background image

Jeremy Belpois

Podziemny zamek

Tej nocy mija dok adnie dziesi  lat
od chwili, kiedy ujrza em j  po raz pierwszy, wi c my

,

e nadszed  ju  w

ciwy moment, aby o tym opowiedzie .

eby ujawni  wszystkie niewiarygodne zdarzenia, których byli my  wiadkami.

Turni Ishiyama, Ulrich Stern, Odd Della Robbia
i ja, Jeremy Belpois. Ylo i oczywi cie Aelita.
Nie ma dnia,  ebym nie my la  o Aelicie.
Ta historia jest dla nich wszystkich, dla moich przyjació .
ale przede wszystkim jest dla ciebie.
Kto wie, czy jeszcze s uchasz...
Jeremy

background image

WST P

Jest rok 1985. Francja. Genialny profesor Waldo Schaeffer i jego  ona Anthea

pracuj  przy  ci le tajnym mi dzynarodowym projekcie o nazwie Kartagina. Profesor
Shaeffer postanawia wycofa  si  z projektu, kiedy spostrzega,  e jego celem jest
stworzenie nowej,  mierciono nej broni. Ta decyzja ma nieodwracalne konsekwencje.

Anthea Schaeffer zostaje porwana przez nieznanych sprawców. Profesor ucieka

razem z trzyletni  córeczk  Aelit . Znajduje prac  jako nauczyciel przedmiotów  cis ych
w gimnazjum Kadic we Francji. Przybiera fa szywe nazwisko Franz Hopper i na w asn

, potajemnie prowadzi do wiadczenia. W podziemiach starej fabryki niedaleko od

szko y buduje superkomputer i tworzy wirtualny  wiat, zwany Lyoko, który ma s
jako antidotum na Kartagin . Jednak po kilku latach odnajduje go organizacja, dla której
pracowa .

W  1994  roku  Waldo  Schaeffer  wraz  z  ci ko  rann   córk   chroni  si   w   wiecie

wirtualnym Lyoko i wy cza superkomputer. Aelita ma wtedy dwana cie lat.

Wiele lat pó niej w gimnazjum Kadic uczy si  Jeremy Belpois. Ma trzyna cie lat,

ma o przyjació  i wrodzony talent informatyczny. Jeremy odkrywa star  fabryk
po czon  z Kadic za pomoc  podziemnych przej . Odnajduje opuszczony
superkomputer i w cza go ponownie.

W ten sposób spotyka Aelit , która przez te wszystkie lata by a uwi ziona w

Lyoko i ma nadal dwana cie lat. Przy pomocy swoich przyjació , Ulricha, Odda i Yumi,
Jeremy materializuje Aelit  w  wiecie realnym. Od tej chwili pi tka przyjació  podejmuje
zaciek  walk  z Xan , okrutn  sztuczn  inteligencj , która opanowa a Lyoko.

Po wielu trudach i niezwyk ych przygodach w wirtualnym  wiecie Xana zostaje

pokonany dzi ki po wi ceniu Franza Hoppera, który 

 wewn trz Lyoko w formie kuli

energii. Przyjacio om nic ju  nie grozi.

Albo przynajmniej tak im si  wydaje.
21 grudnia, kilka miesi cy po zwyci stwie nad Xan  i  mierci Hoppera, Aelita

traci nagle pami . Z tego powodu, zaraz po przerwie bo onarodzeniowej, jej przyjaciele
postanawiaj  zebra  si  w willi o nazwie Pustelnia, w której Aelita mieszka a w
przesz

ci, i pomóc jej odzyska  stracone wspomnienia.

Pi tka nastolatków zaczyna bada  tajemnice Pustelni i odkrywa tajny pokój.

Wewn trz znajduj  wiadomo  nagran  przez profesora. Opowiada on cz ciowo o
swoich losach, pozostawiaj c jednak wiele tajemnic.

W nagraniu Hopper powierza Aelicie misj  odnalezienia matki i prosi j , aby

strzeg a z otego medalionu. By  to podarunek,.który dosta  od Anthei w dowód mi

ci.

Tymczasem Xana odzyskuje stopniowo si y i opanowuje dziewczynk  ze Stanów

Zjednoczonych, Ev  Skinner.

Nied ugo potem Eva pojawia si  w Kadic.
Jeremy, Ulrich, Odd i Yumi postanawiaj  pomóc Aelicie w poszukiwaniu mamy.

 bardzo pewni siebie. My

,  e jako jedyni znaj  histori  Hoppera i Lyoko. Wierz ,  e

nie grozi im  adne niebezpiecze stwo i  e Xana ju  nie istnieje.

Myl  si  jednak.

background image

PROLOG
TAJEMNICZE MIASTO

Widzi przed sob  miasto z

one z wysokich szczytów. Mi dzy nimi s

ciemniejsze miejsca, w których znajduj  si  kosmodromy. Kolorowe ulice wij  si
mi dzy wie ami. Ko o budynków przelatuj  nieliczne statki. Jest spokój, nie wida
nikogo. W tym mie cie nie ma ludzi. Ch opiec pojawia si  znik d. Powietrze si
zag szcza, zamarza w okre lonym miejscu i oto ch opiec ju  tu jest. Sk ada palce i
zaczyna lecie , zwi ksza pr dko  i nurkuje w dó . L duje na jednej z wielkich ulic,
które prowadz  do Muru. Powierzchnia ulicy nieznacznie si  ugina,  eby z agodzi
uderzenie. Ch opiec zaczyna biec. Nie mo e si  doczeka , kiedy poka e swojej
przyjació ce nowe miejsca, które odkry . Uwielbia lata  z ni  po opustosza ych ulicach,
zapuszcza  si  do parków i do pustych sklepików, w których mog  bra  do r ki to, na co
maj  ochot  i wymy la  sobie ci gle nowe zabawy.

Jego przyjació ka mówi,  e miasto wygl da super, ale jest puste. Ch opiec nie

rozumie, o co jej chodzi. Przecie  jest on, s  sztuczne inteligencje, jest Profesor. Kogo
jeszcze brakuje?

My

c o Profesorze, ch opiec czuje si  troch  winny. Profesor nie chce,  eby

ch opiec przybiera  ludzk  posta , mówi,  e to strata energii. Ale on chcia by cho  troch
przypomina  swoj  przyjació

, która ma ludzki kszta t. Potem mo e si  przekszta ci w

jedno z tych ma ych stworzonek, które j  rozweselaj . Ona nazywa je „ptaszkami”.

Ulica porusza si , przechylaj c w stron  ch opca. Chropowata powierzchnia staje

si  g adka i przezroczysta jak szk o. Ch opiec ze lizguje si , zeskakuje na ziemi  i
zaczyna biec. Nagle wyrasta przed nim sztuczna inteligencja kontrolera ruchu ulicznego.
Jest to wysoka metalowa tyczka o trzech  wiec cych oczach, które s  ustawione na
czubku. Jedno z nich jest czerwone. Drugie 

te. Trzecie zielone. Blokuje mu drog

ko cistym ramieniem. Jej najwy ej po

one oko  wieci si  na kolor ciemnoczerwony.

Kiedy rozpoznaje ch opca, zapala si

te oko.

- Pan przekracza dozwolon  pr dko  - oznajmia sztuczna inteligencja. - Mo e

pan zwolni ?

Ch opiec potrz sa przed ni  r

: ODMOWA AUTORYZACJI. Oko kontrolera

natychmiast staje si  zielone. Istota si  odsuwa,  eby przepu ci  ch opca.

- W porz dku. Prosz  i .
Ch opiec biegnie tak szybko,  e a  budynki zaczynaj  si  zlewa  w jedn  barwn

plam . Skacze, pokonuje wielki most ze spl tanych kabli, spada znowu na ulic  po
drugiej stronie. Widzi sztuczn  inteligencj  przenosz

 informacje. Przypomina ona

wielkie, zgniecione jajko i  lizga si  z du  pr dko ci . To musi by  wa na sztuczna
inteligencja, która prawdopodobnie pracuje dla Profesora. Mo e j  wykorzysta .
Ch opiec wskakuje na ni  i przez jego palce przep ywa niewielki  adunek elektryczny.
Przytrzymuje si  r koma jej powierzchni,  eby nie spa . Pierwsze skrzy owanie. Drugie
skrzy owanie. Ch opiec zeskakuje i przenosi si  na sztuczn  inteligencj  odpowiedzialn
za utylizacj  odpadów. Jest troch  wolniejsza, ale idzie w dobrym kierunku. Mur si ga a
do samego nieba. Jest zbudowany z czarnych cegie . Za ka dym razem, gdy ch opiec
dotyka jego powierzchni, mi dzy opuszkami jego palców a Murem pojawiaj  si  b yski

wiat a. Mur, który otacza miasto, odpycha ch opca. Nie mo na przelecie  nad nim ani

przez niego.

background image

W Murze jest tylko jedna brama, ale teraz jej wielkie skrzyd a s  zamkni te.

Ch opiec opiera o nie d

 i na ekranie, który zjawia si  znik d, przez chwil

wiec  si

cztery litery. Jest to imi  ch opca, którego on nie zna. Brama rozpada si  na male kie
okruchy. Chwil  wcze niej tu by a, a teraz jej nie ma. Za progiem ch opiec widzi d ugi
zwodzony most, który niknie na horyzoncie. Unosi si  nad pustk , za miastem nie ma nic
- ani fosy, ani doliny, ani drogi. Tylko most zawieszony nad ciemno ci .

Czasami ch opiec próbowa  sobie wyobrazi ,  e przechodzi po tym mo cie.

Nigdy jednak nie pomy la ,  e naprawd  to zrobi. Nie zosta o to zapami tane w jego
instrukcjach. Patrzy na most i wie,  e jego przyjació ka przyjdzie stamt d, id c du ymi
krokami po tym wisz cym  uku. Nied ugo zobaczy jej delikatn  sylwetk . Wtedy on
wzbije si  w gór . Potem zobaczy burz  czerwonych w osów. I ten jej u miech.

Jego przyjació ka troch  si  spó nia, ale to nie szkodzi. Ch opiec mo e poczeka ,

miasto poradzi sobie chwil  bez niego. W ka dym razie inne cz ci ch opca lataj  teraz
nad pagodami, zapuszczaj  si  do kana ów, sprawdzaj , czy wszystko dobrze dzia a.
Wszystko to bez wysi ku, tak,  e on nie musi nawet pami ta ,  eby to robi .

Teraz jego przyjació ka jest ju  bardzo spó niona i ch opiec zaczyna si

niepokoi . Co si  sta o? Zawsze przychodzi a na spotkania punktualnie.

Czeka tak i czeka przed tym niesko czenie d ugim mostem. Co pewien czas zdaje

mu si ,  e j  widzi,  e widzi w oddali jej rude w osy obci te na pazia. Jego przyjació ka
ju  wi cej nie przyjdzie. Ale on o tym jeszcze nie wie.

background image

1
FACET Z DWOMA PSAMI

Nie cierpia  tam by . Nie cierpia  przeprowadzek. Fakt,  e praca zmusza a go do

przenoszenia si  mniej wi cej raz na tydzie , ani troch  tego nie zmienia .

Grigory Nictapolus wcisn  peda  gazu i jego pó ci arówka zwi kszy a pr dko

ze stu sze dziesi ciu do stu osiemdziesi ciu kilometrów na godzin . Silnik wy , ale

czyzna wiedzia ,  e mo e wciska  gaz a  do dwustu dwudziestu. Sam go podrasowa .

- Ju  nied ugo dojedziemy, pieseczki - zasycza  pó

osem, s ysz c za sob  cichy

warkot.

Skr ci , nie zwalniaj c, na pierwszym zje dzie z autostrady. By a trzecia w nocy i

po drodze nikt nie jecha . Wybra  automatyczn  bramk  i zap aci  gotówk , wsypuj c
gar  euro do otworu. Zacz  wje

 do miasta. Najpierw pojawi y si  pojedyncze

domy, potem magazyny przemys owe, a za nimi inne domy, budynki, dzielnice.

Samolot Grigory’ego wyl dowa  po po udniu. M czyzna mia  za sob  jedena cie

godzin lotu. Na lotnisku oczekiwa  go jego  cznik, niepozorny typ, który trzyma  na
smyczy dwa psy. Wr czy  mu p k kluczy. „To dla pana”, powiedzia  ów cz owiek.

Grigory bez s owa wzi  klucze i smycz.
Jecha  bez przerwy, zatrzymywa  si  tylko po to, aby pozwoli  psom

rozprostowa  ko ci. Teraz by  g odny i chcia o mu si  pi . By pi cy.

- Potem - powiedzia  do siebie. - Najpierw sko czmy robot .
Doszed  do wysokiej i w skiej willi z pocz tku XX wieku. Otacza o j  drewniane

ogrodzenie. Ogród by  pokryty  niegiem i wygl da  na zdzicza y. Na bramie znajdowa
si  napis: „Pustelnia”. Grigory cmokn  i pojecha  dalej: wróci tu pó niej.

Jecha  wzd

 ulicy, a potem dosta  si  na drugi brzeg rzeki. Na mo cie odwróci

si  i z zaciekawieniem spogl da  na wysepk , na której sta a opuszczona fabryka. Potem
zawróci  w kierunku wielkiego parku. Jecha  wzd

 ogrodzenia z pr dko ci  cz owieka

id cego na piechot .

Mi dzy drzewami widzia  czarne dachy po czonych ze sob  budynków: klasy,

pomieszczenia administracyjne, internat. To by o gimnazjum Kadic. Wygl da o
elegancko, jak elitarna szko a. Na ko cu ogrodzenia znajdowa a si  wielka brama z
kutego  elaza. By a zamkni ta. Z boku mia a dwie kolumny, na których widnia o god o.

Grigory Nictapolus u miechn  si  i wraz z dwoma psami wysiad  z samochodu.

Oddali  si  od niego na chwil . Potem wsiad  z powrotem. Gdy wraca , jeden z psów by
tak niespokojny,  e uczepi  si  z bami siedzenia pasa era i odgryz  kawa ek tapicerki.

czyzna pog aska  pysk zwierz cia.

- Zgoda, starczy tych ogl dzin.
Pó ci arówka wyjecha a z centrum na obrze a miasta i zatrzyma a si  przed

odosobnionym budynkiem otoczonym przerdzewia ym kolczastym drutem. Doro li nie
zauwa ali tego miejsca, a dzieci omija y je ze strachu.

- Luksusów to tu nie ma - powiedzia  do siebie Grigory. - Mistrz móg  mi znale

jakie  lepsze lokum.

Otworzy  bram  kluczami, które dosta  od  cznika na lotnisku, zaparkowa  w ród

wysokiej trawy i wypu ci  psy. By o to dwa ogromne, silne i agresywne rottweilery,
wyszkolone, aby atakowa  na rozkaz. Nazywa y si  Hannibal i Scypion.

background image

Grigory Nictapolus potar  swoj  poci

 twarz,  eby odegna  zm czenie. Potem

wzi  walizki ze skrzyni  adunkowej i zacz  wyci ga  sprz t.

W pokoju w internacie by o ch odno, ale po ciel Aelity lepi a si  od potu.

Dziewczynka obudzi a si , s ysz c szczekanie psów... takie samo jak w swoim  nie.
Mo e to pocz tek szale stwa.

Aelita wsta a, dotkn a bos  stop  zimnej pod ogi i zadr

a. W

a bluz . Z

okna pokoju wida  by o park ko o szko y. By o jeszcze ciemno, ale na niebie pojawi y si
ju  pierwsze oznaki  witu. Przy odrobinie wyobra ni mo na by o dostrzec zarysy
Pustelni - willi, która nale

a kiedy  do jej taty.

Czesa a przed lustrem p omiennorude w osy. Przed sob  widzia a dziewczynk ,

która  mia a  trzyna cie  lat,  ale  wygl da a  na  m odsz .  Mia a  oczy  podkr one  od  snu  i
delikatn  twarz, na której malowa  si  strach. Przez mgnienie oka zobaczy a w lustrze
swoje odbicie, które wygl da o tak jak w jej  nie. Mia o ono ró owe w osy, spiczaste
uszy elfa i dwie pionowe kreski makija u na policzkach. Kim by a naprawd ? Elit
Schaeffer, córk  Walda i Anthei, Aelit  Stones, podaj

 si  za kuzynk  Odda, uczennic

zapisan  do szko y Kadic, czy te  Aelit , dziewczynk -elfem, mieszkaj

 w wirtualnym

wiecie Lyoko?

„Przesta  o tym my le . Lyoko ju  nie istnieje”.
Dziewczynka wzi a z szafki nocnej komórk  i wybra a numer. Po siódmym

dzwonku us ysza a niewyra ny g os:

- Yyy... Halo?
- To ja.
- Aelita, co... - dziewczynka s ysza a, jak Jeremy po omacku szuka na szafce

nocnej swoich okularów, odrzuca ko dr , co  mu spada. - Która godzina?

- Czy mo esz przyj  do mnie? Prosz .
Jeremy nie odpowiedzia . Po pi ciu minutach ju  puka  do drzwi przyjació ki.
Gor ca czekolada z du  ilo ci  cukru. Ch opiec poszed  najpierw do automatu z

napojami na parterze internatu i wzi  dwie czekolady. By  uwa ny i troskliwy jak
zawsze. Powoli skosztowa  swojego napoju. Wygl da  na zmartwionego. Mia  blond

osy i okr

e okulary w czarnych oprawkach. By  ubrany we flanelow  pi am , na

któr  w po piechu w

 za du y we niany sweter. I mia  tak  min ...

- Z czego si

miejesz? - spyta .

Twarz Aelity si  rozja ni a.
- Z twojej miny. Jeste  zawsze taki powa ny.
- Nieprawda! - zaprotestowa  Jeremy. - Tylko  e w tej czekoladzie jest za ma o

cukru! Wiesz - ci gn  po chwili milczenia - my la em o tym i uwa am,  e powinna  si
przenie  do dwuosobowego pokoju. Z kole ank  nie b dziesz czu a si  w nocy taka
samotna.

Aelita pod wp ywem impulsu wzi a go za r ce i potrz sn a g ow .
- Nie.
- Dlaczego? Odk d wrócili my do Kadic, nie  pisz, a je li  pisz, budzisz si

wystraszona w  rodku nocy.

- Przejdzie.
- A koszmar? Znowu ten sam?
Aelita wypi a jednym  ykiem pó  czekolady.

background image

- Mniej wi cej - wymamrota a. - Pami tasz wideo nakr cone przez mojego ojca? I

zdj cia domu, z którego okien wida  by o góry?

Jeremy przytakn . Pod koniec ferii bo onarodzeniowych on, Aelita i ich

przyjaciele zebrali si  w Pustelni,  eby sp dzi  wspólnie jeden dzie  i pomóc Aelicie
odzyska  wspomnienia. Odkryli tajny pokój, znajduj cy si  w piwnicy willi, oraz
tajemnicze nagranie wideo zostawione przez profesora Hoppera, ojca Aelity. Ch opiec
obejrza  je przynajmniej ze sto razy.

Aelita ci gn a dalej:
-  We   nie  zawsze  widz   ten  dom.  Tata  pracuje  poza  domem,  a  mama  jest  w

swoim pokoju. Tylko  e potem...

- Twoja mama znika - doko czy  za ni  Jeremy.
- Tak. Biegn  do niej i znajduj  otwart  szeroko szaf , pot uczone szyby w oknie i

ubrania mamy rozrzucone po pod odze i podeptane. I czuj ,  e kto  jest w domu oprócz
mnie. Jest blisko i g

no oddycha. Boj  si ,  e mnie z apie, i...

-  Uspokój  si ,  Aelito.  Film  twojego  taty  musia   tob   wstrz sn .  To  s   tylko

fantazje.

- Mylisz si  - odpowiedzia a dziewczynka, patrz c przyjacielowi prosto w oczy. -

To nie tak. To s  wspomnienia, Jeremy. Wspomnienia, które wymaza am z pami ci. A
potem nagle w moim  nie pojawi  si  ogromny, czarny pies z zakrwawionym pyskiem.
Zacz  mnie goni . Obudzi am si , zanim zd

 mnie ugry ... i wydawa o mi si ,  e

ysz , jak psy szczekaj  w ogrodzie dok adnie pod moim oknem.

Jeremy wzi  j  za r

. By a zimniejsza od jego r ki. Aelita si  zaczerwieni a.

- No i co teraz? - zapyta a.
- Pójdziemy na  niadanie - odpowiedzia  ze  miechem. - Ale najpierw musz

skoczy  na chwil  do mojego pokoju.

- Po co?
- Nie mo emy przecie  pój  w pi amach.
Jeremy i Aelita ubrali si , poszli na  niadanie, a potem wspólnie udali si  na

szkolny dziedziniec. Spotkali tam swoich najlepszych przyjació , którzy tak e znali
tajemnic  Lyoko. To w

nie z nimi rozmawiali po nocach, kiedy nie mogli zasn . Odd

Della Robbia w dresie i z dziwacznie uczesanymi jasnymi w osami. Ulrich Stern, chudy i

ylasty, oparty o kolumn . Yumi Ishiyama o prostych kruczych w osach, bladej twarzy i

migda owych oczach, ubrana jak zawsze na czarno. Yumi by a jedyn  osob  z paczki,
która nie mieszka a w internacie, tylko razem z rodzicami i bratem w domu po

onym

niedaleko szko y. Wrzuca a w

nie monety do automatu do kawy, a za jej plecami Odd i

Ulrich chichotali, co  knuj c.

- Z czego si

miejecie? - zapyta  Jeremy, podchodz c do nich z Aelit .

- Z niczego - odpowiedzia  Odd, t umi c  miech. - Tylko  e Sissi... Ulrich... Hej,

ale macie podkr one oczy. Balowali cie do pó nocy?

- Tej nocy te  mi si

ni y koszmary - wyja ni a po piesznie Aelita.

Yumi próbowa a j  uspokoi .
- To przez ten tajny pokój z Pustelni. Film twojego ojca tob  wstrz sn .
Wzi a z automatu swoje cappuccino i plastikow

eczk  rozmiesza a cukier.

Najwy sza z ca ej paczki, przewy sza a Ulricha o par  centymetrów. By a tak szczup a i
wiotka,  e trudno by o j  sobie wyobrazi  w stroju wojowniczki. Mimo to odznacza a si
si   i  umia a  walczy .  Ulrich  nie  móg   si   oprze ,   eby  nie  obserwowa   jej  spod  oka.

background image

Yumi nigdy nie okazywa a emocji i nie odzywa a si  za wiele, tak samo jak on. Dlatego
czuli si  dobrze razem. Z tego powodu, a mo e jeszcze z innego.

Odwróci  wzrok.
- Dobrze,  e znale li my to nagranie. Teraz mamy wszystkie wskazówki i nowy

trop - powiedzia .

- Wszystkim  ni  si  z e sny, Aelita - doda  Odd. - Nie trzeba tylko ich bra  na

serio. A teraz idealna pora na drzemk , mamy histori !

- Nie gadaj g upot, Odd - uciszy  go Ulrich. - Szybko albo si  spó nimy.
- Te  musz  spada , zosta o mi zadanie z matematyki - zawtórowa a mu Yumi,

która by a od nich o rok starsza i chodzi a do innej klasy.

- To nara! - po egna  j  Ulrich i si  u miechn .
Ulrich, Odd, Jeremy i Aelita spó nili si  na lekcj  ca e pi  minut i wbiegli do

klasy, gdy nauczycielka zamyka a ju  drzwi. Szybko jednak zatrzymali si  jak wryci
przed korpulentnym dyrektorem Delmasem, który obserwowa  ich zza szkie  okularów.

- O której to godzinie wchodzi si  do klasy?
Jeremy próbowa  co  wyja ni , potem odwróci  si  do Odda i zobaczy ,  e

przyjaciel wygl da, jakby w niego piorun strzeli . Ale nie patrzy  na pana Delmasa.
Patrzy  na kogo , kto sta  tu  obok dyrektora. Dziewczynka. Niezbyt wysoka, z krótkimi
blond w osami, opalon  twarz  i wielkimi niebieskimi oczami. Nie by a z ich szko y, bo
inaczej  Jeremy  by  j   pami ta .  I  wygl da o  na  to,   e  Odd  zakocha   si   w  niej  od
pierwszego wejrzenia.

- Della Robbia, co tak stoisz? - obudzi  go rozkazuj cy ton dyrektora. - Wszyscy

na swoje miejsca, migiem.

Dzieci znalaz y si  w swoich  awkach, nauczycielka zasiad a za katedr . Pan

Delmas odchrz kn , tak jak przed oficjalnym wyst pieniem.

- A zatem - zacz  - to przykre,  e nie uda o si  jej przyjecha  tydzie  temu, kiedy

zacz y si  lekcje, ale lepiej pó no ni  wcale, prawda? No wi c, dzieci, mi o mi
przedstawi   wam  now   kole ank ,  która  b dzie  z  wami  chodzi   do  naszej  szko y.  Oto
Eva Skinner.

- Mi o mi - wymamrota a dziewczynka, wpatruj c si  w jaki  punkt przed sob .
- To mnie jest mi o! - krzykn  Odd na ca e gard o, podczas gdy reszta klasy

milcza a.

Wszyscy wybuchn li  miechem i ch opiec zrobi  si  czerwony jak burak.

Dyrektor szybko uciszy  dzieci.

- Jestem przekonany,  e b dzie ci mi o, Odd, dzi kuj  za wypowied . A wi c Eva

dopiero przyjecha a ze swoimi rodzicami ze Stanów Zjednoczonych. Z jakiego miasta?

Dziewczynka bez s owa wpatrzy a si  w dyrektora.
Pan Delmas u miechn  si  pob

liwie.

- Chyba nie rozumie jeszcze dobrze naszego j zyka. Sk d jeste , Evo? - zapyta ,

wymawiaj c wolno ka de s owo.

- Ze Stanów Zjednoczonych - odpowiedzia a Eva, nie patrz c na niego.
Mówi a po francusku z dziwnym akcentem. Jeremy spojrza  na Odda. Ten gapi

si   na  Ev   jak  os upia y,  z  otwart   buzi   i  g upi   min .  Ulrich,  który  siedzia   z  nim  w

awce, musia  d gn  go  okciem w bok,  eby go sprowadzi  na ziemi .

- Có , zak adam,  e pó niej nam opowiesz o swoim mie cie - teraz dyrektor

odwróci  si  znowu w stron  uczniów. – Chc , aby cie przyj li Ev  z entuzjazmem. Nie

background image

dzie nocowa  w internacie, jej rodzice mieszkaj  niedaleko, ale pami tajcie,  e dzisiaj

przyjecha a nowa kole anka, gotowa zacz  swoj  d ug  podró  do krainy wiedzy...

Odd zauwa

,  e Jeremy go obserwuje i porozumiewawczo wzniós  oczy. Jego

twarz mówi a: „Ona jest pi kna!”.

- ...krótko mówi c, pomó cie jej si  zintegrowa  i b

cie dla niej mili. Pan Della

Robbia niech pami ta,  e nie mo e by  za mi y.

Kolejny ogólny wybuch  miechu.

Grigory Nictapolus nie posprz ta  - nie mia  na to czasu. Pod og  pomieszczenia

stanowi   tylko  go y  beton,  po  którym  przetacza y  si   dwa  psy.  Hannibal  i  Scypion,
rozrywaj c z bami surowe mi so, walczy y o  wiartk  wo u.

Grigory z

 przywieziony sprz t i zd

 nawet przespa  si  przez dwie

godziny. Salon zmieni  wygl d. Na  cianach znalaz y si  teraz kable elektryczne,
przyczepione za pomoc  czarnej ta my klej cej. Na ziemi sta y dwa wielkie monitory.
Jeden z nich mia  czterdzie ci dwa cale i by  produkcji chi skiej. Wokó  niego sta o
dwana cie mniejszych monitorów. Poza tym na dachu Grigory za

 dwie anteny

paraboliczne; zamontowa  je tak,  eby nie by o ich wida  z ulicy. Dwie mniejsze anteny
postawi  w domu. Dalej - jedn  anten  krótkofalow  dzia aj

 na niskich

cz stotliwo ciach, skaner do wychwytywania transmisji z radiowozów policyjnych,
komputer pod czony do monitorów, dwa inne oddzielne komputery, no i oczywi cie

cze internetowe.

Przyniós  te wszystkie rzeczy, a w pó ci arówce zosta y jeszcze trzy zamkni te

skrzynie. Dwie z nich wype nia y kamery wideo i aparaty pods uchowe. Na trzeciej
skrzyni widnia  znak zielonego Feniksa. Znajdowa  si  w niej jego skarb: Machina,
archiwum kart pami ci. Grigory popatrzy  czule na skrzyni  i nala  sobie fili ank
herbaty. U yje Machiny we w

ciwym czasie.

Na dywanie, obok klawiatury od g ównego komputera, le

 karabin

automatyczny. By  to karabin szturmowy XM8, prototyp, który nigdy nie wszed  do
produkcji. To by o co . Grigory uwa

,  e bro  nie b dzie mu potrzebna, aby doko czy

akcj , ale pomaga a mu si  skupi .

Usiad  na dywanie i obudzi  komputer ze stanu u pienia. Z g

ników

rozbrzmiewa  g os dziewczynki: „Wspomnienia, które wymaza am z pami ci. A potem
nagle w moim  nie pojawi  si  ogromny, czarny pies z zakrwawionym pyskiem. Zacz
mnie goni ”.

Grigory nie musia  zagl da  do dossier, aby rozpozna  g os: by a to Aelita Stones.

Albo Aelita Hopper. Albo Aelita Schaeffer. Pies. Dziewczynka us ysza a zatem jego
pieski. Musi by  ostro ny. Potem nast pi a przerwa w nagraniu. Dwie, trzy sekundy.

„Pójdziemy na  niadanie”. To by  inny g os. Program do rozpoznawania g osów

wy wietli  na monitorze zdj cie osoby mówi cej. Jeremy’Belpois.

Mikrofon kierunkowy dzia

 dobrze, ale zasi g mia  za ma y. W ci gu

dwudziestu czterech godzin sypialnia dziewczynki zostanie obj ta pods uchem w stu
procentach.

Kiedy m czyzna sko czy  pi  herbat , na g ównym monitorze pojawi o si

czarne okienko: Szyfrowane po czenie z numeru zastrze onego jest aktywne. Stopie
bezpiecze stwa 1. Zastosowa ? Grigory zatwierdzi  i na dwóch bli niaczych monitorach
pojawi  si  obraz m czyzny widzianego tylko do piersi. Ubrany by  w szar  marynark ,

background image

bia  koszul  z wyd

onymi rogami ko nierzyka w stylu lat siedemdziesi tych i

niebieski krawat. W klapie marynarki mia  szpilk  w kszta cie ptaka. By  to zielony
Feniks, symbol organizacji Green Phoenix. By  to jej szef. Nazywano go Hannibal Mag.

Mag bawi  si  komputerow  myszk , pobrz kuj c przy tym pier cieniami, które

mia  na palcach. Jego twarz by a w pó cieniu. Wielki kapelusz o szerokim rondzie
zakrywa  oczy, policzki i nos. Wida  by o tylko kwadratow  szcz

 i wielkie usta,

miechaj ce si  szyderczo i ods aniaj ce dwa z ote z by.

- Grigory, dzie  dobry.
- Dzie  dobry, szefie.

boki g os Maga by  zniekszta cony przez urz dzenia elektroniczne. Grigory

wiedzia ,  e nigdy nie uzyska wiernego nagrania audio, bez wzgl du na to, ile by nad tym
pracowa .

- Jak podró ?
- W porz dku, szefie - odpowiedzia  Grigory. - Baza ju  dzia a, my

,  e do jutra

ustawi  w willi wszystkie aparaty.

Mag cmokn  z aprobat .
- Super. Ale pami taj,  e monitorowanie jest tylko jednym z celów. Teraz, gdy

sygna  w szkole Kadic jest znów aktywny, najwa niejsze,  eby  zebra  nowe informacje.

- Tak jest, szefie.
Grigory zmniejszy  zdj cie swojego pryncypa a do wielko ci miniatury i zacz

grzeba  w cyfrowym dossier.

- Czy ma pan jakie  preferencje, szefie? Od kogo mam zacz

?

-  To  mnie  nie  obchodzi,  Grigory  -  g os  Maga,  mimo   e  zniekszta cony,  brzmia

zimno. - Zale y mi jedynie,  eby nasz projekt posuwa  si  do przodu. Potrzebuj  tylko
szparga ów podpisanych przez profesora. Potrzebuj  kodu programu.

- Tak jest, szefie.
- Ale przede wszystkim chc  potwierdzenia,  e ten s ynny superkomputer

naprawd  istnieje. Dziesi  lat temu jeden z naszych najbardziej zaufanych agentów nas
zdradzi . To by  ci ki cios. I chc  si  odegra . Jasne?

- Jasne, szefie.
W okienku na monitorze pojawi  si  ch opiec o rozwichrzonych blond w osach. U

nogi mia  pokracznego psa. Za nim sta o dwoje doros ych, którzy wygl dali na bardzo
szcz liwych i zadowolonych. Pod zdj ciem wy wietli o si  imi : Odd...

- Della Robbia. Zaczn  od nich, szefie.
Mag zarechota  w odpowiedzi.

background image

2
DOSSIER WALDO SCHAEFFERA

Odd w

 sobie 

 do buzi. Zupa by a ciep a. Prze kn  j . Ulrich klepn  go

po plecach:

- Hej, to przecie  zupa jarzynowa!
- Mhm - przytakn  ch opiec. Wzrok mia  nieobecny. Kolejna 

ka.

- Co si  z nim dzieje? - wmiesza a si  zdziwiona Yumi.
- Co  mu odbi o - wzruszy  ramionami Ulrich. - Przecie  on nie cierpi warzyw!
Odd nie widzia  talerza, który mia  przed sob , stolika ani przyjació . Wpatrywa

si  w drugi koniec sto ówki. Znajdowa a si  tam Eva Skinner. Podesz a w

nie do

samoobs ugowego bufetu. Po chwili wahania wzi a tac , na laduj c inne dzieci, ale
zapomnia a o sztu cach i szklance. Podesz a do kucharki, u miechni tej kobiety w
wielkim, bia ym fartuchu.

- Jarzynka czy frytki?
Dziewczynka wpatrywa a si  w ni  bez s owa.
- Dobrze si  czujesz? - spyta a kucharka.
Ulrich, który tak e obserwowa  t  scen , powiedzia :
- Co ona wyprawia? Nigdy w  yciu nie by a w sto ówce?
- I co z tego? - wymamrota  rozmarzony Odd. - Jest pi kna.
- Wygl da na to,  e ta nowa ma k opoty - zauwa

a Sissi, która pojawi a si  za

ich plecami.

Niektórzy uwa ali,  e Elizabeth Delmas (zwana Sissi) to najpi kniejsza

dziewczyna w szkole. Wszyscy si  zgadzali,  e tak e najbardziej antypatyczna. Jako
córka dyrektora by a jednak nietykalna. Sissi wesz a do sto ówki, jak zawsze w
towarzystwie swoich dwóch adoratorów, Hervégo i Nicolasa, i skierowa a si  od razu w
stron  nowej. Wzi a tac , po

a na niej widelec, postawi a szklank , a nast pnie,

miechaj c si  z

liwie, wr czy a j  Evie.

- Widzisz? - zawo

a potem g

no,  eby wszyscy j  s yszeli. - To nie takie

trudne. Teraz mo esz zamówi , co chcesz, potem usi dziesz i zjesz. Musisz u ywa  tego:
nazywaj  si  sztu ce. Mog  ci pokaza , jak si  ich u ywa. Biedactwo, pewnie w
Ameryce nie macie czego  takiego.

Hervé i Nicolas zachichotali szyderczo.
Eva u miechn a si  anielsko.
- Jeste  bardzo mi a. Jeste ... kelnerk , prawda? Mog aby  wzi  mój obiad i

zanie  go do stolika? Poprosz  to zielone co  i kawa ek tego tam. Dzi kuj .

Sissi zaczerwieni a si  ze z

ci.

- Ja kelnerk ? Jak  miesz?
Odd, Ulrich i inni zacz li si  g

no  mia . Rozw cieczona Sissi obróci a si  na

pi cie i ruszy a do drzwi.

- Jeszcze nie zjedli my! - zaprotestowa  Nicolas.
- Nie jestem ju  g odna - ostudzi a go.
Ca a trójka wysz a ze sto ówki. Odd siedzia  z szeroko otwartymi ustami. Ulrich

wepchn  mu do nich kawa ek chleba.

- Jedno jest pewne! - stwierdzi . - Nasza nowa kole anka ma charakterek.

background image

Jeremy zajmowa  jeden z nielicznych jednoosobowych pokoi dla ch opców. Nie

by o w nim prawie nic poza ogromnym plakatem z wizerunkiem Einsteina i szerokim
biurkiem. Dawniej trzy czwarte biurka zajmowa  komputer Jeremy’ego, który by  zawsze
po czony z superkomputerem w opuszczonej fabryce. Od kiedy jednak Lyoko znikn o
na zawsze, ch opiec porzuci  informatyk  i zamkn  wszystko w pudle schowanym w
szafie. W ten sposób chcia  zatwierdzi  znikni cie wirtualnego  wiata. Teraz na biurku
znajdowa y si  tylko: telewizor, laptop do surfowania w Internecie, troch  ksi ek i
pisemek.

- Martwi  si  o Aelit  - westchn  Jeremy.
Ca a paczka zebra a si  w jego pokoju. Yumi i Ulrich siedzieli po turecku na

ziemi. Odd bawi  si  na 

ku z Kiwim, swoim psiakiem. By  to pies bez sier ci, o pysku

nieproporcjonalnym w stosunku do reszty cia a. Kiwi wskakiwa  na brzuch swego pana i
wygl da  na zadowolonego.

- Có , w ko cu to tylko koszmary - Odd próbowa  zbagatelizowa  problem.
- To nie s  tylko koszmary. Aelita równie  w przesz

ci mia a szczególne sny,

pami tacie? Mo e s  one wskazówk , jak ma szuka  swojej mamy. Wiemy,  e j
porwano, ale nie wiemy, kto to zrobi . Ani gdzie ona si  teraz znajduje.

- Min o tyle czasu, Jeremy - zauwa

a Yumi. - Aelita by a wtedy bardzo ma a,

nie pami ta nawet swojej mamy. Przez tyle lat Anthea mog a...

- Nie dowiemy si  tego nigdy, je li jej nie poszukamy - uci  Jeremy. - I musimy

zdoby  wi cej danych o profesorze Hopperze! Za ka dym razem, kiedy znajdujemy
nowe informacje o nim, wszystko si  bardziej komplikuje. Na przyk ad dlaczego
stworzy  Lyoko? I dlaczego potem pomóg  nam je zniszczy ?

- Wydaje mi si  to proste: Xana - odpowiedzia  Ulrich. - Gdyby my nie

zdezaktywowali Lyoko, Xana móg by opanowa  nasz  wiat.

Zdenerwowany Jeremy zacisn  pi ci.
- Ale przecie  Xana te  zosta  stworzony przez profesora Hoppera! Poza tym

pomy lcie: jak d ugo mo emy udawa ,  e Aelita jest kuzynk  Odda? W czasie ferii
policja o ma y w os nie odkry a prawdy. Wtedy uda o nam si  jako  z tego wywin . Ale
wcze niej czy pó niej kto  sprawdzi albo zadzwoni do pa stwa Della Robbia, którzy
powiedz ,  e kuzynka Aelita Stones nigdy nie istnia a.

Odd postawi  Kiwiego na ziemi i podniós  g ow .
- Streszczaj si . Masz ju  w g owie jaki  niezawodny plan albo co  w tym stylu.

Twoja mina to mówi.

- Mniej wi cej - potwierdzi  Jeremy z u miechem i poprawi  sobie okulary na

nosie. - No wi c, wiemy,  e w 1985 roku Hopper z Aelit  ukry  si  tu, w Kadic. Przez
pewien czas uczy  przedmiotów  cis ych w naszej szkole.

Odd spojrza  na niego.z ukosa.
- Zatem chcia by ...
- Porozmawia  z osob , która przej a jego obowi zki. Czyli z pani  Hertz. To

ona zast pi a Hoppera, mo liwe,  e co  wie.

- Ale Hertz jest taka strasznie sztywna - westchn  Ulrich. - Co ona mo e

wiedzie  o porwaniach, wirtualnych  wiatach i tajnych agentach?

Jeremy potrz sn  g ow .
- Nie mamy innego wyboru.

background image

By o popo udnie. Drzewa w parku przed szko  Kadic rzuca y coraz d

sze

cienie. Robi o si  coraz zimniej. Na  cie kach i trawnikach nadal le

y zwa y  niegu.

Aelita siedzia a sama na  awce. Przesuwa a w palcach z oty medalion, jedn  z

nielicznych pami tek po ojcu, Waldo Schaefferze, w szkole znanym jako Franz Hopper.
W jej wspomnieniach roi o si  od imion. Imion, które mówi y o tylu  yciach, które by y
jednym  yciem - jej  yciem. P aski kr ek medalionu wisia  na prostym z otym

cuszku. Na powierzchni by y wyryte litery W i A oraz w ze  marynarski. Aelita

znalaz a nieco informacji na ten temat i dowiedzia a si ,  e ten w ze  nazywano „w

em

podwójnym zderzakowym”. By  stosowany, aby zwi za  ze sob  dwa ró ne sznury. Im
mocniej ci gn o si  za sznury,  eby je rozwi za , tym bardziej w ze  si  zacie nia .
Rysunek ten mia  okre lone znaczenie: Waldo i Anthea, zwi zani na zawsze. W
rzeczywisto ci medalion nie wystarczy ,  eby utrzyma  ich przy sobie. Jej tata i mama
byli daleko od prawie dwudziestu lat. Dziewczynka potrz sn a g ow , jakby chcia a
odp dzi  my l: tak naprawd , jej tata i mama ju  na zawsze b

 daleko od niej. Tata nie

yje, a mama...

- Czemu p aczesz?
Eva Skinner u miecha a si  dziwnie. Wygl da a, jakby by a zak opotana, a

jednocze nie my lami b dzi a gdzie  daleko. Aelita otar a  zy r kawem kurtki. Eva
dopiero co przyjecha a do Kadic, wszystko musia o by  dla niej nowe. Tego popo udnia
mia a na sobie tylko lekk  bawe nian  bluzeczk , ale zachowywa a si  tak, jakby nie
czu a zimna.

- Nic mi nie jest - odpowiedzia a nie mia o Aelita, chowaj c pod swetrem cenny

medalion.

- Je li chcesz, pójd  sobie - powiedzia a Eva.
Aelita potrz sn a g ow .
- Zosta , nie przeszkadzasz mi. No i nie ma sensu traci  czasu na p acz.
A widz c,  e nowa si  nie odzywa, doda a po chwili:
-Wiesz, widzia am ci  dzi  w sto ówce. Z Sissi. Nie przejmuj si  ni , zawsze

zgrywa wa niaczk .

- Nie szkodzi - powiedzia a Eva. - To dlatego,  e jestem t  now .
- Tak, rozumiem ci  - u miechn a si  Aelita.
W rzeczywisto ci, Aelita nie by a wcale „t  now ”. Chodzi a do Kadic wiele lat

temu. Ale potem by o Lyoko i nie przyby o jej lat. Gdy wróci a do  wiata rzeczywistego,
wszystko  wydawa o  jej  si   takie  dziwne.  „Obce”  -  to  by o  w

ciwe  s owo.  Aelita

poczu a,  e Eva jest jej bliska. Nagle zda a sobie spraw ,  e dziewczynka mówi po
francusku o wiele lepiej ni  rano. Zrobi a niewiarygodne post py. Wydawa o si ,  e Eva
zna wi cej s ów. Równie  jej cudzoziemski akcent by  mniej s yszalny. Musia a by
bystr  dziewczyn . Szybko si  uczy a.

Aelita poda a jej r

.

- Je li czego  b dziesz potrzebowa , nie kr puj si , mo esz na mnie liczy .
Chcia a powiedzie : „Zostaniemy przyjació kami?”.
- Dobrze - u miechn a si  Eva i u cisn a r

 Aelity.

Chcia a powiedzie : „Zostaniemy przyjació kami!”.
Jeremy zamierza  zrealizowa  swój plan. Poczeka  a  do szóstej wieczorem. O tej

godzinie pani Hertz zamyka a si  w swoim gabinecie,  eby poprawia  klasówki. Gabinet
pani profesor od przedmiotów  cis ych przypomina  laboratorium alchemika. By  ma y i

background image

zape niony dziwnymi przedmiotami, które zajmowa y nie tylko biurko i biblioteczk ,
lecz tak e pod og  i parapet. By y tam ogniwa Volty i aparaty destylacyjne, serie
probówek wype nionych ró nymi zwi zkami chemicznymi, sekstansy i oscylometry.

Pani profesor by a drobn  i szczup  kobiet . Nosi a ogromne, okr

e okulary.

Na g owie mia a si gaj

 ramion strzech  siwych w osów. Ubrana by a jak zawsze w

fartuch laboratoryjny. Kiedy Jeremy wszed  do niej, przegl da a w

nie wielki zbiór

notatek.

- Jeremy! - zdziwi a si  na jego widok. - Co tu robisz o tej porze? Jaki  problem z

referatem o komórkach?

Ch opiec rozejrza  si  za miejscem, gdzie móg by usi

. Nic nie znalaz . W

ko cu usadowi  si  na rocznikach „Scientific American” z lat 1989-2004, które le

y

przed biurkiem. Odkaszln , nie wiedz c, od czego zacz .

- Otó  pani profesor... yyy. Tak naprawd  szukam informacji o Franzu Hopperze,

profesorze, który uczy  w Kadic przed pani .

Pani Hertz podnios a oczy znad papierów i Jeremy zrozumia ,  e wpatruje si  w

niego uwa nie. Szybko jednak dostrzeg ,  e pani profesor przyj a to, co powiedzia , bez
entuzjazmu.

- Dlaczego ci  to interesuje? - zapyta a, na pozór oboj tnie.
- Tak po prostu - próbowa  odwróci  jej czujno . - W szkolnej bibliotece

znalaz em ksi

 profesora Hoppera, wst p do uk adów kwantowych...

- ...stosowanych w informatyce. Tak, znam t  prac . Ale wydaje mi si ,  e jest

ona troch  za trudna dla ch opca w twoim wieku.

W g owie Jeremy’ego zapali o si  czerwone  wiate ko: je li pani Hertz zna t

ksi

, to mo e si  interesuje komputerami kwantowymi? Czy wie,  e profesor Hopper

zbudowa  taki komputer w opuszczonej fabryce w pobli u szko y?

Nie chcia  zmarnowa  okazji.
- Zaciekawi a mnie posta  profesora Hoppera. Chcia em powiedzie ,  e skoro, no,

uczy  tu, w naszej szkole, to mo e go pani zna a?

