background image

T h e  w o r l d  c a n  b e  b e t t e r.  
 

 

- 1 - 

Autor : Ola9318 

 

    

THE WORLD 

THE WORLD 

THE WORLD 

THE WORLD     

CAN BE BETTER

CAN BE BETTER

CAN BE BETTER

CAN BE BETTER    

                           

                           

                           

                                                                      

                                           

                                           

                                             

  

  

   

 

 

 

 

background image

T h e  w o r l d  c a n  b e  b e t t e r.  
 

 

- 2 - 

 

 

    

    

    

    

    

    

    

    

    

easily is take bad decisions which then it difficult to change 

easily is take bad decisions which then it difficult to change 

easily is take bad decisions which then it difficult to change 

easily is take bad decisions which then it difficult to change 

them, right ? and what

them, right ? and what

them, right ? and what

them, right ? and what    if

ifif

if    it's already too

it's already too

it's already too

it's already too    late to

late to

late to

late to    change 

change 

change 

change 

any

any

any

anything

thing

thing

thing    in your life? Back.

in your life? Back.

in your life? Back.

in your life? Back.    If you can not

If you can not

If you can not

If you can not    nothing,

nothing,

nothing,

nothing,    

absolutely nothing

absolutely nothing

absolutely nothing

absolutely nothing    to change

to change

to change

to change    in your life? first of all: don't 

in your life? first of all: don't 

in your life? first of all: don't 

in your life? first of all: don't 

give up.

give up.

give up.

give up.    start to

start to

start to

start to    change the world. It is much harder than the 

change the world. It is much harder than the 

change the world. It is much harder than the 

change the world. It is much harder than the 

change of life, but worth try. Some see the world in pink 

change of life, but worth try. Some see the world in pink 

change of life, but worth try. Some see the world in pink 

change of life, but worth try. Some see the world in pink 

glasses. They do not s

glasses. They do not s

glasses. They do not s

glasses. They do not see problems. It is easier to be 

ee problems. It is easier to be 

ee problems. It is easier to be 

ee problems. It is easier to be 

optimistic. Do they not see that the world is fuck all of us? 

optimistic. Do they not see that the world is fuck all of us? 

optimistic. Do they not see that the world is fuck all of us? 

optimistic. Do they not see that the world is fuck all of us? 

Probably

Probably

Probably

Probably    not. Marie

not. Marie

not. Marie

not. Marie    Swan

Swan

Swan

Swan    was

was

was

was    in the habit of

in the habit of

in the habit of

in the habit of    saying:

saying:

saying:

saying:

 

THE WORLD CAN BE BETTER

THE WORLD CAN BE BETTER

THE WORLD CAN BE BETTER

THE WORLD CAN BE BETTER    

                           

                           

                           

                                                                      

                                           

                                           

                                             

  

  

  …but not must

…but not must

…but not must

…but not must.... 

 

background image

T h e  w o r l d  c a n  b e  b e t t e r.  
 

 

- 3 - 

 

Spis treści 

 

Prolog – strona 4. 

Rozdział 1 – strona 5. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

    
    

background image

T h e  w o r l d  c a n  b e  b e t t e r.  
 

 

- 4 - 

    

Prolog

Prolog

Prolog

Prolog    

 

             

Patrzyłam się w tamtą stronę, można powiedzieć, że bez 

sensu. Być może powinnam płakać, ale po co mi to ?!  Nie płakałam 
tylko dlatego, bo nie potrafiłam. Nie chciałam. Umiałam całkowicie 
się wyłączyć, nie chciałam łez. Nie chcę płakać. Płacz jest oznaką 
słabości. Gdy tak się na NICH patrzę, to nie mogę, po prostu nie 
mogę. Zamknę na chwilę oczy, może się nie obudzę. Zaczęłam się 
rytmicznie kołysać, nie mogłam już. Nie mogłam już ! 
- Bella, Bella, gdzie jesteś !? – słyszałam czyjś głos, chyba była to 
Alice. 
Nawet nie zauważyłam, kiedy pochłonęła mnie ciemność.  
- Obudź się, obudź się ! – ciągle ten głos… 
Ale ja nie mogłam, nie chciałam. Jedyne, co pamiętałam to zdanie 
mojej babci : świat może być lepszy… 

 

    
    
    
    
    
    

    
    
    

background image

T h e  w o r l d  c a n  b e  b e t t e r.  
 

