background image
background image

 Darth Maul - Saboteur 

- Darth Maul - Sabotażysta - 

James Luceno 

tłumaczyli (tłumaczenie fanowskie) 

“Jabba the best” i “Neurofinix” 

     

     

  

     

THE BALLANTINE PUBLISHING GROUP 

NEW YORK

 

A Del Rey Book 

Published by The Ballantine Publishing Group 

 

Copyright 2001 by Lucasfilm Ltd. & TM. 

All Rights Reserved. Used Under Authorization. 

 

All rights reserved under International and Pan-American Copyright Conventions. 

Published in the United States by The Ballantine Publishing Group, a division of 

Random House, Inc., New York, and simultaneously in Canada by Random House of 

Canada Limited, Toronto. 

 

Del Rey is a registered trademark and the Del Rey colophon is a trademark of 

Random House, Inc. 

 

eISBN 0-345-44735-2 

v.1 

 
 

Also by James Luceno 

The ROBOTECH Series (as Jack McKinney, with Brian Daley) 

The Black Hole Travel Agency Series (as Jack McKinney, with Brian Daley) 

A Fearful Symmetry 

Illegal Alien The Big Empty

 

 

 

background image

Niemal

ż

e  ka

ż

da  planeta  w  sektorze  Videnda  mogła  zaproponowa

ć

  co

ś

,  dla 

czego warto j

ą

 odwiedzi

ć

. Ciepłe morza, zielone lasy lub 

ż

yzne ł

ą

ki rozpo

ś

cieraj

ą

ce 

si

ę

  a

ż

 po horyzont. Odległy 

ś

wiat Dorvalla miał kawałek z tego wszystkiego,  jednak  

najbardziej  słyn

ą

ł  z  olbrzymich  złó

ż

  rudy  lommitu,  podstawowego  składnika 

transpastali.  Twardego,  prze

ź

roczystego  metalu  u

ż

ywanego  w  całej  galaktyce  do 

produkcji  okien  i  kabin  statków  kosmicznych  oraz  budynków  naziemnych.  Zło

ż

lommitu  były  na  Dorvalli  na  tyle  bogate, 

ż

e  jedna  czwarta  miejscowej  skromnej 

populacji  była  zatrudniona  w  przemy

ś

le  opartym  na  wydobyciu  i  wst

ę

pnej  obróbce 

lommitu.    Przemysł  na  planecie  kontrolowały  dwie  ostro  konkuruj

ą

ce  ze  sob

ą

 

kompanie - Lommite Limited oraz InterGalactic Ore.  

 

Kredow

ą

 rud

ę

 lommitu wydobywano głównie w rejonach tropikalnych planety. 

Główna  baza  Lommite  Limited  znajdowała  si

ę

  na  zachodniej  półkuli  w  szerokiej 

kotlinie pokrytej g

ę

stym lasem, któr

ą

 otaczały strome zbocza. Kiedy

ś

 znajdowały si

ę

 

tu  pradawne  morza,  pó

ź

niej  ruchy  płyt  litosferycznych  wypchn

ę

ły  na  powierzchni

ę

 

olbrzymie,  strome  skały.  Wysokie  i  skaliste  góry  zwie

ń

czone  bujn

ą

  wegetacj

ą

drzewami  i  paprociami  prehistorycznych  rozmiarów,  wznosiły  si

ę

  ponad  krain

ą

  jak 

o

ś

wietlone 

ś

wiatłem  słonecznym  o

ś

lepiaj

ą

co  białe  wyspy.  Tryskały  z  nich  malutkie 

wodospady, które musiały przeby

ć

 tysi

ą

ce metrów zanim dotkn

ę

ły dna doliny. 

 

Jednak  to,  co  kiedy

ś

  było  odludziem  stało  si

ę

  tylko  nast

ę

pnym  miejscem 

wydobycia  lommitu.  Pot

ęż

ne  roboty  wydobywcze  wyryły  w  zboczach  wielu  klifów 

obszerne  chodniki  górnicze  oraz  dwa  okr

ą

głe  doki  wystarczaj

ą

co  du

ż

e  by  zmie

ś

ciły 

si

ę

  w  nich  dziesi

ą

tki  niezgrabnych  transportowców  kosmicznych.  Skały  były 

przewiercone dziesi

ą

tkami szybów górniczych, gł

ę

bokie kratery były zalane ska

ż

on

ą

 

wod

ą

, w której odbijały si

ę

 jak w zamglonych lustrach sło

ń

ce i niebo.  

 

Nieustaj

ą

ca  praca  robotów  była  wspierana  prac

ą

 

ż

ywych  górników  ró

ż

nych 

ras, mi

ę

dzy którymi wydobywana ruda zacierała ró

ż

nice. Nikomu nie zale

ż

ało na tym 

jaki  był  naturalny  odcie

ń

  skóry,  włosów,  piór  czy  łusek  górników,  poniewa

ż

  ka

ż

dy  z 

nich  był  pokryty  cienk

ą

  warstw

ą

  białego  pyłu  przypominaj

ą

cego  swym  odcieniem 

galaktyczny 

ś

wit. Wszyscy zgodnie odczuwali, 

ż

e od 

ż

ycia nale

ż

y im si

ę

 wi

ę

cej, lecz 

Lommite Limited nie prosperowała na tyle, by móc sobie pozwoli

ć

  wydobywa

ć

 tylko 

przy  pomocy  robotów  a  Dorvalla  nie  oferowała  innej  mo

ż

liwo

ś

ci  zarobku.  A  jednak 

nie odbierało to marze

ń

 niektórym górnikom. 

 

background image

Patch  Bruit,  kierownik  prac  terenowych  kompanii  Lommite  Limited,  był 

człowiekiem który pod warstw

ą

 rutyny z prochu rudy lommitu, bardzo długo marzył , 

aby  rozpocz

ąć

  wszystko  od  pocz

ą

tku.  Przeprowadzi

ć

  si

ę

  na  Coruscant  lub  inny  ze 

ś

wiatów  galaktycznego  j

ą

dra  i  rozpocz

ąć

 

ż

ycie  na  swój  sposób.  Jednak  jego 

marzenie  było  oddalone  o  całe  lata  a  najprawdopodobniej  nigdy  go  nie  zrealizuje 

je

ż

eli  nadal  b

ę

dzie  swoj

ą

  skromn

ą

  płac

ę

  zwraca

ć

  pracodawcy  wydaj

ą

c  j

ą

  w 

zdzierczych sklepach nale

żą

cych do kompanii i rozrzucaj

ą

c resztki, które zostan

ą

 na 

hazard i picie. 

 

Dla Lommite Limited harował ju

ż

 niemal dwadzie

ś

cia lat i przez ten czas zdołał 

awansowa

ć

  z  dziur  w  ziemi  na  stanowisko  kierownicze.  Jednak  z  lepsz

ą

  pozycj

ą

  w 

pracy  zwi

ę

kszała  si

ę

  odpowiedzialno

ść

  i  to  bardziej  ni

ż

  oczekiwał.  Po  niedawnych 

przypadkach sabota

ż

u przemysłowego ko

ń

czyła mu si

ę

 powoli cierpliwo

ść

 

Z  kanciastej  stacji  kontroli,  w  której  Bruit  sp

ę

dzał  wi

ę

kszo

ść

  swego  czasu 

pracy,  rozpo

ś

cierał  si

ę

  widok  na  las  skał,  wyrzutni

ę

  statków  kosmicznych  oraz 

l

ą

dowisko.  Na  licznych  ekranach  znajduj

ą

cych  si

ę

  w  stacji  kontroli  mo

ż

na  było 

zobaczy

ć

  repulsorowe  platformy,  które  przewoziły  grupy  górników  do  otworów 

wylotowych  sztucznych  jaski

ń

  -  gł

ę

bokich  blizn  rozsianych  po  stromych  zboczach 

gór.  W  kilku  miejscach  silne  zwierz

ę

ta  z  pot

ęż

nymi  szyjami  i  łagodnymi  oczyma 

pomagały podnosi

ć

 platformy. 

 

Technicy,  którzy  pracowali  razem  z  Bruitem  w  stacji  kontroli,  lubili  podczas 

pracy słucha

ć

 muzyki, któr

ą

 jednak trudno było usłysze

ć

 z powodu ci

ą

głego huczenia 

maszyn  wiertniczych,  gł

ę

bokiego  buczenia  zwierz

ą

t  d

ź

wigaj

ą

cych  platformy  oraz 

okropnego hałasu odlatuj

ą

cych transportowców.  

 

Ś

ciany  stacji  kontroli  były  wykonane  z  transpastali  w  trzech  warstwach  o 

grubo

ś

ci  palca.  Miało  to  ochroni

ć

  wn

ę

trze  stacji  przed  prochem  z  rudy  lommitu, 

jednak  w  rzeczywisto

ś

ci  takiej  ochrony  to  nie  zapewniało.  Mikroskopijny  proch, 

podobny do iłu, przenikał nawet najmniejszymi szczelinami i wszystko pokrywała jego 

cienka biała warstwa. Chocia

ż

 Bruit starał si

ę

 pozby

ć

 tej warstewki, nigdy mu si

ę

 to 

nie  udało.  Nie  pomagał  nawet  prysznic  czy  k

ą

piel  ultrad

ź

wi

ę

kowa.  Czuł  go 

dok

ą

dkolwiek  poszedł,  w  jedzeniu,  które  serwowano  w  restauracjach  kompanii  a 

czasami  przenikał  on  nawet  do  jego  snów.  Proch  lommitowy  był  na  tyle 

wsz

ę

dobylski, 

ż

e kiedy patrzono na Dorvall

ę

 z kosmosu, to wydawało si

ę

ż

e planeta 

jest w rejonie równika opasana białym pasem.  

background image

 

Szcz

ęś

liwym  trafem  w  okr

ę

gu  stu  kilometrów  od  miejsca  wydobywania  rudy 

lommitu przez kompani

ę

 Lommite Limited byli wszyscy - górnicy, handlowcy a nawet 

barmani  -  w  jednakowych  tarapatach.  Jednak  to  co  na  pierwszy  rzut  oka  miałoby 

wygl

ą

da

ć

  jako  jedna  rodzinka  w  rzeczywisto

ś

ci  takie  nie  było.  Powtarzaj

ą

ce  si

ę

 

przypadki  sabota

ż

u  wyhodowały  atmosfer

ę

  ostro

ż

no

ś

ci  i  nieufno

ś

ci  nawet  mi

ę

dzy 

górnikami pracuj

ą

cymi jeden obok drugiego w szybach górniczych. 

 

„Transportowce  drugiej  grupy  s

ą

  gotowe  do  odlotu,  szefie.”  -  zgłosił  jeden  z 

ludzkich techników. 

 

Bruit  skierował  wzrok  na  jeden  z  mechanicznych  transportowców, 

sterowanych  robotami,  które  miały  za  zadanie  sprowadzi

ć

  je  na  orbit

ę

.  Tam  była 

wydobyta ruda przeniesiona na pokłady flotylli statków transportowych nale

żą

cych do 

kompanii  a  te  nast

ę

pnie  przewoziły  j

ą

  do  fabryk  na  planetach  wzdłu

ż

  szlaku 

rimmia

ń

skiego a czasami nawet a

ż

 na planety oddalonego j

ą

dra galaktycznego. 

 

„Wł

ą

cz sygnał ostrzegawczy” - nakazał Bruit. 

 

Technik nacisn

ą

ł kilka przycisków na panelu sterowania po czym na zewn

ą

trz 

rozległo  si

ę

  wycie  syreny.  Pracownicy  wraz  z  robotami  serwisowymi  wynie

ś

li  si

ę

  z 

terenu  strefy  startowej.  Bruit  zerkn

ą

ł  na  ekrany  pokazuj

ą

ce  transportowce  z  bliska. 

Szczegółowo przygl

ą

dał im si

ę

 poszukuj

ą

ś

ladów czego

ś

 podejrzanego. 

 

„Strefa  startowa  jest  pusta”  -  stwierdził  ten  sam  technik  -  „Transportowce 

czekaj

ą

 na sygnał do startu”. 

 

Bruit skin

ą

ł głow

ą

. - „Rozpocz

ąć

 odliczanie”. 

 

Były  to  czynno

ś

ci  rutynowe,  które  b

ę

d

ą

  si

ę

  powtarza

ć

  jeszcze  co  najmniej 

dziesi

ęć

  razy,  zanim  Bruitowi  nie  sko

ń

czy  si

ę

  czas  pracy  i  to  nast

ą

pi  jak  zwykle 

dopiero długo po zachodzie sło

ń

ca. 

 

Osiem  bezzałogowych  transportowców  dzi

ę

ki  repulsorom  d

ź

wign

ę

ło  si

ę

  z 

ziemi,  zrobiło  piruet  i  skierowało  swe  t

ę

pe  dzioby  na  południowy-zachód.  Powietrze 

pod  nimi  falowało  pod  wpływem 

ż

aru.  Kiedy  transportowce  osi

ą

gn

ę

ły  wysoko

ść

 

pi

ęć

dziesi

ę

ciu  metrów  wł

ą

czyły  si

ę

  silniki  pod

ś

wietlne  i  transportowce  wystrzeliły 

wysoko w niebo zanieczyszczone prochem rudy lommitu. 

 

Ziemia  zatrz

ę

sła  si

ę

  troch

ę

  i  Bruit  a

ż

  w  ko

ś

ciach  poczuł  uspokajaj

ą

ce 

huczenie. Wzi

ą

ł gł

ę

boki oddech i powoli wypu

ś

cił powietrze. Przez nast

ę

pn

ą

 godzin

ę

 

mo

ż

e  sobie  spokojnie odpocz

ąć

.  Odwrócił  si

ę

  od  widoku  na  stref

ę

  startow

ą

  i  wtedy 

jego  ko

ś

ci  i  uszy  zwróciły  mu  uwag

ę

  na  zmian

ę

  w  hucz

ą

cym  d

ź

wi

ę

ku  -  niepozorne 

obni

ż

enie gło

ś

no

ś

ci, które nie miało prawo nast

ą

pi

ć

background image

 

Nagle  zrozumiał  co  si

ę

  dzieje.  Na  jego  czole  i  dłoniach  pojawił  si

ę

  lodowaty 

pot.  Odwrócił  si

ę

  i  przycisn

ą

ł  twarz  do  południowej,  prze

ź

roczystej 

ś

ciany  stacji 

kontroli.  Wysoko  na  niebie  zobaczył  dwa  transportowce  zbaczaj

ą

ce  z  kursu  reszty 

grupy. Gazy wylotowe z ich silników narysowały na niebie półokr

ą

g w odró

ż

nieniu od 

prostych linii transportowców pod

ąż

aj

ą

cych nadal na orbit

ę

 planety. 

 

„Czternastka  i  szesnastka”  -  potwierdził  technik  -  „Staram  si

ę

  wył

ą

czy

ć

  ich 

pod

ś

wietlne  silniki  i  przeł

ą

czy

ć

  z  powrotem  na  repulsory.  Bez  reakcji.  W  dodatku 

przy

ś

pieszaj

ą

!” 

 

Oczy Bruita pozostawały nadal przyklejone do szyby. - „Dok

ą

d si

ę

 kieruj

ą

?” 

 

„Z powrotem do nas!” 

 

Bruit przycisn

ą

ł sobie r

ę

k

ę

 do czoła. - „Wł

ą

cz autodestrukcj

ę

.” 

 

Palce technika 

ś

migały po panelu sterowania. - „Nie da si

ę

.” 

 

„Wł

ą

cz systemy awaryjne.” 

 

„Ci

ą

gle brak reakcji. Systemy awaryjne zostały wył

ą

czone.” 

 

Bruit wulgarnie zakl

ą

ł. - „Sprecyzuj ich kierunek.” 

 

„Kieruj

ą

 si

ę

 wprost na Zamek.” 

 

Bruit  rzucił  wzrokiem  na  wymienion

ą

  skał

ę

.  Była  jedn

ą

  z  najwi

ę

kszych  w  tej 

kopalni  i  nazywano  j

ą

  tak  dlatego, 

ż

e  jej  zachodni

ą

  i  południow

ą

 

ś

cian

ę

  ozdabiały 

naturalne wie

ż

e skalne. 

 

„Zarz

ą

d

ź

 ewakuacj

ę

. Najwy

ż

szy priorytet.” 

 

W oddali zacz

ę

ły wy

ć

 syreny. Za kilka chwil Bruit zobaczył wybiega

ć

 górników 

z  kopalni  i  naskakiwa

ć

  na  czekaj

ą

ce  platformy  repulsorowe.  Dwie  zapełnione 

platformy ju

ż

 opuszczały si

ę

 na ziemi

ę

 

„Przeka

ż

  obsłudze  platform  by  pozostały  w  powietrzu.”  -  wycedził  Bruit  -  „Na 

ziemi nie b

ę

d

ą

 bezpieczniejsi ni

ż

 w kopalni. I wydosta

ń

 st

ą

d te roboty i zwierz

ę

ta!” 

 

Olbrzymi  dwunogi  robot  wiertniczy  wyszedł  z  jednego  z  szybów,  wł

ą

czył 

repulsory i rozpocz

ą

ł opadanie w rzadkim powietrzu. 

 

„Trzydzie

ś

ci sekund do zderzenia.” - oznajmił technik. 

 

„Katapultowa

ć

 roboty prowadz

ą

ce transportowce.” 

 

„S

ą

 na zewn

ą

trz.” 

 

Bruit  zacisn

ą

ł  pi

ęś

ci.  Dwa  bezzałogowe  transportowce  p

ę

dziły  obok  siebie  w 

dół,  jakby 

ś

cigały  si

ę

,  który  z  nich  pierwszy  uderzy  w  Zamek.  Podczas  gdy  Bruit 

patrzył na transportowce, technikom udało si

ę

 wył

ą

czy

ć

 silniki czternastki, natomiast 

background image

szesnastka  zacz

ę

ła  si

ę

  pali

ć

.  Jednak  transportowców  nie  dało  si

ę

  ju

ż

  zatrzyma

ć

Spadały nap

ę

dzane sił

ą

 ci

ęż

ko

ś

ci. 

 

W  stacji  kontroli  wszystkie  roboty  i 

ż

ywe  istoty  kurczyły  si

ę

  za  panelami 

sterowania,  jedynie  Bruit  nadal  stał  przy  oknie  i  wcale  nie  obchodziło  go, 

ż

e  fala 

ci

ś

nienia  mo

ż

e  zmieni

ć

  transpastalowe 

ś

ciany  stacji  w  deszcz 

ś

mierciono

ś

nych 

pocisków. 

 

Transportowce  uderzyły  w  Zamek  niemal  równocze

ś

nie,  trafiaj

ą

c w  niego  tu

ż

 

ponad  najwy

ż

ej  poło

ż

onym  szybem,  około  pi

ęć

dziesi

ą

t  metrów  pod  zieleni

ą

 

zaro

ś

ni

ę

tym wierzchołkiem skały. 

 

Zamek  znikn

ą

ł  w  o

ś

lepiaj

ą

cym  rozbłysku 

ś

wiatła.  Zaraz  potem  krain

ą

  rozległ 

si

ę

 ogłuszaj

ą

cy huk eksplozji, który odbijał si

ę

 od stromych 

ś

cian skał. Z powierzchni 

skały  oderwały  si

ę

  olbrzymie  bryły  kamieni,  natomiast  obie  eleganckie  wie

ż

e  run

ę

ły 

na  ziemi

ę

.  Z  wej

ść

  do  korytarzy  górniczych  wyleciały  chmury  prochu. Wygl

ą

dało  to 

jakby  Zamek  próbował  wykaszle

ć

  z  siebie  wszelki  lommit.  Powietrze  zapełniło  si

ę

 

powi

ę

kszaj

ą

cymi  si

ę

  chmurami  pyłu,  białymi  jak 

ś

nieg.  Niemal  natychmiast  proch 

zacz

ą

ł  osiada

ć

,  sypi

ą

c  si

ę

  z  nieba  jak  wulkaniczny  popiół,  zasypuj

ą

c  wszystko  w 

odległo

ś

ci stu metrów od miejsca wybuchu po tej stronie gór. 

