background image

JOAN ELLIOTT PICKART 

 
 
 

Aniołowie i elfy 

 
 
 
 

Angels And Elves 

 
 
 
 
 

Tłumaczyła: Maria Filimon 

background image

PROLOG 

 
Forrest MacAllister przystanął w progu salonu, by przyjrzeć się leżącej na 

kanapie  kobiecie.  Wsparta  na  ułożonych  wysoko  poduszkach  czytała  powieść, 
zupełnie nie zdając sobie sprawy z jego obecności. 

Andrea,  jego  mała  siostrzyczka,  wyrosła  na  piękną  kobietę,  pomyślał. 

Kasztanowe  loki  opadały  na  ramiona  w  uroczym  nieładzie,  a  brązowe  oczy 
lśniły jasnym, czystym blaskiem. Co najważniejsze jednak, w cudowny sposób 
emanowało od niej szczęście i autentyczna radość życia. 

Andrea,  doszedł  do  wniosku,  odznacza  się  również  największym  i 

najokrąglejszym  brzuchem,  jaki  kiedykolwiek  widział.  Bliźnięta  zdecydowanie 
zajmowały wiele miejsca w łonie swojej ciężarnej mamy. Tak, jego siostrzyczka 
oczekiwała narodzin dzieci. 

– I co nowego, słoneczko? – Tym pytaniem przerwał panującą w pokoju 

ciszę. 

Twarz Andrei rozjaśnił uśmiech. 
–  Forrest!  Wielkie  nieba,  ty  naprawdę  wróciłeś.  Uściskaj  mnie.  Nie 

słyszałam, kiedy wszedłeś. 

– John wpuścił mnie, wychodząc – wyjaśnił Forrest, przemierzając pokój. 

– Twój mąż wygląda jak człowiek sukcesu. – Pochylił się, by objąć siostrę. – To 
mi się podoba. Mogę uściskać trzy osoby jednocześnie. 

Andrea zaśmiała się. 
– Wyglądam okropnie. Przypominam wyrzuconego na brzeg wieloryba. A 

teraz zostałam jeszcze skazana na leżenie w łóżku, na kanapie lub w fotelu, po 
to, by moje maleństwa nie pojawiły się na świecie za wcześnie. 

– Wyglądasz wspaniale. 
– Jestem gruba. Gruba, to właściwe słowo. Usiądź, proszę. Chcę się tobie 

przyjrzeć. Och, Forreście, tak się cieszę, że zdążyłeś wrócić przed narodzinami 
dzieci. Rok bez ciebie to zdecydowanie za długo. Bardzo za tobą tęskniliśmy. 

– Ja także tęskniłem za wami, choć ten wyjazd z pewnością był dla mnie 

wspaniałym doświadczeniem, o którym nigdy nie zapomnę. Japonia jest piękna, 
Andreo.  A zaprojektowanie domu,  który  wtopiłby  się  w krajobraz, zachowując 
jednocześnie własny, niepowtarzalny charakter, stanowiło wielkie wyzwanie. 

– Przysyłałeś wspaniałe listy, chociaż wciąż jesteś na bakier z ortografią. 
–  Ortografia  nadal  jest  obcą  mi  sztuką.  –  Ziewnął.  –  Straciłem  rachubę 

czasu. Nie mam nawet pojęcia, jaki dzisiaj jest dzień. Przyjechałem tu prosto z 
lotniska, ale mama i tata będą musieli zadowolić się rozmową przez telefon do 
czasu, aż się trochę wyśpię. 

– I nasi bracia. Do nich też lepiej zadzwoń. Michael i Ryan tak bardzo się 

cieszą, że wróciłeś do domu na dobre. 

background image

–  Na  pewien  czas  mam  dość  podróżowania.  Posłuchaj,  naprawdę  muszę 

trochę  się  przespać.  Zamierzałem  tylko  wpaść  na  chwilę  zobaczyć,  jak  się 
miewasz. 

–  Forreście,  zanim  pójdziesz,  chciałam  jeszcze  o  czymś  z  tobą 

porozmawiać. To nie potrwa długo. 

– Mów śmiało. 
– Hm, wiesz, że moją ulubioną autorką jest Jillian Jones-Jenkins i że kilka 

lat  temu  spotkałam  ją  w  księgarni  Deedee  Hamilton.  Bardzo  się 
zaprzyjaźniłyśmy od tamtej pory. 

Forrest skinął głową. 
– Tak, Jillian pisze te ckliwe romansidła, za którymi przepadasz. 
– Nie zaczynaj. To naprawdę brzydko drażnić kobietę w błogosławionym 

stanie.  Tak  więc,  Jillian  jeździła  ostatnio  po  kraju,  podpisując  swoje  książki,  a 
jutro  zatrzyma  się  w  księgarni  Deedee.  Proszę,  Forreście,  czy  mógłbyś  tam 
pójść, kupić najnowszą powieść Jillian i poprosić o autograf dla mnie? – spytała 
nieśmiało Andrea. 

–  Ale  dlaczego  ja?  Przecież  Deedee  może  to  dla  ciebie  zrobić,  a  nawet 

sama Jillian na pewno z chęcią przywiezie ci swoją książkę. 

– Cóż... – Andrea uśmiechnęła się. – Chodzi jeszcze o coś. 
–  Aha.  Niedobrze  –  stwierdził  Forrest.  –  Ten  błysk  w  twoim  oku  źle 

wróży. Pamiętam z dzieciństwa, że podobna minka zawsze zwiastowała kłopoty. 

– Forreście, Forreście, bądź dobry dla swojej słodkiej małej siostrzyczki. 

Chodzi mi tylko o drobną przysługę. 

– Oszczędź mnie – poprosił, wznosząc wzrok ku niebu. 
–  Tyle  razy  zwiodły  mnie  twoje  niewinne  słówka,  że  to  zbrodnia  znów 

wykorzystywać moją naiwność. 

– Musisz bardziej ufać ludziom – zwróciła mu uwagę. 
– Nie zamierzasz wracać do pracy przez pewien czas, prawda? 
– Prawda – potwierdził, przyglądając się jej nieufnie. 
– Zamierzam trochę odpocząć. W Japonii pracowałem zwykle siedem dni 

w tygodniu. 

–  Znakomicie.  Widzisz,  Deedee  i  ja  bardzo  martwimy  się  o  Jillian. 

Wybrała  się  w  to  męczące  tournee  po  kraju,  czując  się  zupełnie  wyczerpana 
jeszcze przed wyruszeniem w drogę. Dlaczego była taka zmęczona? Cieszę się, 
ż

e spytałeś. 

– Nic nie mówiłem. 
–  Wiem.  Mam  wrażenie, że Jillian  zapomniała,  jak odpoczywać,  cieszyć 

się  życiem,  łączyć  ze  sobą  pracę  i  relaks.  Tak  bardzo  zaangażowała  się  w 
pisanie,  że  prawie  nie  widywałyśmy  jej  ostatnio.  Rzadko  opuszczała  swoją 
pracownię. 

– I? 

background image

–  Pamiętam  czasy,  kiedy  wszyscy  czworo  byliśmy  dziećmi.  Mama 

wówczas  mówiła  czasami,  że  nadeszła  pora,  by  jej  elfy  i  aniołki  wzięły  się  do 
pracy. 

–  Tak,  pamiętam.  Kosiliśmy  wtedy  trawnik  przed  domem  jakiejś  pary 

staruszków,  robiliśmy  zakupy  dla  kogoś  chorego,  ty  czasem  opiekowałaś  się 
czyimś  dzieckiem.  Co  kilka  miesięcy  mama  wyznaczała  nam  takie  „anielskie” 
zadania. 

– Dokładnie tak. Forreście, chciałyśmy prosić cię z Deedee, byś podjął się 

tego rodzaju misji wobec Jillian Jones-Jenkins. Zabierz ją gdzieś, zabawcie się, 
spraw,  żeby  znów  zaczęła  cieszyć  się  życiem.  Mam  nadzieję, że  Jillian szybko 
uświadomi sobie, jak bardzo je zubożyła. 

–  Och,  nie  –  zaprotestował  Forrest  ze  zmarszczonymi  brwiami  –  chyba 

ż

artujesz.  To  bez  sensu,  Andreo.  Nawet  nie  znam  tej  kobiety.  Chcesz,  bym 

pomógł jej odnaleźć radość życia? To najbardziej bezsensowna anielska misja, o 
jakiej kiedykolwiek słyszałem. 

–  Ależ  skąd!  Jest  jakby  specjalnie  pomyślana  dla  ciebie.  Masz  trochę 

wolnego  czasu.  Jesteś  przystojny,  czarujący,  inteligentny  i  podobasz  się 
kobietom. Wszyscy wiemy, że ciągną one do ciebie jak pszczoły do miodu. 

– Pochlebstwa nic nie pomogą. 
– Nie odmawiaj. Obiecaj chociaż, że zastanowisz się nad tym. 
– Andreo... 
– Tak? 
– Zgoda, zgoda – odparł, unosząc do góry ręce. – Pomyślę o tym. 
– Dobrze. 
– Przez jakieś pięć sekund. A potem powiem: nie. 
–  Do  licha,  Forreście,  nie  bądź  taki  uparty.  Posłuchaj,  pójdź  jutro  do 

księgarni  i  kup  dla  mnie  nową  książkę  Jillian.  Przy  okazji  będziesz  mógł  ją 
poznać. 

– Andreo, nie przyszło ci do głowy, że Jillian może nie być zachwycona 

intrygą, którą uknułyście z Deedee? 

– To dla jej dobra. Naprawdę martwimy się o nią. Nie będzie wiedziała, 

ż

e robisz to dla mnie. To bardzo szlachetna misja, Forreście. 

Wstał. 
–  Pójdę  kupić  tę  książkę  –  zgodził  się  wreszcie  –  i  poznam  Jillian.  Co 

poza  tym?  Niczego  nie  obiecuję.  Mam  trzydzieści  dwa  lata.  Do  tej  pory 
powinienem był nauczyć się, że twoje pomysły zawsze oznaczają kłopoty przez 
duże „K”. Nie powinienem nawet przechodzić w pobliżu tej księgarni. 

– Ale zrobisz to, bo jesteś cudowny i uwielbiam cię. Ogromnie się cieszę, 

ż

e wróciłeś. 

– Wiem – odparł ze śmiechem – że od pierwszego dnia, kiedy pojawiłaś 

się na świecie, umiałaś owinąć mnie wokół swego małego palca. – Pochylił się, 

background image

by pocałować ją w czoło. – Do zobaczenia, urocza intrygantko. 

– Do zobaczenia, Forreście. I dziękuję. 
Andrea  poczekała,  aż  usłyszy  trzask  zamykanych  drzwi,  po  czym 

podniosła  słuchawkę  stojącego  obok  telefonu.  Bez  namysłu  nacisnęła  kilka 
klawiszy. 

–  Deedee?  Forrest  właśnie  wyszedł  ode  mnie.  Nie  powiedział:  tak,  ale  i 

nie  odmówił.  Jutro  pojawi  się  w  twojej  księgarni,  by  kupić  dla  mnie  nową 
książkę Jillian i... 

background image

ROZDZIAŁ PIERWSZY 

 
Wszystkiego dobrego, Jillian Jones-Jenkins
 
Jillian patrzyła na słowa, która napisała na tytułowej stronie leżącej przed 

nią książki. 

Wypisana  dedykacja  była  dla  niej  jedynie  serią  liter  bez  jakiegokolwiek 

znaczenia.  Czuła  się  tak  wyczerpana,  że  nie  była  w  stanie  odczytać  nawet 
własnego imienia. 

Potarła  czoło  i  potrząsnęła  lekko  głową,  próbując  skupić  uwagę  na  tym, 

co działo się dokoła. Zdobyła się na słaby, lecz dość przekonujący uśmiech. 

–  Proszę.  –  Podała  grubą,  oprawioną  w  twardą  okładkę  książkę 

uśmiechniętej  kobiecie  czekającej  po  drugiej  stronie  przykrytego  koronkową 
serwetą biurka. – Mam nadzieję, że spodoba się pani „Uścisk nocy”. 

–  Och,  wiem,  że  tak  –  zapewniła  przyszła  czytelniczka,  przyciskając 

książkę  do  piersi  niczym  skarb.  –  Podobały  mi  się  wszystkie  pani  powieści, 
panno  Jones-Jenkins.  Wciąż  czytam  je  od  nowa.  Są  takie  cudowne, 
romantyczne, pełne liryzmu. – Westchnęła. – Och, mogłabym mówić o nich bez 
końca. Chciałabym, żeby wiedziała pani, jak wiele piękna wniosły pani książki 
w moje życie. 

–  To  bardzo  uprzejme  z  pani  strony.  Mam  nadzieję,  że  nigdy  pani  nie 

zawiodę. 

Kobieta  odeszła  i  następna  czytelniczka  położyła  na  biurku  książkę. 

Jillian  odszukała  stronę  tytułową,  a  potem  zawahała  się  przez  moment, 
podnosząc  wzrok,  by  rozejrzeć  się  po  przestronnej,  dobrze  zaopatrzonej 
księgarni. 

Mężczyzna wciąż tu był. 
Obserwował ją. Była tego pewna. 
Jillian, daj spokój, napomniała siebie. Zmęczenie zmęczeniem, ale to już 

przesada.  Gdyby  ktoś  spojrzał  na  nią  krzywo  lub  powiedział  złe  słowo, 
najprawdopodobniej  wybuchnęłaby  płaczem  niczym  rozgrymaszone  niemowlę, 
domagające się snu. 

Nic  dziwnego,  że  tak  bardzo  zaniepokoiła  ją  obecność  tego  mężczyzny. 

Był  jedynym  przedstawicielem  swojej  płci  w  księgarni  Deedee  Hamilton  i  za 
każdym razem, kiedy spoglądała w jego stronę, patrzył na nią. 

Ten  mężczyzna,  rozważała  dalej,  wypisując  kolejny  autograf,  jest 

niezwykle  przystojny.  Zauważyła,  że  ma  około  metra  dziewięćdziesięciu 
wzrostu,  ciemne,  kasztanowe  włosy,  jest  opalony,  a  jego  twarz  odznacza  się 
szlachetnymi,  wyrazistymi  rysami.  Oczy  nieznajomego  wydawały  się  brązowe, 
stał jednak za daleko, by mogła być tego pewna. 

–  Chce  pani,  żebym  napisała  „Wesołych  Świąt  Bożego  Narodzenia, 

background image

Margaret”? – spytała Jillian kolejną miłośniczkę swoich powieści. – Jest dopiero 
luty. 

–  Wiem,  kochanie.  –  Kobieta  uśmiechnęła  się.  –  Już  teraz  zaczynam 

gromadzić  prezenty  gwiazdkowe.  W  ten  sposób  przez  cały  rok  mam  wrażenie, 
ż

e święta są tuż, tuż. 

– Ach, rozumiem – odrzekła z pobłażliwym uśmiechem Jillian. Myślami 

znów  powróciła  do  przystojnego  nieznajomego,  który  tak  zaintrygował  ją  tego 
dnia. 

Był  mężczyzną  po  trzydziestce.  Jego  sylwetkę  doskonale  podkreślały 

ciemnoszare  spodnie  i  czarny  pulower  włożony  na  białą,  rozpiętą  pod  szyją 
koszulę. Taki strój znakomicie nadawał się na tę porę roku w Kalifornii. 

Jillian podała książkę zapobiegliwej czytelniczce. 
– Życzę udanego lutego dla pani i wesołych świąt Bożego Narodzenia dla 

Margaret. 

–  Och,  czy  nie  słodka  z  pani  dziewczyna!  –  zawołała  wielbicielka prozy 

Jillian. – Cudownie było panią poznać. 

Cudownie? zastanowiła się Jillian. Nie, cudownie byłoby zanurzyć się w 

gorącej,  pachnącej  kąpieli,  słuchając  przy  tym  łagodnych  dźwięków  muzyki. 
Potem  wślizgnąć  się  pomiędzy  szeleszczące  prześcieradła,  położyć  głowę  na 
miękkiej poduszce, otulić się kocami i spać, spać, spać. Ten scenariusz wydawał 
się jej cudowny. 

Deedee  Hamilton,  atrakcyjna,  trzydziestoletnia  kobieta,  właścicielka 

Books and Books, stanęła przy biurku. 

– Proszę się pospieszyć, drogie panie – zwróciła się uprzejmie do swoich 

klientek.  –  Robi  się późno,  a  nie  chcemy  zatrzymywać  tu  panny  Jones-Jenkins 
po zamknięciu księgami. Nasz gość powrócił właśnie z długiej trasy objazdowej 
po Stanach związanej z promocją swoich najnowszych książek. Pośpieszmy się 
więc, dobrze? Za dziesięć minut zamykamy. Kto następny? 

Aha,  pomyślała  Jillian,  ciekawe,  co  się  teraz  zdarzy?  Mężczyzna,  ten 

przystojny Casanova, będzie musiał odkryć swoje karty. Nie będzie mógł dłużej 
ukrywać się w zacienionych zakamarkach sklepu. 

Jillian nagle poczuła lęk, choć nie przestawała się uprzejmie uśmiechać. 
Nie powinna lekceważyć dziwnego zachowania nieznajomego. Koleżanki 

pisarki  opowiadały  jej  o  incydentach  z  niezrównoważonymi  psychicznie 
mężczyznami,  którzy  uznawali,  iż  sam  fakt  opisywania  scen  miłosnych  w 
książkach świadczy o gotowości autorek romansów do przeżycia rzeczywistych 
przygód  erotycznych.  Ponieważ  była  potwornie  zmęczona,  nie  poświęciła 
czającemu się wśród półek mężczyźnie wystarczająco wiele uwagi. Nie potrafiła 
jednak znaleźć żadnego wytłumaczenia jego tak długiej obecności w księgarni i 
uporczywego przyglądania się jej. Jillian ogarniał coraz większy niepokój. 

Podniosła  wzrok,  by  zauważyć,  że  nieznajomy  znów  przeszedł  w  inne 

background image

miejsce.  Przeglądał teraz książkę kucharską,  którą, o  wielkie nieba, trzymał  do 
góry nogami! 

Wstrząsnął nią dreszcz.  Uśmiech  zniknął z  jej  twarzy.  Oddała podpisaną 

książkę  stojącej  przed  nią  uszczęśliwionej  kobiecie.  Jeszcze  tylko  jedna  osoba 
czekała na autograf. 

 
Pora działać, pomyślał Forrest MacAllister. Musi zrobić to teraz. 
Zerknął na trzymaną w ręku książkę kucharską, teraz dopiero zauważając, 

ż

e trzyma ją do góry nogami. Zamknął książkę i szybko odstawił na półkę. 

Jillian  Jones-Jenkins  bez  wątpienia  była  kobietą  atrakcyjną.  Cóż,  jeśli 

urocza  pisarka  tak  wygląda  w  stanie  skrajnego  wyczerpania,  wypoczęta  musi 
być prawdziwą pięknością. 

Tak,  zdecydował  Forrest,  zmęczona  czy  wypoczęta  jest  niezwykle 

atrakcyjna.  Jeszcze  raz  obrzucił  ją  uważnym  spojrzeniem.  Falujące 
ciemnobrązowe  włosy  sięgały  ramion.  Miała  delikatne  rysy,  zmysłowe  usta  i 
duże,  wspaniałe  szare  oczy  w  oprawie  czarnych  rzęs.  Jej  oczy  były  naprawdę 
piękne. 

W pewnym momencie Jillian wstała, pozwalając mu przyjrzeć się swojej 

szczupłej, lecz bardzo kobiecej figurze doskonale podkreślonej przez kostium w 
kolorze herbacianej róży. Była dość wysoka i miała, jak sądził, około trzydziestu 
lat. 

Tak,  Jillian  Jones-Jenkins  jest  niewątpliwie  piękną  kobietą,  musiał 

przyznać Forrest. 

Westchnął. 
Jego ukochana, szalona siostrzyczka zażyczyła sobie, żeby zajął się panną 

Jones-Jenkins.  Andrea  zdecydowanie  miała  zbyt  wiele  czasu.  Jej  pomysł  był 
szalony i dziwaczny. 

Poprosi  pannę  Jones-Jenkins  o  autograf,  odda  książkę  Andrei  i 

zdecydowanie odmówi udziału w jej machinacjach. 

–  Dobranoc.  Proszę  nas  odwiedzać.  –  Deedee  Hamilton  pożegnała 

ostatnią  klientkę.  –  Christy  –  zwróciła  się  do  siedzącej  za  kasą  dziewczyny  – 
zmykaj  do  domu.  Dzisiaj  przeszłaś  prawdziwy  chrzest  bojowy.  Mieliśmy  tu 
niezły tłok. 

Chrzest  bojowy!  Jillian  to  militarne  określenie,  którego  użyła  Deedee, 

przypomniało  o  kręcącym  się  po  księgarni  tajemniczym  nieznajomym.  Z 
pewnością  ma  przy  sobie  broń.  O,  nie,  mężczyzna  z  rewolwerem,  który  czyta 
książki kucharskie, trzymając je do góry nogami, szedł w jej stronę. Skradał się. 
Poruszał się jak pantera czyhająca na swoją ofiarę. 

A ofiarą była ona. 
On zaś miał rewolwer. 
Nie,  nie.  Chwileczkę.  Musi  się  uspokoić.  Ten  mężczyzna  nie  ma  przy 

background image

sobie  broni.  Przynajmniej  ona  nic  nie  wie  na  ten  temat.  To  zmęczenie  daje  o 
sobie znać. Zaczyna wierzyć w bzdury, które sama wymyśliła. Ten facet nie ma 
rewolweru. A może jednak? 

Nieznajomy  zbliżał  się,  a  Jillian  znów  odczuła  mrowienie  wzdłuż 

kręgosłupa.  Rzeczywiście  miał  brązowe  oczy.  Niezwykle  piękne.  Prawdę 
mówiąc,  to  bardzo  przystojny  mężczyzna.  Szkoda,  że  jest  maniakiem 
seksualnym, który przyszedł tu, by ją porwać i... 

Jillian  poderwała  się,  chwytając  jedyną  posiadaną  przez  siebie  broń  – 

pióro, którym podpisywała książki. 

–  Stój!  –  krzyknęła,  wycelowując  ostrze  stalówki  w  pierś  napastnika.  – 

Jeśli zrobisz jeszcze jeden krok, ty złoczyńco... obleję cię atramentem! 

Forrest  znieruchomiał,  ze  zdumieniem  przyglądając  się  grożącej  mu 

kobiecie. 

– Słucham? – spytał. 
–  Jillian?  –  zawołała  Deedee,  zajęta  zamykaniem  drzwi  po  wyjściu 

Christy. Po chwili znalazła się u boku przyjaciółki. – Co się dzieje? 

– Ten... nikczemnik czaił się między półkami przez ponad dwie godziny. 
– Nikczemnik? – powtórzył Forrest, unosząc w górę brwi. – Złoczyńca? 
– Nie ruszaj się. – Jillian wciąż trzymała pióro wycelowane w jego pierś. 

– Deedee, dzwoń po policję. Szybko. Idź do telefonu i... 

–  O  co pani  chodzi? –  zapytał  wciąż nie mogący  ochłonąć ze zdumienia 

Forrest. 

– Jillian – zaczęła łagodnie Deedee – kochanie, jesteś zbyt zmęczona, by 

w  tej  chwili  myśleć  logicznie.  Jestem  pewna,  że  pan...  –  Uniosła  brwi, 
spoglądając na nieznajomego. 

– MacAllister – odparł szybko. – Forrest MacAllister, ale proszę nazywać 

mnie Forrestem. 

–  Jestem  pewna  –  oznajmiła  Jillian  –  że  ten  łotr  wymyślił  to  imię  w 

chwili, gdy zadałaś mu pytanie, Deedee. 

– Łotr? – raz jeszcze zdziwił się Forrest, spoglądając w stronę Deedee. – 

Czy  ona  zawsze  zwraca  się  do  ludzi  w  ten  sposób?  Złoczyńca?  Nikczemnik? 
Łotr? 

Deedee wzruszyła ramionami. 
–  Pisze  powieści  historyczne.  Musi  dobrze  poznać  język  danej  epoki  i 

czasami  również  sama  go  używa.  Zwłaszcza  wtedy,  gdy  jest  bardzo  zmęczona 
lub zestresowana. 

– Och. – Kiwnął głową ze zrozumieniem. – Fascynujące. 
–  Deedee!  –  zawołała  zniecierpliwiona  Jillian.  –  Czy  mogłabyś  wezwać 

policję? 

–  Uspokój  się,  Jillian  –  poprosiła  łagodnie  Deedee.  –  Posłuchajmy 

wyjaśnień pana MacAllistera, dlaczego „czaił” się w księgarni, dobrze? 

background image

– Czy mogłabyś zmienić ton? – wycedziła Jillian przez zaciśnięte zęby. – 

Zwracasz się do mnie jak do czteroletniego dziecka, które boi się kominiarza. 

– A więc proszę przestać się zachowywać jak dziecko – poradził Forrest. 
–  Ach!  –  z  oburzeniem  zawołała  Jillian.  –  Jest  pan  nie  tylko  podły,  ale 

również grubiański. 

– Podły? – powtórzył ze zdumieniem. – Dlaczego pani tak sądzi? Podły i 

grubiański.  –  Wybuchnął  śmiechem,  nie  spuszczając  wzroku  z  Jillian.  –  Jest 
pani  naprawdę oryginalna.  –  Była  urocza,  czarująca  i  bardzo  piękna.  –  Zawsze 
miałem słabość do ekscentrycznych kobiet. Pani zachowanie jednak przekracza 
wszelkie  granice  mojej  tolerancji.  Jest  pani  intrygującą  kobietą,  panno  Jones-
Jenkins. – Jego uśmiech zbladł. Forrest patrzył teraz prosto w oczy Jillian. 

– Tak, niezwykle intrygującą. 
Jillian  otwierała  już  usta,  kiedy  nagle  uświadomiła  sobie,  że  nie  wie,  co 

powiedzieć. Wzrok Forresta MacAllistera nie pozwalał jej myśleć logicznie, nie 
mogła mówić. Ledwie była w stanie oddychać. 

Wielkie  nieba,  ten  mężczyzna  jest  naprawdę  wspaniały.  Opanowany  i 

pewny siebie. A te oczy, te zupełnie odbierające jej siłę woli brązowe oczy... 

Jillian, dość, dość, dość, złajała samą siebie. Była wykończona i skłonna 

wyolbrzymiać wszystko. Dość tych nonsensów! 

Oderwała wzrok od oczu Forresta, odkładając pióro na biurko. 
–  Och,  do  diabła,  chyba  rzeczywiście  zachowałam  się  śmiesznie  – 

oświadczyła,  unosząc  w  górę  ręce.  –  A  więc,  czego  właściwie  pan  chce,  panie 
MacAllister? 

Ciebie, pomyślał Forrest. Ogromne szare oczy Jillian były urzekające. To 

czarodziejka.  Panna  Jillian  Jones-Jenkins  mówiła  językiem  ubiegłych  stuleci. 
Zafascynowała go, zupełnie zawróciła mu w głowie. 

– I jak? – spytała Deedee. – Czy ogłosiliście zawieszenie broni? 
– Nie jestem łajdakiem – oświadczył Forrest, potrząsając głową. – Czy tę 

sprawę możemy uznać za wyjaśnioną? Przyszedłem tu w określonym celu. 

– Ciekawe, w jakim – zainteresowała się Jillian, krzyżując ręce na piersi. 
– Właśnie mam zamiar to wyjaśnić – powiedział z naciskiem. – Zaraz po 

wejściu kupiłem jedną z pani książek. Leży na ladzie, a na paragonie jest moje 
nazwisko. 

– A więc dlaczego czaił się pan? – spytała Jillian, lekko pochylając się w 

jego stronę. – Proszę mi odpowiedzieć. 

–  Ponieważ  książkę  tę  kupiłem  dla  mojej  siostry,  Andrei  –  wyjaśnił.  – 

Andrei MacAllister Stewart. Pani przyjaciółki. Tej, która spodziewa się bliźniąt i 
nie  może  wychodzić z  domu,  by  nie  sprowokować  zbyt  wczesnego pojawienia 
się maleństw na świecie. Andrea bardzo żałuje, że nie mogła sama przyjść tutaj 
dzisiaj. 

–  Teraz  wszystko  rozumiem  –  rozpromieniła  się  Deedee.  –  Forrest 

background image

MacAllister!  Andrea  tak  często  mówiła  o  panu.  Bardzo  cieszyła  się  na  pana 
powrót  z  Japonii.  I  proszę,  wreszcie  się  doczekała.  Czy  to  nie  cudowna 
niespodzianka, Jillian? Mamy wreszcie okazję poznać brata Andrei, Forresta. 

–  No,  cóż.  –  Jillian  uniosła  głowę.  –  Pokrewieństwo  z  Andreą  to  nie 

powód, by czaić się między regałami. 

– Och, a czego, u licha, spodziewała się pani? – spytał, podnosząc głos. – 

Miałem  może  stać  w  kolejce  po  autograf  na  ckliwym  romansidle  razem  z 
tłumem chichoczących bab? Nigdy w życiu, skarbie. 

– No, no – mruknęła Deedee. 
Chyba nieco przesadziłem, pomyślał Forrest. 
Jillian  ogarnęła  taka  wściekłość,  że  gotowa  była  w  tym  momencie 

zamordować  tego  pewnego  siebie  gbura.  Oczy,  dotąd  szare  i  łagodne,  płonęły 
gniewem  i  oburzeniem.  Jej  policzki  pałały,  a  piersi,  bujne,  kształtne  piersi, 
unosiły się gwałtownie. 

Była zachwycająca. 
– Ty... ty... – zaczęła Jillian, – Nic nie mów – próbował powstrzymać ją 

Forrest.  Szybko  uniósł  w  górę  obie  ręce  na  znak,  że  się  poddaje.  –  To  źle 
zabrzmiało. Chciałem tylko powiedzieć... – Myśl, MacAllister! Twoje życie jest 
w  niebezpieczeństwie!  –  Każdy  mężczyzna  czułby  się  nieswojo  w  otoczeniu 
tylu kobiet. – Posłał pannie Jones-Jenkins swój najbardziej promienny uśmiech. 
– Denerwowałem się. 

–  Jak  cholera  –  stwierdziła  Jillian,  patrząc  na  niego  spod  zmrużonych 

powiek. 

Uśmiech zniknął z twarzy Forresta. 
– Nie sądzę, by tego rodzaju słów używały damy w ubiegłych stuleciach. 

To  zresztą  nieważne.  Jestem  przekonany,  że  pani  książka  jest  wspaniała, 
naprawdę  cudowna.  Lubię  romanse.  Do  licha,  uwielbiam  romanse.  Jestem 
bardzo  romantycznym  facetem.  Poważnie.  Może  pani  spytać  jakąkolwiek 
kobietę, z którą... Przepraszam. 

– Panie MacAllister – przerwała mu Jillian. 
– Forreście. Proszę zwracać się do mnie po imieniu. Szczerze podziwiam 

każdego, kto potrafi napisać książkę i doprowadzić do jej wydania. Jeśli chodzi 
o  pisanie,  jestem  w  stanie  jedynie  wypisywać  czeki.  Byłbym  naprawdę 
wdzięczny,  gdyby  zgodziła  się  pani  złożyć  autograf  na  książce,  którą  kupiłem 
dla  mojej  siostry.  Lektura  pani  najnowszej  powieści  z  pewnością  pozwoli  jej 
choć  na  chwilę  zapomnieć  o  obawach  związanych  z  czekającym  ją  porodem. 
Proszę mi wierzyć, sam przeczytam tę książkę od pierwszej do ostatniej strony. 
Przepraszam,  jeśli  obraziłem  panią.  Obecność  tylu  kobiet  naprawdę  mnie 
zestresowała. Czy zechce pani podpisać książkę Andrei? 

Forrest  MacAllister  nie  gra  uczciwie,  pomyślała  Jillian.  Miał  jednak  w 

sobie tyle wdzięku, zaś ton jego głosu nie pozostawiał wątpliwości co do tego, 

background image

ż

e bardzo kocha swoją siostrę. 

Odkąd  zaprzyjaźniły  się  z  Andreą,  zawsze  zdawała  sobie  sprawę  z  tego, 

ż

e  MacAllisterowie  są  bardzo  oddani  sobie  nawzajem.  Kiedy  była  młodsza, 

zastanawiała się  czasem,  jak  to  by  było, gdyby  miała  braci, siostry  i  rodziców, 
którzy... 

– Jillian? – przerwał jej rozmyślania Forrest. 
–  Tak,  oczywiście  –  odparła  z  uśmiechem.  –  Z  przyjemnością  zrobię  to 

dla Andrei. 

–  Chwała  Bogu  –  Deedee  odetchnęła  z  ulgą.  Szybko  podała  książkę 

Jillian. – Pisz. 

Jillian  usiadła  przy  stole  i  posłusznie  wypełniła  polecenie  przyjaciółki. 

Kilka minut później wręczyła książkę Forrestowi. 

–  Proszę  –  powiedziała.  –  Mam  nadzieję,  że  „Uścisk  nocy”  spodoba  się 

Andrei. Proszę jej powiedzieć, że wkrótce zjawię się u niej. 

– Dziękuję. 
Raz jeszcze spojrzeli sobie w oczy i znów żadne z nich nie poruszyło się, 

wstrzymując  oddech.  Ich  serca  biły  szybko  i  zdawało  się  im,  że  świat  wokół 
nich nagle przestał istnieć. 

– Cóż, ja... – zaczęła Deedee. 
–  Co?  –  zawołali  jednocześnie  zaskoczeni  Jillian  i  Forrest,  kiedy  słowa 

Deedee przerwały tę magiczną chwilę. 

Deedee położyła rękę na sercu. 
–  Chciałam  tylko  powiedzieć,  że  księgarnia  jest  już  zamknięta  i  możesz 

jechać  do  domu,  żeby  odpocząć,  Jillian.  Z  chęcią  odwiozłabym  cię,  ale  jestem 
umówiona na spotkanie. 

– Wezwę taksówkę – stwierdziła Jillian, wstając. – W ogóle się mną nie 

przejmuj. 

–  Z  przyjemnością  odwiozę  panią  do  domu,  panno...  –  Forrest  urwał  na 

moment – Jillian. 

– Och, nie, pojadę taksówką, panie MacAllister. Dziękuję – powiedziała, 

nie patrząc na niego. 

– Forreście – poprawił ją. – Proszę się zgodzić. W ten sposób będę mógł 

choć trochę zrehabilitować się po tym, jak wystraszyłem cię dzisiaj, „czając” się 
pomiędzy  regałami.  Odwiozę  cię  do  domu,  zgoda?  A  więc  skoro  to  już 
ustaliliśmy, jedźmy. 

– Świetny pomysł – poparła go Deedee. – Naprawdę nie masz powodu do 

niepokoju,  Jillian.  Znamy  Andreę,  Forrest  jest  jej  bratem,  to  wystarczy.  Jesteś 
całkowicie  bezpieczna,  choć  może  zbyt  zmęczona,  by  zdawać  sobie  z  tego 
sprawę. 

–  Ale...  –  próbowała  zaprotestować  Jillian,  lecz  nikt  nie  zwracał  na  nią 

uwagi. 

background image

–  Jillian  przyjechała  tutaj  prosto  z  lotniska  –  Deedee  poinformowała 

Forresta. 

– Idę po samochód – oświadczył Forrest, ruszając w stronę drzwi. 
– Dobrze – odparła zrezygnowana Jillian. – Niech będzie, co ma być. 
Deedee przekręciła klucz w drzwiach po wyjściu Forresta i Jillian. Potem 

podeszła do telefonu i wykręciła numer Andrei. 

– Było niełatwo – oznajmiła przyjaciółce – ale udało się. Forrest odwozi 

Jillian  do  domu.  Twój  brat  jest  naprawdę  niesamowicie  przystojny.  Na  razie 
wszystko idzie dobrze... pod warunkiem, że Jillian nie zamorduje go po drodze. 
Tak więc, jutro... 

background image

ROZDZIAŁ DRUGI 

 
Samochód  Forresta  był  starym,  czterodrzwiowym  modelem  BMW  z 

szarą,  pluszową  tapicerką.  Jak  bardzo  chce  mi  się  spać,  pomyślała  Jillian, 
zajmując  miejsce  obok  kierowcy.  Od  jej  domu  dzieliło  ich  dwadzieścia  minut 
jazdy. Wytrzyma jakoś tę podróż, a potem będzie mogła spać do woli. Podczas 
najbliższych  dwudziestu  minut  nie  miała  zamiaru  zwracać  najmniejszej  uwagi 
na Forresta MacAllistera. 

Ten  mężczyzna  był  groźny.  Emanował  męskością,  sprawiając,  że  ona 

sama  czuła  się  teraz  kobietą  bardziej  niż  kiedykolwiek.  Jej  ciało  pulsowało 
pożądaniem. Gorącym, słodkim i bardzo nie chcianym pożądaniem. 

Och,  wszystko  to  było  jedynie  wytworem  jej  zmęczonego  umysłu.  Za 

chwilę  znajdą  się  przed  jej  domem,  pożegna  Forresta  i  na  tym  skończy  się  ich 
znajomość. Nigdy więcej go nie zobaczy. 

Nigdy?  Nigdy  więcej  nie  spojrzy  w  te  orzechowo-brązowe  oczy?  Nie 

ujrzy  zmysłowych  ust,  wyrazistej  twarzy,  mocnych  szerokich  barków?  Nigdy 
więcej nie usłyszy śmiechu Forresta? Nigdy... Och, Jillian, proszę, uspokój się. 
Pomyśl o śnie i nie bądź idiotką. 

Odepchnęła natrętne myśli i zapadła w lekką drzemkę. 
Jesteś  naprawdę  piękna,  stwierdził  Forrest,  zerkając  na  swoją  pasażerkę. 

Jillian  spała.  Oddychała  wolno  i  spokojnie,  a  jej  delikatne  rysy  we  śnie 
złagodniały. 

Chciałby  wierzyć,  że  to  jego  towarzystwo  dawało  jej  tak  duże  poczucie 

bezpieczeństwa,  że  pozwoliła  sobie  na  sen.  Takie  przypuszczenie  sprawiło  mu 
radość,  lecz  niestety  było  nieprawdziwe.  W  rzeczywistości  to  wycieńczenie 
fizyczne  było  powodem,  że  panna  Jones-Jenkins  zasnęłaby  nawet  w  obecności 
Kuby Rozpruwacza. 

