background image

 

WIERSZE 

 
 

Baczyński Krzysztof Kamil 

 
 
 

1.  Astronomia 
2.  Autobiografia 
3.  Ballada o wisielcach 
4.  Bez imienia 
5.  Bezsenno

ść

 

6.  Biała magia 
7.  Bohater 
8.  Burza 
9.  Ciemna miło

ść

 

10.  Co wieczór widz

ę

 twoje oczy 

11.  Czarne cheruby kołysz

ą

 

12.  Czart 
13.  Demon 
14.  Deszcze 
15.  Do niewinno

ś

ci 

16.  Do matki 
17.  Do przyjaciela 
18.  Dok

ą

d to jeszcze… 

19.  Drogi nocne 
20.  Drzewa 
21.  Elegia 
22.  Elegia dzieci

ę

ca 

23.  Elegia IV 
24.  Elegia o… (chłopcu polskim) 
25.  Erotyk 
26.  Gdy za powietrza zasłon

ą

 

27.  Gwiazdka 
28.  Hej z drogi 
29.  Hymn wieczorów miejskich 
30.  Inny erotyk 
31.  Jesienny spacer poetów 
32.  Kobieta, któr

ą

 kochałe

ś

 

33.  Kołysanka 
34.  Kot 
35.  Lasem 
36.  Magia 
37.  Martwa pie

śń

 

38.  Melancholia 
39.  Miło

ść

 

40.  Miserere 
41.  Mistyka 
42.  Moce 
43.  Narodziny Boga 

44.  Narzeczona 
45.  Nie to, co mi si

ę

 

ś

niło 

46.  Niebo złote ci otworz

ę

 

47.  ty mój smutku cichy 
48.  Ojczyzna II 
49.  Orfeusz w lesie 
50.  Ostatni wiersz 
51.  Pami

ę

tniczki 

52.  Piosenka 
53.  Pokolenie 
54.  Pragnienia 
55.  Przypowie

ść

 

56.  Psalm IV 
57.  Rodzicom 
58.  Rzeczy niepokój 
59.  Sny II 
60.  Sny III 
61.  Sny dziecinne 
62.  Spojrzenie 
63.  Stuletni wieczór 
64.  Sur le Pont de’Avignon 
65.  Swoboda 
66. 

Ś

mier

ć

 kukły 

67. 

Ś

wiat obok 

68. 

Ś

wiat sen 

69.  Ten czas 
70.  Ten wiersz jak 

ś

mier

ć

 smutny… 

71.  Tren II 
72.  Ty  jeste

ś

  moje  imi

ę

  i  w  kształcie,  i  w 

przyczynie 

73.  W 

Ŝ

alu najczystszym 

74.  Warstwy 
75.  Wiatr 
76.  Wróble 
77.  Wspomnienie 
78.  Wyzwanie 
79.  Z głow

ą

 na karabinie 

80.  Z wiatrem 
81.  Zła kołysanka 
82.  Znów w

ę

drujemy 

83. 

Ź

ródło 

84. 

ś

al

background image

 

A

stronomia 

 
Stoj

ą

c pod niebem bez góry i dołu 

t

ę

tni

ę

 dojrzały do wielko

ś

ci gwiazd. 

Własnych zakl

ęć

 ogromne koło 

kr

ąŜę

 po niebie płyn

ą

cym w czas. 

W sklepieniu cichym jak 

ś

mier

ć

 słowików 

nagle porywa mosi

ęŜ

ny cyklon 

i tylko ludzie zostaj

ą

 - podobni 

rozdartym nad 

ś

mierci

ą

 cyrklom. 

A tu dzwoni

ą

 

ś

wiaty oboj

ę

tne, 

maczek gwiazd zamieniony w kosmos, 
rosn

ą

 gro

ź

nie 

ś

wiaty oboj

ę

tne, 

przybli

Ŝ

one planety rosn

ą

Oto droga bez góry i dołu. 
Kto widział nieba zamkni

ę

ty strop? 

Oto przestrze

ń

 trójk

ą

tów i punktów, 

linie dłoni przedłu

Ŝ

one w gł

ą

b. 

Wtedy w sen pierwotniejszy od planet 
płyn

ą

 masy coraz dalszych kół. 

O, rozr

ą

ba

ć

 cie

ń

 meteorów ciosem 

snu jak toporem: na pół! 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

 
 
 
Autobiografia 
 
Ja, poszukiwacz ludzi prawdziwych, 
Ja, zaklinacz w

ęŜ

ów wij

ą

cych si

ę

 nade mn

ą

zastygłem w pomnik ze wzniesionym mieczem, 
którym człowieka rozetn

ę

 czy ciemno

ść

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

 

B

allada o wisielcach 

 

Kołyszemy si

ę

, kołyszemy, 

wmurowani w pejza

Ŝ

 szubienic. 

Wieje 

ś

mierci

ą

 znu

Ŝ

on

ą

. Jak kruk 

kr

ąŜ

y niebo drapie

Ŝ

nie i cicho 

dzwoni wiatr u ostrogi nóg! 
Nocy inna, nie przyjdziesz, nie przychod

ź

Tylko dni obdrapany mur 
ko

ń

czy ziemi

ę

 wyrwan

ą

 krokom. 

Zaci

ś

ni

ę

ty wilgoci

ą

 sznur - 

Ŝ

alu lament skowyczy nad drog

ą

Jak upiory 

Ŝ

erujemy na snach, 

jak upiory wypijamy 

Ŝ

ycie. 

Noc

ą

 ksi

ęŜ

yc podchodził jak znak 

i jak oko wisielca z chmur wyciekł. 
Kołyszemy si

ę

, kołyszemy, 

wmurowani w pejza

Ŝ

 szubienic, 

po

ś

ród zdarze

ń

, zygzaków i gwiazd, 

z długich r

ą

k wyrzucamy cienie - 

p

ę

tle palców na martwy sen miast. 

Wmurowani w pejza

Ŝ

 szubienic.  

II 
Ci sami 
w schodów dysonans wchodzimy co wieczór. 
do tych samych mieszka

ń

, gdzie martwa 

Ŝ

arówka 

ć

mi. 

budzimy si

ę

 jesieni

ą

, zawsze jesieni

ą

oczy zawsze - w czarny wyrok drzwi. 
Potem w długie ulice, od mgły 
g

ę

stniej

ą

ce w realny opór. 

W nasze głowy - drzewa jesienne, 
sło

ń

ce spada zachodem jak tupór. 

Potem dalej, potem dalej, potem dalej, 
w noc bezgwiezdn

ą

, w puste r

ę

ce łapa

ć

 oddech, 

w korowody zapl

ą

tanych alej, 

w gwiazdy czarne i jak niebo - chłodne. 
Potem dalej, potem dalej, potem dalej, 
zawikłani w wodorosty zjaw i cieni, 
obudzimy si

ę

 kołysz

ą

c, znów kołysz

ą

c, 

wmurowani w pejza

Ŝ

 szubienic. 

 
 
 
 
 
 
 

background image

 

Bez imienia 
 
Oto jest chwila bez imienia: 
drzwi si

ę

 wyd

ę

ły i zgasły. 

Nie odró

Ŝ

nisz postaci w cieniach, 

w huku jak w ogniu jasnym. 
 
Wtedy krzyk krótki zza 

ś

ciany; 

wtedy w podłog

ę

 - skał

ą

 

i ciemno

ść

 płynie jak z rany, 

i w łoskot wozu - ciało. 
 
Oto jest chwila bez imienia 
wypalona w czasie jak w hymnie. 
Nitk

ą

 krwi jak strun

ą

 - za wozem 

wypisuje na bruku swe imi

ę

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

Bezsenno

ść

 

 
Wiatr gra chorały nocy na organach podwórz; 
z pyska chlapie ulicom kroków szara piana, 
a noc m

Ŝ

y czarnym piaskiem w kwadraty trawników, 

dom brodzi zatopiony w kirach po kolana. 
Czarny paj

ą

k obrazu wpełzł na 

ś

lisk

ą

 

ś

cian

ę

nap

ę

czniały i syty krwi słodkawej mroku, 

sieje pustk

ę

 bezmiern

ą

 i meble w ni

ą

 pl

ą

cze 

Ostre cienie wazonów snuj

ą

 czer

ń

 z odwłoków. 

Noc si

ę

 nigdzie nie ko

ń

czy, jest wsz

ę

dzie bezkresna, 

wiatr gra chorały nocy na podwórz organach; 
noc mi zalewa gardło mdl

ą

c

ą

, duszn

ą

 fal

ą

czekam, stopiony w mroku 
wyzwolenia... 
rana... 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

Biała Magia 
 
Stoj

ą

c przed lustrem ciszy  

Barbara z r

ę

kami u włosów 

nalewa w szklane ciało  
srebrne kropelki głosu.  
 
I wtedy jak dzban - 

ś

wiatłem  

zapełnia si

ę

 i szkl

ą

ca  

przejmuje w siebie gwiazdy  
i biały pył miesi

ą

ca.  

 
Przez ciała dr

Ŝą

cy pryzmat  

w muzyce białych iskier  
łasice si

ę

 prze

ś

lizn

ą

  

jak snu puszyste listki. 
 
Oszroni

ą

 si

ę

 w nim nied

ź

wiedzie, 

jasne od gwiazd polarnych, 
i myszy si

ę

 strumie

ń

 przewiedzie 

płyn

ą

c lawin

ą

 gwarn

ą

 
A

Ŝ

 napełniona mlecznie, 

w sen si

ę

 powoli zapadnie, 

a czas melodyjnie osi

ą

dzie 

kaskad

ą

 blasku na dnie. 

 
Wi

ę

c ma Barbara srebrne 

ciało. W nim pr

ęŜ

y si

ę

 mi

ę

kko 

biała łasica milczenia 
pod niewidzialn

ą

 r

ę

k

ą

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

Bohater 
 
On w wielo

ś

ci stoi po

ś

ród rzeczy,  

które rosn

ą

 w potwornej przemianie, 

po

ś

ród ro

ś

lin przezroczystych mieczy, 

po

ś

ród zwierz

ą

t, ludzi, a poznanie 

b

ę

dzie obce mu, by trudniej było 

wielo

ść

 formy poł

ą

czy

ć

 w miło

ść

 
Wi

ę

c si

ę

 mieni

ć

 b

ę

d

ą

 i brunatnie

ć

 

w złotych formach dojrzałe oczy, 
to obłoki b

ę

d

ą

 dnem si

ę

 toczy

ć

dnem tych spojrze

ń

, by nie było łatwiej 

snów od ludzi, kamieni od r

ą

porozró

Ŝ

ni

ć

, a gradu od tr

ą

b. 

 
A ten, który przeciw niemu zawoła 
o swej sile i wstrz

ąś

nie owadem 

wszechmało

ś

ci - przejdzie w apostoła, 

przemartwiały swej słabo

ś

ci jadem,  

i ze strachu pot

ę

g

ę

 głosz

ą

cy 

w pi

ęś

ci zmieni

ć

 chce gwiazdy i sło

ń

ce. 

 
On w wielo

ś

ci stoi. W

ś

ród kaskady  

tryskaj

ą

cej mleczem i tonami,  

a nie spadnie, cho

ć

 poryty gradem, 

i nie wiedz

ą

c, gdzie koniec - nie skłamie. 

Ani w bojach zjednoczy si

ę

 w ogie

ń

ani w ludziach nie przystanie - z trwogi. 
 
I nie wiedz

ą

c - cho

ć

 otchła

ń

 zobaczy, 

i nie wierz

ą

c w wiar

ę

, która depcze, 

czuciem 

ś

wiatła ł

ą

cz

ą

c przez powietrze 

tak gwiazdami i łzami zapłacze. 
R

ę

ce prosto kład

ą

c w t

ę

cz

ę

 tonu 

sklepi ziemi

ę

 z niebem na kształt domu 

B

ę

dzie człowiek w ludziach, ziele

ń

 w ziemi 

nad wiekami trwaj

ą

cy ciemnymi. 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

Burza 
 
Deszcz si

ę

 w błoto leje smugowaty, 

szyby krzycz

ą

 kroplami uderze

ń

chodnikowe poszarzały kraty 
ciemn

ą

 smug

ą

 deszczu błotnych zwierze

ń

I drzew czarnych r

ę

ce krzy

Ŝ

owane 

na smu

Ŝ

asty, perlny deszczu zaciek 

z kroplociskiem si

ę

 zwarły uzdrgane, 

ś

cian

ą

 wody w stusrebrnej zapłacie. 

Wypryskami z kału

Ŝ

astych kr

ę

gów 

ś

wiaty istot wyrzucone w gór

ę

w drog

ę

 mleczn

ą

, w dług

ą

, biał

ą

 wst

ę

g

ę

 

przebiegaj

ą

 t

ę

czowatym sznurem. 

Wiatr 

Ŝ

ylasty łomoce pi

ęś

ciami, 

wiatr wyrywa p

ę

dem okna z zawias, 

woła, ci

ą

gnie nas, ukrytych w domach, 

nas - litery zamykane w nawias. 
Rozmiotane pełnymi gar

ś

ciami, 

przeciw 

ś

ci

ę

tym huraganem ró

Ŝ

om, 

p

ę

dz

ą

, p

ę

dz

ą

 słowa nie spełnione, 

my

ś

li moje obł

ą

kane Burz

ą

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

10 

C

iemna Miło

ść

 

 
Le

Ŝ

ymy w ło

Ŝ

u mrocznym jak na dnie strumienia 

wyschłego. Włosy długie, popl

ą

tane wion

ą

rozdzielaj

ą

 si

ę

, ł

ą

cz

ą

 jak smugi cierpienia 

i nios

ą

 si

ę

 jak 

ś

cie

Ŝ

ki ku dalekim strunom. 

Tu u nas zła tarnina ro

ś

nie tak po brzegu 

biała czasem, a czasem jest jak rozpacz dłoni, 
i armie ci

ęŜ

ko dzwoni

ą

 jak wykute w 

ś

niegu, 

w ksi

ęŜ

ycach jasnych sun

ą

c. Krzyk, parskanie koni 

i czołgów ryk podziemny - jakby wydzierały 
dusz trzepot nieostro

Ŝ

nie pobratany z ciałem. 

 
Wi

ę

c nasze ciała długie, splecione jak palce 

w nocnym konaniu cierpn

ą

 i wiatr nam na twarze 

niesie płatki tarniny odstrzelone w walce, 
i le

Ŝą

 tak jak pi

ę

tna po

ś

miertne, na miło

ść

 

str

ą

cone, aby wspomnie

ć

Ŝ

e si

ę

 nic nie 

ś

niło, 

bo oczy były otwarte i we 

ś

nie. 

ź

ródła s

ą

 w powietrzu, i czujemy je 

to s

ą

 pociski krwi, co jeszcze trysn

ą

I łkania s

ą

 w powietrzu metalowy j

ę

k, 

który si

ę

 w ogniu spełnia ulew

ą

 ziarnist

ą

I bole

ść

, któr

ą

 kiedy

ś

 nazwiemy ojczyzn

ą

co teraz jest jak dziecko, które nam we 

ś

nie 

umiera. Jeszcze oddech jego z ziemi dr

Ŝ

y, 

bo to był mej miło

ś

ci pierworodny syn. 

 
A potem długa noc. I zrywam si

ę

 w ciemno

ś

ci 

bez zbroi, nagi, taki, jakem z ziemi wstał, 
rozple

ść

 łodygi naszych nie spełnionych ciał 

i by

ć

 

Ŝ

ołnierzem nocnym wiary bez lito

ś

ci. 

I nim odejd

ę

 jeszcze, nim si

ę

 bro

ń

 rozpali, 

widz

ę

, jak si

ę

 ten obłok twego ciała 

Ŝ

ali. 

 
Bo ciemne miłowanie jest na dnie człowieczem, 
które pragn

ą

cych traci i czysto

ść

 rozdziera, 

a które si

ę

 do dłoni bierze razem z mieczem, 

lecz si

ę

 w nim cierpi długo, chocia

Ŝ

 nie umiera. 

l znów widzimy miasta płon

ą

ce l dymy, 

co si

ę

 powoli wznosz

ą

 pn

ą

c na stopnie niebios, 

i szubieniczne drzewa skrzypi

ą

, i z daleka 

bicz strzela i rozcina z ziemi

ą

 wraz - człowieka. 

 
A nad tym krzewy kwitn

ą

. Z p

ą

ków zielonkawe 

chmury płyn

ą

. Dojrzało

ść

 lepko si

ę

 przelewa. 

Widnokr

ę

giem o 

ś

witach ci

ą

gn

ą

 kluczem drzewa. 

I ludzie ci 

Ŝ

ałosni, w nie obeschłych gruzach, 

pod namiotami cyrków, w 

ś

wiergocie karuzel, 

background image

 

11 

unosz

ą

 si

ę

 jak łachman, w

ś

ród dymu 

ś

piew nios

ą

 

weseli. Jak wyzwanie sczerniałym niebiosom. 
 
Długie, suche koryto - jest to dno strumienia, 
gdzie le

Ŝ

ymy jak kamie

ń

 pod kurzaw

ą

 gwiazd. 

Tyle jeszcze milczenia strasznego jest w ziemi, 

Ŝ

e chyba go wystarczy na niejedn

ą

 

ś

mier

ć

Módlmy si

ę

, módlmy słowami ciemnymi! 

Siejmy, o, siejmy, chocia

Ŝ

 ziarnem serc! 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

12 

Co wieczór widz

ę

 twoje oczy 

 
Wi

ę

c nie poszukasz mnie w ober

Ŝ

ach kwiatów 

i nie wy

ś

lesz mi zamiast listu - szklarki. 

Co wieczór widz

ę

 twoje oczy dalekie 

jak skurczone od mrozu poczwarki. 
Za czym ty t

ę

sknisz? za gromem, 

który kr

ąŜ

y po stanie przeczu

ć

na co czekasz, pogrzebana domem 
zamkni

ę

tym na klucz wiolinowy, na wieczór? 