 

Bruit  ci

ą

gle  jeszcze  stał  bez  ruchu,  dopóki  wiruj

ą

ca  chmura  prochu  nie 

dosi

ę

gła stacji kontroli i widoku nie przesłoniła nieprzenikniona biel.  

 

 

 

Kwatera  główna  kompanii  Lommite  Limited  mie

ś

ciła  si

ę

  przy  podnó

ż

zachodniej  cz

ęś

ci  zbocza  otaczaj

ą

cego  dolin

ę

.  Nawet  tutaj  półcentymentrowa 

warstwa prochu zakrywała bujny trawnik i kwiaty ogrodowe, które dyrektor kompanii, 

Jurnel Arrant, zdołał wyhodowa

ć

 na tutejszej kwa

ś

niej glebie. 

 

Podeszwy butów Bruita pozostawiały w prochu wyra

ź

ne 

ś

lady, kiedy zbli

ż

ał si

ę

 

do kancelarii Arranta, z której rozci

ą

gał si

ę

 wspaniały widok na cał

ą

 dolin

ę

 i oddalone 

skały.  Bruit  zatupał  nogami,  chc

ą

c  otrz

ą

sn

ąć

  z  butów  czym  jak  najwi

ę

cej  lommitu, 

jednak była to beznadziejna próba. 

 

Kiedy  wpuszczono  Bruita  do  kancelarii,  Jurnel  Arrant  stał  koło  okna, 

odwrócony plecami do wn

ę

trza pomieszczenia. 

 

„Tyle  bałaganu.”  -  powiedział  Arrant,  kiedy  usłyszał, 

ż

e  drzwi  za  Bruitem 

zamkn

ę

ły si

ę

background image

 

„  Je

ż

eli  pan  my

ś

li, 

ż

e  to  jest  okropne,  to  niech  pan  zaczeka  do  pierwszego 

deszczu. B

ę

dzie z tego papka.” - Bruit miał nadziej

ę

ż

e jego uwaga chocia

ż

 troch

ę

 

zbanalizuje sytuacj

ę

, jednak kiedy Arrant odwrócił si

ę

 w jego stron

ę

 z rozdra

ż

nionym 

wyrazem twarzy wyzbył si

ę

 wszelkich iluzji. 

 

Dyrektor Lommite Limited był schludnym i przystojnym człowiekiem niemal w 

ś

rednim wieku. Na pocz

ą

tku, po jego przybyciu na Dorvall

ę

 ze swej rodzimej Korelii, 

nie stronił od fizycznej pracy, kiedy było trzeba pomóc. Jednak kiedy kompania pod 

jego  zarz

ą

dem  rozpocz

ę

ła  prosperowa

ć

,  Arrant  stał  si

ę

  bardziej  wymagaj

ą

cy  i 

zdystansowany. Pozostawiał Bruitowi codzienne sprawy kompanii. Arrant lubił nosi

ć

 

drogie  tuniki  w  ciemnych  kolorach,  które  zawsze  na  ramionach  były  posypane 

lommitem  i  dyrektor  nosił  je  jak  znak  swojej  funkcji.  Chocia

ż

  na  pocz

ą

tku  wielu 

pracownikom  nie  podobało  si

ę

  jego  pozamiejscowe  pochodzenie,  tylko  nie  wielu 

mogło  powiedzie

ć

  o  nim  cokolwiek  złego,  bowiem  Arrant  tylko  dzi

ę

ki  własnemu 

wysiłkowi  zmienił  mało  znacz

ą

c

ą

  lokaln

ą

  firm

ę

  wydobywcz

ą

  Lommite  Limited  w 

kompani

ę

 handluj

ą

c

ą

 z wieloma planetami o du

ż

ym znaczeniu. 

 

Arrant  rzucił  okiem  na  białe 

ś

lady,  które  zostawił  Bruit  na  dywanie.  Gło

ś

no 

westchn

ą

ł  ,  wskazał  Bruitowi  krzesło  i  sam  usiadł  za  starym  stołem,  zrobionym  z 

twardego drewna. 

 

„Co ja mam z tob

ą

 zrobi

ć

 Bruit?” - zapytał teatralnie - „Kiedy prosiłe

ś

 mnie o 

zaawansowany  sprz

ę

t  monitoruj

ą

cy,  załatwiłem  go.  Kiedy  chciałe

ś

  wi

ę

cej 

pracowników  ochrony,  zatrudniłem  ich.  Brakuje  ci  jeszcze  czego

ś

? Wiesz  o  czym

ś

czego ci odmówiłem?” 

 

Bruit zacisn

ą

ł wargi i przecz

ą

co kiwn

ą

ł głow

ą

 

„Nie  masz  rodziny.  Nie  masz  dziewczyny  a  przynajmniej  o 

ż

adnej  nie  wiem. 

Wi

ę

c wygl

ą

da na to, 

ż

e zwyczajnie olewasz swoj

ą

 robot

ę

.” 

 

„Przecie

ż

 pan wie, 

ż

e tak nie jest.” - kłamał Bruit. 

 

„Wi

ę

c dlaczego nie robisz co do ciebie nale

ż

y?” - Arrant poło

ż

ył łokcie na stół i 

pochylił si

ę

 do przodu. - „To jest ju

ż

 trzeci przypadek sabota

ż

u w ci

ą

gu kilku ostatnich 

tygodni. Nie rozumiem dlaczego ci

ą

gle si

ę

 to powtarza. Macie ju

ż

 jakie

ś

 poszlaki?” 

 

„Dowiemy  si

ę

  wi

ę

cej  kiedy  znajdziemy  i  zbadamy  roboty,  które  prowadziły  te 

transportowce.” - Stwierdził Bruit. - „Aktualnie one s

ą

 pogrzebane pod pi

ę

ciometrow

ą

 

warstw

ą

  pyłu.” 

background image

 

„Dobra,  załatw  t

ę

  spraw

ę

.  Chc

ę

 

ż

eby

ś

  skupił  cał

ą

  swoj

ą

  uwag

ę

  na  likwidacji 

sabota

ż

ystów  odpowiedzialnych  za  te  awarie.  Jeste

ś

  pewien, 

ż

e  sobie  z  tym 

poradzisz, czy mam załatwi

ć

 jakich

ś

 specjalistów?” 

 

„Nie  dowiedz

ą

  si

ę

  niczego  wi

ę

cej  ode  mnie.”  -  Odpowiedział  Bruit.  -  „Wraz  z 

coraz  wi

ę

kszym  powodzeniem  naszej  firmy  na  rynku,  ro

ś

nie  desperacja  w 

Intergalactic  Ore.  W  dodatku  nie  chodzi  tu  tylko  o  współzawodnictwo  handlowe. 

Wiele  rodów,  których  członkowie  pracuj

ą

  dla  Intergalactic  Ore  prowadzi  prywatne 

wojny  z  rodami,  których  członkowie  pracuj

ą

  dla  nas.  Wła

ś

nie  te  wa

ś

nie  były 

przyczyn

ą

 co najmniej dwóch z ostatnich aktów sabota

ż

u.” 

 

„Wi

ę

c  co  proponujesz?  Mam  wszystkich  wywali

ć

  z  pracy  i  zatrudni

ć

  dziesi

ęć

 

tysi

ę

cy  górników  z  Fondoru?  W  jaki  sposób  odbiłoby  si

ę

  to  na  wydobyciu?  I  co 

gorsza, jak wpłyn

ę

łoby to na moj

ą

 reputacj

ę

 tutaj?” 

 

Bruit  wzruszył  ramionami.  -  „Na  te  pytania  nie  jestem  panu  w  stanie 

odpowiedzie

ć

. Mo

ż

e nadeszła chwila, by na nasze problemy  zwróci

ć

 uwag

ę

 senatu 

Republiki.” 

 

Arrant wytrzeszczył oczy na Bruita. - „Zabiera

ć

 nasze problemy na Corucant? 

Bruicie  tutaj  nie  chodzi  o 

ż

aden  konflikt  mi

ę

dzygwiezdny.  To  jest  wojna  korporacji 

handlowych a ja siedz

ę

 w okopach takich wojen dostatecznie długo, by wiedzie

ć

ż

najlepszym sposobem na załatwienie tej sprawy jest załatwi

ć

 to samemu. Dodatkowo 

nie chc

ę

 

ż

eby senat zacz

ą

ł w tym macza

ć

 palce, bo wtedy nasz problem zamieniłby 

si

ę

 w wy

ś

cig mi

ę

dzy Lommite Limited i Intergalactic Ore o to kto da wi

ę

ksz

ą

 łapówk

ę

 

wi

ę

kszej  ilo

ś

ci  senatorów.”  -  Gniewnie  potrz

ą

sn

ą

ł  głow

ą

.  -  „Zrujnowałoby  nas  to 

pr

ę

dzej ni

ż

 nast

ę

pne ataki sabota

ż

ystów.” 

 

Bruit  otworzył  usta  chc

ą

c  odpowiedzie

ć

,  lecz  wła

ś

nie  wtedy  odezwał  si

ę

 

d

ź

wi

ę

k  z  komunikatora  Arranta  i  zaraz  potem  usłyszeli  głos  robota  protokolarnego, 

sekretarza Arranta. - „Przepraszam, 

ż

e panu przeszkadzam, lecz odebrałem wa

ż

n

ą

 

holotransmisj

ę

 Neimoidianina Hatha Monchara.” 

 

Arrant zmarszczył brwi. - „Monchar? Nikogo takiego nie znam. Mniejsza z tym, 

przeł

ą

cz go.” 

 

Z  zamontowanego  w  podłodze  dysku  holoprojektorowego  wy

ś

wietlił  si

ę

 

naturalnej  wielko

ś

ci  obraz  Neimoidianina.  Posta

ć

  miała  blado  zielon

ą

  skór

ę

czerwone  oczy,  była  ubrana  w  kosztown

ą

  szat

ę

  i  na  głowie  miała  czarn

ą

  czapk

ę

która miała chyba przypomina

ć

 koron

ę

background image

 

„Pozdrawiam ci

ę

 w imieniu Federacji Handlowej, Jurnelu Arrancie.” - rozpocz

ą

ł 

Hath Monchar - „Wicekról Nute Gunray przesyła wyrazy szacunku oraz 

ż

yczy sobie, 

ż

eby pan wiedział, 

ż

e Federacj

ę

 Handlow

ą

 bardzo zasmuciło kiedy dowiedziała si

ę

 o 

waszym ostatnim niepowodzeniu.” 

 

Arrant  spochmurniał.  -  „Jak  jest  mo

ż

liwe, 

ż

e  za  ka

ż

dym  razem  kiedy  co

ś

 

takiego si

ę

 stanie Neimoidianie lituj

ą

 si

ę

 nade mn

ą

 jako pierwsi?” 

 

„Jeste

ś

my  współczuj

ą

c

ą

  ras

ą

.”  -  Powiedział  Monchar  w  basicu  z  ci

ęż

kim 

akcentem, przeci

ą

gaj

ą

c samogłoski. 

 

„Słowa  współczucie  i  Neimoidianie  nigdy  nie  znajduj

ą

  si

ę

  w  jednym  zdaniu, 

Moncharze. Sk

ą

d w ogóle dowiedzieli

ś

cie si

ę

 o tym naszym niepowodzeniu, czy jak 

to tam nazywasz? Nie maczali

ś

cie w tym przez przypadek palców?” 

 

Migawkowe  błony  czerwonych  oczu  Monchara  dostały  skurczy.  -  „Federacja 

Handlowa  nigdy  nie  zrobiłaby  co

ś

,  co  mogłoby  zepsu

ć

  stosunki  z  jej  potencjalnym 

partnerem.” 

 

„Z  partnerem?”  -  Arrant  u

ś

miechn

ą

ł  si

ę

  smutno.  -  „Miej  przynajmniej  tyle 

szacunku do mnie i mów prawd

ę

, Moncharze. Chcecie nasze nadprzestrzenne drogi 

handlowe.  Nie  wiem  ile  zapłacili

ś

cie  senatowi, 

ż

eby  móc  bezkarnie  rozrabia

ć

  w 

strefie  bezpodatkowego  wolnego  handlu,  ale  drogi  do  sektora  Videnda  sobie  nie 

kupicie. 

 

„W  jedynym  z  naszych  kr

ąż

owników  mógłby  pan  przetransportowa

ć

  dziesi

ęć

 

razy wi

ę

cej rudy lommitu ni

ż

 mo

ż

e pan w 20 swoich statkach transportowych.” 

 

„Napewno  tak,  lecz  za  jak

ą

  cen

ę

?  Niedługo  transport  waszymi  statkami 

kosztowałby nas wi

ę

cej ni

ż

 mogliby

ś

my na tym zarobi

ć

. Inaczej nie mógłby pan nosi

ć

 

tak kosztownych ubra

ń

.” 

 

Monchar  przez  chwil

ę

  czekał  zanim  odpowiedział.  -  „Bardziej  byliby

ś

my 

zadowoleni,  je

ż

eliby  nasze  partnerstwo  powstało  na  pewniejszym  gruncie.  Nie 

chcieliby

ś

my, 

ż

eby  Lommite  Limited  znalazła  si

ę

  w  sytuacji,  w  której  nie  miałaby 

innego wyj

ś

cia poza doł

ą

czeniem do nas.” 

 

Arrant  si

ę

  rozzło

ś

cił  i  wyskoczył  z  krzesła.  -  „Grozisz  mi,  Moncharze?  Co 

macie w planie? Chcecie tu wysła

ć

 swoje roboty i podbi

ć

 nas?” 

 

Monchar zrobił przecz

ą

cy gest. - „Jeste

ś

my handlarzami, nie zdobywcami.” 

 

„Wi

ę

c  przesta

ń

  mówi

ć

  jak  zdobywca,  albo  zgłosz

ę

  to  Komisji  Handlowej  na 

Coruscant.” 

background image

 

„Jest pan zdenerwowany.” - Powiedział Monchar ,nerwowo mn

ą

c sobie lekko 

wysuni

ę

t

ą

 szcz

ę

k

ę

. - „Mo

ż

e b

ę

dzie lepiej je

ż

eli pogadamy pó

ź

niej.” 

 

„Nie  kontaktuj  si

ę

  ze  mn

ą

,  Moncharze.  Ja  skontaktuj

ę

  si

ę

  z  tob

ą

.”  -  Arrant 

wył

ą

czył  holoprojektor  i  usiadł  znowu  na  krze

ś

le  wypuszczaj

ą

c  powoli  powietrze 

przez zaci

ś

ni

ę

te usta.  

„Padlino

ż

ercy.” -  wycedził po chwili. - „Raczej pozwol

ę

 by 

Lommite Limited poszło na dno ni

ż

 bym go sprzedał Federacji Handlowej.” 

 

Nast

ę

puj

ą

c

ą

  cisz

ę

  przerwał  natr

ę

tny  pluskaj

ą

cy  d

ź

wi

ę

k,  dochodz

ą

cy  z 

zewn

ę

trznej  strony  okien  na  suficie.  -  „Co  znowu?”  -  zapytał  Arrant  i  odwrócił  si

ę

  w 

kierunku, z którego dochodził d

ź

wi

ę

k. 

 

„Pada.” - b

ą

kn

ą

ł Bruit. 

 

 

  

Mimo  swych  bogatych  złó

ż

  lommitu  oraz  nieustannego  zainteresowania 

Federacji  Handlowej,  Dorvalla  dla  wi

ę

kszo

ś

ci  obserwatorów  była  jedynie  mał

ą

 

plamk

ą

 w

ś

ród systemów gwiezdnych, które tworzyły galaktyczn

ą

 Republik

ę

. Jednak 

nikt  z  tych  niewielu  którzy  obserwowali  sytuacj

ę

  na  Dorvalli  nie  patrzył  z  takim 

zainteresowaniem jak Darth Sidious, mroczny lord sithów. 

 

„To  współzawodnictwo  mi

ę

dzy  Lommite  Limited  i  Intergalactic  Ore  bardzo 

mnie  interesuje."  -  powiedział  Sidious,  przechodz

ą

c  przez  obszerne  i  ciemne 

pomieszczenie,  które  było  jego  pracowni

ą

  i  zarazem  schronieniem.  Jego  twarz 

pokryta  zmarszczkami  była  ukryta  pod  kapturem,  natomiast  brzeg  jego  płaszcza 

ś

lizgał si

ę

 po l

ś

ni

ą

cej podłodze. Jego głos był zgrzytliwy, pozbawiony emocji, nie był 

pozbawiony  jednak  naturalnych  zmian  w  intonacji.  -  „Widz

ę

  sposób,  w  jaki 

mogliby

ś

my  te  przepychanki  wykorzysta

ć

."  -  kontynuował  -  „Tutaj  poci

ą

gn

ąć

,  tam 

popchn

ąć

 a  obie spółki górnicze  załami

ą

 si

ę

. Wtedy mogliby

ś

my  darowa

ć

 Dorvall

ę

 

Federacji Handlowej - rud

ę

, drogi handlowe i głos Dorvalli w senacie - i tym gestem 

zagwarantowa

ć

 sobie trwał

ą

 lojalno

ść

 wicekróla Gunraya i jego podwładnych." 

 

Sidious  bardziej  wyci

ą

gn

ą

ł  r

ę

ce  z  r

ę

kawów  swej  szerokiej  szaty.  „Wicekról 

Gunray  chce 

ż

eby

ś

my  go  przekonywali  do  współpracy  z  nami,  lecz  ja 

ż

ycz

ę

  sobie 

mie

ć

  go  całkowicie  w  gar

ś

ci, 

ż

ebym  nie  musiał  w

ą

tpi

ć

  w  to,  czy  usłucha  mych 

rozkazów. Kiedy uzyska Dorvall

ę

, z cał

ą

 pewno

ś

ci

ą

 zostanie awansowany na stałego 

członka zarz

ą

du Federacji Handlowej. Potem b

ę

dziemy mogli realizowa

ć

 nasz wielki 

plan." 

background image

 

Sidious  wysłał  spojrzenie  przez  pomieszczenie  a

ż

  do  k

ą

ta  pogr

ąż

onego  w 

ciemno

ś

ci,  w  którym  siedział  nieruchomy  jak  pos

ą

g  Darth  Maul.  Twarz  pokryt

ą

 

tatua

ż

ami  miał  schylon

ą

,  wi

ę

c  jedyne  co  Sidious  widział,  była  korona  ze 

szcz

ą

tkowych rogów, które sterczały mu z gołej czaszki. 

 

„Twoje my

ś

li ci

ę

 zdradzaj

ą

 mój młody uczniu." - powiedział Sidious - „Głowisz 

si

ę

 nad moim ci

ą

głym zainteresowaniem Neimoidianami." 

