background image

 

1

 

Cassie 

Miles

 

KLUCZ 

 ROZDZIAŁ 1 

 

  -    Woodrow  Locke,  wielki  amerykański  poeta  i  prozaik,  był  niezrównanym 

draniem. 

John Marscel pochylił się nad mównicą. Gdy tak mierzył wzrokiem słuchaczy 

w  wieczorowych  strojach,  przypominał  wielką  modliszkę.  Tłum,  zgromadzony 

w  sali  bankietowej  hotelu  Hyatt  Regency  w  Chicago,  w  ciszy  słuchał  słów 

osiemdziesiędosiedmioletniego mówcy. 

Woody był rozrabiaką, który nie miał sobie równych w walce, w piciu czy 

w pisaniu. Choć nie Ŝyje od trzynastu lat, jego talent przetrwał. Panie i panowie, 

Woodrow Locke jest legendą. 

Mollie  Locke  zacisnęła  pieści  pod  osłoną  lnianego  obrusa.  JuŜ  dość  trudno 

było  być  jedynym  dzieckiem  sławnego  człowieka.  Być  córką  legendy  jest 

jeszcze  trudniej.  Po  co  John  Marscel,  jej  chrzestny  ojciec,  wygaduje  takie 

rzeczy? Mollie pochyliła się w lewo, ku Claudine Marscel. 

Co ten twój mąŜ knuje? - szepnęła. 

Niespodziankę - odszepnęła Claudine. 

Cudownie. - Mollie nienawidziła niespodzianek. 

background image

 

2

Musisz  się  nauczyć  rozluźniać.  -  W  melodyjnym  głosie  Claudine  wciąŜ 

było słychać paryski akcent. - Nie powinnaś być ciągle taka spięta. Masz tylko 

dwadzieścia dziewięć lat. 

Czasami  Mollie  Ŝałowała,  Ŝe  nie  potrafi  się  odpręŜyć  i  zachowywać  jak 

Claudine,  która  mimo  bliskiej  siedemdziesiątki  wciąŜ  była  elegancka  i 

niezmiernie  kobieca.  Tym  razem  jednak  wiedziała,  Ŝe  powinna  mieć  się  na 

baczności. 

Potrzebujesz męŜczyzny - stwierdziła Claudine. 

Wolałabym coś na uspokojenie. 

Mollie przechyliła głowę, udając, Ŝe słucha przemówienia Marscela. Jej gęste, 

brązowe  włosy  opadały  na  nagie  ramiona.  Miała  nadzieję,  Ŝe  czerwony  kolor 

sukni podziała  jak  ostrzeŜenie:  zakaz  wstępu!  Niestety,  wcale  tak  się  nie  stało. 

Przez  cały  obiad  paradowali  przed nią  coraz  to  nowi  krytycy,  pytający,  czy  jej 

obecność  oznacza  nareszcie  zgodę  na  rozmowę  o  ojcu.  Nie  oznaczała.  Mollie 

absolutnie odmawiała wspominania swego Ŝycia z ojcem. Prędzej jej kaktus na 

dłoni  wyrośnie,  a  trampkarze  chicagowscy  wygrają  mistrzostwa  świata,  niŜ 

udzieli na jego temat wywiadu. 

Jako kurator spuścizny po Woodrowie Locke'u - mówił dalej Marscel - w 

jego  imieniu  przyjmuję  Nagrodę  Literacką  Tiltona.  -  Podniósł  wysoko  cienką 

ksiąŜeczkę.  -  Ta  niedawno  opublikowana  ksiąŜka,  zatytułowana  „Przejście",  to 

zbiór  wierszy  miłosnych  napisanych  przez  Woody'ego  do  jego  trzeciej  Ŝony, 

Ramony.  To  były  listy,  nie  przeznaczone  do  publikacji.  Na  pewno  nie  są  jego 

najlepszymi  dziełami.  Dlaczego  zatem  „Przejście"  otrzymuje  nagrodę?  Czy 

dlatego, Ŝe wy, panowie, wybitni uczeni, nie macie gustu? A moŜe w ten sposób 

chcecie  przeprosić  za  czasy,  gdy  kręgi  akademickich  zdechlaków  darły  nosa 

wobec człowieka, który zachowywał się jak męŜczyzna z krwi i kości? 

Marscel rzucił te słowa jak rękawicę. Ale nikt jej nie podjął. Nikt nawet nie 

pisnął, nie walnął w stół, by zaprotestować przeciwko tym insynuacjom. Mollie 

ś

cisnęło się serce. Wiedziała, Ŝe cisza rozzłości Marscela. Nienawidził, gdy mu 

background image

 

3

pobłaŜano. Wiele razy mówił, Ŝe pełne szacunku milczenie jest dobre dopiero na 

pogrzebie. 

Do diabła, brak mi cię, Woody. - Marscel uniósł kieliszek i upił odrobinę 

czerwonego  wina.  Wskazał  ręką  na  puste  krzesło  po  prawej  stronie  Mollie.  - 

Miałem  zamiar  przedstawić  wam  doktora  nauk  humanistycznych  Flynna 

Carlsona. 

Jestem tutaj! - rozległo się z końca sali. 

Wysoki blondyn przeciskał się miedzy stolikami. 

Mollie przyjrzała mu się z ciekawością. W czasie bankietu Claudine mówiła 

tylko  o  nim,  wymawiając  jego  imię  ,,Fliin".  Fliin  był  zabawny,  inteligentny, 

przystojny. 

W  półmroku  sali  Mollie  doszła  do  wniosku,  Ŝe  Claudine  chyba  popsuł  się 

wzrok. Przystojny? Był wysoki, wysportowany i zdrowo opalony, ale rysy jego 

twarzy nie były regularne. Miał zbyt gęste brwi i skrzywiony nos. Zapewne był 

męski, ale niczym nie przypominał Adonisa. 

W takim razie przedstawię go teraz – oświadczył Marscel. - Doktor Flynn 

Carlson  uczy  na  wydziale  anglistyki  w  Bowdoin  College.  Jest  autorem  trzech 

powieści  detektywistycznych,  a  ostatnio  właśnie  zajął  się  badaniami  nad 

biografią Woodrowa Locke'a. 

Biograf? Mollie wzdrygnęła się i odwróciła wzrok. PowyŜej uszu miała ludzi 

pragnących uzyskać informacje o jej ojcu-legendzie. 

Podoba ci się? - Claudine szturchnęła ją łokciem. 

Nie jest w moim typie. 

Flynn  dotarł  juŜ  do  głównego  stołu.  Nie  zamierzał  się  spóźniać,  ale  tak 

wyszło, i nie Ŝałował, Ŝe ominął go nudny bankiet. Przyszedł tu tylko dlatego, Ŝe 

Marscel nalegał. I Ŝeby poznać Mollie Locke. 

Zajął puste krzesło po prawej stronie Mollie, kiwnął głową Claudine i skupił 

uwagę  na  dziewczynie.  Odwróciła  od  niego  głowę,  uprzejmie  słuchając 

Marscela.  Flynn  przyjrzał  się  piegowatemu  ramieniu  i  błyszczącym  włosom. 

background image

 

4

Oglądał jej zdjęcia, ale z dzieciństwa, a teraz niewątpliwie była dojrzałą kobietą. 

Pochylił  się  do  przodu,  by  lepiej  widzieć  delikatne  piegi.  Jej  włosy  pachniały 

ś

wieŜo, jak słońce wczesnym rankiem. 

Gdy dotknął jej ręki, odsunęła się i spojrzała z niechęcią. Ma niezwykłe oczy, 

pomyślał. 

Mollie Locke? 

Tak - przytaknęła i dodała szybko: - A pan jest pisarzem? Powinnam pana 

ostrzec, Ŝe nigdy nie rozmawiam o moim ojcu. 

Pisał o tobie „Zielonooka". Teraz wiem, dlaczego. 

Zacisnęła  zęby  i  zmruŜyła  oczy.  Pełnym  godności  gestem  uniosła  głowę  i 

odwróciła się. 

Mam dla was niespodziankę, panie i panowie - 

oznajmił 

Marscel 

mównicy.  -Jako  kurator  spuścizny  po  Woodrowie  Locke'u  postanowiłem,  Ŝe 

Flynn napisze jego pierwszą oficjalnie autoryzowaną biografię. 

To  oświadczenie  wywołało  szum  wśród  zgromadzonych.  Mollie  dostrzegła 

chytry  uśmieszek  na  twarzy  Marscela.  Miała  rację,  obawiając  się 

„niespodzianki".  Marscel  wsadzał  kij  w  mrowisko,  wyznaczając  do  tego 

zaszczytnego zadania kogoś o wątpliwym dorobku. 

Flynnowi będzie potrzebna zręczność pogromcy lwów, by dać sobie radę 

z  byłymi  Ŝonami  Woody'ego.  Nie  mówiąc  juŜ  o  tej  tu  zielonookiej  małej 

tygrysicy -  jego córce. 

Mollie zamrugała. Małej? Miała prawie metr osiemdziesiąt wzrostu! 

Wykorzystajmy  okazję  -  ciągnął  Marscel  –  by  formalnie  przedstawić 

sobie tych dwoje młodych ludzi. 

Mollie i Flynn, chodźcie tutaj i podajcie sobie ręce, 

Mollie  przez  chwilę  chciała  zignorować  słowa  Marscela.  Dlaczego  miałaby 

wstawać? Nie jest wielką pisarką. Nie jest legendą. Nie mogła jednak grzecznie 

odmówić, gdy Flynn odsunął jej krzesło i poprowadził w stronę mikrofonu. 

  

background image

 

5

Wszystkie  oczy  były  zwrócone  na  Mollie.  Niemal  czuła,  jak:  zgromadzeni 

chłodno się jej przyglądają, i miała koszmarne wraŜenie, Ŝe zapomniała włoŜyć 

suknię.  Wyraźnie  widoczne  w  oczach  Flynna  zainteresowanie  wywołało  gęsią 

skórkę na jej ramionach i pogłębiło poczucie bezbronności. 

Gdy ujął jej dłoń w swoje, chłód ustąpił gorącemu gniewowi. Flynn chyba z 

niej  kpił.  Na  domiar  złego  puścił  do  niej  oko.  Ten  człowiek  był  niemoŜliwy. 

Zachowywał się, jakby była pierwszą z brzegu cizią gotową paść mu w ramiona. 

Z prawdziwą przyjemnością przeprowadzę z tobą wywiad - powiedział. 

Naprawdę?  Obawiam  się,  doktorze  Carlson,  Ŝe  będzie  pan  długo  na  to 

czekał.  Chyba  będzie  panu  potrzebny  teleskop,  by  zajrzeć  w  tak  daleką 

przyszłość. 

Nie dalej niŜ do Wenus. Czy moŜemy się jutro spotkać? 

Prędzej zobaczę pana w rakiecie kosmicznej. 

To się da zrobić. Więc jutro? W NASA? 

Ich  rozmowę  głośniki  przekazały  całemu  audytorium,  które  wybuchnęło 

ś

miechem.  Flynn  wcale  się  nie  zmieszał.  Uniósł  ich  złączone  ręce  w  geście 

zwycięstwa. 

Mając w nosie dobre maniery, Mollie wyrwała dłoń i wróciła na miejsce. Co 

za arogant! 

Przystojna młoda para - powiedział Marscel, wracając do mikrofonu. Jego 

ś

miech zmienił się w kaszel i Mollie zauwaŜyła, Ŝe sięgająca po kieliszek ręka 

drŜy lekko. Zapomniała o gniewie, zaniepokojona stanem chrzestnego. Marscel 

był zbyt podniecony. Czy powinna mu przerwać? Namówić, by usiadł? 

To  jej  wina.  Nie  powinna  była  dopuścić  do  publikacji  „Przejścia".  Kilka 

ostatnich  miesięcy  wycisnęło  na  Marscelu  swoje  piętno.  Odnowione 

zainteresowanie  Woodrowem  Locke'em  spowodowało,  Ŝe  wszyscy,  od 

wybitnych  krytyków-intelektualistów  po  pismaków  z  tanich  szmatławców, 

dopominali się o wgląd w Ŝyciową epopeję jej ojca. A Marscel byl wykonawcą 

ostatniej woli Locke'a, kuratorem jego literackiej spuścizny. 

background image

 

6

Marscel wyprostował się. 

Panie  i  panowie,  ciekaw  jestem,  jak  przyjmiecie  następną  wiadomość.  - 

Przerwał  dla  lepszego  efektu.  Czy  dobrze  się  czuje?  Chyba  tak,  pomyślała 

Mollie.  Na  tyle  dobrze,  by  prowokować  wymianę  zdań.  -Postanowiłem  - 

kontynuował  Marscel  -  po  dłuŜszym  namyśle  postanowiłem  udostępnić 

doktorowi Flynnowi Carlsonowi prywatne papiery Woodrowa Locke'a. 

Tłum  zaszumiał.  Prywatne  papiery  Locke'a!  Dotychczas  Marscel  stanowczo 

odmawiał  dostępu  do  jego  korespondencji,  dzienników  i  notatek.  Wyjątek 

stanowiły listy do Ramony, które teraz zebrała jako „Przejście". 

Mollie poczuła coś w rodzaju współczucia dla Flynna Carlsona. Perspektywa 

literackiego  odkrycia  powodowała,  Ŝe  intelektualiści  opuszczali  swoje  wieŜe  z 

kości słoniowej. Od lat atakowali ją pytaniami: W co się bawiłaś z ojcem? Czy 

wiedziałaś,  Ŝe  nie  jest  wierny  twojej  matce?  Czy  nauczył  cię  pływać?  Czy 

nauczył cię polować? Teraz wszyscy ruszą do ataku na Flynna Carlsona. Pewnie 

sobie na to zasłuŜył. Ostatecznie był taki sam jak oni -jeszcze jeden profesorek 

usiłujący zbudować swoją karierę na legendzie Woodrowa Locke'a. 

Nie,  jeszcze  nie  mam  starczej  sklerozy  -  oświadczył  do  mikrofonu 

Marscel.  -  Wiem,  Ŝe  Flynn  zrobił  dokorat  na  nie  najlepszej  uczelni,  a  jego 

publikacje  to  nie  prace  naukowe,  lecz  powieści.  Ale  ma  inne  kwalifikacje. 

Wspina  się  po  górach.  Sam  zbudował  Ŝaglówkę.  Widziałem,  jak  na  Florydzie 

pływał okrakiem na delfinie. Choć Flynn nigdy nie spotkał Woodrowa Locke'a, 

wiem, Ŝe Woody by go zaakceptował. Oczywiście zastanawiacie się, jak Flynn 

Carlson śmie podejmować się takiego zadania. 

Flynn  śmiał.  Spodziewał  się  protestów  ze  strony  kolegów-akademików, 

zwłaszcza Ŝe nie zamierzał tworzyć naukowo poprawnego, literackiego portretu. 

Flynna interesował Woodrow Locke - człowiek. Nie legenda. 

Początkowo  wcale  nie  chciał  zostać  biografem  Locke'a.  Pragnął  jedynie 

zaspokoić  ciekawość  w  jednej,  zastanawiającej  go  kwestii.  Locke  był 

natchnionym  pisarzem,  który  potrafił  napisać  znakomitą  powieść  w  mniej  niŜ 

background image

 

7

pół  roku.  A  jednak  podczas  trzydziestoletniej  kariery  wydał  tylko  siedem 

powieści i dziesięć cienkich tomików poezji. Czy napisał jakieś inne ksiąŜki? 

Ponad  rok  temu  poznał  Marscelów  i  zaczął  nalegać,  by  dopuścili  go  do 

papierów Locke'a. Marscel, jak zawsze, odmówił, ale Flynn był uparty. 

A  potem,  o  dziwo,  nawiązała  się  między  nimi  nić  prawdziwego 

porozumienia.  Razem  Ŝeglowali,  łowili  ryby  i  spędzili  kilka  nocy  dyskutując  i 

kłócąc  się.  Podczas  jednej  z  tych  nocy  Marscel  podjął  decyzję,  Ŝe  to  Flynn 

napisze prawdziwą historię Ŝycia Woodrowa Locke'a. 

- To postanowione - oświadczył Marscel, opierając się o mównicę. - A teraz 

opowiem wam historię o Woodym,  którą  pewnie  wszyscy  juŜ  słyszeli,  ale 

jestem starym człowiekiem i mam prawo zanudzić was na śmierć. 

Opowiedział  znaną  anegdotę  o  tym,  jak  raz  Locke  wyruszył  na  polowanie  i 

zagubił  się  w  Górach  Skalistych.  Gdy  wrócił  po  pięciu  dniach,  wyczerpany  i 

wygłodniały, usiadł i zaŜądał nie jedzenia, lecz papieru.  

napisał pięć doskonałych wierszy. 

W połowię opowiadania Claudine przechyliła się za plecami Mollie i dotknęła 

ramienia Flynna. 

Niepokoję się o Johna - szepnęła. - Jest zbyt podekscytowany. 

Marscel  opierał  się  całym  cięŜarem  o  mównicę.  Najwyraźniej  był 

wyczerpany. JednakŜe Flynn wiedział, Ŝe ten stary lew jest dumny i uparty. Nie 

odejdzie, póki nie będzie gotowy. 

To jego wieczór, Claudine. 

Ale on się zabija! Nie widzisz? 

Woody  był  prawdziwym  męŜczyzną  -  ciągnął  Marscel.  -  I  najlepszym 

wędkarzem, jakiego kiedykolwiek znałem. Pamiętam, jak raz... 

Szkarłatne policzki Marscela nagle pobladły, podkreślając sińce pod oczami. 

Spojrzenie  starego  człowieka  stało  się  nieobecne,  jakby  patrzył  juŜ  na  drogę, 

którą wyruszy na spotkanie ze starymi przyjaciółmi. 

Flynn, przerwij mu - prosiła Claudine. 

background image

 

8

Flynn wstał i podszedł do mównicy. 

Dziękujemy ci - powiedział i zaczął bić brawo, dając znak sali. 

Jeszcze nie skończyłem - warknął Marscel. 

Barczysty profesor, takŜe siedzący przy głównym stole, podszedł bliŜej. 

Wracaj na miejsce, Flynn. 

Miło cię widzieć- przywitał go Marscel. -Flynn, to jest profesor Edleman. 

Napisał ksiąŜkę, dotychczas uwaŜaną za najlepszą biografię Locke'a. 

Flynn wyciągnął rękę, ale Edleman zignorował ten gest. 

Kim  ty  niby  jesteś?  -  warknął.  -  Nie  zasługujesz  na  dostęp  do  tych 

papierów. 

No  właśnie!  -  rozległ  się  przenikliwy  głos.  Sławna  poetka  szturmowała 

główny  stół  w  łopocie  spowijających  ją  kolorowych  jedwabi.  -  To  mnie 

powinno się powierzyć prywatne papiery Locke'a. Tylko ktoś taki jak ja jest w 

stanie zrozumieć udrękę jego geniuszu! 

Ty?  Nie  rozśmieszaj  mnie.  -  Wyfraczony  facet  z  brytyjskim  akcentem 

zerwał się na równe nogi. – Ty nie potrafiłabyś zrozumieć nawet kołysanki! 

Claudine podeszła do mikrofonu i ujęła ramię męŜa. 

Marscel, proszę cię, nie powinieneś się przemęczać. 

Wszystko w porządku. 

Był  rozpromieniony  i  najwyraźniej  cieszył  się  ze  sprowokowanej  kłótni. 

Nigdy nie zaleŜało mu na szacunku. Mollie wiedziała, Ŝe najbardziej cenił sobie 

walkę. Podeszła bliŜej. 

No dobrze, Marscel, Dosyć juŜ. Zabawiłeś się. 

Twemu  ojcu  by  się  to  podobało  -  zachichotał.  -  Panie  i  panowie  - 

powiedział do mikrofonu. - Czy uwaŜacie, Ŝe postępuję nierozsądnie? 

Tak! - rozległo się w sali. 

Czy powinienem przekazać papiery Locke'a jakiejś bibliotece? 

Na to pytanie padły róŜne odpowiedzi. Nie było zgody. 

background image

 

9

UwaŜacie  zapewne,  Ŝe  prywatna  korespondencja  powinna  być  ogólnie 

dostępna. Ale tak nie będzie. Nie pozwolę, Ŝeby ktokolwiek robił z Woody'ego 

ś

więtego geniusza. Ani tragicznego grzesznika. 

W sali rozległy się głosy sprzeciwu, zagłuszając ostatnie słowa Marscela: 

Jako  kurator  spuścizny  po  Woodrowie  Locke'u,  z  przyjemnością 

przyjmuję Nagrodę Tiltona za „Przejście", pośmiertny zbiór jego dotychczas nie 

publikowanych wierszy. Dziękuję państwu. - Podniósł wysoko kieliszek wina. - 

Piję do ciebie, Woody! - wykrzyknął, wypił i cisnął kieliszkiem o ścianę. 

Okruszki  szkła  nie  zdąŜyły  jeszcze  opaść  na  ziemię,  gdy  Edleman  minął 

Flynna i złapał Marscela za ramię. 

Nie zrobisz mi tego. 

ZjeŜdŜaj - ostrzegł go Flynn. 

Niedźwiedziowaty  profesor  odwrócił  się  i  spojrzał  na  niego.  Choć  byli  tego 

samego wzrostu, Edleman waŜył dwadzieścia parę kilo więcej. 

Idź do diabła. 

Pięść Edlemana wyskoczyła do przodu i niemal dosięgła szczęki Flynna, ale 

instynkt  kazał  Carlsonowi  uchylić  się.  Przy  następnym  ciosie  złapał  Edlemana 

za  nadgarstek,  szarpnął  i  puścił,  pozwalając,  by  siła  zamachu  pozbawiła 

atakującego  równowagi.  Edleman  zachwiał  się,  ale  zaraz  wyprostował  i 

wrzasnął: 

Chodź no tu, Carlson! 

Flynn ściągnął frakową marynarkę i rzucił na krzesło. 

Jest poŜyczona - wyjaśnił Mollie. - Nie chcę jej zniszczyć. 

Mollie złapała Flynna za ramię. 

Słuchaj, jeśli nie wdasz się w tę burdę, udzielę ci wywiadu. Obiecuję, Ŝe 

udzielę ci wywiadu. 

Naprawdę? - Oczy mu błysnęły. 

Tak. - Słyszała, Ŝe tłum zaczyna się uspokajać. 

Tak, jeśli teraz dasz spokój i usiądziesz. 

background image

 

10

Nie chowaj się za Mollie! - wrzasnął Edleman. 

No, chodź, Carlson. Woodrow Locke nigdy w Ŝyciu nie unikał walki. 

On ma rację - powiedział Flynn smutno. 

Ale ty nie jesteś moim ojcem. 

No,  chodź  tu,  szczeniaku!  -  wyzywał  go  Edleman.  -  Musisz  mi 

udowodnić, Ŝe zasługujesz, by mieć wgląd w te papiery. 

On nie odpuści - powiedział Flynn. - Bardzo mi przykro, Mollie. Muszę to 

załatwić. 

Przeraźliwy  krzyk  przeciął  powietrze.  Claudine  Marscel  klęczała  przy 

leŜącym na podłodze męŜu. 

PomóŜcie mu, proszę - szlochała. 

Mollie  rzuciła  się  w  jej  stronę.  Mogła  przewidzieć,  Ŝe  bankiet  na  cześć  ojca 

tak się skończy. Nie powinna była pozwolić Marscelowi przemawiać. 

  

Flynn  klęczał  juŜ  koło  Claudine,  sprawnie  zdejmując  Marscelowi  muszkę, 

rozpinając kołnierzyk i przygotowując go do badania lekarskiego. 

Marscel słabo odepchnął jego ręce. 

Zostawcie mnie. Chcę odejść. Mój czas juŜ nadszedł. 

Nie!  -  Mollie  opadła  obok  na  kolana.  -  Wszystko  będzie  dobrze.  Nie 

zostawiaj nas! 

Jesteś  dorosłą  kobietą,  Mollie  -westchnął  Marscel.  -  Wiec  przestań 

bajdurzyć. - Spojrzał na Flynna. - Dobra walka? 

Gdybym  wiedział,  co  planujesz,  nigdy  bym...  -przerwał  i  popatrzył  w 

wypełnione bólem oczy starca. - Bardzo dobra walka, Marscel. 

A Edleman? 

Obolały - oświadczył Flynn. 

Uśmiech  Marscela  był  słaby,  ale  wyraźny.  Jego  oddech  wydawał  się 

spokojniejszy. Spojrzał na Mollie. 

Miałem rację co do Flynna - powiedział. -1 co do ciebie teŜ. 

background image

 

11

Oczywiście.  -  Nie  miała  pojęcia,  o  czym  on  mówi,  ale  nie  chciała  się 

sprzeciwiać. - Nic teraz nie mów. Musisz oszczędzać siły. 

Tak.  Jeszcze  chwilę  tu  pobędę.  -  Jego  głos  był  coraz  cichszy.  -  Nie 

chciałbym stracić następnej dobrej walki. 

 

ROZDZIAŁ 2 

 

Odchylając się na obrotowym fotelu, Mollie powoli i wyraźnie cedziła słowa 

w słuchawkę telefoniczną: 

Wcale nie walczę. Po prostu przedstawiam fakty. 

Dobra.  Kiedy  moŜemy  się  spotkać?  Jestem  w  Chicago  -  zabrzmiało  w 

odpowiedzi. 

Mollie utkwiła wzrok w podwieszony sufit swego pokoju w firmie „Wszystko 

dla biura". Czy Flynn Carlson nie rozumie słowa „nie” ? 

Nie spotkamy się. Nie mam zamiaru udzielać więcej wywiadów. Nigdy. 

Tamte  były  bardzo  powierzchowne,  Mollie.  Tego  samego  moŜna  się 

dowiedzieć z biografii Edlemana. 

Proszę  więcej  do  mnie  nie  dzwonić.  -  Mollie  zdecydowanie  odłoŜyła 

słuchawkę. 

Od  sławnego  bankietu,  gdy  Marscel  doznał  lekkiego  zawału  serca,  minęły 

dwa  miesiące.  Dwa  ponure  miesiące.  Usiłując  chronić  Claudine  i  zapewnić 

Marscelowi  minimum  spokoju,  Mollie  niechętnie  wzięła  na  siebie  kontakty  z 

prasą  i  uczonymi.  Odpowiedziała  na  kilka  pytań  i  miliony  razy  odmówiła 

odpowiedzi. W końcu dali jej spokój. Wszyscy oprócz Flynna. 

Ten atakował ją coraz uparciej i coraz bardziej nachalnie. Teraz przyjechał do 

Chicago. Był ostatnim człowiekiem na świecie, którego miałaby ochotę oglądać. 

Oficjalny  biograf  Woodrowa  Locke'a  na  pewno  wyciągnie  sprawy,  o  których 

Mollie wolała nawet nie myśleć. 

background image

 

12

Wrzuciła stos podpisanych rachunków na tacę „sprawy załatwione" i jeszcze 

raz  przejrzała  wypisaną  na  maszynie  trasę  zaplanowanej  na  następny  tydzień 

podróŜy.  Czekał  ją  wyjazd  do  południowego  Illinois  na  spotkania  z  klientami, 

dzięki  czemu  z  łatwością  umknie  Flynnowi.  Czemu  zresztą  on  tak  ją 

prześladuje? 

To  przez  Marscelów  -  mruknęła  do  siebie  w  odpowiedzi.  Claudine  i  jej 

kapryśny małŜonek pchali Flynna ku Mollie z subtelnością hipopotama. 

Czemu Claudine uwaŜała, Ŝe dziewczynie jest potrzebny męŜczyzna? Mollie 

nigdy  nie  była  typem  słodkiego  kociaka,  który  nie  jest  w  stanie  obejść  się  bez 

męskiego  ramienia.  Pracowała,  przyzwoicie  zarabiała,  miała  do  dyspozycji 

słuŜbowy  samochód  i  spłacała  raty  hipoteczne  za  dom  w  stylu  Tudorów, 

połoŜony  na  przedmieściach  Chicago.  Pracowała  społecznie  z  zaniedbanymi 

dziećmi.  Ludzie  na  niej  polegali.  Tak  znakomicie potrafiła  zorganizować sobie 

Ŝ

ycie, Ŝe była w stanie -rozwiązywać problemy jeszcze kilku innych osób. 

Połączyła się z recepcjonistką. 

Gretchen? Ten ostatni telefon to był znowu doktor Carlson. 

Naprawdę?  Och,  Mollie,  tak  mi  przykro.  -  W  głosie  recepcjonistki 

zabrzmiała  fałszywa  nuta.  Najwyraźniej  Flynnowi  udało  się  oczarować  słodką, 

ale głupiutką Gretchen. 

Jeśli  znowu  zadzwoni  -  ostrzegła  Mollie  -  to  pod  Ŝadnym  pozorem  nie 

wolno ci go ze mną łączyć. 

Ale co ja mu powiem? 

ś

e nie Ŝyczę sobie z nim rozmawiać. Naprawdę, Gretchen, to chyba jasne. 

Dobrze,  jak  chcesz.  -  Sądząc  z  tonu,  Gretchen  poczuła  się  uraŜona.  - 

Nawiasem  mówiąc,  Mollie,  przypominam,  Ŝe  za  pięć  minut  masz  spotkanie. 

Pokój konferencyjny B, -Wiem. 

Mollie  wyłączyła  interkom.  Spotkanie?  Spojrzała  w  kalendarz:  strona  była 

czysta. Nie zanotowała Ŝadnego spotkania. Do diabła, coś niedobrego się z nią 

dzieje.  Zawsze  była  taka  zorganizowana,  odpowiedzialna,  nigdy  nie  gubiła 

background image

 

13

zamówień,  rachunki  zgadzały  się  co  do  centa  -  i  od  trzech  lat  nie  opuściła  ani 

jednego dnia pracy. A teraz nagle nie pamięta o jakimś cholernym spotkaniu. 

Co  się  z  nią  dzieje?  Przez  ostatnie  dwa  miesiące  oganiała  się  od  natrętów, 

domagających się prawdziwej historii Woodrowa Locke'a. Reporterzy czaili się 

za kaŜdą rośliną doniczkową. Fotograficy z teleobiektywami czekali za kaŜdym 

rogiem.  Jeden  zdesperowany  literaturoznawca  złoŜył  jej  nawet  propozycję 

małŜeństwa,  Ŝeby  uzyskać  wyłączne  prawo  do  jej  pamiętników.  Niech  diabli 

wezmą „Przejście" i Ramonę, której wpadło do głowy opublikować te wiersze. 

Ale to wszystko właściwie juŜ wygasało, więc dlaczego jej napięcie nie słabło? 

W  gruncie  rzeczy  Mollie  czuła  się  coraz  gorzej  i  coraz  trudniej  dawała  sobie 

radę  z  codziennym  Ŝyciem.  Jej  opanowanie  wisiało  na  włosku.  Wymyślała 

kierowcom,  którzy  zapomnieli  włączyć  kierunkowskaz  na  skrzyŜowaniu.  W 

sklepie  wyłajała  kasjerkę, która pomyliła się o  cztery  centy.  A  wczoraj  o  mało 

nie rozpłynęła się we łzach w pralni chemicznej, gdy odbierała suknię, w której 

była  na  przyjęciu.  Zdecydowanie  zbyt  często  płakała,  złościła  się  i 

denerwowała. Wzięła się w garść po śmierci obojga rodziców, a teraz rozpadała 

się na  kawałeczki.  Wzruszyła  ramionami  i  pomyślała,  Ŝe  chyba  po  prostu  traci 

rozum.  Jej  ojciec,  ostatecznie,  nie  był  wzorem  zdrowego  rozsądku.  Chyba 

genetyka ją w końcu dopadła. Jaki ojciec, taka córka? O nie, nic z tego. 

  

Naciągnęła  biały  lniany  Ŝakiet  od  kostiumu,  zgarnęła  z  biurka  stos  teczek  i 

ruszyła do drzwi. Nie miała pojęcia, z kim ma spotkanie i w jakiej sprawie, ale 

da sobie radę. Zdecydowanym krokiem minęła biurko recepcjonistki. 

Powodzenia! - zawołała za nią Gretchen. 

Mollie weszła energicznie do sali konferencyjnej B. 

Wydawała się pusta, ale ktoś siedział tyłem do wejścia w krześle z wysokim 

oparciem,  przy  końcu  stołu.  Ale  kto?  Z  kim  ma  to  spotkanie?  Z  głośnym 

plaśnięciem połoŜyła teczki na stole. 

Jestem - oświadczyła. 

background image

 

14

Obrotowe krzesło z wysokim oparciem zawirowało. 

Cześć, Mollie. 

Na  widok  Flynna  Carlsona  znieruchomiała  w  pół  kroku.  Flynn  otworzył 

leŜącą na stole teczkę, wyjął kartkę papieru i ruszył w jej stronę. Instynktownie 

cofnęła się. 

Co tu robisz? 

Wpadłem  wczoraj,  ale  cię  nie  było,  więc  zanotowałem  to  spotkanie  na 

kalendarzu Gretchen. 

Ach, Gretchen - mruknęła. 

Nie miej jej za złe -poprosił. -Kiedy to robiłem, nie było jej przy biurku. 

Kilka minut temu rozmawiałam z tobą przez telefon. Jak ci się udało tak 

szybko tu dotrzeć? 

Dzwoniłem  z  holu  na  dole  -  przyznał,  uśmiechając  się,  i  zanim  zdąŜyła 

cokolwiek powiedzieć, podsunął jej kartkę papieru. -Przeczytaj to. 

Nie chcę. 

Proszę, Mollie. Wiem, Ŝe akurat teraz nie jesteś zajęta. Przeczytanie tego 

zajmie ci tylko minutkę. Jeśli potem w dalszym ciągu nie będziesz chciała mnie 

wysłuchać, obiecuję, Ŝe zniknę z twego Ŝycia. 

Niebieskie  oczy  Flynna  nie  opuszczały  jej  twarzy.  Zabawa  w  chowanego  z 

Mollie Locke nieszczególnie go bawiła. Mollie była piękna, ale podejrzewał, Ŝe 

i  okropnie  rozpuszczona  -jedna  z  tych  atrakcyjnych  damulek,  które  uwielbiają 

wodzić męŜczyzn za nos i zawsze dostają to, czego chcą. Wskazał na kartkę. 

Oryginał znalazłem wśród prywatnych papierów twego ojca. 

Wbrew sobie Mollie poczuła odrobinę zainteresowania. 

W  tych  dokumentach,  które  Marscel  od  trzynastu  lat  trzymał  pod 

kluczem? 

Potwierdził. 

background image

 

15

Razem z Marscelem przeglądaliśmy te papiery. Strasznie ich duŜo. Kiedy 

twój ojciec nie pisał powieści czy wierszy, pisał notatki albo listy. No, ale tobie 

nie muszę o tym mówić. 

Mollie  podniosła  ze  stołu  kartkę  papieru.  Był  to  list  do  Marscela  na  temat 

warunków  narciarskich  w  Kolorado  w  styczniu  1968  roku.  Mollie  miała 

wówczas siedem lat. 

Ostatni akapit brzmiał: 

No,  stary  druhu,  skończyłem.  Wyszła  dłuŜsza,  niŜ  planowałem.  346  stron 

mojej najlepszej pracy. Ta jest wyłącznie dla mojej najsłodszej Mollie, dla mojej 

zielonookiej  dziewczynki.  Pewnego  dnia,  gdy  odwaŜy  się  pójść  śladem 

wytyczonych rytmów swego serca, odnajdzie ją - mój skarb. 

Skarb? - Mollie podniosła wzrok. 

Maszynopis.  Są  jeszcze  inne  wzmianki  o  jego  „skarbie"  i  o  ksiąŜce  dla 

Mollie. A kilka dokumentów świadczy o tym, moim zdaniem, Ŝe nie chodzi tu o 

Ŝ

adną z później opublikowanych powieści. 

Flynn  przyglądał  się  uwaŜnie,  czy  coś  w  wyrazie  twarzy  dziewczyny  nie 

zdradzi, Ŝe wiedziała o zaginionej powieści Woodrowa Locke'a. 

Nie gap się tak - powiedziała. - To niegrzeczne. 

Jesteś bardzo podobna do ojca. 

Nie,  nie  jestem.  Mam  szerzej  rozstawione  oczy  i  mój  podbródek  nie  jest 

kwadratowy. W ogóle go nie przypominam. 

Podniósł w górę dłonie w geście poddania. Jej wrogość była bolesna. 

Jak  sobie  Ŝyczysz.  Powiedz  mi  tylko  coś  o  tej  notatce.  Czy  twój  ojciec 

kiedykolwiek wspominał ci o ksiąŜce, którą napisał wyłącznie dla ciebie? 

Nie mam nic do powiedzenia. 

Mollie,  nie  próbuję  naciągnąć  cię  na  wywiad.  Treść  tego  listu  jest 

znacznie  bardziej  podniecająca.  Pomyśl  tylko  -  moŜliwe,  Ŝe  istnieje  zaginiony 

maszynopis Woodrowa Locke'a. Skończona powieść. 

Tak o tym mówisz, jakby to było coś niezwykle waŜnego. 

background image

 

16

Bo to jest waŜne. 

Nie,  Flynn.  WaŜne  jest  lekarstwo  na  raka.  WaŜna  jest  walka  z  głodem. 

WaŜna  jest  ochrona  środowiska.  A  jeszcze  jedna  powieść  Woodrowa  Locke'a 

jest zaledwie interesująca. 

Wymaszerowała  z  pokoju  konferencyjnego  i  zanim  doszła  do  biurka 

Gretchen,  zdąŜyła  się  naładować.  Zatrzymała  się  i  czekała,  zaciskając  zęby,  aŜ 

Gretchen  połączy  trzy  rozmowy  telefoniczne.  Zaraz  usłyszy  kilka  niezbyt 

przyjemnych słów. 

Ach, Mollie - podskoczyła Gretchen - jest do ciebie rozmowa z Nowego 

Jorku. Pani Claudine Marscel. 

Wspaniale.  -  Tylko  tego  jej  jeszcze  brakowało.  Mollie  powoli wypuściła 

powietrze. - Przełącz do gabinetu. 

Odwracając  się,  niemal  wpadła  na  Flynna.  Zanim  zdąŜyła  mu  powiedzieć, 

Ŝ

eby się wynosił do diabła, oświadczył uspokajająco: 

Nie martw się. Zaczekam tutaj. 

W samotności swego pokoju złapała słuchawkę jak śmiercionośne narzędzie. 

O co chodzi, Claudine? 

Mollie, jesteś zdenerwowana? Słuchaj, czy Flynn się z tobą kontaktował? 

Owszem. 

Ach,  to  chyba  jesteś  zadowolona,  nie?  Pomyśl  tylko,  Mollie.  Twój  papa 

napisał ksiąŜkę tylko dla ciebie. Czy to nie wspaniałe? 

Tak uwaŜasz? 

A jednak słuchając opowieści o tym, jak Marscel i Flynn znaleźli list i potem 

szukali innych informacji, potwierdzających istnienie nieznanego maszynopisu, 

Mollie  cieszyła  się  z  entuzjazmu  w  głosie  Claudine!  Choroba  Marscela  i  jego 

późniejsza  powolna  rekonwalescencja  były  dla  Claudine  bardzo  cięŜkim 

okresem. Teraz więc Mollie z radością słuchała, jak jej chrzestna matka z dawną 

werwą wykrzykuje do słuchawki, uŜywając francuskich i angielskich słów: 

No i, certamemenł, ty i Flynn znajdziecie ten skarb, to dzieło. 

background image

 

17

Czekaj, czekaj, Claudine. O czym ty mówisz? 

- No, o szukaniu, oczywiście. - Claudine roześmiała się wesoło. - Ten Flynn, 

to przystojny poszukiwacz skarbów, n'est-ce pas? Ja myślę, Ŝe moŜe go bardzo 

polubisz. 

Mollie  wzdrygnęła  się.  Jakiekolwiek  kontakty  z  Flynnem  nie  były  dobrym 

pomysłem. Włączanie się do poszukiwań maszynopisu, który moŜe w ogóle nie 

istniał, wyglądało na kompletny idiotyzm. 

Mam  pytanie.  Dlaczego  Marscel  nigdy  przedtem  nie  wspominał  mi  o 

istnieniu tego zaginionego dzieła? 

Sama go spytaj. 

Mollie jęknęła, słysząc, jak od podnieconej Claudine słuchawkę przejmuje jej 

kostyczny mąŜ. 

Mollie - powiedział Marscel burkliwie, nie znoszącym sprzeciwu tonem - 

masz jechać z Flynnem i pomóc mu. 

Jak się czujesz? 

Jestem  znudzony.  Ten  cholerny  lekarz  nie  pozwala  mi  się  ruszać  z 

Manhattanu. śadnych podróŜy. Inaczej sam bym z wami pojechał. 

Nigdzie razem nie jedziemy. 

Pewnie,  Ŝe  jedziecie.  NajwyŜszy  czas,  Ŝebyś  znalazła  tę  ksiąŜkę.  Moim 

zdaniem  Woody  ją  schował.  Wiesz,  jak  pod  koniec  Ŝycia  stał  się  podejrzliwy 

wobec ludzi. 

Chodzi ci o to, Ŝe był paranoikiem. 

Napisał  tę  ksiąŜkę  tylko  dla  ciebie  i  nie  obchodziło  go,  czy  zostanie 

wydrukowana. Chciał, Ŝebyś ją miała, gdy dorośniesz na tyle, by zrozumieć. 

Mollie  z  łatwością  mogła  uwierzyć,  Ŝe  w  ataku  paranoi  jej  ojciec  schował 

gdzieś maszynopis powieści, ale była przekonana, Ŝe z nią ta ksiąŜka nie ma nic 

wspólnego. 

Jeśli  ten  maszynopis  w  ogóle  istnieje,  to  dlaczego  dotychczas  go  nie 

szukałeś? 

background image

 

18

Szukałem, Nie pamiętasz naszej wyprawy na Florida Keys? 

Pamiętam. - Jakiś rok po śmierci ojca pojechała z Marscelem do hacjendy 

Woody'ego.  Dokładnie  ją  wtedy  przeszukali.  Przypisywała  tę  wyprawę 

skrupulatności  starego  prawnika,  szukającego  papierów.  -  Nigdy  nic  nie 

mówiłeś o zaginionym maszynopisie. 

Pewnie Ŝe nie, miałaś przecieŜ tylko szesnaście lat. Bałem się, Ŝe moŜesz 

komuś  wypaplać.  WyobraŜasz  sobie,  co  by  się  działo  wśród  naszych 

dystyngowanych akademickich kumpli? Rozebraliby dom na kawałki. 

Tak,  to  miało  sens.  Tylko  -  skoro  wówczas  nie  znaleźli  Ŝadnej  skrytki,  jak 

mają ją odszukać teraz? 

Czy ta ksiąŜka jest na Florydzie? 

A  kto  to  wie!  Ja  myślę  ,Ŝe  Woody  zostawił  ci  jakąś  wskazówkę,  coś  na 

kształt tej uwagi o wytyczonych rytmach serca. 

Nic takiego nie pamiętam. 

Więc  musisz  sobie  przypomnieć.  -  Jego  głos  był  powaŜny.  -  Słuchaj, 

mówię  teraz  jako  twój  opiekun.  Musisz  pogodzić  się  z  przeszłością.  Inaczej  te 

zapomniane sprawy zjedzą ci nerwy. 

Mollie  pomyślała  o  napięciu  ostatnich  miesięcy,  o  nagłych  atakach  płaczu  i 

wściekłości.  Bardzo prawdopodobne,  Ŝe ma  to  coś  wspólnego  z  ojcem.  Ale  po 

co odgrzebywać stare dzieje? Lepiej zostawić wszystko tak, jak było. Jeśli jej się 

uda. 

Nigdy nie chciałaś rozmawiać o swoim ojcu - mówił dalej Marscel. - Nie 

odpisywałaś na moje listy dotyczące jego majątku. Nie podjęłaś teŜ ani centa z 

funduszu powierniczego, 

Nie potrzebowałam pieniędzy. - Spadek po ojcu był jedyną nie załatwioną 

sprawą  w  Ŝyciu  Mollie.  Za  kaŜdym  razem,  gdy  Marscel  przysyłał  jej  jakieś 

dokumenty,  wrzucała  je,  bez  otwierania,  do  osobnej  teczki.  -  I  dlaczego  teraz? 

Dlaczego akurat teraz miałabym zaczynać poszukiwania? 

background image

 

19

To  przez  Flynna  -  wyjaśnił.  -  UwaŜam,  ze  jest  okazja,  by  dzięki  twoim 

wspomnieniom i jego uporowi dotrzeć w końcu to tego zaginionego dzieła. 

Flynn.  Mollie  uświadomiła  sobie,  Ŝe  ten  człowiek  właśnie  czeka  pod  jej 

drzwiami. 

Daj mu szansę - nalegał Marscel. - Polubisz go. 

To niemoŜliwe. Uosabiał wszystko, czego nienawidziła. Był poszukiwaczem 

przygód,  wykładowcą  i  pisarzem.  Sama  myśl  o  nim  sprawiła,  Ŝe  przebiegł  ją 

dreszcz. 

Przykro mi, Marscel, ale muszę ci odmówić. 

Przemyśl to jeszcze, Mollie. To dla mnie bardzo waŜne. 

W  jego  głosie  brzmiała  wyraźna  prośba.  Mollie  była  zdumiona.  Znała 

Marscela od urodzenia i nigdy jej o nic nie prosił. 

Dlaczego? 

Bo nienawidzę „Przejścia" - wyjaśnił. -I nie mogę znieść myśli, Ŝe ma to 

być ostatnia opublikowana praca Woody'ego. ZasłuŜył sobie, by pamiętać go za 

coś  lepszego.  Jeśli  nie  chcesz  tego  zrobić  dla  swego  ojca  ani  dla  siebie  samej, 

zrób to dla mnie. 

Pomyślę  o  tym,  Ale  niczego  nie  obiecuję.  -  No,  jeśli  się  nie  zgodzi,  do 

końca Ŝycia będzie się czuła winna. - PoŜegnaj ode mnie Claudine. 

OdłoŜyła  słuchawkę  i  zamyśliła  się.  Tak,  musi  porozmawiać  z  Flynnem  i 

uczciwie  postawić  sprawę.  Wyjaśnić,  Ŝe  potrzebuje  czasu  do  namysłu. 

Powiedzieć, Ŝe skontaktuje się z nim później. Złapała torebkę i wyszła z pokoju. 

Na  widok  Flynna,  opartego  o  biurko  Gretchen,  roześmianego  i  flirtującego, 

jej postanowienie osłabło. 

Niebieskie spojrzenie Flynna spoczęło na Mollie. 

Marscel  poinformował  mnie,  Ŝe  zamierzasz  szukać  tego  hipotetycznego 

zaginionego maszynopisu i potrzebujesz mojej pomocy. 

To prawda. 

background image

 

20

Zastanowię  się,  Flynn,  i  poinformuję  cię  później  o  mojej  decyzji.  - 

Skinęła mu głową i zwróciła się do Gretchen. - Wychodzę na obiad. 

Flynn wyprostował się. To okropne, Ŝe był od niej o tyle wyŜszy. 

Czy mogę ci towarzyszyć? 

Jak sobie Ŝyczysz. 

Mollie ruszyła przed siebie. Nie było powodu, Ŝeby szli razem na obiad. Nie 

zachęcała  go.  Nie  była  dla  niego  uprzejma.  Chyba  juŜ  doszedł  do  wniosku,  Ŝe 

nie nadają na tej samej fali. Mollie to odpowiadało. Jeśli Flynn się teraz wycofa, 

nie będzie musiała zawracać sobie głowy poszukiwaniem skarbu. 

Weszła do windy, odwróciła się i ujrzała Flynna stojącego obok. 

Jak tam Ciaudine? - zapytał. 

Fantastique. 

Winda zjeŜdŜała na dół. 

Słuchaj, Mollie, nawet jeśli nie obchodzi cię wartość literacka tej ksiąŜki, 

pamiętaj, Ŝe moŜe być warta miliony. Patrz, jaki sukces odniosło „Przejście" a to 

przecieŜ tylko zbiorek przeciętnych wierszy. 

Nie  potrzebuję  pieniędzy  -  oznajmiła.  Wyszli  do  bólu.  -  Poza  tym 

honoraria  za  ksiąŜki  mego  ojca  to  prawniczy  koszmar.  Trzeba  uwzględniać 

wszystkie byłe Ŝony i rozmaitych „przyjaciół", którym pozostawiał to i owo. 

- Ale ta byłaby wyłącznie twoja. Istnieją pisane ręką twego ojca papiery, które 

ś

wiadczą wyraźnie, Ŝe ta ksiąŜka, zatytułowana „Klucz", jest całkowicie twoja. 

W stu procentach. Marscel juŜ się zajął prawna stroną tej sprawy. 

„Klucz"- mruknęła, zamyślona. Brzmiało to jakoś znajomo, wywoływało 

odzew gdzieś w zakamarkach pamięci. 

Pamiętasz ten tytuł? - zapytał Flynn. 

Właściwie nie. 

Wyszli  z  budynku  w  gęstą  wilgoć  chicagowskiego  lata.  Była  pora  obiadu  i 

chodniki  wypełniał  tłum  Wszyscy  się  śpieszyli,  a  ograniczone  wieŜowcami 

wąwozy  ulic  rozbrzmiewały  tysiącami  głosów  i  kroków  -W  niektórych 

background image

 

21

notatkach  -  powiedział  Flynn  -  twój  ojciec  sugeruje,  Ŝe  powinnaś  mieć  jakieś 

pojecie o miejscu schowania skarbu. 

Pod koniec Ŝycia sugerował takŜe, Ŝe odkrył skarby Sinobrodego. W połowie 

lat  siedemdziesiątych  przez  dwa  miesiące  chował  się  w  górskim  szałasie,  bo 

uwaŜał,  Ŝe  Hitler  jest  na  jego  tropie.  Twierdził  równieŜ,  Ŝe  siłował  się  z 

aligatorem. 

MoŜe pamiętasz jakieś specjalne miejsce? - nalegał Flynn. 

Nie. 

MoŜe przypadkiem schowałaś maszynopis z innymi pamiątkami? 

