background image

Maciej Janowski 

Raj dla historyków czyli Gdyby 

Austria nie istniała... 

Jeśli  ktoś  z  historyków  lub  miłośników 

naszej nauki ubolewa nad upadkiem społecz-
nego znaczenia historii, to może żałować, że 
nie żył w czasach romantyzmu. Wielki histo-
ryk  angielski  lord  Macaulay mógł  wówczas 
napisać  skromnie,  że  chciałby  jedynie,  by 
jego prace wyrugowały ze stolików w poko-
jach  panienek  modne  romanse  francuskie. 
Jaki historyk napisałby dziś, że chce „tylko” 
wyrugować z pokojów nastolatków kasety z 
muzyką młodzieżową? 

Uczony  badacz  —  jak  zwykle  —  łatwo 

znajdzie ex post wyjaśnienie. Mieszczaństwo 

Europy Zachodniej — powie on —wzrastało 
w siłę i w sposób naturalny interesowało się 
swą  własną  przeszłością:  poza  zaspokoje-
niem  ciekawości,  szukało  tam  uzasadnienia 
swej wzrastającej roli politycznej. Ale to nie 
Anglia, lecz zacofane regiony Europy Środ-
kowej  i  Wschodniej  zasługiwały  wówczas 
na zaszczytne miano raju dla historyków. Tu 
mieszczaństwo było zbyt  słabe, aby stać się 
mecenasem  nauki  historycznej,  ale  działała 
siła inna i potężniejsza: małe i słabe narody 
tego  regionu,  chcąc  dorównać  narodom  sil-
nym  i  potężnym,  musiały  pokazać  światu 
swą  przeszłość  wielką  i  pełną  chwały.  Ot-
wierało się pole dla uczonych i dla dyletant-
ów. 

Wielki czeski historyk František Palacký 

(1798-1876)  należał  z  pewnością  do  tych 
pierwszych. Jak wielu Czechów swej epoki, 
mówił równie dobrze po czesku, jak po nie-
miecku — ten ostatni język był w monarchii 
habsburskiej uważany za język kultury i cy-
wilizacji.  Swe  najważniejsze  dzieło  —  Hi-

storię  narodu  czeskiego  w  Czechach  i  na 

Morawach  —  zaczął  więc  publikować  po 

niemiecku  i  dopiero  po  kilku  tomach  prze-
szedł na czeski. Dzieło to zyskało mu sławę 
w  Czechach  i  uznanie  uczonych  europejs-
kich.  W  swych  koncepcjach  Palacký  bliski 
był  naszemu  Joachimowi  Lelewelowi  —  w 
romantycznym  duchu  chwalił  słowiańskie 

cnoty  pradawnych  Czechów  i ubolewał  nad 
napływem  Niemców,  którzy  jakoby  skazili 
prasłowiańską  demokrację,  przynosząc  ze 
sobą  zachodni  feudalizm,  oparty  na  ucisku 
chłopów. Naród czeski — sądził Palacký — 
walcząc z germanizmem walczył równocze-
śnie o cele ogólnoludzkie, a w ruchu husyc-
kim  wzniósł  się  na  czołowe  stanowisko  w 
Europie:  pod  względem  religijnym  husy-
tyzm  był  zapowiedzią  późniejszej  o  sto  lat 
reformacji, głosząc idee wolności polityczn-
ej,  które  światu  objawiła  w  trzysta  lat  póź-
niej dopiero rewolucja francuska. 

Dziś łatwo nam uśmiechnąć się nad taką 

wizją,  lecz  powstrzymajmy  się  z  okazywa-
niem wyższości: dzieło Palackiego i dziś jest 
interesujące.  Jako  przykład  zaprezentować 
chciałbym  jeden  z  jego  mniejszych  tekstów 
publicystycznych. 

