background image

Ks. Aleksander Posacki SJ - Igranie ze światem ciemności i oswajanie zła, czyli refleksje 
po festiwalu Woodstock 2008 

“Czuję agresję w powietrzu” – powiedział któregoś razu ze sceny o atmosferze festiwalu Woodstock lider 
niemieckiej grupy Kreator – największej gwiazdy tegorocznego spotkania – propagującej właśnie teksty 
bluźniercze, igrające z najbardziej nikczemnymi tematami, nie wyłączając satanizmu wraz z profanacją Bożego 
Imienia. Nie jest więc prawdą, że treści satanistyczne – i to w sposób oficjalny, poprzez zaproszonych i 
rozreklamowanych gości – nie docierają na Woodstock. Tak mogą twierdzić tylko ignoranci lub ludzie 
stronniczo nastawieni. 

Jak zauważył teolog niemiecki Klaus Berger, oddawanie czci szatanowi cieszy się aktualnie wielką 
popularnością – akceptowaną w społeczeństwie i wśród polityków – zwłaszcza w niektórych kręgach 
ezoterycznych oraz w sferze sztuki, a szczególnie muzyki. Zgodnie z opinią światowych ekspertów w tej 
dziedzinie (W. Schwetzingen), przynajmniej niektóre obszary muzyki rockowej determinuje ten temat. “Dance 
with mister D (evil)” to “taniec z diabłem”, “goat’s head soup” (“zupa z głowy kozła”) nawiązuje do głowy kozła 
jako bafometa, rytualnego czy kultycznego symbolu szatana, który jest zresztą godłem Kościoła szatana La 
Veya, (gdzie owa głowa wpisana jest w pentagram, będący sam w sobie satanistycznym symbolem). 

Także przywoływania szatana (jakby spirytystyczne ewokacje czy swoiste antymodlitwy), jak “I leave satan on 
me (“Pozwalam zbliżyć się do mnie szatanowi”) i “Help me, help we, Devie” (“Pomóż mi, pomóż mi, diable”) 
potwierdzają to spostrzeżenie w równym stopniu, co bluźniercze urąganie Jezusowi jako “dead man” 
(“martwemu człowiekowi” czy Synowi Bożemu, który nie zmartwychwstał) albo określanie Jezusa mianem 
szumowiny, co jest już zresztą znane od czasów satanizmu antycznego (K. Berger, “Po co jest diabeł?”, Poznań 
2007, s. 237). 

Mimo że w reklamówkach i wywiadach dotyczących festiwalu Woodstock mówi się tylko o muzyce, to pomija 
się fakt, że przekazuje ona określone destrukcyjne treści językowe i światopoglądowe, w tym ewidentnie 
satanistyczne, co można udowodnić naukowo, analizując zarówno symbolikę, jak i semantykę propagowanej 
“sztuki”. 

Problem polega jednak na tym, czy satanizm traktuje się poważnie, co oczywiście nie dotyczy tylko samego 
festiwalu Owsiaka, ale w sposób oczywisty stoi w sprzeczności z orędziem pokoju, promowanym oficjalnie 
także poprzez znaki i symbole. 

 

Nie chodzi tylko o tę straszną muzykę 

Największą gwiazdą “muzycznej” strony festiwalu Woodstock był niemiecki zespół Kreator, przedstawiciel 
thrash metalu (zajmującego się horrorami, okultyzmem i satanizmem), pierwotnie działający pod nazwą 
Tyrant; został założony w 1982 roku. Niemiecka odmiana thrash metalu (teutonic thrash metal) jest uważana 
za najcięższą spośród dotychczas wymienionych. Inni reprezentanci to np. Sodom (wydał znany album o 
satanistycznych konotacjach – The Final Sign of Evil) czy Destruction. Wyraźne są tu wpływy black i death 
metalu. Stąd wiele zespołów black i death metalowych określa Kreatora jako swoją główną inspirację. 

