background image

Czar

Czar

 

 

Nocy

Nocy

 

Autor : Anne Tentaras

  kontakt: annetentaras@gmail.com

background image

apach potu i tanich perfum ogarniał ją w około, choć zapewne większość z osób 

tu będących używało czegoś o niebo lepszego i droższego, lecz teraz wszystko 

mieszało się ze sobą tworząc mieszankę wybuchową. Gwar, szał, szelest ubrań i odgłosy 

ocierających się o siebie ciał, kolorowe punkty mieszały się ze sobą tworząc pełną gamę. 
Człowiek patrzący z góry mógł mieć problem z wyłapaniem kogoś znajomego.

Z

Z

Na środku szerokiego parkietu stała ona.
Czarnowłosa   o   szczupłej,   umięśnionej   sylwetce,   zaokrąglona   w   odpowiednich 

miejscach kształtach patrzyła przez półprzymknięte oczy. Włosy opadały jej kaskadami po 
plecach,  pojedyncze   kosmyki  oplatały   jej   śnieżnobiałe   ramiona.  Co   jakiś   czas   jej   ruchy 

powodowały, że falowały i błyszczały od różnych kolorów uderzających w nie. Kontrast był 
powalający, a do tego strasznie kuszący. Dodatkowo patrząc w jej niebieskie oczy można 

było   zostać   zahipnotyzowanym,   wręcz   wwiercały   się   w   swój   wyznaczony   cel.   Przed 
wyjściem mocno podkreśliła je jeszcze czarnym cieniem i tuszem uzupełniając to malując 

usta krwistoczerwoną szminką. Sprawiało to, że mogła się poczuć wśród mężczyzn o wiele 
pewniej, choć chyba nie było jej to za bardzo potrzebne, bo i tak znalazł się jakiś chętny.

Czarna   sukienka   do   pół   uda   i   z   wysokim   rozcięciem,   bez   ramiączek   ukazywała 

wyraźnie   jej   walory.   Opinała   ciało   w   każdym   możliwym   punkcie.   Wysokie   obcasy 

sprawiały,   że   była   wyższa   niż   w   rzeczywistości   i   mogła   pochwalić   się   swoimi   długimi 
nogami.

background image

Mężczyźni z wielką chęcią, pożądaniem skanowali jej ciało. Co niektórzy, bardziej 

odważni   zbliżali   się   śmielej   do   jej   niej,   przypadkiem   mogli   otrzeć   się   o   nią   w   czasie 
szaleńczego, grupowego tańca. Przez cały wieczór nie pozwoliła sobie na żaden taniec z 

którymkolwiek, nie pozwalała się im zbliżyć bliżej, objąć, tańczyć tylko z jednym, z nikim 
po prostu nie chciała tańczyć jak z partnerem, kimś bliskim, a wciąż szukała kogoś, kto ją 

oczaruje,  zawładnie  zmysłami  i  wyglądem. Nie  chciała  nikogo przypadkowego, a raczej 
kogoś specjalnego.

Czuła się wolna. Poruszała zmysłowo swoimi ciałem. Okręcała wokół osi, zniżała się i 

unosiła, po prostu wczuwała się w rytm sączącej się z głośników muzyki. Nie zdawała sobie 

sprawy, że od dłuższego czasu ktoś ją obserwuje. Nie zdawała sobie sprawy, że zwróciła na 
sobie czyjąś uwagę. Po prostu była sobą, więc przymknięte oczy rozszerzyły się, gdy tylko 

wyczuła to coś, a raczej tego kogoś.

Tak, wyczuła.

Nigdy wcześniej to się jej nie zdarzyło. Mogła poczuć jego ostre, palące spojrzenie 

skierowany   na   jej   kark,  wręcz   przewiercał  go   na  wylot.  Sprawiał   tym   samym,   że   ciało 

przechodziły dreszcze, a piersi same napięły się, sutki stwardniały i wręcz bolały, kiedy 
naciskały na materiał sukienki, poza tym na dole poczuła zbierającą się wilgoć. To nie było 

u niej normalne, aby tak po prostu to się działo.

Znalazła go, musiała.

Pomału, kołysząc biodrami obróciła się. Chcąc spotęgować zbierające się uczucia, 

wodziła dłońmi zmysłowymi ruchami po całym ciele. Jedną z nich dłużej przytrzymała na 

piersi gładząc je pomału, aby przy tym oblizać wargi. Dopiero wtedy pozwoliła sobie na 
spojrzenie w stronę nieznajomego i określić z kim takim ma do czynienia.

Zamarła.   Znieruchomiała   na   środku   parkietu,   a   usta   rozszerzyły   się,   gdyż 

natychmiast oczarował nią.

Stał oparty ramieniem o bar, wpatrywał się wprost w nią. 
Dostrzegła ciemną, wysoką sylwetkę. Opinała go czarna koszula z krótkim rękawem, 

która   miała   za   zadanie   pokazać   silne,   umięśnione   ramiona   wraz   z   jakimś   dziwnym 
tatuażem ciągnącym się na prawym barku przez całą rękę, aż do nadgarstka. Dostrzegła 

także   zarys   mięśni   brzucha   dzięki   idealnie   dopasowanej   koszuli.   Ciemne   jeansy   luźno 
zwisały na jego biodrach, była przekonana, że skrywają prócz umięśnionych nóg także coś o 

wiele bardziej interesującego.

Dopiero po chwili spojrzała wyżej, na jego twarz. 

Chciała   wiedzieć,   co   za   tajemniczy   mężczyzna   pożerał   ją   swoim   wzrokiem   i   tak 

przyciągał ją do siebie. Nie mogła dostrzec zbyt wiele, nie było jej to dane. Ciemne okulary 

background image

skrywały   jego   oczy,   więc   mogła   się   skupić   tylko   na   pełnych   wargach,   które   pasowały 

idealnie do ostrych linii szczęki i ciemnej karnacji. Czarne włosy były w nieładzie, a na 
twarzy dostrzegała niewielki zarost. 

Nogi   jej   zadrżały,   prawie   upadła   na   parkiet,   w   chwili   kiedy   on   posłał   jej   tylko 

uśmiech. Nie był to normalny uśmiech, a właśnie ten jeden, wiele mówiący i zdradzający 

większość mężczyzn. Dostrzegła błysk i zadziorność, biła od niego niespożyta energia oraz 
zbyt wielka pewność siebie.

Cofnęła  się  o krok.  Zrobiła  jeszcze   jeden.  Coś  niepokoiło   ją w nim, ale  zarazem 

fascynowało. Wyczuwała od niego coś mrocznego, tajemniczego, skrywał w sobie rzeczy, 

które mogły ją przerosnąć.

Wciąż była wpatrzona w niego, ale cofała się do tyłu. On niemal od razu oderwał się 

od baru zauważając jej ruch.

Chciała   się   obrócić   i   odejść,   zniknąć   gdzieś   w   tłumie   tych   ludzi,   ale   jakoś   nie 

potrafiła się przemóc. Robiła tylko niewielkie kroki w tył. Ocierała się o kogoś, potykała, ale 
nie zwracała na nich uwagi, nic jej już nie obchodziło.

Zamknęła oczy pragnąc zaznać spokoju. Wzięła głęboki oddech z myślą, że jak je 

otworzy jego już nie będzie, okaże się złudzeniem, może duchem, czymś nierealnym w 

normalnym świecie. Ale czy na pewno tego pragnęła? Przecież fascynował ją, a ciało wręcz 
pożądało.

Ledwo   otworzyła  oczy,  a  od   razu   powędrowała  spojrzeniem   w   tamtą  stronę,  ale 

mogła stwierdzić, że jego już tam nie było. Odetchnęła z ulgą, nie zdawała sobie sprawy, ze 

w  ogóle  przytrzymuje  w  sobie  powietrze,  jednak  jej mięśnie wciąż  były  napięte  i czuła 
zdenerwowanie.

Gdzie on jest? Czy rzeczywiście był tylko zjawą? Czy był obrazem śmierci, która  

mnie dotknie? Czy miał mnie już nawiedzać?

Teraz w jej umyśle krążyło tysiące myśli i przypuszczeń,
Z głośników popłynęły teraz zmysłowe, hiszpańskie rytmy, przy których każdy ruszał 

się na parkiecie, a ciało samo rwało się do tańca. Musiała przyznać, że jej rozgrzane ciało 
potrzebowało   teraz   mężczyzny,   chciała   poczuć   jakiegoś   przy   swoim   ciele,   aby   w   pełni 

wykorzystać czas, który tu spędzi.

Życzenie się spełniło szybciej niż myślała.

Kiedy poruszyła biodrami, silne dłonie ułożyły się na jej talii. Nie wiedziała z kim ma 

do czynienia, ale w tej chwili to się nie liczyło. Przyciągnął ją do swojego ciała także mogła 

wyczuć twardość na swoich plecach. 

Westchnęła.   Poruszyła   się   wraz   z   nim,   z   każdym   razem   ocierała   się   swoimi 

background image

pośladkami o niego, na chwilę zamarł, aby po sekundzie jego ręce zaczęły przesuwać się po 

jej brzuchu, ocierały się przy tym o zarys jej piersi. Na szyi poczuła jego gorący oddech, 
muskał ją sprawiając, że pojawiała się gęsia skórka. Palił ją jego dotyk, powodował, że 

wrzała od środka.

Z   ciekawością  pochyliła   głowę   w   dół,  spojrzała,  bo   chciała  zobaczyć  te   cudowne 

dłonie, które ją obejmowały. Dopiero wtedy dostrzegła ten kontrast jej bladej dłoni i jego 
ciemnych. Długie silne palce wodziły dalej po jej talii, obejmowały i rozgrzewały, ale ona 

skupiła się na jego przedramieniu.

Tatuaż...

Napięła się i zadrżała. Jakaś cząstka jej nie chciała, aby to był właśnie on, umysł 

podpowiadał jej, że to jest złe, ale jej ciało pragnęło tego, pożądało jeszcze bardziej jego 

dotyku.   Jasna   lampka   zapaliła   się   w   niej,   podjęła   decyzję,   musiała   przerwać   to   zanim 
posunie się za daleko.

Szarpnęła się, ale nie poruszyła się ani o milimetr, a wręcz bardziej docisnęła do 

niego, mogła wyczuć jak każdy fragment jej pleców dotykał jego, tyłek był na wysokości 

jego bioder. Westchnęła, kiedy jego dłonie zacisnęły się na niej jeszcze mocniej, jego twarda 
erekcja naparła na jej tył, pochylił się, a ją owionął jego zapach.

- Ciii.. - szepnął jej do ucha, otarł swoim zarostem o jej szyję pozostawiając lekki, 

czerwony ślad,

Nie powiedział przecież zbyt wiele, ale w jej pamięci już zapisał się ten gruby, acz 

zmysłowy  głos. Przeszły  przez nią ciarki, poczuła jak  jej  zdradzieckie  sutki  stwardniały 

jeszcze bardziej i nic nie mogła poradzić, że jęknęła.

Nie odpowiedziała mu. Wolała zamilknąć.

Próbowała   mu   się   przeciwstawić,   nie   chciała   mu   się   poddawać,   ale   on   nie 

odpuszczał. Przestał zwracać uwagę na cokolwiek co się działo wokół nich, ona również 

zapomniała o tych  wszystkich  ludziach  tańczących  tak  blisko.  Nie odpuszczał, a dłonią 
złapał za stwardniałą pierś i całował delikatnie jej kark. Wciąż poruszał swoim ciałem w 

rytm muzyki, a przez to także jej. 

-   Pragniesz   tego   tak   jak   ja,   mogę   dać   ci   tyle   rozkoszy,   maleńka   –   wyszeptał   i 

przygryzł płatek jej ucha.

Pomruk wyszedł z jej ust. Jęknęła kiedy jego twardość po raz kolejny naparła na jej 

pośladki, a ręką wybadał sutek. Ścisnął go, pociągnął przez materiał, a ona wiła się już od 
samego tego uczucia. 

Oparła głowę o jego ramię, gdy on zmysłowo tańczył z nią pośród tłumu. Trudno to 

w   ogóle   nazwać   tańcem,   bardziej   przypominało   to   jakieś   gody,   zaloty.   Badał   sytuację, 

background image

oceniał   na   ile   może   sobie   pozwolić.   W   powietrzu   wyczuwała   tylko   zapach   pożądania, 

pragnienia, seksu oraz jego skórę, która dawała wspaniały aromat, coś podpowiadało jej, że 
ta noc będzie niezapomniana.

Dźwięki muzyki, rytmy i tempo, tłum wokoło, wszystko się zmieniało co chwilę, tym 

samym i ich ciała zmieniały swoje ułożenie, szybkość ruchu. Dostosowywała się do niego, 

wczuwała wraz z nim w to co ja otaczało.

