background image

  

Pino Pellegrino

  

Gdy mówimy Jezus

  Spis treści

  

Nie był zjawą

  

JEGO WYGLĄD

  

Jego oczy

 

  

Oczy życzliwe

  

Oczy zachwycone

  

Oczy inteligentne

  

Oczy nienasycone

  

Oczy bystre

  

Oczy czyste

  

Oczy współczujące

  

Oczy drogocenne

 

  

Jego serce

  

Istota życia

  

Jego specjalność

  

Rewolucja

  

Jezus tworzy nową mentalność

 

  

Jego ręce

  

Ręce otwarte

  

Ręce wywołujące zgorszenie

  

Ręce spracowane

  

Ręce szczodre

  

Ręce przebite

  

Jego usta

  

Usta do jedzenia

  

Usta do mówienia

 

  

Mówił otwarcie

 

  

Mówił wiarygodnie

 

  

Mówił konkretnie

  

Mówił żarliwie

 

  

Mówił z hojnością

  

Usta modlące się

 

  

Jego umysł

  

Nie tykać człowieka!

  

Dawaj siebie

  

Żyć tak jak Bóg

  

Wszyscy są braćmi

  

Jezus pracował głową

 

  

Jego nogi

  

Wielki wędrowiec

background image

  

Styl wędrowania

  

Trzeba nauczyć się chodzić

 

  

Jezus... Jego dane osobowe

  

JEGO CHARAKTER

  

Wrażliwy

    

Pogodny

  

Przeciwny wszelkim dąsom

  

Wolny

 

  

Jego dwanaście wspaniałych wolności

  

Jezus wolny w myśleniu

 

  

Stanowczy

  

Charakter zdecydowany

  

Ogień

 

  

Jednolity

  

Prostolinijny

  

Niemożliwe?

  

Optymista

  

Najważniejszy aspekt jego charakteru

 

  

Niezłomny

  

Ani mało, ani dużo: wszystko!

 

  

Skupiony

  

Najpierw „serce", potem to, co zewnętrzne

  

Kochany

  

Uosobienie harmonii

  

Jezus... Jego dane osobowe

  

JEGO TAJEMNICA

  

Wyzwanie

  

Pięć poszlak wyjaśniających Jego Tajemnicę

 

  

Słowa szaleńca czy słowa Boga?

 

  

Ryzyko jest piękne

 

  

Druga poszlaka. Niezwykłe czyny

 

  

Trzecia poszlaka. Życie doskonałe

 

  

Czwarta poszlaka. Ekspert w dziedzinie znajomości     Boga   

 

  

• Bóg Jezusa

 

  

Piąta poszlaka. „Powstał martwych!" (Mk 16,6)

 

  

Dowód najbardziej przekonujący

 

  

Bóg niesłychany

background image

  

Nadzwyczajny Bóg Jezusa

 

  

Fotografia Boga w sześciu ujęciach

  

• Zobaczył go

  

• Wzruszył się

  

• Wybiegł naprzeciw niego

  

• Rzucił mu się na szyję

  

• Ucałował go

  

• Rzekł do swoich sług

 

  

Proszę...

  

Jezus żyje czy umarł? Wypracowanie Filipa

 

  

Jezus...Jego dane osobowe

  

Silny sercem dobrze ukształtowanym

  

Altruista

  

Charakter słoneczny: słońce obdarza, księżyc zabiera

Nie był zjawą

Jezus nie był zjawą czy meteorytem, to jest fragmentem jakiejś gwiazdy, który spadł z nieba. 
Nie wyglądał jak człowiek, ale był nim - z krwi i kości. Mieszkał w domu z cegieł wytwo-
rzonych z  błota wymieszanego   ze  słomą.   Spał na  ziemi  albo  na  macie,   którą  wieczorem 
rozkładało się na podłodze, a rano zwijało.
Jezus jadł potrawy, którymi wówczas odżywiali się biedacy: jajka, mleko, masło, twaróg, 
oliwki, cebule, cukinię, bób; zawsze z gorzkimi ziołami. Pił naszą wodę, spoglądał na ten sam 
księżyc, który i my widzimy... Przemierzał nasze drogi, odczuwał głód (Mt 4,2), pragnienie (J 
4,7), zmęczenie (Mk 4,37); wiedział, jak buduje się dom (Mt 7,21-27), jak kobieta robi chleb 
(Mt 13,23), jak dzieci bawią się na placach (Mt 11,16-18). Odczuwał strach (Łk 22,44), płakał 
(Łk 19,41; J 11,35)... 
Oto Jezus - człowiek z krwi i kości. 
I taki Jezus nam się podoba.
Wprawdzie jest to obraz niekompletny (Jezus jest również Bogiem: nie wolno nam o tym 
zapominać), ale w każdym razie jest to Jezus, który ma nam tysiące rzeczy do powiedzenia i 
może nas nauczyć nieskończenie wiele. 
Od Niego bowiem rozpoczął się właściwy sposób bycia człowiekiem. A konkretnie: sposób 
właściwego posługiwania się ustami, oczyma, rozumem, sercem, wszystkimi członkami. On 
jest wzorem, który powinniśmy naśladować! 
Gdyby Jezus się nie narodził, brakowałoby nam odpowiedniego wzoru, byśmy mogli żyć 
naprawdę jak ludzie. Twierdził tak również wielki pisarz rosyjski, Fiodor Dostojewski: „Na 
ziemi   błąkamy   się   trochę   po   omacku   i   gdybyśmy   nie   mieli   przed   oczyma   drogocennego 
wizerunku Chrystusa, pobłądzilibyśmy i zagubili się całkowicie". 
To w stu procentach prawda! 
Oto przyczyna powstania tej książki. 
Czytaj ją spokojnie, czytaj ją z miłością, czytaj z radością. Jezus nie jest bajeczką dla dzieci. 
On   kształtuje   mocarzy.   Jezus   nie   jest   bibelotem:   jest   przyjacielem   nieporównywalnym   z 
nikim, nadzwyczajnym, który wprowadza ci do płuc tchnienie nieba.
Nie! Nie przesadzamy ani trochę.
Chcesz   dowodu   na   to,   że   to,   co   powiedzieliśmy,   jest   najprawdziwszą   prawdą?   Przewróć 
kartkę i zacznij czytać. Życzę ci niezapomnianych przeżyć.
                                                                                                                                          Ksiądz  

background image

Pino

JEGO WYGLĄD

Jego oczy 

Oczy życzliwe

Opowiada   się,   że   pewnego   dnia   Jezus   napotkał   grupę   mężczyzn,   którzy   przyglądali   się 
zdechłemu  psu.  „Co za  ohyda!"  - powiedział  jeden. „Obrzydliwość!" - dodał inny. „Ale 
smród!" - dorzucił trzeci.
Jezus posłuchał tych wypowiedzi i powiedział: „Spójrzcie, jakie piękne zęby!" Wszyscy w 
biednym psie widzieli jedynie odrażające rzeczy. Życzliwe oczy Jezusa dostrzegły przynaj-
mniej jedną zaletę.
Odwrotnie do tego, co prawie zawsze robimy my. Posłuchajcie o takim zdarzeniu.
Pewnego razu profesor wchodzi do klasy, wyciąga z teczki ładny, biały arkusz papieru z 
małą, czarną plamką pośrodku. Pyta uczniów: „Co widzicie?" Kilku odpowiada: „Plamę z 
atramentu. 
Wówczas profesor głośno stwierdza: „Tacy są ludzie: dostrzegają małą, czarną plamkę, a nie 
widzą dużej, białej kartki". Wystarczy jakiś mały brak, by stracić z oczu doskonałą całość. 
Odwrotnie   do   stylu   Jezusa   i   Jego   życzliwych   oczu.   Oczy   życzliwe   są   nadzwyczaj 
sympatyczne. Jeszcze jeden przykład.
Pewien   człowiek   zakochał   się   w   słynnej   śpiewaczce   i   tancerce   niemieckiej,   Henrietcie 
Sontag. Wydawała mu 
się przepiękna.
Pewnego dnia jakiś kolega powiedział do niego: „Czy nie zauważyłeś, że ta panienka ma 
jedno oko mniejsze od drugiego?" „Nieprawda!"-odpowiedział zdecydowanie wielbiciel. - 
„Ona ma jedno oko większe od drugiego!" Oczy życzliwe są nadzwyczaj sympatyczne, gdyż 
zawsze coś dodają, a nigdy nie ujmują.
Wielki malarz Pablo Picasso powiedział kiedyś: „Niektórzy ludzie zmieniają żółty punkcik w 
słońce, inni zmieniają słońce w żółty punkcik".
Pierwsi to ci, którzy mają oczy życzliwe; oczy drugich są nieprzyjazne.
Biedacy,   widzą   szklankę   w   połowie   pustą,   a   nie   do   połowy   wypełnioną.   Nieszczęśnicy! 
Zamiast poszukać świecy, narzekają na ciemności.
Oczy życzliwe szukają zawsze jasnego punktu, jaki istnieje we wszystkich bez wyjątku.
Jezus   swym   sposobem   patrzenia   przyznaje   rację   założycielowi   skautów,   Badenowi 
Powellowi, który mawiał: „W każdym człowieku jest przynajmniej 5% dobra. Trzeba tylko je 
dostrzec".

Oczy zachwycone

Oczy Jezusa umiały wyrazić zachwyt: „Och!" 
Były  oczyma   poety, „łagodnego  wędrownego  poety", jak  Go  określiła  reżyserka  filmowa 
Liliana Cavani. Zresztą skąd wzięły się 42 przypowieści zawarte w Ewangeliach, jeśli nie ze 
spoglądania   oczami   zdumionymi,   pełnymi   zachwytu,   podziwu?   Przypowieści   są   małymi, 
poetycznymi obrazkami.
Zachwycone oczy Jezusa! 
Oto, dlaczego Jezus był zawsze młody. 
Utalentowany pisarz z ubiegłego wieku, Vittorio Rossi mawiał: „Chyba teraz ludzie rodzą się 
starzy". Dlaczego starzy?
„ Dlatego - odpowiada pisarz - że już w dzieciństwie tracą zdolność do mówienia «och!» 
ustami oraz sercem, które pragnie wyskoczyć z piersi niczym wróbelek z klatki". 

background image

Tracimy zdolność do zachwytu. 
Ogromna strata!
Wszyscy   znamy,   przynajmniej   z   nazwiska,   Alberta   Einsteina,   jednego   z   największych 
uczonych   w  historii   ludzkiej.  Otóż   Einstein   był  przekonany,   że   „człowiek,   który   nie  jest 
zdolny do odczuwania zachwytu i zdumienia, jest jakby martwy". Jezus był martwy jedynie w 
chwili śmierci! 
Przedtem   był   zawsze   najbardziej   żywy   ze   wszystkich;   zachwycone   oczy   dostarczały   Mu 
ciągle nowych przeżyć wewnętrznych, rozszerzały krainę duszy, wywoływały poruszenie... 
Rozumiemy   już,   że   pozbawieni   umiejętności   zdumiewania   się,   żyjemy   połowicznie. 
Zrozumieliśmy, że oczy niezdolne do zdumiewania się są niczym perfumy bez zapachu; są jak 
transparent w porównaniu z tęczą.
Szczęśliwy chłopak, któremu nie wystarcza być ekspertem komputerowym, ale jest również 
zakochany w poezji. 
Błogosławiony   chłopak,   który   za   swoje   uznaje   motto   wielkiego   pisarza   niemieckiego, 
Johanna W. Goethego: „Istnieję, aby się zdumiewać!"

Oczy inteligentne

Jezus przenikał wzrokiem zewnętrzną powłokę ciała i docierał do głębi (Mk 10,21): miał oczy 
inteligentne.   Słowo   „inteligencja"   oznacza   bowiem   „czytanie   wewnątrz"   (z   łaciny:   intus 
legere).
Ten, kto ma oczy inteligentne, nie dzieli ludzi na ładnych i brzydkich, na sympatycznych i 
antypatycznych,  na  bogatych i  biednych; kto  ma  oczy  inteligentne,  widzi, że  wszyscy  są 
równi, że wszyscy są „ludźmi". Koniec, kropka!
Jezus jest wielki również dlatego. Dla Niego nie liczy się wygląd, ale jakim się jest; nie to, co 
zewnętrzne, ale to, co znajduje się wewnątrz. Gdyby wystarczył wygląd, zupa z pięknej róży 
powinna być lepsza od zupy z brzydkiej kapusty! Występowanie przed publicznością to nie 
wszystko: osioł może tysiąc razy pojawić się w telewizji, ale nie stanie się przez to koniem.
Wspaniałe lekcje patrzenia oczami Jezusa! 
Cóż to odkrył Jezus swymi  inteligentnymi  oczyma?  Odkrył nadzwyczajną prawdę: to, że 
wszyscy jesteśmy  braćmi! (Mt 23,8). Jesteśmy „braćmi": swym sposobem widzenia Jezus 
zmienił świat. Powrócimy jeszcze do tego podstawowego zagadnienia

Oczy nienasycone

Miał oczy dziecka, zawsze uważne. 
Oczy otwarte na cały świat.
Rozkoszował się wszystkim. Patrzył tak, jakby jutro miał utracić wzrok.
Obserwował   drzewa,   kwiaty,   chleb,   chmury,   winnice,   połatane   ubrania,   bukłak   na   wino, 
miski,   talerze,   drożdże,   ryby,   dzieci   bawiące   się   na   placach,   kury   z   kurczętami   pod 
skrzydłami... Patrzył, gdyż wiedział, że wszystko istnieje po to, by zostało zauważone.
„Patrzcie na nas, mówią gwiazdy, pomyślcie o nas, jesteśmy tu, byście nas oglądali".
Obserwował, gdyż wiedział, że patrzenie jest subtelnym sposobem miłowania. Przypomina 
nam o tym z wielką delikatnością Primo Mazzolari: „Drzewka, krzaki, kwiaty muszą cierpieć, 
gdy   widzą,   jak   przechodzę   obok   nich   pospiesznie,   nie   zauważając   święta,   jakie   mi 
przygotowują, radości, jaką mi ofiarowują. Odradzają się dla mnie, dla mnie ubierają się w 
liście i kwiaty, rankiem rozsiewają dla mnie swe zapachy pomiędzy pocałunkiem rosy i słońca 
- a ja przechodzę roztargniony i nie pozdrawiam ich nawet: bez ukłonu, bez uśmiechu... jakby 
kwiaty z mojego ogrodu nie były książkami piękniejszymi od tych, które mam na stole".

Oczy bystre

background image

Pewnego razu, gdy znajdował się w świątyni jerozolimskiej, podniósł oczy i „zobaczył, jak 
bogaci wrzucali swe ofiary do skarbony. Zobaczył też, jak uboga jakaś wdowa wrzuciła tam 
dwa pieniążki" (Łk 21,1-3).
Jezus miał oczy przenikliwe: dostrzegał szczegóły i jednostki. Pośród całego rozgardiaszu, 
jaki powodowali odwiedzający świątynię, zauważył tę biedną, niepozorną kobietę. Są osoby, 
które   wydają   ogromne   sumy,   by   przemierzyć   wiele   krajów,   aby   ujrzeć   oceany,   a   nie 
zauważają kropli wody deszczowej na parapecie okna swego domu!
Dla Jezusa tymczasem nie istnieją oceany; istnieją krople. Wprawdzie przemawiał do tłumów, 
ale spotykał się z poszczególnymi ludźmi, patrzył na każdego oddzielnie, kochał pojedyncze 
osoby. Mądry sposób postępowania, doskonale zrozumiany np. przez Matkę Teresę z Kalkuty, 
która   pisała:   „Jezus   nie   powiedział   «kochajcie   cały   świat»;   powiedział   «ko-chajcie   jeden 
drugiego». Można kochać tylko konkretnych ludzi. I nie pokocha się obcych, jeśli nie zacznie 
się od kochania własnej rodziny".

Oczy czyste

Totó, genialny komik, kazał powiedzieć jednemu ze swych bohaterów: „Proszę nie patrzeć na 
mnie tymi ślepiami... Pan tymi oczyma mnie rozbiera... Rozbieralnia!" Jezus wiedział, że są 
oczy bardziej niegodziwe od tych, o których mówił Totó. Powiedział: „Każdy, kto pożądliwie 
patrzy  na kobietę, już się w swoim sercu dopuścił z nią cudzołóstwa" (Mt 5,28). A także: 
„Światłem ciała jest oko. Jeśli więc twoje oko jest zdrowe, całe twoje ciało będzie w świetle" 
(Mt 6,22). To tak, jakby chciał powiedzieć: jakie piękne jest oko czyste, które patrząc na 
ciebie nie rozbiera cię, wprost przeciwnie, obdarza ciebie czymś, pozwala ci coś zobaczyć. 
Ma   rację   filozof   Louis   Lavelle   mówiąc:   „Największym   dobrem,   jakie   możemy   uczynić 
innym, nie jest przekazanie im naszego bogactwa, ale ujawnienie ich bogactwa".

Oczy współczujące

Nauczyciel   medytacji   chińskiej   Du   Ti   zwierzał   się:   „Budzę   się   rano   z   uśmiechem. 
Postanawiam   żyć   w   pełni   każdym   momentem   i   patrzeć   na   wszystkich   współczującymi 
oczyma". 
Tak jak czynił Jezus.
Jego oczy nie oskarżały nigdy nikogo, nigdy nie upokarzały, raczej wyrażały ukrytą czułość, 
która sprawiała, że osoby rozczarowane zaczynały marzyć (Łk 7,36-50; Łk 23,43); spojrzały 
na kobietę pochwyconą na cudzołóstwie i odzyskały ją, oddając ją dobru i życiu.
W oczach Jezusa było jakby zapisane Jego piękne imię, które oznacza Zbawiciela. Spojrzenie 
Jezusa było pełne miłosierdzia i współczucia.
Jego oczy wyrażały nie co innego, jak tylko przebaczenie. 
Oto dlaczego Franciszek z Asyżu, święty, który realizował dosłownie Ewangelię, pozostawił 
nam takie przesłanie: „Oby nie zdarzyło się, aby jakiś brat, spojrzawszy ci w oczy, odszedł 
bez przebaczenia".

Oczy drogocenne

Oczy Jezusa umiały też płakać (Łk 19,41 -42; J 11,35). 
Dlatego, a także po tym wszystkim, co już powiedzieliśmy, są tym bardziej cenne.
Opowiada   się,   że   syn   cesarza   Marka   Aureliusza,   Commodo,   gdy   był   jeszcze   chłopcem, 
opłakiwał śmierć jednego ze swych niewolników, którego szczególnie lubił. Dworzanie starali 
się   go   pocieszyć.   Marek   Aureliusz   powiedział   wówczas:   „Pozwólcie,   by   mój   syn,   zanim 
zostanie cesarzem, był człowiekiem". Jezus był kimś więcej niż cesarzem. Był Bogiem. Ale 
był również w pełni człowiekiem, umiał więc płakać. Poeta francuski Alphonse de Lamartine 
mawiał: „To, co człowiek może dać najcenniejszego po własnej krwi, to - łza". Giovanni 

background image

Raboni, również poeta, kazał powiedzieć grzesznicy Marii Magdalenie: „W płaczu znalazłam 
moją chwałę". Ten, kto płacze - pokazuje, że umie zejść z piedestału, być łagodny, bezbronny, 
bliski   wszystkim.   Nie   bez   powodu   poeta   libański   Kahlil   Gibran   zauważa,   że:   „Możesz 
zapomnieć osobę, z którą się śmiałeś, ale nigdy tej, z którą płakałeś". Łzy pozwalają poznać 
słabość człowieka, ale i dobroć jego serca.
Ma   rację   Ernest   Hello,   który   mówi:   „Na   ziemi   są   ludzie,   którzy   uważają   łzy   za   coś 
niegodnego siebie. Nie wiedzą, że to oni są niegodni łez!" Oczy Jezusa były w pełni godne 
łez: te łzy wypływały z serca!

Modlitwa oczu
Panie, nie chcę żyć jak kury,
które dziobią pokarm
na powierzchni jednego metra kwadratowego kurnika,
nie podnosząc nigdy głowy, aby popatrzeć
na bezkresne niebo, na orły, które mogłyby
podpowiedzieć im nieskończoną ilość myśli.
Nie odpowiada mi spoglądanie na świat
przez mały otwór w czaszce.
Panie, oczyść moje oczy!
Panie rozszerz moje oczy!
Spraw, bym jak dziecko, które wspięło się
na ogromny wiąz, patrzył zachłannymi oczami,
oczami rozszerzonymi ze zdumienia,
na to, co stworzyłeś!
Spraw, bym nauczył się zbierać miód
nawet z najbardziej dziwacznych kwiatów.
Daj mi oczy głębokie,
które potrafią dostrzec wszystkich braci.
Naucz mnie patrzeć i nie tylko widzieć.
Aby widzieć, wystarcza mieć oczy otwarte;
aby patrzeć, trzeba mieć płonące serce.
Pozwól mi zrozumieć, że mam prawo
patrzeć na kogoś z góry jedynie wówczas,
gdy pomagam mu podnieść się. Amen.

Jak patrzą chrześcijanie
Pewien misjonarz opowiada: „Niekończącymi się drogami leśnymi udawałem się do Tora, wsi 
oddalonej o 100 km od misji w Ndeda, w Kongu.
W pobliżu mostu nad rzeką Yebu, w połowie drogi, jakiś mężczyzna woła do mnie: „Telema, 
mope!", to jest: „Zatrzymaj się, ojcze!" Prowadzi mnie do chaty. Pod dachem leży jakaś stara 
kobieta. Widzę, że jest trędowata. „Ojcze, znalazłem ją na ścieżce, wycieńczoną. Chciała 
dotrzeć do ciebie. Ma ręce i kolana pościerane drogą, jaką przeszła". Siadam przy niej. Mówi 
mi: „Mope, chcę znaleźć się w misji. We wsi patrzą na mnie jak na starą trędowatą i mówią, 
że jestem czarownicą. Ja chcę być tam, gdzie są chrześcijanie: oni patrzą na człowieka tak, jak 
patrzy na niego Bóg".

Zobaczyłem człowieka
Przypowieść syryjska opowiada:
„Narzekałem,   że   nie   mam   butów.   Przed   meczetem   w   Damaszku   zobaczyłem   człowieka 
pozbawionego nóg. Przestałem się skarżyć".

background image

Czy wiedziałeś, że...
Gołym okiem możemy zobaczyć sześć tysięcy gwiazd. We Włoszech istnieje nadzwyczajny 
teleskop: znajduje się w obserwatorium w Arcetri (Florencja). Jego zbudowanie pochłonęło 
40.660 godzin pracy. Ale było warto: nasz teleskop ma „wzrok" tak ostry, że mógłby dostrzec 
światła samochodowe na Księżycu!

W nazistowskich obozach koncentracyjnych obowiązywało surowe zarządzenie, zabraniające 
więźniom   patrzeć   w   oczy   strażnikom.   Kto   przekroczył   to   zarządzenie,   natychmiast   był 
skazywany na śmierć. Skąd taki straszny zakaz?
Ponieważ  patrzeć  jakiejś osobie  w  oczy  oznacza  mówić   do niej,  przekazywać  jej tysiące 
przesłań:  „Widzisz, jestem tu, jestem podobny do ciebie; dlaczego  traktujesz mnie  w ten 
sposób?   Zlituj   się,   okaż   mi   współczucie,   nie   niszcz   mnie!"   Natomiast   jeśli   strażnicy   nie 
widzieli oczu więźniów, ci jakby dla nich nie istnieli. Byli martwi, zanim zostali zabici.
Powróćmy do Jezusa.
Im bardziej człowiek zbliża się do źródła, tym woda
staje się czystsza.

Wybierz swój SMS 

Niebo jest niebieskie dla tego, kto otwiera oczy; jest czarne dla tego, kto je zamyka.
Popatrz na jakąś gwiazdę i doczep do niej swój pług.
Przysłowie afrykańskie
Patrz   na   przewinienia   innych   przez   odwróconą   lornetkę.   Patrząc   na   swoje   przewinienia  
trzymaj lornetkę normalnie.
Gandhi

Niektórzy ludzie zamieniają żółty punkcik w słońce,-
inni zamieniają słońce w żółty punkcik.
Pablo Picasso

Człowiek   jest   jedynym   stworzeniem   obdarzonym   oczami,   które   może   próbować   policzyć  
gwiazdy.
Luigi Accattoli

Zacznij podziwiać to, co Bóg ci pokazuje,
a nie będziesz miał czasu na wyszukiwanie tego,
co On przed tobą ukrywa.
Aleksander Dumas

Ważne jest nie tyle to, co widzimy, ile sposób, w jaki patrzymy.
Lucjusz Anneaus Seneka

Kto uważnie rozgląda się wokoło, przeżywa w ciągu dnia cały rok.
przysłowie

Bóg dal nam oczy do patrzenia, ale także powieki do zamykania ich.
W dniu Sądu ważone będą jedynie Łzy.
Emile Cioran

Oko miłosierdzia jest jedynym, które widzi właściwie.
Primo Mazzolari

background image

Kto patrzy na drzewo, traci z oczu las.
przysłowie

Prawdziwa podróż odkrywcza
nie polega na szukaniu nowych ziem,
ale na postaraniu się o nowe oczy.
Marcel Proust
 
Jego serce

Jezus nie wynalazł niczego, nie dokonał żadnego odkrycia naukowego... a przecież „Jezus" 
jest imieniem o zasięgu światowym, imieniem, które od 2000 lat jest na ustach wszystkich. 
Dlaczego?
Odpowiedź nie nasuwa  żadnych wątpliwości: gdyż Jezus nauczył kochać. Był geniuszem 
miłości, specjalistą w zakresie miłości.
Dlatego jest większy od Napoleona, od Marksa, od Freuda, od Einsteina: od każdego. Miłość 
przewyższa wszelką wiedzę i potęgę. Słynny kanclerz niemiecki Otto von Bismarck mawiał: 
„Z Kazaniem na Górze nie da się uprawiać żadnej polityki". Bardzo słusznie: wykazała to, 
niestety, wielka polityka dysponująca potęgą i wiedzą, ale pozbawiona miłości!

Istota życia

A więc Jezus od nauki i potęgi wolał miłość.
Wybrał miłość, gdyż jest ona istotą życia! Kochać kogoś oznacza powiedzieć mu: „Jesteś dla 
mnie ważny", „Znaczysz coś dla mnie", „Ty jesteś!"
Tymczasem   nie będąc  kochanym czujesz,   że  wszystko  jest  pozbawione  sensu.   Nie  warto 
spoglądać na drzwi: nikt nie przyjdzie; nie warto wychodzić: nikt nie czeka na ciebie; nie 
warto żyć!
Rene   Spitz,   psycholog   szwajcarski,   przeprowadził   interesujące   badania:   obserwował 
porzucone dzieci w pewnym sierocińcu i dzieci z oddziału położniczego więzienia dla kobiet, 
w którym matki mogły mieć przy sobie dziecko przez pierwszy rok życia. Badacz stwierdził, 
że   podczas   gdy   w   określonym   czasie   żadne   ze   122   dzieci   w   więzieniu   nie   zmarło,   w 
sierocińcu   zmarło   30   dzieci   z   94.   Dzieci   w   więzieniu   z   witaminami   i   różnym   papkami 
otrzymywały   miłość   matczyną;   te   drugie   miały   wszystko   z   wyjątkiem   najpotrzebniejszej 
rzeczy: uczucia! Jest to jeden z wielu dowodów na to, że miłość czyni cuda. Sympatyczny Leo 
Buscaglia, który na uniwersytetach amerykańskich uczy sztuki miłowania, uważa, że: „gdyby 
każdy   miał   choć   jedną   osobę,   która   by   mu   powiedziała:   będę   ciebie   kochać,   nawet   jeśli 
okażesz się niemądry, jeśli zbłądzisz, jeśli popełnisz błędy, jeśli nie zachowasz się jak istota 
ludzka... ja kochać cię będę i tak - wówczas ludzie nie trafialiby do szpitali psychiatrycznych".
Według statystyk we Włoszech co trzy godziny ktoś popełnia samobójstwo. Prawie zawsze 
powodem   są   dwie   przyczyny:   niemożność   kochania   i   to,   że   nie   jest   się   kochanym 
wystarczająco.
Oto, dlaczego Jezus wszystko postawił na miłość. Pragnął być specjalistą w zakresie miłości

Jego specjalność

Jezus kochał delikatnie, w sposób najbardziej naturalny w świecie, nie na pokaz, przebaczając 
bez wahania. Do grzesznicy, która obmyła Mu nogi w domu faryzeusza Szymona, powiedział 
po prostu: „Twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju!" (Łk 7,50).
Do kobiety pochwyconej na cudzołóstwie zwrócił się: „Nikt cię nie potępił?... I Ja ciebie nie 
potępiam. - Idź, a od tej chwili już nie grzesz!" (J 8,10).
Do ukrzyżowanego dobrego łotra powiedział: „Dziś ze Mną będziesz w raju" (Łk 23,43).

background image

Jezus  obdarzał  miłością   hojnie.   Mówił:  „Przyjdźcie  do  Mnie   wszyscy,  którzy   utrudzeni  i 
obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię" (Mt 11,28).
Nie było zła moralnego czy fizycznego, które by Go nie poruszyło: „Wszyscy, którzy mieli 
cierpiących na rozmaite choroby, przynosili ich do Niego. On zaś... uzdrawiał ich" (Łk 4,40). 
Dobroć   Jezusa   obejmowała   wszystkie   kategorie   ludzi.   Kochał   dzieci:   kładł   na   nie   ręce   i 
błogosławił je (Mk 10,16). Kochał nastolatki: wskrzesił córkę Jaira, która miała „około 12 lat" 
(Łk 8,42).
Kochał ludzi młodych: „Jezus spojrzał z miłością na niego" (Mk 10,21).
Kochał ludzi dojrzałych: „Oto jak go miłował!" (J 11,36), mówili, widząc Go płaczącego przy 
grobie Łazarza. Jezus kochał bezgranicznie. Nawet tego, kto Go zdradził (Mt 26,50).
Aż do łez (J 11,35; Łk 19,41).
Aż po śmierć z miłości (J 11,35). Ukrzyżowany nie jest z drewna, jak krzyż. Jest z ciała.