W  1848  r.  ogólnoeuropejska  rewolucja, 

zwana  później  wiosną  ludów,  dała  również 
Czechom  nadzieję  na  polepszenie  ich  sytu-
acji w ramach monarchii habsburskiej. Pala-
cký należał do tych polityków, którzy doma-
gali  się  przyznania  Czechom  praw  narodo-
wych w ramach naddunajskiego mocarstwa, 
a nie na jego gruzach. Zdawał sobie sprawę, 
że  silna  Austria,  oparta  na  równouprawnie-
niu narodowości, stanowi dla małych narod-
ów  Europy  Środkowowschodniej  najlepszą 
ochronę  przed  imperializmem  zarówno  Ro-
sji, jak i Niemiec. Okazję do publikowanego 
tu  tekstu  dało  zaproszenie  wystosowane  do 
Palackiego  przez  niemieckich  polityków 
przygotowujących  zwołanie  do  Frankfurt, 
niemieckiego.  Miała  to  być  chwila  przeło-
mowa:  oto  Niemcy,  od  dawna  rozbite  na 
wiele  małych  państewek  miały  się  zjedno-
czyć  w  demokratyczną  federację  o  której 
ustroju rozstrzygnąć miał swobodnie wybra-
ny parlament. Dla Niemców było oczywiste, 
że  ziemiami niemieckimi  są  wszystkie  tere-
ny, które wchodziły kiedyś w skład Św. Ce-
sarstwa  Rzymskiego  Narodu  Niemieckiego 
— również ziemie czeskie.  Nie był  to prze-
jaw szowinizmu niemieckich liberałów — z 
ich perspektywy Czesi mogli tylko zyskać na 
włączeniu do zjednoczonych Niemiec, zwła-
szcza gdy zapewni im się prawa rozwoju ję-
zyka i kultury. 

Było  więc  dla  Niemców  zaskoczeniem, 

gdy  Palacký  —  uprzejmie,  ale  bardzo  zde-
cydowanie  —  odmówił  udziału  w  ich  pra-

background image

cach,  podkreślając,  że  sam  nie  jest  Niem-
cem, Czechy zaś nie są i nigdy nie były czę-
ścią  Niemiec.  List  Palackiego  nie  jest  prze-
jawem  zwykłego  sporu  narodowościowego, 
jakich  pełne  są  dzieje  Europy  Środkowow-
schodniej. Palacký nie dlatego sprzeciwia się 
rozpadowi monarchii habsburskiej,  że  było-
by  to  sprzeczne  z  czeskim  interesem  naro-
dowym:  odwołuje  się  do  zasad  ogólnoludz-
kich,  dowodząc  —  to  sławne  zdanie  było 
wielokrotnie cytowane, serio bądź ironicznie 
— że gdyby Austria nie istniała, trzeba by ją 
było  stworzyć  w  interesie  Europy  i  ludzko-
ści. Nie trzeba tu się domyślać perfidii — że 
niby Palacký, pisząc do Niemców, pokrywał 
nacjonalizm pozorami humanizmu. Jako wy-
kształcony  Europejczyk  pierwszej  połowy 
XIX  w.  harmonijnie  łączył  oświeceniowy 
uniwersalizm  z  romantycznym  patriotyzm-
em: wierzył, że wolność i szczęście różnych 
ludów  nie  są  sprzeczne,  lecz  warunkują  się 
nawzajem. List Palackiego — którego polski 
przekład ukazuje się, o ile wiem, po raz pier-
wszy  —  jest  wymownym  apelem  o  współ-
pracę narodów Europy Środkowowschodniej 
stojących  przed  wspólnymi  perspektywami 
i niebezpieczeństwem,  i  jako  taki  może  być 
i dziś interesujący. 