Nie  mam  pamiątek  po ojcu.  -  Nigdy  nie miała  ochoty  zatrzymywać  jego 

starych  wędkarskich  kapeluszy,  wypchanych  trofeów  myśliwskich  czy  pustych 

butelek  po  alkoholu.  -  Nie  jestem  sentymentalna.  Wszystko,  co  mi  dał, 

przekazałam Marscelowi, a on chyba zauwaŜyłby maszynopis. 

Szli w kierunku wschodnim. Koło jeziora Michigan błękit nieba rozlewał się 

w  gorącą,  białą  mgiełkę.  Nie  było  dość  chmur  na  deszcz,  ale  słońca  nie  było 

widać.  Mollie  szła  szybko.  Kropelka  potu  spłynęła  jej  po  obojczyku  między 

piersi. 

Przypominam  ci,  Flynn,  Ŝe  nie  zgodziłam  się  jeszcze  brać  udziału  w 

twoich poszukiwaniach. 

Zastanów się. - Stali na chodniku, czekając na zielone światło. - Tam, w 

biurze,  mówiłaś,  jakie  sprawy  uwaŜasz  za  waŜne.  Nieznana  ksiąŜka  Locke'a 

przyniesie  mnóstwo  pieniędzy.  Pomyśl,  ile  wielorybów  mogłabyś  dzięki  nim 

uratować. 

Nie mówmy o tym. 

Ale  wiedziała,  Ŝe  Flynn  ma  rację.  Zaginione  dzieło  jej  ojca  na  pewno  jest 

warte  fortunę.  Choć  sama  jej  nie  potrzebowała,  wiedziała,  jak  dzięki  wsparciu 

finansowemu  rozwinęłaby  się  działalność  „Pomocnej  Dłoni",  organizacji 

charytatywnej dla dzieci, której poświęcała swój wolny czas. 

background image

 

22

Przed Instytutem Sztuki było mniej ludzi i Mollie skręciła na szerokie schody. 

Zatrzymała się przy kamiennym lwie, szczerzącym zęby na postumencie. 

Wiesz  Ŝe  Marscel  i  ja  przeszukaliśmy  hacjendę  na  Keys  i  nic  nie 

znaleźliśmy? 

Mówił mi o tym - przytaknął Flynn. 

Dlaczego uwaŜasz, Ŝe tym razem będzie inaczej? 

Z dwóch powodów. Po pierwsze, Marscel nie mówił ci nic o ksiąŜce, więc 

nie  wiedziałaś,  czego  właściwie  szukacie.  A  po  drugie,  Marscel  miał  tysiące 

innych  spraw  na  głowie  -  kancelarię,  klientów,  Claudine  i  tak  dalej.  A  ja  nie. 

Zajmuję  się  tylko  i  wyłącznie  poszukiwaniem  maszynopisu.  Wszystkie  moje 

fizyczne i psychiczne moŜliwości poświęcam szukaniu „Klucza". 

A jeśli został zniszczony? Albo nigdy nie istniał? 

Nie  będziemy  wiedzieć,  jeśli  nie  poszukamy.  MoŜe  dziś  wieczór 

siądziemy  w  jakimś  spokojnym  miejscu,  gdzie  będziesz  mogła  odpręŜyć  się  i 

powspominać? Idąc szlakiem wytyczonych rytmów twego serca? 

A  co  to  właściwie  ma  znaczyć?  -  roześmiała  się  krótko.  -  To  brzmi  jak 

EKG. 

To znaczy, Ŝe twój ojciec bardzo się o ciebie troszczył. 

CzyŜby? 

Gdy  spotkała  wzrok  Flynna,  jej  serce  zaczęło  jakby  bić  innym  rytmem, 

nieprzyjemnym, przyspieszonym rytmem pulsującym od czubków palców aŜ po 

splot słoneczny. Albo powinna pójść do kardiologa, albo zaczyna poddawać się 

magnetyzmowi tego męŜczyzny. 

Mollie? Spotkamy się wieczorem? 

Niestety, jestem juŜ umówiona. 

Flynn  parsknął  zniecierpliwiony.  Ciągle  wznosiła  nowe  bariery.  Jak 

dziewczyna  wyglądająca  tak  pogodnie  moŜe  być  tak  uparta?  Rozpieszczona 

smarkula, pomyślał. Splotła ramiona na piersi i zdecydowanie uniosła głowę. A 

jednak, o dziwo, wyczuwał w jej postawie równieŜ kobiece zaproszenie. 

background image

 

23

Nie  wymyślił  sobie  tego.  Flynn  miał  dość  doświadczeń  z  kobietami,  by 

wiedzieć,  kiedy  naprawdę  mówią  „nie".  A  ciało  Mollie  mówiło  „tak".  Było  to 

bardzo  subtelne  -  coś  w  sposobie poruszania  biodrami,  jakaś bezbronność,  gdy 

wiatr znad jeziora plątał jej włosy. No i te oczy, w których moŜna było utonąć. 

Odwołaj swoje spotkanie. 

Nie mogę. MoŜe jutro. 

Słuchaj, Mollie, nie mam zbyt wiele czasu, by cię obłaskawiać. Przyjąłem 

zaliczkę  na  biografię  od  wydawcy,  napomknąłem,  Ŝe  być  moŜe  istnieje 

zagubiony tekst. Mój wydawca chciałby zobaczyć coś konkretnego. 

To twój problem. 

CzyŜby? Mollie, on to napisał dla ciebie. 

Unikała  jego  wzroku,  ale  i  tak  dostrzegł,  Ŝe  za  maską  spokoju  kłębią  się 

gwałtowne  uczucia.  Wyczuł,  Ŝe  nie  gra  z  nim  w  ciuciubabkę,  Ŝe  chodzi  o  coś 

innego. Jakiś sekret? 

Jesteś  córką  Woodrowa  Locke'a.  Jego  jedynym  dzieckiem.  MoŜesz 

bardzo pomóc w naszym zrozumieniu tego człowieka, jego geniuszu. A jednak 

zawsze milczałaś. Dlaczego? 

Nie wiem. 

Co cię tak przeraŜa? 

Nie jestem przeraŜona. 

Więc czemu nie chcesz o nim mówić? 

Ja  nie  wiedziałam,  Ŝe  jest  geniuszem.  Byłam  dzieckiem.  -  Jej  oczy 

płonęły,  całe  ciało  napięło  się.  -  Dla  mnie  mój  ojciec  był  tylko  paranoikiem, 

pijakiem, dziwkarzem i draniem. 

 

ROZDZIAŁ 3 

 

background image

 

24

Mollie gwałtownie zakryła ręką usta, ale było za późno - nie mogła juŜ cofnąć 

tego,  co  powiedziała.  Jej  słowa  zaczynały  Ŝyć  własnym  Ŝyciem,  rosnąc  i 

nabierając mocy, jak smok. 

Dwanaście  lat  powtarzania  „nie  mam  nic  do powiedzenia"  poszło na  marne. 

Tak  długo  zachowywała  milczenie,  by  w  końcu  wyrazić  swoje  uczucia  wobec 

najmniej  odpowiedniej  osoby  -  wobec  oficjalnego  biografa  ojca,  którego 

zadaniem jest wyszukiwanie róŜnych wstydliwych historii i opisywanie ich. Jej 

potrzeba  prywatności  nic  dla  Flynna  nie  znaczyła.  Chciał  tylko  wykorzystać 

wspomnienia Mollie. 

Rzuciła się po schodach w dół, ale przytrzymał jej ramię. 

Nie uciekaj ode mnie, Mollie. 

Czuła napięcie w jego dotyku, nieznośnie gorącym dotyku w gorący lipcowy 

dzień. 

Nie uciekam. 

MoŜe będę w stanie ci pomóc. 

Stojąc dwa stopnie niŜej niŜ on, musiała zadzierać głowę, by spojrzeć mu w 

twarz. Jego blond czupryna lśniła w słońcu jak lwia grzywa.  Dalej, z tyłu, lew 

szczerzył zęby na swym kamiennym postumencie. 

Przynajmniej  bądź  uczciwy,  Flynn.  Chcesz  znaleźć  maszynopis  i  chcesz 

dowiedzieć  się  jak  najwięcej  o  moim  ojcu.  Bardzo  wątpię,  czy  pomaganie  mi 

leŜy w sferze twoich zainteresowań. 

PrzecieŜ szukamy tego samego. 

Nie.  -  śałowała,  Ŝe  nie  potrafi  zniknąć.  Rozpłynąć  się  w  powietrzu. 

Wymazać wypowiedziane słowa. Nie myślała o ojcu w taki sposób. Starała się 

w ogóle o nim nie myśleć. 

Oboje szukamy prawdy, Mollie. 

Daj mi spokój. 

Dopadła krawęŜnika, jakimś cudem złapała przejeŜdŜającą właśnie taksówkę 

i wskoczyła na tylne siedzenie. 

background image

 

25

Niech  pan  jedzie  prosto  -  rzuciła  kierowcy.  –  Po  Michigan  Avenue. 

Szybko, niech pan jedzie. 

Przez tylne okno widziała Flynna. Nie ruszył za nią w pościg. Zatrzymał się 

przy  krawęŜniku  i  stał  tak,  z  rękoma  w  kieszeniach.  Mogłaby  przysiąc,  Ŝe  w 

oczach miał smutek, ale z odległości kilkudziesięciu metrów nie mogła przecieŜ 

tego widzieć. Nawet jego magnetyzm nie mógł zadziałać na taki dystans. 

Mollie  rozparła się  na  tylnym  siedzeniu taksówki.  Okna  były  zamknięte,  ale 

klimatyzacja  działała  chyba  tylko  w  wyobraźni  kierowcy.  Ściągnęła  z  siebie 

biały  Ŝakiet.  Na  ramieniu,  tam,  gdzie  oparła  się  o  cokół  lwa,  widniała  smuga 

brudu.  CóŜ  z  niej  za  idiotka,  Ŝeby  wkładać  białe  ubranie  w  mieście!  Idiotka. 

Kretynka. Tępak. Dlaczego w ogóle słuchała Flynna? Najlepiej powtarzać „nie 

mam  nic  do  powiedzenia".  JuŜ  dosyć  ryzykowania.  Dosyć  wysłuchiwania 

poronionych pomysłów. Pochyliła się w stronę kierowcy. 

Dworzec Union, proszę. 

W  podmiejskim  pociągu,  wiozącym  ją  do  domu  w  Naperville,  Mollie 

ć

wiczyła regularny oddech. Gdy juŜ wysiadła, odnalazła samochód i wyruszyła 

w znajomą drogę do domu, jej puls bił równo jak metronom. 

Automatyczna  sekretarka  sygnalizowała,  ze  ktoś  dzwonił,  ale  Mollie  nie 

włączyła odtwarzania. Nie miała ochoty na wysłuchiwanie ani próśb Flynna, ani 

szczebiotu  Caudine,  ani  nalegań  Marscela.  Zadzwoniła  do  biura  i  powiedziała 

Gretchen, ze juŜ nie wróci dziś do pracy. Mollie poszła do sypialni. Zazwyczaj 

była  przeciwna  popołudniowym  drzemkom,  ale  dzisiejszy  dzień  nie  był 

normalny.  Ściągnęła  ubranie  i  wśliznęła  się  pod  koc.  Szybko  zapadła  w 

błogosławiony sen bez snów. 

Obudziła  się  kilka  godzin  później,  dostrzegając  przez  okno,  Ŝe  zmierzcha. 

Budzik wskazywał za dwadzieścia siódmą. Była spóźniona. 

W  pośpiechu  wzięła  prysznic,  ubrała  się  i  dopadła  samochodu.  Planowała 

pójście do kina z dwunastoletnią dziewczynką imieniem Liana, która była objęta 

programem  Pomocnej  Dłoni,  ale  zawaliła  sprawę.  Znowu.  Kiedy  przestanie 

background image

 

26

popełniać te głupie błędy? Pognała przez miasto do wesołego, piętrowego domu 

z  szeroką  werandą.  Gdy  wbiegła  po  schodkach  i  nacisnęła  dzwonek,  było 

dziewięć po siódmej. 

W drzwiach pojawiła się pulchna kobieta. 

Przepraszam za spóźnienie, pani Volker. 

Proszę, niech pani wejdzie. - Pani Volker odsunęła się. - Chyba spóźnicie 

się na początek filmu. A Liana powinna być w domu o dziewiątej, bo musi się 

jeszcze pouczyć. 

To  nie  problem  -  odezwał  się  z  tyłu  cienki  głosik.  Liana  obeszła  panią 

Volker,  swoją  zastępczą  matkę,  i  wysunęła  się  przez otwarte drzwi.  -  MoŜemy 

pójść do biblioteki, prawda, Mollie? 

Jasne. 

ś

aaaaden  problem  -  powtórzyła  Liana,  przeciągając  słowa.  -  Zajmiemy 

się czymś naprawdę kulturalnym i wrócimy przed dziewiątą. 

Mollie i pani Volker wymieniły rozbawione spojrzenia. 

Albo  pójdziemy  do  centrum  handlowego.  Gdy  juŜ  siedziały  w 

samochodzie, Mollie zapytała: 

No to jak? Kultura czy centrum handlowe? 

Masz jakieś pieniądze? 

Dziesięć dolców na kino. 

Centrum handlowe - zdecydowała Liana. 

Jak na dwunastolatkę, była bardzo zdecydowaną osobą. Ale Liana przywykła 

juŜ  sama  się  sobą  zajmować.  Nie  miała  zbyt  szczęśliwego  dzieciństwa. 

Podobnie  jak  wiele  dzieci  w  programie  „Pomocnej  Dłoni'',  Liana  była 

maltretowana przez rodziców, więc uciekała z domu. Od trzech miesięcy Mollie 

spotykała się z nią raz czy dwa na tydzień i razem gdzieś wychodziły. 

Jak tam Volkerowie? 

Są fajni. Zgredy, ale fajni. I pozostałe trzy dzieciaki teŜ są w porządku. 

Wydawało mi się, Ŝe bardzo dziś chciałaś wyjść. 

background image

 

27

Czasami  po  prostu  muszę  się  wyrwać.  -  Wielkie,  brązowe  oczy  Liany 

spoczęły na Mollie. – Jak myślisz, czy powinnam sobie jeszcze raz dać przekłuć 

ucho? Poznałam w szkole super chłopaka i chciałabym mu się podobać. 

Dzięki dziurom w uchu? 

Liana zastanowiła się. 

Masz rację. To by było staroświeckie. 

Jechały  w  przyjacielskim  milczeniu.  Mollie  nauczyła  się  juŜ,  Ŝe  Liana  nie 

prowadzi  rozmówek o  niczym.  Ta  ciemna,  szczupła dziewczyna  o  wyrazistych 

oczach mówiła tylko wtedy, kiedy miała coś do powiedzenia. Albo gdy czegoś 

chciała. 

Poza  tym  nie  lubiła  być  dotykana.  śadnych  pieszczot.  Mollie  zdziwiła  się 

wiec, gdy Liana poklepała ją po ramieniu. 

Kiepsko wyglądasz. Kłopoty z chłopakiem? - zapytała. 

Nie mam chłopaka. 

Ale  gdy  Mollie  zaparkowała  samochód,  przyjrzała  się  sobie  w  lusterku 

wstecznym.  Była  bez  makijaŜu,  a  w  pośpiechu  przed  wyjściem  z  domu 

naciągnęła na siebie tylko szorty i podkoszulek. 

Masz rację. Wyglądam okropnie. Zdrzemnęłam się i zaspałam. 

Drzemka  w  dzień?  -  Liana  wyglądała  na  zaskoczoną.  -  To  do  ciebie 

niepodobne. 

CzyŜby?  -  Tego  jeszcze  brakowało,  Ŝeby  dwunastolatka  robiła  jej 

psychoanalizę! - A co jest do mnie podobne? 

Sprawna organizacja. Nigdy dotąd się nie spóźniałaś. 

I co ty na to? 

Mnie to odpowiada. To znaczy, Ŝe jesteś człowiekiem, jak wszyscy. 

Ruszyły w obchód centrum handlowego, a Mollie cały czas zastanawiała się, 

jak zachęcić Lianę do mówienia. O to właśnie chodziło w programie „Pomocnej 

Dłoni": by dziecko miało się komu zwierzać. 

background image

 

28

Lubię  tu  z  tobą  przychodzić  -  powiedziała  nagle  Liana,  gdy  oglądały 

kolczyki. - MoŜemy to powtórzyć w przyszłym tygodniu? 

Przez najbliŜsze dwa tygodnie nie będzie mnie, wyjeŜdŜam słuŜbowo. Ale 

potem, czemu nie? 

Ach, potem. - Mollie widziała, jak Liana zamyka się w sobie. Och, nie. Ta 

mała właśnie zaczynała jej ufać, a tu ten wyjazd! 

Liana, tak mi przykro. 

W porządku. Musisz dbać o robotę. 

Pięć  sklepów  dalej  Mollie  wciąŜ  jeszcze  nie  wiedziała,  jak  postępować. 

Zdecydowała  się  na  lody  -  waniliowe  dla  siebie,  miętowe  z  kawałeczkami 

czekolady dla Liany. Lody zawsze leczą rany. 

Siedziały i lizały kolorowe stoŜki. 

Ten chłopak, który ci się podoba, jest w twojej klasie? - spytała Mollie. 

Liana  zignorowała  pytanie,  zamiast  odpowiedzi  wskazując  na  wystawę 

księgarni, na której piętrzyły się w misternej piramidzie egzemplarze „Przejścia" 

Woodrowa Locke'a. 

Hej, ten facet nazywa się tak jak ty. Mollie nagle zrobiło się zimno. 

Był moim ojcem. 

Coś  ty!  I  jest  sławny.  -  Liana  przyskoczyła  do  wystawy  i  zaczęła  czytać 

tekst  z  rozłoŜonego  folderu  promocyjnego.  -  Geniusz.  Supergwiazda.  O,  i  jest 

zdjęcie. Całkiem przystojny, jak na takiego starego faceta. 

Trzęsąc się, Mollie wyrzuciła swoje na wpół zjedzone lody. Nigdy jej się nie 

uda uciec przed tym legendarnym dziwkarzem, paranoikiem, pijakiem, skur... 

Opanowała  się  całą  siłą.  CóŜ  to  za  pracownik  socjalny,  który  miewa 

załamania nerwowe w towarzystwie podopiecznej. 

I jak to było? - spytała Liana, wracając na ławkę. 

 Jak to jest mieć sławnego ojca? 

Mollie  głęboko  odetchnęła.  Jej  płuca  nie  działały  prawidłowo,  dusiła  się, 

powoli umierała. 

background image

 

29

Mollie? Dobrze się czujesz? 

Jasne - skinęła sztywno głową. - Wszystko w porządku. 

No? To jak to było? 

W porządku. Całkiem w porządku. Liana liznęła zielone lody. 

Kłamiesz. 

No  dobrze,  nie  było  najlepiej.  Moi  rodzice  rozwiedli  się,  kiedy  miałam 

siedem  lat,  a  ojciec  umarł,  gdy  miałam  piętnaście.  Ledwo  go  znałam.  A  teraz 

porozmawiajmy o tobie. 

Bił cię? 

Nie  -  szybko  zaprzeczyła  Mollie.  -  Ciskał  rzeczami  i  często  wrzeszczał, 

ale nie bił. 

A pił? 

Och, i jak jeszcze. W tych broszurkach w księgarni moŜesz przeczytać, Ŝe 

był  legendarnym,  silnym,  prawdziwym  męŜczyzną.  To  oznacza,  Ŝe  w  jednej 

ręce  miał  zazwyczaj  szklankę  whisky,  a  w  drugiej  szklankę  piwa.  Były  czasy, 

gdy uwaŜano to za męskie i interesujące, 

Mój ojciec pił wino. 

Mollie  odepchnęła  od  siebie  przeszłość.  WaŜniejsze  było,  by  pomóc  Lianie 

uporać się z jej przeszłością. 

Opowiedz mi o nim. Dziewczynka odsunęła się od Mollie. 

A twoja mama? TeŜ piła? Biła cię? 

-   Nigdy mnie nie biła. MoŜe i miałaby ochotę, ale zamiast tego wysłała mnie 

do szkoły z internatem, - Mollie roześmiała się bez wesołości. - Mama umarła, 

gdy miałam dwadzieścia jeden lat. 

Masz  szczęście  -  powiedziała  Liana  ponuro.  TeŜ  wyrzuciła  nie 

dokończone lody. - Chciałabym, Ŝeby moja mama i mój tata nie Ŝyli. 

Nie, wcale tak naprawdę tego nie chcesz. - Mollie samą zdziwiły te słowa. 

- Nie, póki nie rozeznasz się w swoich uczuciach do nich. Póki nie powiesz „do 

widzenia" tak, jak ty chcesz. 

background image

 

30

Skąd wiesz? 

Nie wiem. I nie jestem dziś dla ciebie najlepszym przyjacielem. Mówię o 

sobie. 

A ty nigdy nie powiedziałaś „do widzenia"? 

Nie. I nie mogę go zapomnieć, 

Powinnaś to zrobić, Mollie. 

Liana  miała  rację.  Powinna  to  zrobić  dla  siebie  samej.  Poszukać  „Klucza". 

Nie  dlatego,  Ŝe  czuje  się  winna  wobec  Marscela.  Ani  dlatego,  Ŝe  zaginione 

dzieło Woodrowa Lockeła jest takie waŜne. Sama dla siebie powinna odkryć, co 

takiego  ojciec  napisał  specjalnie  dla  niej.  Wtedy,  być  moŜe,  uda  jej  się 

powiedzieć „do widzenia". 

Boisz się? - spytała Liana. 

Jeszcze jak. Grzebanie w mojej przeszłości to tak, jakby odsunąć kamień, 

Ŝ

eby zobaczyć, co spod niego wypełznie, 

Z drugiej strony, musi to w końcu rozegrać. Jak w kartach, pomyślała. Coś w 

tym jest. Dotychczas pokazywała światu nieruchomą, pokerową twarz. Poza tym 

problemy  jej  dzieciństwa  były  naprawdę  trywialne,  jeśli  porównać  je  z 

problemami  dzieci  takich  jak  Liana.  Mollie  nikt  nie  zgwałcił,  nie  katował,  nie 

wyrzucał na ulicę, by sama dawała sobie radę. Jej rodzice byli zamoŜni, a domy 

piękne, 

Rozegrać  to.  W  myślach  odwróciła  kartę.  Król  kier.  Flynn.  Atrakcyjny 

poszukiwacz  skarbów.  Jego  zaangaŜowanie  było  niepokojące.  Był  zbyt 

czarujący. To ten typ męŜczyzny, który urzeka kobiety bez wysiłku. 

To naprawdę przeraŜające - powiedziała. 

Potrafisz  to  zrobić.  -  Liana  wstała  z  ławki,  podeszła  do  Mollie  i 

wyciągnęła ręce. Mollie szybko zamknęła ją w uścisku. Mała, chudziutka Liana 

emanowała zdumiewającym ciepłem. Mollie przytulała ją, walcząc ze łzami. To 

była ich najdłuŜsza rozmowa. I najwaŜniejsza. W jakiś tajemniczy sposób udało 

im się porozumieć. I Mollie wiedziała juŜ, jak powinna postąpić. 

background image

 

31

Odwiozła Lianę do domu przed dziewiątą i nie spiesząc się wróciła do siebie. 

Sięgnęła  po  torebkę  i  kupioną  w  centrum  handlowym  ksiąŜkę  i  wysiadła  z 

samochodu. 

KsięŜyc był wielki i złoty. Taki księŜyc sprawia, Ŝe ludzie podejmują szalone 

decyzje - na przykład decydują się wyruszyć na poszukiwanie skarbów. 

Ktoś chrząknął i cicho zawołał ją po imieniu. 

Kto tu jest? 

Flynn wszedł w krąg światła padającego z lampy na werandzie. 

Nigdy nie staraj się o pracę w CIA, moja droga. Siedzę cię od chwili, gdy 

za cztery siódma wypadłaś z domu, a ty nic nie zauwaŜyłaś. 

Co  za  wariacki  pomysł!  –  Uśmiechnęła  się  i  uniosła  świeŜo  kupioną 

ksiąŜkę. - Powieść sensacyjna napisana przez Flynna Carlsona. Zapewne wiesz 

wszystko o CIA. 

Nie bardzo - skrzywił się z lekkim niesmakiem. 

Gdybym naprawdę był szpiegiem, wiedziałbym, kim jest dziewczynka, z 

którą spędziłaś wieczór. 

Nazywa się Liana. Jest objęta programem „Pomocnej Dłoni". 

Aha,  to  ta  organizacja  dobroczynna,  którą  mogłabyś  wspomóc  z 

honorariów za „Klucz". 

Nie „ahaj" mi tu i nie zmieniaj tematu. - Mollie pogładziła grzbiet ksiąŜki, 

bawiąc się zmieszaniem Flynna. Pokora to coś nowego u tego męŜczyzny. 

Myślałam, Ŝe pisarze piszą tylko o tym, co znają. 

Albo  o  czym  marzą.  -  Jednym  susem  pokonał  schodki  prowadzące  na 

ganek,  malutki  i  ogrodzony  Ŝeliwną  balustradą.  —  Na  przykład  bohaterka  tej 

ksiąŜki  jest  wysoka,  szczupła  i  ma  zielone  oczy.  Nigdy  nie  znałem  takiej 

kobiety. AŜ do teraz. 

Ale ona jest blondynką. - Mollie wskazała okładkę. 

Zawsze wszystko bierzesz dosłownie? 

Widocznie poezja ducha nie jest dziedziczna. Ojciec wyczerpał ją całą. 

background image

 

32

Nie wierzę. 

Flynn stał tak blisko, Ŝe widział delikatne zmarszczki śmiechu wokół jej oczu 

i gromadkę piegów na nosie. Nawet bez makijaŜu jest urocza, pomyślał. 

Pachniała  świeŜo  i  czysto,  w  półmroku  letniej  nocy  tworząc  wokół  siebie 

zmysłową aurę. Chciał ją pocałować. I więcej. Chciał poznać całe ciało, pieścić 

aksamitną skórę ramion. 

Uchwycił  mocno  metalową  poręcz  balustrady  i  odchylił  się,  usiłując  na 

chwilę  zapomnieć,  jak  pociągającą  kobietą  jest  Mollie.  Potrzebował  jej,  ale  w 

inny sposób. Potrzebował jej umysłu, jej wspomnień. 

Podjęłam decyzję - oświadczyła. 

Czekaj.  Nic  mi  jeszcze  nie  mów.  Przyglądał  się  jej  uwaŜnie,  usiłując 

odgadnąć. 

Przedtem wydawało mu się, Ŝe łatwo odczytać jej myśli. Ale teraz? Kąciki ust 

dziewczyny opadały leciutko, spojrzenie było spokojne i nieruchome. 

Mollie,  jeśli  odmówisz,  nie  będę  cię  naciskał.  Nie  będę  ci  opowiadał  o 

pragnieniach  Marscela,  potrzebach  wydawców  czy  mojej  własnej  ciekawości. 

Spróbuję zrozumieć. 

Tylko  Ŝe,  do  diabła,  Mollie  stawała  się  jego  obsesją,  tak  silną,  Ŝe  jeździł  za 

nią  wynajętym  samochodem.  To  było  głupie  i  szczeniackie.  Nigdy  nie  naleŜał 

do  facetów,  którzy  czają  się  po  kątach,  podglądając  i  fantazjując  na  temat 

kobiety.  Gdy  zobaczył,  Ŝe  jest  umówiona  z  małą  dziewczynką,  a  nie  z 

męŜczyzną, poczuł ulgę jak ostatni kretyn. 

Jeśli  nie  zdecydujesz  się  pojechać  ze  mną  na  poszukiwanie  „Klucza", 

proszę cię tylko o jedno: o list polecający do twojego stryja w Kolorado. 

CóŜ, to bardzo szlachetnie z twojej strony, Flynn, ale postanowiłam z tobą 

współpracować. Dla mnie znalezienie tej ksiąŜki teŜ stało się waŜne. Powinnam 

jakoś uporać się z przeszłością. 

Radość  na  jego  twarzy  była  tak  wielka,  Ŝe  Mollie  sprawiło  to  przyjemność. 

Flynn  wyglądał  znacznie  młodziej,  niemal  chłopięco.  Ale  gdy  chciał  ją  objąć, 

background image

 

33

wiedziała, Ŝe te muskularne ramiona naleŜą do dorosłego męŜczyzny, i odsunęła 

się poza ich zasięg. 

Wyjaśnijmy  sobie  jedno  -  powiedziała.  -  Nie  robię  tego,  bo  mi  się 

podobasz. Dla niektórych kobiet poszukiwacze przygód są atrakcyjni. Dla mnie 

nie.  Dla  mnie  skakanie  ze  spadochronem,  opływanie  świata  w  małej  łódeczce 

czy ujeŜdŜanie delfinów jest po prostu szczeniackie. 

To właściwie nie był delfin - roześmiał się. -Tylko rekin. 

No,  właśnie  o  to  mi  chodzi.  Obiecaj,  Ŝe  nie  będziesz  się  przede  mną 

popisywać. 

Zgoda. Nie zabiorę swojej maczety. 

I  to  - uniosła ksiąŜkę  -  teŜ nie  robi  na  mnie  wraŜenia.  Wierz mi,  znałam 

wielu pisarzy. Wszyscy byli samolubni i zarozumiali. 

Jeszcze raz zgoda. Coś więcej? 

Mollie  z  łatwością  przybrała  swoje  wcielenie  energicznej  i  kompetentnej 

kobiety interesu. 

To dobry pomysł, Ŝeby zacząć od mojego stryja. Skoro ojciec napisał ten 

list  do  Marscela  z  Kolorado,  moŜna  załoŜyć,  Ŝe  tam  właśnie  ukrył  tekst.  – 

Spojrzała  na  zegarek.  Było  wiele  spraw  do  załatwienia  przed  wyjazdem,  ale 

powinna  zdąŜyć.  -  Zrobię  rezerwację  na  samolot.  Przyjedź  po  mnie  jutro  w 

południe, to wyruszymy. 

  -  Czy mogę wejść i jeszcze to przedyskutować? 

Raczej  nie.  Jest  sporo  do  zrobienia.  –  Mollie  liczyła  na  palcach.  - 

Pakowanie. Telefon do stryja Russa. Załatwienie zastępstwa w pracy. 

Od trzech lat nie brała urlopu, a teraz miała zamiar zniknąć bez uprzedzenia. 

Mollie, mnie się wydaje, Ŝe powinniśmy zacząć we wnętrzu twojej głowy. 

MoŜe  zanim  wyruszymy  do  Kolorado,  zastanowimy  się  nad  twoimi 

wspomnieniami?  MoŜe  coś  ci  się  będzie  kojarzyło?  MoŜe  uda    się  podąŜać  za 

wytyczonym rytmem twego serca, nie ruszając się z domu? 

Obawiam się, Ŝe to niemoŜliwe. 

background image

 

34

Co takiego? 

Mollie zawahała się. 

Jest jeden zasadniczy powód, dla którego nigdy z nikim nie rozmawiałam 

o moim dzieciństwie. 

Wiele wspomnień jest zapewne bolesnych. 

Nie  o  to  chodzi.  -  Nabrała  powietrza  i  mówiła  dalej:  -  Zapewne  jest  to 

psychologicznie  uzasadnione,  Ŝe  kiedy  ktoś  miał  nieszczęśliwe  lub  dziwaczne 

dzieciństwo  jak  moje,  to  uruchamia  się  jakiś  wewnętrzny  system  obronny. 

Niektórzy  mają  róŜne  fobie.  Innym  śnią  się  koszmary.  W  krańcowych 

przypadkach ludzie nawet przyjmują inną toŜsamość. 

O  czym  ty  mówisz?  -  roześmiał  się.  -  śe  tak  naprawdę  nie  jesteś  córką 

Woodrowa Lockea? Ze się pod nią podszywasz? 

MoŜe być i tak - bezradnie wzruszyła ramionami. - Mam blok psychiczny. 

Jego uśmiech zniknął. 

Mollie,  jesteś  najbardziej  denerwującą  kobietą,  jaką  kiedykolwiek 

spotkałem.  Raz  mówisz,  Ŝe  mi  pomoŜesz,  a  w  chwilę  potem,  Ŝe  nic  nie 

pamiętasz. Więc jak będzie? 

Powiedziałam,  Ŝe  chcę  z  tobą  współpracować.  I  będę.  Ale  moja  pamięć 

jest dziurawa. To nie będzie tak łatwe jak odtworzenie filmu na wideo. 

Jak duŜa jest dziura w twojej pamięci? 

Mollie  powoli  zamknęła  oczy.  Jej  mózg  był  jak  ekran,  po  którym  przelatują 

rozmazane dane. Znowu uniosła powieki. 

Mówiąc zupełnie szczerze, Flynn, niemal nic nie pamiętam. 

 

ROZDZIAŁ 4 

 

Mimo  Ŝe  nie  odrywała  wzroku  od  chmur  za  oknem  samolotu  lecącego  do 

Denver,  Mollie  wiedziała,  Ŝe  Flynn  się  jej  przygląda.  Nie  mogła  równieŜ  nie 

zauwaŜyć,  Ŝe  siedząca  w  fotelu  obok  młoda  kobieta  wdzięczy  się  do  niego 

background image

 

35

bezwstydnie,  a  blond  stewardesa  dała  mu  dodatkową  torebkę  orzeszków  do 

piwa. 

WyobraŜam sobie te jego zajęcia na uczelni, pomyślała Mollie. Poszukiwacz 

przygód,  pisarz,  wykładowca  Flynn  Carlson  przed  audytorium  złoŜonym  z 

przejętych  studentek  -  to  musi  być  coś!  Biedactwa,  szukające  prawdziwej 

miłości.  Mollie  tylko  raz  przeŜyła  nieszczęśliwą  miłość  i  nie  Ŝyczyłaby  takich 

cierpień  nawet  najgorszemu  wrogowi.  Jeszcze  teraz  poczuła  ostry  ból  na 

wspomnienie  czasów  po  rozstaniu  z  Siergiejem,  seksownym  rosyjskim 

malarzem. 

Było to w rok po śmierci matki, gdy Mollie usiłowała znaleźć sobie miejsce w 

Ŝ

yciu. Zamieszkała na Manhattanie i zatrudniła się jako recepcjonistka w galerii 

sztuki.  Niemal  natychmiast  dostrzegł  ją  Siergiej.  Był  średniego  wzrostu,  miał 

czarne  włosy  i  ciemnobrązowe  oczy.  Odwrotnie  niŜ  Flynn,  wysoki  blondyn  o 

przejrzyście błękitnym spojrzeniu. 

Flynn  nie  jest  takŜe  tak  namiętny  jak  Siergiej,  który  pocałował  ją  w  kilka 

minut po poznaniu, a po tygodniu zaciągnął do łóŜka. Nigdy więcej! - pomyślała 

Mollie.  Zaślepiona  namiętnością,  wynajęła  Siergiejowi  studio,  gdzie  spędzili 

razem  sześć  burzliwych  miesięcy.  Robiła  dla  niego  wszystko.  Lansowała  go, 

utrzymywała. Karmiła i podtrzymywała na duchu. W końcu zastała go w łóŜku z 

modelką. 

Rozstawszy się z Siergiejem, przeprowadziła się do Chicago i znalazła pracę 

w  firmie  „Wszystko  dla  biura".  Przysięgła  sobie,  Ŝe  juŜ  nigdy  nie  pozwoli  się 

wykorzystywać. Co więc tu teraz robi z Flynnem? 

Puchate,  białe  chmury  za  oknem  mościły  drogę  do  Denver,  początku  ich 

poszukiwań.  Ale  teraz  sytuacja  nie  miała  nic  wspólnego  z  romantyczną 

wyprawą.  Choć  Mollie  była  mu  potrzebna  do  znalezienia  „Klucza",  Flynn  nie 

udawał,  Ŝe  ją  kocha.  Taki  związek  był  nawet  odświeŜający.  Partnerstwo  bez 

więzów emocjonalnych. Odwróciła głowę i posłała mu uśmiech. 

Hipnoza - powiedział. 

background image

 

36

Co takiego? 

Moglibyśmy uŜyć hipnozy do pobudzenia twojej pamięci. 

CzyŜby?  -  Jej  ton  wyraźnie  mówił,  co  o  tym  sądzi.  -  Słuchaj  no,  Flynn. 

Spakowałam  się,  załatwiłam  zwolnienie  z  pracy,  zarezerwowałam  bilety  na 

samolot i porozumiałam się ze stryjem Russem, Ŝebyśmy mogli zatrzymać się u 

niego w Denver. Odrabiam swoją działkę na tej wyprawie po skarb. 

Absolutnie. Twoja sprawność jest oszałamiająca. 

Mam  więc  nadzieję,  Ŝe  zrozumiesz,  iŜ  nie  Ŝyczę  sobie  tracić  czasu  na 

takie zabawy jak hipnoza. 

Daj spokój, Mollie. Hipnoza juŜ dawno przestała być zabawą. Psychiatrzy 

często ją stosują. 

Nie potrzebuję psychiatry. - Odwróciła się do okna. Koniec dyskusji. 

Flynn wzruszył ramionami i nic nie powiedział, ale nie uwaŜał jej odmowy za 

ostateczną.  MoŜe  nie    potrzebowała  psychiatry,  ale  na  pewno  przydałby  jej  się 

ktoś lub coś. Wyraźnie było widać, Ŝe temat ojca porusza ją do Ŝywego, a luka 

w pamięci zupełnie nie pasuje do jej znakomicie zorganizowanego Ŝycia. Mollie 

wydawała się być osobą starannie opisującą zdjęcia i przechowującą wszystkie 

pamiątki w nienagannym porządku. 

Zresztą i tego teŜ próbowałam - mruknęła - i nic mi to nie dało. 

Próbowałaś hipnozy? 

Nie,  psychoanalityka.  Był  ponury  i  nudny.  Twierdził,  Ŝe  dotarcie  do 

korzeni tego, co nazywał moją neurozą, zajmie całe lata. 

Jakiego rodzaju był to psychiatra? 

Kosztownego. 

Ale wyznawał Freuda? Junga? Czy miał jakąś specjalizację? 

Tak, zajmował się stukniętymi babami. - Oparła się o ścianę samolotu. - A 

twoim zdaniem jakiego specjalisty potrzebuję? 

Mogę mówić szczerze? 

No jasne, tkwimy w tym razem. 

background image

 

37

Prowadziłem obszerne badania dotyczące twego ojca i niewykluczone, Ŝe 

wiem  o  nim  więcej  niŜ  ty.  Doszliśmy  jednak  do  tych  samych  wniosków. 

Powiedziałaś, Ŝe był paranoikiem i dziwkarzem. 

Pamiętam,  co  powiedziałam.  -  Mollie  spojrzała  nerwowo  na  wyjście 

ewakuacyjne. Czuła gwałtowną potrzebę wycofania się. 

WaŜnym określeniem jest „alkoholik" - ciągnął Flynn. - Bardzo moŜliwe, 

Ŝ

e twój ojciec był alkoholikiem. 

Przypomniała sobie Lianę, mówiącą, Ŝe jej ojciec upijał się winem. 

Ale  mój  ojciec  nie  był  zwykłym  pijaczkiem.  UwaŜano,  Ŝe  jego  picie  ma 

wymiar heroiczny. 

To  dotyczyło  wielu  pisarzy  i  malarzy  tamtej  epoki.  Pijaństwo 

najwyraźniej szło ręka w rękę ze zdumiewającą twórczością. - Flynn przemieścił 

swoje długie nogi w ciasnej przestrzeni między fotelami i uniósł szklankę piwa 

w ironicznym toaście. – Ich zdrowie. Pijaków, bydlaków i pisarzy. Ciekawe, o 

ile  bardziej  byliby  błyskotliwi,  gdyby  nie  marynowali  swoich  mózgów  w 

alkoholu. 

Po  wylądowaniu  w  Denver  ruszyli  wynajętym  samochodem  do  domu  stryja 

Russa. Flynn wrócił do tematu. 

Jeśli  twój  ojciec  był  alkoholikiem,  musiało  to  wpłynąć  takŜe  na  ciebie, 

Mollie. 

Nigdy nie miałam kłopotów z alkoholem. -Mollie prowadziła, kierując się 

znakami  wskazującymi  wyjazd  z  lotniska  Stapleton.  -  Na  palcach  jednej  ręki 

mogę policzyć, ile razy byłam choćby lekko wstawiona. 

Zachowanie alkoholika odbija się na jego rodzinie. 

Wiem,  wiem.  To  się  nazywa  współuzaleŜnienie.  W  „Pomocnej  Dłoni" 

musiałam  wysłuchać  na  ten  temat  kilku  wykładów.  WspółuzaleŜnione  dzieci 

bardzo  się  przywiązują  do  innych,  na  ogół  równieŜ  alkoholików  lub 

niedołęŜnych osób, którymi  się  mogą  zajmować.  Własne  potrzeby  tłumią,  a  na 

background image

 

38

pierwszym  miejscu  stawiają  potrzeby  uzaleŜnionej  osoby.  Równocześnie  zaś 

boją się bliskości, poniewaŜ zaufanie oznacza otwarcie się na zranienie. 

Zapomniałaś o zaprzeczaniu - powiedział. 

Tak,  osoba  współuzaleŜniona  będzie  udawać,  by  chronić  alkoholika. 

Będzie  zaprzeczać,  Ŝe  problem  istnieje  i  jej  dotyczy.  Ale  zazwyczaj  coś  ją 

zdradza. - Mollie pomyślała o Lianie. - Jak niechęć do bycia dotykanym. Albo 

odmowa mówienia o sobie. 

Albo luka w pamięci. 

CzyŜby? - Mollie czuła, jak robi się jej gorąco, ale trzymała się w ryzach. 

Istniały  granice,  poza  które  Flynna  nie  wpuści.  -  A  skąd  ty  jesteś  takim 

ekspertem? 

Nie jestem ekspertem, ale zajmowałem się tym tematem. 

Zaprzeczenie  to  jak  paragraf  22  -  powiedziała,  wzruszając  ramionami.  - 

Jeśli  nie  zaprzeczam,  to  przyznaję,  Ŝe  jestem  współuzaleŜniona.  Ale  jeśli 

zaprzeczam, to jest to symptom współuzaleŜnienia. Brzmi to jak psychologiczna 

pułapka, nie? 

Owszem. 

Wolę  patrzeć na sprawę  z  dystansu.  Jestem  osobą kompetentną,  zdolną  i 

nie  mam  Ŝadnych  układów  z  nałogowcami,  o  ile  mi  wiadomo.  Moje  zdrowie 

psychiczne jest w najlepszym porządku. 

To świetnie. - Ku jej uldze zmienił temat. - Powiedz mi, czego oczekiwać 

po twoim stryju Russie. 

Jest  osiem  lat  młodszy  od  mojego  ojca  i  zupełnie  inny.  Stryj  Russ  był 

wziętym adwokatem. Teraz jest na emeryturze. Ma troje dzieci i przez całe Ŝycie 

był Ŝonaty z tą samą kobietą. Po śmierci moich dziadków pozostał w Denver i 

zamieszkał w rodzinnym domu. 

Dlaczego odmawia udzielania wywiadów na temat twego ojca? 

Nie wiem. Między braćmi zawsze istniało współzawodnictwo. Mój ojciec 

lepiej radził sobie ze strzelbą. Stryj Russ fantastycznie strzelał z łuku. 

background image

 

39

Czy myślisz, Ŝe zazdrościł bratu sławy? 

MoŜe. Spytaj go. 

Masz rację, - Fllyn zostawił te pytania na bardziej odpowiednią chwilę. - 

Porozmawiajmy  o  tobie,  Mollie.  Jak  się  czujesz,  będąc  znowu  w  Denver? 

Wiem,  Ŝe  twoja  rodzina  często  przyjeŜdŜała  tu  na  BoŜe  Narodzenie  i  na  letnie 

wakacje. Czy te ulice budzą jakieś wspomnienia? 

Nie, właściwie nie. Ostatni raz byłam tu, kiedy miałam dwanaście lat. 

Pomyśl o tym. MoŜe coś ci się nasunie. 

Na  horyzoncie,  na  zachód  od  miasta,  rysowały  się  Góry  Skaliste.  Wysokie, 

błękitne i piękne. W zimie śnieg sprawi, Ŝe będą białe, zimne i tajemnicze. 

Mollie skręciła z ruchliwej ulicy, trzymając się wskazówek, które stryj Russ 

podał jej przez telefon. Flynn miał rację. Coś się budziło w jej pamięci. 

Na końcu ulicy jest park - powiedziała. - Chodziłam tam ze stryjecznym 

rodzeństwem  na  sanki.  Denver  w  śniegu  jest  piękne.  Ziemia  błyszczy  bielą,  a 

niebo jest nieskończenie błękitne. 

Przypomniała sobie wyprawę w góry po świąteczną choinkę, potem ubieranie 

jej specjalnymi, robionymi w domu ozdobami, jedzenie kogla-mogla i śpiewanie 

kolęd. 

BoŜe  Narodzenie  -  powiedziała,  szczęśliwa  z  powodu  tak  absolutnie 

typowej nostalgii. - Święty Mikołaj, kolędy i prezenty pod drzewkiem. 

Coś jeszcze? - zapytał. - Jakieś inne wspomnienia? 

Przykro mi, Flynn, Ŝadnych tropów. - Dodała z sarkazmem w głosie: - Nie 

przypomniałam  sobie  nagle,  Ŝe  na  BoŜe  Narodzenie,  gdy  miałam  dziesięć  lat, 

ojciec  podarował  mi  nie  opublikowany  maszynopis  przewiązany  czerwoną 

wstąŜką. 

Tak tylko pytam. 

Wiem.  I  nie  chciałam  być  kąśliwa.  Ale  proszę,  nie  analizuj  kaŜdego 

mojego słowa. 

A jak dowiem się czegokolwiek, jeśli nie będę uwaŜać? 

background image

 

40

Co  innego  słuchanie  -  wyjaśniła  -  a  co  innego  wypytywanie.  Nie  chcę 

czuć,  Ŝe  kaŜdą  moją  wypowiedź  klasyfikujesz,  wpisujesz  na  fiszkę  i 

umieszczasz  w  kartotece.  To  mi  przypomina  tych  wszystkich  intelektualnych 

kretynów, którym się wydaje, Ŝe mają prawo zadawać idiotyczne pytania. 

Na przykład jakie? 

Proszę  mi  powiedzieć,  panno  Locke  -  Mollie  przybrała  nosowy  akcent  i 

piskliwy ton - czy pani ojciec jadł dziczyznę, gdy pisał ksiąŜkę o łosiach? Czy 

miewał kłopoty z Ŝołądkiem? UŜywał pióra czy długopisu? MoŜe miał romans z 

jakąś sławną poetką? Malarką? Gwiazdą filmową? 

Flynn parsknął śmiechem. 

Postaram się nie być taki. 

Nie  jesteś  -  pocieszyła  go.  -  No,  i  chociaŜ  moja  chęć  współpracy  ma 

granice,  to  jeśli  u  celu  ma  leŜeć  znalezienie  „Klucza",  zgadzam  się  być  amebą 

pod twoim mikroskopem. 

Spokojnie, ale nieobojętnie przesunął wzrokiem po jej ciele. 

Jesteś zbyt kształtna jak na jednokomórkowca. 

No i zbyt wysoka. 

Lubię wysokie kobiety. Zazwyczaj mają fantastyczne nogi. 

Ach, jesteś jednym z tych facetów od nóg? 

Mollie, nie zaczynaj. Staram się jak mogę analizować tylko twoje słowa, a 

nie ciało. 

I dobrze - powiedziała pospiesznie. - Bo moje ciało nie naleŜy do umowy. 

Zapewniam cię, Ŝe nie mam sekretnej mapy wytatuowanej na... 

Nawet  nie  mów  -  jęknął  z  udaną  rozpaczą.  -  Nie  chcę  sobie  wyobraŜać 

Ŝ

adnych tatuaŜy. 

Choć  rozmowa  była  utrzymana  w  lekkim  tonie,  Mollie  z  ulgą  zaparkowała 

przed starym, wielkim domem, niegdyś własnością jej dziadków. 

background image

 

41

Stryj  Russ  siedział  na  werandzie,  ale  na  ich  widok  ruszył  ścieŜką  w  stronę 

samochodu. Mollie ścisnęło się serce. Postarzał się, nosił dłuŜsze włosy i stał się 

podobny do jej ojca. 

Zagarnął  ją  ramionami  i  uścisnął,  aŜ  się  skrzywiła.  Nawet  pachniał  jak  jej 

ojciec - cygarami i whisky. Odsunął ją od siebie na długość ramienia i zmruŜył 

oczy. 

Jesteś ładniejsza, niŜ zapamiętałem, Mollie. Prawdziwa piękność rodziny 

Lockełów. 

Mollie zdenerwowało, Ŝe jest podpity, ale zmusiła się do uśmiechu. 

Dawniej tak nie mówiłeś, stryju. Razem z ojcem nabijaliście się ze mnie, 

Ŝ

e jestem taka wysoka, i nazywaliście mnie potworem z Locke Ness. 

Na  ścieŜce,  za  plecami  męŜa,  pojawiła  się  ciotka.  Była  drobną,  spokojną 

kobietką - przeciwieństwem wielkiego, rubasznego męŜa. Mollie, trochę zbita z 

tropu, dokonała prezentacji. 

Doktor Flynn Carlson, a to mój stryj Russel i moja ciocia - zająknęła się. 

Imię  ciotki  wypadło  jej  z  pamięci.  Jakoś  nigdy  nie  myślała  o  ciotce  jako  o 

oddzielnej osobie - zawsze była kimś przynaleŜnym do domu stryja. 

Drobna kobietka wyciągnęła dłoń w stronę Flynna. 

Jestem Yvonne Locke. Miło mi pana poznać. 

Ciocia  Von.  -  Mollie  objęła  ją.  -  Przepraszam,  Ŝe  zwalamy  się  wam  na 

głowę właściwie bez uprzedzenia. 

Daj  spokój,  dziecko.  Bardzo  nas  cieszy  twoja  wizyta.  Ten  wielki  dom 

czasami  wydaje  się  strasznie  pusty.  Za  kaŜdym  razem,  gdy  jesteś  w  Denver, 

musisz się u nas zatrzymywać. 

