background image

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

O. PAWEŁ SEGNERI SI 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

KAZANIA

 

 

background image

 

O

O

 

 

L

L

E

E

K

K

C

C

E

E

W

W

A

A

Ż

Ż

E

E

N

N

I

I

U

U

 

 

S

S

O

O

B

B

I

I

E

E

 

 

G

G

R

R

Ó

Ó

Ź

Ź

B

B

 

 

B

B

O

O

Ż

Ż

Y

Y

C

C

H

H

 

 

P

P

R

R

Z

Z

E

E

Z

Z

 

 

N

N

I

I

E

E

D

D

O

O

W

W

I

I

A

A

R

R

K

K

Ó

Ó

W

W

 

 

 

 

"Złe źle potraci" (Mt. 21, 41). 

I. Czyż dlatego dziś wstąpiłem na mównicę, aby przepowiadad kary miastu, ze 
wszech  miar  dobremu  i  pełnemu  zasług?  Ach  nie,  o  Panie!  –  Jeżeli  chcesz, 
ażebym Ci służył za Jonasza, to poślij mnie do jakiej Niniwy, miasta występnego, 
miasta  bezecnego  i  bezbożnego,  a  pośpieszę  tam  chętnie  według  Twej  woli  i 
będę  mu  głosił  straszną  zagładę.  Lecz  skoro  posłałeś  mnie  do  miasta 
katolickiego,  to  zapewne  chcesz,  bym  mu  przepowiedział  powodzenie,  długie 
trwanie,  pełnię  pokoju  i  bogate  żniwa?  Chciałbym  tak  uczynid;  lecz  któż  mnie 
upewni, że na to zasługuje? Oto! – co widzę: Przewrotnośd wszędzie się szerzy, 
coraz  bardziej  się  rozpościera  i  panoszy.  To  mnie  napawa  obawą,  byś  i  ty 
CZŁOWIEKU nie ściągnął na się zapalczywości Bożej. Nie wiem, co się stanie; – 
to  jednak  bezwzględna  wola  Paoska,  bym  ci  jasno  ten  wyrok  ogłosił:  "Złe,  źle 
potraci
".  

U  Boga  nie  ma  względów  na  starożytnośd  rodu,  na  zasługi  przodków;  kto 
zgrzeszył, poniesie karę. Czy było kiedy miasto milsze Niebu nad Jerozolimę? – 
Bóg  zaszczepił  tę  najukochaoszą  winnicę  swoją  na  dziwnie  uroczych  górach 
Palestyny,  ogrodził  ją  Prawem,  otoczył  swą  pieczą,  jako  murem  kamiennym, 
oczyścił z cierni i zarośli, które ją głuszyły, wytępił spośród niej Kananejczyków, 
Amonitów,  Amorejczyków  i  inne  ludy  bałwochwalcze.  Jako  wieżę  strażniczą 
umieścił  tam  świątynię,  jako  prasę  postawił  w  niej  ołtarz  i  nie  szczędził 
wydatków i starania, by ją jak najlepiej wyhodowad:, „Co jest, com więcej miał 
czynid  winnicy  mojej,  a  nie  uczyniłem  jej?
".  –  Mimo  to  czymże  ona  teraz?  – 
Chodźcie, a oglądajcie! – Oto zupełnie zielskiem pokryta! A z jakiego powodu? –  

Nie  chciała  nędznica  uwierzyd  dzisiejszej  pogróżce:  "Złe,  źle  potraci".  Po  co  te 
groźby,  po  co  te  groźby?  –  "Nie  przyjdzie  na  nas  złe",  oto  słowa,  które  od 
czasów Jeremiasza niewierni Izraelici mieli zawsze na ustach. Prorocy na wiatr 
do  nich  mówili.  –  Ci  słudzy  Paoscy  –  mówili  sobie  –  chcą  nas  przestraszyd. 
Używajmy życia, bawmy się, cieszmy się. Ach, zuchwały ludu! "Albo nad takim 
narodem nie pomści się dusza moja?
" (– mówi Pan. Niedługo zobaczycie gniew 
Boży  nad  sobą.  Weźmy  sobie  ten  przykład  za  naukę,  Chrześcijanie;  niejeden  z 
nas  może  gardzi  Bogiem,  jako  niezdolnym  do  pomsty;  niejeden  może  sobie 
powiada:  "Nie  przyjdzie  na  nas  złe,  nie  przyjdzie  na  nas  złe".  Wiecie,  com 
postanowił  uczynid  tego  poranku?  Zawstydzid  owych  niedowiarków  i 
udowodnid im, że gromy spadną na nich dlatego, że sobie drwią z grzmotów.  

II.  Jednym  z  najważniejszych  dowodów  niezmierzonej  dobroci  i  miłosierdzia 
Bożego  są  –  według  mego  zdania  –  te  straszne  groźby,  którymi  chce  Stwórca 
przywieśd  grzeszników  do  upamiętania  i zbawid  ich.  Nie  ma  ochoty  karad  ten, 
kto  często  na  groźbach  poprzestaje.  Dlatego  przepowiednie  kar  można  by 

background image

 

nazwad  tarczą  zagrożonego,  ponieważ  grzeszny  ma  czas  do  ucieczki  i  może 
chłosty uniknąd. Stąd twierdzi św. Augustyn: "Gdyby nas Bóg chciał karad, nie 
upominałby nas tyle wieków naprzód. Niechętnie karze, kto wcześnie wskazuje 
drogę do ucieczki. Zaprawdę, nie chce cię uderzyd ten, kto woła na ciebie: Strzeż 
się
".  

Gdyby więc Bóg z upodobaniem karał, nie wysyłałby grzmotu przed piorunem, 
błyskawicy przed grzmotem. Nigdzie nie czytamy, aby kiedy Pan Bóg karał przed 
upomnieniem. Posyłał On w różnych czasach Proroków do narodu wybranego. 
Co  uczynił,  chcąc  przepowiedzied  ludowi  swemu  napad  nieprzyjacielski?  Kazał 
Izajaszowi  bez  sukien  chodzid  po  mieście.  Albo  co  uczynił,  gdy  przepowiadał 
uprowadzenie  w  niewolę  pokoleo  izraelskich?  Kazał  Jeremiaszowi  chodzid  w 
kajdanach po Jerozolimie. Gdy chciał uwiadomid Żydów o przyszłym oblężeniu i 
najstraszniejszym  głodzie,  rozkazał  Ezechielowi  przez  trzysta  dziewięddziesiąt 
dni leżed na lewym boku i jeśd suchy, sproszkowany gnój wołów, pomieszany z 
chlebem. Podobnie później różne plagi rozmaicie przepowiadał. Chciał przez to 
upomnied naród, by opłakiwał swe winy, poprawił życie i uniknął w ten sposób 
Jego zagniewanej prawicy. Gdy się nad tym zastanawiał pobożny król Dawid, te 
rzewne  wypowiedział  słowa:  "Dałeś  znak  bojącym  się  Ciebie,  aby  uciekali  od 
oblicza łuku, aby byli wybawieni mili Twoi
" . I dziwna rzecz, że ludzie nie wierzyli 
Bogu: im więcej On groził, że złe źle potraci, tym bardziej Go obrażali, jak gdyby 
mieli niezatartymi zgłoskami wyryte w sercu to przewrotne zdanie:, „Jeżeli nie 
zobaczę,  nie  uwierzę
".  I  cóż  się  działo,  moi  drodzy  Chrześcijanie?  – 
Niedowiarstwo ludzkie zmuszało Boga, że spuszczał kary zapowiedziane.  

To niedowiarstwo sprowadziło potop na ziemię, bo zepsuty świat nie poprawił 
się, gdy Noe wzywał do pokuty . Ono sprowadziło na rozpustnych mieszkaoców 
Sodomy  deszcz  ognisty,  bo  się  z  Lota  śmiali,  gdy  im  tę  karę  głosił. 
Niedowiarstwo  zatopiło  upartych  Egipcjan  w  morzu  Czerwonym,  bo  się  nie 
upamiętali,  pomimo  tylu  poprzednich  i  cudownych  plag.  Ono  było  przyczyną 
śmierci dla mnogiej liczby Izraelitów na puszczy, gdyż wzgardzili upomnieniem 
Mojżesza,  który  tę  klęskę  zapowiedział.  Ono  wytraciło  Asyryjczyków  pod 
Betulią,  bo  sobie  drwili  ze  słów  Achiora.  Obecne  klęski  musimy  przypisad 
również  naszemu  niedowiarstwu.  Ach!  kochani  Słuchacze!  w  tym  wieku  łono 
nasze  szarpią  straszne  boleści,  grzbiet  nasz  ugina  się  pod  ciężkimi  razami.  My 
jednak sobie mówimy, że nie trzeba się tak bardzo lękad: "Nie przyjdzie na nas 
to złe: nie przyjdzie na nas to złe
". Tak? – Może chciałbyś, grzeszniku, wprzód 
widzied  Boga  na  tronie  niebieskim,  Boga  znającego  twe  winy,  Boga 
zagniewanego,  mającego  dośd  siły,  by  karał  przestępstwa,  a  wtedy  dopiero 
uwierzysz?  

background image

 

Chciałbyś  może  widzied,  że  Pan  Bóg  nie  tylko  grozi,  ale  i  karze  rzeczywiście? 
Cieszę  się  z  tego  i  zaspokoję  twe  pragnienie.  Nie  będę  w  tym  celu  przenosił 
myśli twoich w  ubiegłe stulecia; przypatrz się tylko  współczesnym wypadkom, 
ponieważ świeże zdarzenia więcej poruszają, niż przeszłe.  

III.  Czy  Bóg  w  naszym  wieku  nie  okazał  dowodnie,  że  nie  tylko  upomina,  ale 
także i karze? – Zapewne nie chcesz tego przyznad, gdy mówisz: "Nie przyjdzie 
na nas złe
"? Przecież masz oczy; patrz na te strumienie krwi, patrz na te stosy 
ciał i kości ludzkich! – Ślady zaciekłych wojen wszędzie są widoczne. Pokaż mi w 
tej nieszczęśliwej Europie królestwo, prowincję, księstwo, albo miasto, które by 
nie słyszało ponad swymi bramami wznoszącego się odgłosu bębnów, dźwięku 
trąb, tętentu konnicy? – Włochy, Hiszpania, Francja, Germania, Flandria, Anglia 
nie  cieszyły  się  błogim  pokojem  i  nie  kładły  się  do  snu  bez  troski.  Ileż  dusz 
zginęło  w  tych  powszechnych  zamieszkach?  –  Kto  je  zdoła  policzyd?  – 
Wystarczy  powiedzied,  że  samo  zdobycie  Ostendy  kosztowało  osiemdziesiąt 
tysięcy  ludzi,  którzy  polegli  wśród  strasznej  walki.  Z  tego  jednego  wypadku 
osądź,  ile  to  klęsk  spadło  na  Europę  w  różnych  miejscowościach,  wśród 
rozmaitych i zaciętych stronnictw, przez tak długi czas, jeżeli wzięcie Ostendy, 
pierwsze smutne wieku naszego  zdarzenie, tyle ofiar pociągnęło za sobą. Lecz 
po  cóż  mówid  o  tym,  czego  już  nie  widzimy?  –  Ileż  to  zamków,  niegdyś 
kwitnących, przedstawia teraz smutną dla oka ruinę? – ileż to zielonych niegdyś 
pól teraz leży odłogiem, ileż to wsi dawniej ludnych, stoi teraz pustkowiem, ileż 
to  widzimy  bogatych  miast,  leżących  obecnie  w  gruzach?  Czyż  to  nie  jest 
dopełnieniem  owych  gróźb  Bożych:,  „Jeżeli  pogardzicie  prawa  moje,  dobędę 
miecza za wami i będzie ziemia wasza pusta, a miasta wasze zburzone
".  

Dlaczego, nędzny człowiecze, mówisz: "Nie przyjdzie na nas złe". Otwórz oczy i 
przebiegnij pokrótce myślą owe lata, kiedy całe narody stawały do boju. Za dni 
naszych  ustawiczne  są  zaburzenia,  to  w  Niemczech,  to  w  Portugalii,  to  w 
Kolonii,  to  w  Anglii,  to  w  Paryżu,  to  w  Neapolu,  to  w  Polsce.  Jednemu 
pochłonęły te zamieszki majątek, innego pozbawiły dostojeostw, tego wtrąciły 
do  więzienia,  tamtemu  zamieniły  pałace  w  perzynę  i  gruzy,  innego  pozbawiły 
życia  lub  go  niesławą  okryły.  W  którymże  wieku  było  więcej  tych  smutnych 
wypadków, sporów, haniebnych spisków, ohydnych zdrad, okrutnych zabójstw i 
szpetnych niegodziwości? W naszej Italii może obecnie stosunkowo mniej złego 
się dzieje, ale pamiętne są u nas jeszcze: zniszczenie Monferatu, spustoszenie 
Mantui i smutna klęska Turynu. Lecz kto by chciał z ciekawości przypatrzyd się 
bliżej,  co  cierpią  gdzie  indziej  katolicy  od  heretyków,  albo  co  gorsza, 
chrześcijanie  od  chrześcijan,  ten  na  ów  widok  zadrżałby  z  trwogi.  Co  by 
powiedział,  oglądając  na  ziemi  polskiej  krwawe  zagony  Turków  i  Tatarów, 
których tam sułtan sprowadził? Lecz gorszymi od samych Turków i Tatarów byli 
dla Polaków Polacy; wspomnę tylko Kozaków, butnych rokoszan. Nieszczęśliwe 

background image

 

Niemcy! Widad jeszcze w waszym łonie dymiące się szczątki po owym pożarze, 
który  wzniecił  zwycięski  wróg  Gustaw,  kiedy  przebiegał  wasze  prowincje, 
szybko  jak  błyskawica,  niszcząc  i  zagarniając  w  krótkim  czasie  Würzburg, 
Bambergę,  Moguncję,  Augsburg,  całą  Frankonię,  Szwabię,  Palatynat.  A  Turek 
rozpanoszył  się  we  Waradynie,  Nitrii,  Nowarynie;  a  iluż  nadto  krajom 
chrześcijaoskim zamierza nałożyd jarzmo podłej niewoli? Ustawicznie niepokoi 
nasze morza, pustoszy i niszczy nasze porty, zdobywa nasze posiadłości. Gdyby 
szumiące morze nie głuszyło łez Kandii (Krety), zdobytej przez Turka, to morze, 
które zewsząd ją oblewa, natenczas gorzko żaliłaby się na jarzmo barbarzyoskie 
i wycisnęłaby strumienie łez z ócz naszych.  