List Františka Palackiego do Frankfurtu 

Wielce Szanowni Panowie, 
Dopiero teraz poczta przyniosła mi list z 

dnia 6 kwietnia, którym uczyniliście mi Pa-
nowie ten zaszczyt, że wezwaliście mnie do 
Frankfurtu, abym był uczestnikiem Waszych 
obrad, których głównym celem jest  jak naj-
szybsze  zwołanie  niemieckiego  parlamentu. 
Z  miłym  zaskoczeniem ujrzałem  w  tym  za-
proszeniu  pełne  i  prawomocne  świadectwo 
zaufania,  którym  mój  sposób  myślenia  nie 
przestaje  cieszyć  się  u  najznamienitszych 
mężów  rzeszy  niemieckiej:  powołując  bo-
wiem  mnie  do  sejmu  „niemieckich  patrio-
tów”  sami  uwalniają  mnie  od  zarzutu,  tak 
niesprawiedliwego,  a  przecież  tak  często 
przeciw  mnie  podnoszonego,  jakobym  się 
kiedyś miał objawić jako nieprzyjaciel naro-
du  niemieckiego.  Ze  szczerym  uczuciem 
wdzięczności  uznaję  w  tym  wysoką  życzli-
wość i sprawiedliwość tego dostojnego zgro-
madzenia,  uważam  się  przeto  tym  bardziej 

za  zobowiązanego  odpowiedzieć  na  Wasze 
zaproszenie  ze  szczerym  zaufaniem,  prosto 
i bez osłonek. 

Na Wasze, Panowie, wezwanie nie mogę 

ani  stawić  się  osobiście,  ani  też  na  swoje 
miejsce  przysłać  innego  ..zaufanego  patrio-
ty”. Pozwólcie, abym Wam teraz, o ile moż-
na, przedstawił pokrótce powody swej decy-
zji. 

Celem  Waszego  zgromadzenia  jest  po-

stawić na miejsce dotychczasowego związku 
książąt związek narodu niemieckiego, naród 
niemiecki  zorganizować  w  prawdziwą  jed-
ność, wzmocnić niemieckie uczucie narodo-
we, a tym sposobem zwiększyć siłę i potęgę 
rzeszy  niemieckiej.  Chociaż  szanuję  to  dą-
żenie i uczucie, które jest jego podstawą, to 
jednak  —  właśnie  dlatego,  że  je  szanuję  — 
nie mogę żadną miarą w nim brać udziału. Ja 
nie jestem Niemcem, przynajmniej nie czuję 
się nim — a sami nie chcielibyście przecież 
powoływać mnie do siebie na zwykłego po-
takiwacza  bez  poglądów  ani  własnej  woli; 
musiałbym we Frankfurcie albo zapierać się 
swych uczuć  i  udawać,  albo,  gdyby  było  to 
konieczne,  głośno  protestować.  Jestem  zbyt 
bezpośredni  i  prawdomówny,  aby  wybrać 
pierwszą  możliwość,  na  drugą  zaś  jestem 
zbyt  mało  arogancki  i  bezwzględny:  I  nie 
mogę  dopuścić do  swego  serca możliwości, 
i abym  głosami  sprzeciwu  niszczył  zgodę 
i jednomyślność,  którą  uważam  za  radosną 
i pożądaną nie  tylko  w  swoim  własnym do-
mu, ale i u sąsiada. 

Jestem  Czechem  z  rodu  słowiańskiego, 

i oddałem  się  wraz  z  tym  wszystkim,  co 
mam i co mogę (nie jest tego wiele), w cało-
ści i na zawsze na służbę swemu narodowi. 
Ten naród jest wprawdzie mały, ale od wiek 
wieka odrębny i sam decyduje o sobie; wład-
cy  jego  od  stuleci  uczestniczyli  w  związku 
książąt niemieckich, ale sam naród nie zali-
czał  się  nigdy  do  narodu  niemieckiego,  ani 
przez innych nie był nigdy uważany za Nie-
mców.  Cała  łączność  ziemi  czeskiej  naj-
pierw ze świętym cesarstwem niemieckim, a 
potem ze związkiem niemieckim, była zaw-
sze jedynie rzeczą monarchy, a czeski naród, 
czeskie  stany,  nawet  jeśli  o  tym  wiedziały, 
nigdy  nie  zwracały  na  to  uwagi.  Prawdę  tę 
znają  wszyscy  niemieccy  badacze  dziejów 
równie  dobrze  jak  i  ja;  a  gdyby  ktoś  chciał 
jeszcze o tym wątpić, mogę się ofiarować, że 

