background image

KATHERINE ARTHUR

Posłuchaj swego serca

Listen To Your Heart

Tłumaczyła: Helena Kamińska

background image

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Bertram Bellamy potrząsnął głową i, wzdychając ciężko dla podkreślenia 

swego zatroskania, powiedział do żony:

– Jamie powinna jednak zwolnić obroty i znaleźć w swoim życiu trochę 

miejsca na znajomość z jakimś przyzwoitym facetem. Zachowuje się tak, jakby 
wzięła  ślub  z  tą  swoją  piekielną  kwiaciarnią.  Czas  z  tym  wreszcie  skończyć. 
Zaczynam żałować, że w ogóle ją tam wpuściłem.

Jamie Exeter zastygła bez ruchu z filiżanką kawy przy ustach i spojrzała 

na wuja z ukosa.

–  Ciociu  Marto,  jeżeli  to  początek  corocznego  wykładu  wuja  Berta  pod 

tytułem „Musimy wydać Jamie za mąż przed końcem tego roku”, to zaraz idę do 
domu  –  oznajmiła,  zła  na  siebie  za  nieopatrzne  przyznanie  się,  że  nie  jest  z 
nikim umówiona na sylwestra. Po całym dniu pracy w kwiaciarni, od piątej rano 
do szóstej po południu, zupełnie nie miała ochoty na żadne zabawy.

–  Ależ  uspokój  się,  kochanie.  Wuj  dobrze  ci  życzy  –  łagodziła  ciocia 

Marta. – To tylko z troski o ciebie.

–  Dziękuję,  ale  może  sobie  ją  darować.  Niczego  mi  do  szczęścia  nie 

brakuje  –  stwierdziła  Jamie,  przyjmując  uświęcony  długą  tradycją  sposób 
prowadzenia niemiłych rozmów za pośrednictwem ciotki. – Dyrektor powiedział
mi  w  zeszłym  tygodniu,  że  Isaiah  Dunham  zamierza  pozwolić  właścicielom 
sklepów  pozostać  na  swoim  miejscu  po  ostatecznym  przejęciu  przez  niego 
hotelu.  Chyba  że  okazaliby  się  zupełnie  nieudolni.  Zatem  nie  muszę  się  już 
martwić  o  moją  dzierżawę.  Co  jak  co,  ale  nieudolna  na  pewno  nie  jestem  –
roześmiała  się,  mając  nadzieję,  że  to  rozchmurzy  wuja.  –  Jestem  tylko  trochę 
zmęczona.  Sądzę,  że  to  cena  sukcesu,  a  ten  zawdzięczam  wyłącznie  wujowi 
Bertowi.

– No, tak – wuj starał się nie okazywać, że mu to pochlebiło – wcale nie 

jestem tego taki pewien. Może jednak źle tobą pokierowałem.

–  Ciociu  Marto  –  jęknęła  Jamie  –  czy  możesz  przypomnieć  wujkowi 

Bertowi,  że  w  swoim  czasie  był  niezmiernie  zadowolony  z  tego,  że  ciężko 
pracuję i nie tracę czasu na uganianie się za chłopakami?

– Ależ, Bertie – rzekła uspokajająco Marta Bellamy – jestem przekonana, 

że  Jamie  wyjdzie  za  mąż  we  właściwym  czasie.  –  Tu  uśmiechnęła  się  do 
siostrzenicy. – Prawda, moje dziecko? Kiedy wreszcie znajdziesz tego jedynego, 
który ci będzie odpowiadał pod każdym względem?

– Oczywiście – przytaknęła Jamie. – Jestem po prostu bardzo wybredna. 

Ale pewnego dnia taki mężczyzna się pojawi. – Znowu uśmiechnęła się do wuja 
– Kto wie, może wkroczy do mojej kwiaciarni właśnie jutro?

–  Czy  jesteś pewna, że  go  rozpoznasz, gdyby  rzeczywiście wkroczył?  –

Wuj był sceptyczny. – Czy naprawdę wiesz, czego szukasz?

– W zasadzie ogólne wyobrażenie mam – wzruszyła ramionami Jamie. –

No, takie podstawowe rzeczy. Ma być inteligentny i interesujący, z poczuciem 
humoru. Umiarkowanie przystojny, z dobrą posadą. Poza tym, nie mam pojęcia. 
Chciałabym na jego widok usłyszeć dzwony, ale to dziecinna zachcianka.

–  Nie  powiedziałbym  tego  –  odparł  wuj.  –  Gdy  ja  ujrzałem  moją 

wymarzoną dziewczynę – dzwony zabrzmiały. – Ujął rękę żony i uścisnął czule.

background image

–  Od  pierwszego  razu,  gdy  usłyszałam  śmiech  Berta  i  ujrzałam  wesołe 

błyski  w  jego  dużych  brązowych  oczach,  wiedziałam,  że  to  on  jest  tym 
mężczyzną, na którego czekałam – powiedziała ciotka.

Jamie westchnęła na widok wzajemnego uwielbienia w oczach wujostwa. 

Po prawie pięćdziesięciu latach małżeństwa byli w sobie ciągle zakochani. Od 
czasu  do  czasu  przychodziło  jej  do  głowy,  że  widocznie  nie  jest  jej 
przeznaczony  taki  cudowny  związek  dwojga  dusz,  ale  odpędzała  taką  myśl 
szybko, z lekkim poczuciem winy. Przecież i tak wygrała los na loterii życia –
swoją  ukochaną  kwiaciarnię.  Nie  miała  prawa  oczekiwać,  że  szczęście 
uśmiechnie  się  do  niej  po  raz  drugi  i  postawi  na  jej  drodze  wyśnionego 
mężczyznę.

– Jeżeli będę miała choć połowę waszego szczęścia, będę uważała, że mi 

się udało – oświadczyła.

–  Powinnaś  przemyśleć  dokładnie,  czego  oczekujesz  –  podkreślił  z 

naciskiem  wuj.  –  Środowisko,  pochodzenie,  zainteresowania,  nawet  wygląd 
twego  wybranego. Wiedzieć,  czego  się chce  –  to  połowa  drogi  do  osiągnięcia 
celu.

Jamie podeszła do wuja, by uścisnąć go na pożegnanie i umieścić całusa 

na czubku jego łysiny.

– Wezmę do serca wszystkie twoje wskazówki – przyrzekła i ucałowała z 

kolei ciotkę. – Mam nadzieję, że Los przeznaczył mi równie idealnego męża jak 
twój.  A  teraz  muszę  iść.  Zapowiada  się  jutro  ciężki  dzień.  Dajcie  mi  znać, 
gdybyście potrzebowali czegoś jeszcze oprócz wina do noworocznego obiadu.

– Oczywiście, kochanie. Jedź uważnie, jest bardzo ślisko.
Ostrożnie prowadziła samochód lśniącymi po deszczu ulicami St. Louis. 

Przenikliwy  grudniowy  wiatr  pędził  przed  sobą  tumany  mgły.  Jadąc 
zastanawiała  się,  dlaczego  wujostwu  zaczęło  tak  bardzo  zależeć  na  jej  jak 
najszybszym  zamążpójściu,  skoro  jeszcze  parę  lat  temu  uszczęśliwiały  ich 
zupełnie jej sukcesy w prowadzeniu kwiaciarni. Być może sądzili, że i tak nie 
każe  im  długo  czekać  na  swój  ślub.  Ich  małżeństwo  przyniosło  im  tyle 
szczęścia,  że  po  prostu  nie  byli  w  stanie  wyobrazić  sobie,  by  ktoś  mógł  być 
zadowolony  ze  swej  samotności.  Nie  było  żadnego  powodu  do  takich
zmartwień. Da sobie świetnie radę sama, czy wymarzony mężczyzna pojawi się 
kiedykolwiek  w  jej  życiu,  czy  nie.  Nie  miałaby  nic  przeciwko  temu,  żeby  się 
pojawił,  ale  marzenia  o  nim  nie  bardzo  chciały  się  urzeczywistnić.  No,  ale 
przypuśćmy, że ma szansę na spotkanie z wymarzonym ideałem. Jaki ma być? 
Na  pewno  nie  będzie  to  żaden  z  tych  ulizanych  sprzedawców,  spotykanych 
przez nią w hotelu, to wykluczone. Powinien być naprawdę wysportowany, ale 
dzięki  temu,  że  lubi  ruch  na  świeżym  powietrzu,  nie  odpowiadałby  jej  żaden 
klubowy  kulturysta.  Mógłby  być  wysoki  i  mieć  ciemne  włosy.  Uroda  nie  ma 
zasadniczego  znaczenia,  pożądana  jest  jednak  mocno  zarysowana  szczęka  i 
wydamy,  zdecydowanie  męski  nos.  Nie  wiadomo  dlaczego  kształtne  noski  u 
mężczyzn  działały  na  nią  odpychająco.  Jednak  najważniejsze  będą  oczy.  Jej 
ulubionym kolorem był zielony. Zielone oczy pod silnie zarysowanymi brwiami, 
otoczone  zmarszczkami  od  śmiechu.  Ta  szmaragdowa  zieleń  oczu  z 
zapalającymi  się  iskierkami,  kiedy  na  jego  ustach  pojawia  się piękny,  szeroki, 
ciepły uśmiech...

Portret  mężczyzny  stał  się  tak  żywy,  że  zamyślona  Jamie  w  ostatniej 

background image

chwili zorientowała się, że mija skręt do swego bloku.

– Do licha – zaklęła, cudem wychodząc z poślizgu na zakręcie. Marzenia 

były  nie  tylko  bezowocne,  ale  i  niebezpieczne.  Cała  roztrzęsiona  zaparkowała 
samochód  na  zwykłym  miejscu  za  niewielkim  blokiem  mieszkalnym.  Widok 
słabo  oświetlonego  podwórka  w  tumanach  mgły,  z  jednym  nagim  drzewkiem 
smaganym wiatrem, podziałał przygnębiająco. Wpadła do budynku, śpiesząc do 
swego  mieszkania  na  drugim  piętrze.  W  przelocie  zauważyła,  że  obrzydliwa, 
żółtobrązowa farba na ścianach klatki schodowej odpadła w kilku miejscach, a 
w  kilku  innych  jest  wysmarowana,  co  wyglądało  bardzo  niechlujnie.  W 
pierwszym  odruchu  zamierzała  złożyć  skargę  u  administratora,  ale  szybko 
zrezygnowała. Jeżeli w ogóle będzie jakiś skutek, to ograniczy się do położenia 
jeszcze jednej warstwy tej samej obrzydliwej farby. Znieruchomiała z kluczem 
w zamku, spoglądając na obskurną klatkę z nagłym niesmakiem. Może powinna 
zmienić  mieszkanie  albo  nawet  kupić  dom.  Dawno  temu  ustaliła,  że  najpierw 
małżeństwo  a  potem  dom,  ale  nie  musi  dłużej  się  tego  trzymać.  Stać  ją  na 
własny dom już teraz, cóż ją powstrzymuje?

–  Spodobałby  ci  się,  prawda?  –  zwróciła  się  do  Cyrana,  ogromnego 

białego kota, który natychmiast przybiegł i zaczął się ocierać o jej nogi. – Dom z 
własnym ogródkiem?

– Miau – odpowiedział Cyrano, drepcząc, pełen nadziei, do swej miski i 

spoglądając wielkimi, zielonymi oczyma.

– Ale nie aż tak, jak spodobałby ci się obiad. W porządku, wszystko po 

kolei. – Cisnęła płaszcz i torebkę na krzesło i wsypała kotu do miski jedzenie. –
Gotowe  –  oznajmiła,  po  czym  usiadła  przy  stole,  przypatrując  się  jedzącemu 
zwierzęciu i rozważając swój nowy plan. Widok malutkiej kuchni tylko umocnił 
jej  nagłą  odrazę  do  tego  mieszkania.  Nic  dziwnego,  że  nie  zaprzątała  sobie 
głowy gotowaniem. Utrzymanie jakiegokolwiek porządku w tej ciasnocie było 
niemożliwe.

– Mam więc rozejrzeć się za czymś sympatycznym za rozsądną cenę? –

spytała kota, który wskoczył jej na kolana natychmiast po skończeniu posiłku. 
Zamruczał głośno. – Uważam to za zgodę – powiedziała Jamie. – Oczywiście, w 
najbliższym czasie nie uda mi się zrobić czegokolwiek w tej sprawie, a poza tym 
najpierw powinnam poważnie się zastanowić, jaki ma być ten mój wymarzony 
dom.  –  Uśmiechnęła  się  do  siebie  i  podrapała  Cyrana  pod  brodą.  –  Najpierw 
wymarzony mężczyzna, a teraz wymarzony dom. No, ale na sprawę domu mam 
jakiś  wpływ.  Obawiam  się  jednak,  że  nawet  pracując  dwadzieścia  cztery 
godziny na dobę nie zdołałabym mężczyzny z marzeń zamienić w prawdziwego, 
z krwi i kości.

Cyrano wpatrywał się w nią spokojnymi, zielonymi oczyma.
– Miau.
– Ach, tak – Jamie wykrzywiła się zabawnie do kota. – Czy mam przez to 

rozumieć,  że  twoim  zdaniem  potrafiłabym?  Wiesz,  że  musi  mieć  takie  same 
zielone oczy, jak ty. – Dotknęła czarnej łaty na  nosie Cyrana. – A  może to  ty 
nim  jesteś,  wieki  temu  zamieniony  w  kota?  Mam  się  przekonać?  –  Ujęła 
pyszczek zwierzęcia w obie dłonie i wycisnęła głośnego całusa na jego czole. –
Do licha, właśnie tego się obawiałam – zachichotała, gdy Cyrano otrząsnął się z 
wyraźnym  wstrętem  i  odmaszerował  z  godnością.  –  Pora  spać.  Muszę  być  w 
kwiaciarni o piątej, a to oznacza pobudkę o czwartej. Ale będę szczęśliwa, kiedy 

background image

już minie sylwester!

Rano,  po  przejechaniu  ciemnymi,  wyludnionymi  ulicami,  Jamie  dotarła 

do kwiaciarni gdy stary, rzeźbiony zegar w korytarzu hotelowym wybijał piątą. 
Jej  kwiaciarnia  „Kwiaty  prosto  z  serca”  mieściła  się  w  Chateau  St.  Louis, 
starym,  ale  bardzo  eleganckim  hotelu  w  śródmieściu.  Początkowo  należała  do 
jej  wuja  Berta.  Jamie  pracowała  w  niej  dorywczo,  gdy  była  jeszcze  w  szkole 
średniej. Kiedy jej ojciec zmarł, a matka zdecydowała się przenieść do Arizony, 
wolała pozostać z ukochanym wujostwem. Ci zachęcili ją do ukończenia kursów 
prowadzenia przedsiębiorstwa, żeby mogła przejąć kwiaciarnię i ewentualnie ją 
kupić.  A  teraz,  dzięki  ciężkiej  pracy  i  umiejętnościom  kierowniczym,  jest 
właścicielką  kwiaciarni  i  na  najlepszej  drodze  do  zostania  także  właścicielką 
domu.  Kiedy  więc  jej  księgowy  wpadł  wczesnym  popołudniem,  żeby  odebrać 
kwiaty  do  sukni  dla  swej  żony,  Jamie  poprosiła,  by  przedstawił  jej  jak 
najszybciej stan finansów przedsiębiorstwa na koniec roku.

– Myślę o kupieniu domu w przyszłym roku, Ralph – oznajmiła mu.
– Niezła myśl – przytaknął. – A jakiego domu?
–  Tego  jeszcze  nie  przemyślałam  do  końca  –  odparła,  wręczając  mu 

piękną  orchideę  w  przezroczystym  plastykowym  pudełeczku.  –  Oczywiście 
wybieracie się dzisiaj na bal.

–  Tak,  będziemy  się  bawić  tu,  w  hotelu  –  powiedział  Ralph  z  pełnym 

rezygnacji westchnieniem. – Moja żona usłyszała, że stary Isaiah Dunham oraz 
jego syn, Zack, także tu będą. Wyczytała gdzieś, że Zack i Cissie Bergstrom, ta 
piosenkarka, która występuje we własnym programie, mogą dziś ogłosić swoje 
zaręczyny,  co  starszego  pana  niewątpliwie  doprowadzi  do  szału.  Uważa,  że 
wydarzenia  mogą  mieć  dramatyczny  przebieg.  Zupełnie  mnie  nie  obchodzi 
życie  uczuciowe  sławnych osób,  ale  moja żona  zaczytuje  się  plotkami  o  nich, 
więc jeżeli sprawia jej to przyjemność... – Uśmiechnął się i wzruszył ramionami.

– Jasne, najlepiej zaczynać Nowy Rok w zgodzie – Jamie pokiwała głową 

ze zrozumieniem.

–  Bardzo  słusznie  –  zgodził  się  Ralph.  –  No,  to  do  zobaczenia.  Nie 

przemęczaj się.

–  Postaram  się.  Bywaj,  Ralph  –  rzuciła  Jamie,  zwracając  się  w  stronę 

następnego klienta, który, nerwowo się rozglądając, kupił pół tuzina czerwonych 
róż.

–  Założę  się,  że  nie  kupił  ich  dla  żony  –  rzekł  jej  podwładny,  Barney 

Wakefield, po odejściu klienta.

–  Nie  bądź  taki  cyniczny –  skarciła go  Jamie.  –  Być  może  chce  dobrze 

zacząć Nowy Rok, tak jak Ralph. Ciekawe, czy Isaiah Dunham jest tutaj. Hotel 
ma  przejąć  dopiero  po  piętnastym  stycznia  i  wątpię,  żeby  chciało  mu  się 
przyjeżdżać tylko po to, by pilnować syna. Zack Dunham jest już dorosły.

–  Gdybym  ja  miał  miliardy  i  jeden  z  moich  spadkobierców  zamierzał 

zrobić z siebie idiotę, wiążąc się z jakąś łowczynią majątku, na pewno miałbym 
na niego oko – stwierdził Barney ze śmiechem.

–  Czy ja  wiem.  – Jamie  miała wątpliwości. – Może też chce sprawdzić, 

jak  personel  radzi  sobie  z  dużymi  imprezami.  –  Spojrzała  na  zegarek.  –
Najlepiej  będzie,  jeśli  sama  się  upewnię,  czy  wszystko  w  porządku.  Czas  na 
ostatnie przygotowania. Nie zapomnij o orchideach do przypięcia w kotylionie.

–  Już  trzy  razy  mi  o  tym  przypominałaś  –  Barney  rzucił  jej  urażone 

background image

spojrzenie.

– Wiem – westchnęła Jamie. – Strasznie cię przepraszam. To z nerwów. 

Tak mi zależy, żeby wszystko było bez zarzutu.

Pobiegła  do  tylnych  pomieszczeń  kwiaciarni,  gdzie  w  kontrolowanym 

aparaturą klimacie trzy inne pracownice przygotowywały z różowych i żółtych 
chryzantem,  białych  stokrotek,  gałązek  paproci i  gipsofilii,  zwanej  „oddechem 
dziecka”, dekoracje stołów. Czwarta opracowywała kilka większych kompozycji 
do  udekorowania  sceny.  Jamie  starannie  przejrzała  listy  zamówień,  policzyła 
pojemniki  z  nie  wykorzystanymi  jeszcze  kwiatami  i  w  ogóle  upewniła  się,  że 
wszystko  jest  na  swoim  miejscu.  Wychodząc  zatrzymała  się  przy  drzwiach  i 
omiotła  ostatnim  spojrzeniem  pracownię.  W  chłodnym,  wilgotnym  powietrzu 
unosił  się  gorzki  zapach  chryzantem.  Ubóstwiała  go,  na  równi  z  cudownymi 
zapachami, kolorami i kształtami innych kwiatów. Znowu przyszło jej na myśl, 
że miała dużo szczęścia – mogła robić to, co kochała. Nie potrzebowała żadnego 
mężczyzny ze snów, by żyć pełnią życia. Tylko skończona idiotka mogła chcieć 
czegoś więcej.

Późnym  popołudniem  ruch  zmalał  tak,  że  o  wpół  do  szóstej  zwolniła 

Barneya. Uprzątnęła półki, zdjęła zwiędłe kwiaty i ustawiła resztę pozostałych, 
gotowych  wiązanek  na  lustrzanej  półce  za  ladą.  W  środku  umieściła  małą 
wiązankę z pączków bladoróżowych róż i gipsofilii. Zawsze miała jedną taką na 
wystawie,  ponieważ  wprawiała  ją  w  zachwyt  delikatna  uroda  kompozycji.  To 
było  właśnie  to  –  idealny  bukiet  dla  wyrażenia  głębi  romantycznych  uczuć, 
takiego oczekiwałaby od swego wymarzonego...

–  Przestań  się  wygłupiać  –  zamruczała  do  siebie  i  schyliła  się  po  kilka 

zapomnianych,  zielonych  listków.  Potem  spojrzała  zza  lady  na  światła 
pędzących  samochodów.  Pora  na  kolację,  pomyślała.  Wszyscy  pędzą  do 
domów. Na mnie też już czas.

Ruszyła,  by  zaryglować  drzwi  wejściowe,  gdy  pojawiła  się  w  nich 

ciemna, męska postać. Jamie zatrzymała się. Mężczyzna wszedł, a serce Jamie 
zamarło i  przestało bić na  tak długo,  że wydało  się, iż  nigdy nie  ożyje.  Kiedy 
jednak  ruszyło,  zabiło  jak  oszalałe.  Albowiem  gdy  mężczyzna  się  zbliżył, 
ujrzała jego zielone oczy rozjaśnione iskierkami radości i najsympatyczniejszy 
uśmiech, jaki kiedykolwiek widziała.

Jamie  zaczęła  się  cofać  z  ręką  przy  krtani,  tak  ściśniętej,  że  z  trudem 

łapała oddech.

– Czczym mogę służyć? – wyjąkała, zastanawiając się, czy zjawa zniknie, 

gdy ona przemówi.

–  Zaraz  się  przekonamy  –  odpowiedział  mężczyzna  głębokim, 

dźwięcznym głosem, siejąc srebrne błyski spod gęstych, ciemnych rzęs.

Jamie umknęła w stosunkowo bezpieczne schronienie za ladą.
–  Czczego  pan  szuka?  –  zapytała  i  oblała  się  rumieńcem,  kiedy 

nieznajomy  uśmiechnął  się  w  odpowiedzi,  a  jego  spojrzenie  z  wolna 
powędrowało od ust Jamie w dół, do jej różowego sweterka z angory, a potem 
równie wolno wróciło do jej oczu.

–  Podobają  mi  się  te  różowe  róże  zmieszane  z  białymi  kwiatkami  –

powiedział w końcu.

– Oddech dziecka – rzuciła Jamie, ciągle wpatrzona w mężczyznę.
– Co takiego? – Uniósł brwi pytająco.

background image

–  T-te  białe  kwiatki –  wyjaśniła Jamie.  –  Nazywają  się oddech dziecka. 

Bo są takie słodkie i delikatne.

–  Bardzo  ładnie  –  powiedział,  ciągle  z  tym  niewiarygodnie  ciepłym, 

pięknym uśmiechem na ustach.

W  końcu  Jamie  z  trudem  oderwała  wzrok  od  nieznajomego  i  odwróciła 

się w stronę wiązanek. W lustrze widziała jednak odbicie mężczyzny, jego oczy 
śledziły każdy  jej  ruch. Ręce jej  się trzęsły, kiedy  sięgała po bukiet.  Na litość 
boską,  Jamie,  weź  się  w  garść,  skarciła  siebie  w  duchu,  zaciskając  dłonie  na 
wazie. Niech ci się nic nie wydaje. On jest po prostu klientem.

– Proszę bardzo, gotowe – oznajmiła odwracając się i położyła kwiaty na 

ladzie. – Oddam je panu za pięć dolarów. I tak nie dotrwają do środy. Chyba że 
pan chce, żeby dostarczono je pod wskazany adres. W takim razie za dodatkową 
opłatą.

– To nie wchodzi w grę – odrzekł mężczyzna oddzielając pięciodolarowy 

banknot  od  grubego  zwitka,  który  wyciągnął  z  kieszeni  skórzanej  kurtki. 
Właśnie wtedy wyzywająca ruda piękność weszła do kwiaciarni. – Odpowiada 
ci to, Cissie? – zapytał, zwracając się do niej.

W  pogrążoną  w  nierealnym  świecie  Jamie  jakby  piorun  strzelił.  No  to 

masz  z  głowy  mężczyznę  swoich  marzeń,  pomyślała,  starając  się  zignorować 
niemądre  uczucie  złości,  które  ją  nagle  ogarnęło.  Natychmiast  rozpoznała  w 
kobiecie  Cissie  Bergstrom,  piosenkarkę,  o  której  mówił  Ralph.  A  zatem  tym 
zielonookim  czarusiem  musi  być  Zack  Dunham.  Jamie  zmierzyła  kobietę 
zimnym  spojrzeniem.  Nigdy  nie  miała  wysokiego  mniemania  o  jej  śpiewie, 
przypominającym  miauczenie  kota.  Pasował  jednak  do  twarzy,  która  miała 
niechętny,  rozdrażniony  wyraz,  kiedy  taksowała  róże,  bębniąc  niecierpliwie  o 
ladę jaskrawo polakierowanymi paznokciami.

