background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 1  

ANN MAJOR

 LAURA PARKER

 MARY LYNN BAXTER

Wakacyjna miłość 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 2  

ANN MAJOR

Świat według Fancy

 Fancy’s Man

Tłumaczyła: Izabela Sobczak

 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 3  

 Prolog

 

Więcej. Więcej. Więcej. 

 

Te   trzy   słowa   lepiej   opisywały   światowej   sławy 

projektantkę mody, Fancy Hart, niż setki artykułów, które o niej 
napisano. A było tak dlatego, iż bez względu na to, ile celów 
Fancy   zrealizowała   i   ilu  zaszczytów   dostąpiła,   nieustannie 
pragnęła więcej. 
 

Aż do niedawna. 

 

Aż   do   chwili,   kiedy   przed   rokiem   odszedł   od   niej 

Jacques, stwierdziwszy, że Fancy się przepracowuje, że ma dla 
niego   coraz   mniej   czasu   i   że   wcale   nie   jest   mu   z   tym   do 
śmiechu.   Aż   do   momentu,   kiedy   dosłownie   z   dnia   na   dzień 
gdzieś zapodział się jej talent. Wtedy właśnie opuściło Fancy 
wrodzone pragnienie podbijania świata. 
 

Wprawdzie   nie   tęskniła   za   Jacquesem,   ale   jednak 

odczuwała po jego odejściu pustkę i zagubienie. 
 

Dotychczas   życie   wydawało   się   takie   proste.   Fancy, 

niczym   wyuczony   szczur,   mknący   przez   labirynt,   wprawnie 
poruszała   się   w   schemacie   dwunastogodzinnych   dni   pracy, 
pokazów mody, wywiadów i nieustannych przyjęć. 
 

Ciągle była w biegu, wiecznie zapracowana i jeszcze raz 

zapracowana.   Zbyt   zajęta,   żeby   cokolwiek   myśleć   lub   czuć. 
Zbyt   zajęta,   żeby   zastanawiać   się   nad   tym,   czy   istnieje   coś 
jeszcze   oprócz   blasku   reflektorów   i   napiętego   kalendarza 
obowiązków. 
 

Szalone   tempo   życia,   jakie   prowadziła   do   tej   pory, 

sprawiło, że Fancy nie miała czasu uświadomić sobie, że tak 
naprawdę   nigdy   nie   kochała   Jacquesa   i   że   był   on   jedynie 
cząstką jej publicznego wizerunku. Nie miała też czasu, żeby 
zdać   sobie   sprawę   ze   swej   bezgranicznej   samotności.   Z 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 4  

arogancją   odpowiadała   rzeszom   reporterów,   że   kluczem   do 
szczęścia jest najpierw określenie, czego się chce, a następnie 
ciężka   praca,   zmierzająca   do   osiągnięcia   upragnionego   celu. 
Sama zresztą naiwnie wierzyła w głoszone przez siebie prawdy. 
 

Gdziekolwiek   się   pojawiała,   w   stylowych   czarnych 

sukniach, kontrastujących z jej mlecznobiałą cerą i włosami jak 
z   płócien   Tycjana,   natychmiast   wzbudzała   poruszenie   i 
zachwyt.  Była tak piękna,  sławna,  bogata  i  utalentowana,  że 
wszyscy myśleli, iż do szczęścia nie brakuje jej niczego, a ona 
starannie dbała, żeby tak właśnie ją postrzegano. 
 

W wieku zaledwie trzydziestu dwóch lat podbiła swoimi 

projektami   dwa   kontynenty.   Jej   kreacje   nosiły   zarówno 
koronowane   głowy,   ekscentryczne   gwiazdy   filmowe,   jak   i 
konserwatywne   żony   prezydentów.   Miała   wspaniałe   biura   w 
Nowym Jorku i Paryżu. Należała do niej dwudziestopokojowa 
kamienica   z   widokiem   na   Central   Park,   ekskluzywny 
apartament   przy   rue   du   Rivoli   i   willa   we   francuskiej 
miejscowości Gironde. 
 

Teraz   ponadto   była   wolna,   bowiem   rozwiodła   się   z 

Jacquesem   Decazem,   jednym   z   najbogatszych   i   najbardziej 
ognistych lowelasów Paryża. 
 

Jednym   słowem   Fancy   –   jak   zresztą   wiele   jej 

poprzedniczek – zdobyła świat, ale i straciła duszę, a co za tym 
idzie i talent, któremu zawdzięczała swój błyskotliwy sukces. 
Była jednak, w przeciwieństwie do wielu podobnych jej ludzi, 
gotowa   do   drastycznych   posunięć,   byle   tylko   odzyskać 
utracony spokój ducha. 
 

Ale jak to zrobić? 

 

Powrót do domu nie wchodził w grę. Fancy nienawidziła 

Purdee,   mieściny   w   stanie   Teksas,   w   której   urodziła   się   i 
wychowała. Nie znosiła jednak i tych miejsc, w których wspięła 
się na szczyty sławy, a więc Nowego Jorku i Paryża. 
 

Po raz pierwszy w życiu Fancy, która dotąd miała na 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 5  

wszystko odpowiedź, nie wiedziała, co ze sobą począć. Snuła 
się   po   swych   przestronnych   apartamentach   naszpikowanych 
bezcennymi   antykami   w   poczuciu   pustki   i   osamotnienia. 
Jeszcze gorzej było, gdy z ołówkiem w ręku zasiadała przed 
kartką  papieru  tylko  po  to,  by uświadomić sobie,  że  nie ma 
żadnego pomysłu na nowy projekt. W trakcie kolejnych przyjęć 
coraz   częściej   odnosiła   wrażenie,   że   niewidzialna   szklana 
ściana odgradza ją od starych przyjaciół. W nadziei, że wróci 
jej utracony talent i dawna energia, Fancy rzucała się wówczas 
w   wir   pracy   i   imprez   z   jeszcze   większą   pasją,   częściej   się 
uśmiechała   i   udzielała   wywiadów.   Spod   jej   ręki   wychodziły 
tysiące   projektów,   ale   brakowało   im   indywidualnego 
charakteru, który kiedyś przyniósł jej rozgłos. 
 

W   poczuciu   zupełnego   wyjałowienia   zmuszona   była 

zdać się na pomysły asystentów oraz Claude’a De Motta, jej 
nowego,   nieco   histerycznego,   aczkolwiek   wyjątkowo 
uzdolnionego współpracownika. 
 

W ten sposób dryfowała bezwładnie przez życie, którego 

styl sama przecież sobie narzuciła. Aż do pewnego dnia, kiedy 
do   jej   willi   w   Gironde,   gdzie   akurat   odbywała   się   sesja 
zdjęciowa, zadzwonił Jim. 
 

Jim... Gardłowy, niski głos natychmiast obudził w niej 

wspomnienia... Kiedyś zostawiła go. Boże, kiedy to było... 
 

Po   skończonej   rozmowie  usiadła   i   odruchowo  zaczęła 

coś   kreślić.   Po   chwili   spojrzała   na   kartkę   i   zadrżała.   Szare 
kreski układały się w portret Jima. W uszach znowu zabrzmiał 
jej   jego  szept.   Jim...   Wysoki,   ciemnowłosy   chłopak,   którego 
kiedyś kochała nad życie. Nagle poczuła, że na nowo wstępuje 
w nią energia. I wtedy przypomniała sobie pierwszy fałszywy 
krok, który popełniła – okropne rozstanie z Jimem, kiedy to 
cisnęła   weń   pierścionkiem   zaręczynowym,   oświadczając,   że 
wyjeżdża   do   Nowego   Jorku   i   że   nie   ma   zamiaru   zostać   w 
Purdee.   Jim   odrzucił   pierścionek   z   jeszcze   większą 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 6  

wściekłością. Zagroził, że jeśli Fancy teraz od niego odejdzie, 
nie będzie miała prawa powrotu. 
 

Wtedy to, po skąpanej we łzach nocy, Fancy spakowała 

swoje rzeczy i wyruszyła do Nowego Jorku. Wybrała karierę, 
poświęcając dla niej miłość. 
 
 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 7  

Rozdział pierwszy

 

Nad   linią   horyzontu   osiadły   malownicze   purpurowe 

obłoki. 
 

Wilgotne   powietrze   lekko   pachniało   deszczem.   W 

oddali,   za   ścianą   szumiących   sosen   i   należącą   do   Fancy 
elegancką   białą   willą   z   prostym,   drewnianym   belkowaniem 
rozciągała   się   turkusowa   powierzchnia   morza,   usiana 
drewnianymi  łódkami  poławiaczy  ostryg  i białymi  plamkami 
żaglówek, które właśnie wyruszały na regaty. 
 

Fancy zwykle z niecierpliwością czekała na czerwcowy 

wypad   do   francuskiego   Royan.   Tym   razem   jednak,   choć 
przebywała   tu   zaledwie   od   tygodnia,   miała  już  szczerą  chęć 
wracać do Nowego Jorku. 
 

Znudzona   gośćmi,   których   jak   co   roku   zaprosiła   do 

swojej   rezydencji,   Fancy   pożyczyła   im   swojego   czerwonego 
mercedesa   wraz   z   kierowcą   i   poleciła   szefowi   kuchni, 
Albertowi, żeby przygotował koszyk z przysmakami, z których 
słynął Paryż. 
 

Wśród   nich   znalazły   się  escargots   de   Bourgogne  – 

ślimaki   z   masłem   czosnkowym,  paupiette   de   saumon   et 
langoustines au vin
  de Sancerre  – rolady z łososia i langusty 
duszone w winie Sancerre oraz kilka butelek przedniego wina 
St. Emilion. Fancy pomachała na pożegnanie odjeżdżającym w 
kierunku   potężnej   wydmy   w   Pyla   gościom,   zapewniając   ich 
jednocześnie, że musi zostać w domu i popracować. 
 

Kiedy   jednak   pozbyła   się   znajomych   i   przeszła   za 

Claudem   na   tyły   willi,   gdzie   odbywała   się   sesja   zdjęciowa, 
poczuła jeszcze większe znudzenie i wyobcowanie. Następne 
kilka godzin sterczała na planie i, osłaniając dłonią oczy przed 
promieniami popołudniowego słońca, z uwagą śledziła ruchy 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 8  

Alaina,   znanego   paryskiego   fotografa,   którego   uparł   się 
zatrudnić Claude. Alain dwoił się i troił – zawisał na drzewie 
lub   balkonie   domu   Fancy   niczym   małpa   albo   rzucał   się   na 
piasek,   żeby  uzyskać  dobre  ujęcie.   Długie  godziny   pracował 
bez   wytchnienia   w   nadziei,   że   wykorzysta   każdy   promień 
cennego   światła,   zanim   słońce   schowa   się   za   horyzont. 
Zdaniem   niektórych   amerykańskich   magazynów   mody   prace 
Alaina były niezwykle kontrowersyjne i za bardzo przesycone 
erotyzmem. Fancy również twierdziła, że nazbyt dużo w nich 
agresywnej cielesności. Mimo to Claude nalegał, żeby zdjęcia 
były tak odważne i niepowtarzalne jak i cała kolekcja. 
 

Ustąpiła mu. Nie miała już takiego zapału do pracy jak 

dawniej. 
 

Asystenci   Alaina   w   pośpiechu   zbiegali   na   plażę   po 

zboczach   kamiennych   klifów.   Wykłócając   się   z   Claudem   o 
każdy   szczegół,   poprawiali   na   modelkach   to   biały   jedwabny 
szal, to znów wymieniali kolczyki. Claude natomiast ze swoją 
wspaniałą   czupryną   farbowanych   na   rudo   włosów,   w 
obszernych   drelichowych   spodniach   i   butach   z   długimi 
cholewami bardziej przypominał klauna niż projektanta mody. 
 

Wraz z upływem dnia coraz bardziej nabierał wigoru. 

 

Poklaskując w dłonie, wydawał wszystkim rozkazy. W 

pewnym   momencie   podniósł   głos   na   Alaina   i   zaczął   go 
pouczać.   Fancy   zdecydowała,   że   lepiej   będzie,   jeśli   zrazu 
ostudzi   władcze   zapędy   swojego   współpracownika,   zanim 
stanie się on zbyt nieznośny i rozgniewa Alaina do tego stopnia, 
że ten odmówi dalszej współpracy i odejdzie. 
 

Właśnie zamierzała podejść do Claude’a, gdy dobiegł ją 

z   willi   dzwonek   telefonu.   Zmarszczyła   brwi,   widząc,   że 
Margaret,   jej   sekretarka,   zbiega   po   kamiennych   schodkach   i 
pośpiesznie wyciąga antenę w bezprzewodowym telefonie. 
 

–  Fancy,   j’avais   peur   de   vous   deranger,   mais...    Nie 

chciałam cię niepokoić, ale... 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 9  

 

– Merci. – Fancy odebrała z jej rąk telefon. – Allo? 

 

– Fancy? – W słuchawce rozległ się głęboki męski głos z 

teksańskim akcentem. 
 

Zadrżała. Gorączkowo dotknęła szyi, kiedy mężczyzna 

powtórzył jej imię, tym razem łagodniej i bardziej zmysłowo. 
 

– To ja... Jim. 

 

Napięła   się   jak   struna.   W   jednej   chwili   ożyły   liczne 

wspomnienia z czasów, kiedy była znacznie młodsza, nie tak 
sławna, bogata i znudzona życiem jak teraz. Wyobraziła sobie, 
jak   jej   ciało   trawi   gorączka   pod   wpływem   spojrzenia 
cudownych,   ciemnych   oczu   Jima.   Fancy   niemal   czuła   na 
wargach piękny kształt jego twardych  ust,  które  były  ciepłe, 
skore do całowania i tak cudownie rozkoszne. 
 

– Tak. Wiem... – odparła szeptem, próbując opanować 

drżenie   głosu.   Zupełnie   tak   samo   jak   przed   laty,   kiedy   była 
uczennicą   liceum,   zbyt   nieśmiałą,   żeby   odpowiedzieć   na 
„cześć!”, które rzucił jej w przejściu szkolny gwiazdor futbolu. 
 

– Niestety, mam złą wiadomość... – Jim rzekł niechętnie 

i zawiesił głos. W słuchawce zapanowała cisza. 
 

Przez chwilę Fancy słyszała jedynie lekki szum sosen 

kołysanych   przez   morską   bryzę   i   delikatny,   aczkolwiek 
złowieszczy,   plusk   fal   liżących   mokry   piasek   plaży.   Nagle 
zaczęło jej walić serce, najpierw wolno, potem coraz bardziej 
dziko. 
 

Zacisnęła dłoń na słuchawce tak mocno, że aż poczuła 

ból. 
 

– Chodzi o... mamę? 

 

– Spadła z dachu. Znalazłem ją w chwilę... 

 

– Nie! 

 

– Nie dało się już nic zrobić. Zmarła na miejscu... W 

jednej   sekundzie...   Zawsze   mówiła,   że   to   byłaby   najlepsza 
śmierć...   –   Jim   mówił   głucho,   ale   w   jego   głosie   było   tyle 
serdeczności i współczucia ile owego pamiętnego dnia, kiedy 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 10

   

wyciągnął Fancy z rozbitego samochodu, uratował jej życie, a 
tym samym spowodował, że zakochała się w nim bez pamięci. 
 

Fancy, mimo iż dotąd sądziła, że obce są jej łzy, cicho 

załkała. Przypomniała sobie matkę, jak w kuchni przygotowuje 
galaretkę jeżynową, zręcznie napełnia wypasteryzowane słoiki, 
a następnie ustawia je na oknie, gdzie w słońcu błyszczą jak 
ametysty.   Jak   krząta   się   w   ogródku   w   swoim   słomkowym 
kapeluszu   z   szerokim   rondem   i   delikatnym   ruchem   zrywa 
dojrzałego pomidora... 
 

Hazel Hart była silną kobietą o niespożytej witalności. 

 

Zdawało się, że dożyje późnej starości. Jej nagła śmierć 

wydawała się teraz niemal nierealna. 
 

– Przykro mi. Byłoby lepiej, gdybym to nie ja do ciebie 

zadzwonił. 
 

– Nie. Cieszę się, że dzwonisz właśnie ty... Matka tak 

bardzo   cię   kochała.   Ja...   –   Fancy   przerwała,   przyznając   w 
myślach,   że   ona   też   darzyła   niegdyś   Jima   równie   silnym 
uczuciem. – Dziękuję ci, Jim. 
 

–   Daj   mi   znać,   kiedy   zechcesz   przylecieć   do   San 

Antonio. 
 

Wyślę po ciebie kogoś. 

 

– Nie śmiałabym ci sprawiać kłopotu... 

 

–   Nalegam   –   Jim   odparł   twardo.   Fancy   przypomniała 

sobie, jak uparty i piekielnie trudny w pożyciu potrafił być ten 
mężczyzna.   Podjęcie   najzwyklejszej   decyzji   niejednokrotnie 
wiązało się z nawałnicą awantur. W przeciwieństwie do innych 
mężczyzn, z którymi miała do czynienia, on jeden nigdy nie 
naginał się do zdania Fancy. 
 

– Więc dobrze. Poproszę któregoś z moich asystentów, 

żeby dał ci znać – mruknęła chłodno. 
 

– Doskonale – Jim odparł jeszcze bardziej lodowatym 

tonem,   po   czym   podyktował   szybko   swój   numer   telefonu   i 
rozłączył się. 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 11

   

 

Nic się nie zmienił, pomyślała Fancy ze smutkiem Jak 

kiedyś,   tak   i   teraz   potrafił   doprowadzać   ją   do   łez   swoją 
oschłością. 
 

Westchnęła ciężko. Matka, która nigdy jej nie rozumiała, 

ale zawsze była dla niej ostoją – nie żyła. Dziwne to, ale w tej 
chwili   Fancy   najbardziej   pragnęła   raz   jeszcze   usłyszeć   głos 
Jima, a jeszcze bardziej czuć, jak ją przytula i towarzyszy w 
żałobie. 
 

Oczywiście   pragnienie   to   było   samo   w   sobie 

niedorzeczne,   bowiem   Jim   od   dawna   nic   już   dla   niej   nie 
znaczył.   Mimo   to   nie   mogła   przestać   myśleć   o   zakończonej 
przed chwilą rozmowie. 
 

Przypomniała sobie jego ogorzałą twarz o ostrych rysach 

i   potężne,   muskularne   ciało,   tak   męskie   i   silne,   jakby   było 
wyciosane   z   brązu.   Za   każdym   razem,   kiedy   Fancy 
porównywała mężczyzn z Nowego Jorku z Jimem, ci pierwsi 
wydawali się jej słabi i nierzeczywiści, zbyt dobrze ułożeni i 
nadęci jak balony – dosłownie i w przenośni. Fancy nie znosiła 
kłótni z Jimem, ale teraz odkryła, że właściwie brakuje jej tych 
potyczek z ognistym Teksańczykiem o ciemnych włosach. 
 

Jim   za   szkolnych   czasów   był   obiektem   westchnień 

wszystkich dziewcząt. Był odważny, twardy i niezłomny, ale 
przy   tym   również   delikatny.   A   z   Fancy   sprzeczał   się   tylko 
dlatego, że prowokowała go do tego swoją nieznośną przekorą. 
 

Dziesięć   lat   temu   Fancy   zdusiła   w   sobie   wszelkie 

wspomnienia związane z Jimem, ale teraz, gdy usłyszała, jak 
wypowiada   jej   imię,   myśli   o   tym   mężczyźnie   odżyły   ze 
zdwojoną   siłą.   Przypomniała   sobie   momenty   ich   wspólnej 
radości.   Na   przykład   dzień,   kiedy   czekała   na   niego   w   lesie, 
przykryta   jedynie   cienkim   dywanem   dzikich   kwiatów   o 
uwodzicielsko   słodkim   zapachu.   Kiedy   uniosła   wzrok   i 
wyszeptała   mu   życzenia   urodzinowe,   dostrzegła,   że   jego 
miodowe oczy płoną z, pożądania. 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 12

   

 

Jim delikatnie usunął zębami gałązki kwiecia, muskając 

przy tym jej nagie ciało. Robił to tak długo, aż Fancy niemal 
straciła przytomność z niezaspokojonego pragnienia. 
 

Był dla niej taki dobry, a ona dla niego taka okropna... 

 

Na wspomnienie tych cudownych chwil sprzed laty w 

oku Fancy zakręciła się łza. Kiedyś naprawdę kochała Jima, ale 
nie   doceniała   ani   tego   wyjątkowego   uczucia,   ani   tego 
niepowtarzalnego   mężczyzny.   Może  stało  się  tak  dlatego,   że 
naiwnie   sądziła,   iż   miłość   jest   taka   łatwa?   Jak   pokazało   jej 
później życie, nikt inny poza Jimem nie zasłużył na jej miłość. 
Przez lata nie przyznawała się do tego. Aż do teraz. 
 

Jim kochał dzikie otwarte przestrzenie, Fancy zaś tętent 

wielkich   miast.   Ona   była   typem   intelektualistki,   grała   na 
pianinie,   czytała   najlepszą   literaturę,   on   natomiast   uwielbiał 
zwierzęta,   dzieci   i  leniwe  popołudnia,   kiedy   wybierał  się  na 
ryby albo na polowanie. 
 

Ich rozmowy zwykle wyglądały jak gra w ping-ponga. 

Jim opowiadał Fancy o tym, co go interesuje, ona zaś mówiła z 
zapałem o swoich zainteresowaniach. Mimo to rozmawiali ze 
sobą,   słuchali siebie,  a przede wszystkim  obchodziło  ich,  co 
myśli druga strona. Jim zawsze był z nią szczery. Nigdy nie 
schlebiał jej dla samej zasady tak jak większość ludzi, których 
potem poznała. 
 

Kochał ją, wiedziała o tym doskonale, ale wtedy nigdy 

tego jej nie wyznał. 
 

Teraz   Fancy   poczuła,   jak   ściska   ją   za   serce   potrzeba 

miłości – uczucia, które złożyła w ofierze na ołtarzu kariery. 
Kiedy uświadomiła sobie, że osiągnęła w pracy nawet więcej 
niż wszystko, ogarnęło ją potężne rozczarowanie. Już od roku 
marzyła o tym, żeby doświadczyć czegoś więcej niż samotność. 
Dzisiaj natomiast, wyraźniej niż kiedykolwiek, odezwała się w 
niej dziwna tęsknota za Jimem i czasami, kiedy jako podlotek 
miała   w   sobie   tyle   optymizmu,   naiwności   i   pogody   ducha. 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 13

   

Zastanawiała   się,   jakim   mężczyzną   jest   teraz   zapamiętany 
sprzed lat Jim. 
 

Wiedziała   tylko,   że   zmarła   mu   żona,   którą   poślubił 

naprędce w odwecie za odejście Fancy. 
 

Pewnie pojawi się na pogrzebie Hazel, pomyślała. A co 

będzie,   jeśli...   Nie,   musiałaby   być   kompletną   idiotką,   żeby 
uwierzyć,   iż   reakcja   na   głos   Jima   była   sygnałem   jakiegoś 
poważniejszego uczucia. 
 

Owszem, pojedzie do Purdee, spotka się nawet z nim, 

jeśli będzie to konieczne, ale zaraz po pogrzebie matki opróżni 
jej   stary   dom,   wezwie   agenta   nieruchomości   i   wyjedzie.   Z 
uwagi na promocję nowej kolekcji będzie mogła pozostać w 
Purdee najwyżej dwa dni. W tym czasie – podobnie zresztą jak 
zawsze, kiedy wracała do domu – postara się unikać Jima jak 
diabeł święconej wody. 
 

Cienie sosen gęściej spowiły nadmorską willę, a lekki 

chłód   zaczął   powoli   wypierać   popołudniowe   kojące   ciepło. 
Fancy poczuła w nozdrzach rześkie, wilgotne powietrze, które 
zwiastowało rychłe nadejście deszczu. Wkrótce potem pierwsze 
krople zwilżyły jej dłoń, a potem policzek. 
 

Spojrzała na kawałek dryfującego na falach drewna. 

 

Pomyślała, że jej życie też przepłynęło niezależnie od 

niej, choć zawsze myślała, że jest odwrotnie. Poniosło ją na 
grzbiecie   gnającej   na   oślep   fali,   która   w   najmniej 
spodziewanym momencie wyrzuciła ją na pustkowie. 
 

Przypomniała sobie, jak matka błagała ją, żeby się nie 

przepracowywała,   żeby   wreszcie   założyła   rodzinę   i   dała   jej 
wnuki,   takie   jak   rozbrykane   bliźniaki   Jima,   dwie   półsieroty. 
Fancy ścisnął za serce kurcz. Przecież równie dobrze mogli to 
być jej synowie. 
 

Szybko   odegnała   od   siebie   macierzyńskie   uczucia. 

Trudno – ona żyła inaczej i tak miało pozostać. Po pierwsze nie 
miała zielonego pojęcia o wychowywaniu dzieci, a po drugie – 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 14

   

wcale się nie starała, żeby je mieć. 
 

Z trudem zdołała skupić uwagę na Alainie, który ganiał 

teraz   po   plaży,   pokrzykując   niecierpliwie   na   żyrafowate 
modelki w krótkich białych sukienkach z jedwabiu i upominał 
Claude’a, żeby ten zszedł mu z drogi. W pewnym momencie 
rzucił się na piasek i dramatycznie skinął palcem na modelki, 
żeby podeszły bliżej. 
 

Potem nakazał im stanąć nad sobą, a sam ustawił aparat 

fotograficzny pod takim kątem, żeby pokazać więcej nogi i uda 
niż sukienki. 
 

Fancy nie podobało się to ujęcie. 

 

Claude’owi   chyba   też   nie,   bo   ze   złości   zaczął 

podskakiwać, a jego płomiennie rude włosy zakołysały się w 
rytm ruchów niczym pompon u czapki. 
 

Fancy wiedziała, że powinna być na planie, nadzorować 

Alaina i uciszać dyktatorskie zapędy Claude’a. Kiedyś pewnie 
już dawno pognałaby na plażę i przypomniała Alainowi, że robi 
zdjęcia   do   magazynu   mody,   a   nie   do   pisemka 
pornograficznego. 
 

Jednak teraz była zbyt pochłonięta własnymi emocjami i 

dziwnymi fantazjami, żeby robić jakiekolwiek zamieszanie. 
 

Dumna   aż   do   dzisiaj   z   tego,   że   rzadko   płacze,   naraz 

zalała   się   łzami   tak,   że   przesłoniły   jej   one   widok   Alaina   i 
modelek. 
 

–   Fancy!!!   –   usłyszała,   jak   Claude   wydarł   się 

wniebogłosy, próbując ściągnąć jej uwagę na ujęcie. 
 

Ona jednak nie słyszała już i nie widziała nikogo. 

 

Wilgotne powietrze niemal zatykało jej płuca. Opadła na 

kamienne   schodki,   usiłując   przypomnieć  sobie,   kiedy   po   raz 
ostatni widziała swoją matkę, dom rodzinny, Purdee, Jima... To 
wszystko, co było dla niej takie cenne, choć nie zdawała sobie z 
tego sprawy. To wszystko, co utraciła na zawsze, nie wiedząc 
sama kiedy.  

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 15

   

Rozdział drugi

 

Jim zmarszczył brwi, przymrużył oczy i pochylił się nad 

elegancką trumną Hazel Hart. Nie próbował nawet ukrywać, że 
czuje   się   nieswojo.   Wszyscy   obecni   w   domu   pogrzebowym 
zrzucili   to   zapewne   na   karb   żałoby.   Współczuli   mu,   gdyż 
uważali, że Jim jest porządnym i szlachetnym człowiekiem. On 
zaś cieszył się z takiego właśnie obrotu sprawy, bowiem nie 
chciał ujawnić, co tak naprawdę go gryzie. 
 

A   naprawdę   był   nie   tyle   smutny,   co   wściekły.   I 

przestraszony.   Wściekły   jak   osa   na   starą   Hazel,   że   była   tak 
głupia   i   wlazła   na   ten   nieszczęsny   dach,   a   przestraszony   z 
powodu   przyjazdu   Fancy.   Przeklinał   w   myślach   swój   los   i 
utwierdzał   się   w   przekonaniu,   że   jest   najbardziej 
nieszczęśliwym człowiekiem w całym stanie Teksas. 
 

Hazel,   ty   stara   wariatko!   –   przemawiał   w   duchu   do 

świętej pamięci nieboszczki – co cię, u licha, opętało, żeby bez 
pomocy   naprawiać   nadgryziony   przez   wiewiórki   gont? 
Dlaczego nie poprosiłaś, żebym to ja się tym zajął? Pomagałem 
ci już przecież w tylu innych sprawach. Czy musiałaś skręcić 
sobie kark na dzień przed sfinalizowaniem umowy o sprzedaży 
twego gospodarstwa? 
 

Zaciśnięte   powieki   Hazel   nawet   nie   drgnęły.   Jej 

ściągnięte usta – jak nigdy – milczały. Matka Fancy spoczywała 
sztywno na białej satynowej poduszce w szykownej trumnie, 
która kosztowała więcej, niż zmarła by tego chciała. Właściciel 
zakładu  pogrzebowego  nie  miał  widocznie  pojęcia,   że  Hazel 
była osobą skromną i bezpośrednią i przygotował ją do ostatniej 
drogi niezbyt fortunnie. Za życia na przykład zwykle mocno 
ściągała włosy i nigdy nie używała ciemnych odcieni szminek. 
Teraz,   w   pośmiertnym   makijażu,   wyglądała   raczej   jak 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 16

   

plotkujące   dewotki   niż   jak   beztroska   łobuzica,   którą   mimo 
upływu lat w istocie była. 
 

Ktoś   wystroił   ją   na   pogrzeb   w   czarną   suknię   z 

perłowymi guzikami. Hazel za życia z całą pewnością by takiej 
na siebie nie włożyła.  
 

Ktoś...   Jim  wiedział,   skąd  wzięła   się  ta   suknia.   Hazel 

dostała   ją   dwa   miesiące   temu   w   prezencie   urodzinowym   od 
swojej córki, Whitney Hart, na którą wszyscy w Purdee mówili 
Fancy. 
 

Solenizantka   tak   skomentowała   ten   podarunek: 

„Zastanawiam   się,   dlaczego   Fancy   ciągle   przysyła   mi   nowe 
suknie na pogrzeb, skoro i tak jako trup mogę mieć na sobie 
tylko jedną.” 
 

Teraz,   stojąc   nad   trumną,   Jim   z   rozrzewnieniem 

wspominał dawne żarty pogodnej do ostatnich chwil staruszki. 
Nie przysłoniło to jednak jego złości. Jak mogła mu to zrobić i 
skrócić sobie życie akurat w momencie, kiedy miała dojść do 
skutku   sprzedaż   ziemi,   którą   od   niej   dzierżawił?   Teraz 
przyjdzie mu zapewne układać się z Fancy, a to nie będzie takie 
łatwe. Z wielu względów. Po pierwsze – Fancy znana była ze 
swego   tępego   uporu,   po   drugie...   Cóż.   Kiedy   przed   dwoma 
dniami usłyszał słodki głos Fancy, poczuł, jak bardzo dokucza 
mu samotność. 
 

Ni stąd, ni zowąd Jim zaczął sobie przypominać rzeczy, 

których wcale nie chciał pamiętać. W rezultacie zaczęły mu się 
cisnąć   do   głowy   fantazje.   Wyobraził   sobie,   jak   by   to   było, 
gdyby powitał Fancy na lotnisku. Niestety, nie dała mu na to 
szansy. Jej asystent zadzwonił z informacją, że pani Hart nie 
życzy   sobie,   żeby   Jim   po   nią   przyjeżdżał.   Wolała   wynająć 
samochód i sama przyjechać do domu. W końcu Jim doszedł do 
wniosku, że dobrze się stało. Im rzadziej będą się widywać, tym 
lepiej. 
 

O,   tak.   Na   samą   myśl,   że   przyjdzie   mu   stawić   czoła 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 17

   

Fancy, czuł, jak węzeł krawata nieznośnie uciska go w szyję i 
przeszkadza   oddychać.   Wiedział,   że   Fancy   zjawi   się   lada 
chwila.   I   tak   już   musiał   udawać   smutek,   a   teraz   jeszcze 
przyjdzie mu pozorować obojętność. 
 

Czerwone,   ułożone   wokół   trumny   róże   wydzielały 

dusząco   słodką   woń,   która   szczelnie   wypełniała   ciasne 
pomieszczenie.   Jim   dostrzegł   obfitość   lilii   i   chryzantem   i 
natychmiast   uświadomił   sobie,   jak   bardzo   Fancy   kochała 
kwiaty.   Nie   wiedzieć   czemu,   przypomniało   mu   się   pewne 
wiosenne   popołudnie   w   dniu   jego   dwudziestych   pierwszych 
urodzin,   kiedy   to   znalazł   w   samochodzie   czerwoną   różę   od 
Fancy i załączoną notkę, w której prosiła, żeby zjawił się nad 
rzeką. 
 

Znalazł ją tam... zupełnie nagą, z uśmiechem na twarzy i 

dywanem kwiecia rozrzuconego po całym ciele. 
 

Doskonale pamiętał, jak niewinna i rozpustna zarazem 

była   wtedy   Fancy.   Drżała,   kiedy   ją   dotykał,   a   jej   delikatne, 
słodkie   usta   były   gorące   niczym   płatki   róż   skąpane   w 
słonecznym cieple. 
 

Całował ją i smakował, odkrywał coraz to nowe zakątki 

jej   ciała,   aż   rozpaliła   się,   roznamiętniła,   oddała   z   błogim 
westchnieniem. 
 

Jak   doskonale   pasowały   do   siebie   ich   ciała!   Fancy 

przycisnęła   dłonie   do   jego   pleców   i   przysięgła   mu   wieczną 
miłość. Wtedy nadszedł moment spełnienia, zresztą wcale nie 
ostatni tego dnia. 
 

Prawdą było, że Jim nigdy do końca nie zaspokoił swojej 

żądzy   posiadania   Fancy.   Ona   też   nie.   Kiedy   odchodząc   od 
niego krzyczała, że nie da się żywcem pogrzebać w Purdee, Jim 
był przekonany, że pęknie mu serce. Tak jednak się nie stało. Z 
biegiem lat nauczył się, że miłość jest często przypadkowa, że 
należy chronić swoją prywatność i nigdy do końca nie dzielić 
się nią z drugą osobą. Tak więc kiedy poślubił Nottie, niewiele 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 18

   

już mógł jej zaofiarować. 
 

Przez   wszystkie   te   lata   wspomnienie   o   Fancy 

prześladowało   go   niczym   nocny   koszmar.   Teraz   dodatkowo 
wiedział, że po tym, jak opuścił ją mąż, jest wolna. Mimo iż był 
świadom, że pogrzeb to najmniej stosowna okazja do fantazji 
erotycznych, nie mógł się uwolnić od zapamiętanych obrazów 
miłości   z   Fancy.   Musiał   się   jednak   szybko   wziąć   w   garść, 
bowiem   niechybnie   czekała   go   krótka   kurtuazyjna   wymiana 
zdań   właśnie   z   nią.   I   to   na   oczach   Gracie   oraz   wszystkich 
zebranych. 
 

Wiedział, że nie uniknie konfrontacji z Fancy. Modlił się 

więc,   żeby  chociaż  mógł zobaczyć na jej  twarzy  zmarszczki 
albo   też   stwierdzić,   że   się   roztyła   i   stała   mało   interesująca. 
Pragnął,   żeby  na  widok  Fancy  nie  budziły   się  w  nim  żadne 
uczucia poza ulgą i obojętnością. 
 

Już miał odejść od trumny i sprawdzić,  co robią jego 

urwisy, Oscar i Omar, kiedy tuż za nim otworzyły się drzwi. 
Natychmiast też urwał się szum szeptów. Jeszcze jej nie dojrzał, 
nie   usłyszał  też   jej  głosu,   ale  wiedział  już,   że   oto   do   domu 
żałobnego przybyła pierwsza obywatelka miasta Purdee. Fancy 
zawsze miała w sobie to coś, co kazało innym skupiać na niej 
wyłączną uwagę. 
 

Tak było i tym razem. Wszystkie spojrzenia skierowały 

się na przybyłą córkę Hazel Hart. Wszystkie oprócz Jima. 
 

Bał się odwrócić i stwierdzić, że Fancy się nie zmieniła, 

że jest tak samo piękna, ponętna i niezwykła jak dawniej. Była 
jego dziewczyną w liceum i kochanką na studiach. Więcej niż 
kochanką – była jego życiem, wszystkim, co miał. Wtedy nie 
przyznawał się jej do swoich uczuć, był na to zbyt dumny. A 
teraz? 
 

Teraz wszystko wyglądało inaczej. Minęło dziesięć lat 

od dnia, w którym Fancy opuściła go i wyjechała do Nowego 
Jorku, żeby robić karierę. W tym samym czasie Jim zajął się 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 19

   

przetwórstwem   mlecznym,   dzięki   czemu   stał   się   wkrótce 
całkiem   bogatym   człowiekiem.   Był   właścicielem   rozległych 
pastwisk   i   ponad   tysiąca   krów   czystej   rasy.   Miał   własny 
samolot i pas do lądowania. Poślubił uroczą Nottie Jenkins, a 
po dwóch latach został wdowcem z dwójką synów. Całe miasto 
zaczęło  mu  wtedy   szukać   kandydatki   na   nową  żonę.   Wybór 
padł na Gracie Chapman, nową panią weterynarz w Purdee. 
 

Gracie podobnie jak on lubiła zwierzęta. Jim już nawet 

nosił się z zamiarem oświadczyn, ale pokrzyżowała mu szyki 
niespodziewana śmierć Hazel. Wprawdzie wszyscy wiedzieli, 
że Jim na razie jest w szoku, ale byli pewni, że ślub z Gracie to 
tylko kwestia czasu. 
 

Teraz,   kiedy   za   chwilę   miał   stanąć   twarzą   w   twarz   z 

dawną   ukochaną,   próbował   dodać   sobie   odwagi   myślą   o 
szczęśliwej   przyszłości   u   boku   Gracie.   Dlaczego   nie   miałby 
odwrócić się i swobodnie przywitać z Fancy? 
 

Nie.   Nie   był   w   stanie   opanować   zmieszania   i 

niezręcznego   uczucia   podekscytowania,   które   zawsze   mu 
towarzyszyło, kiedy ją spotykał. 
 

Po wyjeździe Fancy do Nowego Jorku Jim już nigdy nie 

doświadczył podobnej gorączki uczuć jak ta, która ogarniała go 
przy każdym spotkaniu z córką Hazel Hart. Nie czuł jej wobec 
drobnej,  ciemnowłosej  żony,  która  tak  bardzo starała się mu 
dogodzić ani wobec przemiłej Gracie, która nawet bardziej niż 
Nottie zabiegała o jego względy. 
 

Cóż jednak z tego? Z upływem czasu przybyło mu nie 

tylko lat, ale i roztropności. Teraz był już zbyt rozsądny, żeby 
ponownie wiązać się z Fancy. Wszak mężczyzna, który pracuje 
na   roli,   potrzebuje   bardzo   specyficznej   partnerki,   przede 
wszystkim   rozsądnej   i   gospodarnej,   która   chętnie   gotuje   i 
zajmuje się domem. 
 

Kobiety, która uzna za potrzebny wydatek na podkucie 

koni, a nie na przykład na elegancki manicure. Takiej, która 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 20

   

mocną   ręką   i   łagodnym   sercem   wychowałaby   jego 
rozbrykanych synów. 
 

Fancy, która oznajmiła kiedyś, że nieszczęściem dla niej 

byłoby przywiązanie się do ziemi i płodzenie dzieci, zupełnie 
nie pasowała do tej roli. Zawsze była ekstrawagancka i nieco 
szalona,   podczas   gdy   Jim   raczej   przyziemny,   oszczędny   i 
pracowity. Dbał o ziemię i zamierzał przekazać ją synom, dla 
Fancy   natomiast   –   choć   była   córką   farmerki   –   ziemia   z 
pewnością   nie   miała   żadnego   znaczenia.   Wolała   blask 
reflektorów   i   limuzyn,   podziw   zarozumiałych   pyszałków   z 
wielkiego świata i superbogatych bawidamków, takich jak jej 
były   mąż,   który   wydawał   bajońskie   sumy   na   błahe 
przyjemności. 
 

–   Gracie,   pozwól,   że   ci   przedstawię   Whitney   Hart   – 

rzekła   za   plecami   Jima   Waynette   Adams.   Jej   głos   wibrował 
lekko z emocji. 
 

Z   całą   pewnością   chciała   wywołać   sensację, 

konfrontując   ze   sobą   starą   miłość   Jima   i   jego   obecną 
przyjaciółkę.   –   Gracie   przeprowadziła   się   do   Purdee   kilka 
miesięcy po śmierci Nottie, żony Jima. 
 

–   Miło   mi   –   mruknęła   Fancy.   –   Mam   nadzieję,   że 

podoba się pani to miasto. 
 

–   Och!   Ja   po   prostu   uwielbiam   to   miejsce   –   odparła 

Gracie   z   silnym   teksańskim   akcentem,   podkreślając   słowo 
„uwielbiam”,   jakby   miało   ono   oznaczać:   „Zostanę   tu   aż   do 
śmierci”. 
 

Jim   usiłował   zignorować   trzy   kobiety   i   nadal   stał 

nieporuszony nad trumną Hazel. Przebiegł dłonią po gęstych 
ciemnych włosach i zamknął oczy. Nie chciał dopuścić do tego, 
aby puściły mu nerwy, a czuł, że o to nietrudno. 
 

– Mów mi Fancy – usłyszał za plecami, jak jego była 

narzeczona zwraca się do przyszłej żony. – Wszyscy się tutaj do 
mnie tak zwracają. 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 21

   

 

Na sali ponownie rozległ się gwar rozmów. Tylko Jim 

nie odzywał się ani słowem. Był zbyt rozdrażniony i czuł się 
jak   schwytane   w   pułapkę   zwierzę.   Wiedział,   że   najlepiej 
byłoby,   gdyby   otoczył   ramieniem   Gracie   i   od   niechcenia 
przywitał się z Fancy. 
 

Gdyby tylko nie była tym, kim była! 

 

–   Jak   długo   zostaniesz   w   Purdee,   Fancy?   –   zapytała 

Gracie. 
 

–  Jeszcze  nie wiem.   Dzień,  może dwa.   Muszę  podjąć 

decyzję co do gospodarstwa mamy. 
 

– Masz zamiar je zatrzymać czy sprzedać? – dopytywała 

się Waynette. 
 

– Nie wiem. Śmierć mamy zupełnie mnie zaskoczyła. 

 

Naprawdę   nie   chciałabym   sprzedawać   tej   ziemi,   ale 

obawiam się, że nie mam specjalnego wyboru... 
 

–   No   cóż.   Może   zainteresuje   cię   fakt,   że   Jim   King 

zamierzał odkupić to gospodarstwo od twojej matki – zaczepnie 
rzekła   Waynette.   –   Czemu   nie?   Ma  duże   pastwiska,   no   i   te 
wszystkie krowy. Już od ponad roku dzierżawił od Hazel prawo 
do wypasu bydła na jej ziemi. Może z nim porozmawiasz? 
 

– Jim? Naprawdę? Gdybym właśnie jemu sprzedała tę 

ziemię, byłoby to jak oddanie jej komuś obcemu. A propos... 
Czy on jest tu gdzieś? – zapytała Fancy. 
 

Jim poczuł na plecach świdrujący wzrok jej oczu. Serce 

zaczęło mu bić jak oszalałe. 
 

– O, tam – wskazała Waynette. 

 

– Jim, kochanie... – słodko zawołała Gracie. 

 

Ludzie wchodzili i wychodzili z żałobnej izby. 

 

Zainstalowana   klimatyzacja   nie   nadążała   pochłaniać 

gorączki upalnego teksańskiego lata. Ale to nie z tego powodu 
Jim czuł się tak, jakby go żywcem opiekano na ruszcie. Nie był 
w stanie przyzwyczaić się do obecności Fancy. Poza tym nie 
mógł   przy   Gracie   zdobyć   się   choćby   na   jedno   spojrzenie   w 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 22

   

kierunku dawnej ukochanej. 
 

W   końcu   zadecydował,   że   wyjdzie   na   zewnątrz,   by 

zaczerpnąć  świeżego  powietrza,   i  kiedy  Gracie  ponownie  go 
zawołała, wskazał na drzwi i wybełkotał jakąś uwagę o synach, 
których musi przypilnować. Gracie ściągnęła brwi, ale zanim 
zdążyła   zaprotestować,   Jim   już   był   przy   wyjściu.   Wtem 
usłyszał znajomy głos, który wypowiedział słodko jego imię. 
Ten   sam,   który   słyszał   kilka   dni   temu   przez   telefon. 
Przyspieszył kroku. 
 

Chciał uciec, ale Fancy była od niego szybsza. Zwinnie 

jak kot prześliznęła się przez tłum i stanęła mu na drodze. 
 

– Jim – wyszeptała. – To już tyle czasu... 

 

W   jej   wymownym   spojrzeniu   dostrzegł   samotność,   Z 

lekko   rozchylonych   ust   odczytał   nieme   zaproszenie.   Ten   jej 
żywy, pytający, pełen zagubienia wzrok mógł dla nich znaczyć 
tylko jedno – kłopoty. 
 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 23

   

Rozdział trzeci

 

Niestety,   Fancy   nie   przytyła   ani   trochę.   Jak   dawniej 

miała pociągająco szczupłą sylwetkę i te smutne, zielone oczy. 
Była   olśniewająco   piękna.   Jim   raz   jeszcze   spojrzał   na   jej 
zwilżone,   pociągnięte   gustowną   pomadką   usta   i   nagle 
uświadomił sobie, że w jego spojrzeniu z pewnością wyczytać 
można wszystko to, o czym myślał przez ostatnie minuty – żal, 
złość, tęsknotę, pożądanie... Natychmiast opuścił wzrok. 
 

W tym samym czasie na zewnątrz Omar i Oscar zupełnie 

zapomnieli, że przyszli na pogrzeb. Zdjęli odświętne stroje i 
zaczęli bawić się w najlepsze w chowanego wraz z gromadką 
kolegów i psów. Omar wypchał sobie kieszenie kamieniami, 
które uderzały o siebie grzechocząc, gdy biegał po placu przed 
domem pogrzebowym. Ale po co mu były kamienie? Jimowi 
ścierpła   skóra.   Przypomniał   sobie,   jak   zeszłego   lata   chłopcy 
zapchali   kamieniami   system   kanalizacyjny   Purdee.   Wczoraj 
natomiast   musiał   tłumaczyć   się   przed   władzami   miejskimi, 
gdyż jego pociechy postanowiły rzucać kamieniami do celu, a 
celem tym był szkolny autobus. – Jim... – Fancy wyszeptała 
jeszcze raz jego imię, próbując zwrócić na siebie uwagę. 
 

Sposób,   w   jaki   to   zrobiła,   tak   słodko   i   aksamitnie, 

sprawił, że Jim w jednej chwili zapomniał o kłopotach z synami 
i o kupnie gospodarstwa Hazel. Marzył tylko o tym, żeby Fancy 
zeszła   mu   z   drogi.   Ona   jednak   uparcie   trwała   w   miejscu, 
zagradzając przejście. 
 

Musiałby się o nią otrzeć, żeby wyjść na zewnątrz. Za jej 

plecami   żarzyło   się   słońce,   które   delikatnie   rozjaśniało   jej 
smukłą twarz niby anielska aura. 
 

– Wszyscy myślą, że chcę z tobą porozmawiać o farmie 

mamy,   ale...   –   Głos   Fancy   był   teraz   niski   i   chłodny,   a 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 24

   

prześliczny   uśmiech   koralowych   ust   coraz   bardziej 
niebezpieczny. – Chciałabym wiedzieć, czy pamiętasz, jak to 
było między nami. 
 

Jim wsunął dłonie do kieszeni, zacisnął pięści i wbił w 

Fancy spłoszony wzrok.  
 

– Tak – odparł gorzko. – Pamiętam. 

 

–   Ja   też   nie   zapomniałam   tamtych   czasów,   choć 

przyznam, że próbowałam z całych sił – rzekła łagodnie z nutą 
smutku w głosie. 
 

–   No   więc   pomyślałam   sobie,   że   może   przestanę 

próbować. – Uśmiechnęła się niepewnie. – Nie wiedziałam, czy 
przyjdziesz na pogrzeb mamy. Kiedy jeszcze przyjeżdżałam co 
jakiś   czas   do   domu,   ani   razu   się   nie   pofatygowałeś,   żeby 
przyjść do nas się przywitać – mówiła dalej. – A wiedziałam 
przecież, że pod moją nieobecność wpadałeś do Hazel z wizytą 
niemal codziennie. Unikałeś mnie. 
 

– Byłem żonaty. 

 

–   A   ja   miałam   męża.   Przykro   mi   z   powodu   śmierci 

Nottie. 
 

Jim nie mógł odwdzięczyć się podobną uwagą. Bogaty 

mąż Fancy po prostu od niej uciekł. 
 

–   A   mnie   przykro   z   powodu   Hazel   więc...   No   cóż, 

Gracie powiedziała, że źle by wyglądało, gdybym nie pojawił 
się na pogrzebie. 
 

–   Ach,   tak.   Zapomniałam   już,   jak   to   jest   w   małych 

miasteczkach   –   odparła   Fancy   ze   złośliwym   uśmieszkiem.   – 
Wszyscy wszystkim patrzą na ręce i wydają o sobie sądy. 
 

–   Tak   jak   na   przykład   w   tej   chwili   –   zauważył   Jim, 

zerkając nieśmiało na Gracie i Waynette w nadziei, że Fancy 
pojmie aluzję i usunie mu się z drogi. 
 

– Waynette nie zmieniła się ani trochę. Wciąż jest tak 

samo ciekawska i ma długi język. Ale za to podoba mi się ta 
twoja Gracie. Jest urocza. Powinnam chyba być jej wdzięczna, 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 25

   

że namówiła cię do przyjścia tutaj, bo – prawdę mówiąc – jesteś 
jedyną osobą, z którą chciałam się zobaczyć. Porozmawiać... – 
Jim poczuł się jeszcze bardziej nieswojo. – Kiedyś nie chciałam 
z tobą rozmawiać. Teraz chcę, Jim. 
 

–   Niby   dlaczego?   –   burknął.   –   Powiedziałaś   przecież 

kiedyś, że jestem ograniczonym wieśniakiem, skoro chcę zostać 
w Purdee. Myślałaś pewnie, że mnie tym obrazisz, co? 
 

– Wiem – westchnęła. – Wiem, że nie zachowałam się 

wtedy najlepiej. Ale może powiedziałam tak specjalnie, żebyś 
nie próbował ranie tu zatrzymać? Myślę, że bałam się wtedy, że 
ci ustąpię i że nic nie wyjdzie z moich ambitnych planów... – 
Powiodła   ciekawym   wzrokiem   po   ciele   Jima.   –   Dobrze 
wyglądasz, jakbyś składał się wyłącznie z mięśni. Sądziłam, że 
może   wstydzisz   się   ze   mną   rozmawiać,   bo   wyłysiałeś   albo 
utyłeś. 
 

Komplementy   były   ostatnią   rzeczą,   którą   Jim   pragnął 

usłyszeć z ust Fancy. 
 

–   Przesadzasz.   Nigdy   nie   wyglądałem   jak   heros   – 

bąknął. 
 

–   Nie   bądź   taki   skromny.   Pamiętam,   że   wszystkie 

dziewczyny   z   okolicy   się   za   tobą   uganiały.   Dopiero   gdy 
zaczęliśmy... być ze sobą, dały spokój. 
 

– Miałem talenty obronne. 

 

– Miałeś również i inne talenty, które jeszcze bardziej w 

tobie podziwiałam... 
 

–   Daj   spokój,   Fancy.   To   było   dawno   temu.   –   Jim 

westchnął ciężko. – Od tamtego czasu wiele się zmieniło. 
 

–   O,   tak.   –   Fancy   pochwyciła   nutę   nostalgii   w   jego 

głosie. 
 

Przez   dłuższą   chwilę   wpatrywali   się   w   siebie.   Jim 

zastanawiał się, z iloma mężczyznami spała Fancy, naturalnie 
oprócz tego, z którym się rozwiodła. 
 

– Miałem nadzieję, że przytyłaś – powiedział znienacka. 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 26

   

 

Fancy roześmiała się cicho. 

 

– Zupełnie jak ja. Można powiedzieć, że... chyba jestem 

rozczarowana – dodała z uśmiechem, który nie dawał żadnych 
wątpliwości, że jest odwrotnie. 
 

I   znowu   odezwały   się   w   Jimie   wspomnienia   ze 

szkolnych czasów, kiedy wlepiał w Fancy wygłodniały wzrok. 
Pożerał spojrzeniem jej blade ciało, obfite piersi i wąską talię. 
Ożywione   wspomnienia   wywołały   w   nim   nieprzepartą   chęć 
dotknięcia   Fancy,   skosztowania   jej,   przekonania   się,   czy 
rzeczywistość odpowiada jego fantazjom. 
 

Zamiast jednak wyciągnąć do niej rękę, szybko odwrócił 

wzrok. Jego smagła, opalona twarz przybrała posępny wyraz. 
 

– Nie byłeś nigdy taki surowy – wyszeptała Fancy. 

 

– Taki niesympatyczny dla starych przyjaciół...  

 

– Jesteśmy na pogrzebie – odparł z naganą w głosie. 

 

– Na pogrzebie twojej matki – dodał z naciskiem. 

 

– Ona nie miałaby nic przeciwko temu, żebyś był dla 

mnie miły, Jim. 
 

– A może ja mam coś przeciwko temu? 

 

– To byłoby nierozsądne, Jimmi. Nie widzę powodu, dla 

którego mielibyśmy się nienawidzieć tylko dlatego, że kiedyś 
byliśmy... kochankami. 
 

Jej   głos   zabrzmiał   teraz   głośno,   dobitnie,   a   zarazem 

zniewalająco miękko i głęboko. Jim poczuł, że zaschło mu w 
gardle. Miał wrażenie, że czarna suknia topi się na jej ciele, 
odsłania je, że widzi ją nagą, kuszącą, wspaniałą. Czuł, że uroda 
Fancy przytłacza go i oślepia. 
 

– To nieprawda, że cię nienawidzę – wybełkotał. 

 

–   Ale   z   całą   pewnością   nie   chcesz   mieć   ze   mną   nic 

wspólnego, czy tak? 
 

– Może. To zupełnie co innego niż nienawiść. 

 

– Czy mam przez to rozumieć, że obawiasz się uczuć, 

jakimi być może wciąż do mnie pałasz? – spytała wprost. 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 27

   

 

– Co takiego!? Nic do ciebie nie czuję, dziewczyno! – 

zaprzeczył gwałtownie. 
 

Fancy przyjrzała mu się uważnie. 

 

– Dobrze. W takim razie nie będzie żadnych przykrych 

niespodzianek. Ty, ja i Gracie możemy zostać przyjaciółmi. A 
jako twoja przyjaciółka mam prawo powiedzieć ci, jak bardzo 
mi   przykro   z   powodu   tamtych   wydarzeń.   Porzuciłam   cię   w 
czasie,   gdy   zmarł   twój   tata.   Byłam   okrutna.   –   Spojrzała   na 
niego   skruszona   spod   przymkniętych   powiek.   –   Ale   dajmy 
spokój   przeszłości...   Wszyscy   mówią,   że   doskonale 
prosperujesz. 
 

Jim uśmiechnął się nieznacznie. 

 

– Pieniądze zawsze były dla ciebie ważne, Fancy. 

 

– Już nie są. W każdym razie – nie tak ważne jak kiedyś. 

Nie da się ich porównać z przyjaźnią... 
 

– Rany boskie! Zostaw mnie w spokoju, dziewczyno! Ty 

i ja... My nie możemy być przyjaciółmi. Nie rozumiesz tego?  
 

– A to dlaczego? 

 

Zignorował   zaczepkę,   przesunął   się   obok   Fancy   i 

otworzył drzwi. Do sali wpadło gorące i parne powietrze. Jim 
dostrzegł Omara i Oscara ganiających z dzikim wrzaskiem po 
parkingu, jakby gonili szajkę przestępców. 
 

– Wiem, wciąż czujesz do mnie żal. Wciąż jest w tobie 

złość   za   to,   że   nie   wierzyłam,   że   coś   w   życiu   osiągniesz. 
Powinnam była przeprosić cię wieki temu – wyszeptała Fancy. 
– Chciałam to zrobić, naprawdę. Ale byłam zbyt zacięta, zbyt 
uparta... 
 

Jim odwrócił się do niej twarzą. Czyżby Fancy naprawdę 

myślała, że wystarczy przeprosić, a wszystko znowu będzie jak 
dawniej? To nie było takie łatwe. Zbyt długo nie goiła się w 
nim rana po ciosie, jaki Fancy zadała mu przed laty. A poza 
tym teraz miał Gracie. 
 

– Słuchaj, muszę już iść – rzucił zniecierpliwiony. 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 28

   

 

– Jasne. 

 

Jim   szerzej   otworzył   drzwi,   Słońce   oblało   swymi 

promieniami miedziane włosy Fancy. 
 

– Gracie i ja... – rzekł z desperacją, głośno, tak by mogli 

usłyszeć go wszyscy zebrani w domu pogrzebowym. – 
 

Zamierzamy się pobrać, wiesz o tym. 

 

– Oczywiście, Jim. 

 

– Oscar i Omar po prostu ją ubóstwiają. 

 

– A co ty do niej czujesz? 

 

Jeszcze pięć minut temu Jim potrafiłby odpowiedzieć na 

to pytanie bez cienia wątpliwości. Teraz jednak widział jedynie 
bladą   twarz,   długie   jedwabiste   włosy   Fancy   i   jej   delikatne, 
zmysłowe usta. Ten widok burzył w nim wszystko. 
 

– Pytasz, jakby cię to interesowało – odparł z udawaną 

niedbałością. 
 

– Naturalnie, że mnie to interesuje. 

 

– Skoro tak, to... Ja też ubóstwiam Gracie – wydusił z 

siebie w końcu, oszołomiony tym, że odważył się mówić przy 
wszystkich o swoich uczuciach. 
 

Na sali zapanowała martwa cisza. Twarz Fancy jeszcze 

bardziej pobladła, a jej włosy stały się bardziej ogniste. 
 

– Świetnie. Mara nadzieję, że będziesz szczęśliwy. Jako 

twoja przyjaciółka niczego bardziej nie pragnę. 
 

– Kłamiesz! Kłamiesz, Fancy Hart! I wszyscy, którzy są 

na   tej   sali,   doskonale   o   tym   wiedzą!   –   wypalił   i   nie 
zastanawiając  się   nad  tym,   co   robi,   przyciągnął  ją  do  siebie 
gwałtownie i zajrzał głęboko w jej oczy. – Powiedziałem ci już, 
że   nie   możemy   zostać   przyjaciółmi.   Wszystkim,   ale   nie 
przyjaciółmi   –   powtórzył   i   ścisnął   mocniej   jej   szczupłe 
ramiona. 
 

Czuł   na   swoim   muskularnym   ciele   miękkość   piersi 

Fancy,   zdawał   sobie   sprawę,   że   powoli   oblewa   go   gorączka 
pożądania. 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 29

   

 

Dobrze wiedział, że nie powinien był jej dotykać. 

 

– Jim! – usłyszał zaniepokojony głos Gracie. Pozostali 

żałobnicy chciwie chłonęli każde słówko i zbierali materiał na 
plotkarskie   opowieści.   –   Jim,   daj   spokój   Fancy   i   zajmij   się 
lepiej   swymi   dziećmi   –   dodała   donośniejszym,   ale   nadal 
stłumionym   głosem.   –   Omar   właśnie   rzucił   kamieniem   w 
samochód Waynette. 
 

– Co takiego? – sapnęła Waynette i popędziła do drzwi. 

 

Jim   czuł,   jak   powoli   ustępuje   chwilowe   zaćmienie 

umysłu, które tak nagle go ogarnęło. Rozluźnił uścisk palców 
na ramieniu Fancy i bezwiednie opuścił dłonie. 
 

I wtem poczuł, że ma wszystkiego dość. 

 

Śmierć Hazel, dziwne, nie chciane uczucia wobec Fancy, 

jej podejrzanie potulne przeprosiny, cierpki głos zażenowanej tą 
sytuacją Gracie – za wiele tego dobrego! Odetchnął głęboko i 
zdecydowanym ruchem poprawił na sobie krawat. 
 

–   Dobrze   się   czujesz?   –   zapytała   Fancy   i   dotknęła 

ramienia Jima. 
 

– Pytasz, jakby cię to interesowało – warknął i odskoczył 

od   niej   jak   oparzony.   –   Od   kiedy   to   troszczysz   się   o 
czyjekolwiek szczęście oprócz swego własnego? 
 

Gracie   wydała   z   siebie   cichy   okrzyk   zażenowania   i 

podbiegła do Jima. Piękna i delikatna twarz Fancy skrzywiła się 
z bólu, a on, Jim, zamaszyście otworzył drzwi i przepchnął się 
obok niej do wyjścia. Raz jeszcze ich ciała otarły się o siebie. 
Raz jeszcze poczuł, jak robi mu się gorąco. Ale teraz już nie da 
się zaskoczyć. 
 

Musi   być   twardy,   nawet   nieprzyjemny,   musi   trzymać 

dystans. 
 

Doskonale zdawał sobie  sprawę  z tego,  że  skrzywdził 

Fancy. 
 

Być   może   swoim   gwałtownym   zachowaniem   sprawił 

przykrość również i Gracie. Mimo to jednak nie był teraz w 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 30

   

stanie   rozmawiać   z   którąkolwiek   z   tych   kobiet.   Ani   z 
nieposłusznymi   synami.   Ani   z   nikim   spośród   mieszkańców 
Purdee.   Potrzebował   samotności.   Ignorując   wojownicze 
okrzyki   synów   i   nawoływania   Waynette,   przeszedł 
energicznym   krokiem   przez   ganek   i   zbiegł   po   betonowych 
schodach   na   dół   do   furgonetki.   Nie   zauważył   nawet,   że   to 
Fancy   pośpieszyła   do   chłopców,   żeby   przywołać   ich   do 
porządku. 
 

Kiedy pędząc autostradą, cisnął swój jedwabny krawat 

między stare puszki po oleju i narzędzia, wcale nie czuł, że się 
uspokaja.   Nie   miał   się   gdzie   schronić,   przynajmniej   przed 
swoimi   myślami.   Nie   chciał   powrotu   Fancy   i   tego   samego 
scenariusza co przed laty. 
 

Zatrzymał   się   na   poboczu,   oparł   głowę   o   kierownicę, 

zacisnął mocno powieki i głośno wykrzyczał imię Fancy. Sam 
fakt, że na nią spojrzał, wywołał w nim dawny głód pożądania. 
Pragnął   teraz   czuć   pod   palcami   jedwabistość   jej   skóry, 
przywrzeć ustami do jej ust, widzieć, jak z rozkoszy zwija się 
pod jego ciałem. Wiedział wszakże, że to diabelska pokusa; że 
gdy tylko wyciągnie po nią rękę, dostanie kopniaka, jak przed 
laty. 
 

Dziesięć lat temu dobrowolnie pogrzebał się żywcem. 

 

Poślubił nieodpowiednią kobietę, spłodził z nią od razu 

dzieci, kupił ziemię, krowy, budynki gospodarskie i maszyny. 
Na   koniec   postawił   na   wzgórzu   wielki   dom   z   widokiem   na 
swoje   rozległe   pastwiska.   Wszystkie   te   poczynania   jednak 
naznaczone   były   od   początku   desperacką   potrzebą   ułożenia 
sobie normalnego życia bez Fancy, osiągnięcia sukcesu wbrew 
proroctwom Fancy i posiadania żony, która nie byłaby Fancy. 
Dobrze   je   kiedyś   określiła   Hazel:   „Ciągle   pracujesz,   żeby 
udowodnić  sobie,   że   nie   jesteś  takim  nieudacznikiem,   jak  ci 
powiedziała Fancy. Ona robi to samo, tyle że w Nowym Jorku. 
Zaharowuje się prawie na śmierć, żeby przekonać samą siebie, 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 31

   

że odchodząc od ciebie, postąpiła słusznie.” 
 

Hazel myliła się co do własnej córki, ale miała rację, gdy 

chodziło   o   Jima.   Nigdy   nie   zapomniał   o   Fancy,   natomiast 
zawsze udawał, że może z powodzeniem obejść się bez niej. 
Kiedy po raz pierwszy od wyjazdu zjawiła się w Purdee, poczuł 
się tak przygnębiony, że zaparł się swoich uczuć i pośpiesznie 
poślubił 
 

Nottie.   Zrobił   to   tylko   dlatego,   żeby   udowodnić 

wszystkim, a szczególnie Fancy, że zapomniał już o wszystkim 
i że nic dla niego nie znaczy to, że kiedyś go porzuciła. Teraz 
zaś, kiedy na nią patrzył, dotykał i rozmawiał z nią, poczuł, że 
jest   od   niej   uzależniony   jak   od   niebezpiecznego   narkotyku, 
który zagłusza zdrowy rozsądek i zabija logiczne myślenie. Nie 
miał wątpliwości, że ponowny związek z tą kobietą byłby dla 
niego zabójczy. Po kilku wspólnie spędzonych nocach Fancy 
znudziłaby się nim jak starą zabawką, którą tylko na chwilę 
przywróciła do łask. 
 

Tak. Jeśli Fancy nie wyjedzie z miasta za dzień lub dwa, 

Jim może utracić Gracie i wątłe szczęście, które od wielu lat 
mozolnie starał się budować. 
 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 32

   

Rozdział czwarty

 

– No więc, kiedy wreszcie zapytasz Fancy, czy sprzeda 

ci to gospodarstwo? – po raz kolejny zapytała Gracie. 
 

– Wtedy, kiedy przyjdzie mi na to ochota. 

 

– Dobrze. Odtąd przestaję cię o to pytać. Wygrałeś. 

 

– Dzięki. 

 

Po długiej, kłopotliwej chwili milczenia Gracie podeszła 

do   zlewu   i   umyła   dwa   jabłka,   zaś   Jim   z   poczuciem   winy 
schował   twarz   za   poranną   gazetą.   Ten   ostentacyjny   gest 
sprowokował   Gracie   do   hałaśliwej   krzątaniny   w   olbrzymiej 
kuchni Jima. 
 

Nieustannie   otwierała   i   zamykała   szuflady,   hałaśliwie 

zawijała kanapki dla Oscara i Omara, pobrzękiwała talerzami, 
sztućcami   i   garnkami   w   poszukiwaniu   najmniej   potrzebnych 
rzeczy. 
 

Atmosfera była napięta. 

 

Był to pierwszy poranek, kiedy Jim zaczął żałować, że 

jego   synowie   za   zbicie   szyby   w   szkolnym   autobusie   zostali 
ukarani   tygodniowym   zakazem   korzystania   z   transportu   dla 
uczniów. 
 

Gdyby   nie   to   nieszczęsne   wydarzenie,   Gracie   nie 

zatrzymywałaby się u niego codziennie po drodze do swojej 
kliniki   i   nie   podwoziłaby   chłopców   do   szkoły.   Jim   zaś   nie 
byłby   zmuszony   tak   często   jej   oglądać.   Owszem,   był   jej 
wdzięczny   za   troskę   o   dzieci,   ale,   prawdę   mówiąc,   ostatnio 
coraz częściej wolał być sam i towarzystwo Gracie nie cieszyło 
już go tak bardzo jak kiedyś. 
 

–   Wszyscy   w   Purdee   mówią   o   tym,   jak   nieładnie 

potraktowałeś   Fancy   na   sobotnim   pogrzebie   Hazel   Hart   – 
zagadnęła niespodziewanie. – No i o tym, jak z furią wsiadłeś w 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 33

   

furgonetkę i odjechałeś, zapominając o mnie i dzieciach. Całe 
szczęście,   że chociaż  Fancy  umiała  się  zachować.   Naprawdę 
była   cudowna.   Ugościła   nas   kolacją,   a   potem   odwiozła   do 
domu. 
 

–   Jestem   zaskoczony,   słysząc,   że  to   cudowne   dziecko 

Purdee potrafi gotować. 
 

–   Podejrzewam,   że   robi   dobrze   wszystko,   czego   się 

dotknie. 
 

Na   przykład   –   opieka   nad   dziećmi.   Chłopcy   świetnie 

bawili się w jej towarzystwie. I byli bardzo grzeczni. Wiedziała, 
jak zaskarbić sobie ich sympatię. Powiedziała im, że Hazel na 
pewno   chciałaby,   żeby   zaopiekowali   się   jej   starym   psem, 
Yellerem. 
 

–   Możesz   w   moim   imieniu   przekazać   Fancy,   że 

zabroniłem im zabierać go do domu – warknął Jim. 
 

– A to dlaczego? 

 

– Dlatego, że tak postanowiłem i już – odparł z uporem. 

 

–   No   cóż...   Jim,   po   tym,   jak   się   zachowałeś   wobec 

Fancy,   nie   podejrzewam,   żebyś   poruszył   w   jej   towarzystwie 
temat gospodarstwa. 
 

– Przestań. 

 

– Słuchaj. Wszyscy mówią, że ostatnio zachowujesz się 

jakoś dziwnie. Zupełnie jak nie ty. A przecież zwykle jesteś taki 
spokojny i zgodny. Wszyscy... 
 

– Wszyscy, czyli Waynette i Lionel Adams, czy tak? 

 

– Jim wtrącił ponuro, przekładając stronę gazety z takim 

impetem, że przerwał ją akurat w miejscu, gdzie znajdował się 
artykuł,   który   właśnie   czytał.   –   Niech   ich   wszystkich   diabli 
wezmą. Mam już dosyć życia dla innych. 
 

–   Podniósł   oczy   znad   gazety.   –   Hej!   Chłopcy   sami 

muszą się nauczyć pakować własne śniadania. Rozpuścisz mi 
ich jak dziadowski bicz. A poza tym wiesz przecież, że wolą 
chipsy i colę od mleka i jabłek. 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 34

   

 

– Może to i prawda, że Adamsowie jako pierwsi zaczęli 

o tym mówić – ciągnęła Gracie nie zrażona uwagą Jima – ale 
nie tylko oni to widzą. Ja też. 
 

– I kto jeszcze? 

 

– Prawie wszyscy. 

 

– Myślałem, że raczej mnie usprawiedliwisz przed nimi, 

zamiast... 
 

