background image

 

W SERII KRYMINAŁÓW ukażą się: 

Tom 1. 

Agatha Raisin i 

ciasto śmierci 

Tom 2. 

Agatha Raisin i 

wredny weterynarz 

Tom 3. 

Agatha Raisin i 

zakopana ogrodniczka 

Tom 4. 

Agatha Raisin i 

zmordowani piechurzy 

Tom 5. 

Agatha Raisin i 

śmiertelny ślub 

Tom 6. 

Agatha Raisin i 

koszmarni turyści 

Tom 7. 

Agatha Raisin i 

krwawe źródło 

Tom 8. 

Agatha Raisin i 

tajemnice salonu fryzjerskiego 

Tom 9. 

Agatha Raisin i 

martwa znachorka 

Tom 10. 

Agatha Raisin i 

przeklęta wieś 

Tom 11. 

Agatha Raisin i 

miłość z piekła rodem 

Tom 12. 

Agatha Raisin i 

zemsta topielicy 

Tom 13. 

Agatha Raisin i 

śmiertelna pokusa 

Tom 14. 

Agatha Raisin i 

nawiedzony dom 

Tom 15. 

Agatha Raisin i 

zabójczy taniec 

Tom 16. 

Agatha Raisin i 

perfekcyjna pani domu 

Tom 17. 

Agatha Raisin i 

upiorna plaża 

Tom 18. 

Agatha Raisin i 

mordercze święta 

Tom 19. 

Agatha Raisin i 

łyżka trucizny 

Tom 20. 

Agatha Raisin i 

śmierć przed ołtarzem 

Tom 21. 

Agatha Raisin i 

zwłoki w rabatkach 

Tom 22. 

Agatha Raisin i 

mroczny piknik 

Tom 23. 

Agatha Raisin i 

śmiertelne ukąszenie 

background image

 

SERIA KRYMINAŁÓW 

TOM 21 

 

A

GATHA 

R

AISIN I ZWŁOKI W RABATKACH

 

M.C.

 

B

EATON

 

 

TLR

background image

 

Tytuł serii: Seria kryminałów 

Tytuł tomu: Agatha Raisin i zwłoki w rabatkach 

Tytuł oryginalny tomu: Busy Body, An Agatha Raisin Mystery

TLR

background image

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Dla Hope Delon  

Z wyrazami miłości

TLR

background image

 

 

ROZDZIAŁ

 

 

Kiedy  Agatha  Raisin,  kobieta  w  średnim  wieku,  właścicielka  agencji 

detektywistycznej  w  angielskim  Cotswolds,  stwierdziła,  że  jej  miłość  do 
byłego  męża  Jamesa  Laceya  całkowicie  wygasła,  zapragnęła  poszukać 
nowej życiowej pasji. 

 

Przez  minione  dwa  lata  usiłowała  zorganizować  doskonałe  przyjęcie  z 

okazji Bożego Narodzenia, rodem z powieści Dickensa — niestety, zawsze 
z opłakanym skutkiem. W nadchodzące święta postanowiła więc wyjechać 
na  długie  wakacje  na  Korsyce.  Jej  zastępczyni,  młoda  Toni  Glimour, 
doskonale  sobie  bez  niej  radziła  z  rutynową  robotą,  taką  jak  zbieranie 
dowodów do spraw rozwodowych czy poszukiwanie zaginionych zwierząt, 
które to stanowiły główne źródło dochodu agencji. 

Agatha zarezerwowała pokój w miejscowości Porto Vecchio, leżącej na 

południu tej śródziemnomorskiej wyspy. Za pomocą wyszukiwarki Google 
znalazła informację, że jest to stare  miasto,  zbudowane przez Genueńczy-
ków,  zaś  średnia  temperatura  w  zimie  wynosi  tam  około  szesnastu  stopni 
Celsjusza. 

 Trudności  ze  znalezieniem  taksówki  na  lotnisku  Figari  spowodowały, 

że  do  hotelu  przybyła  dosyć  późno.  Z  utęsknieniem  czekała  na  uroczystą 
świąteczną kolację z homarem. Nigdy więcej żadnego indyka! 

Recepcjonistka przywitała ją słowami: 

—  Widzę,  że  zarezerwowała  pani  u  nas  trzytygodniowy  pobyt. 

Dlaczego? 

TLR

background image

Agatha zamrugała powiekami ze zdziwienia. 

— Jak to dlaczego? Przyjechałam na wakacje. 

—  Ale  co  zamierza  pani  tu  robić?  —  dopytywała  recepcjonistka  — 

Większość sklepów i restauracji jest już zamkniętych na zimę. Nie ma pani 
samochodu.  Nie  ma  tu  wielu  taksówek,  a  kierowcy  tych  nielicznych  nie 
lubią brać krótkich kursów. 

— Pomyślę nad tym — odparła Agatha zmęczonym głosem — Jestem 

głodna. Gdzie mogę coś zjeść? 

—  Po  wyjściu  z  hotelu  proszę  skręcić  w  prawo,  potem  w  lewo  i  dalej 

drogą prosto do cytadeli. Znajdzie tam pani kilka lokali. 

Agatha  zostawiła  bagaż  i  podjęła  mozolną  wspinaczkę  ku  twierdzy. 

Oceniła  tutejsze  świąteczne  dekoracje  jako  najpiękniejsze,  jakie  w  życiu 
widziała,  ale  ulice  były  opustoszałe.  Dotarła  na  plac  w  centrum  starej 
cytadeli.  Wypatrzyła  dwie  otwarte  restauracje.  Nieopodal,  na  środku 
pustego  lodowiska,  stało  dwóch  mężczyzn.  Polewali  wodą  powierzchnię 
lodu,  żeby  zamarzła  przez  noc.  Agatha  jeszcze  bardziej  posmutniała.  Nie 
przypuszczała, że na Korsyce mogą być mrozy. 

Wybrała  lokal,  przy  którym  wydzielono  ogrzewane  pomieszczenie  dla 

palaczy.  Zamówiła  potrawę,  która  niespecjalnie  jej  zasmakowała.  Za  to 
kosztowała  czterdzieści  dwa  euro.  Szybko  przeliczyła,  że  przy  obecnym 
spadku wartości funta za danie zapłaciła czterdzieści dwa szterlingi. 

Zapaliła  papierosa  i  zastanawiała  się,  czy  wynająć  samochód.  Cały 

kłopot polegał na tym, że Agatha nie umiała parkować równolegle. Prawdę 
mówiąc,  najbardziej  cieszyło  ją,  gdy  znajdowała  miejsce  wystarczające, 
aby  zatrzymać  się  ciężarówką.  Pojazdy,  które  tutaj  widziała,  stały 
równiutko jeden za drugim. Jakim  cudem kierowcy  wjechali w tak wąską 
przestrzeń, nie demolując po drodze wszystkich aut dokoła? 

Agatha  nie  lubiła  przyznawać  się  do  porażek.  Nie  chciała  wrócić  do 

domu  i  wyznać,  że  wakacje  na  Korsyce  okazały  błędem.  Teraz 

TLR

background image

potrzebowała tylko spokojnego snu. Powoli ruszyła z powrotem do hotelu 
pustymi ulicami, w złocistym blasku udekorowanych latami. 

 

Następny dzień wstał słoneczny. Po dobrym śniadaniu Agatha zapytała 

o drogę do portu, pewna, że dostanie tam przepyszne owoce morza. 

Można tam dojść na skróty, idąc w dół od cytadeli, ale ścieżka prowadzi 

bardzo stromym zboczem — ostrzegła recepcjonistka. 

Agathę zabolało biodro, dotknięte artretyzmem. 

A jak długo zająłby spacer drogą dookoła? — zapytała. 

Mniej więcej pół godziny. 

Nie  chcąc  narażać  się  na  ból,  ruszyła  dłuższą  drogą.  Kiedy  minęło 

półtorej  godziny  i  już  myślała,  że  jej  wędrówka  nie  będzie  miała  końca, 
dotarła do portu. Znalazła otwartą restaurację, lecz nie podawano tam ho-
marów. Zamówiła specjalność dnia, stek z łososia. Była w pełni świadoma, 
że  to  samo  dostałaby  u  siebie  w  Anglii.  Pod  koniec  posiłku  z  nadzieją 
poprosiła  obsługę,  żeby  zawołała  jej  taksówkę.  Niestety,  żaden  kierowca 
nie przyjął zlecenia. 

—  Oni  biorą  tylko  długie  kursy,  z  miasta  do  miasta  —  wyjaśniła 

kelnerka. 

Agatha postanowiła skorzystać ze skrótu przez cytadelę. Wzgórze było 

nieprawdopodobnie  strome.  W  pewnym  momencie  przysięgłaby,  że  widzi 
chodnik na wprost swoich oczu. Ból w biodrze coraz bardziej jej dokuczał. 
Ciężko dysząc, dotarła w końcu na plac leżący w obrębie twierdzy. Opadła 
na krzesło w znanej już sobie restauracji i zamówiła piwo. Wyjęła paczkę 
papierosów,  ale  natychmiast  schowała  ją  z  powrotem.  Wciąż  nie 
wyrównała oddechu po mozolnej wędrówce pod górę. 

TLR

background image

Muszę stąd uciec — pomyślała. Podobno Bonifacio to piękne  miejsce. 

Cholera, chyba wynajmę samochód, żeby tam pojechać. Na pewno w takim 
Bonifacio podają homary! 

 

Po  powrocie  do  hotelu  wyszukała  miejscowość  w  Internecie. 

Przeczytała,  że  to  ekskluzywny,  wytworny  port,  z  wieloma  dobrymi 
lokalami,  a  na  klifie  ponad  nim  leżało  średniowieczne  miasto.  Wyglądało 
na to, że niewiele hoteli pozostało otwartych, ale znalazła taki, który spra-
wiał  dobre  wrażenie.  Zarezerwowała  sobie  w  nim  pokój,  zastrzegając 
ostrożnie, że nie wie, jak długo zostanie. 

 

Nazajutrz  o  świcie  wyruszyła  w  podróż  wynajętym  samochodem. 

Ucieszył  ją  widok  pustych  ulic  i  dobrego  oznakowania  dróg.  Gdy  wstało 
słońce,  zapowiadając  kolejny  pogodny  dzień,  Agatha  w  doskonałym 
nastroju  pokonywała  drogę  przez  góry.  Nabrała  przekonania,  że  wszystko 
będzie dobrze. 

Na miejscu okazało się, że hotel leży poza miastem. Zakwaterowano ją 

w  małym  domku.  Zbudowany  z  kamienia,  z  dachem  krytym  czerwoną 
dachówką, wyglądał jak chatka wróżki z bajki. Ponieważ ośrodek serwował 
gościom tylko kolacje, Agatha po rozpakowaniu pojechała do portu. 

Prawie  wszystkie  restauracje  były  zamknięte.  Wkrótce  po  jej 

przyjeździe  niebo  pociemniało.  Zimny  wiatr  giął  palmy  i  wygrywał 
melodie  na  wantach  jachtów  zacumowanych  wzdłuż  nabrzeża.  Agatha 
zjadła  lunch  w  jednym  z  nielicznych  czynnych  lokali.  Jedzenie  jej 
smakowało,  chociaż  nie  dostała  homara.  Po  lunchu  chciała  zwiedzić 
starówkę,  więc  wjechała  pod  górę.  Przeraził  ją  labirynt  starych,  wąskich 
uliczek.  Kilkakrotnie  omal  nie  porysowała  karoserii.  Parę  razy  prawie 
zgubiła  drogę.  W  końcu  z  westchnieniem  ulgi  wróciła  do  hotelu.  Deszcz 
bębnił o przednią szybę auta. 

TLR

background image

—  Niech  to  cholera  weźmie  —  oświadczyła  Agatha  nieczułym 

żywiołom.  —  To  warunki  na  poligon  dla  żołnierzy,  a  nie  na  wczasy! 
Wracam do domu. 

Nim  dotarła  na  lotnisko  Charles'a  de  Gaulle'a,  zaczęło boleć  ją  gardło. 

Klęła  na  czym  świat  stoi,  że  kazano  jej  wyjść  przez  terminal  E2  zamiast 
zaplanowanego F2. 

 

Odprawę  przeprowadzano  w  sposób  chaotyczny.  Jedyny  miły  moment 

nastąpił,  kiedy  człowiek  sprawdzający  zawartość  jej  toreb  poprosił  o 
pokazanie paszportu. Po dokładnym obejrzeniu jej fotografii oświadczył: 

—  To  zdjęcie  pięknej  kobiety,  madam,  ale  dziś  wygląda  pani  jeszcze 

piękniej. 

Agatha,  przyzwyczajona  do  kokieteryjnej  kurtuazji  Francuzów, 

odrzekła: 

—  Komplement  w  ustach  tak  przystojnego  mężczyzny  jak  pan, 

monsieur, brzmi tak przekonująco, że naprawdę poczułam się piękna. 

Celnik się uśmiechnął. Pozostali urzędnicy służb granicznych również. 

Doszła  do  wniosku,  że  Francuzi  są  mistrzami  świata  we  flirtowaniu. 
Szczerze ich za to podziwiała. My, Anglicy, zatraciliśmy tę umiejętność w 
momencie  wprowadzenia  kontroli  urodzin  —  pomyślała.  Gdyby 
poflirtowała  z  kimś  u  siebie  w  kraju,  najwyżej  spróbowałby  jej  ściągnąć 
majtki. 

Bramka  prowadząca  do  wyjścia  na  samolot  do  Birminghamu 

znajdowała się w suterenie. Wszystkich pasażerów wsadzono do autobusu. 
Podróż  nim  trwała  tak  długo,  że  Agatha  zaczęła  się  zastanawiać,  czy 
przypadkiem nie wiezie ich do Calais. 

Po powrocie do kraju, zmierzając drogą do Carsely, uświadomiła sobie, 

że  równie  dobrze  może  zignorować  święta  Bożego  Narodzenia  w  domu. 

TLR

background image

Mimo to, wjeżdżając do wioski odruchowo zerknęła na szczyt kościoła w 
poszukiwaniu choinki. Żadnej jednak nie zauważyła. Agatha ze zdziwienia 
aż  zamrugała  powiekami.  Co  roku  światełka  drzewka  umieszczonego  na 
szczycie  kwadratowej  wieży  oświetlały  otaczający  krajobraz.  Agatha 
objechała wiejski skwer. Tam też nie ustawiono choinki, jak każdego roku 
w  grudniu.  Nie  rozwieszono  nawet  lampek  wzdłuż  głównej  ulicy. 
Wzruszyła ramionami. Doszła do wniosku,  że  mieszkańców chyba znużył 
cały ten komercyjny szum wokół świąt. Ale trudno zarzucić komercjalizm 
kościołowi...  Nie  wiedziała  jeszcze,  że  przyczyną  ciemności  spowijającej 
jej  wioskę  był  jeden  mężczyzna.  Człowiek,  który  miał  przynieść  do 
Cotswolds tylko śmierć i trwogę. 

Wszystko  zaczęło  się  w  dzień  po  jej  wylocie  na  Korsykę.  Pastor  Alf 

Bloxby w towarzystwie dwóch krzepkich pomocników pokonywał właśnie 
strome  schody  na  dach  kościoła,  niosąc  choinkę.  Po  dotarciu  na  szczyt 
wieży  zaczęli  przeglądać  zawartość  skrzyni  w  poszukiwaniu  drutu, 
zostawionego  tam  w  celu  umocowania  drzewka,  gdy  ktoś  krzyknął  od 
drzwi: 

— Stop! 

Alf  odwrócił  się  zaskoczony.  W  drzwiach  stał  pan  John  Sunday, 

urzędnik z Wydziału Zdrowia i Bezpieczeństwa Publicznego z siedzibą w 
Mircesterze. 

—  Nie  wolno  wam  umieszczać  choinki  na  dachu  —  oświadczył  — 

Stanowi ona zagrożenie dla mieszkańców. Może spaść i kogoś zabić. 

Pan  Sunday  był  niskim  mężczyzną  z  beczkowatą  klatką  piersiową  i 

gęstymi szpakowatymi włosami. 

—  Mam  prawo  wam  tego  zakazać  jako  przedstawiciel  Wydziału 

Zdrowia i Bezpieczeństwa Publicznego — oznajmił — Jeżeli mimo zakazu 
umieścicie  drzewko  na  dachu,  pozwę  was  do  sądu.  Poza  tym  zamierzam 
rozciągnąć  czerwoną  taśmę  wokół  nagrobków,  oznaczającą  zakaz  wstępu 
na kościelny cmentarz. 

TLR

background image

— Ale dlaczego?! — wykrzyknął pastor. 

— Ponieważ mogą się przewrócić. 

— Przecież stoją tu od stuleci, głupcze, i żaden nie upadł. 

—  W  Yorkshire  przewrócony  kamień  nagrobny  zranił  człowieka  — 

ciągnął  pan  Sunday  niezrażony  —  Moje  zadanie  polega  na  zapewnieniu 
ludności bezpieczeństwa. 

—  Proszę  stąd  odejść  —  odburknął  pastor.  Następnie  zwrócił  się  do 

pomocników — No dalej, panowie, postawmy tę choinkę. 

 

Lecz  dwa  dni  później  pastor  otrzymał  urzędowe  pismo  z  Wydziału 

Zdrowia  i  Bezpieczeństwa  Publicznego  z  nakazem  zdjęcia  choinki.  W 
przypadku nie wykonania rozkazu groził mu proces sądowy. 

Następnie  rada  gminy  otrzymała  informację,  że  jeżeli  zamierzają 

rozwiesić  lampki  wzdłuż  głównej  ulicy,  to  nie  wolno  im  używać  drabin. 
Nakazano  im  zastosować  urządzenie  do  zrywania  wiśni.  Za  jego  pomocą 
dwóch  mężczyzn  miałoby  dekorować  ulicę  po  odbyciu  odpowiedniego 
szkolenia,  w  cenie  tysiąca  dwustu  funtów.  Do  tego  doszłoby  jeszcze 
wynagrodzenie  robotników  i  koszt  sprzętu.  Każdy  zestaw  oświetleniowy 
poddano  by  próbom  wytrzymałościowym,  również  przy  użyciu  spe-
cjalistycznej  aparatury,  aby  zyskać  pewność,  że  instalacja  elektryczna 
będzie  wytrzymała  na  zerwanie.  Słupy  latarni  określono  jako 
nieodpowiednią  podporę  dla  świątecznej  iluminacji  ze  względów 
bezpieczeństwa.  

 

 W miarę narastania niechęci do nadgorliwego urzędnika, John Sunday 

zyskał  przydomek  Bezduszny  Sunday.  Właścicielowi  wiejskiego  sklepu 
nakazano  wymianę  drewnianych  półek,  które  pamiętały  czasy  królowej 

TLR

background image

Wiktorii.  Uzasadnienie  brzmiało:  „Ponieważ  ktoś  mógłby  wbić  sobie 
drzazgę w skórę". 

Dyrekcji  szkoły  kazano  zostawiać  na  noc  zapalone  światła:  „Aby 

zapobiec najściu niepowołanych osób w ciemnościach". 

Dzieci  otrzymały  zakaz  zabawy  imitacjami  banknotów  bez  portretu 

królowej. 

Bezduszny  Sunday  obrastał  w  potęgę  po  każdym  raporcie.  Uważał,  że 

nienawiść mieszkańców Carsely do niego wynika wyłącznie z ich zawiści. 

 

Agatha  dowiedziała  się  tego  wszystkiego  podczas  wizyty  u  swojej 

przyjaciółki,  pani  Bloxby,  w  dzień  po  powrocie  do  domu.  Lecz  ku 
zaskoczeniu 

żony 

pastora, 

nie 

zrobiła 

wrażenia 

szczególnie 

zbulwersowanej  poczynaniami  Bezdusznego  Sundaya.  Prawdę  mówiąc,  w 
ogóle  nie  wyglądała  na  zainteresowaną  czymkolwiek.  Na  pytanie,  kiedy 
zamierza wrócić do pracy, odrzekła, nieobecna duchem: 

— Prawdopodobnie w przyszłym roku. 

Pani  Bloxby  często  życzyła  sobie,  żeby  Agatha  wyrosła  ze  swoich 

obsesji.  Wiedziała  jednak,  że  bez  nich  jej  przyjaciółka  podupadała  na 
duchu. 

Agatha  Raisin  nadal  prezentowała  się  elegancko.  Miała  gęste,  lśniące, 

brązowe  włosy,  świeżą  cerę,  wspaniałe  nogi,  lecz  dość  tęgą  talię  i  małe, 
niedźwiedzie oczy. 

Włożyła świetnie skrojony kostium ze spodniami z ciemnoniebieskiego 

kaszmiru  na  bluzkę  ze  złocistego  jedwabiu.  Mimo  to  opuszczone  kąciki 
pełnych ust i puste spojrzenie świadczyły o kiepskim nastroju. 

—  Nasze  Stowarzyszenie  Pań  z  Carsely  organizuje  dziś  wieczorem 

spotkanie z mieszkańcami Odley Cruesis. Proszę tam ze mną pojechać. Oni 
również  podlegają  panu  Sundayowi  i  zaproponowali  nam  połączenie  sił 

TLR

background image

przeciw  niemu.  Spróbujemy  działać  wspólnie.  Od  wieków  nie 
uczestniczyła pani w zebraniach. 

— Nikogo tam nie znam — zaprotestowała Agatha. 

— Ludzie wyprzedają posiadłości, a osiadają tu coraz starsi przybysze. 

— Jak do tej pory niewiele obchodził panią skład osobowy, z wyjątkiem 

mnie i panny Simms — przypomniała pani Bloxby — No, niechże pani do 
nas  dołączy  —  ponagliła  zwykle  łagodna  pastorowa  nieco  zniecierpliwio-
nym tonem — Co ma pani innego do roboty? Siedzieć w domu i rozmyślać 
Bóg wie o czym? 

Agatha  popatrzyła  ze  zdziwieniem  na  przyjaciółkę.  Zgodnie  z  tradycją 

stowarzyszenia,  jego  członkinie  zwracały  się  do  siebie  wyłącznie  po 
nazwisku.  Zwyczaj  ten  pochodził  z  zamierzchłych  czasów,  kiedy  jeszcze 
uważano używanie cudzych imion za wulgarne. 

—  Prawdę  mówiąc,  obecnie  nie  potrafię  wykrzesać  z  siebie 

zainteresowania  czymkolwiek  czy  kimkolwiek  —  westchnęła  Agatha  — 
No dobrze, zawiozę tam panią. Nigdy nie byłam w Odley Cruesis. 

—  To  śliczna  wioska,  pełna  miłych  ludzi.  Zebranie  zaplanowano  na 

plebanii.  Żona  tamtejszego  pastora,    Penelope  Timson,  doskonale  piecze. 
Jej ciasta słyną w całej okolicy. 

Odley  Cruesis  leżało  szesnaście  kilometrów  od  Carsely.  Jechały  tam 

krętą  oblodzoną  szosą.  Chaty  z  czasów  Tudo—  rów,  pokryte  strzechami, 
sprawiały  wrażenie,  że  w  tym  zakątku  Anglii  czas  stanął  w  miejscu.  Ku 
przerażeniu Agathy samochody stały przed plebanią zderzak przy zderzaku. 

— W życiu nie dam rady tu stanąć — jęknęła Agatha. 

—  Ależ  zaparkuje  pani  —  pocieszyła  pastorowa  —  O,  tu  jest  wolne 

miejsce. 

— Nie prowadzę mini — mruknęła Agatha. 

TLR

background image

— No to proszę mnie pozwolić wprowadzić samochód. 

Zamieniły się miejscami i pani Bloxby gładko ustawiła rovera pomiędzy 

dwoma  autami,  zostawiając  niewiele  centymetrów  wolnej  przestrzeni  po 
obu stronach. 

Agatha  podeszła  pod  plebanię.  Z  wnętrza  dochodził  stłumiony  gwar 

rozmów.  Westchnęła  ciężko.  Po  co  tu  przyjechała?  Nie  czekało  jej  nic, 
prócz nudy i ciasta. 

 

Plebania  miała  wielki  salon.  Agatha  oceniła  liczbę  obecnych  na  mniej 

więcej  dwadzieścia  pięć  osób.  Nie  rozpoznała  nikogo  z  Carsely,  oprócz 
panny  Simms.  Pani  Bloxby  szepnęła,  nie  kryjąc  rozczarowania,  że 
widocznie  inne  panie  zrezygnowały  z  udziału  w  spotkaniu.  Agatha 
pokiwała  pannie  Simms,  niezamężnej  matce  z  Carsely,  która  założyła 
bardzo  krótką  spódniczkę,  botki,  sweterek  z  dżerseju  i  długie,  zwisające 
kolczyki.  W  kominku  żarzyła  się  głownia,  która  od  czasu  do  czasu 
wypuszczała na pokój chmurkę dymu. 

 Agatha  zrezygnowała  z  ciasta  i  herbaty.  Nie  miałaby  siły  utrzymać 

talerzyka  i  filiżanki.  Wszystkie  wygodne  miejsca  już  zostały  zajęte. 
Przyniesiono  dodatkowe,  twarde  krzesła.  Usiadła  na  jednym  z  nich. 
Zastanawiała się, jak długo potrwa to nudne zebranie.  W salonie panował 
ziąb.  W  ścianę  budynku  wpuszczono  wysokie  szklane  drzwi.  Na  szybie 
osiadała para wydychana przez zziębnięte uczestniczki. 

Nowo przybyłą osobę powitano z wielkim entuzjazmem. Agatha oceniła 

jej wiek na siedemdziesiąt kilka lat. Brązowa cera, poorana zmarszczkami, 
przypominała  wyprawioną  skórę.  Miała  gęste  ciemne  włosy  z  siwymi 
pasemkami i lśniące, niebieskoszare oczy. 

—  Ależ  tu  zimno!  —  zauważyła  po  zdjęciu  płaszcza  i  apaszki  — 

Zapowiadają zamieć na dzisiaj wieczór. 

— Kto to jest i co to za akcent? — spytała Agatha. 

TLR

background image

— To pani Miriam Courtney, wdowa z Południowej Afryki, milionerka 

—  wyszeptała  pastorowa  —  Kupiła  tu  dwór  mniej  więcej  przed  dwoma 
laty. 

Miriam wesoło rozejrzała się po pokoju. 

— Mam usiąść na jednym z tych narzędzi tortur? — spytała. 

—  Ustąpię  pani  miejsca  —  zaproponowała  pospiesznie  panna  Simms, 

wstając z fotela. 

Agathę ogarnęła zazdrość. 

— Mój Boże, ależ tu zimno! — powtórzyła Miriam. 

—  Ma  pani  przecież  węgiel  w  kuble.  Czemu  pani  trochę  nie  dorzuci, 

żeby podsycić ogień? 

—  Ponieważ  wydziela  dym  —  wyjaśniła  Penelope  Timson,  chuda, 

wysoka kobieta o wielkich dłoniach i stopach. 

 Miała  opuszczone  ramiona,  jakby  utrwaliła  tę  postawę,  pochylając  się 

przez całe lata ku niższym parafianom. Włożyła sweter i dwa kardigany do 
workowatej  tweedowej  spódnicy  oraz  wełnianych  pończoch.  Za  to  stopy 
obuła w zaskakująco różowe bambosze w kształcie wielkich myszy. 

Zna pani przecież pana Sundaya. Szpieguje po okolicy, żeby wywęszyć 

dym. Nakazał nam używać wyłącznie takich materiałów palnych, które go 
nie wydzielają. 

Proszę się nim nie przejmować — doradziła Miriam. 

— No, dalej, niech pani dorzuci kilka kawałków węgla 

— naciskała. 

Ulegając,  Penelope  wzięła  szczypczyki  i  spełniła  jej  prośbę.  Ogień 

wprawdzie strzelił w górę, lecz kominek zaczął jeszcze bardziej dymić. 

TLR

background image

O cholera! — zaklęła Miriam. — Kupiłam brandy, ale zostawiłam ją w 

samochodzie.  Pójdę  przynieść.  Nie  czekajcie  na  mnie.  Zacznijcie  beze 
mnie. 

Chyba  nikt  nie  planował  prowadzenia  samochodu  po  alkoholu  — 

wymamrotała Agatha. 

Pewnie myśli tylko o sobie — odparła pani Bloxby. 

— Może wrócić do domu piechotą. Nie przypuszczam, żeby przyjechała 

samochodem. 

Ciekawe,  czy  w  ogóle  ktoś  z  miejscowych  przyjechał  —  zastanawiała 

się Agatha — Każdy mógłby tu dotrzeć na piechotę. 

Sądzę,  że  ludzie  spacerują  tylko  w  miastach.  Ostatnio  mieszkańcy  wsi 

przejeżdżają nawet krótkie odcinki. 

Penelope  obwieściła  rozpoczęcie  zebrania.  Myśli  Agathy  szybowały 

własnym torem. Rozważała, czy nie uratować reszty wakacji, wyjeżdżając 
do jakiegoś ciepłego kraju. Ale przestało ją cieszyć leżenie na plaży. Cera 
Miriam  stanowiła  doskonały  przykład  zgubnych  skutków  działania 
promieni  słonecznych.  Agatha  doszła  do  wniosku,  że  mania  opalania  to 
wyjątkowo głupia obsesja. Była zrozumiała w dawnych czasach, gdy tylko 
bogaci  wyjeżdżali  zimą  na  urlop.  Dziś  opalenizna  straciła  znaczenie  jako 
symbol  statusu,  gdy  każdy  Brytyjczyk  dowolnej  profesji  może  sobie 
pozwolić na wylot do egzotycznych kurortów lub wizytę w solarium. Skoro 
nikt nie zostawia skórzanych przedmiotów, żeby schły i kruszały na słońcu, 
to  po  co  ludzie  narażają  na  zniszczenie  swoją  skórę?  Pamiętała  slogan: 
„Czarne  jest  piękne".  Całkiem  prawdziwy.  Lecz  gdyby  ogłosiła,  że  białe 
jest piękniejsze, najprawdopodobniej zostałaby oskarżona o propagowanie 
rasizmu. 

Z  zamyślenia  wyrwał  ją  głos  Penelope,  pytającej,  gdzie  się  podziała 

pani Courtney. 

TLR

background image

—  Dawno  powinna  wrócić.  Mam  nadzieję,  że  się  nie  poślizgnęła  na 

lodzie? 

— Pójdę jej poszukać — zaoferowała ochoczo panna Simms. 

Zebranie  wciąż  trwało.  Wyliczano  kolejne  przykłady  niegodziwości 

Bezdusznego  Sundaya.  Agatha  słuchała  ich  jednym  uchem.  Zastanawiała 
się,  gdzie  obecnie  przebywa  jej  były  mąż.  Cieszyło  ją, że  wyleczyła  się  z 
obsesji na jego punkcie, a jednak bez niej w jej życiu zapanowała pustka. 

— Znalazłam ją! — zawołała od drzwi panna Simms — Pani Courtney 

musiała wrócić do domu po flaszeczkę, bo nie było jej w samochodzie — 
dodała. 

 Wkroczyła do pokoju, a Miriam w ślad za nią. Obydwie niosły butelki. 

Penelope wyszła po kieliszki. Wróciła z pełną tacą. 

Kiedy  nalewano  brandy,  pomieszczeniu  zabrzmiały  dystyngowane 

usprawiedliwienia: 

— Jeden kieliszeczek na pewno nie zaszkodzi. 

— W taki mroźny wieczór człowiek potrzebuje czegoś na rozgrzewkę. 

— Och, nie tak dużo. 

— Chyba zacznie padać śnieg — orzekła Miriam — Wiatr przybrał na 

sile. 

— Jest za zimno na opady śniegu — zaprotestowała Agatha, którą nagle 

podkusiło,  żeby  przeciwstawić  się  Miriam  w  każdej  kwestii,  jaką  zechce 
poruszyć. 

Pomieszczenie  wypełnił  dym.  Penelope  daremnie  usiłowała  go 

przegnać, wymachując gwałtownie rękami. 

— Chyba trzeba przeczyścić komin — stwierdziła w końcu. 

TLR

background image

Popatrzyła  na  oszklone  drzwi  i  zaczęła  przeraźliwie  krzyczeć.  Taca  z 

kilkoma pozostałymi kieliszkami, którą przed chwilą podniosła, upadła na 
podłogę.  Wszystkie  panie  wstały,  podążyły  za  jej  wzrokiem  i 
pomieszczenie przepełnił chóralny wrzask. 

John  Sunday  powoli  opadał  z  twarzą  przyklejoną  do  szyby  i 

zakrwawionymi rękami, które zostawiały szkarłatne smugi. Widziany przez 
zaparowaną szybę, wyglądał nierealnie, jak zjawa z horroru. 

 

Agatha  nigdy  nie  zapomniała  tej  nocy.  Utknęli  w  pułapce  zimnego 

salonu plebanii. Laboranci z Wydziału Kryminalnego pracowali za oknami, 
podczas  gdy  policjant  trzymał  straż  na  zewnątrz.  Badania  trwały  w  nie-
skończoność.  Potem  długo  czekali  na  przybycie  patologa  z  Wydziału 
Spraw  Wewnętrznych.  Kiedy  skończył,  przybył  inspektor  Wilkes  wraz  z 
przyjacielem  Agathy,  detektywem  sierżantem  Billem  Wongiem  i 
znienawidzoną  przez  Agathę  zgryźliwą  sierżant  Collins.  Przesłuchiwano 
każdego z obecnych z osobna. Bill zachowywał się, jakby nie znał Agathy. 
Tylko  od  czasu  do  czasu  mamrotał,  że  kiedyś  ją  odwiedzi.  Collins 
wymusiła na nich badanie oddechu na alkomacie, nim dostaną pozwolenie 
na  powrót  samochodami  do  domów.  Miriam  i  pannę  Simms  zabrano  na 
przesłuchanie  w  komisariacie  jako  jedyne  osoby,  które  opuściły 
pomieszczenie. 

Na  domiar  złego,  kiedy  Agatha  z  panią  Bloxby  opuściły  plebanię, 

nastąpiło  ocieplenie  i  zaczął  padać  gęsty  śnieg.  Samochody  zaparkowane 
koło rovera Agathy zdążyły już odjechać. Płatki śniegu sennie tańczyły w 
powietrzu  przed  jej  oczami.  Pobieliły  drogę,  gdy  wracały  do  Carsely 
wąskimi alejami. 

Agatha podrzuciła przyjaciółkę na plebanię. Potem pojechała do domu 

przez białe pustkowia. 

Zaspane koty wyszły jej na spotkanie. Zerknęła na zegarek. Piąta rano! 

Choć padała z nóg ze zmęczenia, ręce jej drżały. Popełniono morderstwo! 

TLR

background image

Tuż przed zaśnięciem przemknęło jej przez głowę, że musi rano wrócić 

do biura. 

 

Następnego  dnia  Agatha  obudziła  się  późno.  Za  oknem  ujrzała  śnieg. 

System centralnego ogrzewania nie bardzo radził sobie z chłodem. Otulona 
w szlafrok zeszła na dół do salonu i podpaliła szczapy, przygotowane w ko-
minku  przez  jej  sprzątaczkę,  Doris  Simpson.  Następnie  poszła  do  kuchni, 
gdzie swoim zwyczajem przygotowała śniadanie złożone z filiżanki czarnej 
kawy.  Wróciła  do  salonu  i  zadzwoniła  do  Toni  Glimour.  Jej  młoda 
asystentka 'mieszkała za rogiem ulicy, przy której mieściło się biuro, więc 
Agatha miała pewność, że dotrze do pracy. 

Jak minęły wakacje? — zagadnęła Toni. 

Beznadziejnie. Opowiem ci o nich później. Popełniono morderstwo. 

Agatha opisała przebieg wydarzeń. Na koniec dodała: 

Wygląda  na  to,  że  John  Sunday  narobił  sobie  tylu  wrogów  w 

okolicznych  wsiach,  że  niełatwo  będzie  wykryć  sprawcę.  Niewykluczone, 
że  w  pracy  też  zyskał  wrogów.  Czy  byłabyś  uprzejma  to  sprawdzić  w 
Wydziale Zdrowia i Bezpieczeństwa Publicznego w Mircesterze? I poproś 
Patricka, żeby spróbował dowiedzieć się od swoich informatorów z policji, 
w jaki sposób zginął. 

Patrick  Mulligan,  emerytowany  policjant,  pracował  u  Agathy  od 

dłuższego  czasu  wraz  z  Philem  Marshallem,  starszym  panem  z  Carsely, 
Sharon Gold, energiczną koleżanką Toni, i sekretarką — panią Freedman. 
Zatrudniała  jeszcze  przez  krótki  czas  Paula  Kensona  i  Freda  Austera,  ale 
wyjechali do pracy w firmie ochroniarskiej w Iraku. 

Agatha  z  odrazą  popatrzyła  na  wciąż  padający  śnieg.  Zrobiła  sobie 

kanapkę  z  serem  i  kolejną  filiżankę  kawy,  po  czym  włączyła  wiadomości 
BBC w telewizji. Obejrzała demonstrację przeciwko ociepleniu klimatu na 
placu  Trafalgar.  Gęste  białe  płatki  niemal  całkowicie  przesłoniły 

TLR

background image

demonstrantów.  Przesiedziała  cierpliwie  cały  serwis  informacyjny,  ale  nie 
padło ani jedno słowo o zabójstwie Johna Sundaya. 

Dzień wlókł się w nieskończoność. Dwa koty Agathy, Hodge i Boswell, 

czekały cierpliwie przy drzwiach kuchennych, nie rozumiejąc, czemu pani 
nie wypuszcza ich na dwór. 

W  południe  zadzwoniła  Toni.  Poinformowała  że  Patrickowi  udało  się 

ustalić  jedynie,  że  według  policji  Sunday  został  zamordowany  jakimś 
ostrym  narzędziem.  W  rodzaju  kuchennego  noża.  Usiłował  się  bronić,  o 
czym świadczyły rany cięte na dłoniach i przedramionach. 

Agatha  zapadła  w  zimowe  odrętwienie.  Po  południu  zasnęła  na  sofie. 

Godzinę później obudził ją dźwięk dzwonka u drzwi. Kiedy je otworzyła, 
ujrzała w progu Miriam Courtney odpinającą narty. 

—  Ponieważ  śnieg  przestał  padać,  postanowiłam  panią  odwiedzić  — 

zagadnęła  na  powitanie  —  Piaskarki  nie  przejechały  przez  wieś,  ale 
ponieważ rolnicy odgarnęli śnieg pługami, założyłam narty i przyjechałam. 
Nie zaprosi mnie pani do środka? 

— Przepraszam — wymamrotała Agatha — Oczywiście, proszę wejść. 

Miriam oparła narty o zewnętrzną ścianę budynku. 

— Zapraszam do kuchni — powiedziała Agatha. Nie polubiła Miriam, 

ale doszła do wniosku, że lepsze takie towarzystwo niż żadne — Kawy? 

—  Chętnie  —  Miriam  zdjęła  watowaną  kurtkę  i  wełnianą  czapkę  i 

usiadła przy kuchennym stole. 

—    Co  panią  sprowadza?  —  spytała  Agatha,  włączając  elektryczny 

ekspres do kawy. 

— Słyszałam, że prowadzi pani agencję detektywistyczną. Chciałabym 

panią wynająć. Zostałam główną podejrzaną. 

Dlaczego? 

TLR

background image

Ponieważ  jako  jedyna  osoba,  poza  panną  Simms,  opuściłam 

pomieszczenie  na  dłuższy  czas.  Dodatkowo  odnotowano,  że  poszłam  do 
Wydziału Zdrowia i Bezpieczeństwa Publicznego w Mircesterze i groziłam 
urzędnikom, że zabiję Sundaya. 

Dlaczego? 

—  Latem  otwieram  dwór  dla  zwiedzających  dwa  razy  w  tygodniu.  To 

stary  budynek  z  epoki  Tudorów.  Przybywa  wiele  wycieczek.  Sunday 
orzekł,  że  frontowe  schody  uniemożliwiają  dostęp  do  budynku  osobom 
niepełnosprawnym. Kazał mi wybudować rampę. Zgodnie z projektem, jaki 
mi  przedstawiono,  długi,  metalowy  pomost  sięgałby  połowy  podjazdu. 
Tłumaczyłam,  że  w  przeszłości,  gdy  z  rzadka  przybywała  jakaś  osoba  na 
wózku  inwalidzkim,  wieziono  ją  do  niskich,  tylnych  schodków.  Sunday 
zagroził,  że  dopóki  nie  zainstaluję  rampy,  nie  otrzymam  zezwolenia  na 
wpuszczanie  turystów.  Oświadczyłam,  że  zamorduję  tego  przeklętego 
biurokratę. Policja przybyła dziś rano do dworu z nakazem rewizji. 

—  W  jaki  sposób  przedostali  się  przez  zaspy?  —  spytała  Agatha, 

stawiając przed gościem filiżankę kawy. 

—  Przyjechali  land  roverami.  Zabrali  mi  wszystkie  noże  z  kuchni. 

Chciałabym, żeby pani wykryła, kto naprawdę to zrobił. Jestem obca w tej 
wsi.  Już  spadły  na  mnie  kłopoty.  Dwie  kobiety,  które  u  mnie  sprzątały, 
zadzwoniły dziś rano, żeby oznajmić, że wymawiają posadę. 

—  Dlaczego  musiała  pani  udostępnić  dwór  zwiedzającym?  Potrzebuje 

pani pieniędzy? 

—  Absolutnie  nie.  Po  prostu  lubię  pokazywać  ten  obiekt.  Zrobiłam 

remont generalny. 

— Nie  mam w domu formularzy umów, ale zadzwonię do biura, żeby 

przygotowano pani jedną do podpisania — zaproponowała Agatha — Czy 
podejrzewa pani kogoś? 

TLR

background image

— Uraził tylu ludzi, że nie potrafię nawet zasugerować, od kogo zacząć. 

Proszę posłuchać! Wreszcie przyjechała piaskarka. 

— Świetnie. Już dostawałam białej gorączki, siedząc tu jak w więzieniu. 

— Czy ktoś przypadkiem nie przyszedł? 

Agatha  podeszła  do  drzwi.  Ujrzała  za  nimi  niewyraźną  sylwetkę  sir 

Charlesa Fraitha, jednego ze swych najlepszych przyjaciół. 

—  Wielkie  nieba!  Już  myślałem,  że  nigdy  się  tu  nie  przedostanę!  — 

wykrzyknął  zamiast  powitania,  otupując  śnieg  z  butów.  —  Musiałem 
pożyczyć  land  rovera  od  ogrodnika.  Mój  podjazd  wygląda  jak  tor 
narciarski. Usłyszałem w porannych wiadomościach o morderstwie. 

Charles podążył za Agathą do kuchni, gdzie przedstawiła go Miriam. 

— Sir.. — powtórzyła pani Courtney — Brzmi bardzo szlachetnie. 

 Agathę rozdrażnił jej niemal kokieteryjny sposób bycia. 

Miriam wyjaśniła cel swojej wizyty. 

—  Och,  Agatha  oczyści  panią  z  zarzutów  —  zapewnił  Charles, 

częstując się kawą. 

Przyjaciel  Agathy  był  mężczyzną  średniego  wzrostu  i  budowy,  o 

regularnych  rysach,  starannie  ostrzyżonym  i  ogolonym.  Agatha  często 
myślała,  że  jest  równie  samowystarczalny  jak  jej  koty.  Przychodził  i 
odchodził z jej życia, często korzystając z jej chaty jak z hotelu. 

—  Nie  użyłeś  swojego  kompletu  kluczy  do  mojej  chaty  —  zauważyła 

— Czyżbyś je zgubił? 

— Nie,  ale skrzyczałaś  mnie ostatnio, kiedy sam sobie otworzyłem  — 

przypomniał Charles. 

Miriam omiotła ich wzrokiem. Jej oczy rozbłysły zaciekawieniem. 

— Jesteście parą? — spytała. 

TLR

background image

— Nie! — zaprzeczyła Agatha — Ale to nie pora na pogaduszki. Chcę 

wrócić do Odley Cruesis i sprawdzić, do czego zdołam się dogrzebać. 

—  Podwiozę  cię  —  zaproponował  Charles  —  Jak  się  tu  dostałaś, 

Miriam? 

— Na nartach. 

—  Co  za  zaradna  dama!  —  pochwalił  Charles  ze  śmiechem  — 

Przymocujemy je do bagażnika na dachu. Pojedziemy wszyscy razem. 

Agatha  pospiesznie  odwróciła  się  tyłem,  żeby  ukryć  grymas 

niezadowolenia. Miała niewielu przyjaciół, toteż była o każdego zazdrosna. 

— Pójdę tylko na górę się przebrać — oznajmiła. 

 Wkładając  ciepłe  rzeczy,  Agatha  słyszała  z  dołu  wybuchy  perlistego 

śmiechu Miriam, któremu wtórował chichot Charlesa. 

Dam  głowę,  że  ta  propozycja  zatrudnienia  to  tylko  zasłona  dymna  — 

pomyślała  Agatha  —  Idę  o  zakład,  że  to  ona  go  zamordowała.  Błagam, 
Boże, spraw, żeby Miriam okazała się morderczynią.

TLR

background image

 

 

ROZDZIAŁ

 

II 

 

 

—  Oto  moja  ekspozycja  —  oznajmiła  Miriam  z  dumą,  prowadząc  ich 

przez główny hol dworu. 

Charles  oglądał  rzędy  lśniących  zbroi,  długi  stół  jak  z  refektarza, 

skrzyżowane halabardy na ścianie, zniszczone chorągwie bitewne i gazową 
imitację pochodni. Zachowanie powagi kosztowało go sporo wysiłku. Wąt-
pił,  czy  którykolwiek  z  rekwizytów  jest  autentycznym  zabytkiem.  Ale 
wyglądało  na  to,  że  obudził  w  Agacie  zazdrość  i  zamierzał  ją  nieco 
podpuścić.  Być  może  dostrzeże  w  charakterze  Miriam  odbicie  własnych 
wad, takich jak na przykład natarczywość, i trochę spuści z tonu. 

— Przepiękne! — wykrzyknął. 

Zdaniem Agathy wystrój wnętrza przypominał scenografię z teatru. 

— Zrobić wam coś do picia? — spytała Miriam — Czuję, że wszyscy 

zostaniemy serdecznymi przyjaciółmi — oświadczyła następnie. 

Agatha  spostrzegła,  że  ostatnie  zdanie  wypowiedziała  z  szerokim 

uśmiechem, zwrócona twarzą do Charlesa, a plecami do niej. 

— Moim zdaniem najwyższa pora rozpocząć śledztwo — oświadczyła 

dobitnie — Proponuję zacząć od plebanii. 

Na małym, trójkątnym skwerku w środku wsi Odley Cruesis ustawiono 

mobilny  posterunek  policji.  Policja  odgrodziła  taśmą  front  plebanii.  Przed 
drzwiami stał na warcie policjant. 

Agatha przeszła schylona pod taśmą, a za nią Miriam i Charles. 

TLR

background image

— Nie wolno tu wchodzić — zaprotestował funkcjonariusz. 

—  Morderstwo  popełniono  na  dworze  —  przypomniała  Agatha, 

wskazując zasłonięte namiotem szklane drzwi. 

— Przyszliśmy z towarzyską wizytą. 

Policjant  popatrzył  w  stronę  mobilnej  jednostki  policyjnej,  jakby 

poszukiwał  tam  pomocy.  Później  przeniósł  wzrok  na  namiot,  gdzie 
niewyraźne postacie poruszały się w świetle lamp halogenowych. 

— Zaczekajcie tutaj — rozkazał i ruszył w kierunku policyjnego auta. 

Gdy tak stali w śniegu, drżąc z zimna, Agatha zapytała Miriam: 

— Co panią sprowadziło do Cotswolds? 

— Przyjechałam tu przed laty na wakacje. Nigdy ich nie zapomniałam. 

Było  tu  tak  pięknie  i  spokojnie.  I  tak  pozostało  do  dzisiaj.  O,  wrócił  ten 
glina. 

— Możecie wejść do środka — poinformował policjant. 

— Czy pani jest panią Courtney? 

— Tak, to ja. 

—  Pójdzie pani ze mną na posterunek policji na dalsze przesłuchanie. 

No nie! — jęknęła Miriam — Trzymaliście mnie tam prawie całą noc. 

Mój prawnik skontaktuje się z wami, jak tylko przebrnie przez zaspy. 

Odeszła z policjantem, podczas gdy Agatha podeszła do drzwi plebanii i 

nacisnęła przycisk dzwonka. 

Otworzyła jej Penelope. Nosiła ten sam strój co poprzedniego wieczoru. 

Agatha  zastanawiała  się,  czy  nie  spała  w  tym  ubraniu.  Na  ich  widok 
zamrugała krótkowzrocznymi oczami. 

Jeżeli reprezentujecie prasę, to nie mam nic do powiedzenia. 

TLR

background image

Nazywam  się  Agatha  Raisin  —  przedstawiła  się  Agatha.  —  A  to  mój 

przyjaciel, sir Charles Fraith. 

Penelope rozchmurzyła się. 

Przepraszam,  że  pana  nie  poznałam,  sir  Charlesie.  W  ubiegłym  roku 

uczestniczyłam  w  festynie  w  pańskiej  posiadłości.  Proszę  wejść  — 
zaprosiła, jakby zapomniała o istnieniu Agathy. 

W  salonie  plebanii  panował  jeszcze  gorszy  ziąb  niż  poprzednio.  Przed 

kominkiem  wypełnionym  popiołem  ustawiono  grzejnik  elektryczny  z 
podwójną grzałką. Do pokoju wkroczył wysoki, chudy mężczyzna. 

To  mój  mąż  —  przedstawiła  go  Penelope.  Następnie  dokonała 

wzajemnej prezentacji. 

Obecni wymienili uściski dłoni. 

Nazywam  się  Giles  Timson  —  przedstawił  się  pastor  wysokim, 

piskliwym  głosem  —  Okropna  historia,  nieprawdaż?  —  zagadnął.  — 
Proszę usiąść. 

—  Jestem  przyjaciółką  pani  Bloxby  —  zaczęła  Agatha,  zajmując 

miejsce  w  fotelu  przy  grzejniku  —  Prowadzę  własną  agencję 
detektywistyczną.  Pani  Courtney  wynajęła  mnie,  żebym  przeprowadziła 
śledztwo. 

— Dlaczego? — zapytał pastor. 

Gdy  tak  stał  nad  Agathą,  wyglądał  jak  zdziwiona  czapla  oglądająca 

nietypową rybę w stawie. Miał siwe włosy i długi, wąski nos. 

—  Wszystko  wskazuje  na  to,  że  Miriam  została  uznana  za  główną 

podejrzaną. 

— Jestem pewien, że policja odnajdzie sprawcę — stwierdził. 

— To dość skomplikowane — wtrąciła Penelope — Łatwiej stwierdzić, 

kto by chciał zamordować Johna Sun— daya, niż kto by nie chciał. 

TLR

background image

— Ależ moja droga... 

— Przecież sam mówiłeś, że najchętniej byś go zabił. 

— Czym pana rozzłościł? — zapytał Charles. 

—  Nie  sądzę..  —  zaczął  pastor  niepewnie,  lecz  żona  wpadła  mu  w 

słowo: 

—  Pamiętasz,  jak  zaprotestował  przeciwko  paleniu  świec  w  kościele? 

Twierdził,  że  mogą  upaść  i  kogoś  podpalić.  Doprowadził  Gilesa  do  pasji. 
„Mógłbym  cię  zabić,  ty  mała  gnido!"  —  krzyknął.  Mój  mąż  jest  dość 
nerwowy. 

— Teraz jednak jestem zadowolony, że świece nie wiszą nad głowami i 

moja  droga  żona  nie  każe  mi  się  wspinać  po  rusztowaniach  —  odrzekł 
pastor — Jeżeli ktoś będzie mnie potrzebował, znajdziecie mnie państwo w 
gabinecie  —  Zmierzył  chudą  sylwetkę  żony  od  stóp  do  głów.  —  Nie 
zmieniłaś dzisiaj rano ubrania? 

—  Nie  miałam  czasu.  Policja  tkwiła  tu  przez  całą  noc.  Zasnęłam  w 

fotelu przy kominku. 

— Ha! — prychnął i opuścił pomieszczenie. 

—  Czy  poprzedniego  wieczoru  był  tu  ktoś,  kto  miałby  powód,  żeby 

zamordować pana Sundaya? — spytała Agatha. 

—  Nie  sądzę,  żeby  zrobił  to  ktoś  z  moich  gości,  ale  ten  okropny 

człowiek każdemu zalazł za skórę w taki czy inny sposób. 

— Na przykład w jaki? 

—  Podał  panią  Carrie  Brother  do  sądu  za  to,  że  jej  pies  zanieczyścił 

miejski  skwer.  Państwo  Summer  i  państwo  Beagle  co  roku  na  święta 
dekorowali swoje chaty lampkami, ale w tym roku im zabronił. Wszystkim 
doskwierały te jego przepisy. 

— Gdzie siedziały te małżeństwa? — spytała Agatha. 

TLR

background image

—  Trudno  wszystkich  spamiętać.  O  ile  sobie  przypominam,  państwo 

Beagle usiedli przy ogniu, a państwo Summer przy drzwiach. Ale szukamy 
osoby,  która  opuściła  salon.  Wychodziła  tylko  pani  Courtney  i  panna 
Simms. Może to panna Simms? 

— Czy kiedykolwiek wyrażała niechęć do pana Sundaya? 

—  Prawdę  mówiąc,  nie,  ale  ta  osoba  nie  bardzo  pasuje  do 

Stowarzyszenia Pań. 

—  Od  dłuższego  czasu  doskonale  wypełnia  obowiązki  sekretarki 

naszego stowarzyszenia — zaprotestowała żarliwie Agatha. 

— Moim zdaniem to nie mogła być Miriam — wtrącił Charles, zerkając 

na Agathę z ukradkowym uśmieszkiem. 

— Zrobiła na mnie wrażenie sympatycznej, prostolinijnej osoby. 

—  Racja  —  przyznała  Penelope  —  Poza  tym  robi  wiele  dla  wsi. 

Wsparła  kościół  hojną  dotacją  na  remont  dachu.  Poza  tym  zawsze 
udostępnia dwór na wiejskie przyjęcia i festyny. 

Agatha  znowu  poczuła  w  sercu  ukłucie  zazdrości.  Czy  ktokolwiek  ją 

kiedyś tak pochwali? Czasami czuła, że tylko mieszka w Cotswolds, ale nie 
przynależy  do  tutejszej  społeczności.  Praca  w  agencji  wymagała  od  niej 
często  dłuższych  wyjazdów  ze  wsi.  W  przeszłości  nieraz  wspierała 
różnorodne  imprezy  dobroczynne,  ale  ostatnio  zaprzestała  działalności 
charytatywnej. A w okresie recesji przybywało tu wielu nowych ludzi, by 
zakupić  chaty  opuszczone  przez  zubożałych  mieszkańców,  toteż  mało  kto 
pamiętał o jej działaniach na rzecz wioski Carsely. Agatha żałowała, że nie 
przyjrzała się dokładniej osobom, które uczestniczyły w zebraniu ubiegłego 
wieczoru. 

— Czy John Sunday był z kimś związany? — zapytał Charles. 

Penelope zdjęła różowy bambosz i w zadumie podrapała się po dużym 

palcu u nogi. 

TLR

background image

—  Chodziły  różne  słuchy...  ale  ja  nie  słucham  plotek  —  dodała 

pospiesznie. 

— Niech pani spróbuje sobie przypomnieć — poprosiła Agatha. 

— Nie powinnam... Giles  rozgniewałby się na  mnie, gdyby dotarło do 

niego,  że  rozpowszechniam  złośliwe  pogłoski,  ale  słyszałam,  że  coś  go 
łączyło z Tilly Glossop. 

— Gdzie mieszka ta pani? 

—  Po  przeciwnej  stronie  skweru,  w  małej  chatce  zwanej 

Przypadkowym Zdarzeniem. 

— Dziwna nazwa — zauważył Charles. 

—  To  dziwaczka.  Ubiera  się  jak  Cyganka.  Wątpię,  czy  płynie  w  niej 

cygańska krew, ale nosi bransoletki, szale i wisiorki. 

Agatha wstała. 

—  Najlepiej  od  razu  przystąpmy  do  pracy.  Pójdziemy  z  nią 

porozmawiać. 

— O Boże! — jęknęła Penelope — Tylko nie powtarzajcie jej... 

—  Nie  piśniemy  ani  słówkiem  —  przyrzekła  Agatha  —  Czy  była  tu 

wczoraj wieczorem? 

— Nie. Do kościoła też nie chodzi. 

— A czy w ogóle ostatnio ktoś chodzi? — spytała Agatha cynicznie. 

—  Ależ  droga  pani  Raisin!  Większość  mieszkańców  uczestniczy  w 

nabożeństwie co niedziela. 

Gdy brnęli przez zaspy, Charles nagle zauważył: 

— Tracisz czujność, Agatho. 

— To przez te śliskie buty. 

TLR

background image

—  Nie  to  miałem  na  myśli.  Czy  zwróciłaś  uwagę  na  to,  kogo  wczoraj 

brakowało na zebraniu? 

— Kogo? 

— Pastora. 

— Faktycznie. 

— A jest zapalczywy i groził temu nieszczęsnemu biurokracie. 

—  Myślałam  o  nim,  ale  postanowiłam  wysondować  go  później  — 

odparła Agatha z zażenowaniem. 

— Skoro tak twierdzisz... 

— Koniec dyskusji. Dotarliśmy na miejsce. 

Stara  chata  o  nazwie  Przypadkowe  Zdarzenie  chyliła  się  w  stronę 

ogrodu pod ciężką czapą śniegu pokrywającą strzechę. Dwa frontowe okna 
przypominały oczy. 

— Ociepliło się. Śnieg topnieje i wychodzi słońce — zauważył Charles. 

Agatha nacisnęła przycisk dzwonka. Nikt im nie otworzył. 

— Może nie działa — powiedział — Zapukaj mocno. 

Agatha załomotała w drzwi, ale wywołała tylko małą 

lawinę, która spadła im z dachu na głowy. 

— Cholera jasna! — ryknęła Agatha. 

— Czego tu chcecie? — zapytał jakiś głos zza ich pleców. 

Obydwoje odwrócili się raptownie. Stanęli twarzą 

w  twarz  z  krągłą  kobietą  okutaną  w  płaszcz,  dwa  szale  i  wełnianą 

czapkę. 

TLR

background image

—  Chcielibyśmy  zamienić  z  panią  kilka  słów  —  poprosiła  Agatha  — 

Jestem prywatnym detektywem. Pracuję dla pani Miriam Courtney, a to sir 
Charles Fraith. 

—  Och!  Jeżeli  pracuje  pani  dla  Miriam,  proszę  wejść  do  środka. 

Zostawcie palta w holu, bo śnieg je oblepił. 

Minęła ich i otworzyła drzwi. 

Wkroczyli  do  maleńkiej  sieni  pełnej  gumowców  i  wierzchniej  odzieży 

wiszącej  na  kołkach  na  ścianie.  Agatha  szukała  choćby  jednego  wolnego. 
Ponieważ  nie  znalazła  żadnego,  zdjęła  płaszcz  i  powiesiła  go  na  nieprze-
makalnej pelerynie. Charles rzucił swój na podłogę. 

Gospodyni gdzieś znikła. Stali bezradnie, póki nie zawołała: 

— Tutaj! 

Głos  dochodził  z  lewej  strony.  Pchnęli  drzwi  i  wkroczyli  do 

zagraconego saloniku. W kominku płonął ogień. Na gzymsie poustawiano 
mnóstwo  porcelanowych  bibelotów.  Całą  jedną  ścianę  zajmowały  półki  z 
książkami  w  papierowych  okładkach.  Na  stole  przy  oknie  stał  komputer  i 
drukarka.  Salonu  nie  wyposażono  w  ulubiony  przez  Anglików 
trzyczęściowy  zestaw  wypoczynkowy.  Zamiast  niego  przy  niskim  stoliku 
do kawy ustawiono trzy krzesła z twardymi oparciami. 

Tilly zdążyła zdjąć wierzchnie odzienie. Agatha zastanawiała się, gdzie 

je zostawiła. Ujrzała przed sobą krępą kobietę w średnim  wieku o  śniadej 
cerze  i  wielkich  czarnych  oczach.  Miała  mały,  haczykowaty  nos  i  wąskie 
usta.  Włożyła  zniszczony  kardigan,  czarny  podkoszulek  i  rozciągniętą 
spódnicę. 

— No więc, co chcecie wiedzieć? — zagadnęła — Usiądźcie. 

Agatha  i  Charles  zajęli  miejsca  na  twardych  krzesłach.  Tilly  stanęła 

przed nimi plecami do ognia. 

TLR

background image

— Słyszeliśmy, że przyjaźniła się pani z Johnem Sundayem — zaczęła 

Agatha, boleśnie świadoma, że śnieg w jej butach topnieje. 

— Owszem, znałam go. I co z tego? 

— Czy miał jakichś wrogów? 

— Ależ oczywiście, głupia babo. Każdy, kto usiłuje wprowadzić prawo 

i porządek, robi sobie wrogów. 

— Czy któryś z nich sprawiał wrażenie szczególnie zawziętego? 

— O tak. Carrie. 

— Carrie Brother? — dopytywała Agatha — Ta, której pies napaskudził 

na wiejskim skwerze? 

—  Tak,  właśnie  ta.  Wielka,  niezgrabna  herod-baba.  Zawzięła  się  na 

Johna. 

