background image

ROZDZIAŁ DRUGI 

  

Emma  przewróciła  tabliczkę  na  “Zamknięte”,  opuściła  zasłony  i  zamknęła,  wzdychając  w 

szczęśliwym zmęczeniu.  

Ksiądz kochał madonnę Simona. Zastanawiała się czy tylko ona zdołała zauważyć, że Madonna 

była bardzo podobna do Becky. To była jedyna rzecz, dzięki której odważyła się zbliżyć do Maxa; to 
i  wyraz  twarzy  Becky  kiedy  gapiła  się  na  Simona.  Oczywiście,  sposób  w  jaki  Simon  podążał  za 
każdym ruchem Becky również. 

Max okazał się zaskakująco rozluźniony rozmową, kiedy Emma pozbyła się swojej początkowej 

nieśmiałości. Jego bliskość wprawiała jej serce w łomot, związując jej język w węzły, jak zwykle, do 
czasu jego śmiesznego stwierdzenia, że Simon nie był dla niej. 

Duh. Simon był Becky.  
Opuściła  kremową,  koronkową  zasłonę  nad  dużym  oknem,  efektywnie  chowając  siebie  w 

półmroku  sklepu.  Becky  właśnie  zalogowała  się  do  rejestru  i  szczęśliwie  zajęła  się  księgowaniem 
zaległości,  z  dzbanuszkiem  kawy  i  wielkim  pojemnikiem  pełnym  kurczaków  z  Kung  Pao  pod 
łokciem podczas gdy Emma kończyła zamykanie przodu sklepu.  

Emma kochała taki wieczór. Ulice były ciche, z wyjątkiem kilkorga ludzi zmierzających albo do 

domu albo do swoich ulubionych restauracji na kolacje. Miękkie światło wczesnego wieczora rzuciło 
poświatę  na  wszystko  w  pobliżu,  robiąc  przy  tym  bardziej  miękki,  bardziej  romantyczny  klimat. 
Emma  z  westchnieniem  skierowała  się  na  tyły  sklepu  by  zabrać  swój  płaszcz  i  torebkę.  Machając 
Becky, która odmachała jej widelcem z szerokim uśmiechem, wyszła na tyły sklepu. 

 “Emma.”  
Emma  wrzasnęła,  zszokowana  wyciągnęła  puszkę  gałki  muszkatołowej  ze  swojej  torby  zanim 

zrozumiała, że facet stojący w cieniu był Max’em. „Psiakrew, Max!” 

„Przepraszam”  Nie  brzmiał  jakby  mu  było  przykro;  brzmiał  jakby  powstrzymywał  się  od 

ś

miechu. 

 

„Nie wyciągaj jeszcze łyżki do grejpfruta” 

Jej serce nadal biło z milę na minutę. Odłożyła gałkę i spojrzała na niego. 
„Czego?” 
„Więc czy to jest sposób powitania kogoś kto jest tu by Ci pomóc?” 
Kładąc  swoją  rękę  na  klatce  piersiowej,  Emma  spojrzała  na  niego  w  tym  przyciemnionym 

ś

wietle. Skurwiel śmiał się z niej. „Pomóc mi w czym?” 

„By oczywiście zeswatać Becky i Simona.” 
„Huh?” Wyglądał na zbyt zadowolonego gdy przybliżył się do niej. 
„Chcesz  zeswatać  tą  dwójkę?  Pomogę  Ci  w  tym.”  Podniósł  jej  rękę  i  umieścił  bezpośrednio  w 

swojej,  ściskając  ją.  Nagle  zmarszczył  brwi  i  rozejrzał  się  wokoło.  „A  tak  w  ogóle  to  gdzie  jest 
Becky?” 

„Jest jeszcze w środku, pracuje nad księgowaniem.” Odpowiedziała z roztargnieniem,  chwilowo 

rozproszona  przez  dotyk  jego  ręki  pod  jej.  Dotyk  był  jak  wykuty  ze  skały,  silny,  solidny  i 
prawdopodobnie nieruchomy.  

Jego twarz stała się pusta. „ Wyszłaś stąd sama w nocy.” To nie było pytanie lecz stwierdzenie. 

Brzmiał jakby nie mógł uwierzyć własnym uszom.  