Co ty 

ś

piewasz bł

ą

dz

ą

c w

ś

ród domków 

jak pielgrzymów na własnym pogrzebie: 
"Mój kochanek utopii si

ę

 w studni 

wykopanej w wiosennym niebie". 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

13 

Czarne cheruby kołysz

ą

 

 
Czarne cheruby kołysz

ą

 widnokr

ą

g. 

Konno, na koniu przestrzelonym przez wiatr. 
Ziemia oddycha ju

Ŝ

 wolniej i mokro, 

wron

ą

 leniwy kracze trakt . 

Otom jest rycerz 

ś

redniowiecza. Drogi 

prowadz

ą

 wsz

ę

dzie naraz, a ptaki jak li

ś

cie 

oderwane gał

ę

ziom. Bij

ą

 o ostrogi 

kroki traktów, przy drogach płacz

ą

 białe wi

ś

nie. 

Dni wypełzły do zamków daleko, 
a jelenie z lasów wychodz

ą

c patrz

ą

 lasem. 

Przystan

ę

 nad bezludn

ą

 jesionow

ą

 rzek

ą

 

poi

ć

 konia zieleni

ą

 i czasem. 

Jakie

Ŝ

 to drogi wypraw? dzwoni cicho niebo. 

Po

ś

ród li

ś

ci szeleszcz

ę

 jak sen o wygnaniu. 

Tyle wieków min

ę

ło od mego pogrzebu, 

tylu ludzi umarło przy ostróg mych graniu. 
Mnie nie wolno umiera

ć

. Nie jestem upiorem, 

tylko wspomnieniem o sobie, trwo

Ŝ

liwym zwierzeniem 

królewny o zielonym spojrzeniu. Toporem 
rozr

ą

buj

ę

 gał

ę

zie przed sob

ą

 i siebie, a wieniec, 

wieniec li

ś

ci jesiennych kołuje nad czakiem. 

Jakie mi góry szklane ko

ń

 wystuka z podków? 

Gdy gwiazdy nieostro

Ŝ

nie przemienione w ptaki 

za włosy mnie prowadz

ą

 pod melodi

ę

 słodk

ą

Jakie t

ę

tni

ą

 mira

Ŝ

e? Oto rosn

ą

 baszty 

zasiane dłoni

ą

 t

ę

sknot, 

ś

piewniej słycha

ć

 głos twój. 

Oto wie

Ŝ

e kołysz

ą

 wysmuklej ni

Ŝ

 maszty. 

Ach, nie wróc

ę

 ju

Ŝ

 do was. Trakt si

ę

 zbli

ź

nił ostem. 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

14 

Czart 
 
Melancholijne damy o r

ę

kach z 

Ŝ

ółtego wosku, 

kukły z oczami z fałszywych obłoków, 
pobladłe wargi zanurzaj

ą

 w spokój 

jak w białe futro troski. 
Łuki wygi

ę

te tr

ą

by i skrzypiec zerwane struny 

wisz

ą

 na 

ś

cianach, na ukos na stłuczonych oknach. 

Widma zmierzchliwe bior

ą

 znu

Ŝ

enie w słomiane palce 

i jak soczewk

ę

 pomniejszaj

ą

c

ą

 wznosz

ą

 do oka. 

A sale puste; kto

ś

 echo rozlał i zmroził. 

Rozlane wino, czy krew rozlana, czy 

ś

wiatło? 

Tylko postaci, co ju

Ŝ

 odeszły, wklejone ci

ą

gle jeszcze w zwierciadło. 

I ptak zabity ci

ą

gle 

ś

miertelnie j

ę

czy w ogrodzie. 

Ju

Ŝ

 ta kareta nigdy nie wróci, a słycha

ć

 t

ę

tent. 

Tylko te stoły poprzewracane, rzucone karty. 
Twarze przy 

ś

wiecach, twarze z zwierciadeł, twarze przekl

ę

te, 

czy nie widzicie? ta zgasła 

ś

wieca jest czartem. 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

15 

D

emon 

 
Papier wezbrał, a dło

ń

 jak odci

ę

ta 

niałym ptakiem biegła po nim sama, 
a

Ŝ

 stan

ę

ła; wtedy z czaszki zmi

ę

tej 

ziała otchła

ń

 otwarta jak rana. 

Wtedy wstał znad stołu i na barki 
ciemno

ść

 spadła, a on nieprzytomny 

poczuł skrzydeł łopot u wargi, 
zaczajony grom - u brwi ogromnych. 
Stan

ą

ł w oknie : o krok las przystan

ą

ł, 

w

ś

ród powietrza napi

ę

tego burz

ą

 

nieruchomy, pełen lwów, tytanów 
i upiorów, które oczy mru

Ŝą

Cały w grozie, rozpłaszczony l

ę

kiem, 

człowiek dr

Ŝ

ał, do czoła podniósł r

ę

k

ę

 

i zawołał w las, co stoj

ą

c groził: 

"Kim ty jeste

ś

, który mówisz ze mnie?" 

A ju

Ŝ

 p

ę

kał bór tysi

ą

cem no

Ŝ

yc 

i pioruny biły w ciemno

ść

 - ciemne. 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

16 

Deszcze 
 
Deszcz jak siwe łodygi, szary szum  
a u okien smutek i konanie.  
 
Taki deszcz kochasz, taki szelest strun,  
deszcz - 

Ŝ

yciu zmiłowanie.  

 
Dalekie poci

ą

gi jeszcze jad

ą

 dalej  

bez ciebie. Có

Ŝ

? Bez ciebie . Có

Ŝ

?  

w ogrody wód, w jeziora 

Ŝ

alu,  

w li

ś

cie, w aleje szklanych ró

Ŝ

.  

 
I czekasz jeszcze? Jeszcze czekasz?  
Deszcz jest jak lito

ść

 - wszystko zetrze:  

i krew z bojowisk, i człowieka,  
i skamieniałe z trwóg powietrze.  
 
A ty u okien jeszcze marzysz,  
nagrobku smutny. Czasu napis  
spływa po mrocznej, głuchej twarzy,  
mo

Ŝ

e to deszczem, mo

Ŝ

e łzami.  

 
I to, 

Ŝ

e miło

ść

, a nie taka,  

I to, 

Ŝ

e nie do

ść

 cios bolesny,  

a tylko ciemny jak krzyk ptaka, 
i to 

Ŝ

e płacz, a tak cielesny.  

 
I to, 

Ŝ

e winy niepowrotne,  

a jedna drug

ą

 coraz woła,  

i to, jakby

ś

 u wrót ko

ś

cioła  

widzenie miał jak sen samotne.  
 
I stoj

ą

c tak w szele

ś

cie szklanym,  

czuj

ę

, jak l

ą

d odpływa w poszum.  

Odejd

ą

 wszyscy ukochani,  

po jednym wszyscy - krzy

Ŝ

e nios

ą

c,  

 
a jeszcze innych deszcz oddali,  
a jeszcze inni w mroku zgin

ą

,  

stan

ą

 za szyb

ą

 jak ze stali  

i nie doznani min

ą

, min

ą

.  

 
I przejd

ą

 deszcze, zetn

ą

 deszcze,  

jak kosy ciche, i bolesne,  
i cie

ń

 pokryje, cie

ń

 omyje.  

A tak kochaj

ą

c, walcz

ą

c, prosz

ą

c  

stan

ę

 u 

ź

ródeł - studni ciemnych,  

w gro

ź

nym milczeniu r

ę

ce wznosz

ą

c; 

jak pies pod pustym biczem głosu.  

background image

 

17 

 
Nie pokochany, nie zabity,  
nie napełniony, niedorzeczny,  
poczuj

ę

 deszcz czy płacz serdeczny,  

ś

e wszystko Bogu nadaremno.  

Zostan

ę

 sam, ja sam i ciemno

ść

.  

I tylko krople, deszcze, deszcze  
coraz to cichsze, bezbolesne. 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

18 

Dni niewinno

ś

ci 

 
Trzeba nam było długo i

ść

 w nienawi

ść

 

(roztarty w gwiazdy kryształ chrupał nam pod butem) 
i dni w przegniły, 

Ŝ

ółty blask rozkrwawi

ć

na bezoblicze i

ść

 pod zwi

ę

ą

 nut

ę

 

z chrypn

ą

cych gardeł zdart

ą

 suchym skrzekiem, 

 
w bryzgi i sople krwi cuchn

ą

cej trupem, 

idzie si

ę

 t

ę

dy, by si

ę

 sta

ć

 człowiekiem 

 
A noc

ą

 wi

ę

dły w oknach ciche okiennice 

i czer

ń

 wysychała z błotem w szorstki, ci

ęŜ

ki drelich, 

Ŝ

eby j

ą

 

ś

wit odkruszył, którym niebo p

ę

ka, 

ś

wit... jeszcze jeden granat spadły w g

ę

stej bieli. 

A noc

ą

 okna w obcych, pustych miastach 

pluły nam nienawi

ś

ci

ą

 w czarny kontur twarzy 

i szczekały po nocach charcz

ą

cym budzikiem 

dalekich karabinów, 
by usta nam sparzy

ć

i budziły gwałtownym, z 

Ŝ

ył wyprutym krzykiem, 

który sypał si

ę

 w czaszce w rozpalony ołów 

 
a potem znowu było dno nakisłe cisz

ą

 

i znów przelewaj

ą

ce szprychy w ciemno

ść

, koło. 

Zostan

ą

... 

noce ukrzy

Ŝ

owane zmarzłymi snami., 

zostan

ą

 oczy z mroków wyr

Ŝ

ni

ę

te w łez kryształ 

i oczy, które wykwitn

ą

 przegniłe - 

- niezapominajkami... 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

19 

Do Matki 
 
Matko! czy s

ą

 gdzie

ś

 jeszcze te ciche godziny 

snów o sławie, zwyci

ę

stwie i 

Ŝ

yciu - bezkl

ę

sce, 

marzone i zakl

ę

te: z Bogiem, sław

ą

, synem. 

Matko! czy s

ą

 gdzie

ś

 jeszcze te jasne godziny? 

Godziny... zgonów, 

Ŝ

ycia podeptane butem, 

rozbite na minuty i sekundy bólu, 
w ostrza broni i walki potrzeb

ą

 przekute, 

ci

ąŜą

ce z krokiem naprzód ołowian

ą

 kul

ą

Były dni - rozpalone szcz

ęś

ciem niezmierzonym, 

były dni - zachlapane błotem lilie białe, 
były dni - jak perłami usiane korony, 
były dni ciche, smutne, nijakie, nie

ś

miałe. 

Ty zawsze jeste

ś

 we mnie, trwasz we mnie krwiopłynem 

i trwasz tak ziemsko, jednak nadczasowo... 
Jak Chrystus cudze przyjmuj

ą

ca winy 

i cudze krzy

Ŝ

e nios

ą

ca nad głow

ą

Nad nami miło

ść

 

Ŝ

ywa, bo bogata, wieczna, 

nie zakwitła na rwanych rozognieniem ranach, 
miło

ść

 jak przysta

ń

 spokojna, blisko

ś

ci

ą

 bezpieczna 

i jedyna wzajemna bez rany poznana... 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

20 

Do przyjaciela 
 
Jak daleko jest od słowa do słowa! 
A dalej chyba do mocnego jak sosna 
wypełnia si

ę

 w u

ś

mieniach prostych, 

które wi

ąŜą

 jak wst

ąŜ

ka rzeki 

powitania, boje nasze dalekie. 

Ŝ

 jest wi

ę

cej nad gest niewidoczny, 

przerzucony jak zielona struna 
nad miastem huczacym w łunach, 
nad stawania si

ę

 obłok mroczny? 

Mostek wiotki, taki 

ś

piewny, pomocny. 

 
I nie grzmi

ą

ce to nasze witanie, 

nie olbrzymie, ale r

ę

ka, gdy dotkniesz, 

jest jak deska d

ę

bowa od łez mokra, 

która błyszczy si

ę

, t

ę

ga i dobra, 

na kołysk

ę

 i na trumn

ę

 sposobna. 

Ale i krzy

Ŝ

 z z niej struga

ć

 mo

Ŝ

na, no i kostur, 

co zielon

ą

 grzyw

ę

 li

ś

ci pu

ś

ci z wiosn

ą

 
Bo si

ę

 wierzy, 

Ŝ

e milczenie to 

ś

piewanie, 

a jak 

ś

piewa

ć

, to Bóg nas tak 

ś

piewem ł

ą

czy. 

Je

ś

li głosy b

ę

d

ą

 jako dech gor

ą

cy, 

co roztopi dni topory, grób roztuli, 
to

ś

my dobrze przyjacielu, Boga czuli. 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

21 

Dok

ą

d to jeszcze 

 
Dok

ą

d to jeszcze? Ten cie

ń

 stoi we mnie  

Jak obraz wieczny mego zatracenia, 
Rdzewieje tarcza i gorzknieje ziemia 
Pod zamy

ś

leniem moim obosiecznym. 

O, bo ja jestem mieczem krzywdy wszelkiej 
Przez moje r

ę

ce wyci

ą

gni

ę

te we 

ś

nie 

W

ę

druj

ą

 grzechy jak milcz

ą

ce w

ęŜ

I wytryskaj

ą

 z palców jako pie

ś

ni. 

I czego dotkn

ę

 to si

ę

 łz

ą

 pokryje 

Jakoby ros

ą

, tylko, 

Ŝ

e tak słon

ą

ś

e si

ę

 nie pi

ęś

ci

ą

 - cał

ą

 ziemi

ą

 bij

ę

 

W pier

ś

, której nigdy win nie odpuszczono. 

O, bo i jak

Ŝ

e odpu

ś

ci

ć

Ŝ

e człowiek 

Zapomniał głosu mówi

ą

c w bo

Ŝ

ej mowie 

 
I gdzie post

ą

pi

ę

 p

ę

knie mi pod stop

ą

 

Ostatni kamie

ń

, a dalej ju

Ŝ

 ciemno

ść

 

I jestem jak ten pierwszy człowiek po potopie 
Który zawinił. Wi

ę

c wtedy nade mn

ą

 

Te

Ŝ

 blasku nie ma i w dłoni mi pró

Ŝ

no 

Jakby z niej krzy

Ŝ

 wyj

ę

to i wło

Ŝ

ono topór 

i jestem dusz

ą

 smutku po ciałach podró

Ŝ

n

ą

 

I jestem sam i ziemi twardy opór. 
 
O, 

Ŝ

eby chwila jedna dzban by dano 

Ze zdrojem chłodnym, 

Ŝ

eby kl

ą

tw

ę

 zdj

ę

to 

Ŝ

eby serce - sercem, a nie ran

ą

Ŝ

eby droga cho

ć

 w konaniu - 

ś

wi

ę

t

ą

 

I niebo mnie nie skrywa jak ziemi powieka 

ś

niegu nawet nie ma, który mnie pokryje 

Tylko jak głosy łzami po omacku ryj

ę

 

Jak cie

ń

, jak cie

ń

 strudzony, co zgubił człowieka. 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

22 

Drogi Nocne 
 
Kiedy zabol

ą

 nas nogi tysi

ą

cem drzew, 

pójdziemy dalej ksi

ęŜ

ycem - przez słup oporu - postój, 

gdy noc jak pr

ę

t leszczynowy gwiazdami si

ę

 gnie 

w niebo prosto. 
 
Drogi p

ę

tlami udusiły las. 

Hukiem oczy zm

ę

czone drog

ę

 przenosz

ą

 w u

ś

pienie. 

Kilometr ka

Ŝ

dy - w serce głaz. 

Spoza 
brz

ę

cz

ą

 kroki - kilometrowe kamienie. 

A w wydmach ci

ęŜ

ej wiatru 

ś

mier

ć

 swoj

ą

 mówi

ą

 mi w usta gwiazd konaj

ą

ce szerszenie 

i znów 
z dróg lasy spływaj

ą

 jak z rynien 

w okrzyki lip cichsze od 

Ŝ

alu 

 
zreszt

ą

 

wieczór jest dzi

ś

 zm

ę

czony i jak ksi

ęŜ

yc - płynie. 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

23 

Drzewa 
 
Drzewa - to chumr zg

ę

szczenia, 

pod nimi dzwoni ziemia, 
nad nimi rw

ą

 wezbrane 

planety z br

ą

zu lane. 

 
Lasy - smutku zielone 
serca - w szmer przemienione, 
pod nimi piły lament 
białymi j

ę

czy kłami. 

 
Drzewa - bawoły złote 
dymiły rudym poetem, 
z pomrukiem ciała kładły 
ku ziemi, a

Ŝ

 upadły. 

 
Drwale w 

ś

miechu sypali 

z

ę

by jak sznur korali. 

To pił

ą

 - ciszy przytn

ą

to 

ś

miechu biał

ą

 brzytw

ą

 
Li

ś

cie jak oczy wydr

ą

 

l

ś

ni

ą

ce zielon

ą

 krzywd

ą

to kor

ę

 ciemn

ą

 z ciała, 

a

Ŝ

 try

ś

nie krew dojrzała. 

 
A noc

ą

 w sen zagi

ę

ci - 

- w warcz

ą

cy wir pami

ę

ci - 

zobacz

ą

 drwale w l

ę

ku, 

przykuci nocy r

ę

k

ą

id

ą

ce na nich prosto 

topory sosen ostre. 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

24 

E

legia 

 
To odwaga - 

Ŝ

ycie wzdycha tak ci

ęŜ

ko 

w pokoju opustoszałym z my

ś

li 

który ka

Ŝ

dy dzie

ń

 czy

ś

ciej 

wygładza dla nich ze zmarszczek. 
Jest pusto pu

ś

ciej dnia chodz

ą

cego bez Ciebie 

ulic

ą

 oboj

ę

tn

ą

 kurzem jak co dzie

ń

I ka

Ŝ

dy dzie

ń

 chodzi alej

ą

 przera

Ŝ

e

ń

 

i ka

Ŝ

dy jest jak obco

ść

 wybuchaj

ą

ca w codzienno

ść

Jak przechodzie

ń

 

mija przyja

źń

 która odwisła od zdarze

ń

 
W poci

ą

gach pustych od smutku 

wypatruj

ę

: nie d

ź

wi

ę

czysz nadchodz

ą

cy jak rado

ść

Odległej - noce których nie wiem. 
 