 

W zespołach tego typu nie chodzi tylko o muzykę, ale o przekaz treści, słów i orędzi ideologicznych, o czym się 
często zapomina. Co to jest black metal właśnie w aspekcie treści? W warstwie słownej (zwanej czasem 
eufemistycznie “liryczną”) dominują głównie motywy satanistyczne, pogańskie, okultystyczne i jawnie 
antychrześcijańskie. Rotting Christ jest np. najbardziej znanym greckim zespołem blackmetalowym. Krzycząco 
bluźnierczy tytuł oznacza “bzdurnego” czy “butwiejącego” Chrystusa. Czasem w black metalu pojawia się 
tematyka wojenna, mizantropijna, czasem apokaliptyczna. Wszystko są to jednak odmiany estetyki ciemności, 
sympatii wobec zła, kultu Złego. 

background image

 

Jedną z form ekspresji gatunku jest tzw. corpse paint – specjalny rodzaj czarno-białego makijażu, który 
potęguje wrażenie demoniczności członków zespołów, jak również ma symbolizować barwy wojenne 
wojowników walczących z chrześcijaństwem (rzeczywiście jest ono groźne dla miłujących Zło!). W miarę 
upływu czasu ukształtowało się wiele odłamów black metalu, m.in. pagan metal, NSBM, które bazują na 
spuściźnie po Vargu Vikernesie z Burzum, który to obok treści satanistycznych promował także treści 
narodowo-socjalistyczne. 

Podobnie w Polsce kolejne lata przyniosły wzrost liczby zespołów blackmetalowych, a także podział polskiej 
sceny. Część zespołów (np. Graveland, Fullmoon) upolityczniła swój przekaz (zespoły te skierowały się ku 
neonazizmowi, ukazując jego rzekome podstawy w kulturze dawnych ludów Europy i pogaństwie). Dla 
odróżnienia od reszty zwykło określać się je mianem NSBM. Pewna grupa zespołów (np. Arkona, Sacrilegium) 
oparła swój przekaz o etos wierzeń przedchrześcijańskich. Trzecia wreszcie część pozostała pod wpływem 
często dość płytkiego, ale zawsze groźnego satanizmu lub okultyzmu (Besatt, Mastiphal). 

W Polsce najwięcej kontrowersji związanych z nurtem black metal wywołał zespół Gorgoroth, który przyjechał 
z Norwegii do Krakowa w 2004 roku w celu nagrania swojego oficjalnego DVD. “Muzycy” przyozdobili scenę 
zwłokami martwych zwierząt, w tym nabitymi na pale odrąbanymi baranimi głowami oraz krzyżami, do 
których przywiązano nagie kobiety i mężczyznę. Jedna z dziewczyn wiszących na krzyżu zemdlała w czasie 
koncertu, jednak pomimo tego nie przerwano nagrań. Użyto dużej ilości syntetycznej krwi. Scena była 
odgrodzona od publiczności zasiekami z drutu kolczastego. Jako że owo DVD nagrywano w krakowskim studiu 
TVP, sprawa bardzo szybko została nagłośniona w polskich mediach, a jednocześnie – w duchu “poprawności 
politycznej” – zbagatelizowana. 

Death metal z kolei promuje śmierć w każdej postaci (w szerokim tego słowa znaczeniu), w tym eutanazji, 
aborcji, zbrodni przeciwko ludzkości, morderstw, dzieciobójstwa, a także deprawacji społeczeństwa 
(kazirodztwo, konsumpcjonizm, akty przemocy, gwałty). Tradycyjna tematyka tekstów dla tego gatunku 
porusza zagadnienia okultyzmu, ezoteryki oraz otwartego satanizmu (co Wikipedia określa eufemistycznie jako 
“zagadnienia związane z Biblią i negatywnymi postaciami np. diabłami, potworami, mutantami”). 

Satanizm we wszelkiej postaci pojawia się więc w death metalu, choć mówi się, że jest jednak domeną black 
metalu. Są zespoły prezentujące w utworach treści o tematyce społecznej i politycznej (Obituary, Dying Fetus). 
Obecnie w zasadzie nie występują granice tematyczne, co widać było w Kostrzynie. 