Dzięki. To chyba nie potrwa dłuŜej niŜ dzień czy dwa. 

Mollie moŜe zostać jak długo zechce - zagrzmiał stryj Russ. - Ale ten tu - 

dźgnął  powietrze  palcem  w  kierunku  Flynna  -  nie  jest  mile  widziany,  jeśli 

zacznie zadawać zbyt wiele pytań. Jasne? 

Ciocia Von pchnęła ich lekko w kierunku samochodu. 

background image

 

42

Czy wasze rzeczy są w bagaŜniku? 

Słyszałeś,  Flynn?  -  Stryj  Russ  huśtał  się  na  piętach.  -  Nie  Ŝyczę  sobie, 

Ŝ

eby ktoś tu węszył. 

Tak, proszę pana. 

Tak, będziesz zadawał pytania - nalegał stryj Russ - czy tak, nie będziesz? 

Mollie  była  wściekła,  Ŝe  stryj  jest  pijany.  Gdyby  miała  w  sobie  trochę  ikry, 

wsiadłaby  na  powrót  do  samochodu  i  odjechała.  Nienawidziła  siebie,  Ŝe  nie 

potrafi  tego  zrobić.  Zamiast  tego  gadała  nieprzerwanie,  otwierając  bagaŜnik. 

Słowa  zmieniały  się  w  chichot  i  znowu  w  słowa.  Mollie  nie  miała  pojęcia,  o 

czym  mówi,  wiedziała  tylko,  Ŝe  musi  wypełnić  powietrze,  przegnać  demony, 

zabić  smoki.  Gdy  ciotka  dotknęła  jej  ramienia,  Mollie  odwróciła  się,  nieco 

zdezorientowana. 

Tak, ciociu? Słucham? 

Uspokój się, Mollie. Wszystko będzie w porządku. 

Tak, oczywiście. Jasne. - Cofając się od otwartego bagaŜnika, potknęła się 

o  krawęŜnik,  ale  złapała  równowagę.  Oddychała  z  trudnością.  Chyba  przez  to 

rozrzedzone na tej wysokości powietrze. 

No, dalej. - Stryj Russ wyjął ich torby z bagaŜnika i ostroŜnie postawił na 

chodniku. Zerkając na Flynna, złapał walizkę Mollie, większą i cięŜszą. - Tędy. 

Stryj szedł przodem, za nim Flynn, Mollie i ciotka. Weszli do domu i Mollie 

nagle  przeniosła  się  w  przeszłość.  Wszystkie  te  BoŜe  Narodzenia  z 

porozwieszanym  po  domu  ostrokrzewem.  I  hałas  duŜej  rodziny.  Niemal 

wyobraziła  sobie,  jak  za  chwilę  pojawi  się  dziadek,  przebrany  za  Świętego 

Mikołaja. W głównym holu zawsze wisiała jemioła. Oczyma wyobraźni ujrzała 

nagle, jak ona sama siedzi cicho jak myszka na schodach, a jej rodzice całują się 

pod jemiołą. 

Dobrze tu wrócić. Zbyt długo mnie nie było. 

background image

 

43

Umieściłam  cię  na  górze  w  twoim  dawnym  pokoju.  A  doktora  Carlsona 

po  drugiej  stronie  holu.  -  Ciocia  Von  podniosła  wzrok,  nagle  zmieszana.  - 

Chyba Ŝe wolelibyście być razem. 

Nie  woleliby  -  zagrzmiał  stryj  Russ.  -  Nie  pod  moim  dachem.  Nie  z 

jakimś cholernym pisarzem. 

Postawił walizkę Mollie na ziemi i wpatrzył się wojowniczo we Flynna. - 

Strzelałeś kiedyś z łuku? 

Owszem, proszę pana, strzelałem. 

Stryj  Russ  wysunął  szczękę.  Ręce  zwisały  mu  luźno,  dłonie  zamykały  się  i 

rozwierały. Mollie znała ten widok. Dziesiątki razy obserwowała ojca, jak stał w 

taki sam sposób. Zazwyczaj był to początek wielkiej sceny. 

Nerwowo usiłowała odwrócić uwagę stryja. 

Ś

wietnie  wyglądasz,  stryju.  Chyba  spędzasz  duŜo  czasu  na  dworze? 

Biegasz? 

Stryj Russ zignorował ją. 

Zobaczmy,  jaki  z  ciebie  zawodnik,  Flynn.  Chodźmy  na  podwórze  za 

domem. 

Russel  -  powiedziała  ostro  ciocia  Von  -  Mollie  i  doktor  Carlson  są 

zmęczeni. Pozwól im odpocząć: 

Stryj Russ utkwił spojrzenie we Flynna, 

Tak?  Potrzebujesz  poobiedniej  drzemki?  Czy  raczej  pokaŜesz  mi,  co  z 

ciebie za męŜczyzna? 

Flynn postawił torbę na podłodze holu. 

No to chodźmy, Russ. 

Gdy męŜczyźni zniknęli za drzwiami, Mollie bezradnie zwróciła się do ciotki. 

Co napadło stryja Russa? 

Jest alkoholikiem. 

Nie,  nie  tak  naprawdę.  -  Mollie  natychmiast  ruszyła  do  obrony.  -  To 

znaczy, wiem, Ŝe pije, ale... 

background image

 

44

NiemoŜliwe. Mollie zapamiętała go całkiem inaczej. 

Był  normalnym  człowiekiem,  dobrym  ojcem  dla  swoich dzieci.  Rubasznym, 

ale o złotym sercu. 

Od dziesięciu lat jest członkiem Anonimowych Alkoholików - wyjaśniła 

ciotka - ale czasami zdarza mu się potknięcie. Akurat trafiliście na jedno. 

Och, ciociu, tak straszsie mi przykro. Nie miałam pojęcia. 

Chyba  pamiętasz  te  gwiazdki,  gdy  menu  ograniczało  się  do  wina, 

ajerkoniaku i rumu? 

Nie tak je zapamiętałam! 

Nie, oczywiście, nie mam ci tego za złe. Jak mogłabyś to pamiętać? Byłaś 

tylko dzieckiem. 

Ale przecieŜ nie była ślepa ani głucha. Mollie przechowywała wspomnienia z 

tamtych śnieŜnych świąt jak skarby. Jak mogła być tak niewraŜliwa? 

To  choroba,  Mollie.  Nie  tylko  twój  ojciec  na  nią  zapadł.  -  Ciocia  Von 

pokiwała głową ze smutkiem. - A teraz lepiej chodźmy popatrzeć, jak twój stryj 

robi z siebie durnia. 

Czy nic nie moŜna zrobić? 

Russ sam musi się z tego wygrzebać. Tym razem, wydaje mi się, niedługo 

będzie miał dość. 

Mollie  czuła się  zagubiona.  Nie  wiedziała,  co  ją bardziej  szokuje:  czy  to, Ŝe 

stryj okazał się alkoholikiem, czy to, Ŝe ciocia Von tyle lat to znosiła. Choroba, 

tak?  Na  wykładach  dla  wolontariuszy  „Pomocnej  Dłoni"  teŜ  jej  tak  mówiono, 

ale  jakoś  nie  potrafiła  do  końca  w  to  uwierzyć.  Gdyby  stryj  Russ  miał  raka, 

rozmawialiby o tym, cała rodzina podtrzymywałaby go na duchu. Nie byłby to 

temat zakazany. 

Na  podwórku  za  domem  stały  trzy  tarcze  strzelnicze,  podparte  snopkami 

słomy. Stryj Russ wręczył Flynnowi jeden łuk, dla siebie wybrał drugi. 

Ja pierwszy - oświadczył - Ŝeby Flynn zobaczył, jak to się robi. 

background image

 

45

Ruchy nabrały pewności, gdy tylko ujął strzałę i osadził ją na cięciwie. Mollie 

wstrzymała  oddech.  Tak  strasznie  przypominał  jej  ojca  -  niepewny  i  pijany,  a 

jednak, w jakimś sensie, wspaniały. 

Wypuścił strzałę. Utkwiła blisko środka tarczy. 

Nie najgorzej jak na starego dziada, co, Mollie? Zobaczmy teraz, czy twój 

młody człowiek jest w stanie ze mną konkurować. 

Nie jest moim młodym człowiekiem -mruknęła. 

Ale gdy Flynn stanął w postawie łucznika, na rozstawionych nogach, w sercu 

Ŝ

yczyła  mu  szczęścia.  Chciała,  by  wygrał,  by  dosolił  temu  obrzydliwemu 

starcowi, który udawał jej kochanego stryja Russa. 

Wyglądało na to, Ŝe Flynn wie, co robi. Mięśnie jego ramion napięły się, gdy 

odciągał cięciwę. ZmruŜył oczy i wycelował, po czym puścił strzałę. Utkwiła na 

obrzeŜu tarczy. 

Lepiej nie umiesz? - zakpił stryj Russ. 

Umiem, cholera. 

ZałoŜył następną strzałę i wypuścił. Potem jeszcze jedną. Dwie dziesiątki. 

Stryj Russ gapił się na tarczę, potem spojrzał na Flynna. 

Chyba  zdałeś.  -  Nagle  zmieniając  nastrój,  klepnął  Flynna  po  ramieniu.  - 

No  dobra,  kolego,  moŜesz  zadawać  pytania.  Jesteś  właściwym  facetem  do 

napisania biografii mojego brata. 

„Klucz" - powiedział Flynn. - Wiesz coś o tym? 

To ta ksiąŜka, którą Woody napisał dla Mollie. Nigdy jej nie opublikował. 

Chciał  jej  to  dać,  kiedy  będzie  dość  duŜa,  by  zrozumieć.  Niewykluczone,  Ŝe 

gdzieś tu jest schowana. 

Mollie  nie  mogła  powstrzymać  cichego  okrzyku.  Wiec  ta  ksiąŜka  naprawdę 

istniała. „Klucz" nie był wytworem wyobraźni. 

  

background image

 

46

 

 

ROZDZIAŁ 5 

 

Stryj Russ opadł na krzesło i popatrzył na łuk jak na zdrajcę. 

Nie wiem, gdzie jest. 

Powiedz  mi,  proszę,  wszystko,  co  pamiętasz  o  „Kluczu".  -  Flynn  usiadł 

koło niego. - Czy czytałeś maszynopis? 

A po cholerę bym... 

Mam  lepszy  pomysł,  panowie  -  przerwała  im  ciocia  Von.  -  MoŜecie  z 

Mollie  przeszukać  strych.  Od  pięćdziesięciu  lat  zbiera  się  tam  wszystkie 

niepotrzebne rzeczy. 

Wspaniale! - Mollie podskoczyła i skinęła na Flynna. - Chodźmy. 

Poszli  za  ciocią  Von,  po  drodze  zostawiając  walizki  w  przydzielonych  im 

pokojach. Stromymi, wąskimi schodami wdrapali się na strych. Mollie czuła się 

jak  Alicja  wpadająca  za  królikiem  do  nory.  Choć  spędziła  w  tym  domu  sporo 

czasu,  jakoś  nigdy  nie  odwiedziła  tego  tajemniczego  miejsca,  jakim  jest  kaŜdy 

strych.  Przepełniała  ją  nadzieja:  „Klucz" musi  tu  być.  Czuła,  jak przywołują  ją 

niewypowiedziane słowa ojca. Jakie to szczęście, Ŝe rodzina mieszka tu od tak 

dawna! Całe dziesięciolecia historii Locke'ow pokrywają się kurzem w pudłach 

na poddaszu. 

Dwie  nagie  Ŝarówki  i  mansardowe  okienka  doświetlały  strych,  ciągnący  się 

przez  całą  długość  domu.  Drobiny  kurzu  tańczyły  w  gorącym,  nieruchomym 

powietrzu.  Większość  podłogi  zawalały  róŜne  pudła,  ale  z  jednej  strony  stały 

metalowe półki. 

Ciocia Von wskazała je palcem. 

To  świadectwo  mojej  próby  zaprowadzenia  tu  porządku  -  powiedziała.  - 

Wyrzuciłam dobrych parę pudeł zetlałych ubrań i zapleśniałych papierów. 

Papierów? - podchwycił Flynn. 

background image

 

47

Wypracowania i rysunki dzieci i wnuków. Większość rzeczy po Woodym 

zapakowałam i wysłałam Marscelowi. Zostało tylko to tutaj - postukała palcem 

w  kartonowe  pudło  podpisane  „Woody".  -  Są  tam  jakieś  maszynopisy,  ale 

wszystkie bardzo pokreślone. 

Spojrzała na nieład w głębi strychu. - A kto wie, co znajdziecie tam dalej. 

Zostawiła ich z tym błogosławieństwem. Mollie rozłoŜyła szeroko ramiona. 

To cudowne, Flynn. Znajdziemy dzisiaj „Klucz". 

Jesteś pewna? 

No  jasne!  Zaczęliśmy  w  najbardziej  logicznym  miejscu  i  doszliśmy  do 

najbardziej  oczywistego  wniosku.  Logiczne  myślenie  się  opłaca.  -  Jej  śmiech 

odbił się echem po strychu. Odtańczyła jakiś szaleńczy taniec, wznosząc tumany 

kurzu, i rzuciła się Flynnowi w ramiona. - Udało nam się! 

Impulsywny  uścisk  zaskoczył  Flynna  na  pół  sekundy.  Instynktownie 

zareagował  na  jej  miękkie,  kobiece  ciało.  Objął  ją  ramionami  i  przytulił.  Jej 

włosy jedwabiście muskały mu policzek. Piersi wpierały się w jego tors. Czuł jej 

oddech, bicie serca. 

Och, dziecinko, nie wiesz, co ze mną robisz. 

Próbował zwalczać swój pociąg, ale wystarczył jeden uścisk, by go pobudzić. 

Mollie natychmiast wyzwoliła się z jego ramion. 

Przepraszam, jeśli pozwoliłam ci sądzić, Ŝe... 

Mollie, ja nie chciałem. - Zrobił krok w jej kierunku i zatrzymał się. Całą 

siłą woli opanowała się. 

Bardzo mi przykro z powodu stryja Russa - powiedziała i szybko zmieniła 

temat. - Gdzie nauczyłeś się strzelać z łuku? 

Na  farmie,  gdzie  dorastałem.  -  Flynn  westchnął,  godząc  się  z  jej 

nieprzystępnością. W wielkich, zielonych oczach czaił się strach. - Czy pijackie 

zachowanie twego stryja obudziło jakieś wspomnienia? 

Nie mówmy o tym teraz. 

A kiedy, Mollie? 

background image

 

48

Kiedy będę gotowa. 

Odwróciła się od niego i ruszyła w głąb strychu. Przeklinała się w duchu za 

bezmyślność.  Nie  chciała  Ŝadnych  seksualnych  doświadczeń  z  Flynnem.  Ale 

dotyk jego ciała wciąŜ jej towarzyszył. 

Strych wydawał się nieznośnie gorący. 

Lepiej bierzmy się do roboty - powiedziała. 

- Zajmij się tą skrzynką, którą ciocia Von zostawiła. A ja przejrzę resztę. 

Zaczęła  przekopywać  się  przez  stertę  drobiazgów,  a  Flynn  otworzył  pudło. 

LeŜące  na  wierzchu  papiery  nie  były  obiecujące:  stare  rachunki  i  niepotrzebne 

notatki. Potem trafił na Ŝyłę złota. 

Wielkie  nieba,  Mollie.  To  pierwsze  wersje  z  poprawkami  naniesionymi 

ręką twego ojca. 

Wysunęła głowę zza starej lampy o połamanym abaŜurze. -I co? 

Nawet Marscel nie ma pierwszych wersji z poprawkami. 

To co? 

To  jest  to  niezwykłe  znalezisko  dla  biografa.  Będę  w  stanie  prześledzić 

jego sposób myślenia i ujmowanie tematu, jak nikt dotąd. To jak mapa po jego 

podświadomości. 

Biała przebitka drŜała mu w dłoni i Flynn nagle zdał sobie sprawę, jak mocno 

ją  trzyma.  To  był  przełom,  którego  potrzebował.  Jego  nowojorski  wydawca 

naciskał, Ŝeby coś w końcu złoŜył, a Flynn mówił jedynie o moŜliwości istnienia 

jeszcze jednego dzieła Locke'a. 

To na jakiś czas zadowoliło wydawnictwo, ale minęły juŜ wszystkie terminy 

na złoŜenie konspektu. Jeśli Flynnowi nie uda się napisać biografii, gdy Locke 

jest  wciąŜ  na  fali,  zlecenie  moŜe  przypaść  komu  innemu.  Komuś  takiemu  jak 

Edleman, ten wojowniczy pajac z bankietu. 

Poprzekreślane maszynopisy stanowiły cenny materiał. 

Bardzo  ostroŜnie  Flynn  szukał  dalej.  Niektóre  rozdziały  były  tak  pomazane, 

Ŝ

e  niemal  nieczytelne.  I  wiersze.  Na  marginesach  kartek  z  wierszami  widniały 

background image

 

49

rysunki i jakieś wzorki. Niektóre się powtarzały, jakby gra w kółko i krzyŜyk z 

zakrętasem pośrodku. Z jednym takim papierkiem Flynn podszedł do Mollie. 

Czy wiesz, co to moŜe znaczyć? Uniosła głowę znad otwartego kufra. 

Wygląda jak wykres. 

Albo mapa? 

Mollie przysiadła na piętach i otarła pot z czoła. 

Chyba  nie  sądzisz,  Ŝe  znajdziemy  tu  mapę  z  krzyŜykiem  w  miejscu 

schowania skarbu? 

Zdarzały się dziwniejsze rzeczy. 

Ich  oczy  się  spotkały,  ale  Mollie  szybko  odwróciła  wzrok.  Dziwniejsze 

rzeczy, tak? Jak na przykład pociąg do męŜczyzny, który ją wykorzystuje? śeby 

wyzwolić się spod uroku Flynna, wskazała małe palisandrowe pudełeczko. 

Popatrz,  co  znalazłam.  Mój  ulubiony  prezent  gwiazdkowy.  -  OstroŜnie 

uniosła wieczko, odkrywając plastikową baletniczkę, wirującą na lusterku w takt 

uproszczonej „Sonaty księŜycowej". -Dostałam to od babci Locke. 

Pamiętasz tamte święta? 

Miałam  siedem  lat.  -  Zastanowiła  się  chwilę.  -  A  moŜe  sześć?  Właśnie 

wypadł mi ząb. 

To całkiem wyraźne wspomnienie - powiedział. 

Ale to tylko pozytywka. Nic waŜnego. 

Nie mamy zbyt wielu drzwi do twojej pamięci. Próbuj więc wszystkiego. 

- Wstał, by wrócić do swojego pudła. - Zamknij oczy i myśl o tym. Ja tu jestem 

obok, z papierami. 

Myśleć  o  pozytywce?  -wzruszyła  ramionami.  Ta  sugestia  była  tak  samo 

niedorzeczna jak pomysł hipnozy. Zdecydowanie odstawiła pozytywkę na bok. 

Maszynopis musi tu być. Kto by się przejmował wspomnieniami? 

Po  kilku  godzinach  cięŜkiej  pracy  w  upale  Mollie  skończyła  przegląd 

bałaganu po drugiej stronie strychu. Znalazła koronkowy szal, całe tony ksiąŜek 

background image

 

50

w  twardych  oprawach  i  sporo  połamanych  lalek,  ale  nie  było  tam  nic,  co 

przypominałoby maszynopis. 

Późnym  wieczorem,  po  kolacji  z  ciocią  Von,  gdy  Flynn  zniknął  w  swojej 

sypialni  z  pudłem  wypełnionym  papierzyskami,  Mollie  znów  wzięła  do  ręki 

palisandrowe  pudełeczko.  W  nocnej  koszuli  wyciągnęła  się  na  łóŜku.  „Sonata 

księŜycowa".  Taka  słodka,  delikatna  muzyka.  Właśnie  unosiła  wieczko,  gdy 

przez głowę przemknęła jej inna melodia. Bezimienna melodyjka. Próbowała ją 

przywołać jeszcze raz, ale bez skutku. 

Mollie pogłaskała wypolerowane drewno i patrzyła, jak baletniczka kręci się 

bez  końca.  Miłe  wspomnienie.  Zamknęła  oczy  i  przywołała  obraz  siebie  jako 

małej  dziewczynki,  leŜącej  w  tym  samym  pokoju  na  podwójnym  łóŜku,  które 

dzieliła  z  kuzynką  Dianą.  Za  oknem  wielkie  płatki  śniegu  wirowały  cicho  w 

ś

wietle  ulicznej  latarni.  Dźwięczna  melodia  wywierała  na  Mollie  niezwykłe 

wraŜenie, wypełniając całą jej świadomość delikatną serenadą. 

A  potem  pojawiły  się  inne  dźwięki.  Mniej  boŜonarodzeniowe.  Ostre  głosy 

dorosłych,  dochodzące  z  holu  na  dole.  Słyszała  niski  pomruk  ojca  i  piskliwe 

odpowiedzi  matki.  Nie  dało  się  rozpoznać  słów,  ale  ton  nie  pozostawiał 

wątpliwości. Jej rodzice kłócili się. Potem rozległ się głośny trzask. 

Jak dziecko, powtarzając dorosłymi dłońmi te same gesty co wówczas, Mollie 

usiłowała stłumić gniew dźwiękami „Sonaty księŜycowej". Głaskała błyszczącą 

powierzchnię  wieczka  pozytywki.  Gdyby  mogła  być  taką  piękną  baletnicą, 

wirującą bez końca na lustrze! 

Po  policzku  spłynęła  jej  łza.  Zamknęła  gwałtownie  pudełko  i  głosy  w  jej 

głowie ucichły. Zapadła w sen bez snów. 

Gdy następnego ranka Mollie weszła do kuchni, Flynn i jej stryj siedzieli nad 

kawą.  Stryj  Russ  spojrzał  na  nią  załzawionymi,  zaczerwienionymi  oczami,  ale 

był juŜ trzeźwy. Na stole piętrzyły się atlasy i encyklopedie. Spod jednego tomu 

Flynn wyciągnął arkusik. 

Znalazłem to wczoraj wieczorem, Mollie. Jak sądzisz, co to jest? 

background image

 

51

Ujęła  kartkę  za  brzegi.  Jeszcze  jeden  przypominający  wykres  rysunek  z 

podłuŜną plamą pośrodku. U góry widniało słowo: „Klucz". 

To musi być mapa- stwierdził stryj Russ. - Woody'ego fascynowały mapy, 

wszystkie te równoleŜniki, południki, zwrotniki i tak dalej. 

Mollie  przytaknęła.  Znowu  gdzieś  w  zakamarkach  pamięci  zabrzmiała  ta 

dziwna, bezimienna melodyjka, która na moment wróciła do niej poprzedniego 

dnia. 

To w środku to wyspa? 

Tak myśleliśmy. - Flynn machnął ręką w stronę ksiąŜek. - Sądziliśmy, Ŝe 

moŜe  chodzi  o  Florida  Keys,  bo  twój  ojciec  spędzał  tam  sporo  czasu.  Ale  ten 

kształt nie pasuje do Ŝadnej z wysp. 

Jest taki długi - zauwaŜyła. - MoŜe to półwysep? 

MoŜe. Ale tu są jeszcze te linie dookoła. Jakby ten kawałek w środku był 

jednak oderwany od lądu stałego. 

To nie wiem - wzruszyła ramionami. 

Ja  teŜ  nie.  -  Ciocia  Von  postawiła  przed  Mollie  kubek  i  dzbanek  świeŜo 

zaparzonej  kawy.  -  Ale  Russ  wie,  gdzie  moglibyście  dzisiaj  poszukać.  W 

górach. 

No  właśnie  -  potwierdził  stryj  Russ.  -  Był  tam  taki  szałas,  w  którym 

zatrzymywaliśmy się podczas wypraw wędkarskich. 

Wynajmowali  go  tylko,  oczywiście  -  dodała  ciocia  Von.  -  Ale  było  tam 

teŜ takie sekretne miejsce dzieciaków. 

Jaskinia  -  wyjaśniła Mollie  automatycznie,  właściwie  zupełnie  o tym  nie 

myśląc. 

Idealne miejsce na schowanie skarbu - powiedział Flynn. 

Gdy  tylko  Mollie  skończyła  śniadanie,  ciocia  Von  przegnała  ich  z  domu. 

Flynn prowadził, a Mollie odczytywała wskazówki wypisane przez stryja Russa.   

-   Chyba za chwilę trzeba będzie zjechać z autostrady. 

Ale ty nic nie pamiętasz? 

background image

 

52

Skąd miałabym pamiętać? Ostatnia rodzinna wyprawa wędkarska odbyła 

się, kiedy miałam chyba z dziesięć czy jedenaście lat. 

Inaczej mówiąc, twoja luka w pamięci wciąŜ istnieje? 

Jak najbardziej. 

Jej  odpowiedź  nie  dotyczyła  wspomnień  wywołanych  przez  pozytywkę,  ale 

Mollie nie była jeszcze w stanie o tym mówić. Groźny głos ojca kłócącego się z 

matką  był  najŜywszym  wspomnieniem,  jakie  jej  się  dotychczas  nasunęło. 

Czymś  niemal  rzeczywistym.  Jakby  ojciec  wciąŜ  Ŝył.  Jakby  czaił  się  za  nią, 

czekając, aŜ się odwróci i rozpozna go. 

Mollie  zamrugała.  Chciała  przeczytać  „Klucz",  dowiedzieć  się,  jakie 

przesłanie ojciec jej zostawił. MoŜe wówczas będzie gotowa, by się odwrócić i 

stanąć z nim twarzą w twarz. 

Wyjechali  juŜ  z  miasta  i  znaleźli  się  na  pogórzu.  Wzniesienia  porośnięte 

karłowatymi  sosnami  przydały  nagle  ich  poszukiwaniom  realności.  Szukali 

zapisanych kartek, a nie ulotnych wspomnień. 

Czy coś tu wygląda znajomo? - zapytał Flynn. 

Góra to góra. - Wysunęła rękę przez otwarte okno samochodu, by poczuć 

prąd powietrza. - CzyŜ nie jest to zdanie jak z Gertrudy Stein? MoŜe mój ojciec 

z nią teŜ się zadawał. 

Ona jednak Ŝyła nieco dawniej. 

Flynn  był  spięty  i  Mollie  zastanawiała  się,  czy  to  dlatego,  Ŝe  nie  znaleźli 

maszynopisu na strychu. 

Czy coś się stało? 

Tak. 

Chciałbyś mi o tym opowiedzieć? 

No  dobra,  słuchaj,  Mollie.  Zacząłem  powtórnie  rozwaŜać  sensowność 

naszych  poszukiwań.  Dziś  rano  rozmawiałem  z  moim  wydawcą.  Nie  jest  tak 

podniecony  odkryciem  pierwszych  wersji  dzieł  twego  ojca  jak  ja.  Oni  chcą 

nieznaną powieść. 

background image

 

53

Znajdziemy ją. 

Nie sądzę. Szczerze mówiąc, liczyłem na twoje wspomnienia. Nawet gdy 

mi  powiedziałaś,  Ŝe  usunęłaś  z  pamięci  duŜy  fragment  swojej  przeszłości, 

sądziłem,  Ŝe  jakoś  uda  mi  się  przełamać  blokadę.  Ale  po  dzisiejszym  poranku 

zrozumiałem nareszcie, dlaczego nic sobie nie przypominasz. I pewnie nigdy nie 

przypomnisz. 

- O czym ty mówisz? 

-  Wygląda  na  to,  Ŝe  tu  wszyscy  cierpią  na  amnezję.  Wczoraj  twój  wuj  był 

pijany i zachowycwał się obrzydliwie.  Dzisiaj udawaliście, Ŝe nic się nei stało. 

–  A  co  by  dały  przeprosiny?  Oczywiście  Ŝe  jest  mu  przykro.  A  my  mu 

oczywiście wybaczamy, 

-  Wybaczacie  i  zapominacie-  powiedział  Fllin.  Nie  rozumiesz  Mollie? 

Nauczono cię zapominać i to się nie zmieni. 

-

 

PrzecieŜchcę spróbować. 

-

 

No dobrze. To zabierzmy sieza to bardziej brutalnie.  

Kiwnęła głową. 

-

 

Będę  ci  podrzucał  rózne  wskazówki.  Wiem  bardzo  duŜo  o  twoim  ojcu. 

Będę mówić,  a ty mi przerwiesz, jeśli cości się skojarzy. 

 Mollie  patrzyła  przez  okno  na  wąską,  krętą  drogę.    Wśród  sosen  dostrzegła 

błysk wijącego się strumyka. Pomysł Fllina wydawał jej się niebezpieczny.  

-

 

Tu  musisz  skręcić.-  powiedziała.-  Według  wskazówek  wuja  Rassa  szałas 

jest na końcu tej drogi.  Ale skręćw lewo, dojedź do końca szutrowej drogi 

i zatrzymaj samochód. Resztę drogi do jaskini musimy przejść.  

-

 

 Przypomniałaśto  sobie  sama-  zauwaŜył.  –  Twój  stryj  nie  wiedział,  gdzie 

jest jaskinia. 

-

 

No  dobrze  Fllin,  skoro  tak  ci  na  tym  zaleŜy  to  spróbuję.  Podrzuć  mi 

jakieśwskazówki.  

Wyciągnął z kieszeni kartkę przebitki z naszkicowaną mapą. 

-

 

Skup się na tym. 

background image

 

54

 Obracała papier na wszystkie strony. 

-  Nie mam pojęcia, co to jest. MoŜe bym wiedziała, o co chodzi, gdzyby były 

tu  zaznaczone  równoleŜniki  i  południki.  –  Znowu  rozbrzmiała  jej  w  glowie  ta 

dziwna melodyjka. Zanuciła ją?- Prześladuje mnie ta melodia, znasz ją?  

Posłuchał uwaŜnie. 

-  Nie,  nie  wydaje  mi  się  znajoma.  Ale  powtórz  ją.  MoŜe  razem  sobie 

przypomnimy. 

Nucenie  tej  melodii  Flynuowi  wywołało  u  Mollie  dziwne  poczucie 

intymności. Flynn powtarzał za nią tony, a Mollie czuła się, jakby oddawała mu 

kawałek siebie. Nie bardzo jej to odpowiadało. Nie znała właściwie Flynna, nie 

ufała mu. 

Chyba źle oceniłeś sytuację. Jestem pewna Ŝe moje wspomnienia nie mają 

nic wspólnego z tą ksiąŜką. 

A co z kluczem do siebie samej? – przypomniał jej. PrzecieŜ zcydowałaś 

się dołączyć do mnie, zęby pogodzie się z przeszłością. 

Mądrala  z  ciebie,  co?  -  Zacisnęła  zęby.-No  dobrze.  Porozmawiajmy  o 

przeszłości. 

Zacznijmy  od  czegoś  oczywistego.  Jak  twój  ojciec  pracował?  Bez 

względu na to, jak późno połoŜył się spać, zawsze wstawał o świcie, siadał przy 

biurku i zaczynał pisać. 

Skoro tak mówisz. 

Czy pamiętasz jego biurko? 

-    Nie, widziałam tylko zdjęcia ojca siedzącego przy biurku.  

Pomyśl  o  tych  zdjęciach  -  zachęcał  ją  łagodnie.-  Twój  ojciec  pracował 

zawsze wcześnie rano. Przy biurku. 

A butelkę trzymał w dolnej lewej szufladzie. 

Gdzieś  w  zakamarkach  pamięci  pojawił  się  obraz.  Jej  ojciec.  Jego  biurko. 

Nienawidziła  tego  biurka  bo  gdy  przy  mm  siedział,  w  ogóle  przestawała  dla 

niego istnieć. 

 

background image

 

55

Pisał  ręcznie  -  podpowiadał  jej  Flynn.  -  A  potem  przepisywał  pierwszą 

wersję na maszynie. Wyobraź sobie dźwięk maszyny do pisania. 

Próbowała, ale słyszała tylko chrzęst Ŝwiru 

Zapisane strony trzymał w drewnianej skrzynce -  mówił  dalej  Fłynn.  - 

Czy coś ci się przypomina, Mollie? 

Kiedy  kończył  pracę  -  powiedziała  –  zdejmował  okulary  i  tarł  oczy.  I 

otwierał dolną lewą szufladę. -  Ostry  ból  przeciął  nić  jej  wspomnień.  -  Przykro 

mi. Nic więcej nie przychodzi mi na myśl, 

To jakiś początek. 

Było  tam  coś  jeszcze.  Coś,  co  tyka.  Zegar?  Nie,  coś  innego.  -  Mollie 

czuła,  jakby  stała  na  progu  odkrycia.  Rzeczywiste  wspomnienie  było  tuŜ,  tuŜ, 

mogła  go  niemal  dotknąć.  Mgła  spowijająca  jej  pamięć  stała  się  juŜ  zaledwie 

lekką  mgiełką.  Wspomnienia  zaczynały  przybierać  formę.  Wycofała  się  w 

popłochu. - Nie wiem. 

Spróbuj, Mollie. Spróbuj jeszcze raz. 

Tykanie  powróciło,  coraz  wyraźniejsze.  Ale  był  to  miły  dźwięk,  nie 

przeraŜający.  Usłyszała  śmiech  ojca.  A  potem  wszystko  znikło.  Dojechali  do 

końca drogi prowadzącej ku jaskini. Mollie czuła suchość w ustach. Przełknęła z 

wysiłkiem. 

Jesteśmy prawie na miejscu. Później się nad tym zastanowię. 

Flynn  widział,  jak  znów  zatrzaskują  się  drzwi  do  jej  przeszłości.  Przez 

moment wydawało mu się, Ŝe Mollie sobie coś przypomina, bo jej zielone oczy 

złagodniały, a wargi rozchyliły się, jakby juŜ, juŜ miały ulecieć z nich słowa. A 

potem wycofała się. 

Choć był to dopiero drugi dzień poszukiwań, Flynn jeszcze nigdy nie czuł się 

tak  sfrustrowany.  Wspomnienia  Mollie  na  pewno  stanowiły  wspaniałe  źródło 

wiadomości, ale nie potrafił do nich dotrzeć. Dlaczego, do diabła? Jej przeszłość 

nie  mogła  przecieŜ  być  tak  straszna.  Musiały  w  niej  być  takŜe  dobre  chwile. 

Więc czego ona się tak boi? 

background image

 

56

Wysiadł z samochodu i dołączył do niej na brzegu strumienia. 

Jesteś zły - stwierdziła. 

To  nie  twoja  wina,  Mollie.  Nie  jestem  najcierpliwszym  facetem  na 

ś

wiecie. Jeśli czegoś chcę, to po to sięgam. Ale nie mogę złapać cię i wytrząsnąć 

z ciebie tych wspomnień. 

Nie próbuję ci utrudniać Ŝycia. 

No  to  skup  się.  Cofnij  się  pamięcią  w  tamte  lata.  Cokolwiek  się  z  nich 

wynurzy, pamiętaj, Ŝe jestem tutaj i pomogę ci. 

Do  chwili  odnalezienia  maszynopisu.  A  potem  się  poŜegnamy  i  ty 

wyruszysz po nowe zdobycze. 

Zostanę, jeśli będziesz mnie potrzebowała. 

Opiekować się biedną Mollie? Tą emocjonalną inwalidką? Nie, dziękuję. 

Nie potrzebuję niczyjej litości, do diabła. 

MoŜesz  mnie  przeklinać,  ile  chcesz,  ale  nie  przeklinaj  siebie.  To  twoja 

przeszłość.  Zapoznaj  się  z  nią.  Złość  się,  czuj  ból,  poroztkliwiaj  się  nad  sobą. 

Masz do tego prawo. Twoi rodzice przeszli przez paskudny rozwód. Twój ojciec 

był pijakiem. Umarł młodo. Ale przecieŜ jakieś jasne momenty teŜ się zdarzały. 

Rozzłościła się na takie upraszczanie sprawy. 

Więc uwaŜasz, Ŝe wystarczy wykarczować osty, Ŝeby dotrzeć do róŜ? 

W pewnym sensie. KaŜdy ma w dzieciństwie jakieś kłopoty. Odsuń je na 

bok, Mollie. Potrafisz to zrobić. 

Tak po prostu? Machnąć ręką i iść dalej? - Wpatrywała się w niego. - Czy 

nie  rozumiesz,  Ŝe  właśnie  to  usiłowałam  robić?  Nie  myśleć  o  trudnym 

dzieciństwie, zapomnieć, Ŝe jestem córką Woodrowa Locke'a? I udawało mi się, 

póki się nie pojawiłeś z twoimi cholernymi pytaniami. 

No,  jeśli  pominiesz  brak  więzów  uczuciowych  z  kimkolwiek  i  stany 

lękowe. 

Daj mi spokój. - Odwróciła się w gniewie i ruszyła do lasu. 

background image

 

57

Flynn  zareagował  natychmiast.  Gwałtownie  schwycił  jej  ramię.  Zacisnął 

zęby, a oczy zmieniły się w bryłki lodu. Mollie widziała, Ŝe stara się opanować. 

Gdy w końcu przemówił, jego głos był niebezpiecznie spokojny. 

Nie  dam  ci  spokoju,  Mollie.  Będę  z  tobą,  przypominając  ci,  naciskając 

cię, aŜ znajdziesz to, czego szukasz. 

Puść moje ramię. 

Z przyjemnością. 

Rozluźnił palce i Mollie cofnęła się. Długimi krokami ruszyła ścieŜką w głąb 

lasu. W zaroślach drŜącej osiki przystanęła i suchymi oczyma rozejrzała wokół, 

po  zielonych  wzgórzach.  Ostry  zapach  ziemi  draŜnił  jej  nozdrza  przy  kaŜdym 

oddechu. 

Powinna  wycofać  się  teraz,  zanim  utraci  kontrolę  nad  swoim  Ŝyciem.  I  co  z 

tego,  Ŝe  ojciec  napisał  dla  niej  ksiąŜkę?  Powinna  zostawić  Flynna,  uciec  od 

niego,  powrócić  do  spokojnego  Ŝycia.  Ale  wiedziała,  Ŝe  tego  nie  zrobi.  Coś 

Flynnowi obiecała, a Mollie była kobietą, która dotrzymuje obietnic. Do diabła z 

Flynnem. Nie da mu tej satysfakcji. Przypomni sobie. Znajdzie „Klucz". 

 

ROZDZIAŁ 6 

 

Flynn  podąŜał  za  Mollie,  starając  się  patrzeć  na  boki,  wniebo  albo  gdzieś  w 

dal, byle  nie na nią.  Jej  nogi  w obcisłych  dŜinsach szczególnie  go  rozpraszały. 

Jasne  było,  Ŝe  ta  kobieta  nim  pogardza.  Tylko  wariat  uwaŜałby  ją  wciąŜ  za 

atrakcyjną. Była uparta, niesympatyczna i nieprzychylnie nastawiona. Nie chciał 

się nią przejmować. A dokładniej, nie chciał poddawać się jej urokowi. 

Jej  ocena  łączących  ich  stosunków  była  właściwa.  Znajdą  tekst,  a  on  sobie 

pójdzie,  by  podejmować  inne  wyzwania.  Czy  to  jest  nie  w  porządku?  Niczego 

więcej nie obiecywał. Ona teŜ nie. W gruncie rzeczy nie wiadomo, kto tu kogo 

wykorzystuje, 

background image

 

58

Patrzył,  jak  sunie  przed  nim,  jak  rytmicznie  ruszają  się  jej  biodra  i  ramiona. 

Mógł się przyglądać bez rozpadania się na kawałki. No to co, Ŝe mu się podoba? 

Ale  wtedy  Mollie  odwróciła  się  i  spojrzała  na  niego  błyszczącymi  oczyma,  a 

usta miała Ŝałośnie skrzywione. I wszystkie dobre postanowienia Flynna diabli 

wzięli. 

Przepraszam - powiedziała, - Nie powinnam była na ciebie napadać. 

Przeprosiny  przyjęte.  -  Pokonał  szybko  dzielący  ich  dystans.  -  A  ja  nie 

powinienem był tak cię naciskać. 

MoŜe i nie. - Zeszła ze ścieŜki na przytulną, zieloną polankę nad brzegiem 

strumienia i oparła się o płaską skałę. - Nie znajdziemy„Klucza" w Denver. Nie 

było go na strychu, a nie sądzę, Ŝeby gdzie indziej w domu pozostał tyle lat nie 

zauwaŜony. Niechętnie, ale muszę przyznać, Ŝe  miałeś rację, Flynn. Wszystkie 

wskazówki są prawdopodobnie ukryte w mojej głowie. 

Przysiadł na skale naprzeciw niej. 

A co z tą jaskinią? 

Wątpię.  Nie  jestem  nawet  pewna,  czy  ojciec  o  niej  wiedział.  To  była 

kryjówka moich kuzynów i moja. 

Niestety,  chyba  masz  rację.  -Flynn  pokiwał  głową.  -  Ale  twój  ojciec  był 

nieprzewidywalny, więc wszystko jest moŜliwe. 

Z  ogromnym  zaskoczeniem  uświadomił  sobie,  Ŝe  wcale  nie  chce  znaleźć 

maszynopisu w jaskini. Znaczyłoby to bowiem, Ŝe poszukiwania są skończone i 

nie  ma  po  co  dłuŜej  zostawać  z  Mollie.  Nie  był  jeszcze  przygotowany  do 

rozstania. 

Więc wyprawa do Denver była stratą czasu. 

Wcale nie. - Zaczął wyliczać korzyści płynące z tej wizyty. - Po pierwsze, 

znalazłem  te  wspaniałe  pierwsze  wersje.  Po  drugie,  twój  stryj  potwierdził 

istnienie „Klucza". - Wsunął rękę do kieszeni i wyciągnął kartkę przebitki. - No 

i znaleźliśmy tę mapę. 

Mollie ujęła kartkę i przyjrzała się uwaŜnie rysunkowi. 

background image

 

59

Kształt nie odpowiada Ŝadnej z wysepek Keys? 

Raczej nie. 

Z  jaką  inną  wyspą  moŜna  by  powiązać  mojego  ojca?  Hawaje?  MoŜe 

Japonia? 

Flynn potrząsnął głową. 

Dzielił czas miedzy Kolorado, ParyŜ, Keys i Nowy Jork. 

Mollie ustawiła mapkę tak, Ŝe kleks w środku był niemal pionowy. 

Powiedziałeś: Nowy Jork? 

Manhattan. - Flynn odchylił się na skale i spojrzał w niebo przez sosnowe 

gałęzie. - Jak mogłem tego nie zauwaŜyć? Ta wyspa to Manhattan. 

Raczej trudno będzie ją przeszukać - zauwaŜyła Mollie,  marszcząc brwi. 

Nie była na Manhattanie od rozstania z Siergiejem i perspektywa poszukiwania 

wytyczonych rytmów serca akurat tam nie bardzo jej odpowiadała. 

No  dobra.  -  Flynn  usiadł  prosto.  -  Jeśli  w  jaskini  nic  nie  znajdziemy, 

następnym  przystankiem  będzie  Nowy  Jork.  To  nawet  dobrze,  bo  i  tak 

powinienem spotkać się z wydawcą. A ty? Pojedziesz ze mną, Mollie? 

Wstała  i  otrzepała  spodnie.  Manhattan?  Greenwich  Village?  To  jakby 

wchodzić  prosto  w  paszczę  lwa.  Rzuciła  Flynnowi  szybkie  spojrzenie.  Patrzył 

na  nią  pytająco.  Jak  moŜe  wyglądać  tak  niewinnie?  Gdyby  tylko  mogła  mu 

zaufać, byłoby jej łatwiej. 

Jeśli  to  konieczne,  pojadę  do  Nowego  Jorku  -rzekła  w  końcu  z 

westchnieniem. -A teraz chodźmy do jaskini. 

Rozejrzała  się,  przyjrzała  drzewom  i  skałom.  Nie  była  tu  od  bardzo,  bardzo 

dawna. Przeskoczyła strumień. 

Mollie, czy wiesz, którędy iść? 

Chyba tak. - Przedzierała się przez krzaki wzdłuŜ strumienia. Po pewnym 

czasie zatrzymała się i wyciągnęła rękę. - Tam, na górze, jest wejście do jaskini. 

Dokładnie naprzeciwko. 

background image

 

60

Strumień  płynął  tu  wąskim,  ciemnym  tunelem  między  wielkimi  głazami. 

Pogłaskała  zimny,  porowaty  kamień  i  zajrzała  w  głąb  przejścia.  O  tak,  była  tu 

juŜ kiedyś, w tajemnej kryjówce, w której czuła się bezpieczna. 

Ś

ciągnęła adidasy i skarpetki. 

Musimy wejść do wody, Ŝeby się tam dostać. 

Cudownie. Wiesz, jaka zimna jest ta woda? 

Ale z ciebie poszukiwacz przygód - zakpiła.  - 

Najpierw  wspinasz  się 

na Mount Everest, a potem boisz się zamoczyć nogi. 

To nie był Mount Everest, tylko Mount Rainier -  mruknął.  -  Marscelowi 

się pokręciło. 

No, w kaŜdym razie, jak przeciśniemy się między tymi głazami, będziemy 

musieli się trochę powspinać. 

Podwinęła  nogawki,  weszła  do  lodowatej  wody  i  aŜ  pisnęła  z  radości. 

Rozmigotany  w  słońcu  strumień  obmywał  jej  stopy  i  łydki.  Mollie  ostroŜnie 

posuwała  się  w  górę,  wchodząc  w  końcu  w  utworzoną  przez  głazy  nawę. 

Wielkie  kamienne  bryły,  zawieszone  wysoko,  wydawały  się  chwiać,  w  kaŜdej 

chwili gotowe runąć w dół. Ale Mollie pamiętaia, Ŝe nie zmieniły pozycji przez 

lata jej nieobecności, 

Przez  szczelinę  między  skałami  padały  promienie  słońca,  rozświetlając 

powierzchnię małego stawu. PowyŜej bulgotał radośnie niewielki wodospad. 

Jak tu pięknie - rozległ się echem głos Flynna. 

A  Mollie była  juŜ  daleko przed  nim.  WłoŜyła  na  powrót  buty  i  wspinała  się 

po  stromej  skalnej  ścianie,  z  nieomylnym  instynktem  znajdując  uchwyty  i 

zaczepienia  dla  dłoni  i  stóp.  Nie  myślała,  nie  zastanawiała  się,  aŜ  osiągnęła 

nadwieszoną półkę przed wejściem do jaskim. 

Na  kolanach  wczołgała  się  do  środka.  Jaskinia  była  wilgotna  i  tylko  na  tyle 

duŜa,  Ŝeby  pomieścić  ją  i  jej  stryjeczne  rodzeństwo.  Pomacała  za  kamieniem  i 

wyciągnęła ogarek świecy i pudełko zapałek, starannie owinięte w kawałek folii. 

Nie do wiary - szepnęła, zdumiona. - To niesamowite, Ŝe wciąŜ tu są. 

background image

 

61

Usłyszała dochodzące z zewnątrz przekleństwa Flynna. 

Mollie, gdzie jesteś? - wołał. 

Tu, na górze. - Wysunęła głowę z jaskini. Dostrzegł ją i rozłoŜył szeroko 

ręce. 

A jak się tam dostałaś? 

Wdrapałam  się.  To nietrudne,  nie śpiesz się.  Promień  słońca  wydobywał 

złote blaski z jego czupryny, gdy szedł w górę strumienia. Mollie zauwaŜyła, Ŝe 

zmoczył  sobie  nogawki.  Z  trudnością  pokonywał  teraz  stromą  skałę,  na  którą 

ona  wdrapała  się  jak  po  drabinie.  Zmarszczyła  brwi,  nagle  pełna  wątpliwości. 

Czy naprawdę chce zaprosić Flynna do jaskini? Do swojej kryjówki? 

Był  coraz  bliŜej.  Przez  chwilę  miała  ochotę  wyjść  z  jaskini,  powiedzieć, 

zgodnie  z  prawdą,  Ŝe  nie  ma  tu  Ŝadnego  śladu  po  zaginionym  maszynopisie,  i 

wrócić do samochodu. Bliskość Flynna stanowiła zagroŜenie, a Mollie obawiała 

się  odsłonić  przed  człowiekiem,  który  otwarcie  przyznał,  Ŝe  chce  ją 

wykorzystać. 

Flynn był juŜ pod półką. 

PomóŜ mi, Mollie. 

Jesteś za cięŜki - zawahała się. - Nie dam rady cię podciągnąć. 

Ale gdy się poślizgnął, odruchowo złapała go za rękę. UŜywając jej dłoni jak 

kotwicy, Flynn pokonał występ i padł plackiem koło Mollie. 

No, to była niezła zabawa. 

Jesteś mokry. 

Poślizgnąłem się w strumieniu - przyznał. - Więc pewnie jestem równieŜ 

cały posiniaczony. 

To fatalnie - oświadczyła nerwowo. - Bo właśnie stwierdziłam, Ŝe nic tu 

nie ma. 

- Sądzę, Ŝe twój ojciec nigdy tu nie był. 

Dlaczego? 

background image

 

62

Bo  napisałby  o  tym.  Nie  gram  w  tej  samej  lidze  co  on,  ale  teŜ  jestem 

pisarzem.  A  to  miejsce  jest  fantastyczne.  Sposób,  w  jaki  te  skały  się  schodzą. 

Wodospad.  Przesączające  się  w  dół  światło.  Coś  pięknego.  Jedna  z  metafor 

natury. A w Ŝadnym dziele twego ojca nie znalazłem wzmianki o takiej jaskini. 

MoŜe wspomniał o niej w tym maszynopisie, którego szukamy? 

Flynn potrząsnął głową. 

To  miejsce  naleŜy  do  ciebie,  Mollie.  Nie  do  twego  ojca.  I  cieszę  się,  Ŝe 

mnie tu przyprowadziłaś. 

Czuła, Ŝe jest zbyt blisko. Szept wodospadu otaczał ich z groźną intymnością. 

Lepiej wracajmy. 

- Nie pokaŜesz mi wnętrza swojej jaskini? 

Mollie  starała  się  zachowywać  swobodnie,  ale  czuła,  Ŝe  dzieje  się  z  nią  coś 

dziwnego.  Od  czasów  dzieciństwa  nie  odsłoniła  się  tak  bardzo  przed  drugim 

człowiekiem. Wiedziała jednak, Ŝe jeśli odmówi, Flynn to zrozumie. 