— Czy miała pani romans z Johnem Sundayem? 

— Byliśmy przyjaciółmi, nic więcej. 

— Czy wolno mi zapytać, co was łączyło? 

— Powiem wam prosto z mostu — prychnęła Tilly. 

— Odraza do tych gnid, zwanych wieśniakami. 

Charles odzyskał mowę. 

— Jeżeli tak nie cierpi pani miejscowych, to dlaczego zamieszkała pani 

na wsi? — zapytał łagodnym tonem. 

— To oni są przyjezdnymi, nie ja. Ta chata należała do moich rodziców, 

a  wcześniej  do  dziadków.  Inni  przyjeżdżają  tu  i  odjeżdżają.  Usiłują 
dostosować  się  do  życia  na  wsi,  a  raczej  do  wyobrażeń  o  wsi  rodem  z 
sielanek.  Kiedy  ceny  nieruchomości  wzrastają,  sprzedają  je  i  wracają  do 
swoich miast. Lubiłam, jak John napędzał im stracha. 

TLR

background image

— Czy widziała go pani w wieczór morderstwa? — spytała Agatha. 

Oczy gospodyni jakoś dziwnie rozbłysły, lecz krótko ucięła: -Nie. 

— Czy chciałaby pani dowiedzieć się, kto go zabił? — zapytał Charles. 

Tilly wzruszyła mięsistymi ramionami. 

—  Oczywiście,  gdyby  tylko  policja  zdołała  wykryć  sprawcę,  ale  to 

niemożliwe. 

— Dlaczego? 

 Gospodyni ukazała bielutkie zęby w szerokim uśmiechu. 

— Zbyt wielu podejrzanych. Ale na was już chyba czas. 

—  Nie  lubię  jej  i  zmarzłam  na  kość  —  narzekała  Agatha,  kiedy 

odjechali.  —  Wróćmy  do  domu  się  przebrać.  Potem  przyjedziemy  tu 
znowu, odwiedzić Carrie Brother. 

— My, zmarzluchu? 

— Czy to znaczy, że wyjeżdżasz? 

—  Mam  sprawy  do  załatwienia,  ludzi  do  odwiedzenia  —  odrzekł 

enigmatycznie Charles. 

Agatha  najchętniej  by  zaprotestowała,  ale  nie  miała  prawa.  Nie 

pracował u niej. 

Kiedy podjechali pod jej chatę, Charles wsiadł do swojego samochodu i 

szybko  odjechał.  Agatha  poczuła  się  opuszczona.  Nie  powiedział  jej,  czy 
wróci. 

Po wejściu do chaty zastała tam swoją zapracowaną sprzątaczkę, Doris 

Simpson, która na jej widok wyłączyła odkurzacz i zagadnęła: 

— Okropna historia z tym morderstwem. Swoją drogą zasłużył sobie na 

taki los. 

TLR

background image

— Muszę się przebrać — oznajmiła Agatha, ruszając ku schodom. 

— Zaparzę ci mocnej, gorącej kawy — zawołała za nią Doris. 

Agatha wzięła gorący prysznic i włożyła suche ubranie. Gdy wróciła do 

kuchni, czekał już na nią kubek z napojem. 

— Czy słyszałaś o kimś, kto chciałby zamordować Sundaya? — spytała 

Agatha. 

—  Mnóstwo  ludzi  —  odrzekła  Doris  —  Ale  żaden  z  nich  by  tego  nie 

zrobił. Na przykład nasz pastor. Teraz stawiają choinkę na dachu kościoła i 
rozwieszają lampki wzdłuż głównej ulicy. 

— Czy nie ściągną na siebie kłopotów? 

—  Nie.  Pracownicy  Wydziału  Zdrowia  i  Bezpieczeństwa  Publicznego 

nie  znosili  Johna.  Wszystko  przewracał  do  góry  nogami  i  przysparzał  im 
masę dodatkowej roboty. 

—  Racja  —  przyznała  Agatha  po  chwili  namysłu  —  Oczywiście. 

Uważałam ich wszystkich za bezdusznych drani, ale niewykluczone, że tam 
też  kogoś  uraził.  Kto  jednak  szedłby  za  nim  wśród  zamieci  do  malej 
wioski? 

— Pij kawę, kochaneńka. Ja wracam do roboty. 

Doris  opuściła  kuchnię.  Koty  Agathy,  które  ją  uwielbiały,  podążyły  w 

ślad za nią. Agatha obserwowała je z kwaśną miną. Charles, sam podobny z 
charakteru do kota, nadskakiwał Miriam, a jej ulubieńcy woleli sprzątaczkę 
od swojej pani. 

Dopadło ją poczucie osamotnienia.  Nie  miała ochoty  wracać do Odley 

Cruesis i prowadzić śledztwa w pojedynkę. 

Agatha zadzwoniła do Toni. Pani Freedman poinformowała ją, że Toni 

wyszła  z  biura.  Agatha  poleciła  jej  sporządzić  umowę  dla  Miriam 

TLR

background image

Courtney,  podała  adres  i  kazała  wysłać  dokument  listem  ekspresowym. 
Następnie zadzwoniła na komórkę Toni. 

— Jadę w twoim kierunku — oznajmiła Toni radośnie — Dziś bardzo 

spokojny dzień. Sądzę, że wszyscy oszczędzają na święta i recesja również 
nas dotknęła w pewnym stopniu. Będę u ciebie za dziesięć minut. 

Agatha  poweselała.  Chociaż  czasami  ogarniała  ją  zazdrość  z  powodu 

urody  młodej  podwładnej  i  jej  wybitnych  zdolności  detektywistycznych, 
musiała przyznać, że bardzo ją lubiła. 

Toni  nie  skończyła  jeszcze  dwudziestu  lat.  Tryskała  zdrowiem.  Miała 

jasne włosy, gładką cerę i doskonałą figurę. 

Phil  szybko  działa  —  oznajmiła  wesoło,  gdy  tylko  przyjechała  — 

Pojechał  do  biura  Sundaya,  zobaczyć,  czy  zdoła  wypatrzyć  kogoś,  kto 
nienawidził  go  na  tyle  mocno,  żeby  pozbawić  go  życia.  Właściwie,  to  co 
dokładnie się wydarzyło? 

Agatha  opisała  jej  zebranie  protestacyjne  i  widok  umierającego 

urzędnika za oknem. 

Tylko  panna  Simms  i  Miriam  Courtney  opuściły  pokój.  Mnie  ta  cała 

gadanina  nudziła,  więc  nie  uważałam.  Przebywałam  myślami  gdzieś 
indziej. Chcesz kawy czy pojedziemy do Odley Cruesis od razu? 

— Jedźmy — zdecydowała Toni — Później coś wypiję. Czy w tej wsi 

jest jakiś pub? 

Nie zauważyłam żadnego. Czemu pytasz? 

Warto byłoby wpaść i posłuchać plotek. 

Odley  Cruesis  błyszczało  w  żółtych  promieniach  słońca.  Powietrze 

wypełniał  szum  płynącej  wody.  Agatha  zaparkowała  przy  skwerku.  Tym 
razem  włożyła  kalosze.  Przebrnęła  przez  rozmoknięty  śnieg  i  przystanęła 
przy jakimś przechodniu, by zapytać o drogę do gospody. 

TLR

background image

— Nie warto tam iść, kochaneńka — odrzekł zgarbiony staruszek. 

— Dlaczego? 

— Bo zamknęli ją w zeszłym roku. 

—  Ano  właśnie!  —  wykrzyknęła  Agatha,  gdy  wraz  z  Toni  rozglądały 

się dookoła. — Kolejne centrum kulturalnego życia wsi zamarło z powodu 
tego durnego zakazu palenia w miejscach publicznych. 

— W gazetach piszą, że wykończyła je konkurencja supermarketów — 

zaprotestowała Toni. 

—  Gazety  są  obrzydliwie  poprawne  politycznie  —  odburknęła  Agatha 

— W chwili, gdy wprowadzono zakaz palenia, właściciele zaczęli zamykać 
puby. Chodźmy stąd. Ta wstrętna Collins się na nas gapi. 

Pani  detektyw  stała  na  schodach  mobilnej  jednostki  policyjnej  ze 

wzrokiem wbitym w Agathę i Toni. 

— Dokąd tu iść? — spytała Toni. 

—  Do  miejscowego  sklepu.  Chciałabym  porozmawiać  z  osobą 

nazwiskiem Carrie Brother. 

Wkroczyły  do  ciemnego,  przygnębiającego  wnętrza.  Ekspedientka 

poinformowała Agathę, że pani Brother mieszka pod numerem dziewiątym, 
w domu po lewej stronie. 

— Nie nadała swej chacie nazwy — dodała na koniec. 

Numerem  dziewiątym  oznaczono  dwukondygnacyjny  budynek  z 

czasów królowej Anny z belką nad drzwiami. Agatha zadzwoniła do drzwi. 
Skrzywiła się, usłyszawszy chóralne ujadanie. 

—  Myślałam,  że  ta  piekielna  baba  ma  tylko  jednego  psa  — 

wymamrotała. 

TLR

background image

Szczekanie ustało raptownie, gdy potężna kobieta z yorkiem na rękach 

stanęła w progu. 

— Jesteście detektywami i pracujecie na zlecenie Miriam — zagadnęła 

na powitanie — Wejdźcie. 

— Skąd pani o tym wie? — zapytała Agatha, gdy Carrie wprowadziła je 

do ładnego pokoju na parterze. 

— Tu wieści szybko się rozchodzą. Co mogę dla was zrobić? 

— Chodzi o Johna Sundaya. 

— To proste. Ja go zabiłam.

TLR

background image

 

ROZDZIAŁ

 

III 

 

Agatha popatrzyła na nią niepewnie. Carrie była potężną, silną kobietą 

przed pięćdziesiątką. Wszystko miała wielkie, począwszy od głowy z gęstą 
grzywą  brązowych  loków,  a  skończywszy  na  ogromnych  dłoniach  i 
stopach. 

—  Zostawiłam  coś  w  samochodzie  —  mruknęła  Toni  i  wybiegła  z 

domu. 

Świetnie — pomyślała Agatha — Poszła wezwać policję. 

—  Jak  pani  to  zrobiła?  —  zapytała  Agatha,  przybierając  jej  zdaniem 

łagodny, uspokajający ton głosu. 

— Proszę siadać — rozkazała Carrie. 

— Gdzie pozostałe psy? — spytała Agatha nerwowo. 

— Tu — odparła Carrie. Nacisnęła guzik małego urządzenia stojącego 

na stole i powietrze wypełnił psi jazgot. Carrie wyłączyła magnetofon. 

— Fajna zabawka. Dobry straszak na włamywaczy. Chce pani wiedzieć, 

jak go wykończyłam? Za pomocą telekinezy. 

Agatha zamrugała powiekami. 

— Tele czego? 

— Potęgi mojego umysłu. Nie znosiłam tej gnidy. Wczoraj wieczorem 

zobaczyłam,  jak  szpieguje  po  wsi.    Położyłam  dłonie  na  czole,  o  tak. 
Skupiłam  myśli  na  kuchennym  nożu.  Spowodowałam,  że  uleciał. 
Otworzyłam drzwi frontowe i wysłałam go na plebanię... 

TLR

background image

W  tym  momencie  otworzyły  się  drzwi.  Do  środka  wpadła  Toni  w 

towarzystwie Billa Wonga i Collins. 

— Proszę zostawić nas samych — rozkazała Collins. 

— Zostanę tutaj — odparła Agatha głosem nieznoszącym sprzeciwu — 

Co pani mówiła, pani Brother? 

—  Panno  —  sprostowała  Carrie,  po  czym  powtórzyła  historyjkę  o 

telekinezie.  Gdy  skończyła,  parsknęła  śmiechem.  —  Szkoda,  że  nie 
widzicie swoich min — chichotała. 

Collins poleciła półgłosem jednemu z policjantów: 

— Proszę zabrać pannę Brother na posterunek i oskarżyć o marnowanie 

czasu policji. 

—  Zaraz,  zaraz,  zaczekajcie.  Nie  znacie  się  na  żartach?  — 

zaprotestowała Carrie, gdy wychodziła, prowadzona przez funkcjonariusza, 
nadal przyciskając pieska do obfitej piersi. 

Następnie Collins zwróciła się do Agathy: 

— Na przyszłość proszę pilnować własnego nosa. Inaczej na panią też 

złożę doniesienie — ostrzegła — Chodźmy stąd, Wong. 

Wszyscy  wyszli  za  nimi  na  dwór.  Pani  sierżant  właśnie  dotarła  do 

śliskiego  progu,  gdy  Agatha  włączyła  taśmę  ze  szczekaniem.  Collins 
podskoczyła  ze  strachu,  poślizgnęła  się  i  usiadła  w  kałuży  topniejącego 
śniegu przed progiem. Agatha wyłączyła magnetofon i grzecznie dołączyła 
do Toni. 

— Nie  mam pojęcia, skąd dochodził ten hałas — powiedziała słodkim 

głosikiem — Do widzenia. 

 Pospieszyły do samochodu. 

— Szkoda, że nie zdołałam zamienić paru słów z Billem na osobności 

— powiedziała Agatha. 

TLR

background image

— Co teraz? — spytała Toni. 

—  Pojedziemy  do  dworu,  odwiedzić  Miriam.  Jak  sobie  radzi  twoja 

koleżanka, Sharon? 

— Nieźle 

Agatha  skręciła  na  podjazd  do  dworu.  Wyłączyła  silnik  i  popatrzyła 

badawczo na swoją pracownicę. 

—  A  jak  naprawdę  wyglądają  twoje  stosunki  z  Sharon?  —  spytała  — 

Twoja odpowiedź nie brzmiała zbyt entuzjastycznie. 

— No cóż — westchnęła Toni. — Niedawno pokłóciła się z rodzicami i 

zamieszkała  u  mnie.  Moje  mieszkanie  jest  małe,  jak  wiesz,  za  ciasne  na 
dwie  osoby.  Sharon  to  bałaganiara,  a  ja  lubię  porządek.  Często  farbuje 
włosy na różne kolory.  W wannie i  umywalce zostały  smugi po jej farbie 
do włosów. Zaczęłam na nią krzyczeć i narzekać. Nie chciałabym stracić jej 
przyjaźni, ale obecnie panują pomiędzy nami bardzo napięte stosunki. 

— Płacę jej bardzo wysoką pensję. Stać ją na wynajęcie mieszkania. 

— Nie chciałam jej sugerować takiego rozwiązania, żeby nie pomyślała, 

że ją wyrzucam. 

— Porozmawiam z nią. 

— Nie rób tego! Będzie jej przykro, jeżeli domyśli się, że to ja na nią 

naskarżyłam. 

— Jestem uosobieniem taktu — oświadczyła Agatha; 

— Odwiedzę was dziś wieczorem. 

 Toni  ledwie  stłumiła  jęk  zgrozy.  Taktowne  zachowanie  w  wykonaniu 

Agathy oznaczało tyle, co czyste grubiaństwo w pojęciu wszystkich innych 
osób. 

Miriam otworzyła drzwi i stanęła w progu. 

TLR

background image

— Do mnie idziecie? — zawołała. 

— Dam głowę, że ona to zrobiła — wymamrotała Agatha, gdy wysiadły 

z samochodu. 

Toni ze zgrozą obejrzała dekorację głównego holu. 

— Wspaniałe — pochwaliła. 

Miriam rozpromieniła się. 

— Miła z ciebie dziewczyna. Lubię twoją córkę, Agatho. 

— Toni nie jest moją córką tylko detektywem. Pracuje dla mnie. 

—  Jest  bardzo  młoda  —  skomentowała  Miriam  z  przebiegłym 

uśmiechem — Za to prześliczna. 

Czyżby ta suka sugerowała, że jestem lesbijką? — pomyślała Agatha z 

wściekłością. A głośno zapytała: 

—  Czy  mogłybyśmy  porozmawiać  w  jakimś  cieplejszym  miejscu  bez 

przeciągów? 

— Proszę za mną — odrzekła Miriam. 

Zaprowadziła je do małych drzwi na końcu holu. 

Wkroczyły  do  pokoju  o  ścianach  wyłożonych  boazerią  z  wygodnymi 

krzesłami i ogniem jasno płonącym w piecu. 

—  Nie  mogę  założyć  centralnego  ogrzewania,  żeby  ciepło  nie 

wypaczyło antyków. 

Ty  sama  stanowisz  jedyny  autentyczny  zabytek  w  tym  domu  — 

pomyślała Agatha — Cała reszta to falsyfikaty. 

—  Chętnie  napiłabym  się  kawy  —  poprosiła.  Miriam  wstała  i 

pociągnęła za ozdobny sznur od dzwonka obok kominka. 

TLR

background image

—  Stary  sznur  sparciał  i  pewna  drobna  kobiecina  ze  wsi  uplotła  mi 

nowy — wyjaśniła. 

— Czy zatrudnia pani wiele służby? — spytała Agatha. 

— Nie. Kobiety ze wsi przychodzą sprzątać, ale na stałe trzymam tylko 

jedną Ukrainkę, która gra rolę pokojówki. 

Ktoś  otworzył  drzwi  i  do  pomieszczenia  wkroczyła  drobna,  schludna 

dziewczyna ubrana w czarną sukienkę, biały fartuszek i czepek. 

— Zrób nam kawę, Natasho — rozkazała Miriam. 

—  Czy  nie  przeszkadza  jej,  że  wygląda  jak  służąca  z  epoki 

wiktoriańskiej? — spytała Agatha po wyjściu dziewczyny. 

— Skąd mogę wiedzieć? — odburknęła gospodyni. 

Nie  pytałam  jej  o  to.  Robi  wrażenie  na  turystach.  Reklamuję  się  w 

Ameryce.  Często  przyjeżdżają  do  mnie  całe  autokary  turystów.  Ale 
przejdźmy do rzeczy. Denerwuje mnie, że zostałam uznana za podejrzaną o 
zabójstwo. 

—  Wygląda  na  to,  że  wiele  osób  życzyło  śmierci  Johnowi  Sundayowi 

— stwierdziła Agatha — Wszystko, co możemy zrobić, to chodzić, słuchać 
i węszyć po okolicy. 

— Ja też bym umiała — odrzekła Miriam wesoło. 

— Znam wszystkich z tej wsi. 

— Na razie dowiedziałyśmy się tylko tyle, że Tilly Glossop przyjaźniła 

się  z  Sundayem.  Niewykluczone,  że  miała  z  nim  romans.  Carrie  Brother 
przyznała się w żartach do popełnienia morderstwa za pomocą telekinezy.  
Policja  oskarżyła  ją  o  marnowanie  ich  czasu  pracy.  Pastor  groził,  że  go 
zabije za zakaz palenia świec w kościele. Ktoś jeszcze? 

—  Pozostali  jeszcze  Summerowie  i  Beagle'owie  —  dodała  Miriam  — 

Co  roku  ozdabiali  swoje  chaty  mnóstwem  lampek  i  podświetlonymi 

TLR

background image

plastikowymi  figurkami  Świętego  Mikołaja  w  ogrodach.  Kurczę!  Prawdę 
mówiąc,  raczej  nas  ucieszyło,  że  Sunday  zabronił  im  umieszczania  takich 
wątpliwych ozdób w posesjach. Odbierały wsi tradycyjny charakter. 

— Jakie powody podał? 

—  No  wiecie...  dziękuję,  Natasho.  Zostaw  tacę  na  stole.  Same  sobie 

nalejemy. Żarówki zostały poddane tak zwanemu testowi na wytrzymałość 
za  pomocą  ogromnych  buciorów.  Twierdził,  że  przewody  elektryczne  nie 
spełniają norm bezpieczeństwa i tym podobne. 

— Czy wyobraża sobie pani kogoś z nich w roli mordercy? 

— Idźcie i same ich zobaczcie. To słabi staruszkowie. 

—  W  takim  razie,  jakim  cudem  zdołali  rozwieszać  dekoracje  na 

wysokościach? — spytała Agatha. 

—  Większość  prac  wykonywał  stary  Fred  Summer,  emerytowany 

robotnik  budowlany.  Charlie  Beagle  jest  z  zawodu  elektrykiem,  też  na 
emeryturze.  Obydwaj  panowie  konkurowali  ze  sobą,  kto  zawiesi  więcej 
lampek, ale po przyjacielsku, bez zawiści. 

— Gdzie mieszkają? — spytała Agatha. 

— Ostatnie dwie chaty przy drodze do Badsey. 

Miriam  nalała  kawę.  Agatha  zauważyła,  że  podała  ją  w  glinianych 

kubkach.  Zaczęła  się  zastanawiać,  czy    Miriam  jest  rzeczywiście  tak 
bogata, za jaką ją uważają, czy też przekształciła dwór w rezydencję rodem 
z filmów Disneya, żeby zarabiać na biletach wstępu. 

— Podobno ma pani doskonałą reputację jako detektyw — powiedziała 

Miriam  —  Trudno  to  stwierdzić  na  pierwszy  rzut  oka.  Charles  mówił,  że 
ma pani talent do odgrzebywania mrocznych sekretów. 

— Odniosłam wiele sukcesów — odrzekła Agatha z godnością. Ledwie 

powstrzymała pokusę chluśnięcia kawą w twarz gospodyni. 

TLR

background image

— Idę o zakład, że byłabym świetnym detektywem — orzekła Miriam 

— Zapytam Charlesa, jak go zobaczę. 

— Wątpię, czy da pani okazję. 

— Ależ oczywiście. Jeszcze dziś zabiera mnie na kolację. Umówiliśmy 

się wcześniej. 

To mój przyjaciel, nie twój — myślała Agatha z wściekłością. Z całego 

serca żałowała, że przyjęła to zlecenie. Przeczuwała, że ta kobieta zamierza 
wkroczyć  z  butami  w  jej  życie  i  odebrać  jej  przyjaciół.  Na  głos  zapytała 
uprzejmie: 

— Czy przychodzi pani do głowy jeszcze jakiś podejrzany mieszkaniec 

wsi,  którego  mogłabym  odwiedzić  przed  wyjazdem  do  Mircesteru? 
Naprawdę powinnam wstąpić do biura. 

—  Niech  no  pomyślę  —  wymamrotała  Miriam,  marszcząc  brwi  ze 

wzrokiem  wbitym  w  kubek  z  kawą  —  No,  oczywiście!  Zapomniałam  o 
May Dinwoody. Robi zabawki i sprzedaje je na targach. Sunday uznał je za 
niebezpieczne  dla  dzieci  i  całkiem  zrujnował  jej  interes.  Mój  Boże! 
Doprowadził ją do wściekłości. 

— Gdzie ją znajdę? 

— W tym dawnym młynie za sklepem. Dojdziecie tam alejką z boku. 

— Sprawdzimy ją. Chodźmy, Toni. 

— Przyjdę do pani później — obiecała Miriam. 

—  Nie  trzeba  —  odparła  Agatha,  ruszając  ku  drzwiom.  —  Mam 

mnóstwo innych zajęć. Przyślę umowę pocztą. 

—  Cholera  jasna!  —  zaklęła  Agatha,  gdy  z  powrotem  wsiadły  do  jej 

auta — Naprawdę jej nie lubię. 

— Nie możemy lubić wszystkich klientów — zwróciła jej uwagę Toni 

— Pracowałyśmy już dla prawdziwych potworów. 

TLR

background image

— Popatrz, jak szybko topnieje śnieg — zauważyła Agatha — Nadzieja 

na białe święta umarła. 

Zapadła noc. Na niebie świecił wielki księżyc. 

— Urządzasz przyjęcie na Boże Narodzenie? — zapytała Toni. 

— O, nie! Nigdy więcej! A ty, co planujesz? 

— Pojadę do mamy do Southampton. 

—  Świetnie.  Dotarłyśmy  do  sklepu.  Zaparkujmy  tutaj  i  chodźmy  dalej 

piechotą. 

 

Stary  dom  młynarza  podzielono  na  mieszkania.  Stał  nad  zarośniętym 

stawem.  Agatha  przestudiowała  nazwiska  przy  frontowych  drzwiach  i 
nacisnęła  przycisk  dzwonka,  oznaczony  napisem:  „Mieszkanie  numer  3, 
Dinwoody".  Z  domofonu  odpowiedział  im  cichutki  głosik.  Agatha 
przedstawiła się. Zapadła długa cisza. W końcu brzęk domofonu oznajmił, 
że otwarto im drzwi. 

 Weszły do środka i wkroczyły na schody wyłożone dywanem. Dotarły 

do  mieszkania  na  pierwszym  piętrze.  Na  widok  kobiety,  która  na  nich 
czekała,  Agatha  straciła  nadzieję,  że  odnalazła  morderczynię.  May 
Dinwoody  nie  wyglądała  na  osobę,  zdolną  wbić  komuś  nóż  w  plecy.  Na 
oko  miała  trochę  ponad  sześćdziesiąt  lat.  Lekko  przygarbiona,  siwa, 
krótkowzroczna,  patrzyła  na  nie  wyblakłymi  niebieskimi  oczami  zza 
grubych  szkieł  okularów.  Włożyła  różowy  podkoszulek  z  naszytym 
napisem  z  cekinów:  „Stworzona  do  zabawy".  Narzuciła  na  niego  męski 
brązowy kardigan. A do tego miała legginsy i młodzieżowe kozaki. Agatha 
nie potrafiła odgadnąć, czy kupuje ubrania w sklepach z używaną odzieżą, 
czy donasza je po młodszej krewnej. 

—  Proszę  wejść  —  zaprosiła  May  —  Słyszałam,  że  prowadzicie 

śledztwo na zlecenie Miriam. 

TLR

background image

Odstąpiła  na  bok,  żeby  je  wpuścić  do  słabo  oświetlonego  pokoju 

pełnego kwiatów i obrazków. Okna wychodziły na staw. Światło księżyca, 
odbite od lustra wody, oświetlało pokój migotliwym blaskiem. 

—  Zdejmijcie  palta  —  poleciła  May  z  lekko  mrukliwym,  szkockim 

akcentem — Centralne ogrzewanie działa bez zarzutu. Zaparzyć kawy? 

—  Nie,  dziękujemy.  Wypiłyśmy  jej  dosyć  jak  na  jeden  dzień  — 

odrzekła  Agatha.  Wypatrzyła  wielką  szklaną  popielniczkę  na  stoliku  do 
kawy — Można zapalić? 

—  Proszę  bardzo  —  zachęciła  May  —  Sama  też  palę.  My,  palacze, 

zostaliśmy  wyklętą  rasą.  Najpierw  zakaz  palenia  doprowadził  do 
zamknięcia wiejskiego pubu, a teraz jeszcze zabraniają palić w samolotach, 
co  wcale  nie  poprawiło  jakości  powietrza.  Nadal  zatruwają  nas  mazią  z 
przeciekających  silników.  Piloci  próbują  oskarżać  linie  lotnicze  o 
niszczenie  komórek  nerwowych  przez  wyziewy,  ale  władze  tuszują 
skandal. Nienawidzę tego politycznie poprawnego państwa opiekuńczego. 

Agatha  poczęstowała  May  papierosem,  po  czym  usiadła  w  fotelu. 

Wkrótce  pokój  wypełniły  kłęby  dymu.  Toni  zajęła  krzesło  przy  oknie. 
Marzyła,  żeby  je  otworzyć  i  zminimalizować  skutki  biernego  palenia, 
ponieważ w pokoju było gorąco i duszno. 

— Słyszałam, że weszła pani w konflikt z Sundayem. 

—  O  tak,  bardzo  poważny.  To  był  okropny,  małostkowy  człowieczek. 

Zrujnował mi interes, twierdząc, że moje zabawki stanowią zagrożenie dla 
dzieci.  Ale  wygrałam!  Podałam  go  do  sądu.  Udowodniłam,  że  porządnie 
robię moje zabawki i że maluchy nie mogą połknąć żadnej części. Wydział 
Zdrowia  i  Bezpieczeństwa  Publicznego  musiał 

mi  wypłacić 

odszkodowanie. 

— Ciekawe, dlaczego jeszcze trzymali go w pracy? — spytała Agatha. 

— Nie mam pojęcia. 

TLR

background image

— Nie przypominam sobie pani z zebrania protestacyjnego. 

—  Ponieważ  odniosłam  zwycięstwo,  nie  zadałam  sobie  trudu,  żeby  na 

nie  iść.  Organizowała  je  Penelope,  najbardziej  nieskuteczna  osoba,  jaką 
znam. Wiedziałam, że posiedzą, pogadają i nic z tego nie wyniknie. 

— Czy przychodzi pani do głowy ktoś we wsi, komu tak zalazł za skórę, 

że byłby zdolny go zabić? 

—  Szczerze  mówiąc,  nie.  Sądzę,  że  powinniście  poszukać  w 

Mircesterze. Łatwiej znaleźć mordercę w wielkim mieście niż na wsi. 

— Już późno — narzekała Agatha, gdy odjechały — Podrzucę cię pod 

moją  chatę.  Stamtąd  wrócisz  do  siebie  swoim  samochodem.  Umieram  z 
głodu. Chciałabyś coś zjeść. 

—  Nie,  dziękuję.  Nie  rób  sobie  kłopotu  —  odparła  Toni,  która  w 

przeszłości próbowała potraw przygotowanych przez Agathę. 

—  W  porządku.  Odwiedzę  cię  później  i  zobaczę,  co  można  zrobić  z 

Sharon. 

— Nie trzeba. Sama dam sobie radę. 

— Nie. Nie poradzisz sobie. Do zobaczenia później. 

 

Charles  zaprosił  Miriam  na  kolację  z  dwóch  powodów.  W  celu 

przeprowadzenia  prywatnego  śledztwa  i  po  to,  żeby  rozdrażnić  Agathę. 
Zabrał ją do francuskiej restauracji w centrum Mircesteru. 

Ku jego zaskoczeniu Miriam nie ubrała się elegancko. Włożyła sprany 

sweter i powyciąganą spódnicę. 

—  Odłóżmy  pogawędkę  na  później  —  zastrzegła  na  wstępie  — 

Uwielbiam dobrze zjeść i chciałabym się skupić na wyborze potraw. 

TLR

background image

Charles  miał  nadzieję,  że  poprzestaną  na  jednym  daniu  i  kawie. 

Postanowił  skłamać,  że  zapomniał  portfela,  tak  jak  to  czynił  wielokrotnie 
po  wspólnych  posiłkach  z  Agathą.  Zamówienie  Miriam  utwierdziło  go  w 
tym postanowieniu. Zażyczyła sobie bowiem tuzina wielkich ślimaków na 
przystawkę,  a  potem  turbota  ze  szparagami.  Turbot  był  nieprzyzwoicie 
drogi. 

Charles zamówił skromną sałatkę i stek z pieprzem. Miriam nalegała, że 

wybierze wino. 

— Jestem znawczynią trunków — twierdziła. 

Po przeczytaniu karty napojów oznajmiła radośnie: 

— Już wiem, Charlesie. Uczcimy początek naszej przyjaźni szampanem 

— Następnie zamówiła trunek z dobrego, starego rocznika. 

— Kiedy zmarł twój mąż? — zapytał Charles. 

— W ogóle nie umarł. Nadal żyje, ale wdowa brzmi bardziej nobliwie 

niż  rozwódka.  Przyłapałam  go  w  łóżku  z  pomocą  domową.  Nigdy  nie 
miałam szczęścia. Poprzedni też był łajdakiem. Jeszcze wcześniejszy też. 

— Iłu miałaś mężów? 

— Tylko trzech. A ty ile razy się ożeniłeś? 

— Raz, ale nam nie wyszło. 

— A Agatha? 

— Dwa razy wychodziła za mąż. 

— Opowiedz mi o niej. 

— Jeżeli chcesz się dowiedzieć czegoś o Agacie Raisin, zapytaj ją samą. 

Nie obgaduję przyjaciół. 

Kelnerka  przyniosła  ślimaki,  wyjątkowo  duże.  Miriam  wydłubywała 

każdego ze skorupy i żuła, pomrukując z zadowoleniem. 

TLR

background image

— Czy ty popełniłaś to morderstwo? — spytał Charles prosto z mostu. 

—  O  nie,  mój  drogi!  Ale  wiele  myślałam  o  tej  sprawie  i  wiem,  kto  to 

zrobił. 

— Kto? 

Miriam machnęła w jego stronę dwuzębnym widelczykiem do ślimaków 

tak energicznie, że kropla roztopionego masła czosnkowego wylądowała na 
jedwabnym krawacie Charlesa. 

—  Nie  chciałbyś  tego  wiedzieć,  ale  mimo  wszystko  ci  powiem.  Jutro 

rezygnuję z usług Agathy Raisin i idę na policję. Kiedy poszłam po brandy, 
coś zobaczyłam.  Wtedy się nad tym nie zastanawiałam.  Wydało  mi się to 
nieprawdopodobne, ale... 

Miriam popełniła wielki błąd, mówiąc w trakcie jedzenia. Ślimak utkwił 

jej w krtani. 

Charles  patrzył  bezradnie,  jak  się  krztusi.  Na  szczęście  przytomna 

kelnerka  podniosła  Miriam  do  pozycji  stojącej  i  zastosowała  manewr 
Heimlicha

1

. Ślimak wypadł jej z ust wprost na kolana Charlesa. 

Miriam  podziękowała  jej  serdecznie,  upiła  łyk  szampana  i  oznajmiła 

Charlesowi: 

—  Wybacz,  Charlesie,  ale  wrócę  już  do  domu.  Pamiętaj,  żeby  dać  tej 

dziewczynie hojny napiwek. 

Usiłował zaprotestować, ale pani Courtney wypadła z jadalni z zawrotną 

prędkością. 

Charles zastanawiał się, czy dadzą mu torebkę dla psa, żeby mógł sobie 

zapakować turbota. 

                                                             

1

 Technika pomocy przedlekarskiej stosowana przy zadławieniach. Polega na wywarciu nacisku na 

przeponę  w  celu  sprężenia  powietrza  znajdującego  się  w  drogach  oddechowych  i  wypchnięcia 
obcego ciała znajdującego się w tchawicy. 

TLR

background image

 

Agatha weszła do małego mieszkanka Toni. Zastała Sharon wyciągniętą 

na  sofie.  Zmrużyła  oczy  i  zmierzyła    ją  spojrzeniem  od  stóp  do  głów. 
Wesoła,  energiczna  Sharon  miała  obfity  biust,  który  eksponowała  w 
głębokich  dekoltach  niezależnie  od  pogody.  Co  tydzień  zmieniała  kolor 
włosów. Tego wieczoru lśniły ognistą czerwienią. Na stole przed nią leżało 
puste pudełko po pizzy i dwie zgniecione puszki po piwie. 

— Postanowiłam wpaść do was, żeby podyskutować o ostatniej sprawie. 

Nie  wychodź  Sharon.  Ponieważ  u  mnie  pracujesz,  należysz  do  kręgu 
zainteresowanych. 

— Nie muszę wychodzić, bo teraz tu mieszkam — odparła Sharon. 

— Przecież tu nie ma drugiego pokoju. 

— Toni to nie przeszkadza. Przyjaźnimy się. 

— Ale dlaczego wyniosłaś się od rodziców? 

— Po karczemnej awanturze z tatą. 

— O co? 

— Przyłapał mnie na paleniu trawy. 

— Sharon! To świństwo kupowane na ulicach to trucizna! — ostrzegła 

Agatha,  przeszywając  ją  spojrzeniem  niedźwiedzich  oczu  —  Czy  lubisz 
swoją pracę? 

— Oczywiście. 

—  No  to  koniec  z  narkotykami.  Pakuj  manatki  i  wracaj  do  domu. 

Popatrz na tę klitkę. Toni nic nie mówiła, ale widzę, że twoja obecność ją 
stresuje. 

— Nie chcę wracać do domu! — jęknęła Sharon. 

TLR

background image

— Płacę ci na tyle wysoką pensję, że stać cię na wynajęcie mieszkania. 

Wstawaj natychmiast. Albo się stąd dziś wyniesiesz, albo jutro wywalę cię 
z roboty. 

— Toni! — krzyknęła Sharon błagalnym tonem. 

—  Ani  słowa  więcej  —  ostrzegła  Agatha  —  Zabieraj  swoje  rzeczy. 

Natychmiast! 

Po  rozmowie  z  rodzicami  Sharon,  Agathę  dopadło  zmęczenie.  Nie 

chciała zwolnić dziewczyny o wybitnych zdolnościach detektywistycznych. 
Właśnie  wracała  do  auta,  gdy  zadzwonił  Charles.  Wysłuchała  z 
rozbawieniem opisu nieudanej kolacji, ale uśmiech zgasł na jej ustach, gdy 
usłyszała, że Miriam sądzi, iż zna tożsamość mordercy. 

—  Pojadę  do  niej  jutro  rano  i  wyduszę  z  niej  tę  informację  — 

oświadczyła Agatha. 

Miriam  leżała  w  łóżku  i  czytała  ambitną  powieść.  Wcale  jej  się  nie 

podobała, ale została nominowana do nagrody literackiej. Po książki sięgała 
tylko po to, by zaimponować innym znajomością nowo odkrytych talentów 
literackich.  Przed  pójściem  do  łóżka  zadzwoniła  do  Penelope  Timson  i 
poinformowała ją, że wie, kto zamordował Johna Sundaya. 

Penelope spytała o nazwisko, ale Miriam kazała jej cierpliwie zaczekać. 

Teraz uważała, że postąpiła głupio i że poniosła ją wyobraźnia. 

Zadzwonił  dzwonek  u  drzwi.  Czekała,  aż  Natasha  otworzy,  ale  potem 

przypomniała  sobie,  że  dziewczyna  poprosiła  o  wolne,  żeby  pojechać  do 
jakiegoś  klubu  w  Birminghamie.  Potem  uśmiechnęła  się  szeroko. 
Przypuszczała,  że  to  ta  Raisin  przyszła.  Charles  na  pewno  do  niej 
zadzwonił. 

Wstała z łóżka, narzuciła szlafrok, włożyła kapcie i zeszła na dół, żeby 

otworzyć frontowe drzwi do dworu. Dzwonek ponownie zadzwonił. 

— Już idę! — krzyknęła. 

TLR

background image

Wyłączyła alarm antywłamaniowy, otworzyła drzwi z klucza i zasuwy. 

W nocy chwycił mróz i kałuże zaczęły zamarzać. Nie zobaczyła nikogo za 
drzwiami. Wyszła dalej, popatrzyła na podjazd, potem w prawo i w lewo. 
Żaden ruch nie zakłócił nocnej ciszy. 

—  Pewnie  jakieś  dzieciaki  —  mruknęła.  Ale  wróciła  po  silną  latarkę. 

Wyszła  z  powrotem  i  oświetliła  obejście  na  wypadek  gdyby  jakieś  dzieci 
schowały się w krzakach wokół podjazdu. Sowa zahukała żałośnie. 

Miriam wróciła do domu i włączyła alarm. Zamierzała wrócić do łóżka. 

Kiedy sięgała po książkę, by wrócić do lektury, zgasło światło. Po omacku 
dotarła do drzwi i nacisnęła przycisk górnego włącznika. Bez skutku. 

W  Odley  Cruesis  od  czasu  do  czasu  wyłączano  prąd.  Tym  niemniej 

postanowiła zejść na dół i sprawdzić bezpieczniki. Żałowała, że nie zabrała 
na  górę  latarki.  Zeszła  po  ciemku  do  holu,  gdzie  ją  zostawiła,  ale  jej  nie 
znalazła. Miała w kuchni świece. Poszła więc tam. Kuchnię oświetlał blask 
księżyca. Otworzyła szufladę, w której trzymała zapałki i świece i zapaliła 
jedną  z  nich.  Trzymając  ją  w  ręce,  podeszła  do  szafki  z  bezpiecznikami  i 
otworzyła ją. Nagle otrzymała potężny cios w głowę. Świeca wypadła jej z 
ręki i wpadła do stojącej na piecu patelni z tłuszczem. 

 

Pokojówka ujrzała na niebie łunę, gdy wracała do Odley Cruesis. Koło 

niej  przejechał  wóz  strażacki,  potem  drugi.  Gdy  skręciła  na  podjazd, 
zobaczyła, że dwór stoi w płomieniach od fundamentów po dach. Natasha 
zawróciła i zwiększyła prędkość. Planowała rano wymówić Miriam posadę. 
Pracowała  na  czarno  jako  nielegalna  emigrantka  z  Albanii.  Wiedziała,  że 
policja  wkrótce  ją  nakryje.  Nie  interesowali  się  nią  zbytnio  po  zabójstwie 
Johna  Sundaya,  ale  przewidywała,  że  teraz  skupią  na  niej  uwagę. 
Zapakowała  cały  dobytek  do  małego,  starego  forda,  który  kupiła  jej 
szefowa.  Naprawdę  miała  na  imię  Blerta,  ale  gdy  Miriam  ją  poznała, 
powiedziała: 

— Przypuszczam, że masz na imię Natasha. 

TLR

background image

Blerta  nigdy  nie  wyprowadziła  jej  z  błędu.  Ponieważ  podejrzewała, że 

Miriam  domyśla  się,  że  pracuje  nielegalnie,  przystała  na  niskie 
wynagrodzenie  i  obowiązek  noszenia  uniformu.  Była  pokojówka 
postanowiła wrócić do Birminghamu i zamieszkać u przyjaciół. 

W  popłochu  nie  uświadomiła  sobie,  że  nagła  ucieczka  czyni  z  niej 

główną podejrzaną. 

 

Toni  sprzątała  mieszkanie  po  wyprowadzce  Sharon.  Dręczyły  ją 

wyrzuty sumienia,  że pozwoliła  Agacie na samowolną akcję.  Toni bardzo 
lubiła  Sharon.  Posiadała  wszystkie  cechy,  których  jej  samej  brakowało. 
Wygadana,  śmiała  i  pewna  siebie,  zmieniała  chłopców  jak  rękawiczki, 
podczas gdy ona sama czytała dużo książek i marzyła o wielkiej miłości. 

Czuła  się  niepewnie.  Tydzień  temu  pojechała  z  Sharon  do  jakiegoś 

klubu. Jej przyjaciółka flirtowała z grupką motocyklistów. Ponieważ klęli i 
za dużo pili, Toni wyszła wcześniej. Miała nadzieję, że Sharon nie wpadnie 
w złe towarzystwo. 

 Agatha  nie  była  zachwycona,  kiedy  po  powrocie  do  chaty  zastała 

czekającego  na  nią  Charlesa.  Była  zmęczona  i  głodna.  Chciała  coś 
przekąsić  i  iść  spać.  Poweselała  nieco,  kiedy  zdał  jej  pełną  relację  z 
niefortunnej kolacji. 

— Dobrze ci tak, skąpcze! — wytknęła bezlitośnie. 

— Wreszcie trafiła kosa na kamień. 

— Jeszcze jedno — zatrzymał ją Charles. — Przed chwilą wypuściłem 

koty do ogrodu i spostrzegłem łunę nad Odley Cruesis. 

Agatha otworzyła drzwi do ogrodu i wyszła na dwór. Rzeczywiście na 

niebie jaśniała czerwona poświata. Wróciła do kuchni. 

— Coś się tam dzieje. Najlepiej, jak tam pojadę — stwierdziła. 

TLR

background image

— Ja poprowadzę — zaproponował Charles. 

Zanim  Agatha  zdążyła  wsiąść,  Charles  zdjął  z  siedzenia  dla  pasażera 

foliową paczkę pachnącą rybą. 

— Niemożliwe, żebyś zabrał jedzenie z restauracji! — wykrzyknęła. 

— Czemu nie? Zapłaciłem za tego turbota. Nie mogłem pozwolić, żeby 

się zmarnował. 

Przybyli  na  miejsce  w  samą  porę,  żeby  —  ze  swojego  punktu 

obserwacyjnego na murze otaczającym posiadłość — zobaczyć walący się 
dach 

Nie mogli podejść bliżej z powodu obecności policji i strażaków. 

— Powiedziała mi, że coś wie — wyznał Charles. 

— Twierdziła, że z początku wydawało jej się to nieprawdopodobne i że 

zamierza ci cofnąć zlecenie. 

— Ciekawe, czy zdołała uciec przed pożarem. I gdzie jest pokojówka? 

— Uciekła — odpowiedział czyjś głos z dołu. 

Agatha  zeskoczyła  z  muru.  Ucieszyło  ją, że  nie  odczuła  bólu.  Lekarze 

ostrzegli ją, że nie powinna brać więcej zastrzyków przeciwbólowych i  że 
w  najbliższej  przyszłości  czeka  ją  operacja  wymiany  stawu  biodrowego 
dotkniętego artretyzmem. 

Przy  murze  stała  Penelope,  żona  pastora,  okutana  w  stary  tweedowy 

płaszcz. 

— Szłam drogą, kiedy zobaczyłam samochód tej dziewczyny pędzący z 

zawrotną  prędkością  w  przeciwnym  kierunku  —  wyjaśniła  Penelope  — 
Zawiadomiłam  policję.  Ustawili  blokady  na  drogach.  Ale  wyjaśniłam  im, 
że to nie ona wywołała pożar, ponieważ widziałam, jak wracała do dworu, 
zanim zawróciła i pomknęła w drugą stronę. 

TLR

background image

—  Ciekawe,  kto  dziedziczy  w  przypadku  jej  śmierci  —  powiedział 

Charles — Trzykrotnie była mężatką. 

— Chyba wspomniała coś o synu czy córce. 

—  Racja  —  przyznała  Carrie  Brother,  która  do  nich  dołączyła  — 

Mówiła, że obydwoje mieszkają w Ameryce. 

Charles stłumił ziewnięcie. 

—  Chodźmy  stąd,  Agatho.  Dzisiaj  nie  dopuszczą  nas  bliżej  ani  nie 

udzielą żadnych informacji.

TLR

background image

 

 

ROZDZIAŁ

 

IV 

 

 

Agatha  lubiła  oglądać  kryminalne  programy  w  telewizji.  Wciąż  ją 

dziwiło,  że  w  realnym życiu  śledztwa  trwają  tak  długo.  Święta  nadeszły  i 
minęły.  Spędziła  je  samotnie,  wmawiając  sobie,  że  to  taki  sam  dzień  jak 
każdy inny. Nadszedł wietrzny styczeń,  mroźny luty, a w  marcu pojawiły 
się nieśmiałe oznaki nadejścia angielskiej wiosny. 

W  styczniu  przeszła  długo  odkładaną  operację  stawu  biodrowego. 

Dzięki  aktywnemu  życiu  szybko  odzyskała  sprawność,  ale  potem  szybko 
wyrzuciła  to  wydarzenie  z  pamięci.  Nie  chciała  przyznać,  nawet  przed 
sobą,  że  było  to  konieczne.  Już  samo  określenie  „wymiana  stawu 
biodrowego"  nasuwało  natrętne  —  w  jej  pojęciu  —  skojarzenia  ze 
starością. 

Patrick  Mułligan  uzyskał  ze  swoich  źródeł  informację,  że  Miriam 

zamordowano  uderzeniem  w  głowę  jakimś  tępym  narzędziem  w  rodzaju 
młotka.  Ekipa  śledcza  badająca  przyczyny  pożaru  wykryła,  że  wyłączono 
prąd. Pożar zaczął się od kuchenki gazowej w kuchni. 

Nie  znaleziono  śladów  włamania.  Policja  odnalazła  pokojówkę, 

przesłuchała  ją,  oczyściła  z  zarzutów  i  deportowała.  Agathę  zajmowały 
inne  sprawy,  toteż  straciła  zainteresowanie  wykryciem  mordercy  Miriam, 
głównie  z  powodów  finansowych.  Nikt  nie  płacił  jej  za  prowadzenie 
śledztwa,  w  Wielkiej  Brytanii  trwała  recesja,  a  agencja  potrzebowała  tyle 
płatnych zleceń, ile zdoła uzyskać. 

W  pewną  wietrzną  niedzielę  pod  koniec  marca,  gdy  w  Cotswolds 

rozkwitło więcej żonkili niż ktokolwiek pamiętał, otworzyła drzwi i ujrzała 

TLR

background image

na  progu  wysokiego,  przystojnego  mężczyznę.  Natychmiast  uświadomiła 
sobie, że nie nałożyła makijażu. 

— Pani Raisin? 

— Tak. Z kim mam przyjemność? 

— Nazywam się Tom Courtney. Jestem synem Miriam. 

— Proszę wejść. — Agatha ustąpiła mu z drogi, żeby wszedł — Proszę 

iść prosto do kuchni. 

Agatha  nie  chciała  zapraszać  gościa  do  salonu,  ponieważ  wstawanie  z 

miękkich foteli nadal sprawiało jej trudności. 

— Mieszka pani w uroczej chacie — pochwalił Tom. 

Był wysokiego wzrostu, miał lekko opaloną twarz, 

czarne włosy i brązowe oczy. Agatha oceniła, że niedawno przekroczył 

czterdziestkę. 

—  Proszę  usiąść  —  zachęciła  —  Bardzo  mi  przykro,  że  stracił  pan 

mamę. 

— A mnie nie. Byłem blisko związany z ojcem, ale nie z matką. 

— Mieszka pan w Stanach? 

— Tak. W Nowym Jorku. 

— O ile wiem, ma pan siostrę. 

—  Tak.  Amy  nadal  mieszka  w  Stanach.  Wyszła  za  mąż  za  lekarza  z 

Filadelfii. 

— Nie widziałam żadnego z was na pogrzebie — stwierdziła Agatha. 

—  Nie  mogłem  się  zmusić  do  przyjazdu.  Oczywiście  pokryłem 

wszystkie koszty i załatwiłem formalności na odległość. 

— Mój Boże! Czemu tak bardzo nie cierpiał pan matki? 

TLR

background image

Gość wzruszył ramionami. 

—  Zatruła  ojcu  życie,  a  potem  go  porzuciła.  Zmarł  na  zawał,  gdy 

byliśmy  jeszcze  mali.  Wychowywał  nas  cały  sztab  kolejnych  nianiek. 
Wysłano nas do szkół do Szwajcarii, a potem na uniwersytety w Stanach. 
Przyjeżdżaliśmy  do  domu  tak  rzadko,  jak  to  było  możliwe.  Proszę  mi 
wierzyć,  odczuliśmy  ulgę,  kiedy  przeprowadziła  się  tutaj.  Jestem 
prawnikiem. 

— Czemu zawdzięczam pańską wizytę? 

— Niezakończonej sprawie spadkowej. Matka zostawiła wszystko mnie 

i  siostrze.  Była  dość  skąpa.  Nie  żałowała  wprawdzie  na  ważne  wydatki, 
takie jak czesne za drogie szkoły dla nas i tym podobne, ale kupowała tanie 
produkty.  Chętnie  jadała  na  cudzy  koszt.  Mimo  wszystko  chciałbym 
wiedzieć, kto ją zamordował, żeby móc dalej normalnie żyć. Słyszałem, że 
wynajęła  panią,  żeby  wykryła  pani  zabójcę  Johna  Sundaya.  Ja  z  kolei 
pragnę skorzystać z pani usług, żeby odnalazła pani jej zabójcę. 

— Zrobię, co w mojej mocy — zapewniła Agatha. 

—  Mam  przeczucie,  że  gdybym  znalazła  zabójcę  Johna  Sundaya, 

odnalazłabym  osobę,  która  zabiła  pańską  matkę.  Wyznała  mojemu 
znajomemu, że coś wie. 

 Posłał  jej  czarujący  uśmiech,  który  rozjaśnił  jego  przystojną  twarz. 

Agacie coraz bardziej przeszkadzało, że nie tylko nie zrobiła makijażu, ale 
też włożyła obszerną bluzę, bawełnianą spódnicę i kapcie. 

—  Wybaczy  pan,  że  zostawię  pana  samego  na  chwilę?  —  poprosiła, 

wstając  ostrożnie,  świadoma,  że  ból  w  biodrze  może  powrócić  w  każdej 
chwili. 

—  Przeszła  pani  operację  wymiany  stawu  biodrowego?  —  zapytał  ze 

współczuciem. 

— Nie! — skłamała Agatha — Tylko upadłam. 

TLR

background image

Zdenerwował ją. O co ją podejrzewał? O starcze dolegliwości? 

Na górze umalowała się starannie i wyszczotkowała włosy do połysku. 

Właśnie wkładała kostium ze spodniami, gdy zadzwonił dzwonek u drzwi. 
Tom krzyknął z dołu: 

— Proszę nie schodzić. Ja otworzę! 

Kiedy  schodziła  na  dół,  usłyszała  z  kuchni  śmiech.  Otworzyła  drzwi 

kuchenne  i  weszła  do  środka.  Toni  siedziała  naprzeciwko  Toma.  Nowa 
fryzura  „na  pazia"  sprawiła,  że  jej  oczy  wydawały  się  ogromne.  Włożyła 
dżinsy,  krótkie  botki  i  czarny  sweter.  Czerwona  kurtka  Puffa  wisiała  na 
oparciu krzesła. Tony na widok Agathy zerwała się na równe nogi. 

—  Czy  mogę  ci  w  czymś  pomóc?  —  spytała  —  Jak  się  czujesz  po 

operacji biodra? Doszłaś już do siebie? 

—  Po  jakiej  znowu  operacji?  —  wymamrotała  Agatha  z  udawanym 

zdziwieniem.  —  Lepiej  pomówmy  o  czymś  innym.  Sądzę,  że  już 
dokonaliście wzajemnej prezentacji. 

—  Oczywiście  —  potwierdził  Tom  nienaganną  angielszczyzną,  bez 

śladu  obcego  akcentu.  —  Nie  przypuszczałem,  że  można  zobaczyć  tak 
atrakcyjną panią detektyw poza ekranem telewizyjnym. 

— Nie ma pan amerykańskiego akcentu — zauważyła Toni. 

—  Jak  wyjaśniłem  obecnej  tu  pani  Raisin,  lata  szkolne  spędziłem  w 

Szwajcarii. Dlatego nie nabrałem amerykańskiego akcentu. 

— Panie Courtney.. — zaczęła Agatha. 

— Proszę mnie nazywać Tomem. 

— Dobrze. A mnie Agathą. Oto moja wizytówka. Jeżeli przyjdziesz do 

biura w poniedziałek rano, sporządzimy umowę. Opiszę ci, czego jak dotąd 
się dowiedziałyśmy. 

TLR

background image

Agatha  przedstawiła  wyniki  dotychczasowych  rozmów.  Kiedy 

skończyła, Toni wtrąciła: 

— Zapomniałaś o Beagle'ach i Summerach. Wysłałaś mnie do nich. 

— -Ale, o ile pamiętam, niewiele uzyskałaś. 

— To zgrzybiali starcy. 

—  Jesteś  pewna?  —  spytał  Tom  z  uśmiechem  —  Pamiętam,  że  kiedy 

miałem tyle lat, co ty teraz, uważałem ludzi w wieku moim czy Agathy za 
staruszków. 

Agatha najchętniej rzuciłaby w niego czymś ciężkim. 

—  Och,  nie.  Przecież  wam  jeszcze  daleko  do  starości  —  zaprzeczyła 

żarliwie Toni z rumieńcem na policzkach. 

— Niech cię Bóg błogosławi, dziewczyno — roześmiał się Tom. 

—  Czy  porozwieszali  lampki?  —  zapytała  Agatha,  po  czym  wyjaśniła 

Tomowi: — Obydwie pary co roku przed Bożym Narodzeniem dekorowały 
domy i obejścia lampkami. W ubiegłym roku John Sunday im tego zabro-
nił. Byli na niego wściekli. Czy oświetlili chaty po jego śmierci, Toni? 

— Kiedy ich odwiedziłam, to jeszcze nie, a potem już nie wróciłam do 

Odley Cruesis. 

— Czy odbudujesz dwór? — spytała Agatha Toma. 

—  Nie.  Sprzedam  posiadłość  wraz  ze  zgliszczami  przedsiębiorcy 

budowlanemu.  Zamierza  wyburzyć  ruiny  i  na  ich  miejscu  pobudować 
domy. 

— Czy posiadłość była ubezpieczona? 

— Tak, na bardzo wysoką sumę. 

— Czy policja pytała, gdzie przebywałeś tej nocy, kiedy zamordowano 

twoją matkę? — spytała Agatha. 

TLR

background image

—  Oczywiście.  Spędzałem  wakacje  na  Kajmanach.  Wielu  świadków 

może to potwierdzić. 

Dzwonek u drzwi ponownie zadzwonił. 

— Prowadzisz bardzo aktywne życie — zauważył Tom. 

— Ja otworzę — zaproponowała Toni. 

Po  chwili  wróciła  w  towarzystwie  Roya  Silvera.  Roy  pracował  u 

Agathy,  kiedy  jeszcze  prowadziła  własną  agencję  public  relations.  Nadal 
pozostał  w  tej  branży.  Na  wizytę  na  wsi'  wybrał  sportową  marynarkę,  ale 
pod nią włożył podkoszulek z napisem: „Gotowy do zabójstwa". Był dość 
mizernym młodzieńcem o pociągłej, bladej twarzy. Cienkie, krótko obcięte 
włosy uformował za pomocą żelu w małe stożki na całej wąskiej głowie. 

— Agatho, kochana! — wykrzyknął na powitanie, całując ją w policzek 

— Pozwól, że zostawię torbę w gościnnej sypialni. 

Pochwyciwszy  rozbawione  spojrzenie  Toma,  Agatha  wyjaśniła 

pospiesznie: 

—  Mój  młody  kolega  niegdyś  u  mnie  pracował.  Szkoda,  że  wcześniej 

nie zadzwoniłeś, Royu. 

—  Przyjechałem  pod  wpływem  impulsu.  Czytałem  w  gazetach  o 

zbrodniach w Cotswolds, ale potem nie napisali już ani słowa. Żałowałem, 
że nie zaprosiłaś mnie na święta. Spędziłem je sam jak palec. 

—  Sądziłam,  że  wszyscy  moi  znajomi  jakoś  je  sobie  zaplanowali  — 

odrzekła Agatha z zażenowaniem. 

Roy poszedł na górę. 

— Chętnie wróciłabym do Odley Cruesis i zaczęła śledztwo od nowa — 

oznajmiła  Agatha  —  Nie  chcę  ci  zabierać  wolnego  dnia,  Toni.  W 
poniedziałek opowiem ci, jak daleko zaszłam. 

— Och, i tak nie mam nic do roboty — rzuciła Toni beztrosko. 

TLR

background image

Agatha  przeklęła  w  duchu  zarówno  ją,  jak  i  Roya.  Nie  istniała  szansa, 

żeby zostawili ją sam na sam z Tomem. 

Gdy Roy zszedł z powrotem na dół, poinformowała go: 

—  Jedziemy  prowadzić  dochodzenie.  Możesz  zostać  w  domu,  jeżeli 

chcesz. 

— Ależ droga Agatho! Przecież doskonałe pamiętasz, jak ci pomagałem 

w przeszłości. Czy zaczniemy dzisiaj? 

— Wezmę notatki, a potem się rozdzielimy — zaproponowała Agatha. 

Po powrocie zapytała: 

—  Przede  wszystkim:  czy  chcesz,  Tomie,  wrócić  tam,  gdzie  obecnie 

mieszkasz i zaczekać na wyniki? Gdzie się zatrzymałeś? 

— W hotelu George w Mircesterze, ale wolałbym pojechać z wami. 

Agatha poweselała. Sprawdziła swoje notatki. 

— Świetnie. W takim razie Toni i ty, Royu, pojedziecie z powrotem do 

Tilly  Glossop.  Prawdopodobnie  was  wpuści.  My  z  Tomem  odwiedzimy 
państwa Beagle i Summer. Pewnie to strata czasu, ale chciałabym ich zo-
baczyć na własne oczy. 

Zadzwonił dzwonek u drzwi. 

—  Nie  wstawaj.  Ja  otworzę  —  zaproponowała  Toni  i  pobiegła  ku 

drzwiom. 

Wróciła z panią Bloxby. 

—  Nie  widziałam  pani  od  dłuższego  czasu  —  zagadnęła  —  Ciekawa 

byłam, jak pani sobie radzi. 

Agatha  nie  chciała,  by  ktokolwiek  znów  wspominał  o  jej  biodrze. 

Posłała  przyjaciółce  ostrzegawcze  spojrzenie.  Pani  Bloxby  skupiła  uwagę 
na Tomie. Przedstawiono ich sobie. 

TLR

background image

Znowu  ją  dopadło  —  pomyślała  pastorowa  —  Powinnam  się  o  nią 

martwić, ale potrzebuje mężczyzny, by wróciła jej chęć do życia. 

— Wyjeżdżamy prowadzić dochodzenie — oznajmiła Agatha. 

— W takim razie nie będę was zatrzymywać — odrzekła pani Bloxby. 

—  Ale  może  wstąpilibyście  później  wszyscy  na  herbatę  na  plebanię  i 
opowiedzieli mi, jak wam poszło? 

 Po  obejrzeniu  pojazdu  Toma  Agatha  postanowiła  pojechać  własnym 

samochodem.  "Wołała  nie  ryzykować  wspinaczki  do  wysokiego  rangę 
rovera.  Dzień  nadal  był  piękny:  błękitne  niebo,  żółte  żonkile,  różowe 
kwiaty  wiśni  w  ogrodach  i  jakieś  czerwone  pnącze  na  ścianach 
cotswoldskich budynków, którego nazwy Agatha nie znała. 

—  Młody  Roy  robi  wrażenie  bardzo  z  tobą  zaprzyjaźnionego  — 

zauważył Tom. 

— Bo to faktycznie mój przyjaciel. 