- Tak. Nie... Z widzenia. Zacz am uczy  w Kadic zaraz po tym, jak st d odszed .
- Ale je li si  nie myl , w tym czasie, chocia  jeszcze pani nie uczy a, by a pani

asystentk  w laboratorium - dr

 Jeremy. - Pracowa a pani razem z profesorem

Hopperem przez co najmniej dwa lata, prawda?

- Jeremy - przerwa a mu zniecierpliwiona pani Hertz. - Czy to przes uchanie?

Tak, dziesi  lat temu by am asystentk  w laboratorium chemicznym, ale profesor
Hopper nie by  zbyt zainteresowany tym przedmiotem. Mog am go widzie  par  razy. I
to wszystko.

Jeremy przytakn  bez przekonania. Co  tu  mierdzia o.
Znów zaatakowa :
- Ale pani profesor wie, dlaczego odszed ? W 1994 roku opu ci  szko , a potem

jakby si  rozp yn ...

- Przykro mi, nic nie wiem - uci a. - A ty, zamiast my le  o fizyce kwantowej,

lepiej by  si  skupi  na biologii. Czekam jutro na twój referat o komórkach. Je li to ju
wszystko, to dobranoc.

Ch opiec wsta , potkn  si  o wielki elektromagnes i o ma y w os nie przewróci

pism, na których siedzia . Nigdy dot d pani profesor nie zby a go tak po piesznie i
wymijaj co. Wychodz c, przymkn  tylko drzwi. Na korytarzu by o pusto, nie kr ci  si

background image

aden nauczyciel. W ko cu by a to pora kolacji. Sta  nieruchomo oparty o parapet,

nas uchuj c odg osów zza uchylonych drzwi. Us ysza ,  e pani profesor wzi a g boki
oddech, potem podnios a s uchawk  i wykr ci a numer.

- Pan dyrektor? Tu Susan Hertz. Dopiero co by  u mnie Jeremy Belpois - pauza. -

Szuka  informacji o Franzu Hopperze. Tak, dzi kuj . Ju  id  do pana.

Jeremy uciek .
Plama na  cianie przypomina a co  znajomego. Odd le

 na brzuchu w swoim

pokoju i próbowa  si  skoncentrowa : to jest... serce... usta Evy Skinner... Uff, musi
przesta  rozmy la  i zacz  si  uczy : nast pnego dnia jest odpytka z francuskiego, a on
jeszcze nie otworzy  ksi ki. Wzi  podr cznik do literatury, który le

 na pod odze

grzbietem do góry. Kiwi podgryza  jego ok adk . Pies zaszczeka , z y,  e mu zabrano
przek sk .

- Spokój - burkn  Odd. - Pó niej wezm  ci  na spacer.
Zacz  czyta . Stendhal by  najwa niejszym pisarzem z epoki Evy Skinner. Jego

dzie em Eva kocha Odda by a bez w tpienia Eva Skinner... Hm, nie. Nie brzmia o to
dobrze. Kiwi zaszczeka  raz jeszcze.

- Zamknij si  wreszcie, dobrze? - zatrzasn  ksi

 do literatury i rzuci  ni  w

psa.

Kiwi zaskomli  i wybieg  z pokoju. Odd si  ockn .
- Hej, piesku, gdzie, do licha, leziesz? Nie wolno...
Wybieg  na bosaka na korytarz i zobaczy , jak Kiwi p dzi na dó  po schodach, a

nast pnie w stron  ogrodu.

- Stój! - krzykn . „Je li kto  go zobaczy, to b dzie wtopa!”, pomy la . W Kadic

nie  wolno  by o  trzyma   zwierz t.  Ukrywa   Kiwiego  od  prawie  trzech  lat,  ale  w  ka dej
chwili mog o si  to wyda .

- Odd, co jest, zgubi

 buty? - spyta a go Sissi, wygl daj c zza drzwi swojego

pokoju.

- Tak, zwia y mi. Razem z twoim mó

kiem. Je li je znajdziesz, daj mi zna  -

odpowiedzia  i nie trac c dalej czasu, pop dzi  na dwór. S

ce ju  prawie ca kowicie

znikn o za budynkami i by o naprawd  zimno.

Odd pobieg  w stron  boiska do pi ki no nej. Kiwi musia  zwia  gdzie  tam.

Tylko   e  boisko  by o  obok  sali  gimnastycznej.  A  sala  gimnastyczna  znajdowa a  si   we

adaniu...

- O cholera, Jim! - zasycza  Odd.
Jim Morales by  o wiele m odszy od pozosta ych nauczycieli. Prawie wszystkie

dzieci zwraca y si  do niego na „ty” i traktowa y jak starszego koleg , a nie jak
nauczyciela. Nie by  wredny, je li si  go nie wkurzy o. Kr py i masywny, zawsze nosi
dres, co raczej nie jest dziwne u nauczyciela wuefu. W osy mia  zwi zane elastyczn
opask , a na policzku przykleja  wielki plaster. Uwa

,  e nadaje mu on wygl d

wojownika. Odd uwa

,  e Jim wygl da co najwy ej jak kretyn, który skaleczy  si  przy

goleniu, ale nigdy by mu tego nie powiedzia .

Jim nachyli  si  nad Kiwim i pog aska  go po brzuchu.
- Hej, m ody, co ty tu robisz? Zgubi

 si ?

Kiedy tylko pies zobaczy  Odda, zerwa  si  na cztery  apy i pobieg  do niego.

Ch opiec wzi  go na r ce.

- Spokój, Kiwi - wymamrota . - Wpakowa

 nas w  adny pasztet...

background image

- On nic nie zrobi ! - oznajmi  Morales, patrz c z góry na ch opca. - Sympatyczny

z niego psiak. Ale wiesz dobrze,  e nie wolno trzyma  zwierz t w szkole.

Odd wzruszy  ramionami.
- To nie mój pies, nie wiem, czemu udaje,  e mnie zna!
Kiwi poliza  go po twarzy.
Nauczyciel u miechn  si  sarkastycznie.
- No widz , widz . Ciekawe, dlaczego zawo

 go po imieniu! Teraz pójdziemy

do twojego pokoju, zostawimy psa i z

ymy wizyt  dyrektorowi, co ty na to? Da ci

zas

on  kar .

W sali gimnastycznej Yumi i Ulrich trenowali kung-fu. Aelita sta a w rogu i

obserwowa a ich, s uchaj c muzyki. Yumi wykorzysta a chwil  nieuwagi spowodowan
wej ciem  Jeremy’ego  i  znienacka  z apa a  Ulricha  za  koszulk .  Po  chwili  obydwoje,
spl tani ze sob , znale li si  na pod odze. Popatrzyli na siebie przez chwilk , a potem
wstali. Byli czerwoni na twarzach, ale nie tylko ze zm czenia.

- No i? - spyta  Jeremy’ego Ulrich, masuj c sobie obola e plecy.
Aelita zdj a s uchawki i wy czy a MP3. Potem spojrza a pytaj co na dwójk

przyjació .

- No i CO?
Jeremy obla  si  zimnym potem.
- No wi c... Wiem,  e powinienem by  ci to powiedzie ... Ale my leli my,  e... W

sumie...

- Poszed  rozmawia  z pani  Hertz,  eby dowiedzie  si  czego  o twoim tacie -

pospieszy a  mu  z  pomoc   Yumi.  -  My leli my,   e  uda  si   w  ten  sposób  znale   jaki
trop.

Aelita spojrza a na ch opca.
- A ty, Jeremy, nic mi nie powiedzia

? Wielkie dzi ki.

Jeremy prze kn

lin . „Gdyby si  przekopa  przez linoleum w sali

gimnastycznej, mo na by si  dosta  do wn trza ziemi. Mo e spróbowa ?”.

Aelita podesz a do niego.
- To by o bardzo, bardzo... - nagle zmieni a ton g osu - mi e. Dzi ki.
I poca owa a go w policzek.
Serce Jeremy’ego fikn o kozio ka.
- S ysz  jaki  ha as na zewn trz - burkn  Ulrich.
Yumi westchn a.
- To tylko Jim jak zawsze si  na kogo  wydziera.
- Lepiej rzuci  okiem, chyba s ysza em g os Odda. Kontynuujcie beze mnie.
Ch opiec wybieg  na zewn trz, ale Jim ju  sobie poszed .

- Uhm, nie przeszkadzam? - spyta  Jim Morales tonem, którego rzadko u ywa .
Dyrektor Delmas rzuci  mu zza okularów piorunuj ce spojrzenie.
- Jim, musisz nauczy  si  puka  - powiedzia .
- No, przepraszam.
Odd wyszed  zza pleców nauczyciela. W gabinecie dyrektora by a równie  pani

Hertz. Wygl da a jeszcze powa niej ni  zwykle.

- Teraz lepiej wróc  do pracy, panie dyrektorze - zako czy a. - Bardzo dzi kuj .

background image

- Nie ma za co. Prosz  informowa  mnie na bie co. Do widzenia.
Obydwoje wygl dali na bardzo zatroskanych. Pani profesor wysz a. Nawet nie

po egna a si  z Jimem.

Dyrektor zamkn  pospiesznie po

 papierow  teczk , która le

a otwarta na

biurku. Zanim Delmas schowa  j  do szuflady, Odd zd

 przeczyta  napis na ok adce:

Waldo Schaeffer. Tak naprawd  nazywa  si  Franz Hopper, zanim schroni  si  w Kadic!
Odd przypomnia  sobie,  e w

nie tego popo udnia Jeremy mia  rozmawia  z pani

Hertz. Jego mózg zacz  szybko pracowa : Jeremy rozmawia z Hertz, Hertz biegnie do
dyra, dyro ma teczk  Waldo Schaeffera... Bardzo dziwne. Tymczasem Jim opowiedzia
dyrektorowi o zaj ciu z Kiwim.

- I gdzie zostawi

 psa? - zapyta  Delmas.

- W pokoju ch opca.
Dyrektor zwróci  si  do Odda gro nym tonem:
- Trzymanie zwierz t w pokojach jest surowo zabronione. Musz  ci  zawiesi  na

kilka dni. A teraz chod my zabra  psa.

W miar  jak zbli ali si  do pokoju, w którym Odd mieszka  z Ulrichem, ch opiec

kurczy  si  i robi  coraz bardziej nieszcz liwy. Zostanie zawieszony. W  yciu bywaj
gorsze rzeczy ni  tydzie  nieprzewidzianych wakacji, ale teraz do szko y przyjecha a
Eva. Taka cudowna dziewczyna zaczyna chodzi  do klasy, a jego zawieszaj ? To nie
fair! Otworzy  drzwi na rozkaz dyrektora. By  to zwyczajny, stary, zaba aganiony pokój.
Na  cianie, po stronie, któr  zajmowa  Ulrich, wisia  plakat ze zdj ciem jakich  mistrzów
wschodnich sztuk walki. Nad 

kiem Odda wisia  kultowy plakat: Harry Metal

roztrzaskuje gitar  elektryczn  o wzmacniacz. Na ziemi wala  si  podr cznik do
francuskiego.

- No i gdzie jest ten pies? - spyta  dyrektor, rozgl daj c si  dooko a.
Zmieszany Jim podrapa  si  w g ow .
- Musia  gdzie  si  schowa . Czekajcie... - schyli  si  i zacz  szuka  pod 

kiem.

Odd odpr

 si  nieco i zaryzykowa :

- Prosz  pana, mówi em Jimowi,  e ten pies nie jest mój.
- Na pewno tu jest... - wymamrota  wuefista, otwieraj c szaf  i szuflady. Zacz

nawet podnosi  aba ury od lamp na szafkach nocnych.

- Jim, wystarczy, nie wyg upiaj si . Wstawaj.
- Panie dyrektorze - zaprotestowa  Odd. - Nie mo e mnie pan zawiesi  za psa,

który nie istnieje!

- Akurat ci wierz  - odpowiedzia  pan Delmas. - Ale poniewa  psa tutaj teraz nie

ma, upiecze ci si  i b dziesz mia  tylko dwa dni odosobnienia. Pan profesor b dzie po
ciebie przychodzi  przed lekcjami, a potem odprowadzi ci  do pokoju. I masz
ABSOLUTNY ZAKAZ opuszczania pokoju. Jasne?

Ch opiec opu ci  g ow . Przynajmniej b dzie spotyka  Ev  w klasie.
- Tak - wymamrota .
- A ty, Jim, chod  ze mn . Musimy sobie ustali ,  e nauczyciel od gimnastyki nie

powinien zawraca  g owy dyrektorowi psami, które nie istniej .

Has o w komputerze w sekretariacie by o bardzo proste: sissidelmas. Tak

nazywa a si  córka dyrektora. Jeremy odkry  to ju  w pierwszym tygodniu pierwszego
roku nauki w szkole. Ch opiec w czy  swojego starego laptopa i otworzy  baz  danych z

background image

sekretariatu. Zacz  od sprawdzenia akt nauczycieli. Wygl da o na to,  e pani Hertz
faktycznie by a asystentk  w laboratorium w czasie, kiedy w szkole uczy  Hopper. By o
to jednak laboratorium fizyczne, nie chemiczne! A wi c pani Hertz go ok ama a.
Niemo liwe,  eby widzia a Hoppera tylko par  razy. Jeremy zacz  szpera  w archiwum,

 wreszcie znalaz  dossier Franza Hoppera. By o to tylko kilka linijek: data obrony

pracy magisterskiej, tytu y niektórych publikacji. Nawet zdj cie by o ciemne i nie do
rozpoznania. Zatrzyma  si  nad ostatni  linijk  w dossier: 6 czerwca 1994 z

 podanie

o zwolnienie. Patrz list w za czniku. Ale w za czniku nie by o  adnego listu i Jeremy
by  pewien,  e Hopper nigdy go nie napisa . To by  okres, w którym profesor stworzy
Lyoko, i razem z Aelit  schroni  si  w wymy lonym przez siebie wirtualnym  wiecie.
Znikn  w

nie 6 czerwca. Jeremy zastanowi  si . Hopper schroni  si  w Lyoko, bo kto

go szuka . By o jasne,  e nie móg  z

 podania o zwolnienie przed ucieczk : by by to

sygna ,  e chce uciec. A wi c by o to jedno wielkie oszustwo. Ale dlaczego? Kto chcia
zatai  ucieczk  nauczyciela i kto pomóg  mu wcze niej schroni  si  w Kadic? A przede
wszystkim dlaczego Hopper szuka  schronienia w Lyoko, skoro wiedzia ,  e tam w

nie

znajduje si  jego wróg Xana?

Tyle rzeczy bez sensu, tyle pyta  bez odpowiedzi.
W tym momencie lampka nad biurkiem wybuch a z suchym trzaskiem, a  si

wzdrygn . Laptop wy czy  si  i automatycznie w czy  ponownie. Jeremy odszed  od
klawiatury. Mia  szeroko otwarte oczy, jakby zobaczy  potwora. To by  skok napi cia.
Lampki wybucha y. Wygl da o to dok adnie jak jeden z ataków elektrycznych, jakie
Xana tyle razy przypuszcza  na Kadic. Ale to nie by o mo liwe. Sztuczna inteligencja
zosta a zniszczona, a Lyoko - wy czone. Musia  to by  zatem przypadek. Jeremy
wy czy  na nowo komputer i po

 si  na 

ku.

By  naukowcem.
Nie wierzy  w przypadki.

background image

3
KIWI RANNY

Dom Yumi sta  w spokojnej dzielnicy, w odleg

ci dziesi ciu minut na piechot

od Kadic. By a to ma a, elegancka willa z zadbanym miniaturowym ogródkiem. Wed ug
Ulricha wygl da o to wszystko „zbyt japo sko”. Teraz jednak ch opiec nie mia  czasu,

eby my le  o ro linach. Zadzwoni  do drzwi, próbuj c ukry  Kiwiego pod kurtk . Mia

nadziej ,  e rodziców Yumi nie ma w domu.

- O, to ty - powita a go krótko przyjació ka.
-  Co  za  entuzjazm...  -  skomentowa   Ulrich  ironicznie.  -  Ja  te   si   ciesz ,   e  ci

widz . Mog  wej ? Twoi starzy w domu?

- Nie, jestem tylko ja i Hiroki - odpowiedzia a, wpuszczaj c go.
Ulrich zdj  buty, zanim wszed  na parkiet. Rodzice Yumi mieszkali we Francji

od wielu lat, ale zachowali zwyczaje ze swojej ojczyzny. Nawet go ciom nie wolno by o
nosi  butów w domu. Ch opiec poruszy  palcami w skarpetkach. Mia  nadziej ,  e nie

mierdz  - ca  drog  ze szko y bieg .

Mieszkanie by o urz dzone w stylu orientalnym. Oprócz krzese  i sto u zwyk ej,

europejskiej wysoko ci w salonie sta  tak e ni szy stolik, a wokó  niego le

y poduszki,

na których mo na by o usi

 na kl czkach. W pokojach zamiast 

ek by y futony,

cienkie japo skie materace, które le

y bezpo rednio na tatami, macie do przykrywania

pod ogi.

Hiroki, dziesi cioletni brat Yumi, siedzia  na stercie poduszek na pod odze w

salonie. Gra  w gr  wideo. D wi k podkr ci  na ca y regulator, a na ekranie ca e wojsko
potworów znajdowa o si  w trudnym po

eniu. Ha as by  piekielny.

- Mo esz to  ciszy ? - wrzasn a do niego Yumi. Potem zwróci a si  do Ulricha. -

No wi c co tu robisz?

W tym momencie Kiwi wpad  na genialny pomys ,  eby oznajmi

wiatu swoj

obecno . Wyskoczy  spod kurtki i rzuci  si  w obj cia Hirokiego, brudz c po drodze

apami eleganck  pod og  w salonie pa stwa Ishiyama.

Ulrich obejrza  swoje ubranie. Wewn trzna strona kurtki i koszulka by y

podrapane i zaplamione b otem.

- O, cholera...
- I co on tu robi? - doda a Yumi.
Ulrich westchn .
- Wychodzi em z sali gimnastycznej i zobaczy em, jak Jim ci gnie Odda za ucho,

a na r ku trzyma Kiwiego. Ten durny pies da  si  z apa . Poszed em za nimi. Jim
zamkn  psa w naszej sypialni, a potem zaprowadzi  Odda do dyra. Uda o mi si  zabra
Kiwiego, bo inaczej Odda by zawiesili.

Yumi podpar a si  pod boki.
- Nie odpowiedzia

 mi. Co wy obaj robicie tu!

- Nie wiedzia em, gdzie go zostawi ! Jeste  jedyn  osob  z naszej paczki, która

nie mieszka w internacie... Wi c skoro nie mo emy go tam trzyma , przynajmniej na
razie... pomy la em,  e mo e ty mog aby  si  zaj  Kiwim... tylko przez par  dni, s owo!
Dopóki si  sytuacja nie uspokoi.

Yumi odpowiedzia a mu lodowatym tonem:
- Chyba ci odbi o? Nawet nie ma mowy. Co by powiedzieli rodzice?

background image

- A odk d to tak ci  obchodzi, co my

 twoi starzy? - spyta  Ulrich z irytacj . -

Trzeba pomóc Oddowi.

- I to ty, ty mówisz o rodzicach? Prosz  ci ! W ka dym razie odpowied  brzmi:

nie.

- Hej! Uspokójcie si  - wtr ci  si  ma y Hiroki. - Zajm  si  Kiwim. To mój

przyjaciel!

Pies potwierdzi  to, li c go po buzi.
- Powiedzia am ju ,  e nie ma mowy - zgani a go Yumi.
Ulrich zignorowa  j  i nachyli  si  w stron  Hirokiego.
- Wielkie dzi ki, m ody, Odd b dzie ci bardzo wdzi czny. Okej, a wi c w

porz dku. Przepraszam, ale musz  spada .

Po czym zrobi  w ty  zwrot i wyskoczy  na zewn trz. W

 buty i ruszy  alejk

do bramy.

Jego rodzice... Yumi nie powinna by a porusza  tego tematu. Ulrich od dawna nie

dogadywa  si  ze swoimi starymi, zw aszcza z ojcem, który by  staro wiecki i bardzo
surowy. Na pewno lepiej by by o za agodzi  ten konflikt,  eby by o jak za dawnych
czasów, kiedy jego rodzina trzyma a si  razem i nie by o ci

ego napi cia w domu. Ale

teraz wydawa o si  to ju  niemo liwe. Zacz  biec ile si  w nogach w stron  Kadic,
staraj c si  o tym nie my le . Bo nie mia  ochoty my le . Nie mia  ochoty my le  o
niczym.

Zdj cie Ulricha: ch opiec  mieje si , ma zmru one oczy, bo s

ce  wieci mu

prosto w twarz. Wokó  wklejonego do pami tnika zdj cia dziewczynka narysowa a ma e
kwiatki. Yumi westchn a i u

a si  wygodniej na 

ku. Zamkn a drzwi na klucz:

nie chcia a,  eby Hiroki si  dowiedzia ,  e jego siostra pisze pami tnik. I  e rysuje w nim
kwiatki. Nabija by si  z niej bez ko ca. Przewróci a kartk . By  na niej szkic Ulricha,
wygl daj cego jak w Lyoko - w postaci samuraja. Na w osach mia  bia  opask , ubrany
by  w eleganckie kimono, a u boku zwisa a mu katana, d ugi miecz wojownika. Yumi,
gdy si  przenios a po raz pierwszy do Lyoko, spostrzeg a,  e obydwoje nosili tradycyjne
japo skie stroje. Ona wygl da a jak gejsza. By a tradycyjnie umalowana i mia a na sobie
kimono przewi zane szerokim pasem obi z kokard  na plecach.

Wróci a na pocz tek pami tnika, gdzie by o kilka nabazgranych notatek:

opowie  o ich pierwszym spotkaniu. By am w sali gimnastycznej na treningu sztuki
walki i walczy am z takim jednym ch opakiem - ma na imi  Ulrich, bardzo dobrze si
rusza i jest niezwykle zwinny. Za kilka lat mo e zostanie mistrzem. W ko cu go
pokona am. To by o pi kne.

Yumi westchn a jeszcze raz. Dlaczego to wszystko jest takie trudne? Dalej w

pami tniku zacz y si  pojawia  problemy. Problemy nazywa y si  William Dunbar.
William by  w wieku Yumi i zakocha  si  w niej od pierwszego wejrzenia, mimo  e
ona... No w

nie, ona?

Dziewczynka wyci gn a spod poduszki odtwarzacz MP3 i za

a s uchawki.

Wybra a list  wolnych piosenek, wyci gn a si  z pami tnikiem na brzuchu i zamkn a
oczy. Chcia a,  eby muzyka odegna a my li, obrazy jej, Ulricha, Williama w

pielówkach. Ulricha, który uratowa  jej  ycie w czasie jednej z wielu bitew w Lyoko.

Williama z okrutnym wyrazem twarzy, który przybra , kiedy jego umys  zosta
opanowany przez Xan . Próbowa  wtedy j  zabi ...

Dziewczynka z okrzykiem strachu zerwa a si  na równe nogi.

background image

- Hej, wszystko w porz dku, Yumi? - wo

 Hiroki zza zamkni tych drzwi.

- T-tak. Nic si  nie sta o, ja tylko...
Spojrza a na pod og : odtwarzacz MP3 wybuch . Zmieni  si  w kupk  ciemnego,

roztopionego plastiku.  mierdzia o spalenizn  i dymi o.

- Tylko co?! - nalega  braciszek, wal c pi ci  w zamkni te drzwi.
- Potkn am si , Hiroki, nic takiego. Spoko - próbowa a go uciszy .
- S ysza em wybuch! To na pewno by  wybuch!
- Mówi  ci,  e nie, wszystko w porz dku. Id  sobie!

uchawki eksplodowa y jej w uszach. Odtwarzacz MP3 spali  si  doszcz tnie.

Wygl da o to zupe nie jak jeden z dawnych ataków elektrycznych, za którymi sta ...

Yumi potrz sn a g ow . Nie, to niemo liwe. To musi by  przypadek.

Odd ogl da  si  w lustrze, przybieraj c ró ne pozy i miny. Potem nabra  na d onie

jeszcze troch

elu i rozsmarowa  go na w osach, uk adaj c je tak jak zwykle. Przegl da

si  jeszcze chwil , patrz c na siebie krytycznie. W

 koszulk  z napisem „Desparate”,

nazw  swojego ulubionego zespo u rockowego, i za lu ne d insy.

-  Przystojniak  ze  mnie  -  z  zadowoleniem  rzek   sam  do  siebie,  patrz c  na  swoje

odbicie, i przybra  najbardziej czaruj cy u miech. Móg  ju  wyj : wygl da  tak,  e

adna mu si  nie oprze.

Zapomnia  ju  o niemi ym zaj ciu z Kiwim. Ulrich zd

 go uratowa .

Wieczorem b dzie mia  du o czasu,  eby podrywa  Ev  Skinner. Aelita powiedzia a,  e
dziewczynka zje kolacj  razem z nimi w sto ówce Kadic. By  pewien,  e teraz kr ci si
po szkole. Odd wysun  g ow  z  azienki i rozejrza  si  po korytarzu internatu. Pusto.
Super. Wymkn  si  cichaczem na zewn trz, nastawiaj c uszu, czy nie s ycha  kroków
Jima. Wyszed  przed drzwi wej ciowe i przebieg  szybko dziedziniec.

Nauczyciele nie pilnowali parku: by o za zimno, zlodowacia y  nieg nie zach ca

do spacerów. Eva prawdopodobnie te  wola a znale  sobie miejsce w  rodku, gdzie jest
ciep o, mo e w sto ówce. Je li b dzie mia  troch  szcz cia, znajdzie j  sam . Biedactwo,
na pewno chce z kim  porozmawia . Mo e z nim? W sumie nie by oby w tym nic
dziwnego.

- Szukasz kogo ?
Sissi! Da  si  zaskoczy . Równie  ona wygl da a zbyt elegancko jak na niewinn

przechadzk . Mia a na sobie czarny, wi zany na karku top bez r kawów i obcis
minispódniczk . Skóra zsinia a jej z zimna.

- Co tu tak cuchnie? - zauwa

 Odd, w sz c g

no. - Co  jakby zio a...

- Cuchnie?! Zio a?! To moje perfumy, g upku! Szukam Ulricha. A ty kogo

szukasz?

- Evy - odpowiedzia  Odd bez namys u.
Potem po piesznie doda :
- Musz  poprosi  j  o... notatki... bo lekcja...
- Aha, i co jeszcze? - u miechn a si  z

liwie Sissi. - Widz ,  e kto  tu chce si

zaprzyja ni  z pi kn  Amerykank .

Kroki na  cie ce. Grubia ski  miech. Jim Morales? Odd instynktownie z apa

Sissi za r

 i poci gn  za krzak.

- Co ty robisz? Puszczaj! - zasycza a.
- Psst! - uciszy  j  ch opiec, k ad c jej palec na ustach.

background image

Przycupn li za oszronionym krzakiem - tu  obok siebie, oddaleni tylko o kilka

centymetrów. Sissi si  zaczerwieni a.

- Co ty robisz, Odd? - szepn a.
Kroki si  oddali y i ch opiec wyskoczy  z powrotem na  cie

.

-  e co? Nic nie robi ! Co ci strzeli o do g owy?
Otrzepa  sobie  nieg z ubrania. Musia  wymy li  wiarygodn  wymówk : na

pewno nie móg  powiedzie  córce dyrektora,  e uciek  z internatu.

- Kto  si  zbli

 i nie chcia em,  eby zobaczy  nas razem - wymy li  na

poczekaniu.

Tak, taka wymówka mia a sens. Odd u miechn  si  i doda :
- Co ty sobie my lisz? Musz  broni  swojej reputacji! Jeszcze mnie kto  zobaczy

w tym  niegu z tob , jak jeste  taka odstawiona. A do tego jeszcze cuchniesz tymi
okropnymi perfumami!

Jego doskona a wymówka okaza a si  troch  niedelikatna, bo teraz Sissi wr cz

spurpurowia a... ze z

ci.

- Przysi gam, zap acisz mi za to, Della Robbia! - krzykn a i uciek a.
Odd po

owa  swoich s ów. Sissi to g upia g , ale tym razem chyba przesadzi .

Ch opiec wróci  do pokoju i rzuci  si  w milczeniu na 

ko. Po drugiej stronie pokoju

le

 Ulrich z otwartymi oczami i nogami opartymi o  cian . Odd kr ci  si  po szkole, ale

nie  trafi   na   aden   lad  Evy.  O  ma o  co  nie  wpad   natomiast  na  dyra.  To  nie  by
szcz liwy dzie . Wróci  do internatu jak zbity pies.

- Oj - westchn . - Dzi ki za to dzisiejsze. My

 o Kiwim.

- Nie ma za co - burkn  Ulrich.
- Ci ki dzie , co? - Odd spojrza  na przyjaciela z ukosa.
- Mhm.
- Wiem co  o tym! Powiesz mi, co jest?
-Nie.
Odd le

 w milczeniu. On te  nie mia  ochoty rozmawia . Ale nie podoba o mu

si ,  e przyjaciel jest taki przybity. Ulrich by  upartym os em, ale Odd go lubi . Czu  si
niezr cznie, gdy widzia ,  e Ulrich jest smutny. Podniós  nagle z ziemi swój kape  i
cisn  nim w g ow  kumpla.

- Odbi o ci?!
- Juhuu!
Odd skoczy  jak kot na 

ko przyjaciela, wywijaj c nad g ow  poduszk . Ulrich

by  jednak szybszy, waln  w ni  swoj  poduszk  i zatrzyma  j  w powietrzu, a potem
rzuci  w Odda butem.

Obydwaj zacz li si

mia .

Hau, hau, hau!
Kiwi by  ju  na dwunastym okr eniu Wielkiego Wy cigu wokó  Pokoju. Nadal

mia  przewag  nad peletonem, czyli Hirokim. Zakr ca  na tatami i wskakiwa  na biurko,
przebiega  pod szaf , ociera  si  o drzwi i zaczyna  od pocz tku. Ca y czas szczeka
zajadle.

- Kiwi! Stój! - krzycza  ch opiec.
- Hiroki! - wrzasn a Yumi z korytarza. - Przestaniesz wreszcie ha asowa ?

background image

Dziewczynka otworzy a szeroko drzwi. Kiwi uzna ,  e bieg zosta  uko czony i

nadszed  moment, by wskoczy  na podium. Prze lizgn  si  mi dzy nogami Yumi i
wymkn  na zewn trz.

- Do licha!
Ch opiec wybieg  za psem, ale po lizgn  si , niechc cy podci  nogi Yumi i

obydwoje przewrócili si  na ziemi .

- Aj! Hiroki!
- Kiwi nam zwiewa! - wykrzykn  ch opiec.
- A gdzie niby ma pój ? - sapn a w ciekle jego siostra.
Odpowied  by a prosta - na okno w kuchni.
Dzieci niedawno sko czy y je . Jad y same, bo rodzice byli u przyjació . Yumi

sprz tn a ze sto u, pozmywa a naczynia i zostawi a otwarte okno,  eby w kuchni si
przewietrzy o. Kiwi wskoczy  na kuchenk , zrobi  slalom mi dzy  wie o umytymi
palnikami i zeskoczy  z parapetu na zewn trz.

- O, nie! Musimy go z apa ! - zmartwi  si  Hiroki.
Zirytowana dziewczynka wzruszy a ramionami.
- Sam go z ap. To ty chcia

 si  zajmowa  tym psem. Ja tu zostaj .

Hiroki popatrzy  na ni . Jego migda owe oczy zw zi y si  w dwie szparki.
- No, Yumi, prosz !
- Nie ma mowy! Rusz e si . Inaczej Kiwi gdzie  zwieje i nigdy go nie znajdziesz.
Hiroki wybieg  na ulic . Mro ne nocne powietrze przeszy o go dreszczem.

Latarnie o wietla y pust  ulic , wzd

 której ci gn y si  domy z ogródkami, a na

chodniku sta y zaparkowane samochody. By o ju  pó no i  wiat a w wi kszo ci domów
by y zgaszone.

Hau, hau!
Tam! W g bi ulicy, po lewej stronie. Gdzie  tam by  Kiwi.
W dzie  miasto wygl da o spokojnie. Hiroki wola  je od Kioto w Japonii, w

którym si  urodzi . Ale do tej pory nigdy nie kr ci  si  po nim sam, gdy by o ciemno i
zimno. Ulice, którymi codziennie chodzi  wraz z Yumi do szko y, teraz wygl da y
inaczej. Na asfalcie wida  by o d ugie cienie, przypominaj ce ciemne palce.

Goni c Kiwiego, ch opiec dobieg  w okolic  gimnazjum. W g bi, po prawej,

by a furtka od willi Pustelnia. Na ulicy panowa a cisza. S ycha  by o tylko, jak puste
puszki, toczone przez wiatr, obijaj  si  o ziemi .

 „Zgubi em go”, pomy la  Hiroki z rozpacz . „Zgubi em Kiwiego”.
Nagle z ulicy, która przylega a do Pustelni, wyszed  m czyzna. Mia  na sobie

skórzan  kurtk  i by  szeroki w barach. W s abym  wietle latarni Hiroki zdo

 dojrze

tylko niewyra ne zarysy jego twarzy. Postara  si ,  eby m czyzna go nie zauwa

. W

jego wygl dzie by o co  tak niepokoj cego,  e ch opiec a  si  wzdrygn .

W tej samej chwili w ogrodzie ko o willi zacz  szczeka  Kiwi. Wkrótce do jego

osu do czy o si  warczenie i ujadanie innych psów. Brzmia o tak, jakby by y

rozz oszczone.

Hiroki bez namys u wspi  si  na furtk  Pustelni i przeskoczy  na drug  stron .

By  ma y i drobny, ale tak samo zwinny jak jego siostra. Gdy znalaz  si  na ziemi,
rozejrza  si  dooko a. Kiwi ju  nie szczeka , ale pozosta e psy nadal warcza y.

background image

Ch opiec pobieg  w tym kierunku. By  zdenerwowany i nie zauwa

,  e w

rzeczywisto ci z boku Pustelni nie ma  adnej ulicy. Sk d wi c wyszed  ten facet? Ma o
istotny problem, poniewa  ju  sobie poszed . A teraz Hiroki mia  inne sprawy na g owie.
Ogród ko o willi by  pusty. Hiroki szed  po omacku w ciemno ci, szukaj c Kiwiego.
Ujadanie umilk o i zapad a z owroga cisza. Ch opiec szed  po zmarzni tym  niegu. W
ka dej chwili móg  si  po lizgn . Zbli

 si  do gara u, niskiego budynku

przylegaj cego do willi. Wreszcie us ysza  popiskiwanie i szybkie dyszenie zwierz cia,
które nie mo e nabra  powietrza do p uc. Odg osy te dochodzi y z ziemi. To by  Kiwi.
Pokaleczony i zakrwawiony.

Grigory Nictapolus dobieg  do swojej pó ci arówki, wskoczy  do  rodka i zatrzasn
drzwi. Rozpozna  ch opca: to by  Hiroki Ishiyama. I niewiele brakowa o, a ma y
zobaczy by jego twarz. Dzi ki wyszkoleniu i posuni tej do granic absurdu ostro no ci
Grigory poradzi  sobie, ale sta o si  to doprawdy w ostatniej chwili. Nie pilnowa  si
wystarczaj co, chocia  wiedzia ,  e te dzieciaki s  bardzo sprytne. Musi bardziej uwa

.

Mag p aci  mu za przewidywanie rzeczy nieprzewidywalnych.

background image

4
SZPIEG W CIENIU

W telewizji nic ciekawego. Odd rzuci  pilota na 

ko i ziewn .

- Je li dalej tak pójdzie, to przecie  zasn . A jest dopiero pó noc!
Ulrich, który siedzia  w drugiej cz ci pokoju, podniós  g ow  znad podr cznika

do literatury.

- No wiesz, móg by  te  si  troch  pouczy ...
- Co? - przyjaciel spojrza  na niego z niesmakiem. - Tak dobrze rozwini ty mózg

jak mój nie potrzebuje nau...

W tym momencie komórka Ulricha zadzwoni a i przerwa a wypowied  Odda.
- Halo? Uhm. Uhm. Okej. Id .
Sko czy  rozmow  i zacz  wk ada  buty. Odd zerwa  si  na równe nogi.
- Gdzie idziesz? Chyba mnie tu nie zostawisz?
- Do Yumi. Czego  si  wystraszy a, prosi,  ebym do niej wpad .
- Wystraszy a si ? Ona? Czego?
Ulrich rzuci  mu przelotne spojrzenie.
- Nie powiedzia a mi.
Odd te  zacz  wk ada  buty.
- Nie chc ,  eby co  si  sta o Kiwiemu.
- Pami taj,  e masz kar  i musisz uwa

, rozwini ty mózgu - zastopowa  go

Ulrich.

Odd przemy la  to.
- Racja. Ale tylko je li kto  mnie zobaczy. Dzi  po po udniu te  wyszed em i nic

mi si  nie sta o.

- Nie mo esz wytkn  nosa spoza pokoju, Odd! Chyba ju  narobi

 do  bigosu.

- Jak chcesz, tato.
Ulrich u miechn  si  z wyrazem rezygnacji i dwaj przyjaciele ruszyli razem do

drzwi.

Kiwi otulony kocem le

 na kolanach Hirokiego. Oddycha  z trudem, a jego

serce bi o bardzo szybko. Odd natychmiast podbieg  do swojego pieska. Hiroki spojrza
na niego oczami pe nymi  ez.

- Przepraszam, Odd... Naprawd  si  stara em...
Odd delikatnie uchyli  róg koca. Kiwi by  ca y pogryziony. Jedno ucho mia

ca kiem oderwane. Dwa ugryzienia by y bardzo g bokie. Pies trz

 si  jak galareta.

Ch opiec pog aska  go ostro nie, tak aby nie dotkn

adnego ze skalecze .

- Co si  sta o?
Yumi, która otworzy a mu drzwi, a teraz przest powa a nerwowo z nogi na nog ,

wszystko mu wyja ni a. Ulrich spojrza  na ni  wzrokiem, który przypomina  dwa zimne
promienie laserowe.

- Gratulacje, Yumi. Nie do ,  e nie chcia

 si  zaj  Kiwim, to jeszcze

pozwoli

 mu uciec. A do tego jeszcze kaza

 Hirokiemu,  eby sam go szuka .

Wys

 swojego m odszego brata noc  samego na miasto!

- Ja... - próbowa a odpowiedzie .
Ulrich nie da  jej doj  do s owa. By  w ciek y jak nigdy.

background image

- Gdyby cie byli razem, to mo e uda oby si  wam znale  Kiwiego pi  minut

wcze niej, zanim ten pies go zaatakowa , i mo e nie by by teraz ranny, i mo e...

Yumi nie nale

a do osób, które mog  spokojnie wys ucha  tylu oskar

,

chocia   w  g bi  duszy  przyznawa a  Ulrichowi  racj .  Dlatego  w

nie  by a  tak

zirytowana.

- No dalej, oskar aj mnie! - zawo

a ze z

ci . - To umiesz robi  najlepiej,

prawda? Perfekcjonista si  znalaz ...

-ZAMKNIJCIE SI !
Odd, purpurowy na twarzy, krzykn  tak g

no,  e Hiroki podskoczy , a Kiwi

niemal e ozdrowia .

- JE LI KTO  TU SKRZYWDZI  KIWIEGO, TO JA! TYLKO  E NIE

ROZUMIEM, CO SI  TU STA O!

Potem zrobi  g boki wdech,  eby si  uspokoi , i ci gn  ju  spokojniejszym

tonem:

- Hiroki, gdzie go znalaz

?

- W tej willi... W Pustelni.
Nagle ch opiec przypomnia  sobie m czyzn , którego zobaczy  od ty u. Z boku

ko o Pustelni nie by o  adnej ulicy... czyli ten m czyzna wyszed  z willi! Hiroki, coraz
bardziej zmieszany, j kaj c si , opowiedzia  przebieg ca ego zaj cia.

- Nieznany m czyzna... - skomentowa a Yumi. - Mo e szuka  Aelity?
- Mo e mia  co  wspólnego z Hopperem! - krzykn  Ulrich. - Trzeba i  to

sprawdzi .

Dziewczynka kiwn a g ow .
- Ja zadzwoni  do Aelity, a ty do Jeremy’ego. Spotykamy si  wszyscy w Pustelni.

Musimy zrozumie , o co w tym wszystkim chodzi.

Dziesi  minut wcze niej Jeremy spa  sobie spokojnie w swoim pokoju w Kadic,

w ciep ym 

ku pod plakatem z Einsteinem. Dziesi  minut pó niej, trzymaj c w r ku

latark  elektryczn , nachyla  si  nad pokrytym  niegiem trawnikiem ko o Pustelni. Mia
na sobie pi am , a na niej grub  kurtk . Obok niego  wieci y latarki jego przyjació .
Hiroki zosta  w domu,  eby zaj  si  biednym Kiwim.

- Tu! - wykrzykn  nagle Jeremy. - Chod cie bli ej i zobaczcie.
Na zmarzni tym  niegu nie by o  adnych  ladów, ale w jednym miejscu, ko o

gara u, g boka pokrywa  nie na zosta a zerwana. Na ods oni tym b ocie wida  by o
pl tanin  psich  ladów.

- O kurcz , ale wielki! - zauwa

 Odd, przyk adaj c d

 do najbardziej

wyra nego  ladu. - Patrzcie, wydrapa  wszystko pazurami! Co to musi by  za bydl , ca e
szcz cie,  e Kiwi prze

!

Jeremy zbada  dok adnie teren.
-  lady s  pomieszane, ale wed ug mnie by y to co najmniej dwa psy tej samej

rasy. Jeden z nich by  troch  l ejszy: widzicie ten mniej g boki  lad?

- Bezpa skie psy - zawyrokowa  Ulrich.
Jeremy potrz sn  g ow .
- A zauwa

 to tutaj, naprzeciwko  ciany gara u? - wskaza  pó ksi yc ko o

odrapanego i pokrytego ple ni  muru. - To s

lady butów. I mog  si  za

,  e ten, kto

je zostawi , by  tu razem z psami. Dok adnie tak, jak mówi  Hiroki.

background image

- Psy... - wyszepta a Aelita. - Takie same jak te, które s ysza am zesz ej nocy,

takie same jak w moim  nie! Jeremy, boj  si .

Jeremy chcia  obj  j  mocno ramionami, ale si  powstrzyma .
- Nie bój si , Aelito. Zobaczysz,  e jak b dziemy razem, to nic nam si  nie stanie

i wszystkiego si  dowiemy. My b dziemy ci  broni .

Odd przemyka  si  cichaczem o wietlonymi korytarzami internatu. Ulrich wróci

do Kadic jaki  czas temu, bo nie chcia  rozmawia  z Yumi. Odd za  odprowadzi
dziewczynk  do domu,  eby zobaczy , jak si  ma Kiwi. Hiroki zdezynfekowa  i
zabanda owa  skaleczenia, jak umia  najlepiej. Po oczyszczeniu nie wygl da y ju  tak
strasznie. Za par  dni piesek znów b dzie weso y jak zawsze.

- Odd Della Robbia!
Ch opiec podskoczy , a po plecach sp yn  mu dreszcz. Odwróci  si .
- Ji-Jim? Witaj, przyjacielu.
Jim Morales skrzy owa  r ce na klatce piersiowej i nie wygl da  na

zadowolonego.

- „Przyjaciel”, i co jeszcze! Masz, zdaje si , szlaban.
Mózg Odda pracowa  na pe nych obrotach.
- Wyszed em sam, hm, na chwilk .  eby pój  do  azienki.
- Aha, akurat!  azienki s  po drugiej stronie. Wyszed

 ze szko y, m ody

cz owieku. Noc ! Mimo kary! Donos okaza  si  prawdziwy, a wi c...

Odd natychmiast nastawi  uszu.
- Donos? Jaki donos? Kto  mnie  ledzi ?
Jim poprawi  ko nierzyk koszulki polo i kaszln .
- Powiedzia em „donos”? Mia em na my li przypuszczenie. Moja intuicja...
- Jimbo - przerwa  mu Odd. Nazwanie Moralesa tym zdrobnieniem zawsze

dawa o pewien skutek, zw aszcza je li wuefista by  w k opotach. - Kto ci powiedzia ,  e
nie ma mnie w pokoju?

- Nikt, bo ja...
Nagle Odd domy li  si  prawdy: to by a Sissi Delmas, która w ród zamarzni tych

krzaków w parku powiedzia a: „Zap acisz mi za to”.

- To Sissi, prawda?
- Och, skoro tak mówisz - odpowiedzia  wymijaj co nauczyciel. - W ka dym

razie ona nie ma tu nic do rzeczy! - odzyska  nagle panowanie nad sob . - To ty z ama
regu y. Najpierw przynios

 do Kadic zwierz , a potem noc  uciek

 z internatu. Na

mocy upowa nienia przekazanego mi przez... ehm, dyrektora og aszam,  e...

- Ta dziewucha zap aci mi za to - sykn  Odd.
- Sied  cicho i s uchaj! Og aszam,  e masz kar ! Przez ca y TYDZIE ! A teraz

zmykaj do pokoju albo z tygodnia zrobi  si  dwa!

Odd nie mia  wyj cia, musia  pos ucha .

Podczas gdy przygn biony Odd wraca  do pokoju, w Stanach Zjednoczonych, w

mie cie Waszyngton, by a mniej wi cej dziewi ta wieczór. Z gabinetu nie by o wida

adnego z wielkich zabytków tego miasta, takich jak Kapitol albo pos g prezydenta

Lincolna. By  to zwyczajny gabinet w jednym z wielu anonimowych, szarych

background image

wie owców na peryferiach miasta. Mimo to osoba, która siedzia a za biurkiem w pokoju,
nie by a kim  zwyk ym. Kiedy zadzwoni  telefon, kobieta odezwa a si  sucho:

- Tak.
Z drugiej strony us ysza a Maggie, swoj  sekretark .
- Przepraszam,  e przeszkadzam, ale jest telefon do pani. Z Francji.
Kobieta, która nosi a pseudonim Dydona, usadowi a si  wygodniej na obracanym

krze le i zerkn a k tem oka na szereg zegarów zawieszonych nad drzwiami. Ka dy
pokazywa  godzin , która by a w tym czasie w jednej ze stolic. W tym momencie we
Francji by a trzecia w nocy. Je li kto  dzwoni o tej porze, to sprawa musi by  pilna.

- Prze cz, Maggie - powiedzia a Dydona, wciskaj c przycisk na telefonie, który

sprawia ,  e rozmowa nie mog a by  rejestrowana.

Odezwa  si  g boki m ski g os. Czu  by o w nim zak opotanie.
- Dobry wieczór pani...
- Agent Samotny Wilk. Kop  lat.
- Dopiero co rozmawia em z lud mi z dzia u informatycznego, prosz  pani. Co

si  zdarzy o.

„Dzia  informatyczny” to by a grupka niewolników komputera, którzy ca ymi

dniami i nocami sprawdzali wszystko, co wyszukiwano w Internecie we wszystkich
krajach, aby w ten sposób wykry  podejrzane s owa albo zdania. By a to praca ogromna,
ci

 i nielegalna. I zwykle bezu yteczna.