Zaśmiał  się  w  duchu,  przypominając  sobie  słowa,  jakimi  nazwała  go 

dzisiaj. Jej sposób wyrażania się naprawdę mu się podobał. Jillian Jones-Jenkins 
była  fascynującą  kobietą.  Wyjątkową.  Inteligentną.  Utalentowaną.  Czarującą. 
Wspaniałą. 

Ale czy Jillian była osobą, którą powinien się zaopiekować? 
Z  pewnością  nie  zamierzał  spełnić  śmiesznej  prośby  Andrei.  Z  drugiej 

jednak  strony  przyjście  na  świat  bliźniaków  było  poważną  sprawą  i 
zdecydowanie nie chciał drażnić siostry, żeby nie stało się to za wcześnie. 

Cóż, umówi się więc z Jillian i podczas tego spotkania porozmawia z nią 

o  tym,  jak  ważna  jest  w  życiu  właściwa  hierarchia  wartości.  To  wszystko,  co 
może  zrobić  dla  Andrei,  ze  względu  na  stan  jej  zdrowia,  jako  dobry  i  lojalny 
brat.  Tak,  nie  pozwoli  przecież,  by  manipulowała  nim  jego  zwariowana 
siostrzyczka. 

background image

Zanim  Forrest  dojechał  pod  podany  przez  Jillian  adres,  zapadł  zmrok. 

Znajdowali  się  teraz  w  zamożnej  dzielnicy  na  skraju  Ventury  pełnej  starych, 
eleganckich  domów.  Kiedy  podjechali  bliżej,  zapaliły  się  lampy  oświetlające 
front domu. 

Forrest spojrzał na Jillian, by sprawdzić, czy światła nie obudziły jej, lecz 

dziewczyna  nadal  spała  twardo,  również  wtedy,  gdy  zatrzymał  się  i  wyłączył 
silnik. 

Patrzył  na  nią  przez  długą  chwilę,  walcząc  z  chęcią  pocałowania 

kuszących, lekko rozchylonych ust. Ogromnym wysiłkiem woli skierował swoją 
uwagę  znów  na  dom.  Otynkowany  na  biało  budynek  z  czerwonym  dachem 
zdobiły  wąskie,  wysokie  okna  i  rzeźbione  drzwi  frontowe  z  ciemnego  drewna. 
Całość  otaczała  bujna  zieleń,  starannie  utrzymana  i  doskonale  podkreślająca 
wykwintny  charakter  posiadłości.  Forrest  skinął  głową  z  aprobatą,  a  potem 
przeniósł  wzrok  na  swoją  pasażerkę.  Po  krótkim  wahaniu  położył  dłoń  na 
ramieniu Jillian i delikatnie nią potrząsnął. 

–  Jillian?  –  powiedział  cicho.  –  Jesteś  w  domu.  Obudź  się,  żebyś  mogła 

pójść spać. – Zmarszczył czoło, bo dziewczyna się nie obudziła. – Jillian, Jillian, 
słońce, wstań i świeć. 

–  Nie,  powiadam  wam,  żem  zmęczona  –  mruknęła,  układając  się 

wygodniej na fotelu. – Odejdźcie. 

Forrest uśmiechnął się, raz jeszcze zachwycony jej słownictwem. 
–  Czas  już,  lady  Jillian  –  zaczął  ponownie  –  by  udała  się  pani  na 

spoczynek do swojej komnaty. – Nieźle, MacAllister, zaczynał zasmakowywać 
w tym szaleństwie. – Lady Jillian? 

Spod długich rzęs patrzyła na niego para zdumionych oczu. 
–  Co?  Gdzie?  –  spytała  Jillian,  a  potem  nagle  wyprostowała  się.  –  Och, 

ja... – Spojrzała na Forresta. – Zasnęłam. To bardzo nieuprzejme z mojej strony. 

–  W  ogóle  się  tym  nie  przejmuj.  Pomyśl,  że  jestem  jedynie  zwykłym 

taksówkarzem, a ty niezwykle zmęczoną pasażerką. 

– Nie będę się z tobą sprzeczać – stwierdziła, otwierając drzwiczki wozu. 

– Teraz marzę tylko o tym, żeby położyć się do łóżka. 

To interesujące, pomyślał Forrest. Nawet więcej niż interesujące. 
Jillian  podeszła  do  drzwi  i  ziewając,  przekręciła  klucz.  Forrest  wyjął 

bagaże,  jakimś  cudem  dając  radę  wziąć  na  raz  wszystkie  cztery  walizki,  po 
czym podążył za Jillian do środka. 

Z  zaciekawieniem  rozejrzał  się  wokół.  Dom  był  urządzony  w 

południowo-zachodnim  stylu,  a  w  wystroju  wnętrza  przeważały  kolory: 
łososiowy, jasno-turkusowy i kremowy, tworząc kojącą, spokojną atmosferę. 

– Ładnie – pochwalił, kiwając głową. – Bardzo ładnie urządziłaś dom. 
–  Dziękuję.  Oprowadziłabym  cię  po  nim,  ale  jestem  tak  zmęczona,  że 

najprawdopodobniej  zabłądziłabym  sama.  –  Znów  ziewnęła.  –  Jestem 

background image

wykończona. 

– Czy chciałaby pani, żebym zaniósł bagaże do jej komnaty, lady Jillian? 
Zachichotała,  po  czym  szybko  zasłoniła  usta  ręką,  sama  zaskoczona  tą 

dziecinną reakcją. 

–  Nie,  drogi  giermku  –  odparła,  skinieniem  ręki  dając  mu  znak  do 

odejścia.  –  Niech  zostaną  tutaj.  –  Potem  uśmiechnęła  się.  –  Dziękuję  za 
odwiezienie  mnie,  Forreście.  Miło  było  cię  poznać  i  przepraszam  za  moje 
dziwne  zachowanie  w  księgarni.  Byłam  zbyt  zmęczona,  by  do  końca 
kontrolować to, co mówię. 

–  Cóż,  lady  Jillian  –  zaczął  z  uśmiechem  –  zastanawiałem  się,  czy  nie 

zechciałaby pani zjeść ze mną jutro kolacji? 

–  Kolacji?  O,  tak,  oczywiście.  Do  widzenia.  –  Obróciła  się  i  ruszyła  do 

sypialni. 

– Jillian? 
– Tak? 
Zatrzymała się, by spojrzeć na niego przez ramię. 
– O co chodzi? 
– Nie sądzisz, że powinnaś zamknąć za mną drzwi? 
– Och. Tak. Oczywiście, że powinnam. Gdzie moja głowa? 
– Marzy o poduszce i głębokim śnie. 
Jillian stanęła obok niego przy drzwiach, przytrzymując się klamki. 
– Siódma trzydzieści – przypomniał jej. 
– Naprawdę? – odparła wyraźnie zdziwiona. – Nie, nie jest jeszcze chyba 

tak późno. Cóż, może jest. – Wzruszyła ramionami. – Jakie to ma znaczenie? 

– Przyjadę po ciebie o siódmej trzydzieści – wyjaśnił, a potem popatrzył 

na nią z zastanowieniem. – Czy będziesz pamiętała o tej rozmowie? 

– Oczywiście. Nie mam sklerozy. 
Forrest zrobił krok do przodu i szybko pocałował ją w usta. 
– Dobrze, a więc do zobaczenia. – Świetnie. Jego misja została oficjalnie 

rozpoczęta. – Śpij dobrze, Jillian. 

Jillian  powoli  zamknęła  drzwi  i  przekręciła  klucz.  Czubkami  palców 

bezwiednie dotknęła ust. Na wargach wciąż czuła ciepło pocałunku Forresta. 

 
O pierwszej w nocy  Forrest zamknął książkę, którą czytał nieprzerwanie 

od chwili powrotu do domu. 

„Uścisk  nocy”,  informował  widniejący  na  okładce  tytuł.  Dzieło  Jillian 

Jones-Jenkins. 

Była to niesłychanie dobrze napisana powieść. Nie sądził, że ta lektura go 

zaciekawi,  obiecał  jednak  Jillian,  że  przeczyta  jej  książkę,  i  dlatego  jedynie 
sięgnął po ten romans. 

Ku  zaskoczeniu  Forresta  ciekawa  akcja  wciągnęła  go  bez  reszty, 

background image

przygody bohaterów zafrapowały od pierwszej strony i z przejęciem przewracał 
kolejne kartki, by poznać dalsze losy wymyślonych przez Jillian postaci. 

Przez  wiele  lat  kpił  z  Andrei,  że  czyta  głównie  łzawe  romansidła.  Cóż, 

teraz  będzie  musiał  ją  przeprosić,  zwłaszcza  że  zamierzał  pożyczyć  od  siostry 
także inne powieści Jillian. 

Jillian,  pomyślał,  obracając  książkę,  tak  by  obejrzeć  umieszczoną  na 

okładce  z  tyłu  fotografię.  Była  naprawdę  piękna,  choć  biało-czarne  zdjęcie  nie 
oddawało w pełni urody szarych oczu, jedwabistych, ciemnobrązowych włosów 
i kremowej cery. Przeniósł wzrok na usta Jillian. 

Jej  piękne,  koralowe wargi  stworzone były  do  pocałunków.  Nigdy  dotąd 

nie  zdarzyło  się  mu  do  tego  stopnia  ulec  impulsowi,  by  pocałować  dopiero  co 
poznaną kobietę. Tym razem zrobił to bez zastanowienia. Po prostu pochylił się 
i  pocałował  ją.  Właściwie  tylko  musnął  wargami.  Ot,  zwyczajny,  przelotny 
pocałunek. 

Nieprawda.  Kiedy  spotkały  się  ich  usta,  ogarnęła  go  fala  cudownych, 

niespodziewanych wrażeń. Pragnął wziąć Jillian w ramiona, pogłębić pocałunek, 
czuć odpowiedź jej ciała. 

Poznanie  panny  Jones-Jenkins  bez  wątpienia  wywarło  na  nim  głębokie 

wrażenie. Raz jeszcze spojrzał na jej fotografię. 

– Dobranoc, lady Jillian. Nie mogę się doczekać jutrzejszego wieczoru. 
 
Wczesnym  popołudniem  następnego  dnia  Jillian  obróciła  się  na  bok  i 

uchyliła  jedno  oko,  próbując  przypomnieć  sobie,  w  jakim  hotelu  przyszło  jej 
spać  tej  nocy.  Po  chwili  otworzyła  także  drugie  oko,  uśmiechnęła  się  i 
przeciągnęła jak zadowolony kociak. Nareszcie wróciła do domu. 

– Cudownie – powiedziała głośno. 
Chwilę  później  jednak,  kiedy  Jillian  bardziej  oprzytomniała,  na  jej  czole 

pojawiła się zmarszczka. 

Miała  dziwny  i  absurdalny  sen  z  Forrestem  MacAllisterem  w  roli 

głównej. Występował w stroju angielskiego arystokraty z ubiegłego stulecia. Był 
ubrany  w  koszulę  z  żabotem  i  falbaniastymi  mankietami,  a  całości  dopełniały 
obcisłe  spodnie  wsunięte  w  długie  skórzane  buty.  Gęste  kasztanowe  włosy, 
ś

ciągnięte czarną wstążką, opadały na plecy. 

Ona miała na sobie wspaniałą suknię balową z ciemnozielonego atłasu z 

głęboko  wyciętym  dekoltem.  Starannie  zebrane  do  góry  włosy  zdobiły  zielone 
wstążeczki. 

Oboje  z  Forrestem  wyglądali  niczym  bohaterowie  jednej  z  jej  powieści. 

Tańczyli na zatłoczonej sali balowej, później w księgarni Deedee, a na koniec w 
jej własnym salonie. 

– Co za nonsens – zawołała, odrzucając kołdrę. 
Ruszyła  przez  pokój,  po  to,  by  znów  przystanąć  zaledwie  po  kilku 

background image

krokach.  Dotknęła  ust  czubkami  palców,  gdy  wspomnienie  pocałunku  Forresta 
znów wywołało w niej dreszcz. Zaraz, zaraz. Ten pocałunek nie zdarzył się we 
ś

nie. Forrest MacAllister pocałował ją naprawdę. 

Z  lekkim  niesmakiem  poszła  do  łazienki  i  chwilę  później  stała  pod 

gorącym  strumieniem  prysznica.  Cóż,  musiała  przyznać,  że  choć  krótki,  był  to 
pocałunek  bez  wątpienia  niezwykły.  I  raczej...  kurtuazyjny...  Tak,  to  było 
właściwie słowo. Może odrobinę zbyt śmiały, jeśli wziąć pod uwagę, że dopiero 
co się poznali, ale bez wątpienia przyjemny. 

Wycierając  się  dużym,  miękkim  ręcznikiem,  Jillian  miała  dręczące 

poczucie,  że  zapomniała  o  czymś  istotnym.  Ale  o  czym?  Była  tak  zmęczona 
wczorajszego  wieczoru,  że  w  żaden  sposób  nie  mogła  przypomnieć  sobie,  o 
jakiej to ważnej rzeczy miała dzisiaj pamiętać. 

Kwitując  wszystko  wzruszeniem  ramion,  wyszła  ostatecznie  z  łazienki  i 

poszła  przebrać  się  w  sprane  dżinsy,  workowatą  czerwoną  koszulkę  z  napisem 
„Pisarze  zawsze  mają  ostatnie  słowo”  i  skarpetki  ozdobione  biało-czerwonymi 
kropkami. 

Po wypiciu filiżanki herbaty i zjedzeniu muesli z jogurtem, zadzwoniła do 

swojej sekretarki, Lorraine, by powiadomić ją, że wróciła do domu. 

Niezawodna  jak  zawsze  Lorraine  poinformowała  Jillian,  że  wszystkie 

rachunki  zostały  opłacone,  dostawa  prasy  będzie  wznowiona  od  dziś,  gosposia 
uzupełniła zapasy w spiżarni oraz w lodówce i wszystko jest pod kontrolą. 

– Jesteś nieocenionym skarbem – stwierdziła Jillian. 
–  Wiem  –  odparła  Lorraine.  –  Jestem  fantastyczna.  Mam  tu  listy  od 

twoich  wielbicieli,  lecz  nie  martw  się,  nie  mam  zamiaru  odwiedzać  cię  przez 
najbliższe  dwa  tygodnie.  Oficjalnie  dziś  rozpoczynasz  swój  urlop.  Czym 
zamierzasz zająć się tym razem? 

–  Nie  wiem  jeszcze  –  przyznała  Jillian.  –  Program  trasy  był  tak 

zaplanowany, że nie miałam czasu o tym pomyśleć. 

–  Cóż  –  odparła  sekretarka  Jillian.  –  Nie  mogę  się  doczekać,  by  poznać 

twój  tegoroczny  Plan.  Plan  przez  duże  P,  oczywiście.  W  ostatnich  latach 
podczas  swoich  dwutygodniowych  wakacji  jeździłaś  na  wycieczki,  uczyłaś  się 
szydełkowania, czytałaś bajki dzieciom w szpitalu lub podejmowałaś się innych 
pożytecznych  zajęć.  Najbardziej  podziwiałam  cię  wówczas,  gdy  postanowiłaś 
wytapetować łazienkę. 

Jillian zaśmiała się. 
– Którą później i tak musiał zająć się fachowiec. 
–  To  prawda.  Wielkie  nieba,  Jillian,  trudno  mi  uwierzyć,  że  nie  masz 

jeszcze  żadnego  planu.  Dziś  jest  pierwszy  dzień  twych  wakacji  i  sama 
rozumiesz, że marnujesz czas nawet teraz, gdy rozmawiamy. 

– Wiem. Przez cały czas zastanawiam się nad tym i odpowiem ci później, 

Lorraine. Aha, a jak miewają się twój mąż i wnuki? 

background image

– Mój mężuś wciąż najbardziej lubi wylegiwać się na kanapie, a dzieciaki 

są wspaniałe i niewiarygodnie bystre. Do usłyszenia, moja droga. 

Jillian  powoli  odłożyła  słuchawkę,  której  przyglądała  się  potem  jeszcze 

przez długą chwilę. 

Lorraine  miała  rację.  Zawsze  szczegółowo  planowała  swoje  wakacje  na 

długo  przed  nadejściem  tych  oczekiwanych  przez  długie  miesiące  dwóch 
tygodni.  Jej  wydawca  zajmował  się  teraz  przygotowaniem  do  druku  kolejnej 
powieści,  mordercze  tournee  dobiegło  końca,  a  ona  miała  dla  siebie  całych 
czternaście dni przed przystąpieniem do pisania nowej książki. 

–  Pomyśl,  czym  się  zająć,  Jillian  –  powiedziała  głośno.  Rozpakowując 

bagaże, piorąc i susząc rzeczy, przez cały czas zastanawiała się, jak zaplanować 
ten  cenny  czas.  Myślała  nad  tym,  sortując  papiery  i  przygotowując  listę 
księgarzy,  którym  powinna  podziękować,  odnosząc  całą  korespondencję  do 
dużego,  słonecznego  gabinetu,  którego  drzwi  następnie  stanowczo  zamknęła, 
obiecując sobie nie otwierać ich przez najbliższe dwa tygodnie. 

Myślała o tym wciąż, jedząc kanapkę z masłem orzechowym i bananem, a 

potem oglądając telewizję. 

Kiedy  zaczął  zapadać  zmrok,  zaciągnęła  zasłony,  włączyła  lampy  i 

rozpaliła ogień w kominku, myśląc ciągle o tym samym. 

Wreszcie  usadowiła  się  na  kanapie,  wyciągając  przed  siebie  stopy  w 

kolorowych  skarpetkach.  Nadal  nie  przychodził  jej  do  głowy  żaden  genialny 
pomysł, jak wykorzystać te wyjątkowe dwa tygodnie. 

– Muszę coś zjeść – powiedziała, wstając gwałtownie. – Głodny człowiek 

nie ma inwencji. 

Kilka  minut  później,  zamówiwszy  oryginalną  włoską  pizzę  Super 

Supreme Deluxe, nerwowo przechadzała się po salonie, mrucząc do siebie: 

–  Skoki  na  spadochronie?  Och,  nie,  najprawdopodobniej  połamałabym 

sobie  nogi.  Kurs  wykwintnego  gotowania?  –  Potrząsnęła  głową.  –  Zrobiłabym 
się  gruba  jak  beczka.  Nauka  rosyjskiego?  Japońskiego?  Francuskiego?  – 
Zmarszczyła  czoło.  –  Z  kim  będę  rozmawiała  po  rosyjsku?  Och,  do  licha, 
zmarnowałam już jeden z moich cennych czternastu dni. 

Z westchnieniem rezygnacji opadła na kanapę, by obserwować płonący na 

kominku ogień. Z tego hipnotycznego niemal transu wyrwał ją dźwięk telefonu. 

– Jillian? Tu Deedee. Od rana zamierzałam zadzwonić do ciebie, miałam 

tu  jednak  tak  wielu  klientów,  że  dopiero  teraz  mogłam  wyrwać  się  na  chwilę. 
Jest  coś  ważnego, o czym  chciałam  z  tobą  porozmawiać.  Wolałabym  zrobić to 
osobiście, ale... Czy masz czas na pogawędkę? 

– Oczywiście. W czym problem? 
–  Przede  wszystkim  chciałam  podziękować  za  to,  że  również Books  and 

Books zaszczyciłaś swoją obecnością. 

–  Och,  to  jest  dla  mnie  zawsze  sama  przyjemność.  Twoi  klienci  są 

background image

przemili. A więc, o czym to tak ważnym chciałaś porozmawiać? 

–  Och,  cóż...  –  Deedee  urwała  na  moment.  –  Skoro  słyszę  twój  głos, 

rozumiem, że Forrest MacAllister dowiózł cię wczoraj bezpiecznie do domu. Ty 
zaś nie zamordowałaś go po drodze ani nie oblałaś atramentem. 

– Przespałam całą drogę. 
–  Och, nie.  Jesteś  zupełnie beznadziejna. To  najbardziej  seksowny  facet, 

jakiego znam, Jillian. I w dodatku jest sympatyczny. A ty przespałaś całą drogę 
do domu? 

–  I  kto  to  mówi?  Nigdy  dotąd  nie  wypowiedziałaś  ani  jednego  dobrego 

słowa pod adresem jakiegokolwiek mężczyzny. Tępisz ich na każdym kroku. 

–  To  nieprawda.  W  tej  chwili  spotykam  się  z  trzema  różnymi 

mężczyznami.  Kłopot  w  tym,  że  kiedy  któryś  z  nich  zaczyna  traktować  naszą 
znajomość zbyt poważnie, tracę do niego sympatię. 

– Masz serce zimne jak lód, Deedee. W tym problem. Czy to właśnie było 

tak „ważne”? 

– Nie. Mmm, to znaczy w pewnym sensie... 
– Deedee! 
–  Dobrze,  już  przechodzę  do  istoty  sprawy.  –  Odetchnęła  głęboko.  – 

Jillian,  chciałabym,  żebyś  wysłuchała  spokojnie  tego,  co  mam  ci  do 
powiedzenia. Czy zaplanowałaś, czym zajmiesz się tym razem w czasie urlopu? 

–  Jeszcze  nie,  co  bardzo  mnie  niepokoi.  Zmarnowałam  już  cały  jeden 

dzień. A dlaczego pytasz? 

–  Mm,  cóż,  Andrea  zamartwia  się  z  powodu  Forresta.  Bardzo  ciężko 

pracował  w  Japonii,  prawie  w  ogóle  nie  odpoczywając.  Teraz  przyrzekł  przez 
kilka  tygodni  nie  wracać  do  pracy,  lecz  Andrea  mówi,  że  z  pewnością  nie 
dotrzyma słowa. Znów będzie ślęczał godzinami nad deską kreślarską. Była tak 
przejęta,  że  niemal  płakała,  kiedy  rozmawiałyśmy  o  Forreście.  Tak  bardzo 
martwi  się  o  niego,  Jillian.  Chcąc  ją  uspokoić,  obiecałam,  że  spróbujemy 
wymyślić  jakiś  sposób,  żeby  pomóc  mu  zrelaksować  się,  zapomnieć  choć  na 
trochę o pracy, cieszyć się okresem odpoczynku. 

–  Wciąż  nie  rozumiem  jednak  –  zauważyła  Jillian  –  jaki  związek  praca 

zawodowa Forresta MacAllistera może mieć ze mną. 

– W tobie jedyna nadzieja. Zajmij się Forrestem MacAllisterem. Potraktuj 

to jako swoje wakacyjne zadanie. 

– Co? – pisnęła Jillian. 
– Jillian, proszę, wysłuchaj mnie do końca. Wiesz przecież, że Andrei nie 

wolno się denerwować, a właśnie to robi z powodu Forresta. Andrea potrzebuje 
twojej  pomocy,  Jillian.  Jesteś  jedyną  osobą,  która  może  wpłynąć  na  Forresta, 
przekonać  go,  by  rozsądniej  dzielił  czas  pomiędzy  obowiązki  i  odpoczynek. 
Andrea  jest  tak  przygnębiona  z  jego  powodu.  –  Deedee  westchnęła.  –  To 
naprawdę może jej zaszkodzić. 

background image

–  Wy  dwie  kwalifikujecie  się  do  domu  wariatów  –  stwierdziła  Jillian.  – 

Forrest nie jest dzieckiem, którym trzeba się zajmować. To dorosły mężczyzna, 
za którego nikt nie może podejmować decyzji. 

–  Oczywiście,  że  może.  Kto  się  do  tego  najlepiej  nadaje?  Ty. 

Wyświadczysz w ten sposób przysługę swojej drogiej przyjaciółce Andrei. Miej 
na względzie te słodkie maleństwa, które niedługo pojawią się na świecie. Ona 
naprawdę cię potrzebuje. Podobnie jak Forrest. Jak możesz jej odmówić? 

–  Deedee,  Forrest  MacAllister  nie  wygląda  na  mężczyznę,  któremu 

brakowałoby damskiego towarzystwa. 

–  Rzeczywiście,  masz  rację.  Problem  jednak  w  tym,  że  on  nigdy  nie  ma 

czasu,  żeby  cieszyć  się  tym,  co  oferuje  życie.  Musisz  być  śmiała  i  odważna. 
Wystąp  z  inicjatywą,  zaproś  go  gdzieś,  pomóż  mu  uporządkować  życie.  To 
wspaniałe  i  szlachetne  zadanie,  Jillian.  Pomyśl,  jaką  przysługę  wyświadczysz 
Andrei i Forrestowi. 

–  Pomyślę  raczej  o  tym,  gdzie  uzyskać  fachową  pomoc  dla  was  dwóch. 

Musicie być niespełna rozumu, Deedee. To szalony pomysł. 

–  Nieprawda!  Posłuchaj,  kiedy  MacAllisterowie  byli  mali,  ich  matka  co 

pewien  czas  wysyłała  ich  do  ludzi  z  konkretną  misją.  Kosili  trawniki,  trzepali 
dywany i tym podobne. Czy to nie urocze? 

– Zbyt urocze, by to wyrazić słowami – odparła Jillian z ironią. 
–  A  więc  prosimy  cię  teraz,  żebyś  została  dobrym  duszkiem  Forresta 

MacAllistera. 

– Deedee... 
–  Nie  odmawiaj,  Jillian.  Obiecaj  chociaż, że  o  tym  pomyślisz.  Kiedy  się 

nad  tym  dobrze  zastanowisz,  zrozumiesz,  że  to  rozwiązanie  idealne  dla 
wszystkich  zainteresowanych.  Ty  będziesz  miała  zajęcie,  Forrest  uporządkuje 
swoje życie, Andrea przestanie się martwić. 

– Deedee, ja naprawdę nie chcę... – Dzwonek u drzwi sprawił, że Jillian 

urwała  w  pół  zdania.  –  Ktoś  przyszedł.  Przynieśli  pewnie  zamówioną  przeze 
mnie pizzę. 

–  Dobrze,  kończmy  tę  rozmowę.  Obiecaj  tylko,  że  zastanowisz  się  nad 

moją propozycją. 

–  Dobrze,  zgoda,  zastanowię  się.  Muszę  iść,  cześć,  Deedee.  –  Jillian 

odłożyła  słuchawkę  i  wstała  szybko.  –  Pizza!  Sytemu  człowiekowi  nie 
przychodzą do głowy głupie pomysły. – Przemaszerowała przez salon. – Andrea 
i Deedee powinny zacząć lepiej się odżywiać. 

Po  drodze  wzięła  ze  stojącego  w  holu  kredensu  dwudziestodolarowy 

banknot. 

–  Naprawdę  nie  czekałam  długo  –  zaczęła,  otwierając  drzwi.  – 

Dzwoniłam  zaledwie  kilka  minut...  –  Zamilkła,  zapominając  jednak  zamknąć 
usta. Jej oczy rozszerzyły się. 

background image

Przed  nią,  ubrany  w  ciemnoszary  garnitur  i  jasnoniebieską  koszulę  z 

doskonale dobranym jedwabnym krawatem, stał Forrest MacAllister. 

 
–  Andreo!  –  powiedziała  do  słuchawki  Deedee.  –  Na  razie  wybawił  nas 

dostawca  pizzy.  Jillian  nie  spodobał  się  nasz  pomysł.  Udało  mi  się  jedynie 
uzyskać od niej obietnicę, że się nad nim zastanowi. 

– Zobaczymy, co z tego wyniknie. Bądźmy w kontakcie. Naprawdę, kiedy 

zdecydowałyśmy,  że  Forrest  i  Jillian  idealnie  pasują  do  siebie,  nawet  nie 
podejrzewałam,  że  Amor  będzie  musiał  tak  ciężko  pracować.  Ale  ostateczny 
sukces wynagrodzi nam te trudy! Pa! 

background image

ROZDZIAŁ TRZECI 

 
Jillian  spoglądała  z  niedowierzaniem  na  stojącego  przed  nią  Forresta 

MacAllistera.  Promienny  uśmiech  rozjaśniający  jego  twarz  w  pierwszej  chwili 
ustępował teraz miejsca wyrazowi zaniepokojenia, kiedy Forrest przyjrzał się jej 
strojowi. 

Jillian patrzyła na niego wyraźnie zaskoczona. Dopiero po dłuższej chwili 

odzyskała głos. 

– Forrest? – spytała. – Myślałam, że to dostawca pizzy. 
–  Nie  –  odparł  powoli.  –  Nie  jestem  dostawcą.  Jestem  mężczyzną,  z 

którym umówiłaś się na kolację. 

– Ja? 
– Tak, ty. Czy mogę wejść? 
–  Tak,  oczywiście  –  powiedziała,  ustępując  mu  z  drogi.  Wyglądał 

wspaniale.  Pachniał  cudownie.  Jego  woda  kolońska  miała  bardzo  przyjemny, 
piżmowy zapach. 

Kiedy zamknęła drzwi, Forrest przyjrzał się jej dokładniej. 
No pięknie, pomyślał. Jillian miała na sobie workowatą koszulkę, sprane 

do  białości  dżinsy  i  dziwaczne  skarpetki.  Mimo  to  emanowała  kobiecością, 
sprawiając, że jego serce zaczęło mocniej bić. 

– Musieliśmy się źle zrozumieć – zasugerowała niepewnie Jillian. 
–  Prawdę  mówiąc,  obawiałem  się  tego  –  stwierdził.  –  Chciałem 

zadzwonić,  by  potwierdzić  nasze  spotkanie,  ale  masz  zastrzeżony  numer. 
Wątpiłem, czy będziesz pamiętać, że umówiłaś się ze mną na kolację. 

Jillian  dotknęła  dłonią  piersi,  a  w  jej  oczach  wciąż  malowało  się 

zdumienie. 

– Ja umówiłam się z tobą na kolację? 
–  Oczywiście.  Staliśmy  wczoraj  w  tym  samym  miejscu,  kiedy 

powiedziałem, że przyjadę po ciebie o siódmej trzydzieści. 

–  Och,  Forreście,  przepraszam.  Nie  pamiętałam  o  tym.  Coś  mnie 

niepokoiło, nie wiedziałam jednak, co to takiego. Naprawdę bardzo mi przykro. 

–  Nie  szkodzi  –  odparł  z  uśmiechem.  –  Byłaś  wczoraj  tak  zmęczona,  że 

wcale nie miałem pewności, czy zdajesz sobie sprawę, o czym rozmawiamy. 

Zamilkł, kiedy znów odezwał się dzwonek u drzwi. 
–  Przynieśli  pizzę  –  oznajmiła  Jillian,  a  kilka  minut  później  stała  przed 

nim, trzymając ogromne, płaskie pudełko. 

–  Mmm  –  zamruczała  –  wdychając  głęboko  zapach  jednej  ze  swych 

ulubionych potraw. – Czy to nie cudowne? 

– To największe opakowanie pizzy, jakie kiedykolwiek widziałem. 
– Forreście, posłuchaj. Naprawdę przykro mi, że zapomniałam o naszym 

background image

spotkaniu.  Czy  nie  zechciałbyś  zostać i  zjeść ze  mną  tej  pizzy?  Wystarczyłoby 
jej  dla  pułku  piechoty.  Mógłbyś  zdjąć  marynarkę  i  krawat,  poczuć  się 
swobodniej i urządzilibyśmy sobie pizza party. 

– Dzięki za zaproszenie. 
–  Świetnie  –  ucieszyła  się.  –  Przyniosę  obrus  i  rozłożę  go  na  podłodze 

przed kominkiem. Tutaj będzie nam przyjemniej niż w kuchni. Zaraz wracam – 
obiecała, wychodząc szybko z pokoju. 

To  będzie  prawdziwy  piknik,  pomyślał,  zdejmując  krawat.  Jillian  Jones-

Jenkins jest bez wątpienia oryginalną kobietą. Kiedy spotkał ją po raz pierwszy 
w  Books  and  Books,  w  każdym  calu  wyglądała  na  wysokiej  klasy 
profesjonalistkę.  Kto  mógł  wówczas  przypuszczać,  że  ma  ona  w  swojej 
garderobie także skarpetki w kropki i że jada pizzę, siedząc na podłodze. 

Lady Jillian była kobietą intrygującą i z pewnością wiele razy go jeszcze 

zaskoczy.  Z  przyjemnością  zabierze  ją  kiedyś  do  eleganckiej  restauracji,  ale 
dzisiejszy wieczór także zapowiadał się ciekawie. 

Forrest  wepchnął  krawat  do  kieszeni,  powiesił  na  krześle  marynarkę  i 

zdjął buty. Potem rozpiął dwa górne guziki koszuli i podwinął mankiety. 

Był gotów na pizza party oraz inne niespodzianki, jakie mogły przynieść 

najbliższe godziny. 

Jillian wróciła z kraciastym plastykowym obrusem, który rozłożyli razem 

przed kominkiem. Przyniosła także szklanki, lemoniadę w dzbanku i serwetki, a 
pośrodku umieściła pudło z pizzą. 

Siedząc  na  ziemi  niczym  Indianie,  oparci  plecami  o  kanapę,  oboje 

wstrzymali oddech, gdy Jillian podnosiła wieczko pudełka. 

– Niebiański zapach – zauważył Forrest z uśmiechem. – Mam nadzieję, że 

nie każesz mi zgadywać, z czym jest ta pizza. 

– To dzieło sztuki – powiedziała Jillian. – A więc do dzieła, Forreście. 
Oboje  zjedli  z  wielkim  apetytem  po  dwa  kawałki  tego  imponującego 

dania, a potem przez chwilę odpoczywali. 

Jakie  to  dziwne,  zastanawiała  się  Jillian,  pijąc  lemoniadę.  Doświadczała 

uczucia przyjemnego ciepła i spokoju, a jego źródłem był niewątpliwie siedzący 
obok niej na podłodze mężczyzna. W jakiś sposób pasował do jej domu i dobrze 
czuła się w jego towarzystwie. 

– Jillian – głos Forresta wyrwał ją z zamyślenia. – Przeczytałem wczoraj 

„Uścisk nocy” i bardzo spodobała mi się twoja powieść. 

– Dziękuję – powiedziała i znów ugryzła kawałek pizzy. 
– Najwyraźniej miałem mylne wyobrażenie na temat romansów. Oddając 

dzisiaj  książkę  Andrei,  musiałem  przeprosić  za  to,  że  przez  lata  wyśmiewałem 
jej lektury. 

–  To  miłe.  Poprosiłam,  by  nie  dodawali  sardeli  do  tej  pizzy,  mam 

nadzieję, że ci to nie przeszkadza. Nie znoszę tych małych, ościstych rybek. 

background image

–  Co  takiego?  Nie,  ja  też  ich  nie  lubię.  Tak  więc,  twoja  powieść  jest 

rzeczywiście  doskonała.  Siedziałem  do  późna,  żeby  ją  skończyć.  Tak  bardzo 
byłem  ciekaw,  jak  bohaterowie  rozwiążą  swoje  problemy.  Ich  sytuacja  przez 
długi  czas  wydawała  się  beznadziejna,  a  jednak  wspaniale  udało  ci  się 
ostatecznie rozwikłać skomplikowaną intrygę. 

– Dziękuję. Czy dolać ci lemoniady? 
–  Nie,  dziękuję.  Czy  sama  prowadzisz  badania?  Bardzo  wiernie  oddałaś 

realia  historyczne.  Wszelkie  szczegóły  dotyczące  ubioru,  mebli,  jedzenia, 
zwyczajów towarzyskich są zgodne z duchem epoki. Czy zatrudniasz kogoś, by 
wynajdywał dla ciebie te informacje? 

–  Nie,  sama  prowadzę  badania.  Mam  obszerną  bibliotekę,  w  której 

zgromadziłam opracowania dotyczące różnych epok. Uff, dość. Cztery kawałki 
pizzy to dla mnie zdecydowanie za dużo. 

– Ja też się najadłem. Pizza była wyśmienita i dziękuję, że zaprosiłaś mnie 

do wspólnego posiłku. Czy sama zatytułowałaś tę powieść „Uścisk nocy”, czy to 
pomysł wydawcy? 

–  Ja  wymyśliłam  ten  tytuł,  choć  czasami  w  wydawnictwie  dokonują 

zmian z powodów, które wydają mi się zupełnie bez sensu. 

– Czy to cię irytuje? 
– Nie, teraz już nie. Nie ma dla mnie znaczenia, czy moi czytelnicy będą 

pamiętać tytuł. Chcę, żeby zapamiętali moich bohaterów, ich przygody. Zaniosę 
resztę pizzy do lodówki. 

– Zgoda. A ja zwinę obrus – zaproponował. 
To  interesujące,  stwierdził,  kiedy  Jillian  odeszła  do  kuchni.  Miał 

wrażenie,  że  Jillian  nie  chce  mówić  o  swoim  pisarstwie.  Sądził,  że  autorka 
równie  utalentowana  jak  ona  z  przyjemnością  będzie  rozmawiała  o  swoich 
książkach z każdym, kto okaże choć minimalne zainteresowanie. Ale nie. 

Pracujące  zawodowo  kobiety,  z  którymi  spotykał  się  do  tej  pory,  były 

zwykle  tak  oddane  swojej  karierze,  że  nie  potrafiły  rozmawiać  na  żaden  inny 
temat. Pod tym względem zachowanie Jillian przyjemnie go zaskoczyło. 

Jillian wróciła po obrus, a potem znów wycofała się do kuchni. Po drodze 

zastanawiała  się,  jak  powinna  pokierować  dalej  ich  rozmową.  Forrest 
interesował się jej pisarstwem. Zwykle lubiła mówić na ten temat nawet podczas 
wakacji, dziś jednak miała inny cel. Chciała poznać bliżej Forresta, dowiedzieć 
się, dlaczego pracuje więcej niż powinien. 

Wróciła  do  salonu,  znów  siadając  obok  swojego  gościa.  W  tym  samym 

momencie i ona, i Forrest obrócili się lekko, by lepiej widzieć swoje twarze. Ich 
spojrzenia spotkały się, lecz oboje milczeli. 

Jej  oczy  są  niewiarygodne,  pomyślał  Forrest.  Kolor  przywodził  na  myśl 

londyńską mgłę albo puszyste, szare kocięta. Czy ich odcień zmieniłby się pod 
wpływem  pożądania?  Chciał  znaleźć  odpowiedź  na  to  pytanie.  Pragnął  kochać 

background image

się z Jillian Jones-Jenkins. 

Jillian odwróciła wzrok, by strzepnąć z koszulki niewidzialny pyłek. 
Ile  czasu  patrzyła  w  orzechowo-brązowe  oczy  Forresta?  Nie  potrafiłaby 

powiedzieć. Nie była w stanie wykonać najmniejszego ruchu, a jej serce biło jak 
oszalałe. 

Forrest  MacAllister  jest  niebezpiecznym  mężczyzną,  ponieważ  wzbudza 

pożądanie, skłaniając jej umysł do zdecydowanie niepokojących rozważań. 