Pójdę pierwsza- powiedziała. -Tam jest ciemno. 

Wewnątrz jaskini wymacała zapałki. Po chwili udało jej się zapalić świecę. 

No dobrze, Flynn, moŜesz wejść. 

Gdy  przeciskał  się  przez  wąskie  wejście,  Mollie  ze  świeczką  w  dłoni 

obchodziła jaskinię, przyglądając się ścianom. 

Tu są moje inicjały - wskazała. 

Ś

wiatło  świecy  tańczyło  na  jej  twarzy  i  Flynn  patrzył  zafascynowany.  Od 

wilgoci  włosy  Mollie  skręciły  się  w  kędziorki.  Oczy  rozświetlał  wewnętrzny 

ogień.  JuŜ  dawniej  podejrzewał,  Ŝe  jest  czarodziejką.  Teraz  wiedział  to  na 

pewno. 

Popatrz - wskazała inne miejsce. - D.L. To Diana Locke, moja stryjeczna 

siostra, rok ode mnie młodsza. Ma za sobą trzy małŜeństwa i Ŝadnych dzieci. 

Jaka szkoda. Ta jaskinia powinna być tajemną kryjówką przekazywaną z 

pokolenia na pokolenie. 

Mollie usiadła po turecku na podłodze. 

background image

 

63

To  miły  pomysł.  Chciałabym  udawać,  Ŝe  na  całym  świecie  tylko  moi 

kuzyni i ja wiedzą o jej istnieniu. 

I ja. 

I ty. - Jego obecność jakoś jej nie przeszkadzała. W tej ciasnej przestrzeni 

Flynn nie był biografem, bo to miejsce nie miało Ŝadnego związku z jej ojcem. - 

Ale  nie  moŜesz  zostać  członkiem  klubu,  póki  nie  poddasz  się  uroczystej 

inicjacji. 

Co mam robić? 

Jesteś  pewien,  Ŝe  chcesz  naleŜeć?  Ten  klub  nie  ma  nic  wspólnego  z 

Ŝ

yciem i twórczością sławnego Woodrowa Locke'a. Czy nadal cię to interesuje? 

Potaknął  z  wyraźną  szczerością.  Ustawiając  między  nimi  świeczkę,  Mollie 

usiłowała sobie przypomnieć reguły inicjacji. 

Musisz odpowiadać na moje pytania. Najpierw powiedz, kim jesteś. 

Nazywam się... 

Nie,  nie  -  przerwała  mu.  -  Nie  składasz  się  z  dat  i  faktów.  Musisz 

powiedzieć jakiś swój sekret. Coś, czego nikt oprócz ciebie o tobie nie wie. 

Flynn  zastanowił  się.  Przed  oczyma  przesunęły  mu  się  obrazy  z  licznych 

podróŜy. WieŜa Eiffla o świcie. Niezwykła zieloność irlandzkich łąk. Jakie miał 

sekrety?  Pomyślał  o  morzu,  o  koralowych  głębiach,  w  których  nurkował,  i  o 

ciemnych, sztormowych falach. W końcu przemówił. 

Boję  się  ciemności.  Nie  ciemności  nocy,  ale  mroku,  który  nie  pozwala 

wyraźnie widzieć. 

Mów dalej. 

Podczas  pierwszej  wyprawy  moją  łodzią  utknąłem  w  gęstej  mgle 

niedaleko Seattle. Znajdowałem ńę najwyŜej pięć mil od brzegu, ale byłem tak 

przeraŜony, Ŝe o mało nie umarłem. Zamiast zająć się łodzią, schowałem się pod 

pokładem. Spanikowałem. 

I jak się to skończyło? 

background image

 

64

Usłyszałem  śpiew  wielorybów.  To  znaczy,  nie  wiem,  czy  tam  w  ogóle 

były  jakieś  wieloryby,  ale  wyraźnie  dotarł  do  mnie  niski,  pierwotny  dźwięk, 

który wyciągnął mnie na pokład. Wtedy zobaczyłem błysk światła i popłynąłem 

w tamtą stronę, ku bezpieczeństwu, 

Mollie nie skomentowała tego wyznania, lecz zadała następne pytanie. 

Co  przynosisz  do  tej  tajemnej  kryjówki?  To  musi  być  coś  z  twojej 

odległej przeszłości. 

Zapadła pełna spokoju cisza. 

Nic mi nie przychodzi do głowy - stwierdził z namysłem. - Wyrastałem na 

farmie i było to okropnie nudne. 

Czy  to  znaczy,  Ŝe  nie  tylko  ja  mam  luki  w  pamięci?  -  roześmiała  się 

Mollie. 

Nie, ja pamiętam, ale moje dzieciństwo było zupełnie nieciekawe. 

Powtarzam, co przynosisz do tego miejsca? 

Solidny  fundament  -  rzekł  w  końcu.  -  Dzień  po  dniu  te  same  zajęcia. 

Wstawanie  o  świcie,  by  wydoić  krowy,  zebrać  jajka  i  zamieść  werandę. 

Przynoszę  równieŜ  dobre  zdrowie.  Na  farmie  rodziców  nauczyłem  się  dbać  o 

moje  ciało  i  o  wszystko,  co  wokół  mnie  rośnie.  W  tym  takŜe  o  braci  i  siostry. 

Była nas piątka, a ja byłem najstarszy. 

Dla  mnie  to  brzmi  wspaniale.  Tak  Ŝałuję,  Ŝe  nie  wychowywałam  się  na 

farmie. 

CóŜ  za  ironia  losu.  Ja  bym  się  z  tobą  zamienił  bez  wahania.  Tam,  na 

farmie, śniłem o takich przygodach i trybie Ŝycia, jakie dla ciebie były zapewne 

czymś codziennym. 

Nie mamy wiele ze sobą wspólnego, prawda? 

Nie na pierwszy rzut oka - przytaknął. 

Mollie odchrząknęła. 

background image

 

65

Teraz  przechodzimy  do  następnego  etapu.  Musisz  napisać  na  ścianie 

swoje inicjały. - W kącie jaskini znalazła kawałek gałęzi właściwej grubości. – 

Opalaj koniec nad świecą i kopciem pisz na ścianie. 

Gdy Flynn pracowicie nanosił na ścianę swoje inicjały, Mollie myślała o jego 

odpowiedziach. Najwyraźniej był niespokojnym duchem. Poszukiwanie przygód 

było  reakcją  na  monotonię  wieku  dorastania.  Człowieka,  który  nie  moŜe 

usiedzieć w miejscu, nikt nie uzna za tępego nudziarza. 

Skończył  pisać  „F"  i  zabrał  się  za  „C".  Taki  człowiek  nigdy  nie  osiądzie  w 

jednym  miejscu,  pomyślała.  Zobowiązania  nie  bardzo  pasują  do  przygód. 

Niewątpliwie nie powinna się w nim zakochiwać. Chyba Ŝe chce mieć złamane 

serce. 

JuŜ - powiedział. - Skończyłem. 

Witaj  w  klubie.  -  Uroczyście  uścisnęła  mu  dłoń.  Gdy  próbował 

przyciągnąć ją bliŜej, odsunęła się. - Teraz jesteśmy przyjaciółmi na całe Ŝycie. 

Przyjaciela moŜna pocałować. 

Tak - szepnęła. - To prawda. 

Ś

wieczka migotała w małej, wilgotnej jaskini, nadając twarzy Flynna niemal 

mistyczny wyraz. Mollie uniosła się na kolanach, oparła mu rękę na ramieniu i 

powaŜnie spojrzała w oczy. 

Objął  ją  w  talii.  Nie  opierała  się.  Jego  wargi  przesuwały  się  po  jej  ustach, 

twarde  i  kuszące.  Gdy  język  Flynna  poszukał  wejścia,  chętnie  przyjęła  go  i 

odpowiedziała tym samym. Jego usta były gorące i budziły w niej ogień. 

Uniosła ramiona i objęła Flynna za szyję, przyciągając go bliŜej, aŜ ich ciała 

przylgnęły  do  siebie.  Chłonęła  jego  siłę,  tęskniła  za  uczuciem  pobudzenia, 

pragnęła czuć, Ŝe Ŝyje. 

Lekko dotknął jej piersi, a Mollie jęknęła z radości i zaskoczenia. Flynn był 

niebezpieczną  podnietą,  ale  po  raz  pierwszy  w  Ŝyciu  pragnęła  zaryzykować, 

porzucić rutynę dla zmysłowej przyjemności. To tylko pocałunek, mówiła sobie. 

Tylko jeden pocałunek. 

background image

 

66

Pieszcząca  dłoń  zmieniła  jej  sutki  w  małe,  twarde  pączki.  Mollie  drŜała  z 

napięcia.  Gdy  Flynn  połoŜył  ją  na  kamiennej  podłodze,  nie  zaprotestowała. 

Zimna powierzchnia skały stanowiła niezwykły kontrast z jego gorącym ciałem. 

Spojrzał na nią z góry, uśmiechając się, dzieląc intymną chwilę. 

Przesunęła  dłońmi  po  piersi  i  ramionach  Flynna,  przyciągnęła  bliŜej,  aŜ 

poczuła  cięŜar  jego  torsu.  Długie  nogi  splątały  się.  Czuła  jego  podniecenie  i 

dreszcz  odpowiedzi  u  zbiegu  swych  ud.  Pod  pocałunkami  budziło  się  w  niej 

Ŝ

ycie, gdzieś w środku stawała się lekka i niewaŜka. 

Skrzywiła  się,  bo  ostry  kamyk  wbił  się  jej  w  plecy.  Flynn  uniósł  się 

natychmiast. 

Wszystko w porządku? 

Kiwnęła  głową,  niezdolna  przemówić.  Jego  niebieskie  oczy,  nieco  w  tej 

chwili nieprzytomne, błyszczały. 

Oddałbym rok Ŝycia za łóŜko. Teraz. 

Uśmiechnęła  się.  MoŜe  nie  był  to  właściwy  czas.  I  na  pewno  niewłaściwe 

miejsce.  Ale  była  zadowolona  z  tego,  czego  razem  doświadczyli.  Magia 

pocałunku była jej potrzebna. 

Nie chcę przestawać, Mollie. Mógłbym cię całować bez końca. 

Zmusiła się, by usiąść, ujęła jego twarz w dłonie. 

Nie teraz, Flynn. 

Ale  niedługo?  -  Jego  oczy  lśniły  męskim,  zmysłowym  Ŝarem.  -  Jestem 

niecierpliwy. Chcę się z tobą kochać. 

A co potem? - Poklepała go po policzku. PoŜądanie wypełniało jej ciało, 

ale umysł juŜ kontrolował sytuację. - Nie ma dla nas przyszłości. 

Wiem,Ŝe to nie był przyjarielski pocałunek, Mollie. Pragniesz mnie. Tak 

bardzo, jak ja pragnę ciebie. 

Tego nie moŜesz wiedzieć - zaprzeczyła. - MoŜe wiesz wszystko o moim 

ojcu, ale mnie wcale nie znasz. 

Chcę cię poznać. Bardzo chcę. 

background image

 

67

Bardziej niŜ znaleźć „Klucz"? 

Na jego twarzy odbiło się niezdecydowanie. Miała swoją odpowiedź. 

Zgasiła  świeczkę,  zapakowała  ją  i  schowała  za  kamieniem.  Potem  wysunęła 

się  z  jaskini,  w  wysoką  nawę  skał,  gdzie  wodospad  szeptał  cicho  i  zmysłowo. 

Flynn dołączył do niej na skalnej półce. 

Nowy Jork - powiedział. Nie było to pytanie, lecz stwierdzenie. 

Tak. 

W Kolorado nie było więcej wskazówek, więc moŜna spróbować w Nowym 

Jorku. Mollie juŜ czuła niepokój. Nowy Jork jest jednym z największych miast 

na  świecie,  ale  Manhattan  jest  zbyt  mały,  by  mogła  uniknąć  wspomnień  o 

Siergieju  i  dalszej  przeszłości.  To  tam  właśnie  rozpadło  się  małŜeństwo  jej 

rodziców. 

  

ROZDZIAŁ 7 

 

Gorący  strumień  spływał  po  plecach  Mollie,  rozluźniając  jej  zmęczone 

mięśnie.  Łazienka  w  hotelu  na  Manhattanie  nie  była  tak  malownicza  jak 

sekretna górska jaskinia, ale Mollie dostrzegała pewne podobieństwa: zmysłowy 

szum wody, poczucie intymności i całkowity zamęt w jej uczuciach do Flynna. 

Wczoraj mało brakowało, a kochałaby się z nim. 

Wieczorem, po telefonie do wydawnictwa z informacją, Ŝe będzie w Nowym 

Jorku, Flynn wydawał się ponury i daleki. A moŜe to ona miała kiepski nastrój? 

W kaŜdym razie przez cały wieczór rozmawiała tylko ze stryjostwem. 

Rano,  w  samolocie,  Flynn  przeglądał  zamazane  pierwsze  wersje  ksiąŜek  jej 

ojca. A Mollie spała. Dwadzieścia minut temu wypadł z jej pokoju hotelowego, 

wściekły, Ŝe nie chciała z nim pójść na spotkanie z redaktorem. 

Dziesięć  minut  temu  wpadł  z  powrotem,  by  jej  powiedzieć,  iŜ  rozumie  jej 

stanowisko.  I  zaprosił  ją  na  kolację.  Przez  cały  ten  czas  nie  rozmawiali  o  jej 

wspomnieniach. Ani o wzajemnych stosunkach. 

background image

 

68

Zachowanie Flynna działało na nerwy tak zorganizowanej osobie jak Mollie. 

To  z  kolei  prowadziło  do  rozwaŜań,  po  co  w  ogóle  przyjechała  do  Nowego 

Jorku. Ta ghipia mapka narysowana ręką ojca nic jej nie mówiła, poza faktem, 

Ŝ

e Manhattan jest wyspą. I ma coś wspólnego z „Kluczem". 

Wytarła  się  do  sucha,  nałoŜyła  szlafrok,  wróciła  do  pokoju  i  rozsunęła 

zasłony.  Przywitał  ją  widok  ponurej  ściany  budynku  naprzeciwko.  Kiedy 

mieszkała  z  rodzicami  w  Nowym  Jorku,  okna  ich  mieszkania  wychodziły  na 

Central Park. Mapa nie mogła jednak dotyczyć tamtego apartamentu - od dawna 

zajmował  go  ktoś  inny.  Więc  co  pokazywała?  Marscel  wiedział  o  wszystkich 

skrytkach  i  sejfach  bankowych,  znał  wszystkich  przyjaciół  rodziny  i  na  pewno 

nie przegapiłby nieznanego maszynopisu. 

Mollie  przysiadła  na  brzegu  łóŜka  i  wykręciła  numer  telefonu  Marscelów. 

Odebrała gospodyni. 

Dzień dobry, mówi Mollie Locke. Czy zastałam Claudine? 

Mollie? Wyszli oboje na spotkanie z tobą. W jakimś wydawnictwie. 

Dziękuję. 

OdłoŜyła  słuchawkę  i  popatrzyła  z  niechęcią  na  telefon.  Marscelowie  poszli 

niewątpliwie  na  to  spotkanie  z  Flynnem  i  redaktorem.  Nie  podobało  jej  się  to. 

Gdy  John  Marscel  w  coś  się  angaŜował,  zawsze  kończyło  się  to  walką. 

Przyjrzała  się  z  namysłem  miłemu,  ale  pozbawionemu  wyrazu  otoczeniu.  To 

pokój  hotelowy,  nie  kokon.  Nawet  jeśli  zabarykaduje  drzwi,  nie  będzie 

bezpieczna.   

Ostatni  jej  pobyt  na  Manhattanie  wiązał  się  ze  zdradą  Siergieja.  Teraz  była 

starsza i mądrzejsza. Nic takiego więcej się nie zdarzy. Lepiej coś robić, zamiast 

siedzieć i czekać, aŜ świat się zawali. 

Ubrała  się  szybko,  umalowała  i  wyszła  z  hotelu.  Panował  lipcowy  upał,  ale 

szła szybko, czerpiąc pociechę z anonimowości nowojorskich tłumów. 

Odnalazła  budynek  wydawnictwa  i  weszła  do  środka.  Na  ósmym  piętrze 

recepcjonistka skierowała ją do sali konferencyjnej. 

background image

 

69

Drzwi  były  zamknięte,  ale  ze  środka  słychać  było  podniesione  głosy. 

Rozpoznała głos Flynna i Marscela. Z ręką na klamce, przez moment walczyła z 

pragnieniem  ucieczki,  ale  z  determinacją  otworzyła  drzwi.  Nie  była  juŜ  małą, 

przestraszoną dziewczynką. 

W  sali  konferencyjnej  rzucał  się  w  oczy  projekt  okładki  wielkości  plakatu: 

„Klucz", autor: Woodrow Locke. Mollie wpatrywała się w projekt, a piętnaście 

zgromadzonych osób wpatrywało się w nią. 

Claudine wstała, podeszła do Mollie i szepnęła, ściskając ją: 

Miałaś rację, Ŝe nie chciałaś przyjść. Będzie rozróba. 

Cześć,  Mollie  -  zabrzmiał  glos  Marscela.  -  Niezłe  zgromadzenie,  co? 

Stary Woody ciągle potrafi ich zwabić. 

Tak  -  odpowiedziała  sucho.  Wskazała  na  projekt  okładki.  -  Ale  jeśli 

jesteście  tu  po  to,  by  rozmawiać  o  ksiąŜce,  która  zapewne  nie  istnieje,  to 

spotkanie jest pozbawione sensu. 

Dokładnie  to  samo  im  powiedziałem  -  mruknął  Flynn,  podając  Mollie 

krzesło. -MoŜe usiądziesz? 

Wolę  postać.  Nie  zostanę  tu  długo.  -  Jej  spojrzenie  zatrzymało  się  na 

człowieku, który wydawał się znajomy. - Profesor Edleman. 

Jestem zaszczycony, Ŝe pani mnie pamięta. 

Ostatni raz widziała go leŜącego na podłodze po bójce z Flynnem. 

Pamiętam. Co pan tu robi? 

Jestem ekspertem w sprawach twórczości pani ojca. Jeśli „Klucz" istnieje, 

będę potrzebny, by wydać opinię o jego autentyczności. 

Witam panią. - ZaŜywna kobieta przedstawiła się jako starszy redaktor. - 

Bardzo nam wszystkim miło panią poznać. 

Marscel zachichotał. 

Jak stadu wilków, które spotyka jagnię. 

MoŜesz mówić jaśniej, Marscel? - spytała Mollie. 

background image

 

70

Zapewne umknęło to twojej uwagi, ale to poszukiwanie skarbu interesuje 

wiele  osób.  Nawet  jeśli  nic  nie  znajdziecie.  Odrzuciłem  juŜ  dwie  prośby  o 

historię  twojego  Ŝycia.  A  ten  tam  facet  -  wskazał  bardzo  młodego  męŜczyznę 

siedzącego przy końcu stołu - chciałby nakręcić o tobie film. 

O  mnie?  -  Mollie  była  przeraŜona.  Od  lat  nękali  ją  naukowcy  i 

dziennikarze, ale zawsze chodziło im o jej ojca. 

Mamy  nadzieję  wydać  „Klucz"  -  wyjaśniła  redaktorka  -  ale  jeśli 

poszukiwania  spełzną  na  niczym,  historia  pani  Ŝycia  moŜe  być  fascynująca.  - 

Wskazała dwóch męŜczyzn w podobnych garniturach. - Ci panowie są z działu 

marketingu i uwaŜają, Ŝe pani biografia moŜe okazać się bestsellerem. A Flynn 

Carlson mógłby ją napisać. 

Nie sądzę - wtrącił się Edleman. - Jest zbyt zaangaŜowany. 

Profesorze Edleman, bardzo proszę - napomniała go redaktorka. - Jeszcze 

nie podjęliśmy Ŝadnych decyzji. 

Biograf musi mieć dystans - kontynuował Edleman - a Flynn najwyraźniej 

wpadł po uszy. On nie... 

Przepraszam  -  przerwała  mu  Mollie,  -  Profesorze  Edleman,  czyŜby 

proponował pan napisanie mojej biografii? 

Owszem. To zresztą dla pani komplement. 

Nie wyraziłam zgody na nic takiego. 

ZauwaŜyła,  Ŝe  twarz  Edlemana  rozjaśnia  powoli  obleśny  uśmieszek,  i 

przypomniała sobie, Ŝe napisał juŜ kilka nie autoryzowanych biografii, łącznie z 

biografią  jej  ojca.  Najwyraźniej  nie  przejmował  się  zbytnio  zgodą  osoby 

opisywanej. Mollie wyprostowała się. 

Profesorze Edleman, jeśli napisze pan cokolwiek na mój temat, opublikuje 

choćby jeden akapit, mój prawnik - tu obecny John Marscel - poda pana do sądu 

za oszczerstwo i prześladowanie. A ja osobiście postaram się, Ŝeby był to koniec 

pana kariery. 

background image

 

71

No tak, znaczy się - redaktorka odchrząknęła. - A zatem, moŜe wolałaby 

pani, Ŝeby Flynn... 

Na nic takiego się nie zgodziłem - uciął Flynn ostro. - Podpisałem umowę 

wyłącznie na biografię Woodrowa Locke'a. 

On chce więcej forsy - wtrącił jeden z ludzi od marketingu. 

Flynn odwrócił się gwałtownie. 

Pieniądze nie mają tu nic do rzeczy. 

Akurat!  -  powiedział  drugi.  -  Ale  musimy  szybko  działać.  Za  rok 

alkoholizm moŜe juŜ nikogo nie interesować. - Kiwnął głową w stronę Mollie. - 

Pani ojciec był alkoholikiem, nie? 

Brutalność  tego  pytania  odebrała  Mollie  mowę.  Czy  wszyscy  wiedzieli  o 

problemie  jej  ojca?  Odwróciła  się  do  Marscela,  który  ze  smutkiem  pokiwał 

głową. To było ostateczne potwierdzenie. Skoro nawet John Marscel, przyjaciel 

i  największe  oparcie  Woodrowa  Locke'a,  nie  występuje  w  jego  obronie,  to 

znaczy, Ŝe nie ma Ŝadnych wątpliwości co do alkoholizmu jej ojca. 

No jak? - naciskał handlowiec. - Tak było, nie? A pani teŜ pije? 

To, szanowny panie, nie pański interes - wtrącił ostro Flynn. - A zresztą to 

wszystko tylko projekty. Jeśli o mnie chodzi, to moŜecie wszyscy iść do... 

Chciałabym  przypomnieć,  doktorze  Carlson,  Ŝe  przyjął  pan  od  nas 

całkiem  pokaźną  zaliczkę  -  przerwała  mu  redaktorka.  -1  pieniądze  na 

poszukiwania  „Klucza".  Nie  dotrzymał  pan  Ŝadnych  terminów,  do  których 

zobowiązał się pan w umowie. MoŜemy zaŜądać zwrotu pieniędzy. 

Formalnie  rzecz  biorąc,  Flynn,  ona  ma  rację.  -  Marscel  wystąpił  w 

charakterze prawnika. 

Poza  tym  wydajemy  równieŜ  pana  ksiąŜki  sensacyjne,  Flynn  -  mówiła 

dalej  redaktorka.  -  Nie  chcę  straszyć,  ale  radziłabym  wykazać  więcej  chęci 

współpracy. 

Flynn  wstał.  Mollie  napotkała  jego  spojrzenie.  Był  wściekły,  ale  gdzieś  na 

dnie oczu czaiła się iskierka rozbawienia. 

background image

 

72

Panie  i  panowie  -  oświadczył  -  pozwólcie  mi  pokazać,  co  myślę  o 

waszych umowach. I waszych wspaniałych, ale pozbawionych podstaw planach. 

Obszedł stół, podniósł w górę karton z projektem okładki „Klucza", po czym 

uśmiechnął się do Mollie. 

Pewna bardzo mądra kobieta powiedziała mi kiedyś, Ŝe zagubione dzieło 

WoodrowaLocke'a nie jest waŜne. WaŜni są ludzie. WaŜna jest uczciwość. Nie 

znana ksiąŜka Woodrowa Locke'a jest zaledwie interesująca. 

Przedarł  projekt  na  pół.  Claudine  Marscel  zaklaskała.  Zanim  dwie  części 

okładki zdąŜyły spłynąć na podłogę, Flynn ujął dłoń Mollie. 

Idziemy? 

Natychmiast. 

Gdy wychodzili, część zgromadzonych zaczęła wykrzykiwać za nimi groźby. 

W windzie, za zamkniętymi drzwiami, Flynn wybuchnął śmiechem. 

Nie  rozumiem  cię  -  powiedziała  Mollie.  -  Czy  nie  słyszałeś,  co  mówili? 

GroŜą  ci  procesy,  twoją  karierę  pisarską  diabli  biorą,  a  ty  się  śmiejesz.  Jesteś 

wariat! 

JuŜ nie, 

Flynn  wyprowadził  ją  z  budynku  w  lepki  upał.  Światło  słoneczne  zastąpiła 

męcząca  szarość.  Po  chodnikach  przelewał  się  dąŜący  do  domów  tłum,  Ale 

Flynnowi świat wydawał się piękny. Opadło z niego napięcie. Był wolny. 

Wiem,  Ŝe  jest  jeszcze  za  wcześnie,  a  moje  zasoby  finansowe,  jak 

słyszałaś, zmalały do zera - powiedział - ale chciałbym cię zaprosić na kolację. 

Nie  jestem  pewna,  czy  mam  ochotę  przebywać  w  twoim  towarzystwie. 

Wygląda na to, Flynn, Ŝe oszukiwałeś mnie i składałeś jakieś obietnice za moimi 

plecami. Na przykład na temat historii Ŝycia Mollie Locke. 

Nigdy nic o tobie nie napiszę bez twojej zgody. 

Na  myśl  o  sekretach,  które  ujawniła  Flynnowi,  serce  dziewczyny  biło  w 

przyspieszonym tempie. Alkoholizm stryja Russa. Jaskinia. Pocałunek. Musiała 

być ślepa, kiedy mu zaufała. 

background image

 

73

Nie zdradzę cię, Mollie. Słyszałaś, jak w tej sali konferencyjnej wypiąłem 

się na całkiem sporą forsę. Bo miałaś rację. Są rzeczy waŜniejsze niŜ wydawanie 

ksiąŜek. 

Na przykład jakie? - Przecięła ulicę, wciąŜ nachmurzona. 

Moja  własna  uczciwość.  Skończyłem  z  gierkami  na  uŜytek  wydawcy.  I 

nie  będę  nalegał,  Ŝebyś  sobie  przypominała  cokolwiek,  jeśli  nie  będziesz 

gotowa.  Nie  chciałbym  sprawić  ci  bólu.  Nawet  za  cenę  światowej  sławy  i 

majątku. 

A co z „Kluczem'? 

A co z kolacją? 

Jestem zbyt wściekła, Ŝeby chciało mi się jeść. 

Szła  szybko,  ale  uczucia  kłębiły  się  w  niej  jeszcze  szybciej.  Od  początku 

wiedziała, Ŝe Flynn wykorzystuje ją, by zdobyć informacje o ojcu. Zgodziła się 

na  to,  mając  nadzieję,  Ŝe  odkrycie  własnej  przeszłości  przyniesie  jej  ulgę.  Ale 

przedstawianie jej Ŝycia w ksiąŜce - czy, co gorsza, na ekranie - nie było częścią 

układu. 

Dlaczego mnie pocałowałeś? - wybuchnęła. 

Mollie, czy moglibyśmy tak nie gnać? 

Nie. Czy uwodziłeś mnie, Ŝeby móc dodać pikantny rozdział do ksiąŜki? 

Nie piszę ksiąŜki o tobie. 

Dlaczego nie? - Jej gniew, paradoksalnie, zmienił kierunek. - Czy jestem 

za mało interesująca? Zbyt płytka? Nie dość seksowna? 

Dziecinko, jesteś najbardziej seksowną kobietą, jaką znam. - Złapał ją za 

ramię  i  wciągnął  w  niewielką  wnękę obok  witryny  sklepowej, -  Gdybyśmy  się 

poznali w jakikolwiek inny sposób, zacząłbym cię uwodzić wiele tygodni temu. 

-  Uniósł  jej  podbródek  tak,  Ŝe  musiała  spojrzeć  mu  w  twarz.  -  ZaleŜy  mi  na 

tobie, Mollie. 

Jak mogę ci wierzyć? 

Widział, jak jej piękne, zielone oczy wilgotnieją. 

background image

 

74

Uwierz, bo to prawda. 

Otarła palcem oczy, zanim rozmazał jej się tusz. 

Powiem ci, co jest prawdą, Flynn. Jesteś ze mną tylko dlatego, Ŝe jestem 

córką Woodrowa Locke'a. 

JuŜ  nie.  Poszukiwanie  „Klucza"  zbliŜyło  nas,  ale  aie  dlatego  cię 

pocałowałem. I absolutnie nie dlatego jestem z tobą teraz. Mollie, daj mi szansę. 

Jakaś  część  jej  umysłu  chciała  mu  uwierzyć,  ale  Mollie  wciąŜ  jeszcze  się 

wstrzymywała. 

Ś

wietnie umiesz nawijać. Chyba masz w sobie irlandzką krew. 

Irlandzką i szwedzką. I nie kłamię. 

Jeśli  tak,  to  przestańmy  szukać  maszynopisu.  Zapomnijmy,  Ŝe  w  ogóle 

powstał.  Przestań  być  biografem  Woodrowa  Locke'a.  Ja  przestanę  być  jego 

córką. Odwołajmy te śmieszne poszukiwania. 

Nie zrobię tego. 

Rozumiem.  -  Zrezygnowana,  uznała,  Ŝe  łączy  ich  tylko  jej  przeszłość.  - 

Dziękuję, ze przynajmniej jesteś uczciwy. 

Musimy znaleźć „Klucz" - upierał się. - A moje powody nie są takie, jak 

przypuszczasz. 

Nie chcę teraz o tym myśleć. 

Ale  nic  nie  moŜesz  na  to  poradzić,  prawda?  Twoja  przeszłość  rozdziela 

nas tak samo, jak rzeka Hudson rozdziela Manhattan od stałego lądu. MoŜemy 

zbudować mosty albo wywiercić tunele, ale nigdy nie znajdziemy prawdziwego 

kontaktu, jeśli nie uporamy się z twoją przeszłością. 

To brzmi beznadziejnie. Łączenie wyspy z lądem stałym. 

Dla  ciebie  przesunę  nawet  Manhattan.  Mimo  zmieszania  i  bólu  Mollie 

parsknęła śmiechem. 

Chwalipięta. 

background image

 

75

„Klucz"  da  odpowiedź  nam  obojgu.  Zaspokoi  moją  ciekawość.  I  moŜe 

uratuje  ci  Ŝycie.  -  Ujął  obie  jej  dłonie.  -  Nie  ma  dla  nas  szansy,  jeśli 

zaprzestaniemy poszukiwań. 

Wjego  oczach  Mollie  dostrzegła  obietnicę,  a  w  głębi  duszy  wiedziała,  Ŝe 

Flynn  ma  rację.  Nie  powinna  zaniechać  poszukiwań,  póki  nie  znajdzie 

wewnętrznego spokoju. 

No dobrze, Flynn. Zrobię to. 

Ale gdy pochylił się, Ŝeby ją pocałować, uniosła dłoń i dotknęła jego warg. 

Nie tutaj - powiedziała, -1 nie teraz. Przygryzł jej palce. 

Później. Ale najpierw obiecałem ci kolację. Usiedli w końcu w niczym się 

nie wyróŜniającej knajpce w pobliŜu Rockefeller Center, gdzie Mollie zamówiła 

wino, sałatkę i sernik. 

Gdy kelner odszedł, Flynn uniósł brwi. 

Sałatka i sernik? Czy to właśnie zamawiałaś, będąc dzieckiem? 

Tak, poza winem, oczywiście. - Zmarszczyła czoło. - CzyŜbyśmy znowu 

zaczynali grzebać w moiei pamięci? 

Musimy się spręŜyć. Mapka wskazuje, Ŝe Manhattan ma jakieś znaczenie 

dla „Klucza", a nie stać mnie na to, Ŝeby długo pozostawać w Nowym Jorku. 

A mogę przynajmniej zjeść w spokoju? 

Oczywiście. - Spojrzał na zegarek. – Pół godziny? 

Zdawało  mi  się,  Ŝe  obiecałeś  nie  naciskać  -  przypomniała  mu.  - 

Cierpliwości. 

Masz rację. Bardzo cię przepraszam. - Odchylił się na krześle, cały spięty. 

- Kiedy tylko będziesz gotowa. 

Mollie  ujęła  kieliszek  wina  i  zakołysała.  Słodki  owoc  winorośli.  Nektar 

bogów.  Skąd  się  bierze  róŜnica  między  koneserem  a  pijakiem?  Podniosła 

kieliszek do  ust i nadpiła. 

Czy myślisz, Ŝe alkoholizm jest uwarunkowany genetycznie? 

Niestety, chyba tak. 

background image

 

76

Na szczęście nie odziedziczyłam po ojcu zamiłowania do alkoholu. 

A co odziedziczyłaś? 

-    W  czym  jestem  do  niego  podobna?  -  Wzruszyła  ramionami.  -  Jestem 

wysoka. Jeszcze jeden łyk, a potem zajęła się sałatką. 

I co jeszcze? 

Znowu naciskasz. 

Przepraszam. 

Flynn kontrolował się, póki Mollie nie zjadła ostatniego okruszka sernika. W 

chwili gdy odłoŜyła widelczyk, powiedział: 

-  NajwaŜniejszym wydarzeniem w czasie waszego Ŝycia w Nowym Jorku był 

rozwód  twoich  rodziców.  Wiem,  Ŝe  jako  przyczynę  podano  nie  dające  się 

przezwycięŜyć  róŜnice  charakterów,  ale  opowiedz  mi  o  tym  z  twojego  punktu 

widzenia. Westchnęła. 

Ten  rok  w  Nowym  Jorku  został  mi  w  pamięci  jako  okres  wyjątkowej 

bliskości z matką. DuŜo czasu spędzałyśmy razem. Przypuszczam, Ŝe miała tak 

dosyć traktowania jej jako dodatku do męŜa, Ŝe nawet towarzystwo siedmiolatki 

było lepsze. 

Flynn zamówił dwie filiŜanki cappucino. 

Niewiele dotychczas mówiłaś o swojej matce. 

Nie  wydaje  mi  się  istotna  dla  znalezienia  „Klucza".  I  moje  uczucia  do 

mamy  nie  są  tak  zagmatwane.  Była  dziewczyną  z  dobrego  domu.  Bardzo 

piękną.  Mam  wraŜenie,  Ŝe  gdyby  Ŝyła,  byłybyśmy  teraz  dobrymi 

przyjaciółkami.  Ale  nie  bardzo  wiedziała,  co  robić  z  dzieckiem.  Nigdy  nie 

miałam  jednak  wątpliwości,  Ŝe  mnie  kocha.  Nawet  gdy  powtórnie  wyszła  za 

mąŜ, bardzo o mnie dbała. Miałam wszystko, co moŜna dostać za pieniądze. 

Czy wywoływało to w tobie poczucie winy? 

Tak.  Wiesz,  ostatecznie  jakie  mam  prawo,  Ŝeby  się  nad  sobą  uŜalać? 

ś

yłam  w  dostatku.  PodróŜowałam,  otrzymałam  znakomite  wykształcenie  w 

renomowanej szkole z internatem. Nigdy mnie nie bito, nie maltretowano. 

background image

 

77

Są  róŜne  formy  maltretowania,  nie  tylko  fizyczne.  Pod  niektórymi 

względami  twój  ojciec  był  geniuszem.  W  kaŜdym  razie  był  dość  sprytny,  by 

przekonać  samego  siebie,  Ŝe  jego  alkoholizm  nie  jest  emocjonalnie 

wyniszczający. Ani dla niego, ani dla ciebie. 

Przyniesiono im kawę.  

-    Dawałam sobie radę. 

Jasne. Jesteś twarda. 

Spojrzała  na  niego  ostro,  ale  roześmiała  się  na  widok  wąsów  z  pianki 

cappucino  pod  nosem  Flynna.  Sięgnęła  przez  stół  i  wytarła  mu  górną  wargę 

swoją serwetką. 

Dziwnie  się  czuję,  opowiadając  ci  to  wszystko.  Jakbym  zdradzała 

rodzinne sekrety. 

Przytrzymał jej dłoń. 

Mollie,  przysięgam  na  to,  jak  cię  pragnę,  Ŝe  nie  opublikuję  Ŝadnych 

wspomnień bez twojej zgody. 

MoŜe rzeczywiście nam się uda, pomyślała. MoŜe rzeczywiście jakiś układ z 

Flynnem  okaŜe  się  moŜliwy.  Mollie  skupiła  się.  Naprawdę  chciała  znaleźć 

maszynopis, by zobaczyć rozanielony wyraz twarzy Flynna. 

No  dobrze  -  powiedziała.  -  Podejdźmy  do  sprawy  metodycznie.  Będę 

wymieniać miejsca, które pamiętam z dzieciństwa, i moŜemy je jutro odwiedzić. 

Flynn czekał w napięciu. Ale Mollie nic nie mówiła. Pamiętała ich mieszkanie, 

ale to prowadziło donikąd. Tak samo dom Marscelów. 

Greenwich  Village  -  powiedziała  w  końcu.  -  Ojciec  miał  tam  wielu 

przyjaciół. MoŜe powinniśmy tamod razu pojechać? 

Wyszli z restauracji i Flynn zatrzymał taksówkę. Dojechali do wielkiego łuku 

na Washington Square. Mollie rozejrzała się. Było tu moŜe więcej turystów niŜ 

dawniej,  ale  małe,  dziwaczne  sklepiki  wciąŜ  oferowały  najróŜniejsze  towary, 

mieszkańcy reprezentowali wszystkie style od punka po wyszukaną elegancję, a 

kręte uliczki miały urok Starego Świata. 

background image

 

78

Ci przyjaciele? - zapytał Flynn. - Pamiętasz kogoś szczególnego? 

Potrząsnęła głową. 

Marscel wiedziałby lepiej. 

Ulice  nie  przywoływały  Ŝadnych  wspomnień.  Mollie  zatrzymała  się  przed 

witryną księgarni, gdzie wystawiono egzemplarz „Przejścia". 

Wiersze  miłosne  dla  byłej  Ŝony  –  powiedziała  z  sarkazmem.  -  CóŜ  za 

marne uzasadnienie dla ksiąŜki. Jeśli chodziło o kobiety, ojciec rzeczywiście był 

niepoprawnym romantykiem. 

I o rodzinę. Dla ciebie napisał całą ksiąŜkę. 

MoŜe. 

Bezimienna melodyjka znowu przemknęła jej przez głowę. Tylko tym razem 

pamiętała początkowe słowa. Cicho zanuciła: 

Południki i zwrotniki to coś więcej niŜ pewniki

Co takiego, Mollie? 

To była nonsensowna piosenka, którą ojciec dla mnie napisał. Pamiętam, 

jak siedziałam przy pianinie i śpiewałam o północy i południu. 

Flynn stał cicho i czekał. 

W  górę,  w  dół,  i  w  bok,  i  znów  -  jej  głos zamarł.  -  Nie  pamiętam.  MoŜe 

gdybym mogła to zagrać. 

Staraj  się  to  zapamiętać.  -  Wciągnął  ją  do  księgarni  i  podszedł  do 

sprzedawcy. - Potrzebujemy pianina. Natychmiast. 

Mamy nuty. 

Nie rozumie pan. - Flynn podniósł głos i przemówił do ludzi w księgarni: 

- Potrzebuję pianina. Natychmiast. Zapłacę sto dolarów. 

Załatwione, koleś. - Ciemnooki młody człowiek w czarnym podkoszulku 

podszedł do nich. - Mieszkam dwie przecznice stąd. 

-    Chodźmy. - Flynn był niecierpliwy. 

Najpierw pokaŜ forsę. 

background image

 

79

Flynn  otworzył  portfel,  równocześnie  wyciągając  młodego  człowieka  na 

ulicę.  Poszli  za  nim  do  nieprawdopodobnie  zagraconego  mieszkanka  pod 

stromym dachem domu z brązowej cegły. 

Z sypialni wyszła rudowłosa dziewczyna o zmęczonym wyglądzie. 

Kim są ci ludzie, Jerry? 

Ten gość chce skorzystać z pianina. 

Ruda  wzruszyła  ramionami  i  opadła  na  kanapę.  Flynn  usadowił  Mollie  na 

stołku  przed  klawiaturą.  W  odróŜnieniu  od  reszty  mieszkania,  pianino  było 

wytarte z kurzu do połysku. Flynn zauwaŜył w kącie dobrą gitarę. 

Jesteś muzykiem, Jerry? 

Studentem. 

Jednym palcem Mollie wystukiwała melodyjkę, mrucząc do wtóru, ale słowa 

nie przychodziły. 

Nie pamiętam. 

Spróbuj jeszcze raz. 

Południki  i  zwrotniki  to  coś  więcej  niŜ  pewniki.  -  Palce  wykonywały 

dalsze ruchy, ale słowa wciąŜ umykały. - Coś o stopniach, coś w górę i w dół. I 

za  kaŜdym  razem,  jak  jest  „w  górę",  to  uderzam  najwyŜszy  dźwięk,  skrajny 

klawisz. 

Dziwna piosenka - powiedział Jerry. 

Flynn oparł dłonie na jej ramionach, usiłując przelać w nią swoją energię. 

Skup  się,  Mollie.  Czy  moŜesz  sobie  przypomnieć,  gdzie  uczyłaś  się  tej 

piosenki? Tu, w Nowym Jorku? 

Zdumiewająco  wyraźnie  stanął  jej  przed  oczyma  salon  ich  nowojorskiego 

mieszkania, w pastelowych kolorach. W porcelanowych wazonach stały kwiaty. 

I  było  tam  duŜo  ksiąŜek.  I  palisandrowy  szpinet.  Jej  matka  wołała  z  drugiego 

pokoju, Ŝeby Mollie usiadła i ćwiczyła. 

Palce Mollie na klawiaturze wygrały etiudę. 

background image

 

80

Ale  palisandrowy  szpinet  nie  był  tym  właściwym  pianinem.  Pierwszy  obraz 

ustąpił  niewyraźnemu  innemu.  Stary  instrument  w  pokoju,  który  miał  dokoła 

same okna. Na zewnątrz tropikalne kwiaty i palmy. Mollie czuła zapach oceanu 

i słyszała szum fal. 

To było na Keys. Na Florydzie. 

Usłyszała  głos  ojca,  powtarzający,  Ŝe  nie  moŜe  wyjść  na  dwór  i  bawić  się, 

póki  nie przećwiczy  piosenki.  W  wyobraźni sięgnęła  w  górę i włączyła  metro-

nom, który zaczął tykać jak zegar. 

Zamrugała i wspomnienie zniknęło. 

Zapomniałam, 

Spróbuj jeszcze raz zagrać. 

Zagrała znowu. I znowu. Wydawało się, Ŝe to bez sensu, ze nic więcej sobie 

nie przypomni, ale nagle jej palce zawisły na moment nad klawiaturą, a po chwil 

opadły  na  mą  i  Mollie  zaśpiewała  ostaje  linijki  dziwnej  Piosenki:  I  choć 

rozdzieli nas los przeniewierca tu masz wytyczony rytm twojego serca. 

Odruchowosześć razy nacisnęła najwyŜszy klawisz. 

Jest!-  wykrzyknął  Flynn.  -  Wytyczony  rytm  twojego  serca.  -  Podniósł  ją 

ze stołka i okręcił wokoło 

-

 

Udało  ci  się,  Mollie.  Udało  ci  się!  -  Spoirzał  jej  w  oczy.  -  Chcesz  dalej 

próbować?   

Potrząsnęła głową wyczerpana. Fllin objął ją opiekuńczo.  

-    Zabiorę cię do domu. 

Wrócili do hotelu. Gdy tyIko otworzyły się drzwi jei pokoju, Mollie na ślepo 

ruszyła przed siebie i nadła na łóŜko. 

Usiadł koło niej, lekko masując jej plecy 

-

 

Jutro pojedziemy do domu na Keys. Nie wydaje ci się to zbyt łatwe? 

-

 

Nie. WciąŜ nie wiemy, gdzie szukać 

-

 

Przypomnisz  sobie,  Mollie.  Wskazówka  musi  być  w  tej  piosence.  Jakaś 

mapa? MoŜe coś dla Ŝaglówek z południkami i zwrotnikami?   

background image

 

81

Z wysiłkiem przewróciła się na plecy i spojrzała na niego. Była zadowolona, 

bo  Flynn  był  zadowolony.  Ale  gdzieś  w  środku  czuła  zimną  igiełkę strachu. 

Teraz chciała tylko spać. Przez jakieś dwieście lat. 

Zamknęła oczy. 

  

ROZDZIAŁ 8 

 

Nawet  zapach  świeŜej  kawy  nie  mógł  zmusić  Mollie  do  wstania  z  łóŜka. 

Wydawało  jej  się,  Ŝe  skoro  jej  mózg    pokonał  dystans  dwudziestu  lat,  aŜ  do 

czasów gdy grała ojcu na pianinie, teraz ma prawo do długiego snu zimowego. 

A  jeśli  jej  na  to  nie  pozwalają,  to  moŜe  być  tak  wściekła  jak  niewyspany 

niedźwiedź 

Dobry humor Flynna nie poprawił jej nastroju. 

Siódma godzina, Mollie. Pora ruszać 

Jak się tu dostałeś? 

- Wczoraj wieczorem gdy  usnęłaś, zabrałem twój 

Mollie wygramoliła się złoŜka. Spojrzenie w łazienkowe lustro nie poprawilo 

jej  humoru.  Wyglądała  okropnie.  Tusz  rozmazał  się  wokół  oczu,  cera  była  tak 

ś

wieŜa jak u mamuta. A zęby obrosły jej juŜ chyba futerkiem.  

Odkręciła krany nad wanną.  

Natychmiast rozległo się pukanie do drzwi łazienki 

-  Czy  mogłabyś  raczej  wziąć  prysznic?-  zapytał  Fllin.  Samolot  mamy  o 

jedenastej,  a  obiecałem  Marscelowi,  ze  przed  wyjazdem  do  nich  wpadniemy.

 

- Samolot? - Mollie uchyliła drzwi łazienki. 

Do Miami. Potem wynajmiemy samochód i pojedziemy na Keys, 

Po co ten pośpiech? 

Południki i zwrotniki - zanucił w odpowiedzi. 

Zamknęła znowu drzwi i weszła pod prysznic. 

background image

 

82

Niewątpliwie  ta  nonsensowna  piosenka  zawiera  jakąś  wskazówkę,  ale  nie 

było Ŝadnej gwarancji, Ŝe Mollie przypomni sobie te istotne linijki. Spróbowała 

zanucić melodię. Nie ma nic bardziej irytującego, niŜ mieć coś na końcu języka. 

Po  prysznicu,  kawie  i  makijaŜu  poczuła  się  lepiej.  Nie  wspaniale,  ale  lepiej. 

Rześkim krokiem wyszła z łazienki, uzbrojona w logiczne argumenty. 

Flynn,  nie  widzę  Ŝadnego  powodu,  dla  którego  miałbyś  marnować 

pieniądze  na  wyjazd  na  Florydę.  Marscel  i  ja  przeszukaliśmy  hacjendę  bardzo 

dokładnie. 

To  prawda,  ale  nie  wiedziałaś,  czego  szukasz.  Jeśli  te  tak  zwane 

wytyczone  rytmy  twego  serca  to  oznaczenia  na  mapie,  zapewne  jest  to  mała 

notatka. Długość, szerokość, te rzeczy. 

Poza  tym  -  kontynuowała  chłodno  -  wszystko,  co  powinnam  zrobić,  to 

przypomnieć sobie słowa tej piosenki. Floryda nie jest mi do tego potrzebna. 

Gdy Flynn usiadł na jej nie posłanym łóŜku, Mollie musiała się odwrócić, tak 

nagła  była  myśl,  jak  wyglądałby  leŜąc.  Miał  na  sobie  luźne  beŜowe  spodnie  i 

białą  koszulę,  kontrastującą  ostro  z  opalenizną.  Czy  był  tak  opalony  na  całym 

ciele? Przycisnęła dłonie do skroni, starając się odgonić nasuwające się obrazy. 

Pod wpływem nagłego impulsu usiadła obok Flynna. 

Zamiast  na  Florydę,  pojedźmy  do  Maine,  do  ciebie.  Chciałabym 

odwiedzić twój dom. 

To  kusząca  propozycja  -  powiedział  w  zamyśleniu.  -  Ale  nie  ma  nic 

wspólnego z poszukiwaniem „Klucza". 

Pewnie, Ŝe ma. MoŜemy tam pojechać, ja się odpręŜę i na pewno zacznę 

sobie przypominać. 

Gdy objął lekko jej ramiona, Mollie zesztywniała. Wiedziała, Ŝe usłyszy teraz 

przyjacielską radę. Flynn odmówi. 

Musimy się z tym uporać, Mollie. W twojej przeszłości są pytania, które 

będą  nas  prześladować,  jeśli  nie  znajdziemy  na  nie  odpowiedzi.  -  Przytulił  ją 

background image

 

83

mocniej. - Chcę cię całą. Nie tylko tę część, którą twoja przeszłość pozwala mi 

dostrzec. 

A jeśli te ukryte części są brzydkie? 

To  w  porównaniu  z  nimi  pozostałe  będą  tym  piękniejsze.  -  Przesunął 

końcem  palca  wzdłuŜ  linii  jej  włosów.  -  Czy  masz  jakieś,  wspomnienia  z 

Florydy? 

Oczywiście, przecieŜ mieszkałam tam z rodzicami kaŜdej zimy. A po ich 

rozwodzie  spędzałam  letnie  wakacje  w  hacjendzie  ojca.  Tylko  z  nim.  I  z 

gospodynią, Marianną Escobar. 

Jak tam było? 

Czy ja wiem? Właziłam na drzewa, czytałam ksiąŜki, pływałam, bawiłam 

się lalkami. Dość typowo. - Spojrzała na niego. - Naprawdę wolałabym pojechać 

z tobą do Maine. Wtedy miałabym co napisać w moim pamiętniku. 

