background image

POOLE GABRIELLA 

 DARKE ACADEMY

 

 

Praca : Killari i anku35 

 

Rozdział 2 

 
Cassie obserwowała jak starsza kobieta z trudem odchodzi. Polubiła Madame 
Azzedine. Bardzo. To było jak… 
 
Oh, na miłość boską. To było tak, jakby nie była sobą. Biedula, musiała mieć pewnie 
ze sto lat. Ciekawe ile lat jej dawała? W jej wieku, była pewnie dwa, maksimum trzy 
lata w Akademii, zakładając, że nie rzuciła nauki lub nie została wyrzucona. Madame 
Azzedine musiała wyglądać znakomicie w swoim czasie, ale z biegiem lat, straciła 
troszeczkę. Nie była kimś, kogo można by było się bać. Była elegancką ,ufną osobą. 
To wszystko. Nadeszła pora. by Cassie nauczyła się być taka jak ona. 
 
Cassie pomyślała gniewnie, że przynajmniej miała z grubsza pojęcie, w jak prosty 
sposób można zachować się jak kulturalny człowiek – w przeciwieństwie do tutejszej 
obsługi. Ten odźwierny, bagażowy, czy kimkolwiek on tam sobie był, nawet nie 
podał staruszce ramienia. Tępym wzrokiem rozglądał się wokół siebie i wlókł się z 
tyłu, podczas gdy staruszka kuśtykała przez rozległy barokowy hol. Chwilę później 
straciła ich z oczu. 
 
Wzruszyła ramionami. Nic tu po niej. Pamiętając, że jej torba została przy schodach, 
obróciła się na pięcie i zbiegła z lekkością. 
 
Serce zaczęło jej mocno walić. Niewielka grupka zebrała się w koło jej porzuconego 
bagażu. Widząc jak niepewnie podchodzi,  Japoneczka posłała jej krzywy uśmieszek 

- Chyba powinniśmy zadzwonić po żandarmów, - powiedziała głośno.- Myślę, że 
może to być bomba. 
- Oh, Keiko. Sądzę, że nawet terroryści mają odrobinę więcej klasy. 
 
Mówiący te słowa Amerykański chłopak, był zupełnym przeciwieństwem faceta, 
którego Cassie widziała wcześniej. Nosił okulary znanego projektanta, skórzane 
mokasyny, świeżo wyprasowane spodnie khaki i koszulkę polo z rozpoznawalnym 
logo. Jego karta kredytowa na pewno czyniła spustoszenie w ekskluzywnych 
sklepach. 
 
- Nie bądź nieżyczliwy, Perry – wycedził przeciągle młodzieniec z angielskim 
akcentem, trzymając ręce w kieszeniach.-  Istnieje coś takiego jak obskurny szyk. 
 
Keiko zaśmiała się.- Nie traktuj tego tak protekcjonalnie Richard. Biedni są wśród  
nas, pamiętaj. 
- Teraz ty jesteś niemiła, Keiko, - powiedział Perry, trącając walizkę Cassie nogą. - 
Biedni, mimo wszystko mają pewien urok klasy robotniczej. A to jest takie… jakby 
to powiedzieli Francuzi? Drobnomieszczańskie? 

background image

POOLE GABRIELLA 

 DARKE ACADEMY

 

 

Praca : Killari i anku35 

 

Ryszard uniósł wysoko brwi. - Oh, Peregrine. Kto tu teraz jest małostkowy? 
Przez około trzy sekundy Cassie chciała wczołgać się do najbliższej dziury i umrzeć. 
Ten impuls minął jednak tak szybko, jak się pojawił. Paląca kula gniewu nagle  
eksplodowała. Dostaną za swoje. 
 
- Zabieraj swoje ręce  od moich rzeczy! - skacząc w dół, z paru ostatnich schodów, 
pchnęła Keiko na bok. 
 
Keiko pobladła, a Cassie poczuła, że zaraz wybuchnie. Zacisnęła ręce w pięści – na 
pewno poradzi sobie z tą nadętą suką. Perry Amerykanin cofnął się, biorąc 
gwałtownie oddech, jakby coś go wystraszyło, a Richard tylko rozłożył ręce, 
uśmiechając się. 
 
- To będzie dobre, - mruknął. 
Cassie naprężyła się, próbując nie skoczyć Keiko do gardła, ale właśnie w tej chwili  
piękna dziewczyna roześmiała się. 
- Nigdy nie dotknęłabym twoich rzeczy, stypendystko, nie chce mieć brudu na 
rękach. 
 
Cassie wbiła paznokcie w dłonie. Oh, z przyjemnością uderzyłaby pięścią w nos 
Keiko, by zetrzeć ten uśmieszek z jej twarzy. Ale było oczywiste, że ta mała, 
zadowolona z siebie lisica, nie będzie uczestniczyła w czymś tak mieszczańskim jak 
walka na pięści. Zresztą, jakby to wyglądało, gdyby została wyrzucona pierwszego 
dnia? Nie ma mowy. Nie warto. 
 
- OK. - w Cassie zawrzało - Teraz dowiodłam, że jestem lepsza niż ty. 
- Mój Boże – powiedział Perry -  Jak śmiesz, odzywać się tak do Keiko? 
- Oh, podoba mi się - powiedział przeciągając samogłoski Ryszard, mrugając w 
kierunku Perry‟go.- To może być zabawne! Teraz, Peregrin, uciekaj. To już nie jest 
twoja sprawa, to sprawa Few*. 
 
Ostatnie słowa, były tak stanowcze, i Cassie spodziewała się, że Perry zacznie się z 
nim kłócić. Ten jednak tylko posłał w jej kierunku groźne spojrzenie i wbiegł po 
schodach. 
 