– Ależ właśnie to zrobiłam! Powiedziałam im, że wciąż 

nie możesz się otrząsnąć z szoku po śmierci Hazel i dlatego jest 
ci niezręcznie tak od razu zacząć negocjacje w sprawie kupna 
ziemi. 
 

Jestem   pewna,   że   Fancy   też   musi   się   teraz   okropnie 

czuć... 
 

– Jest znacznie silniejsza, niż myślisz. Da sobie radę.  

 

–  Jim,   zmarła jej  matka.  Czy  ty  to rozumiesz?  Fancy 

bardzo przeżywa tę śmierć, potrzebuje wsparcia, zrozumienia, 
przyjacielskich   gestów...   Powiedziała   przecież,   że   chce   być 
twoją przyjaciółką. Od paru dni to powtarza... 
 

– Jak to od paru dni? – Jim poderwał się z fotela. – Czy 

chcesz powiedzieć, że ona wciąż tu jest? – zapytał uniesionym 
ze   wzburzenia   głosem.   –   A   niech   to   licho!   Myślałem,   że 
wyjedzie z Purdee zaraz po pogrzebie. 
 

– Nie wyjechała. Powiedziała mi, że zmieniła zdanie i 

zostanie tu już na zawsze. 
 

– Na zawsze?! – krzyknął z niedowierzaniem. 

 

–   Tak.   Musisz   więc   do   niej   pójść   i   przeprosić   ją   za 

wszystko. 
 

Tylko   tyle   –   nalegała   Gracie.   –   Wiem,   że   gryzą   cię 

okropne wyrzuty sumienia. Znam twoją przeszłość i domyślam 
się,   co   czujesz   teraz,   kiedy   wróciła   –   szepnęła,   nalewając 
Jimowi kawy do kubka. Zajrzeli sobie w oczy. Jim poczuł, że 
się   czerwieni.   A   więc   Gracie   przejrzała   jego   myśli.   –   Nie 
zaznasz   spokoju,   dopóki   się   tam   nie   wybierzesz   – 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 35

   

przekonywała dalej. – Nie mogę na ciebie patrzeć, kiedy tak 
dąsasz się i zamyślasz. 
 

Jim podniósł wzrok i beznamiętnie spojrzał na Gracie. 

Od dnia pogrzebu nie przytulał jej ani nie całował. A przecież 
była   ślicznym   stworzeniem.   Miała   miękkie   złociste   włosy   i 
duże brązowe oczy, które zawsze z uwielbieniem się w niego 
wpatrywały.   Ale   właśnie   z   powodu   tego   uczucia,   które   Jim 
widział   w   jej   spojrzeniu,   czuł   się   jeszcze   bardziej   winny. 
Niestety,   nie   potrafił   odwdzięczyć   jej   miłości.   Nawet   jeśli 
czasami udawało się jej sprawić, że krew szybciej krążyła mu w 
żyłach,   to   i   tak   nie   poprawiało   mu   to   humoru.   Fancy 
osiągnęłaby taki sam efekt, nie robiąc zupełnie nic. 
 

Gracie   była   miła   i   słodka,   bardzo   kobieca   i 

zrównoważona. 
 

Do tego świetnie dawała sobie radę z gospodarstwem. 

Była taka łatwa w pożyciu – łagodna, uległa, chętnie i dobrze 
gotowała. 
 

Wszyscy   wmawiali   mu,   że   właśnie   takiej   kobiety 

potrzebuje. 
 

– Domyślasz się może, co skłoniło Fancy do pozostania 

w Purdee? – zapytał z rezygnacją w głosie.  
 

– Nie mam pewności, lecz sądzę, że na pewno ma to 

związek   ze   spadkiem   po   Hazel.   Fancy   chce,   żebyś   podjął 
wreszcie decyzję w sprawie farmy, co znaczy, że musisz tam 
pójść i ją przeprosić. 
 

Musicie   się   wreszcie   pogodzić   i   zacząć   rozmawiać   o 

interesach. 
 

Jim pomyślał o pięknej Fancy, która teraz zapewne sama 

siedzi w opuszczonym przez Hazel domu. Na myśl, że nikt jej 
nie   towarzyszy,   poczuł   przypływ   pożądania.   Chciał   wstać   i 
wytłumaczyć   Gracie,   że   źle   robi,   wypychając   go   do   Fancy. 
Chciał   jej   powiedzieć:   Posłuchaj,   naiwna,   boję   się   tam   iść. 
Obawiam się nawet głupiej rozmowy z tą upartą wiedźmą, a co 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 36

   

dopiero   tego,   by   zostać  z  nią   sam  na   sam.   A  dzieje  się   tak 
dlatego, że wciąż darzę ją wielkim uczuciem; uczuciem którego 
nigdy nie żywiłem do nikogo innego, łącznie z tobą, słodziutka. 
 

Milczał jednak. Bał się ją zranić. Powoli wstał z krzesła i 

zmusił się, żeby ją przytulić. 
 

– Uważaj, żebyś nie rozmazał mi szminki. 

 

Jim zbliżył usta do warg Gracie, wmawiając sobie, że w 

ten   sposób   wypędzi   Fancy   ze   swoich   myśli.   Niestety,   usta 
Gracie   były   sztywne   i   dziecięce,   tak   bardzo   inne   od 
zmysłowych,   rozpalonych   warg   Fancy.   Myśląc   o   nich,   Jim 
obsypał Gracie wygłodniałymi pocałunkami, których ognistość 
ją speszyła. 
 

– Może lepiej będzie, jeśli na razie się nie pobierzemy – 

powiedziała zawstydzona, gdy przestał ją całować. 
 

–   Jesteś   bardzo   pruderyjna   jak   na   panią   weterynarz, 

Gracie. 
 

A może właśnie nadszedł czas, żebyśmy się pobrali? – 

wypalił, myśląc jednocześnie o tym, że Fancy nie odrzuciłaby 
jego pieszczot. 
 

–   Czy   to   miały   być   oświadczyny?   –   zapytała 

oszołomiona Gracie. 
 

Jim był równie zaskoczony jak ona. Co go podkusiło, by 

mówić   o   małżeństwie?   Odrzucało   go   na   myśl   o   konsekwe-
ncjach   swoich   słów,   ale   zanim   zdążył   wyjawić   Gracie,   co 
naprawdę miał na myśli, do kuchni wpadli z hukiem Omar i 
Oscar. 
 

– Pa, tato! – wrzasnęli, chwytając zawiniątka z drugim 

śniadaniem. – Aha! Dzwoniła Fancy. Powiedziała, że możemy 
przyjechać i odebrać Yellera, kiedy tylko zechcemy – dodali i 
zbiegli po schodach. 
 

Gracie podążyła za nimi. Gdy była już przy drzwiach, 

odwróciła się i powiedziała:
 

– Obiecaj mi, że dzisiaj pójdziesz do Fancy. 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 37

   

 

– A może poszlibyśmy razem, co? – zaproponował bez 

przekonania. 
 

– Nie. To sprawa pomiędzy tobą a nią. 

 

Jim przyjrzał się z bólem w sercu słodkiej i niewinnej 

twarzyczce   Gracie.   Zastanawiał   się,   czy   gdyby   znała   jego 
myśli,   nadal   by   była   tak   uparta.   Zawahał   się,   a   po   chwili 
przytaknął w milczeniu. Miał niejasne przeczucie, że oto w tej 
właśnie chwili jego los już się przesądził. 
 

„A co ty do niej czujesz?” 

 

Słowa   Fancy,   które   usłyszał   w   dniu   pogrzebu   Hazel, 

wciąż   brzmiały   mu   w   uszach.   Co   czuł   do   Gracie?   Niewiele 
więcej   prócz   potwornych   wyrzutów   sumienia   –   miał   ochotę 
odpowiedzieć. 
 

Tego dnia miał do załatwienia mnóstwo rzeczy. Musiał 

sprawdzić, czy bez zakłóceń funkcjonują pompy tłoczące wodę 
potrzebną   przy   dojeniu   krów.   Miał   też   wpaść   do   biura   i 
porozmawiać chwilę z księgową i sekretarką. Poza tym około 
dziesiątej spodziewał się wizyty technologa żywności. Potem 
czekały   go   dwa   ważne   spotkania   ze   światowej   sławy 
weterynarzami, którzy jeździli po całym świecie i sprawdzali 
stan   zdrowia   nowo   narodzonych   cieląt   we   wzorcowych 
hodowlach bydła mlecznego. 
 

Obowiązków nie brakowało. Powinien zająć się nimi z 

radością,   mając   nadzieję,   że   pomogą   zapomnieć   mu   o 
sercowych rozterkach. A jednak tego dnia Jim nie poszedł do 
pracy.   Usiadł   na   werandzie,   wlepił   wzrok   w   bezchmurne, 
błękitne niebo i zaczął myśleć o tej, o której nie powinien – o 
Fancy. 
 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 38

   

Rozdział piąty

 

Jim przypomniał sobie szkolne czasy. Fancy od początku 

zwróciła   jego   uwagę.   Początkowo   głównie   tym,   że   była 
nieznośna i że za wszelką cenę usiłowała wyprowadzić go z 
równowagi. 
 

Podczas gdy inne dziewczęta uganiały się za nim, ona 

nieustannie wytykała mu jego niedoskonałości. Pomimo to ten 
chudy, zawsze wymyślnie ubrany podlotek z długimi, rudymi 
warkoczami szybko podbił jego serce. Fancy była humorzasta i 
zarozumiała,   ale   jednocześnie   subtelniejsza,   wrażliwsza   i 
bardziej   inteligentna   niż   koleżanki.   Wiecznie   wszczynała 
sprzeczki z Jimem, on jednak lekceważył to i na szyderstwo 
odpowiadał   elegancją,   co   więcej   –   chronił   ją   nawet   przed 
atakami szkolnych rozrabiaków. 
 

Fancy nie cieszyła się w środowisku rówieśników taką 

popularnością   jak   Jim.   Może   działo   się   tak   dlatego,   że   była 
rozpieszczoną nastolatką i molem książkowym, a może dlatego, 
że   jako   indywidualistka   nigdy   nie   lubiła   się   do   niczego 
dostosowywać. Dlatego to ubierała się inaczej niż wszyscy i 
miała   inne   niż   większość   znajomych   sposoby   spędzania 
wolnego czasu. 
 

Uczyła   się   gry   na   pianinie,   pochłaniała   encyklopedie, 

oglądała albumy z malarstwem i magazyny z modą. Na każdej 
szkolnej   akademii   wyróżniano   ją   za   osiągnięcia.   Po   odbiór 
nagrody zawsze kroczyła z dumnie uniesioną głową. Dwa razy 
nawet zdarzyło się, że wypatrzyła na sali Jima i bezwstydnie 
puściła do niego oko, dygając jednocześnie przed dyrektorem, 
który wręczał jej kolejne trofeum. 
 

Na   przerwach,   kiedy   reszta   młodzieży   grała   w   piłkę 

nożną albo futbol, Fancy zwykła siadać w cieniu i ubrana w 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 39

   

swoje fantazyjne sukienki czytała grube tomiszcza w rodzaju 
„Trzech muszkieterów”, które w ogóle nie należały do kanonu 
lektur   szkolnych.   Czasami   też   można   było   ją   zobaczyć,   jak 
szkicuje postaci modelek w różnych fatałaszkach. Zdarzało się, 
że później wysyłała swoje projekty do Nowego Jorku i nawet 
raz czy dwa dostała za nie jakąś nagrodę. 
 

Fancy   była   doskonałą   uczennicą,   nawet   matematyka   i 

nauki   ścisłe   nie   sprawiały   jej   kłopotów   tak   jak   innym 
dziewczętom. Jim natomiast nie wybijał się ponad przeciętność 
niczym oprócz wyśmienitej gry w futbol. Cóż z tego jednak, 
skoro Fancy nie interesowała się ani sportem, ani sportowcami. 
Była   wyniosła,   szczególnie   wobec   Jima,   i   na   każdym   kroku 
ostentacyjnie podkreślała, że pewnego dnia opuści na zawsze 
Purdee i wyruszy w wielki świat, by zdobyć sławę i bogactwo. 
 

Na szesnaste urodziny Fancy dostała od rodziców mały 

angielski samochód sportowy. Auto było rzeczywiście piękne, 
chełpiła   się   nim   więc   i   przez   to   stała   się   jeszcze   bardziej 
zarozumiała   i   nieznośna.   Tydzień   potem   kilku   szkolnych 
łobuziaków sprowokowanych jej postawą postanowiło spłatać 
jej figla. Kiedy po zajęciach wuefu Fancy i jej koleżanki brały 
prysznic,   dziesięciu   najsilniejszych   chłopców   wniosło   po 
schodach jej lekki samochód i postawiło go przy wejściu do 
budynku. Po dzwonku, gdy Fancy wybiegła z szatni, na widok 
samochodu stojącego na wysokości kilkunastu schodów przed 
głównym wejściem zamarła, a do oczu napłynęły jej łzy złości. 
 

Wszyscy oczywiście pokładali się ze śmiechu i rzucali 

złośliwe uwagi. Wtedy Fancy odwróciła się i wrzasnęła:
 

– Który z tej bandy tumanów to zrobił? – Przekonana, że 

pomysłodawcą tego występku był Jim, zmierzyła go surowym 
wzrokiem.   On   zaś   pod   wpływem   jej   spojrzenia   oblał   się 
rumieńcem,   co   jeszcze   bardziej   utwierdziło   Fancy   w 
przekonaniu,   że  to   jego  sprawka.   –  Jesteś  najgłupszy  z  nich 
wszystkich, Jimie King! 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 40

   

 

Na te słowa chłopcy wybuchnęli jeszcze głośniejszym 

śmiechem, wiedzieli bowiem, że Jim nie maczał palców w tym 
spisku.   Fancy   natomiast   była   tak   wzburzona,   że   rzuciła 
kluczykami   samochodu   o   ziemię.   Bo   Bo   Johnson,   najlepszy 
przyjaciel Jima, złapał je od razu i zamachał nimi nad głową 
Fancy. 
 

–   Zaraz  zobaczymy,   kto   tu   jest  tumanem.   No,   Fancy, 

weź swoje kluczyki – powiedział i wyciągnął je do niej na dłoni 
po to tylko, by schować za plecy, gdy spróbowała mu odebrać 
swoją własność. 
 

– Oddawaj! – wrzasnęła Fancy. – Oddawaj, ty... ty tępy 

baranie! 
 

–   Skoro   jesteś   taka   mądra,   to   znajdź   sposób,   by   je 

odebrać. No? 
 

Wtedy   do   zabawy   włączyli   się   pozostali   chłopcy. 

Rzucali do siebie kluczykami, a Fancy kręciła się w kółko i 
krzyczała,   próbując   je   przechwycić.   W   końcu,   kiedy 
spurpurowiała jej twarz i rozdarła się pod pachą sukienka od 
wyciągania   rąk  w  górę,   Jim   postanowił   położyć  kres   figlom 
kolegów.   Podskoczył   do   Bo   Bo   Johnsona   i   złapał   w   locie 
kluczyki. Fancy wcale nie okazała mu wdzięczności, a jedynie 
podeszła i wyciągnęła zmęczoną rękę. Jim złożył jej na dłoni 
kluczyki. Na chwilę ich palce zetknęły się. Jim poczuł, jak robi 
mu się gorąco. Po raz pierwszy tak intensywnie zareagował na 
dotyk dziewczęcego ciała. 
 

Zauroczenie nie trwało długo. W następnej chwili Bo Bo 

Johnson jęknął z rozczarowania, a Fancy wbiła paznokcie w 
rękę Jima. 
 

–   Nienawidzę   cię!   Bardziej   niż   kogokolwiek   innego. 

Ganiają za tobą dziewczyny, ale dla mnie jesteś tylko zakutą 
pałą,   osiłkiem,   który   potrafi   jedynie   biegać   za  piłką,   jeszcze 
durniejszym niż Bo Bo. 
 

– Słuchaj, ja nie miałem z tym nic wspólnego! – Jim 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 41

   

zagrzmiał gniewnie i skoczył do Fancy, lecz ta zamknęła mu 
przed nosem drzwi samochodu. Gdyby w ostatniej chwili nie 
cofnął   ręki,   z   pewnością   zmiażdżyłaby   mu   palce.   Wściekły, 
patrzył, jak Fancy zjeżdża po schodach i z hukiem przejeżdża 
przez krawężnik. Nigdy dotąd żadna dziewczyna tak bardzo mu 
nie dopiekła. 
 

Wskoczył do swojej furgonetki i, nie oglądając się na 

nic, pognał za Fancy. Dostrzegła go we wstecznym lusterku i 
nacisnęła na gaz, co jeszcze bardziej go rozsierdziło. Sam też 
przyspieszył. 
 

Kiedy skręciła w boczną uliczkę, miał już pewność, że 

za chwilę ją dogoni. Boże, powinien był wtedy wiedzieć, że 
taka   pogoń   może   się   źle   skończyć,   ale   był   tak   zaślepiony 
złością, że zapomniał o zdrowym rozsądku. Wziął ostry zakręt i 
zauważył, że Fancy wpada w poślizg. Nacisnął na hamulce i w 
tym   samym   momencie,   ujrzał,   jak   jej   mały   czerwony 
samochodzik przekoziołkował i wpadł do rowu. 
 

W pierwszej chwili pomyślał z przerażeniem, że Fancy 

nie   żyje.   Po   chwili   poczuł,   jak   sam   uderza   czołem   w 
kierownicę. 
 

Przez długą chwilę nie był w stanie się poruszyć. Przez 

mgłę bólu i krwi dostrzegł długie rude warkocze Fancy, reszta 
jej ciała była niewidoczna. Wiedział, że jeśli Fancy nie żyje, to 
właśnie z jego winy. Jak teraz spojrzy w oczy jej matki? Była 
jedyną córką Hazel, wypieszczoną i wychuchaną jak królewna! 
 

Z trudem wyczołgał się z furgonetki, czując, że skręcił 

sobie   nogę   w   kostce.   Mimo   bólu   i   silnego   krwawienia 
pospieszył, utykając, do samochodu Fancy. Wydostający się z 
wraka zapach benzyny niemal przyprawił go o mdłości. 
 

– Fancy? – wyszeptał przerażony myślą, że auto może 

zaraz wybuchnąć. 
 

Zamiast odpowiedzi usłyszał złowieszczą ciszę. Zajrzał 

pod   samochód.   Zobaczył,   że   Fancy   leży   wygięta   w 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 42

   

nienaturalnej   pozycji.   Niewiele   myśląc,   wczołgał   się   pod 
zdeformowaną karoserię. Nie wiedział, czy dobrze zrobi, jeśli 
spróbuje ją stamtąd wyciągnąć. Po chwili namysłu chwycił ją 
jednak   pod   pachy   i   delikatnie   wysunął   spod   powyginanych 
blach. 
 

Miała zamknięte powieki, a jej ciało sprawiało wrażenie 

bezwładnego i pozbawionego kości. Drżącą dłonią dotknął jej 
twarzy. Nigdy wcześniej nie dotykał niczego tak delikatnego i 
ciepłego jak jej policzek. 
 

– Fancy! – jęknął. 

 

Leżała   w   jego   ramionach   jak   szmaciana   lalka.   Miała 

bladą, jakby woskową cerę i kredowe usta. Jim potrząsnął nią, a 
następnie,   powtarzając   jej   imię,   przytulił.   Fancy   jednak   nie 
poruszyła się ani nie wydała z siebie głosu. Dotarła do niego 
przerażająca myśl – Fancy zmarła. Był tak zrozpaczony i tak 
wstrząśnięty, że zapragnął umrzeć wraz z nią.  
 

Wtem dostrzegł na jej białej sukni rosnącą plamę krwi. 

W   jednej   chwili   przypomniał   sobie,   jak   należy   tamować 
krwotoki i pośpiesznie rozpiął guziki sukienki. Mimo iż pierś 
Fancy   zalana   była   krwią,   zauważył,   że   przykrywa   ją 
najpiękniejszy koronkowy biustonosz, jaki dotąd widział. Pod 
nim natomiast widniały dwie krągłe i jędrne kopuły, dziwnie 
gorące jak na osobę, z której lada chwila miało ujść życie. Jim 
zerwał z siebie koszulę i zacisnął ją powyżej rany. Modlił się, 
żeby nadjechał jakiś samochód, żeby zjawił się ktokolwiek. 
 

Rana nie była zbyt głęboka, więc krwawienie ustąpiło 

niemalże natychmiast. Widząc to, Jim trochę się odprężył. Czuł 
pod dłonią delikatną i ciepłą powierzchnię piersi Fancy. 
 

Rozkoszował się jej obfitą miękkością. Speszył się, że w 

takiej chwili przychodzą mu do głowy lubieżne myśli. Nagle 
wyczuł pod palcami równy puls. Fancy żyła! Nie zabił jej! 
 

–   Otwórz   oczy,   no   otwórz,   dziewczyno   –   zaklinał   ją 

łagodnym głosem. Fancy jednak uparcie leżała w bezruchu. – 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 43

   

Do diabła! Fancy Hart, przestań się nade mną znęcać i otwórz 
oczy! 
 

Natychmiast! Słyszysz? Otwórz oczy, do jasnej cholery! 

 

– Nie musisz przeklinać – wyszeptała wreszcie powoli, 

mrugając długimi rzęsami. 
 

–   Zawsze   tak   dbasz   o   dobre   maniery?   –   mruknął   z 

wyrzutem. 
 

– Na pewno częściej niż ty. 

 

– Jasne. We wszystkim jesteś ode mnie lepsza. Nawet 

samochód   prowadzisz   lepiej   niż   ja,   co   nie?   –   dodał   z 
przekąsem. 
 

– Oczywiście. 

 

– No to dlaczego zjechałaś z jezdni, hę? 

 

– Bo mnie goniłeś. To ty mnie zepchnąłeś z drogi... 

 

– Nieprawda! – zaprzeczył i opuścił zawstydzone oczy, 

uświadamiając sobie, że wciąż dotyka jej piersi. W obawie, że 
zaraz usłyszy od Fancy kolejną złośliwą uwagę, czym prędzej 
cofnął rękę. 
 

–   Co   się   stało?   –   zapytała   ze   zdziwieniem   i 

uwodzicielskim   uśmiechem.   –   Wyglądasz,   jakbyś   zobaczył 
ducha.   Myślałam,   że   wy,   sportowcy,   jesteście   bardzo 
doświadczeni i wiecie wszystko o dziewczynach. 
 

–   Daj   spokój.   Chyba   nie   powinnaś   się   odzywać   ani 

poruszać – wybełkotał. 
 

–   Aha.   Powinnam   za   to   leżeć   tu   dalej   półnaga   i 

pozwalać, żebyś mnie obmacywał, prawda? Nie bądź śmieszny, 
w   każdej   chwili   może   nas   ktoś   przyłapać   –   oświadczyła   i 
dźwignęła się, by usiąść. 
 

Na próżno. Była zbyt słaba. Jęknęła tylko z bólu, a Jim 

poczuł, jakby to on cierpiał, a nie Fancy. Szybko pomógł jej się 
podnieść, a gdy już usiadła, chciał się odsunąć. Fancy jednak 
nie pozwoliła mu na to. 
 

–   Ktoś   rzeczywiście   może   tędy   przechodzić   i   nas 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 44

   

zobaczyć – powiedział z zakłopotaniem, lecz Fancy przywarła 
tylko do niego mocniej. Podniosła wzrok, zajrzała mu w oczy, 
ale nie odezwała się ani słowem prawie przez minutę. 
 

– Nie obchodzi mnie to – rzekła w końcu, kładąc głowę 

na szerokim ramieniu Jima. – Wiesz, chyba uratowałeś mi życie 
– 

dodała z rozmarzonym uśmiechem. Jej gęste, rude loki 

łaskotały nagi tors Jima. Wiedział, że powinien wstać, ale jakoś 
nie mógł zebrać w sobie sił. Opuścił oczy i znowu dostrzegł 
obnażone piersi Fancy. 
 

Była naprawdę zabójczo piękna. Jim wcale nie chciał, 

żeby   mu   się   podobała.   Sytuacja,   w   jakiej   się   znalazł,   była 
doprawdy   idiotyczna   –   jednocześnie   czuł   strach   i 
niewytłumaczalne,   zakazane   pożądanie   wobec   najbardziej 
nieznośnej dziewczyny na świecie. 
 

–   Muszę   cię   odwieźć   do   domu   –   rzekł   stłumionym 

głosem. 
 

–   Jeszcze   nie   –   poprosiła   słodko,   wyczuwając 

najwyraźniej, że zyskuje nad nim przewagę. – Poprzytulaj mnie 
jeszcze przez chwilę. Kiedy trzymasz mnie w ramionach, nie 
czuję takich mdłości – dodała, a Jim wypiął pierś i przygarnął ją 
do siebie opiekuńczym gestem. Jeszcze nigdy nie czuł się tak 
dorosły, tak silny i tak męski. 
 

Fancy wtuliła się w niego, westchnęła i zaczęła głaskać 

go po udzie, czym wprawiła go w prawdziwe osłupienie. Jej 
niewinna   rączka   poruszała   się   z   niezwykłą,   instynktowną 
wprawą. 
 

–   Przepraszam,   że   nazwałam   cię   zakutą   pałą   – 

wyszeptała   po   długiej   chwili.   –   Zawsze   pragnęłam   żyć   w 
przekonaniu,   że   wszyscy   dokoła   mnie   są   durniami,   a 
szczególnie ty. A wszystko dlatego, że... że nie chciałam, żeby 
cokolwiek kusiło mnie do pozostania w Purdee. 
 

– Nie podoba ci się tutaj? 

 

– Na świecie jest tyle innych miejsc niż to miasteczko. 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 45

   

Chcę je zobaczyć. A moi rodzice wytykają nos poza dom tylko 
wtedy,   gdy   coś   się   zepsuje   w   gospodarstwie   albo   gdy   mają 
ochotę na hamburgera. 
 

–   Wiesz   co?   Podejrzewam,   że   Purdee   nie   różni   się 

zbytnio od innych miast. Mnie się tutaj podoba. 
 

– Lubisz Purdee i Purdee ciebie też lubi. Tylko ja tutaj 

nie   pasuję   –   powiedziała,   ale   tym   razem   łagodnie,   jakby   ze 
smutkiem, bez tej typowej dla siebie wyniosłości. 
 

–   Nie   pasujesz,   bo   nie   chcesz,   bo   nie   próbujesz   się 

wtopić w to miasto. Ale ja cię i tak lubię, Fancy. 
 

– Mówisz to każdej? – zapytała i spojrzała mu w oczy. 

Były zielone, uważne, wpatrzone w nią z napięciem i... bardzo 
zmysłowe. 
 

– Już nie. 

 

– Naprawdę? 

 

–   Naprawdę.   Ty   jesteś   inna   niż   wszystkie.   –   Jim   się 

uśmiechnął. 
 

– Ty też – odparła i odwzajemniła uśmiech. Schwycił 

 

kosmyk jej włosów i owinął go sobie wokół palca. 

 

– Masz cudowne włosy, Fancy... Takie delikatne... Tak 

w ogóle to... jesteś ładna, kiedy... jesteś miła. 
 

– Może dotychczas bałam się być miła? 

 

– Może.  Ale ja lubiłem cię nawet wtedy, kiedy byłaś 

okropna. 
 

– Ja ciebie też. 

 

Wyciągnęła szyję i znienacka złożyła gorący pocałunek 

na ustach Jima. Kiedy odwzajemnił go i pogłębił, poczuł, że 
lekko zadrżała. Potem obydwoje zamilkli w zadziwieniu nad 
własnym   czynem.   Nadal   jednak   trwali   przytuleni   czule   do 
siebie,   a   Jim   czuł,   jak   z   każdą   sekundą   pogrąża   się   coraz 
bardziej w oceanie czułości, miłości i szczęścia. 
 

W ciągu następnych kilku tygodni Jim często odwiedzał 

gospodarstwo   Hartów.   Wypożyczył   nawet   jakieś   książki   i 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 46

   

szybko je przeczytał, żeby zaimponować Fancy. Ona jednak w 
tym samym czasie pochłonęła znacznie więcej lektur, a ponadto 
była znacznie bardziej zainteresowana całowaniem się z Jimem 
niż jego literacką erudycją. 
 

– Czytać mogę sama – rzekła roztropnie któregoś dnia, 

odprowadzając   Jima   do   bramy   i   po   raz   kolejny   tego   dnia 
przywarła do niego ustami. – Tego natomiast nie umiem robić 
w pojedynkę. Nawet gdybym mogła, to bym nie chciała. Nie 
chciałabym zresztą robić tego z nikim innym oprócz ciebie. 
 

Kiedy   Fancy   poczuła   się   już   lepiej,   zaczęła   szukać 

różnych wymówek, byle tylko móc wyjść z domu i spotkać się 
z Jimem gdzieś w ustronnym miejscu. On też w każdej chwili 
myślał o tym, by być z nią sam na sam; rozmawiać, przytulać, 
całować, po prostu czuć jej bliskość. 
 

Przy Fancy wszystkie dziewczęta traciły swój blask. Nie 

minęło   wiele   czasu,   a   Jim   z   przerażeniem   stwierdził,   że 
zakochał   się   do   nieprzytomności   w   kimś,   kto   był   jego 
dokładnym   przeciwieństwem,   w   dziewczynie,   która   żyła 
bardziej we śnie niż na jawie. 
 

Już wtedy przeczuwał, że to był błąd. 

 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 47

   

Rozdział szósty

 

Jim stanął na progu domu, w którym po śmierci matki 

mieszkała Fancy, i odetchnął głęboko. Zwinął pięść i zatrzymał 
ją tuż przed drzwiami wejściowymi. Postanowił, że najpierw 
zapyta Fancy, czy odsprzeda mu gospodarstwo, a później raz na 
zawsze zerwie z nią znajomość. 
 

Zastukał.   Po   drugiej   stronie   Yeller   zaczął   ujadać   tak 

przeraźliwie,   że   natychmiast   ochrypł.   Oprócz   szczekania   psa 
nie dobiegł jednak z wewnątrz żaden inny odgłos. Jim zastukał 
jeszcze raz w grube dębowe drzwi. Znowu nic. 
 

Zdjął   z   głowy   kowbojski   kapelusz   i   przetarł   ręką 

spoconą skroń. Westchnął i spojrzał na swoje zabłocone buty. 
Pobrudziły się, kiedy wymieniał pompę przy jednej z cystern. 
Zrobił   krok   w   tył   i   strząsnął   warstwę   zaschniętej   ziemi,   po 
czym znowu zapukał energicznie. I tym razem bez rezultatu. 
Zszedł   ze   schodków   prowadzących   do   wejścia   i   przez   okno 
zajrzał do środka. Dom bez wątpienia był pusty. Licząc na to, 
że   Fancy   wyszła   tylko   na   chwilę   i   że   może   jest   gdzieś   w 
pobliżu, Jim rozejrzał się wokół siebie. Na werandzie dostrzegł 
fotel bujany, który kiedyś należał do Hazel. 
 

Przypomniał   sobie,   jak   przesiadywał   na   nim   z   Fancy, 

popijając zmrożone drinki, rozmawiając, szepcząc i całując się 
do utraty tchu. 
 

O, tak! Fancy nie interesowała się sportem, nie ciągnęło 

jej   do   towarzystwa   rówieśników   z   Purdee,   ale   za   to   dzięki 
książkom rozwinęła się w niej niezwykle bujna fantazja. Była, 
namiętna,   nienasycona,   ciekawa   świata   i   seksu. 
Wypróbowywała z Jimem wszystko to, o czym przeczytała w 
książkach.   Fascynowała   go,   zdumiewała,   inspirowała.   To 
właśnie   dzięki   tej   szalonej   dziewczynie   on,   uczeń   raczej 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 48

   

przeciętny   i  bez  ambitniejszych  zainteresowań,   zaczął   czytać 
nie tylko magazyny sportowe, ale i poważne powieści. 
 

Weranda   otaczała   dom   Hartów   z   trzech   stron.   Jim 

obszedł go dokoła, jednak nie odkrył żadnego śladu Fancy poza 
jej wynajętym samochodem zaparkowanym obok wiekowego 
auta Hazel. Zniecierpliwiony, popchnął w końcu drzwi i wszedł 
do środka. Na podłodze w holu zauważył walające się tumany 
kurzu. 
 

Jakże pusty i zimny był ten dom bez Hazel! Ze ścian 

poznikały obrazy, które teraz leżały w jednym z rogów ułożone 
równo   jeden   na   drugim.   Obok   nich   stały   pudła,   po   brzegi 
wypełnione   dżinsami,   butami   i   słomkowymi   kapeluszami 
Hazel.   Każdy   krok   Jima   odbijał   się   głośnym   echem   na 
drewnianej   podłodze.   Przeszedł   obok   pianina   Fancy,   przez 
wysokie na prawie trzy metry pokoje i zatrzymał się w kuchni. 
Z   jednego   z   kartonowych   pudeł   wyjął   szmaragdowozielony 
kielich, obejrzał go pod światło i pstryknął weń palcami, by 
usłyszeć   jak   dźwięczy   grube   szkło.   Przypomniał   sobie,   że 
zawsze   gdy   tak   robił,   przybiegała   zdenerwowana   Hazel   i 
wyrywała mu z ręki cenne naczynia. Wtem Jim zauważył, że w 
oknie poruszyła się firana. Uśmiechnął się do siebie. Czyżby po 
domu kręcił się duch Hazel? 
 

Z   podwórka   doszedł   go   jakiś   dźwięk.   Wyjrzał   przez 

okno   i   w   dali,   na   rozległej   łące,   dostrzegł   galopującego 
czarnego   konia   z   piękną   rudowłosą   amazonką   na   grzbiecie. 
Odstawił kielich na stół, gdzie obok kopii jakiegoś faksu leżał 
plik   projektów   nowych   kreacji.   Zaciekawiony,   przejrzał 
pierwsze   sześć   szkiców,   a   następnie   przeczytał   faks   z 
rozpaczliwym apelem jakiegoś rozhisteryzowanego człowieka o 
imieniu Claude, który na wszystkie świętości zaklinał Fancy, 
żeby jak najprędzej wracała do Nowego Jorku. 
 

Już miał odejść od starego stołu, gdy jego wzrok padł na 

trzy rysunki węglem. Przedstawiały Omara, Oscara i Yellera 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 49

   

stojących   przy   grządce   z   pierwiosnkami.   Wśród   rysunków 
odkrył   również   akwarelkę   z   bliźniakami   sączącymi   mrożoną 
herbatę i rozpartym na ich kolanach Yellerem. Jim zaklął pod 
nosem i odrzucił kartki na stół. Ze złością pomyślał, że za jego 
plecami Fancy próbuje zaskarbić sobie sympatię jego synów. 
Tylko po co? Przecież nigdy nie chciała mieć dzieci. 
 

Wyjął   z   tylnej   kieszeni   spodni   dokumenty   dotyczące 

sprzedaży farmy i położył je obok rysunków z chłopcami, a 
następnie wyszedł z domu. Był zły na Fancy, na siebie i na cały 
świat; zły jak szerszeń. 
 

Powoli   nadciągał   wieczór.   Długie   cienie   budynków 

gospodarskich   kładły   się   purpurowymi   smugami   na   części 
pastwiska.   Jim   zupełnie   zapomniał,   że   kiedyś   właśnie   o   tej 
porze Fancy zwykła jeździć konno. Była najlepszą amazonką w 
mieście,   może   dlatego,   że   wzięła   kiedyś   mnóstwo   bardzo 
drogich lekcji. 
 

Jim postanowił iść środkiem zarośniętego ostami pola, 

wzdłuż   gliniastego   kanału.   Towarzyszył   mu   Yeller.   Nad   ich 
głowami   szybowała   wysoko   para   sępów   amerykańskich.   Po 
jednej stronie pola rozciągały się ciemne pasy topoli i cedrów, 
po drugiej zaś – rozległe piaszczyste nieużytki. Pastwiska, które 
Jim chciał odkupić od Fancy znajdowały się nieco dalej, tuż za 
lekkim wzniesieniem. 
 

Gdy Fancy dostrzegła w oddali sylwetkę mężczyzny i 

psa,   natychmiast   ściągnęła   cugle   i   zatrzymała   konia.   Jim 
również ją zauważył i przystanął w połowie pola. Przez długą 
chwilę obydwoje przyglądali się sobie z uwagą w poświacie 
bezkresnego,   pąsowiejącego   nieba.   Wyglądało   to   tak,   jakby 
dwoje samotnych wędrowców, którzy przyzwyczaili już oczy i 
serce do ogarniającej ich od niepamiętnych czasów pustki, nie 
mogli się teraz nadziwić tą zdumiewającą zmianą w smętnym, 
monotonnym krajobrazie – obecnością drugiej osoby. 
 

Fancy   ruszyła   pierwsza.   Cmoknęła   na   konia   i 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 50

   

pogalopowała prosto w kierunku Jima. Widząc to, stary Yeller 
wystrzelił niczym strzała i pognał na spotkanie swej pani. Jim 
stał nieruchomo. 
 

Widział   coraz  bliższe,   coraz   większe  sylwetki   konia   i 

jeźdźca   pędzące   ku   niemu   w   szalonym   galopie.   Powinien 
usunąć się z drogi, odskoczyć w bok, a jednak stał nieruchomo 
do ostatniej chwili, nawet wtedy, gdy Fancy w ostatniej chwili 
wyhamowała konia kilka centymetrów od jego twarzy. 
 

Czyżby chciała go stratować? Poczuł, że jego kolana są 

jak   z   waty,   a   po   plecach   spływają   mu   krople   potu.   Ciepły 
oddech konia palił go w nozdrza. Uniósł wzrok i bez namysłu 
chwycił   Fancy   za   nadgarstki,   próbując   ją   ściągnąć   z   konia. 
Kiedy   jej   stopy   zaklinowały   się   w   strzemionach,   pociągnął 
jeszcze   silniej.   W   końcu   postawił   ją   obok   siebie   na   ziemi, 
wyrwał z jej ręki bat i cisnął go na ziemię. 
 

–   Coś   ty,   do   diabła,   zamierzała   zrobić?   Zabić   mnie? 

Fancy wyzywająco zadarła głowę. 
 

– A pozwoliłbyś mi odebrać ci życie? 

 

– Odpowiedz mi. Chciałaś mnie zabić? 

 

Fancy   wbiła   w   Jima   uparte   spojrzenie   i   niedbałym 

ruchem ściągnęła z dłoni rękawiczki. 
 

– Za nic w świecie. 

 

– No więc co mi chciałaś udowodnić tym wyczynem? 

 

–   Myślę,   że   wiesz   –   odparła,   przykładając 

niespodziewanie dłonie do rozpalonej twarzy Jima. – Chciałam 
się   przekonać,   czy   wciąż   jesteś   tym   samym   odważnym 
szaleńcem, którego poznałam i w którym się zakochałam jako 
młoda dziewczyna... 
 

– I co? 

 

–   I   dochodzę   do   wniosku,   że   jesteś   jeszcze   bardziej 

nieznośny   niż   kiedyś.   Powinieneś   był   się   cofnąć,   ty 
uparciuchu... – szepnęła niespodziewanie słodko i położyła mu 
dłonie na torsie. 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 51

   

 

–   Fancy,   na   miłość   boską,   nie   doprowadzaj   mnie   do 

skrajności! Nie znoszę cię, nie chcę... Zniszczysz wszystko... 
Ech! 
 

Prawie mam ochotę cię zabić! 

 

– Nie wierzę. Ty byś nikogo nie skrzywdził, Jim, Ale 

dlaczego obraziłeś mnie  na  pogrzebie  matki  i  odjechałeś jak 
tchórz? 
 

–   Przyszedłem   właśnie   cię   za   to   przeprosić.   Wysłała 

mnie Gracie... 
 

– Wcale nie dlatego tu przyszedłeś. 

 

– Tak? Ciekawe. Co takiego wiesz o mnie, czego sam 

nie wiem? 
 

– Wiem to, co wiem. To ty boisz się przyznać, jaka jest 

prawda. 
 

– A jaka ona jest? 

 

Fancy przylgnęła do niego całym ciałem. Zanim zdążył 

zaprotestować albo się odsunąć, jej wygłodniałe usta wpiły się 
w jego wargi. Nie chciał tego, ale odwzajemnił pocałunek tak 
gorąco, tak łapczywie, że Fancy aż jęknęła z rozkoszy, a potem, 
gdy odsunęła go od siebie, uśmiechnęła się triumfalnie. 
 

– Tęskniłam za tobą i za tym – zamruczała zmysłowo. 

 

Jim   był   tak   poruszony   nie   chcianym   wybuchem 

pożądania,   że   w   pierwszej   chwili   nie   mógł   dobyć   z   siebie 
słowa. 
 

– Zostawiłaś mnie – rzekł po pewnym czasie. – Skoro 

tak za mną tęskniłaś, to dlaczego, u licha, nie przyjechałaś do 
Purdee? 
 

– Nie wiem. Byłam głupia. Przepraszam cię za to i za 

wszystko. Ale teraz już jestem tutaj – powiedziała i ponownie 
zaczęła szukać ustami jego ust. 
 

– To nie wystarczy – burknął, odpychając ją od siebie. – 

A poza tym obydwoje dobrze wiemy, że i tak nie zabawisz tu 
długo. 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 52

   

 

Wracaj   do   Nowego   Jorku,   Fancy.   Do   pieniędzy, 

limuzyn, pokazów mody. Wracaj. Im wcześniej to zrobisz, tym 
lepiej. 
 

Jim spojrzał jej prosto w oczy i zadrżał. Na jej twarzy 

spodziewał   się   ujrzeć   dumną   minę,   złość   i   pogardę,   zamiast 
tego dostrzegł wyraz bezbronności i absolutnego oddania. 
 

–   Jesteś   tak   samo   uparty   jak   ja,   Jim   –   powiedziała 

nienaturalnie cichym głosem. – Jeszcze raz cię przepraszam za 
wszystko. A teraz wybacz, muszę zająć się koniem, uspokoić 
go... – urwała i szybko odwróciła twarz. 
 

Jim był prawie pewien, że dojrzał w jej oczach łzy, że jej 

smukłe ramiona drżały. Pilnie obserwował każdy ruch palców 
Fancy,   kiedy   mocowała   strzemiona   za   klapą   siodła, 
poklepywała czarny  koński pysk  i  delikatnie unosiła  cugle z 
zamiarem odprowadzenia zwierzęcia do boksu. 
 

Zrobiło mu się jej żal. Czuł, że powinien powiedzieć jej 

coś   miłego,   pocieszyć   ją   jakoś,   ale   za   bardzo   się   obawiał 
własnych niebezpiecznych uczuć, które na nowo zaczęły w nim 
kiełkować. 
 

– Byłem u ciebie – powiedział więc tylko. – Zostawiłem 

na stole papiery, w razie gdybyś zdecydowała się odsprzedać 
mi gospodarstwo. Hazel się zgodziła... 
 

–   Przejrzę   te   dokumenty   i   dam   ci   znać,   co 

postanowiłam... 
 

Ale później – odparła przygnębiona.  

 

Serce Jima znowu ścisnęło się z bólu. Zapragnął podejść 

do   niej   i   z   całej   siły   przytulić.   Zdusił   jednak   w   sobie   to 
pragnienie. Z obrzydzeniem kopnął wysuszoną grudkę ziemi. 
Nie, nie, nie! Nie może kolejny raz popełnić tego samego błędu. 
Musi   ściśle   trzymać   się   ustalonego   już   scenariusza:   Fancy 
odsprzeda mu farmę i wyjedzie, a wtedy na pewno uda mu się 
raz na zawsze o niej zapomnieć. 
 

– Dobrze – powiedział – będę czekał na twoją decyzję. A 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 53

   

na razie – do widzenia. Aha. I jeszcze jedno – krzyknął za nią, 
gdy ruszyła w stronę swego domu. – Nie wezmę Yellera. 
 

– Oscar i Omar bardzo chcieliby go przygarnąć. 

 

–   Nie   obchodzi   mnie   to.   Nawet   nie   próbuj   wejść 

pomiędzy mnie, a moje dzieci. 
 

– Wcale tego nie robię – potulnie odparła Fancy. – Po 

prostu chciałam sprawić im radość. Tak bardzo przypominają 
mi ciebie, kiedy byłeś w ich wieku, tak samo nieokiełznany i 
dziki... 
 

– Daruj sobie, Fancy. I powtarzam: trzymaj się od nich z 

daleka – ostrzegł groźnie. 
 

Fancy   pobladła,   jej   oczy   straciły   blask.   Powiodła 

wzrokiem za odchodzącym w ponurym nastroju Jimem. Jemu 
zaś z każdym kolejnym krokiem coraz bardziej ciążyły nogi i 
nierówno waliło oszalałe serce. Wcale nie czuł się zwycięzcą, 
raczej przegranym. 
 

Po   dłuższej   chwili   nie   wytrzymał   i   odwrócił   się.   Ale 

Fancy zniknęła już za wierzchołkiem wzgórza. 
 

Nagle   Jim   poczuł   się   bezgranicznie   samotny   i 

nieszczęśliwy. 
 

Zdawało mu się to niedorzeczne i nielogiczne. Przecież 

dał Fancy dostatecznie jasno do zrozumienia, co o niej myśli. 
Przecież   nie   uległ   pokusom.   Miał   teraz   wolną   rękę   i   mógł 
powrócić do zgodnego życia z Gracie. Ale zamiast pobiec co sił 
do wdzięcznej Gracie i pochwalić się, że sprawa między nim a 
Fancy została raz na zawsze zamknięta, zaczął wpatrywać się w 
bezkresne,   szarzejące   niebo   i   rozmyślać   ze   smutkiem   o 
przyszłości. Jakże miał poślubić Gracie, skoro myślał wyłącznie 
o Fancy? 
 

Złożył ręce i wykrzyczał jej imię w przestrzeń. Jego głos 

powędrował w dal wraz z ciepłym podmuchem wiatru.  
 

Fancy. 

 

To ona była jego fatalnym przeznaczeniem. To do niej 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 54

   

biło   jego  serce,   choć   wiedział,   że  nigdy   nie   zazna   ukojenia. 
Fancy, Fancy, Fancy... 
 

Pal licho wszystko! Musi choć raz jeszcze przytulić do 

siebie   nagą   Fancy,   całować   ją,   kosztować,   pochłaniać 
łapczywie, aż wypali na jej ciele piętno. 
 

Powiódł za siebie niewidzącym wzrokiem i zdecydował 

się wrócić. Rodzina, dzieci, Gracie, szczęście, które budował 
latami –  wszystko stało się nagle  nieważne.   Wiedział  jedno: 
musi zdobyć Fancy – obojętnie jakim kosztem. 
 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 55

   

Rozdział siódmy

 

  –    Fancy?   –   zawołał   Jim   zachrypniętym   głosem, 

otwierając drzwi stodoły. 
 

Przypomniał sobie, jak pewnego wiosennego popołudnia 

bawił się tutaj z nią – najpierw ganiali po podwórku kurczęta, a 
potem siebie nawzajem. Jim dopadł ją w gołębniku i tam po raz 
pierwszy się z nią kochał. Teraz na wspomnienie tamtych chwil 
zasychało mu w gardle i rwał się oddech. Wiedział, że powinien 
odejść i dać Fancy spokój, ale mimo wszystko trwał w miejscu i 
oswajał oczy z panującą wewnątrz stodoły ciemnością. Wtem 
usłyszał dochodzące ze stajni rżenie konia i łagodny kobiecy 
głos. 
 

Zawołał ją jeszcze raz, a ona zamilkła, jakby bała się mu 

odpowiedzieć. 
 

Jim pośpieszył do stajni. Kopnął drzwi z taką siłą, że 

grzmotnęły o przyległą ścianę. Przerażona Fancy odskoczyła, a 
jej koń nerwowo usunął się w bok. 
 

–   Cicho,   cicho...   –   wyszeptała   do   ucha   spłoszonemu 

zwierzęciu i uniosła z jego grzbietu siodło, ignorując obecność 
Jima. 
 

Kiedy jednak podszedł do niej i odebrał z jej rąk ciężkie 

siodło, źrenice Fancy rozszerzyły się, a oczy nabrały blasku. 
Nie była w stanie ukryć, że jego bliskość nie jest jej obojętna. 
 

– Myślałam, że sobie poszedłeś. 

 

– Nie. Dobrze wiedziałaś, że będziesz górą – wydusił z 

siebie z trudem przez spierzchnięte usta. – Gdzie jest Pablo? 
 

– Dałam mu dzień wolnego – odparła i, odwróciwszy się 

do   Jima   plecami,   zaczęła   szczotkować   konia.   W   powietrzu 
zawisła napięta cisza. Jim cofnął się o krok, wcisnął ręce w 
kieszenie spodni i pochłaniał pożądliwym spojrzeniem wiotką 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 56

   

figurę Fancy i jej drżące palce. Doskonale pamiętał, że zawsze 
dobrze traktowała zwierzęta. Pamiętał też, że te same palce... 
 

Wziął głęboki oddech. Napięcie rosło w nim z sekundy 

na   sekundę.   Fancy   chyba   to   wyczuła,   bo   naraz   przestała 
oporządzać   konia   i   odwróciła   się   nerwowo   do   Jima.   Nagle 
obydwojgu   wydało   się,   że   w   stajni   panuje   okropny   upał   i 
brakuje powietrza. 
 

Wyglądała młodo i promiennie. Przypominała bardziej 

podlotka,   którego   kochał   i   posiadł   w   gołębniku   owego 
pamiętnego wiosennego dnia, niż sławną projektantkę mody. 
 

–  Myślałem  już,  że  nigdy   nie  skończysz  –  wyszeptał, 

wyjmując jej z ręki szczotkę i odkładając ją na półkę. 
 

– Jestem trochę... zdenerwowana – rzekła nieśmiało. 

 

– No jasne – odparł ze zduszonym śmiechem. – I pewnie 

do tego się boisz. 
 

– Tak – przyznała ze spuszczonym wzrokiem. 

 

– Kłamczucha. – Chwycił Fancy za dłoń i przyciągnął ją 

do siebie. – To ja powinienem się bać – dodał i, nie czekając ani 
chwili dłużej, przywarł do jej ust namiętnym pocałunkiem. 
 

Fancy   zarzuciła   mu   ręce   na   szyję   i   westchnęła 

rozkosznie. Po chwili ich z początku ostrożne i jakby niepewne 
pocałunki stały się bardziej śmiałe, dzikie i chaotyczne. 
 

W stajni pachniało sianem i końskim potem, ale Jim czuł 

tylko przyprawiającą o zawrót głowy słodką, kobiecą woń ciała 
Fancy.  Przyciskał  ją  do  siebie,   błądził  ustami  po  jej  twarzy, 
szyi, włosach. W pewnym momencie uniósł ją, żeby poczuła, 
jak bardzo jest napięty, jak potężne jest jego pożądanie. Fancy 
była   lekka,   smukła,   delikatna.   Tak   cudowna,   że   dla   chwili 
rozkoszy,   którą   mogła   mu   dać,   był   w   stanie   poświęcić 
wszystko. 
 

Namacał   krągłości   jej   piersi   i   rozerwał   guziki   bluzki, 

która   broniła   do   nich   dostępu.   Krzyknęła,   ale   zaraz   potem 
zamruczała zmysłowo w słodkim przyzwoleniu na pieszczotę. 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 57

   

Zawirowało   mu   w   głowie,   szeptał   jej   do   ucha,   że   ma 
najbardziej zmysłowe ciało ze wszystkich kobiet, które stąpają 
po   ziemi,   że   pragnie   całować   ją   bez   końca,   do   ostatniego 
tchnienia,   dopóki   starczy   życia.   Fancy   westchnęła   ciężko   i 
wpiła palce w jego włosy. 
 

– Masz ręce stworzone do pieszczot – zamruczała tylko i 

jeszcze mocniej przylgnęła do jego ciała. 
 

Czy   składała   podobne   wyznania   innym   mężczyznom? 

Ilu dawało jej podobną rozkosz? Na samą myśl o tym usta Jima 
wykręcił   spazmatyczny   grymas.   Na   szczęście   szybko 
wytłumaczył sobie, że nie jest to odpowiedni czas na snucie 
dręczących rozmyślań. 
 

Ich   pocałunki   wezbrały   gwałtownością.   Jim   uklęknął, 

gdyż nie miał już siły stać. Sięgnął do paska u spodni. 
 

– Nie tutaj – wyszeptała Fancy, lekko odpychając go od 

siebie. Przyciągnęła drabinę i wskazała na gołębnik. 
 

Kiedy wdrapali się na górę, gwałtownym ruchem sama 

zerwała z siebie bluzkę i rzuciła ją na siano. Jim obserwował 
każdy   jej  ruch,   przypominając  sobie  ich  pierwszy  raz,   kiedy 
Fancy   jeszcze   była   dziewicą.   Wtedy   wstydziła   się   i   bała 
rozebrać, więc musiał zrobić to za nią. Teraz jednak była już 
bardziej   doświadczona,   a   on   pragnął  jej  jeszcze  bardziej   niż 
tamtego pamiętnego dnia. 
 

Fancy leniwie wypięła spinki z włosów, które opadły jej 

na plecy złocisto-rudą kaskadą. 
 

– Odkąd zadzwoniłeś do mnie do Francji, nie mogłam 

przestać o tobie myśleć – szepnęła, zsuwając buty ze swych 
drobnych delikatnych stóp. 
 

–   Postanowiłaś   więc   przyjechać,   nasycić   się   mną   i 

wrócić  z  powrotem   do  Nowego   Jorku,   czy   tak?   –   zapytał   z 
wyrzutem. 
 

–   Naprawdę   wierzysz   w   to,   co   mówisz?   –   W   oczach 

Fancy pojawił się smutek. 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 58

   

 

Rzeczywiście, Jim zdawał sobie sprawę, że nie jest to 

wyłączny powód, dla którego Fancy pozostała na jakiś czas w 
Purdee, a jednak zmartwił się tym, że nie odpowiedziała wprost 
na   jego   pytanie.   Prawie   ją   za   to   znienawidził,   oczekiwał 
znacznie więcej niż smutne spojrzenie. 
 

Kiedy   odpięła   cieniutki   jak   mgiełka   stanik   i   uwolniła 

jędrne, kołyszące się piersi, nie miała na sobie już nic prócz 
bryczesów. 
 

Wyglądała   tak   podniecająco,   że   Jim   w   jednej   chwili 

porzucił ponure myśli. 
 

Mógł mieć o niej jak najgorsze zdanie, mógł się jej bać, 

ale jedno wiedział na pewno: kocha Fancy i zawsze ją kochał, 
bez względu na wydarzenia ubiegłych lat. Uznał, że nie ma już 
ratunku dla takiego głupca jak on. Był pewien, że i tym razem 
Fancy go zostawi. Da chwilę rozkoszy, a potem pożegna go z 
pięknym   uśmiechem   na   twarzy,   on   zaś   na   zawsze   już 
pozostanie nieszczęśliwy, samotny i odrzucony. 
 

Fancy   zsunęła   do   kolan   bryczesy,   ale   nie   zdążyła   ich 

zdjąć, bo uprzedził ją Jim. Zdarła z niego koszulę, odpięła mu 
pasek   u   spodni,   a   kiedy   sięgnęła   do   suwaka,   poczuła,   jak 
wstrząsa nim drżenie. 
 

Przygarnął ją do siebie, zaczął zasypywać pocałunkami 

jej usta, twarz, uszy, szyję. Jeszcze chwila i zagarnął pod siebie 
jej   gorące   i   tak   skore   do   miłości   ciało;   jeszcze   moment   i 
wypełnił ją sobą, wziął w posiadanie i zaczął poruszać się w 
niej,   spragniony   natychmiastowego   zaspokojenia.   Chciał 
zwolnić,   ale   nie   umiał   zapanować   nad   swoim   rozpędzonym 
ciałem.   Fancy   była   zresztą   równie   niecierpliwa   jak   on. 
Obydwojgu przyświecał ten sam cel. 
 

Jim czuł, że umrze, jeśli za chwilę nie dozna uniesienia, 

które zapamiętał sprzed lat, i bez którego żył już od tak dawna. 
I oto po niedługim czasie, na surowym łożu z kłującego siana 
Fancy spełniła jego pragnienie. Zatopił się w jej wygięte w łuk, 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 59

   

wilgotne   i   napięte   ciało,   aby   po   kilku   chwilach   wpłynąć   na 
ocean rozkoszy, którego fala poniosła również i ją. 
 

W ułamku sekundy poczuł, jak wraca zagubiona gdzieś 

część   jego   osobowości.   Fancy   była   jego   miłością   i   całym 
życiem. 
 

Wszystkim,   bez   czego   przyszło   mu   egzystować   przez 

ostatnie   dziesięć   lat.   Przeszłością,   teraźniejszością   i 
przyszłością. Tak, niezależnie od tego, co będzie dalej, skończy 
wreszcie z oszukiwaniem samego siebie. W jego życiu liczyła 
się tylko Fancy. I nikt więcej. 
 

Kiedy głęboko zajrzała mu w oczy, Jim dostrzegł w nich 

łzy. 
 

Nie,   nie   zapomniał   o   tym,   że   Fancy   jest   dla   niego 

zupełnie nieodpowiednią kobietą. Zdawał sobie sprawę z tego, 
że powinien traktować ją oschle i nie ujawniać swoich uczuć. 
Zamiast tego jednak otoczył ją czułością, pomógł się ubrać, a 
kiedy   dotarli   do   domu   jej   matki,   ułożył   ją   na   starym, 
pachnącym lawendą sosnowym łóżku, żeby kochać się z nią 
jeszcze namiętniej i żarliwiej niż poprzednio. 
 

Potem zasnął w ciasnym objęciu Fancy, a ona bawiła się 

jego włosami. Kiedy się obudził, oświadczyła, że jest głodna i 
że w lodówce nie ma nic do jedzenia. Jim wiedział, że za żadne 
skarby   świata   nie   może   zaprosić   jej   do   jedynej   w   Purdee 
restauracji   i   że   w   ogóle   nie   powinien   pokazywać   się   z   nią 
publicznie. Prosiła jednak tak usilnie i z takim wdziękiem, iż 
zgodził się w końcu pojechać z nią na kolację do San Antonio. 
 

W chwilę potem zadzwonił telefon. Fancy nie odebrała 

słuchawki,   pozostawiając   rozmówcę   sam   na   sam   z 
automatyczną sekretarką. 
 

–   Fancy!!!   –   wrzasnął   podekscytowany   męski   głos   i 

zaczął trajkotać coś po francusku, wyraźnie niezadowolony. 
 

–   To   Claude.   Mój   nowy   współpracownik.   Zawsze   się 

wścieka,   kiedy   wyjeżdżam.   –   Fancy   uśmiechnęła   się   i 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 60

   

skierowała do łazienki. 
 

Na świeżo wykąpane ciało założyła przezroczystą czarną 

sukienkę na ramiączkach, w której wyglądała tak pociągająco, 
że Jim znowu jej zapragnął. Do furgonetki odprowadził ich ze 
szczekiem Yeller. Kiedy Jim otworzył drzwi swego auta, Fancy 
wybuchnęła głośnym śmiechem. W środku piętrzyły się stosy 
starych czasopism, puszek po piwie, no i wymięty krawat. Jim 
stanowczo   zaprotestował,   żeby   cokolwiek   z   tych   rzeczy 
wyrzucić do śmieci. 
 

–   Nawet   opakowania   po   gumie   do   żucia?   –   zapytała 

Fancy, łaskocząc go papierkiem w nos. 
 

–   Zostaw   je.   –   Jim   delikatnie   wyjął   jej   z   rąk   puste 

opakowanie. – Ta furgonetka jest jak mój dom. Nie chciałbym 
wyrzucić czegoś, co kiedyś się może przydać. 
 

– W tej kupie śmieci i tak niczego się nie doszukasz. 

Musisz zmienić swoje przyzwyczajenia. 
 

– Nie pouczaj mnie, Fancy. Nie dzisiejszego wieczora. 

 

Przejechali   kilka   kilometrów   i   zatrzymali   się   przy 

stawie. 
 

Fancy narwała dzikich fiołków, które kiedyś zasadziła 

tutaj   jej   matka,   i   zaniosła   je   na   jej   grób   znajdujący   się   na 
nieodległym   cmentarzu.   Powiedziała   Jimowi,   że   Hazel   na 
pewno ucieszyłaby się, gdyby okazało się, iż oni, Jim i Fancy, 
znowu są razem. Jim dotknął palcami wyrytych w granitowej 
płycie   liter   i   w   skupieniu   obserwował   klęczącą   nad   grobem 
Fancy. 
 

Był   ciepły   i   wspaniały   wieczór.   Jechali   wśród 

srebrzystych   plantacji   bawełny,   pod   czarnym   niebem 
upstrzonym   gęsto   gwiazdami.   Jim   wskazał   palcem   na 
konstelację Oriona i z przekąsem dodał, że w Nowym Jorku na 
pewno nie ma równie pięknych gwiazd. 
 

–  Cieszę  się,   że  Purdee  ma  choć  jedną  przewagę  nad 

Nowym Jorkiem – przekomarzał się. 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 61

   

 

Fancy zaśmiała się, dotknęła opuszkami palców jego ust 

i oświadczyła, że Purdee ma dużo innych zalet, które pociągają 
ją   bardziej   niż   gwiazdy.   Chciał   odpowiedzieć,   że 
najpiękniejszymi   na   świecie   gwiazdami   są   ogniki   w   jej 
szmaragdowych   oczach,   lecz   nie   odważył   się   na   tak 
romantyczne wyznanie, a tylko czule przytulił Fancy i wplótł 
palce w jej dłoń. 
 

Fancy włączyła radio i wybrała ulubioną stację Jima. W 

kabinie furgonetki rozbrzmiała muzyka country, która obudziła 
w niej wspomnienia sprzed lat. Stały się one jeszcze bardziej 
wyraziste, kiedy okazało się, że następna piosenka jest tą, którą 
kiedyś   uznali   za   swoją.   Po   dłuższej   chwili   Fancy   zaczęła 
podśpiewywać jej słowa, mówiące o pośpiesznym ślubie. Jim 
mógł wreszcie pożartować z niej sobie do woli, mimo bowiem 
licznych talentów Fancy dobrego głosu nie miała i fałszowała 
okropnie. 
 

Gdy   piosenka   się   skończyła,   zaczęli   rozmawiać.   Z 

początku   szło   im   to   opornie,   później   rozkręcili   się   i   mogli 
dyskutować   jak   dawniej,   kiedy   spędzali   długie   godziny   na 
niekończących   się   rozmowach.   Jim   pytał   ją,   jak   to   jest,   że 
ludzie   płacą   zawrotne   sumy   za   zaprojektowane   przez   nią 
kreacje. Fancy zaś chciała wiedzieć, jak idą Jimowi interesy i w 
jaki sposób zmarła Nottie. 
 

Opowiedziała   mu   o   codziennych   wizytach   Oscara   i 

Omara   w   jej   domu,   którzy   po   śmierci   Hazel   podświadomie 
wyczuli, że ona i Yeller są samotni. Chłopcy przyznali się, że 
odkąd   zmarła   ich   matka,   czują   się   równie   zagubieni   i 
opuszczeni. Słysząc te słowa, Jim poczuł, jak coś ściska go za 
gardło. A więc jego synowie codziennie przychodzili pocieszać 
Fancy i jej psa, bo sami najlepiej wiedzieli, co to samotność. 
 

Fancy opowiedziała mu też o swoim życiu w Paryżu i w 

Nowym Jorku. O tym, że podróżując między jednym hotelem a 
drugim, nigdzie nie czuje się jak w domu. Przyznała, że świat 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 62

   

mody jest okrutny, że wyniszcza i deprawuje tych, którzy w 
pełni poddają się rządzącym nim prawom. Mówiła o tym, jak 
zazdrośni   są   jej   asystenci   i   jak   walczy   z   nimi   o   każde 
zamówienie   i   każdy   projekt.   Zabawiała   go   historyjkami   o 
sławnych modelkach i ekscentrycznych fotografach. W końcu 
wspomniała   o   poczuciu   bezsensu   i   wyjałowienia,   które 
ogarnęło ją po raz pierwszy przed rokiem i które nasilało się w 
niej z każdym miesiącem. Aż do niedawna. 
 

– Zaczynałam pełna zapału, ślęczałam dniami i nocami 

na kolanach, ze szpilkami w ustach, robiąc kolejne wykroje i 
przymiarki.   Długo   walczyłam   o   to,   żeby   przekonać 
odpowiednich ludzi, że mam talent. Potem musiałam wyrobić 
sobie   odpowiednią   markę   w   środowisku,   no   więc 
organizowałam   przyjęcia   i   dbałam   o   to,   żeby   odpowiednie 
osoby nosiły rzeczy przeze mnie zaprojektowane. W całej tej 
gonitwie za sławą zapomniałam o własnych przyjemnościach, 
miłości, rodzinie, dzieciach... Ale mimo to wciąż zależało mi na 
tym,   żeby   mnie   dostrzegano   i   podziwiano.   Dlatego   właśnie 
odszedł ode mnie Jacques. Dopiero twój telefon wyrwał mnie z 
tego koszmaru... 
 

– Może potrzebowałaś odpoczynku? 

 

– Nie wiem. W każdym razie zatraciłam się zupełnie, 

żyłam z klapkami na oczach i przestałam słuchać głosu swego 
serca. 
 

Obawiam  się,   że  sukces  przyniósł  mi   więcej   bólu  niż 

radości. 
 

– No więc jak teraz wyobrażasz sobie swoją przyszłość? 

– Pytanie Jima zabrzmiało poważniej niż wszystkie inne, które 
zadał  tego   wieczora.   Zdawało   się,   że   pyta   nie   tylko   o 
przyszłość Fancy, ale i o swoją własną. 
 

–   Czasami,   tak   jak   dziś,   chcę   to   wszystko   rzucić   w 

diabły i zostawić cały interes w rękach Claude’a. Ale wiem, że 
on jest szalony, że w końcu zrobi jakiś błąd... 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 63

   

 

– Fancy, ty nigdy nie zrezygnujesz ze swojej pracy. 

 

–   Chyba   masz   rację   –   odparła   szczerze   i   tęsknym 

wzrokiem popatrzyła na  Jima.   – Ale  teraz to  nieważne.   Tak 
dobrze się z tobą czuję. Jestem tak obłędnie szczęśliwa... 
 

– Kochanie, nie musisz udawać uczucia, którego w tobie 

nie ma, tylko dlatego, że się ze mną przespałaś. 
 

– Dla ciebie był to tylko i wyłącznie seks? 

 

–   Byłaś   samotna,   opuszczona,   spragniona... 

Potrzebowałaś... 
 

– Przestań – przerwała mu gwałtownie. – Nie musisz mi 

mówić, co czuję, wiem lepiej. Ale może zamieńmy się rolami, 
co? 
 

Dlaczego ty się ze mną przespałeś? Co ty naprawdę do 

mnie czujesz, Jimie King? – Jim ściągnął usta i wbił wzrok w 
ciemne niebo. – Oczywiście. Mógłbyś leżeć na łożu śmierci, a i 
tak   nie   przyznałbyś   się   do   swoich   uczuć   –   powiedziała 
uszczypliwie,   wciąż   patrząc   na   niego   uparcie   i   czekając   na 
odpowiedź. 
 

– Słonko, ja mam swoje życie i dzieci. Nie mogę sobie 

pozwolić na złudzenia. 
 

– Ja też nie. 

 

– O, rany, Fancy. Daj mi spokój. Nie chcę dziś z tobą się 

kłócić. 
 

Rozmowa ucichła, lecz w powietrzu zawisła atmosfera 

niedopowiedzeń   i   napięcia.   Jim   sam   nie   wiedział,   czego 
powinien oczekiwać od Fancy. Czuł jednak, że nie może jej 
bezgranicznie   ufać.   Było   stanowczo   za   wcześnie,   żeby 
deklarować   swoje   uczucia.   W   końcu   przytulił   ją,   ona   zaś 
przylgnęła do niego jak spragnione miłości dziecko. 
 

W milczeniu dotarli do San Antonio. Na nabrzeżu roiło 

się od hałaśliwej młodzieży, dzieciaków karmiących gołębie, 
opasłych   turystów   z   kamerami   i   trzymających   się   za   ręce 
kochanków.   Jim   lawirował   pomiędzy   zapchanymi   stolikami 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 64

   

restauracji   w   poszukiwaniu   wolnego   miejsca,   z   niechęcią 
myśląc o rozkrzyczanej, wakacyjnej atmosferze San Antonio. 
 

W końcu, nie znalazłszy żadnego ustronnego stolika nad 

wodą,   pojechali   do   nocnego   klubu,   który   okazał   się   równie 
zatłoczony jak inne lokale w tym mieście. Z braku miejsca na 
parkiecie Jim i Fancy przepchnęli się na balkon z widokiem na 
rzekę. 
 

W tłoku i ścisku, z ubraną w wyzywającą suknię Fancy u 

boku, Jim poczuł nagły przypływ pożądania. Nie zważając na 
nic, raz po raz przypierał ją do ściany i całował się z nią niczym 
spragniony seksu nastolatek. 
 

Fancy   poczuła   pragnienie,   więc   zamówił   dla   niej 

szampana. 
 

Okazało się jednak, że lekki napój z bąbelkami szybciej 

znika   w   spieczonym   gardle   Jima   niż   Fancy.   Bez   namysłu 
zamówił   drugą   butelkę.   I   to   był   największy   błąd,   jaki   mógł 
zrobić. 
 

Następnego ranka obudził się w olbrzymim hotelowym 

łóżku,   w   otoczeniu   ekskluzywnych,   lecz   zupełnie 
nieprzytulnych   mebli.   Czuł,   że   dławią   go   mdłości   i   pieką 
powieki,   zupełnie   jakby   miał   gorączkę.   Kiedy   spojrzał   na 
wtuloną w niego, zwiniętą w kłębek, nagą Fancy, doznał szoku. 
Na jej palcu lśniła nowiusieńka złota obrączka ślubna. Jim miał 
wrażenie, że jego wzrok traci ostrość i widzi obrączkę to bliżej, 
to znów dalej. W końcu zatrzymał spojrzenie na rozsypanych 
po poduszce rudych włosach Fancy i jej zadowolonym, sennym 
uśmiechu. 
 

Wtem serce zaczęło walić mu jak kowalski młot. Gdzieś 

na skraju świadomości zamajaczył mu obraz poprzedniej nocy i 
urzędnika, który celebrował o północy uroczystość zaślubin. W 
chwilę potem Jim pamiętał już wszystkie szczegóły. 
 

Co też, u diabła, najlepszego zrobił! 