W twoim pamiętniku? 

Zeskoczyła z łóŜka i zaczęła chodzić po pokoju. 

To 

niesamowite, 

zupełnie 

zapomniałam. 

PrzecieŜ 

prowadziłam 

pamiętnik! Pamiętam, jak zapełniałam strona po stronie. Taki niewielki, gruby, 

czerwony zeszyt. A moŜe niebieski? Miałam go całe lata. 

Pamiętasz, co się z nim stało? 

Zapisałam cały. Pamiętam ostatnią stronę. -Oczyma duszy zobaczyła białą 

kartkę z cienkimi niebieskimi liniami i staranne, dziewczęce pismo.- Napisałam: 

Nie koniec, ale nowy początek. MoŜe jutro znajdę grzebień syreny. 

Grzebień syreny? - Flynn nie zrozumiał. 

To taka bajka. Gdy syrena śpiewa i czesze włosy, moŜe rozpętać sztorm. - 

Mollie  znała  się  na  tyle  dobrze,  by  natychmiast  to  zinterpretować:  -  Grzebień 

syreny  symbolizuje  kontrolę  -  nad  wszystkim,  nawet  Ŝywiołami.  Często 

marzyłam o takim grzebieniu. 

To dlatego utrzymujesz tę maskę superzorganizowanej osoby, tak? 

To nie jest maska. - Gdyby tylko nie miała stanów lękowych! 

background image

 

84

ś

adnych napięć? - Flynn czytał w jej myślach. - śadnych stresów? 

Stres  jest  nieuniknionym  elementem  współczesnego  Ŝycia.  -  Ale  Mollie 

wiedziała,  Ŝe  udaje.  Czasami  czuła  się  jak  w  oku  cyklonu,  rozpaczliwie 

trzymając  się  pozorów  porządku,  by  cały  świat  nie  wymknął  się  jej  spod 

kontroli i nie znikł w nicości. 

Nie zawsze byłaś taka porządnicka - poinformował ją Flynn. 

Skąd wiesz? 

Rozmawiałem  wczoraj  z  Claudine.  Powiedziała,  Ŝe  byłaś  typowym, 

nieporządnym dzieckiem. Twoja matka skarŜyła się, Ŝe w twoim pokoju zawsze 

jest bałagan. 

Naprawdę? 

Czy  nie  wszystkie  matki  tak  mówią?  Według  Claudine  twoje 

bałaganiarstwo  stało  się  pewnym  problemem,  gdy  mieszkaliście  w  Nowym 

Jorku, bo wasze mieszkanie nie było duŜe, a ty rozrzucałaś wszędzie zabawki. 

Jakie  to  cudownie  normalne,  pomyślała  Mollie.  Utarczki  z  matką  na  temat 

bałaganu  w  pokoju.  Dlaczego  tego  nie  pamięta?  MoŜe  Flynn  miał  rację, 

mówiąc, Ŝe wyrzuciła i złe, i dobre wspomnienia. 

Ale  były  i  bardzo  złe.  Szczególnie  tu,  na  Manhattanie,  tuŜ  przed  rozstaniem 

rodziców,  odbywały  się  wściekłe  kłótnie.  Matka  rzuciła  wazonem.  Ojciec 

kopnął  krzesło.  A  mała  Mollie  siedziała  wśród  swoich  zabawek,  pragnąc  mieć 

moc kontroli nad światem. 

Teraz juŜ nie bałaganię - powiedziała. 

No więc? Co z wyjazdem na słoneczną Florydę? 

Czemu nie? Wyciągnęła z szafy walizkę. -  Ostrzegam  cię  tylko,  Ŝebyś 

nie  próbował  myśleć  jak  mój  ojciec.  To  niemoŜliwe.  Nie  był  racjonalnym 

człowiekiem. 

Zgoda. Ukrycie cennego maszynopisu i zostawienie wskazówki w umyśle 

dziecka jest absurdalne. 

background image

 

85

Przede wszystkim jest złośliwe - powiedziała, rzucając walizkę na łóŜko. - 

To jakby wstawał z grobu i kazał mi pamiętać o sobie. 

Tęsknota  za  nieśmiertelnością.  Niektórzy  budują  pomniki.  Niektórzy 

piszą ksiąŜki. - Złapał parę tenisówek, którą Mollie cisnęła w kierunku walizki. - 

Niektórzy uwaŜają, Ŝe miłość da im Ŝycie wieczne. 

Fantastyczne. - ZmruŜyła oczy. - A co z kobietami? Czy kobiety nie mają 

ochoty na nieśmiertelność? 

Kobietom jest łatwo. Rodzą dzieci. 

To  najbardziej  kretyńska  myśl,  jaką  kiedykolwiek  słyszałam.  Matki  są 

nieśmiertelne?  -  Wygarnęła  ubrania  z  szafy  i  rzuciła  na  walizkę.  -  To  chyba 

przebłyski męskiego szowinizmu. 

Flynn wolał skierować się ku drzwiom. 

Jak  skończysz  pakowanie,  spotkamy  się  w  holu  i  przespacerujemy  do 

Marscelów przez Central Park. 

Przespacerujemy? Skoro tak nam się śpieszy, czemu mamy iść? 

Flynn  zawahał  się.  Chciał,  Ŝeby  wizyta  w  Central  Parku  wyglądała  na  nie 

planowaną i nie budziła w niej niepokoju. Ale nie byłby w porządku, gdyby nie 

wyjaśnił. 

Cłaudine  powiedziała  mi,  Ŝe  ojciec  często  zabierał  cię  na  spacery  do 

Central Parku. 

Zmarszczyła  brwi,  wytęŜając  pamięć.  Tatuś  z  córeczką  w  Central  Parku? 

Niejasno przypominała sobie, Ŝe chciała grać w piłkę lub iść na spacer, ale nie 

wiązało się to z ojcem. Zawsze był zbyt zajęty. Albo zbyt pijany. 

ś

ołądek  ścisnął  jej  niewytłumaczalny  gniew.  Gniew  z  domieszką  strachu. 

Wyczuła, Ŝe coś się jej przytrafiło w Central Parku. Coś strasznego. 

Flynn? Nie chcę iść do parku. 

Jesteśmy w Nowym Jorku - zauwaŜył. - Powinniśmy to wykorzystać. 

Obiecałeś, Ŝe nie będziesz mnie naciskać. 

Nie będę, bo to się na nic nie zda. Sama musisz podejmować decyzje. 

background image

 

86

Aha,  wracamy  do  psychologii,  tak?  UzaleŜniony  sam  musi  szukać 

pomocy? 

Znasz teorie Junga? 

Z grubsza. Ale znasz mój pogląd na psychoanalityków. 

Jung  twierdzi,  Ŝe  człowiek  potrafi  tłumić  swoje  pragnienia  i  lęki  tylko 

przez pewien czas. Jeśli się z nimi nie upora, podświadomość zaczyna działać i 

na siłę ciągnie go ku jego przeznaczeniu. 

Urocza  teoria  -  skomentowała.  -  Ale  moŜe  ja  niczego  nie  tłumię.  Wiesz, 

niewykluczone, Ŝe jestem szczęśliwa, Ŝe jest tak, jak jest. 

Jung  powiedział  teŜ,  Ŝe  nie  moŜna  osiągnąć  samoświadomości  bez 

cierpienia.  -  Wzruszył  ramionami.  -  Nie  zmuszę  cię  do  spaceru  po  Central 

Parku.  I  nie  zaciągnę  cię  na  siłę  na  Florydę.  Ale  przyjdzie  taki  moment,  kiedy 

będziesz musiała coś zrobić z tymi atakami lęku, Mollie. 

Uciekł  z  jej  sypialni  i  zatrzymał  się  w  holu,  nasłuchując.  Nie  słyszał  nic 

oprócz  odgłosów  energicznego  pakowania.  A  czego  się  spodziewał? 

Histerycznego  szlochu?  Wrzasków?  A  moŜe  oczekiwał,  Ŝe  po  jego  małym 

wykładzie  wpadnie  w  znakomity  humor?  Dość  pretensjonalnie  mu  to  wyszło. 

Profesorek i jego wykład. 

I co z tego, do diabła? Jest wykładowcą i facetem, któremu zaleŜy na Mollie. 

Najgorsze  było  to,  Ŝe  tak  bardzo  się  kontrolowała.  Gdy  pojawiały  się 

wspomnienia  lub  prawdziwe  uczucia,  była  przeraŜona.  Z  jednym  wyjątkiem  - 

nie przeraził jej pocałunek w tej magicznej jaskini w Kolorado. 

Uśmiechnął się na wspomnienie tamtej fantastycznej chwili. Nigdy nie będzie 

w  stanie  zapomnieć  dotyku  jej  ciała.  Jego  miękkości.  Długich  nóg.  I 

namiętności.  Gdy  przestawała  się  kontrolować,  była  zdumiewająco  namiętną 

kobietą. Flynn westchnął. Samo wspomnienie wystarczyło, by zapragnął więcej. 

Zwiózł na dół swoją walizkę, zapłacił rachunek i zasiadł w wygodnym fotelu 

przed  windami.  Gdy  Mollie  pojawiła  się  w  końcu,  w  aurze  delikatności, 

background image

 

87

spotęgowanej  pastelowym  odcieniem  stroju,  Flynn  musiał  sobie  przypominać, 

Ŝ

e osoba w tym lekkim, kobiecym opakowaniu była naprawdę twarda. 

Podeszła wprost do niego. Coś w linii jej ust, w wyrazie oczu mówiło mu, Ŝe 

jest spięta. 

No dobra, Flynn. Załatwmy to. 

Nie musimy. 

Chyba  jednak  musimy.  -  Zacisnęła  dłonie.  -  Sama  myśl  o  Central  Parku 

sprawia,  Ŝe  wariuję.  A  wciąŜ  nie  wiemy,  dlaczego  ojciec  narysował  tę  mapkę. 

MoŜe odkryjemy coś istotnego. 

Bardzo logiczne. 

Uśmiechnęła się lekko, samym kącikiem ust. 

Poza  tym  nie  mam  specjalnej  ochoty  być  ciągniętą  ku  memu 

przeznaczeniu. Wolę godność wyboru. 

Flynn  poszedł  do  recepcji  załatwić  przechowanie  ich  bagaŜu,  a  Mollie 

przysiadła  na  poręczy  fotela.  Nieświadomie  przycisnęła  dłonie  do  brzucha  - 

Ŝ

ołądek  zwinął  się  w  twardą  kulkę.  Spojrzała  z  niechędą  przez  okno  na  szary, 

wilgotny  świat.  Ponura  pogoda  pasowała  do  jej  nastroju.  Nieszczęśliwego. 

Wrogiego. Pełnego lęku. 

Flynn, dla odmiany, był uosobieniem pogody. Wródł i podał jej ramię. 

Pani pozwoli? 

Chyba przydałby się nam parasol. 

Kupimy jakiś w sklepie z upominkami. 

A  zresztą,  nie  ma  sensu  kupować  parasola,  skoro  za  parę  godzin 

wyjeŜdŜamy na Florydę. Ale moŜe... 

Mollie, przestań. Chcesz parasol czy nie? 

Przepraszam.  Jestem  trochę  rozdraŜniona.  MoŜe  lepiej  nie  zbliŜaj  się  do 

mnie, Flynn. 

Nic z tego. Nie chcę być daleko od ciebie. 

background image

 

88

Wyszli z hotelu. ChociaŜ przez całe rano Flynn był dla niej miły i niczym jej 

nie uraził, Mollie z trudem hamowała wybuch. Zły znak, pomyślała. Park musi 

przypominać  o  czymś  strasznym.  Tak  dalece  utradła  kontrolę  nad  sobą,  Ŝe  nie 

była w stanie zdobyć się na zwykłą uprzejmość. 

Na ulicy Flynn ujął ją pod ramię. 

Nie  będę  z  ciebie  kpił.  I  nie  będę  wygłaszał  kazań.  Będę  dcho.  Ale 

pamiętaj, Ŝe jestem tu z tobą. 

Nie  rozmawiali  w  drodze  do  Central  Parku.  Lepka  wilgoć  w  powietrzu 

zwiastowała burzę. Mollie czuła niemal, jak zatykają się pory jej skóry. 

Weszli  do  parku  od  południowej  strony  i  chodzili  bez  celu  po  rozległych 

trawnikach  i  ścieŜkach,  mijając  fontanny.  Z  zoo  doledało  ich  wycie  jakiegoś 

zwierzęcia. Fragmenty wspomnień powoli zaczęły nabierać kształtu. 

Ojciec przychodził tu ze mną w weekendy, kiedy dookoła było mnóstwo 

ludzi. Graliśmy w piłkę. 

Mgła  spowijająca  jej  umysł  rozwiała  się  i  Mollie  ujrzała  wyraźnie.  Chude 

dziecko  szło  przez  park,  trzymając  ojca  za  rękę.  Mówił  jej  coś  waŜnego,  ale 

właściwie go nie słuchała. 

Zawsze duŜo mówił - powiedziała. -1 widzieliśmy konie. Policjantów na 

koniach. A niedaleko jest staw, po którym pływają kaczki. 

Często tam chodziliście? 

Tylko  raz.  -  Ból  wspomnienia  był  tak  nagły,  Ŝe  aŜ  zatrzymała  się  na 

ś

cieŜce.  -  Tam  mi  powiedział.  Przy  stawie  z  kaczkami  powiedział  mi,  Ŝe 

odchodzi. Mama i on rozwodzą się. 

Tak mi przykro, Mollie. 

Głos  Flynna  ledwo  do  niej  dotarł.  Ludzie  w  parku  stali  się  cieniami. 

Rzeczywistością było to, co zdarzyło się tu dawno temu. 

To nie powinno było tak boleć - powiedziała. - JuŜ dawniej wysłano mnie 

przedeŜ do internatu,  więc  nie  byliśmy  razem.  Ale  to  co  innego.  JuŜ  nigdy  nie 

miał mieszkać z mamą i ze mną. 

background image

 

89

Widziała  go  wyraźnie,  jak  tam  stoi  i  przemawia  do  niej.  Nagle  zakryła  ręką 

usta, Ŝeby nie krzyknąć. 

Co się stało? 

Gdy mi to mówił, był pijany. - Opuściła dłoń. 

Poczuła  zalewającą  ją  gorycz.  Zeszła  ze  ścieŜki  i  ruszyła  przez  trawę, 

bezbłędnie  kierując  się  ku  stawowi.  Flynn  nie  odstępował  jej  na  krok.  Przy 

stawie złapała patyk i z całej siły cisnęła go do wody. 

Był tak pijany, Ŝe nie mógł utrzymać się na nogach. LeŜał tam na trawie i 

mówił,  Ŝe  musi  odejść.  Oczywiście,  będę  mogła  go  odwiedzać.  I  czy  to  nie 

będzie fajnie. Pojedziemy do hacjendy na Keys i będziemy łowić ryby. Fajnie! 

Bawić się w słońcu, jeść pomarańcze i kiwi. 

Podeszła  do  miejsca,  gdzie  ojciec  niegdyś  rozwalał  się  na  trawie,  leniwie 

podparty  na  łokdu.  Dwadzieśda  lat  minęło,  a  jednak  pamiętała  tę  scenę  z 

niezwykłą  wyrazistością,  jakby  trzymała  ją  pod  szkłem,  czekając,  komu  by  ją 

pokazać.  Flynnowi?  Dlaczego  miałaby  ufać  Flynnowi?  Oszukiwał  ją. 

Wykorzystywał ją. A jednak poczuła ulgę, gdy stanął przy niej. 

Mów dalej, Mollie. 

Gdy powiedział mi to po raz pierwszy, nie uwierzyłam. Wiec powtarzał i 

powtarzał, aŜ w końcu do mnie dotarło. - Odwróciła się i spojrzała na Flynna. - 

To była moja tragedia. Moja. Miałam tylko siedem lat. Ale to ja musiałam się o 

niego  zatroszczyć.  Płakał.  -  Zaczęła  mówić  głośniej.  -  Napisz  to  w  biografii, 

Flynn. Legendarny, męski Woodrow Locke szlochał jak dziecko. A ja musiałam 

mu  pomóc  dostać  się  do  domu.  PołoŜyłam  go  do  łóŜka.  Pocałowałam  na  do 

widzenia. A następnego ranka juŜ go nie było. 

Wróciła  do  niej  tamta  wściekłość.  Chciała  wrzeszczeć,  krzyczeć,  cisnąć 

czymś.  Ale  teraz  była  tak  samo  bezradna  jak  wtedy.  Nawet  bardziej,  bo  ojciec 

nie Ŝył. Nie mogła go przeklinać ani obwiniać. Odszedł. 

Flynn wyciągnął rękę, ale odsunęła się. 

Nie dotykaj mnie. 

background image

 

90

Wszystko będzie dobrze. 

Muszę z tym skończyć. Muszę sobie przypomnieć. Coś mówił o ksiąŜce. 

MoŜe  chodziło  o  „Klucz".  -  Podniosła  wzrok  na  szare  niebo.  -  Nie  pomiętam 

dokładnie. Mówił, Ŝe zawsze będzie mnie kochać, ale wytłumaczy wszystko w 

ksiąŜce,  którą  napisze  specjalnie  dla  mnie.  Powiedziałam,  Ŝe  nie  chcę  Ŝadnej 

cholernej ksiąŜki. Chcę mieć ojca. Jeśli da mi jakąś ksiąŜkę, to ją spalę. Wrzucę 

do stawu z kaczkami. A on twierdził, Ŝe kiedyś, gdy dorosnę, zrozumiem. 

Odwróciła się od stawu. Teraz mogła juŜ wrócić do teraźniejszości. 

-To wszystko, co pamiętam. -Ale czuła, jak macki zapomnianych uczuć wciąŜ 

ciągną  ją  z  powrotem.  -  Ojciec  musiał mówić  o  „Kluczu",  a  mapę  Manhattanu 

narysował po to, Ŝeby pamiętać o obietnicy. Pewnie schował ten maszynopis, bo 

rzeczywiście uwierzył, Ŝe go zniszczę. 

A zrobiłabyś to? 

Tak.  -  Mollie  zacisnęła  usta.  Zbyt  wiele  słów.  Dość  juŜ  powiedziała. 

Powinna  zamknąć  drzwi  do  przeszłości,  zanim  powie  coś,  czego  będzie 

Ŝ

ałować.  Ale  słowa  nie  dawały  się  zatrzymać.  -  Nazywał  mnie  swoją 

Zielonooką,  swoją  dzieciną, swoim  kochaniem.  A  cały  czas  planował odejście. 

Uciekł jak tchórz. - Znowu powróciły falą zapomniane uczucia i Mollie mówiła 

szybko,  by  nie  utonąć,  nie  dać  się  wciągnąć  w  zimną  ciemność  niepamięci.  - 

Oszukiwał  i  kłamał.  Obiecywał,  Ŝe  pójdziemy  popływać  albo  pograć  w  piłkę. 

Ale  nigdy  nie  dotrzymywał  tych  obietnic.  Nic  nie  moŜna  było  zaplanować,  bo 

zawsze zapominał. O wszystkim, poza pisaniem. Zawsze miał czas na pisanie. I 

na butelkę, którą trzymał w dolnej szufladzie biurka. 

Flynn objął ją i przytulił do piersi. 

To musi być dla ciebie okropne, gdy inni - tacy kretyni jak ja - mówią ci, 

jaki to był z niego szlachetny geniusz. 

Byl  pijakiem.  Obrzydliwym,  słabym  pijaczyną,  który  nie  miał  odwagi, 

Ŝ

eby mnie kochać. 

background image

 

91

Zamknęła  oczy  i  oparła  się  o  Flynna.  Oczami  duszy  widziała  róŜne  obrazy. 

Ojciec  śpiący.  Tańczący,  Pijący.  Grający  w  piłkę.  Łowiący  ryby.  Piszący. 

Usłyszała  jego  rubaszny  śmiech,  jego  majaczenia.  Zacisnęła  dłonie,  usiłując 

opanować uczucia, ale juŜ było za późno. Wypełniał ją bezsilny gniew. 

Jak mógł mi to zrobić? Musiał mnie nienawidzić. 

Zranił cię, Mollie. 

Co zrobiłam źle? 

Nic. Nic złego nie zrobiłaś. 

Ale go nienawidziłam. - Nie, to nie tak. Nie mogła przecieŜ nienawidzić 

własnego  ojca.  -  Naprawdę  go  nienawidziłam.  Pogardzałam  nim  do  tego 

stopnia, Ŝe chciałam go zabić. A potem on umarł. 

JuŜ wszystko dobrze, Mollie. Przebiegł ją dreszcz. 

Nie o to mi chodziło. 

Oczywiście. 

Ciemne  chmury  nad  Manhattanem  przeszyły  błyskawice,  ale  deszcz  był 

łagodny. Mollie pozwoliła zaprowadzić się na ławkę pod osłonę wielkiego dębu. 

Siedzieli  tam  przytuleni,  przyglądając  się  burzy,  która  przemyła  miejskie 

powietrze. 

Mollie oparła policzek o pierś Flynna. Jego obecność pomagała na burzę, ale 

nie była w stanie usunąć trucizny ze wspomnień. Mollie czuła, jak gniew znika, 

rozpływa się, pozostawiając pustkę. Odetchnęła głęboko. 

Nie chcę iść do Marscelów. 

Jasne. - Poruszył się, by było jej wygodniej. - A co z Florydą? 

Tam teŜ nie chcę jechać. Co zapewne oznacza, Ŝe powinniśmy. 

Flynn  objął  ją  mocniej.  Tak  bardzo  Ŝałował  lekko  rzuconych  słów,  Ŝe  do 

samoświadomości dochodzi się przez cierpienie. Nie chciał, Ŝeby wspomnienia 

Mollie były tak strasznie bolesne. 

Nie chciałam przyjść do Central Parku - przypomniała. - Nie wiedziałam 

czemu, ale miałam okropne przeczucia. I tak samo czuję, gdy myślę o Florydzie. 

background image

 

92

Ale  czy  chce  kontynuować?  Zamknęła  oczy  i  próbowała  uczciwie 

odpowiedzieć. PodróŜ jeszcze się nie zakończyła. 

Muszę  iść  dalej  -  oznajmiła.  -  Są  jeszcze  rzeczy,  których  się  muszę 

dowiedzieć. 

Myśl  o  hacjendzie  ojca  na  Keys  budziła  w  niej  strach  zmieszany  z 

oczekiwaniem. 

  

ROZDZIAŁ 9 

 

Hacjenda.  Mollie  dość  wyraźnie  przypominała  sosie  dom  ojca  na  Stamper 

Key,  poniewaŜ  widać  go  było  na  wielu  rodzinnych  zdjęciach.  A  jeszcze  lepiej 

niŜ sam izm pamiętała długą, męczącą podróŜ na wyspy. 

Po wylądowaniu w Miami wynajęli samochód. Mollie zapięła pasy, spojrzała 

na Flynna i zadała odwieczne dziecięce pytanie: 

Daleko jeszcze? 

Miałem nadzieję, Ŝe to ty mi powiesz. 

Dawniej to trwało wieki - powiedziała. - Kiedy byłam małą dziewczynką, 

pamiętam,  Ŝe  siedziałam  na  tylnym  siedzeniu  samochodu,  przyglądając  się 

wspaniałym zapewne widokom i nudząc się śmiertelnie. 

Tylko raz przedtem tu byłem - powiedział Flynn - ale  wydaje  mi  się,  Ŝe 

powinniśmy jechać autostradą numer 1. 

Skoro tak uwaŜasz. 

Jej  obojętność  bardzo  go  martwiła.  Po  wybuchu  w  Central  Parku  Mollie 

wyglądała  na  niespokojną.  W  samolocie  grzebała  w  talerzu,  przerzucała 

tygodniki -  unikała  odpowiedzi  na  pytania.  Była  cicha  i  uprzejma,  bez  swego 

zwykłego sarkazmu, ale nie była sobą. I brakowało mu jej energii. 

Dobrze się czujesz? Trochę się zaczynam przez ciebie denerwować. 

Wszystko w porządku - zapewniła go szybko. 

Ale jesteś taka przygnębiona. Od wieków mi nie docięłaś. 

background image

 

93

Uśmiechnęła się sztucznie jak manekin na wystawie, 

Chyba jestem trochę rozkojarzona. Tak jakbym czekała na coś, co ma się 

zdarzyć.  Rozpoczęłam  tę  trudną  podróŜ,  a  nie  jestem  pewna,  co  mnie  w  niej 

czeka. 

Chcesz zawrócić? 

Nie teraz. Dwadzieścia lat zajęło mi dotarcie aŜ tutaj. 

Flynn  uruchomił  samochód  i  ruszył  przez  Miami.  Nie  wiedział,  czego 

oczekiwać po nowym wcieleniu Mollie, i bardzo go to niepokoiło. Odwołał się 

więc do bardziej mu znanej strony jej osobowości. 

Słuchaj, czy mogłabyś coś zorganizować? 

-  Oczywiście.  -  Wyprostowała  się,  przeczesała  palcami  włosy,  oczy  jej 

zabłysły.  Stała  się  uosobieniem  sprawnego  pracownika.  -  Co  mam 

zorganizować? 

Jej przeobraŜenie było tak nagłe, Ŝe Flynn się roześmiał. 

Niesłychane. 

O czym ty mówisz? 

W  ułamku  sekundy  zmieniłaś  się  z  zamyślonej,  przygnębionej 

dziewczyny w przykład porządku i sprawności. 

Wcale nie byłam zamyślona i przygnębiona - zaprotestowała. 

Jasne. Ale proszę, pozostań w tym wcieleniu. Musimy zastanowić się nad 

planami. 

Masz  rację.  Powinnam  zadzwonić  do  Marianny  na  Key  West,  Ŝeby 

dowiedzieć się, jak moŜna się dostać do hacjendy. Poza tym potrzebujemy ubrań 

na  tutejszy  klimat.  No  i  trzeba  załatwić  jakiś  nocleg.  To  niby  nie  jest  szczyt 

sezonu, ale na Keys jest zawsze mnóstwo turystów. 

  

Na  południe  od  Miami,  w  Biscayne  Bay,  zatrzymali  się  przy  małej 

kawiarence. Mollie weszła do budki telefonicznej, a Flynn zamówił dwie kawy i 

ciasto cytrynowe. 

background image

 

94

Kawiarenka  nie  leŜała  przy  plaŜy,  ale  panował  w  niej  plaŜowy  nastrój.  Na 

ś

cianie  z  desek  rozwieszono  sieci  rybackie,  akwarele  przedstawiały  Ŝaglowce i 

tropikalne  rośliny.  Za  wielkim  oknem  widokowym  rosły  paprocie,  hibiskus  i, 

oczywiście, palmy. 

Woodrow  Locke dobrze  wybrał,  pomyślał  Flynn.  śyć  poza  cyplem  Florydy, 

w słońcu, z oceanem dookoła. Niecierpliwie oczekiwał widoku oceanu i okazji 

do  zwiedzenia  wysp  w  towarzystwie  Mollie.  No  i  znalezienia  „Klucza", 

przypomniał sobie. Ostatecznie po to tu właśnie przyjechali. 

Mollie wróciła do stolika przy oknie. 

Udało  mi  się  złapać  Mariannę  -  powiedziała.  -  Dobrze,  Ŝe  miałam  jej 

adres. Zawsze wysyłam jej kartki z Ŝyczeniami świątecznymi. 

Ś

wietnie.  -  Skinął  na  kelnerkę,  by  nalała  jeszcze  kawy.  -  No  i  co 

powiedziała Marianna? 

Zgadnij, gdzie będziemy dzisiaj nocować. 

Sądząc  z  wyrazu  twojej  twarzy,  będzie  to  coś  niezwykłego.  Gdzieś  na 

plaŜy? Na hamakach zawieszonych na drzewach mangrowych? 

Fuj,  nie.  Mangrowce  rosną  na  moczarach.  A  my  będziemy  mieszkać  na 

łodzi rybackiej - oznajmiła Mollie. 

Łodzie rybackie są zazwyczaj wyposaŜone w rybaków. - A tak się cieszył, 

Ŝ

e spędzi trochę czasu sam na sam z Mollie. - Czy zechcą zrobić sobie wolne? 

To mała łódź - wyjaśniła. - Jeden z kuzynów Marianny wyjechał na całe 

lato i jego łódź stoi nie uŜywana. Marianna zaproponowała, Ŝebyśmy przyjechali 

na  Key  West,  wzięli  łódź  i  zacumowali  przy  pomoście  na  Stamper  Key.  To  o 

rzut kamieniem od hacjendy ojca. 

Fllin poczuł ulgę.  Bcdzie z nią sam na samj a w dodatku na łodzi, kołysząc 

się łagodnie na falach. Nie liczył co prawda na romans, ale pragnienie kochania 

się z Mollie w promieniach zachodzącego słona wypełniało go całego. śycie nie 

mogłoby juŜ zaofiarować mu nic lepszego. 

Mollie wypiła kawę, spojrzała na zegarek i poprosiła o rachunek.   

background image

 

95

-  Zrobimy  tu  zakupy,  potem  pojedziemy  na  Key  West.  Powiedziałam 

Mariannie, Ŝe będziemy przed zmierzchem.  

Jej zielone oczy błyszczały, była gotowa stawić czoło światu, a Flynn nie miał 

zamiaru jej w tym przeszkadzać. Z przyjemnością oddał jej prowadzenie. Teraz 

poszukiwanie maszynopisu było waŜniejsze dla niej niŜ dla niego. 

-  Tylko  nie  jedź  za  szybko  -  powiedział,  wręczając  jej  kluczyki  do 

samochodu. 

Mollie  prowadziła  szybko,  ale  bezpiecznie.  Pojechali  do  niewielkiego  domu 

towarowego, gdzie kupili stroje kąpielowe, hawajskie koszule i szerokie szorty -

typowy wakacyjny ubiór. Później szybko zrobili zakupy w sklepie spoŜywczym, 

zaopatrując sie głównie w owoce i napoje.   

Mollie  rzuciła  okiem  na  mapę  i  skierowała  się  ku  autostradzie  U.S.  1, 

najdłuŜszej  biegnącej  nad  oceanem  autostradzie  na  świecie.  Za  Florida  City 

pierwszy  odcinek  Overseas  Highway  prowadził  przez  dalszą  częsc  bagien 

Everglades  -  grube  trawy  kosodrzewina,  karłowate  dęby  i  palmy.  Kępy  mang-

rowcow. Ciepłe powietrze i zapach wody To był smutny kraj, ale egzotyczny. A 

wkrótce  będą  jechać  nad  morzem,  wąską  wstąŜką  autostrady  oddzielającej 

Zatokę  Meksykańską  od  Atlantyku.  Flynn  nigdy  nie  mieszkał  na  południu 

Florydy, ale wydawało mu się, ze wraca do domu. 

TuŜ  przed  Key  Largo  minęli  ostatni  znak  przejścia  dia  krokodyli,  potem 

przecięli Key Largo i park Painekamp, aŜ w końcu wyjechali nad otwarte morze. 

PoniewaŜ  Keys  od  strony  Atlantyku  osłania  rafa  ioralowa,  wody  były  gładkie 

jak lustro i gdzieś na horyzoncie zlewały się z szafirowym niebem. 

Zaledwie  parę  godzin  temu  byliśmy  w  Nowym  Jorku,  pomyślał  Flynn.  AŜ 

trudno  uwierzyć,  Ŝe  te  dwa  śwaty  istnieją  na  tej  samej  planecie.  Odetchnął  z 

zadowoleniem, po czym rozparł się na siedzeniu i wyciągnął grube cygaro. 

Mollie zmarszczyła nos. 

Kiedy kupiłeś to okropieństwo? 

background image

 

96

Kiedy  ty  robiłaś  przegląd  kostiumów  kąpielowych.  -  Zaciągnął  się, 

wypuścił  dym  i  przygryzł  cygaro  zębami.  -  Nie  martw  się,  Mollie.  To  nie  jest 

nałóg.  Palę cygara  tylko przy  specjalnych  okazjach,  jak  na  przykład powrót  na 

morze. To wspaniałe, prawda? 

Powiedzmy  -  burknęła  niechętnie.  -  Czy  masz  jeszcze  jakieś  dziwne 

zwyczaje, o których powinnam wiedzieć? 

No...  nad  morzem  mam  skłonności  do  poezji.  Zdarza  mi  się  to  teŜ  o 

zachodzie słońca. Chyba nie masz nic przeciwko temu? 

Nie.  Dopóki  nie  zaczniesz  cytować  Woodrowa  Locke'a.  -  Wzrok  miała 

utkwiony przed siebie, we wstąŜce autostrady. - Czy pisałeś kiedyś wiersze? 

Wyprodukowałem  swoją  część  pełnych  udręki  poematów.  Nachodziło 

mnie  to  szczególnie  w  ParyŜu.  To  miasto  ma  coś  w  sobie.  W  chwili  gdy 

zobaczyłem  wieŜę  Eiffla,  poczułem  niewytłumaczalną  potrzebę  wynajęcia 

mansardy, picia anyŜówki i cierpienia za sztukę. 

No i? 

To nie leŜało w moim charakterze. W gruncie rzeczy jestem komercyjnym 

pisarzem,  któremu  zaleŜy  na  pieniądzach.  Ale  to  właśnie  w  ParyŜu  napisałem 

moją pierwszą powieść sensacyjną, pełną broni, szpiegów i seksownych kobiet. 

To dobrze, Ŝe nie masz zbyt artystowskich skłonności. 

No,  zdarza  mi  się.  -  Mrugnął  do  niej.  –  W  ParyŜu  pozowałem  nago 

studentom sztuk pięknych. 

Roześmiała  się,  a  wiatr  rozrzucał  jej  włosy,  słońce  zarumieniło  policzki. 

Flynn patrzył jak zahipnotyzowany. Była piękną kobietą, pełaą Ŝycia. Jak mogło 

mu przyjść do głowy, Ŝe jest nieszczera? Mollie była tak prawdziwa i ziemska 

jak zapach słonej wody w powietrzu. 

Jak to dobrze słyszeć twój śmiech - powiedział. 

Jak to dobrze się śmiać. - Rzuciła mu surowe spojrzenie. - Ale nie Ŝyczę 

sobie Ŝadnej analizy. Pal to swoje głupie cygaro i ciesz się Ŝyciem. 

background image

 

97

Flynn przyglądał się lazurowemu niebu i wszechobecnej wodzie, w miarę jak 

mijali  jedną  zieloną  wysepkę  po  drugiej.  Na  drodze,  którą  zamierzają  się 

posuwać, mogą czyhać emocjonalne niebezpieczeństwa. Tak jak rafy koralowe 

otaczające  Keys  -  piękne  rafy,  które  są  odpowiedzialne  za  setki  zatopionych 

statków. Ale Flynn nie chciał teraz o tym myśleć. 

Chyba  powinniśmy  zatrzymać  się  przy  hacjendzie  na  Stamper  Key  - 

powiedziała. - Zobaczyć, czy pomost ciągle istnieje. 

Pomost przy domu twego ojca? 

Przytaknęła. 

Ciekawa jestem, jak to wygląda. Nie byłam tu od trzynastu lat. 

Autostrada  przecinała  małe  wysepki  i  zawsze  wracała  nad  morze.  Po 

dramatycznym  przejeździe  mostem  nad  kanałem  Moser,  w  głosie  Mollie 

pojawiła się nuta podniecenia. 

Teraz  Big  Pine  Key,  Pigeon  Key,  potem  dwie  małe  wysepki,  wreszcie 

Stamper. 

Flynn  powinien  być  wniebowzięty  perspektywą  wizyty  w  domu  literackiego 

idola. Tymczasem bardziej obchodziła go Mollie. Nie chciał, by znów cierpiała. 

Gdy  na  Stamper  Key  zjechała  z  autostrady  i  skierowała  się  na  wąską  drogę 

wijącą się wśród palm kokosowych, powiedział: 

Chyba nie powinniśmy tu jeszcze przyjeŜdŜać. 

Po co odkładać na później to, co nieuniknione? 

Wąska,  zarośnięta  dróŜka,  którą  jechali,  była  przegrodzona  łańcuchem  z 

wiszącą tablicą: „Przejście wzbronione". Mollie zatrzymała samochód. 

Przemyślmy to - zaproponował. - Naprawdę nie musimy tam jeszcze iść. 

Sporo dzisiaj przeszłaś i moŜe lepiej będzie... 

Teraz ty kręcisz, Flynn. Dlaczego? Wypuścił wielki kłąb dymu. 

Miło widzieć, jak znów jesteś sobą. 

I boisz się, Ŝe znów zacznę być zamyślona i przygnębiona? 

Coś w tym rodzaju - przyznał. 

background image

 

98

Złapała go za kolorową hawajską koszulę i przyciągnęła do siebie. Flynn nie 

mógł  się  oprzeć.  Objął  Mollie,  zahipnotyzowany  blaskiem  jej  zielonych  oczu. 

Gdy  ich  wargi  spotkały  się,  przebiegł  go  prąd  podniecenia,  wypełniając 

zmysłową obietnicą. 

Mollie odsunęła się delikatnie. 

Dziękuję, Ŝe się o mnie troszczysz. 

Wysiadła  z  samochodu  i  obróciła  się  powoli,  przyglądając  się  gajowi 

palmowemu,  drzewom  sączyńca  i  figowcom,  rozpościerającym  zielony  parasol 

nad  wysokimi  zaroślami  kwitnącego  na  czerwono  i  pomarańczowo  hibiskusa. 

Mała jaszczurka przebiegła w wysokich trawach i zniknęła w gąszczu. 

Dojechałaś tu bez wahania - zauwaŜył Flynn. 

-   Czy tak wyraźnie pamiętasz to miejsce? 

Nie  zapominaj,  Ŝe  po  śmierci  ojca  byłam  tu  z  Marscelem.  Miałam 

szesnaście lat i ten pobyt został mi w pamięci. 

Przeszła pod łańcuchem z tabliczką „Przejście wzbronione". Stamper Key to 

coś;  co  znak.  Wyraźnie  pamiętała  przede  wszystkim  zapach  słonej  wody, 

zmieszany  w  ciepłym  powietrzu  z  zapachem  wilgotnej  ziemi.  Przeciągnęła 

palcem po zwyczajnej, metalowej skrzynce na listy z napisem „Locke". 

Moja  matka  nienawidziła  tu  przyjeŜdŜać,  bo  nie  było  tu  Ŝadnego  Ŝycia 

towarzyskiego.  Key  West  jest  jeszcze  ze  dwadzieścia  mil  stąd,  a  miejscowi 

rybacy nie byli dla niej odpowiednim towarzystwem. -Mollie szła ostroŜnie po 

zarośniętym  podjeździe.  –  Marianna  mówi,  Ŝe  hacjenda  jest  w  nie  najlepszym 

stanie. Od czasu do czasu mieszkali tu jacyś jej krewni, którzy pilnowali domu i 

sprzątali. Ale przewaŜme dom stał pusty. 

Obeszli  kępę  palm  i  Mollie  zatrzymała  się  bez  ruchu,  patrząc  na  trawy  pod 

nogami.  Wiedziała,  Ŝe  gdy  podniesie  głowę,  zobaczy  hacjendę.  Dom  jej 

wspomnień.  Miejsce,  w  którym  spędziła  z  ojcem  wiele  czasu.  Nonsensowna 

piosenka  o  południkach  i  zwrotnikach  dźwięczała  w  jej  głowie  na  tle  krzyków 

background image

 

99

rybołówek  i  wędrujących  tropikalnych  ptaków  śpiewających.  W  końcu  tu 

dotarła, 

Flynn ujął jej dłoń. 

Witaj w domu, Mollie. 

Powoli uniosła głowę i otworzyła oczy. 

 

ROZDZIAŁ 10 

 

Piętrowy,  drewniany  dom  miał  szeroką  werandę  i  balkony  z  kutymi 

Ŝ

elaznymi  balustradami.  Mollie  zapamiętała  czyste,  białe  ściany,  Ŝaluzjowe 

okiennice i ciemnoszare, łupkowe gonty na dachu. Na widok tego, co zostało z 

hacjendy ojca, przebiegł ją dreszcz. 

Okna,  przy  których  brakowało  okiennic,  zostały  zabite  deskami.  Z 

przegniłych  ścian  obłaziła  farba.  Rynny  zŜarła  rdza.  Dach  nad  werandą  zapadł 

się,  częściowo  blokując  wejście.  Chroniąca  fundament  krata  była  połamana. 

Chwasty rozpanoszyły się w ogrodzie, o który niegdyś dbał ogrodnik, a wielki 

cab  przed  domem  stracił  wszystkie  liście,  odsłaniając  szkielet  domku  na 

drzewie. 

A  tak  tu  było  ładnie  -  powiedziała  ze  smutkiem.  Dawno  temu,  gdy  była 

małą dziewczynką, wszyscy «ah na werandzie, a mamusia i tatuś trzymali ją za 

jęce.  Byli  taką  ładną  rodziną.  -  Wisiały  tu  kosze  z  azaliami  i  oleandrami.  - 

Spojrzała na dach. -To niebywałe, Ŝe dom wciąŜ stoi - zwróciła się do Flynna. 

Jeśli szkielet jest zdrowy, to dom da się wyremontować - zauwaŜył. 

Naprawdę tak sądzisz? Szkoda, Ŝeby całkiem dobry dom tak sięmarnował. 

-  Odwróciła  się.  -  Co  ja  wygaduję?  Nie  ma  po  co  go  naprawiać.  Nawet  nie 

wiem, do kogo on teraz naleŜy. 

Do ciebie. 

Co? - odwróciła się i zagapiła na Flynna. - O czym ty mówisz? 

background image

 

100

Cała  posesja  jest  twoją  własnością.  Marscel  wspomniał  o  tym,  kiedy 

przeglądaliśmy  papiery  twego  ojca.  -  Przyjrzał  się  jej.  -  PrzecieŜ  musiałaś 

wiedzieć o hacjendzie. 

Nie  wiedziałam.-  Energicznie  ruszyła  ku  domowi.  Naprawdę  hacjenda 

była jej? - Chyba się mylisz. 

Marscel kilkakrotnie o tym  mówił. Tak jak i ty uwaŜa, Ŝe pusty dom się 

marnuje, ale podobno ile razy usiłował z tobą o tym porozmawiać, zbywałaś go. 

Pamiętam, jak pytał, co zrobimy z domem, ale sądziłam, Ŝe to tylko takie 

sobie gadanie. Nie przyszło mi do głowy, Ŝe do mnie naleŜy decyzja. 

Mollie  dokładniej  przyjrzała  się  budynkowi.  Nawet  jeśli  domu  nie  da  się 

wyremontować,  działka  musi  być  sporo  warta.  MoŜe  przecieŜ  wykorzystać  tę 

ziemię.  Uporządkować  i  sprzedać.  Albo  podarować  jakiejś  instytucji 

dobroczynnej - dla dzieci na dom zastępczy albo rodzaj internatu. Lianie by się 

tu podobało, pomyślała. 

Zarośniętą  dróŜką  z  płaskich  kamieni  doszła  na  tył  domu,  do  patio.  Czy 

kostrukcja  była  zdrowa?  Trzeba  będzie  zatrudnić  firmę  budowlaną,  która 

oceniłaby stan domu. Dach nie wyglądał zachęcająco. Brakowało wielu gontów, 

zapewne  uniesionych  silnym  wiatrem.  Ale  zauwaŜyła  takŜe,  Ŝe  mansardowe 

okno jest nietknięte. 

Flynn szedł za nią. 

Nie  mogę  uwierzyć,  Ŝe  nie  wiedziałaś.  Jesteś  tak  wspaniale 

zorganizowana, Ŝe zapewne nie gubisz nawet ołówków. Więc jak mogłaś zgubić 

dom? 

Sprawy  majątkowe  mego  ojca  były  straszliwie  zagmatwane.  Jedyny 

testament, jaki zostawił, był napisany w barze przy pomocy pijanego adwokata. 

Pamiętaj, Ŝe Ŝyły trzy byłe Ŝony, w tym moja matka, które domagały się swojej 

części,  nie  wspominając  tłumu  kompanów  od  kieliszka  i  dawnych  kochanek, 

którym  obiecał  róŜne  rzeczy.  Początkowo  wyglądało  na  to,  Ŝe  nie  odziedziczę 

background image

 

101

ani grosza. Potem przez długie lata dostawałam od Marscela róŜne dokumenty, 

mówiące o nowych ustaleniach. 

Ale dom? Na Florydzie? 

Pamiętaj, Ŝe byłam wtedy nastolatką. Poza tym rodzina mojej matki była 

bogata,  więc  nigdy  nie  potrzebowałam  pieniędzy.  Kiedy  juŜ  osiadłam  w 

Chicago  i uporządkowałam  swoje  Ŝycie,  nie obchodziło  mnie,  co  zostawił  mój 

ojciec. Dokumenty przysyłane przez Marscela przewaŜnie odkładałam do teczki, 

wcale  ich  nie  czytając.  -  Zmarszczyła  brwi.  -  Marscel  zresztą  chyba  nigdy  nie 

przysłał  mi  aktu  własności,  bo  jest  moim  adwokatem  i  trzyma  wszystkie  moje 

papiery. 

To niepodobne do kompetentnej, zorganizowanej Mollie. 

ZauwaŜyłeś  juŜ  zapewne  -  odparła  z  nutą  sarkazmu  -  Ŝe  w  sprawach 

związanych z moim ojcem nie jestem ani kompetentna, ani zorganizowana. 

Mollie dobrze wiedziała, Ŝe to nie była prawda. Szukała wykrętów, aby nigdy 

nie objąć hacjendy w posiadanie. 

Z tyłu domu rozciągało się wielkie patio, obrzeŜone drzewkami limonowymi. 

Obok  zarośnięte  podwórze  z  kamiennym  zegarem  słonecznym.  Ta  właśnie 

strona,  zwrócona  ku  morzu,  powinna  była  być  najbardziej  naraŜona  na 

zniszczenie,  ale  chroniły  ją  gęste  zarośla  figowca  i  palm.  Mollie  wyciągnęła 

rękę  i  dotknęła  ściany.  Pomimo  gorącego  słońca  południa  drewniana  ściana 

wydawała się zimna i martwa. 

Po  raz  pierwszy  przyszło  jej  do  głowy,  ze  świadome  odrzucanie  przeszłości 

moŜe  mieć  daleko  idące  konsekwencje,  wykraczające  poza  jej  Ŝycie.  Gdyby 

zadała  sobie  trud  poznania  swego  dziedzictwa,  dowiedziałaby  się  takŜe  o  tym 

domu.  Zamiast  stać  tyle  lat  w  opuszczeniu,  hacjenda  mogła  słuŜyć  jakimś 

zboŜnym celom. 

Teraz  nic  na  to  nie poradzę.  -  Odwróciła się i  ruszyła  w  kierunku  plaŜy, 

skąd  dochodził  odgłos  rozbijających  się  o  brzeg  fal.  -  Zobaczmy,  czy  pomost 

jeszcze stoi, i ruszajmy dalej. 

background image

 

102

Stara przystań wydawała się dobrze zachowana, Grube deski trzeszczały pod 

stopami Moliie, ale były wciąŜ solidne. Doszła do końca i wpatrzyła się w linię 

horyzontu, gdzie błękit morza zlewał się z błękitem nieba. Keys to takie dziwne 

miejsce  -  bagniste,  małe  wysepki,  dom  Ŝółwi,  miniaturowych  jeleni  i  barraku-

dy,  ale  nie  człowieka.  Niebezpieczne  miejsce,  otoczone  rafami  koralowymi, 

wystawione  na  sztormy.  A  równocześnie  magiczne.  Moliie  nie  podzielała 

poetyckich ciągot Flynna, ale bezmiar wody i dziwne, porośnięte mangrowcami 

wysepki działały na nią uspokajająco. 

Powoli odwróciła się i spojrzała na dom. Widziany z tego miejsca, częściowo 

zasłonięty palmami, figowcami i krzewami, nie był taki brzydki. Coś z dawnego 

czaru pozostało. 

Nie jest taki zły - powiedziała. - MoŜna go wyremontować. 

Mógłby być piękny. 

Fłynn  stanął  tuŜ  za  nią,  a  jego  dłonie  przesunęły  się  po  jej  ramionach. 

Ucieszyła się, Ŝe właśnie w tej chwili jej dotknął. Potrzebowała oparcia. Gdy tak 

stała na pomoście, czując rytm fal i patrząc na morze, bliskość Flynna wydawała 

się czymś oczywistym. 

Zanuciła na wpół przypomnianą piosenkę, ale potrząsnęła głową. 

Nic szczególnego nie pamiętam. Chyba szok na widok tak zaniedbanego 

domu  przegnał  wszystkie  moje  wspomnienia.  -  Wzruszyła  ramionami  i  oparła 

się plecami o Flynna. 

Objął ją, splatając dłonie pod jej piersiami. Mollie głęboko oddychała słonym 

powietrzem  wysp.  Ciało  Flynna  było  ciepłe  i  solidne.  Flynn  dał  jej  coś,  w  co 

mogła wierzyć. 

Obróciła  się  w  obręczy  jego  ramion  i  spojrzała  mu  w  twarz.  W  otoczeniu 

zmysłowej zieleni wyglądał bardzo naturalnie. 

Podoba ci się tu, prawda? 

Ty mi się podobasz. 

background image

 

103

Jego usta spoczęły na jej ustach, budząc dreszcz oczekiwania, który przebiegł 

od warg aŜ po palce u stóp. Ciało Mollie poddawało się fali nowych doznań, a 

mózg  wydawał  się  nie  rejestrować  niczego  oprócz  przyjemności  pocałunku. 

Wdychała męski zapach Flynna, zmieszany w zapachem morskiego powietrza. 

Jej palce gładziły jego gęste, jasne włosy i wędrowały niŜej, na silne ramiona. 

To ciało - długie, mocne, szczupłe - bardzo jej odpowiadało. Los był Ŝyczliwy, 

Ŝ

e ich zetknął. 

Bez tchu, całą siłą woli odsunęła się od niego. 

Musimy przestać. 

Dlaczego? 

Bo jeśli posuniemy się dalej, to mogę mieć ochotę na kochanie się z tobą. 

Nie mam nic przeciwko temu. 

Wtedy nigdy nie dotrzemy do Key West. 

