background image

 

SHAWNA DELACORTE 

                                          

 

 

Nasze 

cudowne dziecko 

 

 

 

 

 

 

 

background image

 

- 1 -

ROZDZIAŁ PIERWSZY 

 

- Hej, ty tam, rudzielcu! - Ciszę głównej ulicy miasteczka zakłócił 

rozzłoszczony męski baryton. 

Darvi Stanton, zamykając swój samochód, obejrzała się w kierunku, z 

którego dobiegał zachrypnięty głos. Jej wzrok zatrzymał się na wysokim 

mężczyźnie o zarośniętej twarzy i zmierzwionych włosach, ubranym w wytarte 

dżinsy i pogniecioną koszulę. Nieznajomy wziął się pod boki i wsparty jedną 

nogą na sfatygowanym półciężarowym aucie, wyraźnie rzucał jej wyzwanie. 

Darvi rozejrzała się wkoło, sprawdzając, na kogo innego mógłby krzyczeć. 

- Tak, ty z rudymi włosami! Zaparkowałaś na moim miejscu! - usłyszała. 

Przysłoniła oczy dłonią, by lepiej widzieć w porannym słońcu. 

- Skoro już tu stoję, to powiedziałabym, że to moje miejsce! - 

odkrzyknęła. 

- Wszyscy w tym mieście wiedzą, że ja tu zawsze parkuję. - Mężczyzna 

nie dawał za wygraną. 

- To teren publiczny - zauważyła chłodno. 

- Myślisz, że kim ty właściwie jesteś? - wrzasnął zirytowany mężczyzna, 

dając wyraźnie do zrozumienia, iż Darvi naruszyła jakiś powszechnie przyjęty 

porządek rzeczy. 

- Ja wiem, kim jestem, ale kim ty jesteś, u licha? - krzyknęła Darvi i, nie 

czekając na odpowiedź, odwróciła się, by dać do zrozumienia, że wymianę zdań 

uważa za skończoną. 

Mężczyzna stał w niemym osłupieniu, obserwując jej zgrabną sylwetkę w 

dżinsach i długie, przerzucone przez prawe ramię, miedziane włosy. Gniew 

ustąpił w nim miejsca zaciekawieniu i podnieceniu wywołanym widokiem tej 

nieznajomej, dwudziestoparoletniej kobiety, która znikała właśnie w drzwiach 

sklepu z artykułami artystycznymi. 

R S

background image

 

- 2 -

Darvi wzięła pakunek pod ramię i wdała się w rozmowę z Amy Sutter. 

Amy i jej mąż, Frank, byli właścicielami sklepu, który zaopatrywał artystów we 

wszystkie niezbędne do pracy materiały. Frank prowadził również skład drewna 

na tej samej ulicy. 

- Nie wyobrażasz sobie, jak się cieszę z tych farb. Już się bałam, że nigdy 

ich nie przyślą - powiedziała z uśmiechem Darvi, kierując się ku wyjściu. - 

Dziękuję za telefon z wiadomością o dostawie. 

Przestała się uśmiechać, gdy spostrzegła na ulicy tego samego człowieka, 

który się z nią wcześniej sprzeczał. Nieznajomy zastąpił drogę dziewczynie i 

wpatrywał się w nią drwiąco, trzymając ręce w kieszeniach. 

- Masz jakiś problem, rudzielcu? - zapytał. 

- Twoje stare pudło blokuje mój samochód - wysyczała Darvi przez zęby, 

ledwie panując nad ogarniającym ją gniewem. - Masz natychmiast odjechać! - 

zażądała. 

- Chcesz, bym się stąd wyniósł? - powtórzył mężczyzna z podejrzaną 

słodyczą. - Jeszcze nie załatwiłem swoich spraw. Obawiam się, że zajmie mi to 

trochę czasu - oznajmił i podążył w stronę składu drewna. 

- Jak śmiesz się do mnie odwracać tyłem? - krzyknęła za nim Darvi. - 

Myślisz, że kim jesteś? 

Nieznajomy odwrócił się i ze złośliwym uśmieszkiem na zarośniętej 

twarzy zacytował jej własne słowa: 

- Ja wiem, kim jestem, a ty? 

Darvi zaparkowała samochód w pobliżu zajazdu usytuowanego na 

południu miasta, w malowniczym miejscu, na urwisku z widokiem na ocean. 

Spojrzała na zegarek. Zawsze była dumna ze swojej punktualności. 

Nienawidziła się spóźniać. Znowu przyszedł jej na myśl nieprzyjemny poranny 

incydent na parkingu. Właściciel półciężarówki zablokował jej auto i dopiero po 

kwadransie łaskawie zdecydował się odjechać.  

R S

background image

 

- 3 -

Rozejrzała się dokoła, nim wysiadła z samochodu, i natychmiast 

rozpoznała czarnego sedana należącego do Carla Adamsona. Drugiego, 

czerwonego sportowego auta, które stało obok, nigdy dotąd nie widziała. 

Carl był nie tylko architektem odpowiedzialnym za renowację 

ekskluzywnego zajazdu, lecz również właścicielem całej posiadłości. Osobiście 

zaangażował Darvi do pracy, wkraczając tym samym w kompetencje 

przedsiębiorcy budowlanego. Artystka miała zająć się projektowaniem i 

wykonawstwem witrażowych okien w tym obiekcie z przełomu wieków, 

przeznaczonym na luksusowy pensjonat. Usytuowany na oregońskim wybrzeżu, 

miał oferować gościom noclegi wraz ze śniadaniem. Było to najpoważniejsze 

jak dotąd zadanie w jej karierze, więc nieco się denerwowała, mimo iż czuła się 

zupełnie pewna własnych umiejętności. 

Gdy weszła do holu, spostrzegła Carla pogrążonego w rozmowie z jakimś 

mężczyzną. Ruszyła ku nim z przepraszającym uśmiechem na twarzy. 

- Proszę wybaczyć mi spóźnienie - zaczęła - lecz jakiś arogancki 

obszarpaniec zablokował rano moje auto swoim gratem na parkingu i nie 

mogłam ruszyć się z miejsca. 

Odwróciła się do drugiego mężczyzny, uśmiechając się na powitanie. 

- Sam niedawno tu przyjechałem - rzekł Carl, przystojny, siwiejący na 

skroniach brunet po pięćdziesiątce. - Pozwól, że przedstawię ci naszego 

przedsiębiorcę budowlanego. Darvi Stanton, Rance Coulter. Przez kilka 

miesięcy będziecie ze sobą współpracować, więc powinniście się dobrze 

poznać. 

Darvi podała rękę nieznajomemu, obrzucając go przy tym uważnym 

spojrzeniem. Wysoki, trzydziestoparoletni mężczyzna miał jasne włosy i 

niebieskie oczy. Na jego wyjątkowo przystojnej twarzy widać było niewielką 

szramę poniżej dolnej wargi. Nosił dżinsy najlepszej marki i jasny, elegancki 

sweter. Darvi odniosła wrażenie, że skądś go zna. 

R S

background image

 

- 4 -

- Cieszę się z naszego spotkania. Oczekiwałam go z dużą 

niecierpliwością. Stajemy przed prawdziwym wyzwaniem, lecz sądzę, że po 

zakończeniu budowy naprawdę będzie się czym pochwalić - powiedziała. 

Carl wspomniał, że przedsiębiorca, z którym będzie pracować, w ciągu 

ostatnich lat ukończył już kilka przedsięwzięć, współpracując z jakimś witraży-

stą z Portland i teraz również zamierzał zatrudnić tamtego człowieka, bo znał 

dobrze jego możliwości. Darvi zdawała sobie sprawę, iż będzie musiała wytężyć 

wszystkie siły, by zdobyć zaufanie pana Coultera. 

Rance poczuł przyjemne ciepło, gdy dziewczyna uścisnęła mu rękę. 

Obdarzył artystkę tym samym uśmiechem, który wykorzystał rankiem, gdy 

spotkał ją na ulicy, nie wiedząc jeszcze, z kim ma do czynienia. 

- Arogancki obszarpaniec? - powtórzył jej słowa. - Przyznaję, że 

potrzebowałem golenia i strzyżenia. Najpierw przez dwa tygodnie wędrowałem 

po dzikich terenach, a kolejne dwa spędziłem na Hawajach. Odzież miałem 

nieco sfatygowaną, ale żeby zaraz nazywać mnie aroganckim obszarpańcem? 

Naprawdę, rudzielcu, przecież to ty podstępnie ukradłaś moje miejsce do 

parkowania. A ten grat, jak określiłaś mój pojazd, ma dla mnie wielką 

sentymentalną wartość. 

Rance zamierzał zyskać przewagę nad dziewczyną, zachowując się 

agresywnie. Zwykle peszyło to nieznajomych ludzi, a jemu umożliwiało szybką 

ocenę sytuacji i wybranie odpowiedniej taktyki działania. Nie docenił jednak 

Darvi Stanton, która natychmiast omiotła go wyzywającym spojrzeniem. 

- Nie nazywaj mnie rudzielcem! - rzuciła. - Nie poznałam cię, bo teraz 

wyglądasz porządnie. Cofam obszarpańca, lecz określenie „arogancki" bardzo 

do ciebie pasuje. 

Rance przestał się uśmiechać, prowadząc z panną Stanton walkę na 

spojrzenia. Niewiele niższa odeń dziewczyna nie zamierzała spuścić wzroku. W 

tym momencie Carl zaśmiał się, postanawiając rozładować sytuację. 

R S

background image

 

- 5 -

- Wydaje się, że niezbyt fortunnie rozpoczęliście znajomość. Musicie 

zapomnieć o porannym zajściu, jeśli chcemy doprowadzić renowację do końca - 

rzekł, stając między nimi i kładąc im ręce na ramionach. - Czemu nie 

pocałujecie się na zgodę, byśmy wreszcie mogli się zająć sprawami budowy? 

Rance i Darvi wymienili niezbyt przyjazne spojrzenia, lecz do Carla oboje 

zwrócili się z uśmiechem. 

- Nigdy nie mieszam prywatnych spraw z kwestiami zawodowymi - 

zapewniła go Darvi. - Z całą pewnością wywiążę się ze swoich zadań zgodnie z 

umową. 

Przedsiębiorca w milczeniu podziwiał klasę, z jaką panna Stanton 

wybrnęła z sytuacji. Może Carl wiedział, co robi, angażując ją do pracy. Jeśli 

była choć w. połowie tak dobra, jak zapewniała, cały projekt wypadnie 

olśniewająco. Mimo wszystko nie mógł oprzeć się pokusie uczynienia jeszcze 

jednego docinka. 

- Pewna jesteś, że nie chcesz pocałować mnie na zgodę? - zapytał. - Wiele 

pań chętnie skorzystałoby z takiej okazji. 

Darvi obrzuciła go obojętnym spojrzeniem, lecz z trudem tylko zachowała 

spokój, pamiętając dreszcz, jaki poczuła, gdy Rance, uścisnął jej dłoń na po-

witanie. Nie lubiła takich emocji, albowiem z miejsca nastawiały ją niechętnie 

do poznawanych mężczyzn. 

Carl znów przejął inicjatywę, prowadząc oboje na klatkę schodową. 

- Przejdźmy się - zaproponował, więc ruszyli za nim bez słowa. Gdy 

dotarli na piętro, właściciel zwrócił się bardziej do panny Stanton niż do Rance'a 

Coultera. 

- Jak wiesz, będzie tu dwadzieścia pokoi z łazienkami i cztery 

dwupoziomowe apartamenty z sypialniami na górze. Każdy pokój urządzamy w 

innym stylu i kolorystyce. Ten, na przykład, jest dość typowy, jeśli chodzi o 

rozmiary - rzekł, gdy weszli do środka. 

R S

background image

 

- 6 -

Darvi przez cały czas robiła notatki, nie zwracając uwagi na 

towarzyszącego im Rance'a. Obejrzeli jeden z apartamentów i wyszli na taras z 

widokiem na urwisko i skalisty brzeg oceanu. Słońce rozpaliło miedziane błyski 

we włosach dziewczyny. Jej gładka, jasna cera nabrała kremowego odcienia. 

Rance poczuł nieokreślone poruszenie, delektując się tym widokiem. Postanowił 

szybko się z tym uporać, uznając, że ta dziewczyna to typowy uparciuch, 

pasujący do stereotypu wybuchowego rudzielca. 

Tymczasem Carl spojrzał na zegarek. 

- Mam spotkanie w Summitville z klientem, który chce omówić szczegóły 

wystroju swojego biura. Lepiej już pojadę - powiedział. Sięgnął do kieszeni po 

klucz i podał go Darvi. - To klucz do drzwi wejściowych - wyjaśnił. - Jestem 

pewien, że zechcesz tu zajrzeć, gdy na budowie nie będzie robotników. 

Spojrzał na siedzącego parę metrów dalej na tarasie Rance'a, potem wrócił 

wzrokiem do panny Stanton. 

- Za dwa tygodnie chciałbym zobaczyć kilka wstępnych szkiców witraży, 

uwzględniających rozmiary okien i kolorystykę szkła. Czy to odpowiada wam 

obojgu? 

- Nie widzę problemu - odparła z uśmiechem Darvi. - A ty? - zapytała, 

spoglądając w stronę Rance'a. 

- Ja również - zapewnił Coulter, wstając i otrzepując dżinsy. 

- Świetnie - ucieszył się Carl Adamson. - Spotkamy się za dwa tygodnie. 

Możecie tu zostać, jak długo zechcecie, tylko nie zapomnijcie potem zamknąć 

drzwi. 

Po odjeździe Carla zapanowała niezręczna cisza, którą w końcu przerwała 

Darvi. 

- Lepiej wymieńmy się telefonami, bo pewnie przez najbliższych kilka 

miesięcy będziemy mieli dużo spraw do omówienia. - Znalazła czystą stronę w 

notesie i z wyczekiwaniem spojrzała na Rance'a. 

R S

background image

 

- 7 -

- Zastanawiałem się, ile czasu upłynie, nim zapragniesz poznać numer 

mego telefonu - stwierdził i wyciągnął służbową wizytówkę. 

Darvi wzięła ją w dwa palce i pomachała mu nią przed nosem. 

- Nie wyobrażaj sobie za wiele. To zwykłe sprawy zawodowe - mruknęła, 

zauważając z niezadowoleniem, że zapach wody po goleniu unoszący się wokół 

Rance'a działa na nią podniecająco. 

Sięgnęła do torby i wręczyła Coulterowi własną wizytówkę. Rance 

pomyślał, że miałby ochotę dotknąć jej policzka. Spojrzał na adres na karteczce. 

- A więc w końcu wynajęli studio Vanowen - zauważył. - Przez pół roku 

stało puste. Mieszkasz na tyłach pracowni? - zapytał. 

Darvi skinęła głową, czując, że zasycha jej w gardle. Czuła się tak, jakby 

wzrok tego mężczyzny trzymał ją na uwięzi. Z trudem odwróciła głowę i 

cofnęła się o kilka kroków. Rance schował wizytówkę i zamyślił się. 

- Odezwę się za dwa dni - rzekł po chwili. - Wtedy porównamy notatki. 

Jest dużo do zrobienia. Jak powiedziałem, przez ostatni miesiąc nie było mnie w 

mieście. Dlatego nie wiedziałem, że dołączyłaś do naszej paczki - zamilkł i 

zapytał z przekąsem: - A ty naprawdę nie miałaś pojęcia, że zajmujesz moje 

miejsce do parkowania? 

- Możesz je sobie zabrać... - syknęła Darvi, a potem odwróciła się na 

pięcie i odeszła, nie dbając o dokończenie zdania. 

Rance popatrzył w ślad za nią z rozbawieniem, które jednak znikło mu z 

twarzy, gdy uświadomił sobie, jak zgrabną i powabną kobietą jest Darvi Stan-

ton. Potrząsnął tylko głową i wrócił do wnętrza zajazdu. 

Darvi z całej siły zacisnęła palce na kierownicy. Co za denerwujący facet! 

pomyślała. Jak śmiał insynuować, że jest nim zainteresowana. Jeszcze bardziej 

niż arogancja tego człowieka niepokoił ją fakt, że Coulter po prostu jej się 

podobał. A przecież przy realizacji tak ważnego projektu nie mogła sobie po-

zwolić, by cokolwiek odrywało jej uwagę od pracy. Ogarnął ją smutek. Nigdy 

więcej nie dopuści, by jakikolwiek mężczyzna wywierał na nią presję, a już na 

R S

background image

 

- 8 -

pewno nie w sytuacji, gdy od dwóch lat nie ma minuty, by nie pamiętała o 

swoim cierpieniu. 

Rance miał niewielką posiadłość za miastem. Mieszkał tu w wygodnym 

domu, a w szopie urządził sobie warsztat. Zostawił auto w garażu obok starej 

półciężarówki i od razu poszedł do pracowni. Bill Jenkins, brygadzista w jego 

przedsiębiorstwie, zaglądał tu podczas nieobecności szefa, by sprawdzić, czy 

wszystko w porządku. Rance zauważył na biurku stertę korespondencji. Usiadł i 

otworzył pierwszą kopertę. 

Darvi przygotowała szybki obiad i zasiadła przy stole w pracowni. W 

głowie kłębiło się jej tysiąc pomysłów. Chciała od razu wykonać kilka szkiców, 

potem zrobić je w akwareli, zachowując odpowiednią skalę projektów. 

Pracowała do późna, nie zważając na upływ czasu. Wstała od stołu dopiero 

grubo po północy. 

Po przekroczeniu progu sypialni znalazła się w innym świecie. Wiele tu 

było jedwabiu i koronek. W centrum pokoju stało łóżko ozdobione baldachi-

mem i zarzucone miękkimi poduszkami. Antyczny, dębowy nocny stolik 

zdobiła kopia lampy Tiffany'ego. Na ścianach wisiały gobeliny. W kącie widać 

było zabytkową, drewnianą toaletkę, a na niej rodzinne fotografie w rzeźbionych 

ramkach. Całe wnętrze utrzymano w odcieniu jasnego i ciemnego różu. Fioł-

kowy, kość słoniowa, beż wraz z rozmaitymi odmianami błękitu dopełniały 

gamy kolorów wskazujących na wrażliwość projektującej to wnętrze osoby. 

W łazience ręczniki i dywaniki dobrano w tych samych barwach. Wokół 

unosił się zapach dobrych mydeł i kosmetyków do kąpieli. Ozdobę wnętrza 

stanowiła ogromna, zabytkowa wanna. 

Darvi rozebrała się szybko i zanurzyła w ciepłej kąpieli. Jaśminowy 

olejek dodany do wody sprawił, że ciało łatwiej pozbywało się zmęczenia. Darvi 

uśmiechnęła się błogo, przymknęła powieki i przeraziła się, gdy w jej 

marzeniach pojawił się natychmiast Rance Coulter. Otworzyła oczy, odpędzając 

w ten sposób niechciane myśli. 

R S

background image

 

- 9 -

Darvi obudziła się ze świadomością, że zaspała. Spojrzała na zegarek, by 

stwierdzić, że zbliża się ósma. A miała przecież zamiar być w pracy już o 

siódmej.  

Pół godziny później parkowała samochód przed zajazdem tuż obok 

półciężarówki Rance'a Z ciężką torbą na ramieniu znalazła się w holu pełnym 

kurzu i stolarskich wiórów. Szła, lawirując między różnej wielkości pudłami z 

płytkami glazury i narzędziami. Z wnętrza dobiegał stukot młotków. Gdzieś 

grało radio. Rance'a nie było w zasięgu jej wzroku. Kiedy dotarła na piętro, 

pojawił się przed nią nagle i obrzucił ją badawczym wzrokiem. Podobnie jak 

poprzedniego dnia miała na sobie stare dżinsy i bluzkę. Spięte do tyłu długie, 

miedziane włosy spływały jej na plecy. 

Rance ostentacyjnie spojrzał na zegarek i z dezaprobatą pokręcił głową. 

- Zamierzałam przyjechać na siódmą, lecz zasiedziałam się wieczorem, a 

rano zaspałam - usprawiedliwiała się Darvi. 

- Zawsze będziesz tak późno wstawać? No cóż, niektórzy potrafią 

prowadzić życie towarzyskie, a rano bez problemów zajmować się interesami - 

mruknął, zauważając z zadowoleniem zmieszanie malujące się na twarzy panny 

Stanton. 

Jego triumf nie trwał długo. 

- Moje życie towarzyskie to nie twoja sprawa - odparła rozgniewana 

Darvi, patrząc mu prosto w oczy. 

Rance wyciągnął zza pleców rękę, w której trzymał kask ochronny, i 

nasadził go jej na głowę. 

- Jesteśmy na budowie, rudzielcu. Trzeba uważać. A teraz, do roboty! 

Masz dla mnie jakieś informacje? 

Coś na temat rozmiarów tych okien? Już wiesz, gdzie chcesz je 

instalować? 

Darvi odetchnęła głęboko, by nie dać się wyprowadzić z równowagi temu 

irytującemu człowiekowi. 

R S

background image

 

- 10 -

- Mówiłam, żebyś mnie tak nie nazywał - zauważyła lodowato. 

- Tak, tak. Ale to nie jest odpowiedź na moje pytanie. 

- Owszem, mam kilka szkiców. 

Odpowiedź Darvi zaskoczyła Coultera, co wywołało lekki uśmiech na jej 

twarzy. 

- Właśnie tym się zajmowałam wczorajszego wieczora. A teraz, jeśli nie 

masz nic przeciwko temu, wezmę się do pracy - rzekła, odchodząc. 

Rance popatrzył za nią i pomyślał, że to najbardziej nieznośna kobieta, 

jaką ostatnio spotkał. A jednak było w niej coś... Odwrócił się i zszedł po 

schodach, nie chcąc snuć rozważań na temat Darvi Stanton. 

Co prawda Bill Jenkins zatroszczył się o sprawy firmy podczas 

nieobecności szefa, teraz jednak trzeba było zadbać o kilka drobiazgów. 

Lodówka świeciła pustkami, należało zrobić pranie i pogadać z Bobbym 

Spencerem na temat pomocy przy pracach renowacyjnych w zajeździe. 

Bobby, dziewiętnastoletni siostrzeniec Amy Sutter, zajmował niewielkie 

mieszkanie nad garażem Franka i pracował na pół etatu w sklepie ciotki.  

Z zarobków opłacał zajęcia w centrum sztuki i zostawało mu jeszcze 

trochę kieszonkowego. Podczas przerwy w tych zajęciach zwykle wracał do 

rodziców do Medford w Oregonie. Tym razem Rance potrzebował jego pomocy. 

Bobby był bardzo zręczny w stolarce. Lubił pracować przy intarsjowaniu drzwi, 

a Rance z przyjemnością mu za to płacił. Sam od lat specjalizował się w tym 

artystycznym rzemiośle. Jego ojciec był mistrzem stolarskim, a Rance 

odziedziczył po nim zdolności. Nawet po otrzymaniu licencji przedsiębiorcy 

budowlanego z radością zajmował się pracą w drewnie. Robił meble, ale 

najbardziej upodobał sobie rzeźbienie drzwi oraz intarsjowanie stołów. Odkąd 

usłyszał o zamyśle renowacji zajazdu i zobaczył pierwsze plany wystroju 

wnętrz, pomyślał, iż do całości świetnie pasowałyby właśnie rzeźbione drzwi. 

Podobnie jak witraże. Wtedy każda para drzwi byłaby inna. Carl zaaprobował 

pomysł pod warunkiem, że wzory okien i drzwi będą ze sobą zharmonizowane. 

R S

background image

 

- 11 -

Rance wstępnie się z tym zgodził, lecz teraz ogarnęły go wątpliwości. 

Oznaczało to bowiem ściślejszą współpracę z Darvi. 

Panna Stanton i Coulter nie widzieli się przez następne trzy dni. Darvi 

pracowała nad akwarelową wersją witraży oraz ich rozmiarami, by móc dostar-

czyć Rance'owi potrzebnych informacji, co sprawiało, że nie miała czasu na 

myślenie o nim samym. 

Rance spędzał wiele godzin w swoim warsztacie, projektując wzory 

drzwi. Potem wybierze się odpowiednie gatunki drewna i Bobby będzie mógł je 

poprzycinać. 

W sobotnie popołudnie Darvi wyszła ze sklepu z materiałami 

artystycznymi. Gdy zbliżyła się do samochodu, zauważyła kartkę zatkniętą za 

wycieraczkę. „Znowu zajęłaś moje miejsce!", przeczytała. Rozejrzała się dokoła 

i dostrzegła Rance'a stojącego przed pocztą. Gdy zorientował się, że Darvi go 

zauważyła, podszedł bliżej. 

- To już dwa razy, rudzielcu - powiedział tym razem bez cienia arogancji. 

- Jeszcze raz, a będę musiał odholować twój samochód - dorzucił i uczynił gest, 

jakby chciał dotknąć policzka dziewczyny, lecz w ostatniej chwili cofnął rękę. 

Darvi zareagowała zmieszaniem. Szybko jednak opanowała się, wsunęła 

kartkę do kieszeni i rzekła: 

- Nawet o tym nie myśl! 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

R S

background image

 

- 12 -

ROZDZIAŁ DRUGI 

 

Przez następnych kilka dni nieustannie wpadali na siebie nie tylko w 

pracy, ale również w pralni, w sklepie, na stacji benzynowej. Rance starał się 

być uprzejmy wobec Darvi, ona traktowała go z rezerwą. Każdy kontakt z tym 

człowiekiem przyprawiał ją jednak o lekkie zmieszanie, a tego nie lubiła. 

Tego dnia wychodziła ze sklepu spożywczego z dwiema wielkimi torbami 

i nagle poczuła, że jedna z nich wyślizguje się jej z rąk. Próbując ją złapać, omal 

nie upuściła drugiej. 

- Wezmę je - usłyszała za sobą znajomy głos i drgnęła, zaskoczona. 

Obok stał Rance. Darvi zarumieniła się na jego widok. 

- Skąd się tu wziąłeś? - spytała. 

- Skąd? No cóż, urodziłem się w Portland, potem... 

- Wiesz, że nie to miałam na myśli - wybuchnęła. - Czemu skradasz się za 

mną? Śledzisz mnie czy co? 

- Nie waż się tak myśleć, rudzielcu. - Rance zacytował jej słowa 

wypowiedziane parę dni wcześniej. 

Darvi znów poczuła zakłopotanie. 

- Nie miałam zamiaru... 

- A nie lepiej było wziąć wózek, niż taszczyć torby pełne... - Rance zajrzał 

do środka i zobaczył opakowanie jajek oraz dwa szklane słoiki - łatwo tłukących 

się rzeczy - dokończył. 

- Masz rację - przyznała nieśmiało. - Dziękuję, że mnie uratowałeś. To 

znaczy... moje zakupy. - Sięgnęła po jedną torbę, lecz Rance ją przytrzymał. 

- Lepiej sam wszystko zaniosę, tak będzie bezpieczniej. 

- Dziękuję - powiedziała Darvi, układając zakupy w bagażniku. 

- Cała przyjemność po mojej stronie - odpowiedział z uśmiechem Rance, 

lekko muskając palcami policzek dziewczyny. 

R S

background image

 

- 13 -

Darvi postawiła ciężką torbę na podłodze i wyszła na balkon jednego z 

apartamentów na piętrze. Była piękna pogoda. Nad gładką powierzchnią oceanu 

świeciło słońce. Dziewczyna przymknęła oczy i odchyliła głowę, wystawiając 

twarz do słońca. 

W tej samej chwili Rance stanął w drzwiach balkonowych i objął ją 

wzrokiem. Zachwyciła go gładkość skóry Darvi, rysy twarzy, a także smukłe 

dłonie wsparte o barierkę balkonu.  

Obserwował, jak Darvi przesunęła czubkiem języka po dolnej wardze i 

uśmiechnęła się pod wpływem słonecznej pieszczoty. W myślach zadał sobie 

pytanie, jak wyglądałaby z rozpuszczonymi włosami. Że też ktoś tak irytujący 

mógł wywoływać pożądanie... 

Potrząsnął głową, próbując odpędzić niechciane myśli. 

- Przepraszam, że przerywam moment refleksji... - powiedział, wchodząc 

na balkon. 

Darvi drgnęła na dźwięk męskiego głosu, lecz ujrzawszy Rance'a, 

uśmiechnęła się łagodnie. 