 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 65

   

Rozdział ósmy

 

– Jim? – Fancy przywołała go rozespanym głosem, kiedy 

otwierał drzwi, by opuścić hotelowy pokój. 
 

Odwrócił   się,   na   jego   twarzy   rysowało   się   napięcie   i 

zamyślenie. 
 

–   Jest   jeszcze   wcześnie.   Nie   chciałem   cię   budzić   – 

wyjaśnił. 
 

Coś ścisnęło ją za serce. Spojrzała na Jima pytającym 

wzrokiem. Chciała go błagać, żeby wrócił do łóżka, wziął ją w 
ramiona, pieścił i całował, żeby wyznał jej miłość... 
 

On   tymczasem   wsunął   klucz   do   pokoju   głęboko   w 

kieszeń i otworzył szerzej drzwi. 
 

– Dlaczego wychodzisz? – spytała, naciągając mocniej 

kołdrę na zlodowaciałe ciało. 
 

Jim nasunął na głowę swój kapelusz i starym zwyczajem 

przekrzywił go nieco do przodu. 
 

–   Potrzebuję   świeżego   powietrza.   –   Zmierzył   Fancy 

surowym spojrzeniem. – Ty chyba też powinnaś pomyśleć o 
tym, co się wczoraj stało. Pamiętasz? Wzięliśmy ślub. Cywilny. 
W   San   Antonio   praktykują   takie   ekspresowe   zaślubiny.   Do 
licha! Chyba musiałem być pijany w pestkę, żeby zrobić taką 
głupotę.   Nie   myśl   sobie,   że   obowiązuje   nas   małżeńska 
przysięga, w końcu... 
 

– Czy mam przez to rozumieć, że chcesz rozwodu? Jim 

zawahał się, a Fancy wstrzymała oddech. Czuła, że coś w niej 
pęka jak kruche szkło. A więc to tak... Ubiegłej nocy pijany Jim 
uległ jej czarowi i poślubił ją dla zabawy. Dzisiaj, kiedy jest 
zupełnie trzeźwy, na jej widok wykręca się z obrzydzeniem. 
 

– Jasne, kochanie – burknął wreszcie niskim, martwym 

głosem. – Wszystko, czego tylko zechcesz – dodał i zamknął za 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 66

   

sobą drzwi. 
 

–   Jim!   –   krzyknęła,   wyskakując   z   łóżka.   Dopadła 

wyjścia i zauważyła, jak w windzie zasuwają się drzwi. – Jim! 
– wrzasnęła rozpaczliwie, kiedy maszyna ruszyła na dół. 
 

W   jednej   chwili   stanęły   jej   przed   oczami   radosne 

wydarzenia   ubiegłej   nocy,   kiedy   po   ceremonii   zaślubin   Jim 
wcisnął jej na głowę swój kowbojski kapelusz i przeniósł ją 
przez próg hotelowego pokoju. Kilka sekund później leżeli już 
w   łóżku,   rozpoczynając   swą   pierwszą   noc   poślubną.   Jim 
przedłużał   pieszczoty,   żeby   doprowadzić   Fancy   do   stanu 
nieprzytomnego   podniecenia,   a   następnie   dać   jej   rozkosz,   o 
jakiej dotąd nawet nie śniła. Potem, kiedy leżała u jego boku, 
pomyślała z nadzieją, że być może tej właśnie szalonej nocy 
poczęło się ich dziecko. 
 

Teraz   to   cudowne   wspomnienie   ustąpiło   bezbrzeżnej 

rozpaczy i otępieniu. Jim znienawidził ją, gdy tylko uświadomił 
sobie w pełni konsekwencje wczorajszej spontanicznej decyzji. 
 

Powlokła   się   do   łazienki   i   pod   prysznicem   rozgrzała 

oziębione ciało gorącym strumieniem wody. Kiedy sięgnęła po 
ręcznik,   dostrzegła   w   lustrze   puste   łóżko.   Znów   poczuła 
nieznośną samotność. Zdjęła z wieszaka czarną sukienkę, którą 
nie dalej jak wczoraj łapczywie ściągał z niej Jim, i wybuchnęła 
płaczem. 
 

Wstrząsana   spazmami   rozpaczy,   upięła   na   głowie 

niedbały kok i drżącymi dłońmi zrobiła prowizoryczny makijaż. 
 

Jim wciąż nie wracał. Fancy bała się opuścić pokój, ale 

bała  się również  w  nim  zostać.  W  końcu wyszła na  balkon. 
Spojrzała w dół na kawiarenkę, w której ogródku roześmiane 
pary sączyły poranną kawę. Nie dostrzegła tam Jima, wykręciła 
więc numer hotelowego garażu i dowiedziała się, że furgonetka 
jej   męża   wciąż   stoi   tam,   gdzie   ją   wczoraj   zaparkował.   Nie 
wiedząc, co ma dalej począć, zadzwoniła do Claude’a. 
 

– Fancy? Nareszcie! – ucieszył się, słysząc jej głos. 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 67

   

 

–   Czy   ty   w   ogóle   zdajesz   sobie   sprawę   z   tego,   że 

usiłowałem się z tobą skontaktować? 
 

– Wiem. Przepraszam... Ja.... 

 

– Jesteś mi potrzebna. I to dzisiaj! 

 

– Claude, ja... wyszłam za mąż. Za Jima. 

 

– Co takiego?! – zdumiał się i po chwili głuchej ciszy 

wykrztusił z siebie szablonowe życzenia. – Mam nadzieję, że 
będziesz szczęśliwa. 
 

– O, tak. Ja też. Dziękuję ci – odparła drżącym z bólu 

głosem. Jak mogła być szczęśliwa, skoro zostawił ją Jim! 
 

– Claude, do czego ci jestem potrzebna? 

 

– Och! Słuchaj, nie chciałem o tym mówić przez telefon, 

ale... Mam pieniądze, żeby odkupić od ciebie firmę. Znalazłem 
inwestorów! 
 

– Przecież nie wyraziłam zgody na sprzedaż... 

 

– Ale dałaś mi do zrozumienia, że chcesz się jej pozbyć. 

 

Zauważyłem, że straciłaś serce do tego interesu, jeszcze 

nim zmarła twoja matka. Moi wspólnicy powiedzieli, że zanim 
wydadzą choćby dziesięć centów, muszą się najpierw z tobą 
spotkać.   Dzisiaj   są   jeszcze   w   mieście,   ale   jutro   już   lecą   do 
Japonii. 
 

Jeśli nie zjawisz się dzisiaj w Nowym Jorku, to może 

trzeba   będzie   czekać   długie   miesiące,   zanim   pojawi   się 
następna okazja. 
 

A   do   tego   czasu   prawdopodobnie   stracą   ochotę   na 

jakiekolwiek pertraktacje. I tak już powiedzieli, że warunkiem 
jest to, abyś zgodziła się dalej współpracować z firmą. 
 

– Na jakich zasadach? 

 

– Chcą, żebyś co najmniej przez dwa lata nadzorowała 

naszą   pracę.   Potem   będziesz   miała   wolną   rękę.   Zaznaczyli 
jednak,   że   byliby   zachwyceni,   gdybyś   została   dłużej   i 
pracowała   według   własnego   uznania.   Fancy,   proszę   cię, 
przyjedź! 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 68

   

 

Claude   wskazywał   jej   oto   drogę   do   nowego   życia. 

Sprzedając firmę, mogłaby zyskać wolność i zostać prawdziwą 
żoną i matką. 
 

Fancy   przycisnęła   do   ust   złotą   obrączkę   i   szeptem 

odmówiła   modlitwę.   Pomyślała,   że   jeśli   przystanie   na 
propozycję Claude’a, odetnie się od przeszłości, być może na 
zawsze. Decyzja była ważna, mogła przekreślić wszystko to, co 
Fancy   dotychczas   osiągnęła   w   swoim   życiu,   mogła   też 
rozpocząć jego zupełnie nowy etap. 
 

–   Dobrze.   Przylecę   najbliższym   samolotem   –   odparła 

zdławionym głosem. – Ale tylko na kilka dni. 
 

Odłożyła słuchawkę i zjechała windą na dół. Dziesiątki 

razy przeszła hol w tę i z powrotem, rozglądając się nerwowo 
za  Jimem.   Na   próżno.   Dla   Fancy   stawało  się   coraz  bardziej 
oczywiste, że od niej odszedł. Mimo to nadal przechadzała się 
po   holu,   aż   została   jej   niecała   godzina   do   lotu.   Pośpiesznie 
skreśliła do Jima kilka słów, zostawiła wiadomość w recepcji i 
wyszła   przed   hotel.   Ale   nawet   tam   ciągle   odwracała   głowę, 
mając nadzieję, że dojrzy go jeszcze gdzieś w ostatniej chwili. 
 

W   końcu   zrezygnowana   wsiadła   do   wolnej   taksówki. 

Krępy kierowca włochatą dłonią poprawił wsteczne  lusterko, 
żeby lepiej widzieć pasażerkę. 
 

–   Dokąd   jedziemy,   proszę   pani?   Fancy   spojrzała 

obojętnie przez okno. 
 

– Proszę pani? – przynaglił ją. 

 

– Niech pan włączy licznik – odparła spokojnie. – Muszę 

się   zastanowić,   dokąd   pojedziemy   –   dodała,   spoglądając 
niewidzącym wzrokiem na wejście do hotelu. 
 

Jim wciąż się nie pojawiał. 

 

– Proszę pani? – Głos kierowcy stawał się coraz bardziej 

natarczywy. 
 

– Chyba na lotnisko – powiedziała w końcu. – Jestem już 

spóźniona. Zapłacę podwójną stawkę, jeśli się pan pośpieszy. 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 69

   

 

Kierowca   ruszył   z   piskiem   opon.   Zdążył   zaledwie 

zjechać z krawężnika, gdy z hotelowego garażu wybiegł Jim. 
 

–   Fancy!!!   –   zawołał   w   jej   stronę   i   wyskoczył   przed 

maskę   jadącego   już   samochodu,   wymachując   kapeluszem. 
Fancy krzyknęła przerażona, a kierowca gwałtownie nacisnął 
na hamulce. 
 

–   Przeklęty   gnojek!   –   zaklął   i   raptownie   odbił 

kierownicą w prawo. 
 

Fancy   usłyszała   stłumiony   huk.   Zauważyła,   jak 

potrącony Jim upada na jezdnię, a taksówka uderza wprost w 
zaparkowany   obok   samochód.   Powietrze   rozdarł   przeraźliwy 
brzęk tłuczonych szyb i zgrzyt skręcanej blachy. Fancy jednak 
myślała   już  tylko   o  nieruchomo   leżącym   Jimie.   Modliła  się, 
żeby   żył.   Spieniony   ze   złości   taksówkarz   wyskoczył   z 
samochodu i złapał Jima za kołnierz. 
 

– Zobacz, co żeś zrobił z moim wozem! Natychmiast 

zawyły   syreny   policyjne   i   zapulsowały   czerwone   światła 
służbowych   wozów.   Taksówkarz   cisnął   Jimem   o   maskę 
samochodu i przyłożył mu zwiniętą pięścią prosto w twarz. 
 

–  Co  się  tu  dzieje?  Dosyć  tego!  –  krzyknął  policjant, 

który akurat podjechał na motorze. 
 

Zamroczony ciosem Jim próbował oddać napastnikowi, 

ale ten uprzedził go uderzeniem w żołądek. Jim zgiął się wpół, 
a  taksówkarz  wyjął  nóż i z  nienawiścią zawiesił mu go nad 
głową. 
 

– Ty rąbnięty skur...! – wycedził przez zaciśnięte zęby i 

uchylił   się   przed   bitym   na   oślep   ciosem   Jima,   który   na 
nieszczęście trafił prosto w szczękę policjanta. 
 

Widząc   nadjeżdżający   patrol,   taksówkarz   szybko 

schował nóż i wrogo uśmiechnął się do zgromadzonych wokół 
gapiów. Jim miał rozkrwawiony nos, a jego opuchnięta ręka 
sprawiała wrażenie złamanej. Z rozciętej brwi sączyła mu się 
kolejna strużka krwi. 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 70

   

 

Na   miejsce   zdarzenia   podeszło   dwóch   uzbrojonych 

policjantów. 
 

–   Panie   władzo,   ja   nic   nie   zrobiłem   –   zastrzegał   się 

taksówkarz.   –   To   ten   przeklęty   kowboj   wskoczył   mi   na 
przednią szybę, a potem uderzył pana kolegę. 
 

– To nie całkiem tak – wtrąciła drżącym głosem Fancy. – 

To nieporozumienie. 
 

– Jak cholera – odezwał się Jim. 

 

–   Ta   pani   nic   nie   wiedziała   –   pośpiesznie   wyjaśnił 

taksówkarz. 
 

Zrobiło się ogólne zamieszanie. Nikt nikogo nie słuchał, 

a najmniej Jim, który z odrazą spojrzał na Fancy, gdy dwóch 
policjantów podnosiło go z ziemi. W tym samym czasie ocknął 
się poszkodowany funkcjonariusz. On również oskarżył Jima. 
 

Wkrótce nadjechały cztery kolejne wozy policyjne. Jim i 

taksówkarz stali pod ścianą w rozkroku, a dwóch policjantów 
pod   bronią   obszukiwało   ich   kieszenie.   Trzaskały   policyjne 
radia, szumiały kartki spisywanych raportów. Fancy podeszła 
do   jednego   z   oficerów   i   zapytała,   co   zamierza   on   zrobić   z 
Jimem. 
 

–   Pani   przyjaciel   uderzył   policjanta.   Musi   pojechać   z 

nami.  
 

– Och, nie! Chyba nie chce pan powiedzieć, że... 

 

– Obawiam się, że tak. Niestety, będziemy musieli go 

aresztować. 
 

– Zanim... zanim go zabierzecie, proszę pozwolić mi z 

nim porozmawiać. 
 

– Dobrze. Tylko proszę szybko. 

 

Fancy   podbiegła   do   Jima,   który   stał   nieruchomo   pod 

ścianą ze ściśniętymi ze wściekłości zębami. 
 

–   Jim...   –   zaczęła   błagalnie,   ale   on   nawet   na   nią   nie 

spojrzał. 
 

–   Panie   oficerze   –   zwrócił  się   do   policjanta  –  jedyną 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 71

   

osobą, z którą będę rozmawiać, jest mój adwokat. 
 

–   Wiesz   dobrze,   że  to   po  części  była   i  twoja  wina   – 

Fancy nie dawała za wygraną. – Gdybyś nie wskoczył pod koła 
taksówki, gdybyś tylko... 
 

– Panie oficerze – rzekł Jim, uparcie odwracając wzrok 

od Fancy – proszę ją stąd zabrać, zanim znowu nie stracę nad 
sobą kontroli. 
 

– Panienko, proszę już iść – umundurowany mężczyzna 

ujął ją za łokieć. 
 

–   Proszę   pani   –   poprawiła   go   Fancy,   patrząc   ze 

smutkiem na pobladłą twarz Jima. 
 

– Proszę pani... – syknął Jim ze złością. – Rzeczywiście, 

od wczoraj można ci mówić: „proszę pani” – zaklął i roześmiał 
się szyderczo pod nosem. 
 

Ktoś z gapiów krzyknął:

 

– To ci dopiero miodowy miesiąc! 

 

Fancy zapłonęła ze wstydu. Czuła się tak upokorzona, że 

miała ochotę umrzeć. Kiedy jednak jeden z policjantów chwycił 
 

Jima za nadgarstki, wykręcił mu do tyłu ręce i zakuł je w 

kajdanki, zrozumiała, że jego poniżono jeszcze bardziej. 
 

– Czy musi pan to robić? – zapytała policjanta, lecz ten 

zlekceważył   ją,   szarpnął   Jima   i   odprowadził   go   w   kierunku 
wozu. 
 

– Proszę, niech nam pan da chociaż pięć minut – błagała. 

 

–   Słyszała   pani   przecież,   co   powiedział   więzień.   Nie 

chce z panią rozmawiać.  
 

–   Ale   on   nie   wie,   co   mówi!   Jest   oszołomiony   i   to 

dlatego...   A   poza   tym...   Jestem   jego   żoną!   Wczoraj   się 
pobraliśmy. Kiedy zobaczył mnie w taksówce, myślał, że chcę 
go opuścić. Musimy sobie wszystko wyjaśnić. Proszę... 
 

Jim   nagle   zatrzymał   się,   odwrócił   oczy   w   kierunku 

Fancy i skinął głową do policjantów. 
 

–   Dobrze.   Porozmawiam   z   tą   kobietą.   Przynajmniej 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 72

   

wreszcie zakończę tę farsę. 
 

– W  porządku.  Skoro  jesteście  świeżo  po  ślubie,  daję 

wam pięć minut. 
 

Jim westchnął ciężko. 

 

– No dobra. No więc dokąd, do cholery, się wybierałaś? 

 

– Do Nowego Jorku, ale... – ściszyła głos, onieśmielona 

tłumem obserwujących ich nieustannie gapiów – chciałam to 
zrobić dla ciebie, dla nas... 
 

– Powiedz wprost, że chciałaś uciec. Kiedy zobaczyłaś 

mnie na ulicy, kazałaś taksówkarzowi przyśpieszyć. 
 

– Ależ nie! Chciałam zdążyć na... 

 

– Nieprawda! Chciałaś mnie opuścić. Jak kiedyś. 

 

–   Nie,   nie   nie!   –   zaprzeczyła   gwałtownie.   –   Już   nie 

jestem taka jak kiedyś. Teraz kocham cię naprawdę! 
 

– Wtedy było tak samo, też wyznałaś mi miłość. I co? 

 

Odeszłaś tak jak dzisiaj, choć wiedziałaś, że tylko ciebie 

jestem   w   stanie   szczerze   kochać,   że   tylko   z  tobą   mogę   być 
naprawdę szczęśliwy... 
 

–   Czy   chcesz   powiedzieć,   że   wciąż   mnie   kochasz?   – 

zapytała Fancy z nadzieją w głosie. 
 

– Chciałabyś, nie? – syknął Jim. – Chciałabyś, żebym 

przed tobą uklęknął i zrobił z siebie jeszcze większego durnia 
niż kiedyś.  Mogłabyś  wysłuchać łaskawie moich  namiętnych 
wyznań,   a   potem   odwrócić   się   plecami   i   odjechać,   nie 
obejrzawszy się za siebie, tak? 
 

– Nie – zaprzeczyła Fancy cicho. – Kocham cię. 

 

– Te słowa mają chyba dla ciebie inne znaczenie niż dla 

mnie,   Fancy.   –   Westchnął   ciężko.   –   Kończmy   już,   to 
najokropniejsze pięć minut w moim życiu. 
 

–   Jeżeli   zawsze   tak   mnie   kochałeś,   to   dlaczego 

poślubiłeś Nottie? 
 

–   A   co   miałem   robić?   Czekać   wiecznie,   aż   łaskawie 

zechcesz się nade mną zlitować? Pisałem do ciebie. Może nie 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 73

   

byłem literatem i nie pisałem poematów, ale... A zresztą, jakie 
to   ma   teraz   znaczenie?   Wracaj   do   Nowego   Jorku   i   żyj   tak, 
jakby  w  ogóle nie było wczorajszej  nocy.  Bo  jeśli  chodzi  o 
mnie, to uznaję ją za niebyłą. 
 

– Ale ja chcę pamiętać o tej nocy. Chcę więcej... 

 

– Nic mnie to nie obchodzi. 

 

– Jim, proszę... 

 

– Opamiętaj się, Fancy! Jakie małżeństwo mielibyśmy 

niby   razem   tworzyć?   –   przerwał   jej   bezlitośnie.   –   Mamy 
zupełnie odmienne pragnienia i oczekiwania wobec życia. Ja 
mam   dzieci,   farmę,   krowy,   ty   –   Nowy   Jork   i   sławę.   Ja 
potrzebuję przestrzeni, a ty ludzi, którzy by cię podziwiali. Nie 
ma dla mnie miejsca w twoim świecie, a w moim cholernym 
życiu nie ma miejsca dla ciebie... Fancy spuściła głowę. 
 

– A więc mnie nie chcesz? 

 

– Nasz związek nie miałby prawa przetrwać, Fancy. 

 

Dlaczego   mielibyśmy   dobrowolnie   skazywać   się   na 

tortury? 
 

Fancy gotowa była go błagać, klęknąć nawet przed nim 

na   środku   ulicy,   byle   tylko   zechciał   pozostać   jej   mężem. 
Wiedziała jednak, że Jim dotrzymuje słowa i nigdy nie zmienia 
raz   podjętych   decyzji.   A   więc   koniec   złudzeń,   pomyślała   z 
rezygnacją. Musi wracać do Nowego Jorku, choć zupełnie nie 
ma   na   to   ochoty.   A   Jim?   Cóż,   z   czasem   na   pewno   o   niej 
zapomni. Ożeni się z Gracie, tak jak kiedyś ożenił się z Nottie. 
Może nawet będzie szczęśliwszy... 
 

Tak,   pozwoli   mu   odejść,   bowiem   bardziej   niż   jego 

samego pragnie jego szczęścia. 
 

– A więc dobrze – uśmiechnęła się smutno do niego – 

niech każdy z nas osobno szuka swego szczęścia. Trzymaj się – 
 

wyszeptała   delikatnie,   zsuwając   z   palca   obrączkę   i 

wręczając ją Jimowi. 
 

– Zatrzymaj ją – warknął gniewnie i odwrócił się do niej 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 74

   

plecami. 
 

Po policzkach Fancy potoczyły się gorzkie łzy. Policjant 

położył dłoń na ramieniu Jima i skierował go do wozu. 
 

Zamglonym   wzrokiem   podążyła   za   znikającym   na 

sygnale samochodem w nadziei, że może choć raz Jim odwróci 
się i na nią spojrzy. 
 

Nie obejrzał się ani razu. 

 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 75

   

Rozdział dziewiąty

 

To już nie ten sam Nowy Jork co kiedyś, ze smutkiem 

pomyślała   Fancy,   przeciskając   się   limuzyną   przez   mrowie 
samochodów w centrum miasta. Jechała właśnie na przyjęcie do 
Claude’a   –   kolejna   przyjemność   z   gatunku   tych,   które 
przyprawiały ją ostatnio o znudzenie i irytację. 
 

Na dworze panował nieznośny upał, a powietrze było tak 

parne,   że   trudno   było   oddychać.   Mimo   iż   przebywała   w 
Nowym   Jorku   już   od   miesiąca,   Fancy   wciąż   nie   mogła   się 
przyzwyczaić   do   tutejszej   gorączki,   wiecznego   pośpiechu   i 
nerwowości.   Nie   umiała   też   wejść  w   rytm   ciągłych   przyjęć, 
lotów do Paryża, trudno jej było skoncentrować się na pracy. 
Doskonale jednak zdawała sobie sprawę z tego, że tylko ciężka 
harówka pozwoli jej lepiej znieść potworną tęsknotę za Jimem, 
który od czasu jej wyjazdu z Purdee ani razu nie dał znaku 
życia. Fancy oddałaby teraz wszystko za jedną kartkę, w której 
napisałby jej o sobie. 
 

Współpracownicy i znajomi Fancy przypuszczali, że jej 

apatia   i   wyraźnie   wyczuwalna   niechęć   do   wszystkiego,   co 
związane   z   blichtrem   wielkiego   świata,   spowodowana   jest 
śmiercią   matki.   Tylko   Claude   dobrze   wiedział,   jaki   jest 
prawdziwy   powód   jej  przygnębienia.   Tylko  on   zdawał  sobie 
sprawę z tego, że na każdy dźwięk telefonu Fancy pędzi co sił 
do słuchawki, gdyż liczy na to, że usłyszy głos swojego męża. 
Za każdym jednak razem spotykało ją rozczarowanie. 
 

Kierowca   zatrzymał   limuzynę   pod   potężnym, 

podświetlonym   reflektorami   domem   Claude’a,   pod   którym 
kłębił się już gwarny tłum znakomitych gości – biznesmenów, 
polityków,   gwiazd   filmu   i   mody   oraz   dziennikarzy.   Fancy 
usłyszała   huk   muzyki   rockowej,   jej   oczy   oślepił   blask 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 76

   

pulsujących, kolorowych świateł. Miała ochotę stąd uciec, ale 
wiedziała, że dzisiejsze przyjęcie jest wyjątkowo ważne. 
 

Ktoś   krzyknął   do   niej   po   imieniu.   Kiedy   próbowała 

zlokalizować wołającego, błysnął jej w twarz jaskrawy flesz.  
 

Wysiadła   z   samochodu   i   skierowała   się   do   bogato 

zdobionego wejścia, wyłożonego czerwonym, rozwiniętym aż 
na ulicę dywanem. 
 

–   Pani  Hart...   –   zawołała  reporterka,   która  rozpoznała 

ubraną w czarno-złotą, renesansową suknię projektantkę. – Czy 
to prawda, że wyszła pani za mąż w Teksasie, a potem uciekła 
od męża? 
 

Fancy pobladła. Spodziewała się raczej, że dziennikarze 

będą   wypytywać   o   nową   kolekcję,   którą   jutro   miała 
zaprezentować na pokazie mody. Pytanie o prywatne sprawy 
tak więc ją zaskoczyło, że nie była w stanie wydobyć z siebie 
słowa. 
 

Wtem   z   balkonu   na   piętrze   wyfrunął   papierowy 

samolocik i uderzył Fancy prosto między oczy. Złapała go i 
odczytała   nagryzmoloną   na   jego   skrzydełkach   wiadomość: 
„Spójrz w górę!”. Natychmiast, uniosła wzrok, by na wąskiej 
galeryjce ujrzeć... Nie, to nie do wiary! 
 

–   Ty   nie   trafiłeś,   ale   mnie   się   udało!   –   triumfalnie 

wrzeszczał 
 

Omar. – Hej, Fancy! Jesteśmy tutaj, na balkonie pana 

DeMotta! 
 

Papierowy  samolocik  wypadł  Fancy   z  rąk.   Zobaczyła, 

jak purpurowy ze złości Oscar zamierza się pięściami na brata, 
który zwinnie uskoczył w bok. Gdyby nie to, że w porę złapał 
go Claude, Oscar na pewno wyleciałby przez poręcz balkonu i 
spadłby   głową   w   dół.   Claude   wydał   z   siebie   rozpaczliwy 
okrzyk   i   zamachał   farbowaną   czupryną.   Wszystkie   flesze 
momentalnie skierowały się w jego stronę. 
 

– Fancy!!! – wydarł się Claude. – Na pomoc! 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 77

   

 

–   Już  biegnę!   –   odkrzyknęła  i  zaczęła  przepychać   się 

przez ściśnięty tłum. I pewnie nieszybko by jej się to udało, 
gdyby nie... 
 

Yeller,   który   rozpoznał   jej   głos   i   zaczął   donośnie 

szczekać. 
 

Widocznie   musiał   wzbudzić   respekt   swoim   tubalnym 

głosem, gdyż tłum natychmiast się rozstąpił. – Yeller, piesku! – 
Fancy   pogłaskała   psa   po   długiej,   gęstej   sierści.   Po   chwili 
podniosła   wzrok   i   spojrzała   przed   siebie.   Na   wprost   niej, 
otoczony przez przypatrujących się całemu zamieszaniu gości, 
stał wysoki, ciemnowłosy mężczyzna w kowbojskim kapeluszu 
na głowie.  
 

Jim! 

 

Powoli   podniosła   się   z   klęczek.   Hałaśliwy   tłum   nagle 

zamilkł.   Kiedy   wśród   błysków   fleszy   zbliżała   się   do   Jima, 
słyszała już tylko bicie swojego serca. 
 

A więc jednak przyjechał! 

 

–   Jim?   –   rzekła   niepewnie,   próbując   wyczytać   coś   z 

wyrazu jego twarzy. – Co cię tu sprowadza? 
 

– Yeller stęsknił się za tobą – odparł ciepło i czule. 

 

– Tylko Yeller? 

 

– Ja też – przyznał nieśmiało. 

 

– Nie pisałeś, nie dzwoniłeś... 

 

– Próbowałem zgrywać twardziela. 

 

– A co z Gracie? 

 

–   Wszystko   skończone.   Była   mądrzejsza   i   bardziej 

wyrozumiała,   niż   myślałem.   Od   razu   nas   rozszyfrowała. 
Słuchaj, czy mamy zamiar stać tu aż do rana? – W milczeniu 
zaprzeczyła ruchem głowy. – Jesteś niewyobrażalnie piękna – 
wyznał   Jim.   –   Nawet   w   tej   absurdalnej   sukni...   –   dodał, 
przytulając Fancy i składając na jej ustach gorący pocałunek. 
 

– Pani Hart, czy to jest właśnie pani mąż z Teksasu? – 

dopytywała reporterka. Znów błysnęły flesze, a Yeller zaczął 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 78

   

przeraźliwie szczekać. 
 

Fancy   jednak   nie   zamierzała   odpowiadać   ani   na   to 

pytanie, ani na żadne inne. Jim uniósł ją i okręcił wokół siebie. 
Była szczęśliwa, nie zwracała uwagi na gości, którzy ożywili 
się,   widząc   tę   scenę.   Nie   słyszała   nawet   rozdrażnionego 
służącego, który wykrzykiwał, że zaraz wezwie policję. 
 

– Pani Hart, proszę coś zrobić z tym kowbojem i jego 

psem! 
 

Nie wolno mi wpuszczać do budynku żadnych zwierząt. 

Będę zmuszony wezwać służby porządkowe. 
 

–   Spokojnie.   Obejdzie   się   bez   policji   –   przytomnie 

wtrącił Jim. – Wyjdę sam, bez ich pomocy – dodał rozbawiony, 
stawiając Fancy na ziemię. – Fancy, czy my zawsze musimy 
wywoływać   jakieś   zamieszanie?   Lepiej   wezmę   chłopców   i 
pójdę sobie stąd. 
 

Zadrżała   ze   strachu.   Czyżby   Jim   znów   chciał   od   niej 

odejść?  
 

–   Poczekaj!   Dlaczego   tu   przyjechałeś?   –   zapytała   i 

chwyciła go za rękę. 
 

– Bo nie mogłem bez ciebie wytrzymać – odpowiedział 

beztrosko. 
 

–   Kochasz   mnie?   –   spytała.   Dziennikarze   czekali   w 

pogotowiu, przysuwając bliżej mikrofony. – Kochasz mnie? – 
powtórzyła rozpaczliwie. 
 

–   Czy   muszę   publicznie   wyznawać   ci   swoje  uczucia? 

Fancy skinęła głową. Wtedy Jim westchnął i na chwilę zamknął 
powieki. 
 

Potem ujął jej dłoń i potulnie przyklęknął. Jego głos był 

prawie niesłyszalny, ale wokół zrobiło się nagle tak cicho, że 
nikt nie mógł mieć wątpliwości co do treści wypowiadanych 
przez niego słów. 
 

– Naturalnie, że cię kocham – wyznał z uśmiechem. 

 

– No więc teraz możemy wracać do domu – radośnie 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 79

   

wyszeptała Fancy. – Do Purdee... 
 

– Jak to? 

 

– Tak to. Chcę wrócić z tobą i chłopcami do Teksasu. Na 

zawsze. 
 

– A co z tym wszystkim? – Jim zatoczył ręką łuk. – Co z 

twoją karierą, Nowym Jorkiem...? 
 

– To? Marność... – Wzruszyła ramionami. – Bez ciebie 

nie potrafię być szczęśliwa. Ponad wszystko inne pragnę być 
twoją  żoną,   gdziekolwiek  będziesz.   Kocham  cię.   Zawsze  cię 
kochałam. 
 

Jim   zajrzał   jej   w   oczy.   Obydwoje   zamilkli   i 

znieruchomieli. 
 

Serce Fancy biło teraz równym, mocnym rytmem. Jim 

delikatnie   uniósł   jej   podbródek   i   ucałował   w   usta.   Właśnie 
wtedy   nadbiegł   rozgorączkowany   Claude   z   rozjazgotanym 
Yellerem na krótkiej smyczy. 
 

– Fancy! Co ja mam zrobić z tymi dwoma diabłami? 

Zużyli już prawie wszystkie serwetki na te swoje samolociki! 
 

Fancy roześmiała się, widząc jego potarganą czuprynę. 

 

– Te dwa małe diabły to teraz moi synowie. A to jest ich 

ojciec, mój nowy mąż. 
 

– Miło pana poznać – burknął Claude. – Ale co ja mam z 

wami wszystkimi zrobić? 
 

–   Jak   to,   Claude,   jesteś   przecież   gospodarzem   tego 

przyjęcia. 
 

Chłopcy cię chyba polubili. Yeller też – dodała, kiedy 

spadła im pod nogi kolejna porcja samolocików. – Bądź tak 
kochany i zabaw ich jeszcze przez chwilę. 
 

– Nie! Fancy! Tylko nie to! 

 

– No, nie wykręcaj się, proszę. To będzie ślubny prezent 

od   ciebie.   –   Poklepała   Claude’a   po   dłoni.   –   A   poza   tym 
pamiętaj,   co   powiedzieli   twoi   wspólnicy.   Wciąż   ja   jestem 
szefem. Baw się więc dobrze i pilnuj, żeby nic złego nie stało 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 80

   

się moim synkom i pieskowi.  Zobaczysz,  że nawet ci się to 
spodoba. 
 

Claude otworzył usta, by zaprotestować, ale nie zdążył 

nic powiedzieć, bo oto Yeller wypatrzył po drugiej stronie ulicy 
pudla   i   pognał   do   niego,   pociągając   za   sobą   nieszczęsnego 
gospodarza   przyjęcia.   Fancy   skorzystała   z   okazji,   chwyciła 
Jima za rękę i pobiegła z nim do limuzyny. 
 

–   Możesz  mi   powiedzieć,   dokąd  jedziemy?  –   zapytał, 

gdy znaleźli się już w środku. 
 

– Sądzę, że należy nam się kilka chwil tylko we dwoje. 

 

Wiesz, co mam na myśli... 

 

Jim   złożył   na   jej   ustach   gorący   pocałunek   i   nie 

przestawał całować aż do momentu, gdy auto zatrzymało się 
przed domem Fancy. Pośpiesznie wsiedli w windę, a po chwili 
byli już w eleganckim apartamencie o marmurowych ścianach, 
z   tarasem   od   strony   parku.   W   mgnieniu   oka   zdarli   z   siebie 
ubrania i  położyli się na grubym dywanie,   który  przykrywał 
ozdobny parkiet. 
 

– To nieprawda, że w Nowym Jorku nie ma gwiazd – 

Jim   szepnął   wzruszonym  głosem.   Odsunął   z  jej  rozpalonego 
czoła   rudy   kosmyk   włosów.   –   W   twoich   oczach   płoną 
najpiękniejsze gwiazdy, jakie widziałem – wyznał czule. 
 

– Powtórz to. 

 

Jim doskonale pojął jej prośbę. 

 

– Kocham cię. 

 

– Jeszcze raz. 

 

– Kocham. 

 

– No widzisz. – Uśmiechnęła się. – To wcale nie było 

takie trudne. 
 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 81

   

Epilog

 

Fancy   ostatni   raz   pochyliła   się   nad   mahoniowym 

biurkiem usłanym stosami papierów i arkuszami zawierającymi 
skończone   projekty.   Z   kuchni   doszedł   ją   dziecięcy   śmiech   i 
aromatyczny zapach lasagne.  Niecierpliwym ruchem nakreśliła 
szarfę   z   wielką   kokardą,   zdobiącą   wydekoltowaną   suknię,   i 
odetchnęła z ulgą. 
 

Skończyła. Przynajmniej na razie. 

 

Powoli   podniosła   się   z   krzesła.   W   porównaniu   z   jej 

czarnym   podkoszulkiem,   obcisłymi   dżinsami   i   niedbałym 
kucykiem na głowie, projekty wykwintnych kreacji wydały się 
Fancy nierealne jak ze świata bajki. Świata, w którym kiedyś 
mieszkała. 
 

Wiedziała,   że   za   tydzień   będzie   musiała   lecieć   do 

Nowego   Jorku   i   spędzić   tam   kilka   dni   na   premierowych 
pokazach jej najnowszej kolekcji. Nie cieszyła się jednak na ten 
wyjazd jak dawniej. 
 

Kiedyś   była   spragniona   widoku   miast,   przepychu   i 

sensacji. Teraz miała przy sobie mężczyznę, który sprawił, że 
znalazła się w innej, jeszcze piękniejszej bajce. 
 

Zadzwonił telefon. 

 

– Fancy, możesz odebrać? – zawołał z kuchni Jim. – To 

pewnie znowu Claude. 
 

– Fancy!!! – wrzasnął w słuchawkę Claude. 

 

Omar   i   Oscar   natychmiast   ściszyli   głosy.   Nie   chcieli 

przeszkadzać nowej mamie w rozmowie. Z radością pochylili 
się   nad   plecioną   kołyską   maleńkiej   siostrzyczki,   która 
uśmiechała się do nich i wesoło gaworzyła. 
 

– Widzisz? Maddie mnie lubi najbardziej – zarozumiale 

oświadczył Omar. 
 

– To dlaczego patrzy na mnie? 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 82

   

 

– Bo źle trzymasz butelkę, pacanie. Widzisz? Wypada 

jej z ust. 
 

– Wypada, bo Maddie wypycha ją językiem – bronił się 

Oscar. 
 

Fancy uśmiechnęła się do siebie i z trudem zmusiła się, 

żeby skupić uwagę na rozmowie z Claudem. 
 

– Okay, Claude. Robota zrobiona. Projekty skończone. 

Za chwileńkę je przefaksuję – oznajmiła rzeczowo. 
 

– Zaczynasz mówić jak Teksańczycy – mruknął Claude. 

 

– Teraz jestem jedną z nich. 

 

– Mam nadzieję, że ten kowboj dobrze cię traktuje. Nie 

wiem,   jak   możesz   wytrzymać   w   tej   dziurze,   samotna   i 
odseparowana od świata. 
 

Fancy spojrzała na trójkę dzieci i Jima. 

 

– Nie jestem samotna – odparła z uśmiechem. – Już nie – 

dodała i odłożyła słuchawkę. 
 

–   Kochanie!   Obiad!   –   z   dumą   oświadczył   Jim, 

wyciągając   z   kuchenki   mikrofalowej   parujące  lasagne. 
Postawił potrawę na stole, a sam podszedł do Fancy i przytulił 
ją do siebie. 
 

– Nie patrz! Oni znowu to robią – Oscar skarcił brata. 

Fancy   z  radością  przyjęła  pocałunek   Jima.   Miała   przy   sobie 
ukochanego mężczyznę i prawdziwą rodzinę. Wiodła wspaniałe 
życie,   nie   mniej   ciekawe,   a   z   pewnością   dużo   bardziej 
harmonijne   niż   w   Nowym   Jorku.   Wciąż   pracowała   dla 
Claude’a, co przy trójce dzieci oznaczało, że dwunastogodzinne 
dni   pracy   wcale   nie   należały   do   rzadkości.   Być   może   nie 
pakowała chłopcom śniadań do szkoły, jak to robiła Gracie, ale 
z   całą   pewnością   mogła   się   poszczycić   sukcesami 
wychowawczymi.   Oscar   i   Omar   opiekowali   się   swoją   małą 
siostrzyczką,   uczyli   się   dobrze   i   pomagali   w   gospodarstwie. 
Mieszkańcy   Purdee   już   nie   musieli   się   ich   obawiać,   kiedy 
pojawiali się na ulicach miasta. 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 83

   

 

Fancy   nigdy   dotąd   nie   czuła   się   tak   szczęśliwa,   tak 

pogodzona ze sobą i ze światem jak teraz. A do tego jeszcze w 
tej chwili miała ogromną ochotę zacałować Jima na śmierć. I 
pewnie by to zrobiła, gdyby nie Yeller, który poczuł smakowity 
zapach  lasagne    i zaczął szczekaniem dopraszać się o swoją 
porcję. Gdyby nie fakt, że chłopcy upuścili butelkę z mlekiem, 
gdyby nie to, że Maddie zaczęła przeraźliwie płakać. Gdyby, 
gdyby... 
 

–  Później  dokończymy   –  szepnął  jej  do  ucha  Jim,   po 

czym obydwoje pośpieszyli do rozkrzyczanego maleństwa.  

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 84

   

 LAURA PARKER

Skrywane uczucia

 Charisma

Tłumaczył: Przemysław Gryz

 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 85

   

Rozdział pierwszy

 

Wreszcie piątek! 

 

Dzielnica   finansowa   Manhattanu   zaroiła   się   od 

sekretarek,   maklerów,   personelu   bankowego   i   analityków 
finansowych, którzy opuszczali swoje biura. 
 

Ich   myśli   krążyły   teraz   wokół   weekendu,   który 

większość z nich spędzi na wybrzeżu New Jersey, Long Island 
albo Connecticut. 
 

W   tłumie   spieszących   do   domu   jeden   mężczyzna 

zdecydowanie   odróżniał   się   od   innych.   Jego   ręcznie   szyty 
garnitur   podkreślał   wspaniałą   sylwetkę,   a   przedwcześnie 
posiwiałe   włosy   nadawały   mu   swoistej   elegancji. 
Najważniejsze było jednak to, że od razu wyczuwało się w nim 
kogoś,   komu   nie   warto   się   sprzeciwiać.   To   on   dyktował 
warunki i ustalał reguły postępowania. Jedni podziwiali go za 
to,   inni   nie   mogli   mu   tego   darować.   Nick   Bauer   był 
powszechnie znany w swoim środowisku. 
 

Reprezentował interesy trzech największych korporacji 

w mieście i jednym pociągnięciem pióra mógł zorganizować 
środki   potrzebne   do   wybudowania   nowego   parkingu, 
wyemitować lokalne obligacje lub zabezpieczyć finansowanie 
kampanii   politycznej.   Wrodzony   wdzięk   pomagał   mu   w 
przekonywaniu innych do swoich racji, a gdy to nie odnosiło 
skutku, próbował wymusić na nich swoje decyzje. Wiele osób 
zabiegało o jego względy, ale żadna z nich nie ośmieliłaby się 
traktować go jak przyjaciela, od którego oczekuje się różnych 
przywilejów. W rozmowie z nim mówili, że jest błyskotliwy i 
przywiązany do swoich racji. Za jego plecami zaś nazywali go 
człowiekiem o kamiennym sercu. 
 

Dwie głębokie zmarszczki na jego czole znamionowały 

nastrój,   w   jakim   znajdował   się   tego   popołudnia.   Pierwsza 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 86

   

oznaczała, że Nick intensywnie nad czymś myśli, druga zaś, że 
jest z czegoś niezadowolony. 
 

Kiedy zbliżył się do stojącego przy chodniku mercedesa, 

tylne drzwi otworzył mu szofer, a właściwie „szoferka”, bo jako 
osobistego   kierowcę   Nick   zatrudniał   młodą   dziewczynę   o 
nazwisku James. 
 

– Dobry wieczór, panie Bauer – przywitała się. 

 

– Witam cię, James. 

 

Bruzdy na jego czole zniknęły natychmiast. Ilekroć Nick 

ją widział, od razu poprawiał mu się humor. 
 

– Jaki mamy plan na dzisiejszy wieczór? – zapytał. 

 

–   Najpierw   koktajl   zorganizowany   przez   sponsorów 

nowego   przedstawienia   w   Guggenhaim.   Potem   kolacja   w   z 
panią Ralston, a na koniec wizyta u Evansów w Essex House – 
wyjaśniła James. 
 

Nick   wsiadł   do   środka   samochodu   i   zagłębił   się   z 

przyjemnością w jeden z foteli obitych ciemnokremową skórą.  
 

–   U   jakich   znowu   Evansów?   –   Ponownie   zmarszczył 

czoło. 
 

– No, u tych z Memphis – odpowiedziała szybko. 

 

– A, no tak. 

 

Zaczekał, aż szofer usadowi się za kierownicą i spojrzał 

w lusterko nad przednią szybą. 
 

–   Jedź   powoli   –   poprosił.   –   Muszę   trochę   odpocząć. 

Potrzebna mi jest analiza projektu Dillingera dla Evansów. Jak 
z tym stoimy? 
 

James uśmiechnęła się do lusterka. 

 

– Rozmawiałem już o tym z panią Roberts. Prześle ją 

panu faxem. 
 

Mrożona herbata i gorący ręcznik są już gotowe. Leżą 

obok pana. 
 

– Dziękuję, James. 

 

Nick   zdjął   okulary   przeciwsłoneczne   i   sięgnął   po 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 87

   

filiżankę   ciemnoróżowego   płynu.   Kiedyś   po   całym   dniu 
ciężkiej   pracy   serwował  sobie  drinka   z  alkoholem.   Pewnego 
razu   jednak   jego   wspaniała   pani   szofer   zaproponowała   mu 
mrożoną   herbatę   owocową   i   gorący   ręcznik,   który   należało 
położyć   na   twarz.   Okazało   się,   że   dzięki   temu   zmęczenie 
natychmiast ustępuje. 
 

– Proszę pana – ponownie usłyszał łagodny głos James. 

 

– Hm? – mruknął zza ręcznika, który już przykrywał mu 

twarz. 
 

–  Chciałam  panu  powiedzieć,   że  bardzo  się  cieszę,   iż 

mogłam dla pana tak długo pracować. 
 

Nick   zmarszczył   brwi.   Te   słowa   nie   wróżyły   niczego 

dobrego. Odchylił róg ręcznika. 
 

– Co chcesz przez to powiedzieć? 

 

– Dzisiaj pracuję dla pana ostatni dzień. 

 

– Co takiego? 

 

Zrzucił   ręcznik   z   twarzy   i   podniósł   się   z   pół   leżącej 

pozycji, w jakiej dotychczas się znajdował. Przecież nie dalej 
jak   wczoraj   przeglądał   swój   kalendarz,   z   którego   jasno 
wynikało, że ma jeszcze dwa tygodnie, żeby przekonać James 
do zmiany planów. 
 

– Nikt mnie o tym wcześniej nie informował. 

 

–   Panie   Bauer   –   zaczęła   spokojnie   tłumaczyć 

dziewczyna – sam pan niedawno przecież mówił, że należy mi 
się urlop. 
 

– Zgadza się. Ustaliliśmy, że jeśli chcesz wziąć wolne, 

nie   będę   robił   ci   trudności.   Zresztą   w   styczniu   poszłaś   na 
miesiąc urlopu, żeby móc przygotować się do egzaminu. 
 

– No właśnie. I dzięki panu go zdałam. 

 

– Nie musisz mi dziękować – mruknął niezadowolony. 

 

Nick pomógł jej również w otrzymaniu nowej posady. 

Kiedy   jednak   w   lutym   pisał   pochlebne   referencje,   nie 
przypuszczał, że sprawy potoczą się tak szybko. 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 88

   

 

– Ale skąd właściwie cały ten pośpiech?  

 

–   Panie   Bauer,   przecież   osoba   z   pańską   pozycją   bez 

trudu znajdzie kogoś na moje miejsce. – Uśmiechnęła się. – 
Jeśli mam zdążyć z urlopem przed rozpoczęciem nowej pracy, 
muszę go wziąć już teraz. 
 

Trudno było znaleźć argumenty, by obalić ten logiczny 

wywód. Nick zapadł się w swoim skórzanym siedzeniu. 
 

– Nie podoba mi się to – oznajmił i pokręcił głową z 

niezadowoleniem. 
 

Zabrzmiało   to   jak   słowa   obrażonego   chłopca.   –   Nie 

znajdę nikogo takiego jak ty. 
 

–   Przesadza   pan.   Pani   Roberts   przepytała   już   trzech 

kandydatów. Nawet pan nie zauważy, że mnie nie ma. 
 

–   Czy   mój   nowy   szofer   będzie   równie   ładny   jak   ty? 

James spojrzała na niego w lusterku. 
 

– Tego nie wiem. – Znów się uśmiechnęła. – A czy chce 

pan ponownie zatrudnić kobietę? 
 

– Nie – odburknął i odwrócił twarz w stronę okna. Nie 

tak wyobrażał sobie to rozstanie. Wydawało mu się, że sześć lat 
to   wystarczająco   długi   okres,   żeby   nauczyć   się   sztuki 
ukrywania uczuć. Dlaczego w takim razie splata teraz nerwowo 
palce i robi żałobną minę? 
 

Dlaczego?   Po   prostu   nie   wyobrażał   sobie   życia   bez 

kobiety, która siedziała teraz za kierownicą jego samochodu. 
 

– Będzie mi cię brakować, James. 

 

– Mnie pana też. Był pan dobrym pracodawcą. 

 

– Tylko tyle masz mi do powiedzenia? 

 

Kobieta   zawahała   się   przez   chwilę,   ale   nic   nie 

odpowiedziała. Potrafiła zręcznie unikać tematów, których nie 
chciała poruszać. Dopiero po jakimś czasie znowu spojrzała w 
lusterko. 
 

– Przepraszam, czy pan coś mówił? Duży dzisiaj ruch, 

skoncentrowałam się na prowadzeniu. 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 89

   

 

Nick zaśmiał się nieprzyjemnie. 

 

– Zawsze ta sama James. Czy do końca będziemy wobec 

siebie tak oficjalni? 
 

W jej oczach pojawiły się wesołe iskierki. 

 

– Nie musimy. Mam na imię Ewa. 

 

– Tak, wiem. – Akurat jemu nie trzeba było tego mówić. 

 

Od miesięcy obraz Ewy James towarzyszył mu podczas 

bezsennych nocy. 
 

Codziennie w czasie jazdy samochodem obserwował jej 

złociste włosy wystające spod czapki szofera, wsłuchiwał się w 
jej   kojący   głos   i   oddawał   marzeniom.   Wyobrażał   sobie,   że 
dotyka jej delikatnej skóry, gładzi ją po szyi, dotyka językiem 
jej ucha. 
 

Gdyby   jednak   chodziło   tylko   o   zwykłe   pragnienie 

seksualne, ta gra szybko by go znudziła. Nick rygorystycznie 
przestrzegał   bowiem   zasady,   by   nie   nawiązywać   intymnych 
kontaktów z własnymi pracownikami. Z tego właśnie powodu 
nie próbował nigdy zalecać się do niej. No, może z wyjątkiem 
jednego pocałunku w sylwestra. Wtedy jednak sporo wypił i 
Ewa uznała, że to usprawiedliwia jego zachowanie. Tak jednak 
wcale nie było. Pocałował ją, ponieważ naprawdę tego pragnął. 
 

Już   przeszło   rok   tlił   się   między   nimi   słaby   na   razie 

płomyczek   wzajemnej   sympatii,   może   nawet   czegoś   więcej. 
Oboje   zdawali   sobie   z   tego   sprawę,   oboje   wiedzieli   też,   że 
gdyby rozdmuchać ten płomyk, bez wątpienia rozpaliłby się w 
ogień   prawdziwej   miłości.   Nicka   powstrzymywał   pewien 
dystans,   narzucony   przez   Ewę,   choć   domyślał   się,   że   pod 
powłoką jej uprzejmej oficjalności skrywają się gorące uczucia. 
 

– Czy będziesz za mną tęsknić, Ewo? 

 

– Oczywiście. – Zatrąbiła na rowerzystę, który prawie 

otarł się o maskę samochodu. – Praca w jakimś podrzędnym 
biurze prawnym w Albany na pewno nie będzie tak interesująca 
jak wożenie jednej z najbardziej wpływowych osób w mieście. 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 90

   

 

– Chodziło mi o mnie, nie o pracę. Czy będziesz za mną 

tęsknić? – 
 

powtórzył swoje pytanie. 

 

–   Oczywiście,   panie   Bauer.   –   W   jej   oczach   błysnął 

przekorny ognik. – 
 

Nie jest przecież tajemnicą, że co druga samotna kobieta 

w   tym   mieście   jest   w   panu   zakochana.   Większość   z   nich 
chciałaby zdobyć pana serce, albo przynajmniej pójść z panem 
do łóżka. 
 

– A ty do której połowy się zaliczasz? Usłyszał, jak Ewa 

zaśmiała się smutno. 
 

–   Jakie  to   ma  znaczenie?   Nie   miałabym   szans   ani   na 

jedno, ani na drugie. 
 

Przecież znam pana trochę. 

 

Nick   nic   nie   odpowiedział.   Miał   opinię   mężczyzny, 

który co prawda cieszy się powodzeniem u kobiet, ale zupełnie 
tego nie wykorzystywał. Ona z kolei nie była zainteresowana 
przelotnymi   znajomościami,   o   swoim   pracodawcy   wiedziała 
zaś, że ilekroć wyczuł, że kobieta, z którą się spotyka, myśli o 
trwałym związku, natychmiast kończył znajomość. 
 

Nie zawsze był taki. Sześć lat temu jednak jego życie 

tragicznie   się   odmieniło.   Nick   przeżył   katastrofę   lotniczą,   w 
której   zginęła   jego   żona   i   czteroletni   syn.   Następstwa   tego 
zdarzenia były dwojakie. Po pierwsze przestał latać samolotem, 
a po drugie jego potrzeby emocjonalne praktycznie obumarły. 
 

Od   tamtej   pory   nie   pozwalał   sobie   na   jakiekolwiek 

uczuciowe zaangażowanie. 
 

W ten sposób nie mógł wprawdzie niczego zyskać, ale 

nie mógł też stracić. 
 

Wtedy właśnie pojawiła się w jego życiu Ewa. Wspólne 

podróże do Waszyngtonu, Bostonu i Chicago scementowały ich 
przyjaźń. Ewa nie zdawała sobie chyba sprawy, że dzięki niej 
serce Nicka znów zaczęło bić gorętszym rytmem. Zaczął się 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 91

   

nawet zastanawiać, czy potrafiłby znowu pokochać.  
 

Telefaks   zainstalowany   w   samochodzie   odezwał   się   z 

charakterystycznym   dźwiękiem,   przerywając   ciszę   i 
rozmyślania, w których pogrążyli się oboje – 
 

Ewa i jej szef.  Po chwili z  maszyny  wyszedł  wydruk 

dokumentu dla Evansów. 
 

Ewa   z   trudnością   koncentrowała   się   na   prowadzeniu 

samochodu, co jakiś czas zerkając na Nicka. Bruzdy na jego 
czole   były   oznaką   wzmożonej   uwagi,   napięcia,   narzuconej 
sobie kontroli. Często marzyła o tym, aby pod wpływem jej 
dotyku   linie   te   zaczęły   znikać.   Chciała   przesunąć   ręką   po 
przyprószonych siwizną skroniach, obsypać jego zaciśnięte usta 
gorącymi pocałunkami. 
 

Uśmiechnęła   się   do   siebie.   Nie   mogła   się   już   dłużej 

oszukiwać – zakochała się w swoim szefie. 
 

Kiedy po raz pierwszy zobaczyła Nicka Bauera, odniosła 

wrażenie, że stoi przed nią jeden z tych mężczyzn, o których 
czyta się tylko w książkach. 
 

Zwrócony plecami do okna, za którym rozpościerała się 

panorama Manhattanu, patrzył na nią zza ciemnych okularów. 
Sprawiał   wtedy   wrażenie   człowieka   twardego   i 
nieprzeniknionego.   Gdy   po   chwili   zdjął   okulary   i   odsłonił 
ciemne oczy, Ewa o mało nie usiadła z wrażenia. Zrozumiała, 
że   ma   przed   sobą   wrażliwego   mężczyznę,   który   tylko 
publicznie maskuje swoje uczucia. 
 

Nie   dała   jednak   po   sobie   poznać,   jak   bardzo   jej   się 

spodobał.   Potrzebna   jej   była   praca,   a   nie   kochanek.   Zresztą 
Bauer i tak należał do świata, do którego ona nie miała wstępu. 
 

Na   samym   początku   Nick   odniósł   się   sceptycznie   do 

pomysłu zatrudnienia jej w charakterze kierowcy. Jednak ona 
nie dawała za wygraną. 
 

Jako absolwentka prawa potrafiła umiejętnie przedstawić 

swoje racje. 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 92

   

 

Twierdziła, że skoro jej umiejętności są wystarczające 

dla   tego   rodzaju   pracy,   nie   ma   żadnych   powodów,   aby 
stanowisko   szofera   rezerwować   wyłącznie   dla   mężczyzn. 
Poprosiła, aby dał jej szansę. Nicka przekonały ostatecznie te 
argumenty i zgodził się zatrudnić ją u siebie. 
 

Dosyć szybko zorientowała się, jakie kobiety obracają 

się w jego kręgu. 
 

Słynne   modelki,   finansistki,   młode   biznesmenki   – 

wszystkie z nich doskonale zdawały sobie sprawę z korzyści, 
które daje osiągnięcie sukcesu, i z całą konsekwencją do niego 
dążyły.   A   znajomość   z   Nickiem   Bauerem   zdecydowanie 
pomagała w osiągnięciu upragnionego celu. On jednak rzadko 
pozwalał sobie na bardziej zażyłe stosunki. 
 

Najciekawsze było to, że obraz Nicka funkcjonujący w 

świadomości   ludzi   zupełnie   nie   pokrywał   się   ze   stanem 
faktycznym.   Ludzie   uważali,   że   Nick   może   mieć   wszystko, 
czego   zapragnie.   Widzieli   w   nim   tylko   charyzmatycznego   i 
atrakcyjnego mężczyznę. Nie przypuszczali, że w swoim życiu 
doświadcza on też samotności i smutku. Ewa nie raz gorąco mu 
współczuła, kiedy zamyślony, z cierpieniem malującym się na 
twarzy, wyglądał przez okno. Wiedziała, że tak boli pustka. 
 

Dźwięk klaksonu gwałtownie wyrwał ją z zadumy i w 

ostatniej chwili zdążyła zahamować przed samochodem, który 
stanął przed skrzyżowaniem na czerwonym świetle. 
 

–   Przepraszam   –   powiedziała   w   stronę   Nicka,   a   w 

myślach   dodała:   Weź   się   w   garść,   dziewczyno,   bo   ostatnim 
wspomnieniem, jakie mu po sobie zostawisz, będzie rachunek 
za naprawę samochodu. 
 

–   Zatrzymaj   się   przy   jakiejś   cichej   uliczce,   James   – 

usłyszała. 
 

– Tak, proszę pana. 

 

To   polecenie   wydało   się   jej   dosyć   dziwne,   ale   o   nic 

więcej nie pytała. Po kilku minutach zaparkowała samochód w 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 93

   

jednym z zaułków na Greenwich Village. 
 

– Czy dobrze, proszę pana? 

 

–   Tak.   –   Nick   skinął   głową.   –   Przyjdź   tu   do   mnie, 

proszę. 
 

Ewa   wysiadła   z   samochodu   i   otworzyła   tylne   drzwi, 

czekając,   aż   Nick   wyjdzie   na   zewnątrz.   Jednak   mężczyzna 
skinął na nią i powiedział:
 

– Wejdź,  proszę, do środka. I zamknij drzwi.  Kiedyś, 

gdy   przygotowywała   się   do   egzaminu,   Ewa   siadała   czasem 
naprzeciwko   Nicka,   który   wyjaśniał   jej   niezrozumiałe 
problemy. To jednak było dość dawno i teraz czuła się trochę 
nieswojo. 
 

– W czym mogę jeszcze pomóc, panie Bauer? 

 

–   Chciałbym,   żebyś   po   prostu   przez   chwilę   ze   mną 

pobyła. 
 

Spojrzał   na   nią   swoimi   ciemnymi   oczami,   po   czym 

sięgnął do lodówki i wyjął z niej butelkę szampana. 
 

– Pomyślałem sobie, że powinniśmy uczcić twój ostatni 

dzień. W końcu jesteśmy również przyjaciółmi. 
 

–   Ma   pan   rację   –   odpowiedziała,   mając   nadzieję,   że 

uśmiech,   jaki   pojawił   się   na   jej   twarzy,   nie   wygląda   zbyt 
groteskowo. Poczuła, że serce bije jej jak szalone. 
 

Starała się zapanować nad emocjami. Wmawiała sobie, 

że jej szef chce być po prostu miły. Patrzyła, jak złocisty płyn 
wypełnia   kryształowe   kieliszki,   pieniąc   się   i   pryskając 
bąbelkami.   Po  chwili   Nick   podał  jej  szampana  i   spojrzał   na 
zegarek, który wart był więcej niż jej używany samochód. 
 

–   Mamy   niewiele   czasu,   a   chciałbym   ci   coś   jeszcze 

powiedzieć. – Uniósł w górę kieliszek. – Za przyszłość! 
 

– Dziękuję, proszę pana. 

 

–   Nie   chcę   cię   stracić,   Ewo   –   powiedział,   gdy   upił 

niewielki łyk alkoholu. 
 

Popatrzyła na niego sponad swojego kieliszka. W jego 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 94

   

oczach dojrzała coś więcej niż tylko serdeczność i przyjazne 
zainteresowanie. Dostrzegła tam spełnienie swego najbardziej 
upragnionego marzenia – gorączkę pożądania. 
 

Nick Bauer patrzył na nią pożądliwym wzrokiem! 

 

–   Co   mogę   zrobić,   żeby   zatrzymać   cię   przy   sobie?   – 

spytał. 
 

To wszystko wydawało się jej szalone. Przecież za kilka 

dni miała wyjechać z tego miasta. Już raz pozwoliła sobie na 
kierowanie się w życiu uczuciami i zapłaciła za to nieudanym 
małżeństwem.   Nie   powinno   się   dwa   razy   popełniać   tego 
samego błędu. Ale Nick był taki pociągający! Niełatwo było 
mu odmówić. Musiała jednak przynajmniej spróbować. W imię 
rozsądku. Dla ich wspólnego dobra. 
 

–   Panie   Bauer,   czy   nie   moglibyśmy   rozstać   się   w 

przyjaźni, jaka łączyła nas przez ostatni rok? 
 

– Nie rozumiem, dlaczego mielibyśmy to robić? 

 

–   Ponieważ   –   odpowiedziała   zupełnie   szczerze   –   nie 

mamy innego wyjścia. 
 

–   Czyżby?   –   Przyciągnął   ją   do   siebie   i   zupełnie 

nieoczekiwanie przywarł mocno do jej ust. Była tak zdumiona, 
że nawet nie zdążyła zaprotestować. 
 

Nie był to  najbardziej  romantyczny  pocałunek  w jego 

życiu,   ale   z   pewnością   nie   można   mu   było   odmówić 
dynamizmu i zaangażowania. Nawet na chwilę nie pozwolił jej 
odetchnąć i czekał na reakcję Ewy z taką niecierpliwością, jak 
gdyby od tego zależało jego życie. Ona zaś nie miała odwagi 
ani przylgnąć do niego bliżej, ani go odepchnąć. 
 

– Przyjedź dzisiaj do mnie – powiedział, ledwie łapiąc 

oddech. – Tam się przekonamy, co nas jeszcze może czekać. 
 

Ewa odchyliła się do tyłu. 

 

– Panie Bauer... 

 

–   Nick   –   poprawił   ją   i   nachylił   się,   żeby   znowu   ją 

pocałować. 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 95

   

 

Ewa odsunęła się jeszcze bardziej. To wszystko działo 

się zbyt szybko. 
 

– Czy to jest twoja odpowiedź? 

 

Płomień jarzący się w oczach Nicka natychmiast zgasł, a 

na jego twarzy pojawił się grymas zniechęcenia. 
 

–   Tak   –   powiedziała   bez   przekonania   i   natychmiast 

zaczęła żałować, że wszystko zakończyło się tak nieprzyjemnie. 
–   Potrzebujesz   nowego   szofera,   a   nie   partnerki   do   łóżka.   – 
Wzruszyła ramionami z zakłopotaniem. 
 

Mówiła spokojnym, opanowanym głosem, ale w istocie 

ledwo nad sobą panowała. Najchętniej sama rzuciłaby mu się 
na szyję i znowu przywarła do jego ust. 
 

Na czole Nicka pojawiły się dwie głębokie zmarszczki. 

 

–   Rozumiem   i   przepraszam   –   powiedział,   jednak   ton 

jego głosu zdradzał, że wcale nie jest mu przykro. 
 

Rozsiadł   się   wygodniej   na   swoim   miejscu   i,   kiedy 

niechcący rozlał trochę szampana, zaklął pod nosem. Następnie 
opróżnił   kieliszek   jednym   haustem   i   lodowatym   wzrokiem 
spojrzał na Ewę. 
 

– Sam już nie wiem, co chciałem osiągnąć. – Wyciągnął 

rękę, żeby jej dotknąć, ale w ostatniej chwili zawahał się. – 
Jeszcze raz przepraszam. 
 

–   Nic   się   nie   stało,   naprawdę.   A   szampana   i   tak   nie 

mogłabym wypić. Przecież prowadzę. 
 

Zanim Nick zdążył się odezwać, Ewa otworzyła drzwi 

samochodu i przesiadła się do przodu. 
 

W   czasie   drogi   do   Guggenhaim   żadne   z   nich   nie 

odezwało się już ani słowem. Kiedy Ewa zatrzymała wreszcie 
samochód, Nick przesiadł się na miejsce za fotelem kierowcy i 
dotknął jej ramienia. Odwróciła się. Jego twarz była zaledwie 
kilka centymetrów od niej. 
 

–   Winien   ci   jestem   przeprosiny   –   powiedział   cichym 

głosem. 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 96

   

 

–   Naprawdę   nic   się   nie   stało.   –   Próbowała   się 

uśmiechnąć, ale jego bliskość wprawiała ją w zakłopotanie. 
 

– No cóż, w takim razie cieszę się, że wszystko jest w 

porządku. Wrócę dokładnie za dwadzieścia minut – powiedział, 
zmieniając ton. 
 

– Oczywiście, panie Bauer. 

 

Wysiadł z samochodu i zsunął z nosa okulary. Zbliżył 

się do Ewy i popatrzył jej głęboko w oczy. 
 

– Pamiętaj, Ewo, że mam na imię Nick. Odwrócił się na 

pięcie i oddalił żwawym krokiem, a Ewa odetchnęła głęboko. 
Nieoczekiwane wyznanie Nicka schlebiało jej i przyprawiało o 
szybsze   bicie   serca,   ale   przecież   nie   mogła   odpowiedzieć 
inaczej   na   jego   deklaracje.   Wkrótce   miała   zamienić   czapkę 
szofera   na   kostium   bizneswoman,   miejsce   za   kierownicą   na 
klimatyzowany gabinet w szacownej firmie prawniczej. Ciężko 
pracowała   na   ten   awans.   Zanim   to   nastąpi,   czeka   ją  jeszcze 
dziesięciodniowy   pobyt   w   Cancun   –   złocisty   piasek,   ciepła 
woda  i  wspaniałe  nocne  kluby.   Wypoczynek   –   tego  właśnie 
teraz potrzebowała. Może dzięki wakacjom jej ciało wyzwoli 
się od nieznośnego napięcia, jakie odczuwała za każdym razem, 
gdy znalazła się blisko Nicka Bauera? Może dopiero tam jej 
myśli będą wolne od niego? Albo też, co gorsza, przekona się, 
że popełniła błąd, odrzucając jego przyjaźń. 
 

– Szef dzisiaj nie w humorze? 

 

Ewa uśmiechnęła się do kierowcy, który opierał się o 

zderzak stojącej obok limuzyny. 
 

–   Może   trochę   –   starała   się   nadać   głosowi   naturalne 

brzmienie. 
 

– Zawsze mi się zdawało, że Bauer nie pozwala sobie na 

podrywanie swojego personelu. 
 

– Wcale tego nie robi. – Uśmiechnęła się lekko. – To 

pewnie moja wina. 
 

– Będzie nam ciebie brakować. – Bob wskazał ręką na 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 97

   

sznur   stojących   wokół   limuzyn.   –   Byłaś   tu   najpiękniejszym 
szoferem. 
 

Nagle   rozległ   się   dźwięk   klaksonu.   Wóz   policyjny 

zatrzymał   się   koło   samochodu   Ewy,   informując   ją   w   ten 
sposób, że zaparkowała w niedozwolonym miejscu. 
 

– No, muszę przestawić samochód. Do zobaczenia. Po 

dwudziestu minutach na chodniku pojawił się Nick.  
 

Towarzyszyły mu dwie młode kobiety w wieczorowych 

strojach. 
 

– Podwieziemy panie do centrum – wyjaśnił, kiedy Ewa 

wyszła, żeby otworzyć drzwi. 
 

– Oczywiście, proszę pana. 

 

Nie   była   tym   zdziwiona.   W   ciągu   ostatnich   miesięcy 

woziła   wiele   kobiet   w   rozmaite   miejsca.   A   jednak   kiedy 
zamykała drzwi, przez chwilę miała ochotę, żeby nimi mocno 
trzasnąć. Później, kiedy już jechali, kobiecy śmiech dobiegający 
z tyłu samochodu irytował ją bardziej niż zwykle. 
 

Zaklęła   cicho   pod   nosem,   spojrzała   w   lusterko   i   jej 

wzrok spotkał się ze wzrokiem Nicka. Patrzył na nią cały czas, 
patrzył tak, że myślała, iż jeszcze chwila, a jej ciało zapłonie 
żywym ogniem! 
 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 98

   

Rozdział drugi

 

– Jak to? Wyrzucił po kolei trzech kierowców? 

 

– Ależ nie! – głos w słuchawce zaprzeczył   gwałtownie. 

Pani Roberts, sekretarka Nicka Bauera, była zbyt lojalna wobec 
swego szefa, żeby pozwolić sobie na krytykę wobec niego. – Po 
prostu żaden z nich nie spełniał jego wymagań. Bardzo pani 
potrzebujemy, pani James. W najbliższy weekend pan Bauer 
musi dostać się na konferencję w Północnej Karolinie i... 
 

–  I   oczywiście  chce  pani,   żebym  go  tam  zawiozła?   – 

podpowiedziała Ewa i spojrzała pytającym wzrokiem na Ayn, 
która   z   nią   mieszkała.   Ta   pokręciła   tylko   przecząco   głową, 
dając Ewie do zrozumienia, że powinna odmówić. 
 

–   Tak.   Nie   muszę   chyba   mówić,   że   za   swoją   pracę 

otrzyma   pani   stosowne   wynagrodzenie   –   dodała   sekretarka 
Nicka. 
 

Ewa   spojrzała   na   szeroką,   srebrną   bransoletkę, 

pobrzękującą   na   jej   przegubie.   Ta   pamiątka   z   wakacji   w 
Meksyku   nie   była   wkalkulowana   w   koszty   wyjazdu.   Kiedy 
jednak ją ujrzała, nie mogła oprzeć się zakupowi. Może teraz 
jest   szansa,   by   odzyskać   wydane   pod   wpływem   impulsu 
pieniądze? 
 

–   Jak   wysokie   jest   wynagrodzenie?   –   spytała,   a 

odpowiedź, którą usłyszała, przyprawiła ją o zawrót głowy. – 
Ho, ho... Widzę, że bardzo wam na mnie zależy. 
 