 

Darth  Maul  podniósł  głow

ę

  i  nagle  wydawało  si

ę

ż

e  znikn

ę

ło  tak

ż

e  to  słabe 

ś

wiatło,  które  o

ś

wietlało  pomieszczenie.  Jego  mistrz  uciele

ś

niał  ukryt

ą

  i  tajemnicz

ą

 

cz

ęść

 Sithów, natomiast Maul był uciele

ś

nieniem wszystkiego czego mo

ż

na si

ę

 ba

ć

 

„Przed  tob

ą

  nie  mog

ę

 ukrywa

ć

  to  co  czuj

ę

, mistrzu.  Neimoidianie s

ą

  łakomi  i 

maj

ą

 słabe umysły. Uwa

ż

am, 

ż

e nie s

ą

 godni roli, któr

ą

 im przeznaczasz." 

 

„Zapomniałe

ś

 jeszcze doda

ć

ż

e s

ą

 tchórzliwi i działaj

ą

 na dwa fronty." - dodał 

Sidious. 

 

„To przede wszystkim mistrzu." 

 

Sidious  niemal  wyszczerzył  z

ę

by.  -  „Zdecydowanie  nie  s

ą

  to  cechy,  które 

mo

ż

na podziwia

ć

, lecz dla naszych potrzeb s

ą

 u

ż

yteczne." - doszedł a

ż

 do Maula - 

Ż

eby

ś

my  osi

ą

gn

ę

li  nasz  cel,  b

ę

dziemy  zmuszeni  współpracowa

ć

  z  najró

ż

niejszymi 

typami  stworze

ń

  i  ka

ż

de  nast

ę

pne  b

ę

dzie  jeszcze  gorsze  od  poprzedniego.  Jednak 

musimy to robi

ć

. Mog

ę

 ci

ę

 upewni

ć

ż

e Neimoidianie odegraj

ą

 wa

ż

n

ą

 rol

ę

 w naszym 

planie wprowadzenia nowego ładu w galaktyce.  

 

 

Ż

ółte oczy Maula wytrzymały przenikliwe spojrzenie Sidiousa. „Mistrzu, w jaki 

sposób pomo

ż

esz Gunrayowi i Federacji handlowej opanowa

ć

 Dorvall

ę

?” 

 

Sidious  zatrzymał  sie  kilka  kroków  dalej.  „Ty  zostaniesz  moim  narz

ę

dziem, 

Darth Maulu.” 

 

Maul natychmiast znowu skłonił głow

ę

. „Jakie s

ą

 twe rozkazy, mistrzu?” 

 

Sidious zało

ż

ył sobie r

ę

ce w bok. „Powsta

ń

 Darth Maulu i odwró

ć

 si

ę

 do mnie.” 

Dał swemu uczniowi troch

ę

 czasu, 

ż

eby mógł spełni

ć

 jego polecenie i dopiero potem 

kontynuował  –  „Dot

ą

d  byłe

ś

  przykładnym  uczniem.  Nigdy  nie  zachwiałe

ś

  si

ę

  w 

swoich  zamiarach  i  swoje  zadania  pełniłe

ś

  bezbł

ę

dnie.  Twe  zdolno

ś

ci  szermierskie 

s

ą

 niezrównane.” 

 

„Mistrzu.” – Powiedział Maul. – „

Ż

yj

ę

 by ci słu

ż

y

ć

.” 

Sidious na chwil

ę

 zamilkn

ą

ł – to nigdy nie zapowiadało niczego dobrego. „S

ą

 rzeczy 

pewne.”  –  powiedział  w  ko

ń

cu  –  „Jednak  s

ą

  one  tak

ż

e  nieprzewidywalne.  Siła 

background image

ciemnej strony jest nieograniczona, ale tylko dla tych którzy przyjm

ą

 niepewno

ść

. To 

oznacza mo

ż

liwo

ść

 wybierania z wielu mo

ż

liwo

ś

ci.” 

 

Darth Sidious podniósł r

ę

k

ę

 z dłoni

ą

 odwrócon

ą

 do góry. Zanim Maul mógł mu 

przeszkodzi

ć

 – je

ż

eliby zdecydował si

ę

 broni

ć

 przed swym mistrzem – długi cylinder, 

b

ę

d

ą

cy  r

ę

koje

ś

ci

ą

  jego  dwuostrzowego  miecza 

ś

wietlnego,  uwolnił  si

ę

  z  za  paska 

Maula i pop

ę

dził w stron

ę

 jego mistrza. Jednak zamiast złapa

ć

 go, Sidious zatrzymał 

miecz  w locie kilka centymetrów od swojej dłoni. Zmusił bro

ń

 wirowa

ć

 i obraca

ć

 si

ę

 

zostawiaj

ą

c Maula przygl

ą

daj

ą

cego si

ę

 z autentyczny podziwem. 

 

Sidious poprzez moc  wł

ą

czył miecz. Z obu ko

ń

ców r

ę

koje

ś

ci wytrysn

ę

ły metr 

długie  ognisto  czerwone  ostrza.  Intensywno

ść

  ich 

ż

aru  fascynowała.  Unosz

ą

ca  si

ę

 

bro

ń

  odwróciła  si

ę

  w  lewo,  potem  w  prawo  wydaj

ą

c  przy  tej  czynno

ś

ci  brz

ę

cz

ą

cy 

d

ź

wi

ę

k, który był zarazem gro

ź

ny i przyci

ą

gaj

ą

cy. 

 

„Przepi

ę

kna bro

ń

.” – podsumował scen

ę

 Sidious. „Mój młody uczniu, powiedz 

mi o czym my

ś

lałe

ś

 kiedy tworzyłe

ś

 t

ę

 bro

ń

? Dlaczego wła

ś

nie tak

ą

 bro

ń

 wybrałe

ś

 a 

nie jednoostrzow

ą

, jak

ą

 u

ż

ywaj

ą

 jedi?” 

 

„Jednoostrzowe  bronie  maj

ą

  ograniczenia  przy  ataku  i  obronie,  mistrzu. 

Uwa

ż

am, 

ż

e atak oboma ko

ń

cami daje mi przewag

ę

.” 

 

Sidious zgodził si

ę

 z tym. „Pami

ę

taj o tym na Dorvalli, Darth Maulu. Jednak nie 

zapomnij  o  tym, 

ż

e  działanie  w  ukryciu  jest  pot

ęż

n

ą

  broni

ą

.  Mistrz  miecza  wie, 

ż

kiedy wyjmie ostrze wyjawi swe zamiary. B

ą

d

ź

 ostro

ż

ny. Jeszcze nie nadszedł czas 

aby si

ę

 ujawni

ć

.” 

 

 „Rozumiem mistrzu.” 

 

Sidious wył

ą

czył miecz i wysłał go z powrotem do Maula, który przyj

ą

ł go jak 

ukochany przedmiot. Zaraz potem podszedł do Maula i podał mu datadysk. „Przjrzyj 

to  podczas  podró

ż

y.  S

ą

  na  nim  imiona  i  opisy  istot,  z  którymi  b

ę

dziesz  miał  do 

czynienia oraz dalsze u

ż

yteczne informacje.” 

 

Sidious  dał  znak  Maulowi  by  pod

ąż

ył  za  nim  do  przeciwległej 

ś

ciany  ich 

mrocznej  kryjówki.  Kiedy  doszli  do 

ś

ciany,  odsun

ą

ł  si

ę

  olbrzymi  panel  odkrywaj

ą

wspaniały widok na planet

ę

 w cało

ś

ci pokryt

ą

 miastem – Coruscant. 

 

„Odkryjesz, 

ż

e Dorvalla bardzo ró

ż

ni si

ę

 od Coruscant, Darthie Maulu.” Sidious 

nieznacznie skierował głow

ę

 w stron

ę

 Maula i obserwował go z pod swego kaptura. 

„Czuj

ę

ż

e b

ę

dziesz si

ę

 tym prze

ż

yciem rozkoszowa

ć

.” 

 

„A gdzie b

ę

dziesz ty, mistrzu?” 

background image

 

„Tutaj.” – odpowiedział Sidious. „B

ę

d

ę

 oczekiwał twego powrotu i wiadomo

ś

ci, 

ż

e twoja misja zako

ń

czyła si

ę

 sukcesem.” 

 

 

 

 

 

 

Dwa  dni  min

ę

ły  zanim  znaleziono  i  wydobyto  z  ruin  droidy,  które  prowadziły 

roztrzaskane  transportowce  rudy.  Cały  czas  padał  deszcz.  Rzadka  kasza,  w  któr

ą

 

zamienił  si

ę

  pod  wpływem  deszczu  proch  z  rudy  lommitu,  była  w  okolicy  zamku 

ę

boka  na  trzy  metry.  Bruit  zdecydował, 

ż

e  osobi

ś

cie  b

ę

dzie  nadzorował  wszelkie 

prace zwi

ą

zane z odnalezieniem i wydobyciem droidów z ruin. Chciał by

ć

 tak

ż

e przy 

ich pó

ź

niejszym badaniu.  

Niewielu  pracowników  Lommite  Limited  miało  dost

ę

p  do  strefy  startowej 

statków  a  jedynie  garstka  z  nich  miała  dost

ę

p  do  transportowców.  Niedozwolone 

majstrowanie  przy  robotach,  które  spowodowało  wypadek  transportowców  powinno 

pozostawi

ć

  po  sobie  charakterystyczne 

ś

lady  sabota

ż

ysty,  który  dokonał 

wcze

ś

niejszych aktów sabota

ż

u. 

Ź

ródła Bruita potwierdziły, 

ż

e sabota

ż

ysta wykonuje 

zlecenia  Intergalactic  Ore,  jednak  nadal  go  niezidentyfikowano.  Grupa,  któr

ą

  Bruit 

utworzył w celu odzyskania danych z droidów była mieszanin

ą

 istot pochodz

ą

cych ze 

stosunkowo bliskich systemów gwiezdnych Clakdor, Sullusty i Malastare. Mianowicie 

byli nimi Bithowie, Sullustanie i jeden Gran. Wszyscy mieli zało

ż

one ochronne gogle, 

respiratory i na nogach du

ż

e nasuwki dzi

ę

ki którym nie zapadali si

ę

 zbyt gł

ę

boko w 

otaczaj

ą

c

ą

  ich  lepk

ą

  papk

ę

.  Jedynie  Bruit  nosił  buty  wysokie  a

ż

  po  uda  w  ramach 

jego walki o pozostanie czystym. 

„Bez w

ą

tpliwo

ś

ci, szefie.” – powiedział jeden z Sullustan po przeprowadzeniu 

serii testów na jednym z robotów-pilotów typu R – „Ten, kto mieszał w tym malcowi, 

bez 

ż

adnych  w

ą

tpliwo

ś

ci,  maczał  palce  tak

ż

e  w  unieruchomieniu  przeno

ś

ników 

ta

ś

mowych miesi

ą

c temu. Zało

żę

 si

ę

 o swoj

ą

 wypłat

ę

.” 

„Co  ty  nie  powiesz.”  –  burkn

ą

ł  Bruit  –  „Potwierdziłe

ś

  jedynie  to,  o  czym  ju

ż

 

dawno  wszyscy  wiemy.”  –  Ze  zło

ś

ci

ą

  potrz

ą

sn

ą

ł  głow

ą

  –  „Strefa  startowa  statków 

b

ę

dzie  a

ż

  do  odwołania  zamkni

ę

ta.  Dalej 

żą

dam 

ż

eby  wszyscy  pracownicy  maj

ą

cy 

co

ś

 do czynienia ze stref

ą

 startow

ą

 transportowców zostali przesłuchani.” 

„Co zrobimy z rud

ą

, szefie?” – zapytał jeden z Bithów. 

background image

„Zatrudnimy  tymczasowo  nowych  pracowników,  nawet  je

ż

eliby  trzeba  było 

lecie

ć

  po  nich  na  Fondor.  Kiedy  znowu  ruszymy  z  wydobyciem  b

ę

dziemy  musieli 

podwoi

ć

 dostawy.” 

Na sam

ą

 my

ś

l o nast

ę

pstwach podwojenia obowi

ą

zków wszyscy zaj

ę

czeli. 

„Co na to powie dyrektor?” – spytał Sullustanin. 

Bruit krótko popatrzył w stron

ę

 kwatery głównej kompanii. Arrant wiedział ju

ż

 o 

odnalezieniu droidów i oczekiwał w swoim biurze na raport Bruita. 

„O tym dowiecie si

ę

 kiedy wróc

ę

.” – powiedział Bruit. 

Wyruszył  w  kierunku  swego 

ś

migacza,  którego  zaparkował  obok  stacji 

kontrolnej,  jednak  po  przej

ś

ciu  dziesi

ę

ciu  metrów  jego  lewy  but  ugrz

ą

zł  w  bagnistej 

kaszy.  Złapał  za  cholewk

ę

  buta  maj

ą

c  nadziej

ę

ż

e  w  ten  sposób  uwolni  swój  but. 

Poci

ą

gn

ą

ł  do  góry,  jednak  stracił  w  ten  sposób  równowag

ę

  i  przewrócił  si

ę

  na  bok 

pogr

ąż

aj

ą

c  si

ę

  w  kaszy  a

ż

  po  prawe  rami

ę

.  W  tej  niestosownej  pozycji  le

ż

ał  przez 

pewien czas rozmy

ś

laj

ą

c o tym jakie 

ż

ycie mógłby prowadzi

ć

 na Coruscant. 

 

 

 

„Miałe

ś

 racj

ę

, kiedy twierdziłe

ś

ż

e b

ę

dzie jeszcze gorzej.” – powiedział Arrant 

kiedy do pomieszczenia wszedł Bruit w cało

ś

ci wysmarowany bagnem i bez butów. 

„Racj

ę

  miałem  tak

ż

e  w  sprawie  InterGalactic.  Ogl

ę

dziny  robotów  wykazały 

dokładnie to, czego oczekiwali

ś

my.” 

Twarz  Arranta  spochmurniała.  „Tym  razem  posun

ę

li  si

ę

  za  daleko.”  – 

powiedział po chwili. – „Bruicie, ty wiesz, 

ż

e jestem cierpliwym człowiekiem i nie lubi

ę

 

przemocy.  Znosiłem  jako

ś

  te  nikczemne  akty  sabota

ż

u,  ale  to  ju

ż

  za  du

ż

o. 

Utracili

ś

my dwa transportowce … Słuchaj, Korelia

ń

skie zakłady wła

ś

nie zwróciły si

ę

 

do  InterGalactic  z  pro

ś

b

ą

  o  dostaw

ę

,  któr

ą

  my  teraz  nie  jeste

ś

my  w  stanie 

zrealizowa

ć

 – spełni si

ę

 to, o czym marzy InterGalactic.” 

„Wi

ę

cej  si

ę

  to  nie  powtórzy.”  –  stwierdził  Bruit  –  „Kazałem  zamkn

ąć

  stref

ę

 

startow

ą

 statków i zatrudni

ę

 nowy personel.” 

„Masz jeden dzie

ń

.” – stwierdził Arrant. 

Bruit patrzył na niego z niedowierzaj

ą

cym wyrazem twarzy. 

„Eriadu  zaproponowała  nam  i  InterGalowi  niewiarygodnie  wspaniał

ą

  umow

ę

.” 

–  wytłumaczył  Arrant  –  „Mamy  dostarczy

ć

  towar  do  ko

ń

ca  tygodnia,  co  daje  nam 

jedynie czas na to by natychmiast załadowa

ć

 statki i wykona

ć

 skok hiperprzestrzenny 

background image

na  Eriadu.  Jest  to  kontrakt  z  tych  w  rodzaju  bierz  lub  zostaw  a  Eriadu  podpisze  go 

jedynie z t

ą

 spółk

ą

, która dostarczy towar na czas i bez wypadków. Lommite Limited 

musi dotrze

ć

 pierwszy, rozumiesz?” 

Bruit przytakn

ą

ł – „W ci

ą

gu jednego dnia transportowce b

ę

d

ą

 przygotowane.” 

„To jest dopiero pocz

ą

tek.” – dodał Arrant cichym głosem - „Na pewno do tego 

czasu  nie  dasz  rady  pozby

ć

  si

ę

  sabota

ż

ystów.  Wi

ę

c  zamiast  tego  chc

ę

 

ż

eby

ś

 

przygotował nasz

ą

 odpowied

ź

 – w pełni w stylu InterGalactic.” – poczekał by Bruit w 

pełni poj

ą

ł jego słowa – „Chc

ę

 w nich twardo uderzy

ć

, Bruicie. Jednak uderzenie nie 

mo

ż

e wychodzi

ć

 bezpo

ś

rednio od nas.” 

Bruit  zastanowił  si

ę

  nad  tym  –  „Mogliby

ś

my  skorzysta

ć

  z  usług  jakiej

ś

 

przest

ę

pczej organizacji. Mo

ż

e Czarne Sło

ń

ce?” 

Arrant machn

ą

ł r

ę

k

ą

 – „To ju

ż

 twoja sprawa. Czym mniej b

ę

d

ę

 o tym wiedział, 

tym  lepiej.  Jedynie  nie  chciałbym  znale

źć

  si

ę

  w  sytuacji, 

ż

eby  nas  potem  kto

ś

 

szanta

ż

ował.” 

„W takim razie lepiej byłoby wynaj

ąć

 kogo

ś

 niezale

ż

nego.” 

„Rób jak my

ś

lisz i nie patrz na cen

ę

.” 

Bruit  wzi

ą

ł  gł

ę

boki  oddech  –  „Mam  złe  przeczucie, 

ż

e  od  dzi

ś

  Dorvalla  nie 

b

ę

dzie ju

ż

 tym samym miejscem.” 

______ 

 

 

Ubrany w ultralekkim stroju, na który miał zało

ż

ony czarny płaszcz z kapturem 

Darth  Maul  kroczył  w  g

ę

stej  ulewie  główn

ą

  ulic

ą

  miasteczka  zbudowanego  przez 

Lommite Limited w 

ś

rodku nieprzyst

ę

pnej d

ż

ungli. Pod płaszczem kryła si

ę

 r

ę

koje

ść

 

miecza 

ś

wietlnego  przymocowana  do  paska  w  taki  sposób  by  Maul,  gdyby  zaszła 

taka  potrzeba,  mógł  szybko  z  niego  skorzysta

ć

.  Na  Dorvalli  było  mniejsze 

przyci

ą

ganie  od  tego  do  jakiego  Maul  był  przyzwyczajony,  wi

ę

c  poruszał  si

ę

 

wyj

ą

tkowo elegancko. 

Miasto  rozci

ą

gało  si

ę

  w

ś

ród  sieci  betonowych  ulic.  Zgiełk  seryjnie 

produkowanych  i  montowanych  kopuł  oraz  krzywych  drewnianych  budowli.  Wiele  z 

nich postradało transpastalowe okna, po których pozostały jedynie puste okiennice. Z 

wej

ść

  do  najró

ż

niejszych  stołówek  i  spelunek  rozlegała  si

ę

  muzyka,  natomiast  po 

chodnikach  wlokły  si

ę

  przeró

ż

ne  pijane  istoty.  To  miejsce  wygl

ą

dało  jak  graniczne 

miasta  z  odległych  układów  gwiezdnych,    posiadało  charakterystyczn

ą

  mieszank

ę

 

background image

ludzi  i  innych  ras  oraz  przestarzałych  robotów.  Miejsce  to  było  sterylne  a  zarazem 

niezmiernie  brudne.  Obok  pojazdów  repulsorowych  ci

ęż

ko  pracowały  cztero  i 

sze

ś

ciono

ż

ne zwierz

ę

ta poci

ą

gowe. 

Z  mieszka

ń

ców,  którzy  pracowali  dla  Lommite  Limited  b

ą

d

ź

  tych  ostatnich 

okradali  promieniowała  pogarda  dla  prawa,  które  czcili  mieszka

ń

cy  j

ą

dra  galaktyki. 