Zawsze jest jeszcze jutro. 

I nigdy nie znajdziemy „Klucza". 

Wysunęła się z jego objęć i zrobiła dwa zdecydowane kroki. Jego magnetyzm 

działał na nią, ale nie chciała teraz ulec. 

Chyba zaczynam ci ufać. Czy to nie zdumiewające? 

Dlaczego zdumiewające? 

No, jesteś przecieŜ nieodpowiedzialnym poszukiwaczem przygód. 

Naprawdę? 

Uśmiechnęła się kwaśno. 

Flynn, staruszku, odpowiedzialni ludzie nie skaczą z lecących samolotów, 

nie  wyruszają  w  podróŜ  na  łódce  domowej  roboty  ani  nie  wspinają  się  w 

wysokich górach. 

MoŜe powinni. 

I  mam  jeszcze  inne  powody,  Ŝeby  ci  nie  ufać.  Jesteś  wykładowcą  i 

pisarzem przygotowującym biografię mojego ojca. A ja nauczyłam się nie ufać 

background image

 

104

właśnie takim ludziom. – Przechyliła głowę i przyjrzała mu się. - Jesteś pewien, 

Ŝ

e nie masz dublera, który zajmuje się stroną intelektualną? 

Nie.  -  Jednym  krokiem  pokonał  dzielącą  ich  przestrzeń.  -  Nigdy  nie 

mówitem, Ŝe jestem supermanem. MoŜe lepiej nie oczekuj ode mnie zbyt wiele. 

Mówisz,  Ŝe  lepiej  ci  jednak  nie  ufać.  Tak?  -  Zaglądała  mu  głęboko  w 

oczy,  pragnąc  odczytać  motywy  jego  postępowania.  -  Czy  masz  zamiar  mnie 

zdradzić, Flynn? 

Oczywiście,  Ŝe  nie.  -  W  jego  spojrzeniu  dostrzegła  szczerość,  ale  słowa 

nie uspokajały.  -  Oboje  wiemy,  Ŝe  mogę  cię  rozczarować.  Gdy  to  się  skończy, 

gdy  znajdziemy,  co  mamy  do  znalezienia,  zapewne  kaŜde  z  nas  pójdzie  swoją 

drogą. 

Rozumiem. Nie planuję przyszłości z tobą. śadnych projektów. Nic z tych 

rzeczy. 

Nie chcę cię zranić. 

Wyciągnął rękę, ale Mollie szybko się odsunęła. 

Nie  martw  się.  śyję  dla  dnia  dzisiejszego.  Nie  dla  jutra,  nie  dla 

przyszłości,  bliŜszej  czy  dalszej.  -  Spojrzała  na  zegarek.  -  A  dzisiaj  musimy 

jechać dalej, na Key West. 

Z  wielką  energią  pomaszerowała  ścieŜką,  okrąŜyła  dom  i  skierowała  się  do 

samochodu.  On  moŜe  odejść,  ona  moŜe  odejść.  To  co?  Flynn  zachowuje  się, 

jakby  próbowała  wcisnąć  mu  obrączkę  na  palec.  Albo  zarzucić  pętlę  na  szyję. 

Czego on się boi? 

Ś

mieszne - mruknęła, wsiadając do samochodu i ruszając w stronę szosy. 

Tylko słońce wydawało się nieco mnie jasne, a szum fal bardziej monotonny.  

 

Marianna,  hałaśliwa  kobieta  w  kwiecistej  luźnej  sukni,  przywitała  Mollie 

okrzykami  radości.  Wciągnęła  ich  do  swego  czyściutkiego  domu  i  usadziła  za 

stołem. 

background image

 

105

Najpierw  coś  wam  pokaŜę.  —Mówiła  mieszanką  angielskiego, 

hiszpańskiego i dialektu bahamskiego. 

 A potem, dziecinko, coś zjecie. 

Zanim Mollie zdąŜyła zaprotestować, Marianna wcisnęła jej w rękę album. W 

ś

rodku  były  wklejone  wszystkie  boŜonarodzeniowe  kartki  od  Mollie,  a  na 

kaŜdej widniał śnieg. 

To  mój  skarb  —  uśmiechnęła  się  szeroko  Marianna.  -  Widziałam  śnieg 

leŜący  na  ziemi,  jak  raz  odwiedziłam  Nowy  Jork.  Ale  nigdy  w  Ŝyciu  nie 

widziałam padającego śniegu. 

Przyjedź  do  mnie  na  styczeń  do  Chicago  -  zaproponowała  Mollie.  - 

Zobaczysz tyle padającego śniegu, Ŝe będziesz go miała powyŜej uszu. 

Daj  spokój,  dziecinko.  -Marianna  krzątała  się  w  kuchni.  -  Nie  mogę 

zostawić mojej rodziny na cały miesiąc. Zwariowaliby. Och, zagłodziliby się na 

ś

mierć. 

Mollie  wiedziała,  Ŝe  nie  ma  co  nalegać.  Marianna  Syła  upartą  kobietą,  jeśli 

chodziło  o  opiekę  nad  iadźmi.  Nigdy  nie  miała  własnych  dzieci,  ale  była  diwą 

wielkiego klanu Escobarów, rybaków i poławiaczy.  

Wróciła z misą owoców i lepkimi cukierkami z ananasa. 

Jedzcie. Teraz tu wrócisz, Mollie, i wyremontujesz hacjendę twego ojca. 

Musisz tam  mieszkać i troszczyć się o dom. Kiedy stoi pusty, jest okropny.  W 

zeszłym tygodniu byłam tam i próbowałam sprzątnąć. Ale to niemoŜliwe. 

Czy dom jest ciągle jeszcze umeblowany? - zapyta! Flynn. 

Tak,  niektóre  pokoje.  Mówiłam  o  tym  panu  Marscelowi.  Dawno  temu 

powiedział  mi,  Ŝebym  wzięła,  co  potrzebuję.  -  Poklepała  blat  stołu.  -  Wzięłam 

to. Nie mogłam znieść myśli, Ŝe będzie brudny, a jaszczurki będą po nim biegać. 

-  Cieszę  się,  Ŝe  zabrałaś  rzeczy  z  domu  -  oświadczyła  Mollie.  -  Inaczej 

zupełnie by się zniszczyły. A ja wciąŜ nie jestem pewna, Ŝe to wszystko naleŜy 

do mnie. 

background image

 

106

Sprawę  własności  naleŜało  koniecznie  wyjaśnić.  Mollie  zadzwoniła  do 

Marscela,  który  potwierdził  słowa  Flynna.  Szła  juŜ  przez  kuchnię  w  kierunku 

jadalni, gdzie Flynn i Marianna plotkowali o Woodrowie Locke'u, gdy dobiegła 

ją  znajoma  melodia.  Flynn  śpiewał  jej  piosenkę  Mariannie.  Mollie  stanęła  i 

słuchała, ale Marianna nie rozpoznawała melodii. 

Mollie i jej tata ciągle układali piosenki - powiedziała. - Uwielbiał, kiedy 

grała mu na pianinie. 

Mollie wypełniły sprzeczne uczucia. Ucieszyło ją, Ŝe ojcu podobała się jej gra 

na  pianinie,  ale  trudno  jej  było  dać  temu  wiarę.  Jeśli  tak  było  rzeczywiście,  to 

dlaczego wolał spędzać całe dni z butelką? 

Mollie? - dobiegł ją głos Flynna. - Czy skończyłaś rozmawiać? 

Mollie ocknęła się. Przybrała spokojny wyraz twarzy i dołączyła do nich. 

O czym rozmawiacie? 

O  waszym  poszukiwaniu  skarbów  -  powiedziała  Marianna.  -  Mówię 

Flynnowi,  Ŝe  jeśli  chce  znaleźć  skarb,  powinien  to  ogłosić  na  Key  West,  bo 

mamy tu mnóstwo poszukiwaczy. 

Właśnie tego obawiał się Marscel - westchnął Flynn. 

Co takiego? - Marianna wyglądała na dotknię- 

Marscel  bał  się,  Ŝe  jeśli  ktokolwiek  pomyśli,  Ŝe  w  hacjendzie  jest  jakiś 

skarb, to dom zostanie splądrowany i zniszczony. 

MoŜe  są  na  Key  West  tacy,  co  tak  postępują,  ale  nie  w  mojej  rodzinie  - 

powiedziała Marianna figlarnie. - Escobarowie to rybacy i przedsiębiorcy, 

Bardzo  przepraszam.  -  Flynn  spojrzał  pytająco  na  Mollie.  -  I  co 

powiedział Marscel? 

Masz natychmiast porozumieć się z wydawnictwem. 

Wzruszył ramionami lekcewaŜąco. 

A co z hacjendą? 

background image

 

107

NaleŜy  do  mnie  -  odrzekła.  -  Dom,  wyposaŜenie  i  róŜne  inne  dobra. 

Marscel  nie  chciał  uwierzyć,  Ŝe  o  tym  nie  wiedziałam.  Zresztą  ja  sama  teŜ  nie 

mogę. 

MoŜe  to  i  lepiej,  pomyślała.  Był  taki  czas,  Ŝe  chętnie  zrównałaby  z  ziemią 

własność  ojca.  A  teraz?  Teraz  gniew  jakby  zelŜał.  Poza  tym  głupio  byłoby 

wyładowywać się na rzeczach. 

MoŜe  nawet  podobałoby  mi  się  być  panią  tej  niegdyś  wspaniałej 

posiadłości. I innych, które teŜ do mnie naleŜą. 

Innych? 

Najwyraźniej  ojciec  był  jednym  z  bardziej  łatwowiernych  nabywców 

florydzkich  bagien.  Przypominam  sobie  teraz,  Ŝe  kilkakrotnie  jeździliśmy 

oglądać  jakąś ziemię, która okazywała się grzęzawiskiem. 

Flynn wstał i nisko się skłonił. 

MoŜesz więc być wielką posiadaczką ziemską. 

Mogę, rzeczywiście. Mogę być królową krokodyli i karłowatych palm. 

To bardzo egzotyczne. 

Ale niezbyt praktyczne. 

Marianna udzieliła swego błogosławieństwa. 

MoŜe jesteś całkiem dorosła, ale wciąŜ jesteś małą córeczką swego taty. 

No cóŜ, nie mogła zaprzeczyć. Niewątpliwie była córką Woodrowa Locke'a, 

ale nie była juŜ bezradnym dzieckiem. Miała dość lat i zdrowego rozsądku, Ŝeby 

potraktować  hacjendę  po  prostu  jak  dom.  Cenną  posiadłość,  którą  naleŜy  się 

zająć. 

A  jeśli  zrobi  remont?  To  będzie  mogła  ją  sprzedać  albo  ofiarować  na  jakiś 

poŜyteczny cel. Jeszcze jeden pomysł przyszedł jej ni stąd, ni zowąd do głowy. 

A gdyby tak tu zostać? MoŜe spodoba jej się mieszkanie na Keys, wyspach na 

krawędzi horyzontu. 

  

 

background image

 

108

ROZDZIAŁ 11 

 

Choć  Moliie  myślami  bujała  gdzieś  daleko,  udało  jej  się  w  miarę  sprawnie 

załatwić przyziemne sprawy związane z załadowaniem zakupów na stojącą przy 

przystani  starą,  płaskodenną  łódź  rybacką  „Sea  Roa-mer"  oraz  przekazaniem 

Mariannie  kluczyków  do  wynajętego  samochodu.  Zanim  Flynn  odbił  od 

pomostu,  Moliie  zaproponowała,  by  zaczekać  jeszcze  kilka  chwil  i  obejrzeć 

zachód słońca. 

Bardzo chętnie - przyklasnął pomysłowi Flynn. 

MoŜemy pójść na Mallory Square? 

Dokąd tylko zechcesz. 

Po  drodze  spotkali  męŜczyznę  sprzedającego  „świeŜutkie"  ryby,  drugiego, 

oferującego „prawdziwe złoŜe" zegarki, oraz uliczną kapelę. Na placu dołączyli 

do tłumu, który w naboŜnej ciszy czekał na pokaz sztuki natury. Zachody słońca 

na Key West stanowiły niemal uświęconą tradycję. 

UwaŜaj na portfel - ostrzegła Moliie Flynna, zręcznie przeciskając się ku 

staremu, drewnianemu molo. 

Na  Key  West  nie  obowiązywały  powszechne  obyczaje.  Była  to  ziemia 

niezwykle piękna, pełna marzeń sennych, które mogły nagle przekształcić się w 

koszmary. Dziwna ziemia, pomyślał Flynn. A Moliie doskonale do niej pasuje. 

Choć  w  chicagowskim  ruchu  wydawała  się  jak  najbardziej  na  swoim  miejscu, 

znajdowała  przyjemność  w  przyglądaniu  się  niebu  z  chwiejnego  pomostu.  W 

ostatnich błyskach słońca jej rysy rozpogodziły się, a zielone oczy stały się tak 

spokojne jak morze. 

Flynn  zapragnął  jej  głęboko,  intensywnie.  Tej  nocy  będą  sami  na  łodzi.  Tej 

nocy  chciał  się  z  nią  kochać.  Bardziej  niŜ  znaleźć  „Klucz".  Bardziej  niŜ 

cokolwiek  innego.  Chciał  pieścić  jej  długie  nogi,  całować  jej  usta,  aŜ  do 

nasycenia. Chciał stać się jej częścią. 

background image

 

109

Marzenie niemoŜliwe do spełnienia? Wiedział, Ŝe powinien się kontrolować, 

bo równowaga emocjonalna Mollie była teraz niezwykle krucha. 

Gdy  słońce  w  końcu  schowało  się  za  horyzontem,  zaczął  bić  brawo.  Mollie 

westchnęła. 

Następny  etap  tego  rytuału  to  wizyta  w  barach  na  Duval  Street,  ale 

wolałabym tego uniknąć. 

Lubisz Keys, prawda? 

To  wspaniałe  miejsce  na  krótki  pobyt.  -  Szli  w  tłumie  entuzjastów 

zachodzącego  słońca.  -  Ale  mieszkać  tu?  To  raczej  nie  jest  centrum  handlu 

ś

wiatowego. CóŜ bym tu robiła? 

Mogłabyś, jak rodzina Marianny, zostać przedsiębiorcą. 

Czyli piratem - parsknęła śmiechem.- To nie róŜniłoby się tak bardzo od 

Chicago. Tyle Ŝe tam piraci chodzą w garniturach i z teczkami. 

Gdy  weszli  na  pomost,  Flynn  dostrzegł  śniadego  męŜczyznę  siedzącego  na 

pokładzie „Sea Roamer". 

Znasz go, Mollie? Potrząsnęła głową. 

Ale to pewnie ktoś z rodziny Marianny. 

Hej! Ty jesteś Flynn? - zawołał męŜczyzna, gdy się zbliŜyli; - Facet, który 

szuka skarbu w dawnym domu Locke'a? 

Nie  ma  tam  Ŝadnego  skarbu  -  stanowczo  oświadczył  Flynn,  pokonując 

trap. - Szukamy tylko starej ksiąŜki. 

Tak? Ale i ksiąŜka moŜe być coś warta. - Pirat spojrzał na Mollie. - Panna 

Locke,  zgadza  się?  Jeśli  postanowi  pani  wyremontować  dom,  proszę  dać  mi 

znać. Rafael Escobar. 

Dobrze  -  powiedziała.  -  Ale  nie  zrobię  tego,  jeŜeli  znajdę  w  swoim  domu 

poszukiwaczy skarbów. Będę wiedziała, kto ich przysłał, Rafael. 

Nikomu nie powiem. - Zwrócił się do Flynna. - Był do ciebie telefon od 

jakiegoś  faceta  nazwiskiem  Edleman.  Chcesz  wiedzieć,  co  powiedział?  To 

będzie kosztować dziesięć dolców. 

background image

 

110

Flynn  wyciągnął  dziesięciodolarowy  banknot  i  podał  Rafaelowi,  który 

wyrecytował: 

Marscel  rozmawiał  z  wydawcą,  a  wydawca  rozmawiał  z  Edlemanem.  I 

Edleman mówi, Ŝe moŜe ty i on moŜecie razem pracować. 

Fantastyczne - mruknął Flynn. - Zawsze chciałam pracować z węŜem. 

Potrzeba wam przewodnika? - zapytał Rafael, eaowając pieniądze. 

Absolutnie nie. 

No dobra. - Zeskoczył z łodzi. - I nikomu nic nie powiem, panno Locke. 

Tylko proszę o mnie pamiętać, dobrze? 

Kiwnęła głową i patrzyła, jak Rafael oddala się ku Stzegowi. 

Lepiej ruszajmy, Flynn. Piraci są coraz bliŜej. 

Masz  rację.  Ale  wolę  juŜ  ich  miejscową  odmianę  w  postaci  Escobarów 

niŜ Edlemana, 

Mollie  zeszła  pod  pokład,  by  przygotować  coś  do  przegryzienia,  a  Flynn 

zapalił światła i odbił od pomostu. IktroŜnie skierował się przez zatłoczony port 

na  otwarte  morze.  Stał  przy  sterze,  usiłując  przemyśleć  sytuację.  Rafael 

niewątpliwie  powie  kaŜdemu  łowcy  skarbów  na  Key  West,  Ŝe  w  domu 

Locke'ow  na  Stamper  Key  jest  coś  cennego.  Niedobrze.  I  dlaczego  Edleman 

zadzwonił  z  propozycją,  choć  wiedział,  Ŝe  Flynnją  odrzuci?  To  było  groźne. 

Jeśli „Klucz" istniał to muszą go znaleźć jak najprędzej. 

Ale dziś moŜna było tylko płynąć dalej. I kochać się pod błogosławieństwem 

księŜyca tropików. 

Gdy  Mollie  wynurzyła  się  spod  pokładu,  przyjrzał  się  jej  z  upodobaniem. 

Lekka bryza rozwiewała jej włosy. Blade światło księŜyca srebrzyło skórę. 

Chodź, stań tu koło mnie, Mollie. 

Przyłączyła się do niego przy sterze, patrząc przed siebie. 

Te wody są zadziwiające. Tak nieprawdopodobnie gładkie. Jak lustro dla 

księŜyca. 

Ty jesteś zadziwiająca. 

background image

 

111

Jasne. Jestem ósmym cudem świata. Objął ją w pasie. 

Tam,  przed  nami,  na  wprost,  jest  Stamper  Key.  Płynęli  dalej  w  ciszy. 

Mollie całą sobą odczuwała bliskość Flynna. Dziś w nocy będą sami. 

Właściwie powinna być wykończona, bo był to jeden z najdłuŜszych dni w jej 

Ŝ

yciu.  Od  Central  Parku,  gdzie  stanęła  oko  w  oko  ze  wspomnieniami,  aŜ  po 

Florydę,  gdzie  odwiedziła  hacjendę  ojca.  Tymczasem  zamiast  zmęczenia  czuła 

oŜywienie i poŜądanie. Odchrząknęła. 

Wolałabym juŜ dziś nie schodzić na ląd. Ten rozpadający się dom będzie 

wystarczająco okropny w świetle dziennym. 

Dobrze.  -  Przytulił  ją  mocniej  i  szepnął  do  ucha.  -  Na  kilka  godzin 

zapomnijmy o „Kluczu" i piratach, którzy go szukają. 

Więc o czym będziemy myśleć? 

O nas. 

Zanim  zdąŜyła  odpowiedzieć  albo  zaprotestować,  Flynn  rozluźnił  uścisk  i 

zajął się doprowadzeniem łodzi do pomostu. 

Mogę pomóc? - zapytała. 

Ujął jej dłoń i zaprowadził na dziób. 

Wolę, Ŝebyś tu stała jako królowa krokodyli, pani tej ziemi. 

Mollie przybrała właściwą pozę i czekała, podczas gdy Flynn rzucał kotwicę, 

jakieś  sto  metrów  od  brzegu.  Z  tego  miejsca  widać  było  dach  hacjendy,  ale 

Mollie  odwróciła  wzrok.  Nie  dzisiaj.  Dzisiaj  nie  będzie  myśleć  o  swoich 

wspomnieniach. 

Gdy silnik zamilkł, ogarnął ją błogi spokój. Nie cisza, poniewaŜ fale szeptały 

i  nocne  ptaki  krzyczały  z  wyspy.  Nie  bezruch,  bo  łódź  lekko  poddawała  się 

ruchowi wody. Ale właśnie spokój zastąpił jej wewnętrzne rozedrganie. 

AŜ do chwili gdy podszedł Flynn. W świetle księŜyca wydawał się większy. 

Był  poszukiwaczem  przygód,  który  doprowadzi  ją  na  nieznane  wyŜyny  roz-

ioszy. Pociągał ją tym bardziej, Ŝe jego zmysłowość była ukryta. Kochanie się z 

Flynnem  będzie  czymś  aiezwykłym.  Widział  ją  w  jej  najgorszych  chwilach. 

background image

 

112

Znał  jej  najgłębsze  sekrety,  a  jednak  się  od  niej  nie  odwrócił.  Choć  nie 

oczekiwała  długotrwałych  zobowiązań,  Mollie  czuła  się  przy  nim  bezpieczna. 

W jakimś sensie ich poszukiwania zawsze zdąŜały ku tej chwili. 

W cieniu Stamper Key, gdzie niegdyś była smutną małą dziewczynką, Mollie 

poczuła kobiecy głód, gdy zerknęła spod rzęs na jego szerokie, silne ramiona. 

Mollie? 

Jego  głos  zdradzał  niepewność  i  nerwowość.  W  jej  Ŝyłach  zaczęło  krąŜyć 

ciepło,  ale  nie  takie,  jakie  podsycało  zazwyczaj  gniew.  Tym  razem  Mollie 

poczuła przypływ gorącego poŜądania. 

Mollie? MoŜe zeszlibyśmy na dół? 

Pod  pokładem  było  duŜe  pomieszczenie  na  złowione  ryby,  wnęka  z 

piekarnikiem  mikrofalowym,  kuchenką  na  gaz  z  butli  i  bieŜącą  wodą,  oraz 

przytulna  kabinka  z  łóŜkiem  ogrodzonym  moskitierą.  Mollie  wiedziała,  dokąd 

chciałaby się udać. 

Bardzo chętnie. 

Jej  słowa  były  spokojne,  ale  skrywały  rozbudzone  uczucia.  Schodząc  po 

drabinie  na  dół,  zastanowiła  się  jednak,  czy  Flynnowi  nie  chodziło  o  jedzenie. 

Zatrzymała się przy stoliku i odwróciła. 

Jesteś głodny? 

Tak. 

Objął  ją  i  pocałował  z  namiętnością,  która  rozwiała  wszelkie  wątpliwości. 

Jego język kusił i podniecał. Dłonią przykrył jej pierś. 

Poczekaj - szepnęła. 

Chcę się z tobą kochać, Mollie. Nie kaŜ mi teraz przestać. 

Nie  mam  zamiaru  -  zaprotestowała.  -  Ale  tam  dalej  jest  przytulna 

sypialnia. MoŜe... 

Zanim skończyła zdanie, ruszył małym, wąskim korytarzykiem i pociągnął ją 

za sobą. Razem weszli do malutkiej kabiny i razem padli na łóŜko. Sączące się 

background image

 

113

przez  iluminator  światło  księŜyca  nadawało  wnętrzu  nierealny  wygląd.  Flynn 

uniósł się na łokciu nad Mollie. 

Gdy jego usta były tuŜ, tuŜ, Mollie przykryła je palcami. 

Dziś  nie  będziemy  rozmawiać  o  zaginionych  maszynopisach  ani  o 

wspomnieniach. 

Ani słowa. 

I najpierw moja kolej. 

Twoja kolej? 

Usiadła na łóŜku i pchnęła go na płask. 

LeŜ spokojnie, Flynn. 

Wpatrzona  w  jasnoniebieskie  oczy  Flynna,  Mollie  rozpięła  guziki  jego 

koszuli. Niepewność w jego spojrzeniu rozczuliła ją. Tak długo czekała, Ŝeby z 

nim syć, Ŝe teraz za nic nie chciała się śpieszyć. 

Gdy  uporała  się  z  guzikami,  ściągnęła  koszulę  i  ramion  Flynna,  obnaŜając 

jego  tors.  Powoli  pochyliła  się  i  ukryła  twarz  w  gęstych,  ciemnych  włosach 

porastających pierś. Wkrótce jej wargi odnalazły sutki. Zmysłowo ssała twardy, 

ciemny  guziczek,  aŜ  usłyszała,  jak  leŜący  pod  nią  Flynn  zaczyna  nierówno 

oddychać. Wydawało się, Ŝe cały drŜy. 

Bez  pośpiechu przeniosła  uwagę na  drugi  sutek,  ssąc  go lekko,  podczas  gdy 

dłonie  błądziły  po  ciele  Flynna.  Sunęły  coraz  niŜej,  aŜ  natrafiły  na  gorącą, 

twardą męskość. 

Mollie westchnęła i przekręciła się na plecy, pociągając Flynna za sobą. 

Teraz moja kolej, dziecinko - szepnął. 

Szybko  rozpiął  i  odrzucił  jej  bluzkę.  Jego  kciuki  lekko  pieściły  widoczne 

przez koronkowy staniczek czubki piersi. Po chwili sięgnął pod spód i sprawnie 

odsunął przejrzystą przeszkodę. 

Mollie  wyciągnęła  się  na  łóŜku,  pragnąc  równocześnie  spełnienia,  i  jak 

najdłuŜszych  pieszczot.  Flynn  powoli  ściągnął  jej  szorty.  Jego  usta  rozpoczęły 

wędrówkę  przy  jej  pępku,  by  schodzić  coraz  niŜej,  w  miarę  jak  odsłaniało  się 

background image

 

114

nagie  ciało.  Jego  język  doprowadzał  Mollie  do  szaleństwa.  W  końcu  szorty 

pofrunęły na podłogę. 

Przez  chwilę przyglądał się nagiemu,  jasnemu  ciału  dziewczyny.  Uznanie  w 

jego oczach sprawiło jej radość. Wyciągnęła ramiona. 

Pragnąłem cię, od kiedy cię ujrzałem - powiedział. 

Dwa miesiące? 

Wydawało mi się, Ŝe całą wieczność. A teraz nadrobię stracony czas. 

 Pieścił  językiem  róŜową  konchę  jej  ucha,  potem  zsunął  się  w  zagłębienie  u 

nasady  szyi.  Tymczasem  dłoń  objęła  pierś,  musnęła  brzuch  i  wplątała  się  w 

trójkąt włosów u zbiegu ud. 

Mollie  próbowała  złapać  oddech,  ale  usta  Flynna  zamknęły  jej  wargi 

gorącym,  choć  łagodnym  pocałunkiem.  Jego  ręka  przykryła  wraŜliwe  miejsce 

między  jej  udami  i  z  niezwykłą  delikatnością  pobudzała  Mollie  do  spazmów 

rozkoszy. 

Dosyć,  Flynn.  Nie  chcę  juŜ  czekać.  Chcę  ciebie  w  środku.  Teraz.  - 

Odwróciła głowę. 

Jeszcze wciąŜ jest moja kolej - szepnął, zmieniając pozycję. Objął udami 

jej nogi i skupił uwagę na piersiach, ssąc je leciutko i draŜniąc językiem. 

Mollie  wiła  się  pod  nim,  wyginając  się  w  łuk  i  napinając.  Czuła,  jak  jego 

męskość, wciąŜ okryta szortami, napiera na jej ciasno zsunięte nogi. Przeszył ją 

niezwykły  dreszcz.  Na  krótką  chwilę  straciła  rozeznanie,  gdzie  jest  i  co  się 

dzieje. A gdy wróciła na ziemię, Flynn był obok niej, tuląc, pieszcząc, na nowo 

pobudzając jej ciało. 

Niecierpliwie  szarpnęła  go  za  koszulę.  Jej  palce  mocowały  się  z  zapięciem 

szortów, niemal rozrywając materiał. 

Ja to zrobię, Mollie. 

Zrób to teraz. 

Wstał, zdjął ubranie i stanął przed nią w glorii nagości. 

background image

 

115

Mollie  uklękła  na  środku  łóŜka,  podziwiając  je  świetnie  zbudowane  ciało, 

gotowe do miłości. Z aprobatą patrzyła, jak wyjmuje małą paczuszkę i naciąga 

zabezpieczenie. 

Wsunęła  się  w  krąg  jego  ramion.  Spotkanie  ich  rozgrzanych  ciał  było 

zmysłowe  i  naturalne.  Głaskała  z  uznaniem  sploty  mięśni  na  jego  ramionach  i 

plecach. 

JuŜ, Flynn - powiedziała. - Chodź do mnie. 

Zatopił  palący  wzrok  w  jej  oczach.  Mollie  wydawało  się,  Ŝe  płonie  w 

pocałunku.  Wszystko  przestało  się  liczyć,  poza  poŜądaniem,  jakie  w  sobie 

budzili.  Rozsunęła  nogi  i  wprowadziła  Flynna  do swego  wnętrza.  Ich  rytm  był 

powolny,  bez  wahań,  doskonale  dopasowany.  Oddychali  oboje  głęboko, 

przywarci do siebie, drŜący z namiętności, aŜ Flynn zawisł nad nią na moment i 

przekręcił się na plecy, silnymi dłońmi podrzymając ją za pośladki. 

Mollie  złapała  oddech.  Nowa  pozycja  zaskoczyła  ją  i  pobudziła  na  nowo. 

Podniecenie  osiągnęło  nieznane  szczyty,  gdy  przyjmowała  ruchy  Flynna  i 

odpowiadała  na  nie.  Biodra  nie  ustawały  ani  na  moment.  Cała  drŜała  od 

nieprawdopodobnych doznań. 

Spojrzała w dół, na Flynna. Miał zaciśnięte zęby i mocno zamknięte oczy. 

Szczyt  nadszedł  równocześnie  dla  obojga,  przynosząc  zaspokojenie.  Rysy 

twarzy  Flynna  rozluźniły  się  w  absolutnym  zadowoleniu.  A  Mollie  opadła  na 

jego pierś, szczęśliwa i wyczerpana. 

Wtuliła  się  w  niego  i  pozwoliła  okryć  prześcieradłem.  Wszystko  jedno,  co 

zdarzy się jutro: ten wieczór był tego wart. 

Bezwiednie zanuciła nonsensowną melodyjkę. 

ś

adne takie - przerwał jej Flynn. - Jutro się tym zajmiemy. 

Westchnęła.  śadne  nowe  słowa  nie  przyszły  jej  do  głowy.  śadne  genialne 

pomysły, obudzone kochaniem się. Ale czuła, Ŝe jutro coś znajdą w rozwalającej 

się  acjendzie.  W  ruinach,  pomyślała.  Bo  tylko  tyle  zostało  z  jej  przeszłości. 

Ruiny. 

background image

 

116

Był alkoholikiem - powiedziała miękko. 

Flynn mruknął potwierdzająco. 

A alkoholizm jest podobno chorobą, jak rak. Mój ojciec nie mógł nic na to 

poradzić. 

TeŜ tak uwaŜam. 

Więc  dlaczego  nie  potrafię  mu  wybaczyć?  Czemu  wciąŜ  we  mnie  tyle 

gniewu i bólu? 

Rozluźnij się. -Pocałowałjąwczoło. - Rozwikłanie twego Ŝycia moŜe zająć 

więcej niŜ jeden weekend. 

Ale  nie  mam  zbyt  wiele  czasu.  Muszę  uporać  się  ze  swoją  przeszłością, 

Ŝ

ebyśmy  mogli...  -  Zamilkła.  Chciała  coś  obiecać,  ale  to  naprawdę  nie  było 

moŜliwe. - MoŜe byśmy się jeszcze raz pokochali? 

Co powiedziałaś przedtem? O uporaniu się ze swoją przeszłością? 

NiewaŜne. 

WaŜne, Mollie. Twoje myśli i uczucia są dla mnie bardzo waŜne. 

A moje ciało? 

Chcę kochać cię całą. Ciało i umysł. 

Jeśli zajmiemy się ciałem, umysł na pewno się w końcu dostosuje. 

Pod  wpływem  pocałunku  Flynn  poddał  się  tej  nielogiczności.  Pytania  bez 

odpowiedzi  znikły,  gdy  przytulali  się  w  malutkiej  kabinie,  a  kołysanie  fal 

pobudzało ich do nowego, zmysłowego rytmu. 

Mollie  obudziła  się  o  wschodzie  słońca.  Choć  nie  pamiętała  swoich  snów, 

czuła,  Ŝe  tuŜ  za  progiem  jej  świadomości  coś  czeka.  „Klucz"?  Pocałowała 

Flynna lekko w nie ogolony policzek i wymknęła się z kabiny. 

Z pokładu mogła dostrzec dach hacjendy, rysujący się nad palmami. I w tym 

momencie olśniło ją, gdzie jest schowany sekret. 

  

 

 

background image

 

117

ROZDZIAŁ12 

 

Mollie pobiegła na rufę i włączyła silnik łodzi. Musiała szybko dostać się do 

hacjendy.  Obraz  kryjówki  rysował  się  gdzieś  na  krawędzi  świadomości  i  mógł 

zniknąć w kaŜdej chwili. Ale wiedziała! KaŜdym nerwem czuła, Ŝe odpowiedź 

jest tam, na brzegu. 

Silnik zakaszlał i zakrztusił się. Kotwica - przypomniała sobie. Musi podnieść 

kotwicę. I wyłączyć światła. 

Flynn! - krzyknęła. - Flynn, pomóŜ mi! 

Niepewnym krokiem wszedł napokład, bez koszuli, mrugając w słońcu świtu. 

Co ty, do diabła, wyprawiasz? 

Wiem,  gdzie  to  jest.  -  Podbiegła  do  niego  w  rozwianym  szlafroku.  - 

Musimy dostać się na brzeg. 

Potarł oczy, wciąŜ nie całkiem przytomny. 

Musimy  się  pośpieszyć.  To  nie  jest  wyraźne  wspomnienie,  tylko  jakby 

ś

wiatełko na granicy mojej pamięci. Pośpiesz się. 

Flynn otrzeźwiał natychmiast. 

Idź na dół, Mollie, i ubierz się. Doprowadzę łódź do pomostu. 

Szybko  zbiegła  po  drabince  pod  pokład,  wyciągnęła  z  walizki  szorty  i 

podkoszulek.  Oczyma  duszy  widziała  paczkę,  owiniętą  w  grubą  folię,  jak 

nauczyła  się  robić  od  kuzynów  w  Kolorado.  Nie  w  domu.  Ale  blisko.  Była... 

Potrząsnęła głową. Była... gdzie? 

Cholera. 

Ubrała się, wsunęła na nogi tenisówki i wróciła na pokład, akurat gdy Flynn 

przycumowywał łódź do pomostu. Wspomnienia znikły. 

Flynn wyłączył silnik i zeskoczył na pomost, 

Chodź, Mollie. 

Za późno - głos jej drŜał. - Zapomniałam. 

background image

 

118

Przypomnisz sobie znowu. Pomogę ci. Przeklinając mgłę spowijającą jej 

umysł, Mollie zeszła z łodzi i dołączyła do Flynna. 

Gdzieś na Stamper Key,  ale nie  wiem  gdzie.  Wszystko  mi  się  zamazało. 

Chyba musiałam o tym śnić i wciąŜ na pół spałam, gdy weszłam na pokład. 

Czy to był maszynopis? 

To była jakby ksiąŜka, owinięta w grubą, plastikową folię. 

Jaka ksiąŜka? Jak duŜa? Luźne kartki? Spięte? Pomyśl, Mollie. 

Zamknęła oczy, usiłując się skupić. Ale pamięć była juŜ pusta, sen zniknął. 

Uciekło mi. 

W domu? - nalegał Flynn. 

MoŜe, ale raczej nie. 

No to gdzie, do diabła? 

Wzdrygnęła się na dźwięk szorstkości w jego głosie. 

Nie złość się. Naprawdę próbuję sobie przypomnieć. 

Flynn  odwrócił  się  i  pomaszerował  wzdłuŜ  pomostu.  Dalej  od  niej.  Jego 

tenisówki dudniły o deski. WciąŜ był bez koszuli, więc widziała napięte mięśnie 

jego karku. Wykonał pół obrotu i zawrócił. 

Cholerny  sposób  na  wyciągnięcie  mnie  z  łóŜka.  Ale  staram  się  być 

cierpliwy. 

PrzecieŜ nie zrobiłam tego specjalnie. 

Rzucił jej niechętne spojrzenie, minął ją i wskoczył na pokład łodzi. 

Flynn? Dokąd idziesz? 

Marianna dała mi klucz do domu. Zaczniemy szukać. 

Nie wiem, czy to jest właśnie tam - ostrzegła go. - Nie pamiętam. 

Daj  sobie  spokój.  Dla  odmiany  spróbujemy  innego  sposobu.  W  domu 

moŜe  być  maszynopis.  Albo  jakaś  wskazówka.  Albo  mapa.  Albo  zanotowane 

współrzędne.  Rozbiorę  ten  cholerny  dom  na  kawałki,  jeśli  będę  musiał,  ale 

znajdę, czego szukamy. 

background image

 

119

Mollie  poddała  się  zniechęceniu.  Usiadła  na  deskach  i  pochyliła  głowę. 

Włosy  opadły  jej  na  twarz,  dłonie  zacisnęła  w  pięści.  Była  tak  blisko!  Miała 

przed oczami ksiąŜkę opakowaną w gruby plastik. 

Tak  blisko.  A  jednak  tak  daleko.  We  śnie  mogła  niemal  dotknąć  gładkiego 

pakunku. 

Flynn wrócił, ujął ją pod pachy i postawił na nogi. Spojrzała mu w oczy, ale 

nie dostrzegła ani śladu miłości, która połączyła ich ostatniej nocy. Był zimny i 

odległy, a jednak garnęła się do niego, pragnąc jego dotyku. 

Gdy dotknęła jego piersi, wzdrygnął się lekko. Mollie objęła go, ale pozostał 

sztywny.  Czy  to  moŜliwe,  Ŝe  to  ten  sam  męŜczyzna,  który  kochał  ją  ostatniej 

nocy  z  taką  namiętnością?  Oczywiście.  Tylko  Ŝe  dziś  był  juŜ  następny  dzień. 

Flynn juŜ nie musi być dla niej miły, bo dostał, czego chciał. 

Nie  dbał o  nią,  tylko  o  „Klucz".  Chciał  znaleźć  zaginiony  maszynopis,  więc 

wykorzystywał ją w poszukiwaniach. Ale czyŜ nie wiedziała tego od początku? 

Odepchnęła go. 

Lepiej nie zaczynaj rozbierać domu na kawałki. Jeśli to zrobisz, będziesz 

po prostu wandalem. Nie lepszym od Rafaela Escobara. 

Odwrpciła się na pięcie i pomaszerowała ku hacjendzie. Flynn szedł za nią. 

Masz jakiś pomysł? - zapytał. - Od czego zaczniemy? 

Nie martw się, chciałabym znaleźć tę cholerną ksiąŜkę tak samo jak ty. - 

Zawód sprawił, Ŝe dodała: - 

ś

ebym  w  końcu  mogła  się  uwolnić  od  ciebie  i 

twoich Ŝądań. 

A cóŜ to ma oznaczać? 

Spiesznym  krokiem  przecięła  zarośnięte  podwórze,  nie  odwaŜając  się 

spojrzeć na Flynna. 

Chcę  jak  najszybciej  zakończyć  to  poszukiwanie  skarbów,  Ŝebym  mogła 

wrócić do mojego prawdziwego Ŝycia. 

Dogonił ją i złapał za ramię. 

Mollie? 

background image

 

120

Zostaw mnie w spokoju - wyrwała ramię. 

Nie mogę cię zostawić. ZaleŜy mi na tobie. 

Och,  proszę,  nie  zaczynaj  teraz  kłamać.  -  Obeszła  dom  od  frontu  i 

odwróciła się. - Zrobiłam, co chciałeś. Jakim prawem złościsz się na mnie? 

Mam prawo! – Uderzył pięścią w ścianę hacjendy. - 

Dwa 

miesiące 

trwało, zanim przekonałem cię, byś mi towarzyszyła. Załatwiłem pieniądze na tę 

wyprawę. Pokłóciłem się zwydawcą. A teraz ściga mnie Edleman. 

Oddalił  się  od  Mollie  z  gniewem  w  oczach,  usiłując  się  opanować.  Nie  tak 

wyobraŜał sobie ten ranek. Chciał leniwie spędzić godziny świtu, kochać się w 

dziennym  świetle,  przytulać  Mollie.  Nie  chciał  się  kłócić.  Wydawało  mu  się 

niemal, Ŝe Mollie go prowokuje, odsuwa od siebie. 

Spojrzał  na  nią,  stojącą  z  potarganymi  włosami  i  płonącymi  oczyma,  i 

zapragnął kochać się z nią. Nie kłócić. 

Dlaczego to robisz? 

Próbuję  pomóc.  Jak  inteligentnie  zauwaŜyłeś,  ściga  cię  Edleman.  A  za 

chwilę prawdopodobnie pojawi się tu Rafael Escobar z gromadą poszukiwaczy. 

Do  diabła.  -  Kopnął  jakiś  chwast.  -  Dlaczego  rwój  ojciec  w  ogóle  ukrył 

„Klucz"? 

Bo  był  paranoikiem!  -  wrzasnęła.  -  Mówiłam  ci  to  juŜ  dziesiątki  razy! 

Pamiętam  na  przykład  taką  scenę  tu,  na  patio,  kiedy  ojciec  wyrzucał  z  pracy 

kucharkę.  Miała  na  imię  Wendy.  Widzę  ją,  jak  tu  stoi,  w  czerwonej  sukni,  ze 

złotym  serduszkiem  na  szyi,  i  płacze.  A  ojciec  mówi  surowym  tonem:  „Twoje 

łzy mnie nie wzruszają. Wiem, Ŝe szpiegujesz mnie dla Hitlera". A to się działo 

w latach siedemdziesiątych. 

Flynn wpatrywał się w Mollie. 

To  bardzo  dokładny  obraz.  Zdajesz  sobie  sprawę,  jak  wyraźnie 

zapamiętałaś tę scenę? 

To co? 

background image

 

121

MoŜe blokada pamięci znika. - Zrobił krok w jej stronę. - MoŜe odzyskasz 

swoją przeszłość. 

A  jeśli  jej  nie  chcę?  A  jeśli  wolałabym  mieć  zwykłe,  nieciekawe 

wspomnienia przeciętnego dziecka? 

To  niemoŜliwe,  bo  ty  sama  nie  jesteś  przeciętna.  I  nie  ma  to  nic 

wspólnego z twoimi rodzicami. Jesteś kimś wyjątkowym, Mollie. 

Fajnie. Tylko Ŝe ja nie potrzebuję takiej wyjątkowości. 

Oparła się o ścianę z obłaŜącą farbą i pozwoliła, by poranne słońce oświetliło 

jej twarz. Czuła ból i gniew. Jej uczucia były tak pomieszane jak dzikie kwiaty i 

chwasty  obrastające  dom  jej  ojca.  Pewnie,  Ŝe  chciała  odzyskać  wspomnienia. 

Ale równocześnie bała się ich. 

Zamknęła  oczy  i  skupiła  się.  KsiąŜka,  zawinięta  w  plastik.  W  ciemnym 

miejscu.  Ale  słychać  było  ptaki.  Światło  słoneczne  teŜ  tam  było.  W  jej 

wspomnieniu nad głową pojawiły się liście. Nagle przypomniała sobie. 

Domek na drzewie. 

Podbiegła  do  starego  dębu  przed  domem.  Ciemne  gałęzie,  pozbawione  liści, 

wyciągały  ramiona  ku  niebu.  Resztki  domku  ze  sklejki  wciąŜ  na  nich  tkwiły. 

Tam,  na  górze,  było  zagłębienie,  rodzaj  dziupli,  w  którym  chowała  swoje 

skarby. 

Złapała niską gałąź i podciągnęła się. 

Tam jest. KsiąŜka zawinięta w plastik. 

OstroŜnie, Mollie. To drzewo wygląda na spróchniałe. 

Wdrapywała  się  ostroŜnie,  aŜ,  cztery  metry  nad  ziemią,  dotarła  do  domku. 

Dawno  temu,  gdy  drzewo  miało  zielone  liście,  chowała  się  tam,  obserwując 

kręcących się na dole ludzi. 

Przysiadła na przegniłej podłodze domku, opierając się  mocno o konary.  Na 

poziomie  oczu  miała  grubą  dechę,  wiszącą  na  jednym,  wielkim  gwoździu, 

zakrywającą  dziuplę.  Mollie  spróbowała  ją  odsunąć,  ale  gwóźdź  zardzewiał  i 

deska mocno się trzymała. 

background image

 

122

Potrzebuję młotka - zawołała do Flynna. - Albo łomu. 

Patrzyła z góry, jak biegnie na werandę. Wyciągnął stamtąd kawałek belki. 

A to wystarczy? 

Spróbuję. 

Flynn  wdrapał  się  na  drzewo  i  podał  jej  belkę.  Podczas  gdy  męczyła  się, 

usiłując  zrobić  z  belki  dźwignię,  udało  mu  się  usadowić  obok.  Mollie  złamała 

paznokieć. 

MoŜe ja? - zaproponował Flynn. 

Próbuj.  -  Odsunęła  się,  robiąc  mu  miejsce.  -  Za  tą  deską  jest  dziuplą,  w 

której jako dziecko chowałam swoje skarby. 

Flynn  oderwał  deskę  gołymi  rękoma,  odsłaniając  dziuplę.  Jej  brzegi  były 

gładkie, ale wilgotne. 

Normalnie  Mollie  nie  odwaŜyłaby  się  wsunąć  ręki  w  głąb  spróchniałego 

drzewa, szczególnie w kraju obfitującym we wszelkie robactwo i jaszczurki. Ale 

to  było  coś  innego.  WłoŜyła  ramię  w  dziuplę  i  namacała  coś  miękkiego  i 

gruzełkowatego. Odruchowo cofnęła dłoń. To na pewno nie był maszynopis. 

Fuj, nie wiem, co tam jest, ale w dotyku jest obrzydliwe. 

MoŜe wolisz, Ŝebym ja to wyciągnął? 

Pokręciła głową. To byty jej wspomnienia, więc ona powinna wydobyć je na 

ś

wiatło  dzienne.  Zacisnęła  zęby,  sięgnęła  jeszcze  raz  i  wyciągnęła  zamszowy 

woreczek.  Otworzyła  go  i  wysypała  dwadzieścia  czy  irzydzieści  szklanych 

kulek. 

Moje skarby - roześmiała się. 

Była  tam  takŜe  broszka  i  tandetny  naszyjnik,  starannie  zawinięte  w 

bawełniane  szmatki.  Gdy  Mollie  ponownie  sięgnęła  w  głąb  dziupli,  namacała 

gładki plastik. 

Jest - powiedziała. - Mam! 

background image

 

123

OstroŜnie  wyciągnęła  paczkę,  owiniętą  folią.  Ale  kształt  nie  pasował  do 

wymiarów  maszynopisu.  Trzymała  w  rękach  małą,  grubą  ksiąŜeczkę.  Mollie 

zdarła plastik i przesunęła palcem po złotych literach na zniszczonej okładce. 

„Mój  pamiętnik"  -  przeczytała  na  głos  ze  zdumieniem  i  zachwytem.  - 

Wiedziałam we śnie, Ŝe chodzi o sekret, ale to mój własny, osobisty sekret mnie 

przyzywał. Nie „Klucz". 

Otworzyła  ksiąŜeczkę  i  przyjrzała  się  dziecinnemu  pismu  na  pierwszej 

stronie. 

Dziś  skończyłam  dziewięć  lat  -  przeczytała  i  potrząsnęła  głową.  -  Czy  to 

moŜliwe, Ŝe byłam kiedyś taka młoda? 

Wszyscy byliśmy. Pełni marzeń i sekretów. - Flynn przechylił się, ujął jej 

dłoń i uścisnął. - Zrobiłaś cenne odkrycie, Mollie. 

Mój  pamiętnik?  Bzdury  zapisywane  przez  dziecko?  -  Otworzyła  na 

ostatniej  stronie  i  spojrzała  na  datę.  -  Ostatni  wpis  zrobiłam,  gdy  miałam 

dwanaście lat. 

Trzy  lata  Ŝycia  Mollie  Locke.  Powinno  ci  to  pomóc  w  odzyskaniu 

pamięci. 

Ale  jeśli  chodzi  o  znalezienie  maszynopisu,  pewnie  nie  ma  znaczenia.  - 

Spojrzała na Flynna. - Chyba Ŝe coś tu na ten temat zanotowałam. 

Zajmiemy się tym. A teraz, czy mogę ci pomóc zejść z drzewa? 

Udało im się bezpiecznie wrócić na ziemię. Mollie tuliła do piersi pamiętnik. 

Niecierpliwie  czekała,  kiedy  będzie  mogła  zacząć  czytać,  przywołać  swoje 

dzieciństwo  tak,  jak  je  zarejestrowała.  Nie  z  fotografii.  Nie  ze  wspomnień 

Marscela  czy  Marianny.  Pamiętnik  był  jej  własnym  komentarzem  do  czasu,  o 

którym zapomniała. Pomimo niecierpliwości zapytała Flynna: 

Czy uwaŜasz, Ŝe powinniśmy teraz przeszukać dom? 

Najpierw napijmy się kawy. 

Po  powrocie  na  łódź  Flynn  zszedł  pod  pokład,  by  przygotować  śniadanie,  a 

Mollie  została  na  górze  z  pamiętnikiem.  Przerzucała  strony  na  chybił  trafił, 

background image

 

124

zerkając  na  daty  i  odkrywając,  Ŝe  nie  była  zbyt  systematycznym  kronikarzem. 

Czasami  pisała  codziennie  przez  tydzień,  czasami  zaś  brakowało  całego 

miesiąca. 

Flyml  przyniósł  tacę  z  kawą,  jajecznicą,  serem  i  papryką.  I  smaŜonymi 

ostrygami, które zapakowała im Marianna. 

Znalazłaś coś ciekawego? - zapytał. 

Miałam  ukochanego  kota  imieniem  Lola.  -  Ujęła  widelec  i  nabrała 

jajecznicy. - To dziwne. Ledwo go pamiętam. 