– To prawda. Wiemy również, że w poniedziałek musi 

się pani zjawić w Albany. Zapewnimy tam pani lot. 
 

– A jak pan Bauer dotrze do domu? 

 

– Przez te kilka dni mamy nadzieję znaleźć kogoś na 

pani miejsce. 
 

Ewa zaczęła poważnie zastanawiać się nad tą ofertą. 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 99

   

 

– Czy pan Bauer wie o naszej rozmowie? Pani Roberts 

zawahała się przez chwilę. 
 

–  Właściwie...   to  nie.   Ale  ilekroć  krytykuje  szoferów, 

zawsze stawia panią za przykład. 
 

– No tak, ale to wcale nie znaczy, że zgodzi się znów 

mnie zatrudnić. 
 

Pani   Roberts   odezwała   się   głosem   nie   zdradzającym 

nawet cienia wątpliwości. 
 

– Jestem pewna, że przyjmie panią z otwartymi rękoma. 

 

–   Hm,   muszę   się   chwilę   zastanowić   –   odparła   Ewa   i 

przysłoniła dłonią mikrofon słuchawki. 
 

Ayn, która cały czas przysłuchiwała się tej rozmowie, 

zeskoczyła z kanapy. 
 

– Ty chyba żartujesz! – wykrzyknęła. Ewa czym prędzej 

odwróciła się od niej. 
 

– Nie wiem, czy uda mi się zmienić moje plany.  

 

Zamówiłam   już   ciężarówkę   do   przewozu   mebli   do 

Albany. 
 

–   Proszę   się   o   to   nie   martwić   –   uspokoiła   ją   pani 

Roberts. – Jesteśmy skłonni pokryć wszelkie dodatkowe koszty. 
 

–   W   takim   razie   zadzwonię   do   pani   za   godzinę   i 

poinformuję o swojej decyzji. 
 

Z ulgą odłożyła słuchawkę i spojrzała na stos bagaży, 

piętrzących   się   na   podłodze,   wciąż   nie   rozpakowanych   od 
powrotu   z   Cancun.   Jeszcze   kilka   dni   temu   beztrosko 
wygrzewała się na słońcu, a teraz znowu dopadły ją kłopoty! 
 

– Chyba nie myślisz poważnie o tej pracy? – zapytała 

Ayn. 
 

Ewa wzruszyła ramionami, dając do zrozumienia, że nie 

ma ochoty o tym rozmawiać. 
 

– Aha, rozumiem. – Ayn wzięła się pod boki. – Gdy 

tylko   wielki   szef   kiwnie   palcem,   nasza   Ewunia   posłusznie 
biegnie na spotkanie. 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 100

   

 

– Nie bądź złośliwa. Dodatkowe pieniądze przydadzą się 

na umeblowanie nowego mieszkania. 
 

– Widzę, że podjęłaś już decyzję. 

 

Z wyrazem rozgoryczenia na twarzy Ayn rzuciła się na 

wiszący w pokoju hamak, który służył jako dodatkowe łóżko w 
ich ciasnym mieszkanku. Ayn była aktorką, chwilowo, z braku 
innych ofert, pracującą jako kelnerka w restauracji oraz jako 
clown na przyjęciach dla dzieci. 
 

– Nic z tego nie rozumiem – prychnęła. – Ten Bauer 

uważa, że powinnaś rzucić wszystko i spieszyć mu na pomoc. 
Przecież już dla niego nie pracujesz. 
 

Jesteś prawnikiem. Zapomniałaś o tym? 

 

–   Ayn,   czego   ty   ode   mnie   chcesz?   Zadzwoniła   jego 

sekretarka,   złożyła   mi   propozycję,   a   ja   obiecałam,   że   ją 
przemyślę i oddzwonię. Cóż w tym złego? 
 

–   Przecież   nie   zdążyłaś   się   nawet   rozpakować   po 

przyjeździe!   –   Zatrzepotała   rzęsami   Ayn   i   odezwała   się 
przesadnie słodkim głosem: – Ależ oczywiście, panie Bauer. 
Czego tylko pan sobie życzy, panie Bauer... 
 

– Twoje zdanie naprawdę mnie nie interesuje. 

 

– Wiem, ale nie myśl, że tak łatwo się wykręcisz – nie 

dawała za wygraną Ayn. – Myślisz, że ja niczego nie widzę? Na 
przykład, jak się zmieniasz, ilekroć wymawiasz jego imię? To 
jasne, że ten facet ma na ciebie olbrzymi wpływ. 
 

– Nie wiem, być może – mruknęła Ewa. 

 

Już   dawno   temu   przestała   spierać   się   ze   swoją 

przyjaciółką. Ayn postrzegała świat w tonacji czarno-białej. 
 

–   Nie   oszukujmy   się.   Dla   ciebie   każdy   pretekst   jest 

dobry,   byle   się   z   nim   zobaczyć.   Jesteś   w   nim   zakochana. 
Przyznaj się do tego. 
 

–   Na   razie   mogę   ci   tylko   powiedzieć,   że   nie   wiem 

jeszcze, co zrobię. 
 

–   W   takim   razie   nie   rozmawiajmy   już   o   tym.   Muszę 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 101

   

lecieć. – Ayn zebrała swoje rzeczy i skierowała się w stronę 
drzwi. – Przepraszam, jeśli cię uraziłam.  
 

Nie chcę tylko, żebyś później cierpiała. Cześć. 

 

–   Cześć   –   pożegnała   ją   Ewa   i   poszła   do   sypialni. 

Szczerze mówiąc, liczyła na to, że Nick odezwie się kiedyś do 
niej. Spodziewała się jednak czegoś bardziej romantycznego niż 
propozycja   pracy.   Szacunek   dla   samej   siebie   nakazywał 
odrzucenie   tej   oferty.   Zdrowy   rozsądek   podpowiadał,   że   nie 
należy zmieniać swoich planów dla kaprysu mężczyzny, który 
nawet nie pofatygował się, żeby do niej zadzwonić. 
 

Wychodząc spod prysznica, przypomniała sobie, w jaki 

sposób kilkanaście dni temu pożegnała się z Nickiem na progu 
jego mieszkania. Patrzył na nią tak, jak gdyby tracił coś bardzo 
cennego,   skarb,   życiową   szansę.   Ona   zresztą   czuła   się 
podobnie.   Kto   wie,   co   mogło   się   stać,   gdyby   się   wtedy   nie 
rozstali? 
 

Zdjęła ręcznik z głowy i potrząsnęła mokrymi włosami. 

Przez ostatni rok chciała odmienić życie Nicka, sprawić, aby 
częściej się uśmiechał i był bardziej pogodny. Początkowo nie 
zdawała sobie sprawy, dlaczego jej na tym zależy. 
 

Nie zastanawiała się nad tym. Teraz wiedziała już, że 

była   w  nim   po   prostu   zakochana.   Podejrzewała   też,   że   i   on 
darzył ją podobnym uczuciem. Czy zatem wszystko stracone? 
Może jeszcze nie? 
 

Wzięła do ręki grzebień i uśmiechnęła się do siebie. 

 

Dwa   dni   sam   na   sam   z   Nickiem.   Dwa   dni,   aby 

uświadomić mu, że ją kocha i że ta miłość warta jest ryzyka. 
Nie mogła przepuścić takiej okazji. 
 

Teraz, kiedy już nie pracuje u niego na stałe, będzie jej 

łatwiej niż kiedyś. 
 

Spojrzała na swoje odbicie w lustrze. Jeśli zdecyduje się 

na   tę   pracę,   to   tylko   na   swoich   warunkach.   Bez   munduru, 
czapki, spodni i zbytecznych formalności. To jedyny sposób, 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 102

   

aby zawładnąć sercem Nicka Bauera. 
 

Nick  wsiadł  do   windy   znajdującej   się  na  najwyższym 

piętrze i wcisnął przycisk z napisem „parter”. Postawił teczkę 
na podłodze i oparł się o mahoniową ścianę. Czuł, jak pieką go 
oczy. Całą noc przesiedział nad rozmaitymi dokumentami, nad 
ranem zaś skorzystał jeszcze z firmowej siłowni, od czego teraz 
lekko   drżały   mu   mięśnie.   Miał   nadzieję,   że   uda   mu   się 
zdrzemnąć   w   samochodzie.   Nie   był   jednak   zachwycony 
perspektywą   dwudniowej   jazdy   w   towarzystwie   jakiegoś 
obcego kierowcy. 
 

Wbrew   obiegowym   opiniom   nie   zwolnił   trzech 

poprzednich   kierowców   w   przypływie   złego   humoru.   Był 
człowiekiem zbyt racjonalnie myślącym, żeby pozwolić sobie 
na   takie   zachowanie.   To   raczej   szoferzy   nie   sprostali   jego 
wymaganiom. Pierwszy z nich jeździł jak szalony, drugi głośno 
klął na kierujących innymi samochodami, a trzeci zupełnie nie 
znał Manhattanu. Dwa razy wjechał w takie miejsca, że nawet 
Nick zupełnie stracił orientację. 
 

Przesunął   ręką   po   siwiejących   włosach,   jeszcze 

wilgotnych po prysznicu, i westchnął z przejęciem. Pogodził się 
z tym, że Ewa zrezygnowała z wożenia go, ale nie z tym, że 
odeszła z jego życia. Wielokrotnie powtarzał sobie, że powinien 
zaakceptować tę sytuację. Na próżno. Przez ostatnie dziesięć 
dni   nie   mógł   przestać   myśleć   o   Ewie   James.   We   wnętrzu 
samochodu wciąż unosił się delikatny zapach jej perfum, kiedy 
jednak  Nick  spoglądał  w  lusterko,   nie  napotykał  już  tam  jej 
roześmianych oczu. Wtedy z całą oczywistością uświadamiał 
sobie, że jest samotny. 
 

Nie należał do mężczyzn, którzy litują się nad sobą albo 

rozpamiętują   przeszłość,   musiał   wszak   przyznać,   że   ostatnio 
wszystkie   jego   myśli   i   uczucia   koncentrują   się   na   tej,   która 
odeszła – Ewie James. Gdyby nie to, że sprawy zawodowe nie 
pozwalały mu na wyjazd z miasta, nie zawahałby się jechać z 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 103

   

nią do Cancun. Do licha, nieważne, co sobie pomyśli; musi się 
z nią zobaczyć choćby raz jeszcze! 
 

Spojrzał   na   zegarek.   Dochodziła   szósta   czterdzieści 

siedem. Dzień wcześniej dwukrotnie dzwonił do Ewy. Niestety, 
połączył się tylko z automatyczną sekretarką. Teraz ranek był 
nieco zbyt wczesny, by dzwonić znowu, ale Nick bardzo chciał 
z nią porozmawiać, umówić się, a choćby tylko usłyszeć jej 
głos. Czując zdenerwowanie jak przed pierwszą randką, wyjął z 
kieszeni   telefon   komórkowy   i   wystukał   numer   do   Ewy.   Po 
czwartym sygnale usłyszał w słuchawce poirytowany głos. 
 

– Halo! 

 

– Dzień dobry, mówi Nick Bauer. Chciałbym rozmawiać 

z Ewą James. 
 

– Spóźnił się pan. Już wyszła. 

 

Nick   rozłączył   się,   czując   wzbierającą   złość.   Że   też 

musiało zabraknąć mu kilku minut. Dopiero teraz uświadomił 
sobie, jak bardzo pragnął się z nią spotkać. 
 

Ewa   czekała   jak   zawsze   cierpliwie.   Minęło   jednak 

dwadzieścia minut, zanim Nick wyszedł wreszcie z budynku. 
Na   widok   smukłej   sylwetki   oświetlonej   bladym   światłem 
poranka jej serce zaczęło bić szybciej. Nick lekko utykał na 
lewą nogę, co mu się zawsze zdarzało, ilekroć pracował długo 
w nocy. 
 

Kiedy podszedł nieco bliżej i dostrzegł kobietę stojącą 

obok jego samochodu, przez chwilę nie wiedział, czy nie ulega 
złudzeniu. Czym prędzej zdjął okulary przeciwsłoneczne. 
 

– Ewa? Uśmiechnęła się do niego. 

 

– Cześć, Nick. 

 

Miała na sobie beżową, dopasowaną marynarkę i krótką 

spódnicę,   która   odsłaniała   opalone   nogi.   Sięgające   ramion 
włosy   były   luźno   rozpuszczone.   Nick   z   podziwem   się   jej 
przyglądał. 
 

– Ewo, tak się cieszę, że ciebie widzę – powiedział. – 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 104

   

Ale co ty tu właściwie robisz o tej porze? 
 

Najwyraźniej   nie   wiedział   o   inicjatywie   swojej 

sekretarki. 
 

– O ile się nie mylę, to czeka nas wspólna podróż do 

Północnej Karoliny – powiedziała obojętnym tonem. 
 

– Co? Jedziesz ze mną do Północnej Karoliny? – zapytał 

kompletnie zaskoczony. 
 

– Jeśli oczywiście nie masz nic przeciwko temu. 

 

– Ależ skąd! Oczywiście, że nie. – Obrzucił ją śmiałym 

spojrzeniem, zatrzymując dłużej wzrok na nogach. Świat zaczął 
nagle świecić pełną gamą kolorów. Spędzi z Ewą dwa dni! Czy 
to nie cudowne? – Sądząc po twojej opaleniźnie, miałaś chyba 
udane wakacje? 
 

– O, tak. – Spojrzała na jego zmęczoną twarz. – Myślę, 

że   tobie   również   przydałby   się   odpoczynek.   Nie   powinieneś 
pracować w nocy. 
 

– Czasami nie mam wyboru. – Dotknął ręką napiętych 

mięśni karku. – Od czasu, kiedy mnie opuściłaś, nikt o mnie nie 
dba.   –   Uśmiechnął   się   do   niej   niepewnie.   –   Dlaczego   nie 
odpowiadałaś na moje telefony? 
 

Ewa ze zdziwienia otworzyła szerzej oczy. 

 

– Jakie telefony? 

 

– Wczoraj dwukrotnie do ciebie dzwoniłem i zostawiłem 

wiadomość   na   sekretarce.   Dziś   rano   też   dzwoniłem,   budząc 
zresztą twoją koleżankę. 
 

– Ach, tak. To była Ayn. – Pokiwała głową i ze złością 

pomyślała o nielojalnej przyjaciółce. Dlaczego Ayn o niczym 
jej nie powiedziała? 
 

Wyciągnęła   rękę   po   bagaż   Nicka.   –   Pozwól,   że   to 

wezmę. 
 

Nick przecząco pokręcił głową. 

 

–  Nie  ma mowy.  Jakoś  ciągle nie mogę  uwierzyć,  że 

zgodziłaś   się   mnie   zawieźć   do   Karoliny.   Przecież   w 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 105

   

poniedziałek zaczynasz pracę w Albany. 
 

Ewa   odwróciła   się   do   niego   i   spojrzała   mu   prosto   w 

oczy. 
 

– Wolałbyś, żebym odmówiła? 

 

– Nie. Ale kto cię o to prosił? I dlaczego właściwie się 

zgodziłaś? 
 

Ewa tajemniczo się uśmiechnęła. 

 

– Zapytasz mnie o to za dwie doby. 

 

Tego   dnia   w   zachowaniu   Ewy   było   coś   odmiennego. 

Wydawała się pewna siebie, a jednocześnie jak gdyby bardziej 
ostrożna.   Nick   nie   wiedział,   czy   powinien   namiętnie   ją 
przytulić,   czy   tylko   obserwować   i   czekać   na   dalszy   rozwój 
sytuacji. 
 

Przypomniał sobie dzień, w którym się rozstali i doszedł 

do wniosku, że popełnił wtedy błąd. Chciał zbyt dużo i zbyt 
szybko, mając nadzieję, że pod wpływem chwilowego nastroju 
Ewa nie będzie potrafiła niczego mu odmówić. 
 

Tymczasem   w   jej   przypadku   taka   taktyka   nie   mogła 

przynieść powodzenia. 
 

Nick   był   doświadczonym   negocjatorem   i   doskonale 

wiedział, że końcowy wynik często zależy od pozornie niewiele 
znaczących szczegółów. Pragnął Ewy i teraz, kiedy los dał mu 
kolejną szansę, nie mógł pozwolić sobie na to, aby po raz drugi 
od   niego  odeszła.   Miał   dwa   dni  na  odpowiednie  zadbanie   o 
szczegóły – nastrój, miejsce, zachowanie i słowa.  
 

Kiedy Ewa otworzyła przed nim drzwi do samochodu, 

zatrzymał się na chwilę i położył dłoń na jej ramieniu. 
 

– Cieszę się, że cię widzę, Ewo. Naprawdę bardzo się 

cieszę. 
 

–   Czy   ma   pan   jakieś   specjalne   życzenia   dotyczące 

podróży? 
 

–   Tak.   Chcę,   żebyśmy   odnosili   się   do   siebie   jak 

przyjaciele, a nie jak szef i pracownik. Zgoda? 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 106

   

 

– Zgoda, proszę... to znaczy, zgoda, Nick. 

 

–   Znakomicie.   Przepraszam   cię,   ale   muszę   się   teraz 

chwilkę zdrzemnąć. 
 

Kiedy się zbudzę, pogadamy, dobrze? 

 

Ewa usiadła za kierownicą z poczuciem ulgi. Nick wcale 

się  jej  nie   spodziewał,   a   przecież   był  wyraźnie  zadowolony, 
kiedy   ją   zobaczył.   Wiedziała,   że   nie   lubi   być   zaskakiwany 
niespodziewanymi wizytami, ponieważ nie miał wtedy czasu, 
żeby   odpowiednio   przygotować   swoją   reakcję.   Tym   razem 
odniosła jednak wrażenie, że Nick jej ufa. Już wiedziała, jak się 
przy   nim   zachowywać.   Najlepszą   taktyką   wydawało   się 
zmuszanie go do spontanicznego, szczerego zachowania. Tylko 
wtedy   będzie   mogła   poznać   prawdę   o   jego   pieczołowicie 
skrywanych uczuciach. 
 

Uruchomiła stacyjkę, czując się jak przed jakąś wielką 

wyprawą. Przez dwa kolejne dni będzie w towarzystwie swego 
księcia z bajki. Szkoda tylko, że spotkała go w dwudziestym 
wieku, kiedy to bajki nie zawsze kończą się szczęśliwie... 
 

Nick skończył jeść kurczaka i oblizał palce. 

 

– Nie przypuszczałem, że w zwykłych knajpach dają tak 

dobre jedzenie. 
 

Ewa   uśmiechnęła   się   do   niego,   obgryzając   kawałek 

kurzego udka. 
 

– Powinien pan poszerzać swoje horyzonty, panie Bauer. 

 

Po   trzech   godzinach   snu   Nick   był   tak   głodny,   że 

natychmiast zarządził postój. Przydrożny zajazd, w którym się 
zatrzymali, okazał się wyjątkowo przytulnym miejscem. 
 

–   O,   rany,   chyba   od   dziecka   nie   jadłem   normalnego 

makaronu... 
 

– Nic dziwnego. Dzieci z bogatych rodzin jedzą same 

rarytasy. 
 

– Być może, ale ja nie byłem jednym z nich. Moi rodzice 

żyli z uprawy ziemi. W ciężkich czasach to właśnie makaron i 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 107

   

ser, okraszone od święta kawałeczkami kiełbasy, były naszym 
podstawowym daniem. 
 

Ewa spojrzała na niego zaskoczona. 

 

– Byłeś biedny w dzieciństwie? Przecież widziałam dom 

twojej mamy w Greenwich. Cokolwiek by o nim mówić, nie 
jest to chyba typowa, wiejska chata. 
 

Nick dumnie się uśmiechnął. 

 

– Zgadza się, ale to ja go kupiłem. Podobnie jak wiele 

sprzętów na farmę, prowadzoną przez brata i jego żonę.  
 

Ewa nie mogła ukryć zdziwienia. 

 

–   Nie   rozumiem,   dlaczego   żaden   z   dziennikarzy   nie 

opisał twojego życia. 
 

Okazuje   się,   że   jesteś   ucieleśnieniem   amerykańskiego 

mitu. 
 

– Potrafię tak z nimi rozmawiać, aby nie o wszystkim 

powiedzieć – odparł krótko. 
 

– Coś takiego! Gdy czytałam artykuły o tobie i twojej 

żonie,   byłam   pewna,   że   oboje   pochodzicie   z   tego   samego 
środowiska   –   powiedziała   i   w   tej   samej   chwili   uświadomiła 
sobie, że poruszyła drażliwy temat. 
 

Nick odłożył widelec i przez chwilę się jej przyglądał. 

Ewa   z   trudnością   wytrzymała   jego   wzrok.   Boże,   co   ją 
podkusiło, by wspomnieć o jego żonie! 
 

Bała się, że Nick obrazi się na nią, albo zamknie się w 

sobie i do końca podróży nie odezwie ani słowem, on jednak 
odparł głosem niespodziewanie spokojnym i rzeczowym:
 

– Gdy tylko stałem się osobą publiczną, bardzo dbałem o 

to, aby trzymać rodzinę z dala od dziennikarskich plotek. O 
mojej przeszłości powiedziałem tylko to, co uznałem za istotne, 
a   część   informacji   po   prostu   zmyśliłem.   Moja   żona,   Janet, 
rzeczywiście   pochodzi   z   wyższych   sfer.   Ale   poznaliśmy   się 
jeszcze na uczelni. 
 

– Na Harwardzie, prawda? Nieźle wylądowałeś jak na 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 108

   

chłopaka z farmy. 
 

Nick uśmiechnął się. 

 

–   W   wywiadach   prezentowaliśmy   wyłącznie   sprawy 

dotyczące rodziny Janet. Tak było znacznie wygodniej. 
 

–   Wykwintne   przyjęcia,   kontakty   ze   znanymi 

osobistościami, słowem – wielki świat. 
 

Nick spojrzał na kości kurczaka, piętrzące się na jego 

talerzu. 
 

– Wielki świat – powtórzył smutno. – Czasami tęsknię 

za zwykłymi przyjemnościami życia. 
 

– Takimi jak prowadzenie samochodu? – zapytała. 

 

– A co? Myślisz, że nie umiem prowadzić? 

 

– Nie widziałam cię nigdy za kierownicą. Masz chociaż 

swój samochód? 
 

– Mam, nawet trzy. – Spojrzał na nią trochę zakłopotany. 

– Może rzeczywiście masz rację. Nie ma żadnych przeszkód, 
żebym sam prowadził. 
 

–   Żadnych   poza   zdrowym   rozsądkiem.   Samochód   z 

kierowcą oszczędza ci mnóstwo czasu. Nie musisz na przykład 
szukać miejsca, by zaparkować, on to zrobi za ciebie... 
 

– No właśnie. – Dostrzegł w jej wzroku ironiczny błysk. 

–   Mam   wrażenie,   że   jednak   nie   wierzysz   mi,   iż   potrafię 
prowadzić. 
 

–   Ależ   wierzę,   wierzę   –   powiedziała   ze   śmiechem. 

Popatrzył jej w oczy. 
 

Po chwili podniósł dłoń i dotknął palcem kącików jej 

ust. 
 

– Sos do sałatek – powiedział. 

 

Ewa   zmieszała   się   w   pierwszej   chwili,   poczuła,   jak 

gwałtownie ogarnia ją fala ciepła, czułości i niezaspokojonego 
pragnienia. Później, nie bardzo zastanawiając się nad tym, co 
robi, chwyciła rękę Nicka i delikatnym ruchem języka zlizała 
sos z jego kciuka. 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 109

   

 

– Ewo, ja... – zaczął. 

 

– Nic nie mów, proszę – powiedziała szybko i zakryła 

mu usta dłonią. – Powiesz później, teraz musimy jechać. Do 
Waszyngtonu   zostały   nam   trzy   godziny   jazdy.   Zgodnie   z 
planem,   który   dostałam,   masz   tam   spotkanie   z   senatorem   i 
dwoma członkami Izby Reprezentantów. 
 

Nick   westchnął.   Zupełnie   o   tym   zapomniał.   W 

towarzystwie Ewy wszystkie te sprawy przestawały się liczyć. 
 

–   Masz   rację.   Musimy   się   spieszyć   –   przyznał 

niechętnie. – Ale obiecaj mi, że zaraz jak tylko dotrzemy na 
miejsce i odpoczniemy chwilę... 
 

Ewa pokręciła głową. 

 

–   Nic   z   tego.   Wieczorem   odwiedzą   cię   inwestorzy, 

którzy   chcą,   żebyś   poparł   ich   projekt   budowy   oczyszczalni 
ścieków.   –   Uśmiechnęła   się.   –   Czeka   ich   pewnie 
rozczarowanie,   projekt   nie   spełnia   wymogów   ekologicznych, 
które wprowadziłeś dwa lata temu. 
 

– Skąd o tym wiesz? 

 

– Pani Roberts przysłała mi wczoraj dokładny rozkład 

twoich zajęć. Z czystej ciekawości przeczytałam zamieszczone 
tam informacje o firmach. Mam nadzieję, że nie masz mi tego 
za złe. 
 

–   Ależ   skąd.   Zastanawiam   się   tylko,   dlaczego   nie 

wynająłem cię jako prawnika. 
 

– No właśnie. Dlaczego tego nie zrobiłeś? 

 

Nick nie bardzo wiedział, co w istocie nim kierowało, 

gdy nie zdecydował się zaoferować jej pracy zaraz po tym, jak 
zdała   końcowe   egzaminy?   Może   to,   że   Ewa   wielokrotnie 
podkreślała, że chce się specjalizować w prawie rodzinnym i 
przenieść do Albany? Ale czy tylko to? 
 

Nagle zrozumiał, że prawdziwa przyczyna leżała gdzie 

indziej.   Nie   chciał   zatrudniać   Ewy,   ponieważ   bał   się 
zawodowego   uzależnienia   od   kobiety,   której   wpływ   na   jego 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 110

   

życie i tak był już zbyt duży. Uświadomił sobie również, że 
postępując w ten sposób, nawet przez chwilę nie pomyślał, jak 
w takiej sytuacji może poczuć się Ewa. Przecież była w gruncie 
rzeczy   najbliższą   mu   osobą,   do   tego   zdolną,   wykształconą, 
zdyscyplinowaną i lojalną. Było mu teraz potwornie wstyd. A 
jej   przenikliwy,   przeszywający   go   teraz   na   wskroś   wzrok 
jeszcze bardziej pogłębiał jego zażenowanie. 
 

–   Zanosi   się   na   deszcz   –   powiedziała   Ewa,   chcąc 

rozładować nieco napięcie, które tak wyraźnie malowało się na 
jego twarzy. 
 

–   Tak.   Chyba   tak.   Jeśli   mam  zdążyć   na   te   spotkania, 

powinniśmy ruszać. 
 

Wstał od stołu i zaczął sprzątać brudne naczynia. 

 

– Zostaw. Ja to zrobię – powiedziała.  

 

– Nie musisz. Ja też mam ręce. 

 

–   W   porządku,   jak   sobie   życzysz   –   powiedziała   i 

oddaliła się w stronę samochodu. 
 

Kiedy Nick wyrzucił resztki do kosza, podszedł do niej i 

zapytał:
 

– Teraz nie mamy czasu, ale czy nie chciałabyś zjeść ze 

mną   kolacji   wieczorem,   w   jakimś   cichym,   kameralnym 
miejscu? 
 

– Z wielką przyjemnością – odparła, uśmiechnęła się do 

niego promiennie i pocałowała go przelotnie w usta. 
 

Zdumiała go tym gestem. Jednak oprócz zdziwienia w 

jego źrenicach dostrzegła coś jeszcze; coś, o co nigdy by go nie 
podejrzewała – bezgraniczną radość. 
 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 111

   

Rozdział trzeci

 

Nick jednym uchem słuchał rozmowy o polityce, którą 

pochłonięci   byli   jego   goście,   całą   zaś   uwagę   skupiał   na 
elegancko   ubranej   kobiecie   siedzącej   w   odległej   części   sali 
restauracyjnej. 
 

Przed godziną pojawiła się w tym miejscu i, wspaniale 

się poruszając, usiadła przy oddzielnym stoliku. Nick nie mógł 
oderwać oczu od jej złocistych, luźno rozpuszczonych włosów, 
zgrabnych nóg  w  cieniutkich  pończochach,  ponętnych piersi, 
ledwie skrytych za zwiewną sukienką. Jej obecność oczarowała 
wszystkich   obecnych   tam   mężczyzn,   którzy   raz   po   raz 
mimowolnie odwracali głowy w jej kierunku. 
 

Kobieta usiadła przy stoliku, zamówiła kieliszek wina i 

zaczęła rozglądać się wokół. Kiedy wreszcie jej wzrok spotkał 
się ze wzrokiem Nicka, mężczyzna poczuł, że cały płonie. 
 

Ewa James była niezwykłą kobietą! 

 

Od   ponad   godziny   Nick   marzył   tylko   o   tym,   aby 

przysiąść   się   do   jej   stolika   i   zapomnieć   o   zawodowych 
obowiązkach.   Spojrzał   na   swój   niedokończony   posiłek, 
próbując sobie przypomnieć, jak smakuje jedno z najdroższych 
zapewne dań w Waszyngtonie. Zirytowany skinął na kelnera, 
aby zabrał talerz. 
 

– Nie smakuje panu? – zapytała jego towarzyszka. 

 

– Zbyt kaloryczne jak na moje potrzeby – odpowiedział, 

siląc się na obojętny ton. – Wspominała pani, że w przyszłym 
tygodniu odbędzie się głosowanie nad nową ustawą. Jakie są 
szanse, że zarząd nie zmieni jej treści? 
 

Kobieta zaczęła szczegółowo objaśniać zawiłe kulisy tej 

sprawy, a Nick udawał, że uważnie jej słucha. Jednak w środku 
wszystko się w nim gotowało. 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 112

   

 

Kiedy   przyjmował   zaproszenie   na   koktajl,   nie 

przypuszczał, że będzie musiał również uczestniczyć w kolacji. 
Na wszelki wypadek zarezerwował jednak również stolik dla 
Ewy, mając nadzieję, że gdy tylko spotkanie dobiegnie końca, 
natychmiast do niej dołączy. Jak na złość na kolacji pojawił się 
senator   z  Nowego  Jorku,   któremu   nie  można   było   odmówić 
towarzystwa. Zbyt wielu klientów Nicka miałoby mu to potem 
za złe. 
 

Kiedy   towarzyszka   Nicka   skończyła   swój   wywód,   jej 

uwagę szczęśliwie zajęła jakaś osoba z drugiego końca stołu. 
Nick z ulgą zsunął z nosa okulary, rozsiadł się wygodniej na 
krześle i znowu spojrzał w kierunku Ewy. Miał wrażenie, że 
była równie niezadowolona z zaistniałej sytuacji co on. 
 

Nie mógł się na nią napatrzeć. Przy każdym ruchu głowy 

diamentowe   kolczyki   Ewy   migotały   tęczą   kolorów.   Światło 
świecy malowało na jej twarzy urocze półcienie. 
 

Nawet zwykły gest sięgnięcia po filiżankę z kawą w jej 

wykonaniu   miał   w   sobie   coś   szczególnego.   Nick   ze 
zdziwieniem odkrywał, że wszystko, co dotyczy Ewy James, 
zachwyca go. Czuł się tak, jak gdyby nigdy wcześniej jej nie 
widział. A może było w tym trochę prawdy? Może wcześniej 
bał się dostrzec w niej kobietę, której nie potrafiłby się oprzeć? 
 

Rozejrzał   się   wokół   i   zorientował   się,   że   większość 

mężczyzn   również   zerka   co   chwila   na   Ewę.   Szkoda,   że   nie 
mógł im powiedzieć, że ta kobieta należy do niego. 
 

Ewa   wzięła   z   talerzyka   truskawkę   polaną   czekoladą   i 

wolnym   ruchem   podniosła   ją   na   wysokość   ust.   Po   chwili 
błysnęła   biel   jej   zębów,   a   potem   koniuszek   języka,   którym 
zlizała z dolnej wargi kropelki soku. Nick poczuł, że ciśnienie 
krwi gwałtownie mu wzrosło. A kiedy Ewa spojrzała na niego, 
obdarzając   go   cudownie   zniewalającym   uśmiechem,   miał 
wrażenie, że za chwilę krew rozsadzi go od środka. 
 

Wielki Boże, pomyślał. Czy ona chce mnie uwieść? A 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 113

   

może zawsze tak robi, kiedy jej na kimś zależy? 
 

Odwzajemnił   uśmiech.   Oto   cała   Ewa   James.   Piękna, 

zmysłowa, powabna, a jednocześnie oczekująca czegoś więcej 
niż tylko zwykłego romansu. 
 

–  Ładna kobieta –  powiedział mężczyzna  siedzący  po 

prawej stronie Nicka. – Poprosić ją, żeby się do nas przysiadła? 
 

– Nie zgodzi się. 

 

– Dlaczego? Zdaje się, że skończyła już swój posiłek. 

Kobieta, która ubiera się w ten sposób, na pewno nie chce być 
sama.   Myślę,   że   przyszła   tutaj   w   poszukiwaniu   nowych 
znajomości. 
 

– Może – mruknął Nick pod nosem, niezadowolony, że 

Ewa wzbudza takie zainteresowanie. 
 

– Krępujesz się, Nick? Jeśli ty nie chcesz, ja mogę ją 

zaprosić. 
 

– To naprawdę nie jest dobry pomysł. 

 

–   Dlaczego   nie?   –   Mężczyzna   wybuchnął   śmiechem. 

Nick spojrzał mu prosto w oczy. 
 

– Ponieważ ona czeka na mnie. 

 

–   Ach,   tak!   Dlaczego   od   razu  nie   powiedziałeś?   Ech, 

niektórzy mężczyźni to prawdziwi szczęściarze. 
 

To   prawda,   pomyślał   Nick.   Nie   doceniał   dotychczas, 

jakim to szczęściem w osobie Ewy James obdarzył go los. A 
skoro teraz daje mu szansę na jeszcze więcej, trzeba kuć żelazo 
póki gorące. 
 

Wstał   od   stołu   i   zaczął   żegnać   się   z   gośćmi 

zaproszonymi na kolację. 
 

Zabrało to kilka minut, a kiedy spojrzał w stronę stolika 

Ewy, okazało się, że już jej   tam nie ma. Podszedł do kelnera, 
który sprzątał po niej talerze, i zapytał:
 

–   Nie   wie   pan,   gdzie   poszła   kobieta,   która   tu   przed 

chwilą siedziała? 
 

– Przykro mi, nie wiem. 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 114

   

 

Nick   wybiegł   na   ulicę.   Ewa   odjeżdżała   właśnie 

taksówką.   Niecierpliwym   gestem   ręki   przywołał   następną   i 
szybko   wsiadł   do   środka.   Wnętrze   auta   było   rozgrzane   do 
granic wytrzymałości, z trudem dawało się znieść panujący tu 
skwar. 
 

– Nie ma pan klimatyzacji? – zapytał rozzłoszczony. 

 

– Nie mam, stary. Się zepsuła – odpowiedział kierowca o 

wyglądzie   rastafarianina.   –   Taka   noc   jest,   stary,   jak   dobra 
kobieta. Rozgrzana i wilgotna. 
 

– Tak, ma pan pewnie rację – przytaknął Nick i opadł 

zniechęcony na siedzenie. 
 

Ten wieczór wyobrażał sobie zupełnie inaczej. Zamiast 

siedzieć koło Ewy w jakiejś przytulnej knajpce, zastanawiał się 
teraz, jak ma ją przeprosić za wyrządzony afront. Tyle czasu 
czekała na niego samotnie przy stoliku! 
 

Poluzował   krawat  i  odpiął   górny   guzik   koszuli.   Jazda 

taksówką zdawała się nie mieć końca. Kiedy wreszcie dotarł na 
miejsce   i   wszedł   do   hotelowej   poczekalni,   drzwi   od   windy 
właśnie   się   zamykały.   Przyspieszył   kroku   i   kilkakrotnie 
nacisnął guzik. Po chwili nadjechała druga winda i Nick szybko 
wszedł do środka. 
 

Na piętrze, gdzie znajdowały się ich pokoje, poczuł w 

powietrzu zapach  perfum,   których tego  wieczora użyła  Ewa. 
Podszedł do drzwi jej pokoju i zapukał. Poczekał chwilę, ale z 
wnętrza   nie   dobiegł   żaden   odgłos.   Uderzył   więc   w   drzwi 
pięścią, wprawiając w zdziwienie parę starszych ludzi, którzy 
wychodzili właśnie z pokoju obok. 
 

– Przepraszam – odezwał się do nich. 

 

W tym samym momencie drzwi się otworzyły i stanęła 

w nich Ewa. 
 

– Słucham – powiedziała. Nick uśmiechnął się do niej. 

 

– Chciałbym z tobą porozmawiać. 

 

– Teraz? Czy coś się stało? 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 115

   

 

– Nie, to znaczy tak. – Przeczesał ręką włosy. – Mogę na 

chwilę wejść? 
 

– Poczekaj chwilę. Właśnie się rozbierałam. Zamknęła 

drzwi,   odblokowała   łańcuch   i   ponownie   je   otworzyła.   Nick 
wszedł do środka i podążył za nią do pokoju. Szła przed nim, 
ubrana   jedynie   w   krótką,   jedwabną   koszulę   nocną,   która 
całkowicie odsłaniała długie, opalone nogi. Kiedy przechodziła 
koło lustra, dostrzegł w nim odbicie kształtnych półkul piersi, 
wyraźnie   odznaczających   się   pod   cienką   tkaniną.   Zdążył 
usłyszeć jeszcze jej chichot, zanim zamknęła za sobą drzwi do 
łazienki. 
 

Po kilku minutach pojawiła się z powrotem. Miała na 

sobie długi, czarny szlafrok w kwiaty. 
 

– Siadaj, proszę – powiedziała, wskazując krzesło. Sama 

zajęła   miejsce   na   brzegu   łóżka.   Poły   szlafroka   odsłoniły   jej 
zgrabne łydki. – Słucham, czego sobie życzysz? – zapytała. 
 

Ciebie, pomyślał Nick i prawie powiedział te słowa na 

głos.   Obrzucił   ją   przenikliwym   spojrzeniem.   Ewa   miała 
delikatne, malinowe usta. Dopiero teraz uświadomił sobie, że 
nigdy wcześniej tego nie zauważył. Jak smakowałyby te usta, 
gdyby ośmielił się je pocałować? 
 

–   Chciałem   przeprosić   cię   za   kolację,   do   której   nie 

doszło. 
 

Ewa uśmiechnęła się do niego. 

 

–   Naprawdę   nie   ma   za   co.   Rozpoznałam   jednego   z 

twoich gości. Senator na pewno był zadowolony, że tuż przed 
wyborami   widziano   go   w   twoim   towarzystwie.   Dzięki   temu 
zdobędzie nowych wyborców. 
 

–   Cieszę   się,   że   to   rozumiesz.   Większość   kobiet   nie 

podeszłoby do tego z taką wyrozumiałością jak ty. 
 

–   Ja   jestem   inna   niż   większość   kobiet   –   powiedziała, 

znowu się uśmiechając. 
 

– Tak; wiem – powiedział zamyślony. 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 116

   

 

Ewa   poruszyła   się   na   łóżku.   Wzrok   Nicka   ponownie 

spoczął na jej skrzyżowanych nogach. 
 

– Masz mi coś jeszcze do powiedzenia? – zapytała. Nie 

wiedział,   o   czym   właściwie  ma  mówić.   Siedziała   przed   nim 
piękna, na wpół rozebrana kobieta. W pokoju byli sami, łóżko 
było już posłane. Na co czekał? 
 

Zauważył,   że  Ewa  lekko  ziewnęła  i  uświadomił   sobie 

nagle, że przecież cały dzień spędziła za kierownicą. 
 

– Jesteś pewnie zmęczona? – powiedział. 

 

– Nie. – Wstała z łóżka. – Czuję się zupełnie dobrze. – 

Przeciągnęła się i splotła ręce za głową, co uwypukliło linię jej 
piersi. – Ale po tak długiej podróży potrzebuję trochę ruchu. 
Powinnam się chyba pogimnastykować. 
 

–   Jakoś   nie   zdawałem   sobie   dotychczas   sprawy,   jak 

spędzasz wolny czas, kiedy oboje podróżujemy. 
 

– Przeważnie idę na jakiś film. Ale dzisiaj mam ochotę 

na spacer. 
 

– Spacer o tej porze może być niebezpieczny. 

 

– Chciałbyś pójść ze mną? 

 

– Z wielką przyjemnością. 

 

– Wspaniale. Pozwól tylko, że się przebiorę. 

 

Po chwili Ewa miała na sobie jedwabną bluzkę, szorty i 

sandały. 
 

Spojrzała zatroskana na jego drogi garnitur. 

 

– Ty też powinieneś się przebrać. Zapowiadali deszcz. 

 

– Poradzę sobie. 

 

Nick zdjął krawat, marynarkę i podwinął rękawy koszuli. 

Ewa wzięła parasolkę, ale po chwili rzuciła ją na łóżko. 
 

–   Zaryzykujmy   –   powiedziała   z   szelmowskim 

uśmiechem. 
 

– Naprawdę masz ochotę na lody? 

 

–   Oczywiście.   Upał   jest   taki,   że   asfalt   topi   się   pod 

nogami. W taką pogodę nie ma nic lepszego od lodów.  

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 117

   

 

Ewa wzięła go pod rękę i razem przeszli na drugą stronę 

ulicy, gdzie znajdowała się lodziarnia. Wokół niej kręciło się 
mnóstwo turystów, rodziców z małymi dziećmi i nastolatków. 
 

– Na co masz ochotę? – zapytała Ewa, spoglądając na 

olbrzymią listę lodów. 
 

– Panie mają pierwszeństwo. 

 

–   W   takim   razie   –   zaczęła   Ewa,   zwracając   się   do 

młodego sprzedawcy – 
 

poproszę   o   wafel   cynamonowy   z   tym,   tym   i   tym.   – 

Wskazała na trzy rodzaje smaków. – Na to oczywiście polewa 
czekoladowa i bita śmietana. 
 

–   Czy   życzy   sobie   pani   również   wiśnie?   –   zapytał 

sprzedawca. 
 

– Ależ tak. – Ewa spojrzała prowokacyjnie na Nicka. – 

Pan Bauer uwielbia wiśnie. 
 

– Co takiego? – zapytał zdezorientowany Nick. 

 

–   Nie   jest   tak?   Przecież   ilekroć   zamawiasz   drinka, 

prosisz zawsze o dwie wiśnie do środka. 
 

Nick zaczerwienił się. Kiedy przeszli do kasy, zapytał ją 

szeptem. 
 

– A więc tak to robisz? 

 

– Co robię? – zapytała Ewa niewinnym głosem. 

 

– Najpierw obserwujesz mnie uważnie, a potem starasz 

się przewidzieć moje pragnienia. 
 

– Ja przewiduję twoje pragnienia? 

 

– Oczywiście – mruknął, płacąc za lody. – Zachowujesz 

się tak, jakbyś czytała w moich myślach. I nie dotyczy to tylko 
wiśni, drinków i lodów, Ewo... 
 

– Masz rację. Rzeczywiście to robię. 

 

– Co? Czytasz w moich myślach? 

 

– Tak. 

 

Wyszli   na   zewnątrz   w   upalną,   wilgotną   noc.   Ewa 

zatrzymała   się   na   chwilę   i   dała   mu   do   spróbowania   trochę 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 118

   

lodów. 
 

– Proszę. 

 

– Nie, dziękuję. Od samego patrzenia wzrasta mi poziom 

cholesterolu. 
 

– Ale mi nie możesz odmówić – powiedziała, trzymając 

porcję lodów przed jego twarzą. – Przecież i tak nie będziesz 
żył wiecznie. 
 

– Kto wie? Może będę. 

 

Ewa spojrzała na niego smutno. 

 

– Ale po co, Nick? Dla kogo chcesz żyć tak długo? To 

pytanie zupełnie go zaskoczyło. Zupełnie nie wiedział, co ma 
odpowiedzieć.   Ewa   tymczasem,   zupełnie   jakby   była 
nieświadoma, że poruszyła być może najistotniejszy problem 
jego życia w ciągu ostatnich sześciu lat, powiedziała beztroskim 
tonem:
 

– No, na co czekasz? Spróbuj. Czy masz aż tak wiele do 

stracenia? – Nie czekając na odpowiedź, wsunęła mu loda do 
ust. 
 

– Rzeczywiście pyszne – mruknął.  

 

–   No   widzisz.   Nie   można   sobie   odmawiać   w   życiu 

wszystkich przyjemności. 
 

– Ewo! Ty naprawdę jesteś niebezpieczna – powiedział, 

kiedy podała mu kolejną porcję. 
 

–   Wiem   o   tym.   Dziś   wieczorem   nie   pozwolę   ci 

odmawiać sobie tego, czego naprawdę pragniesz. 
 

–   Tak?   To   powiedz   mi,   o   czym   teraz   myślę?   Ewa 

spojrzała mu prosto w oczy. 
 

– Masz nadzieję, że nie kupię sobie kolejnego, jeszcze 

większego loda. 
 

Nick roześmiał się. 

 

– Nie zgadłaś. 

 

– Cóż, potrzebuję trochę czasu. Trudno zgadywać myśli 

kogoś, kto głęboko skrywa swoje pragnienia. 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 119

   

 

Odwróciła się od niego i ruszyła w stronę nabrzeża. Nick 

podążył za nią. 
 

Spacerowali wzdłuż rzeki, podziwiając światła Kapitolu 

na   drugim   brzegu.   Nick   opowiadał   jej   o   swoich   pierwszych 
doświadczeniach w Waszyngtonie, a Ewa karmiła go lodami. 
Po jakimś czasie zmęczeni usiedli na ławce. Nick odruchowo 
wyciągnął   rękę   i   objął   dziewczynę   z   tyłu.   Był   to   zupełnie 
naturalny   i   niewinny   gest,   a   mimo   to   Ewa   nie   potrafiła 
zapanować nad przyspieszonym biciem serca. 
 

Odwróciła się do niego. 

 

– Nick, chciałabym, żebyś... – zaczęła mówić zaledwie 

kilka centymetrów od jego twarzy. 
 

Nagle   na   niebie   pojawiła   się   błyskawica,   a   po   kilku 

sekundach dał się słyszeć grzmot. Zaraz potem spadły na nich 
pierwsze krople deszczu. 
 

Ewa podekscytowana podniosła się z ławki. 

 

–   Wspaniale,   zaraz   zmoczy   nas   deszcz.   Nick   również 

zerwał się na równe nogi. 
 

– Wynośmy się stąd czym prędzej – zakomenderował. 

 

– Dlaczego? Uwielbiam letnie burze – odparła i zaczęła 

poruszać   się   tanecznym   krokiem   z   twarzą   zwróconą   ku 
granatowi   nieba.   –   No,   chodź   do   mnie.   Zobaczysz,   jaka   to 
będzie frajda! 
 

– Zwariowałaś? – Nick podszedł do niej i chwycił ją za 

ramię. – Zaczyna się prawdziwa ulewa. 
 

Ewa przytuliła się do niego. 

 

– Czy jako dziecko nigdy nie bawiłeś się na deszczu? 

 

–   Jest   burza,   Ewo.   To   może   być   naprawdę 

niebezpieczne. 
 

–   Wiem.   Ale   czasami   przyjemnie   jest   trochę 

zaryzykować. 
 

Jego twarz rozjaśniło światło kolejnej błyskawicy. Nick 

wydawał się zupełnie nie poruszony ściekającą po nim wodą, 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 120

   

grzmotem burzy i podmuchami wiatru. Jednak Ewa wiedziała, 
że to tylko pozory. Pod dłonią, która spoczęła bowiem na jego 
torsie, wyczuwała gwałtowne bicie serca. Nie zastanawiając się 
długo, odsunęła się trochę od niego. 
 

– Nie bądź taki spięty, mój panie. Przecież nikogo tutaj 

nie   ma.   Tylko   my   i   deszcz!   Deszcz!   Burza!   Ulewa!   –   Z 
radosnymi   okrzykami   zaczęła   biec   przed   siebie   po   mokrej 
trawie. 
 

Nick pobiegł za nią, choć nie podzielał jej entuzjazmu. 

Koszula   przylepiła   mu   się   do   pleców,   a   mokre   brwi   nie 
stanowiły żadnej bariery dla wody, która wpadała do oczu. 
 

Ewa biegła w stronę kiosku, koło którego zatrzymali się 

jacyś  przechodnie.   Kiedy  stanęła pod  niewielkim  daszkiem i 
spojrzała   w   jego   stronę,   wybuchnęła   niepohamowanym 
śmiechem.   Dobiegł  wreszcie  do  niej,  ale  w  tej  samej  chwili 
Ewa wymknęła mu się i znowu zaczęła uciekać. 
 

Zrezygnowany przystanął, żeby chwilę odpocząć. Ewa 

również się zatrzymała i z rękoma uniesionymi w górę zaczęła 
kręcić się w kółko. 
 

Wyglądała   teraz,   jak   gdyby   składała   ofiarę   jakimś 

pogańskim bóstwom. Nick z zachwytem patrzył, jak w świetle 
błyskawicy   jej  smukła  sylwetka   odznacza  się  na  tle   ciemnej 
nocy. 
 

– To  pana dziewczyna? – zapytał Nicka  stojący  obok 

mężczyzna. 
 

– Niezupełnie. Jest moim szoferem. 

 

– Aha. To dzisiaj tak się to nazywa? Kiedyś mówiło się 

„moja asystentka”... 
 

Ewa   zatrzymała   się   wreszcie,   zmęczona,   i   zaczęła 

wpatrywać   się   w  Nicka.   Pokręcił   przecząco   głową.   Czy  ona 
naprawdę myśli, że będzie ganiał za nią w taki deszcz? No tak, 
zwariowała zupełnie! Ruchem ręki przywołuje go do siebie! 
 

Zły, że nie potrafi się oprzeć, ruszył w jej kierunku. W 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 121

   

tym momencie znowu się odwróciła i zaczęła uciekać. Zaklął 
pod nosem i rzucił się za nią w pościg, mając nadzieję, że tyra 
razem wreszcie ją złapie. Rzeczywiście, po kilkunastu metrach 
udało   mu   się   chwycić   ją   za   rękę.   Ciężko   oddychając,   Ewa 
odwróciła się do niego. W świetle błyskawicy dojrzał, jak ta 
szalona dziewczyna wtula się w jego ramię. 
 

–   Co   ty,   do   diabła,   wyprawiasz?   –   powiedział, 

przekrzykując grzmot burzy. 
 

– Dobrze się bawię – powiedziała. – Wiesz chyba co to 

zabawa, Nick, prawda? 
 

– Chcesz, żebym ci pokazał, jak ja się bawię? Proszę 

bardzo! – powiedział i przyciągnął ją gwałtownie do siebie, by 
w   następnej   chwili   poczuć   na   wargach   smak   jej   słodkich, 
wilgotnych od deszczu ust. 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 122

   

 

Rozdział czwarty

 

Kiedy Nick dotknął ust Ewy, był zaskoczony, że są tak 

zimne. Już po kilku sekundach jednak zdołał je rozgrzać. Ewa 
przysunęła się bliżej do niego i cicho westchnęła. Jedną rękę 
oparła na jego klatce piersiowej, a drugą trzymała go za ramię. 
Przez ostatni rok Nick nieustannie marzył o tym, żeby poczuć 
koło siebie jej bliskość i to się wreszcie spełniło. 
 

Miała   delikatne   i   miękkie   usta,   którymi   mocno 

przywierała do jego warg. 
 

Jej   pocałunek   pozbawiony   był   pruderii   i   niepewności, 

zupełnie jak gdyby Ewa doskonale wiedziała, czego chce ona i 
jak lubi być całowany on. Kiedy po chwili ich języki zetknęły 
się, ciało Nicka przeszyła fala wzrastającego podniecenia. Oparł 
dłonie na jej pośladkach, przyciągnął ją bliżej siebie i z jeszcze 
większym zapamiętaniem zaczął rozkoszować się jej bliskością. 
Czuł, że gdzieś głęboko w nim zimna powłoka pancerza, który 
przywdział po tym, jak stracił Janet, i którego nie pozbywał się 
dotąd nawet na chwilę, zaczyna gwałtownie się topić. 
 

Ewa   cicho   wzdychała,   kiedy   ręce   Nicka   delikatnie 

gładziły   ją   po   całym   ciele.   Jeszcze   godzinę   temu   była 
przekonana, że tego wieczoru nie zostanie z nim sam na sam. Z 
rezygnacją   obserwowała   przedłużające   się   spotkanie   w 
restauracji i żałowała, że siedzi tak daleko. Tymczasem teraz 
Nick całował ją, pieścił czule, przyprawiał o uczucia, o jakich 
nie   śmiała   wcześniej   nawet   marzyć.   Nie   miała   już   żadnych 
wątpliwości, że nie pomyliła się w jego ocenie. 
 

Za   chłodnym   i   opanowanym   biznesmenem   krył   się 

prawdziwy mężczyzna z krwi i kości. 
 

Dotknął   jej   piersi,   z   błogim   westchnieniem   rozkoszy 

wyczuwając   przez   cienką   bluzkę   ich   jędrną   twardość.   Ewa 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 123

   

jęknęła cicho i odchyliła mu koszulę, by poczuć pod palcami 
wilgotną, gorącą skórę spragnionego jej ciała mężczyzny. 
 

Kiedy niepewnym ruchem zsunęła rękę niżej, stężał cały 

w jednej sekundzie. 
 

–   Poczekaj   –   z   trudnością   wydobył   z   siebie   głos   i 

odsunął   się   nieco   od   niej.   –   Powinniśmy   znaleźć   bardziej 
ustronne miejsce. 
 

– Ciekawa byłam, kiedy to zaproponujesz. 

 

–   A   co   by   się   stało,   gdybym   tego   nie   zrobił?   – 

Uśmiechnął się do niej. 
 

–   Wtedy   zaaresztowano   by   nas   za   nieobyczajność   w 

miejscu publicznym. 
 

Nick   rozejrzał   się   wokół.   Deszcz   coraz   bardziej 

przybierał na sile. 
 

– Cała się trzęsiesz – powiedział, pocierając rękoma o jej 

nagie ramiona. 
 

–   Nie   przypuszczałam,   że   tak   szybko   się   oziębi.   – 

Zaczęła przydeptywać w miejscu, aby choć trochę się rozgrzać. 
– Mógłbyś złapać gdzieś taksówkę? 
 

– Postaram się, choć w taką pogodę wszyscy normalni 

ludzie   chyba   siedzą   w   domu.   –   Przyciągnął   ją   do   siebie   i 
przytulił. – Zaraz wrócę. 
 

Ruszył w stronę najbliższego skrzyżowania. Zupełnie jak 

na zamówienie po drugiej stronie ulicy natychmiast pojawiła się 
taksówka. Nick szybko wbiegł na środek jezdni i zaczął dawać 
znaki taksówkarzowi. Kiedy ten zatrzymał się koło niego, Nick 
odwrócił   się   i   krzyknął   w   stronę   Ewy,   która   natychmiast 
podbiegła i wsiadła do środka. 
 

– Widzę, że lubicie się kąpać – odezwał się taksówkarz, 

kiedy oboje usadowili się z tyłu auta. – Czy jedziemy gdzieś 
popływać? 
 

– Raczej nie – powiedział Nick i podał taksówkarzowi 

nazwę hotelu. – Mógłby pan wyłączyć klimatyzację? Zimno tu. 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 124

   

 

Taksówkarz   chciał   chyba   zaprotestować,   ale   kiedy 

zobaczył trzęsącą się Ewę, od razu zmienił zdanie. 
 

– Załóż to – powiedział tymczasem Nick i okrył Ewę 

swoją koszulą. – Może będzie ci trochę cieplej. 
 

Spojrzała na jego nagą klatkę piersiową. 

 

–   Jak   wytłumaczysz   swój   strój,   kiedy   dojedziemy   do 

hotelu? 
 

– Czy w ogóle muszę coś mówić? Nie dbam o to, co 

myślą o mnie inni. 
 

Najważniejsze,   abyś   wzięła   teraz   gorącą   kąpiel   i   jak 

najszybciej położyła się do łóżka. 
 

Ewa zakasłała. 

 

– Masz rację. Nie mogę pozwolić sobie na przeziębienie. 

Jutro czeka mnie przecież praca. 
 

Nick   uzmysłowił   sobie   naraz,   że   ich   wspólny   czas 

dobiega właśnie końca. 
 

– To był wspaniały wieczór, Ewo – szepnął jej do ucha. 

– Nie martw się, że nie wszystko ułożyło się tak, jak to sobie 
zaplanowaliśmy.  – Poprawił  się  w fotelu,  a  wtedy  w butach 
zachlupotała mu woda. 
 

– Zniszczyłeś buty – zauważyła Ewa. 

 

– Warto było – odpowiedział bez chwili wahania. – Nie 

pamiętam, kiedy ostatnio tak wspaniale się czułem. 
 

– Ja też – wyznała. Wzięła go za rękę i lekko uścisnęła 

jego dłoń. 
 

Nick   przysunął   ją   do   siebie   i   dotknął   policzkiem 

wilgotnych włosów Ewy. 
 

Pomyślał, że to, co wydarzyło się właśnie między nimi – 

to dopiero początek. 
 

Czerwone cyfry budzika wskazywały siedem po trzeciej 

w   nocy.   Ewa   przewróciła   się   na   brzuch   i   nakryła   głowę 
poduszką. Na niewiele się to jednak zdało. Najsłabszy nawet 
dźwięk dochodzący z pokoju lub korytarza od razu ją budził. 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 125

   

Zresztą kiedy było zupełnie cicho, wcale nie czuła się lepiej. 
 

Pełna rezygnacji przekręciła się na plecy. Czuła się tak 

samo pobudzona jak trzy godziny temu, kiedy Nick pożegnał ją 
w holu. Ostatni pocałunek całkowicie ją przekonał, że ma do 
czynienia z mężczyzną, który jeszcze w niejednym ją zadziwi. 
Kiedy Nick spojrzał na nią, w jego ciemnych oczach wyczytała, 
że pragnie,   aby  wpuściła go  do swego pokoju.  Wystarczyło, 
żeby choć trochę go zachęciła i byliby teraz razem. Zamiast 
przewracać się niespokojnie z boku na bok, czułaby na sobie 
jego gorące usta, spragnione dotyku dłonie... 
 

Ewa   wyciągnęła   rękę   i   zapaliła   stojącą   przy   łóżku 

lampkę.   Może   zimny   prysznic   ostudzi   trochę   jej   rozpaloną 
wyobraźnię? Nie, to i tak nic nie pomoże. 
 

Nie mogła sobie darować, że wycofała się w ostatnim 

momencie. 
 

Dlaczego to zrobiła? Dlaczego zabrakło jej odwagi? 

 

Usiadła na łóżku, splotła ręce wokół nóg i oparła głowę 

na kolanach. 
 

Przypomniała sobie, jak Nick zapowiedział, że pokaże 

jej, jak się bawi. Było to tuż przed pierwszym pocałunkiem, a 
zabrzmiało jak wyznanie przygodnego kochanka. Czy jednak 
rzeczywiście   mogła   się   po   nim   spodziewać   tylko   tyle   – 
przelotnej przygody bez dalszego ciągu? 
 

Wyobraziła sobie Nicka, który po całym dniu ciężkiej 

pracy razem z nią odpoczywa w domowym zaciszu. Oczyma 
imaginacji zobaczyła ich wspólne dziecko. Nick uczyłby się, 
jak   zmieniać   pieluchy,   jak   trzymać   na   ręku   kruchą   istotę, 
będącą   owocem   ich   miłości.   Widziała   również   jego 
rozpromienioną szczęściem twarz... 
 

Nie   potrafiła   natomiast   wyobrazić   go   sobie   w   roli 

przygodnego kochanka. 
 

Ani   tego,   że   zakochałaby   się   w   nim,   a   później   o 

wszystkim zapomniała. I to właśnie tłumaczyło jej zachowanie. 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 126

   

Nie zaprosiła go do pokoju, ponieważ nie chciała sama siebie 
oszukiwać, ani się ranić. Mogła mieć tylko wszystko, albo nic. 
 

Westchnęła,   zagłębiając   się   jeszcze   głębiej   w   swoje 

rozmyślania. 
 

Spojrzała na zegarek. Była trzecia trzynaście w nocy. 

 

Nick zmienił program w telewizji. Obok niego na stoliku 

stały dwie malutkie, puste buteleczki po whisky oraz w połowie 
opróżniona puszka orzeszków. Po porcji lodów, które wmusiła 
w niego Ewa, nie miał wprawdzie ochoty na dodatkowe kalorie, 
ale nie chciał pić alkoholu na pusty żołądek. 
 

Spojrzał na zegarek. Była trzecia trzynaście w nocy. Nie 

mógł   spać,   czytać   ani   pracować.   Nie   mógł   nawet 
skoncentrować się na oglądaniu telewizji. 
 

Wreszcie   podniósł   się   z   fotela   i   zaczął   chodzić   po 

pokoju.   Brał   już   gorący,   a   później   zimny   prysznic,   zrobił 
imponującą ilość przysiadów, próbował również rozwiązywać 
krzyżówkę.  W  pewnej  chwili  zaczął się  nawet  ubierać,  żeby 
pójść do kina na jakiś film. Próbował wszystkiego, byle tylko 
zapomnieć o Ewie James. 
 

To idiotyczne, myślał. Jej pocałunki wprawiły go w stan, 

z którym zupełnie nie potrafił sobie poradzić. Zawsze mu się 
wydawało, że potrafi lepiej przewidzieć swoje reakcje. 
 

Spojrzał na drzwi swojego pokoju. Ewa znajdowała się 

po drugiej stronie korytarza. Wyobraził sobie, jak wpół naga 
leży na łóżku. W głowie dźwięczały mu jej słowa.  
 

Po co ty właściwie żyjesz? 

 

To było ważne pytanie. Dlaczego żył? Nie zastanawiał 

się nad tym do tej pory. Chciał żyć, ponieważ tak jak każdy 
człowiek posiadał instynkt życia. 
 

Czasami   jednak   to   życie   kazało   płacić   sobie   wysoką 

cenę.   Pierwszy   rok   po   śmierci   żony   i   syna   przetrwał   tylko 
dzięki całkowitemu stłumieniu w sobie wszelkich uczuć. Były 
takie chwile, kiedy czuł, jak jego dusza zamienia się w wielki 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 127

   

sopel lodu. 
 

Dlaczego nigdy nie powiedział o tym Ewie? I dlaczego 

nie powiedział jej, że odczuwa strach przed zmianą tego stanu 
rzeczy? 
 

Ponieważ wtedy musiałby się przyznać, co naprawdę do 

niej czuje. Przez sześć długich i samotnych lat nie odważył się 
na trwały związek. Dopiero z chwilą pojawienia się Ewy zaczął 
poważnie   o   tym   myśleć.   Była   dla   niego   uosobieniem   tych 
wszystkich cech, które kojarzyły mu się z kobiecością. 
 

A jednak ona również się wycofała. Nie pozwoliła na 

więcej niż, wprawdzie szalone, ale jednak tylko – pocałunki. 
Czyżby powstrzymywało ją coś, o czym nie wiedział? 
 

Trzema dużymi krokami przemierzył odległość dzielącą 

go od drzwi. 
 

Zdjął   łańcuch  i  otworzył  zasuwkę.   Korytarz  był  słabo 

oświetlony   i   pod   drzwiami   Ewy   dawało   się   zauważyć   małą 
smugę światła. Na twarzy Nicka pojawił się uśmiech. A więc 
ona również nie może zasnąć. 
 

Wyszedł na korytarz, ale po chwili przypomniał sobie, 

że ma na sobie tylko piżamę. Pospiesznie wrócił do pokoju i 
założył szlafrok. Zaczął się zastanawiać, czy powinien zapukać 
do drzwi Ewy, jednak wreszcie chwycił za słuchawkę telefonu i 
szybko wykręcił numer jej pokoju. 
 

– Halo? – Odebrała już po pierwszym sygnale. 

 

– Ewa? 

 

– Tak. To ty, Nick? – zapytała zdziwiona. 

 

–   Zauważyłem   światło   pod   drzwiami   twojego   pokoju. 

Pomyślałem, że może źle się czujesz. 
 

–   Nie,   nic   mi   nie   jest.   Nie   mogę   tylko   zasnąć.   Nick 

uśmiechnął się do siebie. 
 

– Ja też nie. Ciekawe dlaczego? 

 

– Może to przez lody czekoladowe. Podobno zawierają 

trochę kofeiny. 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 128

   

 

– Może. Posłuchaj, Ewo. Zapytałaś mnie wczoraj, po co 

właściwie żyję. 
 

To bardzo trudne pytanie. 

 

– Wiem – odpowiedziała lekko rozbawiona. – To pytanie 

filozoficzne. 
 

–   No   właśnie.   Zacząłem   się   zastanawiać,   dlaczego 

właściwie interesuje cię odpowiedź na nie. 
 

– Bądź co bądź, jesteśmy przyjaciółmi. 

 

– No dobrze, ale to jeszcze nie jest powód. Mam wielu 

przyjaciół,   ale   nigdy   mi   nawet   do   głowy   nie   przyszło,   żeby 
pytać ich o takie rzeczy.  
 

–   Może   dlatego   cię   o   to   zapytałam,   bo   uważam,   że 

właśnie ty powinieneś się nad tym zastanowić. 
 

– Dlaczego? 

 

–   Jesteś   zupełnie   sam.   Gdybyś   był   zadowolony   z   tej 

samotności, pewnie nigdy nie zadałabym ci tego pytania. 
 

– Uważasz zatem, że jestem nieszczęśliwy. 

 

– A nie jest tak? 

 

Nick nie odpowiedział. 

 

– Dlaczego jednak w ogóle się nad tym zastanawiasz? 

Czy moja osoba jest tak ciekawa? – zapytał w końcu. 
 

– Masz rację. Może to rzeczywiście nie moja sprawa. 

 

– Ależ nie o to mi chodziło. – Nick zawiesił na chwilę 

głos. – Widzisz, między nami coś jest, nie od dzisiaj... Oboje o 
tym   wiemy.   Dochodzi   wpół   do   czwartej   rano,   a   my 
rozmawiamy   przez   telefon.   Wystarczyłoby   tylko   przejść   na 
drugą stronę korytarza i żadne z nas nie czułoby się samotne. 
 

– Naprawdę tak myślisz? A może chodzi tylko o to, że 

obecność w moim łóżku pozwoliłaby ci zapomnieć o nudzie. 
 

– Nie mam teraz serca do filozoficznych dyskusji, Ewo. 

Może najlepiej będzie, jeśli sami się o tym przekonamy. 
 

– To brzmi zachęcająco, Nick, ale... 

 

–   Boisz   się,   że   rano   nie   będziesz   wiedziała,   jak   się 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 129

   

wobec mnie zachować? 
 

–   Och,   jakoś   bym   sobie   poradziła   –   odparła   pewnym 

siebie   głosem.   –   Boję   się   tylko,   że   po   czymś   takim   nie 
potrafiłabym cierpliwie czekać na następną okazję. A przecież 
ty nie wierzysz w trwały związek. 
 

Ewa   wstrzymała   oddech,   czekając   na   reakcję   Nicka. 

Jednak   cisza   po   drugiej   stronie   słuchawki   zaczynała   się 
niebezpiecznie przedłużać.  Czyżbym  powiedziała za  dużo? – 
pomyślała. 
 

–   Przepraszam,   jeśli   cię   uraziłam   –   odezwała   się 

pojednawczym tonem. – Myślałam jednak, że to ma być szczera 
rozmowa. Boże, już prawie czwarta. 
 

Wracam do łóżka. Do zobaczenia rano, Nick. 

 

Już   miała   odłożyć   słuchawkę,   kiedy   usłyszała   w   niej 

swoje imię, wypowiedziane dramatycznym głosem. 
 

– Ewo, nie zostawiaj mnie. Być może nie jestem tego 

wart, ale nie zostawiaj mnie. Rozumiesz? 
 

– Rozumiem. 

 

– Bardzo mi na tobie zależy. Przepraszam, jeśli działam 

trochę za szybko i jestem zbyt natrętny. 
 

– Nic się nie stało, naprawdę. Zresztą, jak widzisz, ja też 

mam kłopoty ze snem. 
 

– Gdybyś choć mogła wyobrazić sobie, co czuję, kiedy 

jesteś blisko mnie.  
 

–   Wierzę,   że   coś   wspaniałego   –   powiedziała   lekkim 

tonem. – Ale ja naprawdę muszę już spać. Nie chcesz chyba, 
żebym zasnęła za kierownicą. 
 

– W twoich rękach zawsze czuję się bezpiecznie. 

 

– Dobranoc, Nick. 

 

Odłożyła   słuchawkę   z   uśmiechem   triumfu   na   ustach. 

Poczuła się nagle bardzo senna. Za kilka godzin będzie poranek 
i znowu spotka się z Nickiem. 
 

Trzecia filiżanka kawy była równie mocna i gorzka co 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 130

   

pierwsza.   Ewa   dodała   trochę   mleczka   i   w   tym   momencie 
zobaczyła Nicka, który wychodził właśnie z windy. Ubrany w 
lniane spodnie i jasną koszulę, w ciemnych okularach na nosie, 
mógłby być uosobieniem wypoczętego turysty. Ewa jednak od 
razu   zauważyła,   że   Nick   nie   zmrużył   oka   przez   całą   noc. 
Ilekroć był zmęczony, powłóczył nieco lewą nogą. 
 

Kocham go, pomyślała nagle. Teraz wydawało jej się to 

zupełnie oczywiste. 
 

Zeszłej   nocy   zdołała   zajrzeć   w   głąb   jego   duszy   i 

dostrzegła tam wrażliwego i szczerego człowieka. Na jej twarzy 
pojawił   się   uśmiech.   Jeden   pocałunek   Nicka   miał   w   sobie 
więcej namiętności niż wszystkie pocałunki mężczyzn, których 
do tej pory znała. Nie to było wszakże najważniejsze. Nie tylko 
namiętność przecież mogła ich połączyć, teraz Ewa była już o 
tym święcie przekonana. 
 

Podniosła do ust filiżankę. Nick rozglądał się wokół, nie 

mogąc   jej   dostrzec.   Zazwyczaj   zostawiała   mu   w   recepcji 
informację,   gdzie   może   ją   znaleźć,   tym   razem   jednak   nie 
zrobiła tego. 
 