 

Promocje kultu śmierci, perwersyjnego zabijania, antyteizmu i satanizmu 

A co promuje zespół Kreator, uznany i profesjonalny inspirator oraz propagator podobnych treści, pojawiający 
się w glorii sukcesu na festiwalu Woodstock? Na pewno nic, co ma wspólnego z prawdziwie i głęboko pojętą 
ideą pokoju czy nawet ideologicznym pacyfizmem (teorią samą w sobie kontrowersyjną, nie mówiąc o samej 
“pacyfce”, która sama w sobie ma podejrzaną historię). Znana jest bowiem ilustracja z V wieku przedstawiająca 
św. Piotra ukrzyżowanego głową w dół. Święty Piotr został ukrzyżowany w rzymskim ogrodzie cesarza Nerona 
w 67 roku po narodzeniu Chrystusa. Odwrócony krzyż, zwany krzyżem Nerona, został zaadaptowany w 
wiekach średnich przez satanistów jako jeden z ich symboli, a dopiero później także przez “bojowników o 
pokój”, związanych zresztą początkowo głównie z komunizmem, który używał tego hasła najczęściej. 

Istnieje znany szesnastowieczny wizerunek szatana, posiadający na nakryciu głowy pięcioramienną gwiazdę 
(pentagram), a w oczach – krzyże Nerona, który bywa używany przez satanistów. Nie to jest jednak 
najważniejsze i nie na tym polega głównie prezentowanie treści satanistycznych na Woodstock. Wróćmy więc 
do ideologii czy treści symbolicznych rozpowszechnianych przez niemiecki zespół Kreator (którego tytuł w 
kontekście całości owych treści również pobrzmiewa bluźnierczo). 

 

background image

Z całą pewnością zespół Kreator promuje nie tylko kult śmierci, ale też kult ekstremalnej agresji i 
perwersyjnego zabijania (w tym samobójstwa), co samo w sobie jest satanistyczne, jak sądzi teolog niemiecki 
K. Becker (dz. cyt., s. 238). Świadczą o tym już (liczne!) tytuły albumów poszczególnych piosenek oraz ich 
wewnętrzna treść (Extreme Aggression, Bringer of Torture, Violent Revolution, Flag of Hate, Scenarios of 
Violence, Voices of Transgression, Pleasure to Kill). Statystyka językowa ukazuje, że nie ma mowy o żadnym 
przypadku, ale o stałej i wręcz obsesyjnej, “nekrofilnej” – i ostatecznie satanistycznej – tendencji. Koszulki 
sprzedawane na stronie internetowej zespołu używają takich nazw jak wspomniane tytuły. Sprzedaje się też 
koszulki imitujące rozbryzganą krew, symbol przemocy, śmierci, zbrodni czy zagłady. 

Kreator propaguje też treści bluźniercze skierowane przeciwko Bogu, o czym świadczy tytuł ostatniego albumu 
“Enemy of God” (Wróg Boga!), który był także utrzymany w klasycznym, thrashowym stylu (2005). Zespół 
ruszył w trasę po Ameryce Północnej razem z Napalm Death, A Perfect Murder i The Undying (perwersyjne 
tytuły mówią same za siebie). Są to więc fałszywi prorocy, którzy aktywnie i publicznie głoszą bunt przeciwko 
Bogu, antyteizm. Jedną z definicji antyteizmu podał francuski katolicki filozof Jacques Maritain (1950), który 
określał tym mianem “aktywną walkę z wszystkim, co przypomina nam o Bogu”. 

Jedna z koszulek sprzedawanych na stronach internetowych zespołu Kreator zawiera rycinę upadłego Anioła, 
podpisaną “Son of Evil” (Syn Zła lub raczej Syn Diabła), co wskazuje na bezpośrednie konotacje z satanizmem, 
pojętym jako kult Zła. 