— Nie boisz się AIDS? 

Agatha omal nie wjechała do rowu. Zatrzymała samochód i oświadczyła 

cicho, ale dobitnie: 

—  Nie  romansuję  z  nim.  Nie  wiem,  czy  jest  homoseksualistą  czy  nie. 

Nigdy  też  o  to  nie  pytałam.  To  nie  moja  sprawa,  ale  nie  przeszkadzałoby 
mi, gdyby nim był. 

— Ale utrzymujecie dość bliski kontakt — naciskał Tom. 

—  Chyba  nie  należysz  do  tych  tchórzy,  którzy  uważają,  że  można  się 

zarazić nawet w ubikacji? 

— Wybacz, ale nie posądzałem cię o liberalne poglądy — wymamrotał 

Tom. 

TLR

background image

—  Widzisz  przed  sobą  apolityczną  osobę,  obdarzoną  zdrowym 

rozsądkiem,  która  nie  słucha  bajek  ani  źle  poinformowanych  cykorów  — 
oświadczyła Agatha — A teraz czy możemy jechać dalej? 

Podróż trwała w milczeniu. Agatha straciła zainteresowanie siedzącym 

obok niej mężczyzną. Gdy dojeżdżali do Odley Cruesis, Tom powiedział: 

— Pewnie nie powinienem był wyrażać tego rodzaju obiekcji, ale  mój 

bliski  przyjaciel  zmarł  na  AIDS.  Od  tego  czasu  boję  się  tej  straszliwej 
choroby. 

—  To  wiele  wyjaśnia  —  odrzekła  Agatha,  już  znacznie  weselsza  — 

Dotarliśmy  na  miejsce.  Państwo  Beagle  mieszkają  chyba  w  pierwszej 
chacie. 

Dom  z  czerwonej  cegły  z  łupkową  dachówką  postawiono  niegdyś 

prawdopodobnie  dla  robotników  pracujących  na  farmie. Ścieżkę  do  drzwi 
frontowych  również  wyłożono  cegłami.  Wspaniała  magnolia  właśnie 
rozkwitała w ogrodzie od frontu. 

Agatha zadzwoniła do drzwi. Otworzył im niski, przygarbiony staruszek 

w  dwóch  swetrach  narzuconych  na  wystrzępioną  koszulę  i  workowatych, 
poplamionych  spodniach.  Miał  pomarszczoną  twarz.  Resztki  tłustych 
włosów  zaczesał  na  piegowatą  czaszkę.  Popatrzył  na  Agathę  wyblakłymi 
oczami. 

— A, to pani jest tą wścibską babą. 

— To Thomas Courtney, syn Miriam — przedstawiła Agatha Toma. 

— Och, bardzo mi przykro. Proszę wejść. Moja kobita troszku choruje. 

— Na co? — zapytał Tom szorstkim tonem. 

— Przeziębiła się. 

—  Zaczekam  w  samochodzie  —  powiedział  Tom,  wyraźnie 

zdenerwowany. 

TLR

background image

— Przeziębienie to nie czarna śmierć! — zaprotestowała Agatha. 

— No, dobrze — wymamrotał z ociąganiem. 

 

 Pani  Beagle  siedziała  skulona  w  fotelu.  W  pokoju  cuchnęło  moczem, 

dymem z palonego węgla i olejkiem wintergrinowym

2

— To syn Miriam — przedstawił żonie Toma. 

Pani  Beagle,  tak  samo  pomarszczona  i  przygarbiona  jak  jej  małżonek, 

opatuliła się w równie wiele ciuchów jak on. Agatha natychmiast skreśliła 
ich w myślach z listy podejrzanych. Według jej oceny niełatwo by im było 
przejść na drugą stronę ulicy, nie wspominając o popełnieniu morderstwa. 

Agatha  rozejrzała  się  dookoła,  ale  nie  znalazła  w  salonie  żadnego 

miejsca do siedzenia. Charlie Beagle zapadł w fotel naprzeciwko żony. W 
pokoju stała jeszcze sofa, ale zajmowały ją dwa wielkie, ospałe psy. 

—  Czy  widzieliście  kogoś  koło  dworu,  zanim  spłonął?  —  zapytała 

Agatha. 

— W środku nocy? Spali my przecie. Usłyszeliśmy o pożarze dopiero z 

rana — odparł Charlie. 

—  Wróćmy  więc  do  zabójstwa  Johna  Sundaya  —  zaproponowała  — 

Uczestniczyli  państwo  w  zebraniu  protestacyjnym  przeciwko  jego 
działaniom. 

—  I  guzik  z  tego  wyszło  —  mruknęła  pani  Beagle  —  Pogadali  my, 

ponarzekali i tyle. Nic nie można było zrobić przeciwko temu okropnemu 
człekowi. 

— Czy prócz Miriam i panny Simms ktoś jeszcze opuszczał pokój? 

                                                             

Olejek  z  krzewinek  Gaultheria  procumbens,  uzyskany  przez  destylację.  Zawiera  99%  salicylanu 

metylu. Stosowany m.in. w maściach na reumatyzm, lumbago itd. A także jako środek zapachowy 
do produkcji herbatek, gorzkiego toniku, past i proszków do zębów. 

TLR

background image

—  Nie  zauważyłem,  ale  ani  ja,  ani  moja  kobitka  nie  widzimy  już  tak 

dobrze  jak  kiedyś  —  przyznał  pan  Beagle  —  Ale  moim  zdaniem  Sunday 
dostał, co mu się należało. Chciał nam zabronić zawieszenia świątecznych 
dekoracji,  chociaż  wieszamy  je  co  roku.  Opisali  nas  nawet  w  „Dzienniku 
Cotswoldskim".  Pokażę  pani.  Przysłali  mi  zdjęcie.  Johnowi  Summerowi 
też. 

Poczłapał do stołu przy oknie, zarzuconym stertami czasopism, gazet i 

zdjęć. 

— O, jest! Popatrzcie no tylko! 

Agatha  obejrzała  fotografię  przedstawiającą  dwie  chaty  obwieszone 

światełkami.  Summerowie  postawili  na  dachu  plastikowego  Mikołaja  i 
renifera,  a  Beagle'owie  podświetlony  plastikowy  żłobek  w  ogrodzie. 
Agacie, która oglądała „Makbeta", nagle przemknęło przez głowę, że zakaz 
szpecenia otoczenia takimi koszmarkami to jedyne pozytywne dokonanie w 
całym życiu Johna Sundaya. 

Nagle  zmrużyła  niedźwiedzie  oczy.  Uświadomiła  sobie  bowiem,  że 

Charlie Beagle chyba jest znacznie sprawniejszy niż myślała, skoro zdołał 
wtaszczyć  na  dach  plastikowego  Mikołaja  i  renifera,  nie  wspominając  o 
umocowaniu całej masy lampek. 

—  Tak  bogata  dekoracja  musiała  kosztować  mnóstwo  pracy  — 

zauważyła ostrożnie — Chyba zajęło to panu całe wieki. 

— O tak. Zaczynałem zawsze w październiku. Po troszku, po troszku i 

zawsze do świąt zdążyłem. 

— Czy sam pan wnosił na dach tę figurkę świętego? 

— Tak. Przepycham go przez lufcik na poddaszu. To łatwe. 

—  Czy  chcesz  o  coś  zapytać?  —  spytała  Agatha  Toma,  który  stał, 

zasłaniając nos i usta chusteczką do nosa. 

— Nie — wybełkotał niewyraźnie. 

TLR

background image

Wyszli na dwór. 

—  Naprawdę  okropnie  boisz  się  infekcji  —  zauważyła  Agatha  już  na 

zewnątrz. 

— Nie cierpię przeziębień. 

—  Nie  widzę  sensu  przesłuchiwania  Summerów.  Jednak  z  drugiej 

strony mogli coś widzieć. 

— Nie masz nic przeciwko temu, że zaczekam na zewnątrz? 

— Nie — odrzekła Agatha. Z minuty na minutę traciła zainteresowanie 

jego osobą. 

Jak  było  do  przewidzenia,  państwo  Summer  wyglądali  jak  lustrzane 

odbicia  Beagle'ów,  z  tą  różnicą,  że  Fred  robił  wrażenie  silniejszego.  Jego 
żona  również  się  przeziębiła  i  okropnie  kasłała.  Agatha  czuła,  że  w 
powietrzu fruwa pełno zarazków. Zaczynała rozumieć Toma. 

Opowieść gospodarza brzmiała niemal tak samo jak Charlesa Beagle'a. 

Odwiedzili  plebanię,  raczej  w  nadziei  na  herbatę  i  ciasto  niż  na  jakieś 
rewelacje  związane  z  zabójstwem  Sundaya.  Uzyskali  tylko  jedną  nową 
informację: Fred z Charliem konkurowali dawniej o to, kto zrobi bardziej 
oszałamiającą  świąteczną  dekorację,  ale  kiedy  się  zestarzeli,  zaczęli 
pomagać sobie nawzajem. 

Agatha  podziękowała  i  wyszła.  Tom  stał  na  zewnątrz.  Lekka  bryza 

zwichrzyła  mu  włosy.  Wyglądał  tak  zniewalająco,  że  Agatha  poczuła 
skurcz w żołądku. Nagle uświadomiła sobie, że od niepamiętnych czasów 
nie uprawiała seksu. Czuta, jak hormony buzują jej we krwi. 

Podeszli do nich Roy z Toni, która robiła wrażenie podekscytowanej. 

— Tilly Glossop gdzieś wyszła, ale jej sąsiadka, pani Crinch, podeszła, 

żeby  z  nami  porozmawiać  —  oznajmiła  —  Nie  lubi  Tilly.  Twierdziła,  że 
Sunday  często  ją  odwiedzał,  ale  dzień  przed  zabójstwem  okropnie  się 

TLR

background image

pokłócili. Kiedy opuszczał jej chatę wrzasnął: „Przyjmij do wiadomości, że 
z tobą skończyłem!". A ona na to: „Pożałujesz tego". 

Roy i Toni poszli dalej szukać Tilly Glossop, a Agatha z Tomem wrócili 

do Carsely i udali się na plebanię. Pani Bloxby zasugerowała, że przy tak 
pięknej pogodzie powinni wypić herbatę w ogrodzie, co umożliwiłoby pani 
Raisin zapalenie papierosa. 

— Ty palisz! — wykrzyknął Tom z oburzeniem. — Przecież szkodzisz 

innym. Nie słyszałaś o biernym paleniu? 

— Bez przesady. Jesteśmy na świeżym powietrzu — odburknęła Agatha 

z  urazą,  gdy  pomagali  poustawiać  krzesła  wokół  okrągłego  stołu  w 
ogrodzie. 

Pastorowa  obserwowała  grę  uczuć  na  twarzy  przyjaciółki.  Patrzyła  na 

Toma  z  mieszaniną  oburzenia,  rozczarowania  i  pożądania,  co  ją 
zaskoczyło.  Nigdy  nie  uważała  pani  Raisin  za  osobę  zżeraną  żądzami, 
raczej za kobietę romantyczną. 

Czy ona nie uświadamia sobie, że za tą atrakcyjną powierzchownością 

kryje  się  prawdopodobnie  bardzo  małostkowa  dusza?  —  myślała  pani 
Bloxby  —  Wystarczy  spojrzeć,  jak  zawzięcie  wyciera  czyściutkie  krzesło 
chusteczką do nosa. 

Toni z Royem wrócili i dołączyli do nich. Poinformowali, że nie zdołali 

znaleźć Tilly Glossop, a wszyscy mieszkańcy unikali ich jak zarazy. 

Pastorowa podała herbatę i ciasto. Potem spytała, jak im poszło. Agatha 

przedstawiła ich więcej niż skromne odkrycia. Na koniec dodała: 

— Nie wiem, co się dzieje z Billem Wongiem. Zwykle mnie odwiedza. 

Myślałam,  że  po  zabójstwie  Sundaya  też  do  mnie  zajrzy.  Próbowałam  do 
niego dzwonić, ale ciągle jest zajęty. 

— Och, zapomniałam pani powiedzieć! — wykrzyknęła pani Bloxby — 

Zadzwonił  do  mnie  jakiś  czas  temu.  Mówił,  że  detektyw  sierżant  Collins 

TLR

background image

pilnuje  go  jak  pies,  a  Wilkes  zabronił  mu  udzielać  pani  jakiejkolwiek 
pomocy, ponieważ nie życzy sobie, żeby osoby z zewnątrz mieszały się w 
pracę policji. 

—  Zważywszy,  jak  wiele  zagadek  kryminalnych  rozwiązałam  w 

przeszłości,  to  dość  nietaktowne  z  jego  strony  —  stwierdziła  Agatha  — 
Spróbuję później podjechać i sprawdzić, czy zastanę go w domu. Słyszała 
pani jakieś plotki o Tilly Glossop? 

—  Tylko  tyle,  że  nie  jest  zbyt  lubiana.  Do  Odley  Cruesis  przybyło 

stosunkowo  niewielu  nowych  mieszkańców  w  porównaniu  z  innymi 
miejscowościami,  ale  wszyscy  narzekają,  że  ona  traktuje  ich  bardzo 
nieuprzejmie.  May  Dinwoody  i  Carrie  Brother  cieszą  się  powszechną 
sympatią.  Miejscowi  uważają  pannę  Brother  za  ekscentryczkę.  Dlaczego 
przypuszcza pani, że istnieje związek pomiędzy zabójstwami pani Courtney 
i Sundaya? 

— To logiczny wniosek — odparła Agatha — Mówiła Charlesowi, że 

coś sobie przypomniała. Prawdopodobnie powiedziała to również sprawcy, 
więc postanowił ją uciszyć raz na zawsze. 

—  Ale  zabójstwo  pani  Courtney  sprawia  wrażenie  popełnionego  z 

premedytacją, podczas gdy Sundaya ktoś najprawdopodobniej zabił w szale 
wściekłości — zauważyła Toni. 

—  Dobrze,  że  mam  solidne  alibi,  bo  inaczej  zostałbym  pierwszym 

podejrzanym  —  roześmiał  się  Tom.  Wyciągnął  z  kieszeni  paczkę 
chusteczek nasączonych środkiem dezynfekcyjnym i zaczął wycierać ręce. 

Agatha cichutko westchnęła. Siedział przy niej silny i przystojny, istne 

uosobienie męskości, a cackał się ze sobą jak stara baba. 

— Gdzie pan zamieszkał, panie Courtney? — zapytała pani Bloxby. 

— U George'a w Mircesterze. 

— Jak długo planuje pan zostać? 

TLR

background image

—  Dopóki  nie  ureguluję  kwestii  prawnych.  Niedługo  skończę. 

Powinienem wrócić do Stanów za tydzień lub dwa. 

— Słyszałam, że ma pan siostrę 

—  Tak,  Amy.  Pozostawiła  mi  załatwienie  wszystkich  spraw 

formalnych. Matka zostawiła nam majątek równo po połowie. 

— Jej śmierć musiała was oboje okropnie zaszokować. 

—  I  tak,  i  nie,  droga  pani.  Matka  miała  sposób  bycia,  który  okropnie 

denerwował ludzi. 

— Z pewnością nie aż tak potworny, żeby rozbudzić w kimś mordercze 

instynkty! 

— Prawdę mówiąc, wytężam umysł, ale nikt konkretny nie przychodzi 

mi do głowy — wyznał Tom. 

Agathę  dziwiło,  że  zwykle  gadatliwy  Roy  tym  razem  milczał  jak 

zaklęty.  Popatrzyła  na  niego  przez  stół  i  stwierdziła,  że  zasnął  z  twarzą 
wystawioną  ku  wiosennemu  słońcu.  Po  raz  pierwszy  Agatha  zaczęła  się 
zastanawiać, dlaczego przyjechał z wizytą bez telefonicznego uprzedzenia. 
Wcześniej postępował tak tylko wtedy, gdy coś go trapiło. 

— Royu! — zawołała szorstko. 

— Tak, słucham? O co chodzi? — wymamrotał sennie. 

—  Zamierzam  pojechać  do  Mircesteru.  Spróbuję  zamienić  słówko  z 

Billem. Chcesz jechać ze mną? 

Roy wyprostował plecy, przetarł zaspane oczy. 

— Świetny pomysł. 

— Może spotkalibyśmy się u mnie w hotelu na kolacji dziś wieczorem? 

— zaproponował Tom. — Powiedzmy o ósmej. 

TLR

background image

— Ja nie mogę — odparła Toni. — Obiecałam Sharon, że pójdę z nią na 

dyskotekę. 

—  A  ja  z  kolei  mam  obowiązki  w  parafii  —  zawtórowała  jej  pani 

Bloxby. 

—  Za  to  my  chętnie  przyjedziemy  —  zdecydowała  Agatha,  choć 

szukała  w  myślach  sposobu,  żeby  nakłonić  Roya  do  pozostania  w  domu. 
Tom był tylko trochę kapryśny, nic więcej. 

 W drodze do Mircesteru Agatha zachęciła Roya: 

— Wyrzuć to z siebie wreszcie. 

— Co? 

— Czuję, że coś cię trapi. 

— Och, nic specjalnego — wymamrotał Roy ponurym głosem — Tyle, 

że straciłem zapał do pracy. 

— Dla kogo teraz pracujesz? 

— Dla Papierowych Majteczek. 

— Myślałam, że takie rzeczy wyszły z mody w latach sześćdziesiątych. 

— Próbują je znów wprowadzić na rynek. Kazali mi zainteresować nimi 

media. 

— No to co? Rób swoje jak zwykle. Znasz ten fach, Royu. Przypomnij 

sobie wszystkie paskudne zlecenia, jakie musiałam brać. 

— Nie za dobrze sobie radzę z cudzoziemcami. 

— Z jakiego kraju? 

— Z Bułgarii. Dziewczęta, które mają prezentować majtki, są ładne, ale 

zarząd  firmy  traktuje  mnie  jak  śmiecia.  Prawdę  mówiąc,  grożą  mi. 
Sugerują,  że  jeśli  nie  trafią  do  wszystkich  gazet,  zrzucą  mnie  z  mostu 
Westmisterskiego. 

TLR

background image

— Dziwi mnie, że twój szef podjął z nimi współpracę. 

— Przysłali angielskiego przedstawiciela,  żeby zawarł umowę. Dobrze 

wychowany, poprawny typ z wyższych sfer. 

Agatha zmarszczyła brwi w zamyśleniu. Nagle wykrzyknęła: 

—  Już  wiem!  Przystaniemy  przy  sklepie  papierniczym,  kupimy  tani 

papier i koperty, założymy rękawiczki i wyślemy śliczny anonim do policji 
obyczajowej.  Napiszemy,  że  to  przykrywka  dla  prostytucji,  a  modelki  są 
seksualnymi niewolnicami. 

— Ależ Agatho! 

—  Rozważ  moją  propozycję.  Policja  będzie  się  czuła  w  obowiązku 

wszcząć  śledztwo.  Wytłumaczysz  szefowi,  że  fatalna  reputacja  firmy 
zepsuje wasz wizerunek. Na pewno uwolni cię od tego zadania. 

— Weź pod uwagę wydział śledczy! — jęknął Roy. 

— A jeżeli przy oddychaniu kropelka śliny spadnie nam na papier? 

—  Oglądasz  za  dużo  seriali  kryminalnych  w  telewizji.  Czy  kiedyś  cię 

zawiodłam? 

— No, nie... 

— Więc zostaw to mnie. 

Dopisało  im  szczęście.  Straszliwi  rodzice  Billa  Wonga  wyjechali  po 

zakupy.  Jego  matka  pochodziła  z  Glouce—  stershire,  a  ojciec  z 
Hongkongu.  Agatha  uważała  ich  za  okropnych  ludzi,  lecz  Bill  ich 
uwielbiał. 

— Unikasz mnie — wytknęła Agatha, gdy Bill otworzył im drzwi. 

— To przez Collins. Wilkes nie życzy sobie, żebym utrzymywał z tobą 

kontakty, a ona śledzi każdy mój krok. 

— Ale tu jej nie ma — powiedziała Agatha wesoło. 

TLR

background image

— Wpuść nas. Musimy porozmawiać. 

Bill  wprowadził  ich  do  salonu.  Stał  tam  nowy  trzyczęściowy  zestaw 

wypoczynkowy przykryty folią. 

— Lepiej zdejmij ten plastik, zanim nastaną upały, bo inaczej przylgnie 

na amen — doradziła Agatha. 

— Niech jeszcze przez jakiś czas chroni meble przed zabrudzeniem — 

odparł Bill — Co nowego słychać? 

—  Przyjechał  syn  Miriam  Courtney  Chce,  żebym  wykryła,  kto 

zamordował jego matkę. 

—  Dlaczego  dopiero  teraz?  —  zapytał  Bill  z  miękkim  akcentem  z 

Gloucestershire. Miał miłą, okrągłą twarz i oczy w kształcie migdałów — 
Nawet nie zadał sobie trudu, żeby przyjechać na pogrzeb. Jego siostra też 
nie. 

— Wygląda na to, że Miriam utrzymywała z nimi tak rzadkie kontakty, 

jak to było możliwe. Obydwoje za nią nie przepadali. Przyjechał tylko po 
to,  żeby  nadzorować  sprzedaż  posiadłości.  Stąd  to  jego  nagłe  pojawienie 
się. 

—  Należałoby  oczekiwać,  że  najpierw  zwróci  się  do  policji,  zanim 

wynajmie prywatnego detektywa. 

— Jestem świetna w swoim zawodzie — oświadczyła Agatha. 

—  Ale  ludzie  zwykle  traktują  prywatnych  detektywów  jak  ostatnią 

deskę ratunku. Najpierw proszą policję o pomoc. 

— Wykryłeś coś? — spytała Agatha z naciskiem. 

—  Nie,  chociaż  usilnie  próbowaliśmy.  To  bardzo  zamknięta 

społeczność.  Weźmy  choćby  zabójstwo  Johna  Sundaya.  Był  tak 
znienawidzony w okolicy, że wiele osób mogło mu życzyć śmierci. 

TLR

background image

—  Szczególnie  Tilly  Glossop  —  Agatha  powtórzyła  mu  informację 

uzyskaną przez Toni. 

—  Przesłuchiwaliśmy  ją  kilkakrotnie  —  odparł  Bill  —  Słowa 

„pożałujesz tego" to żaden powód, żeby kogoś aresztować. 

— Czy Tom Courtney na pewno przebywał na Kajmanach? 

— Tak. 

— A jego siostra? 

— W Filadelfii. Wyszła za mąż za niejakiego doktora Bairnsa. 

— Czy doktor poświadcza jej alibi? 

— Wyjechał wtedy na konferencję medyczną do Seat— tle. Ale w dniu 

zabójstwa  przebywała  u  koleżanki,  Har—  riet  Tempie.  Wierzcie  mi, 
sprawdziliśmy  ich  wszystkich.  A  Miriam  wyznała  Charlesowi,  że  coś 
odkryła.  Zanim  poszła  spać  tamtej  nocy,  kiedy  ją  zamordowano,  zadzwo-
niła do pastorowej i powiedziała, że wie, kto zabił Sundaya. 

— Nie wiedziałam — wyznała Agatha — To by oznaczało, że zabiła ją 

Penelope albo jej mąż. 

—  Oczywiście  pomyśleliśmy  o  tym.  Jednak  sprzątaczka  pani  Timson 

zachorowała,  więc  ta  zadzwoniła  do  niej,  żeby  spytać,  jak  się  czuje.  Przy 
okazji powtórzyła jej słowa Miriam. Sprzątaczka, pani Radley, natychmiast 
chwyciła  słuchawkę  i  obdzwoniła  pół  wsi.  Z  kolei  ci,  do  których 
telefonowała, przekazali wiadomość innym, tak że chyba w końcu wszyscy 
ją usłyszeli. 

—  Wyjątkowo  trudna  łamigłówka  —  westchnęła  Agatha  —  Te  dwa 

morderstwa bardzo się od siebie różnią. Zabójstwo Johna Sundaya sprawia 
wrażenie popełnionego w afekcie, podczas gdy zbrodnię popełnioną na Mi-
riam ktoś najwyraźniej zaplanował z zimną krwią. 

TLR

background image

—  To  tylko  przypuszczenia,  które  nic  nie  wnoszą  do  śledztwa  — 

zauważył Bill — Miriam mówi Charlesowi, że coś wykryła i zaraz potem 
sama pada ofiarą zbrodni. Napijecie się sherry? 

—  Bardzo  chętnie  —  poprosił  Roy,  który  rozważał,  czy  powiedzieć 

Billowi o pomyśle Agathy na wyłączenie go ze współpracy z Bułgarami. 

Bill poszedł do kuchni. Wrócił z trzema  maleńkimi kieliszkami trunku 

na srebrnej tacy. 

Roy posmutniał. Wiedział, że Agatha nie życzyłaby sobie, żeby wyjawił 

Billowi  jej  plan,  ale  czuł,  że  solidna  dawka  alkoholu  dodałaby  mu 
niezbędnej odwagi. 

—  Moim  zdaniem  Tom  Courtney  wygląda  podejrzanie  —  stwierdził 

Roy — Zwykle motywem zbrodni bywają pieniądze, nieprawdaż? 

— Pomyśleliśmy o nim w pierwszej kolejności, ale ma niepodważalne 

alibi. A za jego siostrę ręczy jej koleżanka. 

—  Szkoda,  że  to  ani  syn,  ani  córka  —  wymamrotała  Agatha  — 

Poprzednie  morderstwo  we  wsi  stworzyłoby  im  komfortową  sytuację. 
Policja musiałaby powiązać obydwie zbrodnie. 

— Nadal sądzimy, że istnieje między nimi powiązanie — odparł Bill — 

Ale  masz  rację,  że  zabójstwo  Miriam  wygląda  na  starannie  zaplanowane. 
Ktoś, kto przechodził obok dworu, widział, jak gaśnie światło, a potem jak 
migocze  płomień  świecy,  gdy  Miriam  schodziła  ze  schodów  zajrzeć  do 
skrzynki  z  bezpiecznikami.  Kiedy  uderzono  ją  w  głowę,  prawdopodobnie 
zapalona świeca wpadła do patelni z tłuszczem i spowodowała pożar. 

—  Czy  można  to  stwierdzić  ź  całą  pewnością?  Dwór  spłonął 

doszczętnie. Nie przypuszczam, żeby zostały jakieś dowody. 

— Szukając źródła ognia, laboranci zbadali kuchenkę i poddali analizie 

resztki  z  patelni.  Wykryli  w  niej  pozostałości  stearyny  ze  świeczki. 
Skrzynka  z  bezpiecznikami  pozostała  praktycznie  nietknięta.  Chroniła  ją 

TLR

background image

gruba  metalowa  pokrywa.  Prąd  został  z  całą  pewnością  wyłączony.  Kto 
przechodził tamtędy o tak późnej porze? 

— Carrie Brother. 

— W jakim celu? 

— Tłumaczyła, że jej piesek musiał wyjść siusiu, że zacytuję jej własne 

słowa. 

— Moim zdaniem jest stuknięta — orzekła Agatha. 

Bill pokręcił głową. 

—  Tylko  odrobinę  ekscentryczna.  Czy  jest  sens  powtarzać  ci  po  raz 

kolejny, Agatho, żebyś trzymała się z daleka od tej sprawy? 

—  Absolutnie  nie.  Tom  Courtney  mnie  zatrudnił,  a  ja  potrzebuję 

pieniędzy. 

—  Czy  wiesz  cokolwiek  na  temat  Bułgarów  w  Londynie?  —  zapytał 

Roy. 

— Nie, nie wie — odpowiedziała pospiesznie Agatha. — Czas na nas, 

Royu. Idziemy. 

Roy skulił się na widok piorunującego spojrzenia Agathy. 

—  O  jakich  Bułgarów  chodzi?  —  zapytał  Bill,  gdy  Agatha  wyciągała 

Roya z jego domu. 

— Nieważne — rzuciła przez ramię. 

 

Po powrocie do Carsely Roy krążył po chacie w zadumie, podczas gdy 

Agatha  redagowała  anonimowy  list  do  policji.  W  końcu  włożyła  go  do 
koperty. 

—  Lepiej  nie  wysyłać  go  stąd  —  orzekła  —  Jeżeli  zobaczą  stempel 

pocztowy z Carsely, namierzą mnie bez trudu. Royu! — zawołała. 

TLR

background image

— O co chodzi? — zapytał, wyraźnie zdenerwowany. 

— Chcę, żebyś go nadał w Londynie. Wsadzę go do większej koperty, 

żebyś nie zostawił na nim odcisków palców. Wyjmij go ze środka i wrzuć 
do skrzynki —  Ściągnęła rękawiczki i wreszcie spostrzegła wyraz ulgi na 
twarzy Roya. — Nie myśl, że możesz go podrzeć i wyrzucić do śmieci po 
powrocie  do  Londynu.  Jeżeli  nie  zobaczę  żadnej  wiadomości  na  temat 
najazdu policji, będę wiedziała, że stchórzyłeś. Robię to dla twojego dobra. 
A  dzisiaj  wieczorem  chciałabym  iść  na  kolację  sam  na  sam  z  Tomem. 
Sądzę, że mnie polubił. Mam nadzieję wyciągnąć z niego coś więcej. Być 
może  przypomniał  sobie  jakąś  informację  na  temat  matki,  której  mi  nie 
przekazał. 

—  On  nie  czuje  do  ciebie  nawet  cienia  sympatii  —  odburknął  Roy  z 

ponurą miną — To ja jestem twoim przyjacielem. Powinnaś o mnie zadbać. 

—  Royu,  to  zawodowe  zadanie.  Mamy  obecnie  szczyt  recesji. 

Potrzebuję tego zlecenia. 

— No dobrze — mruknął Roy — Może pójdę do pubu. 

 

Tego  wieczoru  Agatha  odjechała  w  obłoku  perfum.  Ponieważ  Roy  nie 

mógł zaznać spokoju, pojechał do Odley Cruesis. Uważał się za detektywa. 
Liczył na to, że jeśli wykryje coś istotnego, Agatha zaproponuje mu pracę. 
Wtedy mógłby odejść z branży public relation. 

 Jechał zadrzewionymi  alejami z otwartym oknem, wdychając zapachy 

wieczoru na wsi. Zauważył zapalone światła w świetlicy parafialnej, która 
mieściła się w kwadratowym budynku obok normańskiego kościółka. Roy 
zaparkował auto i wszedł do środka. Parafianie grali w bingo. Pochylali się 
nad swoimi kartami, podczas gdy Penelope głośno wyczytywała liczby. 

Roy  usiadł  na  końcu  sali.  W  końcu  Penelope  ogłosiła  przerwę  na 

poczęstunek.  Uczestnicy  zabawy  wstali  i  ruszyli  w  stronę  stołu  przy 
ścianie,  na  którym  stała  waza  z  herbatą  i  talerze  ze  stosami  kanapek  i 

TLR

background image

ciastek.  W  tym  momencie  Roy  wpadł  na  genialny  pomysł.  Nałogowo 
oglądał telewizyjny serial „Poirot" na podstawie powieści Agathy Christie. 
Najbardziej  lubił  te  fragmenty  filmu,  kiedy  wielki  detektyw  oskarżał 
wszystkich  po  kolei,  zanim  w  ostatniej  scenie  zdemaskował  mordercę. 
Podbiegł do mikrofonu i głośno zawołał: 

— Proszę o chwilę uwagi! 

Ludzie zwrócili ku niemu głowy. 

—  Nazywam  się  Roy  Silver  —  oznajmił.  —  Prowadzę  śledztwo  w 

sprawie  tych  zabójstw.  Wiem,  kto  je  popełnił.  Będę  czekał  na  zewnątrz. 
Wystarczy,  że  winna  osoba  podejdzie  do  mnie  i  wyzna  swą  winę,  a 
załatwię jej z policją pomoc w złagodzeniu wyroku. Dziękuję państwu. 

Roy  opuścił  świetlicę  w  pełnej  zdumienia  ciszy.  Czekał  na  zewnątrz, 

bardzo  zadowolony  z  siebie.  Oczywiście  nie  liczył  na  to,  że  sprawca  do 
niego  podejdzie.  Ale  oczekiwał,  że  miejscowi  otoczą  gó  kołem  i  zaczną 
dyskutować o morderstwach. Być może zdoła pochwycić jakieś informacje, 
które umknęły Agacie. 

 Po  półgodzinie  usłyszał  ze  środka  podniesiony  głos  Penelope,  znów 

wyczytującej numery bingo. 

Poczuł  się  trochę  głupio,  ale  postanowił  czekać  dalej.  Stał  w 

ciemnościach  przy  swoim  samochodzie.  Wioska  przyłączyła  się  do  akcji 
ochrony  środowiska  przez  wyłączenie  oświetlenia  ulic.  Otaczały  go 
mroczne  sylwetki  pochylonych,  starych  chat.  W  ciemnościach  wyglądały 
wręcz złowrogo. 

Roy  cierpliwie  zaczekał  na  zakończenie  sesji  bingo.  Wreszcie 

uczestnicy  zabawy  zaczęli  wychodzić.  Nikt  nie  wypowiedział  ani  słowa, 
nawet do swoich. Ruszyli ku swoim domom, jakby Roy w ogóle nie istniał. 
Kiedy  ostatnia  osoba  znikła  z  pola  widzenia,  zobaczył,  jak  Penelope 
zamyka świetlicę. Podszedł do niej i zawołał: 

— Pani Timson! 

TLR

background image

Penelope zamarła w bezruchu. Potem odwróciła się twarzą do niego. 

— To był głupi dowcip — wytknęła. 

— Wcale nie żartowałem — zaprotestował Roy piskliwym głosem. 

— Odejdź stąd, młody człowieku. 

Roy  powoli  wrócił  do  samochodu.  Mały  księżyc  żeglował  po  niebie, 

rzucając  czarne  cienie  w  poprzek  drogi  przed  jego  oczami.  Zaczął  wiać 
lekki wietrzyk. Jego szum w koronach drzew brzmiał jak złowrogie szepty. 
Roy  postanowił  wziąć  się  w  garść.  Doszedł  do  wniosku,  że  życie  na  wsi 
absolutnie mu nie odpowiada. 

Nagle  otrzymał  silny  cios  w  tył  głowy.  Kiedy  upadał,  fluorescencyjny 

telefon wypadł mu z kieszeni marynarki na drogę tuż przed pociemniałymi 
oczami. W ostatniej chwili przytomności zebrał resztki sił i nacisnął numer 
trzy, pod którym zapisał kontakt do Agathy. 

— Pomocy! — jęknął — Zamordowali mnie! 

Potem stracił przytomność. 

 

Tilly Glossop zadzwoniła do pani Timson. 

— Ten młody dziwak leży na drodze przy swoim aucie. Myśli pani, że 

coś mu się stało? 

— Upił się i usnął — odparła pastorowa bez wahania — Proszę go tam 

zostawić. Jak się wyśpi, to wytrzeźwieje. 

Agatha  tryskała  radością  po  sporej  dawce  alkoholu  i  płonęła 

pożądaniem Tom powiedział jej tyle komplementów, że znów poczuła się 
młoda i atrakcyjna. 

Przy kawie zaproponował: 

— Może pójdziemy do mnie? Mam w pokoju bardzo dobrą brandy. 

TLR

background image

Teraz  albo  nigdy  —  pomyślała  Agatha.  —  Tylko  raz,  ten  jedyny  raz, 

zanim  się  zestarzeję.  Zrobiła  w  myślach  przegląd  własnego  ciała.  Nogi 
ogolone, pachy również. Czy powinna zastosować brazylijską depilację? Za 
późno. 

Kiedy  weszli  do  jego  pokoju,  zapragnęła,  żeby  porwał  ją  w  objęcia  i 

pocałował. Lecz Tom nalał brandy dla niej i dla siebie. Później usiadł obok 
niej  na  sofie  w  małym  salonie  swego  hotelowego  apartamentu.  Z 
uśmiechem wzniósł toast: 

— Za nas i naszą wspólną noc. 

Stuknęli się kieliszkami. Następnie Tom zagadnął: 

—  Na  wstępie  chciałbym  wyjaśnić  kilka  spraw.  Po  pierwsze,  czy 

chorowałaś kiedyś na jakieś choroby przenoszone drogą płciową? 

Agatha obrzuciła go lodowatym spojrzeniem. 

— To wszystko czy przygotowałeś dłuższą listę pytań? 

Tom posłał jej chłopięcy uśmiech. 

— Nie wiem dlaczego, ale nie znoszę włosów łonowych u kobiet. 

—  Podobnie  jak  pedofile.  Posłuchaj,  Tomie,  popełniłeś  poważny  błąd. 

Przy  takich  wymaganiach  proponuję  ci  iść  w  odpowiednie  miejsce  i 
zapłacić za konkretne usługi. A teraz, jeżeli nie masz nic przeciwko temu... 

W tym momencie zadzwoniła jej komórka. Później dziękowała Bogu za 

beznadziejnie  głupie  zachowanie  Toma.  Inaczej  pewnie  nie  odebrałaby 
telefonu. Z przerażeniem wysłuchała wiadomości od Roya. 

— To Roy! Jest ranny! 

Wezwała policję i pogotowie. Potem wstała i pospieszyła ku drzwiom. 

— Piłaś alkohol. Nie możesz prowadzić — zwrócił jej uwagę Tom. 

— Odwal się, chłoptasiu! — wycedziła Agatha i wybiegła z pokoju. 

TLR

background image

Po dotarciu do Odley Cruesis Agatha zobaczyła, że policja i pogotowie 

już  przybyły  na  miejsce.  Sanitariusze  właśnie  przenosili  Roya  do 
ambulansu. Spostrzegła Billa Wonga i pospieszyła ku niemu. 

— Czy Roy żyje? 

— Tak, ale dostał potężny cios w głowę. 

— Pojadę z nim do szpitala. 

— Agatho, piłaś alkohol. 

— No to co? Nie zamierzam prowadzić karetki. 

Agatha bezradnie czekała w szpitala. Wkrótce dołączyły do niej Toni i 

Sharon. Bill zawiadomił Toni przez telefon. 

— Domyślasz się, kto to zrobił? — spytała Agatha. 

Toni pokręciła głową. 

— Podobno Roy poszedł na imprezę, podczas której mieszkańcy grali w 

bingo,  i  obwieścił,  że  zna  tożsamość  mordercy.  Zażądał,  żeby  winowajca 
wyszedł do niego na dwór i wyznał swoją winę. 

— Nie powinnam dawać mu na Gwiazdkę zestawu płyt z serią filmów o 

detektywie Poirot — wymamrotała Agatha — Co mu strzeliło do głowy? I 
którego  mordercę  miał  na  myśli?  Podejrzewam,  że  pierwszego,  bo 
wiedział, że idę na kolację z Tomem. 

— Wrócił Bill — zauważyła Sharon. 

—  Źle  z  nim.  Nastąpiło  krwawienie  do  mózgu  —  oznajmił  Bill  — 

Właśnie go operują. Idźcie do domu. Nic tu nie możecie pomóc. 

— Przeżyje? 

—  Jeszcze  nie  wiedzą,  ale  mają  nadzieję,  że  go  uratują.  Na  tak 

mizernego młodzieńca ma wyjątkowo mocną czaszkę, jak z żelaza. 

— Czy ktoś coś widział? 

TLR

background image

Bill opowiedział jej o telefonie do żony pastora. 

—  Niesłychane!  —  wykrzyknęła  Agatha  —  Roy  ogłasza,  że  zna 

tożsamość  mordercy.  Potem  widzą,  że  leży  na  drodze,  i  nikt  nie  zadaje 
sobie trudu, żeby podejść i zobaczyć, co mu się stało! 

— Zgodnie z raportem, miejscowi uznali, że usnął po pijanemu. 

— Czy wiadomo, czym został uderzony? 

—  Jakimś  tępym  narzędziem  w  rodzaju  młotka.  Nie  lubię  sierżant 

Collins, ale byłem zadowolony,  że waliła do wszystkich drzwi, wkraczała 
do  każdego  domu,  budziła  mieszkańców  i  wrzeszczała  na  nich.  Ta 
wiadomość powinna cię ucieszyć, Agatho. A teraz wracajcie do domów. 

— Wolałabym przy nim posiedzieć i przemawiać do niego — poprosiła 

Agatha błagalnym tonem. 

—  Agatho,  życie  to  nie  opera  mydlana.  Nie  jest  w  śpiączce.  Leży  na 

stole operacyjnym pod narkozą. Chirurdzy wywiercili mu kilka otworów w 
czaszce. Może pozwolą ci zobaczyć go rano. Idź do domu i spróbuj zasnąć. 

Agatha, potwornie zmęczona, właśnie szykowała się do łóżka, gdy ktoś 

otworzył drzwi i do środka wkroczył Charles. 

—  Ktoś  uderzył  Roya  w  głowę  —  poinformowała  go  Agatha  —  Nie 

wiadomo, czy przeżyje. 

Z oczu Agathy popłynęły łzy. Charles usiadł na sofie obok niej i tulił ją, 

aż przestała płakać. 

— A teraz opowiedz mi wszystko — poprosił, gdy doszła do siebie. 

Spełniła jego prośbę. Kiedy skończyła, Charles powiedział: 

— Zastanawiałem się nad Tomem Courtneyem. 

TLR

background image

—  Dlaczego?  —  spytała  Agatha  —  Nawiasem  mówiąc,  jadłam  z  nim 

kolację  w  tym  czasie,  kiedy  ktoś  usiłował  zabić  Roya.  Zresztą,  z  jakiego 
powodu chciałby zabić Johna Sundaya? 

— Och, po prostu pomyślałem, że już planował wykończyć matkę, ale 

przedtem  postanowił  zlikwidować  służbistę,  zanim  zgłosi  jakieś  obiekcje 
przeciwko  sprzedaży  posiadłości  agencji  nieruchomości  pod  budowę 
drogiego osiedla mieszkaniowego. A więc zaprosił cię na kolację i wróciłaś 
nad ranem pachnąca perfumami panny Coco. Czy cię uwiódł? 

—  Dzięki  Bogu,  przeszkodził  mu  telefon  od  Roya  z  błaganiem  o 

ratunek. Wyobrażasz sobie, że on zapytał, czy się goliłam? 

Charles pogładził Agathę po twarzy. 

— Gładziutka jak pupcia niemowlęcia. Ach, miał na myśli drugi koniec! 

Co za dureń! Jak można wygadywać takie bzdury? 

—  Zostaw  mnie  teraz  samą,  Charłesie.  Włączyłam  alarm.  Po  pierwsze 

muszę  jechać  z  powrotem  do  szpitala.  Po  drugie  niepokoją  mnie  oczy 
Sharon. 

— Dlaczego? 

Ale odpowiedziało mu jedynie ciche chrapanie. 

 

Trzy godziny później Charles wiózł Agathę do szpitala w Mircesterze. 

—  Nie  sądzę,  żebyś  chciała  nadal  pracować  dla  Toma  —  zagadnął 

Charles  —  Popatrz  tylko,  jakie  te  leśne  gołębie  są  głupie.  Łażą  po  całej 
drodze. 

— Raczej nie — odparła Agatha — Ale on może mieć jakiś związek z 

tymi zabójcami albo znać kogoś powiązanego z nimi. Zapomnę o ostatnim 
wieczorze i będę kontynuować śledztwo. 

TLR

background image

—  Co  cię  zaniepokoiło  w  oczach  Sharon?  Mamrotałaś  o  nich,  zanim 

zasnęłaś. 

—  Być  może  to  tylko  dlatego,  że  wszyscy  byliśmy  wczoraj  bardzo 

zmartwieni,  ale  zauważyłam,  że  ma  maleńkie  źrenice,  jak  łebki  szpilek. 
Poproszę Toni, żeby ją obserwowała. 

—  Czy  czasami  wracasz  pamięcią  do  naszej  przygody  w  południowej 

Francji? 

Agatha zerknęła przelotnie na Charlesa, ale miał obojętny wyraz twarzy. 

Roześmiała się sztucznie. 

—  Od  czasu  do  czasu.  Byłam  zadowolona,  że  uciekłam  od  mojego 

koszmarnego narzeczonego. 

Agatha  była  przez  krótki  czas  zaręczona  z  mieszkańcem  wsi,  który 

zabrał  ją  na  wakacje  do  Normandii.  Okazał  się  na  tyle  okropnym 
człowiekiem, że Agatha postanowiła zadzwonić do Charlesa, by przybył jej 
na ratunek. Później pojechali z Charlesem na krótkie wakacje na południe 
Francji. 

— I to wszystko? — zapytał wyraźnie rozczarowany. 

— Podchodzę do tego w taki sam sposób jak ty — wypomniała Agatha 

—  No  cóż,  miło  było,  ale  wynikły  pewne  kłopoty  w  domu  i  musiałam 
szybko wracać. Nieważne. Zobaczmy, jak się miewa Roy. 

Roy wyglądał jak pisklę porzucone przez matkę. Ogolono mu głowę po 

jednej  stronie.  Jakaś  matrona  zastąpiła  im  drogę,  informując,  że  tylko 
krewnym wolno odwiedzić chorego. 

— Jesteśmy jego ciotką i wujem — skłamała Agatha, po czym zwróciła 

się do Roya: 

— Jak się czujesz? 

TLR

background image

— Twierdzą, że wszystko będzie dobrze. Muszę tylko poleżeć tydzień i 

nie wolno mi latać samolotami. Wywiercili mi dwie dziury w głowie. Tylko 
popatrzcie! Wygląda jak kula do gry w kręgle. 

— Co ci strzeliło do łba, żeby zrobić coś tak ryzykownego? — spytała. 

—  Liczyłem  na  to,  że  uda  mi  się  kogoś  sprowokować,  tak  jak  tobie. 

Nawiasem  mówiąc,  zadzwoniłem  do  Pedmana.  Przekazał  zlecenie  od 
Bułgarów Mary. 

Mary, zatrudniona w tej samej agencji public relations, rywalizowała z 

Royem i wciąż usiłowała podbierać mu zlecenia. 

— Gdy tylko mnie wypiszą, złożę wymówienie — dodał Roy. 

— I co będziesz robić? — zapytał Charles. 

—  Jeszcze  nie  wiem.  Może  zamieszkam  na  wsi.  Mógłbym  podjąć  u 

ciebie pracę, Agatho. 

— Pracujemy głównie w terenie i po wsiach, Royu. Moim zdaniem to 

nie dla ciebie. Zawsze uważałam cię za mieszczucha. 

Roy  nagle  przypomniał  sobie  złowrogą  ciszę  i  ciemności  w  Odley 

Cruesis. Nawet jeden autobus nie urozmaicił posępnej monotonii. 

—  Coś  wymyślę  —  odrzekł  wesoło  —  Czy  wiecie,  że  jeden  z 

brytyjskich  chirurgów  wyjeżdża  co  roku  na  Ukrainę,  gdzie  przeprowadza 
operację  czaszki  za  pomocą  elektrycznej  wiertarki  Black  and  Decker, 
ponieważ nie mają tam odpowiedniego sprzętu? 

Do  sali  weszli  Bill  Wong  i  inspektor  Wilkes,  żeby  przesłuchać  Roya. 

"Wygonili Agathę i Charlesa do poczekalni. 

— Wychodzę — oświadczył Charles — Do zobaczenia później. 

 

TLR

background image

Agatha  przejrzała  kolorowe  pisemka.  Obejrzała  fotografie  z  otwarcia 

różnych  imprez  i  myśliwskich  kolacji.  Wszyscy  na  zdjęciach  robili 
wrażenie  zadowolonych  z  życia.  Fotografowie  kłamią  —  pomyślała  — 
Nikt  nie  udokumentuje  karczemnej  awantury  w  drodze  powrotnej, 
skłóconych 

małżonków 

tuż 

przed 

rozwodem, 

bankrutującego 

przedsiębiorcy  czy  towarzyskiej  kompromitacji,  na  przykład  publicznej 
sprzeczki 

pomiędzy 

kochanką 

żoną 

właściciela 

warsztatu 

samochodowego. Nie zauważyła, kiedy zasnęła, a gazeta wypadła jej z ręki. 

Charles wrócił późnym popołudniem i obudził Agathę. 

—  Przespałaś  wiele  godzin  —  poinformował  ją  —  Przez  ten  czas 

przyszli  tu  Toni,  Sharon  i  Phil  z  Patrickiem.  Pedman  przysłał  cały  kosz 
smakołyków.  Wszyscy  skosztowali  po  trochu,  z  wyjątkiem  Roya.  Jego 
prawdziwi  wujostwo  też  go  odwiedzili.  Zamierzają  zabrać  go  jutro  do 
siebie i zaopiekować się nim. Dziwne, ale nigdy nie przyszło mi do głowy, 
że ma jakąkolwiek rodzinę. 

Podeszli  pod  salę,  jednak  pielęgniarka  poinformowała  ich,  że  pacjent 

zasnął i poprosiła, żeby go nie niepokoili. 

Agatha zerknęła na zegarek. 

—  Najlepiej,  jak  wrócę  do  biura  i  sprawdzę,  czy  ktoś  wykrył  coś 

nowego. 

— Do zobaczenia jutro — odpowiedział Charles. 

Agatha obserwowała jego plecy w doskonale skrojonej marynarce, gdy 

odchodził  korytarzem.  Czy  ten  krótki  romans  w  południowej  Francji 
cokolwiek  dla  niego  znaczył?  Nigdy  wcześniej  go  nie  wspominał. 
Wyciągnęła z torebki małe lusterko i jęknęła ze zgrozy na widok własnego 
odbicia. Wodoodporny tusz do rzęs uformował czarne grudki pod oczami. 
Powiększające lusterko tak uwydatniło pory skóry, że jej cera przypominała 
powierzchnię księżyca. 

TLR

background image

Umycie  twarzy  i  nałożenie  na  nowo  makijażu  zajęło  jej  sporo  czasu. 

Gdy  w  końcu  dotarła  do  biura,  pani  Freedman  właśnie  zamierzała  je 
zamknąć.  Sharon  szczotkowała  długie  włosy,  tym  razem  jasne  z 
czerwonymi pasemkami. 

Agatha przekazała im najnowsze wieści na temat Roya. 

—  Pozostali  nadal  usiłują  coś  wyśledzić  w  tej  koszmarnej  wsi  — 

powiedziała  sekretarka  —  Czy  chciałaby  pani,  żebym  jeszcze  została  w 
pracy? 

— Nie. Proszę iść do domu. Ty, Sharon, zostań. Muszę z tobą zamienić 

słówko. 

Sharon rzuciła szczotkę i wróciła za swoje biurko. 

— Co tam znowu? 

Agatha  odczekała,  aż  pani  Freedman  zamknie  za  sobą  drzwi.  Wtedy 

spytała: 

— Jakie narkotyki bierzesz? 

— Żadnych. 

—  Nie  próbuj  mnie  okłamywać.  Co  zażywasz?  Kokainę,  amfetaminę, 

heroinę? 

— Nic z tych rzeczy. Muszę iść. 

— Masz zwężone źrenice. Dam głowę, że ćpasz. Nie możesz dla mnie 

pracować i brać narkotyków. 

—  A  tobie,  stara  pijaczko  wolno  pić  i  palić?  —  wybuchła  Sharon  — 

Pieprzę tę robotę! 

Sharon wypadła z biura jak burza, zostawiając za sobą jedynie odór potu 

i tanich perfum. 

TLR

background image

— W gruncie rzeczy co mnie to obchodzi? — powiedziała sobie Agatha 

z rozgoryczeniem. — W końcu nie jestem jej matką. 

Po  powrocie  do  chaty  zastała  na  kuchennym  stole  wielki  bukiet 

czerwonych róż z dołączoną kartką od Doris:

 

 

Przysłano je dzisiaj. Znalazłaś sobie faceta? 

Agatha przeczytała bilecik, dołączony do bukietu: 

Nie gniewaj się na mnie. Ucałowania. Tom. 

 

Dureń  —  pomyślała  Agatha  z  goryczą.  Nakarmiła  koty,  zabrała  róże  i 

poszła z nimi na plebanię. 

— Będą ładnie wyglądały w kościele — zachwalała, wręczając je pani 

Bloxby. 

— Bardzo dziękuję! Jak miło z pani strony! 

— Prawdę mówiąc, niespecjalnie. Chcę się ich pozbyć. 

—  Mimo  wszystko  zapraszam  do  środka.  Zaparzę  nam  kawę.  Jak  się 

czuje Roy? Słyszałam całą historię w wiadomościach. 

— Dochodzi do zdrowia. 

Agatha  z  lękiem  usiadła  na  wypełnionych  pierzem  poduszkach  starej 

sofy w salonie plebanii. 

—  Te  kwiaty  przysłał  mi  Tom  Courtney  Wyciągnął  mnie  wczoraj  na 

kolację.  Zapytał,  czy  przechodziłam  jakieś  choroby  przenoszone  drogą 
płciową i czy się ogoliłam. 

—  Och!  —  pastorowa  lekko  spłonęła  rumieńcem  —  Nigdy  nie 

zrozumiem braku romantyzmu w dzisiejszych czasach. Wiele młodych par 
przychodzi  na  plebanię  po  porady  przedmałżeńskie.  Przeważnie  robią  to 

TLR

background image

tylko dlatego, że dziewczyna pragnie ślubu kościelnego. Większość z nich 
nie  była  w  kościele  od  dnia  własnego  chrztu.  Pewien  młody  człowiek 
zażądał  od  narzeczonej  przy  Alfie:  „Ponieważ  wyjeżdżamy  w  podróż 
poślubną  do  Ameryki,  powinnaś  iść  do  solarium  i  trochę  się  opalić.  Nie 
chcę, żebyś świeciła na plaży białą skórą, jak brzuch rekina". Wygląda na 
to,  że  dziś  mężczyźni  żądają  od  swoich  ukochanych  tego,  za  co  ich 
przodkowie płacili niegdyś w domach rozpusty. 

— Szkoda starych dobrych czasów! — zachichotała Agatha. 

— Cóż, brak dzisiaj dawnego romantyzmu. Nic tak nie podsyca uczucia 

jak  odrobina  frustracji.  Chyba  nie  chce  pani  dłużej  pracować  dla  tego 
człowieka? 

—  Ależ  jak  najbardziej.  Ostatnio  brakuje  mi  pieniędzy,  a  on  dobrze 

płaci.  Mam  przeczucie,  że  Tom  Courtney  byłby  zdolny  zamordować 
rodzoną  matkę,  ale  ma  żelazne  alibi.  Zastanawiam  się  też  nad  tą  jego 
siostrą. Mogła nakłonić tę koleżankę, żeby przysięgła, że była u niej w dniu 
morderstwa. Ach, prawda, zapomniałam. Nie odnotowano, żeby wjeżdżała 
do Wielkiej Brytanii. 

— W grę wchodzą duże pieniądze — zauważyła pani Bloxby. 

— Mogli komuś' zapłacić — stwierdziła Agatha po chwili namysłu — 

Zamierzam wyruszyć do Filadelfii i tam się rozejrzeć. Już wiem! Wrócę do 
Roya  i  skłonię  go,  żeby  rozpowiedział,  że  wyjechałam  do  sanatorium  i 
wrócę za kilka dni. 

Roy siedział na łóżku i jadł winogrona z wielkiego koszyka. 

— Zgadnij, kto mnie odwiedził, Agatho! — zagadnął na powitanie. 

— Dobra wróżka. 

—  Pan  Pedman,  osobiście.  Przyniósł  mi  te  wszystkie  pyszne  owoce. 

Czy  pamiętasz,  jak  wpadłem  na  genialny  pomysł  wysłania  anonimowego 
listu do policji z sugestią, że Bułgarzy handlują żywym towarem? 

TLR

background image

— Owszem, ale to był mój pomysł. 

—  Nieważne.  W  każdym  razie  te  pomówienia  okazały  się  prawdą.  Ta 

suka, Mary, wychwalała ich pod niebiosa. W dodatku kłapała dziobem, że 
nie  chciało  mi  się  dla  nich  pracować  wyłącznie  z  lenistwa.  Teraz 
definitywnie wypadła z łask, a ja dostanę podwyżkę! 

— Doskonale. W podziękowaniu za moją pomoc — podkreślam, moją 

—  chciałabym,  żebyś  i  ty  coś  dla  mnie  zrobił.  Powiesz  każdemu,  kto  cię 
odwiedzi,  łącznie z Billem  — zwłaszcza jemu — że wyjechałam na kilka 
dni na „farmę zdrowia", ale nie masz zielonego pojęcia dokąd. 

Chcesz zobaczyć moje zdjęcie w gazecie? 

— Nie, Narcyzie. Już wychodzę.

TLR

background image

 

 

ROZDZIAŁ

 

 

Agatha czuła się podle, gdy ogłoszono, że samolot dolatuje do Filadelfii. 

Zaczęła  zastanawiać  się,  co  nią  kierowało,  że  wyruszyła  w  tak  drogą 
podróż. Co wiedziała o współczesnych mężczyznach? A jeśli teraz każdy z 
nich  zadawał  pytania  intymnej  natury,  zanim  otworzył  drzwi  sypialni? 
Tymczasem ją na drugą półkulę wygnało prawdopodobnie przekonanie, że 
akurat Tom Courtney ma coś nie w porządku z głową. 

Policja sprawdziła alibi po obu stronach Atlantyku. Co ona spodziewała 

się odkryć? 

Po  zakończeniu  formalności  paszportowych  Agatha  wyciągnęła  plany 

miasta,  które  ściągnęła  z  Internetu  i  wydrukowała  przed  wyjazdem  z 
Carsely.  Poprosiła  taksówkarza,  żeby  zawiózł  ją  do  posiadłości  doktora 
Bairnsa i jego żony przy Sellivex Drive. 

A  jeżeli  nie  zastanę  ich  w  domu?  —  myślała  w  popłochu,  kiedy  w 

końcu  samochód  skręcił  na  obsadzony  drzewami  podjazd.  Zapytała 
kierowcę, czy zaczeka na nią. 

— Oczywiście, jeżeli najpierw zapłaci mi pani za ten kurs — odparł. 

 Agatha uregulowała należność i dodała hojny napiwek. 

Dom  zbudowano  w  pseudokoloniałnym  stylu.  Z  czerwonej  cegły  i  z 

białymi kolumnami przy frontowym wejściu. Zadbane trawniki oddzielały 
go od identycznych budowli po obydwu stronach. Nigdzie nie było widać 
bawiących się dzieci. 

TLR

background image

Agatha  wkroczyła  na  ścieżkę  wyłożoną  cegłami,  która  biegła  wzdłuż 

prawej  strony  trawnika.  Minęła  garaż,  który  udawał  stajnię.  Podeszła  do 
frontowych drzwi i nacisnęła dzwonek. Usłyszała głos z wewnątrz. 

— Sprawdź, kto przyszedł, Sally. 

Otworzyła jej korpulentna, siwa kobieta. 

— Słucham panią? 

Agatha podała jej wizytówkę. 

— Chciałabym się zobaczyć z panią Bairns — poprosiła. 

— Proszę chwilkę zaczekać. 

Agatha czekała. 

Sally wróciła po kilku sekundach. 

— Tędy, proszę. Ale niech pani najpierw zdejmie buty. 

Agatha  wkroczyła  do  zimnego,  klimatyzowanego  wnętrza,  a  potem  do 

obszernego,  prawie  pustego  pokoju.  Najwyraźniej  rodzina  Bairnsów 
wyznawała  zasadę  minimalizmu  przy  urządzaniu  wnętrz.  Ściany 
pomalowano  na  biało.  Wisiały  na  nich  niemal  czarne  obrazy.  Jedyne 
umeblowanie  stanowiły  trzy  obite  skórą  krzesła  na  wrzecionowatych 
metalowych nóżkach i jeden marmurowy stolik do kawy. 

Pani  Amy  Bairns  pozostała  w  pozycji  siedzącej.  Była  wysoką 

blondynką,  najwyraźniej  po  liftingu  w  Kalifornii,  po  którym  wszystkie 
kobiety wyglądają tak samo. Jak kosmitki z planety „Botoks". 

Nie  uśmiechnęła  się.  Pewnie  każdy  uśmiech  groził  popękaniem 

naciągniętej skóry. 

— Czym mogę służyć? — zapytała. 

Agatha usiadła. 

TLR

background image

—  Tom  Courtney  poprosił  mnie,  żebym  wykryła,  kto  zamordował 

waszą matkę — zaczęła. 

— Co więc panią tutaj sprowadza? 

—  Ponieważ  jest  pani  jego  siostrą,  mam  nadzieję,  że  przypomni  sobie 

pani  coś,  co  naprowadzi  mnie  na  trop  sprawcy.  Czy  wasza  matka  miała 
jakichś wrogów? 

— Nie była lubiana, ale nikt nie nienawidził jej na tyle, żeby ją zabić. 

—  Może  udałoby  mi  się  zamienić  parę  słów  z  pani  koleżanką,  Harriet 

Tempie. 

— Czyżby śmiała pani sugerować, że wątpi w moje alibi? 

—  Nie,  w  żadnym  wypadku.  Ale  może  pamięta  coś  na  temat  pani 

Courtney. 

— Prawie jej nie znała. A teraz proszę wybaczyć. Mój czas jest cenny, 

nawet jeżeli pani nie szanuje własnego. 

Amy  musiała  nacisnąć  jakiś  ukryty  guzik  dzwonka,  ponieważ  Sally 

zaraz przyszła. 

— Pani Raisin wychodzi — oznajmiła doktorowa. 

Agatha obrzuciła ją zdumionym spojrzeniem. Skąd 

taka ogromna niechęć, skoro usiłowała tylko odnaleźć zabójcę matki tej 

kobiety? 