Rewolucja

Jest więc oczywiste, że każda stronica wszystkich czterech Ewangelii krzyczy o miłości.
Miłość jest istotą chrześcijaństwa. Dla Jezusa ideałem nie jest piękny i silny człowiek Greków 
ani zdyscyplinowany wojownik Rzymian, nie jest nim asceta hinduistów czy ktoś całkowicie 
podporządkowany Allachowi jak u muzułmanów. Dla Jezusa człowiekiem idealnym jest ten, 
kto kocha. Pisarz Giuseppe Prezzolini stwierdził: „W socjalizmie nie mówi się o dobroci, lecz 
o prawie. W liberalizmie nie mówi się o dobroci, ale o interesie. Nikt nie mówi o dobroci. 
Jedynie chrześcijaństwo mówi o niej".
Gdy Matka Teresa z Kalkuty spotkała Fidela Castro, zaproponowała mu przysłanie swoich 
misjonarek na Kubę, by zaopiekowały się biednymi. Fidel Castro odrzucił ofertę mówiąc, że 
na Kubie rząd zaopatruje lud we wszystko, czego mu potrzeba. Ona odpowiedziała po prostu: 
„Ale   rząd   nie   może   rozdzielać   miłości!"   I   dlatego   misjonarki   pojawiły   się   na   wyspie   i 
otworzyły domy, w których opiekują się biednymi i umierającymi.
Otóż   Jezus   zakłada   królestwo   czułości,   miłosierdzia.   Primo   Mazzolari   zwierzył   się: 
„Przebywanie z biednymi jest chorobą, którą zaraziłem się od Chrystusa".

Jezus tworzy nową mentalność

• Mentalność osoby, która wie, że pierwszym słowem miłości nie jest „pocałuję cię", ale 
„pomogę ci!"
• Mentalność osoby, która nie pyta: „Ile zarabiasz?", ale „Czym się martwisz"?
•Mentalność osoby, która jest przekonana, że „lepiej jest pokochać i utracić niż nigdy nie 
kochać" (Cina   Lagorio).
• Mentalność osoby, która wie, że miłość nie pasuje do leniwych. Miłość jest pracowita. Raoul 
Follereau,   człowiek,   który   poświęcił   całe   życie   niesieniu   pomocy   trędowatym,   mawiał: 
„Miłość nie jest słowem-motylkiem, który fruwa przy pachnących ustach - miłość jest pracą". 
Leo Buscaglia, którego już poznaliśmy, dodaje: „Trzeba koniecznie stać się jednostką bardziej 
wykształconą, bardziej wszechstronną, bardziej praktyczną, gdyż wówczas jest się zdolnym 
do dawania tego wszystkiego".

Mentalność osoby, która kocha nie tylko sercem, ale również umysłem. Chrześcijanin 

nie jest człowiekiem „poczciwym". Jezus też takim nie był. Cudzołożnicy nie powiedział: 
„Nic się nie stało. Wszyscy tak postępują..." Ale powiedział: „Idź i od tej chwili już nie 
grzesz!" (J 8,11). Jezus rozumie
grzeszników, ale ich nie uspokaja, nie głaszcze, nie staje się ich wspólnikiem.
Mentalność osoby, która nie myśli o własnej sławie, o własnym sukcesie, ale jedynie o tym, 
by być dyspozycyjną. Kilku starych mnichów zapytało ojca pustyni o imieniu Poemen: „Jeśli 
zobaczymy, że ktoś śpi w czasie naszych kazań, co mamy robić?" Ojciec odpowiedział: „Ja 
podszedłbym do niego i zachęcił go, by położył głowę na moich kolanach".

background image

Franco Molinari pisał z pewną dozą złośliwości: „Chrystus słodyczą łowił ludzi na morzu 
Galilei, a Kościół czasami przypiekał ich na stosie".
•   Mentalność   kogoś,   kto   ma   się   na   baczności   przed   miłością   dotkniętą   nadwzrocznością. 
Miłość taka kocha ludzi dalekich, a nie tych, którzy są blisko. No tak, gdyż łatwo jest kochać 
Tatarów, których się nie spotyka, a wielkiego trudu wymaga kochanie tego, kto żyje obok 
ciebie! • Mentalność osoby, która kocha z tak wielką delikatnością, że wręcz przeprasza za to, 
iż daje. Święty Józef Benedykt Kottolengo, prawdziwy specjalista od miłości chrześcijańskiej, 
zachęcał: „Czyńcie miłosierdzie w taki sposób, by biedni mogli je wam wybaczyć".
«   Wreszcie mentalność  osoby, która kocha nawet nieprzyjaciół. Niektórym się to udało. 
Pewien bliski przyjaciel wielkiego papieża Pawła VI mawiał: „Chcecie być kochani przez 
Pawła   VI?   Bądźcie   jego   nieprzyjaciółmi!"   Oto   kilka   informacji   na   temat   miłości 
chrześcijańskiej. A więc: co by się stało, gdyby taka miłość zaczęła rozprzestrzeniać się po 
całym świecie?
Wydarzyłaby   się   największa   rewolucja   w   historii,   nieskończenie   bardziej   znacząca   od 
odkrycia ognia. Wybuchłaby rewolucja, która otworzyłaby wreszcie drzwi cywilizacji. Gdyż 
cywilizacja to miłowanie się wzajemne, a nie uzbrajanie się.

Wszyscy braćmi jesteście
„Wy   wszyscy   braćmi   jesteście"   (Mt   23,8).   Nie   „obywatelami",   nie   „towarzyszami",   ale 
„braćmi"!   Nie   Żydami   czy   Grekami,   mężczyznami   czy   kobietami,   wolnymi   czy 
niewolnikami, ale braćmi (Ga 3,28). W pełni braćmi, gdyż wszyscy jesteśmy wszczepieni w 
jedyne Ojcostwo Boga (Mt 6,8-15).
Radośnie braćmi, bo „więcej szczęścia jest w dawaniu aniżeli w braniu" (Dz 20,35).
Dramatycznie   braćmi,   bo   od   braterstwa   zależy,   czy   prowadzimy   życie   wartościowe   (Mt 
25,31-46). Pewna opowieść arabska dobrze ukazuje ten problem. Pewien człowiek zaraz po 
śmierci staje przed bramą nieba. Puka. Jakiś głos pyta: „Kim jesteś?" Człowiek na to: „To ja". 
„Nie  znam cię"  - i  brama  zamyka  się.  Człowiek  wraca  na  ziemię.  Żyje okazując   miłość 
braterską. Po roku znów staje przed bramą nieba. Ten sam głos pyta: „Kim jesteś?" „Jestem 
tobą!"
„Teraz cię poznaję!" I brama się otwiera. „Jestem tobą".
Takie mogłoby być motto Jezusa: brat w pełni, brat każdego człowieka.

Poznać Chrystusa
„Podobno nawróciłeś się do Chrystusa?" „Tak!"
„A  więc  musisz  wiedzieć   mnóstwo  rzeczy   o  Nim.   Powiedz   mi,   gdzie  się  urodził?" „Nie 
wiem." „Ile miał lat, gdy umarł?" „Nie wiem." „Ile kazań wygłosił?" „Nie wiem."
„Wiesz zdecydowanie za mało, by móc twierdzić, że nawróciłeś się do Chrystusa!"
„Masz rację, wstydzę się, że tak mało wiem o Nim. Ale oto, co wiem: Przed trzema laty 
byłem pijakiem. Miałem pełno długów. Moja rodzina rozpadała się. Moja żona i moje dzieci 
drżały, gdy wracałem wieczorem do domu. A teraz przestałem pić, nie mamy długów, nasz 
dom   jest   szczęśliwy.   Moje   dzieci   z   utęsknieniem   czekają   na   mój   powrót   do   domu.   To 
wszystko zrobił dla mnie Chrystus. I to wiem o Chrystusie!"
Anthony De Mello

Najmocniejsza rzecz
Na świecie istnieje 10 mocnych rzeczy.
Mocne jest żelazo, ale ogień je topi.
Ogień jest mocny, ale woda go gasi.
Woda jest mocna, ale paruje i zamienia się w chmury.
Chmury są mocne, ale wiatr przesuwa je daleko.
Wiatr jest mocny, ale góry go zatrzymują. 
Góry są mocne, ale człowiek panuje nad nimi. 

background image

Człowiek jest mocny, ale strach go pokonuje. 
Strach jest mocny, ale sen go zwycięża. 
Sen jest mocny, ale śmierć go kończy. 
Śmierć jest mocna, ale miłość ją pokonuje. 
Miłość pozostaje na wieczność.
Talmud

Nawet za milion...
Pewien bogaty człowiek zapytał siostrę zajętą opatrywaniem ropiejących ran trędowatego: 
„Ile zarabiasz, lecząc te wraki ludzkie? Ja nie zrobiłbym tego nawet za milion dziennie".
Siostra, nadal opatrując rany trędowatego, odpowiedziała: „A ja nie robiłabym tego, nawet 
gdyby płacono mi milion za godzinę".
„A więc kto siostrze każe to robić?" - zapytał człowiek. „Ten, Kto jest tam" - odpowiedziała 
siostra, wskazując na niebo.

Mrówka w beczce
Stara   bajka   buddyjska   opowiada,   że   pewnego   dnia  mrówka   wpadła   do   wielkiej   beczki   z 
deszczówką.   Zjawił   się   niejaki   Egoizm,   zauważył   owada   i   spytał:   „Co   robisz   w   mojej 
beczce?" Złapał mrówkę i odrzucił ją daleko.
Nadeszła wkrótce druga osoba, o imieniu Tolerancja, która widząc mrówkę powiedziała do 
niej: „Możesz tu zostać. Na zewnątrz jest gorąco, a mnie nie wyrządzasz żadnej szkody."
Wreszcie  ktoś trzeci zobaczył  mrówkę:   dał jej  cukru, a  potem umieścił  ją  na drzewie,  z 
którego wcześniej spadła. Miał na imię Miłość.

Jelenie
„Mówi się, że gdy jelenie chcą udać się na pastwiska znajdujące się na wyspach i muszą do 
nich dopłynąć, każdy kładzie głowę na grzbiecie płynącego przed nim towarzysza. Tylko 
jeden, ten, który jest na początku, trzyma głowę wysoko. Gdy jednak zmęczy się, zajmuje 
ostatnie miejsce i wówczas również on może oprzeć się na towarzyszu. W ten sposób dzielą 
trud między siebie i docierają do upragnionej mety nie tonąc, gdyż miłosierdzie stanowi jakby 
ich okręt".
św. Augustyn

Wybierz swój SMS

 
Diabeł nie pije, nie je, nie zażywa narkotyków, a jednak jest diabłem: bo nie kocha!

Jeśli wszyscy ludzie są braćmi, dlaczego braćmi nie są ich portfele?

Bóg jest szczególnym krawcem: bierze miarę tylko z serca.

Pierwsze słowo miłości
to nie „kocham cię", ale „pomogę ci!"
Czułe słówka nie ugotują zupy.

Życie bez miłości jest jak lawenda bez zapachu, jak Wenecja bez słońca.

Ten, kto kocha, rezerwuje sobie miejsce w raju.
Mt 25,31-46

Czy bogaty, czy też biedny, gdy kocha, jest zawsze piękny.

background image

Chrześcijaninem jest ten, kto podaje rękę. Kto nie pomaga, nie jest chrześcijaninem.
Charles Peguy

Mogę nie być wielki, ale mogę być dobry: to miłość czyni dobrym.

Miłość jest jak słońce: słońce daje,księżyc odbiera.

Ten, kto kocha, zawsze jest radosny.

Nie być kochanym — to przykre;ale prawdziwą tragedią jest nie kochać.
Albert Camus

Gdy kochacie, nie mówcie: „W moim sercu jest Bóg"; mówcie raczej: „Ja jestem w sercu  
Boga ".
Kahlil Gibran

Nie jesteś piękny, jeśli nie potrafisz kochać!

Jego ręce

Może nigdy o tym nie myśleliśmy, ale możemy osądzić jakąś osobę na podstawie sposobu, w 
jaki posługuje się rękoma. Zacieram ręce, trzymam rękę na pulsie, położyć na czymś rękę, z 
ręką na sercu, trzymam ciebie za rękę, jestem w twoich rękach, ręce złożone, z sercem na 
dłoni... Również ręce Jezusa mówią - i dają nam Jego wspaniały obraz.

Ręce otwarte

Pisarz Stefano Jacomuzzi opisuje scenę przebaczenia jawnogrzesznicy i wkłada w usta Jezusa 
te piękne słowa: „A jednak ilu jeszcze schyli się po kamień, by rzucić go w Moim imieniu. 
Wstrzymuj zawsze swą rękę, Piotrze, powstrzymuj ręce wszystkich. Powiedz im, że w moim 
Prawie ręce otwierają się, by kogoś podnieść, a nie zamykają się, by uderzyć". Takie były ręce 
Jezusa: otwarte, aby gromadzić, podnosić; nigdy nie zaciskały się na kamieniu, by go rzucić i 
uderzyć   kogoś,   by   upokorzyć.   Otwarte   ręce   Jezusa,   ręce   nagie,   ręce   uwolnione   od 
wszystkiego: od pieniędzy, rzeczy, posiadania; ręce dalekie od wszelkiej zdobyczy.

Ręce wywołujące zgorszenie

Ręce   wywołujące   zgorszenie,   gdyż   dotykały   nieczystych.   Za   nieczystego   uznawano   np. 
trędowatego (Łk 13,45-46). Jezus go dotknął i uzdrowił. Mógłby go uzdrowić nie dotykając, 
ale dotknął go celowo (Mk 1,40).
Jezus nie bał się ubrudzić sobie rąk. Nie używał miłości Boga jako pretekstu, by nie kochać 
ludzi,   by   nie   schylić   się   i   nie   umyć   im   nóg.   „Zaczął   umywać   nogi   uczniom   i   ocierać 
prześcieradłem, którym był przepasany" (J 13,5). To są właśnie te ręce: umywające nogi, ręce 
dające nam najpiękniejszą definicję miłości chrześcijańskiej zawartej w Ewangeliach. Jezus 
nigdy   nie   definiował   miłości   słowami,   ale   zawsze   gestami.   Spośród   wszystkich   gestów 
(przytulanie dzieci, rozmnażanie chleba i ryb, uzdrowienia...) ten związany z umyciem nóg 
jest definicją najlepszą: kochać - znaczy stać się niewolnikiem innych (założenie fartucha i 
mycie nóg było wówczas obowiązkiem niewolnika).

Ręce spracowane

background image

Jezus   posługiwał   się   rękoma.   Zawsze   ciężko   pracował   -  przez   całe   życie,   począwszy   od 
Nazaretu, gdzie był cieślą, aż po ostatnie lata, całkowicie wypełnione nauczaniem. I tak Jego 
ręce stały się jeszcze cenniejsze. Nie wystarczy bowiem mieć czyste ręce, ręce wolne; trzeba, 
by były one również spracowane.
Raoul Follereau, apostoł francuski, który oddał całe swe życie trędowatym, opowiadał: „Śnił 
mi się człowiek, który stanął na sądzie Boga. - Widzisz, mój Panie - powiedział - zachowałem 
Twoje prawo, nie uczyniłem nic nieuczciwego, złego czy bezbożnego. Panie, moje ręce są 
czyste. - Bez wątpienia - odpowiedział mu dobry Bóg - ale twoje ręce są również puste".

Ręce szczodre

Dotykał oczu niewidomych i uzdrawiał je (J 9,13). 
Dotykał trędowatych i zostawali oczyszczeni (Łk 13,45-46). 
Ujmował  za rękę zmarłych i powracali do życia (Mt 9,25). Brał w objęcia dzieci, a one 
uśmiechały się do Niego (Mk 10, 13-16).
Na   oczach   wszystkich   nasze   czasy   przeżywają   niejeden   kryzys.   Dla   filozofa   Gianfranca 
Morry   najważniejszymi   kryzysami   są:   kryzys   ekologiczny   (całe   gatunki   zwierząt   i   roślin 
giną), kryzys energetyczny (w ciągu jednego roku zużywamy to, co natura stworzyła przez sto 
milionów  lat), kryzys atomowy  (broń atomowa może zniszczyć na zawsze życie na całej 
planecie),   kryzys   psychologiczny   (liczba   chorych   psychicznie   wzrasta   ogromnie),   kryzys 
genetyczny (istnieje możliwość manipulacji w strukturach życia; ta niebezpieczna możliwość 
przeraża nawet samych uczonych). 
Wszystkie te kryzysy są ogromnie poważne. 
Jednak najdramatyczniejszy ze wszystkich jest w pojęciu tego filozofa „kryzys solidarności", 
kryzys rąk, które nie starają się pomagać. Kryzys rzeczywiście dramatyczny, gdyż, jak mówi 
pisarz Guido Ceronetti, „ręce pozbawione pieszczot będą nacinać nadgarstki niczym żyletki". 
Kryzys braku dobrych, chrześcijańskich rąk.
„Droga   mamo   -   pisał   pewien   misjonarz   -   moje   ręce   dzisiaj   dźwigały   tysiące   cegieł. 
Wieczorem bolą mnie tak bardzo, że ledwie mogę utrzymać pióro w ręku, ale mur szpitala, 
który wznoszę, powiększył się o kilka metrów". Takie są ręce chrześcijańskie.
„Od lat nikt mi tak nie uścisnął ręki" - powiedział pewien bezdomny do Matki Teresy z 
Kalkuty,   która   zwróciła   się   do   niego   z   radością   i   ciepłem,   jakie   charakteryzowało 
„chrześcijańskie" ręce Jezusa.

Ręce przebite

Ksiądz Primo Mazzolari napisał piękną modlitwę, która zasługuje na przemyślenie.

Panie,
są ręce, które chętnie liczą pieniądze;
ręce, które związują ręce biednych;
ręce, które oklaskują arogancję możnych;
ręce, które ogałacają ubogich;
ręce, które unieruchamiają,
aby nikt nie sięgał po ich przywileje;
ręce, które nie starają się oczyścić się z podłości;
ręce, które piszą przeciwko prawdzie;
ręce, które przeszywają serca.
Gdybyśmy mogli zapomnieć o tych rękach,
gdyby istniała woda mogąca umyć te ręce...
Aby zapomnieć o moich rękach, muszę spoglądać na inne ręce,
by zastąpić moje okrutne ręce przebitymi rękami Chrystusa.

background image

Ręce, które podobają się Bogu

Mówi Pan
do człowieka,
co puka do Jego królestwa:
„Pokaż mi ręce,
bo nie wiem,
czy jesteś godzien wejścia."
Robotnik pokazuje
swe ręce
szorstkie, stwardniałe;
w ogniu, żelazie, metalach
przez lata pracowały.
Zniszczone,
puste, ubogie,
czarne, zmęczone, ciężkie.
Mówi Pan:
„Są mi drogie,
takie są ręce świętych".

                     Renzo Pezzani

On jest szczytem!
Psychologowie mówią: „Powiedz mi, z kim się utożsamiasz, a powiem ci, jak skończysz"; co 
oznacza: „Powiedz mi, kto jest twoim wzorem, a ja ci powiem, jak się rozwiniesz, o ile to 
nastąpi".
Ten, kto bierze za wzór Jezusa, musi stać się człowiekiem do najwyższej potęgi.
Chrystus jest wielkim kowalem osobowości. Nawet taki ateista jak Fryderyk Nietzsche musiał 
przyznać: „Poniżej Chrystusa istnieje tylko nizina". On jest szczytem!

Podać rękę
Ile   rzeczy   można   zrobić   rękoma!   Jednak   najcenniejszą   i   największą   ze   wszystkich   jest 
podanie ręki. Podanie komuś ręki nie oznacza wręczenia kilku dekagramów naszego ciała, 
składających się z 21 kości, 18 stawów i około 40 mięśni.
Podanie ręki jest czymś zupełnie innym: jest przekazaniem kawałka duszy!
Podanie   ręki   oznacza   tysiące   rzeczy.   Oznacza:   jestem   bezbronny,   a   więc   jestem   twoim 
przyjacielem (nawiasem mówiąc, kiedyś miało to właśnie takie znaczenie: w ręce nie mam 
miecza, a więc jestem przyjaźnie usposobiony). Podanie ręki oznacza stwierdzenie: przynoszę 
pokój, szanuję cię, czuję się z tobą dobrze, kocham ciebie. Podanie ręki jest arcydziełem 
kultury i dobroci.

Ręce

Bóg nie ma rąk:
ma twoje ręce.
Miłość nie ma rąk:
ma twoje ręce.
Chleb i woda nie mają rąk:
mają twoje ręce.
Muzyka nie ma rąk:
ma twoje ręce.

background image

Kolor nie ma rąk:
ma twoje ręce.
Brat nie ma rąk:
ma twoje ręce...
Ty masz ręce:
pomagaj Bogu,
który obdarzył ciebie rękoma.

                       Autor nieznany

Historia w rękach człowieka
Na początku w żaden sposób żyć na ziemi się nie dało; To, że dziś tu można mieszkać, wiele 
trudu  kosztowało.  Przebyć  rzeki  było  ciężko,  bo  żadnej   z  nich  most  nie  spinał,   Nikt  też 
ścieżek nie wydeptał, aby góry móc  zdobywać. Chciałeś spocząć?  Ale ławki nie ujrzałeś 
nawet cienia. Nie istniało wtedy łóżko, choć padałeś ze zmęczenia. Jeszcze szewc nie uszył 
butów, by nikt sobie nóg nie ranił,
A gdy ktoś miał słabe oczy, nie sięgał po okulary. Futbolu wtedy nie znano, bo nie było 
jeszcze piłki. Brakowało ognia, garnka, żeby gotować posiłki. A kto zresztą miał pojęcie, co 
można zjeść bez obawy? Niczego jeszcze nie było. Zero - no i nie ma sprawy! Ale ludzie już 
wiedzieli, że ręce służą do pracy. Udało im się powoli największym biedom zaradzić. Ciężkiej 
pracy na nas czeka jeszcze nieskończenie wiele. Zakasz rękawy: ty także możesz ulepszać tę 
ziemię!
            Gianni Rodari

Wybierz swój SMS

Nie celuj w nikogo palcem,jeśli wpierw nie umoczyłeś go w miodzie.

Miejscem,w którym najprędzej znajdziesz jakaś pomocną dłoń,jest koniec twojego ramienia.

Ręce,które pomagają,są świętsze od ust,które się modlą.

Podtrzymuję cię moją prawicą sprawiedliwą Iz 41,16

Gdy jeden palec celuje w kogoś,cztery pozostałe zwracają się ku oskarżycielowi.

Przy końcu życia ręce nie będą sądzone za to, że są brudne, ale że są puste.

Nikt nigdy nie wypada z rąk Boga!

Po pewnych oklaskach należałoby umyć sobie ręce.
Antonio Mazzi

Ten, kto daje, ma ręce pełne Boga. 
Gdy człowiek składa ręce, Bóg otwiera swoje.

Ja jestem jedynie małym ołówkiem w rękach Boga.
Matka Teresa z Kalkuty

Jego usta

Jezus wykorzystał maksymalnie całe swoje ciało: oczy, ręce, nogi, umysł, usta.

background image

Tak, również usta: posługiwał się nimi jedząc, mówiąc, modląc się. Zobaczmy.

Usta do jedzenia

Jezus jadał właściwie, to jest nigdy zbyt dużo i nigdy samotnie. Nie jest słuszne bowiem, by 
jedne usta miały coś do jedzenia, gdy inne cierpią głód. Jezus rozdzielał więc chleby i ryby (J 
6,1-13).
Jezus jadał z obowiązku, aby nie umrzeć z głodu, ale czasami jadał również dla przyjemności.
Jest to bardzo piękne: ukazuje, że Jezus nie chciał udawać anioła, ale że był człowiekiem z 
krwi i kości. Człowiekiem, który cieszy się na weselu (J 2,1 -12), który lubi zjeść wieczerzę z 
przyjaciółmi (J 12,2).
A więc rozkoszowanie się smacznymi potrawami, doznawanie przyjemności z dobrej kuchni 
nie   jest   czymś   złym.   Wprost  przeciwnie!   Mówił   to   z   wielkim   przekonaniem   nauczyciel 
żydowski Nachman z Bracławia: „Osoba, która nie czuje smaku pokarmu, może myśleć, że 
Bóg jest z niej niezadowolony".

Usta do mówienia

Usta służyły Jezusowi do mówienia. Przede wszystkim do mówienia. Pod tym względem 
Jezus był naprawdę nadzwyczajny! Mówił porywająco; przyznawał to nawet Ernest Renan, 
pisarz   francuski,   niezbyt   przychylny   Jezusowi.   Ludzie,   którzy   słuchali   Jezusa,   byli 
zachwyceni i twierdzili: „Nikt jeszcze nigdy nie przemawiał tak, jak ten człowiek przemawia" 
(J 7,46). Byli spragnieni  słuchania  Go  i czasami   „wielotysięczne   tłumy   zbierały  się  koło 
Niego, tak że jedni cisnęli się na drugich" (Łk 12,1).
Jak wytłumaczyć takie oczarowanie? 
Odpowiedź jest bardzo łatwa. 
Jezus „mówił", a nie „gadał".
„Mówić"   -   to   wypełniać   ciszę   ideami,   myślami.   „Gadać"   -   to   wypełniać   ciszę   pustymi 
dźwiękami: bla, bla, bla... Otóż Jezus zawsze i wyłącznie przemawiał, nigdy nie gadał: był tak 
uczulony  na  słowa   zbędne,  że   wręcz   uważał,  iż  pochodzą   od  samego   szatana   (Mt  5,37). 
Szkoda, że nie pamiętają o tym politycy, związkowcy, jak również niektórzy kaznodzieje w 
kościołach i nauczyciele! Im kto więcej wie, tym bardziej skraca swoje wypowiedzi!
Jezus przekazywał maksimum prawdy przy użyciu jak najmniejszej ilości słów.
Całe Ewangelie w oryginale greckim składają się tylko z 64.327 wyrazów. Jezus przemawiał 
treściwie, gdyż Jego słowa rodziły się z głębokiego milczenia. Słowa prawdziwe bowiem, 
słowa, które po 2000 lat pozostawiają jeszcze ślad, są niczym czysta woda, która rodzi się 
albo na wysokiej górze, albo w głębi studni, zawsze jednak w ciszy.

Mówił otwarcie

Gdy mówił „pokój", myślał o pokoju, a nie o wojnie. Jezus nie igrał ze słowami, gdyż słowa 
są   o   wiele   potężniejsze   od   broni:   broń   może   cię   pokonać,   słowa-   przekonać!   Francuska 
pisarka Simone de Beauvoir mawiała: „Słowa mogą zabijać skuteczniej od komór gazowych". 
Oto, dlaczego Jezus nigdy nie posłużył się słowem, by kogoś zranić czy skompromitować.
Co więcej, ostrzegał przed zniszczeniem  czyjejś reputacji. „A kto by rzekł swemu  bratu: 
Raka,   podlega   Wysokiej   Radzie.   A   kto   by   mu   rzekł:   Bezbożniku,   podlega   karze   piekła 
ognistego" (Mt 5,22).

Mówił wiarygodnie

Nie poprzestawał na słowach, ale poświadczał je życiem. Mawiał: „Bądźcie ubodzy" - i sam 
był ubogi (Łk 9,58). Mawiał: „Kochajcie się" i sam umiłował swoich aż do końca (J 13,1). 

background image

Mawiał: „Nie grzeszcie" i sam był bez grzechu ( 8,46). Jezus nie lubił przedstawień: wolał to, 
co psychologowie nazywają „metodą wiarygodności", to jest życie zgodne z tym, co pragnie 
się przekazać.
Metoda ta dowodzi inteligencji osoby, która ją stosuje. Bowiem jeśli słowo jest dźwiękiem, 
przykład jest grzmotem.

Mówił konkretnie

W   słowach   Jezusa   można   poczuć   i   zobaczyć   winnicę   w   porze   owocowania,   kiełkujące 
nasionko, połatane ubrania, bukłaki wina, kobietę poszukującą zgubionej drachmy, pasterzy, 
czystą wodę, chleb, ryby...
Jako doskonały znawca człowieka Jezus nie zna rzucania słów na wiatr, nie zna dymnych 
zasłon słów przenikniętych kadzidłem, które unoszą się nad głowami słuchaczy i po paru 
minutach przemieniają aulę czy kościół w zaciszną sypialnię.

Mówił żarliwie

Wyznają to dwaj uczniowie, którzy rozmawiają z Nim w drodze do Emaus: „Czy serce nie 
pałało w nas, kiedy rozmawiał z nami w drodze i Pisma nam wyjaśniał?" (Łk 24,32). 
Są   osoby,   które   podczas   rozmowy   wydają   się   obejmować   słuchaczy.   Słowa   Jezusa   były 
uściskiem, pieszczotą psychologiczną: „Idź w pokoju" (Łk 7,50), „Wstań" (Mt 9,6), „Ufaj, 
córko!" (Mt 9,22).

Mówił z hojnością

Człowiek potrzebuje słów. Tak bardzo potrzebuje, że czasami telefonujemy do przyjaciela, 
gdyż „chciałem cię tylko usłyszeć!" Człowiek tak bardzo pragnie słów, że niektórzy mówią 
sami do siebie. Gdyby udało się nam zlikwidować głód na świecie, dokonalibyśmy wiele, a 
jednak zbyt mało. Człowiek jest istotą, którą nie tylko trzeba nakarmić, ubrać, której trzeba 
zapewnić   mieszkanie,   którą   należy   leczyć   i   zapewnić   jej   bezpieczeństwo.   Jest   również 
stworzeniem,   które   potrzebuje   oświecenia,   pocieszenia,   któremu   trzeba   poradzić,   dodać 
otuchy.
Człowiek to istota, która nie może obejść się bez słów. Jezus wiedział o tym bardzo dobrze. 
Dlatego każdemu ofiarował doskonałe słowa. Z hojnością.

