background image

CECILY VON ZIEGESAR 

TYLKO CIEBIE CHCĘ 

plotkara 6 

Przekład Małgorzata Strzelec 

Tytuł oryginału 

YOU'RE THE ONE THAT I WANT 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

A jeśli miłość, czym jest, rzeczą jaką? 

Jeśli jest dobra, czemu torturuje? 

Geoffrey Chaucer Troilus i Kresyda 

przekł. M. Słomczyński 

background image

 

tematy    ◄    wstecz    dalej    ►    wyślij pytanie    odpowiedź 

Wszystkie  nazwy  miejsc,  imiona  i  nazwisko  oraz  wydarzenia  zostały  zmienione  lub  skrócone,  po  to  by  nie 

ucierpieli niewinni. Czyli ja. 

 

hej, ludzie!

 

 

Znacie to powiedzenie: dzisiaj jest pierwszy dzie

ń

 reszty  twojego 

Ŝ

ycia? Zawsze my

ś

lałam, 

Ŝ

e brzmi 

to tak sentymentalnie, ale dzi

ś

 odkryłam, 

Ŝ

e ma gł

ę

boki sens. Poza tym zaczynam my

ś

le

ć

Ŝ

e nie ma 

nic  złego  w  byciu  sentymentalnym.  Przecie

Ŝ

  id

ą

c  rano  do  szkoły,  mo

Ŝ

na 

Ŝ

yczy

ć

  portierowi  miłego 

dnia, kiedy otwiera ci drzwi. I dlaczego wła

ś

ciwie nie zatrzyma

ć

 si

ę

Ŝ

eby pow

ą

cha

ć

 bzy, które rosn

ą

 

przed domami wzdłu

Ŝ

 Pi

ą

tej Alei? A skoro ju

Ŝ

 przy nich stoisz, to zaszalej i włó

Ŝ

 za ucho gał

ą

zk

ę

 bzu. 

Dopiero  kwiecie

ń

,  ale  ju

Ŝ

  mo

Ŝ

esz  wło

Ŝ

y

ć

  te  nowe  skórzane  klapki  od  Coacha  w  odcieniu  mi

ę

ty  no 

wiesz, te z wyhaftowan

ą

 

Ŝ

ółt

ą

 ró

Ŝ

yczk

ą

, które nosisz po domu od miesi

ą

ca. Wreszcie mo

Ŝ

esz w nich 

wyj

ść

!  Oczywi

ś

cie,  pewnie  b

ę

dziesz  miała  problemy  w  szkole,  bo  to  nieprzepisowe  obuwie,  ale  jak 

inaczej pochwalisz si

ę

 nowym brazylijskim pedikiurem? 

 

Wiem,  wiem.  Pewnie  pomy

ś

licie, 

Ŝ

e  zwariowałam,  bo tyle  we  mnie mu.  Ale  w  tym  tygodniu  wszyscy 

si

ę

  dowiemy,  czy  dostali

ś

my  si

ę

  do  college'ów,  do  których  składali

ś

my  papiery.  Jak  na  razie  to 

najpowa

Ŝ

niejszy  moment  w  naszym 

Ŝ

yciu.  Od  tej  chwili  raz  na  zawsze  b

ę

dziemy  zaszufladkowani 

według szkól, które wybrali

ś

my, czy raczej według szkół, które nas wybior

ą

: kujon dostał si

ę

 do Yale, 

czwórkowa lesbijka siatkarka l

ą

duje w Smith, ekscentrycznej dziedziczce fortuny ojciec kupił przyj

ę

cie 

do Browna. Mówi

ę

 tylko 

Ŝ

e mo

Ŝ

e warto spojrze

ć

 na to z ja

ś

niejszej strony. Listy zostały ju

Ŝ

 wysłane - 

co si

ę

 stało, to si

ę

 nie odstanie. Ja w ka

Ŝ

dym razie jestem gotowa na nast

ę

pny krok. 

 

TA GŁUPIA GRA, W KTÓR

Ą

 KIEDY

Ś

 WSZYSCY GRALI

Ś

MY (I PO CICHU NADAL TO ROBIMY) 

 

Skoro sprawa przyj

ę

cia do college'u jest ju

Ŝ

 prawie za nami, nadszedł czas, aby skupi

ć

 si

ę

 na czym

ś

 

równie wa

Ŝ

nym: naszym 

Ŝ

yciu miłosnym. Najwy

Ŝ

szy czas aby

ś

 ty i twój wymarzony chłopak (dodaj do 

ka

Ŝ

dej linijki „w łó

Ŝ

ku”): 

                                                 

  plotkara.net  jest  tłumaczeniem  nazwy  autentycznej  strony  internetowej:  www.gossipgirl.net  (przyp. 

red.). 

background image

Wypili po włochatym p

ę

pku i zasn

ę

li a

Ŝ

 do 

ś

witu 

Karmili si

ę

 nawzajem lodami z gor

ą

cym kajmakiem 

Poogl

ą

dali stare filmy 

Ponurkowali nago 

Popuszczali kółka z dymu 

Zagrali w twistera. 

Zafundowali sobie zmywalne tatua

Ŝ

Wybrali imiona dla dzieci 

Urwali si

ę

 z WF - u 

Spróbowali bikram jogi. 

