background image

Rozdział 13 

 

 

Obcasy  uderzały  o  drewnianą  podłogę,  kiedy  Agnieszka  szybkim  krokiem  szła  długim 

korytarzem. Dzisiaj wróciła do pracy i miała spotkanie z Jerzym Laskiem, z którym wczoraj 

umówiła  się  telefonicznie.  W  ręku  niosła  teczkę  z  rozdziałami  Michała,  przypuszczając,  że 

właściciel Luny nie omieszka przeczytać ich niemalże natychmiast. Już samo to, że wczoraj 

powiedziała  mu  o  Sobolewskim,  sprawiło,  że  szef  chciał  ją  widzieć  z  samego  rana.  Lasek 

naprawdę oczekiwał, że zdobędzie autora. Ona nie miała tej pewności.   

Skręcając w kolejny korytarz, przeklęła pod nosem. Akurat dzisiaj musiała spotkać swoją 

byłą  przyjaciółkę,  do  której  wciąż  odczuwała  nienawiść.  Elżbieta  Polanowska,  wścibska 

dziennikarka  i,  zdaniem  Agnieszki,  zdradziecka  suka,  uśmiechnęła  się  do  niej  słodko. 

Lisiecka chętnie by jej tę słodycz starła z twarzy, najlepiej stalowym druciakiem. Zresztą taką 

samą sympatię odczuwała do jej męża, a swojego byłego narzeczonego, którego na szczęście 

nie widywała.  

– Dzień dobry, Aga – przywitała się swoim piskliwym głosikiem Elżbieta. – Jak miło cię 

widzieć. 

– Nie powiedziałabym tego w ten sposób o tobie.  

– Nadal mi nie wybaczyłaś? To było dwa lata temu.  

– Nie można wybaczyć złodziejce mężczyzn.  

– Nie tylko ja jestem temu winna. Sam do mnie przyszedł. Pewnie nie dostał tego, czego 

potrzebował – szepnęła Polanowska.  

–  Uważaj,  bo  jak  raz  zdradził…  –  Lisiecka  zawiesiła  sugestywnie  głos,  a  potem  na  jej 

usta  wypłynął  najbardziej  przyjacielski  uśmiech,  na  jaki  umiała  się  zdobyć.  Oczywiście 

trenowała go niemalże całe życie i nie oznaczał on niczego miłego. – Wybacz, ale śpieszę się. 

Mam spotkanie, na które już jestem spóźniona.  

background image

– Ależ proszę. – Elka pozwoliła przejść byłej przyjaciółce, ale gdy ta oddaliła się na kilka 

kroków,  zapytała:  –  Wiesz  może,  gdzie  przebywa  Michał  Sobolewski?  Czy  pokaże  się 

światu?  

Lisiecka przystanęła, odwracając się do dziennikarki z pokerową miną.  

– Nie wiem. Nawet jakbym wiedziała, to nic bym ci nie powiedziała. Wątpię, aby miał o 

tobie dobre zdanie po tym, jak nie uszanowałaś jego prywatności podczas wywiadu.  

– Jestem dziennikarką, nie siostrą miłosierdzia.  

– Jedno i drugie siebie warte – prychnęła i ruszyła w stronę drzwi na końcu korytarza, za 

którymi  znajdował  się  gabinet  jej  szefa.  Czuła  na  sobie  wzrok  Polanowskiej,  ale  nie 

obchodziło jej to, co kobieta o niej myśli.  

Poprawiła  spódnicę  i  żakiet,  po  czym  zapukała  do  drzwi.  Nie  czekając  na  odpowiedź, 

weszła do niewielkiego sekretariatu, gdzie za biurkiem siedziała żona Jerzego, a zarazem jego 

wieloletnia sekretarka. Kobieta uparła się, że nadal będzie pomagać mężowi i to, że jest jego 

żoną, nie przeszkadza jej w byciu asystentką mężczyzny.  

– Dzień dobry, pani Kasiu. – Agnieszka bardzo lubiła tę ciepłą, pełną życia kobietę. 

– Dzień dobry, Agnieszko. Mąż już na ciebie czeka. Kilka razy pytał, czy już przyszłaś. 

Niespokojny duch z niego.  

– Czeka pewnie na dobre wieści. 

– A nie masz takich?  