„Taa.  Robię  tak  każdego  wieczora.  Tam  właśnie  parkuję.”  Wskazała  wolną  ręką  i  delikatnie 

spróbowała  wysunąć  drugą  z  żelaznego  uchwytu.  Becky  mieszkała  blisko  sklepu  gdy  tymczasem 
Emma  mieszkała  na  innej  stronie  miasta.  Kiedy  Becky  skończy  z  księgowością  i  z  chińszczyzną, 
prawdopodobnie  skieruje  się  schodami  do  swojego  ciasnego  mieszkania  i  będzie  wegetować  przed 
telewizorem.  

background image

“Nosisz ze sobą gałkę muszkatołową. Zakładam, że to znaczy, że dochodzi do przestępstw w tym 

rejonie.” 

Kiwnęła wolno głową. “Przestępstwa są wszędzie, nawet tu,  blisko college’u.” 
Zaczął się o nią martwić. Jego twarz nadal wyrażała pustkę, ale coś w jego oczach się zmieniło. 

Dziwnie lśniiły, prawie jakby był zły. Zdecydowała nie mówić mu dlaczego nosi ze sobą gałkę. 

„Czy zostałaś tu wcześniej zaatakowana?” 
Emma wzdrygnęła się i szybko   spróbowała zakryć oznakę  plotkarza  poprzez  paplanie.”Tu jest 

całkowicie  bezpiecznie,  a  Becky  zawsze  nasłuchuje  głosu  silnika  mojego  samochodu.  Lada  chwila 
wybiegnie stąd gotowa unicestwić każdego, kto mnie nie pokoi więc mógłbyś wypuścić mnie z tego 
ś

miertelnego uścisku!”Jej grymas ukazywał ból jako, że jego dłoń zacisnęła jej jak imadło. 

Puścił ją i  patrzył się na  nią. Mogłaby  przysiądź, że jego  oczy  były  złotem  w  świetle księżyca 

przed tym jak ukazały pustkę, iluzja zniknęła ukazując jego oczy z powrotem błękitnymi gdy chodził 
wokół niej, okrążając ją jak drapieżnik. „Kto Cię skrzywdził Emmo?” 

„Co jest z Tobą nie tak?” Emma zabrała rękę i przetarła ją, martwiąc się, że będzie miała siniaka. 

Spojrzała na niego oczekując odpowiedzi. 

Max srogo zmarszczył brwi. „ Chcę wiedzieć kto Cię skrzywdził, Emmo. Teraz.” 
Nuta rozkazu w  jego głosie była tym  czego  nigdy  przedtem nie  słyszała  od nikogo.  Zmuszał ją 

do  odpowiedzi  w  prymitywny  sposób,  zmuszając  jej  ciało  co  cofnięcia  się  na  przeciwległą  ceglaną 
ś

cianę sklepu jednym swoim ruchem, zbliżając się do niej w taki sposób by zarówno ją przestraszyć 

jak i uspokoić. Część niej chciała się ukłonić w uległości i odpowiedzieć na wszystko o co pytał. To 
zmusiło każdą cząstkę jej wolnej woli by zacząć węszyć i odpowiedzieć, „Nie mam zielonego pojęcia 
o czym mówisz.” 

Zobaczyła  szok  na  jego  twarzy  gdy  odwróciła  głowę,  odprawiając  go.  Uciekła  spod  jego  ręki  i 

skierowała się w stronę samochodu, jej plecy były sztywne, a podbródek uniesiony. 

„Wiesz, nie każda kobieta docenia zachowanie Jaskiniowca. Może wypróbuj to na Liwii? Jestem 

pewna, że będzie wdzięczna!” 

Sapnęła gdy jej ciało zostało brutalnie szarpnięte tyłem do niego. Mogła poczuć każdy kawałek 

jego  ciała,  jakby  celowo  się  docisnął.  „Jeśli  reaguję  w  ten  sposób,  to  pomyśl  jaka  by  była  reakcja 
Simona kiedy by usłyszał, że Becky jest tu sama?” 

Emma  przełknęła  ślinę.  Becky?  Mimowolnie  chwyciła  rękę,  która  trzymała  ją  dookoła  jej  talii, 

wbijając swoje paznokcie z rozkoszną mocą. 

“Um, nie wiem?” Boże, jej mózg kompletnie się gramolił, jakby tylko tyle była w stanie zrobić. 

“Uderzyłby  ją  kijem  w  głowę  i  pociągnąłby  ją  za  włosy?  Nie,  że  miałby  daleko  tak  ją  ciągnąć 
przecież mieszka nad sklepem na miłość boską.”