Jednak  jednocze

ś

nie  z  nich  emanowała  niewolnicza  harówa  i  bieda.  Na  Coruscant 

istoty 

ś

pieszyły si

ę

 raz w t

ą

, raz w drug

ą

 stron

ę

, jednak one robiły to w jakim

ś

 celu. 

Tutaj  panowała  atmosfera  bezcelowo

ś

ci  i 

ż

ycia  pełnego  przypadkowych  zdarze

ń

.  

Istoty urodzone tutaj lub te które przybyły tu z ró

ż

nych przyczyn sprawiały wra

ż

enie 

jakby  zanurzyły  si

ę

  na  wieki  w  otchłani.  Miejscowi  byli  podobni  do  paso

ż

ytów  z 

najni

ż

szych poziomów Coruscant  - miejsca w którym nie istniało prawo. Wydawało 

si

ę

ż

e przyjmuj

ą

 oni wszystko, co im przyszykowało 

ż

ycie, zamiast wzi

ąść

 swój los 

we własne r

ę

ce i wykorzysta

ć

 go na swoj

ą

 korzy

ść

. To odkrycie Maula fascynowało i 

zarazem deprymowało go. Doszedł do wniosku, 

ż

e b

ę

dzie musiał bli

ż

ej przyjrze

ć

 si

ę

 

tym sprawom. 

Powietrze było ci

ęż

kie z powodu wilgoci i upału, z otaczaj

ą

cej miasto d

ż

ungli 

dochodziło  najró

ż

niejsze  brz

ę

czenie  i 

ć

wierkanie,  tworz

ą

ce  tło  d

ź

wi

ę

kowe  w  tym 

miejscu.  Maul  wyczuwał  naturalny  bieg 

ż

ycia,  atak  lub  ucieczk

ę

,  czyli  nigdy 

nieko

ń

cz

ą

c

ą

  si

ę

  walk

ę

  o  przetrwanie.  D

ż

ungla  przeniosła  co

ś

  z  siebie  na  miasto. 

Tutaj  tak

ż

ż

yły  istoty,  które  nie  kr

ę

powały  si

ę

  polowa

ć

  i  zabija

ć

  by  ich  ciała 

otrzymały  potrzebne  wy

ż

ywienie.  Takim  praktykom  miała  przeciwdziała

ć

  miejscowa 

namiastka  prawa,  jednak  pod  t

ą

  namiastk

ą

  kryła  si

ę

  prymitywna  moralno

ść

Pozwalała ona na to by przeciwnicy załatwili sobie swe sprawy bez obawy, 

ż

e b

ę

d

ą

 

si

ę

 w to mieszali stró

ż

e porz

ą

dku, s

ę

dziowie – albo jeszcze gorzej, rycerze jedi. 

Marne 

ż

ycie. 

Maul szybko machn

ą

ł r

ę

k

ą

 i złapał jakiego

ś

 lataj

ą

cego owada, którego ledwie 

zmie

ś

cił  w  dłoni.  Trzepocz

ą

cy  skrzydełkami  stwór  le

ż

ał  na  wpół  ogłuszony  na  dłoni 

Maula  i  mo

ż

e  nawet  na  jakim

ś

  prostym  poziomie  zastanawiał  si

ę

  na  jakiego 

drapie

ż

nika  natrafił. Wszystkie  sze

ść

  nóg  machało  w  powietrzu,  czujki  podrygiwały. 

Plamy wokół oczu i ciało chronione skorup

ą

 wydzielało słabe zielone 

ś

wiatło. 

Darth  Maul  przyjrzał  si

ę

  owadowi  i  potem  go  wypu

ś

cił  umo

ż

liwiaj

ą

c  mu 

przył

ą

czenie si

ę

 do brz

ę

cz

ą

cej masy otaczaj

ą

cej miasto. 

Mistrz  pokazał  mu  wiele  miejsc,  jednak  Maul  był  zawsze  pod  jego 

bezpo

ś

rednim nadzorem a teraz jest gdzie

ś

 sam, obcy na obcej planecie. Rozmy

ś

lał 

background image

o  tym  czy  znalazłby  si

ę

  kiedy

ś

  na  takiej  planecie  jak  Dorvalla,  je

ż

eliby  mistrz  nie 

umo

ż

liwił mu takiego 

ż

ycia jakie teraz prowadził. Wychowano go z poczuciem, 

ż

e jest 

wyj

ą

tkowy i on to uczucie zaakceptował. Ka

ż

de, dosy

ć

 cz

ę

ste, zw

ą

tpienie samoistnie 

si

ę

 ulotniło i pozostał jedynie podziw. 

Zostawił swoje my

ś

li i przy

ś

pieszył kroku. 

Nauki  Sithów  pozwalały  mu  okre

ś

li

ć

  słabe  punkty  charakteru  lub  fizycznej 

kondycji  wszystkich  istot,  które  wła

ś

nie  mijał.  Zdecydował  si

ę

  polega

ć

  na  instynkcie 

ciemnej  strony  mocy,  który  poprowadzi  go  tak  by  zako

ń

czył  misj

ę

  w  najbardziej 

korzystny sposób. 

 

Maul  zatrzymał  si

ę

  przed  wej

ś

ciem  do  gło

ś

nej  spelunki.  Było  to  jedno  z  tych 

miejsc, w których nowy przybysz od razu po wej

ś

ciu napotyka spojrzenia tutejszych 

bywalców,  wi

ę

c  Maul  wszedł  bardzo  szybko  –  wi

ę

kszo

ść

  obserwuj

ą

cych  zobaczyła 

jedynie  rozmyty  cie

ń

  a  reszta  pomy

ś

lała, 

ż

e  jest  on  tylko  nast

ę

pnym  robotnikiem, 

który  chce  ukry

ć

  si

ę

  przed  deszczem.  Usiadł  na  siedzeniu  przy  barze  i  zaraz  kiedy 

pojawiła si

ę

 barmanka rasy ludzkiej odwrócił od niej głow

ę

, tak by nie widziała twarzy 

ukrytej pod kapturem. „Mog

ę

 ci co

ś

 zaproponowa

ć

, nieznajomy?” 

„Czyst

ą

 wod

ę

.” – warkn

ą

ł Maul. 

„Rozrzutnik, nie ma co?” 

Maul  nieznacznie  poruszył  palcami  w  jej  kierunku  –  „Przyniesiesz  mi  wod

ę

  i 

zostawisz mnie w spokoju.” 

Umi

ęś

niona, wytatuowana kobieta dwa razy mrugn

ę

ła. – „Przynios

ę

 ci wod

ę

 i 

zostawi

ę

 w spokoju.” 

Maul  poszerzył  swoje  widzenie  peryferyjne,  aby  mógł  obserwowa

ć

  dwa 

s

ą

siaduj

ą

ce pomieszczenia. Wykorzystał do tego lustro nad barem, 

ż

eby zobaczy

ć

 to 

co jego oczy nie mogły widzie

ć

 a reszt

ę

 spraw zostawił ciemnej stronie mocy. 

Wewn

ą

trz  knajpy  panowała  u

ś

piona  atmosfera  zupełnej  oboj

ę

tno

ś

ci  a  w 

powietrzu 

ś

mierdział  zwietrzały  alkohol  i  cuchło  tłuste  jedzenie.  O

ś

wietlenie  było 

sk

ą

pe.  Robactwo  ró

ż

nych  wielko

ś

ci  latało  wokół  lamp  i  kilka  dzieci  najró

ż

niejszych 

ras bawiło si

ę

 biegaj

ą

c naprzemian do 

ś

rodka i na zewn

ą

trz. M

ęż

czy

ź

ni z kobietami 

bratali  si

ę

  bez  ogródek  i  skrupułów.  Kapela  zło

ż

ona  z  Bithów  i  grubych  Ortolan 

gwarantowała, 

ż

e muzyka b

ę

dzie ci

ą

gle gra

ć

. Przy barze rozmawiali Weequayowie z 

Ugnaughtami,  Twilekowie  z  Gandami.  Maul  był  jedynym  Iridonianinem  w  knajpie, 

background image

jednak  nie  był  tutaj  jedynym  przedstawicielem  rasy  zabrackiej.  Je

ś

li  niektórzy 

mieszka

ń

cy, których mijał na ulicy byli łowcami, kotami manka, to ci tutaj byli nerfami 

kotów na usługach tych, którzy dawali im si

ę

 troch

ę

 napi

ć

, pogra

ć

 lub oddawa

ć

 innym 

rozpustom.  Był  tu  zupełny  brak  dyscypliny,  który  budził  w  nim  odraz

ę

.  Dyscyplina 

była  kluczem  do  władzy. 

Ż

elazna  dyscyplina,  była  tym  co  stworzyło  z  niego  mistrza 

szermierki  i  wojownika.  Dyscyplina  umo

ż

liwiała  mu  pokonywanie  grawitacji,  a  tak

ż

spowalnianie sensorów, by mógł porusza

ć

 si

ę

 niezauwa

ż

ony.  

Maul  wyostrzył  swoje  zmysły,  rozszerzaj

ą

c  zasi

ę

g  słuchu,  aby 

ś

ledzi

ć

 

rozmowy  w  kantynie.  Wi

ę

kszo

ść

  z  nich  była  prozaiczna,  co  nie  było  dla  niego 

zaskoczeniem.  Obracały  si

ę

  głównie  wokół  rz

ą

du,  romansów,  drobnych  narzeka

ń

  i 

przyszłych planów, które nigdy si

ę

 nie spełni

ą

. A potem usłyszał słowo sabota

ż

 i od 

razu  nadstawił  uszu.  Klientem,  który  je  wypowiedział  był  korpulentny  człowiek 

siedz

ą

cy  na  prawo  od  Maula  w  zagł

ę

bieniu na  tylnej 

ś

cianie  kantyny.  Inny  człowiek 

siadł  naprzeciwko  niego,  wysoki  i  o  ciemnej  karnacji.  Obaj  m

ęż

czy

ź

ni  byli  ubrani  w 

szare  lekkie  kombinezony,  które  były  w  standardowym  wyposa

ż

eniu  pracowników 

Lommite  Limited,  ale  brak  pyłu  z  lommitu  na  ich  włosach  i  ubraniach  kazał 

przypuszcza

ć

ż

e nie s

ą

 górnikami.  

Trzeci  m

ęż

czyzna,  wyprostowany  i  krzepki,  zbli

ż

ył  si

ę

  do  nich,  kiedy  Maul 

obserwował  ich  k

ą

tem  oka.  Maul  wzi

ą

ł  łyk  wody  i  odwrócił  si

ę

  łagodnie  w  kierunku 

zagł

ę

bienia. 

„Wiedziałem, 

ż

e was tu znajd

ę

” – powiedział nowo przybyły. 

Grubas  u

ś

miechn

ą

ł  si

ę

  i  zrobił  miejsce  na  mi

ę

kkim  siedzeniu  ławki.  „Wejd

ź

  do 

naszego biura a my zamówimy ci drinka”. 

 

Trzeci  m

ęż

czyzna  usiadł,  ale  odmówił  potrz

ą

saj

ą

c  głow

ą

.  „Mo

ż

e  pó

ź

niej” 

Pozostali dwaj wymienili zaskoczone spojrzenia. Maul czytał z ruchu warg wy

ż

szego 

m

ęż

czyzny. „Je

ś

li nie pije to kroi si

ę

 co

ś

 powa

ż

nego”. 

 

Trzeci  m

ęż

czyzna  skin

ą

ł  głow

ą

.  „Kierownik  zwołał  nadzwyczajne  spotkanie. 

Chce nas widzie

ć

 u siebie za pół godziny”. 

„Jakie

ś

 pomysły o co tu mo

ż

e chodzi

ć

?” – zapytał grubas 

„Na pewno chodzi o t

ą

 katastrof

ę

 transportowca” – domy

ś

lił si

ę

 m

ęż

czyzna siedz

ą

cy 

naprzeciwko.”Bruit na pewno ma sprawców”. 

 

Maul  rozpoznał  to  imi

ę

.  Bruit  był  kierownikiem  prac  terenowych  kompanii 

Lommite  Limited.  Trzej  m

ęż

czy

ź

ni  nale

ż

eli  prawdopodobnie  do  ochrony.  „Tak  jakby 

mo

ż

na było ich o co

ś

 spyta

ć

” – mówił grubas. 

background image

„To  co

ś

  wi

ę

cej”  –powiedział  trzeci  m

ęż

czyzna,  zni

ż

aj

ą

c  głos  do  punktu  ,  w 

którym  musiał  jeszcze  bardziej  nadstawi

ć

  ucha.  „Wiadomo

ść

  pochodzi  od  Arranta. 

Chce wiedzie

ć

 jak zamierzamy zareagowa

ć

”. 

Grubas  odwrócił  si

ę

  od  stołu  który  stał  na 

ś

rodku  zagł

ę

bienia.  „No  có

ż

,  to  tylko 

kwestia czasu”. 

„Powiedziałbym, 

ż

e to wymaga nast

ę

pnej kolejki” –powiedział jego partner. 

Maul  słuchał  dalej,  ale  jego  oczy  nie  były  ju

ż

  skoncentrowane  na 

m

ęż

czyznach,  lecz  na  tym  co  ujrzał  na 

ś

cianie  nad  zagł

ę

bieniem.  Przypominało 

bioluminescencyjnego owada, którego złapał wcze

ś

niej. Ten jednak

ż

e nie ruszał si

ę

 

ze swojego miejsca  na 

ś

cianie. Powód stał si

ę

 oczywisty, kiedy Maul spróbował go 

sondowa

ć

  z  pomoc

ą

  Mocy.  Była  to  nie  tylko  atrapa,  ale  tak

ż

e  urz

ą

dzenie 

podsłuchowe.  Maul  przeskanował  pomieszczenie  a  potem  odwrócił  si

ę

  w  stron

ę

 

lustra. Urz

ą

dzenie nie było zbyt wyrafinowane, dowodem na to był jego du

ż

y rozmiar. 

Bior

ą

c to nawet pod uwag

ę

, nie znaczyło to, 

ż

e ktokolwiek podsłuchiwał ochroniarzy 

musi  by

ć

  w  kantynie.  Ale  Maul  przypuszczał, 

ż

e  jednak  był.  Nie  patrz

ą

c  na  niego, 

skupił  sw

ą

  uwag

ę

  na  sztucznym  owadzie  i  zbadał  wszystkie  zewn

ę

trzne  d

ź

wi

ę

ki, 

pulsuj

ą

c

ą

 muzyk

ę

, dziesi

ą

tki rozmów, hałas brz

ę

cz

ą

cych szklanek napełnianych tym 

czy  innym  trunkiem.  Jak  tylko  przestał  monitorowa

ć

  stłumione  brz

ę

czenie 

przeka

ź

nika  urz

ą

dzenia  podsłuchowego,  zacz

ą

ł  szuka

ć

  znaków  osoby  które  si

ę

  z 

nim kontaktowały. 

 

W przylegaj

ą

cym pomieszczeniu przy okr

ą

głym stole usiadł Rodianin i dwóch 

Twileków pozornie zaj

ę

tych gr

ą

 w Sabaka. Maul obserwował ich przez moment. Ich 

gra  była  chaotyczna.  Obserwował  wyrazy  ich  twarzy,  kiedy  ochroniarze  dalej 

rozmawiali.  Kiedy  jeden  z  m

ęż

czyzn  powiedział  co

ś

  ciekawego,  oczy  Rodaniny 

rozbłysły a jego krótki ryj krzywił si

ę

 w jedn

ą

 stron

ę

. W tym samym czasie głowogony 

Twileków drgały, a ich blade twarze nieznacznie nabierały kolorów. 

 

Na  lewym  uchu  Rodanina  znajdował  si

ę

  odbiornik  w  kształcie  kolczyka, 

podczas  gdy  za  obiorniki  Twileków  słu

ż

yły  skórne  łatki  imituj

ą

ce    tatua

ż

e  na  ich 

lekku.  Maul  był  pewien, 

ż

e  to  tajni  współpracownicy  konkurenta  Lommite  Limited, 

Intergalactic Ore. Rozpoznał Rodianina z dysku który dał mu Sidious. Mo

ż

liwe,

ż

e to 

oni byli sabota

ż

ystami. 

 

Jego  oczy  zwróciły  si

ę

  nagle  w  stron

ę

  urz

ą

dzenia  podsłuchowego  i 

ochroniarzy.  Istoty  z  przyzwyczajenia  zajmowali  pewnie  to  samo  miejsca  co  noc, 

background image

nie

ś

wiadomi, 

ż

e  kto

ś

  mo

ż

e  ich  podsłuchiwa

ć

.  Taki  brak  ostro

ż

no

ś

ci  dra

ż

nił  go 

niezmiernie. M

ęż

czy

ź

ni jak najbardziej zasługiwali na to co przypadnie im w udziale. 

 

Trzej  ochroniarze  wyszli  z  kantyny  i  skierowali  si

ę

  po  licznych 

ś

ladach,  które 

biegły  przez  g

ę

sty  las.  Maul 

ś

ledził  ich  z  bezpiecznej  odległo

ś

ci,  trzymaj

ą

c  si

ę

  w 

cieniu  kiedy  w  pełni  wzeszedł  ksi

ęż

yc  Dorvalli.  Id

ą

c  ich 

ś

ladem  dotarł    g

ę

sto 

zaludnionej  zbieraniny  lichych  mieszka

ń

,  wiele  z  nich  stało  na  palach,  aby 

znajdowały  si

ę

  powy

ż

ej  kału

ż

  spływaj

ą

cej  wody  deszczowej.  Wilgotno

ść

  była 

uci

ąż

liwa. 

 

Mieszkanie,  które  było  celem  trzech  m

ęż

czyzn  było  w  kształcie  sze

ś

cianu  i 

stało na niewielkim podwy

ż

szeniu. Miało dach nachylony w ten sposób, aby kierowa

ć

 

wod

ę

  deszczow

ą

  do  ferrobetonowego  zbiornika.  Do  jedynych  drzwi  mieszkania 

mo

ż

na  było  si

ę

  dosta

ć

  za  pomoc

ą

  przypominaj

ą

cych  drabin

ę

  schodów.  Na 

zabłoconym  terenie  przed  mieszkaniem  stał  zaparkowany  zardzewiały 

ś

migacz  z 

p

ę

kni

ę

t

ą

 przedni

ą

 szyb

ą

 

Maul  trzymał  si

ę

  blisko  drzew,  podczas  gdy  pot

ęż

nie  zbudowany  człowiek 

odpowiedział  grubemu  agentowi  na  pukanie.  „Wchod

ź

”  –  powiedział  m

ęż

czyzna. 

„Wszyscy s

ą

 ju

ż

 w 

ś

rodku”. 

 

Bruit. Darth Maul odczekał dopóki trzej agenci nie weszli do 

ś

rodka, a potem 

po

ś

piesznie  wyłonił  si

ę

  z  cienia  i  ustawił  si

ę

  pod  otwartym  oknem.  Niezbyt 

zadowolony  ze  swego  wyboru,  wszedł  schylony  pod  dom  i  wspi

ą

ł  si

ę

  na  jeden  z 

pali,a by wcisn

ąć

 si

ę

 pomi

ę

dzy belki podłogowe salonu. W pomieszczeniu na górze, 

kto

ś

 wlewał jaki

ś

 płyn do kilku szklanek. 

