background image

 

background image

 

Kim Harrison  

Madison Avery 03 

 Something Deadly This 

Way Comes 

 

 

 

 

 

Tłumaczenie: Translations_Club 

Korekta całości: isiorek03 

 

 

 

background image

Prolog 

Tłumacz: Mglistaaa 

Korekta: isiorek03 

 

Jestem  Madison  Avery,  strażniczka  czasu  ciemności,  szefowa 

Uderzeniowej  Drużyny  Nieba…  walczącej  przez  cały  czas  między  sobą. 

Zabawne, że strażnik czasu nigdy nie pojawił się na mojej liście "kariery 

dobrej dla Ciebie", gdy robiłam test w szkole. Serafinowie powiedzieli, że 

urodziłam się na to stanowisko, a gdy wybór był między podjęciem pracy 

lub śmiercią? Cóż… wybrałam pracę. 

 -  Przeznaczenie.  -  Powiedzieli  Serafinowie.  -  Zły  wybór.  -  Jeśli 

zapytasz  mnie.  Nawet  teraz  nie  wierzę  w  przeznaczenie,  ale  i  tak 

utknęłam w pracy ze skonfundowaną Żniwiarką Ciemności, którą staram 

się zrozumieć, i Żniwiarzem Światła, który dwukrotnie spadł już z nieba, i 

który  myśli,  że  moje  pomysły  są  przegrane.  Zamiast  po  prostu  rozkazy 

wykonywać z góry, chcę robić rzeczy po swojemu, co wiąże się z próbami 

przekonywania  ludzi  do  zmiany.  Mam  tylko  nadzieję,  na  znalezienie 

mojego  prawdziwego  ciała,  aby  móc  oddać  amulet  z  powrotem  i 

zapomnieć o całej tej rzeczy, która się wydarzyła, gdyż przekonanie nieba, 

że mogę oszczędzić zagubione dusze jest niemożliwe. Byłoby dużo łatwiej, 

gdyby jeszcze moi ludzie nie pracowali przeciwko mnie. 

 

background image

Rozdział 1 

Tłumacz: Mglistaaa 

Korekta: isiorek03 

 

Gorące słońce zdawało się prześwietlać mnie na wylot, odbijając się 

od  aluminiowych  trybun  by  ogrzewać  mnie  od  stóp  w  górę,  gdy  stałam 

obok Nakity i dopingowałam. 

Josh tam był. Biegł dwie mile dla zachęty, i robił ostatnią prostą już 

na torze. Trzech pierwszych biegaczy zaczęło przyspieszać przez ostatnie 

sto  metrów.  Josh  był  przed  nimi,  ale  facet  za  nim  też  zdążył  trochę 

przycisnąć na ostatnim odcinku. 

- Dalej, Josh! Biegnij! Biegnij! - Nakita wrzasnęła a ja zaskoczona, 

opuściłam  aparat,  aby  na  nią  spojrzeć.  Żniwiarka  Ciemności  nie 

specjalnie  lubiła  Josha,  niemal  zabiła  go  raz,  a  jej  podniecenie  było 

niezwykłe.  Jej  blada  twarz  była  zaczerwieniona,  a  jej  oczy,  zwykle 

wyblakło  niebieskie,  błyszczały, gdy pochyliła  się  i  chwyciła  płot  z  siatki 

pomiędzy nami a torem. Miała na sobie różowy top i pasujące różowego 

koloru  paznokcie,  aby  ukryć  ich  naturalny  czarny  kolor.  Sandały  z 

odkrytymi  palcami  na  paski  pomogły  jej  wtopić  się  w  tłum,  tak,  że  w 

żadnym wypadku nie wyglądała jakby można było pomyśleć o niej jak o 

Żniwiarce Ciemności, zdolnej do "uderzania" w zagubione dusze. 

Ja byłam ubrana dzisiaj, przynajmniej dla mnie, w dżinsy i czarny, 

koronkowy top. Moje włosy, zaś miały jak zwykle fioletowe pocieniowane 

końcówki, wiszące wokół moich uszu, i wciąż nosiłam moje zabawne żółte 

trampki  z  nowymi  czarnymi  sznurowadłami  z  czaszkami  na  nich.  Były 

dopasowane do moich kolczyków.  

background image

-  On  jest  za  tobą!  -  Anioł  w  przebraniu  krzyknął,  a  jej  matowo-

czarny  amulet  zaiskrzył  fioletowo  w  swoim  rdzeniu.  Kolejny  dowód,  że 

była podekscytowana. Potrząsając głową, wróciłam do wyścigu, trzymając 

mój  aparat  i  koncentrując  się  na  linii  mety.  Pstryknęłam  zdjęcie  do 

gazetki szkolnej,  gdy Josh  pisnął  przekraczając  linię  mety.  Mój  uśmiech 

był pełen cichej satysfakcji, że to właśnie on wygrał. 

-  On  wygrał!  Wygrał!  -  Nakita  wykrzyknęła,  a  mnie  zatkało,  kiedy 

pociągnęła mnie do skoków w górę i w dół wraz z nią. Nie mogłam sobie 

pomóc,  tylko  dać  się  jej  przytulać  dalej,  bez  tchu,  gdy  złapałam 

równowagę.  Ona  z  pewnością  nie  działała  jak  każdy  z  niebiańskiej 

drużyny, lecz cieszyła się jak gdyby była dziewczyną Josha. Którą nie była. 

Ja mogłabym być. Może. 

-  Barnaba.  -  Nakita  popchnęła  jego  stopę,  która  spoczywała  dwa 

rzędy  nad  nami.  -  Josh  wygrał.  Powiedz  coś!  -  Były  Żniwiarz  Światła 

podniósł czapkę i dał jej beznamiętne spojrzenie. 

-  Zabawne.  -  Powiedział  ironicznie,  a  następnie  wyciągnął  długie 

nogi  bliżej  i  usiadł,  mrużąc  oczy  w  słońcu.  -  Madison,  miałaś  ze  mną 

pracować dzisiaj nad ukrywaniem rezonansu swojego amuletu. 

Z grymasem, spojrzałam w dół na kruczo czarny kamień zawieszony 

na  srebrnym  rzemyku,  który  nosiłam  na  szyi.  Poza  tym,  że  daje  mi 

namacalną  iluzję  udawanego  ciała,  ukrywa  mnie  przed  czarnymi 

skrzydłami, i daje mi dostęp do boskości, mój amulet śpiewał. Tak jakby. 

Naśladując naturalną aurę, czarny kamień jak dzwon dzwonił, ale słyszały 

go  tylko  boskie  istoty.  Każdy,  kto  umiał  słuchać  mógł  mnie  znaleźć  w 

sekundę  czy  to  przyjaciel  czy  wróg.  Co  może  być  problemem,  jeśli 

chciałam  powstrzymać  moich  ludzi  przed  zabiciem  kogoś,  i  to  właśnie, 

dlatego  muszę  nauczyć  się  go  ukrywać.  Po  spotkaniu  się  z  Josem, 

oczywiście. 

background image

- Może to zrobić później, - powiedziała sztywno Nakita. - Wygrał! - 

Poczułam  ukłucie  winy.  Obiecałam,  pracować  z  nim  po  szkole,  ale 

zapomniałem,  że  również  obiecałam  Pani  Cartwright  że  będę  robić 

zdjęcia na torze dla gazetki szkolnej.  

- Przepraszam - Powiedziałem cicho i wzruszyłam ramionami, a on 

nie starał się ukryć swojego znudzenia. 

Dla  wszystkich  jego  postawa  była  kwaśna,  Barnaba  był  na  ziemi 

dłużej  niż  Nakita,  a  zatem  znał  wszystkie  subtelne  niuanse  ludzkiego 

zachowania,  rozróżniając  matczyne  zainteresowanie  i  dopingowanie 

przez dziewczyny lepiej niż Nakita. Jego chuda budowa i wyblakły T-shirt 

tylko dopełniały jego westchnienia, godny wygląd, ale Barnaba naprawdę 

nie  miał  pojęcia,  jak  dobrze  wyglądał.  Nakita  nie  wie,  dlaczego  faceci 

oglądają się za nią oczekując randki, chociaż. Teraz dwoje z nich uwiesiło 

się na mnie, tworząc popularną klikę zezowatych. 

- To był jego jedyny wyścig. - Zaoferowałam niepewnie, a Barnaba 

odchylił się do tyłu, wyciągając na ciepłej trybunie, wkładając czapkę na 

twarz. 

Wracając  do  toru,  pstryknęłam  zdjęcie  Josha,  gdy  przyjmował 

gratulacje  od  kolegów  z  drużyny.  Pot  tworzył  wzorki  na  jego  koszuli,  a 

jego blond włosy pociemniały. Był jedynym z wyjątkiem Barnaby i Nakity, 

który  wiedział,  że  technicznie  jestem  martwa,  nie  tylko  był  tam,  gdy 

umarłam, ale też trzymał moją rękę przez cały ten czas. Tak, nie żyję: nie 

mam serca, chyba, że jestem podekscytowana lub przerażona, nie muszę 

jeść,  chociaż  mogłabym  to  zrobić  w  razie  konieczności,  aby  się  nie 

wyróżniać,  i  nie  potrzebowałam  więcej  niż  drzemki  na  miesiąc.  To  było 

zabawne na początku, ale teraz oddałabym niemal wszystko, aby cieszyć 

się  soczystym  hamburgerem  i  chrupiącymi  frytkami.  Teraz  wszystko, 

smakowało jak ciastka ryżowe. 

background image

-  Nie  wiedziałam,  że  lubisz  sport.  -  Powiedziałam  do  Nakity,  gdy 

Josh  czekał  na  biegaczy  by  przed  przekroczeniem  toru  z  nami 

porozmawiać przez płot. 

-  Mamy  zawody.  -  Powiedziała.  -  Ten  sam  urok.  -  Jej  spojrzenie 

przeszło  od  biegaczy  do  matczynych  rozmów  między  sobą,  ledwie 

świadomych  spotkania  w  ogóle.  -  Ja  byłam  kiedyś  trzecia,  z  ostrzem.  - 

Dodała. 

Barnaba parsknął śmiechem, z twarzą wciąż ukrytą pod czapką. 

-  Naprawdę  dobra  z  kosą,  co?  -  Mruknął,  a  ona  uderzyła  w  jego 

nogę. 

- A ty, na którym byłeś miejscu? - Spytała go ochoczo. 

Na  siedząco,  Barnaba  oglądał,  Josha,  a  jego  oczy  nie  widziały 

chłopaka, ale przeszłość.  

-  Nie  było  konkursów,  kiedy  byłem  w  niebie.  -  Skrzywiłam  się. 

Barnaba został wyrzucony z nieba zanim piramidy zostały zbudowane. 

-  Przepraszam  -  powiedziała  Nakita,  zaskakując  mnie,  jej 

spuszczonymi  oczami.  Zazwyczaj  dokuczała  Barnabie  na  temat  jego 

upadłego  statusu  przy  każdej  okazji.  Według  Nakity,  Barnaba  został 

wyrzucony z nieba, bo zakochał się w ludzkiej dziewczynie. 

-  Cześć,  Josh  -  Powiedziałam,  gdy  dotarł  i  zatrzymał  się  przed 

płotem z siatki. 

-  Prawie  przegrałem,  z  jednym.  -  Powiedział,  ciężko  oddychając. 

Kiedy uśmiechnął się do mnie, poczułam w środku ciepło. Umawialiśmy 

się od jakiegoś czasu, ale jego uśmiech wciąż uderzył we mnie mocno. A 

jego pocałunki, jeszcze mocniej. 

background image

- Ale nie przegrałeś. - Powiedziała Nakita wracając ponownie do jej 

pewności  siebie.  -  To  był  dobry  bieg.  -  Josh  dał  jej  dziwne  spojrzenie, 

prawdopodobnie zastanawiając się, nad powagą jej słów.  

- Dzięki. - Powiedział, a następnie otarł pot z szyi. Ja nie pociłam się 

od miesięcy. Nie, od kiedy umarłam.  

- Czy to twój ostatni wyścig? - Zapytałam, już znając odpowiedź. 

- Tak. - Josh machnął do faceta, nawołującego go od mety. - Muszę 

iść, ale może chcesz iść do Low D ze mną później? - Low D było lokalnym 

miejscem spotkań, skrót od Lowest Common Denominator. Three Rivers 

było miastem studenckim, studenci się bawili, nawet, jeśli nikt inny nie. 

Jego oczy podniosły się do Nakity i Barnaby. - Wszyscy możecie. - Dodał 

nieco kwaśno 

Trudno  było  znaleźć  czas  sam  na  sam  z  Joshem  między  szkołą, 

moim tatą, moją pracą w kwiaciarni, i nie zapominając, że Strażnik Czasu 

Ciemności,  kradnie  każdą  wolną  chwilę  mojego  dnia  i  nocy.  Można  by 

pomyśleć, że ktoś, kto nie potrzebuje spać powinien mieć mnóstwo czasu, 

ale nie. 

Już  teraz  zgadując moje pytanie,  Barnaba  westchnął  z  pod  czapki. 

Będzie  prawdopodobnie  już  po  zachodzie  słońca  zanim  zacznę  ćwiczyć 

osłanianie rezonansu mojego amuletu. Ale dreszcz przeszedł mnie i moje 

serce, na samą myśl o tym, dając twarde uderzenie i znów przestało… 

-  Jasne  -  Powiedziałam,  uśmiechając  się.  Małe  słowo,  ciężkie  ma 

znaczeniu. 

Josh  wsadził  palce  w  siatkę,  a  ja  ich  dotknęłam.  Josh  i  ja 

przeszliśmy razem przez wiele, zwłaszcza biorąc pod uwagę nasze ciężkie 

początki, kiedy byłam jego randką z litości. Było nam dobrze teraz, nawet 

z wtrącającymi się sprawami Strażnika Czasu Ciemności. Uśmiechając się 

background image

półgębkiem  i  patrząc  uroczo  i  pobłażliwe,  Josh  wycofał,  się  ostatecznie 

odwracając  swoją  twarz  od  przyjaciół,  gdy  odszedł.  Na  twarzy  Nakity 

widniał grymas niezadowolenia, gdy się odwróciłam. 

- Obiecałaś Barnabie swój trening. - Powiedziała, zaskakując mnie. 

-  Jest  okay  odłożyć  trening  by  obserwować  bieg  Josha,  ale  nie  w 

porządku, jeśli chcę się udzielać towarzysko? - Zapytałam. 

-  Absolutnie.  -  To  było  logiką  Żniwiarza,  a  ja  wiedziałem,  że  nie 

mogę  z  nią  wygrać.  Smutną  sprawą  było,  że  ona  chyba  miała  rację. 

Odwracając  się  z  powrotem,  usiadłam  na  trybunach  by  poczekać  na 

Josha. 

Barnaba był za mną pachnąc piórami i drugą stroną chmur  -i tak, 

tylna część chmur ma zapach. Ignorując mnie Nakita poszła stanąć przy 

ogrodzeniu,  oglądając  wchodzących  maruderów.  Zastanawiałam  się,  czy 

powinna  wziąć  udział  w  biegu  terenowym,  a  następnie  zgniotłam  ten 

pomysł. Była tutaj, aby chronić mnie przede mną, nie dowiedzieć się, jak 

przebiec dwie mile. 

Ale  myśli  o  treningu  i  Low  D  opuściła  mnie,  gdy  bez  ostrzeżenia, 

niebieski  atrament  wydawał  się  wylać  ze  słońca,  uderzając  o  ziemię  i 

wrząc jak dym. 

To  rozlewając się po  ziemi,  omywając ludzi  nieświadomych  tego,  i 

sprawiając mi zimno. W czasie, gdy to się działo podniosłam moją głowę 

w górę, a błękit wzrastał obejmując wszystko. 

Szczeniak siedzi na chodniku. Ja podążam w stronę światłą…. 

Moje  serce  oddało uderzenie  i  zatrzymało  się,  gdy  uczucie  strachu 

szybko  odsunęło  się  ode  mnie.  Ostatni  raz,  gdy  miałam  widzenie 

przyszłości, wołałam do gwiazd i czułam się jakbym miała umrzeć. Potem 

wpadłam w czyjeś myśli i przeżywałam brzydkie chwile, gdy zaczął zabijać 

background image

własną duszę. To było prawie miesiąc temu, a ja nie wiedziałam, co mnie 

przeraziło  bardziej:,  że  mogłabym  przeżyć  jeszcze  raz  to  piekło,  czy  że 

Serafinowie  dawali  mi  kolejną  szansę,  aby  udowodnić,  że  zabicie  osoby 

nie było konieczne dla ocalenia jego duszy i mogłabym to schrzanić? 

Zgodnie z Grace - mój denerwujący często nieobecny Anioł Stróż i 

Niebiańska  Łączniczka,  mimo  że  Serafinowie  nie  kierowali  moimi 

podróżami w czasie, mogli je zatrzymać lub uczynić je szybszymi, coś w 

rodzaju  ekranu  do  w  pełni  funkcjonującego  Strażnika  Czasu  Ciemności, 

aby  zrobić  to  przejście  łatwiejszym.  To  nie  było  tak,  że  miałam 

prawdziwego nauczyciela, po cenach dumpingowych na to stanowisko. 

Można  by  pomyśleć,  że  to  sami  Serafinowie  powinni  podjąć  pracę 

na  stałe  przypisując  Żniwiarzy,  ale  widocznie  Anioły  miały  trudności  z 

ustalaniem,  co  jest  teraz,  co  było  kiedyś  i  tego,  co  miało  być,  i 

potrzebowali  człowieka  do  zrozumienia  czasu.  Zdarzyło  mi  się  być 

odpowiedzialną za złych, tych, którzy zabijali ludzi zanim oni zabili swoje 

dusze.  Wolałbym  być  odpowiedzialną  za  tych  ze  strony  światła,  którzy 

próbowali powstrzymać zabijanie, ale to nie było tym, co się wydarzyło. 

Głosy  wyblakły  tłumione  przez  niebieską  mgłę,  gdy  czekałam  by 

przyszłość mnie zabrała.  

-  Madison,  możesz  ćwiczyć  w  The  Low  D,  -  Powiedziała  Nakita, 

kopiąc  płot  i  wprawiając  go  w  drżenie.  -  Rozproszenie  uwagi  będzie 

dobre.  Barnaba,  to  nic  dziwnego,  że  nigdy  nie  uczy  się  niczego  z  tobą, 

skoro uczysz ją o północy na jej dachu. 

Chwyciłam moje kolana, przerażona, że jeśli ruszę się znajdę się w 

konwulsjach  na  ziemi.  Moment,  gdy  dusza  zaczyna  umierać  jest 

traumatyczny,  gdy  za  pośrednictwem  Pierścieni  Linii  Czasu,  powoduje 

moją  wędrówkę  ku  światłu  i  w  przyszłość.  Im  dalej  w  przyszłość,  tym 

background image

bardziej  pogarsza  się  widzenie,  począwszy  od  krystalicznie  czystego  do 

mrocznej nicości, tak, że tylko głosy mogą przeniknąć. 

Oznaczało to, że byłam pierwszym Strażnikiem Czasu na drodze w 

stronę  światła.  Nie  zawsze  miałam  przewagę.  Ron,  Strażnik  Czasu 

Światła, może pójść w stronę światła. Później, ale bardziej przejrzyście, i 

wprawnie zaczerpnąć z niej zabierając mi korzyści. 

-  Chłopaki?  -  Szepnęłam,  a  następnie  westchnęłam,  gdy  cały  tor  z 

jego  zawodnikami, trenerem  i  niebieskimi  krzesełkami  nagle  nałożył  się 

ze sceną, która była prawdopodobnie o sto mil odległa i prawdopodobnie 

o dnie w przyszłości. Chociaż trzymałam się prążkowanej ciepłej ławeczki 

z  aluminium,  również  stałam  na  zdobionym  kredą  chodniku,  wpatrując 

się  w  trzypiętrowy  budynek  ze  starymi  samochodami  przed  domem  i 

ruchliwą  drogą  za  mną,  o  zamierającym  ruchu.  Było  to  rozmyte 

niebieskawą mgiełką na krawędziach mojej wizji i wokół wszystkich osób, 

niczym druga aura. 

Noc  była  okropną  mieszanką  pomarańczowego  i  czarnego  koloru, 

gdy budynek płonął, a płomienie skakały wysoko, aby pokazać gromadę 

ciasno  stłoczonych  sąsiadów,  szczekające  psy  i  krzyczących  ludzi.  Wozy 

strażackie  wypluwały  powietrze  pachnące  olejem  napędowym  przy 

krawężniku, który dymił się i ogrzewał moje kostki. Ryk. Wszystko było 

rykiem.  A  potem  zdałam  sobie  sprawę,  z  krwi  w  mojej  głowie,  gdy  ból 

serca ogarnął mnie. 

Johnny jeszcze tu jest. 

Myśl  rozbrzmiewała  w  naszej  wspólnej  pamięci.  Terror,  który 

należał  do  dziewczyny,  w  której  ciele byłam  napełnił  mnie,  i  czułam  jak 

stoję,  chwiejąc  się  na  trybunach.  Byłem  migawką  wewnątrz,  życia 

cudzego  koszmaru.  To  wtedy  jej  dusza  zaczęła  umierać,  kiedy  coś  tak 

background image

złego się stało, że zapomniała, jak żyć. Byłam jedyną osobą, która była w 

stanie ją uratować. 

- Johnny! - Krzyknęłam i Nakita odwróciła się do mnie. Widziałam 

jej  szok,  a  obraz  płonącego  budynku  wzrastał  za  nią  wtopiony  w 

rzeczywistość zawodów lekkoatletycznych. 

- Ma wizje. - Słyszałam, mówiącego Barnabę, gdy zacisnął dłoń na 

moim  ramieniu,  utrzymując  mnie  przed  biegiem  do  przodu,  gdy 

dziewczyna, w której umyśle byłam w rzuciła się do ucieczki.  

W mojej wizji pobiegłam między samochodami, omijając strażaków 

próbujących  powstrzymać  mnie,  a  niebieskawa  mgiełka  wzrastała  od 

ludzi  jak  mgła.  W  rzeczywistości,  czułam,  że  moje  serce  uderza,  gdy 

zablokowałam  kolana  i  kołysałam  się,  więc  nie  mogłam  również  biec. 

Zostawiłam  Johnny’ego  samego.  Spał.  Czekałam  aż  zasnął  po  wyjściu 

mamy  do  pracy.  O,  Boże.  Mama  mnie  zabije,  gdy  dowie  się!  Nie 

rozumiem. Skąd wziął się ogień?! 

-  Johnny!  -  Szepnęłam,  gdy  dziewczyna  krzyknęła,  a  potem 

podskoczyła,  gdy  ciężka  dłoń  zacisnęła  się  na  moim  ramieniu,  a  obie  - 

dziewczyna  i  ja  odwróciłyśmy  się.  Mrugnęłam,  chwiejąc  się,  kiedy 

zobaczyłam  Barnabę  za  przerażającym  wizerunkiem  strażaka  w  pełnym 

rynsztunku,  jego  oddech  był  syczący,  kiedy  próbował  zatrzymać  mnie 

przed pójściem 

Tłum  stał  na  trybunach,  dopingując  ostatniego  walczącego 

zawodnika.  W  mojej  wizji,  ogień  huknął,  napełniając  mnie 

surrealistyczną  przeciwwagą  terroru.  Ręka  Barnaby  była  na  moim 

ramieniu, a on patrzył na mnie ze współczuciem. 

- Johnny jest tam! - Powiedziałam, a strażak spojrzał mnie, wyraz 

jego twarzy ukryty był za maską. - Pozwólcie mi iść. Puść mnie! Muszę się 

tam dostać! - Jako jedno, dziewczyna i ja wykręciłyśmy się od Barnaby\ 

background image

strażaka  uchwycie  i  jako  jedna  zostałyśmy  wciągnięte  w  ich  ramiona. 

Starałam  się  nie  walczyć,  wiedząc,  że  nie  było  to  prawdziwe,  ale  terror 

dziewczyny był teraz moim. 

Nie  miałam  serca  bijącego  w  moim  stale,  udawanym  ciele,  ale 

pamięć to zabawna rzecz, a ja czułem echo tętna Barnaby prowadzącego 

mnie, powodując zgrzyt kroków w dół na trybunach i do chłodniejszego 

cienia poniżej. 

Cień  skąpał  moje  rozgrzane  policzki,  spalone  przez  słońce  i  ogień, 

gdy  Barnaba  posadził  mnie  na  ziemi  i  niebieskawa  mgiełka,  przysłoniła 

się obraz odległej przyszłości kłębiąc się ze strażaka, ale nie anioła.  

- Przepraszam. - Powiedziałam zarówno do Barnaby i strażaka, ale z 

dwóch różnych powodów. 

Za  strażakiem,  widziałam  karetkę.  Światła  zostały  wyłączone  i 

poczułam,  że  kończy  się  moje  życie,  kiedy  włożono  do  niej  małe, 

zapakowane  ciało.  Zakładka  została  naciągnięta  na  całą  długość.  Przez 

chwilę,  nie  wiedziałam,  co  to  znaczy,  ale  zanim  zobaczyłam  w  worku 

ciało, jakimś sposobem, nie myślałam, że mogłyby się to zdarzyć. 

-  Oh,  Johnny!-  Zaszlochałyśmy,  gdy  rzeczywistość  w  nią  uderzyła. 

W  mojej  wizji,  zaczęłam  płakać,  gdy  oglądałam  płomienie  pożerające 

dach  mojego  pokoju,  ale  moje  łzy  były,  dla  Johnnego.  Odszedł  i  ja 

płakałam zarówno dla Johnny'ego jak i jego siostry, kiedy miałam wizję 

jego okrągłej twarzy i piżamy Transformer. Miał paluszki rybne na obiad. 

Byłam taka podła, jedząc ostatniego, gdy wiedziałam, że on go chciał.  

-  Tak  mi  przykro.  Tak  mi  przykro.  -  Szlochałam,  a  moje  gardło 

ścisnęło  się,  gdy  skuliłam  się  przed  wsparciem  trybuny  /  przy  boku 

samochodu  pożarniczego.  W  pobliżu  był  strażak,  dając  mi  swoją 

połowiczną  uwagę,  żebym  nie  mogła  uciec.  Nakita  została  nałożona  na 

niego, upewniając się, żeby nikt nie przeszedł wystarczająco, blisko, aby 

background image

wiedzieć,  co  się  dzieje.  Za  nią,  niebieskie  słońce  oświetlało  dół  na 

zawodach  lekkoatletycznych.  Były  tam  przygotowania  do  utworzenia 

kolejnego  wyścigu  pośród  rozbrzmiewających  głośników  i  trąbienia 

ciężarówek, gdy nowa cysterna wody przybyła. Mój brat nie żyje. To moja 

wina. Nie powinnam była zostawiać go w samego. 

Wstałam, a przynajmniej ja w mojej wizji. Zaczęłam już odnajdować 

sposób  na  oddzielenie  się  od  niej,  więc  mogłam  tylko  oglądać,  jak  ból 

serca  w  dziewczynie  staje  się  łatwiejszy  do  zniesienia.  Barnaba 

przytrzymał mnie myśląc, że mogłabym coś sobie, zrobić. 

Moje  palce  odnalazły  nazwę  miasta  na  samochodzie  pożarniczym: 

Baxter,  mniej  więcej.  Moje  spojrzenie  podniosło  się  i  zobaczyłam  znak 

ulicy:  Koral.  Moje  serce  waliło,  gdy  zdałam  sobie  sprawę,  że  miałam 

pewną kontrolę nad pamięcią, że jeszcze trzeba żyć.  

-  Tutaj  jesteś,  Tammy.  -  Smugi  dymu  zamazywały  mówiącego 

mężczyznę,  który  udrapował  koc  pachnący  zbyt  mocno  płynem  do 

płukania tkanin na moich ramionach. Wzdrygnęłam się, nie potrafiąc nic 

powiedzieć,  ale  miałam  nazwę  teraz,  a  to  mogło  pomóc.  -  Twoja  mama 

już idzie. - Dodał, i panika Tammy przetoczyła się przeze mnie na nowo. 

O,  Boże.  Mama.  Odwróciłam  się  do  pożaru  w  panice.  Chciałam  to 

cofnąć, ale nie mogłam. Johnny był martwy. Powinnam to być ja, nie on. 

Nie on!  

- Madison? Powiedziała Nakita, a ja zamrugałam na człowieka, gdy 

jego obraz rozpływał się w niej. - Czy wszystko w porządku? - Musiałem 

uciec,  odejść.  W  obliczu  tego  było  to  zbyt  straszne,  a  do  tego  wina 

powodowała,  trudności  z  oddychaniem.  Ja  powinnam  być  martwa,  nie 

Johnny. Był moim bratem, a teraz on nie żyje. Przeze mnie. Powinno to 

spotkać mnie. To powinnam być ja! 

- Madison!  

background image

Barnaba  wołał  moje  imię,  a  ja  westchnęłam,  gdy  te  dwie 

rzeczywistości -jedna prawdziwa, jedna dopiero do przeżycia - starły się 

gwałtownie. 

Niebieski  ton  błysnął  na  czerwono,  a  następnie  zniknął  w 

przyszłości.  Słuchając  echa  mojego  bijącego  serca,  uspokajałam  je,  gdy 

wpatrywałam  się  w  Barnabę,  Nakitę,  oraz…  Josha.  Nade  mną,  ludzie 

dopingowali ostatniego biegacza przy przekraczaniu linii. To był koniec. 

Miałem  wizję  kogoś  innego,  przeżywającego  zapowiedź  śmiertelnego 

uderzenia w jej duszę, i… przerwałam. 

Zakołysałam się, próbując strząsnąć winę i ból serca dziewczyny po 

śmierci  brata.  Tammy.  Nazywała  się  Tammy.  Jej  przekonanie,  że 

spowodowała śmierć brata dzwoniło jeszcze we mnie, rozpacz tak ciężka, 

że  przygniatała  wszystko  odmawiając  jej  duszy  miłości  potrzebnej  do 

przetrwania.  Chciałaby  uciec,  jeśli  nie fizycznie,  to  psychicznie,  od  tych, 

którzy chcieli pomóc jej żyć dalej, a jej dusza… chciała uschnąć i umrzeć 

na  długo  zanim  umrze  jej  ciało.  Przeznaczenie,  tak  nazywają  to 

Serafinowie, ale ja nie wierzę w przeznaczenie. 

Stary  Strażnik  Czasu  ciemności,  Kairos,  wysłałby  Nakitę  by  zabić 

Tammy  bez  namysłu  zabierając  jej  duszę,  aby  uchronić  ją  kosztem  jej 

życia.  Ron,  obecny  Strażnik  Czasu  Światła,  z  kolei  wysyłałby  Żniwiarza 

Światła  by  zatrzymać  koszenia,  by  uratować  jej  życie  kosztem  jej  duszy, 

ryzykując,  że  jakoś  nauczyć  się  żyć  dalej.  Ale  ja  nie  byłam  starym 

Strażnikiem  Czasu  Ciemności,  i  miałam  zamiar  skorzystać  z  okazji,  aby 

udowodnić Serafinom, że przeznaczenie może być omijane i moglibyśmy 

uratować  jej  życie  oraz  jej  duszę.  Wszystko,  co  musieliśmy  zrobić,  to 

pokazać Tammy inną możliwość. 

Uśmiechając  się  słabo,  wyciągnęłam  rękę.  Josh  wziął  ją, 

podciągając  mnie  na  nogi.  Otrzepałam  mój  tyłek  i  zadrżałam  w  cieniu. 

background image

Patrzyłam w poprzek toru, pamiętając wizję kłębiącego się dymu i ognia 

skaczącego, jakby był czymś żywym. Milcząc, czekali. Spojrzałam na nich, 

widząc,  rezygnację  Barnaby  wiedziałam,  że  to  nie  będzie  tak  proste  jak 

chciałam  żeby  było,  strach  Nakity,  że  miałam  zamiar  poprosić  ją  o 

zrobienie  czegoś,  czego  nie  mogła  zrozumieć,  i  zapał  Josha  do  robienia, 

czegokolwiek innego. 

-  Macie  ochotę  na  wycieczkę?  -  Zapytałam.  Jak  jeden,  wszyscy 

wzdychali, Josh uśmiechając się szeroko.  

- A jakże! 

background image

Rozdział 2 

Tłumacz: Mglistaaa 

Korekta: isiorek03 

 

 

Stałam za nagrobkiem sięgającym mi do piersi, i opierałam ręce na 

jego  szczycie.  Suchy,  gorący  wiatr  przesuwał  fioletowe  końcówki  moich 

krótkich  włosów  na  moje  oczy,  gdy  czekałam  na  powrót  Barnaby  ze 

swojego pieszego rekonesansu. Nakita fotografowała pomniki aparatem, 

który  zawsze  miała  w  jej  małej  czerwonej  torebce.  A  Josh  starał  się  nie 

zwymiotować po swoim pierwszym locie z pomocą anioła. 

Nakita  nalegała  żeby  wybrać  się  na  ziemię  tego  cmentarza,  bo 

szkoła  była  po  drugiej  stronie  ruchliwej  ulicy,  ale  myślałam,  że  może  to 

być  suche  poczucie  humoru  rozwijające  się  inaczej  u  zabójczego 

Żniwiarza Ciemności z niedoborem humoru. Musiałam jednak przyznać, 

że  cmentarz  był  prawdopodobnie  lepszym  wyborem  niż  fast-food  obok, 

zwłaszcza z wciąż hiperwentylującym Joshem.  

Zerknęłam  na  zgarbioną,  chwiejną  sylwetkę Josha,  kiedy  oparł  się 

w pobliżu znacznika grobu, jego torbę sportową u jego stóp i zwrócone do 

mnie plecy, gdy zdrowiał. Prawdopodobnie nie pomogło, że przed chwilą 

nie  lecieliśmy,  a  zostaliśmy  przerzuceni,  tak  jakby.  Straszna  nicość 

podróżowania  pomiędzy  przestrzenią  była  przerażająca  w  najlepszym 

wypadku,  a  gdy  po  raz  pierwszy  Nakita  miała  owinięte  wokół  mnie 

skrzydła  i  przerzuciła  nas  z  Indiany  na  grecką  wyspę  po  drugiej  stronie 

ziemi to było straszne. Przypuszczam, że wyspa Kairosa była teraz moja, 

ponieważ miałam jego pracę a on był martwy 

Ale czy byliśmy tam, aby dać Joshowi szansę na złapanie oddechu, 

czy  ze  względu  na  pomysł  Nakity,  to  cmentarz  był  cichy  i  na  uboczu,  z 

background image

dobrym  widokiem  na  autobusy  ustawiające  się  w  kolejce  po  prawej 

stronie i pickupy – samochody po lewej stronie. Musieliśmy przejść kilka 

linii  stacji  by  dotrzeć  do  celu  i  było  zaledwie  trzy  po  południu.  Szkoła 

właśnie zaczęła wypuszczać uczniów. 

Pachnący lekko potem i butami do tenisa, Josh chwiał się w drodze 

do  mnie.  Dałam  mu  uśmiech  i  przesunęłam  się  w  dół,  aby  zrobić  mu 

miejsce  i  razem  pochyliliśmy  się  nad  kamieniem,  stykając  się  naszymi 

łokciami. Byłam zadowolona, że tu był. 

-  Widzisz  ją?  -  Zapytał,  a  jego  niebieskie  oczy  wreszcie  zaczęły 

pokazywać jego emocje. 

-  Nie,  powiedziałam,  dziękując  psychicznie  Beatrice,  o  której 

kamień  opieraliśmy  się.  -  Nigdy  nie  widziałam  twarzy  Tammy. 

Pomyślałam, że jestem szczęśliwa, mogąc zobaczyć nazwę miasta i ulicy, a 

ten strażak znał jej imię. Ale jestem pewna, że ona tam jest. 

Wskazałam na szkolę, brodą, a on zwrócił oczy na mnie.  

-  Twoje  przeczucie  Strażnika  Czasu,  co?  -  On  przyłapał  mnie,  a  ja 

dałam mu zakłopotane spojrzenie. 

- No tak, faktycznie, - powiedziałam, nie chcąc przyznać, że czułam 

dziwny  rodzaj  dreszczy  w  mojej  aurze,  kiedy  leciałam  nad  szkołą.  To 

samo  stało  się  podczas  mojej  ostatniej  akcji  prewencyjnej  i  miałam 

zamiar zaufać jej też tym razem. 

- Więc jak zamierzamy ją znaleźć? - Josh zapytał, patrząc na dzieci 

właśnie zaczynające grupować się w trójki i szóstki. 

Nakita,  która  odsunęła  na  bok  zdjęcia  zanieczyszczeniami 

zabarwionego  posągu,  ciemnego  od  dymu  i  pleśni,  powiedziała,  nie 

patrząc na mnie:  

background image

-  Udało  mi  się  znaleźć  jej  adres  i  opis  jej  aury,  ale  jeśli  ty  miałaś 

widzenie, to Ron prawdopodobnie też. Musimy działać szybko, zanim da 

jej Anioła Stróża i nie będzie można nic zrobić. 

- Mamy, co najmniej jeden dzień, - powiedziałam i Nakita spojrzała 

na  mnie  z  nad  jej  aparatu.  -  Widzenie  przyszłości  było  rozmyte  na 

brzegach, - wyjaśniłam. - Można mieć jasną wizje, kiedy ma się stać to na 

kilka godzin przed. - Wykrzywiając twarz, spojrzałam na szkołę. - Myślę, 

że  Serafin  wysłał  mi  to  jedno  wcześniej,  wiedząc,  że  nie  jestem  w  tym 

jeszcze dobra. 

Chociaż, dlaczego chcieli mi pomóc było tajemnicą. Może nie mieli 

tak jak Ron nic przeciwko mnie, jako Strażniczce Czasu. Wiedziałam, że 

ja  nie  miałam.  A  może  mieli  nadzieję,  że  kiedyś  będę  lepsza  w  tym,  że 

zacznę  wierzyć  w  los,  a  nie  wolną  wolę.  Niezależnie  od  powodu,  byłam 

pewna, że jesteśmy, co najmniej jeden dzień przed Ronem, naturalnie on 

był bez pomocy widzenia przyszłości Serafinów, i ja nie zamierzałam tego 

marnować. 

Nakita  spojrzała  na  Barnabę,  i  gdy  wzruszył  ramionami,  spojrzała 

na szkołę przez obiektyw, robiąc kilka zdjęć.  

-  Szkoła  jest  nadal  najlepszym  miejscem  do  poszukiwań,  - 

powiedziała. - Standardowo zbierając poszlaki. Idź tam, gdzie są ludzie. - 

Migawki kliknęły a ona wyprostowała się, marszcząc brwi za obiektywem 

aparatu.  Jedno  z  jej  zdjęć  w  naszej  szkolnej  ekspozycji  z  centrum 

handlowego  zdobyło  najwyższą  nagrodę  i  Nakita  zaczęła  robić  zdjęcia 

wszędzie od tamtej pory. 

Ron,  myślałam,  zdzierając  moje  żółte  trampki  o  kamień  i  życząc 

sobie  by  ten  denerwujący  człowiek  ignorował  mnie  jak  większość 

dorosłych.  Ron  pracował  dla  światła  zamiast  dla  ciemności,  i  choć, 

wierzyliśmy w to samo, że wybór był silniejszy niż przeznaczenie niebios, 

background image

on  raczej  zsyłał  Anioła  Stróża  na  kogoś  niż  starał  się  dotrzeć  do  źródła 

problemu  i  zmienić  ich  życie.  Co  dokładnie,  było  powodem,  że  miałam 

kłopoty  z  Serafinami,  to  boże  ważniaki  wysocy  Aniołowie,  i  próbowanie 

czegoś zmienić. Nawet po ocaleniu już duszy jednej osoby, wiedziałam, że 

nikt z wyjątkiem Barnaby nie wierzył, że mam szansę. A większość czasu, 

zastanawiałam się nad Barnabą. 

- Jeśli nie możemy znaleźć jej tutaj, możemy po prostu pójść do jej 

mieszkania  i  poczekać  -  powiedziałam,  skanując  ostatnie  przesunięcia 

nieba i czarne skrzydła. 

Bezmyślne, ociekające tafle czerni zawsze wydawały się gromadzić, 

gdy  właśnie  miało  nastąpić  koszenie  w  nadziei  na  zwędzenie  odrobiny 

nienadzorowanej  duszy,  co  czasami  powodowało,  że  zastanawiałam  się, 

czy  te  przerażające  rzeczy  mogą  czytać  z  linii  czasu,  podobnie  jak 

Strażnicy  Czasu.  Żniwiarze  Ciemności  na  polowaniu  przynosili  im 

padlinę  szybciej  niż  wrony.  To,  że  ich  tu  nie  było  to  dobry  znak.  Nie 

widziałam  żadnej  od  miesiąca,  częściowo,  dlatego,  że  Nakita  ukrywała 

mój  rezonans  przez  większość  czasu,  a  częściowo,  dlatego,  że  nie  było 

polowań. 

Josh  odwrócił  się  by  usiąść  plecami  do  kamienia.  Po  przekopaniu 

się przez jego torbę sportową, wyjął swój telefon.  

-  Wyślę  wiadomość  do  mojej  mamy.  Powiem  jej,  że  będę  w  domu 

później.  Jeśli  ktoś  zapyta,  jestem  z  tobą.  -  Spojrzałam  na  zegarek  i 

dodałam dwie godziny.  

- Dobry pomysł. Gdzie powinniśmy być? The Low D? - Dobra, więc 

okłamałam ojca. Nie czułam się z tym dobrze, ale nie zamierzał uwierzyć, 

że  jestem  gdzieś  w  Kalifornii,  ograniczając  liczbę  zabitych  i  próbując 

zmienić politykę nieba w sprawie odstrzału zagubionych dusz. 

background image

Miękki  zapach  piór  zwrócił  moją  uwagę,  i  uśmiechnęłam  się,  gdy 

Barnaba  wielkimi krokami  przemierzał  przez  cały  cmentarz,  z  rękami w 

kieszeniach i wędrującymi oczami.  

-  Brak  Żniwiarzy  Światła,  brak  czarnych  skrzydeł,  i  brak  Grace,  - 

powiedział,  przeczesując  ręką  kędzierzawe,  luźno  skręcone  włosy  i 

mrużąc oczy na autobusy. - Chcesz, żebym poszedł sprawdzić mieszkanie 

Tammy? 

Brak  Grace?  Nie  mogłam  pomóc,  ale  zastanawiałam  się,  dlaczego 

on postawił postawić Grace pod znakiem zapytania, ale skinęłam głową, 

patrząc na Nakitę, gdy zatrzask w jej torebce kliknął na kłódkę. Odłożyła 

aparat daleko, odmawiając, aby Barnaba zaangażował się w coś.  

- Pamiętasz adres? - Zapytałam. 

- Ulica Coral, - powiedział, a następnie dotknął górnej części mojej 

ręki.  

-  Wrócę  i  powiem  Ci  czy  ona  tam  jest,  -  rozbrzmiało  w  moich  w 

myślach,  aż  podskoczyłam.  Migotanie;  gapiłam  się  na  niego.  Nakita 

zaczęła  osłaniać  rezonans  od  zakończenia  Three  Rivers,  więc  Ron  nie 

wiedział, gdzie jesteśmy, jeśli sprawdzał nas to nie wiedziałam czy mógł 

dotknąć myśli poprzez osłonę. Ale Barnaba dotykał mnie fizycznie, więc 

może to w jakiś sposób było w stanie ominąć osłonę. 

-  Hej!  -  Nakita  powiedziała  z  przez  chwilę  migającymi  boskim 

srebrem oczami. - Zakaz przekazywania notatek. 

Josh zamknął telefon i spojrzał na nas pytająco. 

-  Spokojnie,  -  powiedział  kwaśno  Barnaba,  gdy  jego  palce  zsunęły 

się ze szczytu z mojej ręki. - Chciałem tylko upewnić się, że to możliwe. - 

Przerwał, a następnie powiedział: - Widzisz? Ona nie słyszała. 

background image

-  Ponieważ  jestem  osłaniana,  -  powiedziałam,  a  Barnaba  skinął 

głową,  jego  spojrzenie  wędrowało  po  drugiej  stronie  ulicy  i  po 

samochodach  w  kolejce.  Pomyślałam,  że  jego  nagle  kwaśny  nastrój  nie 

pochodził z nieufności do Nakity, ale z jego zdolności mówienia do mnie 

bezgłośnie.  Oznaczało  to,  że  nie  był  już  dłużej  Żniwiarzem  Światła. 

Przemieszczał się w kierunku ciemnej strony, do mnie. 

To, że ten Żniwiarz Światła porzucił jego milenijne przekonania, by 

pójść  ze  mną  do  obozu  wroga było  otrzeźwiającą  myślą. Gdybym mogła 

skłonić Nakitę i jego do współpracy, aby ocalać oznaczone osoby, ich ciała 

i dusze, to może będę mogła też przekonać Serafinów do robienia rzeczy 

po swojemu i zatrzymania przedwczesnego koszenia na dobre. Jeśli, jeśli, 

jeśli.  A  jeśli  nie,  to  tak  szybko,  jak  znajdę  moje  ciało,  gdzieś  pomiędzy 

teraz  i  przyszłością,  oddaje  mój  amulet  i  wracam  do  normalnego,  życia, 

nie wiedząc nic o Żniwiarzach, Strażnikach Czasu, i Aniołach Stróżach. 

Ale  myśli  tej  brakowało  prawdziwych  emocji,  które  kiedyś  jej 

towarzyszyły.  Chciałam,  dalej  wykonywać  tą  pracę.  Nie  dobrze.  Josh 

wstał,  z  torbą  sportową  w  ręku,  przesuwając  się  niezgrabnie  w  napięciu 

pomiędzy Nakitą i Barnabą.  

-  Hej,  hm,  mam  zamiar  iść  za  mauzoleum  i  przebrać  się,  w 

porządku?  Zaraz  będę  z  powrotem.  -  Odwrócił  się  i  odszedł  do  małego 

budynku w pobliżu, poszarzałym wiekiem i zaniedbaniem. Patrzyłam na 

niego, myśląc, że wygląda dobrze. Pewny siebie. 

Dwoje dzieci minęło go na swoich rowerach, przecinając cmentarz, 

jako  skrót.  Szkoła  skończyła  się,  więc  odwróciłam  się  do  autobusów, 

słuchając  dzieci  krzyczących  do  siebie.  Obok  mnie  Nakita  wierciła  się. 

Zaczęłam też czuć napięcie i odchyliłam się do tyłu do nagrobka, ocierając 

kawałki  starego  kamienia  o  moją  koszulę,  gdy  rozglądałam  się  za 

czarnymi skrzydłami 

background image

Teraz  czułam  się  jak  prawdziwy  Żniwiarz.  Miałam  widzenie 

przyszłości.  Znalazłam  miejsce.  Próbowałam  znaleźć  znak.  Jeśli 

zmarnowałam  swoją  przewagę,  Żniwiarz  Światła  pokaże  się  by  mnie 

zatrzymać. Nie miało znaczenia, że nasze cele są takie same, oszczędzanie 

życia, bo jeśli zawiodę, Nakita będzie tam by zabić Tammy. Ofiara ciała, 

aby zbawić duszę. To był powód by umrzeć. 

-  Barnaba  -  powiedziałam,  wciąż  zastanawiając  się,  nad  Grace.  - 

Myślisz, że powinnam skontaktować się z Grace? - Lubiłam Grace, a ona 

była,  moim  kontaktem  z  Serafinami  i  jeśli  jej  tu  nie  było,  mogłoby  to 

oznaczać, że chcieli oni zobaczyć, czy mogę to zrobić bez jej pomocy. Była 

zbyt blisko boskości dla mnie by zobaczyć coś więcej niż blask jej skrzydeł 

przez  większość  czasu.  Nakita,  Barnaba,  i  ja  mogliśmy  usłyszeć  jej 

dźwięczny głos, ale nikt inny nie mógł. Grace myślała, że jest poetką. Co 

mogło  być  przyczyną  tego,  że  Josh  wydawał  się  być  jedynym 

zadowolonym, kiedy ona była w pobliżu. 

-  Nie  sądzę,  -  powiedział  Barnaba,  ale  jego  przytłumione 

zachowanie  zmartwiło  mnie  jeszcze  bardziej.  -  Pójdę  sprawdzić 

mieszkanie.  

-  Dzięki  -  powiedziałam  cicho  a  on  odszedł,  aby  znaleźć  spokojne 

miejsce, by rozwinąć swoje skrzydła, a następnie wzbić się w powietrze. 

- Myślałam, że nigdy nie odejdzie - powiedziała, Nakita. 

-  Oh,  no  dalej,  -  namawiałam,  odchodząc  do  tyłu  do  wysokiego 

płotu między nami i ulicą. - Barnaba jest w porządku. Przyznaj, że jesteś 

zła, że zamienił się w Żniwiarza Ciemności i skończ z tym. 

-  On?  -  Roześmiała  się.  -  Dzień,  kiedy  Barnaba  stanie  się 

Żniwiarzem Ciemności będzie dniem, kiedy będę całować jego amulet. 

background image

W milczeniu obserwowaliśmy dzieci wylewające się ze szkoły, każdy 

zdawał  się  wiedzieć  dokładnie,  gdzie  iść.  Czy  wiedziała  lub  nie,  ale 

poglądy  Nakity  na  świat  też  się  zmieniały.  Kiedy  po  raz  pierwszy 

spotkałyśmy się, była typową Żniwiarką Ciemności, gotową do skoszenia 

ludzi w jednej chwili, aby ocalić ich dusze. Dla niej ciało nie było ważne. 

Życie  nie  było  ważne.  Dusza  była.  To  dręczyło  mnie  często,  chcąc  ją 

zrozumieć. Mroczne niebiańskie przeznaczenie, niewidzialne; oświetlane 

przez ludzki wybór. 

Technicznie  rzecz  biorąc,  byli  też  Żniwiarze  Światła,  którzy  byli 

złymi facetami, wzrokiem niebios, którzy zostali wyrzuceni i łączyli siły w 

celu  ochrony  przed  Żniwiarzami  Ciemności.  Ratowali  życie  kosztem 

duszy. Więc kto robi więcej dobrego? Ja już nie wiem. 

Nakita milczała obok mnie, skanując twarze. Nie byłam pewna, czy 

Tammy  miała  być  odebrana  przez  matkę  czy  miała  zamiar  jechać 

autobusem do domu.  

-  Może  próbowanie  znaleźć  ją  w  szkole  nie  jest  takim  dobrym 

pomysłem  -  powiedziałam.  -  Być  może  musimy  znaleźć  się  bliżej,  - 

dodałam, gdy Nakita nic nie powiedziała. 

-  Dlaczego  nie  spróbujesz  użyć  linii  czasu,  aby  ją  znaleźć?  - 

Powiedziała  w  końcu.  -  Kairos  zawsze  pokazywał  mi  znak  aury  w  linii 

czasu, więc mogłam rozpoznać go przez to.  

Skrzywiłam się.  

-  Aura  Tammy,  co?  -  Zaoferowałam.  -  To  jest  super.  Z  wyjątkiem 

tego, że nie widzę aury. 

Ja  mogę  -  powiedziała,  Nakita.  -  Kairos  mógł  pokazać  mi  linię 

czasu,  gdy  miał  widzenie  a  aura,  która  mieszała  się  z  jego  była  tego, 

background image

którego  szukaliśmy.  Możemy  to  zrobić,  Madison.  -  Jej  czoło  było 

zmarszczone. - Możemy ją znaleźć przed Barnabą, założę się. 

Węzeł  napięcia  opadł  ze  mnie  i  uśmiechnęłam  się.  Barnaba. 

Rywalizacja ta była taka chora, nawet teraz.  

- Warto spróbować - powiedziałam wesoło, po czym odwróciłam się 

plecami do szkoły i usiadłam. Z prętami ogrodzenia wciśniętymi w moje 

plecy, i trawą łaskoczącą moje kostki. 

Pstrokate  słońce  dawało  fajnie  obmywające  mnie  światło.  Biorąc 

oddech,  którego  nie  potrzebowałam  do  niczego  poza  mówieniem, 

odetchnęłam,  próbując  uspokoić  się  przy  użyciu  techniki,  której  uczył 

mnie  Barnaba.  Moja  ręka  podkradła  się  i  ujęła,  kamień,  który  był  w 

centrum mojego amuletu. Przewody srebrne okrążające go były ciepłe, a 

ja zamknęłam oczy. To był mój amulet, który pozwalał mi zobaczyć linie 

czasu,  a  jeśli  będę  mogła  go  wykorzystać,  aby  zobaczyć  aury,  byłby  to 

bardzo dobry znak, że jestem coraz lepsza w tym. 

Znalezienie  linii  czasu  było  łatwe,  i  prawie  bez  wysiłku,  znalazłam 

jasny  blask  teraźniejszości,  przesuwającej  się  w  nieskończoność.  Teraz 

wszystko, co musiałam zrobić, to znaleźć Tammy na niej 

Życie  każdego  człowieka  miało  inny  kolor  lub  aurę.  Nie  mogłam 

widzieć  aury,  ale  Barnaba  pracował  ze  mną  nad  tym  wiele  razy,  kiedy 

siedzieliśmy na moim dachu, czekając na wschód słońca. Dla większości 

ludzi  kolor  był  odbiciem  ich  wieku  i  stanu  umysłu  i  mógł  się  zmieniać 

wraz  z  porami  roku,  ale  dla  Żniwiarzy,  to  odbicie  tego,  co  ograniczane 

było  od  strony  losu  lub  wolnej  woli.  Żniwiarz  Światła  zazwyczaj  był 

ciemnego koloru czerwonego, a Ciemności Żniwiarze, fioletowego, a ci po 

środku  neutralnego  zielono-żółtego.  Kiedy  po  raz  pierwszy  spotkałam 

Barnabę,  jego  amulet  był  porządnie  ciemnoczerwony.  Teraz  jednak, 

wyraźnie  przesuwał  się  w  górę  spektrum,  pokazując  więcej  niż  pewne 

background image

działanie, gdyż na początku miał wątpliwości, co do własnych przekonań. 

Wątpliwości  u  Anioła,  były  straszną,  nieoczekiwaną  rzeczą,  jakby 

dowiedzieć się, że skały tak naprawdę składają się z wody. 

Moja  oryginalna  aura  była  niebieska,  Barnaba  tak  przynajmniej 

kiedyś mi powiedział. Teraz była fioletowa, tak ciemna, że była w zasadzie 

czarna  dzięki  mojemu  amuletowi  Strażnika  Czasu.  Łatwo  było  znaleźć 

moją aurę w jasnej linii czasu, wyglądającą prawie jak wyrwa. Obok mojej 

była  pogodna  poświata  fioletowej  Nakity,  jej  myśli  tkane  wśród  moich; 

Barnaba  był  nieobecny,  ale  jeśli  spojrzałam  w  dół  tkaniny  czasu  w 

przeszłość,  mogłam  zobaczyć,  gdzie  był.  Josh,  też.  Jak  uregulowałam 

siebie, aura Josha wyskoczyła z innego miejsca, połączenia mnie i Nakity. 

On wracał z mauzoleum, i nie musiałam otwierać oczu, by to wiedzieć. 

- Czy ona ma widzenie przyszłości? - Usłyszałam szept. 

- Nie, - Nakita powiedziała cicho. - Ona szuka na linii czasu znaku, 

uh, aury Tammy. 

-  Naprawdę?  -  Josh  powiedział,  i  usłyszałam,  upadek  jego  torby 

sportowej. - Jakiego koloru jest moja aura? 

- Niebieska, - powiedziała szorstko. - Ciii. 

Jak tylko to powiedziała, całe moje myślenie zmieniło bieg. Biorąc 

pod uwagę imię, rezonans niespodziewanie widziałam od Josha odczucia. 

Niebieskie.  Rezonans  Josha  był  niebieski.  Mogłam  to  zobaczyć  w  mojej 

głowie o wiele jaśniej. Czując się pewniej, opuściłam jasny blask Josha i 

Nakity  by  skanować  z  powrotem  kilka  godzin  wcześniej  plątaninę  linii, 

gdzie  miałam  widzenie  przyszłości  na  torze  na  zawodach.  Czułam 

obecność  Nakity  obok  mnie  i  razem  patrzyłyśmy,  gdzie  w  mojej 

przeszłości  linie  przeplatają  się  z  innymi,  obciążając  ją  pozornie,  aby 

zanurzyć się w ich tkaninie. Aura połączona z moją miała swego rodzaju 

background image

chory  zielonkawy  kolor  z  pomarańczowym  błyskiem  w  swoim  centrum. 

Obok niej był niebieskawo żółty, nieco mniejszy. Jej brat? 

To  musiało  być  to,  więc  chętnie  otworzyłam  oczy.  Josh  patrzył  na 

mnie, po przykucnięciu stawiając nas oko w oko, więc uśmiechnęłam się 

do  niego.  Nie  mogłam  się  zdecydować,  ale  mogła  być  miękka  niebieska 

poświata wokół niego, dopóki słońce go nie obmyło. Może miałam okazję 

w końcu, naprawdę być w stanie zobaczyć aury. 

-  Czy  to  ona?  -  Nakita  zapytała  niecierpliwie.  -  Zielonkawo 

pomarańczowy? 

-  Widziałaś?  Rzekłam  z  ulgą  a  ona  skinęła  głową,  uśmiechając  się 

prawie, gdy puściłam mój amulet i ostatnie obrazy linii czasu zniknęły z 

moich myśli. 

-  Tammy  ma  problemy,  -  powiedziała,  nagle  dużo  bardziej 

zainteresowana  rozmieszczaniem  się  dzieci  w  autobusach  lub 

wchodzeniem do samochodów. - Jednakże większość nastolatków je ma. 

Siedemnastoletnia, tak samo jak ja, lub byłabym gdybym żyła. Josh 

wstał  i  wyciągnął  rękę,  by  pomóc  mi.  Wzięłam  ją,  czując  mrowienie 

między  nami.  Blask  wokół  niego  zdawał  się  wzmacniać,  i  widziałam 

czerwone  prążkowania  biegnące  przez  niego,  wznosząc  się  jeszcze  bliżej 

jego  skóry.  Wyglądało  to  jak  zanikający,  ale  jednak,  jak  siniak.  Jego 

doświadczenie bliskiej śmierci, może? 

Nakita trzymała pręty ogrodzenia, z głową delikatnie spoczywającą 

między nimi, jak gdyby była w więzieniu. Czułam się, jakbym była jedną z 

martwych, szpiegujących żywych. Dobrze, technicznie byłam, ale bycie za 

płotem  cmentarza  dodatkowo  wzmacniało  te  emocje.  Nakita  miała  oczy 

zamknięte, i oddychała głęboko.  

background image

- Jest, jakieś, dwadzieścia osób w odpowiednim wieku, których aury 

są podobne, - powiedziała. - Podejdźmy bliżej. 

Czerwoną  torebkę  schowała  pod  pachą,  i  skierowała  się  do 

imponującej  bramy,  jej  sandały  były  bezgłośne  na  skoszonym  trawniku. 

Ja otrzepałam moje dżinsy, zerkając na szkolne spodnie i koszulę Josha. 

Musiało mu być gorąco, ale to było i tak lepsze niż jego szorty do biegania 

i bezrękawnik.  

-  Jeśli  to  pomoże,  brat  Tammy  ma  niebieskawo  żółtą  aurę  - 

powiedziałam głośno. 

-  Widziałam,  to.  -  Nakita  zwróciła  się  do  mnie  pokazując 

niepokojący  uśmiech.  Drapieżny.  Podekscytowany.  Jej  palce  były  na  jej 

amulecie wskazując pochodzenie jej mocy i źródło jej kosy. 

Obok mnie, Josh zawahał się.  

- Ona nie zabije jej, prawda?  

Potrząsnęłam głową, czując, że miał prawo zapytać. Przyspieszyłam 

tempo, aby zrównać się z nią.  

- Nakita? - Zapytałam ostrożnie. 

Nakita  zatrzymała  się,  z  ręką  na  bramie  i  oczami  na  dzieciach. 

Stojących  na  zewnątrz  było  teraz,  mniej  a  pierwszy  z  autobusów 

odjeżdżał. 

- Nie pozwolę Ronowi dać jej Anioła Stróża, - powiedziała mocno. - 

Możesz być po prostu lepsza niż Barnaba by to robić. Ale mówię ci, że to 

nie do tej pracy. Oznaczeni nigdy nie słuchają. 

- Ace tak. - Kłóciłam się z murem, ale nawet ceglane ściany można 

zburzyć.  -Ok, - przyznałam, gdy przechyliła głowę i uniosła brwi pytająco 

na mnie.  

background image

- Więc Ace jest skazany na przeżycie krótkiego, gwałtownego życia, 

ale jego dusza nie jest zagrożona i dodatkowo pobudzi ludzi do myślenia, 

- protestowałam. - A co z Shoe? Teraz, kiedy nie musi brać na siebie winy 

za  zawirusowanie  szpitalnego  systemu,  może  pomóc  w  zapobieganiu 

temu  komputerowemu  zamachowi  terrorystycznemu  w  przyszłości.  Nie 

możesz powiedzieć, że jest źle. 

- Życie jest zmienne. - Wymamrotała, z nutą wątpliwości w głosie. - 

Tylko  dusze  się  liczą.  -  Sprawdzając,  że  miała  swój  cenny  aparat 

fotograficzny, podniosła głowę i zaczęła przemierzanie krawężnika. Josh 

roześmiał  się,  i  potrącaliśmy  się  ramionami,  gdy  wziął  moją  rękę  i 

poszliśmy.  Podobnie  jak  magię,  odczułam,  gdy  słońce  było  cieplejsze, 

powietrze  świeższe,  a  mój  krok  lżejszy.  Uczucie  jego  dłoni  w  mojej  było 

super,  a  on  dał  mi  lekkie  ściśnięcie,  cementując  nasze  połączenie.  Josh 

zgadzał się na wiele dla mnie, a ja byłam mu wdzięczna, że tu był. 

Krótkie,  gwałtowne  życie,  lub  nic,  byłam  dumna  z  naszych 

sukcesów  z  Acem.  Nie  tylko  uratowaliśmy  jego  duszę  i  życie,  ale  udało 

nam się też uchować jego najlepszego przyjaciela Shoe, poza więzieniem. 

To było naprawdę trudne, ale i nasz sukces był taki ze względu na Shoe 

pracującego  nad  ratowaniem  swojej  skóry,  gdy  ja,  Barnaba,  i  Nakita 

staraliśmy  się  również  jego  uratować.  Razem  z  Joshem  szłam  obok 

Nakity przy krawężniku, mrużąc oczy w słońcu na nieznanej szkole.  

