background image

Roger Żelazny 

Neil Randall 

 
 

Ilustrowany przewodnik 

po zamku Amber

 

 

Roger Zelazny’s Visual Guide to Castle Amber 

Przełożył Piotr W.Cholewa 

background image

W

STĘP

 

 
Wdarliśmy się do jego domu. Tak po prostu. 
Przez cztery dni zajmowaliśmy Rogerowi długie godziny. Godziny, które powinien spędzać 

pisząc  dziewiątą  powieść  o  Amberze.  Albo  coś  o  jednorożcach.  A  może  nawet  o  panach  i 
świetle. 

Ale  przyjął  nas  wszystkich  czterech.  Todd  Hamilton  i  Jim  Clouse  w  nieskończoność 

dręczyli  go  pytaniami  o  Zamek  Amber,  a  potem  o  sztukę  Atutów.  Bill  Fawcett,  który  to 
wszystko zorganizował, żądał jeszcze więcej informacji. Ja siedziałem w kącie i czytałem nie 
wydany jeszcze Znak Chaosu. Był to dla mnie zaszczyt i nieprędko o nim zapomnę. 

Przy  każdym  kolejnym  pytaniu  Roger  Żelazny  nieruchomiał,  potem  podnosił  ręce, 

opuszczał  je  i  zaczynał  mówić.  Często  zamykał  oczy,  przypominając  sobie  najdrobniejsze 
szczegóły  świata,  który  stworzył  —  czy  może  odkrył  —  w  ośmiu  niezwykle  popularnych 
powieściach.  Czasem  wahał  się,  jakby  nie  chciał  nam  zdradzać  jakiejś  amberowskiej 
tajemnicy,  lecz  w  końcu  ustępował  i  wyjaśniał  swoje  poglądy.  Te  poglądy  —  zawsze  — 
potwierdzały wiarę w jego świat. Potem wszyscy zaczęliśmy pisać i rysować… 

Czytać  słowa  artysty  jest  przywilejem  niezrównanym.  Ale  obserwować  umysł  artysty  w 

działaniu to coś, dla czego warto żyć. 

Rogerowi Żelazny’emu nasze serdeczne podziękowania. Za pomoc, gościnność, za to, że 

pozwolił nam patrzeć, jak odsłania świat, który kocha. 

 

Neil Randall 

10 marca 1988 r. 

background image

W

EJŚCIE DO ZAMKU 

A

MBER

 

 
Witajcie w Zamku Amber. Będę waszym przewodnikiem. Będę wam towarzyszyć podczas 

zwiedzania,  pokażę  najważniejsze  pomieszczenia  i  przedstawię  osobom,  które  po  drodze 
spotkamy. Zanim jednak zaczniemy, muszę wam coś wyznać. Żyję już bardzo długo i robiłam 
wiele rzeczy. Ale nigdy jeszcze nie oprowadzałam zwiedzających. 

Nie  robiłabym  tego  i  teraz,  ale  król  Amberu  poprosił  mnie  o  pomoc.  Zwykle  wzywa 

szambelana, czasem któregoś z młodych książąt. Ale Merlin wyjechał, a Roger, szambelan, ma 
zapalenie płuc. 

Dlatego  dziś  rano  Random  wezwał  mnie.  Spytał,  czy  nie  zechciałabym  pokazać  gościom 

zamku.  Stwierdził,  że  posiadam  dar  wymowy,  że  dzięki  mnie  ta  wizyta  będzie  dla  nich 
przyjemniejsza  i  bardziej  kształcąca  niż  kiedykolwiek.  Dodał  również,  że  ta  grupa  gości 
zasługuje na najlepsze traktowanie. Pod każdym względem miał rację. 

Przy okazji: mam na imię Flora. Jestem księżniczką Amberu. 

background image

O

KOLICA ZAMKU

 

 
Zacznijmy od krótkiego spaceru wokół zamku, wzdłuż murów. Kiedy szliście tutaj z portu, 

zauważyliście prawdopodobnie dwie rzeczy. Po pierwsze, zamek zbudowany jest na zboczu 
góry. Po drugie, jego mury mają dość niezwykły kształt. 

Ta góra to Kolvir. Wyrasta za nami, a na jej szczycie znajdują się trzy stopnie. Oczywiście 

nie wystarczy wam czasu, żeby to zobaczyć, ale w jasne, księżycowe noce nad wierzchołkiem 
pojawia się miasto, a migoczące schody łączą się z tymi trzema. To Tir–na Nog’th, odbicie 
Amberu na niebie. 

Zamek  wzniesiono  na  planie  pięciokąta.  Z  prostej  przyczyny:  to  architektoniczne 

przedstawienie korony Amberu. Przekonacie się później, że podobieństwo jest bardzo wyraźne. 

A tak, te kule na rogach… Są magiczne. Jeśli nie wierzycie, spróbujcie oblężenia zamku. 

Gwarantuję: nigdy nie przedrzecie się do wnętrza. 

Zatem, na lewo. Na wschód, jeśli wolicie. 
Najpierw mijamy zagajniki srebrzystych świerków (A). Obok sosny ponderosa, srebrzyste 

świerki to niemal jedyne rosnące tu drzewa. Dalej Kolvir wznosi się łagodnymi zboczami, a my 
ruszamy wzdłuż północno–zachodniego muru. Tu i tam widzimy ruiny (B). 

Tu  mijamy  spory  obszar,  gdzie  na  drewnianych  kratownicach  kwitną  rośliny  pnące  (C). 

Droga  prowadzi  tędy  do  ciągu  ogrodów  (D),  bardzo  podobnych  do  spotykanych  w 
osiemnastowiecznej  Japonii  w  waszym  cieniu.  Benedykt,  który  ich  dogląda,  stara  się  zająć 
jeszcze większy teren. Moim zdaniem w takich ogrodach roślinność jest nazbyt ujarzmiona, ale 
fascynacja  Benedykta  kulturą  Wschodu  jest  silniejsza  niż  moje  obiekcje.  Mimo  to  nie  ma 
sensu, żebyśmy tam zaglądali. 

Znajdujemy  się  teraz  na  tyłach  zamku.  Ten  obszar  pełni  rolę  parku;  są  tu  liczne  alejki  i 

ławeczki  (E).  Moi  bracia  i  siostry  przychodzą  tu  pospacerować,  pomyśleć,  nawet  szukać 
natchnienia. Tu właśnie Gerard próbuje rozgrywać mecze piłkarskie. Ja także bywam w tym 
miejscu,  jednak  głównie  nocą  i  rzadko  sama.  Chociaż  istotnie,  jest  to  inspirujące 
doświadczenie. 

 

Jak widzicie, za alejkami rozlewa się niewielkie sztuczne jezioro (F). Na jego drugim brzegu 

Benedykt zaczął budowę kolejnego japońskiego ogrodu (G). Niedaleko stąd, na zachód, mamy 
jeszcze  jeden  formalny  ogród  z  rodzaju,  jaki  w  waszym  cieniu  był  popularny  w 
osiemnastowiecznej  Anglii  (H).  Ten  także  uważam  za  przesadnie  wypielęgnowany,  ale 
przynajmniej rosną w nim krzewy i żywopłoty, które potrafię rozpoznać. 

Skręćmy teraz za północno—zachodni róg. Tutaj, zagłębione w ziemi, znajdują się stopnie 

utworzone przez naturalne formacje skalne (I). Po tych schodach wspinał się Corwin, kiedy 
wraz  z  Bleysem  próbowali  odebrać  władzę  swojemu  bratu  Erykowi.  Nie  udało  mu  się, 
naturalnie, i za zdradę został oślepiony. Poniżej, na trawiastym wzgórku, stoją stajnie (J). W tej 
chwili przebywają tam tylko dwa godne uwagi wierzchowce: należący do Benedykta, w czarne 
i czerwone pasy, i koń Juliana, Morgenstern. 

U podnóża południowo–zachodniego muru rozciąga się moja ulubiona okolica, porośnięta 

kwiatami, drzewami i wspaniałymi krzewami (K). Tutaj mogę wąchać kwiaty, jakie kochałam 
na  Ziemi,  mogę  marzyć  o  tym,  co  jeszcze  pozostało  mi  do  zrobienia.  Tutaj  także  często 
wędrowałam nocą, zwykle jednak samotnie. 

I tak wróciliśmy do frontowej  bramy. Pora ją przekroczyć i  poznać wspaniałości  Zamku 

Amber. 

Czy są jakieś pytania? 

background image

Z

AMEK 

A

MBER

 

background image

K

ORYTARZ WEJŚCIOWY

 

 
Korytarz  wejściowy,  pełen  łuków  i  kolumn,  przesłaniających  niemal  belki  stropu,  jest 

oficjalnym wejściem do zamku. Są też inne, tajemne albo silnie strzeżone, ale tylko nieliczni 
mają do nich dostęp. Wkraczający przez główne wrota zostali zaproszeni na zamek i okazuje 
się im królewską gościnność Amberu. 

Posadzka wyłożona jest ciemnymi kamiennymi płytami, a ściany są z białego marmuru z 

szarobłękitnymi  żyłkami.  Wiszą  na  nich  ogromne,  barwne  gobeliny,  ozdobne  lichtarze  zaś 
rozjaśniają delikatnym światłem wszystkie zakątki. Dwie pary drzwi prowadzą na prawą i na 
lewą stronę, a szerokie schody oczekują przybyłych na końcu korytarza. 

Same  frontowe  drzwi,  w  tej  chwili  szeroko  otwarte,  zamykają  się  tworząc  łuk.  Skrzydła 

mają pięć metrów wysokości i razem dwa i pół metra szerokości. Wykonano je z ciemnego, 
twardego drewna, które Oberon przywiózł tu z Cienia. Nie są jakoś wymyślnie ozdobne, mimo 
to wyrzeźbiono na nich kilka wizerunków. Najważniejszym z nich jest stylizowany Jednorożec, 
umieszczony  po  połowie  na  obu  skrzydłach.  Kiedy  wrota  się  zamkną,  Jednorożec  strzeże 
zamku. 

Niezwykłe i porywające są gobeliny. Wizerunki zdają się niemal wychodzić ze ścian. Są tu 

sceny  myśliwskie,  sceny  sielankowe  i  sceny  z  mitologii  Amberu.  Na  jednym  z  gobelinów 
Dworkin  i  Jednorożec piszą  Księgę Jednorożca.  Na innym  Wzorzec Amberu formuje się w 
sercu  Kolviru.  Jeszcze  inny  pokazuje  Oberona  w  kajdanach,  w  lochach  Chaosu.  Dwa 
największe wiszą tuż przed schodami. Na pierwszym widzimy Corwina i Bleysa na stopniach 
pod murami zamku, wokół nich trupy wojowników z Cienia, u wejścia zaś Eryka w dumnej 
pozie. Drugi przedstawia Corwina kreślącego Wzorzec: iskry otaczają jego posępną twarz, a w 
postawie widoczne jest zmęczenie. 

Na ścianach wiszą także tarcze i  broń. Trzy jej  sztuki godne są uwagi: halabarda, dzięki 

której  gwardzista  ocalił  życie  Dworkinowi,  sztylet,  którym  odebrała  sobie  życie  Paulette, 
trzecia  żona  Oberona,  i  ten  długi,  wąski  miecz,  podobno  bliźniacza  klinga  słynnego 
Grayswandira Corwina. Jedynie Corwin mógłby to potwierdzić z całą pewnością, ale nie ma go 
tutaj i nikt nie potrafi go znaleźć. 

background image

K

OMNATA ZOŁTA I SALONIKI

 

 
Zaraz za wrotami zamku dwie pary drzwi prowadzą z głównego korytarza w dwie strony. Na 

prawo znajduje się Komnata Żółta, nazwana tak, gdyż ściany zbudowano z żółtawych kamieni. 
Kamienie  mają  barwę  tak  podobną  do  amberowskiego  złota,  że  niewiele  brakowało,  a 
mieściłaby się tu główna sala tronowa. Ale nawet bez tronu król właśnie tutaj udziela audiencji 
i stąd zarządza oficjalnymi sprawami państwa. Później zobaczymy jednak, że pracuje przede 
wszystkim w swoich pokojach. 

Na  lewo  trafiamy  do  dwóch  saloników.  Wyposażone  są  we  francuskie  meble  okresu 

prowincjalnego,  o  których  Llewella  twierdzi,  że  przywiozła  je  prosto  z  Paryża,  co  —  jeśli 
wolno  mi  zauważyć  —  jest  stwierdzeniem  mocno  wątpliwym.  W  pokojach  stoją  ozdobnie 
tapicerowane  fotele,  biurka  z  piórami  i  kałamarzami,  kominki  z  najpiękniej  żyłkowanego 
marmuru  i  biblioteczki  pełne  najróżniejszych  lektur.  Random  uznał,  że  będzie  zabawnie 
włączyć  do  księgozbiorów  kilku  mało  znanych  autorów  z  postmodernistycznego  okresu 
waszego cienia. Wiedział doskonale, że nikt z gości nie potrafi ich zrozumieć. Potem dorzucił 
parę  traktatów  filozoficznych,  których  nikt  nie  zdoła  przeczytać,  i  kilka  dzieł  z  mechaniki 
kwantowej, które tylko Corwina mogłyby zainteresować. A w końcu wyruszył w Cień i zdobył 
dwa  podpisane  komplety  pierwszego  wydania  dość  jednostronnych  kronik  Corwina.  To 
dziwne, ale wielu odwiedzających wydaje się je lubić. 

background image

P

ARTER ZAMKU 

A

MBER

 

background image

P

OKOJE GOŚCINNE NA PARTERZE I SKARBIEC

 

 
Kawałek dalej od głównego korytarza odbiega w prawo inny, węższy. Można nim dotrzeć 

do parterowych pokoi gościnnych, dostępnych dla wszystkich gości na zamku, oraz do silnie 
strzeżonego skarbca. Tam mieści się finansowe i biurokratyczne serce królestwa. To ostatnie 
pomieszczenie rzadko mnie interesuje, ale do pierwszych często bywam zapraszana. 

Pokoje gościnne to w zasadzie mój pomysł. Uznałam, że uprzejmość i wygoda nakazują, by 

oficjalnym gościom zapewnić miejsce, gdzie mogliby wypocząć, zaczekać, pomyśleć. Działo 
się  to  w  okresie  Bezkrólewia,  więc  bez  trudu  uzyskałam  pozwolenie.  Powiedziałam  tylko 
Erykowi,  co  zamierzam,  wyruszyłam  w  Cień  i  zdobyłam  to,  co  było  mi  potrzebne.  Potem 
zleciłam najlepszym stolarzom Amberu wyposażenie tych pokoi tak, jak to sobie wyobraziłam. 

Rezultatem są te wykładane boazerią, wytwornie zdobione komnaty, jakie teraz widzicie. 

Część umeblowania pochodzi prosto z Wersalu, inne elementy dotarły tu z Wiednia, Rzymu, 
Singapuru, a nawet Nowego Orleanu. Oczywiście, inne cienie też wniosły swój udział. 

Pokoje gościnne składają się z dwóch oddzielnych jadalni i czterech zacisznych pokojów 

wypoczynkowych. Spożywałam  posiłki w jadalniach i  odwiedzałam pokoje wypoczynkowe. 
Rzadko jednak po to, by tylko wypoczywać. 

Przed  komnatą  skarbca  zawsze  stoi  na  straży  dwóch  gwardzistów,  dniem,  nocą  i  w  dni 

Jednorożca. Nie wolno nam tam zajrzeć, powiem więc tylko, że mieszczą się tam wszystkie 
skarby zamku i wszystkie ważne dokumenty. Tylko król Random ma prawo tam wchodzić, a 
nawet  jemu  nie  wolno  wejść  samemu.  Niewielki  przyległy  pokój  tuż  obok  skarbca 
przeznaczony jest dla straży. 

background image

K

UCHNIA I ZBROJOWNIA

 

 
Idąc dalej głównym korytarzem, widzimy po lewej stronie podwójne drzwi, prowadzące do 

Wielkiego Holu. Zanim jednak tam zajrzymy, pójdźmy najpierw dalej, do tylnej części zaniku. 
Tutaj znajdują się zbrojownia, kuchnia i kwatery służby. 

Z oczywistych powodów nie będziemy wchodzić na kwatery służby. To niewielkie, czyste, 

jednoosobowe pokoje. Posiłki jada się przy wspólnym stole. Jedyną interesującą cechą tych 
pomieszczeń są schody wiodące do apartamentów gościnnych na piętrze. I Corwin, i Merlin 
wykorzystywali je, żeby zakradać się do kuchni i napychać żołądki jedzeniem. 

Zbrojownia  pełna  jest  najrozmaitszych  pancerzy,  zbroi  i  broni.  Wiele  historycznych 

eksponatów wisi tu na ścianach albo tkwi w kufrach. Oto pierwsza kolczuga Oberona, wciąż w 
doskonałym stanie; szpada Corwina spod Waterloo, japońska zbroja i miecz Benedykta, rapier 
Caine’a z hiszpańskich kolonii. Julian także ma tu swoje pamiątki: pełna zbroja, którą nosił na 
wyprawach  krzyżowych,  i  szabla  spod  Bałakławy.  W  przeciwieństwie  do  pozostałych 
żołnierzy Lekkiej Brygady, on mógł się w ostatniej chwili wyatutować. 

Random proponował, aby wszystkie te pamiątki wystawić w różnych komnatach zamku, ale 

książęta  się  sprzeciwili.  Ponieważ  zbrojmistrze  utrzymują  je  w  znakomitym  stanie,  jak 
twierdzą, dlaczego nie  można ich pozostawić w zbrojowni? Kto wie, kiedy znów okażą się 
przydatne. 

Wielkie drzwi prowadzą ze zbrojowni na zewnątrz, pod mury. 
Kuchnia jest olbrzymia. Wielkie palenisko w głębi ogrzewa kilka piekarników i rożen, które 

się  z  nim  łączą.  Półki  wiszą  na  ścianach,  zastawione  garnkami,  patelniami,  utensyliami  i 
wszelkim  sprzętem kuchennym.  Długi  blat przy  zachodniej ścianie wykorzystywany jest do 
przygotowywania potraw, a mięso i mleko zachowują świeżość w dużym pokoju—chłodni w 
południowo—wschodnim rogu. Największy rożen używany jest do pieczenia dużych zwierząt. 
Już wkrótce, jak obiecali mi kucharze, tę część zamku wypełni zapach pieczonej wołowiny. 

background image

W

IELKI HOL

 

 
Najważniejsza  sala  Zamku  Amber,  Wielki  Hol,  był  miejscem  wielu  historycznych 

wydarzeń. To tutaj król Oberon poślubił wszystkie swoje żony; tutaj Random przyprowadził 
Vialle  na  bankiet  na  jej  cześć,  kiedy  przywiózł  ją  z  Rebmy  jako  swoją  małżonkę.  Tutaj 
Dworkin włożył na skronie Oberona nowo wykutą koronę Amberu, tutaj na dziesięć ciężkich 
dni  żałoby  ułożył  Oberon  martwe  ciało  Paulette.  Ciała  innych  też  tu  leżały  wystawione  na 
widok publiczny: Eryka, Caine’a, Deirdre i Corwina. 

Problem z Corwinem polegał jednak na tym, że on wcale nie zginął. Myśleliśmy, że tak się 

stało,  więc  przygotowaliśmy  dla  niego  trumnę  i  grobowiec  oraz  zorganizowaliśmy  rytuał 
oficjalnego pożegnania. Kiedy pojawił się kilka lat później, wcześniejsza ceremonia wyraźnie 
straciła na znaczeniu. Do tej sali strażnicy sprowadzili Corwina na uroczystą koronację Eryka. I 
w tej sali Corwin wziął koronę i włożył ją na własną głowę, co rzuciło poważne wątpliwości na 
prawo Eryka do tronu. Później, w czasie spokojniejszym, ale i bardziej smutnym, w obecności 
całej  rodziny,  Random  został  koronowany  na  króla.  Jednocześnie  powitaliśmy  Vialle  jako 
naszą królową. 

Tamtej  nocy  spotkałam  wędrowca  ze  starożytnej  krainy.  Miał  mocne  nogi  i  resztę  też 

odpowiednią. 

Wielki Hol ma około piętnastu metrów szerokości i dwudziestu pięciu długości. Belkowany, 

tynkowany sufit wznosi się niemal dwanaście metrów nad posadzką. Drzwi  na południowej 
ścianie prowadzą do salonów, dwoje drzwi na północnej wychodzi na korytarz obok kuchni. W 
północno–wschodnim  rogu  jest  bar,  a  Random  i  Corwin  dopilnowali,  by  jego  zapasy  były 
obfite  i  wyborne.  Nawet  z  tego  miejsca  czuję  niemal  dojrzałość  dziewiętnastowiecznych 
francuskich win. 

Długi stół ustawiono wzdłuż północnej ściany. Podczas bankietów jest to oczywiście stół 

główny.  Poniżej,  w  sporych  odstępach,  widzicie  liczne  mniejsze  stoły.  Na  bankietach  przy 
wielu z nich siedzą goście, na innych wystawiamy dzieła rzemiosła i sztuki naszego miasta. 

Światło w Wielkim Holu sprawia wrażenie, jakby wpadało przez delikatnej barwy klejnot. 

Promienie słońca płyną przez ukośne okna (umieszczone ponad osiem metrów nad ziemią) ku 
podłodze.  Działają  niemal  jak  pryzmaty  i  w  całym  Holu  wywołują  przepiękne,  niemal 
hipnotyczne lśnienie. Ono to sprawia, że ciemnozielone żyłki w białym marmurze ścian wydają 
się pełzać od sklepienia ku podłodze. W jasnym blasku księżyca kolor żyłek wręcz dominuje. 
Wielki Hol nocą sprawia niesamowite wrażenie. 

Pośrodku północnej ściany stoi posąg Jednorożca z czarnego i białego marmuru, w pozie 

będącej lustrzanym odbiciem wizerunku na wrotach frontowych. Jego róg wskazuje na okna w 
zachodniej  ścianie  i  zdaje  się  przyzywać  światło  słońca.  Przy  mniej  uroczystych  okazjach 
Jednorożec jest ukryty za ciężkimi, zielonymi kotarami. 

Poniżej, na ścianie zachodniej, wiszą zdobione tarcze herbowe królestw Złotego Kręgu. Na 

tarczy  Gaigi  widzimy  samotne  drzewo,  a  na  Kashfy  —  wysoki  szczyt  i  trzy  gwiazdy 
przesunięte na lewo. Godło Begmy to miecz skierowany ostrzem w dół, Eregnoru zaś to wieża 
wyrastająca  w  błękitne  niebo.  Tarcze  pieczętują  Traktat  Złotego  Kręgu.  W  odpowiednich 
salach tych królestw Jednorożec Amberu zdobi własną tarczę. 

Za zachodnią ścianą ukryty jest tron. Wystawia się go jedynie podczas szczególnych okazji. 

Random  wykorzystał  go  tylko  raz:  podczas  swojej  koronacji.  Wyrzeźbiony  z  pojedynczego 
bloku  złotego  bursztynu  tron  przyozdabia  kilka  wizerunków.  Między  nimi  jest  oczywiście 
Jednorożec,  jednak  największe  wrażenie  wywiera  abstrakcyjny  obraz  Wzorca.  Na  oparciu 
wyrzeźbiona jest tajemnicza twarz. Nikt nie wie, kogo przedstawia ta rzeźba, ale większość 
zgadza się, że zapewne Dworkina. W świetle księżyca jej oczy wydają się poruszać. 

background image

Skład jest w rzeczywistości korytarzem. Niedostępny dla nikogo oprócz królewskiej rodziny 

i wybranych gwardzistów, prowadzi do spiralnych schodów, oplatających szeroką kolumnę i 
biegnących w górę oraz w dół, pod zamek. W górze są drzwi na galerię muzykantów,  sześć 
metrów nad podłogą Wielkiego Holu. W dole znajdują się lochy. 

Kolumna, którą obiegają schody, może wprowadzić w błąd. Wydaje się pełna, podczas gdy 

w rzeczywistości w jej wnętrzu biegną wąskie stopnie. Z nich właśnie skorzystał Corwin, by się 
dostać do biblioteki. Każde z nas przynajmniej raz się po nich wspinało. Dlaczego tam są, tego 
nie wie nikt. 

background image

L

OCHY ZAMKU 

A

MBER

 

background image

S

CHODY W GŁĄB 

K

OLVIRU

 

 
Spiralne schody prowadzą w dół z korytarza za Wielkim Holem. Zejście jest długie, nawet 

bardzo długie, a droga powrotna niewiarygodnie męcząca. Jednak na szczęście dla nas Random 
wie, że tu jesteśmy. Poprosił swego syna, Martina, żeby czekał na górze. Wyatutuje nas stąd po 
kolei. 

Przed wiekami zbudowano te schody w wielkiej studni prowadzącej do serca Kolviru. Kto je 

wybudował i jak tego dokonał, pozostaje absolutną, nieprzeniknioną tajemnicą. Oberon mógł 
to  wiedzieć,  jeśli  jednak  powiedział  któremuś  z  nas,  osoba  ta  nigdy  się  nie  zdradziła. 
Najprawdopodobniejsza  teoria  głosi,  że  schody  podążają  wzdłuż  naturalnego  ciągu 
połączonych jaskiń i że budowniczowie musieli tylko rozbić ściany rozdzielające je od siebie. 

W  waszym  cieniu  schody  prowadzące  w  dół  budzą  najbardziej  przerażające  skojarzenia. 

Poza  filmami  grozy,  które  powszechnie  wykorzystują  ten  motyw,  stały  się  inspiracją  wielu 
mitów podziemnego świata, a nawet punktem centralnym niektórych teorii psychologicznych. 
Pod ziemią jest ciemno i powietrze jest niezbyt czyste. 

Nam jednak te schody kojarzą się z dwoma rzeczami. Pierwsza, najmniej atrakcyjna, to fakt, 

że  prowadzą  do  lochów  pod  zamkiem.  Wszystkie  zamki  mają  lochy,  chociaż  jest  ich  wiele 
rodzajów. Jak inni, i my musimy mieć jakieś miejsce, gdzie zamykamy więźniów i zdrajców. 
Ale te spiralne schody budzą też pozytywne skojarzenia. Albowiem poza lochami, w specjalnej 
komorze  za  zamkniętymi  drzwiami,  czeka  wtopiony  w  podłogę  Wzorzec  Amberu.  Lśni, 
przyzywa nas, decyduje o losie całego Cienia. 