 

Maul  wyci

ą

gn

ą

ł    z  kieszeni  miniaturowe  urz

ą

dzenie  do  nagrywania  i  umie

ś

cił 

go  od  spodniej  strony  topornej  podłogi.  „A  wi

ę

c  w  czym  rzecz”  –  powiedział  Bruit 

kiedy  nalewano  do  szklanek.  „Arrant  zdecydował 

ż

e  musimy  zmieni

ć

  teren  gry. 

Uderzymy na InteGal na Eriadu. Nasze dostawy dotr

ą

 na planet

ę

, a ich nie” 

 

Kto

ś

  zagwizdał  ze  zdumienia.  „  Czy  szef  zdaje  sobie  spraw

ę

  z  tego  czym 

ryzykuje?    -  przypuszczalnie  ten  sam  m

ęż

czyzna  zadał  pytanie.  „to  doprowadzi  do 

otwartej wojny”. 

 

„To odgórne polecenie Arranta” – powiedział Bruit  „Bywał ju

ż

 w stanie wojny. 

To s

ą

 jego słowa i jego przedstawienie.” 

 

„Jego  przedstawienie  i  nasze 

ź

ródło  utrzymania”  –  kto

ś

  wskazał.  „Na  pewno 

istniej

ą

  inne  sposoby  rozwi

ą

zania  tego  problemu.  A  gdyby  tak  wysła

ć

  petycj

ę

  do 

senatu z pro

ś

b

ą

 o interwencj

ę

?”. 

background image

 

„Lekarstwo,  które  mo

ż

e  by

ć

  gorsze  od  choroby”  –  odpowiedział  inny,  ku 

uciesze Maula. „Senat b

ę

dzie opó

ź

niał swołanie komitetów, którym b

ę

d

ą

 przewodzi

ć

 

skorumpowani biurokraci. Zajmie miesi

ą

ce zanim sprawa dostanie si

ę

 do s

ą

du”. 

 

Ż

adnego  senatu, 

ż

adnych  s

ą

dów”  –  powiedział  Bruit.  „To  na  razie  jest 

postanowione. Wszystko zale

ż

y teraz od nas.” „Wi

ę

c co stanie si

ę

 na Eriadu?” 

 

„Zdołali

ś

my  odkry

ć

  jakimi  trasami  nadprzestrzennymi  podró

ż

uj

ą

  statki 

InterGalu. Zjawi

ą

 si

ę

 na szlaku Rimma 13 i planuj

ą

 wyskoczy

ć

 z nadprzestrzeni o 14 

czasu  lokalnego.  Kolesie,  których  zatrudnili

ś

my,  aby  przeprowadzili  ta  akcj

ę

,  s

ą

  w 

stanie obliczy

ć

 dokładne współrz

ę

dne wyj

ś

cia. 

„Kogo zatrudnili

ś

my?” 

„Klan  Tooma”  –  na  twarzy  zebranych  odmalował  si

ę

  wyraz  przera

ż

enia. 

„Podrzynacze gardeł” – powiedział który

ś

„Wła

ś

nie” – powiedział Bruit – „Ale musimy poł

ą

czy

ć

 siły, 

ż

eby wykona

ć

 zadanie i jak 

powiedział  Arrant  nie  szcz

ę

dzi

ć

  kredytów.  Wynajmuj

ą

c  ich  nikt  nas  nie  b

ę

dzie 

podejrzewał,  a  Arrant  nie  chce  wiedzie

ć

  wi

ę

cej  ni

ż

  jest  to  konieczne.  Arrant  chce 

mie

ć

 r

ę

ce czyste, podczas gdy ja b

ę

d

ę

 miał powi

ą

zania. Poza tym Toma ma 

ś

rodki, 

ż

eby dobrze wykona

ć

 t

ą

 robot

ę

”. 

„ I nie maj

ą

 

ż

adnych skrupułów” 

„Czy zgodzili si

ę

 na warunki?” 

„Za pierwszym razem” – powiedział Bruit. „Chocia

ż

 musz

ę

 powiedzie

ć

ż

e chciałbym 

zobaczy

ć

 jak obie organizacje id

ą

 na dno, 

ż

eby kto

ś

 naprawd

ę

 dalekowzroczny mógł 

zbudowa

ć

 lepsz

ą

 organizcj

ę

 z ich szcz

ą

tków.” Kilka szklanek brz

ę

kn

ę

ło. 

„Wi

ę

c jaka jest w tym nasza rola szefie, skoro umowa ju

ż

 została zawarta?” 

Bruit prychn

ą

ł. „Musimy przygotowa

ć

 si

ę

 na kontruderzenie InterGalu”. 

 

Maul  odkleił  urz

ą

dzenie  nagrywaj

ą

ce  od  podłogi  i  upu

ś

cił  na  ziemi

ę

    pod 

domem.  Pozostał  przez  dłu

ż

sz

ą

  chwil

ę

  w  skulonej  pozycji  w  ciemno

ś

ci,  słuchaj

ą

odgłosów  odległych 

ś

miechów  bzyczenia  owadów.  A  potem  powrócił  my

ś

lami  do 

Coruscant i pytania jego mistrza, które mu zadał odno

ś

nie podwójnego ostrza miecza 

ś

wietlnego. 

 

Du

ż

e  znaczenie  ma  dla  mnie,  aby  móc  atakowa

ć

  oboma  ko

ń

cami, 

odpowiedział Maul. Jego mistrz powiedział z aprobat

ą

, musisz  o tym pami

ę

ta

ć

 kiedy 

b

ę

dziesz na Dorvalli. 

 

Maul si

ę

gn

ą

ł pod swoja szat

ę

, i odpi

ą

ł długi cylinder od pasa. Jeden koniec a 

potem drugi, powiedział sobie Maul. Oba, aby osi

ą

gn

ąć

 ten sam efekt. 

background image

Maul  poczekał  a

ż

  ksi

ęż

yc  znikł  za  horyzontem,  zanim  poszedł  do  głównej 

siedziby  Lommite  Limited  w  bazie  na  skarpie.  Przypadki  sabota

ż

u  sprawiły, 

ż

e  cały 

kompleks  budynków  był  postawiony  w  stan  najwy

ż

szej  gotowo

ś

ci.  Uzbrojeni 

wartownicy,  niektórzy  z  bestiami  na  smyczy  patrolowali  teren,  a  pot

ęż

ne  reflektory 

rzucały  okr

ę

gi  jaskrawego 

ś

wiatła  nad  rozległymi  obszarami.  Wszystko  otaczał 

pi

ę

ciometrowy podł

ą

czony do pr

ą

du o wysokim napi

ę

ciu płot. 

 

Maul  sp

ę

dził  godzin

ę

  na  analizowaniu  ruchów  stra

ż

ników,  cz

ę

stotliwo

ś

ci 

przeczesywania  terenu  przez  reflektory,  otaczaj

ą

cy  płot  i  lasery  wykrywaczy  ruchu 

które  pokrywały  siatk

ą

  rozległy  trawnik  za  ogrodzeniem.  Był  pewien 

ż

e  kamery  na 

podczerwie

ń

  skanowały  obszar,  ale  niewiele  mógł  z  tym  zrobi

ć

  bez  zostawiania 

ś

ladów. Robot badawczy byłby w stanie mu powiedzie

ć

 wszystko co chciał wiedzie

ć

., 

ale nie było na to czasu i chciał zrobi

ć

 to osobi

ś

cie. Aby sprawdzi

ć

 przypuszczenie, 

ż

e detektory nacisku zostały zainstalowane w ziemi, u

ż

ył Mocy aby wrzuci

ć

 kamienie 

nad płotem. Kiedy uderzyły w okre

ś

lone miejsca na trawniku, czekał na reakcj

ę

, ale 

stra

ż

nicy stoj

ą

cy przy bramie wej

ś

ciowej dalej zajmowali si

ę

 swoimi sprawami. 

 

Zadowolony, 

ż

e  potwierdził  swoje  wcze

ś

niejsze  przypuszczenia,  zrzucił 

płaszcz  i  przeskoczył  nad  ogrodzeniem,  l

ą

duj

ą

c  dokładnie  w  miejscach,  które 

uderzyły  kamienie.  Potem  zacz

ą

ł  skaka

ć

  w  ró

ż

ne  strony,  co  doprowadziło  go 

ostatecznie  pod 

ś

ciany  budynku  dyrektora,  poruszaj

ą

c  si

ę

  przy  okazji  z  tak

ą

  du

żą

 

pr

ę

dko

ś

ci

ą

ż

e  gdyby  pozostały  jakiekolwiek  nagrania  nie  ukazałyby  go  dopóki  nie 

pu

ś

ciliby ta

ś

my w zwolnionym tempie. 

 

Dobiegł  do  jednych  drzwi  i  stwierdził, 

ż

e  s

ą

  zamkni

ę

te,  wi

ę

c  zacz

ą

ł  okr

ąż

a

ć

 

budynek, próbuj

ą

c otworzy

ć

 inne drzwi i okna, wszystkie jednak były zamkni

ę

te. 

 

B

ę

d

ą

c  jeszcze  na  trawniku  sprawdził  dach  budynku  pod  k

ą

tem  obecno

ś

ci 

czujników  ruchu  i  nacisku.  Kiedy  wskoczyl  na  gór

ę

,  jego  oczom  ukazała  si

ę

 

przestrze

ń

  wpypelniona  bateriami  słonecznymi,  oknami  w  suficie  i  rurami 

chłodniczymi.  Podszedł  do  najbli

ż

szego  okna  i  zapalił  miecz 

ś

wietlny.  Miał  ju

ż

 

uderzy

ć

 ostrzem w okna z transpastali, jednak nie zrobił tego. Zamiast tego przyjrzał 

si

ę

  badawczo  oknu.  W  transpastali  umieszczone  były  ła

ń

cuchy  geowłókien,  które 

odł

ą

czone, wł

ą

czyłyby alarm. 

 

Zgasił ostrze, przyczepił z powrotem miecz 

ś

wietlny i usiadł by pomy

ś

le

ć

. Było 

mało  prawdopodobne, 

ż

e  centralny  komputer  Lommite  Limited  był  jednostk

ą

 

niezale

ż

n

ą

.  Musiał  by

ć

  jaki

ś

  sposób  dostania  si

ę

  do  niego  od  zewn

ą

trz.  Bruit 

posiadał zdalny dost

ę

p. Maul zbeształ si

ę

 w my

ś

lach, 

ż

e nie wpadł na to wcze

ś

niej. 

background image

Ale  nie  było  jeszcze  za  pó

ź

no  by  zlikwidowa

ć

  to  przeoczenie.  Maul  powrócił  do 

mieszkania  Bruit  tu

ż

  przed  wschodem  sło

ń

ca.  W  odró

ż

nieniu  do  kwatery  głównej, 

dom na palch nie miał 

ż

adnej ochrony. Kierownik prac terenowych nie miał wrogów, 

albo si

ę

 nimi nie przejmował. Mo

ż

liwe, 

ż

e Bruit akceptował swój los, pomy

ś

lał Maul. 

W ka

ż

dym wypadku, mało go to obchodziło.  

 

Okr

ąż

ył  dom,  czasami  opieraj

ą

c  si

ę

  o  parapet,  aby  zajrze

ć

  do 

ś

rodka.  Bruit 

le

ż

ał w pokoju na na szczycie łó

ż

ka, wystaj

ą

c do połowy spod moskitiery, która miała 

chroni

ć

  go  przed  nocnymi  owadami,  chc

ą

cymi  napi

ć

  si

ę

  jego  krwi.  Był  w  ubraniu, 

chrapał i był pijany w trupa. Na stole obok łó

ż

ka stała opró

ż

niona do połowy butelka 

brandy.  

 

Maul  zacisn

ą

ł  z

ę

by.  Wi

ę

cej  braku  ostro

ż

no

ś

ci  i  dyscypliny.  Nie  był  wstanie 

odczuwa

ć

 

ż

adnego  współczucia  w  stosunku  do  m

ęż

czyzny.  Słabi  powinni  by

ć

 

usuni

ę

ci. 

 

Maul  wszedł  przez  niezamkni

ę

te  drzwi  i  przeskanował  pokój  wej

ś

ciowy.  Bruit 

był  człowiekiem,  maj

ą

cym  troch

ę

  doczesnych  dóbr,  ale  nie  był  te

ż

  szczególnie 

ostro

ż

nym  człowiekiem.  Jego  mieszkanie  wydawało  si

ę

  tak  samo  chaotyczne  jak 

jego 

ż

ycie. Ograniczona przestrze

ń

 pachniała zepsutym jedzeniem i pyłem z lommitu 

pokrywaj

ą

cej  prawie  ka

ż

d

ą

  płask

ą

  powierzchni

ę

. Woda  kapała  z  ciekn

ą

cego  kranu, 

który  łatwo  mo

ż

na  było  naprawi

ć

.  Paj

ę

czaki  uplotły  idealne  sieci  we  wszystkich 

czterech  rogach  pokoju.  Maul  szukał  komputera  osobistego  Bruita  i  znalazł  go  w 

sypialni.  Było  to  przeno

ś

ne  urz

ą

dzenie  nie  wi

ę

ksze  od  ludzkiej  dłoni.  Wł

ą

czył 

urz

ą

dzenie.  Ekran  kontrolny  obudził  si

ę

  do 

ż

ycia  i  pokazało  si

ę

  menu.  Tylko  kilka 

chwil zabrało mu znalezienie 

ś

ci

ę

zki do centralnego komputera Lommite Limited, ale 

po raz drugi tego wieczoru zorientował si

ę

ż

e ma odci

ę

ty dost

ę

p. 

 

Komputer 

żą

dał  zeskanowania  odcisków  palców  Bruita.  Maul  byłby  w  stanie 

włama

ć

  si

ę

  do    centralnego  komputera  ale  nie  bez  zostawienia  widocznych 

ś

ladów 

obecno

ś

ci. To co jest zrobione w tajemnicy ma wielk

ą

 moc, powiedział jego Mistrz. 

 

Maul spojrzał na Bruita. Skanuj

ą

c jego lew

ą

 r

ę

k

ę

, spowodował, 

ż

e m

ęż

czyzna 

obrócił si

ę

 na plecy. Zrodzony z niespokojnego snu, przeci

ą

gły j

ę

k uciekł z człowieka. 

Maul sprawił, 

ż

e prawa r

ę

k

ą

 Bruita pow

ę

drowała do góry, nadgarstek si

ę

 zgi

ą

ł a dło

ń

 

obróciła.  Potem  ostro

ż

nie  podstawił  komputer  do  dłoni  Bruita,  ułatwiaj

ą

c  łagodny 

kontakt    rozło

ż

onych  palców  w  wy

ś

wietlaczem.  Kiedy  maszyna  przyj

ę

ła 

potwierdzenie, Maul opu

ś

cił rami

ę

 Bruita i odwrócił go z powrotem na swoj

ą

 stron

ę

background image

 

Do czasu, kiedy Maul opu

ś

cił sypialni

ę

, katalogi z bazy danych ukazały si

ę

 na 

ekranie.  Maul  zaznaczył  pliki  odnosz

ą

ce  si

ę

  do  najbli

ż

szej  dostawy  na  Eriadu  i 

otworzył je. 

 

 

Kantyna  była  o

ż

ywiona  ruchem  w  czasie  pory  obiadowej,  kiedy  Darth  Maul 

wemkn

ą

ł  si

ę

  przez  przej

ś

cie  i  zaj

ą

ł  miejsce  przy  stole  na  rogu  w  mniejszym 

pomieszczeniu.  Na  zewn

ą

trz  przygn

ę

biaj

ą

ca  ulewa  zalewała  miasteczko.  Miał  na 

głowie ciekn

ą

cy kaptur i odseparował si

ę

 od tłumu, ignoruj

ą

c ukradkowe spojrzenia, 

których stał si

ę

 obiektem. 

 Dwaj  ochroniarze  Lommite  Limited  zajmowali  swoje  stałe  miejsca,  karmi

ą

c  si

ę

 

tłustym jedzeniem i gadaj

ą

c z pełnymi ustami. Niedaleko miejsca gdzie siedział Maul, 

Rodianin  i  dwóch  Twileków,  których  zidentyfikowawał  poprzedniego  wieczoru  jako 

agentów  Intergalactic  Ore  zgromadziło  si

ę

  wokół  stołu  do  gry.  Wkrótce  potem 

doł

ą

czyła  do  nich  ciemnowłosa  kobieta,  która  poło

ż

yła  kilka  kredytów  na  stół  i 

doł

ą

czyła do gry w sabaka. Maul rozpoznał bi

ż

uteri

ę

 która zdobiła ucho kobiety jako 

nadajnik. 

 

Czekał  z  działaniem  dopóki  ich  czwórka  była  zaj

ę

ta  podsłuchiwaniem 

rozmowy  agentów.  A  potem  delikatnym  ruchem  r

ę

ki,  działaj

ą

c  za  po

ś

rednictwem 

Mocy  sprawił, 

ż

e  urz

ą

dzenie  podsłuchowe  odpadło  od 

ś

ciany  w  zagł

ę

bieniu, 

przeleciało ze 

ś

wistem do małego pomieszczenia i zapłon

ę

ło na 

ś

rodku stołu do gry. 

 

Rodianin  odchylił  si

ę

  do  tyłu  zaskoczony,  najwyra

ź

niej  nie  zdaj

ą

c  sobie 

sprawy, 

ż

e sztuczna pluskwa jest ich własnym urz

ą

dzeniem. „Do gry doł

ą

czył nowy 

gracz”. Jeden z Twileków podniósł dło na wysoko

ść

 łokcia. „Nie na długo”. 

 

Dło

ń

  Twileka  o  długich  paznokciach  była  w  połowie  drogi  aby  rozgnie

ść

 

owada, kiedy ludzka kobieta złapała go za nadgarstek i zdołała zapobiec uderzeniu. 

„Chwila” – szepn

ę

ła w napi

ę

ciu – „Słyszałam twój głos” 

„To dlatego, 

ż

e co

ś

 powiedziałem” – powiedział Twilek 

„W  mojej  słuchawce”  –  powiedziała  kobieta  dyskretnie  wskazuj

ą

c-  „A  teraz  słysz

ę

 

swój głos” „Słysz

ę

 twój głos” – powiedział Rodianin zmieszany. 

„Co jest do…” 

 

Twilek 

ś

ciszył  troch

ę

  głos,  i  wszyscy  czterej  agenci  odchylili  si

ę

  do  tyłu  w  

swoich  drewnianych  krzesłach,  wpatruj

ą

c  si

ę

  ze  zdumieniem  w  urz

ą

dzenie 

podsłuchowe. 

„To nasze” powiedziała w ko

ń

cu kobieta 

background image

Rodianin  spojrzał  na  ni

ą

.  „Co  ono  tu  robi?”  –  Maul  przywołał  Moc  aby  poruszy

ć

 

pluskw

ą

 

„Porusza  si

ę

,  oto  co  robi”  powiedział  jeden  z  Twileków  ze  strapieniem. 

Spojrzał  ponad  ramieniem  na  zaj

ę

tych  rozmow

ą

  ochroniarzy  a  potem  na  swoich 

pobratymców. 

 

Maul  aktywował  zdaln

ą

  kontrol

ę

  któr

ą

  dostroił  do  cz

ę

stotliwo

ś

ci  przeka

ź

nika 

owada. 

 

„Ta  wiadomo

ść

  pochodzi  prosto  od  klanu  Tooma”  pluskwa  przesłała  do 

słuchawek  i  przeka

ź

ników  konspiratorów,  ka

ż

dy  z  nich  słuchał  z  szeroko  otwartymi 

oczami. 

 

„A  oto  co  zrobimy.  Arrant  zdecydował  zrobi

ć

  ruch  przeciwko  dostawom 

InterGalactic Ore. 