Usta modlące się

Jezus posługiwał się ustami, aby modlić się. „Ojcze, dziękuję Ci, żeś Mnie wysłuchał" (J 
11,41). „Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i 
roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom" (Mt 11,25). „Tak, Ojcze" (Mt 11,26). „Ojcze mój... 
jeśli to możliwe, niech Mnie ominie ten kielich!" (Mt 26,39). 
Modlitwy krótkie, szczere, zwięzłe, świeże. Modlitwy doskonałe, gdyż wolne od wszelkiej 
interesowności i od myśli nie będącej uwielbieniem i wdzięcznością. Modlitwy synowskie: 
„Ojcze nasz..." (Mt 6,9-13). Również w modlitwie Jezus był specjalistą. Wiedział, jak się 
modlić (właśnie to pokazaliśmy), gdzie się modlić i kiedy się modlić.
Gdzie: „...Wszedł na górę, aby się modlić" (Mt 14,23). „On jednak usuwał się na miejsca 
pustynne i modlił się" (Łk 5,16). Kiedy: W momentach ważnych, w momentach ostatecznych. 
Przed dokonaniem cudów (Mk 6,41). Przed wyborem Apostołów (Łk 6,12); w godzinach 
pokusy (Łk 22,44); w godzinie śmierci (Łk 23,46).
Niemożliwe, by taki duch modlitwy, jaki charakteryzował Jezusa, nie miał dla nas żadnego 
znaczenia.  Tak, przesłanie  jest jasne  i mocne:  człowiek,  by  podnieść się,  musi  uklęknąć; 
modlitwa jest dla nas deską ratunku. To nie bezładny potok słów czy starcza przypadłość: 

background image

modlitwa jest energią. Modlitwa jest Wartością.

Dekalog wypowiadania się w stylu Jezusa
1. Nim zaczniesz mówić, sprawdź, czy włączyłeś rozum.
2. Nie mów o sobie: pozwól, by inni ciebie odkryli.
3.   Obdarzaj   dobrymi   słowami:   nauka   nie   wynalazła   jeszcze   leków   skuteczniejszych   od 
dobrych słów.
4. Nie mów wszystkiego, o czym myślisz, ale myśl o wszystkim, co mówisz.
5. Przytaczaj mocne argumenty, używając delikatnych słów.
6. Gdy mówisz, pamiętaj o sałacie: jest dobra, jeśli jest w niej więcej oliwy niż octu.
7. Nie wystarczy mówić: trzeba porozumiewać się między sobą. Ten, kto mówi w sposób 
trudny, nie ułatwia porozumienia.
8. Słuchaj! Słuchanie jest najbardziej subtelną formą mówienia.
9. Gdy słyszysz o brakach innych, trzymaj język na wodzy.
10.Mów jako ostatni: zostaniesz przypomniany jako pierwszy.

Wybierz swój SMS 

Powodem, dla którego pies ma wielu przyjaciół, jest fakt, że porusza ogonem, a nie językiem.

Modlitwa jest jak nakręcenie zegarka rano, by nie stanął po południu.

Przekleństwa są niczym bobki królika w koszyku pięknych truskawek.

Ten, kto się nie modli, podobny jest do tego,
kto siedzi na fotelu bujanym: porusza się,
ale nie posuwa się naprzód.

Słowa, które parzą, ochładzają przyjaźnie.

Modlić się — to klękać na problemach, aby móc je rozwiązać.

Najpierw myślę, potem mówię, gdyż słowa nieprzemyślane powodują kłopoty.

Jeśli nie będę się modlić, mój los może być podobny do losu Titanica.

Na języku można powiesić człowieka szybciej niż na sznurze.

Panie, nieś mnie na rękach, choć bardzo staram się Ciebie podrapać.

Panie spraw, by moje słowa
były czułe i mile, gdyż może zdarzyć się,
że jutro do mnie wrócą.

Modlitwa jest pukaniem do serca Boga. Dobre słowa są niczym skrawki nieba.

Modlitwa jest ukojeniem. Kto na wszystko prycha, rozdyma 30 pycha.

Jego umysł

Jezus posługiwał się umysłem tak, jak tylko nieliczni to potrafią, a prawdopodobnie jak nikt 
inny.

background image

Wprawdzie nie dokonał żadnego odkrycia technicznego, jednak stworzył idee tak liczne i tak 
nowe, że wywołują zawsze i u wszystkich zdumienie. Filozof Benedetto Croce powiedział, że 
„chrześcijaństwo było największą rewolucją, jaką ludzkość kiedykolwiek przeżyła. Wszystkie 
inne rewolucje, wszystkie największe odkrycia, które wyznaczają epoki w historii ludzkiej, 
nie   wytrzymują   porównania   z   nią".   Również   Fryderyk   Nietsche,   jeden   z   największych 
przeciwników chrześcijaństwa w ostatnich czasach, zwracając się do Jezusa wołał: „Patrzyłeś 
wyżej   niż   wszyscy!"   Pisarz   Giovanni   Papini   porównywał   cztery   Ewangelie   do   „czterech 
snopków zboża, które od siedmiuset milionów dni żywią i ubogacają miliony dusz".
Jakie więc idee rewolucyjne wprowadził Chrystus, by zasłużyć na taki podziw? 
Musimy ograniczyć się do kilku tylko przebłysków światła,do kilku szklaneczek „młodego 
wina" (Mt 9,17). Wystarczą cztery, by udowodnić, że Jezus potrafił wykorzystać umysł w 
sposób inny niż dzieje się to zazwyczaj.

Nie tykać człowieka!

„To szabat został ustanowiony dla człowieka, a nie człowiek dla szabatu" (Mk 2,27). Dla 
Jezusa człowiek jest nietykalny: nie istnieje tu, na ziemi, nic równie wielkiego. Wszystko 
można naruszyć, również szabat, dzień odpoczynku poświęcony Bogu, ale nie człowieka.
Fakt, że Jezus obrócił w pył tabu szabatu, zdumiewa bardzo Idę Magli, jedną z najlepszych 
włoskich antropolożek szkoły świeckiej: „Skąd wziął się ten Jezus? Jak może istnieć w takim 
konflikcie ze środowiskiem?" Faktycznie, traktowanie szabatu nie jako „idola, którego należy 
się lękać, ale jako jednej z możliwości ofiarowanych człowiekowi, jest niezrozumiałe dla 
antropologa, który nie znajduje wytłumaczenia dla tak niesłychanej postawy" w kontekście 
społeczeństwa, którego sposób myślenia był diametralnie odmienny.
A więc dla Jezusa człowiek jest nietykalny. Nikomu nie wolno go wykorzystywać, nikt nie 
może wysługiwać się nim. W związku z tym Sobór Watykański II wypowiedział się: „Osoba 
ludzka  jest  i  powinna  być zasadą,   podmiotem  i  celem  wszystkich  urządzeń  społecznych" 
{Gaudium etspes, 25). „Wszystkie rzeczy, które są na ziemi, należy kierować ku człowiekowi, 
stanowiącemu ich ośrodek i szczyt" (Gaudium et spes, 12). Myśliciel marksistowski Lucio 
Lombardo   Radice   musiał   przyznać,   że   „chrześcijaństwo   jest   jedyną   religią   świata 
dzisiejszego, która ma w swym centrum człowieka".

Dawać siebie

Wielki myśliciel grecki Sokrates mówił: „Poznaj samego siebie". Inni powiedzą: „Panuj nad 
sobą". Jezus przewyższa wszystkich i mówi: „Dawaj siebie". Kto nie daje siebie, żyje na 
opak. Kto traci siebie, odnajduje się; kto się zapiera samego siebie, wzrasta (Mk 8,35).
Koncepcja   nowa   i   najprawdziwsza,   podjęta   potem   przez   wszystkich.   Kilka   potwierdzeń: 
Wiktor Franki, psycholog: „Realizujemy się jedynie w takim stopniu, w jakim dajemy siebie, 
obdarowujemy sobą".
Erich Fromm, psychoanalityk, utrzymuje: „Pełna dojrzałość człowieka dokonuje się jedynie 
dzięki   jego   całkowitemu   wyzwoleniu   się   z   narcyzmu",   to   jest   dzięki   wyzwoleniu   się   z 
choroby   psychicznej,   jaką   jest   kręcenie   się   wokół   siebie   samego.   Martin   Buber,   filozof, 
konkluduje: „Ja tworzę się dzięki tobie". I tak jest naprawdę! Kto zamyka się w sobie, kto 
spuszcza żaluzje i nie nawiązuje kontaktów z innymi, skazany jest na śmierć psychiczną. 
Niemcy mają bardzo trafne przysłowie: „Izolowanie się jest ubożeniem". Jest to przysłowie w 
100 % chrześcijańskie.

Żyć tak jak Bóg

„Bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski" (Mt 5,48).
Oto   trzecia   nowa   i   wywrotowa   myśl,   która   zawiera   w   sobie   dwie   inne:   nazwanie   Boga 

background image

„Ojcem"   i   zaproponowanie   Co   jako   wzoru   do   naśladowania.   Psychologowie   mówią: 
„Powiedz mi, z kim się utożsamiasz, a ja ci powiem, jak skończysz".
Według   Chrystusa   człowiek   powinien   naśladować   Boga.   A   więc   według   Chrystusa   Bóg 
porusza człowieka, budzi go. Gdzie tu opium?! Bóg zachęca do ciągłego podążania naprzód. 
Dlatego   Primo   Mazzolari   mawiał:   „Jeżeli   wierzysz   w   królestwo   Boga,   musisz   stać   się 
niespokojny", niezadowolony z tego, kim jesteś i z tego, co już zrobiłeś. Kto bowiem może 
powiedzieć, że upodobnił się do Wzoru? Trzeba uznać absolutną nowość tej myśli Jezusa: aby 
móc żyć jak człowiek, człowiek musi żyć tak jak Bóg. Według niektórych jest to najbardziej 
oszałamiająca idea chrześcijańska.
Z pewnością jest najbardziej pobudzająca. Jest to myśl, która zachęca do wspinania się; idea, 
która zakazuje zamykania duszy, zwiniętej jak jakiś koc, w szafie. Jednym słowem jest to 
najbardziej nieoczekiwana idea-wyzwanie, nigdy przedtem nie zaproponowana człowiekowi.

Wszyscy są braćmi

„Wy wszyscy braćmi jesteście" (Mt 23,8). Wszyscy są równi. Jean Cardonnel mawiał, że 
„wiara   w   Jezusa   Chrystusa   oznacza   wystąpienie   przeciwko   wszelkim   przywilejom.   Np. 
przeciwko dominacji społecznej mężczyzn. Również i tu Jezus był innowatorem. Dzisiaj jest 
prawie niemożliwe wyobrażenie sobie, jakie tabu społeczne Jezus przełamał, pozwalając, by 
Maria Magdalena, Joanna, Zuzanna i inne kobiety towarzyszyły Mu, usługiwały Jemu i Jego 
uczniom (Łk 8,3). Więcej jeszcze, pozwolił się namaścić kobiecie z marginesu (Mk 14,3-9) i 
rozmawiał z heretyczką, bo za takich uważano Samarytan (J 4,7). Jezus zrewolucjonizował 
wszystko to, co wówczas dotyczyło odnoszenia się do kobiet. Oto tylko dwa przykłady: W 
tamtych czasach pobożny Żyd dziękował Bogu, że nie uczynił go ani poganinem, ani kobietą. 
Najwyższa   pochwała,   jaką   ówcześni   Rzymianie   obdarzali   kobietę,   był   napis   na   grobie: 
Domimansit, lanam fecit (W domowym zaciszu przędła wełnę). Jezus przełamuje również 
(zgodnie ze słowami: „Wszyscy jesteście braćmi") barierę- powiedzmy-cywilną, społeczną.
Wówczas dzieci były uznawane  za istoty  nic nie znaczące.  Platon, jeden z największych 
myślicieli   starożytności,   uważał,   że   trzeba   pozwolić   umrzeć   dzieciom   z   biednych   rodzin. 
Arystoteles, inny z największych myślicieli greckich, uczył, że prawo powinno zakazywać 
wychowywania dzieci ułomnych. W Rzymie, jak i w Sparcie, zabijanie dzieci słabych nie 
tylko było dopuszczalne, ale nakazane. Jednym słowem, przed Chrystusem „dla nikogo dzieci 
nie miały wartości jako osoby" (Milan Machovec, filozof czeski).
Pojawia   się   Jezus   i   zmienia   wszystko.   Postawa,   jaką   przyjmuje   wobec   dzieci,   ma   cztery 
aspekty:
- Kocha je: „Pozwólcie dzieciom przychodzić do Mnie" (Mk
10,14).
- Chroni je: „Kto by się stał powodem grzechu dla jednego
z tych małych, którzy wierzą, temu byłoby lepiej uwiązać
kamień młyński u szyi i wrzucić go w morze" (Mk 9,42).
- Stawia je za wzór: „Jeśli się nie odmienicie i nie staniecie
jak dzieci, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego" (Mt
18,3).
- Wreszcie (i to jest największe!) utożsamia się z nimi: „Kto
przyjmuje jedno z tych dzieci w imię moje, Mnie przyjmuje" (Mk 9,37).
Stosunek Jezusa do dzieci poruszył nawet Karola Marksa. Jego córka Eleonora wspomina, że 
ojciec, gdy była mała, opowiadał jej historię Cieśli, który został zabity przez bogatych, i 
między innymi mówił jej: „Chrześcijaństwu możemy wiele wybaczyć, gdyż nauczyło kochać 
dzieci". 
Oto kilka nowych myśli, jakie zrodziły się w umyśle Jezusa. Aby cieszyć się nimi, należałoby 
przeskoczyć   2000  lat,  uwolnić  się  z   naleciałości   20  wieków  historii  i usłyszeć   je  po  raz 
pierwszy.   Wówczas   serce   w   nas   podskoczyłoby   i   Jezus   ukazałby   się   takim,   jakim   jest: 

background image

człowiekiem najcenniejszym, najlepszym przedstawicielem naszego rodzaju.

Świat pogański, świat chrześcijański
Pisarz   niemiecki   Heinrich   Boli   stwierdza:   „Nawet   najgorszy   świat   chrześcijański   zawsze 
będzie lepszy od najlepszego świata pogańskiego. Bowiem w świecie chrześcijańskim jest 
miejsce   dla   ludzi,   których   świat   pogański   nigdy   nie   akceptował:   dla   ułomnych,   chorych, 
starych i słabych. Więcej jeszcze, nie tylko jest miejsce, ale i miłość dla tych, którzy dla 
świata pogańskiego wydawali się i wydają zbędni". Na potwierdzenie tego, co mówi Boli, 
posłuchajmy   największego   moralisty   spośród   filozofów   rzymskich,   Lucjusza   Seneki. 
Odpowiadając   pewnemu   przyjacielowi,   który   złościł   się   na   swego   niewolnika-próżniaka, 
Seneka powiedział: „Dlaczego się złościsz? Gdy rodzi się cielak niekształtny, co robimy? 
Zabijamy   go.   A   gdy   rodzi   się   upośledzone   dziecko?   Topimy   je.   Co   masz   więc   zrobić   z 
niewolnikiem, który ci przeszkadza? Zabij go, zamiast się złościć!"
A więc dla najbardziej wrażliwego myśliciela rzymskiego grzech polega na złoszczeniu się, a 
nie na zabijaniu. Cywilizację, w której liczy się tylko troska o własne ja, Jezus zastępuje 
cywilizacją, w której liczy się miłość bliźniego, wszystkich bliźnich, gdyż „wszyscy jesteście 
braćmi" (Mt23,8).

Struś
Struś przewyższa wzrostem inne ptaki: samiec może osiągnąć 2,5 m wysokości i ważyć 120 
kg.   Jest   on   jednym   z   najbardziej   nieproporcjonalnie   zbudowanych   zwierząt.   Ma   maleńką 
głowę z podejrzliwymi i bardzo ruchliwymi oczami, szyję, która wydaje się nie mieć końca, 
masywny korpus. Całość opiera się na dwóch nogach, silnych i grubych, zakończonych tylko 
dwoma palcami, skierowanymi do przodu.
A wysoko, w główce, znajduje się mózg wielkości ziarnka grochu!
Mózg mały, bez wątpienia, ale struś wykorzystał go w ciągu 800 milionów lat najlepiej, jak 
się dało. I oto dzisiaj jest jednym z rzadkich okazów fauny afrykańskiej, któremu nie zagraża 
wyginięcie.
Mózg podpowiada mu, jak bronić się w niebezpieczeństwie: w momentach krytycznych ptak 
ten potrafi bardzo mocno kopać. Pewnego razu w Kenii struś, aby obronić swoje potomstwo, 
stawił czoło lwicy i zmusił ją do ucieczki! Mózg nie musi być wielki. Ważne jest, by spełniał 
swoją rolę. I żeby z niego korzystać!
Ludzie,   nawet   najwięksi   geniusze,   wykorzystują   maleńką   część   możliwości   mózgu. 
Psycholog Rene Zazzo twierdzi: „Wszyscy jesteśmy niedorozwinięci".

Franciszka
Franciszka, pierworodna córka filozofa francuskiego Emanuela Mouniera, mając 7 miesięcy 
zachorowała po szczepieniu przeciw ospie.
Choroba  powoli   przerodziła   się   w   zapalenie   mózgu.   Wkrótce   trzeba   było   pogodzić   się   z 
faktem, że dziewczynka jest nieuleczalnie chora, że została skazana na życie w tajemniczej 
nocy ducha aż do śmierci, która nastąpiła w wieku 16 lat.
Oto, co Emmanuel Mounier pisał do żony: „Co za sens miałoby to wszystko, gdyby nasza 
córeczka   była   tylko   strzępem   ciała   pogrążonym   nie   wiadomo   w   czym,   odrobiną   życia 
dotkniętego klęską - a nie białą, małą hostią, przewyższającą nas wszystkich nieskończonością 
tajemnicy   i   miłości,   która   olśniłaby   nas,   gdybyśmy   widzieli   ją   twarzą   w   twarz?" 
Nieskończoność tajemnicy i miłości. Tak Jezus nauczył nas patrzeć na dzieci!

Jestem piłką czy budyniem?
Kolega zwraca się do drugiego: „Mogę rzucić się z 20. piętra wieżowca i nie roztrzaskać się!" 
„Jak to?"
„Mogę ci to udowodnić: wystarczy skoncentrować się i poczuć się piłką!"
I robi to. Za moment wstaje z chodnika bez najmniejszego zadrapania.

background image

Jego przyjaciel decyduje się również spróbować. Koncentruje się i skacze. Ale na wysokości 
15. piętra ma chwilę wahania; przychodzi mu do głowy myśl: „A gdybym był budyniem?"
I roztrzaskuje się na ziemi!
Jest to wprawdzie dowcip, ale często dowcipy zawierają wielką prawdę. Jak ta: moc myśli jest 
ogromna! Idee mogą uratować, ale mogą też zabić.

Jezus pracował głową

Istnieje nie tylko praca fizyczna. Jest również praca umysłowa. Co więcej, właśnie ta ostatnia 
wprawia człowieka w ruch. „To nie wokół tego, kto powoduje nowy zgiełk, ale wokół tego, 
kto odkrywa nowe wartości, cicho obraca się świat" - twierdził Nietzsche.
Emmanuel Mounier zwykł był mówić: „To nie przemoc wywołuje rewolucję, ale światło" - to 
znaczy idee. Idee zmieniają człowieka. Wynalazki techniczne co najwyżej „przedłużają" go, 
ale nie zmieniają.
Bardzo trafna jest refleksja pisarza Luciana De Crescenzo: „Samochód jest przedłużeniem 
nóg, telefon jest przedłużeniem ucha, telewizor - oka, a komputer - mózgu; ale żadne z tych 
„cudownych urządzeń" , o ile wiem, nie spowodowało zmiany wnętrza człowieka.
Mijają lata i pomimo wprowadzania na rynek coraz to nowych „przedłużaczy" ludzie nadal 
zachowują się tak jak dawniej. Czyżby dzisiaj nie było ludzi tak ambitnych jak Alcybiades, 
zazdrosnych jak Menelaos czy walecznych jak Hektor?
Tymczasem Jezus nie stawiał na „przedłużacze", ale na rozum,  gdyż wszystko bierze się 
stamtąd. Dobro i zło. Komór gazowych nie wymyślił Hitler: stworzyli je ci, którzy o nich 
pomyśleli. 
Hitler jedynie zapalił zapałkę.

Wybierz swój SMS 

Idee są silniejsze od mieczy.
Napoleon Bonaparte

Jaki jest sens urodzić się człowiekiem, by potem stać się osłem ?

Aktywny umysł uaktywnia życie.

Do szkoły lepiej jest wziąć głowę, a nie telefon komórkowy.

„Szalone krowy" są skutkiem szaleństwa ludzi.

Dzięcioł zawdzięcza życie pracy głową.

Zastanów się, zanim podejmiesz decyzję.

Stolarze mają bardzo mądrą maksymę: „Pomyśl dwa razy, bo uciąć można tylko razi"

Nie wystarczy dobre serce, potrzebny jest też dobry rozum.
Tonino Bello

Ten, kto myśli tak jak ja, daje mi pewność. Kto myśli inaczej niż ja, przyczynia się do mojego  
rozwoju.

Życie bez poszukiwań nie zasługuje na to, by je przeżyć.
Platon

background image

Podobają mi się myśli piękne, czyste,
mocne, szlachetne, podniosłe: nic nie kosztują i nie są opodatkowane.

Ryba zaczyna się psuć od głowy. Człowiek również.

Używanie umysłu męczy nie mniej niż używanie młotka.
 
 Jego nogi

Jezus miał  nie tylko dobry umysł:  miał  również dobre nogi. Moglibyśmy  powiedzieć, że 
kochał 
niebo nad głową i drogę pod stopami. Do Chrystusa na pewno nie pasują ciepłe kapcie.

Wielki wędrowiec

„Jezus wędrował przez całe życie; podróżował nawet, gdy był jeszcze w łonie matczynym; 
Jego narodziny nastąpiły podczas podróży" (Carlo Cremona).
Gilbert Chesterton określał Jezusa jako „Nauczyciela wędrownego".
Skąd tak wielkie umiłowanie poruszania nogami? 
Jest wiele powodów ku temu. 
Pierwszy
 przypomniał nam pisarz francuski z XVIII wieku, Louis Sebastien Mercier, który 
mawiał, że „wszyscy genialni ludzie poruszają się pieszo. Inteligencja podróżuje w karetach, 
ale   geniusz   jest   spieszony".   Geniusz   jest   koczownikiem.   Może   nie   każdy   to   potrafi 
zaakceptować, ale po zastanowieniu człowiek stwierdza, że nie jest to tak dziwne i niezwykłe. 
Dowiedziono, że często 
najlepsze myśli przychodzą wtedy, gdy najmniej się tego spodziewamy; często właśnie, gdy 
wędrujemy.
Ale jest i drugi powód, który tłumaczy tak częste wędrówki Jezusa: jeśli góra nie przychodzi 
do Mahometa, Mahomet idzie do góry. Jezus jest prorokiem. Otóż prorok nie może czuć się 
swobodnie w poczekalniach, jako jeden z oczekujących, ale czuje potrzebę wyjścia naprzeciw 
ludziom. 
Dlatego prorok jest zżyty z drogą. Jezus wędrował od miasteczka do miasteczka, od wsi do 
wsi, nigdzie na dłużej się nie zatrzymując. Powiedział: „Lisy mają nory, ptaki powietrzne 
gniazda, lecz Syn Człowieczy nie ma miejsca, gdzie by głowę mógł oprzeć" (Mt 8,20).
Trzeci powód, jaki tłumaczy tajemnicę podróży Jezusa, jest o wiele głębszy: to Jego zapał, 
gorliwość.   Gorliwość   uwalnia   nas   od   nas   samych,   „wypycha"   na   zewnątrz.   Każe   nam 
nienawidzić wygodnictwa. Oto, dlaczego Jezus nigdy nie powiedział: „Ja jestem krzesłem, 
usiądźcie i odpocznijcie". Powiedział natomiast: „Ja jestem drogą" (J 14,6). To gorliwość 
budzi Go wcześnie (Mk 1,35), każe Mu wracać późnym wieczorem (Łk 4,40) i nigdy nie 
ustawać (J 13,1). 
Pozostaje ostatni powód, który skłaniał Jezusa do poruszania się: plan, który miał zrealizować, 
cel, który zamierzał osiągnąć. Jezus wiedział dobrze, dokąd chciał dotrzeć. W sobie miał 
jakby ogień (Łk 12,49), pasję, która popychała Go do zrealizowania woli Ojca (J 4,31) - 
założenia królestwa Bożego na ziemi. Aby osiągnąć ten cel, Jezus nie oszczędzał się zupełnie: 
aby Go zatrzymać, musiano przybić Jego nogi do krzyża!

Styl wędrowania

Ale może bardziej od poznania powodów, dla jakich Jezus tak dużo wędrował, interesuje nas, 
jaki był styl Jego wędrowania.
•  Otóż Jezus chodził, ale nie pędził, nie był zabiegany. Zalecał: „Nie troszczcie się... Nie 

background image

troszczcie się więc" (Mt 6,25-31).
Tylko raz posłużył się środkiem lokomocji, mianowicie gdy usiadł na osiołku (Mt 21,7),
zwierzęciu powolniejszym od człowieka!
Jesteśmy   pewni,   że   gdyby   Jezus   ukazał   się   dzisiaj   na   ziemi,   powiedziałby:   „Może   nie 
domyślacie   się,   ale   wasze   wzburzenie   wywołuje   śmiech   aniołów   w   niebie.   Jesteście   tak 
niespokojni, że spędzacie dni nie ciesząc się nimi. Spieszycie się, ale jesteście spóźnieni w 
stosunku do siebie. Uspokójcie się, ludzie nerwowi, z trudem łapiący oddech, chaotyczni! 
Uspokójcie się! Pośpiech ukradł wam czas na to, by się spotkać, porozmawiać, pokochać. 
  Ukradł   wam   spotkania,   a   doprowadził   do   zderzeń   (myślę   o   prawie   300.000   wypadków 
drogowych 
rocznie: prawdziwa masakra!). Spokojnie! Nie liczy się pęd, ale kierunek".
• Jezus szedł i nie zatrzymywał się, by zebrać kamienie, którymi rzucano w Niego. Często 
drogi, którymi przechodził, pełne były przeszkód, trudności, oskarżeń, insynuacji. Jezus szedł 
naprzód, nie zwracając uwagi na liczne prowokacje. Szedł jak człowiek wolny i pogodny.
Później   podobnie   będzie   postępował   Jego   wierny   naśladowca,   papież   Jan   XXIII,   który 
powiedział: „Z obu stron drogi rzucano w nas kamieniami, ale nie zatrzymywaliśmy się, by je 
zbierać i odrzucać".
Taki   jest   styl   wielkich   ludzi.   Mogą   w   ciebie   rzucać   kamieniami,   możesz   potykać   się   o 
kamienie,   ale   jeśli   jesteś   człowiekiem,   wszystkie   te   kamienie   mogą   ci   posłużyć   do 
zbudowania fundamentów twego domu! 
Jezus wędruje, ale również zatrzymuje się. 
Może wędrowanie nie polega tylko na unoszeniu nóg i stawianiu ich na ziemi? Jezus poruszał 
nogami, ale od czasu do czasu zdejmował nogę z pedału gazu, by odpocząć, by otrząsnąć się 
ze zgiełku tłumów (Mk 6,31). 
Był rozsądny! Wielki pisarz łaciński Cycero mawiał: „Wydaje mi się, że nie jest człowiekiem 
wolnym   ten,   kto   nie   pozwala   sobie   czasami   na   próżnowanie".   To   nierobienie   niczego,   o 
którym mówi Cycero, ubogaca: pozwala ci nacieszyć się miejscem, w którym się znajdujesz, 
czuć się dobrze z przyjaciółmi, odnaleźć siebie, być blisko Boga. Jest to bezczynność, która 
potrafi rozruszać duszę! Jeśli w czasie wędrówki to, co zewnętrzne, wypełni wnętrze, to gdy 
człowiek zatrzymuje się, wnętrze nadaje sens i wartość temu, czemu 
potem daje on wyraz na zewnątrz.

Trzeba nauczyć się chodzić

Nauczenie   się   właściwego   posługiwania   się   nogami   nie   jest   sprawą   bez   znaczenia.   Nogi 
bowiem 
dostarczają   materiału   dla   umysłu.   Biskup   Tonino   Bello   przypominał,   że   „jeśli   jesteś 
zamknięty  w domu,  jeśli nie  pozwalasz  zakłócić sobie  spokoju, nie zrozumiesz.  I to jest 
grzech,   którego   nie   można   wybaczyć".   Harcerze   słusznie   uważają,   że   doświadczenie 
przechodzi od butów do umysłu. I to przypomina nam wypowiedź św. Bernarda z Clairvaux: 
„Odkryjesz więcej rzeczy przechadzając się po lesie niż przerzucając strony w książce". Nogi 
nie tylko dostarczają materiału dla umysłu, dają również okazję sercu - by kochać, by żyć. 
Przypomina   nam   to   za   pomocą   pięknego   obrazu   wielki   biskup   -   wędrowiec   czasów 
współczesnych,   Helder   Camara:   „Gdy   twój   statek,   zakotwiczony   dłuższy   czas   w   porcie, 
sprawia mylące wrażenie, że jest domem; gdy twój statek zacznie zakorzeniać się w bezruchu 
gruntu   -   wypłyń   na   otwarte   morze.   Trzeba   koniecznie,   za   wszelką   cenę   ocalić   duszę 
wędrowca w twoim statku i twoją duszę pielgrzyma". 
Ocalić duszę pielgrzyma! 
Wielki Pielgrzym pouczył nas wspaniale o motywach i o stylu.

Jezus i kierowcy
Słowa Jezusa ważne są o każdej porze roku i przy wszystkich okazjach. 

background image

Przykład? 
Nic prostszego!
Gdyby Jezus znalazł się dzisiaj na wielkim parkingu samochodowym, powiedziałby mniej 
więcej tak: „Bracia, którzy siedzicie za kierownicą... słyszeliście, że powiedziano: oko za oko, 
ząb   za   ząb,   przekleństwo   za   przekleństwo,   wymuszenie   pierwszeństwa   za   wymuszenie 
pierwszeństwa,   oślepienie   za   oślepienie...   Aleja   wam   powiadam:   jeśli   ktoś   wymusza 
pierwszeństwo, które tobie prawnie się należy, przebacz mu i pozwól mu spokojnie odjechać; 
jeśli ktoś oślepia cię, nie rób tego samego również ty w stosunku do niego; jeśli ktoś ubliża ci, 
nie czekaj na niego przy pierwszych światłach, by oddać mu to samo z odpowiednią na-
wiązką...
Gdyż nie tylko ten, kto zabija brata na pasach czy wyprzedza ryzykownie jest winien sądu, 
lecz także ten, kto złości się na brata, wrzeszczy przez okienko obraźliwe słowa, poparte 
odpowiednimi   gestami...   Temu,   kto   odmawia   ci   pierwszeństwa,   pozostaw   miejsce   na 
parkingu; jeśli ktoś wozem słabszym od twojego stara się wyprzedzić cię, zwolnij, pozwól mu 
jechać...
Bracia kierowcy... słyszeliście, że każdy kierowca jest waszym nieprzyjacielem, ale Ja wam 
powiadam, byście kochali się wzajemnie, byście kochali tych, którzy was wyprzedzają, którzy 
trąbią na was, którzy denerwują was swym postępowaniem, gdyż każdy kierowca jest synem 
Ojca waszego niebieskiego, który stworzył drogi tak dla dobrych, jak i dla złych... (por. Mt 
5,3).