background image

przywiodę  go  w  swoim  czasie  do  poznania 
pełnej  i  oczywistej  prawdy.  Gdyby  nawet 
uznać za prawdę, że korona czeska pozosta-
wała niegdyś z rzeszą niemiecką w związku 
lennym (czemu jednak publicyści czescy za-
wsze zaprzeczali), nie może przyjść na myśl 
żadnemu  prawdziwemu  znawcy  dziejów, 
aby jeśli chodzi o stosunki wewnętrzne, wąt-
pił  o  dawniejszej  suwerenności  i  autonomii 
ziemi czeskiej i jej władz. Wiadomo całemu 
światu, że cesarze niemieccy nigdy nie mieli 
—  jako  cesarze  —  z  narodem  czeskim  nic 
do czynienia, że w Czechach ani nad Czech-
ami  nie  przysługiwała  im  władza  ani  usta-
wodawcza, ani sądowa, ani wykonawcza; że 
nigdy nie mieli prawa wybierać z ziemi woj-
ska  ani  żadnych  regaliów,  że  ziemia czeska 
pospołu  ze  swymi  ziemiami  koronnymi  nie 
należała  do  żadnego  z  dziesięciu  dawnych 
krajów niemieckich, że nigdy nie rozciągała 
się na nią jurysdykcja sądu komornika Rze-
szy itd.; a więc cały dotychczasowy związek 
ziemi  czeskiej  z  rzeszą niemiecką musi  być 
uważany za związek monarchy z monarchą, 
ale nigdy za związek narodu z narodem. Jeś-
li więc ktoś domaga się, aby obok tego doty-
chczasowego związku między książętami ró-
wnież  i  naród czeski  zjednoczył  się  z  naro-
dem niemieckim,  to  jest  to  w  każdym  razie 
nowe żądanie, nie mające żadnych historycz-
nych  podstaw  prawnych,  o  którym  ja  sam 
nie czuję się uprawniony rozstrzygać, dopó-
ki nie mam do tego wyraźnego i formalnego 
mandatu. 

Druga przyczyna, która broni mi uczest-

nictwa  w  Waszych  obradach,  jest  taka,  że 
wedle wszystkiego, co dotąd publicznie mó-
wiło  się  o  Waszych  celach  i  zamiarach, 
chcecie  i  będziecie  nieuchronnie  dążyć  do 
tego, aby na zawsze osłabić Austrię jako sa-
modzielne  państwo,  a  nawet  uniemożliwić 
egzystencję  tego  imperium;  imperium,  któ-
rego  istnienie,  całość  i  siła  jest  i  musi  być 
wielką i doniosłą sprawą nie tylko mego na-
rodu,  ale  całej  Europy,  ba,  samej  ludzkości 
i kultury.  Bądźcie  uprzejmi  udzielić  mi  na 
krótko głosu także i w tej sprawie. 

Wiecie Panowie, jakie mocarstwo panuje 

nad  całą  wielką  wschodnią  częścią  naszego 
kontynentu;  wiecie,  że  owo  mocarstwo,  już 
teraz osiągnąwszy ogromny rozmiar, samo z 
siebie  i  w  sobie  w  każdym  dziesięcioleciu 
staje  się  coraz  większe  i  mocniejsze,  a  jego 

