background image

 

 

 

 

 

Daniel

 

BELL

 

Kulturowe sprzeczno ci 

kapitalizmu

 

 

 

PRZEŁO YŁ

 

Stefan Amsterdamski

 

WARSZAWA 1998 WYDAWNICTWO NAUKOWE PWN 

background image

Od etyki protestanckiej do psychodelicznego bazaru 

Poniewa   zmiany  koncepcji  kultury  wynikaj   z  wewn trznej  logiki  jej  rozwoju,  odznacza  si   ona 

autonomi .  W  tym  sensie  nowe  idee  i  formy  s   produktem  swego  rodzaju  dialogu  z  ich 
poprzedniczkami  lub  buntu  przeciwko  nim.  Zmiany  praktyk  kulturowych  i  stylów  ycia  wchodz  
jednak w interakcje ze struktur  społeczn , gdy  dzieła sztuki, dekoracje, płyty i filmy sprzedawane s  
na rynku. Miejscem spotkania struktury społecznej i kultury jest rynek. Globalne zmiany w kulturze, 
a zwłaszcza nowe style  ycia, staj  si  mo liwe nie tylko w wyniku przemian wra liwo ci, ale równie  
i  struktury  społecznej.  Najłatwiej  mo na  to  dostrzec  w  społecze stwie  ameryka skim  na  przykładzie 
powstawania nowych zwyczajów robienia zakupów w gospodarce wysokiej konsumpcji i wynikaj cej 
st d erozji etyki protestanckiej oraz postawy puryta skiej - dwóch zasadniczych kodeksów, na których 
wspierał  si   tradycyjny  system  warto ci  społecze stwa  mieszcza skiego  w  Ameryce.  Wła nie 
załamanie si  tej etyki oraz tej postawy, załamanie wynikaj ce w równej mierze z przemian struktury 
społecznej  i  kultury,  zdezawuowało  przekonania  sankcjonuj ce  prac   i  wynagrodzenie  jako  warto ci 
społecze stwa ameryka skiego. Przekształcenia te oraz brak jakiejkolwiek nowej zakorzenionej etyki 
s   w  znacznym  stopniu  odpowiedzialne  za  poczucie  dezorientacji  i  zaniepokojenia  widoczne  dzi  
w nastrojach  społecznych.  Zamierzam  wykorzysta   tu  moj   ogóln   tez   dotycz c   modernizmu 
i społecze stwa  mieszcza skiego,  by  prze ledzi   swoiste  dla  społecze stwa  ameryka skiego  skutki 
w sferze obyczajów. 

ycie małomiasteczkowe 

Protestancka  etyka  i  puryta ska  postawa  ustalały  kodeks,  który  kazał  ceni   prac ,  trze wo , 

pow ci gliwo   płciow   i  ycie  wstrzemi liwe.  Okre lały  one  ramy  moralno ci  i  społecznego 
powa ania. Kultura postmodernistyczna lat sze dziesi tych - poniewa  przyj ła nazw  kontrkultury - 
zinterpretowana  została  jako  zaprzeczenie  etyki  protestanckiej,  odrzucenie  purytanizmu  i  ostateczny 
atak na warto ci mieszcza skie. Jest to jednak interpretacja zbyt łatwa. Etyka protestancka i postawa 
puryta ska  jako  zjawiska  społeczne  uległy  erozji  du o  wcze niej  i  wieciły  ju   raczej  wyblakłym 

wiatłem  ideologii  wykorzystywanej  przez  moralistów  -  by  przestrzega ,  oraz  socjologów  -  by 

mitologizowa   zachowania  ludzkie.  Załamanie  si   tradycyjnego  mieszcza skiego  systemu  warto ci 
było  w  gruncie  rzeczy  produktem  bur uazyjnego  systemu  gospodarczego,  a  ci lej  mówi c  - 
funkcjonowania wolnego rynku. W tym tkwi  sprzeczno ci kapitalizmu w Ameryce. 

Protestancka  etyka  i  puryta ska  postawa  w  Stanach  Zjednoczonych  to  wiatopogl d  zwi zany 

z rolniczym,  małomiasteczkowym,  kupieckim  i  rzemie lniczym  trybem 

ycia.  W  Stanach 

Zjednoczonych, jak przypomina nam Page Smith, „je li wył czymy rodzin  i ko ciół, to podstawow  
form   organizacji  społecznej  do  pierwszych  dziesi cioleci  XX  w.  było  małe  miasteczko”

1

.  Ono 

kształtowało  ycie  i  charakter  społecze stwa  ameryka skiego,  jego  religie.  Były  one  niezb dne  dla 
egzekwowania  kodeksu  sankcji  społecznych  we  wrogim  otoczeniu;  nadawały  sens  pracy,  narzucały 
pow ci gliwo  w gospodarowaniu zasobami. 

Je li  podstawowe  warto ci  społecze stwa  ameryka skiego  obj   terminami  „puryta ska  postawa” 

i „protestancka  etyka”,  to  reprezentowało  je  dwóch  ludzi,  których  mo na  uzna   za  wyrazicieli 
wczesnego  ducha  ameryka skiego:  Jonathan  Edwards  jako  purytanin  i  Benjamin  Franklin  -  jako 
protestant. My li i pisma tych dwóch ludzi okre liły zasady i cnoty Amerykanów. 

America's Coming-of-Age Van Wyck Brooks pisał: 

Od  trzech  pokole   człowiek  czynu  a  zarazem  człowiek  bo y  był  dominuj cym  wzorcem  ameryka skiego  charakteru. 

Dopiero  w  XIX  w.  powstała  szczelina,  a  wraz  z  ni   rozró nienie  inteligenta  [highbrow]  i  prostaka  [lowbrow]. 
Egzemplifikowali  j   dwaj  osiemnastowieczni  filozofowie  -  Jonathan  Edwards  i  Benjamin  Franklin.  Typowo   ka dego 

                                                           

1

 P. Smith, As a City upon a Hill, New York 1960, Alfred A: Knopf, s. VII. 

background image

 

z nich, a zarazem niewspółmierno  ich celów, okre liła niemal rasowo charakter Amerykanów, i po nich rewolucja stała 
si   nieuchronna.  Channinga,  Lincolna,  Emersona,  Whitmana,  Granta,  Webstera,  Garrisona,  Edisona,  Rockefellera,  pani  
Eddy,  Woodrowa  Wilsona  -  wszystkich  ich,  w  ten  lub  inny  sposób,  ukształtowali  pospołu  ci  dwaj  wielcy  poprzednicy 
ameryka skiej umysłowo ci

2

Jak podkre lał Brooks, a za nim Perry Miller, teokratyczna my l puryta ska odegrała bez w tpienia 

ogromn  rol  w kształtowaniu ameryka skiej umysłowo ci. W połowie XVIII w. czołowymi intelek-
tualistami w Ameryce byli duchowni, a przedmiot ich rozwa a  stanowiła teologia. Przez ponad sto lat 
ich  my l  dominowała  w  ameryka skiej  filozofii.  I  nawet  kiedy  zainteresowanie  teologi   min ło, 
gł bokie poczucie winy - zwłaszcza w kwestii zachowa  seksualnych - wszczepione w ameryka sk  
umysłowo  pozostało niemal wyryte na nast pne stulecie. 

Ponad  pi dziesi t  lat  temu  George  Santayana  pisał:  „Dobrze  wiadomo,  do  jakiego  stopnia 

metafizyczna była pasja, która kazała purytanom płyn  ku tym wybrze om. Przybywali w nadziei na 
doskonalsze  ycie  duchowe”

3

.  Sednem  puryta skich  przekona   była  wrogo   wobec  cywilizacji. 

Ówczesne  społecze stwo  uległo  -  jak  s dzili  -  zepsuciu  i  nale ało  powróci   do  pierwotnej  prostoty 
wczesnego  ko cioła,  który  opierał  si   bezpo rednio  na  przykazaniach  boskich,  a  nie  na  zaleceniach 
instytucji stworzonych przez człowieka. 

Ka dy  purytanin  zobowi zywał  si   do  przykładnego  ycia.  aden  jednak  człowiek  ani  adna 

doktryna nie s  w stanie przez długi czas trwa  w stanie najwy szego napi cia, zwłaszcza gdy oznacza 
to  narzucenie  yciu  surowej  dyscypliny  pow ci gaj cej  pop dy.  Wymogi  kalwinizmu,  nawet 
w pierwszych  ameryka skich  koloniach,  ulegały  stale  st pieniu  wraz  z  tym,  jak  nowe  doktryny  -  na 
przykład  arminianizm  (podstawa  metodyzmu  Wesleya)  -  usiłowały  zast pi   absolutn   predestynacj  
przez  warunkowy  wybór.  Jonathan  Edwards  doprowadził  do  odnowienia  owego  psychologicznego 
mechanizmu,  dzi ki  któremu  jednostka  mogła  starannie  kontrolowa   sam   siebie  i  utrzymywa   si  
w ryzach.  W  The  Great  Christian  Doctrine  of  Original  Sin  Defended  (1758)  zaatakował  tych,  którzy 
próbowali  zliberalizowa   kalwinizm.  Dowodził,  i   deprawacja  jest  nieuchronna,  poniewa  
identyczno   wiadomo ci czyni wszystkich równymi Adamowi. Wierzył w zbawienie wybranych, nie 
tych,  którzy  nios   zewn trzny  znak  pracy,  lecz  tych,  którzy  dzi ki  wewn trznej  iluminacji,  wskutek 
przeobra aj cego wewn trznie do wiadczenia doznali zbawiennej łaski. 

O ile Jonathan Edwards był intuicyjnym purytaninem, o tyle Benjamin Franklin - pragmatycznym, 

utylitarnym  protestantem.  Był  człowiekiem  praktycznym,  który  trze wym  okiem  obserwował  wiat; 
pragn ł  „i   naprzód”  dzi ki  umiarkowaniu,  pomysłowo ci  i  wrodzonej  przenikliwo ci.  Był 
uciele nieniem  typowo  ameryka skiej  tendencji  samodoskonalenia  si .  Próbuj c  na ladowa  
„Spectatora” Addisona Franklin pisał swe własne broszury, porównywał z tekstami swego mentora, po 
czym  pisał  je  na  nowo,  kształtuj c  w  ten  sposób  własne  słownictwo  i  styl.  Z  uporem  samodzielnie 
uczył  si   francuskiego,  włoskiego,  hiszpa skiego  i  łaciny.  Aby  ul y   swym  młodocianym 
nami tno ciom, wszedł w zwi zek z córk  swej gospodyni i miał z ni  dwoje dzieci. 

Kluczowym  terminem  jego  słownictwa  była  „u yteczno ”.  Swoj   Autobiography  rozpocz ł  jako 

prac , która mo e by  u yteczna dla syna; ksi ki nigdy nie uko czył. Wynalazł piorunochron, zało ył 
szpital,  brukował  ulice,  zorganizował  miejscow   policj .  S dził,  i   u ytecznie  jest  wierzy   w Boga, 
poniewa   Bóg  wynagradza  cnoty  i  karze  grzechy.  W  „Poor  Richard's  Almanack”  (1732-1757) 
plagiatował zasłyszane aforyzmy i przystosowywał je jako pouczenia dla ubogich. Zwrot „Jak powiada 
biedny  Richard”  -  stał  si   okre leniem  uzasadniaj cym  wszelkie  cnoty.  Istnieje,  twierdził  Franklin, 
trzyna cie  cnót:  umiarkowanie,  wstrzemi liwo ,  małomówno ,  porz dek,  zdecydowanie, 
skromno ,  pomysłowo ,  szczero ,  sprawiedliwo ,  pokora,  czysto ,  spokój,  dziewictwo.  Trudno 
o lepszy  inwentarz  przekona   Amerykanów.  Franklin  pisał,  i   ka dej  z  tych  cnót  po wi cił  tydzie  
rozmy la ,  notuj c  codziennie  sukcesy  w  ich  praktykowaniu.  W  ten  sposób  „przeszedł  pełny  kurs 
w trzyna cie tygodni i cztery kursy w ci gu roku”

4

                                                           

2

 V. W. Brooks, America's Coming-of-Age, (1 wyd. 1915), Garden City 1958, Doubleday Anchor, s. 5. 

3

 G. Santayana, Character and Opinion in the United States (1 wyd. 1920), New York 1955, Braziller, s. 7. 

W swej głównej pracy Die protestantische Ethik und der Geist des Kapitalismus Max Weber traktuje Franklina jako 

wyraziciela zarówno tej etyki, jak i tego ducha. Cytuje jego „pouczenia", jak nazywa aforyzmy Franklina („ [...] Czas to 
pieni dz. [...] Pami taj, kredyt to pieni dz. Je li człowiek pozostawia pieni dze w moich r kach, to daje mi procent".), jako 

background image

 

Wszystko to było po cz ci przebiegłe, a mo e nawet zwodnicze. Chocia  Franklin był oszcz dny 

i pomysłowy,  jego  sukcesy  -  podobnie  jak  wielu  innych  jankesów  -  wynikały  z  tego,  i   potrafił 
zapewni   sobie  przyja

  ludzi  wpływowych,  umiał  si   zareklamowa ,  był  człowiekiem  czaruj cym 

i dowcipnym,  pisał  w  sposób  ujmuj cy.  (Nawet  jego  „sw dzenia”  powracały:  dorobił  si   jeszcze 
dwójki dzieci z nieprawego ło a.) 