– Trudno  powiedzieć.  Dużo  zależy  też  od  niego.  –  Już  miała  wejść  do  gabinetu,  kiedy 

zapytała: – Była tutaj Elżbieta Polanowska? 

– A była, była. Umawiała się na wywiad z moim mężem. Nic nie wskórała, bo Jerzy nie 

udziela wywiadów.  

Drzwi się otworzyły i wyjrzał zza nich właściciel wydawnictwa. 

– Jednak dobrze mi się wydawało, że obił mi się o uszy pani głos. Zapraszam.  

Agnieszka weszła do zawalonego książkami gabinetu.  

background image

– Co ma pani dla mnie? Kiliński się nie odzywa, za to pani daje mi nadzieję. 

– Nie chcę dawać panu nadziei, bo nie mogę jednoznacznie powiedzieć, czy Sobolewski 

jeszcze  kiedykolwiek  podejmie  współpracę  z  jakimkolwiek  wydawnictwem.  Mam  jednak 

dwa rozdziały jego nowej książki. Nie jest to nowy pomysł, bo te rozdziały, a nawet więcej, 

widział już właściciel Tygrysa, Krzysztof Borowski i je odrzucił.  

– Odrzucił? Dlaczego?  

– Gdy je pan przeczyta, dowie się mniej więcej, o co może chodzić. – Podała mężczyźnie 

teczkę i usiadła  naprzeciwko biurka.  – Chcę  natychmiast znać pańską opinię. Od tego dużo 

zależy – odpowiedziała na jego pytający wzrok typu „Co pani tu jeszcze robi?”. Już wcześniej 

to sobie zaplanowała, że nie wyjdzie stąd, dopóki nie dowie się wszystkiego.  Dopiero wtedy 

będzie mogła zadzwonić do Darka i modlić się, aby Michał nie zabił go za to, że skradł mu 

rozdziały.  

 

 

 

Pisarz,  w  przeciwieństwie  do  Darka,  nie  spał  przez  pół  nocy,  rzucając  się  po  łóżku  i 

dopiero o szóstej rano zapadł na  jakiś czas w półsen. Dziwił  się sam sobie, że za to, co mu 

zrobił Kiliński, nie wyrzucił go z domu na zbity pysk i nie zakazał przychodzić. To i tak nie 

byłoby przeszkodą dla tego mężczyzny. Skurwiel wróciłby niczym wierny pies.  

Wierny.  

Do  tego  wszystkiego  dochodziło  jeszcze  to,  że  Darkowi  zależało.  Dwie  rzeczy,  które 

sprawiały, że pozwolił mu zostać. W dodatku kochał się z nim jak szalony.  

Przetarł dłonią twarz, wciąż leżąc w łóżku, pomimo późnej godziny. Spojrzał na śpiącego 

Dariusza  i  prychnął,  nie  wierząc  temu,  co  ten  człowiek  z  nim  zrobił.  Wczoraj  miał  ochotę 

rozszarpać  go  na  kawałki.  Zniszczyć.  Chociaż  i  tak  nie  czuł  tak  wielkiej  wściekłości,  jaką 

powinien odczuwać. Może podświadomie chciał, aby ktoś zrobił za niego kolejny krok, bo w 

duchu ciągle bał się tego, co wyniknie z planu Kilińskiego. Z niepokojem będzie oczekiwać 

wiadomości od Lisieckiej.  

background image

– Która godzina? – zapytał Darek, budząc się powoli.  

– Dziewiąta – burknął Michał.  

– Która?  Dobra,  nie  mów,  słyszałem.  –  Przekręcił  się  na  plecy,  zerkając  uważnie  na 

towarzyszącego  mu  mężczyznę.  Nie  potrafił  odczytać  z  jego  oczu,  twarzy,  czy  autor  nadal 

jest na niego zły. Podciągnął się do siadu i oparł o ścianę obok niego. – Wściekasz się.  

– Pytasz czy stwierdzasz? Hm? 

– Jedno i drugie. Wiem, że nie zgodziłbyś się na to i musiałem zadziałać. – Pocałował go 

w ramię z obawą, że Michał się odsunie, ale  nic takiego się  nie stało.  – Chcę tylko pomóc. 

Nie mów, że nie chcesz zobaczyć „Strażnika” na półkach księgarni.  

–  Trzeba  się  umyć  i  zrobić  coś  do  jedzenia.  –  Odrzuciwszy  na  bok  kołdrę,  wstał.  Nie 

przejmując się swoją nagością i tym, że jest obserwowany, otworzył szafę.  