Flynn  przyjrzał  się  Mollie  uwaŜnie.  Wydawała  się  jakaś  daleka  i  jakby 

wytrącona z równowagi. Nie rozgniewana. Raczej wyprana z uczuć. 

Z  kolei  jego  uczucia  aŜ  się  gotowały.  PoŜądanie.  Gniew.  Strach.  I  troska, 

która przypominała miłość. Chciał wiedzieć o niej wszystko. I to go przeraŜało. 

Nigdy, przez całe trzydzieści pięć lat Ŝycia, nie pragnął stałego związku. Teraz 

juŜ nie mógł sobie wyobrazić Ŝycia bez Mollie. 

Kiedy przez to wszystko przebrniemy - powiedział - chciałbym, Ŝebyśmy 

zostali razem. 

Porozmawiamy o tym, kiedy przebrniemy. 

Odstawił talerz i łyknął kawy. 

Czyli dzisiaj zajmiemy się czytaniem twojego pamiętnika? 

My? - potrząsnęła głową. - Nic z tego. To prywatna sprawa. Nie mówiąc 

juŜ o tym, Ŝe dość krępujące jest odkrycie, jakim dziwacznym dzieckiem byłam. 

Ja  się  zajmę  pamiętnikiem.  Sama.  Obiecuję  powiedzieć  ci,  jeśli  znajdę 

cokolwiek  o  „Kluczu"  albo  jakieś  niejasne  wzmianki  o  południkach  i 

zwrotnikach. 

Czy najpierw przeszukamy dom? 

Jeśli  chcesz,  to  moŜemy.  Ale  wolałabym  najpierw  przeczytać  pamiętnik. 

MoŜe  znajdę  jakąś  oczywistą  wskazówkę.  Coś,  co  nam  oszczędzi  czasu  i 

wysiłku. 

background image

 

125

Rozumiem.  -  Zerknął  w  stronę  hacjendy.  -Mnie  teŜ  nie  podnieca 

specjalnie myśl o przekopywaniu się przez śmieci. 

To będzie ostateczność - przytaknęła. 

Mollie została z pamiętnikiem, Flynn zszedł na dół posprzątać. Posła! łóŜko, 

poskładał ubrania i zerknął na zegarek. Była zaledwie dziesiąta. 

Gdy  wrócił  na  pokład,  Mollie  leŜała  na  brzuchu,  pogrąŜona  w  czytaniu.  Z 

przyjemnością  patrzył  na  jej  rozrzucone  włosy,  na  sposób,  w  jaki  krzyŜowali 

nogi  w  kostkach.  Pragnął  ją  dotknąć,  pocałować.  Przesunął  spojrzeniem  po 

puszku  pokrywającym  jej  ramiona,  po  cienkich  przegubach  i  szczupłych 

dłoniach. 

MoŜe chcesz olejek do opalania? 

Nie, dziękuję - odpowiedziała nieprzytomnie. 

Coś do picia? 

Nie. 

A moŜe... 

Flynn, nic mi nie trzeba. - Uniosła wzrok. - Czy mam przestać czytać? 

Chyba  nie  -  powiedział  z  rezygnacją.  -  Pójdę  na  brzeg.  Na  wypadek 

gdyby pojawił się Rafael albo jakiś  inny poszukiwacz. 

Ś

wietnie. 

I  chciałbym  dzisiaj  znaleźć  jakiś  telefon.  Powinienem  zadzwonić  do 

wydawnictwa i dowiedzieć się, czego chce Edleman. 

Z powrotem do Marianny? 

Key Largo jest bliŜej. I znałem tam kiedyś jednego faceta. 

Jak chcesz, Flynn. 

Po  dwóch  godzinach  chodzenia  po  dawnym  ogrodzie,  oglądania  przystani 

wraz z hangarem na łodzie i grzebania przy podstawie zegara słonecznego Flynn 

zdał  sobie  sprawę,  w  jakim  stopniu  to  Mollie  kierowała  poszukiwaniami. 

Samotne  próby  wydawały  mu  się  bezsensowne.  Lepiej  do  tego  przywyknij, 

powiedział sobie, Mollie nie będzie z tobą na zawsze. 

background image

 

126

Gdy pojawił się Rafael, Flynn poczuł niemal ulgę. Piraci na Keys mieli opinię 

twardych  i  bezwzględnych,  ale  Flynn  dojrzał  właśnie  do  jakiejś  akcji,  do 

jakiegoś starcia, w którym byliby wygrani i przegrani. 

Cześć, Rafael. 

Cześć,  kowboju.  -  Z  samochodu  wysiadło  jeszcze  dwóch  męŜczyzn.  - 

Poznaj moich kuzynów. 

Na widok łomów w ich rękach Flynn uśmiechnął się zimno. Z przyjemnością 

rozwali coś albo kogoś. 

Co tu robicie? 

Myśleliśmy, Ŝe moŜe przyda ci się pomoc. 

Nie potrzebuję pomocy. 

WyŜszy z kuzynów Rafaela podszedł bliŜej i Flynn spręŜył się. 

A moŜe juŜ znalazłeś ten skarb? - zapytał kuzyn. 

Jeśli nawet, to co? 

Weźmiemy połowę. - Kiwnął głową do Rafaela i drugiego męŜczyzny. - 

Tak będzie sprawiedliwie, nie? 

Nie.  -  Rafael  potrząsnął  głową.  -  To  nie  będzie  w  porządku.  Marianna 

powyrywałaby  nam.  -  Przerzucił  się  na  hiszpański  i  powiedział  coś  bardzo 

szybko.  Obaj  kuzyni  cofnęli  się.  Rafael  znów  zwrócił  się  do  Flynna,  - 

Powiedziałem  im,  Ŝe  szukasz  ksiąŜki  i  Ŝe  dla  nas  nie  ma  w  tym  Ŝadnych 

pieniędzy. 

No więc, powtarzam, co tu robicie? 

Ochrona.  -  Rafael  szeroko  rozłoŜył  ręce.  -  Ten  Edleman  zadzwonił 

jeszcze raz. Jest w Miami. Więc przyszło mi do głowy, Ŝe tobie i pannie Locke 

przyda się ktoś do pilnowania domu. Nie? 

To  nie  jest  zły  pomysł,  pomyślał  Flynn.  JeŜeli  Escobarowie  przypilnują 

domu, to on moŜe popłynąć na Key Largo i zadzwonić do wydawnictwa. No i 

nie pojawią się tu inni poszukiwacze skarbów. 

background image

 

127

Zrobimy  tak  -  zdecydował,  obejmując  Rafaela  za  ramiona.  -  Wy 

przypilnujecie domu. MoŜecie wejść do środka i rozejrzeć się, pod warunkiem, 

Ŝ

e  nie  zniszczycie  Ŝadnych  papierów.  -  Flynn  wyciągnął  z  portfela  ostatni 

studolarowy  banknot,  pocałował  go  i  przedarł  na  pół.  -  Drugą  połowę 

dostaniecie, gdy to się skończy. 

Ale  tylko  jeden  dzień,  Flynn  -  zastrzegł  Rafael.  -  Stówa  dziennie.  To 

nasza stawka. 

Flynn zostawił ich, gdy wyciągali skrzynkę piwa z bagaŜnika. Wrócił na łódź. 

Znalazłaś coś? - zapytał Mollie. 

Nic.  -  Ale  gdy  podniosła  na  niego  wzrok,  dostrzegł  cierpienie  w  jej 

oczach. 

Chcesz porozmawiać? 

Nie. - Wróciła do pamiętnika. 

Jestem tu, gdybyś mnie potrzebowała. Płyniemy na Key Largo. 

Key Largo był połoŜony najbliŜej stałego lądu Florydy i stanowił bazę wielu 

firm  wynajmu  łodzi  i  ekspedycji  nurków.  Roiło  się  tam  od  łodzi  i  zazwyczaj 

trudno  było  przycumować,  ale  Flynn  porozumiał  się  przez  radio  ze  swoim 

starym  kumplem,  Jackie  Samsonem,  który  organizował  wycieczki  morskie  na 

łodziach. Na szczęście Jackie zaprosił Flynna do swojej przystani. 

Po przycumowaniu Flynn zwrócił się do Mollie. 

Jesteśmy na miejscu - powiedział. - Wychodzimy na brzeg. 

Wolałabym tu zostać i czytać. 

Masz coś nowego? 

Właśnie  skończyłam  dziewięć  lat.  Na  wycieczce  rybackiej  na  Tortugę 

złapałam  rybę.  -  Usiadła  prosto.  -  Ze  wstydem  przyznaję,  Ŝe  strasznie  duŜo 

czasu zajmuje mi odcyfrowanie moich bazgrołów. 

Jest coś na temat „Klucza"? 

background image

 

128

Ani  słowa.  Natomiast  ja  byłam  wówczas  absolutnie  przekonana,  Ŝe 

powinnam  pisać,  jak  mój  ojciec.  Oczywiście,  pisałabym  o  znacznie 

waŜniejszych rzeczach. Na przykład o kosmosie. 

Jej  spokojny  głos  obudził  we  Flynnie nadzieję,  Ŝe  moŜe  Mollie  odnajdzie  w 

dzieciństwie nie tylko cierpienie, ale i swoisty urok. 

Zrób  sobie  przerwę  i  chodź  ze  mną  na  brzeg.  Chciałbym,  Ŝebyś  poznała 

Jackie'ego. 

Kogo? 

Jackie  Samsona.  Faceta,  w  którego  przystani  przycumowaliśmy. 

Poznaliśmy  się  wieki  temu  na  Bahamach.  Prowadzi  wycieczki  w  łodziach  o 

przezroczystym dnie. 

Dobrze, Flynn. MoŜe trochę później? 

Chciał  protestować,  wymyślił  setkę  powodów,  dla  których  powinna  z  nim 

pójść,  ale  w  końcu  nic  nie  powiedział.  Flynn  zdawał  sobie  sprawę,  Ŝe 

samolubnie pragnie jej towarzystwa. Lepiej dać jej luz, jakiego potrzebowała. 

Dobra, za godzinę będę z powrotem. 

Nie śpiesz się. 

Ś

ledziła wzrokiem, jak Flynn oddala się wzdłuŜ pirsu. Westchnęła i powróciła 

do lektury. Minęła juŜ swoje dziesiąte urodziny, gdy znalazła dziwny zapis: Czy 

alkohol pali się jak propan? Z nagłą jasnością przypomniała sobie, Ŝe to samo 

pytanie zadała kiedyś ojcu. Czy alkohol pali się jak propan? 

Siedzieli przy stole w jadalni. Ojciec nie jadł, tylko pił. Rozzłościł się na nią 

za to pytanie. Uznał, Ŝe Mollie oskarŜa go o nadmierne picie, albo o to, Ŝe jest 

aiebezpiecznie łatwopalny. Niewyraźnie powiedział jej: „Ty jesteś dzieckiem. Ja 

jestem dorosły. Nie mów mi, co mam robić, Mollie". 

A  potem  zaczął  się  śmiać  i  śmiać,  a  ona  siedziała  przy  stole  sztywno,  jakby 

kij  połknęła.  Uniósł  szklankę,  pijąc  do  niej.  Bardzo  wyraźnie  usłyszała  teraz 

jego głos: „Kocham cię, Zielonooka. Zawsze pamiętaj, ze cię kocham". 

background image

 

129

Naprawdę?  Niewidzącym  spojrzeniem  wpatrywała  się  przed  siebie.  Ojciec 

kochał ją tak bardzo, Ŝe nie potrafił pozostać trzeźwy. Tak bardzo, Ŝe musiała go 

sągnąć  do  łóŜka  i  okrywać  kocem.  Tak  bardzo,  Ŝe  zapominał  o  wszystkich 

obietnicach. I deptał kaŜde marzenie. 

Mollie  wstała  gwałtownie.  Uniosła  pamiętnik,  gotowa  rzucić  go  w  morze. 

Zrobiłaby  to,  gdyby  w  ten  sposób  udało  jej  się  zatopić  wspomnienia.  Ale 

wiedziała juŜ, Ŝe nie ma od nich ucieczki. 

Poza  tym,  pomyślała  z  goryczą,  w  pamiętniku  moŜe  być  jakaś  wzmianka  o 

miejscu ukrycia „Klucza". Flynn byłby wściekły, gdyby zaprzepaściła tę szansę. 

Chciał znaleźć maszynopis i dzięki temu zrobić akademicką karierę. A tylko ona 

mogła mu w tym pomóc. 

Ale niby czemu miałaby to robić? 

Wetknęła pamiętnik pod pachę, zeszła z łodzi i ruszyła wzdłuŜ pirsu. Powinna 

tu  Flynna  zostawić,  wyjechać.  Tylko  dokąd?  Do  domu?  śałowała,  Ŝe 

kiedykolwiek z niego wyjechała. Jej stany lękowe były niczym w porównaniu z 

wściekłością, jaka opanowała ją w Central Parku. Gdzie był jej dom? Chicago. 

Manhattan.  Jakie  to  dziwne,  Ŝe  Manhattan  nie  obudził  Ŝadnych  wspomnień  o 

Siergieju.  Przez  lata  sądziła,  Ŝe  byt  jej  wielką  miłością  i  tragicznym 

rozczarowaniem. Ale ich romans był niczym. A Flynn? Czy tak samo będzie z 

Flynnem? 

Czy  zachowała  się  jak  idiotka?  Mollie  przyspieszyła  kroku.  Jedno 

wspomnienie  bolało  mocniej  niŜ  pozostałe.  Ale  było  to  wspomnienie  nie  z 

odległej  przeszłości,  lecz  z  ostatniej  nocy.  Nie  powinna  była  kochać  się  z 

Flynnem. Nic z tego nie moŜe wyniknąć. Nic poza cierpieniem. 

Jeśli o nią chodziło, to poszukiwanie skarbu było skończone. 

  

 

 

 

background image

 

130

ROZDZIAŁ 13 

 

W  barze  na  nabrzeŜu  Flynn  przyciskał  słuchawkę  telefoniczną  mocno  do 

ucha, usiłując zrozumieć, co mówi jego redaktorka. Sądząc z jej słów, wszystko 

mu wybaczono. 

A co z Edlemanem? - zapytał. - Dlaczego jest w Miami? 

Zaproponował,  Ŝe  będzie  pośrednikiem.  Oboje  jesteście  wykładowcami. 

Oboje  zajmujecie  się  zawodowo  Woodrowem  Locke'em.  Myślałam,  Ŝe  moŜe 

będzie w stanie przywołać cię do porządku w sprawie pracy nad biografią. 

Przywołać do porządku? 

Musisz wreszcie podejść do sprawy serio, Flynn. 

Redaktorka  kontynuowała  wyjaśnienia,  a  Flynn  wyciągał  własne  wnioski: 

najwyraźniej w wydawnictwie stwierdzono, Ŝe nie moŜna na nim polegać, a Ed-

ieman pragnie to wykorzystać, by zająć jego miejsce. 

MoŜe to nie jest taki zły pomysł, Ŝeby ktoś inny pisał tę biografię. Od kiedy 

poznał  Mollie,  jego  pogląd  na  dawnego  Woodrowa  Locke'a  nieco  się  zmienił. 

Flynn nie był juŜ pewien, czy potrafi przedstawić pisarza obiektywnie. 

Ktoś wrzucił monetę do szafy grającej, zagłuszając azeźwe uwagi redaktorki. 

Jak mam znaleźć Edlemana? - wrzasnął do telefonu. 

Powiedz mi, gdzie jesteś - odkrzyknęła redaktorka. - On juŜ cię znajdzie. 

To bardzo uparty człowiek. 

Flynn  podał  adres  firmy  Jackie  Samsona,  obiecał  pozostać  w  kontakcie  i 

rozłączył się. 

Podszedł  do  baru,  zamówił  piwo  i  zaczął  się  zastanawiać,  czy  kompletnie 

stracił  rozum.  Wyrzec  się  napisania  biografii?  Czy  rzeczywiście  powaŜnie 

rozwaŜa  wycofanie  się  z  takiego  zadania?  Marscel  by  go  zabił.  Naukową 

reputację Flynna diabli by wzięli. Jego wydawcom teŜ się to nie spodoba. 

Ale  Mollie  ucieszyłaby  się.  Gdyby  sprawa  biografii  przestała  ich  dzielić, 

gdyby  Mollie  nie  miała  podstaw  do  podejrzeń,  Ŝe  Flynn  ją  wykorzystuje, 

background image

 

131

mogliby  zbudować  razem  jakąś  przyszłość.  Pociągnął  duŜy  łyk  piwa  i 

zmarszczył  brwi.  Zadowolenie  bądź  niezadowolenie  Mollie  nie  powinny  mieć 

wpływu na decyzje zawodowe. 

Zostawił  nie  dopite  piwo  i  ruszył  z  powrotem.  Po  drodze  kupił  krewetki, 

ś

wieŜy chleb, kiwi, sok i tuzin czerwonych róŜ. 

Do przystani dotarł wciąŜ niezdecydowany. Mollie nie prosiła go, by odstąpił 

od  pisania  biografii.  Ani  od  poszukiwań  „Klucza,".  A  jednak,  niewątpliwie, 

wykorzystywał ją. 

Nie  chciał  myśleć  o  sobie  w  ten  sposób.  Wpatrywał  się  w  przestrzeń,  poza 

lazurową  wodą,  białymi  masztami  i  ulotnym  błękitem  nieba.  Morze  powinno 

było  go  uspokoić.  Lekka  bryza,  tańcząca  wśród  palm  kokosowych,  powinna 

była  oczyścić  jego  umysł  z  niezdecydowania.  Zamiast  tego  stał  na  pomoście  i 

wyobraŜał  sobie  Mollie  podróŜującą  z  nim  przez  morze.  Do  Arktyki,  na 

Karaiby,  po  Morzu  Śródziemnym.  śeglowaliby  razem,  lataliby  razem,  a  ona 

nigdy nie byłaby mu cięŜarem. Jej eklektyczne dzieciństwo przygotowało ją do 

przeŜywania  przygód.  DuŜo  podróŜowała  i  niełatwo  było  zrobić  na  niej 

wraŜenie. Jej opinia miałaby wielkie znaczenie. Nawet jego, Flynna, potrafiłaby 

nauczyć czegoś nowego, 

Przemierzał  przystań,  godząc  się  z  myślą,  Ŝe  Mollie  jest  idealną  dla  niego 

kobietą. Podchodząc do łodzi, był gotów upaść na kolana i poprosić Mollie, by z 

nim zamieszkała. I równie gotów uciec gdzie pieprz rośnie, gdyby się zgodziła. 

Było wpół do drugiej. Nie zastał Mollie na pokładzie. Zszedł na dół. 

Mollie? Gdzie jesteś? 

Rzucił paczki na niewielki kuchenny stolik i sprawdził kabinę sypialną. Była 

pusta. Tak samo jak reszta łodzi. 

Serce  zabiło  mu  szybciej,  panika  podchodziła  do  gardła,  gdy  tak  stał  na 

pokładzie,  rozglądając  się  na  wszystkie  strony.  CzyŜby  zbyt  późno  podjął 

decyzję? CzyŜby Mollie odeszła? 

background image

 

132

Flynn nakazał sobie spokój. Była dorosłą, rozsądną kobietą, która nie mogła 

tak  po  prostu  zniknąć.  Prawdopodobnie  poszła  coś  zjeść  i  zaraz  wróci.  Ale 

minuty mijały, a Mollie wciąŜ nie było. O drugiej nie mógł juŜ tego wytrzymać. 

Zeskoczył z łodzi i ruszył do baraczku Jackie'ego Samsona. 

Cześć,  Jackie.  Czy  widziałeś  dziewczynę,  która  przypłynęła  razem  ze 

mną? 

Jasne. - Jackie pohuśtał się na krześle. - Zawsze miałeś oko na ładną parę 

nóg. 

Gdzie poszła? 

Coś  ty  taki  spięty,  koleś?  Czy  to  jest  właśnie  ta  dama,  która  w  końcu 

weźmie cię na smycz i zmusi do ustatkowania się? 

No właśnie, czy to ona? 

To podróŜ w interesach. 

Interesy,  tak?  -  Twarz  Jackie'ego  rozjaśnił  porozumiewawczy  uśmiech.  - 

Oj, widzę, Ŝe nieźle cię wzięło, koleś. 

Powiedz tylko, dokąd poszła. Jackie wskazał na wschód. 

Zaprosisz mnie na ślub? 

Nie  mamy  takich  planów  -  mruknął  Flynn,  ruszając  we  wskazanym 

kierunku. 

Szedł  powoli,  rozglądając  się  uwaŜnie,  zaglądając  we  wszystkie  twarze. 

Gdzie była? Sprawdził sklepy i kawiarnie. MoŜe coś się jej stało? Czy powinien 

porozumieć się z policją? Nie, to bez sensu. Roześmieliby się  tylko. 

Na  plaŜy  zwolnił.  Było  tu tyle  ludzi, Ŝe  mógł przegapić  Mollie.  A  jednak  to 

właśnie  było  najbardziej  prawdopodobne  miejsce.  Mollie  dobrze  czuła  się  w 

tłumie.  Przyglądał  się  opalającym  się  nastolatkom  w  miniaturowych  bikini, 

brązowym  dzieciom  taplającym  się  przy  brzegu,  rozsądnym  matkom  pod 

parasolami. Ani śladu Mollie. 

Coś musiało się stać. Flynn schował dumę do kieszeni, wrócił do baru i zaczął 

telefonować do szpitali, straŜy przybrzeŜnej i policji. Bez rezultatu. 

background image

 

133

O czwartej chodził tam i z powrotem po pokładzie. Nie był w odpowiednim 

nastroju,  by  negocjowania  z  Edlemanem.  Ale  to  właśnie  Edleman  we  własnej 

osobie pojawił się na pomoście. 

Ach,  cóŜ  za  zdumiewający  przypadek  -  powiedział  Edleman.  -  Witaj, 

Flynn. 

Nie mogę teraz z tobą rozmawiać. 

Jak tam Mollie? 

Choć  Flynn  usiłował  zachować  kamienną  twarz.  Edleman  rozszyfrował  go 

bez trudu. 

Och,  to  straszne  -  udał  zmartwionego.  -  CzyŜbyście  się  rozstali?  MoŜe 

powinienem pocieszyć piękną pannę Locke? 

Mollie  nie  ma.  -  Flynn  usiadł  po  turecku  na  pokładzie,  nabrał  w  płuca 

powietrza.  -  No  dobrze,  Edleman.  Znalazłeś  mnie.  Mów,  co  masz  do 

zaproponowania. 

Szczerze mówiąc, drogi kolego, właściwie straciłeś szansę na tę biografię. 

Nie  dotrzymywałeś  terminów  i  utrudniałeś  współpracę.  To  moŜe  być  do 

zaakceptowania  u  pisarza  powieści  sensacyjnych.  -  Ton  Edlemana  wyraźnie 

sugerował,  Ŝe  nawet  rachunki  z  pralni  są  lepszą  literaturą  niŜ  powieści 

sensacyjne. 

Więc proponujesz, Ŝe mnie uwolnisz od tego oięŜaru? 

Krótko mówiąc, tak. 

Po  co  się  trudzisz  rozmową  ze  mną?  Nawet  jeśli  ja  się  zgodzę  i  tak 

będziesz jeszcze musiał poradzić sobie z Marscelem. 

Nie.  Umowa  z  wydawnictwem  uciszy  Marscela.  Na  okładce  pojawią  się 

nazwiska nas obu. 

Edlemanowi niemal  ślinka  ciekła na  myśl  o  takiej  okazji,  a  Flynn  zaskoczył 

sam  siebie,  rozwaŜając  tę  ofertę.  Gdyby  oddał  temu  pajacowi  napisanie 

biografii,  Mollie  uwierzyłaby  wreszcie,  Ŝe  Flynn  nie  chce  jej  wykorzystywać. 

background image

 

134

Poza  tym  nie  musiałby  się  głowić,  co  zrobić  ze  swoją  negatywną  opinią  o 

Woodrowie Locke'u. 

Ale była i druga strona medalu. Jeśli Flynn się wycofa, runie marzenie Johna 

Marscela o rzetelnej biografii. A Edleman będzie prześladował Mollie prośbami 

o spotkania, będzie znowu grzebał w jej przeszłości. 

MoŜesz wyłączyć z tego Mollie? Bez wywiadów? 

Niepotrzebne mi wywiady z nią, 

Flynn nigdy się nie poddawał. Ale ta decyzja była trudniejsza niŜ pokonanie 

ostatnich  stu  metrów  skalnej  ściany.  Jeśli  się  wycofa,  zdobędzie  Mollie.  Ona 

zrozumie jego poświęcenie. Doceni, Ŝe wybrał ją, a nie sławę i pieniądze. 

Ale  jeśli  się  wycofa,  nie  będzie  sobą.  A  jeśli  ona  nie  jest  w  stanie 

zaakceptować go takim, jakim jest... 

Niestety, Edleman, nie zgadzam się. 

Oczywiście,  spodziewałem  się  oporu  z  twojej  strony.  -  Edleman  sięgnął 

do  kieszeni  spodni,  wyciągnął  portfel  i  wyjął  z  niego  czek.  -  Jestem  gotów 

złoŜyć  ci  solidną,  finansową  propozycję.  Widzisz,  Flynn,  ja  nie  potrzebuję 

pieniędzy  za  tę  ksiąŜkę.  A  ty  tak.  Twój  wydawca  powiedział  mi,  Ŝe  nie  tylko 

wydałeś sporą zaliczkę, ale jeszcze zadłuŜyłeś się. 

Pieniądze  nie  mają  znaczenia.  -  Flynn  wzruszył  ramionami.  -  Gdy 

przedstawię  w  wydawnictwie  całą,  nieznaną,  zaginioną  ksiąŜkę  Woodrowa 

Locke'a, będę mógł dyktować warunki. 

Ale  „Klucz"  moŜe  w  ogóle  nie  istnieć.  Mollie  wyraźnie  powiedziała  to 

podczas  tego  nieprzyjemnego  spotkania  w  Nowym  Jorku.  I  o  ile  sobie 

przypominam, ty teŜ nie byłeś pewien. 

Ale się nie poddaję. 

MoŜe  ujmę  to  inaczej.  Przyjmij  teraz  moją  ofertę.  Albo  jej  połowę  za 

miesiąc,  kiedy  juŜ  będzie  jasne,  Ŝe  nic  nie  napiszesz.  I  Ŝe  ten  problematyczny 

maszynopis nie istnieje. 

Nie jestem zainteresowany. 

background image

 

135

Flynn  zeskoczył  z  łodzi  na  pomost  i  szybko  ruszył  przed  siebie.  Edleman 

szedł za nim. 

Lepiej się zastanów, Flynn. Tu nic nie zdziałasz siłą mięśni. Nie zmusisz 

nie istniejącego maszynopisu do pojawienia się. 

Flynn odwrócił się gwałtownie. 

Trzymaj się z daleka ode mnie, Edleman. I z daleka od Mollie. Nie będę 

cię szukał za miesiąc. Ani nigdy. 

Och,  będziesz.  Gdy  nie  uda  ci  się  znaleźć  „Klucza",  sam  mnie  będziesz 

prosił o pomoc. 

 Idź do diabła, Edleman. 

Flynn pomaszerował dalej. Czuł, Ŝe podjął właściwą decyzję. Znów wiedział, 

kim  właściwie  jest.  Jeśli  Mollie  nie  potrafi  tego  zaakceptować,  nauczy  się  Ŝyć 

bez niej. Bo nie jest w stanie się zmienić. I nie zrezygnuje. 

Flynn  znów  wyruszył  na  poszukiwania  Mollie.  Skoro  podjął  się  znalezienia 

zaginionego  od  dwudziestu  lat  maszynopisu,  na  pewno  uda  mu  się  równieŜ 

odnaleźć jedną zielonooką kobietę. 

 

ROZDZIAŁ 14 

 

Flynn  nie  ominął  Ŝadnego  sklepu  ani  punktu  wynajmu  łodzi.  Obszedł 

zarówno czterogwiazdkowe  restauracje,  jak  i budki  z hot dogami.  Kilkakrotnie 

przeszedł wzdłuŜ plaŜy. 

Gdy  tropikalne  słońce  wisiało  juŜ  nisko  nad  horyzontem,  zatrzymał  się  na 

brzegu,  wbijając  pięty  w  twardy,  biały  piasek  i  przypatrując  się  kąpiącym. 

Mollie nigdzie nie było. CzyŜby rzeczywiście opuściła Key Largo? Zostawiła go 

bez słowa? 

Flynn ściągnął koszulę i wszedł do wody. Szedł przed siebie, aŜ zanurzył się 

po  pas.  Obmył  się,  spłukał  z  siebie  pot  i  wrócił  na  plaŜę.  I  wtedy  usłyszał  jej 

głos. 

background image

 

136

Jestem tutaj, Flynn. 

Szła  ku  niemu  po  białym  piasku  i  machała  ręką.  W  drugiej  trzymała 

pamiętnik. 

Rzucił się ku niej i złapał w objęcia. 

Gdzieś ty, do diabła, była? - wydyszał. 

Ja teŜ się cieszę, Ŝe cię widzę. 

Przytulił ją do siebie, czując, jak opuszcza go napięcie. 

Przeszukałem kaŜdy centymetr tej wyspy. 

Siedziałam tu, pod palmą, i czytałam pamiętnik. Musiał przechodzić koło 

niej z dziesięć razy. Dlaczego jej nie zauwaŜył? 

-   Tak mi przykro -  powiedziała. - Powinnam była zostawić  karteczkę.   

-   Powinnaś była. Dzwoniłam do szpitali i straŜy przybrzeŜnej, wyobraŜając 

sobie wszystko najgorsze 

A  jednak  jego  uzasadniony  gniew  rozpłynął  się,  gdy  spojrzał  jej  w  oczy.  

Wyglądała  na  bardzo  zmęczoną.  Choc  jej  skóra  miała  zdrową  opaleniznę,  a 

koniec  nosa  róŜowiał  od  słońca,  oczy  były  podkrąŜone  a  wargi  zaciśnięte  w 

wąską linię bez wyrazu. 

-

 

MoŜe chcesz usiąść? Piłaś coś? Jadłaś? – Flynn był pełen troski. 

 

-

 

Oczywiście, inaczej byłabym całkiem odwodniona. 

Wskazała  palcem  niewielką  budkę  przy  granicy,  gdzie  sprzedawano  bulki  i 

napoje.  Flynn  tam  był.  Pytał  chlopaka  obsługującego  budkę,  czy  nie  widział 

wysokiej, zielonookiej brunetki, i otrzymał negatywną odpowiedź. 

-   Byłaś w ciemnych okularach? 

Dotknęła kieszeni bluzki. 

-Tak, a co? 

Cały  dzień  rozpytywał  o  brunetkę  o  niezwykłych  zielonych  oczach,  a  ona 

zakryła je ciemnymi szkłami. Doskonałe, nie planowane przebranie. Doskonałe, 

me planowane przebranie 

O co chodzi? 

background image

 

137

-  O  nic.  Skoro  przez  cały  dzień  jadlaś  tylko  kanapki,  to  musisz  być  głodna- 

powiedział. - Wracajmy na łódź. 

Naprawdę bardzo mi przykro. 

-   To mogłabyś powiedzieć partnerowi w interesach. 

Tym właśnie jesteś. 

Jej słowa go zabolały. Nie czuł się ani jej partnerem, ani współpracownikiem, 

ani  kolegą.  Czuł  się kochankiem,    który  cierpiał, gdy  odeszła. Odnalezienie  jej 

nadało Ŝyciu sens. 

A jednak zdecydował się kontynuować pracę nad biografią i nie poświęcił się 

dla Mollie. MoŜe więc zasługiwał, Ŝeby traktować go jak partnera w intresach. 

Ujął ją za ramię. 

Znalazłaś coś ciekawego w pamiętniku? 

Ani  słowa  na  temat  miejsca  ukrycia  maszynopisu.  Ale  znalazłam 

wzmianki o „Kluczu". 

Czy mogę zobaczyć? 

Nie. Ale przeczytam ci. - Siadła na piasku i otworzyła małą ksiąŜeczkę na 

ostatnich stronach. - Miałam jedenaście lat. Zapisałam: Tatuś złościł się na mnie 

dzisiaj, bo mu odszczekalam. Mówi, Ŝe mam paskudny charakter i ze napisze o 

tym  w  tej  głupiej  ksiąŜce,  którą  dla  mnie  pisze,  Ŝeby  cały  świat  się  dowiedział, 

jaka jestem okropna. 

Przewróciła kilka stron i czytała dalej: 

Nienawidzę ,,Kiucza”. Chciałabym, Ŝeby wyrzucił to, co pisze. Dlaczego 

mój ojciec nie moŜe być straŜakiem? 

Podbródek  jej  drŜał,  a  po  policzku  spłynęła  łza.  DuŜo  dziś  płakała,  ale,  o 

dziwo, nie dbała o to. Nie czuła się skrępowana. 

Wszystko w porządku - powiedział. Uniósł dłoń i palcem złapał łzę. - To 

nic złego czuć to, co czujesz. 

background image

 

138

Tak  uwaŜasz?  -  spojrzała  z  niechęcią.  -  Płakać  zawsze,  gdy  mam  na  to 

ochotę?  Krzyczeć,  gdy  jestem  wściekła?  Zachowywałabym  się  jak  mój  ojciec, 

kiedy po pijanemu usiłował wywołać bójkę. 

Wielu ludzi kochało twego ojca. 

Raczej  znajdowało  dla  niego  usprawiedliwienia  -  poprawiła.  -  Bo  był 

geniuszem i podobno barwną osobowością. Ale nie musieli z nim mieszkać. Czy 

zauwaŜyłeś,  Ŝe  uroczy  Woodrow  Locke  raczej  nic  radził  sobie  z  kobietami, 

które poślubiał? 

To nie ma znaczenia, Mollie. Nie jesteś swoim ojcem. 

Na szczęście! Ujął ją za ręce i podciągnął do góry. 

Rozładowanie  napięcia  emocjonalnego  nie  musi  polegać  na  krzyku  i 

płaczu. Wiesz o tym. Jest teŜ śmiech. I kochanie się. 

Uczucie teŜ trzeba kontrolować. 

I  dobrze.  Inaczej  rzuciłbym  cię  tu  na  piasek,  na  publicznej  plaŜy,  i 

wykorzystał. 

Podniosła pamiętnik. 

Wracajmy na łódź. 

Trzymając  się  za  ręce,  szli  w  milczeniu  wzdłuŜ  plaŜy.  Przy  pomoście  Flynn 

pomachałdo Jackie'ego i zawołał: 

Znalazłem ją! 

To dobrze. Nie pozwól jej uciec. - Jackie pomachał kawałkiem papieru. - 

Mam dla ciebie wiadomość od tego Edlemana. 

Edlemana? - zapytała Mollie ostro. - Widziałeś się z nim? 

Tak. I nie było to przyjemne. 

Wziął  kartkę  i  pociągnął  Mollie  ku  łodzi.  Edleman  zawiadamiał  go,  Ŝe 

propozycja  jest  waŜna  do  północy,  podawał  nazwę  motelu,  w  którym  się 

zatrzymał. Flynn zmiął papier i wetknął do kieszeni. 

No i co z Edlemanem? - naciskała Mollie. - Czego chciał? 

Weszli na pokład. Flynn odwrócił się do Mollie. 

background image

 

139

Zaproponował,  Ŝe  przejmie  ode  mnie  napisanie  biografii  twego  ojca. 

RozwaŜałem to. Naprawdę zastanawiałem się nad tą propozycją. 

Dlaczego? 

Gdybym wycofał się z pisania, nie wykorzystywałbym cię. Bylibyśmy po 

prostu  dwojgiem  ludzi,  i  nie  córką  Woodrowa  Locke'a  i  jego  biografem. 

Moglibyśmy być razem. - Coś go ścisnęło w środku. - Przepraszam, Mollie, nie 

potrafiłem się wycofać. To nie leŜy w mojej naturze. 

Oczywiście.  -  Gdy  spojrzała  na  niego,  ból  w  jej  oczach  był  jakby 

mniejszy. - Cieszę się, Ŝe się nie wycofałeś. 

Naprawdę? 

Flynn nie mógł zrozumieć. Spodziewał się, Ŝe da mu w twarz. A tymczasem 

Mollie oplotła go ramionami. 

Naprawdę  -  potwierdziła.  -I  bardzo  mi  pochlebia,  Ŝe  w  ogóle  brałeś  pod 

uwagę taką moŜliwość. 

Objął ją w pasie. 

Rozumiesz?  Odrzuciłem  ofertę  Edlemana,  a  to  oznacza,  Ŝe  waŜne  są 

nasze  pierwotne  ustalenia.  Gdy  zakończymy  poszukiwania  -  a  ja  mogę  im 

poświęcić  jeszcze  najwyŜej  kilka  dni  -  będę  musiał  cię  opuścić,  wrócić  do 

Maine i zabrać się za pisanie. 

A jeśli znajdziemy „Klucz"? — uśmiechnęła się. 

Niewątpliwie zdjęłoby mi to wielki cięŜar z barków. Ale poza tym nic by 

się nie zmieniło. Nie moŜemy być razem, gdy będę pisać ksiąŜkę o twoim ojcu. 

Nie chcę cię wykorzystywać. 

Nawet jeśli ja się zgadzam? 

Nawet.  Bałabyś  się  ze  mną  rozmawiać.  A  ja  ciągle  usiłowałbym 

przewidzieć twoją reakcję i pisałbym „pod ciebie". 

No  cóŜ.  -  Pocałowała  go  lekko  w  usta.  -  Skoro  dzisiejsza  noc  moŜe  być 

naszą ostatnią, nie marnujmy ani chwili więcej. 

Płyńmy - przytaknął. - Wracajmy na Stamper Key. 

background image

 

140

Kilka  chwil  później  opuścili  port  Key  Largo  i  znaleźli  się  na  morzu.  Mollie 

westchnęła  i  spojrzała  na  niebo,  szykujące  się  juŜ  do  kolejnego  pięknego 

poŜegnania dnia. Dziś wieczór te niebiosa będą naleŜeć tylko do niej i Flynna. 

Tylko dziś wieczór? 

Ś

ciągnęła koszulkę i szorty, chcąc poczuć bryzę na całym ciele. 

Flynn gwizdnął z uznaniem. 

No, no! Skąd masz ten kostium? 

To? - Pogładziła turkusowy materiał. - Kupiłam w Biscayne Bay, razem z 

innymi rzeczami. 

No,  no!  -powtórzył  z  podziwem.  Powędrował  wzrokiem  wzdłuŜ  jej  nóg, 

od szczupłych ud po espadrille na nogach. - Bardzo ładny. 

Jest zbyt wycięty na biodrach - stwierdziła Mollie. - Nie będzie wygodnie 

w nim pływać. 

Wyglądasz  jak  syrena.  Pomyślałem  to  juŜ  przy  naszym  pierwszym 

spotkaniu, gdy zobaczyłem zieleń twoich oczu. 

Poczuła,  Ŝe  rumieni  się  pod  opalenizną.  Syrena.  Nigdy  nie  myślała  o  sobie 

jako  o  tajemniczej  istocie,  która  potrafi  przywodzić  męŜczyzn  do  zguby. 

Szczególnie tak opanowanego męŜczyznę jak Flynn. 

Flynn stał przy sterze, mocno wsparty na rozstawionych nogach. 

Kocham to - powiedział. - Pryskające kropelki. Słoną wodę. 

Odór ryb - dorzuciła przekornie. 

To  zapach  Ŝycia.  -  Odwrócił  się  ze  śmiechem  do  Mollie.  -  To  jedno  z 

moich  wspomnień. Mój  ojciec  powtarzał  to  za  kaŜdym  razem,  gdy  szedłem  do 

obory. 

Trudno mi wyobrazić sobie ciebie jako farmera. 

To się nie róŜni tak bardzo od bycia marynarzem. I farmerzy, i marynarze 

Ŝ

yją zawsze w przeświadczeniu, Ŝe ziemia się o nas zatroszczy. 

Jeśli jej nie zniszczymy  wyciekami ropy,  wysypiskami śmieci, kwaśnym 

deszczem i ogólnym zanieczyszczeniem. 

background image

 

141

Masz  rację.  Przyjmij,  proszę,  spóźnione  przeprosiny  za  wszelkie 

szydercze uwagi na temat twojej troski o wieloryby i tak dalej. - Skłonił się w jej 

kierunku.  -  Zawsze  tak  mocno  wierzyłem  w  ziemską  obfitość,  Ŝe  nie 

zastanawiałem się, jak ją zachować. 

MoŜe nikt się nie zastanawiał. 

W tej chwili z radością zostawiała te problemy komuś innemu. RozłoŜyła na 

pokładzie  ręcznik,  wyciągnęła  się  na  nim  na  brzuchu  i  wpatrzyła  w  zachodnią 

część  nieba.  Zachód  właśnie  się  zaczynał,  gdy  Flynn  zarzucił  kotwicę  koło 

Stamper Key. 

Zszedł  pod  pokład,  a  po  chwili  pojawił  się  ponownie,  w  granatowych 

kąpielówkach  i  z  dwoma  oszronionymi  szklankami  soku  pomarańczowego. 

Usiadł obok Mollie i w ciszy oglądali wspaniały spektakl. 

Gdy złota kula zniknęła za horyzontem, Flynn przykrył wargi Mollie swoimi. 

Jej  zaróŜowiona  skóra  była  niezwykle  wraŜliwa,  gdy  zsunął  kostium  i  całował 

jej  piersi.  Powolne  kochanie  się  harmonizowało  z  cichym  szeptem  fal,  a 

pieszczoty były oŜywcze jak wiatr. 

Syrena.  Kusząca  syrena  o  cudownych  zielonych  oczach  -  szepnął, 

zawisając nad nią na moment. 

Zanim Mollie zdąŜyła zaprotestować, Ŝe jest tylko kobietą, wsunął się w nią. 

Rytmiczne  ruchy  jego  ciała  przegnały  wszystkie  inne  myśli  z  głowy 

dziewczyny. Gdy się juŜ sobą nasycili, leŜeli spokojnie przytuleni na pokładzie 

łodzi.  Niebo  nie  było  jeszcze  ciemne,  ale  juŜ  zachęcało  do  marzeń.  Flynn 

westchnął. 

Muszę pójść na brzeg i spłacić piratów, którzy pilnują hacjendy. 

Jakich piratów? 

Rafaela Escobara i jego kuzynów. 

Nim  zadała  następne  pytanie,  Flynn  naciągnął  kąpielówki  i  wskoczył  do 

wody. 

background image

 

142

Mollie  została  na  pokładzie,  przyglądając  się,  jak  kolory  nieba  z  wolna 

znikają.  Wspomnienie  promieni  słonecznych  wciąŜ  rozświetlało  jej  twarz. 

Szelest wiatru w liściach palm i szept wody uderzającej o kadłub łodzi tworzyły 

piękną  muzykę.  Gdy  Flynn  wrócił  i  wdrapał  się  na  łódź,  Mollie  leŜała,  czując 

spokój i zadowolenie. 

Ś

wietnie - powiedział, ściągając mokre kąpielówki. - WciąŜ jesteś naga. 

Naga  i  rozleniwiona.  -  Gdy  wyciągnął  się  na  pokładzie  obok  niej, 

westchnęła.  -  śałuję,  Ŝe  nic  więcej  nie  znalazłam  w  pamiętniku.  śadnej 

wskazówki. 

Nie przejmuj się tym. 

Choć był wciąŜ mokry, przytuliła się do niego. 

Gdy czytałam pamiętnik, nauczyłam się pewnego szyfru. 

Czego? 

Szyfru  -  powtórzyła.  -  Tatuś  był  chory  wczoraj  wieczór  oznacza  ostrą 

pijatykę.  To  samo  określają  słowa:  zmęczony,  zły,  źle  się  czuł.  Nie  pił  tylko 

rano,  gdy  pisał.  I  wiem,  jak  mu  się  to  udawało.  Wytaczał  się  z  łóŜka,  połykał 

dwie aspiryny i mieszankę Ŝółtek z ostrym paprykowym sosem, którą dla niego 

robiłam. - Choć na dworze było ciepło, Mollie zadrŜała. - W jego Ŝyciu nie było 

miejsca na nic poza piciem i tonami papieru, które zapełniał słowami. 

Nie mógł być całkiem zły. Troszczył się o ciebie. 

Pewnie tak było. Tak jak potrafił. - Przyjrzała się twarzy Flynna. - Mojego 

ojca napędzało pisanie. A co ciebie napędza? 

MoŜe  ciekawość?  Zawsze  chcę  wiedzieć,  co  jest  za  następną  falą,  na 

następnym brzegu... Podnieca mnie odkrywanie nowych rzeczy. 

Powinieneś być odkrywcą nowych światów. 

MoŜe jestem. - Rysował palcem skomplikowane wzory na plecach Mollie. 

- Ale kontynenty juŜ zbadano, a morza przepłynięto. - Obwiódł jej pośladki. 

Na szczęście zawsze jest jeszcze jedna granica. 

Nigdy nie myślałam o sobie jako o granicy. 

background image

 

143

Ale nią jesteś. - Odwrócił jej twarz ku sobie. - 

W twoim uśmiechu jest 

cała  galaktyka.  Twoje  oczy  mówią  o  lądach  znacznie  wspanialszych  i  bardziej 

niebezpiecznych  niŜ  te,  na  mapie.  -  Jego  palec  ześlizgnął  się  w  dół  szyi.  -  A 

twoje piersi - zamruczał. 

ZadrŜała pod jego dotykiem. 

No, co powiesz o moich piersiach? 

ś

e mógłbym całymi godzinami badać ich tajemnice. 

Mógłbyś.  -  Zatrzepotała  rzęsami.  -  A  moŜe  mógłbyś  to  robić  na  dole,  w 

kabinie? 

Flynn  nie  potrzebował  dalszej  zachęty.  Przechodzili  przez  kuchenkę,  gdy 

Mollie zatrzymała się koło zlewu. 

RóŜe? Flynn, są takie piękne. - Podniosła bukiet, tak niedbale rzucony, i 

wciągnęła w płuca zapach kwiatów. Otworzyła szafki w poszukiwaniu jakiegoś 

naczynia. - Musimy w coś je wstawić. 

Flynn  walczył  z  chęcią  porwania  jej  na  ręce  i  zaciągnięcia  do  łóŜka,  ale 

porzucił  tę  myśl.  Nawet  naga  i  gotowa  do  kochania  się,  Mollie  była  zbyt 

praktyczną osobą, by pozwolić róŜom zwiędnąć. 

Poza  tym  patrzenie  na  nią  było  duŜą  przyjemnością.  Wyglądała  niezwykle 

kobieco, gdy napełniała dzbanek wodą i układała bukiet. W jednej chwili z masy 

zieleni stworzyła piękno. 

Jesteś  niewiarygodna  -  powiedział.  -  Absolutnie  nieprzewidywalna. 

Stuprocentowo kobieca. 

Zaniosła bukiet do kabiny. 

Czy kołysanie łodzi nie przewróci dzbanka? 

W tej chwili nic mnie to nie obchodzi - stwierdził, rzucając się na łóŜko. - 

Chodź tu, Mollie. Nie mogę juŜ czekać. 

Ani  ja.  -  Z  wdziękiem  połoŜyła  się  koło  niego.  -  Ale  jak  na  kogoś,  kto 

godzinami mógłby badać moje piersi, jesteś bardzo niecierpliwy. 

Będziemy kochać się tak powoli, jak tylko zechcesz. 

background image

 

144

Ale  pocałunek  Flynna  nie  miał  w  sobie  nic  powolnego.  Wręcz  przeciwnie, 

dawał wyraz gorącej, niecierpliwej namiętności. I język, i dłonie zdecydowanie 

zawłaszczały  ciało  Mollie.  Uniósł  ją  ku  sobie,  wyginając  w  łuk,  i  Mollie 

odpowiedziała  mu  podobną  namiętnością.  Potrzebowała  jego  męskości, 

pewności  siebie,  wspaniałego,  silnego  ciała.  Chciała  go  i  będzie  go  mieć. 

Oddawała się cała, bez wahań i oporów. KaŜdy centymetr jej ciała, kaŜda myśl, 

poświęcone były czystej zmysłowości. 

Zapach  róŜ  draŜnił  jej  powonienie.  Słyszała  szum  fal  uderzających  lekko  o 

burtę. Czuła siłę pragnienia Flynna. Gdy się połączyli, jej zmysły wybuchły. A 

potem, w końcu, ogarnął ją spokój. Całkowity, piękny spokój. 

LeŜała  cicho  w  objęciach  Flynna,  nie  myśląc,  nie  wspominając,  aŜ  w  końcu 

zapadła w sen. 

Następnego  ranka,  jeszcze  senni,  kochali  się  znów,  powoli  i  łagodnie.  Choć 

nie  osiągnęli  intensywności  przeŜyć  poprzedniej  nocy,  znaleźli  w  swojej 

bliskości ciepło i zadowolenie. 

Mollie leŜała rozciągnięta w poprzek poduszek. 

MoŜe  po  prostu  zostaniemy  w  łóŜku  przez  najbliŜsze  dwa  czy  trzy 

tygodnie? 

Nie mamy tyle czasu. 

Jego  słowa  zepsuły  pełen  rozleniwienia  nastrój.  Ubrali  się,  wypili  kawę  i 

uzgodniwszy  plan  poszukiwań,  podpłynęli  do  pomostu  i  zacumowali.  Dopiero 

gdy dotarli do rozwalonej werandy hacjendy, Mollie wróciła do tematu. 

Dlaczego uwaŜasz, Ŝe musisz mnie opuścić, Flynn? 

Bo muszę wywiązać się ze zobowiązań i napisać tę biografię. 

Ale mogłabym z tobą zamieszkać. Przywykłam do Ŝycia z pisarzem. 

Nic  by  z  tego  nie  wyszło.  Jeśli  zostaniesz  ze  mną  teraz,  gdy  będę  pisać, 

zawsze będziesz czuła, Ŝe cię wykorzystuję. - Łagodnie odsunął kosmyk włosów 

z  jej  czoła.  -  Nie  mogę  ci  obiecać,  Ŝe  nie  będę  zadawać  pytań,  Ŝe  twoje  słowa 

nie ukaŜą się w druku. 

background image

 

145

Wszystko mi jedno. 