Zauważyła, że Nick rozmawia z portierem. Mężczyzna 

wskazał ręką na hotelową kawiarnię, a kiedy Nick spojrzał w 
tamtym kierunku i zobaczył Ewę, jego twarz rozpromieniła się 
radosnym uśmiechem. 
 

Podszedł do niej bliżej ale, widząc, że Ewa ma na sobie 

uniform szofera, powoli przestawał się śmiać. 
 

– Co to jest, Ewo? 

 

Uśmiechnęła   się   lekko,   ale   zamiast   odpowiedzieć   na 

jego pytanie, powiedziała:
 

–   Może   kawy,   panie   Bauer?   Nick   pokręcił   przecząco 

głową. 
 

– Dziękuję, piłem już w pokoju. Dzwoniłem do ciebie o 

wpół do siódmej. 
 

Miałem nadzieję, że razem zjemy śniadanie. – Popatrzył 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 131

   

na nią uważnie. – Nie podniosłaś słuchawki. 
 

– O tej porze biegałam wzdłuż rzeki. Chciałam się jakoś 

rozbudzić. No a potem musiałam zająć się samochodem. 
 

– Mogłaś mi przynajmniej zostawić jakąś wiadomość – 

odezwał się z dezaprobatą. – Obsługa hotelu szukała cię ponad 
godzinę. 
 

– Przepraszam – powiedziała Ewa, spuszczając wzrok.  

 

Nie spodziewała się tak oficjalnego tonu. Myślała, że po 

wczorajszym  wieczorze  Nick   będzie  traktował  ją  inaczej   niż 
poprzednio. Złożyła znajdujące się na stole papiery i wręczyła 
je mu. 
 

–   Odebrałam   pańskie   faksy.   Pani   Roberts   pisze,   że 

ostateczną   ocenę   projektu   Jansena   otrzyma   pan   przed 
południem. 
 

– Dziękuję – odparł krótko Nick. 

 

–   Płaci   mi   pan   przecież   za   to   –   odezwała   się   lekko 

ironicznym głosem. 
 

–   Tak,   w   istocie   –   powiedział   nieco   poirytowany.   – 

Dobrze spałaś? 
 

– Znośnie. Ale dziękuję, że pan pyta. 

 

Nick był wyraźnie rozdrażniony jej oficjalnym tonem. 

 

– Ja w ogóle nie spałem, Ewo. 

 

Ewa zapragnęła nagle wziąć go za rękę i czym prędzej 

ruszyć   z   nim   do   pokoju.   Nie   miała   wątpliwości,   że   Nick 
chciałby   się   teraz   z   nią   kochać.   Jednak   zdrowy   rozsądek 
ostrzegał ją przed takim krokiem. Miała większe ambicje niż 
tylko znaleźć się w jego łóżku. Chciała stać się częścią jego 
życia. Na zawsze. 
 

Nick ujął jej dłoń. 

 

– Jeśli chodzi o dzisiejszą noc... 

 

– Nie tutaj, Nick. – Powoli uwolniła rękę. 

 

– Jak sobie życzysz – odparł chłodno i nasunął okulary 

na nos. 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 132

   

 

Kilka   minut   później   oboje   mrużyli   oczy   w   świetle 

wschodzącego nad Potomakiem słońca. Zapowiadał się kolejny 
upalny dzień. 
 

– Boże, co za pogoda! – stęknął Nick. 

 

–   To   typowe   dla   Wschodniego   Wybrzeża.   Wczoraj 

ulewa, a dziś tropikalny skwar. 
 

Ewa otworzyła tylne drzwi limuzyny, ale Nick skierował 

się w drugą stronę. 
 

– Dziś usiądę z przodu. 

 

– Przecież to wbrew ustalonym w firmie zwyczajom. 

 

– Ja ustalałem te zwyczaje, więc i ja mogę je zmieniać. 

 

Ewa zasalutowała mu jak żołnierz. 

 

– Tak jest, panie Bauer. 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 133

   

 

Rozdział piąty

 

–   Nie  mogłem  ich  uratować.   –   Nick   wypowiedział   te 

słowa   z   ogromnym   wysiłkiem.   –   Nic   nie   mogłem   dla   nich 
zrobić. – Wziął głęboki oddech. – Mężczyzna powinien chronić 
swoją żonę i dziecko. Zapewnić bezpieczeństwo. 
 

Ja ich zawiodłem. 

 

Ewa patrzyła nieruchomo na autostradę. Nie spodziewała 

się   takich   zwierzeń   ze   strony   Nicka.   Najpierw   wspomniał   o 
koniach,   które   były   pasją  jego   żony,   potem   zaczął   mówić   o 
swoim   małżeństwie,   a   w   końcu   zdobył   się   na   najbardziej 
bolesne zwierzenia. Nigdy wcześniej nie wspominał o wypadku 
swojej żony. Ewa od razu domyśliła się, że tamta tragedia tkwi 
w nim do dzisiaj jak zadra. Czuła, że powinna powiedzieć coś 
pocieszającego. 
 

Spojrzała   na   Nicka.   Siedział   sztywno,   wpatrując   się 

uważnie   przed   siebie,   zupełnie   jakby   to   on   prowadził 
samochód. Miał nienaturalnie ostry profil, każdy mięsień jego 
twarzy był napięty. Tak właśnie wyglądała owa maska, którą od 
lat szczelnie odgradzał się od świata. Ewa nie zdawała sobie 
wcześniej sprawy, że w Nicku tkwi aż tak głębokie poczucie 
winy. 
 

–   Mówisz,   że   ich   zawiodłeś.   Ale   czy   to   przez   ciebie 

doszło do katastrofy? 
 

Przecież   to  nie   ty   sprawiłeś,   że  do  silników   samolotu 

dostały się przelatujące ptaki. 
 

Nick spojrzał na nią zdziwiony. 

 

– Skąd wiesz? 

 

–   Interesowałam   się   tym   wypadkiem.   Spędziłam   w 

bibliotece wiele czasu i przeczytałam chyba wszystkie dostępne 
na   ten   temat   artykuły.   Wytłumacz   mi   więc,   gdzie   w   tym 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 134

   

wszystkim   twoja   wina?   Czy   to   przez   ciebie   doszło   do 
katastrofy? Czy to ty zdecydowałeś, kto ma żyć, a kto umrzeć? 
Czy zabrakło ci odwagi? Nie rozumiem, skąd to poczucie winy. 
 

– To wszystko nie jest takie proste – powiedział Nick 

ponuro. 
 

–   Czytałam   przecież   –   mówiła   dalej   Ewa   –   że   mimo 

zranionej   nogi   uratowałeś   troje   innych   pasażerów.   Byłeś 
dzielny,   przypłaciłeś   to   własnym   zdrowiem.   Pani   Roberts 
zdradziła, że przez pierwsze trzy dni pobytu w szpitalu w ogóle 
nie wiedziałeś, gdzie jesteś. 
 

– Bo nie chciałem wiedzieć – powiedział Nick niskim, 

zachrypniętym głosem i odwrócił twarz do okna. 
 

Ewa   westchnęła.   Choć   bardzo   współczuła   Nickowi, 

wiedziała, że nie powinna tego okazywać. 
 

–   Nie   uda   ci   się   wszystkiego   racjonalnie   uzasadnić   i 

zrozumieć, Nick. To, co się stało, nie było ani logiczne, ani 
słuszne. Był to po prostu jeden z potwornych wypadków, do 
których co jakiś czas dochodzi na całym świecie. 
 

Wiem, że kochałeś swoją rodzinę i że cierpiałeś, kiedy 

odeszli od ciebie, ale, Nick... – Zaczekała, aż mężczyzna zwróci 
głowę w jej kierunku. – Ich już nie ma, a ty ciągle jesteś wśród 
żywych.   Czy   gdyby   twoja   żona   przeżyła   ten   wypadek, 
chciałbyś, żeby przez sześć lat żyła tak jak ty – nie kochana 
przez nikogo i odmawiająca sobie wszelkich uczuć? 
 

–   Oczywiście,   że  nie.   Janet   kochała   życie.   Na   pewno 

chciałaby, żebym był szczęśliwy, choćby i bez niej. 
 

–   W   takim   razie   nie   odwracaj   się   od   świata   – 

powiedziała Ewa łagodnym tonem. 
 

Na twarzy Nicka pojawił się nieśmiały uśmiech. 

 

– Nie wiem, Ewo, czemu zawdzięczam, że pojawiłaś się 

w moim życiu. 
 

–   Z   tego,   co   pamiętam,   nie   byłeś   zachwycony,   kiedy 

ubiegałam się o posadę u ciebie. Musiałam mocno się postarać, 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 135

   

żebyś w ogóle zechciał zamienić ze mną parę słów. 
 

–   Ale   w   końcu   ci   się   udało.   –   Dotknął   dłonią   jej 

policzka. – Potrzebuję cię, Ewo. 
 

– Zastanów się dobrze, co mówisz. Mogę to poważnie 

potraktować. 
 

– Właśnie o to mi chodzi. 

 

Oparł wygodniej głowę o siedzenie i zamknął oczy. 

 

– Naprawdę nie żartuję – dodał jeszcze raz. 

 

Po kilku minutach zasnął. Ewa czuła, że wydarzyło się 

między nimi coś niezwykle ważnego. Coś, co mogło zaważyć 
na dalszym życiu każdego z nich. 
 

– On nigdy tak naprawdę mnie nie kochał. Byłam tylko 

częścią   jego   planu.   Zresztą,   najbardziej   kosztowną,   jak   się 
później okazało. 
 

– Niczego wcześniej nie zauważyłaś? 

 

Nick   patrzył,   jak   Ewa   połyka   kolejny   kęs   sałatki. 

Znajdowali   się   w   centrum   handlowym   niedaleko   rezerwatu 
Cherokee w Północnej Karolinie. 
 

Niewielka   kawiarenka   miała   indiański   wystrój,   a   w 

sklepach można było kupić regionalne pamiątki. Zatrzymali się 
tutaj, ponieważ Ewa była już zmęczona całodzienną podróżą i 
głodna. 
 

–   Miałam   wtedy   dwadzieścia   lat.   Wychowałam   się   w 

niewielkim   miasteczku   w   dość   skromnej   rodzinie.   Bill 
Rawlston   natomiast   był   chyba   marzeniem   każdej   młodej 
dziewczyny. Przystojny, inteligentny, ze znakomitą posadą w 
firmie elektronicznej w Harford. Spotkaliśmy się na przyjęciu 
zorganizowanym   przez   wspólnych   znajomych.   Był   kilka   lat 
starszy ode mnie, a ja zbyt młoda, żeby dostrzec jego wady. 
Wydawał   mi   się   uosobieniem   męskiej   dojrzałości.   Zawsze 
uważnie mnie słuchał i sprawiał wrażenie, że mnie doskonale 
rozumie. No i zakochałam się w nim. Na moje nieszczęście. 
 

Nick spojrzał jej głęboko w oczy. 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 136

   

 

– Opowiedz mi o tym. 

 

Ewa   odwzajemniła   spojrzenie,   wytrzymała   uważny 

wzrok Nicka. Nagle uzmysłowiła sobie, że obaj, Bill i jej były 
szef,   są   do   siebie   nieco   podobni   –   przystojni,   inteligentni   i 
bogaci. To jednak, co ich różniło, dotyczyło sfery uczuć. Bill 
nigdy ich nie okazywał, nie zastanawiał się nad nimi i nie był 
chyba   zdolny   do   współczucia.   Tymczasem   Nick,   który   też 
przecież  potrafił być twardy, stanowczy i zdecydowany, gdy 
zachodziła   potrzeba,   miał   oczy,   w   których   Ewa   widziała 
smutek, delikatność, wrażliwość i czułość. 
 

Nawet teraz wpatrywał się w nią z takim przejęciem, jak 

gdyby   chodziło   o   podpisanie   ważnej   transakcji,   a   nie 
wysłuchanie opowieści o nieudanym małżeństwie. 
 

Sięgnęła pamięcią wstecz do czasów, kiedy była młodą, 

nieszczęśliwą   żoną.   Teraz,   po   latach,   wydawało   się   to   tak 
odległe i nierzeczywiste. 
 

–   Poprosił   mnie   o   rękę   już   po   dwóch   miesiącach 

znajomości – zaczęła opowiadać. – Czułam się jak księżniczka 
z   bajki,   która   spotkała   wreszcie   swojego   księcia.   Nie 
zastanawiając się długo, rzuciłam college i wyszłam za Billa. 
Po ślubie dość szybko zorientowałam się, że dla mojego męża 
słowo   „partnerstwo”   jest   tylko   pustym,   nic   nie   znaczącym 
terminem. Zależało mu tylko na jednym – uległej, posłusznej i 
pracowitej żonie. 
 

– Jakoś nie bardzo mogę sobie wyobrazić ciebie w tej 

roli – wtrącił Nick, lekko się uśmiechając. 
 

– Bill był egoistą i to pod każdym względem, również 

jeśli chodzi o seks. 
 

Ponieważ   byłam   zupełnie   niedoświadczona,   myślałam, 

że to moja wina, ale miałam też nadzieję, że z czasem wszystko 
się   jakoś   ułoży.   Jednak   pół   roku   po   naszym   ślubie   Bill 
zakomunikował   mi,   iż   podjęłam   chyba   niewłaściwą   decyzję, 
wychodząc za niego za mąż. Powiedział, że gdybym kierowała 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 137

   

się uczuciami, zrozumiałabym, że nie kocham go tak, jak on na 
to zasługuje. 
 

– Co za drań! – mruknął Nick. Ewa kiwnęła tylko głową. 

 

– Tydzień później dowiedziałam się, że odnowił romans 

z kobietą, którą porzucił krótko przed naszym ślubem. Była od 
niego osiem lat starsza i zajmowała znaczącą pozycję w firmie, 
a to mogło ułatwić mu awans. Wtedy postanowiłam odejść. – 
Przerwała   na   chwilę   swą   opowieść.   Po   chwili,   dłubiąc 
widelcem   resztki   sałatki,   dokończyła:   –   Na   szczęście   Bill 
przyjął tę decyzję ze zrozumieniem i bardzo szybko udało mi 
się uzyskać rozwód. 
 

– Nie wystąpiłaś o odszkodowanie? 

 

– Nie, choć prawnik zapewniał mnie, że miałam na nie 

duże  szanse.   Bill   jednak  przynajmniej   w   jednym   miał  rację: 
popełniłam błąd i pieniądze niczego by już nie zmieniły. 
 

– Mężczyzna z klasą inaczej rozstaje się z żoną. Ewa 

popatrzyła mu prosto w oczy. Rozczulało ją, że Nick z takim 
przejęciem komentuje fakty z jej życia. 
 

– Może. Pomyśl jednak, ile bym straciła, gdybym nie 

musiała iść do pracy. Teraz przynajmniej znam swoją wartość i 
nie pozwolę nikomu decydować o moim losie.  
 

– Rzeczywiście, sprawiasz wrażenie kobiety niezależnej. 

Czy to dlatego w twoim życiu nie pojawił się później żaden 
mężczyzna? 
 

– Może. 

 

Nick spodziewał się takiej odpowiedzi. 

 

– A teraz? 

 

Nie odpowiedziała na to pytanie. Uśmiechnęła się tylko 

tajemniczo. 
 

Za   oknem   panował   nieznośny   upał.   Jakieś   dzieciaki 

otoczyły   limuzynę   i   próbowały   zaglądać   do   środka.   Ewa 
zazwyczaj   odganiała   je  od   auta,   lecz   teraz   nie   miała   ochoty 
wychodzić na zewnątrz. 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 138

   

 

–   Miałam   nadzieję,   że   bliżej   gór   będzie   chłodniej   – 

odezwała się do kelnerki, która pojawiła się przy ich stoliku. 
 

–   Niestety,   jest   ponad   trzydzieści   stopni   w   cieniu   – 

odparła młoda kobieta. 
 

– W taką pogodę najlepiej cały dzień siedzieć w wodzie. 

 

– Macie tu gdzieś w pobliżu basen? 

 

–   Nie,   ale   niedaleko   stąd   jest   przełęcz   z   naturalnymi 

źródłami. Wszyscy miejscowi tam jeżdżą. 
 

– Jak tam dojechać? 

 

–   Jakieś   pięć   mil   dość   wąską   i   krętą   drogą.   Taką 

limuzyną nie będzie łatwo. 
 

–   Radziłam   już   sobie   w   gorszych   warunkach   – 

powiedziała optymistycznie Ewa. 
 

– W takim razie narysuję pani drogę. 

 

Kelnerka   wyjęła   długopis   i   naszkicowała   plan   na 

serwetce. 
 

– Dziękuję – powiedziała Ewa. 

 

–   Miejscowi   często   tam   chodzą,   choć   to   zabronione. 

Jednak tutejszy szeryf przymyka na to oko. – Wzięła ze stołu 
rachunek z pieniędzmi. 
 

– Proszę zatrzymać resztę – odezwał się Nick. 

 

–   Dziękuję   –   powiedziała   zachwycona   kobieta.   – 

Będziecie   tu   zawsze   mile   widziani.   W  radiu   zapowiadali   na 
dzisiaj   deszcz.   Bądźcie   ostrożni   w   górach.   Burze   są   tam 
niebezpieczne. 
 

–   Zdaje   się,   że   ona   uważa   nas   za   jakichś   szaleńców, 

skoro pchamy się takim samochodem w góry – zauważył Nick, 
gdy kelnerka odeszła. 
 

Ewa wstała z krzesła i sięgnęła po kurtkę. 

 

– Może ma rację – powiedziała. 

 

–   Naprawdę   chcesz   tam   jechać?   Nie   wziąłem 

kąpielówek. 
 

–   Nie   przejmuj   się.   Ja   również   nie   mam   kostiumu 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 139

   

kąpielowego – powiedziała, uśmiechając się znacząco. 
 

Gdy zjechali z  głównej  szosy na drogę  tak  wąską,  że 

mieścił   się   na   niej   tylko   jeden   samochód,   krajobraz   wokół 
zmienił   się   nie   do   poznania.   Powietrze   było   tu   znacznie 
chłodniejsze,   zieleń   głębsza   i   bardziej   soczysta,   wszędzie 
panowała absolutna cisza. 
 

Ewa i Nick prawie jednocześnie opuścili szyby. Uderzył 

ich zapach dzikiej, nieskażonej cywilizacją przyrody. Po jakimś 
czasie  droga  stała  się  bardziej   kręta,   prawie   zygzakowata.   Z 
jednej strony znajdowała się olbrzymia ściana góry, po drugiej 
stroma   przepaść.   Tylko   kilka   minut   zabrało   im   wjechanie 
powyżej poziomu drzew. Powietrze w dolinie stało się mgliste, 
choć tu w górze niebo było błękitne i czyste. 
 

Kiedy wreszcie dotarli na szczyt, Ewa odwróciła się do 

Nicka z triumfalnym uśmiechem. 
 

– Mówiłam, że sobie poradzę. 

 

– Nie mów hop. – Spojrzał na nią sceptycznie. – Musimy 

stąd jeszcze zjechać, a to może okazać się trudniejsze. 
 

Ewa   obrzuciła   go   pewnym   siebie   spojrzeniem.   Głowa 

Nicka   wydawała   się   jaśniejsza   niż   zwykle.   To   zapewne   za 
sprawą przyprószonych siwizną włosów, które odbijały światło 
z jakąś niezwykłą siłą. 
 

–   Podobno   w   tych   górach   jeszcze   do   niedawna 

nielegalnie   pędzono   bimber.   Jednak   kilka   lat   temu   został 
wyparty przez marihuanę. 
 

– Skąd wiesz?  –  zapytał Nick,  choć  odpowiedź  na  to 

pytanie   wcale   go   nie   interesowała.   Zauważył,   że   Ewa   jest 
zdenerwowana i kurczowo zaciska dłonie na kierownicy. 
 

– Gdzieś o tym czytałam. 

 

Wziął w palce jej włosy i zaczął się nimi bawić. Policzki 

Ewy oblały się rumieńcem. 
 

– Co jeszcze wiesz na temat tej okolicy? – zapytał, chcąc 

rozładować nieco atmosferę. 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 140

   

 

– Wiem, że tutejszy Park Narodowy jest największym 

publicznym   parkiem   na   wschód   od   Mississipi.   Rocznie 
odwiedza go ponad trzysta tysięcy turystów. Latem można tu 
łowić   okonie,   a   zimą   jeździć   na   nartach.   Starsi   ludzie 
zamieszkujący te okolice mówią dialektem, który wywodzi się 
od   języka   angielskiego   używanego   w   czasach   królowej 
Elżbiety. 
 

– Niebywałe. Jestem pod wrażeniem twojej erudycji – 

skomentował Nick. 
 

–   Zawsze   mam   czas,   żeby   dowiedzieć   się   czegoś 

nowego. 
 

–   Zauważyłem   –   odparł   Nick,   obserwując,   jak   Ewa 

ostrożnie zjeżdża po opadającej stromo w dół drodze. 
 

Przypomniał sobie, że często zbierała informacje o jego 

klientach – różnych firmach i przedsiębiorstwach.  Nie robiła 
tego z czystej ciekawości, ale z potrzeby uczenia się. Chciała 
wiedzieć więcej o rzeczach, które dotyczą Nicka. 
 

Stała się przez to częścią jego życia. Tak, to był fakt. Nie 

może pozwolić sobie na to, żeby ją teraz stracić. 
 

Wsunął rękę pod jej włosy i zaczął gładzić ją po karku. 

 

– Ewo, dlaczego jesteś taka spięta? Zmęczenie? A może 

to przeze mnie?  
 

Spojrzała w jego ciemne oczy. 

 

– Wiesz przecież, że nigdy bym cię nie okłamała. 

 

–   To   twoja   typowa   odpowiedź   –   wymijająca   i 

tajemnicza. Nadal nie wiem, co mam o tym myśleć. 
 

W chwilę później minęli zakręt i wjechali na słoneczną 

polanę. Znajdował 
 

się tam jeszcze jeden samochód – półciężarówka pełna 

nastolatków.   Kiedy   Ewa   zatrzymała   się   koło   nich,   młodzi 
ludzie zaczęli gwizdać i machać w jej kierunku. 
 

– Co to za gwiazda? – zapytał Nicka któryś z nich. 

 

– Nikt z branży muzycznej – odpowiedziała za niego– 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 141

   

Co was tu sprowadza? – zainteresował się drugi z nastolatków. 
 

– Szukamy świeżego powietrza. 

 

– Dobrze trafiliście. Tylko nie zostańcie tu zbyt długo. 

Pogoda zaraz się zmieni. 
 

Ewa   spojrzała   w   górę,   na   niebie   nie   było   jednak   ani 

jednej chmurki. 
 

Kiedy w chwilę później samochód z rozkrzyczaną grupą 

ruszył w drogę powrotną, usłyszała daleki pomruk grzmotu. Nie 
wiedziała   jednak,   czy   to   odgłos   burzy,   czy   też   dźwięk 
wydobywający się z tłumika półciężarówki. 
 

– Co ty na to? – zapytał Nick, lekko zaniepokojony. 

 

– Myślę, że czas się wykąpać. 

 

Ewa   zdjęła   kurtkę,   wrzuciła   ją   do   samochodu   i 

skierowała się w stronę rozlewiska. Było to naturalne jeziorko 
utworzone   z   wody   wpadającego   z   góry   strumienia.   Brzeg 
porośnięty był paprociami, a ziemię wokół pokrywał mech. 
 

– Wspaniale – powiedziała Ewa, dochodząc do brzegu. – 

Czujesz? Od razu zrobiło się chłodniej. 
 

– No właśnie – powiedział Nick,  podążając za nią. Z 

podziwem   przyglądał   się   jej   ciału.   –   Może   po   prostu 
usiądziemy sobie na brzegu i będziemy podziwiać krajobraz? 
Po co się od razu kąpać? 
 

Ewa odwróciła się do niego. 

 

– Bo to będzie jeszcze przyjemniejsze. 

 

Kiedy   ich   spojrzenia   zetknęły   się,   Nick   przypomniał 

sobie wydarzenia ostatniej nocy. Czuł, jak jego mięśnie stają się 
coraz bardziej naprężone. 
 

Zapragnął   znowu   ją   pocałować,   poczuć   smak   jej   ust, 

dotknąć języka. 
 

– Nie wiem, czy możemy sobie na to pozwolić, Ewo. 

Mamy mało czasu. 
 

–   Jest   dopiero   czwarta,   a   konferencja   zaczyna   się   o 

szóstej. 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 142

   

 

–   A   jeśli   ktoś   nas   zobaczy?   Spojrzała   na   niego 

zdziwiona. 
 

– Od kiedy to przejmujesz się tym, co pomyślą o tobie 

inni? 
 

Nick bał się raczej o to, co pomyślą o Ewie. 

 

– A co będzie, jeśli przyjedzie szeryf? 

 

– Użyjesz swego wrodzonego wdzięku i wyjaśnisz mu, 

że   nie   wiedziałeś,   iż   kąpiel   w   tym   miejscu   jest   zabroniona. 
Jesteśmy przecież z innego stanu, nie musimy znać lokalnych 
przepisów.   Zresztą,   kto   może   ucierpieć   na   tym,   że   raz   się 
wykąpiemy w niedozwolonym miejscu? – zapytała, rozpinając 
pierwszy  guzik swojej  koszuli.  Wcześniej  zdjęła  buty  i  stała 
teraz boso na zielonym mchu. 
 

–   Kto?   Moja   reputacja   –   odpowiedział,   spuszczając 

nieco   wzrok.   –   Pomyśl,   co   by   się   stało,   gdyby   prasa 
opublikowała   zdjęcie,   na   którym   kąpię   się   nago   z   moim 
szoferem. Z kobietą! 
 

– Opinia publiczna na pewno zmieniłaby zdanie o tobie. 

Wyobrażam już sobie nagłówki: „Człowiek o kamiennym sercu 
– Nick Bauer – w towarzystwie nagiej partnerki!” Albo: „Nagi 
tors   Bauera.   Najświeższe   doniesienia”.   –   Wybuchnęła 
śmiechem, ale Nick zupełnie nie podzielał jej rozbawienia. Był 
skrępowany, spięty, raz po raz zerkał na jej bose stopy i na 
samą   myśl   o   tym,   co   będzie   dalej,   cierpła   mu   skóra.   –   No, 
czego   pan   się   właściwie   boi,   panie   Bauer?   –   zapytała   Ewa, 
podpierając się z boku rękami. 
 

Mojej reakcji na twoje nagie ciało, pomyślał Nick. Ewa 

zaczęła   rozpinać   swoją   koszulę.   Jeszcze   nigdy   w   życiu   nie 
kąpała się nago pod gołym niebem. Za chwilę miała rozebrać 
się przed mężczyzną, którego kochała, lecz z którym nigdy nie 
posunęła się dalej niż do pocałunków. Wszystko to ekscytowało 
ją i napełniało obawą jednocześnie. Było jednak za późno, by 
myśleć. Nadszedł czas działania. Przez jedenaście miesięcy i 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 143

   

czternaście   dni   każde   spojrzenie,   uśmiech   i   słowo,   jakie 
wymienili,   zbliżało   ich   do   tej   chwili.   Teraz   nie   mogła   się 
wycofać. Nie darowałaby sobie tego do końca życia. 
 

Odpięła   ostatni   guzik   i   szybko   zdjęła   koszulę, 

odsłaniając   różowy,   atłasowy   stanik.   Odwrócona   tyłem   do 
Nicka rozsunęła zamek spodni i zsunęła je w dół. Przez chwilę 
zdawało   się   jej,   że   słyszy   za   sobą   jakiś   dźwięk.   Wolała   się 
jednak nie odwracać. Gdyby Nick wrócił teraz do samochodu, 
czułaby się upokorzona. 
 

Tymczasem mężczyzna zbliżył się do niej bezszelestnie i 

stanął tuż za jej plecami. Delikatnie rozpiął z tyłu stanik Ewy i 
patrzył   z   zachwytem,   jak   atłasowe   ramiączka   zsuwają   się 
wzdłuż jej opalonych ramion. Po chwili Ewa wyciągnęła je do 
przodu i stanik opadł na trawę. Teraz z łatwością mógł dotknąć 
jej nagich pełnych piersi. Nakryć je dłońmi, napawać się ich 
delikatną gładkością... Nie chciał jednak zachowywać się jak 
niedoświadczony sztubak. 
 

Ewa czuła na sobie jego przyspieszony oddech, ale nie 

miała odwagi się odwrócić. W pewnym momencie rzuciła się 
do przodu i, biegnąc w stronę wody, krzyknęła:
 

– Ścigajmy się! 

 

Nick   natychmiast   zapomniał   o   szeryfie   i   swoich 

wcześniejszych rozterkach. Jedyne, o czym mógł teraz myśleć, 
to pościg za wpół nagą Ewą James. Błyskawicznie zrzucił z 
siebie ubranie i puścił się za nią biegiem. 
 

Dotarła   do   stromego   brzegu,   zawahała   się   chwilę,   po 

czym odbiła się od ziemi i skoczyła do wody głową w dół. Nick 
krzyknął jeszcze, przerażony, by ją powstrzymać, lecz było już 
za późno. 
 

Po chwili z wody wynurzyła się jej głowa. 

 

– Ale tu chłodno. Mówię ci. Coś wspaniałego! Nick nie 

podzielał jej entuzjazmu. 
 

– Do diabła! Mogłaś się zabić. Nie wiesz, że nie wolno 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 144

   

skakać na główkę, jeśli nie zna się dna? 
 

Zdawał sobie sprawę, że to, co mówi, brzmi zapewne jak 

wymówki dobrego wujka, ale był ledwie żywy ze strachu. Taki 
skok naprawdę mógł się skończyć tragicznie. 
 

– Wiem – krzyknęła do niego i podpłynęła bliżej brzegu. 

Woda sięgała jej do piersi. – Przepraszam, że cię wystraszyłam. 
Ale tu jest tak pięknie. Nie mogłam się oprzeć. 
 

Nick stał na brzegu ubrany tylko w slipy i patrzył, jak 

Ewa,   płynąc   żabką,   raz   po   raz   zanurza   i   wynurza   głowę   z 
kryształowo-czystej   wody.   Widział   półkule   jej   piersi 
zakończone twardymi, różowymi sutkami. Zachowywała się tak 
swobodnie, była szalona, nieprzewidywalna, a jednak czuł, że 
jej   obecność   stanowi   dla   niego   jakieś   naturalne   dopełnienie. 
Chciał dzielić z nią wszystko – rzeczy mądre i głupie, poważne 
i   nierozsądne.   Kiedy   ożenił   się,   był   za   młody   i   za   bardzo 
skoncentrowany na  robieniu  kariery, aby  w  pełni  zrozumieć, 
czym jest miłość. Później zaś tragiczny wypadek uniemożliwił 
mu zdobycie tej wiedzy. 
 

– No i co, panie Bauer? – zawołała do niego Ewa, z 

wyraźną rozkoszą pluszcząc się w wodzie. – Wchodzi pan czy 
nie? 
 

Spojrzał   przez   ramię   w   stronę,   gdzie   zostawili   część 

swych ubrań. 
 

– Zdaje się, że zapomniałaś, w jakim stroju wchodzi się 

tu do wody. 
 

–   Masz   rację.   –   Ewa   ściągnęła   w   wodzie   resztę 

garderoby i rzuciła ją na brzeg. – Proszę bardzo! – krzyknęła 
zadowolona. – Tyle kosztuje wejściówka. Stać cię na to? 
 

– Przy tobie na wszystko mnie stać – powiedział Nick i 

zsunął w dół slipy. 
 

Ewa zdążyła jeszcze spojrzeć na jego nagą sylwetkę, a 

chwilę później Nick skoczył do wody i zniknął w jej głębinach. 
 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 145

   

Rozdział szósty

 

Kiedy Nick wynurzył się na powierzchnię, jego twarz 

zdradzała całkowite zaskoczenie. 
 

– Jezu! – jęknął. – Tu jest lodowato. – Potrząsnął głową 

na   boki,   rozpryskując   wokół   kropelki   wody.   Po   chwili 
przyczesał   rękami   włosy   i   uśmiechnął   się   do   Ewy.   –   Jesteś 
kompletnie szalona, wiesz? 
 

– Być może, ale zrobiłeś dokładnie to samo, co ja. To 

dosyć zabawne, nie sądzisz? 
 

Nick   szeroko   się   uśmiechnął.   Ewa   jeszcze   nigdy   nie 

widziała go tak odprężonego. Przez sekundę zatrzymała wzrok 
na jego klatce piersiowej, prawie całkowicie pokrytej ciemnymi 
włosami. Zaczęli płynąć obok siebie, powoli odgarniając wodę 
na boki. 
 

– Za chwilę przestaniesz czuć zimno. Najgorzej jest na 

początku – powiedziała Ewa i przekręciła się na plecy. 
 

Nick   nie   mógł   oderwać   oczu   od   jej   piersi,   które 

poruszały się w rytm ruchu jej rąk. Dolna część jej ciała była 
zanurzona   i   tylko   czasami   unosiła   się   ponad   powierzchnię 
wody. Ewa wyglądała jak nimfa wodna – gibka, uwodzicielska 
i   wzbudzająca   pożądanie.   Poczuł   nagle,   że   pomimo   zimnej 
wody zaczyna robić mu się gorąco. 
 

Wyciągnął rękę i przyciągnął Ewę do siebie. Dotyk jej 

ciała jeszcze bardziej go rozpalił. 
 

– Chodź do mnie – powiedział. 

 

Kiedy Ewa zorientowała się, że Nick chce ją pocałować, 

natychmiast objęła go za szyję. Nie chciała udawać, że pragnie 
czego   innego.   Kochała   tego   mężczyznę   i   długo   czekała   na 
chwilę taką jak ta. 
 

Usta  Nicka  były  gorące.  Ewa  czuła,  jak całe jej  ciało 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 146

   

przenika nieznana wcześniej fala błogiego, obezwładniającego 
ciepła. Musiała mocniej chwycić się silnych ramion mężczyzny, 
ponieważ nogi odmawiały jej posłuszeństwa. Nick jedną ręką 
przytrzymywał   ją   za   głowę,   a   drugą   położył   na   jej   plecach. 
Całował   wolno,   rozkoszując   się   smakiem   malinowych   ust 
dziewczyny. Nie zdawała sobie wcześniej sprawy, że zwykły 
pocałunek   może   dostarczyć   tylu   wrażeń,   tylu   wzruszeń.   W 
pewnym momencie zachciało jej się nawet płakać. 
 

Nie wahając się długo, Nick położył dłoń na jej piersi i 

zaczął ją delikatnie masować. Ewa cicho westchnęła i mocniej 
przylgnęła   do   twardego   ciała   partnera.   Wyczuwając   jego 
podniecenie, opuściła rękę i dotknęła go poniżej podbrzusza. 
Jęknął z rozkoszy, chwycił ją za pośladki i uniósł lekko w górę. 
Był   gotowy   zrobić   to   już,   natychmiast,   choćby   i   na   środku 
górskiego jeziora; wiedział, że i ona nie zniesie dłużej czekania. 
Zmrużyła   oczy,   rozszerzyła   nieco   nogi   i   ze   słodkim 
westchnieniem pozwoliła, aby jego męskość wniknęła między 
jej uda. 
 

Ewa nie mogła złapać tchu. Czuła, że cała rozpływa się 

w   środku,   a   każdy   ruch   Nicka   jeszcze   bardziej   ją   rozpalał. 
Jednak miejsce, które płonęło w niej najbardziej, było ciągle 
niezaspokojone. 
 

– Nick... – jęknęła – proszę, zrób to. 

 

– Zaraz, kochanie. Obejmij mnie mocniej. 

 

Dno jednak było śliskie i raz po raz tracili równowagę. 

W pobliżu nie było żadnej skały,  o którą mógłby ją oprzeć. 
Nick gorączkowo szukał w myśli jakiegoś rozwiązania, aż w 
końcu   doszedł   do   wniosku,   że   w   tych   warunkach   nie   może 
kochać się  z Ewą.  Zniechęcony, puścił  ją  i  zaczął płynąć  w 
kierunku brzegu. 
 

– Co się stało, Nick? – zawołała za nim zaskoczona i 

podpłynęła bliżej niego. – Nie chcesz mnie? 
 

Fala gorąca rozeszła się po jego ciele. 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 147

   

 

– Oczywiście, że chcę – odpowiedział z przekonaniem i 

przygarnął ją do siebie. – Nasz pierwszy raz wyobrażałem sobie 
jednak inaczej. Zdaje się – zachichotał – że nie mam wyboru. 
 

Kiedy wyszli na brzeg i trochę się ogrzali, Nick przytulił 

Ewę mocno i szepnął jej do ucha:
 

– Tutaj? Chcesz tego? 

 

Jej twarz nie zdradzała najmniejszych wątpliwości. 

 

– Jeśli czujesz to samo co ja, nie powinieneś pytać. 

 

Wziął   ją   z   radością   w   ramiona   i   delikatnie   ułożył   na 

zielonej trawie. Sycił dłonie dotykiem jej ciała, ustami pieścił 
brwi, oczy, aż wreszcie wspaniałe, bujne piersi Ewy. Posuwając 
się coraz niżej, dotarł do miejsca, które zadrgało z rozkoszy, 
gdy tylko je dotknął przelotnym muśnięciem. 
 

– Tak, Ewo... Tak. Jesteś wspaniała – szepnął jej do ucha 

i nim zdążyła ochłonąć, uklęknął między rozchylonymi udami 
dziewczyny. 
 

Spojrzała w jego twarz. Coś jeszcze do niej mówił, ale 

nie rozumiała teraz ani słowa. Poczuła tylko, jak wnika w nią 
swoim gorącym, niecierpliwym podnieceniem, a potem zaczyna 
poruszać   się   w   niej,   zrazu   powoli,   ostrożnie,   potem   coraz 
gwałtowniej   i   bardziej   zdecydowanie.   Krzyknął   z   rozkoszy, 
sam chyba zaskoczony tak silnym doznaniem. Ewa wygięła się 
w łuk, pragnąc być jak najbliżej niego i wtedy poczuła wreszcie 
uderzenie gorących, spazmatycznych fal, wypełniających całą 
przestrzeń jej kobiecości. 
 

– Tak, tak... – jęknął Nick, wciskając głowę między jej 

ramię   i   szyję.   Nie   poruszał   się   teraz,   choć   jego   ciało   ciągle 
jeszcze było naprężone. – Myślałem... straciłem poczucie czasu 
– wydyszał jej do ucha. 
 

Ewa   zaczęła   głaskać   go   po   plecach.   Była   nasycona   i 

szczęśliwa, chciało jej się śmiać z radości. Stało się tak, jak 
myślała – miłość z Nickiem przyćmiła wszystkie wcześniejsze 
doświadczenia. Teraz liczył się tylko on.  

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 148

   

 

Nagle na niebie pojawiła się błyskawica, a potem dał się 

słyszeć   potężny   grzmot.   Ewa   odruchowo   przytuliła   się   do 
Nicka. Na zachodzie zbierały się ciemne chmury, zakrywając 
wierzchołki gór. Po chwili znowu błysnęło, a od strony doliny 
powiał silny wiatr, niosąc ze sobą pierwsze krople deszczu. 
 

Nick szybko się podniósł i podał rękę Ewie. 

 

– Musimy się zbierać. Szybko. 

 

Biegiem ruszyli w stronę samochodu w strugach coraz 

bardziej   ulewnego   deszczu.   Kiedy   dotarli   na   miejsce,   Nick 
szybko otworzył tylne drzwi i puścił przodem Ewę. 
 

Wskoczyli do środka i przemarznięci usiedli koło siebie. 

Gdy  tylko spojrzeli na swoje ociekające  wodą  twarze,  oboje 
wybuchnęli   gromkim   śmiechem.   Szum   deszczu   na   zewnątrz 
znów przerwał hałaśliwy grzmot. 
 

Instynktownie przytulili się do siebie. 

 

–   Boże,   ależ   ty   jesteś   piękna   –   powiedział   Nick.   – 

Piękna.   Cudowna.   I   trochę...   szalona.   –   Po   każdym   słowie 
przerywał i całował ją w usta. 
 

Ewa   była   wzruszona   tą   delikatną,   prawie   chłopięcą 

pieszczotą.   Miłość   do   Nicka,   skrywana   tak   długo   w   sercu, 
wybuchnęła   teraz   z   olbrzymią   intensywnością.   Dziewczyna 
zaszlochała, z jej oczu popłynęły łzy. 
 

– Ty płaczesz? – Nick mocniej ją objął. – Chyba nie 

zrobiłem ci nic złego. 
 

– Ależ nie. Od dawna tego pragnęłam. – Spojrzała na 

niego wzrokiem przepełnionym miłością. 
 

– To dlaczego nie zrobiliśmy tego wcześniej? 

 

– Ponieważ... i tak wiedziałam,  że to się kiedyś musi 

stać. – Położyła głowę na jego ramieniu. – Obejmij mnie. 
 

–   Dlaczego   nigdy   nie   pomyślałem,   żeby   zrobić   to   w 

samochodzie? – powiedział, tuląc ją do siebie. 
 

–   Zawsze   miałeś   na   głowie   zupełnie   inne   sprawy.   – 

Poklepała go lekko po brzuchu. – Nie mamy się w co ubrać. 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 149

   

Nasze ubrania zostały na deszczu. 
 

–   Tak,   wiem  –   powiedział,   wzdychając.   –   Już  po   raz 

drugi tracę w twoim towarzystwie garnitur. Powinienem chyba 
kupić coś nieprzemakalnego. 
 

–   Myślę,   że   nie   masz   czego   żałować   –   powiedziała, 

opuszczając rękę coraz niżej. 
 

– Ewo, nie igraj z ogniem. 

 

Puściła mimo uszu to ostrzeżenie. Objęła go i zaczęła 

całować gorąco. 
 

Kiedy wreszcie przestała, żeby zaczerpnąć trochę tchu, 

powiedziała:
 

– Kocham cię, Nick. 

 

– Boże, nie zdajesz sobie sprawy, jak bardzo mnie to 

cieszy. Wiesz przecież, co ja czuję do ciebie. 
 

– Ależ skąd! – Spojrzała na niego niewinnie. – Nigdy nie 

mówiłeś mi o swoich uczuciach.  
 

– Czy chciałabyś jeszcze raz zobaczyć, co się ze mną 

dzieje, kiedy jesteś obok? 
 

– Nie w tym rzecz, Nick. Podejrzewam, jak się w tej 

chwili czujesz. 
 

Pytanie dotyczy czego innego. 

 

– Przy tobie czuję się wspaniale, cudownie, młodo. Przez 

ostatnie sześć lat z nikim nie Było mi tak dobrze. – Spojrzał na 
nią tak, jak gdyby chciał pożreć ją wzrokiem. – Czy to na razie 
zaspokaja twoją ciekawość odnośnie moich uczuć? 
 

Zamiast   odpowiedzieć,   przyciągnęła   do   siebie   jego 

głowę i przytuliła ją do piersi. Tak wiele jeszcze miała mu do 
powiedzenia. Chciała, aby usłyszał od niej słowa: „Kocham cię, 
chcę za ciebie wyjść, mieć z tobą dzieci, razem z tobą stworzyć 
rodzinę...”   Na   razie   jednak   musiała   zaakceptować   to,   co 
ofiarował jej Nick – cudowny nastrój obecnej chwili. 
 

Usiadła mu na kolanach i przywarła do jego ust, całując 

go długo i namiętnie. Przycisnął ją do siebie mocniej, a ona 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 150

   

rozchyliła   nogi,   pozwalając,   aby   Nick   ponownie   w   nią 
wtargnął.   Z   jej  ust  wydobył  się  jęk  rozkoszy,  która  z  każdą 
chwilą   przybierała   na   intensywności.   Zamknęła   oczy, 
całkowicie poddając się ekstazie. Wreszcie przyszło ukojenie i, 
gdy   doszli   do   siebie   po   radości   spełnienia,   wszystko   wokół 
znowu nabrało realnych kształtów. 
 

Wtuleni w siebie przysłuchiwali się, jak porywisty wiatr 

uderza w samochód kroplami deszczu. Ewa czuła, jak bije serce 
Nicka. Wiedziała, że tego popołudnia zrzucił przed nią swoją 
maskę. Teraz nie miał już odwrotu. Musiał albo zaakceptować 
jej miłość, albo ją odrzucić. 
 

A   jak   się   czuł   on?   Miał   w   głowie   zupełny   mętlik. 

Niczego bardziej nie pragnął niż spędzić ten weekend z Ewą. 
Kiedy trzymał ją w ramionach, czuł się jak człowiek, któremu 
po raz drugi ofiaruje się życie. A jednak wciąż nie był gotowy, 
by odpowiedzieć na jej wyznanie tak, jakby tego chciała. Bał 
się, że nie sprosta pokładanym w nim nadziejom, że zawiedzie 
Ewę, że złamie jej serce. 
 

–   Zostań   ze   mną   przez   cały   weekend   –   odezwał   się 

wreszcie. 
 

Podniosła głowę z jego ramienia i spojrzała na niego. 

 

–   Masz   na   myśli   również   konferencję?   Jak 

wytłumaczysz innym moją obecność? 
 

– A po co mam im cokolwiek wyjaśniać? 

 

Ewa   wyobraziła   sobie   te   uśmieszki   i   spojrzenia. 

Wszyscy   wzięliby   ją   za   kochankę   Nicka   Bauera.   Pal   sześć, 
mogłaby się nawet i z tym pogodzić, gdyby tylko Nick miał 
odwagę powiedzieć jej wcześniej prawdę o swoich uczuciach. 
 

Może   popełniłam   kolejny   błąd?   –   zadźwięczało   jej   w 

głowie. 
 

–   Posłuchaj,   Nick.   Nie   chodzi   mi   tylko   o   przelotny 

romans. 
 

Zaczerwienił się. 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 151

   

 

– A kto mówi o romansie? Przecież dopiero teraz coś się 

między nami naprawdę zaczęło. Nie mogę pozwolić, żebyś w 
takiej chwili odeszła.  
 

–   Gdybym   teraz   została,   Nick,   byłby   to   romans,   nie 

oszukujmy się. A mi zupełnie nie o to chodzi. 
 

– No dobrze. Zróbmy, jak chcesz. Wracaj do Albany, 

tylko   obiecaj   mi,   że   następny   weekend   spędzimy   razem. 
Poczekaj... – Spojrzał na siedzenie, na którym znajdował się 
jego   kalendarz.   Już   miał   wyciągnąć   po   niego   rękę,   ale   w 
ostatniej chwili zmienił zdanie. – Zresztą to nie ma znaczenia. 
Nawet   jeśli   mam   jakieś   spotkania,   po   prostu   je   odwołam. 
Zarezerwuję ci lot na piątek, żebyś nie traciła czasu na podróż. 
– Uśmiechnął się dumnie. – Jak widzisz, jestem przygotowany 
na daleko posunięty kompromis. Co ty na to? 
 

– Co ja na to? Widzę, że seks ze mną sprawia ci tyle 

przyjemności,   że   jesteś   gotów   poświęcić   dla   niego   dobre 
stosunki z klientami – powiedziała z goryczą Ewa. 
 

Nick zrobił się biały jak ściana. 

 

–   Wiesz,   że   nie   tylko   o   to   mi   chodzi.   To 

niesprawiedliwe! 
 

– Masz rację. Przepraszam. – Pogłaskała go po policzku. 

– Pamiętasz, kiedyś mówiłam ci, że połowa kobiet w Nowym 
Jorku   jest   w   tobie   zakochana,   a   połowa   chce   iść   z   tobą   do 
łóżka... – Nick skinął głową. – Otóż ja należę do tych, które 
chcą wyjść za ciebie za mąż. 
 

Po tych słowach zaległa grobowa cisza. Ewa czuła, jak 

pod   wpływem   kamiennego   wzroku   Nicka   robi   się   jej   coraz 
zimniej. Patrzył na nią teraz zupełnie inny mężczyzna niż ten, z 
którym przed chwilą się kochała. Uwolniła się z jego objęć. 
 

– Zdaje się, że za dużo powiedziałam. 

 

– Ależ nie. – Nick ujął ją za brodę i odwrócił w swoją 

stronę.   Na   jej   twarzy   malował   się   ból.   –   Podziwiam   twoją 
szczerość, Ewo. Tylko, że... to wszystko dzieje się tak szybko. 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 152

   

 

Ewa nie mogła powstrzymać wybuchu śmiechu. 

 

–   Zabrzmiało   to   jak   cytat   z   dziewiętnastowiecznego 

romansu! 
 

– Na litość boską, Ewo, nie komplikuj jeszcze bardziej 

naszej sytuacji. – Nick zaczerwienił się. Wziął głęboki oddech, 
starając się dojść do siebie. – Dla ciebie wszystko jest łatwe i 
oczywiste. Dla mnie niestety nie. Chcę być z tobą – wziął ją za 
rękę – ponieważ jeszcze nigdy w życiu nie byłem z nikim tak 
szczęśliwy.   Ale  nie  wiem,   czy   to,   co  do  ciebie  czuję,   mogę 
nazwać miłością. – Jego twarz posmutniała nagle. – Nie chcę 
cię oszukiwać i obiecywać rzeczy, których być może nie będę 
w stanie ci dać. 
 

Ewa wsunęła rękę w jego włosy i spojrzała mu głęboko 

w oczy. 
 

–   Posłuchaj,   Nick   –   powiedziała   spokojnie.   –   W   tej 

chwili twoje uczucia powinny być absolutnie przejrzyste. Nie 
możesz analizować tego, co czujesz. 
 

Albo czujesz, albo nie. Posłuchaj serca. 

 

– Łatwo ci mówić – powiedział z goryczą Nick. – Ale 

niech mnie diabli, jeśli teraz pozwolę ci odejść.  
 

W   jego   oczach   widziała   rozpaczliwą   determinacje   i 

równie   intensywny   lęk   przed   odtrąceniem.   Czy   mogła   go 
zostawić w takiej chwili? 
 

–   No   dobrze,   Nick.   Niech   będzie,   jak   ty   chcesz.   Nie 

musimy się spieszyć. 
 

Ale na konferencji z tobą nie zostanę. Muszę jechać do 

Albany. Porozmawiamy, kiedy wrócisz do Nowego Jorku. 
 

– Obiecujesz? 

 

– Obiecuję. – Ewa spojrzała na zegarek. – A teraz, jeśli 

się nie pospieszymy, spóźnisz się na spotkanie. 
 

Otworzyła  drzwi  i  wyszła  na   zewnątrz.   Deszcz   ciągle 

padał, choć nie tak intensywnie jak wcześniej. Ewa wyciągnęła 
z bagażnika dwa nesesery, w których znajdowały się zapasowe 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 153

   

ubrania. Nick również wysiadł z samochodu i stanął obok niej. 
Przez chwilę oboje patrzyli na swoje nagie ciała, po których 
gdzieniegdzie spływały kropelki deszczu. Gdyby któreś z nich 
uczyniło teraz drobny gest, po chwili znowu znaleźliby się w 
samochodzie, zapominając o całym świecie. 
 

–   Przebiorę   się   na   przednim   siedzeniu   –   powiedziała 

Ewa. 
 

Nick chwycił ją za łokieć. 

 

– Wiem, że jesteś zła. 

 

– Nie jestem zła, Nick. – Pocałowała go lekko w usta. – 

Nie żałuję tego popołudnia. Od dawna o tym marzyłam. Ale 
nawet marzenia kiedyś się kończą 
 

–   powiedziała   i   odwróciła   się,   by   nie   widział   łez   w 

kącikach jej oczu. 
 

– Dlaczego tak wiele oczekujemy od życia? – szepnął 

Nick. – Dlaczego nie możemy zadowolić się tym, co mamy? 
 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 154

   

Rozdział siódmy

 

Podróż z powrotem okazała się bardzo powolna. Pokryta 

kamieniami   droga   była   mokra,   co   znacznie   utrudniało 
manewrowanie   samochodem.   Co   gorsza   Ewa   dopiero   teraz 
zauważyła  znaki   informujące  o  niebezpieczeństwie  ze   strony 
spadających   odłamków   skalnych.   Z   jednej   strony   miała 
przepaść, a z drugiej prawie pionową skałę, z której w każdej 
chwili mogły na nią posypać się kamienie. Nie chciała nawet 
myśleć,   co   by   się   stało,   gdyby   w   którymś   miejscu   droga 
okazało się nieprzejezdna. 
 

Było dopiero popołudnie, ale słońce przysłaniały niskie, 

ciemne chmury, panował więc chłód i półmrok. Ewa ubrana 
była tylko w dżinsy i koszulkę z krótkim rękawem, jej skórę 
pokrywała   gęsia   skórka.   Nie   martwiła   się   tym,   że   deszcz 
zupełnie przemoczył jej mundur. I tak nigdy go już nie będzie 
potrzebować. 
 

Spojrzała w lusterku na Nicka. Ubrany równie niedbale 

co ona, patrzył gdzieś przed siebie. Trudno było odgadnąć, o 
czym   myśli.   Ciemne   okulary   czyniły   z   niego   jakąś 
enigmatyczną postać. Teraz wydawał się jej całkowicie obcą 
osobą. 
 

Ewa   zwróciła   wzrok   na   drogę,   ale   po   jakimś   czasie 

znowu   spojrzała   na   Nicka.   To,   co   zobaczyła,   absolutnie   ją 
zaskoczyło. Na jego prawym policzku dojrzała łzę! 
 

Nie   była   przygotowana   na   taki   widok.   Nie 

przypuszczała, że ten twardy mężczyzna zdolny jest do takich 
wzruszeń. Jeśli tak silnie przeżywał rozstanie, w jego sercu na 
pewno było miejsce na radość, nadzieję i miłość. 
 

Droga robiła się coraz szersza. Widok rozciągającej się 

poniżej   doliny   zapierał   dech   w   piersi.   Ewa   po   raz   ostatni 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 155

   

spojrzała   w   tamtą   stronę,   a   potem   przerzuciła   bieg   i   dodała 
gazu. Kiedy zbliżała się do zakrętu, nie przeczuwała żadnego 
niebezpieczeństwa.   Na   drodze   nie   spotkali   dotychczas   ani 
jednego samochodu i to uśpiło jej czujność. 
 

Nadjeżdżający   z   przeciwka   wóz   terenowy   jechał   zbyt 

szybko i musiał ściąć zakręt. Ewa spostrzegła go w ostatniej 
chwili,   zdążyła   jeszcze   krzyknąć   i   z   całej   siły   nacisnąć   na 
hamulce. Uniknęła czołowego zderzenia, lecz samochód wpadł 
w   poślizg,   przekręcił   się   na   dach   i,   sunąc   po   mokrej 
nawierzchni, wypadł z drogi. Po chwili dał się słyszeć zgrzyt 
gniecionego metalu.  Ewa  usłyszała  jeszcze  wybuch poduszki 
powietrznej, która z hukiem rozwinęła się przed jej twarzą, i 
straciła przytomność. 
 

Nick   czuł   w   ustach   smak   krwi.   Wokół   roznosił   się 

zapach palonej gumy i benzyny. 
 

Boże, to niemożliwe! To tylko zły sen, pomyślał.  

 

Otworzył   oczy   i   tuż   nad   głową   zobaczył   dach 

samochodu.   Leżał   w   jakiejś   nienaturalnej   pozycji,   czując   na 
klatce piersiowej silny ucisk pasa bezpieczeństwa. 
 

–   Ewa!   –   krzyknął.   –   Ewa!   Odezwij   się!   Przy   oknie 

pojawił się cień mężczyzny. 
 

– Nic się panu nie stało? – zapytał ktoś przerażonym 

głosem. – Jezu, Bóg mi świadkiem, że was nie zauważyłem! 
 

– Z przodu jest jeszcze kobieta – odezwał się Nick. – 

Widzi ją pan? 
 

– Tak, widzę. Leży bez ruchu. 

 

Nick wiedział, że teraz nie wolno mu wpaść w panikę. 

Uwolnił się z pasów i usiadł wygodniej. 
 

–   Musi   pan   natychmiast   sprowadzić   pomoc   – 

zakomenderował. 
 

–   Jasne.   –   Kierowca   samochodu   terenowego   miał   nie 

więcej niż dwadzieścia pięć lat. – Mam radio CB. Zadzwonię 
do szeryfa. 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 156

   

 

Nick wystawił głowę na zewnątrz. 

 

– Tylko stąd nie odjeżdżaj! I tak widziałem twoją twarz. 

Jeśli zostawisz nas tu, odnajdę cię choćby na końcu świata! 
 

Chłopak najwyraźniej przestraszył się groźby Nicka. 

 

– Proszę się nie obawiać. Zadzwonię tylko do szeryfa i 

zaraz wracam. To naprawdę nie była moja wina. Nie mogłem 
zjechać na bok, nie było już miejsca... 
 

Z   przodu   samochodu   dobiegł   cichy   jęk.   Nick   zaczął 

przesuwać się w tamtym kierunku. 
 

– Jestem tu, Ewo! – zawołał w jej stronę z nadzieją w 

głosie. 
 

– Nick, to ty? – zapytała ledwo słyszalnie. 

 

–   Żyjesz,   dzięki   Bogu,   żyjesz...   –   Nick   chciał   na   nią 

spojrzeć,   ale   zbita   szyba   oddzielająca   przednie   siedzenia   od 
tylnych pokruszyła się w drobne kawałeczki, które, trzymając 
się razem, tworzyły białą, nieprzeniknioną zasłonę. 
 

– Musimy się stąd jakoś wydostać. 

 

– Nie mogę – powiedziała Ewa. – Mam zablokowaną 

nogę. 
 

Nick zaczynał bać się coraz bardziej. 

 

–   Leci   ci   krew?   Ewo,   możesz   mi   odpowiedzieć?   – 

zapytał podniesionym głosem. 
 

–   Nie,   chyba   nie.   Uderzyłam   się   tylko   w   głowę.   – 

Dotknęła ręką twarzy. 
 

Całe   szczęście   nie   wyczuła   nigdzie   krwi.   Pomimo 

pulsującego bólu w czaszce rozglądała się wokół, starając się 
ocenić   swoje   położenie.   –   Obsunął   się   układ   kierowniczy. 
Mogę poruszać rękoma, ale... nie, nie mogę uwolnić nóg. Boli... 
 

Serce Nicka waliło jak oszalałe. 

 

–   Nie   przejmuj   się   tym.   Spróbuję   ci   jakoś   pomóc, 

dobrze? 
 

– Nick? 

 

– Tak, Ewo?  

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 157

   

 

– Nie zostawiaj mnie. 

 

– Co ty mówisz! Oczywiście, że cię nie zostawię. 

 

– Nie o to mi chodzi. Stąd i tak musisz wyjść. Możemy 

w każdej chwili stoczyć się w przepaść. 
 

– O nic się nie martw. Wpadliśmy na drzewo. Samochód 

nie ruszy się nawet o centymetr. 
 

Nick miał nadzieję, że zabrzmiało to przekonująco. 

 

W   rzeczywistości   sytuacja   nie   wyglądała   tak   dobrze. 

Przy   każdym   silniejszym   podmuchu   wiatru   rozbity   wóz 
zaczynał się lekko kołysać. 
 

– Masz szczęście, że jesteś ubezpieczony – próbowała 

zażartować Ewa. 
 

–   Aha.   Dobrze,   że   dostrzegasz   pozytywne   strony.   – 

Wyjrzał przez okno, szukając wzrokiem kierowcy, który miał 
sprowadzić  pomoc.  Jednak  ten gdzieś  przepadł.   – Sprawdzę, 
czy mój telefon działa. 
 

Odnalazł   aparat   na   podłodze   i  czym  prędzej   wystukał 

numer. 
 

–   Halo!   Chciałbym   zgłosić   wypadek   samochodowy. 

Proszę połączyć mnie z policją stanu Północna Karolina. 
 

– Po chwili nastąpiło połączenie. – Dzwonię z miejsca 

wypadku. Mój samochód znajduje się... – zawiesił głos. 
 

– Ewo, gdzie my właściwie jesteśmy? 

 

– Nie pamiętam nazwy tej miejscowości. Powiedz,  że 

jesteśmy   na   Gorge   Road,   która   odchodzi   od   Blue   Ridge 
Parkway. 
 

Nick  powtórzył  te  informacje swojemu  rozmówcy.  Po 

chwili zaczął krzyczeć do słuchawki:
 

–   Co   mnie   obchodzi   burza!   Jest   tutaj   kobieta,   która 

zaklinowała się w samochodzie. Przyślijcie kogoś natychmiast. 
I   niech   weźmie   narzędzia   do   cięcia   metalu.   Nie   możemy   tu 
zostać po zmroku, bo wtedy nikt nas nie znajdzie! 
 

Wiatr uderzył mocniej w samochód. Auto zakołysało się 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 158

   

lekko i obsunęło nieznacznie w dół. 
 

– Ewo – odezwał się Nick. Mówił spokojnie, choć czuł, 

jak   ze   strachu   cierpnie   mu   skóra.   –   Musisz   jeszcze   raz 
spróbować sama się wyswobodzić. 
 

– Już próbowałam. Bez pomocy nie dam rady. Potrzebne 

są narzędzia. 
 

Ale ty powinieneś wyjść, Nick. Nie musimy razem tu 

siedzieć. 
 

–   Dobrze.   Poczekaj,   może   z   zewnątrz   uda   mi   się 

otworzyć twoje drzwi. 
 

Ewa   czuła,   jak   pot   spływa   jej   po   plecach.   To   nerwy, 

tylko   nerwy,   pocieszała   się.   Usłyszała,   że   Nick   wyszedł   na 
zewnątrz i zaczął oglądać rozbity wóz. Po chwili dobiegł ją głos 
innego mężczyzny i serce żywiej jej zabiło. Może nadeszła już 
pomoc! 
 

– Nick! Nick! – krzyknęła podniecona. 

 

W tym samym momencie drzwi obok niej odskoczyły z 

trzaskiem, a w ich miejscu ukazała się głowa Nicka. 
 

– W porządku, kochanie, to ja. Właśnie rozmawiałem z 

kierowcą, z którym się zderzyliśmy. On również zadzwonił po 
pomoc. Musimy uzbroić się w cierpliwość i czekać. Posiedzę 
przy tobie. 
 

– Nie, nie – zaprotestowała, ale Nick wcisnął się już do 

samochodu i usiadł w fotelu obok niej. – Nie powinieneś tego 
robić. Po co tak ryzykować? 
 

–   Nie  pamiętasz   już,   o  czym   rozmawialiśmy   ostatniej 

nocy?   Zapytałaś   mnie,   po   co   ja   właściwie   żyję.   Wtedy   nie 
znałem odpowiedzi na to pytanie. 
 

Teraz już znam. Chcę żyć, żeby być z tobą. 

 

– Nick, przestań, proszę. 

 

– Dlaczego mam przestać? – Nick dotknął jej ramienia. – 

Wiem, myślisz pewnie, że mówię to tylko po to, żeby zająć cię 
rozmową. Ale nie, nie jestem aż tak głupi, a ty naiwna, Ewo. 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 159

   

Mówię   szczerze.   Widzisz,   jakiś   czas   temu   doszedłem   do 
przekonania, że jeśli nie chcę cierpieć po raz drugi, nie mogę 
się od nikogo uzależnić. Teraz widzę, że to był błąd. Człowiek 
planuje swoje życie, stara się unikać niebezpieczeństw, rozważa 
za   i   przeciw,   a   często   nie   widzi   tego,   co   najważniejsze:   W 
swoich kalkulacjach nie uwzględniłem ciebie, Ewo. Mój plan 
nie zakładał, że pojawisz się w mym życiu. 
 

– Wiem o tym. – Spojrzała na niego. – Przepraszam. 

 

– Zburzyłaś mój cały, misternie układany plan, cały mój 

pomysł   na   życie   –   powiedział   i   pokręcił   głową   z 
niedowierzaniem.   –   Nie   wiem,   czy   zdołam   się   po   tym 
wszystkim pozbierać. 
 

Samochód   ponownie   lekko   się   osunął,   a   spod   kół 

potoczyły   się   w   przepaść  drobne   kamyki.   Ewa  krzyknęła   ze 
strachu,   pobladła   gwałtownie,   jakby   znów   miała   stracić 
przytomność. Na jej czole pojawiły się krople potu. 
 

Wysiłkiem   woli   próbowała   zachować   świadomość, 

dotrzymać   towarzystwa   Nickowi,   który   widząc,   że   jej   stan 
nagle się pogorszył, wziął ją za rękę i zaczął głaskać. 
 

–   Nie   bój   się   –   mówił   do   niej   łagodnie.   –   Wkrótce 

nadejdzie   pomoc.   Słyszysz   mnie?   Ewo,   potrzebuję   cię.   Nie 
możesz mnie teraz opuścić. 
 

Wolno odwróciła wzrok w jego stronę. 

 

– Nie zostawię cię, Nick. – Na jej twarzy pojawił się 

słaby uśmiech. – Zostanę z tobą, nie dam się... Chcę wyjść za 
ciebie   za   mąż,   urodzić   ci   dzieci,   sprawić,   żebyś   był 
szczęśliwy... 
 

–   Przy   tobie   zawsze   jestem   szczęśliwy   –   odparł,   z 

trudnością panując nad głosem. 
 

–   A   potem   zostaniesz   dziadkiem,   ale   nigdy   się   nie 

zestarzejesz.   Zawsze   będziesz   czarującym   mężczyzną,   za 
którym oglądają się kobiety. 
 

– Chcę być tylko twój, Ewo. Jeśli nadal mnie kochasz... 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 160

   

 

– Oczywiście, że kocham. – Ewa zacisnęła rękę na jego 

dłoni. – Trzymaj mnie, Nick. Nie puszczaj... 
 

Uniósł jej dłoń i przytulił do policzka. 

 

– Jesteś taka  zimna.  Szkoda,  że nie mogę  cię ogrzać. 

Kiedy   to   wszystko   się   skończy,   obejmiemy   się   mocno   i 
będziemy się kochać do upadłego. 
 

– Cii, Nick... Nie wiesz, że ranna osoba nie powinna się 

niczym ekscytować? 
 

Nick uśmiechnął się do niej. 

 

– Bardzo cię boli, kochanie? 

 

– Nie, już nie. To nawet trochę dziwne, teraz w ogóle nie 

czuję   bólu.   Swędzi   mnie   tylko   prawa   noga,   ale   nie   mogę 
dosięgnąć, żeby się podrapać. 
 

– Jeśli cię swędzi, to znaczy, że nie straciłaś czucia. Ewa 

znów ścisnęła jego rękę. 
 

– Cieszę się, że jesteś przy mnie, Nick. 

 

– Zawsze będę tam, gdzie ty. – Pogładził ją po policzku. 

– Kocham cię. 
 

–   Wiem.   I   wiem,   że   boisz   się   tej   miłości.   Ale   nie 

rozczarujesz się. Obiecuję. 
 

–   Zamierzam   na   stałe   zatrudnić   cię   w   mojej   firmie   i 

dzielić z tobą moje łóżko. 
 

– Nasze łóżko. 

 

Nick wybuchnął śmiechem. 

 

– Jak zwykle przekorna. 

 

– Taka już moja natura. 

 

Kolejne   dwadzieścia   minut   spędzili,   rozmawiając   o 

zupełnie   błahych   sprawach.   Jak   gdyby   za   obopólną   zgodą 
dyskusje o wzajemnych uczuciach odłożyli na lepsze chwile. 
 

Kiedy wreszcie w oddali usłyszeli dźwięk policyjnych 

syren, Nick zakrzyknął ucieszony:
 

– Nareszcie! 

 

Okazało   się,   że   na   długim   odcinku   droga   jest 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 161

   

nieprzejezdna i ratownicy musieli pokonać ją pieszo. Na wyżej 
położonym   płaskim   terenie   wylądował   helikopter,   z   którego 
wybiegli ludzie w białych kitlach. 
 

Ewa   zupełnie   straciła   poczucie   czasu.   Cierpliwie 

czekała,   aż   ratownicy   uwolnią   ja   z   samochodu.   Później 
spokojnie odpowiadała na pytania lekarzy, nie patrząc na igłę, 
którą   wbijali   jej   w   ramię.   Po   kolei   przypominała   sobie 
wszystkie chwile spędzone z Nickiem, smak jego gorących ust, 
dotyk rozpalonego ciała, szepty, westchnienia... 
 

Lekarze   usztywnili   jej   szyję,   kręgosłup   i   nogi.   Tak 

zabezpieczoną ułożyli na noszach. 
 

– W jakim ona jest stanie? – zapytał Nick. 

 

– Chyba nie odniosła poważnych obrażeń. Oczywiście w 

szpitalu zrobimy jeszcze dokładne badania. 
 

–   Nic   mi   nie   będzie   –   odezwała   się   Ewa.   –   Ale   jak 

dojedziemy do szpitala? 
 

–   Oczywiście   pierwszą   klasą   –   odpowiedział   lekarz, 

uśmiechając się do niej. – Mam nadzieję, że lubi pani latać. 
Przylecieliśmy helikopterem. 
 

–   Polecę   razem   z   nią   –   powiedział   Nick   bez   chwili 

wahania. 
 

Ewa   spojrzała   na   niego   zdziwiona.   Wiedziała,   że   od 

czasu wypadku nie wsiadł do samolotu ani razu. 
 

– Wiesz, że nie musisz tego robić... 

 

– Owszem, muszę – odparł z determinacją, a ona nawet 

nie próbowała odwieść go od tego zamiaru. 
 

Ruszyli wolno w stronę helikoptera. Nick podtrzymywał 

nosze i przez cały czas trzymał Ewę za rękę. Kiedy wreszcie 
znaleźli się wewnątrz maszyny, powiedział:
 

– Niedługo będzie po wszystkim, kochanie, zobaczysz. 

 

– Tak, wiem. Chcę tylko jeszcze jednej rzeczy. – Nick 

pochylił się niżej. 
 

– Pocałuj mnie. Na szczęście. 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 162

   

 

Odgarnął włosy z jej czoła i przywarł ustami do jej ust. 

Kiedy skończył  

delikatny pocałunek, Ewa dojrzała w jego 

ciemnych oczach ogień namiętności. 
 

– Jesteś niebezpieczną kobietą – powiedział. 

 

– Tylko przy tobie – odparła ze śmiechem. 

 

– Musisz szybko wyzdrowieć, Ewo. Jeszcze tyle przed 

nami! 
 

Uśmiechnęła   się,   szczęśliwa,   że   to   słyszy.   Lekarz   dał 

znak pilotowi i powiedział. 
 

– Startujemy. 

