background image

HELEN R. MYERS

Buntowniczka i bohater

The Rebel And The Hero

Tłumaczyła: Agata Strusiewicz

background image

PROLOG

Dwadzieścia piąć lat temu

Ze  względu  na  ulewny  deszcz  i  późną  porę  Merri  nie  potrafiła  w  pełni 

rozpoznać  osoby  idącej  Main  Street  i  zbliżającej  się  do  stacji  benzynowej. 
Zdecydowany  krok  idącego  i  jego  wysoka,  potężna  sylwetka  sprawiły,  że  nie 
wzięła go za zwykłego klienta. Stała w drzwiach warsztatu pana Monroe, bo w 
jakimś sensie spodziewała się tej wizyty. Prawdę powiedziawszy, z niepokojem 
czekała od dawna na owo spotkanie.

Z  bijącym  sercem  i  mokrymi  od  potu  dłońmi  z  trudem  pokonała  chęć 

wycofania  się  do  warsztatu.  Uznała,  że  lepiej  stanąć  oko  w  oko  z  gościem  w 
świetle palącej się lampy niż zetknąć się z nim na ulicy, w ciemnościach.

Z  tylnej  kieszeni  roboczego  kombinezonu  wyciągnęła  chustkę  i  wytarła 

spocone dłonie. Przy nikim nigdy nie była tak bardzo świadoma swej kobiecości 
jak  przy  Alanie  Loganie  Powersie.  Wystarczyło  także  jedno  jego  spojrzenie, 
żeby poczuła się bezwartościowa. Bała się go. Przerażał ją dewastujący wpływ, 
jaki na nią wywierał.

Kiedy  znalazł  się  w  kręgu  światła  najbliższej  ulicznej  lampy,  Merri 

zauważyła,  że  pod  płaszczem  od  deszczu  ma  na  sobie  wojskowy  mundur.  A 
więc  dopiero  co przyjechał do  domu.  Dlaczego  się nie  przebrał? W  mundurze 
przytłaczał  ją  jeszcze  bardziej.  Przypominał  jej  fakty,  o  których  nie  chciała 
pamiętać. Służbę na poligonie wojskowym, a potem dwunastomiesięczny pobyt 
w Wietnamie.

W  miarę  gdy  Alan  Logan  Powers  zbliżał  się  do  niej,  coraz  bardziej 

zdawała  sobie  sprawę  z  jego  przewagi  fizycznej.  Miał  potężne,  szerokie 
ramiona, wąską talię i  umięśnione, długie nogi,  dzięki którym stał  się onegdaj 
sławny jako zawodnik drużyny futbolowej w Rachel, w stanie Luizjana.

Mimo ronda kapelusza naciągniętego na czoło Merri widziała jego oczy, 

przenikające  ciemność.  Miał  szeroką  twarz  dojrzałego  mężczyzny.  Wyglądał 
imponująco.

Zmiany,  które  w  nim  nastąpiły  od  chwili,  w  której  widziała  go  po  raz 

ostatni, napawały Merri niepokojem. Stało się to, czego się obawiała. Wojsko, 
do  którego  wstąpił  wkrótce  po  skończeniu  szkoły  średniej,  zrobiło  z  niego 
dorosłego  człowieka.  Miał  dwadzieścia  lat,  a  już  potrafił  walczyć  i  zabijać. 
Twardy był zawsze, odkąd go pamiętała. Jaką więc miała teraz szansę, żeby go 
pokonać?

Zwolnił. Zatrzymał się tuż przed Merri.
Obserwował  ją  uważnie  wzrokiem  drapieżnika.  Jednym  spojrzeniem 

omiótł twarz i całą sylwetkę, nie zdradzając przy tym żadnych emocji. Wreszcie 

background image

spotkały się ich oczy.

– Meredith – odezwał się cicho.
Nie znosiła, gdy uparcie używał jej pełnego imienia. Było zbyt dobre, za 

szlachetne.  Nie  odpowiadało  kiepskiej  reputacji.  A  taką  cieszyła  się  w  tym 
mieście. Niewiele lepiej pasowało do niej zdrobnienie Merri, którego użył Brett 
zaraz na samym początku znajomości. Tego dnia, w którym poznała obu braci. 
Ale Merri nie było przynajmniej imieniem pretensjonalnym.

Nabrała głęboko powietrza. Nie, tym razem nie pozwoli Loganowi, żeby 

ją speszył. Brett przecież na niej polegał. Musiała stawić czoło jego starszemu 
bratu i zachować się dzielnie.

–  Kogo  to  widzimy?  Dzielnego,  bohaterskiego  wojaka  –  z  udawaną 

odwagą odezwała się na powitanie. Zacisnęła drżące ręce. Przez ten rok, kiedy 
się  nie  widzieli,  wyładniała  i  nabrała  kobiecych  kształtów,  lecz  Logan  zdawał 
się tego nie zauważać. – Słyszałam, że wróciłeś.

– Przyjechałem na pewien czas – mruknął. Usłyszawszy jego odpowiedź, 

Merri poczuła się niepewnie.

–  Na  pewien  czas?  Co  masz  na  myśli?  –  zapytała,  patrząc  na  niego 

zwężonymi oczyma. – Chyba nie zamierzasz tam wracać!

Nie zaprzeczył ani nie potwierdził. Stał przed nią w milczeniu.
Tak  zachowywał  się  zawsze.  Z  reguły  odzywał  się  rzadko  i  mówił 

niewiele.  Niczego  nie  wyjaśniał.  Tyle  samo  Merri  mogła  odczytać  z  jego 
enigmatycznego spojrzenia.

Tym razem jednak postanowiła, że nie da się onieśmielić.
– Co z tobą, Logan? Przecież swój obowiązek wojskowy już wypełniłeś. 

Masz ochotę dalej walczyć? I zginąć?

– pytała zaczepnie.
Przez  chwilę  wyglądał  na  rozgniewanego,  może  nawet  na 

rozczarowanego. Chyba jednak był po prostu zmęczony. Prawdopodobnie cały 
dzień  spędził  w  podróży.  A  w  ogóle  to  dlaczego  miałaby  go  rozczarować? 
Przecież  nic  nie  obchodziła  Logana.  Zależało  mu  jedynie  na  tym,  by  ją 
odciągnąć od młodszego brata. Od dnia, w którym spotkali się po raz pierwszy –
Merri  miała  wtedy  osiem  lat,  a  Logan  dwanaście  –  bez  przerwy  jej  dokuczał. 
Kiedy  to  nie  skutkowało,  traktował  ją  jak  powietrze.  Do  dziś  Merri  nie 
potrafiłaby powiedzieć, co irytowało ją bardziej.

– Jesteś za młoda, żeby zrozumieć – odparł bezbarwnym głosem.
Nieelegancko  pociągnęła  nosem.  Wcisnęła  głębiej  na  czoło  baseballową 

czapkę.

– Być może. Ale przynajmniej nie udaję, że jestem wszystkowiedząca. A 

czegoś tak idiotycznego jak wojna, mam nadzieję, nigdy nie zrozumiem.

W pobliżu przejechała jakaś furgonetka. Żadne z nich nie zareagowało na 

odgłos klaksonu. Pod wpływem badawczego spojrzenia Logana Merri stała jak 

background image

wrośnięta w ziemię. Nie potrafiła się ruszyć.

Wreszcie spuścił wzrok. Ogarnął spojrzeniem wnętrze warsztatu.
– Dajmy spokój tej rozmowie – zaproponował. – Powiedz mi tylko, gdzie 

go znaleźć.

– Kogo?
– Meredith, nie udawaj, że nie wiesz, o co chodzi. Gdzie jest mój brat?
Przełknęła  nerwowo  ślinę.  Dobrze  pamiętała,  że  im  ciszej  i  łagodniej 

brzmiały słowa Logana, tym bardziej był rozzłoszczony.

– A więc to już do ciebie dotarło – stwierdziła.
– Że dostał powołanie? Tak.
– Logan, zrozum, on nie chce iść do wojska.
– Jestem przekonany, że Wuj Sam będzie zdruzgotany, kiedy to usłyszy –

zadrwił.

– Nie chce iść.
– To jego obowiązek.
– Daj spokój. – Wzniosła oczy ku niebu. – Jakiś ważniak w Waszyngtonie 

uważający się za Pana Boga kiwnie tylko palcem, a tysiące młodych mężczyzn 
muszą  opuścić  swoje  domy  i  rodziny,  by  być  może  zginąć  w  miejscach  nie 
znanych nikomu. To przecież bzdura. Logan zacisnął usta.

– Nie zamierzam, mała, dyskutować z tobą o polityce ani tym bardziej o 

moralności.  Nie  mam  na  to  czasu  i  ochoty.  Zależy  mi  tylko  na  tym,  żeby  jak 
najszybciej odszukać Bretta. I wiem, że jesteś jedyną osobą, która się orientuje, 
gdzie  on  jest.  Odkąd  sięgam  pamięcią,  zawsze  trzymaliście  się  razem.  Jak 
syjamskie rodzeństwo.

Słowa Logana nie zabrzmiały przyjemnie.
–  Łączy  nas  przyjaźń  –  warknęła  Merri.  –  Wiem,  że  to  uczucie  jest  ci 

obce.  Nie  prosię  Bretta,  żeby  był  kimś  innym  niż  jest.  Rozumiem  jego 
pragnienia i potrzeby. Teraz potrzebuje spokoju. Chce być sam.

– To źle. Bo nie może sobie na to pozwolić. Czas nagli, a przed wyjazdem 

Brett ma sporo na głowie. Musi zgłosić się w określonym terminie. Jeśli tego nie 
zrobi,  zjawią  się  tu  ludzie,  którzy  zaczną  go  szukać.  W  porównaniu  z  nimi 
zachowuję się łagodnie jak baranek. Gdzie on jest? Matka mówiła mi, że zniknął 
zaraz po przeczytaniu porannej poczty. Bardzo się martwi o Bretta.

– Mogła skontaktować się ze mną. Pocieszyłabym ją przecież.
–  Nie  potrzebuje  pocieszania.  Chce,  żeby  jej  młodszy  syn  wrócił  do 

domu.  Teraz.  Zaraz.  Jeszcze  przed  nocą.  Jeśli  masz  dla  niej  choć  trochę 
szacunku i wdzięczności za to, co dla ciebie zrobiła, zrozumiesz, jak cierpi.

Merri poczuła nagle, jak krew odpływa jej z twarzy. Zacisnęła pięści. Z 

trudem powstrzymała się przed rzuceniem się na Logana.

– Jak śmiesz mówić coś takiego! To wstrętne. Wiesz dobrze, jak bardzo 

zależy mi na twojej matce. Bardziej niż... Do diabła z tobą!

background image

Aż  zwinęła  się  z  bólu.  W  mieście  było  tajemnicą  poliszynela,  że  Merri 

pochodziła  z  nieprawego  łoża  i  że  jej  matka  –  pracująca  wówczas  jako 
barmanka  w  nocnej  knajpie  –  spędzała  więcej  czasu  w  łóżkach  obcych 
mężczyzn niż we własnej pościeli.

Z  całym  okrucieństwem  Logan  przypomniał  teraz  Merri,  że  jest 

wyrzutkiem społecznym. W porównaniu z pozostałymi mieszkańcami Rachel –
po prostu nikim.

Poczuła na ramieniu jego ciężką rękę. Usiłowała ją strącić.
Bezskutecznie. Odwrócił do siebie jej głowę.
–  Mała,  przestań  się  dręczyć.  Spróbuj  zapomnieć,  co  przed  chwilą 

powiedziałem.  Wygląda  na  to,  że  jestem  bardziej  wykończony  podróżą  z 
Nowego  Orleanu,  niż  sądziłem.  W  każdym  razie  nie  zamierzałem  robić  ci 
przykrości ani niczego wytykać. Nie miałem tego na myśli.

Merri ogarnął pusty śmiech.
–  Nie  miałeś  na  myśli?  Ty  nigdy  w  życiu  nie  powiedziałbyś  niczego, 

czego  nie  chciałbyś  mówić.  I  przestań  wreszcie  nazywać  mnie  małą.  To 
idiotyczne!  Przecież  nie  jestem  już  dzieckiem.  –  Jednym  ruchem  ściągnęła 
czapkę z głowy, aby na dowód swych słów w pełni ukazać twarz. Włosy miała 
bardzo  krótko  ostrzyżone.  W  uszach  nosiła  z  dumą  szafirowe  kolczyki,  które 
otrzymała od Bretta na urodziny. Powiedział, iż kupił je dlatego, że pasują do jej 
oczu.  Tę  ozdobę  lubiła  najbardziej.  W  kolczykach  wyglądała  doroślej.  Na  co 
najmniej  o  rok  starszą.  –  W  końcu  tego  tygodnia  kończę  szesnaście  lat  –
oznajmiła, dumnie unosząc głowę.

Wargi Logana wykrzywiły się w szyderczym uśmiechu.
–  Nigdy  bym  nie  zgadł  –  zakpił.  –  Nadal  jesteś  mała.  Z  tymi  krótkimi 

włosami wyglądasz jak chłopaczek.

Wyciągnął rękę i przesunął ją po głowie Merri. Dotyk Logana nie sprawił 

jej przykrości. Była jednak tak rozzłoszczona, że szybko odepchnęła jego dłoń.

– Możesz uważać mnie za smarkatą, mam to w nosie. Ale Brett traktuje 

mnie zupełnie inaczej. Ceni. Tylko jego opinia ma dla mnie znaczenie.

Oczy Logana spochmurniały.
– Tak? Co łączy was oboje? Chyba nie wpakowaliście się w tarapaty?
Merri zarumieniła się. Wiedziała, co Logan ma na myśli.
– Jak możesz mówić coś podobnego! Jasne, że nie. A zresztą to nie twoja 

sprawa.

– W wojsku Brett szybko dojrzeje. Zrobią z niego mężczyznę.
Merri nie miała najmniejszego zamiaru wysłuchiwać takich uwag.
– Nikt nie musi robić z niego mężczyzny! – wykrzyknęła.
– Jest niedojrzały. Stracił głowę dla takiego pętaka jak ty.
– No, dalej, dalej. Używaj sobie na mnie, ile wlezie. Obrażaj mnie. Ale to 

nie zmieni faktu, że Brett jest wspaniały. Genialny.

background image

– Genialny? Ten szczeniak nie przeżyłby tygodnia, gdyby musiał się sam 

utrzymywać, a co dopiero zadbać o żonę i dzieci.

– W życiu liczą się nie tylko pieniądze – odparła Merri. Była dumna, że 

znacznie lepiej rozumie ambicje i dążenia Bretta niż jego własny brat. – On ma 
prawdziwy talent – dodała z przekonaniem. – Jest artystą. I poetą. Pewnego dnia 
będzie miał własne studio i zostanie doceniony przez otoczenie.

–  Artysta! – z pogardą prychnął Logan. –  Co to  mu da w rzeczywistym 

świecie?

–  Jaki  świat  masz  na  myśli?  Twój?  –  zaczepnie  spytała  Merri.  Nie 

potrafiła  powstrzymać  potoku  słów,  które  cisnęły  się  jej  na  usta.  –  Brett  nie 
jest... nie jest podżegaczem wojennym. Umarłby, gdyby kazano mu robić to, co 
tobie. Spaliłby się w środku. O, tu – z siłą uderzyła się w pierś.

– Tak?
– Dobrze wiesz, co mam na myśli.
Spojrzenie  Logana  zatrzymało  się  na  ręce  Merri  przyciśniętej  do  piersi. 

Kiedy  po  chwili  podniósł  wzrok  i  spojrzał  jej  w  twarz,  przez  jego  oblicze 
przewinął się cień uśmiechu.

– Może masz rację. I chyba dojrzałaś szybciej, niż sądziłem.
Nie  wiedziała,  jak  zareagować  na  taksujące  ją  spojrzenie  i  lekko 

chropowaty głos. Popatrzyła podejrzliwie na Logana.

– Przecież ci to mówiłam.
– Tak. Mówiłaś. A teraz powiem ci coś jeszcze, dziki kociaku. Wiedz, że 

Brett nigdy nie zaspokoi cię w pełni. Rozczarujesz się w stosunku do niego.

Te ostre, pełne rozgoryczenia słowa poruszyły Merri.
– Jak możesz mówić takie rzeczy o własnym bracie! – wykrzyknęła.
Logan westchnął głęboko.
– Wierz mi, to nie jest łatwe. A teraz powiedz mi wreszcie, gdzie mogę go 

znaleźć – dodał znużonym głosem.

Merri rzuciła okiem przez ramię. Wiedziała, że pan Monroe siedzi nadal 

w biurze na zapleczu warsztatu. Nie mogła wyjść bez uzyskania jego zgody.

– Nie powiem.
– Mam cię zmusić?
Serce Merri zaczęło bić szybko i nierówno.
– Nie zrobisz tego – szepnęła.
Postąpił  krok  w  jej  stronę.  Nigdy  jeszcze  nie  widziała  u  nikogo  tak 

władczego  spojrzenia.  Uznając,  że  własne  bezpieczeństwo  jest  ważniejsze  niż 
nieposłuszeństwo w stosunku do pracodawcy, usiłowała zrobić unik i salwować 
się ucieczką.

Nie zdążyła. Po chwili znalazła się w objęciach Logana.
Popatrzyła mu prosto w oczy.
– Pewnego dnia nauczysz się, że są sytuacje, w których mądrzej jest nie 

background image

ryzykować  –  powiedział  powoli  ponurym  tonem.  –  W  stosunku  do  nikogo. 
Zwłaszcza do mnie.

Ledwie  mogła  się  skoncentrować  na  jego  słowach.  Logan  trzymał  ją  w 

żelaznym uścisku.

–  Wcale  się ciebie  nie  boję  –  oświadczyła.  –  Rób sobie,  co  chcesz.  Nie 

wyjdzie ci to na dobre.

–  Mam  robić,  co  chcę?  –  szepnął  zdławionym  głosem.  Obrzucił 

spojrzeniem jej twarz i zatrzymał wzrok na wargach.

Merri  czuła,  że  pocałunek  Logana  byłby  czymś  wspaniałym.  Czymś, 

czego nie doznała jeszcze nigdy w życiu. Pragnęła go. Chciała zapamiętać. Na 
zawsze.

Czyżby  matka  miała  rację?  Czy,  podobnie  jak  ona,  skończę  na  ulicy? 

pomyślała przerażona.

Logan opuścił głowę. Czuła bijące od niego ciepło.
Nagle ocknęła się. Odzyskała panowanie nad sobą.
– Nie! – wyszeptała w panice, odpychając Logana. – Nie!
Zamrugał  powiekami,  jak  wyrwany  z  transu,  i  zaraz  potem  zaklął  pod 

nosem. Chwilę później opuścił ramiona i cofnął się o krok.

Merri skorzystała ze sposobności. Rzuciła się do ucieczki.
Biegła po ciemku, w ulewnym deszczu. Musiała odszukać Bretta. Mimo 

że wiedziała, iż pan Monroe będzie się na nią gniewał za opuszczenie warsztatu 
bez  jego  zezwolenia.  Musiała  znaleźć  Bretta  i  powiedzieć  mu,  że  ich  plany 
ulegają raptownej zmianie. Jeszcze dziś wieczór opuszczą miasto.

– Meredith!
Nie słuchała. Nie mogła sobie na to pozwolić.
– Merri!
Wołanie  Logana  sprawiło,  że  o  mało  co,  a  byłaby  się  zatrzymała. 

Wiedziała,  jak  bardzo  jest  zdesperowany.  Zaczęła  nagle  mieć  wątpliwości. 
Nigdy  jeszcze  nie  słyszała  takiego  smutku  i  bólu  w  niczyim  głosie.  I  czegoś 
jeszcze, o czym nawet nie chciała myśleć.

Brett mnie potrzebuje, pomyślała.
Potknęła się, lecz odzyskała równowagę. Tak, muszą wyjechać jeszcze tej 

nocy. Nigdy nie powie Brettowi o tym, co się przed chwilą stało. Nie wspomni 
mu  o  swoich  odczuciach i  reakcji  na  bliskość  Logana. Teraz  już  było  dla  niej 
jasne, że nie tylko Brett musiał jak najszybciej salwować się ucieczką.

background image

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Dwadzieścia piąć lat później

Ze  względu  na  ulewny  deszcz  i  późną  porę  Merri  nie  potrafiła  w  pełni 

rozpoznać  osoby  zmierzającej  w  jej  kierunku.  Zdecydowany  krok  i  wysoką, 
potężną sylwetkę idącego rozpoznałaby wszędzie. Nawet po dwudziestu pięciu 
latach.

Podobnie  jak  niegdyś,  wyzwolił  się  w  niej  instynkt  samozachowawczy. 

Miała ochotę od razu rzucić się do ucieczki. Nie, tym razem tego nie zrobi. Jest 
przecież dorosła. Lata młodości dawno minęły. Dziś zamierzała dowieść sobie, 
że potrafi zmierzyć się z Loganem Powersem.

Od razu zobaczyła, że jest zły. Wyglądał tak, jakby zamierzał zaraz kogoś 

zaatakować.

Merri  miała  nadzieję,  że  dwadzieścia  pięć  lat,  które  upłynęły  od  ich 

ostatniego  spotkania  i  tysiące  dzielących  ich  kilometrów  sprawiły,  że  Logan 
przestał być tak nieprzejednany i twardy jak poprzednio. Wyglądało jednak na 
to, że ten człowiek ma w sobie tyle wewnętrznego gniewu i goryczy, że pewnie 
starczy mu ich do końca życia.

Nie  powinna  tu  przychodzić.  Przynajmniej  należało  poczekać  do 

następnego  dnia.  Cmentarz  to  nie  miejsce  do  takich  spotkań.  Rano  była  tu  z 
Faith i Dannym na skromnej uroczystości pogrzebowej. Teraz Merri chciała być 
sama.

Padał ulewny deszcz. Lubiła na ogół taką pogodę, lecz dziś jej spodnie i 

kurtka przemokły na wylot. Tym razem deszcz był ciepły, nie taki jak podczas 
ostatniego  spotkania  z  Loganem.  Był  maj,  a  nie  wrzesień,  i  deszcz  stanowił 
nieodzowny element wiosny typowy dla środkowej Luizjany. Dobrze, że nie ma 
burzy  z  grzmotami  i  błyskawicami,  pocieszała  się  Merri.  Ale  i  tak  przestrzeń 
między nią a Loganem aż iskrzyła się od dziwnego napięcia.

Merri  popatrzyła  na  kwiaty  pokrywające  grób.  Ciężkie  krople  deszczu 

uderzały w wilgotne płatki i niszczyły delikatne łodyżki. Widok ten przypominał 
stan ducha Merri.

Usłyszała za sobą męski głos. Świetnie go pamiętała. Głęboki i szorstki, 

pasował  do  złej  pogody.  Wiedziała  także,  iż  głos  ten  bywa  urywany  i 
chropowaty. Wtedy, kiedy Logan jest podniecony.

– Cześć, Logan. Miło, że wreszcie się pokazałeś. Jestem pewna, że Brett 

byłby wzruszony – odezwała się.

–  Nie  mogłem  uczestniczyć  w  pogrzebie  –  odezwał  się  ponuro.  –

Wydarzyło się coś, co sprawiło, że nie zdążyłem przyjechać na czas.

Z  niechęcią  Merri  popatrzyła  na  niego  znad  grobu,  który  ich  rozdzielał. 

background image

Nie mogła się powstrzymać. Roześmiała się gardłowo.

– Jasne, nie miałeś czasu, żeby pożegnać brata. Budujesz domy i tylko to 

się liczy. Nawet prezydent odkłada na bok problemy kraju, żeby obejrzeć film w 
towarzystwie  córki.  Co  było  aż  tak  ważne,  że  nie  mogło  poczekać?  –  spytała 
zaczepnie.

Przemoczony, w zachlapanych spodniach, starał się zachować twarz.
– Wiedziałem, że utrzymujesz kontakty z moją matką. Nie miałem jednak 

pojęcia,  że  tak  dobrze  jesteś  wprowadzona  w  moje  sprawy  –  mruknął  pod 
nosem.

–  Tym  się  nie  przejmuj  –  odparła  Merri.  Logan  ją  rozeźlił.  Dłonie 

trzymane  w  kieszeniach  kurtki  zacisnęła  w  pięści.  Ten  człowiek  zawsze  ją 
prowokował.  –  Z  twoją  matką  wolimy  wymieniać  listy  na  temat  przepisów 
kulinarnych niż analizować twoje prywatne życie czy stan finansów firmy, którą 
prowadzisz.

– Śmiem wątpić w prawdziwość tych słów.
–  Na  litość  boską,  Logan,  twoja  matka  od  czasu  do  czasu  wspomina  o 

tobie. Co w tym dziwnego? Jesteśmy przecież rodziną. Brett był twoim bratem.

– Nie musisz mi o tym przypominać.
Nie  powinna  tego  mówić,  zwłaszcza  w  okolicznościach,  w  jakich  się 

znajdowali.  Merri  potrząsnęła  głową,  zaskoczona,  że  w  gruncie  rzeczy  nic  się 
nie zmieniło.

– I pomyśleć, że sądziłam, iż czegoś się nauczysz przez te wszystkie lata. 

Byłam  okropną  idiotką,  mając  nadzieję,  że  upływający  czas,  to  znaczy  życie, 
zrobi z ciebie normalną istotę ludzką.

Zamilkła.  Postanowiła  nie  pozwolić  sobie  na  dalsze  wybuchy  goryczy. 

Niech Logan robi, co chce. Ona sama miała już tego dosyć.

Odeszła  od  grobu.  Śliska  ziemia  pokryta  trawą  nasączoną  wodą  uginała 

się niebezpiecznie pod nogami. W każdej chwili łatwo było o upadek. Parę razy 
Merri  traciła  równowagę,  lecz  szybko  szła  przed  siebie.  Logan  przyspieszył 
kroku.

Była jeszcze daleko od furgonetki, którą pożyczyła od teściowej, kiedy na 

przegubie  dłoni  poczuła  żelazny  uchwyt.  Logan  obrócił  ją  w  swoją  stronę. 
Skrzywiła się, kiedy przesunął rękę i zacisnął palce na jej ramieniu.

– Puść mnie! Natychmiast! – syknęła.
Na  wpół  oślepiona  deszczem  uderzającym  w  twarz,  wbiła  wzrok  w 

człowieka, który bez przerwy nawiedzał ją w snach i zamieniał je w koszmary. 
Logan wydawał się wyższy, niż go sobie zapamiętała. I silniejszy. Pewnie firma 
budowlana, której był właścicielem, wymagała od niego także pracy fizycznej. 
Jego  ciemnobrązowe  włosy  były  poprzetykane  licznymi  srebrnymi  nitkami. 
Twarz żłobiły głębokie bruzdy.

Merri  zatrzymała  wzrok  na  długiej  bliźnie  przecinającej  szeroki, 

background image

kwadratowy  policzek  Logana.  Odbijała  się  ona  bladością  od  ogorzałej  skóry 
twarzy. Była pamiątką po drugim pobycie w Wietnamie, kiedy to otrzymał order 
Purpurowego  Serca  i  Srebrnej  Gwiazdy.  Faith  napisała  synowej  o  tym 
zdarzeniu.

Logan zauważył, że Merri przygląda się bliźnie.
– Zniszczyła moją fotogeniczną twarz – skomentował cierpko.
Nigdy  nie  był  przystojny  i  dobrze  o  tym  wiedział.  Ale,  zdaniem  Merri, 

jego twarz odzwierciedlała siłę i charakter. Przyciągała wzrok. Nadal. Ta blizna 
sprawiała, że wyglądał jak bohater dramatu.

– Odwróciłam wzrok od twojej twarzy tylko dlatego, że na myśl o tym, co 

przeszedłeś, zrobiło mi się smutno – wyjaśniła.

– Jasne – mruknął bez przekonania.
Nie było sensu niczego więcej mu wyjaśniać. Wierzył w to, w co chciał 

wierzyć, i nie było na to rady. Robił tak zawsze.

– Muszę już iść – oznajmiła.
– Najpierw musimy wyjaśnić parę rzeczy – oznajmił.
– Nie mamy sobie nic do powiedzenia.
– Załatwimy to szybciej, jeśli będziesz trzymała język za zębami.
– Och, ty... Nie przestałeś być łajdakiem!
– A ty rozpuszczoną dziewuchą!
Merri  stanęła,  usiłując  wyrwać  rękę,  i  popatrzyła  na  Logana.  Była 

zaskoczona jego słowami.

–  O co  chodzi? – zapytał.  – Czemu  jesteś tak  zdziwiona?  Nie wmówisz 

we mnie, że nikt nigdy tak cię nie nazywał. Ktoś musiał ci to, do diabła, kiedyś 
powiedzieć.

Stwierdzenie, że jest rozpuszczona, uznała za tak niedorzeczne, iż  miała 

ochotę  się  roześmiać.  Niemal  każdy  mieszkaniec  Rachel  wiedział,  że 
wychowywała się sama. Była szczęśliwa, kiedy raz na rok matka przypominała 
sobie,  żeby  kupić  dziecku  parę  butów  do  szkoły  i  zaopatrzyć  je  w  jakieś 
odzienie. O takie rzeczy, jak pożywienie, w ogóle się nie troszczyła. Merri była 
pozostawiona samej sobie. Wraz z matką mieszkała w rozpadającej się ruderze. 
Gdyby nie garstka przyjaciół, takich jak Brett, jego matka i pan Monroe, pewnie 
by  nie  wyżyła.  Uznanie  jej  za  rozpuszczoną  dziewczynę  było  co  najmniej 
śmieszne!

–  Od  samego  początku  owinęłaś  sobie  Bretta  wokół  małego  palca  –

ciągnął dalej Logan, jakby czytając w myślach Merri.

Zaskoczona oskarżeniem powoli podniosła głowę.
– Zostaliśmy przyjaciółmi – wyjaśniła. – Nigdy nie rozumiałeś, dlaczego. 

Wcale ci się to nie podobało.

–  Nie  wodzi  się  za  nos  i  nie  oszukuje  przyjaciela  –  odparł  Logan 

Oskarżycielskim  tonem.  –  Wmówiłaś  w  Bretta,  że  jest  ci  niezbędny  i 

background image

potrzebujesz jego stałej opieki. Prawda jest taka, że upatrzyłaś sobie z góry tego 
chłopaka. Przy jego pomocy chciałaś się wydostać z Rachel. Miał stworzyć ci 
nowe życie.

Ten  człowiek  jest  potwornie  zgorzkniały,  uzmysłowiła  sobie  Merri.  Nic 

dziwnego, że jego małżeństwo skończyło się rozwodem.

– Na wszystko znalazłeś wytłumaczenie? – spytała zrezygnowana.
–  Nie  na  wszystko,  lecz  na  tyle,  żeby  wiedzieć,  iż  zanim  zdał  sobie 

sprawę z tego, że cię kocha, zdążyłaś napełnić jego głowę całą tą hippisowską, 
szmatławą ideologią.

– Jaką ideologią? Że zabijanie jest rzeczą złą? Wcale nie musiałam mówić 

tego Brettowi. Wyobraź sobie, że do tego wniosku doszedł zupełnie sam.

Logan potrząsnął głową.
– Nikt przy zdrowych zmysłach nie kocha wojny. To oczywiste. Ale to ty 

sprawiłaś,  że  Brett  uciekł  przed  wojskiem  do  Kanady,  z  chwilą  gdy  otrzymał 
wezwanie.  Mój  brat  rzadko  zachowywał  się  odpowiedzialnie,  ale  nigdy  nie 
uciekał przed odpowiedzialnością. Dopóty, dopóki nie poznał ciebie.

–  Nie!  –  wykrzyknęła  Merri,  ponownie  usiłując  wyswobodzić  ramię  z 

uchwytu  Logana  i  znów  dając  za  wygraną.  –  Brett  nienawidził  walki! 
Początkowo bawił się z nami w wojenne zabawy, bo nie chciał cię rozczarować. 
W miarę jak stawał się starszy, coraz trudniej przychodziło mu udawanie. Różnił 
się od ciebie i nie potrafił cię naśladować. Może mi nie uwierzysz, ale to Brett 
sam  zdecydował  się  opuścić  Rachel  –  oznajmiła,  przypominając  sobie 
równocześnie,  jak  przykra  dla  niego  była  ta  decyzja.  –  A  ja  usiłowałam  cię  o 
tym uprzedzić przed twoim pierwszym pobytem w wojsku. Nie chciałeś wtedy 
mnie słuchać.

Oczy Logana pociemniały i zwęziły się, a kąciki warg opadły.
–  Widocznie  robiłaś  to  bez  przekonania.  I,  jeśli  pamiętasz,  kiedy 

wróciłem  wtedy  do  Stanów  i  chciałem  porozmawiać,  po  prostu  ode  mnie 
uciekłaś.

Miała  ku  temu  powody.  I  kiedy  popatrzyła  na  rozzłoszczoną  twarz 

Logana, zobaczyła, jak jego spojrzenie skupia się na jej wargach. Dokładnie tak 
samo, jak wtedy, w warsztacie. Wiedziała, że dręczące go wspomnienia wróciły 
ze zdwojoną siłą.

Och, nie, pomyślała. Tylko nie to. Ogarnęła ją fala emocji tak silnych, że 

aż  zapierających  dech.  To  nie  może  się  powtórzyć!  W  ciągu  minionych  lat 
wmówiła  w  siebie,  że  nic  się  wówczas  nie  wydarzyło.  Po  dwudziestu  pięciu
latach z dawnych odczuć nie mogło nic pozostać. Nie znosiła Logana, a on nią 
pogardzał.  A  poza  tym,  dobry  Boże,  jest  przecież  dojrzałą  kobietą!  Za  kilka 
miesięcy  skończy  czterdzieści  jeden  lat.  Ma  piętnastoletniego syna.  A  jej  mąż 
zmarł  zaledwie  tydzień  temu!  Nie  mogła  nic  czuć  do  człowieka,  który  był  jej 
szwagrem!

background image

Logan  pierwszy  odzyskał  równowagę.  Bez  słowa  puścił  ramię  Merri  i 

odszedł.

Patrzyła za nim tak długo, aż zniknął w ciemnościach i deszczu. Czekała, 

kiedy  usłyszy  odgłos  zamykanych  drzwi  samochodu  i  uruchamianego  silnika. 
Wokół  panowała  cisza.  Merri  nie  wiedziała,  co  myśleć.  A  może  cała  ta  scena 
szarpiąca nerwy istniała tylko w jej wyobraźni?

Rzuciła  ostatnie,  pełne  żalu  spojrzenie  w  stronę  grobu.  Nie  tak  miał 

wyglądać powrót Bretta do rodzinnego domu.

Idiotyzm. Czysty idiotyzm. Był chyba niespełna rozumu. Nie powinien w 

ogóle tu się zjawiać. Kiedy dostrzegł samochód matki i zdał sobie sprawę z tego, 
że spotka Merri, powinien włączyć wsteczny bieg i uciekać, gdzie oczy poniosą. 
Wiedział, że nie będzie w stanie opanować goryczy i żalu, który czuł w stosunku 
do tej kobiety. Przez całe lata pochłaniały one bez reszty jego umysł.

Jeśli nie będzie ostrożny, Merri go zniszczy.
Wysiadł ze swej czarnej furgonetki, którą pozostawił na skraju cmentarza, 

i  nie  widzącym  wzrokiem  patrzył  przed  siebie.  Ulewa  i  ciemność  stwarzały 
specyficzną atmosferę. Szum deszczu łagodził łomot serca.

Upłynęło  tyle  lat  pełnych  rozczarowań  i  frustracji.  Logana  ogarnęło 

uczucie beznadziejności. Czuł się tak, jakby znajdował się w stanie zawieszenia. 
Nienawidził  tego  odczucia.  Był  człowiekiem  czynu.  Kiedy  trzeba  było 
rozwiązać jakiś problem, robił to od razu. Nie, nie mógł pozostać dłużej w tym 
stanie. Przeklęta kobieta. Do diabła ze śmiercią Bretta. Po co oboje wrócili do 
Rachel?

Oznajmił  Meredith,  że  wiedział  o  jej  korespondencji  z  teściową. 

Dowiedział  się  o  tym  akurat  w  dwa  lata  po  ucieczce  Meredith  i  jego  brata  z 
kraju. Zapamiętał tę datę, gdyż Meredith skończyła wówczas osiemnaście lat i 
do  ślubu  z  Brettem zgoda  rodziców  nie  była  już  jej  potrzebna.  Logan  właśnie 
wrócił wtedy do domu, wykończony drugim pobytem w Wietnamie. Powiedział 
matce, że nie chce więcej słyszeć o tym, co pisze w swoich listach Meredith. Dla 
niego ani brat, ani ta dziewczyna praktycznie nie istnieli.

Mimo  że  rozczarowana,  matka  spełniła  życzenie  starszego  syna.  Tylko 

dwukrotnie złamała dane mu słowo. Raz, kilka lat później, gdy został stryjem, a 
drugi raz dopiero w ostatni piątek, kiedy otrzymała wiadomość,  że po krótkiej 
chorobie Brett zmarł w Kanadzie na raka.

Tak więc Logan stracił młodszego brata. Brett miał zaledwie czterdzieści 

trzy  lata,  Logan był  od  niego  starszy o  dwa.  Cała  rodzina  cieszyła się  zawsze 
dobrym  zdrowiem.  Przez  cały  okres  szkolny  obaj  bracia  opuścili  z  powodu 
choroby łącznie zaledwie kilkanaście dni.

