background image

Ił nie wykonał polecenia kontrolerów 
Nasz Dziennik, 2011-03-02 

Błędem jest powszechne nazywanie ppłk. Pawła 
Plusnina kontrolerem. Jego odpowiedzialność jest 
w rzeczywistości znacznie większa. Powierzono mu 
bowiem kierowanie przestrzenią powietrzną, a nie 
jedynie jej obserwację. Sęk w tym, że pojęcie 
"kontrola lotów" ma znaczenie i techniczne, i 
prawne. W języku rosyjskim, aby wyrazić, że oficer 
na wieży nie tylko "kontroluje", ale "kieruje" 
ruchem statków powietrznych, nazywa się go 

"kierownikiem lotów" (ros. rukowoditiel poliotow). Niewłaściwie odczytywany jest też 
fragment korespondencji wieży z Iłem-76. Po komendzie do odejścia na drugi krąg 
jeden z członków załogi wypowiada słowo "szcziass". Większość tłumaczy 
zinterpretowała je jako przyjęcie wykonania rozkazu. Tyle że w wojskowym lotnictwie 
jest to zwrot żargonowy i ma znaczenie przeciwstawne - ironicznie wyrażonej odmowy 
wykonania polecenia.
 
 
Szczegółowej analizie przebiegu ostatniej fazy lotu polskiego Tu-154M do Smoleńska z 
perspektywy sytuacji w kokpicie nie towarzyszy analogiczna praca ekspertów nad zapisami 
rozmów na wieży smoleńskiego "Korsarza". Tymczasem bez wnikliwej analizy tej 
korespondencji nie dowiemy się, co naprawdę działo się w ostatniej i decydującej fazie lotu 
polskiego tupolewa. W ocenie pracy zespołu kierującego lotami na lotnisku wojskowym w 
Smoleńsku podstawowym źródłem informacji są nagrania rozmów osób znajdujących się na 
wieży. Pod presją ujawnienia przez polskich specjalistów fragmentów zapisu, MAK, już po 
opublikowaniu swojego raportu końcowego, zdecydował się na ujawnienie pełnej transkrypcji 
zawartości taśm. Strona polska dysponuje zapisem rozmów z mikrofonu otwartego w 
pomieszczeniu, z którego prowadzono kontrolę ruchu powietrznego w rejonie lotniska 
Siewiernyj oraz sprowadzano samoloty (40 stron) oraz nagrań korespondencji radiowej (25 
stron) i telefonicznej (18 stron). Wszystkie one rozpoczynają się około 6.30 czasu 
warszawskiego i kończą się tuż po katastrofie o 8.43. 
Eksperci Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego poświęcają około dwóch stron swojego 
raportu omówieniu zainstalowanych w punkcie kierowania ruchem lotniczym urządzeń 
rejestrujących, wymieniają rodzaj i liczbę zainstalowanych magnetofonów i opisują ich 
działanie 10 kwietnia. Stwierdzono, że zapis jest poprawny i z pominięciem jednego 
fragmentu kompletny, zaś nagranie wideo pracy radiolokatora nie zostało wykonane z 
powodu usterki technicznej (zwarcia zasilania jednego z elementów magnetowidu).  
W odniesieniu do treści zapisów MAK nie przeprowadził jednak żadnej analizy. W całym, 
liczącym 210 stron raporcie nie pada ani jeden cytat ze słów oficerów kierujących lotami. 
Poza tabelami z przepisanymi z nagrań wypowiedziami nie wykonano żadnej pracy nad tym 
materiałem. Świadczą o tym między innymi drobne rozbieżności w zapisach tych samych 
zdań z kilku źródeł (na przykład z mikrofonu otwartego i telefonu), a także zupełny brak 
odniesień do rozmów grupy kierującej lotami w całej opublikowanej przez MAK 
dokumentacji. Zupełnie inaczej ma się sprawa z zapisem zarejestrowanym w kabinie 
polskiego samolotu. Tu nie tylko znacznie wcześniej powstały transkrypcje i przekazano je 
zaraz stronie polskiej, ale poddano je dogłębnej analizie. Wykonano tłumaczenie całego 
materiału i przedstawiono go w postaci kilkukolumnowej w celu ułatwienia czytania tekstów. 
 
Nagranie analizował zespół złożony z psychologów zajmujących się badaniem pilotów oraz 