Wybierz swój SMS

Wystarczy mi jeden krok na raz.
Gandhi

Życie jest jak rower: jeśli nie porusza się — upada. 

Lepiej zużyć podeszwy niż poduszki i prześcieradła.
Przysłowie niemieckie

Wędruj, by poznać innych, zatrzymaj się, by poznać siebie samego.

Przechadzając się po lesie, odkryjesz więcej rzeczy, niż przerzucając stronice książki.
Św. Bernard z Clairvaux

Liczy się nie tyle wygodne podróżowanie, ile dotarcie do dalekiego celu.

Panie, spraw, bym — wzorem Trzech Króli — byl w ruchu

Nie bój się wędrować samotnie:
kto chodzi drogami uczęszczanymi przez wszystkich,
nie upoluje wiele.

Są tacy, którzy rodzą się lwami, zebrami czy końmi.
Codziennie rano, gdy się budzisz,
nie pytaj się, czy jesteś lwem, zebrą czy koniem,
ale ruszaj do biegu!

Twoje słowo jest lampą dla moich stóp, światłem na mojej ścieżce.
Ps 119,105

background image

Bóg nie nakazuje byśmy doszli, ale byśmy byli w drodze, gdy On przyjdzie.
Albert Schweitzer

Potknięcie się nie oznacza upadku.

Jezus…Jego dane osobowe

POZYCJA W RODZINIE: Syn.
ZAWÓD: Nauczyciel.
OCZY: życzliwe. Dostrzegają u każdego dobrą stronę.
RĘCE: tulą dzieci i pielęgnują chorych.
USTA: pewnych rzeczy nie mówią, ale mówią rzeczy pewne.
CHARAKTER: pełen zapału. Opiera się pokusom i nigdy nie rezygnuje.
TEMPERAMENT: sprzymierzeniec radości, odporny na wszelkie dąsy.
ZALETY: bierze na siebie ciężary innych.
WADY: każe czekać na siebie i nigdy nie podaje godziny przyjścia.
SPORT: rybołówstwo.
HOBBY: podróżowanie.
NAWYKI: wyraża się w przypowieściach.
IDEE FIXE: oddawanie życia za innych.

JEGO CHARAKTER

Wrażliwy
 
Silny sercem dobrze ukształtowanym

Jeśli istnieje cecha, która natychmiast określa charakter Jezusa, jest nią Jego wrażliwość. 
Jezus jest bardzo uczuciowy.
Wyjaśnijmy jednak: nie ma w Nim żadnej ckliwości ani przesłodzenia. Jezus jest silny, ale 
silny sercem dobrze ukształtowanym.
Współczuje   (Mt   14,14),   płacze   (J   11,32;   Łk   11,41),   publicznie   i   lojalnie   przyznaje,   że 
wdzięczność uzdrowionych z trądu byłaby dla Niego przyjemna (Łk 1 7,1 7-18). Jezus jest 
emocjonalnie całkowicie wolny. Pozwala sobie na okazywanie radości (Łk 10,21), smutku 
(Łk 19,41), gniewu (Mk 3,15), czułości (Mk 10,21), udręki (Łk 12,50), podziwu (Łk 7,26), 
miłości (J 11,5).
Tak, przede wszystkim miłości. „Można powiedzieć, że Chrystus jest protoplastą wszystkich 
wierzących w utopię miłości, którą trzeba zanosić wszędzie, nawet kosztem własnego życia" 
(L. Cian).
Miłość   Jezusa   jest   skierowana   do   całego   człowieka:   nie   tylko   do   duszy,   ale   również   do 
żołądka: tym, którzy znajdują się na pustyni, ofiarowuje obfity posiłek z chleba i ryb (J 6,1 
-13). Miłość Jezusa jest uważna na drobiazgi: po wskrzeszeniu dwunastoletniej dziewczynki 
zatroszczył się o to, by zaraz dano jej coś do zjedzenia (Łk 8,55-56). Innym razem zachęcał, 
by tym najmniejszym spragnionym dać wody, i to „wody świeżej" (Mt 10,42). 
Charakter rzeczywiście wrażliwy.
Oto, dlaczego Jezus patrzy na tych, na których nikt nie patrzy; oto, dlaczego wszystko jest dla 
Niego interesujące, a nie męczące, np. dzieci (Mk 10,12-13).
Oto, dlaczego umie też rozgniewać się (Mk 21,12-13), ale nigdy nie nienawidzi, nigdy nie 
pogardza. Oburzenie jest uczuciem godnym, nienawiść - niskim.
Jesteś silny, Jezusie! Żyłeś zawsze z sercem pałającym. Nie udawałeś uczuć. Wiedziałeś, że 
bez nich człowiek żyje połowicznie, przestaje być człowiekiem.

background image

Umysł   to   nie   wszystko;   potrzebne   jest   ciepło.   Technika   nie   wystarcza,   potrzebne   jest 
miłosierdzie. Ty nie znałeś techniki: nie używałeś nigdy telefonu komórkowego, nigdy nie 
widziałeś lodówki ani telewizora, ale znałeś litość, okazywałeś miłosierdzie.
Jesteś silny, gdyż miłosierdzie ratuje człowieka. Pewnego dnia przyprowadzono Ci kobietę 
pochwyconą na cudzołóstwie (J 8,1-11). Mogłeś skazać ją na ukamienowanie, jak nakazywało 
prawo Mojżesza (Kpł 20,10; Pwp 22,22); Ty jednak przebaczyłeś jej - wbrew przepisom. 
Miłość   pozwoliła   Ci   znaleźć   trzecią   drogę   pomiędzy   potępieniem,   które   niczego   nie 
rozwiązuje, a permisywizmem, który nie pomaga odrodzić się.
 „Kto jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci kamień... Nie potępili cię... Idź i odtąd nie grzesz 
więcej".   Kamienie   byłyby   szybsze,   ale   spowodowałyby   śmierć;   miłość   odrodziła   kobietę. 
Kamienie ocaliłyby zasady, miłość uratowała osobę.
Dzisiaj tak jak nigdy potrzebujemy Twojej trzeciej drogi, Jezusie. Najgorszą szkodą, jaka 
może zostać wyrządzona naszemu sercu, jest nie krwawienie, ale paraliż.

Wielbłąd i dromader
Pewnego dnia wielbłąd spotkał dromadera i zaczął wyśmiewać się z niego: „Pierwszy raz 
widzę nieudanego wielbłąda! Zamiast dwóch garbów masz tylko jeden!" Na to dromader 
odpowiedział mu, śmiejąc się szyderczo: „Udało mi się zobaczyć cud: dromadera z dwoma 
garbami!"   Człowiek   pustyni,   ich   pan,   świadek   tej   ciętej   wymiany   zdań,   przerwał   im   i 
zawyrokował: „Mylicie się obaj: nie co do garbów, ale w sercu!"
„Bardzo dawno temu żył Człowiek, który został ukrzyżowany, gdyż zbyt mocno Co kochano i 
był zbyt dobry. Dziwne, ale wczoraj spotkałem Go trzykrotnie. Za pierwszym razem prosił 
policjanta, by nie umieszczał w więzieniu pewnej prostytutki; za drugim - pił wino z pewnym 
żebrakiem, a przy trzecim - wyrzucał handlujących z kościoła".
Kahlil Cibran

Masz trudny charakter? Jesteś w dobrym towarzystwie
Historia  pełna   jest   złych   charakterów,  które  budziły   podziw!  Michał   Anioł   miał   okropny 
charakter:   był   szorstki,   czasami   wręcz   brutalny.   Nie   robił   nic,   by   zyskać   sobie   sympatię 
ludzką; jego ubranie było prawie zawsze połatane, w strzępach; nie czesał się...
Pisarz Giuseppe Papini był agresywny i wybuchowy. Konrad Lorenz, twórca etologii (wiedzy 
o zachowaniu zwierząt), miał bardzo gwałtowny charakter. Wiele by można powiedzieć o 
niezrównoważonym charakterze pisarza francuskiego Leona Bloya! Mówi się, że również 
Dante   był  jednym  z  najbardziej   drażliwych  ludzi   swego   czasu.   To  samo   opowiada  się   o 
Leonardzie   da   Vinci,   który   był   niespokojny   i   kapryśny;   o   malarzu   Caravaggiu, 
nieopanowanym i kłótliwym, o Napoleonie, Juliuszu Cezarze...
A   co   można   powiedzieć   o   świętych?   Ojciec   Pio   miał   charakter   porywczy,   wybuchowy 
choleryczny,   zapalczywy.   Opowiada   się,   że   pewnego   razu   kopnął   jakiegoś   natrętnego 
pielgrzyma. Josemaria Escriva de Balaguer, założyciel znaczącego ruchu religijnego „Opus 
Dei",   był   porywczy,   impulsywny.   Również   ksiądz   Bosko   miał   „charakter   uparty   aż   po 
zaciętość"   (taki   jest   pogląd   kompetentnego   Franciszka   Motty)...   Czytając   żywoty   wielu 
świętych   dochodzi   się   do   takiego   wniosku:   to   prawda,   że   zwyciężyli   diabła,   ale   przede 
wszystkim zwyciężyli siebie samych!
„Okropne charaktery", jeśli są pod kontrolą, mogą naprawdę zadziwiać!

Altruista

Charakter słoneczny: słońce obdarza, księżyc zabiera

Był człowiekiem całkowicie skoncentrowanym na innych, nigdy na sobie.
Pewnego dnia dotarła do Niego straszna wiadomość o zabiciu Jego kuzyna, Jana Chrzciciela. 

background image

Król Herod Antypas (syn tego, który chciał zabić Dzieciątko Jezus) kazał ściąć głowę Jana, by 
spełnić życzenie tancerki Salome, córki Herodiady (Mt 14,1-12).
Ta   zbrodnia   zasmuciła   bardzo   Jezusa   i   poczuł,   że   „musi   oddalić   się   stamtąd   na   miejsce 
pustynne, osobno" (Mt 14,13). Wszedł do łodzi, ale tłumy dowiedziały się o tym i podążyły za 
Nim pieszo.
A Jezus zrezygnował ze swego odpoczynku i pozwolił się odnaleźć. Co więcej, zlitował się 
nad tłumem i mając 5 chlebów i 2 ryby nakarmił 5 tysięcy mężczyzn, nie licząc kobiet i dzieci 
(Mt 14,13-21).
Gandhi mawiał, że „Chrystus jest najszlachetniejszym przykładem kogoś, kto pragnie dać 
wszystko, nie żądając niczego".
To   inni   byli   Jego   życiem,   Jego   pasją.   Kochał   ludzi   tak   bardzo,   że   Jego   krewni   mówili: 
„Odszedł   od   zmysłów"   (Mk   3,21).   Teolog   Karl   Rahner   zauważa:   Jezus   „istniał,   aby 
zapominać o sobie".
Jego „ja" było tak gościnne, że w każdej sytuacji był bratem. Jezus jest przyjacielem (słowo 
„przyjaciel"   występuje   22   razy   w   Ewangeliach);   nie   odrzuca   nikogo,   chwali   nawet 
cudzoziemców (Łk 17,18). Jezus jest pełen miłości: myśli tylko o Bogu i o człowieku. Mówi, 
że „nie przyszedł, aby Mu służono, lecz żeby służyć" (Mk 10,45).
Jezus   jest   największym   arcydziełem   dobroci.   Można   powiedzieć,   że   był   przepełniony 
uczuciem   braterstwa,   dlatego   wszystko   opierał   na   miłości.   W   jego   epoce   normy   prawa 
żydowskiego stanowiły istny gąszcz: było ich 613. Jezus sprowadził je do jednej: „Będziesz 
miłował Pana, Boga swego... Będziesz miłował swego bliźniego" (Mt 22,36-40).
Jezus-altruista: skoncentrowany na innych. Jest osobowością dojrzałą. „Jedynie rozszerzenie 
własnego ja jest znakiem dojrzałości" - podkreśla słusznie psycholog amerykański Cordon W. 
Allport.
Jest osobowością zrównoważoną. Jednym z najważniejszych odkryć nowoczesnej psychologii 
było   udowodnienie,   że   miłość   ma   zdolność   zachowania   albo   przywrócenia   równowagi 
psychicznej. Zapytano ojca psychoanalizy, co jest tajemnicą szczęścia. Freud odpowiedział: 
Lieben und arbeiten, to jest: „kochać i pracować". Dokładnie to, co robił Jezus. Tak, jesteś 
silny, Jezu! Masz charakter słoneczny: słońce daje, księżyc zabiera.
Jesteś silny, Jezu! Nauczyłeś wielkiej prawdy: miłość więcej znaczy niż inteligencja.
Zrozumiały to największe umysły. Jeden przykład z wielu: Albert Camus mawiał: „Gdybym 
musiał napisać traktat o moralności, miałby 100 stron. 99 z nich byłoby zupełnie czystych. Na 
ostatniej   napisałbym:   Znam   tylko   jeden   obowiązek,   a   jest   nim   obowiązek   kochania.   Na 
wszystko inne mówię: nie".

Jezus — wychowawca olbrzymów
1 września 1939 roku.
Wojsko niemieckie napada na Polskę. Jeden z franciszkanów,  ojciec Maksymilian  Kolbe, 
zostaje   aresztowany   przez   Gestapo,   tajną   policję   nazistowską,   i   zesłany   do   obozu 
koncentracyjnego w Oświęcimiu. Tam jest zmuszony do noszenia ciężkich ładunków żwiru. 
Wieczór 20 lipca 1941 r.
Na   apelu   brakuje   jednego   więźnia.   Za   każdego   uciekiniera   dziesięciu   więźniów   zapłaci 
życiem. Dziesiątym wybranym przez komendanta Fritscha jest sierżant Franciszek Gajow-
niczek.
Zrozpaczony, szlochając, cicho mówi: „Moja żona... moje dzieci..."
Ojciec Kolbe występuje z szeregu i prosi komendanta, by mógł zastąpić Gajowniczka. Prośba 
zostaje   uwzględniona.   Dziesięciu   skazanych   wchodzi   do   bunkra   głodowego.   Jest   to 
podziemie, w którym w ciemnych celach zamyka się skazanych na śmierć głodową. Podczas 
gdy poprzednio skazani okazywali rozpacz, tym razem dzieją się rzeczy, które zdumiewają 
straż więzienną. Zebrani wokół ojca Kolbego skazani  modlą  się, czasami  nawet śpiewają 
polskie pieśni maryjne. Po 2 tygodniach ojciec Kolbe jeszcze żyje, a także trzech innych 
więźniów. Cela, w której są  zamknięci,  jest potrzebna dla innych skazanych. Komendant 

background image

Fritsch wydaje rozkaz uśmiercenia więźniów. O godzinie 12. czternastego sierpnia 1941 r. do 
celi   wchodzi   sanitariusz   Bock:   podchodzi   do   więźniów   i   robi   każdemu   z   nich   w   ramię 
zastrzyk z trucizny. Ciało ojca Kolbego zostaje wrzucone do krematorium razem z ciałami 
jego towarzyszy. Jego prochy, razem z prochami trzech milionów pozostałych ofiar, zostają 
rozrzucone   na   polach   wokół   obozu   oświęcimskiego,   które   każdej   wiosny   pokrywają   się 
kwiatami.

Pogodny

Przeciwny wszelkim dąsom

Nie   można   sobie   wyobrazić   Jezusa   znudzonego   i   narzekającego.   Wiele   razy   Ewangelie 
ukazują Go jako otwartego i radosnego. Święty Łukasz np. na określenie tych cech używa 5 
różnych czasowników, w 27 fragmentach swej Ewangelii. 
Jezus ma charakter pogodny. 
Dowody? Ograniczmy się do następujących:
•  Gdyby   nie   był   pogodny   nie   można   by   wytłumaczyć   tych   słynnych   dziewięciu 
błogosławieństw, ogłoszonych z Góry Błogosławieństw (Mt 5,1 -12).
• Gdyby nie był przyjacielem radości, nie można by wytłumaczyć tych wszystkich spotkań, o 
których mówią Ewangelie: począwszy od godów w Kanie (J 2,1 -12) po wieczerzę w Betanii, 
w domu Łazarza (Mt 26,6-13), od wieczerzy u Zacheusza (Łk 19,1 -10) po tę u Szymona 
Trędowatego (J 13,1; Mt
14, 3-9); wreszcie aż po Ostatnią Wieczerzę (J 13,1 n).
• Więcej jeszcze: gdyby Jezus nie był pogodny, jak mógłby przyciągać do siebie dzieci (Mk 
9,30)? Dzieci nie lubią osób gderliwych, płaczliwych, ponurych, odpychających!

Przede wszystkim, gdyby Jezus nie był pogodny, jak można by wytłumaczyć te wszystkie 
recepty na szczęście, które znajdujemy w Ewangeliach?
Oto ich krótki wykaz, który warto poznać, by potem korzystać z niego jak z gwarantowanych 
pigułek na nasze lęki, trudności, na nasze strachy:
„Dosyć ma dzień swojej biedy" (Mt 6,34).
 „Nie bójcie się!" (Mt 10,26).
 „Ojciec sam was miłuje" (J 16,27).
 „...Abyście się wzajemnie miłowali" (J 13,34).
 „...Ale włos z głowy wam nie spadnie" (Łk 21,18).
 „Albowiem wie Ojciec, czego wam potrzeba" (Mt 6,8). 
„Kto z was przy całej swej trosce może choćby jedną chwilę dołożyć do wieku swego życia?" 
(Mt 6,27). „Odpuszczone są jej liczne grzechy, ponieważ bardzo umiłowała" (Łk 7,47).
Nie ma więc wątpliwości: Jezus stoi po stronie radości i pragnie mieć wokół siebie osoby 
radosne. Pewnego dnia powiedział: „Lecz z kim mam porównać to pokolenie? Podobne jest 
do przebywających na rynku dzieci, które przymawiają swym rówieśnikom: Przygrywaliśmy 
wam, a nie tańczyliście; biadaliśmy, a wyście nie zawodzili. Przyszedł bowiem Jan: nie jadł 
ani nie pił, a oni mówią: Zły duch go opętał. Przyszedł Syn Człowieczy: je i pije, a oni mówią: 
Oto żarłok i pijak!" (Mt 11,16-19).
Posłuchajmy pięknego komentarza do tych słów Carla Marii Martiniego: „Jezus oskarża ludzi, 
że są zawsze niezadowoleni, że ciągle krytykują, że nic im się nie podoba. On przeżywa 
dramat tej niechęci, tego niezadowolenia ze wszystkiego, które gorsze jest od odrzucenia, od 
agresji, gdyż nie wiadomo, z której strony do niego podejść." Jezus występuje przeciwko 
takim dąsom. Poeta francuski Paul Claudel był pewien: „Chrześcijanie mają jeden obowiązek 
wobec   świata:   obowiązek   szerzenia   radości".   Współczesny   teolog   Harvey   Cox   mawiał: 
„Uśmiech   jest   naszym   sposobem   robienia   znaku   krzyża":   naszym   sposobem   bycia 
chrześcijanami.

background image

Radość   bowiem   jest   jedną   z   niezbywalnych   wartości   chrześcijaństwa.   Potwierdził   to 
wspaniale papież Paweł VI: „Chrześcijaństwo nie zawsze jest łatwe, ale zawsze szczęśliwe". 
Stwierdzamy, że Jezus był człowiekiem pogodnym. Oznacza to również, że był inteligentny. 
Obecnie wszyscy bowiem, tak psychologowie jak i lekarze, są przekonani, że kto się śmieje, 
jest po trzykroć mądry.
Po pierwsze, ponieważ wydłuża sobie życie (dowiedziono, że ilekroć ktoś się śmieje, tylekroć 
wyciąga  gwóźdź   z  trumny!).  Po  drugie  -  lepiej  trawi,  nie  potrzebuje  „kontroli  oddechu", 
(udowodniono,   że   prawdziwe   jest   powiedzenie:   śmiech   tworzy   dobrą   krew).   Po   trzecie   - 
uśmiech   jest   najtańszym   sposobem   upiększenia   twarzy   (aby   zmarszczyć   czoło,   trzeba 
uruchomić 65 mięśni; aby się uśmiechnąć - tylko 15!). 
Do   tych   trzech   powodów,   które   sprawiają,   że   inteligentna   osoba   jest   pogodna,   możemy 
dołączyć spokojnie czwarty: ten, kto się śmieje, staje się sympatyczny dla wszystkich, tak jak 
Jezus: „Pełni zdumienia mówili: dobrze uczynił wszystko!" (Mk 7,37), a kobiety, widząc Go, 
wołały - może trochę z zazdrością: „Błogosławione łono, które Cię nosiło, i piersi, które 
ssałeś!" (Łk 11,27).

Dziewczynka i motyl
Pewnego   razu   dziewczynka   zobaczyła   w   lesie   pięknego   motyla,   zaplątanego   w   jeżyny. 
Szlachetne serce podpowiedziało jej, by wybawić go od śmierci. Uwolniła go delikatnie i 
barwny   motyl  pofrunął.   Po  chwili   zamienił   się   w  śliczną   wróżkę.   „Uratowałaś  mi   życie, 
szlachetna dziewczynko. Co mogę dla ciebie uczynić?" Dziewczynka poprosiła o receptę na 
szczęście i wróżka przekazała jej tajemnicę nieustannej radości. Dziewczynka żyła zwykłym 
życiem, zawsze doskonale szczęśliwa.
Gdy   stała   się   uśmiechniętą   staruszką   i   pełną   werwy   babcią,   krewni   zapragnęli   poznać 
przekazaną przez wróżkę tajemnicę, aby nie zeszła do grobu wraz z nią. Staruszka zgodziła 
się i powiedziała: Oto formułka szczęścia: „Pamiętaj, że każda osoba, nawet jeśli wydaje ci 
się bardzo pewna siebie, potrzebuje ciebie".

Jezus jest jak...
Jezus jest jak słońce: ogrzewa wszystkich (Igor Man). 
Jezus jest jak góra: zmusza do patrzenia wzwyż. 
Jezus jest jak wycieraczka szyby: rozjaśnia drogę życia.
Jezus jest jak palma: temu, kto ciska w nią kamieniami, zrzuca najsłodsze daktyle.
Jezus jest jak sól i jak diament: najbardziej rozpowszechniony i najcenniejszy.
Jezus jest jak nugat i jak babka: im bardziej ich próbujesz, tym bardziej masz na nie ochotę.

Wolny

Jego dwanaście wspaniałych wolności

Jezus jest w pełni wolny, najbardziej wolny. 
Wolny   od   wszystkiego.   Wolny   od   rzeczy,   od   dobrobytu:   nie   ma   nawet   stałego   miejsca 
zamieszkania (Łk 9,58). Wolny od krewnych: w pewnym momencie zostawił dom rodzinny i 
rozpoczął swoją przygodę. Wolny od lenistwa: zawsze intensywnie pracował, od rana (Mk 
1,35) aż po wieczór (Łk 4,40). Wolny od siebie samego: „Chrystus nie szukał tego, co było 
dogodne dla Niego" (Rz 15,3); przedkładał nad wszystko wolę Boga Ojca (J 4,34).
Wolny od pesymizmu: nigdy nie ugiął się przed trudnościami, zawsze wierzył w uratowanie 
wszystkich, począwszy od Zacheusza (Łk 19,9), po łotra (Łk 23,43). Wolny od lęku przed 
mówieniem: „Idźcie i powiedzcie temu lisowi (Herodowi)" (Łk 13,31); „Biada wam, uczeni w 
piśmie", „Podobni jesteście do grobów pobielanych" (Mt 23,13-28). 
Wolny od lęku przed ludźmi: nie był uzależniony od spojrzeń ludzkich: „Nie bójcie się ludzi" 
(Mt 10,26).

background image

Wolny od tradycji, przeszłości: wiele razy mówił: „Słyszeliście, że powiedziano przodkom... 
ale Ja wam powiadam..." (Mt 5,22.28-34).
Wolny od poklasku: ucieka od takich sytuacji: „Gdy więc Jezus poznał, że mieli przyjść i 
porwać Co, aby obwołać Go królem, sam usunął się znów na górę" (J 6,15). 
Wolny   w   wędrówce:   ojczyzna   Jezusa   nie   była   wielka:   około   25.000   km2,   jak   Sycylia. 
Czasami Jezus opuszczał terytorium żydowskie i szedł do Samarii, do Tyru i Sydonu (obecnie 
w Libanie), do miejscowości za Jordanem (Dekapol). W tych właśnie miejscach następowały 
znaczące postoje. Wolny od grzechu, gdyż „każdy, kto popełnia grzech, jest niewolnikiem 
grzechu" (J 8,34). I jest to niewola najbardziej niebezpieczna i poniżająca.
Wolny   od   wszelkiej   formy   władzy.   Vittorino   Andreoli,   neurolog   i   psychiatra,   mówi: 
„Chrystus   jest   jednym   z   wielkich   humanistów   współczesnych.   Tak,   gdyż   jest   wolny   od 
wszelkiej   formy   władzy.   Zawsze   uważano,   że   najbardziej   rozpowszechnioną   chorobą 
psychiczną   jest   schizofrenia.   Ale   to   nieprawda:   schizofrenia   dotyczy   zaledwie   0,51   % 
chorych. Ci, którzy dotknięci są obłędem władzy, są o wiele liczniejsi. Stanowią wręcz 95% 
chorych".
Oto Jezus ze swymi wspaniałymi 12 wolnościami! 
Jezus wolny; tak, ale wolny, gdyż się wyzwolił. Również On bowiem, jak każdy człowiek, 
musiał zapracować sobie na wolność siłą woli, zapałem.
Urodził   się   zdolny   do   wyzwolenia   się   i   uwolnił   się   cały,   rozwinął   swoje   Ja,   stał   się 
człowiekiem pełnym, „człowiekiem doskonałym", jak mówi Sobór Watykański II (Gaudium 
et spes, 41). Jezus ujął w ręce swe życie i kierował nim. Człowiekiem bowiem nie kierują 
gwiazdy („urodziłem się pod nieszczęśliwą gwiazdą"), nie kierują nim chromosomy („taki już 
jestem");  człowiek nie jest produktem środowiska („w takiej szkole  jak ta nie można  się 
niczego   nauczyć").   Człowiek   jest   produktem   siebie   samego.   Pisarz   francuski   Georges 
Bernanos ostrzegał, że „najgorsza groźba dla wolności nie polega na zgodzie na odebranie jej 
sobie, gdyż zawsze można ją ponownie odzyskać, ale na tym, że się jej nie rozumie". Otóż by 
nauczyć się wolności, by nie zgubić wolności, będziemy musieli odnieść się do Chrystusa. 
Inny   pisarz,   Francois   Mauriac,   był   przekonany,   że   Jezus   jest   „największym   twórcą 
osobowości, jaki kiedykolwiek istniał na świecie". To logiczne: człowiek tak bardzo wolny 
musi   być   wyzwolicielem.   Dlatego   prawdziwy   chrześcijanin   usiłuje   Go   naśladować. 
Chrześcijanin żyje w świecie, ale nie jest omotany światem; kocha wszystkich, ale nie jest 
niczyim  niewolnikiem.   Żyje   w   ciele,  ale   nie   jest   według  ciała;   napotyka   przeszkody,   ale 
śpiewa i wędruje dalej... Chrześcijanin jest człowiekiem wolnym.

Jezus wolny w myśleniu

Jezus lubił być przekorny. Czy wszystkie błogosławieństwa (Mt 5,1-12) nie są takie, nie „idą 
pod prąd"? Jezus nie uznawał konwencjonalnego myślenia, które powtarza tylko to, co mówią 
inni.
Nie, On miał odwagę wypowiadać własne opinie. Wielokrotnie powtarzał: „Słyszeliście, że 
powiedziano... A Ja powiadam...; Powiedziano również... A Ja wam powiadam... (Mt 5,27-
43). Jezus umiał posługiwać się swoim rozumem, nie poddawał się niczyjemu wpływowi.
Dlatego był całkowicie wolny. Kto bowiem chroni rozum, ocala korzenie wolności. Mówi o 
tym mocna i jasna poezja pisarza niemieckiego Bertolda Brechta:
„Generale, twój czołg jest potężną maszyną: zrównuje z ziemią las i miażdży stu ludzi. 
Ale ma wadę: potrzebuje czołgisty. 
Generale, twój bombowiec jest potężny. 
Lata szybciej od burzy i unosi ciężary większe niż słoń. 
Ale ma pewien brak: potrzebuje mechanika. 
Generale, człowiek robi wszystko. Może latać i może zabijać. Ale ma pewien defekt: może 
myśleć". 
Jakże   prawdziwy   jest   ten   nasz   „defekt"   największy   i   najpotężniejszy:   możliwość 

background image

samodzielnego   myślenia.   Również   pod   tym   względem   Jezus   jest   dla   nas   wspaniałym 
przykładem.
A więc na co jeszcze czekam i dlaczego nie odbieram rozumu, pozostawiając go we władzy 
telewizji i tego, kto krzyczy najgłośniej?

Wolny od wszystkiego
Jeden z Apokryfów (to jest Ewangelii, których Kościół nie uznaje za inspirowane przez Boga) 
opowiada: „Jezus, Mesjasz, nosił ze sobą jedynie grzebień i dzban. Pewnego razu zobaczył 
człowieka,   który   czesał   brodę   palcami.   Wyrzucił   więc   grzebień.   Innym   razem   zobaczył 
człowieka, który pił ze strumienia, posługując się rękoma - i wyrzucił również dzban".
„Chrystus jest największym źródłem mocy duchowej, jaką człowiek poznał kiedykolwiek".