– Są przesłodzone – orzekła. Wskazała na wazon na wystawie. – Proszę 

mi dać te czerwone goździki.

–  Jak  chcesz  –  mężczyzna  wzruszył  ramionami.  –  Mogą  być  czerwone 

goździki.

Jamie  rzuciła  mu  litościwe  spojrzenie  i  wzięła  róże,  by  umieścić  je  z 

powrotem  w  wazonie.  Jak  mógł  się  związać  z  taką  kobietą?  Czy  on  ma  choć 
odrobinę zdrowego rozsądku? Nic dziwnego, że jego ojciec tak się niepokoi.

– Chwileczkę – powstrzymał ją. – Te róże także biorę.
Wręczył Jamie pieniądze z jeszcze jednym zniewalającym uśmiechem.
– Róże są dla pani – dodał miękko. – Jakoś do pani pasują.
Słowa  te  spowodowały  suchość  w  ustach  Jamie.  Męskie  palce  dotknęły 

jej palców, gdy wciskał pieniądze w jej bezwładną dłoń. Poczuła, jakby między 
nimi  przeskoczyły  elektryczne  iskry.  Stała,  wpatrzona  w  niego,  bez  słowa  i 
poczuła ponowny zawrót głowy. Ostry, kobiecy głos sprowadził ją natychmiast 
na ziemię.

– Proszę, proszę, ależ z ciebie niepoprawny podrywacz – zakpiła kobieta, 

spoglądając na niego lodowato.

–  Daj  spokój,  Cissie  –  w  głosie  mężczyzny  zabrzmiało  wyraźne 

ostrzeżenie.

–  Jaja nie  mogłabym  –  Jamie  zabrakło tchu.  Pochwyciła wiązankę róż i 

szybko  wstawiła  ją  z  powrotem  do  wazonu,  następnie  nerwowo  wybrała 
goździki i położyła gwałtownie przed kobietą. – Bardzo przepraszam – jęknęła z 

background image

policzkami czerwonymi z zakłopotania.

– Nie daj mu się nabrać, moja droga – ostrzegła tamta. – Ile?
–  Hm,  piętnaście  dolarów  –  odpowiedziała  Jamie,  unikając  spojrzenia 

mężczyzny, który znów wbił w nią wzrok.

–  Zapłać  pani,  Zack  –  rozkazała  kobieta,  potwierdzając  przypuszczenia 

Jamie  co  do  tożsamości  mężczyzny,  sama  zaś  wzięła  wiązankę  i  ruszyła  w 
stroną drzwi do hotelu.

Zack Dunham podał Jamie dwudziestodolarowy banknot.
–  Proszę  zatrzymać  resztę  i  zabrać  te  róże  do  domu.  Chciałbym,  żeby 

zostały z panią. Tak bardzo pasuje pani do tych różowych pączków i „oddechu 
dziecka”.

Jamie posłała mu wściekłe spojrzenie i wyjęła z szuflady pięć dolarów.
–  Nie,  bardzo  dziękuję,  ale  nie  trzeba,  panie  Dunham  –  powiedziała 

zimno, wręczając mu pieniądze. – To nie wypada.

Zack Dunham pochylił się ku niej, opierając łokcie na ladzie.
–  No,  no,  czytuje  pani  kronikę  towarzyskich  plotek  –  pokręcił  głową  z 

naganą.  –  Nie  powinna  pani  wierzyć  w  te  bzdury.  –  Znowu  uśmiechnął  się 
ciepło, porozumiewawczo. – Kiedy będzie pani wolna, panno – panno, prawda?

–  Panna  Exeter!  –  rzuciła  oschle  Jamie.  –  I  nie,  z  pewnością  nie  będę 

wolna. Powinien pan się wstydzić. To bardzo brzydko z pana strony wdawać się 
we flirt z jedną kobietą, gdy towarzyszy pan innej. Pomijam już fakt, że jest pan 
prawie zaręczony.

Zack roześmiał się serdecznie.
–  Jak  to  cudownie  spotkać  kobietę,  która  mówi  szczerze  to,  co  myśli  –

oznajmił. – W zasadzie powinienem się teraz wstydzić, ale nie potrafię. Czy w 
przeciwnym razie mógłbym tu jeszcze być i rozmawiać z panią?

–  A  nie  powinien  pan  tego  robić.  Musi  pan  popracować  nad  swoim 

sumieniem  –  napomniała  go  surowo  Jamie,  pragnąc  z  całego  serca,  żeby  jak 
najszybciej  opuścił  kwiaciarnię,  zabierając  pieniądze  i  ten  niepokój,  który 
towarzyszył  jego  obecności.  Bliskość  mężczyzny  powodowała,  że  jej  górna 
warga pokryła się kropelkami potu. Przysunęła mu bliżej banknoty.

– Wydaje mi się,  że stanowczo powinien pan wyjść. Nim  Jamie zdołała 

cofnąć rękę, Zack pochwycił ją i podniósł do ust.

–  Mam  nadzieję,  że  będzie  miała  pani  udany  wieczór,  panno  Exeter  –

powiedział,  uśmiechając  się  ciągle,  podczas  gdy  Jamie  na  próżno  starała  się 
uwolnić rękę z jego uścisku.

– A ja mam nadzieję, że nauczy się pan lepszych manier!
– odparowała. – Proszę już iść!
– Ani myślę, dopóki nie powie mi pani, jak pani na imię – odpowiedział. 

–  Panna  Exeter  brzmi  nazbyt  formalnie  dla  kogoś,  kto  chciałby  poznać  panią 
dużo bliżej.

– Ale ja nie życzę sobie poznawać pana bliżej – parsknęła Jamie.
Zack roześmiał się znowu, po czym rozejrzał się wokół.
–  Aha!  –  wykrzyknął  na  widok  pudełeczka  z  wizytówkami przy  kasie  i 

wziął jedną. – „Kwiaty prosto z serca”, Jamie Exeter, właścicielka – odczytał. –
Jamie.  Podoba  mi  się.  Pasuje  także  do  różowych  róż  i  „oddechu  dziecka”. –
Wsadził wizytówkę do kieszeni, uniósł dłoń Jamie i złożył na niej pocałunek.

– Szczęśliwego Nowego Roku, Jamie – powiedział czule. – Bardzo bym 

background image

chciał  nie  musieć  jechać  jutro  do  Nowego  Jorku,  a  potem  do  Afryki,  ale  na 
pewno zobaczymy się, kiedy wrócę. Możesz na to liczyć.

–  Proszę  się  nie  trudzić.  Absolutnie  nie  interesuje  mnie  ktoś  tak...  tak 

niesolidny  jak  pan  –  wypaliła  Jamie,  próbując  zignorować  omdlenie  dłoni  i 
przyspieszone bicie serca.

Po  raz  pierwszy  wyraz  nonszalancji  na  twarzy  Zacka  ustąpił  miejsca 

szczeremu niezadowoleniu.

–  Ci  przeklęci  gazetowi  plotkarze  i  ich  bzdurne  wymysły  –  burknął.  –

Mam tego dosyć.

–  Zack,  cóż  cię,  u  licha,  trzyma  tak  długo?  –  dopytywała  się  Cissie 

Bergstrom, zaglądając przez drzwi, a jej jaskrawo umalowane usta zacisnęły się 
nieprzyjemnie.

– Już idę – zawołał krzywiąc się. Ruszył do wyjścia, gdy nagle wrócił i 

przechylił się przez ladę do Jamie. – Od tej chwili – powiedział cicho – proszę 
nie wierzyć żadnym informacjom o mnie, póki nie powiem, że są prawdziwe. – I 
odszedł, pogwizdując z cicha.

Jamie  odprowadzała  go  wzrokiem  z  tym  samym  poczuciem 

nierzeczywistości,  jakby  spodziewała  się,  że  oboje  z  Cissie  rozpłyną  się  w 
niebycie,  gdy  tylko  on  przekroczy  drzwi.  Jednak  wściekła  twarz  Cissie  była 
najzupełniej rzeczywista i po szybkości, z jaką poruszały się jej usta, było jasne, 
że  Zack  wysłuchiwał  ostrej  reprymendy.  Jamie  potrząsnęła  głową  z 
westchnieniem.  To,  czego  była  świadkiem,  zupełnie  nie  wyglądało  na  romans 
stulecia. No, ale wydaje się, że niektóre pary kochają sprzeczki.

–  Nie  miałabym  zaufania  do  tego  człowieka  za  żadne  skarby  świata  –

mruczała  Jamie  do  siebie  wkładając  płaszcz,  ostatnim  rzutem  oka  kontrolując 
kwiaciarnię  i  gasząc  światło.  Wyobrażał  sobie,  że  złapie  ją  na  numer  o 
pragnieniu  poznania  jej  lepiej!  Czy  mu  się  wydaje,  że  jest  aż  tak  naiwna? 
Wychodząc  z  hotelu,  Jamie  omal  nie  zderzyła  się  w  drzwiach  z  wysokim, 
siwowłosym mężczyzną.

– Proszę mi wybaczyć – uśmiechnęła się przepraszająco usuwając się na 

bok.

– Proszę zaczekać. – Mężczyzna przytrzymał ją za rękaw. – Jestem Isaiah 

Dunham. Czy pani Jamie Exeter? W pani kwiaciarni był przed chwilą mój syn?

–  No...  tak,  tak.  Był,  panie  Dunham.  –  Jamie  napotkała  spojrzenie 

najbardziej  przenikliwych  stalowych  oczu,  jakie  kiedykolwiek  widziała.  –
Czyżby czegoś zapomniał?

– Niczego, o czym powinien – odparł Isaiah Dunham, a jego stalowe oczy 

przenikały ją  na  wskroś.  Spojrzał jej  prosto  w  twarz.  –  Ku  mej  wielkiej uldze 
Zack  powiedział  mi  przed  chwilą,  że  nie  zamierza  żenić  się  z  tą  Bergstrom. 
Kiedy  zapytałem  go,  co  sprawiło,  że  zmienił  zamiar,  powiedział  tylko,  że 
spotkanie z panią. Muszę przyznać, że jego gust się poprawia, niemniej niepokoi 
mnie to, że...

–  Chwileczkę,  panie  Dunham  –  przerwała  Jamie,  czując  wściekłość, 

wzrastającą  w  miarę  przedłużania  się  jego  przemowy.  –  Nie  mam  żadnych 
zamiarów  wobec  pańskiego  syna.  Nie  chciałabym  go  nawet  za  darmo. 
Powiedziałam mu, żeby się ode mnie odczepił. Obawiam się, że pana nabiera.

Oczy  Dunhama  zwęziły  się  ze  złości  i  Jamie  natychmiast  pożałowała 

swego  nietaktownego  wybuchu.  Ale  zanim  zdołała  zastanowić  się  nad 

background image

usprawiedliwieniem,  twarz  starszego  pana  rozpogodziła  się  i  wybuchnął 
gromkim śmiechem.

–  Właśnie  zamierzałem  powiedzieć,  jak  zmartwiło  mnie  jego  igranie  z 

uczuciami  naiwnej  kwiaciareczki,  ale  teraz  widzę,  że  trafił  na  godnego  siebie 
przeciwnika – powiedział z błyskiem rozbawienia w oczach. – Niech go pani nie 
osądza  zbyt  surowo.  Naprawdę  nie  jest  tak  zepsuty,  jak  się  wydaje,  a  właśnie 
pani  należy  do  tego  rodzaju  młodych  kobiet,  z  którymi  powinien  spotykać się 
jak najczęściej.

Jamie  czuła,  że  głupotą  będzie  robić  jakiekolwiek  negatywne  uwagi  o 

Zacku,  a nie przychodziły jej na myśl pozytywne. Uśmiechnęła się więc tylko 
słabo i nie rzekła nic, co spowodowało nowy wybuch śmiechu Dunhama.

– Jest pani wyjątkową młodą damą – stwierdził. – Większość ludzi w tych 

okolicznościach starałaby się wychwalać Zacka, mając świadomość, że wkrótce 
zostanę właścicielem tego hotelu. Doceniam siłę pani charakteru. Mam nadzieję, 
że Zackowi uda się zatrzeć to fatalne wrażenie, jakie na pani zrobił. – Wyciągnął 
do Jamie rękę. – Bardzo miło było mi panią poznać, panno Exeter. Oglądałem 
już salę balową, pani dekoracje są wspaniałe.

–  Bardzo panu dziękuję.  –  Oszołomiona  Jamie wymieniła uścisk dłoni  i 

życzenia udanego wieczoru, po czym starszy pan odszedł. Przyszło jej nagle do 
głowy, że mówienie Dunhamowi, jakoby nie chciała jego syna nawet za darmo, 
było  absolutnym  szaleństwem.  Gdyby  zachowała  chociaż  odrobinę  swego 
zdrowego  rozsądku, prawdopodobnie udałoby  się  jej  powiedzieć coś  miłego o 
Zacku.  Ten  facet  naprawdę  zalazł  jej  za  skórę.  Zwykle  najpierw  pomyślała, 
zanim coś powiedziała. Miała wyjątkowe szczęście, że Isaiah tak zareagował!

Późno  w  nocy  Jamie  siedziała  w  fotelu  przed  telewizorem,  z  kotem  na 

kolanach,  prawie  nie  zauważając  wspaniałej  zabawy  sylwestrowej  na  ekranie. 
Nieustannie przebiegała pamięcią wszystkie wydarzenia związane z poznaniem 
Zacka i jego ojca. To było takie deprymujące, to nagłe pojawienie się przed nią 
wyśnionego dzień wcześniej ideału. Przez moment wydawało się, że naprawdę 
słyszy  te  zaczarowane  dzwony.  A  potem  Cissie  Bergstrom  w  jednej  chwili 
wszystko  zniszczyła.  Tę  lekcję  powinna  zapamiętać  do  końca  życia.  Jeżeli 
mężczyzna wygląda jak ideał, to wcale nie znaczy, że nim jest. A Zack Dunham 
nie  jest  nim  na  pewno.  Żadna  kobieta  posiadająca  choć  trochę  godności 
osobistej  nie  związałaby  się  z  nim.  Tacy  Zackowie  fruwają  nieustannie  z 
kwiatka na kwiatek jak motyle – no, ale to już jej nie dotyczy. Bardzo wątpi, czy 
naprawdę zamierza wrócić. Ale gdyby jednak...

Jego  ojciec  nie  miał,  zdaje  się,  nic  przeciwko  temu,  żeby  Zack 

kontynuował  znajomość  z  nią,  a  Isaiah  Dunham,  tak  czy  siak,  miał  w  swoich 
rękach  los  jej  kwiaciarni.  Była  to  trudna  sytuacja,  ale  Jamie  postanowiła  nie 
ulegać. Miała wystarczająco dużo silnej woli, żeby nie pozwolić narzucić sobie 
związku,  którego  nie  chce,  i  Isaiah  będzie  musiał  się  z  tym  pogodzić.  Nie 
sądziła, aby był tak małostkowy, żeby posunąć się do wymówienia dzierżawy, 
jeżeli  odrzuci  zaloty  Zacka.  A  poza  tym  wcale  nie  przypuszczała,  żeby  Zack 
szczerze  mówił  o  zamiarze  poznania  jej  lepiej.  Najprawdopodobniej  nigdy  go 
już  nie  zobaczy  i  właściwie  nie  wiadomo,  po  co  tak  się  tym  wszystkim 
przejmuje.

Dziki  hałas  wywołany  przez  trąbienie  i  gwizdy  uprzytomnił  jej,  że 

właśnie wybiła północ.

background image

–  Szczęśliwego  Nowego  Roku,  Cyrano  –  westchnęła  Jamie.  –  Mam 

nadzieję,  że  to  prawdziwy  koniec  starego  roku,  a  nie  już  początek  nowego. 
Przejmowanie się Zackiem Dunhamem wyczerpało mnie bardziej, niż cały dzień 
pracy w kwiaciarni!

background image

ROZDZIAŁ DRUGI

Jamie wyłączyła telewizor i weszła do sypialni. Zdążyła rozpuścić włosy, 

które zwykle nosiła związane w ciasny węzeł na czubku głowy i włożyć piżamę, 
gdy rozległo się głośne pukanie do drzwi.

–  Pewnie  państwu  Breyers  zabrakło  lodu  –  powiedziała  do  Cyrana  i 

narzuciła różowy, welurowy szlafrok. Po wyłączeniu telewizora odgłosy zabawy 
u  sąsiadów  na  górze  słychać  było  bardzo  wyraźnie.  Pośpieszyła  do  drzwi 
zawiązując  szlafrok.  Chociaż  była  święcie  przekonana,  że  to  sąsiad,  uchyliła 
tylko  drzwi  nie  zwalniając  łańcucha  i  ostrożnie  wyjrzała.  Natychmiast 
zatrzasnęła je z powrotem z bijącym głośno sercem.

–  To  absolutnie  niemożliwe  –  szepnęła  do  siebie.  –  Mam  jakieś 

przywidzenia.  –  Przecież  Zack  Dunham  nie  mógł  stać  pod  drzwiami  jej 
mieszkania  w  smokingu  i  czarnym  prochowcu,  z  włosami  i  ramionami 
pokrytymi topniejącym śniegiem.

Rozległo  się  jeszcze  głośniejsze  pukanie,  któremu  towarzyszył  niski, 

głęboki głos.

– Jamie,  proszę, wpuść mnie. Nie zostanę długo. Trzęsącymi  się  rękami 

zwolniła łańcuch i otworzyła drzwi.

– Co pan tu robi? – zapytała Zacka Dunhama we własnej osobie.
–  Przecież  powiedziałem,  że  chcę  cię  jeszcze  zobaczyć  –  odrzekł  z 

ujmującym uśmiechem – postanowiłem więc  nie czekać do mojego powrotu z 
Afryki i wyszedłem cię poszukać. – Przerwał. – Czy mogę wejść?

– No, cóż, m-myślę, że tak – zgodziła się Jamie. Naprawdę wyglądał na 

zziębniętego  i  nie  wydawało  się,  żeby  mógł  ją  skrzywdzić.  Cofnęła  się 
wpuszczając go do środka.

–  Nie  miałam  pojęcia,  że pada śnieg.  Dlaczego szedłeś pieszo, na  litość 

boską?

– Lubię spacerować. Poza tym padać zaczęło, kiedy byłem już w połowie 

drogi  –  odpowiedział  Zack  zdejmując  płaszcz  i  trzymając  go  ostrożnie.  –  Jest 
zupełnie przemoczony.

– Trzeba go będzie zabrać do kuchni – zdecydowała Jamie. – Powieszę go 

przy grzejniku. – Ruszyła przed Zackiem do kuchni, rozmyślając, jak niezwykle 
rozpoczyna się ten nowy rok.

– Bardzo mi przykro, jeżeli cię zbudziłem.  – Zack najwyraźniej dopiero 

teraz  zauważył, że Jamie jest  w szlafroku. Przypomnienie  tego faktu wcale jej 
nie uspokoiło.

–  Je-jeszcze  się  nie  położyłam  –  wyznała.  Wzięła  jego  płaszcz  i, 

wieszając go na  sznurze przy grzejniku, dziękowała w duchu swej szczęśliwej 
gwieździe, że akurat dzisiaj nie ma na nim jej bielizny.

– Teraz – odwróciła się – powinien szybko wyschnąć. Zack obserwował 

ją  i  w  jaskrawym  świetle  kuchennym  wyraźnie  zobaczyła  dwa  czerwone 
zadrapania na jego lewym policzku.

– Ach, więc to tak – powiedziała patrząc na niego znacząco. – Cissie nie 

była zachwycona, gdy oznajmiłeś, że nie zamierzasz się z nią żenić.

– Skąd wiesz? – zapytał Zack. – Czy nie mogę zrobić kroku bez jakiegoś 

przeklętego dziennikarza...

background image

– To od twojego ojca dowiedziałam  się, że postanowiłeś się nie żenić –

przerwała mu Jamie. – Domyśliłam się, że jej także to powiedziałeś. – Uniosła 
brwi  i  spojrzała  na  niego  chłodno.  –  Czy  dlatego  tu  przyszedłeś?  Przysłał  cię 
ojciec?

– O Boże, nie! – zaprzeczył podniesionym głosem, po czym zniżył go. –

Kiedy spotkałaś mojego ojca? Co on ci naopowiadał? Mógłbym usiąść? – Wziął 
krzesło i usiadł przy kuchennym stole, nawet nie czekając na przyzwolenie.

– Spotkałam twojego ojca w holu – wyjaśniła Jamie  i  streściła Zackowi 

całą  rozmowę.  –  Obawiam  się,  że  nie  byłam  zbyt  grzeczna  –  zakończyła.  –
Jestem winna przeprosiny wam obu.

–  Rzeczywiście,  świetnie  poradziłaś  sobie  z  ojcem  –  jęknął  Zack.  –

Podobają mu się ludzie, którzy mówią co myślą, bez owijania w bawełnę. Ale 
przyjmuję  twoje  przeprosiny.  Należą  mi  się  za  to,  co  powiedziałaś  i  za 
przypuszczenie,  że  ojciec  mnie  tu  przysłał.  Cieszę  się,  że  tym  razem  jest  po 
mojej stronie, ale nie słucham jego rozkazów.

Nigdy nie słuchałem, dlatego niezbyt nam się układało. – Uśmiechnął się 

z przymusem i przeciągnął dłonią po mokrych włosach. – Czy nie moglibyśmy 
porozmawiać o czymś przyjemniejszym? Na przykład o tobie.

– Wcale nie jestem pewna, czy to jest przyjemniejsze – odparła nerwowo. 

Bardzo  chciała  uwierzyć  Zackowi.  Wydawał  się  mówić  szczerze.  I  po  cóż 
szedłby  pieszo  taki  kawał  w  padającym  śniegu?  Może  wypił  za  dużo  przed 
wyjściem z hotelu? Nie wyglądał na pijanego, ale nie była tego całkiem pewna. 
Jedyne,  czego  była  pewna,  to  jego  elektryzującej  obecności  wypełniającej 
malutką kuchnię i odbierającej jej odwagę.

–  Przydałby  ci  się  ręcznik  –  zauważyła,  kiedy  spostrzegła,  jak  po 

przeciągnięciu  dłonią  po  włosach  strząsa  wodę  z  palców.  Szybko  przyniosła 
gruby, miękki ręcznik z łazienki. – Chcesz grzebień? – zapytała jeszcze.

– Dziękuję, nie. Mam jakiś w kieszeni. – Wytarł energicznie włosy. Był 

teraz zupełnie rozczochrany, ale Jamie uznała, że przez to stał się niebezpiecznie 
pociągający – jak mężczyzna, który właśnie wyszedł spod prysznica.

Kiedy  czesał  włosy,  Jamie  rozpaczliwie  szukała  jakiegoś  bezpiecznego 

tematu do rozmowy, co pozwoliłoby jej trochę ochłonąć.

–  Yhm,  może  napijesz  się  czegoś  ciepłego?  –  zaproponowała.  –  Kawy 

albo gorącej czekolady?

– Czekolady z przyjemnością, jeżeli nie sprawi to za dużo kłopotu. – Zack 

znowu uśmiechnął się ujmująco.

– Absolutnie żadnego. Mam czekoladę instant – powiedziała Jamie z ulgą, 

że  nareszcie  ma  coś  do  roboty.  Postawiła  czajnik  na  gazie  i  wyciągnęła 
pojemnik  z  torebkami  czekolady.  Przy  okazji  zrzuciła  na  podłogę  pudełko  z 
rodzynkami.

–  Wszystko  przez  tę  ciasnotę  –  zamruczała,  wciskając  rodzynki  z 

powrotem. – W moim nowym domu będę miała mnóstwo szafek w kuchni.

– W nowym domu? Czy jest już ktoś w twoim życiu?
–  Nie,  sama  kupuję  dom  –  odparła  krótko,  przyglądając  mu  się,  gdy 

wyjmowała  dwie  filiżanki.  W  jego  głosie  zabrzmiała  niepokojąca  nuta  i 
zastanowiła się, czy nie byłoby jednak mądrzej powiedzieć, że jest ktoś.

– To trochę dziwne – zauważył Zack – gdy kobieta sama kupuje dom.
O to chodzi, pomyślała Jamie.

background image

– Być może tego nie dostrzegłeś – stwierdziła ironicznie – ale czasy się 

zmieniły.  Czyżbyś  ciągle  jeszcze  był  zwolennikiem  zasady  „domku  trzech 
misiów”?

–  Zasada  „domku  trzech  misiów”?  –  roześmiał  się  Zack,  a  jego  oczy 

otoczyły  się  zmarszczkami,  które  zmusiły  Jamie  do  wysiłku  skupienia  się  na 
przygotowywanej czekoladzie.