Podążyła  za  Sally  do  holu.  Usiadła  na  białym  krześle,  obitym  skórą  i 

włożyła buty. Potem wyciągnęła studolarowy banknot z portfela. 

— Spotkamy się później? — zapytała. 

Służąca uklękła u stóp Agathy 

—  Ubrudziła  sobie  pani  pantofel.  Zaraz  zetrę  tę  plamę  —  A  szeptem 

dodała: — W barze u Jimmyego przy PeachTree o ósmej. 

TLR

background image

Agatha  skinęła  głową.  Wróciła  do  czekającej  taksówki  i  poprosiła  o 

podwiezienie do najbliższego hotelu. 

— Niedaleko stąd, przy szosie, jest  motel, ale nie  ma  pani samochodu 

— zauważył taksówkarz, podając jej brudną wizytówkę. 

— A gdzie jest bar Jimmyego przy Peach Tree? 

— Zaraz przy motelu. 

— Doskonale. 

—  Jeżeli  chce  pani  skorzystać  z  moich  usług  jutro,  proszę  ustalić 

godzinę. Nie mogę stać przez cały dzień, czekając na jeden kurs. 

— Proszę po mnie przyjechać o dziewiątej rano. 

Motel  był  czysty,  a  obsługa  sprawna.  Agatha  wypakowała  swój 

skromny  dobytek  z  torby  podróżnej.  Miała  zawroty  głowy  po  podróży 
odrzutowcem.  Przestawiła  budzik  pięć  godzin  do  tyłu,  na  czas 
amerykański. Potem zadzwoniła do Patricka. 

— Nie  mów nikomu, Patricku,  ale jestem  w  Ameryce — poprosiła — 

Czy  masz  przy  sobie  notatki  związane  ze  sprawą  zabójstwa  Miriam 
Courtney? 

— Tak, powinienem je mieć przy sobie. 

—  Siostrze  Toma  dostarczyła  alibi  niejaka  Harriet  Tempie.  Czy 

przypadkiem nie udało ci się zdobyć jej adresu na policji? 

— Nie pamiętam. Zaczekaj, nie odkładaj słuchawki. 

 Agatha  czekała  niecierpliwie.  Za  oknem,  na  bezpłatnej  autostradzie 

samochody szumiały niczym wielki, mechaniczny ocean. W końcu Patrick 
podszedł z powrotem do telefonu. 

— Znalazłem. Harriet Tempie... masz długopis? 

— Tak. 

TLR

background image

— Rozwódka. Mieszka przy Campden Court, dwa pięć dwa, mieszkania 

pięć. Nie zdobyłem jej numeru telefonu. 

— Dziękuję, Patricku. Opowiem ci wszystko po powrocie. 

Agatha  wzięła  prysznic  i  przebrała  się  w  lekką,  luźną  sukienkę. 

Następnie poszła poszukać baru Jimmyego. 

Tak  jak  mówił  kierowca,  stał  zaledwie  dwa  budynki  dalej.  W  ciemnej 

uliczce reklamował go migoczący czerwony neon nad drzwiami. 

Agatha  weszła  do  środka  pewnym  krokiem.  W  środku  zastała  kilku 

mężczyzn przy barze i kilkoro gości obojga płci siedzących w przedziałach 
na kanapach ze sztucznej czerwonej skóry przy jednej ze ścian. 

Usiadła  w  przedziale  z  dobrym  widokiem  na  drzwi.  Była  dokładnie 

ósma. 

Wtem  Agatha  uświadomiła  sobie,  że  to  lokal  samoobsługowy.  Wstała, 

podeszła do baru i zamówiła butelkę piwa Budweiser. 

— Czy mogę prosić o szklankę? — spytała. 

Agatha przygotowała się na zwyczajowe pytanie, czy jest Angielką, ałe 

barman najwyraźniej był zbyt zmęczony, żeby tracić czas i siły na próżną 
gadaninę. 

—  Ja też się napiję tego samego — powiedział ktoś z boku. 

Agatha  odwróciła  głowę  i  ujrzała  Sally.  Zapłaciła  za  trunki  i 

zaprowadziła ją do stolika. 

— A więc czego pani ode mnie chce? — zapytała służąca. 

—  Pomyślałam,  że  może  pani  wiedzieć,  czy  pani  Courtney  miała 

jakichś wrogów. 

—  Nie  mogę  stwierdzić,  że  nie  miała  żadnych.  Widzi  pani,  prawdę 

mówiąc,  mało  komu  pozwalano  wejść  do  domu.  Nie  chciałabym  brać  od 

TLR

background image

pani pieniędzy za nic, ale  może to się pani przyda. Pani Bairns kazała mi 
spalić stare rodzinne fotografie, ale na śmierć zapomniałam. Może w czymś 
pomogą. 

Agatha  otworzyła  portfel  i  dała  jej  kilka  setek.  Wiedziała, że  nie  musi 

dodatkowo  płacić  za  zdjęcia,  ale  na  widok  zmęczonej,  brązowej  twarzy 
Sally ogarnęło ją współczucie. 

— Dlaczego nadal wykonuje pani tak niewdzięczne zajęcie? — spytała. 

—  Bo  mi  dobrze  płacą.  Ale  teraz,  kiedy  dostałam  od  pani  dodatkowe 

pieniądze, wrócę rano do domu, do Atlanty. Wolałabym wrócić do zawodu 
kelnerki  niż  pracować  dla  niej.  Zatrudniła  mnie  zaledwie  trzy  tygodnie 
temu.  Łazi  za  mną  jak  pies.  Szuka  najdrobniejszego  śladu  brudu.  Ma 
obsesję  na  punkcie  higieny.  Płaci  mi  co  tydzień.  Jutro  dostanę  kolejną 
wypłatę. Wezmę ją i złożę wymówienie. Ale na mnie już czas. 

— Kto tam pracował przed panią? 

— Nie wiem. Podobno ona mieszka tu dopiero od paru miesięcy. 

Agatha podziękowała Sally i życzyła jej powodzenia. Włożyła album do 

teczki.  Zobaczymy,  dlaczego  Amy  tak  bardzo  chciała  go  zniszczyć  — 
myślała w drodze powrotnej do hotelu. 

Ku  swojemu  zdziwieniu,  w  pokoju  zastała  miskę  owoców  i  butelkę 

musującego wina na nocnej szafce. Dołączono do niej kartkę z życzeniami 
miłego pobytu. 

Bardzo  miło  z  ich  strony  —  pomyślała  Agatha.  Zdumiało  ją,  że 

właściciele  zwykłego  przydrożnego  motelu  zdobyli  się  na  tak  wytworny 
gest. Podniosła słuchawkę i zadzwoniła do recepcji. 

— Serdecznie dziękuję za owoce i wino — powiedziała. 

—  Nie  wysyłaliśmy  żadnych  owoców  ani  wina  do  pani  pokoju  — 

odparła recepcjonistka — Rozmawiam z panią Raisin, prawda? 

TLR

background image

— Tak. 

— Może ma pani wielbiciela. 

Agatha  powoli  odłożyła  słuchawkę.  Jeżeli  wino  zostało  zaprawione 

jakimś  środkiem,  powinna  wylać  trochę,  udać,  że  zasnęła  i  czekać  na 
intruza.  Z  drugiej  strony  ta  osoba  może  ją  zabić.  Nie  chciała  jednak 
zawiadamiać policji. Analiza zawartości butelki trwałaby całe wieki. Poza 
tym  amerykańska  policja  zawiadomiłaby  mircesterską,  która  byłaby 
wściekła,  że  miesza  się  w  pracę  organów  ścigania.  Zeszła  do  recepcji  i 
poinformowała recepcjonistkę: 

—  Czekam  na  przyjaciela  z  Anglii,  który  przyjedzie  dziś  późnym 

wieczorem. Czy mogłabym zamówić jeszcze jeden pokój? 

—  Oczywiście.  Proszę  wypełnić  formularz.  Mamy  jeden  wolny,  na 

końcu korytarza, za panią. Może być? 

 Doskonale. 

Agatha  wróciła  do  pokoju.  Wlała  odrobinę  wina  do  kieliszka  i 

rozprowadziła po ściankach. Potem wylała pół butelki do ubikacji. 

Następnie  perukę,  którą  woziła  ze  sobą,  wypchała  gazetami  i 

uformowała pościel tak, jakby ktoś pod nią spał. Później otworzyła szufladę 
nocnej szafki przy  łóżku, wyciągnęła Biblię Gedeona  i włożyła do swojej 
teczki w miejsce albumu ze zdjęciami. 

Zamknęła za sobą drzwi i poszła spać do drugiego, świeżo wynajętego 

pokoju. 

Położyła  się  do  łóżka  z  zamiarem  czuwania.  Ale  po  zmianie  strefy 

czasowej  dopadło  ją  zmęczenie  i  senność.  Wkrótce  zasnęła.  Nie  obudziła 
się aż do czwartej nad ranem. 

Wtedy  wstała  i  poszła  do  swojego  pierwszego  pokoju.  Nie  znalazła 

żadnych  śladów  włamania.  Wszystko  zastała  tam,  gdzie  zostawiła.  Tylko 
jej  teczka  znikła.  Agatha  wpadła  w  popłoch.  Spakowała  pospiesznie  swój 

TLR

background image

dobytek, opróżniła butelkę, żeby jakaś pokojówka nie wypiła wina, zeszła 
na  dół  po  schodach,  zapłaciła  rachunki  i  zadzwoniła  do  swojego 
taksówkarza. 

Trochę marudził, że zrywa go w środku nocy, ale obiecał przyjechać. 

Kiedy  przybył,  poprosiła  go,  żeby  zawiózł  ją  do  jakiegoś  wielkiego, 

pięciogwiazdkowego hotelu w centrum miasta. 

Wysadził  ją  przy  hotelu  Hiltona  o  nazwie  Gospoda  w  Ogrodzie.  Gdy 

Agatha  wysiadała,  jej  torebka  otworzyła  się  i  zawartość  wypadła  na 
chodnik.  Kierowca  pomógł  jej  pozbierać  rzeczy,  łącznie  z  paczką 
papierosów. 

— Nie będzie ich tu pani potrzebować — powiedział. 

— Dlaczego? 

— Hotel szczyci się tym, że nie wolno w nim palić. 

— Cholera! — zawyła Agatha — Proszę mnie zawieźć gdzieś, gdzie nie 

ma zakazu palenia. 

Zabrał ją do niewielkiego hoteliku o nazwie Pod Kloszem. 

— Proszę tu zaczekać — rozkazała Agatha — Chcę najpierw zobaczyć 

to miejsce. 

Wkroczyła  do  holu  pełnego  mahoniu  i  mosiądzu.  Nocny  portier 

potwierdził,  że  mają  pokój  dla  palących.  Agatha  wróciła  do  taksówki, 
zapłaciła za kurs i podążyła za portierem, który wniósł jej torbę do środka. 
Nocleg  kosztował  bardzo  drogo,  ale  pokój,  do  którego  ją  zaprowadzono, 
posiadał przyległy, mały salonik. 

Agatha  z  błogim  westchnieniem  zapaliła  pierwszego  papierosa  od 

wyjazdu  z  Anglii.  Smakował  fatalnie.  Uważnie  przyjrzała  się  paczce 
zmrużonymi  oczami,  niepewna,  czy  nie  zamieniono  jej  papierosów  na 
chiński wyrób z przemytu, ale wyglądała normalnie. 

TLR

background image

— Cholera! — zawołała do obojętnych ścian i położyła się do łóżka. 

Obudziła się dopiero w południe. Wzięła prysznic, ubrała się, zamówiła 

kawę  i  kanapki  i  zaczęła  oglądać  album  ze  zdjęciami.  Patrzyła  ze 
zdumieniem na przeróżne zdjęcia. Wyglądało na to, że z wielu odcięto czy-
jąś  postać.  Na  jednym  Tom  stał  z  wyciągniętą,  uciętą  ręką,  jakby 
obejmował usuniętą osobę. Sporo innych zdjęć wyglądało podobnie. Kilka 
przedstawiało Miriam w dniach ślubu z kolejnymi mężami. 

— Ani jednego zdjęcia Amy — powiedziała Agatha do dzbanka z kawą 

— Ciekawe dlaczego? 

Kiedy  skończyła  swoje  lekkie  śniadanie,  zadzwoniła  do  taksówkarza. 

Gdy podała mu adres na Campden Court, wyglądał na zaskoczonego. 

— Nie zna pan tego osiedla? — spytała ze zniecierpliwieniem na widok 

jego niepewnej miny. 

— Znam, ale zdziwiło mnie, że osoba, mieszkająca w eleganckim hotelu 

pragnie pojechać w takie miejsce. 

— Jakie? 

— Za miasto, na osiedle socjalne. 

— Muszę się tam dostać. 

— Proszę bardzo. Pani tu rządzi. 

To  rzeczywiście  dziwne,  że  taka  wyniosła  królewna  jak  Amy  dobiera 

sobie  przyjaciółkę  z  osiedla  socjalnego  —  myślała  Agatha  —  Należałoby 
raczej  przypuszczać,  że  taka  sterylna  damulka  zemdleje  na  sam  widok 
nędznego otoczenia, pełnego karaluchów. 

Dzielnica  nie  była  tak  brudna,  jak  Agatha  sobie  wyobrażała.  Znalazła 

numer pięć i zapukała do drzwi. Otworzyła jej wysoka, zmęczona kobieta o 
macierzyńskim  wyglądzie,  z  kiepsko  zrobioną  trwałą  ondulacją  i  o 
spuchniętych kostkach nad wydeptanymi rannymi pantoflami. 

TLR

background image

— Harriet Tempie? — spytała Agatha. 

— Niczego nie kupuję. 

— A ja niczego nie sprzedaję. Jestem prywatnym detektywem. Pracuję 

dla Toma Courtneya. 

— Dla pana Courtneya? W takim razie proszę wejść. 

Agatha wkroczyła do niechlujnego pokoju dziennego. 

Stały  w  nim  nędzne  meble  i  drogi,  płaski  odbiornik  telewizyjny  przy 

ścianie. 

—  Słyszałam,  że  pani  Bairns  przebywała  u  pani  w  dniu  zabójstwa  jej 

matki — zagadnęła Agatha. 

— To prawda. 

— Czy przyjaźni się pani od dawna z panią Bairns? 

— Kiedyś byłyśmy bliskimi przyjaciółkami. Mój mąż też był lekarzem, 

ale  zamknęli  go  do  więzienia  za  rozprowadzanie  narkotyków.  Mimo  to 
Amy odwiedzała mnie od czasu do czasu. Kupiła mi ten telewizor. Bardzo 
hojny gest. 

—  Pewnie  to  pytanie  zabrzmi  nieco  dziwnie,  ale  czy  ma  pani  jakieś 

zdjęcia pani Bairns? 

Harriet roześmiała się. 

—  Amy  też  mnie  o  to  zapytała.  Miałam  tylko  kilka.  Oddałam  jej 

wszystkie.  Zachowałam tylko jedno, z  mojego  ślubu, ponieważ była  moją 
druhną. Nie chciałam go stracić. 

— Czy mogłabym je obejrzeć? 

— Zaraz przyniosę. 

Harriet wróciła po chwili z fotografią w ramce i wręczyła ją Agacie. 

TLR

background image

— Gdzie Amy? — zapytała Agatha. 

—  Oczywiście  trudno  ją  poznać  po  tej  całej  operacji  plastycznej.  To 

ona. 

Agatha zaniemówiła ze zdziwienia. Spoglądała na niemal wierną kopię 

Toma. 

— Czy Amy i Tom są bliźniakami? — spytała. 

—  Tak.  Identycznymi.  Najdziwniejsze,  że  zmienił  się  nie  tylko  jej 

wygląd,  ale  i  sposób  bycia,  wprost  nie  do  poznania.  Panicznie  bała  się 
zarazków i infekcji, tak samo jak brat. Zawsze tacy byli. 

Agatha siedziała chwilę w milczeniu. Wreszcie spytała: 

— Czy ma pani paszport? 

—  Proszę  sobie  wyobrazić,  że  Amy  zapytała  mnie  o  to  samo. 

Odpowiedziałam,  że  nie.  Wtedy  powiedziała,  że  chciałaby  mnie  zabrać 
gdzieś w podróż, żeby  mi wynagrodzić zmartwienie z powodu uwięzienia 
męża. Podarowała mi ten telewizor. Obiecała, że jeśli dam jej świadectwo 
urodzenia, załatwi za  mnie wszystkie formalności. Ale potem słuch o niej 
zaginął.  Postanowiłam  ją  odwiedzić.  Poszłam  do  niej  już  po  tej  operacji. 
Przysięgam,  że  nigdy  w  życiu  nie  widziałam,  żeby  ktoś  tak  bardzo  się 
zmienił. 

Nawet  nie  poprosiła,  żebym  usiadła.  Oświadczyła,  że  przy  swojej 

pozycji społecznej powinna dbać o opinię, a znajoma z mężem w więzieniu 
nie przynosi jej chluby. Poprosiła, żebym więcej do niej nie przychodziła. 
Zraniła  mnie tak głęboko, że po powrocie do domu wypłakiwałam oczy z 
żalu. 

Agatha wyciągnęła z torebki mały, dobry aparat fotograficzny. 

— Czy mogłabym sfotografować to zdjęcie? — spytała. 

TLR

background image

— Cóż, obiecałam Amy, że pozbędę się wszystkich, ale... co mnie ona 

właściwie  obchodzi?  Już  nie  jest  moją  przyjaciółką.  Proszę  bardzo,  niech 
pani fotografuje. 

—  Dała  jej  pani  alibi  na  dzień  zabójstwa  jej  matki.  Czy  faktycznie 

przebywała wtedy u pani? 

— Oczywiście — odparła Harriet — Nie jestem oszustką. A teraz, czy 

zechciałaby pani już wyjść? 

 

Następnego dnia, gdy inspektor Wilkes przyszedł do komendy policji w 

Mircesterze,  dyżurny  sierżant  poinformował  go,  że  pani  Agatha  Raisin 
czeka  na  niego.  Gdy  odwrócił  się  raptownie,  zobaczył  Agathę  Raising 
mocno  śpiącą  na  plastikowym  krześle.  Miała  otwarte  usta  i  cichutko 
chrapała. 

— Powiedz jej, że jeszcze nie wróciłem — rozkazał. 

— Ale ona twierdziła, że rozwiązała zagadkę zabójstwa pani Courtney, 

proszę pana. 

Wiłkes  zmarszczył  brwi  ze  zgrozy.  Nie  lubił  przyznawać,  że  Agatha 

pomogła  mu  w  przeszłości.  Tym  niemniej  postanowił  ją  obudzić  i 
wysłuchać,  co  ma  do  powiedzenia.  Potrząsnął  ją  za  ramię.  Gdy  Agatha 
zamrugała powiekami, zapytał: 

— Co to za historia z tym wykryciem mordercy? 

—  Proszę  mi  zrobić  mocnej  kawy,  to  wszystko  panu  wyjaśnię  — 

obiecała Agatha. 

 

Na szczęście dla Agathy sierżant Collins pracowała w terenie, więc gdy 

Agatha  zaczęła  swą  opowieść,  dołączył  do  nich  Bill.  Opisała,  jak  Amy 
Courtney  radykalnie  zmieniła  wygląd,  lecz  wcześniej  wyglądała  jak 

TLR

background image

lustrzane odbicie swojego brata bliźniaka, Toma. Wysnuła teorię, że siostra 
przebrała  się  za  brata,  który  pojechał  na  Kajmany,  że  Amy  hojnie 
przekupiła  pannę  Tempie,  żeby  zeznała,  że  przebywała  u  niej  w  dniu 
morderstwa i że dała Tomowi jej świadectwo urodzenia i podała wszystkie 
niezbędne  dane.  Tom  w  kobiecym  przebraniu  wyrobił  sobie  paszport  na 
nazwisko  Harriet,  przyleciał  do  Londynu  i  zamordował  swoją  matkę  dla 
pieniędzy. 

— To strasznie naciągana hipoteza — stwierdził Wilkes. 

—  Idę  o  zakład,  że  nie  sprawdzaliście,  czy  osoba  nazwiskiem  Tempie 

przybyła do kraju? — odparła Agatha. 

— Ale po co ta Harriet miałaby nadal kłamać? 

— Proszę sprawdzić na lotniskach, a potem ją zapytać. Jeżeli dacie jej 

do zrozumienia,  że zostanie oskarżona o morderstwo, szybko wyzna wam 
całą  prawdę.  Sądzę,  że  Amy  zrobiła  sobie  tę  operację  plastyczną  na 
wypadek  przesłuchania  przez  policję,  żeby  nikt  nie  dostrzegł  jej 
podobieństwa  do  Toma.  Ale  dlaczego  mieliby  się  tym  interesować? 
Zabójstwa  dokonano  w  Anglii,  w  wiosce,  w  której  już  jeden  nieznany 
sprawca  wcześniej  zabił  człowieka.  Moim  zdaniem  podjęła  wszelkie 
możliwe środki ostrożności. 

— Na razie proszę się trzymać z daleka od Toma Courtneya i tej  wsi, 

póki wszystkiego nie sprawdzimy. 

Tego  wieczoru  Agatha  poszła  do  pani  Bloxby,  żeby  przekazać  jej 

najnowsze wiadomości. 

—  Naprawdę  myśli  pani,  że  uknuli  tak  przemyślną  in—  trygę?  — 

zapytała pastorowa. 

—  Tak.  W  grę  wchodzą  wielkie  pieniądze.  A  gdzie  lepiej  popełnić 

przestępstwo  niż  w  małej  angielskiej  wiosce  już  naznaczonej  jedną 
zbrodnią? 

TLR

background image

—  Chyba  nie  sądzi  pani,  że  zamordowali  Sundaya,  żeby  przygotować 

sobie grunt? 

—  Nie.  Mam  przeczucie,  że  te  dwie  zbrodnie  nie  mają  ze  sobą  nic 

wspólnego. Czy wiadomo, gdzie obecnie przebywa Tom Courtney? 

—  Tak.  Przyszedł  dziś  rano.  Szukał  pani.  Mówił,  że  wyjeżdża  do 

Stanów na kilka dni. 

—  Chyba  najlepiej  będzie,  jak  zawiadomię  Wilkesa.  Jeżeli  jest  winny 

zabójstwa,  nie  można  wykluczyć,  że  uciekł  i  że  Harriet  Tempie  może 
potrzebować ochrony 

— Proszę skorzystać z naszego telefonu. 

— Myślałam, że to wyłączna własność pani męża. 

— Och, Alf nie będzie miał nic przeciwko temu. 

Pani Bloxby poszła do gabinetu męża. Agatha z rozbawieniem słuchała 

podniesionego głosu pastora: 

— Plebania to nie agencja detektywistyczna, a ty ciągle się angażujesz 

w różne chore pomysły tej kopniętej baby! 

Agatha  wyciągnęła  własną  komórkę  i  wystukała  numer  Wilkesa. 

Odpowiedziano jej krótko, że jest zbyt zajęty, żeby podejść do telefonu. 

—  Niech  ich  wszystkich  diabli  porwą!  —  warknęła  Agatha  —  Idę  do 

domu odespać zaległości po podróży. 

Kiedy  podjechała  pod  swój  dom,  ujrzała  skuloną  sylwetkę  Toni 

siedzącej na progu. Agatha pospiesznie wysiadła i podeszła do niej. 

— Toni, moja droga! Co się stało? 

— Chodzi o Sharon. Zniknęła. 

— Och, nie! Wejdź, proszę. 

— Gdzie byłaś? — załkała Toni. 

TLR

background image

—  W  Stanach  Zjednoczonych.  Przejdź  do  kuchni  i  opowiedz  mi  o 

Sharon. 

— Przyszła do mnie kilka dni temu. Powiedziała mi, że wyrzuciłaś ją z 

pracy  i  że  potrzebuje  miejsca,  gdzie  mogłaby  się  zatrzymać.  Szczerze 
mówiąc,  robiła  u  mnie  okropny  bałagan  i  nie  miałam  ochoty  jej  przyjąć. 
Poprosiłam, żeby odeszła. Wtedy się rozpłakała. Dlaczego ją zwolniłaś? 

— Oskarżyłam ją  o branie narkotyków. Wywrzesz—  czała, że pieprzy 

tę robotę. Dodała jeszcze kilka zniewag i wypadła z biura jak burza. 

— Poszłam poszukać jej w klubach — powiedziała Toni. — Wpadła w 

złe towarzystwo. Zaprzyjaźniła się z grupą motocyklistów, a najbardziej z 
takim jednym starym, Jazzem Belterem. 

— Jak starym? 

— Po czterdziestce. 

Agatha skrzywiła się. 

—  Łysieje  i  nosi  koński  ogon.  Typowy  przedstawiciel  tej  bandy. 

Podejrzewam,  że  to  on  zaopatruje  ją  w  narkotyki.  Przesiadują  przy  pubie 
Koniczynka przy obwodnicy. 

—  Posłuchaj,  Toni.  Przywrócę  Sharon  do  pracy  pod  warunkiem,  że 

porzuci to towarzystwo i będzie absolutnie czysta. 

— Ale ja nie mogę jej znaleźć! 

— Zawiadomiłaś policję? 

— Jeszcze nie. 

—  Zaparzysz  kawę?  Ja  przez  ten  czas  do  nich  zadzwonię.  Na  pewno 

rodzice zgłosili zaginięcie. 

— Nie. Powiedziała im, że zamieszkała u mnie. 

— W takim razie zatelefonuję do Billa. 

TLR

background image

Zastała  Billa  na  posterunku.  Wysłuchał  historii  Agathy  o  zaginięciu 

Sharon. 

— Znaleziono ją — powiedział półgłosem, gdy skończyła. 

— Och, to wspaniale. Toni odchodzi od zmysłów... 

— Posłuchaj, Agatho. Sharon nie żyje. 

— Jak? Kiedy? 

— Znaleziono ją kilka godzin temu. Zasztyletowano ją, powieszono na 

ulicznej latarni w bocznym zaułku. Ktoś zapchał jej usta trawą. Znam kilku 
motocyklistów.  Chodziłem  z  nimi  do  szkoły.  Twierdzą,  że  Sharon  piła, 
brała  narkotyki  i  chwaliła  się,  że  chodzi  po  knajpach  służbowo,  bo 
naprawdę  pracuje  tam  jako  detektyw,  incognito.  Jej  chłopak,  Jazz  Belter, 
właśnie ją porzucił. Przypuszczamy, że usiłowała go nastraszyć. 

— Kto to zrobił? 

— Obecnie poszukujemy Jazza. 

— Przyjadę do was tak szybko, jak to możliwe. 

— W niczym nie pomożesz. Lepiej się porządnie wyśpij. 

Toni  patrzyła  na  pobladłą  twarz  Agathy,  gdy  powoli  odkładała 

słuchawkę. 

Agatha  powtórzyła  jej  wszystko,  co  usłyszała.  Toni  zaczęła  płakać. 

Potężny szloch wstrząsał całym jej ciałem. 

Agatha  dreptała  wokół  niej  bezradnie.  Nie  wiedziała,  co  robić. 

Powinnam  ją  przytulić  —  pomyślała.  Następnie  przeszła  do  salonu  i 
zadzwoniła do pani Bloxby, która obiecała, że natychmiast przyjedzie. 

Piętnaście minut później Agatha przemierzała ogród w tę i z powrotem, 

paląc  jak  smok,  podczas  gdy  pani  Bloxby,  niezawodna  pocieszycielka, 
pracowała nad Toni. 

TLR

background image

Agatha słyszała kojący głos pastorowej przez otwarte drzwi kuchenne: 

—  Oczywiście  nie  masz  nic  wspólnego  z  jej  śmiercią,  Toni,— 

tłumaczyła  pastorowa  cierpliwie  —  Nie  twoja  wina,  że  zaczęła  brać 
narkotyki i wpadła w złe towarzystwo. Każdy czuje się winy, gdy umiera 
ktoś  bliski.  Każdy  zastanawia  się,  czy  i  w  jaki  sposób  mógł  zapobiec 
tragedii.  A  teraz  osusz  oczy.  Nie,  nie  pij  kawy.  Dam  ci  słodkiej,  gorącej 
herbaty.  Znacznie  lepiej  łagodzi  skutki  wstrząsu.  Zabierz  swoje  rzeczy. 
Pójdziesz dziś spać do mnie. 

Agatha poszłaby z nimi, ale pani Bloxby powstrzymała ją nieznacznym, 

ostrzegawczym ruchem głowy. 

—  Szkoda,  że  nie  mam  nikogo,  kto  zaopiekowałby  się  mną  — 

powiedziała Agatha. 

— Nie mam zbyt szerokich ramion, ale spróbuj wesprzeć się na nich — 

zaproponował znajomy głos. 

— Charlesie! — Agatha wybuchła płaczem. 

—  Wielkie  nieba!  Gdzie  się  podziała  dawna,  żelazna  Agatha?  Chodź, 

dziecino. Wstań.  Przejdziemy do salonu, nalejemy sobie po kieliszeczku i 
opowiesz mi wszystko. 

Charles  słuchał  uważnie,  podczas  gdy  Agatha  opowiadała  mu  historię 

Sharon, a potem długo relacjonowała przebieg swojej podróży do Filadelfii. 

—  Dobrze  zrobiłaś  —  pochwalił,  kiedy  skończyła  —  Od  początku 

uważałem Courtneya za nienormalnego. A jeżeli chodzi o Sharon, wszelkie 
znaki  na  niebie  i  ziemi  zapowiadały  katastrofę,  ale  zdawałaś  się  tego  nie 
dostrzegać. 

— Dlaczego mnie nie ostrzegłeś? 

— A posłuchałabyś? 

— Przypuszczalnie nie. 

TLR

background image

—  Czy  kazałaś  jej  chodzić  do  klubów  i  śledzić  incognito  poczynania 

motocyklistów? 

— Nie. 

— No widzisz.  Szkoda, ale dziś nic już nie  możemy  zrobić. Chodźmy 

spać, tylko wyciągnę bagaż z samochodu. 

Lecz kiedy Charles wrócił, Agatha już twardo spała. Ułożył ją na sofie i 

przyniósł z sypialni koc, żeby ją przykryć. Potem poszedł spać do gościnnej 
sypialni. 

Nazajutrz  wczesnym  rankiem  Agathę  obudził  przenikliwy  dźwięk 

dzwonka. Wstała z wysiłkiem z sofy i poszła otworzyć drzwi 

Ujrzała za nimi policjantkę. 

— Pani Raisin, przyjechałam zabrać panią do komendy głównej w celu 

złożenia zeznań — poinformowała. 

—  Proszę  mi  dać  pięć  minut  na  umycie  się  i  przebranie  —  poprosiła 

Agatha — Chce pani wejść do środka? 

— Nie. Zaczekam w samochodzie. 

Agatha  wzięła  szybki  prysznic  i  zmieniła  ubranie.  Potem  poszła  do 

gościnnej sypialni, gdzie Charles spokojnie spał. Potrząsnęła nim, żeby go 
obudzić. 

— Muszę jechać na policję. Jedziesz ze mną? 

Charles ziewnął i odwrócił się na drugi bok. 

— Poradzisz sobie beze mnie. 

—  Stara  śpiewka.  Słyszę  ją  całe  życie  —  wymamrotała  Agatha, 

schodząc ze schodów.

TLR

background image

 

 

ROZDZIAŁ

 

VI 

 

Agatha  dowiedziała  się,  że  amerykańska  policja  poszukuje  zarówno 

Toma Courtneya, jak i jego siostry. Tom opuścił Wielką Brytanię dzień po 
wylocie Agathy do Stanów. Harriet Tempie załamała się i wyznała, że Amy 
z początku powiedziała jej, że potrzebuje wymówki, ponieważ  ma  z kimś 
romans.  Po  morderstwie,  kiedy  przeczytała  o  nim  w  gazetach, 
zatelefonowała  do  przyjaciółki.  Amy  zagroziła,  że  ją  zabije,  jeśli  piśnie 
choćby słówko. Doktor Bairns płakał, oszołomiony. Twierdził, że nie wie, 
gdzie zniknęła jego żona. Courtneyowie wyczyścili swoje konta bankowe i 
przepadli bez śladu. 

Agatha doszła do wniosku, że musieli działać naprawdę błyskawicznie. 

Wyglądało na to, że Tom uciekł zaraz po tym, jak Amy poinformowała go 
przez telefon o wizycie Agathy. 

—  Kiedy  ich  złapią  i  dokonają  ekstradycji,  oskarżymy  Courtneya  o 

zamordowanie własnej matki i Johna Sundaya. 

— Ale po co zabijałby Sundaya? 

— Wiedział, gdzie mieszka jego matka. Dokonał pierwszego zabójstwa, 

żeby przygotować sobie grunt pod drugie. 

— Ale czy odnotowano jego przyjazd do kraju w tym czasie? 

— Nie, ale pracujemy nad tym. Niewykluczone, że zastosował ten sam 

trik, co jego siostra w przypadku Harriet, i podstępem  zdobył paszport na 
inne  nazwisko.  Przygotowywał  sobie  pole  działania.  Okazało  się,  że  za-
równo on, jak i siostra byli kilkakrotnie hospitalizowani w różnym czasie z 
powodu używania narkotyków i depresji. Zgodnie z raportami lekarskimi, 

TLR

background image

obydwoje  cierpieli  na  narcystyczną  psychopatię.  Obydwoje  byli  dziećmi 
Miriam Courtney z pierwszego małżeństwa. Tom wykombinował sobie, że 
po jednym morderstwie w tej wsi podejrzenie nie padnie na niego. 

— Dlaczego mnie wynajął? 

—  Ponieważ  był  pewien,  że  niczego  pani  nie  wykryje.  Powiedział 

Billowi  Wongowi,  że  prawdopodobnie  popełnił  błąd,  zatrudniając 
„amatorkę ze wsi", jak panią nazwał, ale próbował wszystkiego. 

—  Nie  wierzę,  że  zabójstwo  Johna  Sundaya  ma  cokolwiek  wspólnego 

ze śmiercią ich matki — zaprotestowała Agatha — Moim zdaniem to zbyt 
wyrafinowany scenariusz. 

—  To  pani  opinia,  ale  naszym  zdaniem  sprawca  zbrodni  został 

zdemaskowany. Amerykańska policja wydobędzie z niego wyznanie winy. 

—  Jeżeli  go  złapią  —  zauważyła  Agatha  cynicznie  —  Na  razie  zrobię 

wszystko, co w mojej mocy, żeby odnaleźć tego drania, który zabił Sharon. 

—  Nie  musi  pani.  To  Jazz  Belter.  Prawdziwe  nazwisko  Fred  Belter. 

Aresztowaliśmy go. 

— Jakim cudem tak szybko wpadliście na jego trop? 

— Detektyw Wong przesłuchiwał starszą panią, której okna wychodzą 

na  ulicę,  na  której  znaleziono  tę  martwą  dziewczynę.  Ta  pani  źle  sypia. 
Widziała,  jak  Belter  wyciągnął  Sharon  z  bagażnika,  wepchnął  jej  w  usta 
trawę, przerzucił linę przez słup latarni, takiej starego typu, i podciągnął ją 
do  góry.  Był  tak  odurzony  narkotykami,  że  dopiero  czterech 
funkcjonariuszy zdołało powalić go na ziemię i skuć kajdankami. 

Agatha opuściła komisariat okropnie przygnębiona. Gdyby odnalezienie 

sprawcy zabójstwa biednej Sharon okazało się bardziej skomplikowane, jej 
śmierć nie wydawałaby się aż tak straszliwie bezsensowna. Żal ściskał jej 
serce z powodu niepotrzebnie zmarnowanego młodego życia. 

TLR

background image

Nagle stanął jej przed oczami obraz Toni spacerującej z Sharon, tak, jak 

zobaczyła je któregoś wieczoru przez okno biura. Szły pod rękę po wyjściu 
z pracy i śmiały się radośnie. 

Poszła okrężną drogą do biura. Patrick i Toni pracowali w terenie. Pani 

Freedman  wyszła  po  zakupy.  Phill  Marshall  odbierał  telefony.  Phil 
przekroczył siedemdziesiątkę. Był spokojnym mężczyzną z bujną czupryną 
białych  włosów.  Zachował  świetną  sylwetkę  i  perfekcyjnie  obsługiwał 
kamerę. 

— Straszna historia z tą Sharon — westchnął — Pani Freedman zaraz 

wróci.  Czy  chcesz,  żebym  przedstawił  ci  sprawozdanie  z  naszej  ostatniej 
działalności? 

— Nie teraz.  Wolałabym  wrócić do sprawy zabójstwa Johna Sundaya, 

żeby odwrócić własną uwagę od śmierci Sharon. 

— A więc nie wierzysz, że zabili go Courtneyowie? 

— Nie. Coś mi mówi, że zamordował go ktoś ze wsi. Sam widzisz, jakie 

problemy stwarza dla przybysza zrozumienie wiejskiej mentalności. Wciąż 
uważam, że człowiek z miasta, taki jak ja, nie zna na tyle dobrze wiejskich 
obyczajów  i  sposobu  myślenia,  żeby  odgadnąć,  co  siedzi  w  głowach 
rdzennych mieszkańców wsi. Telewizyjne seriale nie oddają całej prawdy o 
wsi.  Są  za  bardzo  politycznie  poprawne.  Jeżeli  miejscowy  wójt  służył  w 
wojsku,  to  albo  był  faszystą,  albo  gejem.  Cyganie  zawsze  mają  dobry 
charakter,  a  ludzie  ich  nie  rozumieją.  Raz  widziałam  film  z  ośmioma 
zabójstwami,  a  żaden  dziennikarz  nie  pojawił  się  w  polu  widzenia.  Nie. 
Podejrzewam,  że  w  miejscach  położonych  z  daleka  od  turystycznych 
szlaków, takich jak Odley Cruesis, kryją się nieznane sekrety. O ile ktoś ze 
współpracowników  nie  zlikwidował  Johna...  O,  wróciła  pani,  pani 
Freedman. Czy byłaby pani tak uprzejma odszukać dla mnie teczkę Johna 
Sundaya? 

— Nie trzeba — wtrącił Phil — Mam akta jego sprawy w komputerze. 

TLR

background image

Agatha zaparzyła sobie filiżankę mocnej'kawy i zapaliła papierosa. Pani 

Freedman  stłumiła  westchnienie  i  otworzyła  okno.  Agatha  usiadła  przed 
komputerem i zaczęła czytać raporty, zaopatrzone w fotografie Phila. Nagle 
stwierdziła: 

— Czegoś tu brakuje. 

— Czego? — zapytał Phil. 

— Gdzie mieszkał John Sunday? 

—  Pamiętam.  W  szeregowym  domku  przy  Oxford  Lane.  Patrick 

twierdzi,  że  policja  nie  znalazła  niczego,  co  miałoby  związek  z 
morderstwem. 

— Kto odziedziczył dom? 

— Zaczekaj, sprawdzę w notatniku. 

— Philu, to powinno być tu zapisane razem z innymi informacjami. 

Agatha  przygryzła  wargę  w  z  rozdrażnieniem.  Po  zabójstwie  Miriam  i 

kłopotach  związanych  z  operacją  biodra  zbyt  łatwo  przyjęła,  że  istniał 
związek pomiędzy obydwoma morderstwami. 

—  Zaczekaj,  zaraz  sprawdzę  —  Phil  wrócił  z  notatnikiem  i  przerzucił 

strony.  —  O,  mam.  Pojechałem  tam  z  Patrickiem.  Oxford  Lane.  Drugi  z 
kolei  w  szeregu  domków.  Mały  ogródek  od  frontu.  Nieco  zaniedbane 
otoczenie. Nigdy się nie ożenił. Odziedziczyła po nim siostra, niejaka pani 
Parker. Prawdopodobnie sprzedała dom. 

— Może nie. Chętnie zajrzałabym do środka, na wypadek, gdyby jednak 

coś tam zostało. Pojedźmy tam. 

Dom miał od frontu mały zachwaszczony ogródek. Gdy Agatha pchnęła 

frontową furtkę, sąsiadka otworzyła swoje drzwi i zawołała: 

— Czy jesteście z firmy organizującej wyprzedaże? 

TLR

background image

— Tak — skłamała Agatha, korzystając z niespodziewanej okazji. 

—  Poczekajcie,  to  dam  wam  klucze  —  powiedziała  kobieta  —  Pani 

Parker  nadal  jest  na  północy,  ale  przyjedzie  jutro.  Ostatnio  bardzo 
chorowała  i  do  tej  pory  nie  była  w  stanie  nic  zrobić  z  domem  po  bracie. 
Wynajęła  was,  żeby  wszystko  sprzedać.  Dawno  temu  pokłóciła  się  z  bra-
tem.  Dlatego  nie  chciała  nic  po  nim  zachować.  Przyjechała  po  śmierci 
nieszczęśnika i zabrała kilka rzeczy, ale reszty nie chce. 

— Nie powinniśmy tego robić — wymamrotał Phil. 

— Cicho! To wymarzona okazja. 

Kiedy sąsiadka wróciła z kluczami, Agatha powiedziała: 

—  Dziwne,  że  pani  Parker  tak  długo  zwlekała  z  opróżnieniem  domu  i 

wystawieniem go na sprzedaż. 

— Cóż, jak mówiłam, fatalnie się czuła, a wcześniej nie znalazła czasu. 

Oddajcie mi klucz, jak skończycie. 

Kiedy weszli do środka, Phil zapytał ze złością: 

— Co zrobimy, jak przyjedzie prawdziwa ekipa? 

—  Zostawimy  drzwi  od  frontu  otwarte  —  zaproponowała  Agatha.  — 

Jeżeli  usłyszymy  podjeżdżający  wóz  meblowy,  uciekniemy  chyłkiem 
tylnym wyjściem. 

Na  parterze  mieścił  się  pokój  dzienny  oraz  kuchnia  po  jednej  stronie 

ciemnego korytarzyka i gabinet po drugiej, zaś na piętrze dwie sypialnie i 
łazienka. 

—  Myślę, że  najlepiej  zacząć  od  gabinetu  —  zasugerowała  Agatha  — 

Chociaż policja z całą pewnością zatrzymała wszystkie papiery do chwili, 
kiedy siostra się po nie zgłosi. 

—  Ja  sprawdzę  pozostałe  pomieszczenia  —  zaoferował  Phil  —  Czy 

przyszło  ci  do  głowy,  Agatho,  że  kiedy  przybędzie  ekipa,  którą  ta  siostra 

TLR

background image

naprawdę  wynajęła,  sąsiadka  zamelduje  policji  o  naszej  wizycie  i  poda 
nasze rysopisy? 

—  Wyglądała  mi  na  bardzo  krótkowzroczną  osobę  —  pocieszyła  go 

Agatha z nadzieją w głosie. 

Phil  wyszedł.  Agatha  zaczęła  dokładnie  przeszukiwać  gabinet,  ale 

wyglądało na to, że policjanci zabrali nawet najmniejsze skrawki papieru, 
jakie wpadły im w ręce. Agatha powyciągała szuflady biurka w nadziei, że 
znajdzie  jakieś  pismo  przyklejone  taśmą  od  spodu.  Na  próżno.  Zobaczyła 
tylko  jakiś  kod:  A119X,  wypisany  pisakiem  na  spodzie  jednej  z  szuflad. 
Zapisała go. 

Spędzili  ponad  godzinę  na  poszukiwaniu  tajnych  skrytek,  ale  nie 

znaleźli  ani  jednej.  Dom  był  brzydko  umeblowany,  tylko  najbardziej 
niezbędnymi sprzętami. Wyglądało na to, że John Sunday lubił łamigłówki 
i krzyżówki. Jednym z niewielu przejawów ludzkiej natury właściciela była 
półka,  na  której  stały  puzzle  i  zeszyty  krzyżówek.  Nigdzie  nie  spostrzegli 
żadnej  fotografii.  Lustro  nad  kominkiem  odbijało  ponure  wnętrze.  Phil 
pomyślał,  że  dom  chyba  zbudowano  niegdyś  dla  robotników,  ponieważ 
taras  wychodził  na  północ  i  nie  dochodziło  doń  zbyt  wiele  światła 
słonecznego. Zauważył też, że do budowy użyto kiepskiej jakości cegieł. 

Zajrzeli nawet pod poduszki nędznej sofy, pokrytej brzydkim brązowym 

sztruksem.  Zbadali  też  boki  i  spód  dwóch  foteli.  Phil  poinformował,  że  z 
dwóch sypialni na górze używano tylko jednej. Druga była zupełnie pusta. 

Kiedy  wyszli  i  zamknęli  drzwi  na  klucz,  Agatha  wpadła  na  pewien 

pomysł. Zaniosła z powrotem klucz sąsiadce. 

—  Popełniliśmy  okropny  błąd  —  powiedziała  z  akcentem  z 

Birmingham  z czasów  młodości —  Wysłano nas gdzie indziej,  za  róg,  na 
Oxford  Terrace.  Proszę  nic  nie  mówić  pani  Parker,  bo  będziemy  mieć 
straszne kłopoty. 

Sąsiadka wbiła w nią wzrok. 

TLR

background image

—  Niech  się  pani  nie  martwi,  kochana.  To  normalne  w  podeszłym 

wieku. Zaledwie wczoraj zapomniałam, że nastawiłam czajnik. Cała woda 
się wygotowała. Omal go nie spaliłam. 

—  Ta  kobieta  niewiele  widzi  —  mruknęła  Agatha  do  Phila  z  kwaśną 

miną — Jestem głodna. Muszę coś zjeść. 

Postanowili pojechać na lunch do George'a w Mirce— sterze. 

— Bardzo mnie intryguje, co oznacza ten kod i dlaczego zapisał go na 

spodzie  szuflady  —  powiedziała  Agatha  —  Lubił  łamigłówki. 
Prawdopodobnie jego sposób myślenia był dość pokrętny. Przypuszczalnie 
wymyślał przedziwne sztuczki, żeby coś ukryć, zamiast po prostu wynająć 
sejf w banku. 

— Biblioteka! — wykrzyknął nagle Phil. 

— Jaka biblioteka? — spytała Agatha. 

—  Ten  kod  bardzo  przypomina  numery,  jakie  nadają  książkom  i 

zapisują  na  okładkach  w  Bibliotece  Publicznej  w  Mircesterze.  Wysyłają 
furgonetkę z książkami po wsiach. Sam je w ten sposób wypożyczam.  W 
bibliotece nadal stosują stary system katalogowania. 

 

Po  przybyciu  do  biblioteki  zapytali  o  pozycję  z  zapisanym  przez 

Sundaya numerem. Dowiedzieli się, że to faktycznie numer jednej z pozycji 
pod tytułem „Idź do mrówki" Percivala Brighta-Simmela. 

—  Niestety,  czytelnik  jej  nie  zwrócił  —  dodała  bibliotekarka  — 

Zamierzaliśmy  wysłać  do  niego  monit,  że  przekroczył  termin  zwrotu,  ale 
po sprawdzeniu, że wypożyczył ją pan Sunday, który został zamordowany, 
spisaliśmy ją na straty. Ponieważ brakuje nam miejsca dla nowych pozycji i 
tak  wkrótce  byśmy  się  jej  pozbyli.  Przez  długi  czas  nikt  inny  nie 
wypożyczał tej książki. 

— Co to za pozycja? 

TLR

background image

— Rodzaj religijnej przypowieści. 

Po wyjściu na dwór Agatha stwierdziła: 

— Musimy wrócić do domu Sundaya i przeszukać regały. Ciekawe, co 

szczególnego zawiera? 

Lecz po dotarciu na miejsce ujrzeli przed domem furgonetkę z napisem 

„Wyprzedaże Pyrsona". Drzwi stały otworem. Agatha z lękiem zerkała na 
sąsiednią posesję, ale sąsiadka, która dała im klucz, tym razem nie wyszła. 

— Co ty wyprawiasz? — zapytał Phil, gdy Agatha wkroczyła do środka, 

gdzie dwóch mężczyzn przenosiło meble. 

— Przyjechałam z biblioteki w Mircesterze — skłamała. 

—  Poprzedni  właściciel  nie  oddał  nam  jednej  z  książek.  Czy  nie  mają 

panowie nic przeciwko temu, żebyśmy jej poszukali? 

—  Proszę  bardzo  —  odparł  jeden  z  robotników  —  Jeszcze  ich  nie 

spakowaliśmy.   

Phil  z  duszą  na  ramieniu  podążył  za  Agathą  do  pokoju.  Zaczęli  razem 

przeszukiwać półki. 

— Nic tylko puzzle i łamigłówki — mamrotała Agatha. 

— Może znajdziemy coś za książkami. 

 Zaczęła  je  wyciągać.  Phil  stanął  na  krześle  i  przeglądał  zawartość 

najwyższych półek. Nagle wykrzyknął: 

—  Znalazłem  coś!  Tak,  to  ona!  Postawił  ją  z  tyłu  za  innymi,  razem  z 

tym! 

„To" było butelką whisky. 

— Hej! — krzyknął jeden z robotników. — Ta butelka stanowi mienie 

byłego właściciela. 

TLR

background image

—  Ależ  oczywiście  —  potwierdziła  Agatha  —  Proszę  ją  zabrać.  Nas 

interesuje tylko książka. 

Wręczyli mężczyźnie butelkę whisky, zabrali książkę i opuścili dom. 

—  A  jeżeli  ta  sąsiadka  nas  widziała?  —  wyszeptał  Phil  z  lękiem  — 

Powiedziałaś jej, że powinniśmy pracować w innym domu, za rogiem. 

—  Och,  uzna  nas  za  pracowników  tej  samej  firmy  —  rzuciła  Agatha 

lekkim tonem — Wróćmy do biura i spróbujmy w niej coś znaleźć, chociaż 
niewiele zawiera. 

Na  okładce  cieniutkiej  broszurki  z  marnego  papieru  narysowano 

jasnowłosego,  niebieskookiego  Jezusa  z  palcem  wyciągniętym  w 
oskarżycielskim  geście.  Przypominał  raczej  postać  z  plakatu  z  okresu 
pierwszej  wojny  światowej,  na  jakich  wzywano  do  mobilizacji  słowami 
„Ojczyzna cię wzywa". 

Kiedy wrócili do biura, Toni siedziała przy komputerze i przepisywała 

notatki.  Agatha  spostrzegła,  że  pobladła  i  posmutniała.  Muszę  zatrudnić 
kogoś młodego, żeby ją rozweselić — przyrzekła sobie Agatha. Wiedziała, 
że śmierć Sharon ją załamała. 

— Rzuć to pisanie, Toni, i chodź nam pomóc — zaproponowała. 

 Wyjaśniła Toni, w jaki sposób odnaleźli książkę. Był to traktat religijny 

z  1926  roku.  Zawierał  szereg  moralizatorskich  przypowieści  o  ludziach, 
którzy  postępowali  lekkomyślnie  jak  konik  polny  z  bajki  i  skończyli, 
umierając z głodu albo w przytułku. 

—  Nigdy  w  życiu  bym  nie  pomyślał,  że  Sunday  był  pobożny  — 

stwierdził  Phil.  —  Z  tego,  co  wiemy,  narobił  kłopotów  dwóm  kościołom. 
Nie widzę tu żadnego klucza. Nie podkreślił ani jednego słowa. 

—  Pozwól  mi  zerknąć  —  poprosiła  Toni.  Wzięła  broszurkę  i  zaczęła 

kartkować. Później delikatnie zbadała strony opuszkami palców. — Chyba 

TLR

background image

coś  znalazłam  —  oświadczyła.  —  Pod  niektórymi  literami  wyczułam  na-
kłucia szpilką. 

—  Mądra  dziewczyna!  —  pochwaliła  Agatha,  wyciągając  długopis  — 

Przepisz je. 

— Na tej stronie zaznaczył p i o. Na następnej nic. Zaczekajcie. Dalej 

jest  dis.—  Metodycznie  przejrzała  całą  książkę,  zanim  odczytała  całą 
wiadomość: „Pod szopą w ogrodzie". 

— Najlepiej, jak tam wrócę dziś w nocy — oświadczyła Agatha — Ale 

po co sam sobie zostawiał zaszyfrowaną wiadomość? Skoro zakopał coś w 
ogrodzie  pod  szopą,  to  po  co  zadawał  sobie  tyle  trudu?  Masz  ochotę  na 
kolejną wizytę w jego domu, Philu? 

Toni spostrzegła niechętną minę Phila i zasugerowała: 

— Ja z tobą pojadę. 

— Więc idź do domu i odpocznij — zaproponowała Agatha — Przyjadę 

po ciebie około północy. 

 

Po  powrocie  do  chaty  nie  zastała  Charlesa.  Nagle  poczuła  się 

opuszczona.  Właściwie  chyba  powinna  przywyknąć  do  tych  jego  nagłych 
przyjazdów i wyjazdów. Pogłaskała niewierne koty, które wymknęły się jej 
palcom i stanęły przy drzwiach do ogrodu, czekając, aż je wypuści. 

Odgrzała sobie lasagne w kuchence mikrofalowej i zjadła w posępnym 

nastroju  przy  kuchennym  stole.  Postanowiła  zamieścić  w  gazetach 
ogłoszenie, że poszukuje praktykanta. Jeżeli Toni dostanie młodą osobę do 
przeszkolenia,  nowe  zadanie  odwróci  jej  uwagę  od  śmierci  Sharon.  Czy 
gdybym  nie  kazała  Sharon  wyprowadzić  się  od  Toni,  żyłaby  do  dziś?  — 
myślała, dręczona wyrzutami sumienia. Po namyśle doszła do wniosku, że 
pewnie  skończyłaby  tak  samo.  A  gdyby  zaczęła  zapraszać  motocyklistów 

TLR

background image

do  mieszkania  Toni,  być  może  zginęłaby  nie  jedna,  lecz  dwie  młode 
dziewczyny. 

Agatha  przebrała  się  w  ciemne  ubranie,  nastawiła  budzik  na  jedenastą 

trzydzieści  i  położyła  się  na  sofie.  Przed  zaśnięciem  zadała  sobie  pytanie, 
dlaczego  nie  kazała  wyciąć  w  drzwiach  do  ogrodu  otworu  dla  kotów, 
zakrywanego ruchomą klapą. 

Blisko północy Agatha podjechała po Toni i razem wyruszyły do domu 

Johna  Sundaya.  Zaparkowała  samochód  za  rogiem  ulicy  i  chyłkiem 
przemknęły pustymi ulicami. Zaczęło mżyć. Krople wody spadały z drzew 
rosnących przy chodniku. 

Cichutko  otworzyły  furtkę  i  ruszyły  ceglaną  ścieżką  wiodącą  wzdłuż 

bocznej ściany domu do ogrodu na tyłach. Agatha zaryzykowała zapalenie 
miniaturowej  latarki.  W  jej  słabym  świetle  ujrzała  zaniedbany  trawnik, 
kilka  krzewów  wawrzynu  i  czarną  sylwetkę  szop;  w  najdalszym  prawym 
rogu. 

Agatha ponownie zapaliła latarkę i oświetliła drzwi. 

— Założono kłódkę — wyszeptała Toni. 

— Przewidziałam to — odparła Agatha, otwierając torbę. Wyciągnęła z 

niej obcęgi do cięcia drutu. — Zaraz ją otworzę. 

— A co będzie, jak jego siostra znajdzie przeciętą kłódkę i zawiadomi 

policję, że dokonano włamania? 

— Przyniosłam zapasową — rzuciła Agatha beztrosko. 

— Nikt nie zauważy różnicy. 

Przecięła  kłódkę  i  otworzyła  drzwi.  Szopa  miała  drewnianą  podłogę. 

Agatha wręczyła Toni latarkę i poprosiła: 

—  Masz  lepszy  wzrok  niż  ja.  Poszukaj  jakichś  śladów.  Nie  możemy 

zerwać całej podłogi. 

TLR

background image

Toni pełzała dookoła. Na koniec pokręciła głową. 

— Nic nie widzę. 

—  Obawiałam  się  tego  —  wymamrotała  Agatha  ponuro  —  Jednak 

trzeba podnieść każdą deskę. 

— Zaczekaj. Niekoniecznie — Toni usiadła na piętach. 

—  O  ile  sobie  przypominam,  szopa  stoi  na  słupkach  ponad 

powierzchnią gruntu. Wystarczy wyjść i zajrzeć pod spód. 

—  Genialne!  Spróbujmy.  Założę  tę  drugą  kłódkę  na  wypadek,  gdyby 

ktoś nas dostrzegł i musiałybyśmy szybko uciekać. 

Toni położyła się na mokrej trawie i skierowała światło latarki na ziemię 

pod szopą. 

— Coś zauważyłam — oznajmiła po chwili. 

W tym momencie dobiegł je głos z sąsiedniego domu. 

—  Zapewniam  pana,  panie  oficerze,  że  słyszałam  głosy  dochodzące  z 

ogrodu pana Sundaya. 

— Cholera! — zaklęła Agatha — Bierz to, co tam znalazłaś, i wiejemy! 

Toni  wyciągnęła  małą  metalową  kasetkę.  Podbiegły  do  końca  małego 

ogródka. Toni przeskoczyła przez furtkę, ściskając w ręku zdobycz. Agatha 
przerzuciła torbę z narzędziami na drugą stronę, z wysiłkiem wdrapała się 
na drewnianą bramkę i ciężko spadła na aleję po drugiej stronie. 

— Ciszej! — wysyczała Toni. 

W  nocnej  ciszy  Agatha  była  tak  niezdarna,  jak  słoń  w  składzie 

porcelany. 

Odetchnęły z ulgą, gdy bezpiecznie dotarły do samochodu i odjechały. 

Po  powrocie  do  chaty  panna  Gilmour  postawiła  metalową  kasetkę  na 

kuchennym stole. 

TLR

background image

— Zamknięta — stwierdziła — Co teraz? 

Agatha otworzyła szufladę przy zlewie i wyciągnęła dłuto. Wręczyła też 

Toni  parę  lateksowych  rękawiczek,  a  sama  założyła  drugą.  Umieściła 
koniec  dłuta  w  szczelinie  przy  zamku  i  mocno  nacisnęła.  Zgrzytnęło 
głośno, a po chwili wieczko się otworzyło. 

W  środku  znalazły  paczuszkę  zawiniętą  w  grubą  folię.  Agatha  wzięła 

kuchenne nożyczki i rozcięła ją. Pakiecik zawierał zdjęcia i listy. 

— Popatrz na to! — wykrzyknęła Agatha — Naga Tilly Glossop siedzi 

na jakimś mężczyźnie, ale kto to może być? 

—  Trudno  rozpoznać  tak  wykrzywioną  twarz.  Ale  wygląda  mi 

podejrzanie  podobnie  do  burmistrza  Cirencesteru.  Poszukam  go  w  twoim 
komputerze. Spróbuję znaleźć jakieś zdjęcie. 

— Dobrze, a ja przejrzę inne materiały. Coś podobnego! 

Toni przystanęła w drzwiach. 

— Co takiego? 

—  To  zdjęcie  przedstawia  Penelope  Timson  podczas  namiętnych 

pieszczot  z  jakimś  facetem,  z  całą  pewnością  nie  z  pastorem.  Ta  mała, 
podła kreatura musiała szantażować ludzi! 

Podczas gdy Toni pracowała przy komputerze, Agatha przejrzała kilka 

listów.  Były  to  namiętne  listy  miłosne  od  osób,  których  nie  znała,  do 
innych, których nazwiska też nic jej nie mówiły. 

Zapaliła  papierosa  i  zastanawiała  się,  co  dalej  robić.  Toni  wróciła  do 

kuchni. 

—  Tak,  to  bez  wątpienia  pan  burmistrz  we  własnej  osobie.  Czy 

pojedziemy jutro do niego na konfrontację? 

—  Nie  —  odparła  Agatha.  —  Zawiadomi  swojego  prawnika  i  wezwie 

policję. Zaczną dochodzić, jak weszłyśmy w posiadanie tych materiałów i 

TLR

background image

dlaczego  ukrywałyśmy  dowody.  Penelope  Tomson  przyjaźni  się  z  panią 
Bloxby.  Zatrzymam  to  zdjęcie.  Wytrzemy  dokładnie  wszystko,  czego 
dotknęłyśmy,  i  wyślemy  paczkę  do  komendy  policji.  Nie,  to  zły  pomysł. 
Lepiej,  żeby  odnaleźli  ją  sami.  Cholera,  będziemy  musiały  odwieźć  ją  na 
miejsce. 

— A co zrobimy z wyważonym zamkiem? 

—  Mam  identyczną  kasetkę.  Trzymałam  w  niej  biżuterię,  zanim 

kupiłam  bardziej  ozdobną.  Włożę  do  niej  wszystko  i  umieścimy  ją  pod 
szopą. 

— Jak policja ją odnajdzie? 

— Zadzwonię do nich z budki telefonicznej. Mam przenośne urządzenie 

do zniekształcania głosu. 

Tym razem weszły do ogrodu i opuściły go przez nikogo niezauważone. 

Agatha  zadzwoniła  na  komendę  policji.  Potem  pojechały  do  całonocnej 
restauracji przy autostradzie na wczesne śniadanie. 

Zjadły  kiełbaski,  jajka  na  boczku  z  frytkami  i  popiły  dwiema 

filiżankami czarnej kawy. Po posiłku Agatha oświadczyła: 

—  Najpierw  powinnyśmy  się  trochę  przespać.  Myślę,  że  później 

porozmawiam  z  panią  Bloxby  o  Penelope  i  zasugeruję,  żebyśmy 
odwiedziły ją we dwie. Pozostaje jeszcze Tilly Glossop. Niewykluczone, że 
szantażowała  burmistrza  do  spółki  z  Sundayem.  Ktoś  musiał  przecież  ich 
sfotografować. 