Odczuwała, że jest mu poddana, już nie chciała z nim walczyć, a może raczej tego nie 

nie potrafiła. Zawładnął nią i jej umysłem. Jego ciało: tors, brzuch, podbrzusze napierały 
na jej plecy i pośladki, ręce owijał szczelnie wokół jej talii, a udem pocierał jej nogę. Mogła 

poczuć jak usta muskają jej szyję, zarost ociera się o nią, a jego zapach owijał się wokół niej. 
Miała dziwne wrażenie, że był dla niej jak narkotyk, nie chciała przestać go czuć, dotykać, 

poruszać się wraz z nim. 

Muzyka zwalniała, przyciszała się, choć tak naprawdę chyba tylko ona to tak czuła, 

oni   tylko   wycofywali   się   z   parkietu,   wnętrza   klubu.   Opuszczali,   a   on   kierował   ich   do 
wyjścia, ona po prostu już przestawała myśleć przy nim. Coś ciepłego owinęło się wokół jej 

ramion, zerknęła i i mogła stwierdzić, że to jej ciepły, krótki płaszcz, a po chwili w jej ręce  
znalazła się także torebka. Zdziwienie i konsternacja malowały się na twarzy, to wszystko ją 

zadziwiało, miało wrażenie, że śni, a o świcie obudzi się. Ogarnęła ją dziwna mgła, oczy 
patrzyły jakby przez chmury, musiała mu zaufać więc poddała się jego ruchom, jego gestom 

i ciału.

Nic nie mówił, nie pisnął żadnego słówka, po prostu był przy niej. Gdyby nie fakt, że 

wciąż czuła na sobie i obok siebie jego aromat, a także gdyby nie czuła jego unoszącej się 
klatki piersiowej przy niej, zapewne już dawno by stwierdziła, że tak naprawdę jego nie ma 

przy niej.

Sama nie miała zamiaru rozpoczynać z nim konwersacji, więc nie wypowiedziała 

pierwsza jakiegoś słowa. Zarówno ją onieśmielał ją jak i podniecał, choć w głębi duszy także 
przerażała. Nie wie czemu, ale chciała poznać jego tajemnicę, bo było więcej niż pewne, że 

ukrywa coś mrocznego i przerażającego. Wolała jednak zaryzykować niż posłuchać słów 
rozsądku.

Ale czy będzie miała ku temu okazję?
Stukot obcasów obijał się o chodnik, a tym samym głośny odgłos zdradzał jej ruchy. 

Jego nie potrafiła usłyszeć, był zbyt cichy, stąpał tylko z delikatnym szuraniem żwiru, choć 
taki mężczyzna powinien poruszać się bardziej ociężale. 

Obejmował ją mocno w talii, nie puszczał jakby bał się, że będzie chciała mu uciec, 

ale najwyraźniej ona straciła na to najmniejszą ochotę, już nie chciała uciekać, a w głowie 

background image

formowały się jej ich wspólne obrazy.

Chcę  tego!   Pragnę   go  tej   nocy   choćby   miałaby   być  moja  ostatnią!  -  wmawiała 

sobie. - Chcę go i nikogo innego!

Kilka   minut   później   już   znaleźli   się   przy   czarnym   hummerze.   Musiała   sobie 

przyznać,   że   nie   za   bardzo   ją   zadziwił   ogrom   tego   auta   zaważywszy   na   postawnego 

mężczyznę   tuż   przy   niej.   Samochód   dużo   mógł   mówić   o   jego   właścicielu,   więc   i   ten 
odzwierciedlał idealnie jego, tak samo groźny, tajemniczy, a zarazem biła od tego pewność 

siebie oraz tego co w swoim życiu robi.

Nie musiała już dłużej zawracać sobie nim głowy, kiedy on sadowił ja na przednim 

siedzeniu ze skórzanej skóry. Nie potrafiła się poruszyć, kiedy on zapinał jej pas szczelnie 
wokół talii, a jego ramię obleczone teraz w skórę otarło się o napięta pierś. Czuła bijące od 

niego napięcie, jak zamarł na moment, ale nie odważyła się spojrzeć w jego kierunku. W 
końcu sam odsunął się, przesunął twarzą przy jej ramieniu nabierając w płuca jej zapach i 

wzdychając.

Ciemnoszara 

tapicerka,   ciemność   za   przednią   szybą   rozświetlona 

pojedynczymi latarniami, tylko to w tej chwili widziała. Nie odważyła się spojrzeć na niego, 
nie miało już znaczenia co też się w tej chwili wydarzy.

On po prostu zajął swoje miejsce, czuła to i dostrzegła cień jego postury. Zapiął pas, 

choć wydawało jej się, że nie robił tego zbyt często w przeszłości, ale może to przez nią tak 

postąpił.

Cisza.

Czuła jak powietrze gęstniej wokół nich, kiedy sunęli droga przed siebie, atmosfera 

pełna napięcia i pożądania. Nie miała pojęcia dokąd się kierują, czy do hotelu, czy do niego, 

czy na obrzeża miasta, aby tam ją wykorzystać, zabić i zakopać, bo na pewno nie do niej. 
Nie bała się, choć lekko drżała. Ona chciała po prostu jego, mieć go na sobie, w sobie, nic 

więcej się nie liczyło.

Kątem   oka  dostrzegła   jego   napięte   mięśnie,  a  kostki   na  dłoniach   zbielały,   kiedy 

ściskał z siłą kierownicę. Przez cały  ten czas, który  jej już i tak zbytnio się dłużył, nie 
spojrzał w jej stronę. 

Zatrzymali się, ale tylko na moment. Przed oczami miała wielką, ciemną bramę, 

która   za   sobą   chowała   coś   tajemniczego,   a   teraz   wpuszczała   ich   za   próg.   Przez   ciało 

przeszedł   dreszcz,   który   szybko   przeszedł   w   podniecenie   na   myśl   o   tym,   co   może   się 
wydarzyć. W ciemności podziwiała widok przed sobą, choć mogła dostrzec tylko kształty 

ogarnięte mrokiem. Mogła jednak i tak stwierdzić, że ten mężczyzna w swoim życiu już 
osiągnął   niemal   wszystko,   że   był   kimś   ważnym,   a   ona   wciąż   nie   rozwikłała   tego,   był 

background image

zagadką. Ona wciąż borykała się raz za jakiś czas z zapłaceniem rachunków na czas, a tylko 

za resztę pieniędzy na własne przyjemności.

Kierował   się   podjazdem   i   zatrzymał   się   dopiero   przed   frontem   domu,   a   raczej 

posiadłości. Wciąż był milczący, pośpiesznie odpiął się, aby następnie niemal wyskoczył z 
pojazdu i popędził na około niego. Nie zdążyła się nawet ruszyć, sięgnąć do zapięcia, a on 

już był przy niej. Odpinał z niecierpliwością, a palce drżały mu przy tym. Ona w tym czasie 
karmiła   się   jego   zapachem,   a   mgła   z   powrotem   przysłoniła   jej   oczy.   Fala   pożądania 

zalewała ją.

Wreszcie wziął ją w swoje silne ramiona. Myślała, że postawi ją na nogach i pomoże 

wejść   do   środka,   ale   on   wtulił  twarz   w  jej   włosy,   zaciągnął  się   zapachem.  Jęknął.   Nie 
wypuścił jej, a jeszcze bardziej przyciągnął do siebie. Z nią na rękach szedł do środka domu 

nie zdradzając zmęczenia. Przytuliła się do jego torsu, nie liczyło się już nic poza jego 
ciałem tak blisko niej.

Wszedł, nacisnął kontakt, a małe światełka zapaliły się oświetlając im drogę przez 

korytarz, wytyczały szlak. Niósł ją po schodach na piętro, a ona nie rozglądała się wokoło 

zbyt zajęta rozmarzeniem się przy jego torsie. 

Po kilku kolejnych krokach otworzył drzwi. Dopiero wtedy poderwała się lekko, gdy 

pomieszczenie   rozbłysło   delikatnym,   pomarańczowym   światłem.   Obserwowała   wygląd 
sypialni. Czarne nowoczesne meble, śnieżnobiałe ściany, srebrne dodatki i szara atłasowa 

pościel na ogromnej wielkości łóżku. 

Tylko na to zwróciła uwagę, bo już po chwili znalazła się na środku, ogromnego 

łóżka.   Ona   pośpiesznie   ściągnęła   z   siebie   swój   płaszczyk,   aby   pozbyć   się   tego   ciepłego 
odzienia, już i tak było jej wystarczająco gorąco, nie potrzebowała go.

Odsunął   się   od   niej   i   podziwiał   widok   przed   swoimi   oczami,   a   ona   czuła   jego 

świdrujące,   niemal   palące   spojrzenie.   Sukienka   podwinęła   się   jej   nieco   wyżej,   prawie 

ukazywała   jej   wilgotną   już   bieliznę,   a   gdy   opadła   na   poduszki,   włosy   rozsypały   się   jej 
wokoło. Było jej bardzo przyjemnie i miękko. 

Oblizał wargi, kiedy odszedł, a ona natychmiast odczuła jego brak. On skierował się 

do odtwarzacza i puścił cichą melodię, aby jeszcze poszukać czegoś w szufladach. Podparła 

się na ramionach, aby móc obserwować go.

Coraz bardziej się jej podobał, a żar ogarniał prawie każdą komórkę ciała. Chciała 

go,   pragnęła   tak   bardzo,   aby   posiadł   jej   ciało   i   wziął   wszystko,   zaspokoił   ją.   Wilgoć 
napłynęła nową falą powodując, że była pewna iż jej zapach do niego dotarł. Jej skąpe 

majteczki były po prostu mokre od podniecenia. 

Musiał ją wziąć.

background image

Wreszcie podszedł.

Stanął   przy   końcu   łózka,   aby   zrzucić   z   ramion   kurtkę,   a   palce   po   chwili   już 

rozpoznały jego koszulę ukazując pomału coraz większy kawałek nagiego torsu. Odkrywał 

się przed nią, a ona z miłą chęcią pochłaniała jego widok.

Oblizała wargi, a w głębi duszy, skrycie, pragnęła przesunąć swoim językiem po nim 

i posmakować każdego centymetra skóry. Miała nieodpartą pokusą do zrobienia tego, bo 
przeczucie podpowiadało jej, że musiał mieć cudowny smak. 

On uśmiechał się zniewalająco wykrzywiając wargi, zdawał sobie sprawę jak na nią 

oddziałuje. Ostatni guzik odpiął się, a ona podziwiała umięśnione ciało, gdy ściągnął ją 

całkowicie z ciała. Ręce natychmiast powędrowały do jego spodni, aby sięgnąć do wielkiej 
klamry oraz zamka.

Pragnęła mu się jakoś odwdzięczyć, dać coś w zamian, więc postanowiła pozbyć się 

swojej sukienki, pokazać mu swoje ciało przyobleczone tylko w bieliznę. Pożądanie biło z jej 

oczu, gdy wsparła się na ręce, a drugą sięgała za siebie.

Musiała przestać, kiedy warknął w jej stronę, gwałtownie poruszył.

- Niee... - wychrypiał.
W tych słowach krył się rozkaz. Odsunęła dłoń, opadła z powrotem na pościel i 

patrzyła na niego. 

Chce to zrobić po swojemu. Mam się bać?

Lekko podparła się na przedramionach przypatrując się jemu i temu co robi. Twarz 

wyraźnie mu stężała, była bardziej poważna niż jeszcze przed chwilą, a z oczu bił ogień 

przepełniony pożądaniem i podnieceniem. Przygryzała wargi na widok umięśnionego ciała 
stojącego przed nim, a w szczególności na samą myśl, że zaraz ujrzy go w całej okazałości, 

w tym to co ją najbardziej interesowało, skryte za napiętym materiałem spodni. Czuła, że to 
musi być coś wielkiego, co w pełni ją wypełni i sprawi, że dojdzie jak nigdy dotąd osiągając 

całkowite spełnienie.

Podobał mu się widok, jaki miał przed sobą, a zapewne o wiele lepiej byłoby, gdyby 

ona pozbyła się swoich ubrań, leżała naga, rozłożona, gotowa na jego przyjęcie.  Pragnął jej 
posmakować, wylizać swoim językiem  każdy fragment  skóry, doprowadzić  do  krawędzi 

rozkoszy,   a   sam   następnie   wypełniłby   ją   i   posuwał   równym   tempem   aż   do   pełnego 
uwolnienia, pragnął z nią to przeżywać, a nie po prostu zaspokoić tylko siebie. Mogła się 

sama   rozebrać,   ale   wiedział,   że   bardziej   ekscytujące   będzie   powolne   ściąganie   z   niej 
ciuszków. Mieli w końcu przed sobą cały dzień.