– No, tak. Pogląd, że w każdym domu powinni mieszkać mama miś, tata 

miś i dziecko miś – wytłumaczyła. – Wątpię, czy taka trójka mieszka choćby w 
połowie dzisiejszych, domów.

–  To  wielka  szkoda  –  stwierdził  Zack.  –  Masz  rację,  uważam,  że  tak 

powinno być.

Jamie  miała  duże  wątpliwości,  czy  Zack  nadawałby  się  na  tatę  misia  w 

przeciętnym  domu,  uznała  jednak,  że  nie  jest  to  najwłaściwszy  temat  do 
dalszego rozważania.

– Wspominałeś, że jedziesz do Afryki – powiedziała, nalewając wrzątku 

do  filiżanek.  –  To  brzmi  bardzo  interesująco.  Założę  się,  że  nie  możesz  się 
doczekać wyjazdu.

– Nie wiesz o mnie zbyt wiele, prawda? – zachichotał Zack.
–  Tak  –  nachmurzyła  się  Jamie,  wręczając  mu  filiżankę  i  siadając 

naprzeciwko. – A skąd mam wiedzieć? Wbrew temu, co twierdziłeś wcześniej, 
nigdy  nie  czytuję  gazetowych  plotek.  Gdyby  ktoś  mi  dzisiaj  przypadkiem  nie 
wspomniał o twoim romansie z Cissie Bergstrom, nie miałabym o tym pojęcia.

–  To  cudowna  wiadomość  –  uśmiechnął  się  Zack.  –  Nie  będę  musiał 

wyjaśniać tych wszystkich fałszerstw na mój temat. Jesteś pewnie przekonana, 
że  jestem  nieokrzesanym,  niegodnym  zaufania  gburem.  A  to  wszystko 
nieprawda. Jego uśmiech mógłby stopić lód, pomyślała Jamie, wbijając wzrok w 
filiżankę.

– No to co z tą Afryką? – wróciła do przerwanego wątku.
–  Bardzo  często  tam  jeżdżę  –  wyjaśnił  Zack.  –  Zarządzam 

„Fantastycznymi podróżami”, które są częścią imperium Dunhamów. Prowadzę 
osobiście  dziesięć  wycieczek  rocznie  –  do  Afryki,  na  Alaskę  lub  na  morza 
południowe.  Gdybym  naprawdę  był  takim  nieokrzesanym  gburem,  czy 
mógłbym prowadzić jedno z najlepszych biur podróży na świecie?

–  To  prawda,  nie  mógłbyś  –  przyznała  Jamie,  spoglądając  na  niego  z 

szacunkiem.

– Założę się, że uznałaś mnie za jednego z tych złotych, nic nie robiących 

playboyów – pokpiwał z niej Zack. – Może odtąd nie będziesz osądzała nikogo, 
zanim nie poznasz faktów.

–  Postaram  się  –  przyrzekła  –  Ale  musisz  przyznać,  że  ludzi  sądzi  się 

przede wszystkim po ich zachowaniu. Poza tym, jeżeli można na kimś polegać 
w interesach, to nie znaczy, że także w życiu osobistym.

– Masz rację. Nie zawsze – zgodził się. – Popełniłem wiele błędów.
Przechylił  głowę,  przyglądając  się  Jamie  uważnie.  –  A  jak  z  tobą? 

Dlaczego  taka  piękna  kobieta  spędza  sylwestra  sama  w  domu?  Nie 
spodziewałem  się,  że  cię  zastanę,  potrzebowałem  spaceru  dla  uspokojenia  i 
łudziłem  się,  że  może  jednak  będziesz.  Chciałem  się  upewnić,  że  nie  byłaś 
złudzeniem. No i nie jesteś.

–  Zaczęłam  dzisiaj  pracę  o  piątej  rano  –  wyjaśniła  Jamie,  próbując 

background image

odpędzić  zadowolenie wywołane jego  komplementami.  –  Sylwester to  jeden  z 
najpracowitszych  dni  w  tym  zawodzie.  Wieczorem  jestem  zupełnie 
wykończona.  Jedyne,  o  czym  marzę,  to  usiąść  i  wyciągnąć  nogi.  Zazwyczaj 
drzemię przez godzinę, ale dzisiaj byłam zbyt spięta i nie mogłam się odprężyć.

I to przez ciebie, pomyślała, ale nigdy ci tego nie powiem.
–  Już  pierwsza.  –  Zack  spojrzał  na  zegarek.  –  Byłaś  na  nogach  ponad 

dwadzieścia godzin. Lepiej będzie, jak już sobie pójdę i pozwolę ci się położyć, 
zanim  ostatecznie  uznasz,  że  jestem  bezmyślny  i  nieczuły  dla  innych.  –
Dokończył pić czekoladę i podniósł się. – Serdeczne dzięki za gorącą czekoladę 
i uratowanie mnie przed przeziębieniem. I za to, że tu jesteś, co mnie upewniło, 
że istniejesz naprawdę. Wydawało mi się, że spotkanie z tobą było tylko snem.

–  Ależ...  ależ  proszę  bardzo  –  wyjąkała  Jamie  zaskoczona  jego  nagłą 

decyzją  odejścia.  Od  momentu  jego  wejścia  miała  dziwne  poczucie,  że  czas 
zatrzymał się, a oni przebywają w innym wymiarze. – Czy twój płaszcz jest już 
suchy? Może zawołam taksówkę? – zaproponowała, gorąco pragnąc, aby mu się 
tak nie spieszyło. – Nie jest zbyt bezpiecznie chodzić ulicami o tej porze.

– Przestało padać i zawsze jest więcej patroli policyjnych w sylwestra –

odparł  Zack  nakładając  płaszcz.  –  Dziękuję  za  troskę  o  mnie.  To  mi  daje 
nadzieję. A to kto? – wskazał na zbliżającego się Cyrana, który ziewał szeroko.

– To jest Cyrano – przedstawiła kota Jamie. – Nosi takie imię, bo przez tę 

plamę tutaj jego nos wydaje się olbrzymi. Właśnie spał w moim łóżku.

– Ten to ma szczęście – Zack podniósł kota i trzymał go w ramionach. –

Cześć, Cyrano. Czy mogę liczyć, że przypilnujesz, aby od tej chwili nikt inny 
nie dzielił łóżka z twoją panią?

–  Takie  rzeczy  nie  są  w  moim  stylu!  –  parsknęła  Jamie,  mierząc  go 

wściekłym spojrzeniem. – A poza tym to nie twoja sprawa.

Powinna była wiedzieć, mężczyzna z takimi oczami ma na myśli przede 

wszystkim łóżko.

Zack podrapał Cyrana pod brodę, patrząc na niego z zamyśleniem.
–  Jeżeli  to  nie  moja  sprawa,  to  po  co  mi  to  szczerze  wyznała?  –  spytał 

kota.

–  Bo  nie  podobają  mi  się  twoje  dwuznaczne  insynuacje  –  oświadczyła 

Jamie  zimno.  –  Żyjesz  w  świecie,  w  którym  wszystko  dzieje  się  znacznie 
szybciej, niż w moim. Powinnam była być na to przygotowana.

– Już ci mówiłem, żebyś nie wyciągała zbyt pochopnych wniosków co do 

mojej osoby. – Zack postawił kota na ziemi.

– No i co mi zrobisz? – natarła na niego.
Zack  wyprostował  się  i  przyglądał  Jamie  z  zastanowieniem.  W  jego 

oczach pojawił się dziwny, daleki wyraz zamyślenia, jakby patrząc na nią starał 
się jednocześnie zajrzeć w głąb jej duszy. Poczuła, jak ciarki przebiegły jej po 
krzyżu,  jakby  dotknął  jakiegoś  nerwu.  Chciała  zapytać,  o  czym  myśli,  czy  za 
tymi ślicznymi, zielonymi oczami kryje się wątpliwość co do sensu jego wizyty 
i  czy  jest  zadowolony,  że  przyszedł.  Nagle  bardzo  zapragnęła,  żeby  był 
zadowolony. W końcu odetchnął głęboko i uśmiechnął się niewyraźnie.

–  Sądzę,  że  starałem  się  coś  ci  uświadomić  –  zaczął.  Wydawało  się,  że 

pytanie  Jamie  padło  tak  dawno,  że  ona  sama  prawie  o  nim zapomniała.  Przez 
chwilę  patrzyła  na  niego  nieprzytomnie,  po  czym,  przypominając  sobie, 
zapytała:

background image

– Uświadomić mi co?
– Nie jestem zupełnie pewien – odparł Zack. – Może to, że mógłbym stać 

tak  wieki,  patrząc  na  ciebie  i  pragnąc  się  dowiedzieć,  co  skrywają  te  twoje 
śliczne,  błękitne  oczy.  Wydaje  mi  się  jednak,  że  musimy  to  zostawić  do 
następnego razu. Widzę, jaka jesteś zmęczona.

Schylił  się  i  pogłaskał  Cyrana,  po  czym  ruszył  prosto  do  drzwi.  Jamie 

wyjrzała  przez  okno  w  pokoju. –  Spadło  mnóstwo  śniegu  –  zwróciła  się  do 
Zacka. – Jesteś pewien, że obejdziesz się bez taksówki? Masz nieodpowiednie 
buty.

–  Nie  chcę  taksówki,  muszę  się  przejść  –  pokręcił  głową  Zack.  –

Potrzebuję tego jeszcze bardziej niż przedtem.

To  stwierdzenie  zdziwiło  Jamie,  ale  uznała,  że  lepiej  zostawić  je  bez 

komentarza.

–  Idź  ostrożnie  –  powiedziała  wobec  tego,  odprowadzając  gościa  do 

drzwi. – Pewnie jest bardzo ślisko.

– Życie jest śliskie – odparł z bladym uśmiechem. – Do głowy by mi nie 

przyszło, że tak zacznę Nowy Rok.

–  Mnie  też  –  dodała  Jamie.  Nie  była  pewna,  co  miał  na  myśli,  ale 

odczuwała podobnie. – Mam-mam nadzieję, że podróż do Afryki będzie udana.

–  Zawsze jest  wspaniała i  interesująca, ale...  –  Głos Zacka zamarł,  a on 

wpatrywał się w Jamie tak jarzącymi się zielonymi oczami, że nagle zaparło jej 
dech.  Delikatnie  pogładził  ją  po  włosach  i  mogła  przysiąc,  że  dotknięcie  to 
wyzwoliło jakiś ładunek elektryczności, który przebiegł przez nią jak płomień. 
Była  pewna,  że  zamierza  ją  pocałować  i  całym  wysiłkiem  woli  walczyła  z 
pokusą zwilżenia językiem warg. Jej puls przyśpieszał, a w głowie myśli, że nie 
powinna  mu  na  to  pozwolić,  walczyły  z  pragnieniem,  żeby  to  jednak  zrobił. 
Kiedy dotknął jej karku, zesztywniała, jakby panicznie przestraszona. Wyczuł to 
i  uśmiechnął  się  łagodnie,  a  ciepło  tego  uśmiechu  spowodowało  gwałtowne 
bicie serca.

– Czy bardzo się przestraszysz, jeśli cię pocałuję? – zapytał.
Słysząc  to  pytanie,  Jamie  oblizała  nerwowo  wargi  i  przełknęła  ślinę, 

czując tkwiącą w krtani wielką kulę.

– Ależ, ja – zaczęła, i straciła oddech, gdyż Zack pochwycił ją w ramiona 

przybliżając swoje usta do jej warg tak szybko, że nie miała czasu powiedzieć 
nic  więcej.  Potem  już  nic  nie  mogła  z  siebie  wykrztusić,  nawet  gdyby  bardzo 
chciała. Gwałtowny wstrząs przebiegł przez jej ciało tak, że straciła równowagę 
i  musiała  chwycić  się  Zacka,  aby  ją  odzyskać.  Jej  umysł  przestał  pracować  i 
czuła  jedynie,  jak  mężczyzna  przyciąga  ją  coraz  bliżej,  jakby  stapiali  się  w 
jedno. Wtem przerwał, równie gwałtownie, jak zaczął i cofnął się. Ciągle jednak 
trzymał  ją  blisko,  a  policzek  przytulał  do  jej  włosów.  Słyszała  jego  nierówny 
oddech,  czuła  napięcie  w  muskularnym  ciele  i  silnych  ramionach.  Mogłaby 
powiedzieć, że walczy z ogromnymi emocjami i przyszło jej do głowy, że gdyby 
przerwał  i  znowu  zaczął  ją  całować,  poddałaby  się  mu  bez  walki.  Ostrożnie 
wyswobodziła się z jego ramion i spojrzała na niego. Ku jej zdziwieniu wydawał 
się równie oszołomiony, jak ona sama.

– Dobrze się czujesz? – zapytała.
Zack potrząsnął głową, wziął głęboki oddech i uśmiechnął się.
– Zdaje się, że na balu wypiłem o jeden kieliszek za dużo – stwierdził. –

background image

Przez  chwilę  czułem  się  tak,  jakby  ktoś  zdzielił  mnie  w  głowę.  Zobaczyłem 
gwiazdy i usłyszałem dzwony.

–  Naprawdę  nie  powinieneś  wracać  pieszo  do  hotelu  –  zatroskała  się 

Jamie.

–  Zimne  powietrze  mnie  orzeźwi  –  zapewnił  ją  Zack.  Położył  rękę  na 

klamce i zatrzymał się. – Skontaktuję się z tobą. Dbaj o siebie.

– Ty też – dodała.
–  Cały  czas  –  zapewnił  Zack,  po  czym  otworzył  drzwi  i  wyszedł  nie 

obejrzawszy, się za siebie.

Jamie poczuła nagłą pustkę i ogromne zmęczenie. Co za dziwny człowiek 

z  tego  Zacka  Dunhama,  dumała  idąc  do  sypialni.  Nadal  nie  miała  pojęcia, 
dlaczego ją odwiedził i  co teraz sobie o  niej, po tej wizycie, myśli. Być  może 
nigdy się o tym nie dowie, ale takie przypuszczenie sprawiło jej fizyczny ból.

–  Coś  mi  się  wydaje,  że  on  mi  się  podoba  –  rzekła  do  Cyrana,  który 

przyglądał  się  jej  z  ciekawością  przekrzywiając  łebek.  –  Jest  znacznie 
sympatyczniejszy niż myślałam. – Zgasiła światło i w ciemnościach twarz Zacka 
stanęła jej przed oczami jak żywa. Otuliła się kołdrą i znowu poczuła, jakby jego 
ramiona objęły ją ciasno. Było jej tak lekko, że mogłaby unieść się w powietrze, 
prosto do nieba.

– A może, mimo wszystko, on naprawdę jest mężczyzną moich marzeń? –

zamruczała i zapadła w sen.

background image

ROZDZIAŁ TRZECI

–  Pomyślałam,  że  mam  przywidzenia,  wyglądał  właśnie  tak,  jak  sobie 

wyobraziłam  w  drodze  do  domu  –  opowiadała  Jamie  następnego  dnia  ciotce 
Marcie,  opisując  poznanie  Zacka  w  swej  kwiaciarni,  podczas  gdy  ciotka 
przygotowywała indyka do pieczenia na noworoczny obiad. – Zaczął ze mną od 
razu  flirtować  i  nawet  po  wejściu  Cissie  Bergstrom  nie  przestał,  chociaż  było 
jasne jak słońce, że jest strasznie wściekła. Czułam się okropnie skrępowana. A 
kiedy  wyszła,  powiedział  mi,  żebym  nie  wierzyła  gazetowym  plotkom  o  ich 
narzeczeńskich zamiarach i zapytał, kiedy będę wolna. Odpowiedziałam mu, że 
nie  będę  i  żeby  przestał  zawracać  mi  głowę.  Po  jego  odejściu  zjawił  się  jego 
ojciec, który oznajmił, że Zack nie ma ochoty poślubić Cissie, ponieważ spotkał 
mnie. Myślałam, że chce mi coś wyperswadować, więc szybko mu przerwałam, 
że nie chcę jego syna nawet za darmo i wtedy...

Marta Bellamy upuściła z hałasem wielką, metalową łyżkę.
– I ty to powiedziałaś Isaiahowi Dunhamowi? Dziecko, bój się Boga!
– Ależ nic się nie stało. Pan Dunham roześmiał się i powiedział, że Zack 

powinien  częściej  się  ze  mną  spotykać.  A  później  Zack  pojawił  się  w  moim 
mieszkaniu po północy i...

– Jamie, przerwij na chwilę! – rozkazała ciotka. – Bert, chodź posłuchać!
Kiedy  wujek  Bert  wszedł do  kuchni  z  pytającym wyrazem twarzy,  jego 

żona wyjaśniła:

– Musisz posłuchać, co się wydarzyło Jamie zeszłej nocy. A teraz, Jamie, 

zacznij od początku i nie pędź tak. Musisz nam wszystko opowiedzieć.

Jamie  westchnęła  i  zaczęła  jeszcze  raz.  Szczegółowo  zrelacjonowała 

wizytę Zacka, ale pominęła jego pocałunek.

–  Próbowałam  namówić  go  na  taksówkę,  ale  nie  chciał.  Stwierdził,  że 

potrzebuje spaceru – zakończyła.

Wuj roześmiał się i pokręcił głową.
– Biedny facet, a to wpadł. Mogę coś o tym powiedzieć. Sam pamiętam, 

jak to było. – Mrugnął do żony. – To uczucie, jakby cię ktoś zdzielił po głowie.

– Och, wujku Bercie, przestań – jęknęła Jamie. – Czy to możliwe, żeby 

mężczyzna, który zwiedził cały świat z ludźmi ze śmietanki towarzyskiej, mógł 
zainteresować się mną? Przecież nie należę do jego sfery.

–  Nie  wpadaj  w  kompleksy,  kochanie  –  powiedziała  ciotka.  –  Jesteś 

wystarczająco ładna i inteligentna, by dać sobie radę w każdej sferze.

–  Ale to i tak nie ma znaczenia – upierała się Jamie.  – Bo znajomość z 

mężczyzną,  który  jest  nieustannie  w  podróży,  nie  ma  przyszłości.  Nie  mam 
najmniejszego zamiaru porzucać mojej kwiaciarni, żeby uganiać się za nim po 
świecie.

– Widzę, że usilnie starasz się coś sobie wyperswadować – uśmiechnął się 

wujek. – A może powinnaś pomyśleć o kompromisie? Prawdziwa miłość często 
wymaga pójścia na kompromis, prawda, Marto?

– Bardzo często – potwierdziła żona.
– Uprzedzasz fakty – zaoponowała Jamie. – I to bardzo.
Nie mam pojęcia, czy Zack w ogóle wróci i czy ja mam na to ochotę.
– Założę się, że masz, i dałbym za to konia z rzędem, gdybym go posiadał 

background image

– oznajmił Bert Bellamy.

Jamie pokręciła głową, po czym ucałowała go serdecznie w policzek.
– I tak cię kocham, mój zwariowany wujaszku. Czas wszystko wyjaśni.
Przez cały styczeń starała się powtarzać sobie to filozoficzne powiedzenie 

i  stwierdziła,  że  nie  jest  to  łatwe.  Dzień  św.  Walentego,  dzień  wyznawania 
miłosnych  uczuć,  był coraz  bliżej  i  jej  kwiaciarnię nieustannie wypełniał  tłum 
zakochanych młodych mężczyzn. Wyglądali na pogrążonych w stanie będącym 
mieszaniną  szczęścia  i  bólu,  który  sama  odczuwała.  Rozmyślanie  o  Zacku 
Dunhamie  dawało  jej  mnóstwo  szczęścia,  ale  brak  wiadomości  od  niego 
przynosił wiele cierpień. I to cierpień zupełnie bez powodu, co powtarzała sobie 
surowo przynajmniej raz dziennie. Powiedział tylko, że się z nią skontaktuje, ale 
nie  powiedział wcale kiedy, poza tym to  mogło nic  nie znaczyć. Oprócz tego, 
tłumaczyła sobie rozsądnie, prawdopodobnie jest niezwykle zajęty, a z miejsc, 
gdzie  przebywał,  nie  było  łatwo  o  kontakt.  Ale  na  dnie  duszy  tkwiła  uparta 
myśl,  że  gdyby  mu  naprawdę  zależało  –  znalazłby  sposób,  żeby  się  do  niej 
odezwać. A zatem powinna się przyzwyczaić do myśli, że najpewniej nigdy już 
go nie zobaczy.

Cały  wysiłek  przyzwyczajania  się  do  tej  myśli  przepadł  po  telefonie  z 

biura  Isaiaha  Dunhama,  wzywającego  ją  na  spotkanie  w  sprawie  dzierżawy 
kwiaciarni,  które  wyznaczono  późno  w  poniedziałek  przed  Dniem  św. 
Walentego.  Isaiah  z  miejsca  przekazał  jej  wiadomość,  że  Zack  przyjedzie  za 
kilka dni, aby reklamować swoje wycieczki.

–  Nie  będziesz  miała  nic  przeciwko  temu,  gdyby  zechciał  się  z  tobą 

spotkać?  –  zapytał.  –  Byłbym  ci  bardzo  wdzięczny,  gdybyś  dała  mu  jeszcze 
jedną szansę.

Jamie od razu zorientowała się, że Zack nie wspomniał ojcu o wizycie w 

jej  domu.  Uznała,  że  nie  do  niej  należy  informowanie  starszego  pana  o 
poczynaniach Zacka.

– Nie miałabym nic przeciwko temu – oświadczyła.
–  To  znakomicie!  –  rozpromienił  się  Isaiah,  po  czym  natychmiast 

spoważniał.  –  Nie  mów  mu,  że  rozmawiałem  z  tobą  na  ten  temat.  Będzie 
wściekły, mówiąc oględnie.

–  Oczywiście,  ani  słowa  –  zapewniła  Jamie,  myśląc  jednocześnie,  że 

mogłoby to być bardzo zabawne, gdyby nie było takie smutne. Ta niemożność 
porozumienia się ojca i syna.

Isaiah wyraźnie się cieszył.
– A teraz, młoda damo, chciałbym, żebyś mi pokazała swoją kwiaciarnię, 

a potem, przy obiedzie, omówimy sprawę dzierżawy. Przejrzałem twoje księgi 
rachunkowe,  są  prowadzone  zadowalająco.  Zamierzam  przedstawić  ci  trochę 
inne warunki dzierżawy, ale sądzę, że dojdziemy do porozumienia.

Jamie była bardzo ciekawa tych nowych warunków, ale nie miała czasu, 

by  się  nad  tym  zastanawiać.  Musiała  wytężyć  całą  uwagę,  żeby  nadążyć  z 
informowaniem  Isaiaha,  który  zaprezentował  swoją  słynną  bystrość  w 
prowadzeniu interesów, wypytując szczegółowo o wszystko – od zasad reklamy 
do  wprowadzania  ulepszeń.  Wydawał  się  zupełnie  zadowolony,  kiedy 
oświadczył, że pora usiąść i omówić szczegóły.

–  Mam  mnóstwo  planów  związanych  z  tym  hotelem  i  wymagają  one 

twojej  ścisłej  współpracy  –  oznajmił  przy  obiedzie.  I  natychmiast  zarzucił  ją 

background image

nowymi  pomysłami  dotyczącymi  dekoracji  kwiatowych,  zimowych  ogrodów, 
solarium. To były podniecające plany i Jamie przyłączyła się do nich, sugerując 
kilka  własnych  rozwiązań.  Nie  była  pewna,  jakie  to  na  nim  zrobiło  wrażenie, 
dopóki w końcu nie przeszedł do omawiania warunków finansowych.

– Widzisz więc, Jamie, że nie prowadzę swoich hoteli w rutynowy sposób 

i  że  nie  będzie  to  zwykły  rodzaj  dzierżawy  –  rzekł.  –  Te  sklepy  tutaj  są 
nieodłączną częścią hotelu, zatem powinny mieć udział w ogólnych zyskach. W 
ten sposób wszyscy bierzemy udział i jesteśmy odpowiedzialni za powodzenie 
całego  przedsięwzięcia.  Stwierdziłem,  że  ten  sposób  daje  znacznie  więcej 
motywacji  do  pracy,  chociaż  tobie  nie  wydaje  się  to  potrzebne.  Czy  gotowa 
jesteś rozważyć takie warunki?

– Ależ, oczywiście! – Jamie prawie nie wierzyła własnym uszom. – Jasne, 

że chciałabym poznać szczegóły...

–  Znakomicie  –  rozpromienił  się  znowu  Isaiah.  –  Powiem  mojemu 

finansiście, żeby omówił z tobą warunki kontraktu i przygotował dokument do 
podpisu.