 
Czekam: parostatki zielonych dni rzekami wracaj

ą

 

o pokładach wyblakłych jak otchła

ń

 

bez Ciebie. 
I ka

Ŝ

dy pokój który ju

Ŝ

 głuchnie jak kroki 

jest pełen słów moich nie powiedzianych 
rozstrzelanych przez wystrzały okien 
i pełen my

ś

li moich nie wybuchłych. 

 
 
Za oknem 

ś

wiece wypalonych drzew chłodn

ą

 

deszcze letnie wybuchaj

ą

 łzami 

i słysz

ę

 - 

muchy roznosz

ą

 brz

ę

czenie jak Twoja samotno

ść

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

25 

Elegia Dzieci

ę

ca 

 
Prolog 
 
Na fortecy z białego piasku 
bije zegar z kukułk

ą

 trwogi. 

Gdzie mnie wiedziesz, smutku, do laski 
przykutego jak do pustej drogi? 
Tyle lat to niebo obraca 
jak zegara dziecinnego tarcza, 
coraz dalej musz

ę

 powraca

ć

kiedy ziemi na drodze nie starcza. 
Bior

ę

 ptaki zamarzłe do r

ę

ki 

jak gał

ą

zki nieodrosłych wspomnie

ń

Wybuduj

ę

 z rzewnych klocków piosenki - 

- infantylny piaskowy pomnik. 
 
1.Zima 
 
I. 

Ś

wierkowo rosn

ą

 jabłka 

pod cisz

ą

 dzieci

ę

cych poduszek. 

Oto patrz

ą

c na 

ś

nieg szklany na ławkach 

mo

Ŝ

na w własn

ą

 uwierzy

ć

 dusz

ę

 
II. Na rzece r

ą

bi

ą

 lód - 

 
- kwadraty 

ś

liskie jak w

ę

gorz. 

Oniemiali czekaj

ą

 na cud 

prze

Ŝ

egnani drzew czarnych r

ę

k

ą

A widmo wyrosłe pod strop 
przybija n

ę

dz

ą

, nadziej

ę

Zima. Jakby zamarzły chłop 
szukał panny gromnicznej w zawiei. 
 
2. Wiosna 
 
Pomnik rzeki prostuje twarz, 
z której jasny wychodzi wodnik. 
Rycz

ą

 statki. To drzewa jak maszt - 

- podpalone zieleni

ą

 pochodnie. 

Odtajały ptaki na niebie, 
uło

Ŝ

one w czarne konstelacje. 

Na przedmie

ś

ciach ruszaj

ą

 stacje 

wraz z poci

ą

giem o w

ę

drownym chlebie. 

 
3. Lato 
 

Ś

wi

ę

towid klaskał od polan. 

Konik wodny w płaski klaskał kamie

ń

Uchyliła

ś

 sukni zmierzchu od kolan - 

background image

 

26 

Teraz smutek mój w motyla zamie

ń

O południu pod sło

ń

ce - domki 

stoj

ą

 w ogniu białego po

Ŝ

aru. 

W pylny pejza

Ŝ

 jak obcy Tonkin 

przylatuj

ą

 srebrne lutnie komarów. 

Oto ptaków poga

ń

skie bo

Ŝ

ki. 

Twarz złocona wyrze

ź

biona w d

ę

bie. 

Ulatuj

ą

 staro

Ŝ

ytne mity 

przemienione w mosi

ęŜ

ne goł

ę

bie. 

 
4. Jesie

ń

 

 
Puch brunatny porasta w obłokach, 
złoty zodiak płynie z wysoka. 
Obracaj

ą

 nied

ź

wiedzie głowy 

po powietrza przejrzały owoc. 
Idzie zwierz

ą

t znu

Ŝ

ony masyw 

jak wyprawy w pastelowe lasy. 
Dok

ą

d ptaki jak li

ś

cie d

ąŜą

Składam oczy ksi

ęŜ

niczce z br

ą

zu. 

Ś

wiecznik d

ę

bu długo płowiał, a

Ŝ

 zi

ś

cił 

hymn grobowy do boga li

ś

ci. 

Przeszedł obłok, 

ś

piew komarzej fletni. 

Wyrzucono kwiat paproci na 

ś

mietnik. 

 
Epilog 
 
O, zodiaki zwierz

ą

t prawdziwych, 

kołujecie w mych snach jak echo. 
Otom pos

ą

g poga

ń

ski w

ś

ród 

ś

miechu 

powalony w przydro

Ŝ

ne pokrzywy. 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

27 

Elegia IV 
 

ś

egnaj, ksi

ęŜ

niczko jawy. W akwarelowe miasta, 

p

ę

dzi ko

ń

 mój drewniany płosz

ą

c ptaki krzewów, 

gdzie ty w kamienny pejza

Ŝ

 jak biały pos

ą

g wzrastasz 

gdzie moj

ą

 dawn

ą

 mask

ą

 płacze nad tob

ą

 niebo. 

Miasta dzwonków miedzianych! W pokojach waszych ulic 
gwiazdy płyn

ą

, gospody, a w szyldzie czerwony kogut, 

tam w winny sze

ś

cian kubka jak w cisz

ę

 si

ę

 zatuli

ć

cie

ń

 nieprawdziwych ludzi jak totem zawiesi

ć

 nad trwog

ą

 

Trzeszczy zbroja, czerwono mury odbija jak rzeka kruków 
i płynie ze mn

ą

 w

ś

ród wróbli, w

ś

ród czarnych lotów: 

z kołyski siodła wieczorem wysi

ą

d

ę

 i poczekam 

na zamek, który wzdłu

Ŝ

 ulic nadjedzie w kolczugach łuków 

zamkowe sale jak echo - sklepienia martwych chórów 
obsi

ą

d

ą

 mnie, jak pomnik goł

ę

bi obsiada trzepot. 

Znu

Ŝ

ony stygn

ę

 u sklepie

ń

; w strzelnicy rudego muru 

twój portret sprzed lat zobacz

ę

, wprawiony w zimne niebo 

twe oczy białe od marze

ń

 zawlok

ą

 mnie nad studni

ę

gdzie skuty w drewniane dłonie płomie

ń

 wody mdławy 

w tym wspomnieniu prawdziwym skocz

ę

.....a 

Ŝ

ółte popołudnie 

sło

ń

ce uwiesi u szyi, 

Ŝ

egnaj ksi

ęŜ

niczko jawy. 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

28 

Elegia o… (chłopcu polskim) 
 
Oddzielili ci

ę

, syneczku, od snów, co jak motyl dr

Ŝą

haftowali ci, syneczku, smutne oczy rud

ą

 krwi

ą

malowali krajobrazy w 

Ŝ

ółte 

ś

ciegi po

Ŝ

óg, 

wyszywali wisielcami drzew płyn

ą

ce morze. 

 
Wyuczyli ci

ę

, syneczku, ziemi twej na pami

ęć

gdy

ś

 jej 

ś

cie

Ŝ

ki powycinał 

Ŝ

elaznymi łzami. 

Odchowali ci

ę

 w ciemno

ś

ciach, odkarmili bochnem trwóg, 

przemierzyłe

ś

 po omacku najwstydliwsze z ludzkich dróg. 

 
I wyszedłe

ś

, jasny synku, z czarn

ą

 broni

ą

 w noc, 

i poczułe

ś

, jak si

ę

 je

Ŝ

y w d

ź

wi

ę

ku minut - zło. 

Zanim padłe

ś

, jeszcze ziemi

ę

 prze

Ŝ

egnałe

ś

 r

ę

k

ą

Czy to była kula, synku, czy to serce p

ę

kło? 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

29 

Erotyk 
 
W potoku włosów twoich, w rzece ust, 
kniei jak wieczór - ciemnej 
wołanie nadaremne, 
daremny plusk. 
 
Jeszcze w mroku owin

ę

, tak jeszcze ró

Ŝą

 nocy 

i minie 

ś

wiat gał

ą

zk

ą

, strz

ę

pem albo gestem, 

potem niemo si

ę

 stoczy, 

smug

ą

 przejdzie przez oczy 

i powiem: nie b

ę

d

ą

c -jestem. 

 
Jeszcze tak w ciebie płyn

ą

c, nios

ą

c ci

ę

 tak odbit

ą

 

ź

renicach lub u powiek zawisł

ą

 jak łz

ę

usłysz

ę

 w tobie morze delfinem srebrnie ryte, 

w muszli twojego ciała szumi

ą

ce snem; 

 
Albo w gaju, gdzie jeste

ś

 

brzoz

ą

, białym powietrzem 

i mlekiem dnia, 
barbarzy

ń

c

ą

 ogromnym, 

tysi

ą

c wieków d

ź

wigaj

ą

trysn

ę

 szumem bugaju 

w gał

ę

ziach twoich - ptak. 

 
Dedykacja: 
 
Jeden dzie

ń

 - a na t

ę

sknot

ę

 - wiek. 

jeden gest - a ju

Ŝ

 orkanów pochód, 

jeden krok - a oto

ś

 tylko jest 

w ka

Ŝ

dy czas - duch czekaj

ą

cy w prochu. 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

30 

G

dy za powietrza zasłon

ą

 

 
Gdy za powietrza zasłon

ą

 noc pocznie kształty fałdowa

ć

 

I czuje si

ę

 jak wielkie ptaki rosn

ą

ce za chmur kwiatami 

Zmierzch schodzi lekko. A ona 

ś

wieci u okna głow

ą

 

Jasn

ą

 jak listek 

ś

wiatła i 

ś

piewa piosenk

ę

 ciszy. 

 
Dług

ą

 wij

ą

c

ą

 si

ę

 wst

ę

g

ą

 głos ciepły w powietrzu stygnie 

A

Ŝ

 jego dosi

ę

gnie o zmroku i szept przy ustach usłyszy 

"Kochany" - szumi piosenka i głow

ę

 owija mu, dzwoni 

Jak włosów mi

ę

kkich smuga, lilie z niej pachn

ą

 tak mocno, 

ś

e on pochylony nad 

ś

mierci

ą

, zaciska palce na broni, 

Wstaje i jeszcze czarny od pyłu bitwy - czuje, 

Ŝ

e skrzypce graj

ą

 w nim cicho, wi

ę

c idzie ostro

Ŝ

nie, powoli 

Jakby po nici 

ś

wiatła, przez morze szumi

ą

ce zmroku 

I coraz bli

Ŝ

sza jest mi

ę

kko

ść

 podobna do białych obłoków 

A

Ŝ

 si

ę

 dopełnia przestrze

ń

 i czuje jej głosik mi

ę

kki 

Stoj

ą

cy w ciszy olbrzymiej na wyci

ą

gni

ę

cie r

ę

ki. 

"Kochany" - szumi piosenka, wi

ę

c kiedy obejm

ą

 ramiona 

Wi

ę

cej ni

Ŝ

 obj

ąć

 mo

Ŝ

na kochaj

ą

c jedno ciało 

Dło

ń

 wielka kształty fałduje za nieba czarn

ą

 zasłon

ą

 

I kre

ś

li na niej zwierz

ę

ta lini

ą

 dr

Ŝą

c

ą

 i biał

ą

 
A potem 

ś

wiat si

ę

 rozlewa. Bro

ń

 w k

ą

cie ostygła i czeka 

Pnie si

ę

 w

ąŜ

 biały milczenia, przeci

ą

gły wydaje syk 

I wtedy budz

ą

 si

ę

 płacz

ą

c, bo strzały p

ę

kaj

ą

 z daleka, 

Bo 

ś

nili, 

Ŝ

e dziecko pocz

ę

li całe czerwone od krwi. 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

31 

Gwiazdka 
 
Gwiazdy - łzy 

ś

wiatła, opadła 

noc przez szyby wybite arkad... 
noc odpływa w nag

ę

stł

ą

 przestrze

ń

 

w czarnych, wod

ą

 ciekn

ą

cych barkach. 

 
Mosty brodz

ą

 w pr

ą

d własne czerni

ą

gwiazdy czochrz

ą

 włosy mgłom wiklin... 

Przeszli ludzie, którzy szli mostem... 
Oczy cicho w złe miasto wnikły... 
 
Rzeka g

ę

sto wolno poziewa 

w duszn

ą

 szaro

ść

 ciemnego płynu, 

most si

ę

 w niebo wrzyna 

Ŝ

elazem 

na krzy

Ŝ

owych wygi

ę

ciach klinów... 

 
Głodem cierpkim usta mdl

ą

 puste, 

połykaj

ą

 gorzkie łzy 

ś

wiateł... 

Szare noc

ą

 znad 

ś

liskich wiklin 

peł

ź

nie 

ś

witem niebo jak krater... 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

32 

 
 
 
 
 

H

ej z drogi 

 
W mojej ojczy

ź

nie była wiosna 

i maki kwitły w krople krwi; 
w mojej ojczy

ź

nie była wiosna, 

słoneczna wiosna krwawych dni; 
warkotem werble w mózg nas biły, 
w ulicach kroki w twarz kopały; 
nahaj

ą

 kłamstwa serca p

ę

kły. 

W stosach w nienawi

ść

 rozgorzałych 

płon

ę

ły wieki serc i ducha. 

"Die Strasse frei..." 
kamieniem słów; 
upadło kłamstwo błotem w twarz, 
szeregi głów, 
szeregi r

ą

k, 

kompanii 

ś

piew: 

"Die Strasse frei..." 
a werbel tłukł, 
po sercu tłukł, 
po mózgu tłukł, 
po ustach tłukł, 
"Die Strasse frei..." 
i werbli huk... 
W ulicach krew... 
 
po ustach, po sercach, po mózgach, 
po głowach... 
butami, butami kompania szturmowa. 
 
pami

ę

tasz? 

z posiniałych warg 
upadło tylko jedno słowo 
(pami

ę

tasz, Hans?) i tłum jak noc 

nad twoj

ą

 si

ę

 wypi

ę

trzył głow

ą

a potem w oczach słony piasek, 
a potem w ustach 
zapach krwi; 
pami

ę

tasz, towarzyszu Hansie, 

słoneczn

ą

 wiosn

ę

 czarnych dni?... 

 
 
 
 

background image

 

33 

Hymn wieczorów miejskich 
 
Miasto ta

ń

czy dr

Ŝą

cego kankana 

w barwnym mleku 

ś

wiateł rozproszone 

dyszy niebo jak zgaszony dywan 
namarszczony z flandryjskich koronek  
asfalt 

ś

lisko ucieka 

przed 

ś

wiatłem w łuk 

mo

Ŝ

na bardzo cicho mówi

ć

 

mo

Ŝ

na bardzo gło

ś

no krzycze

ć

 

latarniami miasto zgasi gwiazdy 
i d

ź

wi

ę

k zacznie w bani

ę

 nieba wnika

ć

 

sam zostan

ę

 na czarnym asfalcie 

balansuj

ą

c kraw

ę

dzi

ą

 chodnika 

w sko

ś

ny stół z matowej czerni 

ksi

ęŜ

yc wylał płytk

ą

 rzek

ą

 

szumi

ą

 cisz

ą

 w szklany werniks 

gwiazdy spadłe niedaleko  
w g

ę

stej nocy jak w akwarium 

płyn

ą

 długie, 

ś

liskie ryby 

uliczkami g

ę

stych podwórz 

szyby szorstk

ą

 łusk

ą

 wybi

ć

 

latarniami miasto zgasi gwiazdy 
i d

ź

wi

ę

k zacznie w bani

ę

 nieba wnika

ć

 

sam zostan

ę

 na czarnym asfalcie 

balansuj

ą

c kraw

ę

dzi

ą

 chodnika 

gładzi zwilgłe srebrem 

ś

ciany 

płynnych łysków mi

ę

kki natłok 

i na stole roz

ś

lizganym 

czarny piesek gryzie 

ś

wiatło 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

34 

I

nny Erotyk 

 
Nie wierz

ę

 w twoje oczy, jak si

ę

 nie wierzy w niebo. 

Wilgotne chmury. Jak co dzie

ń

 wracam z własnego pogrzebu. 

Małe psy biegn

ą

 naprzeciw jak nieme zwierzenia wieczoru. 

Przepływam na ukos ulic, na ukos godzinom i porom. 
Jakie to ptaki dolec

ą

? Przestrze

ń

 P

ę

kni

ę

ta na pół. 

Jaki to murarz rozklei wzniesiony przez ciebie mur? 
Kto przeciw 

ś

mierci stanie i wzrokiem zatrzyma pr

ą

d ten? 

Rzucam na ciebie gwiazd

ę

 jak naraz modlitw

ę

 i kl

ą

tw

ę

Listy piecz

ę

cie na trosce. Nie wierz tym słowom, nie wierz. 

Oto umarły dzi

ś

 rano, nie spotkam ci

ę

 w czarnym niebie. 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

35 

J

esienny spacer poetów 

 
Drzewa jak rude łby barbarzy

ń

ców 

wnikały w 

Ŝ

yły 

Ŝ

ółtych rzek. 

Biało si

ę

 kładł popiołem tynku 

wtopiony w wod

ę

 miasta brzeg. 

 
Szli po dudni

ą

cym mo

ś

cie kroków 

jak po kraw

ę

dzi z kruchego szkła, 

pod zamy

ś

lonym grobem obłoków, 

po li

ś

ciach jak po krwawych łzach. 

 
I mówił pierwszy: Oto jest pie

śń

Która uderza w firmament powiek. 
A drugi mówił: Nie, to jest 

ś

mier

ć

któr

ą

 przeczułem w zielonym słowie. 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

36 

K

obieta, któr

ą

 kochałe

ś

 

 
Kobieta, któr

ą

 kochałe

ś

, upłyn

ę

ła w listy, 

spotykasz j

ą

 w szybie ka

Ŝ

dego tramwaju. 