Zgromadziwszy  skromny  maj tek,  wycofał  si   z  interesów,  by  zaj   si   filozofi   naturaln  

i elektryczno ci ,  a  nim  zabrał  si   do  działalno ci  publicznej,  przez  sze   lat  wykorzystywał  czas 
wolny na bezinteresowne badania. 

Tak  to  uzyskujemy  dwa  wizerunki  istoty  ameryka skiej  osobowo ci:  pobo no ci  i  cierpienia 

Jonathana Edwardsa, obsesyjnie zakłopotanego ludzk  deprawacj , oraz praktyczno ci i u yteczno ci 
Benjamina  Franklina,  zorientowanego  na  wiat  mo liwo ci  i  zysku.  I  znów  najlepszy  opis  tego 
dualizmu odnajdujemy w pismach Van Wycka Brooksa sprzed sze dziesi ciu lat: 

Od samego pocz tku odnajdujemy w ameryka skiej umysłowo ci dwa biegn ce obok siebie, lecz rzadko zbiegaj ce si  

główne nurty - obydwa jednakowo antyspołeczne. Z jednej strony - pr d transcendentalny, wywodz cy si  z puryta skiej 
pobo no ci, znajduj cy wyraz w filozofii Jonathana Edwardsa, kontynuowany przez Emersona, owocuj cy w wyszukanej 
oboj tno ci  czołowych  ameryka skich  pisarzy  i  w  ostatecznym  braku  realizmu  współczesnej  kultury  ameryka skiej. 
Z drugiej  za   strony  -  pr d  groszoróbski,  oportunistyczny,  maj cy  swe  ródła  w  praktycznych  okoliczno ciach  ycia 
purytanów, podniesiony do rangi filozofii przez Franklina, kontynuowany przez ameryka skich humorystów i owocuj cy 
w atmosferze naszego współczesnego przedsi biorczego  ycia

5

Na  czymkolwiek  polegałaby  irracjonalna  tajemnica  podstaw  puryta skiej  teologii,  społeczno ci  

rz dziła  racjonalna  moralno ,  w  ramach  której  prawo  moralne  było  zimn   i  słuszn   konieczno ci . 
Sednem  purytanizmu,  kiedy  odrzuci  si   teologiczn   otoczk ,  było  pot ne  d enie  do  uregulowania 
codziennych zachowa  - nie dlatego,  e purytanie byli surowi czy po dliwi, lecz z tej racji, i  zało yli 
swoj   społeczno   opieraj c  si   na  umowie,  zgodnie  z  któr   wszyscy  jej  członkowie  yli  we 
wzajemnym  porozumieniu.  Ze  wzgl du  na  zewn trzne  niebezpiecze stwa  i  psychologiczne  napi cia 
zwi zane  z  yciem  w  zamkni tym  wiecie,  jednostka  troszczy   si   musiała  nie  tylko  o  swe 
własne  zachowanie,  ale  równie   o  cał   społeczno .  Prywatne  grzechy  zagra ały  nie  tylko  samemu 
sprawcy,  ale  całej  społeczno ci:  nie  przestrzegaj c  wymogów  umowy  mo na  było  ci gn   gniew 
bo y na wszystkich.   

Do  przykładnego  ycia  zobowi zywały  wszystkich  warunki  umowy.  Jej  szczegółowo ,  a  tak e 

bezpo rednio   ycia wiejskiego sprawiały, i  ka dy był  wiadom grzechów pokusy oraz pokus ciała

6

W rezultacie purytanie mieli skłonno  do samooskar ania si , a b d c grzesznikami - kwitło bowiem 
i  swobodne  ycie  seksualne,  i  bukoliczny  realizm  w  sprawach  seksu  -  skłonni  byli  do  kajania  si . 
Rytuał  spowiedzi  le ał  u  sedna  purytanizmu  w  Nowej  Anglii,  a  pó niej  równie   na  rodkowym 
Zachodzie w gminach odnowicieli [revivalists], które rozpowszechniały moralne samobiczowanie si  - 
je li ju  nie teologi  puryta sk  - w całym kraju. 

W osiedlach zakładanych najpierw w dziczy, a pó niej na preriach pojawiał si  problem utrzymania 

w ród  mieszka ców  jakiego   porz dku  społecznego,  zwłaszcza  e  było  w ród  nich  wielu  społecznie 
nieprzystosowanych  i  awanturników.  Miasteczko  składaj ce  si   z  kilkuset  rodzin  nie  było  w  stanie 
wi zi  wszystkich, którzy łamali kodeks, lub wyp dza  ich. System kontroli społecznej poprzez plotki 

                                                                                                                                                                                                      
charakterystyczne  cechy  etosu  „nowego  człowieka".  Co  ciekawe,  Weber  omawiaj c  protestanck   etyk   cytuje  Franklina 
cz ciej ni  Lutra, Kalwina, Baxtera, Baileya lub jakiegokolwiek innego purytanina. 

V. W. Brooks, America's, s. 10. 

By  mo e najdobitniejsz  literack  ilustracj  tych pokus jest nowela Hawthorne'a Young Goodman Brown, oniryczna 

wizja  tłumu  czarnej  mszy  w  lesie  Salem.  Młody  Goodman  Brown  opuszcza  sw   on ,  aby  i   do  lasu  z  diabłem  (który 
niesie lask  w kształcie w a = fallus) i zosta  wprowadzonym w tajemnice grzechu. Ku swemu zdziwieniu i przera eniu 
rozpoznaje wszystkich „zacnych" mieszka ców wioski, rado nie udaj cych si  na ceremonie wtajemniczenia, a w ród nich 
sw  młod   on , Faith. Ceremonia i muzyka maj  charakter liturgiczny, ale tre ci  jej s  kwiaty zła. Do ko ca nie bardzo 
wiadomo,  czy  zdarzyło  si   to  rzeczywi cie,  czy  te   było  tylko  snem,  w  którym  Brown  walczył  z  własnymi  grzesznymi 
pop dami. Jednak e  ycie jego odt d było pasmem udr ki. („W niedziel , kiedy wierni  piewali  wi te psalmy, nie mógł 
ich słucha , w jego uszach brzmiał bowiem gło no hymn grzechu [..]".) Wiódł zgorzkniały i ograniczony  ywot, po którym 
nadeszła mroczna godzina  mierci. Patrz Young Goodman Brown, w: The Novels and Tales of Nathaniel Hawthorne, New 
York 1937, Modern Library, s. 1033-1042. 

background image

 

lub  zawstydzenie,  publiczn   spowied   i  kajanie  si   stał  si   w  wielu  społeczno ciach  sposobem 
zapobiegania  wi kszym  nieporz dkom.  Wzorzec  powa ania  -  pogardy  dla  lekkomy lno ci, 
przyjemnostek, picia - zakorzenił si  tak gł boko,  e prze ył znacznie sytuacj , która go zrodziła. O ile 
pocz tkowo  pracowito   i  bogactwo  były  znakiem,  i   nale y  si   do  wybranych,  o  tyle  w  nast pnym 
stuleciu stały si  ju  warunkiem społecznego powa ania. 

Purytanizm jako ideologia 

System  warto ci  bywa  cz sto  niespójny  i  chwiejny.  Gdy  zostaje  skodyfikowany  i  sformułowany 

w postaci  zbioru  dogmatów  religijnych,  jako  umowa  czy  te   ideologia,  staje  si   sposobem 
mobilizowania 

społeczno ci, 

wzmacniania 

dyscypliny, 

egzekwowania 

kontroli. 

Niełatwo 

odpowiedzie   na  pytanie  z  zakresu  socjologii  panowania,  jak  to  si   dzieje,  e  ideologia  prze ywa, 
a nawet umacnia si  jeszcze długo po przemini ciu sytuacji społecznej, w której powstała. Przykładem 
mo e  by   utrzymanie  si   teologii  mormonów,  która  wyrosła  z  antynomicznej  doktryny  stopniowego 
objawienia,  a  dzi   jest  ródłem  konserwatyzmu.  Innym  przypadkiem  jest  ideologia  egalitarnego 
komunizmu  w  Zwi zku  Radzieckim  -  półwieku  po  rewolucji  -  usprawiedliwiaj ca  powstanie  nowej 
klasy. W tego rodzaju przypadkach ideologia niesie ze sob  autorytet przeszło ci. Wszczepiona zostaje 
dziecku  i  staje  si   jedyn   map   poj ciow   wiata  oraz  moralnych  norm  post powania.  Cz sto  dzieje 
si  tak,  e chocia  pierwotna retoryka i symbole utrzymuj  si , tre  z biegiem czasu ulega subtelnym 
zmianom,  by  uzasadnia   panuj cy  porz dek  społeczny  i  kontrol   zapewniaj c   władz   klasie 
panuj cej. 

Na  tym  polega  funkcjonalny  aspekt  ideologii.  Ma  ona  jednak  równie   aspekt  poznawczy  czy  te  

intelektualny. Istot  ideologii jest nie tylko odzwierciedlanie lub usprawiedliwianie rzeczywisto ci; raz 
uruchomiona  yje  własnym  yciem.  Pot ne  ideologie  rzeczywi cie  dostarczaj   wyobra ni  nowych 
wizji  ycia;  z  chwil   gdy  zostaj   sformułowane,  staj   si   cz ci   moralnego  repertuaru,  z  którego 
czerpi  intelektuali ci, teologowie i morali ci, repertuaru wyznaczaj cego zakres mo liwo ci stoj cych 
przed ludzko ci . W odró nieniu od przestarzałej gospodarki lub techniki - nie znikaj . Te „momenty 

wiadomo ci”,  by  u y   terminu  Heglowskiego,  s   odnawialne.  Mog   zosta   przywołane  i prze-

formułowane  w  ró nych  okresach  dziejów  cywilizacji.  W  ten  sposób  ideologia  przeorana, 
przenicowana,  rozczłonkowana  i  przeformułowana  przez  armi   pisarzy,  moralistów  intelektualistów 
staje si  samodzieln  sił . 

Taki wła nie był los purytanizmu. Siła przekona  pozostała na długo po tym, jak surowe otoczenie, 

które  sprzyjało  pierwotnej  ideologii,  zostało  obłaskawione.  Van  Wyck  Brooks  trafnie  pisał:  „Kiedy 
wino  purytanów  zostało  rozlane,  pozostał  po  nim  aromat  transcendentalizmu,  a  samo  wino 
przeistoczyło si  w komercjalizm”. 

Purytanizm  jako  system  ideowy  ulegał  w  ci gu  dwustu  lat  przeobra eniom:  od  rygorystycznego 

kalwinizmu  z  jego  koncepcj   predestynacji,  poprzez  estetyczn   iluminacj   Edwardsa, 
transcendentalizm Emersona, by wreszcie, po wojnie domowej, sta  si  „ wieck  tradycj ”. Jako zbiór 
praktyk  społecznych  cudownie  przemienił  si   w  socjaldarwinowskie  uzasadnienie  skrajnego 
indywidualizmu  i  groszoróbstwa  oraz  w  kodeks  ycia  małomiasteczkowego.  (Jak  trafnie  zauwa ył 
Edmund Morgan, Benjamin Franklin sam zarobił pieni dze, natomiast John D. Rockefeller s dził,  e 
dał mu je Pan Bóg.) 

Nowe wyzwolenie 

Główny intelektualny atak na purytanizm nast pił w pierwszych pi tnastu latach naszego stulecia. 

Wszcz ła  go  grupa  „młodych  intelektualistów”  osadzona  w  Harvardzie.  Nale eli  do  niej  Walter 
Lippmann,  Van  Wyck  Brooks,  John  Reed  i  Harold  Stearns

7

.  Tytuł  ksi ki  Van  Wycka  Brooksa 

                                                           

7

  O  grupie  „młodych  intelektualistów"  pisze  H.  F.  May  w  The  End  of  American  Innocente,  New  York  1959,  Alfred 

background image

 

z 1915 r.  America's  Coming-of-Age  oznaczał,  e  kultura  zwróci   si   ma  ku  rzeczywisto ci  i  zanurzy  
w „aktualno ci”.  Literatura  ameryka ska,  jak  dowodził  Brooks,  była  dot d  daleko  od  ycia i  szukała 
dróg  zbawienia,  unikaj c  kontaktu  z  rzeczywisto ci .  Purytanizm  stał  si ,  jak  powiadał,  „starym, 
zeschłym, jankesowskim pniem”. 