Na  początku  ustaliliśmy  pewne  reguły.  Ja  chciałem  znaleźć  „Klucz".  Ty 

chciałaś  pogodzić  się  ze  swoją  przeszłością.  Wiedzieliśmy,  Ŝe  gdy  to  się 

skończy, wrócimy kaŜde do swego Ŝycia. 

Plany moŜna zmienić. 

I  mam  nadzieję,  Ŝe  tak  się  stanie.  Mam  nadzieję,  Ŝe  gdy  skończę  pisać, 

wciąŜ będziesz chciała ze mną być. 

Jak długo? 

Pół roku. MoŜe rok. - Wszedł przed nią na werandę, - Zróbmy jeszcze ten 

krok,  Mollie.  Hacjenda  jest  naszą  ostatnią  nadzieją.  Jeśli  nic  tu  nie  ma,  to 

wątpię, Ŝebyśmy kiedykolwiek odnaleźli ten maszynopis. 

I kluczem, który dała mu Marianna, Flynn otworzył drzwi. 

  

ROZDZIAŁ 15 

 

Mollie  nie  wierzyła  w  duchy,  ale  gdy  drzwi  hacjendy  uchyliły  się,  dreszcz 

przebiegł  jej  wzdłuŜ  kręgosłupa.  Z  łatwością  mogła  wyobrazić  sobie  ojca 

nawiedzającego to opuszczone miejsce. 

Flynn  chyba  teŜ  to  poczuł,  bo  zszedł  po  stopniach  werandy  i  stanął  u  boku 

Mollie.  Tylko  Ŝe  on  wyglądał  na  przyjemnie  podnieconego  perspektywą 

spotkania z duchem. 

Niesamowite, nie? 

Czuję  się  jak  bohaterka  horroru,  która  wie,  Ŝe  w  nawiedzonym  domu 

przebywa  maniak  wywijający  siekierą.  Zawsze  się  zastanawiałam,  dlaczego  te 

dziewczyny wchodzą do środka. 

Bo mają u boku odwaŜnych obrońców, takich jak ja. 

Naprawdę?  A  zdajesz  sobie  sprawę,  Ŝe  obrońcę  zazwyczaj  czeka  marny 

koniec? 

Mollie, czy ty naprawdę się boisz? 

background image

 

146

Nie  mam  powodu  się  bać.  Biorąc  na  zdrowy  rozum,  wiem,  Ŝe  to  tylko 

pusty dom. 

Nie  jest  pusty.  –  Ujął  jej  dłoń.  -  O  ile  się  nie  mylę,  zamieszkują  go 

wspomnienia. Twoje wspomnienia. 

Zadowolona  z  obecności  Flynna,  ścisnęła  jego  dłoń.  Gdyby  była  sama, 

zapewne  by  uciekła.  Bo  oto  nadchodziło  nieuniknione.  W  tym  domu  stanie 

twarzą w twarz z przeszłością. I albo odnajdzie w niej spokój, albo juŜ nigdy nie 

będzie w stanie do niej powrócić. 

No dobrze, Flynn. Chodźmy. 

Schodek  pod  ich  cięŜarem  zaskrzypiał  i  Mollis  odruchowo  się  cofnęła. 

Jeszcze raz podniosła wzrok na dom. Dawniej był taki ładny. AmoŜe nie? MoŜe 

zawsze  wyglądał  właśnie  tak,  był  wilgotny  i  zimny,  z  obłaŜącą  farbą  i 

potłuczonymi  szybami.  MoŜe  jej  pamięć  była  tylko  fasadą,  jak  makiety 

budynków uŜywane w Hollywood do kręcenia filmów. MoŜe wyobraziła sobie 

piękno, by ukryć wewnętrzny rozkład. 

Gdy  Flynn  pchnął  drzwi  frontowe,  Mollie  się  wzdrygnęła.  Drewniana 

podłoga była matowa i zniszczona. Przez zabite deskami okna przedostawało się 

ś

wiatło słoneczne, rzucając dziwaczne cienie na obłaŜącą ze ścian tapetę. 

Pełna  wdzięku  krzywizna  Ŝeliwnej,  biegnącej  na  górę  balustrady  schodów 

odcinała  się  od  ogólnej  ruiny.  Jej  ojciec  tak  często  przystawał  przy  tej 

balustradzie.  Potykając  się,  schodził  ze  schodów.  Pamiętała  jego  oczy, 

przekrwione i palące jak węgielki. Byłby z niego dobry duch. 

Otrząsnęła się z tej wizji. 

Nie  jest  tak  źle.  AŜ  trudno  uwierzyć,  Ŝe  po  tylu  latach  ten  dom  w  ogóle 

jeszcze stoi. 

Pamiętaj, Ŝe nie był tak całkowicie opuszczony -  powiedział 

Flynn. 

Marianna mówiła, Ŝe róŜni jej krewni tu pomieszkiwali. 

To typowe. - Mollie roześmiała się nerwowo. 

background image

 

147

Escobarowie nie pozwolą się zmarnować ani wrakowi statku, ani wrakowi 

domu. 

Po  lewej  stronie  holu  była  bawialnią,  po  prawej  pokój  gościnny.  Mollie 

rzuciła tylko okiem na te pomieszczenia, zauwaŜając z Ŝalem straszliwie brudne 

obicie kanapy i pęknięte lustro nad kominkiem. 

Hol  wydawał  się  mniejszy  niŜ  dawniej,  a  korytarz  prowadzący  na  tył  domu 

wręcz  przyprawiał  o  klaustrofobię.  Tu  najsilniej  czuło  się  odór  pleśni  i 

zgnilizny. 

Drzwi  do  pracowni  ojca  były  zamknięte.  Mollie  zawahała  się,  z  ręką 

zawieszoną nad klamką. To było jego królestwo, tylko tu Ŝył tak naprawdę. 

Flynn dotknął jej ramienia. 

MoŜe wolisz, Ŝebym wszedł pierwszy? 

Dziękuję, nie. Sama muszę stawić czoło swoim strachom. 

Nacisnęła  klamkę  i  weszła  do  środka.  Półki  na  ksiąŜki  były  puste,  ale  poza 

tym  pracownia  ojca  nie  zmieniła  się.  Marianna  dbała  chyba  głównie  o  to 

pomieszczenie,  gdy  przychodziła  sprzątać.  Wielkie,  dębowe  biurko  zajmowało 

ś

rodek plecionej maty. W kącie pokoju znajdował się cięŜki drewniany stół, na 

którym, na stalowej tacy, stały butelki z rŜniętego szkła. 

Czy to tutaj pracował? - zapytał Flynn. 

Proszę  cię,  tylko  nie  popadaj  w  uwielbienie  -  powiedziała  Mollie.  - 

Przysięgam,  Ŝe  jeśli  zaczniesz  z  szacunkiem  gładzić  blat  biurka  i  wysławiać 

dzieła geniusza, które tu powstały, to osobiście wyrzucę cię przez okno. 

W tym pokoju okna były całe, choć nie chroniły ich ani okiennice, ani deski. 

To dziwne - powiedziała. - Zwróciłeś uwagę na okna? 

Owszem, to dziwne - przytaknął. - Ale z tej strony są najgęstsze zarośla. 

Prawdopodobnie stanowiły osłonę. 

Nawet  biorąc  pod  uwagę  opiekę  Marianny,  trudno  mi  uwierzyć,  Ŝe  nikt 

się tu nie włamał. 

background image

 

148

Dom  stoi  na  odludziu  -  zauwaŜył  Flynn.  -  Nikt,  kto  go  specjalnie  nie 

szuka, nie dotrze tu. 

A dlaczego nikt nie szukał? Całe Ŝycie nachodzili mnie ludzie zajmujący 

się twórczością ojca. Dlaczego nie przychodzili tutaj? - Machnęła ręką w stronę 

stojących  na  stole  butelek.  -Dlaczego  nie  wzięli  sobie  na  pamiątkę  tych 

cholernych butelek?! - Złapała jedną za szyjkę. - W tej trzymał wódkę. 

Gdy sięgnęła po następną, po ginie, wielki, czarny pająk przebiegł przez stół. 

Mollie wrzasnęła i upuściła trzymaną butelkę, która rozbiła się na podłodze. 

Flynn juŜ był przy niej, tuląc do siebie. 

Co to było, Mollie? 

Tylko pająk. - Ale trzymała Flynna za ramię z całej siły i nie puszczała. - 

JuŜ wszystko w porządku. 

Mówdomnie.Opowiedzmiotympokoju.Cosię tu działo? 

Próbujesz  sprowokować  mnie  do  mówienia,  Ŝebym  opanowała  nerwy? 

Jak gwizdanie na cmentarzu? 

Coś w tym rodzaju. Spróbuj. 

Odsunęła się od niego i zaczęła mówić tonem przewodnika wycieczki: 

W  tym  właśnie  pokoju,  przy  tym  właśnie  biurku,  Woodrow  Locke 

tworzył swoje arcydzieła, pisząc je na zwykłej  maszynie do pisania. Budził się 

codziennie wcześnie rano. Brał prysznic, golił się i przychodził tutaj. Woodrow 

Locke  mocno  wierzył,  Ŝe  zachowanie  czystości  jest  bardzo  waŜne.  Mówił,  Ŝe 

niechlujny wygląd jest pierwszym krokiem ku ruinie. 

A co z tobą? - przerwał jej Flynn. - Co ten pokój oznacza dla ciebie? 

Jego córka - powiedziała, wskazując szerokim gestem na drzwi - często tu 

zaglądała,  gdy  ojciec  pracował.  Jeśli  przyszła  wcześnie,  ojciec  kiwał  jej  głową 

na powitanie, a ona biegła do kuchni po jego ulubiony środek na kaca, 

-  Szłaś  do  kuchni  zrobić  mieszankę  z  Ŝółtek  -sprecyzował  Flynn.  -1  co 

potem? 

  

background image

 

149

Choć  Locke  rzadko  kiedy  dawał  znać,  Ŝe  zauwaŜa  córkę,  i  nie  podnosił 

głowy znad maszyny, dziewczynka lubiła tu przebywać. W tej pracowni bawiła 

się  spokojnie  w  obecności  ojca.  -  Zająknęła  się,  bo  słowa  nie  nadąŜały  za 

wspomnieniami.  -  Co  dalej?  Czasami  nucił  coś  podczas  pracy.  Ale  ja  nigdy 

nawet  nie  pisnęłam.  A  potem  kończył  pracę  na  ten  dzień  i  sięgał  do  dolnej 

szuflady  biurka.  -  Z  wysiłkiem  wyszarpnęła  szufladę.  -  Ciągle  tu  jeszcze  jest. 

Jego ostatnia butelka. 

Kopnęła szufladę i odwróciła się. 

W  tym  pokoju  nie  ma  Ŝadnych  wskazówek,  Flynn.  Poza  dowodami,  Ŝe 

mój ojciec był nałogowym pijakiem, nic tu nie znajduję. 

Przeszli  przez  kuchnię,  w  której  królowała  ogromna,  stara  płyta  kuchenna  i 

lodówka.  Zlew  był  brudny.  Minęli  spiŜarnię,  w  której  bawiły  się  jaszczurki. 

Weszli  do  duŜego  pokoju  o  zabitych  deskami,  biegnących  wokół  oknach. 

Większość szkła leŜała na podłodze. 

Tu  był  szklany  dom.  Dla  ludzi,  którzy  nie  powinni  rzucać  kamieniami. 

Zwykle tu właśnie się bawiłam. 

Ten  pokój  był  najbardziej  zagracony.  Cztery  drewniane  krzesła.  Trochę 

papierosowych  petów.  Porzucone  zabawki.  Mollie  rozpoznała  głowę 

porcelanowej  lalki,  której  niebieskie  oczy  patrzyły  martwo  przed  siebie.  Było 

jeszcze pudło na zabawki, pianino i rozwalająca się kanapa. 

To  wszystko  musiało  być  juŜ  zbyt  zniszczone,  Ŝeby  zainteresowało 

Mariannę  -  stwierdziła.  Podniosła  głowę  lalki.  -  Ojciec  mi  ją  kupił.  Miała  na 

imię  Ingrid,  a  była  ubrana  w  autentyczny  szwedzki  strój  ludowy.  Dość 

kosztowna  zabawka  dla  małej  dziewczynki,  ale  ojciec  namawiał  mnie,  Ŝebym 

się nią bawiła. Pamiętam, jak mówił: „Ingrid jest bardzo smutna". 

Czy ojciec kiedykolwiek bawił się z tobą lalkami? 

Ten  symbol  męskości?  śartujesz  chyba.  -  Odrzuciła  głowę  lalki  na  górę 

zabawek. - Raz specjalnie zostawiłam Ingrid na dworze w deszczu. Chciałam się 

odegrać, chciałam, Ŝeby zwrócił na mnie uwagę. I zwrócił. Był tak wściekły, Ŝe 

background image

 

150

oderwał  jej  głowę.  Udało  mi  się  naprawić  jej  ubranie,  ale  głowy  nie  mogłam 

dobrze dopasować. 

Czy bawił się z tobą w cokolwiek? 

W chowanego. CzyŜ to nie najlepsza gra dla takiego paranoika? 

Czy naprawdę był paranoikiem? 

Jasne.  -  Zatrzymała  się  na  środku  pokoju,  z  rozłoŜonymi  szeroko 

ramionami. -Dlatego nauczył mnie samoobrony - róŜnych chwytów. Czy to nie 

dość niezwykła umiejętność dla małej dziewczynki? 

Flynn zastanowił się chwilę przed odpowiedzią. 

Właściwie nie. Moje siostry wpadały w takie same tarapaty jak ja. Mogło 

im się przydać nieco wiedzy o boksie. 

Robiłam  to,  bo  myślałam,  Ŝe  ojciec  chce,  bym  była  twarda.  Przez  jakiś 

czas  w  tym  pokoju  był  nawet  worek  treningowy,  zawieszony  na  mojej 

wysokości. Ojciec słyszał, jak w niego walę, i przychodził popatrzeć. 

WciąŜ jeszcze słyszała echo jego śmiechu. 

Czasami Ŝałuję, Ŝe między ojcem amną było tak, jak było. Gdybym tylko 

mogła  mu  ufać.  Gdybym  nie  była  tak  pełna  gniewu.  Gdyby  mi  się  nie 

wydawało, Ŝe jego picie to w jakiś sposobmoja wina. MoŜe gdyby nie był taki 

sławny. - Kręciło jej się w głowie. - MoŜe gdybym ja była inna. 

Cieszę  się,  Ŝe  jesteś  sobą.  -  Flynn  przeciął  pokój  i  przytulił  ją.  - 

Najdzielniejszą  kobietą,  jaką  znam.  Czy  zdajesz  sobie  sprawę,  Ŝe  ci  się  udało, 

Mollie? 

Co mi się udało? 

Odszukać  przeszłość.  Gdy  zaczynaliśmy,  nie  chciało  ci  przejść  przez 

gardło  stwierdzenie,  Ŝe  twój  ojciec  był  alkoholikiem.  Nie  pamiętałaś  dźwięku 

jego głosu. 

Teraz go słyszę - stwierdziła ponuro. - Głośno i wyraźnie. 

W  kaŜdym  razie  wiesz,  co  cię  gryzie.  Widzisz,  skąd  się  bierze  ból  i 

zagubienie. 

background image

 

151

Ale  wielki  krok,  który  zrobiła  w  kierunku  zrozumienia  siebie  i  swojej 

przeszłości, nie przyniósł jej pociechy. 

To, Ŝe wiem o zbliŜaniu się cyklonu, nie zawróci go do morza. 

Dasz sobie radę. Zawsze miałaś dość sił, by przemóc strach, ból i gniew. - 

Przytulił ją. - Tym razem teŜ ci się uda. 

A  co  z  przyszłością?  Jak  moŜe  zacząć  zastanawiać  się  nad  swoją 

przyszłością?  Przed nią następny  problem,  nowe  lęki  i  wątpliwości.  Przeszłość 

moŜe powrócić w przyszłości, jak w zamkniętym cyklu. 

Ojciec  nie  Ŝyje,  ale  utrzymała  go  Ŝyjącego  w  swoim  sercu.  Choć  go 

nienawidziła,  szukała  go.  Czy  w  kontaktach  z  innymi  męŜczyznami  szukała 

swego ojca? Ta myśl była przeraŜająca. 

Uniosła  głowę  i  spojrzała  Flynnowi  w  oczy.  Nie  był  jej  ojcem.  Nie  był 

alkoholikiem. Ale porzuci ją, gdy tylko znajdą „Klucz". Porzuci ją tak samo, jak 

porzucił ją ojciec. 

Boję się. 

Czego? 

MoŜe miał jakiś powód, Ŝeby schować tę ksiąŜkę. Prawdziwy powód, nie 

wymyślony. - Przebiegł ją dreszcz. – O czym ja mówię? Zaczynam myśleć jak 

on. 

Pogłaskał ją po głowie. 

Nie przypominasz swego ojca. 

Nie?  A  jeŜeli  przez  niego  nie  uda  mi  się  nigdy  normalnie  być  z 

męŜczyzną? A jeśli nie uda mi się mieć ciebie? 

Poczuła, jak zesztywniał w jej objęciach, i poŜałowała swoich słów. Odsunęła 

się od niego i podeszła do okna. Potłuczone szkło chrzęściło pod nogami. 

Przepraszam  -  powiedziała.  -  Byłam  bezmyślna.  Nie  próbuję 

wmanewrować cię w coś, czego nie chcesz. 

Nikt mnie do niczego nie zmusza, Mollie. 

background image

 

152

To  i  dobrze,  bo  Ŝaden  układ  nie  funkcjonowałby  długo  pod  przymusem. 

Wiesz o tym, prawda? Miałeś rację w sprawie biografii. Za pół roku czy za rok, 

kiedy skończysz, kto wie, co się wtedy zdarzy? 

Chciał powiedzieć,  Ŝe  przyjedzie po  nią i  będą  Ŝyli  długo  i szczęśliwie.  Tak 

bardzo pragnął ją pocieszyć, przekonać, Ŝe mu na niej naprawdę zaleŜy. Ale nie 

mógł  zranić  jej  obietnicą,  której,  być  moŜe,  nie  uda  mu  się  spełnić.  Nie  mógł 

kłamać, a nie wiedział, co przyniesie przyszłość. 

Mollie,  nie  tylko  ty  czujesz  się  zagubiona.  Nie  tylko  ty  boisz  się 

przyszłości. 

Ty?  Dlaczego  miałbyś  się  bać?  -  Była  naprawdę  zaskoczona.  Flynn 

zawsze wydawał się taki pewny siebie. - Dlaczego? 

Nie  chcę  cię  utracić.  Wczoraj,  gdy  nie  mogłem  cię  znaleźć,  omal  nie 

oszalałem. Naprawdę zaleŜy mi na tobie. Na nas. 

Nas? CzyŜby była dla nich jakaś przyszłość? 

Przeszłość i przyszłość spotkały się w pokoju, w którym bawią się ze swoim 

ojcem. Wydawało jej się, Ŝe Woodrow Locke stoi obok i uśmiecha się do niej - 

nie szyderczym, pijackim uśmieszkiem, ale Ŝyczliwie... 

Kocham cię, Mollie. 

Ogłuszyło  ją  nagłe  dzwonienie  w  uszach.  Kochał  ją?  MoŜe  źle  zrozumiała  - 

ale nie, czytała to w jego oczach. 

Gdy  ich  usta  się  połączyły,  uwierzyła.  Naprawdę  był  tu  dla  niej.  Przez  ten 

cudowny moment naleŜał do niej. 

Kocham cię, Flynn. 

Objął ją mocniej. 

Chodźmy z powrotem na łódź - zamruczał, pieszcząc jej ucho. 

Najpierw skończmy poszukiwania. 

-    Daj spokój. Chcę się z tobą kochać... Nagle Mollie odsunęła się. Coś się 

jej przypomniało, 

background image

 

153

Mieliśmy jeszcze jedną grę, ojciec i ja. Poza grą w chowanego. Nie wiem, 

dlaczego dotychczas o tym nie pomyślałam. 

Pomyślisz później. Chodźmy się kochać. 

Zielone oczy spojrzały na niego surowo. 

To moŜe dotyczyć maszynopisu. MoŜe być wskazówką. 

Do diabła z maszynopisem. 

Nie wierzę własnym uszom! PrzecieŜ „Klucz" jest dla ciebie taki waŜny! 

Lekarstwo na raka jest waŜne. Pokój światowy jest waŜny. Miłość między 

kobietą  a  męŜczyzną  jest  waŜna.  -  Uśmiechnął  się  szeroko.  -  Jeszcze  jedna 

ksiąŜka Woodrowa Locke'a jest zaledwie interesująca. 

Roześmiała  się,  rozradowana,  i  objęła  go.  Tego  niecierpliwego, 

nieprzewidywalnego człowieka moŜe kochać bardzo, bardzo długo. 

Jednak muszę skoncentrować się na tej myśli, bo mi ucieknie. 

No dobrze. - Pocałował ją w czubek nosa. - Jaka to gra? 

Ojciec chował róŜne rzeczy, a potem dawał mi wskazówki, aŜ znalazłam. 

Flynn odsunął się od niej niechętnie. 

MoŜesz mi dać jakiś przykład? 

Czasamisamprzedmiotbyłwskazówką.Mógłna  przykład  schować  pióro  w 

poduszce. 

„Klucz"  -  powiedział  z  namysłem.  -  Zamykanie  i  otwieranie  drzwi.  Czy 

było jakieś specjalne miejsce, gdzie trzymaliście klucze? 

Na haku za drzwiami. Nie ma tam Ŝadnego schowka. 

Zmarszczył brwi, zastanawiając się. 

Czy  moŜe chodzić po prostu o to, Ŝe „Klucz" jest schowany tu, na Key? 

Na Key, gdzie Woodrow Locke mieszkał? 

Pokiwała głową. 

Wydaje się naiwne, ale moŜe tak być. MoŜe dlatego właśnie zostawił mi 

ten dom w spadku. Ale wciąŜ nie wiemy, gdzie dokładnie schował maszynopis. 

background image

 

154

No dobrze, pomyślmy znowu o słowach. Maszynopis. Pis, pismo... Czy są 

tu gdzieś jakieś napisy? 

Na  zegarze  słonecznym?  Nie,  to  tylko  liczby.  I  Ŝadnych  tabliczek  z 

nazwami...-Nagle coś jej przyszło do głowy. - Mój pokój. Tapeta miała wzór w 

kwiaty, przy których widniały ich łacińskie nazwy. 

Prowadź, pani - skłonił się Flynn. 

Mollie  podekscytowana  ruszyła  w  stronę  holu.  Prawdziwe  podniecenie 

przegnało  wszystkie  duchy  czające  się  w  zakamarkach.  To  zdumiewające,  ale 

juŜ  się  nie  bała.  Hacjenda  nie  wydawała  się  ponura  -  stała  się  po  prostu 

zrujnowanym, starym domem. 

Flynn powiedział, Ŝe ją kocha. A ona kochała jego. Choć radość moŜe okazać 

się krótkotrwała, Mollie czuła się bardzo, bardzo szczęśliwa. 

U stóp schodów Flynn złapał ją za ramię. 

Schody mogą być przegniłe. Pójdę pierwszy. 

To mój dom - zaprotestowała. - Ja pójdę pierwsza. 

Oparła dłoń na Ŝelaznej poręczy i natychmiast ją cofnęła. 

Fuj! To jest lepkie od brudu. 

Zaczekaj tu. MoŜe znąjdsjakąś szmatę do wytarcia 

Flynn  poszedł  na  poszukiwania,  a  Mollie  spróbowała  wejść  na  pierwszy 

stopień.  Zatrzeszczał,  ale  wydawał  się solidny.  Tak  samo  następny.  Gdy  Flynn 

wrócił z kawałkiem ścierki, była juŜ na czwartym stopniu. 

Tak na mnie czekasz? - Wszedł za Mollie i podał jej  ścierkę. - Trzymaj 

się poręczy, proszę. 

Trzeba uwaŜać na piąty stopień od góry. Jest przegniły. 

To była sypialnia ojca - wskazała zamknięte drzwi. - Tam, po prawej, jest 

mały  apartament  -  sypialnia,  salonik  i  łazienka  Marianny.  Tutaj  zaś  trzy 

następne pokoje gościnne. 

Po co tyle pokoi gościnnych? 

background image

 

155

Bo  w  okolicy  nie  ma  moteli.Odwiedzający  na  ogół  musieli  tu 

przenocować.  A  ojciec  uwielbiał  gości.  Kumpli  od  kieliszka  i  nowych 

słuchaczy, którym jeszcze nie  znudziła się historyjka, jak to trzymał w piwnicy 

krokodyla i mocował się z nim, by nie wyjść z formy. 

Sypialnia  Mollie  leŜała  na  końcu  korytarza  po    lewej.  ŁóŜko  i  toaletkę 

usunięto, ale zostało małe   biureczko i półki. Biało-zielona tapeta zŜółkła. 

To  tu.  Moje  królestwo.  -  Okna  przesłaniały  Ŝaluzjowe  okiennice,  które 

Mollie z trudem otworzyła. 

Przez  pękniętą  szybę  widać  było  pomost  i  łódź.  –  Czy  to  nie  śmieszne? 

Chowałam się tu, podczas gdy na zewnątrz istniało piękne, ogromne morze. 

Flynn podszedł i oparł dłonie na jej ramionach. 

Teraz  moŜesz  to  zrozumieć.  Mówiąc  w  przenośni,  uporządkowałaś  swój 

dom. Uporałaś się z cierpieniem i gniewem. 

Miła  przenośnia,  ale  ja  zaledwie  zadrapałam  powierzchnię.  -  Wzruszyła 

ramionami.  -  MoŜe  zajmę  się  tym,  gdy  ty  będziesz  pracował  nad  biografią. 

Znajdę  psychiatrę.  Jakąś  grupę  terapeutyczną.  I  wynurzę  się  z  mego  kokonu 

jako piękny motyl. 

Bylebyś tylko nie odleciała. 

Nigdy. - Rozejrzała się po pokoju. - Gdzie szukać? Zawszemiałam jakieś 

kryjówki.Ale tu? - Przesunęła wzrokiem po tapecie. Napis? - Chowałam rzeczy 

w toaletce. I za ksiąŜkami na półkach. 

A co z szafą w ścianie? - Flynn otworzył drzwi i zajrzał do środka. 

-    Nie,  nie  w  szafie  -  powiedziała.  -  Tam  zawsze  był  bałagan.  Wrzucałam 

rzeczy byle jak i zamykałam drzwi. 

Ale  to nie  ty  chowałaś  maszynopis  - zauwaŜył.  -  Tylko twój ojciec. Czy 

on schowałby to w szafie? 

MoŜesz zobaczyć, co jest na górnej półce? Flynn wyciągnął się, ale półka 

była za wysoko. 

Chodź tu. Podniosę cię. 

background image

 

156

Mollie zaczerpnęła powietrza. W szafie unosił się jakiś odór. 

Och,  nie  -  wzdrygnęła  się.  -  Tu  jest  martwa  mysz,  -  Zeskoczyła  na 

podłogę.  -  Dlaczego  nie  mógł  po  prostu  zakopać  swego  skarbu,  jak  kaŜdy 

szanujący się pirat? 

Flynn roześmiał się. 

Ciesz  się,  Ŝe  Marianna  i  Escobarowie  zabrali  większość  mebli. 

Przynajmniej  oszczędzili  nam  prucia  starych  materaców  i  kanap.  MoŜe  jakieś 

schowki pod podłogą? 

Nie, nic takiego tu nie było. 

Tajemne przejścia? 

Nic mi o Ŝadnym nie wiadomo. Wiesz, to nie jest średniowieczny zamek. 

Tylko stary, drewniany dom. 

Flynn wzruszył ramionami. 

Racja. Czy masz jeszcze jakieś pomysły? 

Gdybym  tylko  mogła  sobie  przypomnieć  drugą  zwrotkę  tej  głupiej 

piosenki - powiedziała. - To pewnie jest jakaś wskazówka. 

Na dole jest pianino - zauwaŜył. - Zagrasz to jeszcze raz? 

Uniosła oczy do nieba i westchnęła. 

Czemu nie? 

Schodząc  ze  schodów,  ostroŜnie  ominęła  piąty  stopień  od  góry.  Za  to  trzeci 

stopień  od  dołu  załamał  się  pod  jej  cięŜarem.  OstroŜnie  wyciągnęła  nogę, 

rozdrapaną od kostki do kolana. 

Flynn schwycił ją na ręce i zniósł na dół. 

Nie  sadzaj  mnie  na  tej  brudnej  podłodze  -  zaprotestowała.  -  Nic  mi  nie 

jest, mogę stać. 

To dość paskudne zadrapanie. Kiedy miałaś zastrzyk przeciwtęŜcowy? 

Nie  potrzebuję  Ŝadnych  zastrzyków.  To  było  drewno,  nie  zardzewiały 

gwóźdź. 

background image

 

157

Potrzebujesz.  Zabieram  cię  na  łódź,  bo  trzeba  opatrzyć  ci  nogę,  zanim 

wda się jakaś infekcja. Nie pora na niezaleŜność. Muszę się tobą zająć. 

Dziękuję,  ale  sama  się  mogę  sobą  zająć.  I  nie  chcę  jeszcze  raz 

przeszukiwać tego obrzydliwego domu.  Chodźmy do pianina i skończmy juŜ z 

tym. 

Pospieszyła do pokoju, w którym stało pianino, usiłując nie utykać. Rozcięcie 

ją piekło, ale nie była to powaŜna rana. Flynn przesadzał. Poza tym nie bała się 

fizycznego bólu. 

Gdy podeszła do pianina, była zadowolona, Ŝe się nie cofnęła. Wyczuwała, Ŝe 

coś  się  stanie.  Na  ślepo  podniosła  klapę.  Ręką  odruchowo  sięgnęła  do  met-

ronomu, który zawsze stał na górze. Spędzała przy tym pianinie długie godziny, 

grając, aŜ drętwiały jej palce. 

Pamiętam  -  powiedziała,  czując,  jak  ogarnia  ją  dziwne  ciepło.  -  Chciał, 

Ŝ

ebym grała tę głupią melodyjkę jeszcze i jeszcze. Powiedział mi, Ŝe kiedyś to 

zrozumiem. I Ŝe kiedyś przyjadę do tego domu i zagram mu tę piosenkę. 

Kiedyś  było  teraz.  Dotknęła  kremowych  klawiszy.  Stare  pianino 

zaskrzeczało, straszliwie rozstrojone. 

Zdecydowanie  uderzała  w  klawisze.  Druga  zwrotka  przyszła  zupełnie 

naturalnie: 

Północ, południe, zachód i wschód, to, czego szukasz, masz u swych stóp. 

To nie ma sensu - powiedział Flynn. 

Sięgnęła, by uderzyć wysoki ton, i przypomniała sobie, jak ojciec pokazywał 

jej metalowe struny w pianinie. Skrytka? Nie, to niemoŜliwe. 

Ojciec lubił, kiedy grała na pianinie. Wyobraziła sobie jego uśmiech i jeszcze 

raz zagrała piosenkę. Jej stopa sięgnęła do pedału - i natrafiła na opór. 

Jest tutaj, Flynn! W pianinie! 

Flynn sięgnął, by podnieść górę. 

Nie, nie tam - powiedziała. - Tam pod spodem. U mych stóp. 

background image

 

158

Wspólnymi  siłami  oderwali  drewnianą  płytę.  Wypadło  stamtąd  mnóstwo 

ś

mieci, odkrywając duŜe, metalowe pudełko, starannie zawinięte w brezent. 

Na  ten  widok  Molłie  wykrzyknęła.  DrŜącymi  palcami  zerwała  opakowanie i 

otworzyła pokrywę pudła. Na pierwszej stronie widniał napis: „Klucz". 

A pod spodem, ręką jej ojca, napisane słowa: Zawsze cię kochałem, Mollie

Zamknęła oczy, czując jego obecność. 

I ja cię zawsze kochałam, tatusiu... 

  

ROZDZIAŁ 16 

 

Mollie  złoŜyła  „Klucz"  w  ręce  Flynna.  Tym  razem  nie  protestowała,  gdy  z 

naboŜeństwem głaskał poŜółkłe kartki. 

Nie mogę w to uwierzyć -powiedział. –Nie mogę uwierzyć, Ŝe naprawdę 

trzymam to w dłoniach. 

Dlaczego nie? PrzecieŜ tego właśnie szukaliśmy. 

Chyba nigdy tak naprawdę nie wierzyłem, Ŝe znajdziemy tę ksiąŜkę. Tak 

długo  nikt  o  niej  nie  wiedział.  Twoja  pamięć  szwankowała.  Nie  było  nawet 

pewności,  Ŝe  maszynopis  istnieje.  UwaŜałem,  Ŝe  mamy  szanse  jak  milion  do 

jednego. 

No to dlaczego upierałeś się przy poszukiwaniach? 

Bo  cień  moŜliwości  jednak  istniał.  Ten  nieprawdopodobny  cień 

moŜliwości.  -  Flynn  podniósł  stronę  tytułową,  by  przeczytać  pierwszy  akapit. 

Przesunął wzrokiem po pierwszej stronie, potem po następnej...-Twój ojciec był 

wspaniałym pisarzem - stwierdził po chwili. - W porównaniu z tym tutaj wiersze 

miłosne  do  Ramony  to  zaledwie  szkice.  Tym  zresztą  są.  WciąŜ  nie  mogę 

uwierzyć, Ŝe to znaleźliśmy. 

W  głębi  duszy  Molłie  zawsze  wiedziała,  Ŝe  „Klucz"  istnieje.  Tak  samo,  jak 

wiedziała,  Ŝe  jej  ojciec  -  pomimo  wszystkich  swoich  wad  -  kochał  ją. 

Zaskoczyła ją jedynie świadomość, Ŝe i ona go kochała. 

background image

 

159

Logicznie  rzecz  biorąc,  nie  powinna  była.  Jako ojciec był  do  niczego.  Przez 

łata  powtarzała  sobie,  Ŝe  nic  ją  nie  obchodzi,  ale  nie  była  to  prawda.  Kochała 

Woodrowa  Locke'a,  tego  drania,  który  pił,  porzucił  jej  matkę  i  ją  samą,  który 

umarł, zanim zdołała się z nim pogodzić. 

A  teraz  odzyskała  spokój.  Nie  czuła  się  juŜ  winna  jego  problemom,  jego 

alkoholizmowi,  swoim  własnym  niepewnościom.  Mollis  nie  była  ani  zła,  ani 

słaba. Jej gniew i cierpienie stanowiły wypaczoną formę miłości. Była w stanie 

to przyjąć. 

Spojrzała na Flynna, wiedząc, Ŝe nie popełni juŜ tych samych błędów. Nie w 

imię  miłości.  Jej  strach  o  wspólną  przyszłość  zniknął,  jak  złoty  zachód  nad 

Keys. Wystarczyła sama miłość. 

Flynn podniósł na nią wzrok. 

To historia was dwojga. Ojciec i córka uciekają z obozu podczas drugiej 

wojny  światowej.  Znajdują  schronienie  na  jakiejś  wyspie,  ale  ojciec  jest 

sparaliŜowany. I ona  musi się nim opiekować. - Przeszył go nagły ból. - To są 

przeprosiny twego ojca. 

Czy myślisz, Ŝe ksiąŜka ma szczęśliwe zakończenie? 

Mam nadzieję. Zasługujesz na najszczęśliwsze. 

Wsunęła  się  w  jego  ramiona.  Pocałowali  się  z  maszynopisem  wciśniętym 

miedzy ich ciała. Usta Flynna nigdy jeszcze nie były tak słodkie. 

Czy jesteś szczęśliwy, Flynn? 

Nie  wiem.  Nigdy  w  Ŝyciu  nie  czułem  takiej  zaborczości.  Najchętniej 

schowałbym ten maszynopis i nie pozwolił nikomu go zobaczyć. 

Jak  ci  stuknięci  kolekcjonerzy,  którzy  wydają  fortunę  na  obraz 

Rembrandta, a potem wieszają go w zamkniętej piwnicy? 

No właśnie - roześmiał się. - To głupie, nie? To samo czuję wobec ciebie. 

Chciałbyś powiesić mnie w zamkniętej piwnicy? - przekomarzała się. 

Chcę cię zatrzymać dla siebie, nie dzielić się tobą. 

To rzeczywiście głupie. 

background image

 

160

Szli do wyjścia, gdy Mollie podjęła decyzję. 

Wyremontuję  ten  dom.  I  będę  tu  mieszkać.  Przynajmniej  przez  część 

roku. 

A co z pracą? 

JuŜ  jej  nie  potrzebuję  -  zauwaŜyła.  -  Publikacja  „Klucza"  przyniesie  mi 

niezłą fortunkę. No i właściwie nigdy nie byłam biedna. Dostałam spory spadek 

po matce. 

Więc jesteś panną dziedziczką, a ja o tym nie wiedziałem? 

Nie  jestem  jakaś  superbogata,  ale  tak  naprawdę  nigdy  nie  musiałam 

pracować. Pracowałam, bo chciałam czuć się potrzebna, wypełnić sobie czymś 

Ŝ

ycie. 

Byli  juŜ  na  dworze,  więc  Mollie  odetchnęła  świeŜym,  morskim 

powietrzem. - Chcę, Ŝeby Liana mnie tu odwiedziła. Pamiętasz ją, Flynn? 

Ta mała z programu „Pomocnej Dłoni"? 

No  właśnie.  Liana  i  inne,  podobne  do  niej  dzieci.  Wspaniale  było  być 

dzieckiem na Keys. A ja nigdy tego nie wykorzystałam, bo musiałam niańczyć 

swego ojca. 

Przedarła  się  przez  zarośla  hibiskusa  i  odwróciła,  czekając  na  Flynna  i 

wspominając spędzone z nim chwile. - Jesteś fantastyczny - powiedziała, gdy do 

niej dołączył. 

Nie  ja,  tylko  ty.  -  Złapał  ją  wolną  dłonią.  -  A  teraz  wracamy  na  łódź, 

Ŝ

ebym mógł w końcu opatrzyć ci nogę. 

Czuję się brudna po wizycie w tym domu. Chciałabym popływać. 

Najpierw zdezynfekujemy rozcięcie. 

Na lodzi Flynn schował maszynopis w szufladzie stolika w kabinie sypialnej, 

znalazł  apteczkę  i  delikatnie  oczyścił  nogę  Mollie.  Zadrapanie  nie  było  tak 

głębokie,  jak  się  wydawało.  Mollie  krzywiła  się,  gdy  smarował  je  środkiem 

odkaŜającym, ale Flynn zauwaŜył, Ŝe jest odpręŜona jak nigdy dotąd. Wydawało 

background image

 

161

się, Ŝe z przyjemnością planuje odbudowę domu i zmiany w swoim Ŝyciu. Nie 

umknęło jego uwagi, Ŝe w tych planach nie został przewidziany. 

Gdyby  tylko...  Ale  teraz  nie  mogli  być  razem.  Przygotowanie  wydania 

„Klucza" zajmie mu mnóstwo czasu, poza tym powinien zacząć pisać biografię. 

Na razie nie dostanie więcej pieniędzy z wydawnictwa, więc nie moŜe zawiesić 

wykładów. Czy ma prawo poprosić Mollie, by na niego zaczekała? A z drugiej 

strony, czy potrafi się jej wyrzec? 

Chciał załoŜyć bandaŜ, ale zaprotestowała. 

-  Najpierw  popływam,  potem  zabandaŜujesz  mi  nogę.  Teraz  włoŜę  jeden  z 

moich nowiutkich kostiumów. 

Po  co?  -  zapytał.  -  Skoro  nie  potrzebujesz  bandaŜa,  nie  potrzebujesz 

równieŜ kostiumu. 

AleŜ, Flynn... 

I tak musimy odpłynąć dalej, na głębszą wodę. 

Nie mogę pływać nago w pełnym słońcu. 

Mogę dotrzymać ci towarzystwa. 

Wyszedł  na  pokład,  by  odcumować  łódź.  Jakieś  sto  metrów  od  brzegu 

zarzucił kotwicę. 

Mollie wynurzyła się spod pokładu, nieśmiało otulając się kurtką. 

Jesteś pewien, Ŝe nikogo tu nie ma? 

Absolutnie.  - Ściągnął szorty  i  zanurkował.  Gdy  szykowała się,  by  pójść 

w jego ślady, zawołał: - Czekaj! 

O co chodzi? - zmruŜyła oczy w ostrym słońcu. 

O nic. - Podpłyną! bliŜej. - Po prostu chciałem na ciebie popatrzeć. 

Podglądacz! - Skoczyła do wody i wypłynęła koło Flynna. Woda w zatoce 

była jak ciepła pieszczota. Mollie z okrzykiem wepchnęła Flynna pod wodę. 

Zniknął,  wypłynął  za  nią  i  pociągnął  za  nogi,  tak  Ŝe  Mollie  równieŜ  poszła 

pod wodę. Gdy znowu ją zaatakował, śpiewając melodię ze „Szczęk” , chlusnęła 

na niego wodą. 

background image

 

162

Jeśli przestaniesz, zdradzę ci sekret do biografii ojca. 

Tak? - Zatrzymał się. 

Mój ojciec był fatalnym pływakiem -powiedziała. - Potrafił pływać tylko 

pieskiem.  -  Znowu  chlusnęła  wodą  i  podpłynęła  bliŜej.  -  Ale  moŜe  kłamię. 

Nigdy się nie dowiesz. 

Mogę  znaleźć  potwierdzenie  w  innych  źródłach.  Wbrew  temu,  co  myśli 

Edleman, jestem całkiem dobrym badaczem. - Krzyknął z triumfem. - Edlemana 

szlag trafi, gdy usłyszy o „Kluczu". 

CóŜ za niepowaŜne podejście do sprawy, doktorze Carlson. 

A na co komu powaga? Wygrałem! - Podpłynął tuŜ obok, ale jej nie objął. 

- W kaŜdym razie sądzę, Ŝe wygrałem. 

Chodź, Flynn, popływajmy. 

Zrobili duŜy łuk i skierowali się na powrót ku łodzi. Mollie czuła się czysta, 

odświeŜona i gotowa do kochania się. 

Flynn skierował się ku niej i ich mokre ciała zwarły się w uścisku. Włosy na 

piersi  Flynna  draŜniły  jej  piersi.  Wargi  smakowały  morską  wodą.  Flynn 

uchwycił  drabinkę  prowadzącą  na  pokład  i  lekko  podtrzymał  pośladki  Mollie 

drugą dłonią. Jego mokre wargi na jej skórze mieszały się z pieszczotą oceanu. 

Otulona  płynnym  błękitem,  Mollie  naprawdę  czuła  się  jak  syrena.  Zamknęła 

oczy,  niezdolna  odróŜnić  dotknięć  Flynna  od  pieszczoty  przyrody.  Słońce 

ogrzewało jej skórę, fale kołysały ją lekko, a wiaterek chłodził je; piersi. 

Ale to Flynna chciała, a nie jakiegoś tajemniczego, efemerycznego kochanka 

natury.  Chciała  prawdziwego  człowieka  z  prawdziwymi  problemami  i 

Ŝą

daniami. 

Chcę cię czuć w środku, Flynn. Chcę, byś był częścią mnie. 

Gdy znaleźli się w kabinie, ich pieszczoty stały się bardziej namiętne. Flynn 

był bliski ekstazy. 

Kocham cię, Mollie. Tak bardzo. 

Powiedz to jeszcze raz. 

background image

 

163

Kocham cię. 

Potwierdził to tak gorącą namiętnością, Ŝe zagubił: się zupełnie. 

Kocham cię - krzyknęła. - Kocham, kocham, kocham... 

Przytulała  go  do  siebie,  pragnąc,  by  ta  chwila  nigdy  nie  minęła.  By  Flynn 

został z nią na zawsze. Ale tak nie mogło być. Musieli pójść kaŜde swoją drogą, 

jak to planowali od początku. Nigdy nie obiecywał jej niczego więcej. Mimo to 

czuła się dziwnie spokojna. Ich miłość była obietnicą sama w sobie. 

Czy miałabyś coś przeciwko temu, Ŝebym zapalił cygaro? - spytał Flynn. 

Miałabym. Ta kabina jest zbyt mała. 

Czy  miałabyś  coś  przeciwko  temu,  Ŝebyśmy  poszli  na  pokład,  gdzie 

mógłbym zapalić cygaro? Chciałbym uczcić ten dzień. 

Całkiem nadzy, poszli na górę i połoŜyli się w gorącym słońcu. Flynn zapalił 

cygaro, a Mollie się roześmiała. 

Co cię bawi? 

Ty,  Nigdy  jeszcze  nie  widziałam  nagiego  męŜczyzny  z  cygarem  w 

zębach. 

Ale ja nie jestem zwyczajny. No, a ten dzień jest bardzo szczególny. 

A czemuŜ to? 

Znaleźliśmy zaginione dzieło jednego z wielkich amerykańskich pisarzy. 

Oraz, co jeszcze waŜniejsze, powiedziałem syrenie, Ŝe ją kocham. 

Dla mnie ten dzień teŜ jest waŜny. 

Siedzieli w ciszy, wygrzewając się w słońcu. 

Nie chcę się z tobą rozstawać - powiedział. - Ani na chwilę. 

To nie potrwa długo. 

Tworzymy  dobry  zespół.  -  Odchrząknął.  -  Nigdy  dotąd  nie  byłem 

zakochany. Nie aŜ tak bardzo. Poczekaj na mnie, proszę. 

Zwróciła na niego powaŜne spojrzenie zielonych oczu. 

Lepiej cię juŜ zostawię. 

Jeszcze nie. Za kilka godzin. 

background image

 

164

JuŜ.  Nie  moŜemy  być  razem,  gdy  pracujesz  nad  biografią.  Miałeś  rację, 

Flynn. Nie chcę układu, w którym - świadomie lub nie - będę wykorzystywana. 

Oboje niemal o tym zapomnieliśmy. Nie chcę popełnić błędu. 

Wstała, a uroda jej nagiego ciała aŜ go zabolała. Nie moŜe się z nią rozstać. 

ś

ycie  bez  niej  będzie  puste,  nie  do  zniesienia.  Ale  Mollie  miała  rację  i  musiał 

się podporządkować jej decyzji. Miłość musi zaczekać. 

Dokąd cię zawieźć? - zapytał, wstając. 

Z  powrotem  na  brzeg.  Chcę  zostać  chwilę  na  Stamper  Key.  MoŜe  jak 

odprowadzisz łódź do Marianny, poprosisz Rafaela, Ŝeby po mnie przyjechał, 

Zeszła  na  dół,  wyciągnęła  walizkę  i  zaczęła  się  pakować.  ŁóŜko  w  małej 

kabinie wciąŜ pachniało ich miłością i róŜami. 

Łódź powoli pruła wodę w kierunku pomostu przy hacjendzie. Mollie zrobiło 

się Ŝal, Ŝe przygoda się kończy. Ich miłość była piękna. MoŜe kiedyś znowu się 

taka stanie. 

Wróciła na pokład, ubrana, z walizką w ręku. 

Zostawiłam  kilka  rzeczy,  które  nie  zmieściły  mi  się  do  walizki  - 

powiedziała  do  stojącego  przy  sterze  Flynna.  -  Czy  moŜesz  odesłać  je  do 

Marianny? 

Sam je przyniosę - obiecał. 

Nie,  to  nie  będzie  rozsądne.  Nie  powinniśmy  się  spotykać,  póki  nie 

skończysz pisać. 

AleŜ, Mollie... 

Nie. 

Rzuciła walizkę na pomost i wyskoczyła. Uniosła dłoń i pomachała Flynnowi. 

Do widzenia, Flynn. Kocham cię. 

Ja wrócę, Mollie. Pamiętaj o tym. Sama się zdziwisz, jak szybko wrócę. 

Łódź  oddalała  się  od  pomostu,  a  Mollie  czuła,  jak  jej  oczy  napełniają  się 

gorącymi łzami. JuŜ za nim tęskniła. Jej Ŝycie stanie się teraz czarną dziurą, póki 

background image

 

165

Flynn nie wróci. Ale musi nauczyć się to znosić. WciąŜ patrzyła za łodzią, gdy 

silnik zgasł. Flynn krzyczał coś niezrozumiale i machał rękoma jak szaleniec. 

Co? - podbiegła do końca pomostu. - Co takiego? 

W ubraniu, Flynn zeskoczył z łodzi i płynął w jej stronę. Gdy woda stała się 

zbyt płytka, ruszył, chlapiąc rozgłośnie, aŜ stanął przy pomoście u stóp Mollie. 

RozłoŜył ramiona. 

Mollie, wyjdź za mnie. 

Co ty mówisz?! 

Mówię,  Ŝe  chcę  spędzić  z  tobą  resztę  Ŝycia.  Od  tej  chwili  po  kraniec 

czasu. 

A co z biografią? 

Do  diabła  z  biografią.  Światu  nie  jest  potrzebna  jeszcze  jedna  biografia 

Woodrowa Locke'a. - Wyciągnął ku niej ręce. - Proszę, Mollie, zgódź się. 

Pragnęła go, a jednak wstrzymała się, 

Nie mogę cię prosić, byś zrezygnował z biografii. Jesteś właściwą osobą 

do jej napisania. MoŜe jedyną, która jest w stanie to zrobić. 

Nie  sądzę.  -  Roześmiał  się  i  prysnął  w  jej  stronę  wodą.  -  Ty  powinnaś 

napisać tę biografię. Ty jesteś właściwą osobą. 

Wielkie  nieba,  masz  rację.  -  Uklękła  na  pomoście.  -  PomoŜesz  mi, 

prawda? To znaczy... jeśli się zdecyduję. Muszę to przemyśleć... 

Schwycił jej dłonie w swoje. 

Tylko jeśli za mnie wyjdziesz. 

Z radością. 

Flynn wciągnął Mollie do wody i objął ramionami. 

Moja najdroŜsza syrena. Kocham cię. 

A ja kocham ciebie, Flynn. 

Pocałowała go w usta. Nareszcie jej poszukiwania naprawdę się skończyły. Z 

Flynnem u boku nie bała się przyszłości. Wierzyła w miłość, która moŜe trwać 

wiecznie. Bez sekretów i bez lęku. Flynn otworzył jej serce. Razem byli wolni. 

background image

 

166