  

Pochylił  się,  jego  wargi  załaskotały  jej  ucho,  a  włosy  musnęły,  mieszając  się  z  jej.  Jego  druga 

ręka  okrążyła  jej  talię,  przyciskając  ją  bardziej  do  siebie.  Poczuła  się  całkowicie  otoczona.  Mogła 
poczuć  jego erekcję poniżej swoich pleców, gorący i twardy  jak  pręt, przełknęła. „ Dlaczego  nosisz 
ze sobą gałkę, Emmo?” 

„ Co Cie to obchodzi, Max?” Próbowała zignorować dotyk jego ust gdy on.. 
Czy on właśnie pocałował moje ucho? 
„Emmo, powiedz mi to co chcę wiedzieć.” 
„I odejdziesz?” Próbowała zignorować to niesamowite uczucie delikatnego kołysania nią w jego 

ramionach. Taa, to wszystko , mam zamiar zacząć walczyć z każdą minutą, każdą… 

„Psiakrew,  nie.”  Zaśmiał  się  szorstko.  Położył  podbródek  na  czubku  jej  głowy  i  kontynuował 

kołysanie.  Kiedy  jej  brzuch  zaburczałbkłopotliwie  pod  jego  rękami,  ucichł.  “Emma?  Czy 
powstrzymuję Cię przez zjedzeniem kolacji?” 

„Rzecz w tym, że powstrzymujesz mnie przed kolacją i późną nocną przekąską.” 
“Hmmm.  W  tym  przypadku,  sugeruję,  byśmy  poszli  coś  zjeść.  Może  po  tym  jak  Cię  nakarmię 

będziesz  bardziej  skłonna  powiedzieć  mi  to  co  chcę  wiedzieć.”  Zabrzmiał  zdecydowanie 

background image

optymistycznie gdy złapał jej rękę, obrócił nią i prawie że ciągnął w kierunku swojego niebieskiego 
Durango. 

„Eee,  jaskiniowy  wodzu,  zechciej  trochę  zwolnić?  Nie  zgadzam  się  na  wyjście  z  Tobą  na 

kolację.” 

Wzburzył  kolejny  śmiech  i  otworzył  drzwi  SUV’a.  „Pójdziesz!”  Delikatnie  dźwignął  ją  na 

siedzenie. „Jedzenie, potem walka. Ok?” I z małym uśmieszkiem włożył jej nogi do SUV’a po czym 
zamknął drzwi.  

Rozważała  otworzenie  drzwi  i  wyskoczenie  na  zewnątrz  ale  część  niej  (Ok,  jej  większa  część) 

chciała  zobaczyć  co  do  diabła  Max  kombinował.  Plus,  heloo!  Kolacja  z  Max’em!  Mogłaby  istnieć 
tego zła strona? 

Zapięła  pasy  gdy  wszedł  do  środka.  Nie  bawiła  się  tak  dobrze  sprzeczając  się  z  kimś  od 

dłuższego czasu. „Nie myśl, że dostaniesz co chcesz tylko dlatego, że weźmiesz mnie na kolację.” 

„Nie śmiał bym.” Zamruczał odpalając SUV’a. 

 

„O chłopie,” Wymamrotała gdy Max, dławiąc śmiech, wyjechał z parkingu. 
 
Max zaparkował SUV’a przy swojej ulubionej restauracji, Noego. Wyślizgnął się na zewnątrz, w 

pełni  zamierzał  otworzyć  Emmie  drzwi  i  pomóc  jej  wysiąść  podając  jej  rękę  ale  ją  strząsnęła, 
wyskakując z SUV’a z łatwością. 

„Czy  Twoja  matka  nie  nauczyła  Cię,  żeby  pozwolić  mężczyźnie  otworzyć  dla  Ciebie  drzwi?” 

zapytał, rozbawiony, gdy podążał za nią do wejścia restauracji. 

Przewróciła  oczami  na  niego  ponad  swoim  ramieniem.  „To  nie  jest  randka,  Max.”  Przerzuciła 

wyzywająco ręką swój koński ogon na ramię. „To jest bardziej uprowadzenie, Z jedzeniem.” 

Zacisnął swoje usta by się nie roześmiać na głos. „Chcesz mojej pomocy przy swataniu Becky i 

Simona czy nie?” 

„Z ich tempem, będziemy po dziewięćdziesiątce zanim staną się parą, więc taa cokolwiek co to 

przyspieszy będzie dobre.” 