Oto wiek, który spoglądał na tyle zmian politycznych, który widział tylu książąt 
uwięzionych  i  wygnanych!  Lecz  co  gorsza,  wiek  nasz  widział  króla  starej 
dynastii,  króla  Anglii,  skazanego  na  śmierd  przez  własnych  poddanych.  Nie 
przyjdzie na nas złe? Kto uniknął miecza, ten zginął od głodu. Tu muszę zawoład 
z  Jeremiaszem:,  „Jeżeli  wynijdę  w  pole,  oto  pobici  mieczem,  a  jeśli  wnijdę  do 
miasta,  oto  zmorzeni  głodem
".  Świadczą  o  tych  nieszczęściach  zrujnowane 
rodziny po miastach, zniszczone gminy i ludzie niegdyś bogaci, a teraz żebracy 
bez dachu. Lecz czy  te klęski były może jeszcze za małe, że niebo  przydaje do 
nich  nieurodzaj?  Niedawno  temu,  w  mieście  węgierskim  Budzie,  zamiast 
deszczu padał na ziemi ołów i tak spełniła się dosłownie następująca pogróżka: 
"Niechaj będzie niebo, które nad tobą jest, miedziane, a ziemia, którą depcesz, 
żelazna
".  Przeciwnie  u  nas  sprowadziła  nieurodzaj  ogromna  powódź,  co  się 
często zdarza. Wskutek tej klęski widzieliśmy wszędzie zgłodniały i niezdolny do 
pracy  lud.  Ja  sam  byłem  podówczas  w  stolicy  chrześcijaostwa,  kiedy  biedacy 
kostnieli na ulicach od zimna, a wycieoczeni głodem, padali na ziemię i wreszcie 
umierali. Takie sceny pojawiały się codziennie po kilka razy, bo liczba nędzarzy 
daleko przewyższała liczbę tych, którzy nieśli ratunek. Cóż dopiero musiało się 
dziad  w  tych  okolicach,  w  tych  miasteczkach  i  wsiach,  gdzie  była  bez 
porównania  większa  nędza,  a  mniejsza  pomoc?  Nie  spełniłaż  się  tu  widocznie 
przepowiednia: "Niechaj skarze Pan niedostatkiem, zimnicą". A wy powiadacie: 
"Nie przyjdzie na nas złe"?  

O  ślepoto,  która  nie  chcesz  uznad  klęsk,  zarazy  i  śmiertelności,  grasujących  w 
całej Europie! Kto wie, czy to nie owa pobłażliwa dobrod Boża kazała przez cały 
miesiąc  świecid  na  niebie  złowrogiej  komecie  w  naszym  wieku?  Jej 
przypisywano,  że  w  jednym  miesiącu,  wnet  po  sobie,  zeszli  z  tego  świata: 
Papież,  dwóch  królów,  hiszpaoski  i  szwedzki,  cesarzewicz,  matka  cesarzowej, 
wielki  sułtan  turecki  i  inni  mocarze  ziemscy.  Lecz  ja  sądzę,  że  ona  jeszcze 
większe klęski zapowiadała; albowiem niebo nie do jednego przemawia stanu, 
gdy  otworzy  swe  usta.  Lud  tłumaczy  sobie  to  zjawisko  nadzwyczajne  tylko  na 
niekorzyśd  książąt,  bo  nie  rozumie  języka  niebieskiego,  po  swojemu  go  sobie 

background image

 

objaśnia, uwalnia od klęsk plebejuszów, do których sam należy. Wszak zaraz po 
tym zjawisku wybuchła zaraza, która zniszczyła tyle kwitnących krajów Europy i 
dotychczas  niszczy. Gdyby  ktoś w  tej  chwili  mógł  zajrzed  naraz  w  kilka  miejsc, 
zobaczyłby wiele matek, oniemiałych z żałości, ochrypłych dla jęków bolesnych 
po  utracie  dziatek,  zobaczyłby  martwych  towarzyszy  swego  życia.  Jakież 
przerażenie  ogarnia  umysł  na  widok  niegdyś  tak  pięknych,  tak  wesołych  i 
ludnych  miast,  które  teraz  napełnia  brud,  w  których  słychad  jęki  okropne,  na 
widok miast, zamienionych w pustynię? Gdziekolwiek okiem rzucisz, zobaczysz 
wokoło chorych bez nadziei, lub umierających bez ratunku. Wozy pełne trupów, 
krążą  codziennie  po  mieście,  jak  gdyby  w  tryumfie  obwoziły  śmierd,  tym 
bledszą,  im  sroży  się  zuchwalej.  Mieszkaniec  każdego  niemal  domu  wyrzuca  z 
okien smutny podatek śmierci. Ten oddaje przyjaciół, ów panów, ten małżonkę, 
ów siostry, ten rodziców, w obawie, że może rychło sam pójdzie za tymi, którzy 
z rana wybrali się na drogę wieczności.  

Gdybyś mnie zapytał, gdzie to w tym wieku wybuchła najpierw okropna zaraza, 
wskazałbym  ci Sycylię;  stąd  rozeszła  się  po  całej  Europie.  Italia  za  dni  naszych 
złożyła  temu  aniołowi  śmierci  hojną  daninę,  bo  milion  trupów.  Następnie 
wskazałbym  ci  Francję,  Hiszpanię  i  Dalmację,  Kandię,  a  nadto  Anglię,  Polskę, 
Korsykę,  Sardynię,  Katalonię.  W  krajach  tych  przez  długi  czas  były  widoczne 
ślady  strasznej  śmiertelności,  jak  na  morzu  widad  po  burzy  liczne  szczątki 
rozbitych okrętów. Czyż to nie jest oczywistym spełnieniem tych groźnych słów: 
"Rozmnoży  Pan  plagi  twoje,  plagi wielkie i  trwałe,  choroby  złe  i  ustawiczne,  a 
drogi  wasze  spustoszeją
".  Co  na  to  powiesz?  czy  się  jeszcze  będziesz  upierał 
przy swym niedowiarstwie? "Nie przyjdzie na nas złe"? A jakiego ty krom tego 
żądasz dowodu, byś uwierzył, że "Bóg złe źle wytraci"? Chciałbyś może widzied 
ziemię  zalaną  wodami?  Idź  do  Flandrii!  Chciałbyś  widzied  pola  zniszczone 
ogniem?  Pytaj  się  o  to  Neapolu!  Chciałbyś  widzied  ludzi,  których  pochłonęło 
trzęsienie ziemi? Idź do Kalabrii! Jak przerażający widok przedstawia się w tych 
okolicach  ciekawemu  wzrokowi!  Oto  ciemne  chmury  dymu,  złowroga  ulewa 
popiołów,  szeleszczące  odłamy  skał,  strumienie  siarki,  ogniste  płomienie, 
straszny łomot walących się domów, zwierzęta zapadające się w przepaśd! Lecz 
co  ja  mówię  zwierzęta?  Nie  tylko  zwierzęta,  ale  całe  gromady  ludzi  ginęły  w 
głodnej paszczy ziemi, która od czasu do czasu się otwierała. Nie chcę niczego 
pominąd milczeniem.  

Czyż  nie  tkwią  świeżo  dotąd  w  pamięci  okropne  klęski,  które  spadły  na 
mieszkaoców  Raguzy  i  Rimini?  Obydwa  te  ludy  –  dziś  przypada  rocznica  tych 
zdarzeo – wcale nie spodziewały się nieszczęścia, które ich spotkało przed kilku 
laty. Oddawali się rozmaitym zajęciom, kupowali, sprzedawali i mieli nadzieję, 
że  będą  uroczyście  i  wesoło  obchodzili  także  Wielkanoc.  Lecz  niestety,  jakże 
smutną  Paschę  święciły  te  miasta!  Zdaje  się,  jakby  dziś  jeszcze  słychad  było 

background image

 

odgłos jęczących ludzi, którzy uciekali z domów na pola, z pól do  zabudowao, 
mając  ciągle  pod  swymi  stopami  trzęsienie  ziemi,  przy  boku  śmierd,  a  przed 
oczyma  pogrzeb.  Czyż  to  nie  jasna  rzecz,  że  ten  śmiertelny  przestrach  owych 
ludzi jest zupełnym i całkowitym spełnieniem następującej przepowiedni Bożej: 
"I będzie żywot twój jakoby wiszący przed tobą. Będziesz się bał i w nocy i we 
dnie, a nie będziesz wierzył żywotowi twemu. Po ranie będziesz mówił:, Kto mi 
da  wieczór?  a  w  wieczór:,  Kto  mi  da  zaranie?  dla  strwożenia  serca  twego, 
którym  się  strachad  będziesz  i  dla  tego,  co  widzied  będziesz  oczyma  twymi
"? 
Więc  dobrze;  mów  sobie  dumny  człowiecze:  "nie  przyjdzie  na  nas  złe,  nie 
przyjdzie
".  To,  com  ci  opowiedział,  możesz  własnymi  oglądad  oczyma,  alboś 
czytał  o  tym  w  publicznych  pismach,  lub  słyszałeś  z  ust  wielu  wiarogodnych 
świadków. Wypadki te bowiem tysiącami ust roznosi wieśd po świecie, tak, że 
wiadomośd  o  nich  nie  jest  żadną  chlubą,  a  przeciwnie  nieświadomośd  w  tym 
kierunku uchodziłaby za wielką haobę.  

IV.  Ach,  ja  nieroztropny:,  czemu  się  tyle  męczyłem,  aby  zawstydzid 
niewierzących, kiedy trzeba byd chyba ślepym, aby nie widzied tych okropnych 
klęsk,  które  codziennie  na  nas  spadają! A  przeto,  moi Słuchacze,  niewłaściwie 
się  wyraziłem,  mówiąc,  że  nie  chcemy  wierzyd,  dopóki  nie  zobaczymy. 
Powinienem był raczej powiedzied, że nie chcemy wierzyd, chociaż widzimy. A 
to  właśnie  jest  owym  wielkim  niedowiarstwem,  o  którym  mówi  Jeremiasz: 
"Ubiłeś je, a nie boleli, ani chcieli wierzyd" . Oto, jak postępują sobie grzesznicy, 
gdy słyszą groźby, żartują sobie z nich, mówiąc, że nie widzą ich spełnienia. Gdy 
potem  Pan  Bóg  spuszcza  kary,  oni  w  zatwardziałości  swej  nie  chcą  wierzyd, 
chociaż  już  na  sobie  doświadczają:  "Ubiłeś  je,  a  nie  chcieli  wierzyd".  Lecz 
dlaczego się tak dzieje, o święty Proroku? Czyż nie widzą przed oczyma karzącej 
prawicy?  czyż  nie  doświadczają  namacalnie  jej  ciosów?  Dlaczego  więc  nie 
wierzą  w  karzącą  sprawiedliwośd  Boga?  "Zaprzali  się  Pana  i  mówili:  Nie  masz 
go
". Wierzą, że to kara rzeczywiście sroga, ale nie wierzą, że ona pochodzi od 
Boga.  Nie  wierzą,  że  to  Bóg  zsyła  owe  wojny,  drożyzny,  mory,  powodzie, 
pożary, zaburzenia, trzęsienia ziemi. "Zaprzali się Pana i mówili: Nie masz go". 
Czy  Faraon  nie  widział  najdokładniej  kar,  które  spadały  ustawicznie  na  jego 
głowę?  czy  nie  widział  ciemności,  które  pochłonęły  światłośd  dzienną?  gradu, 
który  strącał  liście  z  drzewa?  szaraoczy,  która  pożarła  łany  zbóż?  wrzodów, 
które  okrywały  ludzi?  zarazy,  która  zabijała  zwierzęta?  Istotnie,  widział  to 
wszystko;  a  jakichże  ten  przewrotny  król nie  używał wybiegów,  aby  nie  uznad 
prawdy,  którą  sami  jego  dworzanie  wyznawali:  "Palec  Boży  jest  tu"?.  Zwołał 
zewsząd  najsławniejszych  czarnoksiężników,  chcąc  zbadad,  czyby  nie  można 
tych  nadzwyczajnych  zjawisk  przypisad  jakiej  innej  ręce,  chociażby  nawet 
diabelskiej. Szukał, śledził, namyślał się, rozkazywał magom, aby i oni podobne 
czynili znaki. Zamieniali więc laski w węże, barwili wodę krwią, wywabiali żaby z 

background image

 

rzek,  zgromadzali  muchy  w  powietrzu.  A  gdy  w  koocu  widział,  że  czarownicy 
uznali się za zwyciężonych, czy ustąpił? Nie chciał sobie z głowy wybid, aby cuda 
Mojżeszowe  nie  miały  byd  czarodziejską  sztuką.  Tak  to  uporczywie  odrzucają 
grzesznicy  karzącą  sprawiedliwośd  Boga,  nie  chcąc  jej  w  żaden  sposób  uznad. 
Nie  twierdzę,  jakoby  chrześcijanie  powszechnie  dochodzili  do  tej 
zatwardziałości i ślepoty ducha, co Faraon, boby to było z mej strony przesadą. 
Lecz  również  i  oni  wśród  nieszczęśd  z  trudnością  uznają  prawicę,  która  ich 
karze.  Wy  to  dobrze  wiecie.  Gdy  głodny  wilk  wpadnie  do  waszej  owczarni  i 
porwie  owcę,  przypisujecie  to  niedbalstwu  stróża.  Gdy  ogieo  gwałtowny 
ogarnie  wasze  zagrody,  wy  składacie  winę  na  złośliwego  sąsiada.  Gdy  ciało 
wasze  niszczy  uporczywa  febra,  wy  obwiniacie  o  nieumiejętnośd  lekarza.  Czyż 
wszystkich  wojen,  które  się  srożą,  nie  przypisujemy  chciwości  panujących, 
dążących do powiększenia swych paostw, albo poddanym, którzy chcą zrzucid z 
siebie ciężkie jarzmo niewoli? Rozpasanym żołnierzom przypisujemy zniszczenie 
wiosek,  grabież  miast;  nieświadomości  hetmanów  porażki  i  klęski  wojenne; 
nieuwadze,  nieostrożności  żeglarzy  rozbicie  okrętów  i  stratę  towarów; 
chciwości  urzędników  nieznośne  podatki  i  ucisk  ludu;  niesprawiedliwości 
sędziów przegranie procesu i utratę ojcowizny. Jeszcze się tym nie zadowalamy, 
lecz  posługujemy  się  nadto  czczymi  słowami:  los,  przygoda,  przypadek.  Gdy 
ktoś ze skały spada w przepaśd, gdy się topi w rzece, ginie wśród pożaru, albo 
znajduje  śmierd  pod  gruzami  walących  się  domów,  nazywamy  to  smutnym 
przypadkiem.  Lecz  jeszcze  nie  dosyd.  Trwając  w  uporczywym  niedowiarstwie, 
chcielibyśmy  wyczytad  w  gwiazdach  nasze  losy  i  klęski  i  przypisujemy  takowe 
raczej  martwym  istotom,  niż  Bogu  żywemu.  O  ślepoto  i  głupoto  ludzi 
przewrotnych  i  szalonych,  którzy  widząc  karę,  nie  chcą  uznad  jej  sprawcy  i 
przyczyny!  "Ubiłeś  je,  a  nie  chcieli  wierzyd,  zaprzali  się  Pana  i  rzekli:  Nie  masz 
go
".  