Brett  powziął  decyzję  przesądzającą  o  jego  życiu.  Dokonał  przed  laty 

złego  wyboru.  Dla  Logana  stał  się  teraz,  po  śmierci,  zupełnie  obcym 

background image

człowiekiem.

Jak to się stało, że ich drogi aż tak się rozeszły?
Logan  jak  przez  mgłę  pamiętał  czas  narodzin  Bretta.  Rano  wstawał  z 

łóżeczka i podbiegał do swej dawnej kołyski, w której leżało niemowlę. Kiedy 
zaczął rozumieć słowo „brat”? Rok później? Po dwóch latach?

Współżyli  ze  sobą  dość  przykładnie  dopóty,  dopóki  Brett  się  nie 

zbuntował,  przedkładając  Meredith  nad  swą  najbliższą  rodzinę  i  Kanadę  nad 
rodzinny kraj.

Co się więc stało? Jak do tego doszło? Czyżby Logan zawiódł młodszego 

brata?

Tak  bardzo  pragnął,  by  żył  jeszcze  ojciec.  Był  żołnierzem.  Zginął  w 

wypadku  wkrótce po  powrocie  z  Korei.  Loganowi  przypadło zatem  w  udziale 
kierowanie  życiem  młodszego  brata.  Starał  się  robić  to  jak  najlepiej.  Był 
przekonany, że postępuje słusznie. I wtedy w życiu Bretta pojawiła się Meredith 
i Logan bezpowrotnie utracił brata.

Meredith. Merri. Na samo wspomnienie jej zdrobniałego imienia Logana 

zaczynała ogarniać złość. Jako smarkula, w wieku zaledwie ośmiu lat, była już 
niezłym  ziółkiem.  Miała  ukształtowany  charakter.  Kierowała  się  własnymi 
prawami.  Drażniło  to  Logana,  czasami  zupełnie  irracjonalnie.  Upierał  się,  że 
Merri  ubiera  się  brzydko,  a  nie  ładnie,  jak  oceniali  to  inni.  Jej  swobodnego 
zachowania  się  nie  potrafił  zaakceptować.  Ta  dziewczyna  przez  wiele  lat  bez 
przerwy drażniła Logana. Potem dorosła, a on w pewnym sensie ciągle się nią 
interesował.

Ta kobieta nadal go fascynowała. Zwłaszcza wówczas, gdy się przekonał, 

że  coś,  co  zrodziło  się  między  nimi  pewnego  deszczowego  wieczoru  przed 
ponad dwudziestoma laty, znów się pojawiło. Niewiele brakowało, a ponownie 
poddałby się dawnym emocjom.

Musi  teraz  liczyć  na  przychylność  niebios.  Jak  będzie  mógł  żyć  w 

rodzinnym domu, wiedząc, że Merri jest w pobliżu? Nie zdobędzie się nawet na 
dziesięć minut spokojnego snu, gdy oboje znajdą  się pod jednym dachem. Już 
zbyt wiele smutku przysporzył matce, nie zjawiając się na pogrzebie brata, więc 
teraz nie miał sumienia robić jej dodatkowej przykrości, wynosząc się z domu. 
Chcąc nie chcąc, musiał w nim pozostać.

Może  jakoś  przetrwa,  wiedząc,  że  Meredith  wkrótce  ich  opuści. 

Niewielka była to pociecha.

– Dziecko, przemokłaś do cna!
Merri  uśmiechem  powitała  teściową.  Zsunęła  z  nóg  mokre  mokasyny  i 

rozwiesiła na suszarce kurtkę przesiąkniętą wodą.

– Przepraszam za ten bałagan! – odkrzyknęła, zaglądając do kuchni.
– Nie przejmuj się – odparła Faith. – A jak myślisz, dlaczego tak blisko 

background image

wejścia  ustawiłam  zarówno  suszarkę,  jak  i  pralkę?  –  Mówiąc  to  westchnęła 
lekko. – Mając w domu dwóch chłopców i pracując na farmie,  wiedziałam, że 
zaharuję  się  na  śmierć,  jeśli  nie  ustawię  pralki  i  suszarki  tam,  gdzie  są 
najbardziej potrzebne. – Zapaliła płomyk pod kociołkiem, który napełniła wodą, 
i podeszła do Merri. – Najważniejsze jest wysuszyć się i szybko ogrzać. Po tak 
uciążliwej  i  długiej  podróży,  jaką  odbyłaś,  jesteś  osłabiona.  Musisz  uważać, 
żeby się nie przeziębić. W czasie takiej pogody łatwo o zapalenie płuc.

– Pobiegnę na górę, wytrę się dokładnie i szybko przebiorę.
Faith  pogroziła  Merri  palcem,  lecz  na  jej  szerokiej,  nie  umalowanej 

twarzy malowała się serdeczność.

– Nie zawracaj sobie tym głowy. Za twoimi plecami wisi w szafie gruby 

szlafrok, którego używam, gdy wracam zziębnięta do domu i chcę się przebrać. 
Jest z pewnością zbyt obszerny dla ciebie, ale go nałóż. Dzięki temu wszystkie 
twoje rzeczy będzie można od razu wrzucić do pralki.

Zachowuje  się  serdecznie  jak  zawsze,  z  czułością  pomyślała  Merri  o 

teściowej.  Faith  nie  zadawała  jej  żadnych  krępujących  pytań.  Nie  robiła 
wyrzutów.  Kierowała  się  rozsądkiem  kobiety  nie  poddającej  się  zbędnym 
emocjom.

Merri  skinęła  głową,  odwróciła  się  szybko  i  wyciągnęła  z  szafy 

granatowy szlafrok. Czuła się niepewnie. Gdyby nie Faith, znajdowałaby się w 
tej  chwili  w  autobusie  wiozącym  ją  do  Kanady.  Misja  została  wypełniona. 
Dotrzymała słowa danego teściowej.

– Czy Danny poszedł już spać? – zapytała, opanowawszy drżenie głosu. 

Ściągnęła mokrą bluzkę, która oblepiała jej kark i ramiona.

–  Jakieś  dwadzieścia  minut  temu.  Nie  chciał  się  położyć,  mimo  że  był 

zmęczony. Wygoniłam go wreszcie na górę – odparła teściowa. – Przez chwilę 
protestował, ale  zasnął natychmiast,  gdy tylko przyłożył głowę do poduszki. –
W  oczach  Faith  pojawiło  się  wzruszenie.  –  Moja  droga,  to  świetny  chłopiec. 
Dobrze go wychowałaś. Powinnaś być z niego dumna.

Gestem Merri podziękowała za komplement. Wzruszona, szybko opuściła 

głowę,  udając,  że  z  trudem  odpina  dżinsy.  Pochwały  pod  adresem  Danny’ego 
były czymś, co ceniła ponad wszystko. Uwielbiała syna.

– Zupełnie zapomniałam, jak deszczowe są tu wiosny – odezwała się po 

chwili.

Z  kieszeni kurtki  rozpostartej na  suszarce Faith  wyjęła klucze i  monety. 

Kurtkę i bluzkę Merri włożyła do pralki.

–  Bez  przerwy  leje  jak  z  cebra.  –  Faith  zamilkła  nagle  i  jęknęła:  –

Dziecko, co z tobą?

Zdziwiona Merri odwróciła głowę.
– Co takiego?
– Jesteś chuda jak patyk!

background image

Rozebrana Merri roześmiała się głośno, ubawiona reakcją Faith.
–  Wcale  nie  jestem  chuda  –  oświadczyła.  –  Nie  chcę  być  grubsza.  Nie 

czułabym  się  wtedy  dobrze.  Kiedy  byłam  w  ciąży  z  Dannym,  ważyłam  tylko 
osiem  kilo  więcej,  a  mimo  to  czułam  się  źle.  Bolał  mnie  kręgosłup.  Miałam 
wrażenie, że się złamie.

Faith była wyższa od Merri i solidniej zbudowana.
–  Och,  Merri,  dobrze  się  stało,  że  nie  wiedziałam,  iż  źle  się  czujesz. 

Pognałabym do ciebie i zamęczyłabym cię ciągłą opieką.

Byłoby  to  z  pewnością  bardzo  przyjemne.  Merri  nigdy  nikt  się  nie 

opiekował. Czasami robił to Brett. Wtedy tylko, kiedy nie ogarniały go twórcze 
pasje.

–  Pozwalam  ci  otoczyć  opieką  Danny’ego  –  powiedziała  do  Faith, 

zaciągając pasek przy grubym szlafroku. – Los obdarzył mnie synem, który jest 
już  znacznie  wyższy  ode  mnie  i  który  lubi  zachowywać  się  tak,  jakby  był 
znacznie ode mnie starszy. Wpływ babci może okazać się dobroczynny. Danny 
powinien cieszyć się tym, że jest jeszcze taki młody.

Faith wzięła dżinsy Merri i wrzuciła je do pralki.
–  Nie  martw się.  Mam pewne  plany.  Ciągle  nie  mogę  się  nadziwić,  jak 

bardzo  Danny  jest  podobny  do  Bretta.  Zauważyłaś,  że  zachowuje  się  niemal 
identycznie?

–  Tak  –  odparła  Merri.  I  chyba  dobrze,  że  nie  jest  do  niej  podobny, 

pomyślała przypominając sobie własne, godne pożałowania  zachowanie się na 
cmentarzu  w  obecności  Logana.  W  żadnym  razie  nie  chciała,  żeby  syn 
odziedziczył po niej temperament!

Coś  w  wyrazie  twarzy  musiało  zdradzić  jej  myśli,  gdyż  Faith, 

rozłożywszy mokre skarpetki na suszarce, serdecznie objęła Merri ramieniem i 
zaprowadziła do kuchni.

– Miałam cię nie pytać – zaczęła – bo przecież każdy człowiek potrzebuje 

prywatności, ale... ale powiedz mi, czy dobrze się czujesz? Mówiłaś, że potrzeba 
ci  świeżego  powietrza.  Chciałaś  się  przewietrzyć.  Dobrze,  że  pożyczyłam  ci 
samochód.

Merri objęła teściową w talii.
– Bardzo ci za to dziękuję. – Wiedząc, że wcześniej czy później prawda 

wyjdzie na jaw, wyznała: – Pojechałam na cmentarz.

– Hm. Tak przypuszczałam.
– Pogrzeb Bretta był doskonale zorganizowany. Nie masz pojęcia, Faith, 

jak bardzo jestem ci wdzięczna za przygotowania. Gdy przybyliśmy,  wszystko 
było gotowe. Dzięki temu cała ceremonia trwała bardzo krótko. Ale ja musiałam 
pobyć dłużej na cmentarzu.

– Nie potrzebujesz się tłumaczyć.
–  Chcę,  żebyś  wiedziała,  że  doceniam  to,  iż  wybaczasz  mi  moje 

background image

dziwaczne zachowanie. Brett był ważną częścią mego życia – ciągnęła Merri. W 
głowie aż szumiało jej od myśli i doznań, których przez lata nie była w stanie 
dzielić z nikim innym. Korespondowała wprawdzie z Faith, wymieniały między 
sobą długie i szczere listy, lecz nie o wszystkim można było pisać. Są rzeczy, o 
których nawet nie wspomina się matce męża.

Faith  usadziła  synową  na  jednym  z  czterech  czerwonych,  plastykowych 

krzeseł, podeszła do pieca i do dwóch filiżanek wlała z kociołka gorącą wodę.

– Rozumiem – odezwała się po chwili. – Życie samo w sobie jest złożone. 

Jeszcze bardziej komplikuje je  małżeństwo. Kiedy straciłaś męża... – Urwała i 
do  wrzącej wody wrzuciła torebki  z herbatą. –  Jeśli kiedykolwiek zechcesz ze 
mną o czymś porozmawiać, pamiętaj, że jestem do twojej dyspozycji.

Istniały rzeczy, o których Merri nie mogła rozmawiać. Były zbyt przykre, 

by  je  poruszać.  Faith  chciała  wiedzieć  jak  najwięcej  o  życiu  przedwcześnie 
zmarłego syna. Merri nie mogła wyjawić jej wszystkiego.

– Merri, Brett był moim dzieckiem, lecz nie zapominaj, że ty jesteś moją 

córką. To święta prawda. Czuję się tak, jakbym to ja wydała ciebie na świat.

Nikt  nigdy  nie  powiedział jej  czegoś równie  miłego. Nikt  nigdy  nie  był 

dla niej serdeczniejszy. Z własną matką Merri nie łączyło nic. Umarła kilka lat 
temu  w  jakimś  podłym  motelu  w  pobliżu  meksykańskiej  granicy.  Faith 
odgrywała więc w życiu Merri wyjątkową rolę.

–  Zaraz  poczęstuję  cię  wspaniałą  herbatą  –  ciągnęła.  –  Specjalna 

mieszanka, dobra, gdy człowiek jest wykończony fizycznie lub emocjonalnie. A 
kiedy ją wypijesz, pójdziesz na górę, weźmiesz gorący prysznic i...

–  Faith  –  przerwała  jej  Merri.  –  Muszę  ci  coś  powiedzieć.  Widziałam 

Logana.

Faith szybko podniosła głowę. Zaskoczenie odjęło jej mowę. Po chwili się 

opanowała. Poprawiła mały srebrny krzyżyk, który miała na szyi. Był widoczny 
w wycięciu kwiecistej sukni.

– Mówił, co stało się tego ranka? – spytała. – Czy dobrze się czuje? Gdzie 

teraz jest?

Były  to  uzasadnione  pytania,  lecz  Merri  nie  wiedziała,  jak  na  nie

odpowiedzieć.

–  Nie  wiem  –  zaczęła  niepewnie.  –  Wspominał  coś  o  jakichś  swoich 

problemach, ale... ale nic więcej na ten temat nie mówił. – Merri spuściła wzrok. 
Żałowała,  że  matce  Logana  nie  może  powiedzieć  niczego  pocieszającego. 
Musiała przygotować ją na najgorsze.

– Słucham cię, moje dziecko.
– Jestem pewna, że to moja wina. Znasz przecież, Faith, jego stosunek do 

mnie.

–  Tak,  ale  go  nie  rozumiem.  –  Faith  przetarła  oczy,  zaczerwienione  od 

samego  rana.  –  Zagroził  mi,  że  jeśli  zaproponuję,  byście  oboje  tu  zostali,  on 

background image

wyniesie  się  z  domu.  Pokłóciliśmy  się  z  tego  powodu.  Nie  sądzę  jednak,  że 
Logan zechce spełnić swoją groźbę. – Rzuciła Merri spojrzenie pełne nadziei. –
Czy przynajmniej wspomniał, że przyjdzie wieczorem?

Merri pragnęłaby zapewnić o tym Faith, ale nie mogła skłamać.
–  Nie.  Rozzłościł  się  na  mnie.  Szybko  opuścił  cmentarz.  Przykro  mi, 

Faith. To wszystko moja wina.

Stara kobieta zagryzła wargi i potrząsnęła głową.
– Od samego początku, już pierwszego dnia, kiedy Brett przywiózł cię po 

lekcjach do domu i zapytał, czy możesz zostać na obiedzie, Logan zachowywał 
się  okropnie.  Tak  jakbyś  miała  wściekliznę  lub  coś  jeszcze  gorszego.  –
Uśmiechnęła  się  smutno.  –  Prawda  jest  taka,  że  Brett  od  razu  do  ciebie 
przylgnął. Ale to nie tłumaczyło zachowania Logana. Najwyższy czas, żeby to 
się skończyło.

Rozmowa jeszcze bardziej rozdrażniła Merri.
–  Logan  jest  dorosłym  człowiekiem  –  powiedziała.  –  Ma  prawo  do 

posiadania i wyrażania własnych opinii.

– Ale...
Szum  pracującej  pralki  zagłuszył  odgłos  otwieranych  tylnych  drzwi. 

Merri odwróciła się i zobaczyła Logana, który z ponurą miną stał w progu. On 
także  był  przemoczony.  Nie  przeszkodziło  mu  to  jednak  wejść  wprost  do 
kuchni.

W  świetle  lampy  Merri  lepiej  niż  przedtem  widziała  zmiany,  które 

upływający  czas  i  wewnętrzna  gorycz  wyrzeźbiły na  jego  twarzy.  Włosy  miał 
bardziej  przyprószone  siwizną,  a  blizna  na  twarzy  wydawała  się  znacznie 
wyraźniejsza. Przede wszystkim  jednak dojrzała wzrok Logana. Nigdy jeszcze 
jego oczy nie były tak wrogie i odpychające.

– Logan, to jest nadal mój dom! – zawołała Faith, przerywając niezręczną 

ciszę, która nagle zapanowała w kuchni. – Nie zapominaj o tym. Już i tak mnie 
zawiodłeś. Zrobiłeś mi przykrość, nie zjawiając się na pogrzebie brata.

Ani na chwilę nie spuszczał wzroku z Merri.
– Brata straciłem dwadzieścia pięć lat temu – wycedził przez zęby.
– Logan!
Merri  skrzywiła się, bardziej  reagując na  okrzyk  Faith  niż  na  bezlitosne 

słowa Logana. Ledwo panując nad złością, która ją ogarnęła, skrzyżowała dłonie 
na piersiach i powiedziała:

–  Dobra  robota,  kolego.  Nie  ma to  jak  wyszkolenie  wojskowe.  Od  razu 

skaczesz do gardła. Nikt nie ma prawa pozostać żywy.

Przeszył ją ponurym wzrokiem.
– To nie twoja sprawa. Trzymaj się ode mnie z daleka.
– Starczy tego dobrego – ostro oświadczyła Faith. – Logan, żadna matka 

nie zasługuje na to, by syn przynosił jej wstyd dwukrotnie w ciągu jednego dnia. 

background image

Tobie  się  to  udało.  Dowiedz  się  od  razu,  że  Merri  i  Danny  przyjęli  moje 
zaproszenie i pozostaną tu z nami.

– Co takiego?!
Logan tracił panowanie nad sobą.
Faith stała bez ruchu. Zmierzyła syna karcącym wzrokiem.
– Słyszałeś, co powiedziałam. Na ten temat dyskusji nie będzie. Ostatnio 

pracujesz wiele i całymi dniami nie ma cię w domu, a Sherman dobrze zarządza 
farmą.  Nie  muszę  go  pilnować.  Pozostaje  mi  tylko  trochę  pracy  w  ogrodzie  i 
robienie przetworów. Czuję się samotna. Chcę mieć blisko siebie resztę rodziny, 
zanim  całkowicie  się  zestarzeję.  Tak  więc,  drogi  chłopcze,  przyjmij  do 
wiadomości moją decyzję. Zachowuj się przyzwoicie. W przeciwnym razie to ty 
będziesz musiał opuścić dom.

Z dumnie wzniesioną głową wyszła z kuchni.
Oszołomiona Merri wysączyła do końca herbatę. Podeszła do kuchennego 

blatu,  wyjęła  torebki  z  herbatą  i  wstawiła  do  zlewu  obie  filiżanki.  Czuła  się 
obco, nie na swoim miejscu. Nie potrafiła poruszać się po kuchni Faith. Pragnęła 
jak  najszybciej  uciec  do  swego  pokoju,  skryć  twarz  w  poduszkę  i  spać  przez 
cały tydzień.

Spojrzała w stronę Logana.
– Jeśli chcesz... – zaczęła. Odwrócił się i zdjął przemoczoną kurtkę.
– Daj spokój. Zrobiłem przykrość matce. Ma pełne prawo mnie winić. Ale 

to niczego nie zmienia.

Wyczerpana długą podróżą i porannymi przeżyciami, a także wściekła na 

Logana za to, że skrzywdził Faith, Merri wybuchnęła gniewem:

– Logan, na miłość boską, to działo się dwadzieścia pięć lat temu! Daj mi 

wreszcie spokój. Czy nie potrafisz...

Nie  miała  okazji  skończyć  zdania.  Z  przekleństwem  na  ustach  Logan 

rzucił się w jej stronę. Chwycił za pasek przy szlafroku i przyciągnął Merri do 
siebie. Wolną rękę zacisnął wokół jej szyi.

– Ani słowa. Ani słowa więcej – warknął.
Pasek  się  rozwiązał  i  szlafrok  zaczął  zsuwać  się  z  ramion  Merri. 

Usiłowała go przytrzymać. Spojrzała na Logana i zobaczyła, jak nagle zmienia 
się wyraz jego twarzy.

Rozluźnił uścisk. Po to tylko, by powoli, bardzo powoli przesunąć palce 

w  dół  i  w  górę.  Opuścił  rękę  niżej.  Po  chwili  znalazła  się  tam,  gdzie  serce 
bratowej biło jak szalone.

Ciało  Merri  nagle  zapłonęło.  Ogarnęła  ją  fala  pożądania.  Zapragnęła 

Logana. Z całych sił.

Gdy  jego  gorące  palce  zaczęły  wsuwać  się  pod  materiał,  by  znaleźć  się 

tam, gdzie od miesięcy nikt jej nie dotykał, Logan ocknął się nagle. Cofnął rękę.

Po chwili uwolnił Merri.

background image

Spodziewała się z jego strony ataku złości, lecz się zawiodła. W oczach 

Logana dojrzała smutek. Porażkę. Była zaskoczona tak samo jak przed chwilą, 
gdy jej dotykał.

Usłyszała schrypnięty od emocji, pełen wyrzutu głos:
– Dlaczego nie trzymałaś się ode mnie z daleka?

background image

ROZDZIAŁ DRUGI

Pytanie  to  rozbrzmiewało  echem  w  uszach  Logana  przez  całą  noc. 

Następnego ranka wszedł zamyślony do kuchni. Nie był przygotowany na to, że 
spotka tu kogoś, kto wstał jeszcze wcześniej.

Zamarł.  Brett?  Prawie  na  głos  wypowiedział  imię  brata.  Całą  siłą  woli 

powstrzymał się w ostatniej chwili. Udało mu się nie wyjść na idiotę.

Na  Logana  patrzył  szczupły  nastolatek.  Chłopiec  miał  na  sobie  tylko 

wymięte  dżinsy.  Zaspane  oczy  i  zmierzwione  włosy  świadczyły  o  tym,  że 
dopiero co się obudził.

– Cześć – powiedział cicho. – Właśnie przyszedłem napić się mleka.
– Mleko jest zdrowe.
Na  swój  wiek  chłopiec  wyglądał  młodo.  Był  jeszcze  niezgrabny,  gdyż 

mięśnie  nie  nadążały  za  rozwojem  struktury  kostnej.  Pod  czujnym  wzrokiem 
Logana  odstawił  pustą  szklankę  do  zlewu.  Odwzajemnił  spojrzenie.  Nie 
wiedział, co powiedzieć.

– To pan jest moim stryjem? – zapytał po chwili. Określenie użyte przez 

chłopca zabrzmiało obco w uszach Logana.

– Aha. Więc ty jesteś Danny. A może powinienem powiedzieć: Daniel?
Chłopiec  wyglądał  na  speszonego.  Zwiesił  głowę.  Brązowe,  potargane 

włosy opadły mu na czoło i zasłoniły oczy.

– Mama nazywa mnie Danny – wyszeptał. Logan wyczuł niepewność w 

głosie chłopca.

– Odpowiada ci to?
– Brzmi głupawo, kiedy ma się już piętnaście lat.
– A więc co wolisz? – Logan był wdzięczny losowi, że młodzieńcze lata 

miał poza  sobą.  Nie dlatego,  że dorosłe  życie było łatwiejsze, lecz  dlatego, że 
przestał na tygodnie i miesiące liczyć czas do następnych urodzin.

– Dan. Tak będzie najlepiej. – Chłopiec odrzucił włosy z czoła i zerknął 

na stojącego obok mężczyznę.

– Jak mam się zwracać do pana? – zapytał.
– Mów mi po imieniu. Logan. Jesteś już na to wystarczająco dorosły.
Logan  nie  zamierzał  mówić  chłopcu  niczego  przyjemnego.  Dostrzegł 

jednak radość w jego oczach.

– Naprawdę?
– Dlaczego pytasz?
–  Bo...  bo  chodzi  o  ciebie,  stryjku  –  odparł  chłopiec,  wzruszając  lekko 

ramionami.

Logan naciągnął sportową bluzę, którą przyniósł z sobą z sypialni.
– Co to ma znaczyć? – zapytał. Zaraz jednak potem zdał sobie sprawę z 

background image

tego, że nie chce znać odpowiedzi na zadane pytanie. – Przecież mnie nie znasz 
– dodał. – I ja nie znam ciebie. Gdybyśmy spotkali się na ulicy lub gdybyś na 
przykład prosił mnie o pracę, to zwracałbyś się do mnie...

– Mówiłbym: panie Powers.
W  tej  chwili  za  plecami  Logana  zabrzmiał  głos  Meredith.  A  więc  nie 

zmieniła się pod jeszcze jednym względem.  Nadal  poruszała się bezszelestnie, 
cicho jak kot. Powinien wiedzieć, że po kilkunastu godzinach przebywania pod 
tym  dachem  ta  kobieta  nauczy  się  bezbłędnie  omijać  skrzypiące  deski  na 
schodach.  A  więc  robi  coś,  czego  on  nie  potrafił,  mimo  że  był  stałym 
mieszkańcem tego domu.

Obrzucił  ją  szybkim  spojrzeniem.  Musiała  spać  nie  lepiej  niż  on  sam. 

Miała  głębokie  cienie  pod  oczyma,  a  jej  krótkie  włosy  były  niemal  tak  samo 
zmierzwione  jak  włosy  syna.  Miała  na  sobie  tylko  męską  czarną  bawełnianą 
koszulkę.

Widok  ten  sprawił,  że  Logan  wycofał  się  w  przeciwległy  róg  kuchni. 

Może pod koszulką, która  sięgała połowy ud,  Meredith miała na  sobie krótkie 
szorty.  Prawdopodobnie  jej  syn  był  przyzwyczajony  do  takiego  skąpego, 
prowokacyjnego stroju matki, ale jemu, Loganowi, to się wcale nie podobało.

– Nie mogłeś spać? – spytała.
W pierwszej chwili Logan sądził, że zwraca się do niego. Zorientował się 

szybko, że mówi do syna.

– Zachciało mi się pić. Czego sobie życzysz? – zapytał Danny.
Grzeczny  dzieciak.  Wyczuwało  się,  że  między  matką  a  synem  panuje 

serdeczna,  swobodna  atmosfera.  Łączyły  ich  niemal  koleżeńskie  stosunki. 
Logan poczuł się nagle obco we własnym domu. Nie było to zabawne.

–  Życzę  sobie mnóstwa kawy  i  tuzina zapałek,  żebym  mogła  podeprzeć 

zamykające się oczy. Kawę zaparzę sama. – Meredith rzuciła Loganowi szybkie 
spojrzenie. – Masz ochotę się napić?

Ich  oczy  spotkały  się  na  chwilę.  Przez  ciało  Logana  przebiegł  dreszcz. 

Kiedy Meredith odwróciła wzrok, odetchnął z ulgą.

– Muszę już iść – odparł.
–  Koniecznie?  Zaparzenie  kawy  zajmie  mi  minutkę.  Jest  jeszcze  bardzo 

wcześnie.

–  Powiedziałem:  nie  –  warknął  niegrzecznie.  Reagował  zbyt  ostro. 

Piekielna  kobieta.  Nie  upłynęły  jeszcze  dwadzieścia  cztery  godziny,  a  już 
sprawiła, że czuł się nieswojo.

Widząc, że matka i syn stoją nieruchomo, w milczeniu czekając na jakieś 

wyjaśnienia z jego strony, a może nawet na przeprosiny, ruszył w stronę drzwi.

– Muszę już iść – powtórzył.
Nie zamierzał przepraszać. Nadał swemu głosowi takie brzmienie, jakby 

był zmęczony, a nie zły. Na nic więcej nie było go stać.

background image

– Cieszę się, że pana poznałem – odezwał się Danny. – Może uda nam się 

później porozmawiać?

Stając  w  otwartych  drzwiach,  Logan  wciągnął  haust  wilgotnego, 

porannego  powietrza.  Nie  odwracając  się,  skinął  głową.  Po  chwili  za 
zamkniętymi drzwiami domu poczuł się bezpiecznie.

Był z siebie niezadowolony. Zdegustowany szedł w stronę zaparkowanej 

ciężarówki.  To  śmieszne,  że  zląkł  się  dzieciaka.  Co  będzie  dalej?  W  oczach 
chłopca dostrzegł nie tylko ciekawość, lecz także podziw. Logan był pewny, że 
mały  widział  jego  fotografię  i  ordery,  które  matka  umieściła  obok  ślubnego 
zdjęcia Merri i Bretta. Trudno było ich nie dostrzec. Wystawione na półce przy 
frontowych  drzwiach  każdemu  od  razu  rzucały  się  w  oczy.  A  może  chłopiec 
odziedziczył po  rodzicach awersję do  wojska? Nie miało to zresztą większego 
znaczenia. Logan nie zamierzał wracać do przeszłości.

Do  diabła,  Meredith,  pomyślał,  spoglądając  na  dom  widoczny  we 

wstecznym lusterku ciężarówki. Zrób to, co należy. Co będzie najlepsze dla nas 
obojga. To znaczy wynoś się stąd. I to szybko.

– Mamo, on mnie nie lubi.
Uwaga  Danny’ego rozczuliła Merri.  Powinna od  razu podejść  do  syna  i 

uścisnąć go lub pocałować. W porę jednak się powstrzymała, uprzytomniwszy 
sobie, że w wieku Danny’ego matczyne uściski i pocałunki są niemile widziane. 
Napełniła kociołek wodą.

–  Tygrysie,  to  nieprawda.  On  po  prostu  nie  znosi  ruchu  i  zmian. 

Zakłócamy mu egzystencję.

To  śmieszne,  że  stawała  teraz  w  obronie  Logana.  Nie  widziała  jednak 

powodu, żeby wplątywać syna w konflikt między nią a tym człowiekiem. Jeśli 
Danny i jego stryj nie potrafią się dogadać i polubić, będzie to tylko ich sprawa. 
Przeszłość nie powinna rzutować na ich wzajemne stosunki.

Podeszła  do  pieca  i  postawiła  kociołek  na  ogniu.  Dopiero  wtedy 

poświęciła synowi całą uwagę.

–  Logan  zawsze  robi to,  co  chce.  Jeśli tu zostaniemy, będziemy  musieli 

się do tego przyzwyczaić.

– Jeśli tu zostaniemy?
Poprzednie zdanie wyrwało się jej nieopatrznie. Skrzywiła się, lecz zaraz 

potem uznała, że w stosunku do syna powinna być szczera. Ostatniej nocy długo 
rozmyślała i doszła do wniosku, że oboje z Dannym nie mogą zostać w Rachel. 
Mimo  że  zauważyła,  jak  wielką  syn  ma  na  to  ochotę.  Brett  uwielbiał 
podróżować.  Z  tego  względu,  a  także  dlatego,  iż  miał  zawsze  kłopoty  ze 
znalezieniem stosownej pracy, ciągle przenosili się z miejsca na miejsce. Mały 
Danny  nie  zaznał  spokoju.  I  widocznie  miał  już  tego  dość.  Pragnął  pozostać 
gdzieś  na  stałe.  A  ściślej  mówiąc,  w  Rachel.  Z  jego  punktu  widzenia  było  to 

background image

rozwiązanie sensowne, dla niej zaś mogło okazać się prawdziwym koszmarem.

– Chciałam powiedzieć, że...
Ucieszyła się, słysząc odgłosy kroków dochodzące od strony schodów.
–  Czy  nikt  nie  miał  ochoty  porządnie  wyspać  się  tego  ranka?  –  spytała 

Faith, wchodząc do kuchni. Jej taftowy, szeroki szlafrok szeleścił przy każdym 
kroku. Pocałowała synową, a potem wnuka.

Na  jej  widok  Merri  uśmiechnęła  się  szeroko.  Niebieskozielony, 

rozkloszowany szlafrok Faith przypominał lampę od Tiffany’ego.

–  Sama  wiesz,  jak  to  jest.  Nowe  miejsce,  nowe  łóżka...  –  Merri  miała 

nadzieję, że teściowa zadowoli się takim wyjaśnieniem.

– Jasne. – Faith klepnęła lekko Danny’ego w plecy i podeszła do lodówki. 

– Będzie lepiej. Zobaczycie. – Nagle jej spojrzenie stało się niepewne. – A gdzie 
Logan? Chyba słyszałam, jak schodził na dół.

Merri i Danny wymienili spojrzenia.
– Przed chwilą wyszedł.
–  Tak  późno  wrócił  wczoraj  do  domu.  –  W  zaspanych  oczach  Faith 

odbijało  się  rozczarowanie.  –  Pewnie  dlatego,  że  mu  wygarnęłam,  co  o  tym 
wszystkim myślę.

– Chyba nie dlatego – szybko wtrąciła Merri, pragnąc uspokoić teściową. 

–  Mówił,  że  ma  coś  pilnego  do  załatwienia.  –  Była  pewna,  że  Faith  nie 
podtrzyma teraz tematu. Wiedziała jednak, że w najbliższym czasie musi odbyć 
z  nią  rozmowę.  Ale  nie  w  obecności  Danny’ego.  Chłopak  nie  powinien  być 
wplątany  w  konflikty między  swoją matką  a  Loganem.  –  Chyba  umówił  się  z 
kimś na śniadanie.

Faith z ulgą przyjęła wyjaśnienie.
–  Tak,  pewnie  masz  rację.  Czasami  o  wielu  rzeczach  zapomina. 

Prowadząc tę swoją firmę budowlaną, ma ciągle zbyt wiele na głowie. A więc 
dobrze,  siadajcie  oboje.  Od  dawna  marzę  o  tym,  żebym  mogła  przyrządzać 
posiłki dla kogoś, kto spokojnie posiedzi tu ze mną.

Okazja  do  szczerej  rozmowy  z  teściową  nadarzyła  się  po  śniadaniu. 

Danny pobiegł na górę. Obie panie pozmywały naczynia i Faith zaproponowała 
Merri  wyjście  z  domu.  Chciała  pochwalić  się  ogrodem.  Merri  przystała  na  tę 
propozycję z ochotą, bo było jej to bardzo na rękę.

Kiedy znalazły się przed domem, Merri ogarnęło nagle uczucie nostalgii. 

Wczoraj,  zmęczona  podróżą  i  wyczerpana  przeżyciami  ostatnich  godzin,  nie 
bardzo  wiedziała,  co  się  z  nią  dzieje.  Teraz,  spoglądając  na  rozciągający  się 
wokół  znajomy  krajobraz,  poczuła  nagle,  że  wreszcie  znalazła  się  w  domu. 
Swego  czasu  łatwo  jej  było  pożegnać  się  z  Rachel,  ale  siedziba  Powersów 
zawsze stanowiła dla niej coś niemal świętego.

Z  rozrzewnieniem  przyglądała  się  teraz  staremu  domostwu.  W 

piętrowym, białym budynku, pochodzącym z czasów wielkiego kryzysu, bywała 

background image

wielokrotnie. Zjadła tu niezliczoną ilość posiłków. Wdrapywała się na ogromne 
drzewa,  dęby  i  magnolie,  rosnące  w  pobliżu  domu  i  rzucała  orzechami  i 
kamykami w okno pokoju Bretta. Na lewo od warzywnika i kwiatowego ogrodu 
znajdowała się stodoła. Merri spała w niej kilkakrotnie. Wtedy, kiedy jej matka 
sprowadzała do domu obcych mężczyzn i Merri bała się przebywać z nimi pod 
jednym  dachem.  Stodoła  Powersów  była  idealnym  miejscem  schronienia 
dopóty, dopóki młodej dziewczyny nie wyśledził stary Sherman. Doniósł o tym 
Faith, która natychmiast zaofiarowała jej wygodne łóżko w domu. Zaproszenie 
pani Powers było bezterminowe.

Tak,  Merri  czuła  się  tu  bezpieczna.  Serdecznie  przyjmowana  przez 

wszystkich  mieszkańców  domu.  Teraz  wróciło  poczucie  bezpieczeństwa,  lecz 
nie wszyscy mieszkańcy mile ją przyjmowali.

– Niewiele się tu zmieniło, prawda? – zapytała Faith, przerywając długie 

milczenie zadumanej Merri.

–  Niewiele  –  potwierdziła.  –  Wszystko  wygląda  jeszcze  solidniej  niż 

niegdyś.  –  Wskazała  ręką  rozległe  pola  pokryte  kobiercem  świeżej,  soczystej 
zieleni. – Widać, że Sherman dba o gospodarstwo.

– Boi się, że jeśli sprawi mi zawód, pozbędę się go i będzie musiał pójść 

na emeryturę. Nie wie jednak, że bez niego już nie potrafiłabym dać sobie rady z 
zarządzaniem  całym  gospodarstwem.  Żaden  z  moich  chłopców  nie  wyrósł  na 
farmera.  Gdyby  Sherman  zrezygnował  z  pracy,  pewnie  sprzedałabym  ziemię. 
Na szczęście, on jest zdania, że starzy farmerzy nigdy nie odchodzą.