— Czy chcesz, żebym wybadała Tilly? 

— Moim zdaniem będzie lepiej, jeżeli Patrick to zrobi. Nadal wygląda 

jak glina. Może zdoła ją wystraszyć na tyle, że wyzna prawdę, albo coś jej 
się wymknie. 

Po powrocie do domu Agatha przespała kilka godzin. Przyszła do biura 

nazajutrz o dziewiątej rano, by odprawić Patricka. Później poprosiła panią 

TLR

background image

Freedman, żeby zamieściła  w prasie ogłoszenie, że poszukują praktykanta 
w zawodzie detektywa. 

— Najchętniej studenta lub studentkę na roczną praktykę — dodała.3— 

Ja  idę  w  pewnej  sprawie  do  pani  Bloxby.  Wygląda  na  to,  że  mamy  dziś 
spokojny ranek. Pójdziesz ze mną, Toni? 

Dziewczyna  wyraziła  zgodę.  Wciąż  opłakiwała  utratę  przyjaciółki, 

Sharon. Czuła, że pobyt na plebanii i kojąca obecność pastorowej dobrze jej 
zrobią. 

Pani  Bloxby  zaprosiła  je  do  salonu,  mimo  głośnego  protestu  pastora, 

który wrzeszczał z gabinetu: 

— Ten dom zaczyna przypominać Piccadilly Circus!4 

Na dworze wciąż padało. 

—  Zapowiadali  piękne  lato.  Żal  mi  tych  wszystkich  rodzin,  które 

zarezerwowały sobie w tym roku miejsca na wakacje w kraju — stwierdziła 
Agatha. 

— Zadziwia  mnie podejście naszych rodaków do turystyki — wtrąciła 

pani Bloxby, która właśnie wróciła z pełną tacą — Lecą do krajów, których 
kultury  ani  mentalności  nie  próbują  zrozumieć.  Patrzą  tylko  na  lśniącą 
powierzchnię,  jak  ważki  nad  stawem,  a  nie  widzą  mrocznych  odmętów 
poniżej. Ma pani dziś bardzo poważną minę, pani Raisin. 

Agatha  otworzyła  swą  przepastną  torebkę,  wyciągnęła  kopertę  i 

.wręczyła pastorowej. 

— Zanim pani zajrzy, wyjaśnimy, w jaki sposób to zdobyłyśmy. 

Opisała, jak znalazły kasetkę pod szopą Sundaya. 

                                                             

3

 

W  Anglii  studenci  mają  możliwość  przerwania  studiów  na  rok  w  celu  odbycia  praktyki  w 

przyszłym zawodzie lub pracy w charakterze wolontariuszy.

 

4

 Znany plac w Londynie, popularne miejsce spotkań turystów i londyńczyków. 

TLR

background image

—  Wyjęłam  jedną  fotografię,  co  oznacza,  że  zatajam  dowody  przed 

policją, ale chciałam najpierw skonsultować się z panią. 

Pani Bloxby wyjęła zdjęcie i powoli usiadła. 

— O Boże! Co teraz zrobimy? 

— Ponieważ zna ją pani, pomyślałam, żebyśmy tam poszły i dyskretnie 

zamieniły  z  nią  słówko.  Nie  potrafię  sobie  wyobrazić  pani  Timson 
zaprzyjaźnionej  z  osobą  o  morderczych  skłonnościach.  Jeżeli  uważa  pani, 
że weszła w kontakt z jakimś przestępcą, wyślę to anonimowo policji. 

— Proszę się częstować herbatą i rogalikami — zachęciła pani Bloxby 

— Nic lepiej nie rozjaśnia umysłu. 

— Czy słyszała pani kiedykolwiek jakieś plotki na temat pani Timson? 

— spytała Toni. 

—  Nigdy  —  zapewniła  pastorowa  —  Chyba  byłoby  lepiej,  gdybyście 

zostawiły tę sprawę policji. Prawdopodobnie poślą do niej policjantkę... 

— Przypuszczalnie panią detektyw sierżant Collins, która wystraszy ją 

na śmierć — wpadła jej w słowo Agatha. — Niewątpliwie wywlecze ją z 
domu w kajdankach na oczach całej wsi. 

—  Chyba  pójdę  z  wami  —  westchnęła  pani  Bloxby  —  Mój  Boże,  ile 

niegodziwości kryje się w tych małych wioskach! 

Deszcz  przestał  padać,  gdy  jechały  autem  Agathy  do  Odley  Cruesis. 

Słońce  ozłociło  kałuże  na  drodze.  Lśniące  krople  spadały  z  gałęzi  drzew 
nad  ich  głowami.  Kiedy  wysiadały  przed  plebanią,  powietrze  słodko 
pachniało świeżością. 

Penelope otworzyła drzwi. Uśmiechnęła się na ich widok. 

— Proszę, wejdźcie. Mój mąż poszedł do kościoła. 

—  Doskonale  —  odparła  Agatha  —  Bo  właściwie  przy—  szłyśmy  do 

pani. 

TLR

background image

— Proszę za mną. Kawy? Herbaty? 

—  Dziękujemy,  dopiero  co  wypiłyśmy  —  odpowiedziała  Agatha. 

Otworzyła torebkę, wyciągnęła kopertę, wydobyła z niej fotografię i podała 
Penelope. 

Penelope  opadła  bezwładnie  na  róg  sofy.  Skuliła  się  i  oplotła  chude 

ciało ramionami. Pani Bloxby usiadła przy niej i otoczyła ją opiekuńczym 
ramieniem. 

—  Pani  Timson,  pani  Raisin  podjęła  wielkie  ryzyko,  zabierając  tę 

fotografię,  żeby  nie  dostała  się  w  ręce  policji.  Czy  pan  Sunday  panią 
szantażował? 

Penełope  zaszlochała.  Z  jej  oczu  popłynęły  łzy.  Toni  wzięła  z 

podręcznego  stolika  paczkę  chusteczek  i  podała  jej.  Agatha  czekała 
niecierpliwie.  Miała  nadzieję,  że  pastor  nie  przyjdzie  i  nie  zobaczy  tej 
sceny. W końcu gospodyni westchnęła rozdzierająco. 

— Tak — przyznała. 

— Kim był ten mężczyzna? 

—  Amerykańskim  kaznodzieją,  który  odwiedził  nasz  kraj.  Giles 

poprosił  mnie,  żebym  pokazała  mu  Cot—  swolds.  Zaprzyjaźniliśmy  się. 
Był  wdowcem.  Opowiadał  bardzo  zabawne  dowcipy.  Giles  nigdy  nie 
żartuje. A żarty miewają uwodzicielską moc — dodała płaczliwie, 

— A więc nawiązała pani romans! 

— Och, nie! — Penelope wyglądała na zaszokowaną. 

— To się stało rano tego dnia, kiedy odjeżdżał. Poszliśmy na cmentarz 

przykościelny. Podziękował mi za opiekę, a potem nagle porwał w objęcia i 
pocałował.  Potem  się  roześmiał  i  powiedział:  „Nie  powinienem  tego 
zrobić".  A  ja  na  to:  „Naprawdę  nie  powinien  pan".  Poklepał  mnie  po 
ramieniu i poszedł pożegnać się z moim mężem. 

TLR

background image

— Czy wtedy Sunday zaczął panią szantażować? 

— Niezupełnie. Przyszedł trzy dni później z rana, kiedy Giles wyjechał 

do  sąsiedniej  parafii,  i  pokazał  mi  zdjęcie.  Wyjaśniłam,  że  nic  nie  zaszło 
prócz  pocałunku,  ale  oświadczył,  że  mój  mąż  na  pewno  mi  nie  uwierzy, 
kiedy  zobaczy  tę  odbitkę.  Spytałam,  czego  ode  mnie  chce.  Roześmiał  się 
złośliwie i zagroził, że wróci. 

— Kiedy to było? — spytała pani Bloxby. 

— Trzy dni przed jego śmiercią — wyszeptała Penelope. 

— Zadzwonił do mnie dzień przed zebraniem protestacyjnym i zagroził, 

że  jeśli  mu  nie  zapobiegnę,  wyśle  zdjęcie  pastorowi.  Nie  mogłam  tego 
dłużej  znieść.  Ludzie  mówią,  że  szantażysta  nigdy  nie  umknie 
sprawiedliwości. Więc wyznałam wszystko Gilesowi. 

—  Na  pewno  okropnie  się  rozgniewał  —  powiedziała  pani  Bloxby  ze 

współczuciem. 

—  Gorzej  —  wymamrotała  Penelope  —  Omal  nie  pękł  ze  śmiechu. 

„Zapomnij o tym — powiedział wreszcie. 

—  Spójrz  tylko  w  lustro.  Wiadomo,  że  Amerykanie  przesadzają  z 

okazywaniem  serdeczności.  Pójdę  do  Sundaya.  Nigdy  więcej  o  tym  nie 
usłyszymy". 

Po  morderstwie  zapytałam,  czy  zawiadomił  policję  albo  odwiedził 

Sundaya.  Odpowiedział,  że  nie  znalazł  czasu  i  że  ani  przez  chwilę  nie 
zamierzał pokazywać tego głupiego zdjęcia policji. 

Co  ja  najlepszego  zrobiłam?  —  rozpaczała  Agatha  w  duchu  — 

Powinnam była zostawić tę fotografię w pudełku, żeby policja ją znalazła. 
Wierzę Penelope, ale wymaglowaliby Gilesa i prześledzili każdy jego krok. 
Nie przyszedł na zebranie, kiedy zasztyletowano Johna. 

— Już pójdziemy — zaproponowała Agatha. 

TLR

background image

Kiedy opuściły plebanię, pani Bloxby zaproponowała: 

— Chodźmy w jakieś spokojne miejsce. Zaczynam sobie przypominać 

pewne rzeczy 

—  Nie  ma  spokojniejszego  miejsca  od  mojej  kuchni  —  stwierdziła 

Agatha, ruszając w stronę własnego domu. 

Kiedy usiadły w kuchni Agathy, pani Bloxby zaczęła opowieść: 

— Pamiętam, że ubiegłej jesieni odwiedził nas wędrowny kaznodzieja, 

Amerykanin z jakiegoś kościoła episkopalnego. Nazywał się Silas Cuttler. 
Był  jowialny,  okrągły,  wesoły.  Mniej  więcej  w  tym  czasie  pani  Timson 
zaczęła się stroić, a nawet malować. 

— Czy mąż ją znieważa? 

—  Och,  czasami  ofuknie,  jak  każdy.  „Po  co  nakładasz  tyle  tapety?" 

albo:  „Aleś  ty  głupia,  kobieto".  Takie  zwykłe,  codzienne  przykrości.  To 
zimny, porywczy człowiek. 

— Chyba powinnam zadać mu parę pytań — stwierdziła Agatha. 

— Nie radzę, moja droga. Oskarżyłby panią z zimną krwią o zatajanie 

dowodów  przed  policją.  Sam  zaniósłby  im  zdjęcie  i  wpakował  panią  w 
kłopoty.  Jestem  pewna,  że  pan  Timson  ani  przez  chwilę  nie  podejrzewał 
żony o zdradę. 

— Nie mogę też przesłuchać burmistrza, ponieważ policja zaczęłaby się 

zastanawiać,  w  jaki  sposób  trafiłam  na  jego  trop.  Chyba  odczekam  kilka 
dni, a potem poproszę Patricka, żeby wysondował swoich informatorów z 
policji. 

Agatha  zapytała  Toni,  czy  chciałaby  przejrzeć  dokumenty  kandydatów 

na  praktykantów  i  wybrać  kilku  najbardziej  odpowiednich.  Dziewczyna 
nadal  jednak  rozpaczała  po  śmierci  przyjaciółki,  więc  Agatha  pewnego 
wieczoru wzięła do domu plik aplikacji. 

TLR

background image

W ogłoszeniu zaznaczyła, że ubiegający się o posadę powinni dołączyć 

do podania kopie świadectw szkolnych i fotografię. 

Patrick  przyszedł  do  niej  i  podążył  za  nią  do  kuchni,  gdzie  na  stole 

rozłożyła papiery i zdjęcia. 

—  Poszukuję  praktykanta,  ale  odpowiedzieli  sami  beznadziejni  ludzie. 

Co cię sprowadza? 

—  Dobra  wiadomość.  Tom  Courtney  został  aresztowany  poza 

Waszyngtonem  i  oskarżony  o  zabójstwo  matki.  Żył  z  jakąś  kobietą  w 
Mount  Vernon  i  to  ona  wydała  go  policji.  Nie  wiedziała,  że  jest 
poszukiwanym  zbrodniarzem.  Zaczęła  się  go  bać,  gdy  zauważyła,  że 
szoruje wszystkie jej szafy i półki i zmusza ją, żeby brała prysznic pięć razy 
dziennie. Poprosiła go, żeby się wyprowadził, ale ponieważ nie posłuchał, 
zawiadomiła  policję.  Myśleli,  że  to  miejscowy,  ale  jakiś  bystrooki  konny 
policjant rozpoznał go na zdjęciu wiszącym w lokalu wyborczym. 

— Kiedy zamierzają dokonać ekstradycji? 

— To zajmie całe wieki, jeżeli w ogóle to zrobią. 

— Przynajmniej nie muszę się obawiać, że nagle tu zawita. A co z jego 

siostrą, Amy? 

— Nic nie wiadomo. Tom przysięga na wszystkie świętości, że nie wie, 

gdzie  ona  przebywa.  Nie  kontaktowała  się  z  mężem.  Doktor  narzeka,  że 
opróżniła wspólne konto bankowe, zanim przepadła bez wieści. Nawiasem 
mówiąc,  Tom  Courtney  twierdzi,  że  nie  ma  nic  wspólnego  z  zabójstwem 
Sundaya.  Oczywiście  tutejsza  policja  z  początku  chciała  jak  najszybciej 
zamknąć  dochodzenie,  więc  mu  nie  uwierzyła.  Ale  kiedy  usłyszałem  od 
moich  znajomych,  że  pod  szopą  w  jego  ogrodzie  znaleźli  listy  i 
nieprzyzwoite zdjęcie burmistrza, w końcu postanowili wznowić śledztwo. 
Tilly  Glossop  i  burmistrz  zeznali,  że  pozwolili  sobie  na  jednorazową 
przygodę  po  suto  zakrapianym  przyjęciu  w  ratuszu  i  że  Sunday  ich  nie 
szantażował.  E-maile,  które  przypuszczalnie  ściągnął  z  cudzych 

TLR

background image

komputerów, są w biurze. Używał ich, żeby zyskać władzę, nie pieniądze. 
Wszystko wskazuje na to, że właśnie dzięki nim zachował posadę, pomimo 
tylu skarg. 

— Usiądź Patricku. Chcesz zimnego piwa? 

— Bardzo chętnie. Prowadzę, ale jedno nie zaszkodzi. 

Mimo  że  odszedł  z  policji  na  emeryturę,  Patrick  nadal  wyglądał  jak 

policjant,  ze  starannie  przystrzyżoną  brązową  czupryną,  ponurą  miną,  w 
odprasowanym ubraniu i wypastowanych do połysku butach. 

—  Prócz  panny  Glossop  żadna  inna  osoba  nie  ma  powiązań  z  Odley 

Cruesis  —  ciągnął  Patrick  —  Tilly  nadal  jest  przesłuchiwana  i  kazano  jej 
oddać paszport. 

Agathę ogarnęły wyrzuty sumienia, że ukryła jeden z dowodów. 

Wręczyła  Patrickowi  szklankę  piwa,  usiadła  obok  niego  przy  stole  i 

zapaliła papierosa. 

— Popatrz na te podania — poprosiła, wypuszczając w jego stronę kłąb 

dymu — Większość kandydatów nie umie poprawnie pisać, a wielu z nich 
używa języka esemesowego. 

— Jedno spadło pod stół — zauważył Patrick. Schylił się i wyciągnął je 

—  Popatrz  na  to.  Robi  wrażenie,  jakby  uciekł  ze  sceny  podczas 
przedstawienia „Pagliacci". 

— Jacy? — spytała Agatha podejrzliwie, jak zwykle, kiedy ktoś cytował 

tytuły nieznanych jej utworów. Zawsze obawiała się, że wyjdą na jaw luki 
w jej edukacji kulturalnej. 

— „Pajace". To postać z opery. Klaun, który śpiewa słynną arię „Śmiej 

się pajacu". 

— Pokaż. 

TLR

background image

Patrick  wręczył  jej  zdjęcie  nastolatka  z  bujną  grzywą  czarnych 

kręconych  włosów,  wielkimi,  zamglonymi  oczami,  dużym  nosem, 
przypominającym dziób ptaka, i szerokimi ustami. 

—  Cztery  piątki  z  egzaminów.  „Ponieważ  nie  chcę  brać  pożyczki  na 

studia,  chciałbym  jak  najszybciej  podjąć  pracę"  —  przeczytał  Patrick.  — 
Twierdzi, że ma dobrą intuicję, jest pracowity i umie postępować z ludźmi. 
Ma osiemnaście lat. 

—  Wezwę  go  na  rozmowę  kwalifikacyjną  —  zdecydowała  Agatha  — 

Toni potrzebuje kogoś młodego, żeby ją rozweselił. Jak się nazywa? 

— Simon Black. 

Simon  wkroczył  do  biura  Agathy  o  siódmej  następnego  wieczoru. 

Okazał  się  niski,  mniej  więcej  metr  pięćdziesiąt  pięć  wzrostu.  W 
porównaniu  ze  szczupłą  sylwetką  jego  głowa  wydawała  się 
nieproporcjonalnie  duża.  Wielkie  czarne  oczy  pod  ciężkimi  powiekami 
błyszczały  poczuciem  humoru  i  inteligencją.  Jego  wygląd  nasunął  Agacie 
skojarzenie z jedną z postaci z „Władcy Pierścieni". 

— Opowiedz mi o sobie — poprosiła Agatha. 

— Wszelkie informacje zawarłem w moim CV. 

— Posłuchaj, drogi chłopcze. Jeśli chcesz dostać tę posadę, spróbuj się 

zareklamować. 

— Czy mogę usiąść? 

— Proszę bardzo. 

Simon odsunął sobie krzesło i siadł naprzeciwko Agathy. Ubrał się cały 

na czarno: w czarny podkoszulek, spodnie, skarpetki i buty. 

—  Mam  wyczucie  do  ludzi  —  zaczął  z  lekkim  akcentem  z 

Gloucestershire.  —  Intuicyjnie  wiem,  kiedy  kłamią.  Ponadto  posiadam 
ponadprzeciętny iloraz inteligencji... 

TLR

background image

— I bardzo wysokie mniemanie o sobie — prychnęła Agatha. 

— Czy obrażam panią, próbując się zareklamować? — zapytał Simon z 

kamienną twarzą, jakby naprawdę chciał to wiedzieć. 

Agatha uśmiechnęła się z ociąganiem. 

— Miałam zły dzień — przyznała — Czy mieszkasz z rodzicami? 

— Nie, sam. Moi rodzice nie żyją. Zginęli w ubiegłym roku w wypadku 

samochodowym.  Nie  zostawili  mi  nic,  prócz  długów,  nawet  po  sprzedaży 
domu.  Dlatego  zdecydowałem,  że  wolę  iść  do  pracy  niż  obciążać  się 
pożyczką na studia. Miałem dosyć długów. 

Drzwi się otworzyły i Toni wkroczyła do pokoju. 

— Zostawiłam coś w biurku — poinformowała. 

Żal  ścisnął  Agathę  za  serce  na  widok  zgnębionej  miny  Toni.  Nagle 

wpadła na pewien pomysł: 

— Toni, to Simon Black. Zaczyna u nas pracę od jutra. Simonie, to Toni 

Glimour. Czy jesteś bardzo zajęta w tej chwili? 

— Właściwie... nie. 

—  W  takim  razie  weź  trochę  pieniędzy  z  kasetki  na  drobne  wydatki, 

zabierz Simona do jakiegoś lokalu, zafunduj mu coś do picia i zapoznaj z 
zadaniami detektywa. Dolicz sobie godziny nadliczbowe. 

— Dobrze — odparła Toni bez entuzjazmu. 

—  Simonie,  przyjdź  tu  jutro  o  dziewiątej  rano.  Nasza  sekretarka 

przygotuje ci umowę do podpisania. 

—  Dziękuję  bar..  —  zaczął  Simon,  ale  Agatha  przerwała  mu  wpół 

słowa: 

— No, idźcie już. 

TLR

background image

Odczekała, aż zejdą ze schodów i wyjdą na dwór. Potem wyjrzała przez 

okno. Szli w milczeniu kilkadziesiąt centymetrów od siebie.

TLR

background image

 

 

ROZDZIAŁ

 

VII 

 

 

W pubie u George'a, naprzeciwko komendy policji, Simon zamówił dla 

siebie piwo, a dla Toni jasne piwo lager. 

— Do jakiej szkoły chodziłeś? — zapytała Toni. 

— Do liceum w Mircesterze. 

—  Sama  chciałam  do  niej  iść,  ale  mama  nie  mogła  sobie  pozwolić  na 

mundurek — wyznała Toni. 

—  Wielu  dzieci  nie  stać  na  nie.  Dlatego  otworzyli  w  szkole  sklepik  z 

używaną odzieżą. 

—  Mama  miała  w  tym  czasie  również  inne  problemy  —  powiedziała 

Toni — Ale przejdźmy do spraw zawodowych. Co chciałbyś wiedzieć? 

— Po pierwsze interesuje mnie, czy Agatha Raisin jest dobrą szefową. 

Wyglądasz na wyczerpaną i przygnębioną. 

— Straciłam przyjaciółkę, z którą pracowałam. 

— Tę Sharon, którą zamordowano? 

Toni skinęła głową. 

— Czy ta praca jest aż tak niebezpieczna? 

—  Na  ogół  nie.  Przeważnie  dostajemy  rutynowe  zadania,  jak 

poszukiwanie  zaginionych  zwierząt  domowych  i  dzieci  czy  śledzenie 
niewiernych  mężów  lub  żon.  Sharon  wpadła  w  złe  towarzystwo 
motocyklistów. 

TLR

background image

— Byłaś na pogrzebie i stypie? 

— Nie. Nie należałam do jej rodziny. Przyjaźniłyśmy się, ale tuż przed 

jej śmiercią zaczęła mi ciążyć ta przyjaźń. 

— Czy byłaś kiedyś w Pyrt Parku? 

Toni popatrzyła na niego ze zdziwieniem. 

— W tym wesołym miasteczku? Nie. Dlaczego pytasz? 

— Mają naprawdę diabelską kolejkę górską. Dokończ piwo, to cię tam 

zabiorę. 

— Dlaczego, do diabła...? 

— Zobaczysz. 

Simon zostawił motocykl na placu. Wręczył Toni kask i założył swój. 

— To szaleństwo — wymamrotała Toni, kiedy weszli na teren wesołego 

miasteczka. 

— Zaufaj mi. 

— Nigdy nie jechałam kolejką górską. Mogę dostać mdłości. 

— Nic ci nie będzie. Chodź za mną. 

Kiedy  zabezpieczono  ich  krzesełka,  wagonik  zaczął  się  wznosić  tak 

wysoko,  że  Toni  widziała  dalekie  wzgórza  Mal—  vern.  Gdy  dotarli  na 
szczyt, Toni złapała Simona za ramię. 

— Chyba nie wytrzymam — wyszeptała. 

Wagonik  runął  w  dół  z  zawrotną  prędkością.  Toni  zaczęła  krzyczeć. 

Wrzeszczała  jak  opętana  aż  do  końca  jazdy.  Kiedy  Simon  pomógł  jej 
wysiąść, czuła, że drżą pod nią nogi. 

— Po co mnie tu zabrałeś? — spytała drżącym głosem. 

TLR

background image

—  Urządziłem  ci  terapię  krzykiem.  Przyszedłem  tu  po  śmierci 

rodziców.  Nie  martw  się  o  pracę.  Podejmę  ją  i  poradzę  sobie.  O,  zobacz, 
wata cukrowa. Kupię dla nas po porcji. 

Podszedł  do  stoiska,  ale  przedtem  obrócił  głowę  i  obdarzył  ją 

uśmiechem.  Co  za  dziwny  chłopak  —  myślała  Toni.  —  Istny  błazen. 
Brakuje mu tylko kapelusza i dzwoneczków. 

Ale  tej  nocy  spała  tak  mocno  jak  nigdy  od  dnia,  kiedy  usłyszała  o 

śmierci Sharon. 

 

Nazajutrz  rano  Simon  podpisał  umowę.  Zrobił  wielkie  oczy  na  widok 

hojnego wynagrodzenia. Popatrzył ze zdziwieniem na Agathę. 

Przyjmuję cię na pełny etat — wyjaśniła — Mam przeczucie, że sobie 

poradzisz.  Mimo  wszystko  zostałeś  przyjęty  na  okres  próbny.  Właściwie 
zamierzałam  przydzielić  ci  pomniejsze  zadania,  ale  potrzebuję  pary  by-
strych  oczu.  Czy  pamiętasz,  co  czytałeś  na  temat  zabójstwa  Johna 
Sundaya? 

— Tak. 

Chciałabym,  żebyś  przeczytał  naszą  dokumentację  z  tej  sprawy. 

Poświęć  na  to  cały  dzień.  Może  wpadniesz  na  jakiś  pomysł.  Znajdziesz 
wszystkie informacje w komputerze na tamtym biurku. 

Agatha  pochwyciła  posępne  spojrzenie  Toni.  Kusiło  ją,  żeby 

wykrzyczeć:  Tak,  pamiętam,  że  pracowała  przy  nim  Sharon,  ale  nie 
zamierzam przykrywać go kirem i palić na nim zniczy! 

Przedstawiła załodze nowego współpracownika. 

Simon  usiadł  i  przystąpił  do  pracy.  Ledwie  słyszał,  jak  jego  nowa 

szefowa  wydaje  innym  dyspozycje.  Skupił  całą  uwagę  na  plikach  w 
komputerze. Wyciszył wszystkie inne myśli, łącznie z tymi na temat Toni. 
Kiedyś  zakochał  się  nieszczęśliwie.  Po  jednej  uczuciowej  porażce  nie 

TLR

background image

zamierzał  ryzykować  następnej.  Śliczna,  jasnowłosa  Toni,  inteligentna  i 
rozbrajająco niewinna, stanowiła zagrożenie. 

Czytając  raporty,  usiłował  sobie  wyobrazić  scenę  w  salonie  plebanii, 

gdy  za  oknem  pojawił  się  umierający  John  Sunday.  Wyglądało  na  to,  że 
prócz Miriam Courtney i panny Simms nikt nie opuścił pokoju. Gdy Simon 
podniósł  wzrok,  spostrzegł,  że  w  biurze  nie  został  nikt,  prócz  pani 
Freedman. 

— Dlaczego piszą o pannie Simms i pani Bloxby? — zapytał. 

— Nie rozumiem, o co ci konkretnie chodzi — odparła pani Freedman. 

— Nie wymieniają ich imion. 

— Ach, w tym rzecz. Obydwie należą do Stowarzyszenia Pań z Carsely. 

Nie używają w nim imion. To bardzo stara tradycja. 

Następnie  Simon  skupił  się  na  Tilly  Glossop.  W  raporcie  napisano,  że 

miała romans z Sundayem. Czy wykorzystał jej kompromitujące zdjęcie z 
burmistrzem, żeby samemu za darmo skorzystać z jej wdzięków? 

Zaczęło mu burczeć w brzuchu. Ze zdziwieniem spojrzał na zegarek. 

— Wychodzę na lunch — oznajmił — Proszę im przekazać, że później 

pojadę obejrzeć Odley Cruesis. Czy coś pani kupić? 

—    Nie,  przyniosłam  sobie  kanapkę.  Nie  sądzisz,  że  wypadałoby 

najpierw zadzwonić do pani Raisin i poprosić ją o pozwolenie na wyjście? 

—  Pojadę  motocyklem,  w  kasku  na  głowie.  Chciałbym  zrobić 

rozpoznanie. 

Simon  poszedł  do  najbliższego  baru  Burger  King,  pochłonął 

hamburgera i frytki. Potem wsiadł na motor i wyruszył do Odley Cruesis. 
Przejechał ostrożnie przez całą wieś i zaparkował na wzgórzu powyżej. 

Turyści odwiedzający najpiękniejsze krainy, takie jak Cotswolds, często 

omijają  małe  wioski  w  rodzaju  Odley  Cruesis,  zagubione  w  dolinach 

TLR

background image

pomiędzy 

wzgórzami. 

Przeważnie 

odwiedzają 

bardziej 

znane 

miejscowości,  takie  jak  Chipping  Campden,  Bourton-on-the-Water  czy 
Stow-on-the-Wold. 

Wokół  panowała  cisza  i  spokój.  Wiatr  szeleścił  wysoko  w  koronach 

starych  wiązów  otaczających  trójkątny  skwer.  Maleńkie  chaty  porastały 
wszelakie pnącza: glicynia, powojnik i bluszcz wirginijski, tak  że budynki 
wyglądały jak elementy otaczającej je natury. 

Simon  podszedł  do  kościoła  i  zaczął  czytać  ogłoszenia  na  tablicy, 

przeważnie  stare,  zapowiadające  dawno  minione  wydarzenia.  Ale  znalazł 
też jedno nowe, które ostatnio przypięto: 

„Pokój  do  wynajęcia  w  uroczym  letnim  domku.  Proszę  o  kontakt  z 

panną May Dinwoody". Dalej właścicielka podała adres i numer telefonu. 

Simon  wyciągnął  telefon  komórkowy  i  zadzwonił  do  Agathy.  Kiedy 

skończył, Agatha jęknęła: 

— Zamierzasz tam zamieszkać? To może być niebezpieczne. Nie dość, 

że  popełniono  tam  dwa  morderstwa,  to  jeszcze  ktoś  uderzył  w  głowę 
mojego  przyjaciela,  tak  że  wylądował  w  szpitalu.  Poza  tym,  jaki  pretekst 
wynaj— dziesz, żeby się tam przeprowadzić? 

—  Moi  rodzice  zginęli  w  wypadku  samochodowym.  To  prawda. 

Potrzebuję  ciszy  i  spokoju,  żeby  dojść  do  siebie  po  tragedii.  Rozważam 
możliwość pracy dla Kościoła. 

— Naprawdę? 

—  Po  jednej  wizycie  w  bibliotece  w  Mircesterze  zdobędę  niezbędną 

wiedzę. Łatwo się adaptuję. 

— Zgoda. Spróbuj i donoś mi o wszystkim. Zachowamy twoją misję w 

tajemnicy. Nie zbliżaj się do biura. Powiem wszystkim,  że nie wziąłeś tej 
posady. Czy masz dość pieniędzy, żeby zapłacić kaucję? 

TLR

background image

—  Tak.  Nie  zamierzam  działać  pochopnie,  więc  rozeznanie  może  mi 

zająć trochę czasu. Czy pamięta pani, gdzie ona mieszka? 

— W dawnym domu młynarza. Prowadzi tam ścieżka z tyłu sklepu. 

Simon obejrzał wiejski markecik, kiedy go mijał. Wyglądał dość ponuro 

z  wyblakłym  szyldem  nad  drzwiami.  Napis  głosił:  „Twój  wiejski  sklep. 
Jeżeli nie skorzystasz — stracisz". 

Chyba wypada przychodzić tu po zakupy — pomyślał. 

—  Prawdopodobnie  miejscowi  uważają  wizytę  w  supermarkecie  za 

zdradę  stanu.  Dziwne,  że  to  miejsce  nie  działa  na  mnie  kojąco.  Wręcz 
przeciwnie. Mam wrażenie, że obserwują mnie ukradkiem setki oczu. 

 Ruszył  błotnistą,  zarośniętą  ścieżką  w  kierunku  starego  młyna  nad 

stawem.  Nacisnął  przycisk  domofonu  do  mieszkania  numer  2.  Ktoś  kazał 
mu wejść. 

Najwyraźniej  rozczarował  May  Dinwoody,  ponieważ  na  jego  widok 

oświadczyła piskliwym głosem: 

Spodziewałam  się  kogoś  w  bardziej  zaawansowanym  wieku,  na 

przykład starszego dżentelmena. Po dwóch morderstwach we wsi zaczęłam 
się bać. 

Simon uśmiechnął się do niej. 

— 

Może młody człowiek lepiej panią ochroni. 

— 

No dobrze, proszę wejść i spocząć. 

Siwa  May  Dinwoody  nosiła  dość  dziwny  zestaw  ubrań:  zniszczony 

brązowy  kardigan  narzucony  na  czerwoną  wieczorową  bluzeczkę, 
naszywaną cekinami, szarawary i trampki. 

— 

Poproszę o referencje — powiedziała. 

TLR

background image

Wziąłem  ze sobą świadectwa szkolne i prawo jazdy  — odrzekł Simon 

— Nie mam świadectwa pracy, ponieważ jeszcze nigdzie nie pracowałem. 
Moi  rodzice  zginęli  w  ubiegłym  roku  w  wypadku  samochodowym  i 
załatwienie  wszystkich  prawnych  formalności  zajęło  mi  wiele  czasu. 
Mieszkam  w  Mircesterze,  przy  Blackberry  Avenue,  ale  wystawiłem 
mieszkanie  na  sprzedaż.  Chciałbym  trochę  pomieszkać  w  jakimś 
spokojnym miejscu, zanim zdecyduję, co dalej robić. Najbardziej poważnie 
rozważam możliwość pracy dla kościoła. 

Moim  zdaniem  poradziłbyś  sobie  doskonale  —  odrzekła  May.  — 

Zaparzę  kawę  i  zaprowadzę  cię  na  plebanię,  żebyś  poznał  pastora.  Ale 
najpierw pokażę ci twój pokój. Jest mały. Niestety, okna nie wychodzą na 
staw. A właśnie głównie ten widok przekonał mnie, żeby tu zamieszkać. 

Simon  nie  wyobrażał  sobie,  że  takie  brudne,  ciemne  bajoro  mogłoby 

kogoś  skusić,  ale  podążył  za  gospodynią  do  pokoju  na  tyłach.  Maleńka 
sypialnia miała olbrzymie okno wychodzące na wiejski skwer. 

—  Poprzedni  najemca  był  artystą.  Potrzebował  wiele  światła,  dlatego 

wymienił  okno  —  wyjaśniła  May  —  Istne  świętokradztwo.  W  tamtych 
czasach nawet nie potrzebował pozwolenia na dokonanie zmian. 

Pokój  umeblowano  bardzo  skromnie.  Stało  tam  jednoosobowe  łóżko, 

szafa, komoda, biurko przy oknie i trzy twarde krzesła. 

— Teraz pokażę ci łazienkę. Niestety, muszę cię prosić o przywiezienie 

własnych ręczników i pościeli. 

— To żaden problem — odparł Simon. 

—  Chodź  ze  mną.  Na  prawo  za  pokojem  dziennym  jest  kuchnia. 

Musimy wspólnie korzystać z lodówki i półek. Będę trzymać moje jedzenie 
na  dwóch  dolnych  półkach,  a  ty  na  dwóch  górnych  i  w  jednej  z  szuflad 
zamrażalnika.  Ten  kredens  po  lewej  stronie  też  pozostawię  do  twojej 
dyspozycji. 

— Dobrze. 

TLR

background image

—  Mam  jeszcze  jeden  wolny  pokój,  ale  używam  go  jako  pracowni. 

Robię zabawki. 

— Jaka pani zdolna! 

—  Pozostała  do  omówienia  kwestia  kaucji  i  ceny  wynajmu  — 

powiedziała May nieco drżącym głosem. 

— Ile pani żąda? 

—  Siedemdziesiąt  pięć  funtów  za  miesiąc,  płatne  za  trzy  miesiące  z 

góry. 

— Zgoda. 

— Gotówką czy czekiem? 

May zamrugała powiekami. 

—  Jeżeli  powiedziałaby  pani  ludziom,  że  jestem  siostrzeńcem  czy 

jakimś innym krewnym, płaciłbym w gotówce i nie musiałaby pani płacić 
podatków. 

— Ależ to przestępstwo! 

— Nikt nie musi o tym wiedzieć. 

— Ale to niemoralne. 

— No, trochę — przyznał Simon z szerokim uśmiechem. 

— Niech tak będzie — wymamrotała May — Dobrze, że John Sunday 

nie żyje. Zaraz by wykrył oszustwo. 

—  Czytałem  trochę  o  tym.  Chyba  przed  wizytą  u  pastora  powinienem 

wrócić do siebie, zabrać swoje rzeczy i podjąć pieniądze z banku. 

— Tak, oczywiście — zaszczebiotała May. 

— Czy mam udawać Szkota, jak pani? 

TLR

background image

—  Niekoniecznie.  Moja  biedna  siostra,  która  obecnie  już  nie  żyje, 

wyszła za mąż za Anglika. Nie mieli dzieci, ale nikt we wsi o tym nie wie. 

Simon  pożegnał  gospodynię.  May  usiadła  i  patrzyła  na  pofalowane 

wody stawu. Zarabiała trochę na sprzedaży zabawek na targach w różnych 
miejscowościach,  ale  nawet  z  jej  emeryturą  na  niewiele  to  wystarczało. 
Jedyny luksus, na jaki mogła sobie pozwolić, to papierosy. Wciąż myślała o 
rzuceniu  palenia,  ale  z  dnia  na  dzień  zwlekała  z  tą  decyzją.  Co  będzie, 
jeżeli ten dziwnie wyglądający młodzieniec nie wróci? 

 

 Po dwóch godzinach Simon znów przyjechał, tym razem zabytkowym 

samochodem morris minor po ojcu. Doszedł do wniosku, że będzie bardziej 
pasował  do  wizerunku  młodego  człowieka  myślącego  o  karierze  duchow-
nego. Wniósł do środka pudło prześcieradeł, poszewek i ręczników. Potem 
wręczył May kopertę z pieniędzmi. 

Wrócił  do  auta  po  walizkę.  Kiedy  rozwieszał  ubrania  w  szafie,  na 

chwilę ogarnął go smutek, że przez pewien czas nie zobaczy Toni. Agatha 
Raisin  trochę  go  przerażała.  Słyszał  jednak,  że  wykryła  sprawców  wielu 
przestępstw, co wymagało bystrego umysłu. 

W  Mircesterze  raz  na  tydzień  organizowano  targ  na  małym  placyku 

przed  opactwem.  Agatha  uwielbiała  go  odwiedzać.  Często  kupowała 
apetyczne  świeże  owoce  i  warzywa,  ale  potem  nie  jadła  ich,  tylko 
rozdawała. 

Nagle  po  przeciwnej  stronie  straganu  wypatrzyła  siostrę  Toma 

Courtneya,  Amy  Baird.  Poczuła  skurcz  w  żołądku.  Nie  miała 
najmniejszych  wątpliwości,  po  co  Amy  tu  przyjechała.  Nie  na  darmo 
panuje  przekonanie,  że  mordercy,  których  nie  złapano  lub  —  jak  w  tym 
wypadku  —  wspólnicy  przestępców,  zawsze  wracają  na  miejsce  zbrodni, 
by  dokonać  zemsty.  Chyłkiem  okrążyła  stragany,  podeszła  do  kobiety  od 
tyłu, złapała ją mocno i zaczęła wrzeszczeć: 

TLR

background image

— Policja! Pomocy! 

Dwóch policjantów, pełniących straż na targu, popędziło ku nim. 

—  Proszę  mnie  puścić!  —  krzyczała  Amy  z  amerykańskim  akcentem. 

— Ta kobieta jest pomylona! 

—  A  ta  pani  jest  siostrą  mordercy,  Toma  Courtneya  —  wydyszała 

Agatha. 

Policjant  pochwycił  kobietę,  zakuł  w  kajdanki  i  wyprowadził.  Agatha 

podążyła za nimi. 

Bohaterce,  którą  rozpierała  duma,  kazano  czekać  przy  recepcji  w 

komendzie głównej policji. 

Po półgodzinie wysoki mężczyzna podszedł do biurka sierżanta i spytał: 

— Co zrobiliście z moją żoną? 

— Jak się nazywa? 

—  Maisie  Berger.  Przyjechaliśmy  na  wakacje.  Na  targu  powiedziano 

mi, że jakaś kobieta zaczęła na nią wrzeszczeć i że zabrano ją tutaj. 

Dyżurny sierżant nacisnął przycisk, otwierający drzwi. 

— Proszę wejść. 

Agacie  serce  podeszło  do  gardła.  Nie  mogła  się  mylić.  Musieli 

przyjechać na fałszywych paszportach. 

Następne  pół  godziny  wlokło  się  w  nieskończoność.  Na  plastikowej 

palmie  zdobiącej  poczekalnię  osiadły  warstwy  kurzu.  Z  targu  dochodził 
wesoły  gwar  głosów.  Kilku  przedstawicieli  mediów  przyszło,  żądając 
informacji, kogo aresztowano. Rozejrzeli się dookoła i spostrzegli Agathę. 
Ruszyli w jej kierunku, gdy inspektor Wilkes zawołał: 

— Proszę tędy, pani Raisin. 

TLR

background image

Dyżurny  nacisnął  przycisk  i  wpuścił  Agathę  do  pokoju  przesłuchań. 

Kiedy usiadła naprzeciwko niego, zauważyła, że jest sam i że nie włączył 
magnetofonu. 

—  Kobieta,  którą  schwytała  pani  na  targu,  podała  swoją  prawdziwą 

tożsamość  —  powiedział  Wilkes  —  Skąd  pani  przyszło  do  głowy,  że  to 
Amy Baird? 

—  Pewnie  dlatego,  że  po  tych  operacjach  plastycznych  w  Kalifornii 

wszystkie kobiety wyglądają tak samo, jak przybysze z obcej planety. 

—  Przeprosiliśmy  ich  za  nieporozumienie.  Zapłacimy  im  za  hotel,  za 

wejściówki do kilku klubów golfowych dla męża i za tygodniowy pobyt w 
SPA  dla  obojga,  żeby  nie  wnieśli  przeciwko  nam  oskarżenia.  Prześlemy 
pani rachunek za te wszystkie usługi w zamian za to, że nie oskarżymy pani 
o  marnowanie  czasu  pracy  policji.  Wyjdzie  pani  tylnymi  drzwiami  i  nie 
udzieli  żadnego  —  powtarzam  —  żadnego  wywiadu  dla  prasy. 
Zrozumiano? 

— Tak — potwierdziła Agatha z przygnębieniem. 

Mina Wilkesa nieco złagodniała. Musiał przyznać, 

że on też przeżył wstrząs, kiedy po raz pierwszy zobaczył panią Berger. 

Wyglądała niemal identycznie jak poszukiwana Amy Baird. 

—  Radzę  pani  wrócić  do  swoich  rutynowych  zleceń.  To  wszystko  — 

powiedział Wilkes. 

Nacisnął przycisk dzwonka i rozkazał dyżurnej policjantce: 

— Proszę wyprowadzić panią Raisin tylnym wyjściem. 

Po powrocie do biura Agatha poprosiła panią Freedman: 

— Jeżeli zadzwoni ktoś z prasy, proszę mnie nie wołać do telefonu. 

— Już dzwonili — odparła pani Freedman. 

TLR

background image

Patrick właśnie nalewał sobie kawę. 

— Co się stało? — zapytał. 

Agatha przedstawiła mu przebieg wydarzeń. 

— Jak mogłam być taka głupia? — wykrzyknęła na zakończenie. 

Patrick przez chwilę patrzył na nią w milczeniu. 

— Czy kiedykolwiek widziałaś zdjęcie doktora Bairnsa? 

—  Nie.  Dlaczego  pytasz?  Chyba  jednak  musiałam  widzieć,  takie 

niewyraźne, w gazecie. 

—  Pozwól,  że  sprawdzę  w  komputerze  —  poprosił  Patrick  — 

Nawiązałem kontakt z jednym człowiekiem z Filadelfii i przysłał mi trochę 
materiałów. 

—  Na  pewno  nie  kłamali  —  zaprotestowała  Agatha  —  Niewątpliwie 

mieli paszporty i wszystkie dokumenty w porządku. 

— Daj mi kilka minut. Zapal papierosa i odpocznij. 

Pani  Freedman  głośno  westchnęła,  gdy  Agatha  zapaliła  papierosa. 

Demonstracyjnie otworzyła okno przy swoim biurku na całą szerokość. 

Patrick  stukał  w  klawiaturę,  podczas  gdy  Agatha  ignorowała  dzwonki 

do drzwi i krzyki za drzwiami. 

— Znalazłem! — oznajmił w końcu — Chodź i zobacz. 

Agatha podeszła i obejrzała zdjęcie na jego komputerze. 

—  To  on,  ten  rzekomy  Berger!  —  wykrzyknęła  —  To  znaczy  doktor 

Bairns,  a  jego  żona  to  w  rzeczywistości  Amy!  Wydrukuj  je,  Patricku. 
Zaniesiemy je Wilkesowi. 

—  Czego  ona  znowu  chce?  —  wymamrotał  Wilkes,  gdy  dyżurny 

sierżant zadzwonił, żeby poinformować, że pani Raisin i Patrick Mulligan 
wrócili  z  istotną  informacją  i  że  jeżeli  szybko  ich  nie  przyjmie,  morderca 

TLR

background image

ujdzie  bezkarnie.  Odprawił  przedstawicieli  prasy,  ale  pani  Raisin  obiecała 
im wywiad po spotkaniu z Wilkesem. 

— Wyślę kogoś, żeby ją przyprowadził — odparł Wilkes — Ale widzę, 

że zwariowała do reszty. 

Przyszła detektyw sierżant Collins. Jej oczy złośliwie błyszczały. Spięła 

włosy  w  tak  ciasny  koczek,  że  Agathę  jak  zwykle  dziwiło,  że  nie  boli  ją 
głowa. 

—  Tym  razem  się  doigrałaś,  stara  jędzo  —  warknęła  Collins  — 

Dziennikarze zbiorą obfite żniwo. 

— Z całą pewnością — potwierdziła Agatha słodkim głosikiem. 

Wilkes spotkał ją w korytarzu. 

—  Proszę  wejść!  —  warknął.  —  Jaki  szalony  pomysł  tym  razem 

przyszedł pani do głowy? 

Patrick z Agathą podążyli za nim do pokoju przesłuchań. 

— Pokaż mu zdjęcie, Patricku — poprosiła Agatha. 

Patrick położył wydruk z komputera na biurku przed Wilkesem. 

—  To  zdjęcie  doktora  Bairnsa,  męża  Amy  Bairns  —  oświadczyła 

Agatha — Rozpoznaje pan tę twarz? 

— Zaczekajcie tutaj! — krzyknął Wilkes i wybiegł z pokoju. 

Słyszeli, jak pospiesznie wykrzykuje rozkazy. Agatha podeszła do okna. 

Policjanci wypadali jak burza z posterunku i gnali w stronę hotelu George. 
Radiowozy  wyruszały  w  trasę  z  zawrotną  prędkością.  Patrick  dołączył  do 
Agathy. 

— Popatrz na nich — powiedział — Kiedyś słyszałem cytat o rycerzu 

wskakującym na konia i pędzącym we wszystkie strony świata. Bardzo mi 
go przypominają. 

TLR

background image

—  Ciekawe,  czemu  Amy  przyjechała  właśnie  tutaj?  —  dziwiła  się 

Agatha. 

—  Prawdopodobnie  uznała,  że  to  ostatnie  miejsce,  w  którym  mogliby 

jej  szukać.  Być  może  szukała  zemsty  na  tobie.  Wygląda  na  to,  że  jest 
bardzo  związana  z  bratem,  jak  to  na  ogół  bywa  z  bliźniakami. 
Prawdopodobnie dawno zdążyli uciec. 

— Czy nigdy nie podejrzewano jej męża o współudział? 

— Ani przez chwilę. Cieszy się świetną opinią. Dobry republikanin, co 

roku wspiera fundusz policyjny w Filadelfii. Przykładny obywatel. 

—  Nie  rozumiem,  dlaczego  Tom  Courtney  wynajął  mnie,  żebym 

szukała  mordercy.  Czy  uważał  mnie  za  naiwną  amatorkę,  która  nigdy  nie 
odgadnie, że to on zabił matkę? 

—  Może  miał  tak  wysokie  mniemanie  o  sobie,  że  sądził,  że  cię 

rozkocha. 

— Chyba oszalał! — warknęła Agatha, choć czuła, że płoną jej policzki. 

— Na Boga! Popatrz, złapali ich! — wykrzyknął Patrick. 

Amy z mężem maszerowali przez plac w asyście oficerów i detektywów 

policyjnych. 

—  Najwyższy  czas  zrobić  reklamę  agencji  —  orzekła  Agatha.  — 

Chodźmy na spotkanie z dziennikarzami. 

Patrick podszedł do drzwi. Nagle obrócił się, zaskoczony. 

— Zamknęli nas! 

— Niesłychane! — zaprotestowała Agatha — Nie chcą, żebym wyszła i 

wyjaśniła, jak oficerowie policji zrobili z siebie głupców. 

Zaczęła walić w drzwi. W końcu Wilkes je otworzył. 

TLR

background image

—  Żądam,  żebyście  opuścili  komisariat  tylnymi  drzwiami  —  rozkazał 

— Ja porozmawiam z prasą. 

— Gdyby nie ja, nigdy byście ich nie złapali! — ryknęła Agatha. 

— Proszę posłuchać. Jeżeli nie będzie się pani zachowywać spokojnie, 

zrobię wszystko, żebyście już nigdy nie uzyskali żadnej pomocy od policji 
— zagroził Wilkes. 

— Co takiego? A czy kiedykolwiek mi pomogliście? 

—  Proszę  wykonać  polecenie.  Idźcie  już.  Wyprowadzi  was  detektyw 

sierżant Bill Wong. 

Przy tylnym wyjściu Agatha zwróciła się do swojego przyjaciela: 

— Jestem zaskoczona, że się na to godzisz. 

—  A  czego  się  spodziewałaś?  —  zapytał  Bill.  —  Że  odmówię 

wykonania  rozkazu?  Posłuchaj.  Jak  tylko  zdołam  się  wymknąć,  odwiedzę 
cię w domu i powiem ci tyle, ile mogę. 

—  Nie  zamierzam  umykać  chyłkiem  —  powiedziała  Agatha,  gdy  Bill 

zostawił ich samych — To wolny kraj. Obejdźmy budynek i dołączmy do 
tłumu z tyłu. Chciałabym posłuchać, co Wilkes ma do powiedzenia. 

Dziennikarze  zebrali  się  przed  budynkiem.  Wilkes  zwlekał  z 

nadejściem.  Przybywało  coraz  więcej  reporterów.  Przyjechała  też 
furgonetka  ze  stacji  telewizyjnej  i  zaparkowała  przy  placu.  Tłum  gapiów 
również gęstniał. 

— Zostańmy z tyłu — zaproponowała Agatha. 

Po  ponadgodzinnym  oczekiwaniu  na  pojawienie  Wilkesa  Agathę 

zaczęły  boleć  nogi.  W  końcu  stanął  przed  drzwiami  komendy  policji  w 
asyście  głównego  superintendenta  Jacka  Petriego  po  jednej  stronie  i 
rozradowanej pani detektyw sierżant Collins po drugiej. 

TLR

background image

— Dziś wydamy tylko krótkie oświadczenie — zapowiedział Wilkes — 

Policja aresztowała kobietę i mężczyznę w związku z zabójstwem Miriam 
Courtney.  Następne  oświadczenie  złożymy  jutro.  To  wszystko. 
Dziękujemy, że państwo zechcieli zaczekać. 

— Jeszcze chwilkę! — krzyknął ktoś głośno. 

Agatha  stanęła  na  palcach.  Rozpoznała  miejscowego  reportera, 

Jimmyego Torrancea, przedzierającego się do przodu. 

—  Detektyw  sierżant  Collins  wyjawiła  mi  wcześniej,  że  prywatny 

detektyw, pani Agatha Raisin, wyszła na kompletną idiotkę, doprowadzając 
do  aresztowania  niewłaściwej  osoby.  Czy  naprawdę  zatrzymano  inną 
kobietę, czy wskazała właściwą osobę? 

— Miałam rację! — wrzasnęła Agatha. 

Dziennikarze odwrócili się i otoczyli ją. Wilkes zwrócił się do Collins i 

rozkazał ponurym głosem: 

— Proszę za mną. 

Agatha uznała, że ma pełne prawo wystąpić we własnej obronie. Podała 

przedstawicielom  prasy  własną  wersję  wydarzeń,  pomijając  starannie 
wszelkie szczegóły, które mogłyby zostać uznane za działania niezgodne z 
prawem.  Zaczęła  od  tego,  że  spostrzegła  kobietę,  którą  uważała  za 
podejrzaną  o  morderstwo,  i  zawołała  policję  na  pomoc.  Później 
poinformowano  ją,  że  popełniła  straszliwą  pomyłkę,  lecz  jej  detektyw, 
Patrick  Mulligan,  znalazł  fotografię,  która  w  pełni  potwierdziła  słuszność 
jej hipotezy. Zakończyła taktownie, że powinni skontaktować się z policją 
w celu uzyskania bliższych szczegółów.

TLR

background image

 

 

ROZDZIAŁ

 

VIII 

 

Bill  Wong  dotarł  Agathy  dopiero  późnym  wieczorem.  W  jej  kuchni 

zastał Toni, Patricka i Phila, niecierpliwie wyczekujących na wieści. 

—  Przekraczam  swoje  obowiązki,  Agatho,  ale  pragnę  ci  podziękować 

—  zaczął  —  Wyświadczyłaś  mi  wielką  przysługę.  Collins  została 
zawieszona  w  wykonywaniu  obowiązków  służbowych.  Nienawidzę  tej 
okropnej baby. 

—  Ujdzie  jej  to  na  sucho  —  ostrzegła  Agatha  —  Nie  ona  pierwsza 

straciła czujność w obecności dziennikarzy. 

— Nie. Jej sytuacja się pogarsza. Pozwól, że usiądę. Zrób mi kawę, to 

opowiem ci tyle, ile mi wolno. 

Kiedy Bill zasiadł przy kuchennym stole nad kubkiem, rozpoczął swoją 

relację: 

— Amy przyznała się do wszystkiego. Kompletnie się załamała, zanim 

jej mąż przyprowadził adwokata. Zeznała, że jej brat uknuł cały plan. Tak 
jak  przypuszczaliśmy,  poleciała  na  Kajmany  na  jego  paszport,  a  on 
przyleciał tu z jej dokumentem. Amy twierdziła, że zabójstwo Sundaya to 
jedynie  sprzyjający  zbieg  okoliczności.  Doszli  do  wniosku,  że  zabójstwo 
ich  matki  zostanie  uznane  za  zbrodnię  dokonaną  przez  tego  samego 
sprawcę. Obydwoje nienawidzili matki i wiedzieli, że posiada miliony. 

— Ale po co uknuli taką zawikłaną intrygę? — spytała Agatha — Moim 

zdaniem  mogli  zaczekać,  aż  przyjedzie  do  Stanów,  zabić  ją  i  upozorować 
napad rabunkowy. 

TLR

background image

—  Zarówno  siostra,  jak  i  brat  zostali  zdiagnozowani  jako  osoby 

niezrównoważone  psychicznie.  Toma  Courtneya  podejrzewano  o 
schizofrenię, 

— Ale jeżeli ją zamordował, to dlaczego mnie wynajął? 

— Pewnego dnia przyszedł na posterunek policji i rozmawiał z Collins. 

Nie zapisała tej rozmowy w raporcie. Powiedział jej, że matka zadzwoniła 
do  niego  przed  śmiercią  i  powiedziała  mu,  że  wynajęła  detektywa,  żeby 
zbadał sprawę zabójstwa Sundaya. Chyba wiesz kogo? Collins określiła cię 
jako  zmorę  miejscowej  społeczności,  kogoś,  kto  tylko  utrudnia  policji 
prowadzenie  dochodzeń.  Doszedł  więc  do  wniosku,  że  jeżeli  cię  zatrudni, 
to "odsunie od siebie podejrzenia, nie ponosząc żadnego ryzyka. 

Agatha  poczerwieniała.  Palił  ją  wstyd,  że  omal  nie  poszła  do  łóżka  z 

szaleńcem i mordercą, który uważał ją za ostatnią niezdarę. 

—  Wiem,  że  jesteś  wściekła  —  powiedział  Bill,  przyjmując  jej 

zaczerwienioną twarz za oznakę gniewu — Ale to był kolejny gwóźdź do 
trumny  Collins.  Wygląda  jednak  na  to,  że  Courtneyowie  faktycznie  nie 
mieli  nic  wspólnego  z  zabójstwem  Sundaya.  Tak  więc  w  tej  sprawie 
wróciliśmy  do  punktu  wyjścia.  Nawiasem  mówiąc,  Amy  uważała  zmianę 
swojego wyglądu za korzystną inwestycję. 

— W więzieniach nie zatrudniają chirurgów plastycznych — zauważyła 

Toni  —  Ciekawe,  jak  będzie  wyglądała,  kiedy  sprawa  trafi  do  sądu.  Czy 
chciałabyś, żebym wprowadziła Simona w tajniki śledztwa? Nie widziałam 
go dzisiaj. 

— Postanowiłam go nie zatrudniać — skłamała Agatha. 

Ogarnęły  ją  wyrzuty  sumienia,  kiedy  usłyszała  cichutkie,  smutne 

westchnienie Toni. 

— Dlaczego? — zapytał Phil — Wyglądał na zainteresowanego posadą. 

— Na razie nie mam ochoty nikogo uczyć. 

TLR

background image

— Czy chcesz, żebym pojechał rozejrzeć się w Odley Cruesis? — spytał 

Phil. 

—  Nie!  —  wrzasnęła  Agatha,  ale  na  widok  zdziwionych  spojrzeń 

współpracowników  dodała:  —  Przepraszam  za  ten  krzyk,  ale  mamy 
pilniejsze sprawy, a przy obecnej popularności pewnie dostaniemy kolejne 
zlecenia. Czy przeprowadzono już ekstradycję Toma Courtneya? 

— Nadal czekamy, ale już chyba niedługo. Mamy przecież Amy. 

Zadzwonił telefon Billa. Wyszedł z kuchni, wołając przez ramię: 

—  Zamilknijcie  na  chwilę.  Gdyby  Wilkes  wiedział,  że  do  was 

przyszedłem, wpadłby w szał. 

Wrócił zaledwie po paru sekundach i oznajmił: 

— Muszę iść, prowadzić kolejne śledztwo. Obydwoje nie żyją. 

— Kto? — zapytał chór głosów. 

— Amy i jej mąż. Zażyli truciznę. 

— Skąd ją wzięli? — spytała Agatha. 

— Nosili cyjanek w guzikach kurtek. Wychodzę. 

—  Cholera!  —  zaklęła  —  Ta  sensacja  usunie  moje  nazwisko  z 

nagłówków w gazetach. 

—  Głowa  do  góry  —  pocieszył  Phil  —  Już  za  późno  na  redagowanie 

porannych wiadomości. 

— Racja. Wypijemy szampana? 

Następnej niedzieli Toni postanowiła iść do kościoła w Odley Cruesis. 

Nie rozumiała, dlaczego Agatha tak nagle straciła zainteresowanie sprawą 
zabójstwa  Sundaya.  Liczyła  na  to,  że  wizyta  w  kościele,  gdy  wszyscy 
uważają  śledztwo  za  zamknięte,  da  jej  wgląd  w  sytuację.  Ponieważ 
pamiętała o napadzie na Roya, postanowiła iść tam w przebraniu. 

TLR

background image

Agatha  trzymała  w  biurze  pudełko  z  różnymi  rekwizytami 

pozwalającymi  na  zmianę  wyglądu.  Toni  otworzyła  biuro  własnym 
kluczem,  odnalazła  pudło,  wybrała  czarną  perukę  i  ukryła  pod  nią  swe 
krótkie, jasne włosy. Ten prosty zabieg zmienił ją nie do poznania. Włożyła 
konserwatywny  kostiumik  z  niebieskiego  płótna  i  buty  na  płaskich 
obcasach.  Obejrzała  się  w  lustrze  i  doszła  do  wniosku,  że  wygląda  jak 
gorliwa parafianka. 

Piękny  dzień  sprzyjał  przejażdżce  wśród  sielskich  krajobrazów 

Cotswolds pod pogodnym, błękitnym niebem. Roślinność bujnie rozkwitła 
po ostatnich deszczach, przemieniając wiejskie aleje w zielone tunele. 

W  pierwszej  chwili  zaskoczył  ją  widok  tłumów  w  kościele.  Później  w 

wielu  uczestnikach  nabożeństwa  rozpoznała  przyjezdnych.  Ostatnie 
doniesienia w prasie na temat odnalezienia sprawców  morderstwa  Miriam 
przyciągnęły do wsi ciekawskich, spragnionych niezdrowej sensacji. 

Usiadła  w  ławce  na  samym  końcu.  Gdy  pastor  wygłaszał  kazanie, 

odmówiła  cichą  modlitwę  za  duszę  Sharon.  Toni  nie  była  pewna,  czy 
naprawdę wierzy, ale mimo licznego napływu zwiedzających spłynął na nią 
spokój.  Tak  jakby  stare,  kamienne  ciosy  budowli  zachowały  pamięć  po-
koju, który wiara od stuleci niosła strapionym i cierpiącym. 

