background image

Obowiązkowe lekcje seksu?

Aleksandra Pezda 2011-02-14, ostatnia aktualizacja 2011-02-14 12:10:55.0

Gimnazjaliści uprawiają seks, ale uczą się go od rówieśników i z internetu. Szkoła? Nie pamiętają, co jest na 
WDŻ. Rodzice? Nie umiemy rozmawiać z dziećmi o seksie - przyznaje co piąty rodzic.

Czekamy na Wasze listy. Napisz: 

sekskorepetycje@gazeta.pl

Anka z Warszawy, 14 lat, swój pierwszy raz ma za sobą. Zrobiła to ze starszym o rok gimnazjalistą. Uprzedziła nawet 
matkę. Najpierw dostała szlaban. Ale i tak wymykała się na randki zamiast na lekcje. - Postawiłam więc na otwartość i 
antykoncepcję - mówi matka Anki. Dała dziecku prezerwatywy. Tylko że dziewczynka i tak ich nie użyła - nie potrafiła 
przekonać do tego chłopca. - Zaprowadziłam córkę do ginekologa. Liczyłam, że przekona ją, iż seks bez zabezpieczeń 
jest groźny. Ale usłyszałyśmy tylko, że Anka na seks jest za młoda, a prezerwatywy nie ochronią ani przed ciążą, ani 
przed chorobami.

Anka ma w szkole lekcje wychowania do życia w rodzinie, oficjalnie WDŻ, popularnie - "seks". Jak wynika z 
najświeższych badań Interaktywnego Instytutu Badań Rynkowych dla GazetaEdukacja.pl (1250 badanych, wśród nich 
gimnazjaliści i ich rodzice), zajęcia z WDŻ są w co najmniej siedmiu na dziesięć polskich gimnazjów. W programie: 
dojrzewanie, budowa ciała, planowanie rodziny, inicjacja seksualna, asertywność. 14 godzin w roku, kilka z podziałem 
na płeć, żeby rozmawiać swobodnie.

Zajęcia nie są obowiązkowe, MEN pozwala rodzicom wypisać z nich dzieci. Jednak 81 proc. badanych uczniów 
zadeklarowało, że jeśli "seks" w szkole jest, to na te zajęcia chodzą. Aż 83 proc. rodziców uznało, że zajęcia są bardzo 
potrzebne.

Rodzice twierdzą nawet - i to dwa razy częściej niż dzieci - że "seks" w szkole powinien być obowiązkowy. Dlaczego? 
Bo sami nie potrafią o tym rozmawiać z dziećmi. Mają nadzieję, że szkoła uświadomi ich dzieci, także za nich.

- Rodzice mają prawo czuć się bezradni. Jedynie dobra szkolna edukacja może ochronić dzieci - mówi Zbigniew 
Izdebski, seksuolog i pedagog. Przed czym trzeba je chronić? Przed niewłaściwym partnerem albo przed częstą zmianą 
partnerów, przedwczesną inicjacją, przemocą seksualną, ciążą i chorobami przenoszonymi drogą płciową.

- Nastolatki najczęściej pytają o antykoncepcję i jak rozpoznać ciążę. Brakuje im podstawowej wiedzy o fizjologii i 
dojrzewaniu - mówi Aleksandra Józefowska z Grupy Edukatorów Seksualnych "Ponton". Od kilku lat prowadzi telefon 
zaufania. Spośród 1,8 tys. tegorocznych zgłoszeń 17 należało do nastolatek w ciąży, najmłodsze miały po 14 lat.

Jakie tematy omawia się na WDŻ? Aż 56 proc. badanych gimnazjalistów nie pamięta. Tematów nie zna również 73 
proc. rodziców. Gdyby zapytać o inny przedmiot, odpowiedzi mogliby szukać w notatkach albo w podręcznikach. Tylko 
że podręczników do "seksu" prawie nie ma - raptem co dziesiąty gimnazjalista przyznał, że z takich korzysta. Ani 
rodzice, ani uczniowie nie wiedzą nawet, że mają do wyboru kilka tytułów dopuszczonych przez MEN. Inna rzecz - czy 
to są dobre podręczniki? Według Interaktywnego Instytutu Badań Rynkowych część z nich publikuje treści niezgodne z 
aktualnymi naukowymi ustaleniami.

- Nie korzystam. Nie ma w nich nic konkretnego. Antykoncepcja? Głównie tradycyjne planowanie poczęć. To piękne, ale 
realia nastolatków są inne - mówi Izabela Kopik, szkolny psycholog i nauczycielka WDŻ z Lublina.

- Polskie lekcje "seksu" są zdominowane przez podejście światopoglądowe, a to utrudnia rzetelną edukację - przyznaje 
Tomasz Leonowicz, ginekolog-seksuolog z Fundacji Promocji Zdrowia Seksualnego.

Jego zdaniem z obawy przed trudnym tematem albo uwikłaniem się w spór ideologiczny szkoła zrzuca 
odpowiedzialność na rodziców. A rodzice na szkołę. Efekt?

Z opublikowanych kilka dni temu badań GfK Polonia dla firmy Bayer wynika, że w Polsce uprawiało już seks 12 proc. 
dzieci w wieku 12-15 lat i co trzeci 16- i 17-latek.

- Wśród młodzieży jest coraz więcej chorób przenoszonych drogą płciową - mówi lekarz. Wie o tym na podstawie 
własnych obserwacji z gabinetu i rozmów z lekarzami. - W Polsce nie ma takich statystyk, chociaż wszystkie kraje 
zachodnie tego pilnują. A my widzimy u nastolatków coraz więcej brodawczaka ludzkiego, który może być przyczyną 
raka szyjki macicy, i zarażeń bakterią chlamydii, która może doprowadzić do niepłodności.

Co możemy z tym zrobić?

Izdebski i Leonowicz są zgodni: - Edukacja seksualna powinna być obowiązkowa. Może opóźnić inicjację, może 
zapobiec zagrożeniom: ciążom, chorobom przemocy. Uczymy dzieci, jak przechodzić przez ulicę, żeby nie wpaść pod 
samochód. Tak samo powinniśmy je uczyć, jak sobie radzić z seksem.

Sekskorepetycje - nowa akcja "Gazety Wyborczej"

Co możemy jeszcze zrobić, żeby dzieci były bezpieczne, ale wolne? Będziemy się nad tym zastanawiać w "Gazecie". 
Zaczynamy akcję "Sekskorepetycje". Zapytamy psychologów, rodziców, autorów podręczników. Dlaczego nasza 
edukacja seksualna szwankuje? Czy rodzice mogą rozmawiać z dziećmi o seksie? Co wolno nauczycielowi powiedzieć 
o antykoncepcji? Co zrobić, kiedy twoja 15-letnia córka uprawia seks?

Dziś na wyborcza.pl opublikujemy wyniki grudniowych badań nad świadomością seksualną gimnazjalistów. A w 
"Gazecie Wyborczej " w tym tygodniu codziennie kolejny odcinek cyklu "Sekskorepetycje". Jesteś rodzicem, 
nastolatkiem, nauczycielem - podziel się swoimi doświadczeniami. Pisz do nas: 

sekskorepetycje@gazeta.pl

.

Tekst pochodzi z serwisu Wyborcza.pl -

http://wyborcza.pl/0,0.html

© Agora SA

Strona 1 z 1

Obowiązkowe lekcje seksu?

2011-02-14

http://wyborcza.pl/2029020,75478,9100746.html?sms_code=