Merri  uśmiechnęła  się  lekko.  Szczupłego,  ciemnoskórego  mężczyznę 

poznała  swego czasu w  polu.  Przyłapał ją  wówczas na kradzieży jabłka, które 
przyniósł  z  sobą  na  drugie  śniadanie.  Sumienie  nie  pozwoliło  jej  zabrać  mu 
kanapek  z  szynką,  ale  na  jabłko  miała  ogromną  ochotę.  Gdy  Sherman 
dowiedział się, kiedy ostatni raz jadła przyzwoity posiłek, nie tylko nie oskarżył 
jej  o  kradzież  i  nie  zaprowadził  na  posterunek,  lecz  nalegał,  żeby  zjadła  całe 
jego  śniadanie.  O  tym  incydencie  nigdy  nawet  nie  wspomniał  Faith.  Nawet 
później, kiedy znalazł Merri śpiącą w stodole.

– Musi być już bardzo stary – powiedziała. – Kiedy po raz pierwszy go 

spotkałam, miał już czterdziestkę lub więcej.

– Ma siedemdziesiąt lat. – Faith nałożyła rękawiczki.
–  Ja  skończyłam  sześćdziesiąt  siedem.  Ciągle  mnie  złości  to,  że  on 

wygląda młodziej ode mnie.

–  Och,  Faith.  –  Merri  potrząsnęła  głową.  –  Mając  osiemdziesiątkę  też 

będziesz wyglądała wspaniale.

–  Moja  droga,  miło,  że  to  mówisz.  Ale  ja  nie  dopraszam  się 

komplementów. Nie muszę wyglądać  młodo. Żaden  romans  przecież  mnie nie 
czeka.

–  Oj,  czeka,  czeka.  Masz  przecież  wielbiciela.  –  Na  widok  zaskoczonej 

background image

miny  Faith  Merri  roześmiała  się  radośnie.  –  Czyżbyś  nie  zauważyła,  jakie 
wrażenie robisz na listonoszu?

– Stan Shirley to uroczy człowiek – przyznała starsza pani. – Ale kiedy 

zdążyłaś...

– Wczoraj, gdy wróciliśmy z cmentarza. Z okna na piętrze przyglądałam 

ci się, kiedy szłaś do skrzynki na listy.

– Merri zdziwiło wówczas to, że Faith, przejęta pogrzebem, nie poprosiła 

jej  ani  Danny’ego  o  przyniesienie  do  domu  korespondencji,  tylko  zrobiła  to 
sama. Stanęła przy skrzynce i ucięła sobie długą pogawędkę z listonoszem.

Rudowłosy,  przystojny  mężczyzna  ujął  obie  dłonie  Faith.  Merri 

znajdowała  się  zbyt  daleko,  by  dosłyszeć,  o  czym  była  mowa,  lecz  widziała 
smutną, zafrasowaną twarz mężczyzny i jego pełen współczucia wzrok.

–  Powinnam  była  wiedzieć,  że  szybko  odkryjesz,  co  się  święci. Zawsze 

byłaś spostrzegawcza. – Faith odruchowo poprawiła włosy. – Stan chciał przyjść 
na cmentarz, żeby być blisko mnie. Ale mu na to nie pozwoliłam. Trzymam go 
na dystans.

– Dlaczego?
– Przede wszystkim z tchórzostwa.
–  Ty  jesteś  tchórzem?  –  W  głosie  Merri  zabrzmiało  niedowierzanie.  –

Jesteś jedną z najdzielniejszych kobiet, jakie kiedykolwiek spotkałam!

–  Ale  nie  pod  tym  względem.  Moja  droga,  on  jest  ode  mnie  o  pięć  lat 

młodszy!

Merri  włożyła  rękawiczki,  które  podała  jej  teściowa,  i  wzruszyła 

ramionami.

– No to co? Kiedyś, w młodości, taka różnica wieku się liczyła. W miarę 

upływu  czasu, kiedy człowiek  staje  się  starszy, przestaje to  mieć  jakiekolwiek 
znaczenie.

–  Teoretycznie  masz  rację.  Zresztą  bez  przerwy  czytam  na  ten  temat  w 

przeróżnych  czasopismach.  Ale  to  nie  zmienia  faktu,  że  ilekroć  Stan  zaprasza 
mnie  do  kina  lub  na  kolację,  wymawiam  się  pod  byle  pretekstem.  Cały  czas 
myślę o tym, co powiedzieliby ludzie.

– Powiedzieliby pewnie, że masz szczęście i że cieszysz się życiem.
– Jest jeszcze jedna sprawa. Logan by tego nie pochwalił. – Faith uklękła 

i  popatrzyła  uważnie  na  grządkę  rzodkiewek.  Ze  zdwojoną  energią  zaczęła  je 
przerywać. – Nie mówiłam ci, że Stan jest wujem Jane.

Wspomnienie żony Logana obudziło ciekawość Merri. Ożenił się prawie 

dwadzieścia lat temu, raczej niespodziewanie, o czym w liście doniosła jej Faith, 
i rozwiódł po niespełna trzech latach. Rozstał się z żoną ze względu na „różnicę 
charakterów”, jak poinformował matkę w dniu, w którym Jane przeprowadziła 
się do swojej rodziny.

–  O  ile  dobrze  pamiętam,  panieńskie  nazwisko  Jane  brzmiało:  Morris  –

background image

zauważyła Merri.

– Tak. Stan jest bratem jej matki, dlatego nosi inne nazwisko.
Merri  chętnie  zadałaby  więcej  pytań  na  temat  małżeństwa  Logana. 

Wiedziała jednak, że czeka ją rozmowa z Faith o ważniejszych sprawach.

– Przecież chodzi o twoje szczęście – powiedziała. – Logan z pewnością 

dobrze ci życzy.

Merri zajęła się pieleniem sąsiedniej grządki. Faith westchnęła lekko.
–  Teraz  mam  inne  sprawy  na  głowie.  Bardziej  zależy  mi  na  tym,  abyś 

wraz  z  Dannym  zamieszkała  z  nami.  I  żeby  Logan  wreszcie  się  uspokoił  i 
zachowywał przyzwoicie w stosunku do ciebie.

Merri czekała tylko na taką okazję do dalszej rozmowy.
– Może zbyt wiele od niego wymagasz. – Dotknęła lekko ramienia Faith. 

– Oboje z Dannym nie możemy tu zostać.

–  Co  takiego?  Oczywiście,  że  możecie.  Tylko  w  ten  sposób  zdołacie 

zrekompensować mi śmierć Bretta.

– Dzięki za miłe słowa. Wiele dla mnie znaczą – przyznała Merri. – Ale 

Logan jest niezadowolony. Ma większe prawo być tutaj niż my. Obiecałam, że 
się postaram jakoś naprawić nasze stosunki. Ale to chyba niemożliwe. Oboje z 
Loganem  nie  potrafimy  ani  przez  chwilę  być  w  jednym  pokoju,  żeby  się  nie 
pokłócić. Źle na siebie działamy. Nie chcę ciągłych konfliktów. Nie powinnam 
narażać na nie Danny’ego. W obecności Logana wstępuje we mnie diabeł. Robię 
się  okropna.  Możesz  wierzyć  lub  nie,  ale  Danny  uważa,  że  ma  pogodną, 
sympatyczną matkę.

– Ja też uważam cię za taką osobę. Kochana, mam prośbę. Zostań ze mną. 

Może  po  jakimś  czasie  wszystko  się  ułoży.  Wygląda  na  to,  że  Danny  jest 
jedynym wnukiem, jakiego kiedykolwiek będę miała. Pozwól mi uczestniczyć w 
jego dorastaniu.

Merri zaczęła szukać wymówek.
– Nie znajdę tu pracy! Nie wiem, kiedy będę mogła ci dać pieniądze na 

życie, a co dopiero płacić komorne.

–  Przecież  stanowimy  jedną  rodzinę.  Nie  martw  się  płaceniem  za 

mieszkanie.  A  jeśli  mowa  o  pracy,  to  masz  jeszcze  czas.  Dopiero  co  straciłaś 
męża. Musisz się otrząsnąć. Potem zdecydujesz, co robić z resztą życia.

Merri  pragnęła teraz tylko  jednego.  Móc patrzeć  na  Logana, nie  marząc 

jednocześnie o tym, by znaleźć się w jego ramionach.

– Dobrze – odparła. – Ale pod jednym warunkiem. Jeśli uznasz, Faith, że 

jednak powinnam wyjechać, natychmiast powiesz mi o tym. Ja zrobię to samo.

–  To  brzmi  sensownie  –  z  uśmiechem  odparła  Faith.  –  A  teraz,  moja 

droga,  zaspokój  nienasyconą  ciekawość  matki  i  opowiedz  mi  o  moim  synu,  o 
czasach, gdy był mężczyzną.

background image

Logan  zwlekał  z  powrotem  do  domu.  Jego  firma  dobrze  prosperowała. 

Zatrudniał trzy ekipy budowlane i niewielką grupę robotników zajmujących się
pracami wykończeniowymi.

Gdy  firma  Powers  Construction  budowała  dom,  robiła  to  nadzwyczaj 

sumiennie  i  solidnie,  dbając  o  wszelkie  szczegóły.  Usatysfakcjonowany  klient 
otrzymywał  wszystko  zapięte  na  ostatni  guzik.  Idealne  porządki.  Nigdzie  nie 
walały się pozostawione gwoździe ani kawałki izolacji czy inne materiały.

Dziś Logan też nie znalazł żadnych usterek. Jego pracownicy doskonale 

wykonali swą robotę. O dziewiątej wieczorem, gdy robiło się ciemno, skończył 
inspekcję w ostatnim domu położonym w południowej części Rachel. Zgodnie z 
planem  wprowadzi  się  tu  jutro  rodzina  Williamsów.  Logan  czuł  satysfakcję  z 
powodu dobrze wykonanego zadania. Och, Williamsowie z pewnością zapomną, 
że marudzili, bez końca wybierając do domu świeczniki. Za dwa lub trzy lata z 
trudnością będą potrafili sobie przypomnieć, kto budował im dom. Dla Logana 
nie miało to jednak żadnego znaczenia. Wiedział, że to jego dzieło, i tylko to się 
liczyło. Ta satysfakcja znaczyła więcej niż zarobione przez firmę pieniądze.

Logan  mógł  powiedzieć,  że  część  jego  życia  związana  z  pracą  układała 

się dobrze. Działalność zawodowa była interesująca i dawała pełne zadowolenie. 
Myślał o tym, kierując się w stronę rodzinnego domu. Mimo to czuł dziś wokół 
siebie pustkę przesyconą goryczą. A wszystko dlatego, że matka zrujnowała mu 
spokój ducha.

Myśl  o  Meredith  sprawiła,  że  nagle  ujrzał  przed  oczyma  jej  twarz. 

Przytrzymał mocniej kierownicę ciężarówki. Przez te wszystkie lata nic się nie 
zmieniło. Tak jak niegdyś, ta kobieta rzucała jakiś urok i owijała sobie każdego 
wokół  małego palca. Nadal  nie  miał pojęcia, jak  to  się  jej udawało.  Wszędzie 
wprowadzała niepokój i chaos, pomyślał z goryczą. Dziś rano nie był nawet w 
stanie wypić spokojnie filiżanki kawy we własnym domu.

Co w tej sytuacji pozostawało do zrobienia? Nawał obowiązków sprawił, 

że  przez  cały  dzień  nie  miał  czasu  o  tym  w  ogóle  pomyśleć.  Teraz,  gdy 
nieuchronnie  zbliżał  się  do  domu,  musiał  stanąć  twarzą  w  twarz  z  ponurą 
rzeczywistością. Nie mógł sobie pozwolić na luksus niemyślenia.

Meredith i jej syn osiądą w Rachel i zamieszkają u jego matki. Czy, jeśli 

to  się  stanie,  powinien  pozostać  w  domu?  Chyba  nie.  Z  drugiej  jednak  strony 
opuszczenie matki nie wydawało mu się możliwe. Przecież jej pomagał. Miała 
w  nim  stałe  oparcie.  Finansowo  radziła  sobie  nieźle.  Dochód  z  farmy  i 
wojskowa emerytura po zmarłym mężu wystarczały na życie. Obecność Logana 
w  domu  była  jednak  matce  niezbędna.  Wiedział,  że  Faith  uwielbia  rodzinną 
atmosferę. Kochał matkę i szanował. Nie chciał więc w żadnym razie osłabiać 
istniejących między nimi więzów. Cały problem polegał na tym, że jeśli będzie 
musiał codziennie oglądać Meredith, nie zazna ani chwili spokoju.

Jaka szkoda, że się nie zmieniła. Mogłaby stać się gruba i  nudna. Nic z 

background image

tego.  Meredith  wprawdzie  dojrzała,  ale  fizycznie  nadal  była  młoda.  Miała 
niemal  chłopięcą  figurę.  Była  zgrabna,  wiotka  i  pełna  gracji.  A  na  dodatek 
bystra i inteligentna. Stała się w pełni kobietą. Logan wiedział, że w większości 
spraw nie będzie się z nią zgadzać. Potrafiła jednak rozbudzić jego pożądanie. 
Bardziej niż jakakolwiek inna kobieta. Los mu więc nie sprzyjał.

W  świetle  reflektorów  na  drodze  ukazała  się  nagle  jakaś  postać.  Ktoś 

szedł  drogą.  A  ponieważ  o  tak  późnej  porze  ruch  bywał  tu  niewielki,  Logan 
domyślił się, kogo ma przed sobą.

Zahamował ostro. Zatrzymał samochód i opuścił szybę.
–  Co  tu  robisz,  do  diabła?  –  zapytał  ostro.  Na  widok  Meredith  od  razu 

ogarnęła  go  złość.  –  Nie  zdajesz  sobie  sprawy  z  tego,  jak  niebezpiecznie  jest 
chodzić tu samej po ciemku?

Spojrzała w niebo, a potem zajrzała przez otwarte okno ciężarówki.
– Chciałam z tobą porozmawiać przez chwilę poza domem.
– Coś jest nie w porządku? – zapytał. Zaniepokoił się nagle, czy matce nie 

stało się coś złego.

– A czy coś jest w porządku? – odparowała z lekką ironią.
Zirytowała go. Miał za sobą długi i ciężki dzień. Był głodny, spragniony i 

marzył  o  gorącym  prysznicu.  Czy  musiał  przedtem  staczać  słowną  walkę  z  tą 
kobietą? Spojrzał na Meredith.

– Wsiadaj – mruknął.
Kiedy  wsunęła  się  na  siedzenie  obok  kierowcy,  zjechał  na  miękkie, 

trawiaste  pobocze  i  zatrzymał  samochód.  Starał  się  nie  patrzeć  na  pasażerkę. 
Zauważył jednak, że ma na sobie obcięte krótko dżinsy i wydekoltowaną bluzkę. 
Nie zamierzał patrzeć w jej stronę, by nie zauważyła, że go podnieca.

–  Dziękuję  –  powiedziała.  –  To  miło  z  twojej  strony,  że  poświęcasz mi 

czas.

– Mów, o co ci chodzi. I to szybko. W tym miejscu nie jesteśmy widoczni 

od strony domu, lecz przed moją matką nic się nie ukryje. Z pewnością wie, że 
wyszłaś.

Merri uśmiechnęła się lekko.
–  Wiem.  Brett  zawsze  się  cieszył,  gdy  zdołał  po  kryjomu  wykraść  z 

kuchni  coś  do  jedzenia.  Kiedyś  wyniósł  sałatkę  ziemniaczaną,  którą  Faith 
zrobiła specjalnie na zebranie w kościele. Potem jednak zawsze się okazywało, 
że świetnie o wszystkim wiedziała.

–  Nie  zamierzam  tkwić  tu  bezczynnie  i  wysłuchiwać  twoich  intymnych 

zwierzeń na temat męża. Jeśli po to tylko mnie zatrzymałaś, tracisz czas.

–  Wiesz  dobrze,  że  jestem  tu  nie  dlatego  –  odparła.  W  głosie  Merri 

pojawiło  się  poprzednie  napięcie.  –  Przyszłam  prosić  cię,  żebyśmy  zawarli 
pokój.

Typowo babska taktyka, z niechęcią pomyślał Logan. Tak jakby decyzja 

background image

w tej sprawie zależała wyłącznie od niego. On będzie winny, jeśli jej plan się nie 
powiedzie. Rzucił Meredith sceptyczne spojrzenie.

– Uważasz, że to możliwe? – zapytał.
– Nie wiem. A co ty sądzisz?
– Że to niemożliwe.
– Nie chcesz spróbować?
– Nie widzę dla nas żadnej szansy. Oliwa i ocet się nie łączą.
Obróciła się i spojrzała mu w twarz.
–  Nie  traktuj  nas  jak  składniki  sałatki.  Jesteśmy  istotami  ludzkimi, 

zdolnymi dokonać pożądanej zmiany.

Logana  zaczął  niepokoić  widok  opalonych  smukłych  nóg,  które  widział 

kątem oka.

– No to mów, czego pożądasz – powiedział z uśmiechem.
– Nie miałam na myśli pożądania fizycznego – wyjaśniła szybko.
– Jasne, że nie – mruknął z ironią.
– Naprawdę nie miałam! Dlaczego zawsze uważasz, że skoro moja matka 

była... tym, kim była, ja jestem do niej podobna?

Logan zmarszczył czoło.
– Ani przez chwilę nie pomyślałem o twojej matce.
– Naprawdę?
– Miałem na myśli tylko ciebie i mego brata.
– Och!
Zabrzmiało to tak, jakby Meredith nie wiedziała, o czym mówi Logan.
– Odkąd przyłapałem was po raz pierwszy, zawsze trzymaliście się razem.
– Nie robiliśmy nic zdrożnego! – zaprotestowała Meredith.
– Nakryłem was kiedyś prawie roznegliżowanych. Nie pamiętasz?
– Musiałam oszczędzać ubranie do szkoły – wyjaśniła.
Coraz silniej odczuwał fizyczną obecność Meredith.
– A pamiętasz, jak kiedyś przyszedłem z pracy i zastałem was leżących na 

łóżku?

– Brett pomagał mi wtedy w algebrze. Musieliśmy mówić szeptem, żeby 

nie przeszkadzać twojej mamie.

– No to dlaczego miałaś minę winowajczyni, kiedy otworzyłem drzwi?
– Powinieneś wtedy widzieć własną twarz – odcięła się Merri. – Byłeś jak 

gradowa chmura. Okropnie rozzłoszczony. Teraz wyglądasz podobnie, mimo że 
jesteśmy tu tylko we dwoje.

Jeśli  jeszcze  raz  przypomni  mi,  że  jesteśmy  sami,  pomyślał  Logan,  to 

zaraz wysiądę i pójdę piechotą do domu.

– Uważasz, że zgoda między nami jest możliwa? Żadne z nas nie potrafi 

powiedzieć jednego zdania, żeby nie obrazić drugiego.

–  A  jak  sądzisz?  Dlaczego  tak  jest?  Czy  ona  naprawdę  niczego  nie 

background image

rozumie?

– A czy nie przyszło ci przypadkiem do głowy, że się nie lubimy?
–  Nie.  Sądzę,  że  nienawidzisz  mnie  dlatego,  że  zabrałam  ci  brata.  I 

wygląda na to, że nie zdajesz sobie sprawy z tego, że jeśli nie ja, to ktoś inny 
zabrałby  ci  go  wcześniej  czy  później.  W  każdym  razie  ty  i  Brett  byliście  do 
siebie zupełnie niepodobni. Różniliście się niemal pod każdym względem.

Miała rację, ale Logan świetnie wiedział, że nie o to chodziło. Teraz zdał 

sobie z tego sprawę. A może nawet wiedział o tym wcześniej. Nie miał ochoty 
przyznawać się do tego przed sobą.

Jego  problem  polegał  na  tym,  że  to  Brett  pociągał  Meredith,  a  nie  on. 

Poczuł ból, kiedy to sobie uzmysłowił.

– Wiesz, że mam rację,  prawda? – łagodnym tonem spytała Meredith. –

Jeśli zależy ci na tym, wierz sobie, w co chcesz.

– To, że mam rację... Och, nieważne. Powiedz mi, na czym, jak sądzisz, 

polega twój problem.

Zastanawiał się, czy powinien powiedzieć jej prawdę. Po chwili odwrócił 

głowę  w  stronę  Meredith.  Napotkał  jej  zaniepokojone  spojrzenie.  Bliskość  tej 
kobiety  sprawiała,  że  świerzbiły  go  palce,  by  jej  dotknąć.  Sam  fakt,  iż  na  nią 
spoglądał,  wywoływał  ból  oraz  nową,  a  zarazem  bardzo  dawną  tęsknotę. 
Podejrzewał,  że  gdyby  zaprzestali  teraz  rozmowy  i  zaczęli  się  dotykać  i 
całować, ogarnęłoby ich szaleństwo.

– To pożądanie – oznajmił nagle.
Przez chwilę sądził, że Meredith zaprzeczy lub, co gorsza, zacznie robić 

sarkastyczne  uwagi  na  temat  tego,  co  stwierdził.  Powie,  że  jest  ostatnim 
człowiekiem  na  ziemi,  którego  mogłaby  pożądać.  Zamarł,  przewidując  ból 
odrzucenia.

Merri  odchyliła  się  na  siedzeniu.  Lewym  policzkiem  dotknęła  miękkiej 

skóry obicia fotela.

– Miałam nadzieję, że się mylę – powiedziała. Poczuł nagłą ulgę.
– Ja też – przyznał.
– Może oboje się mylimy – dodała z nadzieją w głosie. – Jak mogło do 

tego dojść, skoro w gruncie rzeczy prawie się nie znamy?

– Przed laty też się nie znaliśmy.
–  Tak,  ale  może  reagujemy  teraz  na  coś  nierzeczywistego.  Na  jakieś 

fałszywe echo lub wyobrażenie, które nie ma nic wspólnego z rzeczywistością.

Logan się nie odezwał. Z powątpiewaniem uniósł tylko brwi. Ta reakcja 

wywołała grymas na twarzy Meredith.

– Jest mi przykro – powiedziała cicho.
– Nie bardziej niż mnie – mruknął w odpowiedzi.
– Co z tym zrobimy?
To  już szczyt  wszystkiego,  pomyślał Logan. Przez tyle  lat chciała, żeby 

background image

dał jej spokój, a teraz prosi go o radę?

– To, co robiliśmy do tej pory.
– Masz na myśli ustawiczną walkę lub wzajemne unikanie się? To byłoby 

okropne.  Ani  twoja  matka,  ani  Danny  nie  zasługują  na  życie  w  takiej 
atmosferze. Nie bylibyśmy wobec nich w porządku.

Trudno  mu  było  myśleć  o  tym,  co  jest  w  porządku,  a  co  nie,  kiedy  nie 

potrafił oderwać wzroku od Meredith. Siedziała wyprostowana. Odkrył, że nie 
ma  na  sobie  biustonosza.  Mimo  mroku  nikła  lampka  paląca  się  wewnątrz 
ciężarówki oświetlała czubki piersi sterczące pod bluzką.

Dla odzyskania spokoju Logan spojrzał znów przed siebie.
–  Możesz  przecież  wyjechać  –  odezwał  się  cicho.  Meredith  nie 

odpowiedziała. Siedziała długo w milczeniu.

– Pogardzasz mną bardziej, niż sądziłam – odezwała się wreszcie.
Ledwie dosłyszał jej słowa, bo tak cicho je wymówiła.
– Pogarda to określenie dość drastyczne. W każdym razie zapracowaliśmy 

oboje na to, żeby się nie lubić. W tym celu zrobiliśmy wiele.

Logan  zdał  sobie  sprawę  z  tego,  że  nie  chce  zranić  Meredith.  Pragnął 

jedynie, by go zrozumiała. Chciał odzyskać równowagę ducha.

– Meredith, przeszłość mamy już poza sobą – zaczął. – Porzućmy dawne 

urazy. Ale nie jestem pewien, czy potrafimy żyć obok siebie, jeśli tu zostaniesz.

–  Twoja  matka  tego  pragnie.  Jest  bardzo  samotna.  Danny  też  jej 

potrzebuje. Biedny chłopiec przez całe życie był ciągany z miejsca na miejsce. 
Nie  wie,  co  to  prawdziwy  dom.  Brak  mu  rodzinnych  korzeni  i  tradycji. 
Istniejąca sytuacja sprawiła, że stał  się niepewny siebie. Jest bardzo wrażliwy. 
Ma trudności w nawiązywaniu kontaktów z rówieśnikami.

Do diabła, pomyślał Logan. Po co ona mówi mi to wszystko? To nie był 

jego problem. Nie chciał litować się ani nad Meredith, ani nad Dannym. Czy to 
on,  jak  zwykle,  ma być  kozłem  ofiarnym?  Ma  się  dostosować i  poświęcić dla 
dobra sprawy?

– Mówiłeś coś?
Dotyk  ręki  Meredith  wyrwał  go  z  ponurych  rozmyślań.  Siedział  bez 

kurtki  i  z  podwiniętymi  rękawami  koszuli.  Kiedy  popatrzył  na  drobną  dłoń 
leżącą na jego ramieniu, zapragnął, by przesunęła się w inne miejsce. Jego ciało 
się  rozbudziło.  Logan  poczuł  przypływ  pożądania.  Kiedy  podniósł  wzrok  i 
popatrzył na Meredith, zobaczył jej rozchylone wargi. Musiało zaskoczyć ją to, 
co dostrzegła na jego twarzy.

Pragnął  dotknąć  wargami  jej  ust,  dowiedzieć  się  wreszcie,  jaki  mają 

smak.  I  odkryć,  jak  Merri  reaguje,  kiedy  traci  nad  sobą  kontrolę.  Najbardziej 
jednak ze wszystkiego pragnął...

Wyszeptała:
– Logan... Ja... Nie możesz. Nadal czuję się żoną Bretta.

background image

Bez  słowa  zdjął  jej  dłoń  ze  swego  ramienia  i  usiadł  wyprostowany. 

Włączył silnik. Resztę drogi do domu przejechali w milczeniu.

Gdy tylko zaparkował ciężarówkę obok furgonetki matki, chwycił kurtkę 

i  wyskoczył z samochodu.  Nawet nie spojrzał za siebie, by się przekonać, czy 
Meredith  idzie  za  nim.  Zrobił  to  dopiero  przy  kuchennych  drzwiach.  Stała 
nieruchomo  przy  ciężarówce,  obserwując  go  smutnym,  pełnym  żalu 
spojrzeniem, które pamiętał z dawnych dni, kiedy to staczali z sobą ciągłe walki.

Nie mógł dopuścić do tego, by nim zawładnęła.
Wreszcie podeszła bliżej. Stanęli obok siebie.
–  Jeszcze  jedno  –  mruknął  szorstko.  –  Na  przyszłość  trzymaj  się  z  dala 

ode mnie. Chyba że będziesz gotowa ponieść wszelkie konsekwencje.

background image

ROZDZIAŁ TRZECI

Kiedy  minął  maj  i  rozpoczął  się  czerwiec,  Logan  przekonał  się,  jak 

dokładnie Meredith stosuje się do jego zaleceń. Nie tylko unika wszelkich z nim 
kontaktów, lecz także robi wszystko, by schodzić mu z drogi.

Doceniał  jej  wysiłki.  Myślał  o  tym  w  pierwszy  piątek  czerwca, 

wjeżdżając na podjazd. Na widok jego ciężarówki Meredith szybko wycofała się 
do  domu.  Czasami  wydawało  mu  się,  że  chętnie  podroczyłaby  się  z  nim. 
Ostatnio jednak, z wyjątkiem wieczorów, w które  wracał na  tyle  wcześnie, by 
mogli  zjeść  kolację  we  trójkę,  prawie  nie  dostrzegał  jej  w  domu.  Lubiła  rano 
wstawać,  lecz  nigdy  nie  schodziła  na  dół,  zanim  wyszedł  do  pracy.  A 
wieczorami  pod  pozorem  czytania  książki  lub  pisania  listów  wymykała  się 
szybko do swego pokoju.

Logan  był  wdzięczny  Meredith  za  takie  zachowanie  się.  Przewidywał 

jednak,  że  nie  potrwa  ono  długo.  Lampart  nie  potrafi  pozbyć  się  swoich 
nawyków. Na zawsze pozostanie lampartem. Przypomniał sobie to powiedzenie, 
parkując  ciężarówkę  obok  furgonetki  matki.  Meredith  nie  potrafiła  zmienić 
swojej  osobowości.  Oznaczało  to,  że  nadejdzie  dzień,  w  którym  ich  ogniste
temperamenty dadzą o sobie znać. Zastanawiał się tylko, kiedy to nastąpi.

Wysiadł.  Odetchnął  głęboko.  Odczuł  piękno  letniego  dnia.  Nie  było 

dobrze, lecz mogło być gorzej. I bywało gorzej. Gdy powrócił z wojny, musiał 
na nowo uczyć się wielu rzeczy. Odczuwać urok chwili i upływ czasu. Doceniać 
spokój. Miał również poczucie winy, że uszedł z życiem.

Już wchodził do domu, kiedy w pobliżu stodoły zobaczył Shermana. Stary 

człowiek  machał  do  niego  ręką.  Zanim  Logan  zdążył  otworzyć  usta,  Sherman 
przyłożył palec do warg i gestem poprosił go, by się zbliżył.

– O co chodzi? – zapytał Logan, podchodząc i stając w cieniu budynku.
Ogorzała  twarz  farmera  była  pokryta  siecią  cieniutkich  zmarszczek. 

Zsunął z czoła słomiany kapelusz i podrapał się w głowę.

– Nie chcę martwić jego mamy – oznajmił.
– Chodzi ci o Daniela? – domyślił się Logan. – Co z nim?
– Nie mam pojęcia. Przed godziną wrócił ze szkoły i poszedł wprost do 

stodoły. Ma spuchniętą wargę i zakrwawiony nos. Nie chce nic mi powiedzieć. 
Może ty będziesz miał więcej szczęścia.

– Ja? – zdziwił się Logan. Miał nieprzepartą ochotę wsiąść do ciężarówki 

i  szybko  stąd  zniknąć.  –  Nie  mam  pojęcia,  jak  postępować  z  dzieciakami  –
dorzucił tytułem usprawiedliwienia.

– Sam byłeś chłopcem. Wiesz, co to znaczy się bić. Z takim twierdzeniem 

Logan nie mógł polemizować.

– Dobrze. W porządku. Zobaczę, co się da zrobić w tej sprawie – odezwał 

background image

się do Shermana. – Dziękuję, że mi o tym powiedziałeś.

–  Nie  rób  takiej  groźnej  miny  –  poprosił  go  stary  człowiek.  –  To  miły 

dzieciak.  Czasami  przychodzi  na  pole  i  patrzy  na  to,  co  robię.  Pomaga  w 
obejściu pani Faith. Lubi pracować na roli. Będzie ci potrzebny ktoś do pomocy, 
kiedy mnie już zabraknie.

Logan uśmiechnął się.
– Nigdzie stąd nie odejdziesz. Ty i ten twój staroświecki traktor, którego 

nie dajesz mi wymienić na nowy, stanowicie niemal instytucję. Przetrwacie tak 
długo, jak długo Ziemia obracać się będzie wokół Słońca.

Uśmiechnięty Sherman pomachał Loganowi ręką na pożegnanie i  ruszył 

w stronę małego domku znajdującego się za podjazdem.

Miły z niego facet, pomyślał Logan, lecz zbyt dobroduszny i łatwowierny. 

Jego  małżeństwo  rozpadło  się  wiele  lat  temu,  kiedy  Logan  był  jeszcze 
chłopcem. Sherman zakochał się w ponętnej dziewczynie o imieniu Belle, która 
niedługo  po  ślubie  uznała,  że  zasługuje  na  lepszy  los  i  nie  chce  być  żoną 
farmera. Zabrała wszystkie oszczędności męża i uciekła. Nikt w Rachel potem 
jej nie widział. Sherman otrząsnął się szybko. Po tym wydarzeniu nie zgorzkniał 
ani na jotę.

Logan  przerzucił  kurtkę  przez  ramię  i  ruszył  w  przeciwnym  kierunku. 

Stanął  w  otwartych  drzwiach  stodoły.  W  środku  było  ciemno  i  chłodno. 
Przyzwyczaiwszy  wzrok  do  ciemności,  po  chwili  dostrzegł  chłopca,  który 
siedział oparty o worki z nawozem.

Gdy Daniel dostrzegł obecność stryja, odwrócił głowę, by ukryć twarz.
– Dobrze się czujesz? – zapytał go Logan. Uznał, że lepiej od razu dać do 

zrozumienia chłopcu, że wie o jego przygodzie.

– Tak.
– Chcesz, żebym cię obejrzał?
–  Nie  trzeba.  Przeżyję.  Nie  chcę  tylko  pokazywać  się  mamie.  Okropnie 

się zdenerwuje, kiedy zobaczy, jak wyglądam.

Logan  wiedział,  że  chłopiec  od  niedawna  chodził  do  letniej  szkoły,  aby 

nadrobić  zaległości  spowodowane  chorobą  ojca  i  przenosinami  do  Rachel. 
Słyszał także, iż Daniel należał do najniższych chłopców w swojej klasie i był 
bardzo  czuły  na  tym  punkcie.  Czy  na  tyle  wrażliwy,  by  wdać  się  w  bójkę  po 
lekcjach? Zastanawiał się Logan. Musiał się tego dowiedzieć.

– Co to był za facet? – spytał Daniela.
– Nie udało mi się go dorwać.
– Od czego zaczęła się bójka? Chłopak spuścił głowę.
–  Jestem  tu  nowy  –  odparł  ze  smutkiem.  –  I  słabszy  od  swoich 

rówieśników. Chłopcy wiedzą o moim tacie. Że nie poszedł do wojska.

Logan  podejrzewał,  że  to  mogło  być  coś  w  tym  rodzaju.  Wątpił,  czy 

Meredith  i  Brett  w  ogóle  zastanawiali  się  nad  konsekwencjami  przyjazdu 

background image

Daniela z Kanady do Stanów.

Stanął przed chłopcem. Popatrzył na jego pokaleczone ręce. Przyjrzał się 

poranionej twarzy.

– Przynajmniej próbowałeś się bronić – pocieszył go.
– Wpadłem wprost na drzewo stojące przy stawie.
– Masz szczęście, że go nie złamałeś. Duży był ten chłopak, z którym się 

biłeś?

– O głowę wyższy. A zresztą, gdyby był mały, pomogliby mu przyjaciele, 

których ma wielu. Jutro nie pójdę na lekcję algebry. On zrobi ze mnie miazgę.

– Musisz uczyć się matematyki, jeśli chcesz iść do college’u.
– Nic się nie stanie, jeśli, tak jak mój tata, nie będę studiował.
Logan nie zamierzał roztrząsać tego tematu. Uznał, że lepiej pójdzie mu z 

Danielem, jeśli zastosuje inną taktykę.

– Chcesz nauczyć się walczyć, żebyś na przyszłość mógł sobie poradzić z 

tym chłopakiem? – zapytał.

W oczach Daniela zabłysło zainteresowanie. Zaraz jednak opuścił głowę i 

wzruszył ramionami.

– Po co? Przecież to nic nie da. Nie jestem bokserem.
–  Nie  miałem  na  myśli  boksu.  Chodzi  mi  o  samoobronę.  Ciekawość 

przeważyła. Daniel zapytał:

– Stryju, masz na myśli coś takiego jak karate?
–  Parę  podstawowych  chwytów,  których  uczyliśmy  się  w  wojsku. 

Wystarczą, by  takiemu chłopakowi,  jak ten,  który  dziś  cię  zaatakował, dać  do 
zrozumienia, że nic z tobą nie wskóra.

– To byłoby fantastyczne. – Daniel podniósł się i stanął obok Logana. –

Czy możemy zacząć od razu?

Logan miał zamiar powiedzieć, że powinni odłożyć to do jutra, lecz jedno 

spojrzenie na twarz biednego chłopca i plamę krwi na jego koszuli sprawiło, że 
się poddał.

– Zgoda.
Powiesił kurtkę na kołku.
– A teraz uderz mnie. Zaatakuj.
– Chyba żartujesz, stryju.
– Nie. Rób, co mówię.
Na twarzy chłopca ukazał się strach.
– Czy będzie bolało? Nie jestem tchórzem, ale... – Daniel przełknął ślinę.
Logan potrząsnął głową. Musiał w jakiś sposób nauczyć bratanka jednej 

rzeczy.  Że  nigdy,  ani  teraz,  ani  w  przyszłości,  nie  może  nikomu  okazywać 
strachu. Musiał jednak przyznać, że chłopiec był chętny do nauki.

– Nie będzie bolało. No, atakuj mnie. I uważaj na to, co się stanie.
Upłynęło  dziesięć  sekund,  zanim  Daniel  odważył  się  wymierzyć 

background image

Loganowi  cios  w  szczękę.  Nie  zdążył  dosięgnąć  twarzy,  gdy  Logan  chwycił 
jego lewe ramię i wykręcił je.

– Och! – Chłopiec był zaskoczony. – Jak to zrobiłeś?
–  Użyłem  przedramienia.  W  odpowiednim  momencie  wykonałem  ruch. 

Próbuj jeszcze raz.

Daniel  ponowił  cios.  Robił  to  kilka  razy.  A  Logan  wykręcał  mu  rękę. 

Czuł, że musi pomóc chłopcu. Uczył go więc chwytów. W miarę postępów w 
nauce Daniel nabierał pewności siebie.

–  W  porządku  –  powiedział  Logan  po  dziesiątej  próbie.  –  Teraz  ja  cię 

zaatakuję. Szybko. Udawaj, że bijemy się naprawdę.