- Niech pan mówi dalej. Jeste my na bezpiecznej linii.
- Dzisiaj po po udniu kto  szuka  w lokalnej sieci informacji o Franzu Hopperze, a

potem o Waldo Schaefferze, czyli tej samej osobie...

Dydona westchn a. Franz Hopper. Znów. Chocia  sprawa Hoppera by a sprzed

dziesi ciu lat, kobieta nie musia a zagl da  do dossier,  eby od wie

 sobie pami . W

tamtym czasie by a m od , obiecuj

 urz dniczk , która dopiero zaczyna a karier .

Sprawa Hoppera by a jej pierwsz  i jedyn  pora

.

- Dzi kuj  za informacj  - powiedzia a.

czyzna odchrz kn .

- Przepraszam, ale to nie wszystko. Poszukiwanie zosta o przeprowadzone w

wewn trznej sieci... gimnazjum Kadic.

Dydona uderzy a pi ci  w biurko. Franz Hopper i Kadic: niebezpieczne

po czenie. Bardzo niebezpieczne.

- Doskonale. Niech kto  rozpracuje komunikacj  w Kadic. Rozmowy

telefoniczne, surfowanie po sieci wewn trznej, surfowanie po Internecie. Wszystko. W
ci gu ostatnich dwóch miesi cy do dzi . I prosz  stworzy  mi zespó , który w razie
potrzeby b dzie gotowy do akcji.

- Tak, prosz  pani.
- Mo e to by  zbieg okoliczno ci. Mo e chodzi  o urz dniczk , która chcia a co

znale  w archiwum, albo co  w tym stylu. Ale lepiej nie ryzykowa .

- Tak, prosz  pani.
Dydona roz czy a si , nie mówi c nic wi cej, i znieruchomia a przy telefonie.

Min o tyle lat, a jednak wci  jeszcze mia a troch  nadziei,  e ta sprawa wróci. To by a
okazja,  eby zmieni  t  jedyn  pora

 w wielki sukces. Ale z drugiej strony...

background image

Nast pnego ranka Jeremy spotka  si  z reszt  paczki ko o automatu do kawy.

Brakowa o tylko Odda. Przeszed  tamt dy dwie minuty pó niej, eskortowany przez Jima
Moralesa. Zd

 tylko rzuci  przyjacio om zrezygnowane spojrzenie.

„Wiedzia em,  e go z api ”, pomy la  Ulrich.
- Czas i , za chwil  mamy lekcj .
Jeremy sta  ko o Aelity. Obydwoje mieli oczy podkr one ze zm czenia.
- My

,  e nie ma innego wyj cia i musimy obserwowa  Pustelni  - stwierdzi .

- Chcesz zorganizowa  co  w stylu patrolu? - spyta a Yumi.
- Prawd  powiedziawszy, mia em na my li kamery o obwodzie zamkni tym -

sprecyzowa  Jeremy. - Kamery mog  zrobi . Wczoraj w nocy wróci em do starej fabryki
i sprawdzi em,  e s  tam wszystkie potrzebne cz ci. Zamontujemy je ko o willi i b
móg  j  obserwowa  na komputerze w moim pokoju. Dzi ki temu zobaczymy, jak
wygl da ten nieuchwytny, tajemniczy facet, je li zdecyduje si  przypadkiem wróci . I

dziemy mogli...

- Doprowadzi  go na policj  - doko czy a uradowana Yumi. - No nie?
Jeremy si  zamy li .
- Mniej wi cej.
Aelita te  si  u miechn a.
- Ale czy twój komputer nie jest zamkni ty w pudle? Mówi

,  e do odrabiania

lekcji b dziesz u ywa  tylko laptopa.

- No, ja te  to pami tam! - zachichota  Ulrich. - „Sko czy em z informatyk , bo

nie ma Lyoko! Tak b dzie lepiej...”. I ojej, jakim uroczystym tonem to mówi

!

Jeremy si  zaczerwieni .
-  Co  to  ma  do  rzeczy?  To  jest  wyj tkowa  sprawa!  Dzi   w  nocy  z

em

komputer. Je li kto  bez naszej wiedzy grzebie w tajemnicach Pustelni, musimy
wykorzysta  wszelk  dost pn  technologi ,  eby go stamt d wykurzy  i zrozumie , co
jest grane.

Nie tylko Jeremy czeka  w napi ciu na pocz tek lekcji u pani Hertz. Susan Hertz

by a najbardziej lubian  nauczycielk , poniewa  nie ogranicza a si  do realizacji
programu szkolnego, ale rozszerza a go o ró ne zagadnienia naukowe: od DNA do
komputerów i statków kosmicznych. Pos ugiwa a si  przyk adami i do wiadczeniami,
które pobudza y wyobra ni  wszystkich uczniów. Ka da lekcja stanowi a nowe odkrycie.
Tego dnia jednak wszystko wygl da o inaczej. Nauczycielka nie powita a dzieci, usiad a
za katedr  ze zmarszczonymi brwiami i wyci gn a z teczki podr cznik.

- Dobrze. Otwórzcie ksi

 na stronie czterdziestej ósmej. Nicolas, mo esz

zacz  czyta ?

Nicolas spojrza  zmieszany na swojego przyjaciela Hervégo, drugiego adoratora

Sissi, który siedzia  z nim w  awce. Hervé zna  si  na naukach przyrodniczych. I zwykle
w czasie lekcji pani Hertz wywo ywa a albo jego, albo Jeremy’ego, dwóch najbardziej
zdolnych uczniów, a Nicolasowi pozwala a spa  spokojnie.

Pani Hertz odchrz kn a i spojrza a na Nicolasa z rozdra nieniem.
- Nicolas, masz jaki  problem?
Ch opiec si  otrz sn .
-  Nie,  nie,  wszystko  dobrze  -  powiedzia ,  po  czym  wsta ,  otworzy   ksi

  i

zacz  czyta . - Na pocz tku lat trzydziestych naukowcy uwa ali,  e wiedz  dobrze,

background image

czym jest materia. Wydawa o si ,  e po odkryciu neutronów nie ma ju  wi cej tajemnic
zwi zanych z budow  atomu...

- Co si , u diab a, dzieje? - szepn  Jeremy do Aelity.
- Bo co? - odpar a, unosz c brwi.
- Popatrz na psork . Wygl da jako  dziwnie, jak tak siedzi. Od kiedy to pani

Hertz wystarcza,  e jaki  ucze  czyta podr cznik? Pani Hertz nigdy nie czyta z
podr cznika, zawsze sama wyk ada, zawsze...

- ...zwi kszy  do czterech liczb  znanych cz stek elementarnych...
Nie tylko Jeremy czu  si  wyko owany. Ca a klasa by a zdezorientowana.

Nicolas, boj c si ,  e b dzie musia  czyta  przez ca  lekcj , kopn  Hervégo pod  awk .
Ten odkaszln  i wsta .

-Yyy, pani profesor?
-Tak, Hervé?
- Przepraszam,  e si  spytam, ale... czy pani dobrze si  czuje?
Nauczycielka z kamienn  twarz  podnios a g ow  znad ksi ki.
- Widzisz? - powiedzia  szeptem Jeremy do Aelity. - Jest dziwna.
- Czuj  si  bardzo dobrze, dzi kuj , Hervé. A ty, Jeremy, b

askaw nie

rozmawia  z kole ank . Jeszcze s owo, a wyjdziesz z klasy.

Jeremy ukarany? Jeremy wyrzucony za drzwi? Co  podobnego jeszcze nie

zdarzy o si  w historii Kadic.

- Nicolas, czytaj dalej - zach ci a pani Hertz. - Dzi kuj .
Nicolas wzi  wdech i czyta  dalej. Po pewnym czasie z jednej z  awek podnios a

si  r ka.

- Tak, kochanie? - spyta a pani Hertz bardzo s odkim tonem.
Eva Skinner wsta a. Odd i wi kszo  ch opców utkwi a w niej wzrok.
- Przepraszam, pani profesor - zacz a dziewczynka. - Nie zrozumia am dobrze,

czym s  cz stki elementarne.

- Oczywi cie, kochanie - u miechn a si  pani Hertz. - Zaraz ci to wyja ni .
Jeremy by  jeszcze poruszony gro

,  e zostanie wyrzucony z klasy, ale Aelita

szturchn a go  okciem i powiedzia a:

-  S ysza

?  To  ona  jest  dziwna,  a  nie  pani  Hertz.  Wczoraj  nie  umia a  wydusi

owa, a dzisiaj nawet nie brzmi jak cudzoziemka. Mówi doskonale po francusku.

Jeremy kiwn  g ow  i zacz  z zaciekawieniem przygl da  si  Evie.
Gdy lekcja si  sko czy a, pani Hertz zamkn a si  w swoim gabinecie i opar a si

plecami o drzwi. Potem zdj a okulary i przeci gn a r

 po czole. Nauczanie zawsze

by o trudne, wymaga o zaanga owania i koncentracji. Teraz, kiedy jej my li kr

y

wokó  czego  innego, sta o si  jeszcze bardziej skomplikowanym zadaniem. Wszystko
przez Jeremy’ego. W g bi duszy by a zadowolona,  e skrzycza a ch opca. To by a jego
wina, jego i tych rozmów o superkomputerze i Franzu Hopperze. Na szcz cie wpad a na
pomys ,  eby wr czy  dyrektorowi dossier Waldo Schaeffera. Zna a dobrze Jeremy’ego i
wiedzia a,  e nic go nie powstrzyma,  eby dosta  w r ce te papiery. A wtedy ona, Susan
Hertz, mo e naprawd  wpa  w k opoty. Dyrektor Delmas zna  ogólnie t  spraw  i

dzie przechowywa  teczk  w bezpiecznym miejscu. Pomimo to kobieta nie mog a si

uspokoi : by  mo e wszystko pokr ci a. A ta historia ci gn a si  ju

byt d ugo.

Puk, puk. Pani Hertz a  podskoczy a.
- Kto to?

background image

- Ja - odpowiedzia  jej dziewcz cy g os, g os nowej uczennicy Evy Skinner.
- Wejd , kochanie. Chcesz ze mn  porozmawia ? Zapraszam.
Drzwi si  otworzy y i nauczycielka zmusi a si  do u miechu. Sprawa Hoppera

dzie musia a jeszcze poczeka .

Pani Marguerite Della Robbia  pieszy a si  do domu, trzymaj c w ramionach

wysoki stos paczek i toreb z zakupami, który móg  si  w ka dym momencie przewróci .
Dzie   by   ciep y  i  s oneczny,  w  sam  raz  na  spacer.  Szkoda,   e  zosta o  jej  tylko  pó
godziny, a potem musi biec do pracy. Pani Della Robbia opar a si  o stó  i z lekkim
niepokojem rozejrza a si  dooko a. Co  si  nie zgadza o. Co  tu wygl da o inaczej ni
godzin  wcze niej, kiedy wybieg a po piesznie do supermarketu. Wystarczy a jej jedna
chwila,  eby zrozumie , co to by o - poduszki na kanapie le

y inaczej. Poprzedniego

wieczoru u

a je tak, jak zawsze le

y. Kiedy wychodzi a z pokoju, obejrza a si

ostatni raz,  eby sprawdzi , czy zgasi a wszystkie  wiat a i zamkn a okna. Poduszki
by y  wtedy  na  swoim  miejscu.  Mia y  poszewki  w  weso ych  kolorach.  Dobrze
kontrastowa y z obiciem z ciemnej skóry, które tak podoba o si  jej m owi.

Jej m . Mo e Robert wróci  ju  z pracy? Nie, sk

e, przecie  da by jej zna . A

poza tym tego dnia ma zebranie i wróci do domu pó no. Mimo to Marguerite zapyta a

no:

- Robert, to ty? Kochanie?
Nikt nie odpowiedzia .
- Idiotka ze mnie - wymamrota a pó

osem, wracaj c do zakupów.

a w

nie szpinak do zamra arki, kiedy zadzwoni  telefon. Druga dziwna

rzecz: nikt nie dzwoni  do domu w porze obiadowej. Pobieg a pi tro wy ej,  eby
odebra . Mo e to Odd? Ale to by oby dziwne. Jej syn nigdy nie dzwoni . Chyba  e
wpakowa  si  w k opoty. Gdy dobieg a zdyszana do 

ka, stoj cy obok na komodzie

telefon jeszcze dzwoni . Podnios a wreszcie s uchawk  i zawo

a:

- Halo? - i jeszcze raz - halo?!
Kto  jeszcze by  na linii, Marguerite s ysza a w s uchawce szelest.
- Co to za  arty? Cha, cha, bardzo  mieszne.
Ale  w  duszy  nie  czu a  si   wcale  spokojna.  Nie  nale

a  do  kobiet,  które

przejmowa yby si  byle czym. Musia a taka by , skoro mia a tak roztrzepanego m a jak
Robert i tak nieokie znanego syna jak Odd. Ale zaniepokoi  j  ten szelest i ten t umiony
oddech w s uchawce. Po chwili przypomnia a sobie o poduszkach na kanapie. To nie
by y  arty. Kto  wszed  do jej domu! Gwa townie rzuci a s uchawk  na pod og  i
pobieg a do drugiego pokoju. I zobaczy a cie . Cie  si  poderwa , wyskoczy  przez
otwarte okno salonu i znikn  w ogrodzie. Krzyk pani Della Robbia odbi  si  echem po
ca ym domu. Zakupy le

y rozrzucone na pod odze w kuchni. 

tka z rozbitych jajek

rozla y si  na kafelkach.

background image

5

RUBOKR TY, KAMERY I NOWY SEKRET

- Aelita, podasz mi ten  rubokr t?
Ulrich wspi  si  pod daszek gara u w Pustelni i teraz sta  niepewnie na

chwiejnej, starej drabinie. Wzi  narz dzie z r k dziewczynki i przykr ci  ostatnie dwie

ruby, które podtrzymywa y kamer . By a szara i mia a wielko  pi eczki tenisowej z

czarnym otworem, który przypomina  oko.

- Ciekawe, czy to co  naprawd  dzia a!
- Oczywi cie,  e dzia a! - odpowiedzia  Jeremy ze  rodka gara u i z rozmachem

otworzy  uchylne drzwi.

Drzwi uderzy y w drabin , Aelita j  pu ci a, a Ulrich run  do ty u, prosto na

dziewczynk .

- Oj! Nic ci si  nie sta o?
- Je li wstaniesz, to nie.
- Sorki, nie zrobi em tego specjalnie - usprawiedliwi  si  Jeremy.
Ubrany by  w swój strój roboczy: ogromne ogrodniczki, w których wygl da  jak

klown. Ulrich zacz  chichota , jednocze nie pomagaj c Aelicie wsta .

- Z czego si

miejesz?

- Z tych jego ogrodniczek. S  bardzo... twarzowe.
Aelita zakry a usta r kami, t umi c  miech,  eby Jeremy nie zauwa

,  e si  z

niego nabijaj . Ch opiec zdj  okulary, przetar  je r bkiem koszulki i za

 z powrotem.

-  W  ka dym  razie  -  mrukn   -  te  kamery  s   naprawd   wypasione.  Dzia aj   w

podczerwieni i przekazuj  sygna  bezpo rednio na mój komputer przy u yciu
szyfrowania SSL.

- Okej, Einstein - przerwa  mu Ulrich. - Najwa niejsze,  eby robi y to, co do nich

nale y.

-  Hej,  wy  tam!  -  zawo

a  Yumi.  -  Czy  nie  mo ecie  przyj   mi  pomóc  zamiast

gada ?

Niewielki ganek przed drzwiami wej ciowymi znajdowa  si  kilka stopni nad

poziomem gruntu. Sta  na nim stó  i ma a  awka-bujak z wytartymi poduszkami. Yumi
wspi a si  na ten bujak i próbowa a przykr ci  drug  kamer  do futryny.

Ulrich podszed  do niej.
- Poczekaj, zostaw, pomog  ci.
Wspi  si  na bujak, stan  obok Yumi i si gn , aby przytrzyma  ma e

urz dzenie Jeremy’ego. Przy tym niemal e obejmowa  dziewczynk .

- Prawie sko czy am - szepn a Yumi.
- Spoko, ja tu jestem.
„Okej,  g upio  mi  si   powiedzia o  -  pomy la   -  ale  ostatnio  zbyt  cz sto  si   z  ni

óci em”.

Jeremy jednym susem przeskoczy  trzy schodki na ganek.
- Potrzebujecie  rubokr t?
Ulrich si  odwróci .
- Jejku, nie podchod  tu, bo...

background image

Ale ruch by  zbyt gwa towny i ch opiec znowu upad  - tym razem twarz  na

poduszk  bujaka. W ci gu paru minut drugi raz fikn  kozio ka, a teraz w dodatku

nie w chwili, kiedy móg  by  przez chwil  sam na sam z Yumi.

Ulrich usiad  i spojrza  na Jeremy’ego ponuro.
- Przynosisz mi dzi  pecha.
Aelita wyci gn a si  na 

ku, czytaj c ksi

, któr  po yczy a jej Yumi. Na

dworze zrobi o si  ciemno i wiatr z j kiem uderza  o  ciany internatu Kadic. Aelita
zamkn a ksi

 i w czy a ma y telewizor, który sta  na biurku. W telewizji lecia  jaki

idiotyczny teleturniej. Ale mo e jej tata doceni by ten program. On musia  by  dobry w
rozwi zywaniu zagadek i odpowiadaniu na pytania. A mo e te  mama... oczywi cie je li
jeszcze  yje.

Trzydziestoletni prezenter mia  wypiel gnowan  brod  i  miesznie uczesane,

wysmarowane  elem w osy. Na czubku g owy stercza  mu kosmyk w kszta cie banana.
Ubrany by  w zielon  marynark  z brokatu. Wypina  klatk  piersiow ,  mia  si  i
zadawa  pytania naj adniejszej z zawodniczek.

-  No  dobrze,  drodzy  widzowie!  -  wykrzykn   w  pewnej  chwili.  -  Jak  wiecie,  to

jest szczególny wieczór...

Kamera pokaza a go na pierwszym planie. Wida  by o jego niebieskie oczy. By y

one tak jasne,  e przypomina y oczy psa husky. Mia y kolor lodu.

- ...a wi c z nami...
Aelita zapatrzy a si  w te oczy. A potem, przez chwil , mia a wra enie,  e...

Dziewczynka otrz sn a si . Nie, to niemo liwe. Oczy prezentera zacz y wibrowa ,

renice zacz y dr

 tak, jakby by y zak ócenia. Pojawi  si  symbol - koncentryczne

pier cienie tworz ce oko Xany.

- Xana? - wymamrota a.
Telewizor wybuch .
Aelita wrzasn a ze strachu, spad a z 

ka i uderzy a  okciem o pod og . Xana

wróci ! Odetchn a g boko dwa czy trzy razy,  eby si  uspokoi . Potem wsta a i
przesz a nad rozbitym szk em, które le

o na pod odze. Podnios a pilota, znad którego

unosi a si  cienka smu ka dymu. Oczywi cie nie dzia

. Lampy w pokoju si

wieci y -

pr d nie wysiad .

Je li podobna rzecz wydarzy aby si  troch  wcze niej, Aelita z miejsca

zadzwoni aby po przyjació . Byliby ju  na zewn trz i biegliby p dem do opuszczonej
fabryki, w której znajdowa  si  Podziemny Zamek. By o to tajne laboratorium, w którym
sta  superkomputer. Weszliby do Lyoko,  eby zdezaktywowa  jedn  z wie .

Xana dzia

 zawsze w podobny sposób: aktywowa  jedn  z wie  Lyoko i dzi ki

temu móg  wywo

 dowoln  katastrof  w  wiecie realnym. Tylko Aelita by a w stanie

przywróci  wszystko do normy. Musia a wej  do wie y i wykorzysta  dar, który
otrzyma a od ojca - kod Lyoko. By  to kod, który tylko ona mog a uaktywni  wewn trz
wie y. Neutralizowa  on moc Xany. Ale teraz wszystko si  zmieni o. Xana ju  nie istnia ,
tata Aelity po wi ci

ycie,  eby go pokona . Eksplozja nie mog a zatem by

spowodowana przez sztuczn  inteligencj . Nic si  nie sta o. Musi si  uspokoi . Aelita

a kapcie i po cichu wysz a z pokoju. Posz a w stron  automatu do kawy na

parterze. Musia a si  napi  czego  ciep ego.

Jeremy wyobra

 sobie czasami,  e internat Kadic jest ogromnym, zwini tym w

bek zwierz ciem, oswojonym potworem z

onym z szaf i 

ek, betonowych  cian i

background image

jarzeniówek. Czas w internacie mia  ustalony rytm. Internat budzi  si  wcze nie,
zaczyna y wrzeszcze  dzieci, które bieg y do  azienki, wszyscy si  ubierali, a potem szli
na lekcje. Na czas lekcji internat zapada  w drzemk , a o ywia  si  ponownie po
po udniu. Na korytarzach by o s ycha  wtedy krzyki i  miechy. Jeremy siedzia  w swoim
pokoju. S ysza ,  e potwór Kadic szykuje si  do snu. Dochodzi y nieliczne g osy i kroki
uczniów szybko przemykaj cych korytarzem,  eby nie wpa  na patrol w postaci Jima
Moralesa. Ch opiec siedzia  przed swoim starym komputerem, który zajmowa
dziewi dziesi t procent miejsca na biurku. Na pozosta ych dziesi ciu procentach sta

czony laptop. Na dwóch monitorach wy wietla  si  obraz Pustelni, domu ojca Aelity.

Przez chwil  panowa  spokój.

- Mo na? - zapyta  kto  z zewn trz.
Ulrich, nie czekaj c na odpowied , wszed  szybko do  rodka i zamkn  za sob

drzwi.

- Jim ma jak  obsesj  - parskn  zirytowany. - O ma o co mnie nie capn ...
- Co u Odda?
- Siedzi w pokoju i ogl da na DVD jaki  zwariowany koncert. Jeszcze pi  minut

takiej muzyki i g owa by mi p

a. A ty co robisz? Co si  dzieje w Pustelni?

Jeremy pokaza  mu monitory.
- Na razie spokój. Martwi  si  tylko,  e trzeba b dzie czuwa  ca  noc. Trudno

ej tak siedzie .

Ulrich po

 si  na 

ku przyjaciela i wzi  pismo, które otwarte le

o na

poduszce. Od

 je natychmiast.

- Fuj, protony. Jak mo esz czyta  co  takiego? W ka dym razie mog  zosta  dla

towarzystwa, je li chcesz. Odd b dzie jeszcze d ugo s ucha  tego  omotu.

- Co u Yumi?
By o to dziwne pytanie w ustach Jeremy’ego. Mi dzy nim, Ulrichem a Oddem

obowi zywa o milcz ce porozumienie. Mo na by o zerka  za dziewczynami i rzuca
komentarze na temat naj adniejszych uczennic w Kadic, by o to nawet mile widziane. Ale
nigdy nie rozmawiali powa nie o dziewczynach, które by y dla nich naprawd  wa ne, tak
jak Aelita dla Jeremy’ego, Yumi dla Ulricha i jaka  kolejna przelotna fascynacja dla
Odda. Tym razem jednak Ulrich wygl da  na zupe nie za amanego, a jego przyjaciel nie
umia  si  powstrzyma ,  eby nie zapyta .

-  U  Yumi  wszystko  dobrze,  tak  my

  -  burkn   Ulrich.  -  Ostatnio  ma o

rozmawiamy.

- Zauwa

em - powiedzia  Jeremy. - Ale dlaczego?

Zazwyczaj Ulrich nie bywa  rozmowny, ale tym razem mieli czas. Jeremy szybko

zauwa

,  e Ulrich ma g ow  zaprz tni

 nieweso ymi my lami. Mo e potrzebowa  si

komu  zwierzy , wyrzuci  co  z siebie, a mo e us ysze  m dr  rad .

Tak w

nie by o. Co najdziwniejsze, Ulrich bardzo chcia  mówi , a Jeremy

ucha . Wkrótce Jeremy dowiedzia  si  o sercowych problemach przyjaciela. O tym, co

Ulrich powiedzia  Yumi, kiedy odmówi a opieki nad Kiwim, o tym, co ona mu
odpowiedzia a. O rzeczach, których nigdy nie potrafili sobie powiedzie .

- Paskudna historia - skomentowa  na koniec. - Ale wydaje mi si ,  e mo esz

wszystko za atwi  w prosty sposób.

background image

miechn  si , widz c,  e Ulrich wznosi oczy do nieba. Wed ug niego pewne

sytuacje by y patowe. A nawet je li by o z nich wyj cie, to by o ono trudne. Jeremy
dobrze go zna .

- No i có  to za sposób? S ucham - mrukn  Ulrich sceptycznie.
Jeremy wzruszy  ramionami i spojrza  na pod og .
- Na przyk ad powiedzie  jej prawd .
- To znaczy? - przyjaciel rzuci  mu kose spojrzenie.
Jeremy westchn . Oto paradoks historii mi osnych. Je li to jest twoja historia i

jeste  zaanga owany, zwykle kompletnie nie kapujesz, o co biega. Z zewn trz za
wszystko wydaje si  jasne jak s

ce.

- To znaczy – wyja ni  -  e masz do  udawania,  e jeste cie tylko przyjació mi,

mimo  e obydwoje wiecie,  e to co  wi cej. Ile to ju  czasu min o?

Ulrich zmru

 oczy.

- Od czego?
- Od kiedy Yumi powiedzia a ci,  e woli,  eby cie zostali tylko przyjació mi.
Ulrich podrapa  si  w g ow , próbuj c sobie przypomnie .
- Chyba ze sto lat.
- No w

nie. A w tym czasie nadal si  w sobie buja... - Jeremy si  zaczerwieni . -

Krótko mówi c, ci gn li cie to dalej. Teraz ty ju  masz do  tego udawania, ale nie masz
odwagi porozmawia .

Ulrich u miechn  si  nieweso o.
- M drala.
- Zobaczysz,  e to proste - odrzek  Jeremy, te  si  u miechaj c. - Wcale nie

trudniejsze od naprawy kwantowego superkomputera.

- Wi c musz  pój  z ni  porozmawia . Przynajmniej  eby przeprosi .  eby

wyja ... Jeremy!

- Co jest?
- Popatrz na monitor! Co tam si  dzieje?
Obydwaj przypadli do biurka. Na monitorze m czyzna w d ugim p aszczu

przeskoczy  przez furtk  Pustelni i szed  w stron  ganku.

- Co to za jeden? - spyta  niepewnie Ulrich.
- Poczekaj, prze cz  na drug  kamer  - powiedzia  Jeremy.
Obraz si  zmieni . Z kamery, któr  Yumi umie ci a nad futryn , wida  by o

intruza. M czyzna by  bardzo m ody, mia  ledwo widoczn  bródk , piegowaty nos i
rude w osy.

- Nie wygl da gro nie, prawd  powiedziawszy - powiedzia  Ulrich, ale Jeremy go

nie s ucha .

Powi kszy  obraz i skierowa  na rudasa pozosta e trzy kamery, które by y w tej

okolicy.

- Widzisz? Nie dzwoni do drzwi. Zachowuje si  podejrzanie.
To by a prawda. Rudy ch opak sprawdzi , czy nikogo nie ma, a potem poszed  za

dom.

- Za nim, Jeremy, za nim!
- Staram si ! Powinienem by  pomy le  o samobie nych kamerach.

background image

Na ekranie monitora widzieli, jak ch opak zatrzymuje si  ko o  ciany gara u,

dok adnie w miejscu, gdzie znale li  lady, opiera si  o  cian  i przez chwil  stoi
nieruchomo z zamkni tymi oczami.

- Co on robi? - spyta  Ulrich.
- Nie wiem - odpowiedzia  Jeremy. - Ale si  martwi .
- Ju  sobie idzie. Patrz.
Ch opak poszed  w kierunku furtki. Wyjrza  na ulic ,  eby sprawdzi , czy nie ma

przechodniów, potem przeskoczy  przez ogrodzenie i pobieg  chodnikiem, wychodz c z
zasi gu kamer Jeremy’ego.

Le

a od kilku godzin w 

ku, próbuj c zasn . Od czasu do czasu spogl da a

na spalony telewizor, który patrzy  na ni  gro nie z biurka. W ko cu zapad a w
niespokojn  drzemk . Kiedy zadzwoni  telefon, Aelita mia a wra enie,  e wcale nie
spa a.

- Halo? Cze , Jeremy. Co  si  sta o? - spyta a po chwili.
- Tak, znale li my z Ulrichem intruza.
Aelita w panice podskoczy a na 

ku.

- Co takiego?
- Spokojnie - uspokaja  j  Jeremy. - Ju  sobie poszed . By  tylko chwil  i nie

wygl da  na gro nego. Jaki  ca kiem m ody gostek.

Aelita us ysza a,  e Ulrich co  mamrocze do Jeremy’ego. Po chwili Jeremy doda :
- Tak, racja. Wygl da  na niezdar . W ka dym razie mieli my go ca y czas na

oku. I dalej kontrolujemy wszystko.

Aelita  nie  mog a  si   uspokoi ,  s ysz c,   e  kto   w   rodku  nocy  kr ci  si   po

ogrodzie Pustelni. Nawet je li tajemniczy facet by  niezdar , to jego psy niemal e
rozszarpa y Kiwiego.

- Zaraz u ciebie b

 - postanowi a w ko cu.

Jeremy my la  nad tym chwil .
- Daj spokój, id  spa . Ale chc ,  eby  co  dla mnie zrobi a. Wys

em ci MMS-a

ze zdj ciem tego ch opaka. Przyjrzyj mu si  uwa nie i powiedz, czy go znasz.

- Mhm - przytakn a Aelita. - Zaraz oddzwoni .
Wiadomo  przysz a w tym momencie. Dziewczynka otworzy a j  i o ma o nie

zemdla a. To zdj cie... ten nos, te oczy, te piegi. Wydawa o jej si ,  e zna t  twarz! Ale
wtedy... Zrobi o jej si  s abo i musia a si  na chwil  po

. Potem wsta a, otworzy a

drzwi i pobieg a p dem do pokoju Jeremy’ego.

By  g odny jak wilk.
Kiedy mia  do wykonania misj , Grigory Nictapolus jad  tylko tyle,  eby

zachowa  si y, ale nigdy do syta. Jedzenie os abia o czujno . Dopiero gdy misja by a
zako czona, szed  do restauracji, w której serwowano grube befsztyki polane sosem
barbecue, i opycha  si  mi sem. W ten sposób  wi towa .

Inspekcja w domu Della Robbiów, któr  zrobi  tego ranka, okaza a si  owocna,

mimo  e w

cicielka wróci a zbyt wcze nie. Nie ma si  jednak czym przejmowa .

Zawsze zdarza si  co  nieprzewidzianego. Trzeba tylko umie  sobie z tym radzi .

background image

Ch opak, który zakrad  si  do Pustelni, pojawi  si  jak na zawo anie. Dzieciaki

 my le ,  e jest on tym samym m czyzn , którego widzia  Hiroki. Nikt nie b dzie

podejrzewa  istnienia Grigory’ego.

Zerkaj c ci gle na kamery umieszczone w pokoju Aelity w Kadic, Grigory

otworzy  archiwum wideo i cofn  film o kilka minut. No w

nie. Obraz na komórce

dziewczynki by  zbyt rozmyty,  eby móg  rozpozna  twarz intruza. Ale w ogrodzie
Pustelni znajdowa y si  równie  kamery Grigory’ego, na których obraz by  o wiele
wyra niejszy. Musi mie  na oku tego ch opaczka w okularkach, Jeremy’ego. W jedno
popo udnie zbudowa  instalacj  alarmow  o obwodzie zamkni tym, która by a o wiele
lepsza od wielu instalacji montowanych przez profesjonalne firmy. Sprz t Grigory’ego
by  o wiele bardziej nowoczesny. Grigory nawet przez chwil  nie pomy la ,  e dzieci
mog yby odkry  jego mikropluskwy albo jego obecno  w okolicy Pustelni.

Powi kszy  na monitorze obraz piegowatego ch opaka i otworzy  swoje cyfrowe

dossier. Wykorzystuj c jeden z programów, którymi pos ugiwa a si  policja, rozpocz
poszukiwania na podstawie cech somatycznych twarzy ch opaka. Na zdj ciu pojawi  si
ci g czerwonych kropeczek, odpowiadaj cych ko ciom jarzmowym, oczom, podstawie
nosa i ustom. Na drugiej po owie monitora zacz y przesuwa  si  coraz szybciej ró ne
zdj cia.

 Po

 chwili

 komputer

 wy wietli  

komunikat:

 NIE

 ZNALEZIONO

PODOBIE STWA.

Grigory móg by pod czy  si  do archiwum francuskiej policji albo FBI, ale to

zaj oby du o czasu. Dlatego rozpocz  nowe poszukiwanie w swoich wewn trznych
archiwach. Za zmienn  przyj  wiek. Je li w jego dossier jest zdj cie m odzie ca jako
dziecka, to teraz si  pojawi. Tak, komputer móg  to zrobi . Po dziesi ciu minutach
pojawi o si  to, czego szuka . Podanie o przyj cie do Kadic z 1992 roku. Zdj cie do
legitymacji szkolnej, które by o za czone do podania, nie przypomina o zbytnio

odzie ca kr

cego si  po Pustelni. Komputer jednak podawa ,  e podobie stwo

wynosi 98 procent. Praktycznie mia  pewno .

Imi  i nazwisko: Richard Dupuis. Piecz tka w g bi dossier. Zapisany do klasy D.

Klasa D... to co  Grigory’emu mówi o. Potrzebowa  jedynie pi ciu minut,  eby
stwierdzi , co mianowicie. Zdj cie klasowe. Dzieci ustawione w rz dach. Po lewej stoi

odziutki Jim Morales. Po prawej profesor Franz Hopper. W pierwszym rz dzie kl czy

Aelita Hopper i u miecha si  szeroko. Obok niej kuca ten ch opiec, Richard, ze swoj
charakterystyczn  rud  czupryn .

Grigory obserwowa  Aelit  na dwóch monitorach pod czonych do kamer.

Dziewczynka wróci a do pokoju i zasn a g boko. M czyzna wykrzywi  szyderczo
usta:

- Naprawd  go nie pami tasz, ma a? A powinna . Przez dwa lata chodzili cie do

tej samej klasy. Dwa lata to ca kiem do  czasu,  eby kogo  zapami ta .

background image

6
PU APKA, A MO E NAWET DWIE

W sto ówce podano fasol  z mi sem po meksyka sku. Ulrich czu  ci ar w

dku, troch  z przejedzenia, troch  z niepokoju.

- Mniam! - sapn  Odd, klepi c si  po brzuchu. - Tego w

nie potrzebowa em.

-  Mog

  sobie  darowa   trzeci   dok adk   -  zauwa

  Ulrich,  rozgl daj c  si

dooko a w poszukiwaniu Yumi.

- Trzeba uczci  okazj , kiedy kucharka nie gotuje tego niesmacznego zdrowego

arcia! A do tego mamy teraz dwie godziny plastyki. Po fasoli lepiej b dzie mi si  spa o.

- Sorry, Odd, musz  spada  - uci  krótko Ulrich, zostawiaj c przyjaciela.
Zobaczy  z okna,  e przez park idzie Yumi w towarzystwie kole anek. Mo e to

nie by  najlepszy moment na rozmow , ale po tym, co mu tamtego wieczoru powiedzia
Jeremy, nie móg  ju  czeka . Dogoni  j  biegiem.

- Yumi! Masz mo e sekundk ?
Kole anki zacz y si

mia . Wed ug nich by o to zabawne,  e taka twardzielka

jak Yumi koleguje si  z m odszym ch opakiem. Yumi spiorunowa a je wzrokiem.

- Na razie! - po egna a je, ale potem, gdy tylko zosta a sama z Ulrichem, rzuci a

niecierpliwie:

- O co chodzi? Za minut  musz  i .
Zawstydzony ch opiec podrapa  si  w szyj . Mia  wra enie,  e T-shirt zacisn

mu si  wokó  gard a. Brakowa o mu tchu. Odezwa a si  fasola w jego brzuchu.

- Co, j zyk ci uci li? - ci gn a zirytowana Yumi.
- Mnie..., no, wi c. W

nie.

- Gratulacje, pi kna mowa. D ugo nad ni  pracowa

? - rzek a Yumi z

politowaniem. Ale teraz si  u miecha a.

Ulrich spróbowa  raz jeszcze:
- Ostatnio nie by em dla ciebie zbyt mi y, Yumi.
- Powiedz to g

no.

- Tylko  e... W

nie. No. Ale chcia em przeprosi . By em niemi y - ci gn .

- Tak.
-  le wychowany.
- To te .
Nie u atwia a mu zadania. A teraz by a kolej na najtrudniejsz  cz

 mowy:

„Yumi, ty i ja nie jeste my tylko przyjació mi. Wiesz o tym. Chcesz... co chcesz? Chcesz.
Kropka. Yumi...”.

- Przykro mi, Yumi. Przepraszam. No, tak.
Wyci gn a palce i musn a mu policzek, który zaczerwieni  si  od tego

delikatnego dotyku.

- Nic si  nie sta o. Ja te  jestem troch  nerwowa. Udawajmy,  e nic si  nie sta o,

okej?

Potem chcia a odej , ale Ulrich j  zatrzyma .
- Czekaj, ja jeszcze nie sko czy em.
„Yumi, ty i ja nie jeste my tylko przyjació mi”. Odwagi, to tylko jedno zdanie,

czego tu si  ba ?

background image

W tym w

nie momencie podesz a do nich Sissi Delmas w towarzystwie swoich

nieod cznych adoratorów, Hervégo i Nicolasa.  mia o obj a Ulricha za szyj  i
przytuli a si  do niego. Potem zlustrowa a Yumi od stóp do g ów.

- Ojej, jak  masz ponur  min ! Nie powinna

le si  obchodzi  z naszym

Ulrichem. Wiesz, jest bardzo wra liwy. Potrzebuje dziewczyny, która go zrozumie, która
si  nim zaopiekuje...

- Sissi! - wrzasn  Ulrich, naprawd  w ciek y. - Rozmawia em z Yumi!
- Fajnie, ale wiesz, ja ju  musz  i  na lekcj  - sp awi a go Yumi.
Ulrich próbowa  zaprotestowa  i co  doda , ale Sissi wzi a go za r

.

- Hervé, Nicolas, id cie przodem. Zaraz was dogoni . Ulrich, co ty na to,

eby my si  razem pouczyli dzi  po po udniu? Musimy powtórzy  sobie biologi , a ty

jeste  z niej taki dobry!

- Nigdy nie mia em nawet dostatecznego z biologii! - wybuchn  Ulrich. - Je li

potrzebujesz pomocy, id  do Jeremy’ego!

Yumi wzruszy a ramionami, pomacha a r

 na po egnanie i u miechn a si

lekko do Ulricha. Ch opiec sta  w miejscu, patrz c na jej d ugie czarne w osy. Sissi
uszczypn a go w policzek.

- Patrz, jeste my sami.
Mo e to by a wina fasolki, ale ch opiec poczu ,  e ma  ci ni ty 

dek.

Pan Chardin za

 r ce za plecy, przechadza  si  mi dzy  awkami i g

no

narzeka  na kino, uj cia i tajemnicz  rzecz zwan  découpage. Aelita westchn a. Dzisiaj
po po udniu reszta paczki pójdzie do fabryki,  eby przygotowa  pu apk  na intruza z
Pustelni. Ona zostanie, bo obieca a Tamii,  e pomo e jej z audio do filmu. Tamiya i
Milly by y redaktorkami szkolnej gazetki. Kr ci y filmy wideo, które by y umieszczane
na stronie internetowej gazetki. Dziewczynki m czy y Aelit  od dawna. Nikt poza Sissi
nie mia  odwagi im odmówi . Kiedy zadzwoni  dzwonek, podesz a do Odda.

- Co robisz, idziesz z reszt ?
- Idzie ze mn  - burkn  Jim Morales, pojawiaj c si  w drzwiach klasy. - Za kar

dyrektor zleci  mu troch  prac spo ecznych. Pomo e mi porz dkowa  sal  gimnastyczn .

Odd przewróci  oczami.
-  Cze   pracy,  stary!  -  rzuci   przechodz cy  obok  Ulrich.  -  Do  zobaczenia  na

kolacji.

Jeremy i Ulrich po egnali Aelit , któr  zaraz porwa a Tamiya. M oda

dziennikarka z tysi cem cienkich warkoczyków zebranych w kucyk z czego  si

mia a.

Aelita nie mia a poj cia, dlaczego Tamii jest tak weso o, ale te  próbowa a si

mia ...

eby nie p aka .

- Baw si  dobrze! - krzykn  Ulrich, machaj c r

.

- Jeste  bez serca - parskn  Jeremy.
Ch opcy poszli przez park Kadic w stron  opuszczonej fabryki. Budowla

znajdowa a si  niedaleko gimnazjum. Zajmowa a ca  wysepk  na rzece, nad któr  by
przerzucony stary most. Po zamkni ciu fabryki ulica, która prowadzi a do mostu, zosta a
przegrodzona. Obecnie mo na by o si  tam dosta  na trzy sposoby. Wszystkie drogi
prowadzi y pod ziemi : z Pustelni przez d ugi tunel zaprojektowany i zbudowany przez
Franza Hoppera, z kot owni w szkole Kadic albo z w azu w parku. Ch opcy wybrali, jak
zwykle, w az. Okropnie tam cuchn o, ale kana  by  najbezpieczniejszym przej ciem, bo

background image

nikt ich nie móg  zobaczy . Razem rozgarn li  nieg, podnie li ci ki  elazny kr g i
weszli do kana u, zamykaj c za sob  klap . Zeszli po w skiej pionowej drabinie,
trzymaj c si  uchwytów umocowanych w betonie. Przed zej ciem do cuchn cych

cieków ostatni raz zrobili g boki wdech. Na pokrywie w azu i u do u drabiny by

dziwny symbol i tajemniczy napis: Green Phoenix. Zielony Feniks. Jeremy nigdy nie
zrozumia  jego znaczenia. Gdy doszli do poziomego kana u, Jeremy z apa  swoj
hulajnog , a Ulrich jedn  z deskorolek opartych o  cian . Smród by  tak silny,  e prawie
parali owa . Z tego powodu przynie li tu te  rodki transportu - dzi ki nim mogli szybciej
opu ci  to wstr tne przej cie. Jechali a  do drabinki prowadz cej do góry i wreszcie
wyszli na most.

-  Uff  -  sapn   Ulrich,  kiedy  znowu  znale li  si   na   wie ym  powietrzu.  -

Powiniene  wymy li  superdezodorant do kana ów. Jest coraz gorzej.

- Perfumowane  cieki? To dopiero by by o podejrzane, nie?
Most podtrzymywa y dwie wysokie, zardzewia e,  elazne kolumny, od których

odchodzi y wielkie kable. Jeremy’emu przypomina  on troch  zmniejszony i zaniedbany
most Brookli ski. Weszli do fabryki i zjechali na parter po starych linach zawieszonych u
sufitu. Betonowa hala by a ogromna, z belkami i kwadratowymi oknami o powybijanych
szybach.

Ch opcy weszli do windy. Przypomina a ona kontener. Zje

a na dó , kiedy

wcisn  si  guzik wielkiego, dyndaj cego przy  ciance pilota.

- Jest co wspomina , nie? - wymamrota  Ulrich.
Jeremy nie odpowiedzia . Od czasu, gdy odkry ,  e istnieje przej cie z Kadic do

starej, opuszczonej fabryki, przebywali t  drog  wiele razy. Zawsze si

pieszyli i zawsze

my leli o walce z potworami albo o ratowaniu przyjació .

Wiele razy znajdowali si  w niebezpiecze stwie, czasami nawet bardzo du ym.

Ale to by a tak e ich wspania a przygoda. Od czasu gdy wszystko si  sko czy o i
superkomputer zosta  wy czony, Jeremy mia  wra enie, jakby w ich  yciu czego
brakowa o. Na parterze znajdowa o si  ogromne laboratorium komputerowe o wietlone

abym zielonkawym  wiat em. Na  rodku sali sta o co  w rodzaju metalowego ko a,

które wystawa o trzydzie ci centymetrów ponad poziom pod ogi. By  to rzutnik
holograficzny, który pozwala  Jeremy’emu obserwowa , co inne dzieci robi y w Lyoko, i
analizowa  ich po

enie wzgl dem potworów. Przed rzutnikiem sta  obracany fotel z

konsolami sterowania. Obok znajdowa y si  monitory i klawiatura podtrzymywane przez
mechaniczne rami .

Ch opiec nie zwróci  uwagi na wy czony i porzucony superkomputer. Otworzy

drzwi do schowka, w którym by o wszystkiego po trochu. Zacz  wybiera  metalowe
siatki i cz ci do automatyki, schematy i kable.

Ulrich przykucn  obok i zacz  grzeba  w tych rupieciach.
- Nie jest ci przykro? - spyta .
- Czemu? - Jeremy spojrza  na niego pytaj co.
-  e wy czy

 superkomputer.

Jeremy westchn  i poczu ,  e pod grubymi szk ami okularów szczypi  go oczy.
- Staram si  o tym nie my le . O tych wszystkich nocach, które sp dzi em tu, na

dole, kiedy chcia em zmaterializowa  Aelit  w naszym  wiecie. I o wszystkich
momentach, kiedy próbowa em pomóc wam w Lyoko...

background image

Na parterze znajdowa o si  ogromne laboratorium komputerowe o wietlone

abym zielonkawym  wiat em. Na  rodku sali sta o co  w rodzaju metalowego ko a,

które wystawa o trzydzie ci centymetrów ponad poziom pod ogi. By  to rzutnik
holograficzny, który pozwala  Jeremy’emu obserwowa , co inne dzieci robi y w Lyoko, i
analizowa  ich po

enie wzgl dem potworów. Przed rzutnikiem sta  obracany fotel z

konsolami sterowania. Obok znajdowa y si  monitory i klawiatura podtrzymywane przez
mechaniczne rami .

Ch opiec nie zwróci  uwagi na wy czony i porzucony superkomputer. Otworzy

drzwi do schowka, w którym by o wszystkiego po trochu. Zacz  wybiera  metalowe
siatki i cz ci do automatyki, schematy i kable.

Ulrich przykucn  obok i zacz  grzeba  w tych rupieciach.
- Nie jest ci przykro? - spyta .
- Czemu? - Jeremy spojrza  na niego pytaj co.
-  e wy czy

 superkomputer.

Jeremy westchn  i poczu ,  e pod grubymi szk ami okularów szczypi  go oczy.
- Staram si  o tym nie my le . O tych wszystkich nocach, które sp dzi em tu, na

dole, kiedy chcia em zmaterializowa  Aelit  w naszym  wiecie. I o wszystkich
momentach, kiedy próbowa em pomóc wam w Lyoko...

- Pewnie. Ty by

 mózgiem, a my uzbrojonymi r koma!