- Przestraszyłeś mnie - przyznała. - Chyba śniłam na jawie, bo nie 

słyszałam, jak wszedłeś. 

- Chciałem zaproponować, byśmy porównali notatki, zanim przejdziemy 

do następnego etapu pracy. 

Darvi poczuła się winna. Właśnie to należało zrobić, zamiast zastanawiać 

się, czy uwagi Rance'a nadal źle działają jej na nerwy. Było w tym człowieku 

coś, co nakazywało Darvi nieustannie przybierać postawę obronną. 

- Świetnie - zgodziła się. - Kiedy chcesz to zrobić? 

- Teraz nie mogę. Może o wpół do drugiej na dole w holu? 

- Dobrze. 

- A więc, do zobaczenia - mruknął, odchodząc.  

Darvi pracowała ciężko przez całe przedpołudnie, zjadła szybki lunch i 

wróciła dokładnie o wpół do drugiej na umówione spotkanie. Nerwowo spacero-

background image

 

- 14 -

wała po holu, spoglądając co chwila na zegarek. Była za kwadrans druga. Darvi 

oparła się o kominek i zabębniła palcami w półkę. Postanowiła czekać jeszcze 

piętnaście minut. Jeśli Rance się nie pokaże, to ona nie będzie dłużej tracić 

czasu. 

O drugiej wyjechała z parkingu, a trzy przecznice dalej zobaczyła Rance'a 

Coultera na rogu ulicy, zajętego rozmową z dwoma mężczyznami. Słysząc pisk 

opon, Rance uniósł głowę i zauważył samochód Darvi. Spojrzał na zegarek i 

natychmiast podszedł do jej wozu, uśmiechając się przepraszająco. 

- Byłem już w drodze, gdy mnie zatrzymali. W niedzielę mamy rozgrywki 

softballowe i chcieliśmy... 

- Jeśli o mnie chodzi, możesz sobie dalej gadać o rozgrywkach. 

Darvi właśnie kończyła zmywać po obiedzie, gdy usłyszała dzwonek do 

drzwi. Ze ściereczką w ręku poszła otworzyć. 

- Powinienem być dzisiaj bardziej punktualny. Wybacz - powiedział 

Rance z przepraszającym uśmiechem. - Mogę wejść? 

Darvi zawahała się przez chwilę, lecz w końcu uczyniła zapraszający gest. 

- Naprawdę muszę wziąć od ciebie wymiary okien i zorientować się, 

gdzie zamierzasz je instalować. Powinniśmy też porównać wzory drzwi oraz 

witraży, by się upewnić, czy do siebie pasują. Czas biegnie. Mam szkice drzwi i 

trochę próbek drewna. Pokażę ci je, jeśli zobaczę twoje projekty. Moglibyśmy 

omówić parę pomysłów, jeśli masz czas. Chciałbym, żeby Bobby zaczął już 

przycinać drewno. 

- Oczywiście. Pora jest dobra jak każda inna - odparła Darvi z ostrożnym 

uśmiechem. - Rysunki mam u siebie - powiedziała, kierując się na tyły domu, a 

Rance podążył za nią. 

Weszła do pokoju, niedokładnie zamykając za sobą drzwi. Rance 

otworzył je i znalazł się w panieńskiej sypialni. Zatrzymał się zdumiony. 

Stonowane kolory, miękkie tkaniny, wielkie łóżko pod baldachimem. Wolno 

R S

background image

 

- 15 -

przeszedł się po wnętrzu, dotykając różnych przedmiotów i wdychając unoszący 

się wokół aromat dobrych perfum. 

Darvi stała przy toaletce w rogu, gdy zauważyła, że Rance się tu dostał. 

Rozgniewało ją bezceremonialne wkroczenie mężczyzny do jej sanktuarium. 

- Nigdy bym nie przypuszczał, że mieszkasz w tak romantycznym 

wnętrzu. - Zatoczył ręką wokół siebie. - Naprawdę jestem zdumiony. 

Usiadł na łóżku i zakołysał się, wypróbowując jego miękkość. 

- Świetne - uznał, wstając. - Wygląda na wygodne.  

Ogarnął wzrokiem jedwabne, obszywane koronką poduszki i sięgnął ręką 

pod jedną z nich, wydobywając staniczek i majteczki dziewczyny. 

- Nie do wiary! - tak skomentował delikatność tkaniny i zapach dobrych 

kosmetyków unoszący się z bielizny. - Kto by pomyślał, że takie cuda chowasz 

pod znoszonymi dżinsami i poplamioną farbami bluzką - stwierdził, trzymając 

w dwóch palcach ramiączka stanika. 

Darvi zauważyła, jak pociemniały mu oczy, i przeniknął ją nagły dreszcz. 

Po chwili jednak wewnętrzny niepokój dziewczyny zamienił się w gniew. 

- To nie twoja sprawa, co mam w swojej sypialni. 

- Wyrwała bieliznę z rąk Rance'a. - Będę wdzięczna, jeśli przestaniesz 

myszkować po mojej pościeli. 

Stopniowo jej gniew ustępował miejsca zmieszaniu. Stali blisko siebie, 

przyciągając się wzrokiem. W pokoju słychać było tylko przyśpieszone 

oddechy. Nagle Darvi poczuła, że ogarnia ją panika, lecz jakoś zdołała nad sobą 

zapanować. 

- Poczekaj w pracowni - powiedziała spokojnie. 

- Zaraz przyniosę szkice. 

Rance wyczuwał niepokój Darvi, lecz nie rozumiał, co mogło być jego 

przyczyną. Do tej pory uważał ją za silną, zaradną kobietę. Teraz zobaczył przed 

sobą istotę bezbronną i przerażoną. 

- Oczywiście. 

R S

background image

 

- 16 -

Wychodząc z sypialni, chciał najwyraźniej coś jeszcze dodać, lecz zmienił 

zamiar i oddalił się bez słowa. 

Darvi, drżąc na całym ciele, padła na łóżko i kilka razy głęboko 

odetchnęła, aby się uspokoić. Przestraszyła się spojrzenia Rance'a nie dlatego, 

że mógłby jej coś zrobić, lecz ze względu na trudne do zaakceptowania uczucia, 

które obudził w niej wzrok tego człowieka. 

W pracowni Rance rozpakowywał przyniesione szkice i próbki drewna. 

Przerwał na widok Darvi i przez chwilę spoglądał na nią pytająco. 

- Czy coś się stało? - spytała pozornie opanowanym tonem. 

- Nie... wydaje mi się, że nie - odparł z wahaniem. - Nic ci nie jest? - 

upewnił się, dostrzegając ślady niepokoju w jej oczach. 

Darvi spuściła wzrok. 

- Nie, oczywiście, że nie. 

Rance łagodnym ruchem położył ręce na jej ramionach i zmusił do 

podniesienia oczu. 

- Słuchaj, nie zamierzałem cię zdenerwować. To były tylko niegroźne 

żarty... W każdym razie tak mi się wydawało. 

Mówiąc to, zauważył, iż Darvi powoli się rozluźnia. 

- W porządku. Może trochę zbyt gwałtownie zareagowałam - odrzekła. 

Przez dłuższą chwilę patrzyli sobie w oczy, potem Rance opuścił ręce i 

cofnął się o krok. Tym razem on się przestraszył zbliżenia. Poczuł coś dziwnego 

w stosunku do tej dziewczyny. Chciał ją chronić, otoczyć opieką, pocałunkami 

ukoić wszystkie jej lęki.  

A przecież nie miał ochoty na romans z żadną kobietą. Łączyły ich 

sprawy zawodowe i w grę wchodził jedynie przelotny flirt, a Darvi nie 

wyglądała na zwolenniczkę takich związków. 

Rance miał już dość romansów, odkąd w wieku dwudziestu dwóch lat 

rozwiódł się po siedmiu miesiącach nieudanego małżeństwa. Jego żona, Joan, 

porzuciła go dla chłopaka, z którym spotykała się wcześniej. Od tego czasu 

R S

background image

 

- 17 -

minęło dziesięć lat i Rance nigdy więcej o niej nie słyszał. Przeprowadził 

rozwód i starał się o wszystkim zapomnieć, lecz głębokie rany nie dały się łatwo 

wymazać ze świadomości. Od tej pory jego stosunki z kobietami ograniczały się 

do kontaktów bez zobowiązań. 

- Może uda się nam popracować, nim zapadnie zmrok - rzekł, wracając do 

przyniesionych próbek. 

Darvi była mu wdzięczna, że się od niej odsunął. Jeszcze tydzień temu nie 

miała pojęcia, kim jest Rance Coulter. Słyszała o nim jako o przedsiębiorcy bu-

dowlanym, lecz nigdy go nie widziała, a teraz budził w niej emocje, których nie 

tylko nie chciała odczuwać, lecz nawet nie potrafiła ich nazwać. 

- Napijesz się czegoś? - spytała, by odpędzić niepokojące myśli. 

- Masz może zimne piwo? 

- Owszem, jeśli nie zależy ci na jakiejś specjalnej marce. W zeszłym 

tygodniu była u mnie Amy. Ona lubi piwo, więc kupiłyśmy sześć butelek. 

Cztery jeszcze zostały. - Darvi wyjęła napój z lodówki. - Chcesz szklankę? - 

zapytała. 

- Nie trzeba. Dziękuję. 

Rance wypił łyk. Zauważył, że Darvi sobie piwa nie nalała. 

- Ty nie pijesz? 

Pokręciła głową i roześmiała się. 

- Piwo nigdy mi nie smakowało. Wolę wino. 

- Też je lubię. Przede wszystkim do kolacji. Miło, że łączy nas coś poza 

upodobaniem do tego samego miejsca na parkingu - powiedział i spostrzegł, że 

Darvi znów zaczyna się denerwować. Lecz trwało to tylko chwilę. 

- Miło, kiedy się uśmiechasz, bo to oznacza, że potrafisz być nie tylko 

zagniewaną kobietą, zawsze gotową do obrony własnych interesów. 

Darvi zarumieniła się lekko i uśmiechnęła. 

- A ty nie zawsze bywasz arogancki. To również sympatyczne - odrzekła. 

R S

background image

 

- 18 -

Rance wyciągnął rękę i odgarnął kosmyk włosów z jej policzka. Opuszki 

palców zwlekały z oddaleniem się od twarzy Darvi. Dziewczyna spojrzała mu w 

oczy, czując, że się czerwieni i coraz głośniej bije jej serce. Zapanowało między 

nimi niezwykłe napięcie. Rance'owi znowu pociemniał wzrok. Zaczął szybciej 

oddychać, jakby w pokoju nagle zabrakło tlenu. Widział, jak na twarzy Darvi 

malują się różne uczucia: niepokój, zdenerwowanie, niepewność, strach. 

Pomyślał, że zaczyna jej pragnąć i ledwie panuje nad pożądaniem. Wolno 

pochylił głowę, wpatrzony w jej wargi. 

Darvi zawahała się przez chwilę, nie wiedząc, co czynić, a potem się 

odsunęła. 

- Lepiej zajmijmy się pracą - szepnęła schrypniętym głosem. 

- Masz rację - przyznał Rance, lecz obrzucił ją pytającym wzrokiem. - 

Najbardziej interesują mnie rozmiary okien, a w następnej kolejności ich wzory 

i kolorystyka - powiedział. 

- Moglibyśmy poświęcić chwilę uwagi właśnie wzorom i barwom? 

Rozmiary nie są takie ważne i raczej się już nie zmienią. 

- Zgoda. Pokaż projekty. Darvi rozłożyła rysunki na stole. 

- Postanowiłam zrezygnować z jaskrawego błękitu, zieleni i czerwieni. 

Takie kolory nadają się do witraży w szesnastowiecznych, europejskich kate- 

drach. Uznałam, że potrzebuję czegoś nowoczesnego, a jednocześnie 

nawiązującego odcieniami do czasu, który minął. Wybrałam łagodne kolory, 

które nie będą straszyć gości po nocach. 

- Niesamowite. Chodziło mi właśnie o coś takiego: łagodne kolory, 

odcienie utrzymane w stylistyce wiktoriańskiej. 

Słowa aprobaty sprawiły Darvi przyjemność. 

- Wzory witraży zaprojektowałam w taki sposób, by nawiązywały do 

widoku z okien. Te wychodzące na ocean będą przedstawiały sceny morskie, a 

te z widokiem na góry - leśne i górskie. Ograniczyłam się do czterech kolorów. 

W każdym pokoju będzie dominował inny, lecz całość zmieści się w tej 

R S

background image

 

- 19 -

jednolitej palecie barw. W ten sposób dobierze się kolorystykę ręczników, 

obrusów i prześcieradeł, które będzie można stosować wymiennie w różnych 

pokojach. Rance tylko skinął głową. 

- Jeszcze dziś rano miałem wątpliwości, lecz teraz sądzę, że dobrze będzie 

nam się współpracować. 

Wziął do rąk kilka szkiców i przyjrzał im się uważnie. 

- Widzę, że niektóre okna mają oryginalne kształty i rozmiary - 

powiedział, wskazując trójkątny i owalny projekt. - Nie wiedziałem, że zamiast 

standardowych, prostokątnych rozwiązań preferujesz nietypowe, 

niekonwencjonalne pomysły. 

- Widzisz jakiś problem? Liczyłam się z tym. Może... - Darvi zawahała 

się, nie wiedząc, jak duży kompromis wchodziłby w grę. - Spróbuję pomyśleć o 

czymś mniej awangardowym. 

- Nie trzeba. - Rance Coulter przez chwilę studiował rysunki. - 

Nieregularne kształty okien tylko podniosą walory pokoi. Musisz jednak jak 

najszybciej podać Carlowi wszystkie wymiary, by wprowadził konieczne 

zmiany w planach budowy. Ja również muszę tak dostosować wzory drzwi, by 

dobrze komponowały się z kształtami okien. 

- Mogłabym zobaczyć twoje projekty? 

Rance rozłożył szkice i próbki drewna. Darvi uważnie przestudiowała 

wszystko, co jej pokazał. Potem wzięła do rąk drewnianą płytę, próbkę blatu 

stołu intarsjowanego pięcioma gatunkami drewna. 

- To piękne - powiedziała. - Często się tym zajmujesz? 

- Nie tak często, jak bym chciał. 

- To naprawdę robi wrażenie - zauważyła, przesuwając palcami po 

drewnie. 

- Nie przyniosłem jeszcze wszystkich projektów, więc może 

spotkalibyśmy się jutro rano i omówili szczegóły na miejscu - zaproponował, 

zbierając próbki. 

R S

background image

 

- 20 -

- Dobrze. Ja też nie mam jeszcze wszystkich szkiców, lecz przynajmniej 

w przybliżeniu będę mogła określić kształty i rozmiary okien. Spotkamy się o 

siódmej? 

- Świetnie. A więc do zobaczenia. 

W oczach Darvi nie było już śladu napięcia, choć pozostał w nich cień 

niepewności. Rance przesunął wzrok ku jej ustom i zapragnął pocałunkami 

usunąć tę niepewność. Po chwili jednak wyszedł z pracowni Darvi, nie chcąc 

ulec pokusie. 

- Dobranoc - rzucił na pożegnanie. 

Usiadł za kierownicą, zastanawiając się, co właściwie czuje, miał bowiem 

wrażenie, że to coś specjalnego. Darvi jest bez wątpienia bardzo tajemniczą oso-

bą. Na zewnątrz opanowana i uparta.  

Ilekroć się spotykali, wszczynała kłótnie. Teraz jednak Rance Coulter 

dostrzegł w niej coś nowego. W głębi duszy okazała się bezbronną, wrażliwą 

kobietą, starannie ukrywającą przed otoczeniem swój prawdziwy charakter. 

Jadąc do domu, pomyślał, że ta dziewczyna ukrywa w sobie jakąś bolesną 

tajemnicę. 

Darvi zamknęła za sobą drzwi sypialni i spojrzała w głąb pokoju. Lubiła 

to wnętrze. Urządziła je tak samo jak w kalifornijskim mieszkaniu. Kiedy zde-

cydowała się przenieść z Laguna Beach do Sandy Cove w Oregonie, starała się 

znaleźć lokum podobne do poprzedniego - z pracownią i zapleczem miesz-

kalnym. Przez chwilę poczuła gniew. Dziś jej azyl został naruszony. Jak on 

śmiał, ten arogancki, bezczelny... 

Zmartwiała, uświadamiając sobie, że w tej chwili nie myśli o Coulterze, 

lecz o Jerrym Petersonie. Przejął ją dreszcz. Wspomnienie tego człowieka 

wywoływało fizyczny ból. Niczego nie pragnęła tak mocno, jak wymazać go z 

pamięci. 

Położyła się na łóżku, zaciskając powieki, by się uspokoić. Zmęczenie 

wreszcie wzięło górę nad cierpieniem i zapadła w niespokojny sen. Obudziła się 

R S

background image

 

- 21 -

cała spocona. Ciągle miała na sobie dzienne ubranie. Zegar w sąsiednim pokoju 

wybił piątą. Darvi wstała i powlokła się do łazienki. 

Punktualnie o siódmej wjechała na parking przy zajeździe. Wśród innych 

samochodów rozpoznała znajome auto. Z wypchaną torbą przewieszoną przez 

ramię weszła do holu. 

- Jestem tutaj - usłyszała głos Rance'a. Podeszła bliżej i szeroko się 

uśmiechnęła. 

- Jak wspaniale! - wykrzyknęła na widok zaimprowizowanego stołu z 

termosem pełnym dymiącej kawy, dwoma kubkami i tacką z jeszcze ciepłymi 

rogalikami. 

Dwie skrzynki miały posłużyć za stołki. 

- Mam nadzieję, że pijesz gorzką kawę, bo nie mam śmietanki ani cukru. 

- Tak, nie rób sobie kłopotu. Co to za okazja, że o wszystkim pomyślałeś? 

- To nic specjalnego - odparł Rance, siadając naprzeciw Darvi i 

napełniając jej kubek. - Po prostu wrodzone zdolności kreacyjne - zażartował. 

Darvi wypiła łyk napoju, niepewna, jak serio powinna potraktować jego 

słowa. Dla świętego spokoju postanowiła nie szukać zaczepki. 

- Masz u mnie punkt - rzuciła. 

Rance spojrzał jej w oczy, starając się przeniknąć mur, jakim otoczyła się 

przed światem. 

- Co ci jest? - zapytał. - Czego się obawiasz? Przed czym się kryjesz? 

Dostrzegł przerażenie, które jego słowa u niej wywołały. Darvi odwróciła 

głowę. We wnętrzu zapanowała cisza. 

Rance ujął Darvi za podbródek i zmusił do spojrzenia w oczy. Przez 

chwilę patrzył na nią w milczeniu, po czym zapewnił łagodnie: 

- Jestem dobrym słuchaczem. - Uśmiechnął się dla dodania jej odwagi. 

Na twarzy Darvi niezdecydowanie walczyło ze zmieszaniem. Rance 

pomyślał, że ta dziewczyna chyba stanowczo za długo dźwiga na swych barkach 

R S

background image

 

- 22 -

jakiś ciężar. Niewiele brakowało, a zaczęłaby mówić, lecz nagle wszystko się 

zmieniło. Znów ogrodziła się niewidzialnym murem. 

- O co ci chodzi? Jesteś psychologiem? - spytała ostro. - Nic mi nie 

dolega. 

Bezskutecznie próbowała wytrzymać jego spojrzenie. Spuściła wzrok. Po 

chwili Rance wstał od zaimprowizowanego stołu. 

- Musiałem się pomylić - rzekł, lecz ton jego głosu świadczył, że nie 

wierzy w to, co mówi. - Poczęstuj się. Rogaliki są naprawdę smaczne. W tej 

pobliskiej piekarni mają świetne wypieki. 

- Wyglądają zachęcająco - przyznała Darvi, biorąc jeden z rogalików. - 

Naprawdę nie chciałam się z tobą kłócić - powiedziała. - Chyba jestem trochę 

zmęczona. Źle spałam dzisiejszej nocy. Mogę dostać jeszcze trochę kawy? - 

spytała, podsuwając swój pusty kubek. 

- Oczywiście. 

Siedzieli w milczeniu przy kawie i rogalikach, a gdy skończyli posiłek, 

Rance zabrał kubki i tackę. 

- Moja oferta jest nadal aktualna. Jestem dobrym słuchaczem - rzucił w 

pewnej chwili. 

- Powinniśmy wziąć się do pracy - zauważyła Darvi. 

- Masz rację. W końcu jesteśmy tu służbowo - zgodził się Rance. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

R S

background image

 

- 23 -

ROZDZIAŁ TRZECI 

 

Rance spojrzał na zegarek. 

- Jest wpół do szóstej. Robotnicy poszli do domu pół godziny temu. Co 

powiesz na zakończenie pracy? - zaproponował, zbierając wykresy i notatki. - 

Nie wiem jak ty, ale ja jestem głodny. Nie jedliśmy lunchu, a teraz jest pora 

obiadu. Chciałabyś pójść do restauracji? - spytał łagodnie. 

- Nie wiem... 

Na widok niepewności Darvi ogarnęła go irytacja. 

- Na litość boską, rudzielcu. Po prostu zabieram cię na małą przekąskę, 

nie proszę, byś została matką moich dzieci - powiedział, nim zdążył ugryźć się 

w język, bo przecież nie zamierzał dyskutować o dzieciach z kimś, kto tak mu 

działał na zmysły. 

- Prosiłam, żebyś tak do mnie nie mówił! - zawołała Darvi. - Nie chcę 

tego więcej powtarzać - rzuciła, odwracając wzrok. 

Słowa na temat macierzyństwa były ostatnimi, jakie chciałaby usłyszeć. 

Rance zrozumiał, że nieco przesadził. Przejął się tym, bo Darvi naprawdę 

go interesowała. Czuł do niej coś odmiennego niż w stosunku do innych kobiet. 

- Miałem na myśli tylko koleżeński obiad i pogawędkę o sprawach 

zawodowych - wyjaśnił, starannie dobierając słowa. 

- Myślę, że nie ma w tym nic złego - przyznała wreszcie Darvi. 

- A więc postanowione! Wpadnę do domu, żeby się przebrać. Spotkamy 

się w bistro o siódmej? - Zamilkł na moment. - A może wolisz, żebym 

przyjechał po ciebie? 

- Spotkamy się w bistro - odparła Darvi po chwili wahania, chcąc uniknąć 

wizyty Rance'a w swoim domu. 

Poczuła się osaczona, gdy ten człowiek tak gwałtownie zaczynał 

wkraczać w jej prywatność. Przecież ostatniego wieczora omal jej nie 

R S

background image

 

- 24 -

pocałował, a ona nie chciała mieszać pracy zawodowej z życiem osobistym. 

Wolała nie uświadamiać sobie zbyt dobitnie, że rzeczywiste obawy wiązały się z 

tym, iż Rance Coulter wyraźnie działał jej na zmysły. 

- Do zobaczenia o siódmej - zawołał Rance, kierując się na parking. - 

Bądź punktualnie, rudzielcu! 

- To nie ja miewam problemy z punktualnością! - odkrzyknęła 

rozzłoszczona Darvi. - I nie nazywaj mnie rudzielcem! 

Co za arogant, pomyślała, gdy odjeżdżał. Nie wiedziała, czemu się na to 

wszystko godzi. Nie chciała się przyznać, że coś ciągnie ją ku niemu jak ćmę do 

płomienia. 

Po obiedzie Rance zaprowadził Darvi do nadmorskiej galerii artystycznej, 

która tego dnia była otwarta do późnego wieczora ze względu na wernisaż 

znanego malarza. W jej salach tłoczył się tłum i szampan lał się strumieniami. 

Obserwował Darvi wpatrzoną w jeden z obrazów. Przebrała się w 

jedwabne spodnie i bluzkę. Szmaragdowy odcień stroju doskonale komponował 

się z barwą jej włosów. Szyję Darvi zdobił złoty łańcuszek, a na przegubie 

połyskiwała delikatna, złota bransoletka. Długie, rude włosy jak zawsze nosiła 

spięte do tyłu. 

Wziął z tacy dwa kieliszki szampana i podał jej jeden. Podziękowała mu z 

uśmiechem. Przez moment zamarzył, by rozpuściła włosy lub  by mógł 

zobaczyć je rozrzucone na poduszce... Zaraz jednak przegonił te myśli. 

Wędrowali po salach galerii, oglądając obrazy i prowadząc 

konwencjonalną rozmowę. Rance dostrzegał niepewność w oczach swojej 

towarzyszki, gdy tylko napomykał o czymś bardziej osobistym. Kiedy zapytał, 

gdzie wcześniej mieszkała, wymieniła nazwę Laguna Beach i nic więcej. Gdy 

dociekał, czemu zamieniła słoneczną Kalifornię na deszczowy Oregon, bąknęła 

tylko, że nie lubi tłoku, lecz tak naprawdę unikała odpowiedzi. Kiedy zapytał o 

rodzinę, w ogóle zmieniła temat. 

R S

background image

 

- 25 -

Rance czuł narastającą frustrację. Bardzo chciał dowiedzieć się o Darvi 

Stanton czegoś więcej. Czemu tak często reagowała gniewem i przybierała 

obronną postawę? Wziął ją za rękę i poprowadził do tylnego wyjścia. 

- Gorąco tutaj. Odetchnijmy świeżym powietrzem - zaproponował. 

Noc była piękna. Darvi odetchnęła głęboko. Zanim zdała sobie sprawę, co 

się dzieje, Rance otoczył ją ramieniem i przytulił do siebie. Jego dotknięcie 

miało w sobie niezwykły magnetyzm. Zapach męskiej wody po goleniu działał 

na zmysły. Darvi poczuła, że mur, którym odgradzała się od świata, zaczyna 

pękać. Przez moment pozwalała się przytulać. Czuła rosnące napięcie 

mężczyzny. Było jej tak dobrze w objęciu Rance'a, że nie chciała się z niego 

wyzwalać. Oparła głowę na ramieniu swojego towarzysza i przymknęła oczy. 

Rance widział, że się rozluźniła, jakby przestała z nim walczyć. Tak go to 

zdziwiło, że aż chciał się cofnąć. Czuł jej ciepło, dotyk pełnych kobiecych piersi 

i nagle przypomniał mu się staniczek, który trzymał niedawno w palcach. 

- Już późno. - Darvi ocknęła się pierwsza. - Chyba wystarczy tego 

świeżego powietrza - powiedziała lekko schrypniętym głosem. 

Mimo chłodnego powiewu od oceanu miała rozpaloną twarz. Na widok 

jej rumieńców Rance'owi pociemniały oczy. 

- Masz rację. Chyba pora zakończyć to miłe spotkanie. 

Mówiąc to objął ją mocniej i pocałował. 

Gdy tylko dotknął ustami warg Darvi, pocałunek nabrzmiał namiętnością. 

Odpowiedziała z równym żarem, lecz trwało to tylko chwilę, bo zaraz odsunęła 

się gwałtownie. 

- Co robisz? - spytała gniewnie. - Co to ma znaczyć? 

- Jeśli nie wiesz, chyba coś źle zrobiłem - odparł Rance z lekkim 

sarkazmem. 

- Świetnie wiesz, o co mi chodzi. 

- Pocałowałem cię, bo myślałem, że tego pragniesz. Ja w każdym razie 

miałem na to ogromną ochotę - powiedział, opierając się o ścianę. 

R S

background image

 

- 26 -

- Kiedy naprawdę zechcę, dam ci znać - krzyknęła rozzłoszczona Darvi i 

szybko ruszyła ku drzwiom galerii. 

Rance nie zamierzał w ten sposób kończyć ich spotkania. Pozwolił, by 

wietrzyk znad oceanu ochłodził mu rozpaloną głowę. Czyżby źle zrozumiał 

język ciała Darvi? Niemożliwe. Przecież odpowiadała na jego pocałunek tak 

namiętnie. 

Darvi wsiadła do swego samochodu. Łzy spływały jej po policzkach. 

Pocałunek Rance'a poruszył ją do głębi. Pragnęła nań odpowiedzieć, zaspokoić 

żądzę, a potem strach wziął górę i znów schowała się w swojej ochronnej 

skorupie. 