background image

innych ekspertów lotniczych, również sprowadzonych z Polski. Aby uprawdopodobnić 
hipotezy MAK odnośnie do znajdowania się różnych osób w kokpicie samolotu, 
zaangażowano firmę "Forenex" z Sankt Petersburga, zajmującą się audioskopią i 
odzyskiwaniem uszkodzonych zapisów dźwiękowych. Efektem pracy tych ekspertów było 
zresztą odczytanie tylko jednego zdania, które przypisano dyrektorowi Protokołu 
Dyplomatycznego MSZ Mariuszowi Kazanie. 
Tymczasem dla właściwego zrozumienia tego, co naprawdę działo się w baraku, szumnie 
nazywanym wieżą, służącym do kierowania ruchem powietrznym na lotnisku Smoleńsk 
Siewiernyj, nie wystarczy opublikowanie zapisów rosyjskich zdań. Konieczna jest także 
analiza uwzględniająca cały kontekst sytuacyjny i używany żargon profesjonalny. Do 
poprawnej analizy musimy uwzględnić, że mówią to ludzie na niskim szczeblu hierarchii 
wojskowej, niespodziewający się, że ktokolwiek będzie odsłuchiwał ich wypowiedzi. 
Posługują się skrótami myślowymi, pojęcia lotnicze wyrażają w sposób niekiedy odbiegający 
od podręczników i oficjalnej dokumentacji technicznej. Nakładają się na to cechy rosyjskiego 
żargonu wojskowego, we współczesnej Polsce mało znane. 
Stąd narzuca się konieczność przeprowadzenia analizy całego zapisu, najlepiej w oparciu o 
posiadane przez MAK nagrania, a nie tylko ich transkrypcje, ze względu na niezwykle istotną 
w języku rosyjskim intonację. Aby taka analiza była efektywna, należałoby zaangażować nie 
tylko ekspertów w dziedzinie filologii rosyjskiej i lingwistyki, ale również doświadczonych 
lotników wojskowych z Rosji i Polski. Współpraca znawców zagadnień językowych z 
praktykami mogłaby zaowocować wyjaśnieniem szeregu elementów, o które do dziś pytają 
polscy specjaliści. 
Polska może przecież także zaangażować psychologów, również rosyjskich, którzy wzbogacą 
interpretację dramatycznych wydarzeń z 10 kwietnia o ich tło, wynikające z osobowości i 
stanu emocjonalnego uczestników zdarzeń. 
Zrozumienie używanych w lotnictwie wyrażeń w języku rosyjskim bywa często tylko 
pozornie łatwe. Samo słowo "lotnik" może w języku polskim oznaczać nie tylko pilota 
samolotu, ale szerzej również ludzi związanych z lotnictwem, szczególnie wojskowym. W 
języku rosyjskim "liotczik" to jedynie ten, kto lata, a ludzi lotnictwa w szerszym rozumieniu 
określa słowo "awiator". Na lecący samolot Rosjanie mówią nie tylko "samoliot", ale w 
kontekście profesjonalnym często pada słowo "bort" (dosłownie "pokład"), które może 
oznaczać też cały lot maszyny, szczególnie gdy towarzyszy temu numer rejsu. 
Znaczenie nie tylko techniczne, ale i prawne może mieć sens pojęcia "kontrola lotów". 
"Kontrola" to słowo rozpowszechnione za pośrednictwem języka angielskiego, w którym 
może oznaczać nie tylko nadzór i sprawdzanie czyjejś pracy, ale również władzę w szerokim 
sensie. Jednak w lotnictwie używa się oddzielnych terminów "air traffic control" (kontrola 
ruchu lotniczego, ATC) i "air traffic management" (zarządzanie ruchem lotniczym, ATM). W 
języku rosyjskim także, aby wyrazić, że oficer na wieży nie tylko "kontroluje", ale "kieruje" 
ruchem statków powietrznych, nazywa się go "kierownikiem lotów" (ros. rukowoditiel 
poliotow). Błędem jest więc rozpowszechnione w mediach nazywanie ppłk. Plusnina 
kontrolerem. Jego odpowiedzialność jest znacznie większa. Powierzono mu bowiem 
kierowanie przestrzenią powietrzną, a nie jedynie obserwację, ocenianie i odnotowywanie 
przebiegu sytuacji, jak można byłoby zrozumieć słowo "kontrola". 
Gdy po raz pierwszy próbował lądować w Smoleńsku rosyjski Ił-76, po komendzie do 
odejścia na drugi krąg pada słowo "szcziass", wypowiedziane prawdopodobnie przez załogę 
iła. W języku rosyjskim oznaczane jest ono skrótem od "siejczas" ("zaraz, już"), które 
większość tłumaczy zinterpretuje w tym kontekście jako przyjęcie rozkazu do wykonania. - 
Ale to w wojskowym lotnictwie stwierdzenie żargonowe i ma znaczenie przeciwstawne - 
ironicznie wyrażonej odmowy wykonania polecenia! - wyjaśnia nam Siergiej Wieriewkin, 
rosyjski publicysta, który przez 13 lat pracował na rosyjskich lotniskach, również 

background image

wojskowych. 
Rozszyfrowanie podobnych pułapek, jakie zawierają zapisy rozmów Plusnina, Ryżenki i 
Krasnokutskiego ze sobą, z załogami samolotów oraz z innymi służbami, jest zadaniem, które 
nie ominie chcących rzetelnie i obiektywnie zbadać sposób kierowania ruchem na lotnisku w 
Smoleńsku. Rosyjski organ, powołany specjalnie w celu badania okoliczności katastrof, 
uchylił się od wykonania tego zadania. Być może pracę tę wykonają dysponujący uboższym 
materiałem źródłowym eksperci polskiej komisji. Tak czy inaczej jest ona niezbędna. 
 
  

Piotr Falkowski