background image

 

Ashley Summers 

 

Na skrzydłach miłości 

background image

Rozdział 1 

 
Kąty  Lawrence  zaparkowała  samochód  w  cieniu  starej  jabłoni  i  powoli 

wysiadła.  Nie  zwracając  uwagi  na  żwir  pod  bosymi  stopami,  przyglądała  się 
miejscu, które miało stać się jej domem na najbliższych pięć tygodni. Wiktoriański 
budynek  lśnił  w  słońcu  bielą  ścian.  Otoczony  koronką  żywopłotu  drzemał 
zanurzony  w  letniej  mgiełce  jak  słodka  pamiątka  z  przeszłości.  Cóż  za  uroczy 
widok, pomyślała zachwycona dziewczyna. 

Nie  spuszczając  wzroku  z  zabudowań,  po  omacku  znalazła  sandałki  i  wsunęła 

w nie stopy. Kamienną, porośniętą mchem ścieżką ruszyła ku frontowemu wejściu. 

Na litość boską, Kary, to tylko stary dom, napomniała się w duchu. Nie należała 

do kobiet łatwo dających się czemukolwiek oczarować. 

Przyspieszyła kroku i weszła po schodach na werandę. Nad staromodną kołatką 

u drzwi wisiała kartka z informacją: „Proszę wejść, jestem w pobliżu". Z wahaniem 
zajrzała do zacienionego wnętrza. 

– Halo? Jest tu kto? – zawołała. 
Nie  było  odpowiedzi.  Odczekała  chwilę,  a  potem  weszła  dalej.  W  salonie 

odniosła wrażenie, że gdzieś go już widziała. Przygryzła wargę, rozglądając się po 
przestronnym  pokoju.  Nigdy  wcześniej  nie  była  w  tym  domu,  a  jednak  każdy 
sprzęt wydawał się znajomy. Zagadkowe uczucie, pomyślała. W oknach, zgodnie z 
oczekiwaniem,  wisiały  koronkowe  firanki.  Drewniana  podłoga  błyszczała  jak 
lustro,  a  stylowe  meble  miały  kolor  miodu.  Pokój  zdobiły  świeże  kwiaty.  Na 
stoliku do kawy stał koszyk z zielonymi jabłkami. Obok ktoś ułożył wypolerowane 
morską  wodą,  biało-czarne  kamyki,  których  gładkość  zachęcała  do  dotknięcia. 
Dziewczyna  siłą  woli  powstrzymała  ten  odruch  i  jeszcze  raz  obrzuciła  salon 
wzrokiem osoby przywykłej do pisywania reportaży z podróży. Skoro to nie hotel, 
a tylko pensjonat oferujący gościom nocleg ze śniadaniem, z pewnością zasługuje 
na  trzy  gwiazdki,  uznała.  Ktokolwiek  tu  mieszkał,  miał  dobry  gust,  umiał  dbać  o 
szczegóły, które sprawiały, że wnętrze miało niecodzienny wygląd. 

Do  kogo  należy  ta  posiadłość,  zastanowiła  się  w  duchu.  Jej  przyjazd  został 

zapowiedziany, więc gdzie podziali się gospodarze? 

Cisza.  Łagodne  ciepło  wyspiarskiego  lata  przedostawało  się  do  pokoju  przez 

otwarte okna. Pachniało morzem i świeżo ściętą trawą. Kąty odgarnęła z policzków 
kosmyki  jasnych  włosów,  spojrzała  na  dzbanek  z  mrożoną  lemoniadą  stojący  na 
wiklinowym stoliku. Doszła do wniosku, że to dla gości, więc nalała sobie szklankę 

background image

i z rozkoszą ugasiła pragnienie. 

Nagłe  poczucie  straty  czegoś  kochanego  uświadomiło  jej,  czemu  ten  ciepły, 

elegancko urządzony  dom  poruszył  czułe struny pamięci.  Przypominał  dom babci 
w Spokane. 

– Boże, od wieków o niej nie myślałam – szepnęła i zadrżała, bo wspomnienie 

odległej  przeszłości  otworzyło  w  myślach  jakąś  małą  szczelinę.  Sprawiło,  że 
przestała się czuć bezpiecznie. 

Ś

wiadomość  utraty  czyniła  ją  bezbronną.  Nie  mogę  poddawać  się  temu 

nastrojowi,  postanowiła  i  spojrzała  na  fotografie,  które  zdobiły  kominek. 
Przyglądając  się  im,  odzyskała  spokój.  Dzieci,  wnuki,  dziadkowie.  Dwie  młode 
pary  w  różnych  pozach.  Przystojny  nastolatek  ze  wspaniałą  rybą  złowioną  na 
wędkę. Rodzina – domyśliła się Kąty i poczuła w sercu znajomą tęsknotę. 

Wróciła  wzrokiem  do  młodego  wędkarza.  Nad  kominkiem  wisiał  duży  portret 

tego  samego  mężczyzny.  Musiał  dobiegać  trzydziestki,  gdy  go  malowano.  Miał 
smagłą  skórę  i  wijące  się,  kruczoczarne  włosy.  Kąty  wpatrzyła  się  w  twarz 
nieznajomego  i  poczuła,  jak  przenikają  dreszcz.  Człowiek  z  obrazu,  o  mocno 
zarysowanym  podbródku  i  prostej  linii  nosa,  miał  we  wzroku  coś,  co  przyciągało 
uwagę. Jego błękitne oczy zdawały się patrzeć wprost na Kąty. 

Zafascynowana  czystością  tego  spojrzenia,  Kąty  studiowała  z  uwagą  twarz 

mężczyzny. Pomyślała, że jej wyraz sprawia przyjemne wrażenie. 

Chwilę  zauroczenia  przerwał  jakiś  dźwięk.  Ktoś  gwizdał.  Kąty  spojrzała  w 

okno.  Przez  rozciągającą  się  za  domem  łąkę  szedł  człowiek  z  portretu. 
Pogwizdywał,  niosąc  w  rękach  koszyki  pełne  malin.  Miał  na  sobie  bawełnianą 
koszulkę  i  dżinsy.  Kąty  wstrzymała  oddech.  Nawet  z  daleka  mężczyzna  wydawał 
się bardzo przystojny. 

Wyprostowała  się  i  zrobiła  krok  do  przodu,  potem  zatrzymała  się 

niezdecydowana.  Powinna  czekać,  aż  zostanie  dostrzeżona,  czy  wyjść  na 
spotkanie? Gdy się namyślała, nieznajomy przeszedł przez trawnik i zbliżył się do 
szklanych drzwi. 

Kąty zaczęła czynić sobie w duchu wyrzuty, że mając dwadzieścia dziewięć lat, 

ciągle  nie  potrafi  oprzeć  się  urokowi  zupełnie  obcego,  przystojnego  mężczyzny. 
Ten wydawał się jednak naprawdę wyjątkowy. 

Gdy wszedł, szeroko otworzył oczy na jej widok, a potem się uśmiechnął. 
–  Witam.  Cóż  za  miła  niespodzianka  –  powiedział,  stawiając  koszyki  z 

owocami. – Jestem Thomas Logan. A pani... 

Kąty  wyciągnęła  rękę  na  powitanie.  Uświadomiła  sobie,  że  wciąż  trzyma 

background image

szklankę, więc najpierw ją odstawiła, a potem wsunęła dłoń między stwardniałe od 
pracy palce mężczyzny. 

– Kąty Lawrence – przedstawiła się i umilkła na moment. 
 – Właśnie przypłynęłam promem. 
Oczywiście, że promem, idiotko, upomniała się w myślach. Jak inaczej można 

się  dostać  na  tę  wyspę?  Samolotem.  Przecież  właśnie  dlatego,  by  uniknąć  lotu, 
przejechałaś autem kawał drogi z Kalifornii. 

–  Panie  Logan,  dzwoniłam  w  sprawie  rezerwacji  pokoju  na  pięć  tygodni. 

Telefon odebrała kobieta. 

– Pewnie Maddie. 
Kim jest Maddie? Kąty cofnęła rękę, świadoma drżenia swoich palców. 
– Maddie to właścicielka? – zapytała. 
– Zajmuje się domem i rezerwacjami. Właścicielem jestem ja. 
– Pan prowadzi B & B? 
– Tak. A nie powinienem? – spytał z figlarnym uśmiechem. 
Kąty zarumieniła się, zmieszana. 
– Skądże. Ja tylko... Panie Logan, jest dla mnie ten pokój czy nie? 
– Oczywiście, panno Lawrence. Panno, prawda? – upewnił się, zniżając głos. 
Skinęła głową. 
Mężczyzna uśmiechnął się, a Kąty poczuła, że drżą jej kolana. 
– Witamy na farmie „Dudniący Potok" – powiedział. 
– To prawdziwa farma? 
– Już nie. Ale nazwa zawsze mi się podobała, więc ją zatrzymałem – wyjaśnił 

gospodarz. 

Wydobył z kieszeni chusteczkę i osuszył wilgotne czoło. 
– Gorąco dzisiaj – powiedział. – Skąd pani przyjechała? 
– Z Południowej Kalifornii. Z San Diego. 
– Samochodem? 
– Tak. Lubię prowadzić. 
Słysząc  w  swoim  głosie  drżenie,  Kąty  wysunęła  do  przodu  podbródek,  by 

dodać sobie animuszu. 

– Myślę, że przekona się pani, iż to świetne miejsce na wypoczynek – zauważył 

spokojnie Thomas i odwrócił się w stronę wyjścia. – Więc przyjechała pani na pięć 
tygodni? Bagaże są jeszcze w aucie? – zapytał. 

– Tak. – Kąty podążyła za nim ku drzwiom. – Chyba nie sprawiam kłopotu? 
– Oczywiście, że nie. 

background image

Obejrzał  się,  a  dziewczyna  zauważyła,  że  znowu  się  uśmiechnął.  Musiał  to 

czynić często, bo wokół oczu i ust zarysowały mu się na twarzy charakterystyczne 
zmarszczki. Ma  ze  trzydzieści pięć lat i  wprawę  w  czarowaniu  kobiet,  pomyślała. 
Czemu  niczego  o  nim  nie  wiedziała?  Patsy  Palmer,  przyjaciółka,  która  mieszkała 
na  wyspie,  zarekomendowała  jej  „Dudniący  Potok",  lecz  ani  słowem  nie 
wspomniała  o  przystojnym  właścicielu.  Tyle  pogawędek  przez  telefon  i  ani  razu 
nie padło w nich nazwisko Logana. 

– Figlarka z tej Patsy – mruknęła Kąty. 
Thomas  dotarł  już  do  samochodu,  więc  przyspieszyła  kroku,  by  otworzyć 

bagażnik. Mężczyzna bez trudu wydobył dwie duże, skórzane walizy, zostawiając 
dla niej tylko poduszkę i aparat fotograficzny. 

Gdy  schyliła  się,  by  to  wyciągnąć,  usłyszała  dźwięk,  od  którego  wszystko  w 

niej  zesztywniało.  Nisko  nad  głową  przeleciał  mały  samolot.  Od  huku  silnika 
pękały bębenki w uszach. Kąty znieruchomiała, śledząc w myślach cały lot. Drżała, 
próbując  się  opanować.  Dźwięk  silnika  przeszedł  w  ryk,  który  wypełnił  jej 
ś

wiadomość.  Nagle  rzeczywistość  gdzieś  zniknęła,  a  Kąty  zaplątała  się  w 

pajęczynę pamięci. 

Przez  chwilę  nie  miała  siły,  by  się  od  niej  uwolnić.  Wspomnienie  było  tak 

wyraziste, że nie mogła ruszyć się z miejsca. Uczucie żalu, przerażenia, bezsilności 
miało smak goryczy. Czuła ją na języku... 

– Panno Lawrence? Nic pani nie jest? 
Męski  głos  działał  jak  balsam.  Miał  w  sobie  niezwykłą  czułość.  Przywracał 

oddech. Kąty odwróciła się szybko, by zobaczyć Thomasa Logana czekającego na 
skraju  ścieżki.  Zauważył  jej  reakcję  na  samolot?  Idiotka  ze  mnie,  pomyślała, 
oczywiście,  że  tak.  Zarumieniła  się,  czując  na  sobie  uważny  wzrok  mężczyzny. 
Zmusiła się do śmiechu. 

–  Oczywiście,  że  nie.  Wszystko  w  porządku.  To  po  prostu...  –  Nabrała  tchu, 

jeszcze raz się roześmiała i pokręciła głową nad własną głupotą. – Zwykle nie boję 
się samolotów, lecz ten był strasznie głośny i leciał tak nisko! 

–  To  kolega  robi  mi  takie  kawały.  Myślę,  że  zabrał  dokądś  turystów. 

Przepraszam, że panią wystraszył. 

– Nic się nie stało. Zaraz pana dogonię, tylko wezmę poduszkę i aparat. 
Całkiem  nieźle  z  tego  wybrnęłam,  powiedziała  sobie  w  duchu.  Dźwięk 

samolotu niknął w oddali, wspomnienia również, tyle że nie bez śladu.. 

W  dawno  wypraktykowany  sposób  Kąty  wzięła  głęboki  oddech,  by  uspokoić 

wewnętrzne drżenie. Wydobyła resztę bagażu, zamknęła samochód i z uśmiechem 

background image

na ustach podeszła do mężczyzny. 

– Nie umiem spać bez mojej poduszki! Mam ją od czasów college'u. 
Thomas  roześmiał  się  przyjaźnie,  a  Kąty  przeniknęło  ciepło.  Poszła  za  nim 

porośniętą  mchem  ścieżką,  z  ciekawością  rozglądając  się  dokoła.  Z  jednej  strony 
podjazdu rosły młode grusze pokryte miniaturowymi owocami, z drugiej – kwitły 
różowe  peonie.  Wzdłuż  kamiennego  ogrodzenia  bieliły  się  stokrotki.  Schody 
zdobiły doniczki z bratkami, wokół ganku wił się kwitnący bluszcz. 

– Kto tu jest ogrodnikiem? – spytała Kąty. 
– Ja. To najlepszy sposób, by zapomnieć o kłopotach. 
Dziewczyna  ugryzła  się  w  język  i  nie  dociekała,  co  go  trapiło.  Wchodząc  po 

stopniach, ostrożnie ominęła śpiącego kota. 

Thomas  przepuścił  ją  w  drzwiach,  a  potem  wyprzedził,  by  wskazać  drogę. 

Szerokie  schody  prowadziły  z  holu  na  piętro.  Gospodarz  zatrzymał  się  przed 
drzwiami  jednego  z  pokoi  i  wprowadził  Kary  do  środka.  To  przestronne  wnętrze 
miało służyć jej przez kilka tygodni. 

Na środku pokoju stało łóżko wsparte na drewnianych słupkach rzeźbionych w 

kształcie  owocu  ananasa.  Pokrywała  je  puchowa,  jasnobłękitna  kołdra  w  białe 
groszki. Na podłodze leżał puszysty dywan, rozkosz dla bosych stóp, a na komódce 
stał wazon z niebieskimi ostróżkami. 

Pięknie,  pomyślała  Kąty.  Kto  urządzał  ten  pokój?  Wystrój  wnętrza  nie 

wskazywał, by zajmował się nim zawodowy dekorator, ale wszystko przygotowano 
z  myślą o wygodzie gości. Sypialnia zachęcała do zdjęcia pantofli i relaksu. Kąty 
zauważyła  jeszcze  bujany  fotel,  cały  zarzucony  poduszkami,  i  stos  ręczników  na 
brzegu łóżka. 

– Pokój nie ma łazienki? 
–  Nie  –  odrzekł  Thomas.  –  Łazienka  jest  obok  w  korytarzu,  będzie  pani  jej 

jedyną użytkowniczką – dodał, stawiając walizki i opierając się o framugę drzwi. – 
Podoba się tu pani? 

– Tak, bardzo. 
Musiała  złapać oddech,  nim  odpowiedziała.  Miała  wrażenie,  że  albo pokój  się 

zmniejszył,  albo  mężczyzna  podszedł  bliżej.  Oczywiście  nic  takiego  się  nie 
wydarzyło.  Wnętrze  zachowało  swoje  rozmiary,  a  Thomas  Logan  ciągle  stał  w 
drzwiach. Kąty położyła na komodzie aparat fotograficzny. 

– Mieszka pan sam, panie Logan? – zapytała. 
–  Przejdźmy  na  „ty".  Proszę  mi  mówić  Thomas.  Tak,  mieszkam  sam,  lecz  nie 

musisz  się  niczego  obawiać.  Jestem  dobrze  znany  na  wyspie  Orcas,  poza  tym  w 

background image

drzwiach masz klucz. – Uśmiechnął się figlarnie, a w błękitnych oczach rozbłysły 
mu ogniki. – Jeszcze nie napadłem kobiety zdanej na moją łaskę. 

Kąty  uświadomiła  sobie,  że  pod  wpływem  jego  słów  i  wzroku  znów  się 

czerwieni. 

–  Po  prostu  chcę  się  czegoś  dowiedzieć  o  otoczeniu  –  wyjaśniła.  – 

Wspomniałeś o gospodyni. 

– Ach, Maddie przychodzi o ósmej i pracuje do piątej – powiedział. – No cóż, 

zostawię cię teraz, byś mogła się rozgościć. Masz jakieś pytania? 

– Nie. 
– A ja mam jedno. Jak tu trafiłaś? Nie dawałem żadnych ogłoszeń. 
– Dzięki przyjaciółce. Mieszka na wyspie, więc prosiłam, by wyszukała mi coś 

odpowiedniego. 

Thomas  uśmiechnął  się  po  raz  kolejny  uśmiechem  przeznaczonym  wyłącznie 

dla niej, a Kąty znowu poczuła wewnętrzne drżenie i ciepło w okolicach serca. By 
dojść do siebie, oparła się o krawędź łóżka. 

Co się ze mną dzieje, pomyślała. Najpierw ten dom, teraz jego właściciel! 
Po  chwili  zdała  sobie  sprawę,  że  Thomas  pyta  o  nazwisko  przyjaciółki,  więc 

pospieszyła z odpowiedzią. 

–  Patsy  Palmer.  Znasz  ją?  Zajmuje  się  wyrobem  ceramiki,  ma  pracownię  w 

kolonii artystycznej niedaleko przystani. 

–  Oczywiście,  że  znam.  Muszę  pamiętać,  by  jej  podziękować  –  odrzekł 

Thomas. 

A może nawet posłać kwiaty, dodał w myślach, słuchając śmiechu Kąty. Ułożył 

jej  walizki  na  przeznaczonym  dla  nich  stelażu,  a  czyniąc  to  spoglądał  na  swego 
gościa.  Mierzył  dziewczynę  wzrokiem  od  chwili,  gdy  ją  zobaczył,  podziwiając 
złote loki wymykające się spod baseballowej czapeczki, różowe policzki, łagodnie 
wygięte brwi i miękkie wargi, zachęcające, by poznać ich smak. 

Pomyślał o pocałunku, patrząc, jak układała poduszkę na łóżku. Miała oczy w 

niezwykłym  kolorze,  coś  między  błękitem  i  fioletem.  Fiołkowe,  uznał.  Była 
niewysoka i krucha, lecz nie sprawiała wrażenia słabej. Rzucił okiem na jedwabną 
białą  bluzkę  wsuniętą  w  brązowe  spodnie,  diamentowy  wisiorek  połyskujący  na 
szyi i maleńki złoty zegarek na ręku. 

Dziewczyna  miała  wypielęgnowane  ręce,  paznokcie  pokryte  jasnoróżowym 

lakierem.  Pewnie nigdy  nie pracowała  w ogrodzie, pomyślał. Spojrzał  na  stopy w 
sandałkach  ukazujących  zadbane  palce  nóg.  Piękne,  uznał  w  duchu.  Nie  był 
fetyszystą,  ale...  Nerwowym  gestem  przeciągnął  dłonią  po  włosach.  Wystarczy, 

background image

upomniał sam siebie. 

Panna Lawrence była piękna, lecz Thomasa zastanawiały cienie pod jej oczami. 

Co  było  przyczyną  smutku  dziewczyny?  Ktoś  ją  zranił?  Mężczyzna?  Nie  potrafił 
sobie odpowiedzieć. Wychodząc z pokoju, rzucił jeszcze: 

–  Jak  powiedziałem,  gdybyś  czegoś  potrzebowała...  Klucz  zostawiam  na  stole 

przy  wejściu.  Możesz  go  wziąć  dla  wygody.  Potem  dopełnimy  formalności 
meldunkowych. 

– Dobrze, dziękuję. 
– Nie ma za co. 
Widać  dokądś  się  spieszy,  pomyślała  Kąty  z  dziwnym  uczuciem  żalu. 

Przygryzła wargę, obserwując go w chwili, gdy opuszczał pokój. Włosy kręciły mu 
się jak dziecku, choć z pewnością nie należał do małych chłopców. Thomas Logan 
był mężczyzną w każdym calu. Jako kobieta od razu odczuła jego urok. 

Pewnie  doprowadzał  do  szaleństwa  całą  damską  populację  wyspy.  Czyżby 

Patsy  również  się  nim  interesowała?  Zmartwiona  takimi  myślami,  wzięła  się  do 
rozpakowywania  rzeczy.  Szkoda  jej  było,  że  gospodarz  tak  szybko  wyszedł  z 
pokoju. 

Czuła się nieco dziwnie na myśl, iż mają spędzić pięć tygodni tylko we dwoje. 
– Na litość boską, daj sobie spokój. To tylko właściciel farmy. – Zlekceważyła 

w  myślach  własne  rozdrażnienie.  Nie  wymyślaj  niczego  na  jego  temat  – 
powiedziała w duchu. 

Popołudniowy wietrzyk wpadł do pokoju przez otwarte okno, niosąc echo głosu 

Thomasa,  który  na  podwórku  bawił  się  z  kotem.  Był  równie  łagodny  i  czuły  jak 
wówczas, gdy pytał, czy Kąty dobrze się czuje. 

–  Kiedy  przestaniesz  się  bać  samolotów,  idiotko?  –  Kąty  zadała  sobie 

zasadnicze pytanie. 

Zauważyła,  że  już  po  raz  trzeci  w  ciągu  godziny  zwraca  się  do  siebie  w  ten 

sposób.  Uśmiechnęła  się na  myśl,  iż tym  słówkiem  stale  się przezywały  z  siostrą. 
Pamiętała  nawet,  kiedy  zostało  użyte  po  raz  pierwszy.  Dziewięcioletnia  Karin, 
zaczerwieniona  z  gniewu,  rzuciła  wówczas  w  Kary  wielkanocnym  jajkiem, 
krzycząc:  „Wiesz,  że  jesteś  idiotką?  Idiotką!  Nie  znoszę  tego  lizusa,  Bryanta 
Hursta!" 

Kara  nastąpiła  bardzo  szybko.  Neli,  ich  ukochana  niania,  nie  tolerowała 

grubiaństwa u nikogo, tym bardziej u swoich panienek... 

Och,  Karin,  Karin,  jakże  za  tobą  tęsknię!  Kary  poczuła  ucisk  w  gardle. 

Cierpiała  z  żalu  i  samotności.  Zakołysała  się  lekko,  czekając,  aż  ból  stanie  się 

background image

możliwy  do  zniesienia.  Z  wielkim  wysiłkiem  odprężyła  się  i  odrzuciła 
wspomnienia.  Boże,  ależ  była  zmęczona!  Wszystkie  mięśnie  zesztywniały  od 
długiej jazdy. Spojrzała na zegarek. Szósta. Za późno na drzemkę, za wcześnie, by 
pójść  do  łóżka.  Wybiorę  się  na  spacer,  postanowiła.  Z  okna  pokoju  rozciągał  się 
zachęcający widok na łąkę i las. Pachniało koniczyną i dziką trawą. 

Kąty  przebrała  się  w  szorty  i  bawełnianą  bluzkę,  zarzuciła  na  plecy  różowy 

kardigan.  Włosy  przez  wiele  godzin  przyciśnięte  baseballową  czapką  wymagały 
natychmiastowego  rozczesania.  Rozpuściła  gęste,  sięgające  ramion  loki,  które 
połyskiwały kilkunastoma odcieniami złota, od ciemnego miodu po jasny blond, i 
zeszła na dół. 

Thomasa nie było w zasięgu wzroku. Przeszła przez jadalnię i wydostała się na 

taras.  Krzaki  pnących  róż  oddzielały  podwórko  od  łąki.  Kąty  zauważyła  ścieżkę. 
Instynktownie zwróciła się w tym kierunku, skąd dobiegał szum wody. Zgodnie z 
nazwą  farmy  wśród  czarnych  skał  płynął  potok.  Wszędzie  kwitły  tu  dzikie  żółte 
irysy  oraz  wysokie,  różowo  –  białe  naparstnice.  Ścieżka  wiodła  do  wysokiego 
brzegu i tu się rozwidlała. Kąty poszła na prawo do altanki na skarpie. 

Tam  natknęła  się  na  właściciela  posiadłości  zajętego  malowaniem  drewnianej 

konstrukcji.  Przez  chwilę  podziwiała  skłony  muskularnego,  męskiego  ciała  i  ruch 
pędzla  zamaszyście  pokrywającego  ścianę  farbą.  Widok  wzbudził  w  niej 
wewnętrzny niepokój. Zawahała się, czy podejść bliżej. 

Lecz było za późno, by się cofnąć. Thomas Logan właśnie ją zauważył. 
–  Jeszcze  raz  „dzień  dobry"  –  odezwała  się,  podążając  ku  niemu  kamienistą 

ś

cieżką. 

Zbliżyła się do altanki i aż westchnęła z zachwytu. 
– Ładnie, prawda? – zapytał. 
– Tak – odrzekła, uznając w myślach, że to za słabe określenie. 
U  stóp  Kąty  lśniła  diamentowo  ciemnozielona  woda.  W  oddali  rysowały  się 

zalane  słońcem  wyspy  San  Juan.  Wybrzeże  waszyngtońskie  wydawało  się 
ciemnobłękitne  z  tej  odległości.  Nad  pnącymi  się  ku  niebu  jodłami  płynęły  białe 
obłoki.  Szkoda,  że  aparat  fotograficzny  został  w  pokoju,  ale  będzie  jeszcze  wiele 
okazji do robienia zdjęć. Podniosła oczy i pochwyciła wzrok mężczyzny utkwiony 
w jej twarzy. 

– Pięknie tu – powiedziała. 
–  Owszem  –  zgodził  się,  odłożył  pędzel  i  podszedł  do  Kąty.  –  Zawsze  tak 

uważałem. 

– Mieszkałeś tu całe życie? 

background image

– Nie. To dom dziadków. Dorastałem w Baltimore, lecz gdy byłem chłopcem, 

lubiłem tutaj spędzać wakacje. 

Kary  znowu  zaczęła  podziwiać  widok,  a  Thomas  kontemplował  jej  urodę  – 

miodowy  odcień  skóry,  twarz,  ramiona,  długie  nogi.  Złote  loki  rozwiewane 
wiatrem. 

–  Pewnie  myślisz,  że  „Dudniący  Potok"  to  niezwykła  nazwa  dla  farmy  – 

powiedział. 

– Rzeczywiście – przyznała. 
– Babcia ją wymyśliła, a że dziadek patrzył w nią jak w obraz, tak już zostało. 
Kary uśmiechnęła się lekko na myśl o miłości dziadków Thomasa. Przyjemnie 

jest być adorowaną, uznała w duchu. 

–  Potok  rzeczywiście  dudni  wśród  skał  –  zauważyła  i  oboje  roześmieli  się 

wesoło. – Ty wyhodowałeś róże? – spytała. – Są wspaniałe. 

– Tak. Róże, inne kwiaty i kilka gatunków warzyw. Dostarczam je miejscowym 

kupcom. To bardziej hobby niż praca zarobkowa – dodał. 

Jak  łatwo  się  z  nim  rozmawia,  pomyślała  Kąty.  Wydawało  się,  iż  zna  tego 

człowieka od dawna. Po chwili uświadomiła sobie jednak, że to obcy mężczyzna. 

–  Panie  Logan  –  zaczęła.  –  Chciałabym  zadzwonić.  To  będzie  zamiejscowa 

rozmowa. Muszę skontaktować się z... rodziną. 

– Oczywiście. Telefon jest w kuchni. 
– Dziękuję. 
Kąty  przeprosiła  i  oddaliła  się, tym  razem  wybierając  ścieżkę,  która  wiodła  w 

lewo.  Wróciła  do  domu,  by  odbyć  z  Neli  krótką,  uspokajającą  pogawędkę.  Gdy 
odłożyła słuchawkę, ziewnęła i pomyślała, że warto jednak trochę się zdrzemnąć. 

 
Obudziła się zdezorientowana. Zdziwiła się, czemu Neli pozwoliła jej przespać 

obiad,  choć  już  zachodziło  słońce,  a  ona  była  taka  głodna.  Zaraz  jednak 
przypomniała  sobie,  gdzie  się  znajduje.  Usiadła  na  łóżku.  Nie  była  we  własnym 
mieszkaniu  i  to  nie  ukochana niania,  która  od  jakiegoś  czasu prowadziła  jej  dom, 
krzątała się teraz na dole. Westchnęła. Gdzie by tu zjeść kolację? Nie miała ochoty 
ubierać się i wychodzić. 

Poleżała  jeszcze  kilka  minut,  rozkoszując  się  miękkością  puchowej  kołdry. 

Ciągle czuła się zmęczona, lecz jeśli teraz nie wstanie, w nocy nie zaśnie. Po to w 
końcu  przyjechała,  by  zrelaksować  się  i  wypocząć.  Oderwać  się  od  wszystkiego, 
czego nie chciała teraz nazywać po imieniu. 

Spojrzała na aparat fotograficzny i rolki filmów, które z sobą przywiozła. Była 

background image

pisarką  i  fotoreporterką,  która  współpracowała  z  czasopismami.  Urlop  zamierzała 
połączyć  z  pracą  dla  magazynu  turystycznego,  który  zatrudniał  ją  przed  śmiercią 
Karin.  Do  ostatniej  chwili  nie  wiedziała,  czy  przyjmie  zamówienie  redakcji. 
Kochała  swoją  pracę,  teraz  jednak  wszystko  wydawało  się  raczej  ciężkim 
brzemieniem  niż  przyjemnością.  Zarówno  terapeuta,  jak  i  redaktor  naczelny, 
uważali, że taki sposób spędzania czasu jej posłuży, więc się zgodziła. Może mają 
rację, pomyślała, że i praca w tym malowniczym otoczeniu przywróci mi chęć do 
ż

ycia. 

Nagle  uświadomiła  sobie,  że  jest  głodna.  Od  dawna  nie  zaznała  tego  uczucia, 

teraz zaś wydawało się jej całkiem przyjemne. Mając na sobie tylko cieniutką, złotą 
bransoletkę  zapiętą  wokół  kostki,  wstała,  by  nałożyć  szlafrok.  Zamierzała  wziąć 
prysznic, a łazienka była przecież w korytarzu. 

Kary rzuciła okiem w lustro. Drzemka naruszyła nieco makijaż. Tusz rozmazał 

się, pogłębiając cienie pod oczami. 

Zastanowiła  się,  co  pomyślałby  czarujący  pan  Logan,  gdyby  w  tej  chwili  ją 

zobaczył. Skrzywiła się, zarzuciła szlafrok, otworzyła drzwi sypialni i... niemal na 
niego wpadła. 

–  Ooo!  Przepraszam  –  zawołał,  wypuszczając  z  rąk  niesione  ręczniki,  by 

chwycić Kąty za ramiona. 

Szlafrok miał krótkie rękawki. Kąty przeniknął dreszcz, gdy mężczyzna dotknął 

jej  nagiej  skóry.  Boże,  jak  dawno  nie  doznałam  czegoś  podobnego,  pomyślała, 
odsuwając się gwałtownie. Przy tym ruchu otarła się piersiami o koszulę Thomasa. 
Przez moment poczuła ciepło jego ciała. 

– Nic się nie stało? – spytał lekko schrypniętym głosem. 
 – Nie chciałem cię przewrócić. 
Z  trudem  podniosła  wzrok,  zdając  sobie  sprawę,  że  przepłynęła  między  nimi 

fala  czegoś  niezwykłego,  wspaniałego.  Nie  miało  to  jednak  wiele  wspólnego  z 
fizycznymi doznaniami. 

– Nic mi nie jest – odrzekła, przygładzając włosy. 
Thomas ukląkł, by pozbierać ręczniki. 
–  Cieszę  się,  że  będę  mogła  z  nich  skorzystać.  Zapomniałam  własnych  – 

powiedziała, byle przerwać milczenie. 

– Właśnie chciałem ci je zanieść. Wiem z doświadczenia, że kobiety potrzebują 

dużo ręczników. 

Z  jakiego  doświadczenia?  Kąty  ugryzła  się  w  język  i  podziękowała,  że  o  tym 

pomyślał. 

background image

Thomas, pozostając na klęczkach, powędrował wzrokiem w górę. Z tej pozycji 

miał  doskonały  widok  na  okryte  satyną  biodra  i  uda  Kąty.  Wyżej  dojrzał  krągłe 
piersi, które aż się prosiły, by wziąć je w dłonie. 

Podniósł  się  i  uśmiechnął.  Kąty  odpowiedziała  niewinnym  uśmiechem, 

nieświadomym własnej uwodzicielskiej mocy. Jaki smak mają jej usta, zastanowił 
się Thomas. Tak ładnie pachniała, czemu chciała brać prysznic? 

Gdy  dziewczyna  przeszła  obok,  poczuł,  że  jej  pragnie,  lecz  w  tym  pragnieniu 

kryło się znacznie więcej niż tylko zwykłe pożądanie. Obejrzała się, a on uznał, że 
ma w sobie piękność leśnego kwiatka. 

– Chwileczkę, Kąty – zawołał. – Chcę ci jeszcze coś powiedzieć. Po pierwsze 

salon i kuchnia są do twojej dyspozycji, gdybyś miała ochotę na kawę lub herbatę. 
Na  dole  jest  też  telewizor...  Co  jeszcze...  Frontowe  drzwi  bywają  otwarte  do 
jedenastej. Potem trzeba użyć klucza. Jeszcze jedno, co robisz dziś wieczorem? 

Kąty nie była przygotowana na takie pytanie. 
–  Dlaczego...  ja...  zamierzam  wyjść  gdzieś  na  kolację,  jeśli  zechcesz  wskazać 

mi restaurację. Masz mapę wyspy? – spytała z uśmiechem. 

–  Tak.  Ale  przeżyłaś  męczący  dzień,  więc  gdybyś  chciała,  mogłabyś  ze  mną 

spędzić wieczór. 

– Przecież kolacje nie wchodzą w zakres usług, które oferujesz, prawda? 
Ma takie piękne oczy, pomyślał Thomas. Duże, ciemne i łagodne. 
– Zazwyczaj nie – odparł łagodnym tonem. – Ale czasem wychodzę naprzeciw 

potrzebom  gości.  To  żadna  wymyślna  kolacja.  Po  prostu  szynka  z  groszkiem  i 
pełnoziarnisty chleb. 

Na deser ciasto z malinami – dorzucił, chcąc rozwiać wątpliwości rysujące się 

na twarzy dziewczyny. – Będę zachwycony, jeśli dasz się zaprosić. 

Kąty  przygryzła  wargę.  To  brzmiało  zachęcająco.  Zostać  w  wygodnym, 

domowym stroju i zjeść na miejscu kolację, zamiast nieznanymi drogami jechać do 
restauracji, a potem wracać po nocy. 

Lepiej zachować dystans, pomyślała jednak. 
–  Dziękuję  –  rzekła.  –  Zdrzemnęłam  się  i  czuję,  że  powinnam  się  trochę 

przewietrzyć.  Doceniam  jednak  twoje  zaproszenie  i  jestem  za  nie  wdzięczna  – 
dorzuciła z miłym uśmiechem. 

–  Zawsze  do  usług  –  powiedział  nie  zniechęcony  odmową.  Nie  poruszył  się  z 

miejsca, póki nie zamknęła za sobą drzwi łazienki. 

Po chwili Kąty uświadomiła sobie, że nie wzięła szamponu. Wyjrzała ostrożnie 

na zewnątrz i spostrzegła, że Thomas schodzi na dół. Pospieszyła do swego pokoju. 

background image

Zatrzymała  się  tuż przed drzwiami,  bo jej  wzrok przyciągnęły fotografie,  którymi 
ozdobiono ściany korytarza. 

Dzieci,  wesela, promocje  szkolne, różne okazje,  przy  których ludzie  spotykają 

się w rodzinnym gronie. Zainteresowała się dwoma zdjęciami Thomasa. 

Na jednym machał ręką z samolotu, na którym widniał napis „Linie Lotnicze T. 

L. " i wizerunek pegaza, mitologicznego skrzydlatego konia. Na drugim – stał obok 
niewielkiej,  tak  samo  oznaczonej  maszyny.  Miał  na  sobie  lotniczy  uniform.  Kąty 
cofnęła  się  zaskoczona.  A  więc  to  był  jego  właściwy  zawód,  pomyślała  z 
rozczarowaniem. Pilot. Z trudem nabrała powietrza. Przecież to absurdalne, uznała 
w duchu, co mnie obchodzi, jak on zarabia na życie. Ale pilot? Zadrżała i wbiegła 
do pokoju. 

Po  chwili  wróciła  do  łazienki.  Gdy  zamknęła  drzwi,  usłyszała,  że  Thomas 

krzątał się na dole. Znowu poczuła miły, wewnętrzny niepokój. Włączyła wodę, by 
się  uspokoić.  Bezowocnie  próbowała  wmówić  sobie,  że  ten  człowiek  wcale  nie 
wywarł na niej oszałamiającego wrażenia. Więcej, wiedziona kobiecym instynktem 
zdawała  sobie  sprawę,  że  oboje  mieli  podobne  odczucia,  a  to  wprawiało  w 
zakłopotanie.  Znała  siebie.  Wiedziała,  że  jeśli  zapragnie  zbliżenia,  nic  jej  nie 
powstrzyma. A zresztą, mały letni flirt może być ekscytujący. 

– Wszystko, co masz robić, to gwizdać... – mruknęła z uśmiechem, wiedząc, że 

to akurat Thomas potrafi. 

Wycierając  się  po  kąpieli  ciągle  myślała  o  flircie.  Ten  człowiek  jest  pilotem, 

przypomniała  sobie.  Dla  niej  samolot,  którego  na  fotografii  z  dumą  dotykał 
Thomas, był synonimem śmierci. 

Łzy  spłynęły  jej  po  policzkach.  Przez  cały  dzień  starała  się  o  tym  nie  myśleć. 

Mijało właśnie dziewięć miesięcy od śmierci jej ukochanej siostry-bliźniaczki. 

Los  zabrał  Kąty  całą  rodzinę,  rodziców,  dziadków  i  Karin.  Straciła  nawet 

mężczyznę,  którego  kochała  lub  sądziła,  że  kocha.  Porzucił  mnie,  przyznała  w 
myślach. Cokolwiek to było, nie miało już znaczenia. Miłość, pożądanie, wszystko 
sprawia ból, gdy się kończy. 

Teraz  stała  się  ostrożna.  Zbudowała  wokół  siebie  mur,  który  miał  ją  chronić 

przed uczuciowym zaangażowaniem. Nieudane małżeństwo zniszczyło marzenia i 
nadzieje, z którymi wchodziła w ten związek. Zbyt wiele w życiu wycierpiała. Nie 
zamierzała  więcej  ryzykować.  To  jedyne  rozsądne  wyjście,  powiedziała  sobie, 
ocierając łzy. 