V.  Nie  łudźmy  się,  Chrześcijanie,  nie  łudźmy  się,  bo  to  rzecz  bardzo 
niebezpieczna.  Nie  chcę  tu  mówid  obszerniej  o  gwiazdach,  które  nie  są 
sprawcami,  lecz  co  najwięcej  mogą  byd  tylko  znakami  nieszczęśd,  i  to  często 
zawodzącymi; wynik zależny od naszej wolnej woli. Dlatego mądrze poucza nas 
Jeremiasz,  byśmy  na  nie;  nie  zważali:  "A  znamion  niebieskich  nie  bójcie  się, 
których  się  boją  poganie
".  Lecz  zwrócę  uwagę  waszą  na  stworzenia  już  to 
rozumne,  już  to  nierozumne,  już  to  żyjące,  już  to  nieżywotne,  które  bywają 
czasami  narzędziami  zapalczywości  Bożej  przeciwko  nam.  Powiada  Izajasz 
Prorok: "Rózgą gniewu Pana i kijem Jego są". Dlaczegóż więc zważamy jedynie 
na rózgę, która nas siecze, a nie chcemy widzied ręki, która nią kieruje? Głupi to 
człowiek,  który  otrzymawszy  od  nieprzyjaciela  cięcie  mieczem,  mówi,  że  go 
miecz  uderzył,  a  nie  wróg.  Nie  dziwilibyśmy  się  dziecku,  gdyby  mówiło,  że 
trzcina  je  bije,  a  nie  nauczyciel.  Zbrodniarz,  skazany  wyrokiem  panującego  na 

background image

 

powieszenie,  nie  nazwie  przecież  wykonawcę  tego  wyroku  czyli  kata  sprawcą 
swej śmierci. Kiedy wśród chłost nie chcemy uznad Boga, kiedy nawet mówimy, 
że  Go  nie  ma  w  niebie,  podobni  jesteśmy  do  głupiego  i  nieroztropnego  psa, 
gryzącego wściekle ów kamieo, który go uderzył, a nie troszczącego się wcale o 
rękę, która kamieo rzuciła. Dlaczego się tak dzieje między nami? Bo nie chcemy 
wejśd  w  siebie,  upamiętad  się  i  przyznad  do  winy.  Przypisując  nieszczęście 
innym przyczynom, nie zastanawiamy się nad wielkością występku, dla którego 
ponosimy karę. Nie myślimy o sprawiedliwości Bożej, która nas chłoszcze i tak 
powoli  pozbywamy  się  tej  wrodzonej  bojaźni  i  przeświadczenia,  że  Bóg  jest 
Panem świata, który widzi każdy nasz występek i zapisuje każdą naszą zbrodnię. 
Bojaźo  tę  chciałby  grzesznik  usunąd  ze  swej  duszy,  gdyby  mógł,  wedle  słów 
Psalmisty: "Rzekł głupi w sercu swym: nie masz Boga". W tekście greckim słowo 
Bóg  (Elochim)  oznacza  Boga,  który  wszystko  widzi,  za  wszystko  karze;  a  więc 
głupi  powiada  niejako  w  sercu  swoim,  że  nie  ma  mściciela  na  niebie. 
Grzesznikowi bowiem wstrętną jest wiara, że istnieje Bóg, który zażąda liczby z 
włodarstwa naszego; uznaje on tylko Boga miłosiernego, łaskawego i dobrego. 
Wyrazy: "Bóg sprawiedliwy" palą go, dręczą, niepokoją, dlatego wśród chłosty 
popada  w  zatwardziałośd.  Zamiast  przypisad  ją  głównemu  sprawcy,  tj.  Bogu, 
przypisuje ją ludziom. Gdy nie może ludziom, przypisuje ją ślepemu losowi, lub 
przynajmniej  gwiazdom.  I  tak  łudzi  się  ciągle  nieszczęśliwy  i  pochlebia  sobie 
wpośród  własnych  złości:  "Ubiłeś  je,  a  nie  chcieli  wierzyd.  Zaprzali  się  Pana  i 
mówili: nie masz go
".  

VI. Gdybyśmy rzeczywiście wierzyli, moi Słuchacze, że Bóg nas karze za grzechy, 
czyżbyśmy  brnęli  w  nie  coraz  głębiej?  Trzeba  tu  koniecznie  zapłakad  ze  św. 
Cyprianem: "Oto Bóg zsyła plagi, a nie masz bojaźni Boga; oto spadają na nas 
razy i bicze z góry, a nie masz między nami obawy i niepokoju
". Czyż nie poucza 
nas  o  tym  codzienne  doświadczenie?  Jakże  mało  poprawiają  się  ludzie  wśród 
obecnych  klęsk!  Owszem  wskutek  zarazy  pomnażają  się  rabunki  i  zaciekłe 
gniewy,  wskutek  głodu  rośnie  niesprawiedliwośd  i  lichwa;  wojna  sprowadza 
rozpustę i rozwiązłośd: "I dałem wam zdrętwienie zębów we wszech mieściech 
waszych,  
–  mówił  Bóg  przez  Amosa  do  swego  ludu  –  i  niedostatek  chleba  po 
wszech miejscach waszych, a nie nawróciliście się do mnie, mówi Pan. Jam tez 
zahamował  od  was  deszcz,  a  nie  nawróciliście  się  do  mnie.  Karałem  was 
wiatrem  palącym,  a  nie  nawróciliście  się  do  mnie.  I  uczyniłem,  że  przyszła 
zgniłośd  obozów  waszych  w  nozdrze  wasze,  a  nie  wróciliście  do  mnie,  mówi 
Pan
".  Kto  z  was,  moi  Słuchacze,  może  mi  powiedzied,  kiedy  król  Baltazar 
odbywał  swą  ucztę  świętokradzką  i  zbrodniczą,  opisaną  u  Daniela?  "Uczynił 
Baltazar wielką ucztę dla dworzan swoich
". Czy sądzicie, że się to stało w czasie 
godów  weselnych,  albo  może  na  przyjęcie  znakomitych  monarchów,  albo  z 
powodu zawarcia korzystnego pokoju lub podbicia licznych narodów? Powiada 

background image

10 

 

św.  Hieronim,  że  się  to  działo  wtenczas,  kiedy  go  ze  wszystkich  stron  obległ 
Cyrus:  "Tak  dalece  zapomniał  się  król,  iż  w  czasie  oblężenia  trawił  czas  na 
biesiadach
".  Bluźnierca  ów  zapijał  wśród  licznego  orszaku  nałożnic  z  naczyo, 
zabranych  ze  świątyni  jerozolimskiej,  nie  zważając  wcale  na  jęki 
nieszczęśliwych,  którzy  lecieli  w  przepaśd  z  murów;  pił  na  zdrowie  wszystkich 
ojczystych bogów, uczynionych z metalu, marmuru i drzewa, jak mówi św. Jan 
Chryzostom:  "Pił  wino  i  chwalił  bożków  złotych,  srebrnych,  spiżowych, 
żelaznych,  drewnianych  i  kamiennych
".  Jak  smutny  przedstawiał  widok  potop, 
który  Bóg  spuścił  na  ziemię,  ażeby  ją  oczyścid  ze  wszystkich  jej  brudów!  A 
przecież mimo tych olbrzymich wód, jeden z synów Noego myślał o nieczystych 
rozkoszach.  Jak  smutny  i  ponury  widok  owego  ognia,  którym  Bóg  ukarał 
Sodomę za przeklętą rozpustę! A mimo tego córki Lota nie wahały się dopuścid 
kazirodztwa.  Lecz  nie  szydźmy  sobie  z  obcych  nieszczęśd,  byśmy  kiedyś  nie 
musieli zapłakad gorzko nad własnymi.  

Powiedzcie,  Słuchacze,  czy  widad  u  nas  znaczną  poprawę  po  tych  chłostach, 
które  spadły  na  kraj  nasz?  Zdaje  mi  się,  że  możemy  tu  zawoład  do  Boga  z 
Izajaszem:  "Otoś  się  Ty  rozgniewał  i  zgrzeszyliśmy".  Co  to  znaczy?  Pojąłbym 
łatwo te słowa, gdyby był Prorok powiedział: "Zgrzeszyliśmy i rozgniewałeś się", 
a  nie  przeciwnie.  A  jednak  tak  się  dzieje  istotnie,  jak  Prorok  powiedział. 
Wyjdźcie na ulicę i przypatrzcie się, czy po tych wszystkich klęskach zmniejszył 
się bezwstyd w obcowaniu, albo niesprawiedliwośd w sprzedaży? Wejdźcie do 
domów,  a  przekonacie  się,  ile  tam  kłótni  między  bradmi  i  zawiści  między 
rodzinami. Wstąpcie do sypialni i uważajcie, czy się zmniejszyły nieczyste mowy 
i  rozpusta  między  małżonkami.  Weźcie  udział  w  zabawach  wieczornych,  by 
zobaczyd,  czy  tam  mniej  teraz  bluźnierstwa  w  opowiadaniu,  albo  próżności  w 
słowach. Idźcie na wieś, aby się przekonad, czy ustało pijaostwo i gry namiętne. 
Wstąpcie  na  chwilę  do  kościołów  i  uważajcie,  czy  teraz  mniej  w  nich 
nieuszanowania,  czy  mniej  niewłaściwych  rozmów  i  spoglądao?  I  czyż  my 
wierzymy,  że  za  grzechy  nasze  Bóg  zesłał  te  wszystkie  klęski?  Nie,  kochani 
Słuchacze! Ustami może przyznajemy, lecz w sercu nie wierzymy: "Ubiłeś je, a 
nie  chcieli  wierzyd.  Zaprzali  się  Pana  i  mówili:  Nie  masz  go
".  Wierzmy,  Bracia, 
wierzmy, bo to święta prawda. Wyznajmy, że Bóg jest, że jest Sędzią naszym, że 
jest  sprawiedliwym,  piorunowładnym.  Starajmy  się  Go  przebłagad  na  każdy 
dzieo.  

VII. Wiemy doskonale, że niektórzy gorliwie to czynią; lecz którzyż to są? To ci, 
którzy  bynajmniej  nie  spowodowali  tych  klęsk,  to  najniewinniejsi,  najmniej 
skalani  występkami,  najpobożniejsi.  Niestety,  winowajcy  nic  o  tym  nie  myślą! 
Czy  wiecie,  co  się  w  tych  wypadkach  dzieje?  To  samo,  co  zaszło  na  okręcie 
nieposłusznego proroka Jonasza. Na widok niespodziewanej, gwałtownej burzy, 
o której Pismo św. opowiada, przelękli się bardzo wszyscy żeglarze i podróżni, 

background image

11 

 

chociaż  byli  niewinni.  Z  natężeniem  sił  spuszczali  żagle,  wyrzucali  ciężary  z 
pokładu, by ulżyd okrętowi. Ten biegł do steru, tamten chwytał za wiosło, inny 
za liny. Wszyscy płakali, wołali i wzdychali do Boga. Tymczasem winowajca spał 
spokojnie  na  pokładzie  zagrożonego  statku,  nie  zważając  wcale  na  świst 
wiatrów,  szum  fal,  huk  grzmotów,  trzask  piorunów  i  wołania  marynarzy.  "
Jonasz  spał  snem  twardym
".  Potrzeba  było,  aby  nao  sternik  dopiero  zawołał, 
poruszył i obudził go słowami pełnymi wyrzutów: "I przystąpił ku niemu sternik i 
rzekł  mu:,  Co  ty  tak  twardo  śpisz?  Wstao  i  wzywaj  Boga  twego,  może  snadź 
rozmyśli się Bóg o nas, a nie zginiemy
". Jakżeż się nieraz lękam, Słuchacze, aby 
między nami nie było podobnie! Niebo grozi znakami, gniewa się, burzy i chce 
nas  zagubid,  a  któż  tymczasem  stara  się  go  przebłagad?  Oto  niewinni,  którzy 
cierpią  z  powodu  drugich.  Oni  to  łzami,  jałmużnami,  włosiennicą,  dyscypliną  i 
wszelkimi innymi środkami starają się uciszyd tę burzę. A cóż czynią winowajcy, 
lichwiarze, mściwi, rozpustnicy?  