Gdy odpoczywasz pod przydro

Ŝ

n

ą

 gwiazd

ą

w ciszy zm

ę

czeni odwag

ą

 przechodnie 

przystaj

ą

Nie 

ś

piesz, zostaniesz zagnany w zaułek, 

nie nad

ąŜą

 ju

Ŝ

 stopom wysadzone mosty. 

Daleko oknom dospiewano 

ś

wiatło: 

to palce wydłu

Ŝ

one w wiotk

ą

 melancholi

ę

 

układaj

ą

 Szopena w akrostych. 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

37 

Kołysanka 
 
Nie bój si

ę

 nocy, ona zamyka 

Drzewa lec

ą

ce i ptasie tony 

W niedostrzegalnych, mrocznych muzykach 
W przestrzeni kute złote demony, 
Które fosforem sypi

ą

c w

ś

ród blasku 

Wznosz

ą

 si

ę

 białe, modre, ró

Ŝ

owe 

Wznosz

ą

 si

ę

 w lejach 

Ŝ

ółtego piasku, 

W chmurach rze

ź

bione unosz

ą

 głowy. 

Nie bój si

ę

 nocy. Jej puchu strzeg

ą

 

Krople kosmosu, tabuny zwierz

ą

t, 

Oczy w ni

ą

 otwórz, wtedy pod dłoni

ą

 

Uczujesz ptaki i ciche konie, 
Uczujesz kształty, które nieznane 
Przez ciebie id

ą

c - tob

ą

 si

ę

 stan

ą

 
Nie bój si

ę

 nocy. To ja ni

ą

 wiod

ę

 

Ten strumie

ń

 

Ŝ

ywy przeobra

Ŝ

enia. 

Duchy 

ś

wiec

ą

ce, zwierz

ą

t pochody 

Które zaklinam kształtów imieniem. 
 
Ułó

Ŝ

 wezbrane oczy w kołysce 

Ciało na skrzydłach jasnych demonów 
Wtedy przypłyniesz do mnie jak listek 
Opadły w cichy, tygrysi pomruk. 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

38 

Kot 
 
Bo

Ŝ

ek wschodu, gdzie z twarzy wschodz

ą

 bez wyrazu 

dwie krople oceanu - dojrzałe owoce wody, 
zastyga przy kominkach i trójk

ą

tn

ą

 twarz

ą

 

prowadzi sny puszyste w wilgotne ogrody. 
Przez kasztanowy zapach i jesienn

ą

 wilgo

ć

 

kołysze noc wysmukł

ą

 jakby widmo łowów  

i długo 

ś

piewa pie

ś

ni nad zabit

ą

 wilg

ą

 

wywołuj

ą

c upiory kr

ąŜą

ce nad głow

ą

A potem ogie

ń

 ci

ą

gnie złotych iskier struny, 

bulgoc

ą

 oczy, to woda, zenitalne deszcze,  

i wieje duszny samum sypkim piaskiem dreszczy, 
gdy otworz

ą

 si

ę

 oczy jak martwe pioruny. 

Wtedy nagle urosn

ą

 mi

ę

kkie łapy kota  

i ogromnym tygrysem wyfrunie przez okno 
do wygi

ę

tej w ksi

ęŜ

ycu samicy ze złota. 

 
Zostan

ę

 ja i ogie

ń

, i moja samotno

ść

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

39 

L

asem 

 
Chodz

ę

 lasem, zostawiam nie 

ś

lady, lecz tropy 

i sapi

ę

 w w

ą

skiej norze oddechem włochatym. 

Czy to prawda, 

Ŝ

Ŝ

yłem ryb

ą

 przed potopem 

Ŝ

e jestem dzi

ś

 wilkiem kochaj

ą

cym kwiaty? 

Jak

Ŝ

e płyn

ą

 te sosny? sier

ść

 ma zapach ostry. 

Patrz

ę

 wam prosto w oczy, a krok mój jest wiekiem. 

Gdzie las si

ę

 ko

ń

czy nagle fioletowym ostem -  

- my

ś

liwy z psem, który te

Ŝ

 był kiedy

ś

 człowiekiem. 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

40 

M

agia 

 
Dym układa si

ę

 w gryfy, postaci i konie 

nad rozlewanym ogniem, a on czesz

ą

c grzywy 

Ŝ

ółtych promienie woła :"Przez gwiazdy zielone 

zaklinam ci

ę

, demonie, Ahrbalu - przyb

ą

d

ź

!" 

 
Wtedy przez pust

ą

 ram

ę

 portretu wychodzi 

duch ogromny szeleszcz

ą

c od niebieskich iskier 

i staje u pułapu jak wstrzymany pocisk 
napr

ęŜ

onych obłoków, i unosi wszystkie 

rozlane dymy w sobie. Wtedy on zbielały, 
porywany przez cisz

ę

, trojony przez cienie, 

"Ahrbalu - zaklina - przez ten dym st

ęŜ

ały, 

Ahrbalu - zaklina - przynie

ś

 jej wspomnienie!" 

 
Wi

ę

c w suchym blasku iskier ro

ś

nie łuk ró

Ŝ

owy 

Piersi wygi

ę

tych twardo, ust rozwartych koncha, 

podłu

Ŝ

ne li

ś

cie powiek. Wtedy z jego głowy 

odrzuconej w odległo

ść

 wypływaj

ą

 oczy 

jakby łzy, w których wida

ć

 odwrócony obraz 

coraz mniejszy; i płacze "O siostro niedobra!" 
a ju

Ŝ

 ona jak kamie

ń

 - rozpuszcza si

ę

 w nocy. 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

41 

Martwa pie

śń

 

 
Martwa pie

śń

, przyjaciele, bo gdzie r

ą

k zabrakło, 

tam i pie

ś

ni nie staje, a 

Ŝ

aglom ni tratwom 

nie płyn

ąć

 tam, nie 

ś

piewa

ć

 młodzie

ń

com, a starcom 

by

ć

 czym

ś

 wi

ę

cej ni

Ŝ

 tymi, co znaj

ą

 ju

Ŝ

 - gardz

ą

 

popiołem, bo tym łatwo pogardza

ć

, a zdoby

ć

 

wstawanie nowym drzewem najłatwiej za grobem. 
 
I któ

Ŝ

 z was stanie tak sam, bez przyczyny 

ponad miło

ść

 i proste wyznawanie winy, 

ponad t

ę

 jeszcze, 

Ŝ

e tworzy

ć

 ci dano 

Ŝ

e przez dzieło twoje sny zmartwychpowstan

ą

I có

Ŝ

ś

e

ś

cie tak słabi, 

Ŝ

e

ś

cie tylko mali 

przez ciała - bryły martwe, bo st

ą

d tak zuchwali, 

Ŝ

e ciało jest wam bogiem, bo zbyt jest oporem, 

aby je wol

ą

 zr

ą

ba

ć

 jak kamie

ń

 toporem? 

Bo ciało jest jak zwierz

ę

 nie

ś

wiadome czynu, 

gdy je po grzechu gładzi

ć

, to wyrasta win

ą

to si

ę

 pnie na kolumny, a pochłania ducha 

i potem jest ju

Ŝ

 wolne, i steru nie słucha, 

i nie boi si

ę

 czynu 

Ŝ

adnego. Za czyny 

tylko duch pokutuje krzy

Ŝ

em własnej winy, 

i tam ju

Ŝ

 duchów nie ma. 

 

Ŝ

alu, o trwogo 

jaka

ś

 ty jest - składana nagim z głazu bogom, 

jaka

ś

 ty jest - składana na kopce, gdzie nawet 

grób tak jest łzami gorzki, 

Ŝ

e nie wzro

ś

nie traw

ą

A sen wieczny upiory zabitych unosi, 
których - krzy

Ŝ

ów ognistych i krzy

Ŝ

 nie uprosi. 

i płacz wzniesiony pó

ź

no nie przywróci bieli 

i nie zetrze znamienia z 

ś

miertelnej po

ś

cieli, 

 
Martwa pie

śń

, przyjaciele, je

ś

li wam nie unie

ść

 

ruchu w prawd uczuwanie, nie zobaczy

ć

 w łunie 

turkusowych pos

ą

gów i naj

ś

mielszych marze

ń

je

ś

li wam tylko droga, gdzie zgniecione twarze 

pod kołami rozp

ę

kłe s

ą

 jak prochy czynu, 

a ogie

ń

 

Ŝą

dz odwiecznych - koron

ą

 wawrzynu. 

Je

ś

li kto jeszcze wierzy w stawanie si

ę

 czasem, 

je

ś

li kto jeszcze ceni człowieka nad głazem, 

o, niech przez wiar

ę

 swoj

ą

 otworzy przemian

ę

 

w sp

ę

tanie, nie pochwał

ę

 zbrodni. Niech si

ę

 stanie 

jak mistrz, co sił

ę

 gromu zaklina w kształt 

Ŝ

ywy, 

bo je

ś

li wiary zabraknie - kto wstanie szcz

ęś

liwy, 

bo je

ś

li wiary zabraknie w odwrócenie ruchu, 

martwa pie

śń

, przyjaciele - grobowcem na duchu, 

martwy sen, przyjaciele, pod kolumn

ą

 blasku 

i popiołu wracanie popiołem - do piasku. 

background image

 

42 

Melancholia 
 
Szary pejza

Ŝ

 t

ę

tni kroplami 

w rzeki g

ę

ste, l

ś

ni

ą

ce jak ołów, 

noc przep

ę

dza do pustych obór 

czarne chmury, stada bawołów. 
 
Po w

ą

dole nakisłym zmierzchem 

peł

ź

nie szumem chmur szarych liszaj, 

przez zasiane w ugorach cisze 
dzie

ń

 brzezin

ą

 schodzi przez pole. 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

43 

Miło

ść

 

 
O nieba płynnych pogód, 
o ptaki, o natchnienia. 
Nie wydeptana ziemia, 
nie wy

ś

piewane Bogu 

te drzewa, te kaskady 
iskier, ten oddech nieba, 
w ramionach jak w kolebach 
zamkni

ę

ty. Jak cokoły 

drzewa z szumem na poły; 
serca jak dzbany łaski, 
takie serca jak gwiazdki, 
takie oczu obłoki, 
taki lot - za wysoki. 
 
Sło

ń

ce, sło

ń

ce w ramionach 

czy twego ciała kryształ 
pełen owoców białych, 
gdzie zdrój zielony tryska, 
gdzie oczy mi

ę

kkie w mroku 

tak pół mnie, a pół Bogu. 
 
Twych kroków korowody 
w urojonych alejach, 
twe odbicia u wody 
jak w pragnieniach, w nadziejach. 
Twoje usta u 

ź

ródeł 

to syte, to znów głodne, 
i twój 

ś

miech, i płakanie 

nie odpłynie, zostanie. 
Unios

ę

 je, przenios

ę

 

jak ramionami - głosem, 
w czas daleki, wysoko, 
w obcowanie obłokom. 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

44 

Miserere 
 

Oto stoimy nad ziemi

ą

 tragiczn

ą

 

Pobojowisko dymi odwarem strzaskanych wspomnie

ń

 i snów. 

Lepkimi krwi

ą

 pytaniami 

zdejmujemy hełmy przyrosłe do głów. 
Głowy - czerwone ró

Ŝ

e przypniemy hełmom pokole

ń

Widz

ę

: czas przerosły kitami dymów, 

widz

ę

 czas: akropol zarosły puszczami traw. 

Rzu

ć

 si

ę

, ostatni kainie, na ostatniego abla, 

dław! 
 

Wracaj

ą

c z pogrzebu ostatniego człowieka, 

jak wyzwanie 
rzucam przygar

ść

 powietrzn

ą

 - skowronka - w niebo 

i ziemi

ę

 roni

ę

 jak łz

ę

 nad wszech

ś

wiatem. 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

45 

Mistyka 
 
Zmierzch spada słodko w ci

ęŜ

kie ramiona bzów 

plusz wpada oknem ci

ęŜ

kimi pluskami - krew 

noc przechodzi firanki - ł

ą

ki powiewne snu 

umarłe chryzantemy wiatr opłakuje w ulicach. 
Dzie

ń

 obliczem 

obrzmiałym wyszczerza z

ę

by jak topielec 

(piasek gwiazdy wieczornej na ustach) 
noc piele 
zmierzch z celuloidowych kwiatów. 
Wieczór wypija sło

ń

ce z napełnionych domów 

nikomu... 
nie mo

Ŝ

na powiedzie

ć

 gdzie 

ś

wiatło 

kapie bólem w zakl

ęś

ni

ę

tych snach. 

Umiera... 
dziecko ma blade powieki - oczy wyprz

ę

gni

ę

te z dnia 

ś

ledzi obłoki 

Ŝ

ycia - dołem nabrzmiałe miasto 

za oknem w pół

ś

nie ulice kołysz

ą

 si

ę

 d

ź

wi

ę

cz

ą

zegar zepsuty o zmierzchu wybija dwunast

ą

Ludzie przechodz

ą

 wolno sło

ń

cem oblani jak miodem 

zmierzch szemrze... 
wieczór odpływa ogrodem 
w małe podmiejskie parki. 
Umiera... 
dziecko ma usta blade od wi

ę

dn

ą

cych 

ś

wiec. 

Noc mnie opryskała zielon

ą

 ros

ą

 gwiazd 

dr

Ŝę

 

(

ź

le postawiona noga rozsadza pokój - cisz

ę

r

Ŝą

 

chmury wprz

ęŜ

one do trumny (od złotyro podków zbyt duszno) 

obłoki nogami niecierpliwie grzebi

ą

 

dymi

ą

 grzywami napi

ę

te oceany - niebo.. 

Po cieniach - arkadach wonnego mostu 
dzie

ń

 przyjedzie lazurowym poci

ą

giem westchnienia. 

Zaczniemy 
niebo w bł

ę

kitne plamy na ł

ą

kach zamienia

ć

 

po prostu 

ś

wit odetchnie zielono 

razem 
na srebrnych dłoniach dzwonów 
odpłyniemy wonnymi kolejami ł

ą

ki. 

Dzie

ń

 który kipi z drzewa 

mo

Ŝ

na pi

ć

 

ś

piewa

ć

 

kolorowymi chórami ptaków 
a wysoko 
sosna podarła adamaszek nieba. 
Jak w lustrze serce odbiło si

ę

 w sło

ń

cu. 

W las barwy zasiewa

ć

 

background image

 

46 

cisza przyroodzi w obłoku. 
Dzie

ń

 jak papro

ć

 kołysze si

ę

 w chmurach 

macierzanki obrzmiewaj

ą

 bladym złotem 

Wiosna 
lekko eksploduje samolotem. 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

47 

Moce 
 
Was było trzech aniołów  
w koronach krwawych ogni, 
byli

ś

cie zbrodniom podobni 

ś

nionym w nawach ko

ś

ciołów 

i byli

ś

cie jak harfy 

pól-bo

Ŝ

e, pól-

ś

miertelne, 

jak gromy niepodzielne, 
a pełne niepokoju. 
Ja byłem jeden, czysty, 
nie naznaczony grzechem, 
was było trzech aniołów- 
trzy wiatry wiekuiste. 
A to był 

ś

wit. Wiał wiatr. 

Tabuny drzew si

ę

 rwały  

spo

ś

ród sodomy małych 

do nieznajomych spraw.  
 
A pełno było boju 
na ziemi i w obłokach. 
Was było trzech aniołów  
a wiara za wysoka. 
 
A pełno było krwi 
na ziemi i w obłokach, 
w sercu ciemno

ść

 i trwoga, 

w ustach milczenia krzy

Ŝ

 
Wtedy wy

ś

cie r

ę

ce wznie

ś

li  

i tak palców nakazem  
na kl

ę

sce mnie przykuli, 

na trumnach-ciemnym głazem. 
 
I stoj

ę

 tak w

ś

ród wiatrów, 

w

ś

ród 

ś

nie

Ŝ

yc, gdzie pochody 

wygna

ń

ców i narody, 

po których 

ś

lady zatr

ą

 

burze, gdzie grzmoty dziejów, 
gdzie tylko 

ś

mier

ć

 nadziej

ą

 
i stoj

ę

 tak, i czekam 

na dło

ń

, na głos człowieka. 

 
O, jest was trzech aniołów. 
Ja jestem jeden, czarny 
jak ciemny ptak cmentarny, 
wydarty snom na poły, 
na poły w krwi pocz

ę

ty, 

w krzy

Ŝ

 na poły zakl

ę

ty, 

background image

 

48 

zimny, niepokochany. 
 
I milczy 

ś

wiat, i toczy  

przez nieporadne oczy 
kolumny gro

ź

nej ciszy, 

bryły krwi i mozołu... 
Nikt nie wie, nikt nie słyszy, 

Ŝ

e było trzech aniołów. 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

49 

N

arodziny Boga 

 
Słysz

ę

 co noc konary rzek, które pod ziemi

ą

 si

ę

 pr

ęŜą

co noc za sercem r

ą

k goni

ą

c nie chwytam. 

Oto deszcze spadaj

ą

 podobne szklanym w

ęŜ

om, 

wzrok jak nó

Ŝ

 po szkle po niebie zgrzyta. 

Jeszcze mi twarze zwierz

ą

t mign

ą

jeszcze l

ą

dy albo zamy

ś

lenie, 

albo puszcze jak ró

Ŝ

e po płatku rozwin

ą

albo i ta ucieczka wieczna. 
A kto mi tak sfery pogł

ę

bia, 

a

Ŝ

 si

ę

 planety w gł

ą

b nieba, bez ko

ń

ca 

nakładaj

ą

 na kr

ę

gi wiruj

ą

c i hucz

ą

Ja morderca - na 

ś

mierci liczy

ć

 si

ę

 ucz

ę

to znów ja ptaków płon

ą

cych obro

ń

ca. 