 

- 5 - 

    

Rozdział 1.

Rozdział 1.

Rozdział 1.

Rozdział 1.    

- Isabella Swan, proszę to gabinetu pani Denali. 
Co ona może ode mnie chcieć ? Nazywam się Isabella Swan, mam 19 
lat i mieszkam w Los Angeles. Pracuję jako sekretarka Tanyi Denali. 
Nie mogłam pójść na studia, bo moja mama choruje. Potrząsnęłam 
głową, trzeba iść do szefowej. Zapukałam w drzwi. Faktycznie, 
panika zaczęła mnie ogarniać. Czego ona mogła ode mnie chcieć ?  
- Proszę – usłyszałam chłodny głos. 
Jak zwykle… 
- Wzywała mnie pani.  
- Tak, jesteś zwolniona. 
Spojrzałam na nią, a jej twarz wyraźnie mówiła, że nie żartuje. To 
przecież nie możliwe ! Ja potrzebuję te pieniądze ! Ona doskonale to 
wiedziała. 
- Ale… 
- Nie ma żadnego ale ! Mam oddział we Włoszech, a ty nie umiesz 
tego języka ! Wyjdziesz sama, czy mam zawołać ochronę ?! 
Wolałam się wycofać, nie chciałam więcej kłopotów. Wypadłam z 
firmy jak strzała. Ona chyba sobie żartowała ! Wiedziała, wszystko 
wiedziała ! Wiedziała, że moja mama jest chora i potrzebuje pieniędzy 
! Na leczenie, na czynsz, na życie, kurwa. Renee nie może się o tym 
dowiedzieć, bo przecież będzie chciała wrócić, a na to nie mogę 
pozwolić. Od Charliego nie pożyczę, no bo cóż… nie utrzymuję z nim 
kontaktów. Nie chciało mi się iść do domu, miałam strasznie daleko. 
Skręciłam w jakąś uliczkę, miałam nadzieję, że dotrę do domu 
szybciej. Ta praca mnie dobijała. Ale przecież to tylko praca. Mogę 
znaleźć nową, ale z moim wykształceniem… Usiadłam na ziemi, nie 
wiedząc co zrobić. Nie było tutaj nikogo, absolutnie. Tylko ja i moje 
myśli. Łzy swobodnie spływały mi po policzkach, a ja nadal 
siedziałam i siedziałam. Co mnie czeka w życiu ?! Czy już zawsze 
będę czyjąś prawą ręką ?! Miałam tego serdecznie dość, ale powinnam 
skupić się na poszukiwaniu pracy, emocje schować gdzieś daleko, ale 
nie mogłam. Mama choruje na raka, już od bardzo dawna. Od jakiś 
dwóch lat jej się stale pogarsza, musi jeździć na badania, a za niektóre 

background image

T h e  w o r l d  c a n  b e  b e t t e r.  
 

 