Podniósł  się  od  stołu,  dając  Jamie  do  zrozumienia,  że  rozmowa 

skończona. Udało się jej pożegnać z wdziękiem, chociaż czuła straszny zamęt w 
głowie od prób nadążenia za tokiem myśli Isaiaha i jednoczesnego przeżywania 
wiadomości,  że  Zack  wkrótce  przyjeżdża.  Czuła  na  przemian  wielkie 
podniecenie  i  strach,  kiedy  wsiadała  do  samochodu.  Wiedziała  jedno  –  musi 
natychmiast porozmawiać z ciocią Martą i wujkiem Bertem.

–  Mój  Boże,  Jamie,  co  się  stało?  –  wykrzyknął  wuj  Bert,  gdy  Jamie 

wtargnęła do nich z takim impetem, że zadźwięczała porcelana w kredensie.

–  Byłam na  obiedzie z  Isaiahem Dunhamem –  wyrzuciła  z  siebie  Jamie 

jednym tchem – i moja kwiaciarnia stanie się nieodłączną częścią hotelu i będę 
miała  udział  w  jego  zyskach  i  zrobimy  fontannę  w  restauracji,  i  kwiaty  będą 
wszędzie, i... Zack przyjeżdża za kilka dni – dokończyła bez tchu.

– Czyżby się w końcu odezwał? – zapytała ciocia Marta.
– Nie, jego ojciec mi o tym powiedział – odparła Jamie, przekazując ciąg 

dalszy  rozmowy  z  Isaiahem.  –  Teraz  jestem  całkowicie  pewna,  że  to  nie  on 
wysłał Zacka do mnie wtedy wieczorem. No i wkrótce się dowiem, czy Zack w 
ogóle  chce  się  ze  mną  spotkać.  Jeżeli  się  nie  odezwie,  to  będzie  znak,  że  go 
wystraszyłam na dobre.

– Nie sądzę, abyś to ty go wystraszyła – uśmiechnął się znacząco wujek 

Bert.  –  Trzydziestokilkuletni  przystojny  mężczyzna,  który  z  niejednego  pieca 
chleb jadł, może wpaść w panikę tylko wtedy, jeżeli stwierdzi, że się naprawdę 
zakochał.

– Nie byłabym tego pewna – westchnęła Jamie. Ostatnio przyszło jej do 

głowy,  że  Zackowi  nie  przypadła  do  gustu  znajomość,  która  nie  przekroczyła 
progu sypialni.

– A ja się założę, że o nic nie chodziło – oświadczyła ciotka Marta. – Był 

po prostu bardzo zajęty. Daj nam znać, gdy tylko się odezwie.

– Jasne – przyrzekła Jamie, nie czując się w połowie tak pewna, jak wuj i 

ciotka.  Wiedziała,  że  ich  zdaniem  żaden  mężczyzna  przy  zdrowych  zmysłach 
nie mógłby jej się oprzeć.

Szczęśliwie  następne  trzy  dni,  łącznie  z  Dniem  św.  Walentego,  były 

niezwykle pracowite. Jamie nie miała czasu myśleć o niczym innym, jak tylko o 

background image

nadążaniu z robotą. Jednakże wieczorami z trudnością skupiała się na śledzeniu 
akcji  najgłupszego  serialu  telewizyjnego,  ponieważ  jednym  uchem  stale  była 
przy telefonie.

To ciągłe czekanie i zastanawianie się zaczęło jej działać na nerwy. Kiedy 

po  szaleńczym  dniu  pracy  w  Dzień  św.  Walentego  dotarła  do  domu,  właśnie 
dzwonił telefon. Rzucając się w jego kierunku potknęła się o Cyrana i uderzyła 
boleśnie w goleń.

– Halo! – warknęła, rozcierając bolącą nogę.
– Słyszę, że jesteś wściekła – doszedł ją głos ciotki Marty. – Czy Zack już 

się odezwał?

–  Nie,  jeszcze  nie,  a  jestem  wściekła,  bo  potknęłam  się  o  Cyrana  i 

strasznie rąbnęłam się w goleń.

– No, to pewnie odezwie się wkrótce – powiedziała ciotka uspokajająco. –

Jest w St. Louis. Dzisiejsza wieczorna gazeta zamieściła jego zdjęcie.

–  Dziękuję  za  wiadomość  –  odparła  Jamie  sucho.  –  Jeżeli  teraz  się  do 

mnie  nie  odezwie,  to  będzie  prawdziwy  cios.  Zadzwonię  do  ciebie  później, 
dobrze? Cyrano wpada w szał, bo nie dostał jeszcze swojej kolacji.

–  Tak,  tak,  kochanie,  już  się  rozłączam  –  powiedziała  ciotka  Marta  tak 

znaczącym tonem, że Jamie instynktownie zrobiła grymas do słuchawki.

–  Wcale  nie  jestem  pewna,  czy  w  ogóle  chcę,  aby  Zack  Dunham  się 

odezwał – przemawiała do Cyrana, który pałaszował z hałasem kolację. – Chyba 
powinnam  dać  sobie  z  nim  spokój.  Nie  powiem,  żeby  było  dużo  do  dawania. 
Przecież nie jestem w nim zakochana, ani nic w tym stylu.

Cyrano rzucił jej pogardliwe spojrzenie.
– Tylko ze mną nie zaczynaj – zmarszczyła się – bo zacznę ci kupować to 

tanie  jedzenie,  którego  nie  znosisz.  A  teraz  zabieram  się  za  gazetę.  Już  pora, 
żeby poważnie zacząć rozglądać się za nowym domem.

Jamie  powiesiła  płaszcz,  zrzuciła  pantofle  i  boso  pomaszerowała  po 

gazety  do  holu.  Zwolniła  łańcuch,  otworzyła  drzwi  i  odskoczyła  wstrzymując 
oddech. Tam właśnie, przed jej drzwiami, stał Zack Dunham.

background image

ROZDZIAŁ CZWARTY

– Zack! Skąd się tu wziąłeś? – zapytała Jamie, gdy tylko odzyskała trochę 

równowagi.  Wyglądał  tak  pięknie  z  błyszczącymi,  zielonymi  oczami 
jaśniejącymi  w  opalonej  twarzy.  I  znowu  przeżywała  to  uczucie 
nierzeczywistości,  jakiego  doznała  podczas  ich  pierwszego  spotkania.  Czy 
rzeczywisty, żywy mężczyzna wyglądałby tak doskonale, pomyślała wpatrując 
się  w  niego.  Płatki  śniegu  przylgnęły  do  jego  włosów  i  otaczającego  szyję 
futrzanego  kołnierza  skórzanej,  lotniczej  kurtki.  Przez  kilka  chwil  on  także 
wpatrywał się w nią z natężeniem, jakby również nie był całkiem pewien, że ma 
przed  sobą  żywą  osobę.  Wtem,  gdy  Jamie  zaczynała  się  już  zastanawiać, 
dlaczego  tak  się  jej  przygląda,  na  jego  usta  z  wolna  wpłynął  uśmiech,  a  w 
oczach pojawiło się znajome ciepło, które tak często wspominała.

–  Cześć,  Jamie  –  przywitał  ją.  –  Musisz  być  jasnowidzem.  Nawet  nie 

nacisnąłem dzwonka. – Wyciągnął zza pleców mięciutkiego, pluszowego słonia 
z  wielką  czerwoną  kokardą  wokół  szyi.  –  Pomyślałem,  że  pewnie  widziałaś 
dzisiaj wystarczająco dużo kwiatów, a ja jestem miłośnikiem słoni. Wszystkiego 
najlepszego w Dniu św. Walentego.

Jamie  spoglądała  to  na  Zacka,  to  na  słonia.  Szczerze  pragnęła  być 

jasnowidzem. Takie nagłe pojawienie się mężczyzny tuż przed nią ogłuszyło ją 
jak  przysłowiowy  grom  z  jasnego  nieba,  kręciło  jej  się  w  głowie  i  nie  mogła 
złapać  tchu.  W  końcu  przyjęła  słonia,  uśmiechnęła  się  i  niepewnym  gestem 
zaprosiła Zacka do środka.

– Dziękuję. Strasznie ci dziękuję. To była... niespodzianka. Wejdź.
Przyjrzała  się  słoniowi  i  przytuliła  go  z  całej  siły,  zanim  położyła  na 

stoliku.

– Jest cudowny. Ja też jestem miłośniczką słoni.
– Tak mi się zdawało. – Zack zamknął za sobą drzwi i zaczął zdejmować 

kurtkę.  –  Wiem,  że  powinienem  był  napisać,  ale  nic  mi  nie  przychodziło  do 
głowy. Nie jestem zbyt dobry w pisaniu listów – uśmiechnął się niepewnie. – To 
mnie wcale nie usprawiedliwia, prawda?

Jamie była tak roztrzęsiona, że omal nie zerwała z niego kurtki.
–  Pomyślałam,  że  uznałeś,  iż  nie  byłam  dla  ciebie  zbyt  uprzejma  –

odpowiedziała, wciskając kurtkę do swojej zapchanej szafy. – Obawiam się, że 
czasem jestem zbyt bezwzględna w swej szczerości.

–  O  nie,  wcale  tego  nie  pomyślałem  –  pokręcił  głową  Zack.  –  Ten 

sylwestrowy wieczór wydał się mi taki nierealny. Kilkanaście razy byłem o krok 
od  zatelefonowania do  ciebie,  ale bałem się...  –  Przerwał, znowu przyglądając 
się Jamie  tak uważnie, że poczuła dreszcz podniecenia przebiegający jej ciało. 
Jego oczy przyciągały ją jak magnes i zaczęła się do niego zbliżać.

– Czego się bałeś? – spytała.
– Chodź tu – wyciągnął do niej obie ręce.
Jamie  wyciągnęła  swoje,  a  jej  serce  zabiło  gwałtownie,  gdy  chwycił  jej 

dłonie, przyciągając ją bliżej.

– Bałem się – wyznał – że kiedy znów cię zobaczę, to nie będzie już to 

samo.  Że  nie  doznam  tego  nieodpartego  pragnienia  dotknięcia  ciebie  i  że  nie 
będę chciał cię pocałować tak bardzo, że to aż wywoła ból w całym ciele. Ale 

background image

myliłem się. – Przyciągnął Jamie jeszcze bliżej, jego wzrok krążył po jej twarzy, 
by znowu zatopić się w oczach. – Strasznie się myliłem – wyszeptał. Uwolnił jej 
ręce, a swoimi z wolna objął jej szczupłą talię.

Ramiona  Jamie  otoczyły  go  machinalnie.  Uśmiechnął  się  i  szybko 

zacieśnił uścisk. Jamie była pewna, że słyszy jej łomocące głucho serce tuż przy 
swoim  i  bez  tchu  czekała  na  pocałunek,  który  miał  nastąpić.  Wcale  się  nie 
obawiała, że tym razem nie będzie tak cudownie. Nie obchodziło jej zupełnie, co 
Zack  sobie  o  niej  pomyśli.  Później  będzie  się  o  to  martwiła. I  nagle  stało  się. 
Zmiażdżył ją w swym uścisku. Jego usta z niezwykłą siłą spadły na jej wargi.

Porzuciła  wszelką  myśl  o  rozsądku.  Pragnęła  poczuć  jego  moc, 

delektować się doznaniami atakującymi jej wyostrzone zmysły. Składały się na 
nie  piżmowy  zapach  wody  po  goleniu,  miodowa  słodycz  jego  ust,  wspaniała 
twardość  mięśni  ramion  pod  miękkim  swetrem.  Dotyk  rąk,  które  pieściły  jej 
plecy, parzyły ciało. Jego usta musnęły delikatnie jej policzek i schowały się w 
uchu.

–  Och,  Jamie  –  wyszeptał  –  Ciągle  to  sobie  wyobrażałem,  gdy  byłem 

daleko od ciebie.

Jego  usta  powędrowały  z  powrotem  do  jej  warg,  a  ręka  wślizgnęła  się 

pomiędzy ich ciała.

Pod wrażeniem tego rozkosznego dotyku Jamie dopiero po kilku dobrych 

chwilach zorientowała się, o co chodzi. Kiedy to pojęła, spróbowała odepchnąć 
Zacka, ale jego uścisk tylko się wzmocnił.

– Przestań! – krzyknęła, odpychając go z całej siły. Zack zwolnił uścisk, 

ale nie wypuścił jej z objęć. Pieszczotliwie odgarnął jej włosy z czoła, wpatrując
się w nią z mieszaniną gniewu i frustracji w oczach.

– Czego się boisz, Jamie? – zapytał.
–  Niczego  się  nie  boję  –  zaprzeczyła  gorąco.  –  Tylko  nie  życzę  sobie, 

żebyś dotykał mnie w ten sposób. Puść mnie. Proszę.

–  Ą  jednak  się  boisz  –  stwierdził  Zack.  Ujął  jej  twarz  jedną  dłonią  i 

trzymał  mocno.  –  Śmiertelnie  cię  przeraża  myśl,  co  to  naprawdę  znaczy  być 
kobietą. Założę się, że jeszcze nigdy...

– Wystarczy! – parsknęła Jamie, uwalniając twarz szarpnięciem.
– O, nie – oznajmił Zack. – Nie całkiem.
Odchylił głowę i przyglądał się jej zmrużonymi oczami.
–  Przyjdzie  czas  i  będziesz  moja  –  powiedział  czule.  –  Pragnę  cię,  a  ty 

pragniesz mnie.

–  Nie  wydaje  mi  się  –  odparła  Jamie,  a  głęboki  smutek  zajął  miejsce 

dotychczasowej  euforii.  Powinna  być  mądrzejsza  i  nie  czepiać  się  marzeń  o 
mężczyźnie takim jak Zack, mężczyźnie nawykłym do olśniewających, uległych 
kobiet. Jej nigdy nie wystarczy dzielić z nim tylko łóżko. Chciałaby, aby należał 
do niej całkowicie i miała wątpliwości, czy w ogóle jest to możliwe.

– Potrwa to jakiś czas – Zack był o tym przeświadczony – ale będziesz na 

pewno.

Westchnął głęboko i puścił ją.
– Zamierzałem zaprosić cię do restauracji. Masz ochotę?
Jamie spojrzała w dół na bose stopy, wyzierające z nogawek czerwonych 

spodni i nagle poczuła się straszliwie zmęczona. I tak nigdy nie zadowoli Zacka 
w sposób, jakiego pragnął. Jaki więc sens ma przedłużanie tego wszystkiego?

background image

– Miałam paskudnie długi, męczący dzień – zaczęła z wahaniem.
–  No  jasne,  jak  mogłem  o  tym  zapomnieć.  Przecież  dzisiaj  jest  Dzień 

Zakochanych i na pewno harujesz od świtu – podjął natychmiast Zack. – Może 
byśmy  zamówili  telefonicznie  pizzę?  Masz  jakieś  wino?  Możemy  przecież 
spokojnie zjeść coś w domu. Nie musisz nawet nakładać pantofli.

Przez  moment  Jamie  miała  szczery  zamiar  wyprosić Zacka.  Tak  byłoby 

rozsądniej. Ale gdy spojrzała na jego uśmiechniętą twarz, słowa uwięzły jej w 
gardle.

–  To-to  dobry  pomysł  –  powiedziała  jakby  wbrew  swej  woli.  –  Chyba 

mam chardonnay i cabernet. Które wolisz?

– Cabernet – zadecydował Zack. – Powiedz mi, gdzie jest, to je wyjmę, a 

ty pozwól odpocząć nogom.

Jednak  Jamie  pokręciła  przecząco  głową  i  sama  ruszyła  do  kuchni, 

starając  się  odpędzić  od  siebie  myśl,  że  ma  przed  sobą  wieczór  opierania  się 
zalotom  Zacka,  który  sama  sprowokowała,  a  w  dodatku  jej  serce  zupełnie  nie 
słucha rozumu.

– Nie znajdziesz go – odpowiedziała. – Moja kuchenka jest jedną wielką 

zagadką.  Poza  tym  tam  jest  telefon.  Jaką  chcesz  pizzę?  Mnie  jest  właściwie 
wszystko jedno.

–  To  zamówmy  sobie  taką  wielką  z  różnymi  dodatkami.  Umieram  z 

głodu.  Podczas  lunchu  miałem  spotkanie  z  grupą  pań,  na  temat  Afryki,  ale 
jedyne,  co  było  do  jedzenia,  to  kanapeczka  z  kurczakiem  i  brokuły.  –  Zack 
skrzywił się z obrzydzeniem. – Nigdy nie próbuj karmić mnie brokułami. Tylko 
krowa może jeść coś takiego.

Jamie spojrzała na niego, ale nic nie powiedziała. Zastanawiała się, po co 

jej to mówi. Nie przewidywała karmienia go w najbliższej przyszłości.

Gdy tylko Jamie zapaliła światło w kuchni, Cyrano obudził się w swoim 

koszyku i przeciągnął z głośnym miauczeniem.

– A, tu jest ten pieszczoch. – Zack schylił się i pogłaskał kota. – Cześć, 

Cyrano.  Jak  się  masz,  stary  druhu?  Założę  się,  że  chciałbyś zobaczyć  te  koty, 
które widziałem ostatnio.

– Na pewno by chciał – rzekła Jamie. – Gdzież ja wsadziłam to wino?
–  Powiedz  mi,  gdzie  leży  książka  telefoniczna,  zadzwonię  po  pizzę  –

zaofiarował się Zack.

–  Tutaj,  obok  telefonu,  jest  cała  lista  najlepszych  pizzerii  –  pokazała 

Jamie.  Sama  uklękła  przed  szafką  kuchenną  i  zaczęła  wyciągać  pudełka  z 
ryżem, krakersami oraz puszki.

– Jestem pewna, że to wino musi gdzieś tu być – mruczała do siebie.
Zack  skończył  właśnie  telefonować  i  przykucnął  obok,  zaglądając  do 

szafki.

– Zdaje się, że jest w tym najdalszym kącie – pokazał.
W chwili gdy Zack sięgał po wino, coś malutkiego i szarego wystrzeliło z 

ciemnej  głębi  szafki.  Jamie  wrzasnęła  i  cofnęła  się,  wpadając  na  Zacka,  który 
usiadł gwałtownie na podłodze i chwycił ją w objęcia. Cyrano przeskoczył przez 
nich i jednym ruchem łapy złapał nieszczęsną mysz.

– Dobra robota – pochwalił Zack. – Szybszy niż lew polujący na gazelę. –

Uśmiechnął się do Jamie, która z wyrazem obrzydzenia na twarzy obserwowała, 
jak Cyrano wykonuje na myszy wyrok śmierci.

background image

–  A  już  się  obawiałem,  że  nie  będzie  mi  dane  dotknąć  cię  przez  resztę 

wieczoru – zauważył.

Jamie  spojrzała  na  niego  zaskoczona,  uświadamiając  sobie  nagle,  że 

siedzi mu na kolanach. Jego rozbawione, zielone oczy były tuż przy jej twarzy, a 
ramiona oczywiście ją obejmowały. Spróbowała się uwolnić, ale Zack pokręcił 
tylko głową i wzmocnił uścisk.

– O, nie, nie ma mowy – oznajmił. – Opatrzność zesłała tę mysz i mam 

zamiar wykorzystać sposobność do końca. Potrzeba ci więcej całowania, już ja 
tego dopilnuję. Nie bój się, będę się zachowywał jak dżentelmen, choćby mnie 
to miało zabić.

–  Nie...  –  zaczęła  Jamie,  ale  usta  Zacka  zdusiły  następne  słowa.  Przez 

moment  próbowała  się  opierać,  ale  gdy  zalała  ją  fala  pożądania,  westchnęła 
tylko głęboko i poddała się naporowi jego ust. Czy w ogóle można oprzeć się 
temu  mężczyźnie,  pomyślała  zdesperowana.  W  jego  ramionach  czuła  się  tak 
cudownie.

– Tu jest twoje miejsce, wiesz? – szeptał jej Zack do ucha i pokrywał jej 

usta delikatnymi pocałunkami.

Targana sprzecznymi uczuciami Jamie nie była w stanie wymyślić żadnej 

odpowiedzi,  gdy  dobiegło  ją  kilkakrotne,  ponaglające  miauczenie  Cyrana. 
Odchyliła głowę i spojrzała prosto w pociemniałe oczy Zacka.

– Poradzisz sobie z martwą myszą? – zapytała. Chytry błysk zalśnił mu w 

oczach.

–  Pod  warunkiem,  że  później  dostanę  całusa –  roześmiał  się,  gdy  Jamie 

rzuciła mu groźne spojrzenie. Wymusił jeszcze jeden pocałunek, zanim pomógł 
jej wstać.

– Gdzie to wyrzucić?
–  W  tylnym  korytarzu  jest  pojemnik  –  pokazała  mu.  Kiedy  poszedł 

wyrzucić mysz, szybko wyjęła wino i wpakowała resztę rzeczy z powrotem do 
szafki.  W  trakcie  sprzątania  pomyślała,  że  chociaż  Zack  był  zadowolony  z 
pojawienia  się  myszy,  pewnie  uważa  ją  za  okropną  gospodynię,  po  czym 
zastanowiła się, dlaczego tak się tym przejmuje.

– Zanieśmy to do pokoju, tam będzie swobodniej – zaproponował Zack, 

gdy Jamie odnalazła, już z mniejszymi kłopotami, kieliszki i korkociąg. Zabrał 
wszystko i ruszył do wyjścia. Jamie  pomaszerowała za nim, myśląc cały czas, 
czy  kiedykolwiek  poczuje  się  swobodnie  w  jednym  pokoju  z  Zackiem.  Kiedy 
stawiał wino i kieliszki na stoliku przed kanapą, szybko usiadła w bezpiecznej 
odległości w fotelu podciągając nogi.

Zack pokręcił głową.
– O, nie, masz usiąść tutaj – wskazał na róg sofy. – Mogłabyś mi położyć 

swoje zmęczone stópki na kolanach, a ja bym je rozmasował.

Dreszcz  niepokoju  przebiegł  ciało  Jamie  i  poczuła  jednocześnie  niemiłe 

ciepło  i  zimno.  Sytuacja,  w  której  położyłaby  stopy  na  kolanach  Zacka  i 
pozwoliła, aby jego silne dłonie je pieściły, wydała jej się niezwykle intymna. 
Nie ma wątpliwości, że to właśnie zaplanował.

–  Jest  mi  bardzo  wygodnie  –  oświadczyła  najspokojniej,  jak  mogła.  –

Moje stopy świetnie tu wypoczywają.

– Mam cię przynieść? – Zack uniósł brwi, wyciągając korek.
–  Nie  zgrywaj  się  na  silnego  mężczyznę.  –  Jamie  spojrzała  na  niego 

background image

krzywym okiem. – Nie znoszę tego.

–  Więc  przestań  się  zgrywać  na  nieśmiałą,  niewinną  panienkę,  rusz  tę 

swoją małą, śliczną wiesz-już-co i siadaj tutaj – odciął się Zack. Kiedy Jamie ani 
drgnęła, odstawił butelkę i ruszył w jej kierunku.

–  Brutal – jęknęła, ale podniosła się i klapnęła w najdalszym rogu  sofy, 

stawiając stopy twardo na ziemi.

Zack nalał wina i usiadł. Bez słowa wziął nogi Jamie i obrócił je tak, że 

jej stopy znalazły się na jego kolanach.

– A teraz – zaproponował, wręczając jej kieliszek – po prostu odpręż się. 

Opowiedz mi o sobie. Opowiedz, jak to się stało, że pracujesz w kwiaciarni.

Jamie  zmierzyła  go  podejrzliwym  spojrzeniem.  Z  pewnością  próbował 

osłabić jej samokontrolę. Do czego teraz zmierza?

–  To  nie  jest  zbyt  ciekawe  –  wykręciła  się.  –  Wolałabym  posłuchać  o 

Afryce.

– Wszystko we właściwym czasie – nie dał się zbyć Zack.
–  Ja  byłem  pierwszy.  Zacznij  od  początku.  Zaczął  masować  jej  stopy. 

Jamie westchnęła z ulgą. Zack spojrzał i uśmiechnął się do niej.

– No i jak, dobrze? – Bosko – przytaknęła.

– Widzisz, jak bardzo się przydaję? – powiedział Zack. – Potrafię sobie 

poradzić ze wszystkim – od martwej myszy do śmiertelnie zmęczonych nóg. No, 
co z twoją historię?

– No dobrze – oświadczyła Jamie. – Sam tego chciałeś.
Opowiedziała  mu  o  swoim  dzieciństwie  w  małym,  białym  domku  w 

zamożnej  okolicy.  Była  jedynaczką,  dobrą  uczennicą,  która,  gdyby  nie  śmierć 
ojca, prawdopodobnie poszłaby na studia.

– Wujek Bert potrzebował pomocy w kwiaciarni, więc zostałam z nim i 

ciotką  Martą  i  zapisałam  się  na  kurs  prowadzenia  przedsiębiorstw.  Stopniowo 
brałam  na  siebie  coraz  więcej  zadań,  a  wujek  przeszedł  na  emeryturę  pięć  lat 
temu. Od tego czasu obroty kwiaciarni wzrosły dwukrotnie. To ciężka praca, ale 
kocham ją. Nie wyobrażam sobie innego zajęcia.