Ryszard objął ją za ramiona, niby w przyjacielskim geście. Cassie chciała wyszarpać 
się z jego uścisku i odepchnąć od siebie, ale poczuła jaki jest silny. Zapasy z nim nie  
byłyby zabawne, zwłaszcza gdy nie ma się gwarancji wygranej.   
 
- Daj spokój, lepiej powiedz, um … jak masz na imię? 
- Cassie Bell – wymamrotała 
 
 
*Few – kilku, niewielu - elitarna grupa z Darke Academy 
 

background image

POOLE GABRIELLA 

 DARKE ACADEMY

 

 

Praca : Killari i anku35 

 

- Więc teraz, Cassie Bell, rozchmurz się. Wszyscy chcemy przyjemnie spędzić tu  
czas. Perry i Keiko trochę żartowali. Nie było to śmieszne, przyznaję  – skwitował 
zachowanie Keiko. -  Ale ty musisz się uodpornić. Założyć pancerz, jeśli chcesz tu 
zostać. Tak już jest. 
 
Cassie powstrzymała się od ostrej odpowiedzi. Kłopot w tym, że nie była pewna 
niczego. Może to było powszechne zachowanie się studenckiej elity? Skąd ona może 
to wiedzieć?  Nie wiedziała, jak się zachowywać, tak jak nie wiedziała, co tutaj robi. 
Ona tu nie należała ... 
- Chcesz tu pasować, prawda?- Głos Richarda brzmiał jedwabiście w jej uchu.- Twój  
interes leży mi na sercu, uwierz mi. 
 
- Hej, Angliku! 
Arogancki głos miał akcent, którego Cassie nie mogła umiejscowić. Sekundę później, 
dziewczyna była już przy nich. Poruszała się, jak tornado energii. Poklepała Richarda 
w policzek. Była wysoka, giętka jak młode drzewko, jej włosy miały ciemny, 
błyszczący kolor. Dało się dostrzec dzikie iskierki w jej oczach. 
 
- Brzydko Angliku! - Pokiwała cienkim palcem przed twarzą Richarda -  Ta 
dziewczyna jest nowa, tak? Wyłącz ten Twój nieludzki urok! 
- Ach, bella Isabella! - Richard chwycił jej rękę i pocałował, wywołując grymas 
niezadowolenia na twarzy dziewczyny. Wyszarpnęła dłoń .- Lubię twój Latynoski 
temperament, kocham ten błysk w Twoich oczach. Mimo tego, że tak źle mnie 
osądzasz! Keiko i ja wyjaśnialiśmy Cassie Bell kilka zasad panującymi w tej szkole. 
 
- Cassie Bell? Casandra? 
Isabella spojrzała w kierunku Cassie. Przez chwilę wyglądała na zaskoczoną, ale w 
końcu uśmiechnęła się. 
Cassie nie odwzajemniła uśmiechu. Nie ufała żadnemu z tych pewnych siebie, 
egocentrycznych idiotów.- Tak. A co? 
 
Isabella roześmiała się. 
- Więc idziesz ze mną.- Jedną ręką chwyciła za ramię Cassie, dużo lżej niż to zrobił  
Richard, a drugą rączkę walizki Cassie  - Odbieram  cię temu draniowi. 
Rzuciła kokieteryjny uśmiech w kierunku chłopaka, zignorowała Keiko i pociągnęła  
dziewczynę w kierunku wygiętej w łuk kolumnady na skraju dziedzińca. 
Cassie szarpnęła się. 
 
-  Chwilunia. - Depcząc po jej piętach, Cassie skłoniła Isabellę do zatrzymania się.- 
Nie popychaj mnie. Kim myślisz, że jesteś? 
Jej agresja spowodowała tylko wybuch śmiechu Isabelli. 
- Wcale tak nie myślę, Cassie, ja to wiem! Jestem Isabella Caruso. Twoja nowa 
współlokatorka! 
 

*** 

background image

POOLE GABRIELLA 

 DARKE ACADEMY

 

 

Praca : Killari i anku35 

 

 
- Powiedz mi, że to kopia. 
Cassie zatrzymała się, oniemiała ze zdziwienia przed obrazem w  masywnej, 
pozłacanej ramie. Cały czas trzymając w ręce torbę Cassie i ciągnąc ją po 
bladoniebieskim dywanie, Isabella obróciła się, marszcząc brwi. 
- Co? Oh, Monet? Nie, oczywiście , że to nie kopia, głupia. Żaden z tych obrazów nie 
jest kopią. Chodź wreszcie, Cassie. 
 
Odrywając się niechętnie od obrazu, Cassie ustąpiła. Próbowała wyglądać na chłodną 
i niezainteresowana, ale miała straszną ochotę iść za Isabellą na czubkach palców.  
Lada chwila, ktoś zjawi się i ją rozgryzie, a następnie powie jej, że jest oszustką. 
To straszny błąd, powie chłodno. Przypadkowa pomyłka co do osoby. Możesz ruszyć 
w drogę powrotną. Do Cranlake Crescent , skąd pochodzisz. Naturalnie zapłacimy za 
twój przejazd. Wyglądasz jakbyś potrzebowała zapomogi... 
 
W międzyczasie, zanurzy się w tej atmosferze. Boże, tu jest pięknie. Myślała, że takie 
budynki istnieją tylko w bajkach. Jak można mieszkać w takim miejscu, nie będąc 
ubranym w jedwabie i krynoliny? Albo nie mieć sznurka, by nie zgubić się w tych 
korytarzach na zawsze? Pozłacane przedpokoje i łuki wyglądały na nieskończenie 
długie, pułapy sufitu na nieskończenie wysokie, a od wpatrywania się w bożki i 
potwory na malowanym niebie dostawała bolesnych skurczy w szyi. Miękki dywan 
tłumił nawet piskliwy odgłos walizki. Przyglądając się, jak Isabella toczy ją za sobą, 
Cassie zarumieniła się. Kupiona z drugiej ręki torba wyglądała, jakby miała rozpaść 
się w każdej chwili. Nic dziwnego, że bogate bachory się śmiały. 
- OK, już niedaleko. Spodoba ci się, Cassie ― Ah!- Isabella pociągnęła ją do drzwi,  i 
pokazała palcem tabliczkę. 
 