 

Oczywi

ś

cie nie namawiam do niczego niezgodnego z prawem. Zdecydowanie to nie jest dobry czas, 

Ŝ

eby co

ś

 schrzani

ć

. Słyszeli

ś

cie o tej obiecuj

ą

cej młodej aktorce, która w zeszłym roku dostała si

ę

 do 

Harvardu,  a  potem  uciekła  na  cały  maj  do  LA,  do  swojego  chłopaka,  te

Ŝ

  aktora?  Przyj

ę

cie  do 

Harvardu... cofni

ę

to! Ta lista to najprostszy znany mi sposób, 

Ŝ

eby zrzuci

ć

 z siebie kilogramy stresów, 

które ostatnio na nas ci

ąŜ

yły Pomysł z diet

ą

 te

Ŝ

 mo

Ŝ

e by

ć

 nie od rzeczy! 

 

Wasze e - maile 

 

P:

 Droga Plotkaro! 

Chciałam ci podzi

ę

kowa

ć

  za podtrzymanie mnie na duchu, kiedy byłam kł

ę

bkiem nerwów. 

Nie wiem, jak ty, ale ja zło

Ŝ

yłam papiery do dwunastu szkół i ostatniej nocy 

ś

niło mi si

ę

Ŝ

nie  przyj

ę

to  mnie  do 

Ŝ

adnej.  Mo

Ŝ

esz  mi  powiedzie

ć

,  dlaczego  nie  powinnam  uciec  do 

Meksyku? 3maj si

ę

Ŝ

 

O:

 Droga ró

Ŝ

o! 

Meksyk to fajny pomysł, ale dwana

ś

cie szkół? Daj spokój, na pewno dostaniesz si

ę

 chocia

Ŝ

 

do  jednej,  je

ś

li  nie  do  wszystkich  dwunastu!  Je

Ŝ

eli  masz  ochot

ę

  rzuci

ć

  si

ę

  z  mostu,  nim 

nadejdzie te dwana

ś

cie listów, to trzymaj si

ę

 swoich przyjaciół.., no chyba 

Ŝ

e si

ę

 boisz, 

Ŝ

sami chc

ą

 ci

ę

 zepchn

ąć

! To trudny czas dla nas wszystkich. 

 

P:

 Droga P! 

Wi

ę

c ta dziwaczka z Connecticut, ta z odwyku, na dobre znikn

ę

ła z 

Ŝ

ycia N? Bo je

ś

li on jest 

sam, to zamierzam rzuci

ć

 si

ę

 na niego. 

s.zybka 

 

O:

 Droga s.zybka! 

Przykro  mi,  kochanie,  ale  musisz  poczeka

ć

  w  kolejce  -  i 

Ŝ

adnego  wpychania  si

ę

  poza 

background image

kolejno

ś

ci

ą

! Niestety, kto

ś

 ju

Ŝ

 go dorwał. Wła

ś

ciwie to zawsze było jej miejsce i tak pewnie 

zostanie.  Pewnie  wiesz,  o  kim  mówi

ę

.  Ale  nie  b

ą

d

ź

  zazdrosna:  Jej 

Ŝ

ycie  jest  dalekie  od 

doskonało

ś

ci. 

 

Na celowniku 

 

N spaceruje i przypala na  schodach Metropolitan Museum of Art. Podejrzewam, 

Ŝ

e teraz - kiedy jest 

kapitanem  dru

Ŝ

yny  lacrosse  i  nie  spotyka  si

ę

  ju

Ŝ

  z  t

ą

  absurdalnie  pokr

ę

con

ą

  panienk

ą

  z  odwyku  - 

mo

Ŝ

e  si

ę

  wreszcie  rozlu

ź

ni

ć

  i  cieszy

ć

 

Ŝ

yciem.  B  urywa  si

ę

  dzi

ś

  rano  z  apelu  i  p

ę

dzi  do  domu.  Ma 

nadziej

ę

  -  cho

ć

  szanse  s

ą

  niewielkie  - 

Ŝ

e  komisja  z  Yale  tak  bardzo  chce  j

ą

  przyj

ąć

Ŝ

e  wystała  list 

porann

ą

  poczt

ą

.  To  dopiero  kł

ę

bek  nerwów!  Widziano  j

ą

  tak

Ŝ

e  w  dziale  z  bielizn

ą

  w  Barneys  - 

przymierzała komplet, który mo

Ŝ

na opisa

ć

 tylko jako „szukam okazji”. S obgryza paznokcie, opalaj

ą

si

ę

 na Owczej Ł

ą

czce, a przygl

ą

daj

ą

 jej si

ę

 setki zachwyconych chłopaków. Czym  wła

ś

ciwie ona si

ę

 

tak  martwi?  D  i  V  udaj

ą

Ŝ

e  si

ę

  nie  widz

ą

,  gdy  stoj

ą

  w  kolejce  po  bilety  na  nowy  film  Kena  Mogula 

Angelika. J przymierza u Bergdorfa Goodmana pantofle od Manola z w

ęŜ

owej skórki, na które jest ju

Ŝ

 

lista  oczekuj

ą

cych.  Czym  wła

ś

ciwie  ma  zamiar  za  nie  zapłaci

ć

  i  gdzie  zamierza  je  nosi

ć

?  Mo

Ŝ

e  to 

jeszcze dzieciak, ale ma spore ambicje. 

 

NA WYPADEK, GDYBY

Ś

CIE CHCIELI PRZE

ś

Y

Ć

 NA NOWO TE CENNE CHWILE... 

 

V kr

ę

ci film dokumentalny  o tym całym zamieszaniu  wokół przyj

ęć

 do college'ów.  My

ś

l

ę

Ŝ

e to dobra 

okazja, 

Ŝ

eby  wyrzuci

ć

  co

ś

  z  siebie  i  mie

ć

  swoje  cztery  minuty  sławy.  W  ci

ą

gu  nast

ę

pnych  dwóch 

tygodni b

ę

dzie kr

ę

ciła po lekcjach przy fontannie Bethesda w Central Parku. 