Do bluźnierczej krucjaty z “Enemy of God” przyłączył się kolejny satanistyczny zespół zaproszony na 
Woodstock. Chodzi o prawdziwą “gwiazdę” w tym środowisku, jakim jest polski zespół Vader, który 
satanistyczne szaleństwo prezentuje w swoich tekstach i symbolach jeszcze bardziej ewidentnie. W czasie 
jednego z sezonów koncertowych Vader dołącza do trasy Kreatora po USA pod szyldem “Enemy Of God Tour 
2005″ (w trasie brały udział – również nawiązujące do satanizmu – zespoły Death Angel, If Hope Dies). W jego 
symbolice (na stronie głównej internetowego portalu) występują klasyczne satanistyczne rytualne pentagramy 
– noszone nawet na koszulkach – razem z kultyczną głową kozła (bafometa) oraz odwrócone krzyże, zawsze 
spotykane w kulcie satanistycznym. Na okładkach licznych albumów grupy Vader widzimy bluźniercze znaki 
satanistyczne, obrzydliwe perwersje, kult śmierci, okrutnego zabijania i nihilistycznego samobójstwa. 

Widziałem wywiad z Vaderem zorganizowany przez “Onet Muzyka”. Mówiono tylko o muzyce, a nie o 
bluźnierczych tekstach czy niebezpiecznych symbolach. To jest wszystko ukrywane. Twierdzi się jednak, że ich 
kult brutalności i szybkości, oryginalność i walka o sukces znane są dzisiaj niemal we wszystkich zakątkach 
świata. Vader był pierwszym zespołem metalowym z tzw. Wschodniego Bloku, który podpisał kontrakt 
płytowy, a ich demo “Morbid Reich” zostało uznane w 1990 roku za najlepiej sprzedające się demo w historii 
death metalu. 

Vader inspirował się też okultystyczną prozą H.P. Lovecrafta i mroczną magią sumeryjską. Niedawno zespół był 
świadkiem premiery swego nowego videoklipu do specjalnego utworu “Sword of the Witcher”, który promuje 
grę “The Witcher” (“Wiedźmin”) wydaną przez CD-Projekt RED/Atari. Wersja gry komputerowej “Wiedźmina” 
ma estetykę wybitnie satanistyczną, co zauważyli chrześcijańscy eksperci z Zachodu (konsultanci Episkopatu 
francuskiego), którzy nie wiedzieli, że chodzi o grę utworzoną na podstawie polskiego autora (prezentowali to 
na zjeździe egzorcystów). Jest to tym bardziej ważne, że moja krytyka “Wiedźmina” A. Sapkowskiego przed laty 
wywołała prawdziwą histerię, także w tzw. kręgach “naukowych”, ale ślepych na zagrożenia duchowe. 
Ciekawostką jest także to, że gościnnie występował w Vader Roman Kostrzewski (lider satanistycznego zespołu 
Kat, który kiedyś w Jarocinie celebrował czarną mszę i profanował Biblię), oficjalnie przyznający się do 
satanizmu – realizując wokale w “Wyroczni”. Ręka rękę myje. 

Podobne kontrowersje dotyczą innych zaproszonych na Woodstock 2008 zespołów. Szwedzi z zespołu 
Clawfinger promują obecnie swój najnowszy album, zatytułowany “Life Will Kill You”, który ukazał się w 
ubiegłym roku. Ich najlepsze wspomnienie to trasa Monsters of Rock w południowej Ameryce. Grali wtedy na 
stadionach razem z bardzo znanymi, “inicjowanymi” satanistami: Faith No More, Alice’em Cooperem, Ozzym 
Osbournem, Megadeth i Paradise Lost. 

background image

 

Na stronie innej zaproszonej na Woodstock 2008 grupy, czyli meksykańskiego zespołu Panteon Rococo, 
wyświetla się pentagram z trupią czaszką w kapeluszu, która również ma na czole pentagram. Podobnie 
godłem innego zaproszonego zespołu Thee Flanders jest czaszka z rogami i z pentagramem (pośród 
rozbryzganej krwi), co wyświetla ich strona internetowa. Pentagramy – nieco stylizowane – pojawiają się na 
koszulkach liderów promowanego zespołu Acid Drinkers (wydał znany krążek pod znamiennym tytułem 
Infernal Connection), którego takie właśnie zdjęcia możemy znaleźć w internecie. Zostawmy jednak te 
bulwersujące szczegóły oraz inne kontrowersyjne zespoły, jak Closterkeller (prezentujący tzw. rock gotycki), 
obecne tego roku w Kostrzynie – przechodząc do syntezy. 