Król  Random  wyraził  zgodę,  abyście  to  zobaczyli.  Ale  zanim  się  tam  udamy,  musicie 

obejrzeć lochy. Niektóre obrazy się wam nie spodobają. Jednak wszystko, co tam ujrzycie, jest 
konieczne dla bezpieczeństwa Amberu, a zatem i bezpieczeństwa waszego cienia. 

background image

P

OSTERUNEK STRAŻY I LOCHY

 

 
Oczywiście, w lochach muszą być strażnicy. Bywa, że ucieknie któryś z więźniów. Kiedy 

indziej przysyła się tu nowego. Strażnik ma go wtedy zamknąć i zameldować o fakcie królowi. 
Strażnicy mają też inne obowiązki: dbają o czystość w tunelach, a także karmią więźniów. Ci 
nie dostają wiele, ale dość, żeby utrzymać się przy życiu. Nie wszyscy pragną je zachować. 

Na  posterunku  straży  na  hakach  wbitych  w  ścianę  wisi  kilka  kluczy.  To  klucze  do  cel 

więziennych. Obok nich latarnie, niezbędne dla odszukania drogi w tunelach. Same tunele nie 
sprawiają  wędrowcom  kłopotów,  jednak  dla  osób  niedoświadczonych  wydają  się  czasem 
prawdziwym labiryntem. 

Od  głównego  tunelu  odchodzą  liczne  boczne  przejścia.  Nie  wiadomo  dokładnie  ile, 

ponieważ  nie  wszystkie  zostały  zbadane.  Amber  stracił  nawet  kilku  więźniów,  którym  po 
ucieczce  udało  się  prześliznąć  do  jednego  z  nie  patrolowanych  korytarzy.  O  ile  jednak 
wiadomo, wszystkie one prowadzą donikąd. 

W pierwszym tunelu znajdują się cele więźniów politycznych. Każda z nich wysypana jest 

słomą,  zmienianą  co  tydzień.  Więźniowie  karmieni  są  codziennie,  a  co  trzeci  dzień 
przesłuchiwani.  Jeśli  są  wystarczająco  ważni,  przesłuchanie  prowadzi  ktoś  z  rodziny 
królewskiej. W różnych okresach każde z królestw Złotego Kręgu miało w tych celach swojego 
przedstawiciela. Ostatnim  był  książę  Gaigi,  skazany za szpiegostwo przeciw Amberowi.  Po 
sześciomiesięcznym pobycie w lochach załamał się i wyznał wszystko. Oberon posłał po króla 
Gaigi i opracowano szczegóły traktatu. Książę odzyskał wolność. Nigdy tu nie wrócił. 

Wzdłuż  drugiego  tunelu  są  cele  jeńców  wojennych.  W  większości  przypadków  ci 

nieszczęśnicy przybyli tu z Cienia. I również w większości przypadków nigdy nie wrócą do 
siebie.  Amber  podejmuje  próby  nawiązania  kontaktu  z  ich  ojczystymi  cieniami  i  ustalenia 
warunków ich powrotu, ale w niewielu sprawach udaje się cokolwiek osiągnąć. Na ogół cień 
nie chce nawet przyznać, że walczyli. Często twierdzą, że nie wiedzą o żadnych jeńcach. 

Trzeci  tunel  należy  do  miejscowych  przestępców.  Nazywamy  go  Zaułkiem  Morderców, 

ponieważ większość więźniów właśnie za taką zbrodnię się tu  znalazła. Trafiają tu  również 
wielcy złodzieje i ci, którzy bezczeszczą statuę Jednorożca. Jeden z dworskich błaznów został 
tu osadzony, kiedy oddał mocz na tron Oberona. Wypuszczono go po siedemnastu latach. Jako 
błazen był skończony. 

Czwarty tunel przeznaczony jest dla ludzi skazanych za zdradę. W ciągu wieków bywało tu 

wielu ważnych i znanych Amberytów, jednak nikogo słynniejszego od księcia Corwina. Jedyny 
raz w historii Amberu do lochu trafił członek rodziny królewskiej. Pomysł wyszedł od Eryka i 
nie został entuzjastycznie przyjęty. 

Obite  mosiądzem  drzwi  odsłaniają  nam  celę  Corwina.  Jest  zaledwie  wystarczająco 

obszerna,  aby  wyciągnąć  się  na  podłodze.  Znajduje  się  dokładnie  w  takim  stanie,  w  jakim 
zostawił ją Corwin, kiedy  stąd uciekł. Trochę brudnej  słomy leży jeszcze na podłodze, lecz 
większa  jej  część  została  zmieciona  w  poczerniały  od  ognia  stos.  Otwór  w  kącie  służył  za 
latrynę. Po wewnętrznej stronie drzwi nacięcia wskazują, w którym miejscu Corwin próbował 
przebić drzwi zaostrzonym trzonkiem łyżki. 

Po  przeciwnej  stronie  na  ścianie  naszkicowano  obraz.  Według  Corwina,  narysował  go 

Dworkin: niewiarygodnie precyzyjny wizerunek latarni morskiej w Cabrze. Gdyby przyglądać 
mu się zbyt długo, wciąż jeszcze mógłby przenieść obserwatora do latarni. Na prawej ścianie 
widzimy inny szkic. Przedstawia widok gabinetu, może biblioteki. Półki z książkami zasłaniają 
ściany, na pierwszym planie stoi biurko, obok na podłodze ustawiono duży globus. Na blacie 
leży niewielka ludzka czaszka, za nią pali się wysoka świeca. Płomyk świecy migocze. 

Kiedy  patrzymy,  szkic  nabiera  głębi.  Dokładniejsza  obserwacja  ujawnia  teraz  półki  z 

książkami na wszystkich czterech ścianach i brak okien. W dalszym krańcu komnaty jest dwoje 

background image

drzwi, prowadzących na prawo i na lewo. Obok lewych drzwi stoi długi, wąski stół zarzucony 
książkami  i  papierami.  Na  półkach  i  w  ściennych  niszach  leżą  niezwykłe  okazy:  kości, 
kamienie,  naczynia,  tabliczki  z  inskrypcjami,  lustra,  różdżki  i  przeróżne  tajemnicze 
instrumenty. Wielki anderbilski dywan zakrywa podłogę. 

To  komnata  Dworkina.  A  przynajmniej  tak  głosi  plotka.  Corwin  w  swojej  opowieści 

wspomina o wizycie w tej komnacie i dokładniej wyjaśnia, co znajduje się wewnątrz. 

Za lewymi drzwiami, mówi, trafiamy do niewielkiego pokoju mieszkalnego. Jego kamienne 

ściany łączą się w łukowe sklepienie. Na lewej ścianie jest kominek, a po przeciwnej stronie 
szerokie, okute wrota strzegą tego, co według Corwina jest przejściem do pierwotnego Wzorca. 

Musimy teraz odwrócić się od szkicu, zanim nas wciągnie. Jeśli znajdziemy się w komnacie 

Dworkina, zapewne już nigdy stamtąd nie wrócimy. 

background image

L

OCHY I WZORZEC 

A

MBERU

 

 
W piątym tunelu znajdują się cele szaleńców. W waszym cieniu byliby traktowani łagodniej, 

tutaj jedynie utrzymuje się ich przy życiu. Jeden z tych obłąkanych jest doprawdy fascynujący. 
Twierdzi, że jest autorem, Amber zaś to jego temat. W swym szaleństwie uważa, że to on — nie 
Corwin  —  stworzył  opowieść  o  walce  Corwina  z  czarną  drogą  i  Dworcami  Chaosu.  Ale 
najlepsze, że żąda widzenia z księciem Corwinem.  Książę, powtarza, zna  go dobrze. Wielu 
mieliśmy  tu  wariatów,  ale  ten  jest  wyjątkowo  zabawny.  Gerard  sądzi,  że  powinniśmy  go 
uwolnić, ale Random się waha. Jeśli Corwin powróci, z pewnością poprosimy go o radę. 

Szósty tunel to więzienie ohydnych stworów z Cienia. Są przerażające i nie będziemy ich 

odwiedzać. Niektóre mają moc absolutnej hipnozy. Karmią je wyłącznie ślepcy. 

Siódmy tunel wiedzie do Wzorca Amberu. Wielkie, ciemne, okute żelazem wrota zamykają 

wejście do komnaty, ale klucz do nich wisi na haku. Nie pytajcie dlaczego. Kiedy otworzymy 
drzwi,  możemy  pogasić  latarnie.  To  lśnienie  pochodzi  od  samego  Wzorca.  Gdy  oczy  się 
dostosują, zobaczymy go pośrodku komnaty. Wydaje się jaskrawą, migotliwą plątaniną linii 
wyrytych na kamiennej posadzce, linii oszukujących wzrok tych, co próbują prześledzić ich 
bieg. Dla Amberyty nie z królewskiego rodu ich blask niemal oślepia. Na ludzi spoza Amberu 
wywiera również działanie hipnotyczne. Ta komnata nie jest przeznaczona dla przypadkowych 
gości. 

Wzorzec rozpoczyna się na drugim końcu sali. Idący ostrożnie stawia stopy, a po olbrzymim 

wysiłku  dostrzega  przed  sobą  środek  Wzorca.  Kiedy  tam  dotrze,  może  samym  aktem  woli 
przenieść  się  w  dowolne  miejsce.  Tylko  ci,  w  których  żyłach  płynie  krew  Amberu,  mogą 
przejść Wzorzec i przeżyć. 

Teraz wrócimy do  głównego korytarza. Wyjmuję z kieszeni  Atut.  Koncentruję wzrok na 

portrecie i widzę twarz Martina taką, jak w rzeczywistości, łącznie z fryzurą na Irokeza. Teraz 
pojawia się jego dłoń. Dotykajcie jej kolejno. Przez ułamek sekundy poczujecie dezorientację, 
ale  kiedy  wszystko  się  uspokoi,  znajdziecie  się  u  stóp  schodów  prowadzących  na  pierwsze 
piętro. Kiedy wszyscy się tam zbierzemy, pokażę wam inne części zamku. 

background image

P

IERWSZE PIĘTRO ZAMKU 

A

MBER

 

 
Tymi schodami wchodzi  się na pierwsze i  drugie piętro zamku. Większa część trzeciego 

piętra jest w tej chwili nie używana. Niektóre pokoje dopiero się przygotowuje, inne po prostu 
czekają, aż w przyszłości będą potrzebne. Trzecie piętro to najnowszy nabytek: Oberon kazał je 
dobudować, kiedy stało się jasne, że spłodzi liczne potomstwo. 

Oprócz  dwóch  osób,  cała  królewska  rodzina  ma  swoje  komnaty  na  pierwszym  piętrze. 

Wyjątek  stanowi  Random,  zajmujący  królewskie  apartamenty,  i  ja.  Kazałam  specjalnie 
przygotować sobie mieszkanie na drugim piętrze. Moje liczne rodzeństwo protestowało, ale 
podczas Bezkrólewia panował taki chaos, że postawiłam na swoim. Sporo czasu spędzam w 
zamku i apartamenty na pierwszym piętrze są zwyczajnie za ciasne. 

Odwiedzając pokoje należy pamiętać o dwóch sprawach. Po pierwsze, rodzina królewska 

rzadko przebywa w zamku, więc w mieszkaniach może panować nieporządek. Po drugie, każde 
z  nich  zostało  urządzone  według  osobistych  gustów,  dlatego  nie  są  powiązane  stylem  ani 
kolorami. Normalnie nie odwiedzamy się nawzajem. Jednak ze względu na tę wizytę, Random 
skontaktował  się  przez  Atuty  ze  wszystkimi  i  zgodzili  się  nas  wpuścić.  Kilkoro  jednak 
przeatutowało się do domu, aby trochę posprzątać i pochować niektóre drobiazgi. 

background image

A

PARTAMENTY GOŚCINNE

 

 
U szczytu schodów, nad zbrojownią, kuchnią i kwaterami służby, znajdują się apartamenty 

gościnne.  Jak  wskazuje  ich  nazwa,  są  zajęte  jedynie  wtedy,  kiedy  w  zamku  przebywają 
oficjalni  goście.  W  czasie  negocjacji  z  kolejnymi  królestwami  Złotego  Kręgu  były 
wykorzystywane niemal bez przerwy, ale od tej pory stoją zwykle puste. 

Tak jak pokoje gościnne na parterze, każdy z apartamentów ma gabinet, jadalnię i niedużą 

bibliotekę. Tutaj jednak są też sypialnie, a łóżka należą do najwygodniejszych w całym zamku. 
To zasługa Randoma, który o wiele bardziej niż Oberon dba o wygodę gości. Atłasowa pościel 
to mój pomysł. 

Wąskie schody prowadzą do apartamentów gościnnych z kwater służby. Służba zamkowa 

jest zawsze do dyspozycji, ale bardzo rzadko ktoś z gości nadużywa tego przywileju. Kiedyś 
książę z Eregnoru obudził się w środku nocy i zażądał posiłku. Dwóch służących wyskoczyło z 
łóżek  i  pognało  do  niego  pędem,  ale  nie  byli  dostatecznie  szybcy.  Zanim  dotarli  do  jego 
apartamentu, wybiegł już na korytarz, wymachiwał mieczem i na całe gardło rzucał na Amber 
oskarżenia. Hałas zbudził Oberona, który zbiegł na dół w nocnej koszuli i z szablą w dłoni. Po 
chwili usłyszeliśmy brzęk stali; w ciągu minuty byliśmy już na korytarzu, wszyscy w nocnych 
strojach. Rozdzieliliśmy tę dwójkę, potem spojrzeliśmy po sobie i wybuchnęliśmy śmiechem. 
Oberon śmiał się także, ale nie zapomniał. Tej nocy zniknęło z traktatu jedno z kluczowych 
żądań Eregnoru. 

Ale książę dostał swój posiłek. 

A

PARTAMENT 

M

ERLINA

 

 
Owszem,  jestem  czarodziejem.  Jestem  Merlinem,  synem  Corwina  z  Amberu  i  Dary  z 

Dworców  Chaosu.  Dla  miejscowych  przyjaciół  i  znajomych  Merłe  Corey:  inteligentny, 
czarujący,  dowcipny,  wysportowany…  Jeśli  chcecie  więcej  szczegółów,  poczytajcie 
Castiglione’a i lorda Byrona, ponieważ jestem również skromny, małomówny i skryty.
 

Z Kronik Merlina 

 
Merlin należy do młodszego pokolenia królewskich potomków. Jednak jego pochodzenie 

jest dość niezwykłe. Syn Corwina z Amberu i Dary z Chaosu, został wychowany w Dworcach 
Chaosu i przeszedł inicjację Logrusu, będącego chaotyczną, nie uformowaną wersją Wzorca. 
Zainteresował  się  Amberem  i  Cieniem,  kiedy  ojciec  opowiedział  mu  historię,  którą  można 
znaleźć w Kronikach Amberu. Od tej pory często bywał w zamku. 

Pokój jest odbiciem ekscentrycznych gustów właściciela. Wielki, barwny orientalny dywan 

zakrywa większą część podłogi w gabinecie. Haft przedstawia scenę z polowania, a linia drzew 
dominuje nad całym pokojem. Aby to zrównoważyć, Merlin ustawił tu jedynie prostą sofę i 
dwa fotele. 

Sypialnia  jest  posprzątana,  co  sugeruje,  że  ostatnio  go  tu  nie  było.  Obok  komody  leżą 

typowe dla niego buty sportowe, przypominające o latach spędzonych w Kalifornii waszego 
cienia.  Kiedyś  Merlin  przywiózł  do  zamku  maszynę,  którą  nazywał  laptopem,  przenośnym 
komputerem. Szybko jednak stwierdził, że nie będzie tu działała. Innym razem wspominał o 
skoku na lotni ze szczytu Kolviru. 

background image

A

PARTAMENT 

B

RANDA

 

 
Następna postać nosiła w sobie podobieństwo zarówno do Bleysa, jak i do mnie. Mężczyzna 

miał moje rysy, choć drobniejsze, moje oczy, włosy Bleysa, był bez brody. Miał na sobie zielony 
jeździecki  strój  i  siedział  na  białym  koniu  zwróconym  na  prawo.  Była  w  nim  siła  i  słabość, 
niepokój i rezygnacja. Odpychał mnie i pociągał, budził zarówno moją sympatię, jak niechęć. 
Wystarczyło mi rzucić na niego okiem, by wiedzieć, że nazywa się Brand.
 

Z Kronik Corwina 

 
Urządzony  eklektycznie  i  bez  smaku,  pokój  Branda  jest  odbiciem  zmiennego  charakteru 

mieszkańca.  Jest  również  odbiciem  jego  magicznych  zainteresowań.  Zgodnie  z  rozkazem 
Randoma, nic się tu nie zmieniło od śmierci Branda. Nic nam nie wiadomo na temat dywanu w 
gabinecie,  tyle  tylko  że  pochodzi  z  jakiegoś  nieznanego  cienia.  Brand  niechętnie  mówił  o 
pochodzeniu  przedmiotów,  jakie  posiadał,  nigdy  też  nikogo  do  siebie  nie  zapraszał.  Na 
talerzach wciąż jeszcze leżą resztki posiłku, który jadł, zanim opuścił zamek po raz ostatni. 
Pozostawione dokumenty świadczą, że studiował historię i mitologię Wzorca. To dobrze pasuje 
do okoliczności jego ostatecznego zgonu. 

Na biurku leży więcej papierów, a te również związane są ze studiami Wzorca. W rogu stoi 

fotel z czarnej skóry, a przy nim, na okrągłym stoliku, kielich wciąż pełen czerwonego wina. 
Przy stoliku leżą dwie zamknięte książki. Pochodzą z odległego cienia i mówią o czarnej magii. 

Sypialnia  silniej  jeszcze  zdradza  zainteresowania  Branda  czarną  magią.  Łóżko  jest  nie 

posłane,  na  nocnej  szafce  stoją  nie  umyte  szklanki.  Na  biurku  w  rogu  kilka  magicznych 
przedmiotów  czeka  na  powrót  właściciela.  Jeden  z  nich  to  rodzaj  lalki  voodoo.  Inny  to 
tajemniczy  szkielet.  Słoiki  i  fiolki  częściowo  tylko  zidentyfikowanych  substancji  zostały 
odepchnięte w tył. 

W  północno–zachodnim  kącie  sypialni  zwisają  ze  ściany  dwa  łańcuchy.  W  pobliżu  leży 

rozsypany popiół. Nigdy nie udało się ustalić, do czego służyły, ale jest niemal pewne, że Brand 
zaczął praktykować składanie ludzkich ofiar. A w każdym razie stosował tortury. 

Książka  na  stole  roboczym  to  egzemplarz  Księgi  Jednorożca,  arcydzieła  Dworkina. 

Zawartość szuflad sugeruje, że Brand starał się stworzyć Atut książki i wkrótce próbowałby się 
przeatutować wstecz w czasie, do chwili jej tworzenia. Wielokrotnie dyskutowaliśmy, czy coś 
takiego jest możliwe, ale nie udało się tego stwierdzić. Wiele idei Branda jest nie sprawdzonych 
i większość z nas jest zdania, że takimi powinny pozostać. 

background image

A

PARTAMENT 

F

IONY

 

Dalej przyszła kolej na Fionę, o włosach jak Bleys i Brand, moich oczach i cerze jak masa 

perłowa. Poczułem do niej nienawiść od pierwszego spojrzenia. 

Z Kronik Corwina 

 
Fiona  urządziła  swój  apartament  w  stylu,  który  na  Cieniu–Ziemi  zostałby  nazwany 

współczesnym  skandynawskim.  Pogardzam  wszystkimi  współczesnymi  stylami,  jednak  jej 
wystrój uważam za fascynujący. Ile razy tu wchodzę, znajduję coś nowego i  ciekawego, co 
zwraca moją uwagę. Ale proszę was, nie powtarzajcie jej tego. 

W oczy rzuca się przede wszystkim ręcznie robiony ryański dywan, pokrywający połowę 

gabinetu.  Dywan,  który  miękko  przyjmuje  stopy  każdego,  kto  na  niego  wstąpi,  pochodzi 
wprost  ze  szwedzkiego  miasteczka  Rya.  Fiona  twierdzi,  że  wykonał  go  najlepszy  tkacz 
ryańskich dywanów i że utkał go specjalnie dla niej. 

Ta  smukła  rzeźba  w  rogu  jest  dziełem  nieznanego  artysty.  Jednak  znając  talenty  Fiony, 

rzeźbiarz  należał  zapewne  do  czołówki  artystów  swojego  wieku.  Na  biurku  —  znowu 
skandynawskie — leży tom współczesnych opowiadań europejskich, przetłumaczony i wydany 
pod tytułem Fikcje aberracyjne/Funkcje operacyjne. Wydaje się, że ona naprawdę to czyta. 

Sypialnia  zwraca  uwagę  przede  wszystkim  panującym  tam  porządkiem.  Skandynawski 

wystrój akcentuje prostotę i pewną surowość, co Fiona z talentem wykorzystuje. Nawet rośliny 
są  nieliczne,  ale  pięknie  utrzymane,  a  na  stole  kreślarskim  znajdujemy  takie  precyzyjne, 
wymierzone  szkice,  jakie  uważa  za  godne  zainteresowania.  Stolik  ozdabia  najpiękniejsza 
brytyjska porcelana, a nawet na parapecie okna stoją jedynie dwie smukłe, wąskie statuetki. 

Południowa ściana styka się ze ścianą sypialni Corwina. Podczas jego nieobecności Fiona 

często  skarżyła  się,  że  słyszy  stamtąd  szloch  kobiety.  Po  powrocie  Corwin  potwierdził  jej 
opowieść.  Według  niego,  apartament  zawsze  był  nawiedzany,  najprawdopodobniej  przez 
pierwszą  żonę  Oberona.  Oberon  jednak  nic  nie  chciał  na  ten  temat  powiedzieć,  a  duch  nie 
zdołał jeszcze przemówić. Od czasu ostatniego zniknięcia Corwina duch się nie zjawił. 

background image

A

PARTAMENT 

C

ORWINA

 

Zielone oczy, ciemne włosy, czarno–srebrny strój. Miałem na sobie pelerynę, lekko wzdętą 

jakby przez wiatr.  Miałem też czarne botforty, podobnie jak Eryk, i  jak  on miecz przy boku, 
tylko mój był cięższy, choć nieco krótszy. Nosiłem rękawice, srebrne i łuskowe. Klamra przy 
szyi była w kształcie srebrnej róży.
 

Z Kronik Corwina 

 
Długo nie zamieszkany, zarówno w czasie Bezkrólewia, jak i ostatnio, apartament Corwina 

został  wysprzątany  i  uporządkowany.  Amber  po  raz  kolejny  oczekuje  powrotu  księcia.  Jak 
zwykle  pokoje  urządzone  są  skromnie,  a  głównym  kryterium  doboru  umeblowania  jest 
użyteczność. W antycznym sekretarzyku leży tylko jeden zwój papieru. Corwin wyrysował na 
nim  około  dwudziestu  tajemniczych  symboli,  których  nie  rozpoznaje  nikt  z  królewskiej 
rodziny.  Merlin  podejrzewa,  że  Corwin  poznał  ten  kod  podczas  rozmów  z  Dworkinem,  ale 
Vialle  przypuszcza,  że  symbole  należą  do  systemu  komunikacji  wykorzystywanego  w 
Dworcach Chaosu. Urodzony w Chaosie Merlin nie zgadza się z nią. Fotel, w którym czytał, 
stoi na środku gabinetu. Pod zachodnią ścianą widzimy dopasowaną do niego sofę. Dwie małe 
biblioteczki ustawione są pod bocznymi ścianami, wisi też półka na różne okazy. Oprócz kilku 
książek pochodzących z Cienia, w biblioteczkach znajdziemy liczne dzieła okresu Renesansu 
na  Cieniu–Ziemi.  Między  innymi  komplet  dramatów  Shakespeare’a  in  folio  i  in  quarto. 
Wynika z nich, między innymi, że Bard nie miał nic wspólnego z historyczną sztuką Henryk 
VIII.  
Wydanie  Hamleta,  królewicza  duńskiego  nosi  inicjały  dramatopisarza,  a  także 
przyjacielskie  pozdrowienie  skierowane  do  Corwina.  Na  tej  samej  półce  stoją  też  książki  i 
rękopisy  Dworzanina  Castiglione’a,  Księcia  Machiavellego  oraz  kilka  wydań  Rabelais’go  i 
Cervantesa. 

Późniejsze  publikacje  ukazują  nam  inne  kierunki  zainteresowań  Corwina.  Dziennik  roku 

zarazy  Defoe wydaje się mocno zaczytany, może dlatego, że Corwin sam tę zarazę  przeżył. 
Kilka książek traktuje o zasadach kompozycji, jest też zbiór tekstów piosenek od Renesansu aż 
po  wiek  dwudziesty.  Inne  dzieła  dotyczą  historii  malarstwa,  historii  muzyki,  są  także 
najbardziej  znaczące  traktaty  filozoficzne  i  naukowe.  Na  północnej  ścianie  sypialni  wisi 
szpicruta Oberona. Inne pamiątki po zmarłym królu stoją na biblioteczce, kilka z nich pochodzi 
z czasu, kiedy ukrywał się pod przebraniem Ganelona. Na tej samej półce leży mała metalowa 
łyżka z zaostrzonym, nierównym trzonkiem. Corwin nigdy nie zdradził, po co przechowuje tę 
ponurą pamiątkę swego uwięzienia. 

W  północno—wschodnim  rogu  stoi  sejf.  Jedynie  Corwin  zna  szyfr,  więc  pod  jego 

nieobecność pozostaje zamknięty.  Za fotelem pod południową ścianą ukryte jest wejście do 
bardzo  wąskiego  korytarzyka.  Na  jego  końcu  klapa  w  podłodze  otwiera  dostęp  do  wąskich 
schodów prowadzących w górę, na drugie piętro, może nawet dalej, na nie używane trzecie. W 
jakim celu Corwin z nich korzystał i czy w ogóle korzystał, pozostaje tajemnicą dla wszystkich 
prócz niego samego. 