Nagle poczuła żal, że nie ma nikogo, kto mógłby ją wesprzeć. 
 

background image

Rozdział 2 

 
Thomas  Logan  zszedł  na  dół  nieco  dotknięty  odmową,  która  spotkała  go  ze 

strony  panny  Lawrence.  Nie  przywykł,  by  kobiety  odrzucały  zaproszenia  na 
kolację. Upór Kąty wydawał się bezsensowny. Po cóż miałaby gdzieś wychodzić, 
skoro była zmęczona. 

Zaczął  padać  ulewny  deszcz.  Wieczorne  niebo  przecinały  błyskawice.  To 

jeszcze  pogorszyło  nastrój  Thomasa.  Nie  przejmował  się  jadanymi  samotnie 
posiłkami, przeważnie wcale się nad nimi nie zastanawiał. Lecz dziś mógł siedzieć 
naprzeciw  tej intrygującej kobiety. Tak  bardzo  mu  się  podobała.  Porozmawialiby, 
zadałby Kąty wiele pytań. Chciał się o niej jak najwięcej dowiedzieć. 

– Budzi we mnie ciekawe uczucia – powiedział na głos. 
Z  westchnieniem  wszedł  do  kuchni.  Wyjął  opakowanie  groszku,  który 

zamierzał przygotować, i uśmiechnął się sam do siebie. Odpowiednie jedzenie dla 
człowieka,  który  przywykł  posilać  się  w  najmodniejszych  restauracjach  Nowego 
Jorku, pomyślał. 

Po  chwili  zadzwonił  telefon.  Ktoś  chciał  zrobić  rezerwację  na  weekend. 

Niewiele  brakowało,  a  Thomas  byłby  odmówił,  jednak  rozsądek  zwyciężył.  Nie 
miał  zamiaru  tłumaczyć  się  matce,  czemu  nie  dał  pokoju  jej  najlepszym 
przyjaciołom, tym bardziej że były wolne miejsca. Dom posiadał cztery sypialnie i 
dwie łazienki. 

Zanotował  termin  zapowiadanego  przyjazdu  gości,  odłożył  słuchawkę,  wyjął 

chleb  z  piecyka  i  odstawił  go  do  przestygnięcia.  Gdy  się  pochylił,  poczuł  ból  w 
biodrze.  Podczas  deszczowej  pogody  dawały  o  sobie  znać  rany  odniesione  w 
wypadku samochodowym, z którego ledwie uszedł z życiem. 

Wrócił myślami do tamtego zdarzenia. Zanim przeżył wypadek, wiódł aktywne 

ż

ycie  na  Wall  Street,  gdzie  zajmował  się  pomnażaniem  pieniędzy.  Zajęcie 

finansisty  całkowicie  go  pochłaniało  do  dnia,  w  którym  zbyt  ostro  wziął  zakręt 
swoim porsche i wraz z samochodem znalazł się na dnie głębokiego wąwozu. 

Podczas  długiej  rekonwalescencji  miał  czas, by przemyśleć  życie i  zrozumieć, 

jak  niepoważnie  je  dotąd  traktował.  Zdecydował  porzucić  Nowy  Jork,  wrócić  na 
wyspę  i  pomóc  ukochanym  dziadkom  w  prowadzeniu  pensjonatu.  Przypominając 
sobie  to  wszystko,  aż  pokiwał  głową.  Nikt  by  nie  uwierzył,  że  Thomas  Logan 
będzie zdolny zrezygnować z luksusowego, wielkomiejskiego życia i zaszyć się na 
wyspie  Orcas.  Jeszcze  trudniej  byłoby  wytłumaczyć  ludziom,  że  znalazłem  tutaj 

background image

szczęście,  pomyślał,  otwierając  piwo  i  wydobywając  pieczoną  szynkę.  Po 
osiedleniu  na  wsi  wykorzystał  zdobytą  wcześniej  licencję  pilota.  Odkrył  radość 
podniebnych podróży, które odbywał sam lub z turystami. 

To  prawda,  że  odkąd  dziadkowie  przenieśli  się  na  Florydę,  czuł  się  trochę 

samotny. Szczególnie nocami. Poza tym jednak był szczęśliwy. Lub mógłby się tak 
czuć,  gdyby  zaspokoił  pozostałe  potrzeby.  Skończył  trzydzieści  pięć  lat,  należało 
więc  myśleć  o  zaplanowaniu  reszty  życia.  Jak  dotąd  nie  spotkał  nikogo,  z  kim 
chciałby je dzielić. 

Przyjaźnił  się  z  wieloma  kobietami,  lecz  w  tych  kontaktach  nie  było  nic  poza 

przyjacielską  sympatią.  Z  pewnością  wiele  z  nich  nadawało  się  na  żony,  ale 
Thomas  był  maksymalistą.  Wszystko  lub  nic,  myślał  i  zaczynał  wątpić,  czy 
namiętna, gorąca miłość w ogóle istnieje. A jeśli nawet istnieje, to czy on akurat jej 
zazna? 

Dźwięk  dobiegający  z  góry  sprawił,  iż  Thomas  poczuł  ucisk  w  okolicach 

ż

ołądka.  Kary.  Miłe  imię.  Urocza  kobieta,  która  nigdzie  nie  powinna  wychodzić 

dziś wieczorem. 

Wydobył  tacę  i  srebra  stołowe,  wyłożył  groszek  do  salaterki,  pokroił  soczystą 

szynkę i świeży, pachnący chleb. Ciasto przybrał bitą śmietaną z  malinami. Przez 
chwilę  zastanawiał  się,  czemu  zamierza  zanieść  jej  kolację.  Pewnie  dlatego,  że 
mam  trzy  siostry,  pomyślał.  Przywykłem  się  o  nie  troszczyć.  Przez  głowę 
przebiegły mu słowa matki: „Opiekuj się nimi, Thomas". Zaśmiał się do własnych 
myśli, wszedł z tacą na górę i zapukał do drzwi Kąty. 

Otworzyła  z  mokrymi  włosami  wijącymi  się  wokół  ramion.  Miała  na  sobie 

długi, biały szlafrok kąpielowy, który bardzo podkreślał zgrabne, kobiece kształty. 
Wszystkie braterskie uczucia natychmiast wywietrzały Thomasowi z głowy. 

– Dobry wieczór – powiedział. 
– Dobry wieczór – odrzekła zdziwiona widokiem tacy. 
– Pomyślałem, że nie ma sensu, byś wychodziła dziś dokądkolwiek na kolację, 

więc sam przygotowałem posiłek. 

– Och! – Kąty przeniosła wzrok z tacy na gospodarza domu. – Nie powinieneś 

był robić sobie kłopotu. To bardzo miłe z twojej strony, ale zupełnie niepotrzebne. 
Boże, jak ładnie pachnie. – Delektowała się wonią cząbru. 

Thomas  uśmiechnął  się  tylko.  Był  naprawdę  niezłym  kucharzem,  jeśli  mu  na 

tym zależało. 

– Smakuje tak samo wspaniale jak pachnie – zapewnił. 
–  Teraz  możesz  spokojnie  zostać  w  domu  i  porządnie  wypocząć,  zamiast 

background image

jeździć w ciemnościach po wyspie. 

Kąty  zmrużyła  oczy,  przyjmując  propozycję  Thomasa  jak  wyzwanie,  a  on 

wyciągnął tacę przed siebie i wzrokiem nalegał, by się podporządkowała jego woli. 

–  Jestem  pewna,  że  wszystko  to  jest  wyborne  –  rzekła,  wyjmując  mu  z  rąk 

naczynia. – Jednak mimo wszystko mogę gdzieś wyjść. 

–  Pada,  a  drogi  mamy  wąskie,  dwupasmowe  –  zauważył,  wzruszywszy 

ramionami. 

– Myślę, że jakoś sobie poradzę. W końcu pochodzę z dużego miasta – odparła 

ze spokojem, który go lekko zirytował. 

–  Cokolwiek  zdecydujesz,  skosztuj  jedzenia  –  rzekł,  odwrócił  się  na  pięcie  i 

skierował ku schodom. 

– Panie Logan? – Łagodny głos Kąty zatrzymał Thomasa w pół kroku. 
– Tak? 
– Dziękuję. 
Usłyszał, jak zamknęła drzwi. 
– Proszę bardzo – bąknął pod nosem, poruszony miękkością jej tonu. 
Znowu  zadzwonił  telefon.  Żadnych  następnych  gości,  pomyślał  Thomas  z 

niechęcią.  Ale  dzwonili  z  lotniska.  Miał  odbyć  lot  czarterowy  o  jedenastej  rano. 
Zanotował  nazwisko  klienta  i  popatrzył  w  kuchenne  okno.  Myślami  ciągle  był  z 
Kąty.  Wyobrażał  sobie  jej  fiołkowe  oczy,  kształt  ust.  Sprawiała  wrażenie  kobiety 
zimnej jak lód, lecz takie wargi musiały być stworzone do gorących pocałunków. 

Thomas  niechętnie  wrócił  do  rzeczywistości.  Nad  czym,  u  diabła,  się 

zastanawiał?  Jeszcze  dziś  rano  nie  wiedział  nawet  o  istnieniu  tej  dziewczyny,  a 
teraz rozmyśla nad pocałunkami. 

– Za długo się tym zajmujesz, Logan – mruknął do siebie. 
Może  należałoby  posprzątać  w  kuchni  albo  przynajmniej  schować  jedzenie. 

Jakoś nie miał na to ochoty. Wolałby raczej... Parsknął niezadowolony z własnych 
myśli. Uznał, że posiedzi trochę na ganku. Chłodne powietrze uspokaja. 

 
Kąty  obudziła  się  z  krótkim  łkaniem.  Niemiły  sen  znowu  nie  dał  jej  spać. 

Odetchnęła  głęboko.  Na  szczęście  nie  był  to  najgorszy  z  koszmarów.  Czasem 
bowiem budziła się z krzykiem. 

Usiadła,  odchyliła  zasłonę  i  wyjrzała  przez  okno.  Dochodziło  pół  do  szóstej, 

lecz  już  świtało.  Powietrze  miało  ożywczy  smak.  Przeciągnęła  się,  ziewnęła  i 
dotknęła  powiek.  Nie  wydawały  się  opuchnięte.  Tej  nocy  chyba  nie  płakała. 
Wczoraj  nie  wyszła  z  domu.  Zjadła  smaczny  posiłek  w  pokoju  i  położyła  się,  by 

background image

poczytać  w  łóżku  romans.  Miała  słabość  do  miłosnych  historii  ze  szczęśliwym 
zakończeniem. Nie bardzo wierzyła, by mogły być prawdziwe, lecz gdzieś w głębi 
serca żywiła jednak odrobinę nadziei. 

Niechcący  zaczęła  krążyć  myślą  wokół  Thomasa.  Przypomniała  sobie  jego 

wzrok  w  chwili, gdy  mu  się  sprzeciwiła. Kim  był pan Logan, by decydować,  czy 
ona może wyjść z domu? 

Ma  ładne  imię  i  jest  bardzo  pewny  siebie,  uznała,  opuszczając  stopy  na 

podłogę. I tak przyjemnie na niego patrzeć. 

Uprzytomniwszy  sobie,  że  Kalifornia  pełna  jest  przystojnych  mężczyzn,  Kąty 

wstała  z  łóżka,  by  powędrować  do  łazienki.  Ku  własnemu  niezadowoleniu  miała 
jakieś poczucie winy. Ze skłonnościami do przewodzenia czy nie, Thomas okazał 
się jednak bardzo miły, a ona – niewdzięczna. 

–  Nieładnie,  Kąty  –  szepnęła.  –  W  końcu  spędzisz  pod  jego  dachem  parę 

tygodni, więc powinnaś być uprzejma. 

Uprzejma, tak, ale to wszystko, przestrzegła samą siebie. 
Jeśli  nie  możesz  myśleć  o  tym  mężczyźnie  jak  o  zwyczajnym  gospodarzu 

pensjonatu, traktuj go jak nowego znajomego. 

Zadowolona  z  kompromisowego  rozwiązania  wytarła  twarz  i  nałożyła 

maseczkę  z  płatków  owsianych.  Wróciła  do  pokoju,  wśliznęła  się  pod  kołdrę  i 
skończyła czytać książkę. 

O  szóstej  rano  wyjrzała  na  korytarz  i  nasłuchiwała  przez  chwilę.  Z  kuchni 

dochodziły odgłosy krzątanina. Doleciał nęcący zapach kawy. 

Szybko  wzięła  prysznic,  upięła  włosy,  włożyła  dżinsy  i  żółtą  lnianą  bluzkę. 

Podeszła do okna. Ponad drzewami świeciło już słońce, a małe ptaszki kręciły się 
po  trawniku  w  poszukiwaniu  pokarmu.  Po  raz  pierwszy  od  miesięcy  Kąty 
zapragnęła dowiedzieć się, co przyniesie dzień. Zbiegła po schodach do kuchni. 

Wydawało  się,  że  oprócz  śpiącego  na  parapecie  kota  w  domu  nie  ma  nikogo. 

Spojrzała  na  stół  przykryty  różowym  obrusem  i  zastawiony  białą  porcelaną.  W 
dzbanku  parowała  kawa.  Na  kredensie  leżały  bułeczki.  Zapach  boczku  pobudzał 
apetyt. Gdzie jest Thomas, pomyślała. 

Gotowa  była  się  założyć,  że  mężczyzna  jest  w  ogrodzie  i  cieszy  się  pięknym 

porankiem. Właśnie nadchodził, niosąc koszyk świeżo zerwanych truskawek. Gdy 
pojawił się w kuchni, Kąty wstrzymała oddech. Na jej widok Thomas przystanął i 
rozjaśnił  twarz  uśmiechem.  Jednocześnie  wypowiedzieli  słowa  powitania. 
Dziewczyna roześmiała się i rzekła: 

–  Wspaniale  wyglądają  te  truskawki.  Już  nie  pamiętam,  kiedy  jadłam  takie 

background image

rwane prosto z krzaka. Panie Logan... 

– Thomas, proszę. 
– Dobrze, Thomas. Chciałabym jeszcze raz podziękować za wczorajszą kolację. 

Rzeczywiście nie bardzo czułam się na siłach, by dokądś wychodzić – przyznała. – 
Być  może  okazałam  się  nieco  niewdzięczna...  –  Przerwała  pod  wpływem 
spojrzenia mężczyzny. 

– Dlaczego? – spytał, wskazując jej miejsce przy stole. 
Podziękowała i ciągnęła dalej: 
– Przypuszczam, iż dlatego, że nie lubię, by coś mi narzucano. A pan... ty byłeś 

dość... zasadniczy, Thomas. 

Czemu  tak  trudno  wymówić  to  imię?  Bo  wprowadza  aurę  intymności,  której 

Kąty nie chciała? Naprawdę nie chciała? 

– Przepraszam – rzekł, choć wcale nie wyglądało na to, by żałował. – Myślę, że 

to z przyzwyczajenia. 

– Ach, twoje kobiety lubią, gdy nimi komenderujesz? – spytała, zanim zdążyła 

ugryźć się w język. 

– Czasami. – Uśmiechnął się, obmywając truskawki. 
Co za niemożliwy mężczyzna, pomyślała, lecz odpowiedziała uśmiechem. 
– Czy jestem twoim jedynym gościem? – zapytała. 
–  Na  razie  tak.  W  tym  tygodniu  przyjadą  pewni  starsi  państwo,  przyjaciele 

rodziców, którym nie mogłem odmówić. 

– A chciałeś? – dociekała zaintrygowana. 
Pytanie  to  zaskoczyło  Thomasa.  Spojrzał  na  dziewczynę  i  potrząsnął  głową  z 

zakłopotaniem. 

– Przypuszczam, że goście mogą czasem sprawiać kłopot – zauważyła. 
– Rzeczywiście – odrzekł i uśmiechnął się lekko. – Z wyjątkiem takich jak ty. 

Częstuj  się  –  dodał,  układając  truskawki  na  talerzu.  –  Zaraz  podgrzeję  bułeczki  i 
coś zjemy. Dobrze spałaś? 

–  Świetnie,  dziękuję.  Ta  puchowa  kołdra  jest  doprawdy  wspaniała.  W  ogóle 

podoba  mi  się  twój  dom.  Och!  –  Westchnęła,  gdy  Thomas  wyjął  bułeczki  z 
mikrofalówki i ułożył je w koszyczku. 

–  Wszystko  co  robił,  przychodziło  mu  z  łatwością.  Obserwując  zgrabną 

sylwetkę mężczyzny w granatowych dżinsach i koszuli, Kary zauważyła: 

– Widać, że masz wprawę w kucharzeniu. 
– Od lat sobie gotuję. Jeszcze zanim zacząłem prowadzić kawalerskie życie w 

Nowym Jorku. 

background image

– Mieszkałeś w Nowym Jorku? 
– Czemu tak się dziwisz? 
–  No  cóż,  nawet  przeniesienie  się  z  Baltimore  na  tę  małą  wyspę  to  wielka 

zmiana, nie mówiąc o Nowym Jorku. – Kąty stoczyła bezowocną walkę z własną 
ciekawością.  –  Byłeś  pilotem,  zanim  tu  zamieszkałeś?  Zauważyłam  zdjęcia  w 
korytarzu. Linie Lotnicze T. L. są twoje? 

–  Tak.  Rzeczywiście  latałem  wcześniej,  ale  tylko  dla  przyjemności.  Kiedy 

postanowiłem  osiedlić  się  na  wyspie,  musiałem  znaleźć  jakieś  zajęcie.  Kupiłem 
tutejsze  czarterowe  linie,  dodałem  jeszcze  dwa  samoloty  i  teraz  oferuję  usługi 
przewozowe między wyspami San Juan. 

– Ile masz samolotów? – spytała, wyczuwając dumę w głosie Thomasa. 
– Teraz pięć! 
–  I  prowadzisz  jeszcze  ten  pensjonat?  Musisz  być  bardzo  zajęty  –  rzekła, 

delektując  się  napojem.  –  Świetna  kawa  –  zauważyła.  –  Mówiłeś,  że  to  był  dom 
twoich dziadków. Czy oni odeszli? – spytała delikatnie. 

– Ależ nie. Wyjechali na Florydę, gdzie przez cały rok trwa słoneczne lato. Ja 

byłem zmęczony Nowym Jorkiem, a oni chłodem i deszczami, więc odkupiłem od 
nich to miejsce, by mogli wyfrunąć jak dwa kochające się ptaszki. 

Kąty  roześmiała  się  wesoło.  W  atmosferze  kuchni  unosiło  się  coś  ciepłego  i 

jasnego. Jakaś magiczna moc obejmowała w posiadanie serce i duszę dziewczyny. 

– Naprawdę podoba ci się dom? – spytał Thomas. 
– Tak. 
– Mnie również – przyznał. – Mieszkałaś kiedyś na farmie? 
– Oczywiście. Przez całe lato. Uwielbiam to. 
– Żartujesz. Na prawdziwej farmie? 
–  Tak.  Ze  stogami  siana,  dojeniem  krów,  karmieniem  świń  i  prowadzeniem 

traktora – powiedziała, smarując bułeczkę odrobiną masła. – Pyszne – oznajmiła. 

–  Masło  pochodzi  z  sąsiedniej  wyspy.  Sprzedają  je  siostry  zakonne,  które 

prowadzą najmniejszą mleczarnię na świecie. Mają trzy krowy. Robią też ser. 

Nie  do  wiary,  by  te  wypielęgnowane  dłonie  doiły  krowy  i  zbierały  siano, 

pomyślał  Thomas.  Pewnie  dziewczyna  nie  jest  aż  tak  delikatna,  na  jaką  wygląda. 
Gdy  spoglądał  na  jej  twarzyczkę  w  kształcie  serca,  Kąty  zajadała  truskawki. 
Wydatne,  miękkie  wargi  wspaniale  kontrastowały  z  małym,  arystokratycznym 
noskiem dziewczyny. Dzisiaj upięła włosy w kok, pozostawiając tylko małe loczki, 
wijące  się  na  szyi.  W  jej  uszach  lśniły  srebrne  kolczyki,  a  szeroka  bransoleta 
zdobiła delikatny przegub ręki. 

background image

Thomas położył jeszcze jedną bułeczkę i dwa kawałki wędliny na talerzu Kąty. 
– Jesteś wegetarianką? – zapytał. 
– Niezupełnie. W każdym razie nie odmówię sobie tego boczku. Czy to mięso 

pochodzi z własnej hodowli? 

–  Tak.  Bez  chemicznych  dodatków  i  hormonów.  Jakoś  nie  mogę  sobie  ciebie 

wyobrazić na farmie – przyznał Thomas. – Czym się zajmujesz w Kalifornii? 

– Jestem pisarką i fotoreporterką. Robię dla czasopism reportaże z podróży. 
Kąty nalała Thomasowi kawy, odczuwając przyjemność z wyświadczenia małej 

przysługi, a jemu sprawiło to wyjątkową radość. 

– Ciekawe, brałem cię za aktorkę. 
– Naprawdę? 
– Jak to się stało, że zaczęłaś zajmować się fotografią? 
– Zwyczajnie. Już jako dziewczynka lubiłam robić zdjęcia. Miałam tani aparat i 

wierzyłam, że wykonuję wspaniałe prace – wyjaśniła. 

Długo mieszała kawę, wracając myślami do przeszłości. 
– Masz szczęście, utrzymując kontakt z dziadkami – rzekła cicho. 
– A ty nie? 
–  Nie.  Ojciec  ożenił  się  z  mamą  wbrew  woli  swoich  rodziców.  Rodzina  nie 

utrzymywała  ze  sobą  bliskiego  kontaktu.  To  naprawdę  ironia  losu,  że  dziadkowie 
odziedziczyli  nas  w  spadku.  Po  śmierci  rodziców  przez  trzy  lata  mieszkałyśmy  u 
babci Rosę, matki mojej mamy. To była cudowna, kochająca kobieta. Gdy zmarła, 
przeniosłyśmy się do Bostonu, do rodziców ojca. Nikt nie był z tego zadowolony – 
rzekła  i  przerwała  na  moment.  –  Wybacz,  że  opowiadam  o  tak  osobistych 
sprawach. 

–  Ależ  nie  przepraszaj.  –  Thomas  nie  chciał  narażać  dziewczyny  na  przykre 

wspomnienia, lecz ciekawiły go jej losy. – Czemu nie byłaś szczęśliwa? – spytał. – 
Ile miałaś lat? 

–  Siedem  –  odrzekła cicho. –  Dziadkowie...  cóż,  byli  starymi ludźmi.  Byli, co 

prawda,  zaledwie  po  sześćdziesiątce,  lecz  zupełnie  nie  rozumieli  dzieci,  nie 
potrafili dostosować stylu życia do potrzeb małych dziewczynek. 

–  Rozumiem.  –  Thomas  był  poruszony  opowieścią.  –  Czy  znaleziono  jakieś 

wyjście z sytuacji? 

– Szkołę z internatem. Oczywiście najlepszą. W domu spędzałyśmy wakacje. 
–  Musiało  być  ciężko  –  zauważył,  a  Kąty  pomyślała,  że  za  chwilę  zechce  jej 

dotknąć, bo tyle ciepła i miękkości krył w sobie jego głos. 

Napiła się kawy. Przez moment delektowała się ciepłem napoju. Ku własnemu 

background image

zdumieniu miała ochotę opowiedzieć temu człowiekowi całe swoje życie. 

– Nie tak bardzo. Miałyśmy wszystko co trzeba. 
Oprócz miłości, pomyślał smutno Thomas, lecz instynktownie powstrzymał się 

od wyrażenia współczucia. Kąty mogłaby pomyśleć, że się nad nią lituje. 

– Mówiłaś o dwu małych dziewczynkach. Kim była ta druga? 
– Moją siostrą-bliźniaczką, Karin. 
– Mój Boże, więc jest was dwie? 
– Już nie. 
Thomas  spoważniał,  widząc,  że  Kąty  spuszcza  powieki,  by  ukryć  smutek 

wyzierający z oczu. 

– Co się stało? – zapytał cicho. 
– Zmarła w zeszłym roku. 
Otwartość  wyznania  dziewczyny  wstrząsnęła  obojgiem.  Czemu  w  ogóle 

opowiada temu Thomasowi o Karin? To zbyt osobiste, intymne! Kąty podniosła się 
i spojrzała na zegarek. 

– Och, jak późno! Muszę iść, za kilka minut mam spotkanie z Patsy. Obiecała 

pokazać mi kilka ciekawych zakątków. 

Dziękuję za wspaniałe śniadanie. 
Thomas  uprzejmie,  lecz  z  roztargnieniem  skinął  głową,  zastanawiając  się,  ile 

różnych rzeczy on sam mógłby jej pokazać na wyspie. 

– Późno wrócisz do domu? – zapytał. 
Kąty zmrużyła oczy. 
Przestań, Logan, skarcił się w myślach Thomas. Ona jest twoim gościem. Płaci 

za pobyt. Nie twój interes, o której wróci. Ale tak bardzo chciał wiedzieć. 

– No cóż, właściwie to wszystko jedno – dorzucił szybko. 
– Masz własny klucz, więc... Życzę miłego dnia. 
–  Ja  tobie  również  –  odrzekła  i  wyszła  z  kuchni,  pozostawiając  za  sobą  aurę 

dziwnej pustki. 

 
Kąty  trafiła  do  portu  i  bez  trudu  odnalazła  dom  oraz  sklep  przyjaciółki.  Patsy 

wybiegła  na  zewnątrz,  pokrzykując  z  radości  na  jej  widok.  Dziewczyny 
zaprzyjaźniły się w college'u i ciągle utrzymywały kontakt, choć od wyjazdu Patsy 
z  Kalifornii  minęło  już  cztery  lata.  Przyjaźń  wytrzymała  próbę  czasu,  nadal  były 
sobie bardzo bliskie. 

– Jak ci się podoba wyszukany przeze mnie pensjonat? 
– spytała Patsy, prowadząc Kąty do domu. 

background image

– Jest piękny. 
– To świetnie. A gospodarz? 
– Nic mu nie można zarzucić. Dziwne, że mi o nim nie wspomniałaś. 
– Hmm, no wiesz... Co o nim sądzisz? 
– Wydaje się miły, choć lubi komenderować. 
–  Trochę  tak.  To  przez  te  wszystkie  kobiety,  które  kręcą  się  wokół  niego  na 

wyspie – zauważyła Patsy. 

– Włącznie z tobą? 
– Nie. Z jakiejś niewiadomej przyczyny nigdy nic między nami nie zaszło. Nie 

działa na moje zmysły. A co z twoimi? 

– Ostatnio były w porządku. Masz zamiar tak stać na schodach, czy wejdziemy 

do środka? 

Patsy  roześmiała  się  i  wpuściła  przyjaciółkę  do  niedużego  mieszkania 

złożonego  z  dwóch  pokoi  i  łazienki.  W  jednym  gospodyni  urządziła  kuchnię, 
sypialnię i jadalnię, w drugim pracownię garncarską. 

– Teraz wiesz, dlaczego nie zaprosiłam cię do siebie. Bardzo chciałam, ale jak 

widzisz, sami nie mamy zbyt wiele miejsca. 

– My? 
– Tak. Mieszkam teraz z Kenem. To jego obraz wisi nad kominkiem. 
Patsy  westchnęła  i  odrzuciła  z  twarzy  rude,  falujące  włosy.  Zawsze  była 

piegowata i urocza, pomyślała Kąty. 

– Całkiem niezły – oceniła dzieło Kena. – Czy to poważny związek? 
– Na razie nie. Przeżywamy coś w rodzaju okresu próbnego. No wiesz, poddaje 

się  testom  nowe  samochody,  czemu  nie  wypróbować  nowego  związku?  To  może 
ustrzec  przed  popełnieniem  kolejnego  błędu.  Ja  już  trzy  razy  się  myliłam  – 
zauważyła  z  cierpkim  poczuciem  humoru.  –  Chociaż  ty  też  pobiłaś  rekord,  jeśli 
chodzi o krótkotrwałość  małżeńskiej  harmonii.  Dziewięć  miesięcy?  Co  to było  za 
małżeństwo, na litość boską? 

– Nieudane. Był kobieciarzem i potwornie lubił mnie kontrolować – skrzywiła 

się  Kąty.  –  Zupełnie  jak  w  tej  roli,  którą  gra  teraz  w  jednej  z  mydlanych  oper  – 
zażartowała z goryczą, broniąc się przed bolesnymi wspomnieniami zakończonego 
pięć lat temu małżeństwa. – Chyba wszyscy oprócz mnie wiedzieli, co z niego za 
człowiek.  Właściwie  winnam  powiedzieć,  oprócz  mnie  i  Karin.  Ją  też  zwiódł 
swoim  czarem.  Ale  –  był  aktorem,  takim  przystojnym  i  chłopięco  słodkim. 
Pilnował  każdego  mojego  kroku.  Wtedy  wszyscy  kochali  Rhysa  i  on  kochał 
wszystkich,  a  w  każdym  razie  próbował.  Kiedy  odważyłam  się  zarzucić  mu 

background image

niewierność, odszedł. W każdym razie nie mam zamiaru próbować po raz drugi – 
zakończyła. 

Kąty wzięła do ręki jeden z wysokich dzbanków, dzieło rąk Patsy, i podziwiała 

jego  kremowobrązowe  barwy,  pomiędzy  które  wprowadzono  smużkę  błękitu  tak, 
ż

e kolory przypominały odcienie miejscowego krajobrazu. 

–  Piękne  naczynie  –  oceniła.  –  Naprawdę  rozwinęłaś  swój  talent,  odkąd 

opuściłaś Kalifornię. 

– To dlatego, że mieszkam na wyspie. Jej spokój i piękno dają mi natchnienie – 

rzekła Patsy, zawahała się przez moment, a potem spytała łagodnie: – Kąty, ciągle 
masz tamte problemy? Nadal boisz się samolotów? 

– Kamienieję na ich widok. Za każdym razem przypominam sobie katastrofę i 

nie  mogę  się  uwolnić  od  wspomnień.  Widzę  wszystko  jak  żywe.  Po  prostu  czuję 
ból...  –  Kąty  przerwała,  by  nabrać  tchu.  –  Wybacz,  nie  sądziłam,  że  będę  to  tak 
przeżywać. Wiem, że jeszcze nie rozmawiałyśmy o Karin, którą tak lubiłaś, ale nie 
przyjechałam tu, by się wypłakiwać. Chcę wypocząć, zapomnieć o przeszłości. Po 
prostu cieszmy się spotkaniem. Oprowadzisz mnie po osadzie? 

– To nie zabierze dużo czasu, bo nie jest zbyt rozległa, choć bardzo malownicza 

w porze kwitnienia kwiatów. Ciągle lubisz żółte róże? Mamy tu kilka wspaniałych 
okazów. 

– Uwielbiam – powiedziała Kąty i obie dziewczyny wsiadły do dżipa Patsy, by 

zwiedzić okolicę. 

Po  drodze  do  osady  zatrzymały  się  przy  jednym  z  miejsc  widokowych.  Kąty 

wysiadła z auta z aparatem w ręku. 

– Stań tu, sfotografuję cię – zaproponowała przyjaciółce. 
Rudowłosa  Patsy,  brodząca  wśród  dzikich  kwiatów  i  zielonych  traw,  świetnie 

nadawała się do zdjęcia reklamującego uroki wyspy. 

Potem,  gdy  spacerowały  po  osadzie,  Kąty  znalazła  jeszcze  wiele  godnych 

uwiecznienia widoków. Była zadowolona, iż przyjęła to pierwsze od czasu śmierci 
siostry  zamówienie  na  fotoreportaż  i  że  nie  straciła  wrażliwości  na  piękno 
krajobrazu.  Choć  nie  uważała  się  za  artystkę,  potrafiła  komponować  zdjęcia  jak 
obrazy.  Razem  z  Karin  planowały  nawet  otworzenie  galerii,  w  której  wystawiano 
by dzieła sztuki fotograficznej ... 

– Już prawie południe – zauważyła Patsy. – Chodźmy na lunch. Opowiem ci o 

moim ukochanym. 

– Dobrze, ja też zgłodniałam – rzekła Kąty, porzucając bolesne wspomnienia. 
 

background image

Dawno zapadł zmierzch, gdy na podjeździe przed domem Loganów pojawił się 

samochód.  Thomas  od  dawna  wyczekiwał  dźwięku  silnika,  a  gdy  go  wreszcie 
usłyszał,  odczuł  niezmierną  ulgę,  która  miała  w  sobie  jednak  coś  z  irytacji.  Przez 
cały  dzień  nie  potrafił  przestać  myśleć  o  Kąty.  Wiedział,  że  to  szaleństwo  tak  się 
przejmować  dopiero  co  poznaną  kobietą,  by  z  niecierpliwością  nasłuchiwać  jej 
kroków na ganku. A jednak na coś czekał, sam dobrze nie wiedząc, co to ma być. 
Jeszcze  raz  rzucił  okiem  na  zegarek.  Dochodziła  dziesiąta.  Kąty  miała  za  sobą 
kolejny długi dzień. 

Wyszedł  jej  naprzeciw.  Gdy  go  spostrzegła,  zatrzymała  się  gwałtownie.  Z 

niewiadomego  powodu  oboje  poczuli  się  niezręcznie.  Thomas  wiedział  tylko,  że 
tak się cieszy na widok Kąty, aż ściska go w gardle ze wzruszenia. 

–  Jak  się  masz?  –  rzekła  dziewczyna,  robiąc  taki  gest  ręką,  jakby  zaraz 

zamierzała udać się na górę. 

– Cześć. Jak się czujesz? 
– Świetnie, a ty? 
– Również. Nigdy nie czułem się lepiej – odparł i roześmiał się wesoło. 
–  Chyba  nie  czekałeś  na  mnie?  –  spytała  na  wpół  zakłopotana,  na  wpół 

rozbawiona. 

–  Nie,  czytałem.  Usłyszałem,  że  nadjechałaś,  i  wyszedłem  sprawdzić,  czy 

wszystko w porządku. No wiesz, jest późno. 

– Rzeczywiście – potwierdziła chłodno. 
– Bardzo późno – powtórzył Thomas z wewnętrzną irytacją. 
Sam nie wiedział, czemu się tak zachowywał. Nigdy dotąd nie interesował się 

w ten sposób gośćmi pensjonatu. Znowu pomyślał o swoich siostrach. To zapewne 
braterska nadopiekuńczość daje o sobie znać. Pokonał przemożną chęć uściskania 
dziewczyny i rzekł: 

–  Wybacz,  że  znowu  wtrącam  się  w  nie  swoje  sprawy,  lecz  po  prostu 

niepokoiłem się, czy nie miałaś jakichś trudności z odnalezieniem w ciemnościach 
drogi do domu. Są źle oznakowane. 

Kąty  próbowała  zdobyć  się  na  wdzięczność,  lecz  troska  Thomasa  jedynie  ją 

rozdrażniła. Wcale nie zamierzała spowiadać się z tego, co i dlaczego robiła poza 
domem. Miała tego dosyć od czasów małżeństwa. Były mąż kontrolował każdy jej 
krok. 

Lecz  teraz  to  był  Thomas  Logan,  pomyślała,  wracając  do  rzeczywistości.  Ten 

miał coś na swoje usprawiedliwienie. 

–  Przepraszam  –  powiedziała  z  westchnieniem  –  doceniam  twoją  troskliwość. 

background image

Rzeczywiście  trochę  błądziłam,  ale  w  końcu  dotarłam.  Ciekawe,  czy  zostało 
jeszcze trochę tych wspaniałych malin zerwanych wczoraj? 

Czyżby to było wczoraj, zastanowiła się w duchu, mając wrażenie, że mieszka 

tu już o wiele dłużej. 

–  Nie  jadłam  dziś  deseru  i  z  przyjemnością  wzięłabym  trochę  owoców  do 

swojego pokoju. 

– Owszem, jest ich jeszcze trochę – odpowiedział, kierując się w stronę kuchni. 
Poszła za nim i stanęła w pobliżu. Gdy Thomas otworzył lodówkę, znalazła się 

w ciasnym zakątku między nim a kuchennym blatem. Spotkali się wzrokiem. Kąty 
poczuła  wewnętrzne  napięcie  i  falę  gorąca,  gdy  skierował  spojrzenie  ku  jej 
wargom.  Poruszył  się  i  stanął  jeszcze  bliżej.  Słyszała  teraz  uderzenia  własnego 
serca. 

Thomas  nie  dotknął  jej  ani  nie  pocałował,  choć  mógł  to  z  łatwością  uczynić. 

Ogarnięty  gwałtownym  pożądaniem,  tylko  w  wyobraźni  poznawał  smak  jej  ust  i 
ciała. Nie musiał niczego mówić, spojrzenie zastępowało słowa. Kąty zadała sobie 
pytanie, czy z jej oczu również wszystko da się wyczytać. Jeśli tak, nic nie mogła 
na to poradzić. 

Była zła na Thomasa za to, iż okazał się tak pociągający, i na siebie, że uległa 

jego urokowi. Stała bez ruchu, prowokująco nie spuszczając wzroku z mężczyzny. 
Krucha  i  delikatna,  z  taką  stanowczością  wysunęła  podbródek  do  przodu,  że 
Thomas  przez  chwilę  poczuł  się  zawstydzony.  Logan,  ty  ośle,  musisz  być 
najgorszym wydaniem pożądliwego samca, skarcił się w myślach. 

Wziął głęboki oddech, wyjął owoce z lodówki i zamknął drzwi. Ulżyło mu, gdy 

nazwał po imieniu swoje odczucia. Odsunął się od Kąty i sięgnął po naczynie, do 
którego zamierzał włożyć maliny. 

– Niewiele brakowało, a bym cię pocałował – zauważył mimochodem. 
– Wiem. 
– Jak byś zareagowała, gdybym to uczynił? 
– Powstrzymałabym cię. 
– Naprawdę? Zmierzyli się wzrokiem. 
– Tak. 
Kąty oparła się o kuchenny blat i spojrzała zalotnie. 
–  Nie  zamierzam  dzisiejszej  nocy  staczać  pojedynków  ze  słynnym  na  wyspie 

pożeraczem serc niewieścich. 

Oczy Thomasa zalśniły rozbawieniem. 
–  Kto  naopowiadał  o  mnie  takich  rzeczy?  Patsy?  Pewnie  ci  powiedziała,  że 

background image

mam tu cały harem. 

– A tak nie jest? 
–  Nie.  Mnie  chodzi  o  jakość,  nie  o  ilość.  Proszę,  oto  twoje  maliny  –  rzekł, 

stawiając naczynie na stole. – Usiądź i zjedz je tutaj – poprosił. 

Kąty,  zaniepokojona  własną  reakcją  na  bliskość  tego  mężczyzny,  wolała  nie 

ryzykować. 

– Dziękuję – powiedziała. – Ale prawie cały dzień spędziłam na pogawędkach z 

Patsy. Jeśli nie masz nic przeciw temu, zjem je w swoim pokoju. 

– Oczywiście. 
Dziewczyna wzięła owoce i uśmiechnęła się nieśmiało. 
– Nie zawsze się tak zachowuję – powiedziała cicho – lecz z niczego i nikomu 

nie mam ochoty się tłumaczyć. Dobranoc. 