 

Zło i szatan mają charakter obiektywny, poważny i niebezpieczny 

Objaśnijmy więc na początku, co oznacza pentagram, najczęściej stosowany przez satanistów i używany przez 
nich (nie zawsze w pełnej świadomości) jako “symbol realistyczny” do rytualnego przywoływania złych 
duchów. Pentagram, pentagrammon (gr. penta – pięć, gramma – litera, znak, pięciokąt foremny gwiaździsty lub 
gwiazda pięcioramienna) jest ważnym symbolem magiczno-okultystycznym, a także satanistycznym. W XIX 
wieku znany okultysta i kabalista Eliphas Levi (eksksiądz Ludwik Constant) wprowadził podział pentagramów 
na “dobre” i “złe”. Pierwszy z nich posiada jeden wierzchołek skierowany ku górze i jest często przedstawiany z 
wpisanym w siebie wizerunkiem człowieka. Pentagram ten jest jednym z ważniejszych symboli masonerii i 
bywa interpretowany jako symbol człowieka (z napisami ADAM-EVE), będącego w drodze do “odrodzenia” i 
“ubóstwienia” – jest to więc symbol pogańskiego humanizmu inicjatycznego. W niektórych przypadkach znak 
ten jest także uznawany jako symbol “dobrego” Lucyfera. Z kolei odwrócony pentagram z dwoma 
wierzchołkami skierowanymi ku górze jest uważany za realistyczny symbol “złego” Szatana (z napisami 
SAMAEL-LILITH), przedstawionego w postaci tzw. kozła z Mendes (baphometa). 

Przejście z jednej formy pentagramu w drugą można uzyskać poprzez jego obrót o 33 stopnie, zaś liczba 33 ma 
podstawowe znaczenie w symbolice masońskiej, m.in. wiąże się ona z ilością stopni wtajemniczenia w 
niektórych obrządkach masońskich. Pentagram wykorzystywany był i jest w symbolice masonerii 
okultystycznej, magii ceremonialnej i kabalistyce oraz jako symbol komunizmu – znak gwiazdy pięcioramiennej 
został przedłożony bolszewikom przez Leivę Trockiego-Bronsteina, członka loży masońskiej Wielki Wschód, 
który zdawał sobie sprawę z jej ezoterycznego sensu. 

 

Jakie są obiektywne zagrożenia ze strony subkultury rockowej? 

Nie można w tym przypadku mówić tylko o muzyce – to jest kłamstwo i eufemizm, które trzeba koniecznie 
zdemaskować! 

Klimat śmierci, gloryfikacja zbrodni, afirmacja potępionych, doświadczenie infernalne (świadczą o tym same 
niezliczone tytuły utworów oraz same teksty – zakrawające na obsesje i wewnętrzny przymus). Wszystkie te 
nastroje i treści z trudem ukrywają powiązania genetyczne (duchowe, inicjacyjne, intelektualne, personalne – 
wymiana muzyków – jak w okultyzmie) różnych rodzajów rocka. Kumulowane są w sposób horrendalnie 
przewrotny lub beznadziejnie głupi wszystkie możliwe symbole czy obrazy ZŁA (na jednej z okładek widziałem 
nawet fotografię Rasputina). To nie może nie być niebezpieczne. Kto temu zaprzecza, kłamie w żywe oczy albo 
jest kompletnym ignorantem, przyjmując z góry “naturalność” zła, czyli inaczej nieobecność “powagi zła” lub 
banalizację zła. Słowo jest związane z duchem, nie można rzucać go na wiatr. Z każdego (zwłaszcza “takiego”) 
słowa zdamy rachunek w dzień Sądu. Przy czym nie chodzi tylko o kult śmierci, ale perwersyjnego zabijania i 
brutalnej agresji i przemocy (według Bergera już to jest satanizmem) i nie ma nic wspólnego z orędziem pokoju 
i braterstwa głoszonym oficjalnie przez Owsiaka. Jest to także kult samobójstwa (wielu muzyków rocka kończy 
w ten sposób, nie mówiąc o alkoholizmie i narkomanii). Jak zauważa bowiem K. Berger, “pod względem treści 