Rozpiął  klamrę,  pomału   rozsunął  na  boki   zamek   i  powolnym  ruchem   przesuwał 

zamek w dół. Spoglądał wprost w jej oczy, które kierowała na jego palce, aby dostrzec 

background image

każdy, choćby mały fragment tego co kryły. Widział to pożądanie, tą chęć poznania go. 

Nagość ukazywała się, kiedy rozpiął do końca spodnie i zsunął je niżej. Nagi, gdyż nie nosił  
bielizny, którą uznawał za zbędną w niektórych miejscach. Obserwował, więc jak jej oczy 

rozszerzyły się, kiedy analizowała jego olbrzyma, który był jego dumą, który zadowolił tak 
wiele kobiet. Lecz teraz nic się nie liczyło, chciał zadowolić tylko jedną kobietę, która leżała 

przed nim. 

 Miała co podziwiać, bo zrobił na niej piorunujące wrażenie.

Oblizała językiem wargi. Pochłaniała każdy centymetr jego ciała, obserwowała zarys 

mięśni brzucha, wyrazistego V, które kierowało spojrzenie wprost do twardej, prężącej się 

dumnie męskości. Przyglądała i analizowała całą jego długość, a oczy niemal wychodziły jej 
z orbit. 

On jest tak duży, czy zmieści się we mnie? - zastanawiała się przełykając ślinę.
Wyczuwała, że jej bielizna był całkiem mokra. Do jej nozdrzy docierał zapach, a była 

niemal pewna, że i on mógł ją wyczuć. Potarła o siebie uda, bo chciała choć na moment 
złagodzić   to   dziwne   uczucie.   Potrzebowała,   aby   on   zrobił   kolejny   ruch   i   zaspokoił   jej 

ogromną żądzę.

Cichy jęk wyszedł z jego ust, kiedy nabierał powietrza w płuca przez nos, a wyczuł jej 

słodki aromat. Jej zapach dotarł też wprost do jego twardej erekcji, która zadrżała na samą 
myśl o penetracji jej wnętrza.

Zbliżał się do niej. 
Robił to jednak zbyt wolno/ Chciała aby się pospieszył, pozbył jej wszystkich ubrań i 

posiadł   tak   jak   tylko   chce.   Miała   nieodparte   wrażenie,   że   się   z   nią   drażni,   specjalnie 
przeciąga tą chwilę. Ciało wręcz wrzało, krew gotowała się w niej, chciało, aby przyspieszył 

wreszcie swoje ruchy.

Jemu podobało się to, jak postępuje, bo wiedział, że ta noc będzie długa, będzie ją 

miał w każdy sposób jaki zechce, zaspokoi swoje żądze, a także doprowadzi ją do stanu 
seksualnego wykończenia. Sprawi, że następnego dnia będzie mieć problem z poruszaniem 

się. Chciał, aby zapamiętała tę noc na długo, wręcz do końca swego ludzkiego życia, a gdy 
będzie chciała być z innym mężczyzną, będzie wspominać jego i tą upojną noc, którą jej 

zaserwował.

Podszedł do krawędzi łózka. Pomału zaczął wspinać się na nie wykonując niemal 

kocie   ruchy.   Dłońmi   złapał   za   jej   kostki   i   powoli   przesuwał   je   wyżej,   po   odzianej   w 
delikatne pończochy łydce. Jego erekcja szarpnęła gwałtownie, kiedy skierował wzrok na 

wilgoć pomiędzy nogami swojej kochanki. Oblizał wargi i cicho zamruczał z chęci rzucenia 
się od razu na nią, ale powstrzymał pierwotne zapędy, postępował powoli.

background image

Łapiąc nieco mocniej, rozszerzył jej nogi, a dłoń powędrowała do górnej części jej 

uda. Palcami musnął koronkową gumkę pończoch, aby pociągnąć za jej kraj. Wspomógł się 
drugą ręką i pomału zsuwał ją z niej ukazując więcej nagiej skóry. Pod palcami wyczuwał 

gładką,   delikatną   jak   aksamit   fakturę.   Opuszkami   przejechał   po   niej   powodując   lekkie 
drżenie.

Mimowolnie jęknęła.
Torturował jej ciało i duszę. Nie wiedziała czemu, ale po prostu chciała go już w 

sobie, a on zdecydował się na tą iście szatańską mordęgę. Niecierpliwiła się, ale on nic sobie 
z tego nie robił, tylko zsuwał pomału z niej cienką tkaninę pończoch. Robił to delikatnie 

powodując drżenie i pojawienie się gęsiej skórki, za każdym razem, gdy czubkiem palca 
przejechał po gołej skórze.

Nigdy żaden mężczyzna nie rozpalał jej ciało w taki właśnie sposób. Każdy kolejny 

kochanek, z którym była do tej pory, dążył do zaspokojenia samego siebie, a ona sama w 

pojedynczych   przypadkach   osiągała   spełnienie,   więc   często   zmuszona   była   dokończyć 
wszystko w łazience, sama. Choć nie szukała idealnego kochanka, który dbałby także o nią, 

to miałaby odmiana posiadać takiego. Ci co sprawiali jej rozkosz, dawali coś w zamian, 
okazywali się najczęściej albo mężczyznami zajętymi, albo szukający tylko jednorazowego 

numerku. 

Teraz miała przeczucie, że tej jednej nocy, ten nieznajomy mężczyzna, o którym nic 

nie   wiedziała,  rozpali   ją  i  da   ukojenie   jej   ciału.  Nie   potrzebowała  nikogo   na  stałe,   nie 
szukała w nim kogoś takiego, bo wiedziała, że jej rozwijająca się kariera zabiera zbyt wiele 

czasu, a nie chciałaby go zaniedbać, rozczarować.

Sam jego dotyk rozpalał ją. Zsunął w końcu jedną z pończoch i odrzucił w bok, a 

następnie podobnie jak z tamtą postępował z drugą. Wreszcie, po tych kilku dłużących się 
chwilach, pozbył się i tej części jej odzieży, ale i tak wciąż miała na sobie najważniejsze. 

Jednego pragnęła, aby znaleźć się przed nim i dla niego, naga, aby mógł ocenić jej ciało. 

Przy   nim   sprawiała   wrażenie   kruchej,   malutkiej   i   wręcz   brzydkiej,   ale   póki   on 

pragnął być z nią, chciał w nią wejść i posiąść, ona czuła, że nie może być najgorsza, a jemu 
się najwyraźniej podoba.

Oddech lekko mu przyspieszył, kiedy druga z pończoch znalazła się na podłodze, a 

on mógł dłońmi masować po całej długości jej nóg. Ślinka napłynęła do ust, chciał jej już 

posmakować.

Patrząc na jej twarz, na której dostrzegał lekki, różowy rumieniec, pochylił się i 

przejechał językiem po udzie. Delektował się jej smakiem w powolnym ruchu,

- Mmmm... - mruknął.

background image

Co raz bardziej tracił cierpliwość. Dłonie powędrowały pod sukienkę, otarły się lekko 

o kraj cienkich fig, aby złapać za jej biodra, a on kosztował jej jeszcze raz. Dopiero wtedy 
podciągnął się wyżej, aby unieść się ponad nią. Znalazł się tam gdzie chciał. Wsparty na 

ramionach górował nad nią z nogami pomiędzy jej. W ten sposób po prostu przypatrywał 
się jej wyrazowi twarzy i temu, co może z niego wyczytać.

Miała na sobie nagiego mężczyznę. Leżał na niej, może nie tyle leżał, co unosił się 

ponad   nią.   Jego   oddech   owionął   jej   twarz,   otoczył   ją   więc   zapach   drogiego   alkoholu. 

Pochylił się, aby musnąć wargami jej policzek, a to sprawiało kolejne drżenie ciała i była 
coraz bardziej rozpalona, kiedy on ustami przesuwał się wzdłuż żuchwy.

W końcu jego wargi dosięgły jej. Poczuła te wspaniałe usta na sobie, ale było jej 

mało, chciała czegoś więcej, więc naparła na niego, lecz on w tej samej chwili cofnął się. 

Jęknęła.
Odsunął się, ale nie za daleko. Przesunął się w lekko bok, aby muskać, całować jej 

szyję, lekko przygryźć, aby w jakiś sposób ja oznaczyć. Następnie przesunął się niżej, aby 
całować jej nagie ramiona.

Ona po prostu leżała, wpatrywała się w sufit nie mogąc zerknąć na niego, oddychała 

ciężko przez rozwarte lekko usta i rozkoszowała się dotykiem jego warg na sobie. Był tak 

delikatny i przez to pociągał ją tak bardzo. Rwała się do tego, żeby dać mu sygnał, posiadł ją 
w jakikolwiek sposób, ale z drugiej strony wiedziała, że nie może wykonać kolejnego ruchu, 

bo ją powstrzyma.

Te słodkie wargi sunęły po jej dekolcie, aby dotrzeć do zagłębienia pomiędzy jej 

piersiami.  Muskał,   całował,  lizał   i   lekko   przygryzał   jej   skórę,   a  przez   to   rozpalał   ją  do 
czerwoności. Chciał zejść niżej, dostać się do jej dwóch, napierających piersi, ale opinający 

je materiał blokował to.

Warknął tuz przy jej skórze, kiedy zdał sobie sprawę, że nie przesunie się w łatwy 

sposób niżej. Chciał być ostrożny, podchodzić do tego pomału, ale coraz bardziej czuł, że 
nie wytrzyma, stawał się coraz bardziej niecierpliwy. Pogłębiała to świadomość, że jego 

twarda erekcja ociera się o jej nagie udo.

Jego dłoń powędrowała na bok jej talii, tuż pod pachą, gdzie był kraj jej sukienki. 

Lekko wygięła się, uniosła, aby on mógł wsunąć tam rękę, sunąc po plecach dotrzeć do 
zapięcia na jej plecach. Pomału rozsuwał go, a materiał poluźniał się.

Zahaczył   zębami   i   ściągnął   czarną   tkaninę   sukienki   z   jej   mlecznobiałej   piersi. 

Pomału ukazywały się jego oczom opatulone w koronkowy, prawie przeźroczysty stanik bez 

ramiączek.   Zakrywał   w   ten   sposób   przed   jego   oczami   sutki,   które   zapewne   były   już 
stwardniałe, a wypustki napierały dając małe wybrzuszenia w nich. 

background image

Język   musnął   je   przez   materiał,   wpierw   jeden,   później   drugi,   a   w   międzyczasie 

dłońmi zsuwał z niej sukienkę. Musiała lekko unieść swoje biodra, a jego erekcja naparła 
silniej na udo, po prostu się w nie wbijała. 

Jęknęła na to uczucie.
On również mruknął przy jej piersiach liżąc jej tuż przy krawędzi stanika, w tym 

samym czasie sukienkę przesunął poniżej bioder. Lekko otarł się ciałem o jej i czuł jak 
przenika ją żar, który teraz przenosił się na nią.

Odchylił się, spoglądał na nią pożądliwie, jakby była czymś do jedzenia i zechciał ją 

schrupać. Przełknął ślinę. Uniósł się ponad nią, a natychmiast odczuł brak kontaktu z jej 

ciałem, więc jak najszybciej pozbył się z niej sukienki, aby odrzucić gdzieś w bok.

Dzięki   temu   mógł   przez   chwilę   patrzeć   na   jej   bladą   skórę,   odzianą   w   czarną, 

seksowną bieliznę. Mógł dostrzec błysk w jej oczach, kiedy badała jego reakcję oraz na jej 
skórze pojawił się delikatny rumieniec, zaróżowił nieco jej ciało. Wyczuwał tą bijącą od niej 

energię.

Musiała go obserwować, nie potrafiła się jakoś powstrzymać przed tym. Całe ciało 

wręcz płonęło od chwili opuszczenia klubu, ale teraz, po dotyku jego ust na jej skórze, 
wręcz spalało się. Chciała więcej, chciała jego. Jego ciało działało na nią jak magnes, wręcz 

przyciągało   ją. Choć kontrast jej  bladej  cery   i  jego  ciemnej  karnacji   rzucał się  w  oczy, 
wydawało  się   to  bardzo  seksowne.  Podniecała  się  od  samych  myśli,  że   ten   mężczyzna, 

wielki i umięśniony, a także tak dobrze wyposażony, posiądzie ją i to już za kilka chwil, a 
może szybciej.