Atak na purytanizm miał wiele aspektów. Po pierwsze, dochodziło w nim do głosu d enie - dawał 

temu  wyraz  przede  wszystkim  Brooks  -  by  kultura  nie  odwracała  si   od  Ameryki  imigrantów, 
Murzynów  i  od  ycia  miast.  Je li  kraj  osi gn   ma  wiek  dojrzały,  to  jego  kultura  musi  by   bardziej 
kosmopolityczna i powinna odzwierciedla   ywotno  społecze stwa. Po drugie, chodziło o swobod  
seksualn .  „Purytanin  -jak  pisał  Harold  Stearns  -jest  człowiekiem  seksualnie  spaczonym,  nie  potrafi 
cieszy  si  samym sob , a jedyn  satysfakcj  czerpie z wtr cania si  w przyjemno ci innych”. Dzieci 
górnej  warstwy  redniej  zbierały  si   w  Greenwich  Village,  by  stworzy   now   bohem .  „Czytały 
Nietzschego,  Marksa,  Freuda  i  Krafft-Ebinga.  -  pisał  retrospektywnie  Brooks  -  Wiele  z  nich  chciało 
zakosztowa  nowych idei na temat seksu, które dot d utrzymywano w zakamarkach my li młodych”

8

Bogactwo  ycia oddawa  miały nowe słowa-klucze. Jednym z nich było słowo „nowe” [new]. Była 

nowa demokracja i nowy nacjonalizm, nowa wolno  i nowa poezja, a nawet „New Republic”, która 
zacz ła ukazywa  si  w 1914 r. Drugim takim słowem był „seks”. Ju  samo u ywanie otwarcie tego 
słowa wywoływało dreszczyk u czytelników prasy. Margaret Sanger w 1913 r. ukuła termin „kontrola 
urodze ”.  Ellen  Key,  szwedzka  feministka,  dowodziła,  i   mał e stwo  nie  powinno  by   spraw  
przymusu  czy  to  prawnego,  czy  ekonomicznego.  Emma  Goldman,  anarchistka,  wykładała 
o homoseksualizmie,  „trzeciej  płci”.  Floyd  Dell  wychwalał  woln   miło ,  a  wielu  z  „młodych 
intelektualistów” 

yło  ostentacyjnie  w  niezalegalizowanej  monogamii.  Trzecie  słowo-klucz  to 

„wyzwolenie”.  Wyzwolenie  -  ruch  wiadomie  przyswoił  sobie  t   nazw   -  było  wiej cym  z  Europy 
wiatrem  modernizmu,  docieraj cym  do  ameryka skich wybrze y. W  sztuce byli to fowi ci i kubi ci, 
wystawiaj cy  głównie  w  Armory  Show  w  1913  r.  W  teatrze  był  to  symbolizm,  sugestia  i  atmosfera, 
akceptacja  wpływów  arealizmu  Maeterlincka,  Dunsany'ego  i  Synge'a.  W  literaturze  -  Shaw,  Conrad 
i Lawrence. Ale najwi kszy wpływ miał modernizm na „filozofi ”, gdzie w zwulgaryzowanej formie 
rozpowszechniał si  szybko irracjonalizm i witalizm - popłuczyny po Bergsonie i Freudzie. 

„Ukochan  doktryn  buntu”, jak pisał Henry May, było przekonanie, i  tylko pełna, instynktowna 

autoekspresja da  mo e szcz cie. Prostacki freudyzm głosił,  e puryta skie zło w  wiecie bierze si  
z samokontroli, a droga do wolno ci polega na wyzwoleniu represjonowanych pop dów seksualnych. 
Przedstawiana  w  poetyckiej  prozie  doktryna  witalizmu  Bergsona  (w  ci gu  dwu  lat  w  Stanach  Zjed-
noczonych sprzedano wi cej egzemplarzy Ewolucji twórczej ni  we Francji w ci gu pi tnastu) stała si  
podstaw   koncepcji  biologicznej  siły  yciowej  -  działaj cej  celowo  i  o ywiaj cej  wiat.  Poprzez 
Sorela,  którego  okrzykni to  uczniem  Bergsona,  modny  w ród  lewicowych  intelektualistów  stał  si  
sprz gni ty z witalizmem syndykalizm. Francis Grierson, autor mistycznych i aforystycznych esejów 
(„mieszczanina  Carlyle'a  i  Elberta  Hubbarda”),  uchodził  w  tych  kr gach  za  proroka

9

.  „Młodzi 

intelektuali ci”  swym  atakiem  na  purytanizm  i  wyzywaj cym  stylem  ycia  głosili  etyk   hedonizmu, 
przyjemno ci  i  zabawy,  krótko  mówi c  -  etyk   konsumpcji.  Mo e  to  ironia  losu,  a  mo e  normalne 
przeznaczenie  tego  rodzaju  „rebelii”,  ale  niecałe  dziesi   lat  pó niej  etyk   konsumpcji  realizowa  
zacz ł  kapitalizm,  który  nazywał  siebie  „nowym  kapitalizmem”.  (A  mo e  było  to  zamieraj ce  echo 
„buntu”?) 

Aczkolwiek intelektualne uzasadnienie purytanizmu ulotniło si , to w małych miastach, ze wzgl du 

na  obaw   przed  zmianami,  jego  społeczne  praktyki  uległy  wzmocnieniu.  Zmiana  oznaczała  bowiem 
ugruntowanie  si   nowego,  burzliwego,  kosmopolitycznego,  grzesznego  stylu  ycia  na  wzór  wielkich 
miast. Stawk  była definicja przyzwoito ci, co znalazło wyraz w koncepcji umiarkowania. 

                                                                                                                                                                                                      
A. Knopf, cz. 3. Patrz tak e H. Stearns, America and the Young Intellectual, New York 1921, Doran. 

8

  V,W.  Brooks,  The  Confident  Years:  1885-1915,  New  York  1952,  Dutton,  s.  487.  Okre lenie  „zakamarki  my li 

młodych" [cellars of young people's minds] pochodzi z powie ci Ernesta Poole'a The Harbor, opisuj cej  ycie w Princeton 
w pierwszym dziesi tkiu XX w. 

9

 Griersona, dzi  całkiem zapomnianego, podziwiał we Francji Mallarme;  w Stanach Zjednoczonych sławili go Floyd 

Dell  i  Francis  Hackett,  Edwin  Bjorkman  w  Voices  of  Tomorrow,  New  York  1913,  Mitchell  Kennerly,  rapsodycznej 
opowie ci  o  nowych  ideach,  traktował  Griersona  -  obok  Bergsona  i  Maeterlincka  -  jako  głównego  wyraziciela 
tendencji tego okresu. Koncepcje Griersona omawia Brooks w The Confident Years, s. 267-270. 

background image

 

Styl  ycia  znajduje  swe  uzasadnienie  w  zbiorze  warto ci  regulowanych  przez  instytucje  (ko ciół, 

szkoła,  rodzina)  i  uciele nionych  w  strukturze  osobowo ci.  Tam,  gdzie  styl  ten  uzewn trznia  si  
w zachowaniu homogenicznej grupy osób, istnieje - jak powiadaj  socjologowie - „grupa statusowa”. 
Styl  ycia  symbolizowany  przez  ruch  umiarkowania,  cho   ukształtował  si   pó niej  ni   purytanizm, 
miał swe  ródła w protestanckich koncepcjach pomysłowo ci, oszcz dno ci, dyscypliny i trze wo ci. 
Jego  instytucjonalnym  zapleczem  były  ko cioły  fundamentalistyczne,  a  głównym  hasłem  - 
pow ci gliwo . 

Norma abstynencji stała si  elementem moralno ci publicznej społecze stwa ameryka skiego. Był 

to  sposób  na  przystosowanie  imigrantów,  biedoty  i  dewiantów  do  obyczajowego  statusu  warstw 

rednich,  a  mo e  nawet  do  ich  statusu  ekonomicznego.  Ale  pod  koniec  XIX  w.  przystosowanie  to 

przestało mie  charakter dobrowolny. Stało si  narz dziem przymusu stosowanego przez grup , której 
styl  ycia przestał ju  by  wzorcowy. Je li bowiem nowe grupy miejskie nie uznałyby umiarkowania 
jako  wła ciwego  stylu  ycia,  to  miał  on  zosta   narzucony  moc   prawa  i  sta   si   przedmiotem 
ceremonialnego szacunku dla tradycyjnych warto ci warstw  rednich. 

Wraz  z  powstaniem  w  1896  r.  Anti-Saloon  Ligue  [ligi  przeciwników  barów],  ruch  umiarkowania 

stawał  si   zbiorowym  symbolem  miejskiego,  przemysłowego  systemu  społecznego,  przeciwko 
któremu prowadził walk  w imi  obrony tradycyjnej, prowincjonalnej wspólnoty protestanckiej. Atak 
na  bary  [saloons]  pozwolił  ruchowi  na  rzecz  prohibicji  zjednoczy   pod  jednym  sztandarem  wiele 
rozmaitych  tendencji.  Dla  małomiasteczkowego  protestanta  bar  był  uciele nieniem  obyczajowo ci 
imigrantów.  Dla  progresisty  -  ródłem  korupcji,  b d cej  przekle stwem  ycia  politycznego.  Dla 
populisty  wreszcie  -  obiektem,  na  który  przenosił  on  sw   antypati   do  chorobliwych  skutków  ycia 
miejskiego. 

W  znany  sk din d  sposób  moralno   obróciła  si   w  moralizowanie,  a  rzeczywista  prawo  

w bezkrytyczn   pewno   własnej  prawo ci.  Zaufanie  do  dziewi tnastowiecznego  stylu  ycia  i  zgoda 
na  podszyte były obaw  o przyszło . „Prohibicja - pisał Richard Hofstadter - mogła by  wyj ciem 
z kłopotów  dla  ka dego  stłumionego  libido.  Kiedy   za  symbol  pornografii  słu ył  purytanom 
antykatolicyzm;  spaczone  umysły  babrały  si   w opowie ciach  o  zboczonych  ksi ach  i  zakonnicach. 
W  okresie  prohibicji  zarówno  po dliwo ,  jak  i  strach  wykorzystywali  ci,  którzy  gardłowali 
o zwi zku alkoholu z ekscesami seksualnymi lub o strachu przed nieczysto ci  i degeneracj  rasow , 
a nawet o rasowym samoutwierdzaniu si  Murzynów”. Je li nie mo na nawróci  grzesznika, to mo na 
pot pi   grzech,  a  przy  okazji  i  jego.  Prohibicja  była  czym   wi cej  ni   tylko  kwesti   stosunku  do 
alkoholu. Stanowiła punkt zwrotny w sposobie  ycia. 

Jednocze nie  jednak  działo  si   co   zgoła  innego;  dokonywała  si   mianowicie  transformacja 

ameryka skiej  struktury  społecznej  i  dobiegała  kresu  dominacja  małomiasteczkowego  stylu  ycia. 
Nast powały  istotne  przemiany  demograficzne  zwi zane  z  rozrostem  miast  i  przesuni ciem  si  
o rodków  politycznych  wpływów.  Powstawało  społecze stwo  konsumpcyjne  z  jego  p dem  do 
wydawania  i  posiadania,  co  podwa ało  tradycyjny  system  warto ci,  preferuj cy  oszcz dno ,  samo-
kontrol ,  wstrzemi liwo ,  nie  uleganie  pop dom.  Jednocze nie  przebiegała  rewolucja  techniczna. 
Samochód,  film  i  radio  przełamały  wiejsk   izolacj   i  po  raz  pierwszy  zł czyły  kraj  w  jedno 
społecze stwo o wspólnej kulturze. Te wła nie przekształcenia społeczne przyczyniły si  do likwidacji 
purytanizmu jako zbioru praktyk, na których mógł si  wspiera  tradycyjny system warto ci. 

Je li  prze ledzimy  proces  społeczny,  to  przekonamy  si ,  i   dwie cie  lat  wcze niej,  w  pocz tkach 

XVIII  w.,  struktura  społeczna  stopiła  si   z  kultur ,  która  j   wspierała.  Stopniowo  kultura  ta 
wyczerpywała si  i w pocz tkach naszego stulecia małomiasteczkowy protestantyzm nie dysponował 
ju   adnymi skutecznymi symbolami kulturowymi, które mogłyby z powodzeniem dostarcza  znacze  
lub  rodków  obrony  przeciwko  atakom.  Powstaj cy  nowy  system  kultury  -  oparty  na  miejskiej 
warstwie  redniej i grupach radykalnych - potrafił przeprowadzi  tak skuteczn  krytyk  starej kultury, 

e nie było ju  ch tnych do jej  obrony. Aby  zachowa  legitymizacj , grupa statusowa  uciele niaj ca 

tradycyjne  warto ci  odwołała  si   do  rodków  politycznych,  maj cych  zapewni   jej  dominacj .  Ale 
skutecznie mogłaby to uczyni  tylko wówczas, gdyby jej baza społeczna była adekwatna do struktury 
społecznej.  Tymczasem,  w  wyniku  przeobra e   przemysłowych  z  pocz tku  stulecia,  baza  ruchu 
umiarkowania- społeczno  małomiasteczkowa opieraj ca si  na warto ciach agrarnych - traciła grunt 

background image

 

pod  nogami.  Wi

c  swój  los  z  przekształceniem  starych  warto ci  warstw  rednich  w  obowi zuj ce 

prawo, ruch przekonał si ,  e normy stanowi ce wzorce zachowa  zostały społecznie odrzucone i  e 
tym samym utracił on w znacznym stopniu sw  legitymizacj . Tak wi c zmiana dokonała si  najpierw 
w  kulturze,  ale  no no   uzyska   mogła  dopiero  wówczas,  gdy  znalazła  potwierdzenie  w  strukturze 
społecznej. 