Ach, zamiast się obudzid, zasypiają twardo w lenistwie duchowym wśród swych 
nieprawości! Kochani Chrześcijanie, czy nie ma między wami żadnego Jonasza, 
dla którego win groźne burze  przeciwko nam powstają? Pokażcie mi go, jeżeli 
jest,  gdyż  chciałbym  się  doo  zbliżyd  i  wzbudzid  go  słowy  owego  gorliwego  i 
rozsądnego  sternika:,  „Co  ty  tak  twardo  śpisz?".  Chciałbym  mu  powiedzied: 
"Wstao, wstao, wzywaj Boga Twego, może snadź rozmyśli się Bóg o nas, a nie 
zginiemy
". Ach, grzeszniku, ktokolwiek ty jesteś, czemu tak twardo śpisz, co za 
nierozum i głupota ogarnęła cię? Co chwila spadają na nas z nieba nowe kary, a 
ty  tak  śpisz  twardo?  Dlaczego  się  nie  uciekasz  do  Boga,  dlaczego  Mu  się  nie 
polecasz?  jeszcześ  się  nie  ocucił?  Wstao,  wstao,  obudź  się  biedny  grzeszniku! 
powstao  przecież  raz  z  tego  zgubnego  letargu!  Powstao  i  porzud  sprośne 
uczynki, ponieważ Bóg za nie chłoszcze ciało nasze straszną zarazą. Powstao, a 
zawrzyj  raz  pokój,  gdyż  Bóg  za  kłótnie  pustoszy  kraj  nasz!  Powstao,  a  oddaj 
lichwę,  ponieważ  Bóg  za  chciwośd  naszą  spuszcza  nieurodzaj  na  niwy  nasze! 
"Wstao  wreszcie,  wstao,  wzywaj  Boga  Twego,  może  snadź  rozmyśli  się  Bóg  o 
nas, a nie zginiemy
". Prawdopodobnie Bóg dopóty nie wzruszy się, dopóki nie 
będą Go błagali o litośd ci, którzy Go rozgniewali.  

VIII.  Nie  chciałbym  ja  byd  owym  nieszczęśliwym  Jonaszem,  który  śpię  wśród 
burz i nie ruszam się, podczas gdy innych do pokuty wzywam. Ach, Panie, jeżeli 
widzisz, że ja Twój gniew wywołałem, oto jestem, rzud mnie do morza, by tylko 
ocaleli  wierni  Twoi  słudzy!  Drżę  na  myśl,  że  taki  św.  Dominik,  –  dobroczyoca 
rodu  ludzkiego,  który  na  swych  barkach  podtrzymywał  zagrożony  Kościół,  gdy 
przybywał do jakiego miasta, obawiał się, by nie był dla niego zgubą. Dlatego, 
nim  wstąpił  w  jego  bramy,  zatrzymywał  się,  padał  na  kolana  i  rzewnie  błagał 
Pana, by dla jego grzechów nie karał surowo mieszkaoców. Cóż tedy ja uczynię, 
najnędzniejszy  grzesznik?  Czy  nie  powinienem  słusznie  się  lękad,  że  jestem 

background image

12 

 

Jonaszem,  którego  poszukują?  Prawda,  że  przyszedłem  do  tego  miasta  w  tym 
celu, by mu dobrze czynid. Niech przeto Bóg nie dopuści, bym miał ściągnąd dla 
win  moich  na  ten  gród  jakie  nieszczęście!  Wolę  raczej  umrzed!  Oto  jestem  u 
Twych najświętszych stóp i oddaję się na ofiarę dla przebłagania Twego gniewu. 
Jeżeli dla moich występków jestem godzien śmierci, to ubij mię, rzud na mnie 
pioruny, byleś tylko innych nie karał! Pragnąłbym wprawdzie żyd jeszcze i Tobie 
służyd; lecz jeżeli me życie miałoby ściągnąd kary na ludzi, to mię zabierz, Panie, 
spośród żyjących!  

C

C

z

z

ę

ę

ś

ś

ć

ć

 

 

d

d

r

r

u

u

g

g

a

a

 

 

IX.  Gdyby  nasze  niedowiarstwo  tylko  doczesne  kary  na  nas  sprowadzało,  kary 
przemijające, byłoby to jeszcze mniejszym złem; lecz co gorsza, że będzie ono 
dla  nas  przyczyną  wiecznego  potępienia  w  życiu  przyszłym.  Jakież 
usprawiedliwienie  znajdziesz,  ludu  chrześcijaoski,  potępiając  się  wiecznie? 
"Powiedz,  jeśli  co  masz,  abyś  się  usprawiedliwił",  wołam  do  ciebie  słowami 
Izajasza.  Powiedz,  co  podasz  na  swą  obronę?  Czy  się  wymówimy  tym,  jakoby 
nas  Pan  Bóg  nie  przestrzegał  wcześnie  przed  owym  groźnym 
niebezpieczeostwem?  Ileż  to  ustawicznie  daje  nam  natchnieo  i  wskazuje 
środków,  iluż  to  udziela  nam  łask,  jakichże  nie  używa  sposobów,  byśmy  się 
zbawili? Czyjaż tedy wina, jeżeli Jemu na przekór chcemy się potępid?  

Dotychczas  staliście  tutaj  jako  słuchacze,  uważając  na  me  słowa;  czy  nie 
prawda?  Chciałbym  teraz  uczynid  was  sędziami  wyrokującymi;  lecz  pierwej 
posłuchajcie następującego wypadku: Walens z wygnaoca został wyniesiony na 
tron  cesarski.  Kiedy  umocnił  swe  panowanie,  okazał  się  niewdzięcznym 
względem  Boga,  bo  począł  prześladowad  katolików,  a  popierad  Arian.  Kościół 
św. znajdował się w niepocieszonym smutku, był rozdwojony i szarpany jakby 
pazurami dzikiego wilka. Wzruszony jękami Bóg, ulitował się wreszcie i wzbudził 
przeciw  wschodniemu  cesarzowi  barbarzyoców  północy.  Walens  wyruszył  w 
pole z licznym wojskiem przeciwko nieprzyjacielowi.  

Dowiedział się o  tym jeden święty pustelnik, nazwiskiem Izacjusz, mieszkający 
w rozpadlinach skał i opuszczając z natchnienia Bożego swe samotne ustronie, 
wyszedł na spotkanie cesarza. Zbliżył się do Walensa, jadącego na czele wielkiej 
liczby jezdnych i pieszych żołnierzy i zawołał donośnym głosem: Cesarzu, rozkaż 
otworzyd  kościoły  katolickie,  któreś  zamknął,  a  wrócisz  zwycięzcą,  inaczej 
umrzesz.  Słyszał  to  Walens,  lecz  uważając  Izacjusza  za  szaleoca,  niegodnego 
odpowiedzi,  jechał  sobie  dalej.  Mąż  Boży  nie  traci  otuchy,  lecz  wychodzi 
również  dnia  następnego  na  spotkanie  cesarza  i  podniesionym  głosem  znowu 
doo  przemawia:  Cesarzu,  rozkaż  otworzyd  zamknięte  przez  siebie  kościoły 
katolickie, a wrócisz zwycięzcą, inaczej zginiesz. Zmieszał się bezbożny Walens, 
słysząc powtórnie tę samą groźbę; sprzeczne uczucia zawładnęły jego sercem. 

background image

13 

 

Słuchad podobnych upomnieo wydawało mu się słabością; z drugiej zaś strony 
sądził,  że  byłoby  to  lekkomyślnością  wcale  na  nie;  nie  zważad.  Ostatecznie 
postanowił  ze  względu  na  dobro  publiczne  odbyd  wspólną  naradę  w  tej 
sprawie.  Jednakowoż  jego  najzaufaosi  powiernicy,  którzy  byli  Arianami,  kazali 
mu  ukarad  tego  mnicha,  gdyby  się  jeszcze  raz  zjawił.  I  oto  dnia  trzeciego 
pokazuje  się  Izacjusz,  pełen  ufności  w  swoje  posłannictwo,  przerzyna  szeregi 
wojska  w  pochodzie,  dąży  wprost  do  cesarza,  chwyta  za  wodze  jego  rumaka, 
zatrzymuje  go  i  woła  głośno:  Powracam,  cesarzu,  chcąc  cię  jeszcze  upomnied, 
byś otworzył katolickie kościoły, któreś pozamykał, a tak odniesiesz zwycięstwo; 
przeciwnie  umrzesz.  Obok  drogi,  gdzie  stał  Izacjusz,  znajdowała  się  ogromna 
przepaśd, najeżona kolcami i cierniem.  

Rozgniewany  cesarz  kazał  w  nią  strącid  pustelnika  i  odbywał  dalej  pochód  w 
tym  przekonaniu,  że  mnich  znalazł  równocześnie  śmierd  i  pogrzeb  w  czeluści 
strasznej.  Nie  mógł  jednak  stłumid  wewnętrznego  niepokoju  i  wyrzutów 
sumienia,  które  potępiało  ten  okrutny  czyn.  Lecz  cóż  się  tymczasem  dzieje? 
Ledwie że wojsko  ruszyło z miejsca, a oto  trzej młodzieocy, odziani w  śnieżne 
szaty,  spuścili  się  w  przepaśd  i  wyciągnęli  z  niej  Izacjusza  całkiem  zdrowego  i 
nietkniętego.  Ci  trzej  nadobni  młodzieocy  byli  duchami  anielskimi  w  ludzkiej 
postaci,  gdyż  nagle  zniknęli.  Cudownie  zaś  ocalony  pustelnik  rzucił  się  na 
ziemię, złożył serdeczne dzięki Bogu, następnie dopędził cesarza, lecąc w swej 
gorliwości i miłości bliźniego jakoby na skrzydłach po  spadzistej drodze i rzekł 
do  Walensa  z  obliczem  gorejącym:  Sądziłeś,  że  umrę  wśród  przepaści?  Oto 
jestem  i  na  nowo  cię  upominam,  byś  się  upamiętał,  otworzył  świątynie 
katolickie, jeżeli chcesz odnieśd zwycięstwo; inaczej umrzesz. Czy rozumiesz? – 
Umrzesz!  

Lecz  któżby  uwierzył?  Nawet  to  czwarte  usilne  wezwanie  nie  zmiękczyło 
zatwardziałego  cesarza.  Kazał  on  pojmad  Izacjusza  i  oddad  dwom  senatorom, 
Saturninowi  i  Wiktorowi,  by  go  strzegli  aż  do  powrotu  z  wyprawy,  a  wtedy 
otrzyma  zasłużoną  karę.  –  Tak?  odpowiedział  wówczas  Izacjusz  słowami, 
których niegdyś w podobnej okoliczności użył sprawiedliwy Micheasz prorok do 
bezbożnego Achaba: Ty powrócisz, by mnie ukarad? Idź, a jeżeli powrócisz, to 
bądź  przekonany,  że  Bóg  nie  przemawiał  ustami  moimi.  Wydasz  bitwę 
nieprzyjaciołom,  lecz  nie  sprostasz  im,  ustąpisz,  uciekniesz,  a  wreszcie 
wpadniesz  w  ich  ręce  i  spalisz  się  niespodziewanie  w  ogniu.  –  Jak 
przepowiedział  Izacjusz,  tak  się  stało.  Cesarz  wyruszył  do  boju,  wydał 
nieprzyjacielowi  bitwę,  lecz  poniósł  klęskę,  a  uciekając  z  rozproszonym 
wojskiem,  schronił  się  pod  słomianą  chatę;  by  się  ukryd  przed  pogonią 
nieprzyjaciół. Ci jednak odkryli go, podłożyli ogieo pod strzechę i żywcem spalili 
cesarza.  Izacjusz  dostał  się  na  wolnośd  z  wielką  swoją  chwałą,  a  ci  dwaj 
senatorowie, którzy go strzegli, wybudowali mu dwa klasztory.  

background image

14 

 

A  teraz  osądźcie,  moi  Słuchacze,  czy  cesarz  Walens  mógłby  na  dniu 
ostatecznym  publicznie  spierad  się  z  Bogiem  i  utrzymywad,  że  nie  z  własnej 
winy  wpadł  do  ognia,  lecz  że  przyczyną  tego  Bóg?  Co  wam  się  zdaje?  Czy 
wtenczas  Izacjusz  nie  zmusiłby  go  do  milczenia?  Milcz,  rzekłby,  milcz, 
zuchwalcze! Czyż po  czterykrod nie podawałem ci łatwego środka do  ocalenia 
życia  i  duszy  twojej?  Ty  jednak,  zatwardziały  w  złościach,  opierałeś  się 
natchnieniom Bożym, a dla mnie byłeś katem okrutnym. Jak śmiesz teraz żalid 
się, bezbożniku?  

Powiedzcie mi otwarcie, Słuchacze, co sądzicie? Kto by miał słusznośd na sądzie 
ostatecznym?  cesarz,  czy  Izacjusz?  Nie  prawda,  że  ten  ubogi  pustelnik?  Jeżeli 
tak, to ten wyrok jest także przeciwko wam wydany, grzesznicy! Czy może Bóg 
będzie sprawcą waszego potępienia, dokąd sami prostą drogą dążycie? Iluż to 
Izacjuszów na sądzie ostatecznym zamknie wam usta i zawstydzi was? Uczynią 
to przede wszystkim kaznodzieje, nie mówiąc już o innych ludziach, którzy was 
również za życia przestrzegali. Darujcie, że ja także, najnędzniejszy robak, będę 
musiał na owym dniu wystąpid przeciwko wam i bronid sprawiedliwości Bożej, 
mówiąc,  że  wstępowałem  bardzo  często  na  tę  mównicę,  zaklinałem  was  na 
Boga,  abyście  wy  rozpustnicy  zaniechali  grzesznych  miłostek,  jeżeli  chcecie 
uniknąd  ognia  wiecznego.  Was  zaś  młodzieoców  prosiłem,  byście  unikali  złych 
towarzystw;  was  kupców,  byście  nie  oszukiwali;  was  obmówców,  byście 
naprawili sławę, odebraną bliźniemu; was mściwi, byście się pogodzili i zawarli 
pożądany  pokój.  Jeżeli  nie  usłuchacie  tych  zbawiennych  napomnieo,  czy 
będziecie mogli uskarżad się na Boga, bronid i usprawiedliwiad się? Bóg ze swej 
strony wszystko dla was uczynił, co było potrzeba. Dzisiejszego jeszcze poranku 
powtarza  przez  usta  moje,  że  "złe,  źle  potraci";  ukarze  was  nie  tylko  w  tym 
życiu, lecz także i w przyszłym, jeżeli się nie poprawicie. Nie mówcie, że chętnie 
usłuchalibyście  moich  przestróg,  gdybyście  na  pewno  wiedzieli,  że  w 
przeciwnym razie spotka was zguba.  