Czuł, że więcej nie wytrzyma, musi znaleźć się w jej gorący wnętrzu. Szczególnie, że 

mógł   łatwo   ujrzeć   wilgoć   pomiędzy   jej   nogami,   a   zapach   jaki   od   niej   dochodził   był 

niebiański dla niego.

- Chcę ciebie – warknął.

- Weź mnie – mruknęła, jęknęła przy tym.
Jego dłoń powędrowała wprost do jej stanika, na szczęście dostrzegł wcześniej, że 

zapięcie znajdowało się z przodu. Zdolne palce rozpięły go, a piersi natychmiast uwolniły 
się z ciasnych miseczek. Teraz prężyły się przed nim dumnie, a różowe sutki sterczały przed 

nim, twarde i pragnące dotyku. Musnął oba kciukami, uszczypnął lekko. 

Jęknęła na ten dotyk, a on znowu ścisnął je pomiędzy palcami, przez to jej ciało 

przeszyły dreszcze, a on rozkoszował się tym widokiem. 

Powtarzał   swoje   ruchy   raz   za   razem.  Kochał   to   w  jaki   sposób  wiła   się   pod   nim 

przepełniona pożądaniem i pragnąca, aby uwolnił ją od tego uczucia. 

Dłoń zsunęła się po jej brzuchu, złapała za kraj koronkowych majteczek i szarpnął za 

background image

nie rozrywając, zwinął je do pięści, a jego dłoń stała się mokra od jej soków. Przyłożył do  

nosa i zaciągnął się.

Zaczęła się w nim budzić druga natura, a nie chciał, aby i ona ja poznała. Pragnął ją 

ukryć w sobie, ale jej zapach oraz smak sprawiały, że stawało się to coraz trudniejsze. Nie 
mógł i   nie  chciał się  dłużej   z  nią bawić. Chciał  ją ujrzeć w pełnej  krasie, bez   żadnego 

odzienia,   a   dzięki   pozbyciu   się   jej   bielizny   miał   już   taka   możliwość.   Przed   sobą   miał 
idealną, bezwłosą i zaróżowioną część jej ciała. Jej soki błyszczały na skórze, aż prosiły się o 

zlizanie do czysta.

Musiał   spróbować,   więc   przejechał   językiem   po   nabrzmiałych   wargach,   a   dłonią 

musnął jej wrażliwy fragment skóry, zanurzył w niej swoje palce. Pokryły się jej nektarem, 
spojrzał na nią i patrząc w jej oczy oblizał każdy po kolei, possał je przez ułamki sekund, aż  

czuł ocierające się o nie, ostre z pożądania zęby.

Mruknęła jak kotka, poruszyła biodrami, kiedy on smakował jej soków. Ten widok 

był tak gorący, chciała po prostu więcej. Pragnęła by te jego wspaniałe usta znalazły się na 
jej wrażliwej skórze, possały i bawiły nią. Pragnęła, aby jego język zanurzał się w niej, 

muskał i penetrował dogłębnie.

On chciał dać jej orgazm, doprowadzić ją na szczyt dzięki swoim ustom i językowi, 

ale bał się, że w tamtej chwili uwolni się z niego bestia, był na krawędzi. Jego erekcja 
potrzebowała   zanurzyć   się   w   jej   wnętrzu.   Sięgnął   dłonią   w   bok   i   z   szuflady   wyciągnął 

szybko opakowanie, które jednym ruchem rozerwał swoimi zębami. Jego oczy pociemniały, 
a cichy warkot wydobył się z jego ust.

Jednym ruchem naciągnął na swoją kolosalną wielkość cienki lateks prezerwatywy. 

Widział jak ona jest pobudzona i przesuwa się popod nim, wije i pragnie jego dotyku. Po 

chwili znalazł się już na niej, okrył swoim ciemnym ciałem jej blade. Dwa rozgrzane ciała 
zetknęły się ze sobą, a twarda erekcja ocierała się o wilgotne wejście.

Poprawił   się,   kiedy   ustawił   się   idealnie   nad   jej   wejściem.   Oczy   stały   się   niemal 

czarne od samej myśli znalezienia się w niej.

Patrzyła na jego skupioną i napiętą twarz. Dostrzegła, że jego twarz jest spięta, a 

zerkając   na   nią   miał   pytanie   w   oczach,   które   były   tak   ciemne   z   pożądania.   Chciał   się 

upewnić, czy na pewno może sobie pozwolić na wejście z nią i zaspokojenie się.

Twierdząco   kiwnęła   głową,   pozwalając   na   jego   ruch.   Już   sekundę   później,   jego 

twarda erekcja, zaczęła zanurzać się w jej wnętrzu. Czuła jak ją rozciąga, wypełnia każdy 
milimetr, a to uczucie było tak wspaniałe, że wygięła się w łuk. Rozkoszowała się samym 

uczuciem posiadania go w sobie.

Ciche jęki wydobywały się z jej ust, powtarzały się raz za razem.

background image

Widok jej, podnieconej i chętnej, sprawiał, że i on chciał więcej, więcej... Odgłosy, 

które wychodziły z niej rozpalały go jeszcze mocniej, a atmosfera w pokoju była wręcz 
gorąca. 

Musiał przyznać, że dawno nie był w ciele kobiety, która w taki sposób otaczała go i 

była aż tak gotowa na jego przyjęcie. Nie zachowywała się jak większość puszczalskich 

dziewczyn w klubie, które często kręciły się wokół niego, pragnąc znaleźć się pod nim lub 
na nim. Ona była inna, wiedział to od pierwszego spojrzenia w jej kierunku, wtedy jej 

zapragnął,   dostrzegł   coś   niezwykłego.   Miał   dziwne   wrażenie,   że   ona   byłaby   gotowa   do 
zaakceptowania jego prawdziwej natury, choć tego nigdy nie mógł być pewny, już kiedyś się 

zawiódł.

 Jego usta odnalazły jej wargi, naparł mocno, ale nie pozwolił sobie na otwarcie ich 

przy   niej.   Gdyby   poczuła   jego   zęby   mogła   się   przerazić,   a   nie   wolno   mu   było   aż   tak 
ryzykować.   Wplotła   palce   w   jego   włosy,   kiedy   on   wszedł   już   całkiem   w   nią.   Jej   język 

próbował się wbić w jej usta, ale nie pozwolił na to. 

Nie poruszał się w niej, rozkoszował się chwilą, kiedy w pełni był w niej zanurzony.

Oderwał się od jej ust, wsparł się na przedramionach tuż przy jej głowie. Nabrał 

powietrza, kiedy patrzył w te śliczne oczy i wynurzał się z niej prawie cały, aby następnie 

wejść w nią ponownie. 

Jęczała i wiła się pod nim. Każdy ruch w jej ciele sprawiał tak wiele satysfakcji i 

wiedziała, że wkrótce dojdzie. 

Jego oczy, pełne pożądania, tajemnicy, czarne jak dwa węgle wpatrywały się w nią, a 

jej coraz bardziej to się podobało. Każda komórka jej ciała pragnęła wszystkiego co może jej 
dać, pozwoliłaby mu na wszystko.

Czuł, że jej orgazm nadchodzi, zmrużyła oczy, a on przyspieszył swe ruchy, aby móc 

dojść wraz z nią. Ścianki jej wnętrza zaciskały się na nim, kiedy wreszcie dotarł do niej 

orgazm,   a   on   w   tej   samej   chwili   ryknął   osiągając   spełnienie.   Wygiął   się   i   wcisnął   jak 
najgłębiej w nią. Palce zacisnęły się na prześcieradle, które pod wpływem ostrych w tej 

chwili pazurów rozdarło się w niektórych miejscach. 

Fala gorąca, drgawek dosięgła jej. Z jej wnętrza wylewało się z niej jej spełnienie. 

Czuła jak i on osiąga swój orgazm. Zmrużyła oczy, bo mgła otoczyła ją. Czuła jak odpływa, 
stwierdziła, że musi mieć już omamy, kiedy zanurzając się w ciemność słyszała jakiś ryk i 

coś, co jej przypominało coś dziwnego.

Opadła bez sił i zasnęła.

Patrzył  jak   jego  kochanka,  wykończona  po  silnym   orgazmie   zapada  w  sen.  Miał 

szczęście,  że   właśnie   tak   się   stało.  Gdyby   go   teraz   zobaczyła   to   zapewne   uciekłaby   jak 

background image

najdalej, a nie wiedział jak on by mógł na to zareagować.

Opuścił jej ciało, próbował unormować oddech.

Czuła miękka pościel wokół jej ciała. 
Przeciągała się w łóżku myśląc o niesamowitym śnie jaki  ją nawiedził. Na samo 

wspomnienie go była wilgotna i podniecona. Wszystko było tak realistyczne, że nie chciała 
się budzić, ale promienie światła zaczęły jej padać na twarz. 

Ziewnęła i pomału otworzyła oczy. 
Jej   wzrok   padł   na   biały   sufit,   a   następnie   zaczęła   spoglądać   wokoło.   Po   kilku 

sekundach dotarło do niej, że nie jest w swojej sypialni, w swoim łóżku, a naga i obolała jest 
gdzieś indziej. 

Podwinęła kolana i cofnęła do tyłu opierając się o zagłówek, a przerażenie biło z jej 

oczu. Nie wiedziała z kim była, gdzie była i co ją czeka. W tej jednej chwili wyczuwała pełno 

tajemnic i coś niebezpiecznego.

Sen nie był snem, a rzeczywistością....

background image

szystko   wydawało   się   snem,   czymś   co   nagle   zawładnęło   jej   umysłem   na   jedną 
chwilę, otumaniło ją i  sprawiło, że  wydawało się  nierealne. Każde  wspomnienie 

poprzedniej nocy było przymglone, a mężczyzna wydawał się nie rzeczywisty. Teraz nie 
mogła sobie przypomnieć nawet tego, jak też on wygląda, albo czy kogoś czasem jej nie 

przypomina. Nigdy nie była z kimś takim, kto tak szczelnie był owinięty jakąś tajemniczą 
maską, więc tym bardziej wydawało się to niemożliwe. Chciała wiedzieć, że tak naprawdę 

istniał i nie różni się niczym od innych mężczyzn jakich znała.

W

Podkuliła kolana, a ręce zaplotła tuz pod nimi. Patrzyła w przestrzeń opierając się 

brodą o nogi, a głowę zaprzątało tysiące różnych, dziwnych myśli, pełno pytań, które wciąż 
pozostawały bez odpowiedzi. 

Gdzie była? Co to za miejsce? 
Obca   posiadłość,   obcy   pokój,   obce   łóżko.   Wszystko   co   znajdowało   się   w   tym 

pomieszczeniu nie należało do niej, no może poza skrawkami ubrań pałętających się po 
podłodze. Wszystko było najprawdopodobniej jego, ale nie miała tej pewności, bo jego przy 

niej nie było. 

Była sama.

Otaczały   ją   śnieżnobiałe   ściany   oraz   czarne,   drewniane   lub   metalowe   meble. 

Wszystko eleganckie i zarazem nowoczesne, w jednym stylu, zero kiczu. Wyraźnie było 

widać, że mężczyzna ten miał gust, którego mogli pozazdrościć mu inni. 

Łóżko, w którym się obudziła, było ogromnej wielkości, wydawało się, że mogłaby 

się w nim schować bez problemów. Gdyby tylko chciał mógłby zmieścić w nim kilka osób, 
jakby brakło miejsca do spania. Mogłaby w nim spać, wylegiwać się przez cały dzień, bo 

background image

było miękkie i wygodne, o aksamitnej, gładkiej pościeli. Przesunęłam dłonią po idealnym 

materiale.   Wyczułam   fragment,   gdzie   prześcieradło   było   potargane,   czułam   kilka   rys 
równoległych do siebie.

Od czego się zniszczyło? - Uniosła lekko cienką kołdrę i spojrzała tam, gdzie wyczuła 

ręką coś dziwnego. Dostrzegła cztery długie rysy, tworzące cztery długie nacięcia, jakby 

ktoś ciął je nożem od linijki. Musiała przyjrzeć się całemu, zaraz po drugiej stronie jej było 
dokładnie to samo, takie same nacięcia. Była pewna, że nie mogła tego ani ona ani on 

zrobić   bez   użycia   czegoś   ostrego,   ale   istniała   też   możliwość,   że   było   to   już   zrobione 
wcześniej.   Sama   pamiętała   o   tym,   jak   mocno   zaciskała   palce,   ale   miała   co   dopiero 

wypielęgnowane i pomalowane, króciutkie paznokcie, więc na pewno nie mogłaby tego 
zrobić za ich pomocą.