–  A  więc  –  zaczęła  odrobinę  za  głośno.  Nie  śmiała  podnieść  wzroku  i 

spojrzeć  na  Forresta.  –  Andrea  mówiła  mi,  że  jesteście  rodziną  architektów. 
Wasz  ojciec  założył  podobno  firmę,  mając  za  cały  kapitał  własne  marzenia  i 
zatrudniając żonę na stanowisku sekretarki. Teraz wszyscy pracujecie razem. 

–  Tak.  Rodzice  przeszli  na  emeryturę  i  odpoczywają,  podróżując  po 

całym  świecie.  Mój  brat,  Ryan,  nie  jest  architektem,  lecz  świetnym,  naprawdę 
oddanym pracy policjantem. 

– Nie pamiętam, jak nazywa się twój najstarszy brat. 
–  Michael.  Jest  żonaty  i  ma  syna.  Wspaniały  dzieciak.  Michael  lubi 

wyzwania,  jakie  niosą  ze  sobą  renowacje  starych  budynków.  Wykonał  wiele 
projektów prac restauracyjnych i w tej chwili dostaje mnóstwo zleceń. Czasami 
nie jest w stanie ich wykonać. Następny, jeśli chodzi o wiek, jest Ryan. Ożenił 
się jakieś trzy miesiące temu. Andrea to nasza maskotka. 

–  Czy  zatrudniliście  kogoś  na  miejsce  Andrei,  kiedy  lekarz  kazał  jej 

pozostać w łóżku? 

Forrest skinął głową. 
–  Andrea  znalazła  na  swoje  miejsce  bardzo  zdolną  dziewczynę.  Moja 

siostra  jest  nie  tylko  architektem,  ale  zna  się  też  na  projektowaniu  zieleni. 
Większość  ludzi  nie  zdaje  sobie  sprawy,  że  jest  to  dziedzina  na  tyle 
skomplikowana,  by  wymagać  studiów  uniwersyteckich.  Dzięki  Andrei  nasza 
firma może świadczyć pełny zakres usług. Jesteśmy w stanie zaprojektować nie 
tylko  dom,  lecz  również  jego  otoczenie,  jeśli  otrzymamy  takie  zamówienie. 
Naprawdę  jesteśmy  dumni  z  Andrei.  Brak  nam  jej,  od  kiedy  wycofała  się  w 
swoje domowe zacisze. 

Jillian uśmiechnęła się, napotykając wzrok Forresta. 
–  Nie  ma  wątpliwości,  że  jesteście  bardzo  sobie  bliscy.  To  naprawdę 

urocze. 

–  Zawsze  tak  było.  –  Wzruszył  ramionami.  –  Czasem  można  mieć  tego 

dość,  jako  że  wszyscy  czują  się  upoważnieni  do  dawania  sobie  nawzajem 
dobrych  rad  bez  pytania,  czy  ktoś  sobie  tego  życzy.  Ogólnie  jednak  dobrze 
wiedzieć, że jest na kim polegać w razie potrzeby. 

– To wspaniale. Ja jestem jedynaczką. Zawsze marzyłam o tym, by mieć 

braci, siostry i rodziców, którzy... To znaczy braci i siostry. 

Dlaczego  nagle  zamilkła,  wspomniawszy  o  rodzicach,  zastanawiał  się 

background image

Forrest. Co Jillian chciała powiedzieć? 

– Teraz wiem znacznie więcej o twojej rodzinie – stwierdziła. 
Gromadziła  informacje  dotyczące  Forresta  na  wypadek,  gdyby  jednak... 

choć  nie  wydawało  się  to  zbyt  prawdopodobne.  Postanowiła  pomóc 
zapracowanemu panu MacAllisterowi. 

– Masz więc teraz – podjęła z uśmiechem przerwaną na chwilę rozmowę 

– około trzydziestu lat? 

– Trzydzieści dwa. 
–  Ja  skończyłam  trzydzieści  kilka  miesięcy  temu.  Sądząc  z  tego,  co 

słyszałam  lub  przeczytałam,  powinnam  spodziewać  się,  że  w  moim  życiu 
nastąpi niebawem okres depresji. – Wzruszyła ramionami. – Moje samopoczucie 
jednak wciąż jest dobre. 

– Cóż, wielu ludzi zapewne uważa, że jeśli ktoś nie założył rodziny przed 

trzydziestką, jest skazany na przegraną. 

– Ja wyszłam za mąż w wieku dwudziestu lat, a rozwiodłam się dwa lata 

później. To tamten związek był skazany na przegraną. 

– Co się stało? 
–  To  stara  historia  –  powiedziała,  wykonując  lekceważący  gest  ręką.  – 

Nie  warto  o  tym  mówić.  Rozmawiamy  teraz  o  tobie.  Jesteś  jedynym  pośród 
swego  rodzeństwa,  który  nie  założył  rodziny.  –  Zaśmiała  się.  –  Jeśli  jesteś 
ż

onaty,  musiałbyś  być  przy  tym  bardzo  bezczelny,  by  przyjąć  dziś  moje 

zaproszenie. 

Forrest położył dłoń na sercu. 
– Nie jestem żonaty – oświadczył z poważną miną – ani nigdy nie byłem. 
– Wiem, żartowałam tylko. Andrea wspominała, że jesteś kawalerem. Ale 

– pochyliła się lekko w jego stronę – dlaczego? 

– Nie spotkałem dotąd właściwej kobiety. 
Bingo,  pomyślała  Jillian.  Mężczyźni  zupełnie  nie  mają  fantazji.  W 

pewnych  sytuacjach  wszyscy  powtarzają  te  same,  oklepane  frazesy.  To  zdanie 
słyszała  już  zbyt  wiele  razy  i  doskonale  wiedziała,  co  oznacza  naprawdę: 
Forresta nie interesuje małżeństwo. 

–  Wyobrażam  sobie,  biorąc  pod  uwagę  sposób,  w  jaki  ty,  Andrea  i 

Michael  zarabiacie  na  życie  –  odrzekła  swobodnym  tonem  –  że  twój  dom 
przypomina rezydencję z okładek katalogów. 

–  Nie  mam  domu  –  odparł.  Kiedyś  marzył  o  domu.  Dużym  i 

przestronnym,  którego  ściany  odbijałyby  echo  dziecięcego  śmiechu  i  tupot 
małych  stópek.  Miał  być  tam  także  duży  ogród,  w  którym  biegałyby  dzieci  i 
pies. Może również i kot. – Mieszkam w wieżowcu. 

Nie  chciał  mieć  prawdziwego  domu,  skonstatowała  Jillian.  Wolał 

mieszkanie  w  bloku,  by  uniknąć  kłopotów  związanych  z  koszeniem  trawnika, 
naprawianiem cieknących kranów i dachu, wywożeniem śmieci. Nie był typem 

background image

domatora. 

Spoglądała  na  swoje  skarpetki.  Poruszała  palcami,  wprawiając  tym  w 

ruch kolorowe kropki. 

– Myślałam o Andrei i Johnie – odezwała się po chwili. – Urodzą im się 

bliźniaki. Cała wasza rodzina musi być podekscytowana! 

Forrest zaśmiał się. 
–  Narodziny  bliźniaków  to  rzeczywiście  niecodzienne  wydarzenie. 

Podwójna radość, ale też i praca. 

–  Na  pewno  –  potwierdziła,  kiwając  głową.  –  Doskonale  rozumiem,  co 

chcesz powiedzieć. – Forrest MacAllister nie marzył o dzieciach i ojcostwie. 

Dobrze  się  spisałaś,  panno  Jones-Jenkins,  Jillian  w  duchu  pochwaliła 

samą  siebie.  Zebrała  dane  i  przeanalizowała  je.  Forrest  był  robiącym  karierę 
młodym  mężczyzną,  wolnym  i  nie  pragnącym  zobowiązań,  jakie  nieuchronnie 
wiązały się z posiadaniem domu, rodziny, dziecka. 

– Proszę, nie zrozum mnie źle, Jillian – powiedział Forrest. – Ja chcę się 

ożenić, mieć dom i dzieci. 

Oczy Jillian rozszerzyły się. 
– Naprawdę? Ale mówiłeś przecież... to znaczy... Naprawdę chcesz? 
–  Tak.  Podejrzewam,  że  tak  bardzo  boję  się  tego,  gdyż  wiele  małżeństw 

moich  przyjaciół  skończyło  się  rozwodami.  Kiedy  mąż  i  żona  poświęcają  się 
karierze  zawodowej,  brakuje  czasu  na  życie  rodzinne.  Praca  zawsze  jest 
stawiana na pierwszym miejscu. 

–  Och  –  zdziwiła  się  Jillian.  Czy  rzeczywiście  jej  domysły  były  aż  tak 

dalekie od prawdy? Nigdy dotąd nie myliła się tak bardzo. – Istnieje coś takiego 
jak kompromis, panie MacAllister. 

Zmarszczył brwi. 
–  Nieczęsto  udaje  się  go  osiągnąć.  Wszystko  zaczyna  się  dobrze,  lecz 

coraz więcej znanych mi osób ma kłopoty. Oczywiście, nie jestem człowiekiem 
zacofanym,  uważającym,  że  miejsce  kobiety  jest  w  domu  przy  dzieciach. 
Dochodzę po prostu do wniosku, że nie odpowiada mi styl życia, jaki wymusza 
model  rodziny,  w  którym  oboje  małżonkowie pracują.  Obawiam  się,  że  jestem 
skazany  na  starokawalerstwo,  a  moje  kontakty  z  dziećmi  będą  musiały 
ograniczyć się do zabaw z siostrzeńcami i bratankami. 

– Aha, rozumiem – powiedziała z namysłem Jillian. – Czasem umawiasz 

się z kimś na randkę, lecz generalnie wolisz koncentrować się na pracy. 

Wzruszył ramionami. 
– Lubię swoją pracę. Projektowanie daje mi wiele satysfakcji. 
– Hmm – mruknęła Jillian, patrząc przed siebie. 
Nic dziwnego, że Andrea martwi się o brata. Najwyraźniej na podstawie 

dokonanych  przez  siebie  obserwacji  nabrał  bardzo  pesymistycznego 
wyobrażenia o świecie i życiu rodzinnym. Ona sama nie miała ochoty wyjść za 

background image

mąż. 

Nigdy  więcej!  Była  jednak  szczerze  przekonana  o  tym,  że  małżeństwo 

może być wspaniałym związkiem dwojga ludzi, nawet gdy oboje małżonkowie 
pracują zawodowo. Forrest zbyt łatwo rezygnował ze swoich marzeń i nadziei, 
poświęcając  się  pracy,  zamiast  dążyć  zdecydowanie  do  tego,  czego  naprawdę 
pragnął. 

Niedobrze.  Ten  mężczyzna  potrzebuje  pomocy.  Ktoś  powinien 

udowodnić mu, jak bardzo się myli. Skazywał siebie na samotne życie i było to 
naprawdę  smutne.  Zapracowywał  się,  by  zapełnić  pustkę,  jaką  stwarzał  brak 
prawdziwej więzi uczuciowej z drugą osobą. Ona sama była zadowolona z tego, 
jak  pokierowała  swoim  życiem.  Forrestowi  jednak  najwyraźniej  nie  służył 
wybrany przez niego styl życia. 

A więc stało się. Postanowiła zająć się Forrestem MacAllisterem i spełnić 

prośbę Andrei i Deedee. Będzie musiała zaprogramować od nowa jego słaby, źle 
funkcjonujący  umysł  i  wykazać,  jak  bardzo  myli  się  w  kwestii  małżeństwa  i 
równoczesnej kariery zawodowej zarówno męża, jak i żony. 

Na  początek  spróbuje  przekonać  go,  by  nie  pracował  tak  wiele.  Tędy 

prowadziła  droga  do  kompromisu,  który  mógł  mieć  dla  ich  obojga  tak  istotne 
znaczenie. 

–  Jillian?  –  głos  Forresta  wyrwał  ją  z  zamyślenia.  –  Czy  mógłbym 

dołożyć jeszcze jedno polano do kominka? Ogień ledwie się tli. 

Skinęła głową, a  potem  obserwowała  w milczeniu,  jak  Forrest krząta się 

koło ognia. Kucnął przed kominkiem, balansując na stopach w sposób możliwy 
jedynie dla osoby o doskonałej kondycji fizycznej. 

Koszula,  wsunięta  w  spodnie  o  wąskiej  talii,  napięła  się  na  szerokich 

barkach, kiedy sięgnął po drewno. Pod kosztownym materiałem spodni widziała 
wyraźnie zarys mocnych mięśni nóg. 

Rumieniec na policzkach i gorąco, które ogarnęło ją nagle, nie miały nic 

wspólnego z płonącym na kominku ogniem. Tego była pewna. 

Coś, co emanowało z Forresta MacAllistera sprawiło, że straciła kontrolę 

nad  swoimi  emocjami.  Będzie  musiała  mieć  się  na  baczności,  jeśli  ostatecznie 
ma  podjąć  się  zadania  wyznaczonego  jej  przez  Andreę  i  Deedee.  W  żadnym 
razie  nie  chciałaby  zostać  uwiedziona  przez  tego  mężczyznę;  wolny  i 
przypadkowy seks nie był w jej stylu. 

– Gotowe – oznajmił Forrest, odchodząc od kominka. 
Teraz jednak usiadł znacznie bliżej niej, dotykając Jillian ramieniem. 
O  tak,  pomyślała,  perspektywa  spędzenia  dwóch  tygodni  z  Forrestem 

MacAllisterem 

przedstawia 

się 

zdecydowanie 

przyjemniej 

niż 

kurs 

szydełkowania. Dużo, dużo przyjemniej. 

background image

ROZDZIAŁ CZWARTY 

 
Przez  następne  dwie  godziny  Jillian  i  Forrest  gawędzili,  siedząc  przed 

kominkiem, i wciąż nie brakowało im nowych tematów do rozmowy. 

– Opowiedz mi o Japonii – poprosiła Jillian. 
–  Było  cudownie  –  odparł.  –  Pracowałem  siedem  dni  w  tygodniu,  lecz 

mimo to udało mi się zobaczyć choć niektóre z ich najsłynniejszych zabytków. 
W Japonii wszystko nacechowane jest wdziękiem i elegancją. 

– Och, jak pięknie to ująłeś. 
–  Cóż,  to  prawda.  A  ludzie?  Są  fantastyczni.  Przysięgam,  Jillian, 

japońskie  dzieci  w  pięć  sekund  podbiłyby  twoje  serce.  Zostałem  zaproszony 
kiedyś na przyjęcie urodzinowe, na którym dzieciaki wystąpiły w tradycyjnych 
japońskich strojach. Były urocze. Te maluchy przypominały chodzące i gadające 
lalki.  Zrobiłem  im  tak  wiele  zdjęć,  że  dzieci  zapamiętały  mnie  pewnie  jako 
wysokiego  pana  z  aparatem  fotograficznym  zamiast  twarzy.  Najchętniej 
zabrałbym je wtedy wszystkie ze sobą do Ameryki. 

Jakim wspaniałym ojcem byłby Forrest, pomyślała Jillian. Jego wyraziste, 

brązowe  oczy  rozbłysły,  kiedy  opowiadał  o  japońskich  dzieciach.  Powinien 
mieć własną rodzinę, naprawdę powinien. 

– Dość już o mnie – stwierdził. – Ile czasu zajmuje ci napisanie książki? 
–  Kilka  miesięcy.  Kiedy  nadchodzi  termin  oddania  maszynopisu,  rzadko 

kiedy wychodzę ze swojej pracowni, by choć przez chwilę odetchnąć. 

Aha,  pomyślał  Forrest.  Pierwsze  sygnały  wskazujące  na  nadmierne 

zapracowanie Jillian, które tak niepokoiło Andreę. 

–  Czy  nie  mogłabyś  ustalić  z  wydawcą  dłuższego  terminu,  aby  móc 

czasem odetchnąć? 

Jillian wzruszyła ramionami. 
– Ten system pracy mi odpowiada. 
Jego  siostra  i  Deedee  miały  rację,  doszedł  do  wniosku  Forrest.  Ta 

dziewczyna  rzeczywiście  potrzebuje  pomocy.  Spełni  prośbę  Andrei  i  pokaże 
Jillian, jak należy godzić wypoczynek i pracę. 

Rozważania  Forresta  przerwała  Jillian,  prosząc,  by  opowiedział  więcej 

historii z dzieciństwa, o tym jak wychowywał się z dwoma braćmi i małą psotną 
siostrzyczką. Kiedy skończył mówić, Jillian śmiała się głośno, przyciskając ręce 
do brzucha. 

Co  za  rozkoszna  istota,  pomyślał  Forrest,  przyglądając  się  jej  z 

rozbawieniem.  Śmiech  Jillian  brzmiał  jak  dźwięk  delikatnych  dzwoneczków,  a 
jej oczy lśniły radośnie. Wyglądała czarująco. 

– Ojej – westchnęła Jillian, kiedy zdołała wreszcie złapać oddech. – Mam 

nadzieję, że nie dostanę czkawki. To mi się czasem zdarza. Twoi rodzice musieli 

background image

mieć świętą cierpliwość, żeby wychować czwórkę urwisów. 

–  Przyznasz  jednak,  że  sami  nawarzyli  sobie  piwa  –  odparł.  – 

Rzeczywiście była z nas banda rozrabiaków. – Zamilkł na chwilę. – Opowiedz 
mi o swoich rodzicach. 

Jillian przestała się śmiać. 
–  Nie  mam  nic  ciekawego  do  opowiedzenia.  Mój  ojciec  jest 

ambasadorem.  To  znakomity  dyplomata,  dlatego  zachował  swoje  stanowisko 
mimo  zmieniających  się  ekip  rządzących.  Mieszkaliśmy  w  Anglii,  Meksyku, 
Francji...  Mogłabym  długo  wymieniać  różne  państwa.  Teraz  rodzice  są  we 
Włoszech. 

– To dopiero musiało być ciekawe dzieciństwo. Wprost fantastyczne. 
–  Nic  bardziej  mylnego  –  powiedziała  cicho.  –  Dyplomata  musi 

prowadzić  bardzo  aktywne  życie  towarzyskie.  Moja  mama  jest  bez  reszty 
oddana  ojcu  i  jego  karierze.  Rozumiem  to  i  szanuję.  Byłam  wciąż  zostawiana 
pod opieką niańki, gosposi lub innej osoby zajmującej się w danym  momencie 
domem.  Mam  jeszcze  w  pamięci  sceny,  kiedy  rodzice  przychodzili  pocałować 
mnie  na  dobranoc  przed  wyjściem  na  przyjęcie.  Nigdy  nie  przytulali  mnie 
wtedy, by nie pognieść swoich wieczorowych strojów. 

– Byłaś bardzo samotna – zauważył Forrest. 
– Tak. Szkołę średnią kończyłam w Stanach Zjednoczonych. Posłali mnie 

do  bardzo  dobrej  szkoły  z  internatem.  Potem  studiowałam  w  Stanford.  Kiedy 
moje  książki  zaczęły  być  wydawane,  o  czym  zawsze  marzyłam,  od  początku 
odkładałam pieniądze, by kupić dom. Miałam dość ciągłego przenoszenia się z 
miejsca na miejsce. 

– Twój dom jest uroczy. 
–  Dziękuję.  Lubię  go  i  dobrze  mi  tutaj.  Zawsze...  To  niebywałe.  Nie 

pamiętam,  kiedy  ostatni  raz  rozmawiałam  z  kimś  o  moim  dzieciństwie.  Z 
pewnością  za  bardzo  się  nad  sobą  rozczulam.  Nie  było  mi  aż  tak  źle.  Moi 
rodzice  są  wspaniałymi  ludźmi  i  wiem,  że  mnie  kochają.  Po  prostu  nigdy  nie 
mieli dla mnie zbyt wiele czasu. 

Forrest zmarszczył brwi. 
– Przykro mi. 
–  Wielkie  nieba!  –  zawołała,  zmuszając  się  do  uśmiechu.  –  Ostatecznie 

wszystko  obróciło  się  na  dobre.  To  dzięki  temu,  że  w  dzieciństwie  tak  często 
zostawałam  sama,  udało  mi  się  osiągnąć  sukces  literacki.  Wymyślałam 
przeróżne  historie,  żeby  się  nie  nudzić.  Ogromnie  rozwinęłam  swoją 
wyobraźnię. I jestem pisarką. 

–  Bardzo  utalentowaną  pisarką.  Twój  ojciec  nazywa  się  Jones  czy 

Jenkins? 

–  Jones.  Po  rozwodzie  wróciłam  do  panieńskiego  nazwiska,  ale  kiedy 

sprzedałam  pierwszą  książkę,  mój  agent  przekonał  mnie,  bym  używała  także 

background image

nazwiska  byłego  męża.  Uważał,  że  Jillian  Jones-Jenkins  brzmi  lepiej  niż  tylko 
Jillian  Jones.  I  tak  przedstawia  się,  proszę  pana,  historia  mojego  życia. 
Nieciekawa historia. 

– Bynajmniej. – Spojrzał jej prosto w oczy. – A twoje małżeństwo? 
– To była pomyłka. Jak mówiłam wcześniej, to dawne dzieje i nie warto o 

tym  rozmawiać.  –  Lekko  przechyliła  na  bok  głowę.  –  Wiesz,  Forreście, 
wspaniale  potrafisz  słuchać.  Jestem  osobą  skrytą,  mimo  iż  niekiedy  muszę 
stanąć  w  świetle  reflektorów  dla  dobra  mojej  kariery.  Mogłabym  policzyć  na 
palcach jednej ręki ludzi, którym opowiedziałam o swoim dzieciństwie, a jednak 
obarczyłam ciebie tymi wspomnieniami. 

– Podzieliłaś się nimi ze mną, a nie obarczyłaś, i czuję się zaszczycony z 

tego  powodu.  Naprawdę.  –  Dotknął  dłonią  policzka  Jillian,  a  potem  z  bliska 
spojrzał  jej  w  oczy.  –  Bardzo...  –  Musnął  wargami  jej  usta  –  bardzo...  –  także 
drugą dłonią obejmował teraz jej twarz – zaszczycony. 

Rozchylił jej wargi, kosztując językiem słodkiej głębi ust. 
Jillian  zamknęła  oczy  i  objęła  go.  Poczuła  dreszcz  i  gorąco,  które 

ogarnęło ją całą. 

Jej  skórę  drażniły  przyjemnie  szorstkie  ręce  Forresta,  podniecał  ją  leśny 

zapach jego wody kolońskiej, mydła i aromat płonących na kominku polan. 

Pożądanie wyostrzyło jej zmysły, nabrzmiałe piersi domagały się kojącej 

pieszczoty.  Odpowiedziała  na  jego  pocałunek,  nie  myśląc  i  nie  zastanawiając 
się,  czy  powinna  to  robić.  Była  w  ekstazie,  ważny  był  jedynie  obejmujący  ją 
mocno mężczyzna. 

Jillian,  moja  droga  Jillian,  powtarzał  w  myśli.  Ten  pocałunek  miał  być 

wyrazem  sympatii  i  zrozumienia.  Forrest  chciał  odsunąć  od  niej  wspomnienia 
smutnego  i  samotnego  dzieciństwa,  pragnął,  by  zapomniała  o  małej 
dziewczynce,  której  jedynymi  towarzyszami  zabaw  były  wymyślone  przez  nią 
samą postacie. Chciał odegnać pamięć o ponurej, niezbyt szczęśliwej młodości. 
Chciał, by Jillian znów powróciła do teraźniejszości, do niego. 

Więc pocałował ją. 
Lecz  teraz  z  trudem  kontrolował  swoje  zachowanie  od  momentu,  gdy 

zetknęły się ich usta. Chciał kochać się z nią. Nigdy dotąd nie doświadczył tak 
silnego pożądania. 

Jillian  Jones-Jenkins.  Jej  imię  było  niczym  melodia,  czarowne  dźwięki 

odbijające  się  echem  najsłodszej  muzyki.  Wyobrażenie  opuszczonego, 
samotnego  dziecka  odsunęła  w  niepamięć  bliskość  cudownej,  intrygującej 
kobiety, jaką Jillian była teraz. 

Poprzez mgłę pożądania zaczął docierać do jego świadomości dziwny, nie 

słyszany wcześniej głos. Było to ostrzeżenie. Instynkt podpowiadał mu, że zbyt 
szybki bieg wydarzeń może zrazić i spłoszyć Jillian. 

Choć  Jillian  z  lekceważeniem  mówiła  o  swoim  krótkim  małżeństwie, 

background image

wyczuwał  w  jej  słowach  dawne  cierpienie  i  niechęć  przywoływania 
zapomnianego bólu. 

Wiedział z całą pewnością, że nie wolno mu zrobić niczego, co mogłoby 

skłonić  Jillian  do  unikania  jego  towarzystwa.  Miał  do  spełnienia  misję. 
Ogarnięty  pożądaniem  zapomniał,  że  Jillian  Jones-Jenkins  jest  nie  tylko 
czarującą kobietą, ale też osobą, która potrzebuje jego pomocy. 

Nadludzkim  wysiłkiem  woli  przerwał  pocałunek,  a  potem  powoli,  z 

niechęcią opuścił ręce. 

Jillian  uniosła  głowę  i  Forrest  jęknął  cicho,  widząc  pożądanie  w  jej 

zamglonych, szarych oczach. 

–  Jillian? –  przerwał  ciszę,  nie  poznając własnego,  zachrypniętego  teraz, 

głosu. 

– Hmm? – mruknęła. Na jej ustach igrał uśmiech. – Tak, Forreście? 
–  Chyba  powinniśmy  trochę  ochłonąć,  nie  sądzisz?  Pragnę  kochać  się  z 

tobą, możesz mi wierzyć, ale... 

–  Masz  rację  –  powiedziała,  a  potem  westchnęła  głęboko.  –  Wszystko 

stało  się  zbyt  szybko.  Dziękuję.  Większość  mężczyzn  nie  umiałaby  w  tym 
momencie powiedzieć „dość”. 

–  Naprawdę  cię  pragnę.  Jesteś  bardzo  piękną  kobietą.  Inteligentną  i 

fascynującą.  Kiedy  całowałem  ciebie,  czułem,  że  tracę  panowanie  nad  sobą. 
Czułem też, że nie jestem ci obojętny. Odpowiadałaś na moje pieszczoty. 

– Tak – potwierdziła cicho. – To prawda. 
–  Możesz  uznać  to  za  zwykłe  frazesy  –  ciągnął  –  ale  powiem  ci,  że  nie 

interesuje  mnie  przygodny  seks.  Nigdy  mnie  to  nie  pociągało,  nawet  wtedy, 
kiedy nie mówiło się jeszcze tak wiele o wiążącym się z nim zagrożeniu. 

Jillian patrzyła na niego z uwagą. 
–  Jeśli  jestem  z  kobietą,  musi  mi  na  niej  zależeć.  Nigdy  nie  byłem 

zakochany, ale swoją partnerkę muszę szanować i troszczyć się o nią. Wtedy nie 
jest to seks, lecz kochanie się. To naprawdę ma dla mnie duże znaczenie. 

Spojrzał jej prosto w oczy. 
–  Nie  wiem,  jakie  jest  twoje  stanowisko  w  tej  sprawie,  Jillian,  ale  moje 

poglądy  są  skrystalizowane.  Kiedy  będziemy  się  kochać,  seks  stanie  się 
wówczas wyrazem naszego uczucia. 

– Och – szepnęła cicho. Nic więcej nie potrafiła powiedzieć. 
Nigdy  wcześniej,  teraz  zdała  sobie  z  tego  sprawę,  nie  spotkała 

mężczyzny, 

który, 

jak 

Forrest 

MacAllister, 

przestrzegałby 

równie 

staroświeckich  zasad.  Mężczyźni,  z  którymi  spotykała  się  dotąd,  byli  zawsze 
gotowi  i  chętni  do  nawiązywania  kontaktów  seksualnych  już  na  pierwszej 
randce. 

Rozmawiała  kiedyś  z  Deedee  na  ten  temat  i  obydwie  zgodziły  się  co  do 

tego,  że  słowo  „nie”  musi  zawsze  wypowiedzieć  kobieta.  Forrest  MacAllister 

background image

był jednak wyjątkowy. Co za niezwykły i interesujący mężczyzna. 

A jej odpowiedź na pocałunek Forresta? Cóż, odwzajemniła go, doznając 

przy  tym  ogromnej  przyjemności.  Będzie  musiała  zastanowić  się  nad 
wrażeniami, których doświadczyła w tamtej chwili... 

Kilka  minut  przesiedzieli  bez  słowa,  oboje  pogrążeni  we  własnych 

rozważaniach. 

– Forreście – odezwała się nagle Jillian – czy lubisz pływać motorówką? 
– Oczywiście. Dlaczego pytasz? 
– Moi przyjaciele mają łódź, z której mogę skorzystać, gdyż oni wyjechali 

właśnie do Grecji. Czy miałbyś ochotę popływać ze mną jutro? 

–  Zamierzałem  pojechać  z  Michaelem,  żeby  obejrzeć  dom,  którego 

przebudowy się podjął, ale... 

–  To  praca.  Nie  chciałbyś  zafundować  sobie  dnia  wolnego  od 

obowiązków? 

Skinął głową. 
–  Tak,  powinienem  to  zrobić.  Ale  co  z  tobą?  Z  twoim  rygorystycznym 

rozkładem zajęć i terminami? 

– Mam wakacje – odparła z uśmiechem. 
–  To  dobrze.  –  Jego  misja  rozpoczynała  się  pomyślnie.  –  Postanowiłaś 

trochę odpocząć i robisz to. 

–  Hm,  nie  jest  to  aż  tak  proste,  ale  powinnam  pamiętać,  że  mam  teraz 

wakacje. 

–  Z  przyjemnością  popływam  jutro  z  tobą  łodzią,  Jillian.  Zapowiada  się 

zimny  dzień,  więc  musimy  włożyć  na  siebie  ciepłe  rzeczy,  ale  z  pewnością 
będziemy się dobrze bawić. 

– Ja przygotuję lunch. – Zaśmiała się. – No, niezupełnie. Mam przepastny 

kosz  wiklinowy,  który  kilka  lat  temu  otrzymałam  na  gwiazdkę.  Po  drodze  do 
portu możemy zatrzymać się w delikatesach i napełnić go. 

– O której mam po ciebie przyjechać? 
–  Powiedzmy:  o  dziesiątej.  Kiedy  jestem  na  wakacjach,  pozwalam  sobie 

na luksus późnego wstawania. 

Zerknął  na  zegarek,  a  potem  wstał,  podnosząc  się  z  podłogi  jednym 

zwinnym ruchem. 

–  Robi  się  późno.  Wracam  do  domu,  żeby  przeczytać  następną  powieść. 

Pożyczyłem od Andrei wszystkie twoje książki. 

Jillian wstała. 
– Naprawdę to zrobiłeś? 
–  Tak  –  odparł,  wkładając  buty.  –  Mówię  zupełnie  serio.  –  Przysiadł  na 

brzegu  kanapy,  by  zawiązać  sznurowadła.  –  Słyszałem  kiedyś,  że  w  każdej 
książce pisarz zdradza jakąś prawdę o sobie. 

– Ale nie ja. 

background image

Przeszedł przez pokój, by wziąć marynarkę. 
– Jesteś tego pewna? – zapytał. 
–  Oczywiście.  Moi  bohaterowie  i  ich  przygody  są  jedynie  wytworami 

mojej wyobraźni. 

– Może tak, a może nie. 
–  Cóż,  nie  zamierzam  dyskutować  na  ten  temat.  Odprowadzę  cię  do 

drzwi. 

Forrest  odwinął  mankiety  koszuli,  zapiął  je  i  włożył  marynarkę.  Przy 

drzwiach  zatrzymał  się,  objął  Jillian  i  pocałował  mocno,  zanim  zdążyła 
cokolwiek powiedzieć. 

–  Dobranoc  –  szepnął,  a  potem  zwolnił  uścisk.  –  Przyjadę  jutro  o 

dziesiątej. 

Jillian  skinęła  głową,  nie  próbując  nic  mówić.  Wiedziała,  że  po  tym 

pocałunku długo nie będzie mogła złapać tchu. 

Forrest wyszedł, cicho zamykając za sobą drzwi. Jillian stała nieruchomo, 

raz  jeszcze  przeżywając  pocałunek  Forresta,  każdy  rozkoszny  szczegół  tej 
pieszczoty. 

Kiedy  znów  poczuła  pulsujące  pożądanie,  odwróciła  się,  by  wrócić  do 

salonu.  Opadając  na  kanapę,  tłumaczyła  sobie,  że  skoro  Forresta  nie  ma  już  w 
jej domu, powinna przestać o nim myśleć. 

Nic z tego nie będzie, doszła do wniosku po chwili. Forresta MacAllistera 

niełatwo było wymazać z pamięci. 

–  Och,  do  czarta,  Jillian  –  powiedziała  głośno.  –  Na  czym  polega  twój 

problem? 

Dość  tego,  postanowiła  w  następnej  chwili.  Do  tej  pory  starała  się  nie 

analizować swojej reakcji na pieszczoty Forresta. Teraz była bardziej stanowcza. 
Postanowiła  w  ogóle  zrezygnować  z  rozmyślania  na  ten  temat.  Pomoże 
Forrestowi odzyskać radość życia i nic więcej. 

O, tak, jego pocałunki rzeczywiście przenosiły ją w nowy, nieznany świat. 

Ponieważ jednak zdawała sobie z tego sprawę, nie czuła niepokoju. 

–  Doskonale  panuje  pani  nad  sytuacją,  pani  Jones-Jenkins  –  stwierdziła 

zdecydowanie. – Może pani realizować swój plan. 

Poczyta książkę, aż poczuje się na tyle zmęczona, by zasnąć, postanowiła, 

wstając.  Zaś  jeśli  chodzi  o  rodzaj  lektury,  sięgnie  z  pewnością  po  coś 
zdecydowanie  odmiennego  niż  pisane  przez  nią  samą  powieści.  Wybierze 
thriller, będzie się jednocześnie bała i bawiła wyśmienicie. 

Jakie to przyjemne uczucie, wiedzieć, że samemu decyduje się o własnym 

losie. 

background image

ROZDZIAŁ PIĄTY 

 
Nazajutrz było słonecznie, lecz chłodno. Typowa lutowa aura. 
Jillian,  ubrana  w  dżinsy,  płócienne  buty  i  wełniany  sweter  rybacki, 

sięgnęła  do  szafy  po  ocieplany  sztormiak.  Położyła  kurtkę  obok  pustego  kosza 
piknikowego  i  białego,  szmacianego  worka,  który  tego  dnia  miał  służyć  jej  za 
torebkę. Wcześniej zadzwoniła do kierownika portu, prosząc, by napełniono bak 
łodzi. Była gotowa do wyjścia. Godzinę przed umówionym spotkaniem. 

Zawsze spała długo podczas wakacji. Późne wstawanie było wówczas jej 

przywilejem. Ale dzisiaj? Obudziła się o siódmej i od początku czuła, że nie ma 
szans, by znów zasnęła. 

Zerknęła na zegarek. 
Dziewiąta  dwie.  To  śmieszne.  Jeśli  nie  zajmie  się  czymś,  będzie  się  jej 

zdawało,  że upłynął  tydzień,  zanim  przyjdzie  wreszcie  Forrest. Opisze  w  liście 
do  rodziców  swoje  ostatnie  tournee,  postanowiła.  Doskonały  pomysł.  Po 
niedługim czasie list był napisany, zaklejony i czekał w skrzynce na listonosza, 
który wybierał pocztę o dziewiątej czterdzieści pięć. 

Z  uczuciem  niesmaku  wobec  samej  siebie  przeszła  się  po  salonie, 

poprawiając  poduszki,  które  leżały  idealnie  równo,  zbierając  różne  drobiazgi, 
podlewając podlane wcześniej przez gosposię kwiatki. 

Och, to okropne, pomyślała. Zachowuję się niczym nastolatka umówiona 

na  randkę  z  kapitanem  drużyny  koszykówki.  Jej  zdenerwowanie  było  zupełnie 
absurdalne. 

Słysząc  chrzęst  żwiru  na  podjeździe,  ruszyła  szybko  do  okna,  po  czym 

przystanęła  w  połowie  drogi.  Zmusiła  się  do  tego,  by  usiąść  na  krześle,  i  z 
wielką  uwagą  zaczęła  oglądać  własne  paznokcie,  jakby  była  to  najbardziej 
fascynująca rzecz na świecie. 

Kiedy  odezwał  się  dzwonek  u  drzwi,  postanowiła  najpierw  policzyć  do 

sześćdziesięciu, a potem dopiero pójść i przywitać Forresta. 

 
Forrest wysiadł z samochodu i przez chwilę stał, przyglądając się domowi 

Jillian. 

Był  to  naprawdę  piękny  budynek,  podobny  do  tego,  który  Andrea 

zaprojektowała  dla  siebie  i  Johna,  utrzymany  w  typowym  dla  tej  części 
Kalifornii stylu. Podobał mu się ten dom i urządzone przez Jillian wnętrze. 

Jillian.  Wczoraj  po  powrocie  przeczytał  jej  kolejną  powieść  i  lektura 

znów sprawiła mu ogromną przyjemność. 

Bohater  był  kapitanem  statku,  na  którego  pokładzie  ukryła  się  główna 

bohaterka,  chcąc  uniknąć  poślubienia  lubieżnego  starca.  Ich  tak  burzliwie 
rozpoczęta  znajomość  powoli  przerodziła  się  w  miłość.  Razem  pokonali  wiele 

background image

przeciwności losu, walcząc między innymi z mściwym niedoszłym małżonkiem, 
któremu wyrachowany ojciec dziewczyny przyrzekł jej rękę. 

Ostatecznie bohater zrezygnował z pełnego przygód życia na morzu, aby 

osiąść  na  lądzie  i  zająć  się  kierowaniem  przedsiębiorstwem  przewozów 
morskich.  Szczęśliwa  para  wybrała  dla  siebie  dom,  wyznaczyła  datę  ślubu  i 
rozmawiała  o  tym,  ile  chcieliby  mieć  dzieci,  kiedy  Jillian  Jones-Jenkins 
zakończyła opowiadanie ich historii. 

Szkoda, że to tylko produkt pisarskiej fantazji, pomyślał z żalem Forrest. 

Parze  bohaterów  los  przyniósł  to,  o  czym  zawsze  marzył  on  sam:  miłość, 
małżeństwo, dom. 

