu jest z Chadem. 

Lubili  go  i  z  pewnością  pomyślą,  Ŝe  wykorzystuje  go  niepotrzebnie  i 
bezproduktywnie. 

Bezproduktywna. 
Taka właśnie jest. 
Nie jest jego Ŝoną. I to ona odeszła od niego i Ŝądała rozwodu. 
Stała się bardziej milcząca, ale Chad tego nie zauwaŜył, bo nigdy nie była zbyt 

gadatliwa.  Nigdy  z  własnej  inicjatywy  nie  zaczynała  rozmowy.  Odpowiadała  na 
jego pytania i czasami nakłaniała go do zmiany powziętych przez niego decyzji. 

I  to  mu  się  bardzo  podobało,  bo  zmuszało  go  do  głębszego  zastanowienia  się 

nad wieloma sprawami, by znaleźć kontrargumenty. 

Zresztą zawsze była dość niezaleŜna i uparta. 
Po otrzymaniu tego listu zaczęła powoli ograniczać kontakty z Chadem. Coraz 

więcej  czasu  spędzała  przy  komputerze,  skontaktowała  się  z  przyjaciółmi  w 
Chicago, częściej wychodziła z domu, spacerowała wzdłuŜ kanału, karmiła kaczki i 
rozmyślała. 

Nawet nie zauwaŜyła, kiedy bałwan się rozpuścił. Przyniosła do domu kapelusz 

Chada i swój szalik. Tylko to ocalało. 

Tak  jak  przed  laty,  Chad  niczego  nie  zauwaŜał.  Jadali  razem  kolacje,  spali 

razem,  rozmawiali,  ale  nie  powiedziała  mu  o  swoich  problemach,  a  on  był  tak 
zajęty pracą, Ŝe nie zwracał na nic uwagi. 

Czuł się bezpieczny. Cieszył się, Ŝe Jo jest z nim, więc nie zauwaŜył jej smutku. 
MoŜe przyczyną tego było to, Ŝe przed laty zachowywała się tak samo? 
List wzbudził w Jo wyrzuty sumienia. Mimo to opóźniała wyjazd. ChociaŜ nie 

miała zamiaru zostać z Chadem, nie potrafiła podjąć decyzji. 

Musi wyjechać. 
Nawet  pracą  nie  mogła  zagłuszyć  głosu  sumienia.  W  dodatku  ta  świadomość, 

Ŝ

e wystarczył jeden list, aby wszystko zmienić, była dla niej nie do zniesienia. 

Kiedy człowiek jest dorosły, uwaŜa, Ŝe panuje nad wszystkim. Czy to prawda, 

pytała własnego sumienia. 

background image

Jo  była  zła.  Zła  na  siebie,  bo  nie  wiedziała,  co  ma  robić.  Poza  tym  nie  mogła 

zrozumieć,  jak  to  jest,  Ŝe  jedna  część  jej  osobowości  cieszy  się  na  myśl  o 
wyjeździe, podczas gdy druga cierpi. 

CzyŜby rzeczywiście cierpiała? 
Tak. 
Dlaczego? 
Bo  znajdowała  się  w  miejscu,  gdzie  nie  powinna  być.  Nie  wolno  jej  było  tu 

wracać. Nie powinna ulegać pokusie. JuŜ na lotnisku w Dallas trzeba było uciec od 
Chada. 

Tak, właśnie to trzeba było zrobić. 
Mogła  iść  z  nim  na  kawę  i  pogawędzić  chwilę,  ale  nie  ulegać  pragnieniu 

wspólnego wyjazdu. 

Dlaczego poszła z nim do hotelu? Dlaczego chciała być z nim i mieć go tylko 

dla siebie? Pytania, setki pytań przemykały przez jej skołataną głowę. 

Spóźnione wyrzuty sumienia? Na to wyglądało. 
A Chad? Co będzie z Chadem? 
Co uzyskała przez ten czas? 
Wykorzystywała  przecieŜ  człowieka,  którego  kiedyś  '  rzuciła.  Zaczęła  się 

wstydzić swojego zachowania. 

Musi to przyznać. Nie była dobra dla Chada. Kochał ją i zaufał jej. On się nie 

zmienił. 

Jo nie kochała go... wystarczająco. 
Nie  miała  Ŝadnego  wpływu  na  jego  Ŝycie.  Nie  mogła  mu  nic  ofiarować. 

Najlepiej zrobi, jeśli wyjedzie. 

 
Chad wrócił do domu wcześniej. Ten dzień dokładnie zaplanował. Dla Jo i dla 

siebie. Spędzą go razem i następny równieŜ. 

Ale dom był pusty. Jo odeszła. 
Na poduszce leŜał list. 
„PoŜegnania są okropne. Bardzo miło było spotkać cię znowu i być z tobą. Ale 

kontynuowanie tego nie ma sensu. Jesteś wspaniałym człowiekiem i błyskotliwym 
nauczycielem. 

Najlepsze Ŝyczenia. Twoja na zawsze, Jo". 
Nie  dopisała  nazwiska.  Chad  chyba  nie  będzie  miał  wątpliwości,  od  której  Jo 

ten list otrzymał. 

Chad był oszołomiony. To była szokująca niespodzianka. Wraz z upływem dni 

background image

uspokajał się i nabierał pewności, Ŝe Jo zostanie. 

Jęknął.  Czuł  łzy  pod  powiekami,  a  serce  rozrywał  mu  straszny  ból.  Nie  mógł 

uwierzyć, iŜ zrobiła to znowu. śe go porzuciła. 

Co ma teraz robić? 
Nie wyobraŜał sobie Ŝycia bez niej. 
 
W  pociągu  do  Chicago  towarzyszył  Jo  jakiś  komiwojaŜer.  Przez  całą  drogę 

opowiadał  jej,  jak  źle  się  czuje  w  samolotach  i  jak  nieprzyjemne  są  samotne 
podróŜe samochodem. 

Jo  od  czasu  do  czasu  odzywała  się  do  niego,  ale  nawet  nie  słyszała  tego,  co 

mówił jej towarzysz. CzyŜby to była depresja? Czuła, Ŝe dopiero teraz ostatecznie 
zniszczyła swoje małŜeństwo. Ale nie czuła się wolna, lecz samotna. 

Zagubiona. 
Nigdy nie Ŝałowała, Ŝe rozwiodła się z Chadem przed czterema laty. Nie miała 

na  to  czasu.  Cały  smutek  po  prostu  odsunęła  od  siebie,  jakby  odkładała  go  na 
półkę. 

Te ostatnie dni! PrzecieŜ to cały miesiąc! AŜ miesiąc, czy tylko miesiąc? 
Dlaczego  tak uczepiła  się  tego  męŜczyzny?  Jak  on  się  teraz  czuje,  gdy  znowu 

go opuściła? 

Postąpiła egoistycznie i bezwzględnie. 
 
Jo poprosiła bagaŜowego, aby znalazł jej taksówkę. Jakiś męŜczyzna pomógł jej 

załadować  bagaŜe  do  samochodu,  a  poniewaŜ  jechał  w  tym  samym  kierunku, 
zabrał się razem z nią. 

Kiedy  zajechali  pod  dom  w  Lincoln  Park,  kierowca  zaniósł  jej  rzeczy  pod 

drzwi. Okazało się, Ŝe nieznajomy towarzysz podróŜy zapłacił za taksówkę. 

Weszła  do  domu.  Była  rada,  Ŝe  w  jej  mieszkaniu  jest  dodatkowa  sypialnia. 

Umieściła  w  niej  wszystkie  nowe,  kupione  w  ciągu  ostatniego  miesiąca,  rzeczy. 
Nie chciała ich nosić w Chicago, ale nie potrafiła niczego wyrzucić. 

Dom Jo znajdował się w zamkniętej dzielnicy, stał przy prywatnej, brukowanej 

ulicy  w  szeregu  podobnych  rezydencji  otoczonych  metalowymi,  kutymi 
ogrodzeniami. U wlotu ulicy czuwali ochroniarze. 

Nawet  nowe  budynki  zaprojektowane  były  w  stylu  z  przełomu  stulecia.  Okno 

salonu Jo wychodziło na mały ogródek. Z klatki schodowej na piętrze moŜna było 
obejrzeć go w całej okazałości. 

Jo miała duŜy telewizor, wideo i wieŜę. W domu była klimatyzacja i centralne 

background image

ogrzewanie,  kominek  i  parkiet.  W  salonie  na  podłodze  leŜał  piękny  dywan  w 
orientalnym stylu, który Jo bardzo lubiła. 

Ostatnio  w  prasie  zaczęły  się  pojawiać  artykuły  nawołujące  do  zburzenia  tej 

dzielnicy i wybudowania w owym miejscu eleganckich rezydencji. 

Jo nie kupowała gazet, nie chciała się denerwować. 
Nie miała samochodu, wszędzie jeździła taksówkami. 
Popierała ruch skautów. 
Chodziła  na  randki,  spotykała  się  z  przyjaciółkami.  Rzadko  robiła  zakupy,  a 

jeśli juŜ coś kupowała, to były to gotowe potrawy. 

Chicago oferuje nieskończone moŜliwości doskonałej rozrywki. Jo korzystała z 

tego w kaŜdej wolnej chwili. Występy zespołów, kino, teatr, wystawy – wszystko 
to ją pociągało. 

Miała  chłopaka,  który  pracował  jako  makler.  Nazywał  się  John  Shaw.  Był 

bardzo powaŜnym człowiekiem, ale lubił się bawić. Akceptował teŜ przyjaciół Jo. 

John  kupił  sobie  ostatnio  nowy  samochód.  Nie  chciał,  tak  jak  wszyscy,  mieć 

BMW,  więc  wybrał  jakąś  markę  japońską.  Widać  było,  Ŝe  jest  człowiekiem 
sukcesu i dobrze mu się powodzi. 

Jo zatelefonowała do niego zaraz po powrocie. 
–  Chciałem  juŜ  jechać  do  Indianapolis,  Ŝeby  cię  odnaleźć.  Wiadomości  od 

ciebie były zbyt lakoniczne. Strasznie się cieszę, Ŝe juŜ wróciłaś. Będę u ciebie za 
dwadzieścia minut – powiedział John jednym tchem. 

To było coś nowego. John nigdy nie wychodził z biura przed piątą. 
Jo wcale nie była pewna, czy pragnie się z nim zobaczyć. Chciała odpocząć. 
Ale John odłoŜył juŜ słuchawkę. 
Dom  Jo  był  miły  i  dobrze  utrzymany.  Sprzątaczka  przychodziła  równieŜ 

podczas jej nieobecności. 