Ach, jad

ą

 rycerze, po lodzie konie 

ś

lizgaj

ą

 

kopyta srebrne od szronu, to złota ci

ęŜ

ki ła

ń

cuch. 

I tropiciele mijaj

ą

 

ś

ród 

ś

wiateł zapomniani, 

mijaj

ą

 panny białe, mijaj

ą

c w 

ś

piewie ta

ń

cz

ą

Czy gwiazdom stan

ąć

 pochodni

ą

, brzegiem nawałnic id

ą

c, 

i tak je czyta

ć

 jak ksi

ę

gi stoj

ą

ce w rz

ę

dach czy półkach, 

cho

ć

 nie ma ko

ń

ca oparciom? Czy ziemi

ę

 krokami ryt

ą

 

tak odgadywa

ć

, nim zetrze j

ą

 

ś

wierszcz lub lec

ą

ca jaskółka? 

Czy mo

Ŝ

e słucha

ć

 w noc? Tam, gdzie dudni

ą

ce łowy 

albo krusz

ą

cy si

ę

 kosmos pyłem 

ś

wiszcz

ą

cym odpowie, 

czy tak u oceanu tragicznie r

ę

ce wi

ą

za

ć

czy tak w ko

ś

cioły i lud, dzieli

ć

 zapomnienie? 

O, nie uno

ś

cie przyłbic, zamczyste kule stropu, 

ciemni, po nocy szukamy, tak

Ŝ

e w zawiei nam pozna

ć

Tocz

ą

 si

ę

, tocz

ą

 kule, dymi

ą

 i dzwoni

ą

 potopy 

i zapadaj

ą

 si

ę

 zmarzłe rzeki lodowe pod stop

ą

Ju

Ŝ

 zapomnieli

ś

my barw, ju

Ŝ

 zapomnieli

ś

my znaków, 

które pogasły, a teraz w drzewie czy gwie

ź

dzie, czy ksi

ę

dze 

jakkolwiek mówisz - odpowiedz i włó

Ŝ

 w noc pioruny czy r

ę

ce, 

je

ś

li ci

ę

 nawet nie ma. 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

50 

Narzeczona 
 
Ona stoj

ą

c w jeziorze r

ę

ce obraca do góry 

i z nich unosz

ą

 si

ę

 z wolna kwiaty i białe motyle, 

kiedy pod kolanami w wodzie mkn

ą

 ciche chmury, 

niebo si

ę

 szybko przetacza. Ona si

ę

 fali przychyla 

i bierze w dło

ń

 otwart

ą

 jak pyszczek ró

Ŝ

owy kuny 

niebieskie łody

Ŝ

ki wody, które si

ę

 pr

ęŜą

 jak struny 

i graj

ą

 cicho i mi

ę

kko: 

"W kwiaty nas zamie

ń

, panienko". Wi

ę

c r

ę

ce zwraca w gór

ę

 i krople  

wypryska wysoko, 
czyni z nich li

ś

cie i jabłka, w

ęŜ

e i srebrne jaszczury; 

zanim opadn

ą

 znowu, jeszcze podobne s

ą

 głogom, 

co kwitn

ą

. Potem, gdy spadn

ą

, przemkn

ą

 w nich szybko chmury. 

Ona si

ę

 z wolna zawróci unosz

ą

c z sob

ą

 odbicie, 

nie wiedz

ą

c jeszcze, czy w sobie, czy w wodnym obrazie prawdziwa, 

patrzy w kryształ powietrza i widzi dalekie 

Ŝ

ycie, 

raz zapylone trakty, to znowu potoków grzyw

ę

Nie wie i jeszcze czeka. Wtedy na brzegu, w kotlinie, 
rycerz ogromny przystaje i jabłko wyci

ą

ga na dłoni, 

ę

kitne jak kropla nieba. Ona ku niemu płynie, 

powietrze w kr

ą

g rozgarniaj

ą

c, co jak pod skrzydłem dzwoni. 

Potem ich las zamyka. I tylko drzewa dojrzałe 
tak samo stoj

ą

 w gł

ę

binie, jakby najmocniej kochały. 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

51 

Nie to, co mi si

ę

 

ś

niło 

 
Nie to, co mi si

ę

 

ś

niło, 

alem co krwi

ą

 przepłakał, 

to widz

ę

, gdy si

ę

 schyl

ę

 

nad wod

ą

, w której ptaki 

kre

ś

l

ą

 w

ę

zły daremne, 

które nie zwi

ąŜą

 bólu 

ani mi 

ś

wiat utul

ą

ale si

ę

 pl

ą

cz

ą

 ciemne, 

ale mi grób rozwin

ą

 

i rozwijaj

ą

c - min

ą

 
ten 

ś

wiat, gdzie widzie

ć

 chciałem 

ro

ś

linnych linii m

ą

dro

ść

gdzie kształty ukochałem 
i duchy wszystkich rzeczy, 
ten 

ś

wiat, co mia

Ŝ

d

Ŝą

c leczy, 

a ginie razem z ciałem, 
ten 

ś

wiat czy mi si

ę

 wy

ś

nił 

jak biała gał

ąź

 wi

ś

ni, 

jak tylko wiew anioła, 
a potem krwi

ą

 si

ę

 polał? 

 
 
Czym ja rycerzy widział 
tam tylko, gdzie si

ę

 buta 

jak chmura ci

ęŜ

ka toczy, 

czym ja miło

ś

ci patrzył 

przez snem zasnute oczy? 
 
 
A teraz 

ś

wiat-pokuta 

wyst

ą

pił rzek

ą

 z brzegów 

i czy tak znów naucz

ę

 

m

ą

dro

ś

ci albo chłodu 

niewypalon

ą

 młodo

ść

 
 
Trzeba było miło

ś

ci 

po jednej tak odrywa

ć

pragnienia krwi

ą

 nazywa

ć

przywyka

ć

 tak do rzeczy, 

jak mi je Bóg zaprzeczył. 
Aby si

ę

 stała 

Ŝ

ywa 

ziemia ci

ęŜ

ka jak zwierz

ę

w któr

ą

 ju

Ŝ

 teraz wierz

ę

której bólem nie przegn

ę

miło

ś

ci

ą

 ledwo si

ę

gn

ę

 

background image

 

52 

 
Trzeba mi było w ludziach 
znajdowa

ć

 głaz po głazie, 

aby mnie trzykro

ć

 raził 

blask niebiosów ogromnych, 
abym si

ę

 w nocy budził, 

w powietrzu szukał, wołał 
płon

ą

cych ust anioła. 

 
 
Trzeba mi było jeszcze, 

Ŝ

em wierzył w ludzkie czyny, 

aby opadły deszcze 
od no

Ŝ

y bardziej ostre, 

aby porosły winy 
jak suche, gorzkie osty, 
abym jak wiór ognisty 
spłon

ą

ł w oddechu nocy, 

bym teraz rozwarł oczy, 
bym teraz wierzy

ć

 umiał 

w to, co l

Ŝ

ejsze ni

Ŝ

 ziemia, 

w to, co si

ę

 nie przemienia. 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

53 

Niebo złote ci otworz

ę

 

 
Niebo złote ci otworz

ę

w którym ciszy biała ni

ć

 

jak ogromny d

ź

wi

ę

ków orzech, 

który p

ę

knie, aby 

Ŝ

y

ć

 

zielonymi Usteczkami, 

ś

piewem jezior, zmierzchu graniem, 

a

Ŝ

 uka

Ŝ

e j

ą

dro mleczne 

ptasi 

ś

wit. 

 
Ziemi

ę

 tward

ą

 ci przemieni

ę

 

w mleczów mi

ę

kkich płynny lot, 

wyprowadz

ę

 z rzeczy cienie, 

które pr

ęŜą

 si

ę

 jak kot, 

futrem iskrz

ą

c zwin

ą

 wszystko 

w barwy burz, w serduszka listków, 
w deszczów siwy splot. 
 
I powietrza dr

Ŝą

ce strugi 

jak z anielskiej strzechy dym 
zmieni

ę

 ci w aleje długie, 

w brzóz przejrzystych 

ś

piewny płyn, 

a

Ŝ

 zagraj

ą

 jak wielonczel 

Ŝ

al ró

Ŝ

owe 

ś

wiatła pn

ą

cze, 

pszczelich skrzydeł hymn. 
 
Jeno wyjmij mi z tych oczu 
szkło bolesne obraz dni, 
które czaszki białe toczy 
przez płon

ą

ce ł

ą

ki krwi. 

Jeno odmie

ń

 czas kaleki, 

zakryj groby płaszczem rzeki, 
zetrzyj z włosów pył bitewny, 
tych lat gniewnych czarny pył. 
 

 
 
 
 
 

background image

 

54 

O

 ty mój smutku cichy 

 
O ty mój smutku cichy, 
smutku gwiazdek male

ń

kich, 

Nazywałem, szukałem 
brałem ciebie do r

ę

ki. 

 
Jak to si

ę

 ciało twarde 

tak w piasek albo w glin

ę

 

zamienia w moich dłoniach, 
pragnienie ka

Ŝ

de- w win

ę

 
Jak to si

ę

 - kiedy dotkn

ę

kwiat przeobra

Ŝ

a w ciemno

ść

a poszum drzew - w głuchot

ę

a chmury - w grzmot nade mn

ą

 
Jak to ja nieobaczny 
mijam, sam sobie błachy, 
i rze

ź

b

ę

 zanim zaczn

ę

 

marmur wypełniam strachem. 
 
Jak to ja nasłuchuj

ę

 

błyskawic w niebie trwogi. 
Jak

Ŝ

e to ja nazywam 

ka

Ŝ

de czynienie- Bogiem? 

 
Otom strz

ę

p oderwany 

od drzewa wielkich pogód, 
sam swym oczom nie znany 
obcy swojemu Bogu. 
 
Oto słysz

ę

, jak w popiół 

przemieniam si

ę

 i krusz

ę

I coraz mniejszy ciałem 
wierz

ę

 we własn

ą

 dusz

ę

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

55 

Ojczyzna II 
 
Ziemio krwi

ą

 i ogniem płyn

ą

ca, 

na rozdro

Ŝ

ach twoich stoj

ę

 - tułacz jesieni 


zanim ci

ę

 ramionami ogarn

ę

słysz

ę

 takt twego serca, takt moich kroków. 

Serca nieodmienne przez gorzki potop, 
serca spalone czarne 
zawiesi

ć

 na sosnach twoich - wotum. 

Ziemio nie skojarzona niebu, 
osobna, 
wypalona wiekami, pi

ę

tnem. 

Milionem grobów 
słysz

ę

 rytm twój niedoczekany: 

góry ław

ą

 bij

ą

ce do morza jak t

ę

tno. 

Szeroko dr

Ŝ

oskar

Ŝ

one niebo wbite na zgliszcza - na pal 

i jak period po nocach uderza o burz

ę

 

Ŝ

al: 

ś

mier

ć

 mnie ucałuje, 

ś

mier

ć

 mnie ucałuje, 

ale nie ty. 
 
Ziemio, szept twój serce rozerwał jak szrapnel, 
gdzie jest twój krzyk? 
Litanie, dzwony sucho do nieba jak 

ś

rut 

nieba nie podpalaj

ą

, nie podpal

ą

R

ę

ce-kamienie na dnie oceanu. 

Ziemio twarda jak 

Ŝ

ołnierski suchar, 

ziemio gorzka od krwi i 

Ŝ

alu, 

ziemio głucha. 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

56 

Orfeusz w lesie 
 
1. Zamysł 
On jak wygło

ś

 dwustronny zestroił 

miło

ść

 pie

ś

ni i miło

ść

 niewiasty. 

Teraz ucho cisz

ą

 le

ś

n

ą

 poił, 

kiedy w strumie

ń

 wst

ę

pował li

ś

ciasty. 

Praw

ą

 r

ę

k

ą

 gał

ę

zie odgarniał, 

lew

ą

 r

ę

k

ą

 lir

ę

 tulił dr

Ŝą

c

ą

gdy nad głow

ą

 zbudzona ptaszarnia 

trzepotała chmur

ą

 

ś

wiergoc

ą

c

ą

A on ptakom i sobie si

ę

 modlił, 

a modlitwa go do tej zbli

Ŝ

ała, 

co mu była pocz

ę

ciem melodii, 

które spełniał na lirze jej ciała. 
Jeszcze cienia jej nawet nie podszedł, 
ju

Ŝ

 pod dłoni

ą

 piskl

ę

 

ś

piewu poczynał 

i milczeniem 

ś

pi

ą

cych brzóz warkocze 

w Eurydyki płowe włosy zaklinał.  
2. Wahanie 
Sk

ą

d

Ŝ

e ten u

ś

miech na usta si

ę

 przybł

ą

kał? 

"Przywró

ć

cie - mówił - do 

Ŝ

ycia t

ę

 piosenk

ę

co zmarła we mnie". Wtedy na jego r

ę

k

ę

 

d

ź

wi

ę

czn

ą

 kropelk

ą

 stoczyła si

ę

 biedronka. 

"Wiem: to jest tkliwo

ść

. Lecz ona nie wystarczy. 

Bo wi

ę

cej trzeba, by 

ś

mier

ć

 

ś

piewaniem uwie

ść

na skałach dzikich muzyczne gniazdo uwi

ć

by wywie

ść

 

ś

piew od trwogi ludzkiej starszy". 

I wzrok przygasły uton

ą

ł w własnym cieniu. 

"Oddajcie - mówił - t

ę

 moc, co tylko ona 

obudzi

ć

 mogła". Wtedy jak uskrzydlona 

drapie

Ŝ

no

ść

 siadł mu jastrz

ą

b na ramieniu. 

"Wiem: to s

ą

 szpony, które si

ę

 rychło st

ę

pi

ą

lecz skalnej kory niezdolne nigdy przebi

ć

Nie tak

ą

 drog

ę

 trzeba mi pie

ś

ni

ą

 przeby

ć

by łzami osnu

ć

 Jej 

ź

renic

ę

 s

ę

pi

ą

". 

I w le

ś

n

ą

 cisz

ę

 wszeptywał si

ę

: "Przestrzeni, 

jak

Ŝ

e ci

ę

 strun

ą

, co krwawi

ć

 

ś

mie, ogarn

ę

?" 

I załkał cicho. I jak jagody czarne, 
łzy dojrzewały w puszystych mchów zieleni.  
3. Płacz 
Jak zmierzch szare - zlatywały si

ę

 wilki, 

ę

dnym wyciem wypełniaj

ą

c las, 

u nóg jego czołgały si

ę

: "Zmilknij, 

czemu łzami odzwierz

ę

casz nas?" 

Jak 

ś

wit chy

Ŝ

e - przybiegały jelenie, 

jak sen cieple - łasiły si

ę

 samy 

i błagały: "Zmiłuj si

ę

, przenie

ś

 

ból i w siebie z powrotem go wgarnij". 
Przypełzały zielone zaskro

ń

ce, 

background image

 

57 

obwijały mu r

ę

ce jak pie

ń

"Kto ty jeste

ś

Ŝ

e tak jasny jak sło

ń

ce 

płaczesz łzami czarnymi jak cie

ń

?" 

Lecz zadziwił si

ę

 Orfeusz, gdy w górze 

roze

ś

miała si

ę

 wierzba płacz

ą

ca: 

"Jak

Ŝ

e, wieszczu, 

Ŝ

alem chcesz nas urzec, 

skoro płacz twój nie roztkliwia, lecz wstrz

ą

sa?"  

4. Wstyd 
I zapadł w siebie gwiazd

ą

, która boli, 

bo go smuciła siła własnej pie

ś

ni, 

jak

Ŝ

e niecelna - my

ś

lał - 

Ŝ

e pozwolił 

łzom nazbyt ludzkim w grom si

ę

 uciele

ś

ni

ć

Płacz ma by

ć

 płaczem - my

ś

lał - a łzy łzami, 

a pie

śń

 - wysnut

ą

 spod serca muzyk

ą

 - 

lecz jak j

ą

 wysnu

ć

 i gdzie nie

ść

? Wtem zamilkł, 

bo jego lira łkała: "Eurydyko! Ten, co si

ę

 z tob

ą

 zestrajał, jak z strun

ą

 

ł

ą

czy si

ę

 liry melodyjne drewno, 

z kraw

ę

dzi 

ś

piewu w własny mrok si

ę

 zsun

ą

ł. 

Jak po obczy

ź

nie stop

ą

 brn

ą

c niepewn

ą

ą

ka si

ę

 w sobie, ocienia 

Ŝ

ałob

ą

 

nie 

Ŝ

al po tobie, lecz smutek nad sob

ą

..." 

Wi

ę

c si

ę

 zawstydził Orfeusz, a mgły 

coraz to g

ęś

ciej li

ść

mi szeleszcz

ą

c, 

na twarz mu kładły swe wilgotne sny. 
A on nie wiedział, czy to deszcz, czy łzy. 
I tylko je

Ŝ

 przez mokre biegn

ą

c mchy, 

zbierał na kolce srebrne jabłka deszczu.  
5. Zmaganie 
Pod tym d

ę

bem, pod stuletnim, w

ś

ród gał

ę

zi skrył si

ę

a deszcz pierzchn

ą

ł, siedmiobarwnym łukiem nad nim wzbił si

ę

Ledwie okiem w nim uton

ą

ł, w barwnej brodz

ą

c nucie, 

blady bł

ę

kit t

ę

cz

ę

 wchłon

ą

ł, d

ą

b zawołał: "Zbud

ź

 si

ę

Czas na ciebie, czeka lira, nowej pie

ś

ni głodna, 

wdr

ąŜ

 si

ę

 w ziemi

ę

, bij o niebo, serca przepal do dna. 

Ze mn

ą

, boski Orfeuszu, zmierz muzyczn

ą

 sil

ę

mnie pokonasz - 

ś

mier

ć

 przemo

Ŝ

esz, któr

ą

 zwyci

ęŜ

yłem. 