 

Trzymam za was kciuki wszystkimi czterema ko

ń

czynami. Powodzenia! 

Wiem, 

Ŝ

e mnie kochacie. 

plotkara 

background image

B jest gwiazd

ą

 w jej własnym, małym filmie 

- Po  prostu  powiedz,  jak  się  teraz  czujesz.  No  wiesz,  skoro  w  tym  tygodniu  przyjdą 

informacje z college'ów i tak dalej. 

Vanessa  Abrams  zerknęła  przez  kamerę  i  poprawiła  obiektyw  tak.  Ŝeby  w  kadrze 

zmieściły się wiszące kolczyki Blair z jadeitów i kryształów Swarovskiego. Było przyjemne 

kwietniowi  -  popołudnie  i  park  zamienił  się  w  dom  wariatów.  Za  plecami  Blair  i  Vanessy 

grupa  chłopców  z  ostatniej  klasy  ze  Szkoły  Świętego  Judy  ganiała  za  frisbee  po  tarasowych 

schodach wychodzących na  fontannę Bethesda, przeklinając i przytrzymując się nawzajem - 

efekt  tłumionego  stresu  związanego  z  przyjęciami  do  college'ów.  Wokół  fontanny  leŜały 

wyciągnięte  idealnie  opalone  i  wymanikiurowane  ciała  dziewcząt  ze  szkól  średnich  przy 

Upper  East  Side.  Dziewczyny  paliły  papierosy  i  wcierały  w  nogi  najnowszy  balsam  do 

opalania  Lancôme'a,  podczas  gdy  skrzydlata  kobieta  z  brązu,  stojąca  pośrodku  fontanny, 

wyrozumiale patrzyła na nie z góry. 

Vanessa nacisnęła guzik nagrywania. 

- MoŜesz zaczynać, gdy będziesz gotowa. 

Blair  Waldorf  oblizała  błyszczące  usta  i  odgarnęła  za  uszy  odrastające  juŜ,  krótko 

przycięte  włosy.  Pod  prostą  czarną  koszulką  polo  i  szarym  mundurkiem  Constance  Billard 

miała  nową  bieliznę  -  stringi  i  stanik  z  turkusowego  jedwabiu  i  czarnej  koronki,  komplet, 

który kupiła w dziale z bielizną w Bameys. Oparła plecy o brzeg fontanny i usiadła wygodniej 

na złoŜonym ręczniku kąpielowym, który Vanessa dała jej do siedzenia. 

Gorący dzień i stringi to fatalne połączenie. 

- Obiecałam  sobie,  Ŝe  jeśli  dostanę  się  do  Yale,  w  końcu  zrobimy  to  z  Nate'em  - 

zaczęła  Blair.  Spuściła  wzrok  i zaczęła  bawić  się  rubinowym  pierścionkiem,  który  nosiła  na 

lewej dłoni. - Właściwie to nawet nie wróciliśmy do siebie.., jeszcze nie. Ale oboje wiemy, Ŝe 

chcemy  tego  i  gdy  tylko  list  przyjdzie...  -  Spojrzała  w  kamerę,  ignorując  dziwaczne, 

przenikliwe  spojrzenie  Vanessy,  dziewczyny  o  ogolonej  głowie,  noszącej  czarne  wojskowe 

buty. - Dla mnie to nie tylko o seks tu chodzi, ale o całą moją przyszłość. Yale i Nate to dwie 

rzeczy, których zawsze pragnęłam. 

Przechyliła  głowę. Właściwie to chciała mnóstwa rzeczy.  Ale wyłączając prześliczne 

background image

srebrne  sandałki  z  węŜowej  skórki  na  platformie  od  Christiana  Louboutina,  te  dwie  rzeczy 

były najwaŜniejsze. 

- Chciałbyś, frajerze! - krzyknął jakiś chłopak i złapał frisbee tuŜ przed nosem kumpla. 

Blair zamknęła niebieskie oczy i otworzyła je znowu. 

- A jeśli się nie dostanę... - zrobiła pauzę dla efektu. - Ktoś, do cholery, zapłaci mi za 

to. 

MoŜe powinna w tym tygodniu nosić kaganiec. 

Blair westchnęła, sięgnęła pod koszulkę i poprawiła ramiączka stanika. 

- Niektórzy  z  moich  przyjaciół,  na  przykład  Serena  i  Nate,  nie  przejmują  się  tak 

bardzo  sprawą  college'u.  Ale  to  dlatego,  Ŝe  nie  muszą  mieszkać  z  matką,  która  jest 

zdecydowanie  za  stara  na  ciąŜę,  i  to  z  tłustym,  odraŜającym  ojczymem.  W  końcu  nawet  nie 

mam juŜ własnego pokoju! - Otarła łzę i posępnie spojrzała w kamerę. - To właściwie moja 

jedyna szansa na szczęście. Chyba na to zasłuŜyłam, no nie? 

Sygnał na brawa. 

background image

N ma ochot

ę

 posmakowa

ć

 jej błyszczyku 

Nate  Archibald  doszedł  do  końca  promenady  obsadzonej  wiązami,  prowadzącej  do 

tarasu  i  fontanny  Bethesda,  rzucił  niedopałek  skręta  wypalonego  niemal  do  końca  i  minął 

kumpli  grających  we  frisbee.  Jakieś  trzy  metry  od  niego  u  podstawy  fontanny  siedziała  ze 

skrzyŜowanymi nogami Blair i mówiła do kamery. Wyglądała na zdenerwowaną i niewinną. 