- 6 - 

leki trzeba dodatkowo płacić. I to właśnie dlatego. Dlatego potrzebuję 
pracy. Nerwowo przejechałam ręką po włosach. Nie wiem, która była 
już godzina, zapewne coś koło 18. Mam w dupie cholerny czas ! 
Naprawdę, chciałabym, znaleźć pracę. Rozejrzałam się dookoła, i 
zobaczyłam jakiegoś faceta. Chyba się na mnie patrzył, więc uniosłam 
brew ku górze. Na oko wydawało się, że ma z 25 lat. Mogłam też 
powiedzieć, że był… no cóż, był przystojny.  
- Czego chcesz ? – warknęłam. 
Wszyscy, których znałam wiedzieli, że nie warto się na mnie w ogóle 
gapić jak jestem zła. A, że padło na tego kolesia to już nie moja wina. 
- Czemu płaczesz ? 
- Ja pierwsza zapytałam, do cholery ! A zresztą, co cię to obchodzi ?! 
- Nie obchodzi mnie. Ale chyba szukałaś pracy, prawda ? – zapytał. 
Skąd ten mężczyzna to wiedział ? Może był znajomym mojej byłej 
szefowej. 
- Mam ofertę pracy.  
Dobra. To zaczynało być naprawdę dziwne. Skąd on o tym wiedział, i 
dlaczego mi to proponował ? 
- Jaka to praca i ile płacą ? – zapytałam ciekawa. 
- Co najmniej tysiąc dolców miesięcznie. Zależy od rodzaju roboty. 
Chodź, zobaczysz czy ci to pasuje.  
- Okej. 
Nie wiem, dlaczego z nim w ogóle poszłam. Każde pieniądze teraz 
były dla mnie ważne. Zostało mi kilka rachunków, a mama była w 
sanatorium i musiałam wszystko opłacić. Uważnie patrzyłam się na 
mojego towarzysza. Przecież to mógł być jakiś gwałciciel albo 
pedofil! Wymierzyłam sobie mentalny policzek.  
Przeszliśmy przez kilka uliczek, aż zobaczyłam pewien budynek. Był 
to nocny klub, więc poszłam kilka kroków dalej, ale chłopak złapał 
mnie za rękę. 
- To tutaj – powiedział i uśmiechnął się do mnie. 
Przełknęłam ślinę. Tutaj ? Miałam pracować w takim miejscu ? Jako 
kto ? Jako dziwka ? Każde pieniądze ci się przydadzą ! Obawiałam 
się, że będę musiała przyjąć ofertę. Byłam bez pracy… Czyli jednym 
słowem : nie miałam wyjścia. Weszłam jako pierwsza do klubu, 
tylnym wejściem. Szłam za miedzianowłosym, aż wkrótce 
zatrzymaliśmy się przed czyimś pokojem. 

background image

T h e  w o r l d  c a n  b e  b e t t e r.  
 

 

- 7 - 

 - Tam spotkasz Jessicę, z którą wszystko umówisz – powiedział i 
poszedł dalej. 
Podniosłam rękę, żeby zapukać, jednak po chwili ją opuściłam. Czy to 
na pewno to o czym marzę ? Nacisnęłam klamkę i weszłam, nie chcąc 
przedłużać tej chwili. Zobaczyłam blondynkę, siedzącą na fotelu 
przed biurkiem. 
- Um, dzień dobry. Przyszłam w sprawie pracy – powiedziałam 
zawstydzona. 
Ona, jakby wyrwana z transu uważnie się na mnie spojrzała. 
Uśmiechnęła się do mnie i wróciła do papierkowej roboty. Po chwili, 
znalazła jakiś papier i podała mi go. Były tutaj różne posady, 
zaczynając od sprzątaczki, a kończąc na że tak powiem dziwce. 
Zdecydowanie dwie pierwsze pozycje się nie opłacały, a ostatnia… 
nie, nie mogłam tego sobie zrobić. Najbardziej korzystną pracą w tym 
momencie, byłaby praca kelnerki. Pisało tutaj, że wymaga to noszenia 
specjalnych stroi. Nie chciałam wiedzieć, co to za stroje. Liczył się dla 
mnie każdy pieniądz.  
- Chciałabym zostać kelnerką – powiedziałam, patrząc się na niejaką 
Jessicę. 
Ta znów podała mi kartkę. Uważnie przeczytałam całą umowę. 
Zaskoczył mnie pierwszy podpunkt, który mówił „ zabrania się 
upodobniania do Jessici Stanley”. Kto by chciał…  Westchnęłam. Nie 
miałam wyjścia, musiałam zacząć tu pracować. Nigdzie indziej nie 
było pracy, dla osoby, która nawet nie skończyła liceum. Umowa była 
na trzy lata. Czy jestem w stanie tu tyle pracować ? Niestety, chyba 
muszę. Zrobię to dla siebie. Dla mamy. W tym samym czasie 
rozdzwonił się mój telefon. Numer prywatny, hm… to dziwne. 
- Przepraszam na chwilę… - powiedziałam i wyszłam z gabinetu. 
Odebrałam połączenie i gdy przyłożyłam telefon do ucha usłyszałam 
nieznajomy głos :  
- Pani Isabella Swan ? 
- Tak, to ja, o co chodzi ? – zapytałam. 
- Tu Aro Volturi. Nie mogłem skontaktować się z Pani matką, więc 
musiałem skontaktować się z panią. Chciałbym powiedzieć, że 
niestety, ale nie mogę przedłużyć umowy o wynajem mieszkania. 
Umowy ?! Jakiej umowy… O cholera. Dopiero teraz sobie o niej 
przypomniałam.  
- Dlaczego ? – zapytałam, delikatnie zirytowana. 