Nie  mówcie,  że  mi  nie  możecie  wierzyd,  podobnie,  jak  sobie  postąpił  Walens, 
który  się  wstydził  usłuchad  biednego,  bosego,  nieznanego  z  życia  i  rodu 
pustelnika. Nic mu nie pomoże ta wymówka; jeżeli bowiem upomnienie zgadza 
się  z  prawem  Bożym,  z  Księgami  świętymi  i  nauką  Ewangelii,  należy  mu  dad 
wiarę,  bez  względu  na  to,  kto  nas  upomina,  czy  człowiek  uczony  czy  prostak, 
święty czy grzesznik. Ja, moi drodzy Słuchacze, jestem grzesznikiem, nieukiem i 
najmniejszym  z  tych,  którzy  tak  chlubnie  z  tej  kazalnicy  przemawiają.  Lecz 
Ewangelia  daje  mi  to  głębokie  przekonanie,  że  unikniecie  piekła,  jeżeli 
poprawicie  swe  życie  występne;  inaczej  nie.  Czy  rozumiecie  mię?  Inaczej  się 
potępicie. Czegóż się jeszcze ociągacie? Trzeba się prędko zabrad do czynu, bo 
dla  niejednego  z  was  może  to  już  ostatnie  upomnienie  i  ostatnia  trąba 
(novissima tuba). Może wasi Izacjusze powrócili już do was, nie po dwa lub po 

background image

15 

 

cztery  razy,  lecz  po  dziesięd  i  dwanaście  razy,  a  zatem  może  już  ogieo  blisko 
waszej  strzechy.  Szybko  tedy,  szybko  się  nawródcie,  bo  to  może  dla  was  już 
ostatnia przestroga. Bóg grzmiał już tyle razy nad waszymi głowami; jeżeli więc 
spadnie na was grom, wasza to będzie jedynie wina.  

O. Paweł Segneri SI  

O

O

 

 

P

P

I

I

E

E

K

K

L

L

E

E

 

 

 

 

"Umarł też i bogacz i pogrzebion jest w piekle" (Łk. XVI, 23). 

I. Albo piekło, albo pokuta! Po co tu  codziennie męczyd się kazaniami? Piekło, 
albo pokuta! Należy wybierad. Czyby ktoś z pomiędzy was zamiast pokuty wolał 
raczej  piekło?  Ach!  gdyby  się  znalazł  taki,  dawałby  jasno  do  zrozumienia,  że 
nigdy  nie  zastanawiał  się  uważnie,  czym  jest  to  okropne  miejsce  potępienia. 
Pozwólcie  przeto,  że  dzisiaj,  pominąwszy  wszelkie  inne  prawdy,  okażę  wam 
jedynie,  czym  jest  piekło.  Wielki  Boże,  dzierżący  w  ręce  swej  klucze  owych 
bram, wobec których niczym jest twardośd jaspisu albo diamentu, użycz mi ich 
na  chwilę  krótką,  a  otworzę  to  straszne  więzienie  potępionych,  nie  z  chęci 
uwolnienia którego z nich, nie celem podania wody na ugaszenie ich ognia, albo 
balsamu  na  ich  rany,  lub  pociechy  na  ukojenie  ich  płaczu.  Niech  poniosą 
przeklęci  sprawiedliwe  kary  za  obrazę  Tobie  wyrządzoną!  Nie  są  godnymi 
pomocy i litości. Niech się przeto gryzą, niech się wściekają, niech rozpaczają! 
Ich  to  wina.  Ja  tylko  pragnę,  by  to  więzienie  okropne  nie  pochłonęło  żadnej 
ofiary z pośród moich ukochanych słuchaczy. Chcę je przeto pokazad na chwilę 
grzesznikowi,  aby  poznał,  na  jak  okropne  kary  naraża  się  przez  grzech, 
przestępując  przykazania  Boże.  Pokażę  bezbożnemu,  że  wybiera  sobie  złe,  na 
które nie ma lekarstwa, bo samo cierpienie, same kary.  

II.  Miłosierdzie  i  sprawiedliwośd  są,  jak  każdemu  wiadomo,  owymi  dwiema 
rękami, którymi Bóg kieruje wszechświatem. Przeto te ręce muszą byd całkiem 
jednakowe,  jeżeli  Bóg  jest  Bogiem,  a  nie  jakimś  straszydłem.  Muszą  one  byd 
zarówno potężne w działaniu, zarówno niezmordowane, zarówno przedziwne. 
Któż  nie  wie,  że  Bóg,  okazując  swe  miłosierdzie,  dokonał  spraw, 
przechodzących  wszelką  wiarę?  Nie  tylko  znosił  on  krzywdy  cierpliwie  od 
nędznych ludzi, wspomagając ich, sprzyjając im, niejako pieszcząc się z nimi w 
tym samym czasie, kiedy oni wyrządzali Mu wzgardę, lecz nadto umarł jeszcze 
za nich, i to śmiercią tak haniebną, tak okrutną, tak wstrętną, iż wielu zdawało 
się to zgorszeniem, wielu głupstwem. Kiedy zatem Bóg okazuje sprawiedliwośd, 
musi także dokonywad dzieł, trudnych do wiary, "Wedle miłosierdzia Jego, tak 
karanie  Jego
",  powiedział  Ekklezjastyk.  Jak  więc,  chcąc  okazad  wielkośd 
miłosierdzia,  działał  na  pozór  bez  sprawiedliwości,  podobnie,  chcąc  okazad 
wielkośd  swej  sprawiedliwości,  tak  postępuje,  jak  gdyby  był  bez  miłosierdzia. 

background image

16 

 

Nie  opisujcie  mi  zatem  w  piekle  ciemnych  jaskio,  odrażających  brudów, 
okropnych  postaci,  mieczów,  puginałów,  kolczastych  wozów,  strzał,  brzytew, 
strumieni  gorejącej  siarki,  napojów  z  roztopionego  ołowiu,  stawów  z 
zamarzniętą wodą, kotłów i żelaznych krat; nie opisujcie mi pił, maczug, szydeł 
do  wykłuwania  oczu,  szczypców  do  wyrywania  zębów,  grzebieni  do  drapania 
ciał, młotów do miażdżenia kości, płonących pochodni do palenia wnętrzności, 
zwierząt  dzikich,  które  pożerają,  maszyn  do  naprężania  członków,  powrozów, 
które  duszą,  trucizn,  które  odbierają  życie,  stosów,  koni,  krzyżów,  haków, 
toporów.  Wszystkie  te  narzędzia  katowskie  są  okropne,  lecz  ostatecznie  są 
wynalazkiem  rozumu  ludzkiego.  Woły  spiżowe  pochodzą  od  Perylla,  siedzenia 
żelazne wymyślił Agatokles, Egipcjanie męczyli pierwsi swe ofiary w ten sposób, 
że im wbijali za paznokcie ostrą trzcinę. Neron odziewał ludzi jakby płaszczem, 
skórami  zwierząt  i  wyrzucał  rozdrażnionym  psom  na  pożarcie.  Messencjusz 
przywiązywał  ludzi  żywych  do  trupów,  by  w  ten  sposób  rozpadali  się  w 
zgniliznę.  Sępy  Tytyosa,  pragnienie  Tantala,  koła  Ixiona,  skały  Syzyfa  były 
wymysłem Greków.  

Nie sądźcie zatem, że w piekle podobne ponoszą potępieocy męki. Jeżeli te kary 
są  tak  okrutne  i  straszne  same  w  sobie,  jakiemiż  będą  dopiero  katusze, 
wynalezione przez Boga, Istotę nieskooczenie mądrą i wszechmocną, kiedy On, 
sprawiedliwie  rozgniewany,  najdoskonalej  objawi  wielkośd  swej  zapalczywości 
przeciwko  odrzuconym?  "Wedle  miłosierdzia  Jego,  tak  karanie  Jego".  Pokaże 
światu  Stwórca,  że  jak  jest  nieskooczenie  miłosiernym  w  przebaczeniu,  tak 
również  sprawiedliwym  będzie  w  wymierzaniu  kar.  Dlatego  owe  kary 
przechodzą  nasze  pojęcie;  spostrzeżemy  w  nich  nieskooczoną  różnicę,  jaka 
zachodzi  między  słabością  ludzką,  a  wszechmocą  Boga.  Zważcie  dalej,  że 
obraza, wyrządzona Majestatowi Boga, jest tak wielką, iż żadna najcięższa kara 
jej  nie  dorówna;  i  stąd  sprawiedliwości  Bożej  nigdy  nie  stanie  się  zadośd,  lecz 
potępieocy zawsze będą jej dłużnikami. Wyobraźcie sobie więc, jakiemi będą te 
kary, których wymiar nie może się wyrodzid w okrucieostwo. Prawdziwie Bóg, 
według słów Joba: "wyleje na nich swą wojnę". Kołczan swój wypróżni ze strzał, 
zbrojownię  z  żelaza,  arsenały  z  piorunów  i  przez  to  spłaci  chod  w  części  dług 
swej  sprawiedliwości.  "Wykonam  rozgniewanie  moje  na  nich".  Niech  się  tedy 
nikt z nas nie spodziewa w piekle orzeźwienia, wypoczynku albo pokoju, bo go 
tam byd nie może. Byłoby to bowiem objawem litości i miłosierdzia, których w 
miejscu  wiecznego  odrzucenia  nie  ma,  bo  tam  panuje  nieubłagana 
sprawiedliwośd.  "W  piekle  nie  masz  żadnego  odkupienia".  A  zatem  mówi  św. 
Augustyn,  "  tam  jęki  i  wzdychania,  lecz  nie  ma,  kto  by  się  zmiłował;  tam 
panuje płacz i ból, lecz nie ma, kto by wysłuchał
".  

III.  W  tym  życiu  zwykle  na  każde  złe  są  pewne  środki  kojące,  każda  rana  ma 
swój balsam, każda trucizna ma swoje antidotum. Nie myślcie, że tak samo jest 

background image

17 

 

w piekle. Są tam, prawda, najboleśniejsze oparzenia, lecz nie masz maści, która 
by je łagodziła. Tam palące pragnienie, ale nie ma wody orzeźwiającej; głód tam 
nieznośny, ale nie ma posilającego pokarmu; ponury tam smutek, którego sen 
nie przerywa. Wstyd tam nieznośny, lecz nie ma zasłony na jego pokrycie. Czy 
może śmierd przynajmniej położy koniec tylu biadom? Natchniony pisarz księgi 
Mądrości mówi, że tam nie można się wcale spodziewad tego lekarstwa nader 
smutnego i okropnego, tj. zagłady zupełnej! "Nie masz w nich jadu zatracenia" 
(6). Mitrydates, sławny król Pontu, nie widząc innego środka przeciwko niewoli, 
jak  samą  śmierd,  postanowił  się  otrud.  Ponieważ  jednak  przyzwyczaił  swój 
żołądek  do  trucizny,  dlatego  wcale  mu  nie  szkodziła,  owszem,  służyła  mu  za 
pożywienie.  Z  powodu  tego  rozpaczał  ów  nieszczęśliwy  król.  Lecz  prawdę 
powiedziawszy,  Mitrydates  nie  był  jeszcze  dotąd  nieszczęśliwym,  okazał  się 
tylko  tchórzem  podłym.  Jeżeli  istotnie  chciał  umrzed,  czyż  mu  brakowało 
środków  do  tego?  Wszak  na  świecie  każda  rzecz  może  nas  łatwo  pozbawid 
życia, a żadna  nie jest w  stanie go przywrócid. Nie powinien się był użalad, że 
mu trucizny nie szkodziły. Mógł przecież rozszarpad pierś swoją włócznią, mógł 
się  powiesid  lub  skoczyd  w  przepaśd  i  roztrzaskad  się.  Ileż  rodzajów  śmierci 
mógłby  był  znaleźd  w  falach  morskich!  Wiry  obiecywały  mu  u  siebie  łoże, 
wieloryby i konie morskie najchętniej by go połknęły. Gdyby był zapuścił się w 
las, na każdym drzewie znalazłby był szubienicę. Śmierd by mu przyniosły owe 
jaskinie,  gdzie  mieszkają  dzikie  zwierzęta,  piece,  z  których  buchają  płomienie, 
wieże, z których strącają zbrodniarzy. On chciał zginąd od trucizny, z którą się 
oswoił; pragnął bowiem doznad nie męki, ale korzyści ze śmierci. Wiecie, kiedy 
by  ten  nieszczęśliwy  miał  słuszny  powód  do  żalów?  Słuchajcie!  Gdyby  był 
odważnie  rzucił  się  na  włócznię,  a  ta  by  go  była  jedynie  zraniła,  nie  zadając 
śmierci;  gdyby  był  gardło  ścisnął  powrozem,  a  powróz  sprawiłby  mu  był 
śmiertelną  trwogę,  a  nie  przyniósł  śmierci;  gdyby  się  był  rzucił  w  przepaśd  i 
odniósł  był  jedynie  ciężkie  potłuczenie;  gdyby  był  doświadczył  na  falach 
morskich  jedynie  losu  biednego  rozbitka;  gdyby  był  nie  znalazł  śmierci  w 
paszczęce  żarłocznych  potworów  wodnych;  gdyby  mu  szubienica,  dzikie 
zwierzęta,  ogieo,  tylko  męczarnie  były  zadały,  ale  nie  pozbawiły  go  życia, 
wówczas  prawdziwie  byłby  nieszczęśliwym.  Takim  właśnie  będzie  los 
potępionych w piekle.  