CASSANDRA BELL 

ISABELLA CARUSO 

 
- Widzisz? Współlokatorki! - Isabella z trudem opanowała swoje emocje, ale Cassie 
jak oniemiała wpatrywała się w drzwi, które po przekręceniu zamka zaczęły się cicho 
otwierać. 
- Podoba ci się? - Isabella podskoczyła z radości, aby w jednej chwili posmutnieć. - 
Nie podoba! 
Nareszcie Cassie wydobyła z siebie zachrypnięty głos 
- Podoba się? Nie mogę … To musi być jakaś pomyłka. 
- Nie ma żadnego błędu. - Ponownie wesoła Isabella rzuciła walizkę Cassie na 
jedwabną narzutę, tuż obok małych górek swojego bagażu. 
 
Wiedząc, jak to musi wyglądać z zewnątrz, jak jej rzeczy nie pasują to tego miejsca, 
Cassie poczuła ukłucie nostalgii za małym pokojem, który dzieliła z dwoma innymi 
dziewczynami z Cranlake Crescent. Ukłucie, które pojawiło się i zaraz znikło. Teraz, 
zamiast ścian w odcieniach kompostu i listwy przypodłogowej w kolorze wymiocin, 
miała różowe ściany ze złoceniami, i - Na Miłość Boską - żyrandol.  

background image

POOLE GABRIELLA 

 DARKE ACADEMY

 

 

Praca : Killari i anku35 

 

Zamiast wspólnej łazienki, która pachniała wilgocią i spoconymi nogami, widziała 
przez otwarte drzwi łazienkę z wanną na nóżkach. Zamiast sprzeczać się o makijaż i 
CD z dziewczynami które zachowywały się wulgarnie, dostała  współlokatorkę, która 
wyglądała i zachowywała się jak egzotyczna gwiazda filmowa. Jak do tej pory  
Isabella, wydawała się być … miła. 
- To nie jest pokój, to pałac. – Cassie nie wiedziała czy ma się śmiać czy płakać. Na 
miękkich kolanach, osunęła się na zabytkową, jedwabną narzutę. Szybko 
podskoczyła z powrotem w górę, wystraszona, że ją pogniecie. 
Isabella popatrzyła na nią w zamyśleniu.- Aha. Widzę problem. 
 
- Naprawdę?- Cassie spięła się. Jeśli ta nieprawdopodobnie piękna dziewczyna 
pokryłaby tę sugestie drwiącym uśmieszkiem, uderzyłaby ją od razu. 
- Uważasz się, za kogoś lepszego od nas, co? 
Nie tego oczekiwała.- Poczekaj chwilkę, ty... 
 
Isabella machnęła ręką nonszalancko.- Wiem, wiem. Ciężko pracowałaś  żeby się tu 
dostać, tak, tak, blah-blah. Dobrze, Panno Zadzierająca Nosa Bo Dostałaś 
Stypendium. Zdobyłaś swoje miejsce tutaj, ale zdaję sobie sprawę, że wiesz iż  
niektórzy z nas je kupili! 
 
Na może dwie sekundy Cassie patrzała jak urzeczona na Isabellę, zanim zobaczyła 
jak usta dziewczyn drżą. W jednej chwili uśmiechnęła się, w drugiej obydwie śmiały 
się głośno. 
Isabella opadła z powrotem na miękki materac.- Widzisz? Będziemy się dobrze 
bawić, Cassie Bell. Ty i ja. Mniejsza z tym, co mówił Perry Hutton, albo te 
zadzierający nosa snoby z Few*. Nauczę cię wszystkiego o Akademii. W każdym 
razie, - złośliwie mrugnęła okiem - Richard jest słodką i dobrą zabawką, no nie? 
 
- Tak, pewnie. Cokolwiek powiesz.- Cassie podeszła nonszalancko do swojej walizki, 
uśmiechając się sama do siebie. Nigdy tak szybko nie znajdowałam przyjaciół. W 
rzeczywistości, nie miałam żadnych, pomyślała ze smutkiem.- W zamian, nauczę cię 
jak właściwie używać angielskiego. Nikt już nie mówi “ zadzierająca nosa ”, OK? 
 
- Nie? 
- Powiemy, Keiko spadaj.    
- Spadaj. Racja! – Isabella zachichotała. 
- Czym jest Wspólnota? Jakąś organizacją prefektów czy czymś takim? 
- Coś w tym guście. Nie rozmawiajmy o nich teraz. Nie! Nie rozpakowuj się jeszcze. 
Chodź ze mną.- Isabella chwyciła ja za rękę.- Idziemy zwiedzać! 
 
 
 
* Few – kilku ,niewielu,-  bardzo wpływowa i elitarna grupa w Darke Akademii 
 

 

background image

POOLE GABRIELLA 

 DARKE ACADEMY

 

 

Praca : Killari i anku35 

 

*** 

 
- Opowiedz mi jak dostałaś stypendium! No dalej stypendystko! 
 
Cassie posłała ukosem uśmiech w kierunku Isabelli. Stypendystka. Im więcej Isabella 
używała serdecznych zwrotów po drodze, tym mniej zaboli, jeśli ktoś taki jak Keiko 
użyje tego jako kpiny – i Cassie czuła, że jej współlokatorka wie o tym. 
 