background image

T h e  w o r l d  c a n  b e  b e t t e r.  
 

 

- 8 - 

Przecież starałam się płacić bieżąco rachunki, a on mi z takim czymś 
wypala ! FUCK,FUCK,FUCK !  
- To chyba nie należy do moich obowiązków. Proszę wyprowadzić się 
do końca tygodnia. Dowidzenia. 
Nim zdążyłam coś powiedzieć, on się już rozłączył. Boże. I co ja teraz 
zrobię ? Zostałam bez mieszkania i bez pracy. Na szczęście mama 
była w sanatorium i nie musiała się tym stresować. Jezu, co ja teraz 
zrobię ? Nie mogłam stracić mieszkania ! Tyle wspomnień… Co ja 
powiem teraz mamie ? Na pewno nie będzie się złościć, tylko się 
obwiniać. Nie, nie mogłam tego tak zostawić. Co ja Ci zrobiłam, że 
mnie tak każesz ?! – mówiąc to spojrzałam w górę. Teraz to już nie 
miałam wyjścia. Musiałam zacząć tam pracować. Po prostu nie było 
innej możliwości. Z trudem weszłam do gabinetu Jessici.  
- Mogę tę umowę ? – zapytałam niepewnie. 
Tak bardzo było mi teraz wstyd, że będę musiała pracować jako 
kelnerka w klubie nocnym. Nie mogłam spojrzeć w oczy mojej nowej 
szefowej. Czułam się jak dziwka, chociaż jeszcze nią nie byłam. Jakie 
JESZCZE ?! Nigdy nie będziesz – powiedziała podświadomość. Tak, 
zdecydowanie się tym zgadzałam. Jessica podała mi umowę i 
długopis. Drżącą ręką podpisałam ją. W tym momencie od razu tego 
pożałowałam. Po co ja to zrobiłam ? Czy nie mogłam znaleźć pracy w 
jakimś normalnym miejscu ?! Musiałam w jakiś sposób przestać o 
tym myśleć. Praca, jak każde inne, prawda ? NIE ! Podsunęłam 
umowę Jessice, mojej nowej szefowej. 
- Dobrze. Wszystko się zgadza. Pracę zaczynasz jutro wieczorem.  
- O której mam być ? – zapytałam. 
Wiedziałam, że będzie to na pewno wieczór. Po chwili 
przypomniałam sobie, że na umowie wszystko pisało. Od dwudziestej 
drugiej do drugiej w nocy. Cztery godziny w dni robocze plus 
weekendy, w których mam pracować do czwartej w nocy. O nie, jutro 
jest sobota. Będę musiała się porządnie wyspać. 
- Najlepiej przyjdź o dwudziestej. Zdążysz się wtedy umalować i 
założyć strój.   
- Mhm – powiedziałam, wstając – Do widzenia. 
Jessica mi nic już nie odpowiedziała. Zastanawiałam się po co mam 
przychodzić dwie godziny wcześniej. Nie chciałam się w ogóle 
malować, a ten strój chyba nie był, aż tak skomplikowany. Idąc w 
stronę wyjścia, zdałam sobie sprawę, że się zgubiłam. Przecież te 

background image

T h e  w o r l d  c a n  b e  b e t t e r.  
 