Stanowczy

Charakter zdecydowany

Był niezwykle stanowczy.
Wystarczy pomyśleć o sile, z jaką atakował faryzeuszów i uczonych w Piśmie: „Biada wam, 
uczeni   w   Piśmie   i   faryzeusze,   obłudnicy...   Biada   wam,   przewodnicy   ślepi...   którzy 
przecedzacie komara, a połykacie wielbłąda... podobni jesteście do grobów pobielanych, które 
z   zewnątrz   wyglądają   pięknie,   lecz   wewnątrz   pełne   są   kości   trupich   i   wszelakiego 
plugastwa....  węże,  plemię   żmijowe..."   (Mt 23,13-33).  I  dalej w  podobnym tonie:  siedem 
straszliwych przekleństw! Jeszcze bardziej stanowczy wydaje się Jezus, gdy przechodzi od 
słów do czynów.
Pewnego dnia wszedł do majestatycznej świątyni w Jerozolimie. Ujrzał tam ludzi kupujących 
i sprzedających. Oburzony, powywracał stoły zmieniających pieniądze oraz ławki tych, którzy 
sprzedawali gołębie. Wołał: „Mój dom ma być domem modlitwy, a wy uczyniliście z niego 
jaskinię zbójców!" (Mt 21,13).

Wspaniale   byłoby   być   świadkiem   tego   emocjonującego   wydarzenia,   w   którym   Jezus 
rozprawił się z całym tym handlem, z całym tym „złotym interesem".
Jezus miał charakter pełen ognia, wolny, czysty, wysokiej klasy. Filozof hiszpański Miguel de 
Unamuno mawiał, że „irytowanie się na ludzi może stać się nakazem sumienia". 
Taki   jest   przypadek   Jezusa.   Jego   gniew   był   „zdrowy",   nie   był   gniewem   „chorym"   ludzi 
gwałtownych, despotycznych, słabych. Jezus mógł krzyczeć, gdyż nie skrzywdziłby nawet 
muchy! 
Gniew Jezusa rodził się z oburzenia spowodowanego zdradą prawdy, wartości. Oto, dlaczego 
nawet Piotrowi dał gniewną odpowiedź: „Zejdź Mi z oczu, szatanie!" (Mk 8,33). 
Na tym polega wielkość stanowczości Jezusa: „Człowiek jest tak wielki - mówił poeta Paul 
Valery - jak wielkie są sprawy, które wywołują jego gniew".
A dzisiaj? Dzisiaj „brakuje zdolności do oburzania się. Często mówi się, że opinia publiczna 
jest oburzona. Może to i prawda: rano. Wieczorem wszyscy oglądamy mecz!" (Indro Mon-
tanelli).
A   dzisiaj?   Dzisiaj   brakuje   Twego   cudownego   charakteru,   Jezu.   Charakteru,   który   jest 
przeciwieństwem   naszych   charakterów   słabych,   bez   ikry,   zmiennych,   niezdecydowanych, 
lękliwych, zimnych, obojętnych...
Jesteś silny, Jezu. Twój charakter jest stanowczy, nie chwiejny. Porywczy, ale nie agresywny.
Obrazą dla Twojej wielkości jest przedstawianie Ciebie nadal z oczyma błękitnymi i złotymi 
puklami   włosów  opadających  na  ramiona.   Panie,  ocal  nas  od  przesładzania.   Ocal  nas  od 
egzaltacji. Nie należy polewać wodą płonącego lontu, jakim jesteś.
Nie wolno Ciebie zdradzać, próbując złagodzić Twój święty gniew, usiłując Ciebie uśpić i 
uczynić wspólnikiem naszego porządku wątpliwej wartości.

background image

Nie wolno czynić Ciebie antypatycznym! Jedynie silny jesteś prawdziwym Jezusem. Takim 
Jezusem,   jaki   nam   odpowiada.   I   to   wszystkim.   Spytano   Maurizia   Costanza,   prezentera 
telewizyjnego: „Czy kiedyś wzywał pan Chrystusa?" Odpowiedział: „Tak! Mój Jezus jest 
pełen życia, silny, aktywny. Zawsze był obecny w licznych momentach mojego cierpienia". 
Jesteś zbyt silny, Jezu! W porównaniu z Tobą wydaję się torebką z pudrem.

Towarzysz podróży
Pewnego razu matka powiedziała do syna: „Dorosłeś już do tego, by wyruszyć w trudną 
podróż. Powiem ci, kto będzie twoim niezawodnym przewodnikiem". „Kto to jest?" zapytał 
chłopak. Matka szepnęła mu coś do ucha, po czym chłopak wyjechał.
Wkrótce napotkał jakąś zjawę, która spytała go: „Czy chcesz mnie mieć za przewodnika?" 
„Jak się nazywasz?" „Jestem Sławą". „Nie takie imię  podała mi  moja  matka". Po jakimś 
czasie   pojawiła   się   inna   zjawa   i   miłym   głosem   spytała:   „Czy   chcesz,   bym   była   twoim 
przewodnikiem?"   „Jak   się   nazywasz?"  „Jestem   Przyjemnością".   „Nie   o  takim  towarzyszu 
mówiła mi moja matka". Chłopak kontynuował swą długą i trudną podróż. Przy brzęku monet 
i wesołej muzyce usłyszał znów głos: „Chcesz, bym ci towarzyszył w podróży?" „Jak się 
nazywasz?" „Jestem Bogactwem, które zaspokaja wszelkie pragnienia". Chłopak zrezygnował 
i z tego towarzysza, i oddalił się.
Był już wieczór, gdy jakiś zdecydowany głos powiedział do niego: „Czy mogę pójść z tobą?" 
„Jak się nazywasz?" „Jestem Odwagą". Chłopak uściskał ją i powiedział: „Chodź, oto imię, 
jakie   wyjawiła   mi   moja   matka!"   W   towarzystwie   Odwagi   chłopak   dojrzewał   i   stał   się 
mężczyzną wielkim -nie tylko pod względem wzrostu.

Ogień

„Ogień" - oto właściwe słowo!
Nie ma innego określenia, które by lepiej pozwalało nam zrozumieć tajemnicę osobowości 
Chrystusa. Ogień jest zadomowiony  w Ewangelii. „Przyszedłem rzucić ogień na ziemię  i 
jakże bardzo pragnę, żeby on już zapłonął!" (Łk 12,49).
Pisarz Carlo Cremona tak komentuje: „Wyobrażamy Co sobie jako Osobę dobrą i spokojną, 
wypowiadającą święte słowa, czyniącą gesty cudownej pobożności, okazującą cierpliwość, 
tolerancję, modlącą  się... Tymczasem  ten Jezus musiał  mieć  w sobie jakiś wulkan, skoro 
wybuchnął takimi zatrważającymi słowami, godnymi piromana.
Kto   wie,   ile   wysiłku   kosztowało   Co   utrzymanie   na   wodzy   Jego   energii   wewnętrznej   i 
przekazywanie jej w niewielkich dawkach biednym ludziom otaczającym Co". 
Ale od czasu do czasu ten ogień wybuchał i wówczas płynęły łzy nad Jerozolimą (Łk 19,41 
-42),   nad   grobem   Łazarza   (J   11,35).  Wówczas   też   zdarzały   się   wybuchy   gniewu   wobec 
handlujących w świątyni (Mt 21,12-13).
Wielki Jezusie! Ty mówisz nam, że ten, kto nie płonie, nie żyje!

Wstrząs dla duszy
Pragnę mieć mój własny, osobisty charakter, a nie jakąś imitację. Pragnę mieć charakter, który 
daje odwagę oddzielenia się od grupy, gdy ta staje się stadem. Nie chcę być konwencjonalny: 
chcę żyć i być „poza stadem".

Jednolity

Prostolinijny

Inteligencję człowieka mierzy się rozmaitymi miarami. Jedną z nich jest zwartość własnego 
„ja". 
Człowiek dojrzały stanowi spójną całość. 

background image

Taki był Chrystus.
Oskarżano Go, że jest żarłokiem i pijakiem (Mt 11,19), że lubi towarzystwo grzeszników (Łk 
15,2), zarzucono Mu nawet, że jest niespełna rozumu: „Odszedł od zmysłów" (Mk 3,21). Nikt 
Go jednak nigdy nie oskarżył o dwulicowość. Jezus żył tak, jak mówił. Zachęcał do ubóstwa i 
sam był biedny (Łk 9,58). Mówił o dobroci: „do końca ich umiłował" (J 13,1). Nie maskował 
się, gdyż nie był „rozdwojony". Jezus jest „jeden".
Miał odwagę powiedzieć „Ja": odwagę określić się, narazić się, okazać własną odmienność.
Był   sobą.   Nie   należał   do   tych,   co   mówią:   „Przecież   wszyscy   tak   robią".   Ten,   kto   czyta 
Ewangelię, wielokrotnie napotyka słowa:.. Ja jestem...Ja jestem... (J 6,5; J 10,9; J 10,11; J 
14,6; J 18,37). Chrystus jest stały i odpowiedzialny. Nigdy nie okazywał niezadowolenia, 
złości,   braku   akceptacji   siebie.   Jezus   z   pewnością   bez   trudu   wykonywałby   ćwiczenie 
zaproponowane przez Leo Buscaglię: wziąć od czasu do czasu lustro, spojrzeć na siebie i 
powiedzieć: „To jestem ja... gratulacje! Podobam się sobie i tak powinno być!" 
Oto „ja" w pełni zdrowia psychicznego, „ja" zdrowe. Szaleniec mówi: „Jestem Napoleonem". 
Neurotyk mówi: „Chciałbym być Napoleonem". Człowiek zdrowy mówi: „Jestem sobą i ty 
jesteś sobą!"
„Ja" Chrystusa było „jedno" i zdrowe. 
Wprawdzie czasami mógł robić wrażenie, że jest niezrównoważony, że lekceważy normy. Ale 
na tym właśnie polegało Jego pełne zdrowie.
Wielki filozof grecki Heraklit mówił, że „ogień jest mądry". Może miał na myśli to, że życie 
ma znaczenie jedynie wówczas, gdy jest pełne ognia. Nieprzypadkowo używa się określenia 
„zgaszony" w stosunku do kogoś, kto jest apatyczny, pozbawiony energii.
Jezus był przeświadczony, że życie jest kwestią entuzjazmu, a nie kalkulacji. Uważał, że kto 
nie płonie - nie żyje. 
Oto dlaczego ogień jest zadomowiony w Ewangelii: „Przyszedłem rzucić ogień na ziemię i 
jakże   bardzo   pragnę,   żeby   on   już   zapłonął!"   (Łk   12,49).   „Ogień"   jest   słowem   może 
najbardziej właściwym dla zrozumienia czegokolwiek z osobowości i elektryzującego uroku 
Chrystusa. 
Swym ogniem Jezus zapalił historię: wystarczyły Mu trzy lata, by zmienić oblicze świata.
Może Jezus pragnąłby, by każdy Jego naśladowca nazywał się i był „Ignacym" (z łaciny ignis 
- ogień). 
Z ognia rozumianego tak, jak go rozumiał Jezus, rodzi się odwaga i entuzjazm; z ognia rodzi 
się wszystko to, co jest niezbędne do tego, aby życie było udane. Dokładnie takie, jakie było 
życie Jezusa.
Odwaga i entuzjazm nie są jedynie dwoma aspektami charakteru Chrystusa, ale tkwią tak 
głęboko w Nim, że stanowią jakby Jego drugie i trzecie imię.
Usunąć odwagę i entuzjazm - to odebrać Ewangeliom ich istotę, to wyzerować Chrystusa.

Przepis
Gdy czytasz przepis na jakąś sałatkę czy lody, nie możesz poczuć ich smaku: aby go poznać, 
musisz tych potraw spróbować.
To samo odnosi się do Jezusa: możesz odczuć, jaki jest piękny, jaki jest dobry, jaki jest wielki 
jedynie wówczas, gdy Nim żyjesz, gdy Go doświadczasz.
„Ten Człowiek jest najbardziej szlachetny ze wszystkich, jacy kiedykolwiek żyli na ziemi. To 
On nadaje sens życiu. Cały kosmos ze wszystkim, co zawiera, byłby czystym szaleństwem 
bez tego Człowieka".
                                                                                                                                           Fiodor 
Dostojewski

Niemożliwe?

To prawda: Jezus nie jest dla ludzi krótkowzrocznych i pozbawionych zapału. Nie jest dla 

background image

tych, którzy widzą tylko niziny, którzy lubią ciepłe kapcie.
Jezus jest ciasną bramą (Łk 13,14). Ale trzeba natychmiast dodać: jest bramą zawsze szeroko 
otwartą! Chrystus nie żyje w obłokach, samotnie, na niedostępnych szczytach.
Dowodem na to jest fakt, że otaczał się ludźmi każdego rodzaju. Czyż w Ewangelii nie ma 
całej geografii kontynentu o nazwie człowiek?
Jest tam altruista (Maria) i zazdrośnik (starszy brat z przypowieści o synu marnotrawnym). 
Jest   plotkarka   (służąca   oskarżająca   Piotra),   są   osoby   poświęcające   się   (kobiety,   które 
towarzyszą Jezusowi), jest zdrajca (Judasz), jest człowiek umywający ręce (Piłat) i gracze 
(żołnierze, którzy rzucali losy o tunikę Chrystusa)...
Jezus żyje wśród całej tej ludzkiej mozaiki, towarzyszy jej i kształtuje ją od wewnątrz.
Jezus bowiem ma odniesienie do każdego człowieka! Jezus jest dostępny dla wszystkich! Te 
słowa   nie   są   tylko   piękną   wiadomością,   ale   przede   wszystkim   wyzwaniem.   Wyzwaniem 
najbardziej potrzebnym i ważnym.
Czyż sensem życia nie jest stały rozwój, ciągłe rodzenie się, aż do samego końca?
Otóż jeśli chcemy, by śmierć spotkała nas na drodze wiodącej pod górę, musimy podążać 
jedyną drogą: niekończącą się drogą Chrystusa.
Chrystus jest dostępny dla każdego, ale nikt nie jest w stanie Go wyczerpać.

Optymista

Najważniejszy aspekt Jego charakteru

Był przeświadczony, że pod błotem może kryć się czyste źródło.
Wydobywał perły również z mułu.
Jezus zawsze był nastawiony pozytywnie, nigdy katastroficznie. W „Ojcze nasz" jest tylko 
jedna prośba negatywna, wszystkie inne są pozytywne.
Niesłychane i zdumiewające jest zaufanie, jakie Chrystus pokłada w tych, którzy Co akceptują 
i naśladują: „Wy jesteście solą dla ziemi... Wy jesteście światłem świata" (Mt 5,13-14). Jezus 
jest   tak   wielkim   optymistą,   że   niektóre   Jego   wypowiedzi   wydają   się   być   pozbawione 
rozsądku: „Bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski" (Mt 5,48); 
„...abyście   się   wzajemnie   miłowali   tak,   jak   Ja   was   umiłowałem"   (J   13,34).   A   słynne 
błogosławieństwa (Mt 5,1-12) - czy nie są może propozycją prawie że szaloną? 
Optymizm jest dominującym aspektem charakteru Chrystusa.
• Taki charakter bowiem wszędzie zanosi nadzieję, jest zdolny do ożywienia zawiedzionych, 
do napełnienia radością serc pustych i zgaszonych.

•   Taki   charakter   promieniuje   energią.   Wszyscy   odczuwamy,   że   istnieją   ludzie,   którzy 
„odbierają" energię (są to smutni, rozczarowani, tacy, których obecność stanowi dla innych 
ciężar) i tacy, którzy nas „naładowują". Jezus należy do tych drugich.

Ewangelista Łukasz mówi, że cały tłum „starał się Go dotknąć, ponieważ moc wychodziła z 
Niego   i   uzdrawiała   wszystkich"   (Łk   6,19).   Łukasz   również   przypomina   piękny   epizod   z 
kobietą chorą na upływ krwi, która dzięki dotknięciu szaty Jezusa została uzdrowiona ze swej 
choroby, gdyż „moc wyszła z Niego" (Łk 8,44-46).
Z pewnością moc Boska, ale również energia ludzka, pozytywny ładunek żywotności.

• Przede wszystkim jednak optymistyczny charakter Jezusa zawiera nieograniczone zasoby 
odwagi. Kiedyś uczył w synagodze (synagoga jest domem modlitwy wspólnoty żydowskiej) 
w szabat. Znajdowała się tam pewna kobieta chora od 18 lat. Była pochylona, nie mogła się 
wyprostować. Jezus ją zobaczył, przywołał, powiedział: „Niewiasto, jesteś wolna od swej 
niemocy" i włożył na nią ręce. Ale przełożony synagogi, oburzony tym, że Jezus w szabat 
uzdrawia (w szabat religia żydowska zabraniała wykonywania jakiejkolwiek pracy), rzekł do 

background image

ludzi: „Jest sześć dni, w których należy pracować. W te dni więc przychodźcie i leczcie się, a 
nie w dzień szabatu". Pan mu odpowiedział: „Obłudnicy, czyż każdy z was nie od-wiązuje w 
szabat wołu lub osła od żłobu i nie prowadzi go,by go napoić? A tej córki Abrahama... nie 
należało uwolnić od tych więzów w dzień szabatu?" Święty Łukasz notuje, że gdy Jezus 
mówił   te   słowa,   wstyd   ogarnął   Jego   przeciwników,   a   lud   cieszył   się   ze   wszystkich 
wspaniałych czynów dokonywanych przez Niego" (Łk 13,10-17).

Oto, do czego prowadzi optymizm Jezusa: do wyzwania, do odwagi!
Jezus-jak już powiedzieliśmy-zaproponował wręcz, by obrać Boga za wzór życia: „Bądźcie 
więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski" (Mt 5,48). A więc Jezus zachęca 
nas   do   ciągłego   wędrowania   pod   górę.   Któż   bowiem   może   powiedzieć,   że   jest   dobry, 
sprawiedliwy, pogodny... jak Bóg? Nikt! Oto, dlaczego Primo Mazzolari mówił: „Ten, kto 
wierzy w Boga, musi być wiecznie niezadowolony": z tego, jaki jest i z tego, co robi.
I dlatego nikt nie może powiedzieć, że Bóg jest opium, które nas usypia. Bóg Jezusa jest Tym, 
Kto nas budzi,  jest najwyższym celem,  który  nas zachęca  do nieustannego  postępu! Bóg 
Jezusa jest najlepszą „kuracją" człowieka. Już wiemy, że psychologowie mówią: „Powiedz 
mi, z kim się utożsamiasz, a ja ci powiem, jak skończysz". Innymi słowy: „Powiedz mi, kogo 
bierzesz sobie za wzór, a ja ci powiem, czy i jak będziesz się rozwijał!"
Kto bierze Boga za wzór, staje się człowiekiem o najwyższej mocy. „Gdyby ludzie ciągle 
spoglądali w niebo, w końcu mieliby skrzydła" - powiedział pisarz francuski Gustaw Flaubert. 
Jezus   zachęca   do   spoglądania   w   niebo,   do   dążenia   na   szczyt.   Optymizm   bezmierny! 
Optymizm,   który   wydaje   się   przekraczać   wszelki   rozsądek.   I   rzeczywiście   rozsądek   nie 
zadomowił się w Ewangelii.

Na szczęście!
Rozsądek służy bowiem „jedynie do uporządkowania" (Valentino Bompiani); jest sposobem 
utrzymania rzeczy wstanie niezmiennym.
To nie rozsądek zadomowiony jest w Ewangelii, ale odwaga. Również dlatego Jezus nigdy się 
nie zestarzeje. Z całą śmiałością, jaka krążyła w jego żyłach, Jezus mówi nam, że jedyną 
klęską jest zrezygnowanie z walki.
Mówi nam, że można zestarzeć się w każdym wieku, nawet mając 16 lat: wystarczy poddać 
się!
Mówi nam, że bez odwagi niczego się nie dokona. Ma rację kapłan Antonio Mazzi: „Bez 
odrobiny odwagi nie można nawet napisać przepisu na risotto z grzybami!"

Dwie żaby
Pewnego razu dwie żaby wpadły do miski z mlekiem.  Pierwsza zaczęła krzyczeć: „O, ja 
biedna, topię się!" - i poszła na dno.
Druga   żaba   powiedziała   sobie:   „Nie   chcę   umrzeć   w   misce!"   Zaczęła   przebierać   nogami, 
poruszać się, miotać. Poruszała się tak energicznie, że mleko zamieniło się w masło. I w ten 
sposób znalazła się na małej, twardej platformie: odbiła się i skoczyła. Uratowała się!

Jezus sympatyczny
• Jesteś gwiazdą poranną (2 P 1,19). 
• Jesteś skałą (1 Kor 10,4). 
• Jesteś blaskiem dobra. 
• Jesteś drogą, która nas prowadzi. 
• Jesteś Tym, który „przeszedł dobrze czyniąc" (Dz 10,38).
• Jesteś doskonałym trenerem w zawodach życia.
• Jesteś prawdziwym przyjacielem. 
• Jesteś Człowiekiem każdego czasu. 
• Jesteś wychowawcą olbrzymów. 

background image

• Jesteś wyzwaniem wzbudzającym zachwyt. 
• Jesteś sympatyczny, Jezusie!

Wstrząs dla duszy
Ktoś rodzi się lwem,  ktoś gazelą, ktoś inny mrówką.  Ważne jest, by starać się dojść jak 
najwyżej. Ma rację pisarz i filozof Jean Paul Sartre mówiąc: „Nie jesteś odpowiedzialny za to, 
że jesteś, ale jesteś odpowiedzialny za to, co robisz z tym, że jesteś".

                                                                              *

Wygodnie jest mówić: „Taki już jestem! Nic na to nie poradzę!"
To   zdanie   należy   zostawić   dla   ludzi   zmęczonych,   którzy   nie   chcą   podarować   sobie 
interesującego życia.

Niezłomny

Ani mało, ani dużo: wszystko!

Wstawał wcześnie rano (Mk 1,35), przez cały dzień wędrował z miejsca na miejsce, często 
nawet nie miał czasu, by coś zjeść (Mk 3,20; 6,31). Chorzy przychodzili do Niego i otaczali 
Go, a z chorymi również ludzie złośliwi, przeciwnicy, faryzeusze i saduceusze: rozpoczynały 
się   wówczas   denerwujące   dyskusje,   ostre   wymiany   słów,   niebezpieczne   walki   i   pułapki 
słowne.
Ale Jezus był zawsze pełen życia, w formie, czujny, uważny, odporny.
Szedł naprzód, realizował swój plan. Nie wymagał od siebie wiele, nie wymagał też mało: 
wymagał wszystkiego. 
Enzo Biagi mówi, że Ewangelia „zobowiązuje cię, abyś powiedział «tak» albo «nie», podczas 
gdy my przeżywamy dni, w których mówimy: «może»". Dla tego, kto chce iść za Chrystusem, 
nie są   możliwe  wahania:  „Ktokolwiek  przykłada rękę  do pługa,  a  wstecz  się  ogląda,  nie 
nadaje się do królestwa Bożego" (Łk 9,62).
Niedopuszczalne są półśrodki: „Kto kocha ojca lub matkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie 
godzien" (Mt 10,37-39). Nie ma mowy o kompromisach: „Jeśli twoja ręka lub noga jest dla 
ciebie powodem grzechu, odetnij ją i odrzuć od siebie!" (Mt 18,8). Ewangelia nie jest z 
pewnością książką do czytania dla zabicia czasu albo sentymentalną powieścią. Jest książką 
dla ludzi z rozmachem, dla ludzi żywotnych, takich jak jej bohater -Jezus, który znał i żył 
wielką prawdą: lepiej się zużyć niż zardzewieć. Jak to możliwe, że Benito Mussolini mógł 
określić   Chrystusa   jako   „Żyda,   który   podarował   światu   teorie   osłabiające   i   pozbawiające 
energii"?
Miał rację Benedetto Croce, który mówił, że słowa są jak prostytutki: godzą się usłużnie na 
wszystko! Ale  posłuchajmy   komentarza  pisarza  Italo Alighiero  Chiusana  na  temat  „teorii 
osłabiających".
„Te osłabiające teorie" pozwoliły przyjąć śmierć protestanckiemu pastorowi Bonhoefferowi, 
niezmordowanemu   i   genialnemu   bojownikowi   o   wolność;   one   również   doprowadziły 
franciszkanina Kolbego do oddania życia za ojca rodziny w łagrze nazistowskim, w którym 
łatwo było można stać się egoistyczną bestią. Te same „teorie osłabiające" w dzisiejszych 
czasach   w   Salwadorze   popchnęły   arcybiskupa   Romero   do   nieustraszonej   walki   o   prawa 
bezbronnych, ciemiężonych terrorem i przemocą, za co zapłacił śmiercią w katedrze, jak w 
czasach dawnych męczenników".
„Osłabiające teorie", które kształtują bohaterów, które nadal porywają serca i skłaniają je do 
najwznioślejszych   gestów!   Montalembert,   polityk   i   wielki   pisarz   francuski,   miał 
dwudziestoletnią córkę, która była chlubą rodziny. Pewnego dnia dziewczyna powiedziała 
ojcu, że pragnie wstąpić do klasztoru. Ojciec był poruszony i zaniepokojony: „Czy czegoś ci 

background image

w domu brakuje?". „Nie, tatusiu, ale to ty swoją książką o zachodnich mnichach nauczyłeś 
mnie,   że   Bogu   nie   ofiarowuje   się   serca   przygnębionego   ani   rozbitej   duszy".   Pisarz   był 
zdumiony: „Kim jest ten ukrzyżowany Oblubieniec, który kradnie nam córki?"

Demostenes
Początek kariery Demostenesa, jednego z największych mówców starożytności, nie był zbyt 
szczęśliwy. Wyśmiewano go za styl, za język, za gesty i wymowę. Ale on się nie załamał.
Wycofał   się   z   życia   publicznego   i   przez   wiele   lat   uczył   się   na   pamięć   przemówień 
najsłynniejszych mówców. Biegał po pagórkach, aby zwiększyć pojemność płuc i by nauczyć 
się regulować oddech.
W celu poprawienia wymowy i nauczenia się panowania nad wrzawą tłumów udawał się nad 
brzeg morza, gdzie próbował przekrzyczeć szum wzburzonych fal. Wkładał nawet kamyki do 
ust, aby ulepszyć dykcję. Gdy ponownie stanął przed publicznością w czasie debat w sądach i 
na   zgromadzeniach,   uzyskał   powszechną   aprobatę   i   stał   się   najsłynniejszym   i   ogólnie 
podziwianym mówcą greckim.

Ty jesteś jedyny
Jezusie Chrystusie, Ty jesteś jedyny. Jesteś Tym, który narodził się z Maryi na 5 czy 6 lat 
przed erą chrześcijańską (wyznaczoną błędnie w VI wieku przez Dionizego Małego na 753 
rok ery rzymskiej). Żyłeś w Palestynie przez mniej więcej 33 lata. Zostałeś ukrzyżowany pod 
Poncjuszem Piłatem. Zmartwychwstałeś i ukazałeś się niewiastom, Apostołom i „więcej niż 
pięciuset   braciom   równocześnie"   (1   Kor   15,6).   Jezusie   Chrystusie,   Ty   nie   podlegasz 
reinkarnacji. Nikt nie może zabronić Ci ukazywania się, kiedy, gdzie, jak i komu chcesz. Ale 
pozostają   Twoje   słowa,   wypowiedziane   do   Tomasza:   „Ponieważ   zobaczyłeś   Mnie, 
uwierzyłeś:   błogosławieni   ci,   którzy   nie   widzieli,   a   uwierzyli!"   Jezusie   Chrystusie,   nie 
pobiegnę nigdy za kimś, kto będzie się podawał za takiego jak Ty.
Za kimś, kto łudzi siebie i innych, że jest równy Tobie. Za bigotami i bigotkami, którzy 
wymagają tego, czego Ty nie wymagasz ode mnie: zrezygnowania z wolności, woli i zmysłu 
krytycznego.
Jezusie Chrystusie, jesteś obecny w Kościele, w sakramentach, w Słowie, w braciach i w 
siostrach.   Tylko   tam   będę   Cię   szukać.   Nie   pobiegnę   za   innymi   „obecnościami".   Jezusie 
Chrystusie, Ty jesteś jedyny! Ty mi wystarczasz!
                                                                                                                                                 Ton
ino Lasconi
Skupiony

Najpierw „serce", potem to, co zewnętrzne

Jezus należy do tej kategorii osób, które mają nadzwyczajną zdolność milczenia.
Ewangelie piszą, że kochał ciszę nocy, że lubił usuwać się w miejsca odosobnione (Łk 5,15-
16; Mk 1,38; Mt 14,23; J 6,15).
Wszyscy   dzisiaj   wiedzą,   że   umiejętność   zachowania   milczenia   jest   niezawodnym 
wskaźnikiem wysokiego ciężaru gatunkowego człowieka.
Posłuchajcie, jak wyraził tę prawdę słynny autor Małego Księcia, Antoine de Saint-Exupery: 
„Pasteur który powstrzymuje oddech nad swym mikroskopem, cały jest skupieniem. Pasteur 
nigdy   nie   jest   tak   bardzo   człowiekiem,   jak   wtedy,   gdy   obserwuje.   Wówczas   posuwa   się 
naprzód. Wówczas przyspiesza. Wówczas, choć nieruchomy, posuwa się krokami olbrzyma i 
odkrywa rozległe obszary. Podobnie Cezanne,nieporuszony i milczący przed swym szkicem, 
jest   obecny   w   sposób   niezwykle   intensywny.   Nigdy   nie   jest   tak   bardzo   człowiekiem   jak 
wtedy, gdy milczy, próbuje, ocenia. Wówczas jego płótno staje się dla niego większe od 
morza". 
Także Jezus jest obecny w sposób skupiony, intensywny. 

background image

Jezus żyje „wewnątrz", a nie „na zewnątrz", docenia serce, a nie powierzchowność. Jeśli jest 
coś, czego nie może znieść - to hipokryzja. Zawsze zastanawia sposób, w jaki On, który był 
„cichy   i   pokorny   sercem"   (Mt   11,29),   traktował   uczonych   w   Piśmie   i   faryzeuszów   - 
„obłudnych".   Jeśli   chcecie   posłyszeć   słowa   pełne   ognia,   słowa   oburzenia,   otwórzcie 
Ewangelię Mateusza 23,13-32 i przeczytajcie te wersety jakby po raz pierwszy: przekonacie 
się, że gdyby Kościół zdecydował się ogłosić świętym Jezusa, „adwokat diabła" znalazłby 
obfity materiał do zgłoszenia sprzeciwu. 
Nie, Jezus nie lubi dyplomacji, napuszoności, złotych krzyży, kadzidła, kadzielnic, mitr... 
Jezus kocha pełnię, a nie to, co puste. Przedkłada prawdę nad próżność. 
Jesteś   silny,   Jezu.   Ty   wiesz,   że   ludzka   przygoda   rozgrywa   się   wewnątrz   nas,   a   nie   na 
zewnątrz. Cała woda oceanu nie może zatopić okrętu, jeśli nie dostanie się do Jego wnętrza. 
Ty wiesz, że to nie habit świadczy o zakonniku, że to nie broda czyni filozofa, to nie biały 
fartuch czyni lekarza. 
Jesteś silny, Jezusie. Zachęcasz, by przebić się przez zewnętrzną skorupę, aby nie wpaść w 
pułapkę wyglądu. Z pewnością pasowałyby doskonale do Twych ust dwa przysłowia: „Ubierz 
wiązkę chrustu, a wyda ci się królową", „Ubierz dynię, a wyda ci się baronem". W świecie, w 
którym   można   być   „łajdakiem,   przeciętniakiem,   nawet   głupcem,   ale   właściwy   krawat   i 
odpowiednie perfumy rozwiązują wszystko"
(Michele Serra); w świecie, w którym bardziej liczą się włosy od myśli, które pod nimi się 
znajdują, potrzebujemy ludzi podobnych do Ciebie, którzy by przekonali nas, że każdy krok 
naprzód musi być poprzedzony krokiem do wnętrza, aby nie przekształcił się w krok wstecz. 
Potrzebujemy ludzi podobnych do Ciebie, sama obecność których jest już wzniosła.
Jedynie tacy ludzie będą mogli dokonać czegoś. 
Prawdziwa   siła   wywodzi   się   z   wewnątrz,   z   głębi.   Pisarz   Charles   Peguy   słusznie   mówił: 
„Wielcy ludzie, których działanie powoduje rewolucyjne skutki, są refleksyjni, pogrążeni w 
kontemplacji.   Ludzie   zwróceni   na   zewnątrz   nie   wywołują   rewolucji;   wzbudzają   je   ludzie 
zwróceni ku wnętrzu". 
Ludzie   jak   Ty,   silny   Jezusie:   zbudowałeś   milczenie,   a   milczenie   zbudowało   Ciebie: 
skupionego, głębokiego, młodego. Cesare Pavese trafił w sedno pisząc: „Spędzanie czasu w 
milczeniu odmładza jednostki i ludy".