Czuła się coraz bardziej dziwnie, a gęsia skórka pokrywała odkrytą skórę. 
Rozejrzała  się szukając czegoś podejrzanego, coś  na  czym  mogłaby  skupić swoją 

uwagę, choć sama nie wiedziała co to miałoby być dokładnie. Wzrok skupiła na bocznych 
drzwiach. Domyśliła się, że za nimi mogła odnaleźć łazienkę, dać ukojenie choć na chwilę 

swojemu ciału. 

Nadsłuchiwała przez moment, ale żaden hałas nie dotarł do niej. Najwyraźniej jego 

nie było nigdzie w pobliżu, więc szybko uniosła się owijając szczelnie wokół ciała ciepłą 
kołdrę. Pozbierała pośpiesznie  ubrania walające  się  po podłodze,  aby   móc udać się  do 

łazienki i oczyścić się z potu oraz niego.

Wyczuwała na sobie zapach tego mężczyzny. Był tak wyrazisty, mieszanka jego potu 

i spełnienia, resztki nasienia, piżmowy, słodki zapach zmieszany z drogimi perfumami. To 
było przyjemne i wręcz pobudzające, ale pragnęła się już od tego uwolnić, wyjść stąd i 

zapomnieć o tym co się tu wydarzyło. 

Tak jak myślała, była to łazienka, więc nie pomyliła się. 

Zamknęła za sobą drzwi i znalazła się w czarno - białej łazience. Wszystko wykonane 

znów elegancko, z rozmysłem, każda część uzupełniała się. Choć skromnie wyglądała, po 

przypatrzeniu się można było stwierdzić, że wydał na urządzenie jej sporo gotówki. Ona 
skierowała się wprost do przestronnego prysznica, gdzie spokojnie mogły się zmieścić dwie 

osoby. Odkręciła srebrny kran i zanim weszła zsunęła kołdrę na kafelki. 

Nagie i zmęczone ciało oblał ciepły strumień wody spłukując z niej wszystkie brudy 

poprzedniej nocy.

Próbował unormować oddech. Swobodnie nabierać powietrza.
Noc, którą spędził z tamtą kobietą była najlepszą ze wszystkich jakie do tej pory 

background image

przeszedł.   Nie   spodziewał   się,   że   będzie   zdolna   obudzić   w   nim   bestię,   która   także 

zapragnęła posiąść jej ciało, mieć pod sobą kruchą niewiastę. Prawie na to pozwolił, prawie 
udało się przeistoczyć mu w potwora, prawie.

Na szczęście dla niej i niego samego wycofał się w odpowiednim momencie, uciekł w 

głąb ciemnego lasu za jego domem, gdzie pozwolił swojej drugiej naturze na wszystko, co 

tylko chciała.

Besta, która się w nim kryła, siedziała głęboko w nim od zawsze, odkąd się urodził 

jakaś cząstka pozostawała w nim. Odziedziczył to przekleństwo w spadku po swoim ojcu, a 
w  głębi  duszy wolałby  się  nigdy nie  urodzić, gdyby  wiedział jaki  los  go czeka. Tamten 

mężczyzna uwiódł jego matkę swoim pięknym ciałem i aparycją, omamił ją a następnie 
zostawił na pastwę losu, przez co ona sama musiała w jakiś sposób ujarzmić jego drugą 

naturę. Przemiana w tą drugą postać nastąpiła w nim dopiero po osiągnięciu pełnoletności, 
ale już wcześniej miał nagłe wybuchy i dziwnie się zachowywał. 

Zawsze ta chwila, w której przyjmował postać bestii była pełna bólu, ale zarazem 

pewnej ekstazy, podniecenia, przez co nienawidził tego jeszcze bardziej.

Jego ojciec pojawił się kiedy  nastąpiło  to za pierwszym razem. Po prostu  stanął 

niedaleko niego i obserwował, ale on wyczuwał, że jest z niego dumny, bo w końcu ktoś 

odziedziczył po nim te przeklęte geny. On sam w tej jednej chwili, kiedy nastąpiła pierwsza 
przemiana, pragnął umrzeć. Nie chciał żyć z tym czymś w sobie, a tylko pozbyć się tego, 

móc pozostać sobą, stać się normalna osobą w jego wieku, ale nic z tego. To wszystko 
nastąpiło.

Odtąd   jego   ciało   uformowało   się   w   odpowiedni   sposób,   odtąd   wyglądem 

przypominał   mężczyznę,   na   oko   dwudziestopięcioletniego,   choć   już   teraz   miał   o   wiele 

więcej. Nie starzał się, nie pojawiały się na jego twarzy zmarszczki, a jego ciało nie słabło. 
Nie musiał udawać się co drugi dzień na siłownię, czy też uprawiać jogging, i tak miał 

wysportowaną sylwetkę z idealnie uformowanymi mięśniami. Nigdy nie musiał starać o 
kobiety, to one same ciągnęły się do niego jak pszczoły do miodu nie wiedząc z kim tak 

naprawdę mają do czynienia.

Sam próbował już popełnić samobójstwo, ale z niepowodzeniem. Jedyną pamiątką 

po tym była szrama na jego piersi od wbitego metalowego pręta, który przeciął mu skórę. 
Nic poza tym mu się nie stało.

Teraz podążał przez las w stronę swojego domu, a raczej miejsca, które mógł przez 

jakiś czas nazywać domem, aż do momentu, w którym będzie musiał zniknąć stamtąd. 

Słońce już zaczęło unosić się ponad horyzontem i oświetlać teren wokoło, a jego myśli 
automatycznie wędrowały do tego pięknego ciała, które pozostawił nagie i rozpostarte na 

background image

łóżku.

Nigdy nie odczuwał czegoś takiego do nikogo, do żadnej kobiety czy też mężczyzny. 

Jego   ciało   wręcz   samo   ciągnęło   do   niej,   jakby   byli   dwoma   magnesami   o   przeciwnych 

biegunach, które musiały się spotkać razem i połączyć. Wspominał jak kusiła go, a w czasie 
miłosnych uniesień wbijała w niego swoje pazury w jakiś sposób wiązała go ze sobą. Czuła 

się, jakby był przez nią zamykany w ciasnej klatce, jakby nie chciała go puścić i dzielić się z 
kimkolwiek innym, a on z chęcią miał zamiar jej na to pozwolić.

Czy ona jest moją NIMAH? - spytał sam siebie w myślach.
O tych kobietach słyszał tylko z drugiej ręki, sam nigdy nie spotkał żadnej. Jego 

matka posiadała w sobie tylko cząstkę nimah, która przyciągnęła jego ojca, ale przez to, że 
nie była nią całkowicie, nie potrafiła utrzymać go blisko siebie. Ten jak się okazało, miał 

taką   samicę   gdzieś   zupełnie   indziej,   a   jego   matka   była   tylko   tylko   odskocznią   od 
codzienności. Przy okazji to ona, a nie jego luba, dała mu upragnionego syna, do którego 

tak naprawdę nigdy się nie przyznał.

Nimah wiązała samca z samicą na wieki, nic nie mogłoby ich rozdzielić prócz śmierci 

któregokolwiek,   choć   i   to   wiązało   się   ze   śmiercią   tego   drugiego.   Żadne   z   nich   nie 
potrafiłoby żyć bez swego partnera, wpadliby w agonie i już nigdy nie odzyskali dawnego 

wigoru, chęci do dalszego współżycia w tym świecie.

Czarnowłosa kobieta, z którą spędził poprzednia noc, a teraz leżała i odpoczywała 

wykończona po upojnie spędzonej nocy, znajdowała się w jego łóżku. Wciąż czuł na sobie 
jej niezwykły zapach, a to pobudzało jego organ do ponownego działania, chęci zanurzenia 

się w jej ciepłym ciele. Wciąż jego umysł dostarczał mu wspomnień o tym jak oddychała, 
jęczała i wiła się pod nim pragnąc jeszcze więcej niż jej dawał. Chciał znów ją posiąść i 

poczuć ten żar jej ciała ocierającego się o niego, a był pewny że nie byłoby to jeden raz a 
więcej i więcej. Pragnął mieć ją znowu.

Zbliżał się do swojego domu, wpierw powoli, ale gdy tylko dostrzegł zarys muru jego 

kroki zwiększyły szybkość. Jego myśli ciągle krążyły wokół niej i nie chciały go opuścić. 

Wyobraźnia   wręcz   szalała,   ukazywała   jego   umyśle   tysiące   zdjęć,   wyobrażeń, 
przedstawiających ich, miejsca i pozycje ich wspólnych ekscesów, tego co mogliby zrobić, 

jeśli tylko sobie pozwolą na coś więcej. Pochłaniało go to bez reszty.

Mijając   bramę   zdał   sobie   jednak   sprawę,   że   coś   jest   nie   tak,   coś   nie   pasowało. 

Dopiero teraz zdał sobie sprawę, że brama wejściowa była uchylona choć nie powinna. On 
sam nie opuszczał tego miejsca tą drogą,a skacząc przez wysoki mur z dachu garażu, a 

dodatkowo pamiętał, że kiedy przechodził z nią tędy upewniał się, iż zamknął wszystko 
dokładnie. Nikt nie miał prawa wkroczyć na jego terytorium, a był pewny, że nie zostawiał 

background image

jej uchylonej w ten sposób.

Węchem próbował wyczuć kogoś obcego, bo jego wrażliwy nos miał do tego czuja, 

ale żaden dziwny zapach nie docierał do niego, poza wonią otoczenia, jej i jego samego. 

Nadal mu coś nie pasowało, nie wiedział tylko co dokładnie.

Wytężył swój umysł i tylko jedna myśl nasunęła mu się do głowy.

- Ona! - warknął.

 

Nie wahał się. Rzucił się pędem do drzwi pragnąc jak najszybciej zaspokoić swoją 

ciekawość i chciał, aby to co pomyślał okazało się błędne. Miał jednak to dziwne przeczucie, 
że ten cały niepokój, który go ogarnął wiązał się właśnie z jej osobą, więc musiał sprawdzić 

wszystko.

Ledwo przekroczył próg domu, a już dał swojej bestii większe pole do manewru, 

wytężył słuch i węch. Nic nie dotarło do niego, żaden dźwięk. Nie było żadnych kroków, 
ruchów, nawet nie usłyszał jej oddechu. Docierał do niego jedynie jej zapach, który ciągnął 

się od sypialni do drzwi wejściowych.

Czuł   jak   jemu   samemu   zaczyna   brakować   powietrza,   kiedy   niemal   skakał   po 

schodach, aby wreszcie znaleźć się w sypialni. Drzwi otwarte były na oścież i zapraszały do 
środka. W pierwszej chwili dostrzegł tylko rozbełtane łóżko, bez kołdry, która nie wiedział 

czemu znalazła się przy drzwiach od łazienki. Mógł ujrzeć za to pocięte przez jego pazury 
prześcieradło, pamiątka po tamtej nocy dodatkowo przesiąknięta sokami jej spełnienia. 

Brakowało tylko jej. 

Ryk wściekłości wydobył się z jego gardła, a bestia znów napierała na niego pragnąc 

uwolnienia   i   zaspokojenia.   Jego   kobieta   znikła,   uciekła   przed   nim,   a   nad   nim   zaczęły 
zbierać się czarne chmury.

Znikła,   pozostawiła   go   samemu   sobie,   bez   żadnego   słowa   wyjaśnienia,   żadnej 

karteczki z informacją, że odeszła. Mogła chociaż poczekać aż on wróci, ale nie... ona wolała 

odejść właśnie w ten sposób.

Dotarło do niego, że  tak  naprawdę  nic  o  niej nie  wiedział. Nie  znał jej  imienia, 

adresu, ani numeru telefonu. Ich wspólna noc była anonimowa, ona nie poznała jego, a on 
jej.

Dumny był jednak z jednego faktu, że ją oznaczył podczas ich wspólnej nocy, a dzięki 

temu odnajdzie ją wszędzie. Tej jednej nocy użył zabezpieczenia, ale ten kawałek lateksu 

nie wytrzymał i pękł, w ten sposób jej ciało przesiąkło już jego zapachem.

  Nie wiedziała dokładnie w jaki sposób udało się jej dotrzeć w wyznaczone przez 

siebie miejsce. W końcu jednak znalazła się na progu swojego mieszkania.

background image

Trzęsącymi się dłońmi otworzył drzwi, a następnie rzuciła klucze na stolik. Zaparła 

się plecami o zamknięte już wejście. Próbowała unormować oddech, ale jej ciało wciąż 
ogarniał niepokój i obawa przed tym co nastąpi, a wydawało się to nieuniknione. W końcu 

ta noc jakoś do niej sama przemówi.

Cała podróż do domu wydawała się dziwna i ona spowodowała drżenie na jej ciele. 