Ale  w  czasach,  o  których  pisała  Jillian,  kobiety  nie  miały  zbyt  wielu 

możliwości samorealizacji poza domem. Teraz, pod koniec dwudziestego wieku, 
to,  o  czym  marzył,  było  po  prostu  nieosiągalne.  Małżeństwa,  w  których  oboje 
partnerzy  pracowali  zawodowo,  nie  spełniały  jego  wyobrażeń  o  tym,  jak 
powinna funkcjonować rodzina. 

Odsunął na  bok ponure  myśli, kierując  się  w  stronę drzwi, by  rozpocząć 

swą  randkę  z  Jillian.  Nie  mógł  się  doczekać  się,  kiedy  pani  Jones-Jenkins 
zaprosi go do środka i obdarzy jednym ze swych promiennych uśmiechów. 

Nacisnął  dzwonek,  słuchając,  jak  jego  dźwięk  rozchodzi  się  echem  po 

całym domu. 

 
– Dwadzieścia osiem, dwadzieścia dziewięć – liczyła Jillian – trzydzieści. 
Poderwała się na równe nogi. 
Ludzie  nie  zdają  sobie  sprawy,  jak  długo  trwa  jedna  minuta.  Ona  sama 

doceniła  to,  dopiero  kiedy  zaczęła  liczyć  upływające  sekundy.  Trzydzieści 
sekund to wystarczające opóźnienie. 

Ruszyła  w  stronę  holu  nieświadoma  faktu,  że  w  rzeczywistości  biegnie. 

Kiedy otworzyła drzwi, jej twarz rozjaśniał szczery i radosny uśmiech. 

Forrest  MacAllister,  powtarzała  w  myśli.  Naprawdę  ucieszyło  ją  jego 

przyjście. 

– Cześć – powiedziała, cofając się o krok. – Wejdź. 
W  spłowiałych  dżinsach,  granatowym  swetrze  i  białym  sztormiaku, 

Forrest wydawał się niezwykle przystojny. 

– Jak się czujesz? – spytała, zamykając za nim drzwi. 
–  Jestem  gotów  żeglować  z  tobą  po  morzach  i  oceanach  –  odparł  z 

uśmiechem.  Jak  to  możliwe,  że  za  każdym  razem,  kiedy  ją  widział,  Jillian 
wyglądała piękniej niż przy poprzednim spotkaniu? – Żałuję, że nie mam takiej 
koszuli z bufiastymi rękawami, jakie nosił Roman. 

– Roman? – powtórzyła, najwyraźniej zdumiona Jillian. – Mój Roman? 
–  Tak,  bohater  „Morskiej  opowieści”.  Przeczytałem  ją  wczoraj 

wieczorem. To wspaniała książka. 

background image

–  Hm,  dziękuję  –  odparła,  lekko  pochylając  głowę.  –  Naprawdę  ci  się 

spodobała?  Lepiej  ruszajmy  w  drogę.  Musimy  jeszcze  zatrzymać  się  w 
delikatesach i napełnić ten kosz. 

–  Masz  rację,  jedźmy.  –  Zamilkł,  a  w  jego  twarzy  nie  było  teraz  nawet 

cienia  uśmiechu.  –  Wszedłem  tu,  będąc  wciąż  pod  wrażeniem  wczorajszej 
lektury i nie przywitałem cię tak, jak tego pragnąłem – powiedział. 

– Nie? 
Zrobił  krok  do  przodu  i  ujął  w  dłonie  jej  twarz.  Przeszedł  ją  dreszcz, 

kiedy spojrzała w orzechowo-brązowe oczy Forresta. 

– Nie, jeszcze nie. 
Ich wargi spotkały się w gorącym, zmysłowym pocałunku. 
Jillian objęła jego talię, a potem przesunęła dłonie w górę, rozkoszując się 

dotykiem twardych mięśni. Odwzajemniła pocałunek, czując, jak znów zaczyna 
ogarniać  ją  pożądanie.  Forrest  pachniał  miętową  pastą,  mydłem  i  wiatrem.  W 
jego ramionach czuła się jak w niebie. 

– Dzień dobry, Jillian – powiedział. 
– Dzień dobry, Forreście – szepnęła. 
Powoli,  z  ociąganiem,  odstąpili  o  krok  od  siebie,  wciąż  patrząc  w  swoje 

oczy  rozpalone  tym  samym  pragnieniem.  Zmysłowy  czar  ustępował  pomału 
miejsca poczuciu rzeczywistości. 

– Wyruszamy, pani – oznajmił Forrest. – Być może napotkamy w czasie 

morskiej  żeglugi  piratów,  ale  nie  lękaj  się,  obronię  cię  przed  wszelakim 
niebezpieczeństwem. 

–  Wspaniale  –  powiedziała,  wybuchając  śmiechem.  –  Kto  pisze  twoje 

dialogi? 

– Ja sam – odparł z dumą. – Niezłe, co? 
– Zajmuj się lepiej architekturą, Forreście. Lub też, jak się mówi czasami, 

nie porzucaj zajęcia, które pozwala ci uczciwie zarobić na chleb. 

– Tak uważasz? 
 
Dwie  godziny  później  byli  już  na  wodzie,  a  Forrest  wprawnie  sterował 

luksusową  łodzią  przyjaciół  Jillian.  Ona  zaś  siedziała  na  ławce  obok  niego, 
osłonięta od wiatru nadbudówką. 

Ocean był wzburzony i wydawał się bardziej zielony niż błękitny. Niebo, 

dotąd jasne i przejrzyste, teraz sposępniało, przybierając grafitowo-szarą barwę. 

–  Spróbujmy  złapać  prognozę  pogody  straży  przybrzeżnej  – 

zaproponował Forrest. – Nie chcielibyśmy chyba, żeby zaskoczyła nas tu burza. 

Jillian  zajęła  się  nastawieniem  radia,  wypełniając  po  kolei  instrukcje 

zamieszczone na przyklejonej do obudowy odbiornika kartce. 

– Nawet gdy ocean jest wzburzony – zaczął Forrest – jego widok napełnia 

mnie przedziwnym spokojem. Nie ma wokół żadnych ludzi. 

background image

–  Nie  ma  telefonu,  komputera  –  dodała  Jillian,  zginając  kolejne  palce  – 

korekt, terminów... 

– Zrozumiałem – przerwał jej ze śmiechem. – Masz teraz wakacje. 
Skinęła głową. 
– Bez wątpienia. 
–  Szanuję  to.  Założę  się,  że  jeśli  naprawdę  chciałabyś  tego,  umiałabyś 

pogodzić ze sobą pracę i przyjemność. Wielu ludzi tego nie potrafi. Koncentrują 
się  na  karierze  i  nie  ma  w  ich  życiu  miejsca  na  nic  innego.  Ty  przynajmniej 
wiesz, jak się powinno żyć. 

Forrest chyba się myli, pomyślała Jillian. Według Deedee, Lorraine, kilku 

innych przyjaciół, a nawet jej agenta, w czasie pisania książki zachowywała się 
jak  klasyczny  Pracoholik.  Wracała  do  normalnego  życia  tylko  w  trakcie 
dwutygodniowych  wakacji,  które  miewała  dwa  lub  trzy  razy  do  roku.  Czy 
powinna  wyjaśniać  to  wszystko  Forrestowi?  Nie,  to  nie  było  konieczne. 
Najprawdopodobniej  ich  znajomość  za  kilkanaście  dni  będzie  należała  do 
przeszłości,  gdy  jej  wakacje  dobiegną  końca.  Może  nawet  nie  uda  się  jej 
zrealizować swojego planu i wpłynąć na zmianę poglądów Forresta dotyczących 
pracy i zabawy, kompromisu i małżeństwa. 

Jillian zerknęła na Forresta, a potem przeniosła wzrok na spienione fale. 
Poczuła  dziwny  smutek na  myśl,  że  Forrest  może  niedługo zniknąć  z  jej 

ż

ycia. 

Och,  daj  spokój,  przywołała  samą  siebie  do  porządku.  Wiesz  doskonale, 

co  się  zdarzy.  Za  dwa  tygodnie  ich  wspólna  przygoda  i  tak  się  skończy.  To 
wszystko.  Kaput.  Adieu.  A  dziwne  uczucie  w  żołądku  to  po  prostu  głód. 
Oczywiście! Była głodna. 

– Forreście, kilka kilometrów stąd jest mała zatoczka. 
Może nie będzie tak wiało i uda się nam zjeść lunch bez przeszkód. 
– To znakomity pomysł. Poszukajmy jej. 
Zatoczkę  osłaniały  od  wiatru  drzewa  i  rzeczywiście  było  tam  zacisznie. 

Forrest wyłączył silnik, rzucił kotwicę i zeszli na dół. Kabina była niewielka, ale 
każdy  jej  centymetr  został  maksymalnie  wykorzystany.  Ściany  z  ciemnego 
drewna ożywiały zielone akcenty. 

Stół,  na  którym  Jillian  kładła  zakupione  wcześniej  wiktuały,  był 

przytwierdzony  do  podłogi.  Maleńka  kuchenka  i  lodówka  zawsze  przywodziły 
jej na myśl domek dla lalek. Podobało jej się podwójne łoże ze wszystkich stron 
otoczone wbudowanymi szufladami. 

– Czujesz się tam, jakbyś spał w ukrytej grocie – powiedziała, zasiadając 

przy stole. 

Forrest zaśmiał się, zajmując miejsce przy stole naprzeciw Jillian. 
–  To  porównanie  najwyraźniej  podsunęła  ci  wyobraźnia  pisarska.  Ktoś 

inny stwierdziłby pewnie, że owo łóżko to dziura w ścianie, którą zostawił cieśla 

background image

znudzony robieniem kolejnych szuflad. 

–  Zajmuj  się  architekturą,  Forreście  –  przypomniała  mu,  chichocząc 

wesoło. – Wyłącznie architekturą. 

–  Naprawdę  lubię  twój  śmiech  –  stwierdził  z  powagą.  –  Jego  dźwięk 

przypomina odgłos dzwoneczków lub śpiew ptaków. 

– Ja... Dziękuję. Jesteś bardzo miły. 
Patrzyli  sobie  w  oczy,  tracąc  poczucie  czasu  i  czując,  jak  znów  zaczyna 

ogarniać  ich  ogień  pożądania,  w  każdej  chwili  gotowy  przerodzić  się  w  pożar 
zmysłów. 

–  Jestem  głodna  –  oznajmiła  wreszcie  Jillian,  zaskoczona  brzmieniem 

własnego głosu. 

– O, tak – potwierdził Forrest. Lekko potrząsnęła głową. 
–  Jeść.  Chce  mi  się  jeść.  –  Odwróciła  wzrok  i  sięgnęła  po  talerz.  – 

Kupiliśmy mnóstwo smakołyków. Zapowiada się prawdziwa uczta. 

Forrest zaczął nakładać na talerz jedzenie, starając się odzyskać spokój i 

skierować  swoje  myśli  ku  mniej  niebezpiecznym  sprawom.  Teraz  pragnął 
bowiem jedynie porwać Jillian w ramiona, i zanieść do łóżka, i kochać się z nią, 
aż oboje opadną z sił. 

Przez  kilka  minut  jedli  w  milczeniu,  a  łódź  kołysała  się  łagodnie  na 

falach. 

–  Wiesz  –  zaczął  wreszcie  Forrest  –  przeczytałem  jak  dotąd  dwie  twoje 

powieści.  Twierdzisz,  że  w  książkach  nie  ujawniasz  niczego  na  swój  temat,  a 
jednak w obu powieściach znalazłem coś, co mnie zainteresowało. 

Jillian podniosła wzrok. 
– Co? – Wzięła do ust porcję krewetek. 
– Zaufanie. Kładziesz ogromny nacisk na zaufanie. Bohaterki ufają, że ich 

partnerzy  ochronią  je  przed  niebezpieczeństwem,  nie  wahają  się  także 
powierzyć  im  swojego  losu.  Kochankowie  składają  sobie  nawzajem  dar  ze 
swojej  miłości.  W  obu  książkach  bohaterowie  rozmawiają  często  o  tym,  jak 
ważną rolę w życiu odgrywa zaufanie. 

–  O,  wielkie  nieba  –  zawołała  Jillian,  starając  się,  by  zabrzmiało  to 

ż

artobliwie  –  muszę  bardziej  uważać,  żeby  nie  powtarzać  się  w  kolejnych 

powieściach.  Tego  zdecydowanie  chciałabym  uniknąć.  Chociaż  w  tym 
konkretnym przypadku... – zawiesiła głos. 

– Mów? – zachęcił ją. 
–  Wzajemne  zaufanie  jest  tak  ważne  w  związku  dwojga  ludzi,  że  nie 

waham się poruszać tego tematu w każdej z moich powieści. Cóż pozostaje, jeśli 
zabraknie  zaufania?  Nic.  To  fundament,  na  którym  można  budować  uczucie, 
pożywna gleba, w której miłość może rozkwitać niczym starannie pielęgnowana 
roślina. 

Pochyliła się do przodu, ciągnąc dalej z przekonaniem: 

background image

– Jeśli w związku brakuje zaufania, ludzie jedynie bawią się sobą, myląc 

pociąg fizyczny z miłością. Jeśli zaufanie zostanie zniszczone, wówczas nie ma 
nadziei dla takiej pary. Ich uczucie wypali się jak garść suchej trawy. 

– To dosyć radykalne stanowisko. 
Jillian znów odchyliła się do tyłu, krzyżując ręce na piersi. 
– Tak właśnie czuję. 
–  To  interesujące,  zwłaszcza  jeśli  twierdzisz,  że  nigdy  nie  przenosisz 

osobistych doświadczeń na karty książek. 

– Och. – Jej policzki oblał rumieniec. – Cóż... ja... – Zmarszczyła brwi. 
– Nie ma powodu do niepokoju, Jillian – powiedział, uśmiechając się do 

niej.  –  Po  prostu  zależy  mi  na  tym,  żeby  poznać  cię  lepiej,  inaczej  nie  byłoby 
mnie  tutaj.  Cóż  złego  w  tym,  że  poszukuję  informacji  o  tobie  także  w  twoich 
książkach? – Wzruszył ramionami. – Wydaje mi się to sensowne. 

– A mnie nie. W jaki sposób odróżnisz, które poglądy są moimi, a które 

wymyśliłam na użytek moich postaci, aby wydawały się bardziej rzeczywiste? 

– Cóż... 
– Na przykład – chwyciła z koszyka paluszek z makiem i wycelowała go 

w pierś Forresta – w powieści, którą mój wydawca teraz przygotowuje do druku, 
bohaterka  ma  talizman  przynoszący  szczęście.  To  mała  muszelka,  którą  nosi 
zawsze przy sobie, w torebce, kieszeni lub w zawieszonej na szyi portmonetce. 
Nigdy  nie  wychodzi  bez  niej.  Kiedy  podarowała  tę  muszelkę  mającemu 
wyruszyć do walki z przestępcą mężczyźnie, było to znakiem jej uczucia. 

– I? 
–  Ja  zaś  –  ciągnęła,  wymachując  w  powietrzu  ręką  –  nigdy  w  życiu  nie 

miałam  talizmanu.  Po  przeczytaniu  tej  powieści  gotów  byłbyś  uznać,  że 
fascynują  mnie  tego  rodzaju  magiczne  przedmioty.  Wyciągnąłbyś  całkowicie 
błędny wniosek. 

Forrest  chwycił  i  przytrzymał  jej  dłoń,  a  potem  odgryzł  kawałek  bułki. 

Ż

ując, spoglądał w zamyśleniu w sufit. Później wypił łyk lemoniady i przeniósł 

wzrok na najwyraźniej bardzo zadowoloną z siebie Jillian. 

–  Nie  –  stwierdził  –  bynajmniej  nie  byłbym  w  błędzie.  Dlaczego?  Z 

przyjemnością to wyjaśnię. 

– Oho – powiedziała oschle. – Nie mogę się doczekać. 
–  Robi  się  pani  pulchna,  lady  Jillian,  czy  zamierza  pani  zjeść  resztę  tej 

bułeczki? – spytał. 

Podała mu pieczywo. 
– Dziękuję. Kontynuując chciałbym stwierdzić, że nie skupiałbym się na 

samym  problemie  talizmanu,  nie  kupowałbym  ci  na  szczęście  zasuszonej 
króliczej łapki, lecz zinterpretowałbym to bardziej ogólnie. 

– Jak? 
– Co oznaczał gest podarowania cennej muszli? Zaufanie. Raz jeszcze to 

background image

samo, Jillian. Jasno i wyraźnie. 

Spokojnie, MacAllister, napomniał siebie. Nie naciskaj zbyt mocno. Lecz, 

do licha, założyłby się o ostatniego centa, że małżeństwo Jillian legło w gruzach, 
gdyż  mężczyzna,  którego  wybrała  na  swojego  towarzysza  życia,  zawiódł  jej 
zaufanie. 

On  zaś  pragnął,  by  Jillian  zaufała  mu  i  zechciała  opowiedzieć  o  swojej 

przeszłości.  Na  razie  jednak  nie  była  do  tego  gotowa,  zdecydowanie  nie. 
Dlaczego stało się to dla niego tak ważne, by Jillian mu zaufała? Do licha, nie 
miał pojęcia. 

– Koniec rozważań – oświadczył lekko. – Mam zamiar zjeść teraz trochę 

truskawkowego ciasta. A ty? 

– Co takiego? Och, raczej nie. Może zjem trochę później. 
Och,  do  diabła,  pomyślała.  Czuła  się  całkiem  obnażona,  jakby  Forrest 

zerwał  zasłonę,  za  którą  ukrywała  się  dotąd,  i  poznał  najtajniejsze  sekrety  jej 
duszy. 

Jak udało się mu tego dokonać? Nie wiedziała i nie była tym zachwycona. 
Nie pozwoli, żeby to się znów kiedykolwiek powtórzyło. 

background image

ROZDZIAŁ SZÓSTY 

 
Kiedy  Jillian  zaczęła  pakować  do  koszyka  puste  pojemniki  po  jedzeniu, 

Forrest natychmiast poderwał się, by jej pomóc. Spojrzała na niego zaskoczona. 

Mama,  wyjaśnił,  nauczyła  ich  bardzo  wcześnie,  że  w  domu 

MacAllisterów  nie  ma  podziału  na  prace  kobiece  i  męskie.  Byli  rodziną,  w 
której  obowiązywały  jasne  i  proste  zasady  i  każdy  włączał  się  do  pomocy, 
niezależnie od tego, co trzeba było akurat zrobić. 

– Masz mądrą mamę – zaśmiała się Jillian. 
–  Jest  wspaniała  –  stwierdził  Forrest.  –  Wszyscy  umiemy  gotować, 

sprzątać, przyszywać guziki, sortować i prać ubrania. W myśl tej samej zasady 
Andrea potrafi zmienić koło, sprawdzić poziom oleju w swoim wozie, naprawić 
cieknący kran i wykonywać inne typowo męskie prace. Jesteśmy wszechstronni 
i zawdzięczamy to mamie. 

–  To  niegłupie  –  zgodziła  się  Jillian,  kiwając  głową.  –  Takie  właśnie 

innowacyjne pomysły są potrzebne w nowoczesnych rodzinach, w których oboje 
małżonkowie  pracują,  a  których  istnienie  tak  uparcie  wciąż  uważasz  za 
największe zło naszego stulecia. 

– Bo tym właśnie są. Pomyśl, mąż pomaga sprzątnąć kuchnię po kolacji. 

A potem co? Znika w swoim gabinecie wraz z teczką przyniesionych do domu 
papierów.  A  może  to  akurat  żona  musi  popracować  tego  wieczoru.  Gdzie  czas 
dla rodziny? Dzieci są pozostawione same sobie. 

–  Nie  musi  tak  być,  Forreście.  Czy  rzeczywiście  codziennie  trzeba 

przynosić do domu jakąś pracę? 

Ustawił  w  koszyku  plastykowe  pudełko  z  resztką  zielonych  winogron,  a 

potem wyprostował się. 

–  W  dzisiejszych  czasach  trzeba  bardzo  usilnie  zabiegać  o  zachowanie 

swojej pozycji. Czy ty sama nie pracujesz często wieczorami? 

– Hm, tak, ale ja... 
– Nie mam nic więcej do dodania. 
–  Ale  ja  mam.  Pracuję  wieczorami,  bo  mogę  sobie  na  to  pozwolić. 

Odpowiadam tylko przed sobą. Jako mąż  i ojciec mógłbyś po pracy poświęcać 
swój czas rodzinie. 

–  Nie  mógłbym,  jeśli  chciałbym  zapewnić  mojej  rodzinie  odpowiednie 

warunki  bytu.  Zadbać  o  jej  dostatek.  Nie,  to  nie  mogłoby  się  udać,  nie  w 
obecnych czasach. 

– Do licha, Forreście, nie przyjmujesz żadnych argumentów. Zbyt wielką 

wagę  przywiązujesz  do  pracy  i  tylko  pracy.  Ograniczyłeś  swoje  życie  do 
niewolniczego ślęczenia nad deską kreślarską. 

– To konieczność. Ty też koncentrujesz się przede wszystkim na pracy. 

background image

–  Ale  ja  mam  inne  marzenia  niż  ty.  Ty  pragniesz  założyć  rodzinę.  Dla 

mnie najważniejsze są moje książki. 

– Czyżby? – spytał cicho. 
–  Tak.  Oczywiście.  Ale  ty?  Forreście,  musisz  znaleźć  w  sobie  odwagę, 

zacząć  działać.  Skażesz  się  na  ponurą,  samotną  wegetację,  jeśli  nie  spróbujesz 
poszukać  innych  rozwiązań.  Model  małżeństwa  partnerskiego  naprawdę 
sprawdza  się  doskonale,  lecz  ty  dostrzegasz  jedynie  te  pary,  którym  się  nie 
powiodło. Czy słyszysz mnie? 

– Krzyczysz tak głośno, że nie mógłbym cię nie słyszeć. 
–  Nie  krzyczę!  –  Urwała,  a  potem  westchnęła.  –  W  porządku, 

przepraszam. – Opadła na krzesło. – Nie zwracaj na mnie uwagi. 

Forrest pochylił się nad stołem i pocałował ją w czoło. 
– To niemożliwe – oświadczył. – Musiałbym chyba być nieczuły jak głaz, 

ż

eby nie zwracać na ciebie uwagi, kiedy jesteśmy razem. Nie mogę zapomnieć o 

tobie także wtedy, gdy nie ma cię obok. Nawet gdy cię nie widzę, wciąż myślę o 
tobie, Jillian. 

Spojrzała na niego. 
– Ja także dużo o tobie myślę, Forreście – wyznała z nutą rozmarzenia w 

głosie.  Chwilę  później  wyprostowała  się,  otwierając  szeroko  oczy.  –  Nie 
powiedziałam tego. 

Forrest obszedł stół dookoła, zatrzymując się przed Jillian, a potem lekko 

uniósł ją do góry i objął. Spuściła wzrok. 

– Popatrz na mnie – poprosił. 
Powoli podniosła głowę, a w jej oczach dostrzegł zakłopotanie. 
– Jillian, nie rozumiem, co tak nagle zaniepokoiło cię czy zdenerwowało. 

Przecież rozmawialiśmy tylko o podziale obowiązków domowych. 

–  Ale  potem  poruszyliśmy  problem  zbytniego  angażowania  się  w  pracę 

zawodową  oraz  wpływu  nadmiaru  obowiązków  na  życie  rodzinne  i  tak  dalej. 
Straszliwie irytuje mnie świadomość, że nigdy nie będziesz w pełni szczęśliwy, 
ponieważ  bez  istotnych  powodów  wyrzekasz  się  tego,  czego  najbardziej 
pragniesz. 

– Z tego, co pamiętam, ty również postanowiłaś nigdy nie wychodzić za 

mąż – zauważył. 

Jillian  była  kiedyś  mężatką  i  miała  pecha.  Została  zraniona  i  to  było 

powodem, dla którego postanowiła nigdy więcej nie ryzykować. 

– Cóż, nie wszyscy pragną tego samego od życia, Forreście. 
– To prawda – zgodził się, kiwając głową. Oczekiwania i poglądy Jillian 

bardzo  różniły  się  od  jego  własnych,  a  jednak  bez  wątpienia  czuli  do  siebie 
niezwykle  silny  pociąg.  Forrest  chciał  dowiedzieć  się,  co  tak  bardzo  fascynuje 
go w tej kobiecie. 

Och, cała ta sytuacja była naprawdę niezwykła. Forrest chciał ożenić się i 

background image

założyć rodzinę. Jillian nie. On uważał, że nie uda mu się mieć owej upragnionej 
rodziny,  gdyż  warunki  ekonomiczne  zmuszające  do  pracy  oboje  małżonków 
wykluczają możliwość szczęśliwego życia rodzinnego. Jillian wierzyła, że tego 
rodzaju  małżeństwa  partnerskie  mogą  doskonale  funkcjonować  przy  pewnej 
gotowości do kompromisów z obu stron. 

Niewłaściwe  poglądy  i  postawy  zostały  przypisane  niewłaściwym 

osobom.  Gdyby  Forrest  miał  choć  trochę  sprytu,  zebrałby  swoje  zabawki  i 
zrezygnował z dalszej gry, póki nie stracił jeszcze reszty rozsądku. Nigdy jednak 
nie rościł sobie pretensji do genialności. 

Nie chciał i nie zamierzał zniknąć z życia Jillian Jones-Jenkins. Powinien, 

lecz nie zrobi tego. Nie potrafiłby tego zrobić. 

Cóż,  zgadzali  się  przynajmniej  co  do  jednego:  oboje  doceniali  wagę 

zaufania. 

Forrest znieruchomiał nagle, cały zamieniając się w słuch. 
– Grzmot – powiedział, unosząc głowę. – Lepiej zobaczmy, co się dzieje 

na zewnątrz. Nadchodzi burza, madame. 

Pocałował  ją  szybko  i  mocno,  a  potem  wbiegł  po  schodkach  na  pokład. 

Jillian podążyła za nim. 

Ciężkie,  czarne  chmury  powlekały  niebo,  a  otaczające  zatoczkę  drzewa 

uginały się smagane silnym wiatrem. 

–  Spróbujmy  skontaktować  się  ze  strażą  przybrzeżną  –  zaproponowała 

Jillian. – Może powiedzą nam, co robić. 

Pobiegli  w  stronę  mostka  w  świetle  przecinających  niebo  błyskawic.  Z 

trudem słyszeli się wzajemnie w huku uderzających piorunów. 

Forrest  szybko  przeczytał  instrukcję  obsługi  radia  i  kilka  minut  później 

połączył się z oficerem pełniącym służbę w nadbrzeżnej stacji morskiej. Wtedy 
właśnie poczuli na twarzy pierwsze krople deszczu. 

–  Roger  –  powiedział  wreszcie  Forrest.  –  Dziękuję,  bez  odbioru.  – 

Chwycił rękę Jillian. – Chodźmy na dół – zawołał, starając się przekrzyczeć ryk 
wiatru. 

Choć  do  schodów  nie  było  daleko,  zanim  skryli  się  pod  pokładem, 

całkiem przemokli. 

–  Mamy  pecha  –  powiedział  Forrest,  chwytając  w  ostatniej  chwili 

zsuwający się ze stołu koszyk i stawiając go na podłodze. 

Jillian skuliła się, nie potrafiąc powstrzymać szczękania zębami. 
– Już zamarzam. Zmieniam się w sopelek. 
–  Słyszałaś  całą  rozmowę.  Chcą,  żebyśmy  zostali  tu,  aż  ustanie  wicher. 

Twierdzą, że jesteśmy bezpieczniejsi w zatoce niż na otwartym morzu. Musimy 
zdjąć  te  mokre  ubrania,  zanim  nabawimy  się  zapalenia  płuc.  Czy  wiesz,  jak 
rozwiązany jest tutaj problem ogrzewania, światła, ciepłej wody? 

Jillian kiwnęła głową i odrzekła: 

background image

–  Jest  tu  generator,  który  wytwarza  prąd  potrzebny  do  zapewnienia 

oświetlenia na łodzi, uruchomienia niewielkiego bojlera i tego małego grzejnika 
na  ścianie.  Wątpię,  żebyśmy  znaleźli  jakieś  ubrania  poza  zapasowymi 
kostiumami  kąpielowymi,  ale  w  szufladzie  pod  łóżkiem  jest  zawsze  kilka 
ręczników plażowych. 

– To dobrze. 
Forrest  zapalił  dwa  ścienne  kinkiety,  a  potem  wyjął  ze  wskazanej  przez 

Jillian  szuflady  cztery  kolorowe  ręczniki.  Przeszedł  przez  pokój  i  dwa  z  nich 
podał Jillian. 

–  Weź  prysznic  –  powiedział.  –  Ja  sprawdzę,  czy  nie  musimy  czegoś 

zabezpieczyć. Czeka nas trudny rejs. 

Jillian  skinęła  głową,  a  potem  zniknęła  w  maleńkim  pomieszczeniu 

pełniącym rolę łazienki. 

Z  trudem  udało  się  jej  zdjąć  mokre  dżinsy,  a  potem  resztę  ubrania. 

Westchnęła z ulgą, czując na skórze ciepły strumień prysznica. 

Wiedziała,  że  musi  się  śpieszyć,  gdyż  w  małym  zbiorniku  nie  ma  zbyt 

wiele wody. 

Kilka  minut  później  wyszła  spod  natrysku  i  energicznie  wytarła  się 

ręcznikiem, aż jej skóra nabrała różowego odcienia. Ale co teraz, przeraziła się 
nagle.  Ubranie  było  całkiem  przemoczone,  także  bielizna.  Ręcznik,  którego 
przed chwilą użyła, był wilgotny, tak więc pozostawał jej jedynie drugi ręcznik 
plażowy.  Cóż,  niech  i  tak  będzie.  Mogła  albo  wykorzystać  ręcznik,  albo 
wymaszerować z łazienki goła jak ją Pan Bóg stworzył. 

Przeczesała palcami włosy i owinęła się ręcznikiem. Wyglądała w nim jak 

w  sarongu,  sięgającym  nieco  powyżej  kolan.  Zebrała  mokre  ubranie  i 
westchnąwszy, wyszła z łazienki. 

–  Możesz  się  wykąpać  –  oznajmiła,  starając  się,  by  jej  głos  zabrzmiał 

normalnie.  Rozejrzała  się  po pokoju,  zauważając  rozesłane na  stole  i krzesłach 
ręczniki. 

– Możemy tu rozłożyć nasze ubrania – powiedział Forrest, rozpościerając 

ręcznik  na  ostatnim  krześle.  –  Miejmy  nadzieję,  że  w  ten  sposób  trochę 
przeschną  i  nie  zniszczą  mebli.  Uruchomiłem  ogrzewanie  i...  –  Spojrzał  na 
Jillian i urwał w pół słowa. – Wielkie nieba! – szepnął. 

Jillian podeszła bliżej i rzuciła swoje ubranie na stół. 
Nie  wolno  ci,  nakazała  sobie,  spojrzeć  na  tego  mężczyznę.  Słyszała,  jak 

zareagował  na  widok  jej  stroju  czy  raczej  jego  braku.  Doskonale  pamiętała  o 
tym,  że  pod  ręcznikiem  jest  zupełnie  naga,  a  Forrest  również  był  dosyć 
spostrzegawczy.  Wiedziała,  co  mogłaby  wyczytać  teraz  w  jego  twarzy  i 
ciemnych, brązowych oczach. 

Zajęła  się  rozwieszaniem  swoich  rzeczy  i  odetchnęła  z  ulgą  dopiero 

wówczas,  gdy  w  łazience  rozległ  się  szum  wody.  Zawahała  się  przez  chwilę, 

background image

trzymając w rękach wilgotną koronkową bieliznę, po czym zdecydowała, że tak 
przystojny mężczyzna jak Forrest MacAllister z pewnością zdążył zapoznać się 
w życiu z wszystkimi partiami damskiej garderoby. 

Teraz  rozejrzała  się  za  miejscem  do  wypoczynku.  Przy  ścianie  stała 

skrzynia,  na  której  wieku  można  było  się  położyć.  Jillian  pamiętała  dobrze,  że 
jest to miejsce wyjątkowo twarde i niewygodne. 

Nic  z  tego.  Tym  razem  zastosuje  zasadę  „kto  pierwszy,  ten  lepszy”  i 

zajmie łóżko. Forrest może ułożyć się na skrzyni. 

Wyjęła spod narzuty jedną z poduszek i oparła ją o ścianę. Wdrapała się 

na  łóżko,  a  potem  usiadła  sztywno  z  wyprostowanymi  nogami,  układając  ręce 
grzecznie przed sobą. 

Po  chwili  doszła  do  wniosku,  że  przypomina  w  tym  momencie  pannę 

młodą  z  epoki  wiktoriańskiej,  oczekującą  w  noc  poślubną  swego  małżonka. 
Skrzyżowała nogi, pragnąc, by jej poza stała się bardziej nonszalancka, a potem 
przyjrzała się krytycznie swoim rękom, nie wiedząc, czym mogłaby je zająć. 

– Wezmę czasopismo – mruknęła cicho. – Doskonale. 
Słysząc,  że  w  łazience  ucichł  szum  wody,  szybko  zeskoczyła  z  łóżka, 

omal nie gubiąc przy tym ręcznika, po czym pobiegła przez pokój, by chwycić 
jedną z leżących na półce gazet. Po chwili wskoczyła z powrotem do łóżka. 

Leżała  ze  skrzyżowanymi  nogami  i  nosem  utkwionym  w  gazecie,  kiedy 

Forrest wrócił do pokoju. 

–  Prysznic  to  wspaniały  wynalazek  –  oświadczył.  –  Było  to  naprawdę 

przyjemne. 

– Mmm – zgodziła się Jillian, nie podnosząc na niego wzroku. 
–  Nasze  ubrania  nieźle  przemokły,  jeśli  wziąć  pod  uwagę,  że  wcale  nie 

byliśmy na deszczu tak długo. 

– Mmm. 
–  Nawet  tak  bardzo  nie  rzuca  łodzią.  Możemy  sobie  wyobrazić,  że 

znaleźliśmy się w ogromnym hamaku. 

– Mmm. 
Forrest przeszedł przez pokój i połaskotał stopę Jillian. 
– Słyszysz, co do ciebie mówię? 
Zaskoczona otworzyła szeroko usta, opuszczając czasopismo na kolana. 
A kiedy spojrzała na Forresta, z wrażenia zabrakło jej tchu. 
Jest piękny, pomyślała, nabierając wreszcie powietrza do płuc. Owinął się 

ręcznikiem wokół bioder, a w przyćmionym świetle lamp jego ciało wydawało 
się wykute z brązu. Miała ochotę gładzić jego wilgotną skórę, wędrując dłońmi 
po twardych, idealnie zarysowanych mięśniach. 

Uosobienie  męskości.  Cudowny.  Doskonały  samiec.  I  nagi  jak  w  dniu 

narodzin, okryty jedynie kawałkiem miękkiej tkaniny. 

– Jillian? 

background image

–  Co?  –  spytała  trochę  nieprzytomnie,  a  potem  zamrugała  powiekami.  – 

To znaczy, słucham? 

Forrest wziął do ręki drugą poduszkę. 
– Posuń się. 
– Dlaczego? 
–  Ponieważ  najprawdopodobniej  spędzimy  tu  trochę  czasu,  a  ja  nie 

zamierzam siedzieć na tej twardej jak kamień skrzyni. Na wszystkich krzesłach 
wiszą mokre ubrania, więc... proszę, posuń się i zrób dla mnie trochę miejsca na 
łóżku. 

Forrest  chce  położyć  się  obok  mnie,  pomyślała.  Ma  zamiar  nie  tylko 

ułożyć się na łóżku, lecz zapewne także wykorzystać okazję i... 

Jillian,  przestań,  nakazała  sobie.  Popadasz  w  histerię.  Jesteś  przecież 

dorosłą  kobietą,  a  nie  egzaltowaną  nastolatką.  Potrafisz  zachować  się  w  takiej 
sytuacji. Tak! Jesteś dojrzałą kobietą. Forrest zaś, niestety, najprzystojniejszym 
ze znanych ci mężczyzn. 

– Zrób mi miejsce obok siebie – poprosił raz jeszcze. 
– Tak, posuwam się. Proszę, już robię dla ciebie miejsce. – Przytrzymując 

ręcznik,  przesunęła  poduszkę.  –  Gotowe,  panie  MacAllister.  –  Wróciła  do 
poprzedniej pozycji, znów zasłaniając twarz gazetą. 

Wszystkimi zmysłami chłonęła każdy jego ruch, kiedy wchodził na łóżko, 

poprawiał poduszkę, a wreszcie ułożył się obok niej. 

Przez chwilę leżeli w milczeniu. 
– Zadziwiające – odezwał się Forrest. 
– Co jest zadziwiające? – spytała, nie odrywając wzroku od druku. 
– Jest pani fascynującą kobietą, lady Jillian. Nigdy nie przypuszczałbym, 

ż

e zainteresuje panią lektura czasopisma dla majsterkowiczów. 

Jillian  otworzyła  szeroko  oczy,  teraz  dopiero  zdając  sobie  sprawę,  co 

„czyta”. 

– Cóż, oczywiście, że to mnie interesuje – odparła, przewracając kartkę. – 

Nigdy nie wiadomo, kiedy zajdzie potrzeba naprawienia czegoś w domu... 

– Doprawdy? – zdziwił się, wybuchając śmiechem. 
– Często przeglądam takie czasopisma – upierała się. – Mam dom i wiesz 

przecież, że czasami trzeba coś naprawić. 

– Jakieś urządzenie mechaniczne – dodał. 
– Cokolwiek – odrzekła niepewnie. 
– Powiedz mi coś, Jillian. 
– Hmm. – Przewróciła kolejną stronę czasopisma. 
– Jak ci się udaje czytać? Te lampy nie dają zbyt mocnego światła. Jest tu 

dosyć ciemno. Musisz mieć doskonały wzrok. 

Jillian zmrużyła oczy, po raz pierwszy rzeczywiście starając się odróżnić 

litery. 

background image

– Och. – Odwróciła głowę, by spojrzeć na niego. – Tak, to prawda, mam 

ś

wietny  wzrok.  Faktycznie  doskonały.  Ja...  Aaau!  –  krzyknęła  w  następnej 

chwili. 

Łódź  nagle  jakby  uniosła  się  nad  wodę,  a  potem  przechyliła  na  jedną 

stronę. Gazeta wypadła Jillian z rąk, a ona sama wpadła prosto na Forresta. 

Przytrzymał  ją,  jedną  ręką  chwytając  Jillian  pod  biustem,  a  drugą  pod 

kolanami. Mocno przygarnął ją do siebie. 