Ż

adnych petycji do senatu. Wywoła regularn

ą

 wojn

ę

. Tyle zostało 

postanowione.”  Pochłoni

ę

ta  tym  co  słuchała,  kobieta  przycisn

ę

ła  palcem 

wskazuj

ą

cym słuchawk

ę

 do ucha aby lepiej słysze

ć

 

„Klan Tooma zna sposób, aby wyleczy

ć

 t

ę

 chorob

ę

. InterGal mo

ż

e przenie

ść

 

plac gry wynajmuj

ą

c nas aby uderzy

ć

 na Eriadu. My jako Klan Tooma 

ż

yczymy sobie 

zobaczy

ć

  upadek  LL.  Kto

ś

  z  wizj

ą

  mógłby  zbudowac  lepsz

ą

  organizacj

ę

  na  jej 

ruinach. 

 

„Udało  nam  si

ę

  odkry

ć

  szlak  nadprzestrzenny  jakim  b

ę

d

ą

  podró

ż

owa

ć

  statki 

Lommite Limited na Eriadu, i dokładne współrz

ę

dne wyj

ś

cia z nadprzestrzeni. Zjawi

ą

 

si

ę

  na  szlaku  Grimma  18  i  planuj

ą

  wyj

ść

  z  nadprzestrzeni  o  1300,  czasu  lokalnego 

Eriadu.” 

 

„Byli

ś

my ju

ż

 w stanie wojny. To nasz chleb powszedni. Mo

ż

emy interweniowa

ć

 

i przeprowadzi

ć

 uderzenie. Tooma maj

ą

 

ś

rodki, 

ż

eby dobrze wykona

ć

 t

ą

 robot

ę

. Nikt 

nie b

ę

dzie nas podejrzewał. Nie b

ę

dziemy mieli 

ż

adnych skrupułów.” 

 

„Aby  zebra

ć

  potrzebn

ą

  ekip

ę

,  b

ę

dziecie  musieli  wyda

ć

  troch

ę

  kredytów. 

Skontaktujcie si

ę

 z nami”. Maul sp

ę

dził cały ranek podrabiaj

ą

c nagranie, które zrobił 

podczas spotkania w mieszkaniu Bruita, oraz modyfikuj

ą

c i zamieniaj

ą

c zdania, aby 

wygl

ą

dały  tak  jakby  wypowiedziała  je  jedna  osoba.  W  rezultacie  wyszło  tak  jak 

zamierzał. Czworo agentów dalej wpatrywało si

ę

 w pluskw

ę

, któr

ą

 sami zainstalowali. 

Usta kobiety były delikatnie uchylone, a głowonogi Twileków si

ę

 trz

ę

sły. 

 

Maul  z  zadowoleniem usłyszał  jak  Rodianin  mówi  „To  musi  dotrze

ć

  na  sam

ą

 

gór

ę

 i mówi

ę

 teraz powa

ż

nie”. 

background image

Klan  Tooma  ma  motto.  „Zapła

ć

cie  nam  wystarczaj

ą

co  duzo  a  zrujnujemy  całe 

ś

wiaty”. 

 

 

Wyruszyli w drog

ę

 jak legalni ratownicy, u

ż

ywaj

ą

c pot

ęż

nego Interdictora 

ż

eby 

wydosta

ć

  statki,  które  utkn

ę

ły  w  nadprzestrzeni.  Na

ś

laduj

ą

c  efekt  cienia 

grawitacyjnego,  Inderdictor  posiadał  zdolno

ść

  wydostania  zagro

ż

onych  statków  z 

powrotem do zwykłej przestrzeni. Podczas gdy nagroda za tak

ą

 prac

ę

 była poka

ź

na, 

nigdy  nie  była  wystarczaj

ą

co  poka

ź

na,  aby  zaspokoi

ć

 

ż

yczenia  Klanu,  a  z  biegiem 

kilku  lat,  grupa  rozpocz

ę

ła  karier

ę

  jako  piraci,  anga

ż

uj

ą

c  Interdictor  przeciwko 

statkom  pasa

ż

erskim  i  dostawczym,  albo  pozwalaj

ą

c  si

ę

  wynaj

ąć

  kryminalnym 

organizacjom  mieszaj

ą

c  si

ę

  w  dostawy  przyprawy  albo  innych  cennych  towarów. 

Jednak

ż

e  w  odró

ż

nieniu  od  Huttów  i  Czarnego  Sło

ń

ca,  który  r

ę

czyli  za  siebie 

honorem i warunkami umowy, klan Tooma kierował si

ę

 wył

ą

cznie ch

ę

ci

ą

 zysku. Jako 

mała ekipa, nie mogli sobie pozwoli

ć

 na luksus wykonywania zlece

ń

 z szacunku dla 

jakie

ś

 mglistej etyki, która uczyniłaby ich wyrzutkami nawet w

ś

ród własnej rasy. 

 

Zgromadzony  w  podziemnej  bazie  daleko  w  północnych  niezaludnionych 

pustkowiach,  klan  otrzymywał  regularne  płace  zarówno  od  Lommite  Limited  jak  i 

InterGalactic  Ore  za  zapewnienie  bezpiecze

ń

stwa  ich  transportowcom  i  barkom 

kruszcowym.  Klan  przeznaczył  wi

ę

kszo

ść

  funduszy  aby  przekupi

ć

  dowódców 

Ochotniczego  Korpusu  Kosmicznego  Dorvalli  zapewniaj

ą

c  sobie  bezpiecze

ń

stwo 

własne klanu i obietnic

ę

ż

e klan powstrzyma si

ę

 od działa

ń

 w sektorze Vivenda. 

 

Poniewa

ż

 Eriadu znajdowało si

ę

 poza sektorem, i nie wspominaj

ą

c o tym, 

ż

byli ju

ż

 opłacani przez InterGalactic Ore, klan przyj

ą

ł hojn

ą

 ofert

ę

 Lommite Limited w 

kredytach  Republiki  za  wykonanie  drobnego  sabota

ż

u.  InterGalactic  musiałoby  po 

prostu  zrozumie

ć

ż

e  istota  ich  umowy  z  klanem  Tooma  si

ę

  zmieniła.  Co  wi

ę

cej, 

kontrakt  z  LL nie  wykluczał  mo

ż

liwo

ś

ci  wej

ś

cia  w  podobn

ą

  umow

ę

  z  InterGalem  po 

operacji na Eriadu. W zasadzie, klan zamierzał skontaktowa

ć

 si

ę

 z InterGalem, aby 

to zasugerowa

ć

 

Nikt  z  klanu  nie  spodziewał  si

ę

ż

e  InterGalactic  skontaktuje  si

ę

  z  nimi  przed 

Eriadu. 

 

 

Weequay  o  skórzanej  twarzy,  Nort  Toom  sam  odebrał  transmisj

ę

  od 

CabaZana, szefa ochrony InterGalactic Ore. Klan składał si

ę

 głównie z Weequayów i 

Niktohumanoidów,  ale  Aqualishowie,  Abyssini,  Barabelowi  i  Gammoreania  tak

ż

background image

nale

ż

eli  do  tej  mieszanki.  „Chciałbym  przedyskutowa

ć

  ostatnio  zło

ż

on

ą

  przez  was 

ofert

ę

”. Tak zacz

ą

ł si

ę

 holoprzekaz CabaZana. Był wygl

ą

daj

ą

cym prawie jak człowiek 

Falleenem, krzepkim i zielonoskórym. 

 

„Nasz

ą

 ostatni

ą

 ofert

ę

,” powiedział Nort Toom ostro

ż

nie 

 

„T

ą

 o zniszczeniu statków Lommite Limited przy Eriadu. 

 

ę

boko  osadzone  oczy  Tooma  były  rozdarte  pomi

ę

dzy  holoprojektor  i 

jednego z jego wspólników, który stał obok. „A , ta oferta. Mamy tak du

ż

o operacji w 

toku, 

ż

e czasami trudno nad

ąż

y

ć

” 

 

„Miło słysze

ć

ż

e interes si

ę

 kr

ę

ci” rzekł CabaZan niszczerze. „Mam wra

ż

enie, 

ż

e b

ę

dzie si

ę

 kr

ę

cił jeszcze lepiej”. 

 

Falleen  przeszedł  od  razu  do  rzeczy.  „Oferujemy  sto  tysi

ę

cy  republika

ń

skich 

kredytów jako zapłat

ę

”. 

 

Toom starał si

ę

 nie okaza

ć

 zadowolenia. Oferta opiewała na dwa razy wi

ę

cej 

ni

ż

 zapłacił Patch Bruit. „B

ę

dziesz musiał podnie

ść

 stawk

ę

 do dwustu tysi

ę

cy.” 

 

CabaZan  potrz

ą

sn

ą

ł  bezwłos

ą

  głow

ą

.  „Mo

ż

emy  da

ć

  sto  pi

ęć

dzisi

ą

t,  je

ż

eli 

gwarntujecie rezultaty.” 

 

„Zgoda,”  –  powiedział  Toom.  Kiedy  zobaczymy, 

ż

e  kredyty  zostały  przelane, 

poczynimy  niezb

ę

dne  przygotowania.”  CabaZan  wydawał  si

ę

  mie

ć

  w

ą

tpliwo

ś

ci. 

„Jeste

ś

cie pewni co do koordynatów wyj

ś

cia statków LL i czasu przybycia na Eriadu. 

„Mo

ż

e powinni

ś

my sprawdzi

ć

 to jeszcze raz” – powiedział Toom. 

„Mówicie, 

ż

e  Rimma  18,  o  1300  czasu  lokalnego  Eriadu  dopóki  co

ś

  si

ę

  nie 

zmieni”. 

„Tylko  na  lepsze”  –  powiedział  Toom  głosem  dodaj

ą

cym  otuchu  –  „Tylko  na 

lepsze”. 

„I zrobicie to tak, 

ż

eby wygl

ą

dało na wypadek. To prawdopodobnie najlepsze 

rozwi

ą

zanie, nie s

ą

dzisz?” 

„Nie  chcemy, 

ż

eby  wyszło  na  jaw, 

ż

e  InterGalactic  jest  w  to  zamieszana. 

Upewnimy si

ę

ż

e tak b

ę

dzie”. 

Toom  wył

ą

czył  holoprojektor  i  odchylił  si

ę

  do  tyłu  na  krze

ś

le  zakładaj

ą

c  r

ę

ce 

na głow

ę

„My

ś

lisz, 

ż

e wiedz

ą

 , 

ż

e wynaj

ę

ło nas ju

ż

 LL?” –spytał z niedowierzaniem jego 

wspólnik. „Według mnie nie” 

„Intergalactic  oferuje  trzy  razy  wi

ę

cej  ni

ż

  Lommite.  Czy  zwrócimy  pieni

ą

dze 

Bruitowi?” 

background image

Toom  pochylił  si

ę

  do  przodu  z  determinacj

ą

  w  oczach.  „Nie  widz

ę

  ku  temu 

ż

adnego  powodu.  Musimy  si

ę

  upewni

ć

  tylko, 

ż

e  wykonamy  oba  kontrakty.” 

Wyszczerzył z

ę

by w u

ś

miechu. „Musz

ę

 przyzna

ć

ż

e to naprawd

ę

 nieczysta gra” 

„Masz na my

ś

li..” 

„Wła

ś

nie. Zniszczymy wszystkie statki” 

 

Eriadu było rozwijaj

ą

cym si

ę

 

ś

wiatem w systemach zewn

ę

trznych. Poło

ż

one w 

pobli

ż

u  skrzy

ż

owania  Handlowego  Szlaku  Rrimma  i  Hydia

ń

skiej  Drogi,  wykazowało 

dzikie  po

ś

wi

ę

cenie  si

ę

  przemysłowi  w  nadziei  stania  si

ę

  najwa

ż

niejsz

ą

  planet

ą

  w 

sektorze. Aby tak si

ę

 stało Eriadu rozwin

ę

ło nawet drobne przedsi

ę

biorstwo budowy 

statków,  których  wła

ś

cicielami  i  zarazem  prowadz

ą

cymi  byli  dalecy  kuzyni 

Najwy

ż

szego  Kanclerza  Valorum,  który  przewodził  Galaktycznemu  Senatowi  na 

Coruscant. 

 

Orbitalne stocznie Eriadu bladły w porównaniu do tych na Korelii albo na Kuat, 

ale w

ś

ród mniejszych stoczni, Eriadu była drug

ą

 zaraz za Sluis Van i poza głównymi 

szlakami handlowymi. 

 

Gubernator Eriadu zrobił wiele aby ułatwi

ć

 rozkwitaj

ą

ce partnerstwo pomi

ę

dzy 

Eriadu  i  Dorvall

ą

  podkre

ś

laj

ą

c  bezsensowno

ść

  importu  lommitu  przez  Eriadu  z 

ś

rodkowej  cz

ęś

ci  galaktyki  podczas  gdy  Dorvalla  była  praktycznie  kosmicznym 

s

ą

siadem. Ilo

ś

ci kruszca potrzebne firmom Eriadu Manufacturing i Valorum Shipping 

były  tak  du

ż

e, 

ż

e  nie  tylko  LL  ale  i  InterGal  ledwo  radziły  sobie  ze  swoimi 

zamówieniami, ale Gubernator Tarkin nie widział w  tym 

ż

adnego problemu. Nalegał 

aby  nie  organizowa

ć

  konkursu,  ale  to  wszystko  co  zrobił.  Tarkin  był  nawet 

wiadomo

ś

ciach,  kiedy  mówił, 

ż

e  kompania,  która  zdob

ę

dzie  lukratywny  kontrakt 

b

ę

dzie prawdopodobnie zdolna przej

ąć

 finansowo przegranego. 

 

Tarkin  zorganizował  dla  jednego  z  orbitalnych  habitatów  ceremoni

ę

,  aby 

zatwierdzi

ć

  potencjalne  partnerstwo,  ze  wszystkimi  głownymi  graczami  a  wi

ę

c:  

Jurnela Arranta i jego odpowiednika z InterGalactic, oficerów wykonawczych Eriadu 

Manufacturing  i  Valorum  Shipping,  wiele  osobisto

ś

ci  ze 

ś

wiata  biznesu,  którzy  mieli 

skorzysta

ć

  z  nowego  partnerstwa  i  oczywi

ś

cie  Tarkin,  reprezentuj

ą

cy  polityczne 

interesy  Eriadu.  Zgromadzili  si

ę

,  w  najlepszych  szatach  i  tunikach,  na  promenadzie 

orbitalnej  stoczni,  oczekuj

ą

c  przybycia  transportów  kruszca  z  LL  i  Intergalactic. 

Oddzielne floty miały przyby

ć

 z ró

ż

nic

ą

 godziny, czasu lokalnego. 

 

„Jestem pewien, 

ż

e b

ę

dzie to pomy

ś

lny dzie

ń

 dla ka

ż

dego z nas” –powiedział 

gubernator  Arrantowi  i  szefowi  Eriadu  Manufacturing.  Tarkin  był  szczupłym 

background image

m

ęż

czyzn

ą

, z bystrym umysłem i z gwałtownym temperament. Stał sztywno niczym 

wojskowy  oficer,  a  jego  niebieskie  oczy  nie  zdradzały  ani  poczucia  humoru  ani 

empatii. 

 

„Powiedz  mi  Arrancie”  –  powiedział  oficer  wykonawczy  –  „Czy  przewidujesz, 

kiedy  Lommite  Limited  b

ę

dzie  w  stanie  na  własn

ą

  r

ę

k

ę

  dostarczy

ć

  wystarczaj

ą

co 

kruszca ile planujemy kupi

ć

 w najbli

ż

szej przyszło

ś

ci?” 

 

„Oczywi

ś

cie”  –  odpowiedział  pewny  siebie  Arrant.  „To  tylko  kwestia 

rozszerzenia operacji.” Odwrócił si

ę

 i przyci

ą

gn

ą

ł do siebie Patcha Bruita. „Bruit jest 

naszym  nadzorc

ą

  terenowym  i  nie  tylko.  Wła

ś

nie  powiadomił  mnie  o  bogatych 

ź

ródłach, niecałe sto kilometrów od naszyej obecnej siedziby głównej. 

 

Bruit  powikał  głow

ą

.  „Nasze  ekipy  badawcze”  –  zacz

ą

ł  mówi

ć

,  kiedy  jeden  z 

agentów  mu  przerwał.  „Szefie,  przepraszam, 

ż

e  si

ę

  wtr

ą

cam,  ale  musimy 

porozmawia

ć

 na osobno

ś

ci. 

 

Arrant patrzył z obaw

ą

, kiedy Buit odszedł. 

 

„O  co  chodzi?”  –  Bruit  za

żą

dał  odpowiedzi  kiedy  on  i  jego  ochroniarz  byli  na 

osobno

ś

ci. 

 

„Co

ś

 wyrwało barki z nadprzestrzeni niedaleko punktu ich wyj

ś

cia. Nie znamy 

przyczyny.  To  mogło  mie

ć

  zwi

ą

zek  z  ich  silnikami  nad

ś

wietlnymi  a  mo

ż

e  jaki

ś

 

nieoznaczony cie

ń

 grawitacyjny.” 

 

Bruit  usłyszał  jak  wszyscy  za  nim  wstrzymali  powietrze.  Kiedy  si

ę

  odwrócił, 

uwaga ka

ż

dego była skupiona nadu

ż

yci ekranach, które pokazywały widok ze stoczni 

orbitalnych. W pewnej odległo

ś

ci od stoczni, gwiezdne barki powracały do normalnej 

przestrzeni. „Bruit, czy to s

ą

 nasze jednostki?” – spytał Arrant z najwy

ż

sz

ą

 trosk

ą

  

„Tak, ale musiał by

ć

 dobry powód ich wczesnego przylotu”. 

 

„To bardzo nieoczekiwane” zaznaczył Tarkin – „Bardzo nieoczekiwane” 

 

Wystrojony tłum wstrzymał oddech raz jeszcze. Bruit obserwował w szoku jak 

druga grupa statków zaczyna wychodzi

ć

 z nadprzestrzeni. 

 

„InterGalactic”  powiedział  z  niedowierzaniem  jego  ochroniarz.  „Zderz

ą

  si

ę

  ze 

sob

ą

!” – powiedział kto

ś

 

„Bruit!” – krzykn

ą

ł Arrant, kiedy kolor odpłyn

ą

ł z jego twarzy – „Zrób co

ś

!” 

Ale Bruit tylko odwrócił wzrok.  

 

Krzyki  i  płacze,  j

ę

ki  i  szlochy,  migotanie 

ś

wiatła  eksplozji  odbijaj

ą

cego  si

ę

  w 

wypolerowanej  podłodze  i  alejach  pokładowych  habitatu  ukazały  mu  wszystko  co 

chciał wiedzie

ć

. Barki LL i InterGalu były na kursie kolizyjnym. Bez patrzenia Bruit był 

background image

w stanie zobaczy

ć

 kruszec lommit wypływaj

ą

cy strumieniami przez p

ę

kni

ę

te kadłuby, 

doprowadzaj

ą

c lokaln

ą

 przestrze

ń

 do biało

ś

ci tak jak topniej

ą

cy gniew, który kipiał za 

ciasno zamkni

ę

tymi powiekami Bruita. 

 

„Klan  Toma”  –  warkn

ą

ł  do  jednego  z  ochroniarzy.  „Przechytrzyli  nas”.  Kto

ś

 

zderzył  si

ę

  z  Bruitem  z  tyłu.  To  był  Jurnel  Arrant  wycofuj

ą

cy  si

ę

  od  ekranów 

zdr

ę

twiały ze strachu. 