W  oczach  Daniela  znów  zobaczył  niepewność.  Ale  chwilę  potem,  gdy 

zajął pozycję wyjściową, poczuł silny cios w plecy.

– Co, do diab... – Odwrócił się szybko i zobaczył, jak Meredith ponownie 

zamierza się na niego szczotką.

–  Zostaw  w  spokoju  mego  syna,  Loganie  Powers!  –  krzyknęła 

rozwścieczona. Teraz dopiero zobaczyła poranioną twarz chłopca. – Mój Boże, 
Danny! Co ci się stało? Logan, jak śmiałeś uderzyć moje dziecko? Ty... ty...

Logan wyrwał jej szczotkę.
– Uspokój się, Meredith. Jest inaczej, niż sobie wyobrażasz.
–  Tak,  mamo.  Uspokój  się.  Pobił  mnie  chłopak  ze  szkoły  –  wyjaśnił 

Daniel  łamiącym  się  głosem.  –  Stryj  próbuje  tylko  nauczyć  mnie  zasad 
samoobrony.

Na twarzy Meredith pojawiło się zaskoczenie, a zaraz potem zmieszanie.
– Danny, sądziłam, że problem walki już przedyskutowaliśmy.
Zanim Daniel zdążył odpowiedzieć, wtrącił się Logan:
–  Chłopcom  nie  uda  się  uniknąć  kilku  kuksańców,  zanim  dorosną. 

Próbował się bronić i popatrz, co się stało.

–  Przepraszam  cię,  ale  rozmawiam  z  synem  –  wycedziła  przez  zęby 

Meredith. Zwróciła się do chłopca: – Idź do domu i doprowadź się do porządku. 
Potem pogadamy. Teraz muszę wyjaśnić parę spraw z twoim stryjem.

– Och, mamo, chcę się nauczyć kilku chwytów.
– Rób, co każe matka – włączył się Logan. – Lekcję możemy odłożyć do 

jutra.

Po  chwili  Danny wyszedł.  Gdy tylko  znalazł się poza  stodołą, Meredith 

ostro szarpnęła za szczotkę, tak że Logan stracił równowagę.

– Nie będziesz niczego uczył mojego dziecka! – warknęła.
– Potrzebuje pomocy.
– Jeśli tak, to pomogę mu posłużyć się głową, a nie bicepsami. Zbyt wiele 

jest przemocy na świecie! Uważasz, że parę ciosów coś zmieni?

–  Tak.  Jeśli przestaniesz cackać  się z  synem  i  dasz  mu szansę,  żeby się 

nauczył paru chwytów.

background image

Odskoczył i wyrwał jej szczotkę z ręki. Rzucił ją za siebie. Przytrzymał 

Meredith.

– Nigdy tego nie rób – syknął rozeźlony.
– A właśnie, że będę. Logan potrząsnął głową.
–  Gdyby  Daniel  odziedziczył  po  tobie  choć  trochę  temperamentu,  nie 

miałby żadnych problemów. Dlaczego chcesz go wychować na drugiego Bretta?

– Nie robię tego. Ciężko pracowałam, żeby wpoić w Daniela przekonanie, 

że jest jedyny i niepowtarzalny. Nic tak nie złości mnie jak stwierdzenie, że ktoś 
jest całkiem do kogoś podobny.

– W porządku.
– Pozwól mi powiedzieć sobie coś jeszcze. Mimo tego, co sobie myślisz o 

Bretcie,  są  ludzie,  którzy  go  zapamiętali  jako  wrażliwego  i  utalentowanego 
człowieka!

Być może. W chwilach gdy nie był leniwy i tchórzliwy, w myśli uzupełnił 

Logan.

–  Był  twórcą.  Dawał  światu  piękno.  Wszystko,  co  stworzył  podczas 

swego  krótkiego  życia,  było  wspaniałe.  W  porównaniu  z  okrucieństwem,  w 
którym ty się lubowałeś!

Teraz posunęła się za daleko, uznał Logan. Nie mógł dłużej słuchać słów 

Meredith. I tak jej bliska obecność działała mu na nerwy. A teraz ta nieznośna 
kobieta oskarżała go o to, że był draniem. Przebrała miarę.

Uznał, że jest tylko jeden sposób, by uciszyć Meredith. Przycisnął usta do 

jej warg.

Dobrze  mi,  pomyślał,  świadom  każdego  cala  jej  drobnego,  szczupłego 

ciała. Nigdy jeszcze nie czuł się tak pełen życia.

Zaczęła się wyrywać, więc złapał ją za ręce, przyciągnął do siebie i zaczął 

całować  jeszcze  mocniej.  Nie  potrafił  być  delikatny,  lecz,  jak  się  okazało,  nie 
stać go było na okrucieństwo. Logana ogarnęła zdumiewająca potrzeba pełnego 
zawładnięcia tą kobietą.

Szarpała  się  i  wyrywała,  żeby  się  uwolnić,  lecz  Logan  nie  przerywał 

pocałunku,  co  jeszcze  bardziej  doprowadzało  ją  do  pasji.  W  pewnej  chwili 
poczuł  w  podbrzuszu  ból  pożądania.  Popchnął  Meredith  w  stronę  ściany  i  tu 
natarł na nią całym ciałem.

Z  trudem  chwytała  powietrze.  Loganowi  wydarł  się  z  ust  jęk  rozkoszy. 

Czuł  się  wspaniale.  Lepiej  byłoby  mu  tylko  w  łóżku.  Oboje  byliby  wówczas 
nadzy.

Podniósł  głowę,  żeby  zobaczyć,  czy  oczy  Meredith  odzwierciedlają 

podobne  myśli.  Dojrzał w  nich  pożądanie.  A  kiedy  się o  tym przekonał,  mało 
brakowało, a byłby ją pociągnął za sobą na  zimną,  betonową podłogę stodoły. 
Puścił ręce Meredith. Dotknął piersi. Lekko trącał sterczące sutki.

–  Pragnę  cię  –  szepnął.  –  Tak  bardzo  cię  pragnę,  że  ledwie  potrafię  to 

background image

znieść.

– Nie możemy...
– Wiem. Ale to nie zmienia faktu.
– Proszę, nie rób tego więcej.
– Czego? Tego? – Celowo przeciągnął palcami po sutkach, sprawiając, że 

z  ust  Meredith  wydarł  się  cichy  jęk  rozkoszy.  –  Pamiętam,  jakiego  są  koloru. 
Różowe. Marzyłem o nich. O tym, żeby wziąć je do ust.

– Logan, przestań. Twoja matka już przygotowała kolację. Jeśli zaraz stąd 

nie wyjdziemy, zacznie nas szukać.

Nie zważając na słowa Meredith, pieścił ją dalej.
– Coś z tego będzie.
– Nie.
– Musi. Uwierz mi. Nasze pożądanie staje się coraz silniejsze.
Przełknęła ślinę i popatrzyła na Logana oczyma zranionej łani.
– Czy to nowa próba wyrzucenia nas z Rachel? – spytała.
–  Nie  –  odparł.  –  Ale  muszę  cię  ostrzec,  że  nie  dam  ci  spokoju.  Jeśli 

zostaniesz, będę cię wciąż nękał.

– Co... co to ma znaczyć?
– Dobrze wiesz, o czym mówię.
Patrząc na Logana tak, jakby dopiero co oznajmił on, że przybył z innej 

planety, Meredith potrząsnęła głową i wyrwała się z jego objęć. Cofając się w 
stronę wyjścia, ostrzegła:

– Idę do domu.
– Świetnie – odparł. – Zaraz tam przyjdę.
– Zapomnijmy oboje o tym, co się stało.
– Spróbuj sama.
–  Och,  Logan.  –  Meredith  przycisnęła  dłonie  do  pulsujących  skroni.  –

Dlaczego to robisz?

– Merri, nie udawaj, że nie wiesz!
Z  trudem  się  opanowała.  Miała  ochotę  uciec.  Pobiec  do  domu. 

Powstrzymywała ją jedynie myśl, że Faith może wyjrzeć przez okno i zobaczyć, 
co się dzieje. Podniosła rękę do ust. Płonęły od pocałunków Logana. Czy Faith 
odgadnie,  co  się  stało?  Merri  miała  poczucie  winy.  Zastanawiała  się  nad 
znalezieniem wymówki, by trzymać się z dala od kuchni. Musiała przynajmniej 
na parę minut opóźnić siadanie do kolacji.

Przeklęty Logan. Była wściekła na niego, że uczył Danny’ego rzeczy, o 

których chłopiec nie powinien wiedzieć. A na domiar złego potem zachował się 
okropnie.  W  każdym  razie  to,  co  stało  się  później,  nie  powinno  się  w  ogóle 
wydarzyć.

– Czy wszystko w porządku? – zapytała Faith, gdy Merri otworzyła drzwi 

wejściowe do domu.

background image

Wiedziała,  że  nie  jest  w  stanie  odpowiedzieć  na  zadane  pytanie.  W 

związku z tym, udając, że go nie usłyszała, krzyknęła:

– Czy Danny poszedł na górę?
– Nie wiem, bo rozmawiałam przez telefon. Kiedy tylko upiekę te bułki...
Merri  wykorzystała  okazję.  Gdy  Faith  odwróciła  się  w  stronę  pieca, 

przebiegła przez kuchnię.

– Zaraz wracam – powiedziała i szybko pomknęła po schodach na górę.
Drzwi  dużej  łazienki  znajdującej  się  na  wprost  pokoju  Danny’ego  były 

zamknięte.  Merri  uznała,  że  chłopiec  jest  w  środku.  Była  to  sprzyjająca 
okoliczność, gdyż w tym momencie nie chciała widzieć syna. No i z pewnością 
on nie powinien oglądać teraz swej matki.

Przeszła obok pokoju Logana. Weszła do małej łazienki, do której drzwi 

prowadziły z sypialni pani domu. Miała pozwolenie Faith, by z niej korzystać.

Potrzebowała teraz lustra.
–  Och, nie! Tylko nie to! – jęknęła na widok odbicia swojej twarzy. Na 

szczęście, skóra nie była  zaczerwieniona, ale oczy płonęły i  pałały rumieńcem 
policzki. A wargi...

Przeciągnęła po nich palcem. I to był błąd, bo od razu poczuła smak ust 

Logana.  Ciało  Merri  ogarnął  żar.  Nogi  zaczęły  jej  drżeć.  Traciła  równowagę. 
Chwyciła się krawędzi umywalki.

– Pragnę cię – powiedział.
Ona też go pożądała. I to było najgorsze. Nie, najgorsze ze wszystkiego 

było poddanie się uczuciu, które zawsze w niej się tliło. Tyle że przedtem była 
za młoda, by zdać sobie z tego sprawę i stawić mu czoło.

Zaczęła  przemywać  twarz  zimną  wodą.  Dopiero  po  dłuższej  chwili 

policzki przestały piec. Zmoczyła włosy wokół twarzy, lecz na to nie zważała. 
Musiała  zaraz  znaleźć  jakąś  wymówkę.  Kłamstwo.  Stała  się  mistrzynią  w 
kłamaniu.

Wreszcie zakręciła kran i wytarła się ręcznikiem. Wyglądała już znacznie 

lepiej.

– Mamo?
Aż drgnęła na dźwięk głosu syna.
– Tu jestem, kochanie. Już idę.
Powiesiła  ręcznik,  szybko  przeciągnęła  palcami  po  włosach  i  wyszła  z 

łazienki.

Danny stał w drzwiach sypialni. Trzymał ręce w kieszeniach. Poplamioną 

krwią  koszulę  zastąpił  czystą  bawełnianą  koszulką.  Umył  się.  Włosy  miał 
wilgotne  i  świeżo  uczesane.  Wzrok  Merri  przyciągnęły  spuchnięta  warga  i 
skaleczony policzek.

Miała ochotę wziąć syna w ramiona i mocno przytulić go do siebie. Czasy 

takich  pieszczot  już  się  jednak  skończyły.  Chłopiec  stawał  się  mężczyzną  i 

background image

chciał być traktowany po dorosłemu. Matka zachowywała się mniej dorośle niż 
syn.

– Hej, tygrysie – przywitała Danny’ego. – Czujesz się lepiej?
– Przeżyję. Usłyszałem, że leci tu woda i przybiegłem zobaczyć, czy ty i 

stryjek Logan nie pozabijaliście się nawzajem.

Na  wszelki  wypadek  Merri  odwróciła  głowę.  Obawiała  się 

spostrzegawczości chłopca.

–  Nie  pozabijaliśmy.  Żałuję,  że  zadziałałam  tak  szybko.  Powinnam 

poczekać na wyjaśnienie.

– Zachowałaś się jak prawdziwa matka.
– Dziękuję za dobre słowo.
– Wiesz, co mam na myśli.
–  Niestety.  Powiedz  mi,  od  jak  dawna  masz  kłopoty?  Mam  na  myśli  tę 

ostatnią szkołę.

–  A  co  to  za  różnica?  Wszędzie,  gdzie  tylko  pojedziemy,  dzieje  się  to 

samo. Tyle że im jestem starszy, tym mi trudniej to znieść.

– Jak mogę ci pomóc? – zapytała. Czuła się zupełnie bezradna. Wiedziała, 

że  dzieciaki  dokuczają  Danny’emu  dlatego,  że  jest  od  nich  mniejszy  i 
drobniejszy. Miał trudności z zawieraniem przyjaźni. Nigdy jednak jeszcze nie 
słyszała w jego głosie aż takiego żalu.

– Nie martw się – powiedział. – Jakoś sobie dam radę.
–  Coś  mi  to  przypomina  –  odrzekła  Merri.  –  Mówiłam  ci,  że  w  szkole 

byłam  wyrzutkiem.  To  były  najgorsze  lata  mego  życia.  Nigdy  nie  chciałam, 
żebyś musiał przeżywać coś podobnego. Sądziłam, że lepiej sobie radzisz niż ja.

–  Starałem  się  ukryć  wszystko  przed  tatą.  Tyle  tylko  potrafiłem  zrobić. 

Harowałaś  przecież  jak  wół,  żebyśmy  mieli  z  czego  żyć,  kiedy  tata  był  bez 
pracy. Mimo zmęczenia starałaś się być wesoła.

– Byłam wesoła – skorygowała Merri. Chciała, żeby syn w to uwierzył. –

Obaj stanowiliście całą moją rodzinę. Z radością dla nas pracowałam.

– Nie miałaś innego wyboru – odparł, krzywiąc się, Danny. – Wiem, że 

wszyscy lubili tatusia, ale jego praca nie dawała nam wiele pieniędzy.

Zdumiona spostrzegawczością syna, Merri dotknęła czoła.
– Nie wiem, co powiedzieć.
– Daj spokój, mamo. Nie musisz nic mówić. Jesteś bardzo dzielna. Masz 

więcej energii niż większość dziewczyn w mojej szkole.

– To pochlebstwo na nic się nie zda. Przez cały czas byłam przekonana, 

że  z  niczego  nie  zdajesz  sobie  sprawy.  Kiedy  byłam  w  twoim  wieku, 
zauważałam  wszystko.  –  Popatrzyła  na  syna  tak,  jakby  widziała  go  po  raz 
pierwszy.  –  Przepraszam.  Próbowałam  ukryć  przed  tobą  nasze  problemy.  Nie 
chciałam, żebyś zbyt szybko musiał dojrzewać. To był błąd.

– Chciałaś chronić mnie, bo wiedziałaś, że tatuś nie może.

background image

Była to prawda. Bardzo gorzka.
– Och, Danny. On bardzo cię kochał. Przecież o tym wiesz.
– Nie zapomnę tego wszystkiego, czego oboje z tatą mnie nauczyliście –

oświadczył  Danny,  tak  jakby  odpowiadając  na  nieme  pytanie  matki.  I  ona 
martwi się o tego chłopaka? Jest taki dojrzały. Być może sama powinna zacząć 
zasięgać jego rady. Pod wrażeniem rozmowy z synem, dumna z niego, dotknęła 
lekko skaleczonego policzka.

– Jak to się stało, że z ciebie taki mądrala?
–  Miałem  dobrych  nauczycieli.  –  Danny  rzucił  matce  spojrzenie  przez 

ramię.  –  Jesteś  gotowa,  żeby  zejść  na  dół,  zanim  babcia  wyśle  po  nas  ekipę 
poszukiwawczą?

Nie była gotowa, lecz nie mogła do tego się przyznać. Powiedziała krótko 

do syna:

– Prowadź.
Ramię  w  ramię  weszli  do  holu.  Kiedy  zbliżali  się  do  szczytu  schodów, 

Danny rzucił matce niepewne spojrzenie.

– Co będzie ze stryjkiem Loganem? Czy się pogodziliście?
–  Słonko,  wywołaliśmy  kłótnię,  próbując  się  dogadać.  Podczas  kolacji 

Danny  był  ożywiony  i  gadatliwy.  Merri  przyglądała  mu  się  uważnie,  lecz  nie 
spostrzegła,  by  tylko  nadrabiał  miną.  Jego  radość  była  szczera.  Ona  sama  nie 
miała ochoty włączać się do rozmowy.

Odkąd przyjechali do  Rachel, Faith stała się  weselsza. Teraz też  była  w 

dobrym  humorze.  Merri  dostrzegła  wprawdzie,  jak  wczesnym  popołudniem 
wymieniała  spojrzenia  ze  Stanem  Shirleyem,  i  podejrzewała,  że  to  z  nim 
rozmawiała niedawno przez telefon.

– Musisz zapytać matkę.
Merri usłyszała nagle głos Logana. Ocknęła się z rozmyślań.
–  Przepraszam  –  powiedziała.  –  Nie  wiem,  o  co  chodzi.  O  co  ma  mnie 

zapytać?

–  Dan  chce pomagać Shermanowi  i  uczyć się  gospodarowania  na  roli  –

wyjaśnił Logan. – Ostrzegłem go, że to ciężka praca. Jeśli jednak myśli o tym 
serio,  Sherman  będzie  mógł  nauczyć  go  wiele,  tak  żeby  nie  był  gorszy  od 
młodzieży kończącej szkołę rolniczą. W każdym razie Danny musi uzgodnić to 
z tobą.

Chce się uczyć gospodarowania? Nic jej o tym nie mówił. Słyszała tylko 

od  chłopca,  że  interesują go  lekcje  samoobrony.  Nie  stanie  synowi na  drodze, 
ale  powinna  wiedzieć,  na  co  naprawdę  ma  on  ochotę.  I  kim  w  przyszłości 
chciałby zostać.

– A więc... – Merri spojrzała na Faith. Potrzebowała jej rady. Nie zwróci 

się o nią do Logana. Nie wiedziała, co on knuje.

– Logan ma rację – do rozmowy włączyła się Faith. – Niewielu ludzi zna 

background image

się tak dobrze na roli, jak Sherman. Co więcej, potrafi przekazać swoją wiedzę.

– Mamo, spójrz na to z innej strony – odezwał się Danny. – Jeśli okażę się 

pojętny i nauczę wiele, nie będziesz musiała posyłać mnie do college’u.

– Nie tak szybko, chłopcze – odparła Merri.
–  Mogę  mu  to  wyjaśnić?  –  spytała  Faith.  Poczekała,  aż  Merri  skinie 

głową.  –  Twój  stryj nie  interesuje się farmą ani  nie  potrzebuje pieniędzy z jej 
ewentualnej sprzedaży. Jeśli gospodarowanie na roli uznasz za swoje prawdziwe 
powołanie, będziesz musiał iść do college’u. Musisz nauczyć się nowoczesnych 
metod uprawy. Technika ciągle robi postępy. A ja będę dumna, mogąc opłacić 
twoje studia.

Merri  nie  dowierzała  temu,  co  słyszy.  Zaproszenie  Faith  do  zostania  w 

Rachel było dla niej czymś bardzo ważnym. Zaczęła już przeglądać ogłoszenia o 
pracy.  Nie  chciała  być  na  utrzymaniu  Faith.  Jej  ostatni  gest  był 
wspaniałomyślny.

Zaskoczona i  wzruszona Merri popatrzyła na  teściową. Nie potrafiła nic 

powiedzieć. Danny wydawał się zachwycony.

– Och! – krzyknął, nie umiejąc zdobyć się na nic więcej. Faith dotknęła 

jego ręki, patrząc równocześnie na Merri.

–  Skąd  to  zdziwienie,  moja  droga?  Przecież  jesteśmy  rodziną.  Kogo 

miałabym rozpuszczać, jak nie jedynego wnuka?

Danny  zerwał  się  z  krzesła  i  zaczął  ściskać  babkę.  Merri  siedziała 

oszołomiona.  Rzuciła  Loganowi  ukradkowe  spojrzenie.  Okazało  się,  że 
popełniła błąd.

Uważnie  się  jej  przyglądał.  Starał  się  robić  to  złośliwie,  lecz  w  jego 

oczach dojrzała identyczne emocje jak te, które okazał w stodole. Tak jakby ją 
prowokował, mówiąc: „No i co teraz zamierzasz zrobić”?

Merri ogarnął wstyd, gdy mimo ogarniającego ją strachu, zapłonęła znów 

pożądaniem.

Speszona, spojrzała na śmiejącą się Faith i powiedziała:
– Cieszę się, że Dany sam ci podziękował. Mnie zabrakło słów.
Później  usiłowała  myśleć  tylko  o  szczęściu  syna.  Jeszcze  nigdy  nie 

widziała go tak bardzo podekscytowanego.

Euforia,  która  ogarnęła  chłopca,  miała  dowieść  jej  porażki,  gdyż  teraz 

Merri  wiedziała już na  pewno,  że nie  uda się  jej  opuścić  z  synem Rachel,  nie 
łamiąc mu serca. A pozostanie na miejscu oznaczało ciągłe kontakty z Loganem 
i konieczność bezustannego stawiania mu czoła.

A  może  to  wszystko  było  tylko  blefem?  Zapytywała  samą  siebie, 

przewracając się w łóżku z boku na bok i nie mogąc zasnąć. Przecież nie będzie 
jej prześladował. Odważyłby się to robić w domu własnej matki?

Ale przecież pozwolił sobie zaczepić ją w stodole.
– Nie dam ci spokoju – powiedział.

background image

– Och, Boże! – Merri jęknęła, wtulając twarz w poduszkę. – Nie chcę.
Mimo  to  jednak  długo  w  nocy  leżała,  wspominając  pocałunki  Logana, 

czując  jego  dłonie  na  swym  ciele  i  swoje  reakcje  na  jego  pieszczoty.  Ten 
człowiek sprawił, że zaczęła kłamać.

Pragnęła go. Pragnęła go bardzo.
Będzie musiała zwalczyć w sobie tę słabość. Przyszłość Danny’ego leży 

bowiem w jej rękach. Musi wydostać się ze szponów Logana.

background image

ROZDZIAŁ CZWARTY

– Zawiozę cię.
Słysząc  słowa  Logana,  Merri  znieruchomiała.  Miała  nadzieję,  że  się 

przesłyszała. Po całych tygodniach wertowania gazet znalazła wreszcie zajęcie. 
Nie po to jednak, by spędzać więcej czasu w towarzystwie Logana.

– To  świetny pomysł – ucieszyła się Faith. Uśmiechnęła się promiennie 

do  syna,  a  zaraz  potem  do  Merri.  –  Będzie  podwoził  cię  do  pracy.  Kawiarnia 
Angela leży  po drodze  do  jego  firmy.  Potem ja  ciebie  stamtąd  będę zabierała, 
przywożąc  Danny’ego  ze  szkoły  letniej.  Oczywiście,  chyba  uwierzyłaś  mi, 
kiedy ci oświadczyłam, że nie musisz podejmować żadnej pracy.

– Może Meredith znudziło spokojne życie i  potrzebuje ruchu – odezwał 

się Logan, zanim Merri zdążyła się ustosunkować do słów jego matki.

Zignorowała go.
– Nie lubię być darmozjadem – powiedziała do Faith. – Wiem, że posady 

kelnerki  pracującej  dorywczo,  rano  i  w  przerwie  na  lunch,  Logan  nie  traktuje 
poważnie.

– Niczego takiego nie mówiłem – odezwał się łagodnym tonem, sięgając 

po ulubiony sos do sałaty.

Merri miała ochotę kopnąć go w kostkę pod stołem. Ledwie się od tego 

powstrzymała.

– To uczciwa praca – oznajmiła.
–  A  więc  jest  to  zajęcie  w  sam  raz  dla  uczciwej  kobiety,  mam rację?  –

skomentował Logan.

Nie  będąc  w  stanie  zignorować  podtekstu,  rzuciła  mu  pełne  jadu 

spojrzenie. Odwzajemnił się uśmiechem, lecz jego oczy pozostały poważne.

– Logan, zachowuj się przyzwoicie – zaczęła strofować go matka.
Otworzył szeroko oczy i usiadł wygodniej na krześle.
–  Sądziłem,  że  zachowuję  się  jak  trzeba  i  jestem  w  porządku. 

Zaofiarowałem się przecież, że ją podwiozę, prawda?

Merri  postanowiła  milczeć.  Gdyby  powiedziała  jeszcze  choć  jedno 

zdanie,  mogłoby  dojść  do  zakłócenia  miłej,  rodzinnej  atmosfery.  Nie  chciała 
niepokoić  Faith  ani  Danny’ego.  Czas  płynął  szybko.  Była  już  połowa  lipca. 
Między  nią  a  Loganem  ciągle  istniało  napięcie.  Może  nawet  większe  niż  dwa 
miesiące temu.

– Danny, czy mój pomysł z pracą ci odpowiada? – zwróciła się do syna. –

W tym czasie będziesz zresztą zawsze w szkole.

– Tak, mamo. Sądzę, że najwięcej do powiedzenia mogłaby mieć babcia. 

Przyzwyczaiła się do tego, że ma nas w pobliżu.

–  Tak.  –  Faith podała Merri  koszyczek  z pokrojonym chlebem. –  Lubię 

background image

mieć was blisko siebie. Z drugiej strony, moja droga, rozumiem i szanuję twoją 
decyzję. Czas najwyższy, żebyś wychyliła nos poza ten dom i zaczęła spotykać 
ludzi. Życie musi się toczyć dalej.

Wyczuwając,  co  Faith  ma  na  myśli,  Merri  energicznie  zaprzeczyła 

ruchem głowy.

– Interesuje mnie zupełnie co innego. Za miesiąc zaczynają się zajęcia w 

szkole Danny’ego. Potrzebne mu są nowe ubrania. A poza tym, Faith, moja stała 
obecność  w  domu  może  cię  krępować.  Utrudniać  robienie  tego,  na  co  masz 
ochotę.

Starsza pani wyglądała na zaskoczoną.
– Co ci przyszło do głowy? W niczym mi nie przeszkadzasz. Cieszę się 

każdą  chwilą,  którą  mogę  spędzić  w  twoim  towarzystwie.  To  o  ciebie  się 
martwię.

– Zupełnie niepotrzebnie. Czuję się świetnie.
– Naprawdę? Każdy przyzna, że są ci potrzebne kontakty z ludźmi.
– Ależ, Faith – zaprotestowała Merri. – Nie widziałyśmy się od lat. Byłam 

żoną  twego  młodszego  syna.  Czuję  się  tu  doskonale.  Niczego  więcej  do 
szczęścia nie potrzebuję.

–  Miło,  że  tak  mówisz.  Ale  intuicja  podpowiada  mi,  że  powinnaś  mieć 

możność poznania innych ludzi.

Merri nie podobały się aluzje Faith. Miała wystarczająco dużo problemów 

z jednym z ludzi, których na co dzień była zmuszona oglądać.

Podjęła rozmowę.
–  Po  zastanowieniu  się  doszłam  do  wniosku,  że  mam  dużo  czasu  i  nie 

muszę jeszcze się martwić o szkolne zakupy dla Danny’ego. Mogłabym...

– Nie. Zbyt długo zachowywałam się jak egoistka. Podejmij pracę, którą 

sobie znalazłaś, a zarobione pieniądze wydaj na własne potrzeby.

– Czy ja będę chodził na lunch do kawiarni Angela? – zapytał Danny. Na 

myśl o takiej perspektywie aż zaświeciły mu oczy. Merri uśmiechnęła się lekko.

– Nic z tego. Tam nie przyrządzają zdrowych posiłków.
– Coś mi się zdaje, że usłyszę od ciebie wykład na ten temat – zauważył 

Logan.

– Mój nowy szef chciał, żebym dziś rozpoczęła pracę – ciągnęła Merri. –

Z  zainteresowaniem  przyjął  do  wiadomości  fakt,  że  w  Calgary  sama 
prowadziłam  mały  barek  z  grillem  przez  sześć  dni  w  tygodniu  po  czternaście 
godzin na dobę.

– Ho, ho. Od czasu, kiedy pracowałaś w warsztacie pana Monroe, imałaś 

się chyba wielu różnych zajęć – wtrącił Logan.

–  Tak.  Trzeba  było  korzystać  z  nadarzających  się  okazji  i  być  za  nie 

wdzięczną losowi.

– Jasne. Ale co w tym czasie, kiedy ty pracowałaś, robił genialny artysta?

background image

Po słowach Logana zapadło przy stole nagłe milczenie. Merri zmartwiała. 

Nie  odważyła  się  spojrzeć  na  Danny’ego,  gdyż  nie  chciała  widzieć  bólu  i 
zmieszania  na  jego  twarzy.  Ani  na  teściową,  gdyż  mogłaby  zadać  dalsze 
pytania, na które Merri nie chciała odpowiadać.

Ciszę przerwała Faith.
–  To  wspaniale,  że  znasz  się  na  wielu  różnych  rzeczach  –  powiedziała. 

Odwróciła się do syna. – Wiesz, dlaczego? Gdyby Merri nie zwróciła uwagi na 
to,  że mój samochód wydaje dziwne odgłosy, wysiadłby mi na  samym środku 
drogi do miasta. Tkwiłabym bezradna na szosie w okropnym upale, bo zerwałby 
się pasek klinowy. Merri znalazła nowy w stodole, gdzie nie przyszłoby mi w 
ogóle  do  głowy,  żeby  go  szukać,  i  naprawiła  mój  samochód.  Brett  miał 
prawdziwe szczęście, że trafiła mu się taka zaradna żona.

–  Dziękuję,  mamo  –  powiedział  Logan,  salutując  widelcem.  –  Za  to,  że 

przywołałaś  mnie  do  porządku.  Nauczkę  zrozumiałem.  –  Spojrzał  na  Merri.  –
Tak jak obiecałem, podwiozę cię do miasta. Bądź gotowa na dole o szóstej rano.

Była gotowa na czas. Tego ranka i w następne. Przez dziesięć dni jeździła 

z Loganem. Podczas podróży nie padało między nimi ani jedno słowo.

Mimo  krytycznych  uwag  Logana  dotyczących  jej  zajęcia,  Merri  szybko 

się  przekonała,  że  podjęcie  pracy  u  Angela  było  dobrym  posunięciem. 
Właściciel  kawiarni,  pan  o  szorstkim,  donośnym  głosie,  miał  gołębie  serce. 
Pozostałe  kelnerki  też  były  sympatyczne.  W  gruncie  rzeczy,  z  wyjątkiem 
klienteli,  która  składała  się  głównie  z  ludzi  interesu,  kawiarnia  w  Rachel 
niewiele różniła się od tych, w których Merri pracowała w Kanadzie. No, może 
z jednym wyjątkiem. Napiwki były lepsze i z dnia na dzień się zwiększały.

Na  początku  trzeciego  tygodnia  pracy  w  kawiarni  Merri  zgromadziła 

sporo  pieniędzy.  Mogła  przystąpić  do  uzupełniania  garderoby  Danny’ego,  a 
także  kupić  sobie  sukienki  do  pracy.  Większość  kelnerek  u  Angela,  zarówno 
szczupłych, jak i tęgich, nosiła mini. Merri wiedziała, że ma figurę nadającą się 
do takich strojów, lecz, mimo zachęty ze strony innych dziewcząt, ubierała się w 
dłuższe sukienki.

Niemniej jednak, kiedy wdrapywała się na wysoko umieszczone przednie 

siedzenie ciężarówki Logana, było jej widać całe uda.

–  Do  diabła,  jak  ty  wyglądasz?  Dlaczego  nie  włożysz  czegoś 

przyzwoitszego?  Nie  byłoby  wtedy  problemu  –  warknął  Logan  następnego 
ranka, kiedy Merri ponownie obciągała sukienkę.

–  To  jest  przyzwoita  długość  –  broniła  się.  –  A  żeby  wdrapać  się  tutaj, 

trzeba by mieć roboczy kombinezon.

– A czegoś w tym rodzaju  już nigdy na  siebie nie włożysz, mam rację? 

Skończyłyby się wtedy napiwki od klientów gapiących się na twoje nogi.

– Czym zasłużyłam sobie na takie uwagi? – zapytała chłodno. – Sądziłam, 

że jazda w milczeniu odpowiada nam obojgu.

background image

–  Ten  mały  pokaz  kobiecej  bezradności  wymagał  komentarza  –  odparł 

Logan.

Merri  zobaczyła,  że  ma  rozwiązane  sznurowadło  przy  tenisówce. 

Rozpięła pas bezpieczeństwa i pochyliła się do przodu, żeby je zawiązać.

– Zapnij pas – polecił Logan.
– Pozwolisz mi skończyć?
– Jeśli gliniarz wlepi mi mandat, ty go zapłacisz.
–  Logan,  przez  ostatnie  trzy  tygodnie  na  tej  bocznej  drodze  nie 

widzieliśmy o tej porze żywego ducha. A więc o co ci chodzi?

– O ciebie.
–  Jeśli  będziesz zwracał  większą uwagę na  prowadzenie  samochodu niż 

na mnie i na to, jak jestem ubrana, szybciej mnie się stąd pozbędziesz.

Dotarli  do  pierwszego  znaku  „stop”.  Zamiast,  jak  zwykle,  jechać  dalej, 

Logan  skręcił  na  pobocze  i  tu  zatrzymał  ciężarówkę.  Nachylił  się  w  stronę 
Merri,  jedną  ręką  schwycił  ją  za  kark  i  przyciągnął  do  siebie,  aż  znaleźli  się 
bardzo blisko siebie. Zaraz potem powiedział ostro:

– Dość tego. Rozumiesz?
–  Nie  będziesz  na  mnie  wyładowywał  swojej  złości  –  odparła.  Czuła 

przyspieszone bicie serca.

–  A  ty  nie  będziesz  mnie  pouczać,  jak  mam  prowadzić  wóz.  Od 

dwudziestu lat nie zapłaciłem mandatu. Twoje rady nie są mi potrzebne.

– A ja mam szefa, który mówi mi, jak mam się ubierać do pracy. Twoje 

uszczypliwe uwagi na ten temat nie są mi potrzebne.

– Nazywasz się Powers. Nosisz moje nazwisko. W Rachel jestem znanym 

człowiekiem,  mam  tu  własną  firmę.  Jeśli się  kompromitujesz,  odbije  się  to  na 
mojej reputacji.

–  Mówisz  poważnie,  ty...  ty  egoistyczny,  nadęty...  snobie?  Puść  mnie 

natychmiast.  Wolę  iść  piechotą  i  stracić  pracę  z  powodu  spóźnienia  niż 
przejechać dalej choćby kilka metrów w twoim towarzystwie.

Im bardziej się wyrywała, tym trzymał ją mocniej. Nagle usłyszała jakiś 

trzask  i  po  chwili  w  miejscu  na  skórze,  które  było  dotychczas  zasłonięte, 
poczuła powiew zimnego powietrza z otwartego wentylatora.

–  Och,  do  licha,  popatrz,  co  zrobiłeś  –  powiedziała  z  wyrzutem  do 

Logana. Oderwał się górny guzik przy jej sukience.

Logan  zobaczył  biustonosz  Merri.  Bardzo  efektowny,  wręcz 

prowokujący.  Kupiła  go  przed  laty  na  specjalne  okazje,  a  teraz  nosiła  na  co 
dzień, bo nie miała innego czarnego, pasującego do stroju noszonego w pracy.

– Odsuń się. Poszukam guzika – powiedziała. Odpięła pas i sięgnęła ręką 

w stronę ciemnego małego przedmiotu leżącego na podłodze szoferki.

Logan  dostrzegł  go  także.  Oboje  schylili  się  równocześnie.  Ich  ręce 

zetknęły się, a guzik umknął gdzieś na bok.

background image

– Nie ruszaj się, ja...
– Pozwolisz mi?
– Nie. Przy okazji przesuniesz niewłaściwie dźwignię biegu i zabijemy się 

oboje.

– Zabierz stąd ręce!
Ich dłonie ponownie się zetknęły. Oboje drgnęli, tak jakby dotknęli ognia, 

i szybko się wyprostowali. Logan spojrzał na głęboki dekolt sukienki Merri.

– Przestań.
– To był przypadek.
– Wyjaśnienia ani przeproszenia mnie nie interesują.
–  Gdybym  chciał  cię  dotknąć,  nie  zachowywałbym  się  tak  niezgrabnie, 

jak chłopak na pierwszej randce.

– Czy możesz oddać mi moją własność?
Podał jej guzik, który chwilę przedtem podniósł z podłogi.
– Masz przy sobie nitkę z igłą lub przynajmniej agrafkę?
– Tak.
–  To  dobrze.  –  Głęboki  głos  Logana  brzmiał  teraz  miękko.  –  Nie  chcę, 

żeby inni mężczyźni oglądali to, co ja widziałem.

Merri nerwowo przełknęła ślinę.
– Logan – zaczęła ostro – zechciej sobie uświadomić, że stoimy niemal na 

środku skrzyżowania. Oboje spieszymy się do pracy.