- Nie ma nic do opowiadania. To był całkiem miły egzamin i nie taki znowu trudny. 
- Zakładam, że jednak taki był. - Rzekła Isabella poważnie. - Ja bym go nie zdała. 
Jestem tutaj, bo mój ojciec jest bardzo bogaty. Wiesz co? - powiedziała, chcąc sobie 
ją zjednać - Jestem gruba jak beczka. 
- Jak beka - powiedziała Cassie sucho - i nie jesteś. Była też rozmowa 
kwalifikacyjna. Chcieli wiedzieć wszystko. Co chcę studiować, co myślę, skąd 
pochodzę. Tak jakby chcieli zajrzeć w głąb mojej głowy. Oprócz tego, Patrick 
udzielał mi korepetycji. 
- A on jest …? 
- Nie patrz tak na mnie! - Cassie zaśmiała się.- To pracownik domu dziecka, OK?  
Bardzo przystojny. Szkoda, że nie jest kierownikiem. 
 
Poczuła dreszcze, gdy przypomniała sobie noc w zeszłym miesiącu. Budząc się jak 
zwykle koło północy, usłyszała znajomy, ostry jak brzytwa głos, mówiący do nowej 
dziewczynki, chudej, ponurej, ze śladami łez na policzkach, jedenastolatki. „„Dzieje 
ci się jakaś krzywda, panienko? Co jeszcze zrobisz dla zdobycia odrobiny uwagi? Ja 
pocięłabym się trochę głębiej, gdybym była tobą„„.  
 
- Jilly Beaton bezwzględna krowa. Inspektorzy kochają ją, ale ona jest obrzydliwa, 
kiedy ich nie ma. 
 
- W moim domu, w Argentynie, - pociągnęła nosem Isabella - krowy są bardzo 
ważne, ale znają swoje miejsce. 
 
Okropne wspomnienie odpłynęło. Tłumiąc śmiech, Cassie trąciła Isabellę w bok. 
 
- W każdym razie Patrick jest wielki. Nie wiem, co bym bez niego zrobiła. Wiercił mi 
dziurę w brzuchu, bym zdobyła to stypendium. Mówił, że zna jeszcze kogoś, komu 
się udało i że ja też mogłabym, gdybym tylko spróbowała. I wiesz co? Miał rację. 
 
- Ależ oczywiście, że miał. Tak myślę, że zobaczyłyśmy wszystko poza ogrodami. I 
sześciokątnym budynkiem, oczywiście, ale do niego prowadzi osobne wejście po 
drugiej stronie ulicy. Teraz jednak jesteśmy w głównym gmachu! Wracamy do holu. 
 
Naprawdę? Cassie musiała stracić orientacje. Była zagubiona od momentu, w którym  
śledziła wzrokiem, znikającą w cieniu Madame Azzedine.   
 

background image

POOLE GABRIELLA 

 DARKE ACADEMY

 

 

Praca : Killari i anku35 

 

Oniemiała z wrażenia. 
 
Wielkie, pokręcone schody ciągnęły się ku dołowi, aż do marmurowego holu. Były 
wsparte masywnymi filarami, pomiędzy którymi bieliły się na cokołach posągi 
bogów i potworów, lśniące jak alabaster. Złocone tak obficie, aż zapierało dech. 
Nawet oczy Isabelli błyszczały z dumy. 
 
- Czyż to nie jest piękne, Cassie? Mam nadzieję, że zostaniemy tutaj dłużej niż 
semestr. To jest jedno z najpiękniejszych miejsc na świecie. Dobrze, że tu jesteśmy. 
Myślę, że szkoła była tu wcześniej, ale bardzo dawno temu. 
- Co masz na myśli? To nie od zawsze jest tutaj? 
 
Z perlistym śmiechem, Isabella objęła ramieniem Cassie .- My jesteśmy tutaj 
przejściowo. Akademia przenosi się co semestr, nie wiedziałaś? 
- Nie. W każdy semestr? Serio? 
- Każdy semestr. Ostatni semestr byliśmy w Sydney! To było pasjonujące. W 
semestrze wiosennym w Moskwie. A w zeszłym roku w tym okresie to było Rio de 
Janeiro! Kocham Rio. 
 
Cassie otworzyła szeroko usta. - Przenosi się po całym świecie? 
- Ależ oczywiście! Studiowałam w Kapsztadzie, w Bangkoku, w Madrycie … Oh, 
ledwie mogę spamiętać.- Isabella podrzuciła swoje włosy.- Dobrze jest tutaj 
studiować. Nie powiedzieli ci tego? 
- Nie, nigdy nie powiedzieli. Dlaczego się przenosi?- Cassie poczuła przypływ 
rozczarowania. - Tak tu pięknie. 
- Wszędzie gdzie Akademia jeździ jest pięknie, - powiedziała Isabella lekceważąco.- 
Sir Alric nie podążałby inną drogą. Ach! Jake! Jake Johnson! Jak śmiesz udawać, że 
mnie nie widzisz! 
 
Stojący u stóp schodów chłopiec obrócił się od jasnowłosej dziewczyny i popatrzył w 
górę. Brązowe włosy i sprane dżinsy: Cassie rozpoznała go od razu. Macho ze złymi 
manierami. Uśmiechnął się do Isabelli która zbiegała ze schodów po dwa stopnie na 
raz, a potem spojrzał na Cassie, podnosząc rękę w niepewnym pozdrowieniu. Na nic 
więcej nie było czasu. Isabella rzuciła się w jego ramiona i dała mu buziaka w każdy 
policzek. 
Był odważny, pomyślała Cassie, zważywszy na to, że jego towarzyszka spiorunowała 
ją wzrokiem. 
 