– Dobranoc – odrzekł schrypniętym głosem. 
Kąty  pospiesznie  skierowała  się  ku  schodom  i  weszła  na  górę.  Po  drodze  do 

pokoju bezskutecznie próbowała się uspokoić. 

– To niemożliwe – szepnęła, analizując sytuację^ 
Zaczęła się zastanawiać, czy Thomas dzisiaj latał. 
Wyobraziła  go  sobie  na  pokładzie.  Jego  piękne  ciało  i  kruchą  konstrukcję 

niewielkiego samolotu. Czy ryzykował życie... 

Nie chciała o tym myśleć. 
W pokoju usiadła przy oknie, zamknęła oczy i spróbowała uporządkować swoje 

myśli.  Zanim  tu  przyjechała,  zanim  poznała  Thomasa  Logana,  nie  miała  z  tym 
ż

adnego kłopotu. Teraz nie potrafiła się uporać sama ze sobą. 

 

background image

Rozdział 3 

 
Kąty  wstała  wcześnie  rano,  by  zjeść  śniadanie  z  przyjaciółką.  Pospiesznie 

umyła  się  i  ubrała.  Zbiegła  po  schodach  na  dół,  a  jej  kroki  wywabiły  z  kuchni 
Thomasa. 

– Kąty, poczekaj – zawołał, chwytając ją za ramię. 
Dziewczyna poczuła,  jak  skóra  rozgrzewa  się  pod dotknięciem jego  palców,  a 

serce  zaczyna  bić  szybciej.  Naprawdę  nie  przywykła  tak  silnie  reagować  na 
obecność mężczyzny. Dlaczego ten człowiek ją zatrzymuje, zdumiała się w duchu. 

– Witam cię o poranku – rzekła z uśmiechem. 
– Dzień dobry. 
Thomas roześmiał się, a jego bliskość sprawiła, iż Kąty wstrzymała oddech. Po 

chwili  wszystko  wróciło  do  normy.  Pomyślała,  że  zwyczajnie  darzy  go  sympatią. 
No  cóż,  byłego  męża  też  początkowo  lubiła.  Był  utalentowanym  aktorem  i 
podniecającym  mężczyzną,  którego  wzrok  obiecywał  kobiecie  niebo  na  ziemi. 
Lecz  okazało  się  to  wkrótce  bardzo  powierzchowne.  Rhys  umiał  dobrze  grać 
również  w  życiu,  a  ona  dała  się  nabrać.  Lecz  nawet  niemądra  kobieta  wie,  że 
niebezpiecznie jest akceptować kogoś tylko ze względu na urodę. 

Moment  refleksji  pokrzepił  Kąty  wewnętrznie.  Kładąc  rękę  na  klamce, 

uśmiechnęła się i rzekła: 

– Musisz mi wybaczyć, dziś rano trochę się spieszę. 
– Nie zjesz nawet śniadania? 
– Obawiam się, że nie. 
Mężczyzna  najwyraźniej  miał  ochotę  powiedzieć  coś  więcej,  lecz 

zaproponował tylko: 

– Może spotkamy się w mieście na lunchu? 
–  To brzmi zachęcająco –  zauważyła Kąty  z  mimowolnym  westchnieniem,  bo 

w  myślach  natychmiast  zabroniła  sobie  wyrażenia  zgody.  –  Lecz  mam  już  inne 
plany. 

Umówiła  się  wcześniej  z  Patsy  i  teraz  uznała,  że  byłoby  nieładnie  sprawić 

zawód przyjaciółce. 

Thomas  nie  odpowiedział.  Dziewczyna  pochwyciła  jego  wzrok  i  poczuła,  że 

słabnie.  Znów  przypominał  jej  Rhysa,  który  równie  obezwładniająco  działał  na 
kobiety. Ciągle trzymał ją za ramię, więc znacząco spojrzała mu na rękę. Zwolnił 
uchwyt. 

background image

– Rozumiem – rzekł. – Życzę miłego dnia. 
Zawahała się, widząc, że niewłaściwie pojął jej intencje. 
Dotknęła męskiej dłoni i powiedziała z uśmiechem: 
– Ja tobie również. 
Wyszła z domu. Szybko wsiadła do samochodu. Dziwne, że tak często myślała 

ostatnio  o  byłym  mężu.  Zwykle  zdarzało  się  to,  gdy  w  pobliżu  pojawiał  się 
Thomas.  Wiedziała,  iż  powinna  unikać  nadmiernej  zażyłości  z  tym  człowiekiem. 
Niestety,  rozsądne  przemyślenia  nie  na  wiele  zdawały  się  w  praktyce.  Do  Patsy 
dojechała w złym nastroju. 

Pogoda  ducha  przyjaciółki  zrobiła  jednak  swoje  i  wkrótce  Kąty  śmiała  się 

wesoło.  Siedziały  razem  w  kuchennym  zakątku  mieszkania  Patsy  i  zajadały 
ś

wieżutkie croissanty z pobliskiej piekarni. Panna Lawrence świetnie się w czuła w 

atmosferze  ciepłej  życzliwości,  która  sprzyjała  zwierzeniom  na  tematy  osobiste. 
Dziewczyny  opowiadały  sobie  o  nadziejach  i  planach  na  przyszłość.  Z  pewną 
trudnością Kąty zdobyła się nawet na rozmowę o mieszkaniu, które dzieliła ongiś z 
siostrą. 

–  Wystawię  je  na  sprzedaż,  kiedy  wrócę.  Neli  zgadza  się,  bo  teraz  dla  nas 

dwóch  jest  zbyt  duże,  a  poza  tym  za  wiele  w  nim  wspomnień  o  Karin  – 
powiedziała i uśmiechnęła się z wysiłkiem, a Patsy współczująco uścisnęła jej rękę. 
– Najgorsze jednak za nami – ciągnęła Kąty. – Z wyjątkiem snów. 

Niestety bezustannie wracają, czasem łagodne, czasem koszmarne. 
Rozmowa  ciągnęła  się  przez  cały  ranek,  momentami  przerywana  przez 

klientów, zaglądających do sklepiku z ceramiką Patsy. Po pewnym czasie okazało 
się,  że  trzeba  jechać  po  .  wazony  zostawione  do  wypalenia  w  specjalnym  piecu 
garncarskim, a potem na spotkanie z Kenem w jego restauracji, gdzie dziewczyny 
miały zjeść lunch. Popołudnie zostało przeznaczone na dalsze zwiedzanie wyspy i 
wybieranie plenerów do zdjęć. 

Ken otworzył swój lokal stosunkowo niedawno. Przedsięwzięcie wydawało się 

nieco ryzykowne na niezbyt gęsto zaludnionej wyspie, nie obleganej tłumnie przez 
turystów,  lecz  ani  Patsy,  ani  sam  właściciel  restauracji  zbytnio  się  tym  nie 
przejmowali. 

–  Zauważyłam,  że i  Thomas  żyje  tutaj  bez  stresów,  bardzo  spokojnie  –  rzekła 

Kąty. 

– Teraz tak, ale trzeba było go widzieć wcześniej. Gdy się tu osiedlił, wyglądał 

jak  kłębek  nerwów.  Na  szczęście  to  minęło.  Może  i ty  powinnaś  zostać  na  Orcas 
przez  kilka  miesięcy.  Przytyłabyś  nieco.  Teraz  jesteś  niewiarygodnie  szczupła  – 

background image

rzekła Patsy z westchnieniem. – Ja ciągle próbuję zachować dietę, lecz jakoś mi nie 
wychodzi – dodała. 

Kary  roześmiała  się  serdecznie,  bo  Patsy  miała  naprawdę  niezłą  figurę. 

Podobnie  zresztą  jak  Ken,  co  dało  się  zauważyć  podczas  lunchu.  Był  wysoki  i 
muskularny.  Patsy  wyraźnie  się  nim  zachwycała,  a  i  u  Kąty  wzbudził  sympatię, 
choć  trudno  było  zgadnąć,  jak  głębokie  uczucia  ów  mężczyzna  żywi  do  swej 
przyjaciółki. Kąty serdecznie życzyła powodzenia ich związkowi. 

Restauracja  i  klub  Kena  nie  prezentowały  się  nazbyt  okazale.  Urządzono  je  w 

starym  budynku,  który  został  ostatnio  wyremontowany.  Było  tu  jednak  bardzo 
wygodnie,  a  i  jedzenie  podawano  znakomite.  Kąty  miała  nadzieję,  że 
przedsięwzięcie Kena zakończy się sukcesem. 

Po  lunchu  dziewczyny  spędziły  czas  na  zwiedzaniu  i  robieniu  zdjęć.  Patsy 

okazała się wspaniałym przewodnikiem, co pozwoliło Kąty zrobić kilka filmów. 

Około czwartej dziewczyna wróciła do pensjonatu, by wziąć prysznic i przebrać 

się  do  kolacji.  Thomasa  nie  było  w  pobliżu,  więc  czuła  się  nieco  rozczarowana, 
wychodząc na kolejne spotkanie z Patsy i Kenem. 

Wieczorem,  po  zjedzeniu  znakomitej  ryby,  całą  trójką  siedzieli  jeszcze  jakiś 

czas w klubie. Gawędząc z przyjaciółmi, Kąty zorientowała się w pewnej chwili, że 
w  ogóle  nie  wie,  jaki  dziś  dzień.  Czas  zdawał  się  nie  mieć  znaczenia  na  wyspie. 
Okazało się, że to czwartek, a przyjechała tutaj w poniedziałek wieczorem. Minęły 
zaledwie  dwa  dni,  a  czuję  się,  jakbym  mieszkała  z  nimi  od  wieków,  pomyślała 
dziewczyna. 

Zastanawiała się nad tym jeszcze w drodze powrotnej do pensjonatu. Ciekawa 

była,  czy  zastanie  już  Thomasa  na  miejscu.  Nie  miała  pojęcia,  gdzie  jest  jego 
pokój,  a  nie  wiadomo  czemu,  wydawało  się  jej,  że  powinna  to  wiedzieć.  Może 
dlatego,  iż  w  ogóle  bardzo  mnie  interesuje  ten  stary  dom,  pomyślała,  parkując 
samochód.  Przez  chwilę  miała  wrażenie,  że  przyjemnie  byłoby  wracać  tutaj 
każdego wieczora. 

– Dziwaczka z ciebie, Kąty – mruknęła pod nosem, wkraczając na ganek. 
Przy wchodzeniu do domu, jak zwykle, ogarnęło ją lekkie podniecenie. Z klubu 

wyszła nieco wcześniej niż inni, bo czuła się trochę zmęczona. Tyle że nie było to 
zmęczenie życiem, które trapiło ją od dawna, lecz po prostu skutek intensywnych 
zajęć w ciągu dnia. 

Zatrzymała  się  w  holu,  nasłuchując  jakichś  odgłosów,  lecz  do  uszu  dobiegało 

tylko  tykanie  zegara.  Najwyraźniej  była  w  domu  sama.  Weszła  do  kuchni,  chcąc 
znaleźć w lodówce coś zimnego do picia. Wyjrzała przez okno. Na podjeździe nie 

background image

zauważyła samochodu Thomasa. Gdzie się podziewał właściciel domu? 

Kąty  nie  miała  ochoty  oglądać  telewizji,  więc  przysiadła  na  kanapie  i  zaczęła 

przerzucać  czasopisma.  Wmawiała  sobie,  że  na  nikogo  nie  czeka,  lecz  jej  wzrok 
przenosił się co jakiś czas na wiszący nad kominkiem portret mężczyzny. 

Wróciła do kuchni, by schować do lodówki butelkę z coca-colą. Pomieszczenie 

było  czysto  wysprzątane.  Rezultat  pracy  gosposi,  pomyślała  dziewczyna.  Do  tej 
pory nie spotkała Maddie, bo opuszczała pensjonat zbyt wcześnie rano, a wracała 
późno wieczorem. 

Niespokojna wyszła przed dom. Na zewnątrz było dość chłodno, a swój sweter 

zostawiła  w  pokoju.  Wkrótce  na  drodze  pojawiły  się  światła  samochodu,  więc  jej 
serce  zabiło  gwałtownie.  To  musiał  być  on.  Wjechał  na  podwórko  i  omiótł 
ś

wiatłami  jej  drobną  postać.  Przez  sekundę  Kąty  wyobraziła  sobie,  że  ma  prawo 

czekać na Thomasa i witać go w domu, zarzucając mu na szyję ramiona. Usłyszała 
trzaśniecie drzwiami, więc szybko odrzuciła niebezpieczne myśli. 

– Witaj – powiedział mężczyzna. – Co tu robisz w ciemnościach? 
– Delektuję się nocą. 
–  I  zimnem  –  dorzucił,  stając  obok.  –  Proszę,  weź  moją  marynarkę,  mam 

jeszcze sweter. 

Stała spokojnie, gdy otulał jej ramiona, i z przyjemnością oddychała zapachem 

ubrania mężczyzny. 

Thomas delikatnie wydobył jedwabiste włosy dziewczyny spod kołnierza. Woń 

perfum,  których  używała,  przypominała  aromat  róż  letnią  nocą.  Wciągnął 
powietrze  w  płuca,  odsunął  się  nieco  od  Kąty,  wsparł  o  kolumnę  i  spojrzał  na 
księżyc. Musiał przyznać, że Kąty robiła na nim coraz większe wrażenie. 

Czuł,  że  ma  ochotę  wziąć  ją  w  ramiona  i  sprawdzić,  co  właściwie  ciągnie  ich 

tak do siebie. W zachowaniu Kąty wyczuwał jednak pewną rezerwę. 

– Jadłam dziś kolację z Patsy i jej przyjacielem, Kenem – przerwała ciszę Kąty. 
– Znam Kena. 
– Myślę, że znasz wszystkich na wyspie. 
– Prawie. 
Nie zniechęcona lapidarnymi odpowiedziami zapytała: 
– Byłeś na randce? 
– Tak. 
– Naprawdę? 
– Nie. 
Księżyc  skrył  się  za  chmurami.  Thomas  machinalnie  poprawił  marynarkę  na 

background image

ramionach Kąty. 

– Czemu mnie unikasz? – spytał wprost. 
Zamarła. Odczekała chwilę i rzekła z westchnieniem: 
– Przecież wiesz. 
– Możliwe, lecz chciałbym usłyszeć to od ciebie. 
– Ze względu na to, co się dzieje, gdy jesteśmy razem. Zbliżył się o krok. 
– A co takiego? – zapytał. 
– Nie igraj ze mną, Thomas. Wiesz, o czym mówię, sam to odczuwasz, prawda? 
– Tak, lecz ja się nie boję. 
– Ja też nie. 
Boże, te usta, pomyślał, miękkie, czerwone, delikatne, uparte usta! 
– Naprawdę? – upewnił się. 
–  Oczywiście  –  odparła.  –  Po  prostu...  nie  chcę  wyciągać  z  tego  ostatecznych 

konsekwencji. 

– Rozumiem. 
Oboje  czuli  narastające  napięcie.  To  podniecające,  pomyślała  Kąty,  gdy 

Thomas dotknął jej włosów. 

–  Masz  kogoś  w  Kalifornii?  –  spytał,  odgarniając  delikatnie  jasny  kosmyk  za 

ucho dziewczyny. 

– Nie – odrzekła szybko. – To znaczy, tak. Ach, to się dopiero rozwija. 
– A więc, nic poważnego. Gdyby było inaczej, byłabyś tam z  nim, a nie tu ze 

mną. – Thomas uśmiechnął się z ulgą. – Może nie jest dla ciebie odpowiedni. 

–  Nie  powiedziałabym  –  zaoponowała  dziewczyna,  gotowa  bronić  swoich 

pozycji. – Jest w porządku i naprawdę mamy ze sobą wiele wspólnego. 

–  Być  może,  lecz  pozostanę  przy  swoim  zdaniu.  Tylko  głupiec  pozwoliłby  ci 

wyjechać. 

– No cóż – odrzekła z uśmiechem. – Nie zwracałam się do niego o pozwolenie. 
– Thomas nie krył zadowolenia z tego, co usłyszał. 
– Ach, powinienem właściwie zapytać, czy go kochasz. 
Ta bezpośredniość zaparła Kąty dech w piersiach. 
–  Nie,  nie  jestem  w  Kalifornii  ani  nigdzie  indziej  w  nikim  zakochana  – 

odpowiedziała po chwili. – Mój księgowy za mną szaleje, ale przypomina jednego 
z braci Mara i ślini się w podnieceniu, więc... 

Thomas roześmiał się, a Kate spojrzała mu w oczy i rzekła otwarcie: 
–  Być  może  się  mylę,  lecz  odnoszę  wrażenie,  że  zaczynasz  się  mną 

interesować, a to wzbudza niepokój. Nie odwzajemniam twojego zainteresowania, 

background image

Thomas. Czuję się niezręcznie. – Westchnęła. – Słuchaj, wydajesz się wspaniałym 
facetem, a ja po prostu... po prostu nikogo nie chcę zranić. 

– Więc masz zamiar mnie powstrzymać, czy tak? 
– Właśnie. Słuchaj, pragnę być z tobą zupełnie szczera. Lubię cię i uważam za 

atrakcyjnego  mężczyznę,  lecz  nie  jestem  zainteresowana  żadnym  związkiem, 
nawet na krótko – powiedziała i podniosła kołnierz marynarki, czując chłód. 

– Wejdźmy do środka, bo zmarzłam – zaproponowała. 
W  ciepłej  kuchni  oddała  Thomasowi  okrycie,  podziękowała  i  natychmiast 

ruszyła na górę. 

–  Wiesz,  że  masz  rację  –  rzekł  mężczyzna.  –  Budzisz  moje  zainteresowanie, 

naprawdę duże zainteresowanie. I nie wierzę, byś go nie odwzajemniała. 

Dziewczyna  zatrzymała  się  na  schodach.  Spojrzała  w  dół  z  wyniosłością  w 

fiołkowych oczach, które Thomas tak podziwiał. 

– Przecież powiedziałam, że jesteś pociągającym mężczyzną i doceniam twoją 

atrakcyjność  oraz  otwartość.  Tylko  w  tym  sensie  odwzajemniam  owo 
zainteresowanie.  W żadnym  innym.  Dziękuję  za  względy,  lecz potrzebuję  jedynie 
ciszy i spokoju. 

Thomas  odetchnął  głęboko.  Reakcja  dziewczyny  użądliła  go,  lecz  niezbyt 

boleśnie. Potrafił czytać między wierszami. Postawa Kąty stanowiła wyzwanie dla 
jego męskości. Gdy spojrzał jej w oczy, musiał powstrzymać gwałtowne pragnienie 
pocałunku, którego smak czuł już niemal na języku. 

Uważaj,  ostrzegł  sam  siebie.  Wypływasz  na  głębokie  wody.  Lecz  to  było 

właśnie to, co lubił najbardziej. 

– Przyjąłem do wiadomości wszystko, co powiedziałaś – odparł łagodnie. 
Kate skinęła głową i pospieszyła do pokoju. Nie wiedziała, czy potrafi jeszcze 

przez  chwilę  utrzymać  należny  dystans.  W  sypialni  nawet  nie  zamknęła  drzwi. 
Zresztą nie zadbała o to już pierwszej nocy, bo gospodarz pensjonatu wzbudził w 
niej  zaufanie.  Nie  obawiam  się  agresji  z  jego  strony,  pomyślała  z  rozbawieniem, 
które zniknęło, gdy rozbierając się, zerknęła w lustro. 

Miała  zarumienioną  twarz  i  oczy  błyszczące  od  namiętnych  pragnień.  Na 

skórze  czuła  żar  wyimaginowanych  dotknięć  dłoni  Thomasa.  Z  westchnieniem 
uświadomiła  sobie,  że  własnym  wyglądem  musiała  przekazać  temu  mężczyźnie 
zupełnie inną informację niż słowami. Domyślił się, jak bardzo go pragnęła. 

Z mieszanymi uczuciami położyła się do łóżka i jeszcze raz przemyślała każde 

słowo, które padło w ostatniej rozmowie. 

– Nie rób tego, Kąty. – Bezskutecznie próbowała przekonać samą siebie. 

background image

Zamknęła  oczy  i  ułożyła  się  w  ulubionej  pozycji.  Kalifornia  pełna  jest 

atrakcyjnych mężczyzn. Czemu Thomas wydaje się od nich inny? Czym różni się 
od ludzi, których dotąd spotykała... 

 
Spała głęboko, gdy jej ciałem targnął nagły skurcz. 
Otworzyła usta do krzyku wywołanego koszmarem. 
Była  Karin.  Była  nią.  Była  obydwiema  jednocześnie.  Wszystko  czuła. 

Skręcający wnętrzności strach. Wrażenie, że spada, że ziemia usuwa się spod nóg. 
Poczucie kruchości metalu, gdy mały samolot uderza o twarde podłoże. Kąty, jakaś 
jej  część,  biegnie  desperacko,  wiedząc,  że  nigdy  nie  dobiegnie  do  wraku  na  czas. 
Straszna świadomość, że to nadejdzie... 

Fontanna płomieni na de czerniejącego nieba! Silna eksplozja odrzuca ją na bok 

jak  szmacianą  lalkę...  Strach,  ból,  ciemność  otaczają  gęstym  tumanem.  Jeszcze  z 
nimi  walczy...  Musi  wstać,  dostać  się  do  samolotu,  pomóc  siostrze!  Karin!  Gdzie 
jest Karin! 

–  Karin!  –  Bezgłośny  krzyk  nabrał  pełnego  brzmienia,  rozdarł  nocną  ciszę  i 

obudził przerażoną Kary. 

Thomas również go usłyszał, wyskoczył z łóżka i pobiegł na górę, by upewnić 

się,  co  się  stało.  Po  drodze  zdążył  sobie  uświadomić,  że  na  szczęście  spał  w 
spodniach od piżamy. 

Zaraz potem pomyślał o Kary. Zza drzwi dobiegał szloch dziewczyny. Thomas 

otworzył je bez wahania. 

W świetle księżyca ujrzał, jak łkała zwinięta w kłębek. Zapalił lampę i uczynił 

pierwszą rzecz, jaka wydała mu się rozsądna. Przysiadł na brzegu łóżka, by wziąć 
Kąty  w  ramiona.  Przytulił  ją  mocno  i  zaczął  uspokajać.  Czynił  to  tak  długo,  aż 
ukołysał  dziewczynę  w  objęciach.  Kąty  przylgnęła  mu  do  piersi,  wyraźnie 
wdzięczna, że znajduje schronienie przed demonami pamięci. 

– Już dobrze, już dobrze – powtarzał kojącym głosem. 
Ciągle  płakała,  a  jej  ciałem  wstrząsały  dreszcze.  W  ramionach  Thomasa 

wydawała się drobna i krucha. Co ją tak przeraziło? 

– Cśś... wszystko w porządku – powiedział. 
W końcu łkanie ustało. Gdy rozluźnił uścisk, Kąty sama się do niego przytuliła. 

Thomas zanurzył twarz w jej włosach. 

– Już dobrze... wszystko się już skończyło – szepnął, wdychając świeży zapach. 
Wokół  panowała  cisza.  Nie  wypuszczając  Kąty  z  objęć,  Thomas  sięgnął  po 

chusteczki  higieniczne,  by  osuszyć  jej  oczy.  Czuł  na  sobie  łzy  dziewczyny, 

background image

uśmiechał  się,  słysząc,  jak  pociąga  nosem  i  dostaje  czkawki  od  płaczu.  Własne 
emocje trzymał na wodzy, dając upust opiekuńczym instynktom. 

Wiatr  poruszał  zasłonami  i  przesączał  przez  nie  chłodne  powietrze.  Gdy  Kąty 

przylgnęła  doń  jeszcze  mocniej,  Thomas  znalazł  się  w  nieco  kłopotliwym 
położeniu.  Uświadomił  sobie,  że  trzyma  w  ramionach  kobietę  okrytą  jedynie 
warstewką  cienkiej  satyny.  Jej wargi dotykały jego nagiej piersi,  co odczuwał  jak 
dotknięcie płonącej pochodni. Gdy podniosła wzrok, w ogóle nie potrafił myśleć. 

Kiedy  zbliżyła  wargi  do  jego  ust,  przestał  kierować  się  rozsądkiem.  Wiedział, 

ż

e dziewczyna reaguje w ten sposób ze względu na sytuację, lecz byłby głupcem, 

gdyby jej nie odpowiedział. Uczynił to z całą namiętnością. 

Kąty  jęknęła.  Protestowała?  Thomas  odrzucił  taką  myśl.  Całował  jej  wilgotną 

twarz,  smakując  sól  i  słodycz.  Dotykał  wargami  powiek  dziewczyny,  czuł 
muśnięcia  jej  rzęs  na  policzku.  Jeszcze  raz  pocałował  namiętnie,  a  ona  znowu 
jęknęła.  Niemal  leżała  na  nim,  dotykając piersiami  jego  nagiej  skóry, a brzuchem 
bioder.  Pożądanie,  które  zbudziło  się  w  jej  ciele,  kazało  przytulać  się  coraz 
mocniej. 

Thomas  wsunął  język  między  wargi  Kąty,  tak  by  mogła  poczuć  jego  smak. 

Zapomniała o wszystkim. Pragnęła dostać jeszcze więcej. 

Thomas  nie  ustawał  w  pocałunkach.  Przesuwał  wargami  po  jej  twarzy, 

powiekach,  ustach.  Wyszeptał  imię  Kąty,  które  dotarło  do  przymglonej 
ś

wiadomości  dziewczyny.  Odsunęła  się  i  wsparła  dłońmi  o  pierś  Thomasa. 

Spojrzeli na siebie. 

Kary była zaskoczona gwałtownością własnej reakcji. Usiadła na łóżku, starając 

się zapanować nad myślami. A Thomas? Czy czuł się równie jak ona przytłoczony 
rozwojem sytuacji? Miał niewzruszony wyraz twarzy, lecz oczy płonęły mu jeszcze 
namiętnością. 

Kąty popatrzyła mu w oczy w nadziei, że zostanie zrozumiana. 
– Jestem teraz zupełnie bezbronna – powiedziała. 
W ostatniej chwili powstrzymał się, by nie przyznać, że czuje się podobnie. 
Twarz Kąty była ciągle wilgotna od łez. Na ten widok serce Thomasa ścisnęło 

się ze współczucia. Sięgnął po całe pudełko chusteczek. 

– Dziękuję – rzekła drżącym głosem i uśmiechnęła się słabo. – Wygląda na to, 

ż

e ciągle będę ci za coś wdzięczna. 

– Nie przejmuj się. – Thomas pogłaskał ją po policzku. – Co doprowadziło cię 

do płaczu? – zapytał. 

–  Zły  sen  –  wyjaśniła  i  odsunęła  się  nieco  od  Thomasa,  wracając  do 

background image

rzeczywistości. – Po prostu sen. 

– Domyślam się. Opowiedz, co ci się śniło. 
Opuściła  powieki  i  wsparła  się  na  poduszce.  Thomas  ogromnym  wysiłkiem 

woli zmusił się, by wstać i otulić ją kołdrą. Pogładził delikatnie włosy Kąty. 

– Powiedz mi – poprosił. 
– Jesteś nieustępliwy. 
– Owszem – potwierdził z lekkim uśmiechem i jeszcze raz przysiadł na łóżku. – 

Chcesz, żebym został z tobą przez chwilę? 

– Tak. To niemądre, lecz ciągle jeszcze nęka mnie jakiś niepokój. 
– Nic w tym niemądrego. To normalne. Co widziałaś we śnie? 
Kąty  nie  czuła  się  swobodnie  w  tak  intymnej  sytuacji.  Z  trudem  przełknęła 

ś

linę, odczekała moment i rzekła: 

–  Dziewięć  miesięcy  temu  przeżyłam  katastrofę  samolotową.  We  śnie 

siedziałam  w  tym  samolocie.  –  Jej  ciało  przebiegł  dreszcz.  –  Samolot  spadał, 
lądował  na  skrzydle  i  rozlatywał  się  na  kawałki.  Byłam  przy  tym,  czułam  się 
całkiem bezradna, widziałam... – Zabrakło jej tchu. 

– Mój Boże – wyszeptał Thomas, gładząc jej włosy. 
Słuchał  Kąty  i  zdawał  sobie  sprawę,  że  narasta  w  nim  coraz  większa  czułość, 

lecz nie zdobył się na to, by ponownie wziąć ją w ramiona. 

– Byłaś ranna? – zapytał. 
– Tak, lecz miałam szczęście, przeżyłam. 
Ach, więc to było kilka miesięcy temu, pomyślał. Stąd te podkrążone oczy. Ta 

dziewczyna nie doszła jeszcze do siebie. 

– Dobrze się teraz czujesz? 
– Tak. Przynajmniej fizycznie. 
Wydawało  się,  że  chce  mówić  dalej,  lecz  tylko  potrząsnęła  głową.  Co  jeszcze 

miała do powiedzenia, zastanowił się Thomas. Odniósł wrażenie, że coś pominęła. 
W końcu zagadnął: 

– Jaki to był samolot? 
– Mały, podobny do tego na twoim zdjęciu. 
– Więc dlatego przyjechałaś tu samochodem, by uniknąć lotu? 
– Tak. Nie mam chęci zbliżać się do samolotów od czasu wypadku. 
– To zupełnie zrozumiałe. Ale to, co ci się przytrafiło, zdarza się bardzo rzadko. 

Statystyki dowodzą... 

– Nie obchodzą mnie statystyki. – Uśmiechnęła się słabo. – Wiem, że próbujesz 

mi tylko pomóc. 

background image

– Tak, chcę ci pomóc i sądzę, że potrafię. 
Dziewczyna potrząsnęła głową. 
– Wielu już próbowało. Bezskutecznie. Za bardzo się boję, gdy myślę o lataniu. 

Widzę, że płaczem wyrwałam cię ze snu. Wybacz, proszę. To nie zdarza się często. 
Zwykle  budzę  się,  zanim  zaczynam  śnić  coś  złego.  W  każdym  razie  dzielnie  się 
spisałeś. Naprawdę jesteś moim bohaterem. Jeszcze raz bardzo dziękuję. 

– Twoim bohaterem? Bardzo mi to odpowiada. 
Chciał dowiedzieć się czegoś więcej o jej śnie, lecz spojrzenie Kąty ostrzegało 

zarówno  przed  dalszymi  pytaniami,  jak  i  przeciąganiem  atmosfery  intymności. 
Mimo to zaryzykował. 

– Powiedziałaś, że samolot spadł. Co miałaś na myśli? Stracił moc? Uszkodził 

mu się silnik? 

–  Powiedzieli,  że  to  z  winy  jakiejś  usterki  w  wyposażeniu.  Nie  byłam  tam, 

gdy... 

– Nie byłaś? Nie rozumiem. 
Kąty przygryzła wargę, uświadomiwszy sobie, że za dużo powiedziała. Do tego 

stopnia utożsamiała się z siostrą-bliźniaczką, że jej wypadek odebrała jak własny. 
Wydawało się jej, że sama siedziała w tym samolocie. 

–  To  było  niezupełnie  tak,  jak  ci  powiedziałam.  To  znaczy,  nie  ja  tkwiłam  na 

pokładzie  samolotu,  lecz  przeżyłam  każdą  sekundę  katastrofy.  Trudno  mi 
wyjaśnić... 

– Spróbuj – zaproponował łagodnie. 
–  Moja  siostra  zginęła  w  wypadku,  a  ja...  Ja  czekałam  na  nią  na  skraju 

lądowiska,  by  odwieźć  ją  do  domu.  –  Kary  zalała  się  łzami.  –  Wiesz,  byłyśmy 
bliźniaczkami.  Zawsze  odczuwałyśmy  silną  więź  emocjonalną.  Kiedyś  Karin 
przewróciła się i złamała rękę, a ja to czułam. Bolało mnie tak długo jak ją. Więc 
gdy powiedziałam, że brałam udział w katastrofie, miałam na myśli to, że czułam 
cały  strach  Karin.  Potem  biegłam,  starając  się  dotrzeć  do  samolotu,  zanim 
wybuchnął. 

– O Boże, eksplodował? 
–  Tak.  Dlatego  zostałam  ranna.  Od  podmuchu.  Dzięki  Bogu,  straciłam 

przytomność. Och, Thomas. Powinnam była siedzieć w tym samolocie. Miałyśmy 
lecieć razem. Zamierzałyśmy zostać na wieczór w Reno i zabawić się, lecz coś mi 
wypadło i zmieniłam plany. Karin zginęła sama, a ja ciągle żyję. 

– I czujesz się winna. 
–  Bardzo.  Staram  się  to  jakoś  przezwyciężyć.  Dziękuję,  że  okazałeś  się  tak 

background image

cierpliwym słuchaczem. 

– Zawsze możesz na mnie liczyć. Dobrze się teraz czujesz? 
– Tak. Wszystko w porządku. 
Thomas nieśmiało dotknął jej policzka. 
– Spróbuj zasnąć – powiedział, wiedząc, że sam będzie miał z tym trudności. 
Już we własnym pokoju wrócił myślami do zasłyszanej historii. Długo nie spał, 

bo tak bardzo wydała mu się poruszająca. Podświadomie czuł, że przyjazd Kąty na 
wyspę  to  nie  przypadek.  Postanowił  porozmawiać  z  nią  o  tym  następnego  dnia. 
Czuł,  że  mógłby  jej  pomóc,  gdyby  tylko  zechciała  mu  na  to  pozwolić.  Nie  miał 
ż

adnych wątpliwości, że działanie okazałoby się skuteczne. Przypomniał sobie, jak 

płakała tuliła i się do niego. Na myśl o smaku i zapachu ciała Kąty ogarnęła go fala 
czułości. 

 
Następnego  ranka  było  pochmurno,  padał  deszcz.  Kąty  obudziła  się  z  nieco 

lepszym samopoczuciem niż zazwyczaj. I to nie tylko dlatego, że lubiła deszczową 
pogodę. W głębi duszy przyznawała, że miło jej wspominać czułość, jaką w nocy 
okazał Thomas. Z wysiłkiem oparła się pragnieniom, które rodziły w niej te myśli. 

Wystarczająco  trudno  będzie  jej  dzisiaj  spojrzeć  w  twarz  gospodarzowi 

pensjonatu.  Czy  Thomas  zechce  właściwie  zrozumieć  jej  zachowanie?  To,  iż 
instynktownie,  każdym  zmysłem  próbowała  w  nocy  potwierdzić  fakt,  że  jeszcze 
ż

yje. 

Zastanawiając  się  nad  własną  niezręczną  sytuacją,  uznała,  iż  przydałaby  się 

jednak słoneczna pogoda. Można by wtedy pójść robić zdjęcia. 

Wzięła  prysznic,  włożyła  dżinsy  i  klasyczną,  białą  bluzkę,  którą  przewiązała 

srebrnym  paskiem.  Uszy  ozdobiła  srebrnymi  kolczykami,  lekko  upudrowała  się  i 
umalowała. Wzięła jeszcze żakiet, bo dzień zapowiadał się chłodny, i zeszła na dół. 

Kot  o  imieniu  Kłopot  spał  na  okrągłym  dywaniku  pod  kuchennym  stołem,  a 

Thomas robił coś przy zlewozmywaku. 

–  Dzień  dobry  –  powitał  Kąty,  obejmując  wzrokiem  jej  zgrabną  figurkę.  – 

Kawa jest już gorąca. 

– Świetnie – ucieszyła się dziewczyna. 
Thomas wyglądał dziś znakomicie w ciemnoniebieskiej koszuli i spodniach, co 

nie wpływało uspokajająco na jej zmysły. 

– Nie rozumiem, czemu nazwałeś kota Kłopot, skoro on ciągle śpi – zauważyła. 
– Tylko w dzień – odrzekł Thomas z filuternym uśmiechem i nalał jej kawy. – 

Nocami... wędruje po okolicy w poszukiwaniu miłosnych przygód. 

background image

Kąty roześmiała się pogodnie. Boże, ależ lubiła tego człowieka! 
–  Obawiam  się,  że  nie  będę  ci  mógł  towarzyszyć  przy  śniadaniu.  Mam 

spotkanie wcześnie rano. W lodówce znajdziesz jajka i wędlinę. 

Skinęła głową. Zastanawiała się, z kim się umówił o tej porze. Czy miał dokądś 

lecieć? Nie pragnęła dowiadywać się szczegółów. 

– Kto malował ten portret wiszący nad kominkiem? – spytała obojętnie. 
– Moja babcia, Nina Logan. Jej portrety zyskały sławę. 
– Wybacz, lecz nic o niej nie wiem. W dzieciństwie nie miałam zbyt wiele do 

czynienia  z  malarstwem,  lecz  ten  obraz  wydaje  się  bardzo  dobry.  Rozumiem, 
dlaczego go zatrzymałeś. 

Thomas  zaczerwienił  się.  Portret  stanowił  dlań  cenną  pamiątkę,  a  zarazem 

wprawiał w zakłopotanie. Miał zamiar powiesić go w gabinecie. 

–  Rzeczywiście  posiada  pewną  wartość  –  przytaknął.  –  Jeśli  zaczekasz  pół 

godziny, przyjdzie Maddie i przygotuje śniadanie. Przykro mi, że pogoda dziś nie 
dopisała. 

– Dam sobie radę ze śniadaniem – odrzekła Kąty. – I lubię deszcz. Kiedy pada, 

myślę o zacisznej przytulności. 

Thomas  zacisnął  palce  na  kubku  z  kawą,  wyobrażając  sobie  zaciszną 

przytulność  z  tą  dziewczyną.  Coś  między  nimi  ostatnio  się  zmieniło.  Wkrótce 
okaże się, czy na lepsze. 

– Thomas – zaczęła Kąty. – Chciałabym cię przeprosić za ostatnią noc. 
Ocknął się z zamyślenia. 
– Co takiego? – zapytał. 
–  Przepraszam  za  kłopot, który  sprawiłam  w  nocy, gdy  cię przebudziłam.  Tak 

mi przykro... 

– Nie bądź śmieszna. 
– Nie rozumiem. . 
– Powiedziałem. Nie bądź śmieszna. 
– Nie obawiam się śmieszności. Po prostu próbuję cię przeprosić za kłopot. 
– A ty znowu swoje! Nie sprawiłaś żadnego kłopotu. 
Kary umilkła na moment. O co właściwie się sprzeczamy, pomyślała. 
– Przepraszam, po prostu... – Zaczęła i bezradnie zawiesiła głos. 
– Ja też cię przepraszam – rzekł Thomas, dopijając kawę. – Nie zawsze jestem 

rano tak okropny, ale mało dziś spałem. 

– Właśnie dlatego próbuję cię przeprosić. 
– Kąty! – W oczach Thomasa błysnęło rozbawienie. – W porządku. Przeprosiny 

background image

przyjęte. 

Kąty nalała sobie jeszcze kawy. 
– Dokąd się wybierasz? – zapytała. 
– Na lotnisko. Lecę do Portland. 
Dlatego ma na sobie ten strój, pomyślała, wpatrując się w granatową marynarkę 

Thomasa.  Jak  byś  się  czuła  jako  żona  pilota,  zadała  sobie  pytanie.  Za  każdym 
razem, gdyby udawał się do pracy, przeżywałabyś męki ze strachu. Żadna kobieta 
nie wytrzymałaby czegoś podobnego. 