Jej  delikatne  dłonie  poruszały  się  przy  lisiej  twarzyczce,  a  krótki  mundurek  ledwo  zakrywał 

umięśnione  uda.  Nate  odrzucił  złocistobrązowe  loki  z  zielonych  oczu  i  wsunął  ręce  do 

kieszeni spodni w kolorze khaki. Blair wyglądała naprawdę seksownie. 

W tej samej chwili wszystkie dziewczyny w parku myślały dokładnie to samo, tyle Ŝe 

na jego temat. 

Nate  mgliście  kojarzył  tę  dziwną  dziewczynę  z  ogoloną  głową,  stojącą  za  kamerą. 

Normalnie  Blair  nie  chciałaby  mieć  z  nią  nic  wspólnego,  ale  nigdy  nie  przegapiłaby  okazji, 

Ŝeby opowiedzieć o sobie. Blair lubiła być w centrum zainteresowania.  I chociaŜ Nate z nią 

zerwał i zdradził ją kilkanaście razy, nadal lubił poświęcać jej swoją uwagę. Zanurzył dłonie 

w  fontannie,  przeszedł  za  Blair  i  ochlapał  ją  delikatnie  -  kilka  kropel  wylądowało:  na  jej 

odsłoniętym ramieniu. 

Blair  błyskawicznie  odwróciła  się  i  zobaczyła  Nate'a.  Wyglądał  bardziej  seksownie 

niŜ  kiedykolwiek.  Był  w  wypuszczonej  bladoŜółtej  koszulce  z  rozpiętym  kołnierzykiem  i 

podwiniętymi  rękawami,  dzięki  czemu  widziała  jego  cudowne,  opalone  mięśnie  i  idealną 

twarz. 

- Nie podsłuchiwałeś tego, co mówiłam, prawda? - zapylała ostro. 

Pokręcił  głową,  a  ona  wstała  z  ręcznika,  całkowicie  ignorując  Vanessę.  Jeśli  idzie  o 

Blair, juŜ skończyły. 

- Hej.  -  Nate  pochylił  się  i  pocałował  ją  w  policzek.  Pachniał  dymem,  świeŜym 

praniem i nową skórą - dokładnie tym. czym powinien pachnieć chłopak. 

Mniam. 

- Cześć. - Blair obciągnęła mundurek. 

Dlaczego, do diabła, nie dostała się do Yale juŜ dzisiaj? 

- Właśnie przypominałem sobie, jak zeszłego lata prawie całkowicie uzaleŜniłaś się od 

background image

ciastek przekładanych lodami - powiedział Nate. 

Nagle poczuł, Ŝe ma ochotę zlizać z jej ust ten słodko pachnący błyszczyk i przejechać 

językiem po jej zębach. 

Udała, Ŝe poprawia nowe kolczyki, Ŝeby je zauwaŜył. 

- Jestem zbyt zdenerwowana, Ŝeby jeść, ale lemoniada to byłby teraz świetny pomysł. 

Nate uśmiechnął się. a Blair wsunęła mu rękę pod ramię, tak jak zawsze to robiła, gdy 

szli razem. Przebiegł ją stary, dobrze znany dreszczyk.  Zawsze tak było,  gdy znowu wracali 

do  siebie  -  wygodnie,  a  zarazem  ekscytująco.  Podeszli  do straganu  ustawionego  na  szczycie 

schodów  i  Nate  kupił  dwie  puszki  lemoniady  Country  Time.  Usiedli  potem  na  pobliskiej 

ławce.  Nate  wyciągnął  z  oliwkowego  płóciennego  plecaka  firmy  Jack  Spade  srebrną 

piersiówkę. 

Czas na drinka! 

Blair odpuściła sobie lemoniadę i złapała butelkę. 

- Nie wiem. czym się tak denerwujesz - uspokajał ją Nate. Jesteś najlepszą uczennicą 

w klasie. 

Sam miał ambiwalentne  odczucia, jeśli idzie o przyjęcie do college'u.  ZłoŜył papiery 

do pięciu szkól i - to prawda - chciał się dostać do którejś z nich. ale był pewny, Ŝe będzie się 

świetnie bawił, niezaleŜnie od tego, gdzie wyląduje. 

Blair wzięła jeszcze jeden łyk z piersiówki, nim ją oddała. 

- Na wypadek, gdybyś zapomniał: totalnie spieprzyłam obie rozmowy kwalifikacyjne 

- przypomniała mu. 

Nate  słyszał  o  jej  niewielkim  załamaniu  nerwowym  w  czasie  pierwszej  rozmowy 

kwalifikacyjnej  do  Yale  i  o  tym,  Ŝe  na  koniec  pocałowała  rozmawiającego  z  nią  członka 

komisji.  Słyszał  leŜ  o  przelotnym  flircie  w  pokoju  hotelowym  z  absolwentem,  który  miał 

przeprowadzić z nią drugą rozmowę. W pewnym sensie był odpowiedzialny za obie wpadki. 

Po kaŜdym zerwaniu Blair strasznie się wściekała. 

Wyciągnął rękę i poprawił pierścionek z rubinem na jej dłoni. 

- Wyluzuj. Wszystko będzie dobrze - powiedział kojącym głosem. - Obiecuję. 

- W  porządku  -  zgodziła  się  Blair,  chociaŜ  prawda  była  taka,  Ŝe  nie  przestanie  się 

zamartwiać, dopóki nie powiesi nad łóŜkiem powiadomienia o przyjęciu do Yale w srebrnych 

robionych na zamówienie ramkach od Tiffany'ego. Włączy nowy krąŜek Raves, przy którym 

zawsze się napalała, chociaŜ właściwie był dose głośny i wstrętny, połoŜy się na łóŜku, będzie 

czytać raz za razem list z Yale, podczas gdy Nate wykorzysta jej nagie ciało... 