Dwie gitary stoją oparte o ścianę obok fotela. Pierwsza to produkcja dwudziestowieczna, 

prezent dla Corwina od Segovii. Druga, bezcenna, to jedyna gitara, jaką stworzył Stradivarius. 
Fiona pamięta, że przez ścianę dzielącą ich apartamenty słyszała, jak Corwin uderza w struny 
tego cudownego instrumentu. Basy były głębokie i rezonujące, tony wysokie słodkie, smutne, 
niemal hipnotyczne. Często miała wrażenie, że Corwin jest bardziej uczuciowy, niż wszyscy 
chcielibyśmy sądzić. 

background image

A

PARTAMENT 

D

EIRDRE

 

Zobaczyłem… brunetkę o podobnych błękitnych oczach i długich rozpuszczonych włosach, 

całą ubraną na czarno, przepasaną srebrnym paskiem. Nie wiem, dlaczego na jej widok łzy 
zakręciły mi się w oczach. Miała na imię Deirdre.
 

Z Kronik Corwina 

 
Podobnie  jak  pokoje  Eryka,  Branda  i  Caine’a,  apartament  Deirdre  został  zachowany  w 

stanie, w jakim zostawiła go przed śmiercią. Deirdre była droga wielu z nas i nie chcemy nawet 
myśleć o jej zgonie. Nie rozmawiamy o niej, jakby w myśl niepisanej umowy. 

Deirdre  regularnie  zmieniała  wystrój  mieszkania.  Przed  śmiercią  właśnie  urządziła  je  we 

współczesnym, manhattańskim stylu. Krzesła to autentyczne projekty Franka Lloyda Wrighta, 
a  podłoga  i  meble  doskonale  by  pasowały  do  słynnych  kompleksów  mieszkalnych  Dakoty. 
Typowe dla niej; w końcu jako pierwsza pocieszała załamaną Yoko Ono. 

Sypialnia  jest  równie  gustowna,  równie  nowoczesna  i  równie  kosztowna.  Ale  najbardziej 

godnym uwagi elementem w pokoju jest suknia rozłożona na łóżku. Ten ciemnozielony jedwab 
zamierzała włożyć na nowojorski bankiet powitalny, wydany z okazji wizyty Księcia i Księżnej 
Walii. Swoją urodą Deirdre całkowicie przyćmiłaby księżną. Nie okazałaby tego, lecz tylko 
uśmiechnęłaby się wtedy dyskretnie. 

background image
background image

 

background image

A

PARTAMENT 

M

ARTINA

 

Siedziałem po lewej ręce Randoma, Martin po jego prawicy. Nie widziałem go już kawał 

czasu i bytem ciekaw, co u niego słychać… Był podobny do Randoma, choć nie taki chudy i 
wyższy. Mimo to nie był potężnym facetem.
 

Z Kronik Merlina 

 
Jako  syn  Randoma  i  Morganthe  z  Rebmy,  Martin  jest  w  prostej  linii  dziedzicem  tronu 

Amberu.  Oczywiście,  gdyby  Random  umarł  w  tej  chwili,  a  Martin  chciał  objąć  władzę, 
wszyscy Amberyci  z królewskiej krwi próbowaliby do tego nie dopuścić. Ale formalnie on 
właśnie jest tym, na kogo barkach spoczywa przyszłość królestwa. 

Kiedy  pierwszy  raz  zaczął  bywać  w  Amberze,  był  typowym  młodzikiem  —  to  znaczy 

typowym  jak  na  Amberytę:  wysoki,  chudy,  kanciasty  i  nieśmiały.  Nosił  skromną,  ciemną 
odzież, odzywał się po namyśle i tylko wtedy, gdy się do niego zwracano. Ale ostatnio coś w 
niego wstąpiło. Zdaje się, że wykształcił w sobie jakieś buntownicze cechy. 

Przede wszystkim zaczął się czesać na Irokeza. To fakt, wobec mieszanego pochodzenia od 

Amberu i Rebmy, przy swojej karnacji, mógłby uchodzić za Indianina, ale wygląda po prostu 
śmiesznie. Nawet ojciec przewraca oczami, kiedy Martin wchodzi do jadalni. W połączeniu z 
podartymi  dżinsami  i  kurtką  z  frędzlami,  ten  „Irokez”  czyni  go  staromodnym  nawet  na 
Cieniu–Ziemi. Tu, oczywiście, zwykle ubieramy się bardziej formalnie. Kilka stuleci za modą, 
ale jednak. 

Podobnie jak jego ojciec, Martin jest perkusistą. O ile jednak Random kocha jazz, Martin 

jest  wyznawcą  rocka.  Wchodząc  do  jego  apartamentu  widzimy  na  ścianach  serię  plakatów 
rozmaitych gwiazd i zespołów rockowych z Cienia—Ziemi lat osiemdziesiątych. Twierdzi, że 
jego  ulubieńcy  grają  poważną,  niekomercyjną  muzykę,  jednak  moim  zdaniem  wyglądają 
dziwacznie. 

Kto  chciałby  słuchać,  dla  przykładu,  Martwych  Posłańców?  Albo  Rzygaczy?  Albo  tej 

grupy, Szkieletowe Boogie? Założył nawet własny zespół i opowiada, że Piekielni Rajdowcy 
podpisali  właśnie  kontrakt  nagraniowy.  Ich  pierwszy  album  ma  się  nazywać  „Na  zawsze 
Amber”. 

Martin przechowuje tu część swojej kolekcji płyt. Chciał przywieźć przenośny gramofon, 

ale  oczywiście  by  nie  działał.  W  końcu  znalazł  ostatni  model  patefonu,  który  zdobył, 
przechodząc w Cieniu do San Francisco z lat pięćdziesiątych. Jako że pokój Deirdre jest pusty, 
nastawia na pełną głośność i hałasem katuje swój mózg. Żeby uniknąć pretensji ojca, Martin 
sprowadził też trochę wczesnego Buddy’ego Richa, ulubionego muzyka Randoma. 

background image

N

IE UŻYWANE POKOJE GOŚCINNE I JADALNIA

 

 
Oprócz  apartamentów  gościnnych  w  północnej  części  tego  piętra  kilka  innych 

zarezerwowano  do  przyszłego  wykorzystania  albo  na  wypadek,  gdyby  do  zamku  zjechało 
wielu  nieoczekiwanych  gości.  Ponieważ  goście  Zamku  Amber  muszą  uzyskać  zaproszenie, 
może się to zdarzyć jedynie wtedy, gdy ktoś zaproszony bez uprzedzenia przyprowadzi ze sobą 
orszak, jakiego nie chcielibyśmy przyjąć. 

Pamiętam  tylko  jeden  taki  przypadek.  Okazją  było  przygotowanie  traktatu  pokojowego  i 

handlowego z Kashfą. Król Kashfy, człowiek pretensjonalny, miał przybyć do Amberu jedynie 
z  żoną,  dwoma  synami  i  trzema  córkami.  Apartamenty  gościnne  w  północnej  części  akurat 
wystarczały dla rodziny, lecz Oberon polecił przygotować także nie używane pokoje gościnne 
na wypadek, gdyby Kashfanom było za ciasno. 

Kiedy  delegacja  stanęła  w  drzwiach,  Oberonowi  oczy  wyszły  na  wierzch.  Za  królewską 

rodziną Kashfy stał orszak czterdziestu sześciu osób: służący, damy dworu, lokaje i tak dalej. 
Oberon raz tylko spojrzał, po czym odwrócił się i wyszedł. Wezwał całą zamkową służbę i 
rozkazał  przygotować  pokoje  gościnne,  tak  aby  wszyscy  znaleźli  miejsce.  Dokonali  tego  i 
tydzień minął stosunkowo spokojnie. 

W rezultacie jednak mamy tu raczej ciąg małych sypialni niż wygodne apartamenty. Tak 

zostało do dzisiaj i nikt nie wie, czy zostaną znów wykorzystane. Między królestwami Złotego 
Kręgu  i  Amberem  panują  obecnie  doskonałe,  pokojowe  stosunki  i  zagraniczne  delegacje  są 
raczej skromne. Rzadko widujemy przedstawicieli rodów królewskich. 

Wielki Hol używany jest podczas oficjalnych i państwowych przyjęć. Nazywany jest wręcz 

dużą  marmurową  jadalnią.  Ale  rodzina  królewska  prawie  nigdy  tam  nie  jada.  Zwykle 
zamawiają posiłki do swoich pokojów, a czasem — rzadziej — zasiadają razem w jadalni na 
piętrze. Pod rządami Randoma te wspólne obiady zdarzają się coraz częściej. 

Korytarze na piętrze prowadzą wprost do jadalni. Zamykają ją podwójne drzwi. Naprzeciw, 

na zewnętrznej ścianie rząd okien otwiera widok na miasto. Pod trzema z nich są ławeczki, na 
których rodzina często siada po posiłku, dyskutując o Amberze, polityce, a może o krewnych. 

Jadalnia zajmuje całą frontową ścianę zaniku, ale podzielona jest na dwie części. Większa, 

zachodnia, to właściwa jadalnia. Wschodnia wykorzystywana jest przez kucharzy i lokajów do 
przygotowania posiłku. Jako że kuchnia znajduje się piętro niżej i na drugim końcu zamku, 
niezbędne  są  mniejsze  piece,  aby  podgrzać  potrawy,  kiedy  już  przybędą,  i  aby  utrzymać 
temperaturę  kolejnych  dań,  zanim  zostaną  podane.  W  tym  pokoju  przechowuje  się  także 
porcelanę, sztućce, kubki i kielichy. 

Stoły  są  długie,  przy  każdym  może  wygodnie  usiąść  osiem  osób.  Podobnie  jak  krzesła, 

zbudowane są z mocnego, pięknego drewna, podobnego do dębu, ale o głębszym, bogatszym 
naturalnym odcieniu. Na blatach podczas posiłku leżą białe obrusy zdobione złotym haftem. 
Każdy z nich jest darem od jednego z królestw Złotego Kręgu. Wszystkie one cenią sztukę 
haftu o wiele bardziej niż my tutaj, w Amberze. 

W zachodnim rogu znajduje się niewielkie podwyższenie. Przy posiłkach wynajęci muzycy 

cicho  przygrywają  dla  królewskiej  rodziny.  Na  ogół  muzyka  pozwala  na  swobodną 
konwersację z sąsiadem przy stole. Bez muzyki rozmowa byłaby słyszana przez innych. 

W istocie pod pewnymi względami takie rozmowy są podstawą każdego posiłku. Nie jest 

niczym niezwykłym, że w trakcie jedzenia obecni zmieniają miejsca, by usiąść obok osoby, z 
którą chcieliby porozmawiać. Większość takich rozmów toczy się ściszonymi głosami, choć 
niewiele  dotyczy  prawdziwych  tajemnic.  Te  przyciszone  głosy  stały  się  zwyczajem 
Amberytów,  rezultatem  długich  lat  wewnętrznych  kłótni  okresu  Bezkrólewia.  W  owych 
czasach wszyscy podejrzewali wszystkich. 

background image

Same posiłki są dość eklektycznej natury. Każdy z członków królewskiego rodu ma swoją 

ulubioną kuchnię.  Niektórzy nawet  przeprowadzili  zamkowego kucharza do odpowiedniego 
cienia,  aby  nauczył  się  jej  zasad.  Benedykt,  na  przykład,  kilka  razy  odwiedził  z  wybranym 
kucharzem dziewiętnastowieczną Japonię i japoński bankiet zdarza się w zamku co miesiąc. 
Deirdre przeszła przez okres wegetariański, a choć zrezygnowała z tego, reszta rodziny nadal 
żądała wegetariańskich obiadów. Inne potrawy pochodzą ze wszystkich części Cienia–Ziemi, a 
ostatnio  zaczęły  się  pojawiać  nawet  dania  begmańskie  i  eregnorskie.  Jednak  podczas 
oficjalnych przyjęć podaje się tradycyjne soczyste pieczone prosię i pieczonego wołu. 

Nie muszę chyba dodawać, że karta win jest doprawdy imponująca. 

background image

A

PARTAMENT 

L

LEWELLI

 

Później była Llewella, której odcień włosów pasował do oczu koloru nefrytu. Ubrana była w 

migotliwą,  szarozieloną  suknie  z  lawendowym  paskiem  i  patrzyła  smutno,  jakby  przez  łzy. 
Przeczucie mówiło mi, że jest jakaś inna od reszty z nas. Ale ona także była moją siostrą.
 

Z Kronik Corwina 

 
W  apartamentach  Llewelli  znajdujemy  jeden  z  nielicznych  w  zamku  konsekwentnie 

stosowanych motywów dekoracyjnych. Fascynuje ją Wenus, grecko–rzymska bogini miłości. 
Twierdzi, że spotkała ją w czasie swojej pierwszej podróży w Cieniu. Rezultatem tej niemal 
obsesji jest piękny motyw muszli, widoczny w każdym elemencie wystroju jej pokojów. 

Sofa  i  fotele  mają  kształt  i  kolor  morskich  muszli,  dywan  w  gabinecie  zaś  ma  frędzlę 

przypominającą muszle. Kolekcję muszli z rozmaitych cieni można podziwiać na biblioteczce, 
a  na  stole  leży  wielka,  piękna  muszla  z  —  jak  to  określa  Llewella  —  „oceanu  pod 
bezpośrednimi rządami Neptuna”. Jedynie sam stół nie ma kształtu muszli, ale blat kryty jest 
błękitnym szkłem, które przypomina czystą morską wodę. 

W sypialni pod jedną ścianą stoi biurko w kształcie muszli, pod drugą konchowa toaletka. 

Pościel ma kolor morza, a dywan odbija światło w taki sposób, że wydaje się poruszać niby 
łagodne fale na spokojnym morzu. Na ścianach wisi kilka obrazów przedstawiających Wenus. 

Spędziłam w tym pokoju kilka nocy. Zawsze rankiem cierpiałam na morską chorobę. Ten 

wystrój jest przytłaczający. 

background image

A

PARTAMENT 

C

AINE

A

 

Teraz  przeniosłem  wzrok  na  śniadą  twarz  ciemnookiego  Caine’a,  ubranego  w 

czarno–zielony  atłas  oraz  w  ciemny,  założony  z  fantazją  trójgraniasty  kapelusz  z  zielonym 
pióropuszem spływającym na plecy. Stał profilem, podparłszy się jedną ręką pod bok, a u pasa 
miał wysadzany szmaragdami sztylet. Jego wizerunek wywołał we mnie mieszane uczucia.
 

Z Kronik Corwina 

 
Chociaż pozbawiony tak dominującego motywu  jak pokoje  Llewelli,  apartament Caine’a 

wyraźnie zdradza jego głębokie zainteresowanie flotą i wszelkimi sprawami wojskowymi. Po 
jego  pogrzebie  Random  wszedł  tutaj  i  zdecydował,  by  pozostawić  wszystko  bez  zmian.  W 
przeciwieństwie do Branda, Caine był człowiekiem uporządkowanym, więc niewiele było do 
poprawienia, nawet gdyby Random tego chciał. 

Duży dywan z frędzlami pokrywa północno–wschodnią część podłogi gabinetu. Na nim, w 

kącie, na ławie leżą morskie pamiątki z licznych podróży Caine’a. Pośrodku dywanu stoi duży 
stół z solidnego dębu, a rozrzucone na blacie mapy przedstawiają wyspy Cienia–Ziemi, morza 
Amberu,  morza  innych  cieni.  Teleskop  na  trójnogu  stoi  w  południowo–wschodnim  rogu 
pokoju. Miłością Caine’a był żaglowiec. Istnieje podejrzenie, że swoje dni pierwszych podróży 
w  Cieniu  spędził  jako  korsarz  albo  też  w  angielskiej  marynarce.  Sypialnia  utrzymuje  ten 
marynarski styl. Modele okrętów stoją na dwóch komodach, a drewniane koło sterowe wisi nad 
łóżkiem.  Caine  twierdził,  że  koło  pochodzi  z  Pinty,  ale  nikt  nie  starał  się  tego  sprawdzić. 
Antyczny kufer stoi przy pojedynczym łóżku przypominającym koję — Caine jako jedyny w 
rodzinie wolał pojedyncze posłanie. W kufrze trzymał mapy, wykresy, tablice meteorologiczne 
i inne nawigacyjne instrumenty. Na ścianach wiszą mapy i plany największych bitew Caine’a. 
Pośrodku, na honorowym miejscu, wisi obrona Amberu przed flotami Bleysa i Corwina. Pod 
nią ukryty jest plan bitwy pod Trafalgarem. 

Caine był człowiekiem tajemniczym, ale i bardzo romantycznym. Smagły i ciemnooki, do 

twarzy  mu  było  w  czarno–zielonym  atłasie.  Nie  wątpię,  że  gdziekolwiek  się  znalazł,  tam 
fascynował kobiety. Podziwiałam go za jego czyny i tęskniłam za mężczyzną choć w połowie 
tak romantycznym. Straciliśmy Caine’a niedawno i bardzo go nam brakuje. 

background image

A

PARTAMENT 

J

ULIANA

 

Z  następnej  karty  patrzyło  na  mnie  beznamiętne  oblicze  Juliana;  długie  ciemne  włosy 

opadały mu do ramion, niebieskie oczy były zimne i bez wyrazu. Od stóp do głów skrywała go 
biała łuskowa zbroja, nie srebrzysta ani metaliczna, ale jakby emaliowana. Wiedziałem jednak, 
że mimo na pozór odświętnego i dekoracyjnego wyglądu była twarda i odporna na ciosy. Tego 
właśnie człowieka pobiłem w jego ulubionej grze, za co rzucił we mnie kielichem. Znałem go i 
nienawidziłem.
 

Z Kronik Corwina 

 
Naprzeciwko  pokojów  Caine’a  znajduje  się  apartament  Juliana,  urządzony  w  całkowicie 

innym  stylu.  Skromnie  umeblowany  i  mniej  więcej  tak  interesujący,  jak  w  drugorzędnym 
hotelu. Gabinet dowodzi, że Julian nie jest szczególnie dokładny i porządny, że interesuje się 
polowaniem  na  grubego  zwierza  i  że  nie  chce,  by  coś  przyćmiło  jego  wizerunek  twardego, 
mocnego mężczyzny. 

W kącie za drzwiami leżą jedno na drugim nie otwarte pudła. Obok nich duży, zamknięty 

kufer, którego zawartości można się tylko domyślać. Dwa proste fotele stoją obok biblioteczki, 
gdzie na półkach widzimy małe obrazki scen polowania. Jedyny godny uwagi element wystroju 
gabinetu to skóra szablozębnego tygrysa na podłodze. Jest miękka, ciepła, piękna i doskonale 
do Juliana pasuje. 

Sypialnia jest równie skromna: dwie komody, mały fotel i prawie puste biurko. Na półkach 

nad  łóżkiem  leżą  pamiątki  z  Ardeńskiego  Lasu,  a  także  wisi  paskudny  łeb  wilka  z 
wyszczerzonymi  kłami.  Ściany  są  nagie.  Na  łóżku  leży  skóra  czarnego  niedźwiedzia  i 
powszechnie wiadomo, że Julian sypia pod nią, kiedy spędza noc w zamku. 

background image

A

PARTAMENT 

G

ERARDA

 

Z następnej karty spojrzał na mnie wysoki, potężny mężczyzna. Był do mnie bardzo podobny, 

tylko  miał  silniej  zarysowaną  szczękę  i  wiedziałem,  że  jest  wyższy  ode  mnie,  lecz  bardziej 
ociężały.  Jego  siła  była  legendarna.  Był  ubrany  w  niebiesko–szary  strój  spięty  na  środku 
szerokim, czarnym pasem i stał z wesołą, roześmianą miną. Z szyi zwisał mu na sznurze srebrny 
róg myśliwski. Miał wystrzępioną bródkę i mały wąsik. W prawej ręce trzymał kielich wina. 
Poczułem  do  niego  nagłą  sympatię  i  wtedy  przypomniałem  sobie  jego  imię.  Nazywał  się 
Gerard. 

Z Kronik Corwina 

 
Gerard jest najbardziej lojalnym i oddanym obrońcą, jakiego mógłby potrzebować Zamek 

Amber. Bardziej niż ktokolwiek inny zdawał się wyrastać ponad wewnętrzne wojny, znaczące 
okres  Bezkrólewia.  W  tym  czy  innym  momencie  każdy  z  królewskiej  rodziny  starał  się 
wykorzystać jego spokojny, szlachetny charakter, ale Gerard jakoś zawsze brał górę w takich 
rozgrywkach. 

Jego  pokoje  są  odbiciem  fizycznych  zainteresowań.  Zaraz  po  wejściu  uwagę  zwraca 

wiszący  na  ścianie  wypchany  smoczy  łeb.  Z  zielonymi  i  złotymi  łuskami  i  wielkimi, 
wypolerowanymi zębami, został uwieczniony w pozie ataku. Oglądany nocą jest przerażający. 

Poza tym łbem w salonie nie ma niczego ciekawego. W biblioteczce zamiast książek stoją 

pamiątki z łowów i bitew. Jest też jeden dość szczególny obiekt: koszulka futbolowej drużyny 
Crimson Tide. Według słów Gerarda, grał tam w pierwszej linii ataku. Corwin jednak, który 
lepiej  od  nas  zna  się  na  footballu,  twierdzi,  że  zbadał  tę  sprawę  i  odkrył,  że  Gerard  był 
wymiataczem w obronie. Tak czy tak, Alabama dobrze sobie radziła, mając go w składzie. 

Gerard niezbyt dba o porządek i zwykle rozrzuca rzeczy po całej sypialni. Obecnie wszystko 

jest poukładane, z wyjątkiem nie zasłanego łóżka, pary ciężkich butów na dywaniku obok i 
miecza na podłodze, częściowo wsuniętego pod łóżko. Maska szermiercza leży na komodzie, 
na ścianach wiszą rozmaite lance. Ciężki drewniany stolik w rogu stoi pusty. 

background image

A

PARTAMENT 

B

LEYSA

 

Teraz przyszła kolej na mężczyznę o ognistej brodzie i płomiennych włosach, z mieczem w 

prawej dłoni i pucharem białego wina w lewej, w czerwono—pomarańczowych jedwabiach. W 
jego oczach, równie błękitnych jak oczy Flory i Eryka, igrał diablik. Miał drobny podbródek, 
ale  przykryty  brodą.  Jego  miecz  był  kunsztownie  inkrustowany  złotem.  Na  prawej  ręce 
błyszczały dwa ogromne pierścienie, na lewej jeden: szmaragd, rubin i szafir. Wiedziałem, że to 
Bleys.
 

Z Kronik Corwina 

 
Pokoje Bleysa umeblowane są niemal tak skromnie jak Juliana, ale bałagan panuje tu prawie 

taki jak u Branda. Jak Brand, i Bleys eksperymentował z magią i okultyzmem. Jego półki pełne 
są książek o czarach, od dawna też istnieje podejrzenie, że zamknięty kufer w sypialni zawiera 
księgi zaklęć z wielu cieni. 

W kącie na stole leży szachownica. Bleys grywał z Corwinem, Deirdre i Erykiem. Kiedy nie 

miał  innych  partnerów,  rozgrywał  korespondencyjne  partie  z  przeciwnikami  w  Cieniu. 
Twierdzi,  że  opanował  słynny  gambit  hetmański  Bobby’ego  Fishera  i  wygrał  z  nim,  ale 
chętniej  spotyka  się  z  jednorożcem  Tlingelem.  Te  długie,  skomplikowane  partie  kończą  się 
zwykle remisem. Kiedyś po pijanemu wyzwał na pojedynek samego Jednorożca Amberu, ale 
Jednorożec postanowił go zignorować. 

Dwie  długie  biblioteczki  wypchane  są  książkami,  rękopisami  i  wszelkiego  rodzaju 

dokumentami. Wiele z nich traktuje o okultyzmie i magii, inne jednak świadczą o fascynacji 
Bleysa  sprawami  wojskowymi,  szczególnie  zaś  marynarką  wojenną.  Inne  zajmują  się 
heraldyką, budową i dekoracją broni, konstrukcją okrętów. Wśród zainteresowań Bleysa jest 
też epoka wikingów. Kiedyś lekko podchmielony chodził nocą po zamku i krzyczał na całe 
gardło, że Eryk Rudy krąży po korytarzach Amberu. Eryk Braterski obraził się i Bleys stracił 
kolejne  punkty  w  oczach  przyszłego  króla.  Ale  było  to  zabawne  i  czegoś  takiego  właśnie 
potrzebowaliśmy. 

Nie udało się nam zidentyfikować ani określić pochodzenia licznych obiektów magicznych 

Bleysa.  Wiele  substancji  jest  dość  pospolitych,  ale  jego  księgi  zaklęć  bywają  często 
skomplikowane  i  językowo  nieprzeniknione.  Wydaje  się,  że  w  ataku  na  zamek  chciał 
wykorzystać  magię  z  Cienia,  ale  obecność  Corwina  w  równej  mierze  pomogła  mu,  co 
przeszkodziła. O wiele bardziej pragmatyczny od swego rudowłosego brata, Corwin polegał 
raczej  na  broni,  żołnierzach  i  strategii  niż  na  magii.  Całkiem  możliwe,  że  nieświadomie 
uniemożliwił realizację czarnoksięskich planów Bleysa. 

background image

A

PARTAMENT 

B

ENEDYKTA

 

Następny  był  Benedykt,  wysoki  i  surowy,  o  pociągłej  twarzy  i  szczupłym  ciele,  ale  tęgim 

umyśle. Ubrany był na pomarańczowo–żółto–brązowo i nasuwał mi na myśl stogi siana, dynie, 
strachy na wróble i legendy o zapadłych miasteczkach. Miał długą, mocno zarysowaną szczękę, 
piwne  oczy  i  proste,  brązowe  włosy.  Stał  obok  gniadego  konia,  opierając  się  na  lancy 
oplecionej wiankiem z kwiatów. Rzadko się uśmiechał. Lubiłem go.
 

Z Kronik Corwina 

 
Kilka apartamentów królewskiej rodziny urządzono według jakiegoś dominującego stylu, 

ale tylko Benedykt cały wystrój zaczerpnął z konkretnego cienia. Zafascynowany wszystkim 
co japońskie, Benedykt sprowadził całe umeblowanie z predziewiętnastowiecznej Japonii na 
Cieniu–Ziemi.  Zamiłowanie  do  tego  stylu  uzewnętrznił  też  w  otoczeniu  zamku,  gdzie  na 
północy założył kwitnący japoński ogród. 