 

Dźwięk obracających  się  śmigieł  był dla  Ewy  niczym 

najpiękniejsza   pieśń   miłości.   Obok   niej   siedział   mężczyzna, 
który mimo strachu, obaw i ponurych wspomnień zdecydował 
się na wspólne szczęście. W imię miłości pokonał sam siebie. 
 

Od tej chwili cały świat należał już do nich. 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 163

   

MARY LYNN BAXTER

Pewnego lata w 

Lufkin

Boot Scootin

Tłumaczył: Michał Wroczyński

 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 164

   

 Rozdział pierwszy

 

Kelly   Warren   popatrzyła   na   leżącą   przed   nią   kartkę 

papieru  i  zmarszczyła  brwi.   Po  chwili  zgniotła  ją  w  kulkę  i 
cisnęła w stronę kosza na śmieci. 
 

– Dwa punkty – mruknęła z gorzkim uśmiechem, gdy 

kulka wpadła prościutko do kosza. 
 

Podniosła   się   z   krzesła   i   rozciągnęła   nieco   zdrętwiałe 

mięśnie.   Uśmiech   z  jej  twarzy   zniknął.   Dzień   nie  zaczął   się 
najlepiej.   Była   dopiero   dziewiąta   rano,   a   ona   zdążyła   już 
pokreślić i podrzeć kilka projektów. Może w ogóle nie trzeba 
było   zaczynać   dziś   pracy,   zwłaszcza   że   obchodziła   właśnie 
dwudzieste   siódme   urodziny?   Może   po   prostu   powinna 
zamknąć sklep na cztery spusty, wrócić do babci i spędzić dzień 
na robieniu czegoś cudownie nieodpowiedzialnego? 
 

Kelly   zmarszczyła czoło  i  przez chwilę rozważała ten 

pomysł.   Nie,   przecież   właśnie   teraz   zajmowała   się   czymś 
cudownie nieodpowiedzialnym; robiła dokładnie to, co zawsze 
chciała   robić,   a  nie   to,   czego  chciał  jej  ojciec.   Jej   marzenia 
spełniły się i od niedawna prowadziła własny interes: niewielki 
sklepik   z   artykułami   papierniczymi   i   upominkami,   który 
nazwała „Pierwsza klasa”. Od pewnego też czasu projektowała 
artystyczne   pocztówki.   Gdyby   udało   się   zainteresować   nimi 
którąś   z   dużych   firm   zajmujących   się   dystrybucją   kart 
pocztowych   –   to   właśnie   projektowanie   miało   stać   się   w 
przyszłości głównym zajęciem Kelly. 
 

Zanim   przeprowadziła   się   do   domu   babci   w   Lufkin, 

sennym miasteczku we wschodnim Teksasie, Kelly mieszkała 
w Houston z apodyktycznym ojcem. 
 

Przez pięć lat, jakie minęły od chwili ukończenia przez 

nią   uniwersytetu,   była   posłuszna   mu   we   wszystkim,   a 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 165

   

zajmowała się głównie prowadzeniem domu. W końcu miała 
już serdecznie dość Simona Warrena, jednego z magnatów w 
branży   spożywczej,   i   jego   kaprysów   właściwych   ludziom, 
którzy   mają   nadmiar   bogactwa.   Zrezygnowała   z   blasku 
dostatniego życia w wielkim mieście i wybrała skromne, senne 
Lufkin. 
 

Często dumała nad tym, jak ułożyłby się jej los, gdyby 

matka   nie   zmarła   wkrótce   po   porodzie.   Zapewne   wszystko 
potoczyłoby   się   inaczej.   Ojciec   miałby   więcej   wsparcia   ze 
strony żony i nie wyręczałby się nieustannie córką. 
 

Prowadzenie domu i wystawnego życia męczyło ją. Te 

nie kończące się przyjęcia, partie brydża, tabuny „przyjaciół” 
nudnych jak flaki z olejem... 
 

Jedyną czynnością, która dawała jej pewną satysfakcję 

była dobroczynność, lecz i ona nie była w stanie wzbudzić w 
sercu Kelly zapału i entuzjazmu. 
 

Po śmierci bliskiej przyjaciółki i po zawale serca, jaki 

przeszła   jej   ukochana   babcia,   Kelly   uświadomiła   sobie,   jak 
kruche i drogocenne jest życie. 
 

A ona tak beztrosko je marnowała! Kiedy więc Simon 

wspomniał,   że   zamierza   umieścić   babcię   w   domu   opieki, 
odparła mu, że wyjedzie z Houston, osiądzie w Lufkin i sama 
zajmie się Claire. 
 

Pół   roku   po   przeprowadzce   Kelly,   która   po   matce 

odziedziczyła   zdolności   artystyczne,   postanowiła   otworzyć 
sklep. W podjęciu tej niełatwej decyzji niezwykle pomogła jej 
babcia. 
 

– Czyś ty rozum straciła? – zapytał Simon, gdy córka 

wyjawiła mu swe plany. 
 

–   Nie,   tato   –   odparła   spokojnie.   –   Przeciwnie. 

Zamierzam po prostu zająć się tym, co mnie interesuje, a nie 
tym, co ty uważasz dla mnie za dobre. 
 

Niebieskie   oczy   Simona,   takie   same   jak   jego   córki, 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 166

   

rozbłysły. 
 

– No cóż, powiem ci otwarcie. Nic z tego nie wyjdzie. 

 

– Dlaczego? – zapytała ostro Kelly. 

 

–   Dlatego,   że   nie   masz   za   grosz   samodyscypliny.   Od 

czasu ukończenia  szkoły  nie  możesz  jakoś  zabrać się  za  nic 
poważnego. 
 

– A czyja to wina? – spytała gniewnie. 

 

–   Dobrze   już,   dobrze   –   uspokoił   ją.   –   Skoro   chcesz, 

zacznij   to   swoje   wariactwo.   Zobaczysz,   że   szybko   ci 
wywietrzeje z głowy. Ale kiedy ci się nie powiedzie i galopem 
wrócisz do domu, nie mów, że cię nie ostrzegałem. 
 

Słowa te tylko rozjuszyły Kelly i podrażniły jej ambicję. 

Jeśli   w   przyszłości   ktoś   będzie   musiał   przyznać   komuś 
słuszność, to ojciec jej, nigdy odwrotnie. Żeby udowodnić mu, 
że   to   nie   on   miał   rację,   była   gotowa   błagać   na   kolanach 
wszystkich bliższych i dalszych znajomych, żeby przyjeżdżali 
do   Lufkin   i   robili   zakupy   w   jej   sklepie.   Musiała   jednak   z 
satysfakcją przyznać, że nie było potrzeby chwytania się aż tak 
drastycznych   środków.   Jej   sklep   funkcjonował   zaledwie   od 
dwóch   tygodni   i   już   cieszył   się   sporym   zainteresowaniem 
klientów. 
 

Nie znaczyło to wcale, że zarabiała masę pieniędzy. Na 

razie w jej sklepie wiele osób pojawiało się tylko po to, żeby się 
rozejrzeć.   Prawie   wszystkie   obiecywały   jednak,   że   jeszcze 
wrócą.   Kelly   modliła   się   o   to   w   duchu.   Nie   tyle   przy   tym 
chodziło jej o pieniądze, co o sprawdzenie się, potwierdzenie, 
że podjęła słuszną decyzję i że uda jej się zrealizować własne 
marzenia.   Kwestia   finansowa   mogła   zejść   na   dalszy   plan. 
Wkrótce po jej urodzeniu bowiem, babcia Claire utworzyła w 
banku fundusz dla Kelly i gdy wnuczka ukończyła dwadzieścia 
pięć lat, wszystkie pieniądze przeszły na jej własność. 
 

Zresztą, dla Kelly zawsze bardziej niż pieniądze liczyła 

się niezależność i satysfakcja z wykonywanej pracy. 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 167

   

 

Przerwała te rozmyślania i zerknęła na zegarek. Za pół 

godziny, równo o dziewiątej trzydzieści, otworzy sklep. Zeszła 
z   poddasza,   gdzie   od   siódmej   rano   próbowała   wymyślić 
pocztówkę,   jakiej   jeszcze   nie   było,   do   mieszczącej   się   na 
parterze kuchni i nastawiła wodę na kawę. Po kilku minutach, 
trzymając już w dłoniach parujący kubek, przeszła do głównego 
pomieszczenia, w którym znajdował się sklep.  
 

Przystanęła   w   progu,   by   spojrzeć   na   swe   dzieło. 

Próbowała patrzeć na wszystko oczyma klientów. Jednego była 
pewna – jej sklep całkowicie różnił się od innych. 
 

Mieścił   się   w   starym   ceglanym   budynku,   który   Kelly 

chwilowo   wynajmowała,   lecz   w   przyszłości   zamierzała 
wykupić. Budynek stał w centrum miasteczka, co zapewniało 
doskonałą lokalizację, oraz miał w sobie wiele uroku, na czym 
Kelly   zależało   najbardziej.   Poza   kuchnią   dla   klientów 
przeznaczony   był   cały   parter.   Mogli   w   nim   kupić   artykuły 
piśmiennicze, kartki pocztowe, zaprojektowane, namalowane i 
wydrukowane przez Kelly, oraz całą masę innych „śliczności”: 
koszyczki,   saszetki   w   kształcie   serduszek,   najprzeróżniejszej 
wielkości   i   kształtu   ramki   do   zdjęć   i   obrazków,   stroiki, 
bukieciki, dzbanuszki, świece i różnych rodzajów potpourri. 
 

Poddasze   Kelly   przerobiła   na   pracownię.   W   dachu 

zainstalowała olbrzymie okno, które zapewniało odpowiednią 
ilość światła do pracy. To tu właśnie powstawały jej oryginalne 
pocztówki. 
 

Teraz   więc,   przed   kolejnym   dniem   pracy,   Kelly 

spoglądała z dumą na swe dzieło. Nie wyrobiła sobie jeszcze w 
mieście   marki,   ale   wszystko   było   przed   nią.   Minęły   dopiero 
dwa tygodnie. Zresztą raczej by umarła, niż miała zrezygnować. 
Po ojcu i babci odziedziczyła nieprawdopodobny wręcz upór. 
 

Odstawiła kubek, usiadła za kasą i otworzyła szufladkę z 

pieniędzmi. 
 

Chwilę później usłyszała dźwięk dzwonka zawieszonego 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 168

   

nad   drzwiami   wejściowymi.   Uniosła   głowę   i   spojrzała   w 
uśmiechniętą twarz klienta. 
 

Wiele godzin później Kelly masowała zdrętwiały kark. 

Ależ była zmęczona! Po całym dniu obsługiwania klientów to 
jednak   miłe   zmęczenie,   pomyślała,   spoglądając   na   zegar, 
którego wskazówki wskazywały siedemnastą. 
 

Za pół godziny zamknie sklep, pojedzie do domu i resztę 

dnia swoich urodzin spędzi z babcią. 
 

Nieoczekiwanie   znów   zabrzmiał   zawieszony   nad 

wejściem dzwonek. 
 

Kiedy   odwróciła   się   w   stronę   drzwi,   ze   zdumienia 

szeroko otworzyła usta. 
 

Widząc   zaskoczenie   na   jej   twarzy,   klient,   wysoki 

mężczyzna, uśmiechnął się i powiedział:
 

– Zamknij buzię, bo złapiesz zarazki. 

 

–   Charles!   Co   tutaj   robisz?   –   zapytała   Kelly,   nie 

przestając gapić się na Charlesa Liptona, znajomego prawnika, 
z którym spotykała się dość często, zanim nie wyprowadziła się 
z Houston. 
 

– To chyba oczywiste. 

 

Rozpiął   marynarkę   drogiego   garnituru   i   usiadł   przy 

końcu   lady   na   krześle   przeznaczonym   dla   klientów,   którzy 
zamierzali zabawić w sklepie trochę dłużej. 
 

– Co jest takie oczywiste? 

 

– Ej, Kelly – Charles uniósł brew – przecież dzisiaj są 

twoje   urodziny!   Pomyślałem,   że   zechcesz   je   uczcić.   Może 
wybierzemy się gdzieś do miasta? 
 

Kelly   przesłała   mu   uprzejmy   uśmiech.   Żywiła   wobec 

Charlesa   mieszane   uczucia.   Mówiąc   zaś   ściślej   –   niezbyt 
przyjazne. Robiła jednak wszystko, by nie dać po sobie tego 
poznać. Charles Lipton podobał się jej ojcu. Był człowiekiem, 
jakiego   Simon   życzyłby   sobie   na   zięcia:   trzeźwo   myślący, 
solidny, z głową do interesów, potomek jednej z najbogatszych 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 169

   

rodzin   w   Houston,   spadkobierca   sieci   hoteli.   Wszystkie   te 
cechy nudziły Kelly śmiertelnie. Jedynie w samym wyglądzie 
Charlesa nie było nic nudnego. 
 

Mimo że liczył tylko metr siedemdziesiąt wzrostu, był 

przystojny   niczym   gwiazdor   filmowy.   Miał   gęste   jasno-
kasztanowe włosy i zielone oczy, główną zaś atrakcję stanowił 
jego uśmiech. Wydawało się, że Charles Lipton doskonale wie, 
kiedy rozjaśnić nim twarz, prezentując przy tym imponujący 
garnitur olśniewająco białych zębów. 
 

Plusy te nie potrafiły wszakże zmienić opinii Kelly, że 

Charles Lipton jest typem człowieka, który ma przekonanie, iż 
na wszystkim zna się najlepiej, i właśnie przez to jest niezwykle 
irytujący. 
 

– No, to jak będzie? – zapytał z naciskiem. 

 

– Cóż, skoro jechałeś dwie i pół godziny tylko po to, 

żeby mnie zobaczyć, jak mogłabym odmówić? 
 

Charles   wstał   jak   na   komendę,   a   jego   twarz   znów 

rozpromienił ów słynny olśniewający uśmiech. 
 

– Nie mogłabyś – przyznał. 

 

Dopiero po kilkunastu minutach, gdy znaleźli się już na 

podjeździe   prowadzącym   do   domu   babci   i   mieli   wysiadać   z 
samochodu, Kelly uświadomiła sobie, że Charles ani słowem 
nie   skomentował   jej   sklepu   –   nie   pochwalił,   nie   zganił,   nie 
wygłosił na jego temat jakiejkolwiek uwagi. 
 

Zmartwiło ją to, ale tylko na chwilę. Jakie znaczenie ma 

opinia takiego sztywniaka? 
 

– Czeka was uroczy wieczór. 

 

Kelly uśmiechnęła się do Claire, nachyliła i pocałowała 

w policzek; babcia miała skórę cienką jak pergamin. 
 

– Tak – odparła. – Martwię się tylko, że zostawiamy cię 

tu samą. – Zrobiła smutną minę, a Charles poważnie pokiwał 
głową. 
 

– Zupełnie niepotrzebnie – odrzekła Claire. – Przecież 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 170

   

dzisiaj są twoje urodziny. No, idźcie już. Zresztą za chwilę w 
telewizji zaczyna się mój ulubiony program. 
 

Kilka minut później Kelly i Charles znaleźli się znów 

przed domem.  Był  lipiec  i,   mimo że dochodziła  dwudziesta, 
słońce przygrzewało jeszcze mocno. 
 

Charles   otworzył   drzwi   swego   lincolna   i   wpuścił   do 

środka Kelly. 
 

Kiedy   zajął   miejsce   za   kierownicą   i   uruchomił   silnik, 

odwrócił się w jej stronę i zapytał:
 

– Dokąd? 

 

– Do „Boot Scootin”. 

 

– Słucham? – Charles zamrugał oczyma. 

 

– „Boot Scootin”. 

 

– Jeśli to miejsce, o jakim myślę, wybij to sobie z głowy. 

Chciałem cię zabrać na kolację do jakiegoś wytwornego lokalu. 
 

– A to, z kolei, ty możesz wybić sobie z głowy. Nie 

zapominaj, że to moje urodziny. 
 

Charles zacisnął dłonie na kierownicy i cicho zaklął. 

 

– W porządku. Co to za lokal? 

 

– Klub taneczny z muzyką country-and-western. 

 

–   I   wypożyczalnią   rewolwerów   przy   wejściu   –   dodał 

złośliwie. – O ile naturalnie nie posiadasz własnego. 
 

– Bardzo śmieszne. 

 

–   Uwierz   mi,   naprawdę   chcę   cię   zabrać   do   dobrej 

restauracji. 
 

–   A   ty   posłuchaj,   jeśli   nie   chcesz   jechać   ze   mną, 

powiedz. Pojadę sama. 
 

– Jasne, jestem bardziej niż pewien, że dokładnie tak byś 

zrobiła. 
 

– Na twoim miejscu nie byłabym tak uparta – ostrzegła 

Kelly. Korciło ją, by oświadczyć Charlesowi, że na ten wieczór 
miała już inne plany. 
 

–   No   dobrze.   Niech   ci   będzie.   Najpierw   wpadniemy 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 171

   

gdzieś, żeby coś przekąsić, a potem – do „Boot Scootin”. 
 

– Poza tym że uwielbiam tańczyć, istnieje inna jeszcze 

przyczyna, dla której chcę pojechać właśnie tam. 
 

Popatrzył na nią z rozpaczą. 

 

– Mówisz poważnie? 

 

–   Pracuję   właśnie   nad   westernowymi   pocztówkami, 

wiesz, takie z motywami z Dzikiego Zachodu... Wiem, że jest 
na nie ogromny popyt, a nikt jeszcze się tym nie zajął. 
 

Charles wyprowadził samochód na ulicę. 

 

– Skoro tak mówisz... 

 

Niebawem   siedzieli   już   przy   stoliku   w   klubie   „Boot 

Scootin”,   a   salę   wypełniały   dźwięki   najnowszego   przeboju 
country. Czekając na zamówione drinki, Kelly rozglądała się 
wokół   z   rosnącym   zainteresowaniem.   Przytupywała   nogą   w 
rytm   muzyki   i   ogarniała   ją   coraz   większa   ochota   do   tańca. 
Napominała   się   jednak   w   duchu,   że   przede   wszystkim   musi 
dokładnie rozejrzeć się po lokalu, ostatnio najmodniejszym w 
miasteczku.   Jej   uwagę   zwracał   rozległy   owalny   parkiet 
taneczny pośrodku, a przede wszystkim rustykalne dekoracje: 
stare   sprzęty,   koła,   elementy   strojów   i   uprzęży.   Starała   się 
zapamiętać wszystko jak najdokładniej. 
 

–   No   i   co   o   tym   myślisz?   –   zapytał   Charles,   kiedy 

kelnerka przyniosła im napoje. 
 

– Jest lepiej, niż się spodziewałam. 

 

Charles pociągnął ze szklanki tęgi łyk whisky z samym 

tylko lodem. 
 

– Cieszę się, że ci się tu podoba. 

 

Ledwo   skrywany   sarkazm   w   jego   głosie   nie   uszedł 

uwagi   Kelly.   Miała   ochotę   udusić   tego   faceta!   Zachowując 
jednak   pozorny   spokój,   upiła   tylko   łyk   wody   mineralnej   i 
wróciła do obserwowania sali. 
 

– Przy barze stoi jakiś typek, który bez przerwy na ciebie 

patrzy. 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 172

   

 

Kelly nie spojrzała nawet w tamtym kierunku. 

 

–   I   co   z   tego?   W   takich   miejscach   to   rzecz   całkiem 

normalna. 
 

–   I   dlatego   właśnie   nie   chciałem   tu   przychodzić   – 

odburknął Charles. 
 

Kelly uniosła brwi. 

 

– Proszę, proszę, co ja widzę. Humorek coraz gorszy. – 

Poklepała   Liptona   po   dłoni.   –   Daj   spokój,   dobrze?   Chcę 
tańczyć. 
 

– A jeśli ja nie chcę? – zapytał, wyraźnie rozdrażniony. 

 

– To możesz wrócić – odparła słodziutkim głosem. – Nie 

będziesz się nudził. 
 

Charles uśmiechnął się krzywo i gwałtownie wstał. 

 

– Zgoda, wygrałaś – powiedział, biorąc Kelly za rękę. 

 

– Chodźmy na parkiet. 

 

W  chwilę  później   znaleźli  się  na  środku  sali,   a  Kelly 

zaczęła prowokacyjnie kołysać w tańcu biodrami. 
 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 173

   

Rozdział drugi

 

Tucker Garrett stał oparty o najbliższy kręgu tanecznego 

róg baru. 
 

Sprawiał wrażenie, jakby otaczający świat w ogóle go 

nie interesował. Każdy jednak, kto znał choć trochę Tuckera, 
wiedział, że jest zupełnie odwrotnie. Pod maską niemrawego, 
staromodnego   poczciwca   krył   się   pełen   energii,   przekory   i 
fantazji mężczyzna. 
 

Teraz   było   podobnie.   Tucker   zachowywał   wprawdzie 

kamienną   twarz,   lecz   gdy   obserwował   tańczącą   na   parkiecie 
blondynkę,   czuł,   że   rozpiera   go   energia,   że   rośnie   w   nim 
napięcie,   jakiego   nie   doświadczył   od   dawna.   O   ile   w   ogóle 
kiedykolwiek w swoim życiu odczuwał podobne napięcie! 
 

Do licha, była śliczna! Delikatne rysy, modnie obcięte, 

krótkie   jasne   włosy.   Nie   widział   jej   oczu,   lecz   mógłby   się 
założyć o wszystko, że są równie piękne jak buzia... Ale to jej 
ciało   o   szczupłych   biodrach   i   nie   kończących   się   nogach, 
poruszające się idealnie w rytm dynamicznej muzyki sprawiało, 
że Tuckerowi gwałtownie rosło ciśnienie krwi. Żeby uspokoić 
rozbudzone   zmysły,   zaklął   pod   nosem   i   głęboko   odetchnął. 
Niewiele   to   pomogło.   W   miarę   jak   tempo   muzyki   rosło, 
dziewczyna coraz szybciej poruszała biodrami, a jemu ciśnienie 
rosło jeszcze bardziej. 
 

Tucker Garrett miał trzydzieści pięć lat, ale nie widział 

jeszcze w życiu kobiecych bioder, które by w tak doskonały 
sposób wypełniały nienagannie skrojone dżinsy. No i naturalnie 
nie   mógł   przeoczyć   jej   piersi.   Były   krągłe   i   sterczały 
przepysznie pod pomarańczową jedwabną bluzką. 
 

Nad górną wargą mężczyzny pojawiły się kropelki potu. 

Ponownie zaklął. 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 174

   

 

Do   licha,   zachowywał   się   jak   jeleń   podczas   rui.   A 

wszystko to na sam tylko widok kobiety. Co by się z nim stało, 
gdyby jej dotknął! 
 

Odwrócił   wzrok,   widząc,   że   powolnym,   niezdarnym 

krokiem   zbliża   się   do   niego   James   Arnold,   nazywany   ze 
względu   na   gburowatą   i   burkliwą   naturę   Ponurakiem.   W 
pierwszej   chwili   Tucker   był   zły   na   niego,   że   przerwał   mu 
szalone myśli i chciał go zdrowo ochrzanić. Spojrzał jednak na 
drewnianą nogę Ponuraka i tylko się uśmiechnął. 
 

– Co cię tak bawi? – zapytał James-Ponurak. 

 

– Nic. 

 

– Przyszło sporo ludzi, prawda? 

 

– Najlepsze jeszcze przed nami – wymamrotał Tucker, 

ponownie   wlepiając   wzrok   w   poruszającą   się   kusząco   na 
parkiecie kobietę. 
 

Ponurak powędrował za jego spojrzeniem. 

 

– Hmm, teraz rozumiem. 

 

Tucker odwrócił głowę i popatrzył na niego zwężonymi 

oczyma. 
 

– Co rozumiesz, stary rozpustniku?  

 

–   Jak   to   co?   Znamy   się   jak   łyse   konie   –   odciął   się 

Ponurak. 
 

–   Idź   do   diabła!   –   machnął   ręką   Tucker,   a   Ponurak 

roześmiał się, pokazując zęby, niegdyś białe, teraz brązowe od 
palonych przez lata papierosów i żutego tytoniu. – W porządku, 
też jestem starym rozpustnikiem – przyznał po chwili Tucker. 
 

– I nic w tym złego, synu. 

 

Tucker nie odpowiedział. Myślał o tym, że miał w życiu 

wiele   szczęścia,   iż   trafił   na   Ponuraka,   swego   przyjaciela   i 
pracownika. Bez niego nie poradziłby sobie z prowadzeniem 
klubu. Ponurak pracował tu jako barman, pomocnik i człowiek 
od wszystkiego. Tucker poznał go przez swego wuja, który nie 
wiadomo skąd go wytrzasnął. Do tej chwili był za to wujowi 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 175

   

niewymownie wdzięczny... 
 

–   Możesz   się   na   nią   gapić   tak   długo,   dopóki   nie 

zaczniesz czegoś kombinować – stwierdził Ponurak. 
 

–   O   co   ci   chodzi?   –   Tucker   przesłał   mu   groźne 

spojrzenie. 
 

– Dobrze słyszałeś. Ale jak nie dotarło, mogę powtórzyć. 

 

Tucker parsknął. 

 

– Czy nikt ci jeszcze nie powiedział, że twój zwyczaj 

wtykania nosa w cudze sprawy nie wyjdzie ci kiedyś na dobre? 
– Chwilę milczał. – Wiesz, powinienem cię wywalić z roboty. 
 

–   Jasne,   że   powinieneś,   ale   nie   wywalisz.   Kto   ci 

dopilnuje tej budy i nada jej wspaniały kształt? 
 

Tucker   ponownie   parsknął,   ale   nic   nie   odpowiedział. 

Doskonale   zdawał   sobie   sprawę,   że   stary   dziwak   jest 
niezastąpiony. 
 

– Mówiąc o wspaniałych kształtach... Czy widziałeś już 

ją tu kiedyś? – zapytał. 
 

Ponurak nie próbował nawet udawać, że nie rozumie, o 

co chodzi. 
 

– Nie, nie sądzę. 

 

– A czy widziałeś, bracie, jakąś, która poruszałaby się 

tak jak ona? – Tucker pokręcił głową i westchnął ciężko. 
 

– Nie, nie widziałem. Jest inna niż te, co tu zazwyczaj 

przychodzą. 
 

Dlatego powiedziałem, co powiedziałem. 

 

–   Twoim   zdaniem   wybija   się   ponad   przeciętność   i 

dlatego jest poza zasięgiem moich możliwości? 
 

–  Sam  bym  tego  lepiej   nie  ujął  synu.   Choć  z  drugiej 

strony nie sądzę, żeby była lepsza od ciebie. Chodzi o to, że 
taka kobieta oznacza kłopoty. Ona złamie ci serce. Do cholery, 
sam powinieneś wiedzieć o tym najlepiej. 
 

– I wiem. Masz rację. Ale to wcale nie znaczy, że pragnę 

jej mniej... – 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 176

   

 

Tucker urwał. – Och, niech to szlag trafi. I tak zapewne 

ma męża. Tego gościa, z którym tu przyszła... 
 

– Raczej nie. Szkoda by jej było. A poza tym on nie 

wygląda na chłopa, który dałby jej radę. 
 

Tucker znów przesłał Ponurakowi groźne spojrzenie. 

 

–  Tak  czy   siak,   to  nie  nasz  interes.   Mamy  na  głowie 

ważniejsze sprawy. 
 

Ponurak rozejrzał się po sali. 

 

– Rany, masz rację. Robi się tłoczno. Muszę sprawdzić, 

czy wszyscy się dobrze bawią. 
 

–   Też   ruszam   do   roboty   –   mruknął   Tucker   w   stronę 

pleców oddalającego się przyjaciela. 
 

Nie   ruszył   się   jednak   z   miejsca   i   obserwował   tylko 

napływających   tłumnie   gości.   Na   twarzy   pojawił   mu   się 
uśmiech pełen ulgi i zadowolenia. Nie ma to jak powodzenie 
firmy, pomyślał i uśmiech jego stał się jeszcze szerszy. 
 

Gdy   jednak   uświadomił   sobie,   że   znów   spogląda   w 

kierunku   obracającej   się   na   parkiecie   pary,   spochmurniał. 
Teraz, w świetle kolorowych świateł, blondynka o wspaniałych 
kształtach jeszcze bardziej przykuwała jego uwagę. 
 

Naszła   go   nagła   chęć,   by   wkroczyć   na   parkiet, 

odepchnąć tego frajera i zająć jego miejsce przy kobiecie. Ale 
ku   swemu   większemu   jeszcze   zdumieniu,   Tucker   nie   uległ 
pokusie; wahał się, rozważając wszelkie konsekwencje takiego 
rozwiązania sprawy. 
 

Ostatecznie nie pracował już na polach naftowych jako 

prosty   robol,   gdzie   brak   dobrych   manier   nie   robił   żadnej 
różnicy i nikogo nie raził. Teraz był człowiekiem interesu, a tu 
dobre maniery zawsze były w cenie. Niemniej trudno mu było 
zapanować  nad  sobą.   Zawsze   był  człowiekiem   porywczym   i 
zdecydowanym. Wychowany przez nieżyjącego już wuja, przez 
większą część życia musiał się sam o siebie troszczyć i niczego 
nikomu nie zawdzięczał – z wyjątkiem Ponuraka. Kiedy czegoś 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 177

   

zapragnął, jak czołg parł do celu i przeważnie go osiągał. Inna 
rzecz, że częstokroć posuwał się za daleko i później gorzko tego 
żałował. 
 

Najlepszym   przykładem   było   jego   małżeństwo.   Za 

Sheryl   Hemple   pognał   na   złamanie   karku,   lecz   wkrótce   po 
ślubie zaczął tego żałować. Nie minęło zbyt wiele czasu, a miał 
już jej serdecznie dosyć, podobnie zresztą jak pracy na polach 
naftowych. Kiedy więc nadarzyła się okazja kupna tancbudy w 
Lufkin, bez namysłu z niej skorzystał. 
 

Początkowo sądził, że popełnił wielki błąd. Budynek był 

zniszczony, zarówno w środku, jak i na zewnątrz. Jednak chęć 
posiadania   własnego   klubu   w   stylu   country-and-western 
okazała się silniejsza od obaw i Tucker własnymi rękami zaczął 
przerabiać paskudną budę w coś, co mogło służyć ludziom jako 
miejsce spotkań i zabawy. 
 

Udało   się   nie   najgorzej.   Teraz,   kiedy   spłacił   już 

zaciągniętą  w  banku   pożyczkę,   zamierzał   zrealizować  drugie 
marzenie swego życia: na kawałku ziemi,  którą zostawił mu 
wuj, założyć hodowlę bydła. 
 

W tej chwili jednak wszystkie marzenia zeszły na plan 

dalszy. Liczyła się tylko ta blondynka na parkiecie. 
 

–   Napijesz   się   czegoś,   szefie?   –   zapytał   Alf,   który 

pracował tu jako barman. 
 

– Trochę później. Ale dzięki za pamięć. 

 

–   Na   tym   parkiecie   musi   się   dziać   coś   niezwykłego. 

Nigdy nie widziałem, szefie, żebyś tak długo sterczał w jednym 
miejscu i gapił się na tańczących. 
 

– Pilnuj swego nosa, Alf. Zaczynasz gadać jak Ponurak. 

 

– Jest wystrzałowa, no nie? – wyszczerzył zęby barman. 

 

– Jak cholera! – mruknął Tucker. 

 

Próbował odwrócić twarz w inną stronę, nie patrzeć tam, 

gdzie z uporem wracał jego wzrok. Na próżno. Wreszcie zaklął 
cicho pod nosem i ruszył w kierunku tańczących. 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 178

   

 

Kiedy rozległy się pierwsze takty  Pretty Woman    Roya 

Orbisona, Tucker poklepał partnera blondynki po ramieniu. 
 

– Czy mogę? – zapytał. 

 

Para zamarła w bezruchu. Tucker pomyślał, że jeśli facet 

każe mu teraz wynosić się do wszystkich diabłów, będzie miał 
do tego święte prawo, a on będzie musiał odejść i tylko naje się 
wstydu. Lecz mężczyzna o przystojnej twarzy zmierzył go tylko 
wzrokiem od stóp do głów i powiedział:
 

– Proszę bardzo. 

 

–   Charles!   –   Kobieta   sprawiała   wrażenie   strwożonej 

biegiem wypadków. 
 

– Wracaj! 

 

Charles zatrzymał się na chwilę. 

 

– Do licha, mówiłem ci, że jestem zmęczony. Muszę się 

czegoś napić. 
 

– Charles – szepnęła jeszcze raz za nim, ale pozostała na 

parkiecie, patrząc tylko, jak jej partner przepycha się między 
tańczącymi parami, zmierzając do stolika. 
 

Tucker   popatrzył   na   jej   twarz.   Malowało   się   na   niej 

zmieszanie, a także oburzenie, zawód i strach. 
 

– Przykro mi – powiedział i zmusił się do uśmiechu. 

 

– Wcale nie jest panu przykro – warknęła, obrzucając go 

gniewnym spojrzeniem. 
 

O,   jest   nie   tylko   ładna,   ale   i   śmiała,   pomyślał   z 

satysfakcją. Z bliska była jeszcze piękniejsza, niż myślał. Oczy 
miała niebieskie jak morze i tak wielkie, że wydawało się, iż 
utonie w nich, jeśli ośmieli się patrzeć w nie dłużej niż kilka 
sekund. 
 

– Ma pani rację – odparł Tucker, a twarz rozjaśnił mu 

pogodny uśmiech. 
 

–   Rzeczywiście   nie   jest   mi   wcale   przykro.   –   Nie 

odpowiadała, więc dodał: – Proszę pani, ja naprawdę jestem 
nieszkodliwy. 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 179

   

 

Nie zareagowała na ten żart. Wpatrywała się w niego 

jedynie, jakby chciała powiedzieć, żeby wynosił się do diabła; 
albo coś jeszcze gorszego.  
 

–   A   tak   swoją   drogą,   to   kim   pan   właściwie   jest?   – 

zapytała w końcu. 
 

– Tucker Garrett – przedstawił się. 

 

– I to właśnie daje panu prawo, by zachowywać się jak 

kowboj? 
 

– Biorąc pod uwagę, że ten klub należy do mnie, to tak. 

 

Ku jego radości kobieta prawie się uśmiechnęła. Może 

nie będzie taka nieprzystępna? 
 

– Jeden taniec, zgoda? – zaproponował. 

 

– Czemu nie? Jest pan wprawdzie bezczelny, ale szkoda 

byłoby, żeby zmarnowała się taka ładna piosenka. 
 

– Tak, rzeczywiście byłoby szkoda – odrzekł Tucker i 

zgodnie zaczęli kołysać się w rytm muzyki. 
 

Dupek!   –   pomyślała   Kelly   ze   złością,   spoglądając 

ukradkiem w stronę Liptona. Ale czy Tucker Garrett nie był 
większym dupkiem niż Charles? Sama nie wiedziała, którego z 
nich miała większą ochotę udusić. Charlesa za to, że zostawił ją 
na pastwę tego prostaka, który pożera ją teraz oczami, jakby 
była   deserem,   który   może   w   każdej   chwili   schrupać,   czy 
samego Tuckera za to, że tak właśnie na nią spogląda. 
 

Musiała jednak przyznać, że dobrze czuła się z nim na 

parkiecie. Prostak czy nie, jego ciało cudownie poruszało się w 
tańcu. Był pewny, zdecydowany, silny, doskonale prowadził. 
Szkoda tylko, że twarz nie przystaje do reszty, pomyślała. Miał 
zbyt ostre rysy, żeby nazwać go przystojnym. 
 

Chociaż... Czy to właśnie nie dodawało mu uroku? Do 

tego   wyraziste,   prawie   zupełnie   czarne   oczy   i   gęste,   lekko 
wzburzone, ciemnokasztanowe włosy opadające na kołnierzyk 
sportowej   koszuli.   Wszystko   to   sprawiało,   że   w   mężczyźnie 
tym było coś intrygującego, a może nawet – co przyznała z 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 180

   

pewnym zakłopotaniem – seksownego. 
 

Zresztą nieważne, i tak jej to nie interesuje. Miała już do 

czynienia z ludźmi typu Tuckera Garretta. Określała ich zawsze 
dwoma   słowami:   czarujący   i   niebezpieczni;   piorunująca 
mieszanka, której lepiej unikać jak ognia. 
 

Dlaczego więc od razu nie kazała mu się wynieść do 

wszystkich diabłów i dać jej święty spokój? 
 

– Wspaniale pani tańczy – odezwał się po chwili. 

 

– Pan również – odparła, unikając jego spojrzenia. Znów 

zapanowało   niezręczne   milczenie,   a   gdy   piosenka   się 
skończyła, odsunęli się od siebie. 
 

– Dziękuję – powiedziała Kelly i odwróciła się w stronę 

stolika. 
 

– Proszę zaczekać. 

 

Sama nie wiedziała, dlaczego się waha. Może sprawił to 

władczy ton jego głosu, a może tak naprawdę wcale nie chciała 
odchodzić? Tak czy inaczej zatrzymała się i spojrzała w stronę 
mężczyzny. 
 

Wyciągnął do niej rękę.  

 

– Powiedział pan, że tylko jeden taniec. 

 

– Skłamałem. 

 

Nieoczekiwanie z głośników rozległy się tony lirycznej 

ballady.   Kelly   otworzyła   usta,   żeby   odmówić,   ale   za   –   nim 
zdążyła cokolwiek powiedzieć, on już założył ręce na jej szyję i 
przyciągnął ją blisko do siebie. Przytulił. 
 

– Nie – szepnęła, czując przez ubranie, że jej partner jest 

straszliwie podniecony. 
 

On   też   wiedział,   że   ona   to   wie.   Oboje   jednocześnie 

zesztywnieli, jakby poraził ich prąd. 
 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 181

   

Rozdział trzeci

 

Umysł Kelly nie rejestrował niczego – ani głębokiego 

westchnienia Tuckera, ani migających świateł, ani olbrzymiego 
ekranu telewizyjnego, ani innych par. Niczego. Była świadoma 
jedynie mężczyzny trzymającego ją w ramionach, tak jakby już 
nigdy nie zamierzał jej wypuścić. 
 

Przez ułamek sekundy żadne z nich nie było w stanie 

wykonać   ruchu,   a   otaczające   ich   powietrze   było   niczym 
naładowane elektrycznością. 
 

Uciekaj,   uciekaj,   Kelly,   gdzie   pieprz   rośnie!   – 

powtarzała sobie w duchu. 
 

Nadaremno. Nie była w stanie tego uczynić. Czuła się 

tak, jakby stopy wrosły jej w ziemię. 
 

Nagle   oczy   Tuckera   zapłonęły   dziwnym   blaskiem. 

Mężczyzna rozluźnił nieco uścisk i zaczął poruszać się łagodnie 
w takt muzyki. Kelly, jak w transie, podążyła za jego ruchami. 
 

–   Niech   się   pani   rozluźni   –   szepnął   jej   do   ucha.   – 

Przecież pani nie ugryzę. 
 

–   Nie   jestem   tego   taka   pewna   –   odparła,   czując 

jednocześnie niewymowną ulgę, że ich ciała nie stykają już się 
ze sobą. 
 

Trwało   to   jednak   zaledwie   kilka   sekund.   Jeden   bliski 

kontakt wystarczył, by znowu poczuła, że ma do czynienia z 
mężczyzną.   Rumieniec   natychmiast   okrasił   jej   policzki.   Nie, 
Kelly z całą pewnością nie była pruderyjna, ale, na Boga, nie 
miała przecież zwyczaju ocierać się o twardości podnieconych 
podrywaczy! 
 

– Czy już ktoś pani mówił, że porusza się pani jak anioł? 

 

Te banalne słowa, wypowiedziane zduszonym głosem, 

sprawiły, że Kelly przeszył dreszcz. Nieznajomy zapewne to 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 182

   

wyczuł, ponieważ roześmiał się cicho i mocniej przygarnął ją 
do siebie. Natychmiast zesztywniała. Co się z nią dzieje? 
 

Gdzie   się   podział   jej   opór,   silna   wola,   nadzwyczajna 

zdolność do zbijania z tropu przy pomocy kąśliwych uwag? 
 

– Nie... nie takimi słowami – wydukała, pragnąc z całej 

duszy, żeby obcy wypuścił ją wreszcie ze swych objęć. 
 

Tucker znów się roześmiał, jego gorący oddech pieścił 

ucho Kelly. Robiła wszystko, żeby zachowywać się normalnie, 
nie   dać   poznać   po   sobie,   że   ogarnęło   ją   przerażające   i 
oszałamiające poczucie zniewolenia. Czy ta przeklęta piosenka 
nigdy się nie skończy? 
 

Jej   pragnienie  spełniło   się   kilkanaście   sekund   później. 

Kelly natychmiast wysunęła się z objęć mężczyzny i cofnęła na 
bezpieczny dystans. Przez następną chwilę wpatrywali się sobie 
w   oczy.   Później   przesłała   Tuckerowi   wymuszony   uśmiech  – 
Więc... dzięki za taniec. 
 

–   Cała   przyjemność   po   mojej   stronie   –   odparł. 

Powiedział to tak, jakby był Don Juanem, który kpi sobie ze 
zmieszania   naiwnego   dziewczątka.   Kelly   zmroziła   go 
wzrokiem, odwróciła się na pięcie i skierowała w stronę stolika. 
Nie oglądała się za siebie, ale była pewna, że Tucker stoi bez 
ruchu w miejscu i patrzy za nią; czuła na plecach jego wzrok. 
Niech go piekło pochłonie! Co za tupet! 
 

– Proszę, proszę, miałaś już dosyć tego... tego... kowboja 

za   trzy   grosze?   –   przywitał   ją   Charles   przy   stoliku.   Mówił 
niewyraźnie, patrzył na nią mętnym wzrokiem, a na jego czole 
błyszczały krople potu. 
 

–   Upiłeś   się   –   stwierdziła   Kelly,   nie   próbując   nawet 

ukrywać niesmaku. 
 

Już wcześniej widziała, że Charles nie odmawia sobie 

dzisiaj   alkoholu   i   powinna   była   przewidzieć   taki   rozwój 
wypadków. Co za wspaniały urodzinowy wieczór! – pomyślała 
z   goryczą.   Najpierw   porwał   ją   do   tańca   jakiś   miejscowy 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 183

   

uwodziciel,   potem   ona   zachowywała   się   wobec   niego   jak 
nastolatka   na   pierwszej   randce,   a   teraz   facet,   z   którym   tu 
przyszła, jest pijany i bełkocze bez sensu. 
 

–   Dobra,   nie   ma   sprawy...   –   Charles   wybuchnął 

niezdrowym śmiechem i pociągnął kolejny łyk szkockiej. – Po 
prostu   wolisz   brodzić   w  krowim   gnoju,   niż  spędzać  czas  ze 
mną. Rozumiem... 
 

– A kto do tego dopuścił? – odpaliła Kelly, gwałtownie 

odsunęła krzesło i usiadła naprzeciwko Charlesa. 
 

– Chyba nie ja, do licha. 

 

– Mam ci przypomnieć, że to właśnie ty pozwoliłeś mu, 

by ze mną tańczył? 
 

– No a co! – zaperzył się Charles. – Nie miałem wyboru! 

 

– Trele-morele! 

 

Charles spuścił z tonu. Znów się zasępił. 

 

– Okay, powiedzmy, że miałem już dosyć tańca. 

 

– W to akurat uwierzę. Nigdy nie lubiłeś tańczyć. Upiłeś 

się, żeby się na mnie zemścić. 
 

Charles   pochylił  się  w  jej   stronę.   Kelly   poczuła  ostry 

odór whisky i z odrazą cofnęła głowę. Skrzywił się, widząc ten 
gest i powiedział:
 

– Nieprawda. Nie cierpię tylko, gdy w mojej obecności 

jakiś pastuch obmacuje cię w tańcu. 
 

– Och, proszę! – Kelly wzniosła oczy do nieba. 

 

– Chciałem tylko – bełkotał niezrażony Charles – aby ten 

wieczór był szczególny. Żeby to był nasz wieczór... 
 

Kelly westchnęła. 

 

–   Nic   nie   stoi   temu   na   przeszkodzie.   Jeśli   tylko 

przestaniesz   pić   i   zamówisz   kawę,   wszystko   będzie   w 
porządku.   –   W   odpowiedzi   Charles   pociągnął   ze   szklanki 
kolejny potężny haust. – Więc jak będzie? – zapytała Kelly. – 
Ja czy szkocka?  
 

Charles obrzucił ją tajemniczym spojrzeniem. 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 184

   

 

– Chciałbym mieć taki wybór – powiedział płaczliwie. 

 

– Co takiego? – spytała Kelly, coraz bardziej zirytowana 

jego zachowaniem. Był taki infantylny, taki mało męski, upijał 
się  na złość,  byle  tylko  zwrócić  na  siebie  uwagę.  Wolałaby, 
żeby był bardziej stanowczy, silny, miał zawsze własne zdanie. 
No,   może   nie   do   tego   stopnia   jak   tamten   tancerz,   który 
próbował ją uwieść, ale... 
 

– Gdybym miał ciebie, w jednej chwili zrezygnowałbym 

z   whisky   –   usłyszała   słowa   Charlesa   i   spojrzała   na   niego 
zdumiona. 
 

– Posłuchaj, Charles... Ja... 

 

– Naprawdę tak myślę, Kelly. 

 

– W tej chwili. 

 

– Zawsze. 

 

– Jak mogę ci wierzyć, skoro jesteś pijany? 

 

– Do licha, wcale nie jestem! 

 

Wzruszyła ramionami. Doszła do wniosku, że traci tylko 

czas i energię, sprzeczając się z Charlesem. 
 

– W porządku, nie jesteś – powiedziała. 

 

Upiła łyk napoju gazowanego i zacisnęła usta. Popełniła 

błąd, upierając się przy tym właśnie lokalu. Ale nawet jeśli tak 
się   stało,   nie   miała   zamiaru   dopuścić   do   tego,   by   wieczór 
zakończył   się   kompletnym   fiaskiem.   Będzie   nadal   bacznie 
obserwować   salę,   może   uda   jej   się   porozmawiać   z 
właścicielem... Nie, to w ogóle nie wchodziło w grę! Przecież 
właściciel to ten... 
 

Kelly poczuła, że znów oblewa się rumieńcem. 

 

– Czy wyjdziesz za mnie? 

 

– Słucham? – zapytała z roztargnieniem. 

 

–   Cholera   jasna,   pytam,   czy   za   mnie   wyjdziesz. 

Spojrzała na Charlesa szeroko otwartymi ze zdumienia oczami. 
Kiedy wreszcie odzyskała mowę, powiedziała:
 

– To jakiś żart, prawda? 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 185

   

 

Mężczyzna zbladł, wykrzywił z goryczą usta. 

 

–   Żaden   żart,   ale   sądząc   po   twojej   reakcji,   na   jedno 

wychodzi.   –   Kelly   milczała,   była   kompletnie   zaskoczona 
propozycją   Liptona.   Tymczasem   on   zaczął   wykładać 
argumenty. – Myślę, że tworzymy dobrą parę. Pochodzimy z 
podobnych środowisk, mamy wspólnych znajomych, lubimy... 
 

– Zaczekaj, zaczekaj chwilę – przerwała szybko Kelly. – 

Twoja   propozycja  padła   tak   nieoczekiwanie...   Czy   naprawdę 
mówisz poważnie? 
 

– Jeszcze nigdy w życiu nie byłem bardziej poważny. 

Sięgnął do kieszeni marynarki, wyciągnął atłasowe pudełeczko 
i   podał   je  Kelly   na   wyciągniętej   dłoni.   Kiedy   zawahała   się, 
powiedział:
 

– Bierz. Jest twój... jeśli zechcesz, oczywiście. – Kelly 

wpatrywała   się   chwilę   w   pudełko.   –   No,   bierz   –   nalegał 
Charles. 
 

Wzięła prezent w dłonie i ostrożnie uniosła wieczko. Na 

widok ogromnego, cudownie oprawionego brylantu wstrzymała 
oddech. Po chwili gwałtownie zatrzasnęła pudełeczko. 
 

– Nie podoba ci się – stwierdził cicho Charles.  Kelly 

poruszył zarówno ból jak i gniew, brzmiące w jego głosie. Czy 
jednak mogła go pocieszyć? 
 

–   Wręcz   przeciwnie,   bardzo   mi   się   podoba.   Jest 

cudowny, ale... 
 

– Ale go nie chcesz – dokończył za nią Charles. 

 

– Zgadza się, nie chcę – odrzekła Kelly, bo cóż innego 

miała odpowiedzieć. 
 

Wyciągnął rękę i gwałtownie odebrał jej pudełko. 

 

–   Któregoś   dnia   dostaniesz   to,   o   co   się   dopraszasz.   I 

mam tylko nadzieję, że będę w pobliżu, żeby to zobaczyć. 
 

–   Posłuchaj,   Charles.   Jesteś   dobrym   przyjacielem   i 

przyzwoitym człowiekiem – skłamała. – Ale tak się składa, że 
ciebie nie kocham, i nie sądzę, żebyś ty mnie kochał. 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 186

   

 

– Nawet nie wiesz, co czuję – odwarknął. 

 

– Może nie. Ale czy zastanowiłeś się choć przez chwilę, 

że teraz mieszkam w Lufkin i prowadzę własną firmę? 
 

–   I   co   z   tego?   Możesz   przenieść   sklep   do   Houston. 

Przede wszystkim nigdy nie powinnaś stamtąd wyjeżdżać. 
 

– A co z babcią? 

 

– To problem twego ojca, nie twój. Kelly spojrzała na 

niego z pogardą. 
 

– Mylisz się, mój drogi – odrzekła głosem zimnym jak 

lód. – Opieka nad babcią to moja powinność. I nie robię tego z 
przymusu, sama chcę. Tak będzie zawsze. 
 

Charles wzruszył ramionami. 

 

–   A   zatem   twoja   odpowiedź   brzmi:   „dziękuję,   nie 

skorzystam”? 
 

– Właśnie tak – odparła, siląc się na uprzejmość. 

 

– No i co teraz zrobimy? – zapytał, spoglądając Kelly w 

oczy. 
 

– Nie wiem. Zostaniemy przyjaciółmi? 

 

– Przyjaciółmi? 

 

– Może. 

 

Charles dopił whisky, z trzaskiem odstawił szklankę na 

stolik i skinął na kelnerkę. 
 

– A jeśli ja nie chcę być twoim przyjacielem? – zapytał 

podniesionym   głosem.   Kelly   nie   zdążyła   odpowiedzieć, 
ponieważ przy stoliku pojawiła się kelnerka. – Jeszcze jedną 
whisky! Podwójną! – powiedział, nawet na nią nie patrząc. 
 

– Charles, daj spokój. Chodźmy już – poprosiła Kelly, 

kiedy zostali sami. 
 

– Nigdzie nie pójdziemy! – wykrzyknął. – Sama chciałaś 

tu przyjść. Masz mi potem mówić, że popsułem ci zabawę? O, 
nie! 
 

– Charles, proszę... 

 

Urwała w połowie zdania. Ktoś dotknął jej ramienia. 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 187

   

 

– Pozwoli pani? 

 

Odwróciła   się   gwałtownie   i   ujrzała   nieznajomego 

młodzieńca. Przez chwilę myślała, że to... Nie, to nie Tucker. 
Odetchnęła z ulgą i uśmiechnęła się do mężczyzny, który prosił 
ją do tańca. 
 

– Jasne, bardzo chętnie – powiedziała szybko, widząc, że 

Charles znów zanurzył nos w szklance, i ruszyła na parkiet. 
 

– Co z tobą? – zapytał Ponurak. – Pierwszy raz widzę, 

żebyś tak stracił głowę dla baby. I to takiej, której wcale nie 
znasz. 
 

Tucker spojrzał niechętnie na przyjaciela. 

 

– Któregoś dnia zatkam ci gębę twymi własnymi butami. 

 

Ponurak wzruszył ramionami i wyszczerzył swoje żółte 

zęby. 
 

– Więc powiedz mi w sekrecie, czy ta blondyna ma coś 

takiego, czego brakuje innym? – Pomasował sobie protezę. – 
Bo chyba nie piersi. Niezłe, ale to nie Dolly Parton. 
 

– Zamknij się, dobrze? 

 

– O co chodzi? Chłopie, przecież gadamy poważnie – 

odrzekł Ponurak i wybuchnął śmiechem. 
 

Tuckera opadło znużenie, poczuł się głupio. Miał takie 

same   szanse  znaleźć  się  z  tą   kobietą   w  łóżku,   jak  zostać  w 
następnej   kadencji   prezydentem   Stanów   Zjednoczonych. 
Roześmiał   się   cicho   pod   nosem.   Do   licha,   to   drugie   byłoby 
chyba łatwiejsze! 
 

– Powiedz, co cię tak śmieszy, a pośmiejemy się razem – 

zagadnął znowu Ponurak. 
 

– Nic mnie nie śmieszy. 

 

– Naprawdę? 

 

– Słuchaj, odczep ty się ode mnie. Patrzę na tę blondynę 

i jej partnera tylko dlatego, że przewiduję kłopoty. 
 

Ponurak podrapał się po brodzie. 

 

– Naprawdę? 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 188

   

 

–   Ten   chłoptaś   od   samego   początku   ciągnie   czystą 

whisky. 
 

– Może tak lubi. „Garniturki” mają mocne głowy. 

 

– Ten „garniturek” to szczególny przypadek. Jeśli już się 

nie urżnął, to jest na najlepszej drodze. Ta blondyna cisnęła mu 
właśnie w twarz pierścionkiem zaręczynowym. 
 

Zaskoczony Ponurak chwilę milczał. 

 

– Sądzisz, że... – zaczął wreszcie. 

 

– Jasne – przerwał Tucker. – Wszystko widziałem. Dała 

mu kosza. I miała rację... 
 

– Chłopie, ta panna rzeczywiście zmąciła ci rozum. 

 

–   Głupstwa   opowiadasz.   Powiedziałem:   czuję   w 

powietrzu awanturę, a ja nie chcę tu żadnych awantur. 
 

–   Mam   szepnąć   słówko   Maxowi   i   trzymać   go   w 

pogotowiu? 
 

Max   był   policjantem,   który   w   wolnych   chwilach 

pracował jako ochroniarz w klubie. 
 

– Jeszcze nie teraz. 

 

– Chcesz to załatwić sam? – Ponurak trącił go łokciem i 

przesłał porozumiewawczy uśmiech. 
 

– Tak, staruchu. Masz coś przeciw? 

 

– Czy ja coś mówiłem? Ale zapamiętaj moją przestrogę: 

ta znajomość nie wyjdzie ci na zdrowie. Ta kobitka od czubka 
głowy do pięt jest jedwabista. Jeśli jesteś na tyle szalony, żeby 
na nią lecieć, to leć, ale pamiętaj: zje cię kawałek po kawałku. 
Pilnuj się. 
 

–   Do   diabła,   zaufaj   choć   trochę   memu   rozsądkowi   – 

odparł Tucker, nie spuszczając oka z Kelly, którą jakiś młody 
człowiek odprowadzał właśnie do stolika. 
 

–   W   porządku,   rób   jak   chcesz   –   mruknął   Ponurak   i 

pokuśtykał w stronę baru. 
 

W tej samej chwili wszczął się tumult. Najpierw Tucker 

usłyszał dźwięk gwałtownie odsuwanego krzesła, a następnie 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 189

   

dostrzegł,   że  towarzysz  blondynki  zrywa  się  na  równe   nogi. 
Palcem   wskazywał   na   zaskoczonego   młodzieńca,   który 
odprowadził Kelly do stolika. 
 

– Ty  gnoju! Nie będziesz z nią więcej  tańczył! Jazda 

stąd! Już! 
 

–   Charles,   zamknij   się   i   siadaj!   Nie   rób   awantur!   – 

próbowała go uspokajać. 
 

Tucker   pospiesznie   zlustrował   wzrokiem   otoczenie. 

Zauważył,   że   tańczące   w   pobliżu   pary   zatrzymały   się   i 
obserwują   z   zainteresowaniem   awanturę.   Jeszcze   chwila,   a 
zacznie się niezła burda, pomyślał. Oderwał się od baru i ruszył 
w   stronę   stolika,   który   skupiał   już   teraz   uwagę   niemal 
wszystkich gości. 
 

–  Spokojnie.   Nie  miałem  złych  zamiarów  –  wyjaśniał 

młody człowiek, wyciągając przed siebie ręce. 
 

– Charles! – syknęła Kelly, ale Lipton zupełnie jej nie 

słuchał. 
 

Wyszedł zza stolika i runął na młodzieńca. Zadał jeden 

dziki cios. I następny. 
 

– Nie! – Rozpaczliwy okrzyk kobiety dotarł do Tuckera, 

w chwili gdy wskakiwał między walczących. 
 

–   Co   jest!   Co   jest!   Uspokój   się   pan!   –   warknął   i   w 

ostatniej chwili cofnął głowę, żeby uniknąć ciosu wymierzo-
nego prosto w nos.  
 

– A ty co? Złaź z drogi! – ryknął Charles, skupiając teraz 

cały swój gniew na Tuckerze. 
 

Nie było wyjścia. Jedynym sposobem na powstrzymanie 

tego pijanego idioty było po prostu tęgo mu przyłożyć. 
 

Tucker   wziął   zamach   i   jego   pięść   pofrunęła   w   stronę 

podbródka awanturnika. W tej samej chwili między mężczyzn 
wdarła się Kelly. 
 

– Nie! – krzyknęła, ale było już za późno. Tucker nie 

zdążył wyhamować potężnego ciosu i jego pięść wylądowała na 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 190

   

twarzy kobiety. Przeraził się, jakiś czas nie docierało do niego, 
co naprawdę zaszło. Pojął to dopiero, gdy nieprzytomna upadła 
u   jego   stóp.   Charles   gapił   się   na   Tuckera   wybałuszonymi 
oczyma. 
 

– Boże wielki, zabiłeś ją! 

 

Tucker   bez   zastanowienia   wyrżnął   go   w   twarz   i 

obserwował, jak Charles powoli osuwa się na podłogę. 
 

–   Cholera   jasna   –   mruknął   i   przyklęknął   obok 

nieprzytomnej Kelly. 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 191

   

Rozdział czwarty

 

W klubie „Boot Scootin” zapadła cisza jak w kostnicy. 

Nikt się nie ruszał. 
 

Było tak cicho, że słychać byłoby nawet spadającą ze 

stolika na podłogę szpilkę. 
 

Tucker pierwszy przerwał milczenie. Głośno chrząknął, 

wziął Kelly na ręce i szybko zaniósł ją do swego mieszkania na 
zapleczu klubu. Tam delikatnie ułożył ją na łóżku. 
 

Towarzyszył   mu   Ponurak,   który   najwyraźniej   nie 

wiedział, co ma powiedzieć i jak się zachować. Gdyby sytuacja 
nie była tak poważna, Tucker by się roześmiał. Nigdy dotąd się 
nie zdarzyło, by jego przyjaciel zapomniał języka w gębie. 
 

W końcu jednak Ponurak potrząsnął głową i spytał:

 

– No? I co o tym myślisz? 

 

–   Bardzo   chcesz   wiedzieć?   –   odparł   z   posępną   miną 

Tucker. 
 

– Niezła chryja... – Ponurak znów na chwilę pogrążył się 

w milczeniu. – Miałeś rację, chłopie, wystrzałowa dziewucha. 
 

–   Jasne   –   burknął   Tucker,   nie   myśląc   jednak   ani   o 

wyglądzie Kelly, ani o tym, jaka jest śliczna, lecz o zamieszaniu 
jakiego narobił. 
 

– Czy wiesz, kim ona jest? 

 

– Nie. 

 

– Jeszcze lepiej. 

 

Tucker   odwrócił   wzrok   od   dziewczyny   i   spojrzał   na 

Ponuraka. 
 

– Nie masz co robić? Sam się nią zajmę. Idź lepiej do 

klubu,   zaprowadź   porządek   i   dopilnuj,   żeby   nie   było   więcej 
awantur. Chyba wiesz, że jedna afera ciągnie za sobą następne. 
– Zamilkł i jeszcze bardziej spochmurniał. – No i otrzeźwij tego 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 192

   

gnojka, który z nią przyszedł. A kiedy już to zrobisz, wykop go 
za drzwi. 
 

– Będzie się o nią dopytywał. 

 

– To wyślij go do diabła. 

 

Ponurak otworzył usta, żeby coś jeszcze powiedzieć, ale 

poskromił język. 
 

–   Okay.   Ty   jesteś   szefem   –   mruknął   i   opuścił   pokój. 

Kiedy zamknęły się za nim drzwi, Tucker popatrzył z troską na 
spoczywającą w bezruchu kobietę. 
 

Przetarł   stropione   czoło   dłonią,   po   czym   ruszył   do 

łazienki, przyniósł stamtąd zmoczony w zimnej wodzie ręcznik 
i przyłożył go do karku Kelly. 
 

Jęknęła, zamrugała powiekami, lecz nie otworzyła oczu. 

Tucker,  nie  spuszczając  z niej wzroku,  przyciągnął  krzesło  i 
usiadł obok łóżka. 
 

– Będziesz miał, bracie, szczęście, jeśli z tej awantury 

wyjdziesz   cało   –   mruknął   do   siebie   kwaśno,   przewidując 
niewesołe konsekwencje wydarzenia w klubie. 
 

Kobieta znów jęknęła cicho. Nachylił się nad nią. Jezu 

słodki, ależ była piękna! Chciał ją delikatnie ocucić, ale w porę 
zrezygnował.   Sama   się   obudzi,   pomyślał.   Nie   ma   co   się 
spieszyć. 
 

– Szefie, na miejscu wszystko w porządku – zza pleców 

rozległ się nieoczekiwanie głos Ponuraka. 
 

Zaskoczony   Tucker   drgnął   i   odwrócił   się   w   stronę 

pomocnika. 
 

Ponurak skrzywił się. 

 

– Przepraszam, że cię przestraszyłem, szefie. 

 

– Przestraszyłeś. Powinieneś był zapukać. 

 

– Tak jak kazałeś, wykopaliśmy już gnoja na zewnątrz. 

 

– Były jakieś trudności? 

 

– Nic takiego, z czym byśmy sobie nie dali rady. 

 

– To dobrze. 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 193

   

 

Ponurak wyciągnął szyję i zerknął przez ramię Tuckera. 

 

– I co z nią? 

 

– Ciągle nieprzytomna, ale kilka razy jęknęła. To dobry 

znak. 
 

Starszy mężczyzna przesłał szefowi znaczące spojrzenie. 

 

– Już ci mówiłem, chłopie, żebyś uważał. Takie kobiety 

to trucizna. 
 

–   Zsiądź   już   z   tego   konia,   dobrze?   To   nie   ta   baba 

sprawia, że coś ściska mnie w brzuchu. Skręca mnie na myśl o 
tym, co mnie czeka za ten nokaut. 
 

Wymiar sprawiedliwości, kapujesz? 

 

– Wymiar sprawiedliwości nic o tym nie wie. 

 

–   Dobrze   by   było.   Ale   jeśli   ktoś   wezwał   policję, 

jesteśmy ugotowani. 
 

– Fakt. 

 

–   Cholera   jasna,   za   ciężko   pracowałem,   by   stworzyć 

wreszcie jakiś czysty i przyzwoity klub, żeby teraz... – Pokręcił 
głową z niezadowoleniem. 
 

– Włożyłeś w to kawałek serca, chłopie – dodał Ponurak. 

 

– A żebyś wiedział – burknął Tucker. – Zdajesz sobie 

sprawę, że taka burda może podkopać reputację klubu łatwiej 
niż cokolwiek innego. 
 

Ponurak przeniósł ciężar ciała ze swej drewnianej nogi 

na zdrową. 
 

– Bez dwóch zdań, szefie, ale jak dotąd nic takiego się 

jeszcze   nie   wydarzyło.   Więc   po   co   ta   złość?   Będziemy   się 
martwić później. Na razie musisz doprowadzić do porządku tę 
panią. 
 

–   Racja   –   przyznał   Tucker,   poklepał   przyjaciela   po 

plecach i odprowadził do wyjścia. 
 

Kiedy drzwi zamknęły się za Ponurakiem, Tucker usiadł 

przy łóżku i pochylił się znowu nad nieprzytomną pięknością. 
Czując,   że   na   czoło   występuje   mu   pot,   wstał   z   krzesła   i 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 194

   

podszedł do okna. Kilka razy zaczerpnął głęboko powietrza, by 
odzyskać nad sobą kontrolę; kontrolę, której od tak dawna już 
nie stracił. 
 

–   Gdzie   jestem?   –   usłyszał   cichy   głos.   Zesztywniał, 

odwrócił się i spostrzegł, że kobieta próbuje usiąść na łóżku.  
 

– Ej, spokojnie – ostrzegł i szybko ruszył w jej stronę. 

 

Wyciągnął właśnie ręce, żeby jej pomóc, ale blondynka 

skuliła się tylko ze strachu. 
 

– Niech pan się trzyma ode mnie z daleka! – pisnęła. 

Natychmiast   wsunął   dłonie   do   kieszeni   dżinsów   i   wzruszył 
ramionami. 
 

– Jak pani sobie życzy. 

 

– Gdzie jestem? – zapytała ponownie. 

 

–   W   klubie   „Boot   Scootin”,   w   moim   mieszkaniu   – 

wyjaśnił. Kobieta pomasowała głowę i skrzywiła się z bólu. – 
Czy pamięta pani, co się wydarzyło? 
 

Podniosła głowę. 

 

– Tak. Uderzył mnie pan. 

 

–   Ale   przez   czysty   przypadek.   Wskoczyła   pani   w 

ostatniej chwili między mnie, a tego... – Urwał, chrząknął i po 
chwili   ciągnął   dalej:   –   Tego   mężczyznę,   który   przyszedł   z 
panią, i który sprowokował całą awanturę. 
 

–   Wcale   nie   zamierzam   go   bronić.   Pana   też   nie 

oskarżam, skoro to przypadek... Ale zdaje mi się, że mógł pan 
go uspokoić bez użycia siły. 
 

– Cóż, ma pani całkowitą rację. 

 

Sarkazm w jego głosie nie uszedł jej uwagi. Zarumieniła 

się i odwróciła głowę. 
 

– Która godzina? 

 

– Dwunasta. 

 

– A gdzie Charles? 

 

–   Otrzeźwiliśmy   go   ździebko   i   wyprosili   z   lokalu   – 

wyjaśnił. Nie oburzyła się, jak przewidywał. Przygryzła dolną 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 195

   

wargę i odwróciła twarz. – Kim pani jest? – zapytał Tucker, 
masując sobie kark. – Ma pani nade mną tę przewagę, że pani 
wie, kim jestem, a ja o pani wiem nic. 
 

– Kelly Warren – odparła, zadzierając lekko głowę. 

 

– Czy powinienem znać to nazwisko? 

 

Oczy jej się rozszerzyły, mimo że jedna strona pięknej 

twarzy zdążyła już mocno podpuchnąć. 
 

–   Warren   Foods,   produkty   spożywcze   Warrena.   Mój 

ojciec jest właścicielem tego przedsiębiorstwa. 
 

Zanim Tucker zdążył cokolwiek odpowiedzieć, ona już 

podeszła do lustra. Z ust wyrwał się jej okrzyk rozpaczy. 
 

–   Przykro   mi,   ale   zanim   się   pani   polepszy,   najpierw 

będzie gorzej. 
 

Kelly przysunęła twarz jeszcze bliżej lustra i dokładnie 

obserwowała swe odbicie. 
 

– No, nie! 

 

– Zważywszy okoliczności, nie jest tak źle. Popatrzyła 

na niego gniewnie. 
 

– Nie jest źle? Jak pan śmie mi to mówić. Wyglądam 

tragicznie!  
 

– Na kilka dni ucierpi pani uroda, może też trochę duma. 

To wszystko. 
 

Nie umrze pani od tego. 

 

–   Ale  nie  wiadomo,   co  będzie  z  panem  –  sapnęła   ze 

złością. – Niech tylko dowie się o tym mój ojciec... 
 

– Proszę pani, nie obchodzi mnie, kim jest pani ojciec. 

Sama pani wlazła między walczących, więc proszę mnie o nic 
nie  winić.   Dla  mnie  liczy  się  tylko  spokój  i   bezpieczeństwo 
moich gości. 
 

Obrzuciła go płonącym wzrokiem. 

 

–   Chcę   wracać   do   domu.   Tucker   zacisnął   ze   złości 

pięści. 
 

– Myślałem, że już nigdy nie wpadnie pani ten pomysł 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 196

   

do głowy. 

 

Kelly   ściskała   słuchawkę,   tak   jakby   miała   zamiar 

wycisnąć z niej wszystkie soki. Była wściekła. 
 

– Sam się prosiłeś o kłopoty, Charles. 

 

– Akurat! 

 

Odsunęła   słuchawkę   od   ucha,   by   przygotować   jakąś 

gniewną ripostę, gdy w tej właśnie chwili ujrzała babcię i jej 
wzniesione do nieba oczy. Natychmiast poczuła, że napięcie ją 
opuszcza. 
 

–   Gdybyś   się   nie   upił,   nie   byłoby   całej   hecy   – 

powiedziała cicho, odwracając się do Claire plecami. 
 

– Czyżbyś chciała puścić mu płazem to, że popodbijał 

nam oczy? 
 

– Przepraszam, a co zamierzasz zrobić? 

 

– Zaskarżyć bydlaka do sądu! 

 

– Proszę uprzejmie, ale mnie w to nie mieszaj. Charles 

chrząknął. 
 

–   Przykro   mi,   Kelly.   Zaczynam   podejrzewać,   że   ten 

wieśniak wpadł ci w oko. 
 

– Posłuchaj, myśl sobie, co chcesz – odparła. – I rób, co 

ci się podoba. Mnie to nic a nic nie obchodzi. A na razie odczep 
się i daj mi spokój. 
 

Powiedziawszy to, odłożyła słuchawkę. 

 

– Proszę, proszę, potraktowałaś go raczej obcesowo. 

 

– Wiem, babciu, ale prawdę mówiąc w pełni sobie na to 

zasłużył. 
 

Claire popatrzyła troskliwie na wnuczkę. Ta westchnęła, 

opadła   na   krzesło   i   wypiła   łyk   kawy.   Obie   obudziły   się 
równocześnie i równocześnie pojawiły się w kuchni. 
 

– Boże drogi, co się stało z twoją twarzą? – szepnęła 

Claire, łapiąc się za serce. 
 

– Spokojnie, babciu – odpowiedziała pośpiesznie Kelly. 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 197

   

– Wszystko w porządku. Naprawdę. Mam tylko podbite oko, 
nic więcej. 
 