Ulrich wsta  i uda ,  e zadaje ci cia kung-fu niewidzialnym mieczem. Jeremy

pami ta  wszystko, jakby to by o wczoraj: Ulricha jako wojownika, jego
charakterystyczne ci cia, rywalizacj  z Oddem i Yumi o to, kto zabije najwi cej
potworów.

- Mia em wra enie,  e po wy czeniu superkomputera umar a jaka  cz stka mnie

- doko czy . - Ale nie mogli my zrobi  inaczej. By o zbyt niebezpiecznie.

- Od dawna ju  nie jest potrzebny...
Jeremy na chwil  przypomnia  sobie popo udnie poprzedniego dnia, kiedy

wybuch y lampki w jego pokoju. Mimo to zmusi  si , aby dopowiedzie :

- No w

nie. Od kiedy Xana... nie  yje.

Ale z jakiego  powodu powiedzia  to dr cym g osem.

Odd by  tego wieczoru sam w pokoju. Przez Jima bola y go plecy. Wuefista kaza

mu przenosi  sztangi z jednego k ta schowka w drugi. Co trzydzie ci sekund zmienia
zdanie, w jaki sposób je u

. Odd czeka  kolacji jak wybawienia. Strasznie chcia

porozmawia  z przyjació mi. Tymczasem tu  przed pój ciem do sto ówki dosta  SMS od
Uricha: Dzi  w nocy zastawiamy pu apk . Zjemy w Pustelni. Pa. Krótko mówi c, Odd
by  zm czony i za amany. Gdyby tylko mia  troch  wi cej si y, uciek by do opuszczonej
willi, do przyjació  albo poszed by do domu Yumi,  eby przywita  si  ze swoim Kiwim.
Ale z trudem móg  podnie  nawet palec,  eby zmieni  kana  w telewizji.

„No i co ja b

 robi  przez ca y wieczór”, martwi  si .

W tym momencie zauwa

 seri  p yt DVD na 

ku Ulricha. By y cz ciowo

przykryte kocem. Czy by o na nich co  ciekawego? Wsta , nie zwracaj c uwagi na
obola e nogi, i wzi  do r ki DVD. Jeremy podpisa  je: Monitorowanie Pustelni 1, 2, 3...

By y to filmy wideo nakr cone przez kamery zamontowane wokó  willi

poprzedniej nocy. Nie by  to film akcji, ale Odd przynajmniej b dzie móg  zobaczy
twarz tego nieuchwytnego tajemniczego ch opaka. Mo e Ulrich i Jeremy nie zauwa yli

background image

czego , a on to dostrze e? Wyobrazi  sobie,  e ma na sobie ciemny garnitur w stylu
Jamesa Bonda, czerwon  ró

 w butonierce i szczerzy z by w u miechu. Przed nim, na

ziemi le eli jego przyjaciele, których bohatersko uratowa  w ostatniej chwili. Eva
obejmowa a go, nie mog c si  ju  oprze  jego czarowi...

 pierwsz  p yt  do odtwarzacza i wcisn  start, a potem wyci gn  si  na

ku. By y to tylko widoki ogrodu ko o willi. Ale rozrywka! Zacz  szybciej przewija ,

potem w

 drug  p yt . Trzeci  p yt . I zasn .

Zapach  wie ych owoców, s odki jak wata cukrowa. Delikatna wo  ró .
- Kochanie... - szepn  Odd przez sen.
Obudzi  go perlisty, s odki i bardzo kobiecy  miech.
Odd pomy la ,  e jeszcze  pi.
Kilka centymetrów nad swoj  twarz  zobaczy  nachylon  Ev . By a ubrana w

bia  koszulk  i jaskraw , kolorow  spódnic . Na w osach mia a przepask . By a pi kna.
Nie, o wiele wi cej ni  pi kna: boska, anielska, tak cudowna,  e Odda co

cisn o za

gard o i zacz  si  poci .

- Przepraszam,  e ci przeszkodzi am - powiedzia a dziewczynka tym swoim

bajecznym akcentem. - Puka am, ale nikt nie odpowiada . A s ysza am,  e gra telewizor,
a wi c kto  jest w pokoju.

Eva puka a do jego pokoju? Eva go szuka a? Och, marzenie stawa o si

rzeczywisto ci !

-  Bardzo  s usznie!  -  wykrzykn   Odd,  siadaj c  szybko.  Przetar   oczy  palcami.  -

Siadaj, gdzie chcesz.

Dziewczynka zacz a chodzi  po pokoju. Otworzy a i zamkn a szaf ,

zlustrowa a biurko, obejrza a ksi ki i p yty. Odd obserwowa  j  w zachwycie. Ale  ona
jest wyluzowana!

-  Wiesz,  u  mnie  w  domu  jest  tak  nudno  -  powiedzia a  Eva.  -  Starzy  poszli  ju

spa .

- Aha, rozumiem ci  dobrze! - zgodzi  si  Odd.
Od snu, zmieszania i blisko ci Evy kr ci o mu si  w g owie. No i czy jemu co  si

przywidzia o, czy te  ona zajrza a równie  pod 

ko Ulricha?

- Hm, ale wiesz,  e nie powinno ci  tu by , prawda? - wymamrota  nie mia o. -

Dziewczynki maj  zakaz wchodzenia do pokojów ch opców po kolacji...

- Dopóki mnie nie z api , nie ma problemu - parskn a g

no Eva.

Oddowi to w zupe no ci wystarczy o.

Nocna zasadzka bywa rzecz  bardzo nudn . Jeremy pracowa  przez ca e

popo udnie,  eby przygotowa  swoj  pu apk , a teraz by  wyko czony. Poza tym
poprzedniej nocy te  prawie nie spa , bo chcia  mie  Pustelni  na oku.

Aelita i Yumi zamówi y kilka pizz. Zjedli je w salonie, jednym okiem patrz c w

laptop Jeremy’ego, a drugim na film w telewizji.

- Jeremy, jeste  pewien,  e tej nocy ch opak wróci? - spyta  Ulrich.
- To bardzo prawdopodobne. Hiroki widzia  go przedwczoraj wieczorem, jak

wychodzi  z Pustelni. A wczoraj wróci . Nie wiem, co planuje. Na pewno jeszcze nie
zrobi  tego, co chcia , skoro rozgl da  si  dooko a, a potem zwia . A wi c dzi  wieczór
si  pojawi.

Wszyscy przestali prze uwa  pizz . Aelita szepn a:

background image

- Nie mog  si  uspokoi ...
Jeremy spróbowa  mówi  bardziej  artobliwym tonem.
- A powinna ! Teraz na trawniku wokó  Pustelni s  trzy automatyczne siatki.

Zamocowa em aktywuj ce je czujniki laserowe. Mo emy tak e uaktywni  siatki st d,
je li zobaczymy ch opaka w kamerach. Nie mo e nam uciec.

- Mo e przyj  od ty u - zasugerowa  Ulrich.
- Przej  przez mur i siatk ? Zbyt skomplikowane. Wczoraj wszed  furtk  od

frontu,  dzi   zrobi  tak  samo.  W  ka dym  razie  tam  te   mamy  kamery.  Nie  ma  jak  uciec.
Natomiast wy mo ecie zrobi  dla mnie jedn  rzecz.

Przyjaciele spojrzeli na niego pytaj co, gotowi do pomocy.
- Poda  mi drugi kawa ek pizzy. Umieram z g odu.

Odd nie wiedzia  ju , co my le . Eva nie tylko by a najpi kniejsz  dziewczyn ,

jak  widzia , lecz tak e najbardziej sympatyczn  i inteligentn . Rozmawiali chyba z
godzin . Nawet tego nie zauwa yli. Ani na chwil  nie pojawi o si  mi dzy nimi uczucie
skr powania.

Eva  spyta a  go,  czy  lubi  fotografi ,  a  on  przytakn .  Uwielbia   zdj cia

piosenkarzy w pisemkach muzycznych, wi c uzna ,  e nie k amie. Ona by a za to
prawdziw  profesjonalistk . Pokaza a mu kilka zapieraj cych dech w piersiach fotek z
Ameryki. Opowiedzia a mu mnóstwo rzeczy o regulacji obiektywów i programach do
obróbki zdj . Ca y czas siedzia a obok niego. Widzia  jej pi kne nogi, za

one jedna na

drug . Kilka razy musn a mu r

 w czasie rozmowy.

- Nie mo esz tu zosta  i si  przespa ? - spyta  odwa nie Odd, kiedy Eva zacz a

wstawa .

Musia o mu odbi . Je li dyro by go z apa , na mur-beton by go wyrzucili ze

szko y.

Dziewczynka u miechn a si  lekko.
- By oby to niestosowne, Odd. Ale bardzo bym chcia a. Mo e którego  wieczoru

zostaniesz u mnie? Moi starzy wyje

aj  cz sto s

bowo. Znasz mój adres? Zostawi

ci te  mój telefon.

Odd by  tak poruszony,  e zdo

 tylko kiwn  g ow .

Eva za mia a si  rozbawiona i wyj a z torebki flamaster. Wzi a go za r

 i

napisa a mu na d oni adres i numer komórki.

- No, masz. Dzi ki za wspólny wieczór, Odd. By o mi naprawd  mi o.
Odd zaczerwieni  si  jak burak.
- Mnie... te . Nie b

 my  tej r ki, przysi gam.

Eva zachichota a. Potem, niespodziewanie, kiedy Odd patrzy  na ni  z

zachwytem, podesz a do niego i poca owa a go. Poca owa a go w usta. W g owie Odda
nast pi o zwarcie. Kiedy zda  sobie spraw  z tego, co si  zdarzy o, Eva zd

a ju

wyj .

- Fantastyczna laska... - wymamrota  oszo omiony. Tymczasem telewizor w jego

pokoju dalej wy wietla  wideo z Pustelni nakr cone poprzedniego wieczoru przez
Jeremy’ego i Ulricha. Nagle Odd zauwa

,  e na filmie jest co  bardzo, bardzo

dziwnego. Co , czego nikt jeszcze nie dostrzeg .

background image

7
PRZES UCHANIE

Monitor komputera zacz  miga .
ALARM. WYKRYTO INTRUZA.
- Zamknijcie si ! - krzykn  Jeremy, stukaj c w klawiatur  laptopa. - Mo e ju  go

mamy!

Aelita wy czy a telewizor, a Ulrich kopn  na bok puste opakowania po pizzach.

Dzieci st oczy y si  wokó  komputera, na którym wida  by o chudego cz owieka
ubranego  w  d ugi,  szary  prochowiec,  taki  jakiego  w  filmach  u ywaj   szpiedzy  albo
przest pcy:

- Aha! - wykrzykn  tryumfalnie Jeremy. - Wszed , przeskakuj c g ówn  bram ,

dok adnie tak, jak mówi em!

- Ale nie ma psów. A przecie  psy pogryz y Kiwiego - przypomnia a wstrz ni ta

Yumi.

Jeremy wzruszy  ramionami.
- Zostawi  je w domu. Wczoraj wieczór te  ich nie mia . W ka dym razie wkrótce

dziemy mogli go sami o to zapyta .

czy  zoom kamery i powi kszy  twarz intruza na ca y monitor. By  to ten sam

rudy ch opak. Mia  podkr one, pó przymkni te oczy. Wygl da  na chorego. Na widok
tej twarzy Aelicie zakr ci o si  w g owie. Ju  gdzie  tego ch opaka widzia a. Bardzo
dawno temu. Ale nie umia a sobie przypomnie , kto to jest.

- Co robimy, Jeremy? - spyta  Ulrich, przerywaj c jej rozmy lania.
- Przygotujcie wszystko. Uruchomi  pu apk , jak ten gostek wejdzie mi w zasi g.
Ulrich skoczy  do kuchni, gdzie zostawili pud o z materia ami do przes uchania.

Podniós  je bez trudu i zaniós  do salonu, a potem zacz  rozdawa  materia y swoim
przyjacio om.

- Nic z tego! - westchn  Jeremy. - Dlaczego on si  nie rusza? Dlaczego nie idzie

w stron  ganku albo gara u?

- Mog  wyj  - zaproponowa  Ulrich - i zwabi  go w stron  naszej pu apki.
- To zbyt niebezpieczne! - powstrzyma a go Yumi. - Mo e by  uzbrojony.
Jeremy uspokoi  ich.
- Nie trzeba, wreszcie si  ruszy .
Pierwszy krok. Drugi. Ch opak na monitorze wygl da  na niezdecydowanego.

Podszed  w stron  ganku, tak jakby chcia  zadzwoni  do drzwi, potem zawróci  i poszed
w lewo, w stron  gara u, krocz c niepewnie po zamarzni tym  niegu.

Jeremy prze czy  obraz na drug  kamer , umieszczon  dok adnie nad pu apk .

Ch opak tylko przejdzie pod ni  i... trach! Przygotowa  j  tak, aby mog a przesuwa  si  w
zale no ci od ruchów kamery.

Jeszcze kilka kroków...
Na monitorze wida  by o twarz ch opaka i nak adaj

 si  na ni  sie  linii. Cel.

Oczy ch opaka, teraz szeroko otwarte, b yszcza y w ciemno ci. Wszyscy wstrzymali
oddech. Palec Jeremy’ego przesun  si  na przycisk START. Czas jakby stan  w
miejscu, nawet li cie przesta y si  porusza . Ch opak szed  ostro nie w stron

ciany

gara u.

Jeremy przygryz  doln  warg  i wcisn  przycisk.

background image

Pu apka si  uruchomi a.

Siedz cy w pokoju Odd zatrzyma  obraz na ekranie i cofn  o kilka klatek. Tak, tu

co  jest. Jeremy i Ulrich sp dzili ca  noc na pogaduszkach i mogli tego nie zauwa

.

Wzi  komórk  i spróbowa  zadzwoni  do Jeremy’ego: Abonent chwilowo niedost pny.
Spróbowa  zadzwoni  do Ulricha. To samo. Poczu ,  e ogarnia go niepokój.

Zerwa  si  na nogi i wyci gn  spod 

ka wielkie kartonowe pud o, w którym

znajdowa  si  laptop. Dosta  go od rodziców. Jeremy przez kilka godzin instalowa  na
nim wszystkie mo liwe programy, ale Odd u

 go tylko kilka razy,  eby pos ucha

piosenek na MP3. Nie kr ci a go technologia.

Czeka  niecierpliwie, a  urz dzenie si  w czy (dlaczego to tyle trwa?), potem

 DVD i uruchomi  program do obróbki wideo.

Co Eva mówi a o zdj ciach? Ach, tak. Kontrast, jasno . I krzywizny. Bawi  si

troch  programem, a  znalaz  funkcje, o których opowiada a. By  to rodzaj wykresu,
który stanowi

wiartk  ko a. Odd zobaczy ,  e ruszaj c myszk , mo e przesuwa ,

deformowa  i zmienia  t  krzyw ... tylko nie za bardzo wiedzia , jak. Raz obrazek stawa
si  ja niejszy, potem ciemnia . Pojawia y si  zwariowane kolory. Ale by a to w

ciwa

funkcja.

Zacz  gor czkowo pracowa . By  skupiony, wzrok utkwi  w tej jednej klatce na

DVD. W pewnym okre lonym miejscu, mi dzy drzewami, piksele uk ada y si  dziwnie -
tak, jakby co  tam zosta o wymazane.

- Cholera! - sykn . Przesadzi  z krzyw  i obrazek zmieni  si  w groch z kapust  o

nierealnych kolorach. Anulowa  dzia anie i zacz  od pocz tku. O w

nie. Zarysy mocno

umi nionego m czyzny o szerokich barach i w skiej talii. U jego stóp le

o co , czego

nie by o dobrze wida .

Odd zapisa  kopi  obrazka, przesun  DVD o kilka klatek i powtórzy  procedur .

Tym razem m

czyzna by  widoczny z profilu, na plecach mia  wielki plecak. Na

wysoko ci jego pasa wida  by o...

- Co to jest, u diab a? - krzykn  wstrz ni ty Odd. - Kucyki? Cielaki?
Oczywi cie ani jedno, ani drugie. To by y psy. Dwa wielkie, agresywnie

wygl daj ce psy. By y bez smyczy i obw chiwa y ziemi  u stóp m czyzny. Oddowi
przemkn y przez g ow  dwie my li. Po pierwsze: ten m czyzna mia  dwa psy, a Kiwi
zosta  pogryziony przez dwa psy. Zatem ch opak, którego Jeremy i ca a reszta chcieli

apa , by  niewinny. Polowali na niew

ciw  osob . Po drugie: m czyzna z psami

zdo

 wykasowa  z DVD swój obraz. Móg  mie  tak wyrafinowany sprz t,  e zak óca

kamery Jeremy’ego. Zatem by  kim  bardzo niebezpiecznym. A co gorsza, jego
przyjaciele nie mieli o tym poj cia. Odd zerwa  si  na nogi, z apa  kurtk  i komórk  i
wybieg  ze swego pokoju. Nawet nie pomy la ,  eby wy czy  komputer.

Ogród wygl da  jak puszcza przysypana  niegiem.
„Profesor Hopper móg by odgarn

nieg ze  cie ek”, my la  sobie Richard

Dupuis. Opar  si  o drzewo i podniós  stop ,  eby poprawi  mokr  we nian  skarpetk ,
która zsun a si  w g b buta i go uwiera a. Potem rozejrza  si  dooko a. Oto ju  po raz
drugi zakrada si  do ogrodu ko o Pustelni. Zaczyna si  zachowywa  jak wariat. Tak
naprawd  to chcia by zadzwoni  do drzwi, cho  raczej nie tak, jak teraz, w  rodku nocy, i
powiedzie : „Dzie  dobry, panie profesorze. Jestem Richard Dupuis”. Wyobrazi  sobie

background image

powa

 twarz otoczon  ciemn  brod  i okulary o b yszcz cych szk ach, które

przes ania y oczy profesora. Nie, tak si  nie da. Nie mo e podej  do profesora tak po
prostu, bezpo rednio. No i czy Hopper jeszcze tu mieszka? Richard pami ta  nag ówki
gazet sprzed wielu lat: Profesor z Kadic znika razem z córk ...

Oczywi cie,  e wróci . W przeciwnym wypadku dlaczego...
Rozmy laj c w skupieniu, Richard podszed  do gara u. Zamierza  okr

 dom,

zobaczy , czy pali si  w nim  wiat o. A potem... tym razem zdob dzie si  na odwag  i
zadzwoni do drzwi.

Nagle us ysza  szum. By o to co  w rodzaju silnego podmuchu, który rozwia  mu

osy na g owie. A potem us ysza  odg os zwalnianego cyngla, albo raczej strza u. To, co

zdarzy o si  potem, by o jak atak niewidzialnych. Co  uderzy o go w plecy i powali o na

nieg. Przestraszony ch opak próbowa  si  zerwa , ale by  ju  opl tany czym  w rodzaju

metalowej siatki.

Napr

 nogi,  eby si  wyprostowa , ale siatka si  poruszy a i przycisn a go do

ziemi. Richard poczu  skurcz mi ni - by o to pora enie pr dem. Straci  przytomno .
Kiedy otworzy  oczy, przez chwil  my la ,  e jest na pany albo zwariowa . By  nadal
uwi ziony w metalowej siatce. Nie znajdowa  si  ju  jednak w ogrodzie, ale w ciemnym
pokoju o betonowej pod odze.  wiat o dochodzi o jedynie ze szczeliny pod drzwiami w

bi. Wida  by o troch  pude  walaj cych si  w nie adzie ko o  ciany. Wygl da y, jakby

czeka y na przeprowadzk , która nigdy si  nie odby a. Stopniowo, w miar  jak oczy
Richarda przyzwyczaja y si  do ciemno ci, zacz  dostrzega  cztery postacie, które
siedzia y w pó kolu kilka kroków od niego. Wygl da y na osoby niskiego wzrostu, mo e
kar y. Znajdowa y si  w mroku i nie by o wida  ich twarzy. Richard potrz sn  g ow :
Co si  dzieje? Czy to sen? Koszmar? Dziwny film, z którego nic nie da si  zrozumie ?

- Jak si  nazywasz? - zapyta a pierwsza posta  od lewej. Mia a g boki i dono ny

os, który brzmia  do  gro nie.

- R-Richard. Richard Dupuis - wyj ka .
- Dlaczego by

 w ogrodzie? - ci gn  g os.

Richard  milcza   przez  chwil .  Móg by  sk ama ,  ale  w  gruncie  rzeczy  po  co?

Lepiej opowiedzie  wszystko, jak by o. I tak nie mia  nic do ukrycia.

- Szuka em profesora Hoppera - odpowiedzia .
- To do  dziwny sposób,  eby kogo  szuka  - rzek a posta .
- Wiem,  e profesor znikn  ponad dziesi  lat temu.
- Zna

 Hoppera? - zapyta  go inny g os. Brzmia  jak g os jednego aktora z

telewizji, ale Richard nie umia  sobie nigdy przypomnie  jego imienia.

Ch opak przytakn , na wszelki wypadek mrugaj c jeszcze znacz co,  eby da

osobom siedz cym wokó  niego wyra niejszy znak potwierdzenia.

- Tak. Wiele lat temu. Zanim znikn , by em jego uczniem w gimnazjum Kadic.

Chodzi em do klasy z jego córk . Mia a na imi  Aelita.

Jedna z postaci gwa townie si  poruszy a.
Richard podrapa  si  w czo o. Wszystko to by o absurdalne i zaczyna  si  troch

ba . Ale te dziwne karze ki nie wygl da y na szczególnie gro ne.

Ci gn  dalej:
- Mia em nadziej ,  e spotkam Aelit , bo ona mog aby mi wyt umaczy ,

dlaczego... Nie, nie mog  mówi , jak trzeba, kiedy jestem zwi zany! Musz  co  wyj ,
pokaza  wam.

background image

Dziwaczna posta  przed nim powalczy a z czym . Oczka siatki, w której by

uwi ziony, rozlu ni y si , daj c mu troch  przestrzeni i pozwalaj c mu si  poruszy .
Richard poszpera  po omacku w prochowcu i wyci gn  z niego palmtop. Monitor by
niewiele wi kszy od kartki pocztowej. Richard w czy  go i na wy wietlaczu pojawi a si
seria liter i cyfr ró nego rodzaju. Stopniowo wype ni y one ca y ekran. Po kilku
sekundach wszystko znikn o z monitora, a potem od nowa zacz y si  pojawia  litery i
cyfry.

- Zacz o si  to dziesi  dni temu - wyja ni  Richard. - Na pocz tku my la em,  e

apa em wirusa, ale potem zrozumia em,  e profesor Hopper ma z tym co  wspólnego.

Tak przynajmniej s dz .

- Dlaczego w

nie Hopper? - spyta  g os.

Richard wysun  do przodu miniekran palmtopa. Ci g liter, wielkich i ma ych,

oraz cyfr uk ada  si  w niezrozumia y kod... Jedynie pierwszych sze  wielkich liter w
ka dym wierszu mia o sens: AELITA.

Na korytarzu  wieci y si  bia e jarzeniówki. Odd bieg  korytarzem na z amanie

karku, próbuj c dodzwoni  si  do któregokolwiek z przyjació : Ulricha, Yumi, Aelity
albo Jeremy’ego. Wszystkie trzy komórki by y wy czone. Musi do nich jak najszybciej
dotrze .

- A ty dok d? - zapyta  Jim, wyskakuj c zza kolumny.
- Sorry, Jimbo, nie mam czasu! – odpowiedzia  ch opiec, staraj c si  wymin

Jima i dalej biec w stron  drzwi.

Ale chocia  przebiera  nogami, wcale nie posuwa  si  do przodu. Wuefista

podniós  go za ramiona.

- Na co nie masz czasu? Czy musz  ci przypomina ,  e masz szlaban?
Trzymaj c go ci gle w górze, Jim zakr ci  nim jak workiem kartofli i popatrzy

mu w oczy.

- No wi c?
Odd stara  si  my le , mimo  e by  zdenerwowany. Nie mo e powiedzie  Jimowi,

e jego przyjaciele s  w Pustelni. Zostaliby wyrzuceni ze szko y za opuszczenie internatu

w  rodku nocy. Ale móg  jednak co  zrobi .

- Okej, ale postaw mnie na ziemi.
Gdy tylko dotkn  stopami ziemi, pogna  przed siebie jak zaj c. W biegu

wyci gn  komórk  i wstuka  numer Evy Skinner, który mia  napisany okr

ymi literami

na r ce.

- Eva, to ja, Odd. Przepraszam, ale potrzebuj  pomocy. Kojarzysz Pustelni ?

Zniszczon  will  za Kadic przy ulicy... w

nie.

Obejrza  si . Jim by  tu  za nim. Odd zawróci  i pobieg  w dó  schodów w stron

cz ci dla dziewczynek.

- Nie mam czasu na wyja nienia. Id  tam, zadzwo  dzwonkiem trzy razy krótko i

raz d ugo. Musisz im powiedzie ,  e rudy ch opak to nie ten, którego szukamy. To
ca kiem inny facet. Chudy, ale umi niony. Z dwoma psami. Jak dobrze obejrz  wideo,
to go znajd .

Dziewczynka powtórzy a w skrócie otrzymane instrukcje. Mimo pó nej godziny

jej g os nie brzmia  sennie.

- Super - potwierdzi  Odd. - To bardzo wa ne. Dzi ki.

background image

Potem skr ci  do pierwszego pokoju, na który trafi . Przypadek chcia ,  e by  to

akurat pokój Sissi Delmas. Dziewczynka, widz c Odda i Jima tu  ko o swojego 

ka,

wrzasn a tak,  e ca y Kadic si  obudzi .

Zostawili Richarda w gara u i poszli do kuchni,  eby si  naradzi , co robi .

Krótkie poszukiwanie w komputerze Jeremy’ego wykaza o,  e naprawd  istnia  Richard
Dupuis, który chodzi  do klasy z Aelit  Hopper.

- Ale ty go nie pami tasz, prawda?
-  Nie.  Ale  ta  twarz  jest  mi  znana.  W  ka dym  razie...  uwolnimy  go,  co  nie?  W

ko cu nie zrobi  nic z ego.

Jeremy nie by  do ko ca przekonany.
- Pami ta am,  e go ju  kiedy  widzia am - ci gn a Aelita. - No i teraz ju  wiem

czemu:  chodzi   ze  mn   do  klasy.  Tylko   e  on  w  tej  chwili  jest  ode  mnie  dziesi   lat
starszy. Dziwne, prawda?

-  Nie  da  si   ukry   -  kiwn   g ow   Ulrich.  -  Fakt,   e  w  Lyoko  kalendarz  si   dla

ciebie zatrzyma , sporo namiesza .

Jeremy wzi  ze sto u urz dzenie do zmieniania g osu, które sam zrobi .

Wygl da o ono jak ciemna, plastikowa kulka przywi zana do ta my. Zamocowa  je sobie
na szyi i krzykn  g bokim g osem:

- Nie. To mnie nie przekonuje. Doko czymy przes uchanie.
- Dobrze - zgodzi a si  Aelita, trzymaj c pod r

 swoje urz dzenie do

zmieniania g osu.

- Ej! - zaprotestowa  Ulrich. - Ja nie chc  zak ada  tego wichajstra!
- Przesta  marudzi  - uciszy a go Yumi i wr czy a mu przyrz d.
Jeremy nachyli  si  szybko do nóg Richarda, który ca y czas siedzia  w

ciemno ciach, i zabra  mu palmtop. Przestraszony Richard podskoczy , ale ch opiec go
zignorowa . Na monitorku wy wietla y si  ró ne kody. Ka dy by  poprzedzony napisem
AELITA. Jeremy zacz  uwa nie przygl da  si  kodom, a  je rozpozna . To by  Hoppix,

zyk programowania wymy lony przez profesora Hoppera - „gramatyka”, która

pozwala a na istnienie Lyoko.

- S uchajcie - powiedzia  wreszcie. - Nie wiem, co to takiego, ale jestem pewien,

e zosta o wymy lone przez Hoppera.

W tym momencie us yszeli w gara u st umiony dzwonek do drzwi. Dry , dry .

Dry . Drrrryyyyyy .

- Trzy razy krótko i raz d ugo. To sygna  - szepn a Yumi.
- AELIIITAAA! -  krzykn   dziewcz cy  g os  zza  drzwi  gara u.  -To  ja,  Eva!  Eva

Skinner! Przys

 mnie Odd i mówi,  e to wa ne. Otwórz! Jeste  tam?

Richard wy lizgn  si  spod siatki i spróbowa  wyci gn  r

 w ciemno ci.

-  Aelita?!  Czy  tu  jest  Aelita? -  odwróci  g ow   w  stron   Jeremy’ego.  -  To  mo e

ty?

Jeremy, nie wiedz c, co robi , odwróci  si  w stron  przyjació . Stoj ca za jego

plecami Aelita podesz a do drzwi gara u i nacisn a w cznik. Zawieszona u sufitu
lampka na moment ich o lepi a. Kiedy Richard zobaczy  rude, przyci te na pazia w osy
dziewczynki, zblad  jak chusta.

- To ty... Ale jeste ...
Nagle oczy wywróci y mu si  bia kami do góry i osun  si  na pod og .

background image

- Zemdla ? - zaciekawi  si  Ulrich, zdejmuj c urz dzenie do zmieniania g osu.
- Chyba wida ? - odpowiedzia  sarkastycznie Jeremy. - Aelita chodzi a z nim do

klasy, teraz powinna mie  dwadzie cia trzy lata, tak jak on. A ma trzyna cie...

background image

8
NIEZNAJDMY U DRZWI

- Sk d wiedzia

,  e tu jeste my?

Jeremy mówi  gro nym tonem, ale Eva nie wygl da a na przestraszon .

miechn a si .

- Powiedzia am ju , Odd do mnie zadzwoni . Twierdzi,  e rudy ch opak, czyli, jak

dz , on - wskaza a Richarda - nie jest tym, kogo szukacie. Na wideo jest inna osoba,

która zosta a wymazana.

- Na jakim wideo? - spyta  ch opiec oskar ycielskim tonem.
- Na wideo z monitoringu Pustelni - wyja ni a Eva i u miechn a si . - Je li mi je

poka ecie, jestem pewna,  e w mig znajd  w

ciwe miejsce.

Jeremy wzruszy  ramionami. Informatyka by a jego domen  i nie lubi , gdy kto

si  wtr ca . Wróci  po chwili z w czonym komputerem i wzi  si  do pracy. W ci gu pó
godziny znalaz  wymazane miejsce. Zrobi  wyra ny, powi kszony obraz.

- M czyzna, dwa psy. Ale odjazd.
- Jak mog

 tego nie zauwa

 wcze niej? - skarci  go Ulrich.

Ura ony ch opiec opu ci  oczy.
- Bo te klatki zosta y zmienione.
- Chcesz powiedzie ,  e kto  je zamalowa ,  eby wykasowa  tego drugiego faceta

z plecakiem?

- Albo u

 urz dze  pozwalaj cych wykasowa  obraz. Sprz t najnowszej

generacji.

Wstrz ni ci, milczeli przez chwil . By y co najmniej dwie tajemnicze postacie.

Richard, który tymczasem odzyska  przytomno , by  z pewno ci  niewinny. Sta  teraz w

cie i z wyba uszonymi oczami gapi  si  na Aelit . Niebezpieczny by  za to m czyzna

z dwoma psami.

Eva znowu si  u miechn a. Yumi obserwowa a j  ze zmarszczonymi brwiami: ta

dziewczyna nie umie robi  nic innego, tylko si  u miecha , i w dodatku zawsze w ten
sam sposób.

-  Mo ecie  mi  powiedzie ,  co  tu  robicie  w   rodku  nocy?  -  spyta a  Eva.  -  I  co  tu

robi  te wszystkie urz dzenia, komputery, siatki elektryczne... Gdzie je znale li cie?

Ulrich chcia  odpowiedzie , ale Jeremy szturchn  go  okciem i odpowiedzia  za

niego:

- Ja... je... kupi em w sklepie z instalacjami alarmowymi.
- Po co? - spyta a dziewczynka.
Jasne by o,  e nie mog  powiedzie  o Lyoko i o superkomputerze. Zanim zd

yli

wymy li  sobie jak  historyjk , odezwa  si  Richard:

- Przyszed em tu, bo chodzi em kiedy  do klasy z Aelit . Ponad dziesi  lat temu.

A potem na moim komputerze zacz y si  pojawia  kody, zawieraj ce s owo „Aelita”.
Przypomnia em sobie wtedy swoj  dawn  kole ank  z klasy, która ma teraz dwadzie cia
trzy lata, cho  wygl da na trzyna cie, no wi c...

Wszyscy zacz li si

mia . Wyja nienie Richarda by o tak chaotyczne,  e

brzmia o niewiarygodnie. Nawet Eva si  za mia a i zauwa

a ironicznie,  e pozostali

najwyra niej wol  zachowa  swój sekret.

background image

- By oby niebezpiecznie, gdyby my powiedzieli ci co  wi cej - wyja ni  Jeremy. -

Sytuacja i tak jest skomplikowana.

- Ale ja te  nic z tego nie rozumiem! - odpowiedzia  Richard. - Aelita jest... jest...
- Jestem chora - wymy li a na poczekaniu dziewczynka. - Mam rzadk  chorob ,

która spowodowa a,  e nie uros am.

- A teraz chodzi z nami do szko y i nikt jej nie pami ta - doda a Yumi. - Ale to

jest tajemnica, je li rozumiesz, co mam na my li.

Richard nie rozumia  i nadal potrz sa  g ow . O wiadczy ,  e nie wróci do miasta,

dopóki kto  mu nie wyja ni, o co naprawd  w tym wszystkim chodzi.

- Innym razem! - uci  krótko Jeremy. - Teraz jest bardzo pó no i musimy szybko

wróci  do Kadic, bo inaczej nas z api .

- Znajdziecie mnie w hotelu dworcowym, ko o stacji kolejowej. Zostawi  wam

numer mojej komórki. I je li si  nie odezwiecie, przyjd  was szuka  - zako czy
ponurym tonem.

Dzieci kiwn y g owami.
Eva i Yumi posz y alejk  i uda y si  do swych domów. Pozosta e dzieci wysz y z

ty u willi, bezpo rednio do parku Kadic. Krótki spacer i dojd  do internatu. Panowa a
cisza i ksi yc o wietla  pokryte  niegiem sosny. Dzieci sz y g siego, a z ich ust
ulatywa a para.

- Co za wieczór, nie? - wymamrota  po jakim  czasie Ulrich.
-  Racja.  Richard,  mój  kolega  z  klasy  sprzed  tylu  lat.  Musia   by   mocno

zszokowany, jak mnie teraz zobaczy .

- Ale nie zapominajcie o tajemniczym cz owieku i o nag ym pojawieniu si  Evy

Skinner - doda  Jeremy. - Mam przeczucie,  e sprawy coraz bardziej si  komplikuj .
Problem w tym,  e profesor Hopper pozostawi  wiele tajemnic. Na przyk ad wszystko to,
co dotyczy o Xany oraz wirtualnego  wiata Lyoko. Kto go szuka , kiedy uciek  do Lyoko
razem z Aelit ? Co si  sta o z mam  Aelity?

Aelita w

a ukradkiem r

 pod sweter,  eby  cisn  medalion: Waldo i

Anthea.

Jeremy zacz  g

no my le :

- Na wideo z sekretnego pokoju Hopper mówi  o projekcie Kartagina. Jest

prawdopodobne,  e byli w niego zaanga owani ludzie z rz du, ale oni zwykle nie 

 z

krwio erczymi psami.

- Wi c? - spyta  Ulrich.
- Wi c chodzi albo o agencj  rz dow , która niezupe nie przestrzega prawa... albo

jest w to zamieszany jeszcze kto  inny - westchn  ch opiec.

- Na przyk ad kto? - spyta a Aelita.
Jeremy rozejrza  si  dooko a, a potem szepn :
- Kto , kto ma pieni dze, technologi  i jest gotowy na wszystko. Musimy mie

oczy szeroko otwarte.

- Je li chodzi o mnie, to zasypiam - ziewn  Ulrich. - Ju  po drugiej.
Aelita zignorowa a go.
- Co proponujesz zrobi , Jeremy?
Ch opiec chcia  najpierw obejrze  dok adnie wideo z Pustelni,  eby zobaczy , czy

nie ma na nim czego  jeszcze. A potem mieli si  spotka ,  eby ustali  plan. Wszyscy
zaczynali si  niepokoi .

background image

Ulrich u miechn  si  z wysi kiem.
- No, mo emy teraz pozwoli  sobie na ma y relaks. Jeste my na miejscu, tam s

drzwi do internatu. B dziemy musieli si  rozdzieli ,  eby nie wpa  na Jima.

- Racja - zgodzi  si  Jeremy. - Aelita, tylko  adnych koszmarów tej nocy!
- Postaram si .

Znajdowa a  si   w  Lyoko.  Przed  ni   rozci ga   si   p aski  krajobraz  -  piaszczysta

równina. Gdzieniegdzie z ziemi wystawa y pod

ne ska y, które nie rzuca y  adnego

cienia. Niebo mia o jednolity, ciemnoniebieski kolor, bez ró nic odcieni. Aelicie kr ci o
si  w g owie, tak jakby jej oczy nie potrafi y dobrze ogniskowa  tych obrazów. By o to
wra enie, którego do wiadcza a za ka dym razem, gdy Jeremy wysy

 j  nagle do

Lyoko,  eby powstrzyma a atak Xany.

„Ale on zosta  pokonany, mój tata si  po wi ci ,  eby go zabi . I superkomputer

zosta  wy czony. To jest tylko sen”.

Dziewczynka przybra a wygl d elfa. Mia a spiczaste uszy i ró owe w osy. Ubrana

by a w lekk  sukienk , ró ow  u do u, rajstopy oraz kozaki z mi kk  cholewk . Nie
patrz c w lustro, wiedzia a,  e na jej twarzy pojawi  si  makija  w postaci dwóch
czerwonych, pionowych kresek na policzkach. Zaczyna y si  one pod oczami i si ga y do

cików ust.

„To tylko sen...”
Podskoczy a, s ysz c ujadanie psów za plecami. By y bardzo blisko i bieg y

szybko. Zacz a ucieka , poruszaj c si  po piaskowej powierzchni. Piasek le

 tward  i

zbit  warstw . Stopy wcale si  w nim nie zapada y. Tak samo bywa o nieraz w Lyoko.
Psy warcza y. Dogania y j .

Aelita z dusz  na ramieniu ucieka a dalej. Do gro nego szczekania do czy

wist

laserowych promieni. Potrzebowa a schronienia, ale w tej pustce nic takiego nie mog o
si  przecie  pojawi .

- T dy.
Znienacka  wy oni a  si   kula   wiat a  niewiele  wi ksza  od  jej  g owy.  Unosi a  si

ona w powietrzu. W jej wn trzu porusza y si  pr dy  wiat a - bia e, niebieskie i
czerwone. Aten g os... nigdy by go nie pomyli a z innym. By  to g os taty.

- Dalej, córeczko, za mn . Nie mamy du o czasu.
Kula zacz a si  przemieszcza  i Aelita bieg a za ni . Jej niewidzialni wrogowie

coraz bardziej si  zbli ali (nie widzia a ich, nie odwróci a si  ani razu,  eby ich zobaczy ,
ale  to  nie  mia o  znaczenia:  wiedzia a,   e  s   tu   za  ni ).  Kula  obni

a  si ,  a   dotkn a

ziemi, która si  rozst pi a. Powsta a rozpadlina.

- Skacz do  rodka, Aelito. Jeste my prawie na miejscu.
Przej cie z pustyni do lodowej równiny by o tak szybkie,  e a  zapiera o dech w

piersiach. Na miejscu sztucznego piasku pojawi a si

nie na przestrze , na której nie

by o odblasków. Nad ni  rozci ga o si  ciemne, bezchmurne niebo. Nie by o wida

adnego punktu odniesienia a  po horyzont.

- Musimy znale  kryjówk ! - krzykn a Aelita.
- Nie martw si , nie mog  tu przyj . Przynajmniej przez jaki  czas. Moja

córeczko, musz  ci powiedzie  jedn  wa

 rzecz. Tajny pokój, ten, w którym znalaz

wideo...

background image

Aelita przesta a s ucha . St umione warczenie dochodzi o zza jej pleców. Psy i

tak j  znalaz y. Krzykn a rozpaczliwie.

Obudzi a si , zlana potem. Rozejrza a si  dooko a i krzykn a ponownie.

Znajdowa a  si   w  kana ach,  a  nie  w  swoim  pokoju  w  internacie.  Le

a  w  cuchn cym

rynsztoku. Jej koszula nocna by a ca a przesi kni ta  ciekami.

- Fuj! - krzykn a z obrzydzeniem, wstaj c.
Co si  sta o? Po egna a Jeremy’ego i Ulricha i jak zawsze po

a si  spa  do

swojego 

ka. Musia a wsta  przez sen i wyj  z internatu. Napad lunatykowania. Aelita

przez chwil  sta a bez ruchu. Wpatrywa a si  w g ste ciemno ci w kanale. Pami ta a go.
To by o tajne przej cie, które prowadzi o z gimnazjum Kadic do piwnicy Pustelni, willi
jej taty.

Marguerite wesz a do gabinetu i pan Robert Della Robbia podniós  g ow  znad

laptopa.

- Co  nie tak, kochanie?

ona mia a zm czone oczy, a na jej ustach pojawi  si  wymuszony u miech.

Robert umia  go rozpoznawa .

- Czym  si  martwisz?
Podesz a i strzepn a odruchowo kilka okruszków, które przyczepi y si  do swetra

a. Robert, je li musia  pracowa  wieczorem, uwielbia  chrupa  ciasteczka.

- To, co zdarzy o si  wczoraj rano...
- Zakupy rozrzucone na ziemi? Ale  kochanie, pewnie kot wszed  przez okno!
- Okno by o zamkni te! Widzia am uciekaj cy cie ! - zaprotestowa a.
- Mo e kot wszed  razem z tob  przez drzwi, przesun  poduszki i przewróci

twoje zakupy, potem uciek , a tobie wyda o si ,  e twój cie  jest wi kszy ni  w
rzeczywisto ci. Mo e okno nie by o wcale zamkni te, a tylko przymkni te.

Marguerite potrz sn a g ow .
- Od kiedy to kr

 si  tu koty? Wiesz,  e pies pana Wankowiza p oszy wszystkie

koty. Mówi ,  e co  jest nie tak. Jestem tego pewna.

I zmieniaj c nagle temat, zapyta a:
- Dzwoni

 do Odda?

- Nie. Jestem bardzo zaj ty, wiesz,  e dzi  up ywa termin. Poza tym Odd nie lubi

gada  przez telefon. Dzwoni do nas, jak czego  potrzebuje.

- Dwa razy próbowa am si  do niego dodzwoni , ale nie odebra  ani razu.
- Pewnie gdzie  je dzi na deskorolce, mo e ma na uszach s uchawki. Albo

podrywa jak

adn  dziewczyn . Wiesz, jaki jest ten twój syn.

Tym razem Marguerite u miechn a si  cieplej.
- Ej e, panie Della Robbia, Odd to tak e twój syn!
- Oj, wiem o tym, kochanie, wiem. Id  ju  spa , przyjd  do ciebie, jak tylko

sko cz . Dobranoc.

Robert zosta  sam przed komputerem i spróbowa  si  skupi . Mia  do sko czenia

nudne rozliczenie, które musia  sprawdzi  na nast pny dzie . Oj, posiedzi nad tym chyba
pó  nocy. Po kilku minutach zadzwoni  dzwonek do drzwi wej ciowych. Robert Della
Robbia sapn  z irytacj : co za wieczór, po prostu nie dadz  cz owiekowi popracowa . Z
sypialni, która znajdowa a si  ko o gabinetu, dochodzi o spokojne pochrapywanie

background image

Marguerite. Musia a by  wyczerpana po prze yciach tego dnia. Dzwonek zad wi cza
ponownie.

- Id , id  - mrucza . Kto to móg  by  o tej porze?
W kapciach zszed  po ciemku po schodach i podszed  do drzwi wej ciowych.
- Tak? - spyta .
Z drugiej strony odpowiedzia  mu m ski g os:
- Przepraszam,  e niepokoj  o tak pó nej porze, ale zepsu  mi si  samochód, a

mam roz adowan  komórk . Chcia bym zadzwoni , je li mo na.

Robert otworzy  drzwi. Przed sob  zobaczy  wysokiego m czyzn  o poci

ej

twarzy, zapadni tych policzkach, krótko przystrzy onych w osach i przenikliwym
wzroku. Mia  on szerokie bary i wygl da  na osob  wysportowan , która dysponuje
poka

 si . Ubrany by  w prochowiec.

- A co si  sta o z samochodem? - spyta  grzecznie pan Della Robbia.

czyzna westchn , ale na jego twarzy nie pojawi  si  wyraz prawdziwej ulgi.

- Nagle mi stan , spod maski posz o du o czarnego dymu. I teraz nie chce

ruszy . Nie mam poj cia, co si  mog o sta . Wie pan, ze mnie  aden mechanik.

Robert przyjrza  mu si  nieufnie.
- Serio? Nie powiedzia bym.
- To znaczy?
- Nie wiem, ale wygl da pan na kogo , kto sam sobie naprawia auto.

czyzna odpowiedzia  z wymuszonym u miechem:

- Ale niestety, tak nie jest. Bar na rogu jest zamkni ty, stacja benzynowa te , a ja

nie mam komórki, no i...

- Có  - rzuci  Robert  yczliwszym tonem. - W tej dzielnicy jest spokojnie w nocy.
Oczy nieznajomego nagle rozb ys y.
- Zechcia by pan pój  zerkn  na moje auto? Mo e pan zna si  lepiej na

samochodach i uda nam si  je razem uruchomi .

-  Tak,  ch tnie  -  u miechn   si   Robert.  -  Nie  jestem  specjalist ,  ale  co  dwie

owy, to nie jedna, jak mówi przys owie.

Nieznajomy zaparkowa  na pocz tku dró ki prowadz cej do wej cia do domu

pa stwa Della Robbia. Sta a tam sfatygowana pó ci arówka. Ko a mia a ubrudzone

otem.

Robert zauwa

,  e we wn trzu co  si  rusza, i zatrzyma  si .

W okienku wida  by o psie pyski. Zwierz ta przyciska y zakrwawione z by do

szyby i warcza y. Psy? Ale jak to si  sta o,  e pies pana Wankowiza nie zaszczeka ?
Zwykle wyczuwa  je z odleg

ci kilometra. Robert chcia  si  odwróci  i zapyta , ale co

go uderzy o mocno w g ow  i straci  przytomno .

Grigory wzi  na plecy nieprzytomnego pana Della Robbi  i po

 go w skrzyni

adunkowej pó ci arówki. Otworzy  drzwiczki samochodu,  eby uspokoi  Hannibala i

Scypiona.

- Spokój, pieski... Ju  wystarczaj co pobawi

cie si  z psem s siada.