 

ycie przejrzyste 

Przekształcenia  kultury  społecze stwa  nowoczesnego  s   mi dzy  innymi  skutkiem  powstania 

konsumpcji masowej, czyli dost pno ci dóbr, które uprzednio dla  rednich i ni szych klas społecznych 
były  luksusem.  W  toku  tego  procesu  to,  co  wcze niej  uchodziło  za  luksus,  coraz  powszechniej 
uznawane  jest  za  dobro  niezb dne  i  ostatecznie  wydaje  si   niewyobra alne,  by  tak  zwykłe  produkty 
mogły kiedy  uchodzi  za niedost pne zwykłemu człowiekowi. Na przykład ze wzgl du na trudno ci 
techniczne  -  konieczno   zapewnienia  jednolito ci  —  i  przezroczysto ci  -  du e  szyby  okienne  były 
kiedy   kosztowne,  a  posiadanie  ich  stanowiło  rzadki  luksus.  Od  1902  r.,  kiedy  to  Francuz  Fourcault 
rozpocz ł  ich  przemysłow   produkcj   metod   ekstruzji,  stały  si   jednak  czym   powszechnym, 
zarówno  w  miejskich  wystawach  sklepowych,  jak  i  wiejskich  domach  prywatnych,  zmieniaj c  tym 
samym mo liwo ci ekspozycji oraz perspektyw

10

Konsumpcj   masow ,  która  zacz ła  si   w  latach  dwudziestych,  umo liwiła  rewolucja  techniczna, 

głównie  zastosowanie  energii  elektrycznej  w  gospodarstwie  domowym  (pralki,  lodówki,  odkurzacze 
itp.)  oraz  trzy  wynalazki  społeczne:  ta ma  produkcyjna  pozwoliła  na  tani   produkcj   samochodów; 
rozwój  marketingu  zracjonalizował  okre lanie  ró nych  grup  nabywców  i  zapotrzebowa  
konsumpcyjnych; sprzeda  ratalna bardziej ni  cokolwiek innego przełamała stary strach protestantów 
przed  długiem.  Jednoczesna  rewolucja  w  transporcie  i  komunikacji  stworzyła  podwaliny  pod 
społecze stwo ogólnonarodowe i wspóln  kultur . W sumie konsumpcja masowa oznaczała zgod  na 
to, by w decyduj cym obszarze stylu  ycia - zarówno społecznego, jak i osobistego - przyj ła si  idea 
zmiany.  Miała  ona  zarazem  zapewni   legitymizacj   tym,  którzy  w  kulturze,  tak  jak  i  w  produkcji 
torowali drog  innowacjom. 

Symbolem  konsumpcji  masowej  oraz  czołowym  przykładem  zrewolucjonizowania  obyczajów 

społecznych  przez  technik   jest  oczywi cie  samochód.  Frederick  Lewis  Allen  zwrócił  uwag ,  jak 
trudno  dzi   wyobrazi   sobie  izolacj   odległych  od  siebie  społeczno ci,  zdanych  wył cznie  na  kolej 
i transport  konny.  Miasto  poło one  z  dala  od  linii  kolejowej  le ało  naprawd   na  kra cu  wiata.  Dla 
farmera mieszkaj cego pi  mil od stolicy okr gu wyprawa tam z rodzin  w sobotnie popołudnie była 
prawdziwym  wydarzeniem.  Podró   do  przyjaciela  zamieszkałego  w  odległo ci  dziesi ciu  mil  była 
całodzienn   eskapad ,  poniewa   konie  trzeba  było  karmi   w  drodze  i  da   im  odpoczynek. 
Ka de małe miasteczko, ka da ferma skazana była niemal wył cznie na własne formy rozrywki i  ycia 
towarzyskiego.  Horyzonty  były  sił   rzeczy  w skie,  ludzie  yli  w  dobrze  znanym  otoczeniu  i  w ród 
dobrze znanych rzeczy. 

 

Samochód  zlikwidował  wiele  ogranicze   zamkni tej  społeczno ci  małomiasteczkowej. 

Represyjno   dziewi tnastowiecznej  moralno ci,  jak  zauwa ył  Andrew  Sinclair,  opierała  si  
w znacznym  stopniu  na  niemo no ci  wymkni cia  si   i  unikni cia  konsekwencji  niewła ciwego 
zachowania.  W  połowie  łat  dwudziestych  w  Middletown  (jak  zaobserwowali  Lyndowie),  chłopcy 
i dziewcz ta  jechali  jakby  nigdy  nic  dwadzie cia  mil,  by  pota czy   w  przydro nym  lokalu z  dala  od 
bacznych  oczu  s siadów.  Kryty  samochód  stał  si   cabinet  particulier  klas  rednich,  miejscem, 
w którym 

dni  przygód  młodzi  ludzie  dawali  upust  swym  seksualnym  skłonno ciom  i  łamali  stare 

tabu

11

                                                           

10

 Przykład zaczerpn łem od Jeana Fourastiego (The Causes of Wealth, Glencoe 1959, Free Press, s. 127). Jego ksi ka, 

podobnie  jak  praca  Siegfrieda  Giedeona  Mechanization  Takes  Command  (New  York  1948,  Oxford  University  Press), 
dostarcza fascynuj cych przykładów tego procesu. 

11

 Lyndowie cytowali pewnego obserwatora ze  rodkowego Zachodu: „Po kiego diabła macie studiowa , co zmienia ten 

kraj!  [...]  Powiem  to  wam  jednym  czteroliterowym  słowem:  AUTO"  (R.  S.  Lynd,  H.  M.  Lynd,  Middletown,  New  York 

background image

 

Drugim  istotnym  czynnikiem  przemian  ycia  małomiasteczkowego  było  kino.  Film  spełnia  wiele 

funkcji  -jest  oknem  na  wiat,  dostarcza  prefabrykowanych  marze ,  pozwala  na  eskapizm,  daje 
wra enie  wszechpot gi  i  ma  ogromn   sił   oddziaływania  emocjonalnego.  Jest  on  oknem  na  wiat, 
przede wszystkim gdy chodzi o przemiany kultury. „Seks to jedna z tych rzeczy, których mieszka cy 
Middletown  nauczeni  byli  ba   si ”  -  zauwa ali  Lyndowie,  gdy  po  dziesi ciu  latach  powrócili  do 
miasteczka,  „a  instytucje  [...]  działaj   tak,  by  usun   go  z  oczu  i  my li  ludzi,  je eli  to  mo liwe”. 
Z wyj tkiem kina, do którego tłoczyli si  młodzi. 

Młodzi nie tylko lubili kino, ale pobierali w nim nauki. Uczyli si  na ladowa  gwiazdy, powtarzali 

filmowe  gagi  i  gesty,  uczyli  si   subtelno ci  stosunków  mi dzy  płciami,  zdobywali  zewn trzny  polor 
kultury.  Wzorem  ich  działania,  rozstrzygania  zdecydowanym  czynem  własnych  dr cz cych  rozterek 
i kłopotów,  był  „nie  tyle  sposób  bycia  ich  zapobiegliwych  rodziców,  ile  [...]  inne  otaczaj ce  ich 
alternatywne  wiaty”.  Filmy  propagowały  kult  młodo ci  (krótko  ostrzy one  dziewczyny  w  krótkich 
spódniczkach), radziły dojrzałym m czyznom i kobietom „ku   elazo, póki gor ce”. Ide  „wolno ci” 
egzemplifikowało  sankcjonowanie  nielegalnej  sprzeda y  alkoholu  i  gotowo   do  swobodnego 
zachowania na ekstrawaganckich przyj ciach. „Drwienie bohaterów i bohaterek filmowych z etyki, ze 
starej  «wewn trznej  dobroci»  -  pisze  Lewis  Jacobs  -  towarzyszyło  nowe  uwielbienie  dóbr 
materialnych”. 

Samochód, kino i radio to osi gni cia techniki; natomiast reklama, planowanie starzenia si  i kredyt 

-  to  innowacje  socjologiczne.  David  M.  Potter  powiadał,  i   równie  beznadziejna  jest  próba 
zrozumienia  popularnego  nowoczesnego  pisarza,  je li  nie  rozumie  si   reklamy,  jak  usiłowanie 
zrozumienia  redniowiecznego trubadura, gdy nie ma si  poj cia o kulcie rycerstwa. 

Niezwykło   reklamy  to  jej  wszechobecno .  Có   wyró nia  wielkie  miasta,  je li  nie  ich  neony? 

Przelatuj c  nad  nimi  samolotem  widzimy  na  tle  nocnego  nieba  czerwone,  pomara czowe,  niebieskie 
i białe  wiatła,  mieni ce  si   jak  diamenty.  W  centrach  wielkich  miast  -  na  Time  Square,  Piccadilly, 
Champs-Elysees  czy  Ginza  -  ludzie  gromadz   si   na  ulicach  pod  błyskaj cymi  neonami,  by 
uczestniczy  w drganiach przepychaj cego si  tłumu. Je li my limy o społecznym wpływie reklamy, 
to  jej  pierwsz ,  cz sto  niezauwa an   konsekwencj   jest  zmiana  fizycznego  oblicza  centrów  naszych 
miast.  Przekształcaj c  fizyczn   topografi ,  zast puj c  stare  katedry  i  ratusze  czy  wie e  pałacowe, 
reklama  umie ciła  „płon c   głowni ”  na  szczycie  naszej  cywilizacji.  Stała  si   znakiem  dóbr 
materialnych, symbolem nowego stylu  ycia, heroldem nowych warto ci. Podobnie jak moda, reklama 
niesie  oczarowanie.  Samochód  staje  si   znakiem  pomy lnie  prze ytego  „zasobnego 

ycia”. 

Gospodarka  konsumpcyjna  urzeczywistnia  si   w  pozorach.  To,  co  pokazuje  si   i  wystawia,  jest 

wiadectwem  osi gni .  Awans  nie  oznacza  ju ,  jak  to  było  w  XIX  w.,  wspinania  si   po  drabinie 

społecznej, lecz uczestnictwo w okre lonym stylu  ycia; klub, podró e, hobby-  wiadcz  o przynale -
no ci do społeczno ci konsumpcyjnej. 

W  skomplikowanym,  składaj cym  si   z  wielu  grup,  mobilnym  społecze stwie  reklama  spełnia 

równie   kilka  funkcji  „po rednicz cych”.  Stany  Zjednoczone  były  zapewne  pierwszym  wielkim 
krajem  w  historii,  w  którym  zmiana  została  wbudowana  w  ycie  społeczne,  a  sporo  problemów 
zwi zanych  ze  statusem  wynikło  po  prostu  z  niezwykłego  tempa  dokonuj cych  si   przemian. 
W istocie rzeczy niewiele jest społecze stw zdolnych do absorpcji szybkich zmian. Główne instytucje 
społeczne  -  rodzina,  ko ciół,  system  edukacyjny  -  maj   za  zadanie  przekazywanie  zwyczajów. 
Gwałtowne  zmiany  społeczne  nieuchronnie  powoduj   zamieszanie,  gdy  chodzi  o  gusta,  wła ciwy 
sposób

 

zachowania  czy  ubierania  si .  Osoba  społecznie  mobilna  nie  dysponuje  gotowymi 

wskazówkami, jak  y  „lepiej” ni  dot d: uzyskuje je z filmu, telewizji, reklamy. Pod tym wzgl dem 
reklama odgrywa subtelniejsz  rol , ni  tylko stymulowanie potrzeb. W czasopismach kobiecych oraz 
wyszukanych magazynach, jak „New Yorker”, reklama uczy  miała ludzi jak si  ubiera , jak urz dzi  
dom,  jakie  kupowa   wina,  krótko  mówi c  -  uczy   stylu  ycia  odpowiadaj cego  nowemu  statusowi. 

                                                                                                                                                                                                      
1929, Harcourt, Brace, s. 251). W 1890 r. naj mielszym marzeniem chłopca z Middletown był kucyk. W 1923 r., «kultura 
je dziecka»  w  Middletown  niemal  zanikła".  Pierwszy  samochód  pojawił  si   tam  w  1900  r.  W  1906  r.  było  ich 
„prawdopodobnie  dwie cie  w  miasteczku  i  w  hrabstwie".  Pod  koniec  1923  r.  było  ich  ponad  6200,  czyli  jeden  na  ka de 
sze   osób,  czy  te   z  grubsza  dwa  samochody  na  trzy  rodziny.  „Usankcjonowane  warto ci  grupowe  -  pisali  Lyndowie  - 
zostały  podwa one  wskutek  inwazji  samochodów  na  bud ety  rodzinne.  Nie  było  odosobnionym  zdarzeniem  zastawienie 
domu, by kupi  auto" (ibid., s. 254). 

background image

 

10

Aczkolwiek  pocz tkowo  zmiany  dotyczyły  przede  wszystkim  obyczajów,  ubioru,  gustu  i  sposobu 
od ywiania  si ,  wcze niej  czy  pó niej  musiały  zacz   wywiera   wpływ  na  bardziej  podstawowe 
wzorce:  struktur   autorytetu  w  rodzinie,  rol   dzieci  i  młodocianych  jako  konsumentów,  normy 
moralne i sens ró nych osi gni  w społecze stwie. 

Od momentu, gdy konsumpcja masowa i wysoki poziom  ycia zostały uznane za prawomocny cel 

funkcjonowania gospodarki, wszystko to ł cznie nap dzało zmiany społeczne i wymuszało zgod  na 
przeobra enia  kultury.  Sprzedawanie  stało  si   najbardziej  atrakcyjn   działalno ci   we  współczesnej 
Ameryce: sprawiło, i  rozrzutno  zast piła oszcz dzanie, wystawno  - ascetyzm. 