Wchodząc  do  pokoju,  goście  powinni  zdjąć  obuwie.  Na  podłodze  leżą  japońskie  maty, 

papierowa kotara oddziela gabinet od sypialni. Na ścianach obu pokojów wisi japońska broń 
wszelkiego rodzaju. Shurikeny umieścił nad biblioteczką, a nunchaku zawiesił na łańcuchu nad 
łóżkiem. Wśród innych elementów uzbrojenia widzimy No–dachi, tanto, katanę i wakizashi. 

Ciekawą rzeczą jest, jak ta dekoracja pasuje do charakteru Benedykta. Podczas wojny intryg 

okresu Bezkrólewia Benedykt jak mógł starał się trzymać z daleka. Kiedy jednak sam Amber 
znalazł  się  w  niebezpieczeństwie,  uczynił  to,  co  uznał  za  honorowe,  i  wrócił,  by  udzielić 
pomocy. W minionych latach powstrzymywał się od bitew, jeśli nie był  do nich zmuszony. 
Coraz bardziej troszczy się nie o jednostki, ale o kulturę cienia, którym włada. 

Zwykle obejmuje władzę, gdziekolwiek wyruszy. Taki to już mężczyzna. 
Na półkach stoją nie tłumaczone japońskie książki. Haiku, powieści, traktaty o strategii i 

taktyce,  dzieła  o  cesarzu  i  jego  roli  jako  władcy  i  równocześnie  boga  —  takie  sprawy 
pochłaniają ostatnio Benedykta. Jego pokoje są fascynujące ze względu na całkowite poddanie 
ich  kulturze,  w  której  nie  wychowywał  się  właściciel.  W  chwili  obecnej  Benedykt  jest 
Amberytą tylko wtedy, kiedy Amber jest zagrożony. 

background image

A

PARTAMENT 

E

RYKA

 

Potem był Eryk. Należało mu przyznać, że był przystojny. Włosy miał tak czarne, że niemal 

granatowe,  broda  wiła  mu  się  wokół  stale  uśmiechniętych  ust,  a  ubrany  był  po  prostu  w 
skórzaną kurtkę, pelerynę, wysokie czarne botforty i spięty rubinem czerwony pas, u którego 
wisiał  srebrzysty miecz.  Wysoki,  czarny  kołnierz  osłaniający szyję obszyty był  na czerwono, 
podobnie jak rękawy. Stał z kciukami zatkniętymi za pas — jego ręce wyglądały na bardzo silne 
i sprawne. Nad prawym biodrem sterczały zza pasa czarne rękawice. Byłem teraz pewien, że to 
on próbował mnie zabić tego dnia, kiedy omal nie zginąłem. Przyjrzałem mu się uważnie i nie 
bez trwogi. 

Z Kronik Corwina 

 
Apartament Eryka znajduje się za wejściem do biblioteki. Podobnie jak w pokojach Branda, 

Caine’a  i  Deirdre,  i  tutaj  nic  się  nie  zmieniło  od  ostatnich  chwil,  jakie  tu  spędził.  Pewne 
szczegóły  wskazują,  że  opuścił  apartament  w  pośpiechu,  ale  ogólnie  rzecz  biorąc  jest 
uporządkowany i zadbany. 

Biurko  Eryka  stoi  na  kolistym,  grubym  dywanie  pod  północną  ścianą  gabinetu.  Obok  w 

biblioteczce stoją dzieła dotyczące strategii politycznej i militarnej, a także papiery, które są 
prawdopodobnie  jego  pamiętnikiem.  Nie  zostały  jeszcze  zbadane.  Druga  biblioteczka,  w 
przeciwnym kącie pokoju, mieści wielką liczbę dzieł i powieści historycznych, a także zbiory 
pism Machiavellego i Locke’a. Eryk był człowiekiem oczytanym, często jednak nie pozwalał, 
by kierowała nim inteligencja. Na ścianie sypialni wisi maczuga, a nad łóżkiem dwumetrowy 
ciężki  miecz.  Poza  tym  nie  ma  tam  nic  godnego  uwagi…  z  jednym  wyjątkiem.  Z  nas 
wszystkich Eryk jest jedynym, który dostał pokój z kominkiem. Gdybym nie ukończyła już 
swoich apartamentów, po jego śmierci zajęłabym ten. Może nawet wcześniej. Lubię kominki i 
z prawdziwym żalem musiałam się zgodzić z murarzami, że nie mogę mieć takiego u siebie. 
Jak Eryk go zdobył, pozostaje tajemnicą dla wszystkich. 

Kroniki  Corwina  kreślą  niezbyt  pochlebny  portret  Eryka.  On  i  Corwin  zawsze  się  bili,  a 

Llewella i ja obstawiałyśmy, który pierwszy zabije którego. To dość typowe dla królewskiego 
rodu, że Eryk zginął nie w wyniku bratobójstwa, ale walcząc o Amber po tej samej stronie co 
jego najbardziej znienawidzony brat. A konając przekazał Klejnot Wszechmocy Corwinowi, 
którym pogardzał. To był dowód jego prawdziwej wielkości. 

Nawet bardziej niż za innych poległych krewnych modlę się o spokój duszy Eryka. Chociaż 

krótko, ale jednak był naszym królem. 

background image

B

IBLIOTEKA

 

Byliśmy w bibliotece. Usiadłem na brzegu wielkiego biurka, Random zajął krzesło po mojej 

prawej ręce. Gerard stał na drugim końcu pokoju, studiując zawieszone na ścianie okazy broni. 
A  może  przyglądał  się  litografii  Jednorożca  autorstwa  Reina?  W  każdym  razie  on  także 
ignorował Juliana, rozpartego w fotelu obok szaf z książkami, na samym środku, z wysuniętymi 
skrzyżowanymi w kostkach nogami…
 

Z Kronik Corwina 

 
Biblioteka zajmuje prawie całą zachodnią część pierwszego piętra. Zwykle służy członkom 

królewskiego  rodu  do  wypoczynku  i  studiów.  Czasami  jednak,  w  okresach  największych 
kryzysów, staje się miejscem ważnych spotkań. To właśnie tutaj uratowano Branda z więzienia 
w Cieniu w ostatnich dniach Bezkrólewia. 

Podwójne drzwi z korytarza otwierają się do wewnątrz. Wielki regał rozdziela południową i 

północną część pomieszczenia. Przy zachodniej, zewnętrznej ścianie w dużym marmurowym 
kominku  ogień  pali  się  przez  całą  zimę,  a  nawet  w  chłodne  letnie  wieczory.  Jak  wszystkie 
zamki, i ten w Am—berze bywa chłodny i wilgotny w czasie deszczów, a biblioteczny kominek 
to najlepsze miejsce, żeby się rozgrzać. 

Biblioteka  jest  umeblowana  dość  skromnie.  Dwa  wysokie  regały  przylegają  do 

południowo–wschodniej  ściany,  trzy  do  ściany  północnej.  Biurko  stoi  pośrodku  części 
północnej,  a  pod  oknami  jest  też  duży,  podwójny  stół.  Mniejsze  stoliki  i  regały  ustawiono 
wzdłuż ściany zachodniej. Sofa i fotel zapraszają gości biblioteki, aby zasiedli z książkami przy 
ogniu na kominku. 

Dzieła  sztuki  umieszczono  w  sporych  odstępach.  Litografia  Reina  przedstawiająca 

jednorożca  wisi  na  południowej  ścianie,  a  wokół  niej  miecze  z  rozmaitych  bitew  Amberu. 
Szkic Picassa zawisł w południowej części, niedaleko kominka, a obok nieduży obraz, który 
przypominałby  Turnera,  gdyby  nie  przedstawiał  innego  cienia.  Długi  gobelin  po  północnej 
stronie  kominka  jest  dziełem  miejscowego  artysty  i  przedstawia  końcowe  starcie  Branda  i 
Corwina.  Wschodnią,  wewnętrzną  ścianę  zdobi  Monet  i  dwa  eregnorskie  obrazy  o  dziwnie 
impresjonistycznym charakterze. Z pewnością nie są piękne, ale prowokujące i niezwykłe. 

Najbardziej  rzucającym  się  w  oczy  elementem  umeblowania  biblioteki  jest  perkusja 

Randoma. Zestaw ciągle rośnie i w tej chwili osiągnął liczbę dwudziestu czterech elementów 
— po dodaniu trzeciego kotła, który przywiózł Martin, kiedy ostatnio był w zamku. Random 
odwiedza bibliotekę jak najczęściej, często nawet codziennie, jeśli pozwolą mu obowiązki. I 
wypróbowuje kolejne ulubione style jazzowe. W takich chwilach lektura jest niemożliwa, ale 
Vialle twierdzi, że gra zmniejsza napięcie sprawowania władzy. Zaczęliśmy się zastanawiać, w 
jaki sposób walczył z napięciem Oberon. Jest całkiem oczywiste, że Eryk nawet nie próbował. 

W  bibliotece  przechowujemy  książki  z  wielu  cieni.  Z  Cienia–Ziemi  pochodzą  dzieła 

wszystkie św. Augustyna, Chaucera, Shakespeare’a, Cervantesa, Montaigne’a, Machiavellego, 
Castiglione’a,  Sidneya,  Bacona,  Bena  Jonsona,  Samuela  Johnsona,  Hegla,  Heideggera, 
Newtona,  Einsteina,  Pope’a,  Boccaccia,  Miltona,  Rabelais’go  i  Virgila.  Nieco  Homera, 
Arystotelesa  (w  tym  zaginiony  Traktat  o  komedii),  Juvenala,  Arystofanesa,  Dickensa, 
Faulknera,  Dantego,  Goethego,  Prousta,  Joyce’a  i  Hawthorne’a  mamy  w  pierwszych 
wydaniach. Cały regał poświęcony jest przekazom o jednorożcach, w tym tajemniczy wolumin 
zwany  Wariant  jednorożca,  którego  pochodzenie  jest  nieznane.  Znajduje  się  tu  również 
pięciotomowy  skrót  Kronik  Corwina,  które  podobno  stworzył  ten  szaleniec  Roger. 
Przynajmniej  on  tak  twierdzi.  Opowieść  pełna  jest  kolokwializmów  współczesnego 
Cienia–Ziemi i większości z nas trudno jest podążać za fabułą. Jeśli jednak chodzi o kryzys, 
dzieło wykazuje nieoczekiwanie głęboką znajomość sytuacji. 

background image

Sklepienie  biblioteki  sięga  stropu  drugiego  piętra.  Spojrzymy  stamtąd  przez  okna  do 

wnętrza.  Z  tego  poziomu  schody  w  południowo–zachodnim  rogu  prowadzą  na  pomost 
biegnący wokół obwodu sali. Nikt nigdy z tego pomostu nie korzystał, ale bawiliśmy się tam 
jako dzieci. To cud, że nie poskręcaliśmy sobie karków. 

background image

D

RUGIE PIĘTRO ZAMKU 

A

MBER

 

 
Większa część drugiego piętra pozostaje nie wykończona. Niektóre pomieszczenia są nawet 

zamknięte.  Random  jako  jedyny  ma  do  nich  klucz  i  prawo  wstępu.  Jeśli  znajdują  się  tam 
obiekty  czy  informacje,  o  których  inni  Amberyci  powinni  wiedzieć,  jeszcze  im  tego  nie 
zdradził. Istnieje spore prawdopodobieństwo, że na razie w ogóle nie zajrzał do tamtych części. 

Wprawdzie  na  drugim  piętrze  znajduje  się  pięć  interesujących  pomieszczeń,  ale  jedynie 

dwóm warto poświęcić więcej niż tylko przelotną uwagę. Te dwa to apartamenty Randoma i 
moje. Moje zostały ukończone ostatnio, zatem naturalnie są najbardziej atrakcyjne. Obejrzymy 
je na końcu; z ich okien popatrzymy na miasto i na tym zakończymy wizytę. 

background image

A

PARTAMENTY KRÓLEWSKIE

 

Pierwsza  przedstawiała  uśmiechniętego  drobnego  mężczyznę  o  chytrym  wyrazie  twarzy, 

ostrym nosie, ze strzechą słomianych włosów na głowie. Był ubrany w coś w rodzaju kostiumu 
renesansowego w kolorach pomarańczowym, czerwonym i brązowym. Nosił długie pończochy i 
obcisły haftowany kubrak. Znałem go. Miał na imię Random. 

 
Usłyszałem  kroki,  a  potem  uchyliła  drzwi.  Vialle  ma  trochę  powyżej  metra  pięćdziesiąt 

wzrostu i jest dość szczupłą brunetką, o delikatnych rysach. Miała na sobie czerwoną suknię. 
Niewidzące oczy spoglądały przeze mnie, przypominając o dawnych ciemnościach i bólu.
 

Z Kronik Corwina 

 
Historia Randoma i  Vialle to romans prawie nieprawdopodobny. Wiele lat temu Random 

jako  młody  mężczyzna  poszedł  Faiella–bionin  do  Rebmy.  Tam  spotkał  Morganthe,  córkę 
rebmańskiej królowej Moire. Był czarujący i pokochała go, a on porwał ją z domu. Po miesiącu 
wróciła  ze  złamanym  sercem  i  w  ciąży.  Dożyła  do  porodu  ich  syna  Martina,  potem  uległa 
depresji i odebrała sobie życie. 

O wiele później Random i Deirdre doprowadzili do Rebmy Corwina. Oboje zgodzili się, że 

może  odzyskać  pamięć  przechodząc  Wzorzec,  a  ten  w  Rebmie  był  jedynym  dla  nich 
dostępnym. Kiedy jednak Corwin miał w efekcie tej wyprawy zyskać wspomnienia, Random 
miał  zyskać  żonę.  Jako  karę  za  krzywdę  wyrządzoną  Morganthe,  Moire  skazała  go  na 
poślubienie  swojej  poddanej  imieniem  Vialle.  Dziewczyna  była  niewidoma  i  nie  miała 
starających, więc małżeństwo z księciem Amberu — nawet  gdyby  rzucił ją po tygodniu  — 
gwarantowało  jej  nieosiągalny  inaczej  status.  Ale  po  drodze  na  szafot  zdarzyło  się  coś 
zabawnego: Random i Vialle szczerze się pokochali. Jeszcze zabawniejszy, zwłaszcza u króla 
Amberu, jest fakt, że Random wciąż ją kocha. To udane małżeństwo zdumiało wszystkich — 
nie  wyłączając  pary  zainteresowanych  —  ale  prawdopodobnie  stało  się  najsilniejszym 
czynnikiem wpływającym na obecny pokój w kraju. Random jest szczęśliwy i chciałby, żeby 
cały Amber wiedział, co to oznacza. Wejście do królewskich apartamentów zamykają szerokie, 
dębowe  drzwi  ozdobione  płaskorzeźbą  Jednorożca  podającego  Klejnot  Wszechmocy. 
Prowadzą do salonu, gdzie Random przyjmuje osobistych gości. Formalne audiencje odbywają 
się  w  Komnacie  Żółtej  na  parterze;  żaden  oficjalny  przedstawiciel  nie  przekroczył  jeszcze 
progu królewskich apartamentów. Nawet Oberon nie naruszył tej reguły. 

Salon urządzony jest w stylu przypominającym późne średniowiecze w północnej Europie 

na Cieniu–Ziemi. W południowo–wschodnim rogu pokoju stoi zabytkowy okrągły stół. Kiedy 
Random zaprasza kogoś na kolację, przy nim właśnie siadają do jedzenia, ale poza tym jest 
właściwie nie używany. W rogu północno–zachodnim widzimy drugi stół, służący jako biurko, 
a także do posiłków. Na dywanie w zachodniej części pokoju stoi drewniana ława z wysokim 
oparciem,  prostokątny  stół,  dwa  krzesła  i  popiersie  Oberona.  Królewski  stołek  łatwo 
rozpoznać: stoi obok ławy dla gości, a na oparciu ma wyrzeźbioną koronę Amberu. Random 
jednak upiera się, że nie jest to żaden drugi tron. Posuwał się nawet do tego, że pozwalał swoim 
gościom siedzieć na nim przez cały czas wizyty. 

Sypialnia  królewskiej  pary  mieści  się  w  środkowej  komnacie.  Nowocześnie  urządzona, 

jaskrawo  kontrastuje  z  szacownym,  zabytkowym  umeblowaniem  salonu.  Jest  oczywiste,  że 
Random  i  Vialle  przerobili  ją,  kiedy  się  wprowadzili.  Meble  Oberona  bliższe  były 
starożytnemu Rzymowi niż jakimkolwiek współczesnym stylom, jednak długi pobyt Randoma 
na Cieniu–Ziemi odmienił jego gusta. 

Sofa i fotel czekają zapraszająco przy południowej ścianie, a biurko i drugi fotel stoją pod 

oknem  obok  kominka.  Na  stole  leży  dokument  opatrzony  królewską  pieczęcią.  Szybkie 
spojrzenie zdradza, że jest to poprawka do traktatów Złotego Kręgu. Kamienny kominek jest 

background image

okazały i piękny; wiele krążyło opowieści o czasie, jaki Random i Vialle spędzają na miękkim 
dywanie przed paleniskiem. Skłonna jestem nie dawać wiary takim plotkom, choćby dlatego, 
że ich szerokie łoże jest tuż obok, po drugiej stronie pokoju. 

Tu  i  tam  w  apartamentach  na  stolikach  i  półkach  stoją  niewielkie  rzeźby.  Eleganckie  i 

wspaniale zaprojektowane, są stylizacjami wizerunków członków rodziny. Dopiero niedawno 
uświadomiliśmy sobie, kto jest ich twórcą. Nie podejrzewaliśmy nawet, że mimo ślepoty Vialle 
może rzeźbić. Robi to, w dodatku, z wielkim talentem. 

Jej  pracownia  zajmuje  wschodnią  część  apartamentów.  Jest  dość  oszczędnie  urządzona. 

Widzimy tu kilka rzeźb w różnych stadiach wykonania. Uwagę zwraca zwłaszcza jedna, na 
dywanie  pod  oknem.  To  postać  Randoma  naturalnych  rozmiarów.  Vialle  w  jednym 
wspaniałym posągu zdołała uchwycić zarówno jego powagę, jak i beztroskę. Jej warsztat stoi 
obok  dywanu,  a  stół  roboczy  przy  południowej  ścianie  pokoju.  Za  parawanem  w 
północno–wschodnim rogu trzyma swoje materiały. 

background image
background image

 

background image

B

IBLIOTEKA

 

 
Choć nie jest jeszcze ukończone, planuje się otworzenie przejścia do biblioteki z poziomu 

drugiego piętra. Sama biblioteka jest wysoka na dwa piętra, a pod sklepieniem biegnie pomost. 
Istnieją  plany  przebudowy,  dzięki  czemu  można  będzie  przechowywać  więcej  książek  i 
manuskryptów. Random obiecuje, że prace rozpoczną się w przyszłym roku. 

Na  razie  jednak  mamy  do  dyspozycji  jedynie  kilka  szerokich  okien.  Widziana  stąd 

biblioteka sprawia wrażenie o wiele mniej przytulnej niż w rzeczywistości. Perkusja Randoma 
wystaje jak obolały kciuk, a półki z książkami przypominają te zimne, zakurzone zbiory, jakie 
spotyka się na uniwersytetach prawie wszystkich cieni. Kończyłam wydział sztuk pięknych w 
Vassar i starałam się korzystać z biblioteki możliwie najrzadziej, pamiętam jednak, że czułam 
się zmęczona już w chwili, gdy przekraczałam próg. Biblioteka Zamku Amber jest zupełnie 
inna, jednak oglądana z tych okien wydaje się podobna. 

W  ścianie  są  drzwi,  jednak  zamknięte  na  klucz.  Wchodzi  się  tędy  na  pomost,  na  który 

prowadzą również schody z niższego poziomu. 

background image

S

ALA SZERMIERKI I LABORATORIUM

 

 
Sala do szermierki to właściwie duża sala gimnastyczna. Tradycyjnie wykorzystuje się ją dla 

szkolenia w sztuce fechtunku i właśnie tutaj rozegrało się kilka najwspanialszych pojedynków 
wszech czasów. Szczególnie spektakularny był tygodniowy, toczony bez przerwy pojedynek 
między Oberonem i Dworkinem we wczesnych dniach tego zamku. Dwudniowa walka między 
Corwinem i Randomem niewiele mu ustępuje. Ten pierwszy, naturalnie, jest apokryficzny. Ten 
drugi został przerwany, gdyż Corwin miał randkę. 

Gościom w tej sali od razu rzuca się w oczy całkowity brak broni ćwiczebnej. Nie ma tu 

floretów, jedynie kilka szpad i spory zestaw szabel. Szabla to najpopularniejszy styl fechtunku, 
ponieważ  nikt  z  królewskiej  rodziny  nie  uznaje  szermierki  bez  zagrożenia  życia.  Szpady 
wykorzystywane  są  do  szkolenia  podstawowego,  ale  floretów  nigdy  nie  używamy.  Według 
Eryka,  który  ustalił  system  treningów  dla  wojskowych  Amberu,  szermierka  floretem 
przypomina  palenie  bez  zaciągania  się:  daje  ogólne  wyobrażenie,  ale  nikomu  nie  zależy  na 
wyniku. 

Laboratorium  było  wykorzystywane  do  rozmaitych  badań  naukowych,  jak  choćby 

sprawdzanie przez Benedykta tezy Prigogine’a „Porządek w Chaosie”, jednak zasadniczo jest 
to ośrodek medyczny. Pięć łóżek stoi pod ścianą naprzeciw drzwi, biurka i szafki po drugiej 
stronie,  a  parawany  osłaniają  przejście  do  pulpitów  laboratoryjnych  w  południowej  części 
pomieszczenia. 

W  szafkach  przechowujemy  narzędzia  chirurgiczne,  mikroskopy  z  odpowiednim 

wyposażeniem  i  spory  zapas  materiałów  pierwszej  pomocy.  Wszyscy  członkowie 
królewskiego  rodu  pracowali  kiedyś  w  służbach  medycznych  w  rozmaitych  cieniach  i 
staraliśmy  się  poznać  możliwie  wiele  metod  leczenia.  Niektóre  z  nich  są  tu  chemicznie 
niemożliwe, ale wiele okazało się skutecznymi. Jednak tylko rodzina i służba jest leczona w 
zamku. 

Równie  często  w  laboratorium  prowadzi  się  badania  nad  truciznami.  Brand  szczególnie 

interesował się ich produkcją, za to Benedykt ma na koncie kilka znakomitych prac na temat 
odtrutek. Inne badania dotyczą produkcji antybiotyków do leczenia chorób z Cienia. Niektóre z 
nich niezwykle trudno jest wyizolować. 

Oczywiście, zawsze istnieje możliwość sprowadzenia do zamku  chemików z Cienia. Jak 

dotąd jednak nie trafił tu żaden z Cienia–Ziemi. Przynajmniej na razie. 

background image

A

PARTAMENT 

F

LORY

 

Kobieta za biurkiem była ubrana w turkusową suknię z szeroką krezą i dekoltem w szpic, 

miała fryzurę z długą grzywką i włosy koloru pośredniego między barwą obłoków o zachodzie 
słońca  a  drgającym  płomieniem  świecy  w  ciemnym  pokoju.  Jej  oczy  —  co  jakimś  cudem 
wiedziałem — skryte za okularami, których chyba nie potrzebowała, były błękitne jak jezioro 
Erie. 

Z Kronik Corwina 

 
Za kilkoma pomieszczeniami nie wykończonymi jeszcze, albo niedostępnymi, znajduje się 

mój  apartament.  Po  komnatach  królewskich  jest  największy  i  w  przeciwieństwie  do 
pozostałych  został  w  całości  zaprojektowany  przez  jego  mieszkankę.  Była  to  ostatnia 
przebudowa w zamku i została zakończona w pełnych zamętu dniach Bezkrólewia. Uznałam — 
całkiem słusznie — że nikt nie zwróci na to uwagi. 

Tuż za drzwiami — w północno–zachodniej ścianie — widzimy, jaki wystrój dominuje w 

pokojach. Meble są francuskie, z ery napoleońskiej, ponieważ ten okres ukochałam najbardziej. 
Dywan w saloniku pochodzi wprost z Wersalu. Portret Napoleona na ścianie został zamówiony 
przez cesarza jako dar dla mnie. Prosiłam go tylko, żeby przez wzgląd na mnie zdjął z głowy 
ten śmieszny kapelusz. 

Z  saloniku  przejście  prowadzi  do  mojego  ulubionego  pokoju,  najpiękniejszego  w  całym 

pałacu. Skromnie, ale pięknie umeblowany w stylu tej samej epoki, daje mi przestrzeń, gdzie 
mogę się rozluźnić i być całkowicie sobą. Okrągły stół pośrodku pochodzi z Avignonu, wiele 
innych elementów z Nicei i Marsylii. Wspaniały, barwny kałamarz stoi na biurku, a te wysokie 
rośliny  w  rogu  to  szybko  rosnące  okazy  z  Eregnoru.  Wzdłuż  ścian  wielu  słynnych  ludzi 
spogląda w zadumie z ciemnego tła portretów. Dobrze poznałam tych ludzi i pozostawiam wam 
do odgadnięcia dwuznaczności tego określenia. 

Dwa  przedmioty  natychmiast  zwracają  uwagę.  Pierwszy,  to  oszałamiająco  piękna  złota 

harfa, stojąca w zachodniej części pokoju. Pochodzi z Florencji i otrzymałam ją w darze od 
Mussoliniego podczas swego pobytu w Wenecji w latach trzydziestych. Drugi, to wypchany 
biały  koń,  ulubiony  wierzchowiec  samego  lorda  Byrona.  Portret  Byrona  w  pelerynie, 
stapiającej się z tłem czarnych chmur burzy w tle, wisi na północnej ścianie. 

Sypialnia  jest  szczególnie  gustowna.  Łoże  z  jasnoczerwonymi  zasłonami  zajmuje  środek 

pokoju,  przy  północnej  ścianie  (łóżka  powinny  być  elementem  centralnym  każdej  sypialni). 
Pościel  jest  z  czerwonego  atłasu,  a  puchowy  materac  pochodzi  z  Charleston  sprzed  Wojny 
Domowej. 