Popatrz: uschnie młoda łoza, runie smukła jodła, 
patrz: topole 

ś

mier

ć

 podci

ę

ła, ale mnie nie zmogła. 

W niebo 

ś

piewem rosn

ę

, w ziemi

ę

 korzeniami wrastam, 

me milczenie jest strumieniem, a ma pie

śń

 li

ś

ciasta!" 

Wi

ę

c Orfeusz chwycił lir

ę

 rozmodlon

ą

 dłoni

ą

strun

ę

 tr

ą

cił, ju

Ŝ

 obłoki przebudzone dzwoni

ą

Jeszcze głosu nie wydobył, ju

Ŝ

 na wargi dr

Ŝą

ce, 

jak na li

ś

cie, promieni

ś

cie wbiega młode sło

ń

ce. 

I pie

śń

 pocz

ą

ł. Wrył si

ę

 w ziemi

ę

 takim jasnym tonem, 

Ŝ

e wzleciały ponad  

drzewa krety uskrzydlone, 

Ŝ

e strumienie, co pod ziemi

ą

 ciemno si

ę

 pocz

ę

ły, 

nad brzegami, co je wi

ęŜą

, w lir

ę

 si

ę

 wygi

ę

ły. 

Wzniósł si

ę

 w gór

ę

, r

ę

k

ą

 jeno ci

ęŜ

ar strun odmierzał, 

a ju

Ŝ

 wiatrem swego głosu w 

Ŝ

ę

dzie uderzał, 

background image

 

58 

Ŝ

ę

dzie melodyjnie tr

ą

caj

ą

c si

ę

 wzajem, 

rozdzwoniły włosy wierzby nad le

ś

nym ruczajem, 

a w tych włosach smutek nagły wyl

ą

gł si

ę

 tak cicho, 

Ŝ

e nie b

ę

d

ą

c jeszcze szeptem, szeptał: "Eurydyko..." 

Jeno woda pochwyciła to czułe wezwanie, 
a ju

Ŝ

 w kwiaty je wkropiła na le

ś

nej polanie, 

a tam trawy zielonawe w korzenie wyszeptały 
i ju

Ŝ

 drzewa jej imieniem szumie

ć

 poczynały. 

Targn

ą

ł strun

ę

, bo nie szeptem 

ś

mier

ć

 miał głuch

ą

 przemóc, 

lecz wołaniem tak wysokim, jak gwiazda nad ziemi

ą

"Chcecie? Rozpacz wam wy

ś

piewam: płomieniste góry 

rosn

ą

 we mnie, burza wra

Ŝ

a w ziemi

ę

 kły wichury. 

Chcecie? Błyskawic

ą

 chłostam, serca gryz

ę

 gromem, 

w r

ę

ku piorun mam i rozpacz w oku nieruchomem, 

a ta rozpacz w gniew urasta, a ten gniew jest burz

ą

 

przeciw tobie, której kształty czarno si

ę

 marmurz

ą

". 

Ju

Ŝ

 nie słowem, ale głosem w tward

ą

 kor

ę

 nieba 

tłukł Orfeusz, a

Ŝ

 sypn

ę

ła ci

ęŜ

kich gwiazd ulewa... 

Wtedy przerwał, bowiem uczuł, 

Ŝ

e mu głos uwi

ęŜ

nie 

w niebie dr

Ŝą

cym jeszcze... 

Ale d

ą

b milczał pot

ęŜ

niej.  

6. Pora

Ŝ

ka 

"Eurydyko, pora

Ŝ

ka jest słodka. 

Chwała tobie, który

ś

 mnie zwyci

ęŜ

ył". 

Mijał strumie

ń

. Trzcina wiała wiotka. 

Las si

ę

 ko

ń

czył i zaczynał ksi

ęŜ

yc. 

A te skały, co wyrosły ostre, 
zdały mu si

ę

 czułym zapewnieniem. 

A t

ę

 noc obejmował jak siostr

ę

 

i nazywał najczulszym imieniem. 
I przemierzał strunami 

ś

pi

ą

cymi 

oddalenie nie obj

ę

te słowem, 

i jak klucz do zamkni

ę

tych podziemi 

niósł na wargach milczenie d

ę

bowe. 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

59 

Ostatni wiersz 
 
Te dni s

ą

 małym miasteczkiem zdarze

ń

Znam 

ś

wiat na pami

ęć

na pami

ęć

 znam ka

Ŝ

d

ą

 gwiazd

ę

 i ból wieków, 

rzeczywisto

ść

 granitow

ą

 co dzie

ń

Nie 

Ŝ

yj

ę

 w mie

ś

cie i krajach globów, 

Ŝ

yj

ę

 w ogrodzie 

przekwitłych uczu

ć

 zwierz

ę

cych i pragnie

ń

 
Ja: rozstrzelany po tysi

ą

ckro

ć

 

Ŝ

ołnierz stuleci, 

z sercem na bagnet brata nakłutym, 
nie czekam. Za wzgórzami czasu nabrzmiewa nowy atak. 
Odwa

Ŝ

nie nie wiem ko

ń

ca i pocz

ą

tku 

ś

wiata. Kiedy mnie jak boga - przez  

tysi

ą

clecia nie znanego - wykl

ę

to, 

znam drog

ę

 krzy

Ŝ

owej m

ą

dro

ś

ci - oboj

ę

tno

ść

 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

60 

P

ami

ą

teczki 

 
Pami

ą

teczki zasuszone - nieba ró

Ŝ

Na pudełku tyrol i jabło

ń

Takie proste było wszystko: chleb i nó

Ŝ

a teraz gdzie opadło? 
Takie proste byłyby lata 
- zasuszone dzi

ś

 w ksi

ąŜ

kach płatki. 

Jak obrazki zieleni

ą

 odczu

ć

Niewypukłe obrazki, gładkie. 
[Nie ma ciebie, nie b

ę

dzie, po co 

szuka

ć

 gwiazdek w czarnej sali? 

Tylko pami

ęć

 wysycha - potok, 

ś

wiat - klinika trocinowych lalek.] 

Dziecinnieje mi ziemia znów 
zamykana w tajemnice pudełek. 
Oddalony smutek snów 
jak nad 

ś

mierci

ą

 rzucona przeł

ę

cz. 

 
Srebrny kluczyk. Nakr

ę

cane ptaszki - 

- pomniejszone pozytywki zdarze

ń

 
A to wszystko male

ń

kie obrazki 

powieszone na pot

ęŜ

nym konarze. 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

61 

Piosenka  
 
Wprost, na przełaj, przez pola zardzewiałe zmierzchem 
pojedziemy w gł

ą

b nocy, smutni Don Kiszoci, 

po to tylko, by kiedy

ś

 (mo

Ŝ

e w ba

ś

ni progu) 

rozerwał nam 

ś

wiadomo

ść

 zabł

ą

kany pocisk 

 
Nasze istnienie cierpkie jest, na pół przytomne, 
czekaj

ą

ce na nowo

ść

 - nastanie nieznane. 

L

ę

kiem w noc wyczekiwa

ń

 serce pi

ęś

ci

ą

 bije, 

nie wie, czy bł

ą

dzi

ć

 dalej, czy czeka

ć

 na ranek. 

 
Wiatraki rozszalałych, wiruj

ą

cych my

ś

li 

dr

ą

 nam ja

ź

nie purpur

ą

, powstaj

ą

cych godzin. 

Los nasz t

ę

tni, za sło

ń

ca ukryty zachodem, 

zbudzi si

ę

 mo

Ŝ

e szcz

ęś

ciem w jutrzni sło

ń

c narodzin. 

Szcz

ęś

cia jest tylko tyle, ile go wymarzysz, 

kiedy r

ę

ce ugrz

ę

zn

ą

 ci palcami w błocie. 

Ty!... pami

ę

taj o ba

ś

ni, co ci

ę

 kiedy

ś

 zbawi, 

lecz nie walcz o ni

ą

 z lud

ź

mi, smutny Don Kiszocie. 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

62 

Pokolenie 
 
Do palców przymarzły struny 
z cienkiego krzyku ro

ś

lin. 

Tak si

ę

 dorasta do trumny, 

jake

ś

my w czasie doro

ś

li. 

Stan

ę

ły rzeki ognia 

ś

ci

ę

te kr

ą

 purpurow

ą

po nocach sen jak pochodnia 
straszy obci

ę

t

ą

 głow

ą

Czego

Ŝ

 ty jeszcze? W mrozie 

ś

wiat jest jak z trocin sypki. 

Oczu st

ęŜ

ały orzech. 

To 

ś

nieg, to nie serce tak skrzypi. 

Ka

Ŝ

dy - kolumn

ą

 jeste

ś

na grobie pie

ś

ni własnych 

zamarzły. Czego

Ŝ

 ty jeszcze? 

To 

ś

mier

ć

 - to nie włosy blasku. 

To soli kulki z nieba? 
Czy łzy w krzemie

ń

 twarzy tak wrosły? 

Czy ziemia tak bólem dojrzewa, 
jake

ś

my w czasie doro

ś

li? 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

63 

Pragnienia 
 
Co dzie

ń

 kochaj

ą

c ci

ę

 płacz

ę

t

ę

skni

ę

 za tob

ą

 patrz

ą

c, 

oczy mi popielej

ą

wiedz

ą

Ŝ

e nie zobacz

ą

 
A z ciebie gorycz płynie 
jak w niebo dym spokojny, 
dzie

ń

 jak li

ść

 kruchy si

ę

 zwinie 

i ptak, co w 

ś

piew niezbrojny. 

 
Przysiadaj

ą

 na mnie modlitwy 

przelotne, ach, przelotne. 
Elementarne bitwy, 
trwo

Ŝ

ne, samotne. 

 
Ucz

ę

 si

ę

 ciała na pami

ęć

 

i umiem. Wida

ć

 dusza 

jest jeszcze, która kłamie, 
a we mnie 

ś

mier

ć

 porusza. 

 
Po snów kipieli ciemne) 
szukam ci

ę

, tak si

ę

 spalam, 

r

ę

ce mi nadaremne 

jak ptak, co gniazdo kala. 
 
I mo

Ŝ

e by w milczeniu 

i w cierpieniu by mo

Ŝ

e, 

Ŝ

, kiedy nocy gro

Ŝę

niedowidzeniu. 
 
I takim ci ja hardy 
jak r

ę

ce, co rycerzom 

przypinaj

ą

 kokardy, 

w których sił

ę

 nie wierz

ą

 
I takim ci ja mocarz, 

Ŝ

e kiedy słów nie trzeba, 

nie umiem stworzy

ć

 nieba 

miło

ś

ci

ą

 w oczach. 

 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

64 

Przypowie

ść

 

 
Pan Bóg u

ś

miechn

ą

ł si

ę

 i wtedy powstała ziemia, 

podobna do jabłka złotego i do zwierciadła przemian. 
Po niej powoli si

ę

 s

ą

cz

ą

 zwierz

ą

t dojrzałe krople 

wst

ę

puj

ą

c z wód w powietrza - drgaj

ą

ce srebrem - stopnie. 

ś

piew najcichcszego z ptaków zamienia si

ę

 w mi

ę

kki obłok 

i wtedy powstaj

ą

 chmury do ziemi i gwiazd podobne. 

Wi

ę

c knieje do mórz podchodz

ą

 i kład

ą

 włosy na wod

ę

 

i wtedy fale si

ę

 barwi

ą

 na kolor dojrzałej jagody. 

Ś

wiatło przenika do ziemi, a ziemia blask przygarnia; 

bory wrastaj

ą

 w powietrze, powietrze od lasów - czarne. 

Zwierz

ę

ta wnikaj

ą

 w kor

ę

, a kora porasta 

Ŝ

ycie 

i niewidzialne, w przestrzeni, wiruje ziemi odbicie. 
Wtedy s

ą

 wszystkie kolory, ka

Ŝ

dy od innych ró

Ŝ

ny, 

które s

ą

 wszystkie te same pod szklan

ą

 kopuł

ą

 pró

Ŝ

ni. 

I zafrasował si

ę

 Bóg, 

Ŝ

e sam swych dzieł nie ogarnie, 

wi

ę

c cisza zło

Ŝ

yła si

ę

 w fałdy, a 

ś

wiatło stało si

ę

 czarne 

i ci

ęŜ

kich kowadeł gór rosły łodygi ogniste, 

a gromy z wysiłku kuły zmarszczone w gro

ź

nym namy

ś

le, 

a

Ŝ

 si

ę

 wykrzesał z ku

ź

ni pod niebo od huku białe 

z chmur i ziemi ulany - człowiek ciemny i mały. 
Teraz u

ś

miechn

ą

ł si

ę

 Bóg i we 

ś

nie znu

Ŝ

ony oniemiał, 

i do dzi

ś

 bł

ą

dzi w

ś

ród grozy człowiek ciemny jak ziemia. 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

65 

Psalm IV 
 
Bo

Ŝ

e mój. Ja przed Tob

ą

 

ołtarz ciała rozdarty. 
Ja - jednym sumieniem rodzony, 
dymi

ę

 tysi

ą

cem martwych. 

 
Nie tłomacz mi ptaków i ro

ś

lin, 

ja znich pocz

ę

ty - rozumiem, 

tylko si

ę

 krzywdy nauczy

ć

 

i ludzi si

ę

 uczy

ć

 nie umiem. 

 
Ja ju

Ŝ

 spokojny . Ze

ś

lij  

ulewy głów obci

ę

tych, 

str

ąć

 nieba płask

ą

 dło

ń

Ty ze wszystkiego - 

ś

wi

ę

ty. 

 
Ale mi czyny wytłomacz, 
ziemi ziej

ą

cy orkan, 

bo nic, 

Ŝ

e po kl

ę

sce jej depcz

ę

 

jak po krzemiennych toporkach 
ludzi, co nigdy nie rosn

ą

c, 

ś

ciany jaski

ń

 miecz ostrz

ą

 
Ale wytłomacz mi tych,  
co niewiedz

ą

cy - u ciemnych wód 

s

ą

 spopielałe krzy

Ŝ

yki czarne 

nie odegranych nigdy nut. 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

66 

R

odzicom 

 
A otó

Ŝ

 i macie wszystko. 

Byłem jak lipy szelest, 
na imi

ę

 mi było Krzysztof, 

i jeszcze ciało - to tak niewiele. 
 
I po kolana brodz

ą

c w blasku 

ja miałem jak 

ś

wi

ę

ty przenosi

ć

 Pana 

przez rzek

ę

 zwierz

ą

t, ludzi, piasku, 

w ziemi brn

ą

c po kolana. 

 
Po co imi

ę

 takie dziecinie? 

Po co, matko, taki skrzydeł pokrój? 
Taka walka, ojcze, po co - takiej winie? 
Od łez ziemi krwawo mi, mokro. 
 
My

ś

lała

ś

, matko: "On uniesie, 

on nazwie, co boli, wytłumaczy, 
pod

ź

wignie, co upadło we mnie, kwiecie 

- mówiła

ś

 - rozkwitaj ogniem znacze

ń

". 

 
Ojcze, na wojnie twardo. 
Mówiłe

ś

 pragn

ą

c, za ziemi

ę

 cierpi

ą

c: 

"Nie poznasz człowieczej pogardy, 
ud

ź

wigniesz sław

ę

 ci

ęŜ

k

ą

". 

 
I po có

Ŝ

 wiara taka dziecinie, 

po có

Ŝ

 dzieci

ń

stwo jak płomieni dom? 

Zanim dwadzie

ś

cia lat minie, 

umrze mu 

Ŝ

ycie w złocieniach r

ą

k. 

 
A po có

Ŝ

 my

ś

l taka jak sosna, 

za wysoko głowica, kiedy pie

ń

 tn

ą

A droga jak

Ŝ

e prosta, 

gdy serce niezdarne - proch. 
 
Nie umiem, matko, nazwa

ć

, nazbyt boli, 

nazbyt mocno 

ś

mier

ć

 uderza zewsz

ą

d. 

Miło

ść

, matko - ju

Ŝ

 nie wiem, czy jest. 

Nozdrza rozd

ę

te z daleka Boga wietrz

ą

 
Miło

ść

 - có

Ŝ

 zrodzi - nienawi

ść

, struny łez. 

 
Ojcze, bro

ń

 d

ź

wigam pod kurtk

ą

po nocach ciemno - walcz

ę

, wiary wi

ę

dn

ą

Ojcze - jak tobie - prócz wolno

ś

ci mo

Ŝ

e i dzieło, 

mo

Ŝ

e i wszystko jedno. 

 

background image

 

67 

Dzie

ń

 czy noc - matko, ojcze - jeszcze ustoj

ę

 

w trzaskawicach palb, ja, 

Ŝ

ołnierz, poeta, czasu kurz. 

Pójd

ę

 dalej - to od was mam: 

ś

mierci si

ę

 nie boj

ę

dalej nios

ą

c nar

ę

cza pragnie

ń

 jak spalonych ró

Ŝ

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

68 

Rzeczy niepokój 
 
Nie wiem nic. Jest wokoło ten rzeczy niepokój, 
który rzeki przesyca i morza obłoków, 
który jest sam przez siebie, a ja ponad którym 
jestem jak smutne dziecko przenosz

ą

ce góry. 

 
I nie wiesz nic, i mo

Ŝ

esz r

ę

ce jeszcze 

zanurzy

ć

 w płynno

ś

ci rzeczy i rzeczy niepokój. 

Bo jest w tym jak w tworzeniu z marmuru drzew 

Ŝ

ywych 

(które si

ę

 same ciosaj

ą

 pod r

ę

k

ą

co

ś

 jak nieuchwycenie w locie złotej grzywy, 

jak opadanie - smutne i jak ziemia - pi

ę

kne. 

Jak ziemia, bo ta w trwodze najdalszej wywoła 
- i w grobach - jak

ąś

 smukło

ść

 anielsk

ą

 ko

ś

cioła. 