Nie byłoby to mo liwe, gdyby nie rewolucja, jak  spowodowała sprzeda  ratalna. Praktykowano j  

sporadycznie w Stanach Zjednoczonych ju  przed I wojn   wiatow , wówczas jednak odznaczała si  
dwiema  szczególnymi  cechami.  Po  pierwsze,  w  wi kszo ci  przypadków  przeznaczona  była  dla 
ubogich,  którzy  nie  mogli  pozwoli   sobie  na  powa ne  wydatki.  Płacili  tygodniowe  raty  sprzedawcy 
zbieraj cemu  nale no ci.  Kupowanie  na  raty  było  wi c  wówczas  oznak   niepewnej  sytuacji 
finansowej.  Po  drugie,  oznaczało  w  oczach  warstw  rednich  zadłu enie,  a  zaci ganie  długów 
uchodziło za niemoralne i niebezpieczne. Jest to, jak powiedziałby Micawber, oznaka  ycia ponad stan 
i wiedzie do n dzy. Moralno  kazała by  przezornym i pracowitym. Gdy chce si  co  kupi , trzeba 
najpierw  zaoszcz dzi .  Cały  pomysł  ze  sprzeda   na  raty  polegał  na  zast pieniu  okre lenia  „dług” 
przez „kredyt”. Miesi czne nale no ci przekazywa  zacz to poczt , na zasadach transakcji typowych 
dla przedsi biorstw. 

Oszcz dzanie  -  czy  te   wstrzemi liwo   -  stanowiło  sedno  etyki  protesTanckiej.  Zgodnie 

z koncepcj  Adama Smitha czy te  Nassaua (seniora) mocno utrwaliło si  przekonanie, i  przyczynia 
si   ono  do  przyszłej  zamo no ci,  a  wynagradza  je  procent.  Przełomem  stała  si   zmiana  obyczajów 
bankowych.  Przez  lata  moralno   warstw  rednich  kazała  ludziom  obawia   si   przekroczenia  swego 
konta.  Pod koniec  lat  sze dziesi tych  banki  zacz ły  usilnie  reklamowa   sw   gotowo   zapewniania 
klientom rezerwy gotówkowej, si gaj cej niekiedy kilku tysi cy dolarów spłacanych w miesi cznych 
ratach.  Odt d  nikt  nie  musiał  si   wi c  obawia   pój cia  za  impulsem  na  jakiej   licytacji  czy 
wyprzeda y. Kuszeniu konsumenta nie było ju  granic.

 

Van  Wyck  Brooks  zauwa ył  kiedy ,  i   w  krajach  katolickich  zachowanie  wieckie  mo e  si  

dowolnie zmienia  dopóty, dopóki w mocy pozostaje moralno  religijna. W Ameryce stare warto ci 
protestanckie zostały w zasadzie porzucone, a  wieckie satysfakcje wymkn ły si  spod kontroli. Stary 
ameryka ski  system  warto ci  kładł  nacisk  na  sukces,  a  o  charakterze  człowieka  wiadczy   miała 
jako  jego dokona . W latach pi dziesi tych sukces nadal si  liczył, ale  wiadczy  miał o nim status 
i gust. Kultura nie troszczyła si  ju  o to, jak pracowa  i osi ga  sukces, lecz jak wydawa  i czerpa  
z tego  rado .  Mimo  posługiwania  si   wci   j zykiem  etyki  protestanckiej,  kultura  ameryka ska 
w latach pi dziesi tych stała si  hedonistyczna, nastawiona na zabaw , rozrywk  i wystawno , przy 
czym - jak to zazwyczaj w Ameryce - w nastawieniu tym było co  z przymusu.

 

wiat  hedonizmu  to  wiat  mody,  fotografii,  reklamy,  telewizji,  podró y.  Jest  to  wiat  pozorów, 

w którym  yje  si   oczekiwaniami,  raczej  tym,  co  ma  si   sta ,  ni   tym  co  jest,  a  to,  co  ma  przyj   - 
przychodzi   ma  bez  wysiłku.  Nie  jest  bynajmniej  przypadkiem,  e  ciesz ce  si   powodzeniem 
czasopismo  -  o  ponad  6-milionowym  nakładzie  w  1970  r.  -  nosi  tytuł  „Playboy”;  sukces  polega  tu 
głównie  na  zach caniu  do  fantazjowania  na  temat  m skich  wyczynów  seksualnych.  Je li,  jak  pisał 
Max  Lerner,  seks  jest  ostatni   granic   ameryka skiego  ycia,  to  motyw  sukcesu  znajduje  swoje 
spełnienie w seksie. W latach pi dziesi tych i sze dziesi tych kult Orgazmu zast pił kult Mamony, 
stanowi cy dot d główn  ameryka sk  nami tno .

 

Nic  nie  wiadczy  tak  dobitnie  o  ameryka skim  hedonizmie  jak  Kalifornia.  Otwieraj cy  numer 

„Time” artykuł zatytułowany California: A State of Excitement [Kalifornia: stan podniety] zaczynał si  
tak oto: 

Kalifornia  jest  jakby  krajem  samym  dla  siebie,  niesie  jednak  Amerykanom  dziwn   nadziej ,  ekscytacj ,  ale  i  troch  

obaw. Wi kszo  z nich postrzega j  przede wszystkim jako boskie, wspaniałe poszukiwanie przyjemno ci. Mieszka cy tej 
bajecznej krainy zdaj  si  nieustannie pławi  w basenach, wygrzewa  na sło cu, opala  na pla ach topless lub zgoła nago 
w drowa   po  rezerwatach  sekwoi,  znajdowa   pieni dze  na  ulicy,  a  kiedy  przerywaj   te  uciechy,  by  zaczerpn   tchu  - 
pozuj   przed  obiektywem,  wystawiaj c  si   na  podziw  wiata.  „Widziałem  przyszło ”  -  powiada  kto   po  powrocie 

background image

 

11

z Kalifornii - „jest zabaw ”

12

Moralno  uciechy zajmuje w rezultacie miejsce „moralno ci dobroci”, która pow ci gała pop dy. 

Brak  prze ycia  uciechy  wywołuje  refleksj :  „co   jest  ze  mn   nie  tak”.  Dr  Wolfenstein  zauwa a: 
„Podczas  gdy  kiedy   zado uczynienie  zakazanym  pop dom  powodowało  poczucie  winy,  dzi   ich 
niezaspokojenie obni a szacunek dla samego siebie”

13

.

 

Moralno   uciechy  dotyczy  zazwyczaj  seksu.  I  tu  kuszenie  konsumenta  nie  ma  ju   granic. 

Najdoskonalsz  tego ilustracj  była, jak s dz , dwustronicowa reklama w „New York Times” z 1973 
r. powiadaj ca: „Skorzystaj z Boba i Carol, Teda i Alice lub Phila i Anny - le  na wakacje”. Reklama 
wykorzystała  zabawny  film  o  niezr cznych  próbach  wymiany  partnera  przez  dwie  zaprzyja nione 
pary.  Towarzystwo  lotnicze  Eastern  Airlines  proponowało:  „Przeniesiemy  ci   na  Karaiby, 
wynajmiemy ci domek. Le  dzi , zapłacisz jutro”. Reklama nie mówiła, ile zapłacisz, lecz  e mo esz 
zapomnie  o pieni dzach (i o winie) i polecie  na pokładzie Boba i Carol lub Teda i Alice. Prosz  to 
porówna   z  trzynastoma  cnotami  Franklina,  do  których  nale ały  umiarkowanie,  wstrzemi liwo , 
czysto . Pod koniec stulecia ko ciół na  rodkowym Zachodzie miał posiadło , w której mie cił si  
burdel.  Mo na  tam  było  przynajmniej  powiedzie :  „Sprzedajemy  ciała,  by  mie   pieni dze  na 
ratowanie dusz”. Dzi , gdy sprzedaje si  ciało, nie ratuje si  ju  duszy.

 

Rezultatem porzucenia purytanizmu i etyki protestanckiej jest oczywi cie pozbawienie kapitalizmu 

wszelkiej  transcendentalnej  etyki  czy  moralno ci.  Powoduje  to  nie  tylko  rozbie no   norm  kultury 
i norm  struktury  społecznej,  lecz  równie   wewn trzne  sprzeczno ci  tej  struktury.  Z  jednej  strony, 
korporacje  oczekuj   od  jednostki  ci kiej  pracy,  robienia  kariery,  zgody  na  pó niejsz   gratyfikacj , 
czyli - pragn , by stała si  człowiekiem organizacji. Z drugiej za  - wytwory i rozrywki proponowane 
przez  korporacje  skłaniaj   ludzi  do  u ywania,  natychmiastowych  przyjemno ci,  pozwalania  sobie. 
W dzie  masz by  przyzwoitym człowiekiem, w nocy - latawcem. Na tym ma polega  samorealizacja!

 

Pop-hedonizm 

W Stanach Zjednoczonych tradycyjn  moralno  zast piła psychologia, a win  - niepokój. Epoka 

hedonizmu  dysponuje  te   wła ciw   sobie  psychoterapi .  Psychoanaliza  zrodziła  si   przed  I  wojn  

wiatow , by upora  si  z represyjnymi funkcjami purytanizmu. Epoka hedonizmu ma natomiast swój 

udział  w  kształtowaniu  wra liwo ci,  spotkaniach  grupowych,  „terapii  rado ci”  i  tym  podobnych 
technikach odznaczaj cych si  dwiema wyrastaj cymi z hedonizmu cechami: stosowane s  one niemal 
wył cznie  grupowo  i  próbuj   „odblokowa ”  jednostk   poprzez  kontakt  fizyczny,  macanie,  dotyk, 
głaskanie, manipulowanie. O ile celem psychoanalizy -  ci le zwi zanym z jej kontekstem moralnym - 
było sprawienie,  aby, poprzez wgl d  w  samego  siebie,  pacjent potrafił  inaczej ni  dot d pokierowa  
swoim  yciem, o tyle nowe terapie maj  charakter całkowicie instrumentalny i psychologistyczny. Ich 
celem jest wyzwolenie jednostki z zahamowa  - tak, by mogła łatwiej wyrazi  swe pop dy i uczucia.

 

Epoce  hedonistycznej  odpowiada  równie   jej  własny  styl  kultury  -  pop.  Pop-art,  zdaniem  krytyka 

Lawrence'a Allowaya (jest on autorem nazwy tego stylu), odzwierciedla estetyk  dostatku. Ikonografia 
pop-artu  wywodzi  si   ze  wiata  codziennego:  tworz   j   przedmioty  u ytku  domowego,  „kadry 
z filmów  i  telewizji,  ywno   (hamburgery  i  butelki  po  coca-coli),  odzie .  Istota  pop-artu  polega  na 
tym,  e w obrazach nie ma napi cia - jest tam tylko parodia. Mamy tu i półtorametrowe powi kszenie 
zwykłej  nalepki  pocztowej  Alexa  Haya,  i  ogromny  notatnik  Roya  Lichtensteina,  i  wielki  hamburger 
z winylu Claesa Oldenburga; parodie przedmiotów, lecz zawsze w dobrodusznym nastroju wesoło ci. 
Estetyka  pop,  jak  pisze  Suzi  Gablik,  zakłada  „erozj   poprzednio  ustalonej  herarchii  (Mondrian 
i Myszka Miki s  teraz jednakowo wa ni) i tak  ekspansj  układu odniesienia sztuki, by obejmowała 
elementy znajduj ce si  dot d poza jej zasi giem -jak technika, kicz czy humor”

14

                                                           

12

 „Time" 1969, 7 listopada, s. 60. 

13

 M. Wolfenstein, The Emergence ofFun Morality, w: Mass Leisure, E. Larrabee, R. Meyersohn (red.), Glencoe 1958, 

Free Pressrs- 86. 

14 

The Long Front of Culture, w: Pop Art Redefined, J. Russell, S. Gablik (red.), London 1969, Thames and Hudson, 

background image

 

12

Epoka  hedonizmu  ma  wreszcie  odpowiedniego  dla  siebie  proroka  -  Marshalla  McLuhana.  Jest  to 

epoka  marketingu,  wiedza  bowiem  zakodowana  zostaje  w  przesłaniach  o  postaci  formuł,  sloganów 
binarnych  odró nie .  Gdy  rozumie  si   kod,  ma  si   miłe  poczucie  rozumienia  otaczaj cego  wiata 
w całej jego zło ono ci. McLuhan jest autorem, który nie tylko zdefiniował epok  hedonizmu w tego 
rodzaju  kategoriach  dotycz cych  sposobu  kodowania,  ale  ponadto  zwie czył  swe  dzieło 
egzemplifikuj c  w  sobie  wła ciwym  stylu  sposób  kodowania  własnych  my li  tej  epoki 
w odpowiadaj cych jej  formułkach.  Idea,  e  medium jest przesłaniem  (a  wi c,  e  idee  s  wtórne  lub 
si   nie  licz ),  e  jedne  media  s   „gor ce”,  jak  radio  (wykluczaj   odbiorc ),  a  inne  -  jak  telewizja  - 
„zimne” (wymagaj  udziału odbiorcy);  e kultura słowa drukowanego ma charakter linearny, a kultura 
obrazu  jest  symultaniczna  -  wszystkie  te  odró nienia  bynajmniej  nie  maj   by   stosowane  w  sposób 
analityczny czy te  empirycznie sprawdzalny. S  to litanie maj ce przynie  ulg  ludzkim niepokojom 
i wzmóc poczucie zadomowienia w  wiecie nowych rodzajów komunikacji. Pełni  one rol  tureckiej 
ła ni dla umysłu. Tak to Marshall McLuhan reklamuje ludzkie marzenia i to na wiele sposobów.