Nie  odpowiedział.  Wyciągnął  rękę  i  dotknął  pulsującej  żyłki  na  szyi 

Merri.

– Możesz udawać, że siedzenie tak blisko siebie nie ma na ciebie takiego 

wpływu, jaki ja odczuwam, ale twoje ciało zachowuje się inaczej.

Zanim zdołała cokolwiek odpowiedzieć, wsunął rękę za dekolt sukienki i 

pod  biustonosz.  Merri  nie  starczyło  czasu,  by  go  powstrzymać.  Objął  dłonią 
pierś i zaraz potem szybko pochylił głowę i pocałował ją.

Pod wpływem przejmującego doznania Merri aż krzyknęła. Ze zdumienia, 

a zarazem z rozkoszy. Zamiast odpychać Logana, przyciągała go do siebie. Było 
to  czyste  szaleństwo.  Najbardziej  erotyczne  przeżycie,  jakiego  kiedykolwiek 
doznała.  Przestała  przejmować  się  przejeżdżającymi  obok  samochodami.  Nic 
więcej się nie liczyło. Tylko pieszczoty Logana.

Po  chwili  wyprostował  się  i  odsunął  od  niej.  Wzburzony  podobnie  jak 

Merri, przeciągnął dłonią po włosach. Włączył pierwszy bieg.

Ruszyli w dalszą drogę.
A może to wszystko było tylko urojeniem? Pomyślała Merri.
– Dojeżdżamy do miasta – oznajmił Logan. Dopiero teraz przypomniała 

sobie o swoim wyglądzie.

Nerwowym ruchem poprawiła sukienkę.
– Nie miałeś prawa tak się zachowywać – powiedziała.

background image

– Być może. Ale to ci się podobało.
W  tej  chwili  pogardzała  Loganem  jeszcze  bardziej  niż  poprzednio. 

Dlatego, że miał rację.

–  Nadal  chcesz,  żebym  opuściła  Rachel  i  zostawiła  jedyny  dom,  jaki 

kiedykolwiek miałam?

– Nie. Usiłuję tylko zyskać na czasie. Mam nadzieję, że jeśli uda mi się 

choć  trochę  stłumić  głód  pożądania,  stanie  się  coś,  co  sprawi,  że  to,  co 
nieuniknione, nie nastąpi.

Merri  pragnęła  powiedzieć  Loganowi,  jak  bardzo  jest  szalony,  i 

przypomnieć, iż nie mają z sobą nic wspólnego. Że żaden związek między nimi 
nie  jest  możliwy,  a  ona  nigdy  mu  nie  przebaczy  okrucieństwa  w  stosunku  do 
Bretta i nieuszanowania jego pamięci.

Zanim  zdołała  pozbierać  myśli,  Logan  zdążył  podjechać  pod  kawiarnię. 

Zatrzymał ciężarówkę.

– Wysiadaj, Meredith. Nie ma o czym mówić – powiedział.
Nie było o czym mówić, miał rację, pomyślała, wysiadając z ciężarówki. 

Ale musiała jakoś zadziałać. Mimo że dopuściła do tego, co stało się parę minut 
temu, powinna dać Loganowi do zrozumienia, że tak dalej być nie może.

Kiedy odjechał, poczuła, jak bardzo jest bezsilna. Protesty na nic się nie 

zdają. Czas płynie, a ona nie robi nic. Nadal pozostaje w Rachel.

Zanim Logan dojechał do firmy, ogarnęły go wyrzuty sumienia. Podobnie 

jak  Meredith,  był  wolnym  człowiekiem.  Ale  gdy  patrzył  na  całą  sprawę  z 
moralnego punktu widzenia, a czynił tak zawsze, musiał uczciwie przyznać, że 
we własnych oczach nie zyskał szacunku.

Zdegustowany samym sobą, z niepokojem w sercu zabrał się do pracy. Na 

unikanie  Meredith  nie  było  żadnych  szans.  Uznał,  że  jedynym  sensownym 
rozwiązaniem  będzie  poświęcenie  się  całkowicie  pracy  zawodowej.  Tak  więc, 
kiedy późnym wieczorem padł zmęczony na łóżko, spał twardo aż do rana.

Przez  następny  tydzień  pracował  do  nocy,  imając  się  w  firmie  różnych 

zajęć. Pod koniec każdego dnia padał z nóg.

Nastał  sierpień.  Zbliżał  się  nowy  rok  szkolny.  Jak  zwykle  o  tej  porze 

roku,  liczba  kontraktów na  budowę  zaczęła  nieco  maleć.  Logan  miał  niewiele 
pracy.  Większość  wysiłku  poświęcał  teraz  farmie.  Kiedy  jednak  zaofiarował 
zarządcy  swe usługi, okazało się, że Sherman  przy pomocy Danny’ego zdążył 
już wykonać w polu całą robotę. Pomoc Logana nie była potrzebna.

Bratanek kosił łąkę, malował frontowe ogrodzenie i pomagał babce robić 

porządki na strychu, do czego nie mogła się zabrać od miesięcy.

–  Chcesz  trochę  poćwiczyć  samoobronę?  –  zapytał  Logan  Danny’ego. 

Którejś  środy  przyjechał  wcześniej  z  pracy  i  poszedł  za  chłopcem  do  stodoły, 
gdzie Danny składał narzędzia ogrodnicze babki.

background image

– Chętnie, stryju, ale teraz nie mogę – odparł bratanek.
– Obiecałem Larry’emu Brendanowi, że przyjdę do niego po kolacji.
–  Brendanowie...  Czy  to  jest  ta  farmerska  rodzina,  która  mieszka  przy 

drodze?

– Tak.
–  A  więc  wreszcie  znalazłeś  sobie  przyjaciela.  Chłopiec  uśmiechnął  się 

lekko.

– Chyba tak.
–  To  świetnie. Baw  się  dobrze.  Nie  wracaj późno  do  domu  i  uważaj  na 

drodze.

Danny jęknął.
– Mówisz, stryju, jak babcia lub mama.
– Chodźmy jeść.
Po  kolacji  Logan  nie  był  w  stanie  zostać  w  domu.  Niepokoił  go 

rozbrzmiewający  w  pokoju  głos  Meredith.  Wraz  z  jego  matką  oglądała  stary 
rodzinny album. Logan wyszedł przed dom. Wsiadł do ciężarówki i ruszył przed 
siebie. Objechał tereny budowy, jeszcze raz skontrolował wszystko. W motelu 
przy  autostradzie  wypił  drinka.  Kiedy  jednak  barman  przypomniał  mu,  że  nie 
pokazywał  się  tam  od  dwu  miesięcy  –  to  znaczy  od  zerwania  z  Vanessą 
Calloway – uzmysłowił sobie, od jak dawna żyje samotnie.

Podobnie męczył się w następne wieczory.

W  połowie  sierpnia  nastały  ogromne  upały.  Psuły  się  przeciążone 

klimatyzatory,  a  ludzie  stali  się  bezsilni  i  starali  się  robić  niewiele.  Dzieci  z 
niechęcią  oczekiwały  rozpoczęcia  nowego  roku  szkolnego.  Nikt  nie  chciał 
gotować w domu posiłków. Logan wiedział, że wcześniej czy później podda się 
także jego pracowita matka.

– Zrobimy dziś barbecue – oznajmiła, kiedy w drugi wtorek fali upałów 

Logan wrócił do domu.

Zwolnił wcześniej robotników i wysłał do domu pracowników biura. Upał 

był  nieznośny.  Logan  pomyślał  o  Meredith.  Ona  przynajmniej  pracowała  w 
klimatyzowanym pomieszczeniu.

Okazało się, że matka nie ma na myśli zwykłego wieczornego posiłku.
– Zaprosiłam parę osób – dodała po chwili.
Loganowi  wcale  to  nie  odpowiadało.  Przy  obcych  będzie  musiał  robić 

dobrą minę do złej gry. Udawać, iż w domu wszystko jest w porządku i że on 
sam zachował jeszcze zdrowe zmysły.

–  Dlaczego?  –  zapytał,  starając  się,  żeby  jego  pytanie  zabrzmiało 

grzecznie.

– Bo od wieków nie zapraszaliśmy nikogo.
Była to prawda. Z tym twierdzeniem nie mógł dyskutować.

background image

– Kto przyjdzie?
– Sherman.
Zniesie  obecność  tego  człowieka.  Często  jadał  z  nimi  kolacje.  Zarządca 

przychodził do nich na święta i na swoje urodziny.

–  Lepiej  powiedz  mu,  kto  jeszcze  się  zjawi  –  spokojnie  doradziła 

Meredith, wstawiając do lodówki dużą miskę zielonej sałaty.

Logan  opuścił  ręce  i  oparł  je  na  biodrach.  Był  coraz  bardziej 

niezadowolony.

– Kogo jeszcze zaprosiłaś?
– Stana Shirleya.
Faith  nie  podnosiła  głowy.  Z  ogromną  uwagą  wrzucała  kostki  lodu  do 

kubełka.

–  Czy  to  spóźniony  żart  primaaprilisowy,  czy  też  obie  chcecie 

doprowadzić mnie do  szaleństwa?  –  zapytał Logan,  spoglądając na  Merri.  Nie 
zdziwiłoby go, gdyby się dowiedział, że pomagała matce zaplanować wszystko 
po to, by jemu dokuczyć. Podejrzewał, że Faith powiedziała Meredith o więzach 
rodzinnych łączących Stana z Jane, jego byłą żoną. Faith uniosła brwi.

– Nie wszystko, co dzieje się w tym domu, musi uzyskać twoją akceptację 

–  powiedziała  do  syna.  –  Stan  i  ja  od  dawna  się  przyjaźnimy  i  nie  widzę
powodu, dla którego nie miałabym go widzieć, jeśli zechcę, we własnym domu.

–  Nie  ma  żadnego  powodu.  Oprócz  tego,  że  nigdy  nie  wyrażałaś  na  to 

ochoty – odparł Logan.

– Powód jest inny. To mało sensowne, żeby samotny mężczyzna musiał 

gotować  dla  siebie  kolację,  zwłaszcza  w  taki  upał.  Przestań  zaprzątać  sobie 
głowę  faktem,  że  Stan  i  Jane  są  spokrewnieni.  Aha,  w  sklepie  spożywczym 
wpadłyśmy na Mike’a LeBlanca. Zobaczył Merri i tak się zaczęło...

– Mówisz o kuzynie Jane? Trzeba było także zaprosić jej rodziców.
–  Nie  bądź  głuptasem.  A  zresztą  nie  ma  ich  tutaj.  Pojechali  do  Georgii 

pomóc Jane usunąć skutki silnych sztormów. – Faith machnęła ręką. Puste tacki 
do lodu zaniosła do zlewu i napełniła je wodą. – A jako że Mike jest szkolnym 
kolegą  Merri,  a  ponadto  wdowcem,  pomyślałam  sobie,  że  warto  go  do  nas 
zaprosić.

Logan  stał  w  miejscu,  podczas  gdy  jego  matka  wzięła  tackę  z 

papierowymi  talerzykami  oraz  kubełek  z  lodem  i  wyniosła  je  przed  dom. 
Meredith,  zajęta  przygotowywaniem  mięsa,  nie  zwracała  na  Logana  żadnej 
uwagi.

– To nie był mój pomysł – odezwała się po chwili. – Przestań przewiercać 

mnie wzrokiem, tak jakbym zrobiła coś złego.

– W szkole nigdy nie interesowałaś się LeBlancem. – W słowach Logana 

przebijała zazdrość, której nie potrafił opanować.

–  Byłam  zbyt  narwana,  aby  zadawać  się  z  kimś  tak  dobrze  ułożonym  i 

background image

staroświeckim, jak on.

–  A  teraz  pociąga  cię  to,  że  facet  jest  zastępcą  szeryfa?  Od  kiedy 

podniecają  cię  mundury?  Swego  czasu,  gdy  ja  go  nosiłem,  nie  zwracałaś  na 
mnie uwagi.

– Nie powinnam w ogóle niczego wyjaśniać, bo na to nie zasługujesz, ale 

ci powiem, że twoja matka spotkała Mike’a w supermarkecie i zrobiło się jej go 
żal,  bo  kupował,  sobie  gotowe  jedzenie.  To  jedyny  powód,  dla  którego  go 
zaprosiła.

Logan, oczywiście, nie uwierzył w wyjaśnienia Merri. Uznał, że to on ma 

rację.

Zjawił  się  Mike.  Od  chwili  przyjścia  bez  przerwy  wodził  wzrokiem  za 

Merri. Logan nie mógł obwiniać go za to, gdyż w bluzce cienkiej jak pajęczyna 
wyglądała  nadzwyczaj  podniecająco.  Ale  złościło  go  to,  że  gość  nawet  nie 
próbuje ukryć swego podziwu.

Kiedy  zasiadali  do  piknikowego  stołu,  Logan  miał  ochotę  solidnie 

przyłożyć  pozornie  nieśmiałemu  zastępcy  szeryfa  za  to,  że  wepchnął  się  na 
miejsce obok  Meredith.  Gość  popsuł  mu  apetyt  do  tego  stopnia, że  Logan nie 
był  w stanie przełknąć ani kęsa smacznej potrawy.  Najpierw musiał przywitać 
się  ze  Stanem,  co  go  dużo  kosztowało,  a  teraz  być  świadkiem  tego,  jak  Mike 
mizdrzy się do Meredith.

Tak  jakby  nie  było  jeszcze  dosyć  nieszczęść  jak  na  jeden  dzień,  Faith 

siedziała  rozpromieniona  obok  Stana.  Od  kiedy  on  i  jego  matka  mają  się  ku 
sobie? Zastanawiał się Logan. Na ile jest to poważna sprawa?

– Czy tak, stryju Loganie?
Usłyszawszy,  jak  bratanek  wymawia  jego  imię,  Logan  podniósł  głowę 

znad talerza i spojrzał na chłopca.

– Przepraszam, nie słyszałem, co mówiłeś.
– Och, synu – odezwała się Faith, z troską przyglądając się Loganowi –

jesteś dzisiaj nieobecny duchem.

– Mam głowę zaprzątniętą jednym z projektów – skłamał szybko. Zmusił 

się, by obdarzyć uśmiechem bratanka.

–  Mówiłem  właśnie  naszemu  gościowi...  –  zaczął  Danny.  Spojrzał  na 

zastępcę szeryfa. – O samoobronie, której mnie nauczyłeś. Czy pan wie, że mój 
stryj  zdobył  w  Wietnamie  wspaniałe  ordery?  Purpurowe  Serce  i  Srebrną 
Gwiazdę. Twardy z niego facet.

Logan  nie  lubił  mówić  o  Wietnamie,  lecz  teraz  za  samo  wspomnienie 

chętnie uściskałby bratanka. Dan widocznie zauważył, jakim zainteresowaniem 
LeBlanc obdarza jego matkę, i poczuł niechęć do gościa.

– Całe miasto wie wszystko o Loganie – z szerokim uśmiechem na twarzy 

zapewnił zastępca szeryfa. – W Rachel uchodzi za bohatera, lecz jest skromnym 
człowiekiem. Na uroczystościach dla weteranów wojennych nigdy nie pozwolił 

background image

się wyróżnić. Gotów bym się założyć, że nawet o tym nie wspomniał.

Jak można załatwić faceta, skoro jest tak cholernie grzeczny? Zastanawiał 

się  Logan.  Resztę  wieczoru  spędził  na  rozmyślaniu  o  tym,  co  może  knuć 
LeBlanc. Wiedział, że zastępca szeryfa nie darzy go sympatią. Gdy  w mieście 
natykali  się  na  siebie,  traktowali  się  jak  powietrze.  Być  może  facet  omamił 
Meredith, ale nie jego.

Meredith  wyczuła  wisielczy  humor  Logana  i  rzuciła  mu  pełne 

dezaprobaty spojrzenie.

Wytrzymał  mężnie  jej  oskarżycielski  wzrok.  Nie  musiał  długo  czekać. 

Szybko  się  poddała.  Spuściła  oczy.  Od  razu  poczuł  się  lepiej.  Odwrócił  się  w 
stronę  Shermana  i  zaczął  rozmawiać  o  ostatnio  dokonanych  zmianach  w 
ustawodawstwie rolnym.

Merri  siedziała  sztywno  podczas  kolacji.  Uznała,  że  będzie  lepiej 

chwilowo  milczeć.  Z  rozkoszą  jednak  udusiłaby  Logana,  kiedy  zaczął 
popisywać się przy stole.

Dzięki  Bogu,  stałam  się  kobietą  dojrzałą  i  cierpliwą,  pomyślała  parę 

godzin później, idąc do swego pokoju i słysząc, jak Faith zamyka za sobą drzwi 
do sypialni. Przedtem nigdy nie byłoby jej stać na tak powściągliwe zachowanie 
się.

Logan  poszedł  do  łóżka  kilka  minut  temu,  a  Danny  zniknął  u  siebie 

chwilę przed Faith. Merri odczekała minutę, a potem otworzyła drzwi i weszła 
do holu.

Ogarnęły ją ciemności. Posuwała się powoli i ostrożnie. Już miała minąć 

pokój Logana, kiedy nagle otworzyły się inne drzwi.

– Mamo, to ty?
– Tak. O co chodzi? – spytała szeptem syna.
– Muszę cię o coś poprosić.
– Teraz?
–  Chciałem  zrobić  to  wcześniej,  ale  bałem  się  mówić  przy  innych.  Bo 

gdybyś  mi  odmówiła,  czułbym  się  głupio.  Larry  prosił  mnie,  żebym  spędził 
weekend  z  nim  i  jego  rodziną.  Z  okazji  urodzin  zabierają  go  do  Nowego 
Orleanu.  Może  wziąć  z  sobą  przyjaciela.  Mamo,  on  mnie  zaprosił.  Czy  mogę 
jechać?  Powiedział,  że  obejrzymy  akwarium  i  będziemy  pływać  statkiem  po 
rzece. Rodzice Larry’ego pokrywają wszelkie koszty. Mamo!

Merri  jeszcze  nigdy  nie  widziała  takiego  wyrazu  szczęścia  na  twarzy 

syna. Tym razem znalazł sobie chyba przyjaciela. Jak by to było dobrze, gdyby 
wreszcie  mogła  przestać  martwić  się  o  to,  że  Danny  ma  trudności  w 
nawiązywaniu kontaktów z rówieśnikami!

– Chodzi o najbliższy weekend? – spytała. – Wiem, że twoja babka lubi 

Brendanów. Nic ci nie zadali w szkole na te dni?

– Mamo, to dopiero pierwszy tydzień zajęć. Jeśli nawet coś mi zadadzą, 

background image

zdążę odrobić lekcje.

–  Hm.  –  Czy  Danny  zdawał  sobie  sprawę  z  tego,  że  jego  matka  nie 

zmruży oka, dopóki syn nie wróci do domu? Z wyjątkiem godzin, które spędzał 
w  szkole,  nigdy  się  nie  rozstawali.  Ale  ten  wyjazd  był  wielką  atrakcją  dla 
chłopca. – Lubisz Larry’ego, prawda?

– Tak. Mamo, proszę. Czy mogę jechać?
Merri  miała  ochotę  uściskać  syna.  Powstrzymała  się  jednak.  Dotknęła 

lekko jego ramienia.

– Dobrze. Masz moją zgodę. Możesz powiedzieć o tym Larry’emu.
Danny aż podskoczył z radości.
–  Dzięki,  mamo.  Jesteś  wspaniała!  Zaraz  zejdę  na  dół  i  do  niego 

zadzwonię.

– O tej porze?
– Jest dopiero dziesiąta. Larry ma telefon w swoim pokoju. On codziennie 

do jedenastej siedzi przy komputerze. Dobranoc!

– Dobranoc.
Merri patrzyła, jak Danny zbiega po schodach. Zbyt późno uświadomiła 

sobie, że straciła okazję porozmawiania z synem o jego mimowolnym udziale w 
akcji  Logana,  mającej  na  celu  onieśmielenie  Mike’a  LeBlanca.  Powinna  coś 
powiedzieć  o  zbyt  pochopnym  wyciąganiu  wniosków,  aczkolwiek  rozumiała 
troskę  chłopca,  która  sprawiła,  że  stał  się  zaborczy  w  stosunku  do  matki.  Po 
chwili uznała, że nic się nie stanie, jeśli rozmowa na ten temat zostanie odłożona 
do jutra.

Z holu widziała w dole światło padające od strony kuchni. Odwróciła się i 

nagle  zobaczyła  Logana.  Stał  w  drzwiach  swego  pokoju  i  przyglądał  się  jej. 
Zaskoczona dotknęła ręką gardła. Nie słyszała go, jak wychodził.

Podszedł bliżej.
– To miły dzieciak – odezwał się prawie szeptem.
–  Chyba tak. –  Merri popatrzyła na  Logana. Był bez  koszuli i  wyglądał 

wspaniale. – Musimy wyjaśnić pewne sprawy – powiedziała cicho.

– My?
– Nie wykorzystuj mego syna do rozgrywek ze mną.
–  Nie  prowadzę  z  tobą  żadnych  gierek.  Ale  trzymaj  się  z  daleka  od 

LeBlanca.

Co za tupet! Chciała powiedzieć Loganowi, że nie ma prawa mówić jej, z 

kim może się spotykać, a z kim nie, uznała jednak, że to nieistotne.

– Nie interesuje mnie Mike ani żaden inny mężczyzna. Włączając ciebie.
– Kłamczucha. Chcesz, żebym ci to znów udowodnił? Gdyby dotknął jej 

teraz,  kiedy  tak  stał  obok  rozebrany  do  pasa,  nie  wiedziała,  jak  dobrze 
potrafiłaby udawać obojętność ani jak długo się opierać.

– Nie.

background image

Wyciągnął  rękę  i  dotknął  łańcuszka,  który  nosiła  na  szyi.  Lekko  go 

pociągnął.  Na  wrażliwej  skórze  delikatny  ruch  drobnych  ogniwek  stał  się 
pieszczotą.

Z  ramion  Merri  zsunęła  się  bluzka.  Przycisnęła  ją  do  piersi.  Pocieszała 

się, że Logan nie zrobi niczego więcej. Znajdowali się przecież tuż obok pokoju, 
w którym spała jego matka.

Wyciągnął  rękę  i  przesunął  palcem  po  dolnej  wardze  Merri.  Ostrożnie 

cofnęła się o krok.

– Tchórz – powiedział Logan.
– Przestań. Przyrzekam, że już więcej nie będę cię niepokoić.
–  Za  późno.  Za  późno  o  dwadzieścia  pięć  lat.  A  ja  nie  będę  patrzył 

spokojnie, jak popełniasz następny błąd.

Zrobił jeszcze jeden krok w przód. Merri cofnęła się aż pod ścianę.
– Następny błąd?
– Tak. Wybierzesz nieodpowiedniego mężczyznę.
Otworzyła usta, żeby powiedzieć Loganowi, że jest szalony. Nie zdążyła, 

gdyż błyskawicznie dotknął wargami jej ust. Przegrała. Wiedziała już o tym w 
chwili,  w  której  zachwiała  się  na  nogach.  Nie  potrafiła  oprzeć  się  jego 
pocałunkom.

Ich  ciała  zwarły  się  jak  dwa  magnesy.  Merri  pragnęła  Logana  coraz 

bardziej.

– Chodźmy do ciebie... lub do mnie. Wszystko jedno, dokąd – wyszeptał 

zdławionym głosem.

Ogarnął  ją  nagły  strach.  Dlaczego  tak  szybko  poddała  się  Loganowi? 

Przytłumione  odgłosy  dochodzące  z  parteru  domu  uprzytomniły  jej,  że  zaraz 
pojawi się Danny. Oprzytomniała.

– Logan – szepnęła. – Na dole jest Danny. Oddychając głośno i nierówno, 

podniósł  głowę.  Merri  wykorzystała  okazję.  Wysunęła  się  z  jego  ramion  i 
pobiegła  do  drzwi  swego  pokoju.  Udało  się  jej  zamknąć  je  od  środka.  Logan 
usiłował ją zatrzymać, ale bezskutecznie. Widocznie nie chciał robić hałasu.

Usłyszała,  jak  wzdycha,  stojąc  pod  drzwiami.  Przycisnęła  policzek  do 

drewna.  Chwilę później  wycofał się do swego pokoju. Cicho zamknął za sobą 
drzwi.

Merri stała nadal oparta o chłodne deski. Jeszcze nigdy nie czuła się tak 

niepewnie we własnej sypialni. Po raz pierwszy uprzytomniła sobie, że sama jest 
swoim wrogiem. W nie niniejszym stopniu niż jest nim Logan.

Podeszła  do  łóżka.  Położyła  się.  Ukryła  twarz  w  poduszce.  Zawładnęło 

nią  poczucie  wstydu  i  upokorzenia.  Tego  głodu  pożądania,  który  ją  teraz 
ogarniał, nie będzie jej wolno nigdy zaspokoić.

background image

ROZDZIAŁ PIĄTY

W  piątek,  w  porze  lunchu,  Merri  poczuła,  że  dzieje  się  coś  niedobrego. 

Poprzedniego  wieczoru  pożegnała  Danny’ego,  który  spakował  swoje  rzeczy  i 
poszedł spać do Brendanów. Następnego dnia mieli wyjechać zaraz po lekcjach.

Coś wisiało w powietrzu.
W  porze  największego  ruchu  Merri  miała  pełne  ręce  roboty.  Podawała 

właśnie  cztery  duże  sandwicze  do  stołu  zajętego  przez  siedem  starszych  pań, 
które zdążyły już mieć do niej przeróżne pretensje, kiedy zatelefonowała Faith.

Nigdy nie dzwoniła do kawiarni. Merri pomyślała więc od razu, że stało 

się coś złego. Pełna najgorszych przeczuć, podbiegła do telefonu.

– Co się stało? – spytała zadyszana.
–  Przepraszam,  moja  droga,  że  przeszkadzam  ci  w  pracy  –  powiedziała 

Faith. – Mam, niestety, złe wieści.

Och, Boże.
– Chodzi o Danny’ego? – Merri aż jęknęła. – Coś stało się w szkole? Ma 

mój telefon. Dlaczego sam...

– Chodzi o Stana. Przez krótką chwilę Merri nie pojmowała, o kim mówi 

Faith.

–  Ach,  tak  –  odrzekła  po  chwili.  –  O  twojego  Stana.  –  Mimo  że  już 

wcześniej  zauważyła  zainteresowanie  teściowej  listonoszem,  nie  mogła  teraz 
pojąć, dlaczego dzwoni do niej do kawiarni, i to w porze największego ruchu. –
Coś mu się stało?

–  Potrącił  go  samochód.  Ma  złamaną  nogę.  Przeniosę  się  do  niego  na 

kilka dni. Potrzebuje opieki.

– Żartujesz?
–  Nie  prosił  mnie  o  to,  ale  muszę  mu  pomóc.  Wypadek  zdarzył  się 

dokładnie  przed  naszym domem.  Stan  zorientował  się,  że  zapomniał  doręczyć 
mi przesyłkę, i zawrócił, nie patrząc na drogę. Bo komu przyszłoby w ogóle do 
głowy,  że naszą ulicą będzie ktoś przejeżdżał?  Chwilę przedtem rozmawiał ze 
mną. Pewnie był zamyślony.

– Merri! Bierz podwójne frytki i cebulkę! – zawołał Angel z kuchni.
Ledwie go usłyszała.
– Faith, to zła wiadomość – odezwała się do słuchawki – mam nadzieję, 

że nic więcej Stanowi się nie stało. Ciągle jednak nie pojmuję, dlaczego ty...

–  Danny  wyjechał,  a  ty  i  Logan  dacie  sobie  beze  mnie  radę  przez 

najbliższy  weekend.  Stan  nie  ma  nikogo.  Większość  jego  krewnych  mieszka 
poza  miastem,  a  Mike  jest  ciągle  zajęty.  To,  że  nie  będzie  mnie  w  domu,  nie 
sprawi ci kłopotu, prawda? – spytała Faith.

Sprawi,  i  to  jaki,  pomyślała  Merri.  Na  samą  myśl  o  tym,  że  zostanie  z 

background image

Loganem sama przez cały weekend, wpadła w panikę.

–  Nie  jadę  daleko  –  ciągnęła  Faith.  –  Stan  mieszka  w  odległości  mniej 

więcej dziesięciu kilometrów od naszego domu.

Dziesięć kilometrów czy sto, co to za różnica? Faith nie będzie w domu i 

tylko to się liczy.

–  Twoja  nieobecność  nie  sprawi  mi,  oczywiście,  żadnego  kłopotu  –

wykrztusiła wreszcie Merri. – Nie martw się o nas. A może będzie ci potrzebna 
dodatkowa pomoc? Służę swoją osobą. – Faith nie przyjęła jej propozycji.

–  Mieszkanie  Stana  jest  bardzo  małe  –  powiedziała.  Od  strony  kuchni 

rozległy się nowe, tym razem groźnie brzmiące okrzyki Angela.

– Faith – powiedziała szybko Merri – muszę wracać do pracy, bo szef się 

złości. Powiedz, kiedy jedziesz? Mam sobie załatwić podwiezienie do domu?

–  Nie  trzeba.  Zaraz  zadzwonię  do  Logana.  Poproszę go,  żeby  po  ciebie 

przyjechał.

– Nie! – wykrzyknęła Merri. – Nic mu nie mów. Nie zawracaj Loganowi 

głowy.

– Będę spokojniejsza, jeśli po ciebie przyjedzie. Nie martw się, nie będzie 

miał o to żadnej pretensji.

Kątem oka Merri popatrzyła na denerwujących się klientów.
– Dobrze – przystała. – Zrobimy, co sobie życzysz. Do końca pracy czas 

upłynął  szybko,  ale  gdy  Merri  zobaczyła  ciężarówkę  Logana  zatrzymującą  się 
przed kawiarnią, była kłębkiem nerwów. Zrobiłaby wszystko, byleby nie musieć 
wychodzić i wsiadać do samochodu.

Od  razu  wyczuła,  że  Logan  też  jest  spięty.  Siedział  wyprostowany  i 

patrzył przed siebie.

Od  chwili,  w  której wdrapała  się do  szoferki, aż do  przyjazdu do  domu 

nie zamienili ani jednego słowa. Co to by zresztą zmieniło?

Kiedy przed domem Logan wyłączył silnik, Merri zadała mu nurtujące ją 

pytanie:

– Wracasz do pracy?
– Nie.
Z daleka zobaczyła Shermana. Jechał z pola na traktorze, ciągnąc za sobą 

zwalone drzewo. Gdyby nawet przed wieczorem zakończył swoje obowiązki, i 
tak by się w domu nie pokazał. Żył własnym życiem, według własnego rozkładu 
dnia, i cieszył się swobodą. Danny w towarzystwie Brendanów był już w drodze 
do Nowego Orleanu. Nikt, absolutnie nikt, nie zakłóci im spokoju, z chwilą gdy 
wraz z Loganem znajdą się w domu. Nikt ich nie powstrzyma.

Logan podążył za Merri do domu. Weszła do środka i jak ostatni tchórz 

ruszyła szybko w stronę schodów.

Kiedy dotknęła poręczy, znalazł się tuż za nią. Położył rękę na jej dłoni.
Stanęła jak skamieniała. Logan był od niej silniejszy. Potężniejszy. Jakie 

background image

miała szanse, żeby mu się oprzeć?

Jedną ręką objął ją w talii i przyciągnął do siebie. Wyczuwała bicie jego 

serca, a także podniecenie, jakie go ogarnęło. Gdy przesunął prawą rękę i ujął jej 
pierś, wiedziała, że przestanie mu się opierać.

Nogi  miała  jak  z  waty.  Torebka  zsunęła  się  jej  z  ramienia  i  upadła  na 

podłogę. Kiedy Logan przeciągnął palcem po naprężonym sutku, schwyciła go 
za ramię, żeby zachować równowagę.

Gdy zsunął dłoń i dotknął podbrzusza, głowa Merri opadła bezwładnie na 

jego ramię.

–  Pragnę  twoich  ust  –  wyszeptał.  Czuła  na  szyi  gorący  oddech.  Nie 

wykonała żadnego ruchu. – Pocałuj mnie – polecił stanowczo.

Podniosła głowę i popatrzyła na niego spod przymkniętych powiek.
– Logan... Nie możemy tego zrobić.
– Już robimy. Odwróć się – dodał. – Obejmij mnie za szyję. I pocałuj.
Oszołomiona  tonem  jego  głosu,  a  także  dotknięciem  rąk  Logana,  Merri 

posłuchała rozkazu. Działała jak w transie. Mimo to jednak dorzuciła:

– Nie będzie odwrotu.
– Zbyt długo żyłem przeszłością. Jestem już zmęczony.
– Ale jutro...
–  Nie  istnieje.  Liczy  się  tylko  teraźniejszość.  To.  –  Ramiona  Logana 

obejmujące Merri były jak stal. Przyciągnął ją bliżej. – Pocałuj mnie – zażądał.

We  władczym  zachowaniu  się  Logana  było  coś  bardzo  podniecającego. 

Merri  wiedziała,  że  w  tym,  co  zaraz  nastąpi,  ona  stanie  się  równorzędnym 
partnerem. Będzie taką Meredith Brown Powers, jaka nigdy jeszcze nie istniała. 
Logan ją stworzy, a ona da mu to wszystko, czego od niej zechce.

Był  to  ich  pierwszy  pocałunek.  Przedtem  tylko  pojedynkowali  się, 

walczyli i fantazjowali. A także się karali. Ten pierwszy pocałunek, który teraz 
nastąpił, oznaczał akceptację. Pozostawili za sobą wszelką złość, żal, zwątpienia 
i rozczarowania.

Zachowywali się tak, jakby od dawna byli kochankami. Merri rozchyliła 

wargi, żeby Logan mógł ją namiętniej całować. Łączyły ich teraz tylko zażyłość 
i  wzajemne  zaufanie.  Dzielili  między  sobą  uczucia  szalone  i  będące  ich 
niepodzielną własnością.

Splecione języki odbywały odwieczny taniec. Logan spijał słodycz z warg 

Merri tak zachłannie, jakby umierał z pragnienia. Ciągle było mu mało.

Jedną ręką objął Merri za ramię, drugą podsunął pod pośladki. Podniósł ją 

i  przycisnął  do  siebie.  Odruchowo,  w  naturalnym  geście,  zsunęła  tenisówki  i 
nogami oplotła Logana w pasie. Ten ruch sprawił, że jej spódnica znalazła się 
powyżej ud.

Mrucząc  coś  pod  nosem,  Logan  zrobił  krok  po  schodach  w  górę.  Merri 

uczepiła się jego koszuli. Po chwili wysunęła ją z jego spodni.

background image

Ani  na  chwilę  nie  przestawali  się  całować.  Nawet  wtedy,  kiedy  Logan 

ukląkł i posadził Merri na wyższym stopniu.

Poczuła, jak jego palce dotykają guzików. Przesuwały się szybko dopóty, 

dopóki  nie  odpiął  ostatniego  i  nie  zdjął  z  Merri  sukienki.  Potem  odpiął 
biustonosz.

Ciało  Merri  owionęło  chłodne  powietrze.  Czuła  jednak  na  sobie  gorące 

spojrzenie Logana. Świadoma czekających ją pieszczot, opadła na schody.

Każdy  następny  dotyk  wywoływał  dreszcz  podniecenia.  Wsunęła  palce 

we włosy Logana. Pragnęła odczuwać go teraz całym ciałem.

Rozbierał  Merri  dalej,  pozostawiając  jej  uporanie  się  z  jego  własnym 

paskiem i dżinsami. Co pewien czas ich palce splatały się na chwilę i spotykały 
oczy.  Wówczas  przytomnieli  na  sekundę  i  zaraz  potem  znów  oddawali  się 
oszałamiającym pieszczotom.

Znaleźli się o dwa schody wyżej. Byli teraz zupełnie nadzy. Kiedy Logan 

położył jedną dłoń na podbrzuszu Merri, a drugą zaczął rozchylać uda, jęknęła z 
rozkoszy. Wyciągnęła ręce i chwyciła za poręcz schodów, naprężając całe ciało. 
Jeszcze nigdy nie czuła się tak pełna życia.

Z  chwilą  gdy  pieszczoty  stały  się  bardzo  intymne,  krzyknęła  głośno. 

Świat zaczął mienić się tysiącem barw jak w kalejdoskopie.

Jęczała, łkała i błagała Logana, by wyzwolił ją z napięcia, które ogarnęło 

całe  jej  ciało.  Teraz  on  poprowadził  dłoń  Merri,  tak  że  znalazła  się  na  jego 
podbrzuszu. Poczuła, jak wielka rozpiera go siła.

– Och, proszę... Nie wiem, czy... – jęczała, z trudem chwytając powietrze.
– Tak. – Logan podniósł ją z taką łatwością, jakby ważyła kilka gramów. 

Oparł  o  ścianę  i  wcisnął  się  między  jej  uda.  –  Tak  –  powtórzył  szeptem,  gdy 
przytrzymała  mocniej  jego  ramiona  i  lekko  uniosła  się,  żeby  ciałom  ułatwić 
zespolenie. – Weź mnie. Zrób to. Teraz.