- Wiem, że każdy uważa, że Ace był fuksem - powiedziałam  cicho, 

gdy  ręka  Josha  wymknęła  się  z  ostatnim  uściskiem.  -  Dlatego  musimy 

zrobić to ponownie. 

Trzymając  torebkę  pod  pachą,  Nakita  wzruszyła  ramionami. 

Oczywiście ona nie wierzyła, że to było możliwe, ale jeśli chodzi o mnie, to 

ta  akcja była  lepsza  od  ostatniej. Nakita  zgodziła  się  nie zabijać  Tammy 

background image

chyba,  że  będzie  pewna,  że  nie  można  jej  pomóc,  i  wiedzieliśmy,  gdzie 

mieszkała Tammy. Byliśmy w połowie drogi do sukcesu. 

- Czy to ta? - Nakita powiedziała nagle, a ja podążyłam za jej palcem 

wskazującym do blondynki stojącej niecierpliwie jedną nogą na schodach 

autobusu,  drugą  na  chodniku.  Krzyczała  na  grupę  chłopców  jeszcze  na 

schodach szkoły, z głowami nad konsolami do gier. - Ona ma zielonkawą 

aurę z tym pomarańczowym centrum. 

-  Trzymaj  swoje  konie!  -  Ciemnowłosy  chłopak  odkrzyknął,  w  jej 

brzydką twarz - Muszę się dostać do portalu, albo stracę swoje miejsce!  

- Zaraz stracisz transport do domu, ty idioto! - Wrzasnęła. - Mama 

nie będzie się urywać z pracy by Cię odebrać znowu, Johnny! - Z pamięci 

moje  serce  wydało  uderzenie  i  przestało.  Johnny.  To  było  imię  brata 

Tammy. 

Dziewczyna zaczęła się irytować i podreptała po schodkach. Z linii 

autobusów,  drugi  uruchomił  swój  silnik  i  odjechał.  Dwa  kolejne, 

przejechały, aby Tammy mogła przejść. 

-  Twoja  siostra  jest  czarownicą.  -  Słyszałam,  że  jeden  z  chłopców 

powiedział  do  Johnnego,  ale  Johnny  był  zbyt  pochłonięty  grą  by 

skomentować. 

-  To  ta  -  powiedziałam,  nagle  zaniepokojona.  I  co  teraz?  -  Josh 

wiercił się, gdy następny autobus odjechał. - Poradzimy sobie? 

Moje usta się zacisnęły. Nakita może przenosić tylko jedną osobę w 

locie, a nie chciałam się rozdzielać. 

-  Ludzie...  Autobus  odjeżdża! - Josh  powiedział  pokazując  ruchem 

ręki od nas do uciekającego. 

-  Johnny!  -  Dziewczyna  wykrzyknęła  przez  okno.  -  Wsiadaj  do 

autobusu! - Fala emocji przebiegła przeze mnie.  

background image

-  Chodźmy  -  powiedziałam  i  wszyscy  zerwaliśmy  się  do  biegu. 

Autobus  miał  odpalony  silnik.  My  prześliznęliśmy  się  na  prawo  od 

Johnnego, wbiegając po schodach, Nakita pierwsza, potem ja, i na końcu, 

Josh. 

-  Hey,  -  powiedział  kierowca,  wyraźnie  nie  rozpoznając  nas,  a 

potem zamrugał. Czułam, jak mój amulet ogrzewa się, i domyśliłam się, 

że  Nakita  coś  robiła.  Kierowca  odwrócił  wzrok,  nagle  wydawał  się 

nieobecny,  więc  przeszłam  obok  niego  w  przejściu,  gdy  zaczął  zaciągać 

drzwi. Josh zdążył ledwo. 

Zaczęłam uspokajać oddech. Dzięki Nakicie, kierowca albo nas nie 

widział,  albo  go  to  nie  obchodziło.  Dzieci  jednak  wiedziały,  że  tu  nie 

należymy,  i  około  piętnastu  par  oczu  patrzyło  na  nas,  gdy  szliśmy 

przejściem. Nerwowo, pokonywałam drogę na tył, gdzie Tammy siedziała 

z  dwiema  dziewczynami,  jedna  z  nią,  i  jedna  z  tyłu,  pochylając  się  nad 

oparciem ich siedzeń. 

Mój  niepokój  wzrósł,  ponieważ  kilka  par  oczu  zatrzymało  się  na 

moich  purpurowo  barwionych  włosach  a  ktoś  prychnął  na  moje  żółte 

buty.  Ręką  odnalazłam  mój  amulet,  dotykając  boskości  wystarczająco 

długo,  aby  zagiąć światło  wokół,  i  schować  kamień.  Czułam  jeszcze  jego 

pierwotny  kształt,  ale  ktokolwiek  coś  widział  to,  że  to  tylko  srebrny 

łańcuszek. 

Podskoczyłam,  kiedy  Josh  dotknął  mojej  ręki,  i  uśmiechnął  się  do 

mnie zaskakując mnie. Gdy się pochylił, jego oddech łaskotał moją szyję i 

wysyłał przeze mnie dreszcz, wyszeptał:  

-  Idę  usiąść  za  Johnnym.  Sprawdzę,  czy  mogę  się  czegoś 

dowiedzieć. 

- Ok, - odszepnęłam i on opadł na wolne miejsce, zamykając oczy by 

wyglądać  na  znudzonego.  Jego  nogi,  jednak  były  lekko  rozbujane.  On 

background image

wykorzystywał  to,  by  czuć  się  dobrze.  Jako  że  jego  dziewczyna  była 

Strażnikiem  Czasu  Ciemności  był  twardy.  Powinien  mieć  też  kilka 

zysków. 

- Tam, - powiedziałam do Nakity, wskazując na puste miejsce przed 

Tammy. 

Nakita usiadła sztywno, ze zmarszczonym nosem, jakby wyczuła coś 

złego.  Zgodziłam  się  z  nią.  Nie  jechałam  autobusem  od  podróży  moim 

samochodem rok temu. Ponieważ mój samochód był nadal na Florydzie z 

moją mamą, ale ja wolę już jeździć na rowerze pięć kilometrów w deszczu 

niż  autobusem  teraz.  Ostrożnie  odchyliłam  się  do  tyłu,  nogi  szeroko 

rozpościerając  dla  równowagi,  gdy  pół  świadoma  wpadłam  w 

odrętwienie, które autobus zawsze wywoływał we mnie. Powoli postawa 

Nakity  zaczęła  łagodnieć,  gdy  podjęła  moją  zgarbioną  i  ledwie 

zainteresowaną zamieszaniem w pozostałej części autobusu. Było głośno. 

Zapomniałem, o tej części. O, radości. 

Autobus zachwiał się, i podparłam się wyprostowana, gdy trafiliśmy 

na główną drogę. Powoli hałas wyrównywał się, a ryk w tle z diesla stał się 

szumem. Okay, znalazłam Tammy. Teraz pytanie, jak mogę przekonać ją 

do  pozostania  w  domu  wieczorem,  żeby  jej  mieszkanie  się  nie  zapaliło, 

Johnny nie umarł, i żeby nie straciła wiary w siebie i świat? To nie było 

tak, że mogłabym odwrócić się na siedzeniu i powiedzieć jej, aby podjęła 

dobrą decyzję albo jej brat pójdzie na duże arkady w niebie. 

- Ach, on jest tak świetny, że mogłabym za niego umrzeć! - Donośny 

głos  powiedział,  zbyt  śmiało  by  był  komfortowy  dla  moich  uszu.  - 

Widziałam go wczoraj w nocy. Jego spodnie są tak napięte, że można by 

odbić  kubek  masła  orzechowego  od  nich,  i  przysięgam,  koszulę  miał 

rozpinaną o guzik w każdej scenie.  

background image

- Dobry Boże, Jennifer, - powiedziała, Tammy. - Co jest z tobą, że 

porównujesz chłopców do żywności? 

-  To,  co?  -  Głośno  zaprotestował  głos  -  Idę  zobaczyć  to  ponownie 

dzisiaj. Z Chrisem. Chcesz się przyłączyć? Możemy zaprosić Dana i zrobić 

podwójną randkę. 

-  Mam  pracę  domową,  -  powiedział  nowy  głos  tuż  za  mną,  coś  w 

rodzaju miękkiego, cichego głosu, który brzmiał jakby należał do kogoś, 

kto został zbity zbyt wiele razy przez jej przyjaciół. Znałam, ten głos. On 

nigdy nie był mój, ale go rozpoznawałam. 

-  Praca  domowa,  -  Jennifer  parsknęła.  -  Wiedziałem,  że  nie 

przyjdziesz. Rozmawiam z Tammy. 

Obok mnie Nakita zaczęła bawić się swoim amuletem. Spojrzałam 

na nią, nie chcąc by wyciągnęła swój miecz. Barnaba miałby napad złości. 

- No chodź, Tammy, - Jennifer nakłaniała. - Lubisz Dana, prawda? 

Teraz masz szansę dowiedzieć się, jak dobrze może pocałować.  

- Uh... Moja mama... - Tammy zaczęła, a Jennifer roześmiała się. 

-  Pro-o-o-sze!  -  Jęknęła.    -W  żaden  sposób  twoja  mama  się  nie 

dowie. Pracuje. 

-  Tak,  ale  to  nie  jest  tak,  że  mogę  wymknąć  się  z  Johnnym  w 

pobliżu. Mały brat mnie wyda. 

- Tak, więc poczekaj aż zaśnie. Będziemy do końca show, w każdym 

razie. 

Obraz  płonącego  budynku  dryfował  przed  moimi  oczami,  i  znowu 

terror Tammy napełnił mnie widząc cicho migające pogotowie z małymi, 

noszami.  Odwróciłam  głowę  na  tyle,  abym  mogła  zobaczyć  Jennifer 

pochylającą  się  nad  oparciem  siedzenia  Tammy,  ze  zwisającym 

ramionami.  Jej  ekspresja  była  drwiąca,  i  rozpoznałam  to  wkurzone 

background image

spojrzenie Tammy, które teraz miała. Też byłam namawiana przez ludzi, 

o których myślałam, że byli moimi przyjaciółmi. Miała zamiar to zrobić, 

nie, dlatego że chciała siedzieć w ciemnym kinie z Danem, ale dlatego, że 

nie chciałaby Jennifer myślała, że jest tchórzem. 

-  Spójrz,  -  Jennifer  powiedziała,  kłapiąc  szczęką  -  Poczekaj  na 

mamę,  gdy  zadzwoni  o  dziewiątej,  jak  ona  zawsze  robi,  a  potem  wyjdź, 

kiedy  chłopiec  -  podsłuch  zaśnie. Łatwizna.  Będziesz  domu  o  dwunastej 

trzydzieści. 

Dziewczyna,  która  wymówiła  się  w  pracą  domową  miała  usta 

zaciśnięte,  po  cichu  mówiąc  Tammy  by  powiedziała  "nie".  Jennifer 

zauważyła to i wycofała się trochę.  

- Jesteś tchórzem, - powiedziała szyderczo. 

Westchnęłam, wiedząc, co się wydarzy. 

- Nie jestem! 

Trzymałam się krawędzi siedzenia, gdy wzięliśmy róg patrząc, gdy 

moje oczy spotkały się na chwilę z Jennifer. 

-  Także  zobaczymy  się  o  dziesiątej  trzydzieści,  -  dziewczyna 

powiedziała, i czułam jej wzrok wciąż na mnie. 

-  Dobrze,  -  powiedziała  Tammy,  a  pamięć  o  jej  terrorze  uderzyła 

mnie ponownie. 

- Nie możesz! - Zawołałam, obracając się w fotelu. 

Trzy  dziewczyny  i  Nakita  spojrzały  na  mnie,  Nakita  w  szoku, 

Jennifer w gniewie a Tammy i jej ostatnia przyjaciółka w zakłopotaniu. 

- Ktoś pytał cię, dziwaku? - Jennifer powiedziała głośno. 

Moja twarz zrobiła się gorąca, ale to nie tak, że mogę to po prostu 

cofnąć. – 

background image

- ...Uh, jąkałam się. 

- Madison nie jest dziwakiem. - Nakita powiedziała gwałtownie.  

- Ona stara się uratować duszę Tammy. 

Zamknęłam oczy, i skuliłam się. Kiedy je otworzyłam, oczy Tammy 

były  szerokie,  a  dziewczyna  za  nią  patrzyła  przerażona.  Jennifer  zaczęła 

się śmiać. Ja umierałam. Boże, Nakita nie ma nawet pojęcia, jak kiepsko 

to brzmiało? Nawet, jeśli to prawda? 

- Co do cholery? - Jennifer powiedziała. - Jesteś wyrzutkiem jakiejś 

szkoły biblijnej? 

Mój temperament, był silniejszy ode mnie, i zerknęłam na nią. 

-  Kochanie,  rzeczy,  które  robiłam  i  osiągałam  z  dala  stąd 

pozostawiają  twoim  marzeniom,  tylko  wstyd,  -  powiedziałam,  gniewnie 

wpychając  moje  zakłopotanie  do  tylnej  części  mojego  umysłu,  aby  zająć 

się  tym  później.  -  Więc  słuchaj  mnie,  kiedy  mówię,  że  nie  warto  się 

wymykać. 

Odgłos  ryku  ognia  został  powtórzony  w  autobusie  silnika,  i 

stłumiłam  dreszcz,  patrząc  na  Tammy.  Widząc  jej  nową  determinacje 

zdałam  sobie  sprawę,  że  mówiąc  to  zrobiłam  więcej  złego  niż  dobrego. 

Chciała  wolności.  Chciała,  aby  to  były  jej  własne  decyzje.  Ale  ona 

wyraźnie  myślała,  że  podejmowanie  jej  własnych  decyzji,  co  oznaczało 

robienie  odwrotnie  do  tego,  co  mówili  jej  rodzice,  było  dla  niej  dobre. 

Chciałbym  nazywać  ją  głupią,  ale  sama  robiłam  w  ten  sam  sposób. 

Dopóki  nie  zginęłam  starając  się  dowieść,  że  nie  jestem  małą 

dziewczynką. 

One wciąż patrzyły na mnie. Może wypróbuję inną taktykę. 

- Słuchaj, mówię, że czasami rzeczy idą nie tak, - powiedziałam. - Co 

jeśli młodszemu bratu stanie się krzywda? Włamywacz może się włamać, 

background image

lub  budynek  może  się  zapalić.  On  będzie  sam.  -  Jennifer  opadła  z 

powrotem na swoje miejsce.  

-  W  tym  mieście?  Musisz  żartować.  Nic  się  tutaj  nie  dzieje.  Pilnuj 

swoich spraw. 

Nakita sięgnęła po amulet, a ja delikatnie kopnęłam ją w kostkę. Jej 

spojrzenie  strzelało  do  mnie,  a  jej  oczy  zdawały  się  mówić:  "A  nie 

mówiłam". 

Ja  gotowałam  się  ze  złości.  Nie  wiem,  jak,  bo  nie  żyję  i  tak 

naprawdę  nie  mam  ciała,  ale  zdecydowanie  byłam  gorąca.  Zażenowana, 

odwróciłem się, bardzo świadoma ich nadal patrzących na mnie. 

Nie  mogłam  się  zmusić,  żeby  spojrzeć  na  Nakitę.  Ja  nie  chcę  jej 

przyznać racji. Nie było możliwości, że miałam zamiar spędzić następne 

tysiąc  lat  wysyłając  Anioły  Zabójców  do  kończenia  życia,  aby  zbawiać 

dusze. Wstałam, gdy autobus przechylił się i zatrzymał. 

Nakita podniosła się ze mną.  

- Wysiadamy? Co... z nią? 

Moje oczy utkwione były z przodu, kiedy troje dzieci wysiadało.  

-  Z  Tammy  będzie  dobrze  aż  do  wieczora.  Musimy  wyjść,  zanim 

wpakuję  mój  amulet  w  gardło  Jennifer.  -  Spojrzałam  na  Nakitę,  która 

jeszcze nie dostała się do przejścia. - Chodź. Wiemy gdzie mieszka. Albo 

Barnaba wie. 

Kiwając, Nakita podążała za mną do przodu.  

-  Wychodzimy?  -  Josh  spytał,  gdy  dotknęłam  jego  ramienia,  ale 

natychmiast podniósł torbę sportową i wstał. 

Z tyłu autobusu, Jennifer powiedziała drwiącym falsetem. 

- Idziesz do domu na herbaciane przyjęcie bawić się z lalkami?  

background image

Josh skrzywił się, gdy na moje usta i policzki wcisnęło się gorąco. 

- Czas odejść. Mam cię. 

- Przed Madison nauka, jak wykorzystać jej amulet i kosę na złych 

dziewczynach, - Nakita powiedziała wyraźnie rozbawiona. 

- Nie mogę uwierzyć, że po prostu tak wypaliłam, - obwiniałam się. 

- Jestem taką idiotką. 

- Nie poszło, co? - Josh zapytał, będąc obecnie za Nakitą i wszyscy 

wysiedliśmy z autobusu. 

- To jedna z sugerowanych dróg, - powiedziałam, z rękami na moich 

biodrach i gapiąc się na autobus z chodnika. Tammy obserwowała mnie a 

Jennifer robiła anielską twarz spoglądającą ku niebu. Nienawidziłam, że 

się ze mnie śmieją, zwłaszcza z Joshem oglądającym to. 

Nakitą  z  Joshem  byli  obok  mnie,  a  ja  wstrzymałam  oddech,  kiedy 

autobus  odjechał.  Troje  dzieci,  które  wysiadły  z  nami  dało  nam  długie 

spojrzenia zanim udali się w dół chodnikiem. 

- Madison? - Joshem zapytał a ja odetchnęłam. 

- Jest dobrze, - powiedziałam, próbując pozbyć się mojego gniewu. 

Nie  poradziłam  sobie  z  tym  dobrze,  ale  to  dopiero  moja  druga  akcja.  - 

Wiemy, kim jest i co robi dziś wieczorem. To więcej niż mieliśmy dziesięć 

minut temu. - Spojrzałam na zegarek, zdziwiona, że trwało to nie więcej 

niż  tyle.  -  Barnaba  jest  prawdopodobnie  kilka  domów  w  górę  ulicy,  - 

powiedziałam,  umieszczając  ręce  w  kieszeniach  dżinsów  i  zaczęłam 

śledzić trasę autobusu.  

- Chcesz po prostu iść? - Josh natychmiast zarzucił na ramię swoją 

torbą i zrobił krok obok mnie. Nakitą jednak pozostała w tyle, z głową w 

dole i rękami skrzyżowane na jej środku -myśląc. 

background image

Rozdział 3 

Tłumacz: Mglistaaa 

Korekta: isiorek03 

 

 

Głośny huk uderzenia drzwi pralni o ścianę zwrócił oczy Barnaby w 

górę, gdzie siedział z nietkniętą kawą od dostawcy przed nim. Widziałam 

kobietę,  która  porzuciła  ją  by  odciągnąć  nieposłuszne  dziecko  od 

ruchliwej  ulicy,  aby  użyć  przejścia  dla  pieszych  w  celu  błyskawicznego 

dostania  się  przez  sześć  pasów  ruchu,  do  kompleksu  apartamentów  po 

drugiej stronie. Budynek był ten sam, co w moim widzeniu przyszłości - 

minus wozy strażackie. Mimo że była tu klimatyzacja, było tu wilgotno od 

suszarki,  i  pachniało  nieprzyjemnie  kawą  i  zmiękczaczem  do  tkanin. 

Miejsce  było  teraz  puste,  oprócz  nas,  a  Josh  pochylił  się,  aby  otworzyć 

suszarkę, którą ktoś zostawił. Ciepło kłębiło się ogrzewając nogi i powoli 

hałas zamierał. 

Josh zsunął się z suszarki, wzdychając, kiedy stanął przed maszyną 

z  przekąskami.  Wyszperał  drobne  z  kieszeni  zanim  wymienił  je  na 

ogromnej  wielkości  podwójnie  nadziewane  ciasteczka.  Spojrzałam  na 

niego  z  zazdrością,  gdy przyniósł  je  z powrotem  i  osunął  się  na  kanapie 

obok mnie. Nakita była na krześle obok Barnaby, a ja opierałam nogi na 

stole. 

-  Znalazłeś  miejsce?  -  Spytałam  Barnabę,  gdy  Josh  wykonał 

ogromny gryz, a biały krem spływał do tyłu.

 

Barnaba skinął głową, prowadząc rękę na luźne loki, gdy jego wzrok 

wyszedł przez okno do budynku mieszkalnego. 

 

- A ty? Znalazłaś Tammy? 

 

background image

Nakita przewróciła oczami i ustawiła jej torebkę na stole. 

 

-  Ona  zawaliła  sprawę.  -  Moje  czoło  zmarszczyło  się  a  Barnaba 

wytrzeszczył oczy.  

- Ona nie żyje?

 

- Ona nie jest martwa! - Powiedziałam, a następnie obniżyłam mój 

głos,  gdy  opiekun  wystawił  głowę  zanim  zniknął  znowu  na  zapleczu. 

Odgłos śmiechu komedii lekko wzrósł, więc pochyliłam się ku Barnabie. 

- Wiem, kim ona jest. Blond. Szefie  

-  I  myśli,  że  Madison  jest  wariatką.  -  Nakita  powiedziała,  gdy 

parskając  otwierała  torebkę  by  wyjąć  aparat.  Skupiając  się  na  rzędach 

cichych pralek i przykrywek, dodała: - Po prostu musiałaś się wygadać.

 

-  Hej.  To  nie  ja  jestem  tą,  która  powiedziała  jej,  że  staram  się 

uratować jej duszę, - powiedziałam, a Barnaba nabrał głośno powietrza. 

Całkowicie  niewzruszona,  Nakita  spojrzała  na  tył  jej  aparatu 

fotograficznego i ekran.

 

-  Zostań  w  domu,  lub  zrujnujesz  sobie  życie  było  pierwszą  rzeczą, 

jaka  padła  z  jej  ust.  Musieliśmy  wysiąść  z  autobusu.  -  Spoglądając  na 

Barnabę, dodała: - Widziałeś wysiadającą Tammy? 

Barnaba przestał się garbić. 

 

-  Mogłem.  Widziałem  dziewczynę  w  odpowiednim  wieku 

wysiadającą z chłopakiem. Wyglądała na przerażoną. 

 

Skinęłam głową. 

 

- To była prawdopodobnie ona. Jeans, różowa koszula. Blondynka?

 

-  Tak,  mieszka  na  trzecim  piętrze,  mieszkanie  w  rogu.  -  Barnaba 

napił  się  mechanicznie  napoju,  skrzywił  się  i  odłożył  go.  -  Słodycz 

Serafinów, jest zła. Więc co się stało w autobusie?

 

background image

Moja uwaga rozmyła się, gdy myślami wróciłam do tego. Może nie 

powinnam wkręcać się w te rzeczy zbyt poważnie. 

 

-  Poza  tym,  że  ona  i  jej  przyjaciele  myślą,  że  jestem  świrniętym 

świętoszkiem? Nie wiem. Jeśli wyglądała na przerażoną, to może zostanie 

w  domu  wieczorem,  zamiast  pójść  do  kina,  aby  wymieniać  ślinę  z 

Dawidem.  

- To był Dan. - Nakita powiedziała, więc przewróciłam oczami. 

-  Dan  tak.  Ale  jeśli  jej  brat  nie  zginie,  nie  ucieknie,  prawda? 

Problem rozwiązany. 

 

Nakita  jednak  nie  wyglądała  na  przekonaną,  gdy  wymieniła 

zmartwione spojrzenia z Barnabą.  

- Co? - Zapytałam, myśląc, że wiedzą coś, czego ja nie wiem. 

Josh  odwrócił  ciasteczko  na  około  zlizując  spływający  krem. 

Wyglądał na szczęśliwego i zadowolonego, a ja przeniosłam moją nogę aż 

dotknęła  do  jego  kolana.  Uśmiechnął  się,  gdy  spojrzał  w  górę,  czyniąc 

mnie szczęśliwą, że był tu ze mną. 

 

- Czy ty nigdy nie przestajesz jeść? - Nakita zapytała go.

 

- Nie. - Josh odwrócił się by spojrzeć na automat. - Połamiesz sobie 

paznokcie. 

Nakita  zadyszała,  natychmiast  sprawdzając  swoje  paznokcie,  a 

następnie  ściągając  pierwszy  sandał  w  celu  sprawdzania  palców  u  stóp, 

potem drugi.  

- Nie zrobiłam tego! - Wykrzyknęła z oburzeniem.

 

Barnaba uśmiechał się a Josh podniósł swoje ostatnie ciasteczko do 

góry.  

- Madison, chcesz jedno? 

background image

Pokręciłam głową a Nakita spojrzała na niego.  

- Ona nie je, śmiertelniku.

 

-  To  wciąż  uprzejme  jest  zapytać,  -  Josh  powiedział,  żując,  a 

gdybym była w stanie się zarumienić, chciałbym móc.  

-  Barnaba,  one  nie  powiedziały  ci  jeszcze,  że  Madison 

zidentyfikowała aurę Tammy? 

Wstrząs  podniecenia  przebiegł  przeze  mnie  i  usiadłam, 

zapomniałam o tym moim sukcesie. 

 

-  Nie.  -  Barnaba  rzekł  patrząc  tak  szczęśliwy,  jak  nagle  ja  się 

poczułam.  -  Madison,  to  fantastycznie!  Od  jak  dawna  jesteś  w  stanie 

widzieć aurę?

 

-  Nie  mogę,  -  powiedziałam,  chociaż  zaczęłam  się  zastanawiać. 

Nakita też, uśmiechała się ponownie. 

 

-  Spojrzała  przez  linię  czasu,  tam  gdzie  miała  widzenie  tak,  że 

mogłam zobaczyć rezonans aury Tammy. Ona jest rybą. 

 

-  Zielony  z  pomarańczowym  centrum,  -  Barnaba  powiedział 

tajemniczo. - Ona ma problem.

 

- Rybą? - Zapytałam, zastanawiając się, czy to jakiś kod.

 

- Moja aura jest niebieska, - powiedział Josh. 

Barnaba spojrzał krzywo na niego.

 

-  Wiem,  -  powiedział,  a  następnie  zwrócił  się  do  mnie.  -  Więc 

rozmawiałaś z nią. Przestraszyłaś ją. Myślisz, że to wystarczy?

 

Wzruszyłam ramionami, patrząc na ciasteczko Josha. 

 

-  Nie  wiem.  To  nie  jest  tak,  że  niszczę  domy  a  mimo  to 

rzeczywistość wyrównuje te straty. Chcę z nią porozmawiać jeszcze raz. 

 

background image

- To dobry pomysł. - Ignorując Barnabę, oblizałam moje usta, chcąc 

być głodną. - To wygląda tak dobrze, Josh. - Josh promieniał, gdy wstał.

 

- Przyniosę ci jedną. 

- Ona nie je… Josh - Nakita stwierdziła sucho, a następnie zrobiła 

zdjęcie wszystkich stóp i okruchów, których on narobił.

 

Pokręciłam głową a Josh usiadł z powrotem.  

- Dzięki, mimo to, - powiedziałam cicho. - Będę zadowolona, gdy się 

dowiem,  jak  spojrzeć  pomiędzy  teraz  i  potem  i  znajdę  moje  ciało.  Mam 

dosyć nie bycia głodną. 

Nakita zamarła, i spojrzałam w górę by znaleźć ją patrzącą na mnie. 

Jej  oczy  mrugały,  i  nagłym  ruchem  wcisnęła  jej  aparat  fotograficzny  do 

torebki.  

- Będę na zewnątrz oglądając mieszkanie, - powiedziała, a następnie 

przeszła szybko do drzwi, jej plecy były sztywne a jej tempo nienaturalne. 

Drzwi  uderzyły  w  ścianę,  tworząc  większe  wgniecenie,  a  potem  była  już 

na  zewnątrz,  stojąc  z  rękami  skrzyżowanymi  i  głową  w  dół  podczas 

zachodu słońca.

 

Oszołomiona,  patrzyłam  na  Josha  jego  pełnych  i  żujących  powoli 

ust, do zrezygnowanej ekspresji Barnaby.  

- Co ja takiego powiedziałam? - Zapytałam. 

Josh wzruszył ramionami, ale Barnaba skrzywił się. 

 

- Ona martwi się, że po tym jak odzyskasz swoje ciało, oddzielisz się 

od amuletu i opuścisz ją. Zresztą ja także.

 

Zmartwiona, spojrzałam za taflę okna. 

-  Te,  czarne  skrzydła  mogły  umieścić  w  niej  niektóre  twoje 

wspomnienia.  Ona zna  Cię  lepiej  niż  kogokolwiek  na  niebie  i  na  ziemi  i 

background image

boi  się.  Ze  mną  będzie  w  porządku,  ale  Nakita…  Ty  nauczyłaś  ją,  jak  to 

jest bać się śmierci, i myśli, że gdy ty odejdziesz nikt nie będzie umiał jej 

zrozumieć,  a  ludzie  będą  myśleć,  że  jest  bardziej  sztywnym  kołkiem  niż 

już jest. 

O, Boże. Jak mogłam dopuścić do takiego bałaganu? 

Josh 

podskoczył, 

kiedy 

jego 

telefon 

zaczął 

wibrować. 

Usprawiedliwiając  się,  poszedł  na  nie  odpowiedzieć  i  dać  nam  trochę 

prywatności  w  tym  samym  czasie.  Spuściłam  wzrok  i  przebiegłam 

paznokciami  wzdłuż  rowka  w  stole.  Podnosząc  oczy  zebrałam  moją 

determinację. 

 

-  Nie  chcę  zrezygnować  z  bycia  Strażnikiem  Czasu  Ciemności  - 

powiedziałam.  -  Ale  jeśli  nie  mogę  tego  robić,  jeśli  nie  mogę  przekonać 

Serafinów, że za wczesne koszenie jest zbędne, aby ocalić duszę człowieka 

przed jego złem, to nie zamierzam zatrzymać jej, aby wysłać żniwiarzy do 

zabijania  ludzi,  którzy  boją  się,  albo  są  przerażeni,  albo  po  prostu  za 

głupi, by cieszyć się życiem.

 

Barnaba wyjrzał przez okno, czapkę naciągnął nisko na oczy. 

- Chciałaś wiedzieć, co przeszkadzało jej. To jest to. - Był wyjątkowo 

nieczuły, więc zmarszczyłam brwi.  

-  Nie  sądzisz,  że  wolałbym  tu  zostać  z  tobą?  -  Prawie  warknęłam, 

gniotąc opakowanie ciasteczek Josha. - Staram się wykonywać tę pracę! 

- Więc to ona. - Barnaba pochylił się do przodu. - Ona nie była na 

ziemi,  tak  długo  jak  ja.  Ona  nie  rozumie,  ludzkich  wyborów  i  kruchości 

marzeń i siły, która znajduje się w nadziei i wierze. Anioły widzą wszystko 

czarno - białe, a ziemia została zrobiona na kolorowo. Zastanów się, o co 

ją  pytasz.  Ona  jest  cała  za  duszą,  Madison.  Życie  jest  drugorzędne  w 

background image

stosunku  do  niej.  Życie  jest  przemijające  a  prosisz  ją  o  zaryzykowanie 

czyjejś duszy dla przedłużenia czegoś, co dla niej jest mrugnięciem oka.

 

-  Ale  wszystko,  co  mamy  jest  tym  mrugnięciem,  -  powiedziałam 

marnie.

 

Barnaba odchylił się do tyłu i spojrzał na Josha, rozmawiającego z 

kimś przez telefon. 

 

- Wiem. To jeden z powodów, dla których opuściłem niebo. Myślę, 

że Nakita zaczyna to rozumieć. Ma za sobą długą drogę.

 

Moje  gardło  było  zaciśnięte,  obserwowałam  Josha  zamykającego 

telefon, wyglądającego na tak przygnębionego, jak ja się czułam. 

 

- Więc to tak, Barnaba, - powiedziałam cicho. 

Marszcząc  brwi,  Barnaba  odwrócił  wzrok.  Wiedziałam,  że  nie  był 

zadowolony  pozostawiając  jego  status  Żniwiarza  Światła.  Mój  talent 

wydawał  się  przekręcać  życie  każdego.  Wzdychając,  oglądałam  Nakitę 

stojącą w zachodzie słońca wyglądającą doskonale i na zmartwioną. Ona 

nie była upadłym aniołem jak Barnaba, ale w dobrym stanie. Do tej pory. 

Ale ja jej bliznami, zmieniłam ją na zawsze, gdy przypadkowo umieściłam 

dwa  czarne  skrzydła  w  jej  wnętrzu.  Zaczęły  jeść  mnie  żywcem,  kiedy 

straciłam  kontakt  z  moim  amuletem  i  wpadły  w  nią  jak  duchy.  Czarne 

skrzydła  wtoczyły się  w  nią  i  zaczęły wyjadać  jej  wspomnienia, znacznie 

bogatsze  niż  moje.  Ostatecznie  Serafinowie  oddali  je  jej,  ale 

wspomnienia,  które  czarne  skrzydła  wzięły  ode  mnie  były  teraz  zawsze 

częścią jej. Wiedziała teraz, co znaczyło się bać, a to coś, o czym większość 

aniołów nie ma pojęcia.

 

- Nie chcę odejść, - wyszeptałam. 

Barnaba wydał krótki dźwięk. 

 

- Potem lepiej wykonywać tę pracę.

 

background image

Josh otaksował, swoim wzrokiem mknąc ode mnie do Barnaby. 

- Muszę iść, - powiedział z niesmakiem. - Moja mama dowiedziała 

się, że nie byłem w Low D z chłopakami i chce mnie w domu.

 

-  Och,  nie!  -  Zawołałam,  a  poczucie  winy,  że  kazałam  mu  kłamać 

rosło  we  mnie  bardzo  szybko.  -  Josh  tak  mi  przykro.  Nie  chciałam 

wpędzić cię w kłopoty. 

Wzruszył  ramionami,  z  głową  w  dole,  kiedy  zamykał  zamek  jego 

torby. 

 

-  Powiedziałem  jej,  że  poszedłem  na  obiad  zamiast  tego, a  ona  się 

nie gniewa, ale muszę lecieć tam się pojawić. Lepiej skontaktuj się z tatą. 

Mogła zadzwonić do niego.

 

Nienawidziłam tego. Kłamstwo. Ono robi większy problem niż ten, 

który rozwiązuje, ale jaki był mój wybór? Hej, tato. Jestem dziś wieczór 

na  Zachodnim  Wybrzeżu,  próbując  powstrzymać  chłopca  od  śmierci  w 

pożarze mieszkania. Powrót po północy! Kocham cię!

 

Rzucając moją głowę do tyłu, patrzyłam na poplamiony sufit. Ktoś 

zrobił tam graffiti, więc zamrugałam. Barnaba cicho wstał i strząsnął swój 

długi prochowiec jakby to były jego skrzydła. 

 

- Zabiorę cię do domu, - zaproponował Joshowi.

 

- Szczeniaki przedstawiają. - Zaklęłam cicho, stojąc, również. 

 

-  Czy  myślisz,  że  możesz  wrócić?  -  Josh  podniósł  swoją  torbę  na 

ramię i strzepnął okruchy z ciasteczek z jego koszuli. 

 

- Nie wiem. Wymówię Cię najlepiej jak potrafię, ale jeśli ktoś pyta, 

zostawiłem cię w Low D z kilkoma dziewczynami. - Zrobiłam minę. Tak, 

to  było  prawdopodobne.  Z  tylko  jedną  dziewczyną,  a  ona  stała  na 

krawężniku, bojąc się, że zamierzam ją zostawić. 

background image

Josh spojrzał na zegarek, jeszcze ustawiony dla czasu Illinois.

 

-  Jest  prawie  szósta  trzydzieści  w  domu.  -  Sfrustrowany,  opuścił 

rękę  i  skrzywił  się.  -  Mogę  nie  być  w  stanie  uciec  aż  do  północy,  kiedy 

będzie dziesiąta tutaj. Wszystko może być zrobione do tego czasu.

 

- Jeśli będziemy mieli szczęście. - Spojrzałam na Barnabę, wiedząc, 

że nie miał zamiaru siedzieć i czekać na Josha. Miał wrócić z powrotem. 

-  No  cóż,  zamierzam  również  pokazać  się  dziś  wieczorem.  - 

Powiedziałam, myśląc o mojej godzinie policyjnej. 

Przynajmniej był to weekend. 

 

- Zadzwonisz do mnie?

 

Josh uśmiechnął się, tak, że i całe moje samopoczucie zmieniło się, 

kiedy  obszedł  wokół  stołu  i  wziął  moje  ręce  i  pociągnął  delikatnie, 

niepewnie. Pochyliłam się tak jak on, i dał mi całusa. 

Pachniał  jak  mydło,  a  usta  uformowały  się  w  miękkim  uśmiechu, 

gdy się odsunął. 

 

- Wkrótce, gdy będę wiedział, co i jak, zadzwonię, - powiedział.

 

- Może uda mi się uciec wcześniej.

 

-  OK.  -  Czułam się  miękka  i  gąbczasta,  niechętnie  pozwalając  jego 

palcom wyślizgnąć się z moich. Na zewnątrz, Nakita zmarszczyła brwi, ale 

Barnaba cierpliwie czekał.

 

Przesuwając  swoją  torbę  wyższej,  Josh  pochylił  się  do  mnie 

ponownie i po raz ostatni całując, zakołysał się z uśmiechem. 

- Chodź, Buck Rogers, - powiedział Barnaba, gdy skinął na drzwi. 

- Chodźmy. 

Dając mi ostatnie spojrzenie, Josh udał się na parking.  

background image

-  Kim  jest  Buck  Rogers*

1

?  -  Spytał,  gdy  drzwi  się  otworzyły,  a 

Barnaba złapał je zanim wpadły na ścianę.

 

Powoli  opadłam  w  fotelu,  wciąż  czując  ciepło  tych  dwóch 

pocałunków. Taka mała rzecz, ale nie całkiem. Mój uśmiech blaknął, gdy 

oglądałam  Barnabę  rozmawiającego  z  Nakitą.  Żniwiarka  Ciemności 

spojrzała na mnie, a potem dalej. Nie mogłam pomóc, ale zastanawiałam 

się, co jej powiedział, jak zaczął odchodzić za Joshem.

 

Rozciągając nogi, popchnęłam drzwi suszarki zamykając je nogą, a 

następnie stanęłam, aby nacisnąć przycisk, aby ją ponownie uruchomić. 

Miękki  szum  i  ślizgające  się  schlummp,  schlummp,  schlummp  czyichś 

dżinsów powoli wypełniał zaparowany pokój. Głową w dół, pochyliłam się 

obok  suszarki,  zastanawiając  się,  czy  Nakita  przyjdzie  lub  będzie 

kontynuować  bojkotowanie  mnie.  Chciałam,  żeby  Josh  mógł  zostać,  ale 

skłamałbym,  gdybym  nie  przyznała,  że  mając  go  w  domu,  pomagało  mi 

to,  jeśli  potrzebowałam  komfortu.  Będąc  dwie  strefy  czasowe  z  domu, 

trudne jest ukrywanie swoich ścieżek. Nawet, jeśli jedno było Strażnikiem 

Czasu. 

Słaby  szum  w  nogach  rósł  w  siłę.  Zdając  sobie  sprawę,  że  nie 

pochodzi  z  suszarki,  wyciągnąłem  moją  głowę.  Świat  stał  się  niebieski. 

Jakbym  była  w  gigantycznym  kulistym  akwarium,  parking  za  dużymi 

szklanymi  płytami  okna  był  słoneczny,  ubrudzony  niebieskim 

atramentem,  ale  nawet  wtedy,  gdy  wpatrywałam  się,  w  świetlówki  w 

pralni  zaczęły  być  przepełnione  podstępnym  indygiem.  Musiałam  mieć 

widzenie.

 

                                                           

1

 Kapitan Buck Rogers- bohater filmu, który zostaje wystrzelony w przestrzeń kosmiczną. Niestety na 

skutek wypadku jego statek zostaje wytrącony z orbity i nie powróci w okolice ziemi, przez co 
najmniej 500 lat. Sam kapitan na skutek wypadku zostaje zamrożony. Lata mijają i w końcu statek 
zbliża się ponownie do ziemi. Jednak ta już nie jest taka jak 500 lat wcześniej... 

background image

Zrobiliśmy  to!  Pomyślałam,  z  radością,  z  palącymi  oczami,  gdy 

szukałam  Nakity,  która  tyłem  do  mnie  patrzyła,  jak  Barnaba  i  Josh 

odchodzą. Dlaczego jeszcze miałbym mieć widzenie przyszłości, gdyby nie 

to, że Tammy rzeczywiście miała zmienić swój los?!

 

Moja  ręka  podniosła  się  by  chwycić  mój  amulet,  zszokowana 

znajdując go bardziej niż ciepłym. Było gorąco! 

 

- Nakita! - Krzyknęłam, a ona odwróciła się. Jej oczy rozszerzyły się 

na coś, co widziała we mnie, i usłyszałem echo jej psychicznego krzyku do 

Barnaby, gdy uderzył w górę atmosfery i wrócił z powrotem.

 

A potem czarny atrament wylał się z lampy sufitowej. On kłębił się 

wokół  moich  kolan  i,  jak  śmiertelny  gaz,  uderzył  mnie  mocno.  Moje 

kolana  ustąpiły  i  upadłam,  jedną  ręką  wciąż  trzymając  się  górnej  części 

suszarki.  Ciepło  wydawało  się  spalać  moje  palce,  i  nie  mogłam  nic 

zobaczyć.  Niebieska  rzecz  dostała  się  do  moich  oczu  a  one  zaczynały 

łzawić.  Nagle  zdałem  sobie  sprawę,  że  nie  byłam  zgnieciona  na  piętrze 

pralni  z  moimi  palcami  na  ciepłej  suszarce.  Byłam  w  Tammy,  jej  palce 

paliły się a ona była przerażona. 

Dławiące,  gorące  powietrze  spalane  w  moich  ustach,  a  moje  płuca 

bolały ściśnięte. Nie mogłam oddychać. 

 

- Johnny! - Krzyczałam, a następnie skulona, kaszlałam. Upadłam, 

z  wyciągniętymi  ramionami.  Było  ciemno,  a  ja  dyszałam,  kiedy  mój 

policzek uderzył w dywan. Powietrze tu było o błogosławione kilka stopni 

chłodniejsze, i płakałam jak wciągnęłam je do moich uszkodzonych płuc. 

Ja  umierałam.  Umarłam  już  wcześniej  i  znałam,  to  uczucie,  które  czuła 

Tammy, ta sama czerń na krawędzi mojej wizji, a tym samym brak bólu 

wypełnił moje ręce i nogi.

 

Nie! Myślałam, zdezorientowana. Ja zmieniłam to! Rozmawialiśmy 

z Tammy! To nie może być przyszłość, może? Czy znajduje się szczęśliwe 

background image

zakończenie dla tego? Nie musiało tak być. Ale widzenie przyszłości mówi 

inaczej,  a  przez  brak  niebieskiej  mgły,  to  wyglądało  jakby  to  miało  być 

dzisiaj, nie jutro. Cholera, ja tylko pogorszyłam to zamiast polepszyć. 

-  Johnny!  -  Raz  jeszcze  zawołałam,  czołgając  się  do  jego  drzwi. 

Znalazłam je, sięgając by obrócić pokrętło i otworzyć drzwi. Fala dźwięku 

wypadła nad moją głową, a ja skuliłam się od nagłego gorąca. 

-  Tammy  -  usłyszałam  jego  wołanie  i  czołgałam  się  do  przodu, 

przerażona w moich myślach. Poczułam spalanie rzeczy, a mój umysł był 

otoczony  murem  przerażenia.  Wszystko.  Wszystko  się  paliło.  A  potem 

znalazłam go. 

Był ślepy ze strachu, ale na mój dotyk, chwycił mnie, i trzymaliśmy 

się  razem,  gdy  sufit  nad  nami  zamienił  się  w  piękny,  pomarańczowy  i 

czerwony,  falisty.  To  było  fascynujące,  nawet,  gdy  moje  rzęsy  były 

nadpalone a mój nos był spalony w środku. 

-  Tammy,  boję  się,  -  Johnny  szepnął,  kaszląc,  a  ja  go  trzymałam. 

Było  już  za  późno.  Nie  mogliśmy  się  wydostać.  Płacząc,  kołysałam  go, 

naszymi plecami obracając do ściany obok jego łóżka. 

- Jestem tu, - szepnęłam, ostatnim tchnieniem Tammy chrapliwym 

jak  nasze  splecione  myśli  wyrażane  przez  nią  samą.  -  Nie  jesteś  sam. 

Trzymam cię.

 

A potem spojrzałyśmy w górę na ryczący dźwięk ciepła zasysającego 

nowy  powiew  powietrza  do  pomieszczenia  chwilę  przed  tym  jak  sufitu 

ustąpił. Wszystko błysnęło czerwienią.  

Wyskoczyłam,  czując  jakby  ktoś  uderzył  mnie.  Przerażona,  moje 

oczy były otwarte. 

-  Barnaba  -  płakałam.  Był  pochylony  przede  mną,  ze  skupionymi 

oczami.  To  był  koniec.  Ale  co  się  stało?  Pamięć  o  moim  sercu 

background image

powodowała jego dudnienie po byciu wewnątrz Tammy i powoli bijąc po 

raz  ostatni,  zatrzymało  się.  Jej  terror  trwał  we  mnie  dłużej  niż  tylko  do 

opuszczenia  jej,  a  ja  siedziałem  trzymając  mój  amulet  stygnący,  gdy 

Nakita i Josh skupiali się wokół mnie zaniepokojeni.

 

-  Wróciłeś,  -  powiedziałam,  myśląc,  że  brzmiało  to  kulawo,  i 

Barnaba  przesunął  się  kilka  centymetrów.  Stojący,  wyciągnął  rękę  i 

pociągnął mnie trzęsącą, na nogi. 

Wilgotne powietrze z pralni wydawało się cudowne. Łzy ściekały ze 

mnie.  Powoli  oparłam  się  plecami  o  walącą  suszarkę,  a  moje  ramiona 

owinęłam wokół siebie, gdy zaczęłam się trząść, łzy stale wypływały ode 

mnie. To było straszne. Tak straszne. 

-  Co  się  stało?  -  Josh  zapytał,  ale  nie mogłam  mówić. Jeszcze  nie. 

Oni umarli. Oboje z nich. To było takie niesprawiedliwe. Johnny i Tammy 

umarli z łaski, wspierając się nawzajem w taki sposób, pięknie i ukazało 

najlepsze, co w duszy ludzkiej, ale umarli. To nie to, czego chciałam. Jej 

dusza może być zbawiona, ale to był koniec jej życia, którym odkupiła jej 

czystość. 

-  Coś  się  zmieniło?  -  Nakita  spytała,  ale  po  jej  tonie  głosu,  widać 

było, że wiedziała, że nie było to dobre.

 

Spojrzałam obok nich na pustą pralnię jakby to był sen, którego nie 

dzieliłam i nic we mnie nie wracało z powrotem do tego piekła, strachu, 

rozpaczy, miłości do brata, dając Tammy coś, w co wierzyć. 

 

- Oni umierają - szepnęłam. 

-  W  stanie  łaski,  -  Barnaba  dokończył  za  mnie,  ze  zmarszczonym 

czołem.

 

Josh  zakołysał  się,  patrząc  zmartwiony.  Nigdy  nie  powiem  mu  o 

horrorze, który chciałabym żeby po prostu przeżyli.

 

background image

-  Nie  ocaliłam  życia  Tammy  lub  Johnnyego,  -  powiedziałam.  - 

Jedyne, co zrobiłam to, to, że Żniwiarz nie musiał przyjść tu i skosić jej od 

początku.  Boże,  to jest  do  kitu!  -  Z  depresją,  zamknęłam  oczy  i  otarłam 

łzy.  Nie  mogłam  tego  robić.  To  było  zbyt  wiele.  Bolało  zbyt  mocno,  gdy 

coś poszło nie tak. 

-  Musimy  coś  zrobić,  -  Nakita  powiedziała,  a  moje  oczy  otworzyły 

się.  Stała  nad  stołem  z  ustami  ściśniętymi  z  determinacji.  -  Teraz,  - 

powiedziała stanowczo. - Musimy już iść.

 

- Ale jej dusza jest bezpieczna, - powiedziałam, chcąc właśnie tego, 

ale zaskoczona, że Nakita też. - Dlaczego cię to obchodzi? 

Z  dłonią  na  drzwiach,  Nakita  wstrzymała  się,  patrząc  na  mnie  aż 

przeszedł mnie dreszcz.  

- Jej dusza może być bezpieczna, ale moja jest zmartwiona.

 

 

 

background image

Rozdział 4 

Tłumacz: Mglistaaa 

Korekta: Tempted-Hell 

 

 

Pamięć  o  wozach  strażackich,  które  istniały  tylko  w  przyszłości 

wydawała  się  zamglić  mój  wzrok,  patrząc  przez  ruchliwą  drogę  do 

trzypiętrowego  kompleksu  apartamentów.  Oglądanie  nieżywych  – 

Tammy  i  Johnnego  –  umierających  w  ogniu  bardziej  niż  wstrząsnęło 

mną.  To  wstrząsnęło  mną  do  rdzenia.  Myślałam,  że  przyczynię  się  do 

zmian, ale to tylko pogorszyło sprawę. 

Josh,  przynajmniej,  wrócił  do  domu  bezpiecznie.  Musiało  go  nie 

być  tylko  pięć  minut,  a  już  mi  go  brakowało.  Obawiałam  się,  że  miał 

zamiar odejść, szukając kogoś, kto nie szarpał się po całym kontynencie, 

aby  ocalić  ludzi,  których  nawet  nie  zna,  kogoś,  kto  nie  musiał  kłamać 

swojemu tacie przez cały czas, kogoś, kogo znajomi byli kimś innym niż 

anioły  i  kogoś,  kto  mógłby  zjeść  cholerną  misę  popcornu  wraz  z  nim. 

Dlaczego nie mogłam po prostu być normalna? 

Pociągnęłam nosem, podskakując, gdy Nakita podała mi chusteczkę 

z torebki. 

- Dzięki. - Powiedziałam jak już przetarłam miękkim papierem nos i 

zgniotłam go w ciasną kulkę. Boże, chciałam zwymiotować, wiedziałam. 

-  Przykro  mi,  Madison.  -  Powiedziała,  gdy  stała  niezgrabnie  obok 

mnie,  kiedy  czekaliśmy  na  ruch  na  tyle  wolny,  by  przejść  przez 

skrzyżowanie. 

-  Ja  też.  -  Powiedziałam,  patrząc  wstecz,  kiedy  Barnaba  spadł  z 

nieba,  z  miękkim  uderzeniem  powietrza  zapowiadającym  go.  Na  jego 

background image

twarzy  było  poirytowanie,  a  jego  skrzydła  natychmiast  zniknęły, 

zostawiając go nieco gburowatym, zamyślonym nastolatkiem w ciemnych 

spodniach, wyblakłej koszulce z nadrukiem zespołu i czarnym prochowcu 

całkowicie  nieodpowiednim  w  tak  upalną  pogodę.  Wsadził  ręce  w 

kieszenie  i  dołączył  do  nas  na  krawężniku,  wracając  z  jego  krótkiej 

wycieczki odstawienia Josha do domu. Josh powiedział, że wraca w celu 

krycia  mnie,  ale  prawdopodobnie  nadal  będę  musiała  pojawić  się  dla 

mojego taty za nie zbyt długo. 

Odwróciłam  się,  czekając  na  zmianę  światła  około  kilometra  od 

drogi.  Barnaba  był  zdenerwowany,  wyglądając  na  zdecydowanie 

wściekłego,  kiedy  skrzywił  się  na  Nakitę,  coś  wyraźnie  mając  na  myśli. 

Byłabym zaniepokojona, ale rozczarowanie przylgnęło do mnie jak drugi 

cień, które pogorszyło jeszcze ciemniejące niebo. Ciepło zgromadzone w 

asfalcie  wznosiło  się,  i  zbierałam  włosy  z  oczu,  gdy  szukałam  na  niebie 

czarnych skrzydeł, które nie nadchodziły. Nie, zorganizowałem wszystko 

właściwie,  wybornie.  Dzięki  mnie,  Tammy  umrze  bez  interwencji 

Żniwiarza.  Serafinów  prawdopodobnie  bawiły  trzy  odcienie  szczęścia. 

Byłam  naprawdę  Strażnikiem  Czasu  Ciemności,  byłam  w  stanie 

przekonać ludzi, by zabijali się po kilkuminutowej rozmowie. 

- Ty nie masz duszy. - Barnaba mruknął do Nakity ni stąd ni zowąd, 

szokując mnie. - Tylko stworzenia z ziemi mają dusze.  

-Dusze? - Zastanawiałam się, moje myśli wracały do ostatnich słów 

Nakity, zanim odszedł, odwrócił się i zobaczył ją stojącą z jej zaciśniętymi 

ustami i ściśniętą mocno jej czerwoną torebką. 

-  Ja  też.  -  Powiedziała  wyzywająco,  ale  patrzyła  przerażona.  - 

Obawiam  się.  -  Powiedziała,  jak  gdyby  znalazła  siłę  w  sobie  po  raz 

pierwszy. - Jestem kreatywna. Myślę, że kocham. I mogę powiedzieć, że 

to  oznacza,  że  mam  duszę.  Może  nie  jest  doskonała,  jak  Madison,  ale 

background image

mam  ją.  I  może  być  w  niebezpieczeństwie,  jeśli  tylko  pozwolę  Tammy 

umrzeć. 

Oszołomiona,  patrzyłam  na  nich  oboje,  Nakita  speszona  i 

wyglądająca jakby zrobiła coś złego i Barnaba, zły i gburowaty. 

-  Nie  macie  duszy?  -  Zapytałam  a  Barnaba  opuścił  wzrok  na  jego 

wyblakłe trampki. 

-  Anioły  nie  mają.  -  Powiedział  z  goryczą,  prawie  zazdrośnie.  - 

Nawet te wyrzucone z nieba. 

Bliźniacza  przeszłość  zabrzęczała  i  musiałam  przytrzymać  swoje 

włosy przy głowie… 

- Kto tak mówi? 

-  Mam  duszę.  -  Nakita  powiedział  stanowczo,  ale  jej  wyraz  twarzy 

był nawiedzony. - Mam kawałek Madison. 

Mnie? Jak mogła mieć część mojej duszy? 

- Ja… nie, że mogę go oddać Tobie. - Nakita powiedziała. - Przykro 

mi.  -  Błagała  patrząc  zarówno  przestraszona  jak  i  zdesperowana,  jej 

niebieskie oczy były ściągnięte w niepokoju. - To tylko mały skrawek od 

Ciebie, który utknął we mnie przez czarne skrzydła. Prosiłam Serafinów, 

aby  spróbowali  przejąć  ją  ode  mnie,  jeśli  chcesz  go  z  powrotem.  To 

mogłoby ułatwić życie. Nie sądzę, jesteśmy podobno jedną. 

-  Nie!  -  Powiedziałam  od  razu,  i  Barnaba  zmrużył  oczy.  -  Nie.  - 

Powiedziałam miękko. - Możesz ją zatrzymać. Jesteś pewna? To znaczy, 

ja nie czuję, że brakuje czegoś.  

Uśmiech Nakity był błogi, jak gdyby wielka poczucie winy zostało z 

niej zdjęte. 

background image

-  Czuję  to.  -  Powiedziała  stanowczo.  -  Wiedziałam,  że  to  tam  jest 

zawsze od czasu ataku czarnych skrzydeł, ale nie wiedziałam, co to było, 

ponieważ  czasami  doprowadza  mnie  to  do  bólu  w  środku,  ale  nawet 

wtedy  czuję  się  dobrze.  -  Nieśmiało,  spojrzała  na  mnie  ze  spuszczonym 

wzrokiem. - Dziękuję. 

Dotknęłam  jej  ramienia,  tak  żeby  zdawała  sobie  sprawę,  że 

wiedziałam, co to znaczyło dla niej. 

-  Proszę  bardzo.  -  Miała  część  mojej  duszy?  Jezu,  jak  bardzo,  ja 

zniszczyłam jej istnienie? 

-  Nie  masz  części  duszy  Madison.  -  Barnaba  powiedział 

lekceważąco. 

- Mam! - Gniew Nakity był palący. - Musisz się zamknąć, ty brudny 

Żniwiarzu Światła! Ty nie masz, więc nie wiesz nic o tym!  

-  Nakita.  -  Upomniałam,  ale  praktycznie  wyglądała  jak  Barnaba, 

który docenił zniewagę, nawet, jeśli było to technicznie niedokładne. Jego 

oczy  były  w  ruchu,  a  ja  przez  jego  wzrok  zgadłam,  że  to  wystarczająco 

jasny powód do bójki dwóch aniołów ze mną. - Chodźmy. - Powiedziałam. 

-  Nakita,  Cieszę  się,  że  masz  część  mojej  duszy.  To,  co  mogę  zrobić  za 

włożenie tego przez czarne skrzydła w Ciebie. Zatrzymaj ją. Zrób ją swoją. 

Moje nogi uderzyły w chodnik, a fala ciepła wzrosła. Słyszałam, że 

idą,  poruszając  się  powoli,  a  następnie  szybko,  gdy  samochody 

przyjeżdżały  i  odjeżdżały  wokół  nas.  Barnaba  przyspieszyłby  by  mnie 

dogonić, a gdy dotarliśmy do krawężnika, szepnął:  

- Czy uważasz, że ona naprawdę ma część twojej duszy? 

Wzruszyłam ramionami. 

- Jeśli ona tak mówi. Nie czuję się, jakby mi brakowało czegoś.  

background image

Nakita  przechadzała  się  obok  nas,  z  zamiarem  dotarcia  do 

kamienicy.  Wyglądała  śmiało  i  bystrze,  wyraźnie  czując  ulgę,  że kwestia 

duszy została wyjaśniona. 

- Tammy jest na trzecim piętrze. Czuję jej rezonans. 

Barnaba i ja znaleźliśmy się na chodniku razem. Spojrzał wściekły 

- Barnaba. - Zaczęłam, a on mi przerwał. 

- Czuję się dobrze. - Powiedział szorstko. 

-  Kto  powiedział,  że  nie  masz  duszy?  -  Powiedziałam.  -  Może  nie 

wiesz o tym dlatego, że byłeś wyrzucony z nieba w pierwszej kolejności? 

Jego tempo załamało się, a on spojrzał na mnie ze zdumieniem. Coś 

we mnie bolało widząc jego wewnętrzny ból. 

- Nie mam duszy. - Powiedział, ale była nić wątpliwości w nim. - Nie 

zostaliśmy  stworzeni  by  ją  mieć.  Zostaliśmy  stworzeni  by  służyć,  a  nie 

rozkoszować się Stworzeniem Bożym. 

Służyć? Pomyślałam, a następnie odłożyłam do rzeczy które muszę 

przemyśleć później. 

-  Cóż,  nie  zostałeś  wyrzucony,  bo  umiłowałeś  kogoś,  prawda?  - 

Powiedziałam,  obserwując  moje  buty  ścierając  grube  pęknięcia  gdy 

powoli podchodziliśmy do Nakity. To był pierwszy raz gdy odważyłam się 

zapytać go o jego przeszłość, i choć wydawało się niewygodne, chciałam 

wiedzieć.  -  Znalazłeś  wartość  w  życiu,  nie  tylko  w  czyjejś  duszy.  Nie 

możesz znaleźć wartości czegoś czego nie masz, prawda?  

- N... nie. - Wyjąkał, ale Nakita już otworzyła drzwi i czekała na nas. 

Chłodne  powietrze  wypłynęło,  ale  to  nie  dlatego  miałam  dreszcze. 

Barnaba ma duszę, prawda? 

background image

Podążyłam  za  Nakitą  do  środka,  widząc  wyblakły  dywan  z  płaską, 

czarną  plamą,  która  musiała  być  starą  gumą  do  żucia.  Pachniało  jak 

suchy brud i była też gruba warstwa kurzu na wąskich odcinkach drewna 

między dywanem schodów i ścianą. 

Rząd  otworów  pocztowych  pokrywał  jedną  ścianę  z  podrapanym 

stołem poniżej. 

Było kilka kawałków poczty siedzi, i nic więcej. 

- Na górę? - Zaproponowałam, a Nakita rozpoczęła się, potem ja, a 

na  końcu  Barnaba,  najprawdopodobniej  wciąż  myśli  o  swej  duszy  lub  o 

jej  braku.  Ktoś  grał  muzykę  zbyt  głośno  i  szybko  wzrosła  jak 

wchodziliśmy na górę.  

Ominęliśmy drugie piętro i ruszyliśmy w górę ostatnich schodów. 

Muzyka  pochodziła  z  trzeciego  piętra.  To  uderzyło  we  mnie,  bas 

połączony  z  gitarą  i  kiepski  wokal  gdy  wspinaliśmy  się.  Moja  ciekawość 

zamieniła  się  w  grymas  twarzy  gdy  zdałam  sobie  sprawę,  że  agresywna 

muzyka pochodziła z mieszkania, przy którym zatrzymała się Nakita. C3, 

apartament w rogu, na poddaszu. Poszłam nie mówiąc, że mamy Tammy 

prawdopodobnie nie było w domu. 

Nagle czując wątpliwości wytarłam ręce w moje jeansy. Nie miałam 

pojęcia, co mogłabym powiedzieć, żeby nie brzmieć na szaloną. Mnie nie 

obchodziło czy brzmiałam na szaloną w tym momencie. Pamięć jak dwoje 

z nich umiera była zbyt straszna, by podjąć prawdziwe ryzyko. 

- Więc? - Nakita podpowiedziała. 

-  To  jest  zły  plan.  -  Powiedział  Barnaba,  ale  oparł  się  obok  mnie, 

dzwoniąc i pukając do lakierowanych drzwi. 

Plan?  Kto  mówi  o  jakimś  planie?  Ja  nawet  nie  mam  planu! 

Pomyślałam  w  panice  gdy  pies  zaczął  dziko  szczekać,  a  cienki  pasek 

background image

światła  pochodzącego  z  pod  drzwi  przyćmił  gorączkowe  skrobanie  łap. 

Zza  drzwi  rozległ  się  głos  dziecka  mówiącego  by  pies  się  zamknął,  a 

następnie, z serią muzyki, otworzyły się drzwi. 