Ruszyła z miejsca, a jej zmysły zaczęły toczyć wewnętrzną walkę z 

rozsądkiem na każde wspomnienie o tym mężczyźnie. Ogarnął ją strach na myśl 

o tym, co zrobiłby, gdyby poznał jej przeszłość. 

Rance'a natychmiast opuszczała senność, gdy tylko zaczynał rozmyślać o 

Darvi. Nie rozumiał, dlaczego ta dziewczyna przez chwilę pozostawała w jego 

ramionach, a zaraz potem zareagowała gniewem. Dotychczas jego kontakty z 

kobietami ograniczały się do małych flirtów. Zastanawiał się, czy Darvi jest 

warta tylu wysiłków, które podejmował, by przebić się przez mur, jakim się 

otoczyła. Czy za tą osłoną mogło się kryć coś niezwykłego? Przypomniał sobie 

jej uśmiech w chwili, gdy Carl ich sobie przedstawiał, entuzjazm w pracy, strach 

i niepewność, okazane w sypialni, kiedy z nią frywolnie żartował, ciepło jej 

ciała w objęciach i odruch namiętności podczas pocałunku. Tak, rzeczywiście 

tkwiło w niej coś niezwykłego. W końcu zasnął pogrążony w marzeniach o 

rudowłosej witrażystce. 

Następnego ranka po niemal bezsennej nocy Darvi została chwilę dłużej 

w łóżku. Czuła się wyczerpana jak po ciężkiej pracy. Przesunęła palcami po 

wargach, szukając śladów wczorajszego pocałunku, który tak bardzo ją 

poruszył. Przymknęła oczy, by powtórzyć w pamięci przeżycia sprzed paru 

R S

background image

 

- 27 -

godzin. W jej wyobraźni pojawiła się twarz Rance'a. Darvi szybko uniosła 

powieki i zmusiła się, by wstać. Gdy kończyła się czesać, zadzwonił telefon. 

- Amy! A to niespodzianka! Czyżbym zapomniała za coś zapłacić? 

- Skądże! - roześmiała się przyjaciółka. - Chodzi o to, że dziś jest otwarcie 

sezonu rozgrywek softballowych. O pierwszej. Frank ma zamiar grać, więc 

pomyślałam, że może byśmy razem pokibicowały jego drużynie. Jesteś nowa w 

Sandy Cove, więc nie wiesz, że wszyscy są zaproszeni. 

- Może być zabawnie. Przyjmuję zaproszenie - odparła Darvi. 

- Świetnie. Wpadniemy po ciebie o dwunastej. Po grze urządzamy zawsze 

piknik. Mogłabyś przygotować sałatkę kartoflaną na jakieś dwanaście osób? 

- Do południa? - przeraziła się Darvi. 

- Jeśli chcesz, przynieś coś innego. Ja zrobię sałatkę. 

- Nie, nie, jakoś sobie poradzę. Do zobaczenia o dwunastej. 

Odłożywszy słuchawkę, Darvi spojrzała na zegarek i uświadomiła sobie, 

że powinna natychmiast pójść do sklepu. 

W południe Amy, Frank, Bobby i Darvi przyjechali do parku.  

Darvi z ciekawością rozglądała się wśród graczy, których większość znała 

z widzenia. Potem zauważyła auto Rance'a zajeżdżające na parking. Ob-

serwowała, jak wysiadł z niego i otworzył drzwi od strony pasażera, by z 

samochodu mogła się wydostać młoda blondynka. Kilku graczy zawołało coś do 

niego na powitanie, a on pomachał im ręką. 

- To Rance i Staci - wyjaśniła Amy. - Zjedzą z nami lunch po 

rozgrywkach. Rance jest jednym z organizatorów całego przedsięwzięcia - 

ciągnęła. - Od dziesięciu lat tym się zajmuje. 

- To miłe - odrzekła obojętnie Darvi. 

Przez cały czas przyglądała się Staci, która nie mogła mieć więcej niż 

dziewiętnaście lat. Co on robi z taką dzierlatką, pomyślała. Wszyscy ją tutaj 

znają. Chyba ci dwoje muszą się regularnie spotykać. Co ich łączy? Głupie 

pytanie! Pewnie spędzają czas w łóżku. Darvi z zaskoczeniem uświadomiła 

R S

background image

 

- 28 -

sobie, że się rumieni. Spostrzegła, że Bobby wpatruje się w Staci jak zakochany 

szczeniak. To on powinien się umawiać z tą dziewczyną, nie Rance. W końcu to 

nie moja sprawa, czy Coulter spotyka się z tą smarkulą, uznała w myślach. 

Przecież jeden pocałunek niczego nie zmienił w ich stosunkach, które nadal 

pozostawały czysto profesjonalne. 

Rozpoczynająca się gra wyrwała ją z tych rozmyślań. Obie drużyny miały 

zażartych kibiców. Rance grał na pierwszej bazie. Miał na sobie krótkie spoden-

ki i sportową podkoszulkę. Widać było, jak wspaniale jest zbudowany i opalony. 

Przypomniała sobie, co mówił o pobycie na Hawajach. Przez wycięcie koszulki 

widać było gęste, jasne włosy na jego piersi. Darvi poczuła, że ogarnia ją 

podniecenie. 

Spojrzała w drugą stronę, by zatrzymać wzrok na jego młodej 

towarzyszce, która również była wspaniale opalona. Darvi doznała 

nieprzyjemnego skurczu serca na myśl o tym, że ta para spędziła razem dwa 

tygodnie na Hawajach. Nie mogła uwierzyć, iż czuje zazdrość. 

Gra zakończyła się zwycięstwem gospodarzy. Wygrali bez trudu, a Rance 

bardzo się do tego przyczynił. Darvi nie mogła patrzeć, jak po zakończonej grze 

Staci rzuciła się mężczyźnie na szyję i uściskała go serdecznie. Oboje podeszli 

do piknikowego stołu. Zaraz za nimi pojawili się Frank i Bobby. 

- Amy, kochanie, wszystko wygląda tak smakowicie. Jestem głodny. - 

Frank sięgnął po oliwki i marchewkę. - Stary, gdzie piwo? - zwrócił się do 

Rance'a. 

- W samochodzie. Zaraz przyniosę. 

- Pomóc ci? 

- Poradzę sobie. Zaraz wrócę. 

Amy wyciągnęła rękę do stojącej samotnie Staci. 

- Chodź tu, moja droga, i poznaj Darvi. 

Gdy dziewczyna podeszła bliżej, Darvi mogła podziwiać urodę 

niebieskookiej blondynki. Była bardzo młoda. Mogła mieć najwyżej 

R S

background image

 

- 29 -

osiemnaście lat. Wyglądało na to, że wszyscy ją tu znali, a Bobby wprost nie 

odrywał od niej oczu. 

- Darvi Stanton, Staci Galbraith - przedstawiła je sobie Amy. - Staci 

mieszka w Portland, a Darvi niedawno się tu osiedliła. Pracuje z Rance'em przy 

wykończeniu zajazdu. 

- Miło cię poznać, Staci. - Darvi zmusiła się do uśmiechu. - Jesteś pięknie 

opalona. Ale nie opalałaś się chyba w Portland o tej porze roku. 

- Oczywiście, że nie - odpowiedziała panienka z uśmiechem. - Właśnie 

wróciliśmy z Hawajów. Spędziliśmy tam dwa wspaniałe tygodnie. Byłaś tam 

kiedyś? Bo ja po raz pierwszy. 

Darvi chłonęła każde jej słowo. A więc pojechali razem! Rance wziął ją 

ze sobą na Hawaje... 

- Tak, byłam tam dwa razy - odrzekła. - Świetne miejsce do wypoczynku 

- Hej! - rozległ się okrzyk Rance'a. - To ciężkie. Może mi ktoś pomoże? 

Bobby podbiegł do auta i obaj przydźwigali przenośną lodówkę pełną 

piwa. Frank rozdzielił puszki między siebie i Rance'a. Szybko opróżnili po 

jednej i westchnęli rozkosznie, a potem roześmieli się równocześnie. Wszyscy 

prócz Darvi także wybuchnęli śmiechem. 

- To ich niemądry zwyczaj. Zawsze robią to po meczu - wyjaśniła Amy. - 

Taki męski rytuał. 

- Kochanie, my nie urządzamy sobie kpin z babskich zwyczajów - wtrącił 

się Frank. 

- To dlatego, mój drogi mężu, że kobiety nie wprowadzają żadnych 

głupich, damskich rytuałów. - Amy pocałowała męża w policzek, a on poklepał 

ją przyjaźnie po pupie. 

Widać było, że dobrze im z sobą. Darvi poczuła, że staje się zazdrosna, 

gdy patrzy na tę małżeńską zażyłość. 

R S

background image

 

- 30 -

Rance zauważył wyraz twarzy Darvi i posłał jej pytające spojrzenie, lecz 

umknęła wzrokiem, zażenowana, że przyłapał ją na tak jawnym okazywaniu 

uczuć. 

- Czy jedzenie gotowe? Jestem głodny - rozległ się głos Jima, który w 

czasie meczu stał na trzeciej bazie. 

Jim i jego żona, Elaine, zbliżali się do piknikowego stołu. 

- Zjadłbym konia z kopytami - oznajmił mężczyzna z potężnym 

brzuchem. 

- Wyglądasz, jakbyś już to zrobił! - Amy poklepała go po żołądku. 

- Ale to było tylko śniadanie. - Elaine przyłączyła się do żartów i wszyscy 

roześmieli się wesoło. 

Zajęli się jedzeniem, a Rance częstował wszystkich piwem i innymi 

napojami. Darvi zauważyła, że Staci, korzystając z nieuwagi Rance'a, sięgnęła 

po puszkę z piwem, a on, nawet nie patrząc na dziewczynę, wyjął jej piwo z ręki 

i zamienił na napój bezalkoholowy. 

- Jestem wystarczająco dorosła, by sama decydować, co chcę pić - 

mruknęła Staci. 

- Nie wtedy, gdy jesteś ze mną, młoda damo. Gdy dorośniesz na tyle, żeby 

sama kupować alkohol w sklepie, wtedy będzie to wyłącznie twoja sprawa. 

Staci wzruszyła ramionami, wzięła swój napój i usiadła obok Bobby'ego. 

Mężczyźni zaczęli roztrząsać szczegóły gry. Wszyscy byli w świetnych humo-

rach. Widać było, że dobrze się bawili. Darvi nieźle się czuła w tym 

towarzystwie i cieszyła się, że przyjęła zaproszenie Amy. 

Pod wieczór powiał chłodniejszy wiatr od oceanu. Staci nerwowo 

spojrzała na zegarek i podeszła do Rance'a. 

- Robi się późno. Odwieziesz mnie? 

Darvi spostrzegła szybką wymianę spojrzeń między Amy a Frankiem i 

jeszcze szybszą między Frankiem a Rance'em. 

R S

background image

 

- 31 -

- My cię podrzucimy do twojego samochodu, Staci - powiedział Frank, 

zbierając rzeczy. - Musimy coś jeszcze załatwić, więc będzie nam po drodze. 

Stary, nie mógłbyś odwieźć tych wszystkich klamotów do nas i tam ich 

zostawić? - zwrócił się do Rance'a. Po chwili przerwy dodał: - I przy okazji za-

wiózłbyś Darvi do domu. 

- Ależ z przyjemnością - zgodził się Coulter. - Tylko jedź ostrożnie - 

poprosił Staci. - Zobaczymy się później. 

Pocałował dziewczynę w policzek i odprowadził wzrokiem, gdy 

odchodziła z rodziną Franka. 

- Do widzenia, wujku! - zawołała, wsiadając do samochodu. 

- Do widzenia - odpowiedział, machając na pożegnanie. 

Nie dał po sobie poznać, że dostrzegł zaskoczenie Darvi. 

- To twoja siostrzenica? - Darvi nie mogła powstrzymać się od zadania 

pytania. 

- Tak, to córka mojej starszej siostry. Całą rodziną spędziliśmy dwa 

tygodnie na Hawajach - odparł, udając lekką irytację. - A co ty sobie 

pomyślałaś? Staci ma dopiero siedemnaście lat. Przecież nie przyszło ci chyba 

do głowy, że mógłbym umawiać się z kimś tak młodym. Ładne masz o mnie 

mniemanie. Nie porywam dziewcząt z przedszkola. 

Darvi poczuła, że bardzo się rumieni. 

- Dlaczego... to znaczy... ja rzeczywiście... nie byłam... - zaczęła 

mamrotać, w końcu umilkła, by jeszcze bardziej nie pogarszać sytuacji. 

Sama nie wiedziała, czy jest zła, czy zakłopotana. Rance zrobił to 

specjalnie, pomyślała. Dokucza mi i drażni się ze mną. Próbuje wywołać 

zazdrość. Najbardziej martwiła ją świadomość, że mu się to udało. Po chwili 

przyszło jej do głowy, że Frank i Amy od samego początku musieli być 

zamieszani w spisek. 

Wszystko zostało tak ukartowane, by wracała samochodem Rance'a. 

- Całkiem sprytnie to wymyśliłeś - rzekła. - Co masz teraz w planie? 

R S

background image

 

- 32 -

- Nie wiem, o co ci chodzi - odparł Rance z miną niewiniątka. - Sądzę, że 

powinniśmy zrobić tu porządek - stwierdził, zbierając puszki. - Będziesz tak pa-

trzeć, czy mi wreszcie pomożesz? - zapytał. 

- Jesteś naprawdę niemożliwy - mruknęła, wkładając talerze do koszyka. 

Rance postanowił nie komentować tego stwierdzenia. Amy rzeczywiście 

dopomogła mu w tej intrydze. Od lat próbowała go z kimś wyswatać, więc z nią 

nie było problemu. Gorzej z Frankiem, który dał się namówić do współpracy 

dopiero wtedy, gdy Rance zaszantażował go odmową udziału w grze. Frank 

opierał się nie dlatego, że miał coś przeciwko Darvi, ale zbyt cenił wolność 

przyjaciela i nie chciał go widzieć w jarzmie małżeńskich obowiązków. Oboje z 

Amy musieli się mocno natrudzić, by jej mąż wziął udział w spisku. 

Rance czuł się trochę winny wobec Staci, ale nigdy nie wykorzystałby jej 

w ten sposób, gdyby rano sama nie zadzwoniła z propozycją przyjazdu na mecz. 

Domyślił się od razu, że bardziej niż na rozgrywkach zależy jej na spotkaniu z 

Bobbym. Więc skoro i tak była już w mieście... 

Darvi skończyła zbierać naczynia ze stołu, a Rance wyrzucił wszystkie 

śmiecie. Zabrali przenośną lodówkę i koszyk. Po drodze zostawili naczynia w 

domu Amy i Franka. 

- Poczekaj tutaj - rzekł Rance, wysiadając z auta. - Zaniosę to do kuchni i 

zaraz wracam. 

Darvi odprowadziła go wzrokiem. Pomyślała, że widzi go w wyobraźni 

nawet wtedy, gdy już dawno zniknął za rogiem. Przeniknął ją nerwowy dreszcz, 

gdy tak czekała na niego w aucie. 

Wróciła myślą do czasów sprzed trzech lat, kiedy Jerry Peterson po raz 

pierwszy wszedł do jej pracowni w Laguna Beach. Od razu zwróciła uwagę na 

ciemne włosy i oczy tego mężczyzny. Zaczęli się spotykać na lunchach, czasem 

po pracy szli do kina lub na wystawę. W końcu zostali kochankami. Ilekroć 

Darvi próbowała mówić z Jerrym o przyszłości, zmieniał temat i zasypywał ją 

pięknymi słówkami, w których nie było żadnej treści. Powinna zacząć coś 

R S

background image

 

- 33 -

podejrzewać, lecz zbyt była nim oczarowana. Tak wspaniale i po męsku 

okazywał zainteresowanie jej osobą... 

Posiadanie kochanka było dla niej czymś nowym. Nigdy wcześniej nie 

kochała się z mężczyzną w taki sposób, w jaki robiła to z Jerrym. Nie była 

oczywiście dziewicą, tylko bardzo niedoświadczoną dziewczyną, a on okazał się 

świetnym nauczycielem. Gdy teraz o tym myślała, zdawała sobie sprawę, że ich 

stosunek służył głównie jego przyjemności. A potem, tej strasznej nocy... 

Przez otwarte okno ktoś delikatnie dotknął policzka Darvi i męski głos 

wyrwał ją z zamyślenia. 

- Gdzie byłaś? Wyraz twojej twarzy świadczy o tym, że tysiące mil stąd. 

Oczyszczałaś duszę? 

Rance stał oparty o auto tuż przy drzwiach od strony pasażera i uważnie 

wpatrywał się w szmaragdowe oczy Darvi. 

- Naprawdę jestem dobrym słuchaczem - zapewnił. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

R S

background image

 

- 34 -

ROZDZIAŁ CZWARTY 

 

Darvi spojrzała mu w oczy, z których ulotniła się gdzieś cała arogancja. 

Wzrok Rance'a wyrażał troskę i chęć zrozumienia. Zadrżała. Bardzo chciała 

podzielić się z kimś swoim bólem, lecz wiedziała, iż nie potrafi się na to zdobyć. 

Tajemnica była straszna, a ona nikomu nie ufała na tyle, by o tym porozmawiać. 

Ogarnął ją strach, który nakazywał schronić się za murem milczenia. Tym 

razem jednak uczyniła to bez gniewu. 

Rance czytał z jej twarzy. Widział cały niepokój i błaganie o 

wyrozumiałość, malujące się w jej wzroku. W końcu pojął, że po raz kolejny 

zdecydowała się ukryć prawdziwe odczucia za nieprzeniknioną maską. 

- Nic mi nie jest - rzekła i dodała miękko: - Dziękuję, może innym 

razem... 

Rance poprawił niesforny kosmyk włosów Darvi, ujął ją pod brodę tak, by 

nie umknęła mu wzrokiem. 

- Co cię zraniło aż tak głęboko, że ukryłaś się w sobie przed całym 

światem? - zapytał, lecz nie uzyskał odpowiedzi. - Lepiej odwiozę cię do domu - 

zdecydował, siadając za kierownicą. - Robi się chłodno - dorzucił, ogarniając 

wzrokiem długie nogi dziewczyny w szortach i okrywającą ją cieniutką blu-

zeczkę. - Nie jesteś odpowiednio ubrana na taką temperaturę. 

- Ty też nie - zauważyła Darvi ze słabym uśmiechem. 

Gdy dojechali na miejsce, Rance odprowadził ją do drzwi i pomógł 

uporać się z zamkiem. Otworzył i stwierdziwszy, że wewnątrz wszystko jest w 

porządku, cofnął się za próg, by przepuścić Darvi przed sobą. Potem wszedł do 

środka i zamknął drzwi. 

Darvi nie miała zamiaru go zapraszać, szczególnie po tym, jak sobie 

dzisiaj z niej zakpił na pikniku. W głębi duszy jednak sprawiało jej 

R S

background image

 

- 35 -

przyjemność, że wymyślił całą intrygę, byle tylko odwieźć ją do domu. 

Wybaczyła nawet Amy i Frankowi, że wzięli udział w tym spisku. 

- Napijesz się kawy albo herbaty? Zajmie mi to tylko chwilę - zapewniła 

go z uśmiechem. 

- Z przyjemnością. Poproszę o kawę, jeśli nie sprawi ci to kłopotu - 

powiedział, mile zaskoczony propozycją. 

- Rozgość się. Zaraz wrócę. 

Rance zaczął oglądać szkice witraży rozłożone na biurku. Potem odłożył 

je i usiadł na kanapie, omijając z dala sypialnię dziewczyny. 

Darvi krzątała się w kuchni, starając się nie rozmyślać o tym, że wpuściła 

tego człowieka do swojego mieszkania i że nie miało to nic wspólnego ze spra-

wami zawodowymi. Zdawała sobie sprawę, jak niewiele brakuje, by straciła 

panowanie nad sobą i poprosiła kłopotliwego gościa, żeby wyszedł. Ilekroć na 

niego spojrzała, ogarniał ją strach i drżały jej ręce. Niemożliwe, żebym się 

zakochała, pomyślała. Nigdy mu nie powiem, co przeżyłam, bo z pewnością nie 

zrozumie... 

Hałas dobiegający z kuchni sprawił, że Rance zerwał się z kanapy, zrobił 

kilka kroków i zatrzymał się w drzwiach. Na środku pomieszczenia stała Darvi, 

a taca i rozbite filiżanki leżały u jej stóp. Na twarzy dziewczyny malowała się 

panika, łzy spływały po policzkach. Trzęsła się cała jak w gorączce. 

Rance zawahał się przez chwilę, nie wiedząc, co robić. Darvi wyraźnie 

potrzebowała pomocy. Podszedł bliżej, objął ją i przytulił. Pogłaskał po głowie i 

skłonił, by przylgnęła twarzą do jego piersi. Czuł, jak drżała. 

Po dłuższej chwili milczenia dziewczyna zarzuciła mu ręce na szyję i 

odchyliła się nieco do tyłu, by całą sobą poczuć męskie ciało. Nie była pewna, 

czemu to robi, wiedziała jedynie, iż nie powinno się to nigdy więcej powtórzyć. 

Gdy spróbowała się uwolnić, Rance wzmocnił uścisk. 

- Nie, już nie uciekniesz - powiedział. 

R S

background image

 

- 36 -

Darvi zbierało się na płacz. Ostatnim wysiłkiem woli postanowiła zdobyć 

się na stanowczość. Zacisnęła pięści, by odepchnąć go od siebie. 

- Jak śmiesz trzymać mnie w taki sposób? Ile razy mam powtarzać, że nic 

mi nie jest - zawołała. 

- Chyba będziesz musiała długo to robić, bo inaczej ci nie uwierzę - 

odparł spokojnie Rance, uniósł rękę i wyjął klamerkę z jej włosów, sprawiając, 

że rozsypały się po ramionach. 

Czuł, jak Darvi rozluźnia się, gdy przeczesywał dłonią długie, miedzianej 

barwy pasma. 

- Chodź, pójdziemy do pokoju - zaproponował, popychając ją lekko ku 

drzwiom. 

- Nie, zaczekaj. - Darvi gwałtownie próbowała zmienić nastrój, który 

wydawał się jej nadto intymny. - Ja... - szepnęła, gdy jej wzrok zatrzymał się na 

rozbitych filiżankach - muszę posprzątać. 

- Chodź. - Rance łagodnym, ale stanowczym ruchem wyprowadził Darvi 

z kuchni, posadził na kanapie i spojrzał głęboko w oczy. 

- Teraz zacznij od początku. Powiedz, co się stało. 

Nagle poczuła się bezpieczna, otoczona czyjąś troską. Było jej dobrze z 

tym dawno nie doświadczanym uczuciem. Jednak zdawała sobie sprawę, że 

włączenie Rance'a w jej życie musi się skończyć tylko bolesnym 

rozczarowaniem. Łzy napłynęły jej do oczu na myśl o tym, co przeżyła. W 

głowie kłębiły się bolesne myśli. Jak mu to powiem? Lekarz twierdził, że to nie 

moja wina i nie powinnam obciążać się odpowiedzialnością, ale nie miał racji. 

Psycholog też się mylił. Jak ja mu powiem, że odpowiadam za śmierć własnego 

dziecka! Rozpłakała się. 

Rance'owi też niewiele brakowało, by wpaść w panikę. Nie przywykł 

nikogo pocieszać i podtrzymywać na duchu. Czuł się nieswojo, gdy delikatnie 

przytulał głowę Darvi i gładził jej włosy. 

R S

background image

 

- 37 -

- Cokolwiek to jest, nie powinnaś dłużej dźwigać tego sama - powiedział 

łagodnie. 

- Naciskasz na mnie od samego początku. Myślę, że nie powinniśmy... 

- Dobrze, nie musimy teraz o tym mówić. Posiedzimy sobie razem, aż się 

uspokoisz - zaproponował Rance, obejmując ją łagodnie, by nie czuła żadnej 

presji. 

Ciepłe słowa przyniosły Darvi ulgę. Rozluźniła się w ramionach Rance'a. 

Potrafił być miły, kiedy chciał. I bardzo pociągający. Powieki zaczęły jej ciążyć. 

Poczuła, że ogarnia ją senność. Zasnęła z myślą, że mogłaby mu zaufać, 

uwierzyć, iż jej nie porzuci, jeśli pozna prawdę. 

Rance patrzył, jak Darvi zapada w sen. Z długimi, rudymi włosami 

okalającymi twarz była naprawdę piękna. Jeszcze raz zadał sobie pytanie, czemu 

opuściła Kalifornię. Musiała przed czymś uciekać. Nie miał pojęcia, dlaczego, 

ale uznał, że musi jej pomóc pozbyć się złych wspomnień. Zdrętwiał w 

niewygodnej pozycji, lecz nie wypuścił Darvi z objęć. Nie drgnął, by nie 

zakłócić jej snu.  

Dziewczyna niespokojnie poruszyła głową, jakby walczyła z czymś prze-

rażającym, mamrotała coś przez sen, lecz Rance niczego nie zrozumiał. Przytulił 

ją mocniej i ukołysał w ramionach. Miękkim głosem powiedział, że wszystko 

jest w porządku, i pogładził po głowie. 

Oddech Darvi wrócił do normy, uspokoiła się pod wpływem jego głosu. 

Rance zaczął się zastanawiać, czy nie bierze na siebie więcej, niż będzie mógł 

udźwignąć. Poczuł wewnętrzne ciepło na myśl o tym, że ktoś go potrzebuje. 

Jednak do końca nie miał pewności, czy na pewno słusznie postępuje. 

Zapadł zmierzch. Pokój rozświetlał tylko blask księżyca. Rance poruszył 

się i natychmiast wzmocnił uścisk, by Darvi nie wysunęła mu się z ramion. 

Dziewczyna otworzyła oczy i spojrzała w ciemność. Wróciła jej świadomość, 

poczuła się zmieszana. 

- Która godzina? - zapytała. - Jak długo spałam? Czemu jest tak ciemno? 

R S

background image

 

- 38 -

- Po kolei. Jest ósma, spałaś prawie półtorej godziny, a ja nie chciałem cię 

budzić zapalaniem światła. 

Odgarnął włosy z jej policzka. 

- Lubię, kiedy są rozpuszczone - powiedział. 

W pierwszej chwili Darvi ogarnął strach. Zapragnęła natychmiast 

przywrócić odpowiedni dystans, lecz nie mogła się poruszyć. 

- Nie rozpuszczam włosów, bo mi przeszkadzają w pracy. Kiedyś 

przylgnęły do witraża i musiałam obciąć końce. Myślę, że trzeba zapalić światło 

- powiedziała w końcu. 

Rance uwolnił ją z objęć, wstał, rozprostował mięśnie, zapalił lampę 

stojącą na stoliku i rozejrzał się dokoła. 

- Chłodno tutaj. Gdzie masz regulator ogrzewania? 

- W holu. 

Darvi zadrżała z zimna, patrząc na swoje gołe nogi i ramiona. Do tej pory 

nie czuła chłodu, przytulona do Rance'a. 

- Jeśli pozwolisz, zostawię cię na chwilę i przebiorę się. Zaraz wrócę. 

Pobiegła do sypialni, zamknęła za sobą drzwi i rzuciła się na łóżko. W co 

ja się pakuję! pomyślała. Po chwili wstała, wciągnęła na siebie stare dżinsy, 

ciepły sweter i grube skarpety. Przez cały czas próbowała uporządkować 

sprzeczne myśli. 

Wiedziała, że Rance miał rację. Nie mogła bez przerwy uciekać przed 

życiem. Pora stawić czoło lękom. To, że jej związek z Jerrym Petersonem przy-

niósł bolesne rozczarowanie, nie oznaczało, że następny musi skończyć się tak 

samo. Teraz jest przecież dojrzalszą, o wiele mądrzejszą kobietą. 

Przypomniała sobie pocałunek na patio w galerii. Rance dobrze odczytał 

jej pragnienia. Chciała tego pocałunku, a potem się przestraszyła. Pragnęła tego 

człowieka, który równocześnie śmiertelnie ją przerażał.  

R S

background image

 

- 39 -

Odetchnęła głęboko, by się uspokoić. Pomyślała, że związek z Rance'em 

nie może zranić jej głębiej niż utrata dziecka... lub to, co zrobił jej Jerry. Wyszła 

z sypialni i wróciła do kuchni. 