– Powiodło ci się – przyznał Zack. Przyjrzał się jej uważnie. – Żadnego 

mężczyzny w twoim życiu?

Jamie wzruszyła ramionami.
– Nic poważnego. Byłam zbyt zapracowana. Teraz ty opowiedz o sobie. –

Za wszelką cenę chciała uniknąć dalszych osobistych pytań. Z jakichś powodów 
krępowała się wyznać właśnie jemu, że jeszcze nigdy nie przeżyła prawdziwego 
uczucia.

Zack rzucił jej domyślne spojrzenie, ale nie nalegał więcej, natomiast od 

razu zaczął swój życiorys.

–  Urodziłem  się  w  Filadelfii,  w  czerwcu  skończę  trzydzieści  pięć  lat. 

Mam starszego brata...

Usłyszeli dzwonek do drzwi.
–  Uratowała  mnie  pizza.  Idę  po  nią  –  oznajmił  Zack.  Kiedy  płacił 

dostawcy,  Jamie  zabrała  pizzę  do  kuchni  i  przygotowała  nakrycia,  myśląc,  że 
znacznie bezpieczniej będzie jeść w kuchni niż w pokoju, na sofie obok Zacka. 
Czuła niewyraźnie, jak zręcznie zadomawia się w jej życiu i podejmuje każdy 
wysiłek, aby spełniło się jego proroctwo, że będzie należała do niego. Nie miała 

background image

wątpliwości, iż żadna kobieta nie opierałaby się długo.

–  Zjedzmy  w  pokoju  –  zaproponował  Zack,  gdy  pojawił  się  w  kuchni 

chwilę później. – Wino już tam jest, a poza tym wolałbym siedzieć przy tobie.

Jamie  szybko  odwróciła  wzrok  od  jego  wabiącego  uśmiechu  i  usiadła 

przy kuchennym stole. Postanowiła jasno uświadomić Zackowi, że nie zamierza 
dłużej pozwolić sobą manipulować.

–  Czuję  się  tu  bezpieczniej  –  powiedziała.  –  Chyba  przyjąłeś  do 

wiadomości, że nie interesuje mnie ten... ten rodzaj znajomości, o jaki ci chodzi.

Zack przyglądał się jej uważnie z rękami na biodrach.
– Bezpieczniej – mruknął, niby do siebie. Po czym rzekł głośno:
– Sądzę, że zbyt duży kawał swego życia spędziłaś w przeświadczeniu, że 

masz  poczucie  bezpieczeństwa.  Czasami  to  bezpieczeństwo  jest  tylko 
złudzeniem. – To  mówiąc, schylił się, złapał ją i przerzucił sobie przez ramię. 
Zaskoczona Jamie nie wydała głosu. – Rozumiesz, co mam na myśli? – zapytał.

– Natychmiast mnie puść! – Jamie próbowała kopać, ale Zack bez trudu 

przytrzymał jedną ręką jej nogi. – Puść mnie, bo będę krzyczeć!

– Nie zadawałbym sobie trudu na twoim miejscu – stwierdził Zack, niosąc 

ją do pokoju. – Z łatwością przekonam każdego, kto tu wejdzie, że nie grozi ci 
żadne niebezpieczeństwo. Bądź cicho i posłuchaj.

–  Nie  zamierzam  niczego  słuchać  –  wysyczała  Jamie.  –  Jesteś  nie  do 

wytrzymania!

–  Nieprawda  –  zaprzeczył  Zack.  –  Chciałem  tylko  pokazać,  że 

wyniósłbym  cię  z  buszu,  gdybyś  przeraziła  się  atakującego  nosorożca  i 
zemdlała. Oczywiście najpierw odpędziłbym nosorożca. Bardzo się staram, żeby 
moi  klienci  nie  znaleźli  się  w  takiej  sytuacji,  ale  zdarza  się,  że  w  piękną, 
gwiaździstą noc oddalają się od obozowiska, myśląc, że są zupełnie bezpieczni. 
A nie są. – Zatrzymał się przy kanapie i jednym ruchem posadził Jamie tuż przy 
sobie.  –  Czasami  w  Serengeti  –  ciągnął,  dotykając  twarzą  jej  policzka  –  jest 
więcej  gwiazd  na  niebie  niż  nawet  w  twoich  oczach.  Panuje  taka  cisza,  że 
wydaje  się,  jakbyś  był  sam  jeden  na  świecie,  bezpieczny  na  swojej  prywatnej 
planecie.  I  nagle  tuż  przed  tobą  staje  to,  co  cię  najbardziej  przeraża.  –  Zack 
przerwał, objął mocno Jamie i znalazł jej wargi.

Jamie  wpatrywała  się  w  niego  z  rozchylonymi  ustami,  słuchając 

opowieści. W miarę jak mówił, łagodniał jej gniew, zmieniając się najpierw w 
niechętny podziw dla jego pomysłowości, a później w podziw dla intensywnego 
blasku jego zielonych oczu. Wręcz dostrzegała odbijające się w nich bezkresne 
przestrzenie Serengeti. Zdała sobie sprawę, jak sprytnie ją podszedł, ale to nie 
złość,  lecz  dreszcz  podniecenia przebiegł jej  ciało.  Ich  wzajemne  przyciąganie 
się było tak silne, że błyskawicznie usuwało w cień wszystko oprócz poczucia 
jego  bliskości. Otoczył ją  ramionami,  tym razem pokrywając jej usta  znacznie 
natarczywszymi pocałunkami. Kiedy się odsunął, w oczach miał błysk triumfu.

–  I  twierdzisz,  że  cię  to  nie  interesuje  –  zakpił.  –  Dlaczego  tak  uparcie 

starasz się oszukać samą siebie?

–  Nie  oszukuję  się.  –  Jamie  wzięła  głęboki  oddech,  próbując  uspokoić 

przyśpieszony  puls.  –  Nie  zaprzeczam,  że  fizycznie  mnie  pociągasz.  Ale  nie 
jestem zainteresowana znalezieniem się na tej samej liście, co Cissie Bergstrom 
i Bóg wie ile kobiet przed nią. Kiedy zwiążę się z jakimś mężczyzną, to już na 
trwałe. Mówiąc szczerze, Zack, nie sądzę, abym ufała ci na tyle, by zdecydować 

background image

się  na  związek  z  tobą.  Podróżujesz  po  całym  świecie  w  towarzystwie  tylu 
znakomitych osobistości.

W  pierwszej  chwili  wydawało  się,  że  Zack  zrobi  jakąś  wściekłą  uwagę, 

ale po chwili kącik jego ust uniósł się w słabym uśmiechu.

–  A  zatem  –  powiedział  –  rękawica  została  rzucona.  To  może  być 

interesujące.

–  Wcale  nie  traktowałam  tego  jak  wyzwania  –  zaprzeczyła  Jamie  ze 

smutkiem.  –  To  miało być  pożegnanie.  Dlaczego nie  weźmiesz tej  pizzy  i  nie 
pójdziesz sobie? Nie jestem głodna.

–  Nigdy  w  życiu  –  burknął  Zack.  –  Poprosiłaś  mnie,  żebym  ci 

opowiedział o sobie i swojej pracy i zamierzam to zrobić. A ty masz zostać tu 
przy mnie. Zamierzam też zjeść pizzę i ty także masz ją jeść. Jesteś stanowczo 
za szczupła.

Wstał i poszedł do kuchni.
–  A  niech  to  licho!  –  Jamie  ze  złości  walnęła  pięścią  w  kanapę, 

przełykając łzy oburzenia. Powinna się była tego spodziewać, gdy pozwoliła mu 
zostać. Najwidoczniej jedynym celem jego życia było zdobycie każdej kobiety, 
która mu się spodobała. No, trudno, wysłucha jego opowieści, a potem wyrzuci 
go ze swego życia na zawsze. I nie będzie jadła żadnej pizzy!

Zack powrócił z pizzą i talerzami. Nałożył kilka kawałków dla siebie, po 

czym wziął jeden i podsunął Jamie pod nos.

– Ładnie pachnie? – zapytał. Kiedy Jamie w odpowiedzi tylko zacisnęła 

mocniej usta, uśmiechnął się. – Otwórz buzię. Umierasz z głodu i wiesz o tym.

Jamie jęknęła i ugryzła kawałek.
– Dlaczego się na mnie uwziąłeś? – poskarżyła się niewyraźnie.
–  Bo  tego  ci  trzeba –  oświadczył  spokojnie Zack,  wręczając jej  talerz  z 

trzema wielkimi kawałami pizzy.  –  Nie jesteś ani  w połowie tak  samodzielna, 
jak  myślisz.  Na  czym  to  ja  skończyłem?  Wychowałem  się  w  Filadelfii  ze 
starszym  bratem  i  młodszą  siostrą,  byłem  nieszczęśliwym,  środkowym 
dzieckiem.  Mój  ojciec  całą  uwagę  poświęcił  bratu,  który  zawsze  robił  to,  co 
trzeba,  a  mama  siostrze,  którą  wprowadzała  w  świat.  A  ja  szalałem.  W 
rezultacie, po skończeniu przeze mnie college’u ojciec oświadczył, że albo będę 
użyteczny dla imperium  Dunhamów, albo zostanę całkowicie wydziedziczony. 
Już  wtedy  dobrze  wiedziałem,  kim  naprawdę  chciałbym  zostać  –  biologiem, 
zajmować  się  zwierzętami  żyjącymi  na  swobodzie.  Ale  poznałem  też  wartość 
pieniędzy.  Uznałem,  że  na  dłuższą  metę  więcej  zrobię  dla  ochrony  przyrody 
dostając spadek, niż nie mając pieniędzy. Uzgodniłem z ojcem, że umożliwi mi 
założenie  biura  podróży.  Dał  mi  pięć  lat  na  zdobycie  powodzenia  i,  ku  jego 
wielkiemu  zdziwieniu,  udało  mi  się.  Chyba  ciągle  ma  mi  to  za  złe.  Zack 
zachmurzył się i ze złością ugryzł kawał pizzy.

–  Sądziłam,  że  raczej  jest  z  ciebie  dumny  –  zdziwiła  się  Jamie.  –

Dlaczego uważasz inaczej?

– Bo ciągle mnie straszy wydziedziczeniem, jakby tylko czekał na moje 

potknięcie  –  odpowiedział  Zack  krzywiąc  się.  –  Trudno  się  pozbyć  starych 
nawyków.

– Czy chodzi ci o potknięcie w rodzaju małżeństwa z Cissie Bergstrom? 

Słyszałam, że był temu absolutnie przeciwny.

Zack kiwnął głową.

background image

– Wcale nie miałem zamiaru się z nią żenić, ale uwierzył plotkom, a ja nie 

wyprowadzałem go z błędu. Jeżeli do tej pory się nie przekonał, że nie jestem 
taki głupi, to jego problem.

– Ale nie było to ładne zachowanie – stwierdziła Jamie.
–  Cissie  musiała  mieć  jakieś  podstawy,  aby  sądzić,  że  masz  poważne 

zamiary. Widać to było po tym, jak się zachowała w sylwestra.

–  Na  pewno  niczego  jej  nie  obiecywałem  –  odrzekł  Zack,  obrzucając 

Jamie dziwnie bacznym spojrzeniem. – Uwierzyła w to, w co sama chciała.

– Twierdzę, że zrobiłbyś dużo lepiej mówiąc i ojcu, i Cissie szczerze, o co 

chodzi. – Jamie spojrzała oskarżycielsko.

–  Czy  nie  sądzisz,  że  to  ty  masz  trudności  z  pozbyciem  się  starych 

nawyków?

Oczy Zacka rozszerzyły się ze zdziwienia, po czym na jego twarz z wolna 

wypłynął uśmiech.

–  Masz  dar  trafiania  prosto  w  sedno,  prawda?  –  zauważył.  –  Słusznie, 

muszę się poprawić.

–  Postaraj  się  –  potwierdziła  Jamie,  myśląc,  że  Zack  pojął,  co  miała  na 

myśli i przyjął słowa krytyki lepiej, niż oczekiwała. Czy się naprawdę postara, 
to już inna sprawa.

– Opowiedz mi o Afryce – poprosiła, gdy Zack w zamyśleniu pochłaniał 

następny kawałek pizzy. – Czy rzeczywiście jest tak piękna, jak na obrazkach?

– O wiele bardziej – przyznał Zack. – Powinnaś pojechać i przekonać się 

o tym sama. Byłbym szczęśliwy mogąc ci ją pokazać.

– Może kiedyś – powiedziała Jamie niezobowiązująco. – Dokąd jeździsz?
–  Opiszę  ci  jedną  z  moich  zwykłych  wędrówek.  –  Zack  rozparł  się 

wygodnie  na  kanapie,  ze  wzrokiem  utkwionym  w  przestrzeń,  jakby  przed 
oczami  pojawiały  mu  się  miejsca,  o  których  opowiadał.  –  Wylatujemy  z 
Nowego Jorku wieczorem, mamy przystanek w Szwajcarii i lecimy następnego 
wieczoru do Nairobi. Stamtąd wyruszamy do rezerwatu...

Zack  opowiadał,  Jamie  zadawała  pytania.  Po  godzinie  była  pod 

ogromnym wrażeniem jego wiedzy o przyrodzie Afryki i głębokiej troski o jej 
ochronę.

–  Mówisz  bardziej  jak  naukowiec,  niż  przewodnik  wycieczek  –

skomentowała. – Chyba zrobiłbyś wiele dobrego łącząc te dwa zajęcia.

– To była najmilsza rzecz, jaką od ciebie usłyszałem – rozpromienił się. –

Jedź ze mną na następną wycieczkę. Nawet w przybliżeniu nie wiesz, jakie cuda 
tam na ciebie czekają.

Jamie westchnęła w odpowiedzi.
–  Muszę  przyznać,  że  brzmi  to  niezwykle  kusząco,  ale  absolutnie  nie 

mogę  sobie  pozwolić  na  opuszczenie  kwiaciarni  na  tak  długo.  –  A  poza  tym, 
pomyślała  sobie,  musiałabym  się  dobrze  zastanowić  przed  wyjazdem  na  trzy 
tygodnie do Afryki z równie kuszącym Zackiem.

– I tak powinnaś mieć kogoś, kto przejąłby część twoich obowiązków –

powiedział Zack marszcząc brwi. – Stanowczo za ciężko pracujesz.

Spojrzał na zegarek.
– Chyba czas już na mnie. Muszę zdążyć na poranny samolot, a ty pewnie 

będziesz miała jutro następny ciężki dzień.

– Obawiam się, że tak – przytaknęła Jamie.  Nagle zrobiło jej się bardzo 

background image

przykro,  że  już  odchodzi.  Gdyby  tylko  przestał  traktować  ją  jak  jeszcze  jedną 
zdobycz, mieliby sobie dużo do powiedzenia. Nie byłoby to całkiem to, czego –
z różnych powodów – pragnęli, ale lepszy rydz niż nic. Podała mu kurtkę i  w 
milczeniu patrzyła, jak się ubiera.

– Dokąd lecisz? – spytała, gdy zatrzymał się przy drzwiach, zbierając się, 

aby jej coś wyznać.

–  Do  Nowego  Jorku  –  odpowiedział.  –  Mam  spotkanie  z  ludźmi  w 

sprawie końcowego rozliczenia finansowego wycieczek. To strasznie nudne.

Przez chwilę przyglądał się Jamie w napięciu, po czym delikatnie ujął jej 

twarz w dłonie.

– Jamie – zaczął z powagą – mam nadzieję, że nie dokuczyłem ci dzisiaj 

zbytnio. Za żadne skarby nie myśl sobie, że chciałbym się tylko z tobą przespać. 
Jesteś...  wyjątkowym  stworzeniem.  Nie  zniósłbym,  gdybyś  uznała  mnie  za 
beznadziejnego  łobuza,  z  którym  nie  warto  się  zadawać.  To...  to  –  przerwał  i 
uśmiechnął się niepewnie – to by mi złamało serce.

Jamie wpatrywała się w niego, niepewna, czy istotnie mu na tym zależy. 

Tak bardzo chciała mu uwierzyć.

–  Wcale  tak  nie  myślę  –  powiedziała.  –  Naprawdę  sądzę,  że 

moglibyśmy... moglibyśmy zostać dobrymi przyjaciółmi.

– Przyjaciółmi? – Zack uniósł brwi.
Był tak zaskoczony, że Jamie nie mogła powstrzymać śmiechu.
– To się zdarza. Kobiety i mężczyźni mogą być przyjaciółmi.
–  Ale  my  me  możemy  –  zaprzeczył  stanowczo  Zack.  –  Prędzej  czy 

później dostalibyśmy szału, powinnaś to rozumieć.

– Nie rozumiem – nachmurzyła się Jamie. – Poza tym znasz moje zdanie. 

Nie widzę innej możliwości.

Po twarzy Zacka znać było, że w głowie kłębią mu się myśli, których nie 

ośmiela  się  wypowiedzieć.  Nagle  wydal  coś  w  rodzaju  zduszonego  skowytu  i 
pochwycił  Jamie  w  miażdżący  uścisk,  całując  ją  z  taką  pasją,  że  podłoga 
zakołysała się jej pod stopami.

– Posłuchaj swego serca – powiedział, kiedy w końcu ją puścił. – Bije jak 

dzwon. Co ci mówi?

Jamie słyszała bicie swego serca, które mówiło jej, że pocałunki żadnego 

innego mężczyzny tak jej nie oszałamiały, że pragnęłaby, aby został i aby mogli 
poznać  się  lepiej,  i  że  potem  mogłoby  im  się  przytrafić  coś  naprawdę 
cudownego.  Czuła  też  głuche  bicie  serca  Zacka.  Czy  on  zdaje  sobie  sprawę z 
tego, co mówi? – zastanawiała się.

– Może ty powinieneś posłuchać swojego? – szepnęła.
– A jak ci się zdaje, co robię? – zapytał.
– Może... słuchasz czegoś innego – odpowiedziała. Zack uśmiechnął się 

leniwie.

– Może tak, może nie. Dobranoc, Jamie. Odezwę się niedługo. I wyszedł, 

zamykając za sobą drzwi.

Jamie wpatrywała się w nie kilka chwil, trzymając palce na wargach, po 

czym wolno założyła łańcuch bezpieczeństwa.

Chciałabym  założyć  łańcuch  bezpieczeństwa  na  moje  serce,  pomyślała. 

Czuła, że najchętniej pobiegłoby za Zackiem.

background image

ROZDZIAŁ PIĄTY

–  Czy  zamierza  spotkać  się  z  tobą  po  powrocie  z  Afryki?  –  zapytał 

Bertram  Bellamy  po  wysłuchaniu  opisu  spotkania  z  Zackiem,  jaki  Jamie, 
niezbyt może dokładnie, przedstawiła wujostwu.

–  Nie  jestem  pewna  –  odpowiedziała,  chociaż  jeszcze  poprzedniego 

wieczoru  Zack  telefonował,  potwierdzając  swoją  wizytę.  Miała  do  siebie 
pretensję  za  te  wykręty,  ale  nie  chciała,  aby  te  dwie  romantyczne  dusze 
przeżywały tak bardzo romans, który, była o tym przekonana, nie prowadził do 
niczego.

–  Po  raz  pierwszy  nie  mam  ochoty  na  prowadzenie  wycieczki  –  mówił 

Zack  przez  telefon.  –  Właśnie  zachorował  jeden  z  moich  najlepszych 
przewodników  i  muszę  prowadzić  obie,  jedną  zaraz  po  drugiej.  A  niech  to, 
chciałbym, żebyś mogła uczestniczyć chociaż w jednej z nich.

Jamie  zebrała  wszystkie  siły,  by  przemówić  sobie  do  rozumu  i 

wytłumaczyć, że to tylko jego gra. Chce ją teraz zmiękczyć, żeby po powrocie 
łatwiej mu było ją zdobyć.

–  Będę  u  ciebie  pierwszego  kwietnia  –  zapowiedział  –  zaraz  na  drugi 

dzień po przylocie do Nowego Jorku. Nie planuj niczego na ten dzień. I trzymaj 
się z dala od mężczyzn w czasie mojej nieobecności.

– Pilnuj swoich wycieczek i nie martw się o mnie – oświadczyła chłodno 

Jamie.  –  Możesz  spotkać  tam  kogoś  o  wiele  bardziej  interesującego  niż 
skromna, mała kwiaciarka. Jeżeli po powrocie nadal będziesz chciał się ze mną 
zobaczyć – zadzwoń.

Zack zaklął soczyście.
–  Chyba  zwariuję,  zanim  nadejdzie  ten  pierwszy  kwietnia  –  oznajmił  i 

odwiesił słuchawkę.

Później Jamie długo przemierzała mieszkanie tam i z powrotem, mrucząc 

do siebie, aż zdenerwowało to Cyrana.

– Ten człowiek doprowadzi nas oboje do szaleństwa – stwierdziła Jamie i 

wzięła  kota,  głaszcząc  go  uspokajająco.  –  Dlaczego  on  myśli,  że  stanowię 
wyzwanie dla jego męskości?

Nadal uważała, że Zack prześladuje ją wyłącznie dlatego, iż uparła się nie 

ulec jego męskiemu czarowi.

A jeżeli jest inaczej? – odzywał się niekiedy nieśmiały głos w głębi duszy 

– a jeżeli naprawdę chodzi tu o trwale uczucie z jego strony?

Starała  się zdusić tę  słabą  nadzieję przywołując w  pamięci  słowa Cissie 

Bergstrom, która nazwała go niepoprawnym podrywaczem. I natychmiast stawał 
przed  nią  obraz  Zacka  jadącego  w  otwartej  furgonetce  na  safari  i  otoczonego 
rojem ponętnych pań w obcisłych szortach. Ten obraz wpędzał ją w chorobę.

–  Absolutnie  sobie  nie  życzę,  żeby  po  powrocie  spotykał  się  ze  mną  –

powtarzała teraz  Jamie wujostwu. –  Jaka przyszłość czeka  mnie z  mężczyzną, 
który nieustannie podróżuje dookoła świata?

Nawet  jeśli  znajomość  z  Zackiem  okazałaby  się  poważna,  mędrkowała 

chodząc  po  mieszkaniu,  to  jego  ciągła  nieobecność  powodowałaby  ogromne 
problemy.

– Możesz podróżować z nim – rzuciła ciotka Marta.

background image

– Tak bym chciał zwiedzić przed śmiercią Afrykę – westchnął przeciągle 

wuj  Bert.  –  Może,  gdybyś  wyszła  za  mąż  za  tego  łobuza,  dałby  nam  rabat  na 
jedną z wycieczek.

– Łobuz to właściwe określenie – wybuchnęła Jamie. – Mam nadzieję, że 

nie wydacie mnie za niego w zamian za tańszą wycieczkę! A ja na pewno nie 
porzucę mojej kwiaciarni, po to, by jeździć za nim po świecie i mieć go stale na 
oku. Zack Dunham nie jest mężczyzną stworzonym dla mnie.

– Nie przesądzaj tego już teraz – odezwał się wuj. – Możesz przeszkolić 

kogoś na zastępcę na czas twojej nieobecności.

–  No  tak,  ale  ona  trwałaby  większą  część  roku  –  odparła  Jamie  z 

niechęcią. – Nie podoba mi się ten pomysł. Kwiaciarnia nie... nie byłaby już tak 
zupełnie moja.

–  Niektóre  kobiety  świetnie  sobie  radzą  z  długą  nieobecnością  męża  –

zauważyła ciotka. – Pomyśl tylko o żonach marynarzy. Chociaż ja byłam bardzo 
zadowolona,  gdy  Bertie  zrezygnował  ze  służby  w  marynarce  po  skończeniu 
wojny. W tych czasach lubił oglądać się za kobietami.

Bertram Bellamy wyglądał jak wcielenie urażonej godności.
– Jak możesz tak mówić! Gdy poznałem ciebie, nigdy już nie spojrzałem 

na inną kobietę.

Był  to  jeden  z  rzadkich  momentów,  kiedy  ta  dwójka  najeżyła  się  na 

siebie. Po chwili wybuchnęli śmiechem.

–  A  widzicie?  –  wytknęła  im  Jamie.  –  Nawet  wam  groziły 

nieporozumienia z tego powodu.

Przez  następny  tydzień  uparcie  o  tym  myślała,  chociaż  czuła,  że 

stanowczo niepotrzebnie obchodzi ją, co Zack teraz robi i z kim.

–  Czy  możesz sobie  wyobrazić,  co  bym  wyprawiała,  gdybym  naprawdę 

była w nim zakochana? – przemawiała do Cyrana sobotniego wieczoru, siedząc 
przy  kuchennym  stole  i  jedząc  na  obiad  płatki  na  mleku.  –  Siedziałabym  tu, 
usychała z tęsknoty i wyczekiwała telefonu. To nie ma sensu i już.