Zdołał  sięgnąć  do  drzwi  zanim  ona  to  zrobiła,  otwierając  je  i  umieszczając  rękę  na  dole  jej 

pleców gdy wchodziła. Utrzymał swoją rękę w tym miejscu, napawając się jej siłą, gładząc jej plecy 
skierował ją w stronę kelnerki. 

„Max! Wspaniale Cie widzieć.” 
Max  uśmiechnął  się  jak  to  określił  społecznym  uśmiechem  do  Belindy  Campbell,  kelnerki    u 

Noego. Zignorował jej ciekawskie spojrzenie z łatwością, jego cała uwagą skupiona była na kobiecie 
pod jego ręką.  

“Stolik dla dwojga, Belindo.”  
„Już się robi, Max.” Jej pełne czerwone usta „zwinęły się” sugerując pogardę. 
„Kolacja biznesowa, Max?” 

Max  spojrzał  na  Belindę  spod  rzęs,  jego  oczy  błysnęły  na  krótko  złotem  w  ostrzeżeniu. 
„Towarzyska”. 
W tym samym momencie Emma powiedziała, „biznesowa.” 

Max  zwrócił  swoją  uwagę  z  powrotem  na  Emmę,  zauważając  sposób,  w  jaki jej  podbródek  się 

uniósł i uśmiechnął się. Ona była ciągle wkurzona za bycie „porwaną”.  

“Być może to i to.” 
Brwi Belindy uniosły się w niedowierzaniu gdy chwyciła ich menu. „Tędy.” 
Podczas  gdy  prowadziła  ich  przez  restaurację  do  ulubionego  stolika  Max’a,  Emma  szepnęła, 

„Ojej, myślę, że ona mnie nie lubi.” 

„Nie martwiłbym się tym czy Belinda Cię nie lubi.” Max odpowiedział szeptem, pomagając jej 

zdjąć lekką kurtkę i odsuwając jej krzesło. Nachylając się, szepnął jej do ucha, zachwycając się gdy 
zadrżała. „Martwiłbym się raczej tym czy ja Cię lubię.” 

background image

Usiadł  naprzeciwko  niej,  ciesząc  się  rumieńcem,  który  zagościł  na  jej  policzkach.  Kiedy 

odchrząknęła, sięgnęła po menu otwierając je, prawie warknął z frustracji. Obserwując jej twarz, jej 
wyraz,  sposób  w  jaki  jej  oczy  świeciły  lub  stawały  się  rozmarzone,  budziło  w  nim  obsesję  na  jej 
punkcie. 

Im więcej czasu  z nią spędzał, tym  bardziej go fascynowała. Rozbawiała  go  swoim dowcipem, 

pobudzała swoim spojrzeniem, frustrowała unikając go i  zmuszała  do traktowania jej w sposób, w 
jaki niewielu ludzi mogło. Kiedy próbował swoją mocą wymusić na niej odpowiedź w tamtej alejce, 
ona właściwie go zostawiła, odwracając się, z wysoko uniesioną głową. 

Nadal nie mógł zdecydować czy chce ją przelecieć czy dać klapsa. 
Jeśli zagra właściwymi kartami, będzie mógł zrobić to i to. 
 
„Więc, morskie jedzenie  Alfredo  może być naprawdę dobre.”  Wychrypiała, jej oczy wpatrzone 

były w kartę dań lecz prawdę mówiąc jej wybór siedział naprzeciwko niej. 

Po  krótkim  zastanowieniu,  Max  odpowiedział  lekkim  i  spokojnym  tonem.  „Jestem  bardziej 

tradycjonalistą.  Myślę,  że  wybiorę  manicotti.”  Odłożył  menu,  a  następnie  delikatnie  wyciągną  jej 
menu z rąk. „Surówka czy zupa?”  

„Um. Myślę, że surówka.” 
Max  skinął  głową  z  satysfakcją.  Kiedy  kelner  się  pojawił,  szybko  złożył  zamówienie,  wraz  z 

winem do popicia, chardonnay dla niej i merlotem dla siebie. 

Skrzyżowała ramiona i spojrzała na niego. „A co jeśli wolę coś innego do picia?’’ 
„Myślałem,  że  przez  swoje  przerażenie  w  alejce,  nie  będziesz  miała  nic  przeciwko  czemuś  co 

pomogłoby Ci się rozchmurzyć. Uśmiechnął się, zmysłowo i drapieżnie, prawie powodując, że spadła 
z krzesła. „Zrelaksuj się Emmo. Ciesz się chwilą.” 