Po tym jak przeszła spory kawałek od tego domu na nogach, udało jej się złapać jakąś 
taksówkę. To nie wzbudzało w  niej żadnych uczuć. Najbardziej zdziwił ją ten dziwny głos, a 

może raczej ryk, który dotarł do jej uszu, kiedy siedziała bezpiecznie skulona na tylnym 
siedzeniu pojazdu. Niemal wyskoczyła z niej wprost pod koła nadjeżdżającej z naprzeciwka 

ciężarówki, narastała w niej coraz większa panika, a omamy ogarniały jej ciało. Kierowca 
przyglądał się jej z zamyśleniem, jakby była wariatka i miałby odwieźć ją do szpitala a nie 

do domu. W końcu udało się jej dotrzeć w to miejsce, które nazywała domem, a raczej 
przystanią, zapłaciła mu z większym napiwkiem, aby nie zadawał w tej chwili żadnych 

zbędnych pytań.

Musiała wreszcie ogarnąć jakoś swoje myśli.

Po tej jednej nocy czuła się zdecydowanie inaczej, trochę dziwnie. Wydawało się, że 

coś zmieniło się w jej życiu, jakby nakreśliła się nowa przyszłość. 

Podniecał   ją   od   pierwszej   chwili,   wystarczyło   jedno   spojrzenie   a   zawładnął   nią. 

Sprawił, że prawie ciągle pragnęła jego oszałamiającego ciała, chciała aby wciąż był przy 

niej, gładził jej ciało, posiadał, wypełniał. Chciała móc go dotknąć, muskać gładką skórę 
ustami... wciąż czułą ten żar.

Jej intymne miejsce pulsowała po nieodbytym stosunku, a żaden z poprzednich jej 

partnerów nie był tak doskonale wyposażony przez naturę, że mógł całkowicie wypełniać ją 

wręcz rozsadzać i docierać do najgłębszych zakamarków. Sprawił, że odpłynęła, orgazm 
zawładnął jej ciałem, pochłaniał niemal doszczętnie, aż straciła kontakt z rzeczywistością. 

Żałowała, że nie udało jej się doczekać jego końca, nie widziała tego jak i nim zawładnęło 
spełnienie, bo po prostu straciła przytomność opadając bez sił. Wiedziała jednak, że i on 

doszedł, widząc ślady resztek jego nasienia na jej udach.

Dlaczego uciekła? Dlaczego nie czekała aż do niej wróci, aby móc przekonać się, co 

może się wydarzyć w przyszłości? Czy z tego wszystkiego mogło wyjść coś więcej niż tylko ta 
jedna noc, jedno zbliżenie?

Sama   próbowała   odpowiedzieć   sobie   na   to   pytanie,   ale   jakoś   nie   potrafiła   tego 

określić, sama nie wiedziała, czemu to zrobiła. Może i w środku czuła, że z nim mogłoby się  

wiązać coś więcej niż tylko seks, ale z drugiej strony nachodziły ją myśli, że nie powinna. 
Ten mężczyzna krył w sobie coś tajemniczego, coś mrocznego, a ona nie miała pojęcia czy 

background image

byłaby w stanie odkryć to, zajrzeć w głąb niego i poznać każdą skrywaną cząstkę. Wiedziała 

także, że on sam najchętniej kryłby się z tym. Musiała więc zadowolić się tą jedną nocą, 
która zapisze się w jej pamięci, a zapewne już nigdy go nie zobaczy, nie spotka, ale i tak nie 

będzie potrafiła zapomnieć o nim.

Odetchnęła   pełną   piersią,   próbowała   jakoś   rozluźnić   swoje   zmęczone   mięśnie   i 

wolnym krokiem skierowała się do salonu. Małe, czerwone światełko pulsowało skupiając 
jej uwagę, informowało, że ktoś próbował się z nią skontaktować.

Wcisnęła przycisk i udała się do kuchni, aby ugasić pragnienie czymś zimnym. W 

międzyczasie mogła wysłuchać tych wszystkich osób dzwoniących do niej.

Wyciągnęła z lodówki sok i oparła o blat patrząc przez okno.
- Witaj, tu Jen! Nie ma mnie w domu, więc jeśli chcesz zostaw wiadomość, może 

oddzwonię... Pik... - jej własny głos rozbrzmiał w pomieszczeniu.

- Hej, Jen! Na jutro Ben chce widzieć artykuł, więc ci tylko o nim przypominam, 

abyś zdążyła podesłać... 

Beth, jej wierna przyjaciółka, dbała o to, aby nie zapomnieć o niczym i aby ona 

zawsze wszystko oddała na czas. Na szczęście skończyła już pisać już pisać i mogła odesłać 
to nawet teraz, musiała tylko zalogować się na pocztę.

Pik... Kolejna wiadomość rozbrzmiała wokoło.
- Siostrzyczko! Urodziny taty będą obchodzone dwudziestego a nie szesnastego, więc 

masz więcej czasu na wymyślenie prezentu, ja się dołożę do niego.

Kochany braciszek jak zwykle zwalał wszystko na nią, choć on, wielki obibok, miał 

więcej czasu niż ona sama. Co do samego prezentu dla swojego ojca bałaby się co też on by 
wymyślił, więc może i lepiej, że ona się tym zajmie.

Pik...
- Witaj kotku! Tu Paul! Może wyjdziesz ze mną na drinka wieczorem. Wiem, że 

pewnie odmówisz, jak zawsze zresztą, ale wciąż mam cichą nadzieję, więc oddzwoń do 
mnie!

To była ostatnia wiadomość.
Westchnęła   i   cicho   jęknęła.   Paul   był   jej   kolegą   redakcyjnym,   który   od   zawsze 

próbował się z nią umówić i zapraszał na randkę raz za razem. Zawsze odmawiała. Czuła, że 
on szuka w kobiecie czegoś więcej, jakiegoś zaangażowania, kogoś z kim chciałby spędzić 

całe życie i spłodzić potomstwo, a nie przygody na jedną noc. Ona sama czuła, że nie była 
gotowa   do   czegoś   takiego,   stały   związek   nie   był   jak   na   razie   jej   pisany   i   musiało   tak 

pozostać przynajmniej na razie.

Dziś chyba musiała z nim się spotkać, musiała zapomnieć o zniewalającym ideale 

background image

mężczyzny, więc nic jej nie pozostało jak jakoś zapełnić wolny czas. Może jednak spotkanie 

z   kimś   sprawi,   że   oderwie   swoje   myśli   od   niego   i   będzie   mogła   już   normalnie 
funkcjonować.

Zrobiła   jeszcze   jeden   łyk   i   odkaszlnęła,   po   czym   złapała   za   słuchawkę   telefonu 

pragnąc poinformować go o swojej decyzji.

- Paul... Witaj tu Jen... Może wyskoczymy dzisiaj razem... Kolacja... Odpowiada mi. - 

uśmiechnęła się delikatnie do słuchawki. - Będę czekać na ciebie o piątej... Dobrze... Do 

zobaczenia!

Rozłączyła się i odliczyła ile ma przed sobą czasu. Zdecydowała się go poświęcić 

pracy,   poprawić  ostatni   raz   tekst  i   wysłać   swojemu   szefowi,  aby   przynajmniej   ona  nie 
spóźniała się ze swoim informacjami. 

- Potem się zajmę powieścią i przygotuję... - rozplanowała, ale w umyśle wciąż krążył 

on.

Gniew   wzrastał   w   nim,   wściekłość   ogarniała   cały   jego   organizm,   przez   co   mógł 

wyczuć budującą się w nim bestię pragnącą uwolnienia na światło dzienne, choć myślał, że 
udało się ją już wcześniej jakoś uspokoić. Nigdy jak dotąd, przez sześćdziesiąt lat istnienia 

nie odczuwał czegoś takiego, że nie potrafił zapanować nad samym sobą. 

Normalnie raz na około dwa tygodnie musiał zmieniać się i przybierał straszliwą dla 

innych formę. Zawsze starał się, aby to następowało pod osłoną nocy, gdzie w gęstym lesie 
wyładowywał całą swoją energię bestii i polował, aby zaspokoić jej głód. Nigdy nie robił 

tego częściej.

Ona   jednak   zbudziła   w   nim   bestię   ledwie   trzy   dni   po   ostatniej   przemianie,   ale 

równocześnie odnalazła w nim coś jeszcze. 

Znał poza sobą jeszcze kilku mu podobnych, samców i samic, ale nie utrzymywał z 

nimi zbytniego kontaktu, wolał żyć na uboczu z dala od członków jego rasy. Przez to w tej 
chwili nie miał pojęcia czy i oni przeżywali w swoim życiu coś takiego jak on teraz. Zdarzyło 

mu się to po raz pierwszy, że pragnął spotkać się z którymkolwiek z nich i spróbować 
wybadać sytuację. Najpierw jednak miał coś ważniejszego do wykonania, coś co ciążyło mu 

już od dłuższej chwili, musiał ją odnaleźć.

Dzięki szybkiemu prysznicowi oczyścił swoje ciało z brudu, którego nabawił się po 

upojnej nocy, jak również podczas przemiany i szaleństw w lesie. Jakaś kropla krwi wciąż 
znajdowała   mu   się   na   torsie,   najprawdopodobniej   po   tym   jak   zacisnął   zęby   na   swojej 

ofierze. Chciał też w jakiś sposób usunąć jej zapach z siebie, aby nie był tak intensywny jak 
obecnie. Wydawało się mu, że tak naprawdę już nigdy nie będzie potrafił się tego pozbyć, a 

background image

jego skóra po prostu nasiąknęła nią. Sam sobie musiał się jakoś przyznać, że tak naprawdę 

nie chciał się z tym rozstawać.

Teraz musiał się tylko wybrać na łowy, a raczej podążać ulicami, alejkami miasta, 

aby wyłapać jej zapach, móc dotrzeć do niej w taki sposób.

Sprawnie   osuszył   mokre   ciało,   a   następnie   wsunął   na   siebie   czarne,   skórzane 

spodnie, które opinały jego umięśnione nogi, do tego dobrał tego samego koloru koszulę 
zapinaną na srebrne guziki. Przeczesał ręką włosy spoglądając w lustro i oceniając swój 

wygląd. Na koniec wsunął na ramiona skórzaną kurtkę, a na nos ciemne okulary, które 
dopełniły całego stroju. Już nie musiał pytać nikogo o to jak wygląda, aby wiedzieć, że jest 

idealnie. W tej chwili liczyło się jednak zdanie tylko jednej osoby, tylko na niej chciał zrobić 
dobre wrażenie, tylko jej pragnął się podobać. Po prostu teraz nie istniała dla niego żadna 

inna kobieta, jedynie ona. 

Żwawo zszedł na dół, zabrał kluczyki od swojego wypasionego auta, aby móc udać 

się do centrum i stamtąd rozpocząć poszukiwania lubej.

Domyślił się, że ona musiała wyjść od niego dużo wcześniej niż on wrócił do domu. 

Mieszkał na uboczu, z dala od innych domów, więc musiała iść spory kawałek piechotą do 
głównej  drogi  prowadzącej   do  pobliskiego  osiedla mieszkaniowego. Tam   dopiero  miała 

możliwość złapania jakiegokolwiek autobusu lub też taksówki. 

Szczerze   miał   obawy,   czy   nie   natrafiła   przypadkiem   na   jakiegoś   napalonego 

zboczeńca,   ale   najprawdopodobniej   wiedziałby,   odczuwałby,   gdyby   działa   się   jej 
jakakolwiek   krzywda.   Byli   ze   sobą   połączeni,   więc   mógł   odczuwać   kiedy   dzieje   się   jej 

krzywda, w szczególności, że ona nie miała pojęcia o ich związku.

Odpalił auto i ruszył w trasę. 

Spędził prawie cały ranek i południe na szukaniu jej. Nigdzie jej nie odczuwał, a 

także ona nie dawała swoim zachowaniem żadnego sygnału. Dopiero po południu, kiedy 

większość ludzi kierowała się do swoich domostw po całym dniu w pracy, wyczuł ją. 

Zapach był tylko delikatny, niezbyt wyraźny, ale przynajmniej miał coś w sobie.

Skierował   się   do   wnętrza   wielkiego   biurowca,   siedziby   kilku   firm,   ale   w   środku 

wszystko się rozmazało. Znów musiał delikatnie uwolnić bestię, która prowadziła go na 

dziesiąte piętro, tam znów mógł wyraźniej ją poczuć.

- W czym mogę pomóc?

Niebieskooka blondynka zamrugała do niego. Widocznie spodobała się jemu, ale on 

wciąż skupiał się na zapachu kobiety, której szukał. 