potęga  wzrasta  szybciej  niż  siła  państw  za-
chodu; że będąc w swym wnętrzu niedostęp-
ne  wszelkim  atakom,  dawno  już  stało  się 
niebezpieczne dla swych sąsiadów; i że cho-
ciaż ma otwartą bramę na północy, to prze-
cież,  wiedzione  przyrodzonym  instynktem, 
dąży i będzie dążyć szczególnie do ekspansji 
na  południe;  że  każdy  krok  naprzód  uczy-
niony na tej drodze przybliża coraz bardziej 
groźbę  powstania  uniwersalnej  monarchii, 
czyli  nieogarnionego  i  niewypowiedzianego 
zła, nieszczęścia bez miary i granic, którego 
ja, Słowianin duszą i ciałem, dla dobra ludz-
kości  chciałbym  uniknąć  za  wszelką  cenę, 
choćby  nawet  ta  monarchia  głosiła  się  jako 
słowiańska.  Wielu  w  Rosji  uważa  mnie  za 
nieprzyjaciela  Rosjan,  równie  niesprawied-
liwie,  jak  w  Niemczech  uważają  mnie  za 
nieprzyjaciela  Niemców.  W  każdym  razie, 
mówię to głośno i otwarcie, nie jestem niep-
rzyjacielem Rosjan, przeciwnie, obserwuję z 
radosnym zainteresowaniem każdy krok, ja-
ki ten wielki naród czyni na drodze cywiliza-
cji:  jednak  ponieważ  przy  całej  gorącej  mi-
łości  do  swojego  narodu wyżej  cenię  dobro 
ludzkości  i  nauki niż  dobro narodowe,  z  tej 
więc przyczyny już sama możliwość uniwer-
salnej  monarchii  rosyjskiej  nie  ma  żadnego 
przeciwnika gorętszego ode mnie — nie dla-
tego,  że  monarchia  ta  byłaby  rosyjska,  ale 
dlatego że byłaby uniwersalna. 

Wiecie,  że  na  południowym  wschodzie 

Europy,  niedaleko  granic  imperium  rosyjs-
kiego, żyją liczne narody, pochodzeniem, ję-
zykiem, historią i obyczajami wyraźnie róż-
niące  się  od  siebie:  Słowianie,  Wołosi,  Ma-
dziarzy,  Niemcy,  że  już  nie  mówię  o  Gre-
kach,  Turkach  czy  Albańczykach.  Żaden  z 
nich sam z siebie nie jest wystarczająco sil-
ny, aby mógł w przyszłości z powodzeniem 
opierać  się  swemu  potężnemu  sąsiadowi  na 
wschodzie;  mogą  zrobić  to  jedynie  wtedy, 
gdy bliski i mocny związek spoi je wszystkie 
w  jedno.  Prawdziwą  żywotną  arterią  tego 
związku  jest  Dunaj;  jego  władza  centralna 
nie  może  oddalać  się  od  tej  rzeki,  jeśli  ma 
rzeczywiście być skuteczna i jeśli ma się ut-
rzymać. Zaiste, gdyby państwa austriackiego 
nie było już od dawna musielibyśmy w inte-
resie  Europy,  ba,  samej  ludzkości,  postarać 
się jak najszybciej, aby je stworzyć. 

Dlaczego  jednak  widzieliśmy  to  państ-

wo, powołane od natury i historii za obrońcę 

background image

i strażnika Europy przed wszelkiego rodzaju 
żywiołami azjatyckimi — dlaczego widzieli-
śmy  je  w  krytycznej  chwili  bez  pomocy,  a 
nawet  bez  rady  stające  przed  nawałem  bu-
rzy? Dlatego że w nieszczęsnym zaślepieniu 
już  od  dawna  samo  nie  rozpoznawało  rze-
czywistej prawnej i moralnej podstawy swe-
go  istnienia,  a  co  więcej,  wypierało  się  jej: 
tym  podstawowym  prawidłem  jest,  aby 
wszystkie  narodowości  zjednoczone  pod  je-
go berłem, jak również wszystkie religie, za-
żywały  wspólnie  pełnej  równości  prawnej 
i faktycznej.  Prawo  narodów  jest  w  istocie 
prawem natury; żaden naród na ziemi nie ma 
prawa żądać, aby dla jego dobra sąsiad sam 
siebie ofiarował, żaden nie powinien też za-
pierać się sam siebie lub ofiarowywać się na 
rzecz  swego  sąsiada.  Natura  nie  zna  narod-
ów  panujących  lub  służebnych.  Jeżeli  zwią-
zek łączący wiele różnych narodów w jedną 
całość  polityczną  ma  być  silny  i  trwały,  to 
żaden  naród  nie  może  mieć  przyczyny  do 
obaw, że w związku tym straci którąś z naj-
cenniejszych rzeczy, jakie posiada, przeciw-
nie, każdy musi mieć tę nadzieję, że we wła-
dzy  centralnej  znajdzie  ochronę  i  tarczę 
przed możnymi sąsiadów; potem każdy rów-
nież  się  przyczyni  do  zaopatrzenia  władzy 
centralnej w taką siłę, aby mogła ona skute-
cznie wykonywać wspomnianą ochronę. Jes-
tem pewien, że jeszcze teraz nie jest za póź-