– Nie chcesz ze mną o tym pogadać?  

– Na pewno nie teraz, kiedy jestem goły. Idę pod prysznic. – Wyjął z półki czyste rzeczy, 

po  czym  opuścił  pokój.  Prawdę  mówiąc,  to  trochę  uciekł  przed  rozmową  z  Darkiem,  bo 

bardziej od intencji, jakimi kierował się mężczyzna, dając rozdziały Lisieckiej, interesowało 

go to, co oznaczało, że mu zależy.  

Tymczasem Darek zazgrzytał zębami, uderzając dłonią w pościel. Wychylił się do spodni 

leżących na podłodze, by wyjąć z kieszeni telefon. Sprawdził, czy Agnieszka próbowała się 

do niego dodzwonić, ale  i tak nie  miało to sensu, bo nie  było zasięgu. Musiał poczekać, aż 

mężczyzna  umyje  się,  aby  mógł  zająć  prysznic.  Dopiero  potem  wyjdzie  na  dwór  „łapać 

zasięg”.  

–  Możesz  iść  się  umyć  –  powiedział  Michał  po  kilku  minutach,  wchodząc  do  pokoju 

odświeżony  i ubrany.  – Zaścielę  łóżko. Dopiero później, najlepiej przy śniadaniu, będziemy 

mogli pogadać.  

– Dobra. Nie ma sprawy. – Może do tej pory zdoła skontaktować się z Agnieszką i będą 

coś wiedzieć.  

 

background image

 

 

Agnieszka  siedziała  w  kafejce  Luny,  delektując  się  czarną  kawą  i  ciastem.  Próbowała 

skontaktować się z Darkiem, ale z powodu braku zasięgu tam, gdzie przebywał  mężczyzna, 

ciągle  słyszała  znany  komunikat  w  głośniku,  który  zaczynał  doprowadzać  ją  do  szału.  W 

Warszawie nigdy nie miewała z tym problemów. W końcu napisała wiadomość tekstową do 

Kilińskiego z prośbą o kontakt. Odłożyła komórkę na blat stolika i zajęła się ciastem. Miała 

niewiele  czasu  dla  siebie,  bo  zaraz  musiała  wracać  do  pracy.  W  Utopii  nie  była  obarczona 

presją  czasu.  Cały  dzień  mogła  spacerować  po  tym  pięknym  miasteczku  i  jego  okolicach. 

Pewnie nawet gdyby tam pracowała, nie musiałaby się tak śpieszyć. Tam czas biegł o wiele 

wolniej.  Skarciła  siebie  za  te  myśli.  Za  wszelką  cenę  chciała  się  ich  pozbyć,  ale  one  ciągle 

uparcie  do  niej  wracały.  Szczególnie  lubiły  podążać  do  Kuby.  Rozmawiała  z  nim  wczoraj 

przez  telefon  chyba  ze  dwie  godziny  i  nie  potrafiła  się  rozłączyć.  Kuba  nie  prosił  jej,  żeby 

wróciła, bo zostawił jej wolną rękę. To od niej zależy, co zrobi. Ona jednak nie miała pojęcia, 

która z decyzji była słuszna.  

Mimo że jej serce się złamało, trudno jej było wybrać pomiędzy miłością a stabilnością. 

Nikt jej nie rozumiał. Nie rozumiał, że po prostu bała się tego, że nie będzie mieć za co żyć. 

Wiedziała  jak  to  jest,  kiedy  w  domu  nie  ma  pieniędzy,  lodówka  jest  pusta,  rachunki 

nieopłacone, a ryzyko utraty mieszkania bliskie. Nie chciała przechodzić przez to kolejny raz. 

Prawda, że w Utopii byłoby inne życie. Kuba utrzymywał się z księgarni i ona też by mogła. 

Jednak nie potrafiąc się przemóc, cierpiała. Tak samo jak ktoś, kogo kocha.  

Odsunęła od siebie ciasto, wiedząc już, że nie przełknie ani kawałka więcej. Pomyśleć, że 

gdyby nie pojechała tam z Darkiem, to nie spotkałaby Kuby i żyłoby jej się spokojniej. Ale 

wtedy nie zaznałaby prawdziwej miłości,  która zawładnęła nią w pełni. Wystarczyła chwila, 

aby pokochała. Ta myśl zastanowiła ją na tyle, że szepnęła do siebie: 

– A tobie, Darku, ile wystarczy, żebyś pokochał? 