Zadzwoniła do biura i zawiadomiła o swoim przyjeździe. Sandra skontaktowała 

się z nią natychmiast. 

– Cześć. Masz ołówek? 
Podała  jej  nazwiska  pięciu  klientów  i  jeszcze  dodatkowo  jednego,  który 

pomocy potrzebował natychmiast. 

Jo  zadzwoniła  do  wszystkich  i  ustaliła  terminy  spotkań.  Potem  uruchomiła 

komputer  i  połączyła  się  z  ostatnim  klientem,  którego  z  łatwością  przeprowadziła 
przez labirynt programu. W końcu sam się dziwił, Ŝe nie potrafił sobie poradzić z 
czymś tak prostym. 

Weszła  na  górę  i  przez  chwilę  stała,  patrząc  na  pokój.  Nie  czuła  radości  z 

background image

powrotu  do  domu  i  nawet  nie  miała  chęci  rozpakować  pozostałych  rzeczy.  Czuła 
się jak zawieszona w próŜni. Gdzieś w oddali usłyszała warkot samochodu Johna. 
Nadal  nie  była  pewna,  czy  chce  go  widzieć.  Jeszcze  nie  teraz.  Powinna  chyba  na 
nowo przyzwyczaić się do samotności. 

Jednego  była  pewna.  Ona  i  Chad  to  juŜ  historia.  Odwróci  się  od  przeszłości  i 

zacznie Ŝycie na nowo. Nie powinna była jeździć z nim po Teksasie, nie wolno jej 
było mieszkać z nim znowu... 

John zadzwonił do drzwi, więc zeszła na dół. Nigdy przedtem  nie musiał tego 

robić. Zawsze witała go w otwartych drzwiach, kiedy zajeŜdŜał pod dom. 

John był młodszy od Chada. Miał dopiero trzydzieści lat. 
– No wiesz! – powiedział i uśmiechnął się. – Bałem się, Ŝe juŜ nie wrócisz. Ale 

Beth powiedziała, Ŝe przyjedziesz, bo zostawiłaś swoje ubrania. 

– Witaj – uśmiechnęła się do niego, ale cofnęła się, gdy chciał ją objąć. 
Udał, Ŝe niczego nie zauwaŜa. 
–  Musisz  być  zmęczona  –  powiedział.  –  Chciałbym  cię  uściskać  i  powitać  w 

cywilizowanym świecie. Czy Teksas cię nie rozczarował? 

– Raczej nie. 
– Co mi przywiozłaś? 
– Dopiero teraz przypomniała sobie, Ŝe kupiła mu prezent przed spotkaniem z 

Chadem. Z pewnością ma go jeszcze w torbie. 

– Jeszcze się nie rozpakowałam. Musisz poczekać – uśmiechnęła się do niego. 
– Na prezent mogę poczekać. Ale nie mogę doczekać się ciebie. Bardzo za tobą 

tęskniłem – powiedział cicho i przytulił ją do siebie. 

Jak  dziwnie  brzmiały  te  słowa  w  ustach  męŜczyzny,  którego  znała  dość 

powierzchownie. Nie chciała Ŝadnych komplikacji. Nie teraz. 

– Nie teraz – powtórzyła głośno. 
– A potem? – zapytał. 
Roześmiała się i uwolniła z jego objęć. 
– Czy dziś spokój na giełdzie, Ŝe wyszedłeś? – zmieniła błyskawicznie temat. 
John z zaskoczeniem pokręcił głową, a Jo pomyślała, Ŝe nie powinna mu mieć 

za złe tego, Ŝe poświęca jej swój czas. 

PrzecieŜ miała wielkie pretensje do Chada o zupełnie odmienne postępowanie. 
Poszła do małej kuchenki i nastawiła wodę na kawę. 
John  ruszył  za  nią.  Po  drodze  zdjął  marynarkę  i  rozluźnił  krawat.  Zaczął  ją 

zapewniać, Ŝe jest fachowcem, jeśli chodzi o rozpakowywanie rzeczy. 

–  Zaniosę  twój  bagaŜ  na  górę.  A  potem  opowiesz  mi  o  swoich  przygodach. 

background image

Dlaczego nie było cię tak długo? 

Zapisałaś się na jakieś kursy? 
– Coś w tym rodzaju – odparła z niechęcią. Patrzył na nią. Był taki szczęśliwy, 

Ŝ

e są razem. 

– Przyjechałem, by ochronić cię przed przyjaciółmi, – którzy denerwowali się z 

powodu twojej nieobecności. Brakowało nam ciebie. Uśmiechnęła się lekko. 

– Jesteś bardzo zmęczona – stwierdził John, obserwując ją bacznie. 
– Chyba tak – odpowiedziała po chwili zastanowienia. 
John spowaŜniał. 
– Dobrze się czujesz? – zapytał z niepokojem. 
Jo zrozumiała, Ŝe nie jest przygotowana na to, by być obiektem troski Johna. 
– Jestem po prostu zmęczona – powtórzyła. 
– Nie rób kawy. Zaniosę twoje rzeczy na górę. O ile znam twojego szefa, to juŜ 

przesłał ci kilku klientów, którzy potrzebują twojej pomocy. 

– Masz rację – Jo skinęła głową. 
John nie spuszczał z niej oczu. 
– Chyba się czujesz zagubiona. Pomogę ci wszystko zorganizować. – Wskazał 

na  torby.  –  Czy  zanieść  je  na  górę?  Masz  o  wiele  większy  bagaŜ  niŜ  przy 
wyjeździe. 

Ale Jo myślała właśnie o podróŜy do Meksyku, z Chadem. 
– Tak – rzekła z roztargnieniem. 
– Jesteś naprawdę zmęczona. Zaraz ułoŜymy cię do snu. 
– Nie. Muszę popracować. 
–  CóŜ...  – zawahał  się. –  MoŜe  zamówię kolację. Zjemy  coś razem  i  połoŜysz 

się wcześniej spać. 

– Dobrze. – Machinalnie zgadzała się na wszystko. 
– Tak się cieszę, Ŝe wróciłaś. Ja... my wszyscy tęskniliśmy za tobą. 
– John był bardzo wraŜliwym człowiekiem. Wyczuł jej rezerwę. 
–  Wiesz,  muszę  chyba  zatelefonować  do dziewczyn.  Sylwia  i Janet obraŜą  się 

na mnie – powiedziała nagle. 

– W takim razie ja skontaktuję się z Tedem i Robem. Wszyscy spotkamy się u 

ciebie. 

– Wspaniale. 
Nie była to rozmowa, której oczekiwał. Był rozczarowany zachowaniem się Jo. 
Ujęła  go  pod  ramię  i  poprowadziła  w  stronę  drzwi.  Chciała,  Ŝeby  juŜ  sobie 

poszedł. 

background image

Ale John wziął torby i zaczął wchodzić po schodach. 
– Gdzie mam je zanieść? 
– Do pokoju w końcu korytarza. Pamiętaj, wróć na kolację. 
– Dobrze. Czy mam przywieźć dziewczyny? 
–  Wspaniale.  Nie  będą  musiały  brać  taksówki.  Zadzwonię  do  nich  teraz,  Ŝeby 

się upewnić, czy przyjdą. 

John  przysłuchiwał  się  rozmowie.  I  Sylwia,  i  Janet  chętnie  przyjęły 

zaproszenie, choć najpierw skrzyczały ją za tak długą nieobecność. Powiedziała im 
teŜ o propozycji Johna. 

John czekał na nią w salonie. Musiała się przebrać, a on postanowił zawieźć ją 

do pierwszego klienta. 

Chciał poczekać na nią przed jego domem, ale nie zgodziła się na to. 
– Spotkamy się u mnie. Masz tu klucz, gdybym się spóźniała. 
Na nieszczęście, jej ostatnie słowa na nowo rozbudziły w nim nadzieję. 
Wyszedł  z  biura  wcześniej,  więc  postanowił  nie  wracać  do  pracy,  tylko  do 

mieszkania Jo, i zrobić jej niespodziankę. 

PoniewaŜ  w  jadalni  Jo  urządziła  sobie  biuro,  John  nakrył  stół  w  rogu  salonu. 

Sprawdził,  czy  jest  lód  w  lodówce.  Poszedł  do  kwiaciarni  i  kupił  dwa  bukiety 
kwiatów. Mniejszy postawił na stole, a drugi w rogu salonu. 

Był naprawdę szczęśliwy, Ŝe pozwoliła mu gospodarzyć w swoim domu. 
Zatelefonował do Teda i Roba, którzy, jak wszyscy męŜczyźni, woleli przyjąć 

zaproszenie  na  kolację,  niŜ  samemu  ją  przygotowywać.  Potem  poprosił  Sylwię  i 
Janet,  aby  jednak  przyjechały  taksówką.  Chciał  poczekać  na  Jo,  Ŝeby  nie  wracała 
do pustego mieszkania. 

 
Kiedy  Jo  wróciła,  John  oglądał  telewizję.  Wybiegł  szybko,  ale  juŜ  zdąŜyła 

zapłacić taksówkarzowi. Weszli razem do domu i John czuł się wspaniale, będąc z 
Jo, choć zdawał sobie sprawę, Ŝe zaraz pojawią się goście. 

– Nie podziękujesz mi za to, Ŝe nakryłem za ciebie do stołu? – zapytał. 
Dopiero teraz zauwaŜyła, ile włoŜył w to wysiłku. 
– Jakie cudowne kwiaty! – zawołała. – Wspaniale jest patrzeć na nie w środku 

zimy. 

– To na twoje powitanie. Bardzo za tobą tęskniliśmy. Szczególnie ja. 
Uśmiechnęła się do niego. 
– Witaj z powrotem w domu – powiedział szeptem. 
Nie  była  pewna,  czy  chce  go  pocałować,  więc  cofnęła  się  krok  i  złoŜyła  mu 

background image

niski ukłon. 

– Dziękuję ci, szlachetny człowieku. 
Podszedł do niej i objął ją. Patrzył na nią z bliska i gładził po jasnych włosach. 
– Tęskniłem – powtórzył po raz kolejny. – Przysłałaś mi tylko jedną kartkę. – 

W jego głosie brzmiała pretensja. – Co cię zatrzymało? 