- Tak? - Powiedział Johnny, ledwie patrząc w górę znad gry w ręce, 

gdy Seether w "Fake It" strzelił, jedną stopą odsuwając żółtego psa. Wciąż 

był ubrany w swoje szkolne ubranie, koszulkę polo i czarne Dockersy nie 

pasując  do  otoczenia  nieposprzątanego  pokoju  dziennego  za  nim  z 

brudnymi naczyniami na niskim stoliku do kawy. 

Przylegający pokój stołowy nie był znacznie lepszy, stół przykrywało 

czymś co wyglądało jak podręczniki z college'u. 

Na  prawo  była  otwarta  kuchnia,  tuż  przy  wąskim  przejściu. 

Zbladłam na wspomnienie pokoju w płomieniach, a moje oczy poszły do 

sufitu, przypominając sobie piękne, śmiertelne loki złota i czarni i piekące 

gorąco w moich płucach kiedy Johnny umierał w moich ramionach. 

Dziś wieczorem? Zastanawiałam się, wystraszona. Tak musiało być. 

Wizja  była  bardzo  czysta.  „Jest  twoją  siostrą”  w  końcu  powiedział 

Barnaba odkąd ja zagubiłam się w przerażeniu ze wspomnień. 

Wciąż grając w swoją grę, Johnny odsunął się do tyłu. 

- Tammy! - Wykrzyknął ponad muzyką. 

- Twoi przyjaciele są tu! - Z głową w dół, podszedł do pokoju z lewej. 

W  kuchni,  zaczął  dzwonić  telefon.  Pies,  wciąż  szczekał.  Nie  wiedząc,  co 

zrobić, wszyscy staliśmy w drzwiach. 

-  Wchodźcie.  -  Johnny  powiedział,  odchodząc  do  tyłu  i  zabijając 

ninja w tym samym czasie, a następnie głośniej krzyknął. - Tammy! - Nie 

patrząc w górę, przesunął się do swojego pokoju i zamknął drzwi. 

Patrzyłam na dwoje z nich, a następnie na pusty pokój. 

background image

- Czy mamy iść? - Barnaba przesunął się do przodu. - Chciałbym. - 

Powiedział,  ustawiając  się  tuż  za  progiem.  -  W  przeciwnym  razie,  jak 

tylko nas zobaczy, trzaśnie nam drzwiami w twarz. 

-  Trochę  wiary,  Barnaba.  -  Powiedziałam  gdy  przesunęłam  się  za 

Nakitą i stałam nogami tylko na linoleum, które zaczynało się w kuchni. 

-  Mam  mnóstwo  wiary.  -  Powiedział  Upadły  Anioł  kiedy  pochylał 

się i wywabiał psa bliżej. - Wierzę, że jest to zły pomysł. Ona nie będzie ci 

wierzyć.  Będzie  myśleć,  że  jesteśmy  stuknięci.  Ma  zamiar  zadzwonić  na 

policję, jeśli nie będzie ocalona, a jeśli nie zadzwoni, to ucieknie. 

Zmarszczyłam  brwi,  patrząc  na  drzwi.  Nie  wydawało  się  słuszne 

zamknąć je. 

Nakita  przesunęła  się  by  stać  jeszcze  głębiej  w  kuchni,  ustawiając 

się, tak że mogła zobaczyć całe główne pomieszczenie. 

-  Jest bardzo głośno  tutaj.  -  Powiedziała,  patrząc  na  telefon, który 

wciąż dzwonił. Może spalone stereo będzie tym co się zapaliło. Zaczęłam 

się  zastanawiać,  jak  tych  dwoje  przeżyło  nawet  tak  długo,  kiedy  z 

powrotem  z  sypialni  przyszedł  sfrustrowany.  -  Powiedziałam,  żebyś  to 

odebrał Johnny? 

Głośność  muzyki  gwałtownie  spadła  o  połowę.  Trzy  sekundy 

później,  drzwi  naprzeciwko  pokoju  Johnnego  otworzyły  się  a  Tammy 

wyszła,  kołysząc  włosami,  kiedy  podreptała  do  salonu  i  zaczęła  rzucać 

poduszkami z kanapy szukając telefonu. 

- Gdzie jest ten cholerny telefon? - Wymamrotała, wyrywając go. Jej 

oczy były zwężone i wyglądała na szaloną. Obrócił się, ona podskoczyła i 

zatrzymała  się,  widząc  nas  stojących  w  kuchni,  Barnaba  nadal  skulony 

kiedy potarł uszy pieska. Telefon w ręku zadzwonił ponownie, zdawał się 

wyszarpnąć ją z jej zaskoczenia. 

background image

-  Och,  nie.  -  Powiedziała,  zauważając  mnie.  -  Wynoś  się!  - 

Krzyknęła,  machając  swoją  rękę  na  mnie.  -  Johnny!  Nie  powinieneś 

pozwolić na to by weszli!  

-  To  do  ciebie!  -  Przyszedł  jego  ukryty  głos.  -  Nie  jestem  twoim 

głupim sekretarzem. 

Ciemne  emocje,  zaczęła  mieć  dla  nas,  zatrzymując  się,  gdy  zdała 

sobie sprawę, jak bezbronna była. Trzymając telefon jak broń, warknęła:  

- Wynoś się. - Przed otwarciem kciukiem linii telefonicznej. 

- Halo? - Powiedziała, patrząc na nas stojących. - Przykro mi, panie 

Tambu.  Johnny  pod  głosił,  kiedy  byłam  w  łazience.  Jest  na  dole.  - 

Zmarszczyła  brwi.  -  Powiedziałam,  że  przepraszam!  -  Powiedziała,  i 

odłożyła go. Drżąc, stawiła nam czoła. - Powiedziałam wam  żebyście się 

wynosili!  -  Mówiła  głośno,  ale  patrzyła  przerażona,  co  mnie  zdziwiło, 

dlaczego nie powiedziała swojemu sąsiadowi że byliśmy tutaj. 

-  Tammy,  po  prostu  posłuchaj.  -  Powiedziałam,  myśląc,  że 

pozostawienie  otwartych  drzwi  może  pomogło.  -  Nie  zamierzamy  cię 

skrzywdzić. Jesteś w tarapatach. 

- Jestem w tarapatach? - Tammy wskazała telefonem na nas. - Nie 

ja jestem jednym z włamywaczy! Wynoś się lub zadzwonię na policję!  

Ale jeszcze tego nie zrobiła, więc nie wydaje mi się że to zrobi. W jej 

pokoju  muzyka  przesunęła  się  na  mroczniejszą,  bardziej  niebezpieczną. 

Barnaba  wstał  od  pieszczonego  psa,  wyglądając  spokojnie  i  swobodnie, 

jak wokalista z boys bandu. 

-  To  zajmie  im  czterdzieści  minut,  aby  dotrzeć  tutaj.  -  Powiedział, 

jego głos był kojący, piękny. - Jeśli nas wysłuchasz, zostawimy was w trzy. 

Tammy przełknęła ślinę, a Nakita przewróciła oczami na efekt jaki 

miał na nią. 

background image

- Kim jesteś? - Spytała go. - Nie było Cię w autobusie. 

-  Barnaba.  -  Uśmiechnął  się  i  prawie  jęknęłam,  gdy  oczarował  ją. 

Dobry  żal,  on był w  tym  lepszy  niż  Nakita  i  ja  razem  wzięte, a  mimo  to 

nadal miał wątpliwości czy możemy coś zmienić. 

Nakita przesunęła się do przodu. 

- Staramy się pomóc. Twoja dusza jest bezpieczna, ale nie życie.  

Wyraz Tammy natychmiast cofnęła się do nieufności. 

-  Nakita!  -  Niemal  syknęłam  na  nią.  -  Mogłabyś  przestać  gadać  o 

duszy! Każdy myśli, że jesteśmy świrnięci kiedy mówisz o duszach, jakby 

były równie powszechne jak telewizor. 

Spojrzała na mnie niewinnie. 

- Ale one są. 

-  To  nie  znaczy,  że  masz  o  nich  mówić!  -  Powiedziałam, 

zdenerwowana. 

Tammy  przygląda  się  nam  między  spojrzeniami  na  drzwi,  z 

telefonem nadal w ręku. 

-  Czy  moja  mama  wysłała  was?  Czy  to  jej  wypaczony  sposób 

kontrolowania  mnie?  -  Zapytała.  -  Boże!  To  jak  państwo  policyjne. 

Możesz  powiedzieć  jej  żeby  trzymała  się  z  dala  od  mojego  życia!  Nie 

jestem dzieckiem!  

Jej mama? Chciałabym. 

- Twoja mama nie wie, że tu jesteśmy. Powiedziałem, myśląc, że to 

pomoże. 

Barnaba wyrzucił zabawkę psa, a maleństwo zerwało się po nią. 

background image

-  Czy  to  Soap  Scum?  -  Zapytał,  a  ja  patrzyłam,  aż  zdałam  sobie 

sprawę, że mówił o muzyce. 

- Tak. - Tammy powiedziała, ponownie tracąc agresywną postawę. - 

Słyszałeś o nich? 

Uśmiechnął się. 

-  Widziałem  ich  na  koncercie  w  Chicago,  tuż  przed  tym  jak 

perkusista zmarł na atak serca. 

Nakita prychnęła. 

- Czy byłeś tam w celu zapobiegnięcia skoszenia? 

Barnaba  zmarszczył  brwi,  biorąc  zabawkę  psa  gdy  zwierzę 

wskoczyło mu na kolana. 

- Nie. Byłem tam jako jeden z dzieciaków na widowni. 

-  Zapobiegnięcia  skoszeniu?  -  Tammy  wyszeptała.  Spojrzała  na 

telefon w ręku i cofnęła się o krok. - Kim wy staracie się być? Ponurymi 

Żniwiarzami?  

-  Nie.  -  Nakita  powiedział  zanim  ja  mogłam  powiedzieć,  żeby  się 

zamknęła.  -  Jesteśmy  Żniwiarzami  Ciemności.  -  Zawahała  się,  po  czym 

dodała:  -  Myślę,  Madison,  że  jeśli  chcemy  ratować  życie,  to  jesteśmy 

technicznie Żniwiarzami Światła?  

- Nie. - Powiedziałam, martwiąc się o wyraz Tammy. Który szybko 

stał  się  kwaśny.  Było  zbyt  wielu  ludzi,  niszczących  ją,  a  ja  nie  mogłam 

powiedzieć, dlaczego tu jestem. - Tammy, dwie minuty. - Powiedziałam. - 

To jest to. Możesz wysłuchać nas przez dwie minuty, i wyjdziemy. Wiem, 

że to wygląda dziwnie, ale staramy się pomóc. Jeśli nie posłuchasz mnie, 

umrzesz dziś w nocy. Johnny, też.  

Jej wyraz zbladł a Barnaba pochylił się ku mnie. 

background image

- Uh, to nie było najlepszą rzeczą do powiedzenia. - Wyszeptał. 

Tammy wskazała gwałtownie. 

-  Wynoś  się!  -  Krzyczała.  -  Wynoś  się,  albo  dzwonię  na  policję!  - 

Była  szalona  a  ja  potknęłam  gdy  Barnaba  wziął  moje  ramię  i  wyciągał 

mnie z powrotem. 

-  Tammy,  się  spali!  -  Powiedziałam  głośno,  nie  troszcząc  się,  czy 

zabrzmiało to szalenie, czy nie. Horror był zbyt realny. - Obserwowałam 

was  oboje  jak  umieracie.  Musisz  opuścić  to  miejsce  dzisiaj.  Wystarczy 

pójść gdzieś indziej! Gdziekolwiek 

-  I myślisz,  że  mówienie  o  duszy  sprawia,  że brzmię  jak  szalona.  - 

Powiedziała Nakita. 

- Wynoś się! - Tammy krzyczała, a Johnny otworzył drzwi, patrząc 

na nas z jednym okiem przez szparę.  

-  Powiedziałem  wam,  że  to  się  nie  uda.  -  Powiedział  Barnaba, 

zwiększając swój nacisk na mój łokieć gdy pociągnął mnie z powrotem o 

kolejny krok. 

- Dobra, dobra! - Powiedziałam, zakłócając. Byliśmy obok lodówki i 

złapałam  małą  karteczkę  z  niej,  na  której  miała  listę  zakupów.  Mały 

ołówek  przymocowane  do  niej  obrócił  się  i  złapałam  go.  -  Mam  zamiar 

dać  ci  numer.  -  Powiedziałam,  pisząc  go.  -  Zadzwoń  do  tego  chłopaka, 

dobrze?  Jego  nazwisko  to  Shoe.  Jest  w  stanie  Iowa.  Pomogłam  mu  w 

ubiegłym miesiącu. Cóż, pomagałam jego koledze Aceowi, ale Ace jest w 

szpitalu  psychiatrycznym,  więc  porozmawiaj  z  Shoe.  -  Powinnaś  w  tej 

chwili się już zamknąć, Madison. 

-  Jesteś  jak  cholerna  Mary  Poppins,  co?  -Tammy  powiedziała 

sarkastycznie,  wyraźnie  czując  się  odważniejsza  teraz,  kiedy 

przesuwaliśmy się w kierunku drzwi. 

background image

- Po prostu zadzwoń do niego. - Powiedziałam. - Miał być oskarżony 

o zabicie trzech osób, gdy jego przyjaciel wpuścił, wirusa komputerowego 

do systemu szpitala i pozmieniał go. Udało nam się to naprawić. Staramy 

się pomóc, Tammy!  

Stała z rękami skrzyżowanymi, telefonem schowanym przy niej. 

- Jesteś szalona. 

Wpadłam na Nakitę, a ciepło holu wsiąkało we mnie. 

-  Zadzwoń  do  niego,  dobrze?  I  tu  jest  numer  mojej  komórki. 

Zadzwoń do mnie jeśli będziesz chciała porozmawiać 

-  Tak  czy  inaczej,  ona  nie  będzie  żyła,  kiedy  słońce  wstanie.  - 

Stwierdziła  sucho  Nakita  a  ja  wzięłam  głęboki  oddech,  czując  jak  moje 

pięty zdzierają dywan w przedpokoju. 

- Zadzwoń do Shoe. - Powiedziałam, rzucając notatnik na podłogę 

między nami. - Załóż że nie jestem szalona. Albo nie dzwoń, nie obchodzi 

mnie.  Po  prostu  nie  bądź  tu  dzisiaj.  Ty  lub  Johnny.  Wiem,  że  to  Cię 

zaboli,  ale  zabierz  go  ze  sobą,  kiedy  pójdziesz  do  kina,  lub  na  lody,  czy 

cokolwiek  innego.  Po  prostu  nie  bądźcie  tutaj!  Musicie  mi  uwierzyć, 

Tammy! Tu będzie pożar!  

Była bardziej pewna siebie teraz, gdy byliśmy w holu. Johnny stał z 

szeroko otwartymi oczami za nią, a pies stał machając ogonem, z zabawką 

w  pysku.  Tammy  spojrzała  na  nas,  ale  to  był  Johnny,  który  podniósł 

kawałek  papieru  z  numerem  telefonu.  Z  pchnięciem,  zatrzasnęła  drzwi 

wejściowe  przed  naszymi  twarzami.  Uderzenie  echem  odbiło  się  w 

korytarzu. Z wnętrza, muzyka popłynęła jeszcze głośniej. 

-  To  udało  się.  -  Powiedział  ponuro  Barnaba,  z  rękami  w 

kieszeniach. 

 

background image

Rozdział 5 

Tłumacz: Mglistaaa 

Korekta: Tempted-Hell 

 

 

Zamykając  mój  telefon,  schowałam  go,  chcąc  wysłać  wiadomość 

„DO ZOBACZENIA PÓŹNIEJ, DZIĘKI” do Josha po jego wiadomości, że 

był  w  drodze  do  łóżka  ale  chciałam  dać  mu  trzydzieści  minut  przed 

spróbowaniem  wymknąć  się.  Rzuciłam  okiem  na  Barnabę  siedzącego 

obok  mnie  między  zewnętrzną  ścianą  pralni  a  kontenerem  na  śmieci. 

Jeżeli  tu  byłaby  dziewiąta,  to  była  jedenasta  w  domu.  Spędziłam  tu  już 

godzinę przed swoją godziną policyjną. Nie wiedziałam kiedy miał zamiar 

wybuchnąć ogień ale Tammy była poza mieszkaniem w moim pierwszym 

widzeniu, więc to było prawdopodobne, że wydarzy się to gdzieś między 

dziewiątą  a  północą,  czasu  miejscowego.  To  byłoby  właśnie  moje 

szczęście, gdyby ogień został wzniecony gdy przekonywałam mojego tatę, 

że idę spać. 

Teraz, Tammy i Johnnego nie było. Barnaba i ja obserwowaliśmy, 

aby  upewnić  się,  że  tak  pozostanie.  Po  drugiej  stronie  ulicy,  kompleks 

apartamentów  tętnił  życiem  ze  zbyt  wieloma  światłami  i  dźwiękami 

telewizorów.  Z  pralni,  mogliśmy  oglądać  samochód  policjanta,  którego 

Tammy  wezwała,  pozostawiony  około  godziny  temu.  Trzeba  było  im 

prawie trzech godzin, aby pokazać się i czterdziestu minut by wyjść, przy 

okazji policjanci śmiali się z historii Tammy gdy dostali się do ich pojazdu 

i  odjechali,  co  był  bardzo  smutne,  ponieważ  troje  szalonych  ludzi  było 

nieproszonych  w  jej  domu,  a  ona  nie  była  nawet  brana  na  poważnie. 

Tammy  i  Johnny  wyszli  zaraz  po  policji.  Johnny  marudził,  gdy  ona 

ciągnęła go po chodniku kiedy słońce zaszło i przestraszona, wsiadła do 

background image

samochodu  swojej  przyjaciółki  Jennifer  z  wgniecionymi  drzwiami. 

Powinnam  czuć  ulgę,  że  posłuchała  mojej  rady  i  wyszła,  ale  strach,  że 

mogą wrócić pozostawił mnie napiętą i zaniepokojoną. 

Było  ciemno,  światła  z  samochodów  między  nami  a  kompleks 

apartamentów tworzył ruchome punkty jasności w noc w pewien sposób 

przygnębiającą.  Nakita  była  na  zewnątrz  robiąc  przelot  nad  obszarem. 

Moje  plecy  były  oparte  na  czerwonej  cegle,  a  moje  kolana  były  zgięte 

prawie  pod  brodę  gdy  kołysałam  mój  amulet  na  srebrnym  łańcuszku, 

bezczynnie  koncentrując  się  na  tym  by  zmieniać  jego  formę.  Była  to 

umiejętność, której uczyła mnie Nakita. 

Tęskniłam za Joshem. 

- Barnaba. - Powiedziałam cicho, czując go, siedzącego obok mnie. - 

Masz duszę. Jak możesz nie mieć?  

Milczał, patrząc, jak bawiłam się błyszczącym czarnym kamieniem, 

czarnym bezpiecznie zamkniętym w obramowaniu z drutu. Skupiłam się 

na modulacji światła zginając je wokół niego aż wyglądał jak mały srebrny 

krzyż z czarnym kamieniem w centrum. 

-  Jesteś  najlepszy  z  nas.  -  Powiedziałam,  patrząc  na  mój  amulet. 

Byłam zadowolona z rezultatu, choć nadal czułam go jako owalny, rzeką 

światła przemyty kamień w moich palcach. - Bez skazy i piękny. Musisz 

mieć duszę.  

-  Anioły  nie  zostały  stworzone  na  ziemi.  -  Powiedział.  -  Tylko  ci  z 

ziemi mają dusze. 

-  Dobra,  ale  zrezygnowałeś  z  nieba  dla  ziemi.  -  Powiedziałam,  nie 

wierząc, że Bóg byłby tak okrutny. Ale z drugiej strony, wyglądał jakby był 

skazany na mnie. 

background image

- Być może oznacza to, że naprawdę należysz tutaj. Że miałeś duszę 

cały ten czas i po prostu nie wiedziałeś. To nie tak że wszyscy Aniołowie 

patrzą lub działają tak samo. Jeśli to nie jest dusza, która nas wyróżnia, to 

co to jest?  

W  ręku  krzyż  stopił  się  w  parę  czarnych  skrzydeł  anioła.  Barnaba 

milczał, patrząc na nie, a potem mruknął. 

-  Ja  opuściłem  niebo,  bo  zabroniono  mi  powrotu  nie  dlatego,  że 

byłem obdarzony duszą. 

Dar, pomyślałam. Ja zwątpiłam nawet czy przeszkadza mu, że może 

nie  mieć  duszy,  aż Nakita  powiedziała,  że  skrawek  z moich  wspomnień, 

które  ukradły  mi  czarne  skrzydła,  wspomnienie  strachu  przed 

ciemnością, śmiercią, końcem wszystkiego. 

- Nakita powiedziała, że zostałeś wyrzucony, bo pokochałeś ludzką 

dziewczynę. 

Tylne  drzwi  do  pralni  zaskrzypiały  otwarte  i  pracownik  kliknął 

klęknięciem na zewnątrz, żeby upewnić się że drzwi były zamknięte przed 

wyruszeniem do jednego z pobliskich samochodów. Milcząc, patrzyliśmy, 

aż jej czerwone Pinto zaryczał z życiem i opuścił hotel. 

- Czy to prawda? - Spytałam w ciszy. Barnaba nie powiedział nic, z 

szczęką  zaciśniętą,  a  jego  oczy  wyglądały  w  ciemności  jak  czarne.  Nagle 

zakłopotana,  zostawiłam  skrzydła  anioła  cofając  je  do  bardziej  znanej 

wizji gładkiej skały. - Przykro mi. - Wyszeptałam. - Teraz się zamknę. 

Boże, co robię, wtrącając się do jego przeszłości? Może on wyglądać 

na mój wiek, ale był ponad trzy tysiące lat starszy od moich siedemnastu. 

I bardzo nie chciał dzielić niczego ze mną. 

-  Nie  było  wtedy  Strażników  Czasu.  -  Powiedział  nagle  a  ja 

podskoczyłam  choć  jego  słowa  były  bardzo  miękkie,  prawie 

background image

niedosłyszalne  w  pobliżu  brzdąkającego  ruchu  drogowego.  -  Żniwiarze 

byli wysyłani przez Serafinów, tak jak robią to teraz dopóki rzeczy, nie są 

rozliczane z tobą. Powiedziano mi, że mam zakończyć życie dziewczyny, 

której  dusza  umrze.  Duma  miała  uniemożliwić  jej  proszenie  o 

wybaczenie. Barnaba przeniósł ciężar, ręce splatając luźno na złączonych 

kolanach, ale oczy nie patrzyły na tył kontenera. Stary wyraz twarzy był 

przerażający. 

- A ziemia była tak świeża wtedy. - Powiedział, wygładzając linie w 

jego twarzy.  

- Nie ta cementowa, węglem zanieczyszczony węgielek,  którym się 

stała.  To  było  prawie  tak,  jakby  energia  tworzenia  jeszcze  dzwoniła  w 

skałach i rozlegał się szum pszczół, lub oddech dziecka na progu stawania 

się  kobietą,  kobietą  tak  doskonałą,  że  niebo  było  skłonne  do  ucięcia  jej 

krótkiego życia, aby przynieść jej duszę z powrotem do nich bez skazy. 

Zdusiłam w sobie dreszcz, przestraszona, co mógł powiedzieć. 

- Ona spała w polu. Moja Sara. - Westchnął, a ramiona złagodniały 

gdy  mówił  jej  imię,  nadając  mu  dziwny  akcent.  -  Miała  na  imię  Sara,  i 

nigdy  nie  widziałem  niczego  piękniejszego  w  całym  stworzeniu.  -  Jego 

głowa opadła. - Powinni oni wysłać kogoś silniejszego. 

Chciałam dotknąć jego ramienia, ale nie zrobiłam tego. Jak mogłam 

nawet udawać, że rozumiem? On by mnie wyśmiał. 

- Nie mogłem tego zrobić. - Powiedział, z głową w dole. – Ja… nie 

zdecydowałem  się.  Wybrałem.  -  Dopiero  teraz  skręcił  się  by  na  mnie 

spojrzeć, przerażając mnie intensywnością w jego spojrzeniu. - Jej dusza 

była nadal żywa i piękna. Wydawało się, błędem jej zabranie. Obudziła się 

a  ja  stałem  nad  nią  z  moją  kosą  obnażoną.  Była  tak  przerażona.  Nie 

chciałem jej doskonałego piękna pamiętając brzydotę, gdy wyszła z ziemi, 

więc  skłamałem.  Powiedziałem  jej,  że  jest  bezpieczna,  i  dotknąłem  jej, 

background image

czując jej drżenie. Ona mi nie uwierzyła. Nie powinienem był jej dotykać. 

Może byłbym w stanie to zrobić, gdyby nie czuła strachu.  

Uśmiechał się teraz, jak do ulubionych wspomnień. 

-  To  że  ona  mi  zaufała,  gdy  powiedziałem  jej,  że  nie  zrobię  jej 

krzywdy uderzyło mnie do rdzenia. Ja nie mogłem zdradzić, jej zaufania, 

a  moje  kłamstwo  stało  się  prawdą.  -  Oczy  Barnaby  zaostrzyły  się  w 

rogach,  a  jego  splecione  ręce  oddzieliły  się  i  zostały  wciśnięte  w  brudny 

cement.  -  Drugi  Żniwiarz  przyszedł  pod  koniec,  i  co  mogłem  zrobić,  to 

walczyć  z  nim,  pobiłem  go,  i  wysłałem  z  powrotem  uszkodzonego  by 

został uzdrowiony ponownie w kuźniach nieba. 

Jego wypowiedź była smutna, gdy spojrzał na brudne ulice, widząc 

przeszłość. 

- Jej los zmienił się w ciągu jednego dnia, bo uratowałem jej życie. - 

Oczy  skierował  na  mnie  tak  jakbym  mogła  temu  zaprzeczyć,  ale  nie 

mogłam  powiedzieć  nic.  -  Ona  zrozumiała,  te  wartości,  gdy  uratowałem 

jej  życie,  a  jej  dusza  została  odnowiona.  Niewinną  zostawiłem  ją,  aby 

powiedzieć  Serafinom,  że  los  może  ulegać  wpływowi  i  zatrzymać 

koszenie.  Nie  chcieli  słuchać,  wysyłając  trzeciego  Żniwiarza  pomimo,  że 

błagałem ich. Ona by umarła, gdyby nie Anioł Stróż, który miał być z nią 

w tym czasie. Zgromadzili się wokół niej. Całe jej życie, oni skupili wokół 

jej duszy. - Oczy wydały się zmieszane. - Nigdy nie rozumiałem dlaczego. 

Teraz zastanawiam się co by było gdybym był tam, aby uratować jej życie, 

po tym jak uratowała jej własną duszę.  

Moje  usta  rozchyliły  się  i  zastanawiałem  się,  czy  Sarah  była 

pierwszym Aniołem Stróżem. Ale to, co mną wstrząsnęło to, to że zmienił 

los  człowieka  wcześniej  i  nadal  nie  chciał  uwierzyć,  że  można  to  zrobić 

ponownie. Może dlatego, że działo się to tak rzadko. 

background image

Z  przechyloną  głową,  Barnaba  spojrzał  na  mnie,  jego  oczy  nadal 

trzymały jego miłość do niej. 

- Ja nie chciałem opuścić jej po tym, nawet gdy jej dusza pozostała 

nienaruszona i czarne skrzydła nie mogły jej znaleźć, kiedy umarła. Tak 

więc wyrzucili mnie z nieba. - Jego twarz stawała się, coraz twardsza, gdy 

rzucił kamień, by skoczył po parkingu. - Było warto. 

Wysłałam mój wzrok na ruchliwą drogę i jasno świecący kompleks 

apartamentów.  

- Pozostałeś z nią do końca jej życia? 

Słaby  dźwięk  syreny  przyszedł  od  pobliskiej  autostrady 

międzystanowej.  Barnaba  był  uśmiechnięty,  chętnie,  miękkim 

uśmiechem, którego nie sądziłam, że kiedykolwiek widziałam wcześniej. 

Wyglądał  dla  mnie  na  siedemnastolatka.  Zastanawiałam  się,  jak  on 

uporał  się  z  tak  młodym  wyglądem  przez  całe  życie  Sary.  Ale  ludzie  nie 

zmieniali się wtedy bardzo przed czterdziestką.  

- Tak. Byłem. - Powiedział, pozornie zakłopotany. 

-  I  mówisz,  że  nie  masz  duszy.  -  Powiedziałam  sucho,  gdy 

wrzuciłam  odprysk  cementu  do  kontenera  by  usłyszeć  jak  zadzwonił.  - 

Dobry żal, Barnaba, jeśli dusza jest tym, co pozwala nam kochać, to masz 

swoją. 

Otworzył  usta,  jakby  na  znak  protestu,  ale  potem  zatrzymał  się,  a 

jego  wzrok  był  po  drugiej  stronie  ulicy,  gdy  syreny  nie  znikały,  ale  były 

coraz głośniejsze. 

Moje serce wydało uderzenie i spojrzałam na zegarek. Była prawie 

dziewiąta  trzydzieści,  ale  jeśli  były  kłopoty,  Nakita  powiedziałby  nam  o 

tym. 

- To wygląda dobrze dla mnie.  

background image

Powiedziałam,  a  następnie  zasysałam  oddech,  gdy  dźwięk 

tłuczonego  szkła  przyszedł  głośno  w  ruch  i  języki  ognia  lizały  okna  na 

trzeciej kondygnacji, szukając nieba. 

- Barnaba. - Zawołałam, podrywając się. Moja ręka złapała amulet, 

spojrzałam  na  ulicę  na  wozy  strażackie  a  samochód  policjanta  zaryczał. 

Niech to szlag, to się dzieje. Gdzie Nakita? 

-  No  to  idziemy?  -  Barnaba  powiedział  zmęczonym  głosem,  i 

wyszliśmy zza kontenera. 

- Tammy nie wróciła, czy tak? - Spytałam, niemal gorączkowo. Nie 

wytrzymałabym  wtedy, gdyby  wszystko  było  na  nic.  -  Barnaba,  ona  tam 

jest? 

-  Nie.  Ona  tam  jest,  ale  nie  w  środku.  Johnny,  również.  - 

Powiedział,  a  jego oczy były srebrne przez  chwilę,  kiedy dotykał  tego  co 

boskie, i moje ramiona złagodniały.  

-  Twoje  ostrzeżenie  wydaje  się,  że  zmieniło  jej  los  ponownie,  jeśli 

nie uratowało jej duszy. 

- Nie miałam widzenia by zobaczyć to. - Powiedziałam, i zaczęliśmy 

iść  w  kierunku  ruchliwej  ulicy,  będącej  dwukrotnie  bardziej 

niebezpieczną teraz, gdy było ciemno. 

Było  przejście  dla  pieszych,  i  Barnaba  ustawił  nas  pod  kątem  do 

niego. 

- Może jej dusza nie jest bezpieczna jeszcze. - Barnaba powiedział. 

-  Być  może.  -  To  że  dusza  Tammy  nadal  może  być  zagrożona  nie 

było dobrą myślą. Barnaba pchnął przycisk skrzyżowania, wierciłam się, 

chcąc  by  przeniósł  mnie  przez  jezdnię,  ale  to  byłoby  trudne  do 

wytłumaczenia.  Mieliśmy  czas.  Jeśli  Tammy  i  Johnny  są  na  zewnątrz 

background image

budynku, mieliśmy czas. Może teraz ona mnie posłucha. Jeśli Johnny nie 

umrze, wtedy nie machnęłaby się na życie, czy tak? 

Nakita,  pomyślałam,  zamykając  oczy  i  zatrzymując  się  przez  znak 

błyszczący w poprzek sześciu uliczek, ale okrzyk Barnaby spowodował, że 

nagle  otworzyłam  oczy  a  moja  uwaga  roztrzaskała  się.  Moje  umysłowe 

wezwanie Nakity wypełniło powietrze i rozbiło niepostrzeżenie. 

-  Czarne  skrzydła.  -  Barnaba  powiedział,  jego  oczy  były  szeroko 

otwarte. 

Moje palce zaciskały się na moim amulecie, a ja podążyłam za jego 

ręką, wskazującą na drugą stronę ulicy. Moje kolana wydawały się chwiać 

gdy  doszłam  do  oświetleniowego  słupa.  Czarne  skrzydła.  Padlinożercy 

zagubionych  dusz.  Jeżeli  byli  tu,  to  tam  prawdopodobnie  był  Żniwiarz 

Ciemności  na  polowaniu.  A  jeśli  był  polujący  Żniwiarz  Ciemności,  to 

Żniwiarz  Światła  nie  był  daleko  w  tyle.  Cholera,  Ron  miał  widzenie  i 

wysłał kogoś? 

-  Myślisz,  że  jest  tutaj  dla  kogoś  innego?  -  Szepnęłam,  a  Barnaba 

potrząsnął  głową  gdy  śliskie  czarne  płachty  sunęły  jak  płaszczki  nad 

kompleksem  apartamentów.  Z  boku  wyglądały  jak  lśniące,  srebrzyste 

linie,  a  większość  ludzi,  widząc  je,  myślała,  że  to  wrony.  Chciałam 

uwierzyć, że to zbieg okoliczności, ale dla serca bardziej prawdopodobna 

była  prawda  że  Serafinowie  zdecydowali,  że  zrzuciłam  to  zbyt  daleko  i 

wysłali profesjonalistów. A ja byłam, zatrzymana po niewłaściwej stronie 

ulicy. 

Barnaba  wcisnął  przycisk  przy  skrzyżowaniu  ponownie.  Wozy 

strażackie  były  przyczyną  pewnie  nieporozumienia,  a  światło  się  nie 

zmieniało. Tammy była tam w tym tłumie, z pół tuzina czarnych skrzydeł 

krążących nad głową. 

background image

-  Barnaba,  musimy  się  dostać  tam!  -  Powiedziałam,  w  desperacji 

gdy ludzie zaczęli uciekać z mieszkań zabierając w swoich ramionach psy, 

koty,  wieże  stereo,  telewizory.  Strażak  był  przy  drzwiach  zatrzymując 

ludzi  przed  powrotem  a  więcej  jak  część  jego  załogi  udała  się  w  celu 

zabrania  maruderów.  A  ruch  samochodów  między  nami  wciąż  się 

zwiększał. 

Boom ten dźwięk pogrążył mnie, z otwartymi ustami, gdy ogromny 

ogień trawił jeden narożnik kompleksu.  

-  Jej  tam  nie  ma.  -  Barnaba  powiedział,  łapiąc  mnie  za  ramię.  - 

Wiem  o  tym.  Jej  aura  stawia  ją  na  zewnątrz.  Ona  jest  na  zewnątrz, 

Madison!  

To  był  niewielki  komfort.  Spojrzałam  w  górę  drogi,  a  następnie  w 

dół.  Zapach  płonącego  budynku  był  gęsty,  a  czarny  dym  blokował 

gwiazdy. Nie mieliśmy na to czasu.  

- Chodźmy. - Powiedziałam nagle. 

- Madison! Samochody! - Barnaba powiedział, ale ja już wykręciłam 

się z jego uścisku i zsunęłam się poza krawężnik. 

-  Nakita!  -  Myślałam,  próbując  dotknąć  jej  umysłu,  moja  ręka 

trzymała za amulet w uścisku śmierci, gdy pierwszy samochód zjechał na 

róg z piskiem opon, dzwonienie samochodu obok niego, gdy zajechał do 

zatrzymania dwa metry przede mną. 

Przestraszona, wciąż szłam do przodu. Kierowca krzyczał na mnie, 

ale trzy pasy ruchu zatrzymały się w przerażającym dźwięku rogów płóz, i 

chrzęstu plastiku. 

Moje  tempo  wzrosło  gdy  podwójny  obraz  domu  Josha  na  ciemnej 

opuszczonej ulicy pokrył się z moją rzeczywistością, wozami strażackimi i 

background image

trzypiętrowym  kompleksem  apartamentów.  To  było  Nakity.  Chciałabym 

jej sięgnąć. Co ona robi w domu Josha? Czeka na niego? 

On czyści zęby, Madison, przyszła Nakity znudzona myśl do moich 

jako że widziałam jej oczami a ona widziała przez moje, nasze połączenie, 

było mocne. Może to był czas. 

Mieszkanie znajduje się w ogniu! Myślałam, do niej, ale ona była już 

na  jawie,  bo  dostrzegła  moją  rzeczywistość  od  innego  samochodu 

trzaskającego na hamulce tylko na tym kończąc, że popchnął do przodu o 

kolejne trzy stopy, prawie uderzając mnie. Czułam Barnabę trzymającego 

mój  łokieć,  przesuwającego  mnie  na  mojej  drodze,  aby  uniknąć  innego 

samochodu. 

- Madison, nie idź tam! - Krzyknęła w myślach. 

Przestraszona,  zastanawiałam  się,  czy  mogę  wejść  do  płonącego 

budynku  i  będzie  dobrze.  Byłam  martwa.  Nie  musiałam  oddychać.  Jej 

tam nie ma, ale są czarne skrzydła.  

- Nakita, potrzebuję Cię! 

Patrzyłam  jak  Barnaba  zawahał  się  przy  krawężniku,  aż  wzięłam 

krok  naprzód.  Nakita  zobaczyła  czarne  skrzydła  moimi  oczami  i  panika 

zmroziła  nas  obie  pamięcią  bólu  bycia  zjedzonym  żywcem.  Trzymałam 

mocniej  amulet.  Czarne  skrzydła  nie  widziały  mnie  tak  długo,  jak  go 

nosiłam.  I  byłam  bezpieczna.  Byłam  bezpieczna,  do  cholery!  Ale  trudno 

było przejść pod nimi. 

- Idę! - Nakita zawołała i podwójne widzenie zniknęło. 

Wzięłam  głęboki  oddech,  przyciągając  do  siebie  z  prawie 

odrętwieniem.  Barnaba  trzymał  mój  łokieć.  Przechodząc  na  poziom 

hałasu za nami, zbladłam. Zatrzymane samochody były wszędzie. Dobrze, 

że służby ratownicze, już tutaj były.  

background image

-  Dzięki,  Barnaba.  -  Szepnęłam,  wiedząc,  że  prowadził  mnie  przez 

to.  

-  Nakita  była  przy  Joshu.  Ona  jest  na  jej  drodze.  Nie  zamierzam 

pozwolić Ciemnemu Żniwiarzowi zabić Tammy. Ja nie chcę!  

-  A  ja  nie  pozwolę  Żniwiarzowi  Światła  dać  jej  Anioła  Stróża.  - 

Powiedział Barnaba gdy jego dotyk spadł ze mnie.  

-  Nie  tym  razem.  Ja  ocaliłem  Sarah.  Może  po  prostu  trzeba  się 

bardziej starać. Jak ty? 

Siła  jego  słów  mnie  uderzyła,  i  odwróciłam  się,  zaskoczona,  jego 

zaciśniętą  szczęką.  On  zawsze  mnie  wspierał,  ale  nigdy  nie  wyglądał  na 

tak zdeterminowanego. To musiało być wspomnienie Sary.  

- Dziękuję. - Szepnęłam, a on odwrócił się, pozornie zakłopotany. 

Moją uwagę poszła z ramienia do światła wśród przerażonych ludzi 

gromadzących  się  na  parkingu  przy  apartamentach.  Złapałam  błysk 

amuletu, to nie była fala dławiącej czarni. 

-  Patrz,  to  Nakita.  -  Powiedziałam,  z  piekącymi  oczami  gdy 

rozpoczęłam tę drogę. Dopiero Barnaba szarpnął mnie do zatrzymania. 

-  To  nie  jest  Nakita.  -  Barnaba  powiedział,  jego  wypowiedź  była 

zabarwiona niepokojem. - To Żniwiarz Ciemności! 

Moje  oczy  przebiegł  do  tłumu,  nie  widząc  nic,  a  następnie  wróciły 

do Barnaby.  

- Gówno. - Szepnęłam, czując miękkość w kolanach.  

- Jesteśmy w tarapatach. Spójrz, tam jest też Żniwiarz Światła. Co w 

krwawym niebie się dzieje? Serafinowie wiedzą, że jestem tutaj! Dlaczego 

oni ingerują?  

background image

Ale  było  oczywiste,  dlaczego.  Ja  naprawdę  zawiodłam  go  przy 

ratowaniu życia Tammy. 

Barnaba zacisnął usta razem, oglądając pięknego Żniwiarza Światła 

stojącego z przodu budynku, z rękami na jej biodrach gdy wyglądała po 

kupiecku przy ognisku, ponieważ jeszcze nie zidentyfikowała, kim jest ten 

kogo tutaj, miała ocalić. 

-  To  Arariel.  -  Powiedział  sztywno.  -  Ona  jest  dobra.  Jesteśmy  w 

tarapatach. Trzyma Aniołów Stróżów w kieszeni. A Żniwiarz Ciemności? 

Jego też rozpoznaję. To Demus. 

Sprawy wymknęły się spod kontroli. Oczywiście żaden ze żniwiarzy 

nie znalazł jeszcze Tammy, i chociaż na drodze znalezienia jej przez aurę, 

mogłaby  być  Arariel  jeśli  Ron  miał  widzenie  i  przekazał  jego  opis 

swojemu  Żniwiarzowi  Światła.  Jestem  pewna,  że  Żniwiarz  Ciemności 

miał  jej  opis  teraz  także  dzięki  Serafinom.  A  to,  co  bolało  mnie 

najbardziej  to  że  Serafinowie  spisali  moja  próbę  na  straty  nie  dając  mi 

szansy. Próbowałam to naprawić! Nie mieli prawa domagać się Żniwiarza 

Ciemności jeszcze. Jeszcze nie! 

Ale moja nadzieja zblakła. Może machnęli ręką na moje pomysły? 

- Może uda mi się zmienić rezonans Tammy. - Powiedziałam, ledwo 

słyszalne  słowa,  ale  wiedziałem,  że  słyszał  mnie  pomimo  huku 

samochodów pożarniczych i wzywania przestraszonych ludzi.  

- Jeśli Ron miał widzenie przyszłości, to dał opis jego żniwiarzowi, i 

jeśli mogę go zmienić, to będzie bezpieczna. 

-  Czy  myślisz,  że  możesz?  -  Spytał,  i  skrzywiłam  się.  -  To  magia 

Strażnika Czasu. Nawet ja nie mogę tego zrobić.  

background image

-  Nie  wiem,  ale  jeśli  uda  nam  się  być  wystarczająco  blisko  niej, 

można co najmniej osłaniać jej rezonans. - Ale Tammy myślała, że jestem 

szalona, i zapewne uciekłaby, gdyby nas ujrzała. 

-  Warto  spróbować.  -  Przez  oczy  Barnaby  przemknęło  srebro  gdy 

poruszył  boskość.  -  Znaleziono  ją.  -  Powiedział,  kuląc  się  bliżej  jakby 

żniwiarze  otaczający  nas  mogli  odczytać  jego  myśli.  -  Ona  się  boi.  Jest 

sama. Nie jest na parkingu. Jest w alei.  

Odwrócił  się,  a  ja  za  jego  wzrokiem  na  pobliskie  miejsce 

składowania  sklepu  samoobsługowego  i  rzędów  jednopiętrowych 

budynków oraz bram garażowych.  

-  Tam?  -  Zapytałam  go.  Wokół  były  głosy  silników  wozów 

strażackich,  a  światła  przyjazdów  i  odjazdów  pojazdów  służb 

ratowniczych kładły cienie na nim gdy skinął głową. 

- Czy widzisz jej aurę? - Zapytał mnie z kolei, a ja zamknęłam oczy, 

starając się zrelaksować poprzez hałas i zamieszanie. 

- Nie. - Powiedziałem. - Barnaba, nie sądzę, że mogę dowiedzieć się, 

jak zmienić jej aurę. - Moje oczy otworzyły się by znaleźć go szukającego i 

sfrustrowanego.  

- Tylko się tam dostań i ukryj jej rezonans, nawet jeśli mamy usiąść 

na niej by powstrzymać ją od ucieczki. 

Pokiwał  głową,  ale  gdy  okazało  się  że  się  uda,  zauważyłam  błysk 

amuletu. Zamarłam, piersi zdawały się zaciskać na widok rudych włosów 

i  niskiego  wzrostu.  Nigdy  nie  spotkałam  żadnego  z  moich  Żniwiarzy 

Ciemności  z  wyjątkiem  Nakity,  ale  przez  jego  nieziemskie  piękno, 

wiedziałam, że to musiał być Demus. A jak oglądałam go wyszukującego 

w tym tłumie Tammy, gniew rozpalił się we mnie. To był mój żniwiarz. 

background image

Biorąc  oddech,  wyprostowałam  się.  Moje  oczy  nigdy  nie  opuściły 

pięknego anioła, który wyglądał jakby po prostu wysiadł z łodzi z Irlandii. 

Był jednym z moich żniwiarzy, i rękę trzymając na moim  amulecie przy 

ustalaniu napełniło mnie. Miał zamiar zrobić to, co powiedziałam. 

-  Idź  ratować  ją,  Barnaba.  -  Powiedziałam,  a  on  burknął,  idąc  za 

moim wzrokiem i zobaczył Demusa. 

- Idę pogadać z Demusem. Odwrócić jego uwagę przynajmniej. 

- Demus? - Barnaba, patrząc wstrząsnął się, a jego wzrok przybiegł i 

zatrzymał się na wyjeździe.  

-  Wiem,  że  jesteś  Strażnikiem  Czasu  Ciemności,  ale  on  jest  tu  w 

celach biznesowych Serafinów. On nie będzie cię słuchać.  

- Do diabła nie jest. - Mruknęłam. - Jestem jego szefem. 

Barnaba zmarszczył czoło i oczy przesunął ze zmartwienia.  

- Madison. 

- Nie Madisonuj mi! - Zawołałam. - Nie mam zamiaru aby tam iść, a 

ty  też  nie!  Idź  poszukaj  Tammy.  Ukryj  jej  rezonans  przed  żniwiarzami. 

Ona cię lubi. Jestem jedyną o której ona myśli, że jest  szalona. Mam to 

gdzieś. To nie tak, że on może mnie zabić!  

Barnaba zesztywniał. Osoby prowadzące psy i koty przerażone stały 

między  nami  a  Żniwiarzami  Ciemności,  krzycząc  i  gestykulując  o  ich 

życiu zmarnowanym w płomieniach. Strażacy ignorowali ich i pracowali 

najlepiej  jak  mogli,  a  policjanci  starali  się  ich  złapać,  aby  przeszli  do 

pobliskiego lodowiska. Dym kłębił się między nami, a kiedy opadł, Demus 

odszedł. 

Gówno, gdzie poszedł? Czarne skrzydła przeleciały nad nami i oboje 

daliśmy nura, a zapach rozkładu i róż zdawał się złapać moje gardło. 

background image

-  Madison.  -  Przyszedł  znajomy  krzyk,  a  my  odwróciliśmy  się  i 

zobaczyliśmy Nakitę przepychającą się przez przerażonych ludzi.  

- Kto pilnuje Tammy? 

Przypływ dumy przychodził i odchodził.  

Dbała. Nakita dbała o Tammy. Gdybym mogła sprawić, że Żniwiarz 

Ciemności stał się opiekuńczy, to może nie było to równie niemożliwe, jak 

wszyscy mówili że było.  

-  Barnaba.  -  Powiedziałam,  a  jej  szeroko  otwarte  oczy  śmigały  na 

niego, jakby pytając, jak, kiedy stał obok nas.  

-  Nakita,  bierzesz  Arariel.  -  Powiedziałam,  wskazując,  następnie 

zamrugałam, kiedy uświadomiłam sobie, że Żniwiarz Światła w czarnym 

kombinezonie  widział  nas  i  miał  swój  miecz  obnażony  i  czekał  na  nas  z 

uśmiechem. 

- Nie pozwól jej przydzielić Tammy Anioła Stróża, dobrze? Barnaba 

będzie krył rezonans Tammy i chronił ją. Ja porozmawiam z Demusem. 

Nakita  skinęła  głową,  z  własnym  uśmiechem  pragnienia  gdy  ręką 

trzymała  swój  amulet  a  w  drugiej  powołał  do  istnienia  półprzezroczysty 

miecz.  

-  Z  przyjemnością.  -  Powiedziała,  krocząc  dalej,  unikając  strażaka 

obojętnego na wszystko oprócz jego pracy. Smród popiołu podniósł się i 

zerknęła przez niego, zadowolona, że nie musiałam oddychać. 

Nigdy  wcześniej  nie  widziałam  tak  wielu  czarnych  skrzydeł  a 

obrzydliwe,  bezmyślne  rzeczy  wirowały  przez  dym,  aby  wyglądać  jak 

żywe.  Barnaba  wciąż  stał  obok  mnie  niczym  stracony.  Tak  byłoby  tylko 

wtedy, gdy pozwolimy jej umrzeć.  

- Czy chcesz iść znaleźć Tammy! - Zawołała a on spojrzał na mnie, z 

chorym wyrazem twarzy. 

background image

-  Jest  za  późno.  -  Powiedział,  i  moje  serce  wydało  uderzenie.  - 

Spójrz. 

Podążyłam  wzrokiem  za  ramieniem  wskazującym,  aby  zobaczyć 

Tammy stojącą na szczycie jednego z dachów budynku magazynowego, z 

otwartymi  ustami  i  jej  psem  na  ręce,  wpatrującą  się  w  ogień  zjadający 

przez  dach  dom.  Demus  był  zaraz  za  nią  w  cieniu,  patrząc  jakby 

porównując jej aurę gdy oczy przeszły w srebro. W mgnieniu oka między 

jednym błyskiem światła i następnym, jego miecz był stworzony na nowo. 

Pamięć o moim sercu waliła.  

-  Demus.  -  Krzyknęłam,  rzucając  się  do  biegu,  omijając  miejsca 

gdzie ludzie płakali.  

-  Nie!  -  Mogłam  poczuć  szepty  piór  przez  moją  duszę  jak 

przypomniałam sobie koszenie, i strach gdy obudziłam się w kostnicy bez 

możliwości zmiany stanu rzeczy, bez sposobu by wcisnąć przycisk reset i 

dokonać lepszego wyboru. Tammy nie zasługiwała na to. 

-  Madison.  -  Barnaba  krzyknął,  ale  uniknęłam  obok 

zdenerwowanego 

człowieka 

kłócącego 

się 

policjantem 

kontynuowałam. 

Demus  podniósł  miecz,  z  zaplanowaniem  biorąc  ją  od  tyłu,  nie 

zważając na mnie wychylał się na nią.  

- Czekaj! - Krzyknęłam, ale on kołysał się, i uderzył w rejon Tammy, 

przesyłając  nam  i  jej  psu  rozrastający  się  cień  między  budynkami 

magazynów. 

Krzyczała,  a  jej  pies  zaszczekał  wściekle,  ale  nikt  z  poza  alei  nie 

słyszał tego. Jeszcze na ziemi, spojrzałam w górę. Szok Demusa stawał się 

brzydkimi  słowami.  Jego  oczy  spadły  do  mojego  amuletu,  i  podniósł 

miecz ponownie. 

background image

- Musisz zrobić to lepiej niż, Żniwiarz Światła. - Powiedział, myląc 

mnie z aniołem. 

Cóż,  to  była  jedna  dobra  rzecz,  ale  potem  jego  ramię  zostało 

opuszczone  w  płynnym  łukowatym  ruchu.  Nacisnęłam  z  powrotem  na 

Tammy,  krzywiąc  się  gdy  przygotowywałam  się  na  cios  dla  niej.  Ja 

mogłam przeżyć. Ona nie. 

Ale  czyste  cięcie  bożego  szoku  przeze  mnie,  zdawało  się  przebić 

przez  zgiełk  i  pomieszało  na  krótką  chwilę.  Moje  oczy  otworzyły  się.  To 

był Barnaba, jego miecz powstrzymał cios Demus. 

-  Barnaba?  -  Żniwiarz  Ciemności  wyjąkał,  wciąż  trzymając  swoje 

stanowisko.  -  Myślałem,  że  przeszedłeś  do  półcienia.  -  Półmroku 

Żniwiarzami – tak, nazywa się żniwiarzy – którzy nie pracują dla światła 

ani  ciemności,  z  nieufnością  obserwowani  przez  obie  strony.  Zabijali 

losowo, a przynajmniej nie bez powodu nikt nie chciał ich zobaczyć. 

Z chrząknięciem, Barnaba pchnął go z powrotem. 

- Jestem. 

Jego  głos  był  płaski,  i  znowu  zajął  jego  stanowisko  stojąc  w  mojej 

ochronie, jego prochowiec mieszał się z dymem, jego ciemnymi oczami i 

intencjami. Mszczący anioł, był piękny i niezachwiany. Sarah, było jej na 

imię, pomyślałam, zastanawiając  się,  jak  zdołała  zaszczepić  w  nim  to  co 

najlepsze z nas wszystkich. 

Upadłam do tyłu gdy Tammy wygramoliła się spode mnie i przeszła 

głębiej  w  zaułek.  Jej  psa  już  nie  było,  pobiegł  w  tłum  z  podkulonym 

ogonem.  

- Tammy! - Zawołałam, przewracając się na brzuch i chwytające jej 

kostkę.  Upadła,  krzycząc  jeszcze  raz,  ale  przynajmniej  ostrze  Demusa 

trafiło sycząc niewinnie nad głową, odwróciłam się do niej.  

background image

-  Wstawaj!  -  Krzyknęłam  na  nią,  i  tym  razem  ona  posłuchała,  z 

oczami  szeroko  przesuniętymi  do  tyłu,  gdy  przeturlała  się  na  tyłek,  aż 

znalazła jasne pomarańczowe drzwi garażowe. 

- Rozmawiałaś z Shoe? - Zapytałam. - Wierzysz mi teraz? 

Jej  oczy  utkwione  były  w  Barnabie  i  Demusie,  i  podskoczyła  gdy 

miecze skrzyżowały się i dźwięk rozległ się ponownie.  

-  Jesteś  szalona!  -  Wykrzyknęła.  -  Szalona  wariatka!  Co  to  do 

cholery jest z wami nie tak?  

Demus  kopnął  Barnabę,  wysyłając  go do  tyłu.  Tammy  dyszała  gdy 

Demus odwrócił się do niej, uśmiechając się złośliwie. Gorliwość w jego 

wypowiedzi była ostrzeżeniem. To był ten, którego miałam przekonać do 

części ze znaczeniem życia?  

- A teraz umrzesz! - Krzyknął, śmiejąc się. 

- Demus, przestań! - Zawołałam gdy wdrapałam się. 

Wystrzeliłam  rękę  kiedy  odwrócił  się  a  jego  ostrze  cięło  na  prawo 

przeze  mnie.  Błysk  przeszedł  przeze  mnie  jakby  nieba  mieszały  się  w 

ramach, a następnie spłynęło do niczego, ponieważ rozpoznał mnie jako 

jednego  ze  swoich  i  rzucił  boski  odwet.  Moją  głowę  odrzuciło  i  wzięłam 

oddech, czując, go aż do głębi płuc. 

Demus krzyknął, a kiedy spojrzał, załamał ręce nad mieczem u jego 

stóp gdy mrugał w szoku. 

- Kim na perłowe stopy Gabriela, jesteś? 

-  Jestem  twoim  szefem!  -  Powiedziałam  jeszcze  czując  mrowienie 

po uderzeniu, a zaznaczone, mimo że czułam się dobrze. 

background image

Demus  pochylił  się  by  chwycić  jego  miecz  i  Barnaba  popchnął  go. 

Rękami i nogami wymachując, Żniwiarz Ciemności uderzył niezgrabnie w 

ścianę 

-  Barnaba,  nie.  -  Powiedziałam,  ale  żniwiarz  pociągnął  go, 

oszołomionego  i  zdezorientowanego  gdy  umieścił  go  w  duszący 

przytrzymaniu i obrócił twarzą do mnie. Używając nogi, Barnaba kopnął 

miecz  Demus  do  mnie.  Pochyliłam  się,  aby  go  podnieść,  z  uczuciem 

ciężkiego  szumu  broni  w  moim  uścisku.  Była  to  reakcja  na  mój  amulet, 

jak sądzę. 

- Twój szef chce z tobą porozmawiać. - Powiedział Barnaba, a oczy 

szczypały mnie z gniewu. - Albo nie dostałeś notatki? 

Demus  skoncentrował  się  na  mnie,  jego  warczenie  zanikało  gdy 

wzrok śmigał na miecz w moim ręku do Tammy płaczącej gdzieś za mną.  

-  Strażnik  Czasu  Ciemności?  Nią?  -  Jego  spojrzenie  spadło  do 

mojego  amuletu,  a  następnie  jego  oczy  rozszerzyły  się,  kiedy  zaczął 

przeklinać w języku łacińskim. Przynajmniej myślę, że to była łacina. 

Wyglądając  na  zrehabilitowanego,  Barnaba  puścił  go,  dając  mu 

pożegnalne pchnięcie. 

- Jesteś nowym Strażnikiem Czasu Ciemności? - Demus powiedział, 

ze  światłami  pojazdów  ratowniczych  migającymi  na  nim.  -  Jesteś  tylko 

dziewczyną!  Na  słodkie  stopy  Serafinów,  nic  dziwnego,  że  aniołowie 

nadal organizują żniwiarzy.  

Ze zmarszczonym czołem, zrobiłam krok do przodu.  

- To swego rodzaju zaskoczenie również dla mnie. - Powiedziałam, 

zadowolona że byliśmy na tej samej wysokości i nie patrzyłam do góry na 

niego. 

background image

- Słuchaj, rudzielcu. - Powiedziałam gdy wręczyłam mu jego miecz z 

powrotem, i Barnaba skurczył się.  

-  Nie  obchodzi  mnie,  co  Serafinowie  powiedzieli.  Nie  zabijesz 

Tammy. Ona jest niedostępna. Spróbuj, jeśli chcesz.  

Za sobą, siąkanie Tammy zatrzymało się. 

-  Ale  Serafinowie…  -  Demus  rozpoczął,  wzrok  zatrzymał  się 

ponownie za mną na Tammy. Nie powinna była tego słyszeć, ale może to 

tylko pomoże jej zrozumieć. 

- Serafinowie nie grają fair.  - Powiedziałam. - Założę się, że nawet 

nie powiedzieli Ci, co staram się robić, prawda? To jest moje koszenie, i 

wtrącili się, wysyłając Ciebie a potem Ron wysłał Arariel, prawda? A teraz 

to wszystko jest pomieszane. Ale skoro już tu jesteś, masz zamiar robić to, 

co mówię, i mówię że Tammy ma obudzić się jutro! Staramy się zmienić 

jej życie, nie skończyć.  

Było  to  ciężkie  do  powiedzenia,  i  rzuciłam  się  o  krok,  aby  złapać 

oddech. Cóż, naprawdę nie potrzebowałam go, ale jednak. 

Demus patrzył pytająco na mnie, potem spojrzał na Barnabęa, czy 

żartowałam. 

- Nie można zmienić drogi naznaczonego. 

Barnaba wzruszył ramionami, a ja powiedziałam. 

- Na pewno nie jeśli się go po prostu zabija. 

Tammy  zaczęła  zbliżać  się  do  krawędzi  na  otwarciu  alei.  Barnaba 

przeniósł  się  by  ją  zatrzymać,  a  ona  piszczała,  stojąc  z  rękami 

skrzyżowanymi na piersi. 

-  Udało  nam  się  zmienić  czyjeś  życie.  -  Powiedział  Barnaba.  - 

Możemy zrobić to ponownie. 

background image

Demus wiercił się, jego obnażony miecz skierowany był w dół.  

- Serafinowie powiedzieli... 

-  Mówię,  że  jest  poza  zasięgiem!  -  Zawołałam.  -  Schowaj  miecz  i 

posłuchaj mnie. 

- Piekło i potępienie. - Demus mruknął, krzywiąc się gdy jego miecz 

zniknął.  

- Nie mogę po prostu pozwolić Ronowi przydzielić jej Anioła Stróża. 

Czy wiesz, co dzieje się z ludźmi, którzy umierają, a którzy stracili swoje 

dusze i nie odzyskali ich? 

Nie, ale Barnaba wydawał się zrelaksować, a po szybkim spojrzeniu 

za  siebie,  on  też  odłożył  miecz  na  swoje  miejsce.  Ręce  miał  w  jego 

głębokich kieszeniach, i patrzył na spalające się mieszkania.  

- Ona odzyska jej duszę. - Powiedział cicho. 

Tammy  rzuciła  się  do  otwarcia  za  Barnabą,  i  anioł  wyciągnął  się, 

zaczepiając ją 

-  Puszczaj  mnie!  -  Wykrzyknęła,  bijąc  go  a  on  dołożył  siły, 

ustawiając ją pod kątem tak by nikt z zewnątrz alei nie mógł jej zobaczyć. 

-  To  nie  ma  sensu.  -  Powiedział  Demus  i  podszedł  bliżej,  mając 

nadzieję,  że  w  pobliżu  wiadomości  van  nie  wygląda  w  ten  sposób.  - 

Naznaczony  albo  umrze  albo  otrzymuje  Anioła  Stróża.  Nie  ma  innego 

wyboru.  

Uśmiechnęłam się, słysząc te słowa. 

-  Demus,  zamierzamy  poradzić  sobie  świetnie.  Wybór  jest 

dokładnie tym co lubię.  

- Powiedziałam puszczaj mnie! - Tammy nalegała, poruszając się. - 

Muszę być przy Johnnym. Zostawiłam go przy słupie latarni.  

background image

Wyglądając  na  prawie  pewnego  siebie,  Demus  nastroszył  na 

zewnątrz jego włosy przesiewając z nich popiół.  

- Chrzanić, dzieciaka, ona właśnie uratowała twoje życie.  

Zrobiłam  wydech.  Jeden  żniwiarz  z  głowy,  jeszcze  jeden.  Jednak 

Żniwiarka  Światła,  nie  zamierzała  mnie  słuchać.  Ja  powinnam 

prawdopodobnie  przynajmniej  spróbować  zmienić  rezonans  Tammy, 

ponieważ miałam moment na myślenie. 

-  Powiedziałam  puszczaj  mnie!  -  Tammy  krzyczała,  i  kopnęła 

Barnabę w goleń. 

Wyjąc, zrzucił swój uchwyt z niej. W jednej chwili, uciekła. Barnaba 

podjął trzy schody biegnąc za nią, wtedy wpadł w poślizg i zatrzymał się. 

- Wszystko z tobą ok?  