Oto,  co  mówi  św.  Jan  Apostoł:  "szukad  będą  ludzie  śmierci,  a  nie  znajdą  jej". 
Przez całą wiecznośd będą szukali śmierci, chociażby była najokrutniejszą, a nie 
będą jej mogli znaleźd. Śmierci! śmierci! gdzie jesteś? będą ustawicznie wołali, 
jęcząc głośno wśród tych ciemnych jaskio. Któryż litosny demon przyniesie nam 
tę upragnioną łaskę? Ach, ja nieszczęśliwy, powie Abimelech – a gdzież jest ów 
puginał,  którym  mógłbym  przecież  raz  zmazad  swój  wstyd?  Gdzie  mój  stos? 
zawoła król Zambri. Gdzie mój powróz? doda Achitofel. I dlaczegóż w  miejscu 

background image

18 

 

tylu  kaźni  nie  można  znaleźd  zagłady?  Wy,  robaki,  dlaczego  dotychczas  nie 
stoczyłyście nas?  A wy  płomienie, dlaczego  nie spaliłyście nas? Widząc jezioro 
smoły  albo  siarki  wrzącej,  pobiegną  skwapliwie,  aby  się  w  niej  zanurzyd,  w 
nadziei, że na dnie jeziora tego ułowią śmierd; nie znajdą jednak tego wielkiego 
dobrodziejstwa,  wyjdą  stamtąd  z  tym  większą  wściekłością  i  pójdą  szukad 
śmierci  tam,  gdzie  najsmrodliwsze  wyziewy,  gdzie  najgęstsze  i  najostrzejsze 
brzytwy,  gdzie  najcięższe  kamienie  młyoskie.  Tu  się  pogrzebią  i  obracad  będą, 
chcąc  się  zemled  na  proch;  ale  na  próżno!  "Nie  znajdą  nędzni  śmierci,  nie 
znajdą
".  Niechaj  się  rzucą  w  otwarte  paszcze  smoków,  niechaj  się  ścielą  pod 
pazury  tygrysów,  znajdą  tam  wprawdzie  męczarnię,  ale  nie  śmierd!  "Będzie 
karany za wszystko, co działał, a przecie nie zniszczeje
, są  słowa Joba. Nie ma 
tam  śmierci,  śmierd  tam  nie  umiera,  śmierd  tam  nieśmiertelną.  Wielkim 
dobrodziejstwem  byłaby  ona  w  tym  miejscu  wiecznych  nieszczęśd,  nie 
zmieniających się co do natury z upływem wieków. I cóż wy na to, Słuchacze? 
Czy  na  myśl  o  tym  nie  stają  wam  z  trwogi  włosy  na  głowie?  "Czyjeż  serce  nie 
wstrząśnie  się?
"  wołam  ze  św.  Bonawenturą;  "któż  nie  dozna  obawy,  któż  nie 
zadrży,  zastanawiając  się  nad  karami  piekła,  nie  tylko  nieznośnymi  co  do 
srogości, ale także wiecznymi i niekooczącymi się nigdy?
". Kto pojmie, co znaczy 
ciągle  ponosid  katusze  i  ciągle  cierpied?  "Ich  kara  będzie  trwała  na  wieczne 
czasy
", mówi o potępionych król Dawid.  

Powiedzcie jednak, co znaczy to słowo "na wieki"?  

  Gdyby mały wróbel corocznie pił jedną kroplę z morza i gdyby wreszcie 

wszystkie  oceany  wysuszył,  czyżby  się  może  już  skooczyły  męki  tych 
nieszczęśliwych? Nie! Dłuższy przeciąg czasu oznacza to słowo "na wieki". 

  Gdyby  maleoki  robaczek  raz  na  rok  ugryzł,  które  z  leśnych  drzew, 

pożarłby wszystkie lasy, a z wieczności jeszcze by nic nie upłynęło.  

  Gdyby mrówka na rok raz się tylko poruszyła, okrążyłaby całą ziemię, ale 

wiecznośd daleko dłuższa od czasu na to potrzebnego.  

  A  gdyby  ten  wszechświat  cały  napełnił  się  najdrobniejszym  piaskiem  i 

gdyby  raz  na  wiek  brano  zeo  jedno  ziarnko,  czyż  przestaliby  cierpied  ci 
nieszczęśliwi, gdyby ten wszechświat zupełnie się wypróżnił? Bynajmniej! 
Z wieczności nic by jeszcze nie upłynęło.  

  A  gdyby  ten  cały  świat  był  z  najtwardszego  spiżu  i  gdyby  co  sto  lat  raz 

tylko weo uderzono, to kiedyś rozpadłby się w kawałki, lecz nieszczęśliwi 
nie przestaliby jeszcze cierpied! Nie! Oni będą w piekle na wieki.  

  Wyobraźmy sobie, że co milion wieków wylewa potępiony dwie łzy, czyż 

przestanie  on  cierpied  wówczas,  kiedy  z  łez  jego  powstałby  większy 
potop, niż był za czasów Noego?  

background image

19 

 

Ale  skooczmy;  to  wszystko  są  porównania  dziecinne.  Na  wieki  będą  cierpieli 
potępieni,  na  wieki,  tj.  w  nieskooczonośd,  bez  liczby,  bez  granic,  bez  miary. 
Posłuchajcie, jak uroczyście mówi Bóg:, „Bo da ogieo i robaki na ciała ich, aby 
byli paleni i czuli aż na wieki
". Ach, grzmot to okropny, gniew to przerażający! 
Dlaczegóż już to samo słowo "na wieki" nie napełnia trwogą myśli naszej i nie 
przeraża  serca?  Gdzie  jesteście  groty,  przepaści,  jaskinie,  chcę  się  zamknąd 
wśród  was,  aby  nie  oglądad  więcej  twarzy  człowieka  i  promieni  słooca,  aby 
płakad  i  powtarzad:  Wieczności,  wieczności…!  Chciałbym  bowiem  pojąd,  co 
znaczy byd odrzuconym na wiecznośd całą.  

IV.  Widzimy,  jak  na  świecie  nawet  rozrywki,  dłuższy  czas  trwające,  sprawiają 
przesyt.  Przeto  trzeba  miarkowad  uczty,  gry,  polowania,  komedie,  muzyki, 
chociaż z początku są tak miłymi. A oto kary tak liczne i tak bolesne ciągnąd się 
będą  przez  całą  wiecznośd.  Nieraz,  podróżując  podczas  letnich  skwarów, 
spotykałem  kwiecistą  łąkę.  Osłabiony  i  znużony,  kładłem  się  na  niej  w  cieniu 
drzew.  Łagodny  wietrzyk  osuszał  mi  pot  z  czoła,  a  ucho  moje  pieściło  się 
szmerem  wód  i  śpiewem  słowików.  Jak  wielką  sprawiało  mi  to  początkowo 
rozkosz!  Lecz  cóż?  Wnet  miałem  ochotę  się  podnieśd.  Gdyby  mię  ktoś  zmusił 
leżed  tam  nieruchomo  na  jednym  boku  przez  cały  dzieo,  ach,  te  rozkosze 
zamieniłyby  się  dla  mnie  nagle  w  męczarnię!  Na  samą  myśl  o  tym,  śpiew 
ptasząt wydawał mi się ponurym, szmer strumyka nieznośnym, chłód niemiłym, 
cieo złowrogim, a kwiaty ciernistymi. Nieszczęśliwi potępieocy! Nie przez dzieo 
jeden,  ale  wiecznie  będą  musieli  leżed  w  tym  samym  ogniu,  "w  bagnie 
gorejącego ognia
", jak mówi św. Jan w Apokalipsie. Jezioro to, czyli bagno, zwie 
się gorejącym dla okropnej działalności ognia. Otoczeni w nim będą odrzuceni 
tymi samymi skorpionami i będą ciągle wystawieni na szyderstwa tych samych 
demonów,  nie  mając  nigdy  nawet  krótkiego  odetchnienia.  "Męczarnie  ich  nie 
będą miały ni przerwy, ni kooca
", mówi św. Cyprian. Jakiż tam ogarnie ich gniew 
i  szaleostwo?  Bluźnid  będą  owej  nocy,  w  której  na  świat  przyszli,  złorzeczyd 
łonu,  które  ich  nosiło,  piersiom,  które  ssali.  "Niech  zginie  dzieo,  któregom  się 
urodził  i  noc,  w  którą  rzeczono:  począł się  człowiek
". Niech  wyją  przeklęci,  jak 
się  im  podoba;  należą  oni  już  do  nieszczęśliwego  ludu,  o  którym  mówi 
Malachiasz: "Lud, na który się rozgniewał Pan na wieki".  

V.  Ktoś  może  uważałby  sobie  to  za  pociechę,  że  w  piekle  tylu  razem  cierpi; 
często bowiem można słyszed podobne słowa: 

O, gdy pójdę do piekła, nie będę 

tam sam! Ach, głupi, głupi, co mówisz? Nie będziesz w piekle sam?

 Tym gorzej 

dla  ciebie!  Czy  sam mieszkałbyś w  klasztorze  Kartuzów,  albo Kapucynów?  Bez 
wątpienia nie! Miałbyś bowiem w  celi zakonnej Aniołów za towarzyszy. Mimo 
to nie masz ochoty i odwagi zamknąd się w  murach klasztornych. Więc piekło 
nie  wydaje  ci  się  tak  okropne,  ponieważ  nie  będziesz  tam  sam?  Za  życia,  nie 
można  zaprzeczyd,  wielką  nam  sprawia  pociechę,  gdy  mamy  towarzyszów 

background image

20 

 

niedoli,  a  to  dlatego,  ponieważ  od  nich  spodziewamy  się  pomocy  lub 
przynajmniej  pociechy  i  współczucia.  Inaczej  jest  w  piekle,  gdzie  jeden 
drugiemu przyczynia cierpieo. Tam potępieocy, jak wielka wiązka cierni razem 
połączonych, kłują się wzajemnie i uciskają.  

Podobieostwa tego używa Nahum prorok, mówiąc:, „Bo jako ciernie społecznie 
się  wiąże
".  I  cóż  tam  robi  owo  liczne  grono  towarzyszy?  Nie  wspomagają  się 
wzajemnie,  lecz  przeciwnie,  gniotą  się,  ściskają,  głuszą  i  sprawiają  nieopisany 
zamęt  i  nieład.  O  ileż  tedy  byłoby  lepiej  pozostad  samotnym?  Prawda,  że 
pałając  ku  sobie  wzajemną  wściekłością,  wolą  pozostawad  razem,  by  sobie 
złorzeczyd, pożerad się i znieważad. "Dla gniewu Pana zastępów będzie lud jako 
strawą ognia, mąż bratu swemu nie sfolguje, każdy mięso ramienia swego żred 
będzie
",  mówi  Izajasz  Prorok.  To  znaczy,  że  Manasses  Efraima,  a  Efraim 
Manassesa żred będzie. Cóż tedy? Uczucie nienawiści, to trucizna; nie sprawia 
ono  żadnej  pociechy  potępionym,  którzy,  gdyby  mogli,  jeszcze  by  okropniej 
dręczyli  swoich  towarzyszy.  Wyraża  to  Prorok,  mówiąc  o  każdym  z  nich:  "
ustąpi na prawą stronę, a łaknąd będzie: i jeśd będzie na lewej, a nie naje się
".  

VI. Taką nienawiścią paład będą ku sobie potępieocy. Osądźcie, jaką ona będzie 
względem  szatanów,  głównych  sprawców  ich  nieszczęścia.  Ach,  co  za 
przerażający widok! Zobaczą nieszczęśliwi owych uwodzicieli podstępnych, jak 
ich  będą  okrutnie  dręczyli.  Na  widok  czarta  straszne  ogarnie  ich  oburzenie.  A 
jednak, według Joba, potępieni ciągle będą mieli około siebie swoich zdrajców: 
"Pójdą i przyjdą nao straszliwi". Ciągle doznawad będą szyderstw i udręczeo od 
nich,  lecz  ze  swej  strony  nie  będą  się  mogli  mścid,  ponieważ  szatani  będą 
katami potępionego, a nie potępiony szatana.  

VII.  Wielkie  to  złe,  lecz  sądzę,  że  ono  niczym  jest,  w  porównaniu  do  tego,  o 
czym  teraz  mówid  będę.  Wściekłośd  potępionych  znajduje  poniekąd  w  tym 
swoje  nasycenie,  że  się  przynajmniej  paśd  będą  widokiem  nieszczęśd,  które 
ponoszą  również  szatani.  Cóż  jednak  powiemy  o  nienawiści  względem 
Błogosławionych, w której odrzuceni żadnej nie znajdą ulgi? Ach, to ich męczyd 
będzie niewymownie, to ich wprawi w okropny szał, jako wariatów. Spojrzą ku 
niebu empirejskiemu i zobaczą, jak łatwo niejeden z Błogosławionych osiągnął 
tę  szczęśliwośd,  z  której  oni  wypadli.  Ach,  jakież  jęki  i  wycia  wydawad  będą 
wówczas  z  głębi  swej  istoty!  Józefa  Patriarchę  nienawidzili  właśni  bracia  i 
zamierzali odebrad mu  życie,  ponieważ widzieli go w  większych  pieszczotach  i 
miłości  u  ojca.  "Chodźcie,  zabijmy  go".  A  jakież  to  były  owe  szczególniejsze 
pieszczoty,  których  doznawał  niewinny  młodzieniec?  Sukienka  piękniejsza, 
uśmiech słodszy, pocałunek serdeczniejszy.  

Potępieni  zobaczą  u  Boga  w  chwale  wielkiej  nie  tylko  brata  swojego,  lecz 
niekiedy  może  swego  współzawodnika,  swego  nieprzyjaciela,  tego,  którym  za 

background image

21 

 

życia,  jako  ubogim  wzgardzili,  z  którego  szydzili  jako  z  głupca,  albo  którego 
dręczyli jako niewolnika. Cóż tedy dziad się z nimi będzie na ten widok? Sądzę, 
że w ich sercach powstanie boleśd tak szalona, że gdyby ktoś dał im do wyboru 
albo  wejśd  pomiędzy  Błogosławionych  na  wieczne  gody,  albo  ich  ściągnąd  na 
męki  wieczne  wśród  siebie,  woleliby  widzied  Błogosławionych  w  piekle,  niż 
siebie w niebie.  

Prawda,  że  to  uczucie  ohydne,  które  zrozumie  ten,  kto  wie,  jak  straszną 
męczarnią  duszy  jest  zawiśd.  W  porównaniu  do  niej  niczym  są  kamieniołomy 
syrakuskie  i  więzienia  Agrygentu.  Albowiem  według  uwagi  św.  Cypriana,  inne 
cierpienia  z  natury  swej  nie  wykluczają  pewnej  pociechy,  zazdrośd  nie 
przyjmuje  żadnej.  "Nienawiśd  względem  szczęśliwego,  to  choroba  bez 
lekarstwa
".  Kiedy  Bóg  groził  niegdyś  Helemu  dla  zbrodni  jego  niesfornych 
synów, jakież klęski mu zapowiadał? Czy, że zabierze mu dochody, wytraci jego 
ród  i  familię?  Nie,  na  to  nie  kładzie  największego  nacisku.  Czymże  tedy  mu 
grozi?  Oto,  że  w  świątyni  umieści  w  wielkiej  chwale  jego  współzawodnika: 
"Będziesz  patrzył  na  przeciwnika  twego  w  kościele,  we  wszem  szczęściu 
Izraelowym
".  A  cóż  zrodziło  ową  boleśd  w  Ezawie,  że  jęczał  okropnie,  albo  co 
Saula  wprawiło  w  szał,  jak  nie  szczęście  przeciwników,  któremu  przeszkodzid 
nie mogli? Lecz nie szukajmy dalekich dowodów.  