- I dobrze. - Nate pochylił się i zaczął ją całować, przerywając jej seksualną fantazję. 

background image

Blair  jęknęła  w  duchu.  Gdyby  tylko  mogła  kochać  się  z  nim  tu  i  teraz,  na  tej  starej, 

brudnej  ławce  w  Central  Parku!  Ale  musiała  poczekać  na  wiadomości  z  Yale.  Obiecała  to 

sobie. 

background image

jedyna rzecz, której S nie ma 

Na drugim korku promenady Serena van der Woodsen zajadała czekoladowe lody na 

patyku  i  zajmowała  się  swoimi  sprawami,  kiedy  zauwaŜyła  na  ławce  dwoje  swoich 

najlepszych przyjaciół. Prawic się poŜerali i wyglądali jak Ŝywa reklama prawdziwej miłości. 

Serena  westchnęła.  Szła  powoli  i  oblizywała  loda..  Gdyby  tylko  prawdziwą  miłość  moŜna 

było kupić. 

Owszem,  miała  miliardy  chłopaków,  którzy  totalnie  się  w  niej  durzyli  i  byli  totalnie 

ubawowi.  Był  Perce,  Francuz,  który  ścigał  ją  małym  pomarańczowym  kabrioletem  po  całej 

Europie.  Był  Guy,  angielski  lord,  który  chciał  uciec  z  nią  na  Barbados.  Conrad,  chłopak  ze 

szkoły z internatem w New Hampshire, który przesiadywał z nią do świtu i palił cygara. Dan 

Humphrey, poeta piszący  chorobliwe wiersze, który nigdy nie potrafił znaleźć odpowiedniej 

dla  nie  metafory.  Flow,  gwiazdor  rocka,  który  nie  dawał  jej  spokoju  -  ale  przecieŜ  tak 

naprawdę nie przeszkadzało jej, Ŝe zamęcza ją ktoś tak przystojny i sławny. I Nate Archibald, 

chłopak,  z  którym  straciła  dziewictwo  i  którego  zawsze  będzie  kochać,  ale  tylko  jako 

przyjaciela. 

A to i tak tylko skrócona lista. 

Jednak nigdy nie znalazła tej prawdziwej miłości, takiej jak ta między Blair i Nate'em. 

Wyrzuciła  resztki  loda  do  kubła  na  śmieci  i  przyśpieszyła  kroku.  Jej  róŜowe  klapki 

frotte firmy Mella głośno uderzały o brukowany chodnik, długie jasne włosy płynęły za nią, a 

krótka,  szara  plisowana  spódniczka  od  mundurka  Constance  Billard  unosiła  się  wokół  jej 

nieskończenie  długich  nóg.  Gdy  podeszła  bliŜej,  chłopcy  dokazujący  wokół  fontanny 

Bethesda i jeŜdŜący na deskach wzdłuŜ promenady zamarli i zaczęli się gapić. Serena, Serena, 

Serena - była wszystkim, czego pragnęli. 

Ale w Ŝyciu nie odwaŜą się powiedzieć jej choćby „cześć”. 

- Dlaczego  nie  wynajmiecie  pokoju  w  Mandarin?  To  raptem  parę  przecznic  stąd  - 

zaŜartowała Serena, kiedy podeszła do przyjaciół na ławce. 

Nate i Blair spojrzeli na nią szczęśliwym, nieprzytomnym wzrokiem. 

- Zrobiłaś  to?  -  zapytała  Serena  w  sposób,  który  moŜe  zrozumieć  tylko  najlepsza 

przyjaciółka. 

background image

- Aha - Blair pokiwała głową. - Nie mówiłam zbyt długo, bo Nate podsłuchiwał. 

- Nieprawda! - zaprotestował Nate. 

Serena zerknęła na niego. 

- Chciałam  się  tylko  upewnić,  Ŝe  Blair  za  bardzo  nie  pani  kuje.  Powinnam  się 

domyślić, Ŝe zdołasz ją uspokoić. 

Blair wzięła łyk lemoniady. 

- Masz juŜ jakieś wiadomości? 

Serena podwędziła jej puszkę. 

- Nie,  piętnasty  raz  dzisiaj  mówię,  Ŝe  jeszcze  nie.  -  Napiła  się  i  otarła  usta  rękawem 

bladoróŜowej bluzki Tocca. - A ty? 

Blair pokręciła głową. I wtedy wpadła na pomysł. 

- Ej.  a  moŜe  otworzymy  nasze  listy  razem?  No  wiecie,  Ŝebyśmy  denerwowali  się 

razem, w tym samym czasie? 

Serena  wzięła  kolejny  łyk  lemoniady.  Dla  niej  brzmiało  to  jak  najgorszy  pomysł  na 

świecie,  ale  gotowa  była  zaryzykować,  Ŝe  ktoś  jej  wydrapie  oczy,  byle  tylko  uszczęśliwić 

przyjaciółkę. 

- Dobra - zgodziła się z wahaniem. 

Nate nic nie powiedział. Za Ŝadne skarby nie miał zamiaru przyłączać się do tej małej 

imprezki. Wyciągnął piersiówkę do Sereny. 

- Chcesz? 

Zmarszczyła idealny nos i zamachała nieopiłowanymi palcami u stóp. 

- E,  nie.  Spóźnię  się  na  pedikiur.  Do  zobaczenia.  Odwróciła  się  i  ruszyła  ku 

południowemu końcowi parku, zabierając ze sobą do połowy wypitą puszkę lemoniady. 