–  Już  jesteśmy  bezpieczni  –  powiedział,  kiedy  łódź  po  chwili  znów 

zaczęła się  łagodnie kołysać na  falach. – Albo  jakiś  idiota ściga się  z  wiatrem, 
albo  minęła  nas  łódź  patrolu  straży  przybrzeżnej.  Teraz  wszystko  jest  w 
porządku. 

Nie,  nie  wszystko  jest  w  porządku,  pomyślała  w  panice.  Leżała 

przytulona do Forresta MacAllistera. Jej serce tłukło się w piersi jak oszalałe, a 
ciało płonęło pożądaniem.  Wszystko jest w porządku? Brzmiało to jak żart lub 
kpina. 

– Jillian – powiedział cicho Forrest, patrząc prosto w jej oczy. 
Teraz nie było już dla niej ratunku. 
Nie potrafiła walczyć dłużej z pragnieniem, by dotknąć gładkiej, napiętej 

skóry na muskularnym torsie. 

Więc zrobiła to. 
Nie  mogła  ignorować  dłużej  faktu,  że  dzielą  ich  jedynie  dwa  frotowe 

ręczniki i że wyczuwa pod sobą jego twarde uda. Pragnęła, aby Forrest objął ją 
jeszcze mocniej. Miała ogromną ochotę pieścić go, dotykać, całować. 

I zrobiła to. 
Nie mogła nie słyszeć chrapliwego oddechu Forresta, nie dostrzegać jego 

kuszących ust tak blisko swojej twarzy. Pragnęła błądzić wargami po pachnącej 
mydłem, gładkiej brązowej skórze. 

I... zrobiła tak. 
Pochyliła  się  i  odnalazła  jego  usta,  spragnione  i  wyczekujące.  Objął  ją 

ramieniem, przygarniając mocniej do siebie. Pod opartą na piersi Forresta dłonią 
czuła jego szybko bijące serce. 

–  Jillian  –  szepnął.  –  Chcę  kochać  się  z  tobą.  To,  co  się  dzieje,  jest  dla 

mnie ważne i wyjątkowe. 

To  prawda,  ich  znajomość  stała  się  czymś  więcej  niż  tylko  sposobem 

pożytecznego wykorzystania wolnego czasu. 

– Tak – powiedziała cicho. – Tak, Forreście, ja też tego pragnę. 
Jillian,  opanuj  się,  apelował  do  niej  głos  rozsądku.  Co  robisz?  Pomyśl. 

Ten mężczyzna zniknie z twojego życia za niecałe dwa tygodnie. Jillian! 

Zignorowała  jednak  te  ostrzeżenia,  słuchając  jedynie  tego,  co  dyktowało 

jej serce. 

Raz  jeszcze  spotkały  się  ich  usta.  Zsunął  z  niej  ręcznik,  który  teraz 

background image

okrywał  jedynie  biodra  Jillian.  Pieścił  dłonią  jej  pierś,  a  Jillian  pojękiwała 
cichutko, czując, jak rozpala się w niej ogień pożądania. 

Uniósł ją lekko do góry i położył delikatnie na łóżku, a sam ułożył się tuż 

obok. 

Wsparty  na  łokciu,  drugą  ręką  odsunął  okrywający  wciąż  jej  biodra 

ręcznik. Potem odsłonił także własną nagość. 

– Wielkie nieba! – szeptał z zachwytem. – Jesteś taka piękna, Jillian. 
Spojrzał  w  jej  oczy,  jakby  tam  szukając  i  znajdując  odpowiedź  na  nie 

zadane głośno pytanie. Potem pochylił się, by całować jej piersi. 

Przymknęła  na  chwilę  oczy,  by  rozkoszować  się  symfonią  cudownych 

doznań, jaką wzbudzały w niej jego pieszczoty. 

Forrest  powędrował  dłonią  do  drugiej  piersi,  a  potem,  wzdłuż  płaskiej 

krawędzi brzucha, niżej i jeszcze niżej, aż do zwieńczenia ud. 

Potem  zaś  jego  wargi  podążyły  śladem  wytyczonym  palcami  na 

spragnionej pieszczot skórze. Jillian drżała leciutko, pieszczona w ten cudownie 
rozkoszny sposób. 

–  Forreście,  proszę  –  szeptała,  zaciskając  dłonie  na  jego  ramionach.  – 

Proszę. 

–  Za  chwilę,  Jillian  –  odpowiedział,  zaskoczony  brzmieniem  własnego 

głosu. 

Nie  potrafił  już  dłużej  czekać.  Pragnął  znaleźć  ukojenie  w  gorącym 

wnętrzu jej kobiecości. Teraz. Natychmiast. Musiał jednak odzyskać panowanie 
nad  sobą,  gdyż  najważniejsza  była  przyjemność  Jillian,  to  o  nią  przede 
wszystkim  chciał  zadbać.  Wiedział  o  tym  z  pewnością,  jakiej  nigdy  wcześniej 
nie doświadczał. 

–  Forreście  –  odezwała  się  drżącym  z  emocji  głosem.  Zawisł  nad  nią 

swoim  ciężarem.  Wsparł  się  na  łokciach  i  spoglądał  w  szare,  zamglone  teraz 
oczy  Jillian.  Jej  policzki  były  zaróżowione,  a  usta,  wilgotne  od  pocałunków, 
rozchylone i drżące. 

Pocałował  ją,  a  potem  uniósł  głowę,  chcąc  widzieć  jej  twarz  w 

przyćmionym blasku lamp, kiedy stawali się jednością. 

Powoli, delikatnie wszedł w jej ciasną, gorącą kobiecość. 
Ogarnęła ich ekstaza. 
Jillian  westchnęła  z  zachwytem,  zdając  sobie  sprawę,  że  dzieje  się  coś 

niezwykłego,  że  kochają  się.  Rozumiała,  że  Forrest  pragnie,  aby  doznała 
rozkoszy, ona zaś chciała dać ukojenie jego pożądaniu. Lekko uniosła biodra. 

– Jillian... 
– Tak bardzo cię pragnę. 
Z  każdym  poruszeniem  Forresta  narastała  w  niej  rozkosz,  unosząc  ją 

coraz dalej i dalej, aż poza krawędź rzeczywistości. 

– Forreście! 

background image

Kilka  sekund  później  znalazł  się  razem  z  nią  tam,  gdzie  zjednoczeni  w 

ekstazie trwali poza czasem i przestrzenią w cudownym niebycie. 

Powoli uspokajały się ich oddechy, serca wracały do normalnego rytmu. 
Łódź kołysała się łagodnie, o pokład uderzały miarowo krople deszczu. 
Forrest sięgnął po koc, a potem położył się znowu, okrywając nim Jillian i 

siebie. 

Leżeli bez słowa, zasłuchani w szum deszczu i bicie własnych serc. 
 
Kiedy  Jillian  otworzyła  oczy,  nie  pamiętała,  gdzie  jest  i  dlaczego  tu  się 

znalazła.  Obróciła  głowę  i  wstrzymała  oddech,  widząc  Forresta  śpiącego  tuż 
obok niej. 

Kiedy  patrzyła  na  niego,  na  jej  wargach  pojawił  się  delikatny  uśmiech. 

Nawet  we  śnie  emanowała  z  niego  siła,  lecz  teraz  także  pewna  bezbronność. 
Spokojny oddech świadczył o ufności, która wydała się jej wzruszająca. 

Forrest MacAllister jest moim kochankiem, pomyślała uszczęśliwiona. 
Po chwili zmarszczyła brwi, rozglądając się wokół. 
Ś

pij,  Forreście,  nakazała  mu  w  duchu.  Musiała  mieć  trochę  czasu,  by 

zastanowić się nad tym, co zaszło pomiędzy nimi. 

Kochała się z Forrestem MacAllisterem. 
Stało  się.  Teraz  musi  uporządkować  swoje  myśli  i  uczucia.  Czy  było  jej 

przykro? A może żałowała tego, co się wydarzyło? Czy była wściekła na siebie, 
za to, że pozwoliła, by uczucia wzięły górę nad rozsądkiem? 

Zmrużywszy  oczy,  zamyśliła  się,  próbując  znaleźć  odpowiedź  na  te 

pytania. Za każdym powinna była powiedzieć wyraźnie i stanowczo „nie”. 

Zachowujesz  się  nieodpowiedzialne,  Jillian  Jones-Jenkins,  napomniała 

siebie. Wiedziała przecież, że znajomość z Forrestem może przetrwać najwyżej 
kilka,  a  może  kilkanaście  dni.  Nie  było  w  jej  życiu  miejsca  na  tego  rodzaju 
związki, kiedy pisała powieść. 

Miała  do  wypełnienia  zadanie,  które  jednak  przerodziło  się  w  coś 

znacznie ważniejszego. Nie chodziło tu jedynie o seks i fizyczne pożądanie. To, 
co się stało, było wyrazem prawdziwego uczucia. Jillian zupełnie nie wiedziała, 
jak powinna postąpić teraz, kiedy owo uczucie pokrzyżowało jej plany. 

Wkrótce Forrest się obudzi i, jak każdy  mężczyzna w podobnej sytuacji, 

będzie  obserwował  ją  uważnie,  ciekaw  jej  reakcji  po  tym,  co  wydarzyło  się 
pomiędzy  nimi.  A  więc  niech  tak  będzie.  Nie  żałowała  niczego,  a  Forrest 
powinien o tym wiedzieć. Ze swoimi rozterkami musi uporać się sama. 

Tym  postanowieniem  Jillian  zakończyła  wewnętrzny  dialog  ze  sobą  i 

rozejrzała się dokoła. 

W  kabinie  było  dosyć  ciemno,  niewielkie  lampki  dawały  mało  światła  i 

niemal całe pomieszczenie tonęło w półmroku. Łódź nie kołysała się już i Jillian 
zdała sobie sprawę, że nie słyszy melodyjnego szumu deszczu. 

background image

Zmrużywszy oczy, spróbowała dojrzeć w mroku tarczę zegara. Ku swemu 

przerażeniu stwierdziła, że dochodzi szósta. Przespali całe popołudnie. 

–  Forreście  –  powiedziała,  dotykając  palcem  jego  piersi.  –  Forreście, 

obudź się. 

– Mmm, później – mruknął. 
Jillian zachichotała cicho. Forrest wymamrotał jeszcze kilka słów, których 

nie mogła zrozumieć, po czym wreszcie otworzył oczy. 

– Witaj – szepnęła. 
Lekko  potrząsnął  głową  i  dopiero  po  chwili  na  jego  ustach  pojawił  się 

uśmiech. 

– Śniłem o dziwnych rzeczach – wyjaśnił ochrypłym głosem. 
Brzmienie tych słów wywołało w Jillian dreszcz podniecenia. 
– Byłem Romanem żeglującym po głębokich morzach – ciągnął Forrest. – 

Miałem fantastyczną koszulę z bufiastymi rękawami. Oczywiście, nie wymagały 
prasowania, bo tego nie lubię. 

–  Musiał  to  być  bardzo  przyjemny  sen  –  odrzekła  pogodnie.  –  Teraz 

jednak wracaj do rzeczywistości. Jest szósta. 

–  Żartujesz. –  Usiadł.  –  Nie  żartujesz – stwierdził i  zamilkł na  chwilę. – 

Sądzę, że burza minęła. Lepiej, żebyśmy popłynęli w stronę portu. 

– Tak. 
Obrócił  się,  żeby  spojrzeć  prosto  w  jej  oczy.  Na  jego  twarzy  nie  widać 

było teraz nawet cienia uśmiechu. 

–  Jillian  –  zaczął  cicho.  –  Kochaliśmy  się  i  było  to  niewiarygodnie 

pięknym i wyjątkowym przeżyciem. Chcę, żebyś o tym wiedziała. 

– Ja odczuwam to podobnie. 
– Żadnego żalu? 
Zawahała się tylko przez moment. 
– Nie, Forreście, niczego nie żałuję. 
Pochylił głowę i pocałował ją mocno. Wciąż jeszcze tlący się w nich żar 

namiętności  natychmiast  wybuchnął  silnym  płomieniem.  Kiedy  uniósł  głowę, 
jego oddech był szybki i nierówny. 

–  Dość  tego,  panie  MacAllister  –  powiedziała  –  albo  noc  dzisiejszą  noc 

spędzi pan na tej barce. 

Uśmiechnął się. 
–  To  znaczy,  skarbie,  że  albo  w  tym  momencie  przestanę  cię  całować, 

albo naszym śniadaniem będzie pół tuzina zielonych winogron. 

Jillian roześmiała się, a potem szybko zsunęła się z łóżka i przeszła przez 

pokój, zbierając po drodze ich ubrania. 

Forrest  rozkoszował  się  widokiem  jej  ciała,  smukłego  i  kobiecego,  które 

tak kontrastowało z jego masywną, muskularną sylwetką. 

Cóż to za urocza istota, stwierdził. Jillian była tak piękna. To, co się stało, 

background image

było  czymś  niezwykłym  i  cudownym.  Nigdy  nie  przeżył  niczego  podobnego. 
Wiedział,  że  w  jego  życiu  dzieje  się  coś  ważnego,  lecz  nie  potrafiłby  tego 
nazwać. 

– Ubrania są suche – oznajmiła Jillian, wyrywając Forresta z zamyślenia – 

ale  sztywne  jak  zbroja.  –  Zaczęła  się  ubierać.  –  Marzy  mi  się  gorąca  kąpiel,  a 
potem miękki, ciepły szlafrok. 

Forrest sięgnął po sweter. 
–  A  mnie  marzą  się  dwa  albo  trzy  hamburgery,  gęsty  koktajl  mleczny  i 

podwójne frytki. 

– Zgoda. Najpierw hamburgery, potem gorąca kąpiel. 
– Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem. Zjemy coś, a potem... 
– O nie. Ty wrócisz do domu, a ja wezmę gorącą kąpiel. 
– Do czarta! 
Jillian roześmiała się, zarażając Forresta swoją radością. 
Byli  głodni,  mieli  na  sobie  sztywne  jak  blacha  ubrania  i  znajdowali  się 

wiele  kilometrów  od  lądu  i  wszelkich  wygód.  Przez  całą  drogę  jednak  z  ich 
twarzy nie znikał uśmiech. 

 
– Deedee? – upewniła się Andrea. – Mam nadzieję, że nie przeszkadzam 

ci  w  czasie  obiadu.  Zgadnij,  co  się  stało?  Przez  cały  dzień  nie  mogłam 
dodzwonić  się  ani  do  Jillian,  ani  do  Forresta.  Za  każdym  razem  zgłaszały  się 
tylko ich automatyczne sekretarki. 

–  Rozumiem,  że  nie  powinnam  za  bardzo  się  tym  ekscytować,  ale  jest 

przynajmniej szansa, że może wybrali się gdzieś razem. 

– Och, czy to nie byłaby katastrofa, gdyby spędzili cały dzień na kłótni? 

background image

ROZDZIAŁ SIÓDMY 

 
Następne dwa dni upłynęły im na wykonywaniu przeróżnych zajęć. Jillian 

czuła  się  cudownie,  przepełniała  ją  radość  i  wiedziała,  że  są  to  najwspanialsze 
wakacje, jakie kiedykolwiek miała. 

W  piątek  zrobiła  porządki  w  szafach,  wyrzucając  niepotrzebne  ubrania  i 

sporządzając listę rzeczy, które chciała kupić. 

Tego  wieczora  wraz  z  Forrestem  wybrali  się  na  koncert  piosenkarza 

ś

piewającego  w  stylu  country.  Oboje  mieli  na  sobie  dżinsy,  wysokie  buty  i 

koszule z perłowymi guzikami. 

–  To  niesamowite  –  zauważyła  Jillian,  kiedy  stali  przed  lustrem  w  jej 

salonie.  –  Wyglądamy  jak  postacie  z  westernu.  Jesteśmy  wspaniali,  naprawdę 
wspaniali, Forreście. 

–  Słuchaj,  panienko  –  odparł,  przeciągając  słowa  –  niewiele  jeszcze 

widziałaś. Chodź ze mną, ślicznotko, a poznasz prawdziwe życie. 

Ku  radości  Jillian  Forrest  pożyczył  na  wieczór  dżipa  od  swojego  brata, 

Ryana. 

– Teraz dopiero jesteśmy wspaniali – stwierdził Forrest. 
– Ruszaj, kowboju. Czas w drogę. 
 
Po  koncercie,  który  im  obojgu  bardzo  się  podobał,  zdecydowali  się  na 

kolację  w  chińskiej  restauracji.  Nie  potrafiąc  oprzeć  się  pokusie,  zamówili  tak 
wiele jedzenia, że z powodzeniem wystarczyłoby go dla czterech osób. 

–  Przepyszne  –  powiedziała  Jillian,  próbując  potrawy,  której  nazwy  nie 

potrafiła wymówić. 

–  Wiesz  –  odezwała  się  po  chwili  namysłu  –  właśnie  tak  mógłby 

wyglądać wieczór dwojga pracujących zawodowo osób... 

–  To  prawda,  bilety  na  koncert,  a  potem  kolacja  byłyby  zbyt  poważnym 

uszczerbkiem dla budżetu rodziny utrzymującej się z jednej pensji. Ale gdzie są 
dzieci? 

–  W  domu,  z  solidną,  godną  zaufania  opiekunką.  My,  rodzice,  musimy 

mieć trochę czasu tylko dla siebie. 

–  Ile  czasu  poświęciliśmy  naszym  dzieciom  w  ciągu  tygodnia? 

Pracowaliśmy wieczorami. Czy tak? Oboje robimy karierę i lubimy rozrywki. W 
niedzielę  wybieramy  się  całą  rodziną  na  lunch,  a  potem  do  zoo.  To  także 
kosztuje. Jedno z nas albo oboje musi podjąć dodatkową pracę. 

–  Nie  –  powiedziała  Jillian,  pochylając  się  w  jego  stronę.  –  Wybraliśmy 

kompromis.  To  właśnie  to  słowo,  o  którym  wciąż  zapominasz.  Kompromis. 
Poszliśmy  na  koncert,  a  potem  przyrządziliśmy  sobie  deser  lodowy  w  naszej 
własnej kuchni. 

background image

– Rozumiem – odparł, kiwając powoli głową. 
–  A  w  niedzielę  spakujemy  jedzenie  do  koszyka  i  pójdziemy  do  zoo. 

Kompromis,  Forreście.  Jesteśmy  ludźmi  pracującymi  zawodowo,  a  nie 
niewolnikami kariery i określonego stylu życia. Możemy znaleźć czas zarówno 
dla  siebie,  jak  i  dla  dzieci.  Gdybyś  nie  był  tak  uparty  i  zaślepiony,  już  dawno 
dostrzegłbyś,  że  z  powodzeniem  możesz  stworzyć  wymarzoną  przez  siebie, 
szczęśliwą rodzinę. 

–  Cóż,  z  pewnością  dałaś  mi  wiele  do  myślenia  –  stwierdził.  –  Żona 

Michaela,  Jenny,  zrezygnowała  z  pracy  i  wychowuje  ich  syna,  Bobby’ego.  W 
czasie weekendu zwykle wybierają się gdzieś tylko we dwoje. 

– Doskonale. Nie widzę powodu, dla którego dwoje pracujących ludzi nie 

mogłoby zorganizować sobie życie podobnie. 

– Ile mamy dzieci? 
– Co takiego? – spytała, marszcząc czoło. 
– Ilu małych psotników zabieramy w niedzielę do zoo? 
– Zjedz bułeczkę, Forreście. Musisz się pokrzepić. 
– Sprawiłaś, że moja potencjalna rodzina zaczęła wydawać mi się bardzo 

rzeczywista. 

Wzruszyła ramionami. 
– Jestem pisarką o bujnej wyobraźni. Uśmiech zniknął z twarzy Forresta. 
– Dla ciebie, oczywiście, nie ma miejsca w tym scenariuszu? 
Jillian wytrzymała jego wzrok. 
– Nie, mnie tam nie ma. 
–  A  więc,  kiedy  ja  zaczynam  przekonywać  się  do  proponowanego  przez 

ciebie  kompromisu  i  zostawiam  dokumenty  w  biurze,  ty  wciąż  jesteś  zajęta 
wieczorami. 

– Ponieważ mogę sobie na to pozwolić – odparła. – W przeciwieństwie do 

ciebie nie mam rodziny, o którą musiałabym się troszczyć. 

– Jillian, czy nigdy nie przyszło ci do głowy, że ten wspaniały kompromis 

powinien dotyczyć także ciebie? 

– Dlaczego? 
– Pomyśl. Czy rzeczywiście chcesz, żeby twoje życie składało się tylko z 

pracy, od której czasem tylko odrywałoby cię jakieś spotkanie towarzyskie? 

Uniosła głowę. 
– Moje życie jest wystarczająco ciekawe. Dziękuję za troskę. 
– To ty tak twierdzisz. 
Otwierała już usta, by mu odpowiedzieć, lecz zrezygnowała po chwili. 
– Nie mam zamiaru dłużej dyskutować na ten temat, ponieważ grozi nam 

sprzeczka.  Dzisiejszy  wieczór  był  tak  uroczy.  Nie  psujmy  go,  Forreście.  – 
Uśmiechnęła się. – Zjedz tę bułeczkę. 

Wziął do ręki pieczywo. 

background image

–  Zgoda.  Naprawdę  mam  zamiar  zastanowić  się  nad  tym,  co 

powiedziałaś.  Nikt  dotąd  nie  przedstawił  mi  tak  obrazowo,  na  czym  może 
polegać  kompromis.  Było  to  bardzo  pouczające.  Prawdziwy  pokarm  –  ugryzł 
kawałek bułki – dla umysłu. 

– Cieszę się, że tak uważasz – powiedziała. 
Odniosła  pierwszy  sukces,  jej  wakacyjna  misja  zapowiadała  się 

doskonale.  Tylko...  Czuła  dziwny,  nieprzyjemny  ucisk  w  żołądku,  kiedy 
wyobrażała  sobie  przy  boku  Forresta  żonę  i  dzieci.  Ona  też  musiała  pokrzepić 
czymś swój umysł. 

– A więc – zaczęła – Michael i Jenny mają synka, tak? 
–  Och,  tak.  Bobby  to  wspaniały  dzieciak.  Opowiadałem  ci,  że  przy  jego 

urodzeniu wygrałem zakład o bardzo wysoką stawkę? 

– Co takiego? 
– Wymyśliliśmy bardzo ciekawy zakład. Było nas za dużo, żeby zakładać 

się  tylko  o  to,  czy  urodzi  się  chłopiec,  czy  dziewczynka.  Dodaliśmy  więc 
pytanie o dzień i, uwaga, godzinę narodzin. 

– Bardzo ciekawe. 
–  Rzeczywiście.  Wygrałem.  Odgadłem  płeć  dziecka,  dzień  i  godzinę 

narodzin z dokładnością do dwudziestu minut. 

– Wciąż nie przestaje mnie pan zadziwiać swoimi rozlicznymi talentami, 

panie MacAllister. 

– Kochanie – powiedział głosem niskim i gardłowym – niewiele jeszcze o 

mnie wiesz. 

W  pamięci  Jillian  ożyły  nagle  bardzo  realne  i  zmysłowe  obrazy  ich 

dwojga splecionych w miłosnym uniesieniu. Spłoniła się i spuściła wzrok. 

–  Czas  na  ciasteczka  szczęścia  –  zauważyła  cicho.  –  Mogę  przeczytać 

swoją karteczkę, ale nic już nie zjem. 

– Rozłamała kruche ciastko, a potem szybko przeczytała słowa wypisane 

na wąskim pasku papieru. 

– No i jak? – Forrest pochylił się w jej stronę. – To dobra wróżba? Pozwól 

mi spojrzeć. – Wziął od niej kartkę i przeczytał z poważną miną: – „Czeka cię 
poważna zmiana w sferze emocjonalnej, a nie materialnej”. 

Mocny rumieniec oblał policzki Jillian. Widziała pożądanie w brązowych 

oczach Forresta, pożądanie, które budziło się także w niej. 

– Poważna zmiana w sferze emocjonalnej – powtórzył Forrest. 
Jillian odwróciła wzrok i lekko drżącą ręką sięgnęła po drugie ciastko. 
–  Teraz  przeczytaj  swoją  wróżbę,  Forreście.  Skruszył  ciastko  i  wyjął 

karteczkę.  Roześmiał  się  głośno,  czytając  przepowiednię.  Jillian  zerkała  mu 
przez ramię. 

– „Twoja łajba nie przypłynie, ponieważ utonęła”. 
–  Błąd –  stwierdził  Forrest. –  Nie  wiedzą,  z  kim  mają  do  czynienia. Ja i 

background image

Roman nigdy nie pozwolilibyśmy utonąć naszym statkom. 

–  Oczywiście,  że  nie  –  zgodziła  się.  –  Prędzej  przemoczylibyście  wasze 

wspaniałe koszule. 

– Dokładnie tak by było. 
– Jesteś szalony. 
–  A  ty  jesteś  piękna  –  powiedział,  całując  ją  delikatnie.  –  Chodźmy  do 

domu, lady Jillian. 

 
Kochali  się  do  późna  i  dopiero  nad  ranem  Jillian  słyszała  przez  sen,  jak 

Forrest  wychodzi,  żeby  zmienić  w  domu  ubranie,  a  potem  pograć  w  golfa  z 
Michaelem. 

 
W  sobotę  Jillian  zadzwoniła  do  Deedee,  by  umówić  się  z  nią  na  lunch  i 

zakupy.  Deedee  zgodziła  się  od  razu,  oświadczając,  że  w  księgarni  zostanie 
jeden z praktykantów. 

– I co nowego? – Deedee nie kryła ciekawości. 
– Porozmawiamy przy lunchu. 
– Obiecujesz? 
– Tak, oczywiście, Deedee. Zawsze przecież trajkoczemy jak nakręcone, 

kiedy się widzimy. 

– Będę liczyła godziny do naszego spotkania, Jillian. 
– Mówi pani dziwne rzeczy, pani Hamilton. Do zobaczenia jutro. 
Deedee odłożyła słuchawkę, mrucząc do siebie. 
– Dziwne? Nie, to po prostu obawy zatroskanego Kupidyna. 
Przez  resztę  dnia  Jillian  załatwiała  sprawunki.  Była  w  pralni,  drogerii, 

zamówiła papier firmowy i odwiedziła kilka innych wymienionych na jej liście 
miejsc. 

Zwykle nie lubiła zajmowania się tego rodzaju drobiazgami i załatwienie 

większości  podobnych  spraw  zlecała  swojej  sekretarce,  Lorraine,  tym  razem 
jednak przez całą drogę nie opuszczał jej pogodny nastrój. 

A  więc  dobrze,  przyznała  się  sama  przed  sobą,  leżąc  wygodnie  w 

pachnącej wodzie i zażywając kąpieli, rzeczywiście najwięcej myślała tego dnia 
o  czekającym  ją  wieczorem  spotkaniu  z  Forrestem.  To  jednak  nie  stanowiło 
przecież poważnej zmiany w jej sferze emocjonalnej. 

Forrest był miłym, przystojnym i czarującym mężczyzną. To zrozumiałe, 

ż

e  obcowanie  z  nim  sprawiało  jej  przyjemność.  Uczucia,  jakie  budziła  jego 

bliskość,  podobnie  jak  wspomnienia  cudownych,  spędzonych  razem  chwil,  są 
cennym  skarbem,  który  długo  jeszcze  po  rozstaniu  z  Forrestem  będzie 
przechowywać w sercu. 

Po rozstaniu z Forrestem! 
Jillian zmarszczyła czoło, raz jeszcze powtarzając w myśli ostatnie słowa. 

background image

Wyszła z wanny i sięgnęła po miękki, frotowy ręcznik. 

Po rozstaniu z Forrestem! 
Weź się w garść, Jillian, napomniała samą siebie. Znała fakty i wiedziała, 

jaką  dyscyplinę  musi  zachować,  chcąc  osiągnąć  sukces  w  sferze  zawodowej. 
Nic i nikt nie może odrywać jej od pracy. 

Wkrótce  jej  wakacje  się  skończą,  a  Forrest  MacAllister  zniknie  z  jej 

ż

ycia. 

Poza  tym,  ciągnęła  swój  wewnętrzny  monolog  Jillian,  zaczynając  się 

ubierać, nie interesuje mnie żaden poważny związek. Nigdy więcej nie ofiaruję 
nikomu swojej  miłości, nie będę już nigdy bezbronna i bezradna obserwowała, 
jak ktoś depcze moje uczucia. Życie nie oszczędziło mi tej lekcji i nigdy więcej 
nie popełnię podobnego błędu. 

 
Przez cały wieczór Jillian czuła się jak Kopciuszek na balu. Kolacja była 

pyszna,  zaś  po  niej  przeszli  z  Forrestem  do  ogromnej  sali,  gdzie 
dziesięcioosobowa  orkiestra  grała  cudowne,  romantyczne  melodie.  Forrest 
okazał  się  doskonałym  tancerzem,  w  jego  ramionach  czuła  się  bezpieczna, 
szczęśliwa i pożądana. 

W przeciwieństwie do Kopciuszka wcale nie miała ochoty uciekać z balu 

przed  północą.  Czekało  ich  jeszcze  wiele  długich,  spędzonych  razem  godzin. 
Mieli przed sobą całą noc. 

 
Kilka  minut  po  dwunastej  w  niedzielne  popołudnie  Jillian  zasiadła 

naprzeciw Deedee w tłocznej restauracji. 

– Wiem, spóźniłam się, ale tylko o parę minut – powitała przyjaciółkę. – 

Nawet dzisiaj są korki. 

–  Tak  się  cieszę,  że  cię  widzę,  Jillian  –  odparła  z  uśmiechem  Deedee.  – 

Zamówmy coś. Jestem straszliwie głodna. 

Jillian  zerknęła  w  kartę,  szybko  decydując  się  na  sałatkę  firmową,  a 

potem obserwowała Deedee zajętą lekturą menu. 

Deedee  jest  taka  ładna,  doszła do  wniosku  Jillian.  Jej  przyjaciółka  miała 

trzydzieści  jeden  lat,  lecz  delikatne  rysy  i  drobne  piegi  na  nosie  sprawiały,  że 
wyglądała na znacznie młodszą. 

Nikt  nie  odgadłby,  że  ta  sympatyczna,  zawsze  uśmiechnięta  kobieta 

owdowiała  osiem  lat  temu,  gdy  jej  mąż  zginął  w  katastrofie  samolotowej 
podczas lotu treningowego. 

Po  roku  żałoby  i  rozpaczy,  kiedy  Deedee  funkcjonowała  jedynie  dzięki 

wsparciu  najbliższych,  wzięła  się  w  garść,  uzyskała  specjalistyczną  pomoc  i 
przeznaczyła pieniądze z ubezpieczenia męża na założenie księgarni. 

Poznały się przed pięciu laty, kiedy Deedee zaprosiła Jillian do Books and 

Books  na  spotkanie  z  czytelnikami  połączone  z  podpisywaniem  książek.  Ich 

background image

znajomość  powoli  przerodziła  się  w  przyjaźń,  a  któregoś  dnia  Deedee 
zdecydowała się opowiedzieć Jillian o swojej przeszłości. 

To  dziwne,  pomyślała  Jillian,  popijając  wodę.  Ona  sama  nigdy  nie 

zdradziła  Deedee  szczegółów  własnego  małżeństwa  i  późniejszego  rozwodu. 
Podobnie jak Forrestowi, powiedziała przyjaciółce jedynie, że jej zamążpójście 
okazało się wielkim błędem, o którym nie warto rozmawiać. 

Pojawienie  się  kelnerki  przerwało  rozmyślania  Jillian.  Kiedy  złożyły 

zamówienie,  Deedee  oparła  łokcie  na  stole  i  podparła  dłońmi  brodę.  Krótkie 
blond loki okalały twarz promieniującą radością. 

Jillian zaśmiała się. 
–  No  dobrze,  pani  Hamilton,  proszę  opowiadać.  Tak  się  pani  wierci,  że 

zaraz pani spadnie z krzesła. 

– Zdecydowałam się. 
–  Wychodzisz  za  mąż?  –  spytała  niewinnie  Jillian.  Deedee  zmarszczyła 

nos. 

–  Co  to  za  pomysł?  Nie  wychodzę  za  mąż,  pani  Jones-Jenkins,  i  dobrze 

pani o tym wie. 

Jillian wzruszyła ramionami. 
– Pomyślałam, że nic nie szkodzi zapytać. Opowiedz, co się stało. 
– Hm, wiesz, jak bardzo lubię „białe kruki”. Przez lata zgromadziłam ich 

ponad dwa tuziny. Nie jest to bardzo dużo, ale na początek wystarczy. Tak więc 
nawet  teraz,  gdy  rozmawiamy,  stolarz  przygotowuje  specjalną  szafkę,  którą 
zamontuję  na  ścianie  księgarni.  Będzie  miała  wzmacniane  szyby  i  zamek  w 
drzwiczkach.  Rozpocznę  kampanię  reklamującą  skup  i  sprzedaż  rzadkich 
wydawnictw w Books and Books. Jestem strasznie podniecona. 

– I masz ku temu powody. Och, Deedee, to cudownie. Wiem, że zawsze o 

czymś  takim  marzyłaś.  A  więc  ja  stawiam  dzisiejszy  lunch,  aby  uczcić  w  ten 
sposób rozszerzenie profilu działalności Books and Books. 

–  Proszę,  proszę.  A  przy  okazji  dowiesz  się,  że  twoje  powieści  idą  jak 

ciepłe  bułeczki  od  dnia,  w  którym  podpisywałaś  u  mnie  książki.  Twoja 
gotowość  składania  autografów  w  Books  and  Books  za  każdym  razem,  kiedy 
pojawiał  się  na  rynku  twój  nowy  tytuł,  bardzo  korzystnie  wpływała  na  wzrost 
obrotów mojej księgarni – dziękowała przyjaciółce Deedee. – Że nie wspomnę o 
przyjaciołach  pisarzach,  na  których  prośbą,  a  niekiedy  groźbą,  wymusiłaś,  by 
poszli za twoim przykładem. Dzięki twojej i ich uprzejmości mogłam znacznie 
wcześniej, niż przewidywałam, pomyśleć o realizacji własnego marzenia. 

–  Bardzo  się  z  tego  cieszę.  A  przy  okazji,  na  wszystkich  moich 

przyjaciołach  Books  and  Books  zrobiło  doskonałe  wrażenie  i  z  przyjemnością 
przyjadą tu ponownie. 

– Dziękuję, Jillian. 
Pojawienie  się  kelnerki  z  zamówionymi  potrawami  przerwało  ich 

background image

rozmowę. Obie kobiety przez kilka minut jadły w milczeniu. 

– Wiesz już, co u mnie słychać – odezwała się wreszcie Deedee. – A co ty 

porabiałaś ostatnio? 

– Och. – Jillian machnęła lekceważąco ręką. – Nic szczególnego... 
– Czy mogłabyś przestać udawać, że nie wiesz, o co pytam? – przerwała 

jej  Deedee.  –  Wiesz  dobrze,  że  interesuje  mnie,  czy  postanowiłaś  zająć  się 
Forrestem  MacAllisterem.  W  czasie  naszej  ostatniej  rozmowy  obiecałaś 
zastanowić się nad tym, zanim odłożyłaś słuchawkę, żeby pójść i odebrać pizzę. 

– Cóż, to nie był dostawca pizzy, lecz Forrest. 
– Co takiego? 
Jillian  opowiedziała  o  tym,  jak  umówiła  się  na  kolację  z  Forrestem,  a 

potem zapomniała o tym. Tak, tak, ciekawska Deedee, Jillian postanowiła zająć 
się  Forrestem.  Ten  mężczyzna  rzeczywiście  potrzebuje  pomocy.  Odniosła  już 
pewne  sukcesy,  jeśli  chodzi  o  jego  poglądy  w  sprawie  kompromisu  i 
zachowania właściwej proporcji pomiędzy pracą a rozrywką. 

– Teraz już wiesz wszystko – zakończyła Jillian. 
– Niezupełnie. A ty? Polubiłaś go? 
– Tak. 
Deedee przyglądała się jej przez dłuższą chwilę. 
–  To  wszystko?  –  spytała  wreszcie.  –  Tak?  Och,  Jillian,  czy  mogłabyś 

powiedzieć coś więcej, podać jakieś szczegóły? 

– Nie. 
Na twarzy Deedee odmalowało się zaskoczenie. 
– Och, wielkie nieba! Ty i Forrest zostaliście kochankami! – odgadła. 
– Tego nie powiedziałam. 
–  Twoje  milczenie  jest  wystarczająco  wymowne.  Och,  Jillian,  to 

cudownie. Jak długo trwa wasz związek? 

–  Zrozum,  moja  droga.  –  Jillian  pochyliła  się  do  przodu.  –  Nie  ma 

ż

adnego związku. Ty i Andrea zleciłyście mi tylko pewne zadanie, pamiętasz? 

–  Cóż,  być  może  wasza  znajomość  zaczęła  się  w  ten  sposób,  lecz  nie 

znaczy to, że... 

– Owszem, znaczy – oświadczyła stanowczo Jillian. – Poważny związek 

mnie nie interesuje. Nie chcę żadnych zobowiązań. Forrest jest tego świadomy. 

– Mówiliście o tym? 
–  Wspominałam  o  tym  przy  okazji  jakiejś  rozmowy.  Koncentruję  się  na 

zmianie jego stosunku do pracy. O to prosiłyście mnie z Andreą. 

– To prawda. Oczywiście. Ale, Jillian, znam ciebie. 
Wiem,  że  nie  interesuje  cię  przypadkowy  seks.  W  grę  muszą  więc 

wchodzić uczucia... szacunek... wzajemna troska... Czy mam rację? 

– Cóż, ja... Tak, masz rację. 
–  Więc  jak  możesz  mówić,  że  nie  łączy  was  nic  poważnego?  W  jaki 

background image

sposób  zdusisz  w  sercu  te  uczucia,  kiedy  skończą  się  wakacje?  Kochanie, 
przerażasz mnie. Miałyśmy z Andreą nadzieję, że... Och, Jillian. Nie chcę, żebyś 
cierpiała, i tak samo martwię się o Forresta. 

– Nic złego się stanie. Zaufaj mi. Tak, zgoda, rzeczywiście sprawy zaszły 

dość daleko i uczucia odgrywają tu pewną rolę, ale oboje z Forrestem wiemy, że 
mamy zupełnie różne oczekiwania wobec życia. Kiedy moje wakacje dobiegną 
końca, wrócę do pracy, a Forrest odejdzie na zawsze z mojego życia. To znaczy, 
on również wróci do swoich zajęć. 