– A ty jakie masz plany? – spytał Thomas, sięgając po czapkę. 
– Och, jeszcze nie wiem, pewnie pójdę gdzieś prosto przed siebie. 
–  Tylko  przyjdź  z  powrotem.  Słuchaj,  po  przelocie  mam  wolny  czas.  Może 

wpadłabyś  na  lotnisko?  –  spytał  z  wahaniem.  –  Zobaczyłabyś  moją  maszynę,  a 
może nawet się nią przeleciała? 

 

background image

Rozdział 4 

 
Kąty  spojrzała  na  Thomasa  z  zaskoczeniem.  Nie  mogła  uwierzyć,  że 

zaproponował jej coś podobnego, wiedząc, ile przeżyła. Zabolało ją, że nie przejął 
się całą historią. Zanim zareagowała, pociągnęła łyk kawy, by nieco się uspokoić. 

– Tak po prostu? Mam wsiąść do twego samolotu i wybrać się na wycieczkę? 
Thomas  skrzywił  się  lekko.  Początkowo  sądził,  iż  warto  zaryzykować.  Teraz 

nie był pewien. 

– Niezupełnie. Pomogę ci. 
–  Nie  potrafisz,  a  poza  tym  nie  prosiłam  o  pomoc.  To  moje  problemy.  Nie 

powinieneś się nimi zajmować. Czemu się wtrącasz w nie swoje sprawy? 

– Nie musiałaś prosić! Dobry Boże! Obudziłaś się z krzykiem. Płakałaś w nocy. 

Uspokajałem  cię,  więc  zostałem  poniekąd  w  nie  włączony.  Naprawdę  mogę  ci 
pomóc. 

Kary czuła wzburzenie, choć na zewnątrz starała się zachować spokój. 
–  Oczywiście  –  rzekła.  –  Po  prostu  machniesz  czarodziejską  różdżką  i 

wszystkie moje niemądre strachy od razu znikną, bo są śmieszne i głupie, prawda? 

– Nie są ani śmieszne, ani niemądre. 
– Lecz za takie je uważasz. 
– Do licha, Kąty! – zawołał, zdając sobie sprawę, że fatalnie rozgrywa sytuację. 

– Niczego podobnego nie miałem na myśli. Sądzę tylko... 

– Wiem, co sądzisz. Wystarczająco często to słyszałam – powiedziała z goryczą 

w  głosie.  –  Wszyscy  mi  powtarzali,  że  nie  ma  się  czego  bać,  bo 
prawdopodobieństwo udziału w następnej katastrofie jest niewielkie. 

– To prawda – zauważył. – Latanie samolotem bywa bezpieczniejsze niż jazda 

autem. Wypadki samochodowe zdarzają się pięćset razy częściej... 

–  Znowu  statystyka,  która  nie  ma  dla  mnie  żadnego  znaczenia  –  powiedziała, 

odstawiając gwałtownie kubek z kawą. 

–  Naprawdę  myślisz,  że  możesz  zrobić  coś,  czego  nie  zdziałały  miesiące 

terapii? 

– Leczyłaś się? 
–  Tak,  ale  nie  pomogło.  Ilekroć  chcę  lecieć,  wpadam  w  panikę.  Wiesz,  co  to 

znaczy? Ogarnia mnie lęk, czuję się zagrożona. Mam prawo się bać. 

– Rozumiem, ale posłuchaj, pozwól mi powiedzieć... 
–  Nie,  najpierw  skończę.  Statystyki  powiadają  również,  że  co  najmniej 

background image

dwadzieścia pięć milionów ludzi boi się latać, więc nie jestem osamotniona. Moje 
obawy  wynikają  z  autentycznych  przeżyć,  a  nie  z  opowieści  zaczerpniętych  z 
gazet. Nie wyobrażasz sobie, co to znaczy stać i bezradnie patrzeć, jak płonie ktoś, 
kogo  kochasz!  Więc  zachowaj  dla  siebie  swoje  rady  i  statystyki.  Zostaw  mnie  w 
spokoju! 

Kąty wybiegła z kuchni i wróciła do swego pokoju. Słyszała, że Thomas woła 

za  nią,  lecz  nie  zatrzymała  się,  czując,  iż  za  chwilę  wybuchnie  płaczem. 
Gwałtownie chciała skończyć tę rozmowę i zerwać z nim. 

– Ale ze mnie idiotka – jęknęła. – Jak mogę skończyć coś, czego nie zaczęłam? 
Usiadła na łóżku i rozpłakała się. Po katastrofie przez wiele miesięcy trwała w 

stanie wewnętrznego zamrożenia. Potem  udało się jej nieco odtajać, lecz żyła bez 
ż

adnej radości, po prostu w pustce. Teraz... 

Spróbowała  się  uspokoić.  Czyżby  Thomas  sądził,  że  te  obawy  sprawiają  jej 

przyjemność?  Stanowiły  po  prostu  poważny  problem  i  niedogodność.  Praca  Kąty 
wymagała  częstych  podróży,  w  których  samolot  wydawał  się  najwłaściwszym 
ś

rodkiem lokomocji, a jednak nie potrafiła pokonać wewnętrznych oporów. Ciche 

pukanie do drzwi wyrwało ją z zamyślenia. 

– Kąty? – odezwał się Thomas. 
– Tak? – Kąty z trudem wydobyła z siebie głos. 
– Chciałbym dokończyć to, co zacząłem ci mówić. Proszę, otwórz drzwi. 
Podniosła się, by spełnić prośbę. Thomas wszedł do środka. 
– Nie ułatwiasz ani mnie, ani sobie – zauważył. 
Nie odpowiedziała, tylko spojrzała mu w oczy. Mężczyzna nie był zadowolony 

z tego, co wyczytał we wzroku dziewczyny. 

–  Interesuję  się  twoimi  problemami,  bo  mnie  bardzo  obchodzą  –  zaczął.  – 

Sądzę, że nie znalazłaś się tu przypadkowo. 

– Daj spokój, Thomas. 
–  Posłuchaj,  tu  nie  chodzi  o  zwykły  zbieg  okoliczności.  Wierzę  w  pewien 

rodzaj  synchronii,  który  sprowadza  nas  do  określonych  miejsc.  W  zupełnie 
naturalny  sposób  wkomponowałaś  się  w  moje  życie,  ponieważ  mogę  ci  pomóc. 
Naprawdę tak jest. 

– Och – mruknęła. – Wiem, że mówisz szczerze, ale znam siebie. Nie twierdzę, 

ż

e się mylisz, mam jedynie pewność, że – twoje przeświadczenia mnie nie dotyczą 

–  wyjaśniła  spokojnie.  –  Przyjechałam  na  wyspę,  żeby  odpocząć.  To  wszystko. 
Doceniam twoją troskę, jestem za nią wdzięczna. 

– Rozumiem – odrzekł mężczyzna. 

background image

Niecierpliwym  ruchem  przeganiał  czuprynę,  westchnął,  potem  spojrzał  na 

zegarek. 

– Teraz muszę iść, ale wrócę koło pół do szóstej. Wtedy porozmawiamy dłużej 

– powiedział. 

Kąty natychmiast zamknęła się w sobie. 
– Nie ma już nic do dodania – rzuciła szorstko. 
Podniosła  się  i  otworzyła  szerzej  drzwi,  wyraźnie  dając  do  zrozumienia,  że 

pragnie zostać sama. 

– Sądzę, iż się mylisz – rzekł Thomas, wychodząc. – Do zobaczenia wieczorem. 
– Nie znam jeszcze swoich planów, lecz prawdopodobnie spotkam się z Patsy – 

odpowiedziała, zamykając drzwi. 

Thomas zacisnął usta. Odmowa Kąty sprawiła mu znacznie większą przykrość, 

niż się spodziewał. Boże, pomyślał, na dodatek zakochałem się w tej kobiecie jak 
nastolatek. 

– W porządku – zawołał przez drzwi. – Jeśli będziesz w domu, to dobrze, jeśli 

nie... 

Kąty nie odezwała się więcej. 
 
Kąty dojechała do przyjaciółki w ponurym nastroju. Ilekroć przypominała sobie 

poranną  scenę,  miała  wrażenie,  że  pomija  coś  ważnego.  Nie  potrafiła  wziąć  na 
serio  pomysłu,  iż  to  los  skierował  ją  na  wyspę,  lecz  Thomas  traktował  swoje 
przeświadczenie z całą powagą. Jego sprawa, pomyślała z irytacją. 

Wkrótce  przestała  zajmować  się  przystojnym  właścicielem  pensjonatu.  Całą 

uwagę  skierowała  na  wspaniałą  ceramikę  Patsy.  Z  uśmiechem  obserwowała,  jak 
przyjaciółka  nie  może  poradzić  sobie  z  właściwym  ustawieniem  naczyń  na 
drewnianej ladzie. 

– Co się dzieje, że mi to nie wychodzi? – denerwowała się plastyczka. 
– Pomogę ci – zaofiarowała się Kąty. 
Wolałabym,  żeby  Thomas  dziś  nie  latał,  pomyślała,  zabierając  się  do 

komponowania  ceramicznych  zestawów  na  półkach.  Teraz  już  pewnie  jest  w 
powietrzu,  przemknęło  jej  przez  głowę.  Z  trudem  opanowała  niespokojne  myśli, 
próbując skupić się na swym zajęciu. 

Patsy poszła do kuchni, by przygotować sałatkę z owoców morza. Kąty ledwie 

jej  skubnęła,  bo  zupełnie  nie  miała  apetytu.  Przez  cały  czas  zastanawiała  się,  czy 
powinna być w domu, gdy wróci Thomas. 

Po posiłku odniosła talerze do zlewozmywaka i zerknęła w okno. Nad doliną i 

background image

wzgórzami unosiła się mgła. Na wyspie panowała wyjątkowo słaba widoczność, a 
Thomas był gdzieś w powietrzu. Czy nie groziło mu niebezpieczeństwo? 

Dziewczynę  przeniknął  dreszcz.  Niepokoiła  się  o  mężczyznę,  którego  ledwie 

znała. 

– Czy Logan zawsze lata przy takiej pogodzie? – spytała obojętnym tonem. 
– Tak. Należy do pilotów, którzy lubią podejmować wyzwania losu – odrzekła 

Patsy. 

– Zesłane przez diabła? 
– Daj spokój, rozchmurz się – rzekła spokojnie przyjaciółka. – Diabeł nie ma tu 

nic do rzeczy. Thomas jest świetnym pilotem. Naprawdę rozważnym. 

– Nie chciałam go krytykować. Po prostu się zdziwiłam. 
– Denerwujesz się, że on lata, prawda? – spytała Patsy. 
–  No  cóż,  nie  jest  mi  to  na  rękę  –  przyznała  Kąty.  –  Ale  prawdziwy  problem 

będzie wówczas, gdy zostanę dłużej na wyspie i polubię Thomasa czy kogokolwiek 
innego. 

– Kąty, Thomas to mężczyzna w sam raz dla ciebie. 
–  Słuchaj,  jeśli  zainteresuję  się  jakimś  człowiekiem,  to  bez  niczyich  rad, 

wyłącznie  na  własny  rachunek  –  rzekła  Kąty,  i  pragnąc  zmienić  temat, 
zaproponowała dokończenie ustawiania naczyń. 

Obydwie  pogrążyły  się  w  pracy.  Potem  Kąty  sfotografowała  każdy  z 

ustawionych na półkach eksponatów i obiecała zrobić odbitki. 

– Świetnie – ucieszyła się Patsy. – Będę mogła je wysłać do zaprzyjaźnionego 

sklepu we Friday Harbor. Wiesz co, zjedzmy dziś razem kolację, Ken, Thomas, ty i 
ja.  Panowie  się  lubią,  więc  będzie  przyjemnie,  a  przecież  po  to  przyjechałaś,  dla 
przyjemności – przypomniała koleżance. 

–  To  prawda  –  przyznała  nieco  zaskoczona  Kąty.  –  Lecz  skąd  ci  przyszło  do 

głowy, że chcę zjeść kolację z Thomasem? 

– Naprawdę go nie lubisz? 
–  Ależ  lubię,  jest  człowiekiem,  który  szybko  zdobywa  sobie  sympatię.  Sądzę 

jednak, że lepiej się z nim nie spoufalać. 

– Bezpieczniej – poprawiła Patsy. 
Kąty nie była pewna, jak zareagować. Ostatecznie mogłaby spędzić wieczór w 

towarzystwie Thomasa. Przecież nie musiała zaraz znaleźć się w jego łóżku. 

–  Och,  jedno  nieudane  małżeństwo  nie  czyni  z  ciebie  męczennicy  –  ciągnęła 

Patsy. – Spójrz na mnie. Mam za sobą dwa i wcale się tym nie przejmuję. 

– Nie jestem taką optymistką jak ty – rzekła Kąty. 

background image

– Może powinnaś. 
–  Możliwe,  ale...  –  Kąty  roześmiała  się  i  potrząsnęła  głową.  –  Po  prostu  nie 

potrafię. Cała ta dyskusja jest w pewnym sensie akademicka. Dziś rano trochę się 
posprzeczałam z Thomasem, więc wątpię, czy chciałby zaprosić mnie na kolację. 

– Ty go zaproś. 
– Dotarło do ciebie, co przed chwilą powiedziałam? – spytała Kąty. 
– Oczywiście, lecz Thomas nie żywi długo uraz, a poza tym lubi walczyć. 
–  Może  on,  ale  ja  nie.  Poza  tym  ma  dziwne  przeświadczenie,  że  los  mnie  tu 

zesłał, a on potrafi rozwiązać moje problemy. 

– Niewykluczone. Nasz Thomas jest równie mądry jak seksowny. 
–  Jeśli  chodzi o  seks, nie będę  się  spierać.  Jednak  na  dzisiejszy wieczór może 

mieć własne plany – zauważyła Kąty. 

– Więc powiedz, by je zmienił. 
–  Wątpię,  by  Thomas  Logan  akceptował  czyjekolwiek  polecenia  –  broniła  się 

Kąty. 

Ten  człowiek  wyświadczył  mi  tyle  uprzejmości  daleko  wykraczających  poza 

obowiązki gospodarza pensjonatu, że można by mu się zrewanżować zaproszeniem 
na kolację, uznała jednak w duchu. 

– W porządku, zapytam – obiecała. – Przynajmniej nie będę przy tobie i Kenie 

piątym kołem u wozu. 

Patsy  tylko  popatrzyła  na  przyjaciółkę  i  wstrzymała  się  od  komentarza. 

Umówiły  się  na  spotkanie  o  siódmej  w  restauracji  Kena.  Z  Thomasem  albo  bez 
niego. 

– Będzie przyjemnie – zapewniła Patsy. 
– Oczywiście – roześmiała się Kąty i pospieszyła do samochodu. 
–  Wracała  do  pensjonatu  w  takim  roztargnieniu,  że  sama  się  dziwiła,  iż  jakoś 

nie zgubiła drogi. Gdy dotarła na miejsce, z domu wychodziła właśnie gospodyni. 
Wysoka,  siwowłosa  kobieta  zatrzymała  się  na  ganku  i  spojrzała  z 
zainteresowaniem na dziewczynę. 

–  Ach,  więc  pani  jest  Kąty  –  rzekła.  –  Nazywam  się  Maddie  Wills  – 

przedstawiła  się.  –  Wiele  o  pani  słyszałam.  Rzeczywiście  jest  pani  piękna  jak 
obrazek. Lubi pani mojego chłopca, prawda? – spytała. 

– Myśli pani o Thomasie? 
–  Mam  go  tylko  jednego.  Zajmowałam  się  nim,  odkąd  przyjechał,  by 

zamieszkać  z  babcią  i  dziadkiem.  To  najlepsze  dziecko,  jakie  znam.  Wyrósł  na 
wspaniałego mężczyznę, prawda? 

background image

–  Tak.  Cieszę  się,  że  panią  poznałam,  Maddie.  Proszę  wybaczyć,  ale  muszę 

przebrać się do kolacji – powiedziała Kąty i weszła do domu. 

W pokoju na komodzie zastała świeże kwiaty. Czyżby Thomas polecił Maddie, 

by o to zadbała? Zdejmując pantofle, wróciła myślami do ostatniej nocy. Czuła, jak 
ogarnia ją  fala  ciepła.  Pamiętała  delikatne  dotknięcia  rąk  mężczyzny, jego  miękki 
głos, smak i zapach opalonej skóry, głód pocałunków... 

W  zamyśleniu  rozebrała  się,  narzuciła  szlafrok  i  poszła  pod  prysznic.  Pół 

godziny  później  znalazła  się  w  swoim  pokoju  rozgrzana  i  zaróżowiona  jak 
niemowlę.  Spojrzała  w  okno.  Było  pochmurno,  lecz  nie  padało.  Rozczesała  i 
wysuszyła świeżo umyte włosy. Przez chwilę zastanawiała się, co na siebie włożyć. 
Wybrała lnianą spódnicę wykończoną koronkami i białą bluzkę bez rękawów. Do 
tego  błękitny  pasek  i  złoty  wisiorek  na  szyję.  Nałożyła  włoskie  pantofelki  i 
przejrzała  się  w  lustrze.  Zastanowiła  się,  co  będzie,  jeśli  Thomas  nie  skorzysta  z 
zaproszenia albo naprawdę ma inne plany. 

– Och, Kąty, to nic wielkiego – uspokajała samą siebie. 
 – Nie zechce pójść, to trudno. Najwyżej sama pojedziesz do restauracji. 
A jeśli po powrocie do domu zapragnie kontynuować poranną rozmowę? To by 

jej  nie  odpowiadało.  Ciągle  nie  czuła  się  dość  opanowana,  by  poruszać  takie 
tematy. W końcu nie ma o czym dyskutować. 

Spojrzała  na  zegarek.  Dochodziła  szósta.  Coś  innego  zaczęło  ją  niepokoić. 

Gdzie  podziewał  się  Thomas?  Czy  spóźniał  się  z  winy  pogody?  Czy  był 
bezpieczny? 

Szybko  odepchnęła  niemiłe  myśli,  gdy  na  podwórku  usłyszała  odgłos  silnika. 

Wzięła  głęboki  oddech.  To  zwykła  kolacja  z  przyjaciółmi,  powiedziała  sobie  i 
zeszła na dół. 

Spotkali się w pokoju. Thomas pragnął zastać Kąty w domu, więc ucieszył się 

na jej widok. Zauważył, że jest przygotowana do wyjścia. 

– Przebrałaś się? 
– Tak. 
– Wychodzisz? 
– Tak. 
– Dokąd? – spytał rozczarowany. 
– Zapraszam cię na kolację. 
– Dokąd? – spytał zły na siebie, że zachowuje się tak niemądrze. 
–  Najpierw  do  restauracji  Kena.  Tam  spotkamy  się  z  nim  i  Patsy,  a  potem 

pojedziemy  do  takiego  miejsca,  w  którym,  według  zapewnień  mojej  przyjaciółki, 

background image

podają wspaniałego łososia. Masz dwadzieścia minut, by się umyć i przebrać. 

– Thomas był zachwycony. Kierując się nagłym impulsem, pochylił się ku Kąty 

i musnął wargami jej usta. 

– Wiesz o tym, że doprowadzasz mnie do szaleństwa? 
 – Roześmiał się i pobiegł do swego pokoju. 
Pod  prysznicem  wrócił  myślami  do  porannej  rozmowy.  Miał  plan,  byle  tylko 

Kąty  zechciała  go  wysłuchać.  Wcale  nie  lekceważył  jej  problemów,  jak  sądziła. 
Może  się  trochę  niecierpliwił.  Uwielbiał  latanie  i  trudno  mu  było  zrozumieć,  że 
inni mogą się tego obawiać. Dlatego próbował logicznymi argumentami przekonać 
Kąty  do  zmiany  zdania.  Wycierając  się,  myślał  już  tylko  o  nadchodzącym 
wieczorze i o tym, że będzie miał ją u swego boku. Kto wie, co nastąpi potem? 

Przejrzał  zawartość  szafy,  chcąc  znaleźć  coś  odpowiedniego  na  dzisiejszą 

okazję. Miał sporo ładnych rzeczy, więc czemu wybrał okropny krawat i koszulę w 
niebieskie  paski?  Powiesił  ją  na  wieszaku  i  wziął  białą.  Jeszcze  szare  spodnie  i 
jasny blezer. Roześmiał się w duchu na myśl o tym, że zachowuje się jak nastolatek 
przed pierwszą randką. Ale tak bardzo chciał zadowolić Kąty. Z innymi kobietami 
przychodziło  mu  to  bez  trudu,  lecz  ta  dziewczyna  była  najważniejsza.  Czyżby  w 
ten sposób objawiała się miłość? Nonsens. Ludzie nie zakochują się równie szybko. 
Ale on czuł się tak, jakby znał Kąty od stu lat Nie wierzył w miłość od pierwszego 
wejrzenia,  a  jednak  myślał  o  tej  kobiecie,  odkąd  ją  zobaczył.  Cenił  prawdziwą 
miłość,  taką,  jaką  widział  u  rodziców  i  dziadków,  lecz  mając  trzydzieści  pięć  lat, 
zaczynał wątpić, czy jemu przytrafi się podobna. 

Zdecydował,  że  nie  włoży  krawata.  Rozpiął  kołnierzyk  pod  szyją  i  zszedł  na 

dół. Kąty siedziała w pokoju, przeglądając czasopisma. 

– Gotowa? 
– Oczywiście – rzekła. – Świetnie wyglądasz – dodała. 
– Dziękuję, ty również – powiedział i ujął ją za ręce. 
– Będziemy przyjaciółmi? – zapytał. 
– Tak – zgodziła się chętnie. 
Uwolniła dłonie, by sięgnąć po kaszmirowy szal. 
W  garażu  czekał  ciemnozielony,  sportowy  samochód.  Thomas  szarmancko 

otworzył  drzwi  przed  Kąty,  co  rzadko  się  zdarzało  w  kręgu  jej  kalifornijskich 
znajomych. 

Po  drodze  żartowali  i  gawędzili  na  niezobowiązujące  tematy.  Thomas  miał 

ochotę zarzucić Kąty pytaniami, lecz siłą woli potrafił się przed tym powstrzymać. 
Nie chciał niszczyć dobrego nastroju. 

background image

Gdy  dotarli  na  miejsce,  restauracja  Kena  była  już  pełna  gości.  Wewnątrz  grał 

nowy zespół, nad stolikami unosił się dym papierosowy i rozlegał gwar rozmów. 

–  Turyści, niech  ich Bóg  ma  w  opiece – skomentowała  Patsy tłok  w  lokalu. – 

Wspaniale się prezentujesz – rzekła z uśmiechem na widok Thomasa. 

Thomas pocałował ją w policzek, a Kąty poczuła maleńkie ukłucie zazdrości na 

myśl o tym, że nie zna tego mężczyzny równie długo jak Patsy. 

Kelnerka przyniosła wyborne białe wino z prywatnych zapasów Kena. Zaczęła 

grać  orkiestra.  Kąty  starała  się  patrzeć  na  zespół,  lecz  jej  wzrok  ciągle  wracał  ku 
Thomasowi.  Uwagę  dziewczyny  przyciągał  gęsty,  ciemny  zarost  wyłaniający  się 
spod koszuli. 

– Jeszcze odrobinę wina? – spytał Ken. 
–  Proszę –  odrzekła Kąty  z uśmiechem,  wierząc, że  wino  złagodzi jej ucisk  w 

gardle. 

Konwersację,  jak  zwykle,  podtrzymywała  Patsy,  a  Kąty  wtrącała  coś  tylko  od 

czasu do czasu, zbyt pochłonięta własnymi myślami. 

Gdy  orkiestra  zaczęła  grać,  Thomas  lekko  ujął  ją  za  rękę.  Kary  poczuła 

gwałtowne  uderzenia  pulsu.  Delikatnie  uwolniła  się  z  uścisku.  Zanim  wysączyli 
drinki,  zaczęło  szumieć  jej  w  głowie,  tyle  że  nie  od  wina.  Bliskość  Thomasa 
działała  oszałamiająco.  Był  tak  przystojny,  że  koncentrował  na  sobie  spojrzenia 
wszystkich kobiet. 

Ś

ciemniło  się,  gdy  opuszczali  restaurację.  Latem  zmierzch  nie  zapada  przed 

dziesiątą, lecz tego dnia było wyjątkowo pochmurno. 

– Nadciąga burza – zauważyła Kąty. 
– Przejdzie bokiem. Czujesz ten wiatr? Wieje z południa – rzekł Thomas. 
W  lokalu  poleconym  przez  Patsy  jedzenie  okazało  się  wyśmienite.  Podczas 

kolacji ciągle ktoś podchodził do Thomasa, by się przywitać i zamienić z nim kilka 
słów.  Serdeczność  okazywana  mu  przez  kobiety  niepokoiła  Kąty  i  bezustannie 
przyprawiała ją o zazdrość. 

Kiedy wyszli, zaczął wiać silny wiatr i rozpadało się na dobre. Kąty siedziała w 

aucie  cicha  i  spokojna.  Thomas  koncentrował  się  na  prowadzeniu  samochodu. 
Wreszcie cisza zaczęła ciążyć im obojgu. 

– Thomas, ja... 
– Kąty, ja... Roześmieli się jednocześnie. 
– Mów pierwsza – zaproponował. 
– Po prostu chciałam ci podziękować za miły wieczór. 
– Cała przyjemność po mojej stronie, poza tym to ja winienem ci wdzięczność. 

background image

Znowu  zapadła  cisza.  Kąty  patrzyła  w  okno.  Gdy  wjechali  na  wąską  drogę, 

która prowadziła do domu, przestało padać. 

– Marny z ciebie meteorolog – mruknęła Kąty. 
–  Nawet  profesjonalistom  zdarzają  się  pomyłki  –  rzekł.  –  Kary,  co  do  naszej 

porannej rozmowy... 

– Proszę, nie wracajmy do tego. 
– Pozwól mi... 
– Czy rozumiesz znaczenie słowa „nie"? – spytała z rozbawieniem. 
– Oczywiście. Wybacz, jeśli cię zdenerwowałem. Nie miałem takiego zamiaru. 

Wiem,  że  wiele  przeżyłaś  i  niepotrzebne  ci  dodatkowe  stresy.  Myślałem,  że 
mógłbym ci pomóc, ale zachowałem się jak ktoś pozbawiony wrażliwości. 

–  Ja też  cię  przepraszam  za  swoje  zachowanie  –  powiedziała z westchnieniem 

Kąty. – Gdy jestem rozgniewana albo czuję się zraniona, niestety, tak reaguję. 

–  Naprawdę  nie  chciałem  wprowadzać  cię  w  zły  nastrój,  lecz  wierzę,  że 

umiałbym  ci  pomóc  pokonać  strach  przed  lataniem.  Po  prostu  jedź  ze  mną  na 
lotnisko. 

–  Do  licha,  Thomas,  nie  mogę.  Nie  rozumiesz?  Daj  już  spokój,  dobrze?  – 

poprosiła, dotykając jego ręki. 

– Nie należę do ludzi, którzy się łatwo poddają – zaznaczył. 
Chwilę  potem  zaklął  i  gwałtownie  przyhamował.  Na  trawniku  leżała  stara 

jabłoń. Jej gałęzie sięgały podjazdu. Ominęli ją, by dostać się do garażu. 

– Co za śmietnik – zawołała Kary na widok szkód wyrządzonych przez wiatr. 
Drżąc z zimna, owinęła się szalem i pospieszyła do domu. 
Thomas  od  razu  podszedł  do  automatycznej  sekretarki.  Po  drodze  do  łazienki 

Kąty  słyszała  pojedyncze  słowa.  Zorientowała  się,  że  była  to  wiadomość  od 
kobiety. 

Po paru minutach znalazła Thomasa w kuchni. Zdążył się już przebrać w dżinsy 

i bawełnianą koszulkę. 

–  Może  napijesz  się  herbaty  ziołowej?  –  zaproponował,  kierując  się  ku 

drzwiom. 

– Wychodzisz? – spytała z niedowierzaniem. 
Za oknem znowu szalała burza. 
– Tak. Mam pewną sprawę do załatwienia. – Musnął ustami jej policzek. – Śpij 

dobrze – powiedział i wyszedł. 

 

background image

Rozdział 5 

 
Kąty  nie  poruszała  się  przez  chwilę,  zaskoczona  nagłym  odejściem  Thomasa. 

Ogarnęła  ją  ciekawość.  Co  to  za  sprawa  wywiodła  go  z  domu  w  taką  noc? 
Wchodząc  do  kuchni,  ciągle  zastanawiała  się,  kim  jest  ta  kobieta,  która  zostawiła 
wiadomość  nagraną na  taśmę  automatycznej  sekretarki. Uznała,  że nie  ma  ochoty 
na herbatę ani na dalsze dociekania. W końcu przygotowała jednak kubek gorącego 
napoju i wróciła z nim do sypialni. 

Nałożyła  różowy  szlafrok  Karin  i  usiadła  przy  oknie.  Obie  z  siostrą  zawsze 

lubiły obserwować burze, zachwycały się ich mocą i pięknem. Tylko że Karin już 
nigdy nie będzie jej w tym towarzyszyć. 

Ogarnął  ją  żal.  W  stosunkach  z  siostrą  nawet  za  życia  rodziców  pełniła  rolę 

opiekunki. Lecz nie udało mi się uchronić jej przed śmiercią, pomyślała z rozpaczą. 
Nie potrafiła opanować poczucia winy i rozpłakała się. 

Zegar na dole wybił północ. Kąty otarła oczy. Wróciła myślą do Thomasa. Tak 

bardzo chciał jej pomóc w pokonaniu lęku przed samolotami. 

– Próbowałam, naprawdę próbowałam – szepnęła. 
Niepokoiła ją jego przedłużająca się nieobecność. Czyżby spędzał tę noc z jakąś 

kobietą?  Nie  moja  sprawa,  uznała,  choć  z  drugiej  strony,  skoro  towarzyszył  mi 
przez cały wieczór, może powinnam się tym interesować? 

Nie wiedziała, co począć. Nie miała pojęcia, czemu tak ją to trapi. Tylko raz w 

ż

yciu  była  z  kimś  związana,  lecz  doświadczenia  wyniesione  z  nieudanego 

małżeństwa w niczym nie mogły się tu przydać. Wtedy sądziła, że jest zakochana, i 
bardzo  przeżywała  rozpad  związku,  lecz  tamte  uczucia  już  nie  istniały,  a  Kąty  z 
zaskoczeniem obserwowała wzrost swojego zainteresowania Thomasem. 

Nawet  tydzień  nie  minął,  odkąd  go  poznałam,  pomyślała  zaniepokojona. 

Wydawało się niepojęte, by w tak krótkim czasie mogła się zakochać. 

Zmęczona,  położyła  się  do  łóżka,  zdając  sobie  sprawę,  że  nie  zaśnie,  póki 

Thomas nie wróci do domu. 

 
Fosforyzujące wskazówki zegarka wskazywały pierwszą w nocy, gdy usłyszała 

podjeżdżający samochód. W chwilę potem Thomas otworzył kuchenne drzwi. Kąty 
słuchała w napięciu wszystkich odgłosów dobiegających z dołu. Gospodarz krzątał 
się po kuchni. 

Zapaliła światło, wyskoczyła z łóżka i narzuciła na siebie szlafrok. Nerwowym 

background image

ruchem przygładziła włosy. Szybko zbiegła na dół, obiecując sobie, że nie będzie o 
nic wypytywać. 

Przed  drzwiami  kuchni  zatrzymała  się,  by  swobodnie  odetchnąć.  Thomas  stał 

oparty o blat i popijał mleko. Na widok Kąty uniósł brwi. 

–  Zgłodniałam  –  wyjaśniła.  –  Jeśli  nie  masz  nic  przeciwko  temu,  zrobię  sobie 

kanapkę. 

– Proszę bardzo. 
Wzrok  Thomasa  zdawał  się  palić  skórę  Kąty.  Jego  bliskość  elektryzowała 

powietrze.  Kąty  prześliznęła  się  w  pobliże  tostera  i  sięgnęła  po  zrobiony  przez 
Maddie dżem jabłkowy. 

– Wygląda na to, że burza już przeszła – zauważyła, by przerwać ciszę. 
Thomas  patrzył  na  jej  nagie  stopy.  Pospiesznie  wybiegając  z  sypialni,  Kąty 

zapomniała o kapciach. 

Zrobiła sobie kanapkę, a on śledził wzrokiem każdy jej ruch. Ugryzła kawałek 

chleba, przełknęła kęs i zapytała: 

– Gdzie byłeś? 
– Czemu pytasz? Niepokoiłaś się o mnie? 
– Trochę. To była taka niespokojna noc. 
–  To  prawda  –  przyznał,  a  widząc,  że  dziewczyna  się  zarumieniła,  dodał 

spokojnie: – Byłem na lotnisku, by sprawdzić szkody wyrządzone przez wiatr. Na 
szczęście nic złego się nie stało. 

Kąty odetchnęła z ulgą. 
– Ach, nie pomyślałam o tym – rzekła i dorzuciła szybko: 
 – Dobrze, że wszystko jest w porządku. Naprawdę się  martwiłam. Cieszę się, 

ż

e nic ci się nie stało. 

Była  taka  słodka.  Thomas  westchnął,  czując  napięcie  w  całym  ciele.  Kąty 

uwodziła burzą gęstych, rozsypanych na ramionach włosów. Jej zaróżowiona skóra 
dawała  obietnicę  rozkoszy.  Lśniące  paznokcie  bosych  stóp  wyglądały  niewinnie  i 
kusząco zarazem. To niezwykłe, jak bardzo na mnie działa, pomyślał. 

Dzisiejszej  nocy  długo  zastanawiał  się  nad  ich  wzajemną  fascynacją.  Zdawał 

sobie  sprawę,  że  pragnie  utrzymać  dystans.  Szanował  jej  decyzję  i  powody, 
którymi się kierowała, ale ogień, palący mu ciało, nie pozwalał rozsądnie myśleć. 

Kąty drżała z podniecenia, wyczuwając intencje Thomasa. 
Nie  poruszyła  się,  próbowała  nawet  ze  sobą  walczyć.  Zrobił  krok  w  jej 

kierunku. 

–  Nie  –  powiedziała  bez  przekonania,  jakąś  cząstką  siebie  przyznając,  że  nie 

background image

jest jeszcze gotowa do zbliżenia. 

–  Pewna  jesteś,  że  chcesz  mnie  powstrzymać?  –  spytał  schrypniętym  głosem, 

dotykając jej szlafroka. 

Był tak blisko. Muskał oddechem wargi. Kąty na moment zamknęła oczy, lecz 

natychmiast  je  otworzyła.  Nie  mogła  uniknąć  odpowiedzi  na  zadane  pytanie. 
Pragnęła tego człowieka. Dlatego zeszła na dół. 

– Nie wiem. Naprawdę nie wiem – rzekła. 
Thomas pogładził dłonią jej policzek, delektując się ciepłem i gładkością skóry 

dziewczyny.  Widział,  jak  głęboko  oddychała.  Jej  piersi,  okryte  cienką  materią 
szlafroka,  poruszały  się  gwałtownie,  uwypuklając  napięte  sutki.  Siłą  woli 
powstrzymał się, by nie zerwać z niej okrycia. Zbliżył się jeszcze bardziej. Biodra i 
brzuch Kąty dotknęły jego własnych. Thomas poczuł, jak narasta w nim głębokie, 
gorące pożądanie. 

Jęknął. Kąty uniosła twarz i wtedy ujrzał w jej oczach oddanie. Pragnienie, by 

ją  posiąść,  targnęło  całym  ciałem  Thomasa,  lecz  było  w  tym  coś  jeszcze.  Chęć 
obdarowania  Kąty  wszystkim,  co  dobre,  otoczenia  jej  opieką  i  czułością.  Dotknął 
policzka dziewczyny. Spojrzała mu w oczy, a on cofnął się o krok. 

–  Myślę,  że  powinnaś  wiedzieć,  czy  chcesz,  czy  też  nie  chcesz  mnie 

powstrzymać.  W  końcu  jesteśmy  dorośli.  Bardzo  cię  pragnę.  Cieszyłbym  się, 
gdybyś czuła podobnie. No cóż, to był męczący dzień... Dobranoc, Kąty. 

Dziewczyna  zamarła  w  bezruchu.  Miotały  nią  sprzeczne  uczucia.  W  końcu 

jedno z nich pokonało pozostałe i wywołało uśmiech na ustach. Wiedziała już, jak 
bardzo droga jest Thomasowi. Mógł ją mieć, a jednak odstąpił od tego zamiaru. 

W jakiś czas potem leżąc już w łóżku i zastanawiając się nad nie spełnionymi 

pragnieniami, Kąty zrozumiała, że może zaufać Thomasowi. 

 
Następnego  ranka  obudził  ją  dźwięk  piły.  Domyśliła  się,  iż  gospodarz 

posiadłości  zajął  się  uprzątaniem  jabłoni,  którą  złamała  nocna  burza.  Z 
niedowierzaniem  spojrzała  na  zegarek.  Było  po  dziewiątej.  Założyła  ręce  pod 
głowę i przeciągnęła się rozkosznie. Wróciło wspomnienie wczorajszej nocy i głód 
pocałunków. Pomyślała, że niewiele brakowało, a kochałaby się z Thomasem, lecz 
gdyby się w nim zakochała, mogłoby się to okazać niebezpieczne. 

Wzięła  ciepły  i  zimny  prysznic.  Słoneczny  ranek  zapowiadał  pogodny  dzień. 

Włożyła dżinsy, bawełniany czerwony sweterek, związała włosy, a potem zeszła do 
holu. 

W  kuchni  zastała  gorącą  kawę.  Zrobiła  sobie  kanapkę  i  wyszła  na  ganek. 

background image

Thomas wraz z trzema innymi mężczyznami piłował na podwórku gałęzie. Był bez 
koszuli, więc Kąty mogła podziwiać wspaniale umięśnione ciało. Przygryzła wargi 
na myśl o tym, jak bardzo była wczoraj o niego zazdrosna. To straszne – zakochać 
się w takim człowieku, a potem go utracić. 

Thomas  wyprostował  się  i  otarł  pot  z  czoła.  Gdy  spojrzał  na  Kąty,  uniosła 

kubek w geście pozdrowienia. 

– Nie przyjechali jeszcze twoi weekendowi goście? – spytała. 
– Odwołali rezerwację z powodu burzy. Pewnie by im się – to nie podobało – 

rzekł, wskazując wzrokiem zaśmiecone podwórko. – Myślę, że tobie również taki 
widok nie sprawia przyjemności. 

– To wina burzy, nie twoja – zauważyła Kary, podziwiając szeroką, porośniętą 

ciemnym włosem pierś Thomasa. 

– Będziesz dziś latał? 
– Nie. Jutro. 
–  Zatrudniasz  zapasowego  pilota,  jeśli  chcesz  wziąć  wolny  dzień?  – 

zainteresowała  się  Kąty.  –  Pewnie  tak  –  udzieliła  sobie  sama  odpowiedzi  i 
zarumieniła  się  lekko.  –  Przecież  nie  możesz  zawiesić  działania  linii  lotniczych, 
jeśli trzeba coś zrobić w domu. 

–  Nie,  nie  mogę  –  przyznał  rozbawiony.  –  Znajdę  trochę  wolnego  czasu  po 

południu, jeśli zechcesz. 