Miała  zwyczaj  podbierania  róŜnych  rzeczy,  całkiem  nieświadomie.  Lemoniady, 

chłopców... 

background image

D ratuje V albo na odwrót 

Vanessa  czekała  cierpliwie,  aŜ  Chuck  Bass  poprawi  czerwoną  obróŜkę  na  szyi 

śnieŜnej  małpki,  tak  by  monogram  „C”  był  widoczny  w  kamerze.  Chuck  zjawił  się  przy 

fontannie zaraz po odejściu Blair. Nie powiedział nawet „cześć”. Po prostu usiadł na ręczniku 

razem z małpą i zaczął mówić. 

- Do  cholery,  lepiej,  Ŝeby  NYU  mnie  przyjęło,  bo  chcę  zostać  w  mieszkaniu,  które 

rodzice  dopiero  co  mi  kupili.  Wtedy  moglibyśmy  zostać  razem  z  Cukiereczkiem.  -  Chuck 

pogłaskaj  zwierzątko  po  krótkim  białym  futerku.  W  słońcu  błysnął  złoty  sygnet  z  róŜowym 

kamieniem i monogramem. - Wiem, Ŝe to tylko małpa, ale to mój najlepszy przyjaciel. 

Vanessa  złapała  ostrość  na  logo  Prady  na  czarnych  skórzanych  sandałach  Chucka. 

Paznokcie  u  palców  stóp  miał  świeŜo  wypolerowane,  a  nad  opaloną  w  solarium  kostką 

zwieszała mu się złota bransoletka. Vanessa została przyjęta do NYU juŜ w styczniu. Myśl, Ŝe 

w przyszłym roku Chuck mógłby chodzić z nią na zajęcia, była więcej niŜ niepokojąca. 

- Oczywiście, niezaleŜnie od tego,  gdzie pojadę,  wynajmę sobie mieszkanie - ciągnął 

Chuck. - Ale dekorator wybrał mi do mieszkania meble od Armaniego Casa. Daj spokój, kto 

do cholery chciałby mieszkać na Rhode Island w jakimś pieprzonym Providence? 

 

Daniel Humphrey rzucił niedopałek camela na stos mokrych, zielonych liści na końcu 

promenady.  Zeke  Freedman  i  reszta  kumpli  ze  szkoły  Riverside  grali  w  hokeja  na  rolkach. 

Przez  chwile  zastanawiał  się,  czy  się  nie  przyłączyć.  W  końcu  kiedyś  Zeke  był  jego 

najlepszym  przyjacielem  -  nim  Dan  zaczął  spotykać  się  z  Vanessą  Abrams,  swoim  drugim 

najlepszym przyjacielem. Teraz nie miał Ŝadnych przyjaciół i tamte  czasy wydawały  mu się 

bardzo  odległe.  Odwrócił  się,  zapalił  kolejnego  camela  i  kontynuował  rytuał  samotnych 

spacerów po szkole. 

Fontanna  Bethesda  w  słoneczny  dzień  to  nie  było  miejsce  dla  niego:  zbyt  duŜo 

napakowanych  sportsmenów  biegało  tam  bez  koszulek  i  za  duŜo  opalonych  dziewcząt 

słuchało  iPodów,  siedząc  w  bikini  od  Missoni.  Ale  dzień  był  śliczny,  a  on  nie  miał  dokąd 

pójść. 

Zobaczył  Jenny  i  jej  przyjaciółkę  z  Constance  Billard,  Elise  Wells;  robiły  sobie 

background image

nawzajem  pedikiur.  Siedział  teŜ  ten  dupek  Chuck  Bass,  chłopak  z  jego  klasy  w  Riverside. 

Rozwalił się pod fontanną ze swoją małpą i gadał z... 

Dan  przejechał  drŜącą  dłonią  po  przydługich  włosach  w  stylu  zbuntowanego  poety  i 

zaciągnął  się  solidnie  papierosem.  Vanessa  nie  cierpiała  słońca,  a  jeszcze  bardziej 

nienawidziła  facetów  w  stylu  Chucka,  ale  zrobiłaby  wszystko  dla  dobrego  filmu.  Gotowość 

do cierpienia dla sztuki była jedną z wielu rzeczy, która łączyła Dana i Vanessę. 

Zaczął  grzebać  w  torbie  na  ramię,  wyciągnął  pióro  i  notatnik  w  okładkach  z  czarnej 

skóry,  które  zawsze  nosił  ze  sobą.  Zanotował  kilka  linijek  o  tym,  jak  Vanessa  zdziera  noski 

butów tak długo,

 

aŜ zaczyna prześwitywać metal. MoŜe to początek nowego wiersza. 

 

czarne 

podkute buty 

martwe gołębie 

brudny deszcz 

 

- Kręcę  dokument,  moŜe  chcesz  wziąć  udział?  -  zawołała  do  niego  Vanessa, 

przerywając Chuckowi w połowie zdania. 

Dan  miał  na  sobie  poprzypalany  papierosami  biały  podkoszulek  i  workowate 

jasnobrązowe sztruksy. Wyglądał jak ten sam niechlujny, rozczochrany poeta, którego zawsze 

znała  i  kochała.  Odkąd  „New  Yorker”  opublikował  jego  wiersz  Zdziry,  Dan  zaczął  bardziej 

zwracać uwagę na swój wygląd. Kupował ciuchy we francuskich butikach, takich jak Agnes 

B.  albo  APC.  I  zaraz  potem  zdradził  ją  z  anorektyczną  zdzirą  poetką  o  Ŝółtych  zębach. 

Mystery Craze. Ale Mystery to historia i moŜe stary Dan wrócił na dobre. 