Pomógł Merri. Czuła, jak drżą jego ręce, kiedy przytrzymywał jej biodra.
– Merri... Merri... Tak. Głębiej – szeptał głosem schrypniętym z emocji.
– Już nie mogę. Nie dam rady.
– Proszę. Weź mnie całego.
Pragnęła jeszcze bliższego zespolenia. Logan poruszał się w niej powoli i 

rytmicznie.  Merri  zorientowała  się  nagle,  że  oboje  znaleźli  się  na  podeście 
schodów. Przygarnęła do siebie Logana, obawiając się oddalenia.

– Jestem za ciężki – ostrzegł.
– Nieważne. Trzymaj mnie mocno.
Oddali  się  pieszczotom.  Kiedy  Merri  osiągnęła  rozkosz,  Logan  stłumił 

wargami jej krzyk. Po chwili i on doznał wyzwolenia. A potem ukrył twarz w 
zagięciu ramienia Merri i zaczął drżeć na całym ciele.

Połączyło ich coś, co Merri nie wydawało się w ogóle możliwe.
Do  diabła, do  diabła...  Logan zmełł w  ustach przekleństwo. Żałował,  że 

background image

nie  należy  do  tych  stworzeń,  które  umierają  podczas  cielesnego stosunku.  Nie 
chciał spojrzeć w oczy Meredith i zobaczyć jej reakcji na to, co uczyniła. Jeśli 
mu  powie,  że  go  nienawidzi,  on  zejdzie  na  dół  i  poderżnie  sobie  gardło 
najbardziej tępym nożem, jaki uda mu się znaleźć w kuchni.

Tego,  co  się  stało,  pragnął  od  lat.  Kiedy  od  matki  usłyszał  o  wypadku 

listonosza  i  o  jej  planach  na  ten  weekend,  wiedział,  że  nie  będzie  w  stanie 
trzymać się z daleka od Meredith. Nie jest świętym i nigdy nim nie był.

A  więc  stało  się.  Na  domiar  złego  dopadł  ją  na  schodach.  Cud,  że  nie 

spadli i nie zabili się oboje. Boże, jak krucha i drobna jest ta kobieta! Sam nie 
wiedział,  czy  mu  się  to  podoba,  czy  nie.  Gdyby  była  mniej  niezależna  i 
zapalczywa, chyba bałby się jej dotknąć. Dobrze zbudowani mężczyźni, o jego 
posturze,  na  ogół  gustowali  w  małych  kobietkach.  Tańcząc  na  parkiecie 
wyglądaliby śmiesznie.

Teraz, kiedy spoglądał na spłonioną twarz Meredith, jego sercem miotały 

sprzeczne, nie znane mu dotychczas uczucia. Znów ogarnęło go pożądanie.

Merri  uniosła  powieki.  Długie,  ciemne  rzęsy  rzucały  cień  na  policzki. 

Logan zobaczył, że w jej dużych niebieskich oczach nie było już rozmarzenia. 
Patrzyła na niego uważnie.

– Co teraz? – zapytała.
W głosie Merri wyczuł lekką prowokację.
– Mam powiedzieć prawdę?
–  Jestem  na  tyle  dorosła,  by  się  z  nią  pogodzić.  Obrzucił  spojrzeniem 

ciało Merri. Na piersiach dostrzegł czerwone plamy. Odciski swych warg.

– Chcesz weekendowego flirtu?
– Chcę ciebie. Miałem cię dopiero raz i jeszcze nie zaspokoiłem apetytu. 

–  Logan  przeciągnął  dłonią  po  lekko  wilgotnych  włosach  Meredith.  Już  nie 
irytowało go to, że są krótkie. Do twarzy jej było z taką fryzurą. – A czego ty 
chcesz?

– Mam powiedzieć prawdę?
Meredith powiedziała to z tak poważną miną, że Loganowi zachciało się 

śmiać.

– Jestem na tyle dorosły, żeby się z nią pogodzić.
– Chcę cię zrozumieć.
Ambitne  życzenie.  I  sprawiające  przyjemność.  Czasami  jednak  Logan 

sam siebie nie rozumiał. Jak więc mógł zacząć tłumaczyć, kim jest i co popycha 
go w jej kierunku? No, powiedzmy, że Meredith nie jest wrogiem, za którego ją 
uważał.  Ale  czy  kiedykolwiek  staną  się  przyjaciółmi?  Czy  jest  to  w  ogóle 
możliwe?

–  Rozumiesz  mnie.  Pod  względem  seksualnym  –  szepnął,  odgarniając z 

czoła  Merri  wilgotne  włosy.  –  Jest  to  znacznie  więcej,  niż  udało  się  osiągnąć 
jakiejkolwiek innej kobiecie. Chyba wystarczy.

background image

– A co będzie w poniedziałek?
W  Wietnamie  weekend  był  czymś,  co  trwało  wiecznie.  Tym  razem 

powinno  pewnie być  tak  samo.  O  czym  myślała  ta  kobieta?  Wyraz  jej  twarzy 
zdradzał niewiele. Logan wyczuł, że Meredith ma wątpliwości.

– Powiedz, co masz na myśli – poprosił.
– Logan, igrasz z ogniem. Zresztą oboje flirtujemy z niebezpieczeństwem.
– Nie igram z ogniem i w żadnym razie nie flirtuję. Możesz to nazwać... 

dawną sprawą, jeśli masz ochotę.

– Rozumiem. Mam nadzieję, że dzięki mnie pozbędziesz się tego, co cię 

boli.

–  Może  oboje  robimy  sobie  przysługę  –  powiedział  Logan,  wiedząc,  że 

będą musieli powziąć jakąś decyzję.

Spojrzał  na  Meredith.  Wciąż  jej  pożądał.  Nie  życzył  sobie,  by  mu 

powiedziała, żeby poszedł do diabła.

–  Mam  jedną  prośbę  –  odezwała  się  po  chwili,  przeczesując  palcami 

zmierzwione włosy na piersi Logana.

Skinął głową.
– Słucham.
– Mam dość dywanów i schodów. Przynajmniej na dziś. Będę miała wiele 

szczęścia, jeśli nie uszkodziłeś mi kręgosłupa.

Jej cięte, dowcipne uwagi zawsze doprowadzały go do złości. Teraz mimo 

woli zaczął się śmiać.

Wstał, unosząc ostrożnie Meredith w ramionach. Ważyła tyle co piórko.
–  Co  myślisz  o  znalezieniu  się pod  prysznicem?  Zamiast odpowiedzieć, 

zademonstrowała  swój  stosunek  nie  tylko  do  tego  urządzenia,  lecz  także  do 
Logana. Gdy było już po wszystkim, zaniósł ją do łóżka. Do swego łóżka, gdyż 
było  najobszerniejsze,  i  dlatego,  że  nie  chciał  przebywać  w  żadnym  z  pokoi, 
które  nosiły  ślady  pobytu  jego  brata  lub  wspólnego  życia  Bretta  i  Meredith.  I 
tutaj kochali się po raz trzeci. Dopiero potem ogarnął ich sen.

Kiedy Logan otworzył oczy, było ciemno. Dopiero po chwili, gdy odczuł 

miłe  zmęczenie,  a  zmysł  powonienia  odkrył  na  poduszce  ulotny  zapach 
Meredith, przypomniał sobie, co zaszło.

Na myśl o tym, co się stało, serce Logana zaczęło bić szybciej.
Gdzie podziewała się teraz Meredith? Uznała, że popełniła błąd i zdążyła 

już opuścić dom?

Bez Dana? To niemożliwe. Tego by nie zrobiła.
Logan  zsunął  się  z  łóżka.  Wyciągnął  z  szafy  parę  czystych  dżinsów. 

Szybko włożył je na siebie i wyszedł z pokoju, po drodze zapinając zamek.

W pokoju Meredith było ciemno. I pusto. A więc pewnie była w łazience. 

W tej chwili zobaczył jednak światło dochodzące z parteru.

Schodząc  po  schodach,  Logan  poczuł  apetyczny  zapach.  Spojrzał  na 

background image

zegarek. Już dawno minęła pora kolacji. Ssało go z głodu. Z chwilą jednak gdy 
znalazł się w kuchni, przestał myśleć o pustym żołądku.

Meredith była ubrana. Miała na sobie tę samą sukienkę, którą uprzednio 

zdjął z niej na schodach.

– Nie mogłaś spać?
Na dźwięk głosu dochodzącego od drzwi odwróciła się nerwowo w stronę 

Logana.

– Jak dawno tu stoisz?
– Na tyle długo, by rozkoszować się twym widokiem. – Podobała mu się. 

Wyglądała  apetycznie.  Dzięki  trzem  górnym  nie  zapiętym  guzikom  mógł 
podziwiać  gładką  skórę  i  ponętne  kształty,  na  widok  których  świerzbiły  go 
palce.  Pragnął  dotykać  Meredith.  –  Mogłaś  włożyć  na  siebie  coś  czystego  –
dodał.

–  Dlaczego  mam  marnować  ciężką  pracę  Faith,  która  prasuje  moje 

sukienki? A ponadto...

Urwała. Logan zastanawiał się, co spowodowało wahanie Meredith.
– No, mów – zachęcił.
– Ta sukienka pachnie tobą.
Wiedziała, jak przyciągnąć jego uwagę. Westchnął głęboko i powoli.
– Podejdź do mnie.
– Nie miałam zamiaru cię prowokować.
– Jasne. Podejdź bliżej.
Przeszła przez kuchnię. Jej oczy błyszczały ciekawością i odzwierciedlały 

przeżyte uniesienia. Loganowi przypomniały się nagle kolczyki, które Meredith 
miała na sobie, kiedy po raz ostatni widział ją przed laty. Zastanawiał się, co się 
z nimi stało. Odkąd przyjechała, nie włożyła ich ani razu.

Westchnął głęboko. Uznał, że to nie czas na wspomnienia. Ten weekend 

należał do nich obojga i nic więcej się nie liczyło.

Kiedy Meredith znalazła się tuż przed nim, podniósł ją do góry.
– Pocałuj – zażądał.
–  To,  że  się  kochaliśmy,  wcale  nie  sprawiło,  iż  stałeś  się 

sympatyczniejszy – skomentowała.

–  Mam  swoje  powody.  Chcę  się  upewnić,  że  nadal  potrafisz  rozpoznać 

mnie po ciemku.

Wargami dotknął ust Merri.
Ten pocałunek był nadzwyczajny. Kiedy Logan zacisnął lekko zęby na jej

dolnej wardze, poczuł znajome drżenie całowanych ust.

– Logan, jedzenie się spali.
Jeszcze  raz  zmysłowym  gestem  dotknął  językiem  rozchylonych  warg 

Merri  i  oderwał  od  nich  usta.  Opuścił  ją  powoli,  tak  że  po  chwili  stopami 
dotknęła ziemi.

background image

– Masz szczęście, że umieram z głodu.
– Masz szczęście, że w lodówce było jedzenie – odparła Merri. –  O tak 

późnej porze nie potrafię być pomysłową kucharką. Mam nadzieję, że wystarczą 
ci kanapki z wołowym gulaszem.

–  Lepsze  to  niż  ser,  który  bym  zjadł,  będąc  tu  sam.  Jeśli  do  menu 

dorzucisz piwo, przyrzekam, że pozmywam po kolacji.

W oczach Merri pojawiły się figlarne ogniki.
–  I  tak  byś  zmywał.  To  są  lata  dziewięćdziesiąte,  mój  panie.  A  ja  nie 

jestem twoją mamą.

Śmiejąc  się,  Logan  przysunął  sobie  krzesło  i  usiadł  na  nim  okrakiem. 

Kiedy  Merri  wręczyła  mu  puszkę  piwa,  otworzył  ją  i  pociągnął  długi  łyk. 
Meredith  odstawiła  swoją  puszkę,  a  potem  wyjęła  z  pieca  bułki  i  podgrzany 
gulasz.

– Masz ochotę na chipsy? A może na pikle? Zaprzeczył ruchem głowy.
– Tego jedzenia starczyłoby dla trzech osób.
– Może dodać cebulę?
–  Nie,  jeśli  nie  lubisz  jej  zapachu.  –  Loganowi  podobało  się  pogodne 

spojrzenie  oczu  Meredith.  Bosą  stopą  wyciągnął  zza  stołu  drugie  krzesło.  –
Siadaj.

Usłuchała.
– Nie  istnieje  żaden  elegancki  sposób jedzenia  tej  potrawy  –  oznajmiła, 

napełniając przekrojoną  bułkę  parującą  wołowiną.  Spojrzała na  Logana.  –  Nie 
jesz? Byłam przekonana, że jesteś głodny.

– Jestem.
–  A  więc  zabieraj  się  grzecznie do  jedzenia. Jeśli  nadal  będziesz mi  się 

przyglądał tak, jakbym była  jakimś stworem pod  mikroskopem,  wymażę sobie 
brodę sosem.

– Nie przejmuj się. Dokładnie go zliżę. Merri na chwilę zamknęła oczy.
–  Doczekałam  się  tego,  czego  chciałam.  –  Westchnęła  głośno.  –  No, 

dobrze, mam pytanie. Czy przez cały weekend będziemy tylko jeść, kochać się i 
mówić o seksie? Czy wokół tych spraw ma się obracać wszystko?

– To bardzo prawdopodobne.
– Od jak dawna tego nie robiłeś? – spytała.
– A ty?
Nie odpowiedziała od razu. Zbyt późno Logan zorientował się, że był to 

dla Meredith temat bardzo bolesny. Nie zadawałby w ogóle tego pytania.

–  Brett  stracił  zainteresowanie  seksem,  jeszcze  zanim  wykryto,  że  ma 

raka.  Może  był  to  jeden  z  symptomów  choroby,  a  może  już  nie  miał  na  mnie 
ochoty – spokojnie oznajmiła Meredith.

– Bzdura. Wzruszyła ramionami.
–  Bez  reszty  poświęcał  się  pracy  twórczej.  Był  jednak  wrażliwy  i 

background image

uczciwy. Co innego więc mogłam pomyśleć?

– Że był głupi.
Merri podniosła kanapkę do ust.
–  Nie  ma  to  jak  rozmowa  z  tobą.  Sama  przyjemność  –  mruknęła  z 

sarkazmem. – Trudno się przyzwyczaić.

– Spójrz na to z innej strony. Wyobraź sobie, że przeze mnie przemawia 

uczciwość.  Wtedy  będzie  ci  łatwiej  przełknąć  gorzką  pigułkę.  A  skoro  już 
jesteśmy  przy  temacie  seksu,  może  przedyskutowalibyśmy  sprawę  regulacji 
urodzin? Co ty na to?

Meredith uniosła brwi.
–  Czy  to  nie  spóźniona  rada?  –  spytała  gniewnie.  Zlizywała  teraz  sos 

kolejno  z  wszystkich  palców  prawej  ręki.  Starała  się  robić  to,  nie  prowokując 
Logana. Przyglądał się jej zwężonymi oczyma.

–  Masz  przykład  tego,  jak  na  mnie  działasz.  Tracę  przy  tobie  zdrowy 

rozsądek.

–  Chyba  żaden  problem  nie  istnieje.  Swego  czasu  z  trudem  zaszłam  w 

ciążę.  Mój  lekarz  powiedział  mi,  że  będzie  cud,  jeśli  uda  mi  się  to  ponowić  i 
urodzić drugie dziecko. Jego przewidywania okazały się słuszne. Mimo prób nie 
udało mi się po raz drugi zajść w ciążę.

– Przykro ci z tego powodu?
–  Nie  ma  tego  złego,  co  by  na  dobre  nie  wyszło.  –  Merri  westchnęła 

głęboko.  –  Czasami  było  bardzo  trudno  ubrać  i  wykarmić  naszą  trójkę.  Może 
więc dobrze się stało, że nie urodziłam drugiego dziecka.

Przez całe lata Logan usiłował o tym nie myśleć.
Meredith potrząsnęła głową.  Wyglądało na  to,  że  usiłuje otrząsnąć się  z 

przykrych myśli. Obdarzyła go uśmiechem.

– A co z tobą i Jane? Chcieliście mieć dzieci? – spytała po chwili.
–  Nigdy  o  tym  nie  było  mowy.  Zresztą  nie  prowadziliśmy  żadnych 

rozmów na żaden temat.

– Aha.
Meredith skinęła głową. Zacisnęła wargi.
–  Przyznaję,  że  wierzyłem  w  to,  iż  posiadanie  żony  zlikwiduje  moje 

kłopoty.  I  to  był  błąd.  Powinienem  wiedzieć,  że  należę  do  tego  gatunku 
mężczyzn, którzy nie powinni pakować się w małżeństwo.

Meredith wzruszyła ramionami.
– Tak rozumuje większość z was. Ale do czasu. Dopóki na waszej drodze 

nie stanie odpowiednia kobieta.

–  Byłaś  dla  Bretta  odpowiednią  kobietą?  Zawahała  się  na  moment. 

Przesunęła palcami po puszce od piwa.

–  Tak.  Tak  sądzę.  Byłam  przez  pewien  czas.  Wiem,  że  miałeś  na  ten 

temat inne zdanie.

background image

– I nadal je mam.
Merri spojrzała Loganowi w twarz. Była zmieszana, a zarazem smutna.
– Jak to się stało, że potrafiłeś kochać się ze mną, skoro tak bardzo mnie 

nienawidzisz?

Odłożył na talerz prawie nie tkniętą kanapkę i otarł wargi serwetką.
– Jedno z drugim nie ma nic wspólnego – mruknął. Popatrzyła na niego 

błyszczącymi oczyma.

–  Jeśli  będziemy  przemilczać  wszystkie  tematy,  które  są  dla  ciebie 

nieprzyjemne,  zamilkniemy  na  dobre.  Będziemy  mieli  sobie  tyle  do 
powiedzenia, co ty i Jane.

To  był  celny  strzał.  Meredith  miała  rację.  Jeśli  nie  będzie  uważał,  co 

mówi, to się znów powtórzy.

– Jasne – powiedział. Wstał z krzesła i pociągnął za sobą Meredith, zanim 

zdążyła zaprotestować.

Pocałował ją bardzo mocno.
– Co robisz? – spytała, kiedy udało się jej znów złapać oddech.
–  Szkoda  czasu  na  gadanie.  Mamy  go  niewiele.  A  więc  od  dawna  cię 

pragnąłem. I teraz też cię pożądam. – Ruszył w stronę schodów.

– Ale... – Meredith objęła Logana za szyję. – Ale co będzie z jedzeniem?
– Poczeka.

background image

ROZDZIAŁ SZÓSTY

– Naprawdę dobrze się czujesz?
Merri  umieściła  słuchawkę  między  uchem  a  wgłębieniem  ramienia. 

Pomyślała,  że  Faith,  mimo  cechującej  ją  dobroci  i  czułości,  jest  nadzwyczaj 
bystra i przenikliwa.

– Oczywiście, że czuję się dobrze – odparła szybko. – Co ci przyszło do 

głowy, żeby mnie w ogóle o to pytać?

– Masz zmęczony głos. I taki jakiś smutny.
Biorąc pod uwagę fakt, iż dopiero co przeżyła dwa cudowne dni  i  że te 

fantastyczne przeżycia, których doznawała, miały się skończyć za kilka godzin, 
Merri  miała  powody,  żeby  być  wyczerpana.  I  było  jej  smutno.  Bo  mimo  że  z 
Loganem wszystko ułożyło się wspaniale, była nadal niepewna, co przyniesie jej 
przyszłość.

– Tęsknię do moich dwóch najukochańszych osób – powiedziała, usiłując 

mówić lekkim tonem. – To wszystko.

–  Niczego  przede  mną  nie  ukrywasz?  Może  Logan  bardziej  niż  zwykle 

zatruwa  ci  życie?  Jeśli  zachowuje  się  źle,  powiedz  mi  o  tym,  moja  droga. 
Nakazałam mu, żeby traktował cię przyzwoicie.

Przyzwoicie. Tak właśnie się zachowywał. Był dobrym kochankiem. To 

ona miała problem.

–  Sądzę,  że  w  moim  głosie  wyczułaś  niepokój  o  Danny’ego  –  odparła. 

Tym razem mówiła prawdę. – Od soboty rano jeszcze nie zadzwonił.

–  Jestem w  stanie  go  zrozumieć  –  oznajmiła  Faith.  –  Przeżywa  radosne 

chwile  i  zapomniał  o  bożym  świecie.  Typowy  koszmar  dla  każdej  matki  –
dodała z rozbawieniem w głosie. – Pamiętam, kiedy coś takiego zrobili po raz 
pierwszy  moi  chłopcy.  Czy  uwierzysz,  że  pobiegłam  do  swego  pokoju  i 
płakałam jak dziecko, a potem tak bardzo było mi wstyd swego zachowania się, 
że  zeszłam  na  dół  do  kuchni  i  upiekłam  całą  furę  czekoladowych  ciastek? 
Godzinę później obaj chłopcy wrócili do domu i przy kuchennym stole kłócili 
się  między  sobą,  które  ciastka  są  lepsze.  Nie  martw się,  moja  droga.  Wkrótce 
wszystko potoczy się utartym trybem.

Kto  sobie  tego  życzył?  Ona  sama  nie  miała  pojęcia,  czego  właściwie 

chce. Na razie pragnęła jednego. Jak najszybciej zmienić temat.

– Co ze Stanem? – spytała.
– Wspaniale jest go pielęgnować – entuzjazmowała się Faith.
Merri roześmiała się głośno.
– Oj, Faith, chyba się zakochałaś.
– Pogadamy, gdy wrócę do domu. Teraz właśnie czeka na piwo, które mu 

obiecałam. Zrobię kolację i zaraz potem się zobaczymy.

background image

Merri z westchnieniem odwiesiła słuchawkę. Jeszcze tylko parę godzin... 

Będzie  zadowolona,  widząc  Faith  znów  w  domu,  lecz  za  jej  powrót  zapłaci 
wysoką cenę.

Otworzyły  się  drzwi.  Wszedł  Logan.  Merri  szybko  odstawiła  szczotkę. 

Robiła  porządek  w  łazience  i  kuchni,  podczas  gdy  on  pomagał  Shermanowi 
usunąć jakieś uszkodzenie w zdezelowanej furgonetce. Chciała też uprać pościel 
i ręczniki, których używali.

Im  dłużej  przebywała  w  towarzystwie Logana,  tym  więcej  przychodziło 

jej do głowy rzeczy, z którymi powinna się uporać, żeby całkiem zatrzeć ślady 
tego, co się wydarzyło podczas nieobecności Faith.

–  No  i  co?  –  zawołała,  kiedy  stanął  na  progu.  –  Czy  ta  furgonetka  ma 

szanse dożyć do przyszłego roku?

–  Mało  prawdopodobne.  –  Logan  podszedł  do  zlewu  i  zaczął  myć 

ubrudzone ręce. – Powiedziałem Shermanowi, że oddam mu swoją ciężarówkę. 
Wiem,  że  nowej  nie  przyjmie,  jest  na  to  zbyt  dumny.  I  tak  trudno  było  go 
przekonać,  że  mimo  iż  mój  samochód  ma  dopiero  dwa  lata,  zdążyłem  nim 
przejechać  osiemdziesiąt  tysięcy  kilometrów  i  chętnie  zastąpię  go  nowym. 
Sherman nadal  się opierał.  Ustąpił dopiero  wtedy, kiedy mu powiedziałem, że 
musi  mieć  pod  ręką  sprawny  samochód,  w  razie  gdyby  matce  była  potrzebna 
natychmiastowa pomoc podczas mojej nieobecności.

Tych cech Logana Merri nigdy nie miała okazji dostrzec. Był pracowity. I 

dobry dla matki. Po raz pierwszy w życiu serce Merri wypełnił podziw dla tego 
człowieka.

– To miły gest z twojej strony – pochwaliła go.
–  W  ogóle  jestem  miłym  facetem  –  mruknął.  Zabrzmiało  to  tak,  jakby 

przed Merri stanął teraz dawny Logan. Może usiłował ukryć chwilę słabości? A 
może,  gdy  przebywał  poza  domem,  wydarzyło  się  coś  jeszcze?  Och,  czy  to 
możliwe, że podczas weekendu dostrzegł ich Sherman, kiedy byli razem?

Nie musiał w ogóle ich oglądać.
I  nie  oglądał.  Na  twarzy  Merri  wystąpiły  rumieńce,  kiedy  uprzytomniła 

sobie, że przez dwa dni prawie nie wychodzili z Loganem z domu. Wyjęli tylko 
korespondencję  i  gazetę  ze  skrzynki.  Już  sam  fakt  ciągłego  przebywania  w 
domu był podejrzany. A może Sherman dostrzegł ich w oknie kuchennym, kiedy 
przygotowywali kolację? Jedno było pewne. Ten stary człowiek był dyskretny. 
O niczym nie powie nikomu. Cenił zarówno prywatność własną, jak i bliźnich.

– Właśnie rozmawiałam z twoją matką – oznajmiła Loganowi, siląc się na 

pogodny  ton.  –  Nie  robi  wrażenia  kogoś,  kto  pracował  ciężko  przez  cały 
weekend.

–  To  dobrze.  –  Logan  zakręcił  kran  i  wytarł  ręce.  Odwiesił  ręcznik  na 

kołek. – Mówiła, kiedy wróci do domu, czy sami mamy zgadywać?

– Logan, zrobię kolację, jeśli o to się martwisz.

background image

– Powiedziałem, że się martwię? – Zaczął chodzić po kuchni. Rozglądał 

się wokół siebie. – Och, posprzątałaś. Powinienem być tu, żeby ci pomóc.

– Byłeś zajęty. – Merri zaniepokoiło napięcie, które wyczuła w Loganie. 

Nie  wiedziała, jaka jest  tego  przyczyna. –  Chyba  zaraz upiekę ciasto na  cześć 
powrotu Danny’ego i twojej mamy – oznajmiła. – Chcesz coś przegryźć, zanim 
zabiorę się do roboty?

– Nie, dziękuję.
–  Na pewno niczego nie chcesz?  Przecież nic nie jadłeś od  śniadania.  –

Nie  opuszczali  łóżka  aż  do  dziewiątej.  Merri  nadal  czuła  lekki  ból  mięśni.  –
Czemu nie zrobisz sobie drinka? Wyglądasz...

–  Nie jestem Stanem – warknął. – Nie potrzebuję niańki. A jeśli czegoś 

zechcę, to sobie wezmę. Jasne?

Po  ostatnich  słowach  Logana  w  kuchni  zapanowała  cisza.  Słychać  było 

tylko  tykanie  zegara  wiszącego  na  ścianie  nad  lodówką.  Czy  miał  być  to 
przedsmak  tego,  jak  zachowa  się  Logan  po  powrocie  reszty  rodziny? 
Zastanawiała się zgnębiona Merri.

Odwróciła  się  na  pięcie  i  ruszyła  w  stronę  schodów,  nie  zważając  na 

wołanie  Logana.  Dogonił  ją,  gdy  wchodziła  do  swojej  sypialni.  Odepchnęła 
wyciągniętą dłoń.

– Daj mi spokój! Nie wiem, co w ciebie wstąpiło, ale nie zamierzam być 

celem twych ataków. Wytoczyłeś całą artylerię.

– Merri...
– Przestań w ten sposób zwracać się do mnie. Jak śmiesz mówić „Merri” 

za każdym razem, gdy robisz z siebie idiotę lub masz ochotę na pieszczoty?

–  Masz  rację.  Z  mojej  strony  to  czysta  manipulacja.  Powiedział  to  tak 

poważnie i spokojnie, że w pierwszej chwili Merri nie była pewna, czy dobrze
usłyszała. Zaraz potem jednak spytała:

– Po co to robisz?
– Bo mam siebie dosyć. Jestem zdegustowany istniejącą sytuacją. Nie tak 

planowałem resztę naszego wspólnego życia. Pragnąłem... – Urwał, zaklął pod 
nosem, przeciągnął ręką po włosach i rzucił Merri zrezygnowane spojrzenie. –
Chciałem, żeby nasze ostatnie, wspólnie spędzone godziny wyglądały inaczej.

Ich  ostatnie  wspólne  godziny...  Słowa  te  zabrzmiały  niezrozumiale. 

Przecież żadne z nich nigdzie się nie wybierało!

Nie  na  początku,  lecz  później  pomyślała  sobie,  a  właściwie  miała 

nadzieję, że to, co stało się między nimi, zmieni istniejący stan rzeczy. Nie dalej 
jak wczoraj w jej sercu zapłonęła iskierka nadziei. Teraz jednak okazało się, że 
jest w błędzie.

– Ostatnie godziny czego? – spytała. Ogarnęło ją nagłe zmęczenie. Czuła 

się głupio. – Naszego sypiania ze sobą, czy jak tam to nazwać? Czy wrócimy do 
naszej  dawnej  postawy  milczących  antagonistów  i  będziemy  udawać,  że  tego 

background image

weekendu wcale nie było? Kiedy usiądziemy naprzeciw siebie przy kuchennym 
stole, będziesz udawał, że zapomniałeś, co nas łączyło, gdy znajdowaliśmy się 
tutaj zupełnie sami?

–  Nie  wiem!  Do  diabła,  wcale  nie  planowałem  tego,  co  się  zdarzyło. 

Podobnie jak ty nie potrafię odpowiedzieć na te pytania.

Dlaczego  to  zrobili?  Merri  spojrzała  na  mężczyznę,  który  trzymał  ją  za 

ręce  i  patrzył  na  nią  jak  na  winowajczynię.  Wrócił  dawny  Logan.  Człowiek, 
którego nigdy nie rozumiała.

To  wszystko  jest  chore,  pomyślała.  Czy  niczego  nie  nauczył  jej  los 

własnej  matki?  Przez  wiele  lat  pracowała  nad  sobą.  Starała  się  zostać  kobietą 
rozsądną i zrównoważoną oraz pozbyć się wszelkiej lekkomyślności i działania 
pod wpływem impulsu. I to się jej udawało. Aż do ostatniego weekendu. Jak na 
ironię, to Logan sprawił, że znalazła się w okropnej sytuacji.

Odwróciła  głowę.  Ani  chwili  dłużej  nie  mogła  patrzeć  na  niego.  Kiedy 

pogładził jej policzek, zamarła.

–  Przykro  mi  tracić  to,  co  było  między  nami  –  powiedział  szorstkim 

głosem. – Nie chcę z tobą walczyć.

– Ja też nie.
– Tylko że... Tylko że nie mogę niczego ci przyrzec. Uniosła podbródek.
– A czy cię o to prosiłam?
– Nie. Chciałbym jednak, żeby tak się stało.
–  Dlaczego?  Nie  miałbyś  wówczas  wyrzutów  sumienia?  Logan,  to 

wszystko  jest  zbędne.  Oboje  jesteśmy  dorosłymi  ludźmi.  Wprawdzie  niezbyt 
bystrymi, lecz przyzwoitymi. Nie robimy niczego złego.

–  Z  wyjątkiem  tego,  że  w  ciągu  paru  godzin  musimy  zapomnieć  o 

wszystkim,  co  nas  łączyło.  Zrobimy  ogromną  krzywdę  mojej  matce,  jeśli  się 
dowie, co zaszło między nami.

–  I  Danny’emu  –  dodała  Merri.  Oparła  ponownie  głowę  o  drzwi  i 

zamknęła oczy.

–  To  był  najbardziej  zdumiewający  weekend  w  moim  życiu.  Miałem 

nadzieję, że w jakiś sposób się o  tym dowiesz. – W głosie Logana zabrzmiała 
pieszczotliwa nuta.

– A czy nie najprościej jest o tym powiedzieć?
– Nigdy nie potrafiłem z tobą rozmawiać.
Było  w  tym  wiele  prawdy.  Podczas  ostatniego  weekendu  Merri 

parokrotnie  bezskutecznie  próbowała  wciągnąć  Logana  w  normalną,  nie 
dotyczącą seksu, rozmowę.  Ciało jej nagle ożyło, gdy przypomniała  sobie, jak 
Logan był wspaniały w roli kochanka.

–  Nawet  teraz  –  ciągnął  –  wiem,  że  powinniśmy  porozmawiać,  ale  na 

przeszkodzie stoją inne sprawy. – Logan objął dłońmi twarz Merri. – Powiedz, 
dlaczego tak mi diabelnie trudno trzymać się z dala od ciebie?

background image

Napotkała  jego  spojrzenie.  Ten  mężczyzna  stał  się  jej  kochankiem.  Nie 

był  ani  specjalnie przystojny,  ani  zabawny.  Nie  miał ani  duszy  poety,  ani  oka 
artysty.  Był  natomiast  wojownikiem,  który  przeżył.  Czułość  i  delikatność 
ukrywał głęboko.

Nie  był  człowiekiem  łatwym.  Sprawiał  ponadto  kłopoty.  Gdyby  Merri 

miała  choć  odrobinę  zdrowego  rozsądku,  uciekałaby  przed  nim  gdzie  pieprz 
rośnie. Nie pasowali do siebie. Było w nich coś, co sprawiało, że źle na siebie 
działali.

Nie  potrafiła  jednak  uciekać.  Los  zrządził,  że  spotkali  się  ponownie. 

Logan zawładnął jej ciałem i duszą.

To szaleństwo, pomyślała, widząc, jak jego oczy znów płoną pożądaniem. 

Pochylił się, żeby ją pocałować. Mimo że bardzo pragnęła pieszczoty, palcami 
dotknęła lekko jego warg.

– Koniec z tym, Logan.
– Jeszcze trochę.
– Przeżyliśmy swoje. Wszystko mamy poza sobą. Przytrzymując jej rękę, 

pocałował nadgarstek. A potem otwartą dłoń. Założył rękę Merri sobie na szyję.

– Nie wszystko – odparł. – I ty o tym wiesz. Nie masz odwagi spojrzeć 

teraz na mnie, bo mam rację.

Miał  rację  i  dlatego  tak  zdecydowanie  unikała  jego  spojrzenia.  Gdyby 

pozwoliła,  żeby  te  oczy  uwiodły  ją  ponownie,  natychmiast  oddałaby  mu 
wszystko. Nawet nie próbowałaby go powstrzymać.

Chciał  jednak  czegoś  więcej.  Pragnął  aktywnej  kochanki  i  doskonale 

wiedział, jak przemienić pożądanie Merri w nieokiełznaną pasję.

Nie próbował uchwycić jej spojrzenia. Zaczął pokrywać twarz drobnymi 

pocałunkami.  Całował  prawie  wszędzie.  Czoło  u  nasady  włosów,  policzki, 
okolice uszu, a nawet czubek nosa. Robił to tak długo, aż Merri zaczęło kręcić 
się  w  głowie.  Jednego  była  boleśnie  świadoma.  Całował  ją  wszędzie  z 
wyjątkiem warg. Było to dla niej trudne do zniesienia.

–  O  co  chodzi?  –  zapytał  szeptem,  wyczuwając  jej  zawód.  –  Powiedz, 

czego chcesz.

W  żaden  sposób  nie  powinna  dopuścić  do  tego,  by  ją  uwiódł.  Zebrała 

resztę siły i odsunęła się od Logana.

Skupił  teraz  uwagę  na  jej  szyi.  Merri  przypomniała  sobie  wczorajszy 

wieczór, kiedy to zgasiła światło na schodach, przekonana, że Logan poszedł do 
siebie. Zaskoczył ją, gdyż niepostrzeżenie znalazł się tuż za jej plecami. Dłońmi
mocno  przycisnął  piersi,  a  wargami  pieścił  kark.  A  potem  robił  takie  rzeczy, 
że... Na samo wspomnienie pod Merri ugięły się nogi. Zaczęła drżeć na całym 
ciele.

– Chodźmy do łóżka – zaproponował.
– Na dole drzwi są otwarte. Ktoś może wejść.

background image

– Nikt nie wejdzie. Mamy dla siebie wiele czasu. Nie mógł tego wiedzieć. 

Powoli zbliżył wargi do jej ust i złożył na nich upragniony przez nią pocałunek. 
Merri zaczęła tracić przytomność.

Kiedy  się  ocknęła,  leżała  w  poprzek  łóżka.  Logan  przytrzymywał  ją 

dłońmi, tak jakby obawiał się, że mu ucieknie. Czuła na sobie słodki ciężar jego 
ciała. Wiedziała, że to, co zaraz się stanie, jest nieuniknione.

Chyba  miał  rację.  Być  może  powinni  kochać  się  do  szaleństwa,  aby  do 

dna  wypalić  pożądanie.  Potem  mogliby  spokojnie  żyć  dalej,  każde  swoim 
życiem, nie niszcząc nawzajem własnych egzystencji.

W wyniku niemej obopólnej zgody ich pierwszy pocałunek dał początek 

szaleństwu.  Nie  zważając  na  nic,  całowali  się  i  pieścili.  Zachowywali  się  tak, 
jakby nie byli z sobą od dawna.

Z  jękiem  pożądania  Logan  odwrócił  się  na  plecy  i  wciągnął  na  siebie 

Merri.  Zdjęła  z  niego  bawełnianą  koszulkę.  Dotykała  teraz  jego  obnażonego 
ciała. Szybko pozbyli się reszty ubrań.

Przesunął dłonią po jej nagim ciele.
– Wcale nie wyglądasz na kobietę, która rodziła, a co dopiero na  matkę 

nastolatka – szepnął.

Nie  mogła  powiedzieć  o  nim  czegoś  podobnego.  Logan  wyglądał  jak 

doświadczony  wojownik.  Oprócz  blizny  na  policzku  miał  inne  ślady  walk  na 
ciele.  Całowała  teraz  pamiątki  po  bitwach  i  potyczkach,  co  podniecało  go 
jeszcze bardziej.