– Pojechałam do Indianapolis, Ŝeby odwiedzić starych przyjaciół. Ukończyłam 

tamtejszy  uniwersytet. Mam  tam  przyjaciółkę Elsie  –  wyjaśniła  mu,  myśląc przez 
cały czas o Chadzie. 

ZauwaŜył, Ŝe posmutniała. 
– Wszystko w porządku? – zapytał ostroŜnie. 
Nie rozumiał, skąd taka reakcja. 
– Oczywiście – zapewniła go. Ale Johna ciągle dręczył niepokój. 
Pojawili się goście. Wszyscy dobrze się znali i lubili. Ted, Rob, Sylwia i Janet 

przyprowadzili  jeszcze  kilka  innych  osób  i  zamówili  jedzenie  w  chińskiej 
restauracji.  Na  stole  stały  róŜnorodne  naczynia,  a  poniewaŜ  było  za  mało  krzeseł, 
goście musieli siedzieć po dwie osoby na jednym. Tylko bukiety były eleganckie i 
wspaniałe. Wszyscy doskonale się bawili. 

Jo  musiała  przyznać,  Ŝe  nie  spodziewała  się  tak  miłego  powitania.  Czuła,  Ŝe 

naprawdę jest wśród przyjaciół. 

John zamierzał zostać dłuŜej niŜ inni, ale spostrzegł ślady zmęczenia na twarzy 

Jo. Uściskał ją jak pozostali goście i odjechał, zabierając ze sobą parę osób. Reszta 
pojechała taksówkami. 

 
Jo nie rozpakowała rzeczy. Była tak zmęczona, Ŝe ledwo weszła po schodach na 

górę.  Cieszyła  się,  Ŝe  zobaczyła  wszystkich  przyjaciół.  Przynajmniej  nie  miała 
czasu myśleć o... nim. 

I o tym, Ŝe nie będzie juŜ spać u jego boku. śe znowu będzie sama. 
Zanim ponownie spotkała Chada, przyzwyczaiła się do samotnych nocy. Kiedy 

z nim była, nie myślała o tym, co będzie później. Teraz będzie musiała nauczyć się 
samotności na nowo. 

Samotność. 
Nie  powinna  tak  myśleć.  Ma  tylu  przyjaciół,  prawdziwych  przyjaciół,  John 

mógłby zostać jej kochankiem. 

To dobry człowiek, niemal doskonały. 
Więc dlaczego ciągle wracała myślami do Chada? 
 

background image

Nie  zna jej  adresu  ani  numeru  telefonu.  Był tak pewien,  Ŝe  zostanie  z nim,  Ŝe 

nawet o to nie zapytał. 

MoŜe  po  prostu  nie  chciał  przyjąć  do  wiadomości  tego,  Ŝe  mogłaby  kiedyś 

odejść. I nie dopuszczał do siebie myśli, Ŝe ma gdzieś własny dom... jakiś adres. 

Było jeszcze stosunkowo wcześnie, gdy zatelefonowała do Elsie. 
–  Pamiętaj,  Ŝebyś  mu  nie  mówiła,  gdzie  mieszkam,  ani  jak  moŜna  się  ze  mną 

skontaktować – powiedziała przyjaciółce. 

–  Do  diabła!  –  usłyszała  w  odpowiedzi  zaspany  głos,  a  potem  przyjaciółka 

odłoŜyła słuchawkę. 

 
Jo wzięła długi, gorący prysznic. Stała w kłębach pary i myślała o tym, Ŝe przez 

cztery lata doskonale dawała sobie radę, dopóki nie spotkała go w Teksasie. 

Jego? Dlaczego w myślach nazywa Chada: „on"? 
Z przeraŜeniem stwierdziła, Ŝe nikt inny dla niej nie istnieje. Liczy się tylko on, 

jej były mąŜ. Jej wszystkie myśli krąŜyły bezustannie wokół Chada Wilkinsa. 

 
Z  biegiem  dni  Jo  powoli  odzyskiwała  spokój  ducha.  Chwilami  smutek 

powracał, ale nikt tego nie zauwaŜał, bo nigdy nie była duszą towarzystwa. 

John traktował ją, jakby była zrobiona z kruchej porcelany. Jo patrzyła na niego 

ze smutkiem. Nie był jej męŜem... jej byłym  męŜem. Ale zjawiał się zawsze, gdy 
tego  chciała,  i  był  taki  miły.  Niezwykle  troskliwy.  I  do  smutku  z  powodu  Chada 
doszedł Ŝal, Ŝe musi porzucić Johna. 

– Co, do licha, dzieje się z tobą? – pytała Beth. – Byłaś u lekarza? Schudłaś! 
– Przestań. 
Nawet John to zauwaŜył. 
– Czy ty w ogóle coś jesz? – dopytywał się. – Wyglądasz jak... 
– .. . chudzielec – podpowiedziała ze złością. 
– Nie tak chciałem cię nazwać – zaprotestował John. 
ZauwaŜyła smutek w jego głosie. 
– Co się dzieje? Jak mogę ci pomóc? – dopytywał się. 
Musiała  być  uczciwa  wobec  niego.  ;  –  Nie  pasuję  do  ciebie.  Powinieneś 

rozejrzeć się za inną. 

– Jesteśmy przyjaciółmi – powiedział John po chwili wahania. – A przyjaciele 

troszczą się o siebie. To przecieŜ oczywiste. 

JakiŜ to wspaniały, opiekuńczy męŜczyzna. Nie chciał sprawiać jej przykrości, 

zanudzać swoimi sprawami. Był po prostu przy niej i starał sieją chronić. 

background image

Właściwie  wszystko  doskonale  się  układało.  Pracowała  i  jak  zwykle  niosła 

pomoc nieszczęsnym ofiarom komputera. 

Przyjaciele  dbali  o  nią  i  jej  nastrój.  Zapraszali  ją  na  wszystkie  imprezy,  jakie 

urządzali.  PrzyjeŜdŜali  po  nią,  dostarczali  rozrywek  i  odwozili  do  domu.  Nie 
pozwalali jej na samotność, na tęsknotę. 

UwaŜała jednak, Ŝe przyjaciele mogą stać się kłopotliwymi natrętami dla kogoś 

pogrąŜonego w smutku. 

 

background image

Rozdział 9 

 
Niemal  wszystkie  stworzenia  na  świecie  cierpią.  I  nawet  cierpiące  zwierzę 

budzi  ludzkie  współczucie.  Zwierzęta  wyczuwają  teŜ  smutek  ludzi.  Szczególnie 
wraŜliwe pod tym względem są psy. 

Jo nie miała psa. 
Ale  przyjaciele  spełniali  swoją  powinność.  Nigdy  nie  rezygnowali.  To  było 

okropne! Nie zwracali zupełnie uwagi na jej opory. 

Po prostu nie dawali jej moŜliwości wyboru. 
– Albo pójdziesz z nami, albo my zostaniemy z tobą. 
Zanudzimy  się  na  śmierć,  ale  nie  ruszymy  się  stąd  ani  na  krok.  –  To  były  ich 

stałe wypowiedzi. Nie wyglądały na współczucie. To po prostu była groźba. 

I  Jo  im  ulegała.  To  było  okropne.  Nie  widziała  obrazów  na  wystawach,  nie 

słyszała muzyki w klubach. Cokolwiek się działo, przez cały czas była pogrąŜona 
w smutku. 

Wzdychała  i  niecierpliwie  kręciła  się  na  krześle.  Wszyscy  łatwo  mogli 

odgadnąć,  Ŝe  chciałaby  być  gdzie  indziej.  Przypominało  to  trochę  zachowanie 
dziecka. 

– W końcu skręcimy ci kark – nie wytrzymała Kay któregoś dnia. 
Ale Jo odpowiedziała jej tylko smutnym spojrzeniem. 
Za  to  rzuciła  się  w  wir  pracy.  Jej  umysł  działał  bez  Ŝadnych  zaburzeń. 

Zdecydowała więc, Ŝe w jej przypadku tylko praca ma sens. 

 
Przyszła  wiosna.  Zakwitły  Ŝonkile  i  tulipany,  potem  pokryły  się  kwiatami 

krzewy. Jak to jest, Ŝe przychodzi wiosna i tak łatwo przysłania smutki zimy? Nie 
powinno tak być. 

Któregoś  dnia  przyjaciele  zaciągnęli  Jo  na  mecz  druŜyn  skautowskich.  Wokół 

przesuwały się hałaśliwe tłumy, ale ona stała zamyślona. 

Hałas ją draŜnił, przyglądała się ludziom, ale nic do niej nie docierało. 
Wreszcie ktoś chwycił ją za rękę i po chwili śpiewała coś z Harrym Carayem. 

Nikt nie mógł się oprzeć Harry'emu, gdy postanowił dopingować swoją druŜynę. 

Jo  rozglądała  się  od  czasu  do  czasu  dookoła  i  zastanawiała  się,  co  tu,  u  licha, 

robi. 

Ale  musiała  przyznać  sama  przed  sobą,  Ŝe  jednak  lepiej  być  wśród  ludzi  niŜ 

siedzieć w domu. Był to jej pierwszy krok ku ozdrowieniu. 

background image

Zjadła  hot  doga  i  poczuła  jego  smak,  a  przecieŜ  ostatnio  zupełnie  nie  czuła 

smaku jedzenia. Potem napiła się piwa. Było tak kwaśne, Ŝe aŜ się skrzywiła. 

W domu włączyła płytę, tak jak to robiła od wielu dni. 
Ale teraz słyszała muzykę, a głosy śpiewaków koiły ból zranionego serca. 
Zrozumiała,  Ŝe  powraca  do  zdrowia,  chociaŜ  wiedziała,  Ŝe  nigdy  nie  wyleczy 

się  z  Chada.  Doszła  do  wniosku,  Ŝe  potrafi  zorganizować  sobie  Ŝycie  na  nowo. 
Powinna zająć się innymi ludźmi. W ten sposób jej Ŝycie nabierze sensu. 

Któregoś  dnia,  zaskoczona,  odkryła,  Ŝe  zbliŜa  się  koniec  maja.  Czas  mijał  tak 

szybko, nie oglądając się na ludzkie smutki. 

To dobrze. 
Powoli  próbowała  pogodzić  się  ze  świadomością,  Ŝe  po  raz  drugi  odeszła  od 

Chada. 

W myślach nazywała go teraz „ten pan". Czasami ludzie próbują się tak głupio 

oszukiwać. 