Modlitwa o poprawę mego charakteru

Wszyscy uważają, że jestem mało wart.
Zapalam się jak zapałka,
gdy ktoś mnie choć trochę obrazi;
reaguję jak bokser, jeśli ktoś mnie tylko lekko dotknie;
atakuję jak bawół, gdy ktoś ze mnie zażartuje.
Nawet przebywanie w grupie staje się trudne:
prawie nikt nie może ze mną wytrzymać.
Bieda w tym, że nie wiem naprawdę, co zrobić.
Jedno jednak zrozumiałem:
muszę się zmienić, muszę stać się lepszy,
aby nie spędzić życia samotnie,
bez przyjaciół i bez nikogo kochającego.
Tak, muszę się zmienić; muszę od czegoś rozpocząć.
Czytając te strony zrozumiałem,
że mogę wybrać Ciebie, Jezu, za towarzysza drogi.
Wydam Ci się trochę egoistą,
ale muszę zacząć od czegoś.
Zaczynam od Ciebie!
Ty miałeś doskonały kościec moralny,

background image

charakter pierwszej klasy.
Wezmę Ciebie za wzór.
A więc dzień po dniu
mój charakterek zacznie się zmieniać.
Stanie się fascynujący, zachwycający,
taki cudowny, jaki jesteś TY, Jezu! Amen.

Kochany

Uosobienie harmonii

Pewnego dnia faryzeusze musieli przyznać, że „świat poszedł za Nim" (J 12,19).
Jezus był niczym magnes, był czarodziejem (Mt 4,18-22). 
Dlaczego?
Może   właściwą   odpowiedzią   będzie   następująca:   gdyż   Jezus   miał   „ja"   muzyczne,   „ja"   - 
symfonię. Był uosobieniem harmonii.
Był łagodny, ale nie słaby. 
Wytrwały, ale nie uparty. 
Aktywny, ale nie niespokojny. 
Zajęty, ale nie zaabsorbowany.
Stanowczy, ale czuły jak ptak, który zbiera pod skrzydła swe pisklęta (Mt 23,37). 
Spokojny i porywający. 
Silny i delikatny. 
Dumny i pokorny. 
Zwarty i prosty. 
Naturalny i mądry. 
Człowiek ognia i łez.
Człowiek adoracji i działania. 
Człowiek chlebów i ryb oraz wzniosłych myśli. Przyciągało Go niebo, a On patrzył na ziemię. 
Kochał słowo i praktykował milczenie. 
Przygarniał dzieci i smagał batem handlujących w świątyni. 
Miał postać królewską, a umywał nogi uczniom. Oto „ja" muzyczne, pełne harmonii „ja" 
Jezusa. Taka osobowość była zachwycająca. Dlatego kochano Jezusa. 
Albo lepiej: oto, dlaczego Jezus „jest" kochany. Giuseppe Ric-ciotti, kończąc swoje Życie 
Jezusa   napisał:   „Z   pewnością   Jezus   nigdy   nie   był   tak   żywy   jak   dzisiaj.   Wszyscy   Go 
potrzebują: by Go kochać, ale również by bluźnić przeciwko Niemu; obyć się bez Niego nie 
mogą... Nikt z żyjących nie jest tak żywy jak Jezus".
Istnieją osoby, które dla Niego porzucają wszystko, a przecież są inteligentne.
Istnieją osoby, które dla Niego zapracowują się, a jednak są szczęśliwe.
Istnieją osoby, które dla Niego porzucają wszystko, a przecież wszystko odnajdują! 
Jezus nadal jest wezwaniem.
Wezwaniem, gdyż Jezus nie jest nieprzystępnym bohaterem, ale dostępnym przyjacielem.
To prawda, że-jak już powiedzieliśmy-jest wąski mi drzwiami (Łk 13,24), jednak drzwiami 
szeroko otwartymi. Przejście przez nie zależy od nas. 
Jedno jest pewne: warto!
Ongiś   Gandhi   powiedział:   „Chrystus   jest   największym   źródłem   duchowym,   jakie   poznał 
człowiek. Chrystus nie należy tylko do chrześcijaństwa, ale do całego świata".
Dzisiaj filozof Norberto Bobbio wyznaje: „Dla niewierzącego takiego jak ja Jezus pozostaje 
przykładem,   może   największym   przykładem   wielkości   moralnej,   jaki   dała   nam   historia 
ludzkości".
Oto   dlaczego   Chrystus   nigdy   nie   będzie   zabytkiem.   W   każdym   człowieku   istnieje   jakby 
pewien rodzaj „instynktownej tęsknoty za Chrystusem".

background image

Jezus ukazał w sposób tak fascynujący i prawdziwy piękno i cud bycia człowiekiem, że jeśli 
zaistnieje przyszłość, będzie musiała być chrześcijańska.
Poeta   i   dziennikarz   Alberto   Bevilacqua   wyjaśnia   to   lepiej:   „Przyszłość   należy   do 
chrześcijaństwa;   nie   w   wyniku   jakiegoś   przewrotu   umysłowego   czy   czegoś   innego.   Ale 
ponieważ to będzie jedyny ratunek".
Dlatego Jezus będzie nie tylko „gwiazdą zaranną" (2 P 1,19) dla tysiąclecia, które co dopiero 
rozpoczęliśmy, ale dla wszystkich wieków, które nadejdą.

Nie odchodź

Jeśli, o Jezu, znajdziesz drzwi mojego serca
zamknięte,
wyważ je i wejdź do środka.
Ale...nie odchodź,
proszę Cię, Jezu!
Jeśli struny mojej gitary zapominają
Twojego imienia, o Jezu,
proszę Cię, zaczekaj, poprowadź moje palce,
ale nie odchodzi
I gdy Twoje wezwanie nie przerwie mojego lenistwa,
poraź mnie Twoim bólem,
ale...nie odchodź, Jezu!
Wreszcie, gdy umieszczam innych
na Twoim tronie,
jakim jest moje serce,
o Królu mego życia, proszę Cię jeszcze raz,
Jezu:
zaczekaj, potrząśnij mną, ale nie odchodź!
                                                                       Antonio Ribołdi

Jezus...Jego dane osobowe

WYGLĄD   ZEWNĘTRZNY:   dobrze   zbudowany.   Przewraca   stoły   bankierów   i   ławki 
sprzedających w świątyni jerozolimskiej.
USTA: mówi jasno i poruszająco Nie lubi zdań przesłodzonych.
ULUBIONY STRÓJ: fartuch, by móc służyć.
STYL: nie rozgłasza swych pięknych czynów.
CHARAKTER: mocny, ale nie gwałtowny; miły, ale nie zniewieściały; stanowczy, ale nie 
arogancki.
ZWYCZAJE: wyróżnia biednych i grzeszników.
PRACA: buduje drogi. Wymyślił drogi pewne na 100%.
SPECJALIZACJA:   trener.   Wychowuje   ludzi   wielkich   (ale   nie   pod   względem   wymiarów 
ciała).
ZALETY: wpaja wolę bycia dobrym.
BRAKI: zbyt wymagający. Żąda wszystkiego od chcących Go naśladować.
NAJWIĘKSZE OSIAGNIĘCIE: śmierć z nadmiaru miłości. 
WIEK: czuje się dobrze jak na 2000 lat.

Jego tajemnica

Wyzwanie

background image

Od początku Jezus stanowił problem. „Kimże On jest?" (Mt 8,27) pytali już ludzie, którzy Go 
widzieli i słyszeli. „Kim Ty siebie czynisz?" (J 8,53).
Jezus jest problemem, który podzielił ludzi na dwa bloki: z jednej strony są ci, którzy nie 
potrafią ukryć entuzjazmu: „Nie widziano nigdy czegoś podobnego w Izraelu!"; z drugiej ci, 
którzy krzyczą: „Zbluźnił!" (Mt 26,65), „Jesteś opętany przez złego ducha! (J 7,20).
Jakby to nie wystarczyło, Jezus nalega: „A wy, za kogo Mnie uważacie?" (Mk 8,29). Za 
proroka?  Za czarownika, który czyni cuda? Za egzaltowanego? Za Boga, który zszedł z nieba 
na ziemię?
Jezus   jest   wyzwaniem.   Wyzwaniem   najbardziej   poważnym   w   całej   historii   świata. 
Rzeczywiście,  bowiem wszystko zależy od tego, jaką odpowiedź daje się na pytanie: „Kimże 
On jest?" Jeśli  Jezus jest tylko człowiekiem, choć nawet nadzwyczajnym, to jednak zawsze 
biednym człowiekiem,  który nie ma prawa żądać od nas, by MU wierzyć i pójść za Nim. Ale 
jeżeli jest Bogiem?
Wówczas   wszystko   należałoby   zmienić   od   podstaw:   byłby   naszym   punktem   odniesienia, 
sensem  naszych dni, naszą nadzieją.
A więc odpowiedź na to pytanie nie jest dla nikogo luksusem: jest zagadnieniem życiowym.
Musimy przyjąć wyzwanie Chrystusowe! Musimy zdecydować się, czy Mu wierzyć, czy nie: 
chcemy  być   ludźmi wierzącymi, ale nie łatwowiernymi. Chcemy  wejść do Kościoła bez 
nakrycia głowy, ale nie  bez rozumu!
Właśnie   dlatego   zostały   napisane   stronice,   które   teraz   następują:   aby   stwierdzić,   czy 
chrześcijaństwo jest kłamstwem mającym 2000 lat, czy też ma niewzruszoną podstawę. Otóż 
jeszcze  raz powtarzamy: wszystko zależy od tego, kim jest ten tajemniczy Jezus. Dla jasności 
i z  szacunku mówimy od razu, że dla nas istotą Jezusa jest Jego Boskość. Jezus poza tym, że 
jest  fenomenem ludzkim, jest Bogiem samym! Dowody?
Oto w Ewangeliach mamy „informacje", bardzo mocne „poszlaki", które prowadzą nas do 
konkluzji,  że Jezus jest naprawdę Bogiem.

Jakie informacje?
• Pierwszymi informacjami są Jego słowa: Jezus wielokrotnie powiedział, że jest Bogiem. A 
Jezus był tak poważny, tak prawdomówny (zobacz Jezus: Jego charakter), że nie można MU 
nie wierzyć.

• Drugą informacją jest fakt, że Jezus dokonał rzeczy nad zwyczajnych (cuda), których tylko 
Bóg może dokonać.
• Trzecim dowodem jest Jego życie, które całe było arcydziełem dobroci. Życie Boże!
• Czwarty dowód: fakt, że Jezus dostarczył nam informacji tak szczegółowych o Bogu, że 
zmusza  to do myślenia o Nim jako o Bogu.
• Piąty dowód: Jezus wymknął się śmierci. Zmartwychwstał! To jest dowód najsilniejszy, 
decydujący. Jedynie Bóg jest mocniejszy od śmierci, jedynie Bóg jest panem życia!
•   Pozostaje szósty dowód, który nie znajduje się w Ewangelii, ale który może być bardzo 
przekonujący:   Jezus   nadal   najbardziej   pociąga   ludzi.   Jezus   nadal   zachwyca   i   przemienia 
miliony  osób.

Dla zwykłego człowieka nie czyni się tylu gestów heroicznych! Dla Boga - tak!
Takie są więc „poszlaki", takie są „dowody" Bóstwa Jezusa. Ale to nie koniec niespodzianek.
Jezus pozwolił nam poznać Boga zaskakującego, niesłychanego. Tak wielkiego, że musimy 
przyznać,  iż nie zasługiwaliśmy na takiego!
Oto,   dlaczego   nie   mogliśmy   Go   trzymać   zamkniętego   w   szufladzie.   Czuliśmy   potrzebę 
przedstawienia Go. Bóg Jezusa jest tak nadzwyczajny, że może zmienić życie: nadać mu sens 
i  utrzymywać je w ciągłej radości! Właśnie strony, które zamykają tę książkę, są bardziej od 
pozostałych godne przeczytania i cieszenia się nimi.

background image

Pięć poszlak wyjaśniających Jego tajemnicę

Słowa szaleńca czy słowa Boga?

Zacznijmy od refleksji na temat zaskakujących wypowiedzi
Jezusa.
Jezus utrzymuje, że żył, zanim powstał świat (J 17,5); że „zstąpił
z nieba" (J 6,51), że widział Boga (J 3,11).
Oświadczył: „Beze Mnie nic uczynić nie możecie" (J 15,5); „Kto we Mnie wierzy, choćby i 
umarł,  żyć będzie" (J 11,25); „Dana Mi jest wszelka władza na niebie i na ziemi" (Mt 28,18). 
Przyrzekł  niesłychane rzeczy: „Kto idzie za Mną, nie będzie chodził w ciemności, lecz będzie 
miał światło  życia" (J 8,12); „Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym" (J 6,55).
Ma   niesłychane   wymagania:   żąda,   by   kochano   Go   bardziej   od   ojca   i   matki   (Mk   10,37), 
bardziej od  samego życia (Mt 10,39). To jeszcze nie wszystko.
A   to,   co   przechodzi   wszelkie   pojęcie   -   Jezus   zmienia   nawet   Pisma:   „Słyszeliście,   że 
powiedziano  przodkom... A Ja wam powiadam..." (Mt 5,21 n). Odpuszcza grzechy (Mk 2,1-
12),mówi, że „kto Mną   gardzi, gardzi Tym, który Mnie posłał" (Łk 10,16), że „kto Mnie 
zobaczył, zobaczył także Ojca"  (J 14,9-10), gdyż „Ja i Ojciec jedno jesteśmy" (J 10,30). 
Co powiedzieć o tych zdumiewających   stwierdzeniach Jezusa? Możemy mieć tylko dwie 
odpowiedzi: albo mamy do czynienia z szaleńcem,   albo Ten, kto je wypowiedział, jest w 
posiadaniu jakiejś tajemniczej prawdy. Nie ma innego  wyjścia. Słowa szaleńca. Faktycznie, 
czy można ocenić inaczej kogoś, kto chwali się, że jest   Bogiem, a nim nie jest? Jak nie 
uśmiechnąć się z pobłażaniem wobec człowieka, który oświadcza,   że odpuszcza grzechy, 
podczas gdy nie ma takiej władzy? 
Jeśli   natomiast   nie   są   to   słowa     egzaltowanego   szaleńca,   muszą   zawierać   coś   bardzo 
głębokiego. 
A więc? Za jaką wersją się  opowiemy? 
Za szaleństwem czy za tajemnicą?
Odpowiedź,   jaka  wydaje  się   nam  najbardziej  logiczna,   jest   taka:   gdyby   Jezus   pozostawił 
podejrzenia co do swej równowagi umysłowej, mielibyśmy  prawo wątpić w bulwersujące 
deklaracje  dotyczące Jego Boskości.
Ale Jezus jest zrównoważony, prostolinijny, szczery, inteligentny; nie może nas oszukiwać 
stwierdzeniami o tak decydującym znaczeniu.
Nie istnieje podwójny Chrystus: jeden poważny i wiarygodny, gdy mówi  np., że „szabat 
został   ustanowiony dla człowieka" (Mk 2,27), i inny, który przed najwyższym kapłanem 
Kajfaszem,  stawiającym Mu oficjalnie pytanie: „Powiedz nam, czy Ty jesteś Mesjasz, Syn 
Boży?" - odpowiada  uroczyście: „Tak, Ja nim jestem!" (Mt 26,62-64).
Ktoś taki jak Jezus, zakochany w prawdzie i zdecydowanie przeciwny wszelkiej hipokryzji 
(Mt  23,13-26), nie może skłamać nawet jeden raz. Oto więc pierwszy, mocny „znak", który 
skłania nas  do stwierdzenia, że Jezus musiał mieć w sobie coś tajemniczego. Człowiek tak 
doskonały, jak to  wykazaliśmy w dwóch poprzednich rozdziałach, nie może być oszustem, 
kimś fałszywym, kłamliwym,  gdy mówi, że jest Bogiem.

Gdybym nie poznał Chrystusa...
Gdybym nie poznał Chrystusa, Bóg byłby dla mnie słowem pozbawionym sensu.
Bóg filozofów i erudytów nie zająłby żadnego miejsca w moim życiu moralnym.
Trzeba  było,  by  Bóg   zanurzył  się  w  ludzkości  i  by   w  określonym momencie  historii,  w 
określonym   miejscu globu i jako istota ludzka z krwi i kości wypowiedział pewne słowa, 
dokonał pewnych  czynów, bym ja upadł na kolana.
                                                                                                                                         Francois  
Mauriac

background image

Ryzyko jest piękne

Na   tych   stronach   znajdujemy   argumenty   dotyczące   Boskości   Jezusa.   Nie   oczekuj   jednak 
„dowodów"  matematycznych, jasnych i dokładnych, które zmuszą cię do wierzenia. W religii 
dowody  matematyczne nie mają sensu. 
Faktycznie, gdyby udało nam się udowodnić z pewnością  matematyczną, że Jezus, poza tym, 
że jest prawdziwym człowiekiem, jest również prawdziwym  Bogiem, nie mielibyśmy żadnej 
zasługi w zaufaniu Mu, nie moglibyśmy wierzyć. Wiara wymaga  zawsze czegoś niejasnego: 
nie wierzy się w światło słońca podczas letniego dnia; nie wierzy   się, gdyż się je widzi. 
Wielki matematyk i filozof francuski Blaise Pascal (1623-1662) mawiał,  że wiara musi być 
roztropna: „mądra i szalona". „Mądra" - ponieważ muszą istnieć dobre motywy,  by wierzyć; 
„szalona", gdyż te motywy nie mogą być wystarczające, by same mogły doprowadzić do 
wiary. 
Podobnie tutaj: mamy bardzo silne przesłanki na rzecz Boskości Jezusa, które sprawiają,  że w 
swojej wierze nie jesteśmy bezkrytyczni; jednak te przesłanki nie zmuszają nas do  wierzenia: 
aby zaistniała wiara, potrzebny jest skok w ciemność, akt zaufania Jezusowi.
I   tak   wiara   pozostaje   wolnym   i   odważnym   aktem;   pełnym   szacunku   aktem   człowieka. 
Również aktem  pięknym! Już Platon, największy filozof grecki (427-347 przed Chr.) mawiał, 
że „ryzyko jest  piękne!" Czyż nie jest może pięknie mieć zaufanie do przyjaciela rozumnego 
i dobrego, do  przyjaciela sympatycznego i nadzwyczajnego - jak Jezus?

Zapytano pisarza  Luigiego Santucciego, co zarzuciłby  Bogu, gdyby spotkał Go twarzą w 
twarz?
Odpowiedź brzmiała: „Zarzuciłbym Mu, że kazał mi  urodzić się o 2000 lat za późno; w 
Mediolanie,  a nie w Palestynie!"

Druga poszlaka. Niezwykłe czyny

Istnieje druga „poszlaka" wskazująca na Boskość Jezusa: Jego
nadzwyczajne czyny.
• Pewnego dnia jakiś trędowaty zbliżył się do Niego i poprosił o uzdrowienie. Jezus nakazał, 
by  został oczyszczony, i trędowaty natychmiast został uzdrowiony (Mt 8,3).
• Innego dnia pewien setnik poprosił Go o uzdrowienie sługi. Jezus spełnił jego prośbę, nie 
udając się nawet do domu chorego (Mt 6,7).
• Człowiekowi o imieniu Jair umarła dwunastoletnia córeczka. Jezus przywrócił ją do życia 
(Mk  5,23n). To samo zdarzyło się, gdy wchodził do miasteczka, skąd wynoszono zmarłego 
syna wdowy.   Jezus zatrzymał orszak żałobny, dotknął zwłok i powiedział: „Młodzieńcze, 
powiadam ci, wstań!"  - i „zmarły siadł i począł mówić, a Jezus oddał go matce" (Łk 7,14-15).
•   Umarł   Łazarz,   Jego   przyjaciel.   Został   pochowany.   Przybył   Jezus   i   nakazał:   „Usuńcie 
kamień".     Marta,   siostra   zmarłego,   powiedziała:   „Panie,   już   cuchnie.   Leży   bowiem   od 
czterech dni w   grobie". Jezus odrzekł jej: „Czyż ci nie powiedziałem, że jeśli uwierzysz, 
ujrzysz   chwałę     Bożą?"   Wówczas   odsunęli   kamień.   Jezus   zawołał   donośnym   głosem: 
„Łazarzu, wyjdź na zewnątrz!" I  wyszedł zmarły, mając ręce i nogi powiązane opaskami, a 
twarz jego była zawinięta chustą. Jezus  rzekł im: „Rozwiążcie go i pozwólcie Mu chodzić" (J 
11,39-44).
• Pewnego dnia wielka burza rozpętała się nad jeziorem Tyberiadzkim. Życie Jezusa i Jego 
uczniów było w niebezpieczeństwie. Jezus jednym słowem uciszył burzę (Mk 4,39).
Czyny niesłychane, nadzwyczajne, które oszałamiają. Kim jest Ten, który uzdrawia chorych i 
wskrzesza umarłych? „Kimże On jest, że nawet wichry i jezioro są Mu posłuszne?" (Mk 
8,27).   Czy     człowiek   może   dojść   aż   tak   daleko?   Czy   ten   Jezus   nie   ukrywa   bezmiernej 
tajemnicy?

background image

Podążam za królem
Pewnego dnia na początku lata król Persji postanowił udać się do swego letniego domu w 
górach.     Zabrał   ze   sobą   giermków,   dworzan,   służbę,   cały   dwór.   Wyruszył   karawaną 
wielbłądów i koni,  wioząc ze sobą szkatułę pełną cennych pereł i kosztowności. Podczas gdy 
zdążał i ścieżką  górską, wielbłąd, który niósł szkatułę, potknął się o kamień. Szkatuła spadła i 
tocząc się  uderzyła w głaz. Rozbiła się. Drogie kamienie rozsypały się na wszystkie strony: 
diamenty,  szafiry, rubiny, szmaragdy... Błyszczały w słońcu. Karawana stanęła. Król obejrzał 
się i  zobaczył, co się stało. Gestem wielkodusznej obojętności, wyciągając rękę powiedział: 
„Weźcie  je sobie". Wszyscy rzucili się, by pozbierać te błyszczące kamienie. Król na swym 
koniu wolno  podążył dalej. W pewnym momencie usłyszał za sobą odgłos kopyt końskich, 
jednego konia.   Odwrócił się zaciekawiony: był to giermek,  szesnastoletni chłopiec. Król 
spojrzał na niego  zdumiony. „Nie zatrzymałeś się, by pozbierać klejnoty?"
A chłopiec z godnością odpowiedział: „Ja podążam za królem!"
„Bóg, który byt przez 30 lat murarzem i cieślą, da sobie radę z gruzami mojej duszy".
                                                                                                                             Hans Urs von  
Balthazar

Trzecia poszlaka. Życie doskonałe

Idźmy dalej. Jest jeszcze wiele rzeczy, które zdumiewają, gdy mówi się o Jezusie, np. o stylu 
Jego życia. Jezus był bezmiarem światła, miłości, pokoju, radości. W życiu zawsze szedł na 
całość: z całą dobrocią, szlachetnością.
Gdziekolwiek się pojawiał, wnosił ze sobą falę świeżości, pogody ducha, entuzjazmu.
Jego słowa zawierały energię zdolną wstrząsnąć umysłami i sercami. Pewnego dnia zobaczył 
człowieka pobierającego cło i powiedział do niego po prostu: „Pójdź za mną!"  (Mt 9,9). 
Człowiek   (na imię miał Mateusz) wstał i poszedł za Nim. Jedno zdanie, które ukrywało 
nadludzką moc,  spowodowało, że rozpoczął nadzwyczajną przygodę! 
I dalej.
Jezus   miał   w   sobie   nieskończenie   wiele   czułości.   Uczył,   że   miłość   znaczy   więcej   od 
inteligencji. Kochał wszystko za wyjątkiem grzechu i nijakości. Należał do wszystkich. Nie 
unikał towarzystwa ludzi przegranych. Wysłuchiwał ich, przebaczał, odradzał, podnosił.
Domenico Sigalini przyrównuje Jezusa do huraganu wszelakiego dobra. Posłuchajmy go.
„Przychodzi jak gospodarz domu: wyrzuca uzurpatora, zamiata dom, porządkuje klepisko. 
Rodzina   ludzka odnajduje pokój, dobrobyt. Ślepi widzą, chromi chodzą, trędowaci zostają 
uzdrowieni,     głusi   słyszą,   radość   i   szczęście   powracają   na   twarze   biedaków.   Odrzuceni, 
prostytutki,  grzesznicy, celnicy zostają przywróceni społeczności ludzkiej, natura nie stanowi 
więcej   zagrożenia, grzesznicy  zostają  zdemaskowani,  ale uzyskują przebaczenie, słabi są 
przygarniani,     a   nie   potępiani,   głosi   się   sprawiedliwość,   prawdę,   szanuje   się   szczerość. 
Upadają przeszkody,   ludzie łączą się, podmuch miłości odświeża życie, stare kości znów 
ożywają. Można by długo   kontynuować wymienianie znaków, jakie Jezus pozostawił tam, 
którędy przechodził. Znaki huraganu  o nazwie Jezus". 
Rzeczywiście Jezus był nadzwyczajny. Był jedynym, który zrealizował całkowicie  wielkość 
człowieczą. Oto, dlaczego czuje się dobrze pomimo swych dwóch tysięcy lat. 
Oto,  dlaczego nigdy się nie starzeje. Takiego Jezusa szuka się za wszelką cenę! Jak można 
nie szaleć  za Nim? Był tak doskonały, że aż Boski. Był święty: absolutna niewinność.
Piłat nie znalazł powodu, by Go skazać (Mk 15,14). Jeden z łotrów ukrzyżowanych razem z 
Nim   musiał przyznać: „My znaleźliśmy się tu słusznie, bo odbieramy zapłatę za uczynki 
nasze, lecz  On nie uczynił nic złego" (Łk 23,41). 
Nawet duchy nieczyste nazywały Go „Świętym Boga" i  krzyczały: „Przyszedłeś nas zgubić!" 
(Mk 1,24). Jezus - święty do najwyższej potęgi!  Wystarczyło zobaczyć, jak się modlił: musiał 
robić wrażenie, że jest tajemnicą gorejącą, skoro   kiedyś uczniowie, widząc Go modlącego 
się, błagali: „Panie, naucz nas modlić się" (Łk 11,1).

background image

Ale Jezus był święty przede wszystkim dlatego, że chciał pełnić tylko wolę Boga.
Pierwsze   słowa,   jakie   Ewangelista   wkłada   w   Jego   usta,   to:   „Czy   nie   wiedzieliście,   że 
powinienem  być w tym, co należy do mego Ojca?" (Łk 2,49).
Jego ostatnie słowa na krzyżu są też akceptacją woli Bożej: „Ojcze, w Twoje ręce powierzam 
ducha mojego" (Łk 23,46). Czynienie woli Boga stanowiło Jego pracę, Jego trud, Jego radość! 
Święty   Jan   porównuje   pragnienie   Chrystusa   wypełniania   woli   Ojca   do   pokarmu:   „Moim 
pokarmem jest  wypełnić wolę Tego, który Mnie posłał" (J 4,34). W tym zdaniu zawarta jest 
tajemnica, która  ujawnia, że Jezus był Świętym Świętych.
W związku z tym poważny uczony zadał pytanie: „Kim jest ten Jezus, który modli się tak 
święcie,   który żyje w tak wielkiej zażyłości z Bogiem, który umie umrzeć tak niewinnie? 
Wszystkie  ludzkie miary zawodzą w tym wypadku" (Karl Adam).