–  Czy  mają  panie  ochotę  na  deser?  –  Po  raz  kolejny  kelnerka  przerwała 

ich rozmowę. 

–  Potrzebuję  aspiryny  –  poprosiła  Deedee,  przyciskając  dłoń  do  czoła.  – 

Okropnie rozbolała mnie głowa. 

 
Kilka godzin później Jillian przymierzała przed lustrem w swojej sypialni 

nowy jasnoczerwony sweter. 

Forrest  zaproponował,  żeby  spędzili  wieczór  w  jego  mieszkaniu, 

oglądając  wideo  i  zjadając  ogromne  ilości  popcornu.  Zapowiadała  się  świetna 
zabawa połączona z błogim lenistwem, na które Jillian tak bardzo miała ochotę 
po wyczerpujących zakupach z Deedee. 

Bez  dłuższych  dyskusji  zgodzili  się  z  Forrestem,  że  tego  wieczora  będą 

oglądali  klasyczne  filmy  sensacyjne.  Dźwięk  dzwonka  wywołał  na  jej  twarzy 
natychmiastowy  uśmiech.  Otworzyła  drzwi,  wpuszczając  do  środka  Forresta, 
który na powitanie wziął ją w ramiona i mocno pocałował. 

Och  jak  to  przyjemnie  znów  przytulić  się  do  niego,  pomyślała  z 

rozmarzeniem, odwzajemniając uścisk. I móc powiedzieć: Dobry wieczór, panie 
MacAllister. 

Nikt  nie  będzie  cierpiał,  przypomniała  sobie  słowa,  które  z  takim 

przekonaniem wypowiedziała w czasie lunchu. 

Wścibska  Deedee,  pomyślała  z  irytacją  Jillian,  zasiała  w  niej  ziarno 

niepokoju.  Nie  miała  zamiaru  stać  się  ofiarą  niczym  nie  uzasadnionych  obaw 
przyjaciółki.  Oboje  z  Forrestem  traktowali  podobnie  swoją  znajomość  i 
wiedzieli, że nie jest to poważny związek. 

Forrest uniósł głowę. 
– Witaj, Jillian. Tęskniłem za tobą. 
–  Co  takiego?  –  spytała  wyraźnie  zaskoczona.  Wypuścił  ją  z  objęć  i 

skrzyżował ręce na piersi. 

– Tęskniłem za tobą. Myślałem o tobie przez cały dzień. 
–  Och,  cóż,  cieszę  się,  że  tak  było  –  powiedziała  z  niepewnym 

uśmiechem. 

Tęsknił  za nią?  Cóż,  to  nic  takiego.  Ona  w  zasadzie też  za nim  tęskniła. 

Dlaczego? Bo lubi z nim rozmawiać i uprawiać seks. Czy tylko dlatego? Och, u 

background image

licha, zdaje się, że będą kłopoty. 

 
Po  drodze  Forrest  powiedział  Jillian,  że  przeczytał  kolejną  jej  powieść. 

Jęknęła  w  duchu,  wiedząc,  że  nic  nie  powstrzyma  go  przed  dokładnym 
przeanalizowaniem treści książki. Naprawdę nie chciała myśleć dziś wieczorem 
o  pracy.  Zrobiła  sobie  przecież  wakacje  i  powinna  raczej  myśleć  o  wykonaniu 
zadania, którego się podjęła. Och, litości! 

–  Odnalazłem  w  tej  powieści  takie  samo  jak  w  innych  twoich  książkach 

przesłanie  –  oświadczył  Forrest.  –  Chodzi  mi  o  zaufanie.  Po  krótkim  okresie 
narzeczeństwa młoda para wyjeżdża w podróż poślubną. Niestety, oboje ukryli 
przed sobą prawdziwe powody, dla których zdecydowali się na małżeństwo. On 
potrzebował  dziedzica,  by  spełnić  warunki  testamentu  dziadka,  ona  zaś  miała 
nadzieję z otrzymywanych od męża pieniędzy spłacić hipotekę domu, w którym 
mieszkała jej owdowiała matka i czworo rodzeństwa. 

–  Wiem,  Forreście  –  przerwała  mu  Jillian  znużonym  głosem.  –  Sama  to 

napisałam. 

– Czas mija – ciągnął nie zrażony Forrest – i małżonkowie zakochują się 

w  sobie.  Ale,  jak  to  w  życiu  bywa,  przypadkiem  każde  z  nich  dowiaduje  się 
prawdy  o  swoim  partnerze.  Oboje  czują  się  zdradzeni  i  oszukani.  Do  diabła, 
każde z nich stało się przyczyną cierpienia kochanej osoby. 

– Niedokładnie: cierpienia – zaprotestowała bez przekonania Jillian. – To 

znaczy,  zgoda,  cierpieli,  ale  ty  mówisz  o  tym  w  taki  sposób,  jakby  oboje 
przeżywali jakiś straszliwy koszmar. 

– W pewnym sensie tak właśnie było – odrzekł, kiwając głową. – Oboje 

zostali głęboko zranieni. Cierpieli, a ty doskonale opisałaś ich ból. 

–  Nie  masz  racji  –  powiedziała  gniewnie,  a  potem  westchnęła.  – 

Przepraszam.  Nie  chciałam  na  ciebie  warczeć.  Jestem  trochę  poirytowana, 
pewnie z powodu zmęczenia. Zakupy to niezwykle wyczerpujące zajęcie. Kiedy 
już  ułożę  się  wygodnie  przed  telewizorem,  moje  samopoczucie  na  pewno  się 
poprawi. 

– I zjesz trochę popcornu – dodał ze śmiechem. Nikt nie będzie cierpiał. 
– Tak, kilogramy popcornu. 
Och, Jillian, zwróciła się w duchu do samej siebie, zamknij się. 
 
Dwie  godziny  później  Forrest,  wychodząc  z  kuchni  z  kolejną  misą 

popcornu, zatrzymał się w progu salonu. Przez chwilę przyglądał się zwiniętej w 
rogu kanapy Jillian, a potem obejrzał pokój, jakby widział go po raz pierwszy. 

Jillian powiedziała, że podoba się jej to mieszkanie i nie miał powodu, by 

nie  wierzyć  jej  słowom.  W  wystroju  wnętrza  przeważały  brązy  i  beże  z 
pomarańczowymi  i  żółtymi  akcentami.  Ciężkie  meble  z  czarnego  drewna 
pasowały doskonale do całości. 

background image

Wiele  kobiet  przewinęło  się  przez  ten  pokój.  Nigdy  jednak  obecność 

ż

adnej  z  nich  nie  cieszyła  go  tak  jak  teraz  widok  siedzącej  przed  telewizorem 

Jillian. 

Ku  własnemu  zdziwieniu  i  niezadowoleniu,  przez  cały  dzień  liczył 

ciągnące  się  w  nieskończoność,  jak  mu  się  zdawało,  godziny.  Uspokoił  się 
dopiero  wtedy,  kiedy  Jillian  otworzyła  mu  drzwi  i  mógł  wreszcie  wziąć  ją  w 
ramiona. 

MacAllister,  powtarzał  sobie,  nie  trać  głowy.  Miał  przekonać  Jillian,  by 

nie  poświęcała  tak  wiele  czasu  pracy,  lecz  chyba  nie  wywiązywał  się  z  tego 
zadania. Zamiast skoncentrować się na swojej misji, dał oczarować się kobiecie, 
której zamierzał pomóc. 

Och,  do  diabła,  nietrudno  zrozumieć  jego  zachowanie.  Jillian  była 

fantastyczna. Inteligentna, fascynująca, sympatyczna i miała wspaniałe poczucie 
humoru.  Ich  zbliżenia  były  czymś  wyjątkowym.  Miał  wrażenie,  że  stapiają  się 
wtedy ich serca, umysły i dusze. 

Wiedział  jednak,  że  ich  oczekiwania  wobec  życia  są  zupełnie  różne. 

Jillian wciąż twierdziła stanowczo, że najbardziej odpowiada jej samotne życie, 
jakie prowadziła do tej pory. Gnębiło go coś innego. Był przekonany, że Jillian 
inaczej  patrzyłaby  w  przyszłość,  gdyby  umiała  pozostawić  za  sobą  złe 
wspomnienia. 

Forrest zmarszczył czoło, spoglądając na Jillian. 
We wszystkich jej powieściach, które przeczytał do tej pory, odnajdywał 

to  samo  przesłanie:  najważniejsze  jest  zaufanie.  Jillian  zaufała  mu  na  tyle,  by 
opowiedzieć  o  swoim  samotnym  dzieciństwie.  Ich  cudowne  miłosne  zbliżenia 
również stanowiły wyraz jej zaufania. 

Nie zawierzyła mu jednak do końca. Nie chciała rozmawiać o przeszłości, 

cierpieniu,  o  tym,  co  zrujnowało  jej  krótkie  małżeństwo.  Musiał  pomóc  jej 
zdecydować  się  na  ten  krok.  Inaczej  nie  będzie  mógł  uwierzyć,  że  Jillian 
rzeczywiście  pragnie  samotnego  życia.  Musiał  być  pewien,  że  to  nie  złe  mary 
przeszłości wpływają na jej wybór. 

–  Hura!  –  wykrzyknęła  Jillian,  klaszcząc  w  ręce.  –  Rozwiązali  zagadkę. 

Uwielbiam to. I wiesz, kto wyjaśnił tajemnicę? Ochmistrz. Słyszysz, Forreście? 
Ochmistrz! 

Forrest  przeszedł  przez  pokój,  by  postawić  na  stoliku  następną  porcję 

popcornu. Usiadł obok Jillian, a potem nacisnął przycisk wideo. 

–  Zróbmy  sobie  przerwę  przed  następnym  filmem  –  zaproponował.  – 

Zgoda? 

–  Dobrze  –  odrzekła,  biorąc  garść  popcornu.  –  Jesteś  mistrzem  prażenia 

kukurydzy, Forreście. 

–  Dobrze  wiedzieć.  Jeśli  zapanuje  kiedyś  kryzys  w  branży 

architektonicznej, będę mógł zarabiać na życie, sprzedając popcorn. – Przerwał 

background image

na chwilę. – Czym zajmował się twój mąż? 

Jillian  podniosła  gwałtownie  głowę,  spoglądając  na  niego  ze 

zmarszczonym czołem. 

– Skąd przyszło ci do głowy takie pytanie? – zapytała zaskoczona. 
Forrest wzruszył ramionami. 
– Tak jakoś nasunęło mi się samo, kiedy pomyślałem o swojej pracy. 
– Ale dlaczego? 
–  Ponieważ,  Jillian,  jesteśmy  dzisiaj  tacy,  jakimi  ukształtowała  nas 

przeszłość. Byłaś mężatką, lecz ci się nie powiodło. Najprawdopodobniej wiążą 
się z tym bolesne dla ciebie wspomnienia, lecz nigdy nie chcesz do nich wracać. 

– Nie lubię o tym rozmawiać. 
–  Wiem,  ale  jeśli  nie  opowiesz  mi  o  swojej  przeszłości,  nigdy  nie  będę 

mógł  powiedzieć,  że  naprawdę  ciebie  znam.  Być  może  nie  brzmi  to  zbyt 
sensownie, ale to dla mnie ważne – ciągnął, przez cały czas patrząc jej prosto w 
oczy. 

–  Jillian  –  powiedział  cicho.  –  Zaufaj  mi.  Och,  Jillian,  proszę.  –  Czy 

opowiesz mi o tym? 

Odetchnęła głęboko. 
– Czy wiesz, o co mnie prosisz? 
– Tak. Proszę, żebyś mi zaufała. 
– Właśnie. Zaufanie... 
– A także prawda, uczciwość, szacunek. Czy ufasz mi, Jillian? 
Tak, podpowiadało jej serce. 
Nie miała żadnych wątpliwości, obaw. Nie odczuwała niepewności. 
– Mój mąż był o ponad dwadzieścia lat starszy ode mnie – zaczęła lekko 

drżącym  głosem.  –  To  jeden  z  moich  byłych  wykładowców  na  uniwersytecie. 
Uwielbiałam  go,  a  przynajmniej  tak  mi  się  wtedy  zdawało.  Wiele  razy 
zastanawiałam  się  później,  czy  nie  zakochałam  się  w  tym  człowieku,  bo 
przypominał mi ojca, z którym kontaktu brakowało mi w dzieciństwie. 

Serce  Forresta  biło  gwałtownie,  a  on  sam  prawie  nie  mógł  oddychać. 

Jillian ofiarowywała mu najwspanialszy dar – swoje zaufanie. Tak bardzo się z 
tego cieszył. 

– Zaszłam w ciążę – ciągnęła cicho. – On... miał na imię Roger. Zbeształ 

mnie, a potem poślubił i kazał przeprowadzić się do siebie. Wszystko zdarzyło 
się  tak  szybko,  że  nie  bardzo  zdawałam  sobie  wówczas  sprawę  z  tego,  co  się 
dzieje. Nie przerwałam nauki, lecz dwa miesiące później straciłam dziecko. 

– Och, Jillian, tak mi przykro. 
–  Byłam  załamana,  ponieważ  naprawdę  pragnęłam  tego  dziecka.  –  Jej 

oczy  wypełniły  się  łzami,  które  Jillian  szybko  otarła.  –  Roger  zbagatelizował 
sprawę  poronienia,  nie  podzielał  mojego  żalu  i  nie  próbował  mnie  pocieszyć. 
Czułam się wtedy tak samotna... jak w dzieciństwie. Nie było nikogo, do kogo 

background image

mogłabym się zwrócić. Nikogo. 

– A twoi rodzice? 
– Nie wiedzieli o ciąży. Nie powiedziałam im. 
– Och, Jillian, dlaczego... Gestem dłoni nakazała mu milczenie. 
–  Ponieważ  mogę  liczyć  tylko  na  siebie  –  odparła,  podnosząc  głos.  – 

Zawsze tak było. 

– Nie, ja... 
–  Roger  zachowywał  się  tak,  jakby  zapomniał,  że  ma  żonę.  Nigdy  nie 

wiedziałam,  gdzie  jest  i  kiedy  wróci  do  domu.  Och,  oczywiście,  przy  ludziach 
potrafił  udawać  czarującego  i  troskliwego  męża,  ale...  Któregoś  dnia  źle  się 
czułam i wróciłam wcześniej z zajęć. W domu zastałam Rogera w łóżku z jedną 
ze studentek. Forrest zaklął cicho. 

–  Była  okropna  scena  –  mówiła  dalej  Jillian.  –  Dziewczyna  wpadła  w 

histerię  i  oświadczyła,  że  jest  w  ciąży  z  Rogerem.  Żądała  ode  mnie  zgody  na 
rozwód, po to, by Roger mógł ożenić się z nią, kobietą, którą rzeczywiście, jak 
twierdziła, kocha. 

– A co powiedział ten drań? – spytał Forrest, a w jego głosie słychać było 

gniew. 

– Gdybym nie była wówczas tak przygnębiona, pewnie ubawiłaby mnie ta 

scena.  Wydawał  się  przerażony,  a  wreszcie  przyznał,  że  rzeczywiście  najlepiej 
będzie, jeśli poślubi tę głośno broniącą swoich praw pannę, skoro jest ona z nim 
w ciąży. Doskonale rozumiałam jej sytuację, gdyż mnie przydarzyło się to samo. 

– Jillian... 
–  To  wszystko  –  powiedziała,  unosząc  głowę.  –  Nie  wiem,  dlaczego  tak 

bardzo chciałeś poznać tę obrzydliwą historię, Forreście. Byłam młoda, naiwna, 
łatwowierna. I bardzo głupia. Ale wiele się nauczyłam. Bez wątpienia. 

Forrest przysunął się bliżej i ujął w dłonie jej twarz. 
– Tak mi przykro, że musiałaś przejść przez ten koszmar, Jillian. Gdybym 

mógł  cofnąć  czas  i  móc  wówczas  być  przy  tobie!  Ale  to  niemożliwe.  Mogę 
jedynie  podziękować  ci  za  to,  że  zaufałaś  mi  i  opowiedziałaś  o  swoim 
cierpieniu. Dziękuję, Jillian. 

– Powinieneś zrozumieć teraz, dlaczego nie interesuje mnie małżeństwo. 

Nigdy  więcej  nikogo  nie  poślubię.  Mój  styl  życia  w  zupełności  mnie 
satysfakcjonuje.  Mogę  pracować  tak  dużo,  jak  chcę,  nie  martwiąc  się  o 
kompromisy. Mój rozkład zajęć bardzo mi odpowiada. To ty musisz pomyśleć o 
zmianie  sposobu  życia,  by  móc  założyć  rodzinę,  o  której  marzysz.  Jest  nam 
razem  dobrze,  Forreście,  ponieważ  rozumiemy,  że  nasze  oczekiwania  wobec 
ż

ycia są całkowicie różne. Ale na razie nie ma to znaczenia. 

To  nieprawda,  pomyślał  Forrest,  całując  ją  mocno.  Zdecydowanie  ma  to 

dla  nich  ogromne  znaczenie.  Należało  ukręcić  łeb  hydrze  przeszłości,  która 
wciąż przerażała  Jillian,  zanim  jej  życie  będzie  mogło  wypełnić  coś  więcej  niż 

background image

tylko praca. 

Zadanie,  którego  się  podjął,  okazywało  się  znacznie  bardziej 

skomplikowane,  niż  przypuszczał.  Ale  wywiąże  się  z  niego.  Jillian  jest  tego 
warta. Robił to, oczywiście, tylko ze względu na nią. 

background image

ROZDZIAŁ ÓSMY 

 
Wczesnym popołudniem następnego dnia Forrest zatelefonował do Jillian, 

by powiedzieć jej, że musi nieoczekiwanie wyjechać na Zachodnie Wybrzeże do 
San  Francisco.  Kobieta,  która  zastępowała  Andreę  w  MacAllister  Architects, 
miała  zaprezentować  grupie  inwestorów  zainteresowanych  budową  dużego 
osiedla  mieszkaniowego  serię  projektów.  Niestety,  Jennifer  zachorowała,  a 
Forrest musiał pojechać zamiast niej. 

– Och, rozumiem – odparła Jillian, czując nagłe rozczarowanie. 
Forrest roześmiał się. 
–  Nie  mów  mi  tylko,  co  sądzisz  o  pracy  podczas  wakacji.  To  naprawdę 

sytuacja awaryjna. 

– Rozumiem, naprawdę. Na jak długo wyjeżdżasz? 
– Jeśli wszystko pójdzie według planu, wrócę w środę po południu. Dziś 

mamy  poniedziałek,  więc...  powinno  mi  się  udać  załatwić  wszystko  do  tego 
czasu. – Umilkł na chwilę. – Będę za tobą tęsknił, Jillian. 

–  Posłuchaj,  mogłabym  przygotować  kolację  na  środę  wieczorem.  Nie 

oczekuj  niczego  specjalnego,  ponieważ  umiem  przyrządzić  jedynie  kilka 
prostych potraw, ale do tej pory nikogo jeszcze nie otrułam. 

–  To  pocieszające  –  odparł  ze  śmiechem.  –  Przyjmuję  zaproszenie  i 

proszę dbać o siebie, lady Jillian. Do widzenia. 

–  Do  widzenia,  Forreście  –  pożegnała  go,  a  potem  powoli  odłożyła 

słuchawkę. 

Przez  długi  czas  patrzyła  jeszcze  na  telefon,  zanim  wreszcie  przeszła  do 

salonu i usiadła na kanapie. Po chwili wstała i znów przeszła kilka kroków, nie 
mogąc usiedzieć w miejscu. 

Zdała sobie sprawę, że odczuwa pustkę. Co się z nią dzieje? Nie chciała, 

ż

eby  Forrest  wyjeżdżał  do  San  Francisco.  Nie  miała  ochoty  czekać  do  środy, 

chciała być z nim już teraz. 

Och, wielkie nieba, co to wszystko znaczy? 
Musi  zachować  spokój.  Po  prostu  przyzwyczaiła  się  do  codziennych 

spotkań z Forrestem, a skoro wyjedzie, to naturalne, że będzie go jej brakowało. 

Uff,  na  chwilę  wpadła  w  panikę,  obawiając  się,  czy  przypadkiem  nie 

postąpiła głupio i nie zakochała się w Forreście MacAllisterze. 

Na  szczęście  nic  takiego  się  nie  stało.  Wszystko  jest  pod  kontrolą.  Musi 

tylko  zaplanować  sobie na  tych  parę dni  jakieś  zajęcie.  Będzie  czytać,  oglądać 
filmy,  wymyśli  menu  na  środę,  zrobi  zakupy.  Pomaluje  paznokcie,  napisze  list 
do rodziców, odwiedzi księgarnię Deedee i wyda tam furę pieniędzy na książki, 
a potem umyje samochód. 

Wszystko to przedstawiało się równie atrakcyjnie jak perspektywa wizyty 

background image

u dentysty. Chciała być z Forrestem! 

 
Późnym  wieczorem  tego  dnia  Forrest  leżał  w  pokoju  hotelowym  z 

podłożonymi pod głowę rękami i patrzył w sufit. 

Jillian,  Jillian,  Jillian,  wciąż  powtarzał  w  myślach  jej  imię.  Przypominał 

sobie, jak opowiadała mu historię swego małżeństwa, drżenie głosu i wyraz bólu 
w ogromnych, szarych oczach. Miał ochotę odnaleźć tego Rogera i skręcić mu 
kark. 

Zaufanie, jakie okazała mu Jillian, opowiadając tę smutną historię, uważał 

za wspaniały i cenny dar. Miał nadzieję, że podzielenie się z nim tymi ponurymi 
wspomnieniami pomoże jej się od nich uwolnić. 

Będzie  mogła  z  nowej  perspektywy  spojrzeć  na  swoje  życie  i  być  może 

zmieni swój stosunek do kwestii małżeństwa i posiadania dzieci. 

Jillian poślubiona innemu mężczyźnie? Mająca z nim dziecko? 
Zaklął.  Wolał sobie  tego  w  ogóle nie  wyobrażać.  Myśl,  że  ktoś  inny  ma 

dotykać Jillian, spać z nią, wzbudzała w nim gniew. Nie! 

– Spokojnie, MacAllister! – mruknął. 
To on był obecnie partnerem Jillian, dlatego tak bardzo zdenerwowała go 

myśl,  że  ktoś  może  zająć  jego  miejsce.  Jego  gwałtowna  reakcja  nie  oznaczała 
wcale, że zakochał się w niej wbrew wszelkiemu rozsądkowi. 

Tak. Podjął się trudnego zadania, ale musi się z niego wywiązać. Ziewnął 

i chwilę później zasnął, marząc o żeglujących po morzach statkach. 

 
Jillian  zajrzała  do  piekarnika,  po  czym  z  rozmachem  zatrzasnęła 

drzwiczki. 

–  Och,  uparciuchu  –  zawołała,  zwracając  się  do  leżącego  w  środku 

kurczaka  –  dlaczego  nie  chcesz  się  piec?  Tkwisz  tam  tylko  jak  góra 
niepotrzebnego  nikomu  mięsa.  –  Zatrzymała  wzrok  na  panelu  lśniących, 
tajemniczych pokręteł. – O rany! – wykrzyknęła, uderzając się ręką w czoło. – 
Przecież nie włączyłam kuchenki. 

Przekręciła  gałkę  z  większą  energią,  niż  było  to  konieczne,  a  potem 

wybuchnęła śmiechem. Gotowanie zdecydowanie nie było jej domeną. Potrafiła 
pisać powieści, lecz zajęcia kuchenne przerastały jej możliwości. Idąc do drzwi, 
kątem oka dostrzegła kalendarz i z jej twarzy natychmiast zniknął uśmiech. Czas 
mija tak szybko, pomyślała z przerażeniem. Zostało już tylko parę dni wakacji. 
Jeszcze tylko parę dni dzieli ją od rozstania z Forrestem. 

Oczami  wyobraźni  widziała  siebie  za  biurkiem  w  swojej  pracowni. 

Ś

lęczała  nad  książkami,  sprawdzając  historyczne  realia,  robiąc  notatki  i 

obmyślając  fabułę  kolejnego  romansu.  Tym  razem  jednak  gabinet,  w  którym 
spędziła większość swego dorosłego życia, wydał jej się dziwnie nieprzytulny i 
bardzo, bardzo pusty. 

background image

Na drżących nogach podeszła do stołu i opadła na jedno z krzeseł. 
Tak cudownie spędzała czas z Forrestem. Lubiła jego śmiech, uwielbiała, 

kiedy patrzył na nią z czułością i aprobatą. Wspomnienie ich miłosnych igraszek 
wzbudziło  w  niej  falę  gorąca.  Tęskniła  za  dotykiem  jego  rąk,  delikatną 
pieszczotą ust.  Chciała  znów  wirować  na parkiecie, unoszona w  jego  mocnych 
ramionach  jak  tamtej  nocy  na  balu.  Uśmiechnęła  się,  wspominając  ich  pełen 
przygód rejs i wieczór, kiedy poszli na koncert. 

A  potem  pomyślała,  że  za  parę  dni  Forrest  odejdzie  z  jej  życia,  nie 

oglądając się nawet za siebie. 

–  Och,  Forreście,  proszę,  nie!  –  jęknęła,  walcząc  z  łzami,  które  nagle 

napłynęły jej do oczu. 

W następnej chwili wstała i unosząc wysoko głowę, wyszła z kuchni. 
Zachowujesz  się  śmiesznie,  w  duchu  skarciła  samą  siebie.  Forrest  był 

tylko  osobą,  której  miała  zamiar  pomóc.  Rzeczywiście  polubiła  go  i  przez 
pewien  czas  po  ich  rozstaniu  będzie  go  jej  brakowało.  Przecież  jednak  nie 
zakochała  się  w  nim.  Nie  zrobiłaby  czegoś  tak  nierozsądnego.  Nie,  z  całą 
pewnością nie. 

Siedziała na łóżku, mając wrażenie, że ze wszystkich kątów wypełzają ku 

niej cienie przeszłości, przybrawszy formę ludzkich niemal postaci. 

Cierpienie. Zdrada. Rozczarowanie. Bezradność. Porzucenie. Samotność. 

Atakowały ją ich okrutne, natrętne głosy. 

Nie!  Nigdy  więcej!  Nie  wolno  jej  zakochać  się  w  Forreście.  Już  nigdy 

nikt  nie  będzie  miał  nad  nią  takiej  władzy.  Nie  pozwoli,  by  ktoś  jeszcze  mógł 
zadać jej ból. 

Praca  jest  teraz  treścią  jej  życia.  Pisanie  wymagało  całkowitego  oddania 

się  i  poświęcenia.  Nic  nie  mogło  przeszkadzać  jej  w  dążeniu  do  celów,  jakie 
sobie postawiła. Kariera pisarska była dla niej najważniejsza. 

Jillian  poderwała  się  gwałtownie,  kiedy  dźwięk  dzwonka  przerwał  jej 

rozmyślania. Ruszyła w stronę drzwi, coraz bardziej przyśpieszając kroku. 

– Forrest – szepnęła, stając w progu. 
– Jillian. 
Zamknął drzwi i przygarnął ją do siebie. Jillian przytuliła się do niego, a 

ich usta odnalazły się w słodkim, gorącym pocałunku. 

Forrest wrócił, powtarzała w myśli. Forrest jest tutaj. Tak bardzo za nim 

tęskniła i cieszyła się, że znów go widzi. 

Forrest  uniósł  głowę,  by  spojrzeć  w  jej  oczy,  lecz  wciąż  nie  wypuszczał 

Jillian z objęć. 

– Tak strasznie za tobą tęskniłem – powiedział. 
– Mnie też brakowało ciebie. 
– Przysięgam, Jillian, nigdy przedtem plany kondygnacji, rozmieszczenie 

łazienek,  metraż  pomieszczeń  nie  wydawały  mi  się  tak  błahymi  problemami. 

background image

Przez cały czas myślałem tylko o tym, żeby jak najszybciej zakończyć te nudne 
rozmowy i wrócić do domu i do ciebie. 

Serce Jillian zabiło szybciej. 
„Wrócić do domu i do ciebie”. 
Do domu. 
Jillian, przestań, skarciła samą siebie. Forrest nie miał na myśli jej domu, 

ich domu. Tutaj mieszkała tylko ona, sama. 

– Czy otrzymałeś to zlecenie? 
–  Tak.  Umowa  podpisana  leży  w  mojej  teczce.  –  Spojrzał  ponad  jej 

ramieniem,  wciągając  w  nozdrza  powietrze.  –  Albo  masz  nowe  i  oryginalne 
perfumy, albo czuję zapach pieczonego kurczaka. 

Jillian  zaśmiała  się  i  odstąpiła  krok  do  tyłu,  już  w  następnej  chwili 

ż

ałując, że to zrobiła. 

–  Przez  pewien  czas  będziesz  musiał  zadowolić  się  samym  zapachem  – 

oświadczyła z powagą. – Przyznaję szczerze, że kiepska ze mnie kucharka. Nie 
włączyłam  w  porę  piekarnika.  Posiedzimy  przed  kominkiem.  Na  razie  mogę 
zaproponować ci jedynie drinka i krakersy. 

Forrest usiadł na kanapie. 
– Wino, ser i krakersy? – powtórzyła swoją propozycję Jillian. 
– Wspaniale. Czy nie trzeba ci pomóc? 
– Nie, dziś wieczorem jestem twoją hostessą. 
– Powinnaś więc spytać: „Kawa, herbata czy ja?” Kiedy Jillian wracała z 

tacą, zadzwonił telefon. 

–  Czy  mógłbyś  odebrać?  –  poprosiła.  Odstawiła  tacę  na  mały  stolik.  – 

Och,  nie  –  jęknęła,  patrząc  na  Forresta,  który  siedział  teraz  sztywno 
wyprostowany na brzegu kanapy. Jego czoło przecinała głęboka zmarszczka. 

– Forreście, co się stało? – spytała. 
–  Czy  to  nie  kolejny  fałszywy  alarm?  –  zapytał  swego  rozmówcę, 

wyraźnie zaniepokojony. – Było ich już kilka, Michaelu. Wiem, mówiła, że tym 
razem jest inaczej. Dlatego podałem wam ten numer... Tak powiedział doktor...? 
O Boże, a więc to już. – Zerwał się na równe nogi, niemal wyrywając przy tym 
kabel  z  aparatu.  –  Ty  i  Jenny  wyjeżdżacie  w  tej  chwili...?  Nie  powtarzam 
każdego twojego słowa jak papuga... Oczywiście, że przyjadę. Przestań czepiać 
się mnie, żebym mógł już wyruszyć! – Cisnął słuchawkę na widełki. 

– Forreście? – zaczęła Jillian. 
–  Zachowaj  spokój,  MacAllister  –  mruknął.  –  Wpakujesz  się na drzewo, 

jeśli szybko nie weźmiesz się w garść. 

–  Forreście  MacAllister!  –  krzyknęła  Jillian.  –  Czy  mógłbyś  powiedzieć 

mi, o co chodzi? 

– Och – powiedział zaskoczony jej wybuchem. – Przepraszam. Chodzi o 

Andreę. Ona i John pojechali do szpitala, a lekarz twierdzi, że zbliża się poród. 

background image

Dzwonił  Michael.  On  i  Jenny  właśnie  wyjeżdżają  do  kliniki.  –  Chwycił  Jillian 
za rękę. – Chodź, my też musimy ruszać w drogę. 

– Chcesz, żebym pojechała z tobą? Zmarszczył brwi. 
– Nie masz ochoty? 
–  Oczywiście,  że  mam,  ale  to  wydarzenie  rodzinne,  Forreście.  Nie 

chciałabym być intruzem. To znaczy, Andrea jest moją przyjaciółką, ale... 

–  Zaufaj  mi,  wszystko  będzie  dobrze.  Jestem  pewien,  że  spotkamy  tam 

także Deedee. 

– Cóż, skoro jesteś o tym przekonany. – Zastanowiła się przez chwilę. – 

Muszę wyłączyć kurczaka. 

– Tak mi przykro, że nie zjemy razem kolacji. 
– Och, nie ma o czym mówić. I tak przypaliłabym pewnie tego kurczaka. 

Wezmę tylko szal i możemy jechać. 

Po kilku minutach wróciła gotowa do drogi. 
–  Jesteś  taki  zdenerwowany  –  zauważyła  z  troską  w  głosie.  –  Czy 

martwisz się o Andreę? 

–  Tak,  chyba  tak.  Można  by  się  spodziewać,  że  będę  chłodny  i 

opanowany,  bo  już  raz  przeszedłem  przez  to  wszystko przy  narodzinach  Boba. 
Ale to chyba jedna z tych rzeczy, do których nigdy nie można się przyzwyczaić. 
Najprawdopodobniej zemdlałbym już dawno, gdyby to moja  żona miała rodzić 
teraz dziecko. Ruszajmy. 

Drogę  do  szpitala  przebyli  w  milczeniu,  gdyż  Forrest,  znacznie 

przekraczając  dopuszczalne  limity  prędkości,  musiał  bardziej  niż  zwykle 
skoncentrować się na prowadzeniu samochodu. 

Jillian  zaś,  korzystając  z  chwili  ciszy,  pogrążyła  się  w  rozmyślaniach. 

Kiedy Forrest wspomniał o żonie, która miałaby rodzić jego dziecko, Jillian, ku 
swemu przerażeniu, oczami wyobraźni ujrzała w tej roli siebie. 

Dlaczego  tak  się  stało?  Przecież  nie  chciała  nigdy  więcej  wychodzić  za 

mąż. W jej życiu, podporządkowanym karierze zawodowej, nie było miejsca dla 
męża i dzieci. 

Nawet jeśli popełniła błąd i zakochała się w Forreście MacAllisterze, nie 

zmieni  to  jej  przeszłości  ani  nie  wpłynie  na  decyzje,  jakie  powzięła  z  myślą  o 
przyszłości. 

Kiedy  teraz  zdała  sobie  sprawę,  że  niedługo  wraz  z  całą  rodziną 

MacAllisterów będzie uczestniczyć w radosnym oczekiwaniu narodzin, zaczęła 
ż

ałować, że zgodziła się towarzyszyć Forrestowi. 

 
Obawy  Jillian  okazały  się  zupełnie  bezpodstawne.  Rodzina  Forresta 

przyjęła ją niezwykle ciepło i już po chwili Jillian miała wrażenie, jakby znała 
ich wszystkich od lat. 

Synowie zdecydowanie odziedziczyli wzrost i posturę po ojcu, Robercie, 

background image

który wciąż był doskonale zbudowanym mężczyzną o gęstych siwych włosach i 
szczerym, sympatycznym uśmiechu. 

Margaret  MacAllister,  matka  Forresta,  miała  błyszczące  oczy  i  uśmiech, 

który rozświetlał jej twarz. Przetykane srebrem, wciąż jeszcze kasztanowe włosy 
układały się w miękkie loki. 

Ż

ona  Ryana,  Sherry,  pełniła  w  tej  chwili  nocny  dyżur  w  szpitalu  po 

przeciwległej  stronie  miasta.  Żona  Michaela,  Jenny,  okazała  się  niesłychanie 
atrakcyjną  blondynką,  która  z pewnością zwracała  uwagę  wszystkich  mijanych 
na  ulicy  mężczyzn.  Jej  zachowanie  cechowała  ogromna  bezpośredniość  i 
serdeczność.  Z  drugiego  końca  pokoju  pomachała  do  Jillian  uśmiechnięta 
Deedee. 

Jillian przedstawiono również Teda Sharpe’a, kolegę Ryana z policji. Ten 

był wysokim, opalonym blondynem o błękitnych oczach. Ryan i Ted, pomyślała 
Jillian, powinni pozować do policyjnych plakatów reklamowych. 

Oto  rodzina  Forresta,  pomyślała,  prawdziwa  rodzina,  o  jakiej  marzyła 

przez  długie  lata  samotnego  dzieciństwa.  Maleństwa,  które  miały  wkrótce 
pojawić się na świecie, będzie od pierwszej chwili otaczała jej ogromna miłość. 

–  Przyjmuję  zakłady,  Forreście  –  oznajmił  Michael.  –  Oto  możliwości: 

dwie  dziewczynki,  dwóch  chłopców,  po  jednym  noworodku  różnej  płci. 
Dziewczynka  urodzi  się  pierwsza,  chłopiec  pierwszy,  pierwsze  dziecko  waży 
więcej,  drugie  dziecko  waży  więcej.  Dokonaj  wyboru  i  daj  mi  dwadzieścia 
dolarów. 

– Nie popędzaj mnie. Jako mistrz w tej dyscyplinie, muszę się spokojnie 

zastanowić.  –  Forrest  przez  chwilę  spoglądał  w  sufit.  Potem  wyjął  portfel  i 
wręczył  Michaelowi  pieniądze.  –  Parka,  chłopiec  urodzi  się  pierwszy  i  będzie 
cięższy. – Umilkł na chwilę. – A jak się miewa przyszły ojciec? 

– Nikt z nas go jeszcze nie widział – odparł Robert. 
– Jest z Andreą. Chce być także przy Andrei podczas porodu. Dawniej na 

szczęście nie pozwalano na takie rzeczy. 

Margaret uśmiechnęła się do męża. 
– Wytrzymałbyś, kochanie. 
–  Nie  postawiłbym  dwudziestu  dolarów  na  ten  zakład  –  stwierdził  ze 

ś

miechem Robert. – Ale cieszę się, że John jest z naszą małą. Andrea wprawdzie 

wyszła za mąż, ale wciąż traktujemy ją poniekąd jak dziecko. 

–  Jest  najmłodsza  z  rodzeństwa  –  dodała  Margaret,  całując  męża  w 

policzek. – Zawsze będzie naszą córeczką. 

Nie  w  każdej  rodzinie  jest  to  tak  oczywiste,  pomyślała  ze  smutkiem 

Jillian. 

– Bardzo lubię twoje książki, Jillian – zwróciła się do niej matka Forresta. 

– Pisanie powieści wymaga z pewnością ogromnego wysiłku. Większość z nas 
zwykle  wyobraża  sobie  pisarza  jako  osobę  otoczoną  sławą  i  żyjącą  w 

background image

dobrobycie, ale ja podejrzewam, że jest to po prostu ciężka i żmudna praca. 

–  Tak  –  potwierdziła  zaskoczona  Jillian.  –  Wymaga  dużej 

samodyscypliny i wielu spędzonych samotnie godzin. 

– Samotność? – zdziwiła się Jenny. – Prawie nie pamiętam, co znaczy to 

słowo.  Kiedy  cały  dzień  trzeba  ganiać  za  małym  łobuziakiem,  chwile 
samotności są rzadkie i bardzo cenne. Nasz Bobby jest ruchliwym dzieckiem. 