Powoli  zaczęła  zauwaŜać  obecność  Johna.  Był  bardzo  cierpliwy  i  ostroŜny  w 

stosunku do niej. 

Musiała się zastanowić, jak w tej sprawie postąpić. John nie powinien się z nią 

wiązać. To znaczy: ona nie chciała się wiązać z nikim. 

Nie  mogła  mieć  potomstwa.  Najlepiej  byłoby  znaleźć  męŜczyznę,  który  sam 

wychowuje dzieci. A John powinien mieć własną rodzinę. 

Czy  nie  naleŜało  zapytać  go,  czy  chce  mieć  dzieci?  Jest  taki  troskliwy.  Nigdy 

nie  zapomniałby,  Ŝe  ona  czeka  na  niego  z  kolacją.  Zadzwoniłby,  gdyby  miał  się 
spóźnić. 

„Ten pan" nigdy o tym nie pamiętał. Wracał do domu i dziwił się, Ŝe ona wciąŜ 

na niego czeka. 

– Och, kochanie – mówił, patrząc na stół – juŜ jadłem kolację. 
Nigdy nie  wylała  na  niego  zawartości rondla,  choć tak bardzo ją  to kusiło.  Po 

jakimś czasie nie czekała juŜ na niego. Jadła sama, sprzątała kuchnię i szła spać. To 
było najlepsze, co mogła zrobić. 

Te wspomnienia przyspieszyły powrót Jo do zdrowia. 
Zaczęła się malować, poruszała się energicznie. Zwracała baczniejszą uwagę na 

to, w co się ubiera. Nawet wybrała się na zakupy! 

Kupiła sobie nową sukienkę. 
Nie nosiła rzeczy, które kupiła w Meksyku. Schowała je do szafy w gościnnym 

pokoju, gdzie nie musiała na nie patrzeć. Co prawda rzeczy były bardzo ładne i z 
pewnością  jej  przyjaciółki  wydzierałyby  je  sobie,  ale  ona  nie  mogła  znieść  ich 

background image

widoku.  To  było  zbyt  bolesne.  Przypominały  się  jej  od  razu  cudowne  chwile 
spędzone z Chadem, który kiedyś był jej męŜem. 

I  to  ona odeszła  od niego.  PrzecieŜ kaŜdy musi  radzić  sobie ze swoim  Ŝyciem 

sam.  Nikt  mu  w  tym  nie  pomoŜe.  Teraz  ona  sama  musi  jakoś  naprawić  własne 
Ŝ

ycie i na pewno to zrobi. JuŜ wkrótce. 

 
Jeszcze  przed  końcem  maja  Jo  kilkakrotnie  zaprosiła  gości  na  kolację.  Tak 

dawno  juŜ  nie  urządzała  przyjęć,  Ŝe  czuła  się  nieco  dziwnie  w  większym 
towarzystwie.  Zapomniała  o  kupnie  niektórych  rzeczy  i  miłośnicy  kawy  ze 
ś

mietanką musieli zadowolić się mlekiem. 

Jedno  jest  dobre,  kiedy  zapraszasz  bliskich  przyjaciół.  Nie  mają  Ŝadnych 

skrupułów, jeśli chodzi o dokuczanie gospodyni. Potrafią teŜ zajrzeć wszędzie i nie 
silą się na dyskrecję. 

 
Któregoś  deszczowego  czerwcowego  wieczoru  wszyscy  postanowili  zjeść 

kolację  u  Jo.  Wyszli  późno,  lecz  wrócili,  bo  nie  mogli  doczekać  się  taksówki,  a 
John odmówił jeŜdŜenia tam i z powrotem, by wszystkich odwieźć. 

Przemoczeni  do  suchej  nitki  goście  zaczęli  buszować  po  wszystkich  szafach  i 

sprawdzać zawartość lodówki. 

– To się nada! Taki sos kupowała moja mama! – tego typu okrzyki dobiegały z 

róŜnych pomieszczeń w jej mieszkaniu. 

Czasami i przyjaciele bywają niezwykle kłopotliwi. 
John  nakrywał  do  stołu.  Był  dumny,  Ŝe  wie,  gdzie  Jo  chowa  talerze  i  srebra. 

Znalazł  nawet  serwetki.  Wprawdzie  nie  były  uprasowane,  ale  wygładził  je  i 
poskładał umiejętnie, więc wyglądały całkiem porządnie. 

Jo  obserwowała  go.  John  był  urodzonym  opiekunem.  W  kaŜdej  sytuacji  był 

gotów  pomóc.  Kiedy  zauwaŜył,  Ŝe  Jo  patrzy  na  niego,  uśmiechnął  się  lekko.  Był 
szczęśliwy, widząc jej zainteresowanie. 

 
Właśnie jedli dziwaczny zestaw mroŜonych potraw i deserów, kiedy zadzwonił 

dzwonek u drzwi. 

– To pewnie Murray – jęknął Pete. – Nie ma ani odrobiny taktu. Na pewno chce 

załapać się na lody. Powiedzcie mu, Ŝeby wracał do domu. 

Drzwi otworzył John. 
Za  drzwiami  stał  przemoknięty  męŜczyzna,  który  uniósł  ze  zdziwieniem  brwi 

na jego widok. 

background image

– Czy tu mieszka pani Morris? – zapytał. 
Jo  podniosła  się  gwałtownie  z  krzesła.  Nie  widziała  przybysza,  ale  znała  ten 

głos. 

– Chad? – zapytała. 
Chad uśmiechnął się na widok jej zaskoczenia. 
– Tak. Mogę wejść? Strasznie pada. 
Jakie  to  typowe  dla  niego  pojawić  się  tak  niespodziewanie  w  jej  Ŝyciu.  Nie 

mogła nawet powiedzieć: nie. Nikt nie mógłby odprawić gościa w taką pogodę. 

– Co tu robisz? – zapytała. 
– Wziąłem urlop bezpłatny i przeprowadzam się tu. 
– O BoŜe, nie! – z przeraŜeniem szepnęła Jo. 
– Tak. Mam przyjaciółkę, która jest bardzo niezaleŜną osobą, i postąpiłem tak 

jak ona. 

Wszyscy milczeli. 
Ktoś głośno westchnął, ktoś zakasłał. John wciąŜ stał w drzwiach. 
Jo nie mogła przyjść do siebie. Stała bez ruchu i nie wiedziała, co robić. 
Jak on śmiał tu przyjechać teraz, kiedy juŜ prawie o nim zapomniała? 
Przyjaciółki Jo wprowadziły Chada do pokoju. MęŜczyźni przyglądali mu się z 

niechęcią. 

Jedynie Beth zachowała się jak naleŜy. 
– Jestem Beth Goodson – powiedziała, podchodząc i podając Chadowi rękę. – 

Jesteś cały mokry. Daj mi swój płaszcz. Ciekawe, jak będzie wyglądał ten kapelusz 
po wyschnięciu. Tim, postaw walizki na dywaniku. 

Tim  niechętnie  spełnił  jej  prośbę.  Najpierw  popatrzył  na  Johna,  ale  ten  nie 

wykonał Ŝadnego gestu. Jo równieŜ stała bez ruchu. 

– Jesteś jej byłym męŜem? – zapytał Bill. 
Chad nie odpowiedział. Nie chciał tak szybko zniechęcić wszystkich do siebie. 
–  Jestem  Chad  Wilkins  –  odpowiedział  ze  zniewalającym  uśmiechem  i 

wyciągnął rękę do Billa. 

Ludzie cenią sobie grzeczność. 
– Jestem Bill Miller – powiedział i uścisnął mu dłoń. 
– Jo opowiadała mi o tobie – oświadczył Chad, uśmiechając się do Billa. 
Jo oburzyła się. Nigdy nie opowiadała Chadowi o swoich przyjaciołach! Nigdy! 

I jak on zdobył jej adres? 

Mama  zawsze  ją  uczyła,  jak  naleŜy  się  zachowywać.  Postanowiła  być  bardzo 

grzeczna dla swego gościa. 

background image

Któraś  z jej  koleŜanek  zaniosła  płaszcz i kapelusz  Chada do łazienki,  aby tam 

wyschły. Inna podała mu szklankę. Zrobiono niespodziewanemu gościowi miejsce 
przy stole. Wszyscy po kolei przedstawili mu się. 

Chad,  jako  nauczyciel,  miał  świetną  pamięć  do  nazwisk,  więc  od  razu 

zapamiętał,  kto  jest  kim.  Włączył  się  natychmiast  do  rozmowy,  zdobywając 
sympatię prawie wszystkich. 

Po jakimś czasie odwaŜył się zerknąć na Jo i uśmiechnął się lekko. 
Znała jego pewność siebie. W jaki sposób dowiedział się, gdzie jej szukać? Czy 

specjalnie wybrał taki ponury deszczowy dzień? Wiadomo, Ŝe nikt nie wyrzuci go 
przy takiej pogodzie. 

Powinna  jak  najszybciej  wyprawić  go  stąd.  Tylko  jak  to  zrobić  i  nie  być 

niegrzeczną? 

Kiedy były mąŜ, z którym się wzięło rozwód i dwukrotnie porzuciło, zjawia się 

tak nagle, trudno nie odczuwać zaskoczenia. 

Szkoda, Ŝe tato jest tak daleko. Ale on i tak stanąłby po stronie Chada. 
Dlaczego przywiózł tu tyle bagaŜu? CzyŜby zamierzał tu zostać? 
Chyba nie myliła się w swoich podejrzeniach. Siedział przy stole i ani słowem 

nie wspominał o pójściu do hotelu. 

Wszyscy, oprócz Jo, bawili się znakomicie. Chad był duszą towarzystwa, a jego 

dowcipy budziły powszechny aplauz. Jak on śmiał tak czarować jej przyjaciół? 

Patrzyła na nich i dziwiła się, Ŝe serdecznie przyjęli przemoczonego do suchej 

nitki gościa. 

ZauwaŜyła, Ŝe John nie dał się Chadowi omamić. Na jego twarzy malował się 

smutek. Przez cały czas bacznie obserwował, co się dzieje. 

Poza Jo i Johnem wszyscy bawili się dobrze. 
W końcu goście zaczęli sprzątać i wstawiać naczynia do zmywarki. Byli gotowi 

do  wyjścia.  Chad  odprowadził  ich  do  drzwi.  Był  czarujący  i  uprzejmy. 
Obrzydliwiec! 

John  chciał  zostać  dłuŜej,  ale  Beth  poprosiła  go,  Ŝeby  odwiózł  ją  do  domu. 