 

 

 

background image

Spacer  nad  rzekę  i  wcześniejsze  śniadanie  nie  rozwiązały  problemu,  jaki  miał  z 

Michałem.  Darek  przyzwyczajony  do  krzyków,  przykrych  odzywek  serwowanych  przez 

mężczyznę,  teraz  czuł  się  zbity  z  tropu.  Sobolewski  prawie  się  do  niego  nie  odzywał. 

Owszem,  pisarz  nigdy  nie  był  przesadnie  rozmownym  człowiekiem,  ale  niby  mieli 

porozmawiać, a wciąż to on był kimś, kto mówił. W końcu także umilkł i tylko stał nad wodą, 

wrzucając do niej kamyki. Sobolewski stał kilka metrów od niego, zamyślony, znajdujący się 

przy nim tylko ciałem.  

– Chyba wolałbym, abyś dał mi w pysk – burknął Darek, ciskając kamieniem tak mocno, 

że ten przeleciał na drugi brzeg.  

– Nie kuś – warknął Sobolewski, nerwowo przesuwając ręką przez włosy.  

Kiliński podszedł do niego  i stanął za  jego plecami, obejmując go ostrożnie. Nie został 

odepchnięty, więc odetchnął, opierając brodę na jego ramieniu. Na szczęście wokół nie było 

żywej duszy i mógł sobie na to pozwolić.  

– Nadużyłeś  moje  zaufanie,  Kiliński  i  nie  wiem,  dlaczego  jeszcze  nie  dałem  ci  kopa, 

pozbywając się ciebie z mojego życia.  

– Nie chciałem wyrządzić ci krzywdy, dając jej te rozdziały.  

– Chciałeś pomóc, bo ci zależy. – Odwrócił się przodem do mężczyzny. – Nadal to mnie 

męczy.  Co  to  znaczy?  Co  znaczy  dla  ciebie?  Na  czym  ci  zależy?  Na  kim?  –  Wbrew  sobie 

podniósł rękę i położył ją na karku kochanka. Patrzył przy tym uważnie w jego oczy, starając 

się odczytać z nich wszystko. Sam nie wiedział, jaką chce otrzymać odpowiedź. Taką, która 

rozczaruje go, czy raczej potwierdzi jego przypuszczenia, zmieniając wszystko. 

Darek  przełknął  gulę  w  gardle.  Chwycił  dół  koszulki  Michała  i  ścisnął  ją,  a  po  chwili 

ułożył  dłonie  na  jego  biodrach.  Wczoraj  te  słowa  wyrwały  mu  się  spontanicznie,  ale  były 

pełne szczerości.  

–  Zależy  mi  na  tobie  jako  pisarzu.  Chcesz  wydawać  swoje  nowe  powieści  i  wiem,  że 

cierpiałeś, nie mogąc pisać. Chcę ci pomóc urzeczywistnić marzenia.  

– Tylko  o  to  ci  chodzi?  –  Nie  to  chciał  usłyszeć.  Chciał  potwierdzenia  tego,  co 

podpowiadało mu serce, które wciąż biło mocno, czekając na słowa potwierdzające zupełnie 

background image

coś  innego.  Pewnie  się  pomylił  i  źle  odczytał  „Zależy  mi”.  Chciał  się  odsunąć,  ale  Darek 

chwycił go natychmiast, przytrzymując przy sobie.  

–  Nie…  Nie  tylko.  –  Wciąż  nie  pozwalając  mu  odejść,  przysunął  się  jeszcze  bliżej, 

obejmując  go  wokół  pleców.  –  Sam  się  sobie  dziwię  i  nawet  po  cichu  śmiałem  się  z 

Agnieszki,  że  tak  szybko  zapałała  uczuciem  do  obcego  faceta,  a…  –  Trudno  mu  było  to 

powiedzieć.  Nie  był  pewny,  co  zrobi  Michał.  Wciąż  doskonale  pamiętał  to,  jak  mężczyzna 

opowiadał mu o tym, co przeżył, kiedy były partner potraktował go w tak okrutny sposób. I to 

–  o  ironio  –  tamten  zostawił  go  właśnie  po  tym,  jak  Michał  wyznawał  mu  słowa  miłości  i 

zapewniał o oddaniu. Mówił, że już nie uwierzy w uczucia. W takim razie czy teraz będzie w 

stanie uwierzyć jemu? Dlatego z niepokojem powiedział: – Zależy mi na tobie… Zakochałem 

się w tobie… Po prostu. – Oparł czoło o jego ramię, nie mając pojęcia, czego spodziewać się 

po tym wyznaniu. 