Rozmowa  skoncentrowała  się  wokół  Bobby’ego.  Michael  opowiadał  o 

najnowszych  wyczynach  synka,  Robert  zauważył,  że  jest  to  chłopczyk 
rozwinięty  ponad  wiek,  a  Forrest  dodał,  że  jego  bratanek  odziedziczył 
inteligencję po mamie. 

Jillian  zamyśliła  się.  Samotność,  którą  dotąd  tak  bardzo  lubiła,  straciła 

nagle dla niej cały swój urok. Zadrżała. 

– Zimno ci? – zatroszczył się Forrest. – Czy podać ci szal? 
–  Co  takiego?  Och,  nie, dziękuję  –  odparła,  z  trudem  zdobywając  się  na 

uśmiech. 

– Jestem głodny – oświadczył Michael. 
– Ty zawsze jesteś głodny – zauważyła Jenny. 
– Święte słowa – zgodził się Robert. – I przez wzgląd na dobro waszego 

domowego budżetu, mam nadzieję, że Bobby nie odziedziczył po tobie apetytu. 

– Niestety, tak – powiedział Michael. – Chyba cię poproszę o podwyżkę. 
–  Zapomnij  o  tym  –  oświadczył  Forrest.  Dalszą  sprzeczkę  przerwało 

wejście pielęgniarki. 

– Wiadomości z ostatniej chwili – zaczęła. – Przenosimy pacjentkę do sali 

porodowej.  Maleństwa  spieszą  się  na  świat.  Andrea  radzi  sobie  znakomicie. 
John trzęsie się ze strachu, ale wciąż jest z nami. To już nie potrwa długo. 

–  Boże...  –  Forrest  zbladł  i  chwycił  się  za  żołądek  –  to  wszystko  jest 

naprawdę przerażające. 

– To prawda – potwierdził Michael. – A poczekaj, aż sam, występując w 

zielonym fartuchu, staniesz się jednym z bohaterów tego dramatu. To, mój drogi 
bracie, horror w najczystszej postaci. 

Forrest skinął głową. 
–  Bez  wątpienia.  Ale  nie  zabraknie  mnie  przy  tym.  –  Mocniej  objął 

Jillian. – Możesz na mnie liczyć. 

background image

ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY 

 
Forrest wygrał zakład. 
–  Syn  –  oznajmił  dumny  i  rozpromieniony  John,  kiedy  wreszcie  pojawił 

się  w  pokoju,  gdzie  czekała  na  niego  niespokojna  rodzina  –  i  córka.  Andrea 
spisała się fantastycznie. Naprawdę fantastycznie. Była o wiele dzielniejsza niż 
ja. 

–  Chwileczkę!  –  przerwał  mu  Michael.  –  Kto  urodził  się  pierwszy? 

Chłopiec czy dziewczynka? 

–  Chłopiec  –  odparł  John,  najwyraźniej  zaskoczony  tym  pytaniem.  – 

Dlaczego? 

Michael zerknął na trzymaną w ręku kartkę. 
– Powiedz, ile każde z nich ważyło? 
–  Ach,  rozumiem  –  powiedział  John.  –  Zakłady.  Z  tego  co  pamiętam, 

Forrest  zwykle  je  wygrywa.  Mam  rację?  A  więc,  John  Matthew,  który  ma  być 
nazywany  Mattem,  by  uniknąć  nieporozumień,  ważył  dwa  kilo  pięćset 
czterdzieści  gramów.  Andrea  Noel,  która  ma  być  nazywana  Noel,  by  uniknąć 
późniejszych nieporozumień... 

– John, streszczaj się, bo...! – ostrzegł go Michael. 
– ...ważyła dwa kilo... – zamilkł na moment i zmarszczył brwi. – Czyżby 

pamięć mnie zawodziła? 

–  Lepiej,  żeby  tak  nie  było,  jeśli  chcesz  wyjść  żywy  z  tego  pokoju  – 

oświadczył zimno Michael. 

John zachichotał. 
– ...i czterysta gramów – dokończył. 
– Wygrałem! – Forrest z triumfalną miną wyciągnął otwartą dłoń w stronę 

Michaela. – Płać. 

W tym czasie reszta rodziny składała Johnowi gratulacje. 
–  Synek  i  córeczka!  Cudownie!  –  powiedziała  z  uśmiechem  Jillian, 

podając Johnowi rękę. – Oby tylko dzieci rosły zdrowo. 

– Dziękuję – odparł John. – Nie umiałbym nawet wyrazić w słowach tego, 

co  czuję  w  tej  chwili.  –  Lekko  przechylił  głowę.  –  Fantastycznie.  Będę  mógł 
powiedzieć  bliźniakom,  że  słynna  pisarka  była  z  nami  w  dniu  ich  narodzin  – 
powiedział, zwracając się do Jillian. 

Jillian zaśmiała się. 
– „Słynna” to pewna przesada – zauważyła skromnie. 
– Absolutnie nie – zaprotestował John. – Dziwi mnie tylko, po co tracisz 

czas z takim nieudacznikiem jak Forrest? 

– Sam się też nad tym zastanawiałem – przyznał Ted. 
–  Hej,  co  to  znaczy?  Z  jakim  znowu  nieudacznikiem?  –  wtrącił  się  do 

background image

rozmowy Forrest. 

–  Cisza!  –  przerwała  im  Margaret.  –  Nie  zaczynajcie  znowu  tych 

bzdurnych kłótni. Mnie interesuje, kiedy będziemy mogli zobaczyć dzieci? 

– I Andreę – dodał Robert. – Chcę uściskać moją małą córeczkę. 
–  Przykro  mi,  Robercie  –  powiedział  John  –  ale  nie  będziesz  mógł  jej 

dzisiaj zobaczyć. Kiedy przywiozą ją z sali porodowej, będę mógł wejść do niej 
na  dwie  sekundy  pocałować  ją  na  dobranoc,  a  później  Andrea  musi  spać.  Jeśli 
zaś chodzi o dzieci, to zaraz się dowiem. – Odwrócił się i wyszedł. 

Ryan  zerknął  na  matkę,  a  potem  szybko  pochylił  się  w  stronę  Jillian  i 

szepnął: 

– Forrest naprawdę jest nieudacznikiem, Jillian. 
– Ryanie Robercie – skarciła syna Margaret – teraz nie czas i miejsce na 

to, by rozważać, czy Forrest jest nieudacznikiem, czy też nie. 

– Zgadzasz się z nim? – oburzył się Forrest. – Co z ciebie za matka? Nie 

jestem nieudacznikiem. 

– Oczywiście, że się nie zgadzam – uspokoiła Forresta Margaret, gładząc 

go po policzku. 

– Matki mają słabość do synów – zauważył Robert. 
– Jillian – zaczął z powagą Forrest – jeśli kiedykolwiek będziesz miała o 

cokolwiek  żal  do  losu,  pomyśl,  że  jednak  jesteś  prawdziwą  szczęściarą  –  nie 
masz bowiem rodzeństwa. 

– Panie, panowie i ty, Forreście – powtórne zjawienie się Johna przerwało 

ich żarty – John Matthew i Andrea Noel są gotowi na odwiedziny gości. Proszę 
za mną. 

Maleństwa  Andrei  i  Johna  nie  miały  jeszcze  nawet  godziny.  Jak  będą 

wyglądać,  zastanawiała  się  Jillian,  z  bijącym  sercem  podążając  za  Johnem  w 
głąb korytarza. Czy będą spały? Płakały? Czy...? 

Za  wielką  szklaną  szybą  stała  pielęgniarka,  trzymając  na  rękach  dwa 

zawiniątka: różowe i niebieskie. 

Oba  niemowlęta  miały  brzoskwiniową  cerę  i  główki  pokryte  miękkim, 

kasztanowym  puszkiem.  Były  piękne.  Dwie  prześliczne kruszyny.  Jillian  miała 
ochotę wziąć je w ramiona i przytulić ich drobne ciałka. 

Przez  wiele  lat  nie dopuszczała  do siebie myśli  o dziecku, które  straciła. 

Nie  chciała  pamiętać  o  bólu  i  dojmującym  uczuciu  pustki.  Odsunęła  od  siebie 
wspomnienia  o  zdradzie  Rogera  wraz  z  tęsknotą  za  utraconym  maleństwem. 
Teraz  pragnienie  dziecka  znów  odezwało  się  w  niej  ze  zdwojoną  siłą.  O,  tak, 
chciała dziecka. Pragnęła urodzić dziecko Forresta. 

– Jillian? – spytał cicho Forrest. – Czy wszystko w porządku? 
– Co mówisz? – Podniosła głowę. – O, tak, oczywiście, nic mi nie jest. To 

znaczy... – Obróciła się w stronę Johna. – Są wspaniałe, Johnie, prześliczne. 

– To prawda – potwierdził, lecz wzruszenie nie pozwoliło mu powiedzieć 

background image

niczego więcej. 

Forrest zmarszczył czoło, przyglądając się Jillian. 
Nareszcie uświadomił sobie, czego naprawdę pragnie. Chciał ożenić się z 

Jillian Jones-Jenkins i wraz z nią powołać do życia kolejną cudowną istotę, jaką 
będzie ich dziecko. Tego właśnie pragnął. 

 
W drodze powrotnej Forrest paplał bez przerwy. 
–  A  potem  żyli  długo  i szczęśliwie –  zakończył  opowieść o perypetiach, 

jakie  towarzyszyły  Andrei  i  Johnowi  na  początku  ich  znajomości.  –  Podobnie 
jak  Michael  i  Jenny,  Sherry  i  Ryan,  a  także  moi  rodzice.  W  realnym  świecie 
również tak bywa – ciągnął. 

–  Twoja  rodzina  –  odezwała  się  cicho  Jillian  –  stanowi  chwalebny 

wyjątek. 

–  Nie,  nie  wierzę  w  to,  Jillian.  Tych,  którym  się  nie  powiodło,  jest 

wprawdzie wielu, ale żyje wokół nas także mnóstwo kochających się par. 

Spokojnie, MacAllister, ostrzegł siebie w duchu. Bądź bardzo ostrożny. 
– Wiem, że twoje małżeństwo przyniosło ci jedynie ból i rozczarowanie, 

Jillian.  Ale  to  już  przeszłość.  Jeśli  pozwolisz,  aby  decydowała  ona  o  twojej 
przyszłości,  może  ominąć  cię  coś  wspaniałego  i  naprawdę  wyjątkowego.  Czy 
rozumiesz, o czym mówię? 

Forrest  mówi  o  sprawach,  o  których  nic  nie  wie,  pomyślała  ze  złością 

Jillian.  Jemu  łatwo  powiedzieć:  „To  było  dawno  temu  i  trzeba  o  tym 
zapomnieć”. W rzeczywistości nie jest to takie proste. 

Poza  tym,  nawet  jeśli  zdołałaby  uwolnić  się  od  bolesnych  wspomnień,  i 

tak  najważniejsza  była  teraz  jej  praca.  Nie  miała  czasu  na  romans,  poważny 
związek, męża i rodzinę. 

Ale  te  maleństwa,  te  śliczne,  cudowne  bliźnięta  wzbudziły  w  niej 

tęsknotę, pragnienie, by urodzić dziecko, dziecko Forresta, mężczyzny, którego 
kochała całym sercem. 

– Hej, Jillian – z zamyślenia wyrwał ją głos Forresta. – Nie śpisz? 
–  Co  powiedziałeś?  Och,  zastanawiałam  się,  czy  nie  zadedykować 

następnej książki bliźniakom Andrei i Johna. To był dla mnie wielki zaszczyt, że 
mogłam być dzisiaj z wami. 

Jillian  patrzyła  na  swój  dom,  kiedy  podjeżdżali  bliżej.  Potem  wysiadła  i 

ruszyła w stronę drzwi. 

Jej schronienie, jej dom, wydał się nagle Jillian o wiele za duży i bardzo 

nieprzytulny.  Ogarnęła  ją  fala  żalu  i  rozpaczy.  Odwróciła  się,  szukając 
pocieszenia  w  ramionach  Forresta.  Objął  ją  mocno,  choć  na  jego  twarzy 
odmalowało się zdziwienie. 

– Kochaj mnie, Forreście – powiedziała drżącym głosem Jillian. – Proszę. 
Na jego czole zarysowała się zmarszczka. 

background image

– Z pewnością nie odmówię takiej prośbie, ale... Jillian, co się stało? Czy 

coś cię trapi? Porozmawiajmy o tym, zgoda? 

– Nie. Nie chcę rozmawiać. 
Forrest zamierzał coś jeszcze powiedzieć, lecz Jillian wspięła się na palce 

i zamknęła jego usta pocałunkiem. Mocno wtuliła się w niego, chcąc czuć jego 
ciepło i siłę. 

Wziął Jillian na  ręce  i  zaniósł  na górę.  Na  łóżku  w sypialni, przy  blasku 

nocnej lampki, znów splotły się ich ciała w miłosnej pieszczocie. 

– Jillian – odezwał się cicho Forrest, kiedy dużo później leżeli obok siebie 

cudownie nasyceni i uspokojeni. 

– Co chcesz powiedzieć? – spytała, nie poruszając się. 
– Kocham cię. 
Czuł,  jak  Jillian  zesztywniała  w  jego  ramionach,  i  przeklinał  siebie  w 

duchu  za  własną  nierozwagę.  Po  chwili  jednak  jego  gniew  zwrócił  się  w 
zupełnie innym kierunku. 

Jego  uczucia  także  się  liczyły.  Forrest  MacAllister  również  miał  własne 

pragnienia,  potrzeby,  marzenia.  Był  czas  milczenia,  ale  teraz  nadeszła  chwila 
szczerości. Moment, kiedy powinien wyznać Jillian swą miłość. A może... może 
się mylił? 

– Jillian? 
– Nie – szepnęła. 
Forrest delikatnie ujął ją palcem pod brodę, unosząc do góry jej twarz, tak 

by spojrzała na niego. 

– Posłuchaj mnie – poprosił łagodnie. 
– Forreście, nie, ja... 
–  Nic  nie  mów  –  przerwał  jej.  –  Proszę,  najpierw  mnie  wysłuchaj.  – 

Zamilkł  na  moment  i  pogładził  dłonią  jej  policzek.  –  Naprawdę  kocham  cię, 
Jillian.  Wiem,  że  moje  wyznanie  przeraża  cię  z  powodu  tego,  czego 
doświadczyłaś  w  przeszłości.  Nie  oczekuję  od  ciebie  deklaracji  wzajemnej 
miłości.  Wierzę,  że  darzysz  mnie  głębokim  uczuciem,  może  nawet  kochasz. 
Jednak wyznanie tego, co czujesz, byłoby krokiem w przyszłość, do którego nie 
jesteś  przygotowana.  Jillian,  zrób  coś  dla  mnie  dzisiaj,  dobrze?  Nie  mów  nic. 
Pomyśl  tylko  o  tym,  co  powiedziałem,  pamiętając,  że  jest  to  najszczersza 
prawda.  Przypomnij  sobie,  co  czułaś,  kiedy  zobaczyłaś  nowo  narodzone 
maleństwa  Andrei  i  Johna,  i  pomyśl,  że  nasze  dziecko  byłoby  takim  samym 
cudem. Pocałował ją w czoło. 

– Dobranoc, lady Jillian. 
Wstał, ubrał się szybko i wyszedł z pokoju, nie odwracając się za siebie. 
Jillian patrzyła  za  nim  oczyma  pełnymi  łez,  które  nagle napłynęły  jej  do 

oczu. Potem ukryła twarz w poduszce i płakała. 

Nie  wiedziała,  ile  minęło  czasu,  kiedy  wreszcie  obróciła  się  na  plecy  i 

background image

przycisnęła dłonie do pulsujących skroni. Westchnęła głęboko, a potem jęknęła, 
czując ostre ukłucie bólu. 

Jedyne, co przyniosły jej te szlochy, pomyślała ponuro długi czas później, 

to ból głowy. Musi zastanowić się nad tym, co się stało. 

„Kocham cię, Jillian”. 
– Oo-o-och – jęknęła, czując, jak łzy znów wypełniają jej oczy. 
Forrest MacAllister kochał ją. Wyznał jej miłość i dał do zrozumienia, że 

chciałby poślubić ją, uczynić z niej swoją towarzyszkę życia i mieć z nią dzieci. 

Forrest MacAllister kochał ją, a ona odwzajemniała to uczucie. 
To wspaniale! 
Nie, nie, nie! Już raz kogoś pokochała i drogo za to zapłaciła. Nie  może 

powtórzyć tego błędu. 

Nie powie Forrestowi, że go kocha. 
Nie zrezygnuje z kariery, która kosztowała ją tak wiele trudu i wyrzeczeń. 
Za  miłość  Forresta  MacAllistera  musiałaby  zapłacić  zbyt  wysoką  cenę. 

Nie była w stanie poświęcić dla niej tak wiele. 

Jillian ułożyła się na brzuchu i z całej siły uderzyła pięścią w poduszkę. 
–  Do  licha,  Forreście  –  powiedziała  głośno.  –  Miałam  ci  tylko  pomóc. 

Wszystko zepsułeś. 

Ogarnęła ją rozpacz, bo przecież także i ona pokochała Forresta. 
Ale  on  nigdy  nie  pozna  prawdy  i  nie  dowie  się,  że  po  jego  odejściu  jej 

serce rozpadnie się na milion kawałków. 

Andrea, siedząc wygodnie podparta w szpitalnym łóżku, z zadowoleniem 

patrzyła na dwa ogromne pluszowe misie. 

–  Są  cudowne,  Forreście  –  powiedziała.  –  Mają  rozmiary  dwuletniego 

dziecka,  więc  przez  pewien  czas  pozostaną  jedynie  uroczą  dekoracją 
dziecinnego pokoju. 

– Na szczęście nie są groźne – zażartował Forrest, siadając na krześle. 
– Ponieważ odwiedzasz mnie o godzinie trzeciej po południu, rozumiem, 

ż

e jeszcze nie wróciłeś do pracy w słynnej firmie MacAllister Architects. 

Forrest skinął głową. 
– Skoro mowa o sławie – ciągnęła – John powiedział mi, że Jillian była tu 

z tobą wczoraj. 

– To prawda – potwierdził cicho. 
– Nic nie mówiłeś mi o was, łajdaku. Forrest wzruszył ramionami. 
– Miałaś inne zmartwienia. 
Andrea  złożyła  ręce  na  kołdrze  i  uważnie  przyjrzała  się  bratu.  Forrest 

przez moment patrzył w jej oczy, a potem przeniósł wzrok na pluszowe misie. 

– Powiedz, braciszku, co się stało? 
–  Stało  się?  –  powtórzył,  unosząc  brwi.  –  Nic  się  nie  stało.  To  znaczy, 

owszem, zostałem wujkiem dwójki cudownych malców. To wspaniałe uczucie. 

background image

Ty  i  John  jesteście  wspaniali.  Wszystko  jest  wspaniałe.  Mógłbym  długo 
wyliczać... 

–  Przestań  –  powiedziała.  –  To  ja,  Andrea,  pamiętasz  mnie?  Znam  cię 

bardzo  dobrze,  kochanie,  i  wiem  z  pewnością,  że  coś  jest  nie  tak.  –  Zamilkła, 
zmrużyła oczy, a potem pokiwała głową. – Jillian Jones-Jenkins. 

– Żartujesz. 
– Trafiłam w dziesiątkę. 
– Skoro mowa o trafianiu w dziesiątkę, mam zamiar podzielić się z tobą 

pieniędzmi,  które  wygrałem.  To  w  dużej  mierze  twoja  zasługa,  bo ty  urodziłaś 
bliźniaki tak, jak to przewidziałem. Wciąż wygrywam zakłady, proszę pani. 

– Czy mógłbyś przerwać tę paplaninę? Co zaszło pomiędzy tobą a Jillian, 

ż

e  wyglądasz  równie  nieciekawie  jak  wczorajsza  owsianka?  A  nawet  znacznie 

gorzej. Wyglądasz tak ponuro jak lunch, który podano mi dzisiaj. Forreście? 

–  Andreo,  nie  przyszedłem  tutaj  po  to,  żeby  obarczać  ciebie  swoimi 

problemami.  Przecież  ty  niedawno  urodziłaś  bliźnięta,  nie  pamiętasz?  Teraz 
jesteś przede wszystkim matką. Zapomnij o mnie. 

–  Nie  mam  zamiaru.  Albo  zaraz  opowiesz  mi  o  wszystkim,  albo  będę 

wyznaczać  ci  dyżury  przy  bliźniakach,  kiedy  my  z  Johnem  zechcemy  wyjść, 
ż

eby trochę się rozerwać. 

Forrest otwierał już usta, by coś powiedzieć, potem jednak zrezygnował i 

tylko  potrząsnął  głową.  Westchnął,  popatrzył  w  sufit  i  znów  napotkał 
zaniepokojony wzrok Andrei. 

– Zakochałem się w Jillian, siostrzyczko – wyznał cicho. 
–  To  cudownie!  Długo  czekałeś  na  miłość,  na  to,  by  kochać  i  być 

kochanym.  Wiem,  jak  bardzo  pragniesz  mieć  żonę  i  dzieci.  Ale  ponieważ  nie 
promieniejesz  szczęściem,  domyślam  się,  że  nie  wszystko  układa  się  między 
wami  pomyślnie.  Czy  chodzi  o  jej  karierę,  Forreście?  Pisarstwo  jest  dla  Jillian 
bardzo  ważne  i  wymaga  ogromnej  samodyscypliny.  Ale,  jak  sam  wiesz,  moja 
przyjaciółka zdecydowanie zbyt wiele czasu poświęca pracy. 

– Nie, nie chodzi o jej pracę. Tu nie ma żadnego problemu. Podziwiam jej 

talent i to, co osiągnęła. Bardzo lubię jej książki. Pisarstwo to trudne zajęcie, ale 
Jillian  potrafi  dzielić  czas  pomiędzy  pracę  i  odpoczynek.  Teraz  jest  na 
wakacjach,  ponieważ  uznała,  że  musi  trochę  odetchnąć.  W  tym,  o  czym 
mówiłyście z Deedee, było zdecydowanie wiele przesady. 

–  Cóż,  być  może.  W  takim  razie  biję  się  w  piersi.  A  więc  w  czym 

problem? 

–  Z  nikim  nie  rozmawiałbym  o  życiu  prywatnym  Jillian,  z  wyjątkiem... 

ciebie. 

– Och, dzięki – odparła ze śmiechem Andrea. 
– Wiesz, o co mi chodzi. 
– Oczywiście, że tak – powiedziała z powagą. 

background image

– Jillian ma za sobą koszmarne małżeństwo z prawdziwym łajdakiem. Od 

czasu rozwodu zamknęła się w sobie. Stała się ostrożna i nieufna. Wiedziałem o 
tym. Obserwowałem bowiem jej zachowanie. Wiedziałem też, że nie wolno mi 
niczego przyśpieszać, gdyż w ten sposób mogę ją tylko spłoszyć. 

Forrest  pochylił  się  do  przodu,  opierając  łokcie  na  kolanach  i  kryjąc  w 

dłoniach twarz. 

– Wiem, że nie jestem jej obojętny. Może nawet mnie kocha, ale boi się 

powiedzieć mi o tym, czy nawet przyznać się do tego uczucia przed samą sobą. 
Wiem też, że wszystko zepsułem. 

– Jak? 
–  Powiedziałem  Jillian,  że  ją  kocham.  Nie  mogłem  się  powstrzymać  i 

wyznałem,  że  ją  kocham  i  chciałbym  wraz  z  nią  powołać  do  życia  nową 
wspaniałą  istotę,  nasze  dziecko.  Nie  poprosiłem  otwarcie  o  jej  rękę,  ale  moje 
zamiary były zupełnie oczywiste. 

– Mówiłeś szczerze i otwarcie – stwierdziła Andrea. – To bardzo ważne. 

Uważam, że wyznając jej swoje uczucie, zachowałeś się wspaniale. 

– A ja sądzę, że to najgłupsza rzecz, jaką kiedykolwiek zrobiłem. 
– Och. Cóż. Co powiedziała Jillian? 
– Nic. 
– Nic? Wyznałeś kobiecie miłość, a ona nic na to nie powiedziała? 
–  Nie  pozwoliłem  jej  –  odparł,  znów  odchylając  się  wraz  z  krzesłem. 

Przeczesał palcami włosy. – Paplałem jak wariat i dopiero wtedy, gdy było już 
za  późno,  zdałem  sobie  sprawę,  że  popełniłem  straszliwy  błąd.  Jillian  nie  była 
jeszcze  gotowa.  Potrzebowała  więcej  czasu,  a  ja  powinienem  okazać  jej 
cierpliwość. Prosiłem, żeby nic nie mówiła, a jedynie zastanowiła się nad tym, 
co usłyszała ode mnie. Potem wyszedłem szybko. Na nic więcej nie starczyło mi 
odwagi. Powtarzam, zepsułem wszystko. Całkowicie. 

– No, cóż – westchnęła Andrea. – Kobieta zakochana pozostawiona samej 

sobie  może  popełnić  ogromny  błąd.  Mamy  bardzo  bogatą  wyobraźnię.  Każdy 
ważny problem najlepiej z nami od razu omówić. 

– Miałem zamiar przez parę dni w ogóle się z nią nie kontaktować. 
–  Błąd!  Powinieneś  jak  najprędzej  się  z  nią  spotkać,  kazać  jej  usiąść  i 

szczerze z nią porozmawiać. Tylko bądź delikatny! 

– To kiepski pomysł. Wolę dyżur przy bliźniakach. 
– Forreście MacAllister, jesteś tchórzem. 
–  Chyba  masz  rację.  Jestem  śmiertelnie  przerażony,  siostrzyczko. 

Kocham  Jillian  i  chcę  spędzić  z  nią  resztę  życia.  Myśl,  że  mógłbym  ją  stracić, 
przeraża mnie. 

– Idź do niej, Forreście. Wstał. 
– Uparta z ciebie sztuka. Twój mąż z pewnością nie ma lekkiego życia. 
– Szczęściarz z niego – odparła z uśmiechem. 

background image

– To prawda. – Forrest pochylił się i pocałował siostrę w czoło. 
– Zrobisz to? Pójdziesz porozmawiać z Jillian? Forrest skinął głową. 
–  Najpierw  muszę  trochę  ochłonąć,  ale  zadzwonię  do  niej  i  spróbuję 

umówić się na jutro. 

– Porozmawiaj z nią. 
–  Zgoda.  Zrobię  to.  –  Skinął  z  namysłem  głową,  a  potem  odwrócił  się  i 

wyszedł z pokoju. 

– Deedee? – powiedziała Andrea do słuchawki. – Usiądź szybko. 

background image

ROZDZIAŁ DZIESIĄTY 

 
– O-o-och – jęknęła Jillian, przyciskając dłonie do pulsujących skroni. 
Czuła się fatalnie. Poprzedniego wieczoru zadzwonił Forrest, powiedział, 

ż

e muszą porozmawiać, i spytał, czy może przyjść o siódmej następnego dnia. 

Jego głos brzmiał ponuro i oficjalnie, jakby umawiał się na spotkanie, by 

sprzedać jej pakiet ubezpieczeń na życie. Przystała na jego propozycję, lecz od 
tamtej pory była całkiem roztrzęsiona. 

Czuła się zupełnie zdezorientowana i bardzo nieszczęśliwa. W jej umyśle 

toczyła  się  od  dwóch  dni  wyczerpująca  walka  pomiędzy  fantazją  a 
rzeczywistością. 

W marzeniach wszystko układało się wspaniale. Nie miała zawodu, który 

wymagałby  od  niej  całkowitego  poświęcenia  się  wykonywanej  pracy.  Pisanie 
książek stanowiło jej hobby. Właśnie tak, hobby, od czasu do czasu, kiedy miała 
odpowiedni nastrój, kreśliła kilka zdań. 

A  naprawdę?  Och,  rzeczywistość  była  całkowitym  przeciwieństwem  tej 

pogodnej,  bajkowej  wersji.  I  to  właśnie  za  kilka  minut  musi  oznajmić 
Forrestowi.  Miała  powiedzieć  mu  prawdę,  lecz  nie  całą.  Forrest  MacAllister 
nigdy nie dowie się, że go kocha. To i tak nie zmieniłoby faktu, że nie ma dla 
nich nadziei na wspólną przyszłość. 

Słysząc dźwięk dzwonka, Jillian westchnęła ciężko i z ociąganiem ruszyła 

w stronę drzwi. 

Gdyby  tylko  mogła  przenieść  się  teraz  w  jakiekolwiek  inne  miejsce  na 

ś

wiecie. Syberia czy Afganistan wydawały się bardzo atrakcyjne. Gdziekolwiek, 

byleby tylko nie pozostać w tym domu. 

–  Jillian,  uspokój  się  –  mruknęła  pod  nosem.  Zatrzymała  się  w  holu, 

odetchnęła głęboko, a potem otworzyła drzwi z nadzieją, że jej uśmiech wygląda 
choć trochę mniej sztucznie, niż jej się wydawało. 

– Witaj, Forreście – powiedziała, cofając się o krok. – Proszę, wejdź. 
–  Witaj  –  odparł,  pozdrawiając  ją  skinieniem  głowy.  W  jego  twarzy  nie 

było widać nawet cienia uśmiechu. 

Zamknęła drzwi i odwróciła się, by spojrzeć na niego. W czarnym golfie i 

dżinsach prezentował się znakomicie. 

Forrest spojrzał prosto w jej oczy, dotknął dłonią policzka Jillian, a potem 

delikatnie musnął wargami jej usta. 

– Dobrze cię znowu widzieć – powiedział, opuszczając rękę. 
– Ja też się cieszę, że cię widzę. Czy usiądziemy przed kominkiem? 
Nie czekając na odpowiedź, ruszyła przed siebie, a za nią powoli podążył 

Forrest. Usiadła na kanapie, splatając dłonie na kolanach i żałując, że nigdy nie 
nauczyła się szydełkowania, którym mogłaby zająć teraz ręce. 

background image

Postępuj delikatnie, nakazał sobie Forrest. Andrea kładła specjalny nacisk 

na  to,  żeby  zachował  szczególną  delikatność.  Zapowiadało  się  to  ciekawie, 
zważywszy, że on sam był niezwykle spięty. 

Do  licha,  pomyślał,  spojrzawszy  na  Jillian.  Wyglądała  niczym 

wystraszone  dziecko  wezwane  do  gabinetu  dyrektora.  W  jej  szarych  oczach 
widział  napięcie,  ręce  złożyła  na  kolanach,  a  stopy  w  fioletowych  skarpetkach 
ustawiła prosto na dywanie. 

–  Cholera  –  zaklął  niespodziewanie.  Jillian  popatrzyła  na  niego 

zaskoczona. 

– Cholera? 
Wepchnął  ręce  w  kieszenie  dżinsów,  nie  wiedząc,  co  z  nimi  zrobić,  i 

zmarszczył czoło. 

–  To  naprawdę  śmieszne.  Dla  nas  obojga  powinna  to  być  pamiętna 

chwila,  moment  przełomowy  w  naszym  życiu,  a  czuję  się  tak,  jakbym  miał 
zawiadomić cię o śmierci twojego psa. 

– Cóż, ja... 
– Do licha z tym, Jillian – przerwał jej stanowczo. – Kocham cię. Chcę się 

z tobą ożenić. Czy zrozumiałaś mnie? Czy wyraziłem się wystarczająco jasno? 

Popatrzył w sufit. 
Wyciągnął dłonie z kieszeni i na chwilę ukrył w nich twarz. 
–  No,  dobrze  –  powiedział,  krzyżując  ramiona  przed  sobą.  –  Będę 

cierpliwy,  łagodny  i  delikatny.  Jillian,  czy  wierzysz,  że  kocham  cię  całym 
sercem? 

– Tak – odparła cicho. 
– Och. Cóż, to wspaniale. – Zamilkł na chwilę. – Posłuchaj, bardzo ważne 

jest, byś uporała się ze swoją przeszłością, stawiła jej czoło, a potem zostawiła 
za  sobą.  Tylko  w  ten  sposób  będziesz  mogła  w  pełni  zrealizować  się  w 
przyszłości. 

– Tak, wiem, ale... 
–  Naprawdę?  To  doskonale,  naprawdę  znakomicie.  –  Podszedł  bliżej  i 

usiadł na kanapie obok niej. – To cudownie, Jillian. 

– Nie, nie rozumiesz, co... 
–  Jillian,  proszę  –  przerwał  jej,  unosząc  w  górę  rękę.  –  Pozwól  mi 

dokończyć, zanim wszystko poplączę. – Przykrył rękoma jej dłonie. – Kocham 
cię  i  nie  musisz  obawiać  się,  gdybyś  chciała  wyznać  mi  to  samo.  –  Tak  wiele 
przeżyliśmy razem, nasz związek ma solidne podstawy. 

– Ale... 
– Nie przerywaj  mi  – szybko pocałował ją w usta. – Wszystko może się 

między  nami  ułożyć,  jeśli  zaczniesz  patrzeć  w  przyszłość.  Ponieważ  ufam  ci. 
Uwierzyłem, że dwoje pracujących zawodowo ludzi może stworzyć szczęśliwą 
rodzinę.  Naprawdę  uwierzyłem  w  to,  co  mówiłaś  na  temat  kompromisu.  Och, 

background image

Jillian,  będziemy  mieli  dom,  prawdziwy  dom,  rozbrzmiewający  śmiechem 
naszych dzieci. Nie będę zostawał w biurze do późna ani przynosił projektów do 
domu, a twoja praca też nie stanowi przeszkody, więc... 

–  Stop!  –  Uniosła  do  góry  dłonie.  –  Dlaczego  moja  praca  nie  stanowi, 

twoim zdaniem, przeszkody? 

Forrest zmarszczył brwi, najwyraźniej zaskoczony jej wybuchem. 
– To bardzo proste – powiedział, wzruszając ramionami. – Szanuję twoją 

pracę  bardziej,  niż  umiałbym  to  wyrazić.  To  ważne,  jak  wiesz,  by  mąż  i  żona 
szanowali nawzajem to, co każde z nich robi. Cieszyłbym się twoimi sukcesami 
i byłbym dumny, że potrafisz zarabiać na życie. 

– I? 
– I co? 
– Forreście, moje książki nie piszą się same. Napisanie powieści zajmuje 

wiele miesięcy. 

– Ach, tak? 
Jillian zmrużyła oczy. 
– To znaczy? 
– Cóż, w czym problem? Od początku było dla mnie oczywiste, że jesteś 

osobą,  która  potrafi  zachować  właściwe  proporcje  pomiędzy  pracą  i 
odpoczynkiem.  Potrzebowałaś  relaksu,  więc  zrobiłaś  sobie  wakacje.  Jesteś 
profesjonalną,  inteligentną  i  świetnie  zorganizowaną  pisarką.  Z  pewnością  bez 
trudu będziesz mogła w ten sposób ustalić godziny swojej pracy, by znalazło się 
w twoim życiu miejsce dla męża i dzieci. Ja, oczywiście, będę miał swój wkład 
w nasze rodzinne obowiązki. Mogę, na przykład, zajmować się domem, kiedy ty 
będziesz musiała wyjechać. Twoja praca nie powinna z niczym kolidować. 

Jillian poderwała się gwałtownie. 
– Kolidować z niczym? – krzyknęła, ujmując się pod boki. 
–  Co  cię  tak  zirytowało?  Próbuję  cię  jedynie  przekonać,  że  zmieniłem 

zdanie  na  temat  małżeństw  par  pracujących  zawodowo  i  uważam,  że  możemy 
stworzyć  sobie  naprawdę  szczęśliwe  życie.  Ustalimy  razem  wszystkie 
szczegóły. Nic nie stanie nam na przeszkodzie, Jillian. 

Tak  wiele  sprzecznych  uczuć  walczyło  ze  sobą  w  sercu  Jillian.  Obawy 

zrodzone  z  przeżytego  cierpienia  dręczyły  ją  równie  boleśnie  jak  wiedza,  że 
kocha Forresta, lecz nie może mu tego wyznać. 

I  gniew.  O,  tak.  Wściekłość  i  oburzenie.  Forrest  MacAllister  uważał  jej 

pracę za coś mało ważnego, za coś, co da się dostosować do wszelkich innych 
ważniejszych  zajęć.  Jej  praca,  jego  zdaniem,  nie  powinna  w  niczym 
przeszkadzać. 

– Jillian? – zaczął niepewnie Forrest. – O co chodzi? Jesteś wściekła, ale 

ja naprawdę nie rozumiem, dlaczego. 

–  Ty  nic  nie  rozumiesz  –  mówiła  dalej  podniesionym  głosem.  – 

background image

Powiedziałeś,  co  miałeś  do  powiedzenia,  Forreście  MacAllister,  a  teraz  lepiej 
wysłuchaj  mnie.  Być  może,  ale  tylko  być  może,  udałoby  mi  się  zapomnieć  o 
bólu, jakiego doświadczyłam w moim małżeństwie. Nie warto jednak rozwodzić 
się zbyt długo nad tą możliwością, bo nie to jest sprawą najważniejszą. 

– Nie to? 
– Z pewnością nie, mądralo. 
–  Mądralo?  Jesteś  rzeczywiście  na  mnie  wściekła.  Cóż  złego  zrobiłem? 

Co cię tak rozgniewało? 

–  Jestem  kobietą  –  oświadczyła,  przykładając  rękę  do  piersi  –  i  pisarką, 

uznaną  pisarką.  Pisarstwo  jest  częścią  mojego  życia.  Bez  niego  nie  byłabym 
tym, kim jestem. I, panie MacAllister, nie piszę wtedy, kiedy mam dobry humor. 
To cel i sens mojego życia. Wszystko inne jest mało ważne. 

– Ale... 
–  Spotkałeś  mnie  w  momencie,  kiedy  akurat  zaczynały  się  moje 

dwutygodniowe  wakacje.  Czternaście  dni  i  ani  godziny  dłużej.  Takie  wakacje 
urządzam  sobie  dwa,  najwyżej  trzy  razy  w  roku.  Przez  resztę  czasu  pracuję. 
Spędzam  w  swoim  gabinecie  osiem,  dziesięć,  dwanaście  godzin  dziennie. 
Rzadko  spotykam  się  z  kimkolwiek  czy  dokądkolwiek  wychodzę.  Całkowicie 
pochłania mnie historia, którą tworzę, losy bohaterów. Śmieję się z nimi, płaczę, 
wczuwam  w  ich  psychikę,  po  to,  by  uczynić  ich  prawdziwymi  dla  moich 
czytelników. W czasie tych miesięcy nie mam czasu na nic innego i dla nikogo 
innego. 