Myśl.  Ŝeby  usiąść  i  porozmawiać  z  Vanessą,  była  trochę  niepokojąca,  ale  moŜe  jeśli 

skupią  się  na  filmie,  to  nie  będą  musieli  wygrzebywać  wszystkich  brudów.  Dan  zerknął  na 

Chucka, który czesał małpę dziecięcą szylkretową szczotką do włosów Mason Pearson. 

- A ty...? 

- JuŜ  skończyliśmy  -  spławiła  Chucka  Vanessa.  -  Wróć,  jak  będziesz  miał  jakieś 

wieści. 

Oczywiście  nie  musiała  tego  mówić.  Chuck  i  tak  by  wrócił.  Wszyscy  wrócą.  Nie 

zdołają  się  powstrzymać.  Tak  łatwo  namówić  tych  egocentryków  do  wygrzebywania 

własnych brudów, Ŝe prawo powinno tego zabraniać. 

- Ale  nie  doszedłem  do  tego,  Ŝe  wynająłem  dla  Cukiereczka  rzecznika  -  nadąsał  się 

Chuck. - Idziemy do telewizji i... 

background image

- Daruj sobie - warknęła Vanessa. Podciągnęła rękaw czarnej koszuli i udała, Ŝe zerka 

na zegarek. Dan jednak wiedział, Ŝe Vanessa nie nosi zegarka. - Następny. 

Chuck  wsiał  i  odszedł  z  małpą  na  ramieniu.  Dan  usiadł.  Dłonie  spociły  mu  się  z 

nerwów. 

- Wiec o czym jest ten film? - zapylał. 

Dziewczyna  wylegująca  się  przy  fontannie  upuściła  zapalniczkę,  którą  Vanessa  jej 

odkopnęła. 

- Jeszcze  nie  jestem  pewna.  Chcę  pokazać,  jak  wszyscy  teraz  wariują.  No  wiesz,  w 

związku z college'ami i w ogóle - wyjaśniła. - Ale nie tylko o to chodzi. 

- Aha - Dan pokiwał głową. 

Vanessa nigdy nie robiła prostych rzeczy. Pogrzebał w torbie w poszukiwaniu paczki 

cameli. Zapalił papierosa. 

- Ostatnio trochę się denerwuję tymi listami - przyznał. 

Vanessa  zerknęła  do  kamery  i  zaczęła  nagrywać.  Blada  twarz  Dana  wyglądała  w 

słońcu  tak  krucho,  Ŝe  trudno  było  uwierzyć,  Ŝe  ją  zdradził.  Ze  był  w  stanic  zrobić  coś  tak 

podłego. 

- Mów dalej. 

- Chyba najbardziej gryzie mnie to, Ŝe usłyszę, jak kumple z klasy mówią mi ..Będzie 

nam  ciebie  brakować  w  przyszłym  roku”.  -  Dan  zaciągnął  się  papierosem.  Skóra  w  kolorze 

kości  słoniowej  po  wewnętrznej  stronie  ramienia  Vanessy  sprawiła,  Ŝe  zapomniał,  o  czym 

mówi. Kość słoniowa, dobre. 

- Mów dalej - zachęciła go Vanessa. 

Dan wydmuchał dym prosto w kamerę. 

- Nikt nie będzie za mną tęsknił ani ja za nikim nie zatęsknię, moŜe z wyjątkiem ojca i 

siostry.  -  Przerwał  i  przełknął  ślinę.  I  tobą  oraz  twoimi  ramionami  z  kości  słoniowej,  chciał 

dodać

 

ale pomyślał, Ŝe lepiej to zapisać. 

Vanessa  starała  się  milczeć,  ale  niemądra  przemowa  Dana  bardzo  ją  poruszyła, 

chociaŜ wcale nie wspomniał o jej ramionach. 

- Za  mną  teŜ  nikt  nie  zatęskni  -  stwierdziła,  przyciskając  twarz  do  ekranu  z 

podglądem, Ŝeby nie spojrzeli sobie w oczy. 

Dan  strzepnął  popiół  i  wtarł  go  w  ziemię  piętą  zdartych  niebieskich  pum.  To  było 

dziwne uczucie: rozmawiać z Vanessą z takim dystansem, skoro raptem miesiąc temu byli w 

sobie zakochani, a on po raz pierwszy uprawiał seks. 

- Ja będę za tobą tęsknił - przyznał się cicho. - JuŜ mi ciebie brakuje. 

background image

Vanessa wyłączyła kamerę, nim powiedziałaby coś zbyt osobistego. 

- Baterie  padły  -  rzuciła  szorstko.  -  Wróć  moŜe  innym  razem  -  dodała,  Ŝałując,  Ŝe 

zawsze musi być taką jędzą. 

Dan wstał i zarzucił na ramię torbę. 

- Miło było cię spotkać - odparł z nieśmiałym uśmiechem 

Nie mogąc się powstrzymać, Vanessa odpowiedziała uśmiechem. 

- Wzajemnie. - Zawahała się. - Obiecujesz, Ŝe wrócisz, kiedy się czegoś dowiesz? 

Miło było znowu zobaczyć jej uśmiech. 

- Obiecuję - odparł szczerze Dan i pomaszerował z powrotem promenadą. 

MoŜe  tylko  majstrowała  przy  obiektywie,  ale  wyglądało  to  zupełnie  tak,  jakby 

Vanessa obserwowała przez kamerę jego tyłek, gdy odchodził. 

background image

och, młodym by

ć

 i beztroskim 

- Jak miło, Ŝe twój brat Daniel powiedział nam chociaŜ „cześć” - rzuciła sarkastycznie 

Elise Wells do Jenny Humphrey. Wyciągnęła nad głową długie, piegowate ramiona, a potem 

opuściła je. - Chyba się mnie boi. 