Nazajutrz czekał ją cięŜki dzień i musiała wstać bardzo wcześnie. 

– Chcesz, Ŝebym wrócił? – zapytał cicho John, Ŝegnając się z Jo. 
– Dzisiaj? – odezwała się zaskoczona. 
– Tak – odpowiedział i wskazał wzrokiem na Chada. 
– Nim się nie przejmuj. Nie jest groźny, ale dziękuję ci za troskę. 
Kiedy  tylko  wypowiedziała  te  słowa,  zorientowała  się,  Ŝe  popełniła  głupstwo. 

Ale co by zrobiła, gdyby John wrócił? 

background image

Usiedliby  wszyscy  razem  i  rozmawiali?  Chad  na  pewno  nie  siedziałby  z  nimi 

długo.  Uśmiechnąłby  się,  przeprosił  i  poszedłby  na  górę,  pytając,  gdzie  moŜe  się 
przespać. 

–  Pewnie  przyjechał  na  jakąś  konferencję  –  wyjaśniła  Jo  Johnowi.  –  Nie 

zostanie długo. 

– Dlaczego nie zatrzymał się w hotelu? 
– Ma niską pensję – odrzekła Jo. 
– Nie podoba mi się to, Ŝe zostanie tu z tobą – upierał się John. 
– Nie martw się. Na pewno sobie poradzę. 
– Nie podoba mi się jego zachowanie. Czuje się tu tak jak u siebie w domu. 
To była słuszna uwaga. Rzeczywiście Chad zachowywał się bardzo swobodnie. 

Ciągle męczyło ją pytanie, jak zdobył jej adres. 

– Zatelefonuję do ciebie jutro. 
– Dziękuję ci – powiedziała i uśmiechnęła się do niego serdecznie. 
Beth siedziała juŜ w samochodzie Johna. 
Nie pocałował Jo na dobranoc. Kusiło go, by pokazać, Ŝe ona naleŜy do niego, 

ale  Jo  nigdy  tego  nie  potwierdziła.  Gdyby  ją  pocałował,  mogłaby  się  cofnąć,  a 
Chad pospieszyłby jej na pomoc. 

John  wsiadł  do  samochodu.  Był  zdenerwowany  i  nieszczęśliwy.  Na  szczęście 

jazda  z  Beth  uspokoiła  go.  Beth  zawsze  umiała  znaleźć  odpowiednie  słowa 
pociechy. 

Byli  sami.  Para  ludzi,  których  nie  łączą  juŜ  Ŝadne  oficjalne  więzy,  stała  w 

salonie, patrząc na siebie. 

– Postanowiłem wziąć roczny urlop na napisanie ksiąŜki. To powieść. PoniewaŜ 

gościłem cię u siebie podczas twoich studiów, pomyślałem, Ŝe pozwolisz mi zostać 
u siebie przez jakiś czas – powiedział Chad, nie dając jej szansy na protest. 

– Nie mógłbyś pisać ksiąŜki w Indianapolis? 
–  Studenci  przychodziliby  do  mnie,  przez  cały  czas  prosząc  o  wyjaśnienia. 

Muszę być daleko od nich. – Potem uśmiechnął się i dodał: – To będzie rewanŜ. 

–  Jo  poczuła  się  niepewnie.  RewanŜ?  Ma  go  utrzymywać,  podczas  gdy  on 

będzie pisał ksiąŜkę? 

Tego się nie spodziewała. RewanŜ. TeŜ pomysł. I będzie tu przez cały czas. To 

nie był rewanŜ, lecz totalna jej klęska. 

– Jeśli nie masz nic przeciwko temu – Chad mówił dalej – zostawię wszystkie 

mokre  rzeczy  w  łazience  i  wezmę  tylko  to,  co  potrzebne  do  spania.  Czy  śpimy 
razem? – zapytał z czarującym uśmiechem. 

background image

– Nie. 
Jego uśmiech nie zrobił na Jo Ŝadnego wraŜenia. Westchnęła. 
– Będziesz spał w pokoju na górze. – I dodała: – Na razie. 
Chad znów się uśmiechnął. 
–  Nie  będziemy  znowu  razem  –  wyjaśniła  mu  spokojnie  Jo. –  Zamieszkasz  tu 

tymczasowo, dopóki nie znajdę ci jakiegoś mieszkania. 

Weszła na schody. Chad szedł za nią, niosąc najmniejszą torbę. 
– PokaŜę ci, gdzie jest pościel. 
– Zachowujesz się inaczej niŜ w Teksasie – stwierdził Chad. 
– Jestem starsza – wyjaśniła mu Jo, nie odwracając się. 
– Ale kiedy mieszkałaś u mnie podczas studiów, spałaś ze mną. 
– Błąd młodości. 
Jo  szła  dumnie  wyprostowana,  lecz  nie  umniejszało  to  jej  wdzięku.  Chad 

uśmiechnął się z czułością. 

Jo otworzyła szafę w holu i podała mu ręcznik oraz pościel. 
– To ci wystarczy. Kołdra i poduszka są wywietrzone. 
Znał dobrze jej zamiłowanie do porządku, ale nie omieszkał jej pochwalić. 
– Twój dom jest taki czyściutki. 
– Moja sprzątaczka z pewnością doceni tę uwagę. Jo nie powiedziała mu nawet 

dobranoc, weszła do swojego pokoju i zamknęła drzwi. 

– Masz dodatkową pastę do zębów? – zapytał Chad, wchodząc do łazienki. Jo 

właśnie się w niej rozbierała. 

Zapomniała  o  przejściu  przez  łazienkę.  Zakryła  się  koszulką  i  popatrzyła  na 

Chada groźnie. 

– Jest w szafce – warknęła. Chad uśmiechnął się szeroko. 
– A zapasową szczoteczkę? 
– Umyj zęby palcem. 
Patrzyła  za  nim,  jak  szedł  do  łazienki,  potem  podeszła  do  drzwi  i  przekręciła 

klucz. 

Musiała  zejść  na  dół,  by  wziąć  prysznic.  Ci  męŜczyźni  sprawiają  zawsze  tyle 

kłopotów. 

Po powrocie do sypialni wzięła dwie aspiryny i połoŜyła się do łóŜka z zimnym 

kompresem na głowie. 

Jedyny  stres,  jaki  była  w  stanie  znieść,  wiązał  się  z  komputerem.  Ludzie 

zdecydowanie męczyli ją bardziej. A szczególnie Chad. 

Ledwie doszła do siebie po wcześniejszych przeŜyciach. Jak mógł jej to zrobić? 

background image

Na wszelkie kłopoty jest zawsze jakaś rada. 
Pozna go  z  jakąś  kobietą,  którą  Chad  się  zainteresuje,  i  w  ten  sposób  problem 

będzie  rozwiązany.  Zasnęła  w  trakcie  dokonywania  przeglądu  swoich  koleŜanek. 
Chyba juŜ to kiedyś robiła. 

Kiedy  zadzwonił  budzik,  Jo  wyskoczyła  z  łóŜka.  Była  bardzo  zaspana. 

Zdenerwowała się, Ŝe nie moŜe otworzyć drzwi do łazienki. Przez chwilę szarpała 
klamkę,  ale  w  końcu  przypomniała  sobie,  Ŝe  sama  zamknęła  drzwi  wieczorem  na 
klucz. 

Otworzyła  je  i  weszła  do  środka.  Drugie  drzwi  były  zamknięte,  a  kiedy 

nacisnęła klamkę, okazało się, Ŝe Chad równieŜ przekręcił klucz w zamku. 

Ząb za ząb? 
Wciągnęła  głęboko powietrze,  Ŝeby  się  uspokoić,  i  odkręciła prysznic.  Weszła 

do kabiny, ale cały czas była spięta. 

 
Ubrała  się  w  sypialni,  którą  znowu  zamknęła.  Przez  cały  czas  miała 

ś

wiadomość, Ŝe za drzwiami jest Chad. 

Zeszła na dół, niosąc w ręku buty. W korytarzu poczuła zapach kawy. 
Jo  była  pewna,  Ŝe  Chad  jeszcze  śpi,  więc  jego  obecność  w  kuchni  i  widok 

prawie gotowego śniadania zaskoczył ją kompletnie. 

– Dzień dobry – powitał ją z uśmiechem. – Znalazłem w swojej szafie rzeczy, 

które kupiłaś w Meksyku. 

Popatrzyła na niego z uwagą. Nie chciała o tym mówić, ale nie podobało jej się, 

Ŝ

e mówi o jej szafie „moja". 

– Korzystam z niej, bo nikt nie zatrzymuje się u mnie dłuŜej niŜ tydzień. 
Chad uśmiechnął się szeroko. Jo poczuła, Ŝe ogarnia ją złość. 
Cieszy go to, Ŝe nikt u mnie dłuŜej nie gości? Jak śmie mi to okazywać! 
Popatrzyła na nakryty stół i przygotowane jedzenie. Wyglądało wspaniale, a Jo 

była głodna. Skąd u niej taki apetyt? 

Zjadła kawałek grzanki i wypiła szklankę soku pomarańczowego. 
Chad nie namawiał jej do jedzenia. 
– Nic dziwnego, Ŝe jesteś taka chuda. – Taki był cały jego komentarz. 
Jo milczała. 
Chad  w  dalszym  ciągu  był  bardzo  z  siebie  zadowolony.  Dał  jej  część  gazet, 

wyjaśniając, Ŝe on moŜe przeczytać je później. 

– Przepraszam, muszę juŜ iść – powiedziała Jo po pewnym czasie. 
– Trudno – uśmiechnął się do niej. 

background image

Odeszła od stołu, mając uczucie, Ŝe przestała panować nad sytuacją. Czy Chad 

teŜ się tak czuł, kiedy była u niego? 

Wzięła  taksówkę  i  pojechała  do  pierwszego  klienta.  Komputer  był  zupełnie 

rozregulowany. Nie była to wina sprzętu, lecz jego uŜytkowników. Jo straciła pięć 
godzin  na  uporządkowanie  wszystkiego.  Ale  była  zadowolona.  Lubiła  takie 
wyzwania. 

Porządkując  program,  udzielała  klientowi  wszelkich  niezbędnych  informacji, 

aby nie powtórzyły się podobne kłopoty. 

Jeden z klientów miał szczególne kłopoty z komputerem i wyglądało na to, Ŝe 

poprzednio szkolił go ktoś, komu się bardzo spieszyło. 

Takie sytuacje zdarzały jej się dość często. 
 