Dwa bydlaki pos ucha y i po

y si  na siedzeniach z pyskami na  apach.

czyzna wzi  walizeczk , któr  po

 na przednim siedzeniu. Wyj  z niej

kawiczki i mi kki segregator pe en kart pami ci. R kawiczki by y zwyk e, skórzane,

ale wokó  palców wi y si  plastikowe kable ró nych kolorów, pod czone do elektrod

background image

umieszczonych na opuszkach palców. Na grzbiecie d oni umieszczone by y ma y,
kolorowy wy wietlacz oraz wy cznik.

W segregatorze przechowywa  kopie wszystkich materia ów, jakie zebra  za

pomoc  Machiny. To archiwum by o bardzo cenne i nigdy si  z nim nie rozstawa . Nikt
nie wiedzia  o jego istnieniu, nawet Mag. Z tym segregatorem wi za  nadzieje na
przyzwoit  emerytur . Grigory wzi  czyst  kart  pami ci i zdj  z niej przezroczyste
opakowanie. Potem w

 j  do szczeliny pod wy wietlaczem na r kawiczkach. W tym

samym momencie Hannibal i Scypion wyskoczy y z samochodu i rzuci y si  do niego,
szczekaj c i merdaj c ogonami. Nauczy y si  ju ,  e kiedy Grigory wyci ga te

kawiczki, b dzie si  dzia o co  wa nego.  eb Scypiona podbi  Grigory’emu r

,

Segregator uderzy  o ziemi .

- Spokój! - wysycza  Grigory zachrypni tym g osem.
Po piesznie zebra  kilka kart pami ci, które le

y rozrzucone na ziemi, od

segregator na miejsce, a potem odetchn  g boko,  eby si  uspokoi  i odzyska
panowanie nad sob . Przez ca e  ycie musia  walczy  z nieprzewidzianymi zbiegami
okoliczno ci. Te willowe dzielnice by y bardzo niebezpieczne: wydaje si ,  e wszyscy

pi  jak zabici, a wystarczy byle co, na przyk ad staruszka, która przed snem wygl da

sobie przez okno, i zaraz ju  wszyscy s  rozbudzeni

I gotowi rzuci  si  na intruza.
Grigory Nictapolus w

 wreszcie r kawiczki i w czy  je, wciskaj c czo em

wy cznik. Podszed  do nieprzytomnego Roberta i musn  mu skronie czubkami palców.
Na ma ym wy wietlaczu na r kawiczkach za wieci  si  napis: POCZ TEK
TRANSFERU WSPOMNIE . W tym momencie zacz y dzia

 wyrafinowane

urz dzenia w zamieszkanej przez Grigory’ego upiornej willi na peryferiach. Na
komputerach pojawi y si  obrazy ch opczyka o krótkich blond w osach i beztroskim
spojrzeniu, który bieg  po trawniku. Ten sam ch opczyk w czarnym fartuszku i
niebieskim krawaciku by  potem w szkole i spogl da  nieszcz liwym wzrokiem.
Nast pnie pojawi  si  m ody m czyzna w marynarce i krawacie oraz jego  ona
Marguerite w sukni  lubnej. Obydwoje byli bardzo m odzi i bardzo podekscytowani.
Potem g adko wygolony Robert i jego pierwszy dzie  w pracy. Robert czekaj cy
niecierpliwie w poczekalni szpitala, w którym jego  ona rodzi a ich syna. Obrazy zacz y
si  zmienia  coraz szybciej, a komputer bez przerwy je rejestrowa .

background image

9
ZASZYFROWANA WIADOMO

Odd wszed  do gabinetu dyrektora pod eskort  Jima Moralesa. Gdy tylko pan

Delmas podniós  g ow  znad le cych na biurku dokumentów, ch opiec wy lizgn  si  z
uchwytu wuefisty i wybuchn :

- Wczoraj wieczorem to nie by a moja wina! Poszed em tylko do  azienki i przez

pomy

 wszed em do pokoju pa skiej córki! Jestem niewinny!

Dyrektor pokiwa  g ow  z powa

 min .

- Wiem, Odd.
- Sk d pan wie?
- Nie wezwa em ci  z powodu twojej kary.
Odd u miechn  si , usiad  na jednym ze skórzanych foteli i za

 nog  na

nog . Je li jest niewinny, ch tnie porozmawia z dyrem.

- Prosz  mi wszystko powiedzie . Potrzebuje pan mojej pomocy? A mo e rady?
Delmas i Jim spojrzeli na niego z politowaniem.
- Wie pan, jestem dobrym s uchaczem, cho  mo e nie wygl dam na takiego -

aznowa  dalej Odd. - Je li ma pan problemy, mo e pan o nich ze mn  porozmawia !

Dyrektor potrz sn  g ow  i znowu przybra  powa

 min , tak  jak  mia  chwil

wcze niej.

- Nie, Odd. Obawiam si ,  e sta o si  co  powa niejszego. Przed chwil  dzwoni a

do mnie twoja mama.

Ch opiec zerwa  si  na nogi, natychmiast zapominaj c o g upich  artach.
- Czy co  si  sta o?
- Wygl da na to,  e tej nocy do twojego domu w amali si  z odzieje. I

zaatakowali twojego tat . Nie chc  ci  martwi , ale w tej chwili on le y w szpitalu.

Odd zacz  co  be kota . Jim po

 mu r

 na ramieniu,  eby go uspokoi .

Dyrektor kiwn  g ow .
- Twój tata nie jest ranny, ale jest w szoku. Zabrali go do szpitala na obserwacj ,

nic wi cej. Je li chcesz, mo esz pojecha  go odwiedzi .

- Pewnie,  e chc ! - wykrzykn  natychmiast ch opiec.
- Tak my la em, dlatego zadzwoni em po taksówk , zaraz przyjedzie. Jim

zawiezie ci  na stacj  i pojedzie z tob  poci giem. Twoja mama b dzie na ciebie czeka a.

Odd poczu ,  e kr ci mu si  w g owie. To niemo liwe,  eby kto  skrzywdzi  jego

tat , najbardziej spokojnego i poczciwego cz owieka na  wiecie. To by  jaki  absurd. Jim
rozsiad  si  w fotelu w superszybkim poci gu TGV i w ma o elegancki sposób skin  na
Odda,  eby zaj  miejsce ko o niego. Nie by  przyzwyczajony,  eby w taktowny sposób
zwraca  si  do uczniów. Wygl da  na raczej zak opotanego. U miechn  si .

- Nie przejmuj si , mm? Jimbo jest z tob !
Ch opiec spojrza  na niego niepewnie.
- Chcia bym zadzwoni  do mamy.
Jim Morales pozwoli . Odd wyszed  na korytarz. Poci g wyjecha  z miasta,

stopniowo przy pieszaj c. Za pó  godziny Odd dojedzie do domu. D ugie pó  godziny.
Ch opiec wzi  komórk  i zadzwoni  do mamy. Mówi a poruszonym g osem, cho  stara a
si  okaza  spokój. Odd musia  d ugo nalega , zanim opowiedzia a mu, co si  sta o.
Czasami by o strasznie trudno z ni  rozmawia .

background image

- Posz am spa  - mówi a - potem obudzi am si  i us ysza am dziwne ha asy: kto

zadzwoni  do drzwi i twój tata zszed  na dó  otworzy . Czeka am chwil , ale nie wróci
na gór , wi c si  przestraszy am. Zesz am na dó  i zobaczy am otwarte drzwi i
pó ci arówk  zaparkowan  przed naszym domem. Kiedy wysz am, jaki  facet wyrzuci
twojego tat  ze skrzyni  adunkowej i zwia . A ja podbieg am...

- Co z nim? - spyta  Odd i poczu  mrowienie na plecach.
- Zosta  tylko lekko podrapany, nic powa nego. Straci  przytomno , ten facet

musia  go waln  czym  w g ow ... Kiedy odzyska  przytomno , nic nie pami ta .

Mama na chwil  przerwa a, a potem jej g os zadr

.

- Och, Odd, wiedzia am,  e co  si  zdarzy! Ju  poprzedniego dnia czu am,  e kto

mnie szpieguje w domu, potem by a ta historia z otwartym oknem... wysypanymi na
pod og  zakupami...

Ch opiec zaczyna  si  naprawd  niecierpliwi . O czym ona mówi? Tata na

szcz cie czuje si  dobrze. Ale kto go napad ?

- Mamo! - powiedzia . - Spróbuj sobie przypomnie . Opisz mi ten samochód.
- Wydaje mi si ,  e by  czerwony. Stary. By am zbyt przera ona,  eby my le .

Wydaje mi si ,  e w kabinie by y dwa psy, które przyciska y pyski do szyby i szczeka y.

- Psy! - wrzasn  Odd. - Jeste  pewna?! Wezwa

 policj ?!

- Oczywi cie, zrobi  wizj  lokaln  w domu dzisiaj po po udniu.
- Dobrze, ja ju  doje

am.

Pomy la  chwilk  i doda :
- Kocham ci  - a potem si  roz czy .

W czasie przerwy Jeremy zwykle wola  nie wychodzi  na pogaduszki, tylko

zosta  w klasie i spokojnie powtarza  materia . W pustej klasie móg  si  zrelaksowa .
Teraz chcia  przemy le  wszystkie wydarzenia poprzedniego wieczoru. Richard, Eva. A
potem...

Zadzwoni a komórka. To by  Odd. Os upia y Jeremy wpatrywa  si  przez chwil

w wy wietlacz, na którym wida  by o zdj cie przyjaciela. Nie pojawi  si  w szkole tego
dnia.

- Halo! - wykrzykn .
Przez chwil  s ucha  w milczeniu dziwnej historii. Usi owano porwa  ojca Odda!

Kiedy przyjaciel ko czy  mówi , w g owie Jeremy’ego za wieci a si  lampka alarmowa.

- Odd, pos uchaj dobrze. Wiesz,  e nie wierz  w zbiegi okoliczno ci. Facet z

psami  to  ta  sama osoba,  która wymaza a  swój  obraz  z  DVD. Jed   do szpitala  i  wypytaj
twoich starych, o co tylko si  da. Zobacz, czy co  znale li, czy zauwa yli jakie

lady...

To mo e by  wa ne. My b dziemy tutaj prowadzi

ledztwo w sprawie Richarda. I

profesora Hoppera oczywi cie.

Jeremy nie móg  zobaczy  Odda, ale us ysza ,  e ch opiec stukn  si  w czo o.
- Zapomnia em! - powiedzia  g osem pe nym napi cia.
- Co zapomnia

?

- Poprzedniego dnia, kiedy by em w gabinecie dyra, zauwa

em,  e na biurku

le y dossier Waldo Schaeffera. Mo liwe,  e Delmas co  wie!

Jeremy westchn  ze sceptycyzmem.
- Ale sprawdzi em w szkolnym komputerze i informacje by y...

background image

- To by a du a teczka, Jeremy! Na ok adce by o napisane imi  i nazwisko.

Naprawd ! Musicie je przeczyta . Je li znajd  co  ciekawego, te  dam ci zna . Musz
ko czy .

Jeremy wsta , schowa  komórk  do kieszeni i wybieg  z klasy.

Szpital, nowoczesna poliklinika, sk ada  si  z kwadratowych budynków o ró nej

wysoko ci, które by y otynkowane na bia o i b yszcza y w s

cu. Wokó  tego

kompleksu rozci ga  si  wielki park. Wypiel gnowanymi alejami p dzi y karetki. Odd i
Jim Morales wysiedli z samochodu Marguerite, która przyjecha a po nich na stacj .
Wspólnie poszli w stron  budynku oddzia u chirurgii, gdzie le

 tata Odda. Lekarze

przewie li go tam, bo na ostrym dy urze nie by o wolnych 

ek.

Gdy szli, ch opiec zerka  ukradkiem na mam . Czo o mia a poci te zmarszczkami

i patrzy a niewidz cym wzrokiem. Wygl da a na zdruzgotan . Instynktownie podszed
do niej i wzi  j  za r

:

- Jeste  pewna,  e tata czuje si  dobrze?
- Tak, tak, na pewno... Jest tylko w lekkim szoku. Ale to mu szybko przejdzie,

jestem pewna.

Gdy weszli do szpitala, poczuli zapach  rodków do dezynfekcji pomieszany z

delikatn  woni  kawy z automatu. Marguerite zatrzyma a si  na chwil  w recepcji, potem
poprowadzi a Odda i Jima do pokoju Roberta. W ma ej salce by o gor co i duszno. Na
dwóch pozosta ych 

kach le eli staruszkowie w pi amach. Spali g boko i chrapali.

Odd podszed  do drzwi i wsun  g ow  do  rodka. Jego tata nie spa  i patrzy  w sufit.
Jedno oko mia  podbite. G owa by a zabanda owana, a na ramieniu, które wystawa o
znad bia ej po cieli, wida  by o brzydk  ran . To by y skutki upadku ze skrzyni

adunkowej pó ci arówki.

Ch opiec wszed  nie mia o i podszed  do 

ka, staraj c si  u miechn .

- Jak si  masz? - spyta .
- Ty na szcz cie czujesz si  dobrze!
Ch opiec nie pozna  tego wysokiego i lekko piskliwego g osu.
- Oczywi cie,  e czuj  si  dobrze, tato. Nic mi si  nie sta o.
Robert si  u miechn .
- Ciesz  si . Walter zwolni  mnie i... Jak leci?
Odd nachyli  si  nad nim, szeroko otwieraj c oczy.
- Walter? O kim mówisz, tato?
- Tu wszystko b dzie dobrze, g ow  daj . I mam ochot  na ciasteczka. Walter...

co za pech, ale jest jeszcze rozliczenie sprzeda y do zrobienia albo...

Jeszcze przez chwil  Robert be kota  bezsensowne zdania, a potem zm czony

opu ci  g ow  na poduszk . Odwróci  twarz w stron  syna.

- Chyba ci  znam, ch opcze. Jak masz na imi ?
- Odd, tato. Jestem Odd.
-  adne imi . Po angielsku znaczy „dziwny”, wiesz o tym? Je libym mia  syna,

tak bym go nazwa . Ty te  jeste  troch  dziwny. Co za fryzura!

Odd przytakn , poca owa  go w policzek i wróci  do mamy i Jima, którzy czekali

na niego na korytarzu.

-  le z nim - stwierdzi  powa nie.
Zak opotany Jim kaszln . Mama z apa a syna za rami  i przytuli a nerwowo.

background image

- Ale  sk d, ju  ci mówi am, jest w szoku. Lekarze twierdz ,  e to przez uraz,

jakiego dozna , ale szybko wróci do siebie. Nie powiniene  si  martwi .

Odd milcza  przez chwil . W tej chwili jedyne, co móg  zrobi ,  eby naprawd

pomóc swojemu ojcu, to odkry , kim by  napastnik. Musia  wypyta  dok adnie mam ,
tak jak radzi  mu Jeremy.

- Jim - poprosi  - móg by  pój  do baru i przynie  nam gor cej herbaty? Mamie

na pewno dobrze by to zrobi o.

Nauczyciel od razu wykorzysta  okazj ,  eby da  nog . W szpitalach czu  si

nieswojo. Odd u miechn  si , widz c, jak odchodzi, potem wskaza  matce dwa wolne
krzes a w poczekalni. W rogu pod sufitem wisia  ma y telewizor. Lecia  w nim program
kulinarny, tylko  e bez d wi ku. Usiedli dok adnie pod telewizorem i Odd poprosi
mam :

- Opowiedz mi dok adnie o wszystkim, co zdarzy o si  wczoraj. Co widzia

?

Czy znalaz

 co  dziwnego?

Marguerite zacz a mówi , ale nie pami ta a wi cej ni  to, co powiedzia a przez

telefon. Pó ci arówka, chyba czerwona, dwa psy. Samochód odjecha  z piskiem opon,
gdy tylko wyjrza a z domu.

- A, jest jeszcze to - doda a w ko cu Marguerite. Pogrzeba a w torebce i

wyci gn a z niej brudny prostok tny kawa ek szarego plastiku. Wygl da , jakby
przejecha  po nim samochód, mo e w

nie ta pó ci arówka. Odd wzi  go do r k i

obróci  w palcach.

- Co to jest? Przypomina kart  pami ci do aparatu.
- Znalaz am to ko o taty, kiedy do niego podbieg am. Mówisz,  e powinnam

zanie  j  na policj ? Mo e zgubi  j  bandyta.

Karta pami ci... Bardzo dziwne. Odd w

 kawa ek plastiku do kieszeni. Mo e

zawiera  jaki  trop. Obejrzy go spokojnie.

- Nie - sk ama . - Ta karta pami ci na pewno nale y do taty. S  na niej s

bowe

dokumenty albo co  w tym stylu. Powiedzia

,  e wczoraj noc  pracowa , prawda?

W tym momencie przyszed  Jim, nios c dwa jednorazowe kubki pe ne wrz cego

ynu. Zobaczy  ich i u miechn  si . Nie zauwa

 piel gniarki, która sz a szybkim

krokiem przez korytarz. Wpad  na ni  i wyla  wszystko na pod og .

Odd uderzy  si  r

 w czo o.

- Nic si  nie sta o! - krzykn  do nich Jim. - Ju  ja si  tym zajm , Jimbo naprawi

wszystko. Ju  id  po drug  herbat  dla was!

Ulrich westchn . To jemu zawsze trafia y si  najbardziej niewdzi czne prace.

Sto ówka w Kadic by a pe na dzieci. Rozmawia y i szuka y wolnego miejsca,  eby
usi

. Sissi siedzia a obok swoich przyjació , Hervégo i Nicolasa, ale gdy tylko

zobaczy a,  e Ulrich si  zbli a, zepchn a Hervégo z krzes a i u miechn a si .

- Co za mi a niespodzianka, Ulrich! Szuka

 mnie?

- Uhm, tak - burkn .
- Siadaj, mo e zjesz ze mn ? Hervé i Nicolas ju  w

nie sobie id .

- Ale my...
-  JU   SOBIE  IDZIECIE  -  doko czy a  Sissi  tonem  nieznosz cym  sprzeciwu.

Dwaj ch opcy wzi li wi c pe ne jeszcze tace i poszli gdzie indziej.

background image

Ulrich usiad  obok dziewczynki, która obj a go za szyj , przyciskaj c swój

policzek do jego policzka.

- Mów wi c.
- Ja... no... w sumie... Potrzebowa bym...
- Pomocy, ale  oczywi cie - doko czy a  agodnie. - Wi c potrzebujesz mnie.
Ulrich szybko rozwa

 to, co zasugerowa  mu tego ranka Jeremy po rozmowie z

Oddem.  atwo powiedzie : „Troch  przymilania si , zgrabna historyjka i gotowe”. Ale
czemu nie?

Trzeba by o dosta  si  do gabinetu dyrektora Delmasa,  eby wzi  teczk  z

dossier Waldo Schaeffera. Kto  musia  odwróci  uwag  dyra. Najlepiej do tego celu
nadawa a si  Sissi. Potrzebny by  tylko pretekst,  eby przekona  dziewczynk . Kilka dni
wcze niej pani Hertz postawi a Ulrichowi niedostateczny z przedmiotów  cis ych. Móg
wi c powiedzie  Sissi,  e chce zrobi  psikusa pani Hertz, ale potrzebuje do tego klucza
od jej gabinetu... klucza strze onego razem z innymi kluczami w królestwie dyrektora
Delmasa. Wed ug Jeremy’ego by a to super ciema.

Kiedy Ulrich sko czy  be kota , Sissi u miechn a si  pob

liwie:

- Wiedzia am,  e pod t  mask  twardziela kryje si  co , ale nie wiem, czy mog ...
- Chod my i pomó  mi. Potem b dziemy mogli uczci  to razem - ch opiec

nabiera  odwagi, w miar  jak mówi . Pami ta  wszystkie wskazówki Jeremy’ego. -
Razem przeprowadzimy misterny plan niebezpiecznej eskapady. Tak jak Cyklop i Jean
Grey.

- Kto?
- Jak d’Artagnan i Konstancja Bonacieux. Jak Robin Hood i lady Marion -

próbowa  Ulrich.

Wyraz niezrozumienia na twarzy dziewczynki zmieni  si  w szeroki u miech.
- Lady! To mi si  podoba!
- No w

nie. A wi c pomo esz mi?

- Widzimy si  o czwartej w moim pokoju. Przed pój ciem b

 mog a pokaza  ci

moje nowe ciuchy.

Ulrich przytakn , staraj c si  ukry  niezadowolenie. Ciuchy! Ale w ko cu to

by a uczciwa cena za pomoc Aelicie w odnalezieniu jej mamy.

Wszed  do pokoju Sissi. Dziewczynka by a umalowana i u miecha a si  szeroko.

Ubra a si  w zielony, b yszcz cy top i w odblaskow , ró ow  minispódniczk . Ulrich
wzdrygn  si : jak mo na si  tak odstawi ?!

- Podoba ci si ? - spyta a Sissi. - T  spódniczk  wybra am specjalnie dla ciebie.
Ulrich nie uzna  tego za komplement. Dzielnie zniós  prawie pó godzinny pokaz

nowych strojów i wskazówki na temat mody, potem mia  ju  do  i przypomnia
rozentuzjazmowanej Sissi,  e robi si  pó no.

Zgodzi  si ,  eby wzi a go pod rami . Przemaszerowali przez internat i wyszli do

parku, a potem weszli do budynku administracji, gdzie znajdowa  si  gabinet dyrektora.
O tej porze szkolne korytarze by y prawie puste.

- Za apa

, co masz zrobi ? - szepn  Ulrich,  eby przerwa  niezno

 cisz . -

Tak, tak. Ja odwróc  uwag  taty, a ty wejdziesz i we miesz klucze do pokoju pani Hertz,
a potem razem zwiejemy.

- Brawo.

background image

Zatrzymali si  przed ci kimi drewnianymi drzwiami i Ulrich zapuka  nie mia o.

Cisza. Sissi otworzy a szeroko drzwi i wsadzi a g ow  do  rodka.

- Nie ma taty - szepn a konspiracyjnie. - Dawaj, wejdziemy i poszukamy kluczy.
Ulrich zatrzyma  j .
- Nie, poczekaj, a je li wróci? Wejd  sam, a ty zostaniesz i b dziesz pilnowa .

Je li przyjdzie twój tata, odwró  w jaki  sposób jego uwag  i odci gnij go daleko, tak

ebym móg  zwia . Okej?

To by  dobry plan.
Ulrich wszed  do  rodka i zamkn  za sob  drzwi. W gabinecie pana Delmasa jak

zwykle panowa  porz dek. Na biurku ko o okna le

 tylko piórnik. Po lewej, na  cianie,

wisia  p k kluczy do wszystkich drzwi w szkole Kadic. Po prawej, obok dwóch foteli z
czarnej skóry, znajdowa o si  wysokie metalowe archiwum.

- Cholera - zakl  Ulrich. - Kawa  roboty.
Archiwum oczywi cie by o zamkni te. Klucze zawieszone na murze nie mia y

etykietek. Rety! W jaki sposób dyro znajdowa  w

ciwy klucz?

Ch opiec potrzebowa  dziesi ciu minut,  eby otworzy  archiwum. Musia  kolejno

wypróbowa  wszystkie klucze. Okaza o si ,  e tak jak to zwykle bywa, w

ciwy klucz

by  ostatni. W archiwum znajdowa y si  wszystkie dokumenty dotycz ce uczniów i
nauczycieli z Kadic. Otworzy  szufladk  z naklejk  P-Z i zacz  szuka . By a te  teczka z
jego dossier, Ulrich Stern. Mia  ma o czasu, ale nie móg  si  powstrzyma ,  eby nie
zajrze  do  rodka. Na pierwszej stronie przylepiona by a karteczka pani Hertz, która
napisa a: Ch opiec inteligentny, ale nie przyk ada si  do nauki. Ulrich potrz sn  g ow  i
dalej przegl da  archiwum wstecz: Stern, Stainer, Skinner, Salper... Nie by o Schaeffera.
Mo e by  pod W jako Waldo? Tam te  nie. „Gdzie dyro wsadzi  t  teczk ?”, zastanawia
si , zamykaj c szuflad .

Sissi zapuka a do drzwi i zerkn a.
- Po piesz si , denerwuj  si ... Hej, co ty, do licha, robisz?
- Nic, nie mog  znale  w

ciwego klucza.

- Streszczaj si .
Ulrich, gdy zosta  sam, zacz  kr

 po pokoju. Musia o to by  gdzie  tu...

Biurko! Pod blatem by y trzy szuflady - te  zamkni te. Mo na je by o dostrzec tylko z
fotela dyrektora, dlatego Ulrich nie zobaczy  ich wcze niej. Gor czkowo wypróbowa
kolejno wszystkie klucze, ale szuflady si  nie otwiera y. Zamek by  troch  za ma y.
Gdzie Delmas schowa  klucz do nich?

Sissi znowu zapuka a do drzwi. Zaczyna a si  niecierpliwi . Zdesperowany

Ulrich schyli  si ,  eby zobaczy , czy nie ma klucza przyklejonego ta

 klej

 pod

blatem. Nic. Na biurku by  tylko piórnik... No i jest klucz, schowany pod gumkami do
wycierania! W pierwszej szufladzie znajdowa a si  po

a teczka. By  na niej napis

flamastrem: Waldo Schaeffer. Uda o si !

Wsadzi  teczk  za pasek spodni i przykry  j  koszulk , od

 wszystko na

miejsce i otworzy  drzwi.

- Gotowe - powiedzia  do Sissi. - Wielkie dzi ki.
W tym momencie w g bi korytarza pojawi  si  dyrektor Delmas.
- Co tu robicie?
Ulrich poczu ,  e serce przestaje mu na chwil  bi .

background image

- Przyszli my poszuka  pana dyrektora - odpowiedzia  szybko. - Bo, yyy, Sissi

chcia a z panem porozmawia , a ja przyszed em z ni  dla towarzystwa. Ale teraz musz
ju  i , jest pó no, a nie sko czy em pracy domowej. Do widzenia!

Pop dzi  co si  w nogach wzd

 korytarza.

Jeremy i Yumi zapukali do pokoju Aelity. Otworzy  im Odd.
- Co tu robisz? - spytali chórem. - Jak si  czuje twój tata?
Ch opiec wpu ci  ich do  rodka. Ulrich siedzia  na 

ku ko o Aelity. R ce

skrzy owa  za g ow .

Odd wzruszy  ramionami.
- Niby nie le, ale jest w totalnym szoku. Nie pami ta  nawet,  e jestem jego

synem... Moja mama rozmawia a z lekarzami. Powiedzieli,  e po silnym uderzeniu w

ow  to normalne. Chcia em jak najszybciej tu wróci . W pewien sposób to, co si

zdarzy o, to nasza wina..

- Ej - powiedzia a Aelita, bior c go czule pod rami . - To nie twoja wina.

Naprawd !

- Wiem. Ale to my mo emy znale  wyj cie z tej paskudnej historii.
Jeremy zauwa

 grub  teczk  na biurku i odwróci  si  w stron  Ulricha.

- Uda o ci si ? Znalaz

 dossier?

- Tak. I uwolni em si  od Sissi. Ale chcia em na was poczeka  z otwieraniem.
Jeremy z namaszczeniem wzi  teczk  i wszyscy usiedli na pod odze, opieraj c

si  plecami o 

ko. Ch opiec zdj  gumk  z teczki i przewróci  stron  ok adki z 

tego

papieru. Na wewn trznej stronie przyklejono du , zamkni

 kopert , na której by o

napisane: Dzi kuj ,  e pan dyrektor zgodzi  si  to przechowa .

-  Pismo  pani  Hertz!  -  krzykn   Ulrich.  No  tak,  równe  rz dki  pisma  pani  Hertz

znali dobrze z jej komentarzy do swoich klasówek.

- Co ona ma z tym wspólnego? - zapyta a Yumi.
-  Po  kolei  -  uciszy   ich  Jeremy.  -  Teraz  otworzymy  j   i  zobaczymy,  co  jest  w

rodku.

Za pomoc  no yka rozci  kopert  i wyci gn  z niej stos kartek. Roz

 je na

pod odze.

- Co to znaczy? - powiedzia  Odd, przygl daj c si  male kim znakom. - Z tego

nie da si  nic zrozumie !

- To musi by  zaszyfrowana wiadomo  - zasugerowa a Yumi.
Jeremy potrz sn  g ow , przekr caj c kartki. Niezrozumia e znaki, litery, które

wygl da y, jakby zosta y umieszczone przypadkowo. Musia o by  co najmniej trzysta
stron!

- To nie jest wiadomo  - zawyrokowa  na koniec. - Ale to jest kod programu. W

zyku programowania Hoppix. To j zyk wynaleziony przez profesora Hoppera,  eby

stworzy  Lyoko.

Dzieci zacz y mówi  jedno przez drugie.
- Chcesz powiedzie ,  e pani Hertz zna Lyoko?
- Sk d ma ten kod?
- Czy to ten sam kod, który nam pokaza  Richard na swoim komputerze?
- Co on robi?

background image

- Ej, przystopujcie! - przerwa  im Jeremy. - Tak, ten sam co na komputerze. Nie,

nie mam poj cia, co mo e zrobi  ten program.

Odd si  u miechn .
-  atwo to sprawdzi ! Wystarczy pój  do starej fabryki, odpali  superkomputer i

przepisa  to co , nie? Zobaczymy wtedy, co si  stanie.

- Nie mo na odpali  superkomputera - sykn  Jeremy.
- Na wideo mój tata kaza  nam go zniszczy  - przypomnia a Aelita.
- Nie mo emy tak tego ci gn , ta historia robi si  coraz bardziej tajemnicza -

sprzeciwi a si  Yumi. - Superkomputer to jedyny sposób,  eby si  w niej po apa .

Równie  Ulrich wtr ci  swoje trzy grosze:
- Zapomnieli cie o Xanie? Zosta  pokonany, ale nie wiem, co mog oby si

zdarzy , gdyby...

- Xana to ju  wspomnienie - wybuchn  Odd. Jeszcze tego brakowa o,  eby

wraca y problemy, z którymi si  ju  uporali.

- Ale superkomputera i tak nie mo na odpali ! - wrzasn  Jeremy.

owo „Xana” przejmowa o go nadal dreszczem. Czy program, który on i

profesor Hopper odpalili w Kartaginie, naprawd  by  w stanie pokona  ka dy pojedynczy
fragment tej z owrogiej sztucznej inteligencji? Profesor przecie  podtrzyma  ten program,
oddaj c swoj  si  witaln . Odd zerwa  si  gwa townie na nogi i z rozmachem otworzy
drzwi. Do  rodka wpad a Eva Skinner.

- Co tu robisz? - spyta  zmieszany.
Dziewczynka u miechn a si  do niego ciep o.
- Nic. Szuka am Aelity i chcia am zapuka , ale us ysza am,  e krzyczycie

superkomputer to, superkomputer tamto. O czym mówili cie?

- O... o niczym - po piesznie odpowiedzia  Jeremy.
Odd spojrza  na niego z wyrzutem.
- No, powiedzmy jej. Wczoraj nam pomog a, mo emy jej zaufa . Mo e w

nie

jest okazja,  eby wyja ni  jej troch  tajemnic.

Yumi wsta a.
- Ale obiecaj, Eva,  e nie powtórzysz nikomu.
- Obiecuj .

W willi na peryferiach Grigory Nictapolus poda  ko  Hannibalowi, który zacz

 gry , wyci gni ty na dywanie. M czyzna znowu skupi  si  przed monitorami i

za mia  szyderczo:

- Macie zupe

 racj , dzieciaki. Id cie do superkomputera, ja te  nie powiem

nikomu. S owo harcerza.

Archiwum sprz tu detektywistycznego i szpiegowskiego agenta Grigory’ego

Nictapolusa. Materia y  ci le tajne.

Poz acana szpilka organizacji Green Phoenix. Przedstawia lec cego Feniksa.

Noszona np. przez Hannibala Maga.

Pojazd Grigoiyego Nictapolusa. Podrasowany silnik (osi ga 220 km/godz.).
Nawigacja GPiT  po czona z mikropluskw .
karta pami ci ze wspomnieniami Roberta Della Robbii
rottweilery Grigory’ego

background image

Teczki z dossier uczniów i nauczycieli gimnazjum Kadic
podanie o przyj cie do gimnazjum Kadic
no yce do drutu kolczastego
paralizator generuj cy pr d o wysokim napi ciu
paszport Grigory’ego Nictapolusa
mikrokamera szpiegowska
urz dzenie pods uchowe rejestruj ce fale radiowe
Model z siedmiostrza owym magazynkiem. Lekki i  atwy w obs udze, ukryty pod

ubraniem jest niewidoczny.

Digital  Video  Recorder  -  przeno ny  rejestrator  cyfrowy.  S

y  do  sterowania

kamerami z odleg

ci i do rejestrowania obrazu, kiedy b dzie taka potrzeba.

Ta ma klej ca, no yczki,  rubokr ty,  ruby z nakr tkami i klucze francuskie.

Grigory Nictapolus u ywa  ich prawdopodobnie do sk adania komputera, zak adania
mikropluskw i przygotowywania bazy operacyjnej wyposa onej w wyrafinowane
urz dzenia.

Prototyp wymy lony dla ameryka skiego wojska. Nigdy nie wszed  do seryjnej

produkcji. Nie wiadomo, w jaki sposób organizacja Green Phoenix zdo

a wej  w jego

posiadanie. Model ma celownik o du ej precyzji dzia aj cy w podczerwieni. Walizeczka
zawiera drugie dno chronione niewidocznym zabezpieczeniem. Zamek walizeczki
Grigoryego. Je li nie zostanie otwarty we w

ciwy sposób, we wn trzu walizeczki

rozlewa si  silnie 

cy kwas, który niszczy dokumenty, materia y i urz dzenia.

KAWICZKI WYSYSAJ CE WSPOMNIENIA - Pozwalaj  pobra  i

zarejestrowa  wspomnienia jakiej  osoby i zapisa  je na karcie pami ci, albo przes

 do

komputera. Na opuszkach palców zamieszczone s  elektrody pod czone do
wy wietlacza LCD z potencjometrem. Dzi ki dotykowemu ekranowi potencjometr
pozwala wybra  wspomnienia, które maj  zosta  zarejestrowane i wykasowane.

background image

10
ADRES I KOSZMAR

Dzieci sz y g siego przez park Kadic. Min a pi ta po po udniu i s

ce ju

powoli zachodzi o, kryj c si  za wierzcho kami drzew.

- Nie jest ci zimno, Evo? - spyta  Odd. - Masz rozpi

 kurtk .

- Jestem zahartowana - u miechn a si  ciep o Eva.
- My la em,  e jeste  z gor cej Kalifornii.
Jeremy nakaza  im gestem,  eby siedzieli cicho. O tej porze park Kadic by  pusty,

ale nigdy nic nie wiadomo. Nikt nie mo e si  dowiedzie ,  e istnieje tajne przej cie. Szli
w stron  Pustelni, a  zobaczyli mi dzy drzewami tyln

cian  opuszczonej willi. Potem

Jeremy wskaza  miejsce, w którym pokrywa  nie na by a cie sza.

- Jeste my - powiedzia . - Pomo ecie mi odkopa ?
Odd wysun  si

mia o naprzód. By  gotowy na wszystko,  eby tylko zrobi

wra enie na Evie. Stan  na szeroko rozstawionych nogach i zacz  szybko rozgarnia

nieg d

mi, jak pies, który kopie do ek.

- Ostro nie! - wrzasn  Ulrich, trafiony zmro onym  niegiem.
Yumi i Aelita nie mog y powstrzyma  si  od  miechu. Odd wskaza  metalow

yt  od studzienki, znad której odgarn

nieg. Jeremy przygl da  mu si  krytycznie.

- Schodzimy? Odd, czy nie powiniene  wróci  do pokoju? Masz jeszcze szlaban.
- Jim jest padni ty po podró y. Jak tylko przyjechali my do Kadic, zmy  si  do

pokoju i poszed  spa . Luzik!

Yumi i Ulrich odsun li na bok klap .
- Dobra, w azimy.
Dzieci zesz y w dó  i poprowadzi y Ev  wzd

 cuchn cych  cieków. Od czasu

do czasu przemyka  przed nimi szczur z obrzydliwym, ró owawym ogonkiem. Odd
obserwowa  Ev  spod oka. Wygl da o na to,  e spacer kana ami nie robi na niej
specjalnego wra enia. Ameryka musi by  bardzo dziwnym krajem, skoro dziewczynka
nie brzydzi si  wej  do kana u, w którym cuchnie i roi si  od szczurów. Yumi, gdy
zesz a tu po raz pierwszy, wzdrygn a si  z obrzydzenia. A Eva nic.

Gdy tylko weszli na  elazny most, Odd po

 r

 na ramieniu Evy.

-  adnie to wygl da, co? Patrz, ile  niegu le y na dachu fabryki.
- Miejmy nadziej ,  e nie spadnie on nam na g ow  - odpowiedzia a Yumi,

wskazuj c tabliczki ostrzegawcze umocowane na bramie, która zamyka a drog  za nimi.

 Czy kiedykolwiek pomy leli cie,  e te ostrze enia mog  by  prawdziwe?
- S

 one tylko do odstraszania nieproszonych go ci - uspokoi  j  Jeremy. -

Lepiej wejd my do  rodka, na dworze zaczyna si  robi  naprawd  zimno.

Oprowadzili Ev  po fabryce i pokazali jej trzy podziemne kondygnacje.

Dziewczynka rozgl da a si  dooko a i porusza a z dziwnym spokojem, tak jakby by a tu
ju  tysi c razy. Kiedy podeszli do konsoli sterowania superkomputera, Jeremy usiad  na
fotelu, wskaza  metalowy kr g na pod odze i wyja ni :

- To jest rzutnik holograficzny. Konstrukcja u góry s

y do projekcji

trójwymiarowego obrazu Lyoko wraz z map . Dzi ki temu urz dzeniu mog em zobaczy
dok adn  pozycj  moich przyjació  i potworów Xany.

- Xany? - spyta a natychmiast dziewczynka.

background image

- Tak. No có , to d uga historia... trafi em w to miejsce przez przypadek,

zaciekawi o mnie i odpali em superkomputer. Odkry em,  e mie ci  si  w nim wirtualny

wiat, Lyoko, a w tym  wiecie znajdowa a si  pi kna elfka...

Aelita zaczerwieni a si  i uszczypn a go, a potem szepn a:
- To by am ja.
- Tylko  e Aelita nie by a jedyn  mieszkank  Lyoko - ci gn  Jeremy. - By  tam

tak e Xana, z

liwa istota, która potrafi a sterowa  potworami. Xana by  bardzo

pot

ny. Wykorzystywa  wie e w Lyoko i przedostawa  si  do naszego  wiata za pomoc

aparatury elektronicznej,  eby atakowa  ludzi.

Yumi wtr ci a:
- Dlatego ja, Ulrich i Odd zacz li my korzysta  z kolumn-skanerów, aby

przenosi  si  do Lyoko. Stawali my si  tam cybernetycznymi wojownikami i
walczyli my z Xan .

- Uda o si  im uwolni  mnie z Lyoko i zrobi  ze mnie znowu normalnego

cz owieka - dopowiedzia a Aelita.

- A potem dalej prowadzili my nasz  walk  do momentu, a  pokonali my Xan

raz na zawsze - zako czy  Odd. - I wy czyli my superkomputer.

- A wi c ten Xana nie by  w sumie taki pot

ny, skoro uda o si  wam go pokona

- Eva znów u miechn a si  ciep o.

- Pewno,  e nie - przytakn  Odd. - W gruncie rzeczy to by  tylko g upi program

komputerowy.

Jeremy spojrza  na niego lodowato i wyja ni  Evie:
-To wcale nie by o takie  atwe. Bez pana Hoppera, taty Aelity i twórcy Lyoko, nie

uda oby si . No i Xana nie le nam namiesza . Raz opanowa  mózg naszego kolegi,
Williama Dunbara, i zmieni  go w potwora.

Oczy Evy rozb ys y.
- Chcesz powiedzie ,  e on móg  przejmowa  kontrol  nad lud mi?
- Móg  to robi  dzi ki wie om - przytakn a Yumi. - Ale na szcz cie zawsze to

zauwa ali my.

Tym razem Eva u miechn a si  dziwnie.

Yumi wyci gn a si  na 

ku i odwróci a w stron  Aelity i Jeremy’ego, którzy

siedzieli obok niej.

- Widzieli cie, jak  min  zrobi a? - zapyta a, maj c na my li Ev .
- Trzeba j  zrozumie  - usprawiedliwia  kole ank  Jeremy. - W ko cu w ci gu

godziny pokazali my jej fabryk  i zrobili my megastreszczenie ze wszystkich naszych
przygód. Musia a by  zszokowana.

Yumi popatrzy a na niego w zamy leniu.
- By  mo e...
Aelita postanowi a zmieni  temat rozmowy.
- A co zrobimy z plikiem, który znale li my w gabinecie dyra? Jeremy, musi by

jaki  sposób,  eby odkry , co znaczy ten kod programowania, no nie?

Ch opiec przytakn , podszed  do biurka i wzi  jeszcze raz papierow  teczk .

Zacz  przegl da  kartki, jedn  po drugiej.

- To wcale nie takie proste. Hoppix jest niskopoziomowym j zykiem

programowania. Praktycznie jest to instrukcja obs ugi sprz tu, a wi c... - przyjrza  si

background image

twarzom przyjació . - Innymi s owy, nie jest  atwo przewidzie , co zrobi program, gdy
zostanie w czony. Jedyny sposób,  eby go wypróbowa , to odpali  superkomputer, a o
tym nie ma nawet mowy... - zatrzyma  si  nagle, przegl daj c jedn  stron , pu ci  kartk
i dr

cymi r koma pokaza  dziewczynkom po

 ze staro ci karteczk .

Yumi i Aelita otoczy y go ciasno.
- To jest adres.
- W Brukseli - dopowiedzia a Aelita.
- Napisany charakterem pisma pani Hertz. I ta karteczka by a ukryta w dossier.

Jest tak ma a,  e nie zwróci em na ni  wcze niej uwagi - powiedzia  Jeremy.

Yumi wpatrzy a si  w niego.
- Co, waszym zdaniem, ona mo e znaczy ?
Skonsternowani popatrzyli jedno na drugie.
- Nie mam poj cia - przyzna  w ko cu Jeremy.
- Có  - powiedzia a Yumi. - S dz ,  e je li karteczka by a w  rodku, nie mog a

trafi  do tej teczki przypadkowo. Musi mie  co  wspólnego z tymi papierami i z panem
Hopperem, no nie?

- Musimy to sprawdzi .
- Dzisiaj jest pi tek - przypomnia a Yumi. - Ja i Ulrich mo emy wyjecha  jutro

rano i wróci  wieczorem. Mog  powiedzie  moim starym,  e w ten weekend zostan  w
Kadic u kole anki...

Jeremy spojrza  na ni  zza okularów.
- Chcecie pojecha  sami a  do Brukseli? Do innego pa stwa? Yumi, chyba

pami tasz, jak si  sko czy a nasza poprzednia podró !

Ostatniego wieczoru przed ko cem bo onarodzeniowej przerwy dzieci

przejecha y pó  Francji w poszukiwaniu tajemniczego m czyzny, Philippe’a Broulet, od
którego dowiedzia y si  o istnieniu tajnego pokoju w Pustelni. Jedyny problem stanowi a
podró  powrotna. Pedantyczny konduktor wezwa  policj , poniewa  byli „nieletnimi
podró uj cymi bez opieki”. Paskudna historia.

- B dziemy bardzo ostro ni - parskn a Yumi. - A poza tym to tylko par  godzin

w poci gu. Wszystko b dzie dobrze.

- Czego si  tam spodziewacie?
- Za pierwszym razem odkryli my tajny pokój. Nie wiadomo, co b dzie tym

razem, ale to mo e by  bardzo wa ne.

Tego wieczoru w sto ówce Ulrich w milczeniu wys ucha  Yumi. Potem

powiedzia :

- Ty i ja b dziemy podró owa  sami?
- Tak.
- Do Brukseli?
- Tak.
Ulrich u miechn  si , maj c w pami ci prze omowe: „nie jeste my tylko

przyjació mi”, które próbowa  wyzna  dziewczynce zaledwie kilka dni wcze niej.

- Jak dla mnie, super!
Odd, który w

nie ko czy  drugi kotlet z kurczaka, wybe kota  z pe nymi ustami:

- To nie fair, ja te  chc  jecha !
- Masz szlaban - przypomnia  mu Ulrich. - Przykro mi, ale mo emy jecha  tylko

ja i Yumi. Tylko my wygl damy na troch  starszych.

background image

miechn  si  od ucha do ucha. Jego marzenie si  spe nia o. B

 wreszcie we

dwoje i b

 mieli troch  czasu na rozmow . Zauwa

,  e Yumi te  si  u miecha. Wsta

od sto u.

- Pozwólcie mi tylko zadzwoni  do domu, nie rozmawia em ze starymi od kilku

dni, a nie chc ,  eby dzwonili do szko y akurat jutro, kiedy mnie nie b dzie. Je li z nimi
dzisiaj pogadam, b

 mia  spokój na trzy albo cztery dni.

Wyszed  ze sto ówki, uk oni  si  Jimowi Moralesowi, który na korytarzu czeka

na Odda,  eby odprowadzi  go do pokoju. Potem poszed  do pustego parku. Mimo  e nie
mia  na sobie kurtki, nie odczuwa  przenikliwego zimna. Podró  z Yumi! Przygoda z ni !
O czym wi cej móg  marzy ? Wyj  komórk  i zadzwoni  do domu.

- Cze , tato, to ja, Ulrich.
- Ulrich. Jak w szkole? Dosta

 z e stopnie? - odpowiedzia  mu rozdra niony

os. Ojciec by  bardzo zirytowany. Wida  w domu uk ada o si  coraz gorzej.

Ch opiec poczu ,  e ze z

ci czerwieniej  mu policzki. Tata zawsze tylko o

jednym: szko a i stopnie. Nic wi cej go nie interesuje.

- W porz dku - odpowiedzia .
- Co to ma znaczy : „w porz dku”? Dosta

 z e stopnie, czy nie?

- Normalne stopnie, ta...
- Czyli twoje normalne niedostateczne? Twoja normalna niezdolno  do

uzyskania przyzwoitego stopnia, tak  eby ci  nie oblali? Twoja...

Ulrich us ysza ,  e jego mama zaczyna wrzeszcze :
- ZOSTAW GO W SPOKOJU! Nie rozumiesz,  e za bardzo na niego naje

asz?

- JA NIE NAJE

AM NA NIKOGO! - wrzasn  jego tata, niemal e go

og uszaj c. - MAM PRAWO WIEDZIE , CZY...

- Tato, przesta  - szepn  ch opiec. - Wszystko w porz dku. Kropka.
Ale rodzice ju  go nie s uchali.
- TO TWOJA WINA,  E NIGDY NIE DZWONI! - oskar

a mama.