Wi

ę

c id

ź

, chocia

Ŝ

by

ś

 wiedział, 

Ŝ

e zmierzasz do grobu, 

bo nie w tobie jest trwoga, ale ty przez trwog

ę

Bo to nie 

Ŝą

dz

ą

 wzrasta, ale zapatrzeniem, 

jak wierzby, które rosn

ą

c w wodzie, rosn

ą

 - cieniem. 

 
Wtedy ziemia si

ę

 skurczy, a

Ŝ

 za w

ą

ska stopom 

b

ę

dzie chmura - na przekór arkom i potopom. 

 
Tylko ludzie znad trawy - jak krowy - spojrzenie 
zwróc

ą

 w niepokój rzeczy, w to, co zapatrzenie, 

i przez swoj

ą

 osobowo

ść

, w to, co gromem 

ś

niło, 

powiedz

ą

 nierozwa

Ŝ

nie i osobno: miło

ść

 

 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

69 

S

ny II 

 
Dziewczyna 

ś

pi

ą

c odrzuca r

ę

ce w gór

ę

w s

ą

siedni sen, który si

ę

 o ni

ą

 otarł, 

a nad ni

ą

 dr

Ŝą

 ci

ą

gn

ą

ce długim sznurem 

zje

Ŝ

one kły - jak ciche my

ś

li kota. 

 
Wi

ę

c bierze sen i mrucz

ą

c wtula usta 

w puszyst

ą

 sier

ść

, przykłada j

ą

 do piersi, 

a

Ŝ

 sko

ś

ny cie

ń

 wychodzi nagle z lustra 

i sen jak wzrok zachodzi biał

ą

 

ś

mierci

ą

 
Dziewczyna 

ś

ni

ą

c nazywa po imieniu  

zielony li

ść

 i chmury, które płyn

ą

i sko

ś

ny cie

ń

 zamkni

ę

ty we wspomnieniu 

i budzi si

ę

, i nie zna 

Ŝ

adnych imion. 

 
A wtedy 

ś

wit zamyka pusty pokój 

jak biały dzwon. Dziewczyna w odr

ę

twieniu 

widzi w swych snach ró

Ŝ

ow

ą

 krew obłoków 

i tropy łap - jak czarnych gwiazd na ziemi. 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

70 

Sny III 
 

Ś

ni

ą

 si

ę

 dalekie łowy. Wtedy si

ę

 odmyka 

łuk grzbietu, który długo t

ęŜ

ał w zamy

ś

leniu, 

i z wolna noc si

ę

 pije jak ptaki i cienie 

wiruj

ą

ce po kole zastygłego krzyku. 

 
Sier

ść

 rozrasta si

ę

 szybko, a

Ŝ

 całkiem wypełni 

mroczn

ą

 kotlin

ę

 

ś

cie

Ŝ

ki i fosforem trzeszcz

ą

sypie szelest napi

ę

ty jak ogromne kleszcze, 

Ŝ

e zdaje si

ę

: za chwil

ę

 spadnie kropla pełni. 

 
Wreszcie wielki jak jesion, na zdr

ę

twiałych łapach, 

trzeba si

ę

 wznosi

ć

 wy

Ŝ

ej i skrada

ć

 z daleka 

za cieniem, który niesie przykr

ą

 wo

ń

 człowieka, 

a ma bezwładne skrzydła ró

Ŝ

owego ptaka. 

 
 
A gdy łapy opadn

ą

, jak skór

ę

 si

ę

 zdziera 

pazurami krzyk ostry, który cuchnie krwi

ą

spod powiek wschodz

ą

 nagle br

ą

zowe owoce 

i słycha

ć

 z góry: ptaki na modrzewiu drwi

ą

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

71 

Sny dziecinne 
 
Sny dziecinne pachniały wanili

ą

Jak oderwa

ć

 to 

Ŝ

ycie od trwogi? 

Te dni jak małe bo

Ŝ

ki w oliwkowym lesie -  

- wyrosły z nich dorosłe wilki i ogie

ń

 

opalił sosny strzelistych uniesie

ń

 
Takie to dzieje, matko. Boli wiatru kolec 
wbity w dwudziest

ą

 jesie

ń

, kiedy umiem 

ju

Ŝ

 najtrudniejsze słowa. Na p

ę

kni

ę

tym stole 

umieraj

ą

 kwiaty - suche deski trumien. 

Dusi las zdarze

ń

 przyrosłych. Nic wi

ę

cej. 

Matko, 
jeszcze jednym u

ś

miechem sprzed lat dwudziestu 

przywró

ć

 mi wzrok dla 

ś

wiata 

dzieci

ę

cy. 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

72 

Spojrzenie 
 
Nic nie powróci. Oto czasy 
ju

Ŝ

 zapomniane; tylko w lustrach 

zasiada si

ę

 ciemno

ść

 w moje własne 

odbicia - jak

Ŝ

e zła i pusta. 

 
O znam, na pami

ęć

 znam i nie chc

ę

 

powtórzy

ć

, naprzód zna

ć

 nie mog

ę

 

moich postaci. Tak umieram 
z półobjawionym w ustach Bogiem. 
 
I teraz znów siedzimy kołem, 
i planet dudni deszcz - o mury, 
i ci

ęŜ

ki wzrok jak sznur nad stołem, 

i stoj

ą

 ciszy chmury. 

 
I jeden z nas - to jestem ja, 
którym pokochał. 

Ś

wiat mi rozkwitł 

jak wielki obłok, ogie

ń

 w snach 

i tak jak drzewo jestem prosty. 
 
A drugi z nas - to jestem ja, 
którym nienawi

ść

 dr

Ŝą

c

ą

 pocz

ą

ł, 

i nó

Ŝ

 mi błyska, to nie łza, 

z dr

ę

twych jak woda oczu. 

 
A trzeci z nas - to jestem ja 
odbity w wypłakanych łzach, 
i ból mój jest jak wielka ciemno

ść

 
I czwarty ten, którego znam, 
który naucz

ę

 znów pokory 

te moje czasy nadaremne 
i serce moje bardzo chore 
na 

ś

mier

ć

, która si

ę

 l

ę

gnie we mnie. 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

73 

Stuletni wieczór 
 
Wyj

ść

 na ulic

ę

 w niebieski, letni zmierzch, 

dymi

ą

 fajki jak zapach zielonych bazylii, 

gwiazdy jak ryby zabite wypływaj

ą

 na wierzch, 

znad gitar - kapelusze jak czarne pluszowe motyle. 
Wyj

ść

 na ulic

ę

: kołyski zwiewnej muzyki i bajek, 

tam graj

ą

 katarynki jedwabny stuletni walczyk. 

Ten niderlandzki obraz z porcelanowych fajek, 
z baldachimów dłoni kobiecych i strun kobiecych palców. 
Otom dzieckiem, skrzydłem jednodniowych przeczu

ć

Jestem tylko chłopcem, który płacze nad zabitym ptakiem. 
Nie prze

Ŝ

yłem tylu lat i drzew, co ten wieczór. 

Jestem chłopcem, który płacze nad zabitym ptakiem. 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

74 

Sur le Pont de’Avignon 
 
Ten wiersz jest 

Ŝ

yłk

ą

 słoneczn

ą

 na 

ś

cianie 

jak fotografia wszystkich wiosen. 
Kantyczki deszczu ci przynios

ę

 -  

wyblakłe nutki w nieba dzwon 
jak wody wiatrem oddychanie. 
Ta

ń

cz

ą

 panowie niewidzialni 

"na mo

ś

cie w Awinion". 

Zielone, staro

ś

wieckie granie 

jak anemiczne p

ą

czki ciszy. 

Odetchnij drzewem, to usłyszysz 
jak promie

ń

 - napr

ęŜ

ony ton, 

jak na najcie

ń

szej wiatru gamie 

ta

ń

cz

ą

 li

ś

ciaste suknie panien 

"na mo

ś

cie w Awinion". 

W drzewach, w zielonych okien ramie 
przez widma miast - srebrzysty gotyk. 
Wiruj

ą

 ptaki płowozłote 

jak lutnie, co uciekły z r

ą

k. 

W lasach zielonych - białe łanie 
uchodz

ą

 w coraz cichszy taniec. 

Ta

ń

cz

ą

 panowie, ta

ń

cz

ą

 panie 

"na mo

ś

cie w Awinion". 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

75 

Swoboda 
 
ko

ń

 bryzgiem srebrnych dzwonków parska 

w zielon

ą

 ru

ń

 jak wod

ę

 mi

ę

kk

ą

 

kwiaty przynosz

ą

 w barwnych garstkach 

ś

wit g

ę

stych rzek na sutkach d

ź

wi

ę

ku. 

 
Drzewa s

ą

 wolne w rudych lasach 

przebiega ko

ń

 przez płynno

ść

 polan 

Ŝ

owo gra rozbiegiem oczu 

balony nozdrzy gnie do kolan 
 
a kiedy wbiegnie w d

ź

wi

ę

czne stepy 

w rozlany łan bł

ę

kitem 

ś

wie

Ŝ

stanie wysoko wyzwolony 
i wchłonie sło

ń

ce wolne zwierz

ę

... 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

76 

Ś

mier

ć

 kukły 

 
Zasło

ń

 firanki, szklana madonno złudzenia! 

Ju

Ŝ

 nie ma nic za oknem, którym uwi

ą

dł pejza

Ŝ

Noc, w któr

ą

 tylko wieczór 

ś

mierci

ą

 wejrzał, 

cisz

ę

 w bolesne kraty drzew popl

ą

tanych zamienia. 

Ś

mier

ć

 w ci

ęŜ

kich ramach z ołowiu wieszam na 

ś

cianie. 

Zasło

ń

 firanki, szklana madonno złudzenia! 

To oboj

ę

tno

ść

 spada mi w oczy jak kamie

ń

gorzki 

ś

wit deszczu wi

ę

dnie w niedochceniach. 

Smutne poci

ą

gi s

ą

 oboj

ę

tnym po

ś

cigiem, 

w

ę

sz

ą

 po 

ś

ladach pomi

ę

tych brudn

ą

 ulic

ą

i ka

Ŝ

dym 

ś

witem płacz mi si

ę

 zrywa jak wybieg. 

Czuj

ę

 brz

ę

cz

ą

c

ą

 jak komar zgubiony - nico

ść

Wieczór bezdomny umarł mi cicho na r

ę

kach... 

Niebo zapina d1rnury na ksi

ęŜ

yc jak 

Ŝ

eton. 

Zasło

ń

 firanki, szklana madonno złudzenia! 

Patrz

ę

: wiatr przechodzi pod r

ę

k

ę

 z umarł

ą

 gazet

ą

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

77 

Ś

wiat obok 

 
Na wybrze

Ŝ

u uduszonym przez płyn

ą

ce drzewa 

w obrze

Ŝ

ach dymi zmierzchu niebieski opar 

i alejami przechodzi 

ś

piewny, wielki cie

ń

 

zgubionego w dzieci

ę

ctwie kota. 

 
Przez puste lustro zmierzchu przechodz

ę

 co wieczór 

wisz

ę

 ciemnym odbiciem i znikam. 

Faluj

ą

 aleje palmowe wezbrane od przeczu

ć

powietrze zaszyte w szum cykad. 
 
Za naro

Ŝ

n

ą

 ulic

ą

, zmniejszony przez ksi

ęŜ

yc 

wyj

ść

 na bulwar : otwiera si

ę

 morza szelest. 

Na rejach brygantyny cieniem si

ę

 wypr

ęŜ

ył 

wiatru czarny wisielec. 
 
Na okr

ę

cie wieków omszonym w zielony plusz 

odpływam pod nieba pełne błyskawic, zwierz

ą

t, znaków 

od chłodnych studni portów obrosłych w powoje ró

Ŝ

 

w pejza

Ŝ

e japo

ń

skich ryb, pereł i laku. 

 
Gdy podró

Ŝ

 przekroczy czas i smutek, 

na g

ą

bkach lagun zadymi ró

Ŝ

owym deszczem, 

w ten dzie

ń

 ukryty za brzegiem spojrzenia 

znajd

ę

 ci

ę

 na polanie nie przewidzianej przez przestrze

ń

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

78 

Ś

wiat sen 

 
Smutny, jaki smutny człowiek u

ś

piony w zdarzeniach, 

w zdarzeniach prawdziwych. 
Jakby

ś

 kre

ś

lił kółko na piasku, a w d

ę

bów cienie 

jak w rzeczywiste zamki kolorowe powprawiał szyby. 
 
Tak sobie nieroztropnie - niby przypominasz 
dzieci

ę

ce twierdze z pisaku. 

Uwierzy

ć

 łatwo: 

Ŝ

yjesz tam, 

a teraz 

ś

nisz tylko 

o

ś

lepiaj

ą

cy sen piorunów, krzywdy i blasku. 

 
Jak

Ŝ

e spokojnie, cho

ć

 upłyn

ą

ł dwudziesty rok, 

nie wierzy

ć

 w rzeki ognia, przez wiatr unoszonych ludzi, 

ton

ą

c po brzegi spojrzenia w rzeczywisto

ść

 
Ale ja si

ę

 obudz

ę

, ale ja si

ę

 obudz

ę

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

79 

T

en czas 

 
Miła moja, kochana. Taki to mroczny czas. 
Ciemna noc, tak ju

Ŝ

 dawno ciemna noc, a bez gwiazd, 

po której drzew upiory wydarte ziemi dr

Ŝą

Smutne nieba nad nami, jak krzy

Ŝ

 złamanych r

ą

k. 

Głowy dudni

ą

 po ziemi, noce schodz

ą

 do dnia, 

dni do nocy odchodz

ą

, nie łodzie trumny rodz

ą

ś

wiat grobami odchodz

ą

, odchodzi czas we snach. 

 
A serca tak ich mało, a usta tyle ich. 
My sami tacy mali, krok jeszcze przejdziem w mit. 
My sami takie chmurki u skrzy

Ŝ

owania dróg, 

gdzie armaty stuleci i krzy

Ŝ

, a na nim Bóg. 

Te sznury, czy z szubienic? długie, na ko

ń

cu dzwon 

to chyba dzwon przestrzeni. I taka słabo

ść

 r

ą

k. 

I ulatuje słysz

ę

 ta moc jak piasek w szkle 

zegarów starodawnych. Budzimy si

ę

 we 

ś

nie 

bez głosu i bez mocy i słycha

ć

, dudni sznur 

okutych maszyn burzy. Niebo krwawe, do ró

Ŝ

podobne le

Ŝ

y na nas jak pokolenia gór. 

I płynie mrok. Jest cisza. Łamanych czaszek trzask; 
i wiatr zahuczy czasem, i wiek przywali głazem. 
Nie stanie naszych serc. Taki to mroczny czas. 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Ten wiersz jak 

ś

mier

ć

 smutny… 


Ten wiersz jak 

ś

mier

ć

 jest smutny 

i oboj

ę

tny jak 

ś

mier

ć

Szare koty pod 

ś

wiatło pusz

ą

 ostr

ą

 sier

ść

background image

 

80 

ś

ółty lament ulicy, gdzie nie chodzi nikt. 

Bije trwoga 

Ŝ

aglami o codzienno

ść

 szyb. 

II 
Niebo blaknie za ka

Ŝ

dym krokiem. Ogie

ń

 

wydzwania łuny, a wesołe ptaki 
s

ą

 po

Ŝ

egnaniem moim z lud

ź

mi i bogiem. 

Ś

lepn

ę

, trac

ę

 drogi, chodz

ę

 torem rakiet. 

A wi

ę

c jesie

ń

. Dymi miasto, ptaki płyn

ą

 na ukos, 

li

ś

cie opadłe z czerwonych kominów fabryk. 

Po ulicy chodz

ą

 umarli, le

Ŝą

 skrzydła oderwane krukom, 

czeka powóz i w drzwiach martwy lokaj z kandelabrem. 
Woja

Ŝ

 toczy powoli drogi wysokich kasztanów. 

Upływam w jesie

ń

 mniejszy z ka

Ŝ

dym krokiem, 

w pola zasianych zjaw, w kolumny martwych peanów, 
w oboj

ę

tno

ść

 - mijanych - okien. 

Gdzie powóz drog

ą

 odpływa? Szelestem dymi bruk. 

O, najsmutniejsza jesieni, w zam

ę

cie znaków i elips 

nad pie

ś

ni

ą

 kołujesz jak kruk. 

Jak miło

ść

 powierzon

ą

 dwóm 

Ŝ

yciom - rozdzieli

ć

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

81 

Tren II 
 
Oto jak pomnik własnego miłowania 
u sinych wód milczeniem stoj

ę

a dołem płyn

ą

 trumny i posłania, 

a gór

ą

 czas i wielkie boje. 

 

ź

li, 

ź

li ludzie, jakie to wam było 

ciało złowrogie, t

ę

pe takie złe, 

o, jaka była ta kłamana miło

ść

której nie starczy i na jedn

ą

 łz

ę

 

ź

li, nieszcz

ęś

ni czy w Bogu zapomniani, 

tłumem wylegli nad przepa

ś

ci brzeg, 

nie dostaj

ą

cy ciemnymi głowami, 

nie uskrzydleni rytmem ciemnych serc. 
 
Mroczne, mroczne w

ą

wozy. To mi przed oczami 

cie

ń

 duchów jakich

ś

 mignie, to strzaskany krzy

Ŝ

to drogi stratowane trwog

ą

 i kołami, 

nad grobowiskiem ziemi - nieba dr

Ŝą

cy li

ść

 
Nie ma, nie ma powrotu, sine wody moje, 
do zatopionych dziejów, które w was odbite. 
Ja jestem pos

ą

g wasz i nad milczeniem stoj

ę

 

skamieniałym - pragnieniem i 

Ŝ

ywym - granitem. 

 
Nie ma, nie ma ucieczki. Na rozdartej ziemi 
ten milion serc kalekich z mojej piersi krwawi. 
Byli 

Ŝ

ywi, odeszli z słowami prostymi, 

tych Bóg milczeniem zbawił. 
 