Bez namysłu, wyrzuciła z siebie pierwszą lepszą myśl, która wpadła jej do głowy.”Flirtujesz ze 

mną?” 

Zamrugał,  po  czym  uśmiechnął  się,  powoli  i  miękko,  biorąc  jej  rękę  w  swoją,  głaszcząc  ją 

kciukiem.  Mogła  poczuć  to  doznanie  jego  palców  zjeżdżających  na  dół  do  jej  macicy.  „A  jak 
myślisz?” 

„Myślę, że będę potrzebowała więcej wina.”  Udała poważną, całkowicie oszołomiona. 
Max Cannon flirtował. Z nią. 
Kiedy  Max  zachichotał,  spróbowała  wyciągnąć  swoją  rękę  spod  jego,  bez  rezultatu.  Decydując 

się całkowicie ignorować jego gorące spojrzenie, spróbowała rozpocząć temat. „ Więc, jak jest Twój 
plan  by  pomóc  mi  zeswatać  Simona  z  Becky?”  Podniosła  brwi  w  cichym  rozkazie,  żądając  by 
odpowiedział podczas gdy próbowała ukryć fakt, że jej wnętrzności topiły się. 

Odchylił  się  do  tyłu  z  westchnieniem.  „Właściwie  to  miałem  nadzieję  że  ty  masz  jakiś,  a  ja 

mógłbym tylko pomóc.”  

“Wiem, że Simon idzie na maskaradę w sobotnią noc; wiesz może jaki kostium zamierza ubrać?” 

Max zmarszczył brwi myśląc. „Technicznie rzecz biorąc, kostiumy mają być sekretem.” 

„Idziesz jako Zorro.” 
„Gdzie to usłyszałaś?” 
„Liwia  i  Marie  plotkowały  w  sklepie  spożywczym  gdy  tam  byłam.”  Emma  skrzywiła  się, 

przypominając  sobie  jak  potraktowała  ją  Liwia  tamtego  dnia,  z  mieszaniną  fałszywej  litości  i 
pogardy. Liwia i Belinda były najlepszymi przyjaciółkami, co znaczyło, że Liwia mogłaby niedługo 
usłyszeć  o  jej  biznesowej  kolacji  z  Max’em,  co  z  kolei  znaczyło,  że  stanie  z  nią  twarzą  w  twarz  w 
niedalekiej przyszłości. Emma westchnęła, uporanie się z Liwią nigdy nie było zabawne. 

Potrząsnął głową. „Słuchasz plotek, Emmo?” 
Jego  wyraz  twarzy  był  kpiąco  smutny,  ślad  śmiechu  dał  jej  podpowiedź.  Mogła  praktycznie 

usłyszeć małą żarówkę pojawiającą się w jej głowie. „niech zgadnę, Simon będzie Zorro.” 

„Brawo.” 

background image

„Wow. Liwia będzie zawiedziona.” Próbowała kontrolować swój chichot, ale i tak nie zdołała. 
„Myślę,  że  mogę  żyć  z  rozczarowaniem  Liwii.”  Kołysząc  swoim  kieliszkiem  w  jednej  ręce, 

trzymając  drugą  w  stanowczym  uścisku  rękę  Emmy,  Max  wziął  łyk  wina,  wyglądając  na 
niesamowicie  z  siebie  zadowolonego.  „Niech  zgadnę,  pewnie  od  razu  kupiła  strój  hiszpańskiej 
Panny?” 

„Uzupełniony o hiszpański grzebyk, mantillę

1

 i wachlarz.” 

Max ograniczył się do pokręcenia swoją głową podczas gdy kelner przyszedł z ich jedzeniem. Po 

tym jak kelner odszedł, puścił jej rękę tak by mogli razem jeść. „Więc, jako kto idziesz?” 

Jego  ton  był  zwyczajny,  lecz  nie  jego  spojrzenie.  „Nie  jestem  pewna.  Razem  z  Becky  nie 

miałyśmy jeszcze czasu na zakupy.” 

Widelec Max’a się zatrzymał. Spojrzał na nią przepełniony grzeszną wesołością.”Mam pomysł.” 
Emma  uniosła  pytająco  swoje  brwi  zlizując  z  widelca  kawałek  alfredowskiej  surówki.  „Jaki 

pomysł?” 