no, aby w imperium austriackim wygłoszono 
jawnie  i  szczerze  ową  podstawową  zasadę, 
owe  sacra  anchora  łodzi  grożącej  utonię-

ciem,  i  aby  energicznie  wprowadzono  ją  w 
życie w każdej dziedzinie; ale każde mgnie-
nie oka jest cenne, nie można się już wahać 
ani godziny: Metternich upadł nie tylko dla-
tego, że był największym wrogiem wolności, 
ale  i  dlatego,  że  był  najbardziej  zażartym, 
najważniejszym  nieprzyjacielem  wszelkiej 
narodowości słowiańskiej w Austrii. 

Jeśli więc powiodę swym wzrokiem po-

za  granice  Czech,  to  przyczyny  naturalne 
i polityczne  skłaniają  mnie  ku  temu,  abym 
nie  obracał  wzroku  do  Frankfurtu,  lecz  do 
Wiednia, i abym tam szukał owego ośrodka, 
który  ma  możliwość  i  powołanie  do  tego, 
aby  dał  mojemu  narodowi  pokój,  wolność 
i prawo. Wasze usiłowanie. Panowie, zda mi 
się jednak dążyć do tego, aby nie tylko zgub-
nie osłabić, lecz i całkiem zniszczyć ów oś-
rodek,  od  którego  siły  i  potęgi  nie  ja  jeden 
na  ziemi  czeskiej  oczekuję  zbawienia.  Czy 
bowiem  wydaje  wam  się,  że  państwo  au-
striackie  nadal  będzie  trwać,  gdy  nakażecie 
mu,  aby  na  swych  ziemiach  dziedzicznych 
nie miało żadnego innego wojska niepodpo-
rządkowanego  władzom  związkowym  we 
Frankfurcie? Czy wydaje wam się, że cesarz 
austriacki  będzie  mógł utrzymać  swą  suwe-
renną władzę również, wtedy, gdy włożycie 

Stanisław Sucharda 

Pomnik Palackiego w Pradze

 

background image

nań powinność, by wszelkie ważniejsze pra-
wa  przyjmował  od  Waszego  zgromadzenia, 
a  tym  sposobem, aby  instytucja austriackie-
go  sejmu  centralnego,  jak  również  prastare 
prawa  połączonych  królestw  stały  się  tylko 
cieniem  bez  treści  ani  mocy?  A  gdy  potem 
Węgry, idące według swego popędu, oderwą 
się od państwa albo — co niemal wychodzi 
na  jedno  —  gdy  same  się  w  sobie  osobno 
zamkną  —  czyż  te  Węgry,  które  nie  chcą 
słyszeć  o  równouprawnieniu  narodów  w 
swych  granicach,  będą  mogły  zachować  na 
przyszłość  swą  wolność  i  siłę?  Tylko  spra-
wiedliwy  jest  naprawdę  wolny  i  silny.  Nie 
można nawet pomyśleć o dobrowolnym po-
łączeniu  Słowian  naddunajskich  i  Wołoch-
ów, ale nawet i Polaków, z takim państwem, 
które ma zasadę, że najpierw trzeba być Ma-
dziarem, a dopiero potem człowiekiem; tym 
mniej zaś wchodzi w grę związek wymuszo-
ny. Dla zbawienia Europy Wiedeń nie może 
upaść do poziomu miasta prowincjonalnego! 
Jeśli  zaś  w  samym  Wiedniu  są  tacy  ludzie, 
którzy za stolice chcą sobie mieć wasz Fran-
kfurt, musimy wołać nad nimi: Panie odpuść 
im, bo nie wiedzą, czego chcą! 