– Jeszcze nie wiem. Nie ustaliłam, co będę dziś robić – odparła. 
Spuściła głowę, zastanawiając się, czy Thomas nie uważa jej za tchórza. 
–  Teraz  zrobię  sobie  spacer  skrajem  lasu  wzdłuż  twojej  łąki.  Chcę 

pofotografować  rośliny  i  zwierzęta,  jeśli  nie  masz  nic  przeciwko  temu  – 
powiedziała z uśmiechem. 

–  Nawet  przejdę  się  z  tobą.  Pragnąłbym  pokazać  ci  pewne  miejsce.  Poczekaj, 

tylko nałożę koszulę. 

Kąty skinęła głową i wróciła do pokoju po aparat. Dopiła kawę, zjadła kanapkę, 

a  potem  wyszła  przed  dom.  Po  chwili  pojawił  się  Thomas  z  dwoma  jabłkami  w 
dłoni. Chrupiąc owoce, powędrowali przez pachnącą łąkę. Kąty zatrzymała się, by 
zerwać garść dojrzałych malin. 

– Często biegałem po tej łące jako chłopiec – rzekł Thomas. – Bawiliśmy się tu 

w piratów z Debbie. To jedna z moich sióstr. Ukrywaliśmy skarby. Zwykle były to 
stare korale babci. Potem szliśmy do strumienia, by napić się wody, która dla nas 
była grogiem. 

– Debbie jest młodsza od ciebie? – spytała Kąty. 

background image

–  Tak.  Jestem  najstarszy.  Debbie  i  Linda  wyszły  już  za  mąż,  a  Susan  została 

lekarką i nie ma czasu na życie rodzinne. 

– Rodzice ciągle mieszkają w Baltimore? 
– Tak. Od lat w tym samym domu – powiedział Thomas i poprosił: – Opowiedz 

o swojej siostrze. 

– Zawsze lubiła przygody, szukała nowych wrażeń. Trudno jej było zdobyć się 

na powagę, lecz gdy siadała za sterami samolotu, wszyscy wiedzieli, kto tu rządzi. 

– Była pilotem? Kąty skinęła głową. 
– Wtedy też pilotowała? 
– Tak. Myślałam, że ci o tym mówiłam. 
– Nie. Jak doszło do tego, że zaczęła latać? 
– To był mój prezent na jej dwudzieste pierwsze urodziny. Połknęła bakcyla już 

podczas  pierwszej  lekcji.  Nie  widziałam,  by  czegokolwiek  innego  tak  szybko  się 
nauczyła.  Instruktor  uznał,  że  ma  wrodzony  talent.  Dostała  własny  samolot  i 
zaczęła  wozić  towary  oraz  ludzi.  Przepadała  za  lataniem.  Zastanawiam  się,  czy 
warto było? – szepnęła. 

– Nie dręcz się – Thomas uścisnął jej rękę. – Wiem z własnego doświadczenia, 

ż

e  dla  pilota  to  magia.  Myślę,  że  gdybym  nie  mógł  tego  robić,  utraciłbym  jakąś 

cząstkę siebie. 

Ostatnia  uwaga  zrobiła  na  Kąty  wrażenie.  Uwolniła  dłoń  z  uścisku  i  poszła 

naprzód. 

–  Karin  pewnie  myślała  tak  samo.  Twierdziła,  że  ludzie  urodzili  się,  by  latać. 

Lecz ja do nich nie należę. Prawdę mówiąc, nigdy nie sprawiało mi to szczególnej 
przyjemności. 

– Ale latałaś? 
– Oczywiście. Jeśli to było niezbędne. 
– Teraz nie jest? 
–  Rzadko.  Od  momentu  katastrofy  pracuję  znacznie  mniej.  Depresja,  letarg, 

utrata motywacji. Na jakiś czas ukryłam się przed światem jak ranne zwierzę, które 
liże rany. 

Kąty  uniosła  podbródek,  ostrzegając  spojrzeniem,  by  nie  okazywano  jej 

współczucia. 

–  Pracuję  nad  sobą.  Już  nawet  zaczęłam  przyjmować  zlecenia.  Kto  wie,  może 

któregoś dnia coś się zmieni. No dobrze, powiedz, co chciałeś mi pokazać? 

Dyskusja  została  skończona,  przynajmniej  na  razie,  pomyślał  Thomas. 

Pohamował niecierpliwość i zaprowadził Kąty na skarpę. 

background image

Gdy się na nią wspięli, Kąty jęknęła z zachwytu. W dole ciągnął się kobierzec z 

kwiatów.  Wysokie  różowe  i  żółte  naparstnice  w  różnych  stadiach  kwitnienia, 
niebieskie  ostróżki  jak  wykrzykniki,  czerwone  kapryfolium  oplatające  smukłe, 
młode drzewka. Barwy stokrotek, chabrów, niezapominajek mieniły się w oczach. 

– Cudowne – szepnęła Kąty, szykując aparat do zdjęć. 
Fotografowała kwiaty, krzewy, Thomasa. Bardzo pragnęła uchwycić niezwykłą 

aurę tego miejsca. 

Zmieniła film i założyła szerokokątny obiektyw. 
– Po prostu zapiera dech w piersiach – powtórzyła ku radości Thomasa. 
Kiedy  skończyła  fotografować,  oboje  przez  jakiś  czas  zachwycali  się 

wspaniałym krajobrazem. 

– To nie mogło wyrosnąć samorzutnie – powiedziała. – Kto założył taki ogród? 
– Ja – odrzekł Thomas, a widząc jej zdumiony wzrok, dodał: – Sprawia mi to 

przyjemność. 

– Każdemu by sprawiło. 
Kąty nurtowało wiele pytań, lecz nie zadała żadnego. 
Każde  słowo  rozmowy  wzmagało  atmosferę  intymności  między  nią  a 

Thomasem.  Rzuciła  ukradkowe  spojrzenie  na  jego  pierś.  Miał  rozpiętą  koszulę,  a 
ona zapragnęła wsunąć pod nią dłonie i przesuwać palcami powoli, powoli... 

Zatrzymała się, by nazbierać kwiatów. Thomas uśmiechnął się, gdy dwie białe 

stokrotki wsunęła sobie za uszy. 

–  Kąty,  chciałbym  cię  o  coś  zapytać.  Być  może  będzie  to  bolesne  i  nieco 

krępujące, ale mam swoje powody. Powiedziałaś, że czułaś to samo co siostra, gdy 
jej samolot spadał i płonął. Czy możliwe, że to sobie wyobraziłaś? 

– Nie! Wiem, co czułam. 
–  Mogłaś  się  z  nią  w  dużym  stopniu  utożsamiać,  a  nawet  stawiać  się  na  jej 

miejscu. Może boisz się, że zginiesz, jeśli wsiądziesz do samolotu? 

–  Oczywiście,  że  się  tego  obawiam.  Większość  ludzi  się  boi.  Cóż  to  za 

amatorskie dochodzenie? 

– A jeśli ci powiem, że nie ma sensu bać się śmierci? 
– W tym zakresie też uważasz się za eksperta? 
Kąty  skrzywiła  się.  Thomas  wyobraził  sobie  jej  reakcję  na  doświadczenie  ze 

ś

miercią, które przeżył. Gdyby mu uwierzyła. .. 

– Ekspert nie ekspert, ale mam własne zdanie na ten temat. 
– Na każdy temat – podkreśliła z uśmiechem. 
Thomas  roześmiał  się.  Daj  sobie  spokój,  rzekł  w  duchu,  lecz  nie  potrafił 

background image

przestać. Ta sprawa miała dla niego zbyt wielkie znaczenie. 

– Nie przepadasz za stanowczymi opiniami, prawda? – zapytał. 
– Nie chodzi o stanowcze opinie, lecz o to, że za każdym – razem występujesz 

jako  autorytet,  który  chce  mnie  zawrócić  ze  złej  drogi.  Podobnie  zachowywał  się 
mój były mąż. Miałam tego powyżej uszu. 

– Byłaś zamężna? – zdumiał się. 
–  Tak.  Raz.  I  kochałam  go  –  powiedziała  Kąty,  uprzedzając  pytania.  –  To 

głupie, ale tak za nim szalałam, że... – Kąty zawahała się, czy wyznać prawdziwy 
powód  rozwodu,  do  którego  doszło,  gdy  Rhys  zaczął  ją  zdradzać,  a  to  było 
poniżające.  –  Początkowo  tłumiłam  swoje  odczucia  i  opinie.  Utwierdzałam  się  w 
przekonaniu,  że  to  on  jest  świetny.  Robiłam  wszystko,  by  zaspokajać  jego 
pragnienia. Lecz tylko przez pewien czas. 

– Ja taki nie jestem. 
– Nie. Wybacz, że dokonałam porównania. 
Co  by  powiedział, gdybym  wyznała,  jak  bardzo  byłam  głupia,  zastanowiła  się 

Kąty. 

–  Może  jestem  nieco  przewrażliwiona  na  tym  tle,  nie  wiem.  Ale  mnie 

zdominował.  Nie  uznawał  równości  partnerów  w  naszym  związku.  Ktoś  musiał 
przewodzić  i  tym  kimś  był  on.  Kontrolował  każdy  mój  krok,  każdą  myśl, 
sprawdzał,  gdzie  byłam,  co  widziałam.  Kiedy  wszystko  się  skończyło, 
postanowiłam,  że  nikomu  już  się  nie  poddam.  Nie  chcę  mieć  do  czynienia  z 
podobnymi ludźmi, niezależnie od tego jak bardzo byliby mili. 

– Uważasz mnie za jednego z nich? No cóż... może trochę taki jestem. Przykro 

mi  z  powodu  twego  nieudanego  małżeństwa,  lecz  nie  utożsamiaj  mnie  z  byłym 
mężem, dobrze? 

– Popracuję nad tym. 
– A ja nad swoją skłonnością do autorytatywności. 
– Zgoda. 
–  Muszę  wrócić  na podwórko  i pomóc  ludziom  w  pracy,  ale  potem  będę  miał 

czas. 

– Na co? 
– Żeby pojechać z tobą na lotnisko. Samolot wróci o czwartej i przed piątą nie 

będzie  potrzebny.  Nawet  biorąc  pod  uwagę  tankowanie  paliwa,  zostanie  sporo 
czasu, byś go przynajmniej obejrzała. 

– Jesteś niezwykle uparty. To męczące. 
–  Ależ  nie.  Szanuję  twoje  uczucia,  jednak  potrzebujesz  pomocy.  Chcę  ci  jej 

background image

udzielić. 

– A nie przyszło ci do głowy, że mogę tego wcale nie pragnąć, bo wolę pomóc 

sobie sama? 

– Potrafisz? 
–  Na  razie  nie,  lecz  mówiłam  już,  że  nad  tym  pracuję.  A  poza  tym,  dlaczego 

interesuje cię to, czy będę latać, czy nie? To mój problem. 

– Teraz również mój, jest dla mnie ważny. Chcę... dzielić z tobą rozkosz lotu. 

Potrafię  troszczyć  się  o  ludzi,  opiekować  się  nimi.  To  część  mojej  natury.  Zależy 
mi na tobie – powiedział, biorąc Kąty za rękę. 

– Dziękuję. Ja też cię lubię, lecz lotnisko... Naprawdę nie mam ochoty. Proszę, 

nie. 

– Nie chcesz się pozbyć fobii? 
–  Oczywiście,  że  chcę  –  rzekła  podniesionym  głosem.  –  Ale  w  publicznym 

miejscu nie mam zamiaru nas obojga wprawiać w zażenowanie. 

– Nikogo nie będzie w pobliżu. Tylko ty i ja. Nie zrobię niczego, co mogłoby 

cię krępować – zapewnił. 

– Nie chodzi o ciebie, lecz o mnie. Boję się bardziej, niż mogę to wyrazić. Po 

prostu jestem tchórzem. 

Machnęła ręką zrezygnowana. 
 – Wiem, że się boisz. Być może też bym się bał na twoim miejscu. Ale myślę, 

ż

e jesteś silniejsza, niż sądzisz. Co to jest odwaga? Stawić czoło wyzwaniu, nawet 

jeśli się trzęsiesz ze strachu. Znam to uczucie. Pozwól mi spróbować pomóc. Dziel 
ze mną rozkosz lotu. 

Kąty została pokonana. 
– W porządku, wygrałeś. Pojadę na lotnisko – rzekła. 
W  milczeniu  ruszyli  do  domu.  Teraz,  gdy  się  zgodziła,  Thomasa  wypełniły 

obawy, czy swoim uporem nie otworzył aby jej ran na nowo. 

Jest  bardziej  okaleczona,  niż  przypuszczałem,  pomyślał.  Jeszcze  nieudane 

małżeństwo... I ja chcę to wszystko naprawić? Tak. A jeśli przeceniam własne siły? 
Popełniam błąd? Trzeba zaryzykować, postanowił. 

Nie  bardzo  wiedział,  jak  zatroszczyć  się  o  Kąty,  lecz  miał  pewność,  że  tego 

pragnie. Wiedział, że nie ustanie, póki nie pozyska zaufania dziewczyny. Spojrzał 
na  nią  i  poczuł,  że  ma  ochotę  zaniknąć  ją  w  ramionach.  Będziesz  ze  mną 
bezpieczna, zapewnił ją w duchu. 

 

background image

Rozdział 6 

 
Lotnisko znajdowało się na przeciwległym krańcu osady. Jechali w milczeniu. 

Ilekroć  Thomas  spojrzał  na  Kąty,  ogarniały  go  obawy.  Siedziała  wyprostowana  i 
patrzyła przed siebie. Nie potrafił przeniknąć jej myśli ani uczuć. 

–  Jedziemy  obejrzeć  tylko  parę  samolotów  –  przypomniał  uspokajająco.  – 

Oprócz dwóch pasażerskich mam jeszcze mały odrzutowy. Teraz jest w drodze na 
Alaskę.  Lecz  najbardziej  lubię  jednosilnikowego  malca.  Spędziłem  na  nim  wiele 
godzin na podniebnych marzeniach. 

– Na podniebnych marzeniach? 
–  Tak  to  nazywam.  Świetny  sposób,  by  przestać  myśleć  o  kłopotach.  Bardzo 

uspokaja. 

– Być może ciebie – powiedziała obojętnym tonem. – Większość ludzi traktuje 

lot jako szybki sposób przemieszczania się z miejsca na miejsce. 

– Twoja siostra tak nie myślała. 
– Nie, ona nie – przyznała Kąty i odwróciła głowę. 
Zatrzymali  się  przed  długim,  jednopiętrowym  budynkiem  i  wysiedli  z 

samochodu.  W  niewielkiej  poczekalni  widać  było  grupkę  pasażerów.  Za 
terminalem czekał samolot. Na ten widok Kary przeniknął dreszcz. 

Opanowała się jednak i zbliżyła do maszyny. Thomas uczynił zapraszający gest 

ręką, więc weszła do środka. Tu opadła na jedno z miękkich siedzeń. 

– Bardzo ładny i wygodny – wymamrotała. – Mogę obejrzeć kokpit? , Thomas 

z  radością  pokazał  jej  kabinę  pilota  pełną  światełek  i  tajemniczych  przycisków. 
Kary  zawsze  podziwiała  lotników  za  to,  iż  potrafią  rozeznać  się  w  tej  plątaninie. 
Teraz  wzięła  głęboki  oddech,  by  opanować  wewnętrzne  drżenie.  Thomas 
uspokajająco dotknął jej ramienia. Poczuła się lepiej. 

– Chodźmy na spotkanie z . Aniołem" – zaproponował. 
– Z „Aniołem"? 
– Tak go nazywam – wyjaśnił Thomas, prowadząc Kąty do otwartego hangaru. 
– Piękny, prawda? – spytał, gdy zatrzymali się w drzwiach. 
Nawet w mrocznym wnętrzu samolot lśnił czerwonym lakierem. Kąty zbliżyła 

się do kadłuba, próbując nie zwracać uwagi na ściskanie w żołądku. Czuła szum w 
uszach. Dopiero po kilku sekundach zorientowała się, że to inna maszyna włączyła 
silniki. Przełknęła ślinę, chcąc zwalczyć ogarniającą słabość. 

– Jest piękny – powiedziała cicho. 

background image

Thomas  wziął  Kąty  pod  ramię  i,  ku  jej  uldze,  wyprowadził  na  zewnątrz.  Bez 

słowa wrócili do samochodu. 

– To wszystko? – spytała, gdy usiadł obok. 
–  Przecież  powiedziałem,  że  przyjedziemy  tylko  popatrzeć.  –  Roześmiał  się  i 

ż

artobliwie dotknął czubka jej nosa. 

 
Do  domu  przyjechali  w  rekordowym  tempie.  Thomas  zadowolony,  że  zrobił 

pierwszy  krok  w  wyznaczonym  kierunku,  z  zapałem  wrócił  do  uprzątania 
połamanych wiatrem gałęzi drzew. 

Około południa Kąty zaproponowała, że przygotuje kanapki. 
–  Świetnie  –  ucieszył  się.  –  Wszystko  co  trzeba,  włącznie  z  zimnym  piwem, 

znajdziesz w lodówce. 

Kąty  uświadomiła  sobie,  że  sprawia  jej  przyjemność  ta  domowa krzątanina. Z 

radością przygotowywała posiłek dla Thomasa i pracujących z nim ludzi. 

Lecz na tym koniec, nie będę się zmuszać do niczego więcej, pomyślała, krojąc 

pomidory  z  większą  siłą,  niż  wymagałaby  tego  sama  czynność.  Kiedy  wszystko 
było  gotowe,  zaprosiła  mężczyzn  do  domu.  Uczucie  przyjemności  wróciło,  gdy 
patrzyła,  z  jakim  smakiem  zjadają  jej  kanapki.  Usiadła  do  stołu,  choć  wcale  nie 
była  głodna.  Po  prostu  miała  ochotę  poznać  przyjaciół  Thomasa.  W  ich 
spojrzeniach dostrzegła błysk ciekawości, lecz wcale się tym nie przejmowała. 

Potem,  gdy  gałęzie  zostały  już  pocięte  i  ułożone  w  stosy,  a  pomocnicy 

odjechali,  Thomas  przyniósł  trochę  drewna  do  kominka.  Wszystko,  do  czego  się 
brał,  robił  z  wielką  zręcznością.  Kąty  doszła  do  wniosku,  że  lubił  pracę  fizyczną. 
Zaczęła  się  zastanawiać,  czym  zajmował  się  w  Nowym  Jorku  i  co  go  skłoniło  do 
wyjazdu?  Przywykł  do  wydawania  poleceń,  podejmowania  decyzji  za  innych, 
czemu więc zaszył się na wsi? 

Postanowiła zaspokoić ciekawość przy najbliższej okazji. 
Wieczorem,  gdy  radziła  się  Thomasa,  w  której  restauracji  zjeść  kolację, 

odpowiedział: 

– Na tej farmie. Słyszałem, że ma wspaniałego szefa kuchni. Protesty Kąty zbył 

jednym zdaniem: 

– Muszę się zrewanżować za przygotowanie lunchu. 
– W takim razie zgoda. Czy mogę ci pomóc? – spytała Kąty. 
Nie  miała  pojęcia,  że  wspólne  krzątanie  się  przy  posiłku  tak  zbliża  ludzi.  Nie 

dotykając  się  wzajemnie,  a  tylko  gawędząc  i  podając  sobie  produkty,  stworzyli 
miłą  atmosferę  intymności.  Znacznie  dłużej  jedli,  niż  przygotowywali  kolację 

background image

złożoną z krewetek, sałaty, pomidorów, gorących bułeczek i czerwonego wina. 

Kary pomogła sprzątać po posiłku, a potem siadła na kanapie wśród poduszek, 

by wraz z Thomasem delektować się brandy. 

– Nie będziesz miał nic przeciwko temu, jeśli zadzwonię do domu i dowiem się, 

co słychać u Neli, mojej gospodyni? 

 – spytała po chwili ciszy. – Zaraz wrócę – dorzuciła. 
Thomas  podał  jej  telefon  bezprzewodowy  i  zaczął  patrzeć  w  sufit,  gdy 

wybierała numer. Kiedy odłożyła słuchawkę, zauważył: 

– Ta Neli znaczy dla ciebie więcej niż zwykła gospodyni. 
– O, tak. Była w dzieciństwie naszą nianią. Potem wyszła za mąż i straciłyśmy 

kontakt. Ale cztery lata temu znowu się spotkałyśmy. Owdowiała, nie miała nikogo 
na  świecie,  zdrowie  jej  nie  dopisywało,  więc  przeniosła  się  do  mnie  i  Karin. 
Wspaniale się nami zajmowała, gdy byłyśmy dziewczynkami, więc teraz z radością 
otoczyłyśmy ją opieką. Ale, oczywiście, nie dałyśmy jej poznać, czemu to robimy. 
Wszyscy  wiedzieli,  że  poszukujemy  gosposi,  bo  obie  pracowałyśmy  zawodowo. 
Neli  ma  sześćdziesiąt  trzy  lata  i  prowadzi  aktywny  tryb  życia,  ale  jeśli  mnie 
potrzebuje, staram się być w pobliżu. 

– Cieszę się, że masz kogoś takiego jak ona – zauważył z uśmiechem Thomas. 
– Uważam ją za członka rodziny – przyznała Kąty. 
– Ja też chciałabym cię o coś zapytać. Czym zajmowałeś się w Nowym Jorku i 

dlaczego stamtąd wyjechałeś? 

– Prowadziłem różne inwestycje. 
– Odnosiłeś w tym sukcesy? 
–  Można  tak  powiedzieć.  W  pewnych  kręgach  byłem  znany  jako  czarownik  z 

Wall Street. 

– Wielkie nieba! Co właściwie robiłeś? 
– Specjalizowałem się w wyszukiwaniu małych spółek z dużym potencjałem i 

brakami kapitałowymi. Dofinansowywałem je i jeśli się myliłem, ponosiłem straty, 
a  jeśli  trafnie  oceniałem  sytuację,  wygrywałem.  Częściej  jednak  podejmowałem 
słuszne decyzje. 

– Żałuję, że cię wówczas nie znałam. 
– Pewnie bym ci się nie spodobał. Sam za sobą nie przepadałem. 
– Dlaczego? Tak bardzo się zmieniłeś? 
– Owszem. 
Kary chciała, by powiedział coś więcej, lecz on wolał milczeć. 
–  Teraz  cię  lubię,  więc  czemu  nie  miałbyś  przypaść  mi  do  gustu  również 

background image

wcześniej? 

–  Byłem  bardzo  zapatrzony  w  siebie.  Nie  dbałem  o  związki  z  ludźmi,  nie 

obchodziły mnie ich uczucia. 

– Tak? 
Kąty  spuściła  wzrok,  uświadamiając  sobie,  że  spotkała  w  życiu  wielu 

podobnych mężczyzn. 

– Tylko jedno mnie interesowało. 
– Co takiego? 
– Pieniądze i władza, którą dają. Na wszystko inne byłem ślepy. 
– Teraz zupełnie inny z ciebie człowiek – zauważyła z uśmiechem. 
– Rzeczywiście – przyznał. 
– Co cię odmieniło? – spytała. – Jeśli nie masz ochoty, możesz nie odpowiadać 

– dorzuciła. 

–  To  osobiste  pytanie  –  rzekł,  podniósł  się  z  kanapy  i  podszedł  do  okna.  – 

Rzadko  z  kimś  o  tym  mówię.  Zdarzyło  się  coś,  co  sprawiło,  że  zacząłem  inaczej 
myśleć o sensie życia. Inaczej pojmować sukces. 

Kary miała nadzieję, że za chwilę usłyszy więcej. 
–  Więc...  –  zaczęła  zachęcająco.  –  Co  zrobiłeś  z  pieniędzmi  po  tych 

przemyśleniach? Pozbyłeś się ich? 

–  Nie  jestem  głupcem.  W  posiadaniu  pieniędzy  nie  ma  niczego  złego.  To 

wspaniały instrument. Ale pieniądze nie mogą stać się celem życia. 

Wzruszył ramionami, sygnalizując, że uważa temat za zamknięty. 
– Czy zdajesz sobie sprawę, jak bardzo się do siebie zbliżyliśmy w ciągu paru 

dni? – spytał nagle. 

–  Tak.  Sądzę,  że  staliśmy  się  przyjaciółmi  –  zauważyła  ostrożnie  Kąty.  –  To 

niezwykłe, bo nie należę do ludzi, którzy szybko zawierają przyjaźnie. Mija sporo 
czasu, nim komuś zaufam. 

– Rzeczywiście, myślę, iż się zaprzyjaźniliśmy – zgodził się Thomas. – Sądzę 

też, że się w tobie zakochałem. 

Kąty zerwała się z kanapy. Nie mogła złapać oddechu z wrażenia. 
– Nie, nie mów tak, proszę. Pozostańmy przyjaciółmi. Przyjaciele nie ranią się 

wzajemnie.  A  to  mogłoby  się  zdarzyć,  gdybyśmy...  Miłość  zaprowadziłaby  nas 
donikąd. 

Wiem, co mówię. Zakochanie się we mnie to gruby błąd, czyste szaleństwo. 
Thomas aż się cofnął, zaskoczony gwałtownością reakcji Kąty. 
–  Miłość  nigdy  nie  może  być  błędem  –  powiedział  z  przekonaniem.  –  Czemu 

background image

jesteś taką pesymistką? 

– Przecież wiesz – wydusiła przez ściśnięte gardło. 
– Bo twoja siostra zginęła w wypadku samolotowym? 
Zabrzmiało to tak oschle, że Kąty musiała usiąść. 
– Tak, z tego powodu również, ale to bardziej złożone, niż przypuszczasz. 
–  Wiem.  Chciałbym  poznać  twoją  motywację.  Czujesz  się  zraniona,  więc 

pragnąłbym wiedzieć, dlaczego. Uwierz, że nie chodzi o zaspokojenie ciekawości, 
lecz o to, by lepiej cię zrozumieć. 

Kąty skinęła głową. 
–  O  pewnych  sprawach  trudno  mówić.  Na  przykład  o  małżeństwie.  A  to  cię 

interesuje, prawda? 

– Częściowo. Czym zajmował się twój mąż? 
–  Był i  jest  aktorem.  Całkiem  dobrym.  Wierzyłam  mu.  Naprawdę  nazywał  się 

Ryland Dixon. 

Kary podniosła się i wsunęła ręce do kieszeni spodni. 
–  Stał  się  jednak  znany  jako  Rhys  Dillion.  Sądził,  że  to  bardziej  stylowe.  Co 

jeszcze  chcesz  wiedzieć  o  tym  przystojnym,  seksownym  marzeniu  wszystkich 
kobiet?  Że  mnie  opuścił?  To  prawda.  Dlaczego?  Powiedział,  że  nie  jestem  dość 
zabawna.  Poza  tym  nie  chciałam  grać  roli  zdradzanej  żony.  ,  –  Był  niewierny?  – 
spytał cicho Thomas. 

–  Trudno  mi  o  tym  mówić.  To  zbyt  przykre  –  przyznała  z  westchnieniem.  – 

Twierdził, iż ja również ponoszę część odpowiedzialności za jego postępki. Że go 
zawiodłam. Powtarzał, iż nie stanowię dlań wystarczającego wyzwania. Myślę, że 
miał  rację.  Byłam  zbyt  konserwatywna.  Nie  umiałam  udawać,  więc  znalazł  sobie 
inną partnerkę. Nie dotrwaliśmy nawet do pierwszej rocznicy ślubu. 

– Musiało być ci trudno. 
– No cóż... To ważna część mojej przeszłości. Odmieniła mnie, a wszystko co 

przynosi  zmiany,  jest  istotne.  Jego  niewierność  i  autorytatywność  sprawiały  ból. 
Doprowadziły  do  tego,  że  czułam  się  niewiele  warta.  Zniszczył  moje  nadzieje  i 
marzenia związane z małżeństwem, pozbawił złudzeń. 

–  Rozumiem  –  rzekł  Thomas.  –  Sam  nie  przeżyłem  niczego  podobnego,  lecz 

wierzę, że można to tak odbierać i czuć się głęboko zranionym. 

–  Rany  to  nic  złego.  Przypominają  o  lekcji,  którą  się  dostało  –  ucięła  krótko 

Kąty.  –  Wybacz,  że  tak  reaguję,  lecz  nie  należę  do  biednych  żon,  które  tylko 
czekają na wybawienie. Potrafię dać sobie radę. 

–  Wiem,  lecz  bardzo  chciałbym  ci  w  tym  towarzyszyć.  Może  razem  prędzej 

background image

uporalibyśmy się z kłopotami. 

– Nie znasz mnie ani ja ciebie. I nie mów, że jest inaczej. 
– A czego o mnie nie wiesz? – zapytał. 
– Niczego, do licha. Nie wiem, co myślisz, co czujesz... Pewnie we wszystkim 

się różnimy. 

– Podaj jakieś przykłady. 
–  Choćby  w  kwestii  miłości,  małżeństwa.  Jak  wyobrażasz  sobie  idealną 

partnerkę, żonę? 

–  Idealną?  No  cóż...  musiałaby  być  piękna,  pociągająca,  namiętna.  Poza  tym 

prawa,  uczciwa,  godna  zaufania,  cierpliwa.  ..  czuła,  delikatna,  z  poczuciem 
humoru. 

– Dobry Boże – mruknęła Kąty. – Czy taka kobieta w ogóle istnieje? 
– Mam nadzieję, że przynajmniej jedna się znajdzie. Co jeszcze... Powinna być 

domatorką, umieć zająć się gospodarstwem, ogrzać mnie w łóżku, wychować moje 
dzieci,  uprać  –  skarpetki,  każdego  wieczora  witać  mnie  w  domu  gorącym 
pocałunkiem i kolacją. 

–  Marzenia  –  zawołała  Kąty  ze  śmiechem.  –  Czuję  się  wykluczona  z 

konkurencji.  Nienawidzę  zajęć  domowych,  rzadko  gotuję  i  jeszcze  nie 
zdecydowałam,  czy chcę  mieć  dzieci. Zamierzam  pracować  zawodowo, jak  długo 
się  da,  a  to  oznacza  podróże  tu  i  tam...  –  Uniosła  ręce  do  góry.  –  Miałam  rację. 
Dzielą nas niemożliwe do pogodzenia różnice. 

– Naprawdę tak sądzisz? – spytał, kładąc ręce na ramionach Kąty. 
– Nie popadaj w samozadowolenie. 
–  Wcale  nie  popadam.  Jestem  tylko  pewien,  że  pragniesz  mnie  równie  mocno 

jak ja ciebie. Czyżbym się mylił? 

– Nie. Jesteś usatysfakcjonowany? 
–  Nie  na  długo  –  odparł,  zamykając  jej  usta  pocałunkiem,  zanim  zdołała 

zaprotestować. 

To był długi, gorący pocałunek. Kary nie wiedziała, w jaki sposób znalazła się 

w objęciach Thomasa ani jak to się stało, że zarzuciła mu ręce na szyję. Czuła tylko 
jego  oddech  na  twarzy  i  pospieszne  bicie  własnego  serca.  Lecz  mężczyzna  był  w 
pełni świadomy jej bliskości. Gdy spotkali się wzrokiem, pomyślał, że w tej chwili 
jest i silny, i słaby zarazem. Z cichym jękiem przycisnął czoło do czoła Kąty. 

– Będzie nam dobrze razem, bardzo dobrze – obiecał. 
– Wierzę. Każdej kobiecie byłoby z tobą dobrze. 
– Świetnie wiesz, że nie to miałem na myśli. 

background image

– Wiem. Jeśli jednym pocałunkiem doprowadziłeś mnie do takiego stanu, to co 

będzie dalej? 

–  Być  może  oboje  spłoniemy  od  żaru  uczuć  –  szepnął,  pieszcząc  wargami 

płatek jej ucha. – Zaryzykuję, a ty? 

– Kąty odchyliła głowę i spojrzała Thomasowi w oczy. 
–  Czy  zdajesz  sobie  sprawę,  że  nawet  tydzień  nie  minął,  odkąd  tu 

przyjechałam?  Po pięciu  dniach  znajomości  rozmawiamy  na  takie  tematy.  Widzę, 
ż

e wcale się temu nie dziwisz, a dla mnie to naprawdę niesamowite. 

–  Z  kimś  innym  byłoby  może  zaskakujące,  ale  nie  z  tobą.  To  przeznaczenie. 

Kismet?  Karma?  Teraz  marzę  tylko  o  jednym,  by  zasypiać  i  budzić  się  z  tobą. 
Ostrzegam, zrobię wszystko, żeby cię zatrzymać. 

Zanim  zdążyła  odpowiedzieć,  Thomas  wziął  ją  za  rękę  i  poprowadził  do 

frontowych drzwi. 

–  Taka  piękna  noc.  Usiądźmy  na  ganku,  popatrzmy  w  księżyc  i 

porozmawiajmy. 

– Och, ale... naprawdę jestem zmęczona. O czym chcesz mówić? – opierała się 

Kąty spragniona innych doznań. 

– Chciałbym szczegółowo przedyskutować, jak by to mogło być, gdybyśmy się 

kochali... 

 
Kary obudziła się o świcie lekko zdziwiona. Kiedy kładła się do łóżka, sądziła, 

ż

e  do  rana  będzie  analizować  słowa  Thomasa  i  wcale  nie  zaśnie.  Jednak  ledwie 

wśliznęła  się  pod  kołdrę  i  zaczęła  porządkować  myśli,  zapadła  w  głęboki  sen. 
Rankiem wróciła jej świadomość zdarzeń ubiegłego wieczora. Wspomnienie miało 
w  sobie  zapach  i  świeżość  letnich  traw.  Dziewczyna  pamiętała  pocałunek 
Thomasa, jego ostrzeżenie, rozmowę na werandzie. 

Nie mówili o niczym ważnym, lecz widać było, że porozumienie przychodzi im 

z łatwością. Kąty znów czuła się jak nastolatka. Z jednej strony pragnęła schronić 
się w bezpiecznym miejscu, z drugiej – zostać przy tym mężczyźnie i zakosztować 
niebezpiecznych  rozkoszy,  które  obiecywał.  Cóż  za  podniecający  ranek, 
powiedziała w duchu. 

Nagle  zadrżała.  W  myślach  zobaczyła  inny,  kalifornijski  poranek.  Wtedy  też 

ś

wieciło  słońce  i  śpiewały  ptaki,  lecz  w  niebo  strzelił  nagle  słup  ognia.  Złe 

wspomnienie wróciło bez ostrzeżenia. 

–  Och,  Karin,  tak  za  tobą  tęsknię  –  jęknęła  Kąty.  –  Boże,  ile  bym  dała,  żeby 

znowu usłyszeć twój głos. 

background image

Łzy spłynęły jej po policzkach. 
– Jesteś mi potrzebna – wymamrotała, kryjąc twarz w dłoniach. 
W  tym  momencie  coś  tak  uderzającego  przyszło  jej  na  myśl,  że  aż  uniosła 

głowę. 

Nie  mogę  pozwolić,  by  się  do  mnie  zbliżył,  po  prostu  nie  mogę,  postanowiła. 

Kochać  kogoś  to  znaczy  cierpieć,  a  ja  już  więcej  nie  zniosę.  Zbyt  wielu  bliskich 
straciłam. 

Serce podpowiadało jednak, by zaufać Thomasowi. 
Kąty nałożyła szlafrok i poszła do łazienki. Wzięła szybki prysznic, wciągnęła 

codzienne  dżinsy  i  włożyła  bawełnianą  bluzkę.  Lekki  makijaż  pomógł  ukryć 
zaczerwieniony nos i oczy. Znalazła swoją baseballową czapeczkę. Wcisnęła ją na 
głowę. Z żakietem i aparatem fotograficznym w ręku zeszła do kuchni. 

Thomas stał przy oknie, popijając kawę. 
– Witaj – odezwał się przyjaźnie. 
– Dzień dobry – odpowiedziała. – Czemu wstałeś tak wcześnie? 
– Przewidziałem, że ty zerwiesz się o świcie. Jesteś głodna? 
–  Tak  –  przyznała,  spoglądając  na  sałatkę  owocową  z  malin,  truskawek  i 

melona.  –  Wygląda  smakowicie,  aż  nad–  to  pięknie,  by  naruszać  kompozycję.  – 
Czyżbyś był również artystą? 

–  Niezupełnie.  Maddie  przygotowała  to  wczoraj.  Proszę,  usiądź.  Napijesz  się 

kawy? Dokąd uciekasz tak rano? 

– Nie uciekam. Mam pracę do wykonania. Muszę zebrać materiał do reportażu. 
– Utrzymujesz się z publikacji w czasopismach? 
– Wystarcza na jedzenie i stroje. Na szczęście nie muszę tak bardzo liczyć się z 

pieniędzmi. 

– Uzyskałaś dogodne warunki rozwodu? 
–  Nie,  mam  dochody  z  funduszu  powierniczego  –  wyjaśniła  zirytowana 

pytaniami. 

Thomas  spojrzał  przepraszająco  i  uśmiechnął  się.  Wypił  łyk  kawy,  a  potem 

zauważył: 

– Kąty, powinnaś mi coś powiedzieć. 
– Tak. Mam zamiar spędzić weekend poza... z dala od ciebie. 
– Krępuje cię moja obecność? 
– Rzeczywiście, czuję się niezręcznie. Zdarzyło się za wiele i za szybko jak na 

mój  gust.  Pośpiech  nie  leży  w  mojej  naturze.  Jestem  kobietą,  która  kieruje  się 
rozsądkiem, a nie nastolatką... 

background image

–  Muszę  być  z  tobą  szczery.  Wczoraj  długo  myślałem  o  naszym  pocałunku. 

Wybacz, że zachowałem się gwałtownie. Taki już jestem. Nie należę do osób, które 
czegoś  by  się  bały.  Zapomniałem  jednak,  że  inni  mogą  czuć  strach,  a  to  potężne 
uczucie. 

– Naprawdę niczego się nie obawiasz? – spytała Kąty. – Jak do tego doszedłeś? 
– Nie powiedziałem, że się nie obawiam, tylko że nie czuję strachu. W każdym 

razie zazwyczaj go nie czuję, a ty zdajesz się być przerażona. 

– W jaki sposób opanowujesz strach? 
– To przychodzi z czasem. 
Odpowiedź  Thomasa  wzbudziła  zainteresowanie  Kary,  lecz  w  tym  momencie 

Thomas  podniósł  się,  by  przynieść  dwie  miseczki  gorącej  owsianki  i  grzanki  z 
masłem. 

– Jedz – zachęcił. – Jesteś zbyt szczupła. 
–  Neli  zawsze  nalegała,  byśmy  jadły  owsiankę.  Przepadałam  za  tą  potrawą,  a 

Karin  jej nie  znosiła, więc zawsze zamieniałam  swój  pusty talerz  na  jej pełny, by 
wybawić  ją  z  opresji...  Chyba  pomyślę  o  zmianie  zakwaterowania  – 
zakomunikowała naraz Kąty. 

– To śmieszne, ty nie... – Thomas przerwał, lecz po chwili ciągnął dalej: – No 

dobrze, może i nie śmieszne, ale naprawdę nie musisz tego robić, w każdym razie 
nie z mojego powodu. 