Dziewczyna nie poddawała się chcąc skupić na sobie jego uwagę. 
- Może jednak pomogę? - wypięła do przodu pierś ukazując sporej wielkości dekolt, 

background image

zapewne wielu mężczyzn właśnie na jej piersiach skupiało swoja uwagę.

Odchrząknął. Doszedł do wniosku, że może w jakiś sposób mu pomoże.
-   Szukam   pewnej   kobiety.   Niska,   czarnowłosa,   szczupła,   eh..   -   zawahał   się.   - 

Podobno pracuje u was, ale nie pamiętam jak ma na imię. 

Wyraźnie zasmucił recepcjonistkę, ale ta zdecydowała się mu w jakiś sposób pomóc.

-   Coś   więcej   pan   wie   o   nie?  Bo   mogę   wymienić  dwie   dziewczyny   spełniające   to 

kryterium.

- Cóż, tańczyłem z nią wczoraj wieczorem, miło się nam rozmawiało, ale nie wiem 

jak inaczej mógłbym ją opisać.

Podrapał się po swojej czuprynie sprawiając, że kobieta przed nim westchnęła.
- Szukasz Jane. - usłyszał za sobą.

Popatrzył na nią pytającym wzrokiem.
- Jane. Ona była wczoraj w klubie o ile się nie mylę. Jane Solleandro. 

- Jesteś pewna?
Kiwnęła twierdząco głową uśmiechając się do niego. Była trochę  wyższa od jego 

towarzyszki poprzedniej nocy, miała brązowe loki spięte w luźny kucyk oraz bardzo ładny 
uśmiech.   Wyglądała   bardzo   naturalnie.   Gdyby   nie   fakt,   że   pragnął   tamtej   zapewne 

próbowałby uwieść tą tutaj kobietę.

- Tak. To moja przyjaciółka i informowała mnie o tym przed swoim wyjściem. Tak w 

ogóle jestem Beth. - wyciągnęła do niego dłoń.

- Miło mi. - Nie chciał zdradzać póki co swoich danych, chciał wiedzieć tylko gdzie 

znajdzie swoja ukochaną. 

Spojrzał jej głęboko w oczy i wykorzystał swój dar. 

Wpatrywała   się   w   niego   jak   zaczarowana,   po   prostu   zahipnotyzował   ją   samym 

spojrzeniem, aby móc wyciągnąć od niej informację. Musiał dowiedzieć się gdzie odnajdzie 

Jane, a wystarczyła tylko chwila na to i miał już jej adres.

Pożegnał się uprzejmie z obiema, a one tylko westchnęły do niego z zachwytem.

Jane Solleandro była teraz jego celem. 

Musiał dotrzeć do jej mieszkania i upewnić się, że to na pewno ona. W myślach 

pojawiały się obrazy jej z klubu, jej pod nim, jej leżącej nieprzytomnie w jego łóżku. Czuł, ze 

jego   erekcja   po   raz   kolejny   naparła   na   szew   spodni   pragnąc   uwolnienia   i   zanurzenia 
pomiędzy gorące fałdy jej ciała.

Samo wspomnienie ich wspólnych chwil prawie doprowadziło go do spełnienia, był 

na krawędzi samokontroli. 

background image

W końcu znalazł się na jej ulicy, zaparkował naprzeciw jej domu, ale bał się z niego 

wysiąść. Musiał zebrać w sobie dość siły, aby móc wyjść i zapukać do jej drzwi, poza tym 
musiał przemyśleć co powie, kiedy stanie na jej progu, a ona mu to otworzy.

Chwile zadumy przerwał jednak dźwięk zatrzymywanego niemal przy jej drzwiach 

samochodu, srebrnego chevroleta. Wysiadł z niego szczupły, średniego wzrostu mężczyzna 

o jasno brązowych włosach, ubrany w ciemny garnitur.

Warknął na widok, ze tamten zbliża się do drzwi prowadzących dwupoziomowego 

domu mieszkalnego, a po chwili w  progu znalazła się ona.

Tak, to była Jane. Jego Jane.

background image

Rozdział 3

Siedział nieruchomo, ściskał z całej siły specjalną, tytanową, kierownicę, która jako 

jedyna chyba mogła wytrzymać jego siły, gdy był tak nabuzowany. Kostki zbielały, wargi 
mocno zacisnął, ale i tak, gdyby ktoś siedział obok niego, mógłby usłyszeć cichy warkot 

wydobywający się z jego ust.

Mężczyzna stał przy niej, szeptał coś do ucha, a ona uśmiechała się do niego. Z 

chęcią złapała za jego dłoń i ruszyła w dół, kiedy obserwująca ją bestia wpatrywała się 
zabójczym wzrokiem w jej towarzysza. 

Dostrzegł jak nerwowo rozgląda się po okolicy, jakby wyczuwała go lub grożące im 

niebezpieczeństwo. Nie wiedziała, że on czyha na nią. Przybył tu, aby znów ją mieć przy 

sobie, posiąść i już nigdy nie wypuścić.

Musiał podążyć za nimi. Znaleźć się przy niej i przytulić do siebie to piękne, zgrabne 

ciało, ale skoro nie mógł tego zrobić natychmiast, musiał zadowolić się obserwacją. Pragnął 
też z całej duszy powstrzymać tego nieznanego mu typka przed jakimś niecnym ruchem 

skierowanym w jej stronę.

Jane Solleandro była jego. Tylko jego.

Nadszedł wieczór a jej ciało ogarniał dziwny niepokój. Jej ciało wciąż odczuwało 

skutki nocy spędzonej w ramionach nieznajomego. 

Nie wiedziała czemu, ale pragnęła znaleźć się z powrotem w tamtym klubie, spotkać 

go i udać do jego domu. Chciała po raz kolejny poczuć oplatające ją silne mięśnie, czuć jego 
oddech na swojej skórze, a później jego ciało wypełniające jej intymne miejsce po sam 

koniec. Powinna zapomnieć o nim, ale te boskie usta dały jej tyle rozkoszy, że na samo 
wspomnienie zębów na swojej szyi i piersiach, natomiast dłonie sprawiały, że drżała nawet 

background image

od delikatnego muśnięcia. Przypominała sobie, jak obchodził się z nią, był delikatny, czuły, 

choć wiedziała, że walczył z własnym pragnieniem rzucenia się po prostu na nią i zabrania 
tego co chciał nawet wbrew jej samej. 

I tak by mu się oddała.
Teraz jednak stała przy drzwiach i otwierała je innemu mężczyźnie, Paulowi. To z 

nim pragnęła spędzić ten wieczór, aby przestać myśleć, zapomnieć. Coś jej podpowiadało, 
że nigdy nie zapomni tamtej nocy, a on jeszcze sobie przypomni o niej.

Paul   przyjechał   po   nią,   ubrany   w   czarną   marynarkę   i   biała   koszulę   był   aż   za 

elegancki. Jak zwykle wszystko w nim było idealne, włosy krótko ścięte zaczesane na bok, 

krawat   równo   zawiązany   pod   szyją,   a   nawet   wypolerowane   na   błysk   buty.   Coś   w   niej 
sprawiało, że  chciała uciec w siną dal przed wypucowanym mężczyzną, ale już  było za 

późno, zgodziła się na tą 'randkę' i nie mogła tak po prostu teraz zamknąć przed nim drzwi.

Nie   wystroiła   się   specjalnie.   Delikatna,   czarna   bluzka   z   dekoltem   w   serek,   aby 

ukazać delikatnie rowek pomiędzy piersiami, ale nic więcej. Była idealnie dopasowana i 
podkreślała jej figurę. Do tego czarne spodnie i złote szpilki. Elegancko, ale też w miarę 

swobodnie. Dziś nie chciała ukazywać swojego ciała, kusić. Pragnęła tylko rozluźnić się i 
miło spędzić czas. 

- Ślicznie wyglądasz, Jane! - powiedział całując ją w policzek.
Wyczuła ostry zapach wody kolońskiej, jakby wylał na siebie pół buteleczki. Lekko 

się skrzywiła, ale od razu zmieniła wyraz twarzy, gdy odsunął się od niej.

-   Ty   również.   Bardzo   elegancko.   -  aż   za   bardzo   –  westchnęła   i   chciała   nałożyć 

płaszcz, aby wyjść za nim.

Powstrzymał ją. Jak na dżentelmena przystało wziął od niej okrycie, a ona pozwoliła 

sobie skorzystać z jego pomocy. 

Zeszli po schodach w stronę jego samochodu, a jej ciało przeszedł dreszcz. Nie z 

zimna, a z czegoś innego. Wyczuwała w powietrzu, że ktoś jest w pobliżu, obserwuje ją. 
Było w tym coś niebezpiecznego, drapieżnego, jakby komuś się nie podobało to co widzi. 

Miała nieodparte wrażenie, że jest ktoś patrzy na nią, na jej towarzysza i pragnie wkroczyć 
do akcji. 

Rozglądnęła się, ale nic niebezpiecznego nie zauważyła. Jedynie daleko w cieniu 

wydawało jej się, że widzi ciemny zarys auta, ale stała za daleko.

-   Jedziemy?   -   spytał   lekko   zdezorientowany   towarzysz,   kiedy   przytrzymywał   jej 

drzwi od strony pasażera.

Przytaknęła   i   wsunęła   się   na   wygodne,   skórzane   siedzenie,   wciąż   pachnące 

nowością. Zapięła pas, a towarzysz odpalił auto.

background image

Podążali w stronę restauracji. Wydawało jej się, że trwa to wieczność. 

Próbowała   skupić   się   na   tym,   co   mówi   Paul,   ale   nie   potrafiła.   Po   prostu   teraz 

dostrzegła, że popełniła błąd. On nie był mężczyzną, z którym powinna się spotkać, a na 

pewno nie powinna się z nim wiązać w przyszłości. 

Paul,   redakcyjny   kolega.   Potrzebował   w   swoim   życiu   kogoś   innego,   a   nie   jej. 

Widziała mu nadmiar cech, które ją nie pociągały. Był za elegancki, za dżentelmeński, za 
miły, a w dodatku nadal mieszkał ze swoją matką. 

Jaki facet, w wieku trzydziestu dwóch lat, mieszka ze swoją matką? W dodatku stać 

go na własne mieszkanie.

Musiała jakoś przeżyć ten wieczór, a później wróci i schowa się pod ciepłą kołdrą, 

aby   móc   pogrążyć   się   w   jakimś   dziwnym   śnie,   zapewne   o   nieznajomym   mi   do   końca 

mężczyźnie.

Co jakiś czas zerkała w lusterko, dostrzegała ciemny kształt, który wciąż podążał za 

nimi.   Próbowała   jakoś   się   uspokoić.   Przecież   nikt   nie   miał   powodów,   aby   ich   śledzić. 
Przynajmniej tak jej się  wydawało.

Zatrzymali   się   przed   jedną   z   droższych   restauracji.   Otwarto   jej   drzwi,   a   młody 

chłopak wziął od Paula kluczyki i skierował się jego autem na parking.

Jej towarzysz wystawił ramię, a ona z lekkim ociąganiem złapała się go. 
Weszli   do   restauracji,   a   kierownik   sali   po   chwili   prowadził   do   wcześniej 

zarezerwowanego   stolika   na   środku   sali.   Pomógł   jej   zająć   miejsce   i   nalał   po   kieliszku 
przygotowanego już wina oraz podał menu. Kelner miał się zjawić przy nich za kilka minut 

aby odebrać zamówienie.

- Na co masz ochotę? - spytał jej. 

Przeglądnęła kilka stron. Nie wiedziała na co się zdecydować, po prostu nie jadała w 

takich miejscach, wolała bardziej kameralne, małe knajpki, najlepiej z rodzinna tradycją, 

gdzie przepisy na dania są przekazywane z pokolenia na pokolenie. Tu  czuła się nieco 
niezręcznie, ale nic nie mogła na to poradzić. 

W końcu jednak zdecydowała się: - Smażony łosoś z buerre blanc wydaje się być 

odpowiedni dla mnie, - odparła odkładając menu.

- A na deser? - mrugnął do niej. - Coś na osłodzenie?
- Zdam się na twój wybór. - odpowiedziała rzeczowo i wzięła łyk wina.

- Jak sobie życzysz, kochanie... - szepnął.
Czy ona pozwoliła mu tak do siebie mówić? Nie wydawało jej się tak.

Na   szczęście   podszedł   do   nich   kelner,   więc   odetchnęła   delikatnie.   Podał   ich 

zamówienie, a do tego dodał: - I dwa razy pudding matcha, - oznajmił i skierował wzrok na 

background image

nią: - Posmakuje ci ten deser, słodki a do tego posmak wspaniałej japońskiej herbaty.