 

W latach sze dziesi tych zrodził si  nowy styl kultury. Mo na go nazwa  psychodelicznym lub -

jak  nazywaj   go  zwolennicy  -  „kontrkultur ”.  Zapowiadał  gwałtowny  sprzeciw  wobec  warto ci 
mieszcza skich  i  tradycyjnych  kodów  ameryka skiego  stylu  ycia.  „Bur uazja  -  powiadano  - 
obsesyjnie  goni  za  zyskiem;  jej  ycie  seksualne  jest  pruderyjne  i  pozbawione  smaku;  stosunki 
rodzinne, niewolniczy konformizm w sposobie ubierania si  i zalecania - s  poni aj ce; jej zabójcza 
rutynizacja  ycia jest nie do zniesienia [...]”

15

 

Wypowiedzi te s  zabawne ze wzgl du na swój – styl polemiczny oraz na ideologiczn  wtórno  

wobec  tego,  co  sze dziesi t  lat  wcze niej  głosili  „młodzi  intelektuali ci”.  Ten  ich  karykaturalny 
charakter  był  jednak  niezb dny,  aby  nowa  kontrkultura  robiła  wra enie  bardziej  odwa nej 
i rewolucyjnej, ni  była faktycznie. Była to kawaleryjska szar a, maj ca podkre li  ró nic , która ju  
nie istniała. Mimo swego radykalizmu nowy ruch nie był ani odwa ny, ani rewolucyjny. Był po prostu 
przedłu eniem  hedonizmu  lat  pi dziesi tych  i  oznaczał  demokratyzacj   libertynizmu,  osi gni t  
du o  wcze niej  przez  cz

  warstw  wy szych.  Podobnie  jak  polityczny  radykalizm  lat 

sze dziesi tych  pojawił  si   dziesi   lat  po  niepowodzeniach  politycznego  liberalizmu,  tak  te  
i psychodeliczne  skrajno ci  -  seksualno ,  nago ,  perwersja,  marihuana  i  rock  -  oraz  kontrkultura 
stanowiły kontynuacj  hedonizmu lat pi dziesi tych. 

Spróbujmy  podsumowa .  Erozja  tradycyjnych  ameryka skich  warto ci  przebiegała  w  dwóch 

płaszczyznach. W dziedzinie kultury i idei gwałtowny atak na  ycie małomiasteczkowe za jego kr pu-
j cy i banalny charakter wszcz ła w drugiej dekadzie stulecia  wiadoma swych celów grupa „młodych 
intelektualistów”.  W  nast pnym  dziesi cioleciu  znalazł  on  przedłu enie  w  dziennikarstwie  H.  L. 
Menckena oraz esejach i powie ciach Sherwooda Andersona i Sinclaira Lewisa. 

Bardziej  zasadnicze  przeobra enia  zachodziły  jednak  w  samej  strukturze  społecznej;  polegały  na 

zmianie  motywacji  i  celów  w  systemie  ekonomicznym.  Wzrost  bogactwa  plutokracji  oznaczał,  e 
praca  i  akumulacja  przestały  ju   by   celem  samym  dla  siebie  (nawet  je li  miały  jeszcze  zasadnicze 
znaczenie  dla  jakiego   Johna  D.  Rockefellera  czy  Andrew  Carnegie'ego),  a  stały  si   rodkiem  do 
konsumpcji i wystawno ci.  wiadectwem sukcesu przestała by  praca i boska predestynacja, stał si  
nim status i jego oznaki.

 

W historii społecznej jest to normalny proces towarzysz cy powstawaniu nowej klasy, aczkolwiek 

w  przeszło ci  to  potomkowie  wojowników  porzucali  sparta ski  tryb  ycia  na  rzecz  sybarytyzmu. 
Kiedy   klasy  parewniuszowskie  mogły  jednak  dystansowa   si   od  reszty  społecze stwa,  a  tego 
rodzaju  przekształcenia  przebiegały  zazwyczaj  bez  naruszania  stylu 

ycia  warstw  ni szych. 

Rzeczywista  rewolucja  nowoczesnego  społecze stwa  nast piła  w  latach  dwudziestych,  kiedy  to 
masowa  produkcja  i  wysoka  konsumpcja  zacz ły  przekształca   ycie  warstw  rednich.  W  rezultacie 
etyk   protestanck   oraz  styl  ycia  warstw  rednich  zast pił  materialistyczny  hedonizm,  a  postaw  
puryta sk   -psychologiczny  eudajmonizm.  Społecze stwo  bur uazyjne,  znajduj ce  uzasadnienie 
i czerpi ce  energi   z  tej  dawniejszej  etyki,  nie  mogło  łatwo  pogodzi   si   ze  zmian .  Zawzi cie 

                                                                                                                                                                                                      
s. 4. Kapitalnym dokumentem tego ruchu jest, jak si  uznaje, list Richarda Hamiltona z 16 stycznia 1957 r., w którym pisał, 
i  pop-art stanowi sztuk  „popularn  (przeznaczon  dla masowego odbiorcy), przemijaj c  (obliczon  na krótkie trwanie), 
do  stracenia  (łatwo daje  si  zapomnie ),  tani ,  produkowan   masowo, młod   (lubian   przez  młodzie ),  dowcipn , seksy, 
przebiegł , czarodziejsk , zwi zan  z wielkim biznesem". 

15

 T. Roszak, The Making ofa Counter ettkure, Garden-City 1969, Doubleday, s. 35. 

background image

 

13

popierało  hedonistyczny  styl

 

ycia  -  o  czym  wiadcz   cho by  reklamy  z  lat  dwudziestych  -  ale  nie 

było  w  stanie  tego  uzasadni .  Brakowało  mu  nowej  religii  czy  te   systemu  warto ci,  który  mógłby 
zast pi  stary. Rezultatem była wła nie rozbie no , o której tu mowa. 

Pod  pewnym  jednak  wzgl dem  omawiana  zmiana  jest  czym   wyj tkowym  w  historii  ludzko ci. 

Przez  tysi clecia  zadaniem  gospodarki  było  zaspokajanie  codziennych  potrzeb,  zapewnianie 
odpowiednich  warunków  ycia.  Dla  kolejnych  warstw  wy szych  gospodarka  była  podstaw   ich 
statusu  i  wystawnego  trybu  ycia.  Teraz  natomiast  została  ona  podporz dkowana  wymogom  kultury 
i to na  skal   masow .  Kultura -  nie tyle  symboliczna czy te  w swym przesłaniu moralnym,  ile  jako 
styl  ycia - stała si  sił  dominuj c . 

„Nowy  kapitalizm”  (okre lenie  to  zrodziło  si   w  latach  dwudziestych)  nadal  wymagał  etyki 

protestanckiej  w  sferze  produkcji,  to  znaczy  pracy,  ale  stymulował  potrzeb   przyjemno ci  i  zabawy 
w konsumpcji. Rozbie no  stawała si  coraz gł bsza. Rozmach  ycia miejskiego, ró norodno  jego 
rozrywek  i  impulsów;  nowa  rola  kobiety  spowodowana  przez  coraz  wi ksz   liczb   stanowisk  pracy 
biurowej  oraz  swobod   kontaktów  społecznych  i  seksualnych;  rozwój  kultury  narodowej  dzi ki 
filmom i radiu - wszystko to sprzyjało osłabieniu autorytetu starego systemu warto ci. 

Postaw   puryta sk   opisa   mo na  najpro ciej  jako  zgod   na  „opó nion   gratyfikacj ” 

i powstrzymanie  si   od  niej.  Jest  to  oczywi cie  maltuzja skie  zalecenie  ostro no ci  w  wiecie 
niedostatku.  Ameryka ski  system  gospodarczy  głosił  wszak e,  i   zapewnia  obfito ,  a  obfito  
zach ca raczej do rozrzutno ci ni  do rozwagi. Motorem przemian staje si  tym samym nie praca jako 
taka,  lecz  wy szy  poziom  ycia.  Uzasadnieniem  systemu  staje  si   gloryfikacja  dostatku,  a  nie  -  jak 
uprzednio  -  uzale nienie  od  sk pej  przyrody.  Wszystko  to  nie  dawało  si   jednak  w  aden  sposób 
pogodzi   z  teologicznymi  i  socjologicznymi  podstawami  dziewi tnastowiecznego  protestantyzmu, 
który był fundamentem ameryka skiego systemu warto ci.  

W  latach  dwudziestych,  a  tak e  pi dzi si tych  i  sze dziesi tych  niespójno ci  te  skrywało 

optymistyczne przekonanie o moralnej aprobacie społecze stwa dla materialnej obfito ci. Reklama lat 
dwudziestych  podejmowała  wulgarny  wysiłek  stworzenia  moralnej  apologii  dostatku.  (Bruce  Barton 
np.  twierdził,  i   Jezus  był  najwi kszym  sprzedawc   wszystkich  czasów

16

.)  W  latach  pi dziesi tych 

odpowiadała  temu  wyszukana  retoryka  czasopism  Luce'a,  prawi cych  o  tajemnicy  wydajno ci 
i „permanentnej  rewolucji”,  w  wyniku  której  ameryka ski  system  gospodarczy  przyczynia  si   do 
nadchodz cej  prosperity  w  całym  wiecie.  Osobliwy  to  fakt,  e  „Time”,  podobnie  jak  „Reader's 
Digest”,  zało one  zostały  w  latach  dwudziestych  i  obydwa  te  pisma  promowały  przeobra enia 
warto ci  (pierwsze  -  miejskiej,  drugie  -  małomiasteczkowej  warstwy  redniej)  w  styl 

ycia 

ameryka skich  warstw  rednich  w  połowie  naszego  stulecia.  Geniusz  Henry'ego  Luce'a  polegał  na 
tym,  i   tradycyjne  warto ci  ameryka skie:  wiar   w  Boga,  prac ,  sukces,  potrafił  -  za  po rednictwem 
j zyka  nadchodz cej  cywilizacji  miejskiej  -  przeło y   na  wiar   w  ameryka skie  przeznaczenie 
(„ameryka skie  stulecie”)  w  skali  wiatowej.  (Socjologiczn   ciekawostk   jest  natomiast  fakt,  e  ten 
wychowany  w  Chinach,  a  nie  w  Stanach  Zjednoczonych,  Auslander  sławił  bardziej  rodzime 
ameryka skie warto ci ni  tubylcy.) Luce zdołał tego dokona , stapiaj c rytm nowego, ekspresyjnego 
dziennikarstwa,  j zyk  odzwierciedlaj cy  nowe  zjawiska,  z  tempem  ycia  miejskiego  i  nowym 
hedonizmem. Z tego punktu widzenia nie jest przypadkiem, i  własnym pismem Luce'a, jego osobist  
kreacj   była  „Fortune”.  „Time”  zawdzi czał  swój  rozmach  koledze  Luce'a  z  Yale,  Brittonowi 
Haddenowi (natomiast koncepcj  „Life” opracowali Daniel Longwell oraz inni redaktorzy czasopisma 
„Time”). Ameryka ski biznes był dynamicznym czynnikiem katapultuj cym małomiasteczkowe  ycie 
ameryka skie  w  obr b  wiatowej  gospodarki.  A  wszystko  to  dokonywało  si   w  j zyku  i  pod 
przykrywk   etyki  protestanckiej.  Przeobra enie  jest  faktem  niepodlegaj cym  dyskusji  Jawne 

                                                           

16 

Barton  był  zało ycielem  dobrze  znanej  agencji  reklamowej  BBD&O  (Batten,  Barton,  Durstine  i  Osborn).  Pogl dy 

swe wyło ył w ksi ce The Men Nobody Knows (1924), która stała si  natychmiast bestsellerem. Frederick J. Hoffman tak 
oto pisze o tej ksi ce: „Rzeczywisty Jezus, którego pan Barton wydobył, jak twierdzi, z biblijnego tekstu, wykaza  miał 
swe zdolno ci biznesmena, wyci gaj c dwunastu nikomu nieznanych ludzi z ich anonimowej przeszło ci i wł czaj c ich do 
najwi kszej organizacji wszechczasów. Jezus znał i kierował si  «wszystkimi zasadami współczesnego handlu», twierdzi 
Barton. Te paralele były najpot niejszym chwytem reklamowym, jaki kiedykolwiek zastosowano. Przedstawiaj c Jezusa, 
jako zało yciela nowoczesnego biznesu, Barton powoływał si  na słowa: «Azali nie wiesz,  e musz  troszczy  si  o interes 
mego ojca?»" (patrz The Twenties, New York 1955, Viking, s. 326). 

background image

 

14

sprzeczno ci w j zyku i w ideologii - stały si  oczywiste dopiero dzi

17

 

Abdykacja klasy korporacyjnej 

Ostateczn   podstaw   ka dego  systemu  społecznego  jest  społeczne  uznanie  moralnej  legitymizacji 

władzy. Stare uzasadnienie społecze stwa mieszcza skiego polegało na obronie własno ci prywatnej, 
która  z  kolei  znajdowała  swe  usprawiedliwienie  w  twierdzeniu  Locke'a,  i   ka dy  przekształca  sw  
prac  we własno . Jednak e dwudziestowiecznemu „nowemu kapitalizmowi” brak takiego moralnego 
uzasadnienia i w okresach kryzysu b d  to odwołuje si  do tradycyjnych warto ci, które coraz mniej 
odpowiadaj  rzeczywisto ci społecznej, b d  okazuje si  ideologicznie bezsilny. 