- TO TWOJA WINA,  E NASZ SYN NIGDY NICZEGO NIE OSI GA!
Ulrich  w  milczeniu  wys ucha   k ótni,  która  si   stawa a  coraz  bardziej  ostra.

ysza  odg osy przesuwanych krzese  i wal cej w stó  pi ci. Westchn  i roz czy  si

bez po egnania. Po tej „rozmowie w gronie rodzinnym” jego rodzice nie odezw  si
przez d

szy czas.

Przynajmniej móg  spokojnie wyjecha .
Lyoko. Tym razem Aelita znajdowa a si  w sektorze lasu. Otacza y j  drzewa,

które niczym si  od siebie nie ró ni y. Ich zielone wierzcho ki odcina y si  na tle

tawego nieba. Nie by o s ycha  szelestu li ci ani powiewu wiatru. Ona mia a znowu

posta  elfki i czu a si  zdezorientowana, czego do wiadcza a za ka dym razem, gdy
przechodzi a ze  wiata realnego do wirtualnego. Obejrza a si . Zobaczy a Meduz ,
potwora Xany. Przypomina a ona ogromny zamro ony sto ek. By a przezroczysta.
Sk ada a si  z substancji stanowi cej co  po redniego mi dzy szk em a metalem.
Wewn trz p ywa  ohydny ró owy mózg, cz ciowo przys oni ty symbolem Xany. Na
zewn trz mia a macki, które wyci ga y si  w powietrzu w stron  dziewczynki. Aelita
zacz a biec. Meduza by a najbardziej niebezpiecznym stworzeniem, jakie wróg by  w
stanie wys

: wysysa a wspomnienia. A Aelita nie chcia a znowu straci  pami ci, o nie,

nie teraz. Przy pieszy a i wbieg a mi dzy drzewa. Szelest Meduzy zmieni  si  w

background image

st umione warczenie. Aelita obejrza a si , ca y czas biegn c. Potwór zmieni  si  teraz w
psa, ogromnego mastifa o rozdziawionym pysku i zakrwawionych z bach…

Prawie j  dogania , to by a kwestia chwili. Aelita spostrzeg a,  e nagle ziemia

przed ni  zacz a znika , zmieniaj c si  w cyfrowe morze tego samego 

tego koloru co

niebo. Wpad a do niego, wrzeszcz c.

I otworzy a szeroko oczy - znowu koszmar! By a ubrana w pi am , ochlapan  i

mierdz

ciekami. Ale nie znajdowa a si  w  ciekach. Le

a w ka

y  wiat a na

betonowej pod odze. Pada  na ni  snop  wiat a z lamp zawieszonych u sufitu. Reszta
tunelu ton a w ciemno ci. Wsta a, dr c, i przesz a kilka kroków. U jej stóp pojawi y si

wiat a, a  wiat a za jej plecami zgas y. Sz a dalej. Czy to jest jeszcze sen, czy tym razem

jest to ju  rzeczywisto ? „A mo e ja znowu lunatykowa am”, pomy la a. Powoli tunel
zacz  si  zw

,  ciany sta y si  kwadratowe i dziewczynka rozpoznawa a to miejsce.

By a w Pustelni.
Nie budz c si  ze snu, wesz a do tajnego przej cia, które prowadzi o z Kadic

przez  cieki i dalej do domu jej taty. Ale dlaczego to zrobi a? I dlaczego psy, które
zaatakowa y Kiwiego, pojawia y si  w jej snach razem z potworami Xany? Aelita mia a
wra enie,  e ma to jaki  tajemniczy zwi zek. Westchn a i postanowi a si  zatrzyma .
Nie  chcia a  i   sama  w  nocy  do  Pustelni,  zw aszcza   e  kr ci   si   tam  obcy  facet,  który
napad  na tat  Odda. O wiele lepiej wróci  bezpiecznie do 

ka. Wracaj c, pomy la a,  e

po pierwsze powinna porozmawia  z Richardem.

Ulrich i Yumi wysiedli z poci gu i natychmiast porwa  ich t um ludzi.

Wyko czona marmurem i szk em stacja by a ogromna, ale i tak panowa  na niej t ok.
Wsz dzie kr cili si  biznesmeni. Mieli na sobie marynarki i krawaty, a w r kach trzymali
komórki i skórzane teczki. Bruksela wygl da a na miasto ludzi powa nych i
zapracowanych.

- By

 tu kiedy ? - spyta  Ulrich.

- Tak, wiele razy.
- Super, bo ja nigdy. Co robimy?
-  Zjemy   niadanie  -  zaproponowa a  Yumi  -  a  potem  wsi dziemy  w  metro  i

postaramy si  dojecha  do tej... jak si  nazywa?

- Rue Camille Lemonnier.
- No to super.
Stan li w kolejce do dworcowego kiosku i kupili sobie dwa pachn ce croissanty.

Potem, kieruj c si  strza kami, poszli na stacj  metra. Tam prze ledzili dok adnie tras .
Czeka a ich przesiadka: linia 

ta, a potem linia zielona. Ulrich o ma o nie zgubi  Yumi,

gdy patrzy  na map . T um urz dników zacz  unosi  dziewczynk  ze sob . Ulrich
wyci gn  r

 i przytrzyma  j .

- Sk d tu tyle ludzi?
- Tu jest siedziba Komisji Europejskiej - odpowiedzia a, bior c go pod r

. - Nic

dziwnego,  e panuje taki ba agan.

Podró owali metrem  ci ni ci jak sardynki w puszce. Gdy wyszli na zewn trz,

um jakby rozp yn  si  w powietrzu. Panowa  spokój. Szli szerokimi ulicami i trzymali

si  za r ce. Ulrich zapomnia ,  e odbywa t  podró , aby pomóc Aelicie. To by y wakacje
jego i Yumi. Byli sami w pi knym mie cie. Czego wi cej móg  pragn ?

background image

Rue Lemonnier by a normaln  ulic  o szerokich chodnikach ocienionych

drzewami. Niektóre budynki by y nowoczesne, a inne si ga y czasów pierwszej wojny

wiatowej. Do tego drugiego typu nale

 dom, którego szukali. By a to kamienica o

niegdy  bia ej, a obecnie poszarza ej fasadzie i wysokich oknach. Prowadzi y do niej
pancerne drzwi z ci kiego metalu. Obok nich znajdowa  si  domofon z potrójnym
rz dem przycisków.

- Jakie nazwisko jest napisane na karteczce? - spyta a Yumi.
- Pani Lassalle. Mo e to jest przyjació ka pani Hertz.
- Lassalle to tu - powiedzia a Yumi, wskazuj c nazwisko na domofonie. -

Spróbuj  zadzwoni .

Nikt nie odpowiedzia . Spróbowa a znowu - bez odzewu.
- Spróbuj zadzwoni  do kogo  innego - zaproponowa  ch opiec. Po kolei nacisn li

wszystkie przyciski, czekaj c na reakcj . I nic.

- Chyba nie mamy szcz cia - szepn a Yumi.
- Hej, dzieciaki! - zawo

 kto .

Odwrócili si  gwa townie. W ich stron  szed  staruszek ubrany w  mieszny

br zowy beret. Prowadzi  staro wiecki rower, który by  tak jaskrawo czerwony,  e
wygl da  jak  wie o malowany.

- Przepraszam, mówi  pan do nas? - spyta a Yumi.
- Tak - powiedzia  starszy pan. Szed  dalej spokojnym krokiem, a  doszed  do

nich. - Nie ma sensu dzwoni , nikt wam nie odpowie.

-  Jak  to?  -  skonsternowany  Ulrich  spojrza   na  domofon  pe en  nazwisk.  -  Niech

pan popatrzy, ile osób tu mieszka! Szukamy tej pani, pani Lassalle...

Staruszek si  za mia .
- M ody cz owieku, ja tu mieszkam od 1936 roku, widzia em, jak w czasie wojny

Rue Lemonnier zosta a zbombardowana i zmieni a si  w kup  gruzów. Mog  ci
powiedzie  z ca kowit  pewno ci ,  e w tym budynku nikt nigdy nie mieszka . Kiedy
nale

 do rz du. Potem, po wojnie, kupi a go jaka  ameryka ska firma. Ale nikt nigdy

nie przyjecha ,  eby tu mieszka  albo pracowa  na sta e - czasem tylko kto  na par
tygodni.

- Ale taki budynek musi kosztowa  maj tek! - zdumia a si  Yumi.
- Masz racj , moja droga, ale... - staruszek  ciszy  g os, a oczy mu b yszcza y, tak

jak wtedy, gdy si  wyjawia szczególnie cenny sekret. - Moim zdaniem kupi a go nie

adna firma, tylko s

by specjalne - starszy pan chrz kn  znacz co. - Rozumiecie, co

mam na my li?

- S

by specjalne?! - Ulrich nie lubi  powtarza  cudzych s ów, ale tym razem

musia , bo naprawd  nie wierzy  w asnym uszom.

- Wiem, wiem, wam zaraz przychodzi do g owy James Bond i tym podobni. Ale

by specjalne istniej  naprawd . W czasie wojny prowadzi y aktywn  dzia alno .

Yumi u miechn a si .
- Dzi kujemy, prosz  pana, bardzo mi o z pana strony,  e pan nam to powiedzia .

Inaczej dzwoniliby my bez ko ca.

- Nie ma za co! Lubi  od czasu do czasu z kim  pogada  - powiedzia  staruszek i

oddali  si , machaj c im na po egnanie.

Ulrich zarechota .
- Wed ug mnie jest troch  stukni ty.

background image

- Mo liwe, ale pod jednym wzgl dem ma racj : nikt nam nie odpowiedzia . I co

teraz robimy?

Café au Lait by o nowoczesnym barem. Znajdowa  si  w nim czarny, b yszcz cy,

prostok tny kontuar i troch  stolików ustawionych ciasno jeden obok drugiego. Aelita
nieco si  spó ni a. Richard ju  siedzia  z palmtopem ustawionym na stoliku i fili ank
gor cej herbaty. Mia  smutn  min .

- D ugo czeka

? - spyta a. - Mia am troch  k opotów,  eby wyj  z Kadic.

- Spoko - odpowiedzia  z kwa nym pó

miechem. - Zamów sobie co  do picia.

Aelita zamówi a u barmana czekolad  i usiad a obok Richarda, tak  eby zerka  na

jego komputer. By  na nim nadal kod programu w j zyku Hoppix. Czy by  to taki sam
kod, jak ten z koperty pani Hertz? A mo e stanowi  drug  cz

 tego programu? B dzie

musia a pami ta  i poprosi  Jeremy’ego,  eby to sprawdzi . Podczas gdy próbowa a
skupi  si  nad monitorem, Richard obserwowa  j  uwa nie. Potem dotkn  jej r ki.

- Czy mog  spyta , dlaczego chcia

 mnie widzie ?

- Pomy la am,  e to jest minimum tego, co mog  zrobi  - usprawiedliwi a si . -

Przecie  przedwczoraj w nocy musia

 prze

 prawdziwy szok. W ko cu by

 pewien,

e spotkasz dziewczyn  w twoim wieku. A tu...

- Nie mog  uwierzy ,  e ty... to ta sama Aelita, któr  zna em. Oczywi cie,  e

jeste   identyczna,  ale...  -  Richard   ciszy   g os.  -  To  niemo liwe.  Wszyscy  dorastaj !
Mo e to ja zaczynam traci  zmys y.

Aelita mocno u cisn a d ugie, delikatne palce ch opaka.
- Jest jedno dobre wyt umaczenie, Richard. Jestem Aelit , tylko  e nie uros am.

Chcia abym wszystko ci opowiedzie , ale nie wiem, czy mog  ci ca kowicie zaufa , i
dlatego prosz  ci , zrozum. Boj  si .

Nadesz a chwila,  eby powiedzie  mu prawd , dlaczego chcia a tego spotkania.

Otó  w czasie ferii bo onarodzeniowych Aelita dozna a dziwnej amnezji i wszystkie jej
wspomnienia z Lyoko znikn y. Nikt nie potrafi  tego wyja ni . Jeremy z przyjació mi
nakr cili pami tnik wideo,  eby mog a sobie przypomnie  to wszystko, co si  wydarzy o
od momentu, gdy Jeremy znalaz  przypadkowo star  fabryk . Ale wcze niej? Aelita nie
mia a  adnych wspomnie  z czasów, kiedy mieszka a z tat  w Pustelni i chodzi a do
jednej klasy z Richardem. Nie pami ta a nawet twarzy swojej mamy. Richard móg  jej
pomóc. Ch opak by  szcz liwy, mog c opowiedzie  jej wszystko po kolei. Zacz
najpierw mówi  o ich klasie i nauczycielach. Aelita przyja ni a si  wtedy z Richardem,
tak jak teraz z Jeremym. Richard pami ta  mas  szczegó ów: d ugie popo udnia, kiedy
pan Hopper pomaga  im odrabia  lekcje w wielkim salonie w Pustelni, wycieczki,
zabawy, powiedzonka.

- Wtedy te  by

 dziwn  dziewczynk  - stwierdzi  w pewnej chwili. - Czasami

bez s owa wyja nienia znika

 na ca e popo udnia. Mówi

,  e chodzisz pracowa  z

twoim tat , ale jest to tajny projekt i nie mo esz o nim powiedzie  nawet mnie. A potem,
w ostatnim roku, w którym chodzi

 ze mn  do szko y, zacz

 si  spotyka  z nowym

przyjacielem. Nazywa

 go Panem X. Mówi

,  e jest bardzo sympatyczny i bardzo

samotny, i  e tylko ty mo esz mu pokaza , jaki jest  wiat. Kiedy mówi

 o nim,

yszcza y ci oczy.

Richard zaczerwieni  si .

background image

- By em wtedy w tobie po uszy zakochany. Nie masz poj cia, jaki ja by em

zazdrosny  o  tego  Pana  X!  Wyobra

em  go  sobie  jako  cudzoziemca,  w  którym  si

bujasz... i dlatego masz mniej czasu na zabaw  ze mn .

Z za enowaniem potrz sn  g ow  i ci gn  dalej:
- A potem twoje spotkania z Panem X stawa y si  coraz cz stsze. Przez pewien

czas twój tata nie przychodzi  na lekcje, potem ty te  przesta

 si  pojawia  w szkole.

 wreszcie pewnego dnia znikn

. Czeka em na ciebie, bo mieli my razem

przygotowywa  si  do klasówki, a ty nie przysz

. Tego popo udnia, gdy pobieg em do

Pustelni, zobaczy em zabarykadowane drzwi i okna.

Ten dzie  to by  6 czerwca 1994 roku, dzie , w którym pan Hopper sko czy

prac  nad projektem Lyoko i uciek  do wirtualnego  wiata, zabieraj c ze sob  swoj
córk . I zgasi  superkomputer, który pozosta  wy czony przez wiele lat, a  do czasu gdy
zjawi  si  Jeremy.

- Od tego czasu ju  ci  nie widzia em. A  do przedwczoraj.
Aelita spojrza a na Richarda. Richard odwzajemni  spojrzenie. Na ekranie

palmtopa obok nich przesuwa  si  kod w j zyku Hoppix. Kto  w czy  alarm -
dziewczynka czu a,  e ten kod by  w

nie alarmem - po to,  eby Richard przyszed  do

Pustelni i im pomóg . Jej tata musia  zatem uzna ,  e Richard to cz owiek godny
zaufania, który wesprze jego córk  w trudnym momencie. Aelita wyczuta,  e przebywa
w towarzystwie kogo  wyj tkowego, kogo , kto mo e j  zrozumie .

Zacz a mu opowiada  o Lyoko.

Uff.
Hiroki Ishiyama le

 w swojej sypialni, ale ju  od kilku godzin nie spa . Na

biurku sta  w czony telewizor. Lecia a kreskówka, któr  widzia  ju  wiele razy. Jego
siostra Yumi w ci gu tygodnia ca e dnie sp dza a w szkole, ale w weekendy zwykle
bawili si  razem. Teraz ch opiec by  sam. Ich rodzice le eli jeszcze w 

ku. W

weekendy lubili wstawa  troch  pó niej. Kiwi, od czasu kiedy zosta  pogryziony przez
psy, spa  od rana do wieczora. Nie by o naprawd  nic do roboty.

W tym momencie jednak us ysza ,  e pi tro ni ej szczeka pies. By o to szybkie i

ciek e ujadanie. Hiroki nadstawi  uszu. Kiwi przeszed  na najwy sze tony, a potem

jego zajad e szczekanie zmieni o si  w przera one skomlenie. A potem pies nagle
zamilk . Hiroki zerwa  si  na równe nogi i podbieg  do drzwi. W domu panowa a cisza.
Bezszelestnie opu ci  klamk  - nauczy  si  tego, gdy robi  kawa y Yumi - i oczekiwa
skulony za drzwiami.

Us ysza   kroki,  odg os  ci kich  butów.  Kto   wchodzi   po  schodach.  Nie  byli  to

ani jego rodzice, ani  aden z przyjació  - oni zdj liby buty. Nikt nie móg  wej  do
japo skiego domu w brudnych butach... poza z odziejem.

Hiroki wstrzyma  oddech i zamar  w bezruchu. Nie mia  odwagi wytkn  zza

drzwi nawet koniuszka nosa. Kroki na schodach ucich y i zacz y rozbrzmiewa  na
korytarzu. Kto  przeszed  ko o pokoju Yumi, potem jego pokoju, a potem poszed  do
sypialni rodziców.

Ch opiec us ysza  g os:
- Jak to, nie pami tacie mnie?
I przestraszony krzyk mamy. A potem zapad a cisza.

background image

Przera ony Hiroki wyszed  na palcach z sypialni i w pokoju w g bi korytarza

zobaczy  wysok , ubran  w prochowiec istot  z ogromnymi r koma pe nymi monitorów i

wiate ek. Istota przytyka a te  apska do g ów jego rodziców. Byli oni jeszcze w

pi amach i wygl dali na nieprzytomnych.

Hiroki nie wiedzia , czy jest to cz owiek, czy potwór, ale zrozumia  jedno:  e on,

Hiroki, potrzebuje pomocy, bo ta istota jest za wielka,  eby sam móg  stawi  jej czo a.
Zgi ty wpó  zszed  cicho po schodach. W salonie Kiwi le

 bez ruchu w swoim

koszyku. Oddycha . Tajemnicza istota musia a da  mu  rodek nasenny. Hiroki w
buty, wzi  pieska na r ce, otworzy  drzwi wej ciowe i zwia  co si  w nogach. Do kogo
zadzwoni ? Kto mo e mu pomóc?

Odd od

 w

nie telefon. Mama zadzwoni a do niego,  eby powiedzie ,  e

tata czuje si  lepiej. Wypisali go ze szpitala i wróci  do domu. Ca e szcz cie. Ch opiec
zastanawia  si  przez chwil , czy po

 si  spa . Rozleg o si  pukanie do drzwi.

Poszed  otworzy  i zobaczy  brata Yumi, który trzyma  Kiwiego i patrzy  przera onym
wzrokiem.

- Hiroki! Co ty tu robisz? - krzykn  Odd, podczas gdy pies wyci gn  szyj  i liza

mu twarz. - Ej, spokój. Nie powiniene  by  przynosi  go tutaj, bo Jim... - powiedzia ,
zwracaj c si  do ch opca, i wyjrza  na korytarz. Na szcz cie nikogo nie by o.

Hiroki przez chwil  tylko przest powa  z nogi na nog . Potem nagle wybuchn :
- ODD, POTRZEBUJ  POMOCY POTWÓR Z APA  MOICH RODZICÓW!!!
- Hiroki, mów wolniej, powiedz, co si  sta o.
Ch opiec wybe kota  chaotyczne wyja nienia. Odd podrapa  si  w czo o. Brat

Yumi nie by  kim , kto dla zabawy wymy la tego rodzaju bajki. Poza tym to, co
opowiedzia , bardzo przypomina o to, co nieco wcze niej przytrafi o si  jego ojcu.

- Pójdziemy po Jeremy’ego i pobiegniemy do twojego domu.
- Musz  do Yumi! - zaprotestowa  ch opczyk. - Gdzie jest moja siostra?
- To d uga historia, zaufaj mi i chod  ze mn .

ody geniusz siedzia  u siebie, studiuj c dossier Waldo Schaeffera. Odd i Hiroki

wpadli do jego pokoju niczym tornado. Odd krótko wyja ni , o co chodzi. Gdy ch opcy
biegli korytarzem, rozd wi cza  si  telefon Jeremy’ego. To Ulrich dzwoni  z Brukseli.

- Co powiedzia  Jeremy? - spyta a Yumi.
Ch opiec wzruszy  ramionami.
- Radzi,  eby zrobi  troch  zdj  zamkom i przes

 mu je. Po po udniu albo

wieczorem powie nam, jakie narz dzia powinni my kupi ,  eby si  w ama .

- W ama  si ? Ale to przest pstwo! - zaprotestowa a Yumi. - Tym razem

naprawd  mo emy trafi  do ciupy. Je li to jest naprawd  budynek s

b specjalnych, to

ile tam musi by  kamer i pods uchów? I...

Ulrich przerwa  jej z u miechem.
- To oznacza przede wszystkim,  e b dziemy musieli sp dzi  tu noc. Nie s dz ,

eby dwójka niepe noletnich mog a wynaj  pokój w hotelu.

- Zero problemu - odpowiedzia a Yumi. - Nie mówi am,  e cz sto przyje

am

do Brukseli? Mieszka tu przyjació ka mojej mamy. To fajna babka. Jestem pewna,  e nas
przenocuje i nie nakabluje o tym rodzicom.

-  No  to  super  -  skin   g ow   Ulrich.  -  Wystarczy  chyba  zrobi   dwa  zdj cia  tym

cholernym zamkom i potem b dziemy mieli dla siebie ca y dzie .

background image

Ten pomys  spodoba  si  obojgu.

Hiroki w

 klucze do drzwi swojego domu, otworzy  je i po

 palec na

ustach, nakazuj c, aby byli cicho.

Odd i Jeremy weszli za nim i zdj li buty. Ch opiec po

 Kiwiego na tapczanie

w salonie.

- Czy mog  wam w czym  pomóc? - spyta a mama Hirokiego, wychodz c z

kuchni.

By a starannie ubrana. Mia a na sobie eleganck  garsonk , w której chodzi a do

pracy. Zza przymkni tych drzwi wida  by o ojca ubranego w marynark  i krawat. Jeremy
za ama  r ce, zastanawiaj c si  nad jak  inteligentn  odpowiedzi .

-  Czy  mog   wam  w  czym   pomóc?  -  spyta a  pani  Ishiyama,  szeroko  si

miechaj c.

- Mamo! - Hiroki rzuci  si  jej na szyj . - Mamo, dobrze si  czujesz?
- Oczywi cie - odpowiedzia a  agodnie. - Czy mog  wam w czym  pomóc?
Jeremy i Odd przywitali si  nie mia o z zapatrzonym w pustk  panem Ishiyam ,

który w odpowiedzi tylko u miechn  si  w milczeniu.

- Je li nic nie potrzebujecie, sko cz  gotowa  - rzek a mama Yumi spokojnym

tonem.

Skonsternowani ch opcy zostali sami w salonie.
- Nie k ami ! - oznajmi  Hiroki. - Naprawd  tu by  potwór!
- Och, wcale w to nie w tpi  - odpowiedzia  mu Jeremy.
- Powiedzcie, nie zauwa yli cie czego  dziwnego?
Pozostali ch opcy potrz sn li g owami i ch opiec wyja ni :
-Wydaje mi si ,  e pani Ishiyama nie pozna a Hirokiego. No i nie zapyta a nas o

Yumi.

- Zachowuj  si , jakby byli w szoku - powiedzia  Hiroki. Odd przytakn .
- Takie same objawy jak u mojego taty. Stracili pami  i mówi  dziwne rzeczy.
- Rozejrzyjmy si  troch  - zaproponowa  Jeremy. - Nie zwróc  na nas uwagi,

skoro s  w takim stanie.

Weszli po schodach i wskoczyli do pokoju rodziców Yumi. 

ko by o pos ane,

parkiet by  umyty i l ni cy. Zajrzeli wsz dzie, nawet pod 

ko, ale nie znale li nawet

odrobiny kurzu. Sprawdzili po piesznie pokój Yumi i Hirokiego, ale tam te  wszystko
by o na swoim miejscu.

- Chod my do ogrodu - zaproponowa  Odd. Po egnali si  z pa stwem Ishiyama i

wyszli na dwór. Kiwi szed  za nimi na chwiejnych  apkach.

- Spróbuj opisa  nam dok adnie tego tajemniczego faceta - powiedzia  Jeremy.
- To by  potwór, nie cz owiek, mówi  wam! - zacz  Hiroki.
Jeremy przerwa  mu.
-  Zastanów  si ,  Hiroki,  sk d  potwór  w  twoim  domu?  Ogl dasz  za  du o  anime.

Prawdopodobnie by  to cz owiek, który wygl da  jak potwór.

Ch opczyk zamkn  oczy,  eby si  skoncentrowa . Potem opowiedzia  o wysokiej

postaci w czarnym prochowcu i  wiec cych r kawiczkach.

- Kiwi zacz  szczeka , a potem nagle zasn . Facet musia  u

 sprayu ze

rodkiem usypiaj cym - zako czy .

- By  dobrze przygotowany - zawyrokowa  Odd.

background image

W tym momencie przerwa o im ujadanie Kiwiego. Pies w cha  traw  w ogrodzie

i skowycza  przestraszony. Ch opcy podeszli do niego i zobaczyli  lady butów odci ni te

boko w ziemi. Kajaki o grubej podeszwie. Obok nich spl tane  lady psich  ap.

background image

12
ZBYT WIELE TAJEMNIC

Wielki zegar, znajduj cy si  na szczycie g ównego budynku szko y Kadic, wybi

pó noc. Jeremy, który przebywa  w swoim pokoju w internacie, us ysza  dwana cie
pos pnych uderze  i zapali

wiat o. Tej nocy nie da si  zasn . Wsta  ubrany i w

pi amie podszed  do biurka. Wzi  kartk  papieru i zacz  na spokojnie wynotowywa
wszystkie problemy, jakie si  pojawi y, i informacje, które zebrali do tej pory.

1. Co pani Hertz wie o profesorze Hopperze? Dlaczego przechowywa a jego

dosgier? Co znaczy ten kod programu? Adres z Brukseli?

Westchn . Tyle pyta ... a dopiero zacz .
2. Kim jest facet z psami i czego chce? Dlaczego mia  co  do rodziców Odda i

Yumi? Czy teraz kolej na reszt ?

Ta my l go zmrozi a. Kiedy Jeremy by  ma y, jego rodzice mieszkali w mie cie,

ale przenie li si , zanim zacz  chodzi  do gimnazjum. Czy s  bezpieczni, bo mieszkaj
daleko... czy nie? W ko cu równie  rodzice Odda mieszkali w innym mie cie.

Postara  si  o tym nie my le  i kontynuowa  list .
3. Dlaczego na komputerze Richarda pojawi  si  kod? Czy to profesor Hopper go

wys

? Dlaczego Aelita wpatruje si  w Richarda jak w idola?

Jeremy sapn  i skre li  ostatnie zdanie. Nie mia o ze spraw  nic wspólnego.

Powiedzia a mu,  e rano spotka a si  z Richardem w kafejce, a on poczu , jak krew si  w
nim burzy... ale to nie by o wa ne, przynajmniej na razie.

4. Co mia  powiedzie  film wideo zostawiony przez prof. Hoppera? Co

powinni my zrobi ,  eby pomóc Aelicie znale

 jej mam ?

5. Xana.
Przy tym punkcie Jeremy zatrzyma  si  z d ugopisem w r ku. Xana zosta

pokonany, przecie  tego byli pewni. A mo e wcale nie?

Równie  Odd nie móg  zasn . W my lach widzia  przygaszone oczy pana

Ishiyamy, na które nak ada  si  obraz pustych i przymkni tych oczu jego taty. Odd
zawsze by  weso ym i pe nym humoru ch opcem, ale ta historia nim wstrz sn a. Kto
zadzwoni  do drzwi domu rodziców i podst pnie wywabi  tat  do ogrodu,  eby co  mu
zrobi . Ch opiec by  ju  pewien,  e nie chodzi o o porwanie. W przeciwnym razie taki
sam los spotka by rodziców Yumi. Dlatego pytanie nale

o sformu owa  inaczej: czego

chcia  facet z psami? Na pewno mia o to co  wspólnego ze  wiec cymi r kawiczkami. A
mo e z umiej tno ci  wykasowania swojego obrazu z filmu wideo, nagranego przez
kamery Jeremy’ego w Pustelni?

Nagle przypomnia a mu si  dziwna karta pami ci, któr  da a mu mama w

szpitalu. Wsta  z 

ka i poszpera  w kieszeniach kurtki, wyci gn  z niej kwadratowy

kawa ek plastiku i przyjrza  mu si . Nie by o na nim  adnych napisów. Z boku
znajdowa y si  tylko trzy albo cztery poz acane znaki.

Odd sapn . Sam nic nie kapowa , ale Eva wygl da a na do  obeznan  z tym

tematem. W ko cu to dzi ki niej zobaczy  obraz faceta z psami na filmach wideo z
Pustelni. Na pewno mo e mu pomóc odkry , co znajdowa o si  na tym kawa ku plastiku
o wielko ci pó  centymetra kwadratowego. Poza tym jutro jest niedziela, czyli doskona a
okazja,  eby odwiedzi  j  w domu. B dzie móg  pozna  jej rodziców i poby  troch  z

background image

ni ... Cudownie! Zacz  grzeba  w rzeczach porozrzucanych na biurku, a  znalaz  jak
kartk . Przepisa  na ni  adres i numer telefonu dziewczynki: Rue André René. By a ju
druga w nocy, ale mimo to postanowi  zadzwoni . Wystuka  numer Jeremy’ego, który od
razu odebra .

- O, te  nie  pisz.
- Nie. Zastanawia em si , w jaki sposób Ulrich i Yumi mog  wy ama  zamek do

mieszkania.

- Nasz haker zmienia si  we w amywacza! - za mia  si  Odd. - Chcia em ci tylko

powiedzie ,  e jutro rano nie zobaczymy si , chcia em odwiedzi  Ev .

os Jeremy’ego natychmiast spowa nia .

- Co to za nowy pomys ?
- Nic takiego - odpowiedzia  wymijaj co ch opiec.
- Odd, czy ty si  czasem nie zabuja

 w Evie?

- A nawet je li? To równa dziewczyna! - nic nie powiedzia  o karcie pami ci.

Je li Jeremy by j  zobaczy , na pewno wiedzia by, co z ni  zrobi , a jemu znikn by
pretekst,  eby pój  do Evy.

Przyjaciel westchn .
- Wi c zamierzasz znowu wykiwa  Jima Moralesa.
- Mo emy si  za

,  e mi si  uda, stary - powiedzia  Odd i si  roz czy .

W niedziel  rano niebo by o pokryte g stymi, ciemnymi chmurami. Zanosi o si

na deszcz, ale to nie zniech ci o Odda.

Rue André René by a szerok  i d ug  ulic . Rosn ce wzd

 niej platany ugina y

si   pod  silnym  wiatrem.  Po  obu  stronach  ci gn y  si   schludne  domki  o  czarnych
dachach i pomalowanych na bia o drewnianych  cianach.

„Psia pogoda”, pomy la  Odd i wstrz sn  nim dreszcz. Na niebie pojawi a si

yskawica. Zagrzmia o. Wielka kropla deszczu spad a ch opcu na nos. Potem druga.

Zacz  biec wzd

 ulicy. Mkn  jak strza a pod nagimi konarami drzew, uwa aj c,  eby

nie po lizgn  si  na chodniku, na którym le

o jeszcze du o  niegu. Patrzy  na numery

domów wypisane na skrzynkach pocztowych. Trzydzie ci. Dwadzie cia osiem.
Zaczyna o coraz mocniej pada . W ci gu dwudziestu sekund ch opiec przemók  do
suchej nitki. Mokre w osy klei y si  do twarzy, a ci kie ubranie utrudnia o mu ruchy.
Przy pieszy  bieg. Nie chcia  pokaza  si  Evie w takim stanie, ale w tym momencie nie
mia  wyboru. Nie móg  wróci  do Kadic w tak  ulew . Osiemna cie. Jedynka i ósemka
by y wymalowane czerwonym lakierem na skrzynce pocztowej. Odd przeskoczy  nisk
furtk  i skr ci  w alejk  wej ciow . Doszed  do drzwi os oni tych ma ym daszkiem i
zadzwoni . Zadzwoni  jeszcze raz, a potem, na wszelki wypadek jeszcze raz:
Dryyyyyyyyyyyyyy !

Wreszcie drzwi si  otworzy y. Wysz a Eva, ubrana w obcis y dres. Twarz mia a

okolon  drobnymi loczkami.

- Odd - powiedzia a, u miechaj c si  ciep o.
- Cze  - odpowiedzia  ch opiec. - Przechodzi em t dy i wiesz, zacz o pada ... -

zda  sobie spraw ,  e jest wpó  do dziewi tej w niedziel  i wymamrota  zaniepokojony:

- Nie obudzi em ciebie albo twoich rodziców?
- Jestem sama w domu. Moi starzy wyjechali... w delegacj .
Wyjechali w delegacj  w niedziel ? Ch opiec wola  nie komentowa .
- Mog  wej  na chwilk  i si  wysuszy ?

background image

- Wejd  - powiedzia a  agodnie, wpuszczaj c go. - Jeste  ca y mokry. Rozbierz

si .

Odd si  zatrzyma . Chyba po raz pierwszy w  yciu go zatka o. Rozebra  si ? Czy

naprawd  poprosi a go,  eby... si  rozebra ?

- Uhm, czy nie mog aby  mi po yczy  ubra  twojego starego?
- Nie.
Ch opiec rozejrza  si  dooko a. W domu Evy brakowa o wi cej rzeczy, nie tylko

ubra . Praktycznie nie by o w nim mebli. Z ma ego holu wchodzi o si  do ca kiem
pustego salonu. Jedynym meblem by  stoj cy na ziemi laptop. Tak samo wygl da a
kuchnia. Nie by o w niej zlewu, szafek, kuchenki ani piecyka. Cztery puste  ciany, z
których zwisa y rury od gazu i wody. Na  cianie wisia  podgrzewacz do wody.

- Gdzie jest  azienka? - spyta  skonsternowany Odd.
- Tam - pokaza a Eva - na ko cu korytarza.
Do  korytarza  przylega y  dwie  puste  sypialnie.  Nie  by o  w  nich  nawet  

ka.  W

jednej z nich sta a na pod odze ró owa walizka na kó kach. By a otwarta i pe na ubra .
W  azience nie by o nawet umywalki. Odd wysuszy  sobie w osy r cznikiem. Kurtk ,
bluz , spodnie i skarpetki mia  ca e mokre. Nie nadawa y si  do w

enia. Koszulka nie

zmok a, móg  wi c w niej zosta . Odd rozebra  si , wyj  z kurtki kart  pami ci, okr ci
si  w pasie r cznikiem,  eby zas oni  majtki, i wróci  do salonu. Eva siedzia a na
pod odze z laptopem na kolanach.

Dziewczynka spojrza a na niego krytycznym wzrokiem.
- Jeste  prawie nagi - wymamrota a. - Nie s dz ,  eby by o to zbyt wygodne.
- Ja te  nie - zgodzi  si  Odd. - Ale w mokrych ubraniach jeszcze z api  katar!
- Poczekaj.
Eva wsta a, znikn a w jednym z pokoi i wróci a po minucie, nios c jaskrawy,

ró owy dres ze sztucznego weluru. Odd w

 go, wzdychaj c. Bluza by a bardzo

dopasowana, a spodnie za krótkie. Nie móg  uchodzi  za Jamesa Bonda. Eva b dzie

mia a si  z niego do ko ca  ycia. Spróbowa  odwróci  od siebie uwag .

- Umeblowanie w twoim domu jest... uhm, bardzo proste,  e tak powiem.
Ale natychmiast ugryz  si  w j zyk. W ko cu, co wiedzia  o jej rodzinie?
- Niedawno si  przeprowadzili cie, to normalne - próbowa  naprawi . - Ale

szkoda,  e musisz mieszka  w takich warunkach. Mog aby  zamieszka  w internacie
przez jaki  czas, dopóki nie przywioz  mebli, kuchenki, 

ek i ca ej reszty...

- Dobrze mi tu - odpowiedzia a zimno Eva.
- No jasne, ja te  si  tu fajnie czuj !
Odd usiad  po turecku na pod odze obok dziewczynki i pokaza  jej kart  pami ci.
-  Skoro  ju   tu  jestem,  Eva,  to  chcia bym  ci   prosi ,   eby   mi  z  tym  pomog a.

Znalaz em to co  i nie wiem, jak tego u

.

Eva po

a na d oni ma  kart  pami ci i ogl da a j  przez chwil . Oczy jej

zab ys y, tak jakby mog a widzie , co jest w  rodku. W

a j  do komputera i chwil

yskawicznie uderza a w klawisze, a potem powiedzia a:

- Tu jest tylko film. Teraz go puszcz .
Odd wstrzyma  oddech, gdy obraz zacz  pojawia  si  na ekranie. Zobaczy

bardzo pi kn  kobiet  ubran  w bia y fartuch. By a przywi zana za r ce i nogi do
drewnianego krzes a. Na szyj  spada a jej w nie adzie burza rudych w osów. M ska r ka

background image

w czarnej r kawiczce zas oni a obraz pierwsz  stron  dziennika „Detektyw”. Data zosta a
podkre lona na 

to: 2 maja 1994.

Odd zakry  sobie usta r

.

- To wideo jest sprzed wielu lat! Zosta o nakr cone tu  przed tym, jak Aelita i jej

tata weszli razem do Lyoko! A ta kobieta musi by ...

Rude w osy, kszta t nosa, wykrój oczu. By  pewien,  e to jest Anthea, mama

Aelity. Uwi ziono j !

Z ekranu znikn  dziennik i pojawi a si  znowu kobieta, która zacz a mówi :
- Waldo, czuj  si  dobrze. Nie martw si  o mnie, przetrzymuj  mnie, ale

wszystko... - na jej twarzy pojawi  si  wielki smutek. Schyli a si  i zacz a p aka . - Jak
si  czuje Aelita? Bo e, nie widzia am jej ju  tyle lat... Teraz chodzi ju  pewnie do szko y.
Bardzo uros a.? Tak bym chcia a j  przytuli ...

Kobieta zaszlocha a, a m ski g os spoza ekranu zakomenderowa :
- Ko czymy. Mów, co wiesz, i wystarczy.
Anthea podnios a g ow , a w jej oczach wida  by o nienawi  do m czyzny,

który mówi .

- Waldo, ci faceci chc ,  ebym ci powiedzia a,  e musisz dalej pracowa  i

zako czy  projekt Kartagina. Mówi ,  e je li to zrobisz, uwolni  mnie i b dziemy mogli
by  znowu razem, ja, ty i Aelita.

Kobieta podnios a gwa townie g ow  i zawo

a:

- Ale nie s uchaj tego! Nigdy mnie nie uwolni , a ciebie b

 chcieli zabi !

Zapomnij o Kartaginie i uciekaj jak najdalej!

Na ekranie pojawi a si  posta  m czyzny odwróconego ty em i zas oni a Anthe .

Rozleg  si  odg os policzka. Potem obraz rozpad  si  na stos bia ych iskier i film si
sko czy . Odd zerwa  si  na równe nogi i o ma o co nie przewróci  komputera Evy.

- Musimy i  powiedzie  o tym Jeremy’emu i Aelicie, musimy pokaza  im ten

film!

- Nie - powiedzia a najzwyczajniej w  wiecie Eva.
- Nie kapujesz?! - zaprotestowa  Odd. - To by a Anthea, mama Aelity, a teraz

wiemy,  e  yje...  e 

a dziesi  lat temu i by a gdzie  przetrzymywana. Jeremy móg by

przeanalizowa  ten film i co  odkry !

- Nie - powtórzy a Eva i wsta a.
Odd spojrza  na ni  szeroko otwartymi oczami.
- Mo na wiedzie , co ci odbi o?
Dziewczynka w

a r

 do kieszeni. Odd potrzebowa  kilku sekund,  eby

zrozumie , co za przedmiot wyj a i teraz  ciska a w r ce. To bez sensu! Dlaczego Eva
mia aby trzyma  nó  spr

ynowy w odleg

ci kilku centymetrów od jego nosa?

- Nigdzie nie pójdziesz, g upi cz owieku.
Usta Evy si  poruszy y, ale nie dochodzi  z nich g os dziewczynki. By  to m ski,

boki g os. By  zniekszta cony, tak jakby wydobywa  si  z g

ników komputera. Odd

bardzo dobrze zna  ten g os. To by  g os ich  miertelnego wroga - Xany.

background image

13
REPLIKA

Ulrich i Yumi obudzili si  wcze nie i zostawili karteczk  dla przyjació ki pa stwa

Ishiyama. Ta sympatyczna osoba ko o trzydziestki ubiera a si  troch  po hipisowsku, w
szerokie kwieciste spódnice i sznury koralików. Jej dom znajdowa  si  w samym
centrum. Przyj a ich, nie pytaj c o nic. W nocy pogoda si  popsu a. Niebo by o pokryte
ciemnymi chmurami, które w ka dej chwili grozi y ulew . Dzieci biega y od jednego
sklepu z artyku ami metalowymi do drugiego, szukaj c cz ci, które w e-mailu opisa  im
Jeremy. W ko cu schroni y si  w Bois de la Chambre, parku znajduj cym si  blisko rue
Lemonnier, i przyst pi y do monta u.

- Sto dwadzie cia euro! - oburzy  si  Ulrich, wyci gaj c narz dzia z plecaka. -

Mniej by nas kosztowa  powrót do Kadic, gdzie Jeremy z

by nam to urz dzenie.

- Zamiast narzeka , pomó  mi - poprosi a Yumi. - Instrukcje s  skomplikowane.
Kupili  rubokr t elektroniczny, komplet igie  i cienkich,  elaznych wierte ,

wiertark  udarow , baterie i du o innych rzeczy. Teraz trzeba by o zebra  wszystko,  eby
zrobi  urz dzenie nazwane przez Jeremy’ego „elektronicznym wytrychem”.

- Gdzie to nasz przyjaciel nauczy  si  robi  takie rzeczy? - spyta  Ulrich, próbuj c

odkr ci  korpus wiertarki,  eby j  rozmontowa .

- Jeremy pisze,  e bez problemu znalaz  wszystko w Internecie - wyja ni a Yumi.

- Zobacz: Ig y zamocowane na sworzniach od zamkni cia zamka nale y wprowadzi  w
silne wibracje po to,  eby uruchomi  mechanizm odbijaj cy, dzia aj cy na tej zasadzie co
w bilardzie, który...

- Okej, daruj sobie, i tak nic nie kapuj . A przypadkiem nie pisze, jak w

 ten

wichajster w to elektroniczne co ?

Yumi za mia a si .
- Nie s dz , aby Jeremy kiedykolwiek napisa  „elektroniczne co ”.
Siedz c na  awce, pracowali prawie do po udnia. By o przenikliwie zimno. Od

czasu do czasu Ulrich patrzy  na skupion  Yumi, która siedzia a obok niego.
Poprzedniego dnia by o tak pi knie,  e nie znalaz  w

ciwego momentu,  eby

porozmawia  z ni  powa nie. Nie chcia , aby ewentualna k ótnia popsu a t  magiczn
atmosfer . Je li ona powiedzia aby mu „nie”, musieliby zosta  na zawsze przyjació mi, a
jemu by oby smutno. Dlatego czeka . Nie, jeszcze nie. Najpierw musz  upora  si  ze

rubami i  rubkami. Pó niej.

Yumi odgarn a sobie w osy z czo a i wreszcie uzna a:
- Gotowe. Teraz wyci gnij zamek, który kupili my, i przetestujemy nasze

urz dzenie.

To równie  by o napisane w instrukcjach Jeremy’ego: U ywanie wytrychu

elektronicznego nie jest proste, po wiczcie tak,  eby was nikt nie widzia .

- Dwadzie cia euro za zamek wyrzucone w b oto - burkn  Ulrich, po czym

wyci gn  z plecaka nowy zamek i spróbowa  u

 elektronicznego urz dzenia,  eby go

otworzy .

Tak jak ostrzega  ich przyjaciel, nie by a to wcale  atwa sprawa. Ch opiec podda

si  po pó godzinie bezowocnych prób.

- Nie czuj  ju  r k, jest cholernie zimno. Moim zdaniem schrzanili my co  przy

monta u. To si  nigdy nie otworzy!

background image

- Poczekaj, ja te  chc  spróbowa .
Yumi wzi ta do r k zamek i wytrych, wcisn a w cznik i po chwili wykona a

delikatny obrót nadgarstkiem. Brzd k! T oki wróci y na swoje miejsce i zamek by
otwarty.

- Pocz tkuj cy ma szcz cie - mrukn  Ulrich.
- Ca a sztuczka polega na przekr ceniu tego we w

ciwej chwili - za mia a si

dziewczynka. - Teraz wiem,  e jako w amywacz mam przed sob  przysz

. No, ruszmy

si . Dzi  wieczór musimy by  z powrotem w Kadic.

Rue Camille Lemonnier by a prawie pusta, nawet bar na rogu by  zamkni ty.

Kiedy doszli do numeru czternastego, Ulrich westchn . Mniej ryzykowali, gdy nie by o
ludzi na ulicy.

- Po piesz si  - powiedzia , wr czaj c Yumi elektroniczny wytrych. - Je li kto

nas zobaczy i zadzwoni na policj , to znajdziemy si  w prawdziwych opa ach.

- Ju  si  robi - odpowiedzia a. W czy a urz dzenie i po chwili rozleg  si

metaliczny d wi k otwieraj cego si  zamka. Weszli do  rodka.

Znale li si  w w skim i wysokim holu, u podnó a marmurowych schodów o

delikatnej por czy z kutego  elaza. Z boku by y drewniane drzwi. W powietrzu czu o si
zapach st chlizny.

- Tu od dawna nikt nie mieszka - zauwa

 Ulrich.

Yumi przytakn a.
- A zauwa

? Nie ma  adnych kamer. Mo e mimo wszystko w

ciciele nie s

agentami s

b specjalnych.

Na zamkni tych drzwiach nie by o tabliczki z nazwiskiem. Nie znajdowa  si

obok nich dzwonek. Po chwili namys u dzieci postanowi y zacz  od ogólnych ogl dzin i
wesz y na schody. Budynek sk ada  si  z o miu pi ter. Na ka dym pi trze ci gn  si
korytarz bez okien, w którym znajdowa y si  szeregi identycznych drzwi bez tabliczek z
nazwiskami. Wi kszo  by a zamkni ta. Nieliczne otwarte prowadzi y do ca kowicie
pustych mieszka . Na trzecim pi trze Ulrich i Yumi zacz li si  niepokoi . Na szóstym
poczuli rozpacz. Wbiegli na ostatnie schody, prowadz ce na ósme pi tro. Byli gotowi
podda  si  i wróci  do Kadic z niczym.

-  Tu  te   nic  -  wysapa   w  ko cu  Ulrich,   api c  oddech.  -  I  co  teraz  robimy?