– Miauu – odparł Cyrano.
–  Dziękuję  za  przyznanie  mi  racji. –  Postawiła  przed  Cyranem  resztę 

swojej  porcji.  –  Proszę,  zjedz  sobie.  Jesteś  moim  najlepszym  przyjacielem, 
zawsze pod ręką, gdy cię potrzebuję.

Nie znaczyło to, że potrzebuje Zacka Dunhama. Absolutnie. Wprowadzał 

tylko zamieszanie.

Cyrano wylizywał mleko z takim zapałem, że wepchnął  miskę pod stół. 

Jamie  kucnęła  i  nachyliła  się,  by  ją  stamtąd  wyciągnąć.  W  tym  momencie 
zadzwonił telefon, Jamie wyprostowała się gwałtownie i uderzyła głową o kant 
stołu. W oczach stanęły jej wszystkie gwiazdy. Ogłuszona, ruszyła do aparatu, 
jedną ręką rozcierając guza, a drugą chwytając słuchawkę.

– Kwiaciarnia „Kwiaty prosto z serca” – powiedziała automatycznie.
–  Co takiego? Jamie,  dobrze  się czujesz? – doszedł ją  znajomy, głęboki 

głos Zacka.

– Och, Zack! Cześć! – Nagle coś rozbłysło jej w głowie i  serce zaczęło 

mocniej bić.

–  Czy  zdajesz  sobie  sprawę,  gdzie  jesteś?  –  Zack  był  rozbawiony.  –

Rozumiem, że są ludzie, którzy zabierają robotę do domu, ale to idiotyczne.

–  Nie  ma  się  z  czego  śmiać  –  stwierdziła  Jamie.  –  Kiedy  zadzwonił 

background image

telefon, byłam pod stołem i uderzyłam się w głowę. Nie wiedziałam, co mówię.

–  Strasznie mi przykro,  skarbie –  w  głosie  Zacka  zabrzmiała skrucha. –

Tak bym pragnął być z tobą, żeby cię pocieszyć i wziąć w ramiona.

Jamie natychmiast wyobraziła sobie siebie w  jego  ramionach  i  kilka łez 

więcej spłynęło po jej policzkach.

– No, ale nie jesteś. Skąd dzwonisz?
– Z Nairobi – odpowiedział Zack. – Jest czwarta rano. Nie mogłem spać, 

więc  postanowiłem  zatelefonować  do  ciebie.  Coś  ty  właściwie  robiła  pod 
stołem?

–  Wyciągałam  miskę  Cyrana  –  wyjaśniła Jamie.  –  Dlaczego nie  mogłeś 

zasnąć? Czy tam jest gorąco?

–  Nie,  gorąco  nie.  Tęskniłem  za  tobą  –  odparł  Zack.  –  Pomyślałem,  że 

twój głos mnie pocieszy, ale tylko pogorszył sprawę. Jeszcze bardziej chcę być z 
tobą. Czy możesz coś na to poradzić?

–  Nic  nie  poradzę  –  nachmurzyła  się  Jamie.  –  Jak  zwykle  pilnuję  swej 

pracy.

–  To  jest  problem  –  powiedział  Zack.  –  Twoja  praca  jest  stanowczo  za 

daleko ode mnie. Potrzebuję cię tutaj.

– Najpierw chciałeś znaleźć się tutaj, a potem żebym ja znalazła się tam –

stwierdziła Jamie. – Coś tu mieszasz.

Zack mruknął niezrozumiale.
–  Nic  nie  mieszam  –  oznajmił  z  irytacją.  –  Nie  obchodzi  mnie,  kto  jest 

gdzie, pod warunkiem, że jesteśmy w tym samym miejscu. Czy spodziewam się 
zbyt wiele oczekując, że tobie też trochę na tym zależy?

– Trochę tak – przyznała niechętnie. Nie chciała mu okazać, że jej opór 

słabnie,  ale  myśl  o  jego  bliskości  była  bardzo  nęcąca.  Po  czym  wyrzuciła  z 
siebie  myśli,  które  dręczyły  ją  cały  tydzień:  –  ale  te  gorące  życzenia  niewiele 
zmienią, prawda? Mam na myśli to, że twoja praca zatrzymuje cię długo z dala 
ode  mnie,  a  moja  zatrzymuje  mnie  tutaj.  Nie  wygląda  na  to,  żebyśmy  mogli 
często się widywać, prawda?

Po stronie Zacka zapadła długa cisza.
–  Najwidoczniej coś się  musi zmienić  – powiedział w  końcu. –  Możesz 

być tego pewna po moim powrocie.

Ton  jego  głosu  zaniepokoił  Jamie.  Jeszcze  nie  podpisała  umowy  o 

dzierżawę  kwiaciarni.  A  Zack  był,  mimo  wszystko,  synem  Isaiaha  Dunhama. 
Chyba  nie  przyszło  mu  do  głowy  wtrącać  się  w  ich  sprawy?  Nie  dopuści  do 
tego.  Przez  chwilę  zamierzała  powiedzieć  mu,  żeby  trzymał  się  od  tej  pory  z 
daleka, ale stwierdziła, że lepiej będzie poczekać i nie uprzedzać faktów. Udało 
jej się powiedzieć ze spokojem:

– Niewiele możesz zrobić poza zmniejszeniem globu ziemskiego. Lepiej 

porozmawiajmy o czymś innym. A może powinieneś pójść do łóżka?

– To już nie ma sensu – odpowiedział Zack – Muszę szykować samochód 

do podróży. Zaraz po śniadaniu ruszamy do rezerwatu.

– A tak, pamiętam, mówiłeś mi o tym. Słonie, nosorożce i Kilimandżaro 

w tle. Pozdrów ode mnie słoniątko, jeżeli je spotkasz.

– Jamie – poskarżył się Zack – dlaczego tak mówisz?
–  A  cóż  w  tym  złego?  –  zdziwiła  się.  –  Kocham  słonie,  a  słoniątka  są 

takie urocze. Nie możesz pozdrowić jakiegoś ode mnie?

background image

–  Chyba  się  w  jedno  zamienię  –  burknął  Zack.  Westchnął  głęboko  i 

ciągnął  kwaśno.  –  Ależ  mogę,  oczywiście.  Czy  mam  przekazać  coś  poza 
pozdrowieniami?  To bardzo inteligentne zwierzęta. Może mi się uda nawiązać 
pogawędkę.

–  Żarty  sobie  ze  mnie  stroisz  –  zganiła  go  Jamie.  –  Wydaje  ci  się,  że 

jestem głupia, bo chcę, żebyś pozdrowił słoniątko.

– Wcale nie! – zaprzeczył namiętnie Zack. – Myślę, że jesteś absolutnie 

czarująca.  Tak  dziwnie  się  czuję  gdzieś  w  środku,  kiedy  opowiadasz  takie 
rzeczy. Jesteś niezwykłą kombinacją... – przerwał i wciągnął głęboko powietrze. 
– Tylko się znowu nie obrażaj. Podoba mi się ta kombinacja.

–  Nie  mam  pojęcia,  o  co  ci  chodzi,  ale  się  nie  obrażam.  –  Jamie  sama 

poczuła się dziwnie, gdy powiedział, że jest czarująca. Musi się lepiej pilnować, 
bo jeszcze mu uwierzy.

–  Wytłumaczę  ci,  kiedy  będę  potrafił  to  określić.  Która  jest  u  ciebie 

godzina? – zapytał.

– Siódma piętnaście – odparła Jamie. – Pewnie zapłacisz majątek za ten 

telefon – O to mi właśnie chodziło – Zack był rozdrażniony. – Raz jesteś słodka 
i  kapryśna,  drugi  raz  znowu  piekielnie  praktyczna...  To  nie  brzmi  zbyt 
sensownie, prawda?

–  Prawda  –  przyznała  Jamie.  –  A  poza  tym  każdy  człowiek  jest 

wielowymiarowy,  inaczej  byłby  strasznie  nudny.  Jak  tam  twoja  grupa 
wycieczkowa? Są jacyś interesujący ludzie?

–  Paru  –  odpowiedział  Zack.  –  Jest,  jak  zwykle,  kilka  bogatych  osób, 

które  próbują  uciec  od  nudy,  ale  jest  też  starszy  profesor  college’u  z  żoną, 
bardzo inteligentni i ciekawi, oraz dwie stare panny z Georgii, które przez lata 
oszczędzały na tę wycieczkę. Jedna to emerytowana kasjerka z banku, a druga 
prowadziła  butik.  Są  bardzo  sympatyczne  i  uprzejme.  Mam  nadzieję,  że 
wszystko się uda, właśnie ze względu na nie. To dla nich ogromne przeżycie.

– Zack, to bardzo miło z twojej strony – powiedziała Jamie – ja też mam 

taką nadzieję.

Poczuła się zawstydzona odkryciem, że nigdy nie podejrzewała Zacka o 

taką  wrażliwość  i  uprzejmość.  Niesłusznie  sądziła,  że  jego  ciepły,  serdeczny 
uśmiech  służy  tylko  do  czarowania  nieostrożnych kobiet.  Teraz  było  jasne,  że 
kryło się za nim wrażliwe, wspaniałomyślne serce.

Jakby czytając w jej myślach, Zack dodał:
– Dlaczego podejrzewasz, że interesuję się wycieczkami tylko ze względu 

na  okazję  do  zabawy  ze  wspaniałymi  kobietami,  które  biorą  w  nich  udział? 
Masz mnie stale za niepoprawnego drania, prawda?

Chociaż dzieliło ich pół świata, Jamie spłonęła rumieńcem.
–  Ależ  nie,  ale  sądziłam,  że  przywykłeś  do...  no,  wiesz  –  wyjąkała.  –

Potrafisz być taki... czarujący i uwodzicielski.

Zack jęknął.
–  Już  na  początku  wszystko  zepsułem,  no  nie?  Tak  strasznie  chciałbym 

całą naszą znajomość zacząć od początku.

W sercu Jamie pojawił się promyczek nadziei.
– Tego się już nie da cofnąć, ale jestem skłonna zmienić zdanie.
– To ładnie z twojej strony – oświadczył Zack sucho.
–  To  wszystko, na  co  mnie stać  –  stwierdziła Jamie.  Nie może przecież 

background image

zapomnieć  o  tej  masie  kobiet,  które  pojawiały  się  w  jego  życiu.  Jednego  była 
pewna  –  że  chce  się  z  nią  przespać.  Może  postanowił  tylko  użyć  innego 
sposobu.

– Wiesz, większość kobiet, które spotkałem...  – Zack przerwał i zamilkł 

na tak długo, że Jamie spytała w końcu:

– Co większość tych kobiet, które spotkałeś?
–  Nic  –  mruknął  Zack.  –  Większość  z  nich  nie  miała  nic  w  głowie,  to 

wszystko. Za to ty masz więcej, niż trzeba.

– I może właśnie dlatego się mną zainteresowałeś – zasugerowała Jamie. 

Znowu  zapadła  bardzo  długa  cisza,  podczas  której  jeszcze  raz  zaczęła  się 
zastanawiać, czy aby nie doszedł do wniosku, że nie potrzebuje kobiety, która 
ma za dużo w głowie – i ta myśl zmroziła ją.

– Bardzo mi przykro – powiedziała cicho – ale taka właśnie jestem.
–  Jamie,  na  litość  boską!  –  wybuchnął  Zack  –  Wcale  cię  nie 

krytykowałem. No, może trochę, ale... ale to tylko dlatego, że jesteś... dlatego, 
że ja... – Wziął głęboki oddech. – Co za męka. Chcę się z tobą ożenić, Jamie.

background image

ROZDZIAŁ SZÓSTY

Jamie poczuła, że podłoga zakołysała się pod stępami.
– C-co takiego? – wychrypiała. W najśmielszych marzeniach nie przyszło 

jej  do  głowy,  że  Zack  Dunham  mógłby  się  jej  oświadczyć.  Obraz  jego 
przystojnej, uśmiechniętej twarzy pojawił jej się przed oczami, gdy osunęła się 
na podłogę, kurczowo ściskając słuchawkę.

– Chcę się z tobą ożenić – powtórzył Zack. – Wiem, wiem, powiesz, że to 

za wcześnie, że nie znamy się jeszcze zbyt dobrze, czy coś równie sensownego. 
Jedyną sensowną rzeczą jest poślubienie mnie. Zdaję sobie sprawę, że zanim cię 
przekonam, miną lata, ale wytrzymam. Dlatego porzuć myśl o kupowaniu domu, 
a jeżeli spojrzysz na innego mężczyznę, to go rozerwę na strzępy, przysięgam. O 
Boże,  dlaczego  mówię  ci  to  z  tak  daleka?  Chyba  oszalałem.  Ale  to  wszystko 
prawda. Każde słowo.

Jamie potarła czoło, ciągle nie mogąc dać wiary własnym uszom. Co do 

jednego Zack miał rację. Za bardzo się pospieszył.

– Zack – zaczęła – jestem zaszczycona, ale...
–  Nic  nie  mów,  Jamie  –  przerwał  Zack.  –  Nie  chcę  teraz  żadnej 

odpowiedzi. Nawet nie będę tego słuchał. Porozmawiamy o tym, kiedy wrócę. A 
ty w tym czasie wymyśl jakiś sposób, jak najlepiej ułożyć nasze małżeństwo, a 
nie szukaj argumentów przeciw. Dobrze?

Myśli szalały jej w głowie. Oto Zack każe jej szukać sposobu, jak ułożyć 

ich małżeństwo, gdy ona nawet nie powiedziała, że go poślubi. A nawet nie jest 
pewna, czy tego chce. I nie zostawił jej żadnego wyboru. Po prostu jasno dał jej 
do  zrozumienia, że on  już  się zdecydował,  a jej  zgoda  to  tylko kwestia  czasu. 
Nie  była  tym  zachwycona.  Dopiero  po  dobrych  kilku  minutach  ochłonęła  na 
tyle, by rozumować jasno.

– Dałeś mi bardzo dużo do myślenia – rzekła w końcu. Ku jej zdziwieniu 

Zack roześmiał się z ulgą.

– Dzięki Bogu – oznajmił. – Już się bałem; że każesz mi pójść do diabła, 

choćby  przed  szarżujące  stado  słoni.  Słuchaj,  kochanie,  muszę  już  iść, 
obowiązki wzywają. Zamknij na chwilę oczy i wyobraź sobie, że jestem obok. 
Chcę cię pocałować.

Jamie przymknęła oczy i usłyszała odgłos pocałunku.
–  Trzymaj  się  –  powiedział.  –  Przez  kilka  dni  nie  będę  mógł  do  ciebie 

dzwonić, ale będę o tobie stale myślał. Dobranoc, Jamie.

– Dobranoc, Zack – odpowiedziała cicho Jamie. – Ty też się trzymaj.
Po  skończeniu  rozmowy,  Jamie  dalej  siedziała  na  podłodze  gapiąc  się 

przed  siebie, a  słuchawka kołysała  się obok na  sznurze. To  wszystko stało się 
zbyt szybko. Pozbawiło ją tchu. Chciało jej się płakać i śmiać jednocześnie.

Cyrano  wpakował  się  jej  na  kolana  i  zaczął  trącać  wiszącą  słuchawkę. 

Wstała z westchnieniem, odłożyła słuchawkę i mocno przytuliła kota.

– I co mam teraz zrobić? – spytała go. – Wydaje mi się, że zakochałam się 

w  Zacku,  nigdy  jeszcze  nie  czułam  czegoś  podobnego.  Ale nie  jestem  pewna, 
czy  to  dobrze.  Nie widzę  sposobu,  jak  ułożyć  życie  z  kimś,  kogo  prawie  cały 
czas nie ma. A ty widzisz?

background image

To  samo  pytanie  Jamie  zadała  następnego  wieczoru  wujostwu,  po 

pechowym dniu, pełnym rozbitych wazonów i pomyłek w zamówieniach.

– Tego absolutnie nie da się ułożyć – odpowiedziała sama sobie. – Będę 

musiała  jakoś  mu  to  uświadomić.  Tylko  się  przez  niego  zdenerwowałam,  a 
bardzo tego nie lubię. Przeszkadza mi to w pracy.

–  Sądzę,  że  tak  właśnie  objawia  się  miłość  –  uśmiechnął  się  wuj 

dobrotliwie.  –  Zmienia  najrozsądniejszą  osobę  w  bujającego  w  obłokach 
marzyciela.

–  Bertie  zapomniał  nałożyć  spodnie  jednego  ranka,  tuż  po  naszym 

poznaniu  się  –  zachichotała  ciotka  Marta.  –  Był  już  prawie  na  ulicy,  kiedy  to 
zauważył. Przyznał mi się do tego wiele lat później.

–  Nic  mi  oboje  nie  pomagacie  –  jęknęła  żałośnie  Jamie.  –  Potrzeba  mi 

rady, jak wybrnąć z tej sytuacji.

–  Równie  dobrze  możesz  prosić  słońce,  żeby  wzeszło  na  zachodzie  –

stwierdził  wuj.  –  Lepiej  zacznij  myśleć  o  możliwych  rozwiązaniach  problemu 
tego małżeństwa, to łatwiej będzie coś ustalić, gdy twój wielbiciel wróci.

– Nie widzę żadnych – upierała się Jamie. – Krótko mówiąc, jedno z nas 

powinno  porzucić  pracę,  a  ja  nie  dopuszczam  nawet  takiej  myśli.  Zbyt  wiele 
mnie  kosztowało  osiągnięcie  tego  wszystkiego.  Teraz  mam  wspaniałą, 
bezpieczną przyszłość w zawodzie, który kocham. Dlaczego miałabym porzucać 
to dla mężczyzny, który jest... który jest...

– Podniecający? Nieobliczalny? Przystojny? – podpowiadała ciotka.
– Otóż to – przyznała Jamie.
– No to nie mam pojęcia – oświadczyła ciotka, obdarzając męża pełnym 

uczucia uśmiechem.

–  Lepiej  pójdę  porozmawiać  z  Cyranem  –  powiedziała  zrezygnowana 

Jamie. – On mi bardziej pomoże niż wy, dwójko romantyków.

Między telefonami od Zacka Jamie omal siebie nie przekonała, że życie z 

nim  byłoby  niemożliwe.  Ale  kiedy  się  odezwał  i  znowu  głębokim,  czułym 
głosem mówił jej, jak bardzo pragnie mieć ją przy sobie...

–  Czuję  się  taki  samotny,  spędzając  czas  z  ludźmi,  którzy  mnie 

opuszczają, zanim zdążę poznać ich bliżej – narzekał.

W pierwszej chwili Jamie zamierzała powiedzieć mu, że to właśnie czeka 

ją  jako  jego  żonę,  lecz  powstrzymała  ją  skarga  w  jego  głosie.  Myśl  o  jego 
samotności bolała. Być może sam w końcu pojmie, że samotność nieodłącznie 
towarzyszyłaby  im  obojgu,  gdyby  lekkomyślnie  wplątali  się  w  stały  związek. 
Wolała  skierować  rozmowę  na  bezpieczniejsze  tematy,  jak  gdzie  był  i  co 
oglądał. Opowiedział je dowcipnie o dwóch damach z Południa, które pierwszy 
raz w życiu widziały żyrafę i o swojej rozmowie ze słoniątkiem. Zatęskniła za 
nim,  nie  wydawał  się  tym  płytkim  kobieciarzem,  za  jakiego  miała  go  na 
początku. Zapragnęła poznać go takim, jakim był  naprawdę. Może jednak uda 
im się zbudować dobre małżeństwo? Może mogłaby podróżować z nim?

Po  paru  dniach  bez  telefonu  wątpliwości  wracały.  Tak  bardzo  kochała 

kwiaciarnię, którą stworzyła i wypielęgnowała. Nie mogła zostawiać jej na tak 
długo, zaniedbywać. Kiedy już była zdecydowana, że nie może... nie powinna... 
wyjeżdżać, Zack telefonował znowu i wszystko zaczynało się od początku.

– Ciągle jestem miotana sprzecznymi uczuciami – żaliła się ciotce Marcie 

pewnej niedzieli, na tydzień przed powrotem Zacka.

background image

– Rozum mówi ci co innego, a serce co innego – ciotka pokiwała głową 

ze  zrozumieniem.  –  Chciałabym  dać  proste  rozwiązanie  twego  problemu,  ale 
obawiam się, że takiego nie ma. Miłości nie da się wytłumaczyć w kategoriach 
zysków i strat.

– Ale moją kwiaciarnię też kocham! – wykrzyknęła Jamie. – To nie jest 

tylko sprawa pieniędzy.

– Oczywiście – odpowiedziała ciotka. – Jednak pieniądze są namacalnym 

rezultatem  miłości  i  pracy,  które  włożyłaś  w  kwiaciarnię.  Nigdy  nie  ma 
pewności, co otrzyma się w zamian za miłość do kogoś. Kiedy minie pierwsze 
uniesienie,  rozpoczyna  się  praca  nad  utrzymaniem  małżeństwa.  Dwie 
indywidualności  muszą  włożyć  wiele  wysiłku  w  dopasowanie  się  do  siebie  i 
stworzenie  jedności.  Wydaje  mi  się,  że  trzeba  zapytać,  jak  bardzo  kochasz 
Zacka. Ile jesteś gotowa poświęcić dla stworzenia tej jedności?

–  Ciągle  mam  wątpliwości  –  westchnęła  Jamie.  –  Muszę  go  znowu 

zobaczyć.  Nie  spędziliśmy  razem  zbyt  wiele  czasu.  Może  tylko  wymyśliliśmy 
sobie coś, co naprawdę wcale nie istnieje.

– Nie sądzę, aby to był ten przypadek – uśmiechnęła się Marta Bellamy. –

Może  jestem  staroświecka,  ale  wierzę  w  miłość  od  pierwszego wejrzenia.  Ale 
rozumiem też, że powinnaś mieć czas do namysłu, żeby podjąć mądrą decyzję. 
To  już  nie  te  czasy,  gdy  kobieta  miała  do  wyboru  zamążpójście  lub 
staropanieństwo w zawodzie nauczycielki.

– Żałuję, że minęły – powiedziała Jamie. – Życie było o wiele prostsze.
Przez  następne  dni  Jamie  spróbowała  spojrzeć  na  swoją  kwiaciarnię 

obiektywnie.  Jej  mała  przestrzeń  była  wypełniona  wiosennymi  kolorami  i 
zapachami  tulipanów,  żonkili,  hiacyntów  i  białych  lilii.  Ale  czy  miało  to 
wystarczyć na resztę jej życia? Starała się wyobrazić sobie siebie, starzejącą się 
samotnie w domu, z Cyranem lub jego następcą. Czy o to jej chodzi? Wcale nie 
była tego pewna. Wtedy odezwał się Zack.

–  Będę  w  poniedziałek  rano.  Przygotowałem  kilka  niespodzianek,  które 

mogą pomóc ci podjąć decyzję o wyjściu za mnie jak najszybciej – zapowiedział 
pełnym podniecenia głosem. – Możesz wyjechać po mnie na lotnisko?

– Oczywiście. Barney mnie zastąpi. – Serce Jamie zabiło w oczekiwaniu. 

Nagle nic nie było ważniejsze od znalezienia się w jego ramionach.

W  kwiaciarni  panował  przedświąteczny  ruch.  Jamie  właśnie  próbowała 

zorganizować  telefonicznie  dodatkowe  dostawy  tulipanów  przed  Wielkanocą, 
gdy  wkroczył  Isaiah  Dunham.  Pomyślała,  że  może  w  sprawie  tak  przez  nią 
wyczekiwanej umowy o dzierżawę.

– Czym mogę panu służyć? – zapytała, odkładając słuchawkę.
–  Chodźmy  do  mojego  biura.  –  Isaiah  Dunham  poprowadził  ją  tam 

pośpiesznie. Usiadł w wielkim fotelu za ogromnym biurkiem i gestem wskazał 
krzesło  Jamie,  która  nerwowo  zaciskała  dłonie,  zaniepokojona  jego  surowym 
wyglądem.

–  Usiądź,  Jamie  –  rozkazał.  –  Chciałbym  porozmawiać  z  tobą  o 

Zachariaszu.

Zimny  dreszcz  przebiegł  Jamie  po  krzyżu.  To  zabrzmiało  bardzo  serio. 

Usiadła  na  brzeżku  krzesła,  zastanawiając  się,  jak  dużo  Isaiah  wie  o  jej 
znajomości z Zackiem. Czy Zack zaczął już rozmawiać z ojcem, czy też Isaiah 
ciągle jeszcze snuje domysły?

background image

–  Nie  bądź  taka  przerażona  –  zaczął  Isaiah  Dunham.  –  Nie  jestem 

ludożercą. Mam na względzie jedynie dobro twoje i mojego syna.

Mój Boże, teraz się zacznie, pomyślała Jamie, gdy przerwał, przyglądając 

się jej uważnie. „Jedynie dobro” ma na względzie ojciec, gdy chce powiedzieć 
dzieciom coś nieprzyjemnego. Próbowała wyczytać coś w stalowym wzroku, ale 
na nic.