-  Idź!  -  Powiedziałam,  i  Barnaba  dał  wszystko  z  siebie  na  szybko 

drgając.  Zniknął  wśród  głośnych  mas  toczący  się  wozów  strażackich  i 

płaczących  ludzi.  Cholera,  on  wyglądał  dobrze  w  jego  płynnym 

prochowcu i z oczami świecącymi w ten sposób. 

Moja  uwaga  wróciła  do  Demusa.  Ruszał  swoim  amuletem,  a  jego 

oczy  przechodziły  w  srebro  na  mgnienie  przed  odwróceniem  się  do  ich 

oryginalnej  zieleni.  Był  jak  jasny  miedziany  pens,  piękny  tak  jak  złoto 

Barnaby było piękne i ciemne. 

- Nie jesteś wcale jak Nakita. - Powiedziałam, i popatrzył się w górę 

na mnie, jego białe zęby były zaskakujące. 

- Tak więc, nie jesteś jak Kairos.  

Nie mogłam powstrzymać mojego prychnięcia. 

- Dzięki Bogu! 

background image

Przeszłam do przodu by stać przy otwarciu między dwoma rządami 

budynków  magazynów  i  skrzyżowałam  ramiona.  Nie  chciałam  wyjść  z 

tego  spokojnego  miejsca.  Dalej  był  hałas,  światła,  popiół,  kłębiący  się 

dym, i rozpryskiwanie wody. 

- Zamierzamy skosić ją później, prawda? - Demus powiedział. 

-  To  jest  właśnie  sposobem  by  czynić  Rona  szalonym  i  odsunąć 

Barnabę z dala? 

Moja  głowa  opadła,  i  wzięłam  głęboki  oddech.  Dwa  kroki  w  tył. 

Łącząc rękę z jego, zaczęłam prowadzić go z powrotem do bałaganu.  

- Demus, musimy porozmawiać. 

-  Tam!  -  Zaskrzeczał  wysoki  głos,  i  oboje  rozpoznaliśmy  głos 

Tammy. - Tam jest gdzieś Ona, która podłożyła ogień!  

Moje  usta  spadły  otwarte,  i  zamarłam  gdy  Demus  się  odsunął. 

Tammy była w jasnym miejscu z policjantem i strażakiem. Johnny był z 

nią, wciśnięty w wyglądającą na przestraszoną kobietę trzymając psa. Ich 

mama,  być  może?  Za  nimi  starając  się  pozostać  poza  zasięgiem  wzroku 

był  Barnaba.  Lekki  dotyk  boskości,  i  widziałam  Nakitę,  skierowaną  w 

stronę Żniwiarza Światła. 

Silne uderzenie pochodziło z mojego serca, a następnie zatrzymało 

się.  Ona  obwinia  mnie  o  ogień?  Jestem  tą,  który  ostrzegała  ją,  by  się 

wydostali! 

-  Niech  to  szlag.  -  Szepnęłam,  czując  Demusa  biegnącego  i 

znikającego  w  tłumie.  Odwróciłam  się,  aby  móc  samej  uciec,  ale 

policjanci byli szybsi, i znalazłam się szarpnięta i wpatrująca się w surową 

twarz oznakowaną dymem. Boże, był duży i miał broń. 

-  Ona  włamała  się  do  domu  tego  popołudnia!  -  Tammy  krzyczała, 

obecnie  powstrzymywana  przez  drugiego  policjanta.  -  Zadzwoniłam  i 

background image

zajęło  wam  trzy  godzin,  aby  mi  pomóc!  Mówiłam  ci!  Powiedziałam  a  ty 

się ze mnie śmiałeś!  

-  Ja  nie  włamałam  się  do  domu!  -  Powiedziałam  z  oburzeniem.  - 

Twój brat nas wpuścił. 

To  wyglądało  jakby  ogień  został  prawie  wyeliminowany,  ale  nie 

wpuszczali  nikogo  jeszcze.  Parking  był  pełny  zdenerwowanych  ludzi,  i 

wszyscy zaczynali się na mnie patrzeć. 

- Mówiła o ogniu. - Tammy powiedziała, a glina trzymająca mnie w 

ramionach  zacieśnił  swój  chwyt.  -  Ona  zabroniła  mi  bycia  tu  dziś 

wieczorem.  Mamo!  -  Wykrzyknęła.  -  To  ona!  Mówię  ci  to  jej  wina! 

Powiedziała, że będzie pożar. Jakby wiedziała to gdyby nie podłożyła go?  

- Ty... - Kobieta powiedziała, a jej strach znalazł łatwe ujście. Pies w 

jej  ramionach  wił  się  więc  trzymała  go  mocniej.  -  Ty  spaliłaś  moje 

mieszkanie? Dlaczego?  

Jej  cienki  głosik  zagłuszał  ryk  samochodów  straży  pożarnej,  i 

cofnęłam się wpadając na trzeciego glinę. Gówno, okrążyli mnie. Barnaba 

nie mógł pomóc. Glina wyłaniający się ponad mną stał się jeszcze bardziej 

ponury. 

- Jakie jest twoje imię, panienko?  

-  Chcę  ją  w  więzieniu!  -  Matka  Tammy  krzyknęła,  przyciągając 

nawet  więcej  uwagi.  -  Ona  podpaliła  moje  mieszkanie!  Straciłam 

wszystko. Wszystko!  

Dotknęłam guza mojego telefonu komórkowego w kieszeni, myśląc 

o  moim  ojcu.  O  Boże,  nie  chciałam,  rozmowy  z  nim  będąc  dwie  strefy 

czasowe od domu.  

-  Uh,  muszę  iść.  -  Szepnęłam,  przestraszona.  Skoczyłam,  gdy 

policjant chwytając mnie za rękę przyciągnął mnie do niego.  

background image

- Przykro mi, panienko. Ale pojedziesz ze mną?  

-  Ona  spaliła  moje  mieszkanie!  -  Matka  Tammy  powiedziała 

zaczynając płakać. - Nie mam nic! 

Nadal  masz  dzieci,  pomyślałam,  ale  nie  mogłam  tego  powiedzieć. 

Oni  nie  zrozumieją,  że  Tammy  i  Johnny  prawie  zaginęli  w  tym 

mieszkaniu. 

- Hej! - Krzyknęłam, gdy policjant uszczypnął mnie za ramię i zaczął 

mnie prowadzić. 

- Nie podłożyłam ognia! Po prostu miałam przeczucie.  

-  Tak,  ty  i  twoje  przeczucia  jesteście  w  poważnych  tarapatach.  - 

Powiedział policjant.  

- Ile masz lat? - Zapytał. Nie mogli mnie przepytywać bez obecności 

dorosłych jeżeli bym była nieletnia. 

-  Siedemnaście.  -  Szepnęłam,  myśląc  o  rozczarowaniu  w  oczach 

mojego taty. - Słuchaj, ja nawet nie powinnam tu być. 

Policjant  otworzył  drzwi  jednego  z  samochodów  policyjnych.  To 

było  spokojniejsze  miejsce  przy  krawężniku,  całe  sześć  pasów  ruchu 

kierowane było gdzie indziej. Ludzie byli wszędzie. 

-  Jak  masz  na  imię?    Jak  możemy  dotrzeć  do  twoich  rodziców?  - 

Zapytał. 

Patrzyłam  na  wnętrze  samochodu,  ale  trzymałam  moje  usta 

zamknięte,  i  starałam  się  stać  w  miejscu.  Tak  się  bałam,  ale  niemal  się 

roześmiałam.  Była  Strażnikiem  Czasu  Ciemności,  który  był  w  stanie 

zatrzymać czas, wycofać Żniwiarzy Ciemności i latać z Aniołami, a ja się 

bałam. Lepiej po prostu iść z nim do Barnaby by pokazał się i zmienił jego 

wspomnienia,  ale  im  mniej  było  do  zmiany  tym  lepiej.  Więc  nic  nie 

powiedziałam, patrząc na niego i wiedząc, że nie będzie litości. 

background image

Miękko odchrząknął. 

- Zła odpowiedź. - Powiedział, a następnie zamknął drzwi. To dało 

głuche  uderzenie,  odcinając  poziom  hałasu  i  zamieszania.  Ciepła  cisza 

zabrała  mnie,  prawie  pocieszając,  choć  siedzenia  były  twarde  a 

przestrzenie małe. Na zewnątrz, wozy strażackie grzmiały a ludzie wołali, 

ale w środku tutaj, było spokojnie. 

Policjant wykorzystał szkło, i szarpnął do tyłu.  

-  Lepiej  przypomnij  sobie  swój  numer  telefonu  do  czasu  mojego 

powrotu,  panienko,  -  powiedział,  a  jego  głos  był  stłumiony.  Tocząc  się, 

odszedł wywyższeniem. 

-  Duży  silny  mężczyzna  ustawił  dziewczynkę  na  swoje  miejsce.  - 

Mruknąłem,  przekładając  ręce  nad  moją  klatkę  piersiową  i  załamanie  z 

powrotem  w  fotelu.  Miałem  złe  przeczucia,  że  jadąc  tam  zatęsknię  za 

moją  godziną  policyjną.  Widziałam  Tammy  rozmawiającą  zarówno  ze 

strażakiem i innym policjantem, wskazując przy tym na mnie. Jej matka 

była  we  łzach,  a  Johnny  wyglądał  na  zmarnowanego,  poklepując  jego 

mamę po kolanie, kiedy siedziała na ziemi i kołysał ich psa. Barnaba czaił 

się  na  skraju  tłumu  z  Nakitą.  Nie  widziałam  Demusa  lub  Żniwiarza 

Światła.  Barnaba  wezwał  Arariel.  Może  ich  nie  było.  Być  może  to 

wszystko zmieniło przyszłość Tammy. 

Tak,  a  może  mam  lodowe  stożki  wychodzące  z  moich  uszu.  Jeśli 

Serafinowie wysłali Żniwiarza Ciemności, to dusza Tammy nadal skazana 

była na stracenie, a ja nic nie osiągnęłam.

  

 

background image

Rozdział 6 

Tłumacz: Mglistaaa 

Korekta: Tempted-Hell 

 

 

Popatrzyłam na zegar ścienny gdy siedziałam w fotelu obrotowym, 

stukając  moją  stopą  równo  z  jego  tykaniem  drażniąc  siedzącego  za 

biurkiem  glinę.  Ale  przeważnie  dąsałam  się.  Albo  szczęście  albo  Grace 

wysadziło  mnie  tu  zamiast  dziecinnego  obszaru  aresztu,  który  był 

pozornie pełny w tej chwili. To mógł być ogień ale myślę, że to była Grace. 

Mój  Anioł  –  Stróż  –  Przenośnik  –  wiadomości  pokazał  się  w  połowie 

drogi  na  komisariat,  prawie  wprowadzając  mnie  do  oddziału  dla 

psychicznych  gdy  zaczęłam  mówić  do  niej.  Szczęście  zostało  ze  mną, 

zamiast  więc  w  komórce,  tkwiłam  w  biurze  jakiegoś  gliny  podczas  gdy 

próbowali  tolerować  mnie.  Śmierdziało  tu  czerstwym  dymem 

papierosowym,  i  wycierał  niskokaloryczną  colą  pierścienie  na  jego 

podrapanym biurku. Brud. 

Z lekką nadwagą, krępy mężczyzna spojrzał na mnie, a ja dałam mu 

nieszczery  uśmiech.  Zirytowany,  położył  jego  pióro  na  stalowym  i 

laminowanym biurku i skrzyżował ręce na piersi, patrząc na mnie. Moja 

komórka  była  obok  jego  dużego,  brzydkiego  monitora.  Grace  opróżniła 

baterię. Gdy ją opróżniła próbowali podłączyć do niego wiele rzeczy. Nie 

byli  w  stanie  skontaktować  się  jeszcze  z  moimi  rodzicami,  i  miałam 

nadzieję, że będę w stanie się stąd wydostać zanim im się uda. Grace była 

dobra, ale ci faceci byli zdeterminowani. 

- Jesteś gotowa, aby powiedzieć mi kim jest ten rudy dzieciak który 

był z tobą? 

Zapytał a ja potrząsnęłam głową. 

background image

-  Coś  dotyczącego  sposobu  skontaktowania  się  z  rodziną?  - 

Próbował, a ja patrzyłam w sufit. 

-  Cholerne  punkowe  dzieci.  -  Mruknął,  wstając  i  zgarniając  mój 

telefon  komórkowy.  -  Staramy  się,  umieścić  Cię  Gangbangers  za 

kratkami,  gdzie  należy  cię  wysłać.  Tylko  utrudniasz  to  sobie.  Dowiemy 

się, kim jesteś. I ten rudy, też. 

- Nie podłożyłam ognia. - Powiedziałam, a on ścisnął usta razem, co 

uczynił jego wąsy wystającymi. 

- Siedź tam. - Zażądał, wskazując przysadzistym tłustym palcem na 

mnie. - Nie dotykaj niczego. 

Wystawiłam mu język nim odszedł, ale nie zauważył tego, bardziej 

pochłonięty zdobywaniem indukowanej kawy wysoko słodzonej. Drzwi z 

matowego szkła zamknęły się z hukiem, aż podskoczyłam. 

Pozbywając  się  oddechu,  który  wzięłam  nie  wiadomo,  jak  dawno 

temu, osunęłam się z powrotem w fotelu i zamachnął się nogę, patrząc na 

zaśmiecone półki, wysokie, wąskie okno z metalową siatką na nim, a na 

końcu na porysowane zielone i białe płytki. Nie sądziłam, że moja terapia 

była  standardową  procedurą,  ale  nie  robiłam  rzeczy  by  im  to  ułatwić  w 

żaden sposób. 

Z  odrzuconą  w  tył  głową,  spojrzałam  na  poplamiony  sufitu. 

Zupełnie  przegapiłam  godzinę  policyjną  i  będę  taaaaak  uziemiona,  po 

powrocie do domu nawet jeśli mój tata nie dowiedział się o tym. Ale co 

tak naprawdę dawało mi zmartwienie to Tammy. Nie podobało mi się, że 

Serafinowie  wysłali  żniwiarza,  aby  wziąć  ją  tak  wcześnie.  Wiedzieli,  że 

nad ty pracowałam. Grace powiedziała mi, że Barnaba osłania Tammy i 

że zarówno Arariel i Demusa nie było, więc może moje działania dzisiaj z 

powstrzymaniem Demusa zachęciło ich do ponownego rozpatrzenia tego. 

Po prostu nie wiem. 

background image

Czułbym  się  znacznie  lepiej,  gdybym  mogła  zmienić  rezonans 

Tammy i pomóc ukryć ją podczas gdy ja wychładzam pięty w pace. Ron 

zmienił mój już kilka razy, ale zrobił to modyfikując mój amulet, wiedząc, 

że to było teraz źródłem mojej aury, gdy jestem martwa. Tammy nie ma 

amuletu  dającego  jej  iluzję  aury,  więc  będę  musiała  zmienić  go  w  inny 

sposób. Logika powiedziała, że muszę być z nią by to zrobić, ale być może 

wszystko,  co  potrzebuję  zrobić,  to  znaleźć  ją  w  linii  czasu  i  tylko  w 

pewnym sensie… podkręcić. Warto było spróbować. 

Przynosząc głową w dół, spojrzałam na tykanie zegara. Było już po 

dziesiątej a prawie północ w domu. Mój tata miał zamiar mnie zabić.  

- Grace? - Szepnąłem, wymagając jakiegoś towarzystwa. 

- Był raz komisariat w Baxter. - Anioł Stróż Przenośnik Wiadomości 

zaśpiewał gdy przeniknął przez szkło w drzwiach. - Gdzie Strażnika czasu 

złapano,  o  ognia  oskarżona  podłożenie,  skutki  tragiczne  poniesie,  lecz 

Barnaba nie pozwoli jej skazać. 

Patrząc  na  regał  z  niechlujnymi  katalogami,  gdzie  wylądowała, 

zmrużyłam oczy.  

- Grace? Co się dzieje? Czuję się tu jak na bezludnej wyspie.  

- Jesteś w więzieniu, Madison! - Anioł rzekł wesoło.  

- Serafinowie są źli. Tammy jest przegraną sprawą. A Demus chodzi 

po ulicach znowu, szukając jej. Ona uciekła, tak jak Serafinowie wskazali, 

że zrobi.  

- Co? - Usiadłam, teraz dwukrotnie bardziej martwiąc się o Tammy 

niż wcześniej.  

- Myślałam, że Demus został odwołany! 

Świecąca  kula  światła  wylądowała  na  moim  kolanie,  a  miękkie 

ciepło wsiąkało we mnie jak promień słońca.  

background image

- Nie, on po prostu poszedł do nieba tymczasowo, aby upewnić się, 

że nie robił czegoś wbrew woli nieba, wykonując to, co kazali mu zrobić. 

Moja twarz skrzywiła się do brzydkiego wyrazu.  

-  Trzy  przypuszczenia  co  do  sposobu,  jak  poszło.  -  Powiedziałam 

kwaśno.  

- A pierwsze dwa się nie liczą. - Podobnie jak pragnienie Tammy do 

życia,  jak  sądzę.  To  niesprawiedliwe.  Uratowałam  ją  od  pożaru. 

Uratowałam  Johnnego  z  ognia  i  nadal  Tammy  pozwalają  jej  duszy 

umrzeć?  Co  jest  nie  tak  z  tą  dziewczyną?  Czy  nie  widzi,  jak  bardzo  jej 

matka i brat ją kochają? 

-  Um,  kazali  Demusowi  wrócić  tu  i  skosić  ją.  Madison,  to  nie 

wygląda dobrze. On zna jej podpis aury, a nawet wie jak ona wygląda. 

Dzięki  mnie.  Grace  uniosła  się,  a  blask  z  jej  skrzydeł  był  nie  na 

miejscu w tym lepkim biurze. 

- Barnaba i Nakita chcą Cię wydostać. - Ofiarowała, ale nie czułam 

się znacznie lepiej. - Madison, może to nie jest taki dobry pomysł. - Grace 

powiedziała cicho, a moje serce oddało uderzenie. 

- Nie ty, też. - Powiedziałam, nieszczęśliwa. Cholera, dlaczego nikt 

nie  wierzy,  że  jest  to  możliwe!  Robiliśmy  to  wcześniej.  Będzie  działać, 

jeżeli w to uwierzą! 

-  To  tylko,  że  Serafinowie  są  tak  wzburzeni!  -  Grace  powiedziała, 

unosząc  się  tuż  przy  mnie.  -  Ich  pieśni  są  wyższe  niż  kiedykolwiek 

widziałam. Echa docierają nawet tu. Wrażliwi na to otrzymują wizje. Nie 

widziałem  ich  takich  od…  od  renesansu  we  Włoszech.  -  Zawahała  się,  a 

wybuch światła przyniósł jej na myśl niepodzielność. 

- Być może Serafinowie nie powinni przynaglać i wysłać Demusa. - 

Powiedziałam,  i  Grace  poleciała  do  tyłu  w  alarmie.  -  Próbuję  pomóc 

background image

Tammy!  -  Powiedziałam,  prawie  piszcząc.  -  To  nie  zawsze  jest  tak  stuk 

puk! Jeśli trwa rok zanim dusza rezygnuje z życia, to może to trwać dłużej 

niż  dwie  godziny,  aby  rozbudzić  chęć  do  życia.  Koszenie  kogoś,  aby 

zachować jego duszę jest tak szybkie, że jest to za proste. Gdzie jest honor 

w tym? Jestem coraz lepsza w tym. Czy nie zmieniło, tego to, że ona żyje? 

Ona i jej brat, oboje. Ona nie ma poczucia winy. Jak to może być złe? - 

Nigdy. Nigdy nikt nie będzie w stanie przekonać mnie, że śmierć Tammy i 

jej brata w bólu i agonii w pożarze jest rzeczą dobrą. 

-  Pewna  odważna  ludzka  dziewczyna,  w  wirze  nieśmiertelności 

utrzymana,  by  ludzi  ocalać,  gniew  Boga  złagadzać,  z  nieustępliwością 

która mnie powala. 

-  Ładne.  -  Spojrzałam  na  drzwi  gdy  cień  minął.  -  Grace.  - 

Szepnęłam:  

- Ja nie dostałem tej pracy bez powodu. Może dlatego, że chcę coś 

zmienić.  -  Jej  blask  poszarzał  i  zrobiło  mi  się  zimno,  jakby  jej  depresja 

wsiąkła do pokoju.  

- Co Serafinowie powiedzieli o losie Tammy? - Zapytałam, musiało 

być coś co można zrobić, aby było lepiej. 

- To nie uległo zmianie. - Krótki blask pochodził od Grace, znikając 

kiedy przeniosła się do biurka i uciszyła swoje skrzydła.  

- Śmierć jej brata była powodem upadku jej duszy. Teraz jest nim 

utrata  domu  w  ogniu.  Dlatego  wysłali  Demusa  z  powrotem.  Ona  musi 

wrócić  do  domu  wcześniej,  lub  nie  wróci  do  domu  w  ogóle.  Madison, 

mówimy o jej duszy. Czym jest życie ludzkie w porównaniu do wiecznej 

duszy? To nie jest zabawa! 

background image

- Czy to jest tym, co myślą że myślę, o tym? Że to gra? - Zawołałam, 

a następnie obniżyłam swój głos, zanim ktoś wejdzie. - Ja chcę pracować 

tak ciężko, że to boli. Los Tammy nie zmienił się wcale?  

- Nie. 

Jej  głos  brzmiał  wycofaniem  a  ja  osunęłam  się  z  powrotem  po 

krześle,  nie  chcąc  w  to  uwierzyć.  Barnaba  może  kłamać.  Może 

Serafinowie też mogli. 

- Wybór Tammy by brat został z nią dziś wieczorem był oparty na 

strachu, a nie zmianie w sercu. - Powiedziała Grace. 

-  Być  może  uratowałaś  im  życie,  ale  Tammy  nadal  ucieknie, 

porzucając  tych,  którzy  ją  kochają  i  utraci  nadzieję  w  sobie.  Jak  tylko 

Demus  ją  odnajdzie…  -  Grace  wykonała  osobliwy,  wysoki  świst,  i 

zamilkła. 

-  Gra  skończona.  -  Szepnęłam,  patrząc  na  telefon  na  biurku 

policjanta.  Może  zostawił  mnie  samą  myśląc,  że  go  użyję  i  będą  mogli 

wyśledzić moich rodziców.  

- Czy na pewno? 

- Tak. 

Musiałam  dowiedzieć  się,  jak  zmienić  jej  rezonans.  Byłam 

Strażnikiem Czasu, do cholery. Byłabym w stanie to zrobić.  

- Może gdybym porozmawiała z nią trochę więcej. 

-  Madison.  Nie  rób  tego!  Jesteś  Strażnikiem  Czasu.  Nie  można 

zmienić  losu.  I  nie  możesz  powodować  zmian.  Widzisz  przyszłość. 

Wysyłasz Żniwiarzy Ciemności duszom do zabicia. Jeśli im się to udaje, a 

Światła Żniwiarz, eskortuje je do bramy nieba tak że czarne skrzydła nie 

zjadają ich jeszcze jasnych dusz które zerwały już z ciałem. Wiesz o tym. 

To,  w  taki  sposób  spotkałaś  się  z  Barnabą.  A  jeśli  Żniwiarz  Światła 

background image

wygrywa,  Anioł  Stróż  utrzymuje  naznaczonego  bezpiecznego  w  nadziei, 

że ich dusza będzie pamiętała, jak żyć. To wszystko, co robisz!  

Pieprzyć to. Wiedziałam, że mogę zrobić więcej.  

-  Widzę  przyszłość,  co?  -  Powiedziałam,  zaczynając  się  gniewać.  - 

No więc chcę zobaczyć jej przyszłość. Poproś Serafinów aby mi pokazali. 

Wciąż mogę to naprawić! 

- Oni są źli na Ciebie! Najpierw to naprawiłaś tak, aby umierała w 

łasce w której została tak jak chcieli, a następnie wpakowałaś się w błoto 

rozmawiając  z  Tammy  i  każąc  jej  opuścić  mieszkanie.  Być  może 

uratowała  swoje  życie,  ale  potępiła  duszę!  -  Grace  powiedziała,  świecąc 

tak  mocno,  że  zaczęła  rzucać  cienie.  -  Nie  mam  zamiaru  prosić  ich  o 

znacznie  wyszukiwać  za  nią!-  Tak?  Cóż,  nie  jestem  z  nich  zadowolona. 

Wtrącanie  w  tym  stylu.  -  Ponuro  wstałam,  podchodząc  do  wysokiego 

okna  i  z  powrotem.  Policjant  powinien  wrócić.  Musiałam  się  stąd 

wydostać.  Musiałam  znaleźć  Tammy  przed  Demusem.  Jezu,  co  za 

Strażnik Czasu ze mnie, jeśli nawet nie mogłem wymknąć się z budynku 

glin? 

-  Założę  się,  że  mogę  znaleźć  swoją  przyszłość  sama.  - 

Powiedziałam, z rękami na biodrach i gapiąc się na nią. 

-  Zobaczyć  przyszłość  zanim  Serafinowie  to  zrobią?  -  Grace 

prychnąła.  

-  Była  raz  sobie  dziewczynka  bez  rozsądku,  której  teorie  były  bez 

porządku. 

- Dzięki, Grace. Jesteś ikoną mądrości. - Mruknęłam. 

Podniosła się we mgle świecącego światła, dodając:  

- Aby wykopać nieśmiertelnych, spowodował wiele do rechotać. Bo 

to, co dziewczyna była, był próżny.  

background image

-  Nie  jestem  próżna.  -  Powiedziałam,  gdy  ona  unosiła  się  przed 

zamkniętymi drzwiami. - Próbuję załatwiać sprawy i nikt nie pomaga. 

Grace poruszała się w górę i w dół z niecierpliwością. 

- Muszę już iść. Znaleźli inną baterię do telefonu.  

-  Idź,  idź!  I  dziękuję.  -  Powiedziałem,  machając  do  niej,  gdy 

przeleciała przez szybę i zniknęła. Nie chciałam wyjaśniać mojemu tacie, 

dlaczego  byłam  na  Zachodnim  Wybrzeżu  oskarżona  o  podpalenie.  Ale 

nawet jeśli Grace może zatrzymać ich przed kontaktem z moim tatą, nie 

było mowy, że mogłabym ukryć, że nie było mnie w domu. Nigdy bym nie 

przypuszczała  że  mogłam  tak  zawieść.  Może  Grace  miała  rację.  Może  to 

było w porządku. 

Ramiona  owinęłam  wokół  siebie,  i  spojrzałam  na  drzwi  zatapiając 

się  w  moim  skrzypiącym  krześle.  Być  może.  Ale  to  nie  oznaczało  że 

czułam  się  dobrze.  Barnaba  kiedyś  kazał  mi  ufać  moim  wnętrznościom. 

Moje  jelita  powiedziały,  że  nie  było  dobrze.  Moje  jelita  powiedziały,  że 

mogłabym zrobić to lepiej. Moje jelita powiedziały… Mogę coś zmienić. 

Spojrzałam na sufit, ponownie, zamykając oczy na zaciekach, które 

wyglądały  jak  chmury  wirujące  lub  aniołowie.  A  ja  jestem 

skompromitowana,  pomyślałam,  czując  zjawiające  się  użalanie  się  nad 

sobą. Serafinowie byli na mnie źli. Co gorsza, zawiodłam Tammy. 

Zaznaczając,  zamachnąłem  się  nogą  na  biurko  gliny.  Mój  palec  u 

nogi  dotknął  gęstej  stali  z  głuchym  odgłosem  ale  nie  przedstawiłam 

jakiejkolwiek  siły  przy  tym  i  nic  się  nie  stało,  nie  było  nawet  ukłucia  w 

moich palcach u nogi. 

Znam  rezonans  aury  Tammy.  Mogę  znaleźć  jej  przyszłość  sama, 

pomyślałam  wyzywająco  ale  to  było  przed  realizacją,  która  szybko 

powiedziała,  że  prawdopodobnie  nie  mogę.  Nie  byłam  samo 

background image

defetystyczna

2

, ja byłam realistką. Wciąż jednak... Może mogłam zmienić 

jej  rezonans  więc  Demus  i  Arariel  nie  mogliby  jej  znaleźć.  Kupując  mi 

trochę czasu. 

Postanawiając  spróbować  tego,  spojrzałam  w  sufit  jeszcze  raz, 

wydychając wszystko z moich płuc. Moje oczy zamknęły się, i wciągnąłem 

do  swojej świadomości  połyskującą srebrną  taflę  czasu, która  rozciągała 

się w nieskończoność w obu kierunkach. To świeciły aury, jak składanka z 

ludzi  którzy  istnieją  w  tej  sekundzie.  Spadająca  z  niego  jak  woda  lub 

serweta,  była  przeszłością.  To  wciąż  świeciło,  ale  nie  tak  jasno,  jak 

teraźniejszość.  To  było  światło  zbiorowej  pamięci.  Wróć  za  daleko,  a 

płótno  wzrastało  czernią,  z  wyjątkiem  osób,  które  ludzkość  wybrała 

pamiętać, srebro triumfów i katastrof, które pokonały sam czas. Ale tutaj, 

tak  blisko  do  chwili  obecnej,  to  świeciło  kolorem  życia  przeplatającego 

się, łączącego, i rozplatającego się. 

W  przyszłości  wstążki  były  bardzo  różne.  Czarne  tak  intensywne, 

jakich  prawie  nie  ma  przechodzące  w  mgliste.  To  co  było  świadomą 

myślą, i to, co odciąga nas od teraźniejszości w przyszłość. Rozciągało się 

szeroko  w  niektórych  miejscach,  i  wąsko  na  innych,  jakby  niektórzy 

ludzie  żyli  odrobinę  w  przyszłości  poprzez  wciśnięcie  ich  myśli  do  niej. 

Artyści, w większości. Nauczyciele. Dzieci. Ludzie czynu. 

Ale to świecącą wstążką "teraz", byłam zainteresowana, i szukałam 

jej,  szukając  Tammy.  Widziałem  Demusa  prawdopodobnie  jej 

szukającego,  także  gwałtowny  wzrost  strachu  prawie  złamał  moją 

koncentrację.  

-  Spokojnie.  -  Szepnęłam,  słysząc  zamieszanie  na  korytarzu. 

Argumenty  na  mnie,  prawdopodobnie.  Mój  mentalny  widok  wzrósł 

bardziej  przejrzysty,  a  to  było  tak,  jakbym  unosiła  się  nad  świecącym 

                                                           

2

 

niewierząca w siebie

 

background image

kocem światła, zwracając szczególną uwagę wśród całego koncertu. W dół 

o  jedną  drogę,  a  następnie  odtworzyć  moje  kroki  i  będzie  dalej  w  dole 

innych, szukając wśród tysięcy dusz blisko mnie. A potem, mały dźwięk 

wibracji  szkła  sprawia,  że  podczas  przejechania  palcem  po  krawędzi, 

czułam ją. 

Tammy,  pomyślałam  szczęśliwa.  To  musiała  być  ona.  Była  sama 

przez spojrzenie, a nie za daleko. Skupiłam się na niej, próbując wstawić 

się w jej myśli, ale poczułam tylko wrażenie mokrych włosów, bóle kolan, 

i  poczucie  lęku  i  beznadziejności,  rezygnacji  i  opuszczenia.  Wibracyjne 

szkła  dźwięku  stawały  się  coraz  głośniejsze,  prawie  kwaśne,  i 

zastanawiałam  się,  czy  to  właśnie  ten  dźwięk  wyłączenia  klawiszy, 

Serafinowie  używają  do  znalezienia  dusz  w  niebezpieczeństwie  zostania 

utraconymi. To starczy dla mnie. 

Ona w ogóle nie myśli o przyszłości, myśli ciągnęły ją do następnej 

chwili ciężko rozciągając się obok jej istnienia. Próbowałam prześlizgnąć 

moją  świadomość  do  tej  nudnej  szarej  mgły,  która  istniała  między 

wszystkimi  obecnymi  i  przyszłymi  próbami  osiągnięcia  jej  umysłu  jak 

mogłam z Nakitą lub Barnabą, ale to było jak próba szukania igły, kiedy 

nie widać jej oczka lub nie czując. Nie sądziłam, że to w ogóle możliwe. 

Jednak  zmienić  brzmienie  jej  aury…  Być  może  uda  mi  się  to 

zmienić. 

Przesuwające się uderzenie w pewnej odległości wstrząsnęło mną i 

otwartymi oczami patrzyłam na zegar. Nawet minuta nie minęła. 

Dobrze,  no  to  ją  znalazłaś.  Teraz,  trzeba  zobaczyć,  czy  mogę  coś 

zmienić.  Przeniosłam  się  do  cienkiego  obicia krzesła,  próbując  uspokoić 

siebie. 

Zapisałam  swoje  myśli  wolne  i  wzmocniłam  nacisk  na  głębię 

mojego umysłu, robiąc jej aurę moim całym światem i otaczając się w niej 

background image

zielono-pomarańczowej. Zmieniłam kolor swoich myśli gdy rozmawiałam 

cicho  z  Barnabą  i  Nakitą.  Naprawdę  nie  wiedziałam  jak  to  zrobiłam, 

oprócz  skupiania  się  na  nich  i  zabierania  ich  wyraźnie  do  moich  myśli: 

chęć  Nakity  i  pragnienie  by  rozumieć,  głęboko  osadzona  melancholia 

Barnaby  dla  ludzkiej  tragedii.  Ale  myśli  Tammy  tylko  umocniłyby  jej 

istniejącą aurę, czego nie co chciałam. 

Marszcząc  brwi,  zastanawiałam się,  czy  odpowiedź może  być  w  jej 

przeszłości, i spojrzałam w dół jej długości, czując nawarstwiony smutek 

w ciągu następstw, aż to wyglądało, jakby wszystko co istnieje dla niej to 

przyjęcie  urodzinowe  gdy  jej  ojciec  obiecał,  że  przybędzie,  a  następnie 

wymówkę matki, która z kolei wzięła całą radość z obecności którą on dał 

jej i nową torebkę którą starannie wybrał dla niej, zawsze zabarwiały jej 

pamięć o nim. 

Był  tam  też  wstyd  za  niepowodzenie  na  teście  i  kolejny  nieudany 

test i kolejny aż łatwiej było udawać że to nie ma znaczenia niż próbować 

ponownie  i  doznać  niepowodzenia.  Głębiej  wchodząc  były  złowrogie 

słowa  jej  przyjaciół  o  innej  dziewczynie  ale  to  było  wiadome  że  skoro 

mówili takie kłamstwa o jednej osobie to prawdopodobnie mówili w ten 

sam  sposób  o  niej  tak  żeby  zrujnować  jakąkolwiek  radość  jaką  może 

znajdować wśród nich. 

Ale to co szarpało mną było jej zrozumieniem że obietnice złożone 

w dzieciństwie nie były prawdziwe, że kłamstwa rodziców mówiły nam o 

byciu  miłym  dla  innych  a  inni  będą  mili  dla  ciebie,  że  ludzie  byli  mili 

wewnątrz  i  że  ta  miłość  była  obfitsza  niż  krzywda…  Wszystko  to  było 

kłamstwami.  Nic  dziwnego  że  jej  dusza  zagubiła  się.  To  nie  było  tak  że 

miała  cięższe  życie  niż  inni  ale  że  czyniła  ślepą  siebie  na  radość,  że 

odsuwała  od  siebie  małe  rzeczy,  zapominała  o  nich.  Jej  postrzeganie 

background image

dobra  i  zła  wyłączyło  się  ponieważ  nie  umieściła  w  tej  skali  również 

dobra.  

I kiedy spojrzałam na jej życie wstecz to było wszystko co mogłam 

zrobić  to  nie  płakać  wraz  z  nią.  Co  na  ten  temat?  Myślałam  widząc 

uśmiech na twarzy jej matki gdy wszyscy wracali do koszyka z zakupami z 

tym  samym  opakowaniem  lodów.  A  to?  Zastanawiałam  się  oglądając 

Tammy zdzierającą cudowne niebieskie pióro spod butów kiedy wracała 

do domu. Zadowolenie z wiersza który napisała ale który nigdy nie dostał 

większej  uwagi  niż  westchnienie  rozczarowania  matki  z  powodu 

zostawionej włączonej - ale Tammy zignorowała to, żadnej satysfakcji nie 

przedarła się jakby nigdy nie istniała. 

A  to  zawołałam  widząc  wdzięczny  uśmiech  Johnnego  kiedy 

postawiła przed nim miskę ze śniadaniem. To było dla niej nic nie warte? 

Tammy  jęknęła  nisko  przyciskając  kolana  do  klatki  piersiowej  i 

kołysząc jakby w bólu. Widok błysku przebiegł przez jej aurę przesuwając 

ku  pomarańczowemu  i  wiedziałam  że  Tammy  mogła  zobaczyć  to  co  ja, 

być  może  nie  słysząc  moich  myśli  ale  widząc  dobry  okres  w  jej  życiu  za 

jaki sama go uważałam. Podniecenie zadrżało we mnie gdy zdałam sobie 

sprawę  że  jej  aurę  przysłonił  się  pomarańczowy  wyciszając  ją  i 

przytłumiając  kiedy  przewartościowała  swoje  życie  w  mały  i  subtelny 

sposób.  

Zachęcona skupiłam się na Johnnym i kiedy wszystko wydawało się 

zablokowane  i  bezużyteczne,  zapamiętała  jego,  a  jej  łzy  rozrosły  się  do 

żalu. Był to pierwszy krok w kierunku zmiany i złapałam się tego jak liny 

ratunkowej.  Pędząc  poprzez  jej  życie  znalazłam  więcej  wspomnień 

Johnnego.  Ponure  podziękowanie  dał  jej  gdy  w  zeszłą  niedzielę  oddała 

mu  pilota  zamiast  sama  nim  zawładnąć.  Wdzięczność  którą  czuła  dwa 

tygodnie temu gdy przypadkiem usłyszała jak stawał w jej obronie przed 

background image

jego przyjaciółmi. I czas który zmienił jej w kręgle żeby zdobyła punkt i 

wyglądało tak że wygrała. On ją kochał a ona prawie o tym zapomniała. 

Mogłam poczuć płacz Tammy gdy trzymała swoje kolana całkowicie 

nieszczęśliwa. Mogłam poczuć jej smutek, jej cierpienie. To obiegło mnie 

jakby  było  moim  własnym  i  dałam  jej  jakąś  część  mojej  nadziei  chcąc 

zostawić  ją  z  pomysłem  że  rzeczy  nie  miały  się  aż  tak  źle.  Byliśmy 

zarówno  naszą  przeszłością  jak  i  naszą  przyszłością  i  jej  była  lepsza  niż 

myślała.  Właśnie  musiała  patrzeć  na  to  jak  na  nową  drogę.  Łza  gorąca 

spływała  w  dół  mojego  policzka  i  wycierając  ją  wycofałam  się  z  aury 

Tammy by zobaczyć co zrobiłam. Pomarańczowa przy centrum teraz była 

otoczona przez czerń.  

Moje serce wydało uderzenie i zatrzymało się. Moją pierwszą myślą 

było  że  uszkodziłam  ją  robiąc  sprawy  jeszcze  gorszymi,  ale  przecież 

postanowiłam że to się nie liczy. Jej aura zmieniła się, może to wystarczy. 

Demus  i  Arariel  nie  będą  mogli  jej  znaleźć.  Wycofując  się  dalej 

zapamiętałam nowy rezonans Tammy więc będę mogła ją znaleźć jeszcze 

raz. Nie miałam pojęcia czy zmiana koloru była stała czy nie. Wciąż była 

zagubioną  duszą  ale  może  teraz  będzie  żyła  wystarczająco  długo  bym 

zdążyła  stąd  wyjść  i  pomóc  jej.  Musiałam  namówić  ją  by  sama  zrobiła 

sobie rachunek sumienia. Musiała sama podjąć decyzję.   

Aura Tammy roztopiła się do cudownej jasnej linii przeszłości gdy 

wycofałam  się  i  napełniło  mnie  uczucie  satysfakcji.  Uśmiechając  się 

dotykałam  mojego  amuletu  ciepłego  od  dotyku  świętości.  Weźcie  to, 

Serafini,  pomyślałam  czując  się  silniejszą  po  raz  pierwszy  od  dłuższego 

czasu.  

Ciekawa  przeniosłam  mój  własny  rezonans  przede  mnie 

zastanawiając  się  czy  miałam  jakąkolwiek  czerń  w  mojej  aurze  zanim 

umarłam i przejęłam amulet Strażnika Czasu Ciemności. Poczułam lekkie 

background image

drżenie  w  sobie  gdy  przeniosłam  swoją  uwagę  w  dół  mojej  najnowszej 

historii  zamazującej  się  ponad  wybojem  który  linia  czasu  zrobiła  w 

miejscu  gdzie  moja  dusza  została  odcięta.  To  było  gdy  umarłam  i 

zdumiało mnie jak życia wokół mnie złączyły się wspierając się do czasu 

nowego  początku  a  splot  mógł  naprawić  rozdarcie.  A  następnie  nagły 

wybuch  światła  gdy  zabrałam  amulet  Kairosowi  Strażnikowi  Czasu 

przede  mną  wykorzystującego  to  by  zatrzymać  moje  połączenie  z 

teraźniejszością.  

Zdenerwowana,  odzyskiwałam  równowagę  i  popatrzyłam  za 

wybojem. Nie łatwo było patrzeć na swoją przeszłość wiedząc że została 

ustalona  a  jej  emocje  były  obnażone.  Ale  czułam  uśmiech  gdy 

zobaczyłam, że naprawdę nie zmieniłam się odkąd umarłam. Oczywiście 

moja oryginalna aura niebieska i żółta różniła się znacznie od głębokiego 

fioletu  który  przybrała  teraz  ale  moja  równowaga  pomiędzy  dobrem  a 

złem była taka sama.  

To  była  naprawdę  ładna  aura,  pomyślałam  gdy  mentalnie 

przebiegłam przez nią palcami i poczułam melancholię że ona nie była już 

moja.  A  może  była?  Być  może  mogłabym  zmienić  własną  aurę  i  choć 

przez  chwilę  być  sobą.  Zmieniłam  mój  punkt  widzenia  i  przeniosłam 

moją  uwagę  do  chwili  obecnej  aż  znalazłam  siebie  siedzącą  samotnie  w 

biurze  policjanta  czekającą  aż  któryś  z  nich  znajdzie  baterię  do  mojego 

telefonu. Moja aura była ciemna jak Strażnika Czasu, a nie moja własna 

ale  ponieważ  porównywałam  to  z  jednym  z  moich  wspomnień  słabe 

migotanie  niebieskiego  wydawało  się  rozbrzmiewać  echem,  nie  w  mojej 

aurze  ale  w  mglistej  szarej  poświacie  gdzie  przyszłość  stawała  się 

teraźniejszością.  

Pomiędzy  teraz,  a  potem?!  O  cholera,  pomyślałam,  a  radosne 

podniecenie przeszło przeze mnie w dół aż do palców u nóg. Było tym co 

background image

Serafin  miał  na  myśli?  Było  tym  gdzie  moje  ciało  zostało  ukryte?  W 

ułamku istnienia gdzie czas przesuwał się od przeszłości do przyszłości?  

Czas  nie  istniałby  tam  i  moje  ciało  byłoby  nieskazitelne  i  doskonałe, 

zawieszone  w  powietrzu  chwili  do  śmierci,  do  czasu  gdy  mogłam  je 

odebrać.  

Zrobiłam głęboki wdech pozwalając temu wszystkiemu się uwolnić 

próbując  uspokoić  siebie.  Jeżeli  by  to  była  moja  oryginalna  aura  to 

musiałaby  pochodzić  z  mojego  ciała,  przyklejonego  w  zastoju  gdzie 

poprzedni  Strażnik  Czasu  zostawił  je.  Mogłam  odebrać  moje  ciało  i  nie 

potrzebowałabym amuletu Strażnika Czasu by utrzymać mnie przy życiu i 

czarne skrzydła z dala ode mnie!  

To  było  wszystko  czego  chciałam  w  tym  momencie  i  powoli 

skoncentrowałam się próbując skupić mój wzrok na tej małej przestrzeni. 

Wszystko wokół mnie moje myśli się rozciągały miało wciągnąć mnie do 

przyszłości. I do maleńkiego prawie nie niebieskiego blasku. 

Chwyciłam się tego chcą tego tak mocno jak mogłam tylko poczuć. 

Zawroty  głowy  nadeszły  zewsząd  i  sapałam  zaciskając  ręce  na  poręczy 

krzesła ale odmawiając otwarcia oczu i stracenia postępu który zrobiłam. 

-  To  jest  moje.  -  Szepnęłam  czując  jak  moje  wargi  się  poruszają  i 

zmuszając ostatni kawałek oddechu z moich płuc do ucieczki. 

Był słaby posmak soli na moich wargach a ja zlizałam go ciekawa. 

Lekka  bryza  przesiała  moje  włosy  łaskocząc  mój  policzek.  Ale  nie  było 

żadnego  powietrza  wpuszczonego  do  biura  gliny.  Łaskotanie  stało  się 

intensywniejsze i słabe nieprzyjemne uczucie z... z...  

- Muszę iść do toalety. - powiedziałam z wciąż zamkniętymi oczami 

i zmieszanymi. Odkąd umarłam jedyny dlaczego szłam do łazienki to by 

uchylać się od pytań mojego taty.  

background image

Przykre uczucie prześlizgnęło się przeze mnie i moją rękę zaciśniętą 

na poręczy krzesła. Ale ja nie trzymałam twardego tworzywa sztucznego i 

metalu. To było miękkie jak aksamit.  

Moje  oczy  gwałtownie  się  otworzyły.  Jaskrawe  światełko  przebiło 

się  do  mnie  i  sapnęłam.  Wciąż  siedziałam  w  gorącym  mającym  zapach 

papierosów  i  czerstwego  cukru  biurze.  Ale  byłam  również  w  wietrznym 

pokoju  z  białymi  zasłonami  szurającymi  o  progi.  Mogłam  słyszeć 

przychodzące  fale  i  ptaki.  Sufit  był  z  marmuru  a  podłogi  z  czarnych 

kafelek. Byłam tu wcześniej. Moja wyspa?  

Spojrzałam w dół widząc trawą poplamione i podarte resztki mojej 

sukienki nakładające się na moje rzeczywiste dżinsy i czarny koronkowy 

top  pokryty  popiołem.  Mój  Boże!  To  było  moje  ciało!  Znalazłam  moje 

ciało pomiędzy teraz a potem, tak jak mówił Serafin. Ja nie byłam w nim 

jeszcze bo mogłam zobaczyć rzeczywistość z moimi niebieskimi dżinsami 

i  czarnym  topem  ale  udało  mi  się  je  znaleźć.  A  najlepsze?  Moje  ciało 

wyglądało  w  porządku.  Zostało  zamrożone  w  czasie  i  było  normalne. 

Teraz wszystko co musiałam zrobić to pozbyć się ciała w którym byłam i... 

wziąć to.  

- Madison! 

Ktoś chwycił mnie za ramię z tyłu. Szarpnęłam się i krzyknęłam gdy 

poczułam bolesny ucisk jelit. Ból wibrował przeze mnie a ja zgięłam się w 

pół z zamkniętymi oczami przed bólem. Szum wiatru i smak soli odeszły. 

Już prawie je miałam, a teraz odeszło.  

-  Madison!  Nic  ci  nie  jest?  Wyglądasz  jak  duch!  Jesteś 

przezroczysta!  

- Stop! - krzyknęłam, a wymioty niemal paliły mnie gdy pochyliłam 

się na kolanach. Moje oczy otworzyły się i podniosły smutne. Patrzyłam 

background image

na  brzydkie  zielone  i  białe  płytki  na  komisariacie.  Gdzie  do  diabła  była 

plaża?  

-  Prawie  je  miałam.  -  Zawołałam  wstając  i  omal  nie  uderzając 

Barnaby w podbródek. Cofnął się zmieszany a ja obróciłam się patrząc na 

krzesło czy może wciąż widzę siebie siedzącą w nim, rozdartą sukienkę i 

to wszystko. Ale wszystko co widziałam to było puste krzesło.  

- Barnaba byłam tam. - Opuściłam głowę czując uderzenie serca, ale 

wiedziałam że ono nie było prawdziwe. To nie było prawdziwe- i ból tego 

omal doprowadził mnie do łez.  

- Znalazłam moje ciało. Między teraz a potem! To było na wyspie, 

utknęło w jakimś bąblu czasu czy czymś! Barnaba, cholera! Dlaczego nie 

mogłeś  poczekać  kilka  minut  dłużej!  Prawie  je  miałam!  Byłam  w  nim! 

Prawie byłam żywa! 

Barnaby zszokowana ekspresja była pusta. 

- Ty... 

- Znalazłam moje ciało! Tak! - Patrzyłam na brzydki pokój rozdarta 

między płaczem a krzykiem na kogoś.  

Były odgłosy stóp na korytarzu a Barnaba wziął mnie za łokieć. 

-  Chodźmy.  Im  szybciej  stąd  wyjdziemy  tym  mniej  pamięci  będę 

musiał  poprawić.  -  Zaczął  ciągnąć  mnie  do  drzwi  ale  ja  zaparłam  się 

piętami. Pamięć? On martwi się o pamięć? 

- Znalazłam swoje ciało a ciebie to nie obchodzi! 

-  Obchodzi  ale  musimy  się  stąd  wydostać!  -  Jego  chwyt  stał  się 

mocniejszy  i  szarpnął  mnie  na  korytarz  gdy  ktoś  wpadł  w  poślizg  na 

zakręcie korytarza.  

background image

- Myślisz że gdzie się wybierasz? -Powiedział policjant a potem jego 

oczy  rozszerzyły  się  gdy  spojrzał  na  Barnabę.  -  Hej  nie  byłeś  przy 

pożarze? - Zrobił spad do kucania sięgając po pistolet.  

-  Chyba  sobie  ze  mnie  żartujesz. -  Powiedział  Barnaba popychając 

mnie na koniec korytarza.  

-  Znalazłam  moje  pieprzone  ciało  a  ciebie  to  nie  obchodzi!  - 

krzyknęłam podkreślając opór.  

-  Stać!  -  policjant  krzyknął,  a  Barnaby  oczy  centymetry  od  moich 

własnych błysnęły srebrem. Słodko jak syrop mężczyzna upadł.   

Spojrzałam  przez  ramię  by  coś  zobaczyć  ale  uchwyt  Barnaby  na 

moim  ramieniu  wzmocnił  się  i  ponownie  zaczął  mnie  pchać  w  stronę 

końca korytarza.  

-  Jestem  podekscytowany  że  znalazłaś  swoje  ciało,  ale  próbujemy 

się stąd wydostać. - Mruknął. - Możesz starać się o swoje ciało później. - 

Jego spojrzenie było za moim ramieniem, a jego oczy powiększyły się. - 

Biegnij. 

Potrącił  mnie  i  wpadłam  w  osłupienie  z  prawie  pękniętym  nosem 

gdy przeszłam na czworakach. Moje kolana drżały. Spojrzałam w górę na 

czas  by  zobaczyć  jak  Barnaba  zrobił  gest  a  jego  oczy  posrebrzały  na 

moment. Drugi mężczyzna pochylony nad pierwszym upadł ale mogłam 

słyszeć  jak  nadchodzi  więcej  ludzi.  W  sekundę  podciągnęłam  się  z 

podłogi. Moje ręce były lepkie a ja nie wiedziałam w co je wytrzeć.  

- Potem!? - Krzyknęłam. - Ja chcę teraz! 

Moje ostatnie słowa były istnym krzykiem a fala złej siły pulsowała 

ode  mnie.  Przeklinając  Barnaba  zrobił  unik  jego  twarz  była  blada  gdy 

wstał  ze  swojego  przysiadu  i  spojrzał  na  mnie.  Zostałam  wprawiona  w 

osłupienie  ponieważ  zawroty  w  mojej  głowie  które  podniosły  się  i 

background image

zahuczały  w  mojej  głowie  wolno  ustąpiły  do  moich  stóp.  Moja  ręka 

pulsowała i przysięgam czułam ją gąbczastą. Szarpnęłam ją z powrotem i 

zamrugałam. Mój kamień przechodził w lód i srebro.  

-  Uh,  Madison?  -  Barnaba  szepnął  i  zdałam  sobie  sprawę  że  było 

cicho.  

Wiesz co... zbyt cicho. 

Ludzie  na  podłodze  nie  poruszali  się.  Strach  przelał  się  powoli 

przeze  mnie  bo  pamiętałam  że  wybuch  gniewu  pochodził  ode  mnie. 

Zabiłam ich? 

- Whoo – hooo! - przyszedł podekscytowany okrzyk Nakity skądś w 

budynku  i  nagłe  walenie  stóp  rozbrzmiało  echem  w  przedpokoju. 

Zakręciłam się ponieważ przeskoczyła przez powalonych ludzi, zadyszana 

zatrzymała się z obnażonym mieczem i świecącym amuletem. 

- Madison kiedy nauczyłaś się zatrzymywać czas? 

Zatrzymywać czas? 

- Ja, uh. - Wyjąkałam patrząc na mój amulet. Nadal był srebrny jak 

oczy  Barnaby  gdy  dotykał  świętości.  Nić  dźwięku  była  uruchomiona 

przeze mnie a kiedy przypadkiem spojrzałam na linię czasu wpadłam na 

istnienie tak wspaniałe że omal nie upadałam.  

-  Nie  wiem.  -  powiedziałam  instynktownie  zakrywając  oczy  choć 

jasność  była  we  mnie.  Błyskiem  wyrzuciłam  mój  wewnętrzny  wzrok  i 

spojrzałam w górę. Barnaba trzymał mnie w pozycji pionowej. Widząc że 

wszystko w porządku puścił mnie i cofnął się.  

- Uh, jak mam to cofnąć. - spytałam ich.  

- Jeszcze nie. - Nakita wykrzyknęła jej wysokim tonem. - Poczekaj 

do czasu aż wyjdziemy. - Rzuciła się do tylnych drzwi za nami rozsyłając 

jej  okrzyki  radosnego  podniecenia  by  rozbrzmiewały  echem  w 

background image

absolutnym  bezruchu.  Zegar  w  biurze  gliny  nie  tykał  gdy  minęliśmy go. 

Światła  z  samochodów  na  zewnątrz  nie  poruszały  się.  Jedynym 

dźwiękiem  w  całym  otoczeniu  pochodził  od  nas.  To  było  tak 

przyprawiające o gęsią skórkę jakby wszyscy zniknęli. I ja to zrobiłam?  

- Chodźmy. - powiedział Barnaba wyraźnie przygaszony.  

Podążyłam  za  nim  w  dół  korytarza  gdzie  Nakita  pchnięciem 

otworzyła  automatyczne  drzwi.  Na  zewnątrz  było  nawet  bardziej 

przerażająco  bez  wiatru  i  bez  hałasu.  To  było  tak  jakbym  weszła  do 

obrazu.  Wszystko  odczuwałam  jednakowo.  Nakita  niemal  tańczyła  po 

cementowych schodach i zacienionym parkingu.  

- Madison jesteś w tym coraz lepsza. Myślę że powinnaś spróbować 

zrobić miecz z myśli kiedy to się skończy, ok.? 

Skuliłam  się.  Wszystko  czego  chciałam  to  wrócić  do  domu. 

Chciałam  zabrać  moje  ciało  i  wrócić  do  domu  i  zapomnieć  o  tym 

wszystkim co zaszło. Ale jeśli tak zrobię to nic się nie zmieni. Ani w niebie 

ani na ziemi ani we mnie. Nic.  

- Jak poruszyć czas? - Szepnęłam zmieszana tak mocno że czułam 

się chora. 

-  Nie  wiem.  -  odparł  Barnaba  zatrzymując  się  obok  policyjnego 

samochodu  i  spojrzał  gdy  kulka  światła  wyleciała  przez  wciąż  otwarte 

drzwi.  

-  Madison!  -  wykrzyknęła  Grace  zataczając  kręgi  wokół  mnie.  - 

Zatrzymałaś  czas?  To  wspaniale!  I  super  że  udało  Ci  się  zwolnić  od 

boskości.!  -  Zaczęłam  się  nad  tym  zastanawiać,  ale  to  nie  było  tak  że 

wiedziałam co robię.  

background image

-  Byłoby,  gdyby  wiedziała  jak  to  zrobiła.  -  powiedział  Barnaba 

nawiązując  do  moich  myśli.  Stał  z  rękami  na  biodrach  obserwując  jak 

Nakita robiła swoje wrażenie zawodowego piłkarza po wylądowaniu.  

-  Jaki  masz  problem  Barney?  -  spytała  Nakita  dając  mu  lekkiego 

kuksańca gdy skończyła. - Madison się w końcu udało. Wyglądasz jakbyś 

połknął  skarabeusza.  -  Barnaba  zmarszczył  czoło  napinając  skórę  wokół 

jego oczu.  

-  Znalazła  swoje  ciało.  -  Uśmiech  Nakity  się  zawahał  a  oczy  były 

zdezorientowane nawet gdy jej radość pozostała w jej ekspresji.  

- Co? 

- Znalazła swoje ciało pomiędzy teraz a potem. - Powiedział jeszcze 

raz i nawet blask Grace przygasł. To było tak jakby całe obumarłe światło 

wokół nas wsączyło się w Nakitę. Zamarła z niewypowiedzianą myślą a jej 

podniecenie obróciło się w popiół.  

- Nakita. - powiedziałam wyciągając do niej rękę a ona cofnęła się o 

krok z mieczem w ręce który obrócił się w nicość. Jej amulet pociemniał 

jakby wchłaniał energię a jej wzrok padł na mój.  

- Cieszę się z razem z Tobą. - Powiedziała nie patrząc na mnie. - To, 

to czego chciałaś. 

-  Nakita...  -  dlaczego  miałam  wyrzuty  sumienia  z  tego  powodu? 

Skoro  Serafinowie  nie  mieli  zamiaru  dać  mi  prawdziwej  szansy,  to 

dlaczego powinnam zostać w pobliżu i być częścią systemu z którym się 

nie  zgadzałam?  Mogłabym  być  wtedy  z  Joshem  i  mogłabym  być 

normalna. Ale ona się odwróciła i wina uderzyła mnie mocno. 

-  Nakita.  -  powiedziałam  bardziej  stanowczo  i  zatrzymała  się. 

Czując się jak łajdak dogoniłam ją i starałam się złapać jej wzrok.  

- Ja nie chcę rezygnować ale czy mam wybór? 

background image

- Mówiłaś że wierzysz w wybór. - Powiedziała odwracając się. - Ale 

tak  naprawdę  nie.  Albo  chcesz  przestać.  -  Znowu  odwróciła  się  i  tym 

razem pozwoliłam jej odejść. Grace przybliżyła się unosząc się nad moim 

ramieniem a Barnaba ustawił się po mojej drugiej stronie. 

- Dlaczego wszyscy wokół mnie sądzą że powinnam zostać ale nikt 

nie wierzy że mogę coś zmienić? 

-  Ja  wierzę  że  możesz  coś  zmienić.  -  Powiedział  Barnaba  ale  ja  go 

nie słuchałam i ciężko stąpnęłam. Nakita znalazła się na ulicy i szła przed 

samochodami  które  poruszały  się  pięćdziesiąt  mil  na godzinę  sztywnym 

tempem i kołyszącymi się ramionami.  

-  Ja  wierzę.  -  Upierał  się  gdy  mnie  dogonił.  -  Dlatego  opuściłem 

Rona. Nadal uważam że możesz jeżeli zostaniesz. 

On  prawdopodobnie  wierzył  co  czyniło  to  wszystko  jeszcze 

trudniejszym. 

- Madison. - Powiedział ciągnąc mnie do zatrzymania. Byliśmy przy 

krawężniku  a  światła  ruchu  na  drodze  świeciły  mu  w  twarz  pokazując 

jego ściągnięte czoło i błagające mnie oczy.  

- Ciągle mówisz że nikt nie daje ci szansy sprawdzić czy twoje teorie 

działają, ale dają ją. Starasz się zmienić system który istnieje odkąd ludzie 

patrzą na gwiazdy i starają się zrozumieć jak się tam znalazły. To działa 

nie  bez  powodu  a  może  większy  postęp  byś  zrobiła  gdybyś  poświęciła 

trochę  czasu  aby  zrozumieć  dlaczego  taki  system  jest  na  miejscu  zanim 

spróbujesz  go  zmienić  na  swój.  Serafinowie  śpiewają.  Słyszę  to  nawet 

tutaj. Zmiany się dzieją lecz ty po prostu ich nie widzisz. Być może trzeba 

na razie zrobić rzeczy których nie chcesz, zanim znajdziesz sposób by te 

zmiany się wydarzyły.  

background image

Nie mogłam powiedzieć niczego, byłam zbyt przygnębiona. Widząc 

mnie  milczącą,  on  schylił  głowę  i  odwrócił  się  naśladując  Nakitę  i 

odchodząc szybko gdy starał się nadążyć za nią.  

-  Nakita.  -  Zawołał,  a  ja  patrzyłam  za  nim  z  moją  ręką  owiniętą 

wokół  amuletu.  Myślę  że  to  była  najdłuższa  rzecz  jaką  kiedykolwiek  do 

mnie powiedział i zostawił mnie z jeszcze gorszymi uczuciami.  

- Jestem taką idiotką. - Szepnęłam do Grace. 

- Ale jesteś naszą idiotką. - Zadzwoniła, a ja się skrzywiłam. 

-  Jak  myślisz  co  powinnam  zrobić?  -  Zapytałam  zaczynając  iść 

ledwo unosząc moje trampki z asfaltu.  

- Po pierwsze musisz puścić linię czasu i pozwolić rzeczom na ruch. 

- Powiedziała. - Zanim Ron przyjdzie sprawdzić co się dzieje.  

- Tak. - Dobra puścić linię czasu. - W jaki sposób można to zrobić?  

- Myślę że powinnaś iść do domu i zobaczyć się z twoim tatą zanim 

zda  sobie  sprawę  i  cofnąć  jego  zegary  o  jakieś  dwie  godziny.  -  dodała 

Grace. - On myśli że jest 10.30. Tak samo jak tutaj. 

-  Oh  wow  dzięki  Grace.  -  Pierwsze  promyki  nadziei  zaczęły 

przenikać  z  powrotem  a  ja  dodałam  rozmowę  z  Nakitą  do  mojej 

mentalnej 

listy 

rzeczy 

do 

zrobienia. 