background image

teksty te nie są nieszkodliwe, ponieważ co najmniej werbalnie gloryfikują nienawiść, rozlew krwi i gwałt. 
Właśnie te elementy trafnie opisują tradycyjnego diabła” (dz. cyt., s. 238). Można więc już i na tym poziomie – 
choćby czysto semantycznym – mówić o satanizmie. 

Bluźnierstwo jest obiektywnie złym i realnie niebezpiecznym aktem profanacji. Bluźnierstwo to coś więcej niż 
obraza “uczuć religijnych” (ta prymitywna subiektywizacja duchowych zbrodni jest owocem tendencyjnej 
ideologii oświecenia). Bluźnierstwa słowne [1], dotyczące Boga i Pana Naszego Jezusa Chrystusa (tak między 
nami – fanatycy Ciemności zostawcie Chrystusa Pana w spokoju i nie wciągajcie innych ludzi w to infernalne 
bagno – sami pijcie swoją truciznę) plus profaniczne ewokacje szatana [2] (na jego obecność otwiera już sam 
kult szatana jako grzech idolatrii czy demonolatrii – KKK 2115) mogą otwierać na opętanie diabelskie, czego 
świadkami są egzorcyści z całego świata. “Kto nazywa diabła po imieniu, kto używa jego znaków, a zwłaszcza 
przeklina Jezusa lub Boga Ojca, kto uprawia magiczne praktyki (szczególnie z zastosowaniem krwi), ten w 
fatalny sposób zadaje się z szatanem, “wywołuje” go z wszystkimi towarzyszącymi temu konsekwencjami” (K. 
Berger, dz. cyt., s. 238-239). To prowadzi często do opętania lub innych zniewoleń demonicznych, czego sam 
byłem naocznym świadkiem. 

Znaki okultystyczno-satanistyczne mające charakter perwersyjnej inwersji, ale też kontrinicjacji (obecne na 
okładkach i koszulkach, amuletach i talizmanach noszonych na ciele, czasem jako tatuaże). Również 
“backwards masking”, rytualne czytanie tekstów od tyłu – praktykowane od pradawnych czasów, stanowi 
element składowy satanizmu (K. Berger, dz. cyt., s. 237). W czasie koncertów pokazywane są palcami 
satanistyczne rogi (są to też mudry, czyli rytualne postawy dłoni bożków hinduskich, a także jeden z tajnych 
znaków wolnomularstwa). Są to gesty rytualne, oznaczające otwarcie (przyzwolenie) na świat duchowy. Mają 
one charakter symbolu realistycznego (wbrew redukcjonistycznym ocenom empirycznej i powierzchownej 
psychologii). Pieczętują one wybór Zła, trwanie w grzechu, niewolę szatańską ze wszystkimi tego tragicznymi, 
duchowymi i psychofizycznymi następstwami. 

Dysonanse i hałas, co jest “herezją” w sferze samej muzyki (brak harmonii i ciszy musi niszczyć życie duchowe), 
oraz efekty świetlne rozprzęgające świadomość i osłabiające rozum i wolę, anihilujące osobowość (podobnie 
jest z muzyką techno, też posiadającą elementy neopogaństwa i satanizmu) ułatwiają mediumiczny typ 
otwarcia przygotowany przez osłabioną lub źle ukierunkowaną moralnie wolę, czyli sferę duchowo-moralną. 

Narkotyki, alkohol, nikotyna, wolny seks ułatwiają otwarcie na inicjację i zdemonizowanie także dlatego, że 
same w sobie są często poważnym grzechem. Tym bardziej że – jak mówią bezpośredni świadkowie – alkohol 
na ostatnim Woodstock lał się strumieniami. 