– No, nieźle – szepnął Forrest, patrząc na nią szeroko otwartymi oczami. 

– Sądziłem... 

–  Wiem,  co  sądziłeś  –  nie  dała  mu  dojść  do  słowa.  –  Przydałby  mi  się 

odpoczynek? No cóż, doskonały pomysł. Zrobię sobie dwutygodniowe wakacje. 
Dziecko?  Czemu  nie?  Prowadzenie  domu?  Żaden  problem.  Moje  małe  hobby 
nie powinno  w tym  przeszkadzać.  Tak  bardzo się pan  myli,  panie  MacAllister, 
ż

e mnie to wręcz doprowadza do szewskiej pasji. 

Forrest poderwał się gwałtownie. 
– Dlaczego wcześniej nie powiedziałaś mi tego? Kazałaś mi wierzyć... 
– Nie! To ty wyciągnąłeś błędne wnioski. Ja postępowałam ściśle według 

reguł  ustalonych  przeze  mnie  wiele  lat  temu,  które  nakazują  mi  całkowite 
oderwanie  się  od  świata  własnych  książek  podczas  wakacji.  Skoncentrowałam 
się  na  zadaniu,  które  zleciły  mi  Deedee  i  Andrea,  nazywając  to  misją  dobrej 
woli.  Twierdziły,  że  zbyt  dużo  czasu  poświęcasz  pracy  i  że  ktoś  musi  pokazać 
ci, jak można się rozerwać, odpocząć. 

Och, litości! Nie! Nie chciała tego powiedzieć, nie powinna wspominać o 

swoim zadaniu. Zabrzmiało to tak okropnie. 

Forrest  znieruchomiał.  Każdy  muskuł  jego  ciała  wydawał  się  napięty  aż 

do bólu. 

background image

–  Zadaniu  –  powtórzył  złowieszczo  spokojnym  głosem.  –  Ustaliłaś 

reguły,  które  wymagają,  żebyś podczas  wakacji oderwała  się od pisania,  zajęła 
jakimś „zadaniem” nie związanym z pracą i tym razem postanowiłaś zabawić się 
moim  kosztem?  –  W  słowach  Forresta  brzmiał  gniew.  –  A  więc  posłuchaj. 
Andrea  i  Deedee  przekonały  mnie,  bym  spełnił  wobec  ciebie  dobry  uczynek, 
podjął się misji dobrej woli, gdyż uważały, że zbyt wiele pracujesz. 

–  Zabawiły  się  w  swatki  –  domyśliła  się  Jillian,  a  w  jej  oczach 

odmalowało się zdumienie. 

–  Bingo.  Z  pewnością  działały  w  dobrej  wierze,  choć  ich  plan  się  nie 

powiódł.  Ze  mną  im  się  udało.  Zakochałem  się.  Ale  ty?  Ach,  do  licha,  Jillian, 
ty... – Zamilkł i potrząsnął głową. 

Jillian  przytknęła  do  ust  drżące  palce,  kiedy  Forrest  przez  długą  chwilę 

patrzył  w  sufit,  najwyraźniej  próbując  opanować  wzburzone  emocje.  Kiedy 
znów  spojrzał  na  nią,  w  jego  płonących  dotąd  gniewem  piwnych  oczach 
dostrzegła ból. Pod powiekami poczuła piekące łzy. 

– Dla ciebie była to tylko gra, prawda? Misja dobrej woli, zadanie, które 

miało uchronić cię od nudy podczas wakacji. 

– Forreście... 
– Boże, ależ ze mnie głupiec! – ciągnął, nie zważając na nią. – Jak udało 

ci  się  zachować  powagę  i  nie  wybuchnąć  śmiechem,  kiedy  mówiłem  o 
małżeństwie, dzieciach, spędzeniu przy twoim boku reszty moich dni? 

Niespokojnym gestem przeczesał palcami włosy. 
– Ach, rozumiem! – Pstryknął palcami. – Szukałaś materiału do następnej 

książki.  Zgadłem?  Chciałaś  zapewne  opisać  kilka  namiętnych  scen  miłosnych. 
Nie,  nie  tak  chciałem  się  wyrazić.  Chodzi  ci  o  seks.  Sądzę,  że  tylko  to  nas  ze 
sobą połączyło, po prostu seks. 

–  Forreście,  nie  –  powiedziała  ze  łzami  w  oczach.  –  Mylisz  się!  To  nie 

była ani gra, ani zbieranie materiału. Przysięgam. – Po jej policzkach potoczyły 
się dwie słone krople. 

–  Łzy,  lady  Jillian?  –  Jego  słowa  brzmiały  teraz  gorzko  i  ponuro.  – 

Doskonale! Jest pani nie tylko autorką znanych powieści, ale również znakomitą 
aktorką. 

Zamilkł na chwilę. 
–  Nie...  –  powiedział  wolno.  –  Ten  przypadek  jest  chyba  bardziej 

skomplikowany, niż mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka. 

– Co... to znaczy? – spytała, ocierając łzy. 
–  Chowasz  się  przed  światem,  Jillian.  Zostałaś  kiedyś  zraniona  i  tak 

bardzo  obawiasz  się,  by  znów  nie  przeżyć  podobnego  zawodu,  że  ukryłaś  się 
przed  życiem  w  świecie  książek.  Rzeczywistość  tak  bardzo  cię  przeraża,  że 
wszelkie uczucia wolisz przelać na swoich bohaterów. 

– To nieprawda. 

background image

– Czyżby? 
–  Swoje  postacie  możesz  kontrolować,  decydować  o  tym,  co  powiedzą, 

zagwarantować im szczęście, sterując ich wszelkimi poczynaniami. Parę razy do 
roku  pojawiasz  się  w  normalnym  świecie,  a  potem  znów  wracasz  do  swojej 
kryjówki,  do  pracowni,  tam,  gdzie  czujesz  się  bezpieczna.  Przenosisz  się  do 
innej epoki, żeby to, co dzieje się tu i teraz, nie mogło cię zranić. W tym czasie i 
miejscu, które wybierzesz, możesz przebywać tylko ty. 

– Nie! 
– Pomyśl o tym. Albo nie. Do diabła. Nie zależy mi na tym. 
Obrócił się i ruszył do wyjścia. 
– Forreście, zaczekaj. 
Zawahał się, a potem przystanął, odwracając się lekko, by ją widzieć. 
–  Żegnaj.  Jesteś  świetną  pisarką,  Jillian.  Uwierzyłem,  że  prawda, 

zaufanie,  uczciwość  są  dla  ciebie  ważne,  ponieważ  znaczenie  tych  właśnie 
wartości  eksponowałaś  we  wszystkich  swoich  książkach.  Doskonały  żart.  Mną 
też bawiłaś się tylko i to mnie boli. Boli jak diabli. Mam nadzieję, że uda mi się 
zapomnieć  o  tobie.  Zapomnieć,  że  cię  kocham.  Nie  sądzę,  żeby  miało  to  być 
szczególnie trudne, bo tak naprawdę nigdy cię nie znałem. Wszystko okazało się 
jedynie grą pozorów. 

Odwrócił  się  i  wyszedł  z  pokoju.  Chwilę  później  Jillian  usłyszała  trzask 

zamykanych  drzwi.  Drgnęła,  kiedy  hałas  ten  rozniósł  się  echem  po  jej 
ogromnym domu. 

– Forreście, nie odchodź! – zawołała, powstrzymując łkanie. Łzy płynęły 

po jej twarzy. – Mylisz się. Kocham cię, Forreście MacAllister. 

Opadła na kanapę i ukryła twarz w dłoniach. 
W  pokoju  słychać  było  trzaskający  na  kominku  ogień  i  głośny  płacz 

samotnej Jillian Jones-Jenkins. 

background image

ROZDZIAŁ JEDENASTY 

 
Tydzień  później  Jillian  wyłączyła  komputer  i  przez  dłuższą  chwilę 

patrzyła  na  ciemny  ekran.  Potem  zerknęła  na  zegarek,  wstała  i  zaczęła 
spacerować po swoim przestronnym gabinecie. 

Wielokrotnie odtwarzała w myślach swoje ostatnie spotkanie z Forrestem. 

Znów  widziała  ból  w  jego  pięknych  brązowych  oczach,  słyszała  oskarżenia 
wypowiadane tonem gniewnym i pełnym żalu. 

Wspomnienia  usłyszanych  wtedy  słów  budziły  w  niej  na  zmianę 

oburzenie i łzy. 

Jedynie  dwa  fakty  wciąż  pozostawały  te  same:  kochała  Forresta 

MacAllistera i bardzo za nim tęskniła. 

Teraz  jednak  nie  chciała  analizować  stanu  swych  uczuć.  Coś  innego 

skłoniło ją do rozmyślań. 

W dzień po rozstaniu z Forrestem zasiadła przed komputerem. Wiedziała, 

ż

e zostało jej jeszcze kilka dni wakacji, lecz nie chciała spędzać ich bezczynnie. 

Nie  oczekiwała,  że  uda  się  jej  wiele  zdziałać  tego  dnia,  ku  swemu 

zdziwieniu  jednak  przekonała  się,  że  po  kilku  godzinach  plan  nowej  powieści 
był gotowy. 

Następnego dnia ponownie pojawiła się w gabinecie, pamiętając, że wcale 

nie musi tu wracać i że dobrze będzie, jeśli w ogóle cokolwiek napisze. 

Tego dnia kolejny raz poczuła się zaskoczona. Pisało się jej znakomicie, 

zaś  w  momencie  przekroczenia  progu  swojego  gabinetu  zapominała  o 
osobistych  kłopotach.  Jej  pracownia  pozostała  miejscem  zastrzeżonym  dla 
twórczego wysiłku. 

Przez  cały  tydzień  kolejne  strony  powieści  pojawiały  się  w  tempie 

dwukrotnie szybszym niż zazwyczaj. Dwukrotnie! 

Dlaczego, zastanawiała się, wędrując po pokoju. 
Przystanęła,  obejmując  się  ramionami.  Odpowiedź  wydawała  się  prosta, 

choć, niestety, trudno było jej przyznać się do tego przed sobą. 

Przez długie lata podświadomie pozwalała, by praca zajmowała jej więcej 

czasu, niż było to konieczne. 

– Och, do czarta – szepnęła. 
Oskarżenia  Forresta  okazały  się  słuszne.  Uciekała  do  swojej  pracowni, 

przenosiła  się  w  świat  swoich  bohaterów,  zamiast  żyć  własnym  życiem. 
Ukrywała się w wyimaginowanej rzeczywistości niczym przestraszone dziecko. 

– Och, Jillian, coś ty zrobiła? 
Zraniła  mężczyznę,  który  ją  kochał  i  którego  uczucie  odwzajemniała. 

Odtrąciła  jego  miłość.  Przyszłość  znów  jawiła  się  w  ponurych  barwach.  Nie 
będzie  ani  ślubu,  ani  przestronnego,  tętniącego  gwarem  domu,  nie  będzie 

background image

maleństwa, owocu ich miłości. 

Jej oczy wezbrały łzami i Jillian przeszła do salonu, by popatrzeć na blask 

płonącego  w  kominku  ognia.  Teraz  wszystko  wydawało  się  jasne.  Już  w 
dzieciństwie świat fantazji był jej azylem, gdzie mogła uciec przed smutkiem i 
samotnością. 

Kiedy  odważyła  się  porzucić  swój  bezpieczny  kokon  i  wyjść  za  mąż, 

została  zdradzona  i  poniżona.  Wróciła  więc  do  świata  pozorów,  gdzie  nie 
istniało ryzyko, a o wszystkim decydowała ona sama. 

Dawno  już  powinna  była  wydorośleć  i  zacząć  zachowywać  się  jak 

dojrzała  kobieta,  za  którą  przecież  się  uważała.  Musi  zebrać  w  sobie  odwagę  i 
odegnać w zapomnienie złe mary przeszłości. 

Jillian pociągnęła nosem i otarła płynącą po policzku łzę. 
Będzie  odtąd  nowym  człowiekiem,  kobietą  gotową  przyjąć  wyzwania, 

jakie stawiało życie, w pełni z niego korzystać i cieszyć się tym, co oferowało. 

Ale nie będzie z mężczyzną, którego kochała! 
– Och, do czarta! – zawołała, starając się opanować szloch. – Kocham go, 

chcę  spędzić  z  tym  mężczyzną  resztę  życia.  Chcę  urodzić  mu  dziecko,  dwoje 
dzieci,  czworo,  całą  gromadę  dzieci.  Pragnę  tego  wszystkiego,  ale  jest  już  za 
późno. Straciłam szansę. I wszystko to moja wina. 

Jeśli  nie  przestanie  gadać  do  siebie,  wkrótce  znajdzie  się  w  specjalnym 

domu z okratowanymi oknami, gdzie mieszkają podobni jej dziwacy. 

Nagle poderwała się z kanapy i zmrużyła oczy. 
Dość, musi pokonać swego największego wroga, samą siebie. Tym razem 

nie podda się bez walki. 

Siadając  na  kanapie,  przymknęła  oczy  i  zaczęła  obmyślać  plan.  Miała 

przecież  bujną  wyobraźnię! Czas  wykorzystać  ten talent  w prawdziwym  życiu. 
Bohaterka  postanowiła  odzyskać  względy  ukochanego.  Zwycięstwo  będzie 
należało do niej. 

 
Kilka  dni  potem,  późnym  popołudniem  Michael  przystanął  przy  biurku 

brata w MacAllister Architects Incorporated. 

– Forreście? 
– O co chodzi? 
– Widzisz moją twarz? Forrest podniósł wzrok na brata. 
– Wygląda równie paskudnie jak zawsze. Co jeszcze chcesz wiedzieć? 
–  Czy  pamiętasz,  co  to  takiego?  –  zapytał  Michael,  wskazując  na  swoje 

usta. – To nazywa się uśmiech. Przypominasz sobie? 

Forrest skupił uwagę na leżącym przed nim katalogu. 
– Nie. – Zerknął na zegarek. – Skończyłem pracę. Wychodzę. 
– Nie – zaprotestował Michael. – Nie wolno ci jeszcze wyjść. 
– Dlaczego nie? 

background image

– Może zadzwonić telefon. 
–  Zdaje  się,  że  w  celu  odbierania  telefonów  zatrudniliśmy  sekretarkę.  – 

Forrest wstał. – Mam nadzieję, że nie przekazałeś Bobby’emu genu dziwactwa. 
Biedny  chłopiec.  To  byłoby  fatalne  obciążenie.  Z  tobą  na  pewno  nie  wszystko 
jest w porządku, Michaelu. 

Na biurku Forresta odezwał się telefon. 
–  Aha.  –  Michael  wskazał  palcem  aparat.  –  Zadzwonił.  Należy  słuchać 

tych, którzy są od ciebie starsi i mądrzejsi, Forreście. 

– Bzdura. 
– Odbierz ten telefon! 
Forrest  obrzucił  brata  gniewnym  spojrzeniem,  a  potem  podniósł 

słuchawkę. 

– MacAllister Architects Incorporated, słucham? 
– Forrest? Tu Andrea. 
– Cześć, Andreo. Jak tam brzdące? 
– Pierwszy punkt planu – mruknął pod nosem Michael – mamy z głowy. 
–  Maleństwa  są  cudowne  –  powiedziała  Andrea.  –  Chociaż  wolałabym, 

ż

eby  częściej  sypiały  w  tym  samym  czasie.  Na  razie,  kiedy  Matt  zasypia, 

natychmiast budzi się Noel. 

–  Porozmawiam  z  nimi  na  ten  temat  –  obiecał  Forrest.  –  Na  pewno 

posłuchają wujka Forresta. 

–  Dziękuję.  Nie  wychodzisz  przypadkiem  z  biura?  To  znaczy,  zupełnie 

nie orientuję się, jak teraz pracujecie. Czy miałam może akurat nieco szczęścia? 

– Owszem, właśnie zbierałem się do wyjścia. 
–  Ale  mi  się  udało!  Jeśli  nie  masz  na  dzisiaj  żadnych  planów,  czy 

mógłbyś wyświadczyć mi drobną przysługę? 

–  Andreo,  od  dnia  twoich  urodzin  nie  potrafiłem  ci  niczego  odmówić  i 

wiesz dobrze o tym. A więc o co chodzi? 

– Jesteś taki kochany. John wraca dzisiaj późno i Deedee zaprosiła mnie 

do  baru na  hamburgery.  Nie  masz  nawet pojęcia,  jak  atrakcyjny  wydaje  mi  się 
ten pomysł, zwłaszcza że Matt i Noel nie będą mogli zepsuć mi swoim płaczem 
tej wspaniałej uczty. Czy zgodziłbyś się przyjść i pobyć trochę z bliźniakami? 

– Ja? Andreo? Nie mam pojęcia o tym, jak opiekować się niemowlętami. 
–  Niczego  nie  będziesz  musiał  robić.  Zastaniesz  dzieci  nakarmione, 

przewinięte i pogrążone w głębokim śnie. Obiecuję. 

– Tak, z pewnością – zgodził się bez entuzjazmu. 
–  Przecież  to  dzięki  nim  wygrałeś  zakład.  Myślisz,  że  moje  maleństwa 

spłatałyby jakiegoś figla swojemu ukochanemu wujkowi? 

Forrest westchnął. 
– Och, muszę być chyba szalony, ale zrobię to. Tak naprawdę to w ogóle 

nie  powinienem  odzywać  się  do  ciebie  i  Deedee  po  tych  nieudanych  swatach. 

background image

Wasza misja dobrej woli zakończyła się totalną klęską. 

–  Przepraszam,  Forreście.  Obu  nam  jest  naprawdę  ogromnie  przykro  z 

powodu tego, co zaszło lub raczej nie zaszło między tobą a Jillian. 

– Nie chcę o tym rozmawiać. Będę u ciebie za godzinę. 
– Cudownie. Zostawię drzwi otwarte, więc po prostu wejdź. Chciałabym 

skończyć makijaż. Muszę wyglądać szałowo. 

– Ponieważ wybierasz się do baru? 
– Matki bliźniaków cieszą się każdą chwilą swobody. Nawet idąc do baru, 

pragną zrobić się na bóstwo. 

– Skoro tak twierdzisz. 
–  Twierdzę.  Do  zobaczenia  wkrótce,  Forreście.  Andrea  odłożyła 

słuchawkę i z triumfem w głosie zwróciła się do przyjaciółki. 

– Punkt drugi planu zrealizowany. 
– Fantastycznie – ucieszyła się Deedee. 
Któregoś wieczoru ona i Jillian odbyły długą rozmowę przed kominkiem, 

której wspomnienie wywołało teraz uśmiech na twarzy Deedee. 

Jillian  opowiedziała  jej  wówczas  smutną  historię  swego  małżeństwa  i 

wyznała,  że  chciałaby  wyzwolić  się  wreszcie  spod  władzy  złych  wspomnień. 
Mówiła też o swojej pracy  i o Forreście,  a  blask  jej  oczu  świadczył  o tym,  jak 
bardzo pokochała tego mężczyznę. 

Tamta noc bardzo zbliżyła je do siebie. 
– Nasz plan się powiedzie. Musi. 
 
Z powodu korków na drogach Forrest jechał bardzo wolno, co wzmagało 

jego irytację. Czekając na kolejnym skrzyżowaniu, niecierpliwie bębnił palcami 
po kierownicy. 

Ś

wiatło zmieniło się i Forrest nacisnął na gaz. 

Oczywiście  zrozumiał  aluzję  Michaela.  W  ten  niekoniecznie  subtelny 

sposób  Michael  chciał  dać  mu  do  zrozumienia,  że  martwi  go  ponury  nastrój 
brata. 

Dobrze więc, popracuje nad sobą. 
Jego  rodzina nie  jest  przecież  winna temu,  że  okazał się  nieudacznikiem 

ż

yciowym, który obdarzył uczuciem niewłaściwą kobietę. 

To  nie  ich  wina,  że  nie  mógł  spać,  nie  miał  apetytu  i  czuł  się  bardzo 

nieszczęśliwy. 

To nie ich wina, że wciąż kochał Jillian Jones-Jenkins. 
Nie,  to  nie  do  końca  było  prawdą.  Kochał  Jillian,  lecz  tę,  której  obraz 

nosił w sercu, a nie rzeczywistą kobietę, tak niepodobną do istoty z jego marzeń. 

Miał nadzieję, że czas zaleczy rany, pomoże mu przywyknąć do pustki i 

samotności. Być może kiedyś zapomni o tym, że został zdradzony i oszukany. 

Forrest zaparkował samochód przed domem Andrei i wysiadł. W ostatniej 

background image

chwili,  przypominając  sobie  instrukcje  Andrei,  cofnął  dłoń,  którą  dotykał  już 
dzwonka. 

–  Robi  się  na  bóstwo,  by  wstąpić  do  baru.  Kobiety  to  naprawdę  istoty 

zadziwiające. 

W  holu  zatrzymał  się  na  chwilę  i  ze  zdziwieniem  wciągnął  w  nozdrza 

powietrze. 

Mógłby  przysiąc,  że  wyczuwa  zapach  pieczonego  kurczaka,  ale  to  było 

zupełnie  nieprawdopodobne.  Po  co  ktoś  szykujący  się  do  wyjścia  na 
hamburgerową ucztę miałby piec kurczaka? 

Nie,  z  pewnością  się  mylił.  To  głód  podsunął  mu  tę  myśl  o  chrupiącym 

kurczaku. 

Przechodząc  do  salonu,  Forrest  zdjął  krawat  i  wsunął  go  do  kieszeni. 

Potem zdjął marynarkę i zawiesił ją na oparciu krzesła. 

–  Hej,  Andreo,  twoja  niania  już  przyszła,  by  czuwać  nad  śpiącymi 

maleństwami.  Zwróć  uwagę  na  słowo  „śpiącymi”,  siostrzyczko.  Czy  jesteś 
wystarczająco  piękna,  by  wybrać  się  do  baru?  –  Zamilkł  na  moment.  –  Hej, 
gdzie się ukrywasz, mała? 

– Witaj, Forreście – usłyszał za sobą czyjś głos. Obrócił się szybko, a w 

jego oczach odmalowało się zdumienie. 

Otworzył  usta,  by  coś  powiedzieć,  lecz  stwierdził,  że  brakuje  mu 

powietrza i musi najpierw odetchnąć. 

– Jillian? – zapytał z niedowierzaniem. 
– Tak, Forreście, to ja... Jillian. 
W milczeniu patrzył na nią, a jego serce łomotało w piersi gwałtownie. 
Miała  na  sobie  dżinsy,  czerwoną  koszulkę  ozdobioną  podobizną 

różowego  słonia  i  czerwone  skarpetki.  Była  najatrakcyjniejszą  wśród  znanych 
mu kobiet. Wydawała się samym uosobieniem piękna. Och, Boże, jak bardzo ją 
kochał. 

Zrobił  krok  w  jej  stronę,  po  czym  przystanął,  a  jego  czoło  przecięła 

głęboka zmarszczka. 

Spokojnie,  MacAllister,  ostrzegał  sam  siebie  w  duchu.  Myśl  trochę, 

idioto.  Nie  miał pojęcia, skąd  i po  co  zjawiła  się tutaj ta  kobieta,  ale  lepiej,  by 
pamiętał, że to właśnie ona wykorzystała go i oszukała. Po raz drugi śliczna pani 
Jones-Jenkins nie nabierze go na swoje sztuczki. 

– A więc o co chodzi? – zapytał, starając się nie okazywać wzruszenia. – 

Czy wybierasz się razem z Andreą i Deedee na hamburgera i frytki? 

– Nie. Andrei nie ma w domu, Forreście. Dzwoniła do ciebie z księgarni 

Deedee.  Jestem  tutaj  tylko  ja  i  dzieci.  Z  różnych  przyczyn  ty  i  ja  będziemy  tu 
dzisiaj sami. 

Aha,  pomyślał  Forrest,  kolejny  spisek.  Najpierw  Michael  i  jego 

dziwaczne  żądanie,  by  nie  wychodził,  dopóki  nie  odezwie  się  telefon,  a  potem 

background image

prośba  Andrei,  żeby  został  z  bliźniakami.  W  jej  mieszkaniu  czekała  na  niego 
Jillian,  która  najwyraźniej  zaplanowała  to  wszystko,  gdyż  z  jakichś  powodów 
zapragnęła spotkać się z nim sam na sam. 

O co im wszystkim chodzi? 
Czego chce Jillian? 
Postanowił dowiedzieć się tego. 
Tym  razem  na  szczęście  miał  nad  Jillian  przewagę.  Wiedział,  że  został 

zwabiony  podstępem.  Zachowa  szczególną  ostrożność.  Posłucha  głosu 
rozsądku, a nie serca. 

– Dobrze. – Skinął powoli głową. – Proszę powiedzieć, o co chodzi, pani 

Jones-Jenkins. 

Uff! Jillian odetchnęła z ulgą. Forrest nie zamierzał obrócić się na pięcie i 

wyjść stąd natychmiast. Nie uśmiechał się – tak bardzo chciałaby zobaczyć jego 
cudowny uśmiech – ale też nie okazywał jej otwarcie niechęci. Jej plan musiał 
się powieść, po prostu musiał. Tak bardzo go kochała. 

– Czy możemy usiąść? – spytała. 
–  Jak  sobie  życzysz  –  odparł  obojętnym  tonem.  Usiadł  na  krześle,  zaś 

Jillian opadła na kanapę naprzeciw niego, wdzięczna, że jej drżące nogi doniosły 
ją aż tak daleko. 

–  Forreście  –  zaczęła  nieśmiało  –  przez  ostatni  tydzień  co  dzień 

przychodziłam tutaj. 

Skrzyżował ramiona. 
– Po co? 
Jillian  patrzyła  na  niego  przez  długą  chwilę.  Bliskość  Forresta,  jego 

męska  uroda  znów  wzbudzały  w  niej  pożądanie.  Wstrzymała  oddech,  gdy  jej 
spojrzenie  zatrzymało  się  na  mocnych,  pięknie  umięśnionych  ramionach. 
Doskonale pamiętała, jak dobrze jest znaleźć się w ich objęciu. 

A  jego  usta...  Och,  wielkie  nieba.  Nagle  oblała  ją  fala  gorąca.  Jak 

cudowny był dotyk jego rąk. 

Przestań, Jillian, strofowała się w myśli. Masz do wypełnienia niezwykle 

trudną misję, która wymaga rozważnego działania. 

–  Jillian  –  głos  Forresta  wyrwał  ją  z  zamyślenia  –  pytałem,  po  co 

przychodziłaś  tutaj  każdego  dnia.  –  Zmarszczył  brwi.  –  Twoje  wakacje  dawno 
się skończyły. Jak znalazłaś na to czas? W twoim życiu przecież nie ma miejsca 
dla  nikogo  i  niczego,  kiedy  jesteś  w  trakcie  pisania  powieści,  pamiętasz? 
Przecież zawsze tak twierdziłaś. 

Skinęła głową. 
– Tak, zawsze to powtarzałam i było to jak najbardziej zgodne z prawdą... 

wtedy. 

Ich rozmowa zadecyduje o wszystkim. To ostatni punkt planu. Ta chwila 

przesądzi o jej przyszłości. 

background image

Wzięła głęboki oddech, wyprostowała się i uniosła głowę. 
– Wiem, co czujesz. Uważasz, iż cię zdradziłam, wykorzystałam, że byłeś 

dla mnie tylko kimś, kto urozmaicał mi chwile wypoczynku. 

W twarzy Forresta było napięcie, lecz nie odezwał się. 
–  Poproszono  mnie,  bym  spełniła  wobec  ciebie  dobry  uczynek,  i  tobie 

także zlecono podobną misję. Pomysł Andrei i Deedee, by w ten sposób zbliżyć 
nas do siebie, wynikał z troski o nas. 

–  Rozumiem  to  i  nie  mam  do  nich  pretensji.  Ty  jednak  jesteś,  jak 

sądziłem,  osobą  wystarczająco  wrażliwą,  by  zauważyć,  że  dzieje  się  coś 
wyjątkowego i ważnego. Jestem przekonany, że doskonale wiedziałaś, iż się w 
tobie  zakochałem,  lecz  nic  cię  to  nie  obchodziło.  Kontynuowałaś  swoją  grę, 
ponieważ zostało ci kilka dni wakacji, które pragnęłaś czymś zapełnić. 

– Nie! To nieprawda. Och, Forreście, wiem, co  myślisz. Wciąż słyszę te 

słowa, które wypowiedziałam podczas naszego ostatniego spotkania. 

Forrest  przesunął  ręką  po  włosach,  potem  pochylił  się  do  przodu  i 

opierając łokcie na kolanach, ukrył twarz w dłoniach. 

–  Ja  także  pamiętam  każde  wypowiedziane  wówczas  słowo  –  wyznał 

cicho. – Chciałbym móc o tym zapomnieć. 

Łzy napłynęły do oczu Jillian, kiedy usłyszała pełne żalu słowa Forresta i 

zobaczyła ból malujący się na jego twarzy. 

–  Och,  Forreście,  nie  chciałam  cię  zranić  –  powiedziała,  z  trudem 

powstrzymując  się  od  płaczu.  –  Byłam  przerażona.  Przeszłość  więziła  mnie  w 
ż

elaznym uścisku, z którego nie umiałam się wyzwolić. Zachowywałam się jak 

dziecko, które boi się duchów istniejących jedynie w jego wyobraźni. Forreście, 
czy  słuchasz  mnie  uważnie?  Używam  czasu  przeszłego.  Pokonałam  te  zmory, 
Forreście, naprawdę wyzwoliłam się spod ich mocy. 

–  Cieszę  się...  ze  względu  na  ciebie  –  powiedział,  patrząc  na  nią  ze 

smutkiem.  –  Kiedyś  sądziłem,  że  twoja  przeszłość  to  jedyna  przeszkoda,  którą 
muszę  pokonać.  –  Potrząsnął  głową.  –  Myliłem  się.  Bestią,  której  nigdy  nie 
pokonam,  jest  twoja  kariera.  Ona  daje  ci  wszystko,  czego  pragniesz  i 
potrzebujesz. 

–  Oskarżałeś  mnie  –  ciągnęła  drżącym  głosem  –  że  uciekam  od 

rzeczywistości  w  świat  fantazji.  Mówiłeś,  że  boję  się  życia  i  jedynymi 
uczuciami, jakie przeżywam, są te, których doświadczają moi bohaterowie. 

–  Nie  powinienem  był  tego  mówić  –  stwierdził  zmęczonym  głosem.  – 

Czułem się zraniony, zagniewany i wyładowałem swoją złość na tobie. 

–  Forreście  –  ciągnęła  wzruszona  –  wszystko,  co  powiedziałeś,  było 

prawdą. 

– Co takiego? 
– Wiele dowiedziałam się o sobie od czasu naszej ostatniej rozmowy. Nie 

jestem  dumna  z  wniosków,  do  jakich  doszłam.  Ukrywałam  się  przed  życiem, 

background image

Forreście.  Szukałam  azylu  w  moim  pisarstwie,  które  dawało  mi  poczucie 
bezpieczeństwa,  chroniło  mnie  przed  prawdziwym  światem.  Po  naszym 
rozstaniu stało się to dla mnie jasne. 

–  I  co  z  tego  wynika? –  zapytał,  czując,  że  jego serce  nagle  zaczyna  bić 

jak  szalone.  Spokojnie,  MacAllister,  Jillian  nie  skończyła  jeszcze  mówić.  Nie 
usłyszał wszystkiego, co chciała mu powiedzieć. Nie powinien robić sobie zbyt 
wielkich nadziei, gdyż znów mogło spotkać go bolesne rozczarowanie. Ale tak 
bardzo ją kochał. – Mów dalej, Jillian. 

–  Jest  coś,  o  czym  chcę,  żebyś  wiedział.  Forreście,  uwierz,  że  kochałam 

cię głęboko jeszcze przed naszym rozstaniem. Ta miłość mnie przerażała. Choć 
poprzysięgłam sobie nigdy nikogo nie kochać, w moim sercu zrodziło się mocne 
i głębokie uczucie. Och, Boże, Forreście, tak bardzo się bałam! 

– Jillian! – Wstał powoli. 
– Nie, zaczekaj – powstrzymała go. – Proszę, pozwól mi skończyć. Dobry 

pisarz  musi być  zdyscyplinowany,  pisać  codziennie,  wiem  jednak,  że  bojąc  się 
opuszczać  swoją  kryjówkę,  poświęcałam  pracy  zbyt  wiele  czasu.  Moje  życie 
może  być  czymś  więcej  niż  tylko  robieniem  kariery.  Bo pragnę  czegoś  więcej. 
Pragnę  ciebie.  Kocham  cię,  Forreście  MacAllister.  Chcę  zostać  twoją  żoną  i 
matką naszych dzieci, słodkich, cudownych maleństw. Uniosła w górę rękę. 

– Ten plan, w którego realizacji pomagali mi Andrea, Michael i Deedee, 

wymyśliłam, żeby ci dowieść, że to, co mówię, jest najszczerszą prawdą. Masz 
powody, by mi nie wierzyć, ale modlę się o to i ufam, że zdołam cię przekonać o 
swojej miłości. Przychodziłam tu przez cały tydzień, żeby nauczyć się od Andrei 
pielęgnacji  niemowląt.  Chcę  być  naprawdę  dobrą  matką,  a  Andrea  okazuje  mi 
wiele  cierpliwości.  Nawet  nie  umiałabym  opowiedzieć,  jakie  to  wspaniałe 
uczucie opiekować się Noel i Mattem, trzymać ich w ramionach, kąpać, kołysać 
do  snu.  Wreszcie  udało  mi  się  pogodzić  ze  stratą  mojego  dziecka  przed  laty. 
Teraz patrzę z nadzieją w przyszłość, modląc się o to, by pewnego dnia przytulić 
do piersi nasze dziecko. – Po policzkach Jillian potoczyły się dwie łzy. 

–  Próbowałam  też  nauczyć  się  gotować,  lecz  Andrea  w  końcu  dała  za 

wygraną.  Chciałam  przygotować  dziś  dla  ciebie  obiad,  ale  znów  zapomniałam 
włączyć  piekarnik  i  kurczak  teraz  dopiero  zaczął  się  piec.  –  Westchnęła 
zrezygnowana. – W tej dziedzinie niewiele, niestety, zdziałam. 

– Jillian... 
–  Kocham  cię,  Forreście  MacAllister  –  powiedziała,  ledwie  opanowując 

łkanie. – Proszę, przebacz, że cię zraniłam. Swoim tchórzostwem naraziłam cię 
na cierpienie, ale kocham cię, Forreście. Proszę, uwierz mi. 

– Boże, pracowałaś tak ciężko i wykazałaś tak wiele odwagi. Odrzuciłaś 

przeszłość,  opuściłaś  swój  bezpieczny  azyl,  by  ofiarować  mi  swoją  miłość, 
zaufać mi. Nigdy – Forrest zamilkł na chwilę, gdy wzruszenie odebrało mu głos 
– nie zapomnę tej nocy i tego, jak cudownie obdarowałaś mnie dzisiaj. 

background image

Uśmiechnął się, nie próbując dłużej walczyć ze łzami. 
– Lady Jillian – zaczął tonem poważnym i uroczystym – jeśli spotka mnie 

ten  honor,  że  zechce  pani  łaskawie  przyjąć  moje  oświadczyny,  będę 
najszczęśliwszym  rycerzem  w  tym  kraju  czy  też  królestwie,  czy...  Och,  Jillian, 
proszę,  zostań  moją  żoną.  Nie,  zaczekaj  –  poprosił.  –  Zanim  odpowiesz,  także 
chciałbym ci o czymś powiedzieć. Ja również dojrzałem i zmieniłem się, Jillian. 
Szczerze wierzę, że małżeństwa pracujących zawodowo par mogą być wspaniałe 
i  szczęśliwe.  Kompromis!  To  wymaga  kompromisu.  Dlatego  pragnę  cię 
poinformować,  że  jestem  doskonałym  kucharzem  i  to  ja  będę  przygotowywał 
nasze  posiłki.  Och,  Jillian,  razem  poradzimy  sobie  ze  wszystkim,  nasza  miłość 
pomoże  nam  pokonać  wszelkie  przeciwności.  Czy  wyjdziesz  za  mnie? 
Odpowiedz, Jillian! Czy zostaniesz moją żoną i matką moich dzieci? 

– Och, Forreście, tak! 
W następnej chwili ich spragnione siebie usta spotkały się w pocałunku, a 

Jillian  przytuliła  się  do  Forresta.  Nagle  Forrest,  zaniepokojony,  uniósł  do  góry 
głowę. 

– Co to za hałas? – spytał. – Jakby pisk małych kociąt. Jillian roześmiała 

się. 

–  Bliźnięta  się  budzą.  Będą  domagały  się  zmiany  pieluszek  i  butelek. 

Najedzą  się,  znów  zostaną  przewinięte,  chwilę  pobawimy  się  z  nimi, 
ukołyszemy do snu i... 

–  Rozumiem  –  powiedział  z  uśmiechem.  –  Jesteś  ekspertem  w  tej 

dziedzinie. Chcę, żebyś pokazała mi wszystko, czego nauczyłaś się do tej pory. 
Sądzę  jednak,  że  przez  wzgląd  na  dobro  i  zdrowie  naszej  przyszłej  rodziny 
zabronię ci wstępu do kuchni. 

– Pogodzę się z tym. Och, Forreście, kocham cię. 
– Ja też kocham cię, lady Jillian. 
Obejmując  się  nawzajem,  wyszli  z  pokoju.  Wiedzieli,  że  są  to  ich 

pierwsze kroki ku wspaniałej, radosnej i wspólnej przyszłości. 

 
– To ty, Deedee? – Andrea upewniła się, trzymając przy uchu słuchawkę 

telefonu.  –  Udało  mi  się  wreszcie  kupić  przepiękną  suknię  na  ślub  Jillian  i 
Forresta.  Zamówiłam  też  śliczne  stroje  dla  bliźniąt.  Noel  będzie  aniołkiem,  a 
Matt elfem. 

–  Większość  gości  może  uznać  ten  pomysł  za  zwariowany,  ale 

wtajemniczeni będą wiedzieli, o co chodzi. Aniołek i elf! Wspaniale! 

– Zastanawiałam się też nad przyszłością. Jillian i Forrest z pewnością nie 

będą zwlekać z powiększeniem rodziny. To chyba niemożliwe, żeby Forrest po 
raz kolejny wygrał zakład. Jak sądzisz?