Jezus piosenkarza Luki Carboniego
„Od momentu, w którym poznałeś Jezusa Chrystusa, nie możesz nie brać Go pod uwagę 
dokonując  jakiegokolwiek wyboru, jakiegokolwiek kroku.
Mogę określić się jako chrześcijanin, ponieważ pragnę nim być i dlatego, że przy całej mojej 
ignorancji czuję, że posłanie Chrystusa jest największe, najgłębsze, najbardziej rewolucyjne, 
jak również najpiękniejsze spośród wszystkich, jakie otrzymałem w życiu, i które uznaję za 
prawdę.  To posłanie  jest  we  mnie   żywe,  onieśmiela   mnie,  zachęca   mnie  do  refleksji,  do 
nieustannego zmieniania się; każe mi przeżywać sprzeczności i niepokoje. Czasami daje mi 
pokój,  czasami mnie przeraża.
Czuję głęboko tę obecność Boga; uciekam od niej, powracam, zapominam o Nim, odczuwam 
Co...  Warto poświęcić życie, aby podążać za prawdą Chrystusa".

Jestem Ojcem
W samotnie stojącym domu w nocy wybucha nagle ogień. Wszyscy wybiegają na zewnątrz, 
na   łąkę.   W     łunie   płomieni,   rozglądając   się   wokoło,   rodzice   zauważają,   że   brakuje 
najmłodszego,   pięcioletniego chłopca. W ogólnym popłochu również i on zszedł z innymi, 
ale znalazłszy się   jako ostatni na końcu schodów, przed drzwiami opanowanymi już przez 
płomienie, w panice wrócił  na górę. I oto ukazuje się w oknie na piętrze, przerażony, płacząc 
rozpaczliwie. Jego ojciec  dostrzega go i krzyczy do niego: „Skacz!" Chłopiec rozpoznaje głos 
ojca, ale nie widzi go: jest  zbyt dużo dymu i strasznych płomieni. 
„Nie widzę cię, tatusiu!"
„Ja ciebie widzę i to  wystarczy. Skacz na dół!" 
Dziecko posłusznie skacze i ląduje w ramionach ojca.

Bóg jest Ojcem: zawsze widzi nas, choć my Co nie widzimy. Kocha nas zawsze, nawet gdy 
my  zapominamy Co kochać!
 
Czwarta poszlaka. Ekspert w dziedzinie znajomości Boga

Pozostają   jeszcze   dwie   oznaki,   świadczące   o   Boskości   Jezusa.   Jedna   z   nich   dotyczy 
wiadomości,  jakie On sam dostarcza nam na temat Boga.
Jezus przekazuje nam informacje, tak szczegółowe, właśnie o Bogu, że rodzi się spontanicznie 
pytanie: czy ktoś tak szczery jak Chrystus może mówić takie rzeczy o Bogu, jeśli sam nie jest 
Bogiem?
Odczytajmy   więc   dowód   Boskiej   tożsamości   Jezusa:   jest   zbyt   oryginalny,   rewolucyjny   i 
pokrzepiający, by nie radować się nim. Bóg Jezusa jest Bogiem wszystkich: „...On sprawia, że 
słońce   wschodzi   nad   złymi   i   nad   dobrymi   i   On   zsyła   deszcz   na   sprawiedliwych   i 
niesprawiedliwych" (Mt 5,45). Bóg Jezusa nie faworyzuje nikogo. Jest katolicki, uniwersalny: 
szuka również „ubogich, ułomnych, chromych i niewidomych" (Łk 14,16-24).
Bóg   Jezusa   jest   Bogiem   radosnym.   Wyprawia   uczty   sam   i   zaprasza   innych,   by   czynili 

background image

podobnie (Mt  22,1-14; Łk 15,7.9.23). Nieważne, że majątek został roztrwoniony. Ważne, że 
syn powrócił:   „Będziemy ucztować i bawić się!" (Łk 15,23). Bóg Jezusa nawet oszczędza 
nam   trudu   związanego   z     powrotem   gdyż   „gdy   ją   [owcę]   znajdzie,   bierze   z   radością   na 
ramiona" (Łk 15,5).
Bóg Jezusa jest Bogiem bliskim: wie, czego potrzebujemy (Mt 6,8-32).
Nikt nie może być wymazany z Jego pamięci: „nawet włosy nasze na głowie wszystkie są 
policzone"  (Mt 10,30).
Mało tego: rzeczą najbardziej zaskakującą jest, że Bóg Jezusa jest Bogiem Ojcem (Mt 6,9). 
Nowość absolutna! Nikt nigdy nie ośmielił się zwrócić do Boga nazywając Go „Abba-Ojcze". 
„Abba"     było   zwrotem   pieszczotliwym,   jakim   dzieci   żydowskie   nazywały   swego   ojca,   a 
odpowiadał on mniej   więcej słowu „tatuś". „Nikomu nie przyszło na myśl - pisze teolog 
Leonardo   Boff-   używać   takiego     bezpośredniego   i   pospolitego   określenia   w   stosunku   do 
Boga".
Byłoby   to   jednoznaczne   z   brakiem   szacunku   wobec   Jahwe   i   spowodowałoby   zgorszenie 
pobożnych  osób. A jednak Jezus we wszystkich modlitwach, które dotarły do nas, zwraca się 
do Boga w taki  właśnie sposób: „Abba". Ewangelie wkładają 170 razy to słowo w usta Jezusa 
(4 razy u Marka, 15  u Łukasza, 42 u Mateusza, 109 u Jana).
Nowy Testament zachowuje zwrot „Abba", aby podkreślić nowość w podejściu Jezusa do 
Boga.
Nie do Boga małostkowego, wyrachowanego, ale Boga-Miłości. Boga, który jest cierpliwy 
wobec  wszystkich, tak wobec tych, którzy są zmuszeni jeść strąki, jak i wobec tych, którzy 
pozostają   w domu, a potem okazują gniew (przypowieść o synu marnotrawnym, Łk 15,11 
-32); Boga, który tak   bardzo chce kochać, że udaje się na poszukiwanie  nawet jednego 
potrzebującego pomocy (Mt  18,10-14).

Niestety, analizując dowód Boskiej tożsamości Jezusa, można nie docenić Jego uroku; przede 
wszystkim   ryzykuje   się   niezrozumienie   tej   wielkiej   prawdy:   jeśli   osoba   tak   poważna   i 
wiarygodna  jak Jezus mówi tyle i takich rzeczy o Bogu, sama musi być Bogiem.

Bóg Jezusa

Pewnego razu ktoś poszedł do Buddy prosząc go, by powiedział mu coś o Bogu. Budda 
podniósł  prawą rękę, położył palec wskazujący na ustach i zachował milczenie. Mądry Budda 
nie mógł nam  dać bardziej jasnej lekcji: o Bogu lepiej milczeć niż mówić.
Tego samego uczył w XIX wieku filozof duński Soren Kierkegaard, gdy mówił: „Bóg jest 
tajemnicą. Zamilknij!" Racja! Próbować zrozumieć Boga jest jak starać się zrozumieć jakieś 
słowo, analizując czcionki użyte do napisania go. 
Jednak na szczęście pewnego dnia zszedł na  ziemię wiarygodny Ekspert, który wyjawił nam, 
kim jest Bóg. Bóg jest przytuleniem, Bóg jest  pocałunkiem. Bóg jest Tym, kto biegnie nam 
naprzeciw. Bóg nas wzrusza. Bóg zaprasza nas na  ucztę (Łk 15,11-32).
A więc Bóg nie jest straszny, groźny, zagniewany, jakim tyle razy przedstawiali Go ludzie. 
Bóg  Jezusa jest urzekający. Dzięki Ci, Jezusie!

Wielki konkurs
Pewnego dnia szach  ogłosił konkurs dla wszystkich artystów swego wielkiego królestwa. 
Chodziło  o przedstawienie twarzy króla.
Zjawili   się   Hindusi   z   cudownymi   farbami,   których   tajemnicę   znali   tylko   oni;   następnie 
Ormianie,     którzy   przynieśli   specjalną   glinkę,   potem   Egipcjanie   z   dłutami   nigdy   dotąd 
niewidzianymi i   wspaniałymi blokami marmuru. Na koniec,jako ostatni zjawili się Grecy, 
którzy przynieśli  jedynie woreczek proszku.
Wszyscy zostali zamknięci na całe tygodnie w osobnych salach pałacu królewskiego.
W oznaczonym dniu przybył król. Podziwiał cudowne malowidła Hindusów, modele Ormian i 

background image

posągi  Egipcjan. 
Na koniec wszedł do sali Greków. Wydawało się, że oni nie zrobili niewielkiego: swym 
miałkim proszkiem oczyścili i wypolerowali marmurową ścianę sali w taki sposób, że gdy 
król  wszedł do pomieszczenia, mógł podziwiać doskonałe odbicie swojego oblicza. 
Naturalnie Grecy  wygrali konkurs. Zrozumieli, że jedynie król mógł być obrazem króla.

Jedynie ten, kto naśladuje Boga, może być jego obrazem. Bóg jest wiarygodnym programem, 
wiarygodnym stylem życia: „Bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz 
niebieski"  (Mt 5,48).
Bóg chrześcijański nie jest Bogiem, o którym trzeba rozmyślać, ale którym trzeba żyć!

Wybierz swój SMS

Cała planeta ze wszystkim, co się na niej znajduje, bez tego Człowieka jest szaleństwem.

Cud polega na tym, że świat nie miał nigdy i nigdy nie będzie miał kogoś takiego jak On.
Fiodor Dostojewski

Dopóki choć jedna osoba umiera z głodu,  a ja nie staję się chlebem dla niej; dopóki jeden  
człowiek pozostaje w więzieniu, a ja nie zrywam jego łańcucha, dopóki mam brata, który jest  
sam, a ja go nie zauważam, Chrystus jeszcze się dla mnie nie  narodził.
Gandhi

Każdy jest malarzem własnego życia:
wola jest twórcą dzieła; kolorami są cnoty;
Jezus Chrystus jest oryginałem, który należy odtworzyć.
Grzegorz z Nyssy

 Piąta poszlaka. „Powstał z martwych!" (Mk 16,6)

Pozostaje „ratyfikacja" Boskości Jezusa: Jego zmartwychwstanie. Na grobie Juliusza Cezara, 
na  grobie Napoleona, króla Wiktora Emanuela, i na wszystkich innych można napisać: „Tu 
spoczywa".  Na grobie Jezusa należałoby napisać: „Tu nie spoczywa". Jezus otwiera grób i 
zmartwychwstaje.  „Powstał z martwych, nie ma Go tu" (Mk 16,6).
Zmartwychwstanie mówi nam, że Jezus nosił w sobie moc Boga. Starano się Go unicestwić, 
ale On   powstał z martwych, bardziej żywy niż kiedykolwiek. Chrystus jest Życiem, które 
zwycięża  śmierć. Jest Światłem, które wypędza ciemności, jest Radością, która przezwycięża 
smutek.     Zmartwychwstanie   jest   najpiękniejszym   weekendem   w   całej   historii!   Bez 
zmartwychwstania   bowiem     panowałoby   jedynie   rozczarowanie.   Zmartwychwstanie 
Chrystusa jest wielkim punktem odniesienia   całego chrześcijaństwa:  jest wydarzeniem, z 
którego   wywodzi   się   cała   nasza   wiara.   Jest     największym   ze   wszystkich   cudów,   gdyż 
potwierdza wszystkie inne cudy. Jest największym ze  wszystkich słów, gdyż uwiarygodnia 
wszystkie. Wiedzieli o tym dobrze Apostołowie, którzy (można   powiedzieć) głosili tylko 
Zmartwychwstanie Chrystusa (Dz 2,32; 3,15; 4,8-10).
Szkoda,   że   ta   wiadomość   po   2000   lat   utraciła   swą   moc!   Jak   można   np.   głosić 
Zmartwychwstałego ze  smutnymi twarzami? Starożytny tekst apostolski „Pasterza z Ermy" z 
II wieku mówi: „Wszystkie  osoby pogodne czynią dobro. Człowiek smutny natomiast zawsze 
czyni zło". Oto, dlaczego św.  Paweł nalega: „Zawsze się radujcie" (1 Te 5,16); „Radujcie się
zawsze w Panu!" (Flp 4,4).
Z pewnością pierwsi chrześcijanie umieli się radować więcej
od nas.

background image

Czuli się odpowiedzialni za prawdziwą radość świata: za tę
przyniesioną przez Jezusa (J 15,11). Widocznie nie oddalili
się od Zmartwychwstania. Dlatego zarażali innych radością.

Zmartwychwstał, gdyż jest Bogiem
Święta Wielkanocne obchodzi się prawie zawsze w kwietniu. W kwietniu rozkwita naprawdę 
wszystko: świat okrywa się trawą, kwiatami, niezliczonymi młodymi pędami, rozbrzmiewa 
śpiewem  ptaków...
Kwiecień jest zaproszeniem do świętowania Paschy- uczestnictwa w „Wielkim Przejściu"!
Dokonać tego Przejścia - to wyjść na światło, nie żyć w ukryciu.
Być uczestnikiem Paschy to skończyć z siedzeniem w fotelu i użalaniem się.
Świętować Wielkanoc to wierzyć, że słońce czeka na ciebie poza pieczarą.
Świętować Wielkanoc to wyrzucić do śmietnika czarne okulary.
Świętować Wielkanoc to mieć radosną wiarę. Świętować Wielkanoc to mniej się lękać, a 
więcej  ufać. Świętować Wielkanoc to nie tracić nigdy chęci rozkwitania na nowo.
Świętować Wielkanoc to myśleć: śmierć mija, życie pozostaje.
Świętować Wielkanoc to organizować zmartwychwstanie świata.
Im bardziej będę świętować Wielkanoc, tym bardziej głosić będę wielką prawdę: nasz Jezus 
zmartwychwstał, gdyż nasz Jezus jest Bogiem!

                                                                                   *
Chrystus   był   Miłością.   Głosił   słodycz   łez   i   piękno   braterstwa.   Protestował   przeciwko 
nienawiści  i kłamstwu. Rozlał smutek pokonanego na góry, lasy, brzegi mórz. 
Był lilią i jeziorem,   bezmiarem i kwiatem leśnym, sercem i zdumieniem nad nieznanym. 
Widział i płakał. Jego oczy  patrzyły i przekonywały.
Szedł   przez   pola   głosząc   miłość   do   wszystkich   istot.   Pouczał   o   równości   i   był   pełen 
współczucia  dla ubóstwa... dlatego ubodzy Go kochali... I odszedł.
                                                                                                                Federico Garcia Lorca

Dowód najbardziej przekonujący

Po tym wszystkim,  co powiedzieliśmy,  możemy  jeszcze  podać ostatni dowód na korzyść 
Jezusa-Boga.  Dowód, który może być najbardziej przekonujący, a z pewnością najłatwiejszy 
do zrozumienia. Tym   dowodem jest świadectwo tych (a są ich miliony), którzy żyją dla 
Chrystusa.
To ludzie, którzy pracują za darmo, a są przecież inteligentni. 
To ludzie, którzy harują, a  jednak są pogodni. 
To ludzie, którzy niosą krzyż, ale nie obarczają nim innych. 
To ludzie,  którzy walczą, ale nie zabijają. 
To ludzie cisi, ale nie słabi.
To ludzie szczęśliwi i niezrezygnowani. 
To ludzie, którzy cierpią, a mimo to śpiewają i idą  naprzód. 
To ludzie prości, którzy jednak mają styl Boga. 
Kto   ich   przemienił   w   sól   ziemi   i     światło   świata?   -Jedynie   moc   Boska   powoduje   takie 
przemiany!
Dlaczego tak się zachowują? Nikt nie odgrywałby przypowieści  o dobrym Samarytaninie 
codziennie  i przez wszystkie godziny - dla zwykłego człowieka. Dla kogoś przeciętnego nie 
umywa się nóg  drugiemu człowiekowi. Za zwykłego człowieka nie oddaje się życia!
Oto świadectwo najbardziej wymowne Boskości Jezusa. Świadectwo pokorne, biedne, wolne, 
dobre,  które napotykasz np. w Cottolengo w Turynie, w brazylijskich dzielnicach nędzy, w 
domach, w  których ratuje się narkomanów, w „Domach--rodzinach"...
Świadectwo twoje i moje; wszystkich, którzy w życiu codziennym kochamy Jezusa, gdyż jest 

background image

nie  tylko naszym Bratem i Wzorem, ale Kimś o wiele większym: jest naszym Bogiem.
 
Wybierz swój SMS

Z miłości Bóg na ziemię przyszedł.
Miłością było Jego życie.
Z miłości swoje życie oddał.
Dzięki Miłości zmartwychpowstał.

Proszę was, młodzi ludzie, zapomnijcie o słowie „Ewangelia",
jeśli dla was znaczy ono jedynie obowiązki, ofiarę, smutek.
Jezus nigdy nie pragnął mieć wokół siebie niezadowolonych.
Czynił wręcz cuda, aby budzić zadowolenie,
a pierwszym, jaki uczynił, była przemiana wody w wino.
Gdyby dzisiaj powrócił, czyniłby podobnie.

Nauczył nas mówić nie: „Ojcze nasz, jeśli jesteś w niebie",
ale: „Ojcze nasz, który jesteś w niebie". Twój Bóg, Jezu,
jest Bogiem pewnym, bezpiecznym. Na Nim mogę oprzeć
moje życie jak na skale (Pwt 32,4).

Dzisiaj   wiem,   że   twarz   ludzka,   choćby   nie   wiem   jak   nędzna,   spoliczkowana   —   staje   się  
natychmiast twarzą Jezusa.
Michel Tournieri

To do ciebie się zwraca
„Przede wszystkim uderza mnie to, że przesłanie Chrystusa jest zwrócone do jednostek, do 
poszczególnych osób. „Ty" dla Chrystusa zawsze ma przewagę nad „wy". On zwraca się do 
osoby.   Już samo to jest faktem niezwykłym dla kultury żydowskiej, całej nastawionej na 
wspólnotę, na   lud. Ale również dla innych kultur religijnych starożytności nie jest typowy 
przywódca   religijny, kierujący swe przesłanie do poszczególnych osób. Również dlatego 
nowoczesny Zachód   jest nie do pomyślenia bez Ewangelii: jest ona tam, gdzie działa ta 
Osoba, która zwraca się nie  do masy ludzkiej, ale do każdego z osobna i mówi: „ty musisz"; 
jest tam, gdzie tworzy się  pojęcie „ja", indywidualności, podmiotu, osoby. Wielcy myśliciele 
starożytności nie potrafili  zobaczyć osoby jako całości, tak jak my ją rozumiemy i jak została 
przedstawiona jedynie w  Ewangeliach, skąd ten współczesny jej obraz się wywodzi".
                                                                                                                                                   Id
a Magli

Rozpowszechniać Wielkanoc
 Był świt. Kobieta o imieniu Maria udała się do grobu Jezusa. Ale grób był pusty! 
Co się stało z  Jezusem?.
Odpowiedź dali dwaj aniołowie w lśniących szatach.  „Dlaczego szukacie żyjącego wśród 
umarłych?  Nie ma Go tu, zmartwychwstał!"
W   średniowieczu   często   przedstawiano   Zmartwychwstałego   zasłoniętego   chmurami,   ale 
nogami     widocznymi,   skierowanymi   ku   ziemi.   Miało   to   oznaczać:   Jezus   zniknął,   ale  nie 
odszedł,   znajduje     się   wszędzie.   Te   nogi   są   niczym   aniołowie   mówiący   do   Apostołów: 
„Dlaczego stoicie i patrzycie w  niebo? Idźcie na cały świat i głoście, że Chrystus żyje!" Otóż 
to: Jezus ma nogi poniżej  obłoków, abyśmy kontynuowali Jego wędrówkę. Wstąpił do nieba, 
ale nogi pozostawił na ziemi.  Nasze nogi. 
A więc...idźmy!
Wielkanoc   jest   zadaniem;   Wielkanoc   jest   zobowiązaniem:   zobowiązaniem   do 

background image

rozpowszechniania  życia, pokoju, radości.

Modlitwa nietoperzy

Panie, Ty, który powiedziałeś o nas
„moje baranki";
może popełniłeś błąd.
My jesteśmy nietoperzami
kochającymi noc, gdyż obawiamy się wolności Dnia,
który nam dałeś.
Dnia pełnego światła, zmartwychwstania,
o niekończących się horyzontach,
oczyszczonego wiatrem Ducha
bez granic.
Dnia oślepiającego,
w którego bezmiarze
można się zagubić.
Dnia pełnego chwały,
kiedy to taniec i świętowanie
są obowiązkowe.
Dnia rozbrzmiewającego...
A my, mimo cudowności
jutrzenki, która pragnie
nas sobą upoić,
milczący wracamy do domu,
by zawisnąć głową w dół
i

nie widzieć tego światła, które zakłóca

nasze odrętwienie,
i które mogłoby przemienić nas w orły.
Obudź nas, Panie:
za bardzo staliśmy się nietoperzami!
                                                                 Piero Gribaudi

Bóg niesłychany

Nadzwyczajny Bóg Jezusa

Właśnie dlatego, że Jezus był Bogiem, umiał tak dobrze mówić o Bogu. Zawsze, na każdej 
stronie   Ewangelii. Raz jednak był szczególnie wspaniałomyślny: objawił nam praktycznie 
wszystko   to,   co     musimy   wiedzieć   o   Bogu.   Było   to   w   dniu,   w   którym   opowiedział 
przypowieść najpiękniejszą ze  wszystkich, najważniejszą ze wszystkich czterdziestu dwóch, 
jakie   nam   przekazał:   przypowieść     nazywaną   przez   nas   często   przypowieścią   o   synu 
marnotrawnym, ale tak naprawdę powinna nosić  tytuł: „O Bogu Ojcu" (Łk 15,11-32). Może 
nigdy się nad tym nie zastanawialiśmy, ale tego dnia  ludzkość otrzymała największy dar.
Przypowieść o Bogu Ojcu jest cenniejsza od wszystkich odkryć, od wszystkich wynalazków, 
od   wszystkich ksiąg, wszystkich powieści, wszystkich filmów. Jest nie tylko arcydziełem 
literackim  (stwierdzają to ludzie kompetentni); jest przede wszystkim kopalnią wiadomości 
pięknych,  ożywczych. Wprawdzie nie uczy nas robienia pieniędzy, wprawdzie nie służy do 
rozwiązywania  problemu zanieczyszczenia środowiska, nie zamyka dziury ozonowej, która 
nam grozi... jednak  przypowieść ta pozwala nam zobaczyć rzeczy w inny sposób; pozwala 
żyć również wtedy, gdy słońce  mocno pali. Ta przypowieść pozwala nam znosić śmierć! Bez 
niej ludzkość byłaby biedniejsza i  smutniejsza. 

background image

Ale dość wstępu. Przejdźmy do radowania się nią.

Chrześcijanin i poganin
Pewnego dnia chrześcijanin i poganin spotykają się z biednym człowiekiem. Chrześcijanin 
daje mu  swój płaszcz. Wówczas poganin mówi: „Widocznie sądzisz, że jest Bogiem!"
Chrześcijanin odpowiada mu: „Nie, po prostu wiem, że jest człowiekiem!"

Fotografia Boga w sześciu ujęciach

Pewnego dnia syn poprosił ojca o przypadającą na niego część majątku. Ojciec natychmiast 
spełnił   prośbę.   Syn   zabrał   wszystko   i   odjechał   w   dalekie   strony,   a   tam   roztrwonił   swój 
majątek,  żyjąc rozrzutnie.
Gdy zaczął cierpieć niedostatek, najął się do pracy u kogoś, kto posłał go na pole do pasania 
świń. Był tak głodny, że zazdrościł świniom strąków, którymi się żywiły, lecz nie dostawał 
nawet tego.
Wtedy   przypomniał   sobie   dom   swego   ojca.   Powrócił   tam...   Tutaj,   po   części   mrocznej, 
zaczyna się  część jasna przypowieści (Łk 15,11 -32). Na scenę wkracza Ojciec.
Jezus, by wyryć w oczach i sercu obraz Protagonisty, używa sześciu czasowników, które są 
niczym  sześć uderzeń dłuta artysty, wykuwającego posąg Boga nadzwyczajnego! 
Sześć czasowników, które  należy smakować osobno, jeden po drugim.
 
Dla mnie jest...

Jezus jest dla mnie:
Słowem, które trzeba wypowiedzieć.
Prawdą, która musi być głoszona.
Drogą, którą musimy podążać.
Światłem, które należy zapalać.
Miłością, którą trzeba kochać.
Radością, którą trzeba się dzielić.
Darem, który trzeba ofiarować.
Pokojem, który należy szerzyć.
Chlebem, który trzeba spożywać.
Głodnym, którego należy nakarmić.
Spragnionym, którego pragnienie należy ugasić.
Osamotnionym, którego trzeba przygarnąć.
Starcem, któremu musimy pomóc.
Jezus jest moim Bogiem.
Jezus jest moim Oblubieńcem.
Jezus jest moim Życiem.
Jezus jest moją jedyną Miłością.
Jezus jest moim Wszystkim.
Jezus jest dla mnie Jedyny.
                                                    Matka Teresa z Kalkuty

Zobaczył go

Syn był jeszcze daleko, ale Ojciec już go zobaczył (Łk 15,20). Bóg dostrzega jako pierwszy. 
Bóg   jest zawsze czujny, nigdy nas nie opuszcza. Bóg patrzy na nas, by nam pomóc: „Oto 
oczy Boga nad  tymi, którzy się Go boją, nad tymi, co ufają Jego łasce, aby ocalił ich życie od 
śmierci i  żywił ich w czasie głodu" (Ps 33,18-19).
Bóg nie jest szpiegiem, nie jest policjantem zawsze gotowym do wlepienia nam mandatu! 

background image

Oczy Boga   są jak oczy ojca z przypowieści, który wyczekuje i długo wypatruje, marząc o 
powrocie syna.
Oczy   Boga   są   oczyma,   które   szukają   nas   z   zatroskaniem.   Istnieje   bardzo   wymowna 
opowiastka   na     ten   temat.   Pewnego   dnia   dwaj   bogaci   kupcy   postanowili   rozpocząć 
poszukiwanie   najcenniejszej     rzeczy   na   świecie.   Mieli   się   spotkać   po   znalezieniu   takiej 
rzeczy.   Pierwszy   nie   miał     wątpliwości:   wyruszył   na   poszukiwanie   klejnotu.   Przemierzył 
morza i pustynie, był na szczytach  gór, odwiedzał miasta. Wreszcie znalazł: był to klejnot, 
który błyszczał najpiękniej pod  słońcem. Powrócił więc do ojczyzny i czekał na przyjaciela. 
Minęło wiele lat, nim przyjaciel  powrócił. Nic dziwnego: wyjechał na poszukiwanie Boga! 
Radził się największych mistrzów,  czytał, studiował, ale Boga nie znalazł. 
Pewnego   dnia,   gdy   po   tak   długim   poszukiwaniu   siedział     nad   brzegiem   rzeki,   zobaczył 
kaczkę, która pośród trzcin szukała swoich piskląt, które oddaliły   się od niej. Małe były 
liczne, a do tego bardzo swawolne.
Kaczka szukała ich aż do zachodu słońca, kiedy to wreszcie doprowadziła ostatnie kaczątko 
pod  swoje skrzydła.
Wówczas człowiek uśmiechnął się i powrócił do kraju. 
Gdy przyjaciel go zobaczył, pokazał mu   swój klejnot i z niepokojem zapytał: „A ty, co 
cennego znalazłeś? Pewnie coś wspaniałego, jako  że tyle lat cię nie było. Widzę to po twoim 
uśmiechu..."
„Szukałem Boga" - odpowiedział zapytany. 
„I znalazłeś Co?" - spytał zaciekawiony przyjaciel.  
„Odkryłem, że to On mnie szukał!"
Oczy Boga: oczy poszukujące! Więcej jeszcze: oczy, które płaczą ze wzruszenia. Ujawnia 
nam to  
drugi czasownik z przypowieści.
 
Jesteś na mojej drodze

Jezu, jesteś na mojej drodze,
spotykam Cię każdego dnia.
Jesteś w ludziach, którzy się spieszą,
w towarzyszach zabaw,
w nauczycielach, którzy mnie uczą,
w rodzicach, którzy mnie upominają,
w dziadkach, którzy czekają na mnie,
w policjantach,
którzy zatrzymują mnie przy światłach,
w kierowcy ciężarówki,
która blokuje mi drogę,
w piłkarzu, którego podziwiam,
w katechecie, który mówi mi o Tobie,
w cudzoziemcu, który czuje się prześladowany.
Spraw, bym Cię rozpoznał,
nim zapadnie mroki

Wzruszył się

Gdy tylko ojciec ujrzał syna, jego serce zadrżało: wzruszył się (Łk 15,29). Bóg Jezusa nie jest 
Bogiem zimnym, Bogiem oschłym, jakim wyobrażali Go sobie najinteligentniejsi poganie. 
Bóg  Jezusa jest Bogiem namiętnym, płomiennym: Bogiem pełnym zapału, ognia!
Zresztą   włoskie   słowo   „Dio",   określające   Pana   nieba   i   ziemi,   pochodzi   od   „div",   co   w 
sanskrycie, starożytnym języku, oznaczało" światło", „splendor", „ciepło". Nie bez powodu 

background image

pierwsi chrześcijanie byli nazywani „synami światła". 
Ale powróćmy do naszej przypowieści. 
A  więc Ojciec wzruszył się. Wzruszył się, gdyż jego serce jest niejako podwójne: ojcowskie i 
matczyne zarazem! „Jak się lituje ojciec nad synami, tak Bóg lituje się nad tymi, co się Go 
boją" (Ps 103,13). „Jak kogo pociesza własna matka, tak Ja was pocieszać będę" (Iz 66,13). 
Aby   lepiej zrozumieć podwójną naturę serca Ojca, wielki malarz holenderski Rembrandt, 
żyjący w XVII  wieku, w jednym ze swych wspaniałych obrazów, przedstawiającym właśnie 
„Powrót syna  marnotrawnego", namalował Ojca o dwóch różnych rękach: jednej szczupłej i 
delikatnej jak ręka  kobieca, drugiej masywnej jak ręka mężczyzny. 
Krytyk   Natale   Maffioli   komentuje:   „Ręka,   która     pieści,   ręka   która   uzdrawia,   ręka   która 
pociesza, która karmi, ręka, która dodaje otuchy, która  mówi „dobranoc"; ręka Boga podobna 
do ręki matki. Ręka, która wyczekuje, ręka wyciągnięta,  ręka, która chroni, ręka, która karci, 
ręka, która tworzy, która podnosi - ręka Boga podobna do  ręki ojca!" 
Pewna   dziewczynka   napisała   w   wypracowaniu:   „Bóg   jest   tatusiem,   który   kocha   tak   jak 
mamusia".   Jezus   mówi   nam   po   prostu,   że   „Bóg   jest   Ojcem".   Koniec,   kropka.   Bóg   jest 
kochającym  Ojcem. I czeka na nas.
Czeka na nas, tak bardzo pragnąc naszego powrotu, że gdy tylko z daleka nas dostrzega, 
zaczyna  biec... I tak znaleźliśmy się przy trzecim czasowniku.