Kiedy  Jo  wróciła  do  domu  i  zobaczyła  na  podjeździe  samochód  Chada,  przez 

chwilę  poczuła  się  zaskoczona.  Przez  cały  dzień  nie  miała  czasu,  by  myśleć  o 
swoim byłym męŜu. 

A przecieŜ przebywał u niej. Spędzili w jej domu cały poprzedni wieczór, całą 

noc i cały dzień. 

Co powinna zrobić? 
Zapłaciła  taksówkarzowi  i  ruszyła  do  drzwi.  Chad  wyszedł  jej  na  spotkanie. 

Miał dziwny wyraz twarzy. 

Nic nie mówił, a Jo nie wiedziała, czy powinna zacząć rozmowę o jego pobycie 

w Chicago. Chciał podobno, Ŝeby się nim zaopiekowała. 

Nie, to jest nie do zniesienia. Codzienne powroty do domu, do Chada? Czy uda 

jej się tak zorganizować wszystko, Ŝeby zachować swobodę? 

– Był tu John – odezwał się Chad. 
– Po co? – zaniepokoiła się Jo. 
–  Nie  powiedziałaś  mu,  Ŝe  przez  cały  miesiąc  byłaś  ze  mną  –  odezwał  się  z 

pretensją w głosie. 

– Więc ty to zrobiłeś? – Jo zagryzła wargi. 
– Myślałem, Ŝe o tym wie. Zapytał, dlaczego przyjechałem. Powiedziałem mu, 

Ŝ

e jestem twoim męŜem. 

– PrzecieŜ nim nie jesteś! I co John na to? 
– Tłumaczył się, Ŝe nic o tym nie wiedział. Naprawdę nie miał pojęcia, Ŝe jesteś 

moją Ŝoną. – Chad mówił dobitnym tonem. 

– Nie jestem twoją Ŝoną! Co powiedział John? 
– No cóŜ. Był zaszokowany. Powiedziałem mu, Ŝe mnie zostawiłaś. 

background image

–  Dlaczego  poinformowałeś  go,  Ŝe  jesteś  moim  męŜem?  –  zapytała 

rozgniewana. 

– Bo nim byłem. Zanim dorosłaś. 
– A więc przyznajesz, Ŝe jestem dorosła? I mogę decydować o swoim Ŝyciu? 
– PrzecieŜ zawsze to robiłaś – powiedział spokojnie Chad. 
I Jo zdała sobie wtedy sprawę, Ŝe to, co mówi Chad, jest prawdą. 
 

background image

Rozdział 10 

 
Kiedy dwudziestoośmioletnia kobieta zdaje sobie wreszcie sprawę, Ŝe stała się 

dorosła, jest to dla niej wstrząs. Jo zawsze była osobą zdecydowaną i wszystko, co 
robiła, wynikało z podejmowanych przez nią samą decyzji. 

Dopiero Chad zwrócił jej na to uwagę. 
–  Nie  powinieneś  mieszkać  u  mnie.  To  nie  wypada  –  zaczęła  mu  ostroŜnie 

tłumaczyć. 

– W dzisiejszych czasach osoby róŜnej płci mieszkają razem. 
– Tego nie toleruje się w mojej rodzinie – upierała się. 
– Czy to znaczy, Ŝe byłaś wychowywana surowo? 
– zapytał z uśmiechem. 
– Oczywiście. 
–  Parę  miesięcy  temu  wprowadziłaś  się  do  mnie  i  mieszkałaś  ponad  miesiąc. 

Czy był to romans, czy odwiedziny? 

Jo nie była w stanie odpowiedzieć na to pytanie. 
Teraz on był jej gościem. Nieproszonym, szantaŜującym ją swoją wcześniejszą 

gościnnością. PoniewaŜ on opiekował się Jo przez miesiąc, teraz kolej na nią. 

Nie wypadało jej odmówić... Musiała to zrobić. 
–  Po  prostu  przez  jakiś  czas  będziemy  dzielić  mieszkanie  –  uśmiechnął  się 

Chad. 

– Ale nie jesteśmy małŜeństwem. 
– Chcesz za mnie wyjść? – Chad nie mógł się powstrzymać od zadania jej tego 

pytania. 

– Na litość boską! – Spojrzała na niego ostro i wzruszyła ramionami. 
Nagle do jej nozdrzy doleciał apetyczny zapach. Poczuła głód. 
Musiała przełknąć ślinę. 
–  Mam  nadzieję,  Ŝe  od  tej  pory  będziesz  wszelkie  opinie  czy  przypuszczenia 

zostawiał dla siebie. 

– Oczywiście, proszę szanownej pani – odpowiedział uprzejmie. 
Myślał, Ŝe jest sprytny. Wydawało mu się, Ŝe wszystko ułoŜy się jak najlepiej. 

Ale mylił się. 

–  Przygotowałem  na  kolację  to,  co  lubisz:  kotlety  wieprzowe  z  jabłkami  i 

cebulą. Jesteś głodna? 

– Jeszcze nie pora na kolację – odpowiedziała, chociaŜ kiszki grały jej marsza. 

background image

Poszła na górę do swego pokoju. Czuła, Ŝe postępuje niemądrze, ale nie chciała 

się do tego przyznać, nawet przed sobą. 

Gnębiły ją wyrzuty sumienia. 
Starała sieje zignorować. 
Przebrała  się.  WłoŜyła  brązową  jedwabną  sukienkę  w  kolorze  o  ton 

ciemniejszym  od  barwy  swoich  oczu.  Do  tej  pory  nie  ośmieliła  się  jej  nosić.  Ale 
teraz  nawet  się  nie  zawahała.  Poprawiła  teŜ  makijaŜ.  Usta  pomalowała  delikatną 
szminką, co sprawiło, Ŝe wyglądały wspaniale. 

Chad nakrył do stołu i oboje usiedli przy szklanych drzwiach prowadzących do 

ogrodu. Rosły w nim wieloletnie kwiaty, które kwitły o róŜnych porach roku. Nie 
było trawnika, tylko ścieŜka z płytek, rozdzielająca tę wielobarwną gęstwinę. 

– Nigdy nie widziałem czegoś tak pięknego – zauwaŜył Chad. 
Spojrzała na niego zaskoczona. Patrzył na ogród. A ona myślała... 
– Tylko ty mogłaś wymyślić tak idealne tło dla swojej urody – zauwaŜył. 
– Co ty wygadujesz? 
Chad uśmiechał się bez przerwy. Jego oczy błyszczały. 
– Podoba mi się twoja sukienka. Dlaczego nie zabrałaś jej do Teksasu? 
– To jest sukienka domowa. Noszę ją wówczas, kiedy jestem sama. f Niełatwo 

go było urazić. 

– Dziękuję – powiedział, wciąŜ się uśmiechając. 
– Dlaczego mi dziękujesz? – zdziwiła się. – Bo pozwoliłam ci przenocować? 
– Bo pozwalasz mi patrzeć na siebie w tej podniecającej sukni. 
Nie wiedziała, co ma powiedzieć. 
– Jest bardzo wygodna. Noszę ją bardzo często. 
–  CzyŜby?  –  wyciągnął  z  rękawa  sukienki  metkę  i  przeczytał  instrukcje 

dotyczące prania. 

Mama uczyła Jo, Ŝe nie wolno kłamać. Nie posłuchała jej i teraz było jej głupio. 
–  Ciekawe,  skąd  wzięła  się  ta  metka?  Musiałam  dołączyć  ją  do  rzeczy,  które 

oddawałam do pralni. 

Chad  nie  skomentował  tego,  co  powiedziała.  A  to  mu  się  nigdy  dotąd  nie 

zdarzało. 

Jo  pomyślała,  Ŝe  nie  powinna  się  tak  zachowywać.  Wiedziała,  Ŝe  nie  ma  to 

najmniejszego sensu. Chad wyraźnie nie chciał się z nią sprzeczać. 

Pewnie dlatego, Ŝe nie wie, jak długo będzie mógł u niej zostać. 
– Wiesz chyba, Ŝe musimy się jak najszybciej rozstać? – zapytała, przełykając 

kęs soczystego mięsa. 

background image

– Naprawdę? – Chad był tak zaskoczony jej słowami, Ŝe aŜ upuścił widelec na 

talerz. 

– Musimy oboje przyznać, Ŝe zupełnie do siebie nie pasujemy. 
– Ty się z tym moŜesz pogodzić? Bo ja nie! – stwierdził Chad. 
– W Indianapolis nie przestałeś być sobą, mimo Ŝe nie byłeś sam, a ze mną. 
–  Wiedziałem,  Ŝe  jesteś  ze  mną.  Zdawałem  teŜ  sobie  sprawę  z  tego,  Ŝe  jeśli 

mnie będziesz potrzebować, będę z tobą. 

– Sama troszczę się o siebie. 
Chad milczał. 
Czekała, co na to odpowie, ale nie odzywał się. 
– W radio jest ciekawa audycja – zauwaŜyła. 
– Mam włączyć odbiornik? – Popatrzył na nią z oburzeniem. 
–  Myślałam,  Ŝe  będziesz  chciał  posłuchać  czegoś  interesującego.  Kolacja  była 

wspaniała. Dziękuję. 

Uśmiechnął się lekko i skinął głową. 
Jo wstała i zaniosła talerze do kuchni. Wstawiła naczynia do zmywarki. 
Potem  poszła  do  jadalni,  gdzie  stał  komputer,  i  zamknęła  za  sobą  drzwi.  Nie 

miała  Ŝadnych  umówionych  klientów,  ale  włączyła  komputer,  by  sprawdzić,  czy 
ktoś nie potrzebuje jej pomocy. 

Skontaktowała  się  z  pierwszą  osobą  figurującą  na  posiadanej  przez  nią  liście. 

Miała  nadzieję,  Ŝe  praca  z  klientem  potrwa  dłuŜej  niŜ  godzinę.  Ale  sprawa  była 
prosta  i  juŜ  po  dwudziestu  minutach  była  wolna,  mimo  Ŝe  przeprowadziła  swego 
klienta przez cały program kilkakrotnie. 

Czuła  się  niepewnie.  Nie  chciała  rozmawiać  z  Chadem.  Postanowiła  unikać  z 

nim  kontaktów.  Przesłała  drogą  komputerową  kilka  wiadomości  do  przyjaciół. 
Napisała list do rodziców. Był wyjątkowo długi. 