–  Czuję,  że  powinnam.  Ciągle  opłakuję  siostrę,  nadal  doskwierają  mi  rany 

odniesione  w  nieudanym  związku.  Po  prostu  nie  jestem  gotowa  do...  jazdy  na 
księżyc. 

– Smutek to jedno, ale rany sama mogłabyś zaleczyć. W porządku, już nic nie 

mówię.  –  Wycofał  się,  widząc  błysk  w  oczach  Kąty.  –  Podczas  tego  weekendu 
mam  kilka  lotów,  więc  i  tak  będę  poza  domem.  Kiedy  w  pensjonacie  są  goście, 
Maddie zostaje tu podczas mojej nieobecności. Nie będziesz samotna. 

– Samotność nie stanowi dla mnie problemu. Może obawiasz się, że mogłabym 

zniknąć z którymś z twoich cennych drobiazgów? 

–  Nie.  Ufam  ci  do  tego  stopnia,  że  powierzyłbym  ci  własne  życie  –  oparł 

łagodnie. – Więc jak, nie odejdziesz? 

Skinęła głową. 
– W takim razie odwołam Maddie – rzekł, podniósł się i sięgnął po marynarkę. 

– Cieszę się, że zostajesz. Myślę, że przyjemnie spędzisz czas. Wyspa Lopez może 
nie  jest  zbyt  atrakcyjna  dla  turystów,  lecz  San  Juan  z  pewnością  warto  obejrzeć. 
Jeśli pojedziesz do Friday Harbor, zajrzyj do centrum młodzieżowego Niny Logan. 

background image

Myślę,  że  spodoba  ci  się  to,  co  osiągnięto  tam  dzięki  właściwie  wykorzystanym 
pieniądzom. Do zobaczenia – powiedział i wyszedł z kuchni. 

Był już w drzwiach, gdy usłyszał: 
– Czy zawsze musisz mieć ostatnie słowo? 
Roześmiał się tylko i zniknął. 
Nie powinnam być tutaj, gdy wróci, pomyślała Kąty. 
 

background image

Rozdział 7 

 
–  Czyż  nie  zawędrowałyśmy  wystarczająco  daleko?  –  jęknęła  Patsy.  –  Wiem, 

ż

e wdrapywałaś się na drzewa i przepływałaś rzeki, w których czaiły się krokodyle, 

wszystko  po  to,  by  zrobić  doskonałe  zdjęcie,  ale  czy  naprawdę  musimy  wdzierać 
się na tę górę? Doceniam smak zwycięstwa, lecz nie chcę go przypłacić życiem. 

–  Przestań  marudzić,  chciałaś  iść  ze  mną,  to  masz  –  odrzekła  z  uśmiechem 

Kąty. – No dobrze. Zatrzymamy się i odpoczniemy na tej skałce. 

– Dzięki Bogu. – Patsy z westchnieniem  ulgi opadła na płaski kamień i zdjęła 

but,  by  wytrzepać  zeń  żwir.  –  Powiedz  wreszcie,  czemu  od  rana  jesteś  taka 
wyciszona – poprosiła. – Tylko nie udawaj niewiniątka. Wiem, że coś ukrywasz. 

–  Nie  pamiętasz?  Jeszcze  w  szkole  obiecałyśmy  sobie,  że  nie  będziemy  się 

wtrącać jedna do drugiej, jeśli chodzi o życie osobiste. 

– Pamiętam, no i co? 
– Mam wrażenie, że swatasz mnie z Thomasem. 
– Nie to cię gryzie. O co naprawdę chodzi? Czemu jesteś przygnębiona? 
– Bo wczorajszy wieczór był tak cudowny, że aż serce boli. 
– Aha! 
– Co, aha? Nic, aha! Po prostu siedzieliśmy na werandzie i gadaliśmy. Właśnie 

ta  zwyczajność  mnie  oczarowała.  Więc  twoje  domyślne,  radosne  „aha"  nie  ma 
sensu. 

– Cieszę się, bo lubię Thomasa, a ciebie kocham. 
–  No  właśnie  –  westchnęła  Kąty.  –  Wiem,  że  chcesz  dobrze  i  dlatego 

rozmawiam z tobą otwarcie. Wierzę, że nie zrobiłabyś niczego, co by mnie zraniło, 
bo  jesteśmy  przyjaciółkami,  ale  ten  człowiek,  choć  uroczy,  ciągle  jest  dla  mnie 
kimś obcym. Jak możesz prosić, bym zaufała mężczyźnie, którego nie znam? 

– Ja go znam. 
– W porządku, ale on jest pilotem. Lata w tej małej trumnie... 
– To świetny samolot. 
– Och, Patsy, wiesz, o czym myślę! 
– Tak i szanuję twoje uczucia. Ale gdybyś zechciała mu zaufać, pozwolić, by ci 

udowodnił,  że  się  mylisz, obawiając  się latania,  może zmieniłabyś  zdanie na  jego 
temat.  Założę  się,  że  Thomas  bardzo  chce  ci  pomóc.  No  dobrze,  niech będzie,  że 
się wtrącam, oskarżaj mnie o wścibstwo. Przepraszam, jeśli nie miałam racji. 

Kąty milczała. Patrzyła przez jakiś czas w obłoki. 

background image

–  Nie  mylisz  się.  Thomas  Logan  bardzo  mnie  pociąga,  ale  już  raz  popełniłam 

błąd. Oszukiwałam się, bo chciałam się oszukiwać. Jak dziecko. Teraz nauczyłam 
się  tego  unikać.  Byłabym  wobec  siebie  nieuczciwa,  gdybym  powiedziała,  że  nie 
nękają mnie wątpliwości. To wszystko. 

Wiem, że masz najlepsze chęci, ale przestań się wtrącać. Teraz usiądź ładnie i 

uśmiechnij się, będziesz mi pozować – rzekła w końcu. 

Kiedy późnym wieczorem Kąty Lawrence zjawiła się w pensjonacie, dom stał 

pusty.  Widać  było  tylko  ślady  obecności  Maddie.  Na  komodzie  stos  świeżych 
ręczników i wysprzątane pokoje. Kąty nie przejmowała się, że gospodyni zostawiła 
ją  samą.  Wielki  dom  wydawał  się  taki  przyjazny.  Jej  kalifornijscy  przyjaciele 
powiedzieliby, że wydobywał z siebie pozytywne wibracje. 

Kąty,  zmęczona  i  zakurzona  po  całodziennych  wędrówkach,  marzyła  tylko  o 

gorącej kąpieli. Z błogością zanurzyła się po szyję w wannie. Było jej zbyt dobrze, 
by oddawać się trudnym rozmyślaniom. 

Tej  nocy  spała  spokojnie.  Przygotowując  śniadanie,  doszła  do  wniosku,  że 

powoli dochodzi do siebie. Nie dręczyły jej już złe sny. Miała apetyt i energię. Od 
dawna  tak  dobrze  się  nie  czuła.  Nawet  obawa  przed  zbytkiem  szczęścia  przestała 
jej  nadto  doskwierać.  Usiadła  na  krześle  Thomasa  i  popijając  kawę  wróciła 
myślami do dzieciństwa spędzonego z babcią i Karin. 

Potem wybrała się, by nazbierać polnych kwiatów na bukiet do swego pokoju. 

Boże,  pomyślała,  kiedyż  ostami  raz  zrywałam  kwiaty  na  łące?  To  było  wówczas, 
gdy na tydzień wynajęłyśmy z Karin domek w Catskills. 

Po powrocie do domu zorientowała się, że kwiatów starczy na więcej niż jeden 

bukiet. Zrobiła więc wiązankę również dla Thomasa. 

Około  dziesiątej  znalazła  się  na  promie  płynącym  na  wyspę  San  Juan.  Wiele 

czasu  spędziła,  spacerując  uliczkami  Friday  Harbor,  robiąc  notatki  i  fotografując. 
W końcu dotarła do centrum młodzieżowego Niny Logan. 

Prosty  architektonicznie  budynek  znakomicie  komponował  się  z  otoczeniem. 

Był nieco odsunięty od ulicy i skryty wśród drzew. Gdy Kąty weszła do środka, od 
razu zrozumiała, dlaczego tak go zaprojektowano. Na boisku przed domem bawiły 
się  dzieci  w  różnym  wieku.  Wewnątrz  znajdowały  się  świetnie  wyposażone  sale 
gimnastyczne.  Każdy  mógł  tam  znaleźć  coś  dla  siebie.  I  tu  również  Kąty  zrobiła 
notatki. Tym razem bardziej z myślą o Thomasie niż dla własnych potrzeb. 

Do  pensjonatu  wróciła  koło  siódmej.  Gdy  wjeżdżała  w  aleję  prowadzącą  do 

domu,  czuła  w  sobie  oczekiwanie.  Jednak  nikt  jej  nie  powitał.  Weszła  do  salonu. 
Thomas musiał odwiedzać farmę. Obok jego krzesła leżały gazety. Kąty przygryzła 

background image

wargę i, rozczarowana, poszła na górę. W pokoju przepisała notatki na podręcznym 
komputerze. Gdy to skończyła, usiadła przy oknie, ogarnięta melancholią. 

Minęły  dwa  dni,  odkąd  nie  widziała  gospodarza  posiadłości.  Bardzo  za  nim 

tęsknię,  uświadomiła  sobie.  Musiała  przyznać,  że  po  prostu  czeka  na  Thomasa, 
pragnie jego pieszczot i pocałunków. 

Nastał  zmierzch,  wkrótce  zapadła  noc.  Kąty  nie  bała  się  spać  sama  w  pustym 

domu. Czuła się tu bezpiecznie, choć może trochę samotnie. Zadzwoniła do Neli i 
po  miłej  pogawędce  usnęła,  nie  doczekawszy  się  powrotu  człowieka,  którego  tak 
jej brakowało. 

 
W piątkowy wieczór Thomas szybko wjechał na podjazd. Było późno, a on czuł 

się bardzo zmęczony. W oknach farmy i na ganku paliło się światło. Ucieszył się, 
widząc zaparkowany samochód Kąty. Nie widział tej cudownej dziewczyny ponad 
tydzień i nic dziwnego, że pragnął jej obecności. 

Z trudem wytrzymał rozstanie. Miał, co prawda, sporo lotów, lecz mógł wrócić 

wcześniej. Postanowił jednak dać jej czas. 

Z uczuciami godnymi nastolatka przekroczył próg własnego domu. 
Kąty  siedziała  w  salonie  przy  kominku.  Miała  na  sobie  dżinsy  i  białą  bluzkę. 

Włosy  związała  w  koński  ogon.  Na  jej  zgrabnym  nosku  tkwiły  duże  okulary  w 
czerwonej oprawce. 

– Witaj – zawołała na widok Thomasa. 
– Dobry wieczór – odpowiedział. 
Kąty  była  boso,  co  pozwoliło  Thomasowi  dostrzec  błysk  złotej  bransoletki 

zdobiącej jej kostkę. Zdjął marynarkę i położył na krześle. Na dworze padało, więc 
był mokry i zziębnięty. Tu jednak wszystko promieniowało ciepłem. 

Kąty zdjęła okulary. 
– Ochłodziło się, więc rozpaliłam ogień. Nie najlepiej sobie z tym poradziłam, 

może  byś  coś  poprawił.  Nastawiłam  też  wodę.  Zaraz  będzie  gorąca  herbata. 
Napijesz się? – zapytała. 

– Z przyjemnością. 
Deszcz  za  oknem,  a  tu  ogień  na  kominku  i  Kąty.  Przyjemne  zakończenie 

męczącego dnia. Potem przyjdzie czas na miłość, pomyślał Thomas. 

W  chwilę  później  Kąty  przyniosła  z  kuchni  imbryk  i  filiżanki.  Ustawiła 

wszystko na niskim stoliczku, a sama umościła sobie gniazdko wśród poduszek na 
kanapie. Thomas dorzucił do ognia kilka pachnących szczap jabłoniowego drewna. 

– Pięknie się pali – zauważyła Kąty. 

background image

Czuła  się  wspaniale  w  tym  przyjaznym  domu.  To  niebezpieczne,  pomyślała 

jednak,  gdy  Thomas  usiadł  obok.  Podniosła  się,  by  nalać  herbaty  do  filiżanek. 
Spojrzała pytająco na Thomasa. 

– Dwie kostki, proszę – rzekł, odgadując sens jej spojrzenia. 
Podała mu filiżankę, potem wzięła swoją. 
– Jak minął tydzień? – zapytał. 
Kąty opowiedziała o wszystkim, co robiła. Wysłuchała również jego relacji. Na 

koniec popatrzyli na siebie i wybuchnęli śmiechem. Napięcie zelżało. Kąty popijała 
spokojnie  herbatę,  za  oknem  ciągle  padało,  a  na  kominku  trzeszczały  płonące 
polana. 

– To piękny pokój i w ogóle cały dom jest cudowny – zauważyła rozmarzona. 
– Lubisz go? 
–  Bardzo  –  przyznała.  –  Gdy  pojawiłam  się  tu  po  raz  pierwszy,  miałam 

wrażenie,  że  skądś  go  znam.  A  kiedy  weszłam  do  środka,  wydawało  mi  się,  że 
nawiedziły  go  duchy.  Nie,  żebym  była  przesądna,  ale  wszystko,  na  co  patrzyłam, 
wyglądało tak jak powinno. Potem uświadomiłam sobie, że to wnętrze przypomina 
dom  babci.  Nie  chodzi  o  meble  czy  coś  w  tym  rodzaju,  choć  u  babci  też  wisiały 
koronkowe  firanki  i  były  drewniane  podłogi.  Po  prostu  atmosfera  była  podobna. 
Połączenie  patyny  ze  szczęściem  i  miłością.  To  wnika  w  ściany.  Rozumiesz,  co 
mam na myśli? 

– Jak najbardziej. 
Odstawił filiżankę i spojrzał na Kąty. 
– Dziadkowie zabrali ze sobą tylko kilka drobiazgów – powiedział – więc kiedy 

się tu wprowadziłem, chcąc nie chcąc, miałem już umeblowany dom. Wędrując po 
pokojach  zastanawiałem  się  nad  zmianą  ich  wystroju  w  stylu  chrom  i  skóra, 
podobnym  do  tego,  który  panował  w  moim  nowojorskim  mieszkaniu,  lecz 
atmosfera tego wnętrza zrobiła swoje. Polubiłem ją i uznałem, że nie będę niczego 
zmieniać. 

– Bardzo dobrze – pochwaliła Kąty. – Jest pięknie – powtórzyła, przymykając 

oczy z rozkoszy. 

Thomas  zareagował  odpowiednio  do  sytuacji  i  sygnałów  nadawanych  przez 

swoje  ciało.  Wstał,  uniósł  Kąty  i  pocałował  namiętnie.  Ogarnęła  ją  dzika,  słodka 
panika,  która  jednak  kazała  przyzwalająco  rozchylić  wargi,  zarzucić  Thomasowi 
ręce na szyję i opuszkami palców pieścić włosy. Czuła gwałtowne bicie serca, gdy 
przytuliła  się  mocno  do  męskiego  ciała.  Kiedy  wreszcie  oderwali  się  od  siebie, 
spojrzała w wypełnione miłością, niebieskie oczy Thomasa. Jej wzrok sprawił, że z 

background image

twarzy Logana zniknęło napięcie, a na ustach pojawił się uśmiech. Ona sama czuła 
się błogo i lekko. Pragnienia wypełniające serce rozgrzewały ją dziwnym ciepłem. 
Powinna  je  zwalczyć,  lecz  porzuciła  ten  zamiar.  Podniecona  bliskością  Thomasa 
jeszcze raz zarzuciła mu ręce na szyję i zatonęła w jego objęciach. 

–  Razem  z  Karin  miałyśmy  zwyczaj  utrwalać  pewne  rzeczy  w  pamięci. 

Nieważne,  co  to  było.  Wakacje,  wyprawa  do  parku,  kąpiel  w  jeziorze.  Coś,  co 
chciałyśmy na zawsze zapamiętać – rzekła, patrząc na usta Thomasa. – Zróbmy to 
samo – zaproponowała. 

–  Miałbym  być  dla  ciebie  tylko  wspomnieniem  udanego  seksu?  –  spytał 

gwałtownie. 

–  Ależ  nie  to  miałam  na  myśli  –  zawołała,  uderzając  dłonią  w  jego  pierś.  – 

Dzielę z tobą coś niezwykłego, bardzo dla mnie drogiego. 

– Wiem i doceniam to, ale nie chcę niczego utrwalać ci w pamięci. Pragnę cię 

kochać  –  rzekł,  zamykając  Kąty  w  ramionach.  –  Nie  wiem,  dokąd  nas  to 
zaprowadzi, nieważne. Po prostu chcę cię kochać. Tak... właśnie tak... 

Mówiąc to całował jej policzki, usta, szyję i zsuwał się wargami ku rozpiętemu 

kołnierzykowi  bluzki.  Gdy  wymamrotał  imię  Kąty,  w  jej  oczach  rozbłysła 
namiętność.  Uśmiechnęła  się,  a  Thomas  wziął  ją  na  ręce  i  bez  słowa  zaniósł  do 
swego pokoju. Westchnęła tylko, pokrywając pocałunkami jego twarz. W sypialni 
ostrożnie  postawił  ją  na  dywanie.  Szybko  zapalił  lampę  i  powoli,  napawając  się 
widokiem,  zdjął  jej  bluzkę.  Pod  spodem  nie  miała  niczego.  Potem  rozpuścił 
uczesane w koński ogon włosy. Jasne pasma opadły luźno na nagie ramiona. Kąty 
zalśniły  oczy.  Thomas  jęknął  cicho  i  ujął  w  dłonie  jej  piersi.  Pochylił  głowę,  by 
ustami pieścić sutki. 

Kąty  czuła,  że  uginają  się  pod  nią  kolana,  bo  tak  cudowne  prądy  popłynęły 

teraz  przez  jej  ciało.  Nie  była  w  stanie  myśleć.  Pocałowała  Thomasa  we  włosy. 
Czuła,  że  jeszcze  chwila,  a  krew  osiągnie  temperaturę  wrzenia.  Przeniknął  ją 
dreszcz  rozkoszy.  Thomas  uniósł  głowę  i  z  czułością  przyciągnął  jej  twarz  ku 
swojej.  Kąty  namiętnie  odwzajemniła  pocałunek.  Przylgnęła  do  Thomasa  w 
całkowitym oddaniu. Po chwili, śmiejąc się i pomagając sobie wzajemnie, pozbyli 
się reszty ubrania. 

Nadzy, spleceni ramionami, wśród pocałunków znaleźli się w łóżku. Kąty czuła 

rozpalone spojrzenie mężczyzny na swoich piersiach, brzuchu, udach. 

– Jesteś piękna – rzekł schrypniętym głosem. 
– Ty też – szepnęła, przesuwając palcami po jego skórze. Roześmiał się i pokrył 

pocałunkami  każdy  centymetr  ciała  dziewczyny.  Nie  było  między  nimi  żadnego 

background image

skrępowania.  Wyłącznie  zachwyt  i  czysta  radość  spełnienia.  Po  raz  pierwszy  w 
ż

yciu Thomas doświadczał płomiennej miłości. 

 
Kąty ziewnęła rozkosznie. W pokoju było teraz ciemno. Nie miała pojęcia, ile 

czasu  minęło, i nie dbała o to.  Czuła  się cudownie  zmęczona miłością,  a  zarazem 
wspaniale zrelaksowana. 

– Chyba jutro będę spał dłużej – powiedział leżący obok mężczyzna. – Zwykłe 

wstaję koło piątej, by pracować w ogrodzie. 

– Naprawdę? Ciągle dowiaduję się o tobie czegoś nowego. 
–  Prosty  człowiek  lubi  robić  to,  co  potrafi  najlepiej  –  zażartował,  smakując 

pocałunkami cudowną gładkość jej ramion. – Czy mogę podnieść żaluzje i wpuścić 
tu światło księżyca? – zapytał. 

– Najlepiej w ogóle otwórz okno. 
–  Zawsze  jest  otwarte.  Tylko  nie  odchodź,  zaraz  wracam  –  poprosił, 

wyślizgując się z łóżka. 

Chwilę  potem  do  sypialni  napłynęło  chłodne,  świeże  powietrze,  a  wraz  z  nim 

zapach  kwiatów. Thomas  szybko  znalazł  się  z  powrotem  w  łóżku  i  przytulił  Kąty 
do siebie. 

– Jest cudownie – szepnęła dziewczyna. 
– Właśnie. Zechciej mieć to na uwadze. 
– Spróbuję, ale pamiętam również stare powiedzonko: „To zbyt piękne, by było 

prawdziwe". 

–  Cyniczka  z  ciebie  –  przekomarzał  się  Thomas,  kładąc  głowę  na  ramieniu 

Kąty. 

– Tylko realistika. Staram się nie tracić kontroli nad sytuacją. Nie kusić losu. 
– Przestań już i śpij. 
– Nie mogę. 
– Dlaczego? 
– Nie umiem spać tak mocno przytulona. 
– Dzięki Bogu! Ja też nie. Teraz lepiej? – spytał, układając się obok. 
– Owszem. Nigdy nie mogłam zasnąć w czyichś objęciach. – Ziewnęła. – Choć 

to  nie  cała  prawda.  Gdy  byłyśmy  małe,  Karin  miała  zwyczaj  przychodzić  do 
mojego łóżka i spałyśmy, obejmując się ramionami. Widać czegoś się bałyśmy i w 
ten sposób chroniłyśmy się wzajemnie przed nocnymi strachami. 

– Żal mnie ogarnia, gdy słyszę takie historie – rzekł Thomas z westchnieniem. – 

Ja  miałem  cudowną  rodzinę.  Oczywiście  sobie  tego  nie  uświadamiałem.  Byłem 

background image

zbyt  zajęty  osiąganiem  własnych  celów.  Czasem  zastanawiam  się,  jak  ludzie  ze 
mną  wytrzymywali.  –  Roześmiał  się.  –  Przede  wszystkim  moje  siostry. 
Samowolnie mianowałem się ich strażnikiem, nie pytając nikogo o zdanie. 

– Wątpię, czy tego chciały. Ach, nie mówiłam ci jeszcze, że wstąpiłam dziś do 

centrum Niny Logan. Thomas, to wspaniałe, czego tam dokonałeś. 

– Dzięki – szepnął. 
W jakiś czas potem oboje zasnęli. 
 
Ku własnemu zdziwieniu Kąty nie czuła się przerażona, kiedy rano obudziła się 

w  łóżku  Thomasa.  Ogarnęło  ją  tylko  •  lekkie  zawstydzenie.  W  świetle  poranka 
wszystkie  rzeczy  rysowały  się  znacznie  wyraziściej.  Nie  powinno  być  mnie  tutaj, 
pomyślała.  Lecz  ta  konstatacja  nie  zrobiła  na  niej  większego  wrażenia. 
Przeciągnęła się. Było jej po prostu dobrze. 

Thomas  musiał  wstać  wcześniej,  bo  nie  znalazła  go  obok  siebie.  Jedynie 

poduszka  miała  jego  zapach.  Kąty  przytuliła  ją  do  piersi.  Ostatniej  nocy  tak 
naprawdę  nie  rozejrzała  się  po  sypialni.  Tylko  łóżko  wydawało  się  tu  nowe.  Inne 
meble wyraźnie otaczano troskliwą opieką od wielu lat. Dywan, draperie i miękki, 
skórzany fotel miały odcień bieli. Nawet róże stojące na biurku były białe. Ściany 
pomalowano  na  bladoniebiesko.  Jedyne  akcenty  kolorystyczne  wnosiły  mosiężne 
lampy i półki z książkami otaczające biały kominek. 

Kąty  wstała  z  ciepłego  łóżka.  Rozejrzawszy  się  odkryła  w  pokoju  niski  stolik 

zastawiony  fotografiami.  Thomas  ma  wspaniałą  rodzinę,  pomyślała  z  zazdrością. 
Gdzie on się podział? Zapragnęła czym prędzej go odszukać, więc pospieszyła do 
łazienki. Zdziwiła się, spostrzegłszy na wieszaku swój różowy szlafrok. Narzuciła 
go na siebie, przygładziła włosy dłonią i zeszła na dół. 

Thomas  wyciskał  w  kuchni  sok  z  pomarańczy.  Lekko  zmieszana  Kąty 

zatrzymała się w drzwiach. 

– Dzień dobry. Dobrze spałaś? – spytał z czułością w głosie. 
– Tak – odrzekła i spojrzała nań badawczym wzrokiem, starając się odgadnąć, 

czy nie żałuje tego, co stało się ostatniej nocy. 

Czuła, jak niespokojnie bije jej serce. 
– Dziwnie się czuję po dzisiejszej nocy – wyznała. – Jest mi jakoś niezręcznie. 

Tobie też? Chyba nie. Mężczyźni tego tak nie odczuwają. 

– Odczuwają – zapewnił. – Czasem, gdy coś jest dla nich ważne. Mój problem 

polega  na  tym,  by  nie  włożyć  cię  między  dwie  kromki  chleba  i  nie  schrupać  na 
ś

niadanie. Wyglądasz bardzo apetycznie – zażartował. 

background image

– Pewnie. Tak się spieszyłam, że nawet nie umyłam twarzy. Dawno wstałeś? 
– Nie. A twojej twarzy niczego nie brak. Prezentuje się znakomicie. 
Thomas podszedł do Kate i pocałował ją w czoło, nosek i usta. 
– Podoba mi się twój różowy szlafrok – powiedział. 
– Dziękuję. Należy... należał do Karin. 
Thomas przytulił Kąty do siebie i zaproponował: 
–  Wypij  dużą  szklankę  soku  ze  świeżych  pomarańczy.  Potem  chciałbym  cię 

zawieźć w pewne miejsce, co zajmie nam godzinę. Po drodze zjemy śniadanie. W 
ogóle pragnąłbym pokazać ci wiele zakątków tej wyspy. Zgadzasz się? 

–  Oczywiście.  Pod  jednym  warunkiem.  Nie  będziesz  do  niczego  zmuszał  ani 

prowadził  poważnych  rozmów.  Prawdę  mówiąc,  to  mnie  nieco  przeraża.  Dziś 
zupełnie się nie nadaję do prowadzenia dyskusji. 

Roześmiał się i uścisnął ją mocno. 
–  Sam  się boję  –  przyznał.  –  Ale zgoda, żadnej presji,  żadnych  rozmów  serio. 

Po prostu zaczniemy się siebie uczyć. 

– Dobrze. Pójdę wziąć prysznic. Thomas zastanawiał się chwilę. 
– Pomogę ci – zdecydował. 
 
Spacer  przez  las  działał  ożywczo.  Kąty  nieźle  zgłodniała,  zanim  dotarli  do 

małej kawiarenki, którą poleciła jej Patsy. Thomas zamówił croissanty oraz kawę. 
Kąty  pochłonęła  śniadanie  z  wielkim  apetytem.  Gdy  zauważyła,  że  Thomas 
spogląda na nią z uśmiechem, zapytała: 

– Co się stało? 
– Podziwiam sposób, w jaki jesz. Tak precyzyjnie i elegancko. 
– Babcia Rosę zawsze powtarzała: „Cokolwiek czynisz, rób to elegancko". Od 

panny  Piekle,  naszej  nauczycielki,  dowiedziałyśmy  się,  jak  należy  dygać  i 
zachowywać się przy stole. 

– Używasz liczby mnogiej. Czy to, o czym mówisz, odnosiło się do całej klasy? 
Kąty zarumieniła się. 
– Miałam na myśli siebie i Karin, przecież wiesz. 
Thomas nie odpowiedział. Miał wyrobione zdanie na temat symbiozy, w jakiej 

Kąty żyła z siostrą. Zapewne, nie zdając sobie z tego sprawy, nadal ją odczuwała. 
Zamówił jeszcze dwie kawy, potem wrócili do samochodu. 

Jechali  drogą  wśród łąk pokrytych kwiatami.  W  oddali pasło  się  bydło.  Mijali 

małe farmy. Od czasu do czasu ich oczom ukazywało się morze. 

–  Naprawdę  jest  tu  pięknie  –  zachwycała  się  Kąty.  –  Jak  ta  okolica  wygląda 

background image

zimą? 

–  Czasem  jest  tu  bardzo  chłodno  i  mglisto.  Sztormy  potrafią  odciąć  wyspę  od 

ś

wiata.  Czasem  zaś  nad  podziw  ciepło.  Musisz  się  przystosować,  lecz  jeśli  jesteś 

zadowolona z życia, nie jest to trudne. 

– Dobry sposób, by przyzwyczaić się do każdego otoczenia. 
Thomas  skręcił  z  autostrady  w  wąską  drogę,  która  prowadziła  do  bramy  z 

napisem: „Brak przejazdu. Własność prywatna". Wyjął klucz z kieszeni. 

– Po co ci klucz? – spytała Kąty, gdy wysiedli z auta. 
– Jestem właścicielem tego kawałka ziemi – wyjaśnił i otworzył bramę. 
Rozejrzała  się  po  okolicy.  W  słońcu  lśniły  wody  małej  zatoczki.  Wokół  rosły 

ciemne  sosny.  Wzrok  Kary  przyciągnęły  kamyki  leżące  na  plaży.  Małe,  okrągłe, 
białe  w  czarne  cętki  i  czarne  cętkowane  na  biało,  wszystkie  wygładzone  falami 
morza. Zaczęła je zbierać, ciesząc się jak dziecko. 

–  Wspaniałe  okazy!  –  zachwyciła  się,  zanurzając  dłonie  w  wodzie.  –  Co  za 

niezwykłe miejsce! Tak się cieszę, że należy do ciebie. Jeśli każdy zachowywałby 
się jak ja, wkrótce nie byłoby tu niczego – zauważyła. 

–  Dlatego  zagrodziłem  drogę.  Czy  masz  pojęcie,  jak  długo  morze  musiało 

pracować nad tą plażą? Możesz wziąć trzy kamyki. 

– Pięć. 
–  No  dobrze,  pięć.  Ale  nie  więcej  –  zgodził  się  ze  śmiechem.  –  Jeździsz  na 

nartach? – zapytał. 

– Skinęła głową. 
– Znakomicie. Mam mały domek w Tahoe. Moglibyśmy kiedyś tam pojechać. 

Narty, gorąca czekolada... 

Kąty uśmiechnęła się. 
–  To  brzmi  wspaniale.  Obie  z  Karin  przepadałyśmy  za  nartami.  Co  roku 

spędzałyśmy tydzień lub dwa w Aspen... 

– Czy nigdy niczego nie robiłaś sama? 
– Nie... rozumiem – powiedziała zaskoczona. 
– Czy kiedykolwiek zrobiłaś coś na własną rękę? Cały czas słyszę „my". 
–  Oczywiście.  Przede  wszystkim  wyszłam  za  mąż.  I  popadłam  w  tarapaty, 

pomyślała. 

– Czemu pytasz? 
– Czasem mam wrażenie, iż wprowadzasz między nas barierę w postaci Karin – 

wyjaśnił. 

– Sądzisz, że nie potrafię samodzielnie funkcjonować? 

background image

– Nie to miałem na myśli – odrzekł łagodnie. – Zastanawiam się, czy nie jest to 

coś, czego się obawiasz. 

–  Śmieszne  –  odrzekła  Kąty,  czując,  że  wilgotnieją  jej  oczy.  –  Po  prostu 

chciałam, byś wiedział, jak cudowną osobą była Karin. 

Thomas obrócił wszystko w żart. 
–  Boże  drogi,  kobieto  –  zawołał.  –  Mnie  wystarczy,  że  ty  jesteś  wspaniała. 

Dodatkowych wspaniałości moje oczy mogłyby już nie wytrzymać. 

Kąty popatrzyła nań przez chwilę, a potem się roześmiała. 
– Spróbuję nad tym zapanować – obiecała. 
 

background image

Rozdział 8 

 
Thomas  wyjrzał  przez  okno.  Dzień,  który  zapowiadał  się  tak  pogodnie,  po 

południu  stał  się  chmurny  i  deszczowy.  Kąty  siedziała  w  swoim  pokoju  przy 
komputerze  i  wiadomo  było,  że  nie  wolno  jej  przeszkadzać.  Thomas  czuł  się 
osamotniony. Rozpalił ogień w kominku, by pozbyć się jakoś wrażenia chłodu. Już 
miał zamiar zapalić lampę, gdy usłyszał kroki na schodach. 

Najpierw w pokoju zapachniało perfumami Kąty, potem zjawiła się ona sama. 
– Skończyłaś? – zapytał z uśmiechem. 
– Tak. Wszystko zostało przepisane, wydrukowane i jest gotowe do wysyłki. W 

tym  zakładzie  fotograficznym,  który  poleciłeś,  wspaniale  wywołali  zdjęcia.  Mój 
artykuł  jest  jeszcze  trochę  surowy,  lecz  chcę,  by  najpierw  przeczytała  go 
redaktorka. Zawsze robi trafne uwagi. 

Kąty miała na sobie kombinezon, który rozpięła, wchodząc do pokoju. Teraz go 

z  siebie  zdjęła  i  stanęła  przed  Thomasem  w  czerwonej  bluzeczce  oraz  lśniących 
czerwoną satyną majteczkach bikini. 

– To najpiękniejsze dwa dni w moim życiu – powiedziała, zarzucając mu ręce 

na szyję. – Dziękuję. 

– Proszę bardzo – odrzekł z uśmiechem. – Cudnie pachniesz. 
Zanurzył  twarz  we  włosach  Kąty  i  przytulił  ją  mocno  do  siebie.  Palce 

delikatnym ruchem wsunęły się pod bluzkę. Po chwili rozebrał z niej Kąty. Miała 
na  sobie  ekscytujący  czerwony  staniczek.  Ręce  Thomasa  nie  ustawały  w 
pieszczotach. Kąty czuła na piersiach subtelny dotyk. 

Pragnąc  obdarować  Thomasa  rozkoszą  równą  własnej,  rozpięła  mu  koszulę. 

Zaczęła przesuwać dłońmi po skórze. Thomas  westchnął głęboko i znalazł ustami 
jej wargi. 

– Jakie to cudowne – szepnęła wśród pocałunków. 
– Tak – przyznał. – Czy rozumiesz znaczenie tego słowa? Kryje się w nim coś 

niezwykłego,  co  właśnie  odczuwam.  Za  każdym  razem  gdy  się  z  tobą  kocham, 
przeżywam rozkosz. Muszę wiedzieć, Boże, koniecznie muszę wiedzieć, czy z tobą 
jest tak samo? 

Kąty słyszała niepokój w jego głosie. Thomas przechylił ją i ułożył na dywanie 

przed  kominkiem.  Lawina  nowych  doznań  zgłuszyła  wątpliwości.  Męskie  usta 
rozpoczęły wędrówkę po gorącym, aksamitnym ciele dziewczyny. Pieścił palcami 
każdy  skrawek  jej.  skóry,  a  ona  oddychała  coraz  szybciej  i  szybciej.  Czuła,  jak 

background image

bardzo  był  napięty  i  podniecony,  gdy  się  w  niej  zanurzał.  Ochrypłym  głosem 
powtarzał imię Kąty, wiodąc ją ku ekstazie. 

– Jesteś zmęczona? – zapytał. 
– Bardzo – odrzekła, ziewając. 
Leżeli  w  łóżku  utrudzeni  rozkoszą.  Thomas  uśmiechnął  się  na  myśl  o 

doznaniach przeżytych na dywanie. Po tym jak kochali się przed kominkiem, wziął 
Kąty  na  ręce  i  jak  średniowieczny  książę  zaniósł  ją  na  rękach  do  sypialni,  gdzie 
kochali się jeszcze wiele razy. 

Nagle  roześmiał  się  głośno  i  mocno  objął  ukochaną.  Jej  zapach  po  prostu  go 

odurzał. 

– Kocham cię – wyznał. 
– Nie! – Zesztywniała nagle, – Proszę, nie! I bez tego czuję się wystarczająco 

bezbronna. Nie każ mi niczego żałować. Nie mogę pozwolić sobie na nową miłość. 

– Za późno – rzekł. – Sądzę, że już się zakochałaś. Im dłużej o tym myślę, tym 

większej nabieram pewności. Szalejesz za mną, kochanie. 

–  Zwariowałeś  –  odparła  stanowczo,  lecz  w  jej  głosie  dało  się  wyczuć 

mimowolny ślad uśmiechu. 

Nie  powinienem  naciskać,  pomyślał  Thomas,  lecz  wbrew  samemu  sobie 

powiedział głośno: 

–  Wstydź  się.  Miliony  ludzi  szuka  miłości  przez  całe  życie  i  nigdy  jej  nie 

znajduje. 

– Jedyne, czego teraz szukam, to sposobu, by zasnąć – oznajmiła. 
Drżenie  w  głosie  Kąty  zaniepokoiło  Thomasa.  Uśmiechnął  się  łagodnie  i 

zwichrzył jej włosy. 

– No już dobrze, dobrze. Dobranoc, słodkich snów – rzekł cicho. 
Ułożyli  się  w  ulubionych  pozycjach,  ona  na  plecach,  on  na  boku  z  ręką  na 

ramieniu  Kąty.  Kocham  cię,  skarbie  powtórzył  w  myślach.  Jakie  dziwne  uczucie, 
ż

e  te  słowa  przyszły  mu  z  taką  łatwością.  Pragnął  jednak  usłyszeć  je  również  od 

Kąty. Wiedział, że prawdziwa miłość nie może być obłożona żadnymi warunkami. 
Jest po prostu wolnym darem serca. 

Bardzo chciał, by ta kobieta odwzajemniła jego uczucie. Jak każdy prawdziwy 

mężczyzna nie umiał dopuścić myśli, że może zostać odrzucony. Na razie wiedział 
tylko, że rozkoszuje się aromatem Kąty, ciepłem jej ciała, że zasypia, słuchając jej 
oddechu.  Częścią  świadomości  chwytał  niespokojne  westchnienia,  które 
wydobywały  się  z jej  ust. Dziewczyna  wymawiała  nieartykułowane  dźwięki.  Gdy 
zajęczała  i  wybuchnęła  płaczem,  Thomas  zdał  sobie  sprawę,  że  właśnie  tego 

background image

oczekiwał. 

Zapalił światło. Kąty leżała z twarzą w dłoniach, próbując ukryć to, co się z nią 

działo.  Wyciągnął  ku  niej  rękę,  lecz  się  cofnęła.  Pokonał  opór  dziewczyny, 
przygarnął ją do siebie. W końcu przytuliła się mu do piersi, walcząc ze łzami. 

– Uspokój się, kochanie – powtarzał łagodnie. – Już wszystko w porządku. 
Czuł  się  bezradny  wobec  powracających  nocnych  koszmarów.  Cierpienie 

ukochanej  kobiety  sprawiało  mu  ból.  Tulił  ją  do  siebie  i  głaskał  po  głowie, 
wiedząc, że to nie wystarczy. 

– Przepraszam – szepnęła, gdy nieco doszła do siebie. 
– Ja też cię przepraszam – odrzekł. – Znowu te koszmary? 
– To się nigdy nie skończy! – zawołała. 
– Ależ skończy, najdroższa. 
– Nie, nie! 
Odsunęła  się  gwałtownie,  wyskoczyła  z  łóżka,  by  nago  stanąć  przy  oknie.  W 

ś

wietle księżyca wyglądała krucho i bezbronnie. Thomas podszedł do niej. 