– Ale jak... Chodzi mi... – Claire zająknęła się i usiadła 

na krześle. – Z pewnością nie jest to sprawka Charlesa. 
 

– Oczywiście, że nie.  

 

– No dobrze, więc czyja? 

 

Kelly   nie   słyszała   w   głosie   babci   takiego   gniewu   od 

czasu jej ostatniego zawału. 
 

– To długa i niezbyt ciekawa historia. 

 

– Czasu mam aż nadto. – Claire popatrzyła na ścienny 

zegar.   –   Ty   też,   młoda   damo.   Jest   dopiero   siódma,   a   sklep 
otwierasz o wpół do dziesiątej. 
 

Kelly   uśmiechnęła   się,   lecz   natychmiast   skrzywiła   z 

bólu. Twarz paliła ją jak wszyscy diabli. 
 

– No cóż, skoro pragniesz poznać ją z detalami, proszę 

bardzo. 
 

Relacja zajęła jej przeszło godzinę. Gdy Kelly skończyła 

opowiadać, zapadła cisza. Jakiś czas siedziały obie przy stole i 
w milczeniu popijały kawę. 
 

Ciszę przerwała Claire. 

 

– Sama nie wiem, którego z nich chciałabym udusić w 

pierwszym rzędzie. Charlesa czy tego... tego kowboja... Jak on 
się nazywa? – Claire potrząsnęła głową. – Zresztą nieważne. 
Jego nazwisko jest nieistotne. On sam też niewart jest uwagi. 
Za   mężczyznę,   który   podnosi   rękę   na   kobietę,   nie   dałabym 
złamanego grosza. 
 

– Ale on wcale nie chciał mnie uderzyć. Przecież... – 

Ugryzła się w język. 
 

Nie   mieściło   się   jej   w   głowie,   że   po   wydarzeniach 

poprzedniego   wieczoru   staje   w   obronie   Tuckera   Garretta. 
Musiała jednak być sprawiedliwa. Gdyby miała choć odrobinę 
oleju   w   głowie,   nie   właziłaby   między   dwóch   bijących   się 
mężczyzn. 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 198

   

 

Claire obrzuciła wnuczkę osobliwym spojrzeniem. 

 

–   Chyba   nie   chcesz   powiedzieć,   że   on...   –   Urwała, 

szukając   odpowiednich   słów,   żeby   wyrazić   to,   co   chciała 
powiedzieć. 
 

–   Oczywiście,   on   mnie   nic   nie   obchodzi   –   szybko 

wtrąciła Kelly i ujęła babcię za dłoń. – A teraz się rozchmurz. 
Nawet nie jest w moim typie. I nigdy więcej go nie zobaczę. 
Tego możesz być pewna. 
 

– No cóż, nie powiem, że mi z tego powodu przykro. 

 

– A mnie tak. 

 

– Co masz na myśli? – spytała Claire. 

 

–   Chciałabym   jeszcze   raz   rzucić   okiem   na   jego   klub. 

Wiesz,   że   mam   zamiar   namalować   serię   widokówek   z 
motywami z Dzikiego Zachodu. 
 

– Odwiedź jakieś inne miejsce. 

 

– Chyba będę zmuszona to zrobić. Ale właśnie w „Boot 

Scootin” panuje atmosfera, jaka najbardziej mi odpowiada. 
 

– No cóż, jesteś bystra i zdolna. Poradzisz sobie i bez 

klubu tego... jak mu tam... kowboja. 
 

Kelly zmarszczyła brwi. 

 

– Mam nadzieję. No, muszę zmykać do sklepu. 

 

– Po co ten pośpiech? Nie zamęczaj się tak. Nie musisz 

niczego udowadniać. Ani sobie, ani mnie, ani nikomu innemu. 
 

Kelly pocałowała Claire w policzek. 

 

– Właśnie że muszę. Sobie i tacie, który jest najgłębiej 

przekonany, że poniosę porażkę. 
 

– Ale my obie wiemy lepiej, prawda? 

 

– Oczywiście – odparła z uśmiechem Kelly. 

 

Kiedy   w   sklepie   zadzwonił   dzwonek   przy   drzwiach, 

Kelly zerwała się z miejsca. Podejrzewała, że przyszła właśnie 
klientka,   która   zostawiła   poprzedniego   dnia   zakupiony 
podarunek do zapakowania. 
 

– Już idę, pani Nelson! – zawołała i wstała zza biurka, 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 199

   

przy którym szkicowała projekt kolejnej pocztówki. 
 

Zbiegła   po   schodach,   ale   na   dole   stanęła   jak   wryta. 

Uśmiech w jednej chwili zniknął z jej twarzy. 
 

–   Przepraszam,   że   panią   rozczarowałem   –   rozległ   się 

lekko schrypnięty męski głos. 
 

W   sklepie   stał   Tucker   Garrett.   Na   jego   twarzy   gościł 

pogodny uśmiech, a w ręku trzymał bukiet kwiatów. 
 

Kelly nie wiedziała, czy ma się śmiać, czy płakać.  

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 200

   

Rozdział piąty

 

W pierwszej chwili Kelly chciała zażądać, żeby wynosił 

się z jej sklepu. 
 

Nie   wzruszał   jej   fakt,   że   Tucker   pojawił   się   tu   z 

wiązanką kwiatów. Zamiast tego jednak zapytała tylko:
 

– Co pan tu robi? 

 

Mężczyzna uśmiechnął się z wyraźnym zakłopotaniem. 

Kelly na ten widok mocniej zabiło serce, lecz szybko stłumiła 
w sobie odruch sympatii. 
 

– Czy wszystkich klientów wita pani w ten sposób? 

 

– Pan nie jest klientem – odwarknęła. 

 

– A skąd pani wie? 

 

Zmieszała się. Była zła na siebie, że tak łatwo daje się 

zbić z tropu. I to od samego początku, od chwili kiedy pojawił 
się w jej życiu. Myślała, że tylko na moment, lecz oto, proszę, 
znów   jest,   stoi   przed   nią,   uśmiecha   się,   a   ona   zamiast   go 
wykpić, wpatruje się nie bez zainteresowania w jego ostre rysy, 
potężną   sylwetkę,   zaczesane   do   tyłu,   lśniące   włosy.   Czyżby 
przyszedł prosto z kąpieli, spod prysznica, który rozgrzał jego 
umięśnione ciało? Stop! Do licha, coś z tym trzeba zrobić... 
 

–   Zapowiada   się   upalny   dzień   –   przerwał   niezręczną 

ciszę gość i otarł dłonią czoło. 
 

Kelly przełknęła ślinę przez zaschnięte gardło i zmusiła 

się, by jej głos zabrzmiał chłodno i oficjalnie. 
 

–   Jeszcze   raz   pytam,   po   co   pan   tu   przyszedł?   – 

powiedziała. – Chyba nie po to, żeby pogawędzić o pogodzie. 
 

– Lepiej niech pani wstawi te kwiaty do wody, zanim 

zwiędną – odparł niezrażony i wręczył jej bukiet. 
 

Zmierzyła go oburzonym wzrokiem, fuknęła pod nosem 

i poszła z kwiatami do kuchni. Ruszył za nią. Kelly znalazła 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 201

   

wazon,   wstawiła   w   niego   wiązankę,   po   czym   oparła   się   o 
szafkę,   skrzyżowała   ręce   na   piersiach   i   popatrzyła   na 
mężczyznę   tak,   aby   nie   miał   wątpliwości,   że   jest   tu   tylko 
intruzem. 
 

– Czy uwierzy mi pani, jeśli powiem, że żałuję bardzo 

tego, co się stało? – zapytał Tucker. 
 

–   Nie   –  odparła   szorstko.   Nie   miała  ochoty   na  żadne 

przeprosiny. 
 

– A czy uwierzy pani, że przyszedłem tylko po to, by 

zobaczyć, jak się miewa pani oko? – Obrzucił Kelly bacznym 
spojrzeniem. – Obawiałem się, że tak będzie. Spuchnie jeszcze 
bardziej. 
 

– Panie Garrett, niech pan posłucha... 

 

– Naprawdę jest mi bardzo głupio – przerwał jej swym 

niskim   głosem.   –   Nie   mam   zwyczaju   psuć   urody   pięknym 
kobietom.  
 

Kelly poczuła na twarzy rumieńce. Chciała się odwrócić, 

ale stała w miejscu jak sparaliżowana. 
 

–   Zdaję   sobie   sprawę   z   tego,   że   spotkaliśmy   się   w 

niezbyt   sprzyjających   okolicznościach   –   mówił   tymczasem 
Tucker,   nie   spuszczając   z   niej   wzroku.   –   No,   może   to   nie 
najlepsze określenie, ale chyba rozumie pani, o co mi chodzi... 
– Znów urwał, a po chwili dodał: – Może mówmy sobie po 
imieniu. Na imię mam Tucker. 
 

–   W   porządku,   Tucker,   rozumiem,   że   ci   głupio.   Ale 

skoro mnie już przeprosiłeś... 
 

– Ale czy ty te przeprosiny przyjęłaś? 

 

– Chyba tak. 

 

– W takim razie... – Przysunął się do niej bliżej i również 

oparł   się   o   szafkę.   Podobnie   jak   ona   skrzyżował   ręce   na 
piersiach. Ich łokcie dotknęły się lekko. 
 

– Tucker... Na twoim miejscu nie przeciągałabym struny. 

 

– No dobrze, czym więc handlujesz w tym sklepie? 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 202

   

 

Kelly   sama   nie   wiedziała,   dlaczego   wdaje   się   w   tę 

rozmowę.   Powinna kazać  mu się  wynosić  ze  sklepu i  nigdy 
więcej w nim nie pokazywać. Zamiast tego stała obok niego, 
niezdolna do żadnych zdecydowanych działań. 
 

Uśmiechnęła się blado i wzruszyła lekko ramionami. 

 

– A, takie tam... Artykuły papiernicze, upominki. Przede 

wszystkim artykuły papiernicze. 
 

– Mhm – pokiwał głową ze zrozumieniem. 

 

–  Projektuję też pocztówki.   Mam  nadzieję,  że zdołam 

nimi zainteresować jakąś większą firmę. 
 

– Masz jakieś konkretne plany? 

 

– Rozglądałam się tu i tam. 

 

Zapadła chwila pełnego napięcia milczenia. Kelly była 

świadoma wzroku Tuckera, który wpatrywał się w jej usta, a 
następnie powiódł spojrzeniem w dół. 
 

Gdy   oczy   mu   pociemniały,   poczuła   na   twarzy   gorące 

wypieki. 
 

– Powiedz mi – przerwał wreszcie niebezpieczną ciszę 

mężczyzna – dlaczego to dla ciebie takie ważne? Skoro twój 
ojciec ma taką masę pieniędzy, to po co ty... 
 

Zakłopotanie,   które   do   tej   pory   nie   pozwalało   jej 

zachowywać się wobec Garretta tak, jakby chciała, w jednej 
chwili zniknęło bez śladu. To był drażliwy temat, zawsze budził 
gorące emocje. A Tucker na dodatek miał nieszczęście posłużyć 
się argumentem, który za każdym razem doprowadzał Kelly do 
szewskiej pasji. 
 

–   Pytasz,   dlaczego   córeczka   bogatego   tatusia   próbuje 

bawić się w dorosłe życie? Czy o to właśnie ci chodzi? 
 

Tucker poruszył się niespokojnie, lecz ostry ton Kelly 

nie zrobił na nim większego wrażenia. 
 

– No, mniej więcej. Choć nie chciałem, żebyś poczuła 

się... 
 

– Chciałeś – przerwała lodowatym tonem. – Ale i tak nie 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 203

   

obchodzi   mnie,   co   o   mnie   myślisz.   A   teraz,   wybacz,   tępa 
blondyna musi się brać do roboty. 
 

– Kelly! 

 

– Żegnam pana, panie Garrett. 

 

Zdawała sobie sprawę z tego, że sama nie pozbyłaby się 

go   tak   łatwo.   Na   szczęście   w   tej   samej   chwili,   w   której 
powiedziała swoje „żegnam”, pojawiła się w sklepie klientka. 
Tucker przez sekundę jeszcze przyglądał się Kelly, po czym 
kpiąco zasalutował i opuścił sklep. 
 

Kelly poczuła lekki zawrót głowy i oparła się o szafkę. 

Czuła, że nogi odmawiają jej posłuszeństwa. 
 

– Czy dobrze się czujesz, kochanie? – zainteresowała się 

kobieta. 
 

– Tak, dziękuję. – Kelly wyprostowała się. – Nic mi nie 

jest. 
 

Klientka puściła do niej perskie oko. 

 

– Ach, ci mężczyźni – westchnęła. – Nie można z nimi 

wytrzymać, ale bez nich jeszcze gorzej. 
 

–   Ma   pani   świętą   rację   –   odparła   Kelly   uprzejmie   i 

wbrew samej sobie uśmiechnęła się. 
 

Gdy znów  została  w sklepie  sama,  odetchnęła  z  ulgą. 

Tucker Garrett wprowadził w jej myśli straszliwy zamęt, dobrze 
więc   było   pomyśleć   przez   chwilę   w   spokoju   i   samotności. 
Postanowiła zadzwonić do Claire i poprosić, żeby przyjechała 
do niej do sklepu na lunch. Babcia miała niezwykły talent do 
nadawania   wszystkiemu   właściwych   proporcji   i   patrzenia   na 
wszystko z odpowiedniej perspektywy. A Kelly tego właśnie 
rozpaczliwie potrzebowała. 
 

Kiedy po półgodzinie rozległ się dźwięk zawieszonego 

nad   drzwiami   dzwonka,   Kelly,   przekonana,   że   pojawiła   się 
właśnie   zaproszona   na   lunch   babcia,   spojrzała   z   szerokim 
uśmiechem   w   stronę   wejścia.   Po   chwili   jednak   jej   twarz 
spochmurniała. 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 204

   

 

– To znowu ty! 

 

Stojący   w   progu   Tucker   niewinnym   ruchem   wzniósł 

ramiona. 
 

– Jestem jak zły szeląg. Wygonisz mnie, a ja wracam. 

 

– Nic tu po tobie. 

 

–   Nieprawda   –   odparł   cicho,   taksując   ciekawym 

wzrokiem jej postać. 
 

– Posłuchaj... – zaczęła. 

 

– Zajrzysz wieczorem do klubu? – nie dał jej skończyć. 

 

– Chyba żartujesz! 

 

– Dlaczego? – Jego twarz spoważniała. – No, co ty na 

to? 
 

– Że jesteś nienormalny, wariat. 

 

–   Czy   mam   to   potraktować   jako   „tak”?   –   Kelly 

wywróciła tylko oczyma.  
 

– Świetnie. Przyjadę po ciebie o dziewiątej. 

 

–   Tucker,   naprawdę   nie   sądzę...   –   zawahała   się.   On 

jednak już jej nie słuchał. Dłuższą chwilę mierzył ją bacznym 
wzrokiem, po czym rzucił krótko:
 

– Nie pożałujesz. 

 

– To się jeszcze zobaczy! 

 

Roześmiał się i wyszedł, zamykając za sobą drzwi. 

 

– Szefie, ktoś chce się z tobą widzieć – poinformował 

Ponurak, stając w progu mieszkania. 
 

Garrett, który siedział właśnie przy biurku i zajmował się 

księgowością, podniósł głowę. 
 

– Czy się przedstawił? 

 

– Nie. 

 

–   No   cóż,   wprawdzie   zjawił   się   nie   w   porę,   ale   go 

wpuść. 
 

W   chwilę   później   w   drzwiach   pojawił   się   kościsty 

wysoki   mężczyzna,   na   którego   widok   Tucker   wyraźnie 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 205

   

spochmurniał. 
 

–   Do   licha,   Wilder,   jesteś   ostatnią   osobą,   którą 

chciałbym widzieć. 
 

Anson Wilder  przysunął do siebie najbliższe krzesło i 

zajął na nim miejsce. 
 

– Czy tak się wita byłego szefa? – zapytał, uśmiechając 

się krzywo. 
 

Anson nic się nie zmienił. Jego donośny głos był szorstki 

jak kiedyś, jakby Wilder całe życie nie robił nic innego tylko 
popijał   whisky.   Tucker   jednak   nigdy   nie   widział,   żeby   jego 
dawny szef wziął do ust choćby kroplę alkoholu. 
 

– Jakie wiatry przywiały cię w te strony? Anson potarł 

brodę. 
 

– Chcę, żebyś wrócił. 

 

– Nigdy w życiu. 

 

–   Nawet   za   grubą   forsę?   Drążymy   nowy   otwór.   To 

poważna inwestycja. 
 

–   Już   raz   ci   powiedziałem,   że   mam   dosyć   życia   na 

walizkach. Nic się nie zmieniło. 
 

Anson rozejrzał się po pokoju. 

 

– Ile jesteś dłużny za ten budynek? 

 

–   Nie   twój   zakichany   interes!   –   odparł   Tucker, 

czerwieniejąc gwałtownie na twarzy. 
 

Chudzielec parsknął i podniósł się z krzesła. 

 

– No cóż, przemyśl sprawę. Za to, co u mnie zarobisz, 

błyskawicznie   spłacisz   dług.   –   Zamilkł   na   chwilę.   –   Jesteś 
najlepszy i kogoś takiego właśnie potrzebuję. Pomyśl o tym. 
Będę z tobą w kontakcie. 
 

Tucker   nie   wysilił   się   nawet,   żeby   cokolwiek 

odpowiedzieć. A kiedy gość opuścił pokój, Garrett zamyślił się, 
zgodnie z jego radą. Byłby głupcem, gdyby nie przyjął oferty 
Ansona. A jednak zdecydowany był ją odrzucić. 
 

Do diabła, wszystko przez tę zuchwałą blondynkę, której 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 206

   

nigdy nie zdobędzie, choć tak bardzo jej pragnie. 
 

Ze złością wyrżnął pięścią w biurko. 

 

– I co o tym powiesz? 

 

– O czym? 

 

– O klubie. 

 

Minęła już jedenasta. Kelly od dwóch godzin siedziała 

przy   stoliku   w   rogu,   sączyła   gazowany   napój,   obserwowała 
tańczących   i   rysowała.   Cieszyła   się   każdą   minutą   pracy, 
jakkolwiek myśl, że jednak przyjechała do „Boot Scootin”, że 
przyjęła zaproszenie od tego natręta, była trudna do strawienia. 
 

Zanim   się   w   końcu   na   to   zdecydowała,   kilkakrotnie 

próbowała odrzucić jego ofertę, zadzwonić i powiedzieć, żeby 
dał   jej   spokój.   Za   każdym   razem   jednak,   kiedy   podnosiła 
słuchawkę,   żeby   wykręcić   numer,   po   chwili   odkładała   ją   z 
powrotem. Ostatecznie, tłumaczyła sobie, to nawet dobrze, że 
będę  mogła  popatrzeć  jeszcze  raz  na  stylowe  wnętrza  „Boot 
Scootin”. 
 

–   No   więc?   Co   o   nim   powiesz?   –   ponownie   zapytał 

Tucker. 
 

– Niezły. 

 

– Tylko tyle? Kelly zawahała się. 

 

–   Byłby   jeszcze   lepszy,   gdybyś   w   którymś   z   kątów 

zainstalował   ze   dwa   automaty   do   gry,   nie   wiem,   jakiś 
mechaniczny bilard czy coś takiego... 
 

– Co? 

 

– Chyba słyszałeś. 

 

Tucker otworzył usta, zamknął je i w końcu wybuchnął 

śmiechem. Kiedy jednak Kelly nie zareagowała, spoważniał. 
 

– Mówisz serio? 

 

– W przeciwnym razie w ogóle nie otwierałabym ust. 

 

–   Mhm...   Bilard,   tak?   Taki   jak  na  filmach?   –   zapytał 

kpiącym tonem. 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 207

   

 

– I jak w innych klubach. 

 

– Dlaczego sądzisz, że miałbym wszystkich małpować? 

 

– Wcale tak nie sądzę. I właśnie dlatego,  że tego nie 

robisz, pozbawiasz się dobrego zarobku. 
 

Tucker nie przestawał pocierać podbródka. 

 

–   Hmm   –   zastanawiał   się   głośno   –   może   to   i   niezły 

pomysł. Poważnie się nad nim zastanowię. 
 

– Serio? 

 

– Serio. 

 

Ich oczy się spotkały i nagle poczuli się tak, jakby w 

klubie byli tylko oni. 
 

Po   chwili   Tucker   chrząknął.   Kelly   zdążyła   się   już 

zorientować, że to dość typowa cecha jego zachowania. Zawsze 
chrząka, kiedy jest zakłopotany, lub gdy czuje się niepewnie. 
 

–   Może   rzeczywiście   powinienem   pomyśleć   o   jakichś 

dodatkowych atrakcjach... 
 

–   Czy   chcesz   przez   to   powiedzieć,   że   finanse   klubu 

kuleją? – zapytała Kelly, zadowolona, że rozmowa toczy się 
wokół tematów zawodowych, a więc najbardziej bezpiecznych. 
 

– I tak – podrapał się po czole – i nie. Tłumaczy ci coś 

taka odpowiedź? 
 

– Wiem, o co chodzi. Sama prowadzę interes. 

 

– No więc, nie jest najlepiej – uśmiechnął się krzywo. – 

Muszę chyba zmienić wystrój. Trochę tu za ponuro, no nie? – 
Zamilkł i po chwili zmienił temat, jakby żałując, że pozwolił 
sobie na szczerość. – No, daj obejrzeć, coś tam namalowała. 
 

Kelly   pokazała   mu   szkice.   Na   kilku   z   nich   widniał 

ujeżdżający byki kowboj. 
 

– Ej! Są świetne, Kelly! I ty jesteś świetna... 

 

Ich   oczy   znów   się   spotkały;   i   znów   zapadło   pełne 

napięcia milczenie. 
 

– Wiesz, chyba muszę wracać do domu – odezwała się w 

końcu. – Jutro bardzo wcześnie wstaję. 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 208

   

 

Tucker natychmiast zerwał się z krzesła. 

 

– Jasne. Odwiozę cię. 

 

Kwadrans   później   wprowadził   samochód   na   podjazd 

przed domem Kelly. 
 

Zaparkował,   zgasił   światła,   wyłączył   silnik   i,   patrząc 

przed siebie, zapytał:
 

– Kiedy się znów zobaczymy? 

 

– No, nie sądzę, żebyśmy... – zaczęła, lecz nie zdążyła 

dokończyć,   ponieważ   Tucker   gwałtownie   odwrócił   się   w   jej 
stronę, przyciągnął ją do siebie i przyłożył usta do jej warg. 
 

W pierwszej chwili Kelly była tak zaskoczona, że nie 

wykonała najmniejszego ruchu. A kiedy jego język wsunął się 
między   jej   zęby,   było   już   za   późno   na   protesty.   Cicho 
westchnęła   i   z   pasją   odpowiedziała   na   pieszczotę   jego 
gorących,   namiętnych   ust.   I   nagle,   równie   nieoczekiwanie, 
oderwali   się   od   siebie.   Tucker   cofnął   się   gwałtownie,   przez 
chwilę oboje ciężko dyszeli. 
 

– Posłuchaj, nie chciałem, żeby to... – Urwał i popatrzył 

na Kelly, w jego ciemnych oczach malował się ból. – Do licha, 
sam nie wiem, czego chciałem. 
 

Po prostu... 

 

– W porządku. Nie... nieważne. 

 

Otworzyła drzwi, wyskoczyła z samochodu i popędziła 

do   domu,   nie   oglądając   się   za   siebie   ani   razu,   choć   Tucker 
wołał za nią wielokrotnie:
 

– Kelly! Kelly! 

 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 209

   

Rozdział szósty

 

– Pani Warren? 

 

– Przy telefonie – odparła Kelly, słysząc w słuchawce 

głos nieznajomej kobiety. 
 

–   Mówi   Martha   Havard,   dyrektor   handlowy   Visions 

Card Company. Mam nadzieję, że nie ma mi pani za złe, iż 
dzwonię o tak wczesnej porze? 
 

Pod Kelly z wrażenia ugięły się nogi. Dzwonią do niej z 

Visions   Card!   Z   wielkiej,   potężnej   firmy   do   sklepiku   w 
maleńkim Lufkin! Łaska boska, że stojące za ladą krzesło było 
tuż obok. Kelly opadła na nie i zwilżyła czubkiem języka suche 
nagle wargi. 
 

– Oczywiście, że nie mam za złe. Bardzo się cieszę, że 

panią słyszę. 
 

– A ja cieszę się, że przysłała nam pani swoje projekty 

kart pocztowych. 
 

–   Naprawdę   się   pani   podobają?   –   spytała   Kelly 

opanowanym głosem, choć miała ochotę krzyczeć z radości na 
całe gardło. 
 

– Zaskoczyło to panią? – kobieta roześmiała się lekko. 

 

– Chyba tak. 

 

– Z chęcią obejrzelibyśmy więcej pani prac, zwłaszcza 

tych z motywami z Dzikiego Zachodu. 
 

–   Czy   mam   rozumieć,   że   poważnie   interesujecie   się 

państwo tym, co robię? 
 

–   Tak,   jesteśmy   bardzo   pani   ciekawi.   Ale   muszę 

uprzedzić,   że   zanim   ostatecznie   zdecydujemy   się   nawiązać 
współpracę z danym twórcą, mija niekiedy sporo czasu. 
 

–   A   zatem   nie   powinnam   robić   sobie   zbyt   wielkich 

nadziei? Czy tak? 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 210

   

 

– Widzi pani, i tak, i nie. Jak już wspomniałam, jesteśmy 

zainteresowani pani pracami,  istnieją też jednak inni graficy, 
których bierzemy pod uwagę. 
 

– Rozumiem. Doceniam pani szczerość i z największą 

chęcią   przyślę   wam   więcej   projektów.   Właśnie   nad   nimi 
pracuję. 
 

– Doskonale. Gdy tylko skończy pani ten cykl, proszę 

nam go od razu przysłać. 
 

– Przyślę na pewno. Dziękuję jeszcze raz za odpowiedź 

na moją ofertę. 
 

–   Cała   przyjemność   po   naszej   stronie.   Będziemy   w 

kontakcie. 
 

Kelly odłożyła słuchawkę i dłuższą chwilę siedziała jak 

odrętwiała. W końcu, gdy w pełni już do niej dotarło, z kim 
rozmawiała, wydała głośny okrzyk triumfu. 
 

W   chwilę   później   pomyślała   o   babci.   Postanowiła 

zadzwonić do niej z dobrą wieścią, kiedy ponownie odezwał się 
telefon. 
 

– Tu „Pierwsza klasa”, sklep Kelly Warren, słucham?  

 

– Cześć – usłyszała tylko w odpowiedzi. 

 

Po raz drugi tego ranka ugięły się pod nią nogi; i znów 

całym ciężarem opadła na krzesło. 
 

– Cześć – wykrztusiła z trudem. 

 

Tucker   roześmiał   się,   czym   sprawił,   że   serce   Kelly 

zaczęło bić jeszcze mocniej. 
 

–   Tym   razem   przynajmniej   nie   odkładasz   słuchawki. 

Czy mogę to traktować jako zachętę? 
 

– Jesteś niepoprawny. 

 

Znów się roześmiał, po czym dodał poważnym głosem:

 

– Nie dzwonię, żeby przepraszać. 

 

Nie   próbowała   udawać,   że   nie   rozumie,   jakie   są   jego 

intencje i co zamierza jej zaproponować.  –    Nie sądzę, żebyś 
musiał. 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 211

   

 

– To dobrze. Skorośmy to już ustalili, to przejdźmy do 

rzeczy. 
 

– To znaczy? 

 

– Kiedy cię znów zobaczę? 

 

Kelly poczuła, jak oblewa ją gorąca fala. Przestraszyła 

się   tego   pytania,   a   jeszcze   bardziej   własnej   na   nie   reakcji. 
Zapragnęła rzucić słuchawkę, jakby ta paliła jej dłonie, lecz nie 
zrobiła tego. Najpierw mu powie, żeby się od niej raz na zawsze 
odczepił, a dopiero potem... 
 

Tego   też   jednak   nie   była   w   stanie   uczynić.   Prawda 

bowiem była taka, że wcale nie chciała, żeby Tucker zostawił ją 
w   spokoju.   Było   to   przerażające,   lecz   prawdziwe.   Żarliwy 
pocałunek, jaki wymienili wtedy, w samochodzie, pozostawił ją 
w   stanie   kompletnego   szoku   i   zmieszania.   Jego   śmiałość   i 
zdecydowanie wywarły na I niej ogromne wrażenie, sama nie 
wiedziała dobre czy złe. Wtedy mu uległa i czuła, że następnym 
razem również trudno będzie jej się mu przeciwstawić. 
 

I   dlatego   właśnie   powinna   zdecydowanie   przerwać   tę 

znajomość, zanim sprawy nie zajdą za daleko. 
 

– Kelly? 

 

– Tak, słucham cię. 

 

– Odpowiedz, proszę. 

 

– Zrozum, muszę pracować, zwłaszcza teraz. 

 

– Dlaczego stało się to nagle aż tak pilne? Powiedziała 

mu o telefonie z Visions Card. 
 

–   Wspaniale!   –   szczerze   ucieszył   się   Tucker.   –   To 

dodatkowy powód, żebyśmy spotkali się i wspólnie uczcili to 
wydarzenie. 
 

– Naprawdę sądzisz, że to rozsądny pomysł? 

 

– Nie. 

 

Jego szczerość wstrząsnęła nią. 

 

– Więc dlaczego...?  

 

– Ponieważ chcę się z tobą zobaczyć. Po prostu. 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 212

   

 

– I co, zawsze stawiasz na swoim? 

 

– No, przeważnie – odparł po chwili wahania. 

 

– Myślałeś już o czymś konkretnym? 

 

– Jasne. Najpierw wspólna kolacja, później wieczór w 

klubie. 
 

Kelly najchętniej odrzuciłaby pierwszą cześć propozycji. 

Wspólna kolacja 
 

– to prawie jak randka. Przeciwko wizycie w klubie nie 

miała   jednak   żadnych   zastrzeżeń.   Zwłaszcza   po   telefonie   z 
Visions. Musiała koniecznie zrobić szkice tańczących; motyw, 
którego dotąd zupełnie nie wykorzystywała. 
 

– Zgoda – odparła w końcu, zagłuszając w sobie głos 

rozsądku, który wołał, przestrzegał, napominał, by nie dała się 
zwieść. Kelly słyszała go, a mimo to wypowiedziała to jedno 
słowo, na które czekał Tucker. 
 

Roześmiał się tak, jak mógł się śmiać wilk, kiedy udało 

mu się namówić Czerwonego Kapturka, by wskazał mu drogę 
do domu babci. 
 

– Przyjadę po ciebie o szóstej – zapowiedział i zakończył 

rozmowę. 
 

Kelly chwilę jeszcze spoglądała w głuchy mikrofon, po 

czym z trzaskiem odłożyła słuchawkę. 
 

– Cholera jasna – zaklęła pod nosem. 

 

Na   kolację   pojechali   do   „Tejas   Cafe”,   jednego   z 

ulubionych   lokali   Kelly,   gdzie   wspólnie   zamówili   olbrzymią 
porcję kurczaka fajita.    Początkowo Kelly nie spodziewała się 
po   tym   spotkaniu   niczego   przyjemnego,   ale   okazało   się,  że 
towarzystwo   Tuckera   może   być   nawet   miłe.   Zabawiał   ją 
historyjkami z życia na polach naftowych; jedne były zabawne, 
inne dramatyczne. 
 

Gdy   jednak   przyszło   do   zwierzeń   na   tematy   osobiste, 

Garrett nabrał wody w usta. Kelly zresztą nie zamierzała wcale 
nań naciskać. Zdecydowała, że im mniej będzie o nim wiedzieć, 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 213

   

tym lepiej także dla niej. Ostatecznie, gdy zakończy już prace 
nad szkicami, nie będzie miała przecież powodu, by pojawiać 
się w „Boot Scootin”. 
 

Po kolacji pojechali do pustego jeszcze o tej porze klubu. 

Kelly   zdawała   sobie   sprawę,   że   niebawem,   jak   w   każdy 
piątkowy   wieczór,   zrobi  się  tu   tłoczno,   lecz   tymczasem   byli 
sami. Zaraz po wejściu Tucker zaciągnął ją na parkiet. 
 

–   Czy   możesz   mi   powiedzieć   jedną   rzecz?   –   zapytał, 

biorąc   ją   w   ramiona   i   poruszając   się   w   rytm   muzyki,   którą 
przed chwilą nastawił. – Czy kochasz tego chłoptasia, jak mu 
tam... Charlesa? 
 

Kelly nie spodziewała się tego pytania. 

 

– Nie twoja sprawa – odparła niezbyt zachęcająco. 

 

– Dobra, dobra... Kochasz czy nie? – zapytał znowu, nie 

zrażony jej wyniosłym tonem. 
 

Przestała tańczyć i wysunęła się z jego objęć. 

 

– Dlaczego tak cię to interesuje?  

 

– Z prostej ciekawości. Chyba nie jest w twoim typie. 

 

– Chcesz powiedzieć, że ty jesteś? 

 

– Może – odparł, przewiercając ją na wskroś płonącym 

wzrokiem. 
 

Serce w niej zamarło. Nie, nie mogła dalej prowadzić tej 

gry,   była   zbyt   niebezpieczna.   Kelly   odwróciła   się   do 
mężczyzny plecami i ruszyła żwawo w stronę wyjścia. 
 

– Poczekaj – zatrzymał ją jego głos. – Od tej pory będę 

zachowywał się przyzwoicie, obiecuję. 
 

– Jakoś nie bardzo ci wierzę... 

 

Przystanęła, a on roześmiał się tylko, podszedł do niej i 

znów poprowadził w rytm muzyki. 
 

Po chwili Kelly uniosła twarz i spojrzała mu w oczy. 

 

– Powinieneś dawać w klubie lekcje tańca – stwierdziła. 

 

Odsunął od niej twarz i przyjrzał się jej zdumiony. 

 

– O co chodzi? Czy powiedziałam coś nie tak? 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 214

   

 

–   Wprost   przeciwnie.   Tylko   że   w   tej   samej   chwili 

pomyśleliśmy o tym samym. 
 

– A, rozumiem – odparła ze śmiechem. Tucker uniósł 

brew. 
 

– Mówię poważnie. To jeden z powodów, dla których z 

tobą się dziś umówiłem. 
 

– Naprawdę? 

 

– Tak, chcę przedyskutować ten właśnie pomysł. 

 

–   Cóż,   myślę,   że   takie   lekcje   cieszyłyby   się   dużym 

powodzeniem. 
 

– No właśnie. A więc, jak będzie? 

 

– A co ma być? 

 

– Z tą nauką... – Spojrzał na nią wymownie. 

 

– Ja? Ja miałabym uczyć... 

 

Na jego twarzy pojawił się niewinny uśmiech. 

 

– No a kto? 

 

– Nie, nie sądzę... – zaczęła się wzbraniać. 

 

–   Wspaniale!   –   przerwał   jej.   –   Wiedziałem,   że   się 

zgodzisz. 
 

Kelly popatrzyła nań z niedowierzaniem. I wtedy, kiedy 

ujrzał   jej   szeroko   otwarte,   cudowne   oczy   i   lśniące   usta 
okalające   równe   białe   zęby,   wsunął   dłoń   w   jej   włosy   i 
pocałował   ją  niespodziewanie.   Był   to  długi,   namiętny,   pełen 
żaru pocałunek. W końcu uniósł głowę i szepnął:
 

– Czy wiesz, że zaczyna to już wchodzić nam w nawyk? 

 

Kelly oddychała pospiesznie. 

 

– Wiem – odparła, patrząc na niego niezbyt przytomnie. 

 

– Ale nie chcę z nim zrywać. A ty? 

 

– Ja...? 

 

Nie dał jej czasu na odpowiedź. Znów wpił się w jej usta 

– tym razem dłużej, goręcej, z większą pasją. 
 

Kelly westchnęła tylko i objęła Tuckera mocno za szyję. 

Nie miała siły się bronić. To było silniejsze od niej, potężne, 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 215

   

zniewalające i właśnie dlatego tak rozkoszne. Czuła, jak Tucker 
pieści jej język, usta, jak odsuwa ją nieco od siebie, by móc 
wsunąć dłoń między rozgrzane namiętnością ciała, położyć ją i 
zacisnąć   lekko   na   nabrzmiałej,   twardej   już   i   spragnionej 
pieszczot piersi. 
 

– Kochana, słodka... – szeptał jak w gorączce. 

 

Kelly jęknęła cicho, nieświadoma tego, że muzyka nagle 

się   urwała.   Do   rzeczywistości   wróciła   dopiero,   gdy   ktoś 
poklepał ją po ramieniu. Jak rażona prądem wyprostowała się i 
wyrwała z ramion mężczyzny. 
 

– Ponurak! Czego znów, do licha, chcesz? – usłyszała 

jak przez mgłę głos Tuckera. 
 

Wzrok starszego mężczyzny spoczął na Kelly. 

 

– Przepraszam panią, ale dzwonią do pani ze szpitala. 

 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 216

   

Rozdział siódmy

 

Choć nigdy ciężko nie chorowała i w szpitalu była tylko 

raz, w wieku dwunastu lat, kiedy dostała zapalenia wyrostka, 
Kelly  nie  cierpiała  szpitalnej  atmosfery.  Może  odstręczało  ją 
surowe   wyposażenie   wnętrz   i   kliniczny   zapach   przenikający 
powietrze?   A   może   powodował   nią   lęk,   że   tym   razem   jej 
ukochana babcia umrze? 
 

Musiała   bezwiednie   jęknąć   na   tę   straszną   myśl, 

ponieważ odwracając się od okna, ujrzała w oczach Tuckera 
troskę i wyraźny niepokój. 
 

–   Jestem   przekonany,   że   nic   się   jej   nie   stanie   – 

powiedział uspokajająco. 
 

– Ja... też. 

 

Ale wcale nie była tego tak pewna i musiała walczyć z 

napływającymi do oczu łzami. 
 

–   Do   licha,   Kelly,   nie   mogę   patrzeć,   jak   płaczesz   – 

westchnął ciężko. 
 

– Ja też nie znoszę płaczu 
– Więc nie płacz, proszę. 

 

Kelly zamknęła oczy i zacisnęła usta. 

 

– Dlaczego nie ma tu lekarza, który by nam powiedział, 

jaki jest naprawdę stan babci? – zapytała żałośnie. 
 

– Wkrótce się pojawi – zapewnił Tucker i zerknął na 

zegarek. – Operacja trwa dopiero dwie godziny. 
 

– Ale mnie się wydaje, że upłynęły całe wieki. 

 

– Rozumiem. 

 

Kiedy przybyli do szpitala, okazało się, że stan babci jest 

bardzo zły i że niezbędna jest interwencja chirurgiczna. Kelly 
podpisała zgodę na operację, po czym od razu zatelefonowała 
do ojca. Nie zdążyła nawet podziękować Tuckerowi, który tak 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 217

   

szybko i sprawnie dowiózł ją do szpitala i nie opuszczał jej ani 
na chwilę. 
 

–   Biedna   Kelly   –   szepnął   teraz.   –   Chciałbym   cię 

przytulić... 
 

Spojrzał na nią. Jego oczy mówiły dobitniej niż słowa. 

 

– Ja również, tylko że... – urwała i odwróciła się, nie 

mogąc   dłużej   znieść   jego   palącego   wzroku.   Nawet   zresztą 
gdyby dała się ponieść tej potrzebie ciepła, bliskości i wsparcia, 
nie mogłaby tego zrobić. W szpitalnej poczekalni prócz nich 
było kilka rodzin. 
 

Wciąż nie mogła się nadziwić, że tak szybko pozwoliła 

mu na zażyłość, ba, na intymność nawet. Musiała jednak być ze 
sobą szczera – Tucker pociągał ją jak nikt inny. Właśnie dlatego 
jednak nie mogła dopuścić, by ich związek się rozwinął. To 
tylko zauroczenie, powtarzała sobie, czysto fizyczna fascynacja. 
 

Aż dziwne, że dała się nią tak bardzo owładnąć. 

 

Musiała myśleć trzeźwo. Nie zamierzała w najbliższym 

czasie   wiązać   się   ani   z   Tuckerem,   ani   z   żadnym   innym 
mężczyzną.   Określiła   przecież   jasno   swoje   życiowe   cele   – 
chciała pracować, osiągnąć sukces, udowodnić światu, że jest 
niezależna i samowystarczalna. 
 

Dlaczego więc po prostu nie powie Tuckerowi, żeby dał 

jej święty spokój i pomaszerował własną drogą? Nie potrafiła 
odpowiedzieć sobie na to pytanie. 
 

Może owa potrzeba wsparcia, opieki i obecności drugiej 

osoby   była   u   niej   silniejsza,   niż   Kelly   myślała?   A   może 
zniewalała ją siła doznań, jakich zaznała w trakcie pocałunków 
i...   pieszczot.   Tucker   ich   nie   szczędził.   Jeszcze   teraz   czuła 
niemal na sobie gorący oddech, namiętny dotyk jego warg... 
 

– Może masz ochotę na kawę? – zapytał Tucker z troską, 

przerywając jej rozmyślania. 
 

Odwróciła się w jego stronę. Stał tuż obok niej. Blisko, 

stanowczo za blisko. Popatrzyła mu w twarz. 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 218

   

 

Mężczyzna, widząc łzy w jej oczach, westchnął ciężko i 

objął ją ramieniem. 
 

– Wszystko będzie dobrze – szepnął, przytulając Kelly 

do piersi. – Nie pytaj, skąd wiem. Po prostu wiem. 
 

Zamknęła   oczy.   Jak   dobrze   było   czuć   obok   siebie   to 

silne   ciało,   słyszeć   równe   bicie   serca,   być   świadomą 
współczucia i troski ze strony drugiej osoby. 
 

Nawet   jeśli   tą   osobą   był   ktoś,   wobec   kogo   powinna 

zachowywać rezerwę i dystans. Trudno jej było jednak przyjąć 
taką postawę. Opiekuńczy gest Tuckera, jego stała obecność, 
rozbroiły   Kelly   zupełnie   i   teraz   czuła   jedynie   serdeczną 
wdzięczność, a może nawet coś więcej... 
 

– Kelly? – usłyszała nagle głos zza pleców. 

 

Rozpoznała go natychmiast. Momentalnie zesztywniała, 

wyrwała się z objęć Tuckera i odwróciła, by stanąć twarzą w 
twarz z ojcem. Simon jak zwykle był opanowany, jego twarz 
nie   zdradzała   żadnych   uczuć.   Fryzurę   miał   starannie 
wymodelowaną,   krawat   idealnie   zawiązany,   eleganckiego 
garnituru nie kalała najdrobniejsza zmarszczka. 
 

– Cześć, tato – przywitała go. 

 

Simon Warren bez słowa pochylił się i pocałował córkę 

w policzek. 
 

Zanim   to   zrobił,   zdążył   jeszcze   obrzucić   niechętnym, 

niemal pogardliwym spojrzeniem stojącego obok Tuckera. 
 

–   Czy   już   coś   wiadomo?   –   zwrócił   się   do   córki, 

ignorując zupełnie towarzyszącego jej mężczyznę. 
 

– Jeszcze nic. Jak ci się udało dotrzeć tu tak szybko? 

 

– Walter przywiózł mnie samolotem. 

 

– Ach tak – odparła i przeniosła spojrzenie na Tuckera. – 

A,  przepraszam.  Pozwól,  tato...  To  Tucker  Garrett,  a to mój 
ojciec, Simon Warren – przedstawiła ich sobie. 
 

– Dzień dobry panu – Tucker odezwał się pierwszy i 

wyciągnął rękę. 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 219

   

 

Mimo   uprzejmego   gestu   w   jego   głosie   i   spojrzeniu 

wyczuć   można   było   dobrze   skrywane   lekceważenie.   Kelly 
dostrzegła to od razu. Simon również to zauważył. Twarz mu 
poczerwieniała, wzrok stwardniał. 
 

– A pan kim właściwie jest? – zapytał otwarcie. 

 

– Znajomym pańskiej córki. 

 

– Rozumiem – odparł sucho Simon i potarł podbródek. 

 

Nie, niczego nie rozumiesz, tato, pomyślała Kelly. To 

bardziej skomplikowane, niż ci się zdaje. Ale teraz to nieważne. 
Teraz liczy się tylko babcia. Boże, czy ta operacja wreszcie się 
skończy? Kiedy się dowiedzą, czy się udała? 
 

Po   chwili,   jakby   czytając   w   jej   w   myślach,   młody 

stażysta   poinformował   ich,   że   doktor   właśnie   skończył 
operować i czeka na nich na szóstym piętrze. 
 

–   Chodźmy,   Kelly   –   oświadczył   Simon,   ponownie 

ignorując Tuckera. 
 

Zawahała   się.   Nie   bardzo   wiedziała,   czy   ma   iść   za 

ojcem,   nie  oglądając  się  na  nikogo,   czy   też  wykazać  więcej 
zainteresowania   tym,   który   ją   tu   przywiózł   i   był   z   nią   w 
najtrudniejszych chwilach. 
 

Tucker odgadł chyba jej rozterki. Uśmiechnął się, choć 

jego oczy pozostały poważne. 
 

– W porządku, idź – powiedział. – Zadzwonię do ciebie 

później. 
 

Położył   dłoń   na   jej   ramieniu,   uścisnął   je,   po   czym 

odwrócił się i odszedł, nie spojrzawszy ani razu za siebie. 
 

– Co to za jeden,  do diabła? – zapytał Simon,  biorąc 

córkę za łokieć i kierując w stronę schodów. – Zachowuje się 
jak jakiś nieokrzesany gbur. Słoma wyłazi mu z butów... 
 

– Później ci wszystko wyjaśnię – odparła krótko Kelly. 

 

– Powiesz, powiesz, moja panno. I wyjaśnisz też, skąd 

pod twoimi oczyma te sińce. 
 

–   Tato,   daj   spokój,   dobrze?   Teraz   najważniejsza   jest 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 220

   

babcia. 
 

Simon nie odpowiedział. Zacisnął tylko usta i spojrzał 

ponuro na córkę. 
 

Westchnęła   w   duchu.   Czy   problemy   zawsze   muszą 

chodzić parami? 
 

Po   trzech   dniach   od   zabiegu   stan   babci   się   poprawił 

Operacja serca przebiegła pomyślnie, choć lekarz oświadczył, 
że sytuacja wciąż jest poważna i że upłynie jeszcze wiele czasu, 
nim niebezpieczeństwo minie zupełnie. 
 

Codziennie punktualnie o siedemnastej trzydzieści Kelly 

zamykała sklep i jechała do szpitala, by odwiedzić Claire, która 
wciąż leżała na oddziale intensywnej terapii. Niebawem miała 
zostać przeniesiona do osobnego pokoju, na co Kelly czekała z 
niecierpliwością.   Równie   niecierpliwie,   choć   z   niepokojem   i 
mieszanymi   uczuciami,   czekała   na   obiecany   telefon   od 
Tuckera. 
 

Jak na razie nie dzwonił. 

 

Może odezwie się dzisiaj? – pomyślała, wyprostowała 

się na krześle i pomasowała kark. Przed nią na stole stało nie 
dokończone śniadanie, a za oknem, na gładko przystrzyżonym 
trawniku   skakały   dwa   drozdy.   To,   że   Tucker   milczy, 
zastanawiało   ją   nieco.   Niedotrzymywanie   obietnic   jakoś   do 
niego nie pasowało. Po dłuższym namyśle Kelly uznała, że to 
ojciec mógł być przyczyną, dla której Tucker ani nie zadzwonił, 
ani nie pojawił się w jej sklepie. Simon Warren nie ukrywał 
wszak   oburzenia  i   pogardy   na   myśl,   że  jego  córka   mogłaby 
związać się z kimś takim. 
 

Dzięki   Bogu,   los   oszczędził   Kelly   przepytywania   i 

ojcowskiego   gniewu   i   otwarta   rozmowa   między   nimi   z 
konieczności   musiała   zaczekać.   Stało   się   tak,   gdyż  zaraz   po 
przyjeździe   do   Lufkin   Simon   otrzymał   wiadomość,   iż   były 
pracownik Warren Foods wdarł się z karabinem do jednego z 
jego sklepów i zagroził, że zastrzeli klientów, jeśli nie zostanie 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 221

   

ponownie przyjęty do pracy. 
 

Ojciec wyjechał natychmiast, ale obiecał rychły powrót. 

Nie było go już dwa dni, lecz Kelly wiedziała, że spodziewać 
się go może w każdej chwili. 
 

Upiła   kolejny   łyk  kawy   z  wanilią.   Wkrótce   potem  na 

zewnątrz   usłyszała   czyjeś   kroki,   a   następnie   w   wejściowych 
drzwiach zazgrzytał klucz. 
 

Uśmiechnęła   się   do   siebie   –   ojciec   pojawił   się   w   tej 

samej chwili, w której o nim pomyślała. 
 

– Dzień dobry – powiedział, stając na progu. Podszedł 

do córki i pocałował ją w policzek. 
 

– Cześć, tato. 

 

– Jak się czuje babcia? 

 

– Dużo lepiej. Rozmawiałam z lekarzami. Dziś zapewne 

przeniosą ją do separatki. 
 

– Dzięki Bogu – westchnął z ulgą i usiadł naprzeciwko 

Kelly. 
 

– Napijesz się kawy? 

 

– Nie, wypiłem już dziś chyba siedem. 

 

– Jak długo zostaniesz? 

 

– Ponieważ jest niedziela, cały dzień. 

 

Kelly odstawiła filiżankę i wstała z krzesła. 

 

– Poczekaj chwilę.  Ubiorę się i pojedziemy razem do 

szpitala. 
 

–   Skoro   z   Claire   wszystko   w   porządku,   nie   ma 

pośpiechu. Sądzę, że powinniśmy najpierw porozmawiać. 
 

– O czym? – zapytała, udając, że nie wie, o co chodzi. 

 

– Najpierw o babci. 

 

Kelly   zdziwiła   się   nieco.   Sądziła,   że   ojciec   od   razu 

przystąpi   do   omawiania   tematu,   który   dużo   bardziej   go 
bulwersował. Miał to wypisane na twarzy, kiedy tylko pojawił 
się w jej sklepie. 
 

– Słucham – powiedziała, siadając znów przy stole. 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 222

   

 

– Zamierzam jednak oddać ją do domu opieki. 

 

– Tato, proszę, nie. 

 

– To już postanowione. Claire wymaga opieki bardziej 

starannej niż ta, którą jej możesz zapewnić. 
 

– Ale żeby oddać ją do domu starców...! – wykrzyknęła 

Kelly. 
 

–   To   nie   żaden   dom   starców   tylko   pensjonat   dla 

emerytów przy kościele metodystów. Właśnie ukończono jego 
budowę.   Dopełniłem   już   wszystkich   formalności.   Panuje 
zupełnie inna atmosfera, niż sobie wyobrażasz. 
 

Kelly słyszała o tej placówce. Wiedziała, że stworzono 

tam   pensjonariuszom   rzeczywiście   wspaniałe   warunki.   Może 
więc   nie   był   to   taki   zły   pomysł,   zwłaszcza   teraz,   w   okresie 
rehabilitacji po przebytym zabiegu. 
 

– No dobrze, tato. Spróbujmy. Zobaczymy, jak jej tam 

będzie. Ale jeśli tylko okaże się, że... 
 

–   Przekonasz   się,   że   miałem   rację   –   przerwał   jej, 

zadowolony,   że   córka   zgodziła   się   tak   szybko.   Po   chwili 
uśmiech zniknął z jego twarzy. Kelly była pewna, że poważne, 
surowe oblicze ojca zwiastuje pytania o Tuckera. Nie myliła 
się. – Charles wyjaśnił mi, skąd to podbite oko. – Wskazał ręką 
na jej twarz. – Powiedział mi również, że jest mu niewymownie 
przykro z powodu tego, co między wami zaszło. 
 

– Tylko mi nie mów, że przysłał cię tu w swaty! Simon 

pobladł gwałtownie. 
 

–   Widzę   –   powiedział   zmieszany   –   że   jesteś   bardzo 

domyślna. 
 

– Posłuchaj, nie kłóćmy się, dobrze? Charles mnie nie 

interesuje. I nic tego faktu nie zmieni. 
 

–   Ciekaw  jestem,   czy  to   z  powodu   tego   pastucha,   do 

którego w szpitalu robiłaś maślane oczy. 
 

– Tato, uczciwie ci powiem, że twoje określenie jest nie 

tyle staromodne, co śmieszne. To nie jest żaden pastuch. 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 223

   

 

Simon pobladł jeszcze bardziej. Zmarszczył czoło. 

 

– Nazywaj go sobie jak chcesz, ale nie pozwolę, żeby 

moja córka związała się z człowiekiem tak małego formatu. 
 

– Tato, nie rozkazuj mi, proszę, co mam robić. Sama 

wiem, z kim mam ochotę się spotykać, a z kim nie. 
 

Simon   spojrzał   na   nią   z   pełnym   złych   przeczuć 

niedowierzaniem.

–   Chyba   nie   chcesz   powiedzieć,   że 

poważnie się nim interesujesz? 
 

–   A   co   jest   w   Tuckerze   złego?   –   Nie   odpowiedziała 

wprost na pytanie ojca. Dlaczego właściwie się z nim spiera? 
Przecież sama wmawiała sobie, że od Tuckera Garretta winna 
trzymać   się   z   daleka.   Skąd   więc   to   zaangażowanie   w   jego 
obronę? 
 

– A co dobrego? Zastanowiłaś się nad tym? 

 

– Posłuchaj, tato. To, że nie chodzi w garniturze i nie 

siedzi   za   biurkiem,   nie   oznacza   wcale,   że   jest   człowiekiem 
pośledniejszego gatunku. 
 

– Wcale tego nie twierdzę. Mówię tylko, że ten fagas do 

ciebie nie pasuje. 
 

Kelly roześmiała się pozbawionym wesołości śmiechem. 

 

– Może... Przyznaj jednak, że ostatecznie to będzie mój 

wybór, nie twój. 
 

– A zatem rzeczywiście się z nim związałaś? 

 

– Daj spokój, tato, nie histeryzuj. Wiesz, że uwielbiam 

country-and-western.   On   jest   właścicielem   klubu   z   taką 
muzyką, spotkałam się z nim kilka razy. To wszystko. 
 

Simon pochylił się w jej stronę. 

 

– Nie. To wcale nie wszystko. Widziałem, jak na siebie 

spoglądacie. Niestety – westchnął – obawiam się, że zakochałaś 
się w tym prostaku. 
 

– Mylisz się. 

 

– A jemu chodzi wyłącznie o twoje pieniądze. Powinnaś 

o tym wiedzieć. – Kelly ze złości odebrało głos, lecz ojciec nie 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 224

   

miał takich problemów. – Sprawdziłem dokładnie tego łobuza – 
powiedział. – Dla twojego dobra, Kelly. 
 

– Co takiego zrobiłeś? – spytała z oburzeniem. 

 

– Słyszałaś. Opanuj się więc i posłuchaj. 

 

– Nie. To niewybaczalne. Nie zamierzam dłużej z tobą 

rozmawiać. Przykro mi, tato. 
 

–   Otóż   posłuchasz   mnie,   moja   droga   –   odparł 

niewzruszony Simon. – Wiedz, kochanie, że ten fagas nie ma 
nawet własnego nocnika, do którego mógłby się wysikać, ani 
okna, przez które by wylał swoje... 
 

– Od kiedy jesteś taki ordynarny? – przerwała mu. 

 

– Od czasu gdy moje jedyne dziecko robi z siebie durnia, 

a na dodatek popełnia błąd, który zrujnuje jej życie. On jest 
przegrany, córeczko. To łowca posagów. 
 

Kelly popatrzyła na ojca gniewnym wzrokiem. 

 

– Nie obchodzi mnie, kim jest. A to, co do niego czuję i 

jak postąpię, to moja osobista sprawa! 
 

Powiedziawszy to, zerwała się z krzesła, odwróciła na 

pięcie i ruszyła do drzwi. Już chwytała za klamkę, gdy Simon 
wypowiedział zdanie, które miało być ostatnim argumentem w 
rozmowie z córką:
 

– Założę się, że nie pochwalił ci się jeszcze, iż miał żonę 

i dziecko. 
 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 225

   

Rozdział ósmy

 

–   Nie   ma   co,   ta   dziewczyna   zawróciła   ci   całkiem   w 

głowie – mruknął do siebie Tucker Garrett, wychodząc spod 
prysznica. 
 

Owinął biodra ręcznikiem i ruszył do sypialni. 

 

– Z kim rozmawiasz, szefie? – Od strony wejścia dobiegł 

go znajomy głos. 
 

Z grymasem niechęci spojrzał na nieproszonego gościa. 

 

–   Do   licha,   Ponurak,   czy   ty   nigdy   nie   nauczysz   się 

pukać? 
 

– Pukałem, ale nie zwróciłeś na to uwagi. Zbyt zajęty 

byłeś   gadaniem   do   siebie.   Zgłupiałeś,   czy   jak?   –   zapytał   i 
zarechotał,   widząc   skrzywioną   minę   przyjaciela.   –   Co,   do 
diabła, się z tobą dzieje, bracie? To ta Warren, mam rację? 
 

Co, nie pozwoliła ci włożyć palców w majtki? 

 

– Na twoim miejscu liczyłbym się ze słowami – odparł 

Tucker i chwycił Ponuraka za wygnieciony kołnierz flanelowej 
bluzy. – Jeśli nie będziesz pilnował swej niewyparzonej gęby, 
twoje   dupsko   znajdzie   się   w   poważnym   niebezpieczeństwie, 
przyjacielu. 
 

Ponurak zrozumiał, że tym razem posunął się za daleko. 

 

–   Przepraszam,   szefie.   Chyba   faktycznie   trochę 

przesadziłem. Ale, do licha, od paru dni chodzisz kwaśny jak 
cytryna... 
 

Tucker   otarł   z   czoła   krople   wody   i   uśmiechnął   się 

ponuro. 
 

– Masz rację. To dlatego, że zbyt wiele spraw zaprząta 

mi   głowę.   I   nie   mylisz   się,   jedną   z   nich   jest   właśnie   Kelly 
Warren. 
 

– Czy ona też coś do ciebie czuje? 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 226

   

 

– Skąd mogę wiedzieć? Cholera jasna, sam nie wiem, 

czy i ja do niej czuję coś więcej niż... No, wiesz, co mam na 
myśli... 
 

– Hm – mruknął domyślnie Ponurak i pokiwał głową w 

zamyśleniu. 
 

– No dobra – Tucker poklepał jego ramię – możesz sobie 

pomrukiwać,   ile   chcesz,   stary   tumanie,   ale   nie   w   mojej 
obecności. Gadaj więc, w jakiej sprawie przyszedłeś, albo się 
wynoś. Zamierzam się ubrać. 
 

– Właściwie to przyszedłem w konkretnej sprawie. Ale 

nie sądzę, żeby ta wiadomość poprawiła ci humor. 
 

– O co chodzi? 

 

– Po mieście krążą pewne plotki... – zaczął Ponurak i 

urwał, jakby niepewny, czy ma mówić dalej. 
 

– No, wykrztuś to wreszcie z siebie – ponaglił go szef. 

 

– Mówią, że w mieście ma powstać nowy klub. 

 

Tucker zaklął cicho. 

 

– Może to tylko plotki? – zapytał z nadzieją w głosie. 

Nie spodziewał się, że ta wiadomość aż tak go zaniepokoi. – 
Jak sądzisz?  
 

– Może tak, a może nie... 

 

Tucker pobłażliwie poklepał przyjaciela po plecach. 

 

– No, bracie! Długo nad tym myślałeś? Rzeczywiście, 

precyzyjna odpowiedź... 
 

Ponuraka zirytował ten protekcjonalny ton. 

 

– Do licha, Tuck, taka odpowiedź, jakie pytanie! Plotki 

to plotki, sam najlepiej wiesz. Ale jeśli otworzą taki klub, to co? 
 

– Załatwią nas i tyle. – Tucker wzruszył ramionami. 

 

–   E,   tam.   Głupstwa   gadasz.   Masz   stałych,   wiernych 

klientów,   prowadzisz   naprawdę   porządny   i   przyzwoity   klub. 
Doświadczenie i tradycja – to się liczy. 
 

– To racja, ale, jak mówią, trawa po drugiej stronie ulicy 

jest zawsze bardziej zielona. 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 227

   

 

–   Być   może   na   początku.   Później   wrócą,   sam   się 

przekonasz. 
 

– Oby. Bo jeśli plotki są prawdziwe, a nasi klienci okażą 

się mniej czuli na tradycję, to... – Urwał i pokręcił tylko głową. 
Nie chciał nawet myśleć o takim scenariuszu. 
 

Tak, nie ma co martwić się na zapas. Lepiej pomyśleć o 

przyjemniejszych rzeczach. O Kelly na przykład. Nie widział 
jej   od   trzech   dni,   co   psuło   mu   humor,   odbierało   zdrowy 
rozsądek i trzeźwy osąd sytuacji. Może już czas, by to zmienić? 
Odrobina Kelly stanowiłaby skuteczny lek na wszelkie kłopoty 
i dolegliwości. Uśmiechnął się do siebie. 
 

Ponurak obrzucił go dziwnym spojrzeniem i zapytał:

 

– Co jest? Czy masz jakiś pomysł, szefie? 

 

– Nie. Na razie miej po prostu uszy otwarte i daj mi 

znać, jak tylko dowiesz się czegoś konkretnego. A teraz zostaw 
mnie, z łaski swojej, samego. 
 

Muszę  ubrać   się  i  wyjść.   Mam  do  załatwienia   pewną 

sprawę. 
 

–   Jasne,   ta   sprawa   ma   jasne   włosy   i   niebieskie   oczy. 

Tucker ściągnął z bioder ręcznik i cisnął nim w Ponuraka. 
 

– Wynoś się stąd, stary świntuchu. 

 

– Ciekaw jestem, kto tu jest świntuch – burknął Ponurak 

i zamknął za sobą drzwi. 
 

Tucker roześmiał się i pogwizdując pod nosem, zaczął 

wkładać spodnie. 
 

– Czy czegoś ci potrzeba, babciu? 

 

Claire   Warren   uśmiechnęła   się   do   siedzącej   przy   jej 

łóżku wnuczki. 
 

–   Nie,   moja   droga   –   odparła   słabym   głosem.   – 

Wystarczy, że ty jesteś przy mnie. Od razu lepiej się czuję. 
 

– W takim razie nawet końmi mnie stąd nie wyciągną. 

 

Zgodnie z oczekiwaniami Kelly babcię przeniesiono do 

osobnego   pokoju   wkrótce   po   powrocie   Simona   do   Houston. 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 228

   

Ponieważ wypadło to akurat w poniedziałek, kiedy sklep Kelly 
był   nieczynny,   wnuczka   nie   odstępowała   babci   na   krok. 
Właściwie  każdą  chwilę   powinna  poświęcać   teraz   projektom 
pocztówek,   którymi  zainteresowała  się  Visions  Card,   ale  nie 
chciała zostawiać staruszki samej i cały wolny czas postanowiła 
spędzić w szpitalu. Nie żałowała tej decyzji. Pogodny wzrok 
babci, wracające na jej twarz zdrowe rumieńce i dawna energia 
były najlepszą nagrodą. 
 

Po długiej drzemce Claire stała się rozmowna. Z ciepłym 

uśmiechem ujęła dłoń Kelly i powiedziała:
 

– Opowiedz mi więcej o tej firmie? 

 

–   O   Visions?   Och,   babciu,   zupełnie,   jakby   ziściły   się 

moje sny! – odparła z podnieceniem Kelly. Oczy jej pojaśniały. 
–   Kiedy   powiedzieli,   skąd   dzwonią,   myślałam,   że   padnę   z 
wrażenia. 
 

– Czy wysłałaś już im następne szkice? 

 

– Jeszcze nie, ale zrobię to niebawem. Mam nadzieję, że 

będą jeszcze lepsze od poprzednich. 
 

–   Jestem   z   ciebie   taka   dumna,   kochanie.   Cieszę   się 

twoim szczęściem, ale... – Claire urwała i popatrzyła uważnie 
na wnuczkę. 
 

– Ale co, babciu? – zapytała Kelly, ściskając mocniej 

wiotką, pomarszczoną dłoń leżącą na szpitalnym prześcieradle. 
 

– Ale widzę, że nie jesteś do końca szczęśliwa. Masz 

jakieś zmartwienia, prawda? 
 

– Dlaczego tak sądzisz? 

 

– Nie próbuj mnie zwodzić. Znam cię lepiej niż ty siebie. 

Pewnie ogromnie się cieszysz, że sprzedajesz swoje prace, ale 
jednocześnie coś cię okropnie gnębi. Czy to ma jakiś związek z 
Charlesem? 
 

Kelly wybuchnęła śmiechem. 

 

– Z Charlesem? Ależ skądże! 

 

– To dobrze, bo wbrew temu, co uważa mój syn, Charles 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 229

   

do ciebie zupełnie nie pasuje. 
 

– Myślisz, że tata o tym wie? 

 

– Nie osądzaj go zbyt surowo, moja droga. Stanowisz 

jego   największy   skarb.   Pragnie   jedynie   twego   szczęścia.   I 
najwyraźniej uważa, że szczęście to zapewnić ci może właśnie 
Charles. 
 

–   Niestety   –   westchnęła   Kelly.   –   Tatę   tak   trudno   do 

czegokolwiek przekonać. Z tego właśnie powodu nie mogłam 
już dłużej mieszkać z nim pod jednym dachem. On po prostu 
nie rozumie, że nie może decydować, co mam lubić, a czego 
nie. 
 

Babcia   pokiwała   głową,   lecz   nie   podjęła   tego   wątku. 

Spojrzała za to uważnie w oczy wnuczki i zapytała wprost:
 

– A więc, skoro nie Charles, to o kogo chodzi? Kelly 

zatrzepotała rzęsami. 
 

– Słucham? Dlaczego sądzisz, że...  

 

– Moja miła – odparła z uśmiechem Claire – znam życie 

i   potrafię   rozpoznać,   kiedy   dziewczyna   cierpi   z   powodu 
nadopiekuńczości ojca, a kiedy z powodu innych spraw. 
 

–   Jesteś   bardzo   spostrzegawcza,   babciu   –   odparła   ze 

śmiechem Kelly. 
 

–   Wiele   widziałam.   No   więc?   Kelly   w   jednej   chwili 

spoważniała. 
 

–   Poznałam   go   w   klubie   „Boot   Scootin”.   Jest   zresztą 

jego właścicielem... 
 

– A, ten kowboj. 

 

– Mówisz zupełnie jak tata – obruszyła się Kelly. 

 

– Skądże znowu! Czy myślisz, że mam coś przeciwko 

kowbojom?   Niestety,   twój   ojciec   nie   zawsze   mierzy   ludzi 
właściwą miarą. 
 

Kelly zacisnęła usta. 

 

– No właśnie. Powinnaś była widzieć, jakim wzrokiem 

patrzył na Tuckera, gdy spotkał go po raz pierwszy. W szpitalu, 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 230

   

kiedy miałaś operację. 
 

– Och, więc ma na imię Tucker. 

 

– Tak – uśmiechnęła się Kelly. – Tucker Garrett. To on 

przywiózł   mnie   do   szpitala,   kiedy   miałaś   atak.   Bardzo   się 
przejął i niepokoił. O mnie i o ciebie. 
 

– No cóż, może go nie doceniam. Opowiedz mi więcej o 

tym człowieku. 
 

– Spróbuję, choć w sumie niewiele mam do opowiadania 

– odparła Kelly i w tej samej chwili rozległo się pukanie do 
drzwi   separatki.   Kelly   popatrzyła   na   babcię   pytającym 
wzrokiem,  po czym  podniosła się  z krzesła i powiedziała: – 
Proszę wejść. 
 

Gdy   do   sali   wkroczył   Tucker   z   bukietem   kwiatów,   z 

wrażenia musiała usiąść z powrotem. 
 

–   Witam   panie   –   powiedział   mężczyzna   i   posłał   im 

przyjazne   spojrzenia;   babci   –   serdeczne,   wnuczce   –   bardziej 
tajemnicze   i   dwuznaczne,   wyzywające   i   pełne   tęsknoty 
jednocześnie. 
 

Kelly   w   jednej   chwili   przypomniała   sobie,   z   jakiego 

powodu czuła słabość do tego mężczyzny. Było w nim coś, co 
działało na nią jak magnes, co sprawiało, że w jego obecności 
zaczynała naprawdę czuć się kobietą, podziwianą, adorowaną, 
świadomą atutów swej urody. Tucker dawał jej to odczuć jak 
nikt inny. Pociągało ją to, że był energiczny, zdecydowany, że 
biła   z   niego   radość   życia.   Dzisiaj   wyglądał   lepiej   niż 
kiedykolwiek.   Ubrany   był   w   dżinsy   i   jasną   koszulę,   która 
podkreślała jego piękną opaleniznę i ciemne oczy. 
 

–   Witamy.   Niech   pan   nie   stoi   jak   kołek,   młody 

człowieku – odezwała się Claire. – Proszę się zbliżyć, abym 
mogła lepiej pana obejrzeć. 
 

– Babciu! – obruszyła się Kelly. 

 

Tucker natomiast nie dał się zbić z tropu. Uśmiechnął się 

uprzejmie i podszedł do łóżka starszej pani. 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 231

   

 

– A więc Tucker Garrett to pan? – zapytała. 

 

– We własnej osobie, proszę pani – odparł i puścił oko 

do Kelly, która natychmiast oblała się pąsem. – Mam nadzieję, 
że   wolno   mi   było   przynieść   pani   kwiaty   –   dodał,   ujmując 
kruchą, wyciągniętą w jego stronę dłoń starszej pani. 
 

– Są prześliczne. Dziękuję – powiedziała. – Wstaw je do 

wody, kochanie – zwróciła się do Kelly, która unikając wzroku 
mężczyzny,   odebrała   bukiet   i   zaczęła   rozglądać   się   za 
wazonem.   Kiedy   odwróciła   się,   Tucker   i   Claire   zgodnie 
wybuchnęli śmiechem. 
 

–   Może   i   mnie   powiecie,   co   was   tak   rozbawiło, 

pośmiejemy się razem – mruknęła naburmuszona. 
 

– A, to taki nasz mały sekret – wyjaśniła Claire. Tucker 

podniósł się z krzesła. 
 

– Nie chcę pani dłużej męczyć – powiedział. – Proszę 

jak najwięcej odpoczywać. Już pójdę, ale obiecuję, że jeszcze 
panią odwiedzę, jeśli wolno. 
 