Wyglądała 

pozytywnie 

melancholijnie kiedy szła obok Barnaby ze spuszczoną głową gdy coś do 

niej mówił.  

-  Cóż,  raz  Anioł  Stróż  na  zawsze  Anioł  Stróż.  -  Powiedziała  z 

przekąsem  jeśli  świecąca  kulka  światła  może  się  skrzywić.  -  A  potem 

możesz nas spotkać na cmentarzu, aby dowiedzieć się  jak rozwiązać ten 

bałagan z Tammy. Serafinowie są zaznaczeni. Kiedy dowiedziałaś się jak 

zmieniać aurę osoby?  

background image

 -  Tuż  przed  tym  gdy  dowiedziałam  się  jak  zatrzymać  czas.  - 

Powiedziałam myśląc że nie byłoby w porządku gdyby moja nauka czegoś 

sprawiła mi kłopoty z Serafinami. 

-  Świetnie.  -  Powiedziała  Grace  dobitnie.  -  Coś  na  temat 

uruchomienia  tego  z  powrotem?  To  się  starzeje.  Każdy  mocniejszy 

uchwyt  a  zatrzymałabyś  także  swoich  żniwiarzy.  -  Skinęłam  głową 

wywołując obraz linii czasu w mojej wyobraźni. Była jaśniejsza niż zwykle 

i to zapoczątkowało mój ból głowy. Relaks, pomyślałam rozluźniając moje 

ramiona.  Moje  oczy  błysnęły  otwarte  kiedy  te  proste  hałasy  i  kolory 

wpadły z powrotem do świata. 

- Dobra robota! - Powiedziała Grace poruszając się w dół i w górę, 

gdy światła samochodów migotały wokół nas i krzyk oburzenia wzrósł z 

komisariatu.  

-  Chodźmy  stąd.  -  Pobiegłam  za  Barnabą  i  Nakitą,  miły  czas  biegł 

również  ale  stałe  uczucie  wątpliwości  nie  opuszczało  mnie.  Tak, 

znalazłam moje ciało, ale nikt o to nie dbał. A może raczej chcieli abym go 

nie  miała.  Co  to  mówi  o  moim  życiu  kiedy  rzecz  której  najbardziej 

chciałam, była tą sama rzeczą która powodowała że traciłam rzeczy które 

kochałam?

 

background image

Rozdział 7 

Tłumacz: Mglistaaa 

Korekta: Tempted-Hell 

 

 

Było niemal zbyt ciemno by zobaczyć kiedy Barnaba zwinął skrzydła 

i wylądował delikatnie na dachu mojego domu, ciemniejszego niż zwykle 

z  powodu  zapowiadanego  deszczu.  Tłumiąca  czerń  była  niemal  jak  koc 

dusząca. Wydawała się wyciekać z okna mojej sypialni aby wypełnić cały 

świat  i  stworzyć  jedną  wielką  nicość.  To  było  coś  w  rodzaju  tego  co 

czułam w środku.  

Moje  krótkie  włosy  fruwały  gdy  Barnaba  zwijał  swoje  skrzydła  i 

udało  mi  się  rzucić  okiem  by  złowić  przebłysk  jego  skrzydeł  zanim 

zniknęły. Z głową w dole staną przede mną jakby chciał coś powiedzieć.  

To  był  bardzo  cichy  lot  powrotny,  moje  myśli  były przy  Nakicie,  a 

jego kto wie na czym?  

Zostawienie  jej  było  ciężkie  z  jej  podchodami  na  cmentarzu  gdzie 

mieli  na  mnie  czekać,  prawdopodobnie  teraz  myśli  że  chcę  ją  porzucić 

gdy już znalazłam moje ciało.  

Demus  był  gdzieś  po  stronie  nieba,  ale  ponieważ  szukał 

niewłaściwego  rezonansu  miałam  czas  na  przegrupowanie.  Miałam 

zamiar spędzić co najmniej pięć minut przekonując mojego tatę że nic się 

nie dzieje i że idę spać.  

To było znowu to słowo. Nic. Nijak- tak się właśnie czułam. Pusta w 

środku.  Po  tym  jak  byłam  w  moim  ciele  nawet  przez  tą  chwilę, 

przypominałam sobie jak to był zobaczyć, poczuć... naprawdę być częścią 

background image

istnienia. Teraz w powłoce którą dawał mi amulet czułam się jakbym była 

niczym.  

-  Jesteś  pewna  że  chcesz  bym  wyszedł?  -  W  końcu  powiedział 

Barnaba gdy żadne z nas się nie poruszyło na dachu.   

Skinęłam głową, owijając ramiona wokół siebie od lekkiego chłodu 

który sączył się do mnie po ekscytującym cieple Baxter. 

-  Powinno  to  trwać  godzinę.  -  Powiedziałam  zastanawiając  się 

dlaczego wylądował tu zamiast na podwórku.  

- Chcę zobaczyć czy Josh może się wymknąć. Byłoby świetnie gdyby 

mógł wrócić z nami.  

On przynajmniej by się cieszył że znalazłam moje ciało. I że nie było 

ohydną zepsutą masą.  

-  Za  godzinę.  -  Patrząc  niepewnie  Barnaba  spojrzał  na  mnie 

niewesoło a potem znów na zachmurzone niebo. - Mam czas żeby wrócić i 

zabrać  telefon.  Nie  ma  powodu  by  pozostawiać  go  tam  i  wywoływać 

wspomnienia. 

-  Dziękuję.  -  Powiedziałam  szczerze.  Miałam  nadzieję  że  go 

zabierze. Nie byłoby powodu by wyjaśniać mojemu tacie dlaczego był w 

Kalifornii.  

-  Jesteś  pewna  że  nie  chcesz  żebym  na  Ciebie  poczekał?  -  Spytał 

Barnaba.  

Potrząsnęłam  głową.  Nakita  była  tam  sama.  Podchodząc  do 

krawędzi  dachu  usiadłam  by  zejść  na  ziemię.  Lucy,  golden  retrievera 

sąsiada nie było na podwórzu. Zawahałam się gdy buty Barnaby zaszurały 

obok mnie i spojrzałam w jego mroczną twarz.  

-  Co  chcesz  żebym  powiedział  Nakicie?  -  Spytał  Barnaba  a  w  jego 

oczach odbijał się blask latarni.  

background image

-  Ona  myśli  że  odchodzisz.  Odejdziesz?  Czy  chcesz  żebym  ją 

okłamywał?  -  Moja  depresja  pogłębiła  się  z  matowym  poczuciem  winy. 

Nie  wiedziałam.  Chciałam  zostać  ale  nie  mogłam  tego  zrobić  jeżeli 

wszystko co będę robić to zabijać ludzi.  

- Powiedz jej że myślę o tym. - Powiedziałam nie mogąc dłużej na 

niego patrzeć.  

-  Powiedz  jej  że  jestem  dumna  z  niej  i  z  Ciebie  i  dlatego  chcę  tej 

pracy. Chcę zostać. Zostanę jeśli... - Barnaba nie poruszył się ale stał się 

jeszcze mroczniejszy. 

-  Co  jeśli  Serafinowie  nie  pozwolą  robić  rzeczy  na  twój  sposób? 

Zrobili tak wysyłając Demusa. 

To  było  dokładnie  to  co  mnie  martwiło,  ale  dałam  mu  fałszywy 

uśmiech z nogami zwisającymi nad czernią pomiędzy niebem a ziemią.  

-  Hej  jestem  Żniwiarzem  Czasu  Ciemności.  Co  oni  zrobią?  Zabiją 

mnie? Już to zrobili. - Odwróciłam wzrok przestraszona opuszczając oczy. 

Mogli  zabrać  mi  amulet  i  pozwolić  czarnym  skrzydłom  na  zniszczenie 

mnie. Dusza pozbawiona aury była czystą grą, a moja pochodziła teraz z 

amuletu.  Ale  nie  podejmę  się  pracy  Strażnika  Czasu  Ciemności  i 

wysyłania  żniwiarzy  do  zabijania  ludzi  aby  ocalić  ich  dusze  jeżeli 

powodem będzie to że się bałam. Nawet jeżeli tak było.  

- Porozmawiam z nią. - Powiedział w końcu, wyraźnie widząc mój 

strach.  

-  Dzięki  Barnaba.  -  Zsunęłam  się  z  dachu,  zginając  kolana  by 

zamortyzować upadek.  

Spojrzałam w górę by spróbować zobaczy jego skrzydła ale nie było 

tam nic oprócz ledwo ruchomych czarnych gałęzi między mną a ciężkimi 

chmurami.  

background image

Z głową w dole podeszłam do drzwi patrząc na moje sznurowadła. 

Czaszki i serca. Może powinnam dorosnąć? 

Skrawek  mojej  samo  zachowawczości  kazał  mi  się  zawahać  zanim 

weszłam.  Grace  powiedziała,  że  załatwiła  rzeczy  z  moim  tatą,  ale  wciąż 

trudno było chwycić za klamkę i wejść. 

Docierając do nich poczułam ukłucie w mojej aurze. Moje palce się 

zwinęły i czekałam wdychając to uczucie.  

- To prawie... jakbym była śledzona. - Powiedziałam i obróciłam się 

gdy  mój  amulet  zaczął  się  ogrzewać.  Mój  oddech  zasyczał  i  zobaczyłam 

pionową linię świętego srebrnego pęknięcia w nocy. Trochę niski, chudy 

mężczyzna  wydawał  się  przechodzić  pod  tym  na  bok,  a  światło  czyniło 

jego sylwetkę napiętą loki siwe a ubranie wzburzone.  

- Ron. - Syknęłam wypuszczając wszystko co nabrałam. To był sam 

Strażnik Czasu Światła, stojący na moim trawniku w ciemności.  

Moja pierwsza myśl by połączyć się z Barnabą przez myśli umarła. 

Mogę zatrzymać czas do cholery. Nie potrzebuję pomocy Barnaby. Poza 

tym  pewnie  osłania  swój  rezonans  i  nie  byłby  w  stanie  mnie  usłyszeć. 

Przekrzywiając biodro patrzyłam jak Ron kończy materializację.  

- Czego chcesz? - Wystrzeliłam a on wydawał się zaskoczony tym że 

wiedziałam  że  on  tam  jest.  To  był  krótki  przebłysk  zadowolenia  w 

zasysającej  nocy.  Mały  człowiek  szybko  odzyskał  swoją  napuszoną 

postawę potrząsając jego wzburzoną która bardziej pasowała do któregoś 

z  hollywoodzkich  zbiorów  niż  do  tego  czym  się  zajmował  w 

teraźniejszości.  Zastanowiłam  się  czy  on  uważał  że  to  co  nosiłam  było 

zabawne?  

background image

- Aby się dowiedzieć co zamierzasz? - Powiedział wypełniając tych 

kilka słów bardziej przebiegłą żółcią niż mogłoby się wydawać że można. 

Boże, dopomóż mi, on wiedział o wszystkim.  

Skrzyżowałam  ręce  na  środku.  Nie  ważne  czy  przez  to  mogłam 

wyglądać na bezbronną. Mój dzień był totalnym niepowodzeniem ale nie 

ukrywałam tego. 

- Próbuję nie dać się uziemić. - Powiedziałam.  

-  Może  powinieneś  stąd  odejść  zanim  zacznę  krzyczeć  o  pomoc  i 

skończysz  w  więzieniu  za  bycie  zboczeńcem.  -  Ron  uśmiechnął  się  tym 

samym irytującym uśmiechem.  

- Nauczyłaś się zatrzymywać czas. Gratulacje. 

Zabawne że to nie brzmiało jak  „gratulacje” gdy on to mówił, a ja 

spojrzałam na ganek chcąc by była tu i zrzuciła na niebo gałąź z drzewa.  

- Tak? Co z tego? 

Ron  zrobił  krok  do  przodu,  przechylając  głowę  gdy  wypuszczał 

smugę powietrza.  

- Miałem tam żniwiarza. 

- Tak zauważyłam. - Zaczęłam obracać się w kierunku drzwi bo nie 

podobało mi się to. 

-  Więc,  zastanawiam  się  co  robisz...  -  Wycedził  jakbym  miała 

dokończyć.  

- Bla bla bla. - Powiedziałam robiąc ręką gest paplania.  

- Nie zaczynaj monologu Ron. Nie robię niczego. - Odwróciłam się 

by wejść do środka, sapnęłam gdy Ron pociągnął mnie za ramię. Rzutem 

wyrwałam się z jego uchwytu wstrząśnięta tym że mnie dotknął.  

background image

-  Cofnij  się.  -  Zawołałam  cicho  gdy  zatrzymując  się  dwa  kroki  od 

niego,  nie  chcąc  wyjaśniać  mojemu  tacie  kim  był.  Moje  serce  wydało 

uderzenie i zamilkło.  

-  Zmieniłaś  rezonans  naznaczonego.  -  Powiedział  Ron  wyraźnie 

wściekły kiedy spojrzał na mnie. - Mój żniwiarz nie może jej znaleźć. 

Wahh,  wahh,  wahh.  Pomyślałam.  Madison  nie  gra  fair.  Ale  to  co 

wyszło z moich ust było krótkie.  

- Dobra. 

- Zamierzasz ją zabić! - Powiedział Ron. Moje oczy zwęziły się.  

- Zrobiłam to. Powiedziałam krótko. -Zrób film. Wyślij do Internetu 

To koniec, Ron. Idź do domu.  

- To nie jest koniec. - Upierał się patrząc zarówno zły i zmieszany. - 

Ona nie jest martwa. Nie mogłabyś jej zabić. Choć nie wiem dlaczego. Co 

zamierzasz zrobić? Nie możesz tego zmienić. Oni są jacy są. 

Wzięłam  głęboki  oddech  czując  jak  rozczarowanie  z  całego  dnia 

spada na mnie. Ale tym razem doprowadził mnie do szału. Nie musiałam 

się  mu  tłumaczyć.  Szarpnięciem  otworzyłam  drzwi,  weszłam  do  środka, 

krzywiąc  się  na  niego  stojącego  u  stóp  schodów  zanim  zamknęłam  mu 

drzwi przed nosem. Oparłam się o nie plecami, robiąc wydech. Mogłam 

usłyszeć  mojego  tatę  przy  telefonie  w  kuchni  a  jego  głos  utrzymywał 

odrobinę  obciążenia  gdy  wzrastał  i  opadał.  Wyprostowałam  się  i 

zerknęłam  na  zewnątrz  przez  wąskie  okno  przy  drzwiach.  Ron  odszedł. 

Dzięki Bogu.  

Dom  wyglądał  cicho  i  spokojnie  a  mój  tata  wyszedł  z  kuchni  z 

telefonem przyklejonym do ucha. Moją pierwszą myślą było że rozmawia 

z  Joshem  lub  matką  Josha  chcąc  się  dowiedzieć  gdzie  jestem  ale  wtedy 

background image

dał mi skinienie palcem i wiedziałam że myślał że to jeszcze przed moją 

godziną policyjną.  

-  Bev  z  nią  wszystko  w  porządku.  -  Powiedział  nieco  gniewnie  i 

zdałam  sobie  sprawę  że  rozmawiał  z  moją  mamą.  -  To  był  tylko 

telefoniczny  żart.  -  Oh,  Jezu.  Policjanci  z  komisariatu  namierzyli  ją. 

Zmartwiona  spojrzałam  przez  okno  na  Rona,  potem  wracając  i  starając 

się usłyszeć resztę rozmowy.  

-  Powiedziałem  że  jest  z  nią  w  porządku.  -  Tata  powiedział 

przewracając na mnie oczami.  

- Jest na górze śpi, czy mam ją dać do telefonu żebyś sama mogła 

się przekonać? 

Sięgnęłam  po  słuchawkę  ale  on  pokręcił  głową.  Dlaczego  mój  tata 

kłamał mojej mamie o tym gdzie jestem? 

- Bev. - Powiedział a jego głos nabrał naprężenia które pamiętałam 

z czasów gdy dorastałam.  

-  Posłuchaj  mnie.  Madison  ma  się  dobrze.  Ja  mam  się  dobrze. 

Radzimy  sobie  świetnie  i  myślę  że  masz  z  tym  problem.  Mogę 

wychowywać  naszą  córkę  równie  dobrze  jak  ty.  Jest  wspaniałą 

dziewczyną  i  naprawdę  nie  wiem  skąd  bierzesz  te  rzeczy.  Każę  jej 

zadzwonić do Ciebie jutro rano. Nie zamierzam budzić jej ponieważ ktoś 

szarpie twój łańcuch. Idź weź valium albo coś. 

Moje  oczy  były  szeroko  otwarte  ponieważ  odłożył  słuchawkę  i 

westchnął patrząc na telefon tak jakby chciał rzucić nim o ścianę.  

- Mama? - Zapytałam chociaż to było oczywiste.  

-  Ona  myśli  że  nie  mogę  się  tobą  opiekować.  -  Powiedział  a  skóra 

wokół  jego  oczu  pokryła  się  zmarszczkami  co  sprawiło  że  wyglądała  na 

zmęczonego.  

background image

Chore  uczucie  zdawało  się  zakraść  do  mojego  serca  i  widząc  że 

odzwierciedliło  się  w  moich  oczach,  sądząc  z  jego  miny,  sforsował 

rozdrażnienie i uśmiechnął się chociaż wiedziałam że wciąż się martwi i 

będzie jeszcze przez kilka dni.  

-  Tato  opiekujesz  się  mną  świetnie.  -  Powiedziałam  pokonując 

uczucie  i przytuliłam  go, ze  wzrastającym poczuciem  winy.  Moja śmierć 

nie była jego winą i nie mogłabym tego znieść gdyby myślał że tak było. 

Dał mi uścisk a potem cofnął się. 

- Dzięki. - powiedział cicho. -Zadzwoń jutro do matki. Zaufaj mi nie 

chcesz z nią rozmawiać teraz. - Powiedział wracając do kuchni by odłożyć 

słuchawkę.  -  Ktoś  powiedział  jej  że  byłaś  na  Zachodnim  Wybrzeżu  w 

więzieniu oskarżona o podpalenie kompleksu apartamentów. 

-  Naprawdę?  -  Powiedziałam,  zmuszając  się  do  uśmiechu, 

zastanawiałam  się  jakie  połączenie  odebrała  wcześniej  Grace.  Tata 

ostrożnie  odłożył  słuchawkę  ale  jego  palce  drżały  a  kliknięcie  wydawało 

się niezwykle głośne.  

-  Może  jeśli  twoja  matka  dorośnie  do  dwudziestego  pierwszego 

wieku  i  założy  sobie  identyfikator  rozmówcy  nie  będzie  musiała  znosić 

tego typu wkrętów. 

Ziewając, zakrył usta wierzchem dłoni. 

- Nie mogę uwierzyć jak zmęczony jestem. - Powiedział opuszczając 

wzrok by spojrzeć na zegarek. - Próbowałem się do Ciebie dodzwonić ale 

albo byłaś poza zasięgiem albo padła ci bateria. - Jego oczy spotkały moje 

wyrażając irytację. - Znowu. - Dodał.  

Nie  mogłam  znieść  kłamania  mu  więc  podeszłam  do  lodówki  po 

szklankę soku jabłkowego. Rzuciłam tą samą wymówkę co zawsze.  

background image

- Um, to chyba bateria. - Powiedziałam wkładając głowę do lodówki 

i odetchnęłam w zimnym powietrzu.  

- Ja, uh właściwie to pożyczyłam go Barnabie. 

-  Madison!  -  Okrzyk  był  jak  bicz  i  wycofałam  się  z  lodówki  ze 

spuszczonymi oczami.  

- Odbiorę ją jutro. 

- Używaj mojej dopóki nie odbierzesz swojej, dobrze? - Powiedział i 

dał mi swoją.  

-  Gdzie  poszliście  coś  zjeść  z  Joshem?  -  Ciężki  czarny  telefon 

wyglądał  zabawnie  w  moim  uchwycie  różniąc  się  znacznie  od  mojego 

szczupłego różowego. Zegarek był cofnięty o więcej niż dwie godziny gdy 

na  niego  patrzyłam  ale  teraz  magicznie  przesunął  się  na  odpowiednią 

godzinę.  

-  Um,  w  Low  D.  -  Powiedziałam  starając  się  przypomnieć  naszą 

przykrywkę.  -  Byli  z  nami  też  Barnaba  i  Nakita.  Po  zawodach  Josha 

spotkaliśmy się z resztą. 

- Jadłaś prawda? 

- Tak dużo jak zawsze. - Uśmiechnęłam się biorąc szklankę z szafki i 

nalałam  sobie  trochę  soku.  On  nic  nie  mówił  tylko  patrzył  na  mnie  z 

niepokojem. 

- Mogłabym jeszcze coś zrobić zanim pójdę spać, jednak.- Dodałam 

i  wydawała  się  zgubić  trochę  ze  swojego  niepokoju.  -  Mogłabym  pójść 

jutro  do  Nakity?  Zrobiliśmy  mnóstwo  zdjęć  na  spotkaniu  i  chciałabym 

pomóc jej zorganizować je. 

- Jasne ale wykonaj swoje obowiązki przed wyjściem, tym razem. - 

Powiedział.  -  Może  nie  być  mnie  gdy  wstaniesz.  Muszę  iść  jutro  na 

zamknięcie rozprawy. Nie cierpię tych dziesięciodniowych biologicznych 

background image

biegów. Przez połowę czasu trzeba zaczynać je weekend albo kończyć je w 

jakiś.  Nie  zapomnij  opróżnić  zmywarki  do  naczyń.  Wyjmij  surowce 

wtórne. I chcę abyś zamiotła ganek przed wyjściem. Od frontu i z tyłu tym 

razem. 

To  była  zwykła  lista  i  sok  mając  nadzieje  że  wyjdzie  zanim  będę 

musiała go jakoś wypić.  

- Tak tato. - Prawie jęknęłam. Znowu ziewnął patrząc na zegar nad 

kuchenką.  

-  Nie  mogę  uwierzyć,  że  jestem  tak  zmęczony.  Nie  mogłem  wypić 

dziś dość kawy.  

-  Ja  też  idę  spać.  -  Powiedziałam  zostawiając  mój  sok  na  ladzie  i 

idąc  przytulić  go  na  dobranoc.  Jego  ręce  otuliły  mnie  w  kocu 

bezpieczeństwa i pocałował mnie w czubek głowy. 

- Mówiłem poważnie żebyś zadzwoniła do mamy jutro.- Powiedział 

łagodnie wciąż trzymając mnie w ramionach. - Ona martwi się o Ciebie. 

- Mam zamiar. - Obiecałam. 

Puścił  mnie  i  cofnęłam  się  z  powrotem.  Zwracając  się  do  odejścia 

zawahał się.  

-  Pachniesz  dymem.  -  Nie  wiedziałam  czy  miał  na  myśli  dym  od 

ognia czy smród papierosów z policji i kręciłam się mówiąc. 

-  Dostałam  się  do  domu  z  jednym  z  przyjaciół  Josha.  Samochód 

śmierdział. 

Tata  przyjął  to  uśmiechając  się  lekko  gdy  potarł  czubek  swojej 

głowy pozostawiając włosy pogniecione.  

- Poprawiłaś swoje ujęcia prawda? - Spytał i wiedziałam że miał na 

myśli ujęcia na zdjęciach. 

background image

- Wiesz to. - Powiedziałam wesoło.  

- Chcę zobaczyć zdjęcia kiedy będą gotowe. - Powiedział i odwrócił 

się i poczłapał do przedpokoju.  

-  Wiem  że  to  weekend  ale  nie  zostawaj  zbyt  długo.-  Powiedział  ze 

schodów. 

Odetchnęłam  a  moja  wiara  w  Grace  zwiększyła  się  stokrotnie. 

Cholera,  dobrze  trzymała  mnie  z  dala  od  kłopotów  z  tatą.  Ona  i  Josh, 

oboje.  

-  Okey!  -  Odkrzyknęłam  do  niego  słuchając  jak  zamyka  drzwi 

sypialni.  Może  mogłabym  się  wymknąć  szybciej  niż  myślałam.  W  domu 

ucichło  a  ja  wylałam  mój  sok,  umyłam  szklankę  i  zawahałam  się  gdy 

otworzyłam  drzwi  zmywarki.  Wzdychając  wyciągnęłam  szufladę  i 

zaczęłam  ją  opróżniać.  Byłam  w  stanie  zatrzymać  czas,  a  byłam  tu 

opróżniając zmywarkę. Może nie jest też złym pomysłem zamieść ganek 

przed wyjściem. 

Delikatne  stuknięcie  przy  oknie  kuchennym  wystrzeliło  we  mnie 

impuls  strachu  ożywiając  głowę,  myśląc  że  to  był  Ron.  Ale  to  był  Josh 

stojący  między  domem  a  nasadzeniami  fundamentów  pokazujący  jego 

nos i oczy. Widząc moją ulgę opuścił wzrok, ale ja już byłam w drodze do 

głównych drzwi przeklinając cicho że mnie przestraszył.  

-  Josh.  -  Powiedziałam  otwierając  drzwi.  -  Myślałam  że  mama  cię 

uziemiła. - Jego spojrzenie pomknęło do schodów i wyszeptał. - Nie jesteś 

jedyną która umie się wymknąć. Co się stało? Wpadłaś w kłopoty? Moja 

mama  próbowała  się  dodzwonić  do  twojego  taty  ale  połączenie  się 

zerwało, a potem telefon padł. 

Odetchnęłam  dziękując  Grace.  Kochała  powodować  intrygi, 

trzymając  mnie  z  dala  od  kłopotów.  Wyciągnęłam  go  widząc  że  ulica  za 

background image

nim  była  pusta  i  ciemna.  Musiał  przyjechać  rowerem  nie  chcąc  nikogo 

budzić.  

- Wchodź. - Powiedziałam cicho. - Mój tata jest na górze. 

-  Bez  wątpienia.  -  Josh  spojrzał  na  zegarek.  -  Wrócisz  dzisiaj  do 

Baxter prawda? 

Skinęłam  głową  nie  wiedząc  jeszcze  co  mam  nadzieje  osiągnąć  ale 

wiedząc że to nie koniec. 

-  Będę  musiała.  Josh  nie  uwierzysz  co  się  stało.  -  Josh  wszedł  za 

mną,  biorąc  talerze  gdy  je  wyjęłam.  Josh  znał  moją  kuchnie  prawie  tak 

dobrze jak ja i wsunął je uważając aby nie narobić zbyt dużo hałasu.  

- Jesteś uziemiona? - Zapytał poważnym głosem. Spojrzałam w górę 

od układania misek, mrugając aż zrozumiałam.  

- Oh! Nie. - Powiedziałam. Uziemienie było najmniejszym z moich 

zmartwień. - Grace przestawiła zegary do tyłu. Mój ojciec myślał że było 

przed północą. Żadnego uziemienia. 

-  Miło.  -  Powiedział  patrząc  na  zegar  nad  piecem  gdy  poszłam  go 

zresetować.  

-  Co  więc  było  takiego  strasznego?  -  Jego  twarz  przeszła  do 

zainteresowania. - Oh nie. Madison oni nie... umarli prawda? 

Dotknęłam  cyfrowego  zegara,  a  liczba  wzrosła  do  prawidłowego 

czasu.  Szarpnęłam  moją  rękę  jak  ukąszona  patrząc  na  niego.  To  było 

dziwne.  

- Nie. - Powiedziałam. - Apartament się spalił. Tammy i Johnny są 

w porządku ale powiedziała policji że ja to zrobiłam. Spędziłam większość 

wieczora  w  biurze  policjanta  przez  chwilę  widząc  się  z  Grace  która 

spowodowała  wyładowanie  baterii  mojego  telefonu  więc  nie  mogli 

background image

zadzwonić  do  mojego  taty.  -  Josh  wydał  dźwięk  niedowierzania,  a  ja 

odwróciłam się wzruszając ramionami.  

-  Barnaba  i  Nakita  mnie  odbili  i  nauczyłam  się  jak  zatrzymywać 

czas i zmienić aurę Tammy. 

-  To  świetnie.  -  Powiedział  Josh  a  jego  zadowolony  wyraz  wyblakł 

gdy się nie uśmiechałam. - Czy nie?  

-  Serafinowie  wysłali  Żniwiarza  Ciemności  by  skosił  Tammy.- 

Czując ból tego od nowa. - Przestali na mnie liczyć. Więc oczywiście Ron 

wysłał  Żniwiarza  Światła  by  go  zatrzymał.  Zrobił  się  bałagan.  Zatrzymał 

się dziś wieczorem. Rona mam na myśli. -  Spojrzałam w kierunku drzwi, 

jakbym mogła widzieć przez ściany. - Próbował się dowiedzieć co robię. 

Szeroko otwierając oczy Josh sięgnął po czystą szklankę. 

- Więc co on ma zamiar zrobić? 

- Nie wiem. - Powiedziałam z otwartą zmywarka między nami.  

- Przynajmniej przyznał że nie wierzy że staram się ją zabić. - Nie on 

po prostu myśli że jestem głupia.  

-  Udało  mi  się  zatrzymać  wysłanego  przez  Serafinów  Żniwiarza 

Ciemności. Nazywa się Demus. Jest rudy. - Powiedziałam w celu zatarcia 

tego że przypomniałam sobie jak dobrze wyglądał.  

- Co lubisz go? - Głos Josha wzrósł o ton i zwrócił moja  uwagę na 

niego.  

- On jest Aniołem. - Powiedziałam, ukrywając szybki uśmiech kiedy 

uświadomiłam sobie że jest zazdrosny.  

- Nie martwisz się tym prawda? 

-  O  Anioła?  Nie.  -  Powiedział  ale  jego  ruchy  gdy  układał  miski 

mówiły co innego.  

background image

-  Josh...  -  Powiedziałam  obawiając  się  że  poczuł  się  jakby  tu  nie 

należał mógł odejść. 

- Anioły są ładne, ale są formą intensywności, wiesz? 

- Tak, ale potrafią latać. 

-  Och  przestań.  -  Powiedziałam  dając  mu  w  ramię  lekkiego 

kuksańca,  gdy  pochyliłam  się  do  zmywarki  miedzy  nami  i  chwyciłam 

kolejne srebro stołowe. 

- Lubię Cię, ok.? Nie anielskiego seryjnego zabójcę. 

-  Skoro  tak  mówisz.  -  Powiedział  uśmiechając  się  a  ja  odwróciłam 

się  nagle  nieswojo.  Anielski  seryjny  morderca,  a  ja  byłam  jego  szefem. 

Gdyby  tylko Josh zorientował  się  jaka  była prawda mógłby zniknąć a  ja 

byłabym jeszcze większym dziwakiem niż wcześniej. Niech to szlag.   

Z  srebrem  w  dłoni  wyszarpnęłam  szufladę  moim  małym  palcem. 

Dzisiejszy dzień był katastrofą. Nie mogłam zatkać dziury wystarczająco 

szybko,  a  woda  sięgała  mi  już  prawie  do  podbródka.  Sfrustrowana 

przestałam oddzielać widelce od łyżek i tylko pozbyłam się ich wkładając 

do szafki. Ramiona skrzyżowałam na piersi stając przy ladzie i wpatrując 

się w ścianę.  

-  Sprawisz  że  to  zacznie  działać.  Wiem  że  tak  będzie.  -  Powiedział 

cicho Josh. Zmywarka była pusta i z uczuciem odrętwienia usiadłam przy 

stole i umieściłam głowę w dłoniach.  

Nie  mogłam  tak  dalej.  Kłamstwa,  wymykanie  się.  Próbowałam 

zmienić coś czego nikt nie próbował zmieniać, nikt nie widział w tym nic 

złego. Poza Barnabą. Barnaba wierzył że mogę to zrobić.  

Z głową w dole odetchnęłam, czując jak mój oddech opuszcza mnie 

i moje płuca się zapadają.  

background image

Nie  musiałam  oddychać  i  to  mnie  niepokoiło.  Chciałam  być 

normalna  do  cholery.  Jaki  facet  chce  randki  z  super-bohaterką,  która 

nigdy  nie  wymaga  ratowania?  Mieli  swoją  dumę.  Poza  tym  Serafinowie 

nie  wierzyli  we  mnie.  Tammy  mnie  nienawidziła.  Nakita  była 

zdenerwowana.  Moje  oczy  zrobiły się ciepłe  i  nie  byłam zaskoczona gdy 

łzy je wypełniły i spadły. Nie mogę oddychać ale wciąż mogę płakać? Jak 

niesprawiedliwe to jest?  

-  Madison?  -  Niepewne  dotknięcie  Josha  na  moim  ramieniu 

przygnębiło  mnie  jeszcze  bardziej  i  pociągnęłam  nosem  nie  podnosząc 

wzroku. 

-  Przepraszam.  -  powiedziałam  siadając  i  wycierając  oczy.  - Ja  nie 

płaczę.  -  powiedziałam  jakbym  chciała  przekonać  samą  siebie  bo  na 

pewno nie byłam przekonująca dla niego.  

- To tylko to że nic nie idzie tak jak powinno. 

Uśmiechając się lekko usiadł koło mnie. -Będzie lepiej.- powiedział 

znajdując i trzymając moja rękę.  

- To nie dlatego płaczę! - powiedziałam z głową w dole i płynącymi 

łzami  nie  ważne  jak  bardzo  starałam  się  je  powstrzymać.  -  To  znaczy 

Tammy  jest  ważna,  ale..  -  Nie  mogłam  powiedzieć  tych  słów.  Brzmiały 

one tak błaho przy problemie Tammy ściganej przez żniwiarza ciemności.  

Jednego z moich żniwiarzy ciemności.  

- Więc co? - Josh zapytał i spojrzał na moja rękę w swojej. Trzymał 

ją troskliwie i to uderzyło mnie mocno.  

-  Znalazłam  moje  ciało.  -  Szepnęłam  patrząc  na  nasze  ręce  na 

naszych stykających się kolanach. Kiedy byłam na komisariacie. Prawie je 

miałam, prawie udało mi się wsunąć w nie całkowicie i sprawić że znowu 

było moje, ale przyszedł Barnaba i straciłam je. 

background image

- Twoje ciało? - powiedział Josh, po czym spojrzał na hol. -Madison 

to wspaniale.- powiedział, a jego głos był jeszcze bardziej miękki. 

-  Dlaczego  jesteś  zła?  Jeśli  znalazłaś  je  raz  to  możesz  to  zrobić 

ponownie. Możesz być znowu pełna. To świetnie. 

- To nie jest świetne. - Powiedziałam nieszczęśliwie. - Nikt inny nie 

jest zadowolony. Wszyscy chcą bym została strażnikiem czasu. Nie wiem 

dlaczego!  Nie  jestem  w  tym  dobra.  Barnaba  myśli  że  możemy  zmienić 

rzeczy,  ale  on  był  kiedyś  żniwiarzem  światła.  Nakita  uważa  że  to  strata 

czasu.  Teraz  Serafinowie  są  na  mnie  źli.  Uważają  że  nie  biorę  tego  na 

poważnie  i  nie  rozumiem  co  to  za  ryzyko.  -  Nieszczęśliwa,  przetarłam 

swoje oczy ponownie i zaczęłam szlochać głośno. 

- Ja się cieszę. - powiedział Josh pochylając się do przodu. Przy tym 

wydałam  szczękający  dźwięk  szlochu,  spuszczając  głowę  i  wypuszczając 

jego rękę więc mogłam wytrzeć twarz. - Jestem zmęczona tym wszystkim. 

-  powiedziałam  czując  uderzenie  tego  bo  powiedziałam  to  na  głos.  - 

Jestem  zmęczona  okłamywaniem  taty.  Zmęczona  walką  by  się 

porozumiewać.   Zmęczony nie jest w stanie spać ani jeść. Chcę po prostu 

wrócić do domu i być normalna! 

Spojrzałam na niego przez moje mokre oczy by zobaczyć sympatie 

ale nie zrozumienie.  

- Ale. - zaczął, ale potrząsnęłam głową zatrzymując go.  

-  Nakita  jest  przygnębiona  bo  mogę  odejść  i  zapomnieć  o  niej. 

Barnaba jest rozczarowany że chcę zrezygnować z czegoś w co wierzy od 

tysięcy  lat  ale  zbyt  bardzo  się  bałby  spróbować  aż  do  teraz.  To 

rzeczywiście  zmienia  postać  rzeczy  i  jakoś  to  utrudnia  a  nie  ułatwia.  

Zmieniłam  dzisiaj  aurę  Tammy.  -  Powiedziałam  nie  odnajdując  w  tym 

radości. - I zatrzymałam czas. Ja zatrzymałam czas Josh! A nawet się tym 

nie przejmuję. 

background image

-  Tak  zrobiłaś  to.  -  Powiedział  a  ja  potrząsnęłam  głową,  ale 

przynajmniej mogłam zapobiec płaczowi.  

-  Po  raz  pierwszy.  -  Powiedziałam.  -  Po  raz  pierwszy  czuję  że 

mogłabym  coś  zmienić,  ale  Serafinowie  nie  dają  mi  szansy.  Mogłabym 

robić te rzeczy Strażnika Czasu gdyby tylko pozwolili mi to robić. - Nagle 

zdałam  sobie  sprawę  jak  blisko  jesteśmy.  Wziął  moje  ręce  ponownie  a 

jego kolana gdzie dotykały moich były gorące. On mnie słuchał i to prawie 

znowu doprowadziło mnie do płaczu.  

- I nie pomiń że nie mogę jeść obiadu z moim tatą. - szepnęłam. I 

opuszczam  budzenie  się  i  patrzenie  na  słońce  na  mojej  ścianie  i 

zastanawianie się jaki będzie ten dzień. 

Mrugnęłam  i  łza  zatoczyła  się  i  spadła.  Josh  wytarł  ją  i  ręka 

trzymająca mnie znowu była mokra.  

- Tęsknię za normalnością. - Odetchnęłam czując się wycieńczona i 

myśląc  o  Paulu,  rosnącym  strażniku  czasu  światła.  Faktycznie  był 

paskudny czynnik posiadania Rona jako nauczyciela ale miał nauczyciela 

i życie i prawdopodobnie dziewczynę która nie widziała że kiedyś będzie 

pieprzonym  Strażnikiem  Czasu  dla  Aniołów.  Mógł  udawać  że  jest  taki 

sam jak wszyscy.  

-  Większość  Strażników  Czasu  przeżywa  całe  życie  zanim  się 

zestarzeją  i  muszą  odłożyć  wszystko  by  być  ponad  normalnością.  Ja 

muszę opuścić wszystko. 

Dobra  więc  może  byłam  trochę  królową  dramatu  ale  Josh  był 

jedyna osobą której mogłabym to powiedzieć i która mogłaby zrozumieć. 

-  Nie  stracisz  wszystkiego.  -  Powiedział  i  zanim  spostrzegłam  co 

robi pochylił się i mnie pocałował. Iskra przeszła przeze mnie. Moje ręce 

zacisnęły się na jego i przechyliłam głowę tak że nasze usta mogły spotkać 

background image

się  pełniej.  Zamknęłam  oczy  i  pochyliłam  się  tylko  trochę  czując 

przestrzeń między nami. Wyładowanie elektryczne przeszło mi do palców 

i przyciągnęłam go bliżej. Było to niewygodne siedząc w ten sposób ale to 

był pierwszy raz w ciągu tego dnia kiedy czułam coś innego niż zagubienie 

i  desperacje.  Nie  chciałam  kończyć  pocałunku  ale  powoli  się  cofnął. 

Pamięć o moim sercu wydała uderzenie i otworzyłam oczy. Poczułam się 

zdyszana, chociaż wiedziałam że nie mogę być. Josh uśmiechał się a jego 

oczy  pomknęły  do  mnie  i  zatrzymały  się  sprawiając  że  znów  poczułam 

ciepło. 

- Chcesz swoje ciało, prawda?- Zapytał jakby właśnie nie sprawił że 

każda moja część się ożywiła. Skinęłam głową, a on dodał.  

- Więc idź po nie. - Wycofałam się zmartwiona.  

-  Myślisz  że  powinnam  oddać  amulet.  -  Powiedziałam  czując  puls 

alarmu pierścienia przechodzący przeze mnie. - Po prostu odejść od bycia 

Strażnikiem Czasu Ciemności?  

- Nie oczywiście że nie. - Przesunął się i nasze kolana się rozdzieliły. 

- Ale Ron nadal ma swoje ciało prawda? On żyje i wciąż jest Strażnikiem 

Czasu  Światła.  Więc  w  czym  problem?  Chcesz  tego.  Idź  i  weź  je.  Bycie 

żywym nie oznacza że musisz z tego rezygnować prawda? 

-  Nie.  -  Powiedziałam  niepewnie  przypominając  sobie  rozmowę  z 

Serafinem  na  greckiej  wyspie  kiedy  przejmowałam  to  stanowisko. 

Poprosiłam czy mogę zabrać amulet aż znajdę moje ciało i wtedy zwrócę 

go, a Serafin powiedział że mogę jeżeli to będzie to co wybiorę. Gdybym 

teraz wybrała mieć oba czy nie liczyliby na coś?  

Josh pochylił się, zaskakując mnie kolejnym pocałunkiem lekkim i 

prawie złośliwym gdy wziął moje palce w swoje.  

- Po prostu idź i je weź. Zostaw resztę rzeczy.  

background image

Spojrzałam na przedpokój myśląc o moim tacie. 

- Teraz? 

Josh wstał uśmiechając się na moją niechęć. 

-  Dlaczego  nie?  Gdybym  to  był  ja,  to  zatrzymałabym  Barnabę  gdy 

pierwszy  raz  je  zobaczyłem.  Oni  żyją  wiecznie  Madison.  Co  oni  wiedzą? 

Przynieś swoje ciało i zrobię ci kanapkę. Możemy jeść i być normalni. A 

kiedy skończysz  być  normalna,  możemy  zadzwonić  do  Barnaby  i  wrócić 

do ratowania świata. Jezu Madison nawet bohaterowie mają prawdziwe 

życie. 

To było dokładnie to czego chciałam, o czym myślałam cały dzień i 

usiadłam  przy  stole  niezdolna  powstrzymywać  mojego  sztucznego  serca 

przed  waleniem.  Sprawił  że  brzmiało  to  tak  prosto.  Chciałam  tego.  By 

męczyć się z tym co wszyscy inni myśleli że powinnam robić bo miałam 

moje ciało było głupim posunięciem.  

-  Zamierzam  to  zrobić.  -  Powiedziałam  a  jego  uśmiech  stał  się 

szeroki.  

- Wiedziałem. - Dał mi małe klepnięcie po ramieniu. To nie było tak 

miłe jak pocałunek ale odwzajemniłam jego pocałunek. Spowodowało że 

poczułam  się  dobrze  z  tą  zmianą.  Niebo  będzie  przeklęte  jeżeli  nie 

pozwolą  mi  iść  moją  drogą  a  wtedy  po  prostu  oddam  im  amulet  z 

powrotem i do diabła z nimi wszystkimi.  

Radosne  podniecenie  zeszło  w  dół  do  moich  palców  u  nóg  prawie 

tak  mocne  jak  po  jego  pocałunku.  Usadowiłam  się  mocniej  na  krześle, 

ustawiając  je  z  powrotem  na  wprost  stolika  z  plecami  do  łuku 

przedpokoju.  

Josh wydał dźwięk zaskoczenia. 

background image

-  Tutaj?  Co  zrobisz  jeżeli  ojciec  wejdzie?  -  Przeniósł  się  do 

stanowiska  obok  ekspresu  do  kawy  z  skoncentrowanym  wyrazem  a  ja 

wyciągnęłam rękę mając nadzieję że usiądzie obok mnie.  

-  Chcę  żebyś  był  przy  mnie  gdy  będę  to  robić.  -  Powiedziałam 

machając stopą pod stołem.  

- Ty w moim pokoju po północy to się nie zdarzy. Mówimy o moim 

wkurzonym tacie. Dach też odpada. Ron może nadal tam być. 

-  Dobra  ale  możemy  iść  gdzieś  indziej.  -  Powiedział  ze 

skrzyżowanymi ramionami gdy spojrzał przez czarne okno na ulicę.  

- Barnaba będzie tu za godzinę. - Powiedziałam niecierpliwie.  

-  To  nic  takiego.  Będzie  ok.  Josh.  Gdy  robiłam  to  pierwszy  raz 

byłam w biurze gliniarza. Poza tym co myślisz że się wydarzy? Wsuwam 

się  do  swojego  ciała  i  zrobione!  -  Zrobił  minę  i  kiwnęłam  na  niego 

palcami.  -  Pocałunek  na  szczęście?  -  Powiedziałam  czując  gorąco.  Nie 

mogłam się doczekać by dostać swoje ciało z powrotem. Wszystko czułam 

z  Joshem  było  filtrowane  przez  mój  amulet  i  chciałam  być  po  prostu 

ponownie sobą. Josh zaśmiał się a jego ramiona rozluźniły się gdy zrobił 

te kilka kroków które nas dzieliły.  

- Pocałunek na szczęście. - Powiedział jedną ręką obejmując moją a 

drugą  kładąc  płasko  na  stole  przed  nami.  Z  ostatnim  spojrzeniem  na 

korytarz  z  którego  mógł  przyjść  mój  tata  pochylił  się  nad  stołem 

przechylając  głowę  i  jego  usta  spotkały  moje.  Odetchnęłam  w  niego 

wyobrażając  sobie  jak  jego  aura  miesza  się  z  moją.  Zamknęłam  oczy  i 

pochyliłam się do przodu gdy nasze usta się razem poruszały a pamięć o 

moim sercu wydała uderzenie. Chcę być znowu żywa, pomyślałam kiedy 

moje palce uścisnęły lekko jego a potem puściły.  

background image

Jego  oczy  otworzyły  się  gdy  się  odsunęliśmy  a  jego  wzrok  był  na 

korytarzu zanim powrócił do mnie.  

- Jeśli jesteś pewna? - Powiedział wyciągając krzesło i usiadł twarzą 

do  łuku  przedpokoju.  Moje  serce  nadal  waliło  gdy  wzruszyłam 

ramionami, oblizując moje usta jakbym chciała przypieczętować pamięć o 

tym co się stało.  

- Powiedz mi jeśli go usłyszysz schodzącego schodami w dół, ok.? - 

Josh położył ręce płasko na stole kiwając głową 

- Ok. 

Boże mam nadzieję że to zadziała. Czułam się jakby kończył mi się 

czas. Uśmiechając się do Josha zamknęłam oczy i skupiłam się na sobie. 

Czułam jak wziął mnie za rękę i uścisnęłam jego palce. Łatwo było znaleźć 

moją  mapę  myśli  po  stronie  teraźniejszości  i  odchodzące  od  niej  wątki 

życia  wszystkich  innych.  Widziałam  niebieską  linię  Josha  wijącą  się 

mocno  przy  mojej.  Barnaba  i  Nakita  mieli  zamknięte  myśli  ale  nie 

obecność.  Przeniosłam  moją  świadomość  wyżej  znajdując  linie  moich 

myśli  które  były  powiązane  z  amuletem  i  ciągnęły  mnie w  przyszłość.  A 

między nimi był jasno niebieski i żółty blask mojego ciała zatrzymanego 

w czasie i czekającego na mnie.  

-  Mogę  to  zrobić.  -  Odetchnęłam  i  pozwoliłam  mojej  świadomości 

wpaść  do  przestrzeni  między  nimi.  Jak  stopa  w  dobrze  dopasowanym 

bucie  tak  moja  dusza  westchnęła  i  włożyła  moje  ciało.  Pamięć  o  ustach 

Josha na moich została zastąpiona przez smak soli. Szum lodówki ucichł, 

a nadszedł dźwięk fal. Dyszałam gdy skurcze skręcały moje wnętrzności.  

Josh krzyknął ale brzmiało to cienko i nierealnie. I z takim samym 

rodzajem  intelektualnego  relaksu  użyłam  tego  aby  puścić  linię  czasu  i 

zacząć się dalej przemieszczać a moje myśli powróciły do chwili w czasie. 

Byłam  tu  wcześniej  i  to  robiło  różnicę.  Z  lekkim  opóźnieniem  poczułam 

background image

obecność  i  swoją  zmianę  z  powrotem  w  ciele  i  w  synchronizacji  z 

wszechświatem.  Byłam  tu  i  nie  było  odwrotu.  Moje  serce  waliło  i 

ekscytujące  uczucie  rozlało  się  przeze  mnie  gdy  siedziałam  w 

przestronnym  słonecznym  pokoju.  Spojrzałam  w  dół  na  moją  rozdarta 

sukienkę nie wierząc jak czułam brudny materiał oblepiony krwią między 

moimi palami. To stało się szybko. Byłam w moim ciele. Zawroty głowy 

uderzyły  mnie  i  złapałam  oddech  niemal  zapominając  go  wypuścić. 

Musiałam  oddychać!  Moje  ręce  podążyły  do  mojej  szyi  i  znalazłam  mój 

amulet.  Podciągając  nogi  szarpnęłam  moje  palce  u  stóp  z  zimnej 

marmurowej  podłogi.  Wszystko  wydawało  się  iść  powoli  i  byłam  cała 

obolała. Nie było żadnej metki u nogi ale zapamiętałam oderwanie go.  

Podniosłam  moją  rękę  do  pulsującego  miejsca  z  przodu  głowy  i 

dokładnie  badając  czoło  czułam  siniaka.  Moje  ramię  i  klatka  piersiowa 

bolały. Podciągnęłam zabrudzony brudem przód sukienki by spojrzeć na 

swój  przód  i  zobaczyć  sińce  tam  gdzie  były  pasy  bezpieczeństwa.  Byłam 

naprawdę w moim ciele. Ono było moje.  

- Zrobiłam to. - Krzyknęłam słysząc echo mojego głosu a mewy na 

zewnątrz  zdawały  się  ze  mnie  drwić.  Zakaszlałam  i  skuliłam  się  na 

miękkiej kanapie trzymając swoje żebra tak by nie bolały.  

- Zrobiłam to. - Szepnęłam nie troszcząc się że to bolało. Zrobiłam 

to  i  zastanawiałam  się  czy  mój  rezonans  się  zmienił  bo  byłam  znów  w 

moim ciele. Zdałam sobie sprawę z tego że czarne skrzydła nie będą już 

problemem. Ale mój zwycięski uśmiech zawahał się i zniknął. Podnosiłam 

się  powoli  aż  byłam  pewna  że  mogę  wstać  i  pokuśtykałam  w  kierunku 

najbliższych  drzwi  gorączkowo  szukając  jednej  z  rzeczy  które  nie  były 

potrzebne  mi  od  sześciu  miesięcy.  Ja  naprawdę  to  zrobiłam.  Jak  to 

mówią  dowód  jest  w  deserze.  Albo  tak  jak  w  tym  wypadku  w  sedesie. 

background image

Musiałam iść do łazienki w najgorszy sposób i nie miałam pojęcia gdzie to 

było.  

 

background image

Rozdział 8 

Tłumacz: gosia2341 

Korekta: Tempted-Hell 

 

 

Przeciągnęłam  ręką  po  gładkiej  marmurowej  ścianie  aż  poczułam 

się  jedwabiście  i  wyszłam  z  łazienki.  Znalezienie  tego  zajęło  mi  całe 

beznadziejne trzy minuty. Ogromna pralnia była wyłączona z kompleksu 

pokoi co zgaduję było prywatną kwaterą Kairos’a. Kairos, ten sam koleś, 

który mnie zabił. Przyznaję mu jedno – miał gust. Wszystko co znalazłam 

w  mojej  szalonej  pogoni  po  łazience  było  wysoce  eleganckie.  Zimne  i 

precyzyjne. A plakat zespołu lub stojak na CD wyglądały nie na miejscu, 

co dawało mi do myślenia, ile w rzeczywistości czasu on tu spędzał. 

Widząc  ogromną,  zatopioną  wannę,  rzuciłam  jej  długie  spojrzenie 

nad  swoim  ramieniem.  Przeszłam  boso  przez  sypialnię  z  ogromnym 

łóżkiem z miękkimi poduszkami i puszystą kołdrą. Były wciąż w nieładzie 

odkąd  Kairos  je  tak  zostawił.  To  wydaje  się  straszne  gdy  się  o  tym 

pomyśli.  Moje  ciało  było  tu  zbyt  długo.  Tylko  na  chwilę nie  nadążyło za 

resztą świata a zatem niewidoczny i zabezpieczony przed upływem czasu. 

Coś  jak  Barnaba  szybujący  na  swych  skrzydłach,  zsynchronizowany  z 

wszechświatem i niewidzialny. 

Słońce  wlało  się  olbrzymim  oknem  do  mieszkania  niczym  ocean, 

pozwalając mi odetchnąć. Kąpiel nie brzmi rozsądnie, nawet jeśli poczuję 

się po tym lepiej. Mogłam zmienić ciuchy. Jednak spędzenie reszty nocy 

w  mojej  sukni  balowej  próbując  uratować  Tammy  nie  jest  możliwe. 

Kairos  z  pewnością  nie  ma  żadnej  spódnicy  albo  sukienki  w  szafie,  ale 

znalazłam  czarną  parę  spodni  pasujących  jeśli  podwinąć  guziki  i  luźną 

tunikę które mogą być modne jeśli jesteś w Azeroth w świecie Warcraft. 

background image

Podciągnęłam luźne spodnie wyżej i zawiązałam mały węzeł w pasie 

żeby  nie  spadły  gdy  szłam  na  korytarz.  Nie  mogłam  za  wiele  zrobić  z 

koszulą,  musiałam  jedynie  uważać  by  nie  pochylać  się  do  przodu.  Moja 

stara  sukienka  była  zmięta  i  wepchnięta  pod  umywalkę.  Wkrótce  nigdy 

więcej jej nie zobaczę. Choć złapana w czasie i zasadniczo nieruchoma dla 

czasu byłam poza ciałem. Nie mogłam pomóc ale czułam jakbym miała ją 

na sobie odkąd umarłam. Nic dziwnego, że moja klatka piersiowa bolała 

zmiażdżona  w  tym  gorsecie  a  ramiona  bolały  od  wypadku 

samochodowego.  Zamachnęłam  nimi testując,  uśmiechnęłam się.  Jeeee, 

bolało  ale  dlatego,  że  żyłam.  Nie  mogłam  się  doczekać  by  powiedzieć 

Josh’owi. 

Korytarz  otwierał  się  na  ogromną  przestrzeń  z  bajecznymi 

poduszkami i niskimi stołami, co z kolei doprowadzało do przestronnego 

patio  z  szerokimi  łukami  zasłon.  Wiem,  że  nikt  tutaj  nie  był  od  śmierci 

Kairos’a,  ale  wszystko  wyglądało  czysto.  Może  to  jedna  z  zalet  życia  na 

świętej ziemi? 

Skierowałam  się  na  zewnątrz,  ręką  trzymając  mój  amulet  w 

spokoju.  Byłam  taaaakaaaa  zadowolona.  Wciąż  go  miałam  i  nie 

zostawiłam  go  w  kuchni  gdy  zniknęłam  i  byłam  tego  pewna.  Barnaba 

powiedział  mi,  że  wyglądam  jak  duch  gdy  zabierał  mnie  za  pierwszym 

razem a odkąd mój amulet dał mi fałszywe ciało, był teraz we mnie… 

Biedny Josh – pomyślałam – chciałabym móc z nim porozmawiać 

będąc  na  zewnątrz  i  zniknąć  w  blasku  słońca.  Musi  być  chory  ze 

zmartwienia przez to moje zniknięcie. Jak tylko naprostuje swoje myśli to 

skontaktuje się z Barnabą i Nakitą by mnie odebrali. Przynajmniej Nakita 

wie gdzie jest wyspa Kairos’a. Widziałam jak go tam zabiła. 

Moje  oczy  błądziły  po  zniszczonym  stole,  na  którym  skosiła  go. 

Pęknięty  stół  nie  posiadał  żadnych  śladów  przemocy.  Miałam  przejąć 

background image

obowiązki Mrocznego Strażnika Czasu. Zanim zamarznie ostatnia kropla 

krwi i zacznę drżeć. Twardy kamień został złamany gdy Serafin śmiał się 

ze  mnie  nie  wierząc  w  przeznaczenie.  Albo  będzie  się  śmiał  ponieważ 

widzi przyszłość i wie, że będę tu teraz. Chce mojego ciała i amuletu. Nie 

pozwolą mi go zatrzymać, prawda? 

Zatroskana  owinęłam  się  ramionami  i  odwróciłam  w  stronę  stołu 

wspominając  bolesne  piękno  Serafina.  Nie  pozwoli  zatrzymać  mi 

amuletu.  Znaczy,  zapytałam  czy  jeśli  będę  mogła  go  wypróbować  to 

potem  oddam  a  wtedy  Anioł  posłał  mi  to  przebiegłe  spojrzenie  i 

powiedział,  że  mogę  jeśli  będzie  to  tym  co  wybrałam.  Jakby  wybór  był 

wszystkim  to  byłoby  oczywiste,  że  Serafiny  były  wszystkim  odnoście 

przeznaczenia.  Powiedział, że zawsze jest wybór. Więc, muszę wybrać coś 

teraz. Ron miał amulet i wybrał życie. Mówił, że mogę oddać amulet gdy 

znajdę własne ciało. To oznaczało, że powinnam go zatrzymać, co nie? 

Wypełniała  mnie  determinacja, a  wiatr  z  wody  wzrósł  o sto  stóp  z 

maleńkiej  plaży  by  rozczochrać  mi  włosy.  Białe  chmury  nadciągały 

pomiędzy  kolumnami  nadając  patiu  Karios’a  wygląd  komercyjnych 

perfum.  Fala  prawie  zniknęła  a  ja  zamknęłam  oczy  i  ustawiłam  się  do 

słońca.  Dłonie  rozłożyłam  najszerzej  jak  mogłam  pragnąc  chwycić  ten 

moment  i  zapamiętać  na  zawsze,  wypełniając  się  ciepłem  słońca.  Serce 

biło mi w piersi, robiłam wdech i wydech. Żyłam i czułam się wspaniale – 

nawet jeśli mój kark bolał jakby był smagany biczem. 

Powoli  mój  uśmiech  zbladł  a  głowa  opadła.  Gdzieś,  po  drugiej 

stronie  Ziemi  Nakita  czekała  w  ciemności  sądząc,  że  zamierzam  oddać 

moją  pozycję  i  porzucić  ją.  Niektórzy mogą  pomyśleć,  że  niezdrowe  jest 

tak mocne powiązanie z drugą osobą, ale Nakita była Aniołem, jednym z 

najlepszych  żniwiarzy  nieba.  Dla  stworzeń,  które  istniały  od  początku 

czasu, strach był realizacją światowych zmian. Jej imię było stworzone by 

background image

to  zrozumieć,  a  ja  byłam  jej  jedyną  możliwością  by  to  rozszyfrować. 

Przyjaźń była zwykłym słowem. Mistrz był po prostu zły. Nauczyciel nie 

pasował.  Wiedziałam  tylko,  że  mamy  więź  i  nie  mogłam  po  prostu 

zrezygnować by uczynić mojego życia prostszym. 

Moja  ręka  ściskała  amulet,  zamknęłam  oczy,  pomyślałam  o  aurze 

Nakity.  Przemieszczając  moją  własną  aurę  tak  by  moje  myśli  mogły 

wyśliznąć się wolne ode mnie i wysłać je do niej wyobrażając sobie że są w 

jej umyśle.  

Nakita  –  pomyślałam,  czując  skrzydła  moich  emocji,  które 

przemieniłam  w  jej  aurę,  dokładnie  i  precyzyjnie,  odpowiednio  zanim 

uderzyło  w  górę  atmosfery  i  odbiło  się  w  dół.  Nawet  jeśli  była  po 

przeciwnej stronie Ziemi, powinna to usłyszeć. 

Ale moje myśli pozostały puste. 

Marszcząc  brwi  zacisnęłam  uścisk  na  amulecie.  NAKITA! 

Pomyślałam głośniej, przykładając się by bardziej się do niej dopasować. 

Ponownie  odbiła  się  od  powietrznego  sufitu,  wróciła  na  Ziemię…  I  po 

prostu zniknęła. 

Zmartwiona  otworzyłam  oczy.  Mogę  mieć  tutaj  kłopoty. 

Najwyraźniej  rozmawiała  z  Josh’em  i  odkrywała  co  zrobiłam,  a  odkąd 

powiedziałam  Barnabie,  że  znalazłam  swoje  ciało  na  wyspie  doglądają 

mnie  tutaj.  Jak  długo  to  potrwa?  Nie  mam  pojęcia.  To  co  mogło  się  w 

międzyczasie zdarzyć Tammy nie było piękne. 

Barnaba?  Zawołałam  modyfikując  moje  myśli  by  prześlizgnęły  się 

przez jego aurę wprost do umysłu. Zawsze najłatwiej byłam w stanie do 

niego dotrzeć. 

-  O  cholera  –  Wyszeptałam  gdy  dostałam  taką  samą  odpowiedź  - 

czyli  żadną.  Co  się  do  diabła  dzieje?  Niewykluczone,  że  będę 

background image

przypadkowo  zmieniać  mój  podpis  gdy  zabiorę  swoje  ciało  nawet  jeśli 

będzie  wyglądał  dla  mnie  tak  samo.  Może  mogą  mnie  usłyszeć  i  być 

niezdolni  do  odpowiedzi.  Nie  sądzę.  To  tak  jakby  moje  myśli  było  dla 

wszystkich nie do osiągnięcia! 

Obróciłam  się  by  zobaczyć  uszkodzony  stół,  strach  sprawił  że 

rozbolał mnie żołądek. Może Serafinowie mnie odcięli. Dawali sobie radę 

z obowiązkami Strażnika Czasu Ciemności przez miesiąc. Co jeśli widzieli 

mnie  zabierającą  swoje  ciało  i  po  prostu  wycięli  mnie  całkowicie  z 

równania  i  zostawili  tutaj  zanim  mogłam  powiedzieć,  że  dokonałam 

nowego wyboru! 

Ściskając  mój  amulet  szukałam  jego  głębi.  Wyglądał  tak  samo  i 

strasznie,  stałam  z  potem  spływającym  mi  po  plecach,  wiatr  rozwiewał 

moje  włosy  gdy  trzymałam  amulet  i  przeniosłam  uwagę  na  oś  czasu. 

Również  wyglądała  tak  samo.  Odetchnęłam  z  ulgą.  Przynajmniej  mój 

amulet działał. 

Była  sobie  kiedyś  dziewczyna,  która  umarła  –  śpiewała  Grace. 

Obracając  się  otworzyłam  oczy  patrząc  na  nią.  -  Jaką  decyzje  w  głowie 

podjęła.  Jej  ciało  ocalało,  tak  jak  tego  chciała.  Wybór  lub  los,  oba 

pijane, niestety. 