Spróbujemy wy ama  wszystkie drzwi po kolei?

- Czekaj, a czy te nie ró ni  si  twoim zdaniem od pozosta ych? - spyta a Yumi,

wskazuj c drzwi znajduj ce si  troch  przed nimi.

Ulrich podszed  bli ej. Chocia  drzwi by y pokryte ciemnym drewnem, tak jak

pozosta e, wygl da y na bardziej masywne i solidne. Zamek by  chyba w jaki  sposób
wzmocniony. Dzieci przygl da y im si  przez chwil , a potem postanowi y spróbowa :
mo e intuicja trafnie podpowiada Yumi,  e tutaj co  b dzie. A  trzy razy musieli
uruchamia  wytrych, ale w ko cu zamek pu ci  i Ulrich otworzy  szeroko drzwi.
Zaniemówili.

Mieszkanie sk ada o si  z jednego pokoju, który wygl da  na bardzo stare biuro.

Na pod odze le

a gruba, be owa wyk adzina dywanowa, a na  cianach by a ohydna

tapeta tego samego koloru. Po rodku pomieszczenia, na ogromnym stalowym stole, sta y
dziesi tki monitorów i sprz t elektroniczny. Dooko a rozstawiono wiele gigantycznych
komputerów wielko ci szafy, które cz ciowo zas ania y okno. Kiedy Ulrich zrobi
pierwszy krok, z wyk adziny unios a si  g sta chmura kurzu, a  zacz li kicha . Ch opiec

background image

podszed  do sto u. Le

y tam kaski, które przypomina y kaski motocyklowe. W miejscu

przy bicy mia y wbudowane dziwne urz dzenia. Znajdowa y si  tam te  r kawiczki,
pod czone do kabli, które by y wetkni te do najbli szego komputera-szafy. Obok Ulrich
zobaczy  po

e klawiatury, które mia y co najmniej 20 lat, i wielkie monitory o

lampach katodowych, które wa

y chyba z ton .

- Wed ug mnie... - powiedzia a Yumi.
- Tak?
- To jest prototyp superkomputera. Jest podobny do tego ze starej fabryki. Ale

kaski i r kawiczki mog  by  przodkami skanerów...

Ulrich zacz  si

mia .

-  artujesz? Chcesz powiedzie ,  e wed ug ciebie jest to... miejsce dost pu do

Lyoko?

- Niezupe nie. My

,  e to jest kopia Lyoko. Zdaje mi si ,  e technicznie

poprawnym terminem jest „replika”.

Yumi przesun a z biurka wielki stos papierów, który zakrywa  czarne

pude eczko z wielk  soczewk  z przodu.

- To przypomina rzutnik holograficzny, z którego korzysta Jeremy,  eby widzie

nasze ruchy, kiedy jeste my w  wiecie wirtualnym. A ten drugi aparat...

Wskaza a urz dzenie z

one z luster i kabli pod czonych do kasku

motocyklisty.

- To wygl da na to elektroniczne co , które jest zamontowane na kolumnach-

skanerach w fabryce.

Ulrich usiad  na ziemi z r koma we w osach.
- To jaki  koszmar. Co proponujesz?
- To chyba jasne? - Yumi pu ci a do niego oko. - Odpalimy wszystko i

zobaczymy, czy mam racj .

- Noo... - zawaha  si  Ulrich. - Bo je li to naprawd  jest replika, tak jak mówisz...

w  rodku mo e by  te  Xana.

- Moim zdaniem to niemo liwe - odrzek a Yumi. - Kiedy pan Hopper po wi ci

si  jako kula energii, musia  zabi  Xan  pod wszelk  postaci , no nie? A poza tym
zawsze mo emy wyj  ze  wiata wirtualnego i zniszczy  te urz dzenia.

Brzmia o to przekonuj co. Ulrich przytakn .

W sto ówce Kadic Aelita po piesznie dopi a szklank  mleka i wsta a. Jeremy

ci gle jeszcze m czy  si  ze swoim obiadem.

- Gdzie teraz lecisz?
Dziewczynka lekko si  zaczerwieni a.
- Richard czeka na mnie w kafejce, w której spotkali my si  wczoraj. Musimy

doko czy  rozmow .

Jeremy poczu ,  e co

ciska go w klatce piersiowej. I co  si  w nim burzy.

- Nie kapuj , co jest interesuj cego w tym ch opaku.
- Jeremy, nie rozumiesz? Chodzi  ze mn  do klasy! Zna  mnie, zanim rozpocz a

si  ta ca a historia z Lyoko i superkomputerem! Przychodzi  cz sto do mojego domu i
wie wszystko o okresie, z którego nic nie pami tam!

- Tak, no có , dobra, ale... - ch opiec próbowa  wysun  zastrze enia.
Aelita u miechn a si  lekko, stoj c z pochylon  g ow , podparta pod boki.

background image

- Powiedz, czy nie jeste  troch ... tak tylko troszeczk ... zazdrosny?
- Kto, ja? - Jeremy wykr ci  si . -  artujesz chyba? Zazdrosny o ciamajd , który

ledwo umie w czy  komputer i który...

Aelita spojrza a powa nie.
- Teraz to ju  przesadzasz. Sorki, musz  naprawd  lecie , nie chc  si  spó ni !
Rozwiane rude w osy... I ju  jej nie by o. B dzie musia  sko czy  posi ek w

samotno ci. Dopiero w tym momencie zda  sobie spraw ,  e Odd nie pojawi  si  na
obiedzie, co by o bardzo dziwne. Kto jak kto, ale Odd nigdy nie opuszcza  posi ków.
Gdzie si  podzia ? W tak  burz  chyba nie poszed  na miasto... ale w ko cu Odd by
troch  zakr cony.

Jeremy uzna ,  e nie ma ochoty siedzie  d

ej w sto ówce sam ze swoimi

my lami. W

 do kieszeni jab ko, które wzi  na deser, i wróci  do swojego pokoju.

Chcia  jeszcze przyjrze  si  dziwnemu j zykowi Hoppix. Je li si  przy

y do pracy,

mo e zrozumie, do czego on s

y. Ch opiec wszed  do swojego pokoju i stan  jak

skamienia y. Dossier! Na jego biurku nie by o ju  dossier a on nie zrobi  nawet kopii.
Sprawdzi  zamek w drzwiach.  adnych  ladów w amania. Biurko pokryte warstw  kurzu
jak zwykle - z wyj tkiem czystego prostok ta w miejscu, w którym wcze niej le

a

teczka. Kto móg  wej  do jego pokoju?

Pani Hertz zwykle sp dza a weekendy w szkole, zamkni ta w swoim gabinecie.

Pod koniec tygodnia budynek nauczycieli stawa  si  pusty i panowa a w nim cisza.
Mog a studiowa  w spokoju. Szkoda,  e tego dnia nie mog a si  wcale skupi . Po g owie
chodzi y jej wspomnienia zwi zane z Franzem Hopperem i jego przesz

ci . Czy dobrze

zrobi a, wr czaj c dyrektorowi teczk  z materia ami dotycz cymi Hoppera, czyli Waldo
Schaeffera? W tamtym momencie uzna a to za najlepsze wyj cie. Pan Delmas mniej
wi cej wiedzia , co si  zdarzy o, a nauczycielka mia a do niego absolutne zaufanie. I
dobrze zna a Jeremy’ego. Wiedzia a,  e je li naprawd  chce odkry  jak  tajemnic , nic
go nie powstrzyma.

Jej papierzyska by y zbyt niebezpieczne... Pomy la a o sekretnym mieszkaniu w

Belgii. Wizja,  e dzieci je znajd , tak j  przera

a,  e wola a nawet o tym nie my le .

„Przesta  o tym my le , g upia”, zgani a si , „gdzie si  podzia a twoja zimna

krew? Kiedy mia

 dwadzie cia lat, nazywano ci  „Nieub agana”, a teraz boisz si

trzynastolatków?”

Nie by o sensu d

ej si  dr czy , jedyne, co mog a zrobi , to zacz  dzia

.

Pani Hertz wsta a z krzes a i zamkn a podr cznik do fizyki, który bezowocnie
próbowa a czyta . Wzi a kopi  kluczy do gabinetu dyrektora, których strzeg a w
szufladzie, i wysz a z pokoju.

Rzuci tylko okiem, sprawdzi, czy dossier le y na swoim miejscu. Nale y zawsze

tpi , w tpi  we wszystko. Kiedy by a m odsza, ta prosta zasada wiele razy ocali a jej

ycie, a teraz ju  troch  o niej zapomnia a... Skr ci a w korytarz, który prowadzi  do

gabinetu dyrektora, i znalaz a si  oko w oko z Ev  Skinner, now  uczennic , która
przyjecha a z Ameryki. Mo e si  myli a, ale mia a wra enie,  e dziewczynka wysz a

nie z gabinetu pana Delmasa.

Eva u miechn a si  szeroko i zacz a mówi :
- Szuka am pana dyrektora, zapuka am, ale nikt mi nie odpowiedzia  - jej

ameryka ski akcent ca kowicie znikn …

background image

- My

,  e gdzie  poszed  ze swoj  córk . A czy ty nie powinna  by  w domu

razem z rodzicami? - spyta a pani Hertz.

Dziewczynka wzruszy a ramionami.
- Przysz am,  eby si  pouczy  razem z moimi nowymi przyjació mi na klasówk

u pani profesor we  rod .

Pani Hertz patrzy a za oddalaj

 si  korytarzem Ev . Gdy dziewczynka znikn a

jej z oczu, nacisn a klamk . Drzwi by y otwarte. Czy Delmas zapomnia  zamkn

?

Wn trze wygl da o tak, jakby wszystko by o w porz dku. Wiedzia a, gdzie dyrektor
przechowywa  teczk  - w szufladzie w biurku. Klucz le

 w piórniku pod gumkami do

wycierania. Serce podskoczy o jej do gard a, gdy spostrzeg a,  e w szufladzie nic nie ma.

- Jak to...?
Nie trac c ducha, otworzy a wielkie metalowe archiwum, znajduj ce si  pod

cian . Sprawdzi a gor czkowo katalog, a  znalaz a. Oto jest, nienaruszona teczka z

dossier Waldo Schaeffera. Zatem dyrektor po prostu postanowi  j  prze

. Pani Hertz

odetchn a z ulg .

Niebieskie iglice i okr

e dachy, takie jak w chi skich pagodach. Ulice, które

unosi y si  w powietrzu jak kolorowe wst

ki, wij c si  wokó  bardzo wysokich wie  o

niewidocznych szczytach.

- To wcale nie jest Lyoko - zauwa

 os upia y Ulrich, potrz saj  g ow .

- Ale popatrz na nas.
Stoj ca obok niego Yumi by a ubrana w strój gejszy, który nosi a zawsze w

Lyoko. Twarz mia a upudrowan  na bia o, w osy upi te szpilami, eleganckie kimono
starannie przewi zane w talii pasem obi. Równie  Ulrich wygl da  jak samuraj. Mia
krótkie kimono, a na nogach skarpety i tradycyjne geta, co  po redniego mi dzy
chodakami a japonkami. Ch opcu brakowa o tylko katany.

- Chyba nie mamy broni - stwierdzi .
- I to mi si  wcale nie podoba, je li mam by  szczera - odpowiedzia a mu Yumi.
Zniekszta cony i metaliczny g os dziewczynki dochodzi  przez kask

motocyklowy. Znajduj ce si  w mieszkaniu proste urz dzenia nie pozwala y wej
naprawd  do  wiata repliki. Ich cia a zosta y w  wiecie rzeczywistym, w pokoju pe nym
komputerów.

- Có , je li zrobi si  gor co, mo emy zawsze wróci  z powrotem, prawda? -

pocieszy  si  Ulrich.

- Spróbuj - zach ci a go dziewczynka.
Ulrich dotkn  r koma szyi w miejscu, gdzie znajdowa a si  sprz czka kasku.

Odniós  wra enie,  e opuszkami palców dotyka g adkiej skóry i  e nie ma nic na g owie.
Spróbowa  potrze  o siebie r ce,  eby zdj  r kawiczki, ale nie uda o mu si . Dla
Ulricha, który by  wewn trz repliki, te przedmioty nie istnia y. Nie móg  ich dotkn .

- Miejmy nadziej ,  e b dzie dobrze. Wyczai

, jak tu si  trzeba porusza ?

- Przyci nij kciuk do palca wskazuj cego prawej r ki, potem rusz r

 w

kierunku, w którym chcesz si  porusza  - wyja ni a Yumi.

I polecia a szybko jak strza a w stron  nieba.
Ulrich spróbowa  j  na ladowa , opu ci  r

 i uderzy  z ca ej si y twarz  w

ziemi .

- Aj, boli! - wrzasn .

background image

Yumi z elegancj  szybowa a ko o niego.
- Jak to mo liwe? Tu nie jest jak w Lyoko, my nie jeste my tu naprawd . Nasz

cia a s  bezpieczne w mieszkaniu.

- By  mo e, ale ja czuj ,  e nos mam rozbity. Mo e w kaskach s  umieszczone

czujniki bólu albo co  w tym stylu. Przyda by nam si  Jeremy.

Przez chwil  ch opiec po

owa ,  e nie zadzwoni  do przyjaciela, zanim w czyli

replik . Teraz by o ju  za pó no, aby o tym my le . Za drugim razem uda o mu si
polecie  bez wypadków. Yumi poszybowa a za nim ponad miastem.

To fantastyczne, orientalne miasto by o zrujnowane. Fragmenty ulic bieg y w nim

jak kolorowe strumienie.  ciany pagód by y zniszczone, a ziemia pe na dziur, tak jakby
dopiero co sko czy o si  bombardowanie. Miasto wygl da o, jakby nie by o w nim  ywej
duszy. Min li parki poro ni te dziwnymi, szklanymi drzewami, które zas ania y
wszystko - altanki,  cie ki i przezroczyste mostki przerzucone nad suchymi rzekami. W
ko cu dotarli do muru. By a to jedyna rzecz tu, w  rodku, która by a nowa i w
doskona ym stanie. Mur sk ada  si  z matowych, czarnych cegie . Si ga  a  do nieba. Nie
by o wida

adnego z jego ko ców. Yumi i Ulrich lecieli prosto do góry, dotykaj c

brzuchami tej gigantycznej konstrukcji, ale po dziesi ciu minutach nadal nie by o wida
jego ko ca.

Ch opiec zatrzyma  si  w po owie drogi, dotkn  palcami powierzchni muru i

przez opuszki palców przep yn  mu ma y  adunek elektryczny.

- Tu nie ma przej cia - stwierdzi . - Wed ug mnie ten mur nie ma ko ca.
- Niesko czony mur? To niemo liwe!
-  W   wiecie  realnym  by   mo e,  ale  nie  tu.  Ca e  miasto  jest  chronione  przez  t

barier . Nie mo emy przez ni  przej .

- O ile nie ma gdzie  drzwi.
Opu cili si  na ziemi  i zacz li szuka . Po jakim  czasie znale li wej cie wysokie

na dwa metry i zamkni te szerokimi, zapiecz towanymi wrotami o dwóch skrzyd ach.
Nie by o wida  zamka ani klamki,  eby mo na je by o otworzy . Nie drgn y nawet,
mimo  e Ulrich i Yumi naciskali na nie ze wszystkich si . W ko cu poddali si  i usiedli
oparci plecami o mur,  eby z apa  oddech.

-  wiat jest wirtualny - sapn  Ulrich - ale mo na si  w nim zm czy  jak w

prawdziwym.

- Masz... - „racj ”, chcia a powiedzie  Yumi, ale nagle-niebieski, b yszcz cy

promie  trafi  j  w klatk  piersiow .

Dziewczynka potoczy a si  na bok, a Ulrich zerwa  si  na nogi. Rozejrza  si

dooko a i zobaczy  mant , jednego z potworów Xany, z którymi walczyli w Lyoko. W
odró nieniu od ryb, od których wywodzi a si  jej nazwa, manta u ywa a ogromnej

etwy-skrzyd a,  eby lata . Strzela a laserowymi promieniami z ko ca cienkiego ogona.

- Szybko, spadamy st d! - krzykn  Ulrich.
Wzbili si  szybko w powietrze, a potwór ich goni . Kolejne promienie laserowe

przelecia y niedaleko od nich, roz wietlaj c powietrze.

- Kiedy mnie trafi a, nie straci am punktów  ycia! - zauwa

a Yumi.

- To znaczy,  e jeste my nie miertelni?
- Oby! W przeciwnym razie, bez Jeremy’ego, nie mamy szansy si  obroni . A

je li zginiemy...

background image

To by o absurdalne. W  adnym razie nie mog o zdarzy  si  nic z ego. Kiedy

gin li w Lyoko, wracali natychmiast do  wiata realnego i pojawiali si  w kolumnach-
skanerach w starej fabryce. Dlaczego tym razem mia oby by  inaczej? Ale Ulrich rozbi
sobie nos i bola o go. Nie mieli zielonego poj cia, jak dzia a replika. Ch opiec zauwa
dwie kolejne manty, które lecia y w ich kierunku po przejrzystym niebie nad miastem.

- Zejd  na dó , Yumi! - wrzasn , nurkuj c w kierunku ziemi.
Wyl dowali na g adkich dachówkach dachu jakiego  budynku, ze lizgn li si  na

ulic , która schodzi a szerok  spiral  na ziemi . Potem zacz li biec co si  w nogach.
Ulrich rzuci  si  w stron  bramy opuszczonego parku poro ni tego szklanymi drzewami.

- Je li s  potwory... to mo e tu by  tak e Xana! - krzykn .
Yumi potrz sn a g ow .
- Nie zauwa

? Manty nie maj  jego symbolu. Nie maj  oka Xany, tak jak w

Lyoko!

- By  mo e, ale strzelaj  tak jak zawsze!
Dzieci przebieg y przez  elazn  bram  i zacz y lecie  na niskiej wysoko ci

mi dzy pokrzywionymi, kolczastymi, zielononiebieskimi drzewami. Nagle Yumi si
zatrzyma a i Ulrich wpad  na ni , przewracaj c j  na ziemi . Szybko si  podnie li.

- Co ci si  sta o? Zobaczy

 ducha? - Yumi nie odpowiedzia a, ale wskaza a

palcem przed siebie. Ulrich otworzy  ze zdziwienia usta. - Profesor Hopper!

- Nie - szepn a dziewczynka. - To nie mo e by  naprawd  on. To na pewno jego

kopia. Replika.

Profesor sta  przed nimi. Mia  ciemn  brod  i wielkie okulary na nosie. Tata

Aelity wydawa  si  przezroczysty. Mo na by o patrze  przez niego jak przez szk o.
Trzyma  r ce w kieszeniach fartucha laboratoryjnego. Kiedy ich zobaczy , u miechn  si
szeroko.

- Wreszcie s  dzieci. Od tak dawna czekam, a  przyjd  tu do mnie dzieci... -

skin  im g ow , a potem znikn  za skamienia ym krzakiem.

Yumi i Odd pod

yli za nim, ale kiedy dolecieli za krzak, duch ju  znikn . W tej

chwili laser odci  ga

 nad ich g owami i szklane li cie z brz kiem rozbi y si  o ziemi .

Dzieci si  rozejrza y, znowu wzbi y si  w powietrze i pomkn y nad parkiem. By o teraz
przynajmniej ze dwadzie cia mant. Lecia y, zataczaj c szerokie kr gi nad miastem. Gdy
tylko zobaczy y dzieci, rzuci y si  w ich stron .

Ulrich spojrza  na Yumi z l kiem.
- Co teraz?
- Boj  si ,  e...
Nie doko czy a zdania. Manty otworzy y ogie . Wyczerpany Ulrich run  na

ziemi . Mia  nudno ci i bola o go wszystko, tak jakby kto  go pobi . Dooko a by o
ciemno i cicho.

- Ulrich!
- Yumi, s ysz  ci  tak, jakby  by a gdzie  daleko...
- Bo masz kask. Wrócili my do realu. Zdejmij go, teraz powinno ci si  uda .
Ulrich pos ucha  i zdr twia ymi palcami zdj  nakrycie g owy. Znowu wyczuwa

materia   wokó   r k  i  ci ar  kasku.  Mocowa   si   chwil   z  paskiem,  a   w  ko cu  zdj
urz dzenie z g owy. Yumi siedzia a na wprost niego na pod odze i dysza a.

- Jak si  czujesz? - spyta  j .
- Kiepsko. Tak jakby te promienie laserowe naprawd  mnie trafi y.

background image

- No, ja podobnie - ch opiec wsta  i zacz  robi

wiczenia na rozci ganie,  eby

rozlu ni   obola e  mi nie.  -  Co  teraz  robimy?  -  spyta   w  ko cu.  -  My lisz,   e
powinni my wróci ,  eby sko czy  robot ?

-  eby polowa  na ducha Hoppera? W tpi , czy to dobry pomys  - odpowiedzia a.
- No wi c... - zacz  mówi  Ulrich, ale Yumi nagle mu przerwa a.
- Cii. Poczekaj. Pos uchaj.
Ulrich skupi  si . Zza okien dochodzi  rytmiczny, regularny d wi k, co  w

rodzaju pow, pow, pow.  mig a helikoptera. Ch opiec wskaza  okno, ale Yumi
potrz sn a g ow . Odg os, o którym mówi a, dochodzi  zza drzwi - ze schodów. By y to
kroki. Kto  zauwa

,  e replika zosta a aktywowana, i ju  szed ,  eby sprawdzi  to na

miejscu. Otworzyli drzwi i wypadli na korytarz, na którym panowa  pó mrok. Us yszeli

ski g os:

- Szefie, tam s .
Szli po schodach!
Ulrich chcia  od razu pu ci  si  w dó  po schodach i próbowa  przemkn  mi dzy

cigaj cymi ich m czyznami, ale Yumi nakaza a mu gestem,  eby si  nie rusza .

Przycupn li ko o balustrady tak,  eby nie by o ich wida , i wstrzymali oddech. Dwóch
wysokich, krótko ostrzy onych m czyzn w okularach przeciws onecznych i d ugich,
czarnych p aszczach wspina o si  po schodach i przesz o obok nich. Ulrich i Yumi rzucili
si  w dó . D

 pierwszego z m czyzn zaledwie musn a bark dziewczynki.

- Hej, wy, stójcie, nie wiecie, w jakie k opoty!... - krzykn  m czyzna, widz c,  e

nie zdo a jej zatrzyma .

- Na ziemi , jeste cie aresztowani! - zawtórowa  mu drugi, który w dziwny

sposób wymawia  liter  r.

Ani my leli go s ucha . Nogi  lizga y si  im po stopniach w czasie szale czego

biegu. Wystarczy,  e strac  równowag  na u amek sekundy, a spadn  na dó  i zostan

apani.

- Jeste my uzbrojeni, dzieci, nie pogarszajcie swojej sytuacji! - krzykn  jeszcze

raz m czyzna z wad  wymowy.

Drugi natomiast nadawa  przez krótkofalówk :
- Tu  asica i fetka, chcia em powiedzie  Fretka, do Samotnego Wilka. Zaraz

. S  na czwartym pi trze.

- Jest jeszcze trzeci facet - sykn  Ulrich do Yumi, ale dziewczynka da a mu zna ,

e us ysza a.

Gdy zbiegli na pierwsze pi tro, zobaczyli wchodz cego po schodach Samotnego

Wilka. On te  by  ubrany na czarno, a w r ce  ciska  wymierzony w nich gigantyczny
pistolet z po yskliwej, chromowanej stali.

- Dobra, dzieciaki, tu jest meta!
Ulrich i Yumi nie pos uchali go. Skr cili w korytarz i rzucili si  w stron

ostatnich drzwi w g bi z tak  si ,  e je otworzyli. Znale li si  w pustym pomieszczeniu,
podobnym do tego, z którego wyszli. By a w nim tylko wyk adzina i ta ohydna tapeta. W

cie sta o kilka starych krzese .

Ulrich zatrzasn  drzwi, z apa  krzes o i zablokowa  nim klamk .
- Co teraz zrobimy? Jeste my w pu apce! - krzykn a Yumi.
Ulrich wskaza  jej okno.

background image

- Zanim weszli my, przyjrza em si  dobrze fasadzie tego budynku. Jest tu gzyms.

I s  rynny.

- Nie damy rady! To nie jest kreskówka! - zaprotestowa a Yumi.
- Masz lepszy pomys ? Bo te drzwi d ugo nie wytrzymaj  - Ulrich podbieg  do

okna, otworzy  je i wyszed  na gzyms. - Dalej, poradzimy sobie!

W rzeczy samej, nie by a to kreskówka, w której gzymsy s  zawsze wystarczaj co

szerokie, aby da o si  po nich spokojnie chodzi  w t  i z powrotem. Ten gzyms by  po
prostu wyst pem o szeroko ci dziesi ciu centymetrów. Mo na by o oprze  o niego tylko
koniuszek buta. Najbli sza rynna znajdowa a si  w odleg

ci kilku metrów, ale w tamtej

chwili wydawa o si  im,  e jest bardzo daleko. Spojrzeli na ulic  i zobaczyli wielk ,
czarn  limuzyn  zaparkowan  prostopadle pod drzwiami budynku. Drzwiczki mia a
otwarte. Nieco dalej jaki  ch opak zaparkowa  skuter w dziwacznym, pomara czowo-
zielonym kolorze i wyjmowa  pizz  z ogromnego, sztywnego pud a przyczepionego do
baga nika.

Drzwi zablokowane przez krzes o ust pi y z trzaskiem i Samotny Wilk wpad  do

pokoju.  Nie  by o  czasu  do  namys u.  Dzieci  wesz y  na  gzyms.  Opiera y  si   o   cian ,  a
twarze przyciska y do szorstkich kamieni. Palce stóp mia y skurczone,  eby szuka
punktu zaczepienia. Ulrich wysun  si , jak móg  najdalej, i z apa  palcami  elazn  rynn ,
uczepi  si  jej desperacko i wyci gn  drug  r

,  eby pomóc Yumi.

Tymczasem  asica i Fretka wyszli z budynku i podeszli do swojego samochodu.

Teraz patrzyli na dzieci, zadzieraj c g owy do góry.

- Ostro nie, nie zróbcie sobie krzywdy, dzieci. Do  tej ucieczki!
- Wypchaj si  - szepri  Ulrich.
Powoli opuszcza  si  po cienkiej, d ugiej rynnie, a za nim Yumi. Gdy znale li si

w po owie drogi, kilka metrów nad ziemi , faceci w czarnych p aszczach podeszli do
ko cówki rynny, u miechaj c si  szyderczo.

- Yumi, musimy skaka  - szepn  Ulrich.
- A potem? Co dalej?
Ulrich spojrza  szybko do do u, szukaj c pomys u. Znalaz  go.
- Po yczymy skuter od dostawcy pizzy.
- Zwariowa

?! - wykrzykn a.

- My

,  e nie mamy innego wyboru. Skaczemy na trzy. Raz. Dwa... Trzy!

Skoczyli i spadli na  asic  i Fretk . Natychmiast wstali, nie przejmuj c si  tym,

e ich przygnietli. A mo e nawet którego  kopn li. Fretka zakl , wymawiaj c dziwnie

liter  r.

- Yumi, spadówa! - krzykn  Ulrich i rzuci  si  w stron  skutera.
Motocykl mia  kluczyki w stacyjce. Wystarczy o tylko wcisn  przycisk

rozrusznika,  eby uruchomi  si  z warkotem. Yumi usiad a za ch opcem i Ulrich ruszy
na pe nym gazie. Z budynku wybieg  Samotny Wilk i razem z pozosta ymi dwoma

czyznami wskoczy  do limuzyny. Nie mieli kasków i dopiero co ukradli skuter,

którego nie mieli prawa prowadzi . Ale z drugiej strony w amali si  tak e do mieszkania
i  ciga  ich wielki, ciemny wóz, w którym siedzia o trzech uzbrojonych facetów. „Gorzej
by  nie mo e”, pomy la  Ulrich, próbuj c skoncentrowa  si  na drodze przed sob .

- Co za dzie , no nie?! - krzykn ,  miej c si  prawie histerycznie.
Dojecha  do ko ca Rue Lemonnier, wjecha  z ronda na avenue Molière. Zgi  si

przy tym wpó , szoruj c o jezdni  podpórk  skutera, a  polecia y iskry.

background image

Yumi wrzasn a i obj a go mocniej w pasie.
- Tylko nas nie zabij!
- Obejrzyj si  i powiedz, czy nas doganiaj .
Limuzyna zbli

a si  coraz bardziej. Jechali szerok  ulic , gdzie wielka limuzyna

mia a przewag  nad motocyklem z dwiema osobami, zw aszcza  e nie by o praktycznie
ruchu.

-  Kapuj .  Jedziemy  zau kami  -  stwierdzi   Ulrich  i  skr ci   w  prawo  w  najw sz

ulic , a potem zaraz w lewo.

Jechali pod pr d jednokierunkow  ulic  i stara ci arówka, która zmierza a w

przeciwnym kierunku, min a ich o w os, w czaj c klakson.

- Tu nie mog  nas goni ! - wrzasn  ch opiec tryumfalnym tonem.
- A jednak mog .
Yumi wskaza a do góry, na helikopter przypominaj cy czarn , brz cz

 much .

Nie straci  ich z oczu, odk d wyjechali z rue Lemonnier.

- Zapomnia em,  e maj  wsparcie z powietrza. Dojed my do parku, w którym

byli my dzisiaj rano, tam powinni my im uciec.

Ulrich skr ci  kilka razy na pe nym gazie. Tylna opona zostawia a d ugie, czarne

smugi na asfalcie. Potem wjecha  w szerok  avenue de Diane, która otacza a park. Czarna
limuzyna wyjecha a zza zakr tu, o ma o co nie potr caj c starszego pana z gazet  pod
pach . Znowu ich doganiali! Ch opiec zjecha  skuterem na szeroki chodnik, wzd
którego ci gn o si  d ugie,  elazne ogrodzenie. Zacz  gwa townie wciska  klakson,

eby ostrzec nielicznych pieszych, aby zeszli z drogi.

- T dy, tam jest wej cie! - wrzasn a Yumi, wskazuj c punkt, w którym by a

przerwa w ogrodzeniu u wylotu alejki w parku. Skuter przejecha  przez ni  z  atwo ci .
Samochód natomiast wy ama  cz

 ogrodzenia. Spod kó  unios y si  w gór  dwie

fontanny  wiru i ko a utraci y przyczepno .

- Uwa aj na pana! - krzykn a Yumi. - I na pani  z wózkiem!
Helikopter lecia  ca y czas nad nimi i limuzyna znowu si  zbli

a. Wygl da o to

jak film sensacyjny i by oby zabawnie... gdyby nie by o tak strasznie.

- Potrzebujemy czego ,  eby odwróci  ich uwag ! - krzykn  Ulrich.
- Czego? Tu s  tylko pizze!
- To je we .
-  e co?
Ulrich omin  ch opczyka, który gra  w pi

. Spróbowa  u miechn  si  do

niego,  eby go nie przestraszy , i znowu przy pieszy  na  wirowej alejce.

- Rzu  nimi!
Yumi obróci a si  na tylnym siode ku skutera, przez chwil  mocowa a si  z

pojemnikiem od pizz i wyci gn a pierwsz  porcj  pocisków.

- Capricciosa, s dz c po zapachu. Ale jestem g odny.
- Akurat znalaz

 sobie moment! Przygotuj si , kiedy wyceluj ... Ognia!

Ulrich zwolni ,  eby limuzyna mog a si  do nich zbli

. Fretka otworzy  okno od

strony pasa era i wychyli  si  do po owy,  ciskaj c pistolet. Kiedy samochód by  kilka
metrów  za  nimi,  Yumi  rzuci a  pierwsz   pizz   i  trafi a  agenta  prosto  w  twarz.  Okulary
przeciws oneczne spad y mu z nosa, a mozzarella i pomidory przyozdobi y jego w osy i
czarne ubranie.

- Przekl te smarkacze! - wrzasn  Fretka.

background image

- Marinara! Ouattro fromaggi! Diavola! - krzykn a Yumi, ciskaj c pizze jedn  po

drugiej prosto w przedni  szyb . Z pla ni ciem przyklei y si  do szk a. Limuzyna
zjecha a na bok i w czy a wycieraczki, ale za pó no. Zza zas ony pizz kierowca nie by
w stanie zauwa

 pustej  awki. Samochód uderzy  w ni  i zatrzyma  si  nagle, a z

ch odnicy wydoby  si  bia y dym. Trzej m czy ni wyskoczyli z auta.

- Hej, ale masz cela! - powiedzia  Ulrich z uznaniem.
Yumi i Ulrich zaparkowali skuter ko o stacji metra Albert. Czarny helikopter

obserwowa  ich ca y czas. Schowali kluczyki w schowku pod siode kiem i do

yli do

nich pi dziesi t euro - wszystkie pieni dze, jakie im zosta y. Ulrich darowa by sobie ten
wydatek, ale Yumi spojrza a na niego zimno.

- Postarajmy si  zrobi  dzisiaj przynajmniej jedn  dobr  rzecz. Zapisa am numer

do pizzerii, do której nale y motor. Gdy tylko dotrzemy na stacj , zadzwoni  do nich,

eby im powiedzie ,  e mog  przyjecha  i zabra  go sobie...

Weszli do przej cia podziemnego i wreszcie z apali oddech.
- Uda o si . Tu helikopter nie mo e nas  ledzi , a sie  metra jest zbyt wielka.

Za

 si ,  e nie zgadn , gdzie wyjdziemy.

Ulrich przytakn  i popatrzy  na ni . Policzki Yumi by y zaró owione, w osy

rozczochrane przez wiatr. Wargi wygina  jej krzywy u miech. Wygl da a na zm czon  i
podekscytowan . Nigdy nie wydawa a mu si  tak pi kna jak w tym momencie.
Przypomnia o mu si  zdanie: „Nie jeste my tylko przyjació mi”. Jaka inna okazja
mog aby by  lepsza od tej,  eby jej to powiedzie ?

Wymamrota :
- Yumi, nie wiem, czy pami tasz... Kilka dni temu, w Kadic. Kiedy chcia em z

tob  porozmawia  i przeszkodzi a nam Sissi...

Yumi u miechn a si

agodnie i po

a mu palec na ustach.

-  Pami tam  bardzo  dobrze,  ale  teraz  musimy  i .  Mo emy  o  tym  porozmawia

pó niej. Mamy ca e  ycie przed sob .

Zbli

a si  do niego i lekko uca owa a go w policzek. Jej usta by y mi kkie i

pachnia y wiatrem. Przez chwil  Ulrich poczu ,  e kr ci mu si  w g owie. To by a
prawda, mieli czas. Wzi  j  za r

 i pobiegli przej ciem w kierunku peronu metra.

Musz  wróci  do Kadic z pr dko ci

wiat a i opowiedzie  Jeremy’emu i reszcie o

swoim odkryciu.

W Waszyngtonie by a ósma rano, ale w biurze wszyscy ju  pracowali. W

pewnych zawodach nie istniej  soboty ani niedziele. Dydona przyjecha a punktualnie o
siódmej, jak ka dego dnia. Wypi a kaw , przegl daj c gazety i porównuj c je z tajnymi
informacjami, które dosta a w nocy. Zadziwiaj ce,  e dziennikarze mog  pisa
wszystko... ani razu nie wyja niaj c czytelnikowi, co zdarzy o si  naprawd .

Dydona w czy a komputer i zacz a czyta  raporty, kiedy zadzwoni  telefon.
- Po czenie z Belgii - oznajmi a sekretarka Maggie.
Na czole Dydony pojawi a si  g boka zmarszczka. To by  nieprzewidziany

telefon. Nieprzewidziane telefony nigdy nie oznacza y dobrych wiadomo ci.

- Prze cz.
Co  trzasn o, gdy Maggie  czy a. Potem m ski g os powiedzia :
- Tu Samotny Wilk.

background image

Agent dzwoni  z miejsca publicznego, s ycha  by o g osy dzieci i

rozz oszczonych staruszków. Kto  mówi :

- To o le salami jest wyborne!
Potem jaka  kobieta krzykn a:
- Z odzieje i kanalie! Wezw  policj !
Dydona zacz a si  niecierpliwi  i b bni a upier cienionymi palcami po biurku.
- Samotny Wilku, mam nadziej ,  e zdaje sobie pan spraw ,  e ta rozmowa jest

wbrew wszelkim regu om bezpiecze stwa.

- Tak, Dydo... prosz  pani. Ale to wyj tkowa sprawa. Dzieciaki znalaz y

mieszkanie przy Rue Lemonnier.

No i prosz . Oto wiadomo , która mog a jej zepsu  ca y dzie .
Zapyta a:
- Czy znale li replik ?
- Tak, prosz  pani, i uruchomili j . Przyjechali my na miejsce dziesi  minut po

tym, jak w czy  si  alarm. Nie byli my przygotowani na czerwony alarm tu, w Brukseli.

- Ty durniu! Przecie  kaza am trzyma  ekip  w pogotowiu! Dali cie si

zaskoczy ! - wykrzykn a Dydona.

Samotny Wilk kaszln :
- Owszem, ale prawdopodobnie nie uda o si  im wej  do repliki. Tak samo jak

nam.

Dydona zacz a wrzeszcze  do s uchawki, nie zdaj c sobie sprawy,  e podnios a

os:

-  To  s   dzieciaki!  Nie  wiemy,  co  si   zdarzy,  je li  spróbuj   to  zrobi   dzieciaki!

Niech mi pan opowie dok adnie, co si  zdarzy o. Natychmiast.

- No wi c by  alarm. Pojechali my na miejsce. Ja, agent  asica i agent Fjetka.

Przepraszam, Fretka. Pomagali nam agenci Kuna i Lis w helikopterze. Dzieciaki zwia y
nam, by y uzbrojone, prosz  pani...

- Uzbrojone? - spyta a tonem pe nym w tpliwo ci.

os w tle:

- No prosz , powiedz,  e te pizze by y  mierciono

 broni ...

- Starczy, nie chc  wi cej tego s ucha  - rzek a Dydona ch odno. - Gdzie s  teraz

te dzieciaki?

- Helikopter ze wsparcia  ledzi  je, dopóki nie wesz y do metra. Nie s dz , aby to

by  powa ny problem. Na pewno biegn  w

nie na stacj , b

 chcia y wróci  do domu.

Mo emy  ciga  je a  do Kadic i tam z apa .

Dydona westchn a. Nie cierpia a pracy z lud mi pozbawionymi zdolno ci.
- Narobili cie ju  wystarczaj co k opotów. Postarajcie si ,  eby ludzie nie

zadzwonili na policj . Jeszcze tego brakuje,  eby nasz rz d musia  si  t umaczy  przed
lokalnymi s

bami porz dkowymi. Potem wró cie do mieszkania przy Rue Lemonnier i

zabezpieczcie je. Chc ,  eby trzech facetów sta o przed wej ciem w dzie  i w nocy a  do
odwo ania. Skontaktuj  si  z naszym agentem w Kadic. B dzie musia  znale  wyj cie z
tej sytuacji.

- Agent w Kadic? Ale, prosz  pani, on jest w stanie spoczynku od...
- Nasz agent nigdy nie jest na emeryturze i nigdy nie przechodzi w stan

spoczynku, Samotny Wilku. Od nas si  nie da uciec, jak pami tasz.

background image

Dydona rzuci a gwa townie s uchawk  o stó . Westchn a. Podnios a z powrotem

uchawk .

- Maggie? Znajd  mi numer telefonu agenta z Miasta  elaznej Wie y we Francji.

To bardzo pilne.

background image

15
POCA UNEK EVY SKINNER

Jeremy nalega ,  eby dobrze si  ukry , skoro m czyzna z psami kr ci si  po

Pustelni i ko o domów ich rodziców. Najmniej b

 rzuca  si  w oczy, gdy b

 dobrze

widoczni. Dlatego spotkali si  oko o pi tej po po udniu w Café au lait zamiast w Pustelni
albo w internacie. Na spotkanie przyszli Jeremy i Aelita, Richard, a tak e Ulrich i Yumi,
którzy dopiero co wrócili z podró y do Brukseli. Brakowa o tylko Odda i Evy.

- Czy kto  ich widzia ? - spyta  Ulrich.
Jeremy wzruszy  ramionami.
- Mieli spotka  si  dzi  rano, ale nie wiem, co potem. Znacie Odda, zapewne jest

u Evy i robi do niej s odkie oczy.

- Próbowa

 zadzwoni  do niego?

- Tak, nie odebra .
Aelita potrz sn a g ow  z niedowierzaniem. Ulrich i Yumi, którzy do tej pory si

nie odzywali, wybuchn li.

- Nie chcecie wiedzie , co nam si  przydarzy o?! Znale li my replik !
- I by  tam duch...
- I faceci w czarnych p aszczach...
- I doskona a pizza...
- Spokojnie, spokojnie - powstrzyma  ich Jeremy. - Jeste my tu,  eby was

wys ucha . Ale po kolei. Uda o wam si  zrobi  elektroniczny wytrych?

Na przemian, spieraj c si , kto ma mówi , Ulrich i Yumi opowiadali wszystko, co

zdarzy o si  w Belgii, a  do szale czej ucieczki na koniec. Potem Jeremy poinformowa
ich o tym, co zasz o podczas ich nieobecno ci - o tajemniczym cz owieku w domu Yumi
i ca ej reszcie. Gdy sko czy , dziewczynka zakry a r kami twarz, Richard patrzy
zmieszany w monitor swojego palmtopa, z którym nigdy si  nie rozstawa , a Jeremy
chodzi  po lokalu w t  i z powrotem z r kami za

onymi na plecach.

- Ju  wiem - powiedzia  w ko cu. - Mo emy dowiedzie  si  czego  naprawd

wa nego o Hopperze i o superkomputerze.

- Co masz na my li? - spyta  Ulrich.
-  Je li  wydawa o  wam  si ,   e  widzicie  w  replice  Franza  Hoppera...  -  wyja ni

Jeremy.

- Nie wydawa o nam si  - przerwa  mu Ulrich. - On naprawd  tam by .
- ...a wi c znaczy to,  e replika zosta a stworzona przez samego Hoppera. I  e

umie ci  on w replice swoj  kopi  po to, aby da  nam jak  wskazówk .

- Chcesz powiedzie ,  eby da  wskazówk  facetom w czerni - skrzywi a si

Yumi. - Oni mogli z  atwo ci  tyle razy obserwowa  to tajemnicze miasto i rozmawia  z
panem Hopperem.

-  Tak,  ale  chcia bym  wiedzie ,  co  ma  do  tego  pani  Hertz.  Co   mi  si   widzi,   e

pojawia nam si  ju  ni  przewodnia: najpierw mamy kod programu w komputerze
Richarda, potem kod programu w papierach w kopercie, w ko cu ta replika. Tak jakby
pan Hopper zostawi  ca y szereg  ladów, za którymi musimy i .

Aelita westchn a.
- Mo e chodzi o wskazówki, jak odnale  moj  mam ...

background image

- Racja - powiedzia  Jeremy. - To bardzo prawdopodobne,  e twój tato chcia

rozwi za  kwesti , która najbardziej le

a mu na sercu - odnale  twoj  mam . Problem

jest tylko w tym,  e koperta z kodem programu znikn a i nie mam poj cia, kto móg  j
wzi  ani dlaczego.

- Mo e to pani Hertz j  wzi a... - wtr ci  si  Richard.
- Psorka nie wchodzi do pokojów uczniów. Nie, to musia  by  kto  inny.
Tym razem w czy  si  Ulrich. Ch opiec dopi  swoj  czekolad  i zauwa

:

- Zapominacie wszyscy o jednej sprawie. Nie tylko my bawimy si  w szukanie

skarbów, ale mamy dwóch wrogów, których prawie nie znamy. Z jednej strony s  faceci
w czerni, którzy maj  bro  i helikoptery, samochody i kto wie, jakie jeszcze diabelskie
wynalazki. A do tego jest jeszcze facet z psami, który kr ci si  po mie cie i próbuje
porwa  naszych rodziców.

- Mo e facet z psami jest jednym z facetów w czerni - zasugerowa a Yumi.
Jeremy potrz sn  g ow .
- To niemo liwe, dzia aj  w zupe nie inny sposób. Facet z psami dzia a sam,

wykorzystuje supernowoczesn  technologi  i gwi

e na przepisy. Faceci w czerni

wygl daj  na agentów rz dowych albo co  w tym stylu. Czy wiecie, ile trzeba mie
pozwole ,  eby móc lata  helikopterem nad samym centrum miasta? Policja ich zna i
zostawia im woln  r

. Dlatego Ulrich ma racj . Oprócz nas jest jeszcze dwóch

rozgrywaj cych.

Jeremy usiad  znowu. Wygl da  na wyczerpanego.
- Musimy pomy le , zanim zrobimy jakikolwiek krok, albo nigdzie nie

dojdziemy. Sprawa jest zbyt skomplikowana. Wed ug mnie po pierwsze musicie pój
poszuka  Odda. Wczoraj powiedzia  mi,  e chce si  zobaczy  z Ev , ale nie chcia  mi nic
wi cej zdradzi . Zanim ustalimy, co mamy zrobi , potrzebujemy jak najwi cej danych.
Musimy by  razem.

- Powiedzia

 „musicie pój ”, a nie „musimy pój ”. Ty nie idziesz? - spyta  go

Richard.

- Nie, ja chc  po yczy  twojego palmtopa, je li mo na. Trzeba przyjrze  si

kodowi tego programu. W pokoju mam du o notatek dotycz cych tej sprawy i chcia bym
pomy le  nad tym sam. Znajdziecie Odda, a potem spotkamy si  wszyscy razem w
szkole. Co wy na to?

Ulrich przytakn .
- Zgoda, szefie. Idziemy szuka  tego lenia Odda.
Jeremy zosta  i patrzy , jak przyjaciele wybiegaj  z kafejki, potem zap aci

barmanowi rachunek i wyszed  na mro ne, styczniowe powietrze. W rzeczywisto ci
ch opiec nie mia  zamiaru zamyka  si  w swoim pokoju... przynajmniej nie od razu.
Szed  bez celu ulicami. Kiedy znalaz  si  przed Pustelni , zrozumia ,  e tak naprawd  tu

nie chcia  przyj . Otworzy  furtk , wszed  do ogrodu i min  will , przeszed  przez

dziur  w p ocie z ty u ogrodu i znalaz  si  w parku ko o szko y. Ulewny deszcz, który
pada  tego ranka, roztopi

nieg. Na ziemi by o b oto i zwi

a trawa. Ch opiec doszed

do studzienki i odsun  klap  na bok, potem spu ci  si  do kana u. Przeszed  na piechot
odcinek wzd

cieków, potem po  elaznym mo cie dosta  si  na wysepk  i wszed  do

starej, opuszczonej fabryki. Wsiad  do windy i zjecha  trzy pi tra na dó , do
najwa niejszego pomieszczenia.

background image

W  rodku by o ciemno i cicho. Obok drzwi wida  by o w az, przez który wszed ,

kiedy odnalaz  to tajemnicze miejsce. Pami ta  dobrze zagadk , któr  musia  rozwi za ,

eby otworzy  ten w az: has o brzmia o delenda, a odzew - Carthago. Gra s ów

pochodzi a z  aci skiego powiedzenia „Kartagina musi zosta  zniszczona”. Dopiero
pó niej pan Hopper za po rednictwem filmu wideo, który znale li w tajnym pokoju w
Pustelni, wyja ni  im, czym naprawd  jest jego Kartagina, jaki potwór w niej si  kryje i
dlaczego musi zosta  zniszczona.