Gapił się na jej buzię, jego oczy pociemniały od oczywistego pragnienia. „Hmmm?” 
Emma pstryknęła palcami przed nim. „Jaki pomysł?” 
Spojrzał,  gorąco  w  nim  omal  jej  nie  poparzyło,  „Mam  kilka  pomysłów,”  wymruczał.  „Które 

chciałabyś najpierw usłyszeć?” 

Emma  otworzyła  buzię,  ale  nic  nie  powiedziała.  Z  zaskoczonym  klapnięciem,  zamknęła  ją, 

skupiając ponownie swoja uwagę na kolacji by uniknąć usatysfakcjonowanego męskiego uśmieszku 
po drugiej stronie stolika. 

Po  kilku  minutach  przerwy,  Emma  przemówiła.  „Więc,  jaki  masz  pomysł?”  Kiedy  spojrzał  na 

nią jakby chciał ją pożreć, Emma szybko dodała, „Na maskaradę!” 

„Becky  pójdzie  jako  Panna  Zorro.  Jeśli  Becky  nie  będzie  to  odpowiadało,  możemy  namówić 

Simona do zmiany stroju by oboje do siebie pasowali.” 

Emma rozsiadła się na krześle, myśląc zmarszczyła brwi. „Becky wspominała coś o Piratce..” 
„Nie.” 
Emma  powoli  zamrugała,  niepewna  czy  nie  być  wkurzoną  czy  rozbawioną  na  ten  twardy 

zakaz.”Ok.” wycedziła, „a co proponujesz?” 

„Może jako saloon girl

2

?” 

Emma zakrztusiła się winem. „Um, saloon girl?” 
„Tak, Simon może się przebrać za kowboja. Czy jest z tym jakiś problem?” 
Emma  przegryzła wargę.  „Może.”  Uczepiła  się pierwszej lepszej myśli przez którą zmieni jego 

zdanie. Becky nigdy nie pokaże się publicznie jako saloon girl! Trzyma te zdjęcie dla siebie z tyłu na 
kominku. „Becky postrzega siebie jako kogoś bez… atrybutów.” 

Max spojrzał zdezorientowany. „Atrybutów?” 
Emma  mogła  poczuć  jak  się  robi  czerwona.  „Cycki,”  syknęła  spoglądając  naokoło  czy  nikt  ich 

nie podsłuchuje. 

Max się zadławił. „Martwi się rozmiarem swoich piersi?” 
Emma kiwnęła, uciszając go swoją dłonią. 
Max  westchnął.  “W  porządku,  co  powiesz  na  flapperkę

3

?Myślę,  że  Simon  mógłby  być 

gangsterem.” 

                                                           

1

 hiszpański strój na głowę i ramiona w formie krótkiej pelerynki z kapturem lub szala; zwykle czarny, z cienkiej 

tkaniny. 

2

 Zdjątko : http://c.wrzuta.pl/wi12039/4f5716c7001b40f24929885f/0/cowboy%20and%20saloon%20girl 

3

 Antykonformistka z początku lat 90, ostentacyjna dama prowokująca ubiorem i stylem życia. 

background image

Emma  pomyślała  o  mrocznym,  niebezpiecznym  wyglądzie  Simona  po  czym  kiwnęła.  Nagle 

klapnęła swoimi dłońmi o jego w podekscytowaniu gdy  przypomniała sobie  kostium jaki zobaczyła 
w  Internecie.”Oh! A  może upadły anioł? Widziałam naprawdę  seksowny  kostium,  w którym Becky 
wyglądałaby niesamowicie!” 

„Czy  kiedykolwiek  widziałaś  kostium  diabła  dla  faceta?  Są  kiepskie.”  Max  zmarszczył  brwi 

myśląc. „Nie, potrzebujemy czegoś w czym oboje czuliby się komfortowo.” 

Emma  uśmiechnęła  się.  „  Widziałam  skrzydła  nietoperza,  które  mógłby  założyć  na  swoje 

ramiona.  Nałożyłby  płaszcz  z  trenczu  ze  skrzydłami,  skórzane  spodnie,  z  nagim  torsem…”  Emma 
machnęła ręką przed swoją twarzą, sprawiając, że Max ściągnął brwi. „Uwierz mi, kobiety zemdleją z 
gorąca.” 

Max    wziął  jej    rękę  i  spojrzał  prosto  w  jej  oczy.  „Naprawdę?”  spytał  miękko.  Z  beztroską 

elegancją, przyłożył jej dłoń do swoich ust, delikatnie skubiąc grzbiet jej kłykci. 