Po  zakończeniu  mszy  wstała  i  wyszła  na  kościelny  cmentarz. 

Obserwowała  wychodzących.  Rozpoznała  panią  Carrie  Brother,  gdy 
przystanęła,  żeby  porozmawiać  z  pastorem.  Potem  wyszły  dwa  starsze 
małżeństwa, państwo Summer i Beagle, a po chwili Tilly Glossop. Czy to 
nie  ją  sfotografowano  podczas  intymnego  zbliżenia  z  burmistrzem? 
Przydałoby się ją trochę poobserwować. A później wyszła May Dinwoody 
wsparta na ramieniu... Simona Blacka! 

Podeszła  do  nich  Penelope  Timson.  Porozmawiała  z  nimi  chwilę  i 

odprowadziła  ich  na  plebanię.  Simon  powiedział  coś  do  nich  i  wbiegł  z 
powrotem do kościoła. Wybiegł kilka sekund później, minął Toni, upuścił 
kartkę papieru i popędził dalej ku plebanii. 

TLR

background image

Dziewczyna podniosła kartkę i przeczytała: 

Spotkajmy się o trzeciej po południu na wzgórzu Dovera. 

Była wcześniej w tym  miejscu, żeby obejrzeć Olimpiadę Cotswoldską. 

Wzniesienie tworzy naturalny amfiteatr za Chipping Campden. Pamiętała, 
że szczególnie rozbawił ją dawny sport: rozgrywki w kopaniu po goleniach, 
znane  w  Wielkiej  Brytanii  od  siedemnastego  wieku.  Na  początku 
dwudziestego wieku uznano je za zbyt brutalne i zakazano ich uprawiania. 
Lecz  od  1951  roku  je  wznowiono.  Dawniej  zawodnicy  hartowali  kości, 
tłukąc  po  nich  młotkami  i  podkuwali  buty  żelazem.  Współcześnie  noszą 
długie spodnie wypchane słomą. Wygrywa ten, który obali przeciwnika na 
ziemię, kopiąc w golenie. 

Zorganizowano  też  bieg  z  przeszkodami,  zawody  so—  kolnicze  i 

konkurs  ludowego  tańca  morris.  Odbyła  się  także  procesja  z  latarkami  na 
plac  w  Chipping  Champden,  gdzie  wszyscy  tańcowali  do  białego  rana. 
Coroczne igrzyska organizowano w maju. 

Gdy  Toni  dotarła  na  parking  na  szczycie  wzgórza  Dovera,  zastała  tam 

tylko  kilku  turystów.  Recesja  wraz  ze  świńską  grypą  i  wysokim  kursem 
brytyjskiego funta odstraszyły potencjalnych gości. 

Powędrowała  na  górę  amfiteatru  i  podziwiała  widoki.  Kilka  osób 

urządziło  sobie  piknik  na  trawie.  Powietrze  wypełniał  bardzo  angielski 
zapach gorącej herbaty. 

Wróciła  na  parking  i  zobaczyła  Simona  nadjeżdżającego  starym 

morrisem minor. Dał jej sygnał światłami. Podeszła do auta i zajęła miejsce 
pasażera. 

— Co robisz w Odley? — zapytała Toni. 

— Pracuję incognito — odparł Simon. 

— Za pozwoleniem Agathy? 

TLR

background image

— Tak. Nie chce, żeby ktokolwiek o tym wiedział. Wynajmuję pokój u 

May Dinwoody. Nie mów Agacie, że mnie spotkałaś, bo podpadnę. 

— Nie zdradzę cię, ale za kogo się podajesz? 

—  Dochodzę  do  siebie  po  śmierci  rodziców.  Interesuje  mnie 

architektura dawnych angielskich kościołów.  Powiedziałem pastorowi, że 
nie  mogę  zostać  na  lunch,  ponieważ  nagle  wypadło  mi  pilne  spotkanie. 
Wyszedłem w pośpiechu, żeby nie zapytał, jakie i z kim. 

—Jak sobie radzisz? 

—Dobrze. Na szczęście pastor, Giles, lubi słuchać wyłącznie własnego 

głosu  Wciąż  wygłasza  kazania.  Wystarczy  udawać  zainteresowanie.  Poza 
tym May Dinwoody robi zabawki, które sprzedaje na jarmarkach, więc jej 
pomagam. We wtorek pojedziemy na targ do Morton. 

—Czy ktokolwiek w biurze wie, co robisz? 

—Nie. 

—No,  to  uważaj.  Czasami,  gdy  w  biurze  nie  ma  wiele  roboty,  Phil 

Marshall  wychodzi  po  zakupy  na  targ.  Na  twoim  miejscu  na  wszelki 
wypadek  zakładałabym  kapelusz  i  okulary  słoneczne.  A  propos  przebrań: 
jakim cudem rozpoznałeś mnie w tej peruce? 

—Kto cię raz zobaczył, już nie zapomni — roześmiał się Simon — Czy 

dasz mi nadzieję na kolejne spotkanie? 

—Na  razie  bym  nie  chciała.  Mam  nadzieję,  że  nie  za  bardzo  dziś 

ryzykowałam, widząc się z tobą. 

Simon rozejrzał się dookoła. 

—Nikogo  znajomego.  Sami  turyści.  Nie  martw  się.  Już  wiem.  Wezmę 

sobie  wolne  w  następną  niedzielę.  Skłamię,  że  jadę  w  odwiedziny  do 
krewnych i spotkam się z tobą w Mircesterze. 

—Podam ci mój numer telefonu — zaproponowała. 

TLR

background image

—Już go mam. Spisałem go z dokumentów w biurze razem z numerem 

komórki. 

—Więc dlaczego po prostu nie zadzwoniłeś, kiedy zobaczyłeś mnie na 

cmentarzu? 

—  Wyobrażasz  sobie  reakcję  miejscowych?  Wszyscy  odwróciliby 

głowy i patrzyli na ciebie, gdyby twój bluź— nierczy aparat zaczął dzwonić 
pomiędzy grobami. 

— Do zobaczenia. 

 

Toni wysiadła z zabytkowego auta Simona i poszła do własnego. Było 

w nim gorąco, ponieważ ogrzało je słońce. Otworzyła okna, zdjęła czarną 
perukę i położyła na siedzeniu obok. Kiedy zapaliła silnik i odwróciła gło-
wę,  żeby  zawrócić,  odniosła  dziwne  wrażenie,  że  ktoś  ją  obserwuje. 
Wysiadła ponownie i rozejrzała się dookoła. Nie dostrzegła nikogo, prócz 
turystów  i  autobusu  pełnego  emerytów,  którzy  przyjechali  z  Walii  na 
jednodniową  wycieczkę.  Na  boku  autobusu  widniał  napis:  „Luksusowe 
podróże  Evansa,  CardifF".  Pojazd  wyglądał  na  równie  zużyty  jak  jego 
pasażerowie, którzy z wysiłkiem doń wsiadali. 

Toni  właśnie  zamierzała  odjechać,  gdy  jej  telefon  zadzwonił. 

Rozpoznała głos Simona: 

— Z radości, że cię widzę, zapomniałem powiedzieć, że w „Niedzielnej 

depeszy" zamieszczono wstrętny artykuł o Agacie. 

Toni przystanęła przy kiosku z gazetami w Chipping Campden i kupiła 

egzemplarz gazety. 

TLR

background image

Przejrzała  ją,  aż  dostrzegła  powiększone  zdjęcie  portretowe  swojej 

szefowej. Tytuł głosił: ,Angielska wersja inspektora Clouseau*".

5

 

Złośliwy  dziennikarz  opisał  pierwszą  próbę  zawarcia  małżeństwa  z 

Jamesem Laceyem przez Agathę. Ceremonię przerwano, kiedy pojawił się 
jej  pierwszy  mąż,  którego  uważała  za  zmarłego.  Następnie  przytoczył 
szczegóły  wszystkich  sytuacji,  w  których  policja  —  kosztem  podatników 
—  musiała  ratować  Agathę  z  opresji.  Określił  ją  pogardliwie  jako 
amatorkę, która robi dużo szumu, pije, pali i terroryzuje ludzi, aż wystraszy 
kogoś na tyle, że próbuje ją uciszyć, dokonując napaści. Autorem artykułu 
był reporter nazwiskiem Dan Palmer. 

Toni postanowiła pojechać i sprawdzić, jak Agatha przeżyła ten wstrząs. 

Na progu spotkała Charlesa. 

—  Przyjechałem,  żeby  ją  podtrzymać  na  duchu  —  oświadczył.  — 

Widziałaś artykuł? 

Toni skinęła głową. Charles zadzwonił do drzwi. Nikt nie odpowiedział. 

Charles otworzył skrzynkę na listy i wrzasnął przez otwór: 

— To my, Charles i Toni! 

Po chwili oczekiwania Agatha otworzyła drzwi. 

—  Wchodźcie  —  mruknęła  —  Przypuszczam,  że  widzieliście 

„Depeszę". Przejdźcie przez dom do ogrodu. 

Charles  i  Toni  usiedli  na  ogrodowych  krzesłach.  Agatha  włożyła  starą 

podomkę i nie miała makijażu. 

— Zamierzasz go oskarżyć o zniesławienie? — spytał Charles. 

                                                             

5

 Fikcyjna postać, główny bohater filmów z cyklu „Różowa pantera". Inspektor francuskiej policji, 

który  prowadzi  śledztwa  w  dziwaczny  sposób,  ale  zawsze  odkrywa  prawdę.  Bywa  roztrzepany  i 
gwałtowny. 

TLR

background image

—  Nie  mogę.  Przytoczył  rzeczywiste  sytuacje,  w  których  policja 

naprawdę mnie ratowała, łącznie z tą, która wymagała interwencji Scotland 
Yardu i Policji Rzecznej z Tamizy i straży przybrzeżnej. 

— Ale używał wyzwisk! — wykrzyknęła Toni. 

—  Zauważ,  że  zawsze  dodawał:  „Moim  zdaniem..."  Nie  można  podać 

człowieka do sądu za wyrażanie własnej opinii. 

—  Coś  ty  mu  zrobiła?  —  spytał  Charles  —  Nie,  nie  odwracaj  głowy. 

Wyrzuć to z siebie. 

—  No  dobrze.  To  było  tak.  Kiedy  promowałam  firmę  produkującą 

kostiumy  kąpielowe,  zaprosiłam  przedstawicieli  prasy  na  przyjęcie 
inauguracyjne  z  okazji  wprowadzenia  na  rynek  nowego  modelu.  Z 
oczywistych  powodów  na  promocję  strojów  kąpielowych  zaprasza  się 
reporterów obojga płci. On również uczestniczył w imprezie. Przyłapałam 
go za parawanem w przebieralni. Trzymał aparat fotograficzny nad głową i 
fotografował  rozbierające  się  modelki.  Odsunęłam  parawan  i  kazałam 
jednemu  z  moich  fotografów  zrobić  mu  zdjęcie.  Wysłałam  je  wraz  ze 
skargą do jego wydawcy. Pracował wtedy w „Ekspresie" i stracił posadę. 

— Czy kazano mu robić takie zdjęcia? — spytała Toni. 

—  Nie.  Robił  je  dla  własnej  perwersyjnej  satysfakcji.  Miał  dobrego 

fotografa,  którego  przysłano,  żeby  zrobił  ładne  zdjęcia  do  kolorowego 
dodatku do gazety. Chyba to mnie zgubiło. 

— Z twojej opowieści wynika, że to zboczeniec — podsumowała Toni 

— Już wiem. Poszukajmy czegoś na niego! 

— Jak? 

—  Przecież  jesteśmy  detektywami  —  przekonywała  żarliwie  Toni  — 

Wyślij mnie na kilka dni do Londynu, Agatho. 

— Rozpozna cię — ostrzegła Agatha. 

TLR

background image

— Zmienię wizerunek. 

— Ja pojadę — zaproponował Charles. 

— Ale ty nie jesteś detektywem! — wykrzyknęła Toni. 

—  Uraziłaś  mnie.  Zamieścili  jego  zdjęcie  nad  artykułem.  Rozpoznam 

go.  Zresztą  znam  Londyn  od  podszewki.  Lepiej,  niż  śniło  się  filozofom, 
Horatio

6

— Dlaczego nazywasz ją Horatiem? — spytała Agatha. 

Charles pojechał do Londynu następnego dnia. Zostawił swój bagaż w 

klubie  i  poszedł  do  innego,  mniej  przyzwoitego,  „dla  dżentelmenów", 
będącego w rzeczywistości czymś pośrednim pomiędzy knajpą dla pijaków 
a burdelem. 

Zapytał barmana, czy jego przyjaciel, Tuppy, tu był. 

—  Na  ogół  przychodzi  mniej  więcej  o  tej  porze  —  odpowiedział 

barman. 

Zamówił  drinka  i  czekał.  Po  pięciu  minutach  nadszedł  lord  Patrick 

Dinovan,  zwany  przez  przyjaciół  Tup—  pym.  Był  niskim,  siwym 
mężczyzną  o  pomarszczonej  twarzy.  Charles  zawsze  uważał,  że  jego 
przyjaciel wygląda najbardziej przeciętnie ze wszystkich ludzi, jakich znał, 
tak że trudno go zapamiętać. Powitał Charlesa z radością. 

—  Usiądź  —  zaproponował  —  Chciałbym,  żebyś  popełnił  dla  mnie 

przestępstwo. 

— Dlaczego nie popełnisz go sam?— zapytał Tuppy 

— Bo mnie rozpoznają. 

— Co będę z tego miał? 

                                                             

„Są takie rzeczy na niebie i na ziemi, o których nie śniło się nawet filozofom, Horatio" — słynny 

cytat z „Hamleta" W. Szekspira. 

TLR

background image

— Darmowe polowanie. Nadchodzi sezon na bażanty. 

 

Dan  Palmer  pił  samotnie  w  tawernie  Pod  Koniem  nad  brzegiem  rzeki. 

Pracownicy  „Depeszy"  często  odwiedzali  ten  lokal.  Dziennikarz  wyrobił 
sobie  fatalną  opinię,  ponieważ  po  alkoholu  stawał  się  wyjątkowo 
dokuczliwy,  toteż  omijano  go  szerokim  łukiem.  W  końcu  dotarło  do  jego 
zapijaczonej  głowy,  że  nikt  nie  chce  z  nim  rozmawiać.  Prych—  nął 
rozzłoszczony,  opróżnił  kieliszek  i  wyszedł  na  dwór.  Po  kilku  krokach 
wpadł na jakiegoś niskiego mężczyznę. 

—  Bardzo  pana  przepraszam  —  powiedział  nieznajomy  —  Chciałbym 

panu wynagrodzić moją nieostrożność. Czy mogę panu zafundować coś do 
picia? 

—  Nie  tu  —  warknął  Dan,  wskazując  kciukiem  tawernę,  z  której 

wyszedł. 

—  Niedaleko  wynająłem  pokój  w  hotelu.  Mam  tam  butelkę  dobrej 

słodowej whisky, jeżeli zechciałby mi pan dotrzymać towarzystwa. 

Małe oczy Dana zwęziły się w szparki. 

— Nie jest pan przypadkiem gejem? 

— Proszę uważać na słowa. Och, zapomnijmy o tym. 

Ale Dan miał ochotę na darmowego drinka. Nadal go suszyło. 

— No, dobrze — wymamrotał — Jak się pana nazywa? 

— John Danver. 

— Niech pan prowadzi. 

Hotel  był  mały,  ale  wyglądał  na  drogi.  Dziennikarz  zapadł  w  fotel  w 

apartamencie Tuppyego i z wdzięcznością przyjął duży kieliszek mocnego 
trunku. 

TLR

background image

— Jest pan tym sławnym reporterem, Danen Palme— rem, prawda? — 

zapytał lord Patrick. 

— Tak, to ja. 

—  Proszę  mi  opowiedzieć  którąś  z  pańskich  najciekawszych  historii. 

Fascynuje mnie pana praca. 

Dana tak rozpierała duma, że niemal zapomniał o piciu. Kiedy skończył 

się przechwalać, Tuppy zapytał: 

— Czy ta pani detektyw, Agatha Raisin naprawdę jest taka głupia? 

Dan usiłował potrzeć nos, ale po pijanemu trafił palcem w oko. 

— Ojej! — wrzasnął — Wręcz przeciwnie. Agatha Raisin jest szczwana 

jak lis. 

— Więc dlaczego psuje jej pan opinię? 

— Miałem z nią na pieńku. Ładnie ją załatwiłem, no nie? Nie napisałem 

nic takiego, za co mogłaby mnie podać do sądu. 

— Naprawdę tak dobrze sobie radzi? 

— Doskonale. Wyciąłem jej niezły kawał. 

— Nie rozumiem... Przepraszam, ma pan pusty kieliszek. Pozwoli pan, 

że  mu doleję? A więc jeżeli jakiś reporter z „Depeszy" zapragnie zemsty, 
wystarczy napisać artykuł, żeby oczernić przeciwnika? 

— Och, tylko wtedy, jeżeli wykaże taki spryt jak ja. 

—  Stąd  wniosek,  że  pański  wydawca  nie  domyślił  się,  że  wyrównuje 

pan z nią rachunki? 

— On? Ten dureń nie odróżni własnej dupy od dziury w ziemi. 

— Nie sądzi pan, że musi być zdolny, skoro został wydawcą? 

TLR

background image

—  Jest  beznadziejny.  Wykonałbym  lepiej  tę  robotę  ze  związanymi 

rękami.  Ożenił  się  z  siostrzenicą  właściciela  wydawnictwa.  W  ten  sposób 
awansował.  W  tej  branży  człowiek  musi  wykazać  tyle  sprytu  co  ja,  żeby 
utrzymać się na szczycie. To istna dżungla. Powtarzam: dżungla. 

Dan przechylił się na bok i momentalnie zasnął. 

Tuppy  wyjął  mu  z  ręki  kieliszek  whisky.  Wyłączył  mały,  czuły 

magnetofon ukryty za misą z kwiatami, która stała na stole pomiędzy nimi. 

Zszedł  na  dół.  Po  drodze  wyciągnął  z  kieszeni  czapkę  bejsbolówkę  z 

długim daszkiem. Naciągnął ją tak głęboko, że daszek rzucał cień na twarz. 
Wcześniej zarezerwował tu pokój przez posłańca na nazwisko Dan Palmer. 
Zapłacił  z  góry  gotówką,  rachunek  łącznie  z  kaucją.  W  holu  wciąż 
przebywała  grupa  gości,  którzy  dopiero  co  weszli.  Kiedy  przybył  tu  z 
Danem,  recepcjonista  rozmawiał  przez  telefon  i  nie  zwrócił  szczególnej 
uwagi  na  dwóch  wchodzących  panów.  Tuppy  wziął  wcześniej  klucz  z 
recepcji. 

Dan obudził się o szóstej rano z potężnym kacem. Wstał z wysiłkiem i 

powlókł się na dół. Wyszedł i złapał taksówkę. Wracał do domu, dziękując 
swej szczęśliwej gwieździe, że tego dnia ma wolne. 

Następnego dnia w drodze do biura przystanął przy kiosku z gazetami. 

Kupił  egzemplarz  „Depeszy".  Jego  uwagę  przykuła  czarna,  kwadratowa 
ramka, w której zamieszczono tekst pod tytułem: „Przeprosiny". Przeczytał: 

Redakcja  „Depeszy"  przeprasza  panią  detektyw  Agathę  Raisin, 

właścicielkę  Agencji  Detektywistycznej  Raisin  z  Mircesteru,  za  ostatnio 
zamieszczony kłamliwy artykuł. 

Pragniemy zapewnić czytelników, że pani Raisin należy do najbardziej 

utalentowanych detektywów w kraju. 

Co  u  diabła...?  Zamówił  taksówkę,  pojechał  do  biura  i  ruszył  po 

schodach  na  piętro  wydawcy.  Po  drodze  spotkał  jego  sekretarkę,  która 
oznajmiła: 

TLR

background image

— Pan Dixon chciałby zamienić z panem parę słów. 

Podążył  za  nią  do  gabinetu.  Jego  szef  był  tęgim  mężczyzną  o 

przerzedzonych  włosach  i  wojowniczej  minie.  Jego  biuro  oświetlał  blask 
słonecznych promieni odbitych w wodach Tamizy za oknem. 

Dan  z  przerażeniem  wysłuchał  nagrania  z  rozmowy,  jaką  odbył 

poprzedniego dnia z człowiekiem, który przedstawił się jako John Danver. 

— Wciągnął mnie w zasadzkę — wydyszał. 

—  Mieliśmy  szczęście,  że  skończyło  się  na  przeprosinach.  Ta  pani 

Raisin  mogła pana obedrzeć z ostatnich skarpetek. Dawniej pozwalaliśmy 
panu od czasu do czasu napisać artykuł, ale teraz przejrzałem je ponownie. 
Wiele  z  nich  zawiera  podobne  oszczerstwa.  Proszę  iść  uprzątnąć  swoje 
biurko. Już pan u nas nie pracuje. 

— Ale... 

— Czy mam wezwać ochronę? 

 

Dziennikarz wrócił do hotelu tylko po to,  żeby się dowiedzieć, że sam 

wynajął  dla  siebie  pokój.  Po  drodze  wstąpił  do  baru  i  wypił  kilka 
kieliszków.  Powtórzono  mu  z  naciskiem,  że  rezerwacja  była  na  jego 
nazwisko i że nie udzielą mu żadnych dalszych informacji. Zwrócą mu na-
tomiast wpłaconą kaucję. 

 W  tym  momencie  Dan  znienawidził  Agathę  Raisin  tak  bardzo,  jak 

nikogo innego na świecie. 

Charles  żałował,  że  zaoferował  Tuppy'emu  darmowe  polowanie.  W 

sezonie  na  bażanty  zarabiał  na  utrzymanie  posiadłości.  Poza  tym  zapłacił 
Tuppy'emu  za  pokój  i  słodową  whisky.  Przerwał  podziękowania  Agathy 
słowami: 

— Niestety, to drogo kosztowało — łapówki i pozostałe koszty. 

TLR

background image

— Ile? 

— Pięć tysięcy funtów. 

—  Wielkie  nieba!  No  trudno  —  Agatha  wyciągnęła  książeczkę 

czekową, wypisała czek na żądaną sumę i wręczyła Charlesowi. 

— Zostaniesz u mnie? — spytała. 

— Nie. Muszę załatwić różne sprawy, spotkać się z kilkoma osobami. 

Charlesa  trochę  gryzło  sumienie,  ale  powiedział  sobie,  że  pieniądze  to 

pieniądze, a jego majątek pochłania każdą zarobioną sumę. 

— Wiesz co? Zabiorę cię na lunch, żeby uczcić nasz sukces. 

— Nie mogę nigdzie iść — odparła Agatha — Mam ważną randkę. 

— Nie wierzę. Niby z kim? 

— Pilnuj własnego nosa. 

Agatha  nie  pojechała  na  randkę,  lecz  do  Evesham  na  spotkanie  z 

Simonem Blackiem. Z powodu recesji miasto wyglądało jeszcze nędzniej. 
Umówili się w tajskiej restauracji przy High Street. 

Po złożeniu zamówienia Agatha zapytała: 

— Jak ci idzie? 

—  Opornie  —  przyznał  Simon.  —  Widzisz,  w  takich  zapadłych 

wioskach  jak  Odley  Cruesis  przyjezdnego  zawsze  będą  traktowali  jak 
obcego,  jeśli  się  tam  nie  urodził.  To  bardzo  skryci  ludzie.  Pastor  bardziej 
kocha  swój  kościół  niż  Boga  czy  żonę.  Podziwiałem  gotycki  północny 
portal setki razy, nie wspominając o normandzkiej ambonie. 

— Jak się dogadujesz z May Dinwoody? 

—  Całkiem  nieźle.  Nie  wspomniała  jednak  ani  słowem  o  Johnie 

Sundayu,  podobnie  jak  pozostali  mieszkańcy.  Są  dla  mnie  mili,  ponieważ 
zostałem  pupilkiem  pastora.  Rozmawiają  głównie  o  pogodzie  i  żniwach. 

TLR

background image

Poszedłem  do  sklepu  i  poruszyłem  temat  zabójstwa  Sundaya.  Zapadła 
cisza, a później zaczęli mówić o czymś innym. Czasami odnoszę wrażenie, 
że wszyscy maczali w tym palce. 

Zachęcałem  May,  żeby  wypiła  trochę  wina  do  kolacji,  w  nadziei,  że 

rozwiąże jej język. 

— A co z Penelope Timson? — spytała Agatha — Wyciągnąłeś coś od 

niej? 

—  To  nerwowa,  płochliwa  dama.  Ciągle  mnie  przytula.  Prawdę 

mówiąc, jej czułości bardziej przypominają macanie. Powtarza przy tym, że 
marzy o takim synku jak ja. 

—  Uważaj  na  siebie  —  ostrzegła  Agatha  —  Zostań  jeszcze  tydzień  i 

zmykaj. 

 

Tego  wieczoru  Simon  nalegał, żeby  May  wypiła  trzeci  kieliszek  wina, 

ale pokręciła głową. 

— Wystarczy mi na dzisiaj. Dość już wypiłam. Nie chcę wpaść w nałóg. 

Och, byłabym zapomniała. Pastor życzy sobie, żebyś przyszedł na plebanię 
o  dziewiątej  rano.  Uważa,  że  najwyższy  czas,  żebyś  zaczął  pomagać 
parafianom. 

— Przecież nie jestem zatrudniony w parafii! — zaprotestował Simon. 

—  Ale  niedobrze,  kiedy  taki  młody  człowiek  jak  ty  nic  nie  robi. 

Wykazałeś  wielkie  zainteresowanie  sprawami  kościoła.  To  rzadkość  w 
dzisiejszych czasach. Na pewno zauważyłeś, że nie  mamy wielu  młodych 
ludzi we wsi. Dzieci — tak, ale nie młodzież. 

Simon  pomyślał,  że  pewnie  uciekli  z  tej  zapadłej  dziury  gdzie  pieprz 

rośnie, kiedy tylko mogli. A głośno zapytał: 

— Czego ode mnie oczekuje? 

TLR

background image

— Chyba chciałby, żebyś kogoś gdzieś zawiózł. 

Kiedy Simon zadzwonił następnego dnia na plebanię, pastor powitał go 

radośnie: 

—  Zuch  chłopak!  Państwo  Summer  i  Beagle  zaraz  przyjdą.  Chcą 

pojechać po zakupy do Cheltenham

7

— Chyba nie zmieszczą się wszyscy do mojego auta — zaprotestował 

Simon. 

— Pojedziesz moim, dużym. Starczy w nim miejsca dla was wszystkich. 

O, idą. Zabierz ich na skromny posiłek, zwrócę ci pieniądze. 

Pastor  ostrożnie  pomógł  wsiąść  obu  małżeństwom  do  auta.  Mimo 

pogodnego dnia wszyscy opatulili się w ciepłe ubrania. 

— Piękny dzień — zagadnął Simon. 

Odpowiedziała mu cisza. 

—  Może  byśmy  coś  zaśpiewali?  —  zaproponował,  wytrącony  z 

równowagi posępną atmosferą. 

— Zamknij się i jedź — warknął Fred Summer — Patrz na szosę. 

Dotarcie  do  Cheltenham  trwało  w  odczuciu  Simona  całe  wieki.  Słabe 

pęcherze staruszków wymagały częstych postojów. 

W  Cheltenham  założono  klasztor  już  w  803  roku.  Alfred  Wielki  cenił 

spokój  tego  miejsca,  ale  dynamiczny  rozwój  nastąpił  dopiero  w 
osiemnastym  wieku,  kiedy  odkryto  tu  słynne  źródło  wód  mineralnych. 
Znani ludzie, tacy jak Haendel czy Samuel Johnson, przybywali do miasta 
na kuracje lecznicze. 

                                                             

7

 Uzdrowisko z wodami alkalicznymi o właściwościach moczopędnych i przeczyszczających. 

TLR

background image

Simon  podjechał  na  parking  przy  drodze  do  Eve—  sham.  Musiał 

wysadzić  swych  sędziwych  pasażerów  przed  wjazdem  na  parking, 
ponieważ z braku miejsca samochody stały ciasno jeden przy drugim. 

Dogonił obydwie pary przy wyjściu z parkingu. 

—  O,  jesteś  —  mruknął  Fred  —  Nie  pójdziesz  z  nami.  Wrócimy  tu  o 

piątej po południu. 

— Ale pastor prosił, żebym zabrał was na lunch — przypomniał Simon. 

— Sami pójdziemy. Później pastor zwróci nam pieniądze. Spływaj. 

Simon spojrzał na zegarek. Było dopiero wpół do dziesiątej rano. Może 

Toni zechce dotrzymać mu towarzystwa. Zadzwonił do niej na komórkę. 

— Cześć, Toni, tu Simon — powitał ją radośnie. 

— Cześć, Lucy — odpowiedziała. — Jestem w biurze. 

—  A  ja  utkwiłem  w  Cheltenham.  Jeżeli  zdołasz  się  wyrwać  na  lunch, 

spotkajmy  się  w  restauracji  serwującej  dania  z  makaronu  przy  Paradę  o 
pierwszej. 

— Spróbuję, ale teraz muszę kończyć. 

Po  odłożeniu  słuchawki  Simon  uświadomił  sobie,  że  nie  postąpił  jak 

prawdziwy  detektyw.  Wszyscy  ze  wsi  z  całą  pewnością  byli  podejrzani. 
Powinien  śledzić  swoich  pasażerów  i  sprawdzić,  co  planują.  Chodzili  na 
tyle  wolno,  że z pewnością nie zdołali daleko odejść.  Ale kiedy zbiegł ze 
wzgórza ku miastu, nigdzie ich nie wypatrzył. 

Zaprzestał  poszukiwań,  kiedy  uprzytomnił  sobie,  że  nie  myślał 

logicznie. Czwórka jego pasażerów przebywała w salonie plebanii w chwili 
popełnienia morderstwa. 

Spędził  miło  czas,  chodząc  po  sklepach,  zanim  wyruszył  w  kierunku 

restauracji przy Paradę w nadziei na spotkanie z Toni. Zdołał zająć stolik na 

TLR

background image

zewnątrz.  Kupił  sobie  dużą  szklankę  jasnego  piwa  i  oznajmił,  że  zamówi 
jedzenie, kiedy koleżanka przyjdzie. 

Piętnaście  minut  później,  gdy  doszedł  do  wniosku,  że  Toni  chyba  nie 

znajdzie  dla  niego  czasu,  ujrzał  smukłą  sylwetkę  z  jasną  czupryną, 
przedzierającą się przez tłum. 

— Cześć! — przywitała go — Co robisz w Cheltenham? Myślałam, że 

utkwiłeś na wsi, gdzie szukasz podejrzanych. 

— Zostałem zmuszony do przywiezienia tu czterech osób na cały dzień. 

— Których? 

— Summerów i Beagle'ów. 

 Toni  skoczyła  na  równe  nogi.  Omal  nie  wpadła  na  podchodzącego 

kelnera. 

— Ty idioto! — prychnęła — Wiedzą, jak wyglądam. Zdemaskują cię, 

kiedy  zobaczą  cię  tu  ze  mną  —  Po  tych  słowach  odeszła  w  pośpiechu  i 
ruszyła biegiem przed siebie. 

Simon ze smutkiem odprowadził wzrokiem jasną główkę, która migała 

wśród  tłumu,  zanim  stracił  ją  z  oczu.  W  podłym  nastroju  zamówił 
zapiekaną  bagietkę  z  serem.  W  duchu  przyznał  Toni  rację.  Rzeczywiście 
postąpił jak ostatni dureń. Uważał ją za bardzo atrakcyjną dziewczynę, ale 
jeśli  chciał  odnieść  sukces  w  pracy,  musiał  całkowicie  skoncentrować  się 
na powierzonych zadaniach, póki nie wykryje czegoś użytecznego. Wyglą-
dało na to, że jedyną osobą skłonną do powtórzenia mu miejscowych plotek 
była May Dinwoody, a najbardziej podejrzaną — Tilly Glossop. Wszyscy 
wiedzieli, że miała romans z Sundayem. Miał jej kompromitujące zdjęcie w 
intymnej sytuacji z burmistrzem. Wiadomość o ich romansie nie przeciekła 
do prasy. 

Podejrzewał,  że  zatuszowano  skandal.  W  raporcie,  który  Simon  zdołał 

przeczytać, Patrick napisał, że Tilly twierdziła, że przeżyli tylko przelotną 

TLR

background image

przygodę. Rachunki bankowe burmistrza nie wskazywały na to, żeby opła-
cał  szantażystę.  W  jaki  sposób  Sunday  zdobył  to  zdjęcie?  Pani  Glossop 
przysięgała, że nie wie. 

Muszę się zaprzyjaźnić z Tilly — myślał Simon podczas długich godzin 

samotnego  popołudnia,  nim  wrócił  na  parking,  by  odebrać  swoich 
pasażerów. 

Jego  podopieczni  wrócili  punktualnie  o  siedemnastej,  taszcząc  różne 

plastikowe  torby.  Chociaż  nie  zwrócili  się  bezpośrednio  do  niego  ani 
słowem, z ich rozmowy wywnioskował, że korzystali z wód leczniczych. 

W drodze powrotnej do wsi musiał o wiele częściej robić przystanki, niż 

kiedy  jechali  do  miasta.  Nim  w  końcu  dotarł  do  wsi,  zapadła  noc.  Simon 
pomógł im wysiąść i odprowadził samochód pod plebanię. 

Jeżeli  nie  ponosiła  go  wyobraźnia,  Odley  Cruesis  było  niesamowitą 

miejscowością.  Kiedy  przejeżdżał  przez  wiejski  skwer  i  wzdłuż  alei  do 
starego  młyna,  wokół  panowała  przerażająca  cisza.  Żaden  pies  nie 
zaszczekał,  żaden  ludzki  głos  nie  przerwał  ciszy  upalnego,  letniego 
wieczoru. Nawet telewizor nigdzie nie grał. 

Simon  westchnął.  Czekał  go  kolejny  wieczór  uprzejmej  pogawędki  z 

May.  Gdyby  tylko  zdołał  znaleźć  jakikolwiek  pretekst,  żeby  stąd 
czmychnąć!  Wielki  żółty  księżyc  oświetlił  staw  przy  młynie  złotym 
blaskiem. 

Stanął  przy  stawie  i  popatrzył  w  wodę.  Silny  cios  pomiędzy  łopatki 

wepchnął go do wody. Instynkt podpowiedział mu, żeby nie wypływał tak 
długo, jak to możliwe. Przerażony umysł podsunął mu obrazy wieśniaków 
w średniowiecznych strojach czekających na brzegu z nożami i kilofami. W 
końcu wynurzył się, otarł oczy i rozejrzał się z przerażeniem dookoła, ale 
nie zobaczył nikogo. Wyczołgał się na stromy brzeg i położył na trawie. 

Zamiast  do  młyna,  pobiegł  do  samochodu  i  pojechał  tak  szybko,  jak 

mógł, do chaty Agathy do Carsely. 

TLR

background image

Agatha  otworzyła  drzwi  i  popatrzyła  ze  zdumieniem  na  ociekającego 

wodą Simona. 

— Wejdź — poprosiła — Co się stało? 

Opowiedział jej o napaści. 

—  Gdybym  nie  umiał  dobrze  pływać,  to  bym  utonął    —  dodał  na 

zakończenie. 

—  Przygotuję  ci  gorącą  kąpiel  —  zaproponowała  Agatha.  —  Mój 

przyjaciel,  Charles,  zostawił  szlafrok  i  trochę  ubrań  w  gościnnej  sypialni. 
Chcesz brandy? Nie, lepiej zrobię ci gorącej, słodkiej herbaty. 

— Wiem, że to lepszy pomysł, ale wolałbym brandy 

— poprosił Simon. 

—  Zostaw  swoje  rzeczy  przed  łazienką,  to  wrzucę  je  do  suszarki. 

Dobrze,  że  włożyłeś  zwykłe  spodnie  i  podkoszulek,  a  nie  najlepszy 
garnitur. 

Simon wykąpał się i przebrał w szlafrok Charlesa. Podczas oczekiwania 

na wysuszenie jego ubrań,Agatha stwierdziła: 

— To już koniec twojej misji w tej wsi. Co dziś robiłeś? 

Simon opowiedział jej, ale nie mógł się zdobyć na wyznanie, że widział 

się  z  Toni.  Jednak  ktoś  musiał  go  widzieć,  prawdopodobnie  ci 
staruszkowie. Nawet jeżeli tak było, to nie mieli czasu, żeby rozpowiedzieć 
to  po  wsi.  Oczywiście,  zawsze  mogli  do  kogoś  zadzwonić...  Ale  nie 
wypowiedział na głos żadnej z tych myśli. 

—  Chciałabym,  żebyś  spisał  każdy  szczegół,  który  sobie  przypomnisz 

— poprosiła Agatha — Opisz cały pobyt na wsi od początku do końca; co 
mówili  miejscowi,  jakie  wrażenie  na  tobie  zrobili.  Przypuszczam,  że 
wszyscy  mają  nadzieję,  że  to  Tom  Courtney  zamordował  Sundaya. 
Niewykluczone,  że  wiesz  więcej,  niż  przypuszczasz.  Poświęć  jutro  cały 

TLR

background image

dzień  na  odtworzenie  wydarzeń.  Oznajmię  wszystkim,  że  jednak 
postanowiłam cię zatrudnić. 

 Czy  zawiadomić  policję?  Nie.  Wpadną  w  furię,  że  wtrącamy  się  w 

prowadzenie śledztwa. Najlepiej zadzwoń do May Dinwoody i powiedz jej, 
że  odwiedzasz  kolegę,  a  potem  się  wyprowadzisz.  Już  wiem!  Ja  do  niej 
zadzwonię  i  przedstawię  się  jako  twoja  ciotka.  Dobrze  naśladuję  różne 
akcenty. 

Agatha zadzwoniła do May. Według własnej oceny doskonale udawała 

rdzenną  mieszkankę  Gloucestershire.  Po  odłożeniu  słuchawki  powiedziała 
do Simona: 

— Trochę jej żal, że cię traci. Czy chcesz, żebym wysłała Patricka lub 

Phila po twoje rzeczy? Wygląda na to, że ktoś w tej przeklętej wsi odgadł, 
że dla mnie pracujesz. 

— Nie, sam pójdę — odparł Simon — Zaprzyjaźniłem się z May. Nie 

chcę, żeby wiedziała. 

— Jak sobie życzysz. Ale na twoim miejscu wyruszyłabym natychmiast, 

gdy tylko wyschną twoje ubrania, bo do rana plotka obiegnie całą wieś. 

Po  powrocie  do  starego  młyna  Simon  odkrył,  że  akcent  z 

Gloucestershire w wykonaniu Agathy nie zmylił May. 

—  To  ta  Raisin  dzwoniła  —  oświadczyła  na  wstępie  —  Rozpoznałam 

jej władczy ton, gdy tylko ją usłyszałam.

TLR

background image

 

 

 

ROZDZIAŁ

 

IX 

 

 

May  wysłuchała  opowieści  Simona  o  tym,  jak  ktoś  go  wepchnął  do 

stawu. 

—  Możesz  winić  tylko  siebie  —  podsumowała,  gdy  skończył  —  To 

miła  wioska.  Sam  odkryjesz,  że  Sundaya  zamordował  Tom  Courtney. 
Któryś chłopak ze wsi musiał ci zrobić złośliwy kawał. 

— Nie widziałem żadnego chłopaka w okolicy — zaprotestował Simon 

— Spotykam samych starszych ludzi. 

Wyprowadził May z równowagi. 

— Marny z ciebie detektyw! — wybuchła — Mamy kilkoro chłopców i 

dziewcząt, których autobus dowozi do szkoły w Chipping Campden. 

Simon  nagle  przypomniał  sobie,  że  pastor  pytał,  czy  umie  pływać. 

Skłamał,  że  nie,  ponieważ  nie  chciał,  żeby  angażował  go  w  jakąś  lokalną 
działalność. Penelope była przy tej rozmowie. 

— W każdym razie pakuj swoje rzeczy, chłopcze, i wyprowadź się. Nie 

cierpię oszustów. 

Wymamrotał jakieś przeprosiny i wyszedł. 

 

Następnego dnia Simon zastał Agathę w bojowym nastroju. Po pierwsze 

rozzłościło ją, że  May nie dała się  nabrać na  mistyfikację z  akcentem.  Po 

TLR

background image

drugie doszła do wniosku, że najwyższy czas wyruszyć z Toni i Patrickiem 
do wsi i zacząć na nowo przepytywać mieszkańców. 

Patrick zdobył informację przez swoje kontakty w policji, że dokładnie 

prześledzono  ostatni  okres  zawodowej  kariery  Sundaya  i  nie  odkryto 
żadnych mrocznych tajemnic. Przesłuchiwano też wielokrotnie Tilly Glos-
sop,  ale  policja  nie  zdołała  z  niej  nic  więcej  wyciągnąć.  Sunday,  prócz 
fotografii  burmistrza,  zgromadził  też  kilka  e-maili  współpracowników, 
które wydrukował. Większość zawierała treści, które woleliby ukryć przed 
swoimi  mężami,  żonami  czy  szefem,  ale  wszyscy  mieli  żelazne  alibi  na 
czas popełnionej zbrodni. Wszystko wskazywało na to, że Sunday nie był 
typowym szantażystą. Przeważnie wykorzystywał wiedzę dla wzmocnienia 
swej władzy, żeby bez przeszkód robić to, co uważa za stosowne. 

Agatha  wróciła  pamięcią  do  kompromitującego  zdjęcia  Penelope 

Timson. Dręczyły ją wyrzuty sumienia, że je ukryła. 

Kiedy  przybyli  do  wsi,  postanowiła  osobiście  odwiedzić  Penelope. 

Wysłała Patricka, żeby spróbował wyciągnąć cokolwiek z Tilly Glossop, a 
Toni oddelegowała do Carrie Brother. 

 

Panna  Glimour  ucieszyła  się,  gdy  zobaczyła  Simona  z  powrotem  w 

biurze.  Agatha  pokrótce  zrelacjonowała  jego  przygody.  Toni  zastanawiała 
się, jak jej szkolne koleżanki oceniłyby Simona. Ze swoim ptasim nosem i 
szerokimi ustami przypominał trochę bawarską marionetkę. 

Ale  jego  ciepły  uśmiech  i  szare  oczy,  błyszczące  pod  czarną, 

kędzierzawą  czupryną,  czyniły  go  pociągającym  w  jej  oczach.  Poza  tym 
zawsze był dla niej miły. 

Toni  zadzwoniła  do  drzwi  chaty  Carrie.  Wysłuchała  kakofonii  psiego 

jazgotu  z  taśmy,  nim  gospodyni  otworzyła  jej  drzwi.  Po  jej  policzkach 
spływały łzy. 

— Co się stało? — spytała. — Czy mogę w czymkolwiek pomóc? 

TLR

background image

— O tak. Proszę wejść.. 

Toni podążyła za nią do zagraconego salonu, w którym nadal czuć było 

psem. Carrie zwróciła się do niej: 

— Jest pani detektywem. Chcę, żeby odnalazła pani mordercę. 

— Właśnie go poszukujemy. 

—  Nie  mówię  o  tym  służbiście,  Sundayu,  który  zasłużył  na  śmierć. 

Zamordowano mojego Pookyego. 

— Pookyego? 

— Tak, pieska, mojego kochanego chłopczyka. 

— W jaki sposób? 

—  Wczoraj  wyprowadziłam  go  na  spacer  na  skwer.  Spuściłam  go  ze 

smyczy,  żeby  trochę  pobiegał.  Zauważyłam,  że  coś  znalazł  i  zaczął  jeść. 
Zanim  do  niego  dopadłam,  połknął  wszystko,  Skarciłam  go:  „Pooky, 
niegrzeczny  chłopczyku,  nie  wolno  ci  jeść  niczego,  czego  nie  przygotuje 
mamusia" — Oczy Carrie ponownie zaszły łzami — Polizał mnie po nosie i 
popatrzył  mi  w  oczy  swoimi  małymi  oczkami.  Zabrałam  go  do  domu  i. 
wsadziłam do jego koszyka. Później ucięłam sobie popołudniową drzemkę. 
Kiedy  się  obudziłam,  już  nie  żył.  Zabrałam  zwłoki  do  weterynarza  i 
zażądałam sekcji. 

— Czy otrzymała już pani wynik? 

— Jeszcze nie. Ten głupi weterynarz usiłował mi wmówić, że umarł z 

przejedzenia i niewystarczającej ilości ruchu. 

— Ile Pooky miał lat? 

— Dwanaście. 

— To podeszły wiek dla psa. 

— Nonsens. Miał przed sobą jeszcze wiele lat życia. 

TLR

background image

—  Proszę  usiąść.  Zrobię  pani  coś  do  picia  —  zaproponowała  Toni  — 

Przeżyła pani wstrząs. 

Nie czekając na odpowiedź, znalazła kuchnię, zrobiła filiżankę mocnej, 

słodkiej herbaty i zaniosła Carrie. 

—  Dobra  z  ciebie  dziewczyna.  Nikogo  innego  to  nie  obchodzi. 

Zarzucają mi, że mój Pooky zanieczyszczał skwer. 

— Jeżeli piesek został otruty, to kto mógł to zrobić? 

—  Każdy  z  nich.  Kiedyś  to  była  miła  wioska.  Oczywiście  wszyscy 

mieliśmy  dosyć  szpiegowania  Sundaya,  ale  to  nas  zbliżyło.  Chociaż 
czasami  spieraliśmy  się  o  to  czy  owo,  tworzyliśmy  zaprzyjaźnioną 
społeczność.  Nawet  Miriam  przyjęliśmy  jak  swoją.  Pozwalaliśmy  jej 
odgrywać  panią  ze  dworu,  ponieważ  wiele  robiła  dla  wsi.  Na  jakiś  czas 
wszystko wróciło do normy, bo ludzie wierzyli, że zrobił to Tom Courtney, 
ale wygląda na to, że to niemożliwe i że morderca nadal żyje wśród nas. 

—  Kto  pani  zdaniem  mógł  zabić  Sundaya?  Niewykluczone,  że  to  ta 

sama osoba, która otruła pani psa. 

Carrie  przez  dłuższą  chwilę  patrzyła  badawczo  na  Toni 

zaczerwienionymi od płaczu oczami. 

—  Powiem ci — przemówiła w końcu — To pastor, Giles Timson. 

— Ale dlaczego? 

— Nie pozwalał mi zabierać Pookyego do kościoła. Przypomniałam mu 

cytat  z  Biblii,  że  wszystko,  co  stworzył  Bóg,  było  dobre,  wszystkie 
stworzenia  duże  i  małe.  Odburknął,  że  Bóg  stworzył  również  pytony  i 
karaluchy  i  spytał  złośliwie,  czy  chciałabym  je  oglądać  w  kościele.  A 
Pooky  ugryzł  go  w  rękę.  Powinnaś  zobaczyć  wściekłe  spojrzenie,  jakim 
mnie  obrzucił.  Zresztą  widziałam  jego  żonę  w  kawiarni  z  Johnem 
Sundayem w Mircesterze — dodała szeptem. — Płakała, jakby ją porzucił. 

Pewnie z powodu tej fotografii — pomyślała Toni. 

TLR

background image

—  Oto  moja  wizytówka.  Proszę  zadzwonić,  gdy  tylko  otrzyma  pani 

wynik sekcji — poprosiła. 

 

Agatha  zastała  Penelope  na  cmentarzu  kościelnym.  Usuwała  trawę  i 

wysokie chwasty wokół cokołu jednego ze starych nagrobków. Pastorowa 
włożyła  różowy  słomkowy  kapelusz  z  szerokim  rondem,  opasany  tiulową 
wstążką w różowo-białe kropki. 

— Śliczny kapelusz — pochwaliła Agatha. 

Penelope wyprostowała plecy i przesunęła kapelusz na tył głowy. 

— Używam go tylko do prac ogrodniczych. Nie znoszę go. Kupiłam go 

na  ślub  osoby,  za  którą  nie  przepadam,  dlatego  nigdy  więcej  nie  miałam 
ochoty  go  włożyć  na  żadną  uroczystą  okazję.  Wiem,  że  to  głupie.  Czego 
pani ode mnie chce? 

 Toni  wcześniej  zadzwoniła  do  Agathy,  kiedy  szukała  pastorowej  w 

okolicy plebanii. 

— Słyszałam, że pewien młody człowiek zamieszkał u May Dinwoody. 

Ktoś wepchnął go do stawu wczoraj wieczorem. 

—  Simon?  Przemiły  młodzieniec.  Dlaczego  ktoś  mógłby  chcieć  go 

skrzywdzić? Prawdopodobnie ktoś zrobił mu kawał. Niektórzy mieszkańcy 
tej wsi za dużo piją — dodała konspiracyjnym szeptem. 

— Albo ktoś myślał, że nie umie pływać — podsunęła Agatha — Ale 

naprawdę  chciałam  zapytać  o  coś  zupełnie  innego.  Pewnego  dnia  ktoś 
widział  panią  w  kawiarni  w  Mircesterze  z  Sundayem.  Czy  chodziło  o  to 
zdjęcie?  Czego  chciał?  Pieniędzy?  Proszę  mi  tym  razem  powiedzieć 
prawdę. Miał to zdjęcie, prawda? 

—  Tak,  ale  nie  żądał  pieniędzy.  Jakiś  czas  temu  Giles  kupił  kawałek 

gruntu  za  wsią.  Planował  zbudować  tam  dom,  kiedy  przejdziemy  na 
emeryturę. Ja nie chciałam zostawać na wsi. Pochodzę z miasta. 

TLR

background image

— Z którego? 

— Z Moreton-in-Marsh. 

Trudno je nazwać metropolią — pomyślała Agatha. 

— Więc czego chciał Sunday? Tej działki? 

—  Tak.  Żądał,  żebym  namówiła  Gilesa,  żeby  mu  ją  sprzedał  albo  mu 

wyśle to zdjęcie. 

— Kiedy to było? 

— Tydzień przed zabójstwem. 

— Dlaczego zapragnął zamieszkać w Odley Cruesis? — spytała Agatha. 

 Penelope potarła twarz brudną ręką, zostawiając na niej smugi ziemi. 

—  Moim  zdaniem  zamierzał  tu  sobie  stworzyć  ośrodek  władzy. 

Uwielbiał terroryzować ludzi. 

— I co pani zrobiła? 

— Zaprosiłam go na herbatę i zaproponowałam, żeby sam spytał Gilesa, 

czy  zechce  sprzedać  ziemię.  Mój  mąż  bez  wahania  odmówił.  Sunday 
zapytał,  czy  uważa  swoje  małżeństwo  za  szczęśliwe.  Pastor  natychmiast 
potwierdził. A wtedy John się roześmiał i powiedział: „Więc ciesz się nim, 
póki trwa". 

Prawdę  mówiąc,  fantazjowałam  na  temat  zabójstwa  po  tym,  jak 

powiedziałam Gilesowi o fotografii. Czy naprawdę musi pani wykryć, kto 
go zabił? Jest pani pewna, że nie Tom Courtney? 

— Bez cienia wątpliwości. Proszę zrozumieć mój punkt widzenia. Jeżeli 

nie  znajdę  mordercy,  wszyscy  będziecie  wciąż  podejrzewać  siebie 
nawzajem  i  życie  na  wsi  nigdy  nie  wróci  do  normy,  jeśli  rzeczywiście 
kiedykolwiek tworzyliście prawdziwą społeczność. 

TLR

background image

—  O  tak.  Odkąd  sięgam  pamięcią,  zawsze  znajdowaliśmy  wspólny 

język.  Oczywiście,  czasami  bywało  nudno.  —  Penelope  zdjęła 
znienawidzony kapelusz i nałożyła na głowę kamiennego aniołka — Jednak 
zawsze  można  było  pojechać  do  Mircesteru,  żeby  uczestniczyć  w  życiu 
kulturalnym. Widziała pani na przykład „Wesele Figara" wystawione przez 
miejscową spółkę w zeszłym roku? 

Agatha  pojechała  na  przedstawienie,  żeby  poszerzyć  swoje  horyzonty, 

ale  okropnie  jej  się  nie  podobało.  Nie  wiedziała,  że  artyści  naprawdę 
reprezentowali żenujący poziom, głównie dlatego, że rolę Cherubina grała 
żona  wydawcy  miejscowej  gazety.  Dzięki  jej  udziałowi  spektakl  zyskał 
wielce  pochlebne  recenzje,  choć  wyła  tak  przeraźliwie,  że  dachówki  z 
kościoła omal nie pospadały. 

— Tak — potwierdziła krótko Agatha. 

— Bardzo budujące. 

—  Owszem,  ale  odchodzimy  od  zasadniczego  tematu.  Proszę  wrócić 

pamięcią  do  tego  wieczoru,  kiedy  zamordowano  Sundaya.  Czy  jest  pani 
absolutnie  pewna,  że  nikt  prócz  Miriam  i  panny  Simms  nie  opuszczał 
pokoju? 

— Nikogo więcej sobie nie przypominam, ale w pokoju było czarno od 

dymu z kominka, a ja musiałam na chwilę wyjść, żeby przynieść brandy. 

— Ani Tilly Glossop, ani Carrie Brother nie uczestniczyły w zebraniu. 

— Penelope! — zawołał głos z plebanii. 

— Muszę iść. Mąż mnie woła — pastorowa umknęła, zostawiając swój 

kapelusz na głowie aniołka. 

 

Patrick  z  najwyższym  zdumieniem  odkrył,  że  Tilly  Glossop  usiłuje  go 

kokietować.  Kiedy  podała  mu  kubek  z  kawą,  przytuliła  się  do  niego, 
wspierając ciężki biust o jego ramię. Patrick nie pamiętał, żeby jakakolwiek 

TLR

background image

kobieta  próbowała  go  uwodzić  przez  ostatnich  dwadzieścia  lat,  od  kiedy 
jego twarz przybrała obecny posępny wyraz. Mimo zaskoczenia uśmiechał 
się, jakby jej zainteresowanie mu pochlebiało. 

— Jak miło mieć w domu mężczyznę — westchnęła Tilly zza stolika do 

kawy.  Pobrzękiwała  przy  tym  niezliczonymi  bransoletkami  na  grubych 
przegubach  i  wisiorkami  na  łańcuszkach,  zawieszonych  na  szyi.  Włożyła 
długą  powiewną  suknię  z  jakiegoś  szyfonu,  na  tyle  przezroczystego,  że 
ukazywała ogromny biustonosz i parę purpurowych, francuskich majteczek 
pod spodem. 

— Proszę spróbować moich ciasteczek. 

— Nadal interesuje nas sprawa zabójstwa Sundaya 

—  przypomniał  Patrick.  —  Ponieważ  była  mu  pani  najbliższa,  może 

słyszała pani, że ktoś mu groził? 

Patrick  już  wcześniej  widywał  wydęte  kobiece  wargi,  ale  twarz  Tilly 

cała wydawała się nadęta, łącznie z tłustymi policzkami i zmarszczkami. 

—  Nikt  go  specjalnie  nie  lubił  —  odparła,  zapadając  w  sofę  obok 

Patricka i wzniecając obłoczek perfum. 

— Ale ktoś słyszał, jak się kłóciliście. 

— To dlatego, że z nim zerwałam — odparła Tilly. 

—  Przez  jakiś  czas  mnie  bawił,  ale  taki  już  mam  charakter.  Łatwo 

przyszło, łatwo poszło. 

Patrick nie bardzo wierzył w te łatwe podboje. Musiałaby chyba zostać 

ostatnią kobietą na świecie, żeby zwrócił na nią uwagę. 

— Myślałem, że było odwrotnie — zaprotestował. 

—  No  to  się  pan  myli.  Zalazł  za  skórę  wielu  osobom  we  wsi.  Ale 

atmosfera bardzo się zmieniła na gorsze, jeszcze zanim tu przyjechał. 

TLR

background image

— Dlaczego? 

— Nasza wioska nie przypomina miejscowości, jakie opisują autorzy w 

rodzaju  Agathy  Christie,  z  emerytowanym  pułkownikiem  czy  lordem  na 
szczycie  drabiny  społecznej  i  chłopstwem,  czekającym  na  łaskawe 
zaproszenie  na  jakiś  festyn  we  dworze.  Tu  panowała  równość.  Właści-
cielem dworu był stary George Briggs, który trzymał się na uboczu. Później 
przyjechała  Miriam  i  zapragnęła  odgrywać  jaśnie  panią.  To  zachwiało 
równowagę, rozumie pan? Zanim Sunday wkroczył na scenę, już panowała 
tu  napięta  atmosfera.  Jednak  myślę,  że  po  tym,  jak  rozkazał  zamontować 
specjalną  rampę  dla  wózków  inwalidzkich  przed  wejściem  do  dworu, 
konflikt  na  tym  tle  rozbudził  w  Miriam  nikczemną  żądzę  zemsty.  Kłóciła 
się  też  często  z  Gilesem,  pastorem.  Narzekała,  że  nasz  kościół  za  bardzo 
przypomina  katolicki.  Z  tymi  dzwonami,  kadzidłem  i  wszystkimi 
szykanami8,  obecnymi  tylko  dlatego,  że  pastor  lubił  celebrować 
nabożeństwa  w  tych  strojnych  szatach.  Mimo  że  Miriam  hojnie  wspierała 
kościół,  przysięgłabym,  że  pastor  jej  nienawidził.  Ma  gwałtowny 
temperament. 

Patrick nie był pewien, czy cała ta gadanina nie jest jedną wielką bujdą 

na resorach. 

—  A  co  z  tym  zdjęciem  przedstawiającym  panią  i  burmistrza?  Musi 

pani wiedzieć, kto je zrobił. 

— Sunday. Przychodziło na niego mnóstwo skarg. Burmistrz przyrzekł, 

że ukróci jego zapędy. 

— A więc wciągnęła go pani w zasadzkę! 

—  Nie  ja.  Powiedziałam  Sundayowi,  że  zamierzam  nawiązać  krótki 

romansik z burmistrzem podczas nieobecności jego żony, to wszystko. Nie 
może mnie pan za to obwiniać. 

                                                             

8

Liturgia jednego z odłamów Kościoła anglikańskiego, tzw. High Church of England, przypomina 

katolicką. 

TLR

background image

Jej  bliskość  i  duszący  zapach  perfum  zaczęły  przyprawiać  Patricka  o 

mdłości. 

—  W  tej  wsi  musi  mieszkać  morderca  —  naciskał  uparcie.  —  Ktoś 

napadł  na  przyjaciela  pani  Raisin,  Roya  Silvera.  Gdyby  nie  jego  twarda 
czaszka, byłby martwy. 

— Nie sądzę, żeby próbowano go zamordować — zaprotestowała Tilly 

—  Prawdopodobnie  kogoś  zirytowało  ciągłe  szpiegowanie  przez 
wścibskich  intruzów.  Czy  nie  moglibyśmy  pomówić  o  czymś  innym?  — 
poprosiła, przysuwając się do niego. 

Patrick raptownie wstał. 

— Dziękuję, że poświęciła mi pani czas, ale obowiązki wzywają. 

Ponieważ  poruszał  się  wyjątkowo  sprawnie  jak  na  niemłodego 

mężczyznę,  zanim  pulchna  Tilly  zdążyła  wstać  z  sofy,  usłyszała,  jak 
zatrzaskują się za nim frontowe drzwi. 

Patrick, Toni i Agatha spotkali się na wiejskim skwerze. Tylko jedno z 

nich  cokolwiek  wykryło,  a  mianowicie,  że  Tilly  wyjawiła  Sundayowi 
zamiar uwiedzenia burmistrza. Nagle gruda ziemi uderzyła Agathę w poli-
czek.  Rozwścieczona  kobieta  odwróciła  się  gwałtownie.  Wcześniej  nie 
zauważyła  we  wsi  żadnych  nastolatków.  Lecz  teraz  cała  grupa  młodzieży 
stała  w  pewnej  odległości.  Rzucali  w  nich  ziemią  i  kamieniami, 
wywrzaskując: 

— Wynocha stąd! Nie chcemy was tutaj! 

Umknęli do samochodów i spotkali się ponownie w biurze. 

— Czy zawiadomimy policję? — spytała Agatha — Moim zdaniem, nie 

powinniśmy. Kiedy biegłam do auta, zobaczyłam pastora, Gilesa. Wyglądał 
przez okno plebanii. Nie wyszedł, żeby powstrzymać chuliganów. Na razie 
wróćmy  do  pozostałych  śledztw  i  zapomnijmy  na  pewien  czas  o  sprawie 
Sundaya. Jak ci idzie, Simonie? 

TLR

background image

Simon odwrócił się na obrotowym krześle. 

—  Wydrukowałem  wszystkie  moje  notatki.  Prosiła  pani,  żebym 

wynotował każdy szczegół, nawet najdrobniejszy. 

—  Świetnie.  Przejrzę  je  później.  Obecnie  nikt  nam  nie  płaci  za 

poszukiwanie  zabójcy  Sundaya.  Musimy  się  skoncentrować  na  płatnych 
zleceniach. 

Gdy Agatha tego wieczoru wróciła do chaty, czekał tam na nią Charles. 

— Przywiozłem ci ważną wiadomość — zagadnął. 

— O Sundayu? 

—  Zapomnij  o  nim.  Jechałem  przez  Moreton-in-Marsh  i  kogo 

zobaczyłem? Wyobraź sobie, że ulicą dumnie kroczył Dan Palmer. 