-  Grace!  –  zawołałam,  ledwo  słysząc  ją  przez  głośne  fale  i  mrużąc 

oczy,  wciąż  nie  widząc  jej  blasku  w  jasnym  słońcu  –  Cieszę  się,  że  tu 

jesteś.  Barnaba  i  Nakita…  czy  z  nimi  wszystko  w  porządku? 

Próbowałam się z nimi skontaktować ale nie odpowiadali. Nadal jestem 

Strażnikiem Czasu co nie? 

Słabe brzęczenie uświadamiało mi, że jest obok a ciepło zakradające 

się do mojego bolącego ramienia łagodziło je.  

- Nom, wciąż jesteś strażnikiem czasu mroku. Nie można tego tak 

po prostu odrzucić. Musisz dobrowolnie zrezygnować albo być kosą. 

background image

Zrobiło mi się ciepło w środku i zastanawiałam się jak ona to robi, 

że unosi się przede mną. 

-  Twoja  aura  wygląda  w  porządku.  –  Powiedziała  słabnącym 

głosem – Może po prostu cię zignorowali. Zabawnie teraz pachniesz. 

-  Kurcze,  dzięki.  –  Powiedziałam  w  pełni  świadoma  tego,  że 

śmierdziałam  jakbym  nie  kąpała  się  od  miesiąca.  Nie  było  w  tym  nic 

zabawnego. – Mogłabyś jednego z nich do mnie przyprowadzić? Martwię 

się o Tammy. 

- Powinnaś się martwić o Demus’a. – Powiedziała tajemniczo 

- Demus? – Powtórzyłam. Ciekawe co zrobił Mroczny Żniwiarz, ale 

nie dostałam odpowiedzi. Grace zniknęła. Nie zdążyłam nawet zauważyć 

kiedy. 

Zmarszczyłam czoło i skrzyżowałam ręce na brzuchu czując pustkę. 

Euforia  z  posiadania  ciała  zaczęła  blednąć.  Byłam  głodna,  zmęczona  i 

obolała  od  urazów.  Chciałabym  mknąć  przez  wzgórza  w  kabriolecie. 

Zaczynało się robić gorąco a moje ubranie wyglądało śmiesznie. Patrząc 

na  swoje  paznokcie  chciałabym  móc  poprosić  Grace  by  Barnaba 

przyprowadził ze sobą Josh’a. Boże, on musi być chory ze zmartwienia. 

Włoski  na  mojej  szyi  stanęły  dęba  a  serce  zaczęło  szybciej  bić. 

Nikogo tu nie było, tylko wielki pusty dom należący teraz do mnie. 

Madison!  –  Usłyszałam  nad  sobą,  spojrzałam  w  górę  i  prawie 

oślepłam. To była Nakita. Odsunęłam się robiąc jej miejsce do lądowania, 

jej piękne skrzydła lśniły w popołudniowym słońcu. Znów była ubrana od 

głowy  do  stóp  na  biało,  poczułam  wyrzuty  sumienia,  ponieważ  ubierała 

się  tak  tylko  gdy  była  smutna  z  mojego  powodu.  To  był  jej  sposób 

wyrażania gniewu. 

background image

Zmarszczyła  twarz  widząc  moje  nowe  czarne  ciuchy  wyciągnięte  z 

szafy Karios’a a w jej oczach kryło się zażenowanie. 

– Masz na sobie ciuchy Karios’a. – Powiedziała 

- Ja… - Zaczęłam z wahaniem – Cóż… przejęłam jego pracę, tak? – 

Powiedziałam  ostrożniej  niż  zamierzałam.  –  Powinnam  dobrze  ją 

wykonywać co nie? 

Nakita otworzyła usta jednocześnie rozkładając skrzydła by zasłonić 

słońce. 

- Więc zostajesz? 

- Nie wiem. – Przyznałam, a ona rozluźniła się jakbym powiedziała, 

że w tym momencie odchodzę. – Nakita, staram się ale nic nie wychodzi. 

– Błagałam. – Dostrzegasz to lepiej ode mnie. nie chcę o tym myśleć, ok? 

Chcę  postąpić  dobrze  przez  wzgląd  na  Tammy.  A  potem,  gdy  to  się 

skończy możemy myśleć o tym co będzie dalej. 

Wydawała się to akceptować. Opuściła głowę a skrzydła rozwiewały 

jej długie czarne włosy na jej twarz. 

– Wybacz, że Serafinowie cię nie słuchają. – Powiedziała – Barnaba 

znalazł  Demus’a.  Poszedł  szukać  ciebie,  a  zamiast  tego  znalazł  Josh’a. 

Oboje czekają na ciebie na cmentarzu 

- Josh! - Zawołałam ciesząc się, że tam będzie 

-  Musisz  porozmawiać  z  Demus’em,  –  Stwierdziła  Nakita  –  Albo 

zabije Tammy gdy tylko ją zobaczy. 

Uśmiechnęłam się lekko. 

-  A  to  byłoby  złe,  prawda?  –  Zapytałam  a  ona  spojrzała  na  mnie. 

Powoli jej uśmiech rósł i wyglądała na niemalże zawstydzoną. 

background image

- Możliwe. – Stwierdziła rozciągając skrzydła i umieszczając nas w 

cieniu  –  Jeśli  jest  szansa  to  możemy  zmienić  jej  przeznaczenie. 

Powinnyśmy  iść.  Zapomniałam  jak  tutaj  spokojnie.  –  Jej  oczy  spotkały 

moje, ukazujące nie spokój lecz brak strachu. – Albo nigdy wcześniej tego 

nie zauważyłam. 

Kiwając  głową  poprawiałam  spodnie  stojąc  na  pokruszonym 

czarnym marmurze. Ramię Nakity obejmowało mnie a ja stałam obok na 

jednej  z  jej  stóp.  Jedno  uderzenie  jej  ogromnych  skrzydeł  i  byłyśmy  w 

powietrzu.  Żołądek  spadł  mi  w  dół,  gdy  chwyciłam  się  ramienia  Nakity. 

Patrząc  w  dół  na  maleńką  wyspę  zadrżałam.  Latanie  stało  się  bardziej 

przerażające odkąd znów żyłam. 

-  Zamknij  oczy.  –  Ostrzegła  mnie  Nakita  a  ja  posłusznie  to 

zrobiłam.  Miękkość  jej  skrzydeł  napierała  na  moje  uszy  a  zapach  piór  i 

wiatr wypełniały mój nos. Zaczerpnęłam głęboki wdech gdy świat zaczął 

wirować,  lecz  spodziewałam  się  tego.  Nakita  rzuciła  się  w  przestrzeń 

przenosząc nas z południa do prawie północy w mgnieniu oka. 

Ciepły  wiatr  rozwiał  mojej  włosy,  więc  otworzyłam  oczy  jak  tylko 

Nakita rozwinęła skrzydła i pomknęłyśmy w przestrzeń kosmiczną.  

Pod nami znajdowały się rozproszone światła Baxter. Zniżając się w 

małej  spirali  Nakita  wylądowała  w  mrocznej  części  miasta.  To  był 

cmentarz.  

Urocze miejsce, - pomyślałam, - jak na spotkanie Strażnika Czasu 

Ciemności z jej żniwiarzem.  

- Żniwiarza Nakitę, kiedyś widziałam. Śmierć przychodzi do dużych 

i  małych.  –  Usłyszałam  słaby  głos  Grace,  lecz  wciąż  nie  mogłam  jej 

zobaczyć.  –  Sama  kiedyś  stała,  myśląc  jak  każdy  inny,  bo  prawda 

upoważnia nas wszystkich. 

background image

-  Cześć  Grace  –  powiedziałam  kładąc  sobie  rękę  na  brzuch  gdy 

otoczyła  nas  wilgotna  ciemność.  Byłyśmy  dość  wysoko  i  ziemia  z  tej 

odległości wygadała okropnie. 

- Nie zamierzam cię upuścić. – Powiedziała Nakita jakby czytała mi 

w myślach, ale to pewnie przez to jak ściskałam jej ramie. Potknęłam się 

w chwili gdy jej skrzydła wykonały ostatni ruch by posadzić nas na ziemi. 

Moja  olbrzymich  rozmiarów  koszulka  ześliznęła  się,  lecz  szarpnięciem 

przywróciłam ją na miejsce czerwieniąc się jak każdy kto spojrzał w górę. 

Barnaba  patrzył  nieswojo,  wyraźnie  zgadując,  że  odzyskałam  ciało  lecz 

Josh stojący obok niego uśmiechnął się. Demus opierał się leniwie o duży 

kamień.  Jego  ręce  oparte  na  piersi  wyrażały  poirytowanie  dopóki  nie 

zauważył  w  co  byłam  ubrana.  Następnie  wyprostował  się  na  baczność 

jakby moje ubrania nadały mi statusu. Nakita schowała skrzydła i ruszyła 

niepewnie stanąć obok Barnaby. 

Jestem pewna, że Grace była gdzieś w pobliżu, ale nie poruszała się 

więc trudno było stwierdzić gdzie znajduje się jej jasne światło. 

- Cześć Josh. – Powiedziałam a on pochylił głowę idąc do przodu by 

szybko mnie uściskać. 

-  Jesteś  taka  sama  jak  przedtem.  –  Powiedział  uśmiechając  się  w 

uścisku 

- Dzięki. -  Powiedziałam, mając na myśli sześć różnych rzeczy. 

Barnaba odchrząknął a Josh mnie puścił 

-  Boisz  się  życia  beze  mnie  gdy  od  tak  sobie  znikasz.  –  Oskarżył 

Josh  i  dodał  z  dumą.  –  Wiedziałem,  że  można  to  zrobić.  Ostrzeżenia 

mogłyby być milsze. 

- Wybacz. – Rzuciłam odwracając się do Barnaby 

background image

-  Gratulacje.  –  Powiedział  Barnaba  podając  mi  mój  telefon.  Jego 

głos  nie  dał  mi  żadnej  wskazówki  o  tym  co  myślał  o  moim  odzyskaniu 

ciała a, mój uśmiech zaczął blednąć. 

-  Tak,  więc  nic  się  nie  zmieniło.  –  Rzuciłam  szukając  miejsca  by 

schować telefon, lecz oddałam go Nakicie by włożyła go do swojej torebki 

– Poza tym, że jestem głodna. 

Demus odepchnął się od nagrobka i zmrużył oczy podchodząc. 

- Masz na sobie ciuchy Karios’a i jego amulet, ale w niczym go nie 

przypominasz. 

-  I  całe  szczęście.  –  Dodała  Nakita  rozśmieszając  ukrywającą  się 

gdzieś Grace. 

-  Tam  była  mieszanka  francuskiej  garderoby…  -  Zaczęła  a  Nakita 

rzuciła  w  nią  kamieniem.  Zadudniło  w  ciemności  i  przysięgam,  że 

usłyszałam wycie kota. 

Spojrzałam  w  dół  na  swoje  ciuchy.  Żniwiarz  wydawał  się  być 

niewzruszony faktem, że miałam drobny wypadek.  

- Ja… yy… byłam w tej starej sukience z balu. To była jedyna rzecz, 

która ani trochę nie pasuje. 

-  Dobrze  wyglądasz.  –  Powiedział  Barnaba,  ale  jego  oczy 

wpatrywały się w ciemną szkołę za mną. 

-  Cóż,  uważam,  że  wciąż  zabawnie  pachniesz.  –  Wyszeptała  Grace 

obok mojego ucha, przez co odskoczyłam. 

- Grace, poruszaj trochę skrzydłami. – Powiedziałam. – To okropne 

nie wiedzieć gdzie jesteś! 

W tej chwili zdołałam zobaczyć zmartwiony wzrok pomiędzy Nakitą 

i Barnabą.  

background image

- Nie widzisz jej? – Zapytał Barnaba a ja się zarumieniłam. Ludzie… 

zaczynam tęsknić za byciem martwą. 

- Nigdy nie byłam zdolna by dobrze ją zobaczyć. Tutaj jest ciemno. 

– Odparłam zastanawiając się czy widziałam czubek mojej góry lodowej. 

Najpierw nie mogłam się skontaktować z Nakitą i Barnabą a teraz miałam 

problemy  z  zobaczeniem  Grace.  Nie  pomagało  to,  że  Nakita  wciąż 

patrzyła na Barnabę jakbym była zepsuta. 

Mój  żołądek  warknął  a  ja  uniosłam  się  by  usiąść  na  najbliższym 

nagrobku. 

– Dobra, Serafinowie są szaleni. – Powiedziałam. 

-  To  niedopowiedzenie.  –  Powiedział  bez  ogródek  Demus 

podrzucając i łapiąc swój amulet 

-  Wysłali  cię  do  skoszenia  jej.  –  Dodałam  sprawiając  wrażenie,  że 

wszyscy wiemy na czym stoimy. 

-  Gdy  tylko  ją  znajdę.  –  Powiedział  Demus  podrzucając  amulet  w 

atramentową czerń 

Barnaba wyciągnął rękę i ciemny kamień uderzył go w dłoń. Demus 

usiadł sztywno. 

- Nie pozwolę ci jej zabić. – Powiedział Barnaba. – Ona może być w 

stanie ożywić ją. 

- Tak się nie stanie! – Wrzasnął Demus 

Barnaba  ominął  go  i  klepnął  w  tyłek  mieczem  powołanym  do 

istnienia  w  czasie  wykonanego  przez  niego  obrotu.  Josh  chwycił  mój 

łokieć, a ja ześliznęłam się z kamienia, który oddzielił nas od żniwiarzy. 

Demus  złapał  równowagę,  jego  twarz  wykrzywiła  się  w  brzydkim 

warczeniu. 

background image

- Zabiję ją! – Obiecał – Ocalę jej dusze od rzeźników takich jak ty 

łamiących  wolę  Serafinów.  Wybór  jest  niczym  w  porównaniu  z  losem. 

Niczym!  Chcesz  mieć  możliwość  zmiany  a  nie  możesz!  Oddawaj  mój 

amulet! 

Rozwarłam  szeroko  oczy  i  chwyciłam  kamień,  za  którym  stałam  z 

Josh’em. Barnaba zabrał kamień by mieć pewność, że Demus nie będzie 

miał możliwości zabicia Tammy, lecz nie ważne jak chciałam coś zmienić. 

Wskazałam głową by odrzucił kamień do Demus’a. 

Barnaba  z  dezaprobatą  zacisnął  usta  i  wykonał  polecenie  pomimo 

kpiny Nakity.  

- Ale zmienimy losu, Czarny Żniwiarzu. – Powiedział Barnaba gdy 

Demus  złapał  amulet.  –  Serafinowie  po  prostu  nie  chcą  byś  o  tym 

wiedział. 

-  Jeśli  Serafinowie  mi  tego  nie  mówią  to  znaczy,  że  nie  muszę 

wiedzieć. – Powiedział kołysząc swój amulet i pochylając się nad nim. – 

Wkrótce  ją  znajdę  i  odbiorę  jej  duszę  by  ją  ocalić.  –  Powiedział  Demus 

obracając się do Nakity. – Dlaczego w ogóle tego słuchasz? Będziesz się 

złościć? 

Nakita  zesztywniała,  jej  odruchy  zniknęły  w  ciemności  jak  tylko 

skrzyżowała ramiona. Ona nie była zła, ale rozumiem dlaczego pytał. 

-  Nie  znajdziesz  jej  ponieważ  zmieniłam  jej

 

oddźwięk

 

– 

Powiedziałam, stanęłam przed min o bosych stopach w wilgotnej trawie 

- Nie zabijesz Tammy. Ty, Czarny Żniwiarz pomożesz mi ją znaleźć, 

a potem jej nie skosimy tylko porozmawiamy i pokarzemy inny wybór by 

pobudziła swą duszą do życia zanim całkiem umrze. Tak to zakończymy. 

Barnaba ocalił kogoś wieki temu a my ocaliliśmy kogoś innego w zeszłym 

miesiącu. To jest możliwe. 

background image

-  Życie  jest  krótkotrwałe.  Dusza  nie,  więc  nie  zaryzykuję.  – 

Powiedział odchodząc 

- Jeśli jej dusza jest zgubiona to ją ocalimy ale nie za cenę jej życia! 

–  Powiedziałam  a  potem  obniżyłam  głos  by  ktoś  przypadkiem  nie 

zadzwonił  po  gliny  w  sprawie  głosów  na  cmentarzu.  –  Jestem 

Strażnikiem  Czasu  Ciemności.  –  Powiedziałam  napierając  do  przodu  aż 

za jego plecami znalazł się nagrobek. – Przeżyłam śmierć zadaną mi przez 

mojego  poprzednika.  Przeżyłam  czarne  skrzydła  jedzące  mnie  żywcem. 

Zamierzam to zmienić. – Powiedziałam z bijącym sercem. – I mi w tym 

pomożesz. Rozumiesz? 

Nie powiedział tak, ale nie powiedział też nie. 

- Kim ja jestem? 

- Jesteś Strażnikiem Czasu Ciemności. – Mruknął, przez jego twarz 

przebiegł  bunt  zmieniając  się  w  ponure  zrozumienie.  –  Nakita,  to  jest 

głupie. Nie mówiłaś jej, że nie możesz zmienić przeznaczenia? 

-  Oczywiście,  że  mówiłam.  –  Nakita,  która  stała  na  rękach  figury 

nagrobka, przeszła na jej dłonie bliżej nas. Zeskakując  z prawej strony i 

przyjmując  pozycję  bojową.  –  A  potem  udowodniła  mi,  że  się  mylę. 

Ocaliłyśmy Ace’a. 

- Barnabo…. – Demus prawie skomlał. 

Anioł uśmiechnął się wciąż trzymając miecz. 

-  Po  prostu  pogódź  się  z  tym.  –  Poradził  –  Ale  jeśli  spróbujesz 

skosić Tammy, powstrzymam cię. 

Demus  skrzyżował  prowokująco  ręce  na  klatce  piersiowej,  lecz 

zrozumiał. 

background image

-  Dlaczego  po  prostu  nie  pozwolić  Ron’owi  przydzielić  jej  Anioła 

Stróża  i  będzie  po  sprawie?  –  Powiedział  wojowniczo.  –  Jeśli  chcesz 

ocalić komuś życie to tak się to właśnie robi. 

- Ponieważ my nie próbujemy ocalić jej życia a staramy się ocalić jej 

dusze  i  życie.  –  Powiedziałam  nie  wiedząc  jak  mu  to  wytłumaczyć.  Tu 

chodziło  o  wolną  wolę  i  wybór  a  anioły  tego  nie  dawały.  Jak powiedział 

Barnaba: niebo było czarne i białe, ale ziemia była kolorowa. 

Demus usiadł na ziemi krzyżując nogi. 

- Słodkie palce Serafinów, nie rozumiem tego. 

Potrząsał  głową  w  anielskim  zagubieniu.  Josh  ostrożnie  usiadł  na 

zniszczonym kamieniu. 

-  Silny  i  jednocześnie  trochę  tępy.  –  Wyszeptał  do  mnie  a  ja  się 

uśmiechnęłam. 

Barnaba  schował  swój  miecz  odprężając  się  jak  tylko  Demus  się 

opanował. 

-  Więc,  jak  z  nią  porozmawiamy?  –  Zapytał  a  potem  dodał.  – 

Pomijając to że zadzwoni po gliny na ciebie. Chodzi mi o to, że ona sądzi 

że podłożyłaś ogień. Chcesz bym zmodyfikował jej pamięć? 

- Nie. – Powiedziałam szybko i opuściłam głowę krążąc po mokrej 

trawie. – To dlatego znaki się nie zmieniają. Zabierasz jej wspomnienia i 

nie zostawiasz jej nic by móc coś zmienić. – Zatrzymałam się w połowie i 

podniosłam  głowę.  –  Każdy  zostawia  wspomnienia  Tammy  w  spokoju, 

jasne? 

Demus jęknął bujając się w tył na skrzyżowanych nogach. 

- To najdziwniejsze koszenie na jakim kiedykolwiek byłem. 

Nie potrafiłam powstrzymać uśmiechu. 

background image

- To dlatego, że nie kosisz a ratujesz. 

Z zadartą głową do góry Demus jęknął: 

- To nie zadziała. 

Mój żołądek burknął, odwróciłam się do pustej ulicy. 

-  Jestem  pewna, że  Tammy  doceni  nasze starania.  –  On się  mylił. 

To się uda. Musi. 

-  Nigdy  się  nie  udaaaaaa.  –  Zaśpiewał  Demus  i  Nakita  rzuciła  w 

niego kamieniem 

-  Zamknij  się!  –  Krzyknęła  a  on  zrobił  unik  i  kamień  uderzył  w 

nagrobek za nim. – Ona jest Strażnikiem Czasu Ciemności i będziesz jej 

słuchał! 

-  W  porządku  Nakita.  –  Powiedziałam  a  przypływ  adrenaliny 

pozbawił mnie zmęczenia. – On brzmi tak jak ty kiedyś. Będzie się uczył. 

Barnaba  przejechał  ręką  po  swoich  lokach  patrząc  na  moje  bose 

stopy.  

-  Jest  tylko  jeden  problem.  –  Powiedział  posyłając  Nakicie 

zmartwione spojrzenie 

- A jest nim…? – Zachęcałam sądząc, że nie chodzi tutaj o mój brak 

obuwia. 

-  Twój  amulet.  –  Jego  oczy  wędrowały  od  niego  do  czegoś  obok 

mnie. – Nie wydaje mi się by działał. 

- Co masz na myśli? – Ściskałam go jakby miał zniknąć 

Wzruszył ramionami 

- Chodzi o to, że Grace mówi do Ciebie od dobrych pięciu minut a ty 

nie słyszysz ani słowa.

 

background image

Rozdział 9 

Tłumacz: Mglistaaa 

Korekta: Tempted-Hell 

 

 

-  Nie.  -  zawołałam  ściskając  mój  amulet  coraz  mocniej  gdy  Josh z 

troska szczypał czoło.  

-  Słyszałam  ją  wcześniej!  -  Ledwie  jednak  i  nie  widziałam  jej  w 

ogóle. - I widzę linię czasu! - Dodałam wznosząc ją w myślach. Ale panika 

zmroziła  mnie  i  wpatrywałam  się  w  Barnabę.  Widziałam  na  mojej  linii 

mglisty blask jak odblask jasnego światła pozostawiony na siatkówce oka. 

- Ona prawie nie istnieje! - Krzyknęłam. - Odcięli mnie. Serafinowie 

mnie  odcięli.  Nic  dziwnego  że  nie  mogłam  się  z  wami  wcześniej 

skontaktować.  Spróbuj  do  mnie  przemówić  Barnaba.  Mów  do  mnie!  - 

Barnaba dał mi smutne spojrzenie.  

- Próbowałem Madison. Nie sądzę że zostałaś odcięta.  

- Czyli moja aura się zmieniła. - Prawie zapłakałam ale nie mogłam 

przestać. Josh wstał ale byłam oszalała i nie pozwoliłam mu się dotknąć 

kiedy próbował położyć rękę na moim ramieniu.  

-  Widzimy  ją  i  możemy  równoważyć.  -  Powiedziała  Nakita.  Stała 

obok  Barnaby.  Pomyślałam  że  był  to  pierwszy  raz  gdy  byli  po  tej  samej 

stronie.  

Demus  opadł  plecami  na  trawę  i  patrzył  w  gwiazdy  zupełnie  nie 

czuły.  

-  Podobnie  jak  Żniwiarz  Światła  może  słyszeć  Strażnika  Czasu 

Ciemności. - Zadrwił.  

background image

- Mogą. - Powiedział wojowniczo Josh.  

-  I  nie  jestem  ze światła.  -  Dodał  Barnaba  a  jego  zły  ton  otrząsnął 

mnie z mojego własnego strachu. Spojrzałam na niego a jego wzrok opadł 

jakby było mu wstyd. - Już nie. 

Moje  wargi  rozchyliły  się  sprawiając  że  mój  strach  zawahał  się. 

Przyznał  to.  Barnaba  puścił  tą  część  siebie.  Jego  oczy  były  na  moim 

amulecie i zabrałam ręce pozwalając mu zwisać swobodnie.  

-  Skoro  mnie  nie  odcięli,  to  zepsułam  go  gdy  odzyskałam  swoje 

ciało.-  Powiedziałam.  -  Cholera,  jak  myślisz  naprawi  się  sam?  -  Nakita 

machnęła ręką przed twarzą cofając się.  

- Ja. - Mówiła do Grace prawdopodobnie bo nie sądzę żeby Nakita 

była psychiczna. -Zamknij się na chwilę dobrze?- Z wydechem odwróciła 

się do mnie. -Grace mówi że amulet jest w porządku.  

Spojrzałam  na  Josha  już  nie  chcąc  nigdy  wziąć  mojego  ciała  a  on 

spuścił oczy. To nie była jego wina. Ja dokonałam wyboru.  

- Więc odcięli mnie.. - Zaczęłam. 

-  Nie.  -  Nakita  nalegała.  -  Madison  możesz  posłuchać? Nie  odcięli 

Cię i nie popsułaś go przyjmując ciało. Ale teraz żyjesz i to jest problem.  

Moje wirujące myśli spowolniły. 

- Dlaczego to jest problemem? - Zapytałam. 

Barnaba pokiwał głową. 

- Pamiętasz kiedy pierwszy raz miałaś widzenie przyszłości Ace`a i 

to była dla ciebie za dużo? - Powiedział a ja wzięłam rękę Josha i szybko 

uścisnęłam na przypomnienie gwiazd które prawie złamały mnie swoim 

pięknem.  

background image

-  Byłaś  martwa.  -  Powiedział.  -  W  połowie  drogi  do  Boga.  Ron 

musiał  przestawić  amulet  dla  ciebie?  Jest  wciąż  stonowany  ale  teraz  ty 

żyjesz i nie masz tak silnego połączenia.  

-  Oh,  czło-o-o-o-wieku.  -  Jęknęłam,  spadając  z  powrotem  do 

załamania na wysokim nagrobku.  

Wyciszony. Wszystko było wyciszone.  

-Tak myślisz? - Spytałam drżącym głosem. Jeśli to wszystko mogło 

wyć nastawione. Nie przeze mnie, jednak. Ron mi go ostatnio nastawiał.  

-  Powinnaś  była  poczekać  i  odzyskać  swoje  ciało  po  ocaleniu 

Tammy.  -  Powiedział  Barnaba.  Dałam  Barnabie  gniewne  spojrzenie 

czując ulgę że to nie przez Serafinów by mnie odciąć. 

Grace  mówiła  coś  na  temat  mojej  decyzji  twierdząc  że  moje  ciało 

zawiedzie  zarówno  los  jak  i  wybór.  Chciałabym  po  prostu  sobie  z  tym 

poradzić. W jaki sposób mam sobie z tym poradzić 

-  Więc  szukamy  jej  na  piechotę.-  Josh  powiedział  z  pozornie 

zrelaksowany jak ja. - Co w tym wielkiego? Mamy wystarczająco ludzi by 

uderzyć na autobusy i całonocne miejsca w pierwszej kolejności. Niezbyt 

wiele jest otwartych. Jak ciężko może być? 

-  Byłbyś  zaskoczony.  -  Powiedział Demus  do  gwiazd. -  Znalezienie 

kogoś  na  piechotę  wcale  nie  jest  takie  proste  jak  się  wydaje.  -  Nakita 

trąciła go palcem z jej białych botek.  

- Ocalenie naznaczonego nie jest łatwe, Żniwiarzu. To ciężka praca. 

Przyzwyczaj się do tego.  

Gniewnie  odwrócił  się  do  jej  stopy  a  ona  tańcząc  odskoczyła, 

śmiejąc się z niego i zadowolona. Barnaba zmarszczył brwi - jak zwykle.  

background image

- Znalezienie jej po wyglądzie będzie trwało zbyt długo. Nawet jeśli 

się rozdzielimy. Byłoby to łatwiejsze gdybyś nie zmieniła jej rezonansu. - 

Mruknął.  

-  Może  po  prostu  powinnaś  poprosić  Serafinów  o  naprawienie 

twojego amuletu. - Powiedział Josh siadając z powrotem na połamanym 

wyznaczniku grobu.  

-  Tak,  jakby  mogła  to  teraz  zrobić.  -  Powiedział  Demus  z  ostrym 

śmiechem. - Madison oni są na ciebie szalenie źli. 

-  Może  Ron.  -  Zaoferowała  Nakita  wyglądając  jakby  połknęła  coś 

wstrętnego, a ja potrząsnęłam głową.  

- On nie wie że tutaj jesteśmy. - Powiedział Barnaba. - I myślę że tak 

powinno  zostać.  Prawdopodobnie  podejrzewa  że  tu  jesteśmy  ale  nie 

zamierzałam  mówić  tego.  To  że  nie  mogłam  zobaczyć  linii  czasu  było 

problemem.  Wiedziałam  jak  wyglądał  rezonans  Tammy  teraz  ale  nie 

mogłam  nikomu  go  pokazać  bo  linia  czasu  była  dla  mnie  zamazanym 

bałaganem.  Nie  sądziłam  by  żniwiarze  mogli  sami  się  cofnąć  do 

przeszłości by zobaczyć gdzie jej aura zmieniła się, chyba że bym ich tam 

poprowadziła. Tym zajmował się Strażnik Czasu. A może... pewien uczący 

się  Strażnik  Czasu?  Podniecona  podciągnęłam  moje  pożyczone  spodnie 

do góry.  

- Paul. - Powiedziałam stanowczo i wszyscy na mnie spojrzeli. 

- Paul? - Nakita powiedziała a echo jej niedowierzania odbiło się w 

jej spojrzeniu.  

- Kim jest Paul? - Szepnął Josh. Demus usiadł z powrotem by lepiej 

mu było się ze mnie śmiać. 

-  Masz  na  myśli  dorastającego  Strażnika  Czasu  Światła?  - 

Powiedział, a wyraz Josha pociemniał. Tak pamiętał go teraz.  

background image

- Paul nie jest wystarczająco wykwalifikowany by dostosować twój 

amulet.  -  Wyraził  swoją  opinię  Barnaba  a  ja  machnęłam  ręką  by  mnie 

posłuchali. - Tak wiem. Ale pomoże nam znaleźć Tammy. Potrafi spojrzeć 

na  linię  czasu  do  miejsca  gdzie  zmieniłam  jej  aurę.  Potrafi  pokazać  to 

wam obojgu. - Spojrzałam na Demusa. - Wam trojgu miałam na myśli. A 

kiedy  już  to  będziecie  mieli.  Ba-da-bing!  Będziemy  mieli  ją.  -  Demus 

przyglądał mi się z niedowierzaniem. 

-  Mówimy  o  larwie  Rona,  prawda?-  Larwa?  Myślałam.  Jak 

obraźliwe to jest? 

Nakita rozłożyła swoje ramiona przed nią wyglądając nieruchomo.  

-  To  nie  jest  dobry  pomysł.  Nawet  dla  ciebie,  Madison.  -  Josh 

odwrócił się i rysował po darni czubkiem jego buta. Nie był zazdrosny, czy 

był? Zastanawiałam się czując przebłysk radości. 

- Dlaczego nie? - Zapytałam nie troszcząc się o to że każdy myślał że 

to  zły  pomysł.  Czy  kiedykolwiek  jak  miałam  pomysł  oni  uważali  że  był 

dobry? 

- Paul pomógł nam już wcześniej. Nigdy nie ocalilibyśmy Ace`a bez 

jego  pomocy.  -  Słowa  wyszły  z  moich  ust  zanim  miałam  okazję  je 

przemyśleć, ale były prawdziwe. Współpraca światła i ciemności sprawiła 

to.  

- Oh no dalej! - Prawie jęknęłam gdy Nakita przewróciła oczami. - 

Macie jakiś lepszy pomysł? - Barnaba zrobił długi zrezygnowany wydech. 

-  Jeśli  ona  chce  spróbować  to  czemu  nie?  -  Powiedział,  a  Nakita 

otworzyła usta ze zdziwienia.  

-  Świetnie  -  powiedział  Demus  wstając  i  wyciągając  się.  -Idźcie 

podyskutować  z  dorastającym  Strażnikiem  Czasu  Światła  a  ja  pójdę 

sprawdzić co u Serafinów. 

background image

Barnaba szarpnięciem rozpostarł swój długi prochowiec. Jego ręka 

była na amulecie a groźba oczywista.  

-  Pokaż  choćby  jedno  pióro  z  zamiarem  odejścia  a  odetnę  twoje 

skrzydła.  Jesteś  żniwiarzem  Madison  i  zrobisz  to  co  mówi,  tak  mi 

dopomóż Bóg!  

-  Jejku,  dzięki  Barnaba.  -  Powiedziałam  aby  rozjaśnić  sprawę,  a 

Demus  się  osunął  z  powrotem.  Najwyraźniej  szermierka  Barnaby  była 

legendą.  

-  Zgaduję,  że  jest  w  tym.  -  Powiedział  Żniwiarz  Ciemności. 

Uśmiechnęłam się na to. Demus nie był naprawdę zły. Po prostu skupiał 

się  na  starych  metodach.  Nakita  też  taka  była  a  nawet  była  jeszcze 

bardziej  wojownicza  w  wyrażaniu  swojej  opinii.  Wciąż  uśmiechnięta 

wyciągnęłam rękę do Nakity.  

-  Czy  mogę  mój  telefon?  -  Poprosiłam  słodko  a  Demus  wydał 

dziwnie zduszony dźwięk. 

- Słodkie stopy Serafinów ona będzie do niego dzwonić? - Wysapał 

żniwiarz a Josh westchnął cofając się by stanąć z powrotem przy wysokim 

słupie z założonymi rękami. Zaczynał wyglądać na oziębłego. Wiedziałam 

że ja byłam. I on był zazdrosny. Uśmiechnęłam się w podziękowaniu gdy 

Nakita  podała  mi  mój  mały  różowy  telefon  z  naładowaną  baterią  i 

pokazując pięć pasków. Magia, technologia... to było w zasadzie dla mnie 

to  samo.  Najważniejsze  że  będziemy  to  robić  razem.  Nie  mogłam  tego 

zrobić sama. Nie sądziłam nawet że jest to możliwe by zrobić to samemu. 

Było to do zrobienia dla nas wszystkich. Światła i ciemności.  

-  Ona  ma  jego  numer?  -  Zapytał  Demus  z  niedowierzaniem,  gdy 

przeszłam przez moją książkę telefoniczną i wybrałam numer.  

- Kiedy dostałaś jego numer? - Spytał Josh a jego głos był szorstki. 

background image

-  W  zeszłym  miesiącu.  -  Powiedziałam  słuchając  sygnału.  - 

Dostałam go od Shoe i pomyślałam że to dobry pomysł. - Josh nadal na 

mnie patrzył a ja przybrałam pytającą minę.  

- Co w tym wielkiego? Jestem Strażnikiem Czasu, a on stara się nim 

zostać.  Mam  jego  numer  w  razie  wypadku.  No  nie  wiem…  na  przykład 

zamknięcia w więzieniu za spowodowanie pożaru czy coś. - Josh odwrócił 

się  i  niemal  na  krawędzi  mojego  słuchu  usłyszałam  Grace  obruszyła  się 

mówiąc że była jedyną ochroną jakiej kiedykolwiek potrzebowałam. 

-  Czy  jestem  jedynym  który  widzi  w  tym  problem?  -  Powiedział 

Demus. 

- Nakita ona zdradza wszystko w co wierzą Serafinowie. Wszystko w 

co wierzymy my. 

- Zamknij się i patrz. - Nakita odrzuciła mu ale mogłam powiedzieć 

że się martwi.  

Telefon  wciąż  dzwonił,  a  ja  wierciłam  się  z  nim  przy  moim  uchu 

zastanawiając się czy ciepłem które czułam na mojej twarzy była Grace.  

- Ello? - odezwał się zmęczony głos a moje napięcie się podwoiło. 

-  Paul,  tu  Madison.  -  Powiedziałam,  a  Paul  nie  powiedział  nic.  - 

Strażnik  Czasu  Ciemności.  -  Podpowiedziałam,  a  następnie  poczułam 

przypływ zmartwienia. Może dostałam zły numer? 

- Gówno, czy to Paul? 

- Oh, hej Mark! - Powiedział, a ja zamarłam aż zdałam sobie sprawę 

że nie był sam. 

-  Przepraszam,  zasnąłem  na  kanapie  oglądając  film.  Jasne. 

Wstrzymaj się, wezmę to. To jest w mojej książce w laboratorium. Masz 

cały weekend by to zrobić. Mógłbyś oddzwonić jutro? - Demus ponownie 

opierał się o skałę z wyraźnym obrzydzeniem.  

background image

- On nawet nie wie kim jesteś. 

-  Spokojnie.  -  Powiedziałam  pochylając  się  do  niego  by  szepnąć.  - 

On  jest  z  Ronem,  to  wszystko.  To  jest  problem  z  wami  Żniwiarzami 

Ciemności. Nie wiecie jak dobrze kłamać.  

Wyraz Demusa stał się zirytowany, ale pomyślałam, że to zabawne. 

Było  trochę  szumu,  dźwięk  zamykanych  drzwi  a  następnie  ściszonym 

głosem Paul powiedział  

- Jesteś szalona? Dlaczego do mnie dzwonisz? 

-  Dlaczego powiedziałeś  mi  że  mogę skoro  nie mogę? -  Zapytałam 

go.  

- To było w przypadku zagrożenia. - Powiedział Paul i zawahał się - 

Co zrobiłaś? 

Chciałam  powiedzieć  przestępstwo  ale  miałam  sposób  by  się 

wykręcić.  

-  Um,  znalazłam  moje  ciało.  A  teraz  mój  amulet  nie  działa 

prawidłowo.  

- Gratulacje? - Powiedział robiąc z tego pytanie. 

-  Widzisz?  -  Powiedziała  Nakita  pochylając  się  do  przodu  tak  by 

słyszeć. - Nawet larwa wie że to był błąd. 

-  To  nie  był  błąd.  -  Powiedziałam  ale  zaczęłam  już  myśleć  że  tak 

było. Dając jej groźne spojrzenie zwróciłam się z powrotem do telefonu a 

moje oczy na Josha. Wyglądał na wściekłego a może zmartwionego. 

-  Paul,  potrzebuję  twojej  pomocy.  -  Powiedziałam.  Jezu  mam 

nadzieję że nie słyszał komentarza o larwie. Westchnął. Słyszałam to choć 

był prawdopodobnie kilkaset mil stąd na pustyni w Arizonie.  

background image

-  Czy  znowu  próbujesz  zmienić  czyjś  los?  -  Zapytał.  -  Madison  to 

było szczęście ostatnim razem. Los jest losem. Dlatego tak się nazywa. 

-  Myślałam  że  wierzysz  w  wybór?  -  Wyśmiałam  go  a  następnie 

powróciła  moja  złość  gdy  przełknęłam.  Paul  nic  nie  mówił  i  moje 

zmartwienie wkradło się z powrotem. 

- Paul? 

-  Na  miłość  Boską.  -  Powiedział  ściszonym  głosem.  -  Czy  wiesz  co 

Ron mi zrobi gdy się dowie że Ci pomogłem? 

Moja ręka z telefonem przyłożona do ucha drżała. 

- Jej imię to Tammy. - Powiedziałam. - Jej dusza zaczęła umierać bo 

jej  brat  zginął  w  pożarze.  Rozmawiałam  z  nią  a  jej  los  się  zmienił  więc 

oboje zginęli, więc porozmawiałam z nią jeszcze raz i coś przesunęło się 

tak że oboje przeżyli. Posłuchała, Paul i przypomniałam jej dobre rzeczy. 

Chce  zmian  ale  nie  wyszła  jeszcze  z  tego.  Ona  nadal  jest  w 

niebezpieczeństwie  pozwalając  jej  duszy  umrzeć.  Muszę  ją  znaleźć. 

Porozmawiać  z  nią  ponownie.  Wiem  że  mogę  to  naprawić.  -  Demus 

spoglądał na mnie pytająco. Jego oczy spotkały moje i trzymały.  

-  To  jest  wielki  błąd.  -  Powiedział  a  jego  głos  był  zupełnie 

pozbawiony śmiałej postawy którą do tej pory pokazywał. 

-  Ona  wciąż  nie  dokonała  wyboru  by  żyć.  -  Rzekłam  do  Paula,  ale 

mówiłam do nich oboje. - Ale myślę że może. Zmieniłam jej rezonans aby 

ją ukryć przed żniwiarzami i nie mogę jej znaleźć ponieważ mój amulet… 

- wzięłam głęboki wdech. - Paul, mój amulet jest dostrojony do martwej 

osoby w połowie drogi do nieba lub piekła. Nie mogę jej znaleźć. Proszę, 

pomóż  mi  ją  znaleźć  a  potem  możesz  wrócić  do  filmu  lub  cokolwiek 

robisz. Pięć minut, góra. 

- Zmieniłaś jej rezonans? - Spytał Paul z nutą zazdrości w głosie. 

background image

-  Tak.  -  Powiedziałam  czując  lekką  dumę.  Moje  oczy  śmignęły  z 

powrotem  na  Josha.  Wciąż  nie  patrzył  na  mnie  a  ja  czułam  jego  gniew. 

Wybaw mnie od drażliwego ego mężczyzny.  

- Pomóż mi znaleźć Tammy, a powiem ci jak to zrobiłam.  

-  Nie  możesz  uczyć  dorastającego  Strażnika  Czasu  Światła!  - 

Zawołał Demus, a Barnaba popchnął go z powrotem. 

- Nie widzę linii czasu. - Powiedziałam zaczynając się denerwować. 

-  Paul,  musimy  ją  znaleźć,  zanim  Żniwiarz  Światła  nałoży  na  nią 

Anioła Stróża. - Znowu westchnął.  

-  Albo  mogę  tu  siedzieć  i  nic  nie  zrobić  i  życie  Tammy  zostanie 

ocalone przez Anioła Stróża. - Powiedział w końcu Paul. 

-  Anioł  stróż  niczego  nie  ocala.  -  Powiedziałam  z  frustracją,  żeby 

zatrzymać  rozdrażnienie  w  moim  głosie,  bo  próbowałam  uzyskać  jego 

pomoc. - To po prostu oznacza że jej życie toczy się dalej. Bez sensu, Paul. 

Bez  łaski.  Ona  może  być  równie  dobrze  obrazem  na  ścianie.  Nie  będę 

prosić Serafinów o pomoc. Grace powiedziała, że są na mnie cięci i myślę, 

że to dlatego, że udowodniłam że się mylą i im się to nie podoba.- Dobrze 

było to powiedzieć a moja twarz stawała się gorąca gdy żniwiarze patrzyli 

na  mnie  z  mniejszym  lub  większą  nadzieją  i  niedowierzaniem.  Paul 

znowu milczał ale nie miałam nic więcej do powiedzenia więc czekałam i 

wierciłam się.  

-  Gdzie  jesteś?  -  Powiedział  stanowczo  i  wzięłam  ogromny  wdech 

powietrza  z  podekscytowaniem  aż  po  palce.  Demus  cicho  zaklął,  a 

Barnaba  i  Nakita  przybili  piątkę.  Josh  uśmiechnął  się  lekko  a  mnie 

zrobiło się ciepło. 

- Purerto Rico? - Odgadł. - Ron właśnie tam kogoś wysłał. 

background image

-  Baxter,  Kalifornia  -  Powiedziałam  czując  że  to  może  zadziałać 

nawet jeśli jeszcze nie powiedział tak.  

-  Nie  jestem  pewna  gdzie  to  dokładnie  jest.  Gdzieś  na  południu? 

Jest  gorąco  i  duszno.-  Paul  wydał  miękki  dźwięk  „mmm”.  -  Myślę  że 

wiem  gdzie  to  jest.  Pozwól  mi  wziąć  moje  buty.  Ron  marudził  coś  o 

jednym żniwiarzu niewracającym. 

- Arariel. - Powiedziałam, a Paul dał gruntowne potwierdzenie.  

-  Tak  to  ona.  Trzymaj  się.  Muszę  powiedzieć  Ronowi  że  idę  do 

łóżka. 

Trzymaj  się?  Zastanawiałam  się  gdy  telefon  wydał  wysoki  pisk. 

Skowyt. Upuściłam go starając się go złapać i nie zgubić. 

-  Przepraszam.  -  Powiedziałam  po  tym  jak  podniosłam  go  i 

ostrożnie przyłożyłam z powrotem do ucha.  

- Paul? Paul, jesteś tam? - Ale Paula już nie było i obróciłam się do 

jasnego  światła  które  oświetlało  cmentarz.  Dziesięciometrowa  pionowa 

linia rozdzielała ciemność poszerzając się aż czarny cień wyszedł z jednej 

części światła do drugiej tak łatwo jakby przechodził z jednego pokoju do 

drugiego. Jego uśmiech poszerzył się gdy jego buty znalazły się na mokrej 

od  rosy  trawie,  a  jasna  linia  zanim  zamknęła  się  w  sobie  i  zniknęła. 

Kiwając  z  szacunkiem  głową  Barnabie  i  Nakicie  zatrzymał  wzrok  na 

Demusie  który  parzył  na  niego  z  nieufnością  a  następnie  zamrugał  ze 

zdziwienia  kiedy  Josh  pchnął  się  w  górę  od  słupka,  oczywiście  człowiek 

spoza, niebędący żniwiarzem. 

- Cześć Madison. - Powiedział Paul lekko gdy chował swoją koszulę 

z  powrotem  do  spodni  Dockersów  w  pełni  świadom  tego  że  byłam  pod 

wrażeniem jak diabli. - Kogo ocalimy dzisiaj? 

 

background image

Rozdział 10 

Tłumacz: gosia2341 

Korekta: Tempted-Hell 

 

 

Demus  doskoczył  chwytając  Paul’a.  -  Twoja  aura  jest  zielona?  - 

Zaszydził wpatrując się w zielony kamień na jego szyi. Blask kamienia był 

odbiciem aury Paul’a, która w rzeczywistości była złotawo-zielona. 

Paul  spuścił  oczy,  zacisnął  usta  i  przejechał  dłonią  po  piaskowo-

brązowych  włosach.  Był  zawstydzony,  jednak  nie  sądziłam,  że  to  z 

powodu  wymiętego  ubrania,  które  miał  na  sobie  dziś  rano  w  szkole. 

Kamień  posiadający  dotyk  boży  powinien  być  odzwierciedleniem 

świetlnym Strażnika Czasu, czyli powinien świecić na czerwono, lecz ten 

promieniował naturalną zielenią co dość nietaktownie zauważył Demus. 

-  Oh,  zamknij  się.  -  Nakita  zamachnęła  się  na  niego  a  ja 

chrząknęłam. Sądziłam, że to dziwne, że broni Paul’a, wydawała się go nie 

lubić.  Ponoć  miała  go  przeprosić  za  pobicie  go.  Cóż  może  to  jest  jej 

sposób na  powiedzenie  „wybacz”.  Barnaba  również  wyglądał  na  niezbyt 

uradowanego obecnością Paul’a.  

- Nie zrobisz tego! - Powiedział Demus, zignorowałam to, gdyż nie 

znosiłam patrzeć mu w oczy. 

-  Nie  mogę  zostać  długo.  -  Odparł  Paul  rozglądając  się  po 

wszystkich aż zatrzymał pytający wzrok na Josh’u. 

-  Zbuntowany  Strażnik  Czasu  Światłości  nie  powinien  tu  być!  - 

Syknął  Demus.  Szarpnęłam  się  w  tył  czując,  że  zaczyna  wykorzystywać 

boską moc. Barnaba był już w ruchu, jego cień przeciął otoczenie zlewając 

się z plamę rudowłosego anioła. 

background image

-  Uważaj!  -  Krzyknęła  Nakita,  a  ja  znalazłam  się  na  ziemi  z 

powietrzem  wyciśniętym  z  płuc  od  jej  ciężaru  na  mnie.  Kurde,  była 

szybka!  Odsunęłam  włosy  z  oczu  i  wychyliłam  się  by  lepiej  widzieć 

Barnabę  siedzącego  na  Demus’ie  i  ciągnącego  go  za  rude  włosy.  Paul 

cofnął się do tyły schodząc z drogi walczącym aniołom a Josh ponownie 

wylądował za nagrobkiem. 

Barnaba pociągnął łańcuszek z szyi Demus’a odbierając mu amulet. 

- Nakita, masz w swojej torebce jakieś liny? 

-Nakita,  złaź  ze  mnie.  -  Westchnęłam.  Taaa  moje  życie  było 

niezwykle  efektowne.  Stałam  po  północy  spocona  wśród  nagrobków  i  w 

dodatku gryzły mnie komary. 

Nakita  ześliznęła  się  ze  mnie  więc  mogłam  zaczerpnąć  powietrza  i 

usiąść.  No  cudnie…  byłam  cała  w  suchej  trawie.  Urocze.  Nie  minęło 

jeszcze pięć minut odkąd miałam na sobie nowe ciuchy Strażnika Czasu 

Ciemności i już są brudne. Josh wyciągnął do mnie rękę a ja przyjęłam ją 

z wdzięcznością. 

- Dzięki. - Powiedziałam miękko z wargami tuż przy jego uchu. - I 

rozluźnij się ok? Wyglądasz jakby on chciał zostać moim chłopakiem czy 

coś. A to tylko zwykły koleś. 

-  Taa?  -  Powiedział  Josh  obrzucając  spojrzeniem  moje  brudne 

ciuchy. - Zwykły koleś, który robi coś amuletem i spaceruje w przestrzeni. 

Uśmiechnęłam się do niego sądząc, że jest zazdrosny. 

-  On  nie  jest  tym  kto  trzymał  mnie  za  rękę  gdy  umierałam.  - 

Powiedziałam  przysuwając  się  do  niego.  -  I  nie  jest  tym  który  był  przy 

mnie gdy odzyskałam ciało. 

background image

Rozluźnił  się  i  nawet  uśmiechnął  gdy  podszedł  do  nas  Paul. 

Przywitali  się  ostrożnie  gdy  Nakita  wylądowała  na  przeciwległym 

kamieniu z zaczęła wyciągać z torebki pończochy. 

- To jest złe! - Wrzeszczał Demus, a ja rozglądałam się po ciemnej 

ulicy czy nie przyciągamy czyjejś uwagi. - Serafinowie muszą wiedzieć co 

robisz!  Ta  larwa  zamierza  powiedzieć  Ron’owi.  On  przydzieli  jej  Anioła 

Stróża! 

Zbyt  wiele  razy  złamałam  godzinę  policyjną  i  uciekałam  z  tego 

powodu więc nie przerazi mnie to, że Serafinowi mogliby chcieć spotkać 

się ze mną jako wrogowie. W końcu to oni wszystko mi odebrali. Jeśli nie 

potrafią  poradzić  sobie  z  buntem  to  powinni  wybrać  kogoś  innego. 

Jednakże…  spojrzałam  na  niego.  Demus  nie  mógł  zbyt  wiele  zrobić  bez 

amuletu, ale lepiej tego nie rozgłaszać. 

-  Trzymaj.  -  Powiedziała  Nakita  podając  Barnabie  swoje  białe 

pończochy.  A  on  rzucił  mi  amulet  żniwiarza.  Złapałam  go  i  poczułam 

ciepło  fioletowego  kamienia.  Spojrzałam  na  niego  z  Paulem  i 

zauważyliśmy jak kamień na mojej szyj przybrał identyczną barwę jak ten 

w mojej ręce. Zupełnie jakby pozdrawiały się nawzajem.  

- Puszczaj! - Denerwował się Demus gdy Barnaba wykręcał mu do 

tyłu rękę z nadgarstkiem. - Nakita. - Błagał kiedy Barnaba skończył się z 

nim  mocować.  -  On  przydzieli  jej  Anioła  Stróża.  Nakita,  zatrzymaj  to! 

Jesteś zdrajcą! Zdrajcy! – Wrzeszczał. 

Nakita  stanęła  nad  nim  z  szeroko  rozstawionymi  nogami,  kiedy 

Barnaba podciągnął go do pozycji siedzącej. 

-  Mówiłam  byś  był  cicho.  -  Powiedziała  pochylając  się 

prowokacyjnie i wpychając mu w usta pończochę. - Nie jestem zdrajcą. - 

Dodała cofając się i rozglądając niepewnie. 

background image

 

Paul patrzył jakby miał się roześmiać, lecz bał się to zrobić. 

- Masz problemy ze swoim żniwiarzem? 

Moje serce waliło. Twarz Demus’a przybrała kolor jego włosów. 

-  Jeszcze  nie  przyswoił  sobie  moich  metod.  -  Powiedziałam  z 

fałszywą lekkością po czym odwróciłam się jakby mnie to nie obchodziło. 

Lecz było inaczej. 

Paul uśmiechnął się szturchając mnie palcem. 

- Żyjesz teraz? - Nie mogłam powstrzymać uśmiechu. - Ta, więc nie 

skoś mnie ok? 

Zaśmiał  się  udając,  że  ścina  mnie  ostrzem.  Przypomniało  mi  to 

nasze pierwsze spotkanie gdy próbował mnie zabić. Według niego byłam 

wcielonym  złem.  Mam  nadzieję,  że  teraz  postrzegał  nas  jako  kolegów… 

albo coś w tym rodzaju. Zerkając na Demus’a, Paul powiedział. 

- Nie wiem co chcesz abym zrobił? 

Palce mrowiły mnie z podniecenia. 

- Twój amulet jest wystarczająco silny by móc zobaczyć linie czasu, 

prawda? - Zapytałam. - Mam na myśli, że Ron nie dał ci amuletu, który 

mógłby to robić, racja? 

Paul spojrzał w dół na zielony kamień. 

-  Jasne,  mogę  je  zobaczyć,  ale  to  niebyt  ci  pomoże.  Nie  mam 

najmniejszego pojęcia gdzie patrzeć. 

Barnaba szturchnął Demus’a łokciem by był cicho.  

- Co robiłeś przez ostatnie trzy miesiące? 

- Nie to. - Szybko odpowiedział Paul, a Josh parsknął. 

background image

- Jeśli możesz przyciągnąć linie czasu - powiedziałam. - To potrafisz 

je  wyczuć  poprzez  swoje  myśli.  Pokażę  Ci  jej  oddźwięk,  jakbym  była 

żniwiarzem. 

Oczy Paul’a się rozszerzyły. 

- Potrafisz to zrobić? Pokazać komuś innemu, na co trzeba patrzeć? 

- Tak Strażnik Czasu pokazuje Żniwiarzowi jaką duszę ma zabrać. - 

Powiedziałam  zdając  sobie  sprawę,  że  Ron  nie  wyjaśnił  mu  zbyt  wiele. 

Oczywiście Paul mógł przeskoczyć przestrzeń i stworzyć miecz ze swojej 

boskości,  ale  nie  wiedział  pierwszej  rzeczy  o  swojej  pracy.  Na  co  Ron 

czekał? 

- Jak mówiłem. - Mruczał Barnaba pochylając się przede mną. - Co 

robiłeś przez ostanie trzy miesiące? 

Spojrzałam  na  Barnabę  by  był  cicho.  Potrzebowaliśmy  pomocy 

Paul’a. 

-  Chcesz  spróbować?  -  Zapytałam  Paula.  Jeśli  odmówi  będziemy 

udupieni. Paul spojrzał na Josh’a, a potem na mnie.  

-  Ty..  yyy  nie  będziesz  mogła  odczytać  moich  myśli,  prawda?  - 

Zapytał 

Spojrzałam na Nakitę, a potem Barnabę, sama nie byłam pewna a 

oni wzruszyli ramionami. Może to nie był taki dobry pomysł. 

-  Nie  wiem  Paul,  będziesz  się  musiał  przygotować  na  taką 

ewentualność.  -  Nakłaniałam  i  jego  zielone  oczy  stały  się 

zdeterminowane. 

- Dobrze. - Powiedział siadając na jednym z kamieni.  

Nakita lekko zdenerwowana pochyliła się do Barnaby. 

background image

- Dlaczego jest tak, że aby coś z tych rzeczy zrobić dwie osoby muszą 

usiąść? 

Zdenerwowana usiadłam naprzeciw Paul’a czując jak moje ubrania 

nabierają  wilgoci.  Wzięłam  trzy  wdechy  starając  się  skoncentrować  na 

sobie,  tak  jak  uczył  mnie  Barnaba.  Teraz  gdy  żyłam  stało  się  to  o  wiele 

trudniejsze. Sądziłam,  że  wzięcie  Paul’a  za  rękę  mogło  zwiększyć szanse 

na uzyskanie połączenia ale Josh znów był niezadowolony. 

-  Dobra,  znalazłem.  -  Powiedział  spokojnie  Paul  dając  do 

zrozumienia,  że  znajduje  się  w  linii.  -  Znalazłem  cię.  -  Z  jednym 

przymkniętym  okiem  porównywał  moją  aurę  do  tej  z  linii  czasu.  - 

Znalazłem  ich.  -  Dodał  mając  na  myśli  żniwiarzy.  Pewnie  obejrzał  ich 

sobie, a następnie się skulił. - Madison, nie mam pojęcia na co patrzeć. 

- Zaczekaj. - Powiedziałam zamykając oczy i przenosząc się w linię. 

Tak jak się obawiałam, nie było tak zbyt wiele do oglądania, tylko mgła. 

-  Spróbuj  go  dotknąć.  -  Podpowiedziała  sucho  Nakita,  a  Josh 

westchnął głośno. 

- Dobra. - Powiedziałam sięgając po niego. 

- Hej! - Krzyknął. 

Coś  błysnęło  jasno  a  chwilę  później  zniknęło.  Otworzyłam  oczy  i 

zagapiłam  się  na  Paula.  Wyglądał  na  przestraszonego.  Jego  oczy 

rozszerzyły  się  w  blasku  ulicznej  latarni.  Serce  zabiło  mi  mocniej  gdy 

zdałam sobie sprawę, że ręce mam na kolanach. 

- Wszystko w porządku? - Zapytałam go gdy Barnaba mruknął. 

-  Taa.  -  Powiedział  speszony.  -  To  mnie  zaskoczyło.  Spróbujmy 

jeszcze raz. 

background image

Demus  coś  skomentował  ale  wszyscy  do  zignorowaliśmy,  a  Paul 

sięgnął  do  moich  palców.  Nerwowo  wzięłam  go  za  rękę.  Była  gładka  i 

odrobinę spocona a może pot był mój. 

Nakita  prychnęła,  a  ja  posłałam  jej  mroczne  spojrzenie  przed 

zamknięciem  oczu.  Momentalnie  uderzyło  we  mnie  wejście  w  linię. 

Wszystko  stało  się  rozmazane,  jakbym  zmieniała  telewizję  HD  na 

normalną  albo  jakbym  zdjęła  okulary.  Linie  życia  można  elegancko 

określić  jako  nudne  i  niewyraźne.  Łatwo  było  stwierdzić  gdzie  znajduję 

się  razem  z  Paulem  a  określenie  położenia  Nakity,  Barnaby  i  Demus’a 

było jeszcze prostsze gdyż otaczał nas ich blask. 

Tutaj, pomyślałam nie wiedząc czy Paul mnie słyszy, więc płynęłam 

wzdłuż mojej linii czasu aż znalazłam Tammy. Była niedaleko, samotna, 

bardzo  samotna.  Jej  nowa  aura  pomarańczowa  w  czarnej  oprawie 

świeciła  głucho.  Blask  Paul’a  i  żniwiarzy  był  obok  mnie.  Wszystko  co 

musieliśmy zrobić to odnaleźć ją w rzeczywistości. 

Możemy to zrobić myślałam z nadzieją. Moje palce mocniej ścisnęły 

dłoń Paul’a, a on odwzajemnił uścisk. Jednak zanim zdążyłam odpocząć i 

zerwać połączenie cała linia rozbłysła na niebiesko. 

Jasna cholera! Pomyślałam i zacieśniłam nasz uścisk. To rozbłysło 

przed nami! 

W  jednej  chwili  zostaliśmy  z  Paul’em  sami.  Żniwiarze  zniknęli. 

Mogłam poczuć zdezorientowanie Paul’a, strach który zdawał się mówić, 

że  coś  jest  nie  tak.  Jego  palce  puściły  moje,  lecz  ścisnęłam  je  mocniej 

starając się zachować go przy sobie. Jeśli się rozdzielimy to stracimy to. 

To  było  widzenie  przyszłości!  Pomyślałam  trzymając  go  w  uścisku  i 

jednocześnie utrzymując wzrok na linii. Nic nie zobaczę jeśli odejdziesz! 

Prawdopodobnie starałabym się śledzić ten rozbłysk przez całą noc, 

lecz  moje  połączenie  było  za  słabe.  Teraz  z  Paul’em  było  wystarczające. 

background image

Byłam  zdesperowana  by  zobaczyć  przyszłość  Tammy  jednak  poczułam 

ogromną  ulgę  gdy  zniknęło  zdenerwowanie  Paul’a.  Jego  palce  oplotły 

moje  i  linia  stała  się  ciemno  niebieska,  prawie  czarna.  Z  niezwykła 

pokrętną świadomością, że nie byliśmy w teraźniejszości i…. 

Tammy,  pomyślałam,  znajome  uczucie  bycia  w  czyichś  myślach 

cicho  obserwując  miliardy  momentów  czyichś  podświadomych  uczuć. 

Przynajmniej nie była w płonącym mieszkaniu.  

Miękkość arkuszy papieru była pierwszą rzeczą jaką zauważyłam, a 

dopiero  potem  obecność  Paul’a  obok.  Jego  srebrzyste  myśli  skakały  od 

jednego pomysłu do drugiego. Sądząc, że to pomoże, ja jednak wolałam 

by Tammy otworzyła oczy, i tak też zrobiła. 

Przeżyłam  szok  widząc  zbyt  wąskie  podparte  łóżko,  wbudowany 

przemysłowy licznik, szuflady, pusty telewizor przymocowany wysoko do 

ściany  i  długi  brzydki  stół  na  kółkach.  Stał  na  nim  wielki  kubek  z 

powyginanymi  słomkami.  Wzeszło  słońce,  jednak  nie  wchodziło  do 

mieszkania  przez  otwarte  okno  z  powodu  ceglanych  ścian.  Nie  mogłam 

stwierdzić czy budynek posiadał dwa piętra czy trzydzieści. Mglisty błękit 

mógł wskazywać na blask z mojej wizji i zdałam sobie sprawę, że Tammy 

mrużyła oczy jakby starając się wyostrzyć swój wzrok. 