 

- 9 - 

drzwi… Wyglądało mi na to, że będę musiała wyjść klubem. Na 
ś

cianach było pełno strzałek, pokazujących gdzie jest główna sala. 

Poszłam za nimi, a to co zobaczyłam dosłownie mnie wmurowało. To 
się chyba nazywało nieodpowiednia osoba na nieodpowiednim 
miejscu. Pierwsze, co rzuciło mi się w oczy, był to dość wysoki 
podest, co przypominało mi wybieg dla modelek, z zaznaczeniem na 
przypominało. Moje skojarzenia skutecznie zostały przytłumione, 
przez metalową srebrną rurę, która mieściła się na samym końcu. 
Obok podestu stały krzesła barowe, a sam podest rozchodził się w 
dwie strony. Jedną wgłęb klubu, i w drugą w kierunku baru. Czy ja 
będę tutaj pracować ? Jak na moje zawołanie koło mnie przeszła 
dziewczyna, która miała na oko osiemnaście lat. Była w wysokich 
szpilkach, rajtuzach, a do tego ten… gorset ? Nie byłam pewna czy to 
był gorset. Nie można było tego tak nazwać. Było to coś w stylu body 
i gorsetu. Budową przypominało zdecydowanie body, ale miało sobie 
coś z gorsetu. Mniejsza z tym. Jej piersi były strasznie ściśnięte, a jak 
obok mnie przeszła zauważyłam, że dolna tylna część, była 
wykończona stringami. Nie, nie mogłam na to patrzeć. Znalazłam 
wyjście jak najszybciej. Fala zimnego powietrza do mnie uderzyła. Co 
ja najlepszego zrobiłam ? Chyba już do reszty powariowałam. 
Wiedziałam, iż dziewczyna nie była tancerką. Miała taką samą pracę, 
jaką ja mam – była kelnerką. Teraz obleśne typy będą się na mnie 
patrzeć ! Pojedyncza łza spłynęła mi po policzku. Jak mogłam zrobić 
takie głupstwo ? Miałam wrażenie, że to dopiero początek 
niespodzianek jakie mnie czekają. Rozejrzałam się wokoło. Okolica 
była obskurna, ale było tutaj coś co przyciągało uwagę. Obok klubu 
stały samochody. Wydawało mi się, że były strasznie drogie. Nie ma 
to jak przyjmowanie zamówień od bogatych starców. W tym 
momencie zastanowiłam się ile taki burdel musi zarabiać. Na pewno 
dużo. Byłam przekonana, że Jessica i Edward wiele, a nawet bardzo 
wiele muszą zarabiać. Ciekawiło mnie, czy ich rodziny wiedzą, jaki 
oni interes prowadzą. Wyszłam z tej dzielnicy i skierowałam się na 
przystanek autobusowy. Chciałam być jak najszybciej w domu. 
Spojrzałam na wyświetlacz telefonu, w celu sprawdzenia godziny, 
jednak nie to rzuciło mi się w oczy. Był dzisiaj piątek, czyli miałam 
dwa dni na wyprowadzkę. Jak ja powiem to mamie ? Miałam jeszcze 
problem z wszystkimi rzeczami z mieszkania, ale nie to teraz było 
ważne. Ważne dla mnie było to, że nie miałam gdzie mieszkać. No 

background image

T h e  w o r l d  c a n  b e  b e t t e r.  
 

 

- 10 - 

właśnie, gdzie ja będę mieszkać ? Na szczęście Renee nie ma w domu 
i nie będzie przez najbliższe pół roku. Wyjechała do sanatorium na 
drugim końcu Stanów. Do tego czasu miałam nadzieję, że zdążę sobie 
wszystko poukładać. A zresztą, co ja mówię. Muszę zdążyć wszystko 
sobie poukładać. A priorytetem było znaleźć mieszkanie. Miałam 
zamiar nadal utrzymywać, że jestem sekretarką, bo co innego miałam 
powiedzieć ? Że jestem kelnerką w klubie nocnym ? Po prostu łatwiej 
było mi mówić, że w ogóle mnie nie zwolniono. Zauważyłam, że w 
oddali jedzie mój autobus. Poczułam dziwny skurcz w żołądku na 
samą myśl, że jutro będę musiała tu wracać. To, co dzisiaj zobaczyłam 
wystarczająco zniechęciło mnie do pracy tam. Mogłam się pocieszać, 
ż