W  końcu  jeszcze  z  trzeciej  przyczyny 

odmówić  muszę  uczestnictwa  w  Waszych 
obradach:  uważam  bowiem  wszelkie  doty-
chczasowe projekty nadania rzeszy niemiec-
kiej nowej konstytucji na podstawie woli na-
rodu  za niemożliwe  do wykonania  i  za nie-
trwałe, o ile nie chcecie uciec się do owego 
środka medycznego, który może być zarów-
no  lekarstwem  i  trucizną  —  do  powołania 
niemieckiej  republiki,  która  zresztą  także 
byłaby  jedynie  formą  przechodnią.  Wszyst-
kie  dotąd  zaproponowane  metody  podziału 
władzy  między  półsuwerennymi  książętami 
a pełnowładnym narodem przywodzą mi na 
myśl teorię falansterów, które także opierają 
się  na  podstawowej  zasadzie,  że  ci,  których 
ona dotyczy, będą się zachowywać jak cyfry 
w  rachunkach,  że  nie  będą  szukać  niczego 
innego niż to, co im każe teoria. Możliwe, że 
sądzę tak bez przyczyny, że mylę się w mym 
przeświadczeniu  —  szczerze  przyznaję,  że 
chciałbym,  aby  tak  było  —  ale  naprawdę 
żywię  takie  przeświadczenie  i  w  żadnym 
momencie  nie  chcę  wypuścić  z  rąk  tego 
kompasu,  jeśli  nie  chcę utonąć  bez  pomocy 
w burzach dzisiejszej doby. Co zaś się tyczy 
założenia  republiki  w  rzeszy  niemieckiej, 

rzecz  ta  leży  zupełnie  poza  zakresem mojej 
kompetencji,  tak  że  nie  chcę  o  niej  nawet 
wypowiadać  swego  zdania  Od  granic  impe-
rium  austriackiego  musimy  jednak  stanow-
czo i wyraźnie odrzucić wszelką myśl o re-
publice. Wyobraźcie sobie imperium austria-
ckie  rozdzielone  na  mnóstwo  republik  i  re-
publiczek — jakaż to miła podstawa dla ro-
syjskiej monarchii uniwersalnej! 

Na  koniec  zaś,  aby  zamknąć  obszerną, 

choć  jedynie  pobieżną  mą  wypowiedź,  mu-
szę  wyrazić  swe  przekonanie  w  ten  sposób, 
że kto żąda, aby Austria (a wraz z nią i Cze-
chy) przyłączyły się pod względem narodo-
wym do rzeszy niemieckiej, ten żąda od nich 
samobójstwa,  co nie ma  żadnego  sensu,  ani 
moralnego, ani politycznego. Na odwrót, żą-
danie,  aby  Niemcy  przyłączyły  się  do  Au-
strii, aby przystąpiły do państwa austriackie-
go z nakreślonymi wyżej zastrzeżeniami, ma 
o wiele większy sens. Skoro jednak nie jest 
to  w  zgodzie  z  niemieckim  uczuciem  naro-
dowym  i  z  niemieckimi  koncepcjami,  nie 
pozostaje  nic  innego,  niż  aby  oba  mocarst-
wa, Niemcy i Austria, stały obok siebie jako 
równoprawne  całości,  swój  dotychczasowy 
związek,  aby  przemieniły  w  wieczne  przy-
mierze obronne, a jeśli uznają to za korzyst-
ne, aby również utworzyły jeden obszar cel-
ny.  Do  wszystkich  działań,  które  nie  niosą 
niebezpieczeństwa  (zwłaszcza  ze  wschodu) 
dla samodzielności, całości i rozwoju impe-
rium austriackiego, chcę w każdej chwili do-
łączyć swą pomocną dłoń. 

Przyjmijcie,  Panowie,  wyrazy  mego 

szczerego szacunku i oddania 

w Pradze, dnia 11 kwietnia 1848 

František Palacký 

tłum. Maciej Janowski 


Document Outline