Pieściła dłońmi bliznę na prawym biodrze. Merri wiedziała, że gdyby kula 

trafiła trochę wyżej, Logan zostałby kaleką na całe życie. Gdyby weszła w ciało 
jeszcze wyżej, Faith nie miałaby już obu synów.

O cierpieniu Logana, o tym, że tak młodo umiera z dala od domu, Merri 

starała  się  nigdy  nie  myśleć.  Teraz  nagle  wróciły  wszelkie  obawy.  Jak  kule 
ugodziły ją z ogromną siłą. Drżąc na całym ciele, przytuliła twarz do gładkiego, 
napiętego brzucha kochanka.

– Merri... To szaleństwo, co ze mną wyczyniasz – jęknął.
Nie odważyła się odezwać. Bała się, że da po sobie poznać, czym dla niej 

stały  się  jego  blizny.  Przesunęła  dłoń  w  dół  brzucha  Logana.  Od  pieszczot, 
którymi teraz go obdarzyła, zrobił się nieprzytomny z pożądania.

Oddychał  ciężko  i  nierówno.  Obejmując  dłońmi  głowę  Merri,  wygiął 

ciało  w  łuk.  Czuła,  jak  wielkie  wrażenie  wywierają  na  nim  jej  pieszczoty. 
Napawało to ją radością.

– Chcę być wewnątrz ciebie – szepnął. – A zarazem widzieć cię dobrze.
Ona  też  tego  pragnęła.  Radości  bycia  razem,  pieszczot  i  palącego, 

pożądliwego wzroku.

Opadła ostrożnie na Logana. Starała się teraz zaspokoić jego nienasycony 

głód.  Nie  mówiła  nic.  Obserwowała  tylko  pasję  i  pożądanie  odbijające  się  na 

background image

jego  twarzy.  Milczała  także  dlatego,  że  nie  chciała  słowami  zakłócać  uroku 
chwili. Jeśli jest to ich ostatnie zbliżenie, będzie pamiętała je do końca życia.

Wykonywała  ruchy  powolne,  jak  azjatycka  tancerka.  Usłyszała,  że 

oddech  Logana  staje  się  szybszy  i  głośniejszy.  Zacisnął  mocno  ręce  na  jej 
biodrach, zachęcając do przyspieszenia egzotycznego tańca.

To,  co  po  chwili  nastąpiło,  przypominało  burzę.  Błyskawicę  i  grzmot. 

Obojgu zabrakło tchu w piersiach. A kiedy Merri poczuła w swym ciele ostatnie 
ruchy Logana, poddała się ogarniającej ją ekstazie. Po chwili opadła na wilgotną 
męską pierś.

Milczeli. To, co się stało, było nieuniknione. Oboje o tym wiedzieli.
Logan odchrząknął niepewnie.
– Nie możemy  żyć  razem  – zaczął. – Ale jak, do diabła, mamy żyć bez 

siebie?

Usłyszał,  że  Meredith,  a  właściwie  Merri,  nabiera  powietrza.  Milczała 

jednak  dalej.  Dlaczego  nic  nie  mówi?  Zastanawiał  się  Logan.  To  jasne.  Nie 
potrafiła odpowiedzieć na jego pytanie.

Wsunął rękę w jej krótkie włosy. Może powinien powiedzieć, że mu na 

niej zależy? Wiedziała przecież o tym, ale gdyby powiedział jej...

Z dołu dobiegły ich jakieś odgłosy. Merri podniosła głowę. Nasłuchiwała.
– Mamo, jesteś w domu? Wróciłem.
Zmartwiała. Zaraz potem jednak wysunęła się z ramion Logana i szybko 

wstała z łóżka. Z przerażoną miną zbierała swoje rzeczy. Dobiegła do drzwi.

–  Ubieraj  się  lub  zamknij  drzwi  od  wewnątrz!  –  szepnęła  do  Logana. 

Opuściła jego sypialnię.

Uniósł  się  na  łokciu.  Zza  zamkniętych  drzwi  słyszał  dalsze  stłumione 

wołanie  Danny’ego.  Od  strony  pokoju  Merri  dobiegały  odgłosy  otwieranych 
nerwowo szuflad komody. Widocznie ubierała się w pośpiechu.

Ich weekend dobiegł końca. Bez jakiejkolwiek nadziei na przyszłość.
Czy  tym  razem  los  będzie  im  sprzyjał?  Logan  chciałby  to  wiedzieć. 

Usiadł na łóżku. W tej chwili usłyszał głos Merri dochodzący z holu na piętrze:

– Danny? Synku, to ty?
Przecież wie, że to jej dzieciak, pomyślał Logan. Dlaczego więc pyta? A 

co innego mogłaby powiedzieć? Prawdę? I co dalej?

– Stary, za dużo myślisz – powiedział do siebie pod nosem, przecierając 

twarz  i  sięgając  po  dżinsy.  Musiał  się  ubrać  i  jakoś  przetrwać  do  końca  ten 
dzień.

Ale  jak  pozbędzie  się  zapachu  Merri  i  smaku  jej  ust?  Jak  uda  mu  się 

przestać o niej myśleć?

Idąc  po  schodach  w  dół,  usiłował  odpowiedzieć  sobie  na  to  pytanie. 

Usłyszał podniecony głos Danny’ego:

– ...i było zimno. Najbardziej podobała mi się przejażdżka łodzią w górę 

background image

Missisipi.  Widzieliśmy  mnóstwo  ciekawych  rzeczy.  Stare  plantacje  i  małe 
domki na wodzie zbudowane na słupach telefonicznych.

– Na palach – poprawiła Merri.
–  Czy  one  gniją?  –  chciał  się  dowiedzieć  Danny.  Są  odpowiednio 

impregnowane.

– Mamo, skąd o tym wiesz?
– Wiem.
– Co robiłaś, kiedy mnie nie było?
– Nic interesującego. Pracowałam. Sprzątałam.
– Och, niepotrzebnie pytałem. Powinienem wiedzieć. Przepraszam.
A  ja  przepraszam,  że  podsłuchiwałem,  pomyślał  Logan.  Merri  kłamała 

przekonująco. Przychodziło jej to z dużą łatwością. Zbyt dużą.

–  Stryjku  Loganie!  –  zawołał  podniecony  Danny.  –  Co  u  ciebie? 

Widziałem ciężarówkę przed domem. Sądziłem, że jesteś w polu z Shermanem.

– Niedawno skończyłem papierkową robotę, a potem uciąłem sobie małą 

drzemkę.

– Danny, mój ty wielki podróżniku, daj mi rzeczy, które miałeś z sobą –

odezwała się Merri do syna. – Miałam właśnie zabrać się do pieczenia ciasta, bo 
twoja babcia niedługo wróci. Och, przecież nie wiesz, co tutaj się stało.

Logan  czuł  się  fatalnie.  Nie  wiedział,  co  z  sobą  począć.  Merri 

opowiedziała  synowi  o  wypadku  Stana  Shirleya.  Rozmawiali  jak  dobrzy 
przyjaciele.  Logan  sięgnął  po  piwo.  W  tej  chwili  otworzyły  się  drzwi  kuchni. 
Ukazała się w nich roześmiana twarz pani domu.

– Wcześnie wróciłaś – zauważył Logan.
– Dzień dobry. – Faith podała synowi torbę. – Hej, Danny, Merri, jak się 

macie?

Ucałowała  synową  i  uściskała  wnuka.  Logan  nie  potrafił  sobie 

przypomnieć,  kiedy  matka  po  raz  ostami  jego  tak  wylewnie  witała.  Zawsze 
okazywała radość tylko na  widok Bretta. Logan przecież nie lubił okazywania 
czułości.  Był  twardym  facetem,  głową  rodziny.  Czemu  jednak  dziś  poczuł 
ukłucie zazdrości? Dlaczego zachowanie się matki tak bardzo go zabolało?

–  Merci  –  ciągnęła  Faith  –  po  naszej  rozmowie przez  telefon  Stan  miał 

wyrzuty  sumienia.  Nalegał,  żebym  wcześniej  wróciła  do  domu.  I  miał  rację. 
Moja  droga,  wyglądasz,  jakbyś  nic  nie  jadła  od  dwóch  dni.  A  ty,  chłopcze  –
zwróciła się do  Danny’ego, z czułością mierzwiąc mu włosy  – dam głowę,  że 
przez cały weekend żywiłeś się tylko hot dogami.

– Wczoraj na lunch jadłem smażonego aligatora – odparł uszczęśliwiony 

chłopiec.

Faith  i  Merri  wydały  okrzyki  grozy.  Logan  obserwował  w  milczeniu  tę 

scenę.  Z  łatwością  wyobraził  sobie  całą  trójkę  za  pięć  lub  nawet  dziesięć  lat. 
Sam jednak nie widział tu miejsca dla siebie. Uprzytomniwszy to sobie, poczuł 

background image

się jeszcze gorzej.

Nie  zauważony  przez  nikogo,  postawił  torbę  matki  na  podłodze  i 

wymknął  się  z  kuchni.  Wyszedł  przed  dom.  Ostre  popołudniowe  światło 
sprawiło, że skrzywił twarz.

Przez całe życie czuł się w rodzinie jak piąte koło u wozu. To Brett dawał 

się lubić, a on pozostawał zawsze twardym, mało sympatycznym facetem.

Nadal  nic  nie  uległo  zmianie.  To,  co  łączyło  go  z  Merri,  już  się  nie 

liczyło.

Dlaczego  nie  był  lubiany?  Czemu  wyłączano  go  z  uciech  i  wspólnych 

zabaw?

– Logan?
Zatopiony  w  ponurych  myślach  nie  usłyszał,  że  Merri  idzie  za  nim.  Na 

dźwięk jej miękkiego głosu jego serce zaczęło szybciej bić z radości. Żeby się 
opanować, zacisnął dłonie w pięści.

– Czemu opuściłaś wesołą kompanię? – zapytał.
–  Twoja  mama  poszła  na  górę,  żeby  się  rozpakować.  A  Danny  zaraz 

weźmie prysznic. – Merri podeszła bliżej Logana. – Dobrze się czujesz?

– A ty?
– Nie najlepiej.
–  Nie  znam  się  na  tym,  ale  uważam,  że  świetnie  grasz  swoją  rolę. 

Powitałaś ich z prawdziwą radością. Było to przekonujące przedstawienie.

– Chodź do środka, proszę. Będą się zastanawiali, dlaczego wyszedłeś.
– Nie będą. A ponadto nie potrafię tak dobrze udawać jak ty.
Merri miała dość tego gadania. Ujęła się pod boki.
–  Co  przychodzi  ci  do  głowy?  Dlaczego  wygadujesz  takie  rzeczy? 

Próbuję...

–  Kto  prosił  cię  o  to?  –  warknął  Logan.  Był  zły,  że  nadal  reaguje  na 

bliskość ciała Merri. – Idź sama do domu i bądź, złotko, idealną matką i synową. 
Nikt nie prosi cię o nic więcej.

Jeszcze nigdy nie widział aż takiej bladości na jej twarzy. Skóra na twarzy 

Merri stała się niemal popielata. Przez chwilę Loganowi nawet wydawało się, że 
widzi łzę, która zabłysła na jej gęstych rzęsach. Merri szybko jednak opanowała 
się, odwróciła na pięcie i bez słowa weszła do domu.

A więc wszystko wróciło do normy.
– Wspaniale – mruknął pod nosem do siebie Logan. – Wspaniale.

background image

ROZDZIAŁ SIÓDMY

– To mój tuńczyk z chlebem. – Maggie wyjęła tackę z rąk Merri.
–  Twój? – Merri  rozejrzała się  wokoło. Napotkała pełen  wyrzutu  wzrok 

Angela. – Więc gdzie jest mój? Przecież go zamówiłam.

–  Twój  tuńczyk  miał  być  z  bułką  –  odparł  szef.  –  Jest  tutaj.  –  Angel 

postawił na kontuarze tackę z rybą.

Merri  potarła  czoło.  Co  się  z  nią  działo?  Przecież  wiedziała,  że  do 

drugiego stolika zamówiono tuńczyka z bułką.

– Przepraszam. – Uśmiechnęła się do szefa.
– Nie przepraszaj, lecz weź się w garść. Od dłuższego czasu chodzisz jak 

nieprzytomna. Jesteś pewna, że nic ci nie dolega? Może jesteś chora?

– Bolą mnie tylko nogi – odrzekła Merri.
Czuła się źle, lecz nie potrzebowała niczyich dobrych rad i współczucia. 

Ani jej szef i koleżanki z pracy, ani nikt inny w Rachel nie musiał wiedzieć, że 
od  kilku  tygodni  żyje  w  stałym  napięciu.  Logan  zachowywał  się  po  staremu. 
Bez  reszty  oddawał  się  pracy  i  robił  wszystko,  by  jak  najrzadziej  bywać  w 
domu.  A  kiedy  już  się  w  nim  znajdował,  unikał  Merri.  Faith  zauważyła 
zachowanie  się  syna.  Pewnego  dnia  zapytała  Merri,  czy  wszystko  jest  w 
porządku.

–  Może  pokłóciliście  się  w  drodze  do  pracy?  Wiem  dobrze,  że  Logan 

potrafi być uparty.

– Faith, nie rozmawialiśmy rano – wymijająco odparła Merri.
Jedynie  Danny  potrafił  udobruchać  stryja.  Gdy  odkrył  w  stodole  stare 

gimnastyczne  ciężarki,  Logan  pokazał  mu,  co  z  nimi  robić.  Przez  parę  dni  z 
rzędu  wcześnie  wracał  z  pracy  i  uczył  bratanka  oraz  Larry’ego  rutynowych 
ćwiczeń.

Merri  z  aprobatą  przyjęła  postępowanie  Logana.  Szybko  jednak  miała 

dość wysłuchiwania pochwał obu chłopców pod jego adresem. Była zmęczona 
ciągłym  udawaniem,  że  między  nią  a  Loganem  nic  się  nie  wydarzyło.  Do 
szaleństwa  doprowadzały  ją  noce,  kiedy  to  godzinami  leżała  bezsennie, 
odtwarzając w myślach pocałunki i pieszczoty Logana.

Tęskniła  jednak  nie  tylko  do  seksualnych  przeżyć.  Brakowało  jej 

odczucia,  które  wywoływała  bliskość  tego  mężczyzny.  Podczas  pamiętnego 
weekendu czuła się przy nim bezpiecznie. Było to dla Merri zupełnie nie znane 
doznanie.  Nigdy  w  życiu  nie  była  od  nikogo  zależna.  Pomagała  Brettowi,  bo 
była od niego silniejsza, a on jej potrzebował. Czemu więc nagle wszystko się 
zmieniło? Dlaczego teraz pragnęła opieki ze strony Logana?

To szaleństwo, pomyślała po raz chyba dziesiąty. Jeśli nie weźmie się w 

garść,  rozchoruje  się  na  dobre.  Ostatnio,  mimo  że  i  tak  była  bardzo  szczupła, 

background image

straciła sporo na  wadze. Nic dziwnego. Nie miała apetytu i  spędzała bezsenne 
noce.

– Merri, dziewczyno, co się z tobą dzieje? Jeśli nadal będziesz wydawała 

klientom  resztę  z  dwudziestu  dolarów  zamiast  z  dziesięciu,  puścisz  mnie  z 
torbami – jęczał Angel. – Zbankrutuję przez ciebie, zanim upłynie miesiąc.

Merri jak urzeczona wpatrywała się w pieniądze leżące na dłoni. Co dalej 

będzie ze mną? Zastanawiała się zgnębiona.

Pod  koniec  pory  wydawania  lunchu  przestała  w  ogóle  myśleć.  Jedną  z 

kelnerek zwolnił Angel z ważnych rodzinnych powodów, druga była chora, tak 
więc Merri z Corinne były zmuszone obsługiwać dodatkowo stoliki nieobecnych 
koleżanek. Przez półtorej godziny pracowały jak szalone.

Kiedy  wreszcie  kawiarnia  zaczęła  pustoszeć,  Corinne  wręczyła  Merri 

szklankę mrożonej herbaty.

– Pij – poleciła.
Merri  zaschło  w  gardle.  Była  wdzięczna  Corinne  za  przyjacielski  gest. 

Herbata była bardzo przesłodzona.

– Och, Corinne, dlaczego wsypałaś tyle cukru?
– Pij i nie grymaś. Potrzebna ci energia.
– Jeśli to wypiję, na pewno zachoruję.
–  Zachorujesz,  jeśli  tego  nie  wypijesz  –  odparła  Corinne.  Zwilżyła 

serwetkę  i  przyłożyła  ją  do  twarzy  Merri.  –  Złotko,  co  z  tobą?  Jesteś  cała 
rozpalona.

– Nie przejmuj się mną.
– Merri, ty naprawdę fatalnie wyglądasz. Na twoim miejscu wybrałabym 

się niezwłocznie do lekarza. W dzisiejszych czasach jest tyle różnych chorób, że 
trzeba bardzo uważać na siebie.

Do lekarza? Powinna jak najszybciej pójść z Dannym do dentysty, a także 

kupić  mu  nowe  ubrania,  bo  rósł  jak  na  drożdżach.  Oszczędzała  ponadto  na 
zakup samochodu. Jeśli jeszcze bardziej zaciśnie pasa, może uda się jej wejść w 
posiadanie własnego pojazdu jeszcze przed Bożym Narodzeniem. Wybrała już 
sobie  nawet  używany  samochód,  przeznaczony  do  sprzedaży  i  stojący  na 
parkingu  po  drugiej  stronie  ulicy,  naprzeciw  kawiarni  Angela.  Wyglądał 
solidnie.  Powinien  spełniać  swoje  zadanie,  to  znaczy  wozić  ją  do  miasta  i  z 
powrotem dopóty, dopóki nie będzie jej stać na coś lepszego. Dzięki własnemu 
środkowi  lokomocji  będzie  mogła  unikać  jazdy  z  Loganem  i  jego  zimnych 
spojrzeń. Jej życie stanie się lżejsze, będzie mniej codziennych napięć.

– Pójdę wcześnie do łóżka – powiedziała do Corinne. – Obiecuję. I dobrze 

się wyśpię.

Uniosła  ponownie  szklankę  z  herbatą  do  ust,  lecz  jej  żołądek  odmówił 

posłuszeństwa.

– Co ci jest? – spytała zaniepokojona Corinne.

background image

– Jestem trochę...
Nagle cała sala zaczęła wirować przed oczyma Merri. Herbata wylewała 

się z trzymanej przez nią szklanki. Dobiegło ją jeszcze wołanie:

– Merri!
Straciła przytomność.

Logan  wsiadł  do  samochodu.  Uruchomił  silnik  i  ruszył  jak  szalony. 

Odległość  między  firmą  a  szpitalem  miejskim  pokonał  w  rekordowym  czasie. 
Zatelefonowano do niego z kawiarni Angela z wiadomością, że Merri zemdlała 
przy pracy, a wezwana karetka zabrała ją do szpitala.

Był  przerażony.  Boże,  co  stało  się  Merri?  Kiedy  w  pośpiechu  parkował 

samochód  przed  szpitalem,  serce  biło  mu  jak  szalone.  Może  jest  poważnie 
chora? Nie mógł nawet o tym myśleć.

Jak burza wpadł do holu. Podbiegając do recepcji, dostrzegł Angela. Stary 

człowiek miał przestraszoną minę.

– Co się stało? – spytał go Logan ostrym tonem.
– Zemdlała.
– Dlaczego?
– Niech się pan uspokoi. Nie wiem. Nie jestem lekarzem.
–  Pracuje  u  pana.  Obserwuje  ją  pan  przez  całe  dni.  Powinien  pan 

wiedzieć.

Zza  narożnika  wyszedł  strażnik  i  popatrzył  na  głośno  rozmawiających 

mężczyzn.  Na  jego  widok  Logan  oprzytomniał.  Cofnął  się  o  krok  i  nabrał 
głęboko powietrza, żeby się uspokoić. Jeszcze by tego brakowało, żeby go stąd 
wyrzucili. Musi dowiedzieć się, co dolega Merri.

–  Wyglądała  na  zmęczoną.  Była  blada  –  powiedział  Angel,  ściskając 

czapkę w ręku.

Loganowi zrobiło się żal starego człowieka.
– Wiem.
Wiedział, lecz rozmyślnie to ignorował. Sam czuł się okropnie, pracował 

przy tym jak opętany. Litując się nad sobą, równocześnie pragnął odwetu. Żeby 
Merri też męczyła się podobnie jak on.

–  Pewnie  to  tylko  wyczerpanie  –  ciągnął  Angel.  –  Może  powinienem 

zadzwonić do pani Powers? Moja druga kelnerka mówiła, że Merri chciała...

– Nikt nie będzie zawiadamiał mojej matki, dopóki nie dowiem się, co jej 

dolega – oświadczył stanowczo Logan.

Był  prawie  pewien,  że  matki  nie  ma  w  domu.  O  tej  porze  odwiedzała 

zazwyczaj Stana Shirleya. Wprost od niego jeździła do szkoły po Danny’ego, a 
potem  zabierała  Merri.  Tak  czy  inaczej,  niedługo  trzeba  będzie  się  z  nią 
skontaktować.  W  przeciwnym  razie  pojedzie  do  kawiarni,  a  tam  ktoś  obcy 
powie jej, co się stało.

background image

Logan usiłował zaplanować następne posunięcie. Trzeba było także zająć 

się Dannym.

– Logan! Dzięki Bogu!
Tuż za plecami usłyszał głos matki. Odwrócił się w jej stronę.
– Skąd się tu wzięłaś? – zapytał zdumiony.
– Mike LeBlanc przez policyjne radio usłyszał o wypadku. Zadzwonił do 

mnie, gdy byłam u Stana. Co jej się stało?

– Jeszcze nic nie wiadomo. Czekamy na informacje. Zemdlała w pracy.
Do Faith podszedł Angel.
– Pani Powers, od razu wezwaliśmy karetkę.
Logan poprowadził matkę w kąt holu i posadził na plastykowym krześle. 

Na szczęście, w pobliżu nie było nikogo.

– Co z Dannym? – zapytał.
–  Mike obiecał, że  zabierze go  ze  szkoły. To  dobry człowiek. Dlaczego 

wszystkie złe rzeczy przydarzają się przyzwoitym ludziom?

Loganowi nie podobało się rozumowanie matki. Postanowił skierować jej 

myśli na inne tory.

– Danny usłyszy, że stało się coś złego.
– Mike przecież wie, jak postępować w takich wypadkach.
Jeszcze  chwila,  a  Faith  zacznie  namawiać Meredith  do  umawiania  się  z 

tym facetem, uznał Logan. Stanął mu przed oczyma obraz ich obojga. Ze złością 
zacisnął zęby i zaczął nerwowym krokiem przemierzać hol. Angel usiadł obok 
Faith.  Logan  usłyszał,  że  rozmawiają  o  kiepskim  wyglądzie  Merri.  Czuli  się 
winni,  że  wcześniej  się  nią  nie  zajęli.  Logan  zaklął  pod  nosem.  On  sam  nie 
będzie  wygadywał  podobnych  rzeczy.  Meredith  była  dorosła,  odpowiadała  za 
siebie. W miarę dalszych rozmyślań poczuł się jeszcze gorzej.

Zza rogu sali wyszła pielęgniarka. Popatrzyła na czekających. Zatrzymała 

wzrok na Loganie.

– Pan Powers?
– Tak.
– Proszę ze mną. Może pan zobaczyć chorą.
– Ja też mogę iść? – spytała Faith, podnosząc się z krzesła.
– Chyba tak.
Weszli  za  pielęgniarką  do  małego  pokoju.  Na  łóżku  leżała  Merri. 

Loganowi wydawało się, że śpi. Wyglądała bardzo młodo. Była okropnie blada.

Z trudem powstrzymał się, by nie podbiec do łóżka. Do chorej podeszła 

Faith. Ujęła ją za rękę.

–  Kochanie, jestem  przy  tobie  –  powiedziała  cicho.  –  Logan też  tu  jest. 

Czy  mnie  słyszysz?  Napędziłaś  nam  porządnego  strachu,  ale  wszystko  będzie 
dobrze.

Powieki  Merri  uniosły  się  powoli.  Chora  popatrzyła  na  Faith,  a  zaraz 

background image

potem na Logana, który stanął obok łóżka.

W  oczach  leżącej  zauważył  błysk  radości.  Na  ten  widok  zapragnął 

natychmiast wziąć ją w objęcia.

Energicznym krokiem wszedł do pokoju młody lekarz.
– Och, to świetnie, że państwo tu są. – Spojrzał na Logana. – Pan Powers? 

– zapytał.

– Tak – odparł Logan. Szybko jednak zdał sobie sprawę z tego, że lekarz 

bierze go za męża chorej. – To znaczy...

– Jestem jej teściową, panie doktorze – odezwała się Faith.
–  A  ja  szwagrem  –  dokończył  Logan.  Chciał  jak  najszybciej  wyjaśnić 

sprawę, żeby nie było nieporozumień.

–  Och,  myślałem...  W  każdym  razie  sądzę,  że  mogę  pozwolić  sobie  na 

gratulacje – oznajmił młody lekarz.

–  To  znaczy,  że  możemy  zabrać  ją  do  domu?  –  spytał  Logan.  Kiedy 

zobaczył uśmiech na twarzy lekarza, kamień spadł mu z serca.

– Tak. Ale, panie Powers, miałem na myśli to, że niedługo stanie się pan 

wujem lub stryjem.

Pół  godziny  później,  siedząc  w  ciężarówce Logana,  Merri  nadal  była  w 

szoku.

Jest w ciąży? To niemożliwe. A jednak prawdziwe.
Logan był wściekły.
Siedział  wyprostowany,  zaciskając  palce  na  kierownicy.  Merri 

zapragnęła, żeby popsuł się samochód. Wtedy nie będzie musiała jechać dalej. I 
stanąć twarzą w twarz z teściową.

A także spojrzeć na Danny’ego.
Boże, jak wytłumaczy to synowi?
Umysł  Merri  pracował  gorączkowo.  Była  wdzięczna  Loganowi  za 

milczenie. Od chwili wyjścia ze szpitala nie odezwał się ani słowem.

Lekarz wypuścił ją pod warunkiem, że w domu natychmiast się położy.
W domu. Merri westchnęła głęboko. Czy w istniejących warunkach miała 

jeszcze dom?

– Będzie lepiej, jeśli od razu zaczniesz krzyczeć na mnie – powiedziała do 

Logana,  zamykając  oczy. –  Kiedy  dotrzemy  na  miejsce,  będę  musiała  stawić 
czoło nie trzem, lecz dwóm osobom.

– Mówiłaś, że to niemożliwe – odezwał się nagle.
– Jest niemożliwe. To znaczy: było.
– A więc się myliłaś.
Piękne  dzięki,  doktorze  Einstein,  za  pańską  diagnozę!  Merri  nie  mogła 

uwierzyć w to, co się stało.

–  Jutro  z  samego  rana  umówię  się  na  ponowne  testy  –  oznajmiła.  –

background image

Musieli się pomylić.

– Od dawna źle się czułaś.
Dziwne, że to zauważył.
– Potrzebuję więcej witamin.
–  Samochodowi  nadającemu  się  do  kasacji  nie  wystarczy  wyklepanie 

nadwozia.

– Nie bądź taki sarkastyczny.
– Do diabła, zrozum wreszcie, że jestem wstrząśnięty! – warknął. – Mam 

czterdzieści pięć lat i jestem człowiekiem samotnym. A tu nagle dowiaduję się, 
że będę ojcem!

– Wujem lub stryjem.
W odpowiedzi Logan rzucił Merri mordercze spojrzenie.
– Pomyśl, jak ja się czuję – jęknęła.
–  Nie  pojmuję,  jak  mogłaś  nie  zauważyć  braku  comiesięcznych, 

regularnych dolegliwości.

– Z prostego powodu. Nigdy nie miałam regularnych menstruacji!
– Czy to poważny problem?
– Chyba nie. Lekarz uważał, że to mógł być rezultat złego odżywiania się 

w okresie dojrzewania. Przykro mi, iż się nie zorientowałam, że coś jest nie w 
porządku. Żałuję, że zaszłam w ciążę.

Zajechali  przed  dom.  Przed  wejściem  do  środka  Merri  się  zawahała. 

Logan przytrzymał ją za rękę.

– Znów robi ci się słabo?
– Tak. Na myśl, że muszę tam wejść. Brak mi odwagi.
– Ciąża to nie tylko twoja sprawa. Nie staniesz przed nimi sama.
Słysząc te słowa, Merri doznała kolejnego wstrząsu. Faith i Danny czekali 

na dole. Teściowa odwróciła wzrok. Chłopiec podbiegł i uściskał matkę.

– Mamo, wyglądasz okropnie.
– Dzięki za miłe słowa. Widzę, że umiesz podtrzymać mnie na duchu.
– Jak się czujesz? Babcia powiedziała mi tylko, że zemdlałaś w kawiarni i 

musisz odpocząć.

Merri zachciało się nagle płakać.
– Muszę ci, synku, coś wyznać – zaczęła niepewnie.
– Mów, nie bój się. Jesteśmy przecież dobrymi kumplami.
– Będę miała dziecko.
Oczy Danny’ego rozszerzyły się ze zdumienia.
– To niemożliwe.
Merri nie była w stanie dalej mówić. Logan ją wyręczył.
– To moje dziecko – oznajmił.
Merri wyciągnęła rękę w stronę zaskoczonego syna.
– Przykro mi, że cię zmartwiłam.

background image

– Zmartwiłaś? Stanę się pośmiewiskiem całej szkoły!
– zawołał chłopiec. – Wszyscy zobaczą, jak stajesz się gruba jak bela!
– Dan, zachowuj się przyzwoicie – upomniał go Logan.
– Nie jesteś moim ojcem! I nigdy nim nie będziesz!
– wykrzyknął Danny. Odwrócił się i wybiegł z pokoju.
– Twoja kolej – powiedział Logan do matki.
–  Nie  potrafię  opisać  tego,  co  czuję  –  oznajmiła  Faith.  Wyglądała  na 

wstrząśniętą.

–  Logan,  daj  spokój  matce  –  odezwała  się  Merri.  –  Jest  zgnębiona.  Ma 

pełne prawo...

–  Zgnębiona?  Jestem  oburzona.  Merri,  zawiodłaś  moje  zaufanie!  –

wykrzyknęła Faith.

– W jaki sposób?
– Jesteś żoną Bretta!
– Byłam. Ale owdowiałam. Kochałam go, Faith. Ale do grobu za nim nie 

pójdę. Jestem ci jednak winna przeprosiny. Za moje stosunki z Loganem.

–  Jakie  stosunki?  Przecież  warczycie  ciągle  na  siebie  lub  się  nie 

odzywacie. Domyślam się, kiedy to się stało. A ja, głupia, martwiłam się o to, że 
zostawiam was samych. Nastolatki sprawiają mniej kłopotu!

– Daj spokój, mamo – odezwał się Logan.
– Jeszcze nigdy nie byłam tak rozczarowana jak w tej chwili.
–  Czyżby?  –  Logan  uniósł  brwi.  –  A  potajemna  ucieczka  do  Kanady 

twego ukochanego syna?

–  To  przeszłość.  O  czym  jeszcze  powinnam  się  dowiedzieć?  Może  o 

aborcji?

–  Nie!  Nigdy!  –  wykrzyknęła  Merri.  Odwróciła  się  szybko  do  Logana. 

Pragnęła, by ją zrozumiał.

–  To  jedno  przynajmniej  jest  pocieszające.  –  Głos  Faith  stał  się  mniej 

ostry.

– Jest jeszcze coś – odezwał się Logan. – Ożenię się z Meredith.

Logan czekał przed drzwiami łazienki.
– Źle się czujesz? – spytał.
– Trochę kręci mi się w głowie.
Wszedł do środka, zwilżył ręcznik zimną wodą, wykręcił i podał Merri.
– Zrób sobie kompres. Poczujesz się lepiej.
–  Skąd  ta  nagła  troskliwość?  Przestań  mnie  szokować.  Zbyt  dużo  się 

działo jak na jeden dzień.

– Próbuję ci pomóc.
–  Propozycja  małżeństwa  ma  być  pomocą?  Twoja  matka  ma  rację.  Bez 

przerwy  na  siebie  warczymy.  Sądzisz,  że  w  takiej  atmosferze  zechcę  urodzić 

background image

moje dziecko?

– Nasze. Zmienimy się. Oboje.
–  Logan,  prawdopodobnie  nie  uda  mi  się  donosić  tego  dziecka.  Po  co 

więc małżeństwo?

Ogarnęła go nagła panika.
– Nawet o tym nie myśl.
– Muszę się położyć.
Usiadł przy łóżku. Na czole Merri położył mokry ręcznik.
– Wyjdziesz za mnie.
– Co będzie, jeśli ucieknę?
– Nie zrobisz tego Danny’emu ani naszemu dziecku. Zadbam o ciebie. O 

was wszystkich.

– Przecież się nie kochamy!
Merri  nerwowo  obracała  obrączkę.  Zdecydowanym  ruchem  Logan 

ściągnął ją z jej palca.

– Jutro kupię ci pierścionek.
– Jutro idę do pracy.
– Nie.
Logan nachylił się nad Merri.
– Dobrze nam z sobą w łóżku. To dużo. Więcej niż mają inni. Meredith, 

pragnę tego dziecka. Pragnę także ciebie. Daj mi szansę.

background image

ROZDZIAŁ ÓSMY

Ślub  był  skromny.  Logan  pozałatwiał  wszystkie  formalności  i  wiele 

innych spraw. W firmie pracował jeszcze ciężej niż zwykle.

Był obecny na pierwszej wizycie Merri u lekarza, który zalecił jej wiele 

wypoczynku. Logan chciał,  żeby  rzuciła pracę  w  kawiarni.  Merri  nie  zgodziła 
się jednak zostawić Angela na lodzie i pomagała mu aż do dnia ślubu, to jest do 
ostatniego dnia sierpnia, dzięki czemu zdołał znaleźć odpowiednie zastępstwo.

Logan  kupił  ślubną  suknię  dla  Merri.  Patrzył  teraz  na  nią,  jak  stała 

pomiędzy  Shermanem,  który  był  świadkiem,  a  proboszczem,  zadowolony  ze 
swego  zakupu.  Kiedy  w  domu  nie  było  nikogo,  zajrzał  do  szafy  Merri  i 
sprawdził, jakiego rozmiaru są jej ubrania. Potem kupił bladoniebieską suknię, 
która mu się podobała. Wiedział, że gdyby tego nie zrobił, Merri pojawiłaby się 
przed ołtarzem w dżinsach i zwykłej bluzce.

A tak wyglądała romantycznie i bardzo kobieco.
–  Chcesz  zrobić  ze  mnie  tradycjonalistkę  –  powiedziała  do  Logana. 

Zobaczył  jednak,  że  często  zerka  w  lustro  i  z  zadowoleniem  przygląda  się 
własnej sylwetce.

Na jej policzki wystąpiły rumieńce, kiedy Logan nakrył ją na podziwianiu 

małego  bukiecika  stokrotek  i  białych  frezji.  O  tej  porze  roku  nie  można  było 
zdobyć innych, polnych kwiatów. Pasowały doskonale do małej buntowniczki, 
znacznie bardziej niż róże i goździki.

Moja  żona.  Logan  odetchnął  głęboko.  Był  zadowolony.  Rebeliantka 

należała do niego.

Po raz pierwszy w życiu Logan poczuł przedsmak szczęścia. Co czujesz 

w stosunku do mnie? Zapytywał wzrokiem dopiero co poślubioną kobietę.

Nie przejmował się tym, że Merri zachowywała się tak, jakby wbrew jej 

woli  do  czegoś  ją  zmuszano.  Nauczy  ją  godzić  się  z  odrobiną  zależności  od 
niego.  Stanowili  teraz  zespół.  Drużynę.  Nie,  byli  partnerami.  Przecież  to 
obiecujący początek. Od zbyt wielu lat rodzina Logana przeżywała złe chwile. 
To  samo  dotyczyło  bliskich  Merri.  Oboje  nie  dojrzewali  w  normalnych 
warunkach. Potrzebny był im teraz prawdziwy dom. Logan był przekonany, że 
potrafią go stworzyć.

Logan skończył rozmawiać przez telefon i wrócił do kuchni. Jego matka 

owijała  pokrojoną  szynkę  w  plastykową  folię.  Sięgnął  ręką  i  szybko  chwycił 
kawałek wędliny.

–  Dobrze,  że  ktoś  w  tym  domu  ma  apetyt  –  zauważyła  Faith,  nie 

przerywając  pracy.  –  Mówiłam  ci,  że  nie  było  trzeba  przygotowywać  aż  tyle 
jedzenia.

– Szynka, ziemniaczana sałatka i ciasto to niewiele. Zadowolony Sherman 

background image

wziął sobie niezłą porcję tych przysmaków do domu. Czy Dan zjadł coś, zanim 
pobiegł do Larry’ego?

– Jak strzała pomknął na górę, żeby się przebrać, i po chwili już go nie 

było.

Cierpki głos Faith sprawił, że Logan powiedział:
–  Mamo,  jeśli  dla  ciebie  cała  ta  sytuacja  stanie  się  nie  do  zniesienia, 

wystarczy, że powiesz mi o tym. Natychmiast się wyprowadzimy.