e to na pewno nie była kelnerka, ale nie chciałam się oszukiwać. Nie 

mogłam. Miałam dziwne wrażenie, że nie kontroluję już swojego 
ż

ycia. Tak jakby Jessica je miała. W końcu to była umowa na trzy 

lata… Spokojnie, Bells. Świat może być lepszy… Tak miała w 
zwyczaju mówić moja babcia – Marie, po której mam moje drugie 
imię. Serio, wszyscy mieli ją za wariatkę, gdy tak to powtarzała, ale ja 
pamiętałam to zdanie i zawsze się nim pocieszałam. W tym momencie 
czułam się jak nienormalna, ale mniejsza z tym. Kto jest normalny ? 
W tym samym czasie weszłam do autobusu, rozglądając się. Był tutaj 
jeden żebrak, kilku dosyć niezadbanych ludzi, dwie babcie, grupa 
dresów oraz… ja ? Tak. Po tej dzielnicy nie spodziewałam się 
czegokolwiek innego. W autobusie było zimno co tylko pogorszyło mi 
nastrój. Forks. Tylko to mi się skojarzyło z tym pojazdem. Nie 
rozumiem, jak mogłam spędzać tam dwa tygodnie na wakacjach. Było 
zimno, mokro i zielono. Zieleń mnie naprawdę dobijała. Oczywiście 
lubiłam miejsca typu parki, lasy, ale tam zieleni było za dużo. Gdzie 
się nie rozejrzysz : coś zielonego. Moje jakże inteligentne rozmyślania 
przerwał widok mojej okolicy. Zerknęłam na zegarek i zrozumiałam, 
ż

e minęło już piętnaście minut. Dość często zdarzały mi się takie 

oderwania od rzeczywistości. Dotarło do mnie, że niedługo nie będę 
mogła już tutaj wysiadać. Wysiadłam z autobusu i skierowałam się do 
mojego bloku. Tak, macie rację. W Ameryce są gdzieś jeszcze bloki. 
Był to trzypiętrowy domek i nie mieszkali w nim najbogatsi. Nie 
rozumiem, skąd wzięło się przekonanie, że w USA to tylko domki 
jednorodzinne. Nim zauważyłam już byłam przed moim mieszkaniem. 
Uniosłam brew pytająco, gdy zauważyłam, że drzwi od mieszkania są 
otwarte. Może to jakiś bandyta ? Zboczeniec ? Naprawdę bałam się 

background image

T h e  w o r l d  c a n  b e  b e t t e r.  
 

 

- 11 - 

teraz tam wejść. Nie miałam nic przy sobie, czym mogłabym się 
obronić, więc stwierdziłam, że powinnam zadzwonić na policje. Gdy 
wybierałam pierwszą liczbę, usłyszałam głos : 
- To chyba jest tyle warte. 
Kto to był ? Jakiś urzędnik ? Wparowałam natychmiast do 
mieszkania, wyraźnie zaskoczona. Stał tam ten dupek Aro i dwóch 
facetów w garniturach. 
- Co się tu dzieje ?! – zapytałam, trochę za głośno.  
- Spokojnie, pani Swan. Jestem Kajusz i jestem komornikiem. 
Ż

e co ? Że kim jest ? Co mnie obchodziło kim był ! Chciałam 

wiedzieć co tu robił, w moim mieszaniu. 
- Czego pan tutaj chce ? 
Starałam się zachować spokój, jednak nie wychodziło mnie. Czego 
oni chcieli ? 
- Nie zapłaciła pani kilku zaległych rachunków i jestem zmuszony 
zabrać parę rzeczy… 
 