–  Zachariasz  powiedział  mi,  że  chce  cię  poślubić,  ale  ty  jeszcze  nie 

wyraziłaś zgody – Isaiah przerwał rozmyślania Jamie. – Czy to prawda?

–  No,  hm,  tak  –  odpowiedziała.  Więc  Zack  powiedział  mu  o 

oświadczynach. Nie uszczęśliwiło to Isaiaha, jak można było sądzić z jego słów. 
Zack może pogodzić się z wtrącaniem się ojca w jego sprawy, ale ona nigdy.

– Kochasz go? – zapytał Isaiah.
Jamie  zamrugała,  zaskoczona.  Isaiah  pyta,  czy  kocha  Zacka?  Tego  nie 

oczekiwała. Co go to obchodzi? Czy zamierza  jej  powiedzieć, żeby wybiła go 
sobie z głowy?

– No, Jamie – zniecierpliwił się Isaiah, gdy dziewczyna wpatrywała się w 

niego bez słowa. – Musiałaś jakoś okazać Zachariaszowi, że jego oświadczyny 
zostaną przyjęte. Odpowiedz na moje pytanie.

Zmieszanie Jamie zaczęło zamieniać się w złość.
– Nie zamierzam odpowiadać na żadne pytania, dopóki nie dowiem się, o 

co  panu  chodzi,  panie  Dunham  –  oświadczyła  zimno.  –  To  bardzo  osobiste 
pytanie.

Usta Isaiaha skrzywiły się w słabym uśmiechu.
–  W  porządku,  Jamie,  wyłożę  to  jasno.  Zack  chce  cię  poślubić.  Ja  też 

chcę,  żeby  cię  poślubił.  Co  za  tym  idzie,  chcę,  abyś  ty  poślubiła  jego,  im 
szybciej, tym lepiej.  Dlatego spytałem,  czy  go kochasz. Staram się zrozumieć, 
dlaczego zwlekasz z odpowiedzią. Czy to jasne?

Wyjaśnienia  Isaiaha  Dunhama  były  tak  odległe  od  tego,  czego  się 

spodziewała,  że  w  pierwszej  chwili  uznała,  że  się  przesłyszała.  Kiedy 
stwierdziła, że nie, nadal nie była w stanie się odezwać. Jej własne wątpliwości 
uniemożliwiały danie jasnej odpowiedzi.

–  N-nie  łatwo  wyjaśnić  to  wszystko  –  zawahała  się.  –  M-mogę 

przedstawić całą listę powodów.

–  Może  zaczniemy  od  pierwszego  pytania  –  zaproponował  Isaiah.  –

Kochasz go?

–  No,  ja...  –  Jamie  oblizała  nerwowo  wargi.  Czy  powinna  mu 

odpowiedzieć? Czy musi mu odpowiadać? Ani Zack, ani ona nie wspominali o 
miłości – przynajmniej w słowach.

– Nie jesteś pewna? – Isaiah pochylił się ku niej w oczekiwaniu.
Jamie  nagle  przypomniała  sobie  swoje  twarde  postanowienie,  że  nie 

pozwoli mu się wtrącać.

– To sprawa moja i Zacka – powiedziała buntowniczo. – Tak samo, kiedy 

i  czy  za  niego  wyjdę.  Gdy  o  tym  zdecydujemy,  pan  będzie  bez  wątpienia 
pierwszą osobą, która się o tym dowie.

Przez chwilę Isaiah wyglądał na rozgniewanego. Potem schylił głowę i w 

zamyśleniu przyglądał się swoim rękom.

– A więc dobrze, Jamie – rzekł w końcu. – Mam dla ciebie nowinę. Po raz 

pierwszy  w  życiu  Zachariasz  wybrał  kobietę,  którą  ja  aprobuję,  a  chciałbym 

background image

przed  śmiercią  być  na  jego  ślubie.  Albo  więc  poślubisz  Zachariasza,  albo  nie 
przedłużę twojej dzierżawy. Daję ci miesiąc do namysłu.

Jamie stała z otwartymi ustami.
–  Pan  nie  może...  –  zaczęła,  ale  gdy  spojrzał  na  nią  z  chłodnym 

uśmiechem, wspomniała, jak groził Zackowi. – O tak, pan może.

– Uwierz w to – Isaiah kiwnął głową i wskazał ręką drzwi.
– Możesz odejść i pomyśl nad propozycją. Muszę wrócić do pracy.
Odrętwiała  Jamie  wstała i  wyszła,  ciągle nie  mogąc uwierzyć,  że  Isaiah 

Dunham  to  powiedział.  Początkowo  chciała  się  rozpłakać,  ale  później  zaczęła 
narastać w niej złość. Myślała, czy nie wrócić i nie powiedzieć mu, że prędzej 
na  Antarktydzie  zapanują  upały,  niż  ona  wyjdzie  za  jego  syna.  Jednak  gdy 
dotarła  do  kwiaciarni,  górę  wziął  rozsądek.  Musiała  najpierw  wszystko 
przemyśleć, a potem działać.

– Idę do domu – powiedziała Barneyowi. – Mam dużo do myślenia.
– Coś nie w porządku? – spytał z wyraźną troską.
– Mnóstwo rzeczy – odparła – ale teraz nie mogę o tym mówić.
Do  domu  jechała  powoli,  wpadając  na  przemian  we  wściekłość  i 

przygnębienie. Jak on śmiał tak ją potraktować! Nie może się na to zgodzić! Ale 
jeśli mu się przeciwstawi, to straci i Zacka, i kwiaciarnię, przynajmniej w tym 
miejscu.  Może  ją  oczywiście  przenieść,  ale  mało  prawdopodobne,  by  znalazła 
równie  dobre  miejsce.  No  i  Zack.  Z  tego,  co  wiedziała,  Isaiah  zagroził  mu 
wydziedziczeniem,  jeśli  nie  poślubi  jej  w  ciągu  miesiąca.  Może  dlatego  Zack 
mówił  o  niespodziankach,  które  mogą  przyspieszyć  jej  decyzję.  Czyżby 
zabrakło mu charakteru i nie umiał powiedzieć ojcu, żeby nie wtrącał się w nie 
swoje sprawy? I co, na litość boską, dzieje się z Isaiahem Dunhamem? Czyżby 
był przekonany, że może wszystkim rozkazywać?

–  No  i  co  mam  teraz  zrobić,  Cyrano?  –  zapytała,  gdy  jej  czworonożny 

przyjaciel  powitał  ją  u  drzwi.  –  Kocham  Zacka,  ale  nie  jestem  pewna,  czy  to 
wystarczy do stworzenia dobrego małżeństwa. On będzie stale poza domem, a ja 
nie  wiem,  czy  zniosę  taką  długą  rozłąkę  z  moją  kwiaciarnią.  O  ile  w  ogóle 
zechce, abym z nim podróżowała. – Wzięła Cyrana w objęcia i siadła w fotelu, 
patrząc  się  przed  siebie.  Czuła,  jakby  na  całe  jej  dotychczasowe  życie  padł 
wielki, czarny cień. Przez następne godziny rozważała różne możliwości, aż do 
zupełnego zmęczenia. Zapadł już mrok, gdy podjęła ostateczną decyzję – kocha 
Zacka,  ale  nie  może  wyjść  za  niego  za  mąż.  Małżeństwo  w  ciągu  miesiąca 
oznacza  poddanie  się i  utratę  przez  nią  twarzy.  Małżeństwo w  każdym  innym 
czasie oznacza albo rozłąkę z kwiaciarnią, albo bardzo długą rozłąkę z mężem. 
Żaden  wybór  jej  nie  pociągał.  Będzie  musiała  przenieść  kwiaciarnię,  czyli 
zacząć od początku i zrezygnować na razie z kupna domu, ale jakoś to zniesie. 
Najtrudniej będzie powiedzieć o tym Zackowi.

W niedzielę, odwiedzając wujostwo, kierowała rozmowę na spodziewany 

powrót  Zacka  i  unikała  dyskusji  o  swych  problemach.  Później  wyjaśni  im 
wszystko. Resztę niedzieli i bezsenną noc spędziła na zbieraniu sił do spotkania 
z  Zackiem.  Nic  mu  nie  powie  na  lotnisku.  Wszystko  wytłumaczy  w  swoim 
mieszkaniu, możliwie najspokojniej. Ostatecznie zasłużył na to.

Następnego dnia Jamie, trzęsąc się ze zdenerwowania, oczekiwała Zacka 

na  lotnisku.  Udało  jej  się  wprowadzić  siebie  w  złość  na  niego  i  jego  ojca  za 
próbę manipulowania jej życiem. Kiedy jednak ujrzała przystojną, uśmiechniętą 

background image

twarz  Zacka,  znalazła  się  w  jego  ramionach  i  poczuła  jego  wargi  na  swoich, 
ogarnęła ją słabość, a w oczach miała łzy frustracji. Dlaczego jej ciało zawsze ją 
zdradza, zastanawiała się wściekła.

–  Kochanie,  taki  jestem  szczęśliwy,  że  wróciłem.  –  Zack  przytulił  ją  z 

całej siły i ukrył twarz w jej włosach. Słysząc łkanie, którego Jamie nie była w 
stanie powstrzymać, zajrzał jej w twarz. – Co się stało, malutka? – zapytał.

– N-nic – wykrztusiła. – To z radości, że cię widzę. Masz dużo bagażu? 

Jadłeś śniadanie?

– Żadnego bagażu i prawie żadnego śniadania – odpowiedział.
–  No  to  jedźmy  od  razu  do  mnie  i  zrobię  ci  coś  do  jedzenia  –

zaproponowała  Jamie.  Miała  nadzieję,  że  przy  tych  zwykłych  czynnościach 
odzyska swój dowcip i odwagę.

Ruszyli do wyjścia. Zack co chwila przytulał ją i obdarzał pocałunkiem. 

Przy samochodzie objął ją znowu i schylił głowę, żeby ją pocałować.

– Nie – wyswobodziła się z jego ramion Jamie. – Nie teraz, nie będę w 

stanie prowadzić.

– Nie wiedziałem, że moje pocałunki wywołują tak oszałamiający efekt –

droczył się z nią Zack z olśniewającym uśmiechem.

–  Niebezpiecznie  oszałamiający  –  odparła.  Zaczynała  żałować,  że 

poprzedniego dnia nie wsiadła do innego samolotu i nie odleciała w przeciwnym 
kierunku,  gdzieś  daleko,  gdzie  mogłaby  zacząć  życie  od  nowa.  Oznajmienie 
Zackowi  podjętej  przez  nią  decyzji  będzie  znacznie  trudniejsze,  niż  sobie 
wyobrażała, szczególnie, gdy znów zacznie ją całować.

background image

ROZDZIAŁ SIÓDMY

Miała zamiar ugrzęznąć w kuchni natychmiast po dotarciu do mieszkania, 

ale nie było szans. Gdy tylko zamknęli za sobą drzwi, Zack upuścił torbę i wziął 
Jamie w ramiona.

– A teraz – oznajmił, pożerając jej twarz płonącymi oczami – zamierzam 

cię całować aż do zupełnego wyczerpania.

Kiedy usta Zacka dotknęły jej warg, Jamie usilnie starała się wzbudzić w 

sobie  gniew,  ale  na  próżno.  Przytuliła  się do  ukochanego i  objęła  z  całej  siły. 
Rozchyliła usta na spotkanie jego ust. Zack nie przerywając pocałunku w jakiś 
sposób  zdjął  swój  i  Jamie  płaszcz  i  zaniósł  ją  na  kanapę,  czego  zupełnie  nie 
miała  mu  za  złe.  Gdy  jego  ręce  wślizgnęły  się  pod  sweterek,  parząc  jej  nagą 
skórę, westchnęła tylko, pragnąc, aby ten jeden raz mogła mu ulec. Zostać jego 
kochanką...

Kiedy  jednak  pieszczoty  stały  się  bardziej  intymne,  stwierdziła,  że  nie 

może do tego dopuścić. Potem nie byłoby już dla niej odwrotu.

– Przestań, proszę – szepnęła, odpychając jego ręce. – To nie dlatego, że 

nie chcę, ale... nie uznaję seksu pozamałżeńskiego.

– Wiem – powiedział Zack urywanym głosem, moszcząc ją na kolanach. 

–  Staram  się  opanować,  ale  musimy  pośpieszyć  się  ze  ślubem,  bo  inaczej 
oszaleję.

Jamie powinna była wyznać mu wszystko teraz, ale słowa uwięzły jej w 

gardle. Zamiast tego przytuliła się do niego, połykając łzy. Że też ze wszystkich 
mężczyzn na świecie właśnie w nim musiała się tak beznadziejnie zakochać. To 
niesprawiedliwe.  Przez  kilka  minut  pozostała  w  jego  ramionach,  milcząc,  po 
czym oderwała się od niego z wielkim wysiłkiem.

–  Czas  na  śniadanie  –  powiedziała,  unikając  jego  wzroku.  –  Co  wolisz, 

jajka na bekonie czy omlet?

– Jajka na bekonie – odpowiedział Zack – ale zanim pójdziesz, mam coś 

dla ciebie. Pierwszą z niespodzianek.

Podszedł do swego płaszcza i wrócił, wyjąwszy przedtem coś z kieszeni. 

Trzymając dłoń za sobą, usiadł obok Jamie.

–  Wyciągnij  rękę  –  uśmiechnął  się  ciepło.  Umęczone  serce  dziewczyny 

tłukło się nieszczęśliwie, zgadując, jaka to niespodzianka.

Wyciągnęła  posłusznie  dłoń  i  dostała  małe,  ślicznie  opakowane 

pudełeczko.

Lodowatymi  palcami  odwinęła  opakowanie  z  aksamitnego  pudełeczka. 

Tego właśnie się bałam, pomyślała ze ściśniętym gardłem, i ostrożnie podniosła 
wieczko.  Chociaż  spodziewała się  pierścionka, to  widok  olbrzymiego  brylantu 
pozbawił ją tchu.

– Nie do wiary! – Wstrząśnięta, spoglądała to na oślepiający kamień, to 

na równie oślepiający blask oczu Zacka.

– Rozumiem przez to, że ci się podoba – roześmiał się Zack, – No, dalej. 

Nałóż go.

Jamie  przyglądała  się  temu  niewiarygodnemu  diamentowi  przez  dłuższą 

chwilę, po czym pokręciła przecząco głową.

–  Nie  mogę,  Zack  –  wyjąkała.  –  Naprawdę  nie  mogę.  To  za  wiele. 

background image

Przecież  jeszcze  ci  nie  powiedziałam,  że  za  ciebie  wyjdę.  –  Zamknęła 
pudełeczko  i  włożyła  mu  z  powrotem  do  ręki.  –  Nie  mogę  tego  przyjąć,  nie 
teraz. Powinieneś się najpierw upewnić.

Rozum usiłował zmusić ją do wyznania wszystkiego, ale gdy patrzyła w 

te płonące, pełne nadziei oczy – serce nie wyrażało zgody.

– Ależ ja  jestem pewien,  Jamie  – uśmiechnął  się Zack. – I myślę, że ty 

też, chociaż jeszcze nie chcesz się do tego przyznać. Zatrzymam pierścionek do 
chwili, gdy to zrobisz.

Bo musisz przyznać, że istnieje między nami jakaś zaczarowana więź.
Pomyślała  z  goryczą,  że  właśnie  ta  zaczarowana  więź  zamieniła  ją  w 

nędznego tchórza. Możliwe, że potrzeba jej więcej czasu na znalezienie jakiegoś 
wyjścia.

–  Potrzebuję  więcej  czasu.  Muszę  być  tak  pewna,  jak  ty  –  uśmiechem 

spróbowała  dodać  sobie  odwagi.  –  Po  prostu  wolniej  się  decyduję.  Może 
napiłbyś się w kuchni kawy, jak będę robiła śniadanie? Przyznam się, że po tym 
brylancie wielkości młyńskiego koła boję się pomyśleć o drugiej niespodziance.

– Jest jeszcze  większa i  wiem, że bardzo ci  się spodoba – roześmiał  się 

Zack. – Chcesz zgadywać? Dwadzieścia pytań?

Serce Jamie  zamarło. Nie  mogła wyobrazić sobie niczego większego od 

brylantu.

–  Nie  jestem  zbyt  dobra  w  zgadywaniu.  Czy  mam  zacząć  od  „zwierzę, 

roślina czy minerał”?

– Od tego właśnie. – Zack łyknął kawy – i  wydaje mi się, że wszystkie 

trzy odpowiedzi są prawidłowe.

W końcu Jamie stwierdziła, że przedmiot zagadki jest zbyt wielki.
– Czy to się rusza? – badała, mając na myśli samochód.
– Tylko z największym trudem – Zack wyszczerzył zęby w odpowiedzi. –

Poddajesz się?

–  Nie,  jeszcze  nie  –  upierała  się  Jamie.  Śniadanie  było  już  gotowe. 

Obserwowała siedzącego przy stole mężczyznę, jego obecność wypełniała małą 
kuchenkę.

– Czy to znajduje się tu, w Saint Louis?
– Tak – potwierdził. – No proszę, jaką jesteś znakomitą kucharką.
–  Każdy  potrafi  zrobić  jajka  na  bekonie  –  stwierdziła.  Nie  potrafiła  już 

wymyślić  innych  pytań.  Nie  mogła  jeść.  Mogła  tylko  siedzieć  i  patrzeć  na 
Zacka,  żałując,  że  już  podjęła  decyzję.  Kiedy  skończył  śniadanie,  znowu 
zapytał, czy się poddaje. Teraz – postanowiła – teraz musi wszystko powiedzieć. 
Wzięła  głęboki  oddech,  spojrzała  mu  prosto  w  oczy  i  poczuła,  jak  jej  serce 
znowu  mięknie.  Zack  wyglądał  jak  mały  chłopiec  przynoszący  najpiękniejszy 
bożonarodzeniowy prezent.

– Trudno, poddaję się. Co to jest? – zapytała, przeklinając się w duchu za 

swą słabość.

–  Najpierw  ci  o  nim  opowiem  –  oznajmił,  wstając  i  wyciągając  ku  niej 

rękę  –  a  później  zabiorę  cię  i  pokażę.  W  zasadzie  sam  jeszcze  tego  nie 
oglądałem, ale sądzę, że będzie się nam podobał. To jest dom, jeżeli jeszcze tego 
nie zgadłaś.

Jamie patrzyła na niego skamieniała.
– D-dom? – wychrypiała. Nigdy nie przyszłoby jej to do głowy. I nagle 

background image

poczuła złość. Wielką złość. Kiedy Zack chciał ją do siebie przyciągnąć, biorąc 
jej zdziwienie za radość, cofnęła się potrząsając głową.

–  Nie  dotykaj  mnie!  –  wykrzyknęła  ze  łzami,  które  zaczęły 

niekontrolowanie  spływać  po  policzkach.  –  Co  cię  napadło,  kupować  dom, 
nawet  nie  pytając  mnie  o  zdanie!  I  do  tego  ten  –  ten  pierścionek!  Czy  ja  nie 
mam zupełnie nic do powiedzenia? Jesteś taki sam, jak twój ojciec. O mój Boże! 
Najpierw on oświadcza mi, że nie będę mogła dostać dzierżawy na kwiaciarnię, 
jeżeli  nie  wyjdę  za  ciebie  za  mąż  w  ciągu  miesiąca,  a  teraz  ty  się  tak 
zachowujesz! Czy to on ci kazał, czy jesteś taki niemądry jak on? I tak to nie ma 
znaczenia, bo wcześniej postanowiłam, że za ciebie nie wyjdę. Nie zamierzam 
porzucać mojej kwiaciarni i włóczyć się z tobą po całym świecie. Ale przeniosę 
się z nią w inne miejsce, jeżeli będę musiała, nie martw się o to. Nikt mnie do 
niczego nie zmusi! Nikt! Odejdź i zostaw mnie wreszcie w spokoju!

Zack zbladł.
– Nie miałem pojęcia, co wymyślił mój ojciec, ale wierz mi, nie wykona 

swojej  groźby.  –  Jego  glos  był  ochrypły  ze  złości.  –  Nie  martw  się  o  to, 
kochanie.  I  jeżeli  sama  chcesz  wybrać  swój  zaręczynowy  pierścionek  i  swój 
dom,  to  tak  będzie.  Rozumiem,  że  jesteś  tym  zdenerwowana,  ale  uspokój  się. 
Wszystko będzie dobrze. Coś wymyślimy...

– Nie. Nie mogę za ciebie wyjść Podtrzymuję to. Po prostu odejdź – łkała 

Jamie, obawiając się, że jeżeli zaraz nie odejdzie, to ona rozklei się kompletnie.

– Nie wiem, co powiedzieć. – Zack z niewesołą miną ruszył do drzwi.
– Nic nie mów. Idź sobie.
Nałożył płaszcz i patrzył na Jamie w zamyśleniu.
–  Musisz  mnie  naprawdę  nienawidzić,  jeśli  pozwoliłaś  mi  ciągnąć  to 

wszystko  i  robić  z  siebie  idiotę.  –  Położył  rękę  na  klamce.  –  Chociaż  nasze 
pocałunki kazały mi wierzyć, że mnie kochasz. Chyba wszystko źle pojąłem.

To mówiąc wyszedł i zatrzasnął za sobą drzwi tak szybko, że nie widział, 

jak Jamie zszarzała i wybuchnęła gorzkim płaczem.

– Ja cię nie nienawidzę, Zack, ja cię kocham – łkała. – Boże najdroższy, 

co mam teraz począć?

background image

ROZDZIAŁ ÓSMY

Jamie  podbiegła  do  okna  i  przez  łzy  patrzyła,  jak  Zack  znika  w  głębi 

ulicy. Z pochyloną głową i rękami w kieszeniach wyglądał jak ktoś, kto chce, by 
mu  dano  spokój.  Zrezygnowała  z  pośpieszenia  za  nim  i  utonęła  we  łzach. 
Wszystko  zepsuła.  Człowiek,  którego  kochała,  odszedł  zapewne  na  zawsze. 
Przepaść między nim a ojcem jeszcze się powiększy. Czy da się znaleźć jakieś 
wyjście z tej okropnej sytuacji?

Przez  cały  dzień  szukała  odpowiedzi,  w  końcu,  zupełnie  rozbita, 

postanowiła odwiedzić wujostwo. Unikała sprawiania im kłopotu swoją osobą, 
ale dzisiaj potrzebowała kogoś bliskiego, była w takiej depresji.

–  Na  litość  boską,  dziecko,  co  się  stało?  –  przywitała  ją  ciotka,  widząc 

bladą twarz Jamie i zapuchnięte z płaczu oczy.

– Zack odszedł – odpowiedziała apatycznie. – Kazałam mu odejść.
– Zrobił coś, czego nie powinien? – zapytał wuj.
To pytanie wywołało nowy potop łez na wspomnienie wyrozumiałości  i 

powściągliwości Zacka. Ciotka Marta objęła Jamie ramieniem.

– Chodź, usiądź sobie i wszystko nam opowiedz. Teraz uspokój się, a ja 

zrobię herbaty.

Przy  herbacie  Jamie  opowiedziała  wszystko  po  kolei,  rozpoczynając  od 

groźby Isaiaha.

–  Byłam  absolutnie  przekonana,  że  w  moim  życiu  nie  ma  miejsca  dla 

Zacka  –  zakończyła  ponuro.  –  Ale  teraz  zrobiłabym  wszystko,  żeby  go 
odzyskać. Gdybyśmy spędzili więcej czasu razem... Był taki szczęśliwy, kiedy 
mnie zobaczył, a ja go tak zraniłam. Teraz myśli, że go nienawidzę. Nigdy nie 
uwierzy, że go kocham. Dlaczego mu to wszystko powiedziałam?

I  Jamie  znowu  rozpłakała  się  żałośnie,  kryjąc  twarz  w  dłoniach.  Ciotka 

pośpieszyła ją utulić.

–  Ależ  nie  zadręczaj  się  tak,  skarbie.  Miałaś  rację  w  jednym.  Wszystko 

stało się za szybko. Nie mam pojęcia, dlaczego Zack uznał, że powinien kupić 
pierścionek i dom bez pytania cię o zdanie – to było bardzo niewłaściwe.

– Ale ja go kocham – powtarzała przygnębiona Jamie – i nie chcę z nim 

zrywać.

– Aha, o to chodzi – zauważył wuj Bert. – Czujesz, że zrobiłaś błąd. Ale 

czy  naprawdę?  Teraz  powiedz  szczerze:  odpowiada  ci  taki  sposób  załatwiania 
spraw, w jaki zostały one załatwione?