Na toaletce leżą dwa wyjątkowe klejnoty: diamentowy naszyjnik od Marii Antoniny i moja 

ulubiona pamiątka, oryginalne jajo Fabergego. Otwiera się, odsłaniając mężczyznę i kobietę w 
pętach namiętności. Jest to bez wątpienia najwspanialsze dzieło Fabergego. 

Wróćmy do dużego pokoju i dalej, do drzwi w południowej ścianie. Prowadzą na rozległy, 

półkolisty taras z widokiem na miasto Amber. Rośliny stoją wzdłuż ścian i po obu stronach 
okrągłego stolika i okrągłych foteli, pochodzących z mojego domu w Westchester. Często nocą 
siadam przy tym stoliku z kieliszkiem brandy Napoleona w ręce i myślę, jak ciekawe było moje 
życie. Spoglądam na miasto, myślę o mieszkańcach Am—beru i wiem, że w swoich żywotach 
nie poznają nawet dziesiątej części moich doświadczeń. I wtedy zaczynam rozumieć, dlaczego 
tak mnie wielbią. 

Podejdźmy teraz do okien i spójrzmy na miasto. 

background image

T

RZECIE PIĘTRO ZAMKU 

A

MBER

 

background image

M

IASTO 

A

MBER

 

Noc  była  chłodna,  a  bryza  niosła  światu  zapachy  jesieni.  Wciągnąłem  je  do  płuc  i 

wypuściłem znowu, zmierzając w stronę Głównej Alei; dalekie, zapomniane niemal, powolne 
stukanie kopyt na bruku dobiegało niby dźwięk ze snu albo wspomnień. Nie było księżyca, ale 
gwiazdy  rozjaśniały  firmament,  a  aleja  w  dole  biegła  między  kulami  fosforyzującej  cieczy, 
osadzonymi na wysokich tykach. Między nimi przemykały górskie ćmy o długich ogonach.
 

Z Kronik Merlina 

 
panuje  wczesne  popołudnie,  więc  Amber  jest  doskonale  widoczny.  Jednak  nawet  nocą 

miasto  migocze  światłami  fosforyzujących  kul.  Z  tarasu  roztacza  się  wspaniały  widok,  co 
powtarzają wszyscy moi goście. 

Miasto  podzielone  jest  na  dwie  główne  części.  Wschodnia  jest  przede  wszystkim 

mieszkalna,  natomiast  zachodnia  głównie  handlowa.  Można  tu  spotkać  wszystkie  typowe 
profesje  Cienia–Ziemi  z  okresu  wczesnego  Renesansu:  cieśle,  rybacy,  kapelusznicy,  kupcy 
bławatni, murarze, ceglarze, a także artyści  i  rzemieślnicy, żeby wymienić choćby niektóre. 
Domy  zbudowane  są  głównie  z  kamienia,  cegły  lub  drewna,  z  rzadka  spotyka  się  bielone 
ściany, jakąś samotną strzechę, czasem kamienną rezydencję. Najwyższe budynki mają po dwa 
piętra.  Sprzedawcy  mieszkają  nad  sklepami,  a  najrozmaitsze  przytułki  zbierają  z  ulicy 
nędzarzy.  Mimo  relatywnego  bogactwa,  Amber  posiada  również  nieunikniony  procent 
ubóstwa.  Są  w  mieście  świątynie,  jednak  spotyka  się  je  najczęściej  poza  jego  granicami. 
Jednorożec nigdy nie pokazał się w samym Amberze, a właśnie spotkania z Nim decydują o 
lokalizacji świątyń. 

„Zwolniłem,  kiedy  dotarłem  do  alei.  Wyprzedziło  mnie  kilka  zamkniętych  powozów. 

Starzec  prowadzący  na  łańcuchu  maleńkiego  zielonego  smoka  dotknął  palcem  kapelusza  i 
powiedział: „Dobry wieczór”. Widział, z której strony przyszedłem, choć byłem pewien, że 
mnie nie poznał” (to z Kronik Merlina). 

Wiele sklepów, kawiarni i restauracji mieści się przy Głównej Alei. Szeroka, brukowana 

ulica  jest  miejscem,  gdzie  załatwia  interesy  większość  amberyckich  kupców.  Krótki  spacer 
wzdłuż Alei  pokaże nam,  jak dobija się targu,  sprzedaje i  kupuje, jak handlarze zachwalają 
swoje towary. Wieczorem kawiarnie i restauracje pozostają otwarte do późna, w dni świąteczne 
nawet do północy. W ciepłe, letnie noce chodzę tam czasami, a ludzie stają wzdłuż Alei, żeby 
zobaczyć członka rodziny. Robię to nie dla siebie, ale dla nich; książęce odwiedziny wzbudzają 
poczucie  wspólnoty.  Chociaż  żyją  tak  blisko  zamku,  Amberyci  nie  różnią  się  właściwie  od 
poddanych w jakimkolwiek rozsądnym królestwie. 

Ulica  Winna  przecina  Główną  Aleję  i  biegnie  przez  miasto  z  zachodu  na  wschód.  Jej 

wschodni  odcinek zamieszkuje wielu  amberyckich arystokratów, natomiast  zachodnia część 
prowadzi w dół do dzielnicy portowej. Określenie „w dół” zresztą to nie przesada. Aby trafić do 
portu, trzeba schodzić brukowanymi ulicami aż do miejsc, gdzie światła są rzadsze i spacer 
bardziej  ryzykowny.  Istnieje  niemal  archetyp  niebezpiecznych  dzielnic  portowych  i  Amber 
dobrze  do  tego  archetypu  pasuje.  W  pewnym  miejscu  Droga  Portowa  prowadzi  do  zaułka 
zwanego Aleją Śmierci. Wszystkie portowe miasta mają chyba taką uliczkę. 

„Byłem na miejscu, w uliczce zwanej powszechnie ALeją Śmierci. Tutaj skręciłem. Ulica 

nie różniła się od innych. Przez pierwsze pięćdziesiąt kroków nie dostrzegłem żadnych zwłok 
ani  nawet  leżących  pijaków,  chociaż  jakiś  stojący  w  bramie  człowiek  usiłował  sprzedać  mi 
sztylet,  a  krępy  osobnik  z  wąsikiem  zaproponował,  że  znajdzie  dla  mnie  coś  młodego  i 
jędrnego.  Odmówiłem  obu,  a  od  tego  drugiego  dowiedziałem  się,  że  jestem  już  blisko 
»Krwawego Billa«. Poszedłem. Oglądałem się od czasu do czasu i daleko z tyłu zauważyłem 
trzy  postacie  w  ciemnych  płaszczach.  Mogli  mnie  śledzić;  widziałem  ich  także  na  Drodze 
Portowej. Ale nie musieli. Nie cierpiałem na manię prześladowczą, uznałem więc, że mogą być 

background image

kimkolwiek i zmierzać dokądkolwiek; zignorowałem ich. Nic się nie stało. Nie zaczepiali mnie, 
a kiedy w końcu odnalazłem »Krwawego Billa« i wszedłem, minęli drzwi. Przeszli przez ulicę 
i trafili do małego bistro kawałek dalej” (to także z Kronik Merlina). 

Jak  można  się  spodziewać,  piwiarnie  i  bary  w  pobliżu  portu  są  brudne  i  niebezpieczne. 

Podają także najlepsze ryby w całym mieście. Tutaj załatwia się interesy innego rodzaju niż w 
Głównej Alei, tutaj złodzieje, nieuczciwi kupcy i prostytutki czają się na każdego, kto trafi w te 
okolice. 

„Krwawy  Bili” to  najpopularniejszy bar w dzielnicy i  historia jego nazwy  wiele mówi  o 

charakterze okolicy. Kiedyś nazywał  się „Krwawy Tom”,  a jego  właścicielem  był  człowiek 
imieniem  Sam.  Kiedy  Sam  został  zakłuty  nożem  w  czasie  bójki  z  powodu  nie  zapłaconego 
rachunku, jego syn Bili przejął lokal i prowadził przez kilka lat pod nazwą „Krwawy Sam”. 
Ostatnio sam Bili zginął od noża, choć tym razem bez wyraźnego powodu, a barem zajął się 
jego kuzyn Andy. Teraz lokal nazywa się „Krwawy Bili”. Wzorzec jest jasny; można się tylko 
zastanawiać, jak brzmiała nazwa, zanim bar trafił w ręce Toma. 

„Całą  czwórką  ruszyliśmy  w  stronę  Drogi  Portowej.  Zaciekawieni  gapie  pospiesznie 

schodzili nam z drogi. Ktoś pewnie już okradał zabitych. Wszystko się sypało; ośrodek władzy 
nie  potrafił  utrzymać  porządku.  Ale,  do  diabła,  to  przecież  był  mój  dom”.  Nie  sądzicie,  że 
Merlin pięknie pisze? 

Tak, to jest dom. Ale nie tylko to. Powyżej dzielnicy portowej Aleja skręca na południowy 

wschód, a potem na wschód, zaznaczając granice miasta. Południowa jego część przechodzi w 
zadrzewiony  teren,  który  stopniowo  staje  się  lasem.  Wcześniej  jednak  można  zobaczyć 
najpiękniejsze  domy  w  mieście.  Zbudowano  je  niedawno  w  rezultacie  niezadowolenia 
arystokracji z inwazji klasy kupców na wschodnią część Amberu. Wschód zachował jeszcze 
pałacyki  arystokratów,  ale  solidnie  zbudowane  kamienice  otaczają  to,  co  było  kiedyś 
posiadłościami wybranych. Zmęczona tą nieustającą bitwą szlachta zrezygnowała i zaczęła się 
wyprowadzać.  Wielu  jednak  pozostało,  nie  chcąc  rezygnować  z  rezydencji  od  wieków 
należących do ich rodów. 

Na wschód od Alei, ale wciąż blisko centrum miasta, biegnie ulica Świątynna. Kiedyś stały 

przy niej najważniejsze świątynie, zanim ruchy Czystości doprowadziły do przeniesienia ich 
poza  miasto.  Teraz  jest  to  ulica  rozrywki,  sztuk  i  rzemiosł.  Stoi  tam  znany  Teatr  Koronny, 
nazwany  tak,  ponieważ  jego  pięcioboczny  kształt  wzorowany  jest  na  koronie  Amberu  (i 
zewnętrznych murach zamku). Ostatnio jego monopol został zagrożony przez dość radykalną 
grupę sceniczną, określającą się jako  Aktorzy Jednorożca. W przeciwieństwie do Kompanii 
Koronnej, nowa trupa często przewiduje znakomite role dla kobiet, a ceny biletów ma prawie o 
połowę niższe od Koronnego. Zależy im także na widowiskowości, którą w Koronnym uznają 
za coś nie na miejscu. Naturalnie, uznałam za stosowne stać się sponsorem nowego teatru. I 
równie naturalnie Benedykt wspiera stary. 

Ulica Świątynna jest bardzo ruchliwa podczas długich dni lata. Wszędzie przybysze pozują 

ulicznym portrecistom, a grajkowie maszerują wąską drogą, grając na lutniach czy gitarach i 
śpiewając pieśni o morzu. Rzemieślnicy krzykiem zachwalają swoje wytwory, a grupy mimów 
wystawiają spektakle w nadziei, że zbiorą dość pieniędzy, by utrzymać swoje zespoły. I nagle 
grają  rogi,  wzywające  widzów  do  Koronnego;  zanim  jednak  tam  dotrą,  muszą  minąć 
obwieszonych  plakatami  członków  trupy  Jednorożca.  Plakaty  namawiają,  żeby  raczej 
odwiedzili nowy teatr. Jest tam gwar, jest tam chaos, ale zawsze panuje ekscytacja. 

Na tej ulicy można też znaleźć najlepszą porcelanę, najbardziej niezwykłe gobeliny i stroje. 

Ze względu na wpływy  królewskiej rodziny, która podróżuje z cienia do cienia i  przyswaja 
obce gusty, garncarze, krawcy, tkacze i wszelkiego rodzaju artyści przejawiają nadzwyczajny 
eklektyzm. Style gobelinów sięgają od anglosaskiego przez osiemnastowieczny włoski aż po 
amerykański i begmański. Kostiumy często przypominają średniowiecze na Ziemi: mężczyźni 
w  długich  aksamitnych  szatach,  czapkach  z  czarnego  aksamitu,  tunikach  w  przeróżnych 

background image

kolorach  z  rozcinanymi  rękawami,  kobiety  w  stożkowych  kapeluszach  ze  zwiewnymi 
złocistymi woalkami, długie treny przy głęboko wyciętych sukniach. Jednak moda zmienia się 
ostatnio  w  kierunku  mniej  skomplikowanego  stylu  podobnego  do  obowiązujących  w 
osiemnastowiecznej Anglii i Francji. Ta dowolność nadaje ulicy Świątynnej barw, które swym 
bogactwem obejmują całe miasto. 

Okolica portu, choć niebezpieczna, jest ośrodkiem najbardziej fascynujących zdarzeń. Pełno 

tam składów wielkich i małych, a niemal bez przerwy buduje się nowe. Prawie stutonowe statki 
dokują całymi dniami, wyładowując albo ładując towary, a kiedy stawiają żagle odbijając od 
nabrzeży  Amberu,  chwytają  w  nie  promienie  wschodzącego  słońca.  Widok  jest 
niewypowiedzianie  piękny.  Mniejsze  łodzie  kursują  pomiędzy  wyspami,  większe  holują 
między  nabrzeżami  barki  pełne  towarów  z  Cienia.  Budowniczowie  okrętów  mają  się  czym 
pochwalić  —  flota  Amberu  jest  najsilniejsza  w  całym  Złotym  Kręgu.  Kiedy  żył  Caine  i 
organizował sześciomiesięczne morskie manewry, mieszkańcy Amberu naprawdę mieli na co 
popatrzeć. 

Amber jest eklektyczny, podobnie jak ród jego władców. Krzyżują się tu wpływy Cienia i 

królestw  Złotego  Kręgu,  z  którymi  wiążą  nas  traktaty.  Potrafił  zasymilować  wiele  różnych 
kultur i z każdej zaczerpnąć to, co najlepsze. Wielu przybyszom miasto wydaje się chaotyczne 
i  nieokiełznane,  lecz  wśród  miejscowych  taką  opinię  wyrażają  jedynie  najbardziej 
konserwatywni  arystokraci.  Według  nich  traktaty  Złotego  Kręgu  były  błędem,  ponieważ 
zawierając  je  Amber  wyrzekł  się  swej  wyjątkowości.  Od  dnia  podpisania  wszakże  nastąpił 
najszybszy rozwój, najszybszy wzrost bogactwa;  to,  co straciła kultura, zostało uzupełnione 
przez kultury naszych sąsiadów. Innymi słowy Amber stał się w większym stopniu metropolią. 
Większość z nas w zamku uważa, że była to pożądana zmiana. 

Nasza podróż dobiega końca. Czas wam już odejść. Z pewnością chcielibyście zadać wiele 

pytań,  jednak  mam  ważne  spotkania  w  Cieniu  i  muszę  dotrzymać  terminów.  Może  kiedyś 
znowu odwiedzicie Zamek Amber, a wtedy przewodnik opowie wam o tym wszystkim, co ja 
pominęłam. 

Jest wiele sposobów, by dowiedzieć się więcej o Amberze. Pierwszy z nich to lektura Kronik 

Corwina i Merlina. Najlepszą adaptację Kronik Corwina znajdziecie w książkach Dziewięciu 
książąt Amberu, Karabiny Avalonu, Znak Jednorożca, Ręka Oberona 
Dworce Chaosu. Autor 
z  Cienia–Ziemi,  podpisujący  się  jako  Roger  Żelazny,  informacje  do  swoich  książek  uzyskał 
podobno  od  samego  Corwina.  Historia  Merlina  została  opowiedziana  przez  tego  samego 
pisarza  w  trzech  książkach  zatytułowanych  Atuty  zguby,  Krew  Amberu  i  Znak  Chaosu.  Ta 
opowieść  pozostała  nie  dokończona.  Chyba  już  sam  Żelazny  stworzył  dwa  kolejne  dzieła, 
Rycerz  Cieni  i  Książę  Chaosu,  jednak  nie  trafiły  jeszcze  do  zamku.  Słyszałam,  że  były 
autoryzowane, jednak ta historia wydaje mi się w całości apokryfem. 

Jest  też  inny  sposób.  Podobno  wasz  cień  posiada  teraz  tom  zatytułowany  Ilustrowany 

przewodnik po Zamku Amber. Ostatnia jego część, jak słyszałam, składa się z kilku esejów o 
Amberze, napisanych na podstawie obu Kronik i rozmów z tym… Żelaznym. Jeśli wpadnie 
wam w ręce ta książka, przeczytajcie ją koniecznie i proszę, mnie także przyślijcie egzemplarz. 
Jeśli jest dobra, ustawię ją na półce w bibliotece. Jeśli  nie, nakarmię nią manticorę. Bardzo 
mnie interesuje, co książka mówi o samym zamku. Mam tylko nadzieję, że autor nie zapomniał 
napisać tam o mnie. 

A teraz muszę już was opuścić. Pamiętajcie o mnie i pamiętajcie o Amberze. To miejsce, 

którego nie da się tak łatwo zapomnieć. 

background image

E

NCYKLOPEDIA 

A

MBERU

 

background image

A

TUTY 

 WIELKIE ARKANA

 

Figury Atutowe wyglądały niemal jak żywe, miało się wrażenie, że zaraz zejdą z lśniącego 

obrazka na ziemię. Karty były przyjemne i chłodne w dotyku. Naraz zrozumiałem, że i ja sam 
byłem kiedyś posiadaczem takiej talii.
 

Z Kronik Corwina 

 
Gry karciane są popularne w naszej kulturze od bardzo dawna i bardzo niewielu ludzi nigdy 

nie  trzymało  w  rękach  talii.  Nawet  język  odzwierciedla  wszechobecną  naturę  kart,  tworząc 
takie  zwroty  jak  „wyłożyć  karty  na  stół”,  „być  prawdziwym  asem”  czy  „grać  znaczonymi 
kartami”. 

Dla  większości  ludzi  karty  są  tylko  miłą  rozrywką.  Dla  niektórych  są  całym  życiem. 

Szulerzy  utrzymują  się  z  kart,  brydżyści  studiują  je  przez  długie  godziny,  eksperci  tarota 
zarabiają odczytując przyszłość innych. 

Dla królewskiej rodziny Amberu ich talie kart są samym życiem. 
Każdy z członków rodziny ma swoją talię, może też skorzystać z cudzej. Niektóre karty nie 

są szczególnie istotne — różdżki, pentagramy, puchary i miecze, należące też do zwyczajnych 
talii tarota. Ale każdy komplet zawiera też specjalne karty, różniące się od pozostałych jednym 
ważnym szczegółem: są na nich przedstawione wierne portrety członków królewskiej rodziny 
Amberu. Pozwólmy Corwinowi opisać jedną z nich: 

„Teraz przyszła kolej na mężczyznę o ognistej brodzie i płomiennych włosach, z mieczem w 

prawej dłoni i pucharem białego wina w lewej, w czerwono–pomarańczowych jedwabiach. W 
jego oczach, równie błękitnych jak oczy Flory i Eryka, igrał diablik. Miał drobny podbródek, 
ale  przykryty  brodą.  Jego  miecz  był  kunsztownie  inkrustowany  złotem.  Na  prawej  ręce 
błyszczały dwa ogromne pierścienie, na lewej jeden: szmaragd, rubin i szafir. Wiedziałem, że 
to Bleys”. 

Jak  wiele  innych  przedmiotów  w  Amberze,  Atuty  to  żywe  dzieła  sztuki.  Nie  sztuki  w 

znaczeniu martwej natury ani w znaczeniu abstrakcji, ale raczej sztuki, która ujmuje myśli i 
emocje, która pozwala patrzącemu wejść do wnętrza i zobaczyć, że sztuka żyje. Jak oczy Mony 
Lisy. Jak splendor Kaplicy Sykstyńskiej. 

Przez  Figury  Atutowe  królewska  rodzina  może  się  ze  sobą  kontaktować.  Jak  telefon, 

pozwalają na prowadzenie rozmów na duże odległości. Są jednak czymś więcej niż telefonem. 
Po pierwsze, rozmowy mogą przekraczać granice cieni. Po drugie, Atuty przenoszą nie tylko 
słowa. Przenoszą ludzi. 

Aby użyć Atutu do rozmowy, „dzwoniący” koncentruje się na obrazie z karty. Jeśli skupi się 

dostatecznie  mocno  i  jeśli  osoba  na  portrecie  zdolna  jest  to  skupienie  odebrać,  następuje 
połączenie.  Po  zakończeniu  rozmowy  wystarczy  przesunąć  dłonią  nad  kartą,  by  przerwać 
kontakt. 

Aby użyć Atutu jako środka transportu, dwaj Amberyci stosują tę samą procedurę. Jednak 

po uzyskaniu kontaktu głosowego, próbują nawiązać także fizyczny. Wzywający wpatruje się 
w kartę z pełną koncentracją, po czym wyciąga rękę poprzez nią, w stronę wyciągniętej ręki 
rozmówcy. Kiedy ich dłonie się zetkną, odbierający przeciąga wzywającego na swoją stronę. 
Obaj stają teraz fizycznie obok siebie. Metoda ta znana jest jako „atutowanie”. 

Kontakt jest często słaby. Wzywający ma wtedy dwa wyjścia: albo zwiększyć koncentrację, 

albo  poprosić  o  pomoc.  Niestety,  jedyni  ludzie  zdolni  mu  pomóc  to  ci,  którzy  wiedzą,  jak 
korzystać  z  Atutów.  Inaczej  mówiąc,  pozostali  członkowie  królewskiej  rodziny  i  bardzo 
niewielu  innych.  Rzadko  jednak  współpracują  oni  w  tego  typu  zbiorowym  połączeniu  — 
ratunek Branda pozostaje jednym z nielicznych przypadków. Jeszcze rzadziej wzywający chce, 
aby reszta rodziny wiedziała, co próbuje osiągnąć. Dlatego też zbiorowy kontakt nie zdarza się 
często. 

background image

Jedyną  różnicą  między  Atutem  a  zwyczajną  kartą  jest  wrażenie  chłodu.  Przy  czym  nie 

istnieje  realna  różnica  temperatur,  jedynie  jej  odczucie.  Aby  skorzystać  z  karty,  wzywający 
musi poczuć jej chłód, choć sama karta wcale nie jest chłodna. Rozpoznawanie tego wrażenia 
należy do wykształcenia Amberytów; uczą się wyczuwać Atuty, tak jak się uczą wyczuwać 
przemiany cieni. Jedno i drugie jest elementem szkolenia percepcji. 

Atuty ogniskują tylko wolę: nie robią nic więcej, ale i nic mniej. Stworzone początkowo 

przez  Dworkina  portrety  są  tak  wyraźne,  by  pozwolić  na  pełne  przypomnienie  rysów 
Amberyty, z którym wzywający próbuje się skontaktować. Ściśle rzecz biorąc, same karty nie 
są niezbędne dla takiego kontaktu, ale bez nich jest to zadanie o wiele trudniejsze. Uwięziony w 
celi Corwin próbował połączyć się z innymi tylko wyobrażając sobie Atuty (był ślepy, a w celi 
było ciemno). Nie udało mu się. Oczywiście ci, którzy byli w pobliżu, i tak nie nawiązaliby 
kontaktu. Odmowa zawsze jest możliwa. 

Prawdziwie skuteczne wykorzystanie Figur Atutowych możliwe jest tylko wtedy, gdy ich 

posiadacz  przejdzie  Wzorzec  Amberu.  Wzorzec  jednocześnie  wymaga  i  uczy  nadludzkiej 
koncentracji, a tylko posiadając zdolność takiego skupienia Amberyta może łączyć się Atutem 
na dowolne odległości. Atuty może jednak tworzyć każdy uzdolniony malarz (jak przekonał się 
Merlin  w  Atutach  zguby),  więc  ich  zastosowanie  nie  jest  ograniczone.  Wiadomo  —  jak 
tłumaczy Billowi Rothowi Merlin w Atutach zguby — że tworzy je „w Dworcach […] kilku 
ekspertów. W Amberze potrafi to Fiona i Bleys”. Malarze spoza Amberu także mogą kreować 
Atuty,  jednak  ich  dzieła  będą  niedoskonałe.  Wykonanie  doskonałej  talii  wymaga  przejścia 
Wzorca Amberu albo Logrusu w Chaosie. 

Jak  wszystko,  co  pochodzi  z  Amberu,  Atuty  są  w  równym  stopniu  niebezpieczne,  co 

pomocne. 

background image

B

ENEDYKT

 

 
Przy  swej  niemal  obsesyjnej  wierze  w  potęgę  rozumu,  Benedykt  jest  prawdopodobnie 

najbardziej  godnym  zaufania  ze  wszystkich  Amberytów.  Gardzi  bezustannymi  rodzinnymi 
sporami i przez długie lata starał się trzymać od nich jak najdalej. Jego zainteresowania dotyczą 
raczej  umysłu  niż  emocji,  co  znajduje  odzwierciedlenie  w  jego  fascynacji  grami  czysto 
strategicznymi i coraz silniejszą asymilacją tradycyjnych obyczajów japońskich. Pomaga, gdy 
jest potrzebny, woli jednak, kiedy pozostawia się go samemu sobie. 

background image
background image

 

background image

B

LEYS

 

 
Równie ognisty jak jego włosy, Bleys jest najbardziej skłonnym do żartów człowiekiem w 

rodzinie. Jednak jego ideę żartu trudno byłoby uznać za czystą. Jego chytry umysł planował 
wciąż nowe kłopotliwe i krępujące zdarzenia dla tych krewniaków, którzy nosili się ze zbyt 
wielką  powagą.  Przez  sporą  część  swego  życia  powagą  wręcz  gardził,  jednak  kiedy  Eryk 
sięgnął po tron, Bleys zmienił się gruntownie. Od tego momentu szukał sposobów ratowania 
Amberu, może nawet przejęcia w tym celu korony. Nie udało mu się, naturalnie, i niewiele 
brakowało, by zginął w bitwie u boku Corwina. Random nie zapomniał o jego wysiłkach. 