Miała   wrażenie,   że   próbował   ją   oczarować   samymi   słowami,   chciał   brzmieć 

uwodzicielsko, ale jakoś mu to chyba nie wychodziło. Nie robił na niej wrażenia.

Dostrzegała już w nim cechy, które ją odrzucały od niego. Jakoś pomału docierało do 

niej także, dlaczego nikt nigdy nie związał się z nim na stałe. Więc choć kolacja się jeszcze 

na dobre nie zaczęła, a ona już miała ochotę zakończyć ją. 

Po prostu było jak dla niej za sztywno.

Podążał za nią, a raczej za nimi.

Nie mógł się powstrzymać od sprawdzenia, gdzie on też wiezie jego kobietę, która 

zajmowała całkowicie umysł bestii.

Starał się nie zwracać na siebie uwagi, ale dzięki wyostrzonemu wzrokowi mógł bez 

problemu skupiać się na niewielkim punkcie przed sobą.

Dotarli wreszcie do celu. Podjechał zaraz za nimi, aby móc wejść tam, gdzie i ona 

była.   Musiał   być   blisko   niej,   ochronić   jeśli   mężczyzna,   który   ją   zabrał   zrobiłby   coś 

niewłaściwego. W tej chwili już po prostu nic więcej się nie liczyło, tylko ona.

Oddał swoje cenne auto obsłudze restauracji, a sam wszedł do środka.

- Witam pana, pańska godność? - spytał znajdujący się tam wykidajło.

 

Mógł się tego  spodziewać. Elegancka restauracja, miła obsługa, a także zapewne 

wszystkie stoliki zarezerwowane.

Zsunął okulary i spojrzał swoimi ciemnymi oczami w niego:

- John Doyle, miałem zarezerwowany stolik z tyłu sali. - Wypowiedział pierwsze 

słowa jakie mu przyszły do głowy i zmyślone nazwisko.

Tamten tylko mrugnął dwa razy i już sekundę później prowadził go w głąb sali.
Zaszył się w małej alkowie, z której miał idealny widok na całą salę. Od razu wyłapał 

gdzie też się ona znajduje. Wydawało się, jakby jej ciało samo wydawało sygnał i oznajmiało 
swoje położenie, aby bez trudu mógł je odnaleźć.

Siedziała   przy   jednym   stoliku   z   innym   samcem,   który   już   był   napalony   na   nią. 

Wyczuwał to, wiedział, że mężczyzna pragnie z nią robić nieprzyzwoite rzeczy, a on nie 

mógł do tego dopuścić. Żaden inny nie da jej tego samego, co on.

Choć w tej chwili mógł zabrać się za którąkolwiek ze zgromadzonych tu kobiet, on 

jakoś już wiedział, że został stracony dla niej. Na zawładnęła jego ciałem i umysłem, więc 
tylko ona mogła zaspokoić jego żądze. Czuł jak jego erekcja twardnieje, napiera na szef 

spodni i pragnie uwolnienia, pragnie jej.

Przyglądał się jak popija wino i wsłuchuje się w słowa tamtego. Dostrzegał każdy jej 

background image

oddech,   westchnienie,   ruch   ręki   odgarniające   opadający   kosmyk   włosów.   Po   prostu 

analizował wszystko. Zauważył nawet jak lekko odetchnęła z ulgą, kiedy kelner przyniósł i 
postawił przed nią potrawę, a ona wymieniła z nim uprzejmości. 

Mężczyzna za to wciąż nie przestawał mówić, opowiadał jej o nowym projekcie, o 

tym co znów musiał zrobić, a krótkimi anegdotkami starał się ją rozweselić. Jane jednak 

posyłała mu uprzejme uśmiechy, bo wydawały się nieco wymuszone, a nie takie szczere. 

Jej oczy mówiły teraz jak bardzo się nudzi, że tak naprawdę myśli o czymś innym, a 

mała iskierka nadziei zatliła się w nim, że może to on jest tą osobą, wokół której się skupia 
jej uwaga. Chciał, aby tak było.

W jednej chwili dostrzegł wysoką postać. 
Barczysty mężczyzna w idealnie skrojonym garniturze wszedł przez drzwi restauracji 

mając u swego boku zjawiskową blondynkę. Rozpoznał go od razu, ale nie chciał okazywać 
swojej obecności. W jednej chwili musiał skorzystać ze swojej mocy i ukryć swój zapach 

oraz sprawić, aby mentalnie nie mógł go dostrzec. 

Znał takich jak on, wiedział, że ich własny świat walczył według innych reguł. Dwie 

rasy,   które   się   wykluczały,   dwie   bestię,   które   tępiły   siebie   nawzajem.   Nie   potrafili 
współgrać. Ich walki zawsze kończyły się tak samo, krew, piach, łzy... Wbijali pazury, cieli 

skórę, rozszarpywali... Zwyciężał najsilniejszy. Tak było przez lata, ale od kilku lat starali 
się po prostu nie wchodzić sobie w drogę.

On sam wybrał życie w odosobnieniu, a nie w stadzie, jak mieli w zwyczaju. Przez 

wiele lat pałętał się w samotności, aby zapomnieć i zagłuszyć wspomnienia. Dopiero tu 

osiadł na stałe, a najbliższy przyjaciel z lat młodości wiedział gdzie odnaleźć go w razie 
potrzeby. 

Zawsze, przez te kilka lat, podejrzewał, że w tym mieście czają się gdzieś oni, lecz 

nigdy nie miał z nimi bezpośredniej styczności. Nie wtrącał się, nie rzucał w oczy, wolał nie 

mieć z nimi do czynienia. Odkąd zaszył się w swojej podmiejskiej posiadłości polował w 
swojej bestialskiej formie tylko i wyłącznie w pobliskich lasach unikając skupisk ludzi, a co 

kilka dni udawał się do tamtego klubu, w którym spotkał właśnie ją, aby zaspokajać swoje 
seksualne żądze. Wiedział, że tu są, czuł ich niekiedy przemierzając ulice, ale to był tylko i 

wyłącznie zapach. Teraz miał przed sobą potwierdzenie swoich przypuszczeń oraz wiedział 
jak wygląda choć jedna osoba z tamtego grona.

Musiał się skupić na niej, nie mogła znajdować się zbyt blisko tamtego samca. Była 

taka pociągająca, tak piękna, nie chciał, aby  spotkała ją krzywda, a tym  bardziej, żeby 

tamten   znalazł   się   przy   niej.   Obserwował   go,   jak   manewruje   między   stolikami,   a   jego 
partnerka, z tego co wyczuł jego samica, podążała przy nim czujnie lecz zarazem dyskretnie 

background image

spoglądając na boki. 

Niepokój   ogarnął   jego   ciało,   kiedy   ten   mężczyzna   skierował   się   do   stolika,   przy 

którym siedziała Jane. Dostrzegł delikatny uśmiech na jego twarzy, jakby się znali od lat.

Powiedział  coś   do   niej,  a  ona  wstała.  Po  chwili   już   obejmowała  tamtego  samca, 

podczas gdy on musiał siedzieć na swoim miejscu zaciskając mocno pieści ze złości i cicho 

mrucząc.   Niemal   miał   zamiar   ukazać   się   im,   rzucić   do   gardła   mężczyźnie,   a   ją   zabrać 
stamtąd jak jaskiniowiec, kiedy dłonie tamtego dotknęły jej ciała przez materiał.

Nie wiedział czego się spodziewać. Nie mogła przecież być kimś innym niż myślał, 

zdrajcą lub przynętą, aby go kusić, omamić, a następnie po wyciągnięciu odpowiednich 

informacji porzucić i przekazać wszystko wrogom. 

Po prostu się wahał. Czuł jak wtedy, gdy była w jego ramionach, płonęła z pożądania, 

nie robiła przecież nic wbrew sobie, wbrew swoim przekonaniom. Jej ciało samo domagało 
się jego dotyku i pieszczot, a ktoś kto znał prawdę o ich istnieniu nie tak by się zachowywał 

wobec nich.

Nie, ona nie wiedziała.

Próbowała się skupić podczas tego wieczoru tylko na Paulu, ale gdzieś w jej głowie 

wciąż   krążył   widok   tamtego   mężczyzny.   Nie   mogła   przestać   o   nim   myśleć,   bo   to 
zniewalające ciało zawładnęło jej duszą.

Podano im właśnie wybrane wcześniej dania. Kelner odszedł, ale po chwili wyczuła 

czyjąś obecność blisko siebie, a delikatny cień padł na nią. 

- Witaj Jane i Paul! - usłyszała znajomy głos.
W jednej chwili uniosła głowę, aby w spotkać się ze zniewalającym uśmiechem, a 

także błyskiem w czarnych oczach, kiedy ten spojrzał na jej towarzysza. 

- Witam, panie Moritz! - powiedziała bardziej formalnie do swojego szefa, gdyż tak 

wypadało. 

Wstała, aby móc się przywitać z nim oraz jego małżonką.

Mężczyzna stojący przed nią był wysportowany, masywny i dość wysoki. Od razu w 

jej   głowie   także   pojawiło   się   wspomnienie   poprzedniej   nocy,   bo   ten,   który   jej   wtedy 

towarzyszył  był trochę  podobny  d  niego.  Czarne  oczy   spoglądały   na nią z   ciekawością. 
Brązowe włosy, nieco ciemne z jaśniejszymi, pojedynczymi pasmami były krótko ścięte, a 

niewielkie kosmyki opadały mu na czoło.

Ubrał   się   w   idealnie   dopasowany,   ciemny   garnitur   z   białą   koszulą   i   krawatem 

pasującym do bordowej sukienki partnerki. Całość po prostu wspaniale komponowała się z 
jego ciemniejszą skórą, a żona nie miała się czego wstydzić. Wiadomo było powszechnie, że 

background image

połowa kobiet w firmie pragnęłaby go uwieść, lecz on jakoś nigdy nie zwracał na nikogo 

uwagi.

Dopóki kiedyś nie przyszedł na jedno z przyjęć firmowych właśnie ze swoją żoną, 

podejrzewano   go   o   odmienna   orientację   wzbudzając   tym   samym   nadzieję   wśród   kilku 
osobników płci męskiej.

W duchu sama musiała przyznać, że już dawno rzuciłaby się na niego. Pociągał ją w 

jakiś sposób, ale kilka faktów powstrzymywało ją.

Po pierwsze, a zarazem chyba najważniejsze, nie umawiała się, a tym bardziej nie 

sypiała  z   zajętymi  już   mężczyznami,  szczególnie  żonatymi.  Sama  nie   zniosłaby   myśli   o 

dzieleniu się tym jedynym z kimś innym, więc nie chciała ranić kogoś innego. Poza tym po 
prostu nie lubiła być tą drugą, która wydaje się być tylko potrzebna wtedy, kiedy ten ma 

ochotę. Zresztą, od jakiegoś czasu znała jego żonę, piękną, młoda kobietę, która choć miła 
miała   w   oczach   dziwne   iskierki   sprawiające,   że   na   skórze   pojawiała   się   gęsia   skórka. 

Widziała, że nie powinna z nią zadzierać.

Po drugie, był jej szefem. Romans z osobą, która ma nad tobą władzę, przewagę, 

której nie jesteś w stanie obejść, nie jest wart ryzyka. Ona potrzebowała tej właśnie pracy 
oraz dobrych pieniędzy, które zarabiała. Nie mogła pozwolić sobie na stracenie tej intratnej 

posady, źródła utrzymania, gdyż rachunki pożerały większość jej pensji, a przecież musiała 
mieć co włożyć do garnka czy też mieć za co kupić swoje ubrania.

Dlatego też wraz z Paulem stała przed szefem. Witała się grzecznie i nie dawała po 

sobie poznać jakie szef wywołuje na niej wrażenie. Okazywała szacunek, ale starała się też 

rozluźnić, bo w końcu nie znajdowali się w miejscu pracy.

- Jane, nie wiedziałem, że spotykasz się z Paulem! - powiedział Moritz składając na 

jej   policzkach   powitalny   pocałunek     i   lekko   obejmując.   Miała   dziwne   wrażenie,   że 
obwąchuje ją lekko, jakby chciał poznać jej zapach. - Poza tym mówcie mi George, jesteśmy 

poza biurem, a formalne formułki mnie nużą w takich miejscach.

Oderwał się od niej i nachylił na moment do swojej żony, aby coś jej szybko szepnąć 

do ucha. Jane miała dziwne przeczucie, że to chodziło właśnie o nią, ale wolała udać, że nic 
nie   wie.   Musiała   być   przewrażliwiona   po   ostatnich   wydarzeniach   kilku   dni,   które 

wywracały jej życie do góry nogami.

Czy tamta noc jeszcze kiedyś powróci?