Utkwijmy  wzrok  w  dzisiejszego  bogacza  ewangelicznego  i  zastanówmy  się, 
dlaczego on pragnął wśród płomieni ognia kropli orzeźwiającej, dlaczego prosił, 
by  mu  ją  Łazarz  przyniósł:  "Poślij  Łazarza".  Czyż  nie  byłoby  stosowniej,  gdyby 
sam bogacz przybył tam, gdzie Łazarz doznawał nieopisanej radości? Dlaczegoż 
prosi,  by  Łazarz  zeszedł  do  niego?  Dlaczego  chciał  mu  przerwad  spoczynek, 
którego używał na łonie Abrahama? Dlaczego niepokoił go? "Nie dziwcie się'', – 
odpowiada św. Piotr Chryzolog. – Nie z powodu boleści nędznik tak przemawia, 
ale  z  powodu  dawnej  zazdrości.  "Bardziej  go  zazdrośd  pali,  niż  piekło". 
Dotkliwiej od ognia piecze go zawiśd. Nie może znieśd chwały i szczęścia tego, 
którego  na  ziemi  mniej  cenił  od  swych  psów.  Dlatego  obecnie  nie  tyle  mu  się 
rozchodzi  o  ulgę  z  rąk  Łazarza,  jak  raczej  pragnie  zadad  Łazarzowi  cierpienie. 
"Widok szczęścia tych, którymi za życia gardzili, jest dla nich ciężkim złem, jest 
nieznośnym ogniem. Chce przeto sprowadzid do siebie Łazarza, a nie myśli sam 
udad się do niego
". Wyobrażam sobie, co by był uczynił, gdyby go był dostał w 
swoje szpony. Byłby się rzucił nao jak wściekły pies, albo buchaj nieujarzmiony, 
byłby  niewdzięcznik  za  kroplę wody wyrzucił  nao  z  wnętrzności  swoich  morze 
ognia,  starałby  się  był  ogieo  ten  przelad  we  wszystkie  jego  żyły,  we  wszystkie 
ścięgna.  Piekło  swoje  wrzuciłby  był  w  jego  kości  i  szpik.  Nie  wolno  jednak 
grzesznym biesiadnikom wnijśd do królestwa Łazarzów, ani Łazarzom zstąpid w 
jaskinię  potępionych  bogaczy.  "Między  nami  i  wami  otchłao  wielka  jest 
utwierdzona"
.  Jak  okropna  będzie  więc  boleśd  tych  nieszczęśliwych,  gdy 

background image

22 

 

zobaczą,  że  pomimo  ich  jęków,  wycia  i  gniewnego  parskania  przeciwnik 
wiecznej  będzie  doznawał  radości?  Nie  zdołają  mu  sprawid  najmniejszej 
przykrości, nie zakłócą żadnej jego pociechy, ani jednego włosa z głowy jego nie 
wyrwą.  Któraż  boleśd  może  tak  przenikad  aż  do  szpiku  kości?  "Spróchnienie 
kości, zazdrośd
".  

VIII.  To  by  jeszcze  niczym  było;  ale  nadto  zobaczą,  jak  sobie  Niebo  szydzid 
będzie  z  ich  mąk.  Nie  tylko  Święci  i  Święte,  nie  tylko  wszyscy  Aniołowie,  lecz 
także  Bóg  sam  będzie  się  śmiał  z  nich,  gardził  nimi  i  ze  swego  tronu  chwały 
będzie z upodobaniem wielkim spoglądał na ich cierpienia. Czytamy w księdze 
Mądrości:  "Pan  naśmiewad  się  z  nich  będzie";  a  Psalmista  powiada:,  „który 
mieszka  w  niebiesiech,  naśmieje  się  z  nich:  a  Pan  szydzid  z  nich  będzie
". 
Słuchajcie,  co  mówi  jeszcze  Bóg  przez  usta  Ezechiela:  "Aled  i  ja  będę  klaskał 
ręką  w  rękę  i  wypełnię  rozgniewanie  moje
".  Nie  można  graczowi  większej 
wzgardy  wyrządzid,  jak  śmiejąc  się  zeo  wówczas,  gdy  on  przegrywa  i  z  tego 
powodu  się  złości.  To  go  wprawia  w  szał,  tak,  iż  gryzie  kości,  targa  karty, 
przewraca  stoły,  jeżeli  już  nie  może  wprost  rzucid  się  na  tego,  który  wygrał. 
Jakichże  doznają  boleści  serca  odrzuceni,  gdy  będą  w  zawiści  płakali  nad 
szczęściem swych przeciwników, a przeciwnicy odwrotnie będą sobie urągali z 
ich  nieszczęścia?  Zaprawdę,  będzie  to  dla  nich  najcięższym  smutkiem.  Chcę 
wam to jeszcze żywiej przedstawid.  

Zbierzcie więc myśli swe i wyobraźcie sobie w duchu starożytny Rzym w chwili, 
kiedy się pali, kiedy cały w ogniu i płomieniach, kiedy przedstawia obraz małego 
piekła. Płomienie, podłożone w kilku punktach miasta, podnoszą się zwycięsko, 
już nie tylko ponad chaty biedaków, lecz także i ponad pałace możnych. Wieże, 
zamienione  niejako  w  latarnie  morskie,  przedstawiają  z  daleka  oku  widok 
strasznego  zniszczenia.  Zapadają  w  ruiny  owe  kolosalne  budowy,  nad  którymi 
pracowało  tylu  doświadczonych  mistrzów.  Płomienie  rozpływają  się  po 
wspaniałych  parkach,  po  ogrodach  owocowych,  wciskają  się  do  publicznych 
spichrzów i pożerają chciwie za jednym przejściem zbiory, nagromadzone z tylu 
prowincji.  Lud,  strwożony  tym  widokiem,  nie  wie,  gdzie  się  obrócid,  albo  co 
czynid.  Nie  mają  czasu  malarze  ocalid  swych  płócien,  rzeźbiarze  swych 
marmurów.  Świetne  zdobycze:  chorągwie,  łuki  i  trofea,  pamiątki  po  tylu 
rozbitych i rozproszonych wojskach, stają się teraz łupem niszczącego żywiołu. 
Słychad  zewsząd  pomieszane  jęki  dzieci,  oślepionych  dymem,  otoczonych 
ciemnością, widad, jak na czworakach szukają po ulicach łona matki; słychad jęki 
żon, bo w płomieniach stoją komnaty małżeoskie; rozlegają się jęki kapłanów, 
bo w gruzy upadają ołtarze; lamentują senatorowie, bo ich wystawne odzienie 
w popiół się zamienia; płaczą rzemieślnicy, bo muszą oddad na pastwę płomieni 
to, czego nie chcieli sprzedad za ceny umiarkowane dla swej chciwości. Gdy tak 
uporczywie szerzy się pożar, jeden ucieka na pola, drugi kryje się po jaskiniach, 

background image

23 

 

inny  biegnie  do  rzeki  i  zdaje  się,  jak  gdyby  wszyscy  miłośnie  przemawiali  do 
Tybru,  aby  teraz  wystąpił  z  brzegów,  przerwał  groble  i  zaprowadził  biednych 
rozbitków do miasta, zalewając szalejący żywioł.  

Biedny Rzymie! Któż jest sprawcą twego tak opłakanego losu? Czy barbarzyoca 
Wandal,  czy  wściekły  Got,  albo  czy  jaka  furia,  wypuszczona  z  głębokości 
piekielnych?  Ach!  nie  szukaj  tak  daleko  źródła  twoich  klęsk.  Twój  Neron  jest 
tego  sprawcą;  do  Nerona  przeto  uciec  się  należy,  Nerona  należy  błagad, 
Neronowi się polecad, by udzielił pomocy przeciwko złemu, jeżeli w ogóle może 
się  znaleźd  na  nie  jakie  lekarstwo.  Lecz  oto,  gdy  nieszczęśliwi  szukają  Nerona, 
znajdują go na najwyższej wieży miasta; stoi i z rozkoszą przygląda się pożarowi, 
na  cytrze  opiewa  ich  jęki  i  szydzi  z  ich  smutku.  Ach,  moi  Słuchacze,  jakaż 
wściekłośd musiała ogarnąd mieszkaoców na ten widok? Rzym się pali, a Neron 
się  śmieje!  Musieli  wówczas  zgrzytad  zębami  z  oburzenia  ci  nieszczęśliwi  i 
strasznie złorzeczyd okrutnemu cesarzowi. Ileż zbrodniczych myśli i złowrogich 
postanowieo  zrodziło  się  wtedy  w  ich  duszy?  Ja  sądzę,  że  wielu  w  rozpaczy 
rzuciło się w środek płomieni, nie mogąc przeżyd tych okropności. Gdyby wieża, 
na  której  tryumfował  Neron,  nie  była  otoczona  przez  liczne  straże  wojska, 
byliby  ją  podpalili,  lub,  nie  mając  w  pogotowiu  wież  oblężniczych,  byliby  ją 
usiłowali zburzyd potęgą swych jęków.  

A  teraz  wiedzcie,  że  równym,  a  może  nawet  i  większym  jest  oburzenie  i 
wściekłośd  wszystkich  potępieoców  przeciwko  Bogu.  Goreją  w  ogniu  daleko 
gwałtowniejszym, który niszczy nie ulice, nie domy i sprzęty, lecz pożera życie. 
"I  będzie  lud,  jako  strawa  ognia"  mówi  Izajasz  prorok.  A  oto,  kiedy  podniosą 
oczy  i  zwrócą  się  do  tego  wielkiego Boga,  który  ów  pożar  wzniecił,  widzą,  czy 
mam to powiedzied? widzą, jak On jest dla nich – według ich własnego pojęcia 
–  Neronem  dla  sprawiedliwej  surowości.  Nie  tylko  nie  chce  ich  pocieszyd  i 
dopomóc, nie tylko nie okazuje współczucia, lecz nadto "klaska ręką w rękę" i z 
pewnym upodobaniem śmieje się z nich.  Pomyślcie tedy, w  jakie szaleostwo i 
wściekłośd popadną na ten widok! My  tutaj się palimy, a Bóg się śmieje! Ach, 
nielitościwy  i  okrutny  Boże!  Dlaczego  nie  potrzaskasz  nas  Twoimi  piorunami, 
zamiast nam złorzeczyd? Podwój płomienie nasze, pomnóż ich moc, niech nas 
okrutniej  palą,  ale  nie  szydź  z  naszego  nieszczęścia.  Ach!  śmiech  ten  dla  nas 
dotkliwszy  od  płaczu  naszego.  Radośd  to  dla  nas  najsmutniejsza!  Dlaczego 
piekło nie posiada głębszych przepaści, byśmy tam uciec mogli przed obliczem 
śmiejącego się Boga? Bardzo się myli, kto powiedział, że największą męczarnią 
naszą  w  piekle  będzie  wzrok  zagniewanego  Boga.  Jest  nią  bowiem  raczej 
śmiejący się Bóg. Chcąc się ukryd przed Jego obliczem, pragnęlibyśmy, aby góry 
spadły  na  naszą  głowę,  albo  ziemia  rozstąpiła  się  pod  stopami  naszymi. Gdzie 
owe ponure i głębokie ciemności nam  obiecane:, „Którym burza ciemności na 
wieki jest zachowana
"?.  

background image

24 

 

Nie  mogąc  wydad  wojny  niebu,  jak  niegdyś  zuchwali  Giganci,  zwrócą 
nieszczęśliwi  potępieocy  wściekłośd  przeciwko  sobie  samym:  "Żwali  języki 
swoje  od  boleści
",  czytamy  w  Apokalipsie.  Pożerad  będą  swe  ciało,  wyrywad 
sobie włosy, drapad twarz, a może nawet w napadzie szalonej wściekłości włożą 
palce  do  ócz,  by  je  wyłupid  i  uwolnid  się  od  widoku  Boga,  który  ich  karze  ze 
śmiechem. Niech czynią, co chcą, nieszczęśliwi, atoli przez całą wiecznośd będą 
mieli  przed  sobą  ten  widok  bolesny.  Rzym,  zamieniony  przez  Nerona  w 
zgliszcze, wkrótce się odrodził ze swoich popiołów, jako Feniks i ozdobił się na 
nowo wspaniałymi budowlami i pysznymi willami. Odrzuceni zaś ciągle się palid 
będą w ogniu, bez pociechy, na podobieostwo wielkiego stada zwierząt razem 
powiązanych, jako nieustająca ofiara dla przebłagania Boskiej sprawiedliwości. 
"Dym męki ich wstępowad będzie na wieki wieków". Stając się z dniem każdym 
czarniejszymi,  bardziej  spalonymi,  smrodliwymi,  niekształtniejszymi,  wyrzucad 
będą ze siebie coraz rozpaczliwsze bluźnierstwa. Poznają doskonale, że dla nich 
nie ma już żadnej nadziei i pomocy, ponieważ Bóg nie tylko nie lituje się nad ich 
nieszczęściem, lecz nawet z nich się śmieje.  

Posłuchajcie  więc  gróźb  Mojżesza,  które  się  odnoszą  tak  do  żydów,  jak  i  do 
wszystkich  przeklętych:,  „Jako  się  przedtem  radował  Pan  nad  wami,  czyniąc 
wam  dobrze  i  rozmnażając  was,  tak  się  będzie  radował,  tracąc  was  i 
wywracając
".  Oto  nowe  złe,  które  oglądałem,  zwiedzając  dzisiaj  więzienie 
piekielne.  Czy  myślicie,  że  tam  jest  jaka  pociecha?  Nie  ma  żadnej!  Nie  bez 
przyczyny nazwane jest piekło miejscem męczarni, ponieważ męki znajdują się 
tam  jakby  w  swoim ognisku:  tam  same  cierpienia,  tam  same kary.  Zamknijmy 
już  to  straszne  więzienie,  a  oddawszy  klucze  niebu  za  pośrednictwem  Anioła, 
zakooczmy słowami drżącego z trwogi Ojca Kościoła: "Biada, biada, po trzykrod 
biada tym, którzy pierwej chcą doświadczyd tych rzeczy, niż w nie uwierzyd!
".  