 

background image

B

RAND

 

 
Brand  był  głównym  czarnym  charakterem  Kronik  Corwina.  Próbował  przerysować 

Wzorzec Amberu, co miało mu dać niemal boską potęgę. Corwin pokrzyżował jego plany i sam 
wykreślił Wzorzec. O ile wiadomo, Brand zginął pokonany. Za życia był mroczny i posępny. Z 
upartą determinacją dążył do celu. Kiedy raz powziął jakiś plan, nienawidził dokonywania w 
nim zmian. A cele, jakie sobie stawiał, rzadko kiedy miały mniej niż globalny zasięg. Potężny i 
skłonny do zadumy, był chyba największym romantykiem w klanie Amberytów. 

 

background image

C

AINE

 

 
Sprawny  na  ciele  i  umyśle,  Caine  wywierał  kojący  wpływ  na  dwór  Amberu.  Potrafił 

żartować z wzajemnej nienawiści rodzeństwa i często przyjmował rolę hulaki, by ściągnąć na 
siebie gniew braci. Zawsze jednak zachowywał czujność i nie ufał żadnemu z książąt, którego 
podejrzewał  o  działanie  przeciw  Amberowi.  Gotów  był  stanąć  do  walki  z  każdym,  kto  by 
zagroził  tronowi.  Jego  lojalność  wobec  Amberu,  jakkolwiek  próbowałby  ją  ukrywać, 
sprawiała, że tym trudniej jest się pogodzić z jego śmiercią. 

background image

C

ORWIN

 

 
Narrator pierwszych pięciu ksiąg kronik Amberu, Corwin, został wybrany przez Oberona na 

jego następcę. Po schwytaniu przez Eryka, Corwin nawet koronował się na króla, choć głównie 
po to, by zakłócić przebieg koronacji Eryka. Jednak pod koniec wojny z Brandem Corwin nie 
chciał  już  tronu  i  bez  protestów  przyjął  dokonany  przez  Jednorożca  wybór  Randoma.  To 
dowodzi,  że  w  okresie  przedstawionym  w  Kronikach  Corwin  zmienił  się  z  impulsywnego 
egoisty w prawdziwego księcia Amberu. W ostatnich dniach wojny właśnie on ocalił Amber od 
klęski. W chwili obecnej miejsce jego pobytu pozostaje nieznane. 

background image

D

ALT

 

 
Posępny  i  wytrwały,  Dalt  doskonale  pasuje  do  swego  wizerunku  zimnego  zawodowego 

najemnika.  Matka  Dalta,  wojująca  fanatyczka  religijna,  odpowiedzialna  za  zbezczeszczenie 
wielu kaplic Jednorożca w Amberze i królestwach ościennych, została pokonana i zgwałcona 
przez Oberona. Wiele lat później zginęła w bitwie z Bleysem. Dalt żywi nienawiść do Oberona 
i poprzysiągł zniszczyć Amber w zemście za poniżenie matki. 

background image

D

ARA

 

 
Dara,  matka  Merlina  i  partnerka  Corwina,  jest  stanowcza,  uparta  i  inteligentna.  Mimo 

wielkich dzielących ich różnic, nadal  chyba lubi Corwina i chociaż nie chce tego przyznać, 
podejrzewa się, że poszukuje go na własną rękę. W Dworcach Chaosu panuje przekonanie, że 
jeśli ktokolwiek zdoła go odnaleźć, to właśnie ona. O wiele mniej niż Amberyci przywiązana 
do  zasad  racjonalności,  rozumie  jednak  wrodzoną  zależność  Corwina  od  dyktatu  rozsądku. 
Potrafi więc uwolnić się z okowów tradycyjnego myślenia i wyciągać zaskakujące wnioski. 
Uwzględniając  stan  psychiczny  Corwina  w  końcowym  etapie  jego  wojny  z  Brandem  i 
Chaosem, takie unikalne zdolności wydają się niezbędne do sukcesu w poszukiwaniach. Czego 
chce od niego, pozostaje na razie tajemnicą. 

background image

D

EIDRE

 

 
Śmierć  Deirdre,  równie  pięknej  jak  jej  imię,  była  chyba  największą  stratą,  jaką  poniosła 

rodzina podczas wojny  z Brandem.  Wiecznie wplątana w ostre wewnętrzne spory, pragnęła 
ustabilizować niepewną sytuację. Dlatego nie wycofywała się z bitew między swymi braćmi. 
Jej śmierć była wynikiem chęci niesienia pomocy. Kiedy umarła, część królewskiej wielkości 
umarła  wraz  z  nią.  Dla  ludu  Amberu  była  niemal  boginią:  potężną,  łagodną  i  nieopisanie 
piękną. 

background image

E

RYK

 

 
Był jedynym królem Amberu, który zginął w bitwie. Większą część swego dorosłego życia 

poświęcił  na  układanie  planów  zdobycia  tronu.  Był  porywczy  i  skłonny  do  intryg,  w 
najwyższym stopniu makiaweliczny; nigdy nawet nie pomyślał o kapitulacji. Determinacja o 
takiej mocy ma swoją cenę, a dla Eryka tą ceną była mania prześladowcza granicząca wręcz z 
paranoją. Jego nienawiść do Corwina była prawdopodobnie najsilniejszym takim uczuciem w 
królewskiej rodzinie. W końcu doprowadziła go do wyjątkowo nie przemyślanego czynu: do 
autokoronacji  na  króla  Amberu.  Ta  decyzja  bardziej  niż  którakolwiek  inna  doprowadziła  do 
klęski. Konając na polu bitwy udowodnił jednak swą miłość do Amberu, przekazując Klejnot 
Wszechmocy — jedyne, co mogło ocalić królestwo — swemu najbardziej znienawidzonemu 
wrogowi. 

background image

F

IONA

 

 
Ostatnio  bardziej  niż  kiedykolwiek  aktywna  w  sprawach  Amberu  i  zainteresowana 

działaniami  Merlina,  zaczyna  rozumieć  problemy  rodzące  się  z  dworskich  intryg. 
Sarkastyczna, błyskotliwa i zdolna do niewiarygodnej złośliwości, w czasie Bezkrólewia Fiona 
stanęła przeciw Corwinowi, ale bez oporów uznała władzę Randoma. Być może dlatego, że 
Random  pozwala  jej  kroczyć  własną  drogą.  Bardziej  jednak  prawdopodobne,  że  walka 
Corwina z Chaosem uświadomiła jej niebezpieczeństwo sięgające daleko poza dwór Amberu. 
Niezależnie od powodów zdecydowana jest pomagać Merlinowi, jak tylko potrafi. 

background image

F

LORA

 

 
Ma  dość  wąskie  zainteresowania,  na  ogół  związane  z  władzą,  bogactwem,  intrygami  i 

mężczyznami. Bywa wyzywająca i krzykliwa, kocha spektakle i wierzy w powiedzenie „Nic z 
umiarem”. Największy lęk budzi w niej możliwość znalezienia się po niewłaściwej stronie. Z 
tego powodu łatwo i bez wahania zmienia sojusze, wobec nikogo nie odczuwając prawdziwej 
lojalności.  W  przeciwieństwie  do  Fiony,  nie  martwi  jej  zasada  czysto  męskiego  następstwa 
tronu w Amberze, ponieważ nie pociąga jej odpowiedzialność łącząca się z władzą. 

background image

G

ERARD

 

 
Wielki, potężny i budzący lęk Gerard jest o wiele mniej przebiegły niż ktokolwiek z jego 

braci  i  sióstr.  Zdaje  sobie  sprawę  z  tej  słabości.  Jest  bardziej  ufny  niż  pozostali,  a  wobec 
Amberu  absolutnie  lojalny.  To  właśnie  Gerard  zaopiekował  się  Brandem,  dopóki  nie  było 
pewne, że bratu  nic już nie grozi.  Mimo  to  bez wahania przyłączył  się do Corwina i  stanął 
przeciwko  Brandowi, kiedy  spisek tego ostatniego  wyszedł  w końcu na  jaw. Jego wierność 
wobec Amberu jest niezachwiana i niewzruszona. 

background image

J

ULIAN

 

 
Wielka jest jego zdolność do złośliwości i nienawiści, ale jak u większości książąt, miłość do 

Amberu kieruje jego najważniejszymi działaniami. Ulubioną kryjówką Juliana jest Ardeński 
Las,  który  przemierza  na  swym  wierzchowcu  Morgensternie.  Bardziej  niż  czegokolwiek 
innego nie lubi, kiedy ktoś go pokona w jego własnej grze. W tym sensie jest zapewne najmniej 
dojrzały  ze  wszystkich  braci.  Jest  jednak  znakomitym  jeźdźcem  i  szermierzem,  a  obrona 
Amberu często spoczywała właśnie na jego barkach. 

background image

L

LEWELLA

 

 
Spokojna  i  cicha,  Llewella  —  podobnie  jak  Caine  —  wywierała  stabilizujący  wpływ 

podczas dni zamętu w końcowym okresie Bezkrólewia. Jednak w przeciwieństwie do Caine’a, 
praktycznie nie interesowały jej sprawy dworu. Wolała azyl w Cieniu od bezustannych intryg, 
zajmujących  jej  braci  i  siostry.  Obyczajom  tym  pozostała  wierna  aż  do  dzisiaj  i  sprawia 
wrażenie, jakby życie dworskie ją nużyło. Rzadko bywa w zamku. Zamieszkała w cieniu, gdzie 
zajmuje się sztuką i tańcem. 

background image

L

UKE

 

 
Jak  psychiczny  kameleon,  Lukę  opanował  zdolność  natychmiastowej  niemal  zmiany 

osobowości.  Z  zawodu  handlowiec  z  Kalifornii,  jeśli  sytuacja  tego  wymaga,  bez  wysiłku 
przekształca  się  w  Amberytę.  Podobnie  jak  Merlin,  którego  chyba  najbardziej  przypomina, 
zachowuje  swój  ziemski  charakter  podczas  wędrówek  wśród  cieni,  co  przysparza  mu  wielu 
niepotrzebnych kłopotów. Lubi Merlina i czasem staje u jego boku, ale równie często znajduje 
się  na  przeciwnym  biegunie.  Jest  to  źródłem  ciągłej,  wytrwałej  rywalizacji  między  nimi. 
Wzbudziło też powszechny lęk wśród Amberytów i Chaosytów: gdyby Lukę i Merlin połączyli 
kiedyś swe siły, staliby się bardzo niebezpieczną parą. 

background image

M

ANDOR

 

 
Mandor,  człowiek  o  godnych  podziwu  talentach  i  wiedzy,  sprawia  wrażenie  wyrwanego 

niemal wprost z włoskiego Renesansu na Cieniu–Ziemi.  Zdolnością do intryg i spisków nie 
ustępuje najlepszym, inspirowanym Machiavellim politykom tej ery. Potrafi także odczuwać 
szczery szacunek i podziw. W chwili obecnej żywi podziw dla Merlina, swego przyrodniego 
brata.  Mandor  jest  złożoną  postacią,  a  jego  rola  w  obecnym  konflikcie  sił  dopiero  się 
rozpoczęła. Ze swymi talentami z pewnością wywrze znaczący wpływ na ostateczny wynik. 

background image

M

ARTIN

 

 
Martin  jest  synem  Randoma  z  Amberu  i  Morganthe  z  Rebmy.  Jako  syn  Randoma  jest 

oczywiście następcą tronu Amberu, jednak czy pozostali dopuszczą go do władzy, pozostaje na 
razie niewiadomą. Skłonny do awangardowych zachowań, nosi obecnie fryzurę na Irokeza i 
dziwaczne  (nawet  w  Amberze)  ubranie.  Jest  perkusistą  w  zespole  rockowym  i  zaczyna 
eksperymentować z muzyką elektroniczną. Obserwując go, łatwo dojść do wniosku, że musi 
jeszcze  dojrzeć,  zanim  otrzyma  do  odegrania  poważniejszą  rolę  w  sprawach  państwowych. 
Jednak przynajmniej na razie obecny układ wyraźnie mu odpowiada. 

background image

M

ERLIN

 

 
Jest synem Corwina z Amberu i Dary z Chaosu; wychował się w Dworcach Chaosu. Krótko 

przed zniknięciem Corwina wysłuchał jego historii i od tego dnia zapragnął lepiej poznać świat 
ojca.  Kilka  lat  spędził  na  wędrówkach  w  Cieniu,  potem  na  pewien  czas  zamieszkał  na 
Cieniu–Ziemi.  Ostatnio częściej wraca do Amberu.  Intelektualnie jest wybitnie uzdolniony i 
nie lęka się praktycznie niczego. Wciąż stara się poznać efekty przejścia i Wzorca Amberu, i 
Logrusu Chaosu. Ostrożnie wykorzystuje swoją moc, ponieważ nikt na obu dworach nie potrafi 
mu wyjaśnić, co dokładnie może osiągnąć. Podobnie jak ojciec, Merlin wspaniale opowiada, 
jednak brakuje mu ojcowskiego wyczucia epiki. Być może osiągnie to z wiekiem. 

background image

R

ANDOM

 

 
Obecny  król  Amberu  został  wybrany  przez  Jednorożca  pod  koniec  Kronik  Corwina. 

Lekkoduch z charakteru, interesował się przede wszystkim kobietami, winem i śpiewem. Przed 
ślubem  z  Vialle  słynny  zdobywca  serc,  pragnął  także  zostać  pierwszorzędnym  perkusistą 
jazzowym.  Nigdy  specjalnie  go  nie  interesowały  problemy  sukcesji  i  nie  wtrącał  się  do 
rodzinnych  sporów  —  aż  do  chwili,  gdy  Corwin  powrócił  na  scenę.  Stanął  wtedy  po  jego 
stronie  i  w  znaczący  sposób  przyczynił  się  do  zwycięstwa  nad  Brandem.  Jest  niezwykle 
szczęśliwy  w  małżeństwie  (wśród  Amberytów  to  rzadkość),  a  jako  władcę  cechuje  go 
ostrożność, ale i stanowczość. 

background image

V

IALLE

 

 
Królowa Randoma tak wiele uczyniła, by okiełznać jego wrodzoną porywczość, że wydaje 

się  całkowicie  odpowiedzialna  za  jego  gwałtowne  wydoroślenie.  Nie  wypowiada  się  o 
sprawach  Amberu,  udziela  za  to  całkowitego  poparcia  wszystkim  działaniom  Randoma. 
Wyraźnie kocha męża, i  ku zdumieniu  wszystkich, mąż kocha ją równie mocno. Vialle jest 
niewidoma  i  jest  rzeźbiarką.  Jej  dzieła  cechuje  prostota,  przecząca  uwadze,  jaką  zwykle 
poświęca  fizycznym  szczegółom.  Ta  sprzeczność,  jak  się  wydaje,  znalazła  ujście  w 
niezwykłym  wyrazie  artystycznym.  Poprzez  spokój  swej  sztuki  i  spokój  swego  charakteru, 
Vialle samodzielnie, choć nie bezpośrednio, odmieniła atmosferę panującą na Zamku Amber. 
Nie ma żadnych wrogów. 

background image

O

BERON

 

 
Niewiele  wiadomo  o  ojcu  królewskiej  rodziny.  Wszystkie  opowieści  pochodzą  od  jego 

dzieci i cechują je wszelkie zniekształcenia, jakim podlega dziecięca wiedza o rodzicu. Oberon 
był  najwyraźniej  stanowczym  i  wymagającym  ojcem,  ale  również  miał  niezwykłą  zdolność 
nauczenia  ich  tego,  czego  chciał,  by  się  nauczyły.  Był  też  znakomitym  taktykiem,  zarówno 
wojskowym, jak i politycznym, a z pomocą Dworkina udoskonalił też kilka strategii. Kochał 
życie niemal tak bardzo, jak kochał kobiety, a kobiety kochał niemal tak mocno jak Amber. W 
pewnym sensie Oberon był Amberem i zginął śmiercią bohatera, próbując go ratować. 

background image

D

WORKIN

 

 
Szalony,  skłonny  do  abstrakcji  i  oderwany  od  realiów  nawet  amberowskiego  dworu, 

Dworkin  jest  wybitnym  artystą  —  artystą,  który  sztuką  potrafi  formować  rzeczywistość. 
Urodzony  w  Chaosie,  uciekł,  by  stworzyć  Wzorzec  Amberu,  tym  samym  nadając  kształt, 
granicę, postać i  formę  światu,  który  przedtem ich nie posiadał.  W tym  sensie jest postacią 
boską, stwórcą, tym, który kształtuje — „poietes” w języku Greków. Podobno w młodości był 
przebiegły  i  złośliwy,  równie  skłonny  do  intryg  i  spisków  jak  dzisiejsi  Amberyci.  Ale 
czyjekolwiek  twierdzenie,  że  go  poznał,  musi  być  mocno  przesadzone  i  świadczyć  o  braku 
rozsądku. 

background image

G

HOSTWHEEL

 

 
Ghostwheela,  którego  Merlin  stworzył  jako  niespodziankę  dla  Randoma,  można  nazwać 

Atutem  ostatecznym.  Superkomputer  najwyższego  poziomu,  posiada  umiejętność 
przeszukiwania  Cienia  i  pozwala  użytkownikowi  na  obserwację  dowolnie  wybranych  jego 
regionów.  Działa  metodą  tworzenia  równoważników  Atutów  i  poprzez  nie  prowadzi 
poszukiwania.  Wprowadzając  do  jego  projektu  elementy  Wzorca,  Merlin  dał  mu  pewne 
magiczne  możliwości,  niezbędne,  by  nie  musiał  przechodzić  inicjacji  Wzorca  ani  Logrusu. 
Istnieje Atut Ghostwheela (stworzony przez Merlina), który pozwala użytkownikowi na zdalne 
programowanie. Ten Atut to rodzaj magicznego zdalnego terminala, a Ghostwheel reaguje na 
wydawane  głosem  instrukcje.  Merlin  zamierzał  podarować  ten  Atut  Randomowi,  aby  król 
Amberu  mógł  bez  przeszkód  nadzorować  przyjazne  i  wrogie  cienie.  Pojawił  się  jednak 
problem: Ghostwheel wytworzył sobie osobowość. Nie spodobał mu się wydany Merlinowi 
przez Randoma rozkaz wyłączenia komputera i chwilowo nie chce rozmawiać nawet ze swoim 
twórcą. Wydaje się, że Merlin musi jeszcze wprowadzić pewne poprawki konstrukcyjne. 

background image

P

ODRÓŻE W 

C

IENIU I PIEKIELNE RAJDY

 

 
Najbardziej fascynującą cechą członków królewskiego rodu jest umiejętność przechodzenia 

z  jednego  cienia  do  innego.  Na  początku  Dziewięciu  książąt  Amberu  Corwin  przebywa  na 
Ziemi,  na  końcu  Dworców  Chaosu  zdążył  odwiedzić  niezliczone  cienie.  Jak  wszyscy  z 
królewskiej rodziny, największą miłością darzy sam Amber, ma jednak liczne powiązania z 
innymi światami. 

Wędrówka  wśród  cieni  jest  sztuką.  Wymaga  niesłychanie  silnej  wyobraźni,  nadludzkiej 

mocy  percepcji  i  zdolności  do  absolutnej  koncentracji.  Oczywiście,  nie  każdy  jest  tak 
uzdolniony  i  dlatego  liczba  podróżników  jest  mocno  ograniczona.  Jedynie  najwybitniejsi 
artyści Ziemi posiedli coś zbliżonego do takiej mocy, jednak niewielu ma pojęcie o technice. 

By  rozpocząć  podróż,  Amberyta  oddala  się  na  możliwie  największy  dystans  od  Kolviru. 

Bez–Cieniowy wpływ Amberu jest tak silny, że próba przejścia do innego cienia z miasta jest 
praktycznie niemożliwa. Kiedy podróżnik znajdzie się już dostatecznie daleko, skupia uwagę 
na jednym szczególe cienia, w którym przebywa, po czym stara się wyobrazić sobie podobny 
obiekt w cieniu, do którego zdąża. Może to być kamień, gałąź, budynek, książka albo osoba, 
jednak  koniecznie  coś  specyficznego,  nie  jakiś  powszechnie  spotykany  artykuł.  Jeśli  w 
aktualnym cieniu nie znajdzie niczego, na czym mógłby zogniskować uwagę, może spróbować 
wizualizacji  obiektu  jedynie  w  myślach,  choć  czyni  to  przejście  o  wiele  trudniejszym. 
Naturalnie, im lepiej podróżnik poznał docelowy cień, tym łatwiej mu tam dotrzeć. 

Wyraźnie postrzegając dany obiekt, podróżnik zaczyna się przemieszczać. Może iść pieszo, 

zmieniając cienie powoli, ale bezpiecznie, może pobiec, lecz wtedy bezpieczeństwo nie jest 
rzeczą  całkiem  pewną.  Co  bardziej  śmiałe  duchy  mogą  spróbować  powtórzyć  wyczyn 
Randoma  i  zmieniać  cienie  w  pędzącym  mercedesie  czy  nawet  w  odrzutowym  myśliwcu 
podczas lotu. W większości cieni, gdzie taka technika nie jest dostępna, najbardziej ryzykowne 
przejścia  są  dokonywane  na  galopującym  koniu.  Te,  jak  wiemy,  nazywają  się  piekielnymi 
rajdami. Jeszcze do nich wrócimy. 

Kiedy  Amberyta  porusza  się,  wciąż  koncentruje  uwagę  na  wybranym  obiekcie.  Wkrótce 

zaczyna postrzegać inny obiekt z pożądanego cienia. Teraz skupia się na obu. Przemieszcza się 
dalej, ciągle skoncentrowany, a w jego myślach pojawiają się kolejne szczegóły z docelowego 
cienia. I wreszcie sam cień nabiera konkretnego kształtu. W tym momencie niektóre szczegóły 
zaczynają się zmieniać, by lepiej pasować do świata jako całości. 

Wreszcie,  po  dość  długim  czasie  i  pokonaniu  sporego  dystansu,  cień  jest  gotowy.  A 

dokładniej, nie jest gotowy, dopóki Amberyta się w nim nie znajdzie, ponieważ w wyjściowej 
percepcji był on częścią danego cienia. Równocześnie jednak nie może stać się częścią cienia, 
dopóki nie postrzega go w sposób zupełny. Inaczej mówiąc — i jest to paradoks — cień nie jest 
kompletny, dopóki do niego nie wkroczy, a nie może do niego wkroczyć, dopóki nie będzie 
kompletny. 

Oczywiście, paradoks ten rodzi wiele filozoficznych problemów i członkowie królewskiej 

rodziny próbowali rozwiązać przynajmniej niektóre z nich. Najbardziej interesujący brzmi: czy 
wędrowiec stwarza cień, czy po prostu przemieszcza się do miejsca, które już istnieje? Na to 
pytanie nie ma właściwie odpowiedzi, jak to wyjaśnia w Znaku Jednorożca sam Corwin: 

„Trzeba chyba zacząć od solipsyzmu — idei, że nie istnieje nic prócz mnie, a przynajmniej 

że niczego nie możemy być w pełni świadomi, prócz własnego istnienia i postrzegania. Potrafię 
odnaleźć w Cieniu wszystko, co zdołam sobie wyobrazić. Każde z nas to potrafi… Można się 
spierać, i w istocie większość z nas tego próbuje, że sami stwarzamy cienie, które odwiedzamy, 
konstruujemy je z budulca naszej psyche, że tylko my istniejemy naprawdę, że światy, w które 
wkraczamy, są jedynie projekcją naszych pragnień”. 

background image

Pod koniec tamtej historii Corwin nabiera niemal pewności, że tak nie jest. Dojrzał wyraźnie 

i chce wierzyć, że rzeczywistość jest czymś więcej niż tylko tym, co wyobrazi sobie on i jego 
krewni. Jednak sam problem nie zniknął i żadne argumenty go nie usuną. 

Jest  jeszcze  jedna  kwestia:  jeśli  wędrowiec  musi  się  skoncentrować  na  jakimś 

charakterystycznym obiekcie danego cienia, to nigdy nie zdoła dotrzeć do cienia, o którym nic 
nie wie. Tu odpowiedź jest prosta: jeśli potrafi go sobie wyobrazić, potrafi go osiągnąć. Jeśli nie 
ma  żadnego  punktu  zaczepienia,  wymagana  jest  absolutna  koncentracja  umysłu  (co 
powstrzymuje  większość  od  podejmowania  prób).  Wobec  niepewnego  rezultatu 
niebezpieczeństwo  jest  ogromne,  ale  w  zasadzie  nic  nie  wyklucza  możliwości  osiągnięcia 
dowolnego miejsca w granicach własnej wyobraźni. Oznacza to, że członkowie królewskiego 
rodu Amberu potrafią znaleźć się, jeśli zapragną, w Sródziemiu, Narni, na Pernie, a nawet w 
Utopii. 

Problem w tym, że mogą tam zostać uwięzieni. Większość fikcyjnych światów ma jakieś 

realistyczne  braki,  zawiera  jakiś  naukowy  paradoks  albo  niemożliwość.  Fizyczne  ciała 
Amberytów  prawdopodobnie  nie  zdołałyby  tego  przetrwać.  A  gdyby  nawet,  to  mogliby 
zniszczyć  fikcyjny  świat.  Z  tych  powodów  —  a  także  dlatego,  że  książęta  są  zbyt  zajęci 
spiskowaniem  i  intrygami,  aby  tracić  czas  na  podobne  eksperymenty  —  żaden  z  nich  nie 
próbował nawet trafić do świata fikcji. Poza tym co mogliby tam znaleźć takiego, czego nie ma 
w Am—berze i jego cieniach? 

Jest  też  inna  możliwość  uwięzienia  w  Cieniu.  Przejście  przez  cienie  wymaga  światła, 

przynajmniej przejście najłatwiejsze i najbezpieczniejsze. Jeśli światła zabraknie, można zostać 
uwięzionym, ponieważ przemiana z wyobraźni nie  zawsze się udaje, a z pewnością nie jest 
bezpieczna. To jeden z powodów, dla których w Dziewięciu książętach Amberu Eryk wypalił 
Corwinowi  oczy.  Dopóki  Corwin  nie  widział,  niewiele  mógł  zrobić.  Oczywiście,  był  też 
niezwykle osłabiony, a słabość to kolejna pułapka. Gdyby Eryk nie był tak okrutny, mógłby 
wygnać Corwina do miejsca całkowicie monotonnego. Bez żadnych szczegółów, by na nich 
skupić  uwagę.  Corwin  byłby  wtedy  zmuszony  do  przemiany  z  wyobraźni,  co  jest  bardzo 
ryzykowną próbą. 