– Och! – krzyknęła, odpychając go z płaczem. – Nie widzisz, że właśnie dlatego 

nie  mogę  cię  kochać?  Straciłam  wszystkich,  którzy  kiedykolwiek  byli  mi  bliscy, 
rodziców,  dziadków,  siostrę,  wszystkich!  Bóg  ich  zabrał!  Nie,  nie  dotykaj  mnie! 
Nie zniosę kolejnych strat! Już nie mogę, nie mogę! 

 – krzyczała. 
Thomas  w  milczeniu położył ręce na jej ramionach. Wiedział, co musi zrobić. 

On,  silny  mężczyzna,  czuł  się  poruszony  i  przerażony  stanem  Kąty.  Gotów  był 
znieść  wszystko  prócz  jej  pogardy  i  lekceważenia.  Miłość  nakazywała  mu  bronić 
tej dziewczyny przed nią samą. 

Drżała, więc otulił ją prześcieradłem. 
– Nikogo nie stracisz, Kary – zaczął. 
–  Przestań prawić  banały –  ucięła.  –  Wszystko to już  słyszałam. Nie  pomogło 

mi wcześniej, teraz też nie pomoże! 

Thomas zawahał się, lecz po chwili podjął decyzję. 
–  Słuchaj,  chcę  ci  coś  powiedzieć.  Pragnąłem  podzielić  się  z  tobą  tym  już 

wcześniej,  lecz  nie  byłem  pewien,  jak  zareagujesz.  Teraz  sądzę,  że  to  może  ci 
pomóc. 

– Co takiego? – spytała. 
–  Nie  ma  powodu,  byś  bała  się  śmierci.  To  nie  banał,  Kąty,  lecz  osobiste 

doświadczenie. Przekonałem się na własnej skórze. 

– Co masz na myśli? 

background image

– To, że już raz umarłem. Zginąłem w wypadku. 
Kąty  zbladła,  słysząc  to  wyznanie.  Z  wrażenia  usiadła  w  niszy  okiennej  i 

wpatrzyła się w Thomasa wielkimi oczami. 

– Przerażasz mnie – wyszeptała. 
– Nie mam takiego zamiaru – zapewnił. – Słyszałaś o śmierci klinicznej? 
–  Coś  czytałam  na  ten  temat  –  przyznała,  ocierając  policzki  z  łez.  –  To 

kontrowersyjny temat. 

– Tak. Rzadko wspominam o nim komukolwiek. Ale to zdarzyło się naprawdę. 

Cztery  lata  temu  mój  samochód  uderzył  w  barierkę  autostrady  i  stoczył  się  ze 
stromizny. Gdy spadł na dno wąwozu, stanął w płomieniach. 

– Mój Boże! 
Dziewczyna zakryła usta zbielałymi palcami. 
–  Wypadłem  z  auta  –  ciągnął  Thomas.  –  Obserwowałem  wszystko  jak  na 

scenie.  Widziałem,  jak  moje  ciało  leci  w powietrzu  i  zmiażdżone pada na  ziemię. 
Nie obchodziło mnie bardziej niż jakaś tymczasowa powłoka, którą zostawiam za 
sobą. Wcale się nie bałem. Czułem zupełny spokój, kochanie. 

Potem  wszedłem  w  krąg  niezwykłej  jasności.  Tam  czekali  na  mnie  z 

powitaniem otoczeni poświatą ludzie. 

Thomas  mówił  z  pełnym  przekonaniem,  starając  się  dotrzeć  do  świadomości 

Kąty,  która  jedynie  „trochę  czytała"  na  ten  temat.  Jak  inaczej  miał  jej  dać 
wyobrażenie o tej jasności, którą wówczas widział, oraz radości, którą odczuwał? 

W oczach Kąty wyczytał pytanie: „Czy naprawdę w to wierzysz"? 
– Co nastąpiło później? – zapytała. 
Thomas poczuł ulgę. Kąty wyraźnie słuchała tego, co mówił. 
–  Znalazłem  się  w  jakimś  ogrodzie  wśród  wspaniałych,  barwnych  kwiatów... 

Pragnąłem zostać tam na zawsze. 

– Ale wróciłeś. 
–  Tak.  Nie  chciałem,  lecz  zostało  powiedziane,  że  powinienem.  Możesz  nie 

wierzyć w siłę dokonującą takich transformacji, lecz coś przywróciło mi życie. W 
nowym wcieleniu wyznawałem jednak zupełnie inne wartości. Mówiłem ci kiedyś, 
ż

e  nie  lubiłabyś  mnie  w  poprzedniej  wersji,  w  której  miałem  wyłącznie 

materialistyczne podejście do życia. – Thomas nabrał tchu, próbując się opanować. 
– Co na to powiesz? – zapytał. 

– Mogłeś mieć jakieś wizje. Chyba bardzo cierpiałeś – odrzekła łagodnie. 
–  Nie  wiem.  –  Thomas  potrząsnął  głową.  –  Gdy  wróciłem  do  ziemskiego 

wymiaru, na miejscu była już karetka z lekarzami. Słyszałem, że ktoś mówi: „Nie 

background image

ż

yje". Przytomność odzyskałem dopiero w szpitalu. 

– Jestem szczęśliwa, że tak się stało. 
Kąty podniosła się, owinięta prześcieradłem jak grecka bogini. Thomas zbliżył 

się do niej i tym razem pozwoliła mu się objąć. 

– Nie wiem, co powiedzieć – wyszeptała przytulona do piersi Thomasa. 
– Nie musisz nic mówić – rzekł, całując ją w czubek głowy. – Miałem własny 

cel w tym, by podzielić się z tobą moją historią. Karin mogła odczuwać to samo co 
ja. Wielki spokój. 

Kąty nagle zesztywniała. 
– Myślisz, że ona... mogła... 
– Nie czuć bólu – dokończył Thomas. 
– Nie ma na to żadnych naukowych dowodów. 
– Rzeczywiście. Lecz skoro zjawisko nie zostało potwierdzone w laboratoriach, 

nie  znaczy,  że  nie  istnieje.  Osobiście  wierzę,  iż  jest  inaczej.  To  niezwykłe,  Kąty. 
Nie da się tego wyrazić. Nawet Carl Jung się z tym zgadzał. Napisał, że wszystko, 
co  zdarza  się  po  śmierci,  jest  wspaniałe,  lecz  dysponując  jedynie  ludzkimi 
zmysłami, nie potrafimy tego ogarnąć ani opisać. 

– Ale ja ciągle tak bardzo za nią tęsknię – krzyknęła dziewczyna. 
–  Wiem  –  powiedział  Thomas.  –  Stąd  bierze  się  nasz  smutek  i  ból  po  stracie 

ukochanej osoby. 

Wziął Kąty na ręce, zaniósł do łóżka i sam położył się obok. 
–  Czy  to,  co  powiedziałem,  trochę  ci  pomogło?  A  może  myślisz,  że 

zwariowałem? – spytał, wstrzymując dech. 

–  Na  pewno  jesteś  normalny.  Trudno  powiedzieć,  czy  to,  co  przeżyłeś,  było 

realne – rzekła ostrożnie. – Nie wątpię jednak, iż miało dla ciebie duże znaczenie. 
Wierzysz, że się zdarzyło naprawdę, a to ważne. – Delikatnie pogłaskała Thomasa 
po policzku. – Wiem, że niełatwo ci było podzielić się całą historią, i dziękuję. To 
co usłyszałam, daje do myślenia. 

Thomas  tylko  się  uśmiechnął.  Chciał  jeszcze  wiele  powiedzieć,  lecz  Kąty 

spoglądała  nań  spod  rzęs  i  tak  zachęcająco  rozchylała  wargi,  że  ujął  w  dłonie  jej 
twarz  i  namiętnie  pocałował.  Odpowiedziała  równie  gwałtownie.  Kochali  się  z 
pełnym oddaniem, dziko i gorąco. Zasnęli, nie uwalniając się z objęć. 

– Czemu włożyłaś czapeczkę? – spytał Thomas następnego dnia przy śniadaniu. 
– Bo mam okropne włosy. 
–  Żywię  nadzieję,  że  nic  im  nie  zrobiłem.  –  Uśmiechnął  się  szelmowsko, 

nalewając kawę do kubka. 

background image

– Ale też nie pomogłeś – mruknęła Kąty. 
Spojrzała na swoje palce i westchnęła. 
–  Beznadziejnie  wyglądam.  Tylko  popatrz  na  paznokcie.  Potrzebuję  fryzjera, 

manicuru i pedicuru. 

–  Może  cię  to  zaskoczy,  lecz  mamy  na  wyspie  wspaniałych  fachowców  w  tej 

dziedzinie  –  oznajmił  wesoło.  –  Tu  też  mieszkają  kobiety,  które  potrzebują 
fryzjera. 

Nie zwracając uwagi na to, co mówił, wzięła kubek w obie dłonie i wypiła łyk 

gorącego napoju. 

– Ta kawa przywraca życie. Doskonale ją parzysz. 
– Jestem też świetny w łóżku. 
– Masz rację. 
Thomas  roześmiał  się  głośno.  Był  taki  szczęśliwy.  Wiedział,  że  Kąty 

odwzajemnia jego uczucie. Mogła o tym nie mówić z obawy przed miłością, która 
często przynosi  cierpienie.  On  również  brał  pod uwagę,  że  może  zostać  zraniony, 
lecz bez wahania podejmował ryzyko. 

Kąty podniosła się, by jeszcze raz napełnić kubek kawą. 
Thomas  ogarnął  wzrokiem  jej  czerwony  golf  i  czarne  dżinsy,  zamierzając 

podjąć temat, który od jakiegoś czasu go nurtował. 

Kąty miała jednak inne plany. Chciała natychmiast udać się na pocztę, a potem 

zwiedzać  wyspy.  Thomas  niechętnie  pogodził  się  z  myślą,  że  spędzi  bez  niej  ten 
dzień. 

Bardzo  pragnął  pomówić  z  tą  dziewczyną  o  ich  związku,  lecz  postanowił 

poczekać,  aż  ona  sama  podejmie  temat.  Niestety,  nie  podjęła.  Z  wysiłkiem 
powstrzymał  się  od  przyparcia  jej  do  muru.  Spokojnie,  Logan,  powiedział  sobie. 
Kobieta taka jak ona musi mieć czas, zanim otworzy się na uczucie. Trzeba uzbroić 
się w cierpliwość. 

–  O  czym  myślisz,  u  licha?  –  spytała  Kąty,  widząc,  że  Thomas  siedzi  w 

milczeniu. 

– O tobie – odrzekł i pocałował ją mocno. 
Dała mu ten wspaniały przywilej całowania w dowolnym momencie, gdy miał 

na to ochotę, więc korzystał z niego, ile dusza zapragnie. 

–  Thomas...  Thomas...  jesteśmy  ubrani  i  gotowi  do  wyjścia  –  szepnęła  –  Nie 

czas na... 

– Zawsze jest na to czas – odparł, całując ją do utraty tchu. 
Kąty przylgnęła doń całym ciałem. Co za namiętność, pomyślał przez moment. 

background image

Potem  stracił  zdolność  racjonalnego  myślenia.  Porwał  Kąty  w  ramiona  i  wrócił  z 
nią do łóżka. 

 
Spóźnili  się  na  prom,  więc  musieli  czekać  na  następny,  lecz  Kąty  zdążyła 

załatwić swoje sprawy. W uroczym porcie Anacortes zużyła kilka rolek filmów. Na 
wielu zdjęciach uwieczniła Thomasa. 

Po  lunchu  znowu  wsiedli  na prom  i  przepływali  z  wyspy na  wyspę.  Do domu 

wrócili dosyć późno. Gdy weszli do środka, Thomas zauważył: 

–  Wyglądasz  na  zmęczoną,  a  wieczór  jest  taki  piękny.  Co  byś  powiedziała  na 

małą kolację w plenerze? Będą krakersy, ser i wino. 

Kąty wyglądała na zadowoloną. 
– W gorącej kąpieli – dodał. – Jedzenie, flirt i stymulująca rozmowa. Jak ci się 

to podoba? 

– Brzmi to naprawdę zachęcająco. Weź ręczniki i kieliszki, ja przyniosę resztę. 

No  idź  –  zawołała,  gdy  oponował.  –  Zasłużyłeś  dziś  na  to,  by  cię  trochę 
porozpieszczać. 

Siedział  zanurzony  po  szyję  w  wibrującej  wodzie,  gdy  dołączyła  doń  Kąty. 

Oparł  głowę  o  krawędź  wanny  i  na  wpół  przymknął  oczy.  Kąty  miała  na  sobie 
szlafrok. Oczarowany spoglądał spod rzęs, jak stawiała tacę i zdejmowała z siebie 
okrycie, by stanąć przed nim w oszałamiającym, czarnym jak noc bikini. 

Kiedy usiadła naprzeciw niego, nalał wina i podał jej kieliszek. 
– Dzięki, jest wspaniale – rzekła. – Słuchaj, twoje doświadczenia związane ze 

ś

miercią kliniczną pewnie musiały cię bardzo niepokoić. 

–  Początkowo  tak.  Przede  wszystkim  ze  względu  na  reakcję  kilku  przyjaciół, 

którym  o  nich  powiedziałem.  W  najlepszym  razie  uznali  je  za  zły  sen,  w 
najgorszym  za  psychiczną  aberrację,  wymagającą  pomocy  lekarskiej  –  rzekł  z 
ironią w głosie. 

Kąty dotknęła jego uda palcami stopy. 
– Och, czy możesz ich obwiniać? Przeżyłeś straszny wypadek i opowiedziałeś 

dziwną historię, którą mogli uznać za brednie. 

– To najgłębsze z moich przeżyć – rzekł Thomas. – Przez jakiś czas w ogóle nie 

byłem  w  stanie  się  pozbierać  i  z  wielkim  trudem  wróciłem  do  normalnego  życia. 
Gdy  tu  przyjechałem,  wyglądałem  jak  kłębek  nerwów.  Zanim  zdecydowałem 
zaufać  własnemu  doświadczeniu,  sporo  przeczytałem  na  ten  temat.  Potem 
usłyszałem  o  międzynarodowym  stowarzyszeniu  skupiającym  osoby,  które 
przeżyły kliniczną śmierć, i gdy dołączyłem do... 

background image

Thomas  przerwał,  czując  napięcie  w  ciele  mimo  gorącej  kąpieli.  Tak  osobiste 

wyznania kosztowały go wiele wysiłku. Zmusił się do odprężenia. 

– Uświadomiłem sobie, że jestem jednym z wielu ludzi, w tym również dzieci, 

o podobnych przeżyciach. 

– Małe dzieci? Naprawdę? 
– Co w tym dziwnego? Dzieci też bywały wskrzeszane. Napisano o tym kilka 

książek. 

Kąty  skinęła  głową  i  wypiła  łyk  wina.  Thomas  widział,  że  straciła 

zainteresowanie tematem. Uśmiechnął się, czując, że przesuwa palcami stopy coraz 
wyżej  po  jego  udzie.  Przez  chwilę  rozkoszował  się  narastającym  uczuciem 
przyjemności.  Zamierzał  jednak  powiedzieć  coś  jeszcze,  zanim  pogrąży  się  w 
ekstazie. Pochwycił Kąty za palce i przerwał pieszczotę. 

– Nie chciałbym psuć nastroju, lecz jeszcze przez minutę pragnę mówić serio. 
Kąty przestała się uśmiechać. 
–  Wiem,  że  bardzo  kochałaś  siostrę.  Lecz  bezustanny  smutek  i  twoja 

niemożność życia własnym życiem będzie równie wielkim obciążeniem dla kogoś, 
kto  ciebie  kocha.  Przestań  kurczowo  trzymać  się  Karin.  Pozwól  jej  odejść  w 
spokoju. 

Kąty popatrzyła na niego pociemniałymi oczami. Ostrożnie odstawiła kieliszek 

na brzeg wanny. 

–  To  okrutne,  co  mówisz.  Oskarżasz  mnie  o  trwanie  w  żalu,  trzymanie  się... 

Boże!  Powiadasz,  że  mnie  kochasz?  –  Zerwała  się  na  równe  nogi.  –  Zrób  mi  tę 
uprzejmość i przestań mnie kochać, dobrze? 

– Nie mogę, nawet gdybym chciał. Nie byłem świadomie okrutny, dobrze o tym 

wiesz – rzekł, a widząc strapienie – dziewczyny, wyciągnął ku niej ręce. – Chodź 
do mnie, kochanie, utulę cię i spróbuję ci wszystko wyjaśnić. 

– Nie chcę niczego słuchać! – krzyknęła i wyszła z wanny. 
Thomas  schwycił  ją  wpół  i  przyciągnął  tak  gwałtownie,  że  woda  wystąpiła  z 

brzegów.  Kąty  oparła  ręce  na  jego  piersiach,  a  on  zamknął  ją  w  uścisku. 
Podejrzewał,  że  krople  wody  na  jej  twarzy  mieszają  się  ze  łzami.  Posadził  sobie 
Kąty na kolanach i pocałował namiętnie. 

–  Wiem,  że  cierpisz  z  powodu  śmierci  Karin.  Żal  to  naturalne  uczucie,  ale  w 

pewnych  granicach,  kochanie.  Jeśli  sieje  przekroczy,  to  zaczyna  być  szkodliwe 
zarówno dla ciebie, jak i dla pamięci twojej siostry. 

Kąty zakryła twarz. 
–  Nie  wiem,  co  odpowiedzieć.  Nie  mam  pojęcia,  czego  ode  mnie  chcesz  – 

background image

krzyknęła. 

–  Pragnę,  byś  przejrzała na oczy.  Karin  odeszła, lecz  ty żyjesz  i  jesteś  sobą, a 

nie  jej  częścią.  Jesteś  żywa  w  każdym  calu,  silna,  inteligentna.  Nie  oszukuj  się, 
wykorzystuj każdą chwilę. 

Kąty westchnęła. 
–  Przemawiasz  jak  wyrocznia  –  mruknęła,  a  Thomas  przytulił  usta  do  jej 

mokrych włosów. 

– Staję na głowie, żeby cię przekonać. Myślę, że potrzebujesz rozmowy. 
– O czym? 
–  O  tobie  i  Karin  –  rzekł  stanowczo.  –  Opowiedz  mi  wszystko  o  was  obu  od 

dnia narodzin. 

 

background image

Rozdział 9 

 
Wiatry na wyspie Orcas mają zapach jabłek, uznała Kary, zastanawiając się nad 

kapryśną  pogodą.  Na  twarz  spadły  pierwsze  krople  deszczu,  miły  chłód  musnął 
odkryte ramiona. 

Gdy zaczęła się ulewa, wbiegła do altanki. 
Siedząc na ławce z aparatem w dłoni, czuła się cząstką natury. Przynajmniej nie 

zamykam się jak ślimak w skorupce, pomyślała. 

Gdy  Thomas  spytał,  czy  czuje  się  jakoś  inaczej  po  rozmowie,  którą 

przeprowadzili, odpowiedziała szczerze, iż nie wie. Jakiś fragment jej osobowości 
pragnął wierzyć w realność doświadczeń tego mężczyzny, lecz Kąty zdawała sobie 
sprawę, że wiąże się to bardziej z okolicznościami śmierci Karin niż z jej własnym 
przekonaniem. 

Teraz jednak czuła, iż żal spowodowany utratą siostry jakoś zelżał. Cokolwiek 

stało się tego przyczyną, była wdzięczna losowi za taką odmianę. 

Przestało  padać.  Przymknęła  oczy,  rozkoszując  się  samotnością.  Tego  właśnie 

potrzebowała.  W  ostatnich  dniach  jej  bliskość  z  Thomasem  nabrała  szczególnej 
intensywności.  Jak  zwykle  Kąty  nie  była  pewna,  co  o  tym  myśleć.  Czasem 
roznosiła  ją  radość,  czasem  odzywały  się  alarmujące  dzwonki,  gdy  ten  człowiek 
znajdował  się  w  pobliżu.  Na  myśl  o  Thomasie  uśmiechnęła  się  bezwiednie.  Był 
przekonany, że ją kocha, twierdził, że nie ma wyboru. 

Ciągle czuła się niezręcznie, gdy Thomas zaczynał mówić o miłości. Śmiała się, 

nazywając  go  nieuleczalnym  romantykiem.  W  rzeczywistości  jednak  czuła 
niewysłowioną  słodycz,  słuchając  takich  wyznań.  Właśnie  nadchodził  i  na  ten 
widok Kąty topniała jak wosk. 

– Nie przeszkadzam? – zapytał. 
– Nie, skądże – rzekła, zachwycona delikatnością, jaką okazywał. 
Zrozumiałby pewnie, gdyby wyznała, że potrzebuje samotności. 
–  Skończyłeś  papierkową  robotę?  –  zainteresowała  się,  gdy  usiadł  obok  na 

ławce. 

– Prawie – odrzekł, otaczając ją ramieniem. – A co u ciebie? 
–  Zrobiłam  więcej  zdjęć.  Mimo  deszczu  jest  bardzo  dobre  światło.  Chcę 

zamieścić te fotografie w mojej książce poświęconej wyspie, jeśli ją kiedykolwiek 
napiszę. 

– To coś nowego. Jaką książkę chcesz napisać? 

background image

– Chcę napisać jeden z tych kolorowych albumów, których masz całe mnóstwo. 

Pokazują  Amerykę  z  jej  najlepszej  strony.  Pięknych  ludzi  również  –  dorzuciła.  – 
Uśmiechnij się – powiedziała, kierując obiektyw na Thomasa. 

– Marnujesz film – zauważył. 
– Wcale nie. 
Podniosła  się  i zaczęła krążyć  wokół Thomasa, błyskając  fleszem,  choć  bronił 

się  ze  śmiechem  przed  ciągle  nowymi  ujęciami.  Wreszcie  chwycił  ją  wpół  i 
posadził sobie na kolanach. 

– Bądź grzeczna – nakazał, pozbawiając Kąty oddechu pocałunkiem. 
W tym momencie zza chmur wyjrzało słońce. 
–  Jesteś  gotowa  do  nowych  odkryć?  –  zapytał.  –  Chciałbym  cię  zabrać  na 

wędrówkę po moich lasach. Spodobają ci się drzewa i zwierzęta. 

– Mam nadzieję, że to nieduże zwierzęta. 
Roześmiał  się  i  dla  żartu  rozwichrzył  Kąty  włosy.  Dni  i  noce  spędzane  z  tą 

dziewczyną  wydawały  się  cudownym  snem.  Thomas  nigdy  nie  pragnął  aż  tak 
bardzo żadnej kobiety. Wierzył, że ona czuje to samo. 

Chciał,  by  została  z  nim  na  zawsze,  lecz  czy  i  ona  o  tym  marzyła?  Tego  nie 

wiedział i bardzo się dręczył niepewnością. 

Może  wszystko  będzie  dobrze,  pocieszył  się,  gdy  Kąty  ufnie ujęła  go  za  rękę. 

Co  prawda,  nigdy  nie  wspominała  o  miłości,  nawet  w  najbardziej  intymnych 
momentach, a on nie wywierał żadnej presji. Widział, że Kąty rozkwita, ufał, iż po 
pewnym czasie sama przyzna, że jest zakochana. Wtedy wypowie słowa, na które 
tak czekał. 

 
Pod koniec wyczerpującego dnia Kąty marzyła o wypoczynku i lekkiej kolacji 

złożonej  z  surówki  i  chrupiących  bagietek.  Wieczorem  znowu  rozkoszowali  się  z 
Thomasem gorącą kąpielą, traktując ją jak preludium do miłosnej nocy. Kąty nigdy 
nie przypuszczała, że namiętność może tak bardzo łączyć ludzi. To było wspaniałe 
i działało jak narkotyk. 

Tym  razem  bawili  się  miłością  jak  dzieci,  co  dla  Kąty,  traktującej  zbliżenie  z 

mężczyzną  bardzo  poważnie,  okazało  się  nowym  doznaniem.  Któż  mógł 
przypuszczać, że będzie przeżywać ekstazę, śmiejąc się i żartując? 

Do  tej  pory  mrowiła  ją  skóra  od  pieszczot  Thomasa.  Opuszkami  palców 

dotknęła warg, by stwierdzić, że nabrzmiały od pocałunków. Ciągle czuła ich smak 
i  zapach.  To  wspaniałe  odczucia,  czysto  fizyczne,  zapewniła  się  w  myślach. 
Uważała,  że  w  tym  zakresie  nie  można  zostać  zranionym  ani  zasmuconym,  więc 

background image

była bezpieczna. Delikatnie położyła dłoń na piersi Thomasa i zasnęła. 

Koszmar nadszedł o świcie. Tym razem Kąty nie płakała, w ogóle nie wydała z 

siebie żadnego dźwięku. Trans, w jakim się znalazła, pochwycił ją w taką pułapkę, 
ż

e nie była w stanie nawet się poruszyć. 

Musiała się obudzić, natychmiast, zanim będzie za późno! Walczyła na śmierć i 

ż

ycie ze swymi wizjami, próbując się z nich wydostać. Nic nie mogła uczynić, by 

powstrzymać  to,  co  miało  nastąpić.  Poderwała  się  na  łóżku,  wydając  z  siebie 
przejmujący  jęk.  Cała  się  trzęsła,  z  trudem  powstrzymując  dźwięki  rozdzierające 
gardło. 

W  obawie,  by  nie  obudzić  Thomasa,  zerwała  się i  pobiegła  na  górę  do  swojej 

sypialni. Zapaliła światło i upadła na łóżko. Ciągle jeszcze drżała z przerażenia. To 
był ten sam straszny sen. Samolot walił się na ziemię i na nic zdawały się jej próby, 
by  dobiec  doń,  nim  stanie  w  płomieniach.  Tyle  tylko,  że  tym  razem  w  kabinie 
pilota siedział Thomas. 

–  Kąty?  –  Thomas  delikatnie  dotknął  ramienia  dziewczyny.  –  Dobrze  się 

czujesz? 

– Thomas! – jęknęła, budząc się. 
Omal nie krzyknęła z bólu, gdy się poruszyła. Spała w tak niewygodnej pozycji, 

ż

e z trudem przewróciła się na plecy. 

– Wszystko w porządku – powiedziała. 
– Znowu śnił ci się jakiś koszmar? – Thomas usiadł na łóżku i pogłaskał ją po 

głowie. 

– Tak – przyznała z westchnieniem. Dotknięcia męskiej ręki sprawiały ulgę. 
– Ten sam? – spytał Thomas. 
Kąty zawahała się na moment, lecz po chwili odrzekła: 
– Okropny jak zawsze. Ale ty wyglądasz świetnie – rzekła z uśmiechem. 
Gdy  również  się  uśmiechnął,  zapraszającym  gestem  odchyliła  kołdrę,  a  on 

natychmiast  skorzystał  z  oferty.  Czego  ja  właściwie  chcę,  zadała  sobie  pytanie, 
przymykając oczy w gorącym uścisku męskich ramion. 

– Pośpijmy – szepnął Thomas. – Dopiero pół do szóstej. 
 –  Nie  powinienem  był  ci  przeszkadzać,  lecz  zaniepokoiłem  się,  gdy 

spostrzegłem, że zniknęłaś. 

Kąty  postanowiła  nie  mówić  Thomasowi  prawdy  o  swoim  śnie.  Najpierw 

bardzo chciała mu się zwierzyć, potem jednak uznała, że nie powinna, bo to może 
sprowadzić  nieszczęście.  A  co  jeśli  ów  koszmar  to  zły  omen?  Może  jej  obawy 
uzewnętrzniły  się  w  ten  sposób?  Cokolwiek  to  było,  ryzyko  wydawało  się  zbyt 

background image

duże.  Nie  była  w  stanie  wyznać  Thomasowi,  że  tym  razem  nie  Karin,  lecz  on 
płonął w samolocie, a ona nie potrafiła mu pomóc. 

Potężny dreszcz wstrząsnął jej ciałem, a serce zaczęło bić w innym rytmie, gdy 

Kąty uświadomiła sobie, że jednak może coś zrobić, a mianowicie położyć kres ich 
bliskości. Nie miała wyboru. Myśl, że miałaby stracić również Thomasa, wydawała 
się nie do zniesienia. To by ją ostatecznie zniszczyło. 

A poza tym, co bym mu mogła ofiarować, zadała sobie pytanie. On potrzebuje 

silnej kobiety, a nie takiego przerażonego stworzenia, które nie umie nawet dzielić 
z nim radości podniebnych lotów. Zrobi mu tylko przysługę, odchodząc. 

Przymknęła  oczy,  by  powstrzymać  łzy.  Czemu  miłość tak  boli,  pomyślała  i  w 

tym  momencie  dotarł  do  niej  sens  tego,  co  przyszło  jej  na  myśl.  Pokochała 
Thomasa Logana. Zbyt mocno i zbyt szybko. Jakże więc od niego odejdzie? 

Przez  dwa  kolejne  dni  Kąty  bardzo  się  męczyła.  Nie  chcąc  ranić  Thomasa 

bardziej, niż to  było konieczne, przez  cały  czas  okazywała  mu przywiązanie, lecz 
on  zauważył  pewien  rodzaj  rezerwy,  jaka  wkradła  się  w  ich  stosunki.  Kate  nie 
zwiodła  go  swoim  śmiechem  ani  oddaniem  w  miłości.  Czuł,  że  nie  jest  równie 
otwarta  jak  dawniej,  że  coś  przed  nim  ukrywa.  Próbował  pohamować  narastający 
niepokój,  lecz  natura  ciągle  brała  w  nim  górę.  Przyzwyczajony  do 
natychmiastowego rozwiązywania problemów, z trudem brał się w ryzy. Starał się 
zrozumieć, co zaszło, wysondować sytuację. 

– Trochę przerażające, co się z nami dzieje – powiedział któregoś dnia. – Tyle 

gwałtownych  uczuć.  Pewnie  czasem  masz  ochotę  uciec,  by  zadać  sobie  pytanie: 
„Czy naprawdę wiem, co robię", nawet jeśli masz stuprocentową pewność, iż to, co 
czynisz, jest słuszne. 

Kąty roześmiała się tylko i rzekła: 
– Mam pięćdziesięcioprocentowa pewność. 
Uśmiech zamarł Thomasowi na ustach. 
– To nie jest zabawne, lecz niepokojące – zauważył. – Ja dokładnie wiem, co do 

ciebie czuję. A co sprawia, że ty nie masz pewności uczuć? Wiem przecież, że nie 
jestem ci obojętny. Co się stało? 

– Oczywiście, jesteś dla mnie ważny. Wspaniały z ciebie człowiek. Ale teraz... 

trudno  mi  jakoś  się  w  tym  wszystkim  rozeznać.  Tak  wiele  rzeczy  muszę 
przemyśleć. 

– Na przykład co? – dociekał. 
–  Och,  wiesz  co.  Nie  chcę  już  o  tym  mówić,  dobrze?  –  Kąty  przerażona 

drżeniem własnych nóg mocno oparła się o stół w jadalni. 

background image

Thomas nie wytrzymał dłużej. 
–  Nie!  Kąty,  do  licha,  powiedz,  co  się  stało?  W  jednej  minucie  jesteśmy 

szczęśliwi,  bliscy  sobie  jak  nigdy,  w  następnej  zamieniasz  się  w  bryłę  lodu. 
Próbowałem  sobie  z  tym  radzić,  ale  to  boli.  Skąd  ów  nagły  dystans?  Po  tym  jak 
otworzyłem przed tobą duszę? Czy wiesz, jak bardzo ci zaufałem? Z całego serca 
pragnąłem ci pomóc. Przynajmniej powiedz, czemu mnie odpychasz! 

– Thomas, wybacz, nie chciałam cię zranić... 
– Więc przestań się tak zachowywać. Nie uciekaj! 
– Nie uciekam. Ja... 
W sercu Kąty walczyły rozpacz i gniew. W końcu gniew zwyciężył. 
–  Mówiłam  ci,  jak  się  czuję  w  miłości,  wiele  razy  powtarzałam  –  rzuciła.  – 

Jednak nie słuchałeś. Nigdy nie słuchasz niczego, czego nie chcesz słyszeć! 

Trzęsąc się jak liść na wietrze, Kąty spojrzała Thomasowi w oczy. 
– Za bardzo jesteś przyzwyczajony do szefowania. 
Chcesz, by wszystko przebiegało po twojej myśli, a nie zawsze się to udaje. Nie 

tylko twoje opinie i uczucia są ważne. 

Moje również! 
Thomas cofnął się gwałtownie. 
– Czy choć przez chwilę dałem odczuć, że nie są? – spytał z goryczą, a gdy nie 

odpowiedziała, dorzucił: – Jednak chyba masz rację, nie dość uważnie słucham. 

– Może już czas, byś zaczął. 
– Możliwe. Powinienem też w mniejszym stopniu kierować się uczuciami, a w 

większym rozsądkiem – rzekł i opuścił dom. 

Kąty chwyciła się stołu, by za nim nie pobiec. Dopiero wówczas, gdy usłyszała 

ż

e Thomas odjechał, uniosła ręce do mokrej od łez twarzy. 

– Och, kochanie, tak mi przykro – szepnęła. 
Wszystko  co  chciała  mu  powiedzieć,  dusiło  ją  teraz  w  gardle.  Instynktownie 

sięgnęła po słuchawkę, by zadzwonić do Patsy. Zawsze się sobie zwierzały. 

– Muszę z tobą pomówić. To bardzo osobista sprawa – wyznała przyjaciółce. – 

Możesz mnie wysłuchać? 

– Oczywiście. 
 
Zielone  oczy  Patsy  błyszczały  ciekawością,  gdy  oczekiwała  Kąty  na  ganku 

swego domu. 

– Jak za dawnych czasów – powiedziała, ściskając przyjaciółkę na powitanie. – 

Wejdź do środka, kochanie, usiądź, zaraz przygotuję herbatę. 

background image

Kąty, wzruszona taką serdecznością, poczuła się odrobinę lepiej. Usadowiła się 

w kuchni i najpierw wypiła kilka łyków aromatycznego napoju. 

– Kocham Thomasa – rzekła. 
– Och! – zawołała Patsy. 
– Wstrzymaj się z gratulacjami – westchnęła Kąty. 
– Co się stało? 
–  To,  że  nie  pragnęłam  się  zakochać,  potem  jednak,  gdy  się  już  stało,  byłam 

przez pewien czas szczęśliwa... – Kąty westchnęła. – Ale wróciły nocne koszmary. 
Tym  razem  Thomas  ginął  w płomieniach,  a  ja  nie  mogłam  tego znieść.  Po prostu 
nie byłam w stanie. 

Patsy milczała. 
– Postanowiłam więc zakończyć to, czemu nierozważnie pozwoliłam zaistnieć. 

Na  razie  udawałam,  że  wszystko  jest  w  porządku,  lecz  zastanawiałam  się,  jak 
zerwać z Thomasem w sposób, który by go nie zranił. 

– Odkrył twoje zamysły? 
–  Tak.  Zaczął  protestować,  pokłóciliśmy  się  i  w  gniewie  opuścił  dom.  Koniec 

historii. – Kąty rozpłakała się na dobre. 

–  Nonsens,  wcale  nie  koniec.  Opowiedz  mu  wszystko  tak  jak  mnie.  Z 

pewnością cię zrozumie. 

– Nie mogę! W żadnym razie! – krzyknęła Kąty. – Jak miałabym powiedzieć, 

ż

e widziałam jego śmierć w wypadku samolotowym? 

–  Czegoś  tu  nie  rozumiem  –  zauważyła  Patsy.  –  Dlaczego  z  nim  o  tym  nie 

porozmawiałaś?  Och!  Obawiasz  się,  by  rzeczywiście  coś  mu  się  nie  stało!  Nie 
przypuszczałam, że jesteś aż tak przesądna. 

–  Zwykle  nie  jestem,  lecz  w  tym  przypadku  tak.  Sama  twierdziłaś,  że  sny  to 

rodzaj  przekazu.  A  co  będzie,  jeśli  to  prawda?  Zły  omen?  Słyszałaś  przecież  o 
samospełniających się przepowiedniach! Weź pod uwagę, że jestem rekordzistką w 
traceniu bliskich. Nie mogę sprowadzić nieszczęścia na Thomasa tylko dlatego, że 
jestem obok. 

– Chyba w to nie wierzysz! 
– Ależ to możliwe. Myślę nawet, że... jestem przeklęta. 
– Więc dlaczego siedzisz tu ze mną? Może mnie nie kochasz? 
– Wiesz, że cię kocham. – Kary skryła twarz w dłoniach. – Możliwe, że jestem 

głupia,  nie  wiem.  Ale  co  będzie,  jeśli  się  nie  mylę?  Kto  odróżni  nonsens  od 
rzeczywistości?  Czy  mogę  świadomie  podjąć  ryzyko?  Wiesz  przecież,  że  nie. 
Patsy, skąd mam wziąć na to siły? 

background image

 
Kąty wróciła od przyjaciółki około dziewiątej wieczorem. Thomasa nie było w 

domu.  Poszła  jeszcze  na  spacer,  nasłuchując  po  drodze  odgłosów  silnika 
samochodu. 

Zatopiona  w  myślach  wędrowała  przez  pole  i  las,  aż  stanęła  u  wrót  ogrodu. 

Minęła już dziesiąta, lecz ciągle jeszcze się nie ściemniło. Kąty patrzyła na kwiaty 
w świetle zmierzchu i z bólem serca podziwiała ich piękno. 

Po  kilku  godzinach  znalazła  się  w  łóżku,  ale  nie  mogła  zasnąć,  bez  przerwy 

myśląc o Thomasie. 

– Jak ja go opuszczę? – szepnęła, ściskając poduszkę. 
Chciała płakać i nie mogła. Świtało już, gdy wreszcie zmorzył ją sen. 
Ledwie  usnęła,  ktoś  gwałtownie  zapukał  do  drzwi  sypialni.  Otworzyła  oczy  i 

usiadła na łóżku niezupełnie przytomna. 

– Kąty? Zbudziłaś się? – zawołał Thomas. 
– Już idę! – Przeraziła się, słysząc niepokój w głosie Thomasa. 
Zeskoczyła z posłania i skrzywiła się, widząc w lustrze odbicie własnej twarzy 

z  zaczerwienionymi  od  płaczu  oczami.  Drżącymi  dłońmi  przygładziła  włosy  i 
otworzyła drzwi. 

– Co się stało? – spytała. 
–  Wiadomość  dla  ciebie  od  doktora  Vance'a  zarejestrowana  na  automatycznej 

sekretarce. 

– Stewart tu dzwonił? Po co? 
–  To  dotyczy  Neli.  Jej  serca,  kochanie.  Wybacz,  że  musiałem  cię  zbudzić, 

przekazując  taką  wiadomość  –  rzekł  Thomas,  patrząc  z  bólem  na  pobladłą 
dziewczynę. 

– Och! Tylko nie Neli! Jeszcze i ona – szepnęła Kąty. 
Thomas dopiero po chwili zorientował się, jaki sens miały te słowa. Pochwycił 

Kąty w ramiona. 

– Nie, najdroższa, ona nie zmarła! Boże, wybacz mi, skarbie. Miała atak serca. 

Jest na oddziale intensywnej terapii. 

Doktor Vance powiedział, że ma dobrą opiekę. Możesz zadzwonić do niego do 

domu. Zaraz przyniosę aparat, byś wysłuchała wiadomości. 