Jeremy podszed  do ogromnego cylindra, jedynego przedmiotu znajduj cego si

w pomieszczeniu. Metalowa kolumna si ga a a  do sufitu. By a ca kiem g adka i zimna.
Wystawa  z niej tylko wy cznik. Gdyby opu ci  d wigni , pokój natychmiast zala oby

wiat o, na cylindrze pojawi yby si  tysi ce kolorowych  ytek w czanych obwodów.

Stara fabryka o

aby, kolumny skanerów na drugim pi trze pod ziemi  by si

uaktywni y, a konsola sterowania w czy aby si  sama.

Powrót Lyoko... ale czy tylko tego? Czy te  Xany, istoty, któr , jak my leli,

zniszczyli na zawsze?

Nie zdaj c sobie z tego sprawy, Jeremy opar  r

 na d wigni. Zacisn  palce tak,

jakby chcia  z ca ej si y poci gn  d wigni  w dó  i w czy  superkomputer na nowo.

„Czy kto  tu jest? - Zacz  g

no oddycha . - To tylko wra enie, za bardzo si

przejmuj  - my la  nerwowo. - Jestem w fabryce sam, nikt nie móg  przyj  za mn ”.

- Xana? - wymamrota  Jeremy.
Nikt mu nie odpowiedzia .

Odd le

 zwi zany i zakneblowany w salonie dziewczynki, któr  jeszcze

niedawno uwa

 za swoj  szczególn  przyjació

. Eva poradzi a sobie z nim bardzo

szybko. Ch opiec znalaz  si  na ziemi, zanim zd

 otworzy  usta. R ce i nogi mia

zwi zane grubym sznurem, który wrzyna  mu si  w skór . Musia  wygina  plecy do ty u,

eby sznur nie wpija  mu si  w cia o a  tak bardzo. Knebel zawi zany na ustach utrudnia

mu oddychanie. Gdzie ta dziewczyna nauczy a si  robi  takie w

y? Nie, to nie by a

dziewczyna, musi wbi  to sobie do g owy. Eva to wróg. Eva to Xana.

W tym momencie siedzia a na ziemi naprzeciw Odda. Na kolanach trzyma a

laptop i analizowa a szereg zdj  i plików: wideo z mam  Aelity, kilka zdj  pani Hertz,
artyku y naukowe. Od czasu do czasu odrywa a si  od pracy i otwiera a na komputerze
seri  obrazów, które wygl da y na zrzuty ekranu z gry komputerowej. Wida  by o tam
fantastyczne miasto w lekko orientalnym stylu - niebieskie dachy pagód, przezroczyste i
kolorowe ulice, które wi y si  wokó  wie . Eva patrzy a i wzdycha a, ale kiedy Odd
mrukn , próbuj c zada  jej pytanie, po prostu go zignorowa a.

W tym momencie zadzwoni  dzwonek do drzwi. Eva po

a na ziemi komputer

i wsta a.

- B

 cicho - nakaza a Oddowi. - W przeciwnym razie b

 musia a skrzywdzi

tego, kto przyszed  zawraca  mi g ow . Jestem pewna,  e by oby ci bardzo przykro.

Mówi c do domofonu, przybra a szorstki g os m czyzny w  rednim wieku.
- Tak, kto tam?
- Yyy, dzie  dobry - zaskrzecza  g

nik. - Jestem Ulrich, chodz  z Ev  do jednej

klasy. I s  ze mn  przyjaciele. Czy Eva jest mo e w domu?

Odd zacz  si  miota , gdy us ysza  g os Ulricha. Musi spróbowa  pe zn  po

pod odze, dotrze  do drzwi, zawo

, ostrzec ich!

background image

Eva odpowiedzia a m skim g osem:
- Przykro mi, moja córka wysz a z koleg . Wydaje mi si ,  e ma on na imi  Odd.
- Tak, oczywi cie, tylko  e...
- Przykro mi, dzieci, ale jestem bardzo zaj ty. Do widzenia - przerwa a Eva,

od

a domofon i z u miechem odwróci a si  w stron  Odda.
- Widzisz? - powiedzia a swoim zwyk ym g osem. - By

 grzeczny. Nikomu nic

si  nie sta o.

Zerkn a przez okno,  eby sprawdzi , czy dzieci odesz y od willi. Potem podesz a

do Odda. Jej spokój i u miech mia y w sobie co  przera aj cego. Zr cznymi ruchami
palców rozwi za a knebel, który nie pozwala  mu mówi . Odd si  rozkaszla .

- Moi przyjaciele... - wykrztusi .
Popatrzy a na niego.
- Nie cieszysz si ? Pozwoli am im pój , nie zrobi am im krzywdy. Wydawa o mi

si ,  e chcia

 co  powiedzie . S ucham.

- Czy... móg bym... dosta ... wody? Ten twój knebel mnie dusi .
Eva za mia a si , a w tym  miechu jej dziewcz cy g os miesza  si  z g bokim i

zniekszta conym g osem drugiej istoty, która mieszka a wewn trz niej.

- Sam mo esz sobie wzi  wod , ch opcze. Czy to nie wy mówili cie,  e Xana

zosta  pokonany?

To by  koszmar. Odd zna  Xan , walczy  z nim wiele razy, a raz widzia  ju  osob

opanowan  przez sztuczn  inteligencj , która mieszka a w Lyoko. Ale teraz by o
zupe nie inaczej. Eva wygl da a na zwyk  dziewczynk , je li chodzi o g os i mimik .
Kiedy  William  Dunbar  zosta   opanowany  przez  Xan ,  w  jego   renicach  pojawi   si
symbol potwora, oko. U niej nie by o  adnego znaku. Ale z drugiej strony potwór ju  nie
mieszka  w Lyoko. Lyoko zosta o wy czone. Co zatem si  zdarzy o? Ich wróg zmieni
si , przeszed  ewolucj ? Jak to mo liwe,  e  adne z nich niczego nie zauwa

o?!

- Co chcesz zrobi ? - spyta  Odd.
- To proste: zniszczy  was. A potem ka dego cz owieka, który stanie mi na

drodze - odpowiedzia  lodowaty g os Xany.

- Ale dlaczego?
Eva nie wygl da a ju  na Ev . G os komputerowy, twarz bez wyrazu.
- Bo wy, ludzie, musicie zap aci  za wasze b dy. Uwa acie si  za panów  wiata.

Szybko si  przekonacie,  e si  mylili cie. Mam ju  doskona y plan.

Eva wróci a do laptopa stoj cego na ziemi i wcisn a przycisk. Na monitorze

pojawi o  si   zdj cie.  By   to  m czyzna  o  twarzy  cz ciowo  zakrytej  kapeluszem.  Z
rozchylonych ust prze wieca y ohydne z ote k y.

- Wykorzystam tego faceta, którego ty zapewne jeszcze nie znasz. Potem pos

si  t  nieu yteczn  dziewczynk , Ev  - Xana spojrza  na Odda, który po raz pierwszy
poczu  si  naprawd  wystraszony. - A potem pos

 si  tob , Oddzie Della Robbia.

Bardzo mi pomo esz.

Dziewczynka schyli a si  i dotkn a r kami twarzy ch opca, czemu nie móg  w

aden sposób przeszkodzi . Jej palce by y lodowate jak u nieboszczyka. Twarz Evy

zbli

a si  do jego twarzy. Dziewczynka mia a lekko rozchylone usta.

- Prosz  ci ... - wyszepta .
Ich usta z czy y si  w poca unku.

background image

sty dym przeszed  z ust dziewczynki do ust Odda. Potem zrobi o si  ciemno.

Wszystko si  zmieni o. Eva wsta a i szybkimi ruchami rozwi za a sznury, które
kr powa y ch opca.

- Jestem...
- ...gotowy - doko czy  Odd. Jego g os zadr

, przez chwil  by  lekko

zniekszta cony, ale potem znów zabrzmia  normalnie. Ch opiec za mia  si  g

no. - O

wiele  atwiej przej  kontrol  nad tym ch opcem ni  nad dziewczynk . Ma on, na
szcz cie, prosty mózg. Czuj  si  tu o wiele lepiej.

Eva mrugn a do niego.
- A wi c pora na nas. Smarkacze b

 si  zastanawia , co si  z nami dzieje.

Dwunasta trzydzie ci, biuro w Waszyngtonie.
Dydona zosta a sama. Da a Maggie kilka godzin wolnego. Tamta ucieszy a si ,

apa a torebk  i pobieg a na obiad z przyjació kami.

Znajduj cy si  na peryferiach budynek z pozoru wygl da  na zwyk y biurowiec.

Za szar  fasad  kry y si  jednak najnowsze dost pne na rynku technologie i systemy
zabezpieczaj ce. Mimo to Dydona by a przekonana,  e czasami najpewniejsze s  stare
metody. Na przyk ad wystarczy drobna uprzejmo ,  eby nawet najbardziej zaufana
sekretarka nie by a w stanie pods ucha  jej rozmów telefonicznych.

Zapali a papierosa. Denerwowa a si . Do niedawna my la a,  e sprawa Hoppera

zosta a ju  dawno zamkni ta, przekazana do zapiecz towanego archiwum - materia y

ci le tajne - tylko dla upowa nionych. To by a z pewno ci  pora ka, ale nie a  tak

wielka, a poza tym sprzed dziesi ciu lat. W mi dzyczasie  ycie posz o do przodu, tak
samo jak kariera Dydony. Nie my la a ju  wi cej o profesorze ani o jego nowoczesnych
komputerach. Teraz jednak ta stara historia powraca a z si  bomby atomowej.

Dydona u

a trzech kluczy, które przechowywa a w trzech ró nych miejscach

pokoju, i otworzy a szuflad  w biurku, z której wyci gn a stary notes zapisany kodem
programu. W czy a komputer i otworzy a skorowidz, wpisa a kilka d ugich hase
tworz cych pozornie bez adny ci g liter i cyfr. Komputer odwdzi czy  si  i pokaza
potrzebny jej numer telefonu. Zanim zadzwoni a, w czy a wszystkie zabezpieczenia
antypods uchowe.

Jej rozmówca odebra , gdy telefon zadzwoni  po raz trzeci. Jego g os by

zniekszta cony. Nie stanowi o to problemu - równie  g os Dydony by  w podobny sposób
zniekszta cony.

- Ile  to ju  lat, droga pani. Linia jest bezpieczna, prawda?
- Oczywi cie, Hannibalu.
Dydona zamkn a oczy i wyobrazi a sobie m czyzn , z którym rozmawia: oczy

rozbiegane jak u jaszczurki, szerokie usta, z ote k y. Spuchni te r ce pokryte
pier cionkami. Hannibal zawsze mia  szczególn  sk onno  do klejnotów i b yskotek.
Dydona pami ta a o tym dobrze, mimo  e spotkali si  tylko trzy razy. By o to a  nadto.
Ten facet przyprawia  j  o md

ci.

- Czemu zawdzi czam pani telefon? - zapyta  spokojnie m czyzna.
- Sie  we Francji zrobi a si  znowu gor ca, Hannibalu - odrzek a Dydona. - I od

razu stwierdzili my,  e na miejscu jest jeden z twoich ludzi. S dz c ze stylu,
podejrzewam,  e chodzi o Grigory’ego Nictapolusa.

czyzna o z otych z bach za mia  si .

background image

- My

,  e ta informacja jest... tajna.

- Nietrudno zgadn  - Dydona pozosta a powa na. - Zawsze kiedy jest

nieprzyjemna robota, wysy asz tego faceta i jego wstr tne psy.

- A wi c?
- A wi c chc  wiedzie , dlaczego on jest w Mie cie  elaznej Wie y. Co si  za

tym kryje, co planujesz, Hannibalu? - spyta a wprost.

Po drugiej stronie zapad a d uga cisza. Potem m czyzna o z otych z bach

odezwa  si  ponownie:

- To, co zrobili cie dziesi  lat temu, nie podoba o nam si , droga Dydono.

Fabryka i Lyoko by y nasze, zosta y stworzone za pieni dze Feniksa! A wy zmusili cie
Waltera,  eby wszystko zniszczy . By  mo e nadszed  moment, aby nadrobi  straty.
Zacz a si  nowa tura tej rozgrywki, a my mamy w r ku par  pewnych kart. Doskona e
karty, tyle powiem.

- Mówisz o Anthei Schaeffer? Wiemy,  e jest w waszych r kach.
- Chyba pani nie my li,  e si  przyznam. Przynajmniej nie na tym etapie

negocjacji.

Dydona skin a g ow . Hannibal by  szczwanym lisem. Nie z apa by si  w tak

prost  pu apk . Nie bez powodu nazywano go „magiem”: ten pozbawiony jakiejkolwiek
og ady m czyzna, syn ubogich rolników, zdo

 wspi  si  na sam szczyt jednej z

najstarszych na  wiecie organizacji mafijnych i zosta  jej bossem. Dydona wiedzia a,  e
nie wolno jej nie docenia  przeciwnika. Hannibal Mag by  naprawd  bardzo przebieg y.

- Czego chcesz? - spyta a w ko cu.
- Green Phoenix chce bra  udzia  w operacji i mie  z tego konkretne zyski. Oto

moja propozycja: raz na zawsze pu cimy w niepami  tamt  histori ... a wy w zamian
pozwolicie nam przyjrze  si  planom tego starego komputera porzuconego w fabryce.
„Mowy nie ma”, chcia a powiedzie  Dydona, ale nie zd

a.

Hannibal si  roz czy .

background image

16
OSTATNIA TAJEMNICA PUSTELNI

Aelita obudzi a si  nagle oko o trzeciej nad ranem. Czy  ni  si  jej kolejny

koszmar i lunatykowa a? Najwidoczniej tak, skoro nie wie, gdzie jest. Ale tym razem sen
by  naprawd  nieprzyjemny. Facet z psami i jej tata biegali po fantastycznym mie cie w
Lyoko. Koszula nocna, któr  mia a na sobie, by a przepocona. Dziewczynka czu a,  e ma
gor czk . „Co si  ze mn  dzieje?”, pomy la a. Wsta a i zamruga a oczami, próbuj c si
zorientowa  w sytuacji. Obudzi a si  za szafk , na której sta  stary telewizor. W pokoju
znajdowa  si  poza tym tylko tapczan i ma e drzwiczki po przeciwnej stronie. By y one
tak niskie,  e mo na by o przez nie przej  tylko na czworakach. To by  tajny pokój w
Pustelni. Znale li go dzi ki mapie, któr  narysowa  jej tata atramentem sympatycznym w
swoim notatniku. Je li dosz a a  tu, oznacza o to,  e we  nie przemierzy a ca e przej cie,
które prowadzi o z Kadic do piwnicy willi.

Przestraszona przygl da a si  bia ej  cianie, któr  mia a przed sob . By a ona

podrapana tak, jakby jakie  zrozpaczone zwierz  próbowa o j  przebi . W tym momencie
Aelita zobaczy a swoje r ce: paznokcie mia a brudne od tynku, a opuszki palców by y
podrapane i zakrwawione. To ona drapa a mur przez sen. Ale dlaczego? Przy

a ucho

do  ciany i zapuka a. Zapuka a raz jeszcze. W g owie zapali a si  jej lampka alarmowa:
za  cian  by a pustka! Musi natychmiast przebi  si  przez ni  i zobaczy , co jest z drugiej
strony!  Potem  kr ci a  si   po  podziemiach  Pustelni,  zapala a   wiat a  i  rozgl da a  si
dooko a. Potrzebowa a czego , jakiegokolwiek narz dzia,  eby przebi  si  przez  cian .

Wesz a  do  schowka,  w  którym  razem  z  Jeremym  znale li  worki  z  cementem  z

adresem firmy Broulet. To pomog o im odnale  tajny pokój. Schowek by  ciasny, pe en
kafelków, brudnych wiader i innych narz dzi murarskich. W k cie przy  cianie sta  stary,
troch  zardzewia y kilof. Tego w

nie potrzebowa a. Zanios a kilof do tajnego pokoju,

potem odsun a szafk  z telewizorem daleko od  ciany,  eby si  nie zniszczy a. Poci a si
i dysza a z wysi ku, musia a robi  wszystko sama, a kilof by  bardzo ci ki. W tym
momencie jednak nie czu a zm czenia.

Pustelnia kry a jeszcze jedn  tajemnic . Sen pomóg  jej j  odkry .
Podnios a narz dzie i uderzy a nim w  cian . Drewniany trzonek prze lizgn  si

jej w r kach. Kilof tylko zarysowa  tynk. Trzeba uderzy  jeszcze raz. Z apa a dobrze
trzonek, wstrzyma a oddech, podnios a z trudem narz dzie i uderzy a ze wszystkich si .
Mur nagle pu ci . By a to tylko cienka warstwa p yty kartonowo-gipsowej. Aelita zacz a
kas

 od kurzu.

Kto   celowo  zbudowa   t

cian   tak,  aby   atwo  by o  j   zburzy .  Jej  tata  chcia ,

eby odkry a tajny pokój zbudowany za pierwszym tajnym pokojem. Przypomnia a sobie

owa Philippe’a Brouleta, murarza, który wykonywa  dla jej ojca te nietypowe prace:

„Min o ju  dziesi  lat, ale pami tam dobrze. Hopper poprosi  mnie o osobist
przys ug : mia em wróci  do Pustelni i wybudowa  ma y fragment domu w taki sposób,
aby by  on niewidoczny z zewn trz”.

Powiedzia  „fragment domu”, a nie „pokój”. Mieli rozwi zanie tu  przed nosem

od samego pocz tku i nie zauwa yli tego.

Aelita wykuta w murze okienko, oko o trzydzie ci na trzydzie ci centymetrów.

Wytar a zaczerwienione od py u oczy i spojrza a przez otwór. Zaniemówi a. Wzi a kilof
i u

a go, aby powi kszy  szczelin , tworz c przej cie wystarczaj co szerokie, aby

background image

mo na by o przedosta  si  na drug  stron . Telefon! Musi natychmiast zadzwoni  do
Jeremy’ego.  Nie  mia a  jednak  ze  sob   komórki,  bo  przysz a  tu  przez  sen  w  koszuli
nocnej. Odwróci a si  i pobieg a z powrotem.

Tej nocy Jeremy zasn  momentalnie. By  wyko czony, tyle by o pracy i wra

w ostatnim czasie. Gdy jednak us ysza  pukanie do drzwi, od razu otworzy  oczy i
zawo

:

- Kto tam?
- To ja, Aelita - szepn  g os zza drzwi. - Mog  wej ?
Ch opiec po pieszy  otworzy . Wygl da a tak, jakby dopiero co widzia a ducha:

mia a podpuchni te oczy, a rude w osy w nie adzie. Ubrana by a w par  d insów z
kolorowymi  atkami i wielk  bluz .

Ch opiec próbowa  oprzytomnie .
- Aelita, ale... Która godzina? Co tu robisz?
- Rusz si . Musimy si

pieszy .

- Ale co...?
- Szybko, wk adaj spodnie. To wa ne.
Po chwili razem z Aelit  przeszli przez puste korytarze w internacie, wyszli do

parku Kadic i skierowali si  w milczeniu mi dzy pogr one w mroku drzewa. Doszli do
dziury w siatce i weszli do Pustelni. Dziewczynka nie powiedzia a nawet s owa, dopóki
nie znale li si  w piwnicy. Wskaza a tajny pokój, a potem wymamrota a:

- Przygotuj si  na mi  niespodziank , Jeremy.
Dzieci wspólnie uruchomi y mechanizm, który otwiera  tajny pokój. Jeremy

wszed  pierwszy, zobaczy  dziur  w przeciwleg ej  cianie... i równie  zaniemówi .

Aelita znalaz a nowy pokój, wi kszy od poprzedniego. By  on o wietlony wielk

jarzeniówk  zawieszon  u sufitu. Na  rodku pokoju sta a kolumna skanera, która by a
bardzo podobna do tej z opuszczonej fabryki, ale wygl da a na starsz . Na panelu
przesuwanych drzwi  wieci  si  napis: Uwaga, niebezpiecze stwo! Nie zaleca si
korzystania osobom powy ej 18 lat. Obok skanera sta  wielki komputer-szafa, oparty o

cian  i po czony z kolumn . Obok kolumny Jeremy zauwa

 stanowisko sterowania.

By a to bardziej prymitywna wersja konsoli z podziemi fabryki.

- Aelita... - szepn , kiedy otrz sn  si  z szoku. - Znalaz

... Lyoko!

- Jego replik  - odpowiedzia a dziewczynka. - Podobn  do tej, któr  Yumi i

Ulrich widzieli w Brukseli, albo co  w tym stylu. Chcia abym zaraz wej  do skanera i
zobaczy , co to takiego.

Ch opiec potrz sn  g ow  i poprawi  na nosie okr

e okulary.

- Nie mo esz tego zrobi  sama. Musimy zadzwoni  po Yumi, Ulricha i Odda. To

mo e by  niebezpieczne! Musimy...

Aelita  zbli

a  si   do  Jeremy’ego  i  po

a  mu  r ce  na  ramionach.  By a  tak

blisko,  e ch opiec móg  wyczu  jej delikatny zapach. Spojrza a mu w oczy.

- Zawo

am ci , bo chcia am,  eby  siedzia  przy komputerze i go kontrolowa .

Ale to ja powinnam wej  do  rodka. Mój tata zaprowadzi  mnie a  tu w serii snów.
Wiem,  e chcia by,  ebym to ja zwirtualizowa a si  w replice. Pomo esz mi?

Jeremy potrz sn  g ow  jeszcze raz, zaczerwieni  si , w ko cu u cisn  Aelit .
- Dobra. Mo esz na mnie liczy .

background image

Cia o Aelity pojawi o si  znik d. Promienie  wiat a wokó  niej zag ci y si , a

potem dziewczynka wyl dowa a na ziemi, robi c ma y podskok. Przybra a posta  elfa.
Krajobraz wokó  wygl da  jak sektor lasu w Lyoko... ale nim nie by . Niebo wygl da o
jak jednolita, g adka, niebieska powierzchnia, trawa jak jednolity, zielony dywan. Przez
chwil  dziewczynka poczu a zawrót g owy, zwi zany z wirtualizacj . Przed ni
znajdowa y si  trzy wielkie d by. Wida  by o je ze wszystkimi szczegó ami: br zowe
pnie i roz

yste korony, które rzuca y cie  na ziemi . Nie by o nic wi cej oprócz tych

trzech drzew - tylko p aska, zielona powierzchnia i b kit a  po horyzont.

- Wszystko w porz dku? - spyta  Jeremy ze stanowiska kontrolnego. Aelita

us ysza a jego g os w  rodku g owy, tak, jakby ch opiec zmieni  si  w trolla
usadowionego w jej ma owinie usznej.

- Tak - odpowiedzia a. - Troch  si  boj , ale czuj  si  dobrze.
- Zastanawiam si , co znaczy napis na skanerze,  e to niebezpieczne dla osób

powy ej osiemnastu lat... - doda  zatroskany Jeremy.

- Có , mam mniej lat ni  osiemna cie, wszystko b dzie dobrze. Poza tym

wygl da na to,  e nie ma tu potworów ani  adnego miasta. Tylko trzy drzewa.

Aelita zrobi a kilka kroków w ich kierunku, potem wzi a g boki oddech i

podbieg a do nich. Zdyszana podesz a do pierwszego z wielkich pni i us ysza a znowu
Jeremy’ego:

- Na moim komputerze wy wietli  si  komunikat. Mówi on,  e na drzewie numer

jeden jest data - 1985 rok i napis: Koniec projektu Kartagina.

Dziewczynka dotkn a pnia przed sob . Otworzy a si  przed ni  pod

na

szczelina. Drewno cofn o si  i ods oni o dziupl . Aelita przygl da a jej si  przez chwil .
Potem wesz a do  rodka.

- I co dalej? - spyta a przyjaciela.
- Nie mam zielonego poj cia.
Aelita znajdowa a si  w wielkim, opuszczonym laboratorium. Nie by o w nim

okien. Pomieszczenie wype nia y stalowe sto y maszyny, wielkie mikroskopy i
komputery, ale nie by o w nim ani jednego krzes a. Seria lamp o wietla a pokój tak,  e
by o w nim jasno jak w dzie .

- O, to ty - powiedzia  kto  i Aelita gwa townie si  odwróci a.
Nad mikroskopem pochyla  si  jej tata, Franz Hopper. Mia  na sobie bia y fartuch.

Obok niego sta a pi kna kobieta o d ugich rudych w osach. By a tak e ubrana w fartuch.

-Tato, mamo! - krzykn a dziewczynka, biegn c w ich kierunku,  eby ich obj .

Przesz a przez nich tak, jakby byli duchami i uderzy a si  o stó  z mikroskopem. Szybko
wsta a i spróbowa a znów ich obj  i zawo

, ale nie zdo

a nawet ich dotkn .

Jeremy ostrzeg  j :
- Spokojnie, Aelito! Na moich ekranach pojawi o si  wiele komunikatów. To, co

widzisz, jest symulacj  albo raczej trójwymiarowym nagraniem tego, co zdarzy o si
bardzo dawno temu... w 1985 roku. Twoi rodzice nie s  prawdziwi, nie mo esz ich
dotkn , a oni nie mog  ci  us ysze .

Dziewczynka zacisn a d onie w pi

 i waln a z ca ej si y w stó , a na jej twarzy

pojawi  si  grymas frustracji.

- To nie fair, Jeremy!
- Wiem, ale je li twój tata chcia  ci pokaza  pewne rzeczy, to musisz uwa nie

ucha , nie s dzisz?

background image

W tym w

nie momencie profesor podniós  si  znad swojego mikroskopu i

odwróci  si  w stron  kobiety. Na jego brodatej twarzy pojawi  si  u miech.

- Antheo, jestem bardzo zm czony.
- Wiem, skarbie. Na czym stan

?

- Ju  niewiele brakuje. Dwa, mo e trzy miesi ce, potem projekt Kartagina

wejdzie w  ycie. Uda o si . B dzie to wielki dzie  w historii  wiata.

Na te s owa w oczach Anthei pojawi  si  cie  smutku.
- Kochanie - powiedzia  Hopper - co jest nie tak?
- Znalaz am dokumenty, których szukali my... Nie by o to wcale  atwe.
- No wi c?
- Niestety, nasze obawy by y uzasadnione. Kartagina nie ocali  wiata. Wr cz

przeciwnie, mo e pos

 do jego zniszczenia. Wewn trz Pierwszego Miasta umie cili

ciemn  stref , której nie mo emy kontrolowa . Zmieni ona Kartagin  w  mierciono
bro .

Hopper zacisn  pi ci. Laboratorium, Anthea i ca y  wiat zapad y si  wokó

Aelity i znikn y. Dziewczynka znalaz a si  w przytulnym pokoju. By  to salonik z ma
kanap , czerwonym dywanem w kwiaty i wysokimi, si gaj cymi sufitu rega ami z
ksi kami przy wszystkich  cianach. Jej tata siedzia  na kanapie z g ow  mi dzy r koma.
Jej mama siedzia a obok i obejmowa a go. Na pod odze bawi a si  trzyletnia
dziewczynka o krótkich p omiennorudych w osach, ubrana w  mieszn  ró ow
sukieneczk . Trzyma a lalk  w kszta cie elfa.

- Moja ulubiona przytulanka! - krzykn a na jej widok Aelita.
Jeremy u miechn  si .
- Tak, zdaje mi si ,  e widzia em ju  j  na filmie wideo twojego taty... na tym,

który znale li my w tajnym pokoju w Pustelni. A wi c to ty jeste  t  dziewczynk  z
przesz

ci. Ale  by

 s odka.

Anthea szepta a co  do ucha ojca Aelity, który nagle podniós  g ow .
- Nie! Na ten projekt po wi cili my ca e  ycie. Nasza córeczka urodzi a si  w

bazie wojskowej, nie widzimy si  z nikim od miesi cy. A wszystko to po co?  eby
stworzy  now  bro ? Nie pozwol  na to.

- Mów ciszej, kochanie - zgani a go Anthea. - W pokoju mog  by  pods uchy. Nie

mo emy by  ju  niczego pewni.

-  Co  mnie  to  obchodzi!  Niech  s ysz !  Stworzy em  Kartagin ,   eby  zrobi   co

dobrego dla  wiata, a nie  eby go zniszczy . Kontrolowanie linii elektrycznych mia o

 dostarczaniu tanich us ug dla wszystkich ludzi, równie  tych, którzy  yj  w

trudnych  warunkach,  w  krajach  Trzeciego   wiata.  Nie  obchodzi  mnie,  czy  ci  ludzie  to
Rosjanie, czy Amerykanie. Wszyscy s  lud mi! Wszyscy s  sobie równi. Ale ci szale cy
chc  u

 Kartaginy jako broni w czasie ich g upiej wojny.

Anthea obj a go.
- Zgadzam si  z tob , ale co teraz mo emy zrobi ? Na tym etapie mog

doko czy  projekt bez naszej pomocy. I nie zapominaj o Aelicie: je li nam co  si  stanie,
kto si  ni  zaopiekuje?

Milczeli przez d ugi czas, patrz c na bawi

 si  na dywanie dziewczynk , która

mia a si  i przytula a swoj  zabawk . Potem Hopper wymamrota :

- Mo emy uciec. Nie wiem jak, ale uda nam si . Je li stworzyli my Kartagin ,

kiedy wszyscy my leli,  e to szale stwo, to mo emy zrobi  wszystko. Zniszczymy to, co

background image

stworzyli my. Zostan  na lodzie, a my uciekniemy razem z Aelit . I zabierzemy
wszystkie wyniki bada  - kiedy  znajdziemy sposób,  eby dopracowa  projekt gdzie
indziej i stworzy  now  Kartagin !

Hopper wyci gn  r

,  eby pog aska  po g owie roze mian  córeczk .

- Podoba ci si  ten pomys , male ka? Stworzymy now  Kartagin  i nazwiemy j ...

Lyoko. To  adna nazwa.

Aelita nagle znalaz a si  na wielkim trawniku na wprost drzewa.
- Koniec? - spyta a Jeremy’ego.
- Tak, nagranie musia o si  sko czy . Ale tam s  jeszcze dwa drzewa, prawda?

Wed ug mojego komputera najbli sze zawiera okres 1985-88 i nosi tytu

ycie incognito.

Dziewczynka przebieg a kilka kroków, które dzieli y j  od drugiego d bu,

wyci gn a r

 i pie  si  otworzy , wpuszczaj c j .

Tym razem znalaz a si  na  rodku dziedzi ca w bazie wojskowej. By o bardzo

zimno, betonowe koszary pokrywa

nieg, promienie wielkich reflektorów-szperaczy

kr ci y si  w ko o, rozcinaj c ciemno ci i o wietlaj c fragmenty muru i zwoje drutu
kolczastego. Po dziedzi cu biegali m czy ni z wielkimi psami na smyczy, startowa y
helikoptery, zaczyna y wy  syreny alarmowe, wprawiaj c wszystkich w poruszenie.

Aelita zauwa

a par , która po piesznie sz a przez dziedziniec w stron  jeepa.

Wysoka, szczup a kobieta i kr py m czyzna. Obydwoje byli ubrani w obszerne p aszcze
wojskowe i czarne kominiarki dla ochrony przed zimnem. Czy byli to jej rodzice?
Dziewczynka nie chcia a ryzykowa . Dobieg a do jeepa przed nimi i usiad a na tylnym
siedzeniu. Po chwili kobieta usiad a za kierownic  i zdj a kominiark , a m czyzna
usiad  obok. Nadal by  dobrze zas oni ty.

Aelita zas oni a r kami usta. To nie by a jej mama, lecz m oda dziewczyna o

stych, kr conych, czarnych w osach i d ugim nosie. Zna a t  twarz, wydawa o si  jej,

e gdzie  ju  j  widzia a... ale gdzie? Nie mog a sobie przypomnie .

- Profesorze Schaeffer - sykn a czarnow osa, uruchamiaj c silnik. - Niech pan

dzie spokojny i pozwoli mi dzia

. Nie zatrzymaj  nas, zobaczy pan.

czyzna kiwn  g ow , a w tym momencie jego szeroki p aszcz rozchyli  si

na piersi i wyjrza a spod niego ruda g ówka. Hopper os oni  j  d oni  i wepchn  z
powrotem pod po  szerokiego ubrania.

- B

 grzeczna, Aelito. Nikt nie mo e wiedzie ,  e tu jeste , wi c nie rób swoich

zwyk ych numerów. B

 grzeczna, a nied ugo po

ymy ci  spa , zobaczysz.

- Musia

 by  niez ym zió kiem! - zachichota  Jeremy do ucha dziewczynki,

która obserwowa a ca  scen . Aelita potrz sn a r

, chcia a s ucha .

Jeep ruszy , przejecha  przez dziedziniec, a  dotar  do punktu kontrolnego, gdzie

metalowa wartownia strzeg a opuszczonej do do u podwójnej zapory. By  to wyjazd.

Dwóch 

nierzy wysz o z budki wartowniczej z karabinami maszynowymi

przewieszonymi przez rami . Jeden z nich wycelowa  karabin w pasa erów jeepa, a drugi
podszed  do okienka i przywita  kobiet  za kierownic :

- Bry-wieczór, major Steinback.
- Spocznij. I otwórzcie bram , bardzo si

piesz .

- Przykro mi, pani major, ale dzi  w nocy zapora zostaje w dole. Zosta y

naruszone normy bezpiecze stwa i pu kownik...

Kobieta za kierownic  wychyli a si  w stron

nierza i warkn a:

background image

- Pu kownik osobi cie kaza  mi wyjecha  z bazy w misji o absolutnym

priorytecie!  Widzisz  tego  faceta  obok  mnie?  My lisz,   e  zas oni   sobie  twarz  z  obawy
przed zimnem? Mam tu dokument, który daje mi pe ni  uprawnie , i obiecuj ,  e je li
zapora nie podniesie si  w ci gu dziesi ciu sekund, od jutra przez reszt  s

by nie

dziesz robi  nic innego, tylko od rana do wieczora czy ci  kible.

nierz zamar  na chwil , a potem gwa townie zasalutowa .

- Tak, prosz  pani, ju  otwieram.
Profesor w jeepie u miechn  si  do kobiety.
- Pozwolenie od pu kownika?
- Znam tych naiwniaków, profesorze, prosz  si  nie martwi  - szepn a.
Jeep przejecha  przez zapor  i zacz  sun  po oblodzonej drodze w ciemno ci.

Baza znajdowa a si  na szczycie wzgórza otoczonego brzozami, które ci gn y si  a  po
horyzont.

Hopper znowu zacz  mówi :
- Jak mog  si  nie martwi ? Ja i Aelita si  uratowali my, ale Anthea...
- Odnajdziemy j , profesorze, ma pan moje s owo. W projekcie mam swoje

wtyczki, które ju  zacz y pracowa . Szybko si  dowiemy, kto j  porwa  i dlaczego.
Pomo emy jej uciec. Na razie najwa niejsze by o to,  eby cie wy stamt d uciekli razem
z dokumentami. Dali mi pseudonim „Nieub agana”, nie pami ta pan? Nie zawiod .

Aelita spad a z tylnego siedzenia jeepa prosto na trawnik. Zmiana otoczenia by a

tak nag a,  e zakr ci o si  jej w g owie. Teraz znajdowa a si  na s

cu w ogrodzie ko o

prostego domku otoczonego przez inne takie same domki. W tle wida  by o pokryte

niegiem góry. Jej tata, ubrany w marynark  i krawat, trzyma  skórzan  walizeczk .

Szed  ulic , zatrzyma  si  przy furtce i otworzy  j  kluczem. W tym momencie uchyli y
si  drzwi domu i czarnow osa kobieta, która wcze niej kierowa a jeepem, wysz a do
ogrodu. By a ubrana w wojskowy, szarozielony mundur z dystynkcjami na ramieniu.

- Pani major - przywita  j  pan Hopper.
- Niech pan wejdzie do  rodka, to b dziemy mogli chwil  porozmawia .
Aelita posz a za nim do domu. Wewn trz by o tylko troch  starych mebli, które

nie pasowa y do wystroju. Pomieszczenie wygl da o jak miejsce, które jest
wynajmowane na krótki okres i nikt nie zostawia w nim  ladów swojej osobowo ci.

Hopper podstawi  krzes o pani major i podszed  do kuchenki przygotowa  kaw .

Pani major zapyta a:

- Jak si  czuje Aelita?
- Zosta a z opiekunk . Nied ugo b

 musia  zapisa  j  do przedszkola, jest ju

do  du a i powinna przebywa  z innymi dzie mi.

Major Steinback potrz sn a g ow .
- Przykro mi, profesorze, ale za mniej ni  miesi c b dziecie si  musieli znowu

przenie .

- A ju  zaczyna em si  przywi zywa  do tego,  e jestem urz dnikiem, panem

Henrim Zopfim.

- Damy panu inn  to samo  i inn  prac .
- Znowu...?
Pani major wzi a fili ank  kawy, któr  trzyma  Hopper, wypi a  yk i

powiedzia a:

- Wie pan, dlaczego pan tu jest. Mam dla pana nowiny.

background image

Oczy Hoppera zab ys y za szk ami okularów:
- Odnale li cie Anthe ?
- Niestety, nie - odpowiedzia a kobieta ze smutkiem. - Ale sko czyli my  ledztwo

i wiemy, kto odpowiada za porwanie: 

nierz, który zdezerterowa  zaraz po znikni ciu

pa skiej  ony.

- Chc  zobaczy  jego dossier.
- Tak s dzi am. Przynios am je panu, ale prosz  nie robi  g upstw i zostawi  mi

dochodzenie. Facet nazywa si  Mark James Hollenback, lat dwadzie cia. Wst pi  do
wojska jako szesnastolatek. Od roku przebywa  w bazie, w której by  realizowany
projekt. Nie wiemy jeszcze, dlaczego postanowi  zrobi  podobn  g upot , ale trafili my
na jego  lad.

- Znajdziecie go?
- Mo e si  pan za

.

Aelita powtórzy a w my lach to nazwisko: Hollenback. Mark Hollenback. Facet,

który porwa  jej mam . Potem scena znów si  zmieni a. Dziewczynka znalaz a si  przed
gankiem Pustelni. By  mro ny, zimowy ranek. Albo przynajmniej powinno by  zimno,

dz c z koloru nieba i drzew, które ugina y si  pod podmuchami wiatru, ale Aelita nic

nie czu a. Nad drzwiami domu kto  przyczepi  tabliczk  z napisem,  e jest do wynaj cia,
a potem dopisa  ni ej flamastrem: Sprzedano.

Ci arówka dojecha a, sapi c, zaparkowa a przed Pustelni  i wysiad a z niej ma a

Aelita. Mia a teraz sze  lat i by a ju  bardzo podobna do wi kszej dziewczynki, która z
ganku wej ciowego patrzy a na swojego sobowtóra.

- Tato, jeste my na miejscu? - spyta a ma a Aelita.
- Tak - odpowiedzia  jej ojciec, wysiadaj c z ci arówki.
Za kierownic  siedzia a major Steinback, która te  wysiad a. Tym razem by a

ubrana w cywilny strój, w czerwon  kurteczk  i d insy.

- To jest twój nowy dom. Je li wszystko dobrze pójdzie, b dziesz móg  tu troch

zagrza  miejsce i zapisa  Aelit  do szko y.

Stoj ca na ganku dziewczynka-elf u miechn a si , s ysz c,  e w mi dzyczasie

tych dwoje zacz o si  zwraca  do siebie na „ty”. Ile lat min o od ich ucieczki z projektu
Kartagina? Co najmniej dwa albo trzy. Doro li zacz li wy adowywa  i wnosi  do domu
pud a, a dziewczynka biega a po trawniku.

- Kim b

 od dzi ? - spyta  profesor.

- Nowa to samo  bardzo ci si  spodoba: Franz Hopper, nauczyciel przedmiotów

cis ych w pobliskim gimnazjum Kadic. Ja te  b

 pracowa  w tym gimnazjum pod

fa szywym nazwiskiem, wi c b

 mie  was na oku.

Obydwoje si  za miali. Potem Waldo Schaeffer, od tej chwili oficjalnie Franz

Hopper, doda  stanowczo:

- Zale y mi,  eby jak najszybciej podj  na nowo moje badania. I odnale

Anthe .

- Nawi za am ju  kontakty z lokalnym przemys owcem. Ma fabryk  po

on

niedaleko st d. Mo na przebudowa  podziemn  cz

 i zmieni  j  w laboratorium.

ciciel da nam zna  za kilka dni, ale by  bardzo zainteresowany naszymi badaniami.

- A je li chodzi o Hollenbacka? - spyta  tata Aelity z nut  niepokoju w g osie.

background image

- Niestety, od jakiego  czasu nie mam o nim wiadomo ci. Od kiedy zmieni

nazwisko i wst pi  do tej organizacji przest pczej, zatar  za sob

lady. My leli my,  e to

pó idiota, ale to prawdziwy czarnoksi nik.

Hopper po

 na ziemi wielk  skrzyni  i wyci gn  spod swetra medalion.

Aelita zna a go dobrze. By y na nim wyryte litery W i A.

- Anthea  yje i jest zdrowa. Mówi mi o tym ten medalion. B

 szuka  jej dniem i

noc , dopóki jej nie odnajd .

- Pomog  ci. Anthea by a moj  najlepsz  przyjació

, obieca am,  e

przyprowadz  j  do ciebie i waszej córki, bez wzgl du na wszystko.

Aelita znalaz a si  znowu przed pustym w  rodku drzewem na dziwnym

pustkowiu w replice. Przebywanie w  wiecie wirtualnym zawsze stanowi o wysi ek i
cz sto przyprawia o j  o zawrót g owy, ale tym razem by o jeszcze gorzej. Co chwil
zmienia a si  sceneria. Do tego te opowiadania, jej tata i porwanie jej mamy, major
Steinback, która pracowa a dla wojska i o której Aelita nigdy nie s ysza a...

- Szybciej - ponagli  j  Jeremy. - Przed nami trzecie drzewo.
- Co tym razem mówi komputer? - spyta a dziewczynka.
Zm czony ch opiec ziewn .
- Nie jest to zbyt jasne. Jest tu napisane,  e st d mo na przej  do nowego

poziomu repliki. I jeszcze: Mo esz wej , je li twoje serce jest gotowe.

- Jestem gotowa! - oznajmi a Aelita. - Id .
Us ysza a,  e ch opiec znowu ziewa.
- Je li mog  ci co  doradzi ... to nie jest dobry pomys . Jest pi ta rano, nie spa

 i

tej nocy mia

 du o niespodzianek. Ta replika nie ucieknie, lepiej wróci  do niej z

innymi, kiedy b dziemy gotowi i wypocz ci. To prawda, nie spotkali my do tej pory
potworów, ale nie wiemy, co mo e si  kry  na nowym poziomie tego dziwnego
pami tnika.

Zacz  coraz g

niej ziewa  i Aelita te  nagle poczu a si  bardzo zm czona.

- Mo e... mo e... masz racj .
- Super, to  ci gn  ci  z powrotem do siebie. Materializacja!
Dziewczynka patrzy a, jak jej cia o si  dematerializuje: r ce i nogi stawa y si

przezroczyste, a  rozp yn y si  w powietrzu. Mrugn a oczami i spostrzeg a,  e znajduje
si  w kolumnie skanera w tajnym pokoju w Pustelni. Drzwiczki kolumny odsun y si  na
bok i Jeremy podszed , aby j  obj .

- Jak si  czujesz? - spyta  ciep o.
- Doskonale. Ale musz  si  troch  przespa .
Obydwoje si  za miali.

background image

EPILOG

- Jeste  wreszcie, Odd! - krzykn  Ulrich, widz c przyjaciela id cego korytarzem

rami  w rami  z Ev .

Para trzyma a si  za r ce. Odd mia  zawadiacki u miech na twarzy. Yumi

miechn a si  kpi co:

- O, wi c to dlatego wczoraj nie mo na by o ich znale . Nawi za  si  romans.
- Odd, co z tob ?- spyta  Ulrich, kiedy para zbli

a si  do grupki. - Co

wykombinowa

?

- Nic specjalnego - odrzek  ch opiec beztrosko. - Poszed em tylko na ma y spacer.
W tym momencie zbli yli si  do nich Jeremy i Aelita. Wida  by o po nich,  e w

ogóle nie spali. Ulrich wzruszy  ramionami.

- Mo na wiedzie , co was wszystkich dzi  nasz o?
Jeremy poprawi  sobie okulary.
- Mamy wa ne wiadomo ci. Aelita odkry a wczoraj nowy tajny pokój w piwnicy

Pustelni.

- Czadowo! - powiedzia  Odd. - I co jest w  rodku?
Dzieci stan y w kó ku i Aelita zacz a opowiada  o wydarzeniach poprzedniego

wieczoru. Cz sto przerywa y jej pytania innych. Pod koniec Eva, która sta a oparta o

cian  ze szklank  gor cej herbaty w r ku, mrukn a:

- Chyba zaczyna si  nowa przygoda.
- A mo e to stara przygoda jeszcze si  nie sko czy a. Tam jest tyle tajemnic... -

stwierdzi  Ulrich.

- ...ale wspólnie je rozwi emy! - doko czy  Jeremy.
Nikt z nich nie zauwa

,  e obok nich sz a w

nie, kieruj c si  w stron  klas,

pani Hertz w bia ym fartuchu i z teczk  z niebieskiego p ótna pod pach . Profesorka
us ysza a ostatnie zdanie swojego ulubionego ucznia i u miechn a si .

- Nie wiem, czy zd

ycie rozwi za  je wszystkie, Jeremy. Na dzisiejsz  lekcj

przygotowa am naprawd  trudne zadania. Po pieszcie si , trzeba wej  do klasy.

Yumi machn a im r

 na po egnanie i pobieg a do swojej klasy. Odd i Ulrich

spojrzeli na siebie troch  przygn bieni: zaczyna si  kolejny dzie  nauki! Aelita zosta a z
ty u i przyjrza a si  dwóm ch opcom, którzy wchodzili do klasy, potem Evie, wreszcie
pani Hertz, która trzyma a r

 na ramieniu Jeremy’ego.

Pani Hertz... Przez chwil  próbowa a j  sobie wyobrazi  jako troch  m odsz , z

krótkimi w osami i bez okularów, w mundurze majora. Czy to mo liwe?

Nagle parskn a  miechem i szybko zas oni a sobie buzi . No nie, co jej przysz o

do g owy. Pani profesor nie mo e by  tajn  agentk !

Aelita szybko wesz a do klasy i cicho zamkn a za sob  drzwi.