Emma  jeszcze  raz  poczuła  jak  jej  policzki  zapłonęły.  „Przestań!”  Wzięła  rękę  z  powrotem  i 

położyła  na  swoim  kolanie  dla  bezpieczeństwa.  Odchrząknęła  i  wróciła  z  powrotem  do  rozmowy. 
„Becky ma romantyczną cząstkę szerokości mili. Być może moglibyśmy to wykorzystać.”  

“Hmm. Co powiesz na Robin Hood’a i Lady Marian?” 
“ Śmiertelnie zrobione.”  
“Które pomija łączenie w parę wampirów?”  
“Yup.  Wiesz,  być  może  ostatecznie  Pani  Zorro  nie  jest  takim  złym  pomysłem.  I  nawet  lepiej, 

Becky zna się trochę na szermierce, także będzie zadowolona mając przy sobie szablę.”  

“Ona może użyć miecza na Simonie, jeśli on nie otrzyma wiadomości?”  
“Coś  w  tym  stylu”.  Emma  rozsiadła  się  z  westchnieniem,  gdy  pojawił  się  kelner.  Oboje 

zdecydowali się na deser, Emma wybrała francuski placek a Max malinowy sernik. Max wziął kawę, 
Emma zaś kolejny kieliszek wina. 

„Jedyną  rzeczą  jaką  interesowała  się  Becky  była  Trinity  z  Matrixa.  Myślisz,  że  Simon  mógłby 

być Neo?” 

Max pokręcił głową.  „Becky byłaby kusząca w skórzanym stroju kota, myślę, że Simon wolałby 

Zorro.” 

„Ok. Także ustalone. Spróbuję załatwić kostium dla Becky.” 
„Nie martw się tym. Podrzucę kostium Becky razem z Twoim.” 
Ponownie miała ochotę go udusić. „A jaki kostium ubiorę?” 
Max uśmiechnął się. „To już niespodzianka.” 
„Niespodzianka?” 
Max podniósł jej dłoń i znowu zaczął skubać jej kłykcie, efektywnie wyłączając pracę jej mózgu. 

„Mm-hmm.” 

Z satysfakcją, odłożył jej dłoń na stolik. „Masz zamiar skończyć swój deser?” 
Emma spojrzała na swoje ciasto, nie będąc nagle głodną. Wzięła głęboki oddech i zadała pytanie, 

które nękało ją jeszcze zanim weszli do restauracji. „Jak znajdę Cię na maskaradzie?” Gdy podniósł 
brew  dodała  pospiesznie.  „Jeżeli  chcemy  doprowadzić  do  tego,  że  Simon  i  Becky  znajdą  siebie 
nawzajem, to musimy przede wszystkim znaleźć siebie.” 

„Nie  martw  się,  to  nie  będzie  problem.”  Wymruczał  powodując  u  niej  dreszcze.  „Ok.”  Emma 

przegryzła  wargę,  zastanawiając  się  czy  powinna  zadać  kolejne  pytanie.  „Czy  Twoja  randka  nie 
będzie miała nic przeciwko, że mi pomagasz? To znaczy, nie chciałabym być problemem dla Ciebie i 
Twojej dziewczyny, kimkolwiek jest.” 

„Myślisz, że zaprosiłbym Cię na kolację gdybym spotykał się z kimś innym? 

Emma uniosła swoje brwi w rozbawieniu. „Gdybyś mnie w ogóle zaprosił…” 

„Emmo.” 
„To znaczy, ta część porwania związana z jedzeniem była miła.” 
„Bardzo dobrze. Czy próbowałbym Cię uwieść gdybym się spotykał z kimś innym?” 

background image

Emma  otworzyła  swoją  buzię  by  to  skomentować,  ale  widząc  jego  poważną  minę,  wycofała  się. 
Zamiast tego odpowiedziała. „No nie wiem. Z tego co słyszałam to jesteś gejem.” 
Tym razem Max otworzył buzię nic nie mówiąc. 
Emma machnęła ręką do kelnera. „Poproszę o rachunek.” 
 