Jeżeli  Jake był przystojny, to jasnowłosa dziewczyna wprost olśniewała. Jej oczy 
były lodowato niebieskie, jej twarzy wykrzywiona była w pogardliwym uśmieszku,  
jednak wciąż była piękna. Tak jak Królowa Śniegu, pomyślała Cassie, pamiętając 
stare książeczki z obrazkami. Diamenty skrzące się w jej uszach nie były tak twarde  
i zimne jak ona, ale mimo wszystko była śliczna. Jej skóra promieniała. Jak zimowe 
słońce. 
 

background image

POOLE GABRIELLA 

 DARKE ACADEMY

 

 

Praca : Killari i anku35 

 

 
- Jake! - wykrztusiła Isabella, odsuwając się. 
- Fajnie jest znowu ciebie zobaczyć, Isabello, - powiedział, rzucając ukradkowe 
spojrzenie jasnowłosej bogini. 
 
Było coś oficjalnego w jego tonie; na twarzy Isabelli pojawił się wyraz 
rozczarowania. Jej uśmiech urósł trochę ze zdenerwowania, gdy zwróciła się do 
blondynki. 
- Witaj, Katerina. 
- Witaj, Isabella. 
 
Miała gardłowy głos, i akcent trudny do umiejscowienia. Skandynawski? - 
zastanawiała się Cassie, niemiecki?  Przypomniały jej się stare filmy, oglądane w 
nudne, sobotnie popołudnia w Cranlake Crescent. Katerina była eteryczna i odległa, 
tak jak Greta Garbo, czy Ingrid Bergman. Chłodna, jak blondynka Hitchcocka. 
 
- Czyż nie jest cudownie, być tu z powrotem, kochana? A kto to jest?- Jej uśmiech 
zdenerwował Cassie.- Czy w tym semestrze możemy mieć osobistych służących? 
Szkoda, że mi tego nie powiedziano. 
Krew uderzyła do głowy Isabelli - Nie, Katerina, to jest... 
Cassie powstrzymała rozdrażnienie i wyciągnęła rękę. 
- Jestem Cassie Bell, nowa stypendystka. 
 
Isabella odetchnęła z ulgą. Katerina przycisnęła palce do ust. 
- Oh, wybacz mi.- Z wdziękiem uścisnęła wyciągniętą dłoń - Jestem taka niezdarna. 
Nieprawdaż Jake? - Jej uśmiech pogłebił się. 
- Ty - niemożliwe , Katerino! 
- Miło z twojej strony, że tak mówisz, Jake. Witamy w Akademii, Cassie. Jestem 
pewna, że to dla ciebie całkowicie nowe doświadczenie, ale na pewno wiele się tutaj 
nauczysz. 
 
Z nadludzkim wysiłkiem, Cassie wciąż się uśmiechała. Chciała zetrzeć z twarzy 
Kateriny ten paskudny uśmieszek. Ze złością zazgrzytała zębami. 
 
- Spadam. Mam dużo rzeczy na głowie. Few idą jutro do Kongresu, i muszę pomóc w 
przygotowaniach.- Spojrzała na Isabellę; w oczach  Cassie wyglądało to przebiegle i 
szyderczo. 
 
Oh, na miłość boską pomyślała Cassie. Jej wyobraźnia pracowała na pełnych 
obrotach. Katerina uśmiechnęła się do Isabelli, to wszystko. Dziewczyna miała takt i 
wrażliwość rottweilera, ale nie była Cruellą de Vil. Jeśli nie przestanie wydawać 
pochopnych osądów, nie zdobędzie nigdy żadnych przyjaciół. 
- Do widzenia, Katerina, - rzuciła - Miło było cię poznać. 
- Mnie również. Do widzenia, Jake.-  Katerina pogłaskała go po ramieniu. - Widzimy 
się później.- Rzuciła ostatni uśmiech, i odeszła z wdziękiem pantery. 

background image

POOLE GABRIELLA 

 DARKE ACADEMY

 

 

Praca : Killari i anku35 

 

 
 
Isabella stała jak wmurowana. Policzki Jake'a  zrobiły się czerwone, gdy 
odprowadzał dziewczynę płomiennym wzrokiem; w jego oczach malowało się 
pragnienie. Cassie odchrząknęła i przełknęła dumę. 
 
- Dzięki - powiedziała dobitnie.- Uratowałeś mnie od niechybnej śmierci dziś rano. 
- Oh? 
- Samochód. Brama. 
- Oh. Tak.- Jake podrapał się niezgrabnie w szyję. - Wszystko w porządku? 
Przepraszam, że byłem trochę szorstki. Przeraziłaś mnie. 
- Oni oczywiście nie chcieli mnie przejechać. 
- Tak uważasz? - powiedział ponuro, nagle zmieniając temat.- Jesteś świeżym 
mięsem*? 
Cassie skrzywiła się - Słucham? 
- Jake! - skarciła go Isabella. 
- Przepraszam, powiedziałem świeże mięso? Miałem na myśli nową studentkę, 
oczywiście.- Cassie aż zamrugała oczami, gdy uchwyciła sarkazm wyczuwalny w 
jego głosie. 
- Dobrze było zobaczyć cię ponownie Isabello, ale muszę zarejestrować się w 
sekretariacie. Widzimy się później, dobrze? 
- Oh. OK. - Rozczarowanie brzmiące w jej głosie było oczywiste. 
- Miło było spotkać cię ponownie - powiedziała Cassie. 
- Ciebie też - powiedział Jake'a nagle.- Witamy w Akademii. Oh, Isabella? 
- Tak, Jake? 
 
Na miłość boską, pomyślała Cassie. Równie dobrze mogłaby sobie to wytatuować na 
czole. 
Jake kiwnął głową w kierunku Cassie ale patrzył na Isabellę.- Zaopiekuj się nią, 
dobrze? Znasz to miejsce. Ona nie. 
- Jasne, Jake. Wiesz, że tak zrobię. 
- Będę pod opieką dupka. - wymamrotała Cassie, gdy Jake odszedł. 
 