Zbiorowe szaleństwo zabijające indywidualne sumienie (“wszyscy tak robią”, zbiorowy rytuał, psychologia 
tłumu, socjologia masy), gdzie “niewiniątka” czują się ponadto rozgrzeszone, ale jednocześnie łatwo oskarżają 
cały świat, nie wykluczając Pana Boga – dopełnia reszty… 

 

Zamiast zakończenia 

Wszystkie te elementy razem wzięte muszą niepokoić. Problem satanizmu jest wtedy ważny, gdy uznaje się 
realne i osobowe istnienie szatana oraz obiektywne istnienie “powagi zła” (grzechu). Szatan jest kłamcą i 
zabójcą od początku (por. J 8, 44). Tę ważną informację – którą arogancko ignorują propagatorzy satanizmu w 
muzyce oraz ci, co ich publicznie i instytucjonalnie popierają także na Woodstock, ale i w wielu innych 
miejscach – otrzymaliśmy od samego Jezusa Chrystusa (bluźnierczo i bezwstydnie poniewieranego w tekstach 
wielu zespołów rockowych). Drogi nam Jan Paweł II komentuje to w ten sposób: “Odrzucając znaną prawdę o 
Bogu, aktem swojej wolnej woli, szatan staje się “kłamcą” kosmicznym i “ojcem kłamstwa”. Dlatego żyje w 
radykalnej i nieodwracalnej negacji Boga i stara się narzucić stworzeniu, innym istotom stworzonym na obraz 
Boży, a w szczególności ludziom, swoje tragiczne “kłamstwo o Dobru”, którym jest Bóg” (Jan Paweł II, 
Katecheza, 13 sierpnia 1986 r.). Dalej Papież wyjaśnia problem bycia przez szatana “zabójcą” – temat tak 
bardzo gloryfikowany w treściach omawianej muzyki rocka – demaskując prawdziwe korzenie tej fałszywej i 

background image

niebezpiecznej fascynacji. “W tej sytuacji kłamstwa egzystencjalnego – kontynuuje Jan Paweł II – szatan staje 
się – według św. Jana – także ‘zabójcą’, to znaczy niszczycielem życia nadprzyrodzonego (podkr. AP), jakie Bóg 
od początku wszczepił w niego i w stworzenia stworzone na ‘obraz Boży’: inne duchy czyste i ludzi. Szatan chce 
zniszczyć życie według prawdy, życie w pełni dobra, nadprzyrodzone życie łaski i miłości” (tamże). 

Już św. Ambroży twierdził, że demon jest prawdziwym nieprzyjacielem rodzaju ludzkiego, ponieważ nie znosi, 
aby człowiek był napełniony dobrami, które utracił. W przestrzeni wolności, jaka istnieje między Bogiem i 
człowiekiem, sytuuje się zatem działanie demona, upadłego anioła, stworzenia, które chciało adorować siebie, 
zamiast swego Stwórcy. Stwierdzenie obecności trzech podmiotów: Boga, człowieka i szatana w ich 
wzajemnych relacjach pozwala nam wykluczyć zarówno “boski” początek zła (co spotyka się także w 
radykalnie propagowanym na Woodstocku hinduizmie, o czym jeszcze napiszę), jak również uznać pełną 
wolność człowieka, który może zgodzić się na propozycję diabelską lub ją odrzucić (G. Biffi). 

Taki egzystencjalny wybór decyduje o zbawieniu wiecznym. Należy więc pomóc młodzieży we właściwej 
decyzji, tej młodzieży, która jest zasadniczo dobra i szlachetna, ale bardzo zagubiona. Nie możemy więc milczeć 
i ignorować wpływu tego, który z definicji ewangelicznej jest “kusicielem” (1 Tes 3, 5). Niemówienie gorzkiej i 
trudnej czasem prawdy nie jest dowodem miłości i poszukiwania dobra człowieka, o których mówi się tak 
wiele na Woodstocku. Przyjaciele ranią się prawdą, aby nie zabijać się kłamstwami. Zwłaszcza że chodzi o to, by 
uniknąć silnie zniewalających wpływów i pokus tego, którego sam Jezus Chrystus nazwał “kłamcą i ojcem 
kłamstwa” (J, 8, 44).