Posadził Kąty w bujanym fotelu, a sam zbiegł na dół. Czuła, że serce bije jej w 

nowym, bolesnym rytmie. Nie była w stanie normalnie oddychać ani usiedzieć na 
miejscu. Zerwała się z fotela, podbiegła do szafy i zaczęła wyjmować z niej swoje 
rzeczy i wrzucać je do walizki. Postanowiła natychmiast wracać do Kalifornii. 

background image

Po  zapoznaniu  się  z  wiadomością  od  doktora  Vance'a  uspokoiła  się  trochę. 

Thomas wykręcił numer lekarza, bo Kąty zaczęły drżeć ręce. 

– Dzięki – wymamrotała, biorąc słuchawkę. – Halo! Stewart! Co się stało? Czy 

Neli wyjdzie z tego? 

Odprężyła  się,  słuchając  wyjaśnień.  Okazało  się,  iż  Neli  rzeczywiście  miała 

zawał serca, tyle że niezbyt rozległy, więc należało się spodziewać, że dojdzie do 
siebie. 

– Tak się cieszę – rzekł Thomas, usłyszawszy wiadomość. 
Przysiadł na krawędzi łóżka Kąty i popatrzył na nią. 
–  Ja  również  – powiedziała.  –  Neli  ciągle  jest  pod  obserwacją,  lecz lekarze  są 

dobrej  myśli.  Mimo  to  muszę  do  niej  jechać.  Neli  nie  ma  rodziny.  Leży  sama  w 
tym szpitalu. Nie ma przy niej nikogo właśnie teraz, gdy tego potrzebuje. 

– Wydawało mi się, że opiekuje się nią Stewart, który jest dla was chyba kimś 

więcej niż tylko lekarzem – zauważył Thomas. 

– Tak, jesteśmy zaprzyjaźnieni – potwierdziła Kąty z roztargnieniem. – Muszę 

się spakować, ubrać i wyjechać. Która godzina? O której odpływa prom? 

– Jest za dwadzieścia pięć dziewiąta. 
Kąty krzątała się w krótkiej, białej nocnej koszulce, schylając się co chwila przy 

pakowaniu rzeczy, co stanowiło dla Thomasa zapierający dech w piersiach widok. 

–  Rozumiem,  że  chcesz  zobaczyć  Neli  najszybciej  jak  to  możliwe,  proponuję 

więc... 

– Pojadę samochodem – przerwała dziewczyna, odgadując, do czego zmierzał. 

–  Wiem,  że  w  tych  okolicznościach  wydaje  się  to  głupie,  lecz  nie  mam  zamiaru 
narażać się na niedogodności lotu samolotem. 

–  Niczego,  co  mówisz,  nie  uważam  za  głupie  –  powiedział  cicho.  –  To  długa 

droga. Samochodem potrwa kilka dni, samolotem parę godzin. 

–  Dam  sobie  radę.  Neli  nie  zagraża  bezpośrednie  niebezpieczeństwo.  Wie,  że 

przyjadę  tak  szybko,  jak  będę  mogła.  Dziękuję  za  pomoc,  skorzystam  z 
samochodu. 

Thomas  westchnął  i  przegarnął  ręką  włosy.  Z  trudem  hamował  wybuch 

zniecierpliwienia.  Brak  autokontroli  zaczynał  go  niepokoić.  Przez  całe  lata 
uchodził za wyjątkowo opanowanego człowieka, lecz nigdy dotąd nie przychodziło 
mu zwalczać tak silnych emocji. 

Zupełnie stracił głowę dla Kąty. Nie mógł pozwolić, by zniknęła z jego życia. 

Nie potrafił wyobrazić sobie dalszej egzystencji bez tej kobiety. 

Co  teraz  zrobię,  pomyślał.  Przecież  nie  zamknę  jej  na  strychu.  Muszę 

background image

uszanować  jej  życzenia,  pamiętać,  że  jej  zdanie  i  uczucia  są  równie  ważne  jak 
moje, niezależnie od tego, co o nich myślę. Wyraźnie dała mi to do zrozumienia. 

Kąty z pośpiechem kończyła pakowanie swoich rzeczy. Thomas zacisnął ręce w 

pięści, hamując się, by nie pochwycić jej w ramiona i nie zanieść do łóżka. Muszę 
pogodzić się z jej decyzją, czy mi się to podoba, czy nie, zdecydował z rozpaczą. 

Jeszcze raz spróbował przejąć kontrolę nad sytuacją. 
–  Zaparzę  kawę  i  zrobię  kilka  kanapek.  Nie  możesz  jechać  bez  śniadania  – 

powiedział. 

Kąty podziękowała mu uśmiechem. 
Wyszedł  z  pokoju,  zabierając  aparat  z  automatyczną  sekretarką.  Były  na  niej 

nagrane  również  inne  wiadomości,  lecz  po  wysłuchaniu  tej  od  doktora  Vance'a 
jakoś  się  nimi  nie  zainteresował.  Stewart,  przypomniał  sobie  imię  lekarza.  Teraz 
czuł się zazdrosny nawet o człowieka, którego nigdy nie widział. 

Przygotowując  śniadanie,  włączył  jednak  sekretarkę.  W  chwilę  potem  wbiegł 

na górę. 

– Kąty! Kąty! – zawołał, nim otworzyła drzwi. 
– Co się stało? – spytała przerażona. 
–  Nie  chodzi  o  Neli  –  powiedział  prędko.  –  Wysłuchałem  następnej 

wiadomości.  Prom  ma  awarię.  Kochanie,  teraz  można  się  stąd  wydostać  tylko 
samolotem. 

 

background image

Rozdział 10 

 
Kąty roześmiała się z niedowierzaniem. 
– Żartujesz, prawda? 
– Nie żartuję, mówię poważnie. Dzwoniłem do portu i osobiście sprawdzałem. 

Powiedziano,  że  pierwszy  prom  wypłynie  być  może  w  południe,  nie  ma  jednak 
ż

adnej pewności. 

–  Nie  wierzę!  Za  dużo...  zbiegów  okoliczności.  –  Kąty  aż  pobladła  ze 

zdenerwowania. Cofnęła się do sypialni, by spojrzeć na zegar. 

– Dochodzi dziewiąta. Mam tu siedzieć do dwunastej i czekać na prom? 
– Bardzo mi przykro, ale nie masz wyboru – odrzekł Thomas. 
–  Nie  musi  ci  być  przykro,  to  nie  twoja  wina.  Postanowiłam  pojechać  na 

przystań i sama się przekonać, jak wygląda sytuacja. 

– Odwiozę cię. 
– Dziękuję. Zaraz się ubiorę i już schodzę. 
Skinął  głową,  opuszczając  pokój.  Jeszcze  nie  tak  dawno  nie  musiałem 

wychodzić, gdy się ubierała, pomyślał z goryczą. 

Zastanawiał się, czy Kąty ciągle się na niego gniewa po wczorajszej sprzeczce. 

Miał  nadzieję,  że  nie,  lecz  trudno  mu  było  znieść  dystans,  który  między  nimi 
powstał. Obawiał się, że słowami nie zdoła zasypać przepaści. Nawet nie próbował, 
nie znajdując właściwych wyrażeń. 

Parę  minut  później Kąty, ubrana  w dżinsy  i  różową bluzkę,  zbiegła na dół.  W 

milczeniu  wsiedli  do  samochodu.  Thomas  co  jakiś  czas  spoglądał  na  nią  i  coraz 
bardziej się niepokoił. Zupełnie nie wiedział, co powiedzieć. 

–  Wygląda  na  to,  że  wiele  osób  czeka  na  prom  –  zauważył,  gdy  dotarli  do 

przystani. 

– Rzeczywiście – przyznała. 
Lecz oni mogą stąd odlecieć, dodała w duchu. 
– Wracajmy – zdecydowała, czując narastający ból głowy. 
Thomas  bez  słowa  zawrócił  auto.  W  domu  Kąty  poszła  na  górę,  by  połknąć 

dwie  aspiryny  i  skończyć  pakowanie,  co  nie  zabrało  jej  zbyt  wiele  czasu.  Potem 
usiadła w fotelu i zmusiła się do czekania. Zbierało się jej na płacz, lecz oczy miała 
suche. Czuła się zupełnie bezradna. 

Nie  mogła  usiedzieć  na  miejscu.  Wstała,  zaczęła  chodzić  po  pokoju  tam  i  z 

powrotem,  a  nawet  przeklinać.  Nic  nie  pomagało.  Czasem  słyszała,  jak  Thomas 

background image

krząta  się  na  dole.  Potem  dobiegło  ją  trzaśniecie  kuchennych  drzwi.  Wyszedł  do 
ogrodu,  by  wyrzucić  resztki  warzyw  na  stertę  kompostu.  Rozpłakała  się,  patrząc 
nań  przez  okno.  Bardzo  chciała  go  zawołać  i  utulić  własny  niepokój  w  jego 
ramionach. 

Może nawet nie zdaje sobie sprawy, jak bardzo czuję się winna, pomyślała. Nie 

zasługuję na ulgę. Zabrakło mnie przy siostrze, gdy ginęła. Teraz potrzebuje mnie 
Neli i gdzie jestem? Siedzę na wyspie, bo obawiam się lotu samolotem! 

Oskarżanie  samej  siebie  na  nic  się  nie  zda.  Neli  wydobrzeje,  jak  zapewniał 

Stewart. A jeśli nie był do końca szczery i próbował mnie oszczędzać, zaniepokoiła 
się Kąty. 

– Skoro upierasz się, by jechać autem zamiast lecieć... 
 – usłyszała głos Thomasa. 
– Mam samochód – przerwała. – I nie mogę jechać przez ten piekielny prom. 
–  Dam  ci  numer  mojego  pagera  –  zaproponował  Thomas.  –  W  każdej  chwili 

będziesz mogła się ze mną skontaktować. 

Kary  skinęła  głową  i  nie  radząc  sobie  dłużej  sama  z  sobą,  mimo  protestów 

Maddie, wyszorowała i tak lśniącą od czystości łazienkę. 

W południe Thomas przygotował lunch. Kąty zmusiła się, by cokolwiek zjeść, a 

on  zadał  sobie  wiele  trudu,  by  zachować  milczenie  i  nie  wyrzucić  z  siebie 
wszystkiego, co leżało mu na sercu. 

Po kilku kęsach omletu Kate odłożyła widelec. 
–  To  jest  bardzo  smaczne  –  powiedziała.  –  Żałuję,  że  nie  mogę...  Dzwoniłam 

jeszcze  raz  do  lekarza.  Powtórzył  to  samo  co  rano.  Nie  denerwuję  się,  tylko  nie 
wiem, czy czegoś nie zataił. 

– Czemu miałby to robić? 
–  No  cóż,  wie,  jak  się  wszystkim  przejmuję...  Och!  Nie  jestem  w  stanie 

logicznie  myśleć,  czuję  się  taka  bezradna.  Jakby  wszystko  wymknęło  się  spod 
kontroli, a ja nic nie mogę poradzić. Nienawidzę tego. 

– Przykre uczucie – zgodził się spokojnie. 
– Na to też masz jakąś radę? 
–  Prawdę  mówiąc,  tak.  Nie  możemy  mieć  wpływu  na  to,  co  się  dzieje  z 

rzeczywistością wokół nas, lecz mamy wpływ na swoje reakcje. 

– Niestety, to, co udaje się tobie, nie zawsze wychodzi innym. 
– Ja też nie zawsze sobie radzę – przyznał. – Kąty, przykro mi z powodu tego, 

co zaszło wczoraj... 

– Och, Thomas, nie musisz mnie przepraszać. 

background image

–  A  jednak...  Teraz  wiem,  czym  jest  miłość,  a  czym  nie  jest.  Kochać  to  nie 

znaczy  żądać  i  posiadać,  a  już  na  pewno  nie  znaczy  stawiać  warunki.  Nic  mi  nie 
jesteś winna, Kąty. 

Darowuję  ci  swoją  miłość.  Jeśli  czegoś  oczekuję,  to  mój  problem.  Czy 

przyjmiesz ten dar, czy nie, ja go ci nie odmówię. 

Kąty nie wiedziała, jak zareagować. 
– Akceptuję przeprosiny – rzekła w końcu. 
Zgniotła w ręku serwetkę i wstała od stołu. Cokolwiek by dorzuciła, to jedynie 

pogorszy sprawę. 

– Wybacz, lecz jeszcze raz skontaktuję się ze szpitalem. 
– A ja sprawdzę sytuację w porcie. 
– Dzięki – odparła, starając się trzymać uczucia na wodzy. 
Z kubkiem gorącej kawy w ręku wróciła do pokoju. 
Oddział intensywnej terapii nie udzielał informacji o pacjentach. Zrezygnowana 

Kąty  usiadła  w  fotelu,  lecz  zaraz  zerwała  się  i  chwyciła  za  słuchawkę.  Zupełnie 
zapomniała zadzwonić do Patsy. 

Przyjaciółka  wyraziła  współczucie  i  pełne  zrozumienie  sytuacji.  Po  tej 

rozmowie  Kąty  poczuła  się  jeszcze  gorzej.  Znowu  opadła  na  fotel  i  siedziała 
zatopiona w ponurych myślach. 

– Kąty... – odezwał się Thomas, który właśnie wszedł do pokoju i nagle zamilkł 

poruszony  wyrazem  rozpaczy  malującym  się  na  jej  twarzy.  –  Nie  jest  dobrze  – 
zakończył. 

Z  ostatnich  wieści  nadchodzących  z  portu  wynikało,  że  uszkodzenie  promu 

okazało się poważne i naprawa może przeciągnąć się do kilku dni. 

– Och! – zawołała Kąty. – Czy muszę tkwić wciąż na tej wyspie? – Zerwała się 

z fotela i chwyciła go za ramię. – Muszę się dostać do Neli! Ona mnie potrzebuje. 
Ma tylko mnie. Proszę, pomóż! 

– Jest tylko jeden sposób, przecież wiesz. 
– W oczach Kąty zabłysły łzy i spłynęły po policzkach. 
– Już wiem. Zostawię tu swój samochód, wynajmę jakiś inny na stałym lądzie, 

w Anacortes. Czy pomożesz mi znaleźć łódź? 

Thomas ujął jej ręce i przytulił do piersi. 
–  Łódź?  Może  się  uda,  ale  samochód?  Prom  miał  uszkodzenie  kilka  godzin 

temu.  Wątpię,  czy  gdziekolwiek  został  jeszcze  jakiś  samochód  do  wynajęcia. 
Wiem,  że  bardzo  chcesz  dotrzeć  do  Neli,  lecz  wydostać  się  stąd  można  tylko 
samolotem.  Słuchaj,  jeśli  ufasz  mi  przynajmniej  na  tyle,  by  lecieć  ze  mną  do 

background image

Seattle, to tam wynajmiesz samochód. 

– Ufam ci, ufam! – krzyknęła. 
Thomas  uśmiechnął  się  lekko,  a  Kary  przygryzła  wargi  w  niezdecydowaniu. 

Widać było, z jak wielkim wysiłkiem próbuje podjąć decyzję. 

– Zgoda. Polecę z tobą do Seatde. W każdym razie spróbuję. 
– Dobrze. Pomogę ci. Uda się, zobaczysz. Mój samolot jest akurat w hangarze. 

Będziemy na miejscu w ciągu paru godzin. 

– Polecisz ze mną? 
– Oczywiście. To ma większy sens niż samotna jazda na taką odległość – rzekł 

obojętnym tonem. 

Kąty przytuliła się do Thomasa. 
–  Czemu  ty  zawsze  tak  logicznie  myślisz?  O  Boże!  Strasznie  się  boję.  Nie 

wyobrażasz  sobie,  jak  bardzo.  Obawiam  się,  że  temu  nie  podołam.  Obejmij  mnie 
mocno! 

– Razem zaryzykujemy. Przez całą drogę będę obok ciebie – obiecał, patrząc jej 

w oczy. 

– Nie masz pojęcia, jakie to dla mnie ważne. Bardzo chcę być z Neli, lecz nie 

zdobyłabym się chyba na coś podobnego z kimkolwiek innym niż ty. Tylko dzięki 
tobie  decyduję  się  –  na  ten  lot.  Wszystko,  co  mi  opowiedziałeś  o  swoich 
przeżyciach...  –  Kąty  potrząsnęła  głową.  –  Pewnie  wpłynęło  to  na  mnie  znacznie 
bardziej, niż sobie uświadamiam. Thomas rozpromienił się, słysząc te słowa. 

– Powiedziałeś, że twój styl życia odmieniło doświadczenie śmierci klinicznej, 

ja potrzebowałam do tego tylko ciebie. Naprawdę dodałeś mi odwagi. 

–  Nie  doceniasz  się.  Z  tego,  co  słyszę,  jesteś  najodważniejszą  kobietą,  jaką 

spotkałem.  Pozwól,  że  wykonam  kilka  telefonów,  by  ustalić  plan  lotu  i  zlecić 
tankowanie paliwa. Za godzinę ruszamy. 

 
Nim  dotarli  na  lotnisko,  obawy  Kąty  urosły  do  przerażających  rozmiarów. 

Ciągle jednak była gotowa  zaryzykować lot. Z  całych  sił  starała  się  nie  popaść  w 
panikę,  mimo  iż  czuła,  że  żołądek  zwija  się  jej  w  kłębek.  Gdy  przed  startem 
zapinała  pasy,  była  blada  i  walczyła  z  mdłościami.  Kiedy  samolot  kołował  na 
płycie  lotniska,  zacisnęła  dłonie  w  pięści  i  nie  rozprostowała  palców,  póki  nie 
znaleźli się w powietrzu. 

Czuła  się  okropnie.  Thomas  położył  jej  na  kolanach  papierową  torebkę,  lecz. 

ona  desperacko  broniła  się  przed  jej  użyciem.  Gdy  maszyna  wykonała  zwrot  w 
prawo, uderzenie wiatru w kabinę sprawiło, iż Kąty pomyślała, że naga i bezbronna 

background image

siedzi  na  zewnątrz  samolotu.  Ze  strachu  oblała  się  zimnym  potem.  Miała  mokre 
ręce i trudności z oddychaniem. W przerażeniu ściskała oparcie fotela. 

– Nie, proszę, nie mogę, naprawdę, nie mogę! – krzyknęła. 
Thomas rzucił okiem na pasażerkę, by przekonać się, że jest woskowo blada i 

ś

miertelnie przestraszona. Wyglądała tak, jakby zaczynała się dusić. 

– Oddychaj głęboko – powiedział. – Kąty, słuchaj, co mówię. Patrz na światła 

tablicy  kontrolnej.  Skoncentruj  się  na  nich.  Oddychaj  równo  i  powoli.  No, 
oddychaj! Już lepiej, prawda? 

Thomas zacisnął palce na jej drobnych piąstkach. 
–  Równo  i  powoli  –  powtórzył.  –  Tak  jak  ci  mówiłem  w  czasie  jazdy  na 

lotnisko. Głęboko, głęboko... Oddychaj. 

Teraz  wstrzymaj  oddech...  Raz...  dwa...  trzy...  Wypuść  powietrze.  Spróbuj 

jeszcze raz. Wciągnij powietrze... Zatrzymaj. Raz... dwa... trzy... Wypuść. 

Nie można było zignorować poleceń wydawanych tak stanowczym tonem. Kąty 

na  wpół  świadomie  zaczęła  wykonywać  instrukcje  pilota.  Przez  cały  czas  czuła 
uścisk jego ciepłej ręki na swej dłoni. 

Stopniowo  uspokoiła  się  wreszcie.  Wrażenie  mdłości  przytaiło  się  gdzieś  w 

klatce piersiowej. Skupiła się wyłącznie na regularnym oddychaniu. 

– Mów do mnie – poprosiła, gdy zdołała wydobyć z siebie głos. – Opowiedz o 

swoim dzieciństwie. 

Thomas uścisnął jej lodowato zimne palce. 
–  Byłem  zwykłym  chłopakiem  –  zaczął.  –  Lubiłem  łowić  ryby,  nie  znosiłem 

dziewczyn i mycia – mówił łagodnie, czując, jak nadzieja wypełnia mu serce. 

Poza  początkowymi  sensacjami,  Kąty  znacznie  lepiej  znosiła  lot,  niż  się  tego 

spodziewał.  Spokojnie  ciągnął  opowieść  o  swoich  przeżyciach  z  czasów 
dzieciństwa. 

Kary słuchała w skupieniu, lecz jej ciało pozostawało w takim napięciu, iż nie 

było  mowy  o  najlżejszym  ruchu,  który  przyniósłby  odprężenie.  W  ustach  czuła 
gorzki  smak  strachu.  Dziękowała  Bogu,  że  jakoś  nad  sobą  panuje.  Kojący  głos 
Thomasa sprawił, iż przymknęła oczy i spróbowała rozluźnić mięśnie. 

W  godzinę  później  znaleźli  się  w  zasięgu  burzy.  Kąty  znowu  zaczęła  szybko 

oddychać. Wbiła paznokcie w fotel, gdy samolot pokonywał dziury powietrzne. 

–  To  tylko  front  niżowy,  parę  ciemnych  chmur,  trochę  wiatru  i  deszczu  – 

uspokajał ją Thomas. – Nie ma się czego bać, dziecino. 

Kiedy  wlecieli  w  szczególnie  czarny  obłok,  Kąty  zacisnęła  zęby,  by  się  nie 

rozpłakać.  Nachmurzyła  się,  patrząc  na  spokojną  twarz  Thomasa,  według  którego 

background image

maszyna znakomicie radziła sobie z turbulencjami. Kąty uważała zaś, że w każdej 
chwili mogą zwalić się na ziemię. 

Ku  własnemu  zdumieniu  nie  popadła  jednak  w  panikę.  Jęczała  tylko,  gdy 

samolot opadał lub wznosił się gwałtownie. 

–  Za  parę  minut  wydostaniemy  się  z  tej  strefy  –  obiecał  pilot.  –  Dobrze  się 

czujesz? 

–  Czy  dobrze?  –  Kąty  spróbowała  się  roześmiać.  –  Siedzę  tu  obok  ciebie  w 

najgorszych  do  wyobrażenia  warunkach  i  myślę  sobie:  „No  cóż,  przynajmniej 
jesteśmy razem"! A ty pytasz, czy ze mną wszystko w porządku. 

–  Jesteś  bardzo  dzielna.  Mówiłem,  że  wszystko  będzie  w  porządku.  Masz  w 

sobie cechy, które cenię: uczciwość, odwagę... 

– Oszalałeś? Tak się boję, że nie wiem, czy wstanę, gdy będzie trzeba – rzekła 

krótko.  –  Gdybym  była  odważna,  to  nie  byłby  mój  pierwszy  lot  i  leciałabym 
dużym,  normalnym  samolotem,  nie  tym  maleństwem!  Skąd,  u  licha,  wzięło  się  u 
ciebie mniemanie o mojej odwadze? 

– Och, Kąty – powiedział łagodnie. – Czemu jesteś dla siebie tak surowa? Czy 

innych również oceniasz, stosując podobne kryteria? Patsy? Neli? 

–  Oczywiście,  że  nie.  Czasem  wprowadzasz  mnie  w  zakłopotanie  –  rzekła  z 

westchnieniem. – Staram się po prostu nie stosować wobec siebie taryfy ulgowej. 

–  Nie  masz  pojęcia,  jak  wspaniała  jest  z  ciebie  istota.  Tyle  złego  przeżyłaś,  a 

jednak jesteś tutaj i nadal bierzesz się z życiem za bary. 

Kary  nie  odpowiedziała,  próbując  pokonać  kolejną  falę  mdłości,  gdy  samolot 

przedzierał się przez strugi deszczu. 

– Nie mam wyboru – rzekła wreszcie. 
Thomas  zbijał  argumentami  ten  punkt  widzenia,  gdy  Kąty  przymknęła  oczy  i 

zaczęła się modlić. 

W końcu turbulencje minęły i lot zaczął przebiegać spokojnie. 
Kary uniosła powieki. Aż westchnęła z zachwytu na widok błękitnego nieba. 
– O Boże – szepnęła. 
– Wszystko w porządku, kochanie? – spytał Thomas. 
– Tak... tak... – powiedziała niepewnie. 
Thomas  dotknął  jej  ręki,  a ona obrzuciła go  przyjaznym  spojrzeniem.  Był taki 

silny i opanowany, tak pewnie trzymał ręce na drążkach sterów. 

– Bo jestem z tobą – dodała. – Och, Thomas, jesteś dla mnie taki dobry! 
–  Więc  dlaczego  chcesz  odejść?  Byliśmy  z  sobą  tak  blisko.  Nigdy  nie 

przeżywałem czegoś podobnego. To było jak czary. A dla ciebie? 

background image

– Magia – odparła. 
– Więc czemu ją odrzucasz? 
– Mam powód. No dobrze, powiem ci. Tego ranka, kiedy wróciłam do swojego 

łóżka, prześladował mnie koszmar. Ale gdy pytałeś o mój sen, nie wyznałam całej 
prawdy. Ty mi się – wówczas śniłeś. To twój samolot spadał i płonął, i było to po 
prostu straszne. 

– I nie mogłaś mi powiedzieć? Czemu, u licha? 
– Bo... obawiałam się, że to sprowadzi na ciebie nieszczęście. 
–  Nieszczęście?  Sądziłaś,  że  możesz  sprawić,  by  przytrafiło  mi  się  coś  złego? 

Och,  Kąty!  –  Thomas  roześmiał  się  z  ulgą  i  położył  ciepłą  rękę  na  obu  dłoniach 
Kąty. – Wybacz, że podważam wiarę w twoją moc, kochanie, ale nie jesteś aż tak 
silna. – Roześmiał się znowu i ucałował jej rękę. 

Po chwili ciszy Kąty powiedziała: 
– Wiem tylko, jak to jest, gdy kogoś tracisz i zostajesz sam ze swoim bólem. 
–  Jaki  stąd  wniosek?  Ukrywać  się  przed  światem  przez  całe  życie?  Czy  to 

uchroni od cierpienia? – zapytał. 

– Ty mi powiedz, przecież znasz wszystkie odpowiedzi. 
–  Dobrze.  Sądzę,  że musisz podjąć  ryzyko. To budzi  przerażenie,  ale  jest  coś, 

czym  można  je  pokonać.  Owo  lekarstwo  nazywa  się  miłość.  Nie  zlikwiduje 
strachu, lecz da odwagę, by go zwalczyć. 

–  Dobra  odpowiedź.  W  każdym  razie  w  teorii,  lecz  w  rzeczywistości...  Nie 

mogę  znieść  myśli,  bym  mogła  cię stracić  –  powiedziała  cicho  Kate. –  Tak wiele 
dla mnie znaczysz, że... nie byłabym w stanie przeżyć takiego nieszczęścia. 

 

background image

Rozdział 11 

 
Thomas  zaniemówił  z  wrażenia.  Jak  mógł  był  przypuszczać,  że  zniesie 

rozstanie z Kary? W jaki sposób zamierzał się z tym pogodzić? To by go przecież 
zniszczyło.  Nigdy  dotąd  nie  doświadczył  czegoś  podobnego  w  stosunku  do 
jakiejkolwiek kobiety. Nie był na nie przygotowany. 

Nie  doznał  również  żadnej  osobistej  straty,  a  jednak  ośmielił  się  udzielać  rad 

komuś, kto przeżył odejście kilku bliskich osób. 

–  Szczerze  mówiąc  –  zaczął  schrypniętym  głosem  –  nie  wiem,  jak  mógłbym 

bez ciebie żyć. Wiem jedno, kocham cię, a to jest warte podjęcia ryzyka. Zapłacę 
każdą cenę, by spędzić z tobą resztę swoich dni. Nieważne, jak długo przyjdzie mi 
ż

yć, po prostu chcę być z tobą. 

– Och, Thomas! – westchnęła przejęta szczęściem Kąty. 
Z takim człowiekiem wszystko wydawało się możliwe do osiągnięcia. 
–  Ja  też  cię  kocham  –  wyznała.  –  Musiałeś  przecież  to  zauważyć.  Nigdy  nie 

umiałam  skrywać  uczuć.  Jeden  Bóg  wie,  jak  bardzo  pragnę  być  z  tobą!  Nic  nie 
mogę na to poradzić, że ciągle tkwię w pułapce lęków. Najgorszy z nich wiąże się z 
obawą, iż mogłabym kogoś pokochać, a potem utracić. Z tego również wynika mój 
strach przed lataniem. Tylko dlatego, że ktoś, kogo kocham, teraz mnie potrzebuje, 
siedzę  w  samolocie.  Nie  bez  znaczenia  jest  też  fakt,  że  to  twój  samolot.  Muszę 
mieć  trochę  czasu,  by  rozwiązać  swoje  problemy.  W  innym  razie  jak  mogłabym 
myśleć o trwałym związku? – Kąty potrząsnęła głową. – O taki ci przecież chodzi, 
prawda? 

–  Na  całe  życie  –  potwierdził  Thomas.  –  Jak  wiesz,  nie  potrafię  być  nadto 

cierpliwy,  jeśli  sprawy  nie  układają  się  po  mojej  myśli.  Nigdy  taki  nie  byłem. 
Próbuję  jednak  powiedzieć,  że  cię  kocham,  i  dam  ci  tyle  czasu,  ile  będziesz 
potrzebowała. 

Gotów  był  ofiarować  jej  wszystko,  czego  by  zapragnęła,  niezależnie  od  tego, 

jak dużo miałoby go to kosztować. Głęboko wierzył, że będzie w stanie dotrzymać 
obietnicy. 

–  Chcesz,  żebym  zatrzymał  się  w  San  Diego?  Mogę  też  przylecieć  po  ciebie, 

oczywiście, gdy będziesz gotowa do powrotu. 

– Och, Thomas! – Kate roześmiała się i pogłaskała go po policzku. – Nie chcę, 

byś  tu  zostawał.  Całą  uwagę  winnam  teraz  poświęcić  Neli.  I  nie  musisz  po  mnie 
przylatywać. Powrót na wyspę Orcas to mój problem. 

background image

– Chcę dzielić go z tobą. 
–  A  ja  wolę  rozwiązać  go  sama.  Powinnam  wreszcie  zacząć  liczyć  na  własne 

siły. Na razie nie wiem, czy potrafię. W ogóle niczego nie jestem pewna poza tym, 
ż

e cię kocham. 

– To nie wystarczy? 
– O tym, kochany, sama winnam zdecydować. 
– Czy musisz wychodzić w taką pogodę? – Kąty zwróciła się do Neli, widząc, 

ż

e niania sięga po torbę i portmonetkę. 

W ciemnych, łagodnych oczach starszej pani wyczytała prośbę: „Przestań mnie 

rozpieszczać". 

–  Dopiero  miesiąc  temu  wróciłaś  ze  szpitala.  Weź  przynajmniej  płaszcz  i 

parasol, bo pada. 

– Mogłabym, lecz przecież się nie rozpuszczę. Kąty, – dziecko drogie, pomyśl 

lepiej  o  tym,  o  czym  mówiłyśmy  przy  śniadaniu  –  rzekła  Neli,  całując  Kąty  w 
policzek. 

Wzięła parasolkę, swój popielaty kapelusik i wyszła. 
Kąty  pokiwała  głową,  widząc,  że  niania  omija  windę  i  schodzi  po  schodach. 

Neli  bardzo  dbała  o  figurę,  a  że  przytyła  nieco  podczas  rekonwalescencji, 
wykorzystywała  teraz  każdą  minutę,  by  zażywać  ruchu,  zamiast  siedzieć  czy 
jeździć.  Trzy  razy  w  tygodniu  brała  udział  w  zajęciach  gimnastycznych  dla 
seniorów. Odbywało się to pod nadzorem lekarza, by nie niepokoić Kąty. 

Po  wypiciu  drugiej  filiżanki  kawy  Kąty  bez  celu  przeszła  się  po  pokojach. 

Miała  wygodne  mieszkanie  z  trzema  sypialniami  i  pięknym  widokiem  z  okien. 
Wszystko było tu urządzone ze smakiem, a nawet pewnym luksusem. 

Kąty znalazła już na nie kupca. Pozostawało tylko podpisać umowę sprzedaży. 
Przeszła  obok  dwóch  foteli,  na  których  ona  i  Karin  zwykły  siadywać  przy 

oglądaniu filmów z Audrey Hepburn. Minęła niszę okienną, w której zawsze stała 
choinka i hol obwieszony fotografiami. 

Tyle  tu  drzemie  wspomnień,  pomyślała,  otwierając  pokój  siostry.  Wnętrze 

utrzymane w odcieniach błękitu i lawendy wyglądało tak, jakby Karin wyszła stąd 
dopiero przed chwilą i zaraz miała wrócić. Nawet jej budzik wskazywał właściwą 
godzinę. W szafie wisiały ubrania. Do tej pory Kąty nie mogła zdobyć się na to, by 
zrobić tu porządek. 

Na  jasnoniebieskim  oparciu  fotela  siedział  ulubiony  niedźwiadek  Karin.  Kąty 

pogłaskała go po pluszowym łebku. Jeszcze sześć tygodni temu nie stać by jej było 
na  ten  gest.  Już  czas,  pomyślała.  Puste  kartony  czekały,  by  wypełnić  je  rzeczami 

background image

siostry. 

Kąty  pakowała  drobiazgi  i  stroje  Karin,  by  oddać  je  komuś  z  potrzebujących. 

Po  opróżnieniu  szafy  zajęła  się  szufladami  komody.  Jej  myśli  krążyły  wokół 
ulubionego tematu: co teraz porabia Thomas? Nie widziała go, odkąd pięć tygodni 
temu pocałowali się, żegnając na lotnisku. Bardzo za nim tęskniła. 

Zadzwoniła  któregoś  dnia  na  wyspę,  by  powiedzieć,  że  Neli  wyszła  już  ze 

szpitala  i  czuje  się  dobrze.  Ich  rozmowa  była  jakaś  dziwna  i  denerwująca. 
Pozostało wiele nie wypowiedzianych słów. 

Thomas  ciągle  wykazywał  cierpliwość  i  czekał,  aż  ona  podejmie  decyzję.  Ale 

jak długo może to trwać? Wszystko ma swoje granice. 

Jest kilka powodów, dla których nie wracam na wyspę Orcas, pomyślała Kary. 

No dobrze, lecz co tak naprawdę mnie tu trzyma? Co takiego poza Neli? 

Oczywiście, Neli to poważny problem. Kary przez myśl nie przeszło, że niania 

nie  zechce  opuścić  San  Diego.  Przeżyłam  życie  tutaj,  teraz  ty  powinnaś  zająć  się 
swoim, powiedziała któregoś ranka starsza pani. 

–  Jak  mogę  wyjechać  i  ją  zostawić?  –  rzekła  do  siebie  Kąty.  –  Jeżeli  będzie 

następny atak? W środku nocy nikt jej nie pomoże. A jeśli upadnie i złamie sobie 
nogę? 

Nigdy nie wybaczyłaby sobie, gdyby coś złego stało się niani. Potem przyszła 

jej na myśl potencjalna reakcja Thomasa. 

Znowu  obarczasz  się  winą,  powiedziałby  zapewne.  Czemu  nie  weźmiesz 

odpowiedzialności za cały świat? 

Niezależnie  od  tego,  czy  się  z  nimi  zgadzała,  czy  nie,  opinie  Thomasa 

pomagały  jej  podjąć  decyzję.  Może  miał  rację,  mówiąc,  iż  czuła  się  zanadto 
związana z siostrą. Gdy zabrakło Karin, podświadomie zaczęła traktować siebie jak 
połowę  osoby.  A  nawet  za  życia  Karin  nigdy  nie  myślała  o  sobie  jak  o 
pełnowartościowej  kobiecie.  Nie  inaczej  układało  się  jej  w  małżeństwie.  Zawsze 
ż

yła w cieniu Rhysa. Lecz to się zmieniło. Odzyskała już wewnętrzną równowagę. 

Bardziej  harmonijnie  postrzegała  własny  obraz.  Stała  się  mniej  samokrytyczna, 
choć nie uporała się jeszcze ze wszystkimi lękami. Ilekroć ogarniało ją zwątpienie, 
zaczynała  myśleć  o  życiu  z  Thomasem.  To  pomagało  przezwyciężyć  obawy  i 
inaczej spojrzeć na świat. 

W  tej  chwili  nawet  dawne  lęki  przestały  mieć  znaczenie.  W  wypełnionej 

wspomnieniami  z  dzieciństwa  i  rodzinnymi  pamiątkami  sypialni  nic  nie  było  tak 
ważne jak Thomas. Bardzo go potrzebowała. 

Naraz  ogarnęła  ją  pewność,  że  musi  pobiec  do  swego  pokoju  i  zadzwonić. 

background image

Podjęła  decyzję.  Będzie  tak  długo  żyć  z  tym  mężczyzną,  jak  długo  los  na  to 
pozwoli, i potrafi się tym cieszyć. 

– Witamy w Seattle – rozległ się głos stewardesy. 
Kąty przestała zajmować się lekturą. Nareszcie tu była! Samolot wylądował, a 

ona  wypuściła  czasopismo  z  zaciśniętych  palców.  Nie  oczekiwała,  że  lot  będzie 
łatwy,  i  rzeczywiście  tak  nie  było.  Co  chwila  wpadała  w  panikę  i  walczyła  z 
mdłościami,  stosując  ćwiczenia  oddechowe  zalecane  przez  Thomasa.  Używała 
wszystkiego, co linie lotnicze oferowały osobom korzystającym z pierwszej klasy. 
Gawędziła  ze  współpasażerami,  oglądała  filmy  na  wideo,  czytała  gazety.  Gdy 
wszystko zawodziło, starała się myśleć o Thomasie i jego miłości. 

Kiedy  samolot  zatrzymał  się  wreszcie  na  pasie  lotniska,  odetchnęła  z  ulgą. 

Niecierpliwie  czekała  na  spotkanie.  Ukochany  miał  odszukać  ją  przy  wyjściu. 
Dzwoniła do niego wczoraj. 

– Wracam do ciebie – oznajmiła. 
–  Wiedziałem,  że  tak  będzie.  Nie  martw  się  niczym,  Kąty.  Dotrzesz  bez 

problemów,  nie  musisz  się  bać.  Przeraża  cię  myśl  o  katastrofie,  ale  ta  się  nie 
zdarzy. Zaufaj mi – usłyszała. 

Za  chwilę  się  spotkamy,  pomyślała,  rozglądając  się  w  poszukiwaniu  znajomej 

sylwetki. Jest! Wysoki, ciemnowłosy mężczyzna o błękitnych oczach ruszył w jej 
stronę i po chwili tulił Kate w objęciach. 

– Kocham cię – wyszeptała. 
– Ja też cię kocham – odrzekł wzruszony. 
Przycisnął  ją  mocno  do  siebie,  nie  bacząc  na  tłum  pasażerów  krążących  po 

lotnisku. Nigdy nie wątpił, że ich historia będzie miała takie właśnie zakończenie. 

– Zrobiłam to, Thomas! Udało się, naprawdę. Sama przyleciałam samolotem! – 

cieszyła się Kąty. 

– Wróciłaś do mnie. 
– Tak – zgodziła się dziewczyna. 
– Należysz do mnie. 
–  Nie  bądź  taki  zaborczy.  –  Roześmiała  się.  –  Wiesz,  że  lubię  szeroko 

rozpościerać skrzydła i podróżować. 

Odpowiedział jej pełnym czułości uśmiechem.