Niedawno wykończył dom, ale go jeszcze nie sprzedał. Ludziom, którzy 

go zamówili, nie udało się pozbyć poprzedniej siedziby. Wiedział, że Merri nie 
spodoba się luksusowa willa, ale na okres przejściowy...

–  Nie  bądź  śmieszny  –  odparła  Faith.  –  Jak  się  będę  czuła,  mieszkając 

sama w tak ogromnym domu?

–  Będę  się  troszczył  o  ciebie.  –  Nachylił  się  i  pocałował  matkę  w 

policzek. – Przestań więc, proszę, ciągle mieć do nas pretensję.

Nie  czekając  na  dalsze  słowa  matki,  poszedł  do  żony,  która  właśnie 

zamknęła drzwi za ostatnimi gośćmi. Uśmiechnął się do niej czule.

– Wszystko w porządku? – zapytał.
–  Tak.  Jak  wiesz,  proboszcz  bardzo  cię  szanuje.  Spodziewa  się,  że 

zaczniemy chodzić do kościoła. Regularnie.

– Sprawi ci to kłopot?
–  Nie.  Ale  z  góry  ostrzegam:  nie  zamierzam  przyłączyć  się  do  grona 

matron, o których wspominał.

–  Są  za  stare  dla  ciebie?  –  zażartował  Logan.  Miał  ogromną  ochotę 

pocałować Merri.

– To plotkarki. Jest kilka takich kobiet, które regularnie przychodziły do 

kawiarni Angela. Widziałam, czym się zajmowały. W dniu, w którym poczuję, 
że  przemieniam  się  w  jedną  z  tych  fałszywych  świętoszek,  pójdę  zrobić  sobie 
tatuaż.

–  A  czy  ja  będę  mógł  wybrać  odpowiednie  miejsce  na  twoim  ciele?  –

zapytał Logan.

– Przestań naśmiewać się ze mnie.
– Nie potrafię. Jesteś taka śliczna, kiedy marszczysz nosek.
– Jestem za stara, żeby być śliczna. Och, Logan, co my robimy?
– Coś bardzo przyjemnego. Szybko się przekonasz. Życie toczy się dalej. 

Przeżyjemy je najlepiej jak można.

– Widziałam, jak Danny wybiegał z domu.
– Wiemy, dokąd poszedł. Wróci.
– Twoja matka nawet mnie nie uścisnęła po zakończeniu ceremonii.
– Chcesz, żeby cię uściskać? No to podejdź bliżej. Logan otoczył Merri 

ramieniem.

– Wykazujesz anielską cierpliwość.

background image

– Ty też się starasz.
– Kupiłeś mi piękne kwiaty. Jeszcze ci nie zdążyłam za nie podziękować. 

Sama nie wybrałabym ładniejszych.

– Wiem.
– Jak to się stało, że przedtem nie dałeś mi odkryć zalet twego charakteru?
Odpowiedź była prosta. Bo Merri nie znajdowała się w pobliżu. A jeszcze 

przedtem byli zbyt młodzi. Cierpliwości i tolerancji człowiek uczy się z czasem. 
Wymagają dojrzałości. Nie była to jednak odpowiednia pora na filozofowanie.

– Bo przedtem nie nosiłaś mojego dziecka – odparł cicho. Przedtem Merri 

nie nosiła także jego obrączki.

Ich  spojrzenia  się  spotkały.  W  głębokich  oczach  Merri  Logan  ujrzał 

przyzwolenie, które  sprawiło,  że  ogień  ogarnął jego  ciało.  Tak  bardzo  pragnął 
całować ją aż do utraty tchu. Wiedział jednak, że jeśli zacznie to robić, spędzą w 
łóżku wiele godzin.

– Może pójdziesz na górę i przeniesiesz swoje rzeczy do mojego pokoju? 

– zaproponował. Rozmawiali już przedtem na ten temat i uzyskali zgodę Faith 
na przekształcenie dawnej sypialni Bretta w pokój dziecinny. – Przyjdę zaraz do 
ciebie.  Muszę  najpierw  jeszcze  załatwić  kilka  telefonów.  Uprzątnąłem  swoje 
rzeczy, zrobiłem ci miejsce w szafie, ale jeśli będziesz potrzebowała więcej...

–  Och,  przestań.  Wiesz  świetnie,  że  jesteś  pierwszym  mężczyzną  na 

świecie od czasów prehistorycznych, który ma za żonę kobietę zdolną zmieścić 
cały swój dobytek w jednej tylko torbie. – Przyciskając bukiet ślubny do piersi, 
Merri wysunęła się z objęć Logana.

– Włóż, proszę, kwiaty do wody, żebyś mogła zabrać je z sobą na górę.
– To dobry pomysł – odezwała się wchodząca Faith. Z kredensu wyjęła 

niewielki kryształowy wazon i podała go synowej.

Merri podziękowała, napełniła wazon wodą i wstawiła do niego kwiaty.
Logan obserwował ją, jak idzie na górę. Jeszcze nigdy nie wyglądała tak 

uroczo  i  ponętnie.  Nie  będzie  mógł  doczekać  się  wieczora,  żeby  znaleźć  się 
obok Merri. Pragnął wziąć ją w ramiona, by poczuć realność ich związku.

– Mój Boże. – Do Logana dotarły pełne zdumienia słowa matki. – Łączy 

was coś więcej niż tylko pożądanie. Mam rację?

Logan wsunął ręce do kieszeni spodni i w odpowiedzi tylko uśmiechnął 

się do matki.

– Wybacz, że pytam – mówiła dalej – ale jak długo to potrwa?
–  Kto  to  może wiedzieć? –  Wzruszył ramionami.  Faith  zamyśliła się na 

chwilę. Potem podeszła do syna i objęła go.

– Przepraszam, że zachowywałam się tak bardzo pruderyjnie.
– Nie ma sprawy. – Logan nie potrafił żywić urazy do matki. – Dzięki za 

pomoc, której nam udzieliłaś, kosztem twoich wizyt u Stana.

– On cię lubi. Wie, że Jane jest teraz szczęśliwa. Ale przy tobie czuje się 

background image

nieswojo. Czasami potrafisz być zimny i zachowywać się ze zbyt dużą rezerwą.

–  Mówiono  mi  to  ostatnio,  lecz  w  nieco  inny  sposób.  –  Logan  rzucił 

okiem w  stronę  schodów. – A co  z tobą, mamo? Pozwolisz Stanowi, żeby cię 
uszczęśliwił?

– W moim wieku inaczej podchodzi się do takich rzeczy. Ale, uczciwie 

przyznaję, kusi mnie to.

–  To  dobrze.  Jeśli  nie  potrafisz  działać  szybko,  rób  wszystko  powoli.  –

Faith  zbyt  długo  nie doceniała  uroków  życia. Podobnie jak  Logan.  Oboje byli 
teraz tego w pełni świadomi.

Było  już  późno,  kiedy  Merri  wyszła  z  łazienki.  Skierowała  kroki  do 

sypialni Logana. Był to teraz ich wspólny pokój. Cicho zamknęła za sobą drzwi. 
Logan już na nią czekał. Zdenerwowana podeszła do łóżka.

Leżał  i  czekał  na  nią.  To  mój  mąż.  Merri  zastanawiała  się,  ile  czasu 

zajmie jej przywyknięcie do tej myśli.

Był obnażony po pas. Merri przypomniała sobie, jak ją pieścił. Na myśl o 

tym,  co  ją  czeka,  aż  zadrżała.  Zesztywniałymi  z  wrażenia  palcami  nie  mogła 
rozsupłać paska.

– Pomóc ci?
– Lepiej zgaś światło.
Mimo wszystko czuła się niepewnie. Peszyło ją spojrzenie Logana.
Zamiast  zrobić  to,  o  co  prosiła,  uniósł  się  na  łokciu  i  sam  rozluźnił  jej 

pasek. Pod białym jedwabnym kimonem nie miała na sobie niczego.

– Zdejmij – poprosił schrypniętym z wrażenia głosem.
Kimono  zsunęło  się  z  ramion  Merri.  Poczuła  na  sobie  płonący  wzrok 

Logana.

Odchylił kołdrę. Położyła się obok niego. Położył rękę na jej brzuchu.
– Nie mogę się doczekać, kiedy się powiększy.
Te  słowa  Logana  zdumiały  Merri.  Była  przekonana,  że  wszyscy 

mężczyźni  nie  lubią  oznak  ciąży.  Brett  pisał  wiersze  o  przyszłym 
macierzyństwie Merri, lecz równocześnie w miarę upływu czasu coraz bardziej 
unikał fizycznych zbliżeń.

–  Chyba  mi  nie  wierzysz  –  szepnął  Logan.  Przesunął  rękę  niżej.  Merri 

zamknęła oczy.

– Pragnę cię.
– To dobrze.
Poczuła  na  wargach  gorące  usta.  W  ciągu  zaledwie  paru  sekund  Logan 

rozbudził jej pożądanie. Był przy tym delikatny i czuły. Tych cech nigdy się u 
niego nie spodziewała.

Pieścił ją łagodnie, a zarazem bardzo podniecająco. Jej piersi reagowały 

silniej niż przedtem. Może dlatego, że była w ciąży, a może Logan wywołał to 
swymi pieszczotami.

background image

Przeciągnął  językiem  po  nabrzmiałych  sutkach.  Merri  zaczęła  drżeć  na 

całym ciele. Kiedy całował drugą pierś, marzyła, by jak najszybciej znalazł się 
w niej.

Podniecona jęczała, czując ciepły oddech na brzuchu.
– Logan...
– Marzyłem o tym, żeby być z tobą – szepnął. – Pozwól mi udowodnić, 

jak bardzo...

Były to cudowne chwile. Wyjątkowa noc. Początek ich wspólnego życia. 

Upłynęło  nieskończenie  wiele  czasu,  zanim  Merri,  przytulona  do  Logana, 
powiedziała, że jest jej dobrze.

– Mnie też tak było – odrzekł cicho.
– Istnieje poważna obawa, że będziesz mnie rozpieszczał.
– Potrafiłbym?
Merri zatrzymała wzrok na oprawionej w ramki fotografii nadmorskiego 

krajobrazu. W głosie Logana wyczuła zaciekawienie. Zdecydowała się zapytać:

– Co matka opowiadała ci o naszym życiu?
– Niewiele. Nie pozwoliłem jej czytać mi twoich listów. Nie spoglądałem 

nawet na wasze zdjęcie, które ustawiła na dole na widocznym miejscu.

–  A  ja  starałam  się  nie  zauważać  twojej  fotografii  ani  medali.  –  Merri 

spojrzała na Logana. – Sądzę, że musimy wiele dowiedzieć się o sobie.

–  Chcę  tego  –  odparł.  –  Pod  warunkiem,  że  nie  będzie  mowy  o  moim 

bracie.

–  Ale  znaczna  część  mego  życia  była  związana  z  Brettem  –

zaprotestowała.

– Nie chcę o tym słyszeć. Nigdy. Żądał rzeczy niemożliwej.
– Nie wolno przecież dzielić w ten sposób niczyjej egzystencji.
– Jest to jedyna rzecz, o jaką proszę. Nie namawiam cię do wysłuchiwania 

moich opowiadań o wojnie i Jane.

– Jeśli chcesz, to chętnie...
– Nie. To wszystko już minęło. Liczy się tylko dzień dzisiejszy. Ty, moja 

praca, nasza rodzina.

– Logan, zapominasz, że mam syna. Powinnam rozmawiać z nim o jego 

ojcu.

– Nie wtedy, kiedy ja będę w pobliżu! – niemal wykrzyknął.
Merri poniosły nerwy.
–  Chcesz  mieć  nie  żonę,  lecz  kochankę,  której  będziesz  narzucał  swoją 

wolę. O, nie, za to ci dziękuję!

– Dokąd zamierzasz iść? – zapytał, widząc, jak Merri odrzuca kołdrę.
– Nie wiem, lecz...
Zanim  skończyła  mówić,  Logan  otoczył  ją  ramieniem  i  przycisnął  do 

poduszki.

background image

– Uważaj na dziecko!
– Och, przepraszam.
Musiała sprawę Bretta wyjaśnić do końca.
–  On  nigdy  mnie  nie  traktował  tak  jak  ty  teraz  –  powiedziała 

Oskarżycielskim  tonem.  –  Czuję  się  dotknięta.  Twoje  uprzedzenie  do  brata 
zniszczy nasze życie, zanim je rozpoczniemy.

– To nie uprzedzenie, lecz zazdrość gnębiąca mnie od lat.
– Ciebie? – zdziwiła się Merri. – Od kiedy?
– Niemal od zawsze. Zaczęła się, gdy byłaś jeszcze dzieckiem.
– Brett opowiadał mi, że zabierasz go na ryby, wycieczki, no i zajmujesz 

się nim jak ojciec.

– Musiałem. Był malcem, kiedy umarł tata. Ze wszystkim zwracał się do 

mnie. Zresztą matka postępowała podobnie.

– Szybko stałeś się za nich odpowiedzialny.
–  Szybciej  niż  powinienem.  Byłem  przecież  jeszcze  dzieckiem. 

Pragnąłem  pomagać  matce.  Sądziłem,  że  z  Brettem  będę  dzielił  wszystkie 
obowiązki.

– A on cię zawiódł – szepnęła Merri.
– Tak. Całkowicie.
– Musisz przyznać, że był zdolny i błyskotliwy.
–  Tak.  Był.  Ale  ludzie  często  zapominają,  że  liczy  się  tylko  to,  jak 

wykorzystuje się zalety.

– On wykorzystywał ludzi. Zdumiony Logan popatrzył na Merri.
– Ty o tym wiedziałaś?
– Dotarło to do mnie. Po pewnym czasie.
– Usiłowałem ostrzec matkę, lecz ona widziała w nim same zalety.
–  Ciągle  brakowało  nam  pieniędzy,  bo  Brett  rzucał  pisanie  wierszy  i 

zabierał  się  do  malowania  lub  odwrotnie.  Za  publikowane  niekiedy  wiersze 
dostawał grosze. Własnym kosztem wydał tomik poezji. Zostaliśmy na lodzie z 
ponad  tysiącem  nie  sprzedanych  egzemplarzy.  Czy  matka  pokazała  ci  te 
wiersze? Posłałam jej egzemplarz.

–  Tak.  – Logan  spochmurniał.  –  Dlatego imałaś się  każdej  roboty,  żeby 

utrzymać rodzinę?

– Pamiętaj, że to była moja decyzja.
– Swego czasu miałem nadzieję, że kiedy wrócę z Wietnamu, okaże się, 

iż miałaś dość mego brata i zainteresujesz się mną.

– Od tak dawna...
– Sądzę, że matka pogodziła się z tym, że jesteśmy razem. Gorzej będzie 

z Dannym. On bardzo to przeżywa.

– Jakoś sobie poradzimy.
– Mam nadzieję.

background image

Logan obrócił Merri na plecy i objął dłońmi jej twarz.
– Jestem gotów zwariować na twoim punkcie – szepnął.
– To dobrze.

background image

ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY

–  Jestem  zły,  że  muszę  dziś  jechać  –  powiedział  nazajutrz  Logan  do 

Merri,  odprowadzającej go  do  ciężarówki. –  Gdybym  oddanie  domu  przełożył 
do poniedziałku, wówczas właściciele musieliby płacić firmie  przewozowej za 
składowanie mebli przez weekend. Ludzie ci nie pochodzą z naszych okolic, nie 
mają tu krewnych, którzy by im pomogli.

– Rozumiem – odparła Merri. Była wzruszona, bo Logan już po raz trzeci 

wyjaśniał jej powstałą sytuację.

– Jesteś pewna, że wszystko będzie dobrze? – dopytywał się z niepokojem 

w głosie. – Powinienem wrócić wcześnie, zaraz po południu.

–  Świetnie.  Przez  ten  czas  nic  mi  się  nie  stanie.  Chyba  powinnam 

uprzątnąć przyszły pokój dziecinny.

– Dobry pomysł. Ale nie przenoś żadnych ciężkich rzeczy. Obiecujesz?
–  Jasne.  –  Klepiąc  się  po  brzuchu,  rozradowanym  wzrokiem  Merri 

popatrzyła  na  świeżo  upieczonego  małżonka.  –  Jedź  już,  nie  zwlekaj.  Im 
wcześniej wyruszysz, tym szybciej zjawisz się z powrotem.

– To prawda.
Logan  wziął  Merri  w  ramiona  i  na  jej  ustach  wycisnął  długi,  namiętny 

pocałunek.

– Może dzięki temu zatęsknisz do mnie – szepnął.
–  Żartujesz?  Po  takim  pocałunku  każda  kobieta  z  trudnością  sobie 

przypomni, jak się nazywa.

Śmiejąc się, Logan pocałował Merri w czoło i wdrapał się do ciężarówki. 

Machała  mu  ręką  tak  długo,  aż  zniknął  na  drodze.  Wróciła  do  domu  z 
uśmiechem na wargach. Weszła do kuchni.

Przy  piecu  stała  Faith.  Jak  zwykle,  przygotowywała  Danny’emu 

śniadanie, ale chłopiec nie pokazał się jeszcze na dole. Merri nie była pewna, jak 
ją dziś przyjmie teściowa.

– Też chyba powinnaś coś zjeść – odezwała się Faith. – Wiem, że zwykle 

nie dbasz o śniadanie, ale lekarz kazał ci nabrać sił.

–  Tak  wcześnie  nie  potrafię  nawet  myśleć  o  jedzeniu.  Wypiję  szklankę 

mleka.

– Dobrze. Jakie masz plany na dziś? Pytam dlatego, że rano zdejmują gips 

Stanowi. Obiecałam, że go zawiozę do szpitala. Oczywiście, jeśli potrzebujesz 
samochodu, sądzę, że Mike będzie mógł...

–  Nie.  Rób,  co  postanowiłaś.  Mną  się  nie  przejmuj.  Zastosuję  się  do 

wskazówek lekarza i będę leniuchować.

Faith z niedowierzaniem popatrzyła na synową. Merri była jej wdzięczna 

za okazaną troskę.

background image

–  Niedawno  widziałam  Mike’a  –  powiedziała.  –  Jadł  lunch  z  Terri 

Brooks.

– Terri Brooks? – powtórzyła Faith. – Gdzie ja słyszałam to nazwisko? –

zastanawiała się głośno.

– Otwiera nowe przedszkole przy Pecan Avenue.
–  Ach,  tak.  Poznałam  ją  w  sklepie.  To  ładna  kobieta.  I,  jak  słyszałam, 

sympatyczna.

– Muszę powiedzieć o niej Stanowi. Kocha Mike’a jak własnego syna.
Do  kuchni  przyczłapał  zaspany  Danny.  Mruknął  „dzień  dobry”  i  nie 

patrząc ani na babkę, ani na matkę, oświadczył, że do szkoły jedzie dziś z matką 
Larry’ego.

– To dobrze. Co pijesz? Sok? Mleko? – spytała Merri.
– Nie będę niczego pił ani jadł – mruknął w odpowiedzi.
– Ależ, Danny – zaprotestowała Faith – zgłodniejesz do obiadu.
– Nic mnie to nie obchodzi.
–  Bądź  grzeczny  w  stosunku  do  babci  –  upomniała  go  Merri.  –  Swojej 

złości na mnie nie przenoś na nią.

– Jestem grzeczny. Ale nic mnie to nie obchodzi, czy będę jadł, czy nie. 

Nikogo  to  nie  obchodzi!  –  wykrzyknął  ze  złością  i  wybiegł,  trzasnąwszy 
drzwiami.

–  Przepraszam  za  mego  syna  –  odezwała  się  Merri.  –  Zachowuje  się 

okropnie. Nie wiem, co w niego wstąpiło.

– Ciężko przeżywa powstałą sytuację. Po jakimś czasie się uspokoi.
Po  wyjściu  Faith  Merri  długo  myślała  o  synu.  Musiało  mu  być 

rzeczywiście ciężko. Przynajmniej jednak miał przyjaciela, przed którym mógł 
wylewać swoje żale.

Poszła  wreszcie  na  górę.  Posłała  łóżko  i  sprzątnęła  sypialnię.  Potem 

zajrzała  do  dawnego  pokoju  Bretta.  Z  głębokim  westchnieniem  zabrała  się  do 
porządków.

Godzinę  później  usiadła  na  krawędzi  łóżka  i  rozejrzała  się  wokoło. 

Wszystkie rzeczy spakowała do czterech ogromnych pudeł, które przyniosła ze 
strychu. Na kolanach trzymała oprawioną fotografię Bretta. Postanowiła oddać 
ją Danny’emu.

– Co robisz?
Nie słyszała kroków. Drgnęła gwałtownie na dźwięk głosu syna.
– A co ty robisz w domu? – spytała. – Powinieneś być w szkole.
– Nie poszedłem.
– Jak mogłeś opuścić lekcje!
–  Pytałem,  co  tu  robisz.  –  Podszedł  do  pudeł  i  długo  przyglądał  się  ich 

zawartości. – Pozbywasz się go – oświadczył ponurym tonem.

– Nie, synku. To nie tak.

background image

–  Wyrzucasz  jego  rzeczy,  bo  poderwałaś  sobie  nowego  faceta!  Kogo 

jeszcze się pozbędziesz? Czy przyjdzie kolej na mnie? Ojciec nie żyje dopiero 
od sześciu miesięcy, a ty już jesteś w ciąży! I to bez ślubu. Ojciec był uczciwym 
człowiekiem,  w  przeciwieństwie  do  ciebie.  Jesteś  hipokrytką!  –  To  mówiąc, 
Danny odwrócił się i wypadł z pokoju.

– Danny! Poczekaj! – zawołała Merri.
Zerwała  się  z  łóżka  i  pobiegła  za  synem.  Zakręciło  jej  się  w  głowie. 

Tracąc oddech usiadła na górnym podeście schodów. Serce biło jej jak szalone. 
Instynkt  nakazywał,  by  dbała  przede  wszystkim  o  nie  narodzone  dziecko.  Po 
jakimś czasie Danny się uspokoi.

Ledwie  trzymając  się  na  nogach,  dowlokła  się  do  sypialni  Logana, 

położyła na łóżku i zamknęła oczy.

Tak jak zaplanował, Logan podjechał pod dom wczesnym popołudniem. 

Wchodząc do środka, zawołał:

– Jestem!
Postanowił  wziąć  szybki  prysznic.  Idąc  po  schodach  myślał  o  Merri. 

Uśmiech zamarł na jego wargach, gdy zobaczył ją leżącą nieruchomo na łóżku.

– Kochanie...
Była blada. I zapłakana. Usiadł przy niej.
–  Merri.  –  Dotknął jej  czoła.  Było  rozpalone.  Podniosła  się  i  mocno  go 

objęła.

– Jak dobrze, że wróciłeś. Nie wiedziałam, co począć. Czy jest w domu? 

Nie zamierzał robić mi przykrości...

– Co... – Logan nie pojmował znaczenia nieskładnych słów Merri. – Co 

się stało? Jesteś chora? Masz gorączkę.

– Nic mi nie jest. To tylko zmęczenie. Poleżę jeszcze trochę.
– O kim mówiłaś?
– O Dannym. Czy jest w domu?
–  Chyba  nie,  bo  go  nie  widziałem.  Co  zrobił?  Opowiedziała  o  scenie  z 

synem. Logan bardzo się rozzłościł.

– Ten mały...
– To moja wina. Za mało nim się zajmowałam. Potrzebuje opieki.
– Zachował się okropnie. Dlaczego do mnie nie zadzwoniłaś?
– Nie chciałam cię martwić.
–  Twoje  kłopoty  są  moimi  kłopotami,  kochanie.  Jeśli  ci  na  tym  zależy, 

zaraz  pójdę  do  Shermana  i  dowiem  się,  czy  widział  Dana.  Potem  wsiądę  w 
samochód i rozejrzę się po okolicy.

– Jadę z tobą.
– Zostaniesz w domu. Mogą być telefony. Ktoś musi je odbierać.
– Nie pomyślałam o tym. Masz rację.

background image

Przed  domem  Logan  natknął  się  na  Faith.  Jedno  spojrzenie  na  matkę 

wystarczyło, by wiedział, że ze szkoły przyjechała bez wnuka.

– Jadę go szukać – oznajmił.

W  pobliżu  Logan  nigdzie  nie  spostrzegł  Danny’ego.  Pojechał  do  domu 

Larry’ego Brendana.

– Dokąd mógł się udać? – spytał chłopca.
– Nie wiem, proszę pana. Naprawdę.
Logan  szybko  pożegnał  Brendanów.  Poprosił  ich,  by  niezwłocznie 

zawiadomili go, gdyby Danny u nich się pokazał.

Przez  następne  kilka  godzin  szukał  chłopca  na  cmentarzu,  w  parkach  i 

ponownie w szkole. Na próżno. Zatelefonował do domu.

– Dzwonię na policję – łamiącym się głosem oznajmiła Merri.
– Musi upłynąć pełna doba, zanim zaczną go szukać.
– Wiem. Nie szkodzi. Niech przynajmniej wiedzą, co się zdarzyło.
Logan  wsiadł do  ciężarówki i  ruszył w  stronę domu.  Po  chwili zajechał 

mu drogę radiowóz policyjny.

Wysiadł z niego Mike LeBlanc. We wnętrzu samochodu Logan dostrzegł 

drobną, znajomą sylwetkę.

– Dan? – zapytał.
– Znalazłem go śpiącego w kościele przy drodze do Melville – wyjaśnił 

Mike LeBlanc. – Ktoś doniósł, że w środku dostrzegł światło, i pomyślał, że to 
sprawka złodziei.

– Włamał się do środka. Czy wniosą skargę przeciw niemu?
– Nie. Rozmawiałem z proboszczem. Logan podszedł do radiowozu.
– Jesteś gotów jechać do domu? – zapytał Danny’ego.
– A czy to mój dom? – warknął chłopiec.
–  Jasne,  że  twój.  Tak  długo,  jak  tylko  zechcesz.  Pod  warunkiem,  że 

przestaniesz znęcać się nad matką.

– Bronisz jej. Nic dziwnego. Nienawidziłeś mojego ojca.
–  Mylisz  się,  chłopcze.  Miałem  mu  tylko  za  złe  pewne  posunięcia.  I 

byłem zazdrosny o dziewczynę, na której mi zależało.

–  On  uciekł  przed  wojskiem,  a  ciebie  wysłali  na  wojnę.  Walczyłeś  w 

Wietnamie. Dlatego też musiałeś go nienawidzić.

– Rozczarował mnie sposób, w jaki załatwił całą sprawę. – Logan oparł 

się o tylne drzwi ciężarówki. – I gdyby wówczas postępował zgodnie ze swoimi 
przekonaniami,  o  ile  je  w  ogóle  miał,  z  pewnością  bym  go  szanował.  Ale  on 
stchórzył  i  uciekł.  Po  prostu  uciekł  z  kraju.  Bolało  mnie  to,  że  jego  decyzja 
odbiła się niekorzystnie na życiu twoim i matki.

– Dawaliśmy sobie radę.

background image

– Jeśli mężczyzna decyduje się na spłodzenie dziecka, powinien dać mu 

wszystko,  co  najlepsze.  Zapamiętaj  to  sobie  –  powiedział  Logan.  Nigdy  nie 
mówił niczego poważniej. – Powiadasz, że dawaliście sobie radę? Tak. Dzięki 
twojej matce. Kryła twego ojca, żebyś nie dostrzegał jego wad, mógł go kochać 
i szanować. Pierwszy raz w życiu, kiedy zrobiła coś dla siebie, zachowałeś się 
wobec niej okropnie. Dotknąłeś ją głęboko. Bardzo boleśnie.

Podbródek chłopca zaczął się trząść.
–  Wszystko  się  zmieniło  –  powiedział  płaczliwym  głosem.  –  Wróciłem 

dziś do domu, a ona pakowała rzeczy tatusia. To było okropne.

–  Potrzebny  nam  pokój  dla  dziecka.  Bez  względu  na  to,  co  czułem  do 

twego ojca, szanuję decyzję twojej matki, żeby jego rzeczy zachować dla ciebie. 
Nikt  nie  będzie  miał  pretensji,  jeśli  powspominasz  ojca.  Zrobisz  przyjemność 
babci.  Jest  wiele  rzeczy,  o  których  oboje  możecie  rozmawiać.  Ale  życie  się 
zmienia.  Twój  ojciec  miał  kłopoty  i  salwował  się  ucieczką.  Jeśli  ty  też 
uciekniesz, będzie ci bardzo trudno gdziekolwiek się zatrzymać.

Danny  popatrzył  w  niebo.  Zrobiło  się  zimno.  Logan  chciał  dać  chłopcu 

swoją kurtkę, lecz czekał na jakiś sygnał od niego.

– Najpierw zamierzałem uciec do Kanady – wyznał wreszcie Danny.
Logan pokiwał głową.
– Byłaby to długa i niebezpieczna wyprawa.
–  Potem  pomyślałem  jednak,  że  jeszcze  za  mało  wiem  o  samoobronie. 

Powinienem oszczędzić trochę forsy, zanim wybiorę się w podróż.

Logan wiedział, że najtrudniejsze chwile ma już poza sobą.
–  Postanowiłeś  więc  zostać.  Całkiem  niegłupia  decyzja.  Jeśli  zechcesz, 

porozmawiam z twoją matką. Może zgodzi się na dalsze lekcje samoobrony. Kto 
wie, może zapiszesz się na jakiś kurs.

– Naprawdę?
Logan z trudem ukrył uśmiech.
– Tak.
Chłopiec  wybąkał pod  nosem  podziękowanie,  a potem  podniósł  głowę i 

zapytał:

– Możemy już jechać do domu?
– Oczywiście.
Weszli  do  środka.  Rozpromieniona  Merri  wyciągnęła  ramiona  i 

przygarnęła syna. Z oczu chłopca wyzierała głęboka miłość do matki.

Chwilę  potem  Faith  zaczęła  ściskać wnuka,  tak  że  Logan miał  wreszcie 

żonę  tylko  dla  siebie.  Oszczędził  wstydu  Danny’emu  i  ani  słowem  nie 
skomentował jego krótkiego wyznania.

– Już po wszystkim. – Faith odetchnęła z ulgą. – Dzięki Bogu, wszyscy 

jesteśmy bezpieczni.

Merri szepnęła do Logana:

background image

– Bardzo ci dziękuję.
Ledwie trzymała się na nogach. Logan zaniósł ją do łóżka.
– Nie jestem inwalidką. Puść mnie, proszę – protestowała.
– Czekałem cały dzień, żeby ci to powiedzieć – zaczął, nogą zamykając 

od  środka  drzwi  sypialni.  Usiadł  na  łóżku,  trzymając  Merri  na  kolanach.  –
Chciałem zrobić  to wczoraj  wieczorem,  ale  zasnęłaś. Zamierzałem  powiedzieć 
ci dziś po południu, ale...

– Ja też cię kocham.
– Czemu mi przerwałaś? – spytał rozżalony.
– Nie mogłam się doczekać, kiedy wyznasz mi miłość, żebym i ja mogła 

zrobić to samo.

– Kocham cię, Merri.
Objęła go mocniej za szyję. Logan czuł, że Merri powstrzymuje łzy. Miał 

nadzieję, że były to także łzy szczęścia.

–  Logan  –  odezwała  się  wreszcie  –  wierzę,  że  będziemy  szczęśliwi. 

Jestem z ciebie dumna.

– Przecież już ci mówiłem, że to LeBlanc znalazł Danny’ego.
– Jestem dumna z ciebie jako z człowieka. Jesteś bohaterem.
Zaprzeczył ruchem głowy.
–  Słonko,  nie  wierzę  w  istnienie  bohaterów.  Nawet  wówczas,  gdy 

wręczyli mi te  wszystkie medale za uratowanie życia plutonowi i  inne rzeczy, 
czułem  się  jak  oszust.  Nie,  raczej  jak  złodziej.  Bo,  sama  powiedz,  co  miałem 
zrobić? Mogłem albo działać, albo dać się zabić. Zbyt pochopnie używa się tego 
określenia. Dla mnie ci, których nazywa się bohaterami, są to ludzie zmuszeni 
do działania w określonych warunkach. Nie musimy ich specjalnie wyróżniać za 
takie postępowanie. Wiedziałem o tym, będąc żołnierzem. Teraz muszę się tego 
nauczyć jako cywil.

Logan  zmęczył  się  długim  przemówieniem.  Należała  mu  się  teraz 

nagroda.  Musiał  pocałować  Merri,  i  to  natychmiast.  Potrzebował  jej  jak 
powietrza.

Zapomnieli o bożym świecie.
Po chwili ogarnął ich ogień pożądania.
Merri spojrzała Loganowi w oczy.
– Jestem gotowa zwariować na twoim punkcie – szepnęła.
– To dobrze.

background image

EPILOG

Następnego lata

Merri spojrzała na pokaźne, piętrowe skrzydło dopiero co dobudowane do 

rodzinnej siedziby Powersów. Właśnie malowano je na biało i niebiesko, żeby 
pasowało do reszty domu. W przyszłym tygodniu przeniosą się tu całą rodziną.

– Logan, teraz dom stał się chyba zbyt obszerny.
–  Być  może  wygląda  tak  z  zewnątrz.  Ale  kiedy  wprowadzi  się  Stan, 

ustawimy  komputer  w  pokoju  Dana  i  urządzimy  moje  biuro,  zobaczysz,  że 
miejsca będzie w sam raz.

Logan  miał  pewnie  rację.  Jak  zwykle,  gdy  chodziło  o  domy,  pomyślała 

Merri  z  uśmiechem.  Stanął  jej  przed  oczyma  Stan  Shirley  i  uśmiech  na  jej 
twarzy  stał  się  bardziej  promienny.  Zamierzone  powiększenie  rodziny  o  jego 
osobę było najnowszym z serii wspaniałych wydarzeń dotyczących Powersów.

Merri nie mogła doczekać się ślubu Faith. Po długich namowach teściowa 

ugięła się i zgodziła zostać żoną Stana.

Kiedy Logan  wziął z rąk  Merri gaworzące wesoło niemowlę, wiedziała, 

że  najmilszym  wydarzeniem  były  jednak  narodziny  ich  syna.  Nicholas  James 
Powers  miał  już  trzy  miesiące  i  rósł  jak  na  drożdżach.  Merri  zobaczyła,  jak 
Logan całuje drobniutką piąstkę dziecka. Westchnęła z radością.

Całą  ciążę  zniosła  dość  dobrze.  Obyło  się  bez  komplikacji.  Za  to  sam 

poród okazał się prawdziwym koszmarem.

Seria niemiłych zdarzeń zaczęła się już w domu. Znosząc po schodach do 

samochodu walizkę z rzeczami Merri, Danny upadł i złamał rękę. Wioząc ich do 
szpitala,  Logan  złapał  gumę  na  drodze.  Na  szczęście  Faith,  jadąca  za  nimi 
swoim samochodem, uratowała rodzinę przed całkowitą katastrofą.

Faith...  Bujała  się  teraz  na  ogrodowej  huśtawce.  Dostała  ją  w  prezencie 

przedślubnym od Stana, który przeszedł właśnie na emeryturę i chciał, żeby pani 
jego serca spędzała dużo czasu w towarzystwie przyszłego małżonka. Wszyscy 
byli  zadowoleni  z  takiego  obrotu  sprawy.  Nowe  życie  zaczynali  od 
pożegnalnego, hucznego przyjęcia z okazji przejścia Stana na emeryturę. Kilka 
dni później miał się odbyć ślub Faith i Stana. Zamierzali odbyć krótką podróż 
poślubną do Bronson w stanie Missouri.

Danny przebywał w towarzystwie Shermana gdzieś na terenie posiadłości 

Powersów.  Od  chwili,  w  której  rozpoczęły  się  wakacje,  prawie  się  z  nim  nie 
rozstawał.  Logan  wspomniał  Merri,  że  obaj  prowadzą  eksperymenty  z 
nowoczesnym  urządzeniem  irygacyjnym,  które  ma  zastąpić  przestarzałe 
rozwiązania.  Po  trudnych  początkach  Danny  szybko  zaadaptował  się  do 
zmienionych warunków. Kochał i szanował Logana.

background image

Życie Powersów układało się doskonale.
Faith  z  radością  opiekowała  się  wnukiem,  tak  że  Merri  i  Logan  mogli 

częściej spacerować wokół domu. Mały aniołek z dnia na dzień stawał się coraz 
cięższy.  Wszystko  wskazywało  na  to,  że kiedyś  stanie  się tak  duży  i  silny  jak 
jego tata.

Logan  wziął  Merri  za  rękę,  ale  zamiast  spacerować  z  nią  wokół  domu, 

doprowadził ją nad staw. Od chwili ślubu było to ich ulubione miejsce.

–  Pamiętasz,  jak  niegdyś  wyciągałeś  mnie  z  wody?  –  spytała  Merri, 

siadając w gęstej trawie.

–  Możemy  to  ponowić,  jeśli  chcesz  –  szepnął  Logan,  kładąc  się  obok 

Merri. – Będę mógł docenić to, jak piękną stałaś się kobietą.

– Pochlebstwem nic nie zdziałasz. – Merri się roześmiała.
– Staram się, jak mogę. Rozbawiona, przewróciła się na plecy.
– Jest dobrze. Wspaniale. Logan, dziękuję ci bardzo. Pochylił się nad nią i 

pocałował ją czule.

– To twoja zasługa, nie moja. Wróciłaś.
– Kto mógł w ogóle przypuszczać, że...
– Oboje o tym wiedzieliśmy. I tym razem miał rację.