— Ciekawe, co tu robi? 

—  Miejmy  nadzieję,  że  nie  szuka  zemsty.  Mam  swoje  kontakty. 

Słyszałem, że  stracił  pracę.  Postanowiłem  na  wszelki  wypadek  dotrzymać 
ci  towarzystwa.  A  tak  z  ciekawości,  jak  daleko  zaszliście  w  sprawie 
Sundaya? 

Agatha powtórzyła mu najnowsze wiadomości. 

— Myślę, że w tym jednym przypadku nigdy nie wykryjemy mordercy 

— dodała na zakończenie. 

 

Dan Palmer marzył o alkoholu, ale przyrzekł sobie, że tego dnia wypije 

tylko  jeden  kieliszek,  nie  więcej.  Zanim  opuścił  swój  gabinet  w  redakcji 
gazety,  zabrał  ze  sobą  notatki  dotyczące  działalności  Agathy  Raisin. 
Znalazł  pomiędzy  nimi  nierozwiązaną  zagadkę  śmierci  Johna  Sundaya. 
Gdyby  wykrył  mordercę,  zostałby  prywatnym  detektywem  i  stanowiłby 
konkurencję  dla  Agathy  Raisin.  Wiedział,  że  jeżeli  zachowa  trzeźwość, 

TLR

background image

pobije  ją  na  głowę,  ponieważ  był  gotów  zastosować  pewne  nieczyste 
sztuczki, które jej nawet nie przyszłyby do głowy. 

Doszedł  do  wniosku,  że  najlepszą  porą  na  wkroczenie  do  akcji  będzie 

dziesiąta  wieczorem.  Miał  bardzo  czułe  urządzenie  podsłuchowe. 
Wystarczyło  zaczekać  do  wieczora,  aż  zapadnie  cisza,  podejść  chyłkiem 
pod  chaty  i  podsłuchać  rozmowy  przez  ścianę.  Jeden  z  jego  dawnych 
informatorów  z  policji  wyjawił  mu,  że  zdaniem  policji  Sundaya 
zamordował któryś z mieszkańców wsi. 

Zarezerwował pokój na obrzeżach Mircesteru, przy obwodnicy. Pokoju 

nie zaopatrzono w minibarek. Pojechał do zajazdu przy szosie, zjadł obfite 
śniadanie i poczuł się lepiej, chociaż nadal męczył go głód alkoholowy. W 
końcu doszedł do wniosku, że jeden kieliszek nie zaszkodzi. 

W pubie w Mircesterze pozwolił sobie na dwa duże kieliszki wódki. Z 

wielkim  wysiłkiem  wstał  z  barowego  stołka  i  dotarł  do  samochodu. 
Włączył  światło  i  studiował  mapę,  póki  nie  odnalazł  drogi  do  Odley 
Cruesis. 

Wieś  była  ciemna  i  cicha.  Małe  chaty  przycupnęły  wokół  wiejskiego 

skweru.  Wyjechał  za  wieś  i  zaparkował  samochód  pod  wielkim 
kasztanowcem na szczycie wzgórza. Niebo było zachmurzone. Ściskając w 
ręku aparat podsłuchowy, który kosztował fortunę, lecz przyniósł mu wiele 
pożytku, ostrożnie wrócił piechotą do wsi. Wszedł na kościelny cmentarz, 
przykucnął  za  wielkim  nagrobkiem,  włączył  urządzenie  i  skierował  je  w 
stronę plebanii. 

Dobiegł go męski głos, donośny i czysty, z pewnością pastora. Zaklął i 

ściszył aparat tak, żeby tylko on mógł go słyszeć. 

— Idę do łóżka — oznajmił pastor — A ty? 

—  Za  minutkę,  kochanie  —  odrzekła  kobieta.  —  Tylko  skończę  myć 

naczynia. 

I tyle. 

TLR

background image

Pięknie,  cholera,  pięknie  —  pomyślał  Dan  z  rozgoryczeniem  — 

Spróbujmy  gdzieś  indziej.  Włożył  ciemne  ubranie  i  naciągnął  na  oczy 
ciemną  wełnianą  czapkę.  Wieczór  był  ciepły  i  wilgotny.  Dan  zaczął  się 
pocić. Wychynął ostrożnie zza nagrobka i wrzasnął z przerażenia na widok 
ciemnej sylwetki w kapeluszu, która na niego patrzyła. 

Zanim ochłonął na tyle, żeby rozpoznać kamiennego anioła w damskim 

kapeluszu  na  głowie,  ktoś  otworzył  drzwi  plebanii.  Drżący  damski  głos 
zapytał: 

— Jest tam kto? 

Znów  przykucnął.  Serce  waliło  mu  jak  młotem.  Dopiero  kiedy 

pastorowa zamknęła drzwi, wypełzł z kryjówki. Po dotarciu na wieś ujrzał 
światła  w  wysokim  budynku.  Ruszył  w  tamtym  kierunku.  Przy  wąskiej 
ścieżce wiodącej ku budowli stała tabliczka z napisem: Mili House Lane. 

Przyczajony w krzakach nad stawem, włączył urządzenie podsłuchowe. 

—  Szkoda,  że  ten  młody  człowiek  odszedł  —  powiedział  damski  głos 

—  Był  taki  miły.  Przykro  mi,  że  okazał  się  szpiegiem.  Opłata  za  najem 
pokoju podreperowałaby mój budżet. Dziś trudno związać koniec z końcem 
i... 

Dan otrzymał potężny cios w kark. Padł na twarz. Ktoś podniósł aparat 

podsłuchowy  i  cisnął  w  pomarszczoną  toń  stawu,  lśniącą  w  blasku 
księżyca. 

Dwa  dni  później  Agatha  zamierzała  zamknąć  biuro,  gdy  odwiedziła  ją 

niejaka  Ruby  Palmer,  drobna,  przygnębiona  kobieta  o  mysich  włosach  z 
mocno  skręconą  trwałą.  Gwałtownie  mrugała  słabymi  oczami.  Nosiła 
powyciągany zielony kardigan, narzucony na bawełnianą bluzkę w zygzaki 
w dzikich kolorach i białą spódnicę. 

— Jestem żoną Dana — przedstawiła się. 

TLR

background image

—  Dana  Palmera?  Proszę  wybaczyć,  ale  jeżeli  przyszła  pani  zrobić 

awanturę o to, że pani mąż stracił pracę, proszę porzucić ten zamiar. 

— Nie o to chodzi. Jest pani detektywem? 

— Tak jak głosi napis na drzwiach. 

— Potrzebuję pani pomocy. Dan zaginął. 

— Dużo pił, pani Palmer. Pewnie odsypia pijaństwo. 

—  Nie  sądzę.  Wpadł  na  pomysł,  że  przewyższy  panią  jako  detektyw. 

Mówił,  że  pojedzie  do  tej  wsi  i  znajdzie  mordercę.  Widzi  pani,  miał 
nielegalne urządzenie podsłuchowe. W redakcji o tym nie wiedzieli. Można 
stanąć  na  dworze  przed  czyimś  domem  i  słyszeć,  co  mówią  w  środku. 
Chciałabym panią zatrudnić, żeby go pani odnalazła. Bynajmniej mi go nie 
brakuje,  ponieważ  po  alkoholu  robił  się  niemożliwy,  jednak  ostatnio 
odziedziczył  sporą  sumę  po  wuju.  Wydzielał  mi  nędzne  kwoty  na 
prowadzenie  domu.  Jeżeli  spotkało  go  coś  złego,  nie  dostanę  tych 
pieniędzy,  póki  nie  znajdą  ciała.  Złożyłam  na  policji  w  Hackney  pisemne 
doniesienie o zaginięciu, ale nie kwapią się go szukać. 

— Zgoda — powiedziała Agatha — Nie zażądam wynagrodzenia, póki 

go nie odnajdę. Czy ma pani wizytówkę? 

Ruby wyciągnęła jedną ze znoszonej torebki. 

— Czy zostanie pani w Mircesterze? — spytała Agatha. 

— Nie. Wrócę do Hackney. 

— To kawał drogi. 

—  Nie  szkodzi.  Przywykłam.  Dan  przeważnie  był  zbyt  pijany,  żeby 

prowadzić samochód. 

— Jakim autem jeździ? 

— Starym volvo. 

TLR

background image

—  Proszę  wziąć  tę  kartkę  i  zapisać  mi  numer  rejestracyjny.  Świetnie. 

Jak tylko coś wykryję, zadzwonię do pani. 

Po  jej  wyjściu  Agatha  obdzwoniła  wszystkie  hotele  w  sąsiedztwie.  W 

końcu  trafiła  na  motel,  w  którym  zamieszkał  Dan  Palmer.  Recepcjonistka 
poinformowała  ją,  że  nie  wrócił.  Jeżeli  nie  przyjdzie  następnego  dnia, 
spakują jego rzeczy i zniosą do hotelowego magazynu. 

Agatha  przedstawiła  się  i  poprosiła,  żeby  niczego  nie  dotykali  na 

wypadek, gdyby policja wszczęła śledztwo. 

Później zadzwoniła do Simona i spytała, czy nie zechciałby popracować 

w nocy. 

— Nie chcę wzywać policji, ponieważ Palmer pije. Niewykluczone, że 

zapomniał,  w  którym  hotelu  zamieszkał.  Jedź  tam,  zaparkuj  przed 
budynkiem i obserwuj, czy nie wróci. Zostań tam mniej więcej do północy. 
Ja zostanę tutaj i zacznę obdzwaniać puby. Sprawdź, czy miał minibarek w 
pokoju, i zadzwoń do mnie. Dam głowę, że go suszyło. 

Po  półgodzinie  Simon  poinformował  Agathę  przez  telefon,  że  pokój 

Dana nie był wyposażony w minibar. 

Agatha  pilnie  wykręcała  numery  kolejnych  pubów  w  Mircesterze  i 

okolicy,  lecz  Dan  Palmer  mógł  pozostać  niezauważony  w  tłumie. 
Przygryzła kciuk z irytacją. Jeżeli nie wróci tego wieczoru, nie pozostanie 
jej nic innego, jak poinformować policję o jego planach. 

Przed  północą  Simon  zadzwonił,  że  po  zaginionym  reporterze  wszelki 

ślad zaginął. 

Agatha z ociąganiem zadzwoniła do Billa Wonga do domu. Jego matka 

powiedziała, że pracuje na nocną zmianę. 

Agatha  zamknęła  biuro,  poszła  na  komendę  policji  i  poprosiła  o 

spotkanie  z  Billem,  tłumacząc,  że  ma  istotną  informację  w  sprawie 
morderstwa. 

TLR

background image

Bill  wyszedł  po  nią  i  przeprowadził  ją  do  pokoju  przesłuchań. 

Przypominał on raczej hol hotelu z wygodnymi fotelami i czasopismami. 

—  Czyżbyście  zmienili  strategię  na  bardziej  przyjazną  dla  człowieka? 

— spytała Agatha, rozglądając się po wnętrzu. 

— Potrzebowaliśmy przytulnego pokoju dla ofiar gwałtu i katowanych 

dzieci. A teraz mów, co cię do nas sprowadza. 

Agatha  powtórzyła  mu  słowa  Ruby.  Bill  szybko  notował.  Potem 

stwierdził: 

— Wyglądasz na wyczerpaną. Zostaw to nam. 

— Ale utrzymuj ze mną kontakt. Jednak gdyby nie o niczym byście nie 

wiedzieli — wypomniała Agatha. 

— Obiecuję.

TLR

background image

 

 

ROZDZIAŁ

 

 

Następnego ranka Agatha powiedziała do Simona i Toni: 

—  Słyszeliście  całą  historię  zaginięcia  Dana  Palmera.  Chciałabym, 

żebyście  obydwoje  pojechali  do  tej  przeklętej  wsi  i  rozpoczęli 
poszukiwania. Nic wam nie grozi, ponieważ policja wyśle tam swych ludzi. 

Agatha nie wiedziała, że Wilkes ani myślał poszukiwać zaginionego. 

— Jest reporterem, pijakiem i dorosłym człowiekiem — argumentował 

— Nie zamierzam tracić dla niego czasu i sił funkcjonariuszy. 

Tak  więc,  kiedy  Toni  i  Simon  przybyli  na  miejsce,  nie  dostrzegli  ani 

jednego policjanta w polu widzenia. 

— Nie napadną na nas w środku takiego pięknego, słonecznego dnia — 

pocieszył  Simon  —  Zacznijmy  go  szukać.  Najpierw  spróbujmy  odnaleźć 
samochód. 

Niestety, nie natrafili na ślad volvo Palmera ani we wsi, ani w okolicy. 

— Chodźmy do May Dinwoody — zaproponował Simon. — Wiem, że 

się na mnie gniewa, ale myślę, że nadal ma do mnie pewną słabość. Może 
coś widziała. 

 Ponieważ  przy  alei  prowadzącej  do  młyna  rosły  drzewa,  które  ją 

ocieniały, ziemia nie zdążyła wyschnąć po ostatnim deszczu. 

—  Popatrz,  ile  tu  śladów  —  zauważyła  Toni  —  Policja  powinna 

przyjechać i porobić odlewy. 

TLR

background image

Ominęli je i podeszli do młyna. Zadzwonili do May, ale nie otworzyła 

im drzwi. 

—  Zgrzałem  się  i  zgłodniałem  —  narzekał  Simon.  —  Może  byśmy 

kupili sobie coś na lunch, a potem podjechali do wsi i znaleźli jakieś ładne 
miejsce na piknik? 

—  Byle  nie  w  tutejszym  sklepie.  Nie  zniosę  więcej  nienawiści  — 

zaprotestowała Toni. — Twierdzisz, że nie zaatakują nas w biały dzień, ale 
nie zapominaj o tych dzieciakach, które obrzuciły nas kamieniami i ziemią. 

— Teraz nic nam nie zrobią. W szkołach trwają lekcje. Widziałem mały 

market przy obwodnicy. Tam coś kupimy. 

Wyposażeni w kanapki i napoje bezalkoholowe przejechali z powrotem 

przez wieś i skierowali się na szczyt wzgórza, gdzie stała ławka z widokiem 
na łąkę. 

Rolnicy zebrali siano i zwinęli w grube, okrągłe bele. 

—  Jak  tu  cicho  i  spokojnie  —  westchnęła  Toni,  obserwując  traktor 

jadący po polu. Nadziewał każdą belę siana na szpikulec z przodu i zawoził 
do stodoły. 

—  Musi  trafić  w  sam  środek  —  wyjaśnił  Simon  —  Gdyby  zadrapał 

ziemię, zanieczyściłby siano. Zjedz kanapkę z łososiem. 

— Dziękuję. O, ciągnik wraca. 

Traktorzysta cofnął maszynę i nadział następną belę. Simon wbił w nią 

wzrok. Dostrzegł coś ciemnego i równocześnie czerwoną plamę, lśniącą w 
słońcu, spływającą w dół. Przeskoczył przez płot, wrzeszcząc: 

— Stop! Stop! 

Traktorzysta  go  nie  słyszał  z  powodu  warkotu  silnika,  ale  widział,  że 

chłopak coś woła i macha rękami, pędząc przez łąkę co sił w nogach. 

Wyłączył silnik i spytał wojowniczym tonem: 

TLR

background image

— Czego tam? 

— Z tej bali płynie krew! — wydyszał Simon. 

— No to co? Pewnie lisa, królika albo innego zwierzaka. 

— Proszę jej nie ruszać, nawet o cal. Wezwę policję. 

— Już do nich zadzwoniłam — wtrąciła Toni, która do nich dobiegła — 

Zadzwoń do Agathy. 

Wysoki  mężczyzna  w  niebieskiej  koszulce  i  dżinsach  szedł  ku  nim 

szybko przez pole. 

— To szef — poinformował traktorzysta z ponurą satysfakcją w głosie 

— Już on sobie z wami pogada. 

— Jestem Gerald Fairfield, farmer — przedstawił się nowo przybyły — 

Co tu się dzieje, Andy? 

— Tych dwoje wrzeszczy, że krew leci z siana. 

—  Na  pewno  wpadło  tam  jakieś  zwierzę  —  wyjaśnił  rolnik,  wyraźnie 

zniecierpliwiony. 

Toni pospiesznie opowiedziała o zaginionym dziennikarzu. 

—  No  dobrze,  młoda  damo  —  mruknął  Gerald  —  Zaczekamy  na 

policję, ale na pewno wyjdziecie na durniów. 

Jako pierwszy przybył Bill Wong, a za nim jeszcze dwóch policjantów. 

Obejrzał belę i oświadczył: 

— Musimy poczekać na policję kryminalną. 

— Chyba nie mówi pan serio — zaprotestował Gerald. 

— Bardzo serio — odparł Bill. — Trzeba dokładnie przebadać miejsce 

zbrodni. Proponuję odejść na bok, zanim oskarżą nas o zacieranie śladów. 

TLR

background image

Wszyscy  zeszli  na  brzeg  łąki,  gdy  przybyli  laboranci  w  białych 

fartuchach z niezbędnym sprzętem. Simon znalazł w samochodzie lornetkę 
i  obserwował  przebieg  wypadków.  Laboranci  przecięli  drut  wokół  beli 
siana  i  rozpoczęli  poszukiwania.  W  końcu  z  siana  wypadły  poskręcane 
zwłoki.  Gerald  z  Andym  stali  wraz  z  Simonem,  Toni  i  oczekującymi 
policjantami. 

— Czy nie kosiłeś tej łąki przedwczoraj wieczorem, Andy? 

— Tak, szefie. Sam pan wie. Również wczoraj przez cały dzień, aż do 

wieczora. Skończył żem już po zmroku. 

Przybyła  Agatha  z  Philem  i  Patrickiem.  Wręczyła  Billowi  wizytówkę 

Ruby. 

—  Wyślijcie  po  nią  kogoś  do  Hackney,  żeby  przyjechała 

zidentyfikować ciało — doradziła Agatha. 

—  W  alei  prowadzącej  do  dawnego  młyna  zostało  wiele  śladów  — 

poinformował Simon. 

—  Doskonale.  Zaraz  je  zbadamy  —  odparł  Wilkes.  Następnie  zwrócił 

się  do  Agathy:  —  Żądam,  żeby  pozostawiła  pani  śledztwo  policji.  Nie 
życzymy sobie prywatnych detektywów na miejscu zbrodni. 

—  Sami  byście  nigdy  tu  nie  trafili,  gdyby  moi  prywatni  detektywi  nie 

odnaleźli zwłok — wytknęła. 

— Proszę pojechać razem z nimi na komendę policji i złożyć zeznania. 

Bill ukradkiem szepnął Agacie: 

— Wpadnę do ciebie później. 

 

Tego  wieczora  Agatha  wraz  ze  wszystkimi  współpracownikami,  z 

wyjątkiem pani Freedman, czekała niecierpliwie na wizytę Billa. Dołączył 
do  nich  Charles.  Oznajmił,  że  zamówił  paszteciki  z  wołowiną,  które 

TLR

background image

dostarczą  im  z  pubu,  żeby  uratować  towarzystwo  przed  zamrożonymi 
specjałami z supermarketu. 

Bill przybył, gdy kończyli kolację. 

—  Okropne  zamieszanie!  —  narzekał  —  Tak,  nieboszczyk  to 

rzeczywiście  Dan  Palmer,  ale  sytuacja  jest  bardziej  skomplikowana  niż 
przypuszczacie.  Wstępna  autopsja  wykazała,  że  prawdopodobnie  nie  był 
przytomny,  ale  jeszcze  żył,  gdy  został  zrolowany  wraz  z  sianem. 
Prawdopodobnie się udusił. 

— Jak pani Palmer przyjęła tę wiadomość? 

—  Nadspodziewanie  spokojnie,  do  tego  stopnia,  że  Wilkes  kazał  ją 

sprawdzić.  Ale  z  całą  pewnością  zaraz  po  rozstaniu  z  tobą  wróciła  do 
Hackney. Poza tym jest zbyt drobna, żeby ogłuszyć takiego mężczyznę jak 
Dan i zawlec na łąkę. Przypuszczają, że morderca ułożył go w trawie, ale 
rozmyślnie  wybrał  miejsce  przeznaczone  do  koszenia  i  rolowania  siana. 
Andy przysięga, że nic nie widział. Nasi ludzie chodzą od domu do domu. 
Nie możemy znaleźć samochodu Palmera. 

— Jeszcze jedno, Simonie. Czy jesteś pewny, że widziałeś ślady stóp w 

błocie na Mili Lane? 

— Tak. 

— Ktoś je zatarł. Dlaczego tak bardzo zainteresowały cię właśnie ślady 

na Mili Lane? 

Simon popatrzył na Agathę. 

— No dobrze, powiedz mu — rozkazała. 

Tak więc Simon opisał zamach na swoje życie. Wyjaśnił też, dlaczego 

wcześniej okłamał pastora, że nie umie pływać. 

—  Posłuchajcie  mnie  teraz  uważnie  —  zaczął  Bill  —  Ponownie 

przysłaliśmy  do  wsi  mobilny  posterunek  policyjny.  Przyjechało  też  wielu 

TLR

background image

policyjnych  oficerów  i  detektywów,  nie  wspominając  o  dziennikarzach. 
Chcę, żebyście się stąd zmyli. Nie potrzebujemy kolejnych zwłok. 

Zachowajcie czujność nawet poza wsią, w Mircesterze. Ponieważ to wy 

znaleźliście  ciało,  morderca  może  postanowić  sprzątnąć  kogoś  z  was, 
najprawdopodobniej  Simona.  Macie  inne  zlecenia,  prawda?  Więc  je  re-
alizujcie. 

James  Lacey  siedział  w  swoim  pokoju  hotelowym  w  Singapurze  i 

oglądał  wiadomości  z  Odley  Cruesis  na  międzynarodowym  kanale  BBC. 
Agatha  znajdowała  się  w  centrum  uwagi,  jak  zwykle.  Brakowało  mu  jej. 
Musiał uczciwie przyznać, że za nią tęskni. Ale przerażała go perspektywa 
spojrzenia  w  jej  niedźwiedzie  oczy.  Nie  wątpił,  że  zobaczyłby  w  nich 
pogardę. Zastanawiał się, czy kiedykolwiek mu wybaczy, że zakochał się w 
lekkomyślnej kobiecie, której omal nie poślubił. 

 

Kiedy  wszyscy  wyszli,  łącznie  z  Charlesem,  Agatha  zaparzyła  sobie 

mocną czarną kawę i zapaliła papierosa. 

Ostatnio  przestała  palić  przy  ludziach,  jeśli  nie  przebywali  na  wolnym 

powietrzu. Postanowiła usiąść w nocy i uważnie przeczytać od początku do 
końca  wszystkie  notatki  dotyczące  zabójstwa  Johna  Sundaya.  W  końcu 
poszła  do  łóżka,  lecz  wciąż  dręczyło  ją  przeczucie,  że  przeoczyła  coś 
istotnego. 

W  ciągu  następnych  dwóch  tygodni  Agatha  wraz  z  załogą  pilnie 

wykonywała  powierzone  zlecenia.  Usiłowała  wyrzucić  z  pamięci  sprawy 
morderstwa Sundaya i Palmera. Policja osuszyła staw przy dawnym młynie 
w  nadziei  na  znalezienie  samochodu  Dana.  Na  próżno.  Odnaleźli  tylko 
resztki jego urządzenia podsłuchowego. 

— Nie ośmielę się wrócić do tamtej wsi — pewnego wieczoru Agatha 

zwierzyła  się  pani  Bloxby  —  Ale  bardzo  bym  chciała  jeszcze  raz  ich 
wszystkich zobaczyć. Już wiem! 

TLR

background image

— Co? — zapytała niepewnie pastorowa. 

—  Nasze  Stowarzyszenie  Pań  ciągle  zaprasza  mieszkańców  innych 

wiosek i jeździ do nich w gości. Można by zaprosić ludzi z Odley Cruesis 
na,  powiedzmy...  niech  no  pomyślę...  specjalną  imprezę  ze  śmietankową 
herbatką,  w  budynku  rady  gminy.  Ustaliłybyśmy  opłatę  za  herbatę  i 
przejazd autobusem po dwa funty na osobę. Pieniądze przeznaczyłybyśmy 
na cel dobroczynny, na przykład dla chorych na Alzheimera. 

—  Ależ  pani  Raisin!  Proszę  zrobić  bilans!  Nie  starczy  nawet  na 

pokrycie kosztów, nie wspominając o zysku. 

— Zapłacę za wszystko. Nie pozwolę mordercy ujść bezkarnie. Proszę 

się nie martwić. Zorganizuję wszystko. Wynajmę też orkiestrę, żeby grała 
wesołe piosenki. 

 Zadzwonił dzwonek u drzwi. Pani Bloxby poszła otworzyć i wróciła z 

Charlesem. 

—  Och,  Charlesie  —  westchnęła  Agatha  —  Wpadłam  na  wspaniały 

pomysł. 

Charles usiadł na sofie obok niej i wysłuchał jej planów. 

— Przede wszystkim wypożycz kilka przenośnych toalet — doradził. — 

Pomyśl,  ilu  przyjedzie  starców  ze  słabymi  pęcherzami  i  powiększoną 
prostatą. O ile pamiętam, w ratuszu jest tylko jedna ubikacja. 

— Załatwię i to — zapewniła Agatha z błyszczącymi oczami. 

—  Nie  wyjaśniłaś,  po  co  organizujesz  tę  imprezę  —  przypomniał 

Charles łagodnym tonem. 

— Chciałabym posiedzieć i swobodnie poobserwować ich wszystkich. 

— I myślisz, że kobieca intuicja podpowie ci, kto jest mordercą... Nagle 

wstaniesz,  wykrzykniesz  „Eureka!"  i  kogoś  wskażesz.  Gdy  prasa 
zamieszcza  fotografię  przestępcy,  wiele  osób  mówi:  „Popatrz  na  te  oczy. 

TLR

background image

Od  razu  widać,  że  to  zbrodniarz".  Tymczasem,  zanim  ich  złapano, 
wyglądali zupełnie zwyczajnie. 

—  Coś  musi  wypłynąć.  Mamy  dwa  tygodnie.  Każę  jutro  wydrukować 

plakaty i prześlę je na plebanię. 

—  A  jeżeli  nikt  nie  przyjdzie?  —  spytał  Charles  —  Idę  o  zakład,  że 

wiedzą, że tu mieszkasz. Mogą podejrzewać jakiś podstęp. 

— Przyjdą, dla herbatki ze śmietanką za dwa funty i przejazdu gratis. 

— Szkoda, że serwujecie herbatę, a nie alkohol — zauważył Charles — 

Może rozwiązałby języki. 

—  Świetna  myśl  —  podchwyciła  Agatha.  —  Pani  Bloxby,  jak  się 

nazywa  ta  kobieta,  która  sprzedaje  na  targu  dżin  z  tarniny  i  wino  z  bzu 
czarnego? 

— Pani Trooly. 

— Proszę mi podać jej numer telefonu. Wpadłeś na doskonały pomysł, 

Charlesie. 

—  Czy  wzięła  pani  pod  uwagę  ryzyko  ataku  na  pani  osobę  ze  strony 

pijanego mordercy? 

—  Tym  lepiej  —  rzuciła  Agatha  beztrosko.  —  Niech  się  ujawnią. 

Myślę, że jest ich więcej niż jeden. 

Pani  Bloxby  miała  nadzieję,  że  w  wielki  dzień  będzie  padać,  co 

udaremni  zorganizowanie  imprezy,  którą  uważała  za  stratę  czasu  i 
pieniędzy,  a  co  najgorsze,  za  bardzo  niebezpieczną.  Nic  z  tego  —  słońce 
jasno świeciło, a autobusy zwoziły tłumy gości. Agatha zamówiła przekąski 
w  firmie  cateringowej.  Pani  Troiły  chodziła  pomiędzy  stolikami,  oferując 
dżin i wino. Zespół grał stare przeboje. Podczas imprezy panowała wesoła, 
przyjazna atmosfera. Nawet Giles Timson uśmiechał się do Agathy. 

TLR

background image

—  Bardzo  szlachetna  inicjatywa  —  chwalił.  —  Właśnie  tego 

potrzebowali nasi mieszkańcy, żeby zapomnieć o koszmarze zbrodni. 

Simon  i  Toni  siedzieli  razem  przy  stoliku  przy  drzwiach.  Pobierali 

opłaty za wstęp. Teraz odpoczywali. 

— Wygląda na to, że dobrze się bawią — orzekł Simon. — Nawet May 

Dinwoody była dla mnie miła. 

— Agatha liczy na to, że kogoś sprowokuje — powiedziała Toni — Co 

zrobimy z pieniędzmi? 

— Policzymy i oddamy pani Freedman, żeby zdeponowała je w banku. 

Później  wypisze  czek  dla  stowarzyszenia  chorych  na  alzheimera  — 
wyjaśnił Simon. 

— Lepiej zacznijmy od razu — westchnęła Toni. — Wygląda na to, że 

wielu z nich rozbiło skarbonki, żeby zapłacić drobnymi te dwa funty. 

—  Agatha  myśli  o  wszystkim.  Zostawiła  nam  całe  stosy  plastikowych 

torebek  z  banku  na  różne  monety.  Spróbujmy  to  zrobić  jak  najszybciej. 
Później  pójdziemy  spróbować  tego  dżinu  z  tarniny,  jeżeli  cokolwiek 
zostanie. 

Penelope Timson przyniosła sobie krzesło i wcisnęła się obok Agathy. 

— Doskonała zabawa — pochwaliła. 

— Tak — mruknęła Agatha z przygnębieniem. 

Nikt  nie  sprawiał  wrażenia  zdenerwowanego.  Nikt  nie  wyglądał  na 

wystraszonego czy zakłopotanego. 

— Zobaczę, jak moi młodzi pracownicy sobie radzą. 

Agatha  podeszła  do  drzwi,  gdzie  Toni  z  Simonem  pakowali  monety  o 

różnych nominałach do odpowiednich woreczków. 

— Prawie skończyliśmy — oznajmiła Toni radośnie. 

TLR

background image

— Wyjdę na dwór na papierosa — powiedziała Agatha. 

Usiadła na ławce i zapaliła. Muszę rzucić to świństwo — pomyślała nie 

wiadomo,  który  to  już  raz.  Ze  środka  dobiegał  gwar.  Rozmawiający 
usiłowali przekrzyczeć orkiestrę. 

Charles wyszedł i dołączył do niej. Włożył ciemnoniebieską bawełnianą 

koszulę,  rozpiętą  pod  szyją  i  zwykłe,  niebieskie  spodnie.  Jakimś  cudem 
wyglądał  w  tym  swobodnym  stroju  równie  schludnie,  jak  w  garniturze  i 
pod krawatem. 

— Daj mi jednego — poprosił. 

— Papierosa? Nieładnie, Charlesie. 

— Racja. No, poczęstuj mnie. 

Zapalił i usiadł obok niej na ławce. 

— Nic cię nie zdziwiło? — zapytał. 

— Nie. Niby co? 

—  Tylko  popatrz.  Wiemy,  że  to  wredna  banda.  Na  przykład  wyklinali 

na  taką  Carrie  Brother,  a  teraz  wszyscy  zgodnie  piją  herbatkę,  kosztują 
dżinu i zachowują się, jakby przepadali za sobą nawzajem. 

Agatha zesztywniała. 

— Uważasz, że odgrywają przedstawienie? 

— Na to wygląda. 

— Ale po co? Chyba podejrzewają, że morderca żyje wśród nich. 

—  Niewykluczone,  że  znają  jego  tożsamość,  ale  czują  się  bezpieczni. 

Popatrz  na  sprawę  z  ich  punktu  widzenia.  John  Sunday  prześladował  ich 
jak zaraza. Dan Palmer zasłużył na to, co go spotkało. Simon oszukiwał i 
szpiegował, i tak dalej. Dam głowę, że w mig odgadli powód twojej nagłej 
hojności i grają komedię. 

TLR

background image

—  No  cóż,  dziękujmy  niebiosom,  że  dochód  idzie  na  stowarzyszenie 

chorych na alzheimera — wymamrotała Agatha ponuro — Niedługo mogę 
potrzebować  ich  pomocy.  Czy  powinnam  ich  sprowokować?  Na  przykład 
podejść do nich i oświadczyć, że znam tożsamość mordercy? 

—  Zyskałabyś  tyle  samo  co  Roy.  Zapomnij  o  tym  pomyśle.  Ciesz  się 

pięknym dniem. 

— Czy przeszłaś w końcu do porządku dziennego nad śmiercią Sharon? 

— zapytał Simon, gdy skończyli liczyć oraz pakować pieniądze. 

—  Nie  do  końca  —  przyznała  Toni  —  Wciąż  mi  się  wydaje,  że  ją 

widzę.  Gdy  zobaczę  na  ulicy  dziewczynę  z  kolorowymi  pasemkami  we 
włosach, obcisłej bluzeczce z dużym dekoltem i podartych dżinsach, mam 
ochotę za nią pobiec. Wciąż mnie nurtuje, czy mogłam coś dla niej zrobić. 
Żałuję, że pozwoliłam Agacie wyrzucić ją z mojego mieszkania. 

— Gdyby tam została, pewnie i ty byś już nie żyła. Zaczęłaby zapraszać 

do ciebie swoich kompanów. Czy poszłabyś ze mną dzisiaj do kina? 

— Chętnie. Na co? 

— Nie wiem, co grają. Tylko rzuciłem pomysł. 

Nareszcie dzień dobiegł końca. Nie został ani kęs rogalika, ani łyżeczka 

dżemu truskawkowego czy miseczka śmietanki. Pani Trooly zabrała to, co 
pozostało  z  jej  trunków.  Przedtem  wręczyła  Agacie  rachunek.  Przyjechali 
robotnicy, żeby zabrać przenośne toalety. Okropnie narzekali na ich stan. 

— Ktoś nasikał na podłogę — utyskiwał jeden z nich — Stare brudasy! 

—  Pochodził  z  Birmingham  i  uważał  wszystkich  ludzi  ze  wsi  za 
nieokrzesanych prostaków. 

Agatha pomogła dostawcom i miejscowym paniom posprzątać bałagan, 

zanim razem z Charlesem powlekli się, zmordowani, do jej chaty. 

—  Zamierzam  ponownie  przestudiować  swoje  notatki  —  oświadczyła 

Agatha — Dam głowę, że coś w nich jest. 

TLR

background image

— W takim razie wracam do siebie — powiedział Charles. 

Jednak Agatha nie miała ochoty zostać sama. 

— Charlesie, proszę... — zaczęła. 

Charles odwrócił się twarzą do niej i popatrzył na nią poważnie. 

— O co? 

—  Już  o  nic  —  odburknęła  —  Zobaczę  cię,  kiedy  zechcesz  mnie 

odwiedzić. 

Nakarmiła  koty  i  wypuściła  je  do  ogrodu.  Potem  zebrała  teczki  z 

notatkami, wyniosła je na dwór i położyła na stole w ogrodzie. 

Zaczęła  czytać.  Uznała  relację  Simona  z  podróży  do  Cheltenham  za 

wyjątkowo  zabawną.  Doskonale  pamiętała  własne,  bardzo  podobne 
doświadczenia,  kiedy  musiała  wozić  parę  koszmarnych  staruszków 
nazwiskiem Boggle. Nagle odłożyła teczki z powrotem na stół. 

Staruszkowie... toalety... narzekania robotników na brud... 

Zadzwoniła do Penelope Timson. 

— Ach, pani Raisin. Jeszcze raz dziękuję za wspaniały dzień. 

—  Chciałabym  panią  zapytać,  czy  macie  toaletę  na  dole  —  zapytała 

Agatha. 

— Tak, zaraz przy wejściu, po lewej stronie. 

— Muszę panią natychmiast odwiedzić. To bardzo ważne. 

— Czy to konieczne? No dobrze, ale... chcę iść wcześniej spać. 

W  salonie  plebanii  Agatha  wbiła  badawcze  spojrzenie  w  twarz 

Penelope. 

—  Twierdziła  pani,  że  tego  wieczoru,  kiedy  zamordowano  Johna 

Sundaya nikt prócz Miriam i panny Simms nie opuszczał pokoju, prawda? 

TLR

background image

— Tak. Mówiłam to również policji. Nie rozumiem... 

— Proszę pomyśleć. Czy nikt nie wychodził na chwilę do łazienki? 

— Tak, ale to tylko kilka kroków. 

— Kto? 

—  Zadaje  pani  bardzo  niedyskretne  pytania.  Nikt  nie  mówi  głośno  o 

takich rzeczach. Zostałam tak wychowana... 

— Kto wychodził?! — ryknęła na całe gardło. 

— Niech no sobie przypomnę. Chyba pan Beagle i pan Summer. 

—  Doskonale!  —  Agatha  wstała  raptownie.  Wkrótce  pastorowa 

usłyszała trzaśnięcie zamykanych drzwi wejściowych.

TLR

background image

 

 

ROZDZIAŁ

 

XI 

 

Agatha  zwołała  nadzwyczajne  zebranie  swojej  załogi  na  ósmą  rano 

następnego dnia. 

Powtórzyła to, co usłyszała od Penelope. 

— Sami widzicie, że mógł to zrobić zarówno Charlie Beagle, jak i Fred 

Summer. 

— Ale oni są za starzy! — zaprotestowała Toni. 

—  Wystarcza  im  sił,  żeby  pozawieszać  co  roku  świąteczne  dekoracje. 

Jeden z nich informuje Johna Sundaya,  że zwołano zebranie protestacyjne 
na  plebanii,  wymierzone  przeciwko  niemu.  Ponieważ  Sunday  uwielbia 
szpiegować,  zakrada  się,  żeby  posłuchać  i  popatrzeć.  Tymczasem  Charlie 
albo  Fred  udaje,  że  musi  wyjść  do  ubikacji,  ale  wymyka  się  do  ogrodu. 
Bezduszny Sunday podchodzi pod okno salonu. Jeden z nich morduje go i 
wraca do budynku. 

— Zaczekaj! — powstrzymał ją Simon — Ktokolwiek to zrobił, trudno 

sobie  wyobrazić,  żeby  potem  usiadł  spokojnie  na  swoim  miejscu  z 
zakrwawionym  nożem,  wiedząc,  że  policja  przyjedzie,  gdy  tylko  ktoś 
zobaczy zwłoki. 

—  Może  morderca  nie  spodziewał  się,  że  je  odkryją  przed 

zakończeniem  zebrania  —  wtrącił  Patrick.  —  Pewnie  nie  przewidział,  że 
Sunday  zdoła  dotrzeć  do  oszklonych  drzwi  i  umrze  na  oczach  wszystkich 
zgromadzonych. 

— Tak, ale pozostaje pytanie, gdzie morderca ukrył nóż. 

TLR

background image

—  W  spłuczce  w  toalecie?  —  podsunął  Phil  —  Ale  policja  bez 

wątpienia przetrząsnęła każdy zakamarek w poszukiwaniu broni. 

Agatha niemal podskoczyła na krześle z podniecenia. 

—  Ale  skoro  uwierzyli,  że  nikt  prócz  Miriam  i  panny  Simms  nie 

opuszczał  pokoju,  nie  rewidowali  nikogo  z  nas  —  przekonywała  — 
Przypuszczalnie zabójca na to nie liczył. Policja szukała narzędzia zbrodni 
tylko na dworze, poza budynkiem plebanii. 

—  W  takim  razie  należy  zawiadomić  policję  i  nakłonić  ich  do 

wznowienia poszukiwań — zasugerował Patrick. 

—  Ponieważ  to  ja  wpadłam  na  ten  pomysł,  doprowadzę  śledztwo  do 

końca.  Poproszę  panią  Bloxby,  żeby  pojechała  ze  mną  na  plebanię  pod 
pretekstem  podsumowania  dochodu  z  imprezy.  Wyjdę  do  toalety  się 
rozejrzeć. Przeszukam również hol. 

— Kim jest ta panna Simms? — zapytał Simon — Jesteś pewna, że nie 

ona go zamordowała? 

— Nie ten typ. Zresztą wyszła za Miriam i towarzyszyła jej przez cały 

czas. 

—  Nie  zapominaj,  że  minęło  sporo  czasu  —  przypomniał  Phil  z 

niepewną  miną  —  Nasz  morderca  miał  wiele  okazji,  żeby  wrócić  na 
plebanię i zabrać nóż. 

Agatha posmutniała, ale zaraz odzyskała rezon. 

— Mimo wszystko spróbuję — oświadczyła z całą, mocą. 

—  Moim  zdaniem  powinnaś  nas  zawiadomić,  kiedy  wybierasz  się  na 

plebanię — poprosił Patrick — Zaparkujemy w pobliżu. Gdyby zagrażało 
ci  jakieś  niebezpieczeństwo,  to  nas  zawołasz.  Pamiętaj, że  pastor  wyszedł 
do gabinetu. Powszechnie wiadomo, że to gwałtownik. 

TLR

background image

—  Nie  potrafię  sobie  wyobrazić  dwóch  staruszków  popełniających 

morderstwo z powodu świątecznych dekoracji — stwierdził Simon. 

—  A  ja  tak  —  upierała  się  —  Te  lampki  rozświetlały  ich  monotonne 

życie. 

Agatha  pojechała  do  Carsely  i  przestawiła  swój  plan  zdumionej 

przyjaciółce, pani Bloxby. 

— Ale policja.. — zaczęła pastorowa. 

—  Pieprzyć  policję!  —  przerwała  jej  Agatha  —  Przyjadą  całymi 

chmarami  i  spłoszą  wszystkich.  Nie  wiemy  przecież,  czy  ktoś  z  tych 
wieśniaków nie ma bratanka czy innego kuzyna w komendzie głównej. 

—  No,  dobrze.  W  takim  razie  wezmę  ze  sobą  rozliczenie  dochodu  z 

imprezy, żeby uwiarygodnić naszą wizytę. 

Penelope powitała je entuzjastycznie: 

—  Co  za  sukces!  Naprawdę  wierzę,  że  czynienie  dobra  popłaca. 

Zapraszam  do  ogrodu  na  filiżankę  herbaty.  Zapowiadają  pogorszenie 
pogody, więc to ostatnia okazja, żeby złapać trochę słońca. 

Agatha  czekała  niecierpliwie,  aż  zasiądą  na  ogrodowych  krzesłach. 

Kiedy Penelope wróciła z tacą, przeprosiła na chwilę. 

—  Jeżeli  chce  pani  przypudrować  nos,  łazienka  jest  na  półpiętrze  — 

poinformowała Penelope. 

— A na parterze nie ma? 

— Lepiej iść na górę. Na dole jest za ciemno. 

— Poradzę sobie — mruknęła Agatha i ruszyła w stronę domu. 

Toaleta  przy  holu  była  ciasna,  ciemna  i  staromodna,  z  wysoko 

umieszczoną  spłuczką  i  długim  łańcuchem  do  spłukiwania.  Maleńkie 
okienko z tyłu wyglądało tak, jakby nikt go nie otwierał od wieków. Przy 

TLR

background image

sedesie na małej półce stały umoralniające książki, takie jak: „Czy Bóg jest 
obecny w Twoim życiu?", „Spotkania z Jezusem" i tym podobne. 

Agatha ostrożnie zdjęła wszystkie, ale nic za nimi nie znalazła. Ustawiła 

je z powrotem. Nagle ktoś z drugiej strony zaczął szarpać za klamkę. 

— Jest tam kto? — zawołał Giles. 

— Agatha Raisin. Proszę mi wybaczyć. Mam zaparcia. 

Stała bez ruchu z mocno bijącym sercem, póki nie 

usłyszała,  że  wchodzi  po  schodach.  Gdzie  teraz  szukać?  Wypatrzyła 

wysoko  półkę  z  zapasowymi  rolkami  papieru  toaletowego.  Stanęła  na 
sedesie i zaczęła szukać z tyłu za nimi. Bez skutku. 

Zeszła  na  podłogę  i  usiadła  bezradnie  na  desce.  Potem  obejrzała 

podłogę.  Pokryto  ją  zielonym  linoleum,  już  wypaczonym  w  niektórych 
miejscach od wilgoci i starości. Opadła na kolana i zaczęła podnosić brzegi. 

Nie  wierzyła  własnym  oczom,  gdy  w  końcu  oderwała  kawałek  z 

jednego  rogu  i  ujrzała  pod  spodem  kuchenny  nóż.  Wyciągnęła  telefon  i 
zadzwoniła do Patricka: 

—    Znalazłam  narzędzie  zbrodni!  Wezwij  policję.  Chwilę  później 

usłyszała pukanie do drzwi, a potem wołanie Penelope: 

—  Czy  wszystko  w  porządku,  pani  Raisin?  Czy  powinna  jej 

powiedzieć? Nie! 

— Dostałam okropnego zaparcia! — krzyknęła — Ale zaraz wyjdę. 

—  Och,  mam  lekarstwo,  senes.  Gdyby  pani  odrobinę  uchyliła  drzwi, 

podałabym je wraz ze szklanką wody. 

— Nie trzeba! — wrzasnęła Agatha. 

Czemu  policja  tak  długo  zwleka?  —  myślała  w  popłochu.  Nagle  ku 

swojemu przerażeniu rozpoznała głos Freda Summera: 

TLR

background image

— Co tu się dzieje? 

—  Nic  takiego.  Pani  Raisin  korzysta  z  naszej  toalety  —  tłumaczyła 

Penelope. Następnie podniosła głos: 

— Czy już wszystko w porządku, pani Raisin? Agatha wstała, spuściła 

wodę i umyła ręce nad umywalką. Następnie krzyknęła: 

— Drzwi się zacięły! 

— Nie szkodzi — odkrzyknął z drugiej strony Fred Summer — Charlie 

przyszedł z młotkiem. 

— Ale ja zrobiłam coś głupiego — zawołała Agatha. 

— Wezwałam policję. 

— Co takiego? — zapiszczała Penelope. 

—  Chyba  nie  chce  pani,  żeby  rozwalili  pani  drzwi  młotkiem  — 

tłumaczyła Agatha. — Policja na pewno ma wytrychy. 

Pastor,  Giles,  dołączył  do  stojących  w  holu,  a  potem  jeszcze  Carrie 

Brother.  Agatha  poczuła  się  jak  Alicja  w  Krainie  Czarów,  gdy  jej  stopy 
utknęły w kominie. Wtem Charlie Beagle zawołał: 

— Odejdźcie wszyscy na bok! Wyciągnę ją stamtąd! 

Potem z potężnym łomotem walnął młotkiem w drzwi. Chwilę później 

Agatha usłyszała wycie policyjnych syren, a następnie głos Billa: 

— Proszę odłożyć ten młotek. Czy wszystko w porządku, pani Raisin? 

Agatha otworzyła drzwi i wskazała oderwany fragment linoleum i nóż. 

— Nie dotykałam go — zastrzegła. 

—  W  porządku  —  powiedział  Bill  —  Proszę  wyjść.  Zapieczętuję  te 

drzwi do przyjazdu laborantów z wydziału śledczego. 

Fred Summer, Charlie Beagle i Carrie Brother znikli. 

TLR

background image

— Czy ktoś byłby uprzejmy poinformować mnie, co się dzieje w moim 

domu? — zapytał pastor swym donośnym, wysokim głosem, aż drżącym ze 
złości. 

—  Pani  Raisin  znalazła  pod  linoleum  w  pańskiej  toalecie  coś,  co 

wygląda  na  narzędzie,  którym  zamordowano  Johna  Sundaya  —  wyjaśnił 
Bill — A teraz, Agatho, chodź ze mną do ogrodu, złożyć wstępne zeznanie. 

— Lepiej wyślij paru policjantów na poszukiwanie Charliego Beaglea i 

Freda Summera — doradziła Agatha — Potem ci wszystko opowiem. 

Bill wykrzyczał odpowiednie rozkazy. Potem poprosił: 

—  Zaczekaj  tu,  Agatho.  Muszę  zawiadomić  Wilkesa  —  Odwrócił  się 

tyłem  i  przez  chwilę  mówił  coś  przez  telefon  komórkowy.  Następnie 
ponownie zwrócił się do Agathy: 

— Załatwione. A teraz do dzieła. 

Agatha  wyjaśniła,  w  jaki  sposób  doszła  do  wniosku,  że  któraś  ze 

starszych  osób  wyszła  pod  pretekstem  skorzystania  z  toalety.  Dodała,  że 
żona pastora o tym nie wspomniała, ponieważ uważała mówienie o takich 
sprawach za nieprzyzwoite. 

—  Musisz  pojechać  na  komendę  główną,  by  złożyć  pełne  zeznanie  — 

Bill skinął na policjantkę — Zawieź panią Raisin na komisariat. 

—  Pojadę  za  panią  moim  własnym  samochodem  —  zaproponowała 

Agatha. 

Przybiegł do nich policjant. 

— Nie mogę ich nigdzie znaleźć! — wydyszał. 

— Jakim samochodem jeżdżą? 

— Sąsiedzi mówili, że nie mają żadnego. 

— Jedź już, Agatho. Potrzebuję więcej ludzi do przeszukania terenu. 

TLR

background image

—  Zaczekajcie!  —  wrzasnęła  Agatha  —  Auto  Dana  Palmera  — 

Przerwała,  wygrzebała  z  torebki  notatnik  i  zaczęła  przerzucać  strony.  O, 
jest!  —  Podała  Billowi  markę  i  numer  rejestracyjny  —  Nigdy  go  nie 
znaleziono. Może go używają. 

Bill  wrócił  do  samochodu  i  pospiesznie  rozkazał  przez  nadajnik 

radiowy, żeby zablokowano drogi. 

W  czasie  jazdy  Agatha  zadzwoniła  do  Simona  oraz  Toni  i  kazała  im 

szukać zaginionych państwa Beagle i Summer. 

Agatha  czekała  niecierpliwie  na  komendzie,  aż  ktoś  ją  przesłucha.  Po 

godzinie zaprowadzono ją do starego pokoju przesłuchań, który doskonale 
pamiętała  —  z  porysowanym  stołem,  urzędową  zielenią  ścian  i  twardymi 
krzesłami. 

Policjantka,  której  Agatha  nigdy  wcześniej  nie  widziała,  wkroczyła  do 

pomieszczenia w asyście sierżanta. 

— Detektyw sierżant Annie Plack — przedstawiła się — A to detektyw 

sierżant Peter Lynn. 

Annie  Plack  miała  lśniące  czarne  włosy  i  jasne,  błękitne  oczy.  Agathę 

ciekawiło, czy Bill już zdążył się w niej zakochać. 

Włączono  taśmę  i  Agatha  zaczęła  zeznawać.  Annie  słyszała  różne 

historie  na  jej  temat.  O  tym,  że  nigdy  nie  działała  jak  profesjonalny 
detektyw,  tylko  błądziła  po  omacku,  aż  prawda  przypadkiem  wyszła  na 
jaw. Ale musiała przyznać, że nikt z policyjnych detektywów nie wpadł na 
to, że żona pastora uzna wzmiankę o wyjściu do ubikacji za nieprzyzwoitą. 

Gdy Agatha podpisała swoje zeznanie, kazano jej czekać na recepcji. 

W końcu Annie wyszła i usiadła obok niej., 

—  Zasugerowano  mi,  że  powinniśmy  przenieść  panią  na  kilka  dni  do 

bezpiecznego  mieszkania.  Policjantka  pojedzie  z  panią  i  zaczeka,  aż  się 
pani spakuje. 

TLR

background image

Agatha pomyślała o swoich kotach. 

—  Nic  mi  nie  będzie  —  zapewniła  butnie  —  Mam  alarm 

antywłamaniowy. To starzy ludzie. 

—  Niewykluczone,  że  popełnili  dwa  morderstwa,  to  ostatnie 

szczególnie okrutne. 

— Nie. Absolutnie odmawiam. Dam sobie radę sama. 

 

 Simon  w  towarzystwie  Toni  postanowił  odwiedzić  panią  Dinwoody. 

Nikt ze wsi nie rozmawiał ani z nimi ani z policją. Simon nadal liczył, że 
May potraktuje go łaskawie. 

May zamierzała zamknąć mu drzwi przed nosem, gdy zaproponował: 

— Zapłacimy za informację. 

May z powrotem lekko uchyliła drzwi. 

— Ile? — zapytała, pomna swej trudnej sytuacji materialnej. 

— Dwieście funtów. 

—  W  takim  razie  wejdźcie.  Ale  jakich  informacji  oczekujecie  za  te 

dwieście funtów? 

—  Fred  i  Charlie  znikli  razem  z  żonami.  Niewykluczone,  że  mają 

samochód  tego  reportera.  Zna  pani  okolicę.  Czy  mogliby  się  ukryć  w 
jakimś  miejscu,  w  którym  policji  nie  przyszłoby  do  głowy,  żeby  ich 
szukać? 

May  siedziała  w  milczeniu.  Zmarszczyła  brwi  w  zadumie.  W  końcu 

przemówiła: 

— Istnieje jedno takie miejsce. 

— Gdzie? — spytała Toni. 

TLR

background image

— Thirley Grange. Majątek należał do sir Marka Thirleya, który umarł 

w ubiegłym roku. Bardzo trudna sprawa spadkowa, ponieważ to perełka z 
epoki  gregoriańskiej.  W  końcu  jego  siostrzeniec  zdołał  załatwić,  że 
przejmie  go  narodowy  fundusz  powierniczy.  Jeszcze  nie  zaczęli  prac 
konserwatorskich, ale osadzili pracownika w stróżówce. Naprawili  mury i 
płoty  i  zatrudnili  nocnego  stróża,  żeby  pilnował  zabytku.  Do  posiadłości 
należą niezliczone przybudówki i stajnie. 

— Czy można jakoś ominąć strażnika w stróżówce? — spytał Simon. 

—  Czasami  tam  chodziłam,  zanim  jeszcze  majątek  przeszedł  na 

własność  państwa.  Było  tam  tak  cicho  i  pięknie,  choć  budynki  wymagały 
pilnej  naprawy.  Jest  jedna  droga  od  tyłu...  Zaczekajcie,  mam  mapę. 
Kupiłam ją, kiedy się tu przeprowadziłam, więc może być już nieaktualna. 

May  wyszła  z  pokoju.  Simon  podszedł  do  okna  i  popatrzył  na  staw. 

Niebo  poszarzało,  ochłodziło  się  i  wiatr  marszczył  powierzchnię  wody. 
Odwrócił się, kiedy May wkroczyła z powrotem do pokoju. 

— Znalazłam — oznajmiła, rozkładając mapę na stole. 

—  To  Grange,  a  ta  wykropkowana  linia  to  droga  od  tyłu.  Dawniej 

korzystali  z  niej  kupcy,  ale  podejrzewam,  że  nie  używano  jej  od  połowy 
ubiegłego  stulecia.  Po  wojnie  stare  obyczaje  poszły  w  zapomnienie. 
Ponieważ  trudno  było  znaleźć  ludzi  do  pracy,  kupcy  przyjeżdżali  na 
główny podjazd. 

— Jak pani myśli, czemu go zamordowali? — spytała Toni. 

—  O  ile  to  rzeczywiście  oni  —  zastrzegła  May  —  Poszło  o  te  lampki 

świąteczne.  „Cotswoldzkie  Życie"  zamieściło  ich  zdjęcie,  sfilmowała  ich 
Telewizja  Midlands.  Byli  tacy  dumni.  A  potem  John  Sunday  odebrał  im 
jedyną radość. A teraz proszę o moją zapłatę. 

Simon  wyciągnął  książeczkę  czekową  i  wypisał  czek  na  dwieście 

funtów. 

TLR

background image

May zaczerwieniła się. 

— Nie powinnam brać tych pieniędzy, ale nadeszły ciężkie czasy. 

—  Pożyczymy  sobie  tę  mapę  —  poprosił  Simon.  —  Oddam  ją  pani 

później. 

Po wyjściu na dwór usiłowali zadzwonić do Agathy, ale ona wyłączyła 

komórkę na czas przesłuchania. 

— Mimo wszystko pojedziemy — zaproponował Simon — Weźmiemy 

twój samochód. Mój motocykl robi za dużo hałasu. 

Thirley  Grange  leżało  w  dolinie  pomiędzy  wzgórzami  Cotswolds,  co 

najmniej  dwadzieścia  kilometrów  od  wsi.  Żaden  drogowskaz  nie 
wskazywał drogi. 

W końcu odnaleźli zarośniętą aleję koło ruin chaty. 

—  Popatrz!  —  wykrzyknęła  Toni  —  Moim  zdaniem  ktoś  już  tędy 

jechał. Widać ślady opon. Och, Simonie, naprawdę powinniśmy zadzwonić 
na policję. 

— Przyjadą z wyciem syren, przyślą helikoptery, a  możemy wcale ich 

nie  odnaleźć.  Wyjdziemy  na  amatorów  —  zaprotestował  Simon  — 
Sprawdź, jak daleko możesz podjechać. 

Toni  ruszyła  dalej.  Gałęzie  drzew  i  krzewów  zaczęły  naciskać  na 

karoserię po obydwu stronach. Toni znów zahamowała. 

— Nie zamierzam poświęcać lakieru — oświadczyła. 

— Wysiądźmy i idźmy dalej piechotą. 

—  To  chyba  niezbyt  daleko  —  wyraził  przypuszczenie  Simon,  gdy 

brnęli przez zarośla — May twierdziła, że to perełka z epoki gregoriańskiej. 
Takich zabytków nie otaczały zbyt rozległe grunty. 

TLR

background image

Szli przed siebie  w zielonym  cieniu koron drzew nad  głowami.  Simon 

nagle  stanął  jak  wryty.  Na  błotnistym  odcinku  ścieżki  odbiły  się  wyraźne 
ślady opon. Toni wyciągnęła telefon. 

— Spróbuję jeszcze raz złapać Agathę — oznajmiła. 

— Dlaczego? 

— Jest naszą szefową. Nie wolno zatajać przed nią takich odkryć. 

Tym razem Agatha odebrała. Toni szybko wytłumaczyła, gdzie są i co 

znaleźli. 

— Nie ryzykujcie — ostrzegł — Jeżeli zobaczycie choćby jedno z nich, 

natychmiast wezwijcie policję. 

Agatha zadzwoniła do Charlesa. 

— Toni myśli, że mogli się ukryć w posiadłości zwanej Thirley Grange. 

Znasz ją? Są na drodze, która prowadzi do dworu od tyłu. 

— Gdzie cię szukać? 

— Zaparkowałam przed komendą główną policji. 

— Jestem w Mircesterze. Przyjadę do ciebie za minutę. 

Agatha pomyślała, że powinna odwołać Patricka 

i  Phila,  którzy  wykonywali  inne  zlecenia  w  terenie,  ale  po  namyśle 

zrezygnowała.  Nie  bardzo  wierzyła,  że  Simon  i  Toni  znajdą  obydwa 
małżeństwa. 

Charles dołączył do niej i wyruszyli w drogę. 

—  Dotarliśmy  na  tyły  domu  —  wyszeptała  Toni,  gdy  wyszli  z  cienia 

drzew przy drodze. — Co powinniśmy teraz zrobić? 

— Moim zdaniem najlepiej schować się z powrotem za drzewa i krzewy 

i obserwować — odparł Simon. 

TLR

background image

Kucnęli  w  krzakach  i  czekali.  Dom  wyglądał  na  zrujnowany,  pusty  i 

niezamieszkały.  —  jeżeli  podjechali  aż  tutaj,  musieli  mocno  porysować 
samochód  —  szepnęła  Toni  —  Kiedy  tu  szliśmy,  zauważyłam  mnóstwo 
złamanych  gałęzi.  Muszą  tu  być.  Nikt  inny  nie  byłby  tak  szalony,  żeby 
niszczyć auto na takiej drodze. 

— Agatha niedługo przyjedzie — szepnął Simon. 

— Szkoda, że ją zawiadomiłaś. 

Toni wyciągnęła telefon komórkowy. 

— Wzywam policję. 

— Co takiego? 

Simon  sięgnął  po  jej  telefon,  ale  Toni  uciekła  mu  za  drzewa.  Nagle 

ogarnął  ją  strach.  Niemal  słyszała,  jak  jej  zmarła  przyjaciółka,  Sharon, 
ostrzega, żeby nie popełniła głupstwa. Toni nadal miała numer Billa Wonga 
zapisany w pamięci telefonu z czasów, gdy z nim chodziła. Wybrała go. 

— Jestem w Thirley Grange, Billu — poinformowała. — Myślę, że się 

tu ukrywają. Ja... 

Cichy głos powiedział jej do ucha: 

—  Jeśli  chcesz  jeszcze  kiedykolwiek  zobaczyć  swojego  chłopaka, 

panienko, rzuć telefon. 

Toni  odwróciła  głowę.  Summer  stał  przy  niej  z  nożem  myśliwskim  w 

ręku. 

— Rzuć go! — powtórzył. 

Upuściła aparat, a Fred rozdeptał go butem. 

— A teraz naprzód marsz! 

TLR

background image

Ruszyła  przed  siebie,  czując  na  plecach  czubek  ostrza.  Simon  został 

tam,  gdzie  go  zostawiła.  Teraz  jednak  leżał  na  plecach,  a  Charlie  Beagle 
stał nad nim z dubeltówką. 

— Wstawaj! — rozkazał — Do domu, obydwoje. 

 

 Bill Wong zadzwonił po posiłki, a potem do Agathy. 

— Po coś ich tam wysłała? Naraziłaś tych młodych ludzi na śmiertelne 

niebezpieczeństwo. Złapali ich. Nie jedź tam, nawet jeżeli już wyruszyłaś. 
Wystarczy, że musimy ratować tę dwójkę. 