„Jeste

ś

my zrujnowani” –mamrotał. „Jeste

ś

my zrujnowani.” 

Bruit  wrócił  do  siebie  potrz

ą

saj

ą

c  głow

ą

  i  poło

ż

ył  dłonie  na  ramionach  ochroniarza. 

„Wy

ś

lij wiadomo

ść

 do CabyZana z InterGalactic” –rozkazał. „Powiedz mu, 

ż

e musimy 

si

ę

 spotka

ć

 tak szybko jak si

ę

 da.” 

 

 

Niepozornie  zainstalowane  urz

ą

dzenie  podsłuchowe  było  idealn

ą

  kopi

ą

 

ognistego blichtru. Było osadzone pomi

ę

dzy Bruitem i Cab

ą

Zanem na niskim stole w 

pokoju  Bruita,  powtarzaj

ą

c  swoj

ą

 

ś

piewk

ę

.  „A  oto  co  zrobimy.  Arrant  zdecydował 

podj

ąć

 kroki przeciwko dostawom InterGalactic. 

Ż

adnych petycji do senatu. Wywoła 

regularn

ą

 wojn

ę

. To zostało ju

ż

 postanowione…” 

 

CabaZan podrapał si

ę

 po łysej głowie. „Dziwne. To prawie brzmi jak twój głos.” 

 

Bruit  zacisn

ą

ł  powieki,  potem  je  otworzył  i  spojrzał  Falleenowi  w  oczy. 

Poniewa

ż

  pomijaj

ą

c  zniekształcenia,  to  mój  głos.  Wypowiedziałem  wi

ę

kszo

ść

  tych 

słów w tym pokoju.” 

 

CabaZan zmarszczył czoło. „Nie rozumiem.” 

 

„To była  odprawa  moich  ludzi  na  temat planu  dotycz

ą

cego  statków  InterGalu 

na Eriadu. Kto

ś

 nagrał rozmow

ę

”. „Który

ś

 z twoich ludzi?” 

 

Bruit potrz

ą

sn

ą

ł głow

ą

 niepokojem. „Nie wiem” 

 

„Wi

ę

c który

ś

 z członków klanu Tooma.” 

 

Bruit  zagryzł  doln

ą

  warg

ę

.  „  Wi

ę

c  sk

ą

d  potrzeba  zmiany  nagrania  i 

przedstawienia  dla  twoich  ludzi  w  kantynie?  Poza  tym  nie  ma  sposobu,  aby  klan 

Toooma  zdołał  uzyska

ć

  dost

ę

p  do  bazy  danych  LL  i  zdoby

ć

  współrz

ę

dne  wyj

ś

cia 

naszych statków. Nie s

ą

 na tyle rozgarni

ę

ci. To musiał by

ć

 który

ś

 z twoich ludzi.” 

 

„Nie  s

ą

  na  tyle  m

ą

drzy”  –  powiedział  CabaZan  –  „Albo  tak  pracowici.  Nie 

wiedzieliby

ś

my  nic o waszych planach gdyby nie podsłuch”. Bruit 

ś

ciszył  urz

ą

dzenie 

podsłuchowe  i  poruszył  szcz

ę

k

ą

  w  strapieniu.  „Dowiem  si

ę

  po

ź

niej  kto  za  tym  stoi. 

Jak tylko policz

ę

 si

ę

 z klanem Tooma.” 

background image

 

CabaZan  zmru

ż

ył  oczy.  „  Zrobili    głupców  z  nas  obu,  Bruit.  Je

ś

li  planujesz 

odwet, chce mie

ć

 w tym swój udział. 

 

 

Ukryty pod usytuowanym na palach mieszkaniu, Darth Maul u

ś

miechn

ą

ł si

ę

 do 

siebie, zeskoczył na ziemi

ę

 i po

ś

pieszył w stron

ę

 ciemno

ś

ci. 

 

Maul  nigdy  nie  w

ą

tpił, 

ż

e  klan  Tooma  wejdzie  w  układy  z  obiema górniczymi 

kompaniami.  Wiedział  tak

ż

e, 

ż

e  nie  b

ę

dzie  w  stanie  wypełni

ć

  swojej  obietnicy 

zniszczenia  statków.  To  dlatego  nie  musiał  wybiera

ć

  si

ę

  na  Eriadu,  aby  by

ć

 

ś

wiadkiem  karambolu  statków.  Zamiast  tego  sp

ę

dził  czas  na  obserwacji  członków 

klanu  Tooma  likwiduj

ą

cych  i  opuszczaj

ą

cych  baz

ę

  na  Dorvalli.  Wnioskuj

ą

prawidłowo, 

ż

e  ich  zdrada  zjednoczy  LL  i  InterGal  przeciwko  nim,  jeszcze  szybciej 

najemnicy  zdecydowali  si

ę

  uciec  kiedy  jeszcze  mogli.  Maul 

ś

ledził  ich  do  Riomy, 

małego,  pokrytego  lodem 

ś

wiata  jeszcze  gł

ę

biej  w  systemie  Dorvalla,  gdzie  klan 

zdołał utworzy

ć

 ju

ż

 tajna baz

ę

 

Bystrzejsza  grupa  ludzi  wyj

ę

tych  spod  prawa  zdecydowałaby  si

ę

  na 

pozostawienie jak najwi

ę

kszej odległo

ś

ci mi

ę

dzy nimi a Dorvall

ą

. Ale by

ć

 mo

ż

e klan 

Tooma był przekonany, 

ż

e nawet poł

ą

czone siły Lommite Limited i InterGalactic Ore 

nie  b

ę

d

ą

  dla  nich  zagro

ż

eniem.  Wi

ę

c  nast

ę

pnie  kolejnym  zadaniem  Maula  było 

upewnienie  si

ę

ż

e  Bruit  pozna  lokalizacj

ę

  bazy  na  Romie  podkładaj

ą

c  dowody  w 

byłej bazie klanu. 

 

Maul  sp

ę

dził  cały  dzie

ń

  w  lodowatych  temperaturach  i  w

ś

ród  wiej

ą

cych 

wiatrów, czekaj

ą

c na przybycie Bruita i jego ludzi. Uzbrojeni w blastery i asortyment 

jeszcze pot

ęż

niejszych broni pomkn

ę

li z promów, które zabrały  ich z równika Dorvalli 

i przypu

ś

cili szturm na podziemn

ą

 baz

ę

 

Towarzyszył  im  Falleen  i  kilku  obcych,  którzy  przed  nim  odpowiadali, 

ą

czaj

ą

c w to czterech sabota

ż

ystów, których maul odkrył w kantynie. 

 

Sfrustrowani  znajduj

ą

c  baz

ę

  opuszczon

ą

,  zacz

ę

li  szuka

ć

  wskazówek 

dotycz

ą

cych  miejsca  pobytu  najemników.  Przez  dłu

ż

szy  czas  Maul  był  przekonany, 

ż

e musi wtr

ą

ci

ć

 si

ę

 w ich marne poszukiwania i wsadzi

ć

 im nosy w dowody, które tak 

artystycznie  zasiał.  Ale  ostatecznie  odkryli  je  sami.  Maul  był  w  swoim  statku,  kiedy 

Bruit  i  reszta  wrócili  na  prom  i  wystartowali.  Przypuszczalnie  na  Riome.  My

ś

l  o 

zbli

ż

aj

ą

cych si

ę

 zmaganiach dodała mu sił. Wizja uczestniczenia w nich przyprawiała 

go o dreszcz. 

 

background image

 

Riome wyłoniła si

ę

 biała jak 

ś

mier

ć

 w czerni kosmosu. 

 

W  swoim  mniejszym  i  szybszym  statku,  Maul  przybył  na  miejsce  przed 

mieszanym  składem  pseudo-m

ś

cicieli  Bruita.  Jego  statek  płyn

ą

ł  nad  pokryta 

ś

niegiem ziemia, mkn

ą

c nad rozci

ą

gaj

ą

cymi si

ę

 w dolu wzgórzami, okr

ąż

aj

ą

c brzeg 

niespokojnego szarego morza usiane wyspami urwistych lodowców. Maul nie widział 

ani 

ś

ladu Interdictora klanu na orbicie i zało

ż

ył, 

ż

e najemnicy ukryli go w polu asteroid 

otaczaj

ą

cych pier

ś

cieniem Riom

ę

.  

 

Na  zało

ż

enie  bazy,  najemnicy  wybrali    najcieplejsze  miejsce  na  małym 

ś

wiecie.  Była  to  strefa  aktywno

ś

ci  wulkanicznej  z  ogromnymi  lodowcami 

poprzecinanymi  plamami  zimnoniebieskiego   

ś

wiatła  i  g

ę

stych  trawników,  mi

ę

dzy 

którymi p

ę

kały ba

ń

ski ciemnych basenów podgrzanej magm

ą

 wody. Sama baza była 

szeregiem poł

ą

czonych ze sob

ą

 bunkrów w kształcie przeci

ę

tego na pół walca, które 

kiedy

ś

  były  schronieniem  dla  zespołu  naukowców.  Wiele  lat  pó

ź

niej  naukowcy 

porzucili drozdy a cały sprz

ę

t przeobraził si

ę

 w dziwne rze

ź

by z lodu. Maul wyl

ą

dował 

swoim  statkiem  kilometr  od  bazy.  W  czasie  pierwszej  wizyty,  nie  znalazł 

ż

adnych 

dowodów  instalacji  radarowych.  Obserwował  jak  prom  Bruita  opada  przez  lazurowe 

niebo, przelatuje nad kompleksem i osiada na permabetonowym l

ą

dowisku pomi

ę

dzy 

korelia

ń

sk

ą

 fregat

ą

 w kształcie dysku i staku bojowym o tym samym rozmiarze. 

 

Klan Tooma nie mógł nie zauwa

ż

y

ć

 przybycia transportowców, ale Bruit zdołał 

mimo  to  zdołał  zaskoczy

ć

  najemników  nieprzygotowanych.  Jego  siły  w  liczbie 

dwudziestu  wyłoniły  si

ę

  z  promu  z 

ż

ołnierzami  wyposa

ż

onymi,  zarówno  w  silniki 

repulsorowe jak ci

ęż

kie tory dla lepszego poruszania si

ę

. Klan zorganizował szybk

ą

 

obron

ę

, wypuszczaj

ą

c blisterowe strzały ze zmodernizowanych stanowisk ogniowych 

samodzielnych 

dział 

laserowych. 

Napastnicy 

odpowiedzieli 

ogniem 

samopowtarzaj

ą

cych blasterów i wyrzutniami rakiet, daj

ą

c wyra

ż

nie do zrozumienia, 

ż

e przyjechali zwyci

ęż

y

ć

 

Turkusowe  błyskawice  laserowe  uderzały  w  repulsory  transportowca  i 

zasypywały  je 

ś

niegiem.  Ubrany  w  stroje  zimowe  i  hełmy  dopasowane  do  owalu 

twarzy,  oddział  Bruita  wyskoczył  ze  swoich  miejsc.  Bezpo

ś

rednie  trafienie  z  działa 

laserowego rozerwało transportowiec na kawałki. Stopione kawałki metalu wytrysn

ę

ły 

fontann

ą

 w powietrze, skwiercz

ą

c, kiedy opadały na zamarzni

ę

t

ą

 gleb

ę

 

Siły  kompanii  górniczych  rozpierzchły  si

ę

  i  rozpocz

ę

ły  metodyczny  ostrzał 

bunkrów, znajduj

ą

c schronienie za głazami, które zostały przyniesione przez lodowce 

górskie.  To,  czego  Buit  nie  wiedział  jednak

ż

e  ,  to  to, 

ż

e  baza  nie  mogła  by

ć

  zaj

ę

ta 

background image

przez  atak  frontalny,  a  zwłaszcza  przez  garstk

ę

  zwykłych  ludzi  dzier

żą

cych 

dwudziestoletni

ą

  bro

ń

.  Głównego  bunkra  chroniły  blasterodporne  drzwi  a  szorstka 

trawa naprzeciwko była usiana minami odłamkowymi i innymi pułapkami. 

 

Maul postanowił, 

ż

e musi si

ę

 ujawni

ć

. Pojawił si

ę

 przelotnie na wzniesieniu, na 

wschód  od  bazy,  dwunogi  obcy  odziany  w  dług

ą

  szat

ę

,  czerni

ą

  kontrastuj

ą

c

ą

  z 

połaci

ą

 

ś

niegu.  Napastnicy  wzi

ę

li  go  za  jednego  z  członków  klanu  i  natychmiast 

otworzyli  ogie

ń

.  Maul  zacz

ą

ł  pokonywa

ć

  wzniesienie  skokami  i  susami.  Bruit  zrobił 

m

ą

dr

ą

  rzecz  i  podzielił  swoj

ą

  grup

ę

,  zakładaj

ą

c,  tak  jak  to  przewidział  Maul, 

ż

samotny przeciwnik zna inn

ą

 drog

ę

 do bazy. 

 

Maul  trzymał  si

ę

  na  widoku,  odbijaj

ą

c  blasterowe  strzały  bez  u

ż

ycia  miecza. 

Nie mógłby by

ć

 lepszym przewodnikiem gdyby był jednym z nich. Ukryty za 

ś

nie

ż

n

ą

 

zasp

ą

, przywołał Moc, aby zakopa

ć

 si

ę

 gł

ę

biej pod 

ś

niegiem. Z gł

ę

bin własnor

ę

cznie 

wykopanego grobu, słyszał ludzi Bruita szukaj

ą

cych bli

ż

ej nieokre

ś

lonego wej

ś

cia do 

którego ich zaprowadził. 

 

Maul  zaczekał  póki  nie  był  pewien, 

ż

e  ostatni  z  nich  znikn

ą

ł  za  wej

ś

ciem. 

Potem  wydostał  si

ę

  z  lodowej  jamy  i  pod

ąż

ył  za  nimi  do 

ś

rodka.  Sycz

ą

ce  odgłosy 

blasterów  i  gryz

ą

cy  zapach  ognia  oraz  spalonego  mi

ę

sa  przyprawił  jego  krew  o 

wrzenie.  Maul  był  bliski  si

ę

gni

ę

cia  po  miecz 

ś

wietlny  i  rzucenia  si

ę

  w  wir  walki.  Ale 

rze

ź

 nie była w jego planach. Plany jego mistrza spełniłyby si

ę

 lepiej, gdyby górnicy i 

najemnicy wybiliby si

ę

 nawzajem, w przeciwnym wypadku Maul musiałby si

ę

 pozby

ć

 

zwyci

ę

zców. 

 

S

ą

dz

ą

c po przebiegu ataku to siły Bruita stały na zwyci

ę

skiej pozycji. Pomimo, 

ż

e  siły  górników  były  nieliczne  i  gorzej  uzbrojone,  poczynaniami  ich  kierował  gniew 

zdradzonych.  Nawet  maj

ą

c  trzeci

ą

  cz

ęść

  grupy  rann

ą

  lub  martw

ą

  ,  Bruit  i  jego 

odpowiednik  z  Intergalactic  wytrwali  tocz

ą

c  walk

ę

  z  klanem  Tooma,  który  zajmował 

tyln

ą

 cz

ęść

 bunkra, ukrywaj

ą

c si

ę

 za laboratoryjnymi stołami i cz

ęś

ciami przyrz

ą

dów. 

 

Eksplozje  z  frontowej  cz

ęś

ci  bunkra  wskazywały, 

ż

e  koledzy  Bruita  torowali 

sobie  drog

ę

  przez  pole  minowe. Wkrótce  potem  ocaleni  zacz

ę

li  ostrzeliwa

ć

  grodzie 

próbuj

ą

c wypali

ć

 sobie drog

ę

 do 

ś

rodka. Maul zakradł si

ę

 wzdłu

ż

 

ś

ciany centralnego 

bunkra  i  znalazł  miejsce  sk

ą

d  mógł  obserwowa

ć

  walk

ę

.  Powstrzymuj

ą

c  ogarniaj

ą

ce 

go  emocje,  oddał  si

ę

  obserwacji  technik  walki  tego  czy  innego  uczestnika,  tworz

ą

co

ś

  na  kształt  gry  przewiduj

ą

c  kto  kogo  zabije  i  w  którym  momencie.  Jego 

przewidywania zyskiwały na precyzji, kiedy obie strony zbli

ż

ały si

ę

 do siebie. 

background image

 

Pot

ęż

na eksplozja wstrz

ą

sn

ę

ła bunkrem od strony frontowej. Blasteroodporne 

drzwi  otworzyły  si

ę

  z  przeci

ą

głym,  nieprzyjemnym  d

ź

wi

ę

kiem,  i  pi

ę

ciu  napastników 

przedarło  si

ę

  prze  wiruj

ą

c

ą

  chmur

ę

  g

ę

stego  dymu.  Dwóch  zostało  zabitych  zanim 

przeszli  dziesi

ęć

  metrów.  Reszta  rozpierzchła  si

ę

  na  boki  i  zaczeła  si

ę

  powoli 

przemieszcza

ć

 

Zaciekło

ść

  walcz

ą

cych  jasno  dawała  do  zrozumienia, 

ż

ż

adna  strona  nie 

zakceptuje  pora

ż

ki.  Była  to  walka  na 

ś

mier

ć

  i 

ż

ycie,  któr

ą

  Maul  najbardziej 

preferował.  Jego  uwaga  znowu  skierowała  si

ę

  na  Patcha  Bruita.  Bior

ą

c  pod  uwag

ę

 

bałagan w jego 

ż

yciu, Bruit sprawiał wra

ż

enie odwa

ż

nego człowieka,  zasługuj

ą

cego 

na wysok

ą

 pozycj

ę

 jak

ą

 piastował w Lommite Limited. Maul był pod wra

ż

eniem. Nie 

miał  ochoty  patrze

ć

  na  przegran

ą

  Bruita  na  rzecz  najemników,  którzy  bez  swoich  

blasterów byli niczym.  

 

Bruit i Falleen poprowadzili ostateczny atak, ich poł

ą

czone siły szły łeb w łeb z 

Weequayami  i  Aqualishami  z  klanu  Tooma,  którzy  byli  ju

ż

  wyczerpani.  Górnicy  nie 

okazali  im 

ż

adnej  łaski,  i  kiedy  bitwa  si

ę

  zako

ń

czyła  Bruit,  Fallen  i  pi

ę

ciu  innych 

stan

ę

ło w

ś

ród zabitych. 

 

Przez  moment  Maul  zastanawiał  si

ę

  czy  mógłby  ich  tak  zostawi

ć

.  Bruit 

zameldowałby  oficerowi  wykonawczemu  Lommite  Limited, 

ż

e  klan  Tooma 

przechytrzył  obie  kompanie,  i 

ż

e  zapłacili 

ż

yciem  za  t

ą

  zdrad

ę

.  Ale  było  mało 

prawdopodobne, 

ż

e  Bruit  tak  to  zostawi.  B

ę

dzie  chciał  wiedzie

ć

  kto  zmontował  i 

sfałszował  nagranie  i  by

ć

  mo

ż

e  domy

ś

li  si

ę

ż

e  informacje  o  trasie  dostawy  LL  do 

Eriadu  wyciekły  z  jego  osobistego  komputera.  Potem  zacznie  si

ę

  zastanawia

ć

  nad 

pluskw

ą

  w  kantynie,  i  mo

ż

e  zacznie  przegl

ą

da

ć

  nagrania  kamer  kantyny.  Według 

najlepszej  wiedzy  Maula,  obraz  Iridonianina  z  twarz

ą

  pełn

ą

  czerwono-czarnych 

tatua

ż

y mógł si

ę

 pojawi

ć

 na jednym z nich. Oczywi

ś

cie nie było ryzyka wy

ś

ledzenia 

a

ż

 do Coruscant, do schronienia jego mistrza. Ale ostatni

ą

 rzecz

ą

  jak

ą

 chciał Darth 

Sidious  było  ujrze

ć

  twarz  jego  ucznia  na  li

ś

cie  najbardziej  poszukiwanych  w 

Holonecie. 