Isabella oderwała swoje spojrzenie od znikającej postaci i popatrzyła na Cassie.-  Nie 
naprawdę, jest tylko trochę… 
 
Cassie szeroko się uśmiechnęła. 
Isabella wzruszyła ramionami, i z żalem przegryzła wargę – Niech spada? 
- Załapałaś. 
Obydwie roześmiały się, Isabella jednak trochę zbyt histerycznie. 
Objęła ramiona Cassie. - Idziemy się zarejestrować. 
 
 
 
gra słów: Fresh Meat – świeże mieso,  Freshman – student pierwszego roku. 

background image

POOLE GABRIELLA 

 DARKE ACADEMY

 

 

Praca : Killari i anku35 

 

- Dobrze. Ja... - Cassie poczuła mrowienie na karku. Marszcząc brwi, obróciła się. 
 
Na łuku schodów stał chłopak, ubrany w elegancki, czarny garnitur. Trzymał w ręku, 
otwartą książkę, ale jej nie czytał; patrzył na nią uważnie, i wydawało się, że 
wstrzymuje oddech. Oczekiwała, że się zawstydzi, ale nie odwrócił wzroku. Jego 
ciemne, przezroczyste spojrzenie skierowane było na nią, ale się nie uśmiechał. 
Cassie też nie. Zadrżała jeszcze raz. Poczuła jakieś przyprawiające o dreszcz, emocje. 
Zaskoczył ją  swoim opanowaniem, jeśli jednak on nie uciekł  wzrokiem, dlaczego 
ona powinna? Był czarnowłosy, ładnie opalony i piękny. Równie piękny jak Katerina, 
ale było to piękno innego rodzaju. Nie wiało chłodem. Było poważne, ciepłe i … 
szlachetne, przemknęło jej przez myśl. 
Na miłość boską! O czym ona myśli? Szarpnęła ramię Isabelli. 
 
- Chodź już! - wysyczała. 
- Jest OK – Powiedziała ze śmiechem Isabella - Możesz patrzeć. Każdy może. To jest 
wszystko, co można robić. 
- Dlaczego? - Nie odwróciła się z powrotem, nawet żeby zobaczyć czy nadal stoi 
nieruchomo. Chociaż ten wysiłek był ponad jej siły. 
 
- To – powiedziała Isabella - jest Ranjit Singh. 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

POOLE GABRIELLA 

 DARKE ACADEMY

 

 

Praca : Killari i anku35 

 

Rozdział

 

3

 

 
Cassie skopała z siebie bawełniane prześcieradło i leżąc zrobiła

 

orzełka,

 

wpatrując 

się jak zahipnotyzowana  w żyrandol. Ten mrugał łagodnie w świetle księżyca, 
dzwoniąc delikatnie. Pół godziny temu rozsunęła trochę ciężkie, adamaszkowe 
zasłony i otworzyła szerzej okno, ale na niewiele to się zdało. W pokoju było zbyt 
gorąco, łóżko zbyt miękkie. Jej tania koszulka z supermarketu przykleiła się jej do 
ciała. Za to Isabella, śpiąc snem niewiniątka, chrapała łagodnie. 
Cassie posłała w kierunku swojej współlokatorki kpiący uśmieszek. Nawet śpiąc, 
pełna temperamentu latynoska, pięknie wyglądała. W każdym razie, Cassie nie miała 
zamiaru jej budzić. Oczywiście Isabella nie była tak pobudzona, jak ona w swoją 
pierwszą noc. 
 
To było beznadziejne. Zsuwając się z łóżka, podeszła do okna i rozsunęła zasłonę 
jeszcze szerzej. Rozpoznawalne zabytki, skrzyły się jak klejnoty; znajome z książek 
Patricka: Łuk Triumfalny, strzelisty obelisk na placu de la Concorde, wieża Eiffla. 
Trochę wcześniej, Isabella pociągnęła ją do okna. 
 
-Jakie to piękne, popatrz! La ville lumiere, Cassie – Miasto Światła!-  Isabella 
zaśmiała się radośnie.- Gdzie można znaleźć lepsze miejsce na naszą Akademię? 
Ich pokój był na trzecim piętrze. Jak dużo można zobaczyć ze szczytu? 
 
Mimo panującego gorąca, Cassie chciałaby założyć szlafrok Isabelli i jej pantofle. Bo 
jej własny T-shirt, trochę rozciągnięty, choć był zupełnie porządny, nie nadawał się 
do chodzenia po korytarzach, Brakuje mu paryskiego szyku – pomyślała. Stłumiła tą 
pokusę i cichutko otworzyła drzwi. Isabella tylko odwróciła się i wznowiła chrapanie. 
Wzdychając, Cassie wymknęła się na korytarz. 
Z ulgą zobaczyła, że niewielkie kinkiety paliły się małym światłem, rozjaśniając 
ciemności. Nie żeby się jej bała. Wiedziała, że są gorsze rzeczy niż duchy, wampiry 
czy wilkołaki. 
 
Na przykład Słowa. Słowa, mogą być ostre jak kły, szczególnie te wypowiedziane 
przez specjalistę, jak na przykład Jilly Beaton. Słowa mogą ranić głęboko. 
 
„Jesteś bezwartościową małą zdzirą, Casandro Bell. Nawet równie bezwartościowa 
duża zdzira, taka jak twoja matka, ciebie nie chce.” 
 
Kiedyś bała się Jilly Beaton. Zbyt przestraszona, nikomu nie mówiła o jej podłym 
zachowaniu. 
 
„Nikt ci nie uwierzy, nikt nie wierzy małemu, brudnemu kłamcy, którym jesteś! 
Niepoprawny kłamca – to ty. Spróbuj powiedzieć to komukolwiek, a będziesz miała 
cofnięte wszystkie przywileje.” 
 