W  jakim  czasie  jesteśmy?  Usłyszałam  pytanie  Paul’a,  kolejna 

niespodzianka  ale  nie  sądziłam  by  Tammy  to  usłyszała  ponieważ  nie 

zareagowała. 

Nie  wiem.  Kilka  dni  przed  obecną  chwilą?  Może  tydzień? 

Zagaduję, że nie więcej. 

I wtedy do mojego umysłu wtargnęła nowa myśl. Umierałam. 

background image

Moje  serce  podskakiwało,  a  ja  czułam  mocniejszy  chwyt  Paul’a  na 

sobie gdy Tammy przeniosła rękę na papier. Była okropnie chuda a skóra 

tak przeźroczysta, że wątpię by potrafiła zawiązać sznurowadło.  

Miała siniak wokół nadgarstka jakby ktoś ją chwycił, a jej paznokcie 

były  pomalowane  jaskrawą  czerwienią.  Jaskrawość  na  tle  białej  kartki. 

Ból  wypełnił  nasze poranione  ciało  jakby  w gorączce,  zastanawiałam się 

czy nie została pobita. Otaczający wszystko mglisty błękit informował, że 

wszystko  wydarzy  się  w  ciągu  następnych kilku  dni,  lecz to  nie  możliwe 

aby w tak krótkim czasie tak mocno straciła na wadze. Zastanawiałam się 

dlaczego  wizja  jest  taka  przejrzysta.  Musimy  być  miesiąc  albo  lata 

wprzód. 

Oddech pracował w naszej piersi i czułam łzy spływające po karku 

Tammy.  Wewnątrz  mogłam  czuć  jak  jej  puls  przyspiesza  a  dziwnie 

mrowienie w palcach u stóp wzrasta. Powiedziała, że umiera. Mogła mieć 

rację. 

Poczucie  bezwartościowości  wypełniało  nasze  połączone  myśli  jak 

dźwięk ruchu ulicznego, który przedostał się przez małe okno i osiadł na 

tafli  szkła.  Była  sama,  ale  to  nie  było  powodem  jej  płaczu.  Żal.  Żal  za 

słowa jakich nie wypowiedziała, za niewypowiedziane myśli, za niepojęte 

działania i nieuznane wyzwania. I dopiero teraz, na koniec zrozumiała co 

straciła  odgradzając  się  od  dobrych  rzeczy  w  swoim  życiu  bez  miłości. 

Nawet jej brat, którego tyle razy odrzuciła aż w końcu przestał próbować. 

Tammy, już dobrze. Myślałam starając się do niej dotrzeć. Jeszcze 

nie jest za późno! 

Lecz tylko Paul mnie słyszał. 

Moja  pierś  zacisnęła  się  z  bólu  serca.  Myślała  o  rysowaniu  i 

wierszach zatrzymując się na jednym zdaniu – boję się tego co inni będą 

myśleć.  Nigdy  niezorganizowane  wycieczki  i  niepoznani  przyjaciele. 

background image

Szanse,  które  mogły  kogoś  uszczęśliwić  i  które  zignorowała  myśląc,  że 

uczyni ją to silniejszą. Lecz kiedy to zrobiła to pochłonęło jej duszę. 

- Pragnę… - Szepnęła odwracając głowę do okna i ponurych ścian. – 

chciałabym… 

Lecz  było  za  późno,  poczułam  to  ze  ściśniętym  gardłem  jako  mały 

błysk  pyłu  błyszczącego  w  rogu  znajomym  blaskiem.  To  był  blask 

płaczącego  Anioła  Stróża.  To  pewnie  dlatego  wizja  i  wcześniejszy  blask 

były takie wyraźne. 

Zaskoczenie  Paul’a  i  nagły  oddech  Tammy  uświadomiły  mi,  że 

oboje  go  widzą.  Czy  to  anioł?  Zapytał  a  ja  wysłałam  do  niego  myśl  by 

potwierdzić, że tak. Dlaczego ona płacze? Oboje wraz z Tammy chcieli to 

wiedzieć. 

-  Ponieważ  twoje  życie  dobiegło  końca.  -  Rzekł  Anioł  głosem 

przypominającym spadającą wodę. Ton był podobny aczkolwiek inny od 

głosu Grace. 

Łzy zsunęły się ze mnie. Z nas. Byłyśmy takie same. 

-  Jesteś  taka  piękna.  -  Odetchnęła  Tammy  zdolna  ją  zobaczyć.  - 

Przyszłaś po mnie? 

Nadzieja w jej głosie przeszła przez mój mózg i zatrzęsła nim. Anioł 

stanął  przez  nią  sprowadzając  ciepło  tak  by  pokój  nie  wydawał  się  już 

zimny i ciemny. 

-  Byłam  z  tobą  od  zawsze  -  powiedziała  uśmiechając  się  przez 

własne łzy. 

- Wiem. Czułam cię. - Powiedziała Tammy. - Wydaje mi się, że cię 

czułam.  Przepraszam.  -  Powiedziała  czerpiąc  powietrze.  Spadające  łzy 

rozmazywały naszą wizję. 

- Za co, dziecko? 

background image

Podniosła  i  opuściła  swoją  bladą  dłoń,  wyglądającą  strasznie 

nienaturalnie na białych kartkach papieru. 

-  Uciekłam.  Nie  tylko  od  Johny’ego  i  mojej  mamy,  ale  od 

wszystkiego. Miała tyle planów. Zamierzałam zrobić wiele rzeczy, a teraz 

nawet nie mogę sobie ich przypomnieć. 

Umierała.  Sześć  tysięcy  wschodów  słońca  przed  nią  i  bilion 

wysłanych  maili.  Tysiące  prześmianych  przez  nią  żartów  i  milion 

momentów znajdujących się w jej mózgu a to wszystko na nic ponieważ 

zapomniała  jak  się  kocha.  Była  tą  samą  wystraszoną  dziewczyną,  której 

godzinę temu próbowałam pomóc. Przerażoną i myślącą że jest sama. 

Anioł  pojawił  się  niżej  zamierzając  odpocząć  na  jej  złożonych 

dłoniach. 

- Musisz być teraz dzielna. - Upomniała ją płacząc, ciągle płacząc. 

Przeskoczyła przez jej świecący Stach i umarła. 

- Dlaczego? - Wyszeptała. 

- To będzie bolało. 

Strach  nadszedł  z  podwójną  siła,  a  Tammy  wstrzymała  oddech. 

Dlaczego? Pomyślała, a jej pytanie echem odbijało się w umyśle moim i 

Paul’a. 

-  Nie  opuszczę  cię.  Zostanę  do  końca.  -  Powiedział  Anioł  niczym 

rodzic  uspokajający  dziecko,  że  nie  opuści  go  dopóki  nie  zaśnie.  Ciepło 

pokryło rękę Tammy i osiedliło się w piersiach. 

Czy ja umrę? Zapytała Tammy drżąc w myślach. 

- Już to zrobiłaś, kochana. 

Strach,  tym  razem  mój  własny,  napełnił  mnie.  To  była  prawda. 

Tammy była martwa. Nie zaczerpnęła tchu odkąd Anioł powiedział jej, że 

background image

to zaboli. Poczułam panikę Paul’a i zmiażdżyłam swój własny terror. My 

mieliśmy się dobrze. To nie my umarliśmy tylko Tammy. 

Co się ze mną stanie? Zapytała Tammy, a jej myśli stały się dla nas 

wyraźniejsze. 

Anioł wciąż płakał. 

-  Przykro  mi.  -  Powiedziała  pięknym,  pełnym  smutku  głosem.  - 

Chciałabym  by  mogło  być  inaczej  ale  wszystko  co  mogę  zrobić  to 

ochraniać twoją duszę aż nie zostanie ona ożywiona przed twoją śmiercią, 

lecz  jest  już  za  późno.  -  Jej  oczy  zbyt  jasne  by  ujrzeć  źrenice  Tammy 

odnajdujące mnie gdzieś w niej. Czy to już? Czy wydarzy się coś jeszcze? 

Co?  Zapytała  Tammy,  lecz  ja  już  się  wycofałam.  Ona  mówiła  do 

mnie. Jej Anioł Stróż, który był w niej mówił do mnie. Wiedziała, że tam 

byłam, z życia z przeszłości a Anioł nie wiedział czy to co się wydarzyło to 

prawda lub czy się nią stanie. Boże, mam nadzieję że będzie inaczej. 

Cień  pokrył  okna,  a  smród  mokre  kamienie.  Mój  puls  podskoczył 

gdy zobaczyłam czarne skrzydła wślizgujące się do pokoju przez otwarte 

okno.  Uderzył  mnie  strach,  kwaśny  i  cuchnący.  Paul  wyczuł  moje 

przerażenie. 

- Jej dusza jest martwa Madison. - Powiedział mi Anioł bez cienia 

oskarżenia  w  głosie.  -  Zmarła  trzy  lata  temu  a  ja  z  nią  zostałam 

ochraniając  przed  czarnymi  skrzydłami  z  nadzieją,  że  może  się  jeszcze 

odrodzi i urośnie nowa, lecz tak się nie stało. Upadła całkowicie zepsuta 

by je posilić. 

-Nie! - Krzyknęłam gdy pierwsze czarne skrzydło usiadło na niej. 

Tammy  krzyczała.  Jej  ciało  było  martwe,  lecz  pozostała  w  niej 

odrobina  świadomości.  Gorący  biały  lód  wypełnił  jej  myśli.  Mięta 

pieprzowa  i  ogień.  Próbowałam  się  wycofać  ale  zostałam  złapana  w  to 

background image

piekło  i  nie  potrafiłam  tego  zrobić.  Czarne  skrzydła  ją  odnalazły,  jej 

wspomnienia były przez niespożywane a my się temu przyglądaliśmy nie 

mogąc nic zrobić. Energia, którą miała przechowywaną w pamięci była z 

niej wyrywana. Zupełnie jak hiena gdy zabija swoją ofiarę. I jak u hien, po 

jednej  przychodziły  następne.  Jedna  po  drugiej  dopóki  nie  zakryły 

Tammy,  a  ona  krzyczała  i  wiła  się  w  swoim  umyśle  niezdolna  by  uciec, 

niezdolna by walczyć. Jej ciało pozostało wiotkie i nieruchome. 

Stop!  Gdzieś  po  drugiej  stronie  czasu  na  ciemnym  cmentarzu  po 

moich  prawdziwych  policzkach  spływały  łzy.  Wspomnienia  o  moich 

własnych przeżyciach powróciły a ja na nowo czułam się spalana. Strach 

przed  nimi  nigdy  nie  minie.  Patrząc  na  to  utożsamiałam  się  z  nią.  To? 

Sądziłam, że jestem w horrorze. To właśnie spotyka stracone dusze? Nic 

dziwnego, że Mroczni Żniwiarze je zabijają. 

Niech ktoś mi pomoże, proszę! Tammy krzyczała, jej ciało pozostało 

spokojne, lecz w myślach przeżywała horror jakby fragmenty jej znikały. 

Stawała  się  nicością.  Nie  mogłam  jej  pomóc  i  płakałam  starając  się 

utrzymać jej kawałki razem, zawiodłam. 

Nie  tym  razem!  Powiedziałam  walcząc  z  czarnymi  skrzydłami  gdy 

opadł na mnie obraz rozpalonego słońcem samochodu Tammy. Tam był 

śmiech, z głupiej piosenki. Niby nic ale to było szczęście. Tego nie mogli 

zabrać. Pociągnęłam to do siebie by przechować. 

Zabrałam  to  a  czarne  skrzydło  zawarczało  na  mnie  jakby  miał 

zamiar  o  to  walczyć,  głodne  i  zamierzające  tego  posmakować. 

Popchnęłam  to  do  swojej  pamięci,  było  na  tyle  cenne  bym  mogła  je 

zachować  jako  własne.  Czarne  skrzydło  topiło  się  w  nicość,  nie  znając 

różnicy.  Zawinęłam  wokół  siebie  piękne  wspomnienie  Tammy  płacząc  i 

życząc sobie by było już po wszystkim. 

background image

Powoli  ucichła  agonia  i  terror  Tammy  aż  zostałam  tyko  ja  z 

Paul’em. Czarne skrzydła jeden po drugim podnosiły się do lotu niczym 

osy uderzając o szkło okna dopóki nie wyleciały na zewnątrz. Moje myśli 

drżały,  sięgnęłam  po  obecność  Paul’a  czując  jak  wielka  fala  trucizny 

została tutaj wylana i tylko my przeżyliśmy. Anioł Stróż wciąż był z nami. 

Jej  łzy  przestały  płynąć  gdy  oglądała  zniknięcie  czegoś  co  chroniła  z 

nadzieją że dusza się odrodzi, lecz ona zniknęła bez śladu, jakby nigdy nie 

istniała.  Nadzieja  to  wszystko  co  łączy  Żniwiarzy Światła  z  ich  Aniołami 

Stróżami. Maleńka nadzieja, że dusza się odrodzi. To była nadzieja jaką 

Barnaba zapoczątkował ze swoją śliczną Sarą a potem napełnił ją mnie i 

tak oto mamy obecną parodię. 

-  Czy  to  się  jeszcze  nie  wydarzyło?  -  Zapytał  mnie  Anioł  smutnym 

głosem. - Nie mogę powiedzieć. Czy to się jeszcze nie wydarzyło? Czy to 

się dzieje teraz? Nigdy cię tu wcześniej nie było przed końcem. 

Poczułam się dotknięta, nawet w myślach wiedziałam że naprawdę 

siedzę  na  cmentarzu  jak  również  wiedziałam,  że  jestem  tutaj  w 

przyszłości rozmawiając z Aniołem Stróżem Tammy gdy to się jeszcze nie 

wydarzyło.  To  się  nie  wydarzy.  Pomyślałam  czując  się  wyczerpana 

emocjonalnie.  Auto  Tammy  wciągnięte  do  mojej  świadomości  było 

punktem jej chwały, zbyt pięknym by mogło zostać zjedzone. 

Anioł podniósł się a jej oczy zrobiły się zacięte.  

-  Powstrzymaj  to.  -  Powiedziała  jakby  nosiła  w  sobie  głos  Boga.  - 

Proszę. - Dodała bezradnie a potem zniknęła. 

Świat  błysnął  czerwienią  i  duszący  szloch  z  ulgą  ustąpił.  Mogłam 

uspokoić swoją świadomość i cofnąć się o lata wstecz do rzeczywistości. 

Obudziłam się z płaczem skulona na mokrej trawie między Nakitą i 

Barnabą. Josh stał niezgrabnie, nie wiedząc w jaki sposób mógłby pomóc. 

Stosownie  milczeli,  wiedząc  że  musiało  być  źle  widząc  mój  wygląd. 

background image

Spojrzałam  im  w  oczy,  u  Nakity  spostrzegłam  łzy.  Barnaba  ostatnie  łzy 

wylał  wieki  temu  lecz  ból  w  jego  oczach  tłumaczył  wszystko. 

Zapoczątkował to gdy dusza Sary odżyła. Nie wiem czy powinnam mu za 

to dziękować czy przeklinać go. To było okropne. 

Siedząc spojrzałam na Paul’a. Stał skulony przy odległym nagrobku 

wymiotując. 

-  Przepraszam.  -  Wyszeptałam,  a  on  się  odwrócił  wycierając  usta. 

Wymęczony  spojrzał  na  mnie  wyglądając  na  bardziej  samotnego  niż 

kiedykolwiek widziałam. Spróbowałam wstać i Josh skoczył mi z pomocą. 

Moja dłoń była zimna i drżąca w jego rękach. 

-  Dobrze  się  czujesz?  -  Spytałam  Paul’a  słysząc  swój  trzeszczący 

głos. - To było okropne. 

- Nie. - To krótkie słowo pełne było śmiertelnego strachu. – To… - 

Powiedział  z  trzęsącymi  się  dłońmi  próbując  znaleźć  słowa.  -  To  było 

piekło. Ta praca to piekło! 

Nie mogłam go za to winić. Słuchałam go chwiejąc się dopóki Josh 

nie pociągnął mnie do pozycji pionowej. 

-  To  nie  zawsze  tak  wygląda.  -  Odetchnęłam,  czasem  spalasz  się 

żywcem 

Paul odwrócił się z okropnym wyrazem twarzy starając się uporać z 

tym co przed chwilą zobaczył. Wylądowałam naprzeciw skały znaczy płyty 

nagrobnej a Josh był obok dbając bym znów nie upadła. 

-  Dobrze  się  czujesz?  -  Zapytał  a  ja  przytaknęłam  nie  patrząc  na 

niego. 

- To był blask. - Powiedziałam, a Barnaba skinął zdając się wiedzieć 

co  widziałam.  -  Widzieliśmy  śmierć  Tammy.  Prawdopodobnie  za  kilka 

lat.  Nie  wiem.  Miała  Anioła  Stróża  więc  wydaje  mi  się,  że  jeśli  teraz 

background image

odejdziemy to nie uda nam się jej pomóc. - Moje słowa powędrowały w 

nicość gdy przypomniałam sobie co powiedział mi Anioł. 

- Musimy coś zrobić. – Powiedziałam. Ból Tammy, który zakończył 

jej  życie  a  następnie  przemienił  ją  w  nicość.  Nicość,  jakby  nigdy  nie 

istniała.  -  Jeśli  jej  nie  pomożemy  to  jej  życie  stanie  się  bezwartościowe, 

bez  łaski  i  piękna.  Nie  zrobiła  nic  by  odżywić  swą  duszę.  Żadnej  sztuki, 

kreatywności.  Nie  robiła  nic  poza  jedzeniem,  spaniem  i  życiem  aż  w 

końcu umarła i jej dusza została pożarta przez czarne skrzydła. 

Zgorzkniałość  wzrosła  i  zmusiła  mnie  do  wycofania  się.  Ona 

odeszła. Za wyjątkiem tego małego fragmentu który schowałam. Mogłam 

poczuć go we mnie, pozostawiony samotny i niepasujący do reszty moich 

wspomnień. 

Nakita dotknęła mojego ramienia a ja podskoczyłam. Jej oczy były 

przepełnione łzami, lecz czyniło ją to jeszcze piękniejszą. 

-  Przepraszam  Madison.  Myślałam,  że  wiesz  co  spotyka  utracone 

dusze,  które  nie  zdołały  się  odrodzić.  To  dlatego  byłam  taka  zagubiona. 

Odrodzone  dusze  zdarzają  się  bardzo  rzadko.  Tak  bardzo  rzadko.  - 

Patrzyła na Barnabę. Miał opuszczoną głowę i wyglądał jakby przeżywał 

cały ten ból w swoim sercu. 

-  Nie  wiedziałam!  -  Krzyknęłam  spoglądając  w  górę  ze  łzami  w 

oczach.  -  Nie  wiedziałam.  -  Powtórzyłam  miękko.  -  Nikt  mi  nie 

powiedział. - Spojrzałam na Paul’a. Najwyraźniej on też nie wiedział. Mój 

smutek zmienił się w gniew, lecz nie poczułam się przez to lepiej. 

-  Dlatego  zabieramy  ich  wcześniej.  -  Powiedziała  Nakita  zerkając 

łagodnie na Barnabę. - Aby ich oszczędzić i ratować co tylko się da. Jeśli 

Tammy  zostanie  dziś  ścięta,  Żniwiarz  Światła  utrzyma  jej  duszę 

bezpieczną do czasu aż powróci do domu przypominając sobie czym jest 

miłość.  Tak  jak  zrobił  dla  ciebie  Barnaba  do  czasu  aż  ukradłaś  amulet 

background image

Karios’a.  Ale  jeśli  dostanie  Anioła  Stróża  jej  dusza sama  się  nie  odrodzi 

a…. 

Dokończyłam wypowiedź Nakity za nią. 

- A życie z niczym kończy się tym samym. 

Odwróciłam się do nich zdezorientowana z bolącym sercem. Może 

powinnam się po prostu poddać i wysłać żniwiarzy by ścięli jej duszę. 

- Nie mogę tego zrobić. 

Wypowiedział  Paul  więc  spojrzałam  na  niego,  lecz  ukrył  wyraz 

twarzy w cieniu. 

-  Nie  mogę  być  Strażnikiem  Czasu  Światłości.  -  Powiedział  -  To 

chore!- Zaczął cofać się w ciemność. - Nie mogę tego zrobić! Nie mogę! 

Barnaba z zaciśniętymi ustami chwycił go za ramię. 

- Jesteś nowym Strażnikiem Czasu Światłości. 

-  Nie  chcę  tego!  -  Powiedział  Paul  w  panice  starając  się  uwolnić  z 

uchwytu  Barnaby.  -  Nie  mogę  tak!  Nie  mogę  Żniwiarzy  zastępować 

Aniołami  Stróżami  jeśli  ludzie  mają  zostać  pożarci  przez  to  plugastwo! 

Będzie lepiej jeśli umrą młodo! 

Głowa mi opadła gdy Paul z trudem uwolnił się z uchwytu Barnaby i 

cofając się pocierał obolałe ramie. I oto gdzie jesteśmy. Żadne z nas nie 

chciało zrobić tego czego się od nas oczekiwało. Wiem, że powinnam być 

przygnębiona lecz część mnie był zadowolona z tego że robiłam coś czego 

nie tylko ja nie chciałam zrobić. Może razem może moglibyśmy dokonać 

tego co nie uda się nikomu w pojedynkę. 

-  Posłuchaj  mnie!  -  Powiedział  Barnaba  z  ręką  na  amulecie  jakby 

był  on  rękojeścią  miecza.  -  Jesteś  początkującym  Strażnikiem  Czasu 

background image

Światłości!  Będziesz  trzymał  gębę  zamkniętą.  Będziesz  się  uczył  tego  co 

pokarze ci Ron. Zabierzesz mu amulet gdy on upadnie! 

- Barnabo! - Krzyknęła przerażona Nakita, lecz on ją zignorował.  

-  A  kiedy  posiądziesz  swą  moc  będziesz  używał  swojego  rozumu 

przy wyborach by coś zmienić. - Zakończył. 

Josh  odetchnął  ze  zrozumieniem,  a  ja  zesztywniałam.  Barnaba 

przeniósł  spojrzenie  na  mnie  i  zadrżałam  od  głębi  jego  udręczonego 

wzroku. Niegdyś błyski jego oczy spowiła ciemność. 

-  Oboje  będziecie  to  robić.  -  Powiedział  łamiącym  się  głosem.  - 

Musimy być tylko cierpliwi. 

- Nie chcę czekać całe życie by coś zmienić. – Powiedziałam. 

- Więc zrobisz to gdy będziesz gotowa. - Powiedział głosem pełnym 

zapału  graniczącym  niemal  z  fanatyzmem.  -  Mów  do  nich  jeśli  słuchają 

nim  Ron  wyśle  Aniołów  Stróży  lub  Serafinowie  poślą  Żniwiarzy  by  ich 

ścieli. 

To  było  tym  co  przez  cały  czas  starałam  się  zrobić.  Barnaba 

uwierzył, że jest to możliwe. Może Paul też w to uwierzy, a jeśli tak będzie 

to możemy mieć szansę by tego dokonać. 

- Musimy odnaleźć Tammy. - Powiedział zjadliwie Paul. - Możemy 

to  zmienić.  Nie  możemy  pozwolić  by  żyła  tak  jak  dotychczas  zwłaszcza 

jeśli taki ma być tego koniec… Podsumowanie jej życia i wspomnieć nie 

może zakończyć się posiłkiem dla tych bakterii! 

- Więc zrobimy to? Zapytałam z trzęsącą się wewnątrz nadzieją. 

Paul  odetchnął  zgadzając  się  na  o  wiele  więcej  niż  tylko  ocalenie 

Tammy. Zamierzał wpakować się w kłopoty. Ron nie będzie zadowolony. 

Pieprzyć Ron’a. 

background image

-  Zrobimy  to.  -  Powiedział  zamykając  na  chwilę  oczy  i  odwracając 

się by spojrzeć na cmentarz, przez resztę miasta. - Jest niedaleko stąd. 

-Dobrze.  -  Powiedziała  Nakita  wyraźnie  zmartwiona.  -  Bo  Demus 

zniknął. 

 

 

background image

Rozdział 11 

Tłumacz: Mglistaaa 

Korekta: isiorek03 

 

 

To  nie  duszna  i  bezwietrzna  ciemność  spowodowała  moje  ciarki  i 

zaciśnięcie  żołądka.  To  nie  było  to,  że  nie  słyszałam  Barnaby  i  Nakity 

gdzieś za mną, gdy biegli z obnażonymi mieczami. To nie było to, że moje 

oddechy były szorstkie i ciężkie obok Josha biegacza długodystansowego 

z lekkim oddechem. To nie było nawet to, że koniec miasta miał kraty w 

oknach  i  rozwijane  bramy  nad  witrynami  sklepowymi.  To,  co  mi 

przeszkadzało to, to, że nadal byłam boso i weszłam w coś lepkiego.  

Krzywiąc się podniosłam swoją stopę i zadrżałam.  

-  Tędy  -  powiedział  Barnaba  pomagając  mi,  gdy  się  zawahałam. 

Prawie  nie  mogłam  go  zobaczyć  w  ciemnej  alei,  z  jego  płaszczem 

poruszającym  się  jak  cień.  Zapach  Nakity  przeszedł  szybko  obok  mnie  i 

zaczęłam  podążać  za  nim.  Paul  minął  mnie  i  Josha  i  nie  mogłam  nic 

zrobić, ale mogłam zobaczyć jak dwóch drapieżnych żniwiarzy popatrzyło 

za  nim:  Barnaba  ciemny  i  zamaskowany,  Nakita  napięta  i  szczupła, 

obydwoje na połączeni w dążeniu do jednego celu. Byłam dumna z nich, 

że  współpracują  w  ten  sposób.  Amulet  Demusa  był  w  mojej  kieszeni, 

ciężki  i  ciepły.  Nie  wiem,  co  planował  zrobić  Tammy  bez  niego,  ale 

według Barnaby, Demus i Tammy byli razem.  

-  Ona  jest  prosto  przed  nami.  -  Szepnął  Paul,  gdy  się  odwrócił, 

światło  uliczne  błyskało  w  jego  lśniących  eleganckich  butach.  Jego 

postawa była napięta i pełna zapału, a ja chciałam zobaczyć oś czasu, aby 

ocenić jak blisko byliśmy.  

background image

Jaśniejszy  ciemny  kwadrat  na  końcu  przywoływał,  więc 

zwiększyłam swoje tempo.  

- Uważaj - szepnął Josh wyciągając rękę i szarpnął mnie na chwilę 

przed  tym  jak  weszłabym  w  stertę  cuchnących  śmieci  za  drzwiami 

bocznymi. To była zła część miasta. Nie przyszłabym tu nawet w środku 

dnia. Ulica była pusta, zwłaszcza, że była druga rano. Lekkie rozjaśnienie 

przypominało  o  nadchodzącym  wschodzie  słońca,  ale  miał  on  dopiero 

nadejść  za  kilka  godzin.  Cuchnące  powietrze  było  ciężkie  i  wilgotne. 

Latarnie  ledwo  oświetlały  dziurawe  ulice,  asfalt,  który  prawie  nie 

oddzielał  się  od  chodnika  i  te  wymęczone,  poobłamywane  budynki  z 

rozwijanymi  bramami  i  zamurowanymi  oknami.  To  był  kamień,  asfalt  i 

cement. Bez cienia czegokolwiek zielonego lub żywego. Nawet szczura. 

Co jest prawdopodobnie dobrą rzeczą, pomyślałam przenosząc się z 

nogi na nogę. 

- Dzięki - szepnęłam do tyłu marszcząc nos na zapach. Objęłam się 

ramionami.  Może  powinnam  była  poczekać  aż  skończymy  akcję 

prewencyjną  przed  przyjęciem  ciała.  A  co  to  było  takie  gąbczaste  pod 

moimi palcami? To było po prostu obrzydlistwo.  

-  Ona  jest  tam  -  powiedział  Paul  podbródkiem  wskazując  na 

złamany neon zajezdni w kształcie dużych strzałek. 

- Z Demusem. - Powiedziała Nakita prawie sycząc.  

- Zajezdnia - powiedziałam zwracając się do Josha z uśmiechem. - 

Miałeś rację. 

Z  łomoczącym  sercem  zrobiłam  krok  do  przodu  tylko  po  to  żeby 

Barnaba  szarpnął  mnie  z  powrotem.  Nad  nami  światło  ulic  trzasnęło  i 

zostawiło  nas  w  ciemności.  Moje  oczy podniosły się  i  zastanawiałam  się 

czy to była Grace a Barnaba szepnął.  

background image

- Samochód glin. 

Sfrustrowana  wciągnęłam  się  z  powrotem  w  nawet  ciemniejszy 

zaułek. Paul i Josh byli przy mnie. Nakita skoczyła prosto w górę znikając 

na dachu. Powolny dźwięk silnika na jałowym biegu wzrósł i wcisnęliśmy 

się jeszcze bardziej chowając się za pudłami. Widziałam wnętrze dworca 

autobusowego z miejsca gdzie stałam plecami do ściany. Demus i Tammy 

tylko rozmawiali, ale byłam pewna, że gdyby Demus miał swój amulet to 

ona  już  by  nie  żyła.  Był  tam  samochód  policji  a  ja  po  cichu 

podziękowałam  Grace  za  rozbicie  świateł,  gdy  krążył  bardzo  powoli,  a 

światła  reflektorów  grały  na  witrynach  opuszczonych  sklepów  i 

sondowały ciemniejsze miejsca. Stojący między mną a górną częścią alei 

Paul  odetchnął,  gdy  samochód  powoli  odjechał.  Wyglądał  na 

zdeterminowanego, gdy przeniósł się na środek alei i nie mogłam nic na 

to poradzić, ale poczułam iskrę czegoś, gdy wszyscy podążyliśmy za nim z 

powrotem  na  ulicę.  Nie  romantyczną,  ale  może  solidarności? 

Zastanawiałam się czy ktoś naprawdę rozumiał, co do diabła musieliśmy 

przejść. To znaczy, jeżeli zatrzymam amulet.  

-  Odjechał  -  powiedział  Paul,  gdy  błysnęły  policyjne  światła 

hamowania i samochód skręcił za róg.  

- Myślcie, że oni mnie szukali? - Spytałam niechętnie robiąc krok w 

otwartą przestrzeń. Barnaba był cieniem po mojej drugiej stronie, a jego 

wzrok nadal podążał za znikającym samochodem. 

- Prawdopodobnie nie. Zmieniłem ich wspomnienia o tobie. Myślę, 

że dostałem wszystkich. 

Paul odwrócił się do niego z dezaprobatą. 

- Myślisz? 

Barnaba zmarszczył się ponownie. 

background image

- Nic nie jest pewne. 

- Samochodu nie ma. - Powiedziałam, bo napięcie powodowało, że 

się denerwowałam. - Chodźmy. 

-  Czarne  skrzydła  -  powiedział  Paul  a  ja  zamarłam  walcząc  z 

irracjonalnym lękiem, spojrzałam w górę widząc ich czarne kontury na tle 

szarego nieba. To było jak błysk jasnego światła, gdy jedno się obróciło a 

ja  odwróciłam  wzrok  czując  dreszcze.  Miałam  ciało.  Nie  mogli  mnie 

wyczuć.  A  nawet  gdyby  mogli,  nie  mogli  mnie  dotknąć.  Nie  z  moją 

prawdziwą aurą wokół mnie.  

- Co one tu robią? - Spytał, Josh napięty i zaniepokojony. Widział, 

co mi zrobiły.  

-  Demus  nie  może nikogo skosić,  jeśli  masz  jego  amulet.  I  nie  ma 

Żniwiarzy  Światła.  -  Spojrzał  na  Barnabę  z  chorym  wyrazem  twarzy.  - 

Prawda? 

Barnaba nie powiedział nic tylko położył rękę na moim ramieniu i 

pchnął nas w ruch.  

- Nie, zazwyczaj nie. Ale masz tu trzech Żniwiarzy i Strażnika Czasu 

i dorastającego Strażnika Czasu. Nawet rośliny zwracają się do słońca. 

A  może  Arariel  też  była  tu  na  polowaniu.  Zadumałam  się,  może 

podążała  za  nami,  bo  nie  mogła  znaleźć  Tammy  na  własną  rękę.  Moje 

oczy  skanowały  wszystko,  gdy  przechodziliśmy  przez  pusta  ulicę, 

poruszając się ukradkiem i unikając chodzenia na prawo pod krążącymi 

czarnymi  skrzydłami.  Boże,  nie  cierpiałam  tych  rzeczy  i  zadrżałam  na 

wspomnienie o nich zjadających wspomnienia Tammy do czasu, gdy była 

nikim. 

-  Co  Demus  jeszcze  tu  robi?  -  Paplałam,  drobiąc  kroki  moimi 

bosymi stopami. - Nie może jej skosić. 

background image

- Myślę, że chce ją wepchnąć pod autobus. - Spojrzałam z ukosa na 

Barnabę, próbując zdecydować czy on żartował czy nie.  

Delikatny  dźwięk  piór  i  miękkie  kliknięcie  obcasów  i  Nakita 

dołączyła  do  nas,  gdy  dotarliśmy  do  drzwi.  Pociągnęłam  jedną  stronę 

podwójnych  drzwi  tylko  po  to  by  odkryć,  że  są  zablokowane.  Barnaba 

wyszedł  przede  mnie  i  szarpnął.  Z  ostrym  pyknięciem  złamania  metalu, 

drzwi  się  otworzyły.  Cuchnący  zapach  starych  trampek  i  czerstwych 

wysypujących się papierosów. Miło.  

Demus  spojrzał  w  górę.  Jego  chłopięce  cechy,  które  zmiękczyły  i 

uśpiły Tammy stwardniały.  

-  Na  połamane  pióra  i  koła  zębate,  schowaj  się  za  mnie,  Tam.  - 

Powiedział,  gdy  wstał,  popychając  ją  za  siebie.  Wystraszona  dziewczyna 

stała, trzymając się za ramiona i zaglądając mu przez ramię.  

- Och to jest dobry pomysł. - Powiedział Barnaba stając za mną.  

-  Tammy,  kochanie  jego  zdaniem  jest  zabicie  Cię.  -  Nakita 

powiedziała  stając  po  mojej  drugiej  stronie.  To  było  jasne,  że  Tammy 

płakała,  jej  oczy  były  czerwone  a  jej  włosy  w  nieładzie.  Obok  niej  był 

plecak. Było to prawdopodobnie wszystko, co miała na świecie poza swoją 

duszą. Zaczęła biec. To był początek końca dla niej i musiałam zatrzymać 

to  tutaj.  Jeżeli  ucieknie  to  uwierzy  we  wszystkie  kłamstwa,  które  sobie 

wmówiła, a jej dusza umrze.  

- On mnie nie skrzywdzi! - Wykrzyknęła, gdy patrzyła na pięcioro z 

nas,  ale  była  na  tylnej  krawędzi  wątpliwości.  -  Ty  spaliłaś  moje 

mieszkanie. On próbuje… 

- Ocalić cię? - Powiedziałam a ona spojrzała na niego, widząc jego 

złość na nas a jej wątpliwości wzrosły.  

background image

-  Zabierze  cię  od  tego  wszystkiego?  Tammy  on  kłamie.  Anioły  to 

robią. - Spojrzałam na Barnabę dodając. - Wielu. 

Grymas  pokazał  się  na  twarzy  Barnaby,  gdy  zatrzymał  się  na 

krawędzi oddalając od nas i starając się okrążyć Demusa. Nakita robiła to 

samo z prawej strony.  

- Szczególnie Żniwiarze Ciemności. - Powiedział Barnaba patrząc na 

swoje  paznokcie,  udając  brak  zainteresowania.  Mogłam  powiedzieć,  że 

był gotowy do poruszenia się w mgnieniu oka.  

- To, dlaczego Demus mnie jeszcze nie zabił? - Spytała wojowniczo. 

-  Bo  ja  mam  jego  miecz.  -  Powiedziałam  wyciągając  jego  amulet  i 

pozwalając mu zawisnąć.  

- Madison nie! - Barnaba krzyknął, ale Demus widział go i rzucił się 

dokładnie tak jak chciałam. Nakita wykonała skok do Tammy spychając 

ją  do  tablicy  ogłoszeń  i  ustawiając  się  między  nią  a  Demusem.  Josh 

wyciągnął  rękę  i  ściągnął  mnie  z  drogi.  Paul  zatańczył  czysto  a  jego 

lśniące buty stukotały.  

- Och cholera! - Josh krzyknął, bo jego szarpnięcie spowodowało, że 

moje  zimne  i  wilgotne  palce  ześlizgnęły  się  ze  wisiorka.  Płaski  czarny 

kamień  zabłysnął  w  powietrzu,  i  delikatny  dźwięk  kryształu  rozniósł  się 

echem przez jedną krótką chwilę, gdy uderzył w podłogę.  

-  Barnaba  łap  go!  -  Krzyknęłam  upadając,  ale  Demus  już  zmienił 

kierunek  i  nurkował  po  niego.  Patrzyłam  bez  tchu  jak  Paul  dostał  go 

pierwszy. 

- Mam go! - Krzyknął triumfalnie a następnie jego oczy rozszerzyły 

się  na  widok  wychylającego  się  do  niego  Demusa.  Wiedząc,  że  nie  ma 

szans rzucił go do Nakity.  

background image

- Tu - krzyknęła Żniwiarka Ciemności, wyciągając rękę, ale to nie w 

jej uchwycie wylądował kamień. Był u Arariel.  

-  Jasna  cholera  -  krzyknęłam,  gdy  się  podnosiłam,  a  ona 

uśmiechnęła się do mnie z czystą złośliwością, oddalając się z mieczem z 

zasięgu ręki Nakity.  

-  Przepraszam.  -  Powiedział  Josh  z  rękami  na  moich  ramionach 

blokując drzwi.  

- Ja to upuściłam - powiedziałam sfrustrowana, obciągając moją za 

dużą koszulę.  

-  Arariel.  Daj  mi  amulet.  -  Zażądał  Paul,  ale  ona  go  nie  słuchała, 

kręcąc amuletem Demusa jak nagrodą, którą się wygrywa na festynach.  

-  Nakita?  -  Zapytałam  a  mój  wspaniały  żniwiarz  uśmiechnął  się 

złowieszczo w odpowiedzi, zamachując się raz mieczem w zaproszeniu do 

Arariel.  Za  Nakitą  Tammy  zwinęła  się  w  kłębek  wiotka  w  jednym  z 

podwieszanych  krzeseł  przy  ścianie  płacząc.  Naprawdę  nie  mogłam  jej 

winić.  

-  Nie  obdarzysz  jej  Aniołem  Stróżem.  -  Zaintonowała  Nakita  i 

Arariel wpadła w postawę gotową do walki.  

-  A  ja  nie  zamierzam  pozwolić  ci  jej  zabić,  obrzydliwy  Czarny 

Żniwiarzu! 

Odkrzyknęła z powrotem.  

-  Nazwałaś  mnie  obrzydliwą?  -  Krzyknęła  Nakita  z  poczerwieniałą 

twarzą.  

-  Daję  czyste  wyjście,  a  nie  powolną  śmierć!  Ty  jesteś  brzydka. 

Brzydka! 

background image

Demus  tylko  chciałby  jego  amulet  nadal  zwisał  z  ręki  Arariel. 

Przyglądał mu się zachłannie, przysuwając się bliżej, gdy Nakita pchnęła 

Arariel  dalej  od  Tammy.  Podskoczyłam,  gdy  Barnaba  dotknął  mojego 

ramienia.  

- Ty i Josh zabierzcie stąd Tammy. - Wyszeptał.  

- Ona jest zbyt przestraszona by się ruszyć. Ja zostanę tu i spróbuję 

pomóc Nakicie. 

Przestraszona,  prawda.  Mogłam  teraz  zostać  zabita  i  znałam  to 

uczucie.  Josh  wyglądał  na  tak  niespokojnego  jak  ja,  ale  dał  mi  szybki 

uścisk  ręką  i  razem  okrążyliśmy,  Nakitę  gdy  wzięły  swoje  pierwsze 

uderzenia.  

Łzy  Tammy  spływały  po  twarzy,  kiedy  zwróciła  się  do  nas,  gdy 

podeszliśmy i poruszyła się na krześle, gdy do niej dotarłam. 

- Dalej idziemy - zawołałam. - Musimy się stąd wydostać! 

Tammy kopnęła mnie i odskoczyłam. 

- Shoe powiedział, że nie żyjesz. - Powiedziała z przerażeniem. - Czy 

żyjesz? 

Chodź Madison... - Nalegał Josh stojąc między mną i żniwiarzami.  

Dzwoniła do niego. Pomyślałam podniecona. 

-  Byłam  -  powiedziałam  szybko.  -  Ale  już  nie  jestem,  dlatego 

musimy  się  stąd  wydostać.  -  Jak  mogła  uwierzyć,  że  nie  żyłam  i  nadal 

ufać Demusowi? Znowu chwyciłam ją za rękę i tym razem pozwoliła mi 

pociągnąć ją na nogi.  

-  Uważaj!  -  Krzyknął  Paul  a  my  zrobiliśmy  unik,  gdy  krzesło 

poderwane  z  podłogi  uderzyło  w  ścianę  tylko  pięć  stóp  dalej,  zbijając 

background image

płytki ceramiczne i obsypując nas cementowymi odłamkami. Nakita była 

coraz poważniejsza.  

- Musimy iść. - Powiedział Josh i pobiegliśmy do drzwi. Arariel nas 

zobaczyła.  Wydając  okrzyk  bojowy  wyskoczyła  wysoko  ponad  mieczem 

Nakity  lądując  między  nami  i  drzwiami.  Moje  oczy  rozszerzyły  się  i 

wcisnęłam Tammy za mnie, gdy się zatrzymałyśmy z poślizgiem.  

- Arariel, stop! - Zawołał Paul z przeciwnej strony pomieszczenia. 

-  Nie  jesteś  moim  strażnikiem.  -  Warknęła,  po  czym  spojrzała  na 

sufit. 

-  Strażniku  Niebios,  zstąp!  -  Zawołał  wzywając  Anioła  Stróża.  O 

cholera. Jeżeli Anioł Stróż został przydzielony to było już po wszystkim.  

- Odwrót! - Zawołałam, ale Tammy stała zamrożona z przerażenia. 

Demus rzucił się na Arariel chcąc amuletu. Z rykiem rozbił się o nią 

upadając,  gdy  krzyknęła  z  oburzenia.  Czarny  kamień  Demusa  uderzył  o 

posadzkę  migając  na  fioletowo  od  razu,  gdy  został  odbity.  Płasko  na 

brzuchu Demus sięgnął wyciągając się i złapał go. Z okrzykiem ulgi zwinął 

się wstając z jego ostrzem uformowanym.  

Z  zaciśniętymi  zębami  Nakita  obróciła  się  do  Demusa  zaciskając 

swoje usta i z pochwałą nieba w oczach. Ich ostrza się spotkały i znowu 

lekki brzdęk nieskończoności zadzwonił.  

Moje serce waliło a Paul przystanął koło nas z lśniącymi oczami.  

- Arariel mnie nie słucha. - Powiedział brzmiąc jak zdradzony. 

- Tak myślisz? - Powiedział Josh w końcu zabierając Tammy o krok 

do nas obserwując walkę aniołów o jej duszę. 

- Musimy się stąd wydostać! - Powiedziałam. - Tammy musimy iść! 

-  Barnaba  był  przy  drzwiach  trzymając  je  otwarte  i  gestykulując 

background image

„wychodźcie” jak szalony, ale Nakita, Demus i Arariel byli zbyt blisko dla 

mojego komfortu.  

- Mój Boże. - Tammy szepnęła, a łzy przeszły do podziwu. - Shoe nie 

kłamał. 

- Ona! - Arariel krzyknęła kopiąc zarówno Demusa i Nakitę na bok, 

żeby mogła wycelować mieczem w Tammy.  

- Ona jest błogosławiona przez niebo! Ocal ją! 

Cholera to był anioł. Nie myśląc pociągnęłam jedną ręką Tammy za 

siebie.  Drugą  złapałam  rękę  Paula.  Moja  głowa  zapulsowała,  gdy  walka 

nagle  nabrała  nowego  blasku  barw  i  głębokości,  ponieważ  widziałam  to 

wszystko  z  dodatkową  mocą  jego  amuletu.  Głębokie  tony  wstrząsały 

powietrzem  przy  każdym  ciosie  a  energia  promieniowała  od  walczących 

żniwiarzy  niczym  słońce,  a  ponad  tym  wszystkim  były  dwie  niewielkie 

jarzące  się  kule  światła.  Jedną  była  Grace  a  drugą  była  ta  z  mojego 

widzenia przyszłości.  

-  Nie!  -  Zawołałam  z  ręką  podniesioną  do  Anioła  Stróża.  -  Kiedy 

miałam widzenie powiedziałaś mi żebym to zatrzymała, więc teraz mówię 

Ci! Zostaw! Ona nie może zostać obdarzona aniołem. 

-  Ona  jest  jednym.  -  Krzyknęła  a  następnie  upuściła  miecz  i 

chwyciła się za nadgarstek, gdy Nakita w końcu wygrała z nią.  

-  Ona  jest  moja!  -  Powiedziałam,  wyrzucając  z  siebie  słowa  w 

rozpaczy. Przyszła śmierć Tammy rozbrzmiała we mnie, straszny bezsens 

zmarnowanego życia, czyniąc mnie szaloną.  

-  Proszę!  -  Krzyknęła  Tammy  chowając  się  za  Joshem  i  chwytając 

się go, gdy stał przed nią.  

- Odejdźcie! Wszyscy! J po prostu chcę żyć! Chcę żyć! 

- To początek - powiedział Paul.  

background image

-  Chodź  ze  mną  a  będziesz.  -  Powiedziała  Arariel  wyciągając  rękę. 

Za nią Nakita i Demus opuścili swoje ostrza na dół. Nie atakowali czując 

siłę Anioła Stróża, rozkoszując się nią. To należało teraz do mnie. Mogłam 

przekonać  anioła,  że  Tammy  była  moja  albo  ta  straszna  przyszłość  i 

stracone życie byłoby prawdziwe. 

Anioł czekał rozpoznając mnie, ale prawdopodobnie nie wiedząc czy 

to  był  moment  teraz  czy  przyszłość  a  nawet  przeszłość.  Na  zewnątrz 

zbierały się czarne skrzydła. Jeden otarł się o okno a ja wzdrygnęłam się. 

Paul próbował odciągnąć rękę, ale ja trzymałam go jeszcze mocniej. Jeśli 

bym go puściła, straciłabym z oczu Anioła Stróża. 

- To nie jest życie, co jej oferujesz - rzekłam do Arariel odciągając 

wzrok od okropnego widoku.  

-  To  powolna  śmierć.  Nie  możesz  jej  mieć.  Ona  jest  już  moja!  - 

Wzięłam  głęboki  oddech,  czując  się  dziko  i  nierealnie.  -  Ja  jestem 

Strażnikiem Czasu Ciemności i ja twierdze, że nie może być skoszona i nie 

może być naznaczona Aniołem Stróżem. Ona jest moja! 

-  Ubiegasz  się  o  nią?  -  Arariel  powiedziała  nadal  nie  ufając.  -  Nie 

możesz się o nią ubiegać! 

- Mogę. - Powiedziałam drżąc na wspomnienie śmierci Tammy i jak 

musiałam zabrać część jej duszy by utrzymać go przed zjedzeniem. - Mam 

część jej duszy. - Powiedziałam a Tammy zapiszczała naciskając na Josha. 

- Teraz jest mroku. Jest częścią ciemności i światło nie ma do niej prawa. 

-  Pochyliłam  się  ku  Arariel  obniżając  mój  głos,  gdy  powiedziałam  -  Nie 

możesz jej dotknąć. 

Oczy  Tammy  się  rozszerzyły  a  nawet  Josh  wyglądał  na 

zszokowanego.  Zbyt  bałam  się  spojrzeć  na  Paula  stojącego,  obok  gdy 

chwyciłam go za ramię.  

background image

-  Ty?  -  Arariel  była  oszołomiona.  -  Masz  prawo  domagać  się  jej 

duszy? 

-  Zostaw!  -  Krzyknęłam  wskazując  a  Arariel  skoczyła  do  tyłu,  ze 

skowytem trzymając dłoń jak poparzona.  

- Myślałem, że twój amulet nie działa - powiedział Paul. 

-  Bo  nie  działa.  -  Powiedziałam  zdezorientowana.  -  Ja  nic  nie 

zrobiłam. 

-  To  była  stara  moc.  -  Powiedziała  Arariel  skulona,  gdy  cofała  się 

odsłaniając blask Anioła Stróża.  

-  Pradawne  prawo,  mówisz  o  pradawnym  prawie,  które 

przezwycięża  twierdzenie  nieba.  Nie  mogę  jej  dotykać.  Nie  mogę  jej 

dotknąć.! 

Nakita  też  wyglądała  na  zszokowaną,  przerażoną,  prawie 

wypuszczając swój miecz. 

- Madison? - Nakita zakwiliła. - Co ty żeś uczyniła? 

- Uważaj! - Krzyknął Barnaba i potknęłam się o nogawki swoich za 

dużych  spodni  i  cofnęłam  się,  ponieważ  Arariel  zawodząc  rozłożyła 

ramiona a jej skrzydła machnęły i zajęły cały pokój. Przez moment otarły 

się  o  krawędzie  ścian  a  następnie  wciąż  lamentując  owinęła  je  dookoła 

siebie  i  zniknęła  w  ogłuszającym  huku.  Oszołomiona  patrzyłam  na 

zniszczone  stojaki  i  poprzewracane  krzesła,  dziury  w  suficie  i  głębokie 

ubytki w podłodze od boskiego miecza. Nakita wstała z kucek w połowie 

drogi przez pomieszczenie.  

-  Gdzie  nauczyłaś  się  starożytnego  prawa?  -  Szepnęła.  -  Madison, 

jesteś teraz odpowiedzialna za jej duszę. Jeśli się nie powiedzie, będziesz 

pociągnięta do odpowiedzialności. Czy wiesz, co to oznacza? 

background image

Nie bardzo,  ale mogłam  poczynić  pewne  sugestie.  Bałam  się  coraz 

bardziej, gdy Barnaba warknął na nią by się zamknęła. Anioła Stróża nie 

było,  a  przynajmniej  ja  jej  nie  widziałam.  Straciłam  kontakt  z  Paulem, 

gdy upadałam a on cofnął rękę za plecy, gdy chciałam znowu ją chwycić. 

Może to ten kawałek duszy Tammy, który miałam go przestraszył.  

Nie czułam się z tym ciepło a niewyraźnie nawet, jeśli to uratowało 

jej  życie.  Przerażona  próbowałam  spotkać  jego  oczy,  ale  poczynił 

ogromny wysiłek, aby unikać mojej twarzy, gdy chował swoją koszulę. Z 

podłogi,  Tammy  wpatrywała  się  w  pustą  przestrzeń  gdzie  zniknęła 

Arariel.  Jej  usta  były  otwarte.  Nie  płakała.  Nie  bała  się.  Wyglądała  na 

otępiałą.  

- Ona.. - Tammy zaczęła przełykając ślinę. - Ona miała skrzydła. Czy 

wy wszyscy jesteście aniołami? 

- Tylko oni - powiedział Josh, wskazując Barnabę i Nakitę. Demus 

odszedł.  Falując.  Ale  czarne  skrzydła  były  również  a  ja  odetchnęłam  z 

ulgą. 

- Uratowałaś ją? - Spytał mnie Josh a ja skinęłam głową, biorąc jego 

dłoń, gdy pomagał mi wstać. - Tak i nie. - Powiedziałam i spojrzałam na 

Paula, który wyglądał jakby unikał mnie i zastanawiał się jak wiele z tego 

skończy w uszach Rona.  

To  nie  było  skończone.  Moje  bose  stopy  zdawały  się  znajdować 

każdą  szpiczastą,  uszkodzoną  płytkę  i  cement  i  przeniosłam  się 

niespokojnie, gdy Nakita ustawiała przewrócone krzesło i usiadła na nim 

z  łokciami  na  kolanach  i  łapiąc  oddech.  Brud  szpecił  jej  białe  ubrania, 

robiąc  je  szarym,  odwracając  je  w  czerń.  Ten  bałagan  będzie  trudny  do 

wyjaśnienia. Ale z drugiej strony, w tej części miasta może nie.  

-  W  porządku  z  tobą?  -  Spytała  Nakita  przez  pokój  a  ja  skinęłam 

głową  czując  jak  dotyk  Josha  zsuwa  się  ze  mnie.  Było  dobrze,  na  razie. 

background image

Arariel nie zamierzała zapomnieć o tym, co się stało, a Demus zamierza 

udać się z płaczem do Serafinów...  

Barnaba  podszedł  by  pomóc  Tammy  podnieść  się  na  nogi. 

Wpatrywała  się  w  jego  rękę  przez  chwilę  a  gdy  się  uśmiechnął  wsunęła 

swoją  rękę  w  jego  i  wstała.  Uderzyło  mnie  ukłucie  zazdrości,  gdy 

patrzyłam  jak  spuszczała  oczy,  gdy  nagle  zdała  sobie  sprawę,  że  był 

aniołem.  Byłam  na  tej  samej  drodze  i  zastanawiałam  się  nad  moją 

niewinną przeszłością.  

- Czy to prawda? - Oskarżył surowo Paul wyszarpując mnie z moich 

myśli.  

- Czy to prawda, co powiedziałaś o posiadaniu części jej duszy? Czy 

to  dla  tego  nie  mogli  jej  dotknąć?  Ponieważ  przywiązałaś  ją  do  twojej 

duszy? - Moje usta rozchyliły się i spojrzałam na Tammy nadal stojącą z 

Barnabą.  

- Starałam się pomóc - szepnęłam szarpiąc ponownie moją za dużą 

koszulę. Nie poruszyła się.  

- Powiedziałaś, że masz prawo do mojej duszy? Masz je? - Tammy 

powiedziała a jej początkowe zaufanie do Barnaby zaczęło spadać.  

- Tylko jej mały kawałek. - Powiedziałam prawie piszcząc. - Tammy, 

widziałam  cię  w  przyszłości  umierającą.  Czarne  skrzydła  zjadały  cię 

żywcem!  Nie  mogłam  pozwolić  im  zabrać  wszystkiego.  Miałaś  takie 

piękne  wspomnienie  swojej  matki  i  Johnnego  i  nie  mogłam  patrzeć  jak 

zostają  zniszczone  na  zawsze,  nawet  gdybyś  to  zapomniała.  Dałam 

czarnym  skrzydłom  jedno  z  moich  wspomnień  w  zamian.  Zabrały  część 

mnie!  Zjadły  je  i  to  jest  nieodwracalne!  Jeśli  mogłabym  oddać  ci  twoje 

zrobiłabym to, ale nie wiem jak! 

background image

-  One  zjadały  mnie  żywcem?  -  Tammy  złapała  oddech,  uczepiając 

się  tej  jednej  myśli  i  zaczęła  się  cofać.  Z  lekkim  płaczem  odwróciła  się  i 

pobiegła do drzwi.  

-  Tammy!  Staramy  się  Ci  pomóc!  -  Zawołałam,  ale  Barnaba  był 

szybszy i był przed nią zanim nawet była w połowie drogi.  

- Czekaj - powiedział łapiąc ją.  

-  Pomocy!  -  Krzyczała  uderzając  go  -  Niech  ktoś  mi  pomoże!  - 

Czułam  się  strasznie  i  skrzywiłam  się,  gdy  Tammy  uderzyła  go  w  twarz 

pozostawiając odcisk na jego policzku.  

- W porządku - szepnął przyciągając ją bliżej i pocieszając. - Teraz 

cię  nie  zjedzą.  Nie  jesteś  sama.  Będzie  w  porządku.  Należysz  do 

ciemności. 

-  Ale  ja  nie  chcę  należeć  do  ciemności!  -  Jęczała  załamując  się  w 

jego  cieple,  jego  sile,  jego  poczuciu  czystości  i  pokrzepieniu  w  nim.  Jej 

wołanie rozpuściło się do szlochu a on trzymał ją mocno. 

Wiedziałam jak się czuje.  

Paul  spojrzał  na  mnie  a  obrzydzenie  przez  kradzież  kawałka  jej 

przyszłej  duszy  zaczynało  wyparowywać.  Josh  dotknął  mojego  łokcia  aż 

podskoczyłam.  

-  Skoro  oddałaś  im  część  swojej  duszy  to  nie  jest  to  okej?  -  Josh 

zapytała podnosząc wysoko brwi. - Uratowałaś część jej, nieprawdaż? 

-  Myślę,  że  ona  ocaliła  całą  ją  -  powiedziała  Nakita  wstając.  To 

zaczynało  wyglądać  tak  jakbym  mogła,  ale  jakim  kosztem?  Starożytne 

prawo. Brzmiało to jakbym była za nią teraz odpowiedzialna, tak sądzę. 

Gdyby  jej  dusza  umarła  byłabym  tą,  która  cierpiała  zamiast  niej? 

Zgadując lepiej upewnić się, że jej dusza nie umrze. Szloch Tammy ucichł, 

a ja zastanawiałam się czy są jeszcze jakieś chusteczki w torebce Nakity. 

background image

Wzięłam głęboki wdech by poprosić ją o nie, kiedy do mnie podeszła, ale 

wszystko  wyparowało  mi  z  głowy,  gdy  Nakita  pochyliła  się  i  szepnęła.  - 

Grace ma dla ciebie wiadomość. 

To  zdawało  się  jakby  moje  serce  się  zatrzymało.  Moja  głowa  się 

ożywiła i spojrzałam na zniszczenia.  

- C-co? - Spytałam a kolana mi osłabły.  

- Uh, ona mówi, że oni chcą z tobą porozmawiać. - Oni? - Oni, kto? - 

Spytałam,  ale  zgadywałam,  że  miała  na  myśli  Serafinów.  Wzięłam  część 

duszy, Tammy. To chyba nie było dobre z perspektywy czasu, nawet, jeśli 

ją  uratowało.  Myślę,  że  to  ją  uratowało.  Spojrzałam  na  Tammy 

wstrząśniętą i zrozpaczoną, gdy Josh i Barnaba z nią rozmawiali. Proszę 

żeby to ją ocaliło. Nakita spojrzała na jedną z lamp, która świeciła jaśniej. 

Grace.  

- Serafinowie. - Powiedziała patrząc przerażona. - Masz przejść do 

Rona. 

Josh spojrzał z Tammy.  

-  Masz  na  myśli  Strażnika  Czasu  Światła?  –  Zawołał.  -  Nie  ma 

mowy! 

Mój wzrok podążył do Paula, wiedząc, że był tak samo przerażony 

jak ja. Oczywiście, że wiedział o pomaganiu mi przez Paula. A teraz, gdy 

odzyskałam  moje  ciało,  było  prawdopodobne,  że  będzie  nalegał  żebym 

oddała  mój  amulet  po  tym  bałaganie,  którego  tu  narobiłam.  Barnaba 

delikatnie pchnął ramię Tammy podając jej czarną chustkę.  

- To było szybkie. 

-  Myślałem,  że  mamy  mało  czasu.  -  Powiedział  Paul  nerwowo  i 

zdałam sobie sprawę jak wiele żyć zawiodłam próbując ocalić jedno. 

background image

-  Tak  mi  przykro.  -  Powiedziałam  patrząc  na  każdego  po  kolei.  - 

Paul nie miałam na myśli narobienia ci tym wielu problemów. 

-  Nie  -  powiedział  stanowczo  z  nawiedzonym  wzrokiem,  gdy 

spojrzał w dal.  

-  Zrobiłbym  to  ponownie.  Obecny  system  jest  wadliwy.  Stoję  za 

tym,  w  co  wierzę.  -  Przestąpił  z  nogi  na  nogę  przestraszony,  ale 

zdeterminowany. - To jest w porządku. Będę z tobą. 

- Nie, nie będziesz - Nakita skrzywiła się, gdy światło, które otaczało 

Grace zafalowało i zaszumiało. 

- Zostaniesz tu z Tammy i zabierzesz ją do domu. 

- Nie zostawię jej teraz! - Powiedziałam głośno. - To jest tylko po to 

by  mogli  wrócić  i  ją  zabić  lub  spoliczkować  Aniołem  Stróżem  a  w  tym 

wypadku  to  jest  to  samo!  -  Moje  myśli  poleciały  z  powrotem  do  Anioła 

Stróża płaczącego nad Tammy i ten grzmot w jej głosie, gdy powiedziała 

mi żebym coś zmieniła. To musiało coś znaczyć! Musiało! 

Przez ekspresję Tammy znowu przemknął strach.  

- Nie zostawiaj mnie. Proszę! - Powiedziała chwytając się Barnaby. - 

Nie wiem, co się dzieje. Chcę po prostu wrócić do domu! 

-  Dom  jest  dokładnie  tym  gdzie  Paul  cię  zabierze  -  powiedziała 

Nakita głośno. Do błyszczącego światła dodała - Mówię jej! Zamknij się! - 

Z irytacją obróciła się do mnie. - Paul zabierze ją do domu. Uh to znaczy 

do  ciotki,  gdzie  przebywa  jej  matka.  -  Spojrzała  na  Tammy  z  twardą 

surowością. - Oni chorobliwie się o ciebie boją. 

-  Przepraszam  -  Głos  Tammy  był  cichym  szeptem  z  prawdziwym 

żalem a z nim poczułam powiew nadziei. Może ona się zmieni. Być może 

zechce żyć, czyniąc życie wokół niej lepszym a nie tylko istnieniem.  

background image

- Barnaba zabierz Josha do domu  -powiedziała a Josh zesztywniał 

w proteście.  

- I.. - Nakita powiedziała - Zamierzam zabrać cie do Rona Tam jest 

prawie wschód słońca a Serafinowie lubią wschody słońca. - Skupiła się 

na  mnie  a  jej  oczy  były  ściągnięte  z  niepokoju.  -  Oni  wiedzą,  że  masz 

swoje ciało z powrotem. 

Cholera,  miałam  tyle  kłopotów.  Ale  nie  zmienię  rzeczy.  Światło 

otaczające  Grace  pojawiło  się  i  zniknęło  zaskakując  mnie.  Przełknęłam 

ciężko zwracając się do Paula.  

- Dostarczysz ją do domu? 

Paul podszedł do Tammy wyciągając rękę. 

- Nie jestem może tak ładny jak Barnaba, ale mogę powiedzieć, co 

się dzieje. Widziałem przyszłość. 

Zamrugała a łzy prawie znowu zaczęły płynąć.  

- Jest w porządku? - Załkała. 