Po dwóch godzinach już ich nie było. Łzy lały mi się z oczu 
strumieniami. Zabrali mi łóżko, kanapę, telewizor, mikrofalówkę, 
automat do kawy, biurko i laptopa. Nie wiedziałam skąd wzięły się te 
długi ! Facet niby mi wszystko powiedział, jednak nie było to do 
końca jasne. Oo, nie – pomyślałam. Teraz wydawało mi się, że oni 
mieli racje. Rok temu, kiedy Renee ukrywała przede mną swoją 
chorobę miała płacić rachunki. Ta, chcąc cieszyć się życiem nie 
płaciła przez dobre trzy miesiące. Super, będę musiała spać na 
podłodze. Moje życie mogliby spokojnie wykorzystać do jakiegoś 
reality show typu „ Jak moje życie zostało schrzanione w jeden 
dzień”. Zaśmiałam się żałośnie na swoje przemyślenia. Jutro miało 
mnie tu nie być. Ten gnój, Aro wszystko sobie ukartował i doskonale 
o tym wiedziałam. Założyłam cieplejszą bluzę. Było tu cholernie 
zimno, przez brak ogrzewania. Co ja gadam, a właściwie myślę ? Była 
jesień, Los Angeles. Klimat śródziemnomorski. Widocznie to 
wszystko z tego stresu. Nie miałam pojęcia co ze sobą zrobić. Jestem 
taka wkurzona na moje cholerne życie, że nic nie jest w stanie opisać 
moich uczuć. Jak się pierdoli to już wszystko ! Usiadłam w koncie 
mojego salonu, który teraz już tak nie wyglądał. Czułam się taka 
słaba, już na nic nie miałam ochoty. Moje życie było teraz w rękach 
innych i doskonale o tym wiedziałam. Z jednej strony był ten Aro, a 

background image

T h e  w o r l d  c a n  b e  b e t t e r.  
 

 

- 12 - 

drugiej Jessica. Jessica… przewróciłam oczami sama do siebie. 
Teoretycznie była ona kimś w stylu burdelmamy, ale z drugiej ona 
bardziej zajmowała się papierkową robotą. To jest życie. Wstałam, 
próbując udowodnić sobie, że jestem na tyle silna i mogę im 
wszystkim pokazać środkowego paluszka, ale natychmiast osunęłam 
się po ścianie. Co ja chciałam pokazać ? Komu ? Nie miało to 
najmniejszego sensu. Po raz kolejny podjęłam próbę wstania i to na 
szczęście mi wyszło. Ta, moje pierwsze, małe zwycięstwo. Poszłam 
do mojego pokoju, który wydawał mi się pusty. Stop, on był pusty. 
Wzięłam kołdrę i poszłam z tym do salonu. Usiadłam na fotelu 
bujanym, który bardzo kojarzył mi się z dzieciństwem. Otuliłam się 
kołdrą i chciałam zasnąć, ale wspomnienia wracały do mnie z 
zdwojoną siłą. Byłam, jestem i będę beznadziejna, bądźmy szczerzy. 
Renee na pewno byłaby zła na mnie, gdyby patrzyła jak spierdoliłam 
swoje życie. Nigdy specjalnie nie przeklinałam, ale teraz… to było 
silniejsze ode mnie. Przymknęłam powieki. Klub. Jessica. Kelnerka. 
Aro. Komornik. Brak moich rzeczy. 
Momentalnie otworzyłam oczy. 
Obrazy cały czas pojawiały się przede mną. Poczułam jak łza spływa 
z mojego policzka. Nie, koniec. To jest moja ostatnia łza na najbliższe 
trzy lata. Moje postanowienia nie miały sensu. Natychmiast oddaliłam 
od siebie tamto zdanie. Ta praca na bank przyniesie mi wiele 
przykrości. Otarłam twarz mokrą od łez. Mojego życia już 
najprawdopodobniej nie zmienię. Chciałam zacząć zmieniać świat na 
lepsze, ze względu na moją babcię. Najwidoczniej miałam taką samą 
pokrętną logikę jak ona i sama nie wiedziałam co dokładnie chcę 
zrobić, co zamierzam. Przymknęłam powieki, przestając już myśleć o 
tych wydarzeniach. Niestety, niewygodny fotel mi tego nie ułatwiał, 
ale świat może być lepszy.