Rance stał przed otwartą lodówką. Sięgnął do środka i wydobył białe 

wino. Napełnił nim kieliszek i wypił. Zdążył już posprzątać rozlaną kawę i 

rozbite filiżanki. 

- Mnie też możesz nalać wina - zdecydowała Darvi, przesuwając 

wzrokiem po muskularnym ciele swego gościa. 

Rance był naprawdę pociągającym mężczyzną. Sporo czasu musiało 

minąć, nim przyznała, że wywarł na niej duże wrażenie. Nie mogła dłużej 

tłumić pragnień. A nuż Rance będzie w stanie wszystko zrozumieć... 

Potrząsnęła głową, by przerwać rozmyślania. Wiedziała już, że gotowa 

jest opowiedzieć mu o Jerrym, o dziecku, o wszystkim. Ale zrobi to dopiero 

wtedy, gdy się upewni, że Rance'owi można zaufać, a to nie będzie łatwe. 

Rance obrzucił Darvi uważnym wzrokiem, wychwytując każdy niuans w 

jej wyglądzie. Wyszczotkowała włosy i rozpuściła je. I miała inny wyraz oczu. 

Była chyba spokojniejsza i jakby bardziej otwarta. Rance trochę przestraszył się 

tej zmiany. Sięgnął po następny kieliszek z winem. Nie bardzo wiedział, jak się 

zachować w tej sytuacji. 

- Posprzątałem w kuchni - powiedział nieswoim głosem, podając Darvi 

kieliszek. 

Od razu spostrzegł, że się zarumieniła. Darvi też zorientowała się w 

zmianie nastroju Rance'a i nie umiała sobie tego wytłumaczyć. 

- Przepraszam za... 

- Daj spokój - przerwał i wziął ją za rękę. - Usiądźmy i porozmawiajmy - 

zaproponował, sadzając Darvi na kanapie. 

Sam usiadł obok ze świadomością, że porusza się po całkiem nieznanym 

gruncie i musi uzbroić się w cierpliwość. 

Darvi nerwowo bawiła się kieliszkiem. 

R S

background image

 

- 40 -

- O czym chcesz mówić? - spytała w końcu. 

- O tobie - odrzekł spokojnie Rance, a jego głos zdawał się wyprany z 

wszelkiej poufałości. 

Widać było, że zmaga się sam ze sobą, zaniepokojony zdenerwowaniem 

dziewczyny. 

Darvi nabrała tchu i zaczęła mówić. Początkowo przybrała postawę 

obronną. 

- Miałam pełną kontrolę nad własnym życiem, dopóki nie spotkałam 

ciebie. Nie jestem małą, bezradną dziewczynką, która płacze z byle powodu. 

Zawsze sama dawałam sobie radę. Prosisz o zbyt dużo. - Łzy zakręciły się jej w 

oczach, gdy poczuła, że zaraz runie odgradzający ją od świata mur. - Po prostu 

nie mogę o sobie mówić, przynajmniej nie o wszystkim i jeszcze nie teraz. 

Proszę, nie ponaglaj mnie. To bardzo trudne i... bolesne. 

- Ależ ja cię nie ponaglam... - zaczął Rance schrypniętym głosem, a reszta 

słów utkwiła mu w gardle. 

Przesunął ręką po włosach i pomyślał, że nie zdawał sobie sprawy, iż 

Darvi odbiera to w ten sposób, a jej sekret jest aż tak bolesny. Powinien wycofać 

się i dać jej odetchnąć. Powie mu o wszystkim, gdy poczuje się do tego gotowa. 

Zegar wybił północ. Wyglądało na to, że spędzili cztery godziny na 

przyjacielskiej rozmowie. Darvi okazała się zupełnie inną osobą, gdy 

konwersacja przestała dotyczyć tematów osobistych. Potrafiła być otwarta i 

dowcipna. Rance wielokrotnie zdumiewał się, ile uroku ukrywała pod codzienną 

maską nieprzystępności. 

- Jak późno - powiedział, usłyszawszy uderzenia zegara. Spojrzał na 

Darvi tęsknym wzrokiem, lecz szybko wrócił do rzeczywistości. - Lepiej już 

pójdę. Powinnaś się przespać. - Razem podeszli do drzwi. - Jeśli nie zabrałbym 

auta spod twego domu, całe miasto miałoby o czym plotkować przy śniadaniu. 

Oparł się o drzwi, ujął w dłonie twarz Darvi i musnął ustami jej 

rozchylone wargi. Pogłębił pocałunek, delektując się dotknięciami jej języka. 

R S

background image

 

- 41 -

Czuł, że Darvi coraz szybciej oddycha i przytula się do niego całym ciałem. 

Ogarnęła go namiętność. Wiedział, że muszą przestać, bo za chwilę będzie za 

późno. 

Darvi słabła w jego objęciach.  

Pozwalała na coraz gorętsze, głębsze pocałunki. Syciła się smakiem jego 

języka. Rance budził w niej nieznane uczucia. Odchyliła głowę, by ujrzeć 

pociemniałe od pożądania oczy. Z trudem wydobyła głos z gardła. 

- Myślę, że będzie lepiej, jeśli... - zadrżała, bo Rance jeszcze raz musnął 

jej usta - pójdziesz, zanim zrobi się za późno. 

Rance znowu ją pocałował, tym razem tak gorąco, że ugięły się pod nią 

kolana. 

- Tak, masz rację - przyznał. 

Wypuścił Darvi z objęć, jeszcze raz ujął jej twarz w dłonie i głęboko 

spojrzał w oczy. 

- Jesteś nadzwyczajna - powiedział. 

- Dziękuję. Dziękuję, że próbowałeś mnie zrozumieć. 

- O niczym jeszcze nie porozmawialiśmy i nie sądź, że się wykpisz 

pocałunkami - powiedział już innym tonem. 

Darvi zaskoczyła ta zmiana. Natychmiast skryła się w swej skorupie i 

zareagowała gniewem. 

- Ja? Nie ja zaczęłam cię całować... 

- Lepiej naprawdę już pójdę. 

Otworzył drzwi, wybiegł na zewnątrz i zaraz odjechał. 

Darvi oparła się o ścianę i przymknęła oczy. Położyła palce na wargach. 

Nie rozumiała, co się stało. Wszystko układało się tak dobrze, a potem Rance 

nagle wrócił do swojej aroganckiej pozy. 

Poszła do sypialni, szybko rozebrała się i wśliznęła do łóżka. Zamknęła 

oczy, zastanawiając się, czym spowodowała tak drastyczną zmianę w jego 

zachowaniu. Nie znalazłszy odpowiedzi, zapadła w niespokojny sen. 

R S

background image

 

- 42 -

Rance wjechał samochodem do garażu i przez dłuższą chwilę nie ruszał 

się zza kierownicy. Miał sobie za złe sposób, w jaki rozstał się z Darvi. Nie 

zasłużyła na to. Właściwie nie wiedział, czemu tak się zachował. Próbował 

jakoś zracjonalizować wszystko, co zaszło tego wieczora. Uświadomił sobie, że 

nie do końca panuje nad sytuacją. Po raz pierwszy od czasu rozwodu zapragnął 

dowiedzieć się czegoś o przeżyciach kobiety, która go zainteresowała. Ale czy 

naprawdę chciał jej pomóc? A może kierowała nim tylko niezdrowa ciekawość 

dotycząca bolesnej przeszłości tej dziewczyny? 

W końcu wysiadł z auta, ale, zamiast do domu, poszedł do warsztatu. 

Pomyślał, że praca podziała nań uspokajająco. Musiał przestać myśleć o Darvi. 

 

ROZDZIAŁ PIĄTY 

 

Darvi przeciągnęła się i obróciła na brzuch. Za oknem świeciło poranne 

słońce. Zapowiadał się kolejny ciepły dzień. Powędrowała myślami do Rance'a 

Coultera. Tej nocy zdecydowała się mu zaufać. Postanowiła tak jeszcze przed 

jego nieoczekiwanym odjazdem. Być może jednak podjęła tę decyzję zbyt 

pochopnie.  

W blasku poranka zmieniła zdanie na temat tego człowieka. Wróciło 

przeświadczenie o jego arogancji, choć nie umiała zapomnieć i o tym, że potrafił 

okazywać czułość oraz zrozumienie. Jaki był naprawdę? Przesunęła opuszkami 

palców po ustach, przypominając sobie smak jego pocałunków, i uśmiechnęła 

się leciutko. A jednak mu zaufam, pomyślała. 

Wstała w wyjątkowo dobrym nastroju. Czuła, że rozpiera ją energia. 

Rance otworzył oczy, spojrzał na zegarek. Wyszedł z warsztatu dopiero 

około piątej rano. Teraz dochodziła jedenasta. Uznał, że sześć godzin snu w 

zupełności wystarczy, i poszedł pod prysznic. Gorąca woda rozgrzała mięśnie. 

Po pierwszym meczu w sezonie jak zwykle czuł się rozbity. W ogóle nie 

R S

background image

 

- 43 -

przyjmował do wiadomości, że z wiekiem będzie mu coraz trudniej biegać po 

boisku. Ubrał się szybko i sięgnął po telefon. Z niecierpliwością czekał, aż 

Darvi podniesie słuchawkę. 

Na dźwięk jego głosu Darvi przeniknął dreszcz i ogarnęła fala gorąca. 

- Jadłaś śniadanie? Spojrzała na zegarek. 

- Śniadanie? Dochodzi dwunasta. Dopiero wstałeś? 

- Nie żartuj! Oczywiście, że nie. Miałem na myśli południowy posiłek. 

- Nie, jeszcze nie jadłam. Roześmiała się. 

- Świetnie. Wpadnę po ciebie za kwadrans. Rance odłożył słuchawkę, nim 

Darvi zdążyła odpowiedzieć. 

Wydawało się, że całe miasto cieszy się wspaniałą, słoneczną pogodą. Na 

restauracyjnym patio nie było ani jednego wolnego stolika. Rance i Darvi 

torowali sobie drogę do stołu na sześć osób tuż przy barierce. Siedzieli tam już 

Amy, Frank, Jim i Elaine, rozkoszując się niedzielnym kieliszkiem szampana. 

- Jak widzisz, czekaliśmy na was! - zawołał Frank na widok Rance'a, 

unosząc w górę niemal pusty kieliszek. 

Lekko zmieszany spojrzał na Darvi. Wyraźnie czuł się winny z powodu 

wczorajszej intrygi. Promienny uśmiech dziewczyny sprawił, iż Frank 

zrozumiał, że został rozgrzeszony. 

Jim nalał szampana i wzniesiono toast. Rance trącił się z Darvi 

kieliszkiem i wypił łyk wina, nie spuszczając z niej wzroku, a ona zarumieniła 

się, spuściła wzrok i podniosła napój do ust. Amy i Frank wymienili znaczące 

spojrzenia. Wszyscy byli w doskonałych humorach. Jim dwukrotnie podchodził 

do bufetu po dodatkowe porcje. Gdy podniósł się po raz trzeci, Elaine 

powstrzymała go stanowczym ruchem. 

- Wystarczy - powiedziała. 

- Ależ kochanie, ciągle jestem głodny. 

- Przygotuję ci coś w domu - obiecała Elaine z westchnieniem, a 

rozczarowany Jim opadł na krzesło. 

R S

background image

 

- 44 -

Amy dotknęła kolanem nogi Franka, a gdy mąż na nią spojrzał, wskazała 

wzrokiem na Darvi i Rance'a. Frank odpowiedział uśmiechem. 

Podczas posiłku Rance Coulter przesuwał nieznacznie swoje krzesło 

coraz bliżej krzesła Darvi. Jego prawa ręka i jej lewa, ukryte pod stołem, splotły 

się palcami w uścisku. 

Po pewnym czasie Jim i jego żona pożegnali przyjaciół. 

- Nakarmię go w domu. Zjadł dziś tylko dwa posiłki, a już dochodzi druga 

- rzekła z westchnieniem Elaine. 

- Muszę dbać o kondycję - roześmiał się Jim. 

W końcu Amy również sięgnęła po torebkę i podniosła się z miejsca. 

- Żałuję, że was opuszczamy, ale mamy dziś jeszcze coś do załatwienia - 

oznajmiła. 

- Co takiego? - zdziwił się jej mąż, na co Amy odpowiedziała mu wiele 

mówiącym spojrzeniem. 

- Ach, prawda! - zawołał Frank, zrywając się na równe nogi. 

Darvi i Rance zostali sami. 

- Chcesz jeszcze coś zjeść lub wypić? - zapytał Rance, patrząc swojej 

towarzyszce w oczy. 

- Nic więcej już nie zmieszczę - powiedziała Darvi, odsuwając filiżankę i 

talerzyk. 

Ich spojrzenia się spotkały, a Darvi poczuła, że jej puls zaczyna bić 

przyśpieszonym rytmem. 

- To może już pójdziemy? - zaproponował Rance. 

Gdy Darvi, wstała, otoczył ją ramieniem i wyprowadził z gwarnej 

restauracji. Przy samochodzie objął ją i przycisnął do drzwi auta. Przez chwilę 

spoglądał w zielone oczy, potem pochylił się ku jej ustom. Darvi zawahała się 

przez moment, gdy musnęli się wargami. Odchyliła głowę. 

- Co ty sobie myślisz, zachowując się w ten sposób w publicznym 

miejscu? Wydawało mi się, iż nie masz ochoty dostać się na ludzkie języki. 

R S

background image

 

- 45 -

Rance pogładził ją po policzku. 

- Za późno - stwierdził. - Nie zauważyłaś, jak szybko zostaliśmy sami, 

kociaczku? 

Kociaczku? Darvi zesztywniała. W ten sam sposób mówił do niej Jerry 

Peterson. 

- Co się stało? - spytał Rance, zauważywszy reakcję dziewczyny. 

- Nic - odparła Darvi, cofając się o krok.  

Rance stracił cierpliwość. Ujął ją za ramiona i uwięził przy aucie tak, że 

nie mogła się poruszyć. 

- Nie myśl sobie, że tym słówkiem zdołasz się wymigać i po prostu sobie 

pójdziesz. Co takiego powiedziałem, że zmieniłaś się na twarzy? 

- Nie jestem twoim kociaczkiem ani niczym, czym można by się bawić - 

odpowiedziała. 

We wzroku Rance'a pojawiło się poczucie winy, gdy pojął, jak Darvi 

odebrała jego słowa. W rzeczywistości nie miał nic zdrożnego na myśli. 

Popatrzył na nią uważnie i wziął w objęcia. W pierwszej chwili nie zareagowała, 

lecz potem pozwoliła się przytulić. 

- Rzeczywiście nie jesteś kociaczkiem - szepnął Darvi do ucha i 

pocałował ją delikatnie w policzek. - Źle się wyraziłem, przepraszam. 

Rance Coulter rzadko kiedy przepraszał, a już na pewno nie z powodu 

jakiegoś niefortunnie użytego słówka. 

- Ja też przepraszam. Zrobiłam z igły widły - powiedziała Darvi. 

- Czy to wiąże się z twoją przeszłością? Ktoś, jakiś mężczyzna, traktował 

cię w taki sposób? - spytał Rance, tuląc Darvi i głaszcząc ją po głowie. 

Doskonale wyczuwał jej potrzebę czułości i zrozumienia. Widział, jak 

drżała w jego ramionach. 

- Wszystko będzie dobrze - ciągnął uspokajająco. - Damy sobie z tym 

radę. 

R S

background image

 

- 46 -

Przez chwilę trzymał Darvi w ramionach. W końcu dziewczyna uniosła 

głowę i rzekła z nieśmiałym uśmiechem: 

- Już wszystko w porządku. 

Rance pochylił głowę, delikatnie pocałował ją w usta, potem spojrzał w 

jej zafrasowaną twarz, niepewny, jak dużą może wywierać na nią presję, szcze-

gólnie po tym, co zaszło ostatniego wieczora. 

- Kim on był? Kim był człowiek, który cię skrzywdził? 

Darvi przez moment zawahała się. Przecież postanowiła mu zaufać. Może 

nadszedł już czas. Nabrała tchu, by się uspokoić i zaczęła: 

- Nazywał się Jerry Peterson. Spotkałam go w pewne upalne popołudnie 

trzy lata temu, gdy zajrzał do mojej pracowni w Laguna Beach. Był ode mnie 

prawie o dwadzieścia lat starszy... czarujący, dynamiczny... skutecznie 

używający swej siły. 

Czyżby ten człowiek ją zgwałcił, pomyślał Rance i mimowolnie 

wzmocnił uścisk. Serce zabiło mu gwałtowniej. Starał się mówić spokojnie, by 

Darvi nie wyciągnęła niewłaściwych wniosków i nie pomyślała, że rozgniewał 

się na nią. 

- Czy ten Peterson... użył wobec ciebie siły? 

- Nie, nic takiego się nie stało. - Przestała opowiadać i wsparła głowę na 

jego ramieniu. 

Przez chwilę milczeli. Rance nie był pewien, co robić: zachęcać Darvi do 

mówienia, czy odwieźć ją do domu. Dziewczyna sama podjęła decyzję. 

- Lepiej jedźmy stąd, nim zbiorą się gapie - powiedziała i delikatnie 

dotknęła dłonią jego policzka. 

Nie wypuścił jej ręki. Dręczyło go przeświadczenie, iż w życiu Darvi 

kryje się jakaś straszna tajemnica, która stoi na przeszkodzie ich związkowi. 

Dziewczyna nie była mu obojętna, chciał więc dowiedzieć się o niej jak 

najwięcej. 

- Musimy porozmawiać. Gdzie wolisz jechać: do ciebie czy do mnie? 

R S

background image

 

- 47 -

Na twarzy Darvi odmalowało się wahanie. 

- Nim znajdziesz dziesiątki wymówek, pozwól, że coś ci powiem - ciągnął 

spokojnie, lecz stanowczo. - Zaraz dokądś pojedziemy i wszystko wyjaśnimy. 

W świetle dnia cała sprawa wyda się prostsza. Zobaczysz. 

Darvi spuściła wzrok, a gdy znów podniosła głowę, w jej oczach widać 

było rezygnację. 

- Nie ustąpisz, prawda? Będziesz naciskał tak długo, aż dostaniesz to, 

czego chciałeś. A co będzie, jeśli powiem ci całą prawdę, a ty uznasz ją za zbyt 

trudną do zniesienia, bo taka jest w rzeczywistości. Jeśli nie będziesz mógł mi 

wybaczyć, to co wtedy? Prosisz, bym opowiedziała ci o najstraszniejszym 

przeżyciu i ślepo ci zaufała. Możesz mi wierzyć, że słyszałam już wielokrotnie 

zapewnienia o takim zaufaniu. Wypowiadano je z dużą dozą szczerości, ale 

prawie zawsze spotykał mnie bolesny zawód. 

Rance rzeczywiście nie zamierzał ustąpić i Darvi zaczynała wierzyć, że 

mężczyzna ma rację, sugerując, by przestała w samotności dźwigać swoją taje-

mnicę, lecz emocjonalnie nie umiała sobie jeszcze z tym poradzić. Bezustannie 

toczyła wewnętrzną walkę. W jej oczach błysnęły łzy, we wzroku ciągle ry-

sowała się niepewność. Próbowała coś powiedzieć, lecz nie mogła wydobyć z 

siebie głosu. 

- Pragnę ci zaufać - przemówiła wreszcie. - Naprawdę. Ale... to po 

prostu... - Spuściła wzrok. - Czy moglibyśmy jechać? Chciałabym, żebyś 

odwiózł mnie do domu. 

- Oczywiście. Możemy jechać. 

Rance odprowadził Darvi do drzwi, wyjął klucz z jej ręki i otworzył 

zamek. Potem odsunął się i przepuścił dziewczynę. 

- Dziękuję za miłe popołudnie - szepnęła, odwracając się ku niemu. 

Chwycił ją w talii, uniósł nieco i przeniósł przez próg. Zaskoczona, 

patrzyła, jak wchodzi do środka, zamyka drzwi, bierze ją za rękę i prowadzi w 

kierunku kanapy. Zaczęła nerwowo splatać i rozplatać palce, poprawiać 

R S

background image

 

- 48 -

niesforny kosmyk włosów. W końcu nabrała tchu i spojrzała na Rance'a, który 

objął ją ramieniem, jakby pragnął ją wesprzeć. Zamknęła oczy, serce waliło w 

jej piersi jak oszalałe, ale zaczęła mówić. 

- Jerry był bardzo energiczny i przekonujący. Nigdy przedtem nie 

spotkałam kogoś takiego. Nie miałam zbyt bogatego doświadczenia w 

kontaktach z mężczyznami. Po prostu mnie oczarował. Kwiaty, komplementy, 

dużo pięknych słów, niesłychana elegancja. Nikt nie traktował mnie wcześniej 

tak jak on. - Zamilkła, by nabrać tchu. - Możesz sobie wyobrazić, jak to 

działało. Najpierw spotykaliśmy się niezobowiązująco raz czy dwa razy w 

tygodniu. Chodziliśmy do restauracji, na wystawy, do kina. To trwało ponad 

miesiąc. Jerry dzwonił do mnie codziennie i coraz jaśniej dawał do zrozumienia, 

że go interesuję jako partnerka w bardziej intymnym związku. Planował naszą 

przyszłość... - Znowu zamilkła. - A przynajmniej ja to tak rozumiałam. 

Po policzku Darvi spłynęła pojedyncza łza. Rance pocałował ją w czoło i 

przytulił mocniej. 

- Zaczął być zazdrosny o moich przyjaciół, o spędzany bez niego czas. 

Pozwalał mi pracować, ale poza tym odizolował niemal od wszystkiego, co było 

częścią mego życia, nim się spotkaliśmy. To poszło tak gładko, że nawet nie 

zauważyłam, co się dzieje. Niektórzy przyjaciele próbowali mnie przed nim 

ostrzec, ale ich nie słuchałam. Tłumaczyłam sobie, że ktoś tak bardzo mną 

zainteresowany nie może mnie przecież skrzywdzić. 

Tylko że on mnie wcale nie kochał. Okazał się samolubny i okrutny. Był 

zwykłym sadystą. Umiał sprawić, że czułam się winna, gdy nie ulegałam jego 

życzeniom. Powiadał wówczas: „a myślałem, że mnie kochasz". Do dziś nie 

wiem, jak mogłam zgodzić się na takie traktowanie. Nie wiem, czemu od niego 

nie odeszłam. Pewnie dlatego, iż sądziłam, że go kocham i że on kocha mnie. Że 

moim obowiązkiem jest go uszczęśliwiać. Im więcej robiłam, tym więcej ode 

mnie wymagał. Od ponad roku byliśmy kochankami, gdy nagle mój świat 

rozpadł się na kawałki. - Darvi wzięła Rance'a za rękę i zacisnęła na niej palce. - 

R S

background image

 

- 49 -

Nie mogłam uwierzyć, że zaszłam w ciążę. Gdy kochaliśmy się po raz pierwszy, 

Jerry powiedział, bym się niczym nie przejmowała. Pomyślałam, że może jest 

bezpłodny, i nie zabezpieczałam się. Nie prosiłam też o dokładniejsze 

wyjaśnienia. Powinnam była pomyśleć o sobie, lecz tego nie zrobiłam, bo 

zaufałam jego słowom. To cud, że przez rok nic się nie zdarzyło. 

Rance z bólem słuchał całej opowieści. Nie przypuszczał, że będzie ją tak 

głęboko przeżywał. 

- Poszłam do lekarza. Jerry o tym nie wiedział. Testy potwierdziły ciążę. 

To było tydzień po tym, jak się z nim widziałam. Wyjechał z miasta w 

interesach. - Darvi wpiła się paznokciami w rękę Rance'a. - Tego wieczora, gdy 

Jerry wrócił, byliśmy w mojej pracowni. Od trzech dni na dworze szalała burza. 

Zauważył, że jestem zdenerwowana, zmartwiona, i zapytał, co się stało. Nie 

wiedziałam, w jaki sposób należy zawiadamiać kochanka o ciąży. Oczami 

wyobraźni widziałam, jak bierze mnie w ramiona i zapewnia o swojej miłości, o 

tym, że z utęsknieniem będzie czekał na nasze dziecko. A potem poprosi mnie o 

rękę i będziemy żyć szczęśliwie przez długie lata. - Głos Darvi zamienił się w 

szept. - Szybko przekonałam się, że tak się kończą tylko bajki. 

Darvi zaczęła drżeć, zbliżając się do najtrudniejszej do opowiedzenia 

części swojej historii. Rance trzymał ją ciągle w objęciach, lecz ta opowieść 

poruszyła niebezpieczne struny w jego pamięci i zaczął jej słuchać, porównując 

dzieje Darvi z własnymi doświadczeniami. Podstępu z ciążą użyła wobec niego 

Joan, by skłonić go do małżeństwa. Ożenił się, mimo iż jej nie kochał, bo 

uważał, że tak należy. Wkrótce odkrył kłamstwo. Gdy powiedział o tym Joan, ta 

zatrzepotała długimi rzęsami i rzekła z uśmiechem, że nie będzie chyba się 

gniewał o takie głupstwo. Zrobił wszystko, by ich małżeństwo się udało, lecz na 

nic zdały się te wysiłki. Siedem miesięcy po ślubie Joan uciekła ze swoim 

byłym chłopakiem. Rance postanowił wówczas, że nigdy więcej nie zwiąże się 

emocjonalnie z żadną kobietą.  

R S

background image

 

- 50 -

Wdawał się w niezobowiązujące flirty, lecz gdy widział, iż rzecz 

przybiera poważniejszy obrót, zaraz się wycofywał. Postępował tak w ciągu 

ostatnich dziesięciu lat. A teraz trzymał w objęciach kobietę, dla której zdawał 

się łamać swoje zasady. Wewnętrzny głos podpowiadał mu, że to ostatnia 

chwila, by się wycofać. Z drugiej strony czuł, iż nie może tego zrobić po tym, 

gdy skłonił Darvi do tak intymnych wyznań. Oderwał się od swoich złych 

wspomnień i skupił uwagę na słowach zapłakanej dziewczyny. 

- Powiedziałam mu otwarcie, że spodziewam się dziecka. Popatrzył na 

mnie, a potem się roześmiał. Miał zupełnie zimny wyraz twarzy, gdy zapytał, 

czego się po nim spodziewam. Zarzucił mi, że powinnam była zachować 

większą ostrożność. Nigdy nie zapomnę tych słów. 

Darvi nie mogła dalej mówić. Rance przytulił ją i łagodnie kołysał w 

ramionach. Zacisnął gniewnie zęby, powtarzając sobie w myślach jej opowieść. 

Właściwie nie był pewien, skąd bierze się ten gniew. Czy wiąże się ze 

wspomnieniem o kobiecie, która go okłamała, mówiąc, że będzie ojcem ich 

dziecka, czy raczej z myślą, iż jakiś człowiek tak okrutnie skrzywdził Darvi?  

Po chwili Darvi nieco się uspokoiła, wyprostowała się i znów gotowa była 

mówić. Rance pocałował jej słony od łez policzek. 

- Nie musisz kończyć. Wrócimy do tego później, kiedy poczujesz się 

silniejsza - powiedział, niepewny, ile sam zdoła znieść, bo nigdy dotąd nie 

słuchał kobiecych wyznań, a poza tym obawiał się, iż taka bliskość może 

zamienić czysto fizyczną fascynację w coś znacznie poważniejszego. 

W duchu zadawał sobie pytanie, dlaczego właściwie skłonił Darvi, by 

podzieliła się z nim najintymniejszymi wspomnieniami. 

- Nie, chcę to z siebie wyrzucić. Niedużo już zostało do opowiedzenia - 

szepnęła Darvi, ocierając łzy. - Nie mogłam uwierzyć, że to powiedział. Chyba 

stałam przed nim jak osłupiała, aż stwierdził, że chyba nie spodziewałam się, iż 

się ze mną ożeni. Wtedy doznałam szoku. Myślałam tylko o tym, by stamtąd 

uciec. Odwróciłam się i jak nieprzytomna wybiegłam na ulicę. Było ciemno, 

R S

background image

 

- 51 -

padało... Wpadłam prosto pod samochód. Następną rzeczą, jaką pamiętam, był 

szpital. Przez dwa dni nie odzyskiwałam przytomności. Lekarz powiedział, że 

miałam szczęście. Skończyło się na dwóch złamanych żebrach i piętnastu 

szwach na biodrze, rozciętym przez blachę samochodu. I jeszcze jeden drobiazg 

- dodała przez łzy. - Poroniłam. - Znowu zaczęła drżeć, a łzy strumieniem 

popłynęły jej z oczu. - Jestem odpowiedzialna za śmierć mego dziecka. To moja 

wina - wymamrotała. 