Królewska rodzina Amberu to nie jedyne osoby zdolne do wędrówki w Cieniu. Jak tłumaczy 

Merlin Billowi Rothowi (w Atutach zguby), Chaosyci po przejściu Logrusu potrafią nie tylko 
przemieszczać się między cieniami, ale też ściągać do siebie przedmioty z Cienia. Są też inne 
możliwości. Oto jego wyjaśnienia: 

„Istnieje  pewna  liczba  magicznych  istot,  takich  jak  Jednorożec,  które  mogą  zwyczajnie 

wędrować, gdzie tylko zapragną. Poza tym każdy może podążać za idącym przez Cień albo 
istotą  magiczną,  póki  nie  straci  śladu.  Coś  w  rodzaju  Thomasa  Rhymera  z  ballady.  Jeden 
chodzący przez Cień może przeprowadzić całą armię (Corwin i Bleys robią to w Dziewięciu 
książętach  Amberu).  
Są  też  mieszkańcy  rozmaitych  królestw  Cienia,  leżących  najbliżej 
Amberu  i  Chaosu.  Z  powodu  bliskiej  odległości  od  obu  ośrodków  mocy  żyją  tam  potężni 
czarnoksiężnicy.  Ci  najlepsi  dobrze  sobie  radzą,  ale  ich  wizerunki  Wzorca  i  Logrusu  są 
niedoskonałe  i  nigdy  nie  dorównują  oryginałom.  Ale  po  obu  stronach  nie  potrzeba  nawet 
inicjacji,  żeby  się  poruszać.  Złącza  Cienia  są  tam  najcieńsze.  Nawet  prowadzimy  z  nimi 
handel”. 

Jest  możliwe,  że  w  dalekiej  przeszłości  jedynymi  wędrowcami  w  Cieniu  byli  Amberyci, 

którzy przeszli Wzorzec. Jak we wszystkich światach i wszystkich cieniach, wiele się zmieniło. 

Aby zmieniać cienie szybko, Amberyta wskakuje na konia. Pędząc galopem, wybiera obiekt 

koncentracji i ogniskuje na nim swój umysł tak starannie, jak to tylko możliwe. Cień docelowy 
formuje się prędko, jednak zagrożenia są dla wędrowca ogromne. Nazywa się to piekielnym 
rajdem. 

background image

Pierwsze z nich to koń. Musi być nauczony biec równym krokiem, niezależnie od tego, co 

zobaczy, i nie dać się przestraszyć. Gwiazda Corwina jest tak wytresowany. Niewiele innych to 
potrafi. 

Drugie  niebezpieczeństwo  to  rozproszenie  uwagi.  Podczas  piekielnego  rajdu  wędrowiec 

widzi tak wiele, że tylko dzięki absolutnemu skupieniu może utrzymać się na drodze do celu. 
Kto prócz księcia Amberu potrafiłby obronić się przed rozproszeniem przez taki natłok wrażeń: 

„Silny  wiatr…  Chmury  przesłaniają  gwiazdy…  Jasne  widły  wbijają  się  w  rozszczepione 

drzewo po prawej  stronie, zmieniając je w płomień… Mrowienie… Zapach ozonu… Strugi 
wody leją się na mnie… Rząd świateł po lewej… Stuk kopyt po bruku ulicy… Zbliża się jakiś 
dziwaczny  pojazd…  Cylindryczny,  posapujący…  Wymijamy  się  nawzajem…  Ściga  mnie 
wołanie… W oświetlonym oknie twarz dziecka…” 

To prawie niemożliwe, ale udaje się Corwinowi w Dworcach Chaosu. Gdyby zatrzymał się, 

żeby sprawdzić, co to za dziecko, zostałby uwięziony w tym cieniu przynajmniej tak długo, 
dopóki  nie  spróbowałby  przemiany.  To  kosztowałoby  go  czas,  a  czas  z  kolei  mógłby  go 
kosztować życie. W okresie opisanym w Dworcach Chaosu mógł go nawet kosztować Amber. 

Aby to osiągnąć, sam piekielny jeździec musi być wyszkolony. Ponieważ dostrzega rzeczy 

szybciej,  niż  wzrok  przekazuje  obrazy,  musi  wiedzieć,  jak  podtrzymywać  wrażenie 
docelowego  cienia.  Tylko  bardzo  doświadczony  podróżnik  może  mieć  nadzieję,  że  dokona 
tego, nie pozwalając się rozproszyć wrażeniom z cieni pośrednich. 

Dla  obserwatora  piekielny  jeździec  jest  zaledwie  widmem.  Zresztą  niejedno  ziemskie 

widmo było w istocie Amberytą w trakcie piekielnego rajdu. Istnieje możliwość, że część UFO 
to  obiekty  podążające  za  Amberytami  w  piekielnym  rajdzie  przemierzającymi  Cień.  UFO 
pojawiają się, a potem znikają, jak sam piekielny jeździec. 

Jest  jeszcze  jeden  fakt  dotyczący  piekielnych  rajdów:  mają  silny  negatywny  wpływ  na 

orientację.  Tak  silny,  że  ktokolwiek  słabszy  niż  członek  królewskiego  rodu  wpadłby 
prawdopodobnie w obłęd. Z tego powodu żaden Amberytą nie próbuje pierwszego piekielnego 
rajdu bez asysty kogoś z rodziny. I nawet dla nich przeżycie to jest dokładnie tym, co sugeruje 
nazwa: przerażającym, oszałamiającym, zagrażającym zmysłom rajdem przez piekło. 

background image

S

ZTORMY CIENIA

 

 
Jest kilka sposobów sprowadzenia obiektu z Cienia do Amberu. Najprostszy, oczywiście, to 

dostarczenie przez kogoś z królewskiej rodziny. Inny, to wykorzystanie czarodzieja z któregoś 
z sąsiednich cieni albo dowolnej osoby podążającej za księciem Amberu. Jednorożec lub inna 
swobodnie  zmieniająca  cienie  istota  także  może  coś  przenieść.  I  wreszcie  istnieją  sztormy 
Cienia. 

Czym jest sztorm Cienia? Niech znowu wyjaśni to Merlin: 
„To  naturalne,  choć  niezbyt  dobrze  opisane  zjawisko.  Najlepszym  porównaniem,  jakie 

przychodzi mi do głowy, jest burza tropikalna. Jedna z teorii mówi, że ich powstawanie ma 
związek  z  częstotliwością  dudnienia  fal,  pulsujących  od  Amberu  i  Chaosu  i  kształtujących 
naturę cieni. W każdym razie, gdy taki sztorm wybuchnie, to zanim się uspokoi, potrafi ogarnąć 
sporą liczbę cieni. Czasem wyrządza wielkie szkody, czasem bardzo małe. Ale często przenosi 
ze sobą różne rzeczy”. 

Jeśli sztorm Cienia jest dostatecznie silny, może porywać nie tylko przedmioty, ale i ludzi. 

Wyobraźcie sobie, że budzicie się po przyjęciu i widzicie nad sobą pomarańczowe drzewo na 
tle jaskrawozielonego nieba, a dwa uzbrojone gryzonie kierują włócznie w wasze czoło. Jeśli to 
przeżyjecie, możecie do słownika zaproponować zupełnie nową definicję słowa „kacenjamer”. 

background image

W

ZORZEC 

A

MBERU

 

 
Wzorzec Amberu leży za ciemnymi, okutymi drzwiami w głębi Kolviru. Aby się tam dostać, 

trzeba odszukać ukryte drzwi w korytarzu wewnątrz murów zamku. Stamtąd droga prowadzi w 
dół  po  niezwykle  długich  spiralnych  schodach,  a  potem  tunelem  do  siódmego  bocznego 
przejścia. Wreszcie dociera do zamkniętych drzwi. Za nimi niepotrzebna już jest latarnia, gdyż 
Wzorzec daje dość światła. Wygląda jak skomplikowany diagram z jaskrawych linii, głównie 
krzywych,  z  kilkoma  prostymi  niedaleko  środka.  Jak  mówi  Corwin:  „Przypominał  mi 
fantastycznie  zagmatwaną,  wyolbrzymioną  wersję  jednego  z  tych  labiryntów,  po  których 
wędruje się ołówkiem (czy też długopisem), żeby znaleźć wejście lub wyjście”. Cały Wzorzec 
jest widoczny z jego obwodu, jednak pokonywać go trzeba częściami. 

„To ciężka próba, ale możliwa do przebycia, inaczej byśmy cię tu nie przyprowadzali. Idź 

bardzo wolno i nie myśl o niczym innym. Nie bój się fontanny iskier, która będzie tryskać ci 
spod  nóg  przy  każdym  kroku.  Jest  niegroźna.  Poczujesz  przebiegający  cię  lekki  prąd,  a  po 
chwili ogarnie cię radosne podniecenie. Ale nie rozpraszaj się i pamiętaj — przez cały czas 
posuwaj  się  naprzód.  Pod  żadnym  pozorem  nie  zatrzymuj  się  i  nie  schodź  z  wyznaczonej 
ścieżki, bo zginiesz”. 

Takich  instrukcji  udzielił  Corwinowi  Random.  I  chociaż  Wzorzec,  o  którym  mówił, 

znajdował  się  w  Rebmie,  wydaje  się,  że  wszystkie  Wzorce  wywierają  taki  sam  wpływ  na 
idących. 

Po pierwszym kroku błękitne iskry (w pewnych okolicznościach błękitnobiałe) obrysowują 

stopę.  Przeszywa  prąd,  po  chwili  rozlegają  się  wyraźne  trzaski  i  pojawia  się  opór.  Za 
pierwszym łukiem opór narasta. Tutaj znajduje się Pierwsza Zasłona. 

Jeśli idący zdoła ją przebić, droga staje się łatwiejsza, przynajmniej na chwilę. Jednak Druga 

Zasłona  jest  trudniejsza,  a  do  tego  czasu  całe  jestestwo  idącego  wydaje  się  zbudowane 
wyłącznie z woli. Podobnie jak wędrówki w Cieniu i atutowanie, Wzorzec wymaga niezwykłej 
siły koncentracji i skupienia. 

Za Wielkim Łukiem cała droga jest po prostu walką. Wzorzec żąda absolutnej determinacji, 

a idący niemal na każdym kroku przeżywa własną śmierć i ponowne narodziny. Jeśli jednak ma 
dostatecznie silną wolę, przedostanie się i w końcu pokona Końcową Zasłonę. 

Wtedy dociera do środka. 
Ze środka Wzorca aktem woli może się przenieść do każdego miejsca, jakie potrafi sobie 

wyobrazić.  Dowolny  cień,  dowolny  punkt  w  dowolnym  cieniu,  nawet  wybrana  komnata  w 
Zamku Amber. Może wrócić tą samą drogą, ale to nie ma sensu. Gdyby z jakichś powodów 
chciał znowu znaleźć się na początku Wzorca, wystarczy, że tego zażąda. 

Uwieńczone  sukcesem  przejście  Wzorca  nazywa  się  inicjacją.  Daje  ona  wiedzę  o 

wędrówkach w Cieniu i większe umiejętności posługiwania się Atutami. Istnieje podejrzenie, 
że dostarcza też innych mocy, jednak nie zostało to wykazane. 

Wzorzec kieruje Amberem,  a zatem i  wszystkimi cieniami, których nie opanował Chaos. 

Jedynie dzięki istnieniu Wzorca Chaos udaje się powstrzymać. 

background image

D

WORCE 

C

HAOSU I 

L

OGRUS

 

 
Dla królewskiego rodu Amberu Dworce Chaosu zawsze były nieprzyjacielem. Ich istnienie 

uważa się za rezultat  słabości  Amberu i  wszyscy wiedzą, że zawsze muszą się strzec przed 
inwazjami  Chaosu.  Jednak  dla  zwykłego  Amberyty  Dworce  są  tylko  tajemniczą  legendą. 
Nawet książęta nie do końca je rozumieją. 

Za to dla Merlina, syna Corwina, Dworce Chaosu są domem. W każdym razie jednym z 

domów.  Merlin  urodził  się  w  Chaosie  i  póki  nie  wysłuchał  opowieści  Corwina,  zamierzał 
pozostać  tam  na  zawsze.  Wtedy  jednak  zrozumiał  nagle,  że  świat  jest  większy,  niż  mu  się 
wydawało.  Podążył  śladami  ojca  i  wyruszył  do  Cienia—Ziemi.  Niewiele  mówi  o  samych 
Dworcach. Dowiadujemy się od niego tylko tego, że jest to rzeczywiste miejsce, że Chaos nie 
jest  tylko  abstrakcją.  Oczywiście,  część  tych  informacji  znana  była  już  wcześniej,  ze 
wspomnień  Corwina  z  bitwy  z  Chaosem  (zwanej  Bitwą  Skazy  Wzorca).  Jednak  z  punktu 
widzenia  Corwina  Dworce  były  dziwne  i  obce;  z  perspektywy  Merlina  przestają  być 
wcieleniem zła. 

O  ile  Amber  opiera  swe  istnienie  na  Wzorcu,  Dworce  Chaosu  istnieją  poprzez  Logrus. 

Zgodnie ze swoją naturą Logrus nie jest ustalony. Bardziej przypomina labirynt, który zmienia 
się w sposób nieprzewidywalny i niebezpieczny. Przejście go łączy się głównie z wysiłkiem, by 
zachować zdrowe zmysły. Po inicjacji moc pozostaje w tym, kto pokonał Logrus. 

Aby  jej  użyć,  należy  skoncentrować  się  na  kształcie  Logrusu,  a  raczej  na  jego 

bezkształtności. Kiedy Logrus zostanie przywołany, można go wykorzystać na wiele różnych 
sposobów, zależnie od sytuacji. W Krwi Amberu Merlin używa wzroku Logrusu, by odszukać 
ukryte drzwi, po czym otwiera je z pomocą logrusowych kończyn. Jego opis pozwala sobie 
wyobrazić, czym jest moc Logrusu: 

„Głębiej wkręciłem dłonie w sieć Logrusu, aż jej gałęzie przylegały jak wąskie rękawice; w 

miejscach,  gdzie  sięgała  ich  moc,  były  twardsze  niż  stal  i  bardziej  czułe  niż  język… 
Przywołałem więcej mocy z jądra Logrusu, który pływał jak widmo wewnątrz mnie i przede 
mną. Wlałem tę moc w rękawice, a wzorzec Logrusu zmienił się znowu”. 

Wzorzec Amberu jest drogą do własnego centrum, ale Logrus Chaosu jest żywy, wirujący i 

wiecznie zmienny. Wzorzec ogniskuje moc, ale Logrus moc poszerza. Jeśli Wzorzec ulegnie 
zmianie, zmieni się Amber, ale zmiana jest podstawową cechą charakteryzującą Logrus. Pod 
wieloma względami Logrus wydaje się potężniejszy, bardziej użyteczny i o wiele łatwiej się 
adaptujący od Wzorca. Czy jest więc dziwne, że Amber lęka się Chaosu? 

background image

K

LEJNOT WSZECHMOCY

 

 
Jako własność Jednorożca, Klejnot Wszechmocy należy oficjalnie do króla Amberu. Eryk 

przed śmiercią przekazał go Corwinowi, a w końcu Jednorożec wręczył Randomowi. Random 
wciąż go posiada. 

Klejnot  to  ogromny  rubin  w  złotej  oprawie,  zwisający  na  złotym  łańcuszku  z  szyi 

posiadacza. Używanie go wymaga wcześniej zestrojenia. Oznacza to przeniesienie Klejnotu na 
środek Wzorca, potem spojrzenie na niego i próbę projekcji własnej jaźni do jego wnętrza. Po 
zestrojeniu posiadacz wie już, jak go używać. 

Najbardziej  widocznym  przejawem  mocy  Klejnotu  jest  panowanie  nad  pogodą.  I  jak  się 

zdaje, tylko z tej możliwości korzystał Eryk. Niemal równie oczywisty jest fakt, że Klejnotu nie 
powinno się nosić zbyt długo ani używać zbyt często. Pochłania on siłę i moc posiadacza, jako 
że podwyższa poziom jego percepcji. A podwyższona percepcja wymaga energii. 

Posiadacz szybko odkrywa, że wszystko wokół niego wydaje się zwalniać. Klejnot przenosi 

go do granic jego istnienia, a w trakcie tego procesu niszczy jego energię. Posiadacz zginie, 
chyba że podda własne życie Wzorcowi, który jest wewnątrz Klejnotu. 

Prawdziwy  Pierwotny  Wzorzec  to  właśnie  ten,  który  istnieje  we  wnętrzu  Klejnotu 

Wszechmocy. Dworkin wykreślił Wzorzec na podstawie Klejnotu, i Klejnot wciąż go zawiera. 
Z tego powodu jedynie Klejnot może naprawić uszkodzenie Wzorca i tylko z pomocą Klejnotu 
można wytyczyć nowy Wzorzec. Jednak stworzenie nowego Wzorca, o czym przekonali się 
Brand  i  Corwin,  jest  aktem  równie  mitologicznej  natury,  jak  stworzenie  przez  Dworkina 
oryginału. Jest tak ekscytujące, tak cudowne i tak przerażające, jak wszelkie rzeczy pradawne. 

background image

D

WORKIN

 

 
Garbaty Dworkin wzrostu półtora metra, z długimi i gęstymi włosami i brodą, należy do 

najbardziej fascynujących postaci w Amberze. Urodzony w Chaosie, uciekł stamtąd i przybył 
do Amberu. Tu spotkał Jednorożca i rozmawiał z nim. W klejnocie zawieszonym na jego szyi 
— tym samym, który potem nazwano Klejnotem Wszechmocy — Dworkin dostrzegł Wzorzec 
i zrozumiał, że zdoła on ochronić Porządek przed Chaosem. Własną krwią wykreślił Pierwotny 
Wzorzec Amberu. Pod wieloma względami zatem Dworkin i Wzorzec są jednym. 

„Jestem  Wzorcem.  W  bardzo  dosłownym  sensie.  Przechodząc  przez  mój  umysł  w  celu 

zyskania formy, jaką ma teraz: formy fundamentu Amberu, naznaczył mnie równie mocno, jak 
ja naznaczyłem jego. Pewnego dnia zrozumiałem, że jestem równocześnie Wzorcem i sobą, a 
on, w procesie stwarzania tożsamości, musiał  stać się Dworkinem. W trakcie narodzin  tego 
miejsca i czasu nastąpiły wzajemne modyfikacje i w tym kryje się nasza słabość, podobnie jak 
nasza siła. Pojąłem bowiem, że uszkodzenie Wzorca i mnie wyrządzi szkodę, a rana mi zadana 
odbije  się  we  Wzorcu.  Jednak  w  rzeczywistości  nie  można  mnie  było  zranić,  gdyż  byłem 
chroniony  przez  Wzorzec.  A  kto  prócz  mnie  mógłby  uszkodzić  Wzorzec?  Sądziłem,  że  to 
przepiękny system zamknięty, którego słabe punkty są całkowicie chronione”. 

Mylił się. Jego krew mogła uszkodzić Wzorzec. Podobnie, jak się później okazało, krew 

jego potomków. A właśnie jego potomkiem był Oberon. I tak zrodził się zasadniczy konflikt, 
wokół którego toczy się historia Corwina. Dworkin, przynajmniej dla przeciętnego Amberyty, 
jest  postacią  mitologiczną.  Nawet  rodzina  królewska  nie  wiedziała,  że  jeszcze  żyje,  dopóki 
przypadkiem nie uwolnił  z lochów Corwina. Większość uważa  go za obłąkanego, ponieważ 
jego umysł pracuje i działa na poziomie Pierwotnego Wzorca. Dla Chaosu, skąd uciekł, jest 
postacią sataniczną, podczas gdy w Am—berze uznaje się go niemal za boga. A jednak mity 
Amberu  rzadko  o  nim  wspominają  —  tyle  tylko,  że  był  boskim  szaleńcem,  który  stworzył 
Księgę Jednorożca. Nie dodają, że stworzył także Wzorzec. Według ogólnych norm, a nawet 
według norm królewskiej rodziny Amberu, Dworkin jest szalony. Ale ponieważ jest Wzorcem, 
a Wzorzec reprezentuje Porządek, być może Dworkin ma umysł najzdrowszy ze wszystkich. 

background image

R

EBMA I 

T

IR

–N

N

OG

TH

 

 
Trzydzieści  kilometrów  na  południe  od  Kolviru,  na  dnie  morza  trwa  doskonałe  odbicie 

Amberu. Widmowe miasto Rebma jest lustrzanym obrazem Amberu, jak to sugeruje nawet jej 
nazwa. Sam Wzorzec odbija się tutaj, jako że Wzorzec z Rebmy posiada moc oryginału. 

Aby się tam dostać, należy zstąpić po Faiella–bionin, schodach do Rebmy. Prowadzą pod 

wodę, gdzie normalny, oddychający powietrzem Amberyta może oddychać nadal, dopóki nie 
zejdzie ze stopni. Głęboko w dole na filarze płonie pochodnia i wskazuje drogę do złotych bram 
Rebmy. 

Mieszkańcy miasta mają włosy zielone, fioletowe, czarne, rzadziej w innych kolorach, oczy 

zaś zielone. Ich budynki także pomalowane są jaskrawo, oświetlone pochodniami podobnymi 
do tej, która rozjaśnia schody. Kolumny z pochodniami stoją po obu stronach szerokiej alei 
prowadzącej  do  pałacu,  dokładnego  wizerunku  Zamku  Amber.  Tutaj  w  szklistej  komnacie 
zasiada na tronie Moire. Pod pałacem, u stóp jeszcze dłuższych schodów, leży kopia Wzorca 
Amberu. Ten Wzorzec przeszedł Corwin, by odzyskać pamięć. W wyniku tej samej wizyty w 
Rebmie Random zdobył żonę, Vialle. Opuściła rodzinny dom, by zostać królową Amberu. Jest 
też  inne  widmowe  miasto,  w  którym  odbija  się  splendor  Amberu.  Księżycową  nocą  Tir–na 
Nog’th wyrasta wysoko ponad szczytem Kolviru. Pojawia się jako niewyraźny obłok na niebie, 
a  kiedy  przebijają  go  promienie  księżycowego  światła,  a  obserwator  koncentruje  uwagę,  w 
obłoku materializuje się falujące, rzeczywiste miasto. Aby dotrzeć tam z Kolviru, potrzebne są 
siła i zdrowy, spokojny umysł. 

„Przybyłem do miejsca, gdzie duchy bawią się w duchy, gdzie wróżby, znaki, zapowiedzi i 

ożywione pragnienia spacerują po nocnych alejach i wysokich salach pałacu Amberu na niebie, 
Tir–na  Nog’th…”  To  słowa  Corwina,  budzące  lęk  i  przywołujące  szaleństwo.  Później,  na 
stopniach: „Gdybym zechciał, kilka kroków posłałoby mnie tym niebiańskim eskalatorem do 
miejsca, gdzie sny stają się rzeczywistością, gdzie spacerują neurozy i wątpliwe proroctwa, do 
księżycowego  miasta  dwuznacznego  spełniania  życzeń,  zwichrowanego  czasu  i  bladego 
piękna”. 

Do Tir–na Nog’th można się dostać jedynie z najwyższej grani Kolviru. Znajduje się tam 

skalna formacja przypominająca trzy stopnie. Jeśli Amberyta znajdzie się tam w odpowiednim 
czasie,  zobaczy,  że  pojawiają  się  schody  prowadzące  w  niebo,  ku  lśniącemu,  migoczącemu 
miastu.  Wstępuje  na  schody  i  rusza  w  górę,  zawsze  pamiętając,  by  nie  przyglądać  się  zbyt 
uważnie  żadnemu  ze  stopni,  te  bowiem  tracą  wtedy  swą  nieprzejrzystość  i  odsłaniają 
przerażającą otchłań i daleką ziemię w dole. 

Schody są długie, tak długie jak te do Rebmy czy te w zboczu Kolviru, wiodące do Amberu. 

Samo miasto jest rzeczywiste, ale sprawia wrażenie nierealnego. W pałacu jest tron, na tronie 
zasiada monarcha. Wszystko jest zniekształcone i wszystko wydaje się iluzoryczne. Wzorzec 
Tir–na Nog’th jest kopią Wzorca Amberu, choć ma inne kolory: jest srebrzystobiały i brakuje 
mu  błękitnego  odcienia  oryginału.  Z  powodu  zniekształcającego  efektu  Tir–na  Nog’th, 
Wzorzec  zakrzywia  perspektywę.  Po  jego  powierzchni  zdają  się  płynąć  zwężenia  i 
rozszerzenia. Amberyta przechodzący ten Wzorzec zawsze czułby się nieco zdezorientowany. 
Z tego względu przejście jest wysoce niebezpieczne. 

background image

L

ATARNIA MORSKA W 

C

ABRZE

 

 
Na  maleńkiej,  skalistej  wysepce  Cabra  stoi  wysoka,  szara  morska  latarnia.  Pod  opieką 

Jopina,  starego,  przygarbionego,  brodatego  latarnika  od  wielu  lat  kieruje  statki  do  portu  w 
Amberze. Długie, kamienne stopnie prowadzą z niewielkiego nabrzeża do drzwi w zachodniej 
ścianie budynku latarni. Pomieszczenia pełne są marynarskiego sprzętu, map, whisky i książek. 
Odkąd Corwin wybrał Cabrę za cel swej ucieczki z lochów, latarnia morska stała się sławna. 
Dla Jopina oznacza to więcej odwiedzających, a jest człowiekiem, który woli samotność. 

background image

L

AS 

A

RDENSKI I 

P

IEKIELNE 

O

GARY

 

 
Jeśli  Amber  jest  pierwszym  ze  światów,  to  Arden  jest  pierwszym  ze  wszystkich  lasów. 