Zwracając się do drzwi Paul zaczął ją prowadzić omijając fragmenty 

sufitu i pianki z siedzeń.  

-  To  zależy  od  tego,  co  zrobisz.  Przyszłość  nie  jest  ustaloną 

wiadomą.  Możesz  wybrać  swój  los.  Mogę  powiedzieć  ci,  co  widziałem  I 

wtedy  powiem,  co  może  się  stać  i  co  mogłabyś  zmienić.  Otwórz  się  a 

zobaczysz rzeczy lepiej. 

Węzeł w mojej klatce piersiowej zaczął się zmniejszać. Jeśli miałam 

stracić status Strażnika Czasu to przynajmniej zostawała mi satysfakcja z 

uratowania życia Tammy. Oczywiście, jeśli pozwolą mi to zapamiętać.  

background image

Drzwi  do  zajezdni  pisnęły,  gdy  się  otworzyły  a  potem  opadły 

przesuwając  się  do  zawieszenia  na  jednym  zawiasie.  Paul  i  Tammy 

ostrożnie przeszli wokół nich. Paul odwrócił się trzymając rękę Tammy. 

- Jeśli się już nie zobaczymy, Barnaba przepraszam za nazwanie cię 

Żniwiarzem Półcienia. Nadal jesteś światła. Nie ważne, jakiego koloru jest 

twój  amulet.  -  Barnaba  pochylił  głowę,  gdy  zdawał  się  urosnąć.  -  Nie 

jestem  -  powiedział,  kiedy  jego  oczy  były  zdeterminowane,  gdy  się 

podniosły najpierw na mnie potem na Paula. - Ale dziękuję. 

Paul  skinął  głową  i  odwrócił  się  do  Tammy.  Razem  poszli  ulicą  a 

jego  głos  się  wznosił  i  opadał,  gdy  jej opowiadał  o  tym,  co  widział  w  jej 

przyszłości.  

Powoli mój uśmiech wyblakł, gdy docierała do mnie rzeczywistość. 

Miałam królewskie kłopoty. Zabrałam kawałek czyjejś duszy. To musiało 

być  niezgodne  z  prawem  czy  coś.  Mieli  zabrać  mi  amulet.  Sprawić,  że 

zapomnę.  Starożytne  prawo,  powiedziała  Arariel.  To  nie  brzmi  dobrze. 

Zimno,  owinęłam  ramiona  wokół  siebie  i  spojrzałam  na  opadające 

światło.  

-  Czy  Grace  przyjdzie?  -  Spytałam  wiedząc,  że  czułabym  się  lepiej 

gdyby tam była.  

- Ona tu jest. - Powiedział Barnaba zbliżając się do mnie. Potrząsnął 

ramionami  a  jego  długi  płaszcz  zamienił  się  w  unoszące  się  skrzydła  z 

czarnymi piórami.  

- Ja zabiorę cię do Rona - powiedział. - Nakita może zabrać Josha 

do domu. 

-  Serafinowie...  -  Powiedziała  Nakita  a  Barnaba  spiorunował  ją 

wzrokiem pochylając się dopóki nie stali nos w nos. 

background image

- Ja. Zabiorę. Ją. - Barnaba odchylił się do tyłu tracą groźną minę. - 

Do zobaczenia Josh. 

Ale on mógłby? Nie wiedziałam. 

- Madison - powiedział Josh a jego głos był niespokojny. 

Chwiejnie i z zawrotami głowy przytuliłam go.  

-  Dzięki  za  przybycie.  -  Szepnęłam  naciskając  na  niego  jakby  był 

jedną prawdziwą rzeczą. - Nie wiem, co się wydarzy. Mam nadzieję, że nie 

zapomnę. 

-  Ja  też.  -  Powiedział  i  cofnął  się  tak,  że  się  rozdzieliliśmy.  Potem 

spojrzałam w górę, gdy światło Grace podwoiło swą jasność. 

- Ja.. Przykro mi. 

- Za co? - Spytałam a Barnaba odchrząknął żebyśmy się pośpieszyli. 

-  Chciałem  żebyś  to  robiła.  Wiedziałem,  że  to  dla  Ciebie  wiele 

znaczy. - Mój żołądek bolał i nie mogłam na niego patrzeć.  

-  Do  zobaczenia  w  domu.  -  Powiedziałam  i  Barnaba  przyciągnął 

mnie do siebie. Zagryzłam wargę żeby nie płakać. Oparłam się o Barnabę, 

gdy jego skrzydła mnie zamknęły i z nagłym uczuciem słabości zajezdnia 

się rozmyła i nas już nie było. 

 

background image

Rozdział 12 

Tłumacz: gosia2341 

Korekta: Tempted-Hell 

 

 

Moje  stopy  zsunęły  się  z  Barnaby,  dysząc  chwyciłam  się  jego 

owiniętego  wokół  mnie  ramienia  podczas  gdy  nogi  kołysały  się  na 

wietrze.  Świat  przesuwał  się  pod  nami  w  zdumiewającym  tempie.  W 

uścisku  Barnaby  byłam  bezpieczniejsza  niż  gdybym  siedziała  w  swoim 

pokoju w domu. Prawdopodobnie. 

- Trzymam cię. - Szepnął mi do ucha z mieszanką irytacji i pewności 

siebie  jaką  tylko  on  posiadał.  Latanie  było  przerażające  zwłaszcza,  że 

upadek z wysokości niósł za sobą poważne konsekwencje. A o siniakach 

od pasów bezpieczeństwa nie ma nawet co wspominać. 

-  Ufam  ci.  -  Powiedziałam  przyglądając  się  z  przymrużonymi 

oczami pustyni poniżej. - Po prostu się martwię. 

Milcząc  w  powolnej  spirali  opadał  w  dół.  Wyglądało  to  jakby 

kierował  się  do  skromnego  domu  pod  nami.  Prawdopodobnie  Rona.  To 

był ten sam kolor opalenizny, prawie różowy piasek. Nie  było roślin ani 

jakiegokolwiek  domu  w  pobliżu.  Nie  było  żadnych  dróg,  które  by  tu 

prowadziły,  żadnego  śladu  ludzi.  Tylko  pojedynczy  parterowy  dom  na 

środku pustyni z kanałem wodnym. 

Było  cicho  i  ciemno:  słońce  jeszcze  nie  wzeszło,  ale  było  blisko. 

Wiatr  był  suchy  i  spokojny.  Rozwiał  moje  włosy  nim  zdążył  to  zrobić 

Barnaba zataczając koła i lądując na różowym dachu patio odsłaniającym 

widok  na  pustynię.  Miałam  poszarpane  nerwy.  Nie  wiedziałam  co  się 

wydarzy  w  przeciągu  najbliższych  pięciu  minut,  targała  mną  myśl  że 

background image

mogłam  nie  mieć  szansy  by  się  pożegnać.  Pozwoliliby  mi  to  zrobić, 

prawda? 

Byłam prawie pewna, że miałam spotkanie z Serafinami z jednym z 

trzech  powodów;  pierwszy,  ukradłam  kawałek  duszy  Tammy;  drugi, 

ponieważ  przekonałam  początkującego  Strażnika  Czasu  by  pomógł  mi 

zapobiec  przydziałowi  Anioła  Stróża;  lub  trzeci,  bym  oddała  im  mój 

amulet z powrotem i zrezygnowała ze statusu Strażnika Czasu ponieważ 

odzyskałam  ciało.  Jednak  oni  nie  mówili,  że  mogę  to  zrobić  wybierając 

bycie strażnikiem. A co jeśli wybiorę teraz coś zupełnie innego? 

Może  nie  udało  się  z  Tammy.  Może  mieliśmy…  Czy  nie  warto 

poświęcić trochę czasu by się dowiedzieć? A jeśli to pewne, że ona się nie 

zmieni to skoszę ją wewnątrz siebie. 

Oh, Boże. Czy ja tak potrafię? 

Barnaba  posadził  nas  delikatnie  na  ziemi,  a  ja  w  końcu 

odetchnęłam. Rozluźnił swój chwyt wokół mnie i odwróciłam się wiedząc, 

że  mam strach  wypisany  na  twarzy. Lecz  on  wymusił  słaby  uśmiech dla 

mnie. 

- Zobaczymy się później. - Powiedział. Przytrzymałam go za rękaw 

by nie odszedł na krok.  

- Nie zostajesz? - Zadrżał mi głos. Nienawidziłam tego. 

Wzdychając opuścił głowę by chwilę później spojrzeć na mnie. 

-  Nie  mogę.  Muszę  iść.  Mam  nadzieję…  Mam  nadzieję,  że 

zobaczymy się później. 

Zamierzają zabrać mi amulet. Wiedziałam. Moja ręka chwyciła go. 

W tym momencie było to bezużyteczne no ale cóż… 

- Pamiętaj o mnie. - Odetchnęłam 

background image

Barnaba  chwycił  mnie  pod  brodę,  kciukiem  ocierając  łzy,  które 

pojawiły się nie wiadomo skąd. 

- Jeśli mi pozwolą. - Powiedział. - Byłaś bardzo dobrym Strażnikiem 

Czasu, Madison. 

Jego  ręka  opadła,  oczy  zlustrowały  mnie  a  potem  się  cofnął.  Jego 

skrzydła  wykonały  jeden  szybki  ruch  i  momentalnie  znalazł  się  w 

powietrzu. Poczułam się samotna i nieszczęśliwa. 

Nakazano  mu  odejść  i  tak  zrobił.  Anioły  były  sługami,  tak  mówił 

Barnaba. Ale jeśli ktoś służył niechętnie to czy nie było to niewolnictwo? 

Gorzkie postanowienie odepchnęło mój strach gdy przyglądałam się 

jego  wirującej  sylwetce.  Obrócił  się  i  zniknął.  Oczywiście  miałam 

możliwość by oddać amulet by odzyskać ciało, lecz rzeczy się zmieniły. Ja, 

nie, my mieliśmy udowodnić, że los duszy nie jest przesądzony i można ją 

naprowadzić  na  lepszą  drogę.  Chciałam  swojego  ciała,  amuletu  i  szansy 

by  zobaczyć  czy  to  się  uda.  Zobaczyć  to  tak  jak  teraz  oglądałam  dom 

Rona. Obiecałam sobie, że nie pozwolę by cokolwiek obyło się bez walki. 

Owinęłam się ramionami i patrzyłam przez ogromne drzwi patio na 

salon  wyłożony  brązowymi  płytkami  z  jasnym  różem  i  pomarańczem.  

Wyglądał  bardzo  pustynnie  w  przeciwieństwie  do  moich  podmiejskich 

zieleni.  Nic  dziwnego,  że  Ron  nosił  pustynne  szaty.  Piasek  musiał 

dostawać się wszędzie. 

Pukanie nie wydawało mi się dobrym pomysłem biorąc pod uwagę, 

że słońce jeszcze nie wzeszło. To nie było tak że nie chciałam rozmawiać z 

Ronem. 

-  Gdzie  jesteś?  -  Szepnęłam  patrząc  na  bladoniebieskie  niebo 

wyglądające niemal na białe. Nie było Serafinów. 

background image

Poszłam  usiąść  na  murku  otaczającym  patio.  Wędkarstwo,  w  ten 

sposób mogłam zobaczyć dom i wschodzące słońce. Nigdy nie byłam na 

pustyni a to było zapierające dech w piersiach piękno. Horyzont był tak 

daleko a kolory mieszały się w sobie niczym akwarele. Wiatr wiał na mnie 

tak jakby nigdy nie otarł się o cokolwiek wcześniej. Mogłam poczuć szum 

w  swoich  żyłach  i  zastanawiałam  się  czy  to  nie  z  powodu  świętej  ziemi. 

Musiała  taka  być  skoro  Serafin  postawił  na  niej  stopę.  Moja  wyspa  też 

była święta. 

Uderzyłam  w  szklane  drzwi  rozbijając  swój  nastrój  a  obracając  się 

poczułam  ucisk  w  klatce  piersiowej  na  widok  Rona.  Wściekły  otwierał 

rozsuwane drzwi. 

-  Ty!  -  Krzyknął  uderzając  swoimi  kościstymi,  nagimi,  brzydkimi 

stopami wychodząc. - Paul zniknął. A ty jesteś tutaj. Co z nim zrobiłaś? - 

Jego krok zwolnił gdy zauważył moje ciuchy Czarnego Żniwiarza. 

Zsunęłam się ze ściany i poprawiłam swoją za duża tunikę. 

- Cześć Ron. Ładne miejsce. Tylko trochę chujowy dostęp brak dróg 

itp.  A  może  to  taki  bonus  by  utrzymywać  ludzi  z  daleka  od  dostania się 

tutaj? 

Przeraziłam  się  gdy  pojawił  się  przede  mną  i  zaczął  potrząsać 

swoimi  małymi  rękami  moje  ramiona.  Byłam  zbyt  zaskoczona  by  go 

powstrzymać, poza tym sądzę że zasłużyłam sobie na to. 

- Serafiny kazały mi tu przyjść. - Powiedziałam szczękając zębami. - 

Nie mój pomysł. Czekam na nich. Zabieraj swoje… Ręce! 

Puścił, cofając się i próbując zgadnąć czy mówię prawdę. Jego oczy 

zwęziły się od wschodzącego słońca, spojrzał na mnie. 

- Ty żyjesz. -  Powiedział nagle a oczy powiódł do mojego amuletu.  

background image

- Ta. - Odparłam z irytacją. - Odnalazłam ciało. Dzięki za dołożenie 

cierpienia. 

- Nie zamierzam poprawić twojego amuletu, jeśli po to tu jesteś. - 

Powiedział wyniośle cofając się powoli i rozglądając dookoła na niebie. - 

Gdzie jest Paul? 

Pociągnęłam  nosem.  Nie  chciałam  by  wiedział  jak  beznadziejna 

byłam. Poprawić mój amulet? Poprawić by współgrał ze mną, pff. 

-  Uważaj.  -  Zakpiłam,  odwracając  się  by  spojrzeć  na  wschodzące 

słońce. - Jeszcze ktoś pomyśli że ci na nim zależy. 

-  Ty  mała…..  Dziewucho.  -  Splunął,  odwróciłam  się  słysząc 

nienawiść  w  jego  głosie.  -  Gdzie  jest  Paul?!  Zmienił  podpis  swojego 

amuletu. Nie wiem jak ale zrobił to. Nie potrafię go odnaleźć. 

Uniosłam  brwi.  Nie  powiedziałam  mu  jak  zmienić  oddźwięk,  więc 

sam  musiał  to  zrobić  gdyż  pomagał  mi,  ciemności,  ocalić  kogoś  przed 

światłem.  Nawet  nie  próbowałam  ukryć  swojego  zadowolonego 

spojrzenia przez co Ron dostawał szału. 

- Nie! - Krzyknął. - Jak śmiesz niszczyć relacje z moim uczniem? 

-  A  dlaczego  nie?  Ty  zniszczyłeś  moje  relacje  gdy  byłam  uczniem 

Kariosa. - Powiedziałam z założonymi rękami. - Cóż, wciąż byłabym jego 

uczennicą  gdyby  nie  próbował  mnie  zabić!  Paul  mi  pomaga.  Zbawiamy 

dusze. 

-  Jesteś  w  błędzie,  Madison.  -  Stał  sztywno  przede  mną  z 

zaciśniętymi  pięściami.  Jego  oczy  stały  się  na  chwilę  niebieskie  jakby 

dotykał  boskości.  -  Nie  można  zmienić  losu  człowieka  po  śmierci  jego 

duszy. 

- Możesz, jeśli złapiesz ją na tyle wcześnie nim umrze całkowicie! - 

Krzyknęłam słysząc jak mój głos został porwany przez pustynny wiatr. - 

background image

Jaki masz problem? Jesteś jedynym który wierzy w wybór czy jesteś tym 

który w niego wierzy po jego dokonaniu? 

Podszedł  do  mnie,  a  ja  stałam  pewnie  pokazując  całą  sobą  swoje 

zdecydowanie. 

- Co zrobiłaś? 

- Nic. - Cofnęłam się o krok, nie podobało mi się że był tak blisko. 

Mój amulet w ogóle nie działał a jeśli umrę przed nadejściem Serafinów… 

Cóż,  i  tak  pewnie  by  mnie  nie  posłuchali.  -  Paul  pomaga  mi  odnaleźć 

Tammy  łącząc  nasze  amulety.  Widzieliśmy  błysk.  -  Powiedziałam  a  Ron 

poszarzał.  -  To  nie  jest  takie  super,  Ron.  Oboje  widzieliśmy  co  stało  się 

ludziom posiadającym Anioła Stróża, który nie potrafił obudzić ich duszy. 

Paul  nie  był  tym  zachwycony,  ja  również.  Nic  dziwnego,  że  Strażnicy 

Czasu  Ciemności  zabijają  ludzi  by  temu  zapobiec.  Zaczynam  uważać,  że 

mają rację. Nikt nie zasługuje by zostać zjedzonym przez czarne skrzydła. 

Ich  egzystencja  zostaje  usunięta,  jakby  nigdy  nie  istnieli.  Kiedy 

zamierzałeś mu o tym powiedzieć? Kiedy byłbyś na łożu śmierci a twoje 

pranie mózgu miało go uczynić drugim tobą? 

-  Sprowadziłaś  na  niego  ciemność…  -  To  było  niczym  szept,  lecz 

mogłam zobaczyć zbudowane w nim napięcie. 

- Wcale nie! - Trwałam przy swoim. -Widzieliśmy prawdę! I jest ona 

do bani! 

- Sprowadziłaś na niego ciemność! - Krzyczał a jego twarz stawała 

się  czerwona. -  To mój  pomocnik! Jesteś  toksyczna  Madison, zatruwasz 

wszystko co tylko dotkniesz! 

- Staramy się kogoś ocalić! - Odkrzyknęłam, wciąż wstrzymując się 

jakbym  była  przerażona.  -  Anioły  Stróże  nie  strzegą  życia.  Pilnują 

zmarłych  w  próżnej  nadziei,  że  jakoś  ożywią  swoją  duszę.  Ludzi  nie 

background image

można zmienić, chyba że zobaczą dobro i zło. Światło i mrok. System już 

nie działa! - Lecz on nie słuchał, jego kościste stopy krążyły po posadzce 

potrzebując  wyładować  swoją  wściekłość.  -  On  był  moim  uczniem  a  ty 

obróciłaś go przeciw mnie! 

Zaczerpnęłam tchu by móc jeszcze trochę na niego pokrzyczeć, lecz 

jego amulet rozbłysnął i zmienił się w wspaniały miecz. 

-  Hej!  -  Krzyknęłam  cofając  się  by  zwiększyć  przestrzeń  między 

nami, lecz zeszłam już z patio w miękki piach. Zamachnęłam rękami dla 

złapania równowagi i zeszłam na piach. Z irytacją wypuściłam powietrze. 

Nic  nie mogłam  zrobić. W  momencie gdy zamachnął  się na  mnie miecz 

zalśnił w świetle słońca. 

Rozszerzyłam  oczy,  a  oddech  ugrzązł  mi  w  piersi  gdy  miecz  Rona 

zabłysnął.  Wówczas  obrócił  nim  by  złapać  pierwsze  promienie  nowego 

dnia. 

Umrę.  Znowu.  Pomyślałam  nie  wiedząc  już  co  to  znaczy.  Nagle 

matowo,  czarny  miecz  śmignąłby  zablokować  Rona.  Rozległ  się  brzdęk 

skrzyżowanych ze sobą ostrzy. Poczułam zawroty głowy gdy bańki energii 

zostały  uwolnione  wyciskając  kolor  słońca  i  mieszając  się  z  odgłosem 

nieba.  Miecz  nade  mną  wyglądał  tak  niezmiennie  jak  czas  przesiąkając 

światłem.  Moje  oczy  starały  się  przyzwyczaić  i  ujrzałam  nad  sobą 

Serafina.  Nie  mogłam  stwierdzić  czy  to  był  ten  co  ostatnio  gdyż  białe 

światło  raniło  moje  oczy.  Twarz  miał  okropną  ze  złości,  lecz  krótką  ze 

zrozumienia i cierpliwości. 

-  Daj  mi  to.  -  Zażądał  Serafin  wyrywając  z  luźnego  uścisku  Rona 

miecz. 

Miecz  Rona  w  uścisku  Serafina  brzdęknął  pękając  od  samej 

rękojeści. Ron potknął się w tył a amulet na jego piersi zaświecił krótko a 

potem zgasł. Moje usta rozszerzyły się na widok pęknięcia w kamieniu, z 

background image

którego wyciekły srebrne linie nieskończoności. Widząc to Rona ogarnął 

wstyd. 

Lecz wciąż był wściekły.  

Usiadłam  u  stóp  Serafina,  oszołomiona.  Okropnie  czarny  miecz 

zniknął  a  Serafin  wyciągnął  do  mnie  rękę  pomagając  mi  wstać. 

Obserwowałam  jak  porusza  się  moja  ręka  mając  wrażenie,  że  to  sen. 

Dłoń,  którą  do  mnie  wyciągnął  była  doskonała,  lecz  zbyt  silna  jak  na 

kobiecą oraz zbyt szczupła jak na męską. Jak tylko włożyłam swoją w jego 

mogłam poczuć szum boskiej mocy, wyraźnie kontrolowany. 

-  Strażniku?  Czy  jest  coś  o  czym  chciałbyś  porozmawiać?  -  Rzekł 

wysoki anioł bez wysiłku stawiając mnie na nogi. 

-  Ona….  -  Wyjąkał  przesuwając  wzrokiem  po  swoim  mieczu 

trzymanym  przez  Serafina.  -  Ona  nastawiła  początkującego  Strażnika 

Czasu Światłości przeciw mnie! 

- Mmmmm. 

To  był  powolny  dźwięk,  lecz  przysięgam,  że  usłyszałam  huk  z 

odległych  gór  jakby  myśli  Serafina  odbiły  się  echem  między  ziemią  a 

niebem. Mój puls był szybki, odsunęłam się od nich odnajdując patio i nie 

wiedząc  co  zrobić  z  rękami.  On  mnie  ocalił,  lecz  przed  czym?  Przecież 

zamierzali odebrać mi amulet. 

- Przepraszam. - Wyszeptałam ostrożnie cofając się wraz z Ronem w 

czasie kroków Anioła gdy wchodził na posadzkę. Coraz łatwiej było mi na 

niego patrzeć, lecz blask i piękno w jakiś sposób mnie raniło. 

- Pokazałaś Paulowi prawdę odnośnie Aniołów Stróży. - Patrząc na 

mnie  zbyt  uprzejmie  co  wydawało  mi  się  nie  do  zniesienia.  -  Oni  cieszą 

się,  że  ich męki  zostały  wreszcie  zrozumiane  a  pochwały  są  wyśpiewane 

background image

niezależnie od tego czy coś się zmieni. Paul dokonał wyboru. Taki był jego 

los. 

- To nie prawda. - Powiedział sfrustrowany Ron. - Ona zwróciła go 

przeciw mnie! - Protestował. - Mojego ucznia! 

Podskoczyłam  gdy  Anioł  nagle  spojrzał  na  Rona.  Nawet  nie 

zauważyłam  jego  ruchu,  Ron  również  dlatego  przestraszony  zamknął 

usta. 

- Sam zwróciłeś go przeciw sobie ukrywając przed nim tą wiedzę. - 

Powiedział  Serafin.  -  Jednak  chciałbym  wiedzieć  dlaczego  Madison  jest 

smutna będąc na ziemi. Mogę robić tylko jedną rzecz naraz. To uciążliwe, 

gdyż  bycie  zdolnym  do  robienia  jednej  rzeczy  naraz  pozwala  nam 

podziwiać rezultat tylko tej rzeczy a nie wielu z nich. 

Serafin  zwrócił  się  do  mnie.  Troska  ścisnęła  jego  brwi  przez  co 

wyglądał jeszcze piękniejszy. 

- Madison, dlaczego jesteś smutna? 

Nie mogłam spojrzeć w górę czując się jakbym stałą przed samym 

Bogiem. 

-  Zabrałam  kawałek  duszy  Tammy.  -  Przyznałam.  -  Podczas 

widzenia przyszłości. 

- Obrzydliwe! - Syknął Ron, a ja się z nim zgodziłam. 

Podniosłam głowę zerkając błagalnie na Serafina.  

-Wspomnienia  były  tak  piękne.  Nie  chciałam  aby  zostały  pożarte 

przez  czarne  skrzydła  i  zniknęły  na  zawsze.  Oddałabym  je  powrotem 

gdybym mogła. Czy mógłbyś je jej oddać za mnie? - Jedyne co mogłam to 

napotkać wzrok Anioła, w którym dostrzegłam zrozumienie, nie, to było 

zadowolenie.  -  Umieściłam  je  w  kawałku  swojej  duszy  by  nie  uległy 

background image

zmianie. - Dodałam z obawą. - Nie mogłam pozwolić by tak wiele radości 

zostało zapomniane… na zawsze. 

-  Mmmm.  -  Znów  grzmot  przeszył  czyste  błękitne  niebo,  a  słońce 

wzeszło wyżej. - Jak twierdzi starożytne prawo dałaś ofiarę za jej duszę. 

Nie  ma  tu  czego  naprawiać.-  Powiedział  dotykając  mojego  ramienia 

dzięki  czemu  poczułam  się  podbudowana.  -Wspomnienia  rosną  gdy  są 

dzielone  z  innymi  tak  jak  i  dusze.  Wzięłaś  fragment  jej  wspomnień  z 

przyszłości a nie z teraźniejszości, więc wciąż go ma. Czeka ją teraz długie 

życie pełne smutku i wspomnień tak pięknych, że nie sposób zapomnieć o 

tym co nas umacnia. To sposób… - Serafin zawahał się a jego usta lekko 

wykrzywiły się co miało być oznaką humoru. - …Na rozpoznanie ich. 

Byłam bliska płaczu ale Ron wydawał się dziwnie zadowolony stojąc 

na szeroko rozstawionych nogach z założonymi rękami. 

- A wtedy Paul przydzieli jej Anioła Stróża. - Zaczął. - Jeśli żyje to 

musi go mieć. Tak będzie lepiej dla Paula. 

 

Anioł  puścił  moje  ramie  i  roześmiał  się.  Ten  dźwięk  wprowadził 

powietrze w drżenie. Początkowo chciałam uciekać, lecz Anioł skupił się 

na Ronie a nie mnie. 

-  No!  -  Powiedział  a  chłodny  powiew  dotknął  mojej  twarzy,  dość 

ciężki  z  odrobiną  wilgoci.  To  było  dziwne  jak  na  pustynię.  -  Ale  tak,  to 

dobrze  dla  Paula.  Madison  pokazała  mu  jak  zagubiona  dusza  odnajduję 

radość a jego rady dały jej siłę by mogła o to walczyć. Jej los zmienia się w 

tym  ważnym  momencie  a  jej  życie  toczy  się  dalej.  Umarła  z  gracją 

dotykając  wielu  dusz.  -  Serafin  obrócił  się  do  mnie  gdy  patrzyłam  na 

niego z otwartymi ustami. - Dobrze postąpiliście z Paulem. 

-  Z  Tammy  wszystko  w  porządku!  -  Powiedziałam  podniecona. 

Zrobiliśmy to. Zrobimy to po raz drugi! Na pewno widzieli to teraz? Lecz 

wtedy mój nastój zmiękł, rozpuścił się i umarł. Los Tammy nie był moim 

background image

jedynym  zmartwieniem.  Ścisnęłam  amulet  dotykający  mojego  ciała. 

Miałam  go  oddać  jeśli  kiedykolwiek  odzyskam  ciało,  lecz  nie  chciałam 

tego. Chciałam zostać. Pozwolą mi zostać jeśli tego chce prawda? 

- Z Tammy wszystko w porządku. - Powiedział Serafin uśmiechając 

się ciepło bym poczuła się lepiej pomimo, że mój świat się rozpadał. 

- Dzięki tobie i Paulowi. Ponieważ pracowaliście razem. 

Ron właśnie stracił stanowisko, był okropnie ponury. 

- Paul nie będzie moim przełożonym. - Powiedział stanowczo. - To 

skandal!  Światło  i  Ciemność  pracujące  razem.  To  niedopuszczalne! 

Służyłem tutaj przeszło sto żywotów... 

- I nadal będziesz to robił. - Przerwał mu Serafin odwracając swoje 

piękne bose stopy. - Zapomnisz o planach Paula i o tym co wydarzyło się 

dziś rano. 

Moje oczy rozszerzyły się gdy podniósł miecz Rona nad jego głową i 

wbił  go  głęboko  w  kamienną  posadzkę.  Ziemia  zadrżała  a  ja  z  Ronem 

upadłam.  Nagle  poczułam  zawirowanie  powietrza,  chmury  nad  nami 

zaczęły się kłębić. Spadł deszcz. Był to dar spoza czasu i spoza miejsca. 

Anioł stanął przed nami przerażający w swoim pięknie i gniewie. 

- Odzyskanie miecza będzie jedynie wolą nieba. - Wystraszony Ron 

przyglądał  się  scenie  jak  z  horroru,  gdzie  jego  miecz  wystawał  z 

kamiennej posadzki przypominając Excalibura. - Użyj czasu by odnaleźć 

swoją  odwagę  i  przemyśleć  to  wszystko.  -  Dodał  Serafin.  -  To  moje 

ostatnie zadanie nim opuszczę ten wir życia a ty nie jesteś odpowiedni do 

tego, Strażniku. 

Nie  rozumiałam  dlaczego  Ron  patrzył  na  mnie  z  taką  nienawiścią 

stojąc przed swoim mieczem jak gdyby był wężem. Jeśli go nie odzyska to 

jego amulet nie będzie mógł działać pełnią swojej mocy. 

background image

- Weźmie go, a jego pamięć odnośnie tego co zrobił Paul zniknie. - 

Powiedział  Serafin  kucając  by  znaleźć  się  na  mojej  wysokości.  To  była 

dziwna pozycja dla Anioła, aż zaparło mi oddech od jego bliskości. 

Powoli wstałam unosząc brwi w zrozumieniu. 

-  A  jeśli  pozostanie  tutaj  to  nie  będzie  miał  wystarczającej  siły  by 

nas powstrzymać. - Powiedziałam, a Anioł wyciągnął rękę klęcząc przede 

mną. 

Patrzyłam na nią czując jak zamarza mi twarz. Serafin prosił o mój 

amulet. 

- Ostania rzecz. - Powiedział, a ja chwyciłam kamień. 

-  Chcesz  mój  amulet.  -  Wyszeptałam.  Ron  parsknął  wyraźnie 

niestrapiony tym, że miałam wszystko stracić. 

-  Tak.  -  Serafin  podniósł  się  z  wdziękiem  wciąż  czekając  na  mój 

amulet. 

- Ale dowiodłam, że los można zmienić. Że umierającą duszę można 

ożywić.  -  Mówiłam  patrząc  na  chłodną  pustynię  jakby  czyny  z  mojej 

przeszłości można było tak gdzieś znaleźć i zebrać jako małe śliczne skały. 

- Wszyscy razem, światło i mrok. Ocalimy duszę Tammy i jej życie. Wiem, 

że mówiłam, że zrezygnuję gdy tylko odnajdę swoje ciało, lecz widziałam 

co  się  stało  z  tymi,  którzy  otrzymali  Aniołów  Stróży  i  sami  nie  potrafili 

ożywić swojej duszy. A to było okropne. 

- Racja. - Powiedział Serafin. - Pieśń Aniołów Stróży kołysze niebem 

-  Ale  zabicie  osoby  w  celu  ocalenia  jej  duszy…  -  lamentowałam  - 

…również jest okropne. 

- Racja. - Powtórzył Serafin, zdołałam usłyszeć zniecierpliwienie w 

jego  głosie.  -  Twój  amulet,  proszę.  To  bardzo  kłopotliwe  dlatego 

chciałbym już iść. 

background image

- Oddaj go Aniołowi, Madison albo on sam go weźmie. - Powiedział 

uradowany Ron, więc niechętnie ściągnęłam przez głowę amulet. Chciało 

mi się płakać czując jak opuszcza mnie łącząca z nim więź. 

-  Paul  i  ja…  -  Zaczęłam  gdy  Serafin  owinął  wokół  niego  ręce 

pociągając  go  ode  mnie.    -  Zmieniliśmy  to.  Potrafię  zrozumieć  dlaczego 

muszę o tym zapomnieć ale dlaczego muszę zapomnieć jego. 

Światło  zaczęło  wyciekać  z  pomiędzy  palców  Serafina,  czyste  i 

boskie. Otworzył dłonie i ciepłe białe światło kamienia powoli ochładzało 

się dopóki znów nie stał się czarny. 

-  Nie  mamy  zamiaru  sprawić  byś  o  nim  zapomniała.  -  Powiedział 

Anioł oddając mi amulet. 

Patrzyłam niedowierzająco. Oddają mi go? 

-  Kilkaset  lat  zajęło  znalezienie  kogoś  kto  potrafi  odnaleźć  linie 

czasu  i  manipulować  nimi  i  losem  tak  by  można  było  dokonać  jakiegoś 

wyboru. - Powiedział. - Proszę. Weź swój amulet. Chcę już iść. 

Wpatrywałam  się  w  swój  amulet  zwisający  z  palców  Serafina. 

Oddają mi go? 

Powoli  wyciągnęłam  rękę  zaciskając  palce  w  powietrzu  nim  go 

dotknęłam. 

-  Aaale…  -  Wyjąkałam  patrząc  na  stojącego  wciąż  w  tej  samej 

pozycji Anioła. -Odzyskałam ciało. - Stwierdziłam. 

Serafin obniżył ramię, a Ron zaczął krążyć, jego miecz znajdował się 

pomiędzy nami. 

- Chcesz być Strażnikiem Czasu Ciemności? - Zapytał 

- Tak! - Zawołałam patrząc na amulet. -Ale chce również być żywa! 

Anioł wzruszył ramionami. 

background image

-  Więc  zmieniłaś  zdanie.  -  Powiedział  uśmiechając  się.  - 

Wiedzieliśmy,  że  tak  będzie.  To  było  przewidywalne.  Weź  swój  amulet, 

został dostosowany do ciebie. 

 Nie oddychając wyciągnęłam rękę, zawahałam się. 

-  Bierz  go!  -  Zagrzmiał  Serafin,  podskoczyłam  wystraszona  i 

chwyciłam go. 

 

background image

Rozdział 13 

Tłumacz: Mglistaaa 

Korekta: isiorek03 

 

 

Centrum handlowe było miło zajęte, weekendowy ruch poruszający 

się szybko za wyłożonymi zdjęciami, większość ludzi niewidząca ich poza 

tym,  że  były  czymś  do  uniknięcia  na  drodze  do  nowej  pary  dżinsów  lub 

mrożonej  kawy.  Ale  tak  było,  gdy  żyliśmy  własnym  życiem  przez 

większość  czasu,  chyba,  że  coś  nas  mocno  uderzyło  żeby  zdać  sobie 

sprawę,  że  życie  jest  ulotne,  zbyt  zajęci  szczegółami  istnienia  by 

rozpoznać  rzeczy,  które  z  kolei  są  istotne  dla  życia.  Nie,  nie  byłam  w 

depresji  tylko  introspekcji  i  gdy  stałam  przy  zdjęciu  Nakity  z  cichego 

szpitala  w  nocy,  miałam  nadzieję,  że  nikt  nie  zauważył  tabliczki  spoza 

miasta.  Musiała  wziąć  ją  z  ukosa  a  następnie  wyszło  rozmycie,  tak,  że 

poświata  ustępowała  wszystkiemu  prawie  tak  jak  w  moim  widzeniu 

przyszłości. Ale nadal… Jakby się przyjrzeć…  

-  Czy  ona  rozmyła  to  celowo?  -  Zapytał  mój  ojciec  zza  mnie  a  ja 

prawie podskoczyłam prawie rozlewając shake, którego trzymałam. Josh 

dostał  go  dla  mnie  tłumacząc  tym  swoje  czajenie  się  w  pobliżu  budki  z 

jedzeniem. Lubił moje fotografie, ale po pięciu minutach z nimi miał już 

dość.  Barnaba  i  Nakita  byli  AWOL

3

,  ale  pomyślałam,  że  byli  gdzieś  w 

okolicy  unikając  mojej  matki  jak  większość  ludzi.  Tak,  moja  matka. 

Pokazała się bez zapowiedzi dziś rano, twierdząc, że jest tutaj dla pokazu 

centrum,  ale  myślę,  że  była  tutaj  w  drodze  do  Kalifornii  do  izby 

zatrzymań  młodzieży  i  zmieniła  kierunek.  Dzięki  Boże,  Barnabo, 

Serafinowie a może Grace.  

                                                           

3

 

nieobecni bez zezwolenia- kategoria personelu wojskowego

 

background image

- Boże, nie mam pojęcia, co jest w umyśle Nakity, kiedy robi zdjęcia. 

– Powiedziałam. - Ona po prostu namierza i klika. Wszystko. 

-  Tak,  więc  kiedyś  wykorzystywałaś  ten  sam  sposób.  -  Mój  tata 

zbeształ  mnie  dobrotliwie,  gdy  zmrużyłam  oczy.  Jego  ręka  na  moim 

ramieniu  powodowała,  że  czułam  się  na  swoim  miejscu  i  wzięłam  ją 

ciągnąc  go  daleko  zanim  zauważy  tabliczkę.  Wyciągając  szyję  starał  się 

patrzeć dłużej. 

-  Cokolwiek  robi  powinna  robić  tak  dalej.  -  Mrużąc  za  nim  oczy.- 

Wszystkie  jej  prace  są  unikatowe.  Dzikiej,  jakości.  To  tak  jakby  widzieć 

smutek, troski i radość po raz pierwszy dzięki niej. 

- Naprawdę? 

- Tak, naprawdę - powiedział, po czym spojrzał ponownie. - To nie 

nasz lokalny szpital prawda? 

-  Nie  zauważyłam  -  zmieszana  zatrzymałam  się  przy  ostatniej 

pozycji  Nakity  i  dostałam  ataku  paniki.  Tego  jednego  nie  widziałam  – 

nawet  nie  pamiętam  jak  było  zrobione.  Zdobyło  ono  najwyższą  nagrodę 

zgodnie z przyklejoną naklejką na aukcji, ale to nie to powodowało moje 

napięcie. Na zdjęciu byłam ja od tyłu, gdy szłam ciemnym chodnikiem z 

opuszczoną  głową  i  założonymi  rękami.  To  był  dom  Shoe  w  nocy,  a 

daleko za mną były kule jak bańki. Co najmniej pięćdziesiąt? Gówno, byli 

wokół mnie Anioły Stróże a ja nawet ich nie widziałam?  

- Um, chcesz zobaczyć moje? - Powiedziałam szarpiąc mojego tatę 

za ramię by go zabrać tam gdzie stała moja matka samotnie przed moimi 

trzema  pracami,  z  jej  modną  torebką  na  ramię  i  piętami  mocno 

obsadzonymi  w  porysowanej  podłodze  centrum  handlowego,  jak  gdyby 

tylko  moje  zdjęcia  tu  były,  ale  nie  ruszał  się  z  oczami  utkwionymi  w 

czarno-białej fotografii Nakity ze mną i Aniołami.  

background image

-  Jak  ona  to  zrobiła?  -  Zapytał  unosząc  palec  nad  kulami  -  I 

dlaczego? Myślisz, że to dwa zdjęcia nałożone na siebie? 

-  Prawdopodobnie  -  powiedziałam  stając  się  coraz  bardziej 

nerwowa.  Czy  podążali  za  mną  by  ocenić  mnie,  jako  Strażnika  Czasu? 

Barnaba zdawał się myśleć, że pomimo ich niewielkich rozmiarów Anioły 

Stróże  były  potężniejsze  nawet  niż  Serafinowie.  Może  byli.  Ktoś 

powiedział mi kiedyś, że cherubini siadają obok tronu Boga, ale im więcej 

słyszałam  od  „ekspertów”  tym  bardziej  zdawałam  sobie  sprawę,  że  nie 

mają o tym pojęcia.  

Powoli  ramiona  mojego  taty  zsunęły  się  a  jego  oczy  stały  się 

smutne, kiedy patrzył na zdjęcie. Zawahałam się a następnie wiedząc, że 

nie ruszy się dopóki nie zaspokoi ciekawości opadłam, z powrotem stając 

przy  nim  i  starając  się  zobaczyć  to,  na  co  on  patrzył,  nie  to,  co  było  za 

szybą, ale to, co było w umyśle osoby wykonującej zdjęcie.  

Czerń  bieli  rzuciły  wszystko  w  mglistą  ostrość  i  wyglądało  to  tak 

jakby  ciężar  świata  spoczywał  na  mnie.  Pamiętałam  tę  noc.  Nakita 

doskonale  odbiła  moje  zmartwienia, potrzebę  naprawienia  tego,  co było 

złamane.  I  kiedy  patrzyłam  na  to,  to  samo  zmęczenie  zaczęło  mnie 

wypełniać. Nakita była dobra. Naprawdę dobra.  

-  Czy  było  tak  ciężko?  -  Szepnął  mój  tata  zwracając  się  do  mnie  z 

lekkim bólem  wciąż  w  jego  spojrzeniu.  -  Myślałem,  że  jesteś szczęśliwa. 

Jeśli chcesz wrócić z matką... 

-  Nie! -  Zapewniłam  go  szybko,  przytulając  go  bokiem  i  ponownie 

prawie rozlewając shake. 

-  Jestem  szczęśliwa.  Podoba  mi  się  tutaj.  Lubię  z  tobą  mieszkać. 

Czuję  się...  Skoncentrowana.  -  Powiedziałam  używając  jednego  z  jego 

ulubionych słów. - To był ciężki wieczór. Wiesz... Chłopak. Ale teraz jest z 

nami ok. - Spojrzałam na Josha przy budce z jedzeniem, potem mrugając. 

background image

Barnaba  dołączył  do  niego  -  Nawet  nie  widziałam,  kiedy  je  zrobiła.  - 

Skończyłam.  

Mój  ojciec  spojrzał  na  moją  matkę,  która  stała  przed  moimi 

zdjęciami jakby były Mona Lisą.  

- Jeśli jesteś pewna... 

-  Sto  procent.  -  Powiedziałam  gorliwie,  a  następnie  dodałam.  - 

Tylko nie mów mamie, ok.? Ona mnie dziwnie ubiera. 

Roześmiał  się  patrząc  na  moją  krótką  spódniczkę,  rajstopy  i  top, 

który był tak niezgrany z resztą jak tylko możliwe. Wiele z napięcia, które 

zgromadził, kiedy dowiedział się o przyjeździe mamy wyparowało. Patrzył 

na mnie przez cały ranek próbując się dowiedzieć, co było inaczej. Myślę, 

że jego podświadomość wiedziała, że znów byłam żywa i starał się znaleźć 

jakieś bardziej racjonalne wytłumaczenie tej zmiany. 

Uśmiechając się położył  rękę  na  moim  ramieniu  i  powoli  ruszył  w 

kierunku  mojej  mamy.  Chciałam  zdobyć  wyróżnienie  z  tego  powodu,  że 

moja mama stała tam z dumą promieniującą bardziej niż te  perfumy za 

trzysta dolarów.  

- To jest cudowne, Madison - powiedziała stroniąc od pióra z aukcji 

i  używając  jej  własnego  turkusowo  inkrustowanego  pióra  by  złożyć 

skandaliczną  ofertę.  -  Ciągle  robisz  zdjęcia  marzeń?  -  Dodała  odnosząc 

się  do  mojego  dziecięcego  zainteresowania  fotografowaniem  chmur.  To 

nie było nic specjalnego, tylko zdjęcie, aby spełnić wymagania klasy. Nie 

zasługiwało  nawet  na  wyróżnienie  gdyby  mnie  pytać.  To  jedno 

pokazywało czarne skrzydła krążące nad opuszczony budynkiem.  

- Dzięki, mamo. - Dając jej przytulenie, żeby czasem się nie kłócić. 

Uścisnęłam  ją  zamykając  oczy  przy  dotyku  jedwabiu.  Jej  uścisk  był 

odrobinę  za  ciasny  i  o  chwilę  za  długi  a  ona  wydawała  się  zatroskana, 

background image

kiedy  wyłamałam  się  z  niego  i  szukała  mojego  wzroku.  Wyglądała  tak 

samo  w  jej  modnych  butach,  pogniecionych  spodniach  i  bluzce  z 

jedwabiu.  Jej  włosy  były  w  najnowszym  konserwatywnym  ścięciu  a  jej 

makijaż  był  perfekcyjny.  Chuchnęła  jak  zwykle  na  mój  wybór  odzieży  i 

taty  zwykłe  spodnie  i  koszulę,  ale  mogłam  powiedzieć,  że  się  o  mnie 

martwiła.  Zmarszczki  wokół  jej  oczu  przełamały  się  wolne  przy  jej 

ekspresji krem pozostawiając w tyle.  

-  Nie  mogę  uwierzyć,  że  zjawiłaś  się  tu  aż  z  Florydy  na  pokaz  w 

centrum, mamo - powiedziałam próbując ją powstrzymać od patrzenia na 

Josha i Barnabę.  

Jej uwaga zwróciła się na mnie i szybki niepewny uśmiech pojawił 

się na jej ustach. 

-  I  ominąć  to?  Nie  ma  mowy.  Nie  miałam  nic  na  ten  tydzień,  ale 

zbieracze  funduszy  na  raka  i  ludzie  prowadzący  to,  wiedzą  lepiej  ode 

mnie, co trzeba robić. - Odłożyła swoje pióro, starannie ignorując mojego 

tatę, gdy przeniosła się do następnego zdjęcia z czarnymi skrzydłami.  

-  Mówiłam  Ci,  że  zmienili  plan  lotu  samolotu  w  Arizonie?  -  Moja 

mama  dodała  kiwając  głową  na  „wrony”  -  Lot  został  odwołany.  Prawie 

dostałam  się  na  lot  do  San  Diego  nie  do  Illianos.  Piekielny  sposób 

prowadzenia linii lotniczych. 

Wierciłam się nie wiedząc, co powiedzieć.  

- Cóż cieszę się, że tu jesteś - powiedziałam wreszcie. - To dla mnie 

naprawdę wiele znaczy. 

Wypiłam  końcówkę  mojego  shake,  widząc  jak  mój  ojciec  ukrył 

uśmiech, gdy moja mam zmarszczyła brwi.  

To  był  pierwszy  raz  od  kilku  miesięcy,  kiedy  jadłam  przy  nim  bez 

przymusu.  Nadal  byłam  głodna  i  spojrzałam  na  pobliską  budkę  z 

background image

jedzeniem  gdzie  Barnaba  czekał  z  Joshem  i  na  pół  zjedzonym  talerzem 

frytek.  Nakita  pokazała  się  stojąc  z  wysuniętym  biodrem  a  jej  oczy  były 

zwężone. Ona i Barnaba kłócili się. Wielka niespodzianka.  

Moja mama jak zawsze wrażliwa na chłopców wokół jednej jedynej 

córki uniosła brwi na osobliwe trio. Barnaba był jak laleczka, ale to Josh 

był  tym,  który  patrzył  na  mnie  z  nadzieją  nawet,  kiedy  władał  frytki  do 

ust.  Mój  żołądek  warknął.  Wydawało  się  chciał  nadrobić  stracony  czas. 

Przynajmniej moje siniaki nie były widoczne.  

P Hej, um ludzie macie coś przeciwko żebym poszła porozmawiać z 

przyjaciółmi  na  chwilę?  -  Spytałam,  chcąc  zjeść  te  wszystkie  pozostałe 

Joshowi frytki sama.  

- Tak, idź - powiedziała moja mama marszcząc podejrzliwie brwi na 

Barnabę.  

-  Są  zaproszeni  na  by  pójść  z  nami  obiad  -  dodała  a  jej  wzrok 

przeniósł się na mój amulet. 

-  Zapytam  -  cofnęłam  się  i  poczerwieniałam,  gdy  mój  tata 

potrząsnął swoim nadgarstkiem poprawiając zegarek.  

- Rezerwacja na dwunastą trzydzieści - dodała moja mama. - Myślę, 

że van, którego wynajęłam pomieści nas wszystkich. Chciałabym poznać 

twoich nowych przyjaciół - spojrzała na zegarek i mruknęła. - Jedenasta 

siedemnaście, ogłoszenie. - Patrząc zrobiła wydech i powiedziała do mnie 

- Szczególnie z twoim chłopakiem. 

Oh, Boże. Zabierz mnie teraz.  

-  Już  spotkałaś  Josha.  -  Powiedziałam  wiedząc,  że  mówiła  o 

Barnabie. 

- Kim jest ten młody człowiek, który mówi do Niki? - Zapytała.  

background image

- To Nakita - poprawiłam ją czując się nie komfortowo, gdy Nakita 

straciła  pewność  siebie  po  czymś,  co  powiedział,  zmywając  gniew 

żniwiarki  i  pozostawiając  jedynie  smutek.  Coś  powodowało,  że  Josh 

również wyglądał nieszczęśliwie.  

- A Barnaba nie jest moim chłopakiem - powiedziałam a moje usta 

się  otworzyły,  gdy  Nakita  przytuliła  Barnabę.  -  On  jest  bardziej  jak... 

Zawahałam  się,  gdy  zobaczyłam  jak  Nakita  odwróciła  się  i  odeszła  z 

pochyloną głową i wyglądając na nieszczęśliwą. - On pomógł mi w kilku 

sprawach. - Powiedziałam zatroskanym głosem. Co się dzieje? 

Moja matka odchrząknęła i odwróciłam się z uderzeniem gorąca na 

jej niewierzący wzrok.  

- On wydaje się być Casanovą. 

Kiedy moja matka się myli, to bardzo się myli?  

- Taak - powiedziałam chcąc odejść i dowiedzieć się, o co chodzi. - 

Hm, nie masz nic przeciwko.. Ja.. uh  

-  Idź  -  powiedział  tata  znajdując  swój  własny  długopis  w  kiszeni  i 

przebijając ofertę mamy na moje kiepskie zdjęcie. Moja mama chuchnęła, 

gdy się odwróciła i nie mogłam nic poradzić na uśmiech. Wiedziałam, że 

nie  było  szansy  by  kiedykolwiek  byli  znowu  razem,  ale  był  tam  pokój, 

którego nigdy wcześniej nie było i miło było mieć ich oboje wokół mnie. 

Skupionych,  jak  to  mówił  mój  tata.  Z  głową  w  dole,  gdy  przez  chwilę 

żyłam moim małym marzeniem wrzuciłam pusty kubek po shake, czując 

się  dobrze,  gdy  dołączyłam  do  Barnaby  i  Josha.  Prowadząc  frytkę  przez 

ketchup,  Josh  dał  mi  wyrozumiały  uśmiech,  obejmujący  moich  ludzi, 

jednego  komfortowego  i  prawie  niedbałego,  drugiego  spiętego  i 

gotowego. 

background image

-  Madison,  twoja  mama  wygląda....  miło.  -  Zaoferował  a  ja 

prychnęłam.  

-  Nie  mogę  sobie  wyobrazić,  dlaczego  ty  i  twoja  mama  się  nie 

dogadujecie. - Dodała Josh i osunął się na krześle.  

-  Ona  jest  w  porządku  -  powiedziałam  wyciągając  się  jak  moja 

mama nie marszcząc brwi. - Ona po prostu chce mieć pewność, że jestem 

bezpieczna. - Sięgnęłam po jedną z frytek Josha i przyciągnęłam talerz do 

siebie. Ciepło w moim środku rosło. Tak, lubił mnie. Chłopak nie oddałby 

tak frytek gdyby tak nie było.  

Barnaba  przeniósł  swój  wzrok  z  powrotem  od  sklepu,  do  którego 

weszła Nakita, a jego wyraz stał się poirytowany.  

- Nie mogę iść na lunch. - powiedział zagniewany.  

Moje brwi się podniosły.  

- Słyszeliście to? 

Josh nabrał więcej ketchupu.  

-  On  słyszał  twoją  rozmowę.  Siedzenie  z  nim  to  jak  siedzenie  z 

agentem  FBI.  Ja  jednak  chciałbym  pójść  na  obiad.  -  Zjadł  frytkę  ledwo 

unikając skapującego ketchupu. - Wyjaśniłbym to z twoją mamą. 

Podążyłam  za  niewesołym  wzrokiem  Barnaby  do  holu.  Myślał  o 

Nakicie.  

- Ja ah rozmawiałam z Paulem dziś rano. - Powiedziałam i Barnaba 

zwrócił głowę z powrotem do mnie. Ślad, czegoś co mogło być alarmem 

przepłynęło przez niego i podniosłam rękę.  

- Jest dobrze z nami. - Powiedziałam. - Ron wyciągnął miecz z jego 

patio i nic nie pamięta o tym, że Paul nam pomagał ostatniej nocy. 

background image

-  Dobrze,  dobrze - słowa  Barnaby  nie były  zbyt zgodne z językiem 

jego ciała.  

- Również dostałem wiadomość od Paula. - Dodał z oczami na stole. 

- Naprawdę? - miałam nadzieję, że z Nakitą było ok. To nie było tak 

jakby ona... właśnie wychodziła. Ona była w siódmym niebie, może nawet 

dosłownie,  odkąd  dowiedziała  się,  że  zachowam  swoje  stanowisko 

Strażnika Czasu i rzeczy mogą się zmienić.  

Cisza zwróciła moją uwagę z powrotem na stół. Josh dał Barnabie 

spojrzenie,  a  żniwiarz  starał  się  go  ignorować  patrząc  na  swój  amulet. 

Zwykle  płaski  kamień  świecił  i  widziałam  w  nim  żółty  odcień.  Jakby 

przechodzący w czerwoną, żółć.  

- Co się dzieje? - spytałam pamiętając złość Nakity a potem smutny 

nastrój.  

-  Po  prostu  jej  powiedz  Barney  -  nakłaniał  go  Josh  zdobywając 

gniewne spojrzenie żniwiarza. 

- Powiedz mi, co? - zażądałam. 

Wciąż  jednak,  Barnaba  siedział  zaciskając  mocno  usta,  z  rękami 

splecionymi  na  stole.  Mogłam  zobaczyć  moją  matkę  stojącą  za  nim  i 

patrzącą na nas. Josh wziął łyka jego picia. 

- Barnaba chce wrócić do Rona. - Powiedział stanowczo. Moje usta 

się rozchyliły i usiadłam prosto.  

- Słucham? 

Mój głośny okrzyk przykuł uwagę mojej mamy, ale mój tata złapał 

ją za łokieć i pociągnął dając prywatność, na którą zasługiwałam, ale ona 

tego nie rozumiała.  

- Rona? - powiedziałam bardziej miękko, ale nie mniej gwałtownie.  

background image

Ekspresja  Barnaby  przeszła  z  wyzywającej  do  nieszczęśliwej. 

Ciemne  oczy  spojrzały  prosząc,  gdy  sięgnął  do  moich  rąk,  ale 

odciągnęłam je z dala. Nic dziwnego, że Nakita była wkurzona.  

- To nie tak, że chcę wrócić do Rona. Chcę wrócić z Paulem. 

Paulem? 

Widząc, że mój gniew się zawahał, pochylił się do przodu.  

- Madison rozmawiałem rano z Paulem, po skalibrowaniu twojego 

amuletu przez Serafinów. Powiedział, że Ron nie pamięta nie tylko tego, 

że nam pomógł, ale także mnie opuszczającego go. Ron myśli, że jestem 

nadal  Żniwiarzem  Światła  w  dobrej  kondycji.  Jak  myślisz,  dlaczego 

Serafinowie to zrobili?” 

- Chcesz wrócić? - powiedziałam nienawidząc tego, że mój głos był 

tak wysoki.  

-  Nie  wierzysz,  że  możemy  to  zrobić?  Po  tym  jak  przekonałam 

Serafinów do spróbowania? 

-  Nie!  -  Pokręcił  głową  rzucając  okiem  na,  Josha  który  dostał 

zdławionego chichotu.  

-  Wierzę.  ale  chodzi  o  Paula.  On  chce  pomóc,  ale  nie  może  tego 

zrobić na własną rękę. Potrzebuje kogoś do robienia zamieszania tak jak 

Josh robi dla Ciebie. 

Josh uśmiechnął się wkładając frytkę do ust.  

- Jestem twoim tajnym agentem, wsparciem. - Powiedział wyraźnie 

rozbawiony. Osunęłam się na łokcie na stole.  

-  Masz  Nakitę  do  pomocy.  -  Powiedział  cicho  Barnaba  z  głową 

prawie dotykającą mojej. 

background image

-  Paul  nie  ma  nikogo.  Znam  Rona  całe  jego  życie  i  to  daje  swego 

rodzaju wiedzę do pracy z nim. Paul będzie wysyłał ci Żniwiarzy Światła i 

ktoś będzie musiał kłamać o tym Ronowi. 

Uśmiechnął się łagodnie, z przebiegłym wyglądem.  

-  Jeśli  istnieje  jakaś  rzecz,  którą  potrafię  to  kłamanie. 

Okłamywałem samego siebie przez eony. Będę tam, jeżeli mnie będziesz 

potrzebować,  ale  w  międzyczasie  zostanę  z  Paulem  i  będę  uważać  na 

Żniwiarzy  Światła,  którzy  mogą  szukać  nowych  odpowiedzi  na  stare 

pytania i będę ich krył. 

Moje serce bolało.  

-  Dobrze.  -  Powiedziałam  czując  rosnące  gulę  w  gardle.  Ciągle 

odchodził, ale odchodził z celem. Barnaba miał być zarówno światła jak i 

mroku. Mógł to zrobić. Proszenie go by został byłoby egoistyczne.  

-  Będę  za  tobą  tęsknić  -  powiedziałam  odmawiając  moim  oczom 

drżenia a jeszcze bardziej płaczu.  

- Hej! - Powiedział a jego delikatny dotyk na mojej dłoni zdawał się 

mnie ogrzewać.  

- Nadal możemy rozmawiać, prawda?  

Skinęłam  głową,  nieszczęśliwa,  chociaż  miałam  wszystko,  czego 

chciałam. Barnaba był ze mną od momentu, kiedy ocknęłam się martwa 

w kostnicy a pożegnanie było… trochę jak rozpadnięcie się.  

Barnaba wstał a ja zamrugałam na niego. 

-  To  nie  tak,  że  umieram.  -  Powiedział  i  pochylił  się  żeby  mnie 

przytulić.  

-  Ale  zamierzam  podążyć  drogą,  której  użyłaś  by  wyglądać  tak 

jakbym dopiero wstał z łóżka. 

background image

Moje oczy zamknęły się i czułam w nim boskość, wdychając zapach 

piór i słoneczników. 

Moje myśli powędrowały do Sary, przeżywającej swoje życie z nim. 

Jakby to było tak, zastanawiałam się, mieć tą boskość cały czas ze sobą? 

Byłoby  to  dla  mnie  za  dużo,  i  puściłam  go.  Wstał  do  pełnej  wysokości  i 

uśmiechnęłam się do niego. 

-  Kochała  cię  do  ostatniego  tchnienia,  prawda?  -  powiedziałam 

nagle. 

Barnaba  zawahał  się,  zmieszany  aż  zorientował  się,  że  mówiłam  o 

Sarze.  

-  Potem  również.  -  Powiedział  poważnie.  -  Czasami...  zazdroszczę 

wam końca. Zakończenie nie zawsze jest złe. Najczęściej to tylko początek 

w  przebraniu.  -  Pochylił  głowę,  wzrokiem  przechodząc  obok  mnie.  - 

Powinienem już iść. 

Josh wytarł rękę i wyciągnął pięść.  

- Do zobaczenia po drugiej stronie, ornitologu. - Powiedział i dwie 

pięści się zderzyły. Gula w moim gardle wydawała się osiedlić na dobre, 

więc  wzięłam  głęboki  oddech.  Gdyby  moja  matka  widziała  mnie  taką 

pomyślałaby, że jestem zdruzgotana przez Barnabę. 

-  A  tak  w  ogóle  -  powiedział  Barnaba  odwracając  się  do  wyjścia.  - 

Myślę, że będziesz zbyt zajęta by za mną zatęsknić. 

Odprowadziłam  go  wzrokiem  w  dół  korytarza  gdzie  stała  Nakita, 

znów  pewna  siebie  i  opryskliwa  z  Demusem  obok  siebie.  Żniwiarz 

Ciemności  wydawał  się  zakłopotany,  ale  światło  w  jego  oczach  żądało 

odpowiedzi, które mógł znaleźć tylko ze mną. 

Moje  usta  rozchyliły  się  i  patrzyłam  jak  Barnaba  uśmiechając  się 

obrócił się półkolem a rąbek jego prochowca się zrolował.  

background image

Josh odchrząknął, gdy zgniótł jego talerzyk i serwetkę w kulkę.  

- Myślę, że Nakita przyprowadziła ci twojego pierwszego zdrajcę. - 

Powiedział  a  ja  po  prostu  potrząsnęłam  głową,  widząc  agresywne 

zmieszanie rudowłosego anioła stojącego obok Nakity. Wstałam myśląc, 

że  to  popołudnie  z  rodzicami  będzie  niezapomniane,  jeśli  nie  gorzej. 

Dobrze, że Nakita może zmieniać wspomnienia.  

- Myślisz, że jada owoce morza? - spytałam Josha.  

- Dobij mnie. 

Barnaba odchodzi, ale Demus zdawało się, że zajmie jego miejsce. 

Wprowadzenie  nowego  żniwiarza  w  barwny  nastrój  mogło  być  zabawne 

zważywszy,  że  szukał  odpowiedzi.  Miałam  moje  ciało  i  mój  amulet  i 

przyszłość,  która  miała  być  zarazem  wyzwaniem  i  przyjemnością,  gdy 

pracowałam  jeden  na  jednego  z  niebem,  pokazując  im  jak  świadomość 

zbiorowa  ludzkości  miała  destylować  ode  mnie,  że  życie  jest  tak  samo 

ważne jak dusza i kończenie jednego by ocalić drugie nie było konieczne, 

jeżeli światło i ciemność mogły współpracować w celu doprowadzenia do 

zrozumienia.  

Światło i ciemność pomyślałam dotykając palcami amuletu. Dobro i 

zło,  dusza  i  ciało  wszyscy  razem  zmieszani  w  bałaganie  tworząc  boski 

sens.  Całkowicie  zadowolona  szłam  obok  Josha  zastanawiając  się,  co 

będzie jutro i jaką duszę ocalę. Dzisiaj jednak byłam sobą, wychodząc na 

obiad z rodzicami i przyjaciółmi.  

I było mi z tym dobrze.