Rance mocno przycisnął ją do siebie. Zbulwersowały go ostatnie słowa 

opowieści Darvi. Zareagował na nie spontanicznie. 

- Nie! W żadnym razie nie ponosisz za to odpowiedzialności. - Ujął w 

dłonie twarz Darvi i otarł jej łzy. - Słuchaj, to nie była twoja wina. Miałaś wy-

padek. 

- Ja... ja... - Darvi cała się trzęsła. 

Wziął ją w ramiona i przycisnął do piersi. Łagodnym, uspokajającym 

ruchem pogłaskał po głowie. 

- Nie płacz, kochanie... 

- Trzymaj mnie. Nie zostawiaj samej. 

- Jestem tutaj i zostanę tak długo, jak zechcesz. 

A więc cierpiała tak przez dwa lata, pomyślał. Nosiła w sobie poczucie 

winy i nie chciała przyjąć do wiadomości, że to był zwykły wypadek. 

Darvi powoli uspokajała się. Rance spojrzał na jej pełną udręki twarz. 

Była taka bezbronna. Naprawdę go potrzebowała. 

 

 

 

 

 

 

 

R S

background image

 

- 52 -

ROZDZIAŁ SZÓSTY 

 

Darvi ocknęła się i rozejrzała po pokoju. Rance był tuż obok. Trzymał ją 

ciągle w ramionach. Niepewnie spojrzała mu w twarz. Czy nią wzgardzi? Czy 

odrzuci po usłyszeniu prawdy? 

Rance nie wiedział, jak zareagować na to pytające spojrzenie. Musnął 

palcami włosy Darvi i pocałował ją w czoło. 

- Dobrze się czujesz? 

Na twarzy Darvi odmalowała się ulga. Zrozumiała, że ją zaakceptował i 

udzieli jej wsparcia. 

- Po raz drugi w ciągu dwóch dni usnęłam w twoich ramionach. Obiecuję, 

że nie wejdzie mi to w krew - powiedziała z uśmiechem. 

- Nie przepraszaj. Lepiej powiedz, jak się czujesz. 

- Traktujesz mnie teraz jak kruchą roślinę. Czy odtąd zawsze już tak 

będzie? Czy spotkania ze mną będziesz zaczynał od tego pytania? 

- Pozwól, że zapytam ostatni raz, czy wszystko z tobą jest w porządku? 

- Myślę, że tak. Tak, na pewno tak. 

Rzeczywiście czuła się znacznie lepiej. Przez cały czas bała się, jak Rance 

zareaguje na jej opowieść, czy nią nie wzgardzi, gdy się dowie, że pozwoliła 

sobą tak manipulować. Rance zachował się inaczej, nie odwrócił się, nie 

potraktował jej chłodno. Po raz pierwszy od długiego czasu pozwoliła sobie na 

okazanie bezbronności. Gdy nie zostało to wykorzystane przeciwko niej, z 

każdą minutą zaczynała czuć się coraz lepiej. Rance miał rację, zmuszając ją do 

wyznań. Teraz było jej lżej na sercu. 

Rance patrzył w zielone oczy Darvi, podziwiał długie, miedzianorude 

włosy spowijające jej ramiona, obserwował, jak mości się na kanapie w jego 

objęciach i siada, podwijając nogi. Czuł dotyk jej krągłych piersi. 

R S

background image

 

- 53 -

Nagle ogarnął go niepokój. Co ja robię, pomyślał. Wyraźnie zaczynam 

pragnąć tej dziewczyny... Musiał przyznać, że od samego początku Darvi 

drażniła jego zmysły. Fascynowały go miedzianej barwy włosy połyskujące w 

słońcu i zielone oczy, które tak często miotały iskry. Urzekła go od chwili, gdy 

po raz pierwszy się uśmiechnęła. Teraz już wiedział, jaka jest naprawdę, jak 

bardzo pragnęła czułej bliskości. Zdawał sobie sprawę, iż nie powinien 

wykorzystywać własnej przewagi nad Darvi, by nie upodobnić się do Jerry'ego 

Petersona. Postanowił poczekać. Będą się kochać, bo oboje tego pragną, a nie 

dlatego, że Rance mógłby skorzystać z momentu kobiecej słabości. 

Zrozumiał, iż chce otoczyć ją opieką, bo znaczy dla niego więcej niż inne 

kobiety. 

Następnych kilka godzin spędzili w milczeniu. Rance przez cały czas 

trzymał ją w objęciach, a Darvi czuła się w nich wyjątkowo bezpieczna. 

Za oknem zrobiło się ciemno. Przez ostatnią godzinę Darvi w ogóle się 

nie poruszała. Rance nie wiedział, czy zasnęła. Powoli spróbował zmienić 

pozycję, bo zdrętwiały mu ręce i nogi. Gdy tylko się poruszył, Darvi usiadła, a 

on natychmiast ujął jej dłoń w swoją. 

- Nie chciałem cię budzić, lecz straciłem czucie w niektórych częściach 

ciała - usprawiedliwił się. 

- Mam nadzieję, że tym najważniejszym nic się nie stało - zauważyła 

Darvi z uśmiechem i zarumieniła się na dźwięk własnych słów. 

- Nic, co mogłoby mi w czymkolwiek przeszkodzić - rzekł Rance i 

delikatnie ją pocałował. 

Darvi pogładziła go po policzku i spojrzała w oczy tak, jakby w nich 

czegoś szukała. 

- Co się stało? - zapytał. 

Na jej twarzy odbiło się niezdecydowanie. W końcu zdobyła się na 

odwagę. 

- Czy zostałbyś ze mną na noc? 

R S

background image

 

- 54 -

Rance poczuł zaskoczenie, a potem radość. 

- Chcesz, bym tu spędził noc? Całą noc? 

- Nie to miałam na myśli - odparła Darvi. - Po prostu nie chcę zostać 

sama. - Oczy dziewczyny pokryły się mgiełką. - Proszę, zostań ze mną. 

W jej wzroku zamigotał strach. Tym razem jednak była to obawa przed 

nieznanym przeznaczeniem. 

- Zostanę, jeśli chcesz. Obiecuję, że będziesz przy mnie bezpieczna. 

- Wiem. - Darvi musnęła wargami usta Rance'a. - Ufam ci. 

Rance spojrzał na zegarek leżący przy łóżku. Zbliżała się północ, a on 

ciągle jeszcze nie zasnął. Zerknął na Darvi spokojnie śpiącą w jego ramionach. 

Byli trochę zmieszani, gdy nadszedł czas, by się położyć. Rance nie miał 

pewności, gdzie ma spać i czy powinien zostać w slipkach, czy też rozebrać się 

do naga, jak do tego przywykł. 

- Gdzie chcesz, żebym spał? - spytał w końcu.  

Darvi zawahała się przez chwilę, potem wzięła go za rękę i zaprowadziła 

do sypialni. 

- Ze mną - powiedziała. - Jeśli miałbyś spać na kanapie, równie dobrze 

mógłbyś wrócić do domu. 

Teraz obserwował śpiącą dziewczynę, w której już nie było śladu 

dawnego napięcia. Wreszcie usnął. 

Darvi leżała spokojnie i w świetle brzasku wpatrywała się w twarz 

Rance'a. Delikatnie przesunęła palcami po jego policzku. Obrzuciła wzrokiem 

muskularne ramiona i pierś pokrytą gęstym włosem. Rance przez całą noc 

obejmował ją jedną ręką, sprawiając, iż czuła się wyjątkowo bezpiecznie. 

Nawet jej własna rodzina nie okazywała jej nigdy tyle czułości. 

Straciła matkę jeszcze w dzieciństwie. Ojciec nie interesował się zbytnio 

wychowaniem małej dziewczynki. Darvi po wypadku rozmawiała o tym z psy-

choterapeutami. Wtedy zrozumiała, że w Jerrym szukała kogoś, kto zastąpiłby 

R S

background image

 

- 55 -

jej ojca, i dlatego próbowała go we wszystkim zadowolić. Sądziła, że w ten 

sposób zapewni sobie jego trwałe zainteresowanie i uczucie. 

Przerwała rozmyślania, gdy Rance się poruszył, kładąc drugą rękę na jej 

talii i zbliżając twarz do piersi tak, iż przez pidżamę czuła ciepło jego oddechu. 

Wiedziała, że spał i zrobił to mimowolnie, lecz podniecała ją taka bliskość 

męskiego ciała. Czuła, że zaczyna szybciej oddychać. Zapragnęła dotknąć 

Rance'a, przesunąć palcami po jego piersi. Zmieszała się na myśl o swoich 

pragnieniach. Nie śmiała otwarcie przyznać, o czym marzy. 

Rance powoli się budził, lecz nie otwierał oczu ani się nie ruszał. 

Przypomniał sobie wszystkie okoliczności wczorajszego wieczora. Było mu 

dobrze w łóżku Darvi. Mgliście uświadomił sobie, iż chciałby w ten sposób 

spędzić resztę życia. 

W pewnej chwili poczuł, iż Darvi głaszcze go po ramieniu. Delikatna 

pieszczota sprawiała mu przyjemność. Zorientował się, że leży tuż przy jej 

piersi. Uniósł się nieco i przytulił ją mocno do siebie. 

Zdawało się, że jego ciało działa bez porozumienia z mózgiem. Dotknął 

wargami okrytej pidżamą sutki dziewczyny. Dłonią przesunął ku jej piersi. 

Darvi westchnęła, gdy wargi Rance'a zamknęły się na sutce, wpiła się palcami w 

jego ramiona i wygięła ciało tak, by znalazło się jak najbliżej ust Rance'a. 

- Nie sądziłem, że tak się stanie - powiedział zaskoczony jej reakcją i 

nerwowo przesunął ręką po włosach. 

Usiadł na krawędzi łóżka i sięgnął po leżące na podłodze dżinsy. 

Ubierając się, spojrzał na Darvi. Drżącymi dłońmi podciągnął kołdrę pod samą 

jej brodę. 

- Zaufałaś mi, a ja cię zawiodłem - stwierdził, zaciskając palce na kocu. - 

Wybacz. 

Darvi wyciągnęła rękę spod przykrycia i pogłaskała go po policzku. W jej 

wzroku nie było lęku ani gniewu. 

R S

background image

 

- 56 -

- Nie ma czego wybaczać - powiedziała cicho, przesuwając dłonią ku jego 

piersi. - Prosiłeś, bym ci zaufała, żądałeś tego i w końcu zmusiłeś do okazania 

zaufania. W niczym mnie nie zawiodłeś. 

Spojrzeli sobie w oczy. Rance uniósł Darvi i przytulił do siebie, a ona 

odwzajemniła uścisk. 

- Jutro rano mamy spotkanie z Carlem - przypomniała. - A ja nie zrobiłam 

wszystkich szkiców. - Jeszcze raz pogładziła Rance'a po policzku. - Dziękuję, że 

zostałeś ze mną na noc. Wiele dla mnie znaczyło to, że nie byłam sama. Od 

dwóch lat miewam nocne koszmary. Zawsze takie same. Śnię, że grozi mi nie-

bezpieczeństwo ze strony jakiejś ciemnej postaci, próbuję uciekać tak szybko, 

jak potrafię, lecz ona jest tuż za mną i niemal mnie dosięga. Wtedy budzę się z 

bijącym sercem. Ostatniej nocy to znów wróciło. - Rance przytulił ją mocniej. - 

Biegłam jak zawsze, ale tym razem cień zniknął. Nie wiem, co to znaczy, lecz 

mam nadzieję, że w końcu ten koszmar przestanie mnie dręczyć. - Darvi 

musnęła wargami usta Rance'a. - Dlatego chciałam, byś został. Bałam się, że 

majaki wrócą. Chyba nie zakłóciłam twego snu? - Ależ skąd - zapewnił, całując 

jej dłoń. 

Darvi od świtu siedziała przy stole kreślarskim, kończąc ostatnią 

akwarelę. Jeszcze zanim Carl zaakceptował projekty, zdecydowała się wykonać 

je w naturalnych rozmiarach. Miała pod ręką próbki szkła i przygotowała listę 

zamówień. 

Ciągle jednak wracała myślą do Rance'a. Zgodnie z tym, co powiedział, w 

tak małym miasteczku jak Sandy Cove już w południe wszyscy wiedzieli, że 

jego samochód stał pod domem panny Stanton przez całą noc. Darvi próbowała 

jakoś uporządkować myśli i zająć się pracą, lecz nie była w stanie, bo Rance 

przesłaniał jej wszystko. Ten człowiek pomógł jej się podźwignąć, sprawił, że 

znowu w siebie uwierzyła. Nie sądziła, by od razu opuściły ją wszystkie lęki, 

lecz dobry początek został zrobiony. Od dawna nie tryskała takim optymizmem. 

R S

background image

 

- 57 -

Odchyliła się na krześle, przymknęła oczy i uśmiechnęła się lekko. 

Zaczęła szybciej oddychać na myśl o ustach Rance'a na swojej piersi. 

Westchnęła, czując podniecenie. Nie miała wątpliwości, że wkrótce będą się 

kochać. 

Rance Coulter pojechał rano prosto do domu, wziął prysznic, przebrał się 

i ruszył do warsztatu. Właściwie był gotowy do spotkania z Carlem. 

Uporządkował wzory i zdecydował, jakiego drewna będzie potrzebować. Gdy 

tylko nadejdzie transport, Bobby odpowiednio poprzycina płyty. Rance cenił 

sobie porządek w pracy, więc od razu chciał zabrać się do sporządzania raportu 

dla właściciela zajazdu. Jego myśl podążyła jednak ku Darvi. Wrócił pamięcią 

do pocałunków i nocy spędzonej w łóżku tej cudownej dziewczyny. Uśmiechnął 

się, wspominając kształt jej sutki wyczuwany językiem. Spróbował 

uporządkować myśli. Ciągle miał sobie wiele do zarzucenia. 

Gdy wjeżdżał na parking przed zajazdem, zadał sobie pytanie, co 

właściwie łączy go z Darvi. Czy to początek czegoś poważnego? A jeśli tak, to 

czy da sobie z tym radę? 

Wspomniał wyznania dziewczyny na temat ciąży i ostatniego spotkania z 

Jerrym Petersonem. Historia Darvi dotknęła czułego miejsca, do którego od 

dziesięciu lat nikt nie miał dostępu. Rance Coulter pozwolił sobie na 

zaangażowanie uczuciowe i teraz obawiał się skutków, wiedział jednak, że co 

się stało, to się nie odstanie. 

Zegar wybił piątą, gdy Darvi skończyła pracę. Była gotowa do 

zaplanowanego na jutro spotkania z Carlem. Na widok wykonanych szkiców 

ogarnęło ją zadowolenie. Nigdy dotąd rysunki nie wypadły tak dobrze. Jeśli 

tylko kształty i kolory zostaną zaaprobowane, można będzie przystąpić do 

następnego etapu prac. 

Włączyła telewizor, by podczas przygotowywania posiłku wysłuchać 

wiadomości. Prognoza pogody nie zapowiadała niczego dobrego. Zbliżały się 

burze, najbliższy miesiąc miał być chłodny i deszczowy. Po posiłku zmyła 

R S

background image

 

- 58 -

naczynia i poszła do łazienki. Zanurzyła się w ciepłej, pachnącej kąpieli i 

przymknęła oczy. Potem położyła się do łóżka, włączyła cichą muzykę, wzięła 

książkę i... usłyszała dzwonek do drzwi. 

Podeszła do wejścia, zapaliła małą lampkę i spojrzała przez wizjer. Ze 

zdumieniem i radością stwierdziła, że na zewnątrz stoi Rance. Otworzyła drzwi, 

by mógł wejść. 

- Pomyślałem, iż przed jutrzejszym spotkaniem powinniśmy jeszcze raz 

porównać nasze prace - powiedział, muskając wzrokiem kształty Darvi, przysło- 

nięte jedynie krótkim, zielonym szlafroczkiem z jedwabiu. 

Jego oczy wędrowały od długich, smukłych nóg Darvi ku jej piersiom, 

lekko wychylającym się zza wycięcia szlafroka. Wokół unosił się drażniący 

zmysły zapach dobrych kosmetyków kąpielowych. Teczka z wykresami 

wypadła mu z rąk. Niecierpliwym ruchem sięgnął ku wysoko spiętym włosom 

dziewczyny i rozpuścił je tak, że spłynęły na ramiona Darvi miedzianorudą 

kaskadą. Drżącymi dłońmi ujął twarz Darvi i głęboko zajrzał w szmaragdowe 

oczy. Nie było w nich lęku ani niepewności. Zamiast tego Rance dojrzał ufność 

i erotyczne pragnienia. Pochylił głowę, objął Darvi i gorąco pocałował. 

Pożądanie sprawiło, że natychmiast wywietrzał mu z głowy zamiar 

porównywania szkiców okien. 

Pocałunek rozpalił zmysły Darvi, więc pogłębiła go, wsuwając język w 

usta Rance'a, który trzymał ją mocno, przesuwając dłońmi po plecach i niżej. 

Jego niecierpliwe palce podciągnęły jedwab szlafroczka. Gdy wreszcie 

wślizgnęły się pod materiał, Darvi westchnęła głęboko z rozkoszy. 

 

 

 

 

 

 

R S

background image

 

- 59 -

ROZDZIAŁ SIÓDMY 

 

Rance zrozumiał, że nieodwracalnie przekracza pewną granicę. Bardzo 

pragnął Darvi. Chyba nikogo wcześniej nie pożądał równie mocno. Pomiędzy 

pocałunkami zaczął mówić ochrypłym głosem: 

- Kiedyś mi powiedziałaś... że dasz znać, jeśli zechcesz... bym cię 

pocałował. Czy to stosuje się również do... prawdziwej miłości? Myślę, że... 

tego chcesz? Czy powinienem zapytać? - Na moment uniósł głowę i uśmiechnął 

się lekko. - Nie wytrzymam tej ciszy... Chyba nie mam wyboru. 

Zamknął dokładnie drzwi, wziął Darvi za rękę i wyprowadził z pracowni. 

W połowie drogi do sypialni zatrzymał się i położył dłonie na ramionach 

dziewczyny. 

- Kochanie, nie jestem odpowiednio przygotowany. Nie mam niczego 

przy sobie. Czy możesz się zabezpieczyć? Albo pojadę do domu po... 

Darvi położyła mu. palec na ustach. 

- To nie będzie konieczne - rzekła z odrobiną smutku w głosie. 

Rance ujął ją za rękę. Zauważył pełen smutku ton jej głosu, lecz nie był 

pewien, jak go rozumieć. 

- Czy coś się stało? - zapytał. 

- Wszystko w porządku - zapewniła go Darvi, lekko ściskając mu rękę, a 

on odwzajemnił uścisk. 

Gdy przeszli przez próg sypialni, Rance pomyślał, że cały wystrój 

wnętrza bardzo pobudza jego zmysły. Wkraczał w inny czas, w nową 

przestrzeń. Darvi przytuliła się do niego i obdarzyła namiętnym pocałunkiem. 

Czuł, jak wsuwa mu ręce pod sweter i przeciąga nimi po ciele, sycąc się 

nagością skóry. Nigdy dotąd nie była tak podniecona i tak gorąco pożądana. Nie 

mogła mówić. Ostatnie słowo, jakie przemknęło jej przez głowę, brzmiało: 

R S

background image

 

- 60 -

miłość. Wiedziała, że pragnie tego człowieka. Spiesznie ściągnęła z niego swe-

ter. Rance pieścił pocałunkami jej usta, policzki i szyję. Pragnął posiąść ją całą. 

- Czy jesteś... pewna? - zapytał ostatnim wysiłkiem woli. 

- Tak - zapewniła go Darvi namiętnie. 

Powoli, jakby uczestnicząc w jakimś rytuale, rozbierali się wzajemnie. 

Rance zdjął buty. Rozwiązał szlafrok Darvi. Pasek upadł na podłogę, szlafrok 

rozchylił się, a Rance aż jęknął na widok nagiego kobiecego ciała. Przesunął 

dłońmi po aksamitnej skórze, sprawiając, że Darvi ogarnęła fala gorąca. Potem 

ona rozpięła mu spodnie i musnęła palcami podbrzusze, wyczuwając, jak bardzo 

jest podniecony.  

Zsunęła z jego bioder dżinsy. Rance ujął w dłonie jej piersi i ucisnął lekko 

stwardniałe sutki. Wsunął język w usta Darvi i zdjął z niej szlafrok. Potem 

usiadł na łóżku i szybkimi ruchami rozebrał się do końca. Darvi wyciągnęła do 

niego ramiona i w jednej chwili również znalazła się w łóżku. Przez chwilę 

delektował wzrok jej pięknością, a potem przygarnął do siebie. 

- Cudownie jest być z tobą - szepnął, muskając wargami jej policzki, 

czoło i czubek nosa. - Powiedz, co sprawia ci rozkosz, co cię podnieca? 

Darvi zakręciło się w głowie. Nikt wcześniej jej o to nie pytał, nikt nie 

brał pod uwagę jej pragnień i potrzeb. Otoczyła nogami biodra Rance'a, a smu-

kłymi palcami zaczęła pieścić jego skórę, wzmagając ich wzajemne 

podniecenie. 

- Jestem szczęśliwa - wyznała cicho.  

Zatonęła w objęciach Rance'a, a on całował jej szyję, ramiona, piersi. 

Wargami i językiem pieścił sutki. Darvi jęczała z rozkoszy i wyginała się tak, by 

całą sobą dotykać ciała tego mężczyzny. Przesuwała dłońmi po jego twardym, 

płaskim brzuchu, a on muskał palcami wewnętrzną stronę jej ud, co sprawiało, 

iż przenikał ją rozkoszny dreszcz. Czuła męskie ręce w najintymniejszym 

zakątku ciała. Z pasją odwzajemniała gorące pocałunki. Usta Rance'a 

wędrowały w dół przez jej piersi i brzuch. 

R S

background image

 

- 61 -

- Chcę cię poznać, dotykać, smakować... całą - powtarzał. 

Zadrżała w oczekiwaniu, gdy wargi Rance'a dotknęły zwieńczenia jej ud. 

Krzyknęła, kiedy wśliznął się językiem w gorące, wilgotne wnętrze. Roztrzęsio-

nymi palcami sięgnęła ku jego męskości. Słyszała, jak szybko oddychał. Uniósł 

ją i posadził na sobie, jednocześnie wnikając w jej ciało. 

- Jesteś cudowna - powiedział schrypniętym głosem. 

Darvi odchyliła głowę i przymknęła oczy. Przeżywała niewypowiedzianą 

rozkosz. 

- Rance... Och, Rance - mamrotała. 

On zaś pocałunkiem zamknął jej usta i zmienił pozycję tak, że teraz ona 

leżała na plecach, a on poruszał rytmicznie biodrami, nie opuszczając wnętrza 

jej ciała. Palcami pieścił jej włosy. Darvi po chwili dostroiła się do rytmu i oboje 

zatracili się w namiętności. Nadszedł moment, w którym Darvi zupełnie 

przestała panować nad sobą, przeżywając chwile ekstazy. Rance odrzucił głowę 

do tyłu i połączył się z nią w orgazmie. Czuła dreszcze rozkoszy wstrząsające 

jego ciałem. Wyczerpana namiętnością, przytuliła się do jego wilgotnej piersi. 

Słyszała, jak uspokaja się jego oddech. W ciszy oboje delektowali się wzajemną 

bliskością. Rance odgarnął włosy z policzka Darvi i pocałował ją w czoło. 

- Rance... - szepnęła, unosząc głowę znad jego piersi. 

- Nic lepiej nie mów teraz, bo nie mogę jasno myśleć. Tak mnie sobą 

upoiłaś - rzekł i musnął wargami jej usta. 

Z westchnieniem przytuliła się do niego. Nigdy nie czuła większego 

ukojenia i szczęścia. 

Umysł Rance'a zaczął po chwili pracować całkiem jasno. Nigdy w życiu 

nie czuł się tak zjednoczony z inną osobą jak teraz. Pragnął w tym łóżku zostać 

na całą wieczność. Zaniepokoiły go takie myśli. Zrozumiał, że się zakochał i to 

od momentu, gdy po raz pierwszy ujrzał tę dziewczynę. Taka świadomość po-

winna była go rozgrzać, a stało się coś przeciwnego. Popadł w panikę i zaczął 

R S

background image

 

- 62 -

myśleć o wycofaniu się ze wszystkiego. Nie szukał przecież trwałego związku. 

Był dotąd zadowolony ze swego życia. Co robić? 

Wiedział już, co chce powiedzieć tej dziewczynie. Spojrzał na trzymaną 

w ramionach Darvi i z westchnieniem przytulił policzek do jej głowy. 

- Co z tym zrobimy? Co z nami będzie? - zapytał. 

- O czym mówisz? - spytała. - Czy coś się stało? 

- Gdy tu wczoraj przyszedłem, nie miałem zamiaru pójść z tobą do łóżka - 

odparł. 

W zielonych oczach Darvi odmalowała się niepewność. 

- Nie rozumiem - zaczęła tonem, który świadczył, że czuje się zraniona. - 

Chcesz powiedzieć, że żałujesz, bo tak naprawdę wcale tego nie pragnąłeś? 

Rance wsparł się na łokciu, ujął twarz Darvi w obie dłonie i spojrzał jej w 

oczy. Czuł, że wszystko biegnie zbyt szybko. Nie wiedział, jak to przeżywała 

Darvi, lecz on nie czuł się jeszcze gotowy do zawierania bliskiego związku. 

- Po prostu chcę się upewnić, czy jest ci dobrze z tym, co się stało - 

odrzekł, choć tak naprawdę chciał powiedzieć coś zupełnie innego. 

- Niczego nie żałuję - usłyszał. 

Przytulił Darvi. Była wszystkim, czego pragnął i potrzebował. Zaczął 

wyobrażać sobie wspólną przyszłość. Potem znowu zbliżył wargi do sutek 

Darvi, a dłonią przesunął po wewnętrznej stronie jej ud. 

- To cudowne, co robisz. Czuję się przy tobie prawdziwą kobietą - 

wyznała i oboje znów utonęli w rozkoszy. 

Wstawał świt. W słabym świetle brzasku Darvi zobaczyła na niebie szare 

chmury. Zapowiadał się deszczowy dzień. Przytuliła się do Rance'a i przykryła 

kołdrą ramiona. Mężczyzna spał spokojnie, ciągle ją obejmując. Przyglądała się 

jego twarzy, a potem odgarnęła mu włosy z czoła. Cała noc wydała się jej 

wytworem fantazji. Jeszcze teraz czuła się jak w pięknym śnie. Rance 

przeciągnął się i otworzył oczy. Spojrzał na Darvi, uśmiechnął się i przytulił ją. 

R S

background image

 

- 63 -

Czuła się bezpieczna w jego ramionach. Teraz życie wydawało się po prostu 

cudowne. 

- Dzień dobry - powiedział zaspanym głosem i pogłaskał ją po policzku. - 

Dobrze spałaś? 

- Nigdy nie spałam lepiej. A ty? 

- Świetnie - odrzekł, pochylił się nad Darvi, zanurzył twarz w jej włosach, 

a dłońmi przeciągnął wzdłuż jej ciała. 

- Nie lubię zmieniać tematu, lecz gdzieś w twojej pracowni leży moja 

teczka. Trzeba by sprawdzić parę rzeczy przed spotkaniem z Carlem. 

- Popraw mnie, jeśli się mylę - rzekła z uśmiechem. - Ale czy nie 

sprawdziliśmy wszystkiego, co trzeba, dzisiejszej nocy? 

- Tym, co sprawdziliśmy, nie mam zamiaru dzielić z Carlem - roześmiał 

się mężczyzna. 

- Spotkanie zaczyna się o dziesiątej. Trzeba się przygotować. Zaparzę 

kawę i szybko się wykąpię. 

- Jeśli nie masz nic przeciwko temu, skorzystam z twego prysznica, a 

może namówię cię do wspólnej kąpieli - powiedział z uśmiechem Rance. 