W  tym  kontek cie  postrzega   mo na  słabo ci  ameryka skiego  kapitalizmu  korporacyjnego, 

próbuj cego  poradzi   sobie  z  dylematami  naszych  czasów.  Konflikty  polityczne  i  aksjologiczne 
w Stanach  Zjednoczonych  rozpatrywa   mo na  w  dwóch  perspektywach.  Z  jednej  widoczne  s  
sprzeczno ci  ekonomiczne  i  gospodarcze,  przeciwstawiaj ce  farmera  bankierowi,  robotnika 
przedsi biorcy i prowadz ce do konfliktów grup interesów, szczególnie ostrych w latach trzydziestych. 
Z  drugiej  za   perspektywy,  przeciwstawiaj cej  „tradycj ”  „nowoczesno ci”,  rozpatrywa   mo na 
polityk   lat  dwudziestych,  a  w  pewnej  mierze  równie   i  pi dziesi tych.  Odznaczała  si   ona 
prowincjonaln ,  małomiasteczkow   tendencj   protestanck ,  maj c   na  celu  obron   warto ci 
historycznych przed kosmopolitycznym liberalizmem zainteresowanym reformami i opiek  społeczn . 
Przyczyny  konfliktu  le   nie  tyle  w  sferze  gospodarczej,  ile  społeczno-kulturalnej.  Tradycjonali ci 
broni  religii  fundamentalistycznej, cenzury, ustaw  antyaborcyjnych i  antyrozwodowych. Moderni ci 
opowiadaj  si  za  wieck  racjonalno ci , swobod  stosunków osobistych, tolerancj  wobec dewiacji 
seksualnych  itd.  Stanowi  to  odzwierciedlenie  konfliktów  kulturowych  w  sferze  polityki,  a  w  tej 
mierze, w jakiej kultura wyra a i uzasadnia do wiadczenie społeczne, jest to równie  obszar polityki 
symbolicznej czy te  ekspresyjnej. 

Z  tego  punktu  widzenia  wielki  symboliczny  problem  polityki  ameryka skiej  stanowiła  prohibicja. 

Była  ona  główn   i  niemal  ostatni   prób   narzucenia  przez  małomiasteczkowych  tradycjonalistów 
swoich  warto ci  reszcie  społecze stwa.  Pocz tkowo  tradycjonali ci  oczywi cie  wygrywali. 
Maccartyzm  lat  pi dziesi tych  był  w  nieco  tylko  innym  sensie  prób   narzucenia  całemu 
społecze stwu  przez te  same  siły jednolitej moralno ci politycznej, maj cej opiera  si  na zgodno ci 
z ideologi   amerykanizmu  i  na  radykalnej  formie  antykomunizmu.  W  przeciwie stwie  do  tego 
podstaw  kampanii wyborczej McGoverna w 1972 r. była „nowa polityka”, odpowiadaj ca d eniom 
modernistów  -  wyzwoleniu  kobiet,  swobodzie  seksualnej  -  a  tak e  radykałów  w  kulturze,  chwilowo 
sprzymierzonych z Murzynami oraz innymi grupami mniejszo ciowymi. 

Ciekawe,  e  „nowy  kapitalizm”  obfito ci,  który  pojawił  si   w  latach  dwudziestych,  nigdy  nie 

potrafił  -  inaczej  ni   w  kwestiach  polityczno-gospodarczych  -  sformułowa   swych  pogl dów 
w sprawach  polityczno-kulturowych.  Ze  wzgl du  na  swe  wewn trzne  rozdarcie  nie  mógł  nawet  tego 
uczyni . Jego warto ci wywodz  si  z tradycjonalistycznej przeszło ci, a jego j zyk jest archaizmem 
protestanckiej etyki. Jego technika i dynamika - duch nieustannych innowacji i wytwarzania nowych 
„potrzeb”  -  wywodz   si   natomiast  z  modernizmu.  Tym,  co  naprawd   mogłoby  zagrozi   „nowemu 
kapitalizmowi”, byłoby powa ne trzymanie si  zasady opó nionej gratyfikacji. 

Kiedy  członkowie  klasy  korporacyjnej  próbowali  zaj   stanowisko  w  kwestiach  polityczno-

kulturowych,  ujawniały  si   natychmiast  podziały  geograficzne.  Przedstawiciele  tej  klasy  pochodz cy 
ze 

rodkowego  Zachodu,  z  Teksasu  b d   z  małych  miasteczek  odznaczali  si   postaw  

tradycjonalistyczn ; ci ze Wschodu lub wychowankowie najlepszych uniwersytetów Ligi Bluszczowej 
byli  bardziej  liberalni.  Pó niej  te  ró nice  postaw  stały  si   bardziej  zwi zane  z  wykształceniem 
i wiekiem  ni   z  regionem.  Pozostaje  jednak  faktem,  e  nowy  kaptałizm  przyczynił  si   przede 
wszystkim  do  przekształcenia  społecze stwa  i  w  toku  tego  procesu  do  podwa enia  postaw 
puryta skich,  nigdy  jednak  nie  potrafił  stworzy   skutecznej  nowej  ideologii,  przystaj cej  do 

                                                           

17

 Znakomit  analiz  tego zagadnienia przedstawia I. Kristol w When Virtue Loses All Her Loveliness, w: Capitalism 

Today, D. Bell, I. Kristol (red.), New York 1971, Basic Books. 

background image

 

15

dokonuj cych si  przeobra e  i sam cz sto pozostawał niewolnikiem protestanckich warto ci.

 

Siły  modernizmu  -  które  w  kwestiach  społecznych  i  kulturalnych  wzi ły  gór   nad 

tradycjonalizmem  -  to  intelektuali ci,  profesorowie,  jednostki  zainteresowane  reformami  (cho , 
paradoksalnie,  ruch  na  rzecz  prohibicji,  skierowany  przeciwko  chorobom  industrializacji  i  ycia 
miejskiego,  miał  w  swych  pocz tkach  sprzymierze ców  wła nie  w  reformatorach).  Ze  wzgl dów 
politycznych  sprzyjali  im  równie   przywódcy  zwi zków  zawodowych  oraz  grup  etnicznych

18

Filozofi  dominuj c  był liberalizm, krytykuj cy nierówno  oraz społeczne koszty kapitalizmu. Fakt, 
i   gospodarka  korporacyjna  nie  dysponowała  spójnym  systemem  warto ci  lub  nadal  odwoływała  si  
do  wyblakłych  cnót  protestanckich  oznaczał,  e  liberalizm  nie  napotykał  na  ideologiczny  sprzeciw. 
W dziedzinie  kultury  oraz  w  kwestiach  społeczno-kulturalnych  -  krótko  mówi c,  w  filozofii 
politycznej  -  klasa  korporacyjna  abdykowała.  W  ci gu  tych  kilku  dziesi cioleci  liberalizm  jako 
ideologia 
zdominował kultur . 

Z  punktu  widzenia  kultury  polityk   lat  1920  -1960  wyznaczała  walka  mi dzy  tradycj  

a modernizmem.  W  latach  sze dziesi tych  nowy  styl  kultury  pot pił  warto ci  mieszcza skie 
i tradycyjny  kodeks  ameryka skiego  stylu 

ycia.  Jak  próbowałem  jednak  pokaza ,  kultura 

mieszcza ska znikła ju  wcze niej. Kontrkultura uciele niała tendencje zainicjowane sze dziesi t lat 
wcze niej  przez  liberalizm  polityczny  i  kultur   modernistyczn   i  oznaczała  w  gruncie  rzeczy  rozłam 
w ruchu  modernistycznym.  Realizowała  ona  bowiem  w  stylu  ycia  hasła  wolno ci  osobistej  i  nie 
ograniczonego eksperymentowania równie  w  yciu seksualnym, podczas gdy liberalizm - aprobuj c 
je w sztuce i sferze wyobra ni - nie był gotów (przy czym nie bardzo potrafił wytłumaczy , dlaczego) 
i  a  tak daleko. Aprobował zasadniczo tolerancj , ale nie potrafił  ci le okre li  jej granic. Na tym 
polegał jego dylemat. W kulturze, jak i w polityce liberalizm został przyparty do muru. 

Co  wi cej,  popadał  on  w  kłopoty  równie   w  gospodarce,  to  jest  w  dziedzinie,  w  której  chciał 

reformowa   kapitalizm.  Filozofia  gospodarcza  ameryka skiego  liberalizmu  miała  swe  ródło  w  idei 
wzrostu.  Walter  Reuther,  Leon  Keyserling  oraz  inni  liberałowie  atakowali  w  pó nych  latach 
czterdziestych i w pi dziesi tych (o czym cz sto si  zapomina) wielkie koncerny stalowe, poniewa  
nie chciały one zwi ksza  produkcji, i domagali si  od rz du, by wyznaczał im docelowe wska niki. 
Kartelizacja,  monopole  i  ograniczenia  produkcji s   historyczn   tendencj   kapitalizmu.  Administracja 
Eisenhowera  wiadomie  preferowała  stabilno   cen  kosztem  wzrostu  produkcji.  Natomiast  liberalni 
ekonomi ci wpajali społecze stwu koncepcj   wiadomego planowania wzrostu stymulowanego przez 
rz d  (kredyty  inwestycyjne,  przed  którymi  przemysł  pocz tkowo  si   wzbraniał)  oraz  inwestycji 
rz dowych.  Rada  doradców  ekonomicznych  pod  naciskiem  liberałów  wprowadziła  koncepcj  
porównywania potencjalnego produktu narodowego brutto, czyli tego, co gospodarka mo e wytworzy  
przy  pełnym  wykorzystaniu  rezerw,  z  faktyczn   wielko ci   produkcji.  Koncepcja  wzrostu  do  tego 
stopnia  stała  si   ideologi   gospodarcz ,  e  dzi ,  jak  powiedziałem,  trudno  ju   zda   sobie  spraw , 
w jakim stopniu była to innowacja wprowadzona przez liberałów.

 

Je li chodzi o problemy społeczne, to, zdaniem liberałów, rozwój gospodarki powinien dostarczy  

rodków na wzrost dochodów biednych

19

. Teza, zgodnie z któr  wzrost jest niezb dny, by finansowa  

usługi  publiczne,  stanowiła  sedno  ksi ki  Johna  Kennetha  Galbraitha  Społecze stwo  dobrobytu. 
Paradoksalnie,  koncepcj   wzrostu  atakuj   dzi   wła nie  liberałowie.  Obfito   nie  wydaje  si   ju  
rozwi zaniem.  Wzrost  gospodarczy  prowadzi  do  zanieczyszczenia  rodowiska,  przeludnienia  miast 
i temu podobnych kłopotów. Proponuje si  dzi  koncepcj  „wzrostu zerowego” czy te  Millowsk  ide  
„stanu  stacjonarnego”  jako  cel  rz dowej  polityki  gospodarczej.  Tak  jak  kiedy   „nowa  polityka” 

                                                           

18

  Zorganizowany  ruch  zawodowy  AFL-CIO  rozdarty  jest  analogiczn   sprzeczno ci .  W  kwestiach  ekonomicznych 

głosi  hasła  liberalne  czy  te   lewicowe,  stanowczo  jednak  —  odrzuea-radykalizm  kulturowy  jako  obcy  swym 
przekonaniom.  Dzieje  si   tak,  gdy   ruch  zwi zkowy  jest  ruchem  prawdziwie  ameryka skim  i  podziela  warto ci  systemu 
kapitalistycznego. Ruch zwi zkowy, jak powiedział kiedy  George Bernard Shaw, to kapitalizm proletariatu, przynajmniej 
w okresie wzrostu gospodarczego i obfito ci dóbr. 

19

  Mówi c  j zykiem  bardziej  technicznym,  podstaw   tej  koncepcji  było  twierdzenie  Pareta  dotycz ce  optymalno ci, 

a powiadaj ce,  i   nale y  d y   do warunków, kiedy niektórym  wie   si   b dzie  dobrze,  ale  nikomu  nie  b dzie  wie   si  

le. Bezpo rednia redystrybucja dochodów jest politycznie przedsi wzi ciem trudnym, je li w ogóle mo liwym. Wi ksz  

cz

  wzrostu  dochodu  narodowego  skierowa   mo na  jednak  na  finansowanie  programów  pomocy  społecznej.  Zdaniem 

Ottona Ecksteina (The Economics of the Sixties, „The Public Interest" wiosna 1970, nr 19) to wła nie zamierzał uczyni  
Kongres, kiedy administracja Kennedy'ego na nowo podj ła koncepcj  wzrostu. 

background image

 

16

odrzucała  tradycyjne  pragmatyczne  rozwi zywanie  problemów  polityki  ameryka skiej,  tak  dzi  
odrzuca  si   nowsz   liberaln   koncepcj   wzrostu.  Je li  jednak  odrzuca  si   wzrost  gospodarczy,  to  na 
czym ma polega  raison d'etre kapitalizmu?