– Liczę na to – odparła Claire. – I jeszcze raz dziękuję za 

kwiaty. 
 

– Zawsze do usług – odparł z szarmanckim uśmiechem. 

 

Kelly odprowadziła go na korytarz. Zamknęła za sobą 

drzwi separatki, po czym oparła się o nie plecami i spojrzała w 
oczy mężczyzny. 
 

– Tęskniłem za tobą – powiedział cicho. Kelly z trudem 

przełknęła ślinę. 
 

– Ja również. Szkoda tylko... – zawahała się – szkoda, że 

nie powiedziałeś mi wszystkiego o sobie. 
 

– Co ci miałem powiedzieć? 

 

– Że byłeś żonaty. I że masz dziecko. 

 

Tucker   cofnął   się,   spoważniał   natychmiast.   A   więc 

ojciec   miał   rację,   pomyślała.   Najwyraźniej   poruszyła   bardzo 
delikatny temat. Może nie powinna? 
 

Nie, musiała przecież to wyjaśnić. 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 232

   

 

Musiała?   Niby   dlaczego?   Czyżby   w   imię   wspólnej 

przyszłości? 
 

– Nie  pytałaś – odparł Tucker,  nie spuszczając  z niej 

wzroku. 
 

– A powinnam? 

 

– Posłuchaj – westchnął ciężko – to nie jest miejsce na tę 

rozmowę. Skoro jednak pytasz, to... tak, ty i twój ojciec macie 
rację. Byłem żonaty. Dziecko natomiast nie jest moje. Gdy się 
żeniłem, przyjąłem je z całym dobrodziejstwem inwentarza. A 
że się o nie troszczyłem? Nie umiałbym inaczej. Gdy żona ode 
mnie odeszła i zabrała ze sobą Nancy, bardzo z tego powodu 
cierpiałem. Cholera, wciąż uważam, że nie powinienem był na 
to pozwolić. Zresztą, stare dzieje... – Machnął ręką i zamilkł na 
chwilę. – Czy to ci wystarczy? 
 

Kelly   skinęła   głową.   Mówił   szczerze,   jego   oczy   nie 

kłamały. Boże, zamierzała go zdemaskować, a tylko wzruszył 
ją i rozczulił swoim wyznaniem. 
 

Czy Tucker Garrett byłby równie wspaniałym ojcem jak 

kochankiem? 
 

Patrzyła   na   jego   szeroki   tors,   silne   ramiona,   opaloną 

twarz. Pragnęła wtulić się w niego, poczuć na sobie gorące usta. 
 

– Muszę się z tobą spotkać – powiedział Tucker, jakby 

czytając w jej myślach. – Dziś wieczorem. 
 

Bała się, lecz jednocześnie nie była w stanie odmówić. 

Przesunęła językiem po suchych wargach,  a Tucker jęknął z 
udręką w głosie. 
 

– Co się stało? – spytała. 

 

– Nie drażnij mnie w ten sposób. Chyba że... – Urwał i 

spojrzał na nią tak, że aż zakręciło jej się w głowie, a od kolan 
w   górę   zaczęła   ogarniać   ją   słodka,   zniewalająca   fala 
przeczuwanej rozkoszy. 
 

– Chyba że co? – zapytała niemal bezgłośnie. 

 

– Chyba że tym razem to ty przejmiesz inicjatywę.  

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 233

   

 Rozdział dziewiąty

 

Wiejski prostak. Tylko tak była w stanie o nim myśleć 

po owych bezczelnych słowach, które usłyszała na szpitalnym 
korytarzu. Było upalne popołudnie, od incydentu, który tak ją 
poruszył,  minęły całe dwa  dni,  a Kelly  wciąż  czuła gniew  i 
oburzenie na każde jego wspomnienie. 
 

„Ty przejmiesz inicjatywę...” Żaden jeszcze mężczyzna 

nigdy tak się do niej nie odezwał. Za kogo ją ma? Za pierwszą 
lepszą...? 
 

Stała   jak   zahipnotyzowana,   wpatrzona   w   niego   i 

spragniona jego ciepła. 
 

Gorąca krew pulsowała w jej w żyłach, gotowa była na 

wszystko, co jej zaproponuje, ale, na Boga, nie na to! A on 
powiedział   swoje,   uśmiechnął   się   do   niej   zmysłowo   (teraz 
myślała, że tylko lubieżnie) i zanim odzyskała mowę, odszedł 
powolnym,   mierzonym   krokiem,   zupełnie   jakby   cały   świat 
należał do niego. 
 

Do licha! Od razu powinna była zdrowo utrzeć mu nosa 

za   taką   bezczelność,   za   takie   chamstwo!   Ale   jak? 
Oświadczając, że prędzej gruszki wyrosną na wierzbie, niż ona 
zgodzi się na coś więcej niż rozmowę? Albo że w ogóle nie 
chce go znać? Kelly parsknęła w duchu szyderczym śmiechem. 
 

Dobrze przecież wiedziała,  że nie uda  jej  się  oszukać 

samej siebie. I że nie uda oszukać się Tuckera. 
 

Pragnęła go. Przyciągał ją do siebie niczym magnes, a o 

jego   dotyku   i   pocałunkach,   których   zaznała   przecież   tak 
niewiele, nie była w stanie zapomnieć. 
 

Następnego wieczora miała zacząć uczyć tańca w klubie. 

Tucker,   za   jej   namową,   dał   do   gazety   anons,   na   który 
odpowiedziała nadspodziewanie duża liczba chętnych. Był jej 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 234

   

wdzięczny,   lecz   ona   nie   potrzebowała   jego   wdzięczności; 
chciała, by dał jej miłość. 
 

Czy   tylko  miłość  fizyczną?  Jeszcze  niedawno  skłonna 

była tak myśleć i dziwiła się sobie, że po raz pierwszy pociąga 
ją ktoś, kto może jej dać jedynie udany seks. Teraz wszakże 
coraz   częściej   dochodziła   do   wniosku,   że   w   jej   relacji   do 
Garretta jest jeszcze inny wymiar, którego wcześniej dostrzegać 
nie chciała. Przeczuwała, że za fasadą twardości, nieokrzesania 
czy chamstwa, kryje się inny Tucker – czuły, wrażliwy, ofiarny, 
spragniony przyjaźni i prawdziwej miłości. Gdyby zechciała, 
mogłaby   mu   dać   to   wszystko,   a   przynajmniej   wysłuchać   po 
przyjacielsku, gdyby on pragnął się zwierzyć ze swoich trosk, 
ze swego nieudanego małżeństwa. 
 

Mimo złości i mimo urazów, jakie nosiła w sercu wobec 

niego,   Kelly  zastanawiała  się  coraz  śmielej   nad  perspektywą 
trwalszego związku z Tuckerem. Dlaczego niby miałoby to być 
czymś   tak   niewyobrażalnym?   Czyżby   różne   środowiska,   z 
jakich   pochodzili,   rzeczywiście   stanowiły   barierę   nie   do 
przebycia?   Dla   niej   pieniądze   nie   liczyły   się   w   życiu 
najbardziej, on ich w ogóle nie miał. Więc? 
 

Westchnęła   ciężko   i   otworzyła   kasę,   by   przeliczyć 

dzienny utarg. 
 

Przeglądała właśnie czeki, gdy zadzwonił telefon. 

 

– „Pierwsza klasa”, sklep Kelly Warren, słucham. 

 

– Jak się masz, dziecino? – w słuchawce odezwał się 

Simon. 
 

– O, cześć, tato. 

 

– Nie wyczuwam w twoim głosie nadmiaru entuzjazmu. 

 

–   Przepraszam,   jestem   trochę   zmęczona   –   odparła, 

czując wyrzuty sumienia za to, że nawet w tej chwili wolałaby 
usłyszeć niski, lekko schrypnięty głos Tuckera. 
 

– Zmęczona? Więc po prostu daj sobie z tym sklepem 

spokój. 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 235

   

 

– Tato, nie zaczynajmy wszystkiego od początku. Poza 

tym lubię być zmęczona, zwłaszcza kiedy mam coś w zamian. 
 

– Dobrze, nie będę się spierał. 

 

– Jeśli chodzi o babcię, to rekonwalescencja przebiega 

pomyślnie. Tak w każdym razie mówi lekarz. 
 

– Wiem, rozmawiałem z nim. – Ojciec umilkł na chwilę. 

– Posłuchaj, Kelly, chciałbym cię prosić o pewną przysługę. 
 

Wcale nie była tym zaskoczona. Jej ojciec był ostatnim 

człowiekiem, który zadzwoniłby bezinteresownie, tylko po to, 
żeby powiedzieć „cześć” i zapytać, jak się jej powodzi. 
 

– Tak, słucham? 

 

–  Zanim  przejdę do  rzeczy,  chcę,   żebyś wiedziała,  że 

zamierzam   otworzyć   nową   sieć   sklepów.   –   Kelly   nie 
odpowiedziała,   ciągnął   więc   dalej:   –   Dlatego   właśnie 
potrzebuję cię tutaj, w Houston. Chciałbym, żebyś przyjechała 
do   domu   na   tydzień,   zaplanowała   i   zorganizowała   wielkie 
przyjęcie, które zamierzam wydać z okazji otwarcia pierwszego 
sklepu oraz pełniła honory pani domu. 
 

– Tato, przecież wiesz, że nie mogę tego zrobić. 

 

– A to dlaczego? 

 

–   Wiesz,   dlaczego   –   odparła   poirytowana   Kelly.   – 

Prowadzę sklep tutaj, w Lufkin, poza tym nie możemy przecież 
zostawić babci samej. 
 

–   Ma   wyśmienitą   opiekę,   więc   to   akurat   najmniejsze 

zmartwienie. A sklep... do diabła, wywieś na drzwiach kartkę, 
że przez tydzień będzie nieczynny. 
 

– A jeśli ja poproszę ciebie, żebyś na swoich sklepach 

powywieszał   takie   kartki   i   przyjechał   pomóc   mi   w   Lufkin, 
zrobisz to dla mnie? 
 

Simon parsknął ze złością. 

 

– Nie bądź śmieszna. 

 

– Nawet nie próbuję.  

 

– Jak zwykle jesteś krnąbrna i uparta. 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 236

   

 

– Stawiam sprawę uczciwie. 

 

Ojciec westchnął i odezwał się oficjalnym tonem:

 

– Rozumiem zatem, że odmawiasz. 

 

– Niestety. A to, czy moją pracę traktujesz poważnie czy 

nie,  oceń  sam.  Ja  do  swego sklepu mam stosunek poważny. 
Właśnie czekam na telefon z Visions Card Company. Bardzo 
interesują się moimi pracami – pochwaliła się Kelly. 
 

– Chodzi o tego pastucha, prawda? – zapytał, zupełnie 

ignorując tę informację. 
 

Kelly   zamknęła   oczy,   modląc   się,   aby   starczyło   jej 

cierpliwości do końca rozmowy. 
 

–   Ten   „pastuch”,   jak   go   określasz,   nie   ma   tu   nic   do 

rzeczy. Chyba wcale mnie nie słuchałeś. 
 

– Słuchałem, oczywiście, że słuchałem. Ale w dalszym 

ciągu uważam, że stosujesz wykręty, A jeśli idzie o tego tam, 
twojego... to lepiej posłuchaj mojej rady. Pochodzicie z dwóch 
różnych światów, prędzej czy później dojdzie między wami do 
nieporozumień. Zapamiętaj sobie moje słowa. 
 

– Dobrze, tato – Kelly z najwyższym trudem zdobyła się 

na uprzejmość. – Dzięki za telefon. Życzę udanego przyjęcia. 
 

Ojciec pożegnał się z nią oschle i odłożył słuchawkę, a 

Kelly długo jeszcze trzymała ją przy uchu. W żołądku ściskało 
ją z żalu, oczy piekły od łez. 
 

Tucker sprawiłby, że poczułabym się lepiej, pomyślała z 

uśmiechem.   A   już   na   pewno   jego   pocałunki.   Westchnęła 
głęboko, spojrzała na zegarek i stwierdziwszy, że dawno minęła 
piąta trzydzieści, podeszła do drzwi, by wywiesić tabliczkę z 
napisem „Zamknięte”. W tym samym momencie odezwał się 
telefon. 
 

– Halo? – Podniosła szybko słuchawkę, przekonana, że i 

tym razem Tucker Garrett odczytał jej myśli i dzwoni, by ją 
pocieszyć. Po drugiej stronie odezwał się jednak ktoś inny. 
 

– Pani Warren? Tu Martha Havard z Visions Card. 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 237

   

 

Gdzie, do licha, podziewa się ta dziewczyna? 

 

Tucker już chyba po raz dziesiąty zerknął na zegarek. 

Kelly nie miała zwyczaju się spóźniać. Początkowo specjalnie 
się nie martwił, sądząc, że po pracy poszła pewnie do szpitala i 
jej   wizyta   przedłużyła   się   jak   zwykle.   Kiedy   jednak   tam 
zadzwonił,   Claire   oświadczyła,   że   nie   widziała   wnuczki   od 
rana. 
 

Zatelefonował   zatem   do   domu   Kelly   i   do   sklepu. 

Wszędzie nikt nie podnosił słuchawki. 
 

Wściekał się, że Kelly jest spóźniona o ponad godzinę. 

Bardziej jednak niż to, że nie było jej, choć miała rozpocząć 
dzisiaj naukę tańca w „Boot Scootin”, irytowało go, że nie wie, 
co się z nią stało. Miał nadzieję, że nic poważnego i dostawał 
furii, nie mogąc tego sprawdzić. Próbował wprawdzie wmawiać 
sobie, że nic go to nie obchodzi, ale doskonale wiedział, że jest 
wręcz odwrotnie. 
 

Do   licha,   chyba   już   kompletnie   stracił   głowę   na   jej 

punkcie. 
 

–   Ponurak!   –   przywołał   przyjaciela.   Mężczyzna 

natychmiast pojawił się przy barze. 
 

– Coś nie tak, szefie? 

 

– Przypilnuj interesu, dobrze? 

 

– Jasne. Czy coś się stało? 

 

– Może. Nie wiem. 

 

– Czy mogę ci jakoś pomóc? 

 

– Nie, stary przyjacielu, ale dzięki za dobre chęci. 

 

– Nie ma sprawy, szefie. Jakby coś, to tylko mi powiedz 

–   odparł   i   popatrzył   Tuckerowi   w   oczy.   Stary   poczciwiec 
martwił się o swego przyjaciela. 
 

Nie mógł jednak zrobić nic, by ulżyć jego cierpieniom. 

Lekiem na nie był ktoś inny. 
 

Kelly ciężko opadła na kanapę i wyciągnęła z kieszeni 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 238

   

chusteczkę. Jej policzki były mokre od łez. 
 

Visions Card odrzuciło jej projekty. 

 

Wciąż   nie   mogła   w   to   uwierzyć.   Gdy   usłyszała   w 

słuchawce   głos   Marthy   Havard,   była   taka   podekscytowana, 
pełna   radości   i   nadziei.   Kilka   minut   później   zaś   wpadła   w 
skrajną rozpacz. 
 

– Pani szkice są odrobinę zbyt nowatorskie i odchodzą 

od przyjętych schematów – poinformowała Martha Havard. – 
Zdaniem naszych handlowców nie powinniśmy podejmować aż 
tak dużego ryzyka. – Zamilkła na chwilę. – Myślę jednak – 
mówiła dalej – że to nie powinno pani zniechęcać. Jest wiele 
firm,   które   z   pewnością   zainteresują   się   pani   pracami.   Nam 
może być tylko przykro, że to nie my. Rozumie pani, rynek ma 
swoje prawa. W każdym razie, życzę pani jak najlepiej. 
 

Kelly   podziękowała   za   słowa   otuchy   i   ze   ściśniętym 

gardłem odłożyła słuchawkę. Zaraz potem zalała się łzami i nie 
przestawała płakać przez następne kilka minut. 
 

Kiedy pierwszy spazm rozpaczy już minął, otarła oczy, 

wstała   z  kanapy   i  wyszła   przed   dom,   by   odetchnąć   głęboko 
świeżym wieczornym powietrzem. 
 

Nie wiedziała, co w pewnym momencie ją zaniepokoiło, 

poczuła   naraz,   że   nie   jest   sama,   że   ktoś   na   nią   patrzy. 
Odwróciła głowę. Rzeczywiście, w jej stronę zbliżał się Tucker. 
 

–   Co   się   dzieje,   do   licha?   Nie   ma   cię   w   klubie,   nie 

odbierasz telefonów... – zapytał bez zbędnych wstępów. 
 

– Ja... przepraszam. Po prostu...  

 

– Co się stało? – przerwał, widząc jej zapłakane oczy. 

Kelly   spojrzała   na   niego   ze   smutkiem.   Wyglądała   na 
kompletnie rozbitą i załamaną. 
 

– Visions... Odrzucili moje prace. 

 

– Ta firma od pocztówek? Skinęła głową. 

 

–   E,   do   diabła   z   nimi.   To   przecież   nie   jedyna   firma, 

prawda? 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 239

   

 

– Nie, ale... 

 

– Nie ma żadnych „ale”. Nie przejmuj się i tyle. Jeszcze 

będą żałować, zobaczysz. – Wziął ją za rękę i przyciągnął do 
siebie. – No, chodźmy do środka, napijemy się wina, to poprawi 
nam   humory.   –   Gdy   byli   już   w   kuchni,   pocałował   Kelly   w 
czubek nosa. – Poza tym, nie mogę patrzeć, jak płaczesz. Serce 
mi się kraje. 
 

Na widok jego zatroskanych oczu, dziewczynę ogarnęła 

jeszcze   większa   żałość.   Wybuchnęła   gwałtownym   szlochem, 
łzy oślepiły ją kompletnie, a ciałem zaczęły wstrząsać spazmy 
rozpaczy. 
 

Tucker położył dłonie na jej ramionach. 

 

– Kelly, proszę... przestań. 

 

Uniosła twarz i ze zdumieniem pomieszanym z radością 

dostrzegła w jego oczach troskę, czułość, tkliwość i miłość; tak, 
miłość oraz coś jeszcze – coś, co widziała w nich wtedy, gdy 
szeptał   jej   nieprzyzwoite   słowa   na   szpitalnym   korytarzu   – 
pożądanie. 
 

– Co mogę zrobić, żeby cię pocieszyć? – zapytał przez 

ściśnięte gardło. 
 

– Możesz... – Urwała. Wstydziła się mówić otwarcie o 

swych tęsknotach. 
 

– Powiedz, czego pragniesz. 

 

Wyciągnął dłoń, przesunął palcem po jej szyi i zatrzymał 

go w rozcięciu bluzki. 
 

– Możesz... możesz mnie przytulić. 

 

Jej   głos   łamał   się,   nie   umiała   nad   nim   panować. 

Wszystko   w   niej   wibrowało,   pulsowało   w   oczekiwaniu   na 
dotyk jego silnego, gorącego ciała. 
 

Nigdy   jeszcze   nie   doświadczyła   takich   wrażeń. 

Pomyślała, że za chwilę stanie się to, o czym myślała od dawna 
i naraz przestraszyła się. Chciała uciec, ale było już za późno. 
Stała więc jak sparaliżowana, a jej ciałem nie rządził już rozum 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 240

   

lecz czysta namiętność. 
 

Objął ją. Zadrżała, westchnęła, po jej ciele rozlało się 

błogie ciepło. 
 

– Nie mogę cię tylko tulić – szepnął prosto w jej ucho. – 

Pragnę więcej. Ale wtedy... wiesz, co się stanie. 
 

Kelly   nie   potrafiła   wykrztusić   słowa.   Mogła   tylko 

spojrzeć mu w oczy. Z obawą, z rozkoszą, z przyzwoleniem. 
 

–   Och,   Kelly,   Kelly...   –   jęknął   Tucker,   widząc   jej 

zamglony wzrok, i poszukał ustami jej ust. 
 

Oddała   mu   się   z   cichym   jękiem,   pozwoliła   rozpiąć 

bluzkę,   pod   którą   pyszniły   się   nabrzmiałe,   twarde   z 
niezaspokojenia   piersi.   Tucker   wziął   je   w   dłonie,   czuł   ich 
delikatną, gładką jak aksamit skórę, widział nieskazitelną biel i 
jasny   róż   brodawek,   sterczące   dumnie,   spragnione   pieszczot 
sutki. Chwilę się wahał. Wreszcie spuścił głowę i zrobił to, o 
czym   marzył   od   pierwszej   chwili,   w   której   ją   zobaczył   – 
dotknął ustami jej biustu. 
 

–   Tak...   Tak,   Tucker...   –   westchnęła   błogo.   Podniósł 

głowę   i   objął   ją   jeszcze   mocniej.   Opuścił   dłoń   na   pośladki 
dziewczyny i przycisnął ją do siebie. 
 

Gdy   Kelly   poczuła   napierającą   na   nią   twardość, 

namiętność i żądza natychmiastowego zaspokojenia ogarnęła ją 
bez reszty. 
 

– Czujesz, jak na mnie działasz? – szepnął i zajrzał jej 

głęboko w oczy. – Czujesz, jak bardzo cię pragnę? 
 

– Ja... też... Też ciebie pragnę – Kelly wydusiła z siebie 

łamiącym się głosem. 
 

Szybko   zrzucili   z   siebie   ubrania,   spragnieni   dotyku 

swych nagich, rozpalonych pożądaniem ciał. 
 

Później,   kiedy   było   już   po   wszystkim,   Kelly 

uświadomiła sobie, że nigdy nawet nie przyszła jej do głowy 
myśl, że będzie się kochać na środku kuchni. 
 

Gdy   jednak   Tucker,   wodząc  językiem   po  jej   brzuchu, 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 241

   

przyklęknął na jedno kolano i ona osunęła się na podłogę. 
 

– Tucker, Tucker, Tucker... – powtarzała nieprzytomnie 

jego imię. 
 

– O, tak, tak, kochanie – szeptał jak oszalały. – Tak, tak 

jest   dobrze   –   zapewniał   ją,   pieszcząc   najbardziej   intymne 
zakątki jej ciała. 
 

Wplotła   palce   w   jego   włosy,   czuła,   jak   zalewa   ją 

rozkosz, fala za falą. 
 

Stłumione jęki Tuckera pieściły jej uszy, gdy kładł się na 

niej,   gdy   rozchylał   jej   uda,   gdy   wchodził   w   nią   płynnie   i 
delikatnie.   Kiedy   całkowicie   już   ją   wypełnił,   oczy   Kelly 
rozszerzyły się. 
 

– Czy sprawiam ci ból? – zapytał i znieruchomiał. 

 

– Tak... nie. 

 

– Czy mam przestać? 

 

– Nie! 

 

Gorączkowo   zacisnęła   palce   na   jego   pośladkach, 

pragnąc,   by   wszedł   w   nią   jeszcze   głębiej.   Przed   sekundą 
myślała, że nie może być większej rozkoszy, teraz, gdy ich ciała 
i serca zaczęły poruszać się równym rytmem, wiedziała już, że 
nie ma ona granic. 
 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 242

   

Rozdział dziesiąty

 

Kelly   otworzyła   oczy   i   rozejrzała   się   wokół. 

Niewątpliwie leżała w łóżku. 
 

A   przecież   nie   pamiętała,   kiedy   się   w   nim   znalazła. 

Wiedziała tylko, dlaczego. 
 

Gdy  przeniosła wzrok  na  sąsiednią  poduszkę  i  ujrzała 

wlepione w siebie ciemnobrązowe oczy Tuckera, uśmiechnęła 
się z zadowoleniem. 
 

–   Cześć   –   powiedziała   cichutko   i   ziewnęła.   –   Która 

godzina? 
 

Popatrzył ponad jej ramieniem. 

 

– Według twojego zegarka północ. 

 

– Nic dziwnego, że już usnęłam. Normalnie chodzę spać 

o jedenastej. 
 

Przysunęła   się   bliżej   jego   ciepłego   ciała   i   westchnęła 

cichutko. 
 

– Czy nic ci nie jest? Chodzi mi o to... czy nie sprawiłem 

ci bólu? – zapytał szeptem, po czym dodał odrobinę głośniej: – 
Bałem się o ciebie... 
 

Położyła mu palec na ustach. 

 

–   Czuję   się   świetnie,   uwierz   mi.   Nawet   mimo   tej 

podłogi. 
 

Zachichotał. 

 

– Zauważyłaś, że to jednak nie ty przejęłaś inicjatywę? 

 

– Tak. Dzięki. – Zaczerwieniła się. Tucker roześmiał się 

trochę głośniej. 
 

– Masz za co. Do licha, choć mam twarde kolana, nigdy 

już nie będą takie same jak dawniej. 
 

Kelly   również   się   roześmiała.   Poczuła,   że   mężczyzna 

wodzi opuszkami palców po jej plecach. Przebiegł ją rozkoszny 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 243

   

dreszcz.   Zapragnęła   nagle,   by   Tucker   ponownie   ją   posiadł   i 
znowu się zaczerwieniła. Przecież po epizodzie na podłodze w 
kuchni nastąpiło kilka kolejnych; dlaczego więc wciąż jest taka 
nienasycona? 
 

– Nie miałaś zbyt wielu mężczyzn, prawda? 

 

– Skąd wiesz? 

 

– Widzę, czuję. Tak mówi mi intuicja. 

 

– To prawda – odparła cicho. 

 

– Czy kiedykolwiek się w kimś zakochałaś? 

 

– Raz, kiedyś. 

 

– W Charlesie? 

 

– Panie Boże broń! To było jeszcze przed Charlesem. 

Ale nie trwało długo. Kłóciliśmy się o byle głupstwo. Oboje 
byliśmy tacy niedojrzali, zwłaszcza ja. Szybko zerwaliśmy ze 
sobą. 
 

– Rozumiem. 

 

Przesunęła dłonią po jego torsie, zsunęła ją na brzuch i 

zaczęła wodzić paznokciem wokół pępka. Tucker westchnął. 
 

– Jeśli nie przestaniesz, nie będę w stanie odpowiadać na 

twoje pytania. 
 

Kelly uśmiechnęła się, jej dłoń znieruchomiała.  

 

– Masz rację, od chwili rozkoszy ważniejsze są twoje 

odpowiedzi. 
 

– E, gadanie... Czy jest coś, co może być ciekawsze? 

 

–   Pewnie,   że   jest.   Powiedz   mi,   jak   to   było   z   twoim 

małżeństwem? Muszę przyznać, że fakt, iż składałeś przysięgę 
przed ołtarzem... 
 

– Nic z tych rzeczy – przerwał jej. – Mam tylko ślub 

cywilny. 
 

– Ach, tak. 

 

– My również o wszystko się   kłóciliśmy. O pieniądze, o 

moją pracę. Nie znosiła, że ciągle nie ma mnie w domu. 
 

– I jak to się skończyło? 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 244

   

 

–   W   któryś   z   piątków   wróciłem   wcześniej   z   pól 

naftowych.   Wiesz,   co   zastałem   –   bardziej   stwierdził,   niż 
zapytał. 
 

– Swoją żonę z kimś innym? 

 

– Otóż to. 

 

–   Cóż...   przykro   mi   z   tego   powodu.   –   Powiedziała 

prawdę. Było jej rzeczywiście przykro z powodu zdrady, jakiej 
dopuściła się jego żona, a jeszcze bardziej dlatego, że w głosie 
Tuckera wciąż słychać było gorycz, gdy o tym opowiadał. 
 

– Dlaczego ma być ci przykro? – żachnął się. – Tamten 

gość po prostu bardziej jej pasował. W sumie dobrze się stało. 
Poczułem wtedy ogromną ulgę. Oczywiście, pomijam sprawę 
Nancy. Tego, że ją straciłem, zawsze będę żałować. Ale cóż, 
życie   toczy   się   dalej.   Muszę   przyznać,   że   było   to   dla   mnie 
bardzo ważne doświadczenie. Dostałem lekcję, której nigdy nie 
zapomnę. 
 

–   Jaka   jest   jej   treść?   –   zapytała   Kelly   z   niejasnym 

przeczuciem, że za chwilę usłyszy coś, co sprawi jej ból. 
 

– Że ognisko domowe wcale nie jest takim cudownym 

wynalazkiem,   jak   sądzą   niektórzy.   –   Kelly   nic   nie 
odpowiedziała.   Słowa   Tuckera   zasmuciły   ją   głęboko   i 
zaniepokoiły. On jednak nie rozwijał tego wątku. – Przykro mi, 
że odrzucili twoje szkice – powiedział, zmieniając temat. 
 

– Mnie również. 

 

–   Cóż,   będą  żałować,   mówiłem  ci   już.   Zobaczysz,   że 

ktoś inny się nimi zainteresuje. 
 

– Jasne. Wcale nie zamierzam się poddawać. Pocałował 

ją w czubek głowy. 
 

– Innymi słowy, niech Visions Card się udławi. 

 

–   Wyjąłeś   mi   to   z  ust  –  odparła   z  uśmiechem  Kelly. 

Uniosła   głowę   i   spojrzała   mu   prosto   w   oczy.   –   Słyszałam 
ostatnio,   że   po   drugiej   stronie   miasta   otwierają   nowy   klub. 
Wiesz coś o tym? 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 245

   

 

– I co z tego? 

 

– Stracisz sporo klientów. 

 

– A niby dlaczego?  Twoje  lekcje  tańca ściągną  sporo 

osób.   Jeszcze   większą   frekwencję   zapewnią   automaty,   które 
właśnie instaluję.  
 

– A widzisz! – ucieszyła się Kelly i pocałowała go w 

usta. – Posłuchałeś mnie jednak. Nie pożałujesz tego wydatku. 
Ten drugi klub też może się udławić. 
 

–   Na   to   liczę,   chociaż   żadnej   pewności   nie   mam. 

Niestety, nie wiesz jeszcze, jakie prawa rządzą życiem małego 
miasteczka. 
 

– Poczekaj. Sam się przekonasz, czy nie miałam racji. 

 

– Mam nadzieję, że ten zakład przegram. 

 

Kelly   przysunęła   się   do   niego   bliżej.   Przez   dłuższą 

chwilę   oboje   milczeli,   starając   się   uporządkować   myśli, 
zastanawiając się, co takiego wydarzyło się między nimi, co 
naprawdę zaszło. 
 

– Nie żałujesz? – odezwał się pierwszy Tucker. Kelly nie 

próbowała nawet udawać, że nie wie, o co pyta jej kochanek. 
 

– Nie, a ty? Tucker westchnął. 

 

– I tak, i nie. 

 

– Nie jestem przekonana, czy taką odpowiedź chciałam 

usłyszeć. 
 

–   Ale   to   prawda.   Nasz   związek   spowoduje   wiele 

komplikacji. 
 

Kelly miała nadzieję, że usłyszy, o jakie to komplikacje 

chodzi, ale Tucker milczał. Nie trzeba było jednak geniusza, 
żeby zrozumieć, co ma na myśli. 
 

Przypomniała sobie słowa ojca. Może faktycznie łączy 

ich tylko to, że oboje lubią tańczyć i że są zafascynowani sobą, 
ale to stanowczo za mało, żeby powstał trwały związek. Były 
też inne przeszkody: gniew i niezgoda Simona, cierpka uwaga 
Tuckera na temat pozornych zalet ogniska domowego... 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 246

   

 

Gdy więc Kelly odwoływała się do zdrowego rozsądku, 

ten sączył w nią jad wątpliwości. Serce jednak podpowiadało 
inaczej. 
 

– Przyznaję, że sytuacja nie jest prosta, ale chcę się z 

tobą spotykać – powiedziała otwarcie. 
 

– Ja też. 

 

– A jaki w takim razie jest nasz plan na przyszłość? – 

zapytała niepewnie, obawiając się, że odpowiedź, którą usłyszy, 
nie będzie dla niej radosna. 
 

– Nie ma żadnego planu. Na razie cieszmy się sobą i nie 

myślmy o tym, co będzie potem. 
 

–   Cieszmy   się   sobą...   –   powtórzyła   z   niewinnym 

uśmiechem Kelly. – Czy rozumiesz to dosłownie? – zapytała 
cichutko. 
 

Oczy   zalśniły   mu   nagłym   pożądaniem,   pochylił   się   i 

dotknął ustami jej piersi. 
 

– A jak myślisz? 

 

Westchnęła,   a   po   chwili   krzyknęła   cicho,   gdy   Tucker 

uniósł ją sprawnie i posadził na sobie. 
 

– Och, Tucker... – jęknęła tylko, czując go w sobie, i 

zaczęła się rytmicznie poruszać.  
 

Ta   noc   była   początkiem   wielu   następnych.   Kelly   i 

Tucker   nie  mogli   się   sobą  nasycić.   Ona  była  szczęśliwa  jak 
nigdy   dotąd,   jakkolwiek   nieustannie   spadały   na   nią   kłopoty. 
Teraz jednak miała przy sobie Tuckera. Towarzyszył jej, gdy 
umieszczała babcię w domu opieki, pomagał, jak umiał, kiedy 
dach   w   jej   sklepie   zaczął   przeciekać   i   zniszczeniu   uległa 
znaczna   część   towaru,   był   przy   niej,   gdy   kolejna   firma 
zajmująca się produkcją pocztówek odrzuciła jej prace. 
 

A jednak ani razu nie powiedział jej, że ją kocha, ani 

razu nie zająknął się nawet na temat wspólnej przyszłości. 
 

Któregoś   dnia,   gdy   przy   jej   łóżku   zadzwonił   telefon, 

Kelly z radością podniosła słuchawkę już po drugim dzwonku, 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 247

   

sądząc, że to Tucker. 
 

– Dzień dobry – odezwała się wesoło. 

 

– Widzę, że nabrałaś lepszych manier, moja droga. 

 

– O, cześć, tato – zdziwiła się nieco. 

 

– Odnoszę wrażenie, że mój telefon cię rozczarował. 

 

– Nie, to nieprawda – zaprzeczyła, ale zbyt pospiesznie, 

żeby mogła zmylić tym ojca. 
 

–   No   dobrze,   nieważne.   Co   powiesz   na   to,   żebyśmy 

spędzili razem dzisiejszy dzień? Jest niedziela, więc nie masz 
wymówki. 
 

–   Och,   tato.   Bardzo   bym   chciała,   ale   naprawdę   mam 

masę   pracy.   Poza   tym   powinieneś   spędzić   trochę   czasu   z 
babcią. Bardzo za tobą tęskni. 
 

Simon westchnął. 

 

– Masz rację. Może zabiorę ją gdzieś na przejażdżkę. 

 

– Bardzo by była szczęśliwa. 

 

Nie odpowiedział i milczał przez dłuższą chwilę. 

 

– Tato? – zaniepokoiła się Kelly. 

 

–  Jestem,  jestem.   Powiedz,  czy  wciąż  spotykasz  się  z 

tym kowbojem? 
 

Kelly westchnęła głęboko. 

 

– Tak. 

 

– Do licha, Kelly, sama wiesz... 

 

– Tato, rozmawialiśmy już na ten temat i wiem, co masz 

mi do powiedzenia. Pamiętam twoje przestrogi – przerwała mu 
zdecydowanie.   Ojciec   ponarzekał   jeszcze   trochę,   po   czym 
pożegnał się z córką i zakończył rozmowę. 
 

Zaledwie   Kelly   odłożyła   słuchawkę,   zadźwięczał 

dzwonek u drzwi. 
 

– Kogo znów diabli niosą? – burknęła, odrzuciła kołdrę i 

sięgnęła po szlafrok. 
 

– Kto tam? – zapytała, wchodząc do korytarza. 

 

– Zgadnij. 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 248

   

 

Uchyliła drzwi na centymetr. 

 

– Witaj – odezwał się Tucker, obrzucając wzrokiem jej 

sylwetkę,   szczególnie   zaś   to,   co   odsłoniło   się   spomiędzy 
rozchylonych klap luźnego szlafroka.  
 

– Podobam ci się? 

 

– Przecież wiesz. Ale teraz się ubieraj. Popatrzyła nań 

rozszerzonymi oczyma. 
 

– Naprawdę ci się podobam? 

 

– Tak, ale chcę ci coś pokazać. 

 

– Co? 

 

– To tajemnica. 

 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 249

   

Rozdział jedenasty

 

Gdy opuszczali dom, Kelly nie miała zielonego pojęcia, 

co zamierza pokazać jej Tucker. Podczas jazdy nie odezwał się 
ani słowem. Nie przejmowała się jednak tym zbytnio. Cieszyła 
ją   sama   obecność   Tuckera,   to,   że   jest   obok   niej.   Z 
zainteresowaniem   śledziła   przesuwające   się   za   oknem   auta 
krajobrazy. Kiedy w końcu Tucker zatrzymał swój samochód 
pod   jednym   z   wielkich   dębów   u   stóp   rozległego   wzgórza, 
powiedział:
 

–   Muszę   się   przyznać,   że   bardzo   mnie   zaskoczyłaś. 

Większość kobiet z wielkich metropolii nie znosi prowincji. A 
ty nawet się nie skrzywiłaś, gdy wyjechaliśmy z miasta... 
 

Kelly żartobliwie klepnęła go w ramię. 

 

–   Zacznijmy   od   tego,   że   jestem   inna   niż   większość 

znanych ci kobiet. 
 

Tucker roześmiał się  głośno,  objął  ją za  szyję  i  czule 

pocałował. 
 

– To fakt – przyznał, a potem dodał: – No, chodźmy. 

Pokażę wyjątkowej kobiecie wyjątkowe miejsce. 
 

Wysiadła z samochodu i zaczęła wspinać się za nim pod 

górę.   Gdy   dotarli   na   szczyt   wzgórza,   Tucker   przystanął   i 
popatrzył na Kelly z szerokim uśmiechem. 
 

– Od samego widoku można doznać zawrotu głowy – 

wydyszała z niekłamanym zachwytem, zmęczona wspinaczką. 
 

W   dole,   poniżej   porośniętego   majestatycznymi 

drzewami   stoku,   rozciągały   się   łąki   pokryte   bujną   trawą   i 
polnymi kwiatami. Kelly nie znała ich nazw, były jednak tak 
piękne, że miała ochotę usiąść, wyciągnąć kredki i szkicownik i 
malować je godzinami.  Pośrodku rozległych pól błyszczał w 
słońcu staw, lekkie podmuchy wiatru marszczyły jego gładką 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 250

   

toń. 
 

– Zawrót głowy. To dobre określenie – odezwał się po 

dłuższej   chwili   Tucker.   W   jego   głosie   Kelly   dosłyszała 
wzruszenie, jednak jego przyczyny nie umiała odgadnąć. 
 

– Co to za miejsce? – zapytała więc, domyślając się, że 

Tucker nieprzypadkowo przywiózł ją właśnie tutaj. 
 

– Moje. 

 

– Twoje? – spytała ze zdumieniem. 

 

– Aha. Zostawił mi je mój wuj. Należy do mnie. 

 

– Udało ci się. 

 

– Pewnie. Zwłaszcza że to jedyna naprawdę wartościowa 

rzecz,   jaką   od   niego   dostałem.   –   Tym   razem   w   jego   głosie 
zabrzmiała gorycz. 
 

Kelly   ponownie   uświadomiła   sobie,   z   jak   różnych 

pochodzą   środowisk   i   jak   odmienne   są   ich   życiowe 
doświadczenia.   Ona   miała   życie   usłane   różami,   dla   niego 
zostały tylko kolce.  
 

– Kochasz to miejsce, prawda? 

 

– Aż tak to po mnie widać? 

 

– Tak – odparła cicho. – W twoim głosie było jakieś 

szczególne wzruszenie, ton, który słyszałam tylko wtedy, gdy... 
gdy... – Zaczerwieniła się jak piwonia. 
 

Oczy Tuckera rozbłysły. 

 

– Kiedy? Gdy się kochaliśmy? 

 

– Właśnie – odparła zawstydzona. 

 

–   Masz  rację.   Zawsze  gdy   tu  przyjeżdżam,   czuję  taki 

sam zawrót głowy, jakiego doznaję, gdy jestem... w tobie. 
 

Kelly   zadrżała,   jej   ciało   ogarnęło   zniewalające   ciepło, 

jak zawsze, gdy myślami wracała do rozkosznych chwil, które 
dzielili ze sobą tak często. 
 

– Mam poważne plany odnośnie tego miejsca – mówił 

dalej Tucker. – 
 

Zbuduję tu wielki dom, oczywiście, o ile... – zawahał się 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 251

   

– no, o ile... 
 

– O ile, co? 

 

– O ile zgodzisz się ze mną go dzielić – wydusił z siebie 

wreszcie. 
 

Na te słowa serce Kelly zabiło radośnie. Spojrzała na 

niego   wzrokiem   pełnym   zdumienia,   niedowierzania   i 
jednocześnie nadziei. 
 

– Czy chcesz przez to powiedzieć, że chcesz ze mną być 

zawsze, że... że mnie kochasz? 
 

– Tak, chyba tak. Kocham cię, Kelly – odparł poważnie. 

 

– A ja kocham ciebie! 

 

– Naprawdę? – Jego twarz pojaśniała ze szczęścia. 

 

– Oczywiście, ty głuptasie! – zawołała ze śmiechem i 

rzuciła mu się w ramiona. 

 

Gdy   rozległo   się   pukanie   do   drzwi,   Tucker   odłożył 

długopis i oparł się na krześle. To pewnie Kelly, pomyślał. O 
tej porze często zamykała sklep i wpadała do niego z lunchem. 
Odetchnął z ulgą – przyszła w samą porę. 
 

Wypełniał   właśnie   księgę   podatkową,   a   czynność   ta 

zawsze straszliwie go nudziła. Mógł się jednak tylko cieszyć, że 
jest co księgować. Zainstalowane automaty do gry oraz lekcje 
tańca przynosiły coraz większe dochody. 
 

– Otwarte – powiedział znużonym głosem. 

 

W progu jednak nie ujrzał Kelly, lecz jej ojca. Stał oto 

przed nim Simon Warren. Na jego widok Tuckerowi zwęziły 
się źrenice, wyprostował się natychmiast i zacisnął dłonie na 
krawędzi biurka. 
 

–   Nie   przeszkadzam?   –   spytał   Simon,   nie   trudząc   się 

nawet, by podać gospodarzowi dłoń na powitanie. 
 

– Nie sądzę, żeby robiło to panu jakąkolwiek różnicę – 

odparł Tucker. – Ale skoro pan już przyszedł, proszę usiąść. 
 

Simon zbliżył się do biurka z zaciętym wyrazem twarzy. 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 252

   

–   Możesz   pan   sobie   oszczędzić   tych   grzeczności, 

zabierają mi tylko czas. 
 

Tucker wstał od biurka, by mieć oblicze rozmówcy na 

wysokości własnej twarzy. 
 

– Przykro mi to słyszeć – powiedział. 

 

–   Posłuchaj   pan   –   zirytował   się   ojciec   Kelly   –   nie 

przyszedłem tu po to, byśmy wymieniali słodkie słówka. 
 

– Rozumiem. Widzę, że stawia pan sprawę po męsku – 

odrzekł spokojnie Tucker, nie zrażony arogancją Simona, choć, 
prawdę mówiąc, miał wielką ochotę wyrżnąć go po prostu w tę 
pewną siebie twarz. 
 

– Uważasz się pan za lepszego cwaniaka, prawda? Otóż 

mylisz się pan. 
 

Tym razem się nie uda. Nie zamierzam stać z boku i 

przyglądać się, jak bałamuci pan moją córkę. Nie dopuszczę do 
waszego ślubu! 
 

Tucker uniósł brwi. 

 

– Przykro mi, ale pańskie zdanie mniej się liczy niż... 

 

– Nieprawda! – przerwał mu agresywnym tonem Simon. 

– Kocham swoją córkę i chcę dla niej jak najlepiej. 
 

– Obaj tego chcemy. 

 

– Jeśli tak, to trzymaj się od niej jak najdalej. 

 

– Cóż. Obawiam się, że tego akurat nie jestem w stanie 

uczynić. Widzi pan, jesteśmy w sobie zakochani. I jeśli Kelly 
sama nie wyrazi sprzeciwu, pobierzemy się. 
 

Twarz Simona poczerwieniała, następnie stała się szara, 

a na końcu przybrała barwę papieru. 
 

– Po moim trupie! – wykrzyknął. – Nie dopuszczę, żeby 

Kelly Warren poślubiła takiego gołodupca jak... 
 

–   No,   no!   –   Tym   razem   Tuckera   poniosły   nerwy.   – 

Niech   pan   uważa   na   słowa,   bo   inaczej   zakończymy   tę 
rozmowę! – Rzadko podnosił głos, ale w tej chwili nie mógł się 
opanować. Najwyraźniej groźba podziałała, bo Simon zamilkł 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 253

   

natychmiast. – Wie pan co, panie Warren – odezwał się znowu 
Tucker spokojniejszym już głosem. 
 

–   Najlepiej   będzie,   jeśli   wyjdzie   pan   stąd,   zanim   nie 

dojdzie do czegoś, czego obaj będziemy potem żałować. 
 

Simon   bez   słowa   sięgnął   do   wewnętrznej   kieszeni 

marynarki   i   wyjął   książeczkę   czekową.   Położył   ją  na   blacie 
biurka. 
 

– W porządku. Rozumiem. Ile pan sobie życzy za to, 

żeby na zawsze zniknąć z życia Kelly? Sto patyków? Mało? To 
co, dwieście? 
 

Tucker   pobladł   z   oburzenia.   Sięgnął   przez   biurko, 

chwycił Warrena za krawat i przyciągnął jego twarz do swojej. 
 

– Zabierz tą swoją zakichaną forsę – wycedził. – Nie 

wezmę   ani   centa,   rozumiesz?   I   pamiętaj,   tylko   dzięki   Kelly 
wynosisz   stąd   wszystkie   zęby.   –   Puścił   krawat   mężczyzny, 
wygładził mu go, poklepał po ramieniu i zakończył: – A teraz, 
skoro powiedziałeś już wszystko, co chciałeś, spadaj. Wynoś 
się, póki mam cierpliwość, i nigdy nie wracaj. 

 

Wpadające   przez   okno   słoneczne   światło   ozłacało   ich 

nagie ciała. Od czasu gdy wyznali sobie miłość, upłynęły już 
dwa   tygodnie,   a   Kelly   wciąż   żyła   zachwytem   zakochania   i 
pierwszej prawdziwej miłości. 
 

–   Boże,   nie   przeżyłbym,   gdybym   miał   cię   utracić   – 

powiedział cicho Tucker. 
 

Kelly popatrzyła nań ze zdziwieniem. 

 

–   Skąd   ci   przychodzą   do   głowy   takie   myśli?   Milczał 

przez chwilę, po czym westchnął ciężko i wyznał:
 

– Odwiedził mnie twój ojciec. 

 

Kelly usiadła na łóżku, zaskoczona tą nowiną. 

 

– Po co? 

 

– Zgadnij. 

 

– Pewnie chce... 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 254

   

 

–   Tak   –   nie   pozwolił   jej   skończyć.   –   Dobrze   wiem, 

czego chce. Pragnie jedynie twego dobra. Cholera, chyba nie 
okazałem szacunku dla tej jego troski. 
 

– Czy coś się stało? – zaniepokoiła się Kelly. 

 

– Prawie – przyznał z zakłopotaniem. 

 

–   Chciałabym   być   muchą   na   ścianie   i   to   widzieć   – 

zażartowała. 
 

Twarz mężczyzny wciąż jednak pozostawała poważna. 

 

– Pragnie jedynie twego dobra – powtórzył. 

 

– Akurat! Pragnie własnego dobra, a przede wszystkim 

chce   sprawować   nade   mną   pełną   kontrolę,   tak   jak   robił   to 
zawsze. 
 

– Uspokój się. Jeśli chodzi o mnie, to pewnie ma rację. 

 

–   Co   chcesz   przez   to   powiedzieć?   Tucker   wzruszył 

ramionami. 
 

– Nigdy nie dam ci tego, do czego przywykłaś

 

  –    Czego   znowu?   –   zdenerwowała   się.   –   Domu  

dwunastoma   sypialniami?   Salonu   pełnego   antyków? 
Sportowych samochodów i jachtu? Przecież wiesz, że nie dbam 
o rzeczy! – wykrzyknęła. – Obchodzisz mnie tylko ty! 
 

– Wysłuchaj mnie, dobrze? – Obrzuciła go gniewnym 

spojrzeniem, ale pozwoliła mówić. – Widzisz – zaczął – ten 
nowy   klub   skomplikował   wiele   spraw.   Spłacenie   długu   za 
„Boot Scootin” i budowa domu potrwają znacznie dłużej, niż 
zakładałem. Tak więc... 
 

Kelly, nie czekając, aż Tucker dokończy, wyszła z łóżka. 

 

– Dokąd się wybierasz? – zapytał zdziwiony. 

 

– To tajemnica – rzuciła przez ramię Kelly. 

 

– Akurat długo ją utrzymasz – parsknął Tucker. Kelly 

odwróciła się w jego stronę i ujęła pod boki.  
 

– Wytłumacz dokładniej, co masz na myśli. Roześmiał 

się tylko. 
 

–   Nie   spotkałem   jeszcze   w   życiu   kobiety,   która 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 255

   

zdołałaby zachować jakiś sekret. 
 

Gdy   Kelly   pokazała   mu   język,   ponownie   wybuchnął 

śmiechem. 
 

– Tak, tak. Zobaczymy, kto miał rację. 

 

– Właśnie. Zobaczymy, kto się będzie śmiał ostatni. Po 

prostu   chwilę   poczekaj.   –   Popatrzyła   na   niego   tajemniczo   i 
sięgnęła   po   torebkę.   Po   chwili   wyciągnęła   z   niej   zaklejoną 
kopertę i wróciła z nią do łóżka. – No, proszę – powiedziała, 
wręczając mu kopertę. – Masz. To dla ciebie. 
 

– Co to jest? Czy zamierzasz... 

 

–   Cicho.   Otwórz,   a   wszystkiego   się   dowiesz.   Tucker 

pochylił głowę, rozdarł kopertę i zaczął czytać. Kelly poczuła, 
jak ogarnia ją podniecenie; czuła wręcz zawrót głowy. Kiedy 
sądziła  już,  że nie zdoła dłużej  wytrzymać rozpierającego ją 
napięcia, Tucker podniósł twarz. 
 

Wstrzymała oddech. Na jego twarzy malował się gniew. 

 

– Co to ma, do ciężkiej cholery, znaczyć? – zapytał. 

 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 256

   

Rozdział dwunasty

 

Kelly spodziewała się po nim innej reakcji. Na widok 

jego surowego oblicza serce podeszło jej do gardła. Po chwili 
jednak zapanowała nad sobą na tyle, że wyjaśniła:
 

–   To...   to   twój   weksel   bankowy.   Wykupiłam   go.   Nie 

masz już długu. 
 

– Ale po jaką cholerę?! – wykrzyknął z wściekłością. 

Cofnęła   się,   zdumiona   i   wstrząśnięta   jego   gwałtowną   i   tak 
niespodziewaną reakcją. 
 

Otworzyła usta, żeby powiedzieć coś na swoją obronę, 

ale gardło miała tak ściśnięte, że nie potrafiła wykrztusić słowa. 
Tucker nie miał takich kłopotów. 
 

– Kim, do cholery, myślisz, że jesteś? Moim zbawcą? 

 

– A jeśli nawet, to co? Czy to zbrodnia? – zdobyła się na 

odpowiedź. 
 

– Tak, właśnie tak. Wielka zbrodnia – sapnął i zaczął 

pospiesznie wkładać dżinsy. 
 

– Ale o co ci chodzi? Nie rozumiem, dlaczego aż tak cię 

to dotknęło? 
 

Obserwując, jak Tucker się ubiera, Kelly przypomniała 

sobie, że sama jest naga i szybko włożyła koszulę. 
 

– Klub to mój problem i mój interes, rozumiesz? 

 

– Rozumiem, ale przecież... 

 

Tucker wybuchnął pełnym goryczy śmiechem. 

 

–   Och,   nic   nie   rozumiesz.   W   przeciwnym   razie   nie 

wtrącałabyś nosa w nie swoje sprawy. 
 

Kelly uniosła brodę. 

 

– Nie wydaje mi się – powiedziała oficjalnym tonem – 

żebym wtykała nos w nie swoje sprawy. Klub jest twój, a ja 
ciebie kocham. Traktuję to jako gest miłości. 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 257

   

 

Tucker   jakby   się   nieco   zmieszał,   po   chwili   jednak 

oświadczył:
 

–   Dobrze,   powiedzmy   to   inaczej:   nie   potrzebuję 

pieniędzy twego ojca, ani teraz, ani nigdy. 
 

– Ależ Simon nie ma z tym nic wspólnego! Wykupiłam 

ten weksel za pieniądze z mojego konta. 
 

–   Twoich   pieniędzy   też   nie   chcę.   Czyż   tego   nie 

rozumiesz?   Wcześniej   czy   później   sam   spłaciłbym   dług. 
Obecnie klub przeżywa pewne kłopoty, ale daleko mu jeszcze 
do bankructwa. 
 

–   Wiem   o   tym.   Wiem   doskonale.   Ale   jak   już 

wspomniałam,  był to  z  mojej  strony   wyłącznie  gest  miłości. 
Dlatego ofiarowałam ci te pieniądze. 
 

Tucker obrzucił ją pogardliwym spojrzeniem. 

 

– Nie kupisz mnie za pieniądze, Kelly. Nie jestem na 

sprzedaż. 
 

– Ty, ty... – Coś ścisnęło ją za gardło, nie była w stanie 

powiedzieć więcej niż: – Ty uparty, niewdzięczny...  
 

–   Zgoda,   ja   jestem   niewdzięczny,   a   ty   pójdziesz   do 

banku i zabierzesz swoje pieniądze. I to jutro. 
 

Kelly roześmiała się pozbawionym wesołości śmiechem. 

 

–   To   twoja   duma,   Tucker,   nie   pozwala   ci   niczego 

przyjąć, prawda? Liczy się dla ciebie bardziej niż nasza miłość. 
 

– Duma nie ma tu nic do rzeczy. 

 

– A właśnie że ma. Jesteś wpatrzonym w siebie egoistą i 

pyszałkiem, który widzi tylko czubek własnego nosa. 
 

– Rozumiem, że każesz mi się wynosić? 

 

– Bardzo dobrze rozumiesz. 

 

– Świetnie, więc idę. 

 

Przeszedł przez pokój, mocnym szarpnięciem otworzył 

drzwi i zatrzasnął je za sobą z wściekłością. 

 

– Czy rozmawiam z panią Kelly Warren? 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 258

   

 

– Tak – odparła niepewnie Kelly, nie rozpoznając przez 

telefon głosu rozmówcy. 
 

– Mówi Velma Pritchard z Simply Cards. Dzwonię w 

sprawie szkiców, które pani niedawno do nas przysłała. 
 

– Słucham – powiedziała Kelly z nadzieją w sercu. 

 

– Chcielibyśmy je od pani kupić. Te i wszystkie inne, 

które zdecyduje się pani sprzedać. 
 

Kelly nie mogła uwierzyć własnemu szczęściu. Wolną 

ręką złapała się za głowę. 
 

– Naprawdę? – spytała z niedowierzaniem w głosie. 

 

Pani Pritchard roześmiała się do słuchawki. 

 

–   Oczywiście.   Chciałabym   zaprosić   panią   do   nas   na 

spotkanie,  w  trakcie którego mogłybyśmy omówić  szczegóły 
dotyczące kontraktu. 
 

–   Wspaniale.   Jestem   w   każdej   chwili   do   państwa 

dyspozycji   –   odparła   i   nie   skończywszy   jeszcze   rozmowy, 
zaczęła   obmyślać   projekty   nowych   kart,   które   mogłaby 
zaproponować   przedstawicielom   Simply   Cards,   jednego   z 
najpotężniejszych przedsiębiorstw tej branży. 
 

Spotkanie   miało   miejsce   dwa   dni   później.   Kelly 

sprzedała   niemal   wszystkie   swoje   dotychczasowe   prace   i 
podpisała umowę na wykonanie następnych. Kontrakt okazał 
się   bardzo   korzystny   –   dawał   jej   twórczą   swobodę,   a 
jednocześnie   gwarancję   regularnych   i   stosunkowo   wysokich 
zysków. 
 

W   takiej   sytuacji   trudno   było   nie   czuć   satysfakcji   i 

zadowolenia z siebie. 
 

Oto   po   wielu   miesiącach   starań   osiągnęła   swój   cel, 

powinna więc być w siódmym niebie. A jednak jeszcze nigdy w 
życiu   Kelly   nie   była   tak   nieszczęśliwa.   Straciła   Tuckera. 
Straciła   go   w   chwili,   gdy   tak   bardzo   potrzebowała   jego 
wsparcia, jego obecności, jego miłości.  
 

Pogrążona   w   najczarniejszych   myślach,   bez   reszty 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 259

   

oddała się pracy. 
 

Pracowała całymi godzinami, tak długo, aż jej wzrok nie 

zaszedł mgłą, aż dosłownie padała ze zmęczenia. 
 

I bardzo dużo płakała. 

 

Nie potrafiła zrozumieć powodów, dla których Tucker 

tak   gwałtownie   zareagował   na   ofiarę,   którą   złożyła   z 
najgłębszej potrzeby serca. Gdyby go zrozumiała, może by jej 
przyniosło to ulgę. 
 

W poszukiwaniu wytchnienia i ciszy często odwiedzała 

babcię w jej ustronnym pensjonacie. Tutaj mogła leczyć swą 
samotność   i   poczucie   opuszczenia,   stąd   zawsze   wracała 
umocniona   i   pokrzepiona,   choć   jak   dotąd   nie   wtajemniczała 
Claire w rozterki swego serca. Babcia jednak była zbyt mądra i 
zbyt spostrzegawcza, by nie widzieć udręki w oczach Kelly. 
 

– Czyżbyś źle się czuła, kochanie? – zapytała któregoś 

razu, bacznie wpatrzona w pobladłą twarz wnuczki. 
 

Kelly pochyliła się, pocałowała babcię w policzek, po 

czym   usiadła   naprzeciwko   niej   na   krześle.   Przez   chwilę 
panowało milczenie. Kelly i jej babcia wyglądały przez wielkie 
okno,   obserwując   z   uwagą   buszującą   w   gałęziach   drzewa 
wiewiórkę. 
 

– Jest mi tu bardzo dobrze – przerwała ciszę Claire. 

 

– Cieszę się, że polubiłaś to miejsce. 

 

– Tak. A dom zostawiam tobie. Możesz robić w nim, co 

zechcesz. 
 

–   Jak   to?   Chcesz   pozostać   tu   na   stałe?   Claire 

uśmiechnęła się. 
 

– Chyba tak. Mam wszelkie wygody i doskonałą opiekę 

w każdej chwili. 
 

– Nie wspominając już o tym, że przebywa tu również 

wielu twych dobrych znajomych. 
 

– Ano właśnie. Sama więc widzisz, że jest mi tu jak u 

Pana Boga za piecem. To wspaniale czuć się szczęśliwą na stare 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 260

   

lata... – Urwała, bacznie spojrzała na wnuczkę i poprawiła się: – 
Ale byłabym jeszcze szczęśliwsza, gdybym nie martwiła się tak 
o ciebie. I o twego ojca. Kelly delikatnie uścisnęła dłoń babci. 
 

– Nie musisz się martwić. U mnie wszystko dobrze. 

 

–   Kelly   –   babcia   pogroziła   jej   palcem   –   mnie   nie 

oszukasz. Tylko ślepy nie spostrzegłby, że coś jest z tobą nie 
tak. Podejrzewam, że ma to związek z Tuckerem. Czy mam 
rację? 
 

Kelly odwróciła tylko twarz i skinęła głową. 

 

– Tak też myślałam. Simon powiedział mi, że już się nie 

spotykacie. Co się stało? Jakaś kłótnia? 
 

– Zgadza się – odparła dziewczyna grobowym głosem. 

 

– Czy to ojciec doprowadził do waszego zerwania? 

 

– Nie. Choć próbował. Spotkał się z Tuckerem bez mojej 

wiedzy i kazał mu o mnie zapomnieć. Naiwny. Tucker nigdy by 
się na to nie zgodził...  
 

– A zatem problem leży gdzie indziej – domyśliła się 

Claire. 
 

W oczach Kelly zalśniły łzy. Jeszcze chwila i zaczęły 

płynąć po jej policzkach. Nie mogła już dłużej wytrzymać, jej 
zbolałe serce jakby pękło z żalu i rozpaczy, a ona wybuchnęła 
szlochem.   Wtuliła   twarz   w   ramię   babci   i   drżącym   głosem 
wyznała całą prawdę. Gdy skończyła mówić, Claire podała jej 
chusteczkę,   odczekała   aż   wnuczka   wytrze   sobie   twarz   i 
powiedziała:
 

– Powinnaś, moja droga, pamiętać, że nie szczęście jest 

celem,   lecz   dążenie   do   szczęścia.   Nie   tyle   liczy   się   cel,   co 
dążenie do celu. 
 

Kelly zamrugała oczyma. 

 

– Słucham? 

 

– Dobrze usłyszałaś. Teraz tylko przemysł sobie to, co ci 

powiedziałam, a następnie odnieś to do Tuckera. 
 

Chwilę tylko trwało, nim do Kelly dotarł w pełni sens 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 261

   

usłyszanych słów. 
 

–   Mówisz,   że   dokładnie   za   to   samo,   co   zrobiłam 

Tuckerowi, gotowa byłam zamordować własnego ojca? 
 

– Właśnie tak. 

 

–   Gdyby   na   przykład   tata   udał   się   do   Visions   i   za 

pomocą   łapówki   skłonił   ich   do   przyjęcia   moich   szkiców, 
czułabym   się   oszukana   –   mówiła   dalej   Kelly   –   ponieważ 
pozbawiłby   mnie   możliwości   osiągnięcia   sukcesu   własnymi 
siłami, korzystając z własnego talentu... – Kelly zamilkła i jej 
oczy znów wypełniły się łzami. – No tak, a przecież to właśnie 
zrobiłam Tuckerowi. Odebrałam mu możliwość samodzielnego 
osiągnięcia celu, szczęścia... 
 

– Sama nie ujęłabym tego lepiej. 

 

– Babciu, tak mi przykro i wstyd, że okazałam się aż tak 

głupia. 
 

– Wcale nie. Twoja decyzja płynęła z serca, z miłości. 

 

– Ale czy on mi wybaczy? Claire uśmiechnęła się. 

 

–   Tego   nie   możesz   wiedzieć.   Musisz   sama   go   o   to 

zapytać. 
 

– Tak, to chyba najlepsze rozwiązanie. 

 

Przez okna wpadały do sali złociste promienie słońca, 

rzucając   na   stoliki   połyskliwe   cienie.   Przez   chwilę   Tucker 
spoglądał   na   ustawione   w   kącie   automaty   do   gry,   następnie 
przeniósł wzrok na parkiet, na którym kiedyś on i Kelly... 
 

– Nie! – mruknął pod nosem. 

 

Kelly była ostatnią osobą, o której chciał rozmyślać. I 

zarazem jedyną osobą, o której rozmyślał ostatnio nieustannie. 
 

Tęsknił za nią, tęsknił duszą i ciałem. Poza nią nie dbał o 

nic ani o nikogo; a zwłaszcza o siebie, jak to rankiem tego dnia 
trafnie zauważył Ponurak. 
 

–   Cokolwiek   cię   gniecie,   synu,   musisz   zrobić   z   tym 

porządek – oświadczył. – Tak dalej być nie może. Wyglądasz 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 262

   

jak nieboszczyk. 
 

– Oszczędź sobie tych miłych słów – odciął się Tucker. 

 

– Nie musisz mnie słuchać, jeśli nie chcesz, ale myślę, że 

przydałaby ci się poważna rozmowa. 
 

– Czyżby? 

 

– Jasne. Klub ponownie stanął na nogi, ale twojej w tym 

zasługi nie ma żadnej. Zresztą przez ostatni tydzień byłeś pijany 
na okrągło, więc skąd możesz o tym wiedzieć... 
 

– Przeglądałem księgi. Ponurak zarechotał. 

 

– E, tam. Księgi. Dlaczego się od razu nie przyznasz, że 

nie możesz bez niej żyć? A jeśli nie możesz, dlaczego pierwszy 
nie wyciągniesz do niej ręki? 
 

– To nie takie proste. Zachowałem się wobec niej jak 

kretyn, jak dupa wołowa, ot co. 
 

– To w twoim stylu – zaśmiał się Ponurak. Tucker łypnął 

na niego złym okiem, lecz nie odciął się, jak miał w zwyczaju. 
Starszy mężczyzna spoważniał. Jego szef rzeczywiście był nie 
w sosie. – Dobra, bracie – powiedział i poklepał Tuckera po 
ramieniu   –   nie   wiem,   co   tam   nabroiłeś,   ale   skoro   już   sam 
zdajesz   sobie   sprawę,   że   się   zbłaźniłeś,   dlaczego   tego   nie 
naprawisz? 
 

Tucker zmarszczył brwi. 

 

– Nie wiem, czy to możliwe. Mówiłem ci już, spaprałem 

sprawę dokumentnie. 
 

– No, ale przecież nikt za ciebie jej nie załatwi – odparł 

Ponurak. – Więc na co jeszcze czekasz? Do zobaczenia jutro. 
 

Pogrążony   w   ponurych   myślach   Tucker   ruszył   przez 

parkiet. Kelly nie wycofała swych pieniędzy, jak ją o to prosił, 
mimo że posprzeczali się na amen. 
 

Klub był teraz całkowicie jego własnością i wolny od 

wszelkich   zadłużeń.   A   przecież   nikt   mu   nigdy   w   życiu   nie 
pomógł, dopiero ona, Kelly Warren. I to bezinteresownie. Bo 
to,  że chciała  go kupić,   to bzdura nad  bzdury.   Niby  co,   nie 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 263

   

miała go pod dostatkiem, gdy byli jeszcze razem? 
 

A   co   zrobił   on?   Odrzucił   jej   ofiarę,   jej   miłość   i 

szczodrość.   Wzgardził   tym   wszystkim.   I   to   dlaczego?   Dla 
głupiej dumy, jak powiedziała, dla dumy, która tak naprawdę 
liczyła się tu najmniej. 
 

No  tak,   zachował  się  jak  skończony  dureń.   Ale  może 

jeszcze nie jest za późno? Podszedł do tylnych drzwi, otworzył 
je i... stanął jak wmurowany. 
 

Kelly! 

 

Zamrugał   oczyma,   sądząc   w   pierwszej   chwili,   że   to 

złudzenie. 
 

– Przykro mi... – zaczął niepewnym głosem. 

 

–   Mnie   też   –   szepnęła.   Na   jej   policzku   zabłysła   łza. 

Tucker otworzył ramiona i dziewczyna z płaczem  wpadła w 
jego objęcia. Tuliła się do niego, a on całował jej policzki, nos, 
usta, szyję. 
 

– Przepraszam, przepraszam – szeptał jak w gorączce. 

 

–   Ja   też   przepraszam.   Kocham   cię,   kocham...   Tak   mi 

przykro, że cię zraniłam, wprowadziłam w zakłopotanie. 
 

–   Daj   spokój   –   odrzekł.   –   To   ja...   To   moja   wina. 

Wybacz, Kelly. Też ciebie kocham. 
 

– Więc co będzie? 

 

– A wyjdziesz za mnie? 

 

– Tak. Ale najpierw musisz obiecać, że nigdy już mnie 

nie zostawisz. 
 

Scałowywał łzy z jej twarzy. 

 

– Uwierz mi, nie jestem aż takim osłem, żeby po raz 

drugi porzucać raj. 

 

Po   uroczystości   ślubnej   w   niewielkim   kościółku   i 

skromnym   przyjęciu   para   młoda,   jedynie   w   towarzystwie 
Simona, Claire i Ponuraka, pojechała do domu babci. Kelly i 
Tucker mieli w nim zamieszkać do czasu, aż nie uwiją sobie 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 264

   

własnego, wymarzonego gniazdka w miejscu, które niegdyś tak 
zachwyciło Kelly. 
 

Nawet   Simon,   przekonany   ostatecznie   przez   matkę, 

musiał   pogodzić   się   z   faktem,   że   Kelly   sama   podjęła   tę 
najważniejszą decyzję w swoim życiu. Na chwilę przed ślubem 
córka położyła mu dłonie na ramionach i szepnęła:
 

– Nigdy jeszcze nie byłam w życiu tak szczęśliwa, tato. 

Ciesz się razem ze mną. 
 

Simon nieznacznie tylko potrząsnął głową, uśmiechnął 

się i przygarnął córkę do siebie. 
 

– Wiem, kiedy należy się poddać – powiedział, po czym 

odwrócił się do Tuckera i wyciągnął rękę. – Przepraszam za 
wszystko. 
 

–   I   ja   przepraszam   –   odrzekł   Tucker   z   uśmiechem   i 

potrząsnął dłonią Simona. – A jeżeli okaże się, że pańska córka 
nie   będzie   przy   moim   boku   najszczęśliwszą   kobietą   pod 
słońcem, ma pan pełne prawo dać mi tęgiego kopniaka tam, 
gdzie kończą się plecy. 
 

– Masz to u mnie jak w banku, synu. 

 

Teraz, kiedy emocje związane z ceremonią już opadły, 

gdy   zostali   sami,   opuszczeni   dyskretnie   przez   najbliższych, 
Tucker odetchnął głęboko i przytulił żonę do siebie. 
 

– Powinnam być jednak na ciebie wściekła – odezwała 

się cicho Kelly. 
 

– A to dlaczego? 

 

– Ponieważ kazałeś mi ostatecznie zwrócić te pieniądze 

do banku. 
 

– I co, już nie jesteś wściekła? 

 

–   Nie,   nie   jestem.   Ale   gdybyś   kiedykolwiek   ich 

potrzebował, wiesz gdzie są. 
 

–   Wiem   –   odparł   Tucker   i   wtulił   twarz   w   jej   dekolt, 

przysłonięty tiulem sukni ślubnej. 
 

Oczy Kelly zaszły mgłą. Uśmiechnęła się,  przycisnęła 

background image

                                           Wakacyjna miłość                                          

 

 265

   

jego głowę do piersi i szepnęła mu do ucha:
 

– Przez całą ceremonię ślubną wierciłeś się niespokojnie 

– powiedziała. – Czyżbyś już wtedy myślał o nocy poślubnej?  
 

– Ty też nie mogłaś się doczekać, prawda? 

 

– Nie! 

 

– Kocham cię. 

 

– I ja ciebie. 

 

– Więc jak będzie? – zapytał, zaglądając jej głęboko w 

oczy. – Do kogo tym razem będzie należeć inicjatywa? 

_______________________________


Document Outline