- Może - odpowiedziała Darvi, wyskakując z łóżka. - Z miłością zajrzała 

Rance'owi w oczy i dorzuciła: - Zamień to „może" na „z pewnością". 

Nałożyła jedwabny szlafroczek i zniknęła w kuchni. Rance odprowadził 

ją wzrokiem i pomyślał, iż niezależnie od tego, jak bardzo pragnąłby zostać tu z 

Darvi z dala od wszystkich ludzi, trzeba wrócić do rzeczywistości i pomyśleć o 

pracy. Jeśli Carl zaakceptuje projekty witraży, czeka ich kilka pracowitych 

miesięcy. Poza tym chciał uniknąć rozmowy z Darvi na temat ich przyszłości, 

bo nie był jeszcze do tego przygotowany. 

Zimny wiatr przenikał Darvi, gdy podążała na spotkanie do zajazdu. Na 

niebie kłębiły się szare chmury, z których w każdej chwili mógł spaść deszcz. W 

drzwiach spotkała się z Billem Jenkinsem. 

R S

background image

 

- 64 -

- Dzień dobry - przywitał się Bill i wpuścił ją do wnętrza. - Carl jest w 

środku - dorzucił. 

Za chwilę pojawił się sam właściciel zajazdu. 

- Wygląda na to, że zaraz się rozpada - stwierdziła Darvi po powitaniu, 

zdejmując z ramienia ciężką torbę, a Carl odpowiedział uśmiechem. 

- W taki dzień przydałoby się rozpalić w kominku - zauważył. - Niestety, 

jedyne drewno, jakie mamy, to te próbki do wykonania drzwi. O, idzie już 

Rance - dodał, spoglądając w okno. - Zaraz będziemy mogli zacząć. 

Nadchodzi niezła burza, pomyślał Rance Coulter, wysiadając z 

samochodu. Po chwili witał się z Carlem i szukał spojrzeniem Darvi. Dotknął jej 

dłoni koniuszkami palców i uśmiechnął się czule. Spojrzenia, jakie wymienili 

między sobą, nie umknęły uwagi Carla. 

- Widzę, że rozumiecie się znacznie lepiej niż ostatnim razem - skwitował 

rzecz po ojcowsku. 

Darvi zarumieniła się i spuściła wzrok. Rance obrzucił ją pełnym 

serdeczności spojrzeniem i wrócił do spraw związanych z pracą. 

- Myślę, że jej projekty znacznie podniosą walory obiektu - rzekł do 

Carla. - Panna Stanton to utalentowana artystka. Nie powinniśmy mieć opóźnień 

w zakończeniu robót. 

- Tak. - Carl uśmiechnął się domyślnie. 

W ciągu następnych trzech godzin przeszli przez wszystkie pokoje, a 

Darvi zaprezentowała projekty witraży, które w każdym apartamencie łączyły 

się ze sobą tematycznie, i zaproponowała nowe usytuowanie okien. 

- Skąd ci to przyszło do głowy? - spytał Rance. - Nie konsultowałaś ze 

mną tego pomysłu. 

Darvi zaskoczyła jego uwaga. 

- Nie sądzę, bym ze względu na ciebie miała ograniczać swoją inwencję - 

odparła zirytowana. - Wszystko, co proponuję w nowych projektach, 

koresponduje z twoimi wzorami drzwi. Nie musisz niczego zmieniać. 

R S

background image

 

- 65 -

- Przecież wiesz, że powinienem brać pod uwagę wymiary i 

rozmieszczenie okien. 

- Ten pomysł z trzema oknami w apartamentach na dolnym poziomie i 

dwoma w sypialniach na górnym przyszedł mi do głowy wczoraj wieczorem. 

Podzieliłabym się nim z tobą, gdyby... - Darvi w porę ugryzła się w język. 

- Uważam, że powinniście zawrzeć pokój - powiedział Carl uspokajająco. 

- Ten pomysł mi się podoba. Nie sądzę, by mała zmiana w rozmieszczeniu okien 

stanowiła jakiś problem. 

Właściciel zaaprobował ostatecznie cały projekt. 

- Jestem ze wszystkiego zadowolony - powiedział, ściskając dłonie Darvi 

i Rance'owi. - Skontaktujemy się za kilka tygodni, by uzgodnić wszystkie 

terminy. Jeśli pojawią się jakieś problemy, dzwońcie do mego biura w Portland. 

Pożegnali się i Carl odjechał. Wtedy zaczęło padać. Rance wziął Darvi za 

rękę i uścisnął ją lekko, gdy oboje wyglądali przez okno. 

- Będziesz miała sporo pracy - zauważył. - Nie znam się na witrażach, ale 

sądzę, iż praca nad nimi zajmuje znacznie więcej czasu niż wykonanie drzwi. 

Poza tym ja mam pomocnika w Bobbym. 

Darvi uwolniła dłoń z uścisku, zdumiona, że Rance tak szybko potrafi 

zmieniać nastrój. Najpierw robił jej wyrzuty przy Carlu, teraz ściska za rękę. 

- Co z tobą? - zapytała. - Dlaczego tak się zachowywałeś wobec mnie 

przy właścicielu zajazdu? 

- A ty? Jak śmiałaś zaskakiwać mnie zmianami w ostatniej chwili? 

Przecież sprawuję kontrolę nad całym przedsięwzięciem. Nie mogę tego robić, 

jeśli pracujący dla mnie ludzie... 

- Pracujący dla ciebie ludzie? - powtórzyła zaszokowana Darvi i aż ujęła 

się pod boki. - To Carl mnie zatrudnił, nie ty, i to mimo twoich obiekcji wobec 

mojej osoby. 

R S

background image

 

- 66 -

W tym momencie oboje zdali sobie sprawę, iż czeka ich wiele pracy i nie 

powinni komplikować sobie życia sprzeczkami, tym bardziej że już i tak wiele 

zamętu wprowadził ich intymny związek. 

- No dobrze - rzekł Rance. - Nie dla mnie, a ze mną. 

Wziął Darvi za rękę, przyciągnął do siebie i pocałował, a ona złagodniała 

w uścisku męskich ramion i zapomniała o gniewie. Rance przesunął koniusz-

kiem języka po jej dolnej wardze. 

- Czy moglibyśmy zajmować się tym przez resztę dnia, a może... chociaż 

do pory lunchu? - zapytał. 

 

ROZDZIAŁ ÓSMY 

 

Zgoda na to, by rozpocząć pracę tuż po lunchu, trwała zaledwie kilka 

minut. Narastająca namiętność zwyciężyła dobre intencje. Rance pocałował 

nagie ramię Darvi i przeciągnął palcami wzdłuż jej bioder, przytulając ją do 

siebie. 

- Bill Jenkins dopilnuje przebiegu prac. Doskonale orientuje się we 

wszystkim. To mi daje nieco wolnego czasu. Nie znam się na witrażach, ale 

szybko się uczę, więc może mógłbym ci w czymś pomóc - zaproponował. 

Darvi położyła głowę na jego piersi. 

- Nie potrafię teraz o niczym myśleć. Poza tym zawsze pracuję według 

ściśle określonego planu i nie umiem zmieniać go na poczekaniu. 

Rance przymknął oczy. Wdychając zapach jej skóry, wracał myślami do 

wspólnie spędzonej nocy. 

- Wiesz o mnie wszystko - odezwała się Darvi. - Znasz nawet smutną 

historię mojego związku z Jerrym. A ty? Byłeś żonaty? Masz dzieci? 

R S

background image

 

- 67 -

Rance zawahał się przez chwilę, niepewny, co odpowiedzieć. Uznał 

jednak, że Darvi ma prawo zadawać takie pytania po tym, co sama wyznała mu 

o sobie. 

- Byłem żonaty tylko przez siedem okropnych miesięcy. Przedtem 

spotykaliśmy się z Joan od czasu do czasu przez trzy miesiące, gdy nagle 

poinformowała mnie, że jest w ciąży. - Zamilkł na moment, bo wróciły gorzkie 

wspomnienia. - Sądziłem, że stosowałem wszystkie potrzebne środki 

ostrożności, lecz przyjąłem do wiadomości to, co mi powiedziała. Po ślubie 

przekonałem się, że skłamała po to, by wyjść za mąż. Starałem się utrzymać to 

małżeństwo, ale po siedmiu miesiącach Joan uciekła z człowiekiem, z którym 

się wcześniej spotykała. 

Darvi dostrzegła ból malujący się w jego oczach. Nie wiedziała, co 

powiedzieć. W myślach porównywała historię Rance'a z własną. Ta Joan nie 

była nawet w ciąży, a on zachował się wobec niej jak człowiek honoru i 

natychmiast ją poślubił. Zupełnie inaczej niż Jerry Peterson. 

- Współczuję ci - szepnęła. 

- To było dziesięć lat temu - odparł sucho Rance, niezadowolony z 

przebiegu rozmowy, w której zanadto obnażył własne uczucia. - To dawna 

historia, która już nie ma dla mnie znaczenia - dodał, nie przyznając, iż tamte 

sprawy nadal mają wpływ na jego życie. 

Zmusił się do odrzucenia smutnych myśli. Wystarczyło, iż nadal 

odczuwał obawy przed trwalszym angażowaniem się w związek z Darvi. 

Przeczekiwali deszcz przytuleni do siebie, odcięci od reszty świata. Burza 

przybierała na intensywności. Wył wicher, a deszcz głośno uderzał o ściany. Co 

pewien czas rozlegały się grzmoty. 

Rance zapalił małą lampę. Darvi już w dzieciństwie bała się grzmotów i 

błyskawic. Ojciec nauczył ją liczyć czas między odgłosem wyładowania elektry-

cznego a jego rzeczywistym efektem, co trochę zmniejszało strach, lecz po 

wypadku przeżytym dwa lata temu lęki wróciły. 

R S

background image

 

- 68 -

Darvi zesztywniała, gdy zgasło światło i pokój zatonął w ciemnościach. 

- Rance... - jęknęła, szukając instynktownie w swoim towarzyszu oparcia. 

- Jestem tutaj. Wszystko w porządku - odrzekł Rance i pocałował ją w 

czoło. - Taka burza z piorunami to coś niezwykłego. Zazwyczaj tylko pada i 

wieje. 

Świadomość, że Rance jest tuż obok, podziałała na Darvi uspokajająco. 

Zegar w sąsiednim pokoju wybił trzecią, gdy Rance uwodzicielskim ruchem 

przesunął palcami po wewnętrznej stronie jej ud i choć za oknami grzmiało, oni 

oddali się namiętności. 

Około ósmej rano burza przeszła w zwykłą ulewę, a wiatr powoli się 

uspokajał. Rance stał w otwartych drzwiach domu Darvi i popijał gorącą kawę. 

Wokół leżały połamane gałęzie drzew. 

- Wpuszczasz zimne powietrze - usłyszał i odwrócił się z uśmiechem. - 

Jak się masz - rzekł na powitanie. - Pozwoliłem sobie zaparzyć kawę. Nalać ci? 

- Dziękuję, już się nią poczęstowałam. - Darvi uniosła swój kubek. - Jak 

tam na dworze? Dużo szkód? 

Rance zamknął drzwi i objął Darvi ramieniem, prowadząc do kuchni. 

- Chyba nie ma wielkich strat. Trochę połamanych gałęzi, to wszystko - 

powiedział. - Ale będę musiał podjechać do domu, by sprawdzić, czy nic się tam 

nie stało. Potem wpadnę na budowę, by przejrzeć raport Billa o ewentualnych 

szkodach. Być może trzeba będzie występować o pokrycie strat z ubezpieczenia. 

- Mam nadzieję, że nie stało się nic złego. - Darvi spojrzała na zegarek. - 

Zgodnie z opracowanym wczoraj planem mam już godzinę spóźnienia. Wygląda 

na to, że nie pójdę dziś na lunch i dłużej popracuję wieczorem. 

- Już pierwszego dnia cały plan wziął w łeb - zauważył z uśmiechem 

Rance, odstawił kubek i sięgnął po marynarkę. - Lepiej już pójdę. Też mam 

dużo roboty. - Wziął Darvi w ramiona i pocałował ją na pożegnanie. - 

Zadzwonię do ciebie wieczorem. 

R S

background image

 

- 69 -

Darvi odprowadziła go wzrokiem, a gdy odjechał, przymknęła oczy, 

zastanawiając się, czy kiedykolwiek była równie szczęśliwa.  

Po chwili przyszła refleksja, czy aby nie nazbyt szybko uwierzyła w po-

myślny obrót spraw. Odsunęła od siebie te myśli i zabrała się do pracy. 

Rance zatrzymał auto w połowie podjazdu. Przed domem leżała złamana 

gałąź. Nacisnął guzik elektrycznego podnośnika drzwi garażu, lecz okazało się, 

że nie ma prądu. Wysiadł z samochodu i pobiegł w deszczu do domu. Otworzył 

drzwi i chwycił wiszącą na ścianie kurtkę przeciwdeszczową. Szybko uprzątnął 

przeszkodę z drogi dojazdowej. 

Około południa włączono prąd. Wtedy zadzwonił na budowę i upewnił 

się, że nie musi przyjeżdżać, bowiem burza nie spowodowała żadnych szkód. 

Poszedł więc do warsztatu, by się przekonać, co zdążył zrobić Bobby. W kącie 

pomieszczenia leżały ułożone różne gatunki drewna. Pomocnik przyciął je 

zgodnie z wzorem. Teraz były gotowe do przeglądu. Najtrudniejsze elementy 

Rance miał wyciąć osobiście. Potem trzeba będzie dopasować wszystkie 

elementy tak, jak przewidywał wzór. Burza sprawiła, iż powstało opóźnienie w 

pracach. Rance pokiwał głową, zastanawiając się, czy da sobie ze wszystkim 

radę, skoro teraz związał się z Darvi. 

Amy zapakowała zakupy, lecz widać było, iż ma wielką ochotę zadać 

Darvi kilka pytań na temat Rance'a Coultera. W końcu Sandy Cove było 

niewielkim miastem. Odprowadziła przyjaciółkę do drzwi sklepu, zabawiając 

niezobowiązującą rozmową, w której co chwila padało imię Rance'a. Darvi nie 

wiedziała, czy ma reagować gniewem, czy zmieszaniem, a może wszystkie 

uwagi puścić mimo uszu. 

- Kiedy usłyszałam, że jego samochód stał przez całą noc pod twoim 

domem, nie wiedziałam, co o tym myśleć. Miał jakieś problemy z autem? - 

spytała w końcu. 

R S

background image

 

- 70 -

- Amy... - Darvi roześmiała się na myśl o tym, iż stała się tematem 

sąsiedzkich plotek. - O ile wiem, nic się nie stało z jego samochodem. I samemu 

Rance'owi też nic nie dolega - szepnęła do ucha przyjaciółce. 

Nie czekając na jej reakcję, wzięła swoją paczkę i wyszła ze sklepu. 

- Wiedziałam - powiedziała do siebie Amy. - Jak tylko się tu pojawiła, od 

razu wiedziałam, że są dla siebie stworzeni. 

Zegar w warsztacie wskazywał kwadrans po siódmej, a Rance ciągle 

pracował. Nie jadł ani lunchu, ani kolacji. Był głodny i zmęczony, ale za to 

przygotował materiał na dwoje drzwi. Uprzątnął teraz wióry oraz kurz i zgasił 

światło. Niewiele brakowało, a po kolacji wskoczyłby do samochodu i pojechał 

do Darvi Stanton.  

Pragnął ją zobaczyć, usłyszeć jej głos, dotknąć. Przez cały czas o niej 

myślał. A jednak sięgnął tylko po telefon. Nakręcił numer i zaraz odłożył słu-

chawkę. Uznał, że nie powinien się narzucać. Trzeba jakoś zapanować nad 

sytuacją. 

Kolejne tygodnie minęły szybko. Darvi i Rance byli bardzo zapracowani. 

On ukończył i zamontował wszystkie drzwi na tydzień przed terminem. Ona za-

projektowała okna do wszystkich pokoi, a teraz pracowała nad wystrojem holu. 

Trzymała się terminów, mimo że w międzyczasie przeszło nad Sandy Cove 

kilka potężnych burz. 

Chociaż Rance nie zamierzał angażować się zbyt głęboko w związek z 

Darvi Stanton, spędzali ze sobą noce i weekendy. Ubrani w przeciwdeszczowe 

kurtki odbyli wiele długich spacerów wzdłuż plaży i zjedli wiele wspólnych 

kolacji przed kominkiem w jego domu. 

W jedną ze słonecznych niedziel odbyli konną przejażdżkę przez las w 

okoliczne góry, a podczas ostatniego weekendu Rance zabrał Darvi do swojej 

rodziny w Portland, gdzie poznała jego siostrę. Obie panie przypadły sobie do 

gustu. Związek Rance'a z Darvi stał się tak oczywisty, że przestano o nim 

plotkować. Rance zastanawiał się od czasu do czasu nad wspólnym życiem, lecz 

R S

background image

 

- 71 -

zawsze odsuwał od siebie te myśli. Uważał, iż nie jest gotowy do zrobienia 

ostatecznego kroku, chociaż wiedział, że kocha Darvi. Myśl o małżeństwie po 

prostu go przerażała. 

Wszystko układało się między nimi dobrze i niepotrzebne były rozmowy 

na temat przyszłości. 

Darvi leżała w ramionach Rance'a w swoim łóżku pod baldachimem. 

Pocałowała jego muskularną pierś i ułożyła na niej głowę. On pogładził jej 

włosy i przesunął dłonią po plecach. 

- Za dziesięć dni skończymy remont zajazdu. Carl chce zorganizować bal 

na zakończenie prac - powiedział. 

- Wiem - odparła Darvi, wsłuchując się w bicie jego serca i oddech. - 

Trudno mi uwierzyć we wszystko, co zdarzyło się przez ostatnich parę tygodni - 

rzekła, rumieniąc się lekko. - Mam na myśli szczęśliwy przebieg prac - 

wyjaśniła szybko. 

Rance pocałował ją w czoło i przytulił. 

- Dzwonili do mnie z Portland. Carl pokazał paru ludziom zdjęcia moich 

drzwi. Okazało się, że nowi klienci chcieliby się ze mną spotkać. Być może do-

stanę zamówienia na prace w nowo powstającym hotelu. Muszę tam jechać w 

przyszły wtorek. Nie będzie mnie tu przez trzy, cztery dni, ale zdążę wrócić na 

otwarcie zajazdu. 

- Będę za tobą tęsknić. 

- Zatrzymam się u siostry, jeśli będziesz chciała się ze mną skontaktować. 

Rance mocno przytulił Darvi i pomyślał, jak bardzo będzie mu jej 

brakować. 

- Jeśli do wtorku skończyłabyś witraże w holu, mogłabyś ze mną 

pojechać. 

- Niestety, nie dam rady. Czekam na żółte szkło. Amy złożyła już 

zamówienie. Powinno nadejść w poniedziałek. Całość wymaga przynajmniej 

trzech dni pracy. 

R S

background image

 

- 72 -

Darvi nie wspomniała, iż od paru dni nie najlepiej się czuje. Była 

zmęczona, a rankami męczyły ją wymioty. Podczas nieobecności Rance'a 

zamierzała pójść do lekarza. Chciała być w dobrej formie na otwarcie zajazdu. 

Sądziła, że bierze ją grypa. Na dnie świadomości zaświtała jej inna myśl, lecz 

szybko ją odrzuciła. 

Cały poniedziałek przed wyjazdem do Portland Rance spędził razem z 

Darvi. Nie bardzo wiedział, czemu nie potrafi się z nią rozstać. Wyczuwał, iż 

coś jest nie tak, ale nie wiedział, co, a Darvi nie udzielała mu żadnych 

wyjaśnień. 

 

ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY 

 

Darvi siedziała na krawędzi łóżka, wpatrując się w skrawek papieru, na 

którym Amy zapisała jej nazwisko i telefon lekarza w Summitville. Gdy sięgała 

po słuchawkę, przeniknął ją zimny dreszcz. Od recepcjonistki dowiedziała się, 

że lekarz przyjmie ją w czwartek o dziesiątej rano. Jako nowa pacjentka będzie 

mogła skorzystać z przedłużonej wizyty, by zapoznać doktora z historią swoich 

dolegliwości. 

Cały wtorek i środę spędziła na wykańczaniu witraży. Ostatnie prace 

instalacyjne miała wykonać w czwartek rano. W zajeździe tapetowano pokoje i 

układano dywany. Dostarczono też większość mebli. W niedzielę wieczorem 

miało się odbyć uroczyste otwarcie obiektu, połączone z balem. 

Darvi siedziała w poczekalni u lekarza pełna niepokoju. Najpierw 

pielęgniarka sprawdziła jej wagę i wzrost, zmierzyła ciśnienie, w końcu przyjął 

ją lekarz. 

- Jestem doktor Hartner - powiedział miły, starszy pan, witając się z 

pacjentką. - Wiem, że jest pani przyjaciółką Amy. Co u niej słychać? 

R S

background image

 

- 73 -

Darvi zrozumiała, iż lekarz prowadzi towarzyską pogawędkę, by dać jej 

czas na uspokojenie się, bo Amy wspominała przecież, że odwiedziła go tydzień 

temu. 

- Wszystko u niej w porządku - odparła szybko. - Ma sporo pracy w 

sklepie. 

- Znam Amy i jej męża od kilku lat. To mili ludzie. A co panią do mnie 

sprowadza? 

Darvi zawahała się przez chwilę, starając się dobrać najodpowiedniejsze 

słowa. 

- Właściwie trudno powiedzieć. Ostatnio czuję się trochę zmęczona i mam 

dolegliwości żołądkowe. Przez kilka miesięcy dużo pracowałam. Być może 

złapałam po prostu grypę. 

- Zobaczymy. Kiedy ostatni raz była pani u lekarza? 

- Dwa lata temu. 

- Zrobimy badania. Czy po wypadku miała pani jakieś kłopoty ze 

zdrowiem? 

- Raczej nie. 

- Kiedy wystąpiła ostatnia menstruacja? 

- Jakieś osiem tygodni temu, a może wcześniej. Mniej więcej w tym 

czasie, gdy przeniosłam się do Oregonu. Prawie trzy miesiące temu. 

- Trzy miesiące? - powtórzył lekarz. 

- U mnie to normalne. Po wypadku mój cykl miesiączkowy jest bardzo 

nieregularny. Siedem tygodni nie jest niczym wyjątkowym... - Darvi zawiesiła 

głos. - Choć to długa przerwa. 

- W pani karcie nie widzę żadnych zapisów na temat środków 

antykoncepcyjnych. Czy miewała pani ostatnio stosunki? 

- Tak - odpowiedziała rumieniąc się i zdając sobie sprawę z tego, do 

czego zmierza lekarz. - Ale nie jestem w ciąży. Po wypadku powiedziano mi, że 

nie będę mogła mieć dzieci. 

R S

background image

 

- 74 -

- Nic takiego nie widzę w karcie - odparł doktor Hartner. - Jest pani tego 

pewna? Może pani źle zrozumiała? Zapisano tylko, by była pani ostrożna i 

przedwcześnie nie podejmowała współżycia. 

- Ale ja nie mogę być w ciąży - rzekła Darvi z przestrachem w głosie. 

- Może pani, a nawet sądzę, że rzeczywiście spodziewa się pani dziecka. 

Test da nam pewność. 

- Pan nie rozumie - mówiła Darvi ze łzami w oczach. - Powiedziałam 

Rance'owi, że nie mogę mieć dzieci, zapewniłam go, że niepotrzebne są żadne 

środki ostrożności. Jak mogę teraz wrócić do niego i oznajmić, że byłam w 

błędzie? Mam uznać to za małe nieporozumienie? 

- Użyła pani słowa „wrócić". Czy oznacza to, że związek został zerwany? 

- Nie. Widujemy się, tylko... Jak mogę mu to zrobić? 

- Nie będziemy martwić się na zapas. - Lekarz poklepał Darvi po ręku. - 

Czy kocha pani tego człowieka? 

- Bardzo. 

- A on? 

- Nie wiem - odparła Darvi z wahaniem.  

Nigdy nie pytała o to Rance'a, a on sam również nie mówił o swoich 

uczuciach. W głębi duszy Darvi zdawała sobie sprawę, iż nie byłaby pewna jego 

odpowiedzi. 

- Wszystko można jakoś ułożyć, jeśli się naprawdę kochacie. A teraz 

sprawdzimy, czy ma pani grypę, czy to coś innego. 

Darvi nerwowo krążyła po swojej sypialni, czekając na telefon od Rance'a 

Coultera. Zwykle dzwonił o tej porze. W środę uprzedził ją, że nie wróci 

wcześniej niż w piątek, bo ma spotkanie z klientem. Normalnie przyjechałby 

dopiero w sobotę, lecz chciał pojawić się wcześniej, by pomóc w ostatnich 

pracach przed otwarciem zajazdu. Darvi zdecydowała nie mówić mu o niczym, 

dopóki nie otrzyma wyników badań. Nie było sensu, by denerwowali się oboje. 

Wszystko okaże się w piątek po południu, gdy przyjdą wyniki testów.  

R S

background image

 

- 75 -

Kiedy Rance wróci wieczorem, wszystko będzie już wiadomo. W głowie 

Darvi kołatały się myśli o fałszywej ciąży jego byłej żony. Pamiętała, z jaką 

goryczą i gniewem opowiadał o swoich przeżyciach, jak bolesne były dla niego 

te wspomnienia. 

Ciągle trzymała drżącą rękę na słuchawce, a potem przysiadła na łóżku. 

Ogarnęła ją panika, a z oczu popłynęły łzy. Testy potwierdziły, że będzie miała 

dziecko. Musiała zajść w ciążę, gdy po raz pierwszy kochali się z Rance'em. 

Próbowała myśleć trzeźwo. Przede wszystkim powinna powiedzieć o tym Ran-

ce'owi, gdy tylko wróci. Znowu przypomniała sobie jego gniewną reakcję na 

wspomnienie szantażu ciążą sprzed lat. 

Spojrzała na zegar. Dochodziła północ. Gdzie on się podziewa? Czekanie 

okropnie dawało się jej we znaki. Bardzo kochała Rance'a i nie potrafiła pogo-

dzić się z myślą, że mógłby odrzucić ich dziecko. Nie wiedziałaby, co począć w 

takiej sytuacji. 

Zarówno wcześniej z Jerrym, jak i teraz nie sądziła, że może zajść w 

ciążę. Obaj mężczyźni byli nieobecni, gdy się dowiedziała o swoim stanie. 

Spojrzała w okno i przeniknął ją zimny dreszcz na myśl, jakie jeszcze 

podobieństwa można by wysnuć z obu sytuacji. Na dworze padało. Burza 

przyszła z północy. Rance prawdopodobnie jechał teraz w deszczu. Może lepiej 

powiedzieć mu o dziecku rano, kiedy się prześpi. Ale następnego dnia miało się 

odbyć otwarcie zajazdu. Oboje będą bardzo zajęci. Więc pewnie najlepiej 

wrócić do sprawy po przyjęciu.  

Darvi otworzyła drzwi i wyjrzała w ciemność, starając się przywołać 

myślą ukochanego mężczyznę. 

Rance niewiele widział przez zalane deszczem szyby. Każdy normalny 

człowiek zatrzymałby się na noc w Portland, ale on chciał wrócić do domu, do 

Darvi. 

Bardzo za nią tęsknił i dopiero będąc przez kilka dni z dala od niej, 

uświadomił sobie, jak bardzo ją kocha. Martwił się, bo miał przeczucie, że coś 

R S

background image

 

- 76 -

jest nie w porządku. Podczas ostatniej rozmowy telefonicznej w głosie Darvi 

słyszał napięcie. Pragnął jak najszybciej znaleźć się obok niej. Jeszcze 

kilkadziesiąt kilometrów i weźmie ją w ramiona. Marzył o tym, że spędzą razem 

całe życie. Kiedy Darvi wspomniała mu, iż nie może mieć dzieci, najpierw 

pomyślał tylko, że w związku z tym nie muszą stosować specjalnych środków 

ostrożności, ale teraz naszła go dziwna chęć posiadania rodziny. Zaskoczyły go 

te pragnienia i nie wiedział, jak je sobie tłumaczyć. 