„Nie jestem gejem.”  Max podszedł do Durango, zastanawiając się czy się obrazić czy nie. 
Emma beztrosko wzruszyła ramionami. „W takim razie Bi.” 
„Emma!” 
Został  zmuszony  do  zatrzymania  się  podczas  gdy  Emma  podeszła  do  samochodu  od  swojej  strony, 
chichocząc jak uczennica. Jedyną rzeczą, którą zdołała wypowiedzieć między atakami śmiechu było 
„O boże spójrz na swoją minę!” 
Max pokręcił głową, zdumiewając się, wiedząc, że nie miała pojęcia jak niewielu ludzi ośmielało się 
go drażnić. Jak do cholery przegapił tę kobietę przez te wszystkie lata?” Mógł umawiać się z Emmą 
zamiast  z  Liwią.  Miałby  Emmę  przez  te  wszystkie  lata,  śmiejącą  się  z  niego,  drażniącą  go, 
doprowadzającą  do  szaleństwa.  Myśl  o  tym  jaki  był  zaślepiony  spowodowała,  że  zagryzł  zęby  z 
frustracji. 
Nigdy więcej. Nigdy więcej nie pozwoli sobie na opuszczenie Emmy. 
Krzyżując  ramiona,  oparł  się  o  drzwi  samochodu  i  czekał  aż  przestanie  się  śmiać,  „Skończyłaś?” 
zapytał pobłażliwie, jego serce niewytłumaczalnie zabiło na sam dźwięk jej śmiechu. 
Starła łzy kończąc chichotanie. „Myślę, że tak.” 
„Dobrze.” Z szybkością Pumy, Max złapał ją blisko siebie, schylił się i ją pocałował. Ona zaledwie 
miała czas by zasapać. 
To  małe  niespodziewane  nabranie  powietrza  pozwoliło  Maxowi  na  natychmiastowe  dostanie  się  do 
jej  ust.  Głaskał  jej  wnętrze,  wolno  i  głęboko,  tak  jak  chciał  ją  wziąć.  Delektował  się  jej  smakiem, 
winem, czekoladą i kobietą. Kiedy jej usta w końcu zaczęły się ruszać, zajęczał, jego penis szarpnął 
się tak jakby głaskała go tam swoim mokrym gorącem. Jej język nieśmiało pojedynkował się z jego, 
wydobywając  tym  jego  ochronne  instynkty.  Bez  namysłu,  odwrócił  ją  swoim  szerokim  ramionami 
tak, że opierała się plecami o samochód, ukrywając ją przed widokiem pozostałych z restauracji. 
Nikt inny tylko on mógłby jeszcze kiedykolwiek wywołać u niej namiętność. 
Chciał  otworzyć  drzwi,  położyć  ją  na  siedzenie  i  rozebrać  do  naga.  Tak  bardzo  chciał  się  w  niej 
zanurzyć,  by  była  w  stanie  skosztować  go  swoim  karkiem.  Chciał  oznaczyć  ją  swoim  zapachem, 
nasieniem i zębami tak bardzo, że się trząsł. 
Ale  byli  na  publicznej  drodze,  przed  publiczną  restauracją;  nie  mógł  zrobić  żadnej  z  tych  rzeczy, 
którye chciał tak bardzo oprócz… 
 Z warknięciem odciągnął swoje usta od jej i schował jej w jej gardle. 
„Max,” szepnęła tym swoim miękkim, ochrypłym głosem. 
Ssał ją w delikatne połączenie jej szyi i ramion dopóki się nie uciszyła i dyszała w jego ramionach, 
schowała  swoją  twarz  w  jego  ramieniu.  Delikatnie  ocierał  ten  obszar  swoimi  zębami  by  ją 
przygotować.  Jedną  ręką  zjechał  w  dół  do  jej  pośladka,  bawiąc  się  jej  pełnymi  krągłościami;  druga 
trzymała  ją  w  żelaznym  uścisku,  mocno  dookoła  jej  pleców.  Musiał  skupić  się  by  nie  wbić  swoich 
pazurów i nie zgnieść jej. Wcisnął swoje kolano między jej nogi aż praktycznie nie poczuła jego uda. 
Z  głośnym  mruczeniem  ugryzł  ją,  ssąc  jej  krew  i  wprowadzając  do  niej  enzym,  który  ją  zmieni, 
czyniąc  ją  na  zawsze  swoją.  Krzyknęła  w  jego  koszulkę;  czując  jej  dreszcze  uświadomił  sobie,  że 
była  w  punkcie  kulminacyjnym,  spowodowanym  ugryzieniem,  zaczął  ocierać  swoim  udem  podczas 
gdy ich esencje się zmieszały. 
Otulił tą małą rankę, nie zaskoczony gdy zobaczył, że była już zamknięta. Ze swoim  znakiem na niej 
i jej orgazmem, kilka jego pilnych potrzeb uleciało. Była jego.