 

Maul musiał doko

ń

czy

ć

 to co zacz

ą

ł. Wyci

ą

gn

ą

ł miecz zapalaj

ą

c oba ostrza i 

skoczył na podłog

ę

 bunkra. Bruit, Falleen i inni obrócili si

ę

 gdy usłyszeli odgłos jego 

broni,  któr

ą

  Maul  wywijał  nad  głow

ą

  i  wokół  ramion.  Ale  nikt  nie  strzelił.  Stali 

wpatruj

ą

c  si

ę

  w  niego,  jak  w  halucynacj

ę

  stworzon

ą

  na  skutek  upływu  krwi  albo 

ol

ś

nienia 

ś

niegiem. 

background image

 

Maul  u

ś

wiadomił  sobie, 

ż

e  musi  ich  zach

ę

ci

ć

  do  jakiego

ś

  ruchu.  Zacz

ą

ł  i

ść

 

naprzód, 

ś

wiec

ą

ż

ółtymi  oczami  i  pokazuj

ą

c  z

ę

by  i  wreszcie  kto

ś

  strzelił,  był  to 

rodianin  z  kantyny.  Maul  odbił  strzał  dolnym  ostrzem  tam  sk

ą

d  przyszedł.  „Nie 

b

ę

dziemy  z  tob

ą

  walczy

ć

  Jedi”  –krzykn

ą

ł  Falleen.  Za  nim  poszła  nast

ę

pna  uwaga. 

„To nasza sprawa” – humanoid kontynuował. „Nie dotyczy Coruscant”. 

Maul warkn

ą

ł i szedł dalej. 

 

Kucaj

ą

c  nagle  Twilekianin  wypalił  a  Maul  obrócił  si

ę

  odbijaj

ą

c  strzały  swoimi 

podwójnymi karmazynowymi ostrzami. Twilek i inny ochroniarz upadli. Potem reszta 

otworzyła  ogie

ń

  jednocze

ś

nie.  Maul  skakał  i  umykał,  kr

ę

c

ą

c  si

ę

  i  wyczyniaj

ą

akrobatyczne  cuda,  był  niemo

ż

liwy  do  namierzenia.  Zatrzymał  si

ę

  raz  aby  unosz

ą

r

ę

k

ę

  zasypa

ć

  swoich  przeciwników  deszczem  nap

ę

dzanych  moc

ą

  kawałków  szkła  i 

ostrych  przyrz

ą

dów.  Zwrócił  blastery  przeciwko  im  samym  i  rzucił  jednym  z 

przeciwników o stół z sił

ą

 mog

ą

c

ą

 złama

ć

 kr

ę

gosłup. 

 

Z broni

ą

 gotow

ą

 do zadania ciosu Falleen ruszył w jego kierunku. Maul kopn

ą

ł 

go z półobrotu łami

ą

c jego rami

ę

. Potem bez opuszczania nogi złamał jego kark. 

 

Został tylko Bruit. Wpatruj

ą

c si

ę

 w Maula z niedowierzaniem, powoli wypu

ś

cił 

blaster  ze  skostniałych  palców.  Maul  nadal  si

ę

  zbli

ż

ał  z  mieczem  w  pozycji 

horyzontalnej. 

„Nie  wiem  jak, nie  wiem  dlaczego”  –  zacz

ą

ł  Bruit  „ale  wiem, 

ż

e  to Ty  musisz 

by

ć

 odpowiedzialny za wszystko co si

ę

 stało.” 

 

Maul  zdecydował  si

ę

  go  wysłucha

ć

.  „Nagrywałe

ś

  moje  rozmowy.  Potem 

zmieniłe

ś

  nagrania, 

ż

eby  oszuka

ć

  sabota

ż

ystów,  których  rozpoznałe

ś

  w  kantynie. 

Prawdopodobnie  pozwoliłe

ś

  nam  znale

źć

  to  miesce”.  Bruit  rozło

ż

ył  szeroko  r

ę

ce. 

„Czy przynajmniej mog

ę

 wiedzie

ć

 dlaczego, zanim mnie zabijesz?”. 

„To co

ś

 co musi by

ć

 zrobione dla wi

ę

kszej sprawy”. 

Bruit nadstawił uszu jakby nie dosłyszał. 

Maul spojrzał na niego. „Nie musisz ju

ż

 si

ę

 nad tym zastanawia

ć

”. 

Uniósł  energetyczne  ostrze,  aby  wbi

ć

  je  w  pier

ś

  Bruita,  ale  si

ę

  powstrzymał. 

Rana  z  miecz 

ś

wietlnego  nie  b

ę

dzie  wcale  dobra.  Wył

ą

czaj

ą

c  ostrze,  uniósł  praw

ą

 

dło

ń

 i zacisn

ą

ł okryt

ą

 r

ę

kawic

ą

 pi

ęść

. R

ę

ce Bruita pow

ę

drowały do tchawicy, i zacz

ą

ł 

si

ę

 dusi

ć

 

 

Jurnel  Arrant był  w  swoim  biurze,  kiedy  otrzymał  szczegóły 

ś

mierci  Bruita  na 

Riome. Posła

ń

cem był s

ą

dowy agent wysłany z Coruscant na pro

ś

b

ę

 Arranta. 

background image

„Musz

ę

  wzi

ąć

  na  siebie  win

ę

  za  ten  cały  interes”  –  powiedział  Arrant  tonem 

cierpiennego  wyznania.  „Jestem  winny  polecenia  Bruitowi  wynaj

ę

cia  osób 

postronnych do brudnej roboty. Przyczyniłem si

ę

 do eskalacji tego konfliktu”. 

 

Kruszec  Lommitu  nadal  mógł  by

ć

  wydobywany,  ale  LL  nie  miała  ju

ż

  statków 

do  jego  transportu.  Zast

ą

pienie  ich  kosztowałoby  wi

ę

cej  ni

ż

  była  warta  w  tej  chwili 

kompania.  Z  tego  co  wiedział  Arrant,  InterGalactic  znajdowała  si

ę

  w  tym  samym 

poło

ż

eniu. 

 

Gniew 

ś

cisn

ą

ł  mu  gardło.  „Jestem  przekonany 

ż

e  to  Neimoidianie  razem  z 

Federacj

ą

 Handlow

ą

 zwróciło si

ę

 do klanu Tooma i zapłaciło im za sabota

ż

 naszych 

statków, razem ze statkami InterGalactic”.  

„To  b

ę

dzie  trudne  do  udowodnienia”-powiedział  agent.  „Klan  Tooma  został 

bezpowrotnie  wyeliminowany,  i  dopóki  nie  znajdziesz  dowodów  na  poparcie  swojej 

teorii  nie  b

ę

dziemy  mieli  dobrego  dowodu  aby  przesłucha

ć

  Neimodian”.  Miał  co

ś

 

doda

ć

 kiedy Arrant mu przerwał. 

„Bruit był dobrym człowiekiem. Nie powinien był gin

ąć

 w ten sposób”. 

Agent  s

ą

dowy  zmarszczył  brwi,  a  potem  wyj

ą

ł  cienki  urz

ą

dzenie  audio  z 

kieszeni swej tuniki i poło

ż

ył na biurku Arranta. „Zanim zbijesz si

ę

 na kwa

ś

ne jabłko, 

mo

ż

e chciałby

ś

 tego wysłucha

ć

”. 

Arrant podniósł urz

ą

dzenie. „Co to jest?” 

„Nagranie  znalezione  w  bazie  Klanu  Tooma,  tutaj  na  Dorvalli.  Jest  niepełne, 

ale warte uwagi.” Arrant właczył urz

ą

dzenie. 

„Pragn

ę

  ujrze

ć

  zarówno  Lommite  Limited  jak  i  InterGalactic  upadaj

ą

ce”  –

powiedział m

ę

ski głos „

ż

eby kto

ś

 z wizj

ą

 zbudował lepsz

ą

 organizacj

ę

 z ich gruzów. 

Oczy Arranta rozszerzyły si

ę

 ze zdumienia. „To Bruit !”. 

„Rozumiem” –powiedział drugi głos. „Chce to zobaczy

ć

 w praktyce”. 

Arrant  zatrzymał  nagranie.  „Kim  jest  CabaZan?”  –  podbowiedział  agent 

s

ą

dowy „Były szef bezpiecze

ń

stwa InterGalactic Ore” 

Niech

ę

tnie Arrant wznowił nagranie. 

„Musimy  poł

ą

czy

ć

  siły, 

ż

eby  to  zako

ń

czy

ć

”  –  powiedział  Bruit.  „Nikt  nas  nie 

b

ę

dzie podejrzewał, a Arrant nie musi wiedzie

ć

 wi

ę

cej ni

ż

 potrzebuje. 

„Nie jest na tyle cwany”. 

„Klan  Tooma  ma 

ś

rodki,  aby  dobrze  wykona

ć

  to  zadanie.  Musimy  podj

ąć

 

odpowiednie  kroki  przeciwko  wszystkim  na  Eriadu”.  Arrant 

ś

ciszył  urz

ą

dzenie  i 

odepchn

ą

ł od siebie. 

background image

„Nie wiem co powiedzie

ć

” 

Agent s

ą

dowy skin

ą

ł głow

ą

 i zacisn

ą

ł wargi. 

 

Arrant  wstał  i  przez  jaki

ś

  czas  wpatrywał  si

ę

  w  widok  za  oknem.  Kiedy  si

ę

 

odwrócił miał pos

ę

pny wyraz twarzy. Wcisn

ą

ł przycisk na interkomie i chwil

ę

 pó

ź

niej 

robot protokolarny wkroczył do biura. 

 

„Czym mog

ę

 słu

ż

y

ć

, prosz

ę

 pana?” 

 

Arrant  rzucił  okiem  na  droida.  „Musz

ę

  przeprowadzi

ć

  dwie  holorozmowy. 

Pierwsza b

ę

dzie do dyrektora wykonawczego InterGalactic Ore, aby przedyskutowa

ć

 

warunki mo

ż

liwej fuzji”.  

„A druga, prosz

ę

 pana?” 

 

Arrant  przez  chwil

ę

  si

ę

  zastanawiał.  „Druga  b

ę

dzie  do  wicekróla  Nute’a 

Gunraya,  aby  przedyskutowa

ć

  warunki  przyznania  Federacji  Handlowej  wył

ą

cznych 

praw do transportu i dystrybucji kruszcza Lommitu. 

 

 

 

W  wilgotnej  pokrytej  grzybem  grocie  na  rodzinnym 

ś

wiecie  Neimodian,  Hall 

Monchar i wicekról  Nute Gunray odebrali zaskakuj

ą

co nagły holoprzekaz od Dartha 

Sidiousa.  Na  pierwszym  planie,  w  obszernej  szacie  znajdował  si

ę

  Czarny  Lord 

Sithów. Monchar pochylił wielk

ą

 głow

ę

 w usłu

ż

nym ukłonie i rozło

ż

ył r

ę

ce o grubych 

palcach. 

 

„Witaj  Lordzie  Sidious”  –  powiedział.  Mimo,

ż

e  jego  oczy  skrywał  naci

ą

gni

ę

ty 

kaptur,  Sidious  osadzony  na  szponiastym  mechanicznym  krze

ś

le  wydawał  si

ę

 

ś

widrowa

ć

 nimi Monchara i Gunraya. 

 

„Wicekrólu”  –Sidious  warkn

ą

ł.  „Ka

ż

  odej

ść

  swemu  podwładnemu,  aby

ś

my 

mogli porozmawia

ć

 na osobno

ś

ci o ostatnich wydarzeniach na Dorvalli.” 

 

Monchar wpatrywał si

ę

 otwarcie w Sidiousa,a potem odwrócił si

ę

 do Gunraya. 

„Ale wicekrólu, to ja skontaktowałem si

ę

 z Lommite Limited. Zasługuje przynajmniej 

na kilka kredytów za to co si

ę

 stało.” 

 

„Wicekrólu” – rzekł Sidious z nut

ą

 gro

ź

by „Wytłumacz swojemu podwładnemu, 

ż

e jego wkład nic nie znaczył”. 

Gunray zerkn

ą

ł nerwowo na Monchara. „Lepiej odejd

ź

.” „Ale” 

„Natychmiast, zanim si

ę

 zdenerwuje.” 

Moncharowi okropnie burczało w brzuchu kiedy wychodził z groty. 

Gunray przesun

ą

ł si

ę

 przad mechaniczne krzesło i zbli

ż

ył do projektora.  

background image

Miał  wystaj

ą

c

ą

  szcz

ę

k

ę

,  a  jego  gruba  dolna  warga  odstawała  od  twarzy.  Gł

ę

boka 

szczelina dzieliła jego obszerne czoło na dwa boczne płaty. Jego skóra miała zdrowy 

kolor  szaroniebieski,  przez  jedzenie  potraw    z  najlepszych  grzybów.  Przepi

ę

kne 

czerowono-pomara

ń

czowe  szaty  biegły  niczym  kom

ż

a  od  w

ą

skich  ramion  a

ż

  do 

kolan. 

„Przepraszam  za  brak  dyskrecji  mojego  zast

ę

pcy”  –  powiedział.  „Jest  bardzo 

nerwowy”.  Twarz  Sidiousa  nie  zdradzała  absolutnie  niczego.  „Przeprosiny  przyj

ę

te 

wicekrólu”. 

„Hath  Mongar  darzy  mnie  takim  samym  szacunkiem  jak  ja  ciebie,  Lordzie 

Sidious, z mieszanin

ą

 respektu i strachu.” 

„Musisz si

ę

 mnie obawia

ć

 tylko wtedy, gdy mnie zawiedziesz, wicekrólu.” 

 

Gunray  wydawał  si

ę

  wzi

ąć

  t

ą

  rad

ę

  pod  uwag

ę

.  „Spodziewałem  si

ę

  twojej 

wizyty,  Lordzie  Siodious.  Chocia

ż

,  przyznam, 

ż

e  nie  miałem  poj

ę

cia, 

ż

e  wiesz  o 

wydarzeniach  na  Dorvalli  jak  i  o  tym, 

ż

e  Federacja  Handlowa  jest  zainteresowana 

planet

ą

.” 

„Przekonasz  si

ę

ż

e  s

ą

  sprawy  o  których  nie  wiem,  wicekrólu.  Co  wi

ę

cej,  nie 

wiemy co zrobi Dorvalla. Jest co

ś

 co musimy zrobi

ć

 w tym wzgl

ę

dzie.” 

„Ale,  Lordzie  Sidious,  sprawa  jest  ju

ż

  rozwi

ą

zana.  Lommite  Limited  i 

InterGalactic Ore poł

ą

czyły si

ę

 i utworzyły Dorvalla Mining, ale Federacja Handlowa 

b

ę

dzie transportowała kruszec, i b

ę

dziemy reprezentowa

ć

 Dorvall

ę

 w senacie.” 

„A najwa

ż

niejsze jest , 

ż

e masz stale miejsce w zarz

ą

dzie” 

Gunray skłonił głow

ę

. „To te

ż

 Lordzie Sidious” 

„Wi

ę

c mamy scen

ę

 do nast

ę

pnego aktu”. 

„Czy mog

ę

 spyta

ć

, czym to b

ę

dzie skutkowało?” 

„Powiadomie  ci

ę

  w  swoim  czasie”.  „Do  tego  czasu,  s

ą

  inne  sprawy,  których 

musz

ę

  dogl

ą

da

ć

,  zabezpieczenie  pot

ę

gi  Federacji  Handlowej  i  wzmocnienie  twojej 

osobistej pozycji” 

„Nie zasługujemy na twoj

ą

 uwag

ę

”. 

„Wi

ę

c spraw, 

ż

eby

ś

 na ni

ą

 zasługiwał, wicekrólu, aby nasza współpraca dalej 

si

ę

 rozwijała.” 

Gunray przełkn

ą

ł 

ś

lin

ę

. „Niczego innego nie zrobi

ę

, Lordzie Sidious” 

 

W  swojej  komnacie  na  Coruscant,  Darth  Sidious  wył

ą

czył  holoprojektor  i 

zwrócił si

ę

 twarz

ą

 do Dartha Maul. 

background image

 

„Czy my

ś

lisz, 

ż

e mo

ż

na im ufa

ć

 bardziej ni

ż

 poprzednio?” 

 

„S

ą

  bardzie  przera

ż

eni,  Mistrzu”  –  Maul  usiadł  na  podłodze  w  pozycji  ze 

skrzy

ż

owanymi nogami – „co mo

ż

e spowodowa

ć

 ten sam rezultat” 

 

Sidious  wydał  z  siebie  potwierdzaj

ą

cy  pomruk.  „Jeszcze  z  nimi  nie 

sko

ń

czyli

ś

my, na to te

ż

 przyjdzie czas.” 

 

„Zaczynam  rozumie

ć

  Mistrzu.”  Twarz  Sidiousa  przybrała  co

ś

  na  kształt 

u

ś

miechu uznania. „Nie zawiodłe

ś

 mnie na Dorvalli, Darthie Maulu.” 

„Mój Mistrzu” –rzekł Maul, nieznaczne pochylaj

ą

c głow

ę

Sidious przygl

ą

dał mu si

ę

 przez chwil

ę

. „Wyczuwam, 

ż

e podobało ci si

ę

 samodzielne 

zadanie.” 

 

Maul uniósł głow

ę

. „Moje my

ś

li s

ą

 otwarte dla ciebie, Mistrzu” 

 

„Widz

ę

”  –  powiedział  łagodnie  Sidious.  „Powstrzymaj  swój  entuzjazm  mój 

młody  uczniu.  Wkrótce  b

ę

d

ę

  miał  dla  ciebie  nowe  zadanie  do  wykonania.”  Maul 

czekał. 

 

„Zapoznaj  si

ę

  z  poczynaniami  kryminalnej  organizacji  znanej  jako  Czarne 

Sło

ń

ce.  I  kiedy  b

ę

dziesz  to  robił,  wróc  do  swojego  szkolenia.  Twój  miecz 

ś

wietlny 

mo

ż

e by

ć

 bardzo pomocny nast

ę

pnym razem.” 

 

 

 

About the Author 

JAMES LUCENO is the New York Times bestselling author of two Star Wars®: The New 

Jedi Order novelsAgents of Chaos: Hero's Trial and Agents of Chaos: Jedi Eclipse. He also 

coauthored the popular ROBOTECH series with his close friend the late Brian Daley, and 

wrote the film adaptations for The Shadow and The Mask of Zorro. He lives in Annapolis, 

Maryland, with his wife and children. 

-------------------------------------------------------------------------------- 

Want more Darth Maul? Don't miss Star Wars®: Darth Maul: Shadow Hunter by Michael 

Reaves, the full-length print novel available right now wherever books 

are sold. 

And be sure to look for Star Wars®: Cloak of Deception by James Luceno, a 

full-length print novel of intrigue set in the time just before Star Wars® 

Episode I: The Phantom Menace, on sale June 2001. 

For more information please visit the official Star Wars Web site at www.starwars.com. Sign 

up now to get free e-mail updates on Star Wars books by sending a blank e-mail to 

starwars@list.randomhouse.com.