Znowu spojrzał na szosę. Był wyczerpany długą jazdą, oczy zamykały mu 

się ze zmęczenia. Uśmiechnął się lekko, bo właśnie podjął decyzję, że zaraz 

powie Darvi, jak bardzo ją kocha. 

Dźwięk dzwonka wyrwał Darvi ze snu. Odrzuciła kołdrę i spojrzała na 

zegarek. Było po drugiej w nocy.  

Gdy otworzyła drzwi, do mieszkania wtargnęło chłodne, wilgotne 

powietrze. Rance wszedł do środka, rzucił teczkę i mokry płaszcz na podłogę, a 

potem mocno objął Darvi. 

- Miałem okropną drogę. Już myślałem, że nie dojadę - powiedział, 

całując ją namiętnie. 

Wszystko potoczyło się tak szybko. Jeszcze przed chwilą stali przy 

drzwiach, a już za moment Rance znalazł się w łóżku. Ledwie Darvi zdążyła 

położyć się obok, zapadł w sen. Nie chciała go budzić, bo potrzebował 

wypoczynku. Jeden dzień nie zrobi różnicy. Postanowiła rano powiedzieć mu o 

dziecku. 

Rance otworzył oczy i uświadomił sobie, że ostatnie kilometry 

wczorajszej jazdy pokonał wyłącznie dzięki sile woli i pragnieniu, by znaleźć 

się obok Darvi. Spojrzał na zegarek. Zbliżało się południe. Darvi jednak nie 

było w łóżku ani w łazience. Rozejrzał się, nie chcąc nago wkraczać do 

pracowni, bo Darvi mogła mieć jakichś klientów. Tam jednak również nikogo 

nie znalazł. Dojrzał za to wiadomość przyklejoną do lustra. „Carl potrzebuje 

R S

background image

 

- 77 -

mnie w zajeździe. Nie miałam serca cię budzić, ale ty też jesteś tam niezbędny, 

więc przyjedź szybko". 

- Kocham cię bardziej, niż mogłem przypuszczać, że to w ogóle możliwe 

- powiedział do siebie Rance i przywołał w wyobraźni twarz ukochanej. 

Był pewien, że jej pragnie i nawet jeśli nie będą mogli mieć dzieci, chce 

spędzić z nią resztę życia. Nic nie ma znaczenia, byle tylko byli razem.  

Pojechał do domu, żeby wziąć prysznic i przebrać się. Do zajazdu dotarł o 

pół do drugiej, gdy wszyscy wychodzili na lunch. Na widok Darvi uśmiechnął 

się czule i na powitanie pocałował ją w policzek. 

- Przepraszam za wczorajszą noc. Byłem okropnie zmęczony. Powinnaś 

obudzić mnie rano. 

Darvi objęła go, gdy szli razem na parking. 

- Potrzebowałeś snu. O której wstałeś? Carl zadzwonił o dziewiątej, a ty 

ani drgnąłeś. 

- Otworzyłem oczy koło dwunastej. 

- Naprawdę? 

- Tak, i poczułem się samotny, bo ciebie nie było. Zawsze lepiej mieć 

kogoś przy sobie. 

- Wszystko jedno kogo? 

- A mam wybór? - zażartował. 

- Lepiej nie szukaj innej partnerki! - Darvi zarzuciła ręce na jego szyję i z 

miłością zajrzała mu w oczy. - Tęskniłam za tobą i cieszę się, że już wróciłeś. - 

Zawahała się przez chwilę. - Rance, jest jeszcze coś... - dodała, kładąc mu głowę 

na piersi. 

A więc jednak, pomyślał zaniepokojony Rance. 

- Co się stało? 

- Wróćmy lepiej do zajazdu, nim zaczną nas szukać - zaproponowała 

Darvi z uśmiechem. 

Rance nie wypuścił jej z objęć. 

R S

background image

 

- 78 -

- Nie wymkniesz mi się. Powiedz, w czym rzecz.  

Darvi przestała się uśmiechać, a w jej wzroku zamigotał lęk. Rzuciła 

okiem na parking, gdzie stali jacyś ludzie popatrujący w ich kierunku. 

- Stanowimy obiekt zainteresowania - próbowała zażartować. - Chodźmy 

stąd - szepnęła błagalnie. 

Jej słowa zabrzmiały tak jak wówczas, gdy broniła się przed 

nagabywaniami Rance'a pragnącego poznać przyczynę jej minionych smutków. 

Jeśli stało się coś ważnego, Rance chciał dowiedzieć się o tym natychmiast. 

- Musimy pomówić, niezależnie o co chodzi - stwierdził stanowczo. 

- Tak, ale nie teraz i nie tutaj. 

Darvi odwróciła się i weszła do zajazdu, a Rance pozostał na zewnątrz. 

Przejęty Carl biegał z pokoju do pokoju. Dochodziła piąta. Uroczystość 

powinna rozpocząć się o wpół do siódmej. Mieli na nią przybyć przedstawiciele 

władz miasta, ludzie zajmujący się konserwacją zabytków, przedsiębiorcy 

budowlani, właściciele biur podróży oraz dziennikarze prasowi i telewizyjni. 

Chodziło o to, by wszyscy odnieśli jak najlepsze wrażenie. 

Darvi zwolniła się o czwartej, chcąc w domu przygotować się do 

uroczystości. Rance zaproponował jej swoje towarzystwo, lecz wolała zostać 

sama, zapewniając, że będą mieli dużo czasu dla siebie po przyjęciu. Został 

więc na parkingu, odprowadzając zaniepokojonym wzrokiem jej samochód. 

- Rance? Czy coś się stało? - usłyszał głos Amy. 

- Nie. Dlaczego pytasz? 

- Bo wyglądasz tak, jakbyś wracał z Marsa. Z Darvi wszystko w 

porządku? 

- A mogłoby być inaczej? 

Amy natychmiast zorientowała się, że powiedziała coś niepotrzebnego. 

- Nie, ale ostatnio wspominała o zmęczeniu, a gdy poszła do lekarza... 

Wyraz twarzy Rance'a powstrzymał potok jej słów. 

- Była u lekarza podczas mojej nieobecności? - powtórzył zdziwiony. 

R S

background image

 

- 79 -

Amy nabrała pewności, że popełniła niedyskrecję. Zapragnęła jak 

najszybciej skończyć tę rozmowę. 

- Och, to pewnie grypa. Wiesz, że teraz grasuje. - Zboczyła na tory 

towarzyskiej konwersacji. - Jestem pewna, że nie ma o czym mówić - rzekła, 

szukając wzrokiem męża. - Frank wygląda na zagubionego. Lepiej do niego 

podejdę. - Pożegnała Rance'a uśmiechem. 

Serce Rance'a uderzyło niespokojnie. Zastanawiał się, po co Darvi 

odwiedzała lekarza i czemu zrobiła to w tajemnicy. Poszedł szybko na parking, 

pragnąc jak najszybciej zobaczyć się z nią i porozmawiać, przekonać się, czy 

wszystko jest w porządku. Wcale nie słyszał, że woła go Carl. Wsiadł do auta, 

lecz po chwili wyłączył silnik. Darvi powiedziała, że będziemy mieli dużo czasu 

po przyjęciu, przypomniał sobie. 

Pozwolę, by mi wieczorem opowiedziała o wizycie u lekarza, postanowił. 

Oparł głowę na kierownicy, powtarzając sobie, że przecież wszystko musi być z 

Darvi w porządku. W końcu pojechał do domu, by się przebrać, i po szóstej 

wrócił do zajazdu. Darvi już tam była. Popatrzył na nią z czułością. 

Darvi zauważyła, jak Rance wchodził. Czy on mnie kocha, pomyślała ze 

ściśniętym sercem. Czy możliwe, by kochał mnie tak bardzo jak ja jego? Czy 

będzie mnie chciał, gdy się dowie o ciąży? Nie mogę dłużej zwlekać! Muszę mu 

o wszystkim powiedzieć. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

R S

background image

 

- 80 -

ROZDZIAŁ DZIESIĄTY 

 

Rance podszedł do Darvi i objął ją ramieniem. 

- Pięknie wyglądasz - szepnął jej do ucha. - Wszystkie będące tu kobiety 

od razu mogą wracać do domu, bo nikt ich przy tobie nie zauważy. Ucieknijmy 

teraz. Nie zwrócimy niczyjej uwagi - zaproponował. 

Miłość walczyła w nim z obawą, co też ta dziewczyna ukrywa. Spróbował 

odsunąć od siebie denerwujące myśli. 

- Ucieknij ze mną - powtórzył. - Znajdziemy jakieś miłe miejsce tylko dla 

nas dwojga. Będziemy spacerować po lesie, wzdłuż plaży, liczyć gwiazdy i 

kochać się przy księżycu. Bez żadnych zmartwień i problemów. 

Darvi wsparła mu głowę na ramieniu i westchnęła, gdy ujął ją za rękę. 

- Jesteś bardzo przekonujący. Potrafię sobie wyobrazić wszystko, o czym 

mówisz. To piękne - przyznała zasmucona, uzmysławiając sobie, iż mówił tylko 

o nich dwojgu, a co będzie, gdy dowie się o kimś trzecim? 

Rance nabrał tchu. Nadszedł czas, by powiedzieć Darvi, że ją kocha. 

- Wiesz... - zaczął. - Moglibyśmy to zrobić. Nie możemy uciec od ludzi na 

zawsze, ale... 

- Hej, zamierzacie tak stać w kącie i prawić sobie komplementy, gdy 

nadchodzą goście? - przerwał mu Bill Jenkins. 

Rance rozejrzał się i musiał przyznać rację koledze. Wnętrze zapełniło się 

znanymi osobistościami. 

- Wrócimy do tej rozmowy - obiecał dziewczynie, wziął ją za rękę i 

poprowadził ku frontowemu wejściu, przy którym Carl witał gości. 

Wieczór zakończył się pełnym sukcesem. Przyjęcie przewidziane do 

dziewiątej, trwało prawie do pierwszej w nocy. Posłano po dodatkowe jedzenie i 

napoje, orkiestra zgodziła się grać tak długo, jak będzie trzeba. 

R S

background image

 

- 81 -

Rance bacznie obserwował Darvi. Wydawała się nieźle bawić. Nie widać 

było po niej zmartwień ani stresu. Tańczyli razem każdy wolny taniec. Rance 

tulił Darvi w objęciach, delektując się zapachem i delikatnością jej skóry. 

Bezustannie zadawał sobie jednak pytanie o cel tajemniczej wizyty u lekarza. 

Po północy zauważył, iż Darvi rozmawia z mężczyzną, którego nigdy 

wcześniej nie widział. Wyglądali na bardzo sobą zajętych, gdy podszedł bliżej. 

- To Barney Wilton - przedstawiła Darvi nieznajomego. - Rance 

nadzorował tę budowę i projektował drzwi - wyjaśniła. - Barney też jest 

przedsiębiorcą budowlanym - dodała. - Przyjechał tu z żoną, która reprezentuje 

biuro podróży. Rozmawialiśmy o domu, który przebudowuje w Summitville. 

Właściciele wyrazili zainteresowanie witrażami, więc mam zamiar jechać tam w 

poniedziałek i zorientować się, czy mogłabym coś dla nich zrobić. Zajrzę do 

pańskiego biura około dziesiątej - zwróciła się do Barneya, trzymając w ręku 

jego wizytówkę. 

 - Będę czekał - odrzekł przedsiębiorca, ściskając dłoń Rance'a. - Miło mi 

było pana poznać - powiedział na pożegnanie. - Muszę wracać do żony, bo 

jeszcze mnie porzuci. 

- Moje prace naprawdę mu się podobały - powiedziała Darvi, gdy Wilton 

odszedł. - Wspomniał, iż ma w planach kilka nowych przedsięwzięć i weźmie 

pod uwagę mój talent. Czy to nie jest podniecające? A już się martwiłam, czy 

dostanę tu następne zamówienia. 

- Świetnie - pogratulował jej Rance. - Może pojechałbym tam z tobą w 

poniedziałek? Akurat nie mam nic do roboty. Moglibyśmy zjeść lunch w Sum-

mitville. 

- Prawdę mówiąc, chcę tam jeszcze załatwić kilka prywatnych spraw - 

rzekła z wahaniem Darvi. - Nie będę cię nimi zanudzać. Obiecuję, że wrócę 

wczesnym popołudniem - powiedziała, ukrywając, iż planuje kolejną wizytę u 

lekarza. 

R S

background image

 

- 82 -

Zbywa mnie wymówkami, pomyślał Rance. Dlaczego nie chce, bym z nią 

jechał? 

- W porządku. Zrobię kilka wstępnych projektów dla klienta z Portland. 

- Och, dostałeś zamówienie? 

- Jeszcze nie podpisałem kontraktu, lecz prawie się dogadaliśmy. 

- Tak się niepokoiłam, czy ci się uda - zawołała Darvi, zarzucając mu ręce 

na szyję. 

- Jedźmy do domu. Chcę ci coś powiedzieć - szepnął. 

Darvi przeniknął lęk. Skądś się o wszystkim dowiedział, pomyślała. Nie 

jestem gotowa, by o tym dyskutować. Może w poniedziałek, po powrocie od 

lekarza. 

- Czuję się bardzo zmęczona. Odłóżmy to na później - zaproponowała. 

- Byłem cierpliwy - rzekł Rance, patrząc Darvi w oczy. - Lecz nie mogę 

czekać w nieskończoność. - Przytulił ją do siebie. - Daję ci czas do poniedział-

kowego wieczora. Potem będę męczył tak długo, aż wszystko mi wyznasz. Nie 

dam ci chwili wytchnienia, póki się nie upewnię, że wszystko jest w porządku. 

- Dobrze - zgodziła się Darvi. 

- Chcesz zostać dziś sama? 

- Nie! - odparła, przerażona jak nigdy w życiu. Nie mogła dłużej 

przeciwstawiać się nieuniknionemu. 

Leżeli w łóżku pod baldachimem, przytuleni do siebie. Nie kochali się, 

choć minął już tydzień, odkąd ostatnio byli ze sobą. Rance zachowywał się jak 

pierwszej nocy, którą tu spędził. Nie wiedział, co myśleć. Tyle chciał 

powiedzieć Darvi o swojej miłości, o wspólnym życiu, lecz bał się poruszyć ten 

temat, póki ona mu nie wyzna, co ją gnębi. Leżeli w milczeniu, aż nadszedł sen. 

Rance i Darvi przeszli przez hol zajazdu do pokoju kominkowego, gdzie 

czekali na nich Frank, Amy i Carl, który ze względu na złą pogodę nie wrócił po 

przyjęciu do Portland. 

R S

background image

 

- 83 -

- Proponuję toast - rzekł właściciel zajazdu, podnosząc kubek z kawą. - Za 

zdrowie wszystkich, którzy przyczynili się do wczorajszego sukcesu. Nie po-

trafię wyrazić, jak bardzo jestem wam wdzięczny. - Odstawił kubek. - Od rana 

docierają do mnie same dobre wiadomości. W portlandzkich gazetach ukażą się 

obszerne informacje o naszym przedsięwzięciu, a za dwa tygodnie w Seattle 

zostanie opublikowany spory artykuł z kolorowymi zdjęciami. Potem zapoznają 

się z nim czytelnicy w San Francisco. Na temat waszych prac - zwrócił się do 

Rance'a i Darvi - słyszałem same komplementy. Witraże są naprawdę piękne. 

Jeszcze z nikim tak świetnie mi się nie współpracowało. - Spojrzał wymownie 

na Rance'a. - Masz znakomitą ekipę. To prawdziwi profesjonaliści. 

Cieszę się, że namówiłeś mnie na te rzeźbione drzwi. Dodają uroku 

całemu wnętrzu. 

- Dziękuję za uznanie - uśmiechnął się Rance.  

Spojrzał na Darvi i uścisnął jej rękę. Wszyscy byli w dobrych humorach, 

tylko ona kilkakrotnie wychodziła do łazienki. Za drugim razem podążyła za nią 

Amy. 

- Czy już powiedziałaś Rance'owi? - spytała. 

- O czym? 

- O twojej ciąży. 

- Ale skąd wiesz...? - zdziwiła się Darvi. 

- Przecież to oczywiste. Rance bardzo się o ciebie martwi. Kiedy myśli, że 

nikt na niego nie patrzy, natychmiast popada w zadumę, a na jego twarzy maluje 

się wyraz prawdziwej troski. Nie sądzisz, że najwyższy czas o wszystkim mu 

powiedzieć? 

- Och, nie wiem, co robić. - Oczy Darvi napełniły się łzami. - To wiąże się 

nie tylko z moją ciążą, ale również z sytuacją zawinioną przez jego byłą żonę. 

- Przecież rozwiódł się z dziesięć lat temu. Co ona ma do tego? 

R S

background image

 

- 84 -

- Nie wiesz? Wrobiła go w małżeństwo, oszukując, iż spodziewa się 

dziecka. Nie wyobrażasz sobie, z jaką goryczą wspominał o tym nawet po tylu 

latach. Co będzie, jeśli pomyśli, że ja postępuję tak samo? 

- Nie przypuszczam, by tak się stało. W każdym razie nie powinnaś 

zwlekać z rozmową. 

- Oczywiście, tylko nie wiem, jak mu to powiedzieć. 

Po kwadransie obie panie dołączyły do reszty towarzystwa. 

- Czy zauważyłeś, że kobieta przebywa w łazience dwa razy dłużej niż 

mężczyzna, a dwie kobiety... - rzekł Frank do Rance'a i spojrzał na zegarek. 

- Za to mężczyzna zastanawia się pół godziny, jaką temperaturę powinna 

mieć woda pod prysznicem - roześmiała się Amy. 

Rance przez cały czas bacznie obserwował Darvi, starając się odgadnąć, 

co się z nią dzieje. Był przekonany, iż obie kobiety właśnie o tym rozmawiały. 

Zbliżało się popołudnie, gdy Carl pożegnał się ze wszystkimi i odjechał. 

Na zewnątrz zrobiło się jeszcze chłodniej, wiał silny wiatr i znowu zanosiło się 

na deszcz. Darvi i Rance pospieszyli do samochodu. W drodze do domu oboje 

milczeli. 

- Pamiętaj, że masz czas do poniedziałkowego wieczoru, by mi o 

wszystkim powiedzieć - rzekł Rance, stojąc w drzwiach domu Darvi. 

Miał wątpliwości, czy powinien zostawić ją w spokoju, jak sobie tego 

życzyła, czy też jednak domagać się wyjaśnień. Spojrzał na szare niebo. 

- Chyba zaraz będzie lało - zauważył. - Jesteś pewna, że chcesz zostać 

sama? Mógłbym ci towarzyszyć. Obiecuję siedzieć cicho jak mysz pod miotłą. 

Darvi pogłaskała go po policzku i pocałunkiem musnęła usta. 

- Nie chodzi o hałas, lecz o to, że sama twoja obecność mnie rozprasza. - 

Spojrzała mu w oczy, prosząc wzrokiem o zrozumienie. - Nie mogę trzeźwo 

myśleć, gdy jesteś obok - szepnęła. 

R S

background image

 

- 85 -

- Nie podoba mi się to, co mówisz. Nie lubię wiedzieć, że coś jest nie w 

porządku, i nie znać szczegółów. Pamiętaj, jutro wieczorem i ani minuty 

później. 

Wzrok mu złagodniał, gdy przytulał Darvi i całował ją na pożegnanie. 

Chłodne, wilgotne powietrze sprawiło, że Darvi zadrżała. Zamknęła drzwi 

i wolno poszła do sypialni, zastanawiając się, jak mu o wszystkim powiedzieć. 

Rance leżał w łóżku, wpatrując się w sufit. Dręczył się różnymi myślami, 

póki nie zapadł w niespokojny sen. 

Burza nadeszła o jedenastej w nocy. Deszcz uderzał głośno o szyby i 

dach. Darvi wsłuchiwała się w wycie wiatru. W wielkim łóżku czuła się bardzo 

samotna. Przyzwyczaiła się już do obecności Rance'a. Po długich rozmyślaniach 

zdecydowała, jak mu powie o dziecku. Nie było sensu czekać, aż wróci od 

lekarza. Wyzna wszystko od razu, wierząc, że zostanie wysłuchana bez gniewu i 

złości.  

Nawet jeśli w laboratorium się pomylili i nie jest w ciąży, trzeba będzie 

powiedzieć, że od tej pory będą musieli stosować środki ostrożności. Wstała z 

łóżka z przekonaniem, iż nie powinna była odsyłać Rance'a do domu. Chciała 

powiedzieć mu o wszystkim i zapewnić, że go kocha. Ubrała się szybko i poszła 

do samochodu. 

Głośny dźwięk dzwonka wyrwał Rance'a ze snu. Naciągnął szybko dżinsy 

i, niezadowolony, podszedł do drzwi. 

- Darvi! - Szybko wprowadził gościa do środka. 

- Musimy zaraz porozmawiać. Nie mogę dłużej czekać - powiedziała, 

starając się nad sobą panować. 

Ton jej głosu zaniepokoił Rance'a. 

- Oczywiście, ale czemu nie zadzwoniłaś? Mogłem po ciebie przyjechać. 

Nie powinnaś jeździć w taką pogodę. Drogi są niebezpieczne. 

- I tak za długo zwlekałam. Dłużej już nie mogę.  

R S

background image

 

- 86 -

Zamiast objąć ją i przytulić, Rance cofnął się i skrzyżował ramiona na 

piersi. 

- Więc w czym problem? - spytał dość chłodno.  

Darvi zmroziła jego postawa. Czyżby znał prawdę i już o coś ją oskarżał? 

Z trudem przełknęła ślinę, bezskutecznie starając się cokolwiek odczytać 

z twarzy kochanka. W końcu zaczęła trząść się z napięcia. 

- W zeszłym tygodniu byłam u lekarza... i... zrobiłam pewne testy. - 

Rozejrzała się po pokoju, nerwowo zaciskając ręce. 

- I co? 

Rance patrzył na nią tak surowo, iż nie była w stanie mówić dalej. 

- I co, Darvi? - krzyknął. - Co się stało? Wyduś to z siebie! 

- Od ośmiu tygodni jestem w ciąży - wymamrotała. 

Zapadła cisza. 

- Co masz na myśli? Jak to się mogło stać?  

Darvi nie potrafiła, co prawda, przewidzieć jego reakcji, ale nie 

spodziewała tak chłodnego tonu. Nie była pewna, co robić. Wydawało się, iż 

została obciążona pełną odpowiedzialnością za to, co zaszło. Przecież na 

początku Rance pytał, czy nie powinni się zabezpieczyć, a ona zapewniła go, że 

nie ma takiej potrzeby. To wszystko jej wina. 

- Sądzę, że ma to jakiś związek z moją aktywnością seksualną - 

zażartowała nieśmiało. 

- Nie staraj się być dowcipna. Dobrze wiesz, o co mi chodzi. - W pamięci 

stanęły mu gorzkie doświadczenia z przeszłości. - Co tu się dzieje? Co 

próbujesz mi wmówić? - zawołał do Darvi, lecz przed oczami miał Joan. 

Serce Darvi ścisnęło się boleśnie. Zaschło jej w ustach. Czuła się jak 

chora. Próbowała nie słyszeć słów Rance'a, które tak boleśnie ją raniły. Zakryła 

ręką usta. 

R S

background image

 

- 87 -

- Och, Boże... proszę, tylko nie to! Znowu? Jak z Jerrym. - Łzy napłynęły 

jej do oczu, zakręciła się na pięcie i pomknęła do drzwi, znikając w ciemno-

ściach. 

Odrzucił ją jak Jerry dwa lata temu. Oślepiona łzami, pobiegła do auta. 

Żal ściskał jej gardło. Z rozpaczy nie mogła trzeźwo myśleć. 

Straszne uczucie ogarnęło Rance'a, gdy stał jak wryty w otwartych 

drzwiach. Nie mógł się poruszyć z wrażenia. Nigdy w życiu nie doświadczył 

czegoś podobnego jak teraz, gdy patrzył na światła oddalającego się samochodu. 

 

ROZDZIAŁ JEDENASTY 

 

Rance opadł na kanapę, starając się zrozumieć, co zaszło. Długo siedział 

bez ruchu, a w głowie przeszłość mieszała mu się z teraźniejszością. Jak Darvi 

mogła mu to zrobić? Próbowała zrealizować ten sam scenariusz, co Joan. Jedyna 

różnica była w tym, że Darvi kochał, a byłej żony nie. Czuł się pusty, miał 

wrażenie, że nic mu nie zostało. Dopiero po kwadransie zaczął myśleć jaśniej. 

Wstał z kanapy. Joan to przeszłość, którą żyłem zbyt długo, pomyślał. Trzeba z 

nią skończyć i zająć się ukochaną dziewczyną. W mózgu eksplodowała mu 

przerażająca świadomość tego, co jej zrobił. Najdroższą sercu kobietę wygnał w 

ciemną, burzliwą noc. Nic nie uczynił, by ją zatrzymać. W uszach dzwoniły mu 

ostatnie słowa Darvi, w których porównywała go do Jerry'ego Petersona. 

Przymknął oczy i zacisnął pięści, wściekły na własną głupotę. 

Sięgnął po telefon, by nakręcić numer Darvi. Mimo długiego czekania 

nikt z tamtej strony nie podniósł słuchawki. Rance spojrzał na zegarek. Minęło 

wystarczająco dużo czasu, by zdążyła dojechać. Nakręcił numer jeszcze raz, 

sądząc, że może się pomylił. Próbował się uspokoić, wmawiając sobie, iż 

obrażona Darvi nie chce z nim rozmawiać. Modlił się w duchu, by to była 

prawda. 

R S

background image

 

- 88 -

Ubrał się w pośpiechu i pojechał do jej mieszkania. Pod domem nie było 

znajomego samochodu. Wewnątrz panowały ciemności. Zadzwonił do drzwi, 

lecz nikt się nie odezwał. Skorzystał z klucza podarowanego mu przez Darvi. 

Przebiegł przez pracownię i sypialnię, wołając ukochaną po imieniu, lecz nikogo 

nie znalazł. 

Stanął w drzwiach, patrząc w ciemność. W myślach rozważył wszystkie 

miejsca, do których Darvi mogła pojechać. W końcu chwycił za telefon i za-

dzwonił do Amy. 

- Lepiej, żeby to było coś ważnego. 

W słuchawce odezwał się zaspany głos Franka. 

- Przepraszam, ale muszę mówić z Amy. 

- Oczywiście. Już ją daję. 

Z tonu Rance'a Frank domyślił się, że naprawdę coś się stało. 

- W czym problem? - spytała Amy. 

- Jest u was Darvi? 

- Nie, nie widziałam jej, odkąd się rozstaliśmy po południu. O co chodzi? 

- Do licha, gdzie ona może być? 

- Nie rozumiem. Zaginęła? 

- Przyjechała do mnie późnym wieczorem, a kiedy wyjeżdżała, była 

bardzo zdenerwowana. Prowadziła auto w deszczu. Boję się, bo nie mogę jej 

nigdzie znaleźć. Teraz dzwonię z jej mieszkania. Myślałem, że pojechała do 

was. 

- Och, co ty jej powiedziałeś? Wiem, że obawiała się tej rozmowy. Nie 

wiedziała, jak przyjmiesz nowiny. 

Słowa Amy zdumiały Rance'a. 

- Czy to znaczy, że wiedziało o tym całe miasto? 

W słuchawce zapadła cisza. 

- Amy, jesteś tam jeszcze? 

R S

background image

 

- 89 -

- Tak. - Ton głosu Amy wskazywał, iż nie podoba się jej reakcja Rance'a. 

- Darvi nikomu, nawet mnie, nie mówiła o swoich sprawach. Sama się 

domyśliłam. Nie rozumiem cię. Czy w taki sposób z nią rozmawiałeś? Nic 

dziwnego, że obawiała się wyznać ci prawdę. 

Oskarżenie Amy mocno zraniło Rance'a. Darvi bała się mu powiedzieć o 

ciąży? Wiedział, że jest przygnębiona, lecz do głowy mu nie przyszło, iż on sam 

jest tego powodem. Nabrał powietrza w płuca, by się uspokoić. 