Przez chwilę poczuł rozczarowanie, że Kilińskiemu zależy tylko na nim  jako pisarzu, a 

teraz  słysząc  te  słowa,  nie  miał  pewności  co  zrobić,  co  mu  odpowiedzieć,  mimo  że  chciał 

tego. Po tym jak Andrzej go porzucił, obiecał sobie, że już nigdy nikomu nie pozwoli się do 

siebie  zbliżyć.  Nie  uczuciowo,  bo  seks  to  co  innego.  A  z  Darkiem  było  inaczej.  W  miarę 

upływu czasu, z każdym kolejnym dniem spędzonym przy nim coś zmieniało się w Michale. 

Stare rany goiły się, a nadzieje rosły. Bycie samemu nigdy nie było dla niego czymś łatwym. 

Może tego  nie  pokazywał,  ale  bardzo  pragnął  mieć  kogoś  przy  swoim  boku.  Kogoś,  z  kim 

łączyłaby  go  niezwykła  więź.  Kto  byłby  wierny…  Wierność  Darek  pokazał  już  na  samym 

początku, koczując pod jego domem, wciąż wracając. A teraz to wyznanie… Bał się. Bardzo 

się bał, a jednocześnie jego własne uczucia także nie pozostawały bierne. Już pierwszej nocy, 

kiedy  się  kochali,  tak  dużo  się  w  nim  zmieniło.  Przyznanie  się  do  tego  samemu  sobie 

sprawiło, że poczuł się tak, jakby  coś w niego walnęło. Ledwie utrzymał się na nogach, ale 

dla pewności, że się nie przewróci, z całej siły owinął ręce wokół ciała mężczyzny, schował 

nos w jego szyi i wyszeptał: 

–  Dlatego  chyba  jeszcze  tutaj  jesteś.  Słuchaj  uważnie,  bo  nie  jestem  kimś,  kto  ciągle 

powtarza pewne słowa.  

– Mhm.  

– Wczoraj  byłem  na  ciebie  wściekły,  chciałem  cię  skrzywdzić,  zawiodłeś  mnie,  moje 

zaufanie.  Ale  nie  potrafiłbym  ci  zrobić  krzywdy.  Nie  komuś,  kto  od  jakiegoś  czasu  stał  się 

background image

kimś… Do cholery, Darek, budzę się i patrzę na ciebie jak śpisz, a moje serce, gdyby umiało, 

śpiewałoby miłosne ballady. – Chwycił jego twarz w dłonie i spojrzał w oczy Kilińskiego. – 

Mnie też zależy i niech ci to wystarczy, przynajmniej na razie. – To co czuł, nie mógł nazwać 

miłością.  Zakochaniem  raczej,  tak  jak  zrobił  to  kochanek.  –  Nie  oznacza  to  jednak,  że 

staniemy  się od razu parą i  będziemy sobie, kurwa, ćwierkać  jak dwa skowronki, wyznając 

miłość, pusząc piórka, wić gniazdko… 

–  Dobra,  rozumiem.  –  Zaśmiał  się,  po  czym  uspokoił  się  i  dodał:  –  Ale  będziemy  się 

mogli całować?  

– Zastanowię się  – szepnął  Michał  i pocałował go. Nie  namiętnie, nie tak, aby odebrać 

oddech,  a  z  czułością.  Jak  podczas  pierwszej  nocy,  kiedy  otoczyły  ich  ciemności,  a  on  w 

przerwie pomiędzy pocałunkami powtarzał  imię tego, z którym  się kochał. Tak  jak Dariusz 

wymawiał „Michał”.  

Spędzili  nad  rzeką  blisko  dwie  godziny.  Cały  czas  byli  sami,  bo  znanej  im  grupce 

nastolatków na długi czas zabroniono tutaj przychodzić. Dlatego nieniepokojeni przez nikogo, 

leżeli na trawie, spoglądając w niebo. Michał nie chciał wracać, bo do tej pory mogła już na 

nich czekać wiadomość od Agnieszki. Jakakolwiek by nie była, na żadną nie czuł się gotów. 