— Co mówił? — zapytał Charles, który siedział za kierownicą. 

Gdy Agatha powtórzyła  mu słowa  Billa, Charles nacisnął pedał gazu i 

przyspieszył. 

— Wjedziemy przez główną bramę — zaproponował. — Szkoda tracić 

czasu na szukanie bocznych ścieżek. 

Ze  stróżówki  wyszedł  człowiek  i  uniósł  rękę.  Charles  opuścił  okno  i 

krzyknął do niego,  że w Grange ukryli się  mordercy,  którzy uciekli przed 
policją. Zarządca pospiesznie otworzył im bramę. 

— Czy ma pan jakąś broń palną? — spytał Charles. 

— Kilka dubeltówek i strzelbę. 

— Proszę je szybko przynieść i wsiąść do samochodu. 

Agatha drżała ze strachu o Toni. Czy jeszcze żyje? Czy 

kiedykolwiek sobie wybaczy, jeśli spotka ją coś złego? 

Młodzi  pracownicy  agencji  detektywistycznej  zostali  zagnani  do 

piwnicy.  Usłyszeli,  jak  ktoś  zamyka  drzwi  nad  nimi.  Zostali  sami.  Słabe 
światło przenikało przez zasnute pajęczyną okienko pod sufitem. 

TLR

background image

— Zamierzają nas zabić — powiedziała Toni — Teraz radzą, jak się nas 

pozbyć. 

— Co się stało? Czy Fred usłyszał, jak dzwoniłaś na policję? 

— Tak. 

—  Więc  jeśli  dopisze  nam  szczęście,  uciekną  i  zostawią  nas  tu 

zamkniętych.  Chciałbym  znaleźć  jakąś  drogę  ucieczki.  To  jednak,  mimo 
wszystko, mordercy. 

—  Odwróć  się  —  poprosiła  Toni,  szukając  po  omacku  drogi  do 

najciemniejszego kąta. 

— Dlaczego? 

— Muszę siusiu. Myślałam, że nie wytrzymam po drodze. 

Kiedy do niego dołączyła, powiedziała: 

— Tam leży węgiel, prawda? 

— Tak. Co planujesz? Rzucać w nich bryłami, kiedy po nas wrócą? 

—  Węgiel  wrzuca  się  przez  specjalny  otwór  z  klapą.  Ta  piwnica  nie 

służy do przechowywania wina. 

— Racja — przyznał Simon — Gdzieś na górze musi być klapa. 

Charles podjechał do frontowych drzwi. Zarządca, który przedstawił się 

jako Matt Fox, wyskoczył z samochodu i otworzył drzwi od frontu. 

— Zaczekajcie! — krzyknęła Agatha. — Słyszę samochód. 

— Dochodzi gdzieś z tyłu — zauważył Charles. 

Matt wskoczył z powrotem do auta, gdy Charles objeżdżał budynek. 

—  To  samochód  Dana  Palmera!  —  wykrzyknęła  Agatha  —  Nie 

uciekają  boczną  drogą.  Krążą  dookoła,  żeby  dotrzeć  do  głównego 
podjazdu. 

TLR

background image

Matt  pospiesznie  ładował  broń  na  tylnym  siedzeniu.  Gonili  za  nimi  z 

zawrotną  prędkością.  Matt  opuścił  szybę,  wychylił  się  i  dokładnie 
wycelował.  Przestrzelił  jedną  tylną  oponę,  a  potem  drugą.  Kiedy  volvo 
dotarło do bramy przy stróżówce, rozbił tylne okno strzałem z dubeltówki. 

Volvo z piskiem opon przejechało zygzakiem  w poprzek szosy, prosto 

pod koła ogromnej ciężarówki. Usłyszeli zgrzyt, a potem nastała cisza. 

— Agatho, zobacz, czy kierowcy ciężarówki nic się nie stało. Matt, daj 

mi dubeltówkę. Jest naładowana? 

— Tak. 

Charles strzelił w okno swojego samochodu. 

— W obronie własnej, rozumiecie? 

Agatha pomagała kierowcy ciężarówki wyjść z kabiny, gdy nadjechały 

dwa radiowozy. Bill wysiadł z pierwszego. 

—  Muszę  wrócić  do  Grange!  —  wrzasnęła  Agatha  —  Zatrzymali 

Simona i Toni! 

— Zaczekaj tu. Sami ich odnajdziemy. 

Policja  przeciągnęła  taśmę  w  poprzek  drogi.  Furgonetka  z  wydziału 

kryminalnego  zatrzymała  się  obok.  Laboranci  wysiedli  i  zaczęli  wkładać 
swoje białe stroje i maski. Przybył inspektor Wilkes. 

— Co się stało? — spytał ponurym głosem. 

— Zginęli? — spytała Agatha. 

Wilkes popatrzył na pogięty wrak volvo. 

— Tak. Ale zacznijmy od początku. Pani pierwsza. 

Agatha  zamierzała  zacząć  mówić,  kiedy  jakiś  samochód  minął 

stróżówkę i zatrzymał się. Toni i Simon, czarni od węgla, wysiedli z niego i 

TLR

background image

patrzyli na zgniecione auto uciekinierów. Agatha Raisin podbiegła wprost 
do swojej pracownicy i otoczyła ją ramionami. 

— Och, jak dobrze, że żyjesz! — wykrzyknęła. 

Nieskończone  przesłuchania  zajęły  im  cały  dzień.  Następnie  policja 

zabrała  na  komisariat  Agathę,  Charlesa  i  Toni  wraz  z  zarządcą 
nieruchomości w celu złożenia kolejnych zeznań. 

Dowiedzieli  się,  że  przeszukano  Grange,  ale  po  paniach  Summer  i 

Beagle  wszelki  ślad  zaginął.  Matt  wyrecytował  historyjkę  o  strzelaniu  w 
obronie  własnej.  Agatha  nalegała,  żeby  zamieszczono  w  raporcie  z  jej 
zeznań wzmiankę o jego bohaterstwie. 

We wczesnych godzinach wieczornych Wilkes wyszedł na spotkanie z 

prasą i złożył krótkie oświadczenie. 

W końcu Agacie i pozostałym pozwolono iść do domu. 

 

W  następnych  tygodniach  wykryto,  że  Charlie  i  Fred  dwa  miesiące 

przed  śmiercią  sprzedali  swoje  chaty  właścicielowi  firmy  budowlanej. 
Tydzień  przed  ucieczką  opróżnili  konta  bankowe.  Na  nożu,  który  Agatha 
znalazła w toalecie na plebanii, znaleziono odciski palców Freda. Badania 
laboratoryjne wykazało, że DNA na ostrzu pochodzi z krwi Johna Sundaya, 
którego nikt nie żałował. 

Policja  intensywnie  poszukiwała żon  morderców,  ale  znikły  bez  śladu, 

jakby rozpłynęły się w powietrzu. 

— Jak to możliwe, że dwie staruszki tak skutecznie umknęły policji? — 

wykrzyknęła  pewnego  wieczora  Agatha  do  swojej  przyjaciółki,  pani 
Bloxby. 

—  Niewykluczone,  że  poszło  im  łatwiej,  niż  pani  przypuszcza  — 

odrzekła  pastorowa.  —  Starych  ludzi  nikt  nie  zauważa.  Ze  wsi  jeżdżą 
autobusy kursowe do Cheltenham. 

TLR

background image

— Ale chyba policja wypytywała wszystkich kierowców? 

—  Pewnie  wszystkie  starsze  panie  wyglądają  dla  nich  tak  samo.  Czy 

miały paszporty? 

—  Tak,  nawiasem  mówiąc,  zupełnie  nowe.  Nie  wygląda  na  to,  żeby 

znały kogoś, kto załatwiłby im fałszywe. 

—  Chyba  ja  bym  umiała  —  stwierdziła  pani  Bloxby  rozmarzonym 

tonem — Pojechałabym do jakiegoś nadmorskiego kurortu, gdzie przebywa 
dużo  starszych  osób,  i  ukradłabym  kilka.  Nie  wyrywałabym  torebek. 
Usiadłabym  w  koszu  plażowym  i  nawiązałabym  miłą  pogawędkę  z  jedną 
czy  drugą.  Weszłabym  do  publicznej  toalety  i  zagadnęła  kogoś  podczas 
mycia rąk. Panie często zostawiają torebki na brzegu umywalki, gdy suszą 
ręce pod suszarką. Jeden ruch i trzymam czyjś paszport w ręku. Jeśli starsza 
pani  nadal  ma  klucze  i  portfel,  raczej  nie  zauważy  przez  pewien  czas 
zaginięcia dokumentu. Nawet jeżeli  pójdzie na policję, dojdą do wniosku, 
że zapomniała go albo zgubiła na skutek sklerozy. 

— Byłaby pani doskonałą złodziejką, pani Bloxby. Simon i Toni szukali 

w nieskończoność. 

— Ładna z nich para. Myśli pani, że się zaręczą? 

Agatha zesztywniała. 

— Są za młodzi! Na razie tylko się zaprzyjaźnili. 

— Ach, pokrewne dusze! — skomentowała pastorowa. 

—  Są  świetnymi  detektywami.  Gdyby  Toni  urodziła  dziecko, 

straciłabym ją. Zresztą sama jest jeszcze prawie dzieckiem. 

—  Chyba  nie  spróbuje  im  pani  przeszkodzić,  jeśli  rozkwitnie  między 

nimi miłość? — spytała pani Bloxby zaskakująco ostrym tonem. 

— Uchowaj Boże! — odparła Agatha i skrzyżowała palce za plecami. 

TLR

background image

Kiedy  opuściła  plebanię  i  wróciła  do  swojej  chaty,  zastała  przed  nią 

czekającego Billa Wonga. 

— Przyszedłeś z towarzyską wizytą? — zapytała. 

— Poniekąd. Odwiedziłaś panią Bloxby? 

— Tak. Podsunęła mi ciekawą hipotezę. Czy chcesz, żebym wypuściła 

koty? Łażą po tobie. 

— Nie. Bardzo je lubię. 

Hodge owinął się wokół szyi Billa, a Boswell wskoczył mu na ręce. 

— Chyba jednak wyniosę je do ogrodu, skoro masz mi coś ciekawego 

do powiedzenia. 

— Lepiej tak. 

Bill  otworzył  drzwi  do  ogrodu,  wyniósł  zwierzaki  na  dwór,  wrócił  i 

usiadł przy kuchennym stole. 

— A teraz słucham. 

Agatha przedstawiła mu teorię pani Bloxby. 

—  Niestety,  może  mieć  rację.  Potrafisz  sobie  wyobrazić,  ilu  zbrodni 

dokonano z powodu głupich dekoracji świątecznych? 

— Prawdę mówiąc, potrafię. Ci ludzie raz w życiu zaznali smaku sławy, 

który  im  potem  odebrano.  John  Sunday  był  złośliwym  człowiekiem. 
Przypuszczalnie cieszyło go, że zrobił im na złość. Niedaleko Grange pro-
wadzi trasa autobusów kursowych. Czy przesłuchiwano kierowców? 

— Tak. Po powrocie do zajezdni. 

— Czy macie fotografie tych staruszek? 

—  Tak.  Mamy  zdjęcie,  które  zamieściło  „Cotswoldzkie  Życie". 

Naprawdę tylko jeden kierowca jeździ tą trasą. 

TLR

background image

— Chciałabym zacząć od początku ich podróży. Czy myślisz, że w tym 

czasie  szef  pozwoli  ci  zadzwonić  do  kilku  uzdrowisk  przy  południowym 
wybrzeżu,  żeby  sprawdzić,  czy  jakieś  starsze  panie  zgłaszały  zaginięcie 
paszportów kilka dni po zniknięciu pań Summer i Beagle? 

— Prawdopodobnie będę to musiał zrobić w wolnym czasie. 

—  Poproszę  o  to  również  Patricka.  Trudno  je  rozpoznać  na  podstawie 

tej fotografii z gazety. Chyba pojadę do tej piekielnej wsi i spróbuję zdobyć 
lepszą. 

Penelope Timson powitała Agathę z rezerwą. 

—  Dobrze,  że  to  już  koniec  —  westchnęła  —  Mam  nadzieję,  że  nie 

przyszła pani w sprawie kolejnego morderstwa. 

—  Nie,  nie,  nic  z  tych  rzeczy  —  uspokoiła  ją  pospiesznie  Agatha.  — 

Czy ma pani jakieś zdjęcia pań Summer i Beagle? 

— Policja ma bardzo dobre z „Cotswoldzkiego Życia". 

— Tak, ale potrzebuję jakiegoś mniej oficjalnego. 

— Niewykluczone, że mam jakieś. Znalazłam pudełko z fotografiami z 

wiejskich festynów. Pani też może coś mieć u siebie. Czy ktoś robił zdjęcia 
na tej herbatce w waszej wsi? 

— Oczywiście. Phil. Dziękuję. 

Agatha  zadzwoniła  do  Phila.  Zaproponowała,  że  przyjedzie  do  jego 

chaty w Carsely, w której urządził sobie ciemnię i przechowywał porządnie 
posegregowane odbitki. 

Czekała  niecierpliwie,  aż  Phil  znajdzie  dokumentację  fotograficzną  z 

przyjęcia. W końcu wrócił i wręczył jej fotografię. 

— Proszę bardzo. 

TLR

background image

—  Jesteś  geniuszem!  —  wykrzyknęła  Agatha,  obejrzawszy  wyraźny 

wizerunek  obu  starszych  pań  siedzących  razem  —  Znasz  ich  imiona? 
Nigdy ich nie pamiętam. 

— Zapisałem je z tyłu: Gladys Summer i Dora Beagle. 

— Doskonale. 

— Zaczynasz poszukiwania? 

— Zgadłeś. 

Toni czekała przy zajezdni w Cheltenham na przyjazd autobusu. Kiedy 

przyjechał, odczekała, aż pasażerowie wysiądą, nim weszła. 

—  Nie  wysiadaj  przez  najbliższe  pół  godziny,  ślicznotko  —  poprosił 

kierowca, mierząc ją zachwyconym spojrzeniem od stóp do głów — Masz 
ochotę na filiżankę herbaty? 

— Zgoda, ale najpierw chciałabym zadać kilka pytań. 

— Jakich? 

— Jestem prywatnym detektywem. 

— Nie wierzę, laleczko. Jesteś o wiele za młoda. 

Toni wręczyła mu wizytówkę. 

—  Niesłychane!  —  wykrzyknął.  —  No  to  chodź  ze  mną.  Muszę  się 

napić herbaty. 

Zasiadłszy w kantynie nad filiżanką herbaty z mlekiem, Toni pokazała 

mu fotografię. 

—  Wiem,  że  policja  już  pana  o  to  pytała,  ale  czy  na  dzień  przed 

zderzeniem  samochodu  osobowego  z  ciężarówką  te  dwie  panie  nie 
wsiadały do pańskiego autobusu? To zdjęcie wyraźniej je pokazuje. 

Kierowca przestudiował je uważnie. 

TLR

background image

—  Przykro  mi,  laleczko.  Bardzo  bym  chciał  ci  pomóc,  ale  jestem 

pewien, że nigdy ich na oczy nie widziałem. 

— Czy zwraca pan uwagę na pasażerów? 

—  Tylko  na  pasażerki  takie  ładne,  jak  ty.  Oczywiście  trudno  nie 

zauważyć muzułmanek, zakutanych w te ich ciuchy, ale człowiek i tak nie 
wie, jak wyglądają. 

— W burkach? 

— Tak je nazywają? Być może. 

Toni wzięła głęboki oddech. 

— Proszę spróbować sobie przypomnieć. Czy dwie kobiety w burkach i 

welonach wsiadły tamtego dnia do pańskiego autobusu? 

— Faktycznie wsiadły. 

— Jakiego były wzrostu? 

— Nieduże. Niewiele więcej mogę powiedzieć. 

— Gdzie wysiadły? 

— Przy dworcu kolejowym. 

— Dziękuję — powiedziała Toni. 

 Powtórzyła Agacie to, czego się dowiedziała. 

—  Niewykluczone,  że  pojechały  liniami  Eurostar  do  Brukseli  albo  do 

Paryża,  zanim  zaalarmowano  kontrolujących  paszporty.  Nikt  nie  śmie 
zaczepić  kobiet  wyglądających  jak  muzułmanki,  żeby  nie  zostać 
oskarżonym  o  rasizm.  Cholera!  Mogą  teraz  być  w  dowolnym  miejscu  na 
ziemi!

TLR

background image

 

ROZDZIAŁ

 

XII 

 

Nadchodziły  święta  Bożego  Narodzenia.  W  końcu  skompletowano 

dokumentację, dotyczącą zabójstwa Johna Sundaya i Dana Palmera. 

Pewnego  wieczora  Agathę  odwiedził  Bill  Wong.  Narzekał,  że  chyba 

nigdy nie skończą pracy. Zarządcę ze stróżówki trzeba oczyścić z zarzutu 
przewożenia  naładowanej  broni  i  spowodowania  wypadku,  wskutek 
przestrzelenia opon uciekającego samochodu. Agatha bardzo mu pomogła, 
robiąc  z  niego  bohatera  —  dzięki  swojej  umiejętności  przekonywania, 
zdobytej przez lata doświadczeń w branży public relations. 

— Co przygotowujesz w tym roku na święta? — zapytał Bill. 

—  Nic  —  odrzekła  Agatha  stanowczo  —  Chyba  tylko  zaproszę  Roya. 

Dzięki  Bogu,  zupełnie  wyzdrowiał.  A  więc  sprawa  została  definitywnie 
zakończona? A co z zaginionymi paniami, Beagle i Summer? 

—  Interpol  ich  szuka,  ale  nie  otrzymaliśmy  żadnych  wiadomości. 

Wiesz, Agatho, myślę, że nigdy ich nie odnajdziemy. 

 

 James Lacey jechał z Marsylii wzdłuż wybrzeża Morza Śródziemnego. 

Zatrzymał się na noc w wiosce St. Charles-Sur-Clore koło Agde. Podobno 
mieszkała  tam  niewielka  kolonia  angielskich  emigrantów.  Jazda  go  zmę-
czyła,  więc  zarezerwował  sobie  pokój  w  małym  hoteliku  o  nazwie  St. 
Charles. Recepcjonista powiedział mu, że angielscy rezydenci narzekają na 
złą  sytuację  materialną,  spowodowaną  niskim  kursem  angielskiego  funta. 
Niektórzy  z  nich  rozważali  nawet  możliwos'ć  sprzedaży  posiadłości  i 
powrotu do kraju. 

TLR

background image

—  Zwykle  urządzali  w  hotelu  doroczne  przyjęcie  na  Boże  Narodzenie 

— dodał — Ale w tym roku twierdzą, że ich na to nie stać. 

James  poszedł  na  górę  do  pokoju.  Rozpakował  kilka  niezbędnych 

rzeczy  i  wrócił  na  dół,  do  baru.  Zastał  tam  kilka  angielskich  par  pijących 
domowe  wino  i  narzekających  na  ceny  wszelkich  artykułów.  Zamówił 
whisky,  zabrał  ją  do  cichego  kąta  i  zaczął  czytać  książkę  o  rzymskich 
fortyfikacjach. 

Po  kilku  minutach  uświadomił  sobie,  że  rodacy  zaczęli  narzekać, 

wyraźnie podenerwowani, na coś innego niż ceny. Nastawił uszu. 

—  To  nie  tylko  bezsensowne  marnowanie  energii  elektrycznej  — 

argumentowała chuda blondynka z opalenizną z solarium — To wulgarne! 
Szpeci  wygląd  tego  miejsca.  Cokolwiek  powiedzieć  o  Francuzach,  trzeba 
przyznać, że mają dobry gust. 

—  Wszędzie  pełno  lampek  —  zawtórował  jej  towarzysz,  rumiany 

mężczyzna  w  blezerze  i  flanelach  —  Nawet  na  krzakach  w  ogrodzie.  W 
dodatku  namówiły  Duvala,  tego  pomocnika,  żeby  umieścił  na  kominie 
Świętego  Mikołaja.  A  przecież  to  staruszki.  Wygląda  na  to,  że  nie  mają 
wnuków. 

James powoli odłożył książkę. Śledził historię zabójstwa Johna Sundaya 

w radiu i w telewizji. Wstał i podszedł do baru. 

— Pozwolicie, że postawię wam kolejkę? — zapytał. 

Wszyscy  powitali  propozycję  z  entuzjazmem.  Natychmiast  zamienili 

wino na mocniejsze trunki. 

—  Przypadkiem  podsłuchałem  waszą  rozmowę  —  przyznał  James  — 

Czyżby ktoś trochę przesadził z dekoracjami? 

—  Tak.  Dwie  starsze  panie,  mieszkające  zaraz  za  wsią.  Nawieszały 

lampek  na  terenie  całej  posiadłości.  Jak  jakieś  okropne  Amerykanki  — 
wyjaśnił rumiany mężczyzna. 

TLR

background image

—  Brzmi  zabawnie.  Chętnie  bym  to  zobaczył.  Jak  się  tam  dostać?  — 

zapytał James — Dojadę samochodem? 

— Nie trzeba. To niedaleko. Po wyjściu z hotelu proszę skręcić w lewo i 

iść cały czas prosto, niecały kilometr. Nie sposób przeoczyć tej ich głupiej 
chaty. Oświetla całe niebo. 

James  wyszedł  na  dwór.  Wieczór  był  pogodny.  Mały  księżyc  w  pełni 

świecił  wysoko  na  niebie  nad  krzywymi  kominami  starych  wiejskich 
domów.  Gdy  minął  ostatni  z  nich,  ujrzał  łunę  na  niebie  przed  sobą  i 
przyspieszył  kroku.  W  końcu  dotarł  do  chaty.  Obwieszona  niepraw-
dopodobną  ilością  świątecznych  ozdóbek,  wyglądała  jak  kwintesencja 
kiczu.  W  ogrodzie  umieszczono  nawet  reflektor  podświetlający  ukośnie 
postać Mikołaja, przytulonego do komina. 

Podszedł ścieżką do drzwi wejściowych i zapukał. 

— Kto tam? — krzyknął ktoś z okna na piętrze. 

James odstąpił do tyłu i spojrzał w górę. Rozpoznał 

sylwetkę starszej pani, częściowo schowanej za zasłoną. 

— Podziwiam pani oświetlenie — skłamał. 

— Proszę stąd odejść! — wychrypiała staruszka — Wynocha! 

James roztropnie wrócił do swojego hotelu. 

Zaginęły żony morderców. Świąteczne oświetlenie przyniosło im sławę. 

Zraniona  duma  rozbudziła  w  nich  mordercze  instynkty.  Czy  to  możliwe, 
żeby odnalazł je wskutek zbiegu okoliczności? 

Wrócił  do  baru,  dołączył  do  Anglików  i  ku  ich  wielkiej  radości 

zafundował im jeszcze jedną kolejkę. 

— Kiedy te dwie starsze panie tu przyjechały? — zapytał. 

TLR

background image

Rumiany mężczyzna przedstawił się jako Archie Frank, a jego żona jako 

Fiona.  Inni  też  wymienili  swoje  nazwiska,  lecz  James  natychmiast  je 
zapomniał.  Skoncentrował  się  wyłącznie  na  poznaniu  historii  mieszkanek 
chaty. 

—  Zamieszkały  tu  mniej  więcej  przed  dwoma  miesiącami  — 

odpowiedział Archie. — Nie widujemy ich wcale. Miejscowa dziewczyna 
robi im zakupy. Trzymają się na uboczu. 

James  pogawędził  jeszcze  chwilę.  Potem  umknął  do  swojego  pokoju  i 

zadzwonił  do  Agathy.  Opowiedział  jej  o  tajemniczej  parze  staruszek  i 
świątecznych dekoracjach. 

— Przyjadę tam — zaproponowała Agatha — Wezmę ze sobą zdjęcie. 

—  Nie  pokonuj  takiej  długiej  drogi  być  może  na  próżno.  Prześlij  mi 

zdjęcie na komputer. 

—  Przyjadę!  —  wrzasnęła  Agatha  —  Przywiozę  ze  sobą  Toni. 

Zarezerwuj nam pokój. Podaj mi nazwę miejscowości i wskazówki, jak tam 
dojechać. 

Agatha  zabrała  Toni  z  Mircesteru  i  pojechała  do  Birminghamu,  gdzie 

wykupiła  miejsca  na  lot  do  Paryża.  Stamtąd  doleciały  samolotem  do 
Marsylii i wynajęły samochód. Toni zasiadła za kierownicą i wyruszyły w 
drogę wzdłuż wybrzeża do wsi St. Charles-Sur-Clore. James czekał na nie 
na dworze. 

— Niepotrzebnie zadałyście sobie tyle trudu — powiedział na widok ich 

zmęczonych twarzy. 

—  Musiałam  je  zobaczyć  na  własne  oczy  —  odparła  Agatha  —  Mam 

ich dobre zdjęcie. 

— Najlepiej trzeba ustalić nazwisko dziewczyny, która robi im zakupy, 

i pokazać jej zdjęcie — doradził James. 

TLR

background image

—  Spróbujemy  zapytać  w  miejscowym  sklepie.  Nie  chciałybyście 

zostawić bagaży i się odświeżyć? 

— Dobrze, ale tylko na parę minut — zgodziła się Agatha. 

W  miejscowym  sklepie  spożywczym  James  zapytał  płynną 

francuszczyzną, czy właściciel zna tożsamość dziewczyny, która dostarcza 
artykuły spożywcze starszym paniom z bogato oświetlonej chaty. 

— To moja bratanica — odparł właściciel — Michelle! — zawołał. 

Szczupła,  drobna  nastolatka  z  włosami  w  nieładzie  wyszła  z  zaplecza. 

James wyciągnął fotografię pani Beagle i pani Summer.

TLR

background image

 

— Czy robi pani zakupy dla którejś z tych pań? — zapytał. 

— Nie — odparła. 

— Nigdy wcześniej ich pani nie widziała? 

— Nie. 

— Jest pani całkiem pewna? 

— Wujku! Nazywają mnie kłamczuchą! 

— Wynocha stąd! — warknął jej wujek — Brudni Anglicy! 

— O co mu poszło? — spytała Agatha, gdy wyszli na dwór. 

— Dziewczyna twierdzi, że nigdy nie widziała tych kobiet i naskarżyła 

wujowi, że wyzwałem ją od kłamczuch. Wyrzucił mnie ze sklepu. Przykro 
mi, że odbyłyście taką długą drogę na próżno. 

— Nie wyglądała na godną zaufania — orzekła Toni — Studiowałam to 

zdjęcie tak dokładnie, że wszędzie je rozpoznam. Może poszłabym tam po 
ciemku i poobserwowała? Widzicie, jeżeli ktoś chce pozostać w ukryciu i 
wynajmuje dziewczynę na posyłki, to prawdopodobnie płaci jej również za 
milczenie. 

—  Warto  spróbować  —  przyznała  Agatha  zmęczonym  głosem  —  Ja 

padam z nóg. Przyda mi się drzemka. 

 

Tego  wieczoru  spotkali  się  w  barze.  James  pomachał  zgromadzonym 

tam  Anglikom,  ale  pokręcił  głową,  kiedy  usiłowali  go  nakłonić,  żeby  do 
nich dołączył. 

—  Wychodzę  —  poinformowała  Toni  —  Zadzwonię  do  was,  jak  coś 

wykryję. 

TLR

background image

Włożyła czarny sweter, czarne dżinsy, czarną wełnianą czapkę na głowę 

i wyruszyła w drogę. 

 Omal  nie  przeoczyła  chaty,  ponieważ  wygaszono  całe  oświetlenie. 

Tylko  jasny  księżyc,  żeglujący  po  niebie  oświetlił  sylwetkę  Świętego 
Mikołaja przytwierdzoną do komina. 

Obok  domu  stał  garaż.  Gdy  obserwowała  budynek,  starsza  pani 

otworzyła drzwi i wsiadła do auta. Toni wyciągnęła latarkę i zaświeciła jej 
prosto  w  twarz.  Rozpoznała  panią  Beagle.  Samochód  ruszył  tak 
gwałtownie, że omal jej nie przejechał i wypadł na drogę. 

Toni zadzwoniła do Agathy i krzyknęła do aparatu: 

— To one! jadą samochodem! Uciekają. Przyjedź po mnie. 

James przyjechał bardzo szybko z Agathą na miejscu dla pasażera. 

— Którędy? — zapytał, gdy Toni wskoczyła na tylne siedzenie. 

— W lewo. 

— To droga do Agde. Trzymajcie się. 

James  nacisnął  pedał  gazu  i  ruszył  z  zawrotną  prędkością.  Samochód 

pokonywał  zakręty  z  piskiem  opon,  podskakiwał  na  bruku  w  cichych 
wioskach, zmierzając w stronę Agde. 

— Jakim samochodem uciekły? — zapytał. 

—  Czerwonym  peugeotem.  Nie  zobaczyłam  tabliczki  z  numerem 

rejestracyjnym. 

— To ten przed tą ciężarówką. 

Gdy James ją  minął, peugeot przed nimi przyspieszył  w stronę Agde i 

wjechał na bardzo długie molo, wychodzące daleko w morze. 

Jechał prosto na złamanie karku. Gdy James nacisnął hamulec, peugeot 

dotarł na koniec mola i runął do wody. 

TLR

background image

—  Jak Thelma i Louise*9 — skomentowała Toni z przerażeniem — A 

wszystko przez głupie dekoracje świąteczne. 

Ludzie nadbiegli od strony miasta z dwoma żandarmami na czele. 

— Teraz zacznie się przesłuchanie — ostrzegł James. 

Zamknęli  ich  na  noc  w  celach.  Od  rana  przesłuchiwała  ich  policja. 

Oskarżono  ich  o  ryzykowną  jazdę,  zastraszenie  dwóch  starszych  pań  i 
spowodowanie ich śmierci. W końcu James zdołał przekonać żandarma do 
nawiązania kontaktu z Interpolem. 

Przybyli detektywi z Marsylii i od nowa zaczęli ich przesłuchiwać. 

W końcu pozwolono im wrócić do hotelu. Agatha wyciągnęła z torebki 

kieszonkowe  lusterko  i  z  przerażeniem  popatrzyła  na  swoją  zmęczoną 
twarz.  Miała  worki  pod  zaczerwienionymi  oczami.  Nad  górną  wargą 
wyrosły dwa włoski. 

Zerknęła ukradkiem na Jamesa. Wyglądał równie atrakcyjnie jak zawsze 

z błękitnymi oczami w opalonej twarzy i gęstymi, ciemnymi włosami, tylko 
lekko przyprószonymi siwizną na skroniach. 

Dlaczego  kobieta  po  pięćdziesiątce  musi  wciąż  walczyć  z  objawami 

starzenia  i  nadmiarem  kilogramów,  podczas  gdy  mężczyzna,  jeśli  nie 
wyhoduje  sobie  brzucha,  starzeje  się  elegancko?  —  myślała  z 
rozgoryczeniem. 

Toni  również  wyglądała  na  zmęczoną,  ale  znacznie  wdzięczniej,  jak 

porzucone dziecko. 

                                                             

9

 

Dramat amerykański w reżyserii Ridleya Scotta z 1991 roku o dwóch kobietach, które, uciekając od 

szarej  rzeczywistości,  wyruszają  w  podróż.  Napotykając  po  drodze  różne  przeszkody,  wchodzą  w 
konflikt z prawem. Podczas brawurowej ucieczki przed policją wpadają samochodem w przepaść.

 

TLR

background image

Agatha otworzyła torebkę. Nakładała szminkę akurat w momencie, gdy 

samochód  zaczął  podskakiwać  na  brukowanej  drodze,  prowadzącej  do 
hotelu. W rezultacie namalowała sobie czerwoną krechę pod nosem. 

Przed hotelem czekali dziennikarze. Fotografowie naszykowali aparaty. 

— Jedź dalej! — wrzasnęła Agatha. 

James posłuchał, ale zapytał: 

— Co się stało? 

—  Pomazałam  sobie  twarz  szminką.  Znajdź  jakieś  miejsce,  gdzie 

mogłabym poprawić makijaż. 

— Nie bądź głupia, Agatho. Jesteśmy wyczerpani i... 

— Rób, jak ci każe! — Toni wystąpiła w obronie Agathy. 

James  zjechał  na  drogę  prowadzącą  do  farmy.  Czekał  w  milczeniu, 

wściekły,  aż  Agatha  oczyści  twarz  nawilżonymi  chusteczkami,  ostrożnie 
nałoży fluid, szminkę i tusz do powiek. 

Po powrocie do hotelu krótko pozowali fotografom, zanim umknęli do 

środka. 

W  Anglii  trzy  osoby  różnie  zareagowały  na  przygody  Agathy.  Simon 

tęsknił za Toni. Żałował, że nie pojechał razem z nimi. Roy Silver żywił do 
niej urazę, że nie zabrała go na tę fascynującą wyprawę. Jakąż popularność 
by zyskał! Charles Fraith popadł w zadumę. 

Często  myślał  o  Agacie.  Poprzedniego  wieczoru  zabrał  na  kolację 

śliczną dziewczynę, ale jej paplanina szybko go znudziła. 

 Tymczasem  przy  Agacie  nigdy  się  nie  nudził.  Bywała  denerwująca, 

nieuprzejma, apodyktyczna, ale nigdy nudna. 

Wkroczył  do  salonu,  gdzie  jego  sędziwa  ciotka  dziergała  sweter  w 

jaskrawym odcieniu purpury. Usiadł obok niej. 

TLR

background image

— Pamiętasz Agathę Raisin, ciociu? — zapytał. 

— Trudno ją zapomnieć — odburknęła ciotka — Ciągle pełno jej zdjęć 

w gazetach. 

—  Co  byś  powiedziała,  gdybym  ją  sprowadził,  żeby  z  nami 

zamieszkała? 

—  Wielkie  nieba,  Charlesie!  Nie  wystarczyło  ci  jedno  nieudane 

małżeństwo? Poza tym jest stara i nie może mieć dzieci. 

—  Tylko  rozważałem  możliwość  zaproszenia  jej,  żeby  zamieszkała 

tutaj, aby sprawdzić, jak się nam ułoży — uspokajał Charles. 

—  Tylko  dopóki  nie  spróbuje  wprowadzić  tu  swoich  porządków  — 

zastrzegła ciotka — Poza tym, czy ona pasuje do twojego towarzystwa? No 
i co powie Gustav? 

Gustav był służącym do wszystkiego w domu Charlesa. 

— Będzie musiał się pogodzić z moją decyzją. 

Gustav,  który  podsłuchiwał  pod  drzwiami,  już  wymyślał  sposoby  na 

wypłoszenie Agathy. Nigdy jej nie lubił. Gustav był snobem. Uważał słowo 
„pospolita" za zbyt łagodne na określenie kogoś takiego jak pani Raisin. 

Gdyby  Agatha  zaraz  przyjechała  z  Francji,  Charles  pewnie 

zrezygnowałby  ze  swych  planów.  Lecz  francuski  wymiar  sprawiedliwości 
działa powoli i ociężale. Gdy mijały kolejne tygodnie, Charles wspominał 
tylko miłe chwile oraz ciekawe przygody, które razem przeżyli. 

Dzwonił do Agathy od czasu do czasu, ale wyłączyła telefon. Obsługa 

hotelu  poinformowała  go,  że  pani  Raisin,  pan  Lacey  i  panna  Glimour  nie 
życzą sobie odbierać telefonów. Agatha pojechała do Marsylii, kupiła sobie 
nową  komórkę  i  z  niej  dzwoniła  do  biura,  ponieważ  dziennikarze  jakimś 
sposobem zdobyli numer jej starego telefonu komórkowego. Agatha nigdy 
nie  przypuszczała,  że  nadejdzie  dzień,  kiedy  zacznie  unikać  prasy.  Lecz 
kiedy  zobaczyła  własne  zdjęcie  w  gazecie,  powiększające  każdą 

TLR

background image

zmarszczkę, stwierdziła, że nie zniesie kolejnego wywiadu. Potem złapała 
świńską  grypę.  W  całym  hotelu  zarządzono  kwarantannę,  podczas  gdy 
Agatha leżała w swoim pokoju i zastanawiała się, czy przeżyje. 

W  końcu  zainteresowanie  sprawą  osłabło,  Agatha  wyzdrowiała  i 

pozwolono im wrócić do domu. Ku przerażeniu Agathy, James oświadczył, 
że  zostanie  we  Francji.  Zamierzał  kontynuować  swą  podróż,  żeby  zebrać 
materiały do przewodnika turystycznego, który pisał. 

Zanim  Agatha  zachorowała  na  świńską  grypę,  doszła  do  wniosku,  że 

znaleźli z byłym mężem wspólny język. Choć usilnie tłumaczyła sobie, że 
nie  ma  sensu  wracać  do  dawnej  obsesji,  czuła,  że  ona  zaczyna  ją  znowu 
ogarniać. Potem dopadła ją choroba. James ograniczył kontakty do pytania 
od czasu do czasu zza drzwi, czy już lepiej się czuje. 

Po  powrocie  do  Birminghamu  okazało  się,  że  opłata  za  zostawienie 

samochodu  na  parkingu  urosła  do  niebotycznej  kwoty.  Zapłaciła  ją, 
mamrocząc  pod  nosem  przekleństwa.  Potem  podrzuciła  Toni  do 
Mircesteru, a stamtąd wyruszyła w drogę do Carsely. 

No i tyle zostało z globalnego ocieplenia — myślała, gdy zaczął padać 

śnieg.  Kiedy  jechała  do  Carsely,  białe  płatki  sennie  opadały  na  przednią 
szybę. 

Z  westchnieniem  ulgi  weszła  do  chaty.  Nie  zastała  tam  swoich  kotów. 

Oczywiście  jej  sprzątaczka  zabrała  je  do  siebie.  Weszła  na  górę, 
rozpakowała się i przebrała w luźną podomkę, zanim wróciła na parter, by 
zaparzyć sobie dzbanuszek kawy. 

Zapaliła  papierosa,  zakrztusiła  się  i  zaczęła  kasłać.  Muszę  rzucić  to 

świństwo  —  pomyślała.  —  Okropny  ten  kaszel.  Zawsze,  kiedy  mnie 
dopada, przysięgam sobie, że zerwę z nałogiem. 

Mimo  to  dopaliła  papierosa  do  końca  i  wypiła  filiżankę  mocnej  kawy. 

Zadzwonił dzwonek u drzwi. Agatha podeszła do nich i spytała: 

— Kto tam? 

TLR

background image

— Pani Bloxby. 

Agatha otworzyła jej z radością. 

— Jak dobrze panią widzieć! — wykrzyknęła na powitanie. 

— Doniesiono mi pocztą pantoflową, że ktoś widział, jak pani wraca do 

domu.  Postanowiłam  więc  przynieść  pani  zapiekankę  na  kolację. 
Wystarczy ją odgrzać w piekarniku. 

— Proszę wejść. Jak miło z pani strony! 

— Jakie przygody pani przeżyła? — spytała pastorowa — Niesłychane, 

że  konflikt  na  tle  świątecznego  oświetlenia  zaowocował  tak  okrutnymi 
zbrodniami  i  przemocą.  Giles  Timson  wygłosił  bardzo  mocne  kazanie  w 
Boże  Narodzenie.  Pouczył  mieszkańców  Odley  Cruesis,  że  umiłowanie 
ziemskich  przyjemności  nie  powinno  przesłaniać  ludziom  duchowego 
charakteru  świąt.  Następnie  oświadczył,  że  Święty  Mikołaj  nigdy  nie  ist-
niał.  Rozwścieczył  mieszkańców.  Dziennikarze  nazwali  go  okrutnikiem, 
który odarł dzieci z marzeń. Pani Timson go porzuciła. 

— Naprawdę? Dlaczego? 

—  Tuż  po  pani  wyjeździe  zepsuł  jej  się  samochód  w  okolicach 

Mircesteru.  Wezwała  pomoc  drogową  z  najbliższego  warsztatu.  Podczas 
oczekiwania na naprawę nawiązała rozmowę z niejakim Joem Purrockiem, 
właścicielem  zakładu.  Najwyraźniej  wpadli  sobie  nawzajem  w  oko  od 
pierwszego wejrzenia. Joe jest wdowcem. Pani Timson radykalnie zmieniła 
wizerunek.  Rozjaśniła  włosy  na  blond,  zafundowała  sobie  opaleniznę  z 
solarium. Teraz nosi tak wysokie obcasy, że grożą zwichnięciem kostek, ale 
wygląda  na  szczęśliwą.  Pojechali  na  święta  na  Malediwy.  Żal  mi  pani. 
Podejrzewam, że nie zaznała pani wielu radości w te święta. 

— Święty Mikołaj wszedł przez komin i podarował mi świńską grypę. 

— Jaki prezent dał pani pan Lacey? 

— Figę z makiem. 

TLR

background image

— Dziwny człowiek. A pani jemu? 

— No cóż, też nic. Straciłam te święta. Prawie nie pamiętam, jak i kiedy 

minęły.  Nigdy  nie  zapomnę  widoku  pań  Summer  i  Beagle  wjeżdżających 
wprost do morza. 

 Gdyby  James  przypadkiem  nie  odwiedził  tej  miejscowości, 

przypuszczalnie nikt nigdy by ich nie odnalazł. 

—  A  ja  sądzę,  że  tak.  Wcześniej  czy  później  lokalna  gazeta 

zamieściłaby ich zdjęcie, a wtedy jakiś bystry oficer Interpolu postanowiłby 
tam  pojechać  i  wznowić  śledztwo.  Wieść  o  morderstwach  obiegła  cały 
świat,  właśnie  dlatego,  że  popełnili  je  po  to,  żeby  powstrzymać  Johna 
Sundaya  od  wydania  zakazu  dekorowania  posesji  na  Boże  Narodzenie.  Z 
dziwnym skutkiem. Moda na zawieszanie świątecznych dekoracji wygasła 
w  ubiegłym  roku,  ponieważ  każdy  obawiał  się,  że  zostanie  uznany  za 
niepoczytalnego maniaka, jeśli przesadzi z ozdobami. 

— Sherry? 

— Bardzo proszę. 

— Ja naleję sobie dżinu z tonikiem — powiedziała Agatha. 

Po chwili wróciła z trunkami. 

—  Sir  Charles  często  do  mnie  dzwonił,  zapytać,  czy  nie  mam 

wiadomości od pani — poinformowała pani Bloxby. 

— Prawdopodobnie chciałby być razem ze mną w centrum wydarzeń. 

Charles  postanowił  zabrać  z  banku  jeden  z  pierścionków  babci,  żeby 

podarować go Agacie. Nie na zaręczyny, ale na dowód, że traktuje ją serio, 
zanim zaproponuje, żeby u niego zamieszkała. 

Gustav  wszedł  do  gabinetu,  kiedy  Charles  podziwiał  pierścionek  z 

szafirami i brylantami. 

— Dla kogo to? — zapytał. 

TLR

background image

— Pilnuj swojego nosa i podaj mi whisky z wodą sodową. 

Gustav  obmyślił  pewien  plan.  Jego  ojciec  był  zegarmistrzem  i 

jubilerem.  Umiał  też  robić  pozytywki.  Lokaj  pracował  u  niego,  lecz  po 
śmierci ojca sprzedał firmę i wyjechał za granicę, by w końcu wylądować 
w  majątku  Charlesa  jako  jego  kamerdyner.  Odpowiadał  mu  obecny  tryb 
życia. Wcześniej zerwał dwa nieudane małżeństwa, toteż nie lubił kobiet w 
ogóle, a w szczególności Agathy Raisin. 

Ostatnio  spędzał  wszystkie  wolne  godziny  na  realizacji  swojego 

zamysłu. 

Gdy Charles pewnego dnia zadzwonił do pani Blox— by, ku swojemu 

zaskoczeniu  usłyszał,  że  Agatha  wróciła  tydzień  temu.  Zadzwonił  do  niej 
do biura i zaprosił ją na ten wieczór na kolację do George'a. 

— Kto płaci? — podejrzliwie spytała Agatha. 

— Ja, moja słodka. Chciałbym posłuchać o twoich przygodach. 

— Trochę mnie zmęczyło opowiadanie o nich. Ale dobrze, przyjdę tam. 

O której? 

— O ósmej wieczorem. 

Charles  czekał  w  restauracji,  cały  w  nerwach.  Odprężył  się  dopiero 

wtedy, kiedy Agatha wkroczyła do środka i oznajmiła: 

—  Umieram  z  głodu.  Wielkie  nieba!  Szampan  w  lodzie!  Z  jakiej  to 

okazji? 

— Z okazji twojego powrotu. 

— Jak milo z twojej strony. 

 Lecz  Agatha  zastanawiała  się,  czy  Charles  nie  znajdzie  jakiejś 

wymówki, żeby zostawić jej rachunek do zapłacenia. 

TLR

background image

Podczas posiłku opisała mu swoje przygody. Kiedy skończyła, Charles 

zapytał: 

— Co obecnie czujesz do Jamesa? 

—  Sama  nie  wiem  —  wyznała  szczerze  Agatha  —  Spędziłam  z  nim 

niewiele czasu. Jest taki sam jak zawsze. Dobrze go znasz. 

Przyniesiono  im  kawę.  Charles  wsadził  rękę  do  kieszeni  i  wyciągnął 

marokańskie pudełeczko z czerwonej skóry. 

— To prezent dla ciebie — oświadczył. 

— Och, Charlesie! 

Agatha promieniała radością. Inni goście zwracali głowy w ich stronę. 

— Otwórz je — nalegał Charles. 

Agatha  uniosła  wieczko.  Ujrzała  maleńką  świńską  główkę  na 

skręconym złotym druciku. Piskliwy mechaniczny głosik wychrypiał: 

— Wstrętna wiedźma! Wstrętna wiedźma! 

Agatha  rzuciła  filiżanką  z  kawą  prosto  w  twarz  Charlesa.  Gdy 

wybiegała z sali, brzmiał jej w uszach śmiech konsumentów. W drodze do 
Carsely  mrugała  powiekami,  by  powstrzymać  spływające  łzy.  Pojechała 
prosto na plebanię. Otworzył jej pastor. 

— Ależ pani Raisin! Właśnie zamierzaliśmy pójść spać. 

— Co się dzieje? — dopytywała pani Bloxby, która stanęła za nim — 

Zejdź z drogi, Alfie. Czy nie widzisz, że jest zdruzgotana? 

 Pastor  odszedł.  Pastorowa  delikatnie  wprowadziła  przyjaciółkę  do 

pokoju  dziennego  i  usadziła  na  sofie.  Usiadła  obok  niej  i  otoczyła  ją 
ramieniem. Agatha rozpłakała się. 

Kiedy w końcu doszła do siebie, opowiedziała pani Bloxby o kolacji z 

Charlesem, o świńskim ryju i salwach śmiechu innych gości. 

TLR

background image

— Nie, niemożliwe. To niepodobne do sir Charlesa! — zaprotestowała 

gwałtownie pastorowa. — Niech no pomyślę. Przypuszczam, że zamierzał 
podarować pani pierścionek. To sprawka Gustava! 

— Jak to? 

—  Rozmawiałam  z  nim  podczas  jednego  z  tych  festynów  we  dworze. 

Opowiadał,  że  pochodzi  z  rodziny  o  tradycjach  jubilerskich.  Musi  pani 
zadzwonić do Charlesa. 

— Za żadne skarby! 

— W takim razie ja to zrobię. Nawet jeśli nie ma pani ani krzty zaufania 

do sir Charlesa, to ja mam. 

Pani Bloxby przeszła do gabinetu i zamknęła za sobą drzwi. 

—  Tak,  to  Gustav  zrobił  mi  paskudny  kawał  —  przyznał  Charles  — 

Zamierzałem  podarować  Agacie  pierścionek  po  babci  i  poprosić,  żeby 
przeprowadziła się do mnie. 

— Chciał jej pan zaproponować małżeństwo? 

—  Nie.  To  zbyt  radykalny  krok.  Myślałem,  że  po  prostu  miło  byłoby 

zamieszkać razem. Wyrzuciłem Gustava. 

Pani Bloxby westchnęła. 

— Niech go pan zatrudni z powrotem. Nie myśli pan logicznie. Uważa 

pan,  że  zarządza  pan  swoim  majątkiem,  ale  to  Gustav  praktycznie  robi 
wszystko.  Jest  niezastąpiony.  Czy  wyobraża  pan  sobie  panią  Raisin, 
wiecznie  zajętą  prowadzeniem  własnego  przedsiębiorstwa,  jak  próbuje 
zorganizować  przyjęcie  czy  imprezę  myśliwską?  Co  w  pana  wstąpiło? 
Kocha ją pan? 

— Sam nie wiem. Nigdy nikogo nie kochałem. Co mam robić? 

TLR

background image

— Wyślę teraz panią Raisin do domu. Proszę natychmiast pojechać do 

Carsely i podarować jej prawdziwy pierścionek. Proszę jej wytłumaczyć, że 
to prezent świąteczny. 

Pani Bloxby wróciła do pokoju dziennego do Agathy. 

— Proszę teraz wrócić do domu. Gustav zrobił sir Charlesowi złośliwy 

kawał. On zamierzał pani podarować pierścionek po swojej babci. 

— Czy to znaczy, że chciał się oświadczyć? 

— Nie. Tylko dać prezent na Gwiazdkę. 

— Zabiję tego Gustava. 

— Nie dzisiaj. Proszę jechać do domu. 

Agatha zastała Toni, czekającą na nią przed chatą. 

— Szukałam cię — zagadnęła jej pracownica — Mama kolegi była dziś 

wieczorem u George'a. Opowiadała, że jakiś mężczyzna dał ci pudełeczko z 
obrzydliwym pierścionkiem, który kwiczał: „Wstrętna wiedźma". 

—  Gustav  zrobił  złośliwy  kawał  Charlesowi.  Wejdź.  Jedzie  tu,  ale 

ponieważ  nie  zamierzał  mi  się  oświadczyć,  tylko  dać  upominek,  możesz 
zaczekać i zobaczyć prawdziwy. 

—  Zawsze  uważałam  tego  Gustava  za  dziwaka.  Jest  źle  wychowany. 

Nie wiem, czemu Charles go trzyma. 

— Bo zarządza majątkiem, a Charles jest leniwy. 

Agatha usłyszała trzaśnięcie drzwi samochodu przed domem. 

— O, Charles dotarł. 

— Na pewno nie chcesz, żebym sobie poszła? 

— Nie ma potrzeby. Nie przeszkadzasz w romantycznym spotkaniu. 

Charles otworzył sobie drzwi. 

TLR

background image

— Co za zamęt! Naprawdę bardzo mi przykro — zagadnął ostrożnie — 

Ponieważ  przeżyłaś  w  święta  prawdziwy  koszmar,  chciałem  ci  coś 
podarować. Gustav wiedział, że zabrałem pierścionek z banku, i myślał, że 
zamierzam ci zaproponować małżeństwo. 

—  Trudno  sobie  wyobrazić  coś  straszniejszego  —  skomentowała 

Agatha z goryczą. 

— Daj spokój, Agatho. Weź ten przeklęty drobiazg. 

Agatha nagle się uśmiechnęła. 

— Pod jednym warunkiem. 

— Pod jakim? 

— Że padniesz na kolana i przysięgniesz mi dozgonną miłość. 

Charles roześmiał się. 

— Jak sobie życzysz. 

James Lacey przyjechał do Carsely Zobaczył światła w oknach Agathy. 

Z niezrozumiałych względów cieszyło go, że znów zaczęli współpracować. 
Wpadnie  na  chwilę  powiedzieć  „dobranoc"  i  zaprosi  ją  na  kolację  na 
następny wieczór. 

Zadzwonił dzwonek u drzwi. 

— Ja otworzę — zaproponowała Toni. 

— To pewnie pani Bloxby — odparła Agatha — No, a teraz na kolana, 

Charlesie. 

James  Lacey  stanął  w  drzwiach  kuchni.  Charles  klęczał  przed  Agathą. 

Wyciągnął pudełeczko, otworzył je i wyjął błyszczący pierścionek. 

— Bądź moją, ukochana. Przysięgam ci dozgonną miłość. 

— Och, Charlesie. Zaskoczyłeś mnie — westchnęła Agatha. 

TLR

background image

Obydwoje  usłyszeli,  jak  frontowe  drzwi  trzasnęły  tak  gwałtownie,  że 

chata niemal zadrżała w posadach. 

—  Kto  to  był,  do  wszystkich  diabłów?  —  zapytał  Charles,  wstając  z 

klęczek. 

— James Lacey — odpowiedziała Toni. 

— Wstąpię do niego i wszystko mu wyjaśnię — powiedział Charles. 

Agatha wspomniała głupią dziewczynę, której James omal nie poślubił 

tylko dlatego, że była piękna. Pamiętała swój ból i rozżalenie. Złapała go za 
rękaw. 

— Nie chodź tam. Nic mu nie mów. 

— Wolisz zostawić go w nieświadomości? — zapytał Charles. 

— Tak. Bardzo mi to odpowiada.

TLR

background image

 

 

EPILOG 

 

Agatha  wynajdywała  Simonowi  całe  mnóstwo  zajęć.  Czasami  uważał, 

że  aż  za  dużo.  Dwa  razy  kupił  biłety  do  teatru  dla  siebie  i  Toni,  ale  za 
każdym  razem  szefowa  wysłała  go  w  teren,  żeby  przez  większą  część 
wieczoru zbierał dowody niewierności małżonków do spraw rozwodowych. 

W  jednym  tygodniu,  kiedy  Toni  wzięła  krótki  urlop,  żeby  odwiedzić 

matkę  w  Southampton,  Simon  zauważył,  że  znacznie  ubyło  mu  zajęć.  Aż 
do tej pory Agatha przydzielała mu zadania również w weekendy. 

Postanowił odwiedzić May Dinwoody. Polubił ją, a wiedział, że trudno 

jej związać koniec z końcem. 

Powitała  go  bardzo  ciepło,  zwłaszcza  kiedy  podarował  jej  duże  pudło 

artykułów spożywczych i dwie butelki wina. 

— Bardzo dziękuję za twoją hojność — powiedziała May. 

— Czy wybaczyła mi pani, że przybyłem tu w charakterze szpiega? — 

zapytał Simon. 

—  O,  tak.  Gdyby  nie  ty  i  działalność  agencji  detektywistycznej  pani 

Raisin, zaczęlibyśmy wszyscy podejrzewać siebie nawzajem. 

— Czy na pewno nikt we wsi ich nie podejrzewał? 

— Cóż, oczywiście teraz ludzie mówią, że wiedzieli. 

— Więc dlaczego nie poszli na policję? 

—  Moim  zdaniem  stali  się  mądrzy  po  szkodzie.  Kto  w  tej  uroczej 

wiosce chroniłby morderców? 

Prawdopodobnie wielu z nich — pomyślał Simon. A na głos zapytał: 

TLR

background image

— Jak sobie pani radzi? 

W oczach May rozbłysły łzy. 

—  Chyba  będę  musiała  sprzedać  to  śliczne  mieszkanko.  Bardzo  mało 

zarabiam na moich zabawkach. Nie mogę związać końca z końcem. 

—  Właściwie  nigdy  nie  obejrzałem  dokładnie  pani  zabawek.  Mogę  na 

nie zerknąć? — zapytał Simon. 

— Jeżeli chcesz. Chodźmy do mojej pracowni. 

Simon  podążył  za  nią.  Brał  zabawki  do  ręki  i  delikatnie  obracał  w 

swoich długich palcach. Zachwyciły go. 

— Wszystkie lalki robię z naturalnych materiałów — tłumaczyła May. 

— Główki z drewna, a ubranka szyję ręcznie z naturalnych tkanin. 

— Są bardzo piękne — pochwalił Simon. 

— Ale w supermarketach sprzedają tanią plastikową tandetę. Nie mogę 

z nimi konkurować ceną. 

Simon  wbił  wzrok  w  zabawki.  Agatha  Raisin  w  przeszłości  z 

powodzeniem promowała  rozmaite  wyroby. Zastanawiał się, czy  mogłaby 
coś zrobić i dla tej kobiety. 

— Mam pewien pomysł, ale nie chcę pani robić zbyt  wielkich nadziei 

— zastrzegł. — Zadzwonię później. 

Agatha otworzyła drzwi Simonowi i zaprosiła: 

— Wejdź. 

 Na jego widok ogarnęły ją wyrzuty sumienia. Zrobiła, co w jej mocy, 

żeby przeszkodzić jego rodzącemu się uczuciu do Toni. 

— Czy coś się stało, czy to tylko towarzyska wizyta? — spytała. 

Gdy usiedli w kuchni, Simon przedstawił jej sytuację May Dinwoody. 

TLR

background image

—  Przyszło  mi  do  głowy,  że  może  —  jako  guru  z  branży  public 

relations — wymyślisz jakiś sposób, żeby jej pomóc. 

Agatha obserwowała jego twarz tak długo, aż poczuł się niepewnie. W 

końcu przemówiła: 

—  Tak,  potrafię  jej  zapewnić  sukces.  Wydzierżawię  dla  niej  sklep  i 

zorganizuję kampanię reklamową, ale w zamian chcę czegoś od ciebie. 

— Czego? 

—  Toni  jest  jeszcze  bardzo  młoda,  tak  jak  i  ty.  Nie  chciałabym,  żeby 

moja  najlepsza  detektyw  odeszła,  wyszła  za  mąż  i  rodziła  dzieci  w  tak 
młodym wieku. 

Simon poczerwieniał. 

— Nie masz prawa wtrącać się w nasze osobiste sprawy. 

— Zrobię wszystko, żeby ochronić interesy  mojej agencji. Za trzy lata 

możecie  zrobić,  co  zechcecie,  ale  do  tego  czasu  trzymaj  się  od  niej  z 
daleka. Jesteś w niej zakochany? 

— Jeszcze nie, ale niewiele brakuje. 

—  A  więc  to  nic  trudnego.  Jeżeli  odczekasz  swoje,  May  Dinwoody 

może spokojnie patrzeć w dostatnią przyszłość na stare lata. 

 Simon  przypomniał  sobie  łzy  w  oczach  May.  Potem  wzruszył 

ramionami. 

— Dobrze, ale nie dłużej niż trzy lata. 

Impreza  promująca  Zabawki  Aristo  wzbudziła  sensację  na  cichym 

zwykle  rynku  w  Mircesterze.  Słynny  zespół  muzyki  pop  o  nazwie  Dzieci 
Nowej  Ery  występował  na  podium  przed  sklepem.  Detektyw  z  telewizji, 
Buster Kemp, wygłosił przemówienie. Tłumaczył, że warto kupić dzieciom 
dobrej  jakości,  bezpieczne  zabawki,  które  będą  mogły  przekazać 
następnym pokoleniom. 

TLR

background image

—  Pomyślcie  tylko  —  powiedział,  unosząc  w  górę  lalkę  —  Jedno  z 

waszych  dzieci  będzie  mogło  zaprezentować  ją  kiedyś  w  telewizyjnym 
programie „Antiąues Roadshow

10

". 

Następnie  burmistrz  przeciął  wstęgę  i  ogłosił  otwarcie  sklepu.  May, 

ubrana w tradycyjny kostiumik i profesjonalnie uczesana, stanęła za ladą w 
asyście dwóch ekspedientek. 

Nie mogła uwierzyć, że ludzie bez oporu płacą niebotyczne ceny, jakie 

wyznaczyła  Agatha.  Dzięki  udanej  promocji,  wręcz  wypadało  teraz 
posiadać wyroby May Dinwoody. 

—  Dziękuję  —  powiedział  Simon  do  Agathy,  gdy  długi  dzień  dobiegł 

końca — Jak zdoła nadążyć za popytem? 

—  Wydzierżawiłam  małą  fabryczkę  na  peryferiach  miasta.  Zatrudnię 

tam May na trzy  miesiące, żeby uczyła pracowników. Jeżeli zaangażujesz 
ludzi w średnim  wieku i starszych, odkryjesz zaskakująco wiele talentów. 
Wciąż zapominam zapytać May, czy ktoś faktycznie otruł psa pani Brother. 

— Weterynarz stwierdził, że umarł ze starości i przejedzenia. Carrie mu 

nie uwierzyła. Obecnie hoduje koty. 

Simon wychodził ze sklepu, gdy dogoniła go Toni. 

— Przyjdziesz na drinka? 

— Przykro mi, Toni, ale mam randkę. 

— No to baw się dobrze — Toni odwróciła się i wyszła. 

Simon zaklął pod nosem. Gdyby wymówił posadę, odzyskałby wolność 

i mógłby ją gdzieś zaprosić. Ale uwielbiał swoją pracę. Przyrzekł sobie, że 
jakoś nakłoni Agathę do odstąpienia od zawartej umowy. 

                                                             

10 

Brytyjski serial telewizyjny, w którym eksperci i rzeczoznawcy podróżują po Wielkiej Brytanii, a 

czasem  również  za  granicę,  żeby  ocenić  i  zaprezentować  antyki,  będące  własnością  mieszkańców 
danej okolicy. 

TLR

background image

James  Lacey,  po  obejrzeniu  sceny  w  kuchni,  natychmiast  wyruszył  w 

dalszą podróż. Teraz starannie studiował rubrykę towarzyszką w magazynie 
„The Time", ale nie wyczytał nic o zaręczynach Agathy z Charlesem. 

Czemu  jednak  tak  bardzo  się  przejął  tą  sytuacją?  W  końcu  to  on 

rozwiódł się z Agathą. Więc dlaczego nagle świat stał się taki pusty?

 

TLR


Document Outline