 

background image

POOLE GABRIELLA 

 DARKE ACADEMY

 

 

Praca : Killari i anku35 

 

Więc Cassie nigdy nie powiedziała nikomu. Zamiast tego, nauczyła się radzić sobie 
sama. Gdy stała się starsza i wyższa, i gdy odkryła, że chłodne, puste spojrzenia 
pełne nienawiści, działają lepiej od płaczu albo krzyków, Jilly Beaton zostawiła ją w 
spokoju i wybrała na swoje ofiary mniejsze dzieci. Tylko teraz Jilly nigdy nie 
wiedziała, kiedy odwróciwszy się od dręczonej jakiejś dziewczynki, napotka oczy 
Cassie pełne cichej obietnicy kary pewnego dnia. Zniechęcało ją to. Sprawiało, że 
trzymała się na odległość i kupowało innym dziewczynom chwilę wytchnienia, nawet 
jeśli trwało to tylko przez kilka tygodni. 
 
Cassie zadrżała, żałując, że nie ma na sobie swojego zużytego szlafroka. 
Przynajmniej miała Patricka. Zaufała mu –  to było wszystko. On ją ośmielił, kazał 
jej się śmiać, nauczył, że nie jest bezwartościowa. I o to tu była,  w jednej z 
najbardziej renomowanych szkół na świecie. 
 
Życie jest zabawne...  
 
Boso skradała się w kierunku głównych schodów. Nie bała się, choć miejsce mogło 
przyprawić o gęsią skórkę. Skupiła się mocno, wstrzymała oddech i wyłączyła myśli. 
A wtedy usłyszała dźwięki. Skrzypnięcia. Szepty. Westchnienia wiatru. Kroki. 
Oh, nie wariuj. Dała sobie klapsa w myśli.  
Nie. To powtórzyło się jeszcze raz. Zamarła, by się wsłuchać.  
 
Tak. Z pewnością. Dźwięk nadszedł z dołu. Bardzo miękkie kroki; gdyby ten ktoś nie 
szedł po marmurowej posadzce holu, nigdy by go nie usłyszała. To nie był ostrożny 
krok kogoś, kto nie chce przeszkodzić śpiącym – to był ktoś, kto nie chce zostać 
odkrytym. Cassie znała różnicę. 
 
Intruz? Niepewnie położyła rękę na pozłoconej poręczy i spojrzała w dół ciemności.  
 
Światło księżyca i cienie, przez mgnienie oka, sala była pełna duchów. Jej serce 
uderzyło gwałtownie, ale sekundę później,  Cassie zdała sobie sprawę, że to posągi 
które widziała wcześniej.  
Coś było jednak wciąż nie tak. Achilles bezlitośnie zabijał Hectora, ale były to tylko 
dwie figury na cokole. Więc dlaczego na podłodze widziała trzy cienie? 
 
Ktoś się ukrywał. Schował się za cokół. Ktoś, kto tak jak Cassie również usłyszał 
kroki. Patrzyła, wstrzymując oddech, jak przysadzisty bagażowy pojawił się i stanął 
nieruchomo. 
 
Cassie przestała oddychać, nie śmiała cofnąć się, bo każdy ruch mógł zwrócił jego 
uwagę. Mogła mieć tylko nadzieję, że nie spojrzy w górę. Nie mogła powiedzieć 
dlaczego, ale wiedziała, instynktownie i na pewno, że nie chce by ten bagażowy 
widział ja poza pokojem. Nie chce, żeby ją złapał, nawet jeśli pod posągiem czai się 
włamywacz. 
 

background image

POOLE GABRIELLA 

 DARKE ACADEMY

 

 

Praca : Killari i anku35 

 

Nareszcie obrócił się niechętnie, jeszcze raz badając każdy cień w holu, i odszedł. 
 
Pod ciałem umierającego Hectora, trzeci cień poruszył się, Wyślizgnął się, z dającego 
schronienie  posągu i zmierzał do głównych schodów. Jej serce zamarło w gardle, 
cofnęła się rozpaczliwie szukając kryjówki. Podejrzany osobnik zamierzał pójść w 
górę, głównymi schodami – tuż obok niej. Cholera. Zamarła ze strachu. Nie było 
żadnych praktycznych schronień, tylko cienie i mała wnęka. Przylgnęła do niej, 
pozostając jednak na zewnątrz. 
 
Jego kroki były bezgłośne na miękkim dywanie, jednak gdy poczuła, że się zbliża, 
zaczerpnęła powietrza i przestała oddychać.  Tylko jej serce waliło jak młot kowalski, 
ale na szczęście on go nie słyszał. Ani jej nie zobaczył, Minął ją bezszelestnie, jak 
jakaś zjawa. 
 
Jake Johnson.  
 
Zmarszczyła brwi. Co on tu robił? Na moment zapragnęła wrócić do swojego pokoju. 
Przyjemnego, bezpiecznego, pięknego pokoju, z delikatnie chrapiącą współlokatorką. 
Może pogodzić się ze swoją bezsennością. 
To nie jest jednak dobry scenariusz pomyślała Cassie: nie podobali jej się ci nocni 
wędrowcy. To nie oznacza niczego dobrego. Gdyby coś było nie tak, chciała to 
wiedzieć. Wiedza była siłą. Nauczyła się dobrze tej lekcji w Cranlake Crescent. 
Zresztą czego się miała obawiać? Czekając na Jake'a niczego się nie dowie, wysunęła 
się więc z cienia i poszła za nim.  
 
Cholera, był dobry. Jego zmysły, były dużo lepsze niż Jilly Beaton. Wiedział, że 
trzeba przystanąć niespodziewanie, nasłuchując. Wiedział, że trzeba ruszać się 
szybko i używał ciemności jako zasłony, tak jak ona zrobiła to chwilę prędzej. U 
szczytu schodów, prawie zgubiła trop. 
 