- Przepraszam. Nie chciałem na ciebie krzyczeć - powiedział cicho. - 

Wszystko zdarzyło się tak nagle. Rzeczywiście podczas rozmowy z Darvi nie 

zachowałem się tak, jak powinienem... ale teraz muszę ją odnaleźć. Nie powinna 

być poza domem w czasie takiej burzy - sama, przestraszona, przekonana, że ją 

odtrąciłem. Wiesz, gdzie ona może być? 

- Nie. 

- Obiecaj, że jeśli pojawi się u ciebie, zatrzymasz ją. Skontaktuję się z 

tobą później. 

- Powodzenia. Dzwoń, jeśli tylko będziesz potrzebował jakiejkolwiek 

pomocy. 

Rance zaczął się zastanawiać, co robić. Zadzwonię do szeryfa, 

postanowił. 

- Proszę z sierżantem Maxwellem. To pilne! - krzyknął do słuchawki. 

- Tu Maxwell. 

- Tom, to ja, Rance. Potrzebuję twojej pomocy. 

- O co chodzi? 

- Nie mogę znaleźć Darvi. Wyjechała ode mnie w złej formie. Tuła się 

gdzieś w czasie tej burzy. Mógłbyś sprawdzić, czy któryś z twoich patroli nie 

natknął się na jej auto? Może coś się jej stało lub ma jakiś problem z 

samochodem... - Rance zawiesił głos, nie chcąc wspominać o innych 

możliwościach, a potem przypomniał sobie torebkę Darvi rzuconą na podłogę. - 

Nie ma przy sobie pieniędzy ani dokumentów... 

R S

background image

 

- 90 -

- W porządku, sprawdzimy wszystko, nawet szpital w Summitville. - 

Policjant zamilkł, słysząc przyspieszony oddech Rance'a. - Nie obawiaj się, to 

rutynowa procedura. Jestem pewien, że nic jej się nie stało. Z pewnością siedzi 

gdzieś w suchym, ciepłym miejscu i czeka, aż przejdzie burza, by potem bezpie-

cznie wrócić do domu. 

- Pewnie masz rację. Dziękuję. Dzwoń, jak tylko czegoś się dowiesz. Jeśli 

nie będzie mnie w domu, nagraj wiadomość albo przekaż ją Amy Sutter. 

Rance trzasnął drzwiami swojej półciężarówki i włączył silnik. Nie 

wiedział, dokąd jechać, lecz nie potrafił bezczynnie siedzieć na miejscu. Ruszył 

wolno, wypatrując znajomego samochodu. Przeszukał całą okolicę między 

swoim domem a mieszkaniem Darvi. Poza miastem zjechał na pobocze i aż do 

bólu zacisnął ręce na kierownicy, gdy zobaczył auto Darvi tkwiące do połowy w 

rowie. Serce o mało nie wyskoczyło mu z piersi. Wypadł z samochodu, zapomi-

nając o zgaszeniu silnika. Zimny deszcz zalewał mu oczy. 

- Darvi, nic ci nie jest? - zawołał. - Odezwij się, Darvi! 

Wiatr poniósł w ciemność jego krzyk. Brnąc przez błoto, podszedł do 

rowu i zsunął się na zarośnięte krzakami dno rowu, by dostać się do wozu 

dziewczyny. Cały zabłocony, w porwanym przez zarośla ubraniu, z głęboko 

skaleczoną lewą nogą, dotarł do porzuconego samochodu i przekonał się, że w 

środku nie ma nikogo. 

Drzwi auta były zamknięte. Ze stacyjki wyjęto kluczyki. Rance wrócił do 

swojej półciężarówki i zapalił długie światła, by przeszukać otoczenie, lecz nie 

znalazł nikogo. Ogarnął go strach. Czy Darvi nic się nie stało? Dokąd poszła? A 

jeśli jest ranna? W jej stanie mogło to być bardzo niebezpieczne. Mokre ubranie 

przylepiło mu się do ciała. Był zziębnięty i ubłocony od stóp do głów. Na rękach 

i twarzy miał liczne zadrapania. Nie opuszczał go tylko wysoki poziom ad-

renaliny i rozpaczliwe pragnienie upewnienia się, że Darvi nic nie grozi. 

Na horyzoncie pojawiły się jakieś światła i zaczęły zbliżać się ku 

Rance'owi. Okazało się, że to samochód szeryfa. 

R S

background image

 

- 91 -

- Znalazłeś ją? - spytał Tom Maxwell. 

- To jej samochód, ale Darvi tam nie ma. - Rance starał się przekrzyczeć 

wiatr. - A ty dowiedziałeś się czegoś? 

- Sprawdziliśmy szpital i okolicznych lekarzy, lecz nikt z pacjentów nie 

odpowiada jej rysopisowi. Jesteś pewien, że to auto panny Stanton? 

- Tak. Na tylnym siedzeniu leży nawet mój sweter. 

- Pewnie zabrała się z kimś i jest już w domu. Kazałem swoim ludziom 

mieć oczy otwarte, lecz jestem pewien, iż nic złego się nie stało. - Tom rzucił 

okiem na nogę Rance'a. - Jeśli mówimy już o lekarzach, to ty powinieneś 

natychmiast zająć się swoją raną. Kiepsko wygląda. 

- Jaką raną? 

Rance spojrzał na nogę i spostrzegł krwawiące rozcięcie, z którego 

istnienia zupełnie nie zdawał sobie dotąd sprawy. 

- Najpierw muszę znaleźć Darvi - powiedział. - Mnie nic nie będzie. 

- Wracam na posterunek. Daj znać, jeśli na nią trafisz, ja też się odezwę, 

gdy tylko czegoś się dowiem - obiecał szeryf i odjechał. 

Rance wsiadł do samochodu i zawrócił do miasta. Gdy mijał zajazd, 

wydało mu się, iż dostrzegł jakiś blask. Skręcił na parking. Przekonał się, iż w 

jednym z okien widać było słabe światło. Jeśli Darvi zdołała przejść taki 

dystans, to chyba nic jej się nie stało. 

Wszedł do środka przez nie zamknięte drzwi, a przeciąg natychmiast je 

zatrzasnął. Stanął, nasłuchując, lecz usłyszał tylko bicie swego serca. Poszedł w 

kierunku światła. W pomieszczeniu magazynowym, z którego dobywał się 

blask, składowano pozwijane dywany. Zostały tu przyniesione przed przy-

wiezieniem mebli kilka dni temu. Rance rozejrzał się i przetarł oczy, by się 

upewnić, że dobrze widzi. 

Dywany leżały teraz w mokrej, bezładnej stercie. Rance z biciem serca 

ruszył dalej, by w pokoju kominkowym znaleźć Darvi. Na jego widok w oczach 

R S

background image

 

- 92 -

dziewczyny zamigotało przerażenie. Rance podszedł bliżej i zamknął ją w 

objęciach. 

- Dzięki Bogu... - powiedział, pokrywając pocałunkami twarz i szyję 

ukochanej. - Wszędzie cię szukałem. Bardzo się bałem... W końcu znalazłem 

twój samochód. 

Darvi odetchnęła z ulgą, gdy intruzem okazał się Rance. Nadal jednak 

czuła się głęboko zraniona, więc teraz próbowała uwolnić się z jego objęć. 

- Puść mnie, zostaw! Nie potrzebuję cię! - rzuciła. Rance trzymał ją 

jednak mocno. 

- Przestań - powiedział. - Musimy porozmawiać. 

Darvi dalej się z nim szarpała, nie patrząc mu w oczy. Płakała. 

- Nie ma o czym rozmawiać - powiedziała przez łzy. - Jasno dałeś do 

zrozumienia, co do mnie czujesz. Idź stąd i zostaw mnie w spokoju! 

Rance uwolnił ją z objąć. Cofnął się o krok. Zraniły go jej gniewne słowa. 

Spróbował przypomnieć sobie, co dokładnie jej powiedział. Wiedział, iż było to 

coś złego, podyktowanego nie zabliźnioną wciąż raną. Przesunął ręką po 

mokrych, zabłoconych włosach, starając się zebrać myśli. Całe ciało przenikał 

mu chłód ciągnący od przemokniętego ubrania. Teraz dopiero poczuł dojmujący 

ból w nodze i osunął się na podłogę. 

Darvi natychmiast przyklękła obok. Niepokój wywołany stanem Rance'a 

przytłumił jej gniew. 

- Co ci jest? - spytała. 

- To noga. Do tej pory nie czułem bólu. - Przez twarz przebiegł mu 

skurcz. - Chyba tak bardzo chciałem cię znaleźć, że przyblokowałem w sobie 

inne odczucia. - Rance spróbował się uśmiechnąć. - Chociaż wygląda na to, że 

niepotrzebnie traciłem czas - dodał. 

Teraz dopiero Darvi zauważyła krwawiącą ranę. 

- Trzeba zawieźć cię do lekarza. Należy oczyścić ranę i zrobić zastrzyk 

przeciwtężcowy. 

R S

background image

 

- 93 -

- Nic mi nie będzie. Muszę tylko chwilę odpocząć. 

- Natychmiast jedziemy do lekarza. Gdzie twój samochód? Na parkingu? 

Mam nadzieję, że wziąłeś półciężarówkę, bo lepiej się trzyma na mokrej drodze. 

- Tak. Zatrzymałem się pod samym zajazdem. Ale nie myślisz chyba, że 

powierzę komuś swój samochód. Ty już wjechałaś dziś do rowu. Wolę nie ryzy-

kować. 

- Przede wszystkim nie wjechałam - mruknęła gniewnie Darvi. - Jakieś 

inne auto wpadło w poślizg i musiałam zjechać mu z drogi. Przesadzasz ze swo-

im cennym samochodem. Nie pomyślałeś, że, mając tak zranioną nogę, nie 

naciśniesz pedału. Daj kluczyki - zażądała. 

- Poradzę sobie. 

Rance wstał, krzywiąc się z bólu, gdy stąpnął zranioną nogą. Wyciągnął 

ręce, by nie stracić równowagi. 

- Obawiam się, że będziesz musiała mi pomóc.  

Darvi popatrzyła na zabłoconego, podrapanego mężczyznę w 

przemoczonym ubraniu, z krwawiącą raną na nodze i poczuła, że jej miłość do 

niego bierze górę nad gniewem. 

- Rzeczywiście wyglądasz tak, jakbyś potrzebował kogoś, kto udzieli ci 

pomocy - rzekła, ścierając mu z twarzy smugę błota. - Przejrzyj się w lusterku. 

- Nie kogoś, ale ciebie - powiedział cicho. Popatrzyli na siebie przez 

chwilę. 

- Nigdy więcej ode mnie nie uciekaj. Wpadam w popłoch, gdy nie mogę 

cię znaleźć. 

Do pomieszczenia wdarł się chłodny wiatr. Ktoś wszedł do zajazdu. 

Rance wysunął się do przodu, zasłaniając sobą dziewczynę. 

- Halo, jestem z policji! Proszę się odezwać - usłyszeli. 

- Tutaj - zawołał z ulgą Rance. 

- Widzę, że znalazł pan zgubę - rzekł policjant na powitanie. - Wszystko 

w porządku? 

R S

background image

 

- 94 -

- Tak. Musimy tylko wziąć ciepłą kąpiel i się przebrać. 

- Jedno z nas potrzebuje fachowej pomocy - wtrąciła Darvi. 

- Odwiezie go pani, czy ja mam dostarczyć pacjenta do lekarza? 

- Proszę mi tylko pomóc odprowadzić go do samochodu, a dam sobie 

radę. 

- Hej, rozmawiacie, jakby mnie tu nie było. Sam potrafię dojść do 

samochodu i pojechać do lekarza, jeśli uznam, że to niezbędne. 

- Sierżant Maxwell uprzedził mnie, że ten pan może sprawiać kłopoty. 

Policjant nadal zwracał się tylko do Darvi. 

- Na nic więcej go nie stać - mruknął Rance.  

Darvi i policjant podtrzymali go z obu z stron, choć nadal się upierał, że 

będzie szedł o własnych siłach. 

Gabinet lekarski opuścili prawie o świcie. Po obmyciu rana okazała się 

nie tak groźna. Wymagała tylko założenia kilku szwów. Lekarz uprzedził, że 

przez parę dni noga będzie bolała i należy regularnie zmieniać opatrunki. Dał 

również zastrzyk, choć pacjent zastrzegał, że go nie potrzebuje. 

Burza już się uspokoiła, ale nadal padało. Darvi odwiozła Rance'a do 

domu. Właściwie nie rozmawiali po drodze, choć Rance próbował nawiązać 

kontakt. Gdy dotarli na miejsce, Darvi podniosła z podłogi swoją torebkę, 

rzuconą tu w chwili desperackiej ucieczki. Rance sprawdził automatyczną se-

kretarkę. Znalazł cztery wiadomości od Amy zbyt zmartwionej, by dzwonić po 

raz piąty, i jedną od ekipy pomocy drogowej, która na polecenie policji wy-

ciągnęła z rowu auto Darvi i przypominała o opłacie za usługę. 

- Muszę wykonać kilka telefonów. Czemu nie weźmiesz mojego 

samochodu i nie pojedziesz do domu, żeby umyć się i przebrać? Ja szybko się 

wykąpię i zaraz do ciebie dołączę. Musimy porozmawiać - dodał, widząc 

niechętny wzrok dziewczyny. 

Darvi cofnęła się, nim zdążył ją objąć. 

R S

background image

 

- 95 -

- Masz zranioną nogę - rzekła. - A poza tym chyba powiedziałeś mi już 

wszystko, co chciałeś. 

Położyła na stole kluczyki od samochodu. 

- Sama wrócę do domu - zdecydowała. 

Rance wyciągnął do niej rękę, lecz wyszła szybko i znikła w deszczu. 

Po kąpieli owinęła się dużym ręcznikiem. Drugim zaczęła wycierać 

głowę. Rozczesała włosy i wzięła suszarkę. Zajmując się fryzurą, myślała o 

wszystkim, co ostatnio zaszło. Postanowiła przenieść się do innego miasta, by 

móc normalnie żyć i pracować, nie natykając się bez przerwy na Rance'a. W 

Sandy Cove byłoby to niemożliwe. Nie potrafiłaby wychowywać dziecka w tak 

napiętej atmosferze. W końcu zostało przecież odrzucone przez ojca. Suszyła 

głowę w głębokim przygnębieniu. Po chwili spojrzała na zegarek. Kwadrans po 

ósmej rano. Ostatniej nocy wcale nie spała. Była wyczerpana. Powinna 

zadzwonić do Barney'a Wiltona do Summitville i odwołać spotkanie, a potem 

przełożyć wizytę u lekarza. Później ułoży plan dalszych działań.  

Na szczęście już jej zapłacono za witraże. To pozwoli na spokojny start w 

innym miejscu. Łzy zalśniły w jej oczach, a w sercu czuła ból. Podobnie 

myślała, wyjeżdżając z Laguna Beach po przejściach z Jerrym. Westchnęła 

głęboko i sięgnęła po telefon. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

R S

background image

 

- 96 -

ROZDZIAŁ DWUNASTY 

 

Darvi obudziła się w ręczniku owiniętym wokół ciała. Była przykryta 

kołdrą, a Rance spał obok. Za oknem ciągle padało. Pamiętała, że położyła się 

na łóżku, by chwilę odpocząć, a potem na nowo przemyśleć całe życie. To 

zdarzyło się kilka godzin temu. Nie przypominała sobie przyjazdu Rance'a, tego, 

że ją przykrywał i kładł się obok niej. Popatrzyła na śpiącego i odgarnęła mu 

włosy z czoła. Spojrzała na szwy na jego nodze. Chciało się jej płakać, gdy 

delikatnie przesuwała opuszkami palców po czerwonych zadrapaniach na 

twarzy ukochanego. Cicho podniosła się i ubrała. 

Usiadła na krawędzi łóżka, wpatrując się w twarz Rance'a. Nie wiedziała, 

co robić. Obudzić go i skłonić, by wrócił do domu? A może pozwolić, by ode-

spał tę męczącą noc, i zaczekać, aż sam się obudzi? Rance zmienił pozycję, 

wyciągnął rękę, szukając Darvi. Ból zranionej nogi sprawił, iż otworzył oczy i 

usiadł. Przez moment przypominał sobie wszystko, co zaszło ostatniej nocy. 

Przesunął ręką po bandażu i zadrapaniach na twarzy. 

- Skoro się obudziłeś, możesz się ubrać i wrócić do domu. - Darvi przejęła 

kontrolę nad sytuacją. - Oddaj klucze od mieszkania. Nie jesteś tu już mile 

widziany - rzekła, próbując zapanować nad drżeniem głosu. - Wyraźnie 

stwierdziłeś, że nie chcesz dziecka i podejrzewasz, że zamierzałam wciągnąć cię 

w pułapkę. W porządku, my też cię nie potrzebujemy. 

Rance chwycił ją za rękę, przyciągnął na łóżko i wziął w ramiona. 

- Przepraszam, że cię zraniłem. Nie chciałem tego. Twierdziłaś, że nie 

możesz mieć dzieci, a potem nagle okazało się, że jesteś w ciąży. Nie znam się 

na kobiecych sprawach. Wiem, że nigdy nie mówiliśmy o tym, dokąd 

zmierzamy, ale... - Rance zawiesił głos. - Za bardzo mnie naciskasz. Wpadłem 

już kiedyś w taką pułapkę i wymuszone przez fałszywą ciążę małżeństwo. 

Darvi uwolniła się z uścisku. Gniew zamigotał w jej wzroku. 

R S

background image

 

- 97 -

- Ja cię naciskam? To ty wywierasz na mnie presję od chwili, gdy się 

spotkaliśmy. Zmuszasz, bym ci się zwierzała, choć wcale tego nie chcę! - 

krzyknęła i przeszła na drugi koniec pokoju. - A jeśli chodzi o zastawianie 

pułapki za pomocą ciąży... tylko ktoś tak arogancki jak ty mógł pomyśleć, iż 

każda kobieta będzie próbowała cię na to złapać! - Łzy spłynęły po policzkach 

Darvi. - Nigdy nie wspominałam o małżeństwie, więc nie wiem, dlaczego się 

tak martwisz. 

Czemu myślisz, że właśnie ty jesteś ojcem... Prawdę mówiąc, wcale nim 

nie jesteś, a więc nie masz żadnych obowiązków wobec mnie i dziecka. Damy 

sobie radę bez twojej pomocy. 

Słowa Darvi podziałały na Rance'a jak wiadro zimnej wody. Nabrał tchu, 

by się uspokoić. Wstał z łóżka, starając się nie urazić zranionej nogi, i delikatnie 

położył drżące ręce na jej ramionach. Wiedział, że tylko udawała odważną, bo 

jej oczy zdradzały lęk. Zrozumiał, że za nic na świecie nie może stracić tej 

kobiety. Przytulił Darvi i przez chwilę patrzył jej w oczy. 

- Co ty wyprawiasz, wmawiając mi, że nie jestem ojcem? Przecież to 

oczywiste, że to moje dziecko - powiedział, całując Darvi w policzek. - To nasze 

cudowne dziecko, owoc niezwykłej miłości ~ szepnął. - Kocham cię, Darvi. Nie 

masz pojęcia, jak się o ciebie martwiłem, widząc, że coś się z tobą dzieje i nie 

mogąc zrozumieć, co to takiego. Wyobrażałem sobie różne straszne rzeczy. 

Darvi nie była pewna, czy dobrze słyszy. 

- Powiedziałeś, że... mnie kochasz? - powtórzyła z niedowierzaniem. 

- Tak. Dawno ci to chciałem wyznać. Już wtedy, gdy kochaliśmy się po 

raz pierwszy. Ale dopiero teraz, kiedy omal cię nie utraciłem, zrozumiałem, 

jakie to silne uczucie. Nie obawiam się już niczego. Kocham cię, jesteś całym 

moim życiem. 

- Nie wyobrażasz sobie, jak bardzo pragnęłam to usłyszeć... - Darvi 

przytuliła się mocno do Rance'a. - Ja też cię kocham całym sercem, mimo 

wszystkich twoich wad - dodała, unosząc głowę. 

R S

background image

 

- 98 -

- A zresztą, nie masz ich znów aż tak wiele, jesteś tylko uparty, arogancki 

i władczy. Można wytrzymać. 

- Rozumiem. - Spojrzał na nią z rozbawieniem. 

- Wyliczyłaś tylko te pomniejsze - dodał i pocałunkiem zapewnił o 

szczerości swoich uczuć. 

Przez długą chwilę kołysał Darvi w ramionach. 

- Dziecko - szepnął. - Będziemy mieli dziecko, a ja kocham cię tak 

bardzo, że trudno w to uwierzyć. 

Potrząsnął głową, nie wiedząc, co jeszcze mógłby powiedzieć. 

Podprowadził ukochaną do łóżka i oboje usiedli. 

- Och, tak się bałam przez ostatnie dni - wyznała Darvi. - Nie wiedziałam, 

jak przyjmiesz tę nowinę. Naprawdę sądziłam, że nie mogę mieć dzieci. Wyda-

wało mi się, że złapałam grypę i wystarczy pójść do lekarza, by na otwarciu 

zajazdu być w dobrej formie. Kiedy dowiedziałam się prawdy i postanowiłam ci 

o niej powiedzieć, pomyślałam, że posądzisz mnie o manipulację podobną do 

tej, którą zastosowała twoja była żona. 

- Musimy omówić tyle spraw - powiedział Rance, głaszcząc ją po głowie. 

- Przede wszystkim... czy dobrze się czujesz? Czy lekarz stwierdził, że wszystko 

jest w porządku? 

- Tak. Miałam być u niego dziś o pierwszej, ale przesunęłam termin 

wizyty na środę o dziewiątej. 

- Pojadę z tobą - stwierdził stanowczo 

- Tak zdecydowałeś? - spytała rozbawiona Darvi. 

- To już postanowione. Teraz kolejna sprawa. Uważam, że w przyszłym 

tygodniu powinniśmy się pobrać. Będziemy pierwszymi, którzy w nowym 

zajeździe spędzą miodowy miesiąc. 

- Pobrać się? - wykrzyknęła zaskoczona Darvi. - Jeśli choć przez sekundę 

pomyślałeś, że musisz się ze mną ożenić, bo zaszłam w ciążę, lepiej zastanów 

R S

background image

 

- 99 -

się jeszcze raz. Nie chcę spędzić reszty życia w małżeństwie, które traktować 

będziesz jak pułapkę. 

- Wcale nie czuję się; schwytany w pułapkę - zapewnił. - Nie mam 

żadnych obaw. Bardzo pragnę poślubić cię w przyszłym tygodniu. 

- Widzisz, jaki jesteś uparty - powiedziała Darvi, kładąc głowę na 

ramieniu Rance'a. 

Po chwili uniosła ją i spytała z niepokojem w głosie. 

- Jesteś pewien? 

- Tak. Nigdy w życiu nie byłem niczego tak pewny. Pobierzemy się, 

zaczniemy nowe życie, będziemy mieli dziecko, stworzymy prawdziwą rodzinę! 

To cud! Więcej, niż mogłem oczekiwać. Jestem taki szczęśliwy. 

Pocałował ją żarliwie. 

Darvi z radości nie mogła zebrać myśli. Jeszcze poprzedniej nocy sądziła, 

że świat wali się jej na głowę, a teraz ma wyjść za Rance'a, założyć rodzinę. 

Będzie miała upragnione dziecko, ich cudowne dziecko. Wszystko układało się 

tak szczęśliwie. Zarzuciła przyszłemu mężowi ręce na szyję i pocałowała go. 

Nigdy w życiu nie było jej tak dobrze. 

- Rance... - szepnęła. 

Wsunął dłonie pod jej bluzkę i rozpiął stanik, a potem całą rozebrał. Darvi 

pieszczotliwie musnęła palcami jego muskularną pierś. Położył ją na plecach i 

zbliżył wargi do sutek. Zaczął je ssać i lizać, aż Darvi westchnęła z rozkoszy i 

odpowiedziała głębokim pocałunkiem, połączonym z pieszczotą języka. Oplotła 

Rance'a nogami i gładziła jego ramiona. On zaś pokrywał pocałunkami jej ciało, 

a ona zatracała się w rozkoszy. Nie mogła uwierzyć, że miłość potrafi być tak 

cudowna. Całą sobą kochała tego człowieka. 

- Och, Rance, najdroższy - szepnęła, gdy całował ją coraz namiętniej, a 

palcami dotykał wewnętrznej strony ud i gorącego, wilgotnego miejsca w ich 

zwieńczeniu. 

R S

background image

 

- 100 -

- Kocham cię, Darvi, bardzo cię kocham, ciebie i dziecko - powiedział 

schrypniętym głosem. 

Darvi zadrżała z rozkoszy. Kochali się w uniesieniu, wspólnie 

przeżywając momenty ekstazy. Nadszedł wieczór, za oknem ciągle padał 

deszcz. 

Darvi spała w ramionach Rance'a, a on wpatrywał się w jej twarz, słuchał, 

jak oddychała. Ciągle na nowo przeżywał wszystko, co go spotkało. Delikatnie 

dotknął brzucha Darvi, zachwycając się nowym życiem, które tam zamieszkało. 

Pochylił się i pocałował to miejsce. Położył na nim głowę, obejmując ramio-

nami biodra ukochanej. Darvi uniosła powieki, pogładziła go po policzku i 

uśmiechnęła się ciepło. Uniósł się, by znaleźć wargami jej usta. Potem znowu 

przytulił głowę do brzucha. 

- Kochanie, lekarz nie mówił, czy to będzie chłopiec, czy dziewczynka? 

- Jeszcze za wcześnie - roześmiała się. 

- A ty byś wolała mieć syna czy córkę? 

- Wszystko jedno. Będę szczęśliwa zarówno wtedy, gdy urodzę chłopca, 

jak i dziewczynkę. A ty? 

- Najpierw chciałbym mieć syna. To normalne. Wszyscy mężczyźni 

pragną mieć syna, który przedłuży ród i z którym można pograć w piłkę. Potem 

zacznę myśleć o dziewczynce - rzekł, głaszcząc Darvi po policzku. - Chciałbym, 

aby była podobna do ciebie. Żeby miała zielone oczy i miedzianorude włosy. 

Usiadł na łóżku i objął narzeczoną. 

- Czy pani wie, pani Coulter, że jestem najszczęśliwszym człowiekiem na 

świecie? 

- Pani Coulter? - Roześmiała się. - Czy na to nie za wcześnie? 

- Chciałem usłyszeć, jak brzmią te słowa. A brzmią wspaniale. 

 

 

 

R S

background image

 

- 101 -

EPILOG 

 

Darvi stała w drzwiach warsztatu, obserwując, jak Rance poleruje 

drewno. Widziała, ile serca wkładał w tę pracę. Piętrowy domek dla lalek miał 

całkiem spore rozmiary. Rance zaczął nad nim pracować, gdy dwa tygodnie 

temu urodziła się ich córka. Każdy szczegół zabawki wiernie oddawał wnętrze 

prawdziwego domu. Były w nim półki i szuflady, szafy i drzwi, które otwierały 

się i zamykały. Między piętrami widać było schody podobne do tych w zajeź-

dzie. Gdy Rance skończył pracę nad domkiem, zajął się miniaturowymi 

meblami. 

- Wiesz, że upłynie trochę czasu, zanim mała zacznie się tym bawić - 

zauważyła Darvi, podchodząc do męża z dzieckiem w ramionach. 

Rance był tak zajęty pracą, że nie usłyszał jej kroków. Odłożył narzędzia i 

zdmuchnął kurz z rąk. Uśmiechnął się na widok swojej rodziny. Musnął po-

całunkiem usta żony i delikatnie dotknął policzka córeczki. 

- Chciałam, żebyś powiedział jej dobranoc. 

- Zaczekaj chwilę. Zaraz z wami pójdę. 

Rance uprzątnął warsztat i wrócił z żoną do domu. 

- Daj mi ją - powiedział, biorąc dziecko w ramiona. - Jest równie piękna 

jak ty - szepnął, ostrożnie układając małą w kołysce, którą sam zrobił. - Dobra-

noc, Jillian. Kocham cię. 

Wziął Darvi za rękę i oboje wyszli z dziecinnego pokoju. Usiedli na 

kanapie przy kominku. Rance przytulił żonę. 

- Kocham panią, pani Coulter - rzekł, całując ją w usta. - I to bardzo. 

- Ja pana też kocham - zapewniła go żona. 

 

 

R S


Document Outline