Oszałamiająco  piękne,  rosną  tu  drzewa  wielu  gatunków,  od  sosen  przez  klony  po  dęby,  a 
wszystkie  wznoszą  się  majestatycznie  i  wszystkie  witają  tylko  tych  gości,  którzy  się  im 
spodobają.  Jako  młody  chłopak  Corwin  spędzał  w  lesie  długie  godziny,  nawet  dni.  Istnieje 
podejrzenie, że ukrywa się tam teraz. Jednak las jest domeną Juliana — od dnia, kiedy Eryk mu 
go powierzył, krótko przed powrotem z Cienia–Ziemi Corwina po wieloletniej amnezji. Pod 
opieką Juliana są także piekielne ogary, upiorne, demoniczne półwilki. Zanim je wytresował, 
zginął niemal od ich ataków. Należą do niego, ale im nie ufa. Podobnie jak on sam, są po prostu 
zbyt niebezpieczne. 

background image

K

ULTURA 

A

MBERU

 

background image

S

ZTUKA

 

 
Jak  we  wszystkich  kulturach,  także  w  Amberze  rozwija  się  sztuka  i  pracują  artyści. 

Malarstwo, rzeźba, tkactwo, taniec, muzyka, teatr i literatura mają swoje miejsce i starają się 
zapłodnić i przedstawić kulturę jako całość. 

Jak w naszym świecie okresu Renesansu, istnieje podział na sztukę religijną i świecką. Pod 

władzą  Oberona  szczególnie  kwitła  religijna,  a  to  ze  względu  na  silne  powiązania  króla  z 
kultem Jednorożca. Po jego śmierci artyści zaczęli swobodniej eksperymentować, powstały też 
pierwsze  satyry.  Ponieważ  sukcesja  tronu  zawsze  była  kwestią  wątpliwą,  poeci  i  śpiewacy 
wykpiwali  kolejnych  potencjalnych  władców.  Szczególnie  miażdżące  były  piosenki  i 
opowieści dotyczące Flory. 

Bezkrólewie — okres między panowaniem Oberona i Randoma — było też czasem, kiedy 

szczególnie  wyraźnie  rozwinęła  się  tragedia.  Jednym  z  powodów  był  niewątpliwie  los 
Corwina. Eryk zakazał tragikom pisać o nim wprost, tworzyli więc sztuki o władcach przed 
Oberonem albo o królach z dalekich cieni. Czasami alegoria była tylko lekko zamaskowana. 

Po  śmierci  Eryka  Benedykt  zamówił  kilka  dzieł  poświęconych  temu  wydarzeniu.  Dwa 

wielkie obrazy wiszą teraz w teatrze publicznym, a duży gobelin trafił do zamku. Dodatkowo 
zamówił  także  Tragedię  i  Pantomimę  (forma  sztuki  ulubiona  wśród  szlachty  Amberu).  Oba 
dzieła są na najlepszej drodze, by stać się klasyką. 

To  dziwne,  ale  sztuka  Amberu  przejawia  skłonności  do  nieuporządkowania.  Można  by 

przypuszczać, że wobec mitologii walki z Chaosem sztuka stanie się mocno sformalizowana, 
tymczasem jednak zdarzyło się coś przeciwnego. Dramat często bywa improwizacją, w muzyce 
widoczna jest nieobecność struktur rytmicznych, a nawet martwa natura w malarstwie usiłuje 
zawrzeć elementy dezorientujące. 

Za  model  dla  sztuki  Amberu  wydaje  się  wręcz  służyć  piekielny  rajd.  Pod  panowaniem 

Randoma, który popiera twórczość artystyczną, w sztukach wizualnych pojawiły się elementy 
abstrakcjonizmu,  do  muzyki  zaś  wkroczyła  atonalność.  W  niedawno  wystawianej  sztuce 
dwóch aktorów przez dwie godziny siedzi na scenie, nie poruszając się i nie mówiąc ani słowa. 
Sztuka nosi nieunikniony zapewne tytuł Rozmowa z dwoma Chaosytami. 

To jednak dzieła ambitne, natomiast masy mają nieco inne gusta. We wszystkich formach 

sztuki  świeckiej  dominującym  elementem  jest  karnawał.  Artyści  skupiają  się  na  zwykłych 
ludziach  podczas  święta  —  ludziach,  którzy  śpiewają,  piją,  śmieją  się  i  płaczą.  Często  na 
obrazach  widoczny  jest  w  dali  Zamek  Amber  ze  słońcem  błyszczącym  na  jego  złocistych 
ścianach.  W  dziełach  prześmiewczych  zamek  stoi  często  dachem  w  dół.  Pewien  niesławnej 
pamięci obraz, którego autora nigdy nie udało się zidentyfikować, przedstawiał w niezwykle 
zmysłowym uniesieniu Florę i Jednorożca. Flora osobiście rozkazała go spalić. 

Istnieje  również  dworska  literatura,  taniec  i  muzyka.  Random  zapoczątkował  nawet 

teatralne Festiwale Królewskie. Aktualny Bard Amberu — odpowiednik brytyjskiego Laureata 
Poezji — w chwilach wolnych od pisania epopei o śmierci Eryka pracuje z dworskimi błaznami 
nad poematami komicznymi. Krążą pogłoski, że w dalekim cieniu pewien poeta próbuje spisać 
opowieść  Corwina,  jednak  jak  dotąd  żaden  z  twórców  w  Amberze  nie  zmierzył  się  z  tak 
rozległym tematem. 

Sztuka religijna istnieje nadal, choć jej wpływy maleją. Wizerunki Jednorożca zawsze są 

„odpowiednim dziełem”, a najlepsi twórcy starają się przedstawić Oberona w bitwie. Podobno 
poeta starszego pokolenia kończy wielkie dzieło o utracie przez Amber niewinności. Łączy ten 
fakt  z  wędrówkami  w  Cieniu  i  przekonuje,  że  ucząc  się  podróżować  po  cieniach,  Oberon 
otworzył drogę do Chaosu. Jednak poeta ów jest niewidomy i prawdopodobnie umrze, zanim 
zakończy  swój  poemat.  Największym  dziełem  literackim  Amberu  jest  Księga  Jednorożca. 
Spisana  jakoby  przez  Dworkina  po  rozmowie  z  Jednorożcem,  przedstawia  syntezę 

background image

podstawowych  mitów  starożytnego  Amberu,  podobnie  jak  Homer  opisuje  mity  starożytnej 
Grecji. Księga Jednorożca jest dla sztuki Amberu tym, czym Iliada, Odyseja Biblia dla sztuki 
europejskiej. Inaczej mówiąc, tkwi u korzeni wszystkiego. Naturalnie, pewne prądy w sztuce 
docierają do Amberu także z Cienia. Wielu członków królewskiego rodu przywoziło z wypraw 
rozmaite  dzieła  i  chociaż  zakazują  Amberytom  spoglądania  na  nie,  opisy  zdołały  jakoś 
przedostać się do ludzi. Ich wpływ prawdopodobnie uczynił sztukę Amberu jeszcze bardziej 
chaotyczną, niż była przedtem. 

background image

P

RZESTĘPCZOŚĆ I WYMIAR SPRAWIEDLIWOŚCI

 

 
Mieszkańcy Amberu chronieni są kodeksem praw cywilnych, kodeksem praw karnych i — 

przynajmniej  arystokracja  —  prawami  rodowymi.  Król  jest  najwyższym  autorytetem  w 
kwestiach  prawnych,  chociaż  starszy  nurt  filozofii  ostateczną  decyzję  pozostawia 
Jednorożcowi. 

Wprawdzie rodzina królewska formalnie podlega wszystkim kodeksom, praktycznie jednak 

stoi ponad prawem. Nie zdarzyło się jeszcze, żeby stawali przed sądem, choć teoretycznie to 
możliwe. Krążą opowieści o pewnym arystokracie, który zamierzał wnieść oskarżenie przeciw 
Oberonowi  o  zabójstwo  swej  żony,  jednak  podobno  zmarł,  zanim  doszło  do  rozprawy.  Nie 
przetrwały żadne akta tego oskarżenia, więc cała historia jest zapewne apokryfem. 

Ponieważ król jest władcą absolutnym, nie może zostać pozbawiony tronu, chyba że siłą 

(albo w wyniku abdykacji). Praktycznie rzecz biorąc pozostała część rodziny mogłaby się go 
pozbyć, ale rezultatem byłaby prawdopodobnie wojna domowa. Żaden król nie stracił jeszcze 
tronu. 

Oprócz praw cywilnych, karnych i rodowych dostępna jest jeszcze czwarta opcja prawna. 

Osobista  wendeta  od  wieków  była  w  królewskiej  rodzinie  usankcjonowaną  metodą 
rozwiązywania sporów. System ten dotarł również do szlachty i jeszcze niżej. Wśród obywateli 
wendeta  kończąca  się  śmiercią  jest  oficjalnie  zakazana,  jednak  zabójstwo  popełnione  pod 
pretekstem wendety zawsze jest traktowane łagodniej niż zwykłe morderstwo. 

Procesy  odbywają  się  jedynie  w  sprawach  przeciwko  szlachcie.  Nieszlachtę  karze  się  na 

miejscu, a jeśli  popełniono przestępstwo przeciwko szlachcicowi,  zwykle on sam  wymierza 
sprawiedliwość.  Pod  rządami  Randoma  zakazane  są  publiczne  tortury,  jednak  publiczne 
egzekucje  wciąż  zdarzają  się  często.  Lżejsze  kary  obejmują  zakres  od  grzywny  aż  do 
niewolniczej służby u szlachcica do końca swoich dni. 

background image

M

AGIA

 

 
W granicach Amberu i królestw ościennych istnieją liczne typy magii. Niektórzy praktykują 

magię prostą, szamanistyczną — szczególnie mieszkańcy słabo zaludnionych obszarów. Pełną 
magię rytualną spotyka się głównie w miastach. Drobne czary są wszechobecne i właściwie nie 
są  już  uważane  za  działania  magiczne.  Na  przykład  kucharze  Zamku  Amber  znają  zaklęcie 
chroniące mięso przed zepsuciem. To jednak jest granica ich magicznych umiejętności. 

Duża  część  magicznych  oddziaływań  przypisywana  jest  wpływom  Jednorożca.  Podobnie 

jak  smoki  i  manticory,  Jednorożec  jest  istotą  magiczną,  zdolną  dowolnie  i  bez  wysiłku 
przemierzać Cień. Podobno przynosi z sobą energie, pozwalające na tworzenie nowych zaklęć i 
sztuk. 

Sam  Zamek  Amber  jest  częściowo  osłaniany  systemem  osadzonych  na  murach 

czarodziejskich  klejnotów.  Uruchamiane  Klejnotem  Wszechmocy,  tworzą  magiczne  pole 
ochronne.  Wprawdzie  pole  to  nie  ustrzeże  przed  długotrwałymi  atakami,  pomaga  jednak 
wypełniać luki w miejscach, gdzie zabrakło obrońców. Naturalnie, najbardziej użyteczne bywa 
w przypadku oblężenia. 

Oczywiście,  królewska  rodzina  także  uważana  jest  za  czarodziejów.  Wobec  ich 

umiejętności wędrówki w cieniach, korzystania z Atutów, spotkań z Jednorożcem i wspinaczki 
do Tir–na Nog’th, przeciętny Amberyta widzi w nich istoty magiczne. Tajemnica otaczająca 
ich zdolności jest przynajmniej w części źródłem ich półboskiej reputacji. 

background image

R

ELIGIA I MITOLOGIA

 

P

IERWSZEŃSTWO 

A

MBERU

 

 
Wszystkie mity Amberu i  wszystkie wierzenia religijne oparte są na uznaniu  Amberu za 

pierwotny.  W  pewnych  wersjach  mitologii  Amber  jest  pierwszym  cieniem,  w  innych  rzuca 
pierwszy  cień,  a  sam  cieniem  nie  jest.  Rozróżnienie  między  Amberem  jako  „pierwszym 
miejscem” i „pierwszym cieniem” doprowadziło do rozbicia między różnymi wyznaniami w 
samym  mieście.  Jedyne,  co  zapobiega  wojnie  religijnej,  to  dominacja  państwowej  religii 
Jednorożca. Według tej religii Jednorożec jest Pierwszą Przyczyną i z Niego zrodził się Amber. 
Ten fundamentalny mit pierwszeństwa był powodem nadzwyczajnego zaskoczenia Corwina po 
odkryciu  Wzorca,  który  panuje  nawet  nad  Wzorcem  Amberu.  Corwin  wychowany  był  w 
wierze,  że  Amber  jest  absolutny.  Ciąg  wydarzeń  opisanych  w  Znaku  Jednorożca,  Ręce 
Oberona  
i  Dworcach  Chaosu  rozbił  jego  głęboko  zakorzenione  wyobrażenie  o  istocie 
rzeczywistości. Niektórzy spekulują nawet, że potem zniknął, ponieważ obawiał się o własny 
umysł. 

background image

W

OJNA Z 

C

HAOSEM

 

 
O ile Amber tkwi na jednym krańcu i uważa się za świat pierwotny, Chaos strzeże drugiego 

wierząc, że nieuniknione jest nadejście jego panowania. Konflikt między nimi nie kończy się 
nigdy, nawet jeśli nie trwa akurat wojna. Sercem tego konfliktu jest strach. Amber opiera się na 
zasadach: przyczyny i skutku, porządku, hierarchii i prawa. Chaos, jak sugeruje jego nazwa, 
opiera się na ich braku.  Oczywiście niemożliwe  jest współistnienie Amberu  i  Chaosu. Tam 
gdzie  Amber  jest  silny,  Chaos  jest  słaby,  prawdziwe  jest  też  twierdzenie  odwrotne.  Jeśli 
spojrzeć  na  ten  konflikt  z  punktu  widzenia  dwudziestowiecznej  nauki,  Amber  widzi  siebie 
pogrążonego  w  ciągłej  walce  z  entropią  —  z  rozproszeniem  energii.  Drugie  prawo 
termodynamiki  stwierdza,  że  entropia  musi  w  końcu  zwyciężyć;  dlatego  wszystkie  systemy 
uporządkowane kiedyś upadną. W swojej  mitologii Amber występuje zatem jako ten, który 
strzeże przed takim upadkiem. I obawia się rozszerzenia wpływów Chaosu. Prawdopodobnie to 
właśnie jest sensem mitu Jednorożca. Ta istota z legend pochodzi z przeszłości, kiedy Chaos 
był  słaby.  A  same  legendy  dodają  odwagi,  ukazując  pierwotny  porządek.  Jednorożec 
reprezentuje to, co zaprzecza Chaosowi. 

background image

R

ODZINA KRÓLEWSKA

:

 BOGOWIE

,

 HEROSI

,

 WŁADCY

 

 
Większość  obywateli  Amberu  postrzega  swoich  władców  w  równej  mierze  jako 

opiekuńczych i przerażających. Rodzina królewska dba o swoich poddanych — Amber nie jest 
demokracją — ale ich tajemnicze moce przekraczają zdolność pojmowania. Wystarczy dodać 
do tego plotki o grozie panującej na dworze i długotrwałych, nie wyjaśnionych zniknięciach 
niektórych królewskich faworytów, a powszechny lęk staje się łatwo zrozumiały. 

Corwin,  na  przykład,  zniknął  na  wiele  lat.  Tak  wiele,  że  spora  część  jego  najbardziej 

oddanych  zwolenników  umarła,  próbując  przed  śmiercią  zaszczepić  lojalność  wobec  niego 
swoim potomkom. Zanim pojawił się znowu, ci potomkowie także powymierali, pozostali zaś 
zmienili  poglądy.  Corwin  przecież  miał  nawet  grobowiec.  Dla  dworu  powrót  Corwina  był 
zdarzeniem dobrym bądź niewygodnym; dla ludności był po prostu cudem. 

Królewska  rodzina  dokonuje  wielu  innych  niezwykłych  czynów.  Rozmawiają  z  kartami, 

czasami  w  nich  znikają,  odjeżdżają  na  długi  czas  i  powracają  z  niezwykle  dziwacznymi 
osobami i przedmiotami, mówią o światach, które w żaden sposób nie mogą istnieć, a nawet 
wydają się nie podlegać władzy śmierci. 

Z  tych  właśnie  powodów  mieszkańcy  Amber  widzą  w  królewskiej  rodzinie  nie  tylko 

władców,  ale  także  herosów  i  bogów.  Oficjalnie  są  śmiertelni,  ale  wieści  o  ich  śmierci 
traktowane  są  jak  zwykłe  plotki.  Ich  bojowe  wyczyny  czynią  z  nich  bohaterów,  zwłaszcza 
kiedy ratują Amber. A ich moc przydaje im aury boskości, nawet jeśli oficjalnie jej zaprzeczają. 

background image

J

EDNOROŻEC I RELIGIA 

J

EDNOROŻCA

 

 
Piękny,  tajemniczy,  źródło  pogłosek  i  legend,  Jednorożec  jest  główną  postacią  religii  i 

mitologii  Amberu.  Jest  Amberu  Pierwszą  Przyczyną,  a  także  rodzajem  świętego  patrona. 
Wszystko w Amberze bierze swoje początki od Jednorożca, ponieważ Jednorożec bierze swe 
początki z Wzorca. 

Tak przynajmniej głosi wersja oficjalna. W rzeczywistości mit Jednorożca jest stosunkowo 

świeży. Oberon zobaczył go i wykorzystał jako zasadniczy symbol Amberu. Czy inne mity są 
prawdziwe, nie ma większego znaczenia. Początki Oberona same są częścią amberowskiego 
systemu mitów. 

W  sercu  mitu  Jednorożca  tkwi  Księga  Jednorożca.  Przypisywana  Dworkinowi,  definiuje 

konkretne mity. Tłumaczenia ze starożytnego thari spotyka się obecnie w wielu świątyniach. 

Mitologicznie,  Jednorożec  jednoczy  Amber.  Praktycznie,  tworzy  podstawę  państwowej 

religii. 

Religią państwową jest właśnie kult Jednorożca. Inne wyznania są dozwolone, lecz to jest 

oficjalne. Religia ta nie jest bynajmniej jednolita; ma wiele odłamów i liczne sekty. 

Warianty kultu biorą swój początek w sposobie powstania konkretnej świątyni. Zasadniczo 

wznosi się je w miejscach, gdzie spotkano Jednorożca. Widzenie Go uznawane jest za cud, a 
osoba, która Go zobaczyła, pomaga wznieść świątynię. Same świątynie to zwykle niewielkie, 
otwarte miejsca modlitwy. Ludzie sami decydują, które widzenie uznają za ważniejsze, czy też 
w które zechcą uwierzyć. 

Kapłani Jednorożca odprawiają w świątyniach ceremonie religijne. Ich szaty wskazują na 

związek z miejscem, gdzie widziano Jednorożca, a modły mają za zadanie skłonić Go, by tam 
powrócił. Wierzy się, naturalnie, że w czasie ceremonii Jednorożec przebywa w świątyni. 

Dni  Jednorożca  (czyli  święta)  powiązane  są  z  konkretnymi  świątyniami.  Nie  ma 

państwowych  dni  Jednorożca  —  z  jednym  wyjątkiem:  w  wigilię  letniego  przesilenia  lud 
Amberu wychodzi na ulice, ucztuje, tańczy, bawi się i śpiewa. Legenda głosi, że w tę noc, w 
okrytej mgłą przeszłości, Dworkin rozmawiał z Jednorożcem. Rezultatem tego spotkania była 
Księga Jednorożca. 

Ponieważ  liczba  wyznawców  poszczególnych  odłamów  jest  niewielka,  żadna  religia  — 

czyli  wariant  Jednorożca  —  nie  ma  politycznych  wpływów.  Co  przypadkiem  zadowala 
królewską rodzinę. 

background image

F

LORA I FAUNA

 

 
Ponieważ miasto Amber wcięte jest w zbocze Kolviru, najbliższa okolica jest naturalnym 

nieskalanym  ekosystemem  górskim.  Niektóre  części  gór  porastają  gęste  lasy,  gdy  inne, 
zwłaszcza  wyżej  położone,  są  bardziej  ubogie  w  roślinność.  Wody  nie  brakuje;  pochodzi  z 
niezliczonych źródeł na stokach góry, jednak żadna większa rzeka nie spływa z Kolviru. 

Dwa  podstawowe  gatunki  drzew  iglastych  przypominają  sosny  ponderosa  i  srebrzyste 

świerki  z  Cienia–Ziemi.  W  niżej  położonych  terenach  spotyka  się  z  rzadka  kępy  drzew 
liściastych,  jednak  te  wyrastają  do  okazałych  rozmiarów  dopiero  w  centralnych  partiach 
Ardeńskiego Lasu. Jesienią ich liście stają się raczej złote niż czerwone; o drzewie całkowicie 
złotym mówi się, że nosi koronę Amberu. Przez całe wieki pieśni i wiersze wykorzystywały tę 
dość oczywistą analogię. 

Gatunki zwierzęce także są typowe dla środowiska górskiego. Oprócz jednak zwyczajnych 

okazów  Amber  może  się  pochwalić  (a  często  przeklinać)  całą  grupą  niezwykłych  zwierząt. 
Istnieją smoki rozmaitej wielkości i temperamentu, choć żaden nie jest wielki i tylko nieliczne 
są niebezpieczne. Krążą pogłoski o stworzeniu podobnym do harpii, jednak obecnie niewielu 
Amberytów  ośmiela  się  twierdzić,  że  ją  widziało.  W  górach  można  spotkać  grube  węże 
obdarzone barwnym upierzeniem i te często bywają jadowite. 

Wiele groźnych bestii żyje w Ardeńskim Lesie. Zdarzają się tu ogromne wilki, spotyka się 

też  tygrysy  w  zielone  pasy.  Śmiertelnie  jadowite  pierzaste  węże  pełzają  między  drzewami, 
doskonale zamaskowane barwą piór. A nocą wychodzą na łowy bezskrzydłe manticory. 

Groźne  bywają  nawet  zwierzęta  o  wyglądzie  pokojowych  pieszczoszków.  Wielu 

podróżnych widziało niewielkie — rozmiaru królika — stworzenia o śnieżnobiałym futerku, 
spokojnie pożywiające się trawą czy opadłymi liśćmi. Oczarowani, podchodzili ostrożnie, brali 
zwierzątka na ręce i w jednej chwili ostre zęby wstrzykiwały im w żyły truciznę. Zanim zdążyli 
strząsnąć z siebie napastnika, czuli już drętwienie ramion. Jeśli mieli szczęście, udało im się 
dotrzeć do zielarza. Jeśli nie, ginęli. Stworzenia te spotykane są niezbyt często, lecz ich zła 
sława sięga daleko. 

Najbardziej  fascynującym  stworzeniem  morskim  jest  człekopodobna  ryba.  Nie  jest  to 

syrena, a raczej w pełni uformowany człowiek pokryty częściowo skórą, częściowo łuską. Ten 
ziemnowodny stwór (nie potrafi przeżyć dłuższego czasu na lądzie) jest półinteligentny. Łatwo 
daje  się  oswoić  i  był  wykorzystywany  do  przesyłania  wiadomości  i  do  walki  w  bitwach 
morskich. Random zaczął także korzystać z ich usług jako szpiegów. 

Dwa najbardziej pospolite zwierzęta w Amberze to konie i koty. Konie przybyły zapewne z 

Cienia  w  odległych  epokach  i  używane  są  wyłącznie  do  transportu.  Koty  są  mieszanego 
pochodzenia. Wiele ras sprowadzono z Cienia, ale niektóre mają czysto amberowskie korzenie. 
Powszechnie krzyżowano kocie rasy i teraz nie da się określić, która jest która. Bywają okresy, 
że pogłowie kotów osiąga poziom krytyczny i konieczna jest ich eksterminacja. 

Ze  względu  na  możliwość  wędrówek  w  Cieniu,  w  Amberze  częściej  niż  gdzie  indziej 

spotyka  się  niezwykłe,  unikalne  kreatury.  We  wszystkich  przypadkach  pochodzą  z  Cienia  i 
docierają tu albo z armią, albo z zaklęciem czarodzieja, albo na skrzydłach sztormu Cienia. 
Niektóre,  jak  manticora  czy  Jednorożec,  są  istotami  magicznymi  i  samodzielnie  pokonują 
granice cieni. 

background image

W

YMIANA HANDLOWA

 

 
Choć niezwykły pod każdym niemal względem, Amber jest całkowicie typowy w zakresie 

handlu.  Najczęściej  i  w  największym  zakresie  prowadzi  wymianę  z  królestwami  Złotego 
Kręgu. Specjalnie dla nich powstała nawet standardowa umowa handlowa. 

Amber handluje takie z pobliskimi cieniami. W tym przypadku również towary są całkiem 

zwyczajne — z wyjątkiem pewnych egzotycznych przypraw, win i tkanin. Tego typu wymiana 
wymaga  krótkich  podróży  w  Cieniu,  którymi  zajmuje  się  odpowiednik  ministra  handlu. 
Urzędnik ten zostaje przeszkolony osobiście przez króla i kupcy podążają jego śladem. 

W  Amberze  spotkać  można  przedstawicieli  tych  samych  zawodów,  co  w  każdym 

zamożniejszym mieście Średniowiecza czy wczesnego Renesansu na Cieniu–Ziemi. Jedynym 
wyjątkiem są lekarze chorego umysłu, leczący głównie ludzi, którzy nieświadomie trafili tutaj z 
Cienia. Zajmują się także Amberytami nie pochodzącymi z królewskiego rodu, których oczy 
widziały Wzorzec albo którzy próbowali wspiąć się po schodach do Tir–na Nog’th. Niestety, 
przypadki takie są w większości beznadziejne. 

Jest także nieliczna grupa zawodowa trudniąca się opieką i wystawianiem egzotycznych i 

magicznych zwierząt. Na ogół jednak takie stwory pozostawiane są w spokoju. 

background image

Pierwszu forteca „Amber” 
 
Kiedy Oberon ustanowił Amber, miał wielu wrogów. Jednym z pierwszych jego dzieł była 

budowa drewnianej,  otoczonej  palisadą fortecy.  Po kilku latach rozrosła się ona do solidnej 
drewnianej twierdzy, która przetrwała liczne oblężenia. Została w końcu spalona przez armie 
przeniesiona, z Cienia przez Dworce, jednak Oberon zebrał swoje siły i rozbił ich po zaciętej 
bitwie. 

 
Oryginalny kamienny zamek „Amber” 
 
Pierwszy zamek z kamienia został wybudowany w tym samym miejscu kilka wieków temu. 

Obecnie  istniejący  zamek  jest  właściwie  tylko  rozbudowaną  wersją  tamtego.  Wiele  ścian  i 
murów na parterze pochodzi jeszcze z oryginalnej konstrukcji.