Ale nam ziemia gorzka, twarda, nieudała. 
Widz

ę

 was krew w

ę

sz

ą

cych, pal

ą

cych ko

ś

cioły, 

zdzieraj

ą

cych z umarłych strz

ę

Ŝ

ałosny ciała, 

zła trwog

ą

 i chciwo

ś

ci

ą

 zł

ą

czonych na poły. 

 
Czuj

ę

 stopy w

ę

sz

ą

ce ostatnie przymierze 

i ciemno

ść

, która chlusta na to martwe złoto. 

I jestem pos

ą

g czasu 

ś

mieszny - który wierz

ę

cho

ć

 nie ma znów powrotu, znów nie ma powrotu. 

 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

82 

Ty jeste

ś

 moje imi

ę

 i w kształcie, i w przyczynie 

 
Ty jeste

ś

 moje imi

ę

 i w kształcie, i w przyczynie, 

i moje dłuto lotne. 
Ja jestem, zanim minie wiek na koniu - bezczynie, 
ptaków i chmur zielonych złotnik. 
Ty jeste

ś

 we mnie jaskier w chmurze rze

ź

biony blaskiem 

nad czyn samotny. 
Ja z ciebie ulew piaskiem runo burz, co nie ga

ś

nie, 

ka

Ŝ

dym 

Ŝ

yciem i 

ś

mierci

ą

 stokrotny. 

Ty jeste

ś

 marmur 

Ŝ

ywy, przez który kształt mi przybył, 

kształt w wichurze o 

ś

wicie widziany, 

który o mleczne szyby buchn

ą

ł płomieniem grzywy 

i zastygł w dłoni jak z gwiazdy odlany. 
I jeste

ś

 mi imi

ę

 ruchów i poczynaniem słuchu, 

który pojmie muzyk

ę

 i sposób, 

który z l

ą

du posuchy wzejdzie 

Ŝ

ywic

ą

-duchem 

w łodyg

ę

 głosu. 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

83 

W

 

Ŝ

alu najczystszym 

 
O, dziecko smutne, o ty zagubiony 

Ŝ

alu najczystszym za wrót niedomkni

ę

ciem, 

któr

ę

dy by duch przewiał natchnionym cyklonem 

i wiar

ę

 

ś

wi

ę

cił. 

 
Ty gdzie odje

Ŝ

d

Ŝ

asz, co

ś

 aniołów widział 

w ludziach znu

Ŝ

onych, co szli nad strumieniem, 

i ju

Ŝ

 odbicia ich ujrzałe

ś

 

ś

wiatłem, 

gdy były cieniem? 
 
Gdzie chciałe

ś

 wyczu

ć

 pod dłoni

ą

 kształt lawy, 

która by w gemmy zastygła zwyci

ę

stw? 

Czy gdzie si

ę

 bunt nie z ognia, a z mało

ś

ci stawał, 

a z pie

ś

ni - wyciem? 

 
Czy gdzie si

ę

 wolno

ść

 stawała skuwaniem 

w imi

ę

 powstałych, którzy kładli nowe spadli jak głowy? 

 
Czy

ś

 ty nie widział, 

Ŝ

e w słabo

ś

ci wokół 

nikt nie dopatrzył do ko

ń

ca przeznacze

ń

 

Ŝ

e za mały, by stan

ąć

 na cokół 

wojownik płacze? 
 
A wiesz, 

Ŝ

e m

ę

drców i magów spełnienia 

to niebo było czynione przez człeka, 
by trwał dla celu, szedł, jak idzie-cieniem, 
czekał, jak czeka! 
 
I wiesz, co miło

ść

 - je

ś

li tylko sobie? 

co znaczy przemoc, je

ś

li tylko zemst

ą

 

za krzywdy, których nie wydrze i spowied

ź

a

Ŝ

 stan

ą

 kl

ę

sk

ą

 
O, dziecko smutne, ty nie dopełnione 
człowiekiem - jakby nie spełnione 

Ŝ

yciem. 

Ŝ

 to rze

ź

bienie, je

ś

li tylko w marmur 

marmuru ryciem? 
 

Ŝ

 to pod snami jak pod palcem czułym 

znajdziesz, gdy

ś

 człowiek przez ciało i ruchy, 

kiedy ci

ę

 smutkiem w kamieniu wykuły 

najczystsze duchy? 
 
Nie płacz i pojmij prawo, które mija 
i pojmij sen, a taj

ą

c pojmowanie, uczy

ń

 

Ŝ

ywy grom w głazie jak r

ę

ka niczyja, 

co 

Ŝ

yj

ą

c - uczy. 

background image

 

84 

Warstwy 
 
Z p

ę

tli latar

ń

 jak wzrok ku tobie oderwa

ć

Oto miasto umarłe od 

Ŝ

alu. 

Ulic

ą

 przechodzi 

ś

lepy pies dozorcy,  

a ró

Ŝ

owe suknie wracaj

ą

 z balów. 

Lokomotywy jesieni

ą

 

Ŝ

ółkn

ą

 i sypi

ą

 li

ś

cie. 

Po szynach zardzewiałych jaki poci

ą

g odejdzie? 

Oto mali chłopcy przynie

ś

li nó

Ŝ

 i sło

ń

ce maszyni

ś

cie, 

a pusta drezyna brz

ę

cz

ą

c odje

Ŝ

d

Ŝ

a bezludna 

i w p

ę

dzie 

obrywa sczerwieniały li

ść

 - semafor. 

Z szynku poeta wychodzi nios

ą

c kota zabitego przez pijanych. 

Kobiety s

ą

 obce, obce jak stare fotografie ciotek. 

Omijam zmierzch, id

ę

 po ciebie w mał

ą

 zmy

ś

lon

ą

 uliczk

ę

gdzie klon jesienny opada najprawdziwszym złotem. 

background image

 

85 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Wiatr 
 
Jak wtedy jest nas wsz

ę

dzie troje, 

ja i ty, ja i ty, 
a za oknem wiatr uchodzi p

ę

kni

ę

tym obojem, 

narasta zm

ę

czony krzyk. 

 
Unosz

ą

 si

ę

 drzewa i czarne ptaki, o szyby 

bij

ą

 li

ś

cie czerwie

ń

sze ni

Ŝ

 jesie

ń

Wyd

ę

te uciekaj

ą

 dni i obłoki spłoszone jak ryby 

w ten nasz bolesny, pierwszy wrzesie

ń

Nie odchod

ź

, to motyle pluszowe tak dzwoni

ą

 

o te szyby umarłe, o martwy wiatr. 
Chodzi za oknem upiór zabitego konia 
i kaleki, o kulach nienawi

ś

ci - 

ś

wiat. 

To powietrze wezbrane od trwogi uderza, 

background image

 

86 

przebacz mi 

ś

wiat i 

Ŝ

ycie, i ten wiatr mi przebacz. 

Lec

ą

 gwiazdy - jaskółki prawdziwego nieba, 

rozsypuj

ą

 nam 

ś

mier

ć

 na pokoje, 

umieraj

ą

 chwile nieostro

Ŝ

nych lat, 

bo jak wtedy jest nas wsz

ę

dzie troje, 

ja i ty, ja i ty, 
i wiatr. 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

87 

Wróble 
 
Dzie

ń

 wróbli i jasno

ś

ci! 

W dzbanuszkach małych ptaszków 

ś

wiat si

ę

 ustał miło

ś

ci

ą

niefrasobliw

ą

 łask

ą

 
Na wyci

ą

gni

ę

cie r

ę

ki 

mam czysto

ść

 ich, puszysto

ść

 

jakbym dotykał ciebie 
gał

ę

zi

ą

 ich- wielolistn

ą

 
Niebo si

ę

 ziemi skłania 

le

Ŝą

ś

niegiem na drzewach 

oczy mru

Ŝ

ysz, zasłaniasz 

piórka w blasku nagrzewasz. 
 
Nie zerwiesz si

ę

, nastroszysz 

ciepło ptasiego futra 
odpowiesz wróblim głosem 
w moj

ą

 ciemno

ść

 - malutka. 

 
Bo w tym 

ś

niegu ludzie - 

- my z czarnymi sercami. 
 
Ziemio przez nas zabita, 
rzesz

ą

 tych ptaków czystych 

Módl si

ę

 za nami! 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

88 

Wspomnienie 
 
Kraju, kraju ujrzany przez zielone szkło. 
Szare osiołki płyn

ą

 jak łzy zarosłym dnem wspomnienia. 

Te krajobrazy, nim spadn

ą

, wisz

ą

 na rz

ę

sach i dr

Ŝą

Szare osiołki płyn

ą

 jak łzy - zarosłym dnem wspomnienia. 

 
Miniaturowe domki, dalekie o całe powietrze, 
o tabun dni i obłoków, dalekie o czyj

ąś

 

ś

mier

ć

Płyn

ą

 przeze mnie osiołki zarosłym dnem wspomnienia 

i rosn

ą

 we mnie lata jak czarna, zje

Ŝ

ona sier

ść

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

89 

Wyzwanie 
 
Moje my

ś

li s

ą

 ciemniejsze od obcych słów proroków 

moich słów prawdziwych nie zna nikt. 
Kto z was wierzy, 

Ŝ

e oto na polanie czerwonych obłoków 

Przebiegł ko

ń

 apokalipsy i znikł? 

Kto wierzy, 

Ŝ

e w niedzielne popołudnie 

nad pyłem od

ś

wi

ę

tnych przechodniów 

spadło siedem nieboskłonów w zawiei planet, a w pró

Ŝ

ni 

sypano gar

ś

ciami dukaty płon

ą

cych pochodni? 

Czy byli

ś

cie w poci

ą

gach pustych, które anielsko wst

ą

piły w za

ś

wiat? 

Na ostatnich stacjach, gdzie urywa si

ę

 czas, 

gdzie w czarnych lustrach wypisano ostateczne znaki i hasła 
kto z was zna cmentarz 

ś

wiata i nieustanny potop gwiazd? 

 
Czy widzicie : w mroku odchodz

ą

 idee rzeczy i czy

ś

ci 

ludzie, których nigdy nie było, 

Ŝ

e Chrystusa tylko Szatan wymy

ś

lił 

Ŝ

eby

ś

cie mogli na co dzie

ń

 zabija

ć

 Boga i miło

ść

 
 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

90 

Z

 

głow

ą

 na karabinie 

 
Noc

ą

 słysz

ę

, jak coraz bli

Ŝ

ej 

dr

Ŝą

c i graj

ą

c kr

ą

g si

ę

 zaciska. 

A mnie przecie

Ŝ

 zdrój rze

ź

bił chy

Ŝ

y, 

wyhu

ś

tała mnie chmur kołyska. 

 
A mnie przecie

Ŝ

 wody szerokie 

na d

ź

wigarach swych niosły ptaki 

bzu dzikiego; bujne obłoki 
były dla mnie jak u

ś

miech matki. 

 
Kr

ą

g powolny dzie

ń

 czy noc kr

ąŜ

y, 

ostrzem 

ś

wiszcz

ą

c tnie ju

Ŝ

 przy ustach, 

a mnie przecie

Ŝ

 tak jak innym 

ziemia rosła t

ę

ga - nie pusta. 

 
I mnie przecie

Ŝ

 jak dymu laska 

wytryskała goł

ę

bia młodo

ść

teraz na dnie 

ś

mierci wyrastam 

ja - syn dziki mego narodu. 
 
Kr

ą

g jak no

Ŝ

em z wolna rozcina, 

przetnie 

ś

wiatło, zanim dzie

ń

 minie, 

a ja prze

ś

pi

ę

 czas wielkiej rze

ź

by 

z głow

ą

 ci

ęŜ

k

ą

 na karabinie. 

 
Obskoczony przez zdarze

ń

 zam

ę

t, 

kr

ę

giem ostrym rozdarty na pół, 

głow

ę

 rzuc

ę

 pod wiatr jak granat, 

piersi zgniecie czas czarn

ą

 łap

ą

bo to była 

Ŝ

ycia nie

ś

miało

ść

a odwaga - gdy 

ś

mierci

ą

 niosło. 

Umrze

ć

 przyjdzie, gdy si

ę

 kochało 

wielkie sprawy głupi

ą

 miło

ś

ci

ą

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

91 

Z wiatrem 
 
Jesienie rok za rokiem id

ą

gwiazdy jak deszcze szyby tn

ą

Zielone łanie na polanie, 
u okien huczy serca b

ą

k. 

 
Nie płacz, kochana, lat złowrogich, 
spod twoich rz

ę

s zielony li

ść

ptaki i drzewa trysn

ą

, drogi, 

po których dalej trzeba i

ść

 
Li

ś

cie opadły. Wróc

ą

 li

ś

cie 

i modlitewne łuki gór, 
przemin

ą

 ludzie w nienawi

ś

ci, 

zostanie trzepot ptasich piór. 
 
Knieje si

ę

 pieni

ą

 - tylko pomy

ś

l - 

w powietrza faluj

ą

cym tchu 

nied

ź

wiedzi pomruk zaczajony, 

niebieski jezior duch. 
 
Nie płacz, kochana. 

Ś

pij w cierpieniu, 

na dłoni mojej dr

Ŝą

cy ptak, 

rzekom i mnie, i wiosen cieniom, 
i miłowaniu lat. 
 
Przeminie łoskot burz gwia

ź

dzistych, 

nie stanie ludzkich burz. 
Nam, 

ś

piewaj

ą

cym pie

ś

ni czyste, 

serce rozetnie czas jak nó

Ŝ

 
Bo ju

Ŝ

 kolebi

ą

 aniołowie 

imi

ę

 - jak złote imi

ę

 gwiazd, 

próchnieje pod stopami czas, 
zostaje wieniec chmur na głowie. 
 
Bo ju

Ŝ

 kolebi

ą

 aniołowie 

na niewidzialnych dłoni 

ś

nie 

proste jak sosna, czyste dnie 
rosn

ą

ce w ptasim słowie. 

 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

92 

Zła kołysanka 
 
Jesiennych li

ś

ci, twoich włosów zapach, 

brz

ę

czy trwogi p

ę

kni

ę

ty zegar. 

Od gwiazd wieje chłód, zagasł 

ś

wiecznik lata 

i mój 

Ŝ

al 

czarnym psem co wieczór do r

ą

k ci przybiega. 

 
Czy umiesz zasn

ąć

? Płacz umarłej olchy 

długo wyje po nocy - kopule echa. 
Płyniemy, nie ma portów, nie ma dla nas kolchid, 
wiesz: smutek - zaczajony patrol - tylko czeka. 
Dobry smok w bajce, teraz jest sen zastygły, 
sen upiorów - upływa nocy pomnik niebosi

ęŜ

ny. 

Tylko krzyk widma, które chłop nabił na widły, 
tylko krzyk kotów duszonych przez ksi

ęŜ

yc. 

Czy umiesz zasn

ąć

? Dzi

ś

 obł

ą

kany poeta 

powiesił si

ę

 w czarnym krzyku zamiejskich sosen, 

a trupa kukły woskowej przy wiatru fletach 
deszcz po ulicach długo ci

ą

gn

ą

ł za włosy. 

 

Ś

pij, przecie

Ŝ

 cicho. 

Noc urasta deszczowa na szybach 
i wiatr 

ś

lepy jak ja przed domem przykl

ę

ka. 

Kto nam ten czas wolny od trwogi wydarł -  
male

ń

ka? 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

93 

Znów w

ę

drujemy 

 
Unie

ś

 głow

ę

 jak 

ź

ródło, 

z niej powstanie kolor 
i nazwanie wszechrzeczy, 
i płynienie porom. 
 
Widzisz, wszystko spełnione, 
czas po brzeg nalany 
i niebo syte 

Ŝ

aru 

jak złote fontanny. 
 
A wszystko mo

Ŝ

esz spełni

ć

 

od nowa i pocz

ąć

 

widowiska w obłokach 
tryskaj

ą

ce oczom. 

 
I wszystko co przypomnisz, 
b

ę

dzie jak czas głuchy, 

nad którym jak nad ciałem 
zawirujesz duchem. 
 
Bo kocha

ć

 znaczy tworzy

ć

poczyna

ć

 w barwie burzy 

rze

ź

b

ę

 gwiazdy i ptaka 

w łun czerwonych marmurze. 
 

 
 
 
 
 
 
 

background image

 

94 

Ź

ródło 

 
Znów w

ę

drujemy ciepłym krajem, 

malachitow

ą

 ł

ą

k

ą

 morza. 

Ptaki powrotne umieraj

ą

 

w

ś

ród pomara

ń

czy na rozdro

Ŝ

ach.  

Na fioletowoszarych ł

ą

kach 

niebo rozpina płynno

ść

 arkad. 

Pejza

Ŝ

 w powieki mi

ę

kko wsi

ą

ka, 

zakrzepła sól na nagich wargach.  
A wieczorami w pr

ą

dach zatok 

noc li

Ŝ

e morze słodk

ą

 grzyw

ą

Jak mi

ę

kkie gruszki brzmieje lato 

wiatrem sparzone jak pokrzyw

ą

.  

Przed fontannami perłowymi 
noc winogrona gwiazd rozdaje. 
Znów w

ę

drujemy ciepł

ą

 ziemi

ą

znów w

ę

drujemy ciepłym krajem. 

 

 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

95 

ś

al 

 
Po

ś

cinano drzewa 

ś

wiatowidom, 

ś

ci

ę

to głowy buntom dzieci

ę

cym, 

bo nie przyjd

ą

 anioły z ptasich puchów, nie przyjd

ą

Oto nó

Ŝ

 szafotów do chleba. Có

Ŝ

 wi

ę

cej? 

 
Zatroskane madonny mdlej

ą

jakby

ś

 podniósł ziemi upiorn

ą

 powiek

ę

wi

ę

Ŝ

al mi, 

Ŝ

al, bo 

ś

wiat to 

Ŝ

al 

za utraconym człowiekiem. 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

96 

ŹRÓDŁO: 

HTTP://WIERSZE.NET.PL