Nie  wspominała  im  o  Chadzie.  Wydrukowała  list  i  włoŜyła  go  do  koperty. 

Rodzice nie chcieli posługiwać się komputerem, który im dała. Od trzech lat starali 
się do niego przyzwyczaić. 

 
Następnego  ranka  Chad  znowu  przygotował  śniadanie.  Były  to  płatki  ze 

ś

wieŜymi owocami. Dlaczego nie gotował, kiedy była u niego? 

– Kiedy nauczyłeś się gotować? – zapytała zaciekawiona. 
– Odkąd zostałem bezlitośnie porzucony. 
– W ciągu ostatnich pięciu miesięcy? – Jo nie mogła ochłonąć ze zdumienia. 
– Nie. W ciągu tych ponad trzech lat od naszego rozwodu. 

background image

– Przyznajesz wreszcie, Ŝe to prawie cztery lata? 
– Pamiętasz dokładną datę? – Chad uśmiechnął się ze zdziwieniem. 
– Tego dnia stałam się wolna. 
–  Jo  zgodziła  się,  by  Chad  został  u  niej,  dopóki  nie  znajdzie  odpowiedniego 

mieszkania.  Teraz  starał  się  być  przydatny.  Odbierał  telefony,  starannie  notował 
wiadomości, nawet te od Johna. 

Przyjaciele Jo zaakceptowali Chada, tylko John go nie lubił. Pozostali nie mieli 

w stosunku do niego Ŝadnych zastrzeŜeń. 

Znajomi  Chada  byli  zupełnie  inni.  MoŜe  dlatego,  Ŝe  niektórzy  z  nich  byli 

rówieśnikami  dziadków  Jo.  Nic  dziwnego,  Ŝe  nie  czuła  się  swobodnie  w  ich 
towarzystwie.  CzyŜby  sama  odizolowała się  od nich?  Była  wówczas  taka  młoda i 
niedojrzała. 

John nie tracił nadziei. 
– Musimy się spotkać – powiedział do Jo, ale Beth słyszała ich rozmowę. 
Kiedy  się  spotkali,  pojawiła  się  reszta  towarzystwa.  Jak  zwykle  wszyscy  się 

doskonale bawili, rozmawiali i ani na chwilę nie zostawiali ich samych. 

Chad teŜ był z nimi. 
Jo męczyło przez cały czas pytanie, skąd dowiedział się o tym spotkaniu. 
Następnego  dnia  po  pracy  Jo  pojechała  spotkać  się  z  przyjaciółmi  na 

rozgrywkach  baseballowych.  John  teŜ  tam  był  i  zajął  dla  niej  miejsce.  Razem 
przeŜywali  kaŜde  wybicie  piłki.  Jo  śmiała  się  głośno.  Bawili  się  świetnie  i 
gawędzili jak dobrzy przyjaciele. Nagle pojawił się Chad... a z nim Beth. 

Jo  była  tym  zaskoczona  i  oburzona.  Oburzona,  bo  Chad  był  z  Beth?  Nie 

powinna  tak  reagować.  Dlaczego  ją  to  denerwowało?  Nie  chciała  przecieŜ  być  z 
Chadem. CzyŜby była po prostu zazdrosna? 

Chad i Beth usiedli z nimi. Beth natychmiast znalazła się obok Johna. 
Chad  siedział  przy  Jo.  Czuła  jego  bliskość  kaŜdym  nerwem  swego  ciała.  Nie 

mogła  zrozumieć,  dlaczego  tak  na  niego  reaguje.  Czemu  nie  moŜe  swobodnie 
oddychać, a serce tłucze się w jej piersi? 

Była zła na Chada. 
Oczywiście! 
Jak  mógł  narzucać  im  swoje  towarzystwo,  wykorzystując  w  tym  celu  Beth? 

Dlaczego właśnie ją? 

Mecz  się  skończył.  Ulubiona  druŜyna  Jo  przegrała.  Postanowiono  opłakiwać 

klęskę  w  pubie.  Późnym  wieczorem  John  odwiózł  Beth,  Jo  i  Chada  do  domu. 
PoniewaŜ Beth mieszkała najbliŜej niego, najpierw zawiózł do domu Chada i Jo. 

background image

Na  poŜegnanie  Jo  pocałowała  Johna  w  usta.  Beth  udawała,  Ŝe  tego  nie  widzi, 

ale Chad obserwował ich uwaŜnie. 

Kiedy  weszli  do  domu,  Chad  podał  jej  chusteczkę.  Jo  popatrzyła  na  niego, 

zupełnie nie rozumiejąc, o co mu chodzi. Wtedy Chad gwałtownym ruchem wytarł 
jej wargi. A potem pocałował ją tak, jak juŜ dawno nikt jej nie całował. 

Potem zostawił ją zaskoczoną i poszedł do swego pokoju. 
Dopiero po kilku chwilach udało się Jo pozbierać myśli. 
Co za brutal, pomyślała. 
Poszła na górę. Mijając drzwi pokoju Chada, nasłuchiwała przez chwilę, ale nie 

dochodził zza nich Ŝaden dźwięk. 

Szybko umyła się i, zmęczona zbyt wieloma wraŜeniami, zasnęła. 
 
Czy mogła, mimo ciągłego stresu, przybrać na wadze? Nadal była szczupła, ale 

jej ciało zaczynało się nieco zaokrąglać i wyglądała o wiele lepiej. 

Doszła do wniosku, Ŝe jej apetyt jest wynikiem silnego stresu spowodowanego 

obecnością Chada. Chyba nie jest z nią dobrze. 

Ale  przecieŜ  jej  poprzedni  brak  apetytu  teŜ  związany  był  ze  stresem.  Jak  to 

moŜliwe? dziwiła się. 

Lato  mijało.  Jo  pracowała,  a  Chad  ciągle  mieszkał  u  niej.  Twierdził,  Ŝe  nie 

moŜe znaleźć mieszkania. W poszukiwaniach pomagała mu Beth. 

Obecny związek Chada i Jo przypominał ich małŜeństwo. Tyle Ŝe bez seksu. 
ś

adnego seksu. 

Jo  starała  się  nie  dotykać  Chada  nawet  przypadkowo.  Przychodziło  jej  to  z 

ogromną trudnością, bo ciągle był blisko niej. 

Cała ta sytuacja, w której się znaleźli, była bardzo dziwaczna. Jo rozmyślała o 

tym,  siedząc  przy  komputerze.  Jedno  z  nich  zachowuje  się  niegrzecznie,  drugie 
głupio. 

Pracowała  duŜo  i  czasami  spóźniała  się  na  spotkania  z  przyjaciółmi.  Chad 

zawsze był z nimi. 

Od jego przyjazdu minęło juŜ tak wiele tygodni. Stał się obywatelem Chicago, a 

nie  jest  to  wcale  łatwe.  Nie  tak  jak  w  Teksasie,  gdzie  człowiek  czuje  się  jak  u 
siebie, zaledwie się tam pojawi. 

Po pewnym czasie Jo przywykła do obecności Chada. Musiała tylko pamiętać, 

Ŝ

e nie są juŜ małŜeństwem. 

Chad ciągle zachęcał ją do rozmów, interesował się jej sprawami zawodowymi. 
Pewnego  dnia  zaprosił  ją  na  kolację  do  nowo  otwartej  restauracji  „Cherir".  Jo 

background image

przyjęła zaproszenie, chociaŜ jak zwykle była podejrzliwa. 

Tego  popołudnia  pojechała  zaprogramować  czyjś  komputer  i  zajęło  jej  to 

więcej  czasu,  niŜ  planowała.  Przeprosiła  swojego  klienta  i  powiedziała,  Ŝe  musi 
pilnie zatelefonować. 

Znalazła budkę telefoniczną i najpierw połączyła się z wszystkimi przyjaciółmi, 

a potem zadzwoniła do „Cherir". 

Kiedy  Chad  nieco  wcześniej pojawił  się w  restauracji,  chowając  za  sobą  mały 

bukiecik  dla  Jo,  przeraził  się,  widząc,  jak  wielki  stół  dla  niego  zarezerwowano. 
Zawołał kelnera, a ten podał mu liczbę osób, która miała się tu pojawić. 

Był wściekły, ale niewiele mógł zrobić. Postarał się tylko, by Jo mogła siedzieć 

obok niego. 

Spóźniła  się.  Czy  zrobiła  to  specjalnie?  Przecisnęła  się  przez  tłum  zebrany  w 

niewielkiej  restauracyjce  i  podeszła  do  stołu.  Przywitano  ją  serdecznie.  Wszyscy 
bawili  się  wspaniale.  Wieczór  upływał  w  miłej  atmosferze.  Jo  rozmawiała  ze 
wszystkimi. Nie siedziała obok Chada. 

Jego  cierpliwość  wydawała  się  niewyczerpana.  Gawędził  ze  wszystkimi.  Jo 

zastanawiała  się,  jak  to  jest  moŜliwe?  Trochę  było  jej  wstyd,  Ŝe  zrobiła  mu  tak 
niemiłą niespodziankę, ale uwaŜała, Ŝe zasłuŜył sobie na to. 

MęŜczyźni są dziwni. Powinien się na nią obrazić. 
John odwiózł ją do domu i pocałował na dobranoc. 
Jego  pocałunek  był  bardzo  namiętny,  co  ją  zaszokowało.  Wysunęła  się  z  jego 

objęć i podeszła do drzwi. Nie były zamknięte na klucz. Weszła do domu. 

Zrozumiała  nagle,  Ŝe  nie  tylko  nie  kocha  Johna,  ale  nawet  nie  mogłaby  go 

pokochać. 

Posmutniała. To ją skazywało na samotne Ŝycie. Nigdy juŜ nie wyjdzie za mąŜ. 

Będzie sama do końca Ŝycia. 

Powoli  weszła  po  schodach  na  górę  do  swego  pokoju.  Do  końca  Ŝycia  jej 

powroty do domu będą tak wyglądały. 

Jedynymi jej towarzyszami będą komputery. 
Na poduszce w jej pokoju leŜał bukiecik kwiatów od Chada. 
Rozpłakała się. 
Jak  on  śmie  być  taki  czarujący?  Dlaczego  tak  bardzo  zabiega  o  jej  względy? 

Znowu chce ją zdobyć? 