Tak  samo  nie  był  gotowy  na  nowe  uczucia,  a  tak  łatwo  je  przyjął,  tak  szybko.  Odwrócił 

głowę,  przyglądając  się  profilowi  Dariusza.  Jego  przystojnemu,  ale  nie  idealnemu 

kochankowi.  Odnalazł  palcami  jego  dłoń  i  ścisnął.  Już  dawno  temu  nauczył  się,  że  miłość 

przede wszystkim  wyznaje się gestami.  I chociaż to  dopiero było zakochanie, to od tego do 

miłości tylko jeden krok.  

– Nie wiem, czy wrócę do Warszawy. Nie chcę – powiedział Michał, kierując wzrok na 

białe,  puszyste  chmury  sunące  po  niebie.  Słońce  coraz  mocniej  przygrzewało,  a  on  miał 

ochotę tak leżeć i nic nie robić. – Nie mam też dokąd. Sprzedałem mieszkanie, a nie zwalę się 

na głowę Jagodzie. Mój syn by się ucieszył, ale ona ma swoje życie i partnera.  

– Twój syn wie o tym, że jesteś gejem? 

– Tak.  

– To dobrze. Co do mieszkania… mam wolny pokój lub dwa.  

background image

–  I tak tam  nie  wrócę.  –  Usiadłszy,  zgiął  nogi  w  kolanach  i  ułożył  na  nich  ręce.  –  Nie 

umiem już tam żyć. To miasto mnie dusi, niszczy. Tu jest mój dom.  – Zdał sobie sprawę, że 

to  też  poważny  problem,  jeżeli  obaj  zechcieliby  w  przyszłości  być  razem.  –  Pora  wracać. 

Może  twoja  koleżanka  już  do  ciebie  pisała,  moje  rozdziały  odrzucono  i  nie  mamy  się  nad 

czym zastanawiać. – Podniósł się i podał rękę Darkowi, pomagając mu wstać.  

– Tak byłoby dla ciebie prościej. Czy nie nazwałbyś tego tchórzostwem? 

– Wiesz  co,  Kiliński,  odwal  się  –  warknął,  nie  potrafiąc  przyznać  się  do  tego,  że 

mężczyzna ma rację. 

– I proszę, koniec miłych chwil, wrócił dupek.  

– Zamknij  się.  –  Ruszył  w  kierunku  swojego  niewielkiego  domku,  który  dawał  mu 

ukojenie przez tyle tygodni.  

– Mogę się zamknąć, ale i tak przypominam, że nie ustąpię i postawię na swoim. – Idąc 

za nim, potknął się, a w tym samym czasie Michał chwycił go za rękę, powstrzymując przed 

upadkiem. – Widzisz, co zrobiłeś? Ja chcę to samo zrobić dla ciebie.  

–  Powodzenia.  –  Puścił  go,  poklepał  po  policzku  i  ruszył  szybkim  krokiem  na  przód, 

zostawiając Dariusza za sobą.  

Zanim Kiliński dotarł do domu pisarza, czuł się zmęczony. Naprawdę musi popracować 

nad swoją kondycją. Pić mu się chciało, ale zanim ugasił pragnienie, stanął w miejscu, gdzie 

był zasięg telefonii komórkowej.  

Michał obejrzał  się za nim tuż przed wejściem do budynku  i przez chwilę nie  mógł się 

ruszyć. Patrzył, jak Darek czyta esemesa, a potem dzwoni. Dopiero wtedy wszedł do środka, 

kierując się do kuchni. Tam nalał sobie wodę do szklanki i wypił jednym haustem. Wyjrzał 

przez okno. Coś go ścisnęło w piersi, kiedy dostrzegł, że mężczyzna już zakończył rozmowę. 

Odszedł od okna i poczekał na niego.  

Darek wkroczył do kuchni pewnym siebie krokiem, podszedł do mężczyzny, złapał go za 

koszulkę, przycisnął swoje usta do jego, a potem powiedział: 

background image

– Gratuluję, musimy wypić to wczorajsze wino, którego nie tknęliśmy. Mój szef chce się 

z  tobą  zobaczyć.  Wyda  twoją  książkę,  chce  więcej  rozdziałów.  Czeka  na  to,  aż  umówimy 

spotkanie.  

– Po moim trupie, kurwa – warknął Michał.