Wszedł do górnego holu. Ciemność była tu pełniejsza: sufit był niski i jedyne światło, 
które tu docierało, przedostawało się z niższych poziomów.  Ciekawość Cassie była 
wystarczająco silna, by pokonać jej nerwy. Weszła do korytarza. 
 
Zanim jej wzrok dostosował się do ciemności, widziała tylko rozmazaną plamę 
światła na końcu drogi. Zaciskając swoje gołe palce u nóg na miękkim dywanie, 
zrobiła jeden drżący krok, potem drugi. Teraz nie było odwrotu.  
 
Idź, Cassie! Czego się boisz? 
 
Jej postęp w przód był nieskończenie powolny. W każdej chwili spodziewała się, że 
Jake skądś wyskoczy, ale nigdzie nie było go widać. Po zbyt długiej chwili 
zawahania, ruszyła naprzód.  Musiała pospieszyć się, jeżeli chce go dogonić. Znowu 
zamarła. 
 

background image

POOLE GABRIELLA 

 DARKE ACADEMY

 

 

Praca : Killari i anku35 

 

Inne kroki? Może Jake‟a?  
 
Nie. To z tyłu za nią. Mniej ostrożne, ale jednak ukradkowe. I na pewno na wielkich 
schodach. Złowrogi portier? Może. Co zrobiłby, gdyby zauważył ją skradającą się? 
Poszedłby do nauczycieli? Albo sam by się z nią rozmówił? A co, jeśli to nie 
bagażowy… 
 
O, Boże.  
 
Cassie rzuciła się do niepewnego biegu. Właśnie kiedy panika zaczęła ją zalewać, 
zobaczyła, jak łuk światła staje się większy, a w następnej chwili była już przy nim. 
Łapiąc się brzegu ściany, odwróciła  się do tyłu, próbując utrzymać pod kontrolą swój 
przerażony oddech. Znowu usłyszała kroki. Podjęła decyzje. Weszła za róg i stanęła 
na progu mniejszych schodów. 
 
To było jak pogodny dzień po straszliwych ciemnościach korytarza. Przestała się już 
przejmować tym, że Jake może ją dostrzec; to nie byłoby już takie złe, jak zostać 
złapanym przez tego kogoś – lub takie coś, co było za nią. Jake był już niewyraźną 
plamą, poruszającą się dwa piętra niżej, ale była zdesperowana, by go dogonić, nie 
zważając na konsekwencje. Chwytając się poręczy, zeszła cicho w dół. 
 
Będący na trzecim piętrze, Jake przeszedł przez sklepione przejście. Przełykając 
ślinę, Cassie poczekała chwilę. Kroki za nią wciąż odbijały się łagodnym echem. 
Zostało jej niewiele czasu. Wychylając się ostrożnie, spojrzała za róg. 
 
Nowy korytarz miał może dziesięć metrów długości. Wyglądał niesamowicie; 
oświetlone rzędy niewielkich wnęk, każde zajęte przez klasyczne popiersie.  
Jake musi mieć nerwy ze stali, pomyślała Cassie.  
Marmurowe głowy wyglądały jak prawdziwe, ale ich puste spojrzenia były 
przerażające. Jake musiał przejść między nimi, ponieważ kucał już przy drzwiach na 
końcu korytarza, poddając próbie klamkę.Ta jednak nie ustąpiła.  
 
Włożył coś do zamka, popychając i przekręcając gorączkowo.

 

Spróbował ponownie, 

lecz nie poddały się naciskowi. Wystraszony spojrzał na drzwi, ale nic się nie 
zmieniło, nikt go nie wzywał. Po paru następnych, nieudanych próbach, 
zrezygnowany oparł głowę o drzwi. 

 

Uh-oh. Właśnie miał zrezygnować,  ale jeśli obróci się teraz, zobaczy ją z całą 
pewnością. Czas iść. Cofając się trzy kroki do tyłu, zawahała się. 
Za nic w świecie nie cofnie się do góry, do czarnego jak smoła korytarza, w kierunku 
tamtych kroków.  
 
Lepiej zejdzie w dół, i spróbuje znaleźć inną drogę powrotną. Zaczęła schodzić w dół 
schodów,  przyspieszając kroku. Gdyby tylko mogła dostać się na dół, byłaby 
bezpieczna. Czuła tą pewność.  Była już prawie na miejscu... 

background image

POOLE GABRIELLA 

 DARKE ACADEMY

 

 

Praca : Killari i anku35 

 

 
Cassie była już w połowie drogi, gdy poczuła lodowato ostry chłód, który usadowił 
się między jej łopatkami. Obserwowano ją... 
Zatrzymała się nagle, ugryzła  w dolną wargę, aby nie krzyczeć. Było za późno, aby 
się ukryć. Gdyby obróciła się teraz, widziałaby kto lub co stoi za nią – ale naprawdę, 
naprawdę nie chciała wiedzieć. Może to był portier. A może Jake. Ale kto wie, co 
jeszcze może czaić się, w tym niesamowitym miejscu nad ranem? 
Głupia. Tchórz. Oczywiście, że musi spojrzeć! Zaciskając zęby, Cassie okręciła się i 
popatrzyła w górę.  
 
Patrzące na nią oczy świeciły się. Cassie cała zesztywniała ze strachu.  
Bez pośpiechu, postać cofnęła się. 
 
Ciarki przebiegły jej po kręgosłupie. Nie Jake. Nie bagażowy. Jednak było coś w tej 
sylwetce, coś w jej bezruchu, niepokojąco znajomego. Już wcześniej czuła na sobie 
to chłodne spojrzenie, powodujące mrowienie na karku. 
 
Nie mogła tego w żaden sposób udowodnić, nawet sobie, ale wiedziała 
instynktownie, czuła to w kościach.  

 

„Musisz dobrze wyglądać, Cassie!” To wszystko doprowadza każdego do ...