C

C

z

z

ę

ę

ś

ś

ć

ć

 

 

d

d

r

r

u

u

g

g

a

a

 

 

IX. Jeżeli Achab, usłyszawszy mniejsze groźby z ust proroka Eliasza (3. Reg. 21, 
27),  podarł  na  sobie  ze  strachu  wielkiego  odzienie  purpurowe,  okrył  się  szatą 
pokutniczą, posypał popiołem, niszczył głodem, cóż uczynią ci, którzy słyszeli o 
daleko groźniejszych karach? Czy pobiegną do domu z płaczem i zamkną się w 
klasztorach,  lub  ukryją  się  przed  światem  w  pieczarach  samotnych  skał? 
Zaprawdę,  powiadam  wam,  że  wielu  jest  takich,  którzy  się  wcale  nie  starają 
uniknąd  potępienia,  którzy  otwarcie  mówią,  że  wolą  iśd  do  piekła,  aniżeli  się 
wyrzec  grzesznych  przyjemności,  aniżeli  oddad  pokrzywdzonemu  zabrane 
mienie i naprawid naruszoną sławę bliźniego. Iluż to ludzi wybiera raczej piekło, 
niż  życie  spokojne,  bez  zamieszek  i  kłótni?  Ach,  iluż  to  mamy  takich!  Czy  nie 
słyszeliście wyraźnie słów Chrystusa (Mat. VII, 13), że szeroką jest droga, która 
prowadzi  na  potępienie.  W  Paryżu  umierał  pewien  znakomity  kanclerz, 

background image

25 

 

ulubieniec arcybiskupa. Dostojnik ten kościelny prosił go w chwili zgonu, ażeby 
po śmierci przyszedł, gdyby Bóg na to pozwolił i opowiedział, jaki los przypadł 
mu  w  udziale  na  drugim  świecie.  Konający  kanclerz  przyrzekł  to  uczynid. 
Pewnego  razu,  gdy  arcybiskup  oddawał  się  lekturze  w  samotnym  gabinecie, 
zobaczył  przed  oczyma  swymi  zmarłego  przyjaciela,  pokrytego  żałobną  szatą 
pogrzebową, pogrążonego w smutku.  

Na  ten  widok  wielce  się  przestraszył  arcybiskup.  Przyszedłszy  do  siebie,  pyta 
nieboszczyka,  czego  by  sobie  życzył  w  tym  miejscu.  Zmarły  przyjaciel 
odpowiada,  że  przychodzi,  ażeby  dotrzymad  danego  słowa  i  że  w  imię  Pana 
Boga uwiadamia go, jako jest skazanym na wieczny ogieo, już to dla swej dumy, 
już  to  dla  zmysłowości.  Osądźcie  sami,  jak  głęboko  musiał  się  zasmucid 
arcybiskup na tę wiadomośd. Zapytał więc, czy może mu przynieśd jaką pomoc. 
Zmarły  wyraził  swe  zdziwienie  z  powodu  tego  pytania.  Już  dawno  bowiem 
powinien  był  wiedzied,  że  z  piekła  nie  ma  wybawienia.  Jedną  rzecz,  dodał, 
chciałbym  wiedzied,  jak  długi  czas  upłynął  od  mojego  pobytu  na  tamtym 
świecie.  Arcybiskup  odpowiedział:  Dziś  właśnie  kooczy  się  trzydzieści  dni. 
Trzydzieści dni? – zawołał nieboszczyk. – Czy nie więcej? czy nie więcej? Biada, 
biada, biada! – Co tobie? zapytał arcybiskup. Dlaczego tak jęczysz? Ach, biedni 
my potępieocy! dodał przyjaciel. My wszyscy w piekle sądziliśmy, że już blisko 
dzieo sądny. – A dlaczego? Bo jako płatki śniegu spadają w zimie na ziemię, tak 
dusze lecą do piekła. To rzekłszy, jęknął przeraźliwie i zniknął.  

Słyszeliście,  moi  drodzy  Chrześcijanie,  że  jako  płatki  śniegu,  tak  dusze  lecą  do 
piekła.  Słusznie  tedy  należy  się  obawiad,  że  niejeden,  że  niejedna  z  nas  tu 
obecnych,  będzie  może  z  liczby  tych  najnieszczęśliwszych  i  w  rzeczywistości 
doświadczy  tego,  o  czym  tu  mówiliśmy.  Dlatego  to  powiedział  Izajasz  prorok: 
"Rozszerzyło  piekło  duszę  swoją  i  rozdziawiło  paszczekę  swą  bez  żadnego 
kooca
".  Ach,  paszcze  piekła  nie  mają  miary  i  granic!  Kto  policzy  tych,  których 
one codziennie pochłaniają?  

X. Cóż mam tedy czynid dzisiejszego poranku, jak nie lad strumieni łez nad tymi 
duszami,  które  widzą  przed  sobą  otwarte  piekło,  ale się  przed  nim  nie  cofają, 
lecz  zapamiętale  rzucają  się  w  jego  płomienie.  Ach,  zatrzymajcie  się  chwilę, 
nieszczęśliwi,  zanim  skoczycie  w  tę  przepaśd!  Pozwólcie,  że  was  zapytam 
słowami  tego  samego  Proroka  Izajasza:,  „Kto  z  was  będzie  mógł  mieszkad  w 
upaleniu wiecznym?
".  

Przebacz  mi,  ludu  mój!  nie  odejdziesz  stąd,  dopóki  nie  odpowiesz  na  pytanie, 
które ci stawiam w imieniu Boga: "Kto z was zmieszka z upaleniem wiecznym?".  

  Co  powiesz  na  to,  ty  niewiasto,  któraś  przyzwyczaiła  do  pieszczot  swe 

ciało? Czy potrafisz mieszkad w upaleniu wiecznym? Ty nie możesz znieśd 
teraz  spokojnie  ukłucia  igły,  gdy  podczas  szycia  zakrwawisz  lekko  swe 

background image

26 

 

ciało.  Jak  ci  się  zdaje?  Czy  potrafisz  się  oprzed  tym  okropnym  toporom, 
gdy rąbad będą twe członki, odzierad ciało z kości i miażdżyd je przez całą 
wiecznośd?  

  Co  powiesz  na  to,  o  człowiecze,  tak  gorliwie  szukający  wygód?  Czy 

zmieszkasz  z  upaleniem  wiecznym?  Ty  nie  możesz  znieśd  obecnie 
niemiłego  zapachu,  bijącego  z  łachmanów  żebraka;  twój  nos  zanadto 
delikatny. Co ci się zdaje, czy potrafisz znieśd te smrodliwe bagna, które 
cię będą dusiły, zatruwały i wieczną napełniały trwogą?  

  A ty, kapłanie, opieszały w spełnianiu obowiązków swoich, czy zmieszkasz 

z upaleniem wiecznym? Ty nie możesz jednej godziny wytrwad skromnie 
w chórze kościoła przy czynnościach świętych, ażeby nie rzucad wzrokiem 
na wszystkie strony, ażeby nie zakładad jednej nogi  na drugą, ażeby  nie 
puszczad  wodzy  językowi  na  przeróżne  rozmowy.  –  Co  sądzid?  Czy 
wytrwasz  na  wieki,  nie  mówię  już,  siedząc  na  pięknem  krześle 
orzechowym,  lecz  na  żelaznych  torturach,  na  ognistym  łożu,  słysząc 
naokoło wycie demonów?  

  Co  powiesz,  chciwy  skąpcze,  co  powiesz  obmówco,  co  powiesz 

rozpustniku?  

  Co powiesz, młodzieocze, wylany na wszelką swawolę? czy zmieszkasz z 

upaleniem  wiecznym?  Ach,  kto  z  was  będzie  mógł  wytrwad  w  piekle? 
kto?  

Lecz dlaczegoż ja o innych tak długo rozprawiam? O sobie samym powinienem 
to  wyrzec,  o  sobie  nędznym  zakonniku,  bo  nim  jestem;  nie  mogę  tego 
zaprzeczyd, bo  noszę zakonny habit. Lecz jakżem mało  skłonny do  prawdziwej 
pokuty,  którą  bym  czynid  powinien  za  me  grzechy!  Jeżeli  teraz  nie  mogę 
opłakiwad  złości  moich  u  stóp  Zbawiciela  przez  krótki  czas,  jeżeli  teraz  tak 
bardzo  lubuję  się  we  własnych  wygodach,  jeżeli  tyle  ubiegam  się  jeszcze  o 
dobrą  opinię  u  świata,  czy  będę  mógł  kiedyś  ja  nędzny  leżed  przez  całą 
wiecznośd u stóp Lucypera? Stopy bowiem Lucypera są miejscem przeznaczenia 
dla  podobnych  do  mnie  ludzi,  którzy  zobowiązali  się  czynid  innych  dobrymi  i 
otrzymali w tym celu od Boga tyle światła, tyle umiejętności, tyle łask, a jednak 
zobowiązao swoich nie wypełnili.  

Litości,  Panie  Boże,  miłosierdzia,  bo  nikt  z  nas  nie  potrafi  znieśd  tak  wielkich 
męczarni!  Zgrzeszyliśmy,  przyznajemy  i  spowiadamy  się  z  tego  szczerze: 
"Zgrzeszyliśmy, czyniliśmy niezbożnie, niesprawiedliwieśmy się obchodzili, Panie 
Boże  nasz,  we  wszech  sprawiedliwościach  Twoich
".  A  mimo  to  śmiemy  Cię 
prosid, abyś nas nie  odrzucał na wieki. Karz nas, ponieważ na to zasługujemy, 
karz nas: "Oddaj zapłatę pysznym", lecz przez wielkośd dobroci Twej nie skazuj 

background image

27 

 

nas  do  piekła.  Ach,  piekło,  piekło!  Już  samo  jego  wspomnienie  trwogą 
przejmuje  całą  istotę  naszą!  O  Boże,  nie  przez  nasze  zasługi,  lecz  przez  pot 
Twój, przez krew Twą, błagamy Cię, wybaw nas od zatracenia wiecznego! "Karz 
mię, Panie, wszakże w sądzie, a nie w zapalczywości Twojej
". Otośmy gotowi w 
tym życiu cierpied za grzechy nasze! Tu nas pal, tu nas siecz, tu nie przepuszczaj, 
byleś nam darował na wieki. Ześlij nam ubóstwo, byleś nas zachował od nędzy 
wiecznej; ześlij nam wzgardę, byleś nas nie skazał na wieczną haobę; ześlij nam 
chorobę, byleś nas zachował od śmierci wiecznej; ześlij na nas wszelkie na ziemi 
nieszczęścia, byśmy tylko wiecznych uniknęli kar.  

Cóż teraz uczynimy, drodzy Chrześcijanie, by u zagniewanego Boga uzyskad tę 
wielką  łaskę?  Pokutujmy,  pokutujmy!  Porzudmy  gry,  połóżmy  kres  swawoli, 
wyznajmy  winy  nasze  u  stóp  kapłana,  zmażmy  je  łzami  i  postami,  okupmy 
jałmużnami; to nam wystarczy. Czy kto wzgardzi głosem moim? Czy się jeszcze 
kto oprze i sprzeciwi? Dobrze! niech sobie lekceważy mą radę. Ja się tymczasem 
wzniosę myślą do nieba i powiem, żem zachęcał i błagał, żem czynił, com mógł 
uczynid. Już nie wiem, czym bym was mógł jeszcze poruszyd. Straciłem prawie 
oddech, czuję, że oblicze moje skąpane rzęsistym potem.  

Jeżeli  jednak  szalony  grzesznik  zdecydowany  jest  na  zgubę  wieczną,  niech 
otrzyma  tę  upragnioną  łaskę,  niech  zginie!  "Niech  zginie  na  wieki  wieków". 
Niech się staje coraz zatwardzialszym, kiedy tak chce; niech się śmieje, szaleje, 
grzeszy!  Niech  się  cieszy  aż  do  śmierci!  A  jeżeli  wtedy  pozna  swój  błąd,  wy 
niebiosa,  nie  otwierajcie  się  dla  niego!  Niech  woła,  nieszczęsny,  a  wy  mu  nie 
odpowiadajcie; niech prosi o czas do poprawy, a wy mu go nie użyczajcie. Niech 
woła o litośd, a wy bądźcie głuchemi. Ty błogi raju i bez nich się zaludnisz. Niech 
giną,  niech  giną!  bo  na  to  zasługują;  nie  są  godnymi  Ciebie.  "Czasu  gniewu 
twego pastw się nad nimi
". Jeżeli, o Boże, chcesz komu udzielid Twych łask, to 
spojrzyj  przyjaznym  okiem  na  tych  moich  pobożnych  słuchaczy,  którzy  się  do 
Ciebie zwracają i proszą o  przebaczenie grzechów, o  litośd. Uczyo, aby w  nich 
skrucha  wzrastała  jako  morze,  bo  oto  już  teraz  wydobywają  się  gwałtownie  z 
ich oczu potoki łez, wysłuchaj ich modłów, przyjmij ich prośby i pokaż jawnie, że 
w ręce ludzkie złożyłeś wodę i ogieo. "Położył przed cię wodę i ogieo".  

Niech  każdy  wyciągnie  rękę  po  to,  czego  pragnie.  "Do  czego  chcesz,  ściągnij 
rękę twoją
". Albo trzeba płakad przez krótki czas z pokutnikami: oto woda. Albo 
gorzed przez wszystkie wieki z potępionymi: oto ogieo.  

O. Paweł Segneri SI  

O.  Paweł  Segneri  SI,  Kazania  wielkopostne,  przełożył  z  włoskiego  ks.  dr  Jakub 
Górka (profesor Seminarium biskupiego w  Tarnowie). Z przedmową tłumacza. 
Tom I. Tarnów 1902, ss. 217-233.