„Chrystoterapia". Ale co to jest?
Na pewnym średniowiecznym obrazie malarz przedstawił Chrystusa za stołem w aptece. Z 
czułym i  budzącym zaufanie wyrazem twarzy podaje swoim klientom słoiki z napisem: „Lek 
na każdą  chorobę". Jezuita amerykański Bernard J. Tyrrel pod wpływem tego obrazu napisał 
książkę i  zatytułował ją: 
„Chrystoterapia".
Ten tytuł oznacza, że Jezus stanowi najlepszą kurację, jest dla człowieka najlepszym lekiem 
na  
świecie. 
To stuprocentowa prawda!
Gdyby   choć   jedna   kropla   krwi   Chrystusa   znalazła   się   w   naszych   żyłach,   świat   umyłby 
wreszcie  twarz i ziemia zaczęłaby się obracać we właściwym kierunku.

Wybiegł naprzeciw niego

W   świecie   wschodnim   osobie   starszej   nie   wypadało   biegać.   A   jednak   Ojciec,   gdy   tylko 
zobaczył   syna, „wybiegł naprzeciw niego" (Łk 15,20). Miłość uzewnętrznia się i podrywa 
Co. Gdyby Jezus   nie opowiedział tej przypowieści, którą teraz z radością rozważamy, nie 
wiedzielibyśmy, że   człowiek bardziej przyciąga Boga niż magnes żelazo. Boga, który nie 
bawi   się   w   subtelności:     najważniejsze   jest   zbawienie   syna,   nawet   jeśli   musi   przy   tym 
zlekceważyć   obowiązujący   „savoir     vivre".   Bez   tej   przypowieści   nie   wiedzielibyśmy,   że 
mamy  Boga, który wybiega naprzeciw każdemu,   również naprzeciw „biednym, kalekom, 
niewidomym, chromym" (Łk 14,16-24). Boga, który biegnie i  dociera do każdego człowieka 
nieprawdopodobnymi drogami.
Jeden tylko przykład. Do Jacquesa Loewa, najpierw adwokata, potem dokera w porcie w 
Marsylii   przez 13 lat, wreszcie dominikanina i założyciela „misji robotniczej" we Francji, 
Bóg dotarł w  płatku śniegu: „Biorąc płatek śniegu i widząc jego doskonałość, jego piękno, 
różniące go od  wszystkich innych płatków, odczułem (to nie było rozumowanie) intensywnie, 
że Ktoś stał za tym  małym płatkiem śniegu! Było takie piękno, taka wielkość, a jednocześnie 
taka inność w rzeczy  tak nietrwałej, że jakaś inteligencja, jakaś myśl, miłość- musiała stać 
również za tym małym  płatkiem śniegu, który roztopił się, gdy tylko wziąłem go do ręki".

Piękny czy brzydki

background image

„Chrystus   mógł   być:   piękny,   brzydki,   jasnowłosy,   wysoki,   niski,   śródziemnomorski, 
oliwkowy,     surowy,   serdeczny.   I   każdy   ma   prawo   przedstawiać   Go   w   sposób,   w   jaki 
Ewangelie go inspirują.  Chrystusa określa przede wszystkim to, co powiedział i zrobił, kim 
jest i będzie. Chrystus jest  kluczem, nadzieją, gwarancją, sensem dni, mocą. Jest Bogiem".
                                                                                                                                              Ciorg
io Torelli

Rzucił mu się na szyję

  Bóg wie, że w gruncie rzeczy wszyscy cierpimy z braku czułości: wszyscy potrzebujemy 
kogoś,   kto     by   nas   przytulił.   Obojętnie   -   mali   czy   duzi:   wystarczy   być   człowiekiem,   by 
potrzebować miłości.   Poeta Giacomo Leopardi w liście do brata Carla z listopada 1822 r. 
wołał: „Kochaj mnie, na   Boga! Potrzebuję miłości, miłości, miłości!" A w lipcu 1828 r. 
powtarzał: „Nie potrzebuję   sławy, szacunku ani innych podobnych rzeczy, ale potrzebuję 
miłości!"
W czasie potrzebnym czytelnikowi, by przeczytać do końca ten wers, urodzi się na świecie 
czworo     dzieci.   Otóż   gdyby   od   razu   umiały   mówić,   wiecie,   co   by   powiedziały? 
Powiedziałyby:   „Nie     jesteśmy   kamieniami   i   nie   wystarcza   nam   istnienie;   nie   jesteśmy 
roślinami i nie wystarcza nam   oddychanie. Nie jesteśmy zwierzętami i nie wystarcza nam 
jedzenie. Jesteśmy dziećmi, jesteśmy   malutkimi ludźmi i potrzebujemy, by ktoś się o nas 
troszczył!"
Człowiek ma wrodzoną potrzebę przynależności: nikt nie chce być dzieckiem niczyim!
Ojciec o tym wie: dlatego nas przytula, dlatego pozwala ponieść się emocji i rzuca się synowi 
na szyję (Łk 15,20). W ten sposób - proszę zauważyć - nie dopuszcza do tego, by syn ukląkł i 
prosił   go   o   przebaczenie.   Delikatność   Ojca!   Delikatność,   która   dotyczy   nas   wszystkich   i 
zawsze.
Może o tym nie myślimy, może wręcz nie wydaje się to nam prawdziwe, gdy sprawy układają 
się  źle, ale również wówczas Bóg otacza nas swym ramieniem. 
Przypomina nam o tym pewien nieznany  Brazylijczyk w tym pięknym wyznaniu: „Miałem 
sen.   Śniło   mi   się,   że   szedłem   po   piasku   w     towarzystwie   Pana,   a   na   ekranie   nocy   były 
wyświetlane wszystkie dni mojego życia. Spojrzałem za  siebie i zobaczyłem, że przy każdym 
dniu mego życia, wyświetlanym na filmie, ukazywały się  cienie na piasku: jeden mój i jeden 
Pana. Wreszcie wszystkie dni się wyczerpały. Wówczas  zatrzymałem się. Patrząc za siebie 
zauważyłem, że w niektórych miejscach był tylko jeden cień.   Te miejsca pokrywały się z 
najtrudniejszymi dniami mego życia. Powiedziałem do Pana: „Czyż nie   przyrzekłeś mi, że 
będziesz ze mną przez wszystkie dni? Dlaczego pozostawiłeś mnie samego w   najgorszych 
momentach?" 
A Pan odpowiedział: „W dniach, w których widziałeś jeden cień na  piasku, Ja niosłem ciebie 
na rękach". 
Bóg bierze nas na ręce, by móc nas pocałować. I tak  dochodzimy do piątego czasownika.

Wybierz swój SMS

O Boże, dla Ciebie doświadczenie Ojca, a dla mnie radość syna.

O Panie,
pragnę myśleć o Tobie teraz, a nie w dziewięćdziesiątej minucie.

Spraw, bym nigdy nie utracił zaufania do Ciebie!
Byłbym zagubiony jak mewa,
która utraciła morze.

background image

Nie wystarcza mi wiara w Ciebie: to zbyt mało. Ja Ciebie kocham!

Ucałował go

Ojciec „ucałował go" (Łk 15,20). Uściskać - to już dużo. Ale ucałować znaczy więcej! Bóg 
zawsze    angażuje  się  bez  reszty.  Nie  dawkuje miłości  kroplomierzem.  On  wie, że  miarą 
miłości jest  miłość bez miary.
A więc zamiast oburzać się na syna-egoistę i marnotrawcę, ucałował go.
Pocałunek   z   przypowieści   o   synu   marnotrawnym   jest   najważniejszy   ze   wszystkich 
pocałunków, jakie   znajdujemy w Ewangelii: zostawmy (co oczywiste) pocałunek Judasza 
(Mk 14,45) i pomyślmy o  pocałunku skruszonej grzesznicy, która całowała stopy Jezusa (Łk 
7,45).
Pocałunek Ojca jest najważniejszy ze wszystkich, gdyż przedstawia szczyt tego, co Jezus 
chce,  byśmy wiedzieli o Bogu: szczyt Jego przesłania teologicznego. Pocałunek bowiem jest 
gestem  pełnym znaczeń. Całując jakąś osobę przekazuje się tysiące pozytywnych przesłań: 
Czuję się   dobrze z tobą, kocham cię, jesteśmy bliskimi przyjaciółmi, jestem bardzo blisko 
ciebie...
Słusznie w świętej księdze muzułmanów, w Koranie, czyta się: „Bóg jest bliżej ciebie niż 
twoja     aorta"   (50,16).   Przypomina   nam   to   również   Karol   J.   Jung,   jeden   z   ojców 
psychoanalizy, który na   drzwiach swego domu w Zurychu kazał wyryć takie zdanie: „Bez 
względu na to, czy Boga wzywamy,   czy nie, On zawsze jest obecny". Obecny w naszym 
sercu, jak nam objawił Jezus: „Jeśli Mnie kto   miłuje, będzie zachowywał moją naukę, a 
Ojciec mój umiłuje go i przyjdziemy do niego, i  będziemy w nim przebywać" (J 14,23). 
Nie można sobie wyobrazić Boga bardziej bliskiego! Dlatego  niektórzy teologowie, zamiast 
mówić o Trójcy, mówią o „Czwórcy", to jest o czterech osobach:  czwarty byłby człowiek, 
włączony w Trójcę.
Ale pocałunek Ojca prowadzi nas do kolejnego spostrzeżenia. Osobie, która nas całuje, trudno 
mówić „pan"; raczej: „ty". Z osobą, która nas całuje, nie możemy rozmawiać z lękiem. A więc 
dlaczego nie zmienić w liturgii Mszy świętej tego, co mówimy tuż przed modlitwą „Ojcze 
Nasz"?  Szczerze mówiąc, niezrozumiały jest ten wstęp: „Wezwani zbawiennym nakazem i 
oświeceni  pouczeniem Bożym, ośmielamy się mówić".
Nie,   nie   „ośmielamy   się"   mówić,   ale   „pragniemy"   mówić.   Z   Ojcem   tak   bliskim,   jakim 
przedstawił  nam Go Jezus, rozmawia się z wielką chęcią, z miłością, a nie ze skrępowaniem. 
Bardziej niż  obawiać się Boga, trzeba Go kochać. Kochać, gdyż On kocha nas bezgranicznie! 
Rzeczywiście  wspaniałomyślność Boga jest niesłychana! 
W samej naszej galaktyce, na Drodze Mlecznej istnieje  ponad sto miliardów gwiazd: około 
18   na   każdego   mieszkańca   ziemi!   Ale   to   nie   jest   największa     hojność.   Istnieje 
wspaniałomyślność mniej widoczna, ale nieskończenie większa, delikatniejsza.   Obrazuje ją 
króciutkie   opowiadanie:   „Mówi   się,   że   Bóg   trzyma   każdą   osobę   na   nici.   Otóż   gdy   ktoś 
popełnia błąd, grzech, nić zrywa się. Wówczas Bóg związuje zerwaną nić. I dzieje się tak, że 
im  bardziej ktoś oddala się od Niego, tym bardziej Bóg przybliża go do siebie. Aż może go 
pocałować!"

Nasze jedyne wybawienie
„Odkryto antybiotyki. Wynaleziono statek kosmiczny, samochód, lodówkę. Ale człowiek tak 
samo  cierpi na straszne choroby ciała i ducha jak wówczas, gdy pojawił się na ziemi.
Musimy wydobyć ten diament, który ukrywamy w sobie. Wynalazki techniczne spowodowały 
utratę     prawdziwych   wartości.   Wybawienie   polegać   będzie   na   odzyskaniu   rzeczy,   które 
utraciliśmy po  drodze. 
A   to   oznacza   konieczność   odkrycia   ponownie   Jezusa.   Jego   słowo,   czas   spędzony   tutaj, 
pomiędzy ludźmi, będzie naszym jedynym zbawieniem".
                                                                                                                                             Valeri

background image

a Moriconi

Rzekł do swoich sług

Ojciec rzekł do swoich sług: „Przynieście szybko najlepszą szatę i ubierzcie go; dajcie mu też 
pierścień   na   rękę   i   sandały   na   nogi!   Przyprowadźcie   utuczone   cielę   i   zabijcie:   będziemy 
ucztować i bawić się" (Łk 15,22-23).
Co za rozrzutność! Z pewnością syn nie mógł sobie wyobrazić takiego przyjęcia. Wydaje się, 
że  Ojciec przesadza. Ojciec, który odrzuca wszelką rozwagę, zdrowy rozsądek. A jednak taki 
jest  zamysł Jezusa. Bowiem również inną przypowieścią Jezus pragnął przekonać nas, że Bóg 
przebacza  bez miary: chodzi o przypowieść o słudze nielitościwym (Mt 18,23-35).
Dłużnik winien był królowi 10.000 talentów. Suma przeogromna! Wystarczy pomyśleć, że 
suma     podatków,   jakie   płaciły   Rzymianom   wszystkie   prowincje   Palestyny,   wynosiła   800 
talentów. A oto  król (Bóg) darowuje taki ogromny dług w całości. Co oznacza taki sposób 
postępowania Boga?  
Oznacza, że co było - to było: może nawet i ogromny występek. Ale zacznij od nowa! Bóg 
odradza!   Nie chce, by pozostawały krwawiące rany czy blizny. On przebacza: darowuje 
całkowicie. Nie  powraca do grzechów co wieczór! 
Goethe mawiał, że „Nawet błoto błyszczy, gdy słońce świeci." I   nawet głazy miękną, gdy 
miłość Boga przebacza i odradza. Wówczas wszystko się zmienia: nastaje  radość. „Będziemy 
ucztować i bawić się" (Łk 15,32).
Po   tej   wspaniałej   przypowieści   powinno   stać   się   jasne,   że   drugim   imieniem   Boga   jest 
„Szczęście". „Człowiek myśli, Bóg śmieje się", mówi przysłowie żydowskie. A św. Augustyn 
komentuje: „Niktnie jest tak szczęśliwy jak Bóg, nikt nie uszczęśliwia tak jak Bóg".
W  „Życiu  błogosławionej  Umiliany  de  Cerchi"   brat  Vito  da   Cortona   pisze:  Podczas  gdy 
Święta  spoczywała na swym łóżku w celi w wieży, jakieś czteroletnie dziecko o przepięknej 
twarzyczce  bawiło się obok niej. Gdy Je zobaczyła, odczuła wielką radość i powiedziała do 
Niego: „O słodka   miłości, o najdroższe Dziecko, czy umiesz tylko bawić się?" A Dziecko 
odpowiedziało: „A co  chciałabyś, bym robił?" Błogosławiona Umiliana powiedziała: „Chcę, 
byś powiedział mi coś  pięknego o Bogu". A Dziecko na to: „Czy uważasz, że to wypada, by 
ktoś mówił o sobie samym?" I  zniknęło. 
Bóg, który bawi się, Bóg, który świętuje. 
Czy może być Bóg wspanialszy, Bóg  sympatyczniejszy?

Choć nie myślę o Tobie nieustannie,
Ty nie przestajesz myśleć o mnie.
Choć Ciebie nie kocham,
Ty nie przestajesz mnie kochać.
Jak bardzo jesteś szlachetny!
Jestem dumny, że mam Boga takiego jak Ty.

Jeśli Bóg Jezusa wzbudził w tobie miłość
Pewien kapelan więzienny opowiadał:
 „Jakiś więzień z izby chorych prosił, bym go odwiedził.  Powiedział mi: „Mam 78 lat i muszę 
pozostać   w   więzieniu   jeszcze   3   lata.   W   ciągu   życia   tyle   nabroiłem,   że   zawsze   sobie 
powtarzam: Jeśli Bóg istnieje, nie może mi przebaczyć. 
Otóż wczoraj  dowiedziałem się, że siostra zakonna, która prowadzi tę izbę chorych od 15 lat, 
w   pewnym   sensie     jest   tu   dobrowolnie   uwięziona.   To   nie   jest   czymś   zwyczajnym   dla 
człowieka. Znaczy to, że Bóg   istnieje i może  mi  przebaczyć”. Ten staruszek poprosił o 
chrzest".

Nazywacie Mnie...

background image

Nazywacie Mnie Zbawicielem, ale nie pozwalacie się zbawić.
Nazywacie Mnie Światłem, ale nie widzicie Mnie. Nazywacie Mnie Drogę, ale nie idziecie za  
Mną.  Nazywacie Mnie Życiem, ale nie pragniecie Mnie. Nazywacie Mnie Nauczycielem, ale  
Mi nie  wierzycie. Nazywacie Mnie Mądrością, ale nie pytacie Mnie. Nazywacie Mnie Panem,  
ale Mi nie  służycie. Nazywacie Mnie Wszechmocnym, ale Mi nie ufacie. Jeśli pewnego dnia  
was nie poznani,  nie dziwcie się!
                                                                                                                                Napis na 
katedrze w Lubece
Ty jesteś...
Ty jesteś Bogiem.
Ty jesteś jednym z Ojcem.
Jesteś Synem Maryi.
Urodziłeś się w Betlejem,
zostałeś owinięty w pieluszki
i położony w żłobie
pełnym słomy.
Trzymano Cię w cieple
oddechu osiołka,
który przyniósł Twoją Matkę z Tobą w łonie.
Ty jesteś synem Józefa, którego
ludzie Nazaretu znali jako cieślę.
Ty jesteś zwykłym Człowiekiem.
                                                    Matka Teresa z Kalkuty

Jeśli wierzysz w Boga Chrystusa...

Weź uśmiech i podaruj go komuś,
kto nigdy go nie miał.
Weź promień słońca
i pozwól mu polecieć tam,
gdzie króluje noc.
Odkryj źródło;
umyj w nim tego, kto żyje w błocie.
Weź odwagę i umieść ją w sercu tego,
kto nie umie walczyć.
Kochaj życie;
opowiedz o nim temu,
kto nie potrafi go zrozumieć.
Weź nadzieję i podaruj ją temu,
kto nie ma światła.
Weź dobroć i podaruj ją temu,
kto nie umie obdarowywać.
Weź miłość i spraw, by świat ją poznał.
                                                                Gandhi

Proszę...

A więc proszę, porzućmy Boga ograniczonego! 
Proszę, dajmy sobie spokój z twierdzeniem, że   „musimy zachowywać przykazania Boże, 
gdyż są nałożone przez Niego, Pana Najwyższego" (Katechizm  Piusa X, 166). 
Nie można nie przyznać racji temu, kto powiedział, że „to ludzie wymyślili Boga  groźnego i 

background image

zawsze   zagniewanego.   Potem,   by   uwolnić   się   od   Niego   i   przeżyć,   musieli   uciec   się   do 
ateizmu" (Tonino Lasconi).
Czyż   nie   jest   prawdą,   że   wierzący   często   wierzyli   tak   słabo,   że   spowodowali   istnienie 
niedowiarków? Mamy Boga - przyjaciela pokoju, a kazaliśmy Mu poświęcać broń.
Mamy   Boga   serdecznego,   a   przedstawialiśmy   Go   jako   oschłego-Mamy   Boga   żywego,   a 
uczyniliśmy Co  Bogiem papierowym.
Mamy Boga prostego, a uczyniliśmy Go łamigłówką. Mamy Boga o mocy wyzwalającej, a 
przedstawiliśmy Go jako gnębiciela.
Mamy Boga-Miłość, a sprowadziliśmy Go do poziomu poborcy podatkowego.
Mamy Boga, który nie zmusza nikogo do wyczekiwania w poczekalni, a uczyniliśmy Go 
biurokratą.     Mamy   Boga   wzruszająco   bliskiego,   a   zamknęliśmy   Go   w   „teologezie" 
(„Teologeza" jest  abstrakcyjnym i zawiłym językiem wielu teologów, którzy, wydaje się, że 
mówią nie wiadomo o  czym!).
Mamy Boga sympatycznego, a uczyniliśmy Go antypatycznym.
Mamy Boga radosnego, a uczyniliśmy Go nudnym. 
Proszę, przestańmy złorzeczyć, źle-życzyć Bogu!  
Czyż nie należy bezzwłocznie powrócić do Ewangelii, by zacząć błogosławić: dobrze mówić 
o Bogu?  
Czyż nie powinniśmy jak najprędzej odświeżyć nasze pojęcia o Nim?
Ma   zupełną   rację   poeta   Dawid   Maria   Turoldo,   wypowiadając   się   z   taką   pewnością   i 
zdecydowaniem:  „Pomylić się co do Boga jest dramatem, jest najgorszą rzeczą, jaka może się 
nam przydarzyć,  gdyż potem mylimy się co do świata, historii, człowieka, nas samych. Całe 
życie staje się  pomyłką". 
Te   stronice   powstały,   aby   nie   pomylić   się   co   do   Boga.   Strony   te   zostały   napisane   ze 
spokojem   wewnętrznym,   w   wolności   od   zamętu   myślowego.   Ten,   kto   opiera   się   na 
Chrystusie,   jest     chroniony   przed   odstępstwami,   nie   może   powiedzieć  o   Bogu   niczego 
nieprawdziwego; to oczywiste.
Strony te zostały napisane z wewnętrzną radością; przecież mówiliśmy o Bogu, który również 
dzisiaj bierze nas za rękę i

mówi: „Trzeba się weselić i cieszyć" (Łk 15,32).

Z takim Bogiem radość musi przeniknąć każdy zakątek naszego życia, każde nasze działanie. 
Co     więcej,   z   takim   Bogiem   można   wiele   znieść,   można   nawet   umrzeć!   Możemy   być 
nieskończenie   wdzięczni Chrystusowi, że On sam jest Bogiem i że podarował nam Boga, 
jakiego żaden umysł  ludzki nigdy nie mógłby nawet sobie wyobrazić.

 Jezus jest w moich rękach
Aktor Paolo Carlini przed śmiercią zapisał myśli, które zostały odczytane na jego pogrzebie 
przez przyjaciela Giancarla Maestriego. Są to myśli proste, ale głębokie. Przede wszystkim 
zobowiązują   nas,   każą   nam   odczuwać   odpowiedzialność   za   Jezusa.   Myśli,   które   warto 
przeczytać i  rozważyć.
„Byłem przekonany, że Jezus został zabity, 
a dzisiaj widziałem, jak całował trędowatego. 
Byłem  przekonany, że wymazano Jego imię, 
a dzisiaj słyszałem je na ustach jakiegoś dziecka. 
Byłem  przekonany, że ukrzyżowano Jego miłosierne ręce, 
a dzisiaj widziałem je, jak opatrywały ranę.  
Byłem przekonany, że przebito Jego nogi, 
a dzisiaj widziałem Go, jak wędrował po drogach  biedoty. 
Byłem przekonany, że zabito Go po raz drugi bombami, 
a dzisiaj słyszałem Go mówiącego  o pokoju. 
Byłem przekonany, że stłumiono Jego braterski głos, 
a dzisiaj usłyszałem Go, jak  mówił do człowieka, który Go bił: „Za co, bracie?" 
Byłem przekonany, że Jezus umarł w duszach  ludzi i że został pogrzebany w niepamięci, 

background image

ale zrozumiałem,
że Jezus zmartwychwstaje również dzisiaj, 
ilekroć jakiś człowiek okazuje miłosierdzie innemu  człowiekowi".

Jezus żyje czy umarł? Wypracowanie Filipa

Pewna   nauczycielka   amerykańska   na   początku   2002   roku   zadała   swym   uczniom 
wypracowanie na temat:  „Serdeczny list do osoby, która zmieniła twoje życie". 
Wszyscy uczniowie napisali więc listy do  osób, które miały wpływ na ich egzystencję. Jeden 
z chłopców, Filip Vaccaro, zaadresował swój  list do Jezusa z Nazaretu. 
Nauczycielka odrzuciła wypracowanie. 
Skonsternowany Filip spytał:  „Dlaczego pani nie uznała mojego wypracowania?" „Ponieważ 
nie zrozumiałeś tematu!"  odpowiedziała nauczycielka.
„Jak to - nie zrozumiałem?" „Miałeś napisać do osoby żyjącej. Ty napisałeś do kogoś, kogo 
już  nie ma". 
Fakt   ten   zdarzył   się   w   gimnazjum,   w   miasteczku   Brookfield   w   Ohio,   w   Stanach 
Zjednoczonych.
Do protestu chłopca dołączyła się matka, która stwierdziła, że ona również jest przekonana, że 
Jezus   istnieje   naprawdę   i   że   wpłynął   bardzo   na   osobowość   jej   syna.   Tak   bardzo   jest 
przekonana o  swej racji, że oddała sprawę do sądu! 
Nie wiemy, jak skończy się ten konflikt. 
Wiemy jedno:  postawa nauczycielki jest nie do przyjęcia! To przykre, ale całkowicie musimy 
ją odrzucić! Kto  bowiem powiedział, że za żywych można uznawać jedynie tych, których się 
widzi, słyszy, dotyka?  Mój ojciec, moja matka, moi dziadkowie - choć zmarli, są żywi: żywi 
w swym przykładzie,  naukach, w miłości.
Jezus jest żywy ze swymi ideami, propozycjami, które nadal przyciągają miliony osób. 
Już o tym  fakcie wspominaliśmy, ale jest tak piękny i wymówny, że należy przytoczyć go 
powtórnie: jego  wymowa jest znacząca.
Montalembert, polityk i wielki pisarz francuski z XVII wieku, miał dwudziestoletnią córkę, z 
której cała rodzina była dumna. Pewnego dnia dziewczyna powiedziała ojcu, że chce wstąpić 
do   klasztoru. Ojciec był tym bardzo poruszony i zaniepokojony. „Czy w domu brakuje ci 
czegoś?"  „Nie, tatusiu, ale to ty twoją książką o mnichach Zachodu nauczyłeś mnie, że Bogu 
nie  ofiarowuje się serc przybitych, dusz złamanych". Montalembert tak zakończył rozmowę: 
„Kim   jest     ten   ukrzyżowany   Oblubieniec,   który   kradnie   nam   córki?"   Nie   idzie   się   za 
umarłymi, ale za  żywymi! 
Brawo, Filipie! Swoim wypracowaniem chciałeś uświadomić wszystkim, począwszy od twej 
nauczycielki, że Jezus jest zawsze żywy!
Twoje wypracowanie należy zaakceptować od pierwszej do ostatniej linijki!

Dziękuję, Jezu! Na takiego Boga naprawdę nie zasłużyłem!

Dziękuję, Jezu,
że nauczyłeś mnie
nazywać Boga
wzruszającym imieniem Ojca.
Ty objawiłeś mi
Boga nadzwyczajnego.
Boga, który nie może być już większy!
Boga, który nie musi
przymilać się:
kocha zawsze, kocha wszystkich.
Boga, który nie pokazuje nikomu

background image

czerwonej kartki,
by go wykluczyć
z meczu życia.
Objawiłeś mi Boga,
który umie tylko przytulać.
Boga, który nie jest klatką,
ale szczytem.
Boga zdolnego
do kształtowania gigantów.
Boga, który zachęca
do świętowania.
Jezu, dziękuję Ci!
Na takiego Boga
naprawdę nie zasłużyłem!

Jezus...Jego dane osobowe

ZNAKI   SZCZEGÓLNE:   jest   chlebem   dla   zaspokojenia   naszego   głodu,   jest   winem   dla 
uczczenia naszego  święta; jest bogactwem dla wszystkich.
CECHY CHARAKTERYSTYCZNE: chodzi po błocie i piachu, ale Jego serce jest w niebie.
JEGO SPECJALNOŚĆ: kształtowanie wielkich osobowości.
JEGO ULUBIONY CZASOWNIK: „wędrować", „świadczyć dobrodziejstwa".
JEGO NAJWSPANIALSZY POGLĄD: miarą człowieka nie jest inteligencja, ale serce.
JEGO ANTYPATIE: nuda, pleśń, letniość. 
JEGO SYMPATIE: radość, ogień, przygoda.
ULUBIONE KOLORY: błękitny, czerwony; całkowite odrzucenie szarości.
ZWIERZĘ NAJMNIEJ KOCHANE: kameleon.
PRACA:   uzdrawia   trędowatych,   przywraca   wzrok   niewidomym,   wskrzesza   umarłych, 
rozmnaża chleb i  ryby, przemienia wodę w wino.
JEGO MOCNA STRONA: zachwyca swymi wypowiedziami. Jego marzenie: zapukać do serc 
wszystkich.   NAJWIĘKSZE OSIAGNIĘCIE: przezwyciężenie  śmierci.  Ocena  całościowa: 
jest Boski!

Jezus zawsze budzi sympatię od pierwszego wejrzenia, zawsze urzeka i przyciąga. 
Nikt nie jest  tak żywotny jak Jezus!
Życie   poza   Nim   i   bez   Niego   jest   monotonne   i   szare.   Dlatego   przyjaźń   z   Jezusem   jest 
szczytowym  osiągnięciem rodzaju ludzkiego.
Nic więc dziwnego, że człowiek od wieków instynktownie tęskni za Chrystusem!
Jezus jest naszym Bratem, naszym Wzorem, naszym Bogiem: oto, co pragną ukazać te strony.
Książka adresowana jest szczególnie do ludzi młodych, niezadowolonych z życia, chcących 
zaistnieć. Jest adresowana do tych, którzy pragną poddać duszę gimnastyce! 
Przemawia językiem   konkretnym, prostym, swobodnym; takim, jaki przystoi Protagoniście 
każdego wiersza tej książki.

Giuseppe   Pellegrino  ukończył   filozofię   teoretyczną   na   Uniwersytecie   Katolickim   w 
Mediolanie.   Jest specjalistą z zakresu psychologii i pedagogiki. Napisał około 40 książek, 
setki   broszur   i     licznych   artykułów   o   charakterze   przede   wszystkim   psychologicznym   i 
pedagogicznym. Obecnie   wykłada filozofię teoretyczną i psychologię religii w Wyższym 
Instytucie Nauk Religijnych  prowincji Cuneo, w Fossano.

Wydawnictwo Salezjańskie

background image