Nie poszła mu podziękować za kwiaty. Był i tak dostatecznie pewny siebie. 
Zaczęła rozmyślać o swoim Ŝyciu. Zrozumiała, Ŝe Chad ignorował ją i uwaŜał 

za  swoją  własność  nawet  wtedy,  gdy  mieszkała  z  nim  bez  ślubu.  To  nie 

background image

małŜeństwo,  to  poczucie  bezpieczeństwa  tak  na  niego  wpływało.  Ale  są  przecieŜ 
męŜczyźni,  którzy  całe  Ŝycie poświęcają jakimś  wyŜszym  celom  i  nie  mają  czasu 
dla najbliŜszych. Czy moŜna nazywać ich egoistami? 

 
Następnego ranka Jo o czymś intensywnie rozmyślała. Chad patrzył na nią, jak 

szła po coś do schowka. Stanęła w drzwiach i zamarła w bezruchu. 

– Co się stało, Jo? – zaniepokoił się. 
–  Mówiłeś  coś  do  mnie?  –  zapytała,  odwracając  się  –  jak  automat.  Chad  miał 

wraŜenie, Ŝe go wcale nie zauwaŜyła. 

– Dobrze się czujesz? 
– Po prostu myślę – machnęła ręką, jakby odpędzała muchę. 
Odeszła, a on zaczął się zastanawiać, co tak bardzo zaprząta jej myśli. 
Ostatnimi dniami duŜo spacerował. Dzięki temu dobrze poznał miasto. 
 
ZbliŜała  się  jesień.  Kiedy  Jo wracała do domu  po  pracy,  czuła,  Ŝe  ktoś  w  nim 

jest i na nią czeka. Przypomniała sobie dni, kiedy w domu czekała na nią pustka. 

Jakie to dziwne, Ŝe pewnego dnia zatęskni za obecnością Chada. 
– Jak ci idzie pisanie ksiąŜki? – po raz pierwszy zapytała go o to. 
Chad  popatrzył  na  nią  badawczo.  Nie  wiedział,  co  ma  odpowiedzieć.  Jeśli 

powie  jej  prawdę,  Ŝe  juŜ  ją  skończył,  pewnie  kaŜe  mu  wyjechać.  Nie  powiedział 
więc,  Ŝe  wysłał  ją  do  wydawnictwa.  Skwitował  jej  pytanie  jednym,  krótkim 
słowem. 

– Świetnie. 
Skinęła głową, ale w dalszym ciągu robiła wraŜenie nieobecnej. 
– Dobrze się czujesz? – zapytał znowu. 
–  Tak,  ale  jestem  trochę  zmęczona  –  odpowiedziała  zaskoczona  jego 

troskliwością. 

 
Kiedyś, gdy wróciła do domu po pracy, dziwnie zareagowała na widok Chada. 
CzyŜby myślała o Johnie? Chad poczuł, Ŝe ogarnia go wściekłość. 
– Tak łatwo o mnie zapomnieć? – zapytał ze smutkiem. 
Popatrzyła na niego zdumiona. 
To go sprowokowało. Zaczął mówić: 
– Jestem twoim męŜem. Tęsknię za tobą. Pozwól, Ŝe cię przytulę. 
–  Tak  to  się  zawsze  zaczyna;  po  prostu  brak  ci  kobiety.  I  wiem,  Ŝe  wszystko 

powtórzy się od nowa. Daj mi spokój. 

background image

Zaczęła  powoli  wchodzić  po  schodach.  Chad  stał  na  dole  i  nasłuchiwał,  aŜ 

usłyszał dobiegający z łazienki szum wody. 

Wyobraził  sobie  Jo  nagą  pod  prysznicem.  Jęknął.  Tak  bardzo  jej  pragnął. 

Marzył o tym, by wziąć ją w ramiona. 

Zakrył  twarz  rękami.  Wszystko  to  trwało  tak  długo.  Uodporniła  się  na  niego. 

Chyba przegrał. Co ma teraz robić? 

 
Miał  wraŜenie,  Ŝe  przegrał,  ale  nie  przeszkodziło  mu  to  niegrzecznie 

potraktować Johna podczas ich kolejnego spotkania. 

– Zostaw moją Ŝonę w spokoju – zaŜądał. 
– PrzecieŜ Jo juŜ nie jest twoją Ŝoną – odpowiedział mu John. 
– Ale jestem z nią. – Chad miał nadzieję, Ŝe John pomyśli, Ŝe sypiają ze sobą. 
Kiedy  przyjęcie  się  skończyło,  Beth  wsiadła  do  samochodu  Johna,  który  jak 

zwykle czule poŜegnał się z Jo. Chad obserwował ich zza firanki w swoim pokoju. 

Pozwoliła mu się objąć. PołoŜyła dłonie na jego ramionach. 
John przytulił ją, jego ręka przesunęła się po jej plecach i przyciągnął ją jeszcze 

bliŜej do siebie. 

Chad jęknął z bólu, który go ogarnął. 
Wtedy John pocałował Jo. Jego pocałunek był bardzo namiętny, ale nawet Chad 

zauwaŜył, Ŝe Jo zupełnie na niego nie zareagowała. 

Nie tak jak na jego pocałunki. Nagle zrozumiał, Ŝe ona wcale nie kocha Johna i 

chyba ma jeszcze jakieś szanse. 

Postanowił przekonać ją, Ŝe są dla siebie stworzeni. Zaczął juŜ następnego dnia 

od problemów finansowych. 

–  Mamy  wystarczająco  duŜo  pieniędzy  –  zauwaŜył.  Ja  teraz,  co  prawda,  nie 

pracuję,  ale  na  koncie  jest  całkiem  ładna  suma,  a  wkrótce  dostanę  honorarium  za 
ksiąŜkę, więc moŜemy wybrać się w podróŜ. Co na to powiesz? 

Jo potrząsnęła przecząco głową, ale popatrzyła na niego z ciekawością. 
Przyniósł  do  domu  prospekty  i  porozkładał  je  wszędzie.  Jo  zaczęła  się  nimi 

interesować, ale twierdziła, Ŝe ma za duŜo pracy, by myśleć o wyjeździe. 

W rzeczywistości nie była jedyną osobą pracującą w tej firmie i w kaŜdej chwili 

ktoś mógł ją zastąpić. Chad dobrze o tym wiedział. 

– Wróć ze mną do Indianapolis. PrzecieŜ ja cię kocham – powiedział. 
– Na jak długo? Chcesz mnie znowu zamknąć w domu, Ŝeby mieć pewność, Ŝe 

tam  będę,  kiedy  znajdziesz  dla  mnie  chwilkę  czasu.  Próbowaliśmy  juŜ  dwa  razy. 
To nie ma sensu. 

background image

– Do trzech razy sztuka – próbował ją przekonać. 
– To się nigdy nie sprawdza – odpowiedziała zdecydowanie. 
Pewnego  dnia  wybrali  się  razem  na  mecz.  Panował  tak  ogromny  tłok,  Ŝe 

siedzieli  przyciśnięci  do  siebie.  Bawili  się  wspaniale!  Wreszcie  ich  ulubiona 
druŜyna  wygrała.  Jo  rzuciła  się  z  radości  Chadowi  na  szyję.  Chwycił  ją  mocno  i 
uścisnął przepełniony szczęściem. 

Jo  była  w  euforii.  Wokół  nich  panował  straszny  hałas.  Wszyscy  wznosili 

okrzyki  na  cześć  zwycięskiej  druŜyny,  a  Jo  czuła  się  bardzo  szczęśliwa  w 
ramionach swego byłego męŜa. 

– Chyba mnie jednak kochasz – powiedział Chad, patrząc na Jo. 
Opuścili  stadion  w  milczeniu.  Jo  szła  rozwaŜając  słowa  Chada.  Miał  rację. 

Zawsze go kochała. MoŜe teraz wreszcie dojrzała i stała się odpowiedzialna? 

Poszli do maleńkiej restauracji, gdzie spędzili cudowny wieczór. Rozmawiali ze 

sobą  i  flirtowali  jak  ludzie,  którzy  dopiero  co  się  poznali.  Ta  sytuacja  bardzo  ją 
bawiła. 

Pragnęła go ukarać. Czy robiła to specjalnie? Straszny z niej dzieciuch. A Chad 

był dla niej bardzo wyrozumiały. 

–  Czy  jesteś  pewien,  Ŝe  chcesz  zmarnować  sobie  przeze  mnie  Ŝycie?  Pewnie 

chciałbyś mieć dzieci? – zapytała go w pewnym momencie. 

–  Chyba  nie.  Świat  juŜ  i  tak  jest  przeludniony.  Chcę  być  z  tobą.  Teraz  i  na 

zawsze. 

– Wracasz na uniwersytet? 
– Wątpię. Lubię gotować i pisać. – Wypił łyk wina. – MoŜe napiszę ksiąŜkę, w 

której zamieszczę przepisy kulinarne z dawnych epok. 

–  Musisz  tylko  unowocześnić  język,  Ŝeby  czytelnicy  mogli  zrozumieć,  co  się 

wtedy jadało. 

– Poproszę cię o konsultację. 
– Ale będziemy się kochać jak dawniej? 
– Za zazdrość! – Uniósł w górę kieliszek. 
– Byłam okropna. 
– Nie – jego głos brzmiał bardzo cicho. – Chciałaś tylko zwrócić na siebie moją 

uwagę. Udało ci się. Wiem jedno, Ŝe pragnę tylko ciebie. 

–  Jeśli  powiem  ci,  Ŝe  powinieneś  wrócić  do  swojej  pracy  na  uczelni,  to 

pomyślisz, Ŝe zwariowałam. 

– Pewnie tak – odrzekł. 
– Powinieneś uczyć. Teraz wiem, Ŝe kochasz mnie naprawdę. Przedtem tego nie 

background image

rozumiałam. 

Na twarzy Chada pojawił się radosny uśmiech. 
– Wiesz, Ŝe jesteśmy rozwiedzeni juŜ od ponad czterech lat? – zapytała. 
– Od czterech lat? – zdziwił się. 
– Liczyłam kaŜdy dzień spędzony bez ciebie. 
– Chyba zdawałem sobie z tego sprawę. I dlatego nie traciłem nadziei. 
Rozmawiali o wielu róŜnych sprawach: o ludziach, których znali, o studentach 

Chada. 

Jo  słuchała  go  i  wygłaszała  swoje  uwagi.  Zrozumiała,  Ŝe  stała  się  jego 

partnerką. Nareszcie zdała sobie z tego sprawę. 

Kiedy ujął ją za ręce, poczuła, iŜ bardzo go pragnie i Ŝe będzie z nim do końca 

Ŝ

ycia.