– N-no, nie – wyjąkała Jamie – ale powinnam być rozsądna, prawda?
– Zakochani rzadko są rozsądni – westchnął wuj. – Spójrz na to z lepszej 

strony.  Ty  i  Zack  dokonujecie  ważnych  odkryć  własnych  charakterów  i  albo 
dojdziecie  do  porozumienia,  albo  nie.  Lepiej,  żeby  to  się  wyjaśniło  przed 
małżeństwem, niż po.

– Nie wiem, czy to wytrzymam – jęknęła Jamie. – Jak wam się wydaje, 

jest szansa, żeby wrócił?

–  Jeżeli  naprawdę  cię  kocha,  to  wróci.  Jestem  tego  pewna.  –  Marta 

Bellamy starała się podnieść Jamie na duchu.

–  Prawdziwy  mężczyzna  nie  poddaje  się  łatwo  –  oświadczył  stanowczo 

wuj Bert. – Wróci. A ty wróć do pracy, to ci dobrze zrobi.

background image

–  Na  pewno  –  przytaknęła  Jamie.  –  Kiedy  Isaiah  dowie  się,  co  dzisiaj 

zaszło,  będę  miała mnóstwo zamieszania z  przenoszeniem  kwiaciarni.  Wątpię, 
czy Zack będzie próbował mnie bronić.

Wcale  nie  była  zdziwiona,  gdy  następnego  ranka  znalazła  kartkę, 

wzywającą ją natychmiast do kierownika hotelu. Zaskoczył ją natomiast fakt, że 
jej umowa o dzierżawę była gotowa do podpisu.

– Pan Dunham z synem wyjechali wczoraj wieczorem do domu i polecili 

mi  dopilnować  jak  najszybszego  podpisania  umowy.  –  Kierownik  dodał 
następnie w zaufaniu: – Wydaje mi się,  że młodszy pan Dunham przekonał  w 
końcu ojca, by wziął trochę urlopu. Isaiah zapracowywał się tutaj przez ostatni 
miesiąc, a jego serce nie jest w dobrym stanie. Przeszedł już kilka operacji.

–  Nie  wiedziałam  o  tym  –  wyznała  Jamie,  czując  się  bardziej 

przygnębiona.  Może  Zack  miał  dostateczny  powód,  by  śpieszyć  się  z 
małżeństwem.  Isaiah  wspomniał  coś  o  pragnieniu  ujrzenia  ślubu  Zacka  przed 
śmiercią.  Myślała,  że  to  tylko  słowa.  Jedynym  jasnym  punktem  było  wyraźne 
porozumienie między ojcem a synem. Podpisała umowę i oddała kierownikowi.

–  Młodszy  pan  Dunham  kazał  mi  wręczyć  to  pani  natychmiast  po 

podpisaniu umowy. – Kierownik podał jej zaklejoną kopertę.

Jamie  otworzyła  kopertę  w  zaciszu  swojej  kwiaciarni.  Po  przeczytaniu 

kartki, którą zostawił jej Zack, znowu wybuchnęła płaczem. „Mam nadzieję, że 
ty i twoja kwiaciarnia będziecie razem bardzo szczęśliwe” – głosiła kartka. Wuj 
Bert już ją ostrzegał przed małżeństwem z kwiaciarnią, najwyraźniej Zack też to 
dostrzegł.

W  ciągu  następnych  dni,  które  zamieniały  się  w  tygodnie,  Jamie  nie 

dostała  żadnych  wiadomości  od  Zacka.  Wbrew  rozsądkowi  oczekiwała  ich. 
Dziwiła ją  także nieobecność jego ojca. Nawet  rozpoczęcie remontu hotelu,  w 
którym brała udział, nie dawało jej zadowolenia.

–  Czy  nigdy  nie  odzyskam  spokoju?  –  pytała  ciotkę  Martę.  Po  wiośnie 

nadeszło lato, a ona ciągle nie mogła jeść ani spać.

–  W  pracy  jakoś  wytrzymuję,  ale  w  domu  nie  mogę  przestać  myśleć  o 

Zacku. W dodatku Cyrano zachorował i nie je, a weterynarz nie wie, co mu jest.

– Może zaraził się od ciebie – podsunął wuj Bert. – Spróbuj jeść razem z 

nim. To wam obojgu dobrze zrobi.

–  Masz  na  myśli  –  z  miski  na  podłodze?  –  zapytała  Jamie.  Kiedy  wuj 

potwierdził, roześmiała  się. – Myślę, że warto spróbować. Gdyby coś się stało 
Cyranowi...

Tego  wieczora  Jamie  leżała  na  podłodze  i  siorbała  płatki  na  mleku  ze 

swego talerza a obok stała miska z kocim pokarmem. Cyrano popatrzył na nią z 
wyniosłą obojętnością, po czym zanurzył pyszczek w jedzeniu i zaczął chrupać 
z zadowoleniem. Jamie roześmiała się, płacząc jednocześnie z radości.

–  Po  raz  pierwszy  od  wielu  miesięcy  śmiałam  się  tak  serdecznie  –

wyznała wujkowi przez telefon. – Powinieneś widzieć Cyrana przy jedzeniu, był 
wspaniały. Ale czy mam odtąd stale jadać na podłodze?

– Nie wiem – odparł wuj. – Ale jeżeli to przywróci ci apetyt, jestem za. –

Przerwał  na  chwilę  i  znowu  podjął  wątek.  –  Może  nadszedł  też  czas,  by  coś 
zrobić  w  sprawie  Zacka.  Z  Cyranem  się  udało.  Wiesz,  mężczyźni  są  bardzo 
dumni,  a  ty  dałaś  mu  się  nieźle  we  znaki.  Może  *  przełkniesz  trochę  swojej 
dumy razem z tym jedzeniem na podłodze.

background image

–  Też  mi  się  wydaje,  że  do  tego  dojrzałam  –  przyznała  Jamie.  –  Mam 

nadzieję, że Zack także. Zastanowię się, co robić.

Po  odłożeniu  słuchawki  rozmyślała,  przechadzając  się  po  pokoju  z 

Cyranem w  ramionach.  Czy lepiej  zatelefonować  do Zacka,  czy odnaleźć go i 
odwiedzić?

–  Myślę,  że  najlepiej  będzie  go  odszukać  i  zobaczyć  się  z  nim  –

powiedziała  do  Cyrana.  –  Nawet  gdyby  był  na  drugim  końcu  świata.  Wolę 
stanąć z nim twarzą w twarz. Jutro spróbuję ustalić miejsce jego pobytu.

Ostatnio  zaczęła  szkolić  Barneya  na  swego  zastępcę.  Z  powodzeniem 

mógł ją zastąpić przez kilka dni.

Rano  Jamie  zadzwoniła  do  Nowego  Jorku,  gdzie  mieściło  się  biuro 

„Fantastycznych Podróży”, i spytała o Zacka.

–  Teraz  jest  w  Nowym  Jorku,  przy  łóżku  ojca  –  poinformowała  ją 

sekretarka. – Wczoraj zabrano go do szpitala. Stan jest krytyczny, ale bez zmian.

–  O  mój  Boże!  –  wykrzyknęła  Jamie.  –  Który  to  szpital?  Odwiesiła 

słuchawkę, zupełnie zagubiona. Zack pewnie bardzo martwi się o ojca. Czy w 
tej  sytuacji  powinna  go  teraz  niepokoić?  A  jeśli  nawet  Zack  nadal  jej  pragnie 
czy jest gotowa związać się z nim bez względu na konsekwencje?

Po  piętnastu  minutach  nerwowego  spaceru  Jamie  zadecydowała,  że 

wyjdzie  za  mąż  za  Zacka,  jeżeli  uda  im  się  spędzać  połowę  czasu  razem. 
Najpierw  jednak  musi  do  niego  zadzwonić  i  powiedzieć,  że  go  kocha.  Jeżeli 
jemu  nie  będzie  zależało,  wszystko  inne  traci  sens.  Z  bijącym  sercem  i 
lodowatymi dłońmi zamówiła rozmowę.

– Halo, Jamie – odezwał się Zack – To miło, że dzwonisz. Brzmienie jego 

głębokiego dźwięcznego głosu wycisnęło jej z oczu łzy.

– J-jak się miewa twój ojciec? – wykrztusiła z trudnością.
– Nie najlepiej. Jakoś się trzyma, ale lekarze twierdzą, że serce ma bardzo 

słabe.

– Zack, tak mi przykro. – Łzy popłynęły jej z oczu, w tej sytuacji nie było 

mowy  o  nawiązaniu  do  ich  kłótni.  Prowadzili  więc  nadal  zwykłą  w  tych 
okolicznościach rozmowę,  a ona rozpaczliwie próbowała znaleźć jakiś sposób, 
by  powiedzieć,  jak  bardzo  jej  na  nim  zależy.  Jednak  uwagi  Zacka  były  tak 
uprzejme i zdawkowe, że ich rozmowa nadal toczyła się niezobowiązująco.

– A u ciebie wszystko w porządku? – zapytał Zack.
– Jak najlepszym – odpowiedziała Jamie. – Cyrano trochę chorował, ale 

już jest zdrowy.

– To znakomicie – stwierdził Zack. – A co mu było?
– Weterynarz nie bardzo wiedział. Kot nie chciał tknąć jedzenia. Wuj Bert 

zaproponował,  żebym  jadła  razem  z  nim  na  podłodze,  więc  położyłam  się  z 
talerzem płatków obok jego miski i Cyrano natychmiast się do niej zabrał.

Po drugiej stronie telefonu zapadła długa cisza.
– Muszę ci coś powiedzieć, Jamie – odezwał się w końcu Zack ochrypłym 

z napięcia głosem. – Wiem, że zadzwoniłaś z powodu mego ojca i pewnie nie 
chcesz  tego  słuchać,  ale  i  tak  ci  powiem.  Kocham  cię.  Tak  bardzo,  że  nie 
potrafię  myśleć  o  niczym  innym.  Właśnie  zamierzałem  zobaczyć  się  z  tobą, 
żeby ci to powiedzieć, gdy mój ojciec zachorował i...

Przez sekundę miłosne wyznania Zacka zawisły w próżni, ale wtem Jamie 

ogarnęło radosne podniecenie.

background image

–  Nie  mów  nic  więcej  –  krzyknęła  w  słuchawkę.  –  Ja  też  bardzo  cię 

kocham. – I zalała się łzami radości.

– Zack – załkała. – Tak bardzo chciałam to usłyszeć. Bałam się, że nigdy 

mi nie przebaczysz.

– Jamie – w głosie* Zacka była radość. – Kochanie... Do licha, znowu to 

samo! Tak strasznie daleko i nie mogę do ciebie pojechać. Muszę cię zobaczyć, 
koniecznie! Czy ty mogłabyś jakimś cudem...

– Oczywiście, że mogę! Przylecę pierwszym samolotem, na jaki zdołam 

się zabrać. – Jamie otarła łzy.

–  Daj  mi  znać,  kiedy  dotrzesz  –  poprosił  Zack.  –  Mogę  po  ciebie 

wyjechać.  Nie  na  wiele  się  tutaj  przydaję,  a  ten  nieszczęsny  szpital  nie  jest 
dobrym miejscem na nasze powitanie.

Po  czterech  godzinach  samolot  Jamie  lądował  w  Nowym  Jorku.  Cztery 

długie godziny, wypełnione tylko jedną myślą. Kochała Zacka i Zack kochał ją i 
na  pewno  coś  poradzą.  Sekundę  później  była  już  w  jego  ramionach.  Zack, 
którego zielone oczy płonęły radością, zacałowywał ją na śmierć.

– Jamie, Jamie, Jamie – szeptał jej do ucha. – Wymyślimy coś, żeby się 

nigdy nie rozstawać, nawet gdybym przez resztę życia miał zaopatrywać twoją 
kwiaciarnią w towar. Przeżyłem piekło w ciągu tych ostatnich miesięcy.

–  Ja  też.  –  Jamie  przytuliła  się  do  niego.  –  Ale  nie  obiecuj  niczego  za 

szybko.  Chcę  oglądać  z  tobą  świat,  Afrykę,  Alaskę  i  inne  cudowne  miejsca. 
Zobaczysz, podołamy wszystkiemu i prawie nigdy nie będziemy się rozstawać.

–  Jasne,  że  podołamy  –  potwierdził  Zack.  –  Jeżeli  oboje  się  postaramy, 

wszystko  nam  się  uda.  Czy  możemy  jechać  teraz  do  ojca?  Strasznie  chce  cię 
zobaczyć. Masz jakiś bagaż?

Jamie pokręciła głową z zakłopotaniem.
–  Pojadę  z  tobą  wszędzie,  za  bagaż  mam  tylko  torebkę.  Kiedy 

powiedziałeś,  że  chcesz  mnie  zobaczyć,  myślałam  tylko,  jak  się  tu  dostać. 
Cyrana podrzuciłam ciotce Marcie w drodze na lotnisko.

–  Chociaż  raz  zapomniałaś  o  rozsądku  –  roześmiał  się  Zack.  –  Nie 

przejmuj  się,  w  Nowym  Jorku  jest  mnóstwo  sklepów.  –  Wziął  ją  pod  ramię  i 
poprowadził  do  czekającej  limuzyny.  –  Należy  do  ojca.  Mieszkam  u  niego, 
kiedy jestem w Nowym Jorku. Tak rzadko tu bywam, że nie ma sensu trzymać 
mieszkania. Jest tam tyle pokoi, że znajdzie się i dla ciebie. Mam nadzieję, że 
nie zamierzasz wracać dziś do Saint Louis? – Uniósł brwi pytająco i, jak się jej 
wydało, z obawą.

– Zostanę tak długo, jak zechcesz – uśmiechnęła się. – Kupiłam bilet  w 

jedną stronę. Barney zajmuje się kwiaciarnią.

Obawa  Zacka  znikła w  szerokim,  szczęśliwym  uśmiechu,  który napełnił 

jej serce radością.

–  Zatem  naprawdę  jesteś  przygotowana  na  robienie  dalszych  planów  –

powiedział  całując  ją.  –  Mamy  mnóstwo  do  obgadania  po  wizycie  u  ojca.  –
Spojrzał  na  nią  poważnie.  –  Tak  się  ucieszył  z  twego  przyjazdu.  Uważa,  że 
pokłóciliśmy się z jego  winy, chociaż tłumaczyłem mu tyle  razy, że cała wina 
leżała po mojej stronie. Najpierw dałem ci odczuć, że interesuje mnie tylko flirt, 
chociaż w głębi duszy doskonale wiedziałem,  że to mi nie  wystarczy. Dlatego 
nie byłaś przekonana do końca,  że może być  ze mnie dobry mąż,  i do  tego te 
podróże dookoła świata w wytwornym towarzystwie, jak przypuszczałaś. Miałaś 

background image

zapewniony bezpieczny byt w ukochanej kwiaciarni, po co ryzykować wszystko 
z  osobnikiem,  któremu  nie  ufałaś?  Minęło  trochę  czasu,  zanim  ujrzałem  to  z 
twojej perspektywy. No i sprawa tego pierścionka i domu. Miałem ochotę stłuc 
siebie  na  kwaśne  jabłko  za  to,  że  byłem  takim  idiotą.  Przepraszam  też  za  tę 
kartkę. Czy możesz mi wybaczyć?

– Stanowczo za bardzo obarczasz się winą – zaprotestowała Jamie.  –  Ja 

jestem idiotką,  której trzeba  wybaczyć.  Wuj Bert  dawno mnie przestrzegał, że 
zachowuję  się,  jakby  wzięła  ślub  z  kwiaciarnią.  Moim  niezbyt  dobrym 
usprawiedliwieniem  jest  tylko  to,  że  nie  spędziliśmy  razem  zbyt  wiele  czasu. 
Wszystko  wydarzyło  się  tak  prędko.  –  Ukryła  twarz  na  ramieniu  Zacka  i 
westchnęła.  –  Kiedy  jestem  z  tobą,  czuję,  jak  rozkwita  cały  świat.  Do  czego 
potrzebna mi jeszcze kwiaciarnia?

– Potrzebna ci. – Zack pocałował Jamie w czoło. – Kochasz ją i dobrze. 

Pod  warunkiem,  że  mnie  kochasz  także.  –  Przytulił  ją.  –  Wiesz,  jakie  pytanie 
zadał  mi  ojciec,  gdy  tamtego  dnia  wdarłem  się  do  jego  biura?  Zapytał,  czy 
wiesz,  że  cię  kocham.  Kiedy  wyznałem,  że  nigdy  tego  nie  powiedziałem,  ale 
powinnaś  to  wywnioskować  z  faktu,  że  poprosiłem  cię  o  rękę,  powiedział  mi 
parę słów do słuchu o mojej głupocie. To jeszcze jeden błąd, jaki popełniłem.

–  Czy  sądzisz,  że  pomoże  mu  wiadomość  o  naszym  zamierzonym 

małżeństwie? – zapytała Jamie.

–  Czyżbyś  mi  się  oświadczała?  –  Na  twarzy  Zacka  malowało  się 

zdziwienie.

– Chyba tak, jeśli pierwsza oferta jest już nieaktualna.
– Nie w swojej pierwotnej formie – stwierdził Zack. – A co powiesz na 

taką: Jamie, kocham cię, ubóstwiam cię. Czy zostaniesz moją żoną? Padłbym na 
kolana, ale w samochodzie się nie da.

– Zack, oczywiście, że się zgadzam – wyszeptała Jamie i pocałowali się 

długo i czule. W końcu, oddychając z trudem, zapytała: – czy masz jeszcze ten 
wspaniały pierścionek?

– Leży w sejfie w mieszkaniu ojca – skinął głową Zack. – Naprawdę ci 

się podoba, czy wolałabyś...

–  Czy  mi  się  podoba?  To  najpiękniejszy  pierścionek,  jaki  widziałam  –

przerwała mu Jamie. – Sama nie wiem, jak mogłam wybrzydzać. Dom też mi się 
z pewnością spodoba. Kupiłeś go w końcu?

– Nie, to była tylko oferta. Ale znajdziemy inny. Razem. Będzie znacznie 

przyjemniej. Może powinniśmy też zapytać Cyrana?

– Nie wiem, czy mnie podobałby się dom z myszami. Jemu na pewno o 

taki chodzi – śmiała się Jamie.

–  Milo  wspominam  mysz  w  twojej  kuchni.  Zgadzam  się  z  Cyranem  –

żartował Zack.

Zobaczył przez okno, że podjeżdżają pod szpital.
–  Muszę  cię  uprzedzić,  że  ojca  podłączono  do  takiej  ilości  rurek  i 

przewodów, że ledwo go widać. To niezbyt przyjemny widok.

Jamie,  choć  przygotowana,  przeżyła  szok  widząc  tego  gasnącego 

człowieka,  jeszcze  niedawno  tak  pełnego  życia  i  energii.  Oczy  mu  rozbłysły, 
gdy ją ujrzał, i wyciągnął ku niej dłoń.

–  Nie  mogę  zaczynać  od  powiedzenia  ci,  ile  to  dla  mnie  znaczy  ujrzeć 

Zachariasza  znowu  tak  szczęśliwego  –  przemówił.  –  Moje  wtrącanie  się  w 

background image

najlepszej  wierze o  mały  włos nie  spowodowało katastrofy, chociaż  –  na  jego 
ustach pojawił się słaby uśmiech – chyba w końcu dopiąłem swego.

– Był pan mądrzejszy od nas – zapewniła Jamie. – Teraz proszę przyrzec, 

że wyzdrowieje pan przed naszym ślubem. Musi pan. Nie mogę poślubić Zacka, 
nie zapewniając naszym dzieciom kochającego dziadka.

– Zrobię, co w mojej mocy – przyrzekł Isaiah. – Ale nie zwlekajcie długo. 

Zachariasz cię potrzebuje.

– Zaczął zdrowieć w oczach – mówił Zack w drodze do mieszkania ojca. 

–  Cudownie  potrafisz  z  nim  rozmawiać,  jak  zawsze.  Odkąd  cię  poznałem, 
przemyślałem  tyle  rzeczy,  które  dotąd  w  ogóle  mnie  nie  obchodziły  –  moje 
stosunki z ojcem, co naprawdę chciałbym robić w życiu. Myślę, że warto było 
się pomęczyć, a na dodatek do mnie wróciłaś.

– A co chciałbyś robić przez resztę życia? – zainteresowała się Jamie. –

Nie zamierzasz prowadzić swoich wycieczek?

– Tylko od czasu do czasu – odparł Zack. – Szkolę zastępców, aby mieć 

czas  na  zrobienie  doktoratu  z  biologii  dzikich  zwierząt.  Wydaje  mi  się,  że  z 
wiekiem  zaczyna  mnie  pociągać  praca  naukowa,  no  i  to  zapewnia  bardziej 
osiadły  tryb  życia,  odpowiedni  dla  rodziny.  –  Jego  oczy  błysnęły  kpiarsko.  –
Sądząc z tego, co powiedziałaś ojcu, będziemy mieli rodzinę.

– Możesz być tego pewien. – Jamie pocałowała go w opalony policzek. –

Ja  także  zaczęłam  rozważać  możliwość  podróżowania.  A  także  poznawania 
egzotycznych  roślin  i  botanicznych  wycieczek  z  tobą.  Nasze  dzieci  mogłyby 
podróżować razem z nami. Pomyśl, ile mogłyby się nauczyć. Możemy je uczyć 
sami, czemu nie?

–  Czemu  nie?  –  zgodził  się  Zack,  zamykając  ją  w  miłosnym  uścisku. 

Zachichotał  cichutko,  a  na  pytające  spojrzenie  Jamie  wyjaśnił:  –  Właśnie 
wyobraziłem  sobie,  jak  leżysz  na  podłodze  obok  Cyrana  i  zmuszasz  go  do 
jedzenia. Kiedy mi to powiedziałaś, nie wytrzymałem. Pojawiłaś się przed mymi 
oczami  taka  słodka  i  czuła,  zamartwiająca  się  o  swego  ukochanego  kota. 
Chciałem zaczekać z wyznaniem miłości do naszego spotkania, ale to zmusiło 
mnie do powiedzenia, że cię kocham, właśnie wtedy.

–  Dobrze,  że  tak  się  stało.  Mój  kot  ma  więcej  szczęścia  w  kojarzeniu 

zakochanych par niż prawdziwy Cyrano – powiedziała Jamie.

Limuzyna  zatrzymała  się  przed  niezwykłym,  nowoczesnym  budynkiem, 

gdzie przywitał ich umundurowany portier. Zack ujął ramię Jamie i poprowadził 
ją do windy, która błyskawicznie zawiozła ich na szczyt budynku, a potem przez 
okazały  apartament  na  taras.  Rosnące  w  ogromnych  pojemnikach  rośliny  i 
kwiaty stwarzały wrażenie zawieszonego w przestrzeni ogrodu.

– Jak cudownie! – zawołała Jamie. – Jaki wspaniały widok!
Zack wzruszył lekceważąco ramionami.
–  To  nic  w  porównaniu  z  równinami  Afryki  lub  dzikimi  przestrzeniami 

Alaski.  –  Przyglądał  się  uważnie  Jamie.  –  Miejskie  życie  i  luksusowe 
mieszkania  nie  znaczą  dla  mnie  zbyt  wiele:  Czy  jesteś  pewna,  że  będziesz 
szczęśliwa z człowiekiem, który wolałby być tysiąc mil stąd i obserwować stado 
słoni przy wodopoju lub orła polującego nad rwącą rzeką?

– Bardzo szczęśliwa – wyznała Jamie walcząc z nagłą wilgocią w oczach.

– Lubię miasto, ale jeszcze bardziej lubię oglądać nieznane rzeczy i dowiadywać 
się czegoś nowego. Zdaje mi się, że czeka nas razem cudowne życie.

background image

– I mnie też – przyznał Zack. Przyciągnął ją do siebie i całował, aż miała 

ochotę  frunąć  prosto  do  nieba.  Zack  Dunham  był,  o  czym  teraz  wiedziała, 
człowiekiem nadzwyczajnym i tak skomplikowanym, że może nigdy nie potrafi 
zrozumieć go do końca, ale warto było się o to starać.

–  Zack  –  szepnęła.  –  Tak  bardzo  cię  kocham.  –  Spojrzała  na  niego 

tęsknym wzrokiem. – To może trochę potrwać, zanim twój ojciec wyzdrowieje 
na tyle, by wziąć udział w weselu.

– Jestem gotów wziąć ślub w każdej chwili – uśmiechnął się do niej czule. 

–  Może  weźmiemy  cichy  ślub  zaraz,  a  później  wydamy  wielkie  przyjęcie  dla 
wszystkich? Wiem, że mój ojciec to zrozumie. Zna moje szaleństwa. Czy ciotka 
Marta i wuj Bert zaakceptują ten pomysł?

– Te dwa gruchające gołąbki? – roześmiała się Jamie. – Będą zachwyceni.
Pocałowała Zacka namiętnie i spojrzała z uwielbieniem. – Zawsze można 

znaleźć rozwiązanie, gdy się trochę pokręci głową, prawda?

– I posłucha swego serca – przytaknął Zack.