20

 

P tla historii 

Patrz c  retrospektywnie  dostrzegamy  dwojakiego  rodzaju  ródła  społecze stwa  mieszcza skiego 

i dwojakie  jego  przeznaczenie.  Jednym  ze  ródeł  był  purytanizm,  kapitalizm  wigów,  kład cy  nacisk 
nie  tyle  na  aktywno   gospodarcz ,  ile  na  kształtowanie  osobowo ci  (praca  jako  powołanie, 
oszcz dno ,  rzetelno   itd.).  Drugim  była  wiecka  filozofia  Hobbesa,  radykalny  indywidualizm, 
zgodnie z którym ludzkie pragnienia s  nie ograniczone; w polityce pow ci ga je władca, lecz nic ich 
nie ogranicza w gospodarce i kulturze. Symbioza tych dwóch pr dów nigdy nie była łatwa. Z czasem 
zwi zek  mi dzy  nimi  rozlu nił  si .  W  Stanach  Zjednoczonych,  jak  mogli my  si   przekona , 
purytanizm  zdegenerował  si   do  zrz dliwej  mentalno ci  małomiasteczkowej,  kład cej  nacisk 
wył cznie  na  powa anie.  Ze  wieckiej  filozofii  Hobbesa  wyrosły  główne  p dy  nowo ytno ci  - 

arłoczny  głód  nieograniczonego  do wiadczenia.  Wigowska  wizja  historycznego  post pu  zachwiała 

si   (o  ile  nie  upadła  w  ogóle)  wraz  z  pojawieniem  si   nowego  aparatu  biurokratycznego,  który 
przesłonił liberaln  wizj  społecznej samorz dno ci. 

Kulturowe  impulsy  łat  sze dziesi tych  oraz  towarzysz cy  im  radykalizm  polityczny  w  zasadzie 

wyczerpały  si .  Kontrkultura  okazała  si   niewypałem.  Był  to  wysiłek,  głównie  ruchów 
młodzie owych,  maj cy  na  celu  przekształcenie  liberalnego  stylu  ycia  w  wiat  natychmiastowych 
gratyfikacji  i  ekshibicjonistycznej  wystawno ci.  Ostatecznie  niewiele  licz cego  si   w  kulturze 
wyprodukowała  i  niczego  nie  skontrowała.  Kultura  modernistyczna,  która  miała  gł bsze  i  trwalsze 
korzenie, była wysiłkiem d

cym do przekształcenia wyobra ni. Jednak e eksperymenty stylistyczne 

i  formalne,  d enie  do  szokowania  za  wszelk   cen ,  które  przyniosły  twórcz   eksplozj   w  sztukach 
pi knych, równie  si  wyczerpały. Mechanicznie reprodukuj  j  kulturalne masy, warstwa, która sama 
jest nietwórcza, lecz rozdziela i denaturalizuje kultur , pozbawiaj c j  napi cia, b d cego niezb dnym 

ródłem  twórczo ci  i  dialektycznego  stosunku  do  przeszło ci.  Społecze stwo  zaj te  jest  innymi, 

bardziej  pal cymi  i  gro nymi  problemami  braków,  niedostatku,  inflacji,  strukturalnej  nierównowagi 
dochodów w skali narodowej i mi dzynarodowej. Problemy kultury zeszły na plan dalszy. 

W  istocie  rzeczy  nie  utraciły  jednak  swego  fundamentalnego  znaczenia.  W  przedmowie  do 

Capitalism  Today  pisałem  wraz  z  Irwingiem  Kristolem:  „Nie  mo na  zrozumie   dokonuj cych  si  
w nowoczesnym  społecze stwie  wa nych  zmian,  nie  zdaj c  sobie  w  pełni  sprawy  z  niełatwej 
samo wiadomo ci  kapitalizmu.  Nie  jest  ona  ju   dzi   tylko  ideologiczn   nadbudow ,  lecz  jednym 
z czynników  najbardziej  znacz cych  i  zasadniczych  dla  przyszło ci  systemu”.  Zmiany  te  s   tak 
zasadnicze  i  wa kie,  poniewa   dotycz   d e   i  charakteru  ludzi  oraz  legitymizacji  i  moralnego 
uzasadnienia systemu, a wi c - tego, co podtrzymuje społecze stwo. 

W  powstawaniu  i  upadku  cywilizacji  uderza  -  a  spostrze enie  to  stanowiło  podstaw   filozofii 

historii arabskiego my liciela Ibn Chalduna - przechodzenie społecze stwa przez swoiste fazy, których 
przeobra enia zwiastuj  nadchodz cy upadek. Jedn  z nich jest przechodzenie od prostoty do luksusu, 
od ascetyzmu do hedonizmu (pisał o tym Platon w drugiej ksi dze Pa stwa). 

Ka da nowa, pojawiaj ca si  siła społeczna - czy to nowa religia, wojsko, ruch rewolucyjny -  ma 

u swego  zarania  charakter  ascetyczny,  nie  przywi zuje  wagi  do  warto ci  materialnych,  odrzuca 
uciechy  fizyczne,  opowiada  si   za  prostot   i  surow   dyscyplin   wewn trzn .  Dyscyplina  niezb dna 
jest  do  skupienia  energii  fizycznej  i  psychicznej,  słu cej  realizacji  zada   zewn trznych, 
podporz dkowaniu  siebie  samego  w  celu  podporz dkowania  sobie  innych.  Max  Weber  pisał: 
„Dyscyplina  przyswojona  podczas  wojen  religijnych  stanowiła  o  niezwyci ono ci  zarówno 
islamskiej,  jak  i  cromwellowskiej  kawalerii.  Podobnie,  ascetyzm  i  zdyscyplinowane  d enie  do 
zbawienia w imi  przypodobania si  Bogu, stanowiły  ródła wła ciwej purytanom wirtuozerii w przy-

                                                           

20

 Bardziej szczegółowe omówienie tych kwestii przedstawi  w drugiej cz ci tej ksi ki. 

background image

 

17

właszczaniu”

21

Dyscyplina  dawniejszych  religii  „rycerzy  Boga”  znajdowała  uj cie  w  wojskowej  organizacji 

i w bitwach.  Postawa  purytanów  była  historycznie  unikalna  ze  wzgl du  na  ich  doczesny  ascetyzm, 
podporz dkowany  zawodowemu  powołaniu,  pracy  i  akumulacji.  Celem  ycia  purytanów  nie  było 
jednak  bogactwo.  Jak  zauwa ył  Weber,  bogactwo  słu y   miało  zbawieniu,  a  nie  u yciu

22

.  Dzi ki  tej 

wła nie energii zbudowana została cywilizacja przemysłowa. 

Dla  purytanina  „najpilniejszym  zadaniem”  było  opanowanie  instynktownego,  spontanicznego 

zachowania  i  uporz dkowanie  sposobu  ycia.  Dzi   z  ascetyzmem  spotykamy  si   przede  wszystkim 
w ruchach  i  re imach  rewolucyjnych.  Purytanizm  w  sensie  psychologicznym  i  społecznym  odnale  
mo na  w  komunistycznych  Chinach  oraz  w  re imach  ł cz cych  uczucia  rewolucyjne  z  nakazami 
Koranu - w Algierii i Libii. 

Ibn  Chaldun,  opisuj c  w  XIV w. losy cywilizacji Arabów i  Ber-berów, przedstawia kolejne  etapy 

przechodzenia  od  w drownego  do  osiadłego,  hedonistycznego  trybu  ycia,  a  nast pnie,  po  trzech 
pokoleniach,  do  upadku  społecze stwa.  ycie  hedonistyczne  prowadzi  do  zaniku  woli  i  odporno ci. 
Co wa niejsze, ludzie zaczynaj  współzawodniczy  ze sob  o luksusy i trac  zdolno  do wspólnych 
po wi ce . Dochodzi,  jak  powiada Ibn  Chaldun,  do utraty  asabiyah, poczucia solidarno ci rodz cego 
braterstwo, tego „grupowego uczucia, które stanowi o [wzajemnym] oddaniu i gotowo ci, aby walczy  
i umiera  jeden za drugiego”

23

Podstaw  asabiyah jest nie tylko poczucie wspólnego po wi cenia i niebezpiecze stwa - czynników 

jednocz cych  walcz cych  czy  te   ruchy  rewolucyjne  -  ale  równie   pewien  cel  moralny,  telos,  który 
daje moralne usprawiedliwienie społecze stwu. Stany Zjednoczone utrzymywały pocz tkowo jedno  
dzi ki  przyjmowanemu  milcz co  zało eniu,  i   jest  to  kraj,  w  którym  spełni   si   maj   Boskie 
zamierzenia.  Przekonanie  to  le ało  u  podstaw  deizmu  Jeffersona.  W  miar ,  jak  wiara  ta  zanikała, 
społecze stwo  w  cało ci  utrzymywał  otwarty,  adaptacyjny,  egalitarny  i  demokratyczny  system, 
odpowiadaj cy  licznym  przybyszom  pragn cym  wej   do  tego  społecze stwa,  respektuj cym  zasady 
prawa  zapisane  w  konstytucji  lub  potwierdzone  decyzjami  S du  Najwy szego.  Mo liwe  to  wszak e 
było  głównie  dzi ki  ekspansji  gospodarczej  i  obietnicy  dobrobytu  łagodz cego  napi cia  społeczne. 
Dzi  gospodarka ma kłopoty, a system polityczny obci ony jest problemami, z którymi nigdy dot d 
nie musiał si  mierzy . Jeden z nich - b dzie o nim mowa w eseju Gospodarstwo publiczne - to pytanie, 
czy  system  mo e  sobie  poradzi   z  ogromem  ci

cych  na  nim  zagadnie .  Zale y  to  cz ciowo  od 

„technicznych”  czynników  ekonomicznych  i  od  stabilno ci  systemu 

wiatowego.  Gł bszym 

i trudniejszym  pytaniem  jest  wszak e  kwestia  legitymizacji  społecze stwa,  znajduj cej  wyraz 
w motywacjach  jednostek  i  moralnych  d eniach  kraju.  I  tu  wła nie  sprzeczno ci  kultury  maj  
znaczenie podstawowe. 

Zmiany w kulturze i postawach moralnych - stopienie si  wyobra ni ze stylem  ycia - nie podlegaj  

„in ynierii  społecznej”  czy  politycznej  kontroli.  Wynikaj   z  warto ci  moralnych  tradycji 
społecze stwa,  tych  za   nie  sposób  narzuci .  ródłem  najgł bszym,  bij cym  u  samych  podstaw 
społecze stwa,  s   koncepcje  religijne;  bli szym  -  system  wynagrodze   i  motywacji  (oraz  ich 
legitymizacja), wypływaj cy ze sfery pracy. 

Kapitalizm  ameryka ski,  jak  starałem  si   okaza ,  utracił  sw   tradycyjn   legitymizacj ,  opart   na 

moralnym  systemie  wynagrodze ,  zakorzenionym  w  protestanckim  u wi ceniu  pracy.  Zast pił  j  
hedonizm,  obiecuj cy  materialny  dostatek  i  luksus,  lecz  trwo liwie  stroni cy  od  wszystkich 
historycznych  implikacji  „systemu  po dliwo ci”,  z  wła ciw   mu  bezgraniczn   tolerancj   społeczn  
i libertynizmem.  Kultur   w  powa nym  stopniu  zdominował  modernizm,  podwa aj cy  mieszcza ski 
styl  ycia,  a  styl  ycia warstw  rednich  - hedonizm,  unicestwiaj cy protestanck  etyk , która dawała 
społecze stwu  moralne  podstawy.  Kulturowe  sprzeczno ci  kapitalizmu  wynikaj   z  wzajemnego 
oddziaływania  modernizmu  stworzonego  przez  powa nych  artystów,  z  instytucjonalizacji  form 

                                                           

21

  M.  Weber,  The  Sociology  of  Religion,  Boston  1963,  Beacon  Press,  s.  203  [oryg.:  Gesammelte  Aufsatze  zur 

Religionssoziologie, Tiibingen 1920-1921]. 

22

 M. Weber, The Protestant Ethic and the Spirit of Capitalism, London 1930, G. Allen and Unwin, s. 71. 

23

 Ibn Khaldun, The Muqaddimah: An Introduction to History, New York 1958, Pantheon Books, zwłaszcza, t. 1, rozdz. 

3, cytat s. 313. 

background image

 

18

uczestnictwa  w  kulturze  przez  „kulturaln   mas ”  oraz  z  hedonizmu  jako  sposobu  ycia  popieranego 
przez  system  marketingu.  Dzi   modernizm  wyczerpał  si   i  nie  jest  ju   gro ny.  Hedonizm  na laduje 
swe  jałowe  arty.  Natomiast  porz dkowi  społecznemu  brak  zarówno  kultury,  b d cej  symbolicznym 
wyrazem wszelkiej  ywotno ci, jak i moralnych impulsów, to jest siły motywacji. Co zatem utrzymuje 
społecze stwo w cało ci? 

Jest to zwi zane z ogólniejszym problemem, wynikaj cym z natury nowoczesnego społecze stwa. 

Społecze stwo  przemysłowe  opiera  si   na  zasadach  gospodarowania  i  oszcz dno ci:  wydajno ci, 
obni aniu kosztów produkcji, optymalizacji, funkcjonalnej racjonalno ci itd. Otó  zasady te popadaj  
w  konflikt  z  pr dami  kultury  wiata  zachodniego,  poniewa   kultura  modernistyczna  sprzyja 
antyintelektualizmowi, propaguje powrót do instynktownych  ródeł ekspresji. Z jednej strony, mamy 
wi c  do  czynienia  z  d eniem  do  funkcjonalnej  racjonalno ci,  technokratycznego  podejmowania 
decyzji, rekompensaty na zasadach merytokracji, z drugiej natomiast - z nastrojem apokalipsy i antyra-
cjonalnego sposobu zachowania. Ta wła nie rozbie no  stanowi o kulturowym kryzysie zachodniego 
społecze stwa  mieszcza skiego.  Na  dłu sz   met   sprzeczno   ta  rokuje  najbardziej  złowieszczy 
podział społecze stwa.