Jenny  zdjęła  stopę  z  kolan  Elise  i  obejrzała  świeŜo  pomalowane  paznokcie.  Elise 

rozmazała czerwony lakier MAC  New York Apple na najmniejszym palcu, gdzie paznokieć 

był malusieńki, przez co wyglądało to tak, jakby ktoś młotkiem przyłoŜył w nogę Jenny. 

- Ostatnio Dan zachowuje się dość dziwacznie - zauwaŜyła. Nie chcę cię rozczarować, 

ale  to  chyba  nie  ma  z  tobą  nic  wspólnego.  W  tym  tygodniu  powinien  dostać  odpowiedź  z 

college'ów. 

Dziewczyny  siedziały  na  ławce  po  drugiej  stronie  fontanny,  naprzeciwko  miejsca, 

gdzie  Vanessa  ustawiła  kamerę.  Jenny  osłoniła  oczy  przed  słońcem  i  zerknęła  ponad 

obmurowaniem fontanny, co się dzieje. 

Vanessa  filmowała  teraz  Nicki  Button  -  kolejną  maturzystkę  z  Constance  Billard. 

Powszechnie  było  wiadomo,  Ŝe  Nicki  miała  dwie  operacje  nosa.  śeby  się  zorientować, 

wystarczyło porównać zdjęcia z księgi pamiątkowej z trzech ostatnich lat. 

- Robi  wywiady  tylko  z  tymi,  którzy  kończą  szkołę  -  oświadczyła  Elise.  Odgarnęła 

obcięte  na  pazia  grube  i  sztywno  jak  słoma  włosy  za  piegowate  uszy.  -  Pytałam  ją  w  czasie 

przerwy w szkole. 

Jenny zmarszczyła brwi. Dlaczego tak jest, Ŝe najfajniejsze rzeczy zawsze przypadają 

tym z ostatniej klasy? Obciągnęła stanik, który zawsze podjeŜdŜał jej pod pachy. StruŜki potu 

zbierały jej się w miseczkach, przez co miała wraŜenie, Ŝe włoŜyła mokry kostium kąpielowy, 

a nie dodatkowo wzmacniany, wygodny stanik Bali dla kobiet z duŜym biustem. 

- I tak nie chciałabym być w jej głupim filmie - mruknęła. 

- Jasne - zaśmiała się Elise. - Jakbyś nie starała się przez cały czas naśladować Sereny 

van der Woodsen. 

Co za podłość! 

Jenny przyciągnęła kolana do piersi i spiorunowała wzrokiem Elise. Czy była uznaną, 

międzynarodową modelką? Czy była blondynką? Czy nosiła długi do kolan trencz z Burberry 

background image

i  paliła  importowane,  francuskie  papierosy.  Czy  spacerowała  bezmyślnie,  podczas  gdy 

chłopcy  gapili  się  na  nią  z  wywalonymi  jęzorami?  Czy  ukrywała,  Ŝe  tak  naprawdę  jest 

najbystrzejszą dziewczyną w klasie? Nie! 

Tak  naprawdę  Jenny  była  najbystrzejszą  dziewczyną  w  swojej  klasie,  ale  to  Ŝaden 

sekret. 

- Wymień jedną rzecz, którą zrobiłam tak jak Serena. 

Elise  odkręciła  buteleczkę  z  lakierem,  która  stała  na  brzegu  fontanny  i  zaczęła 

malować  sobie  paznokcie  u  rąk.  Kolor  był  zbył  jaskrawy  i  gryzł  się  z  jej  bladą,  piegowatą 

skórą. 

- Nie chodzi o to. co robisz... - Urwała. - Tylko o to, jak zawsze kumplujesz się z nią 

na spotkaniach grupy. Jakbyś chciała, Ŝeby wszyscy wiedzieli, Ŝe przyjaźnisz się z modelką. I 

o  to,  jak  zawsze  przymierzasz  te  modne  ciuchy  w  sklepach,  jakbyś  miała  gdzie  je  nosić. 

Zupełnie jak Serena. 

Nawet nie wspomniała o krótkim flircie z Nate'em Archihaldem, raŜącym przykładzie 

sytuacji, gdy dziewczyna z młodszej klasy traci głowę dla starszego chłopaka. To byłoby zbyt 

Ŝenujące. 

Nagle, nie wiadomo skąd, pojawiła się piłka i odbiła się od głowy Jenny. 

- Auć! - wykrzyknęła wściekła, czerwieniąc się. 

Wstała i wsunęła stopy  w róŜowe zamszowe klapki DKNY, które kupiła na ostatniej 

wyprzedaŜy w Bloomies, jeszcze bardziej rozmazując nadal mokry lakier na paznokciach. 

- Nie  wiem.  co  cię  gryzie  -  warknęła  na  Elise  -  ale  wolę  trzymać  się  mojego 

dziwacznego brata, niŜ słuchać, jak się mnie czepiasz. 

Elise nadal malowała paznokcie, co było jeszcze bardziej wkurzające. 

- Jak chcesz - rzuciła uraŜona Jenny i głośno tupiąc, zeszła schodami, jak najdalej od 

fontanny,  w  stronę  zachodniej  części  Central  Parku.  Naśladuję  Serenę,  szydziła  w  myślach. 

Jej  ogromne  piersi,  rozmiar  DD,  podskakiwały  przy  kaŜdym  kroku.  Jakbym  miała  szansę 

choćby się zbliŜyć do ideału. 

Ale  Jenny  podchodziła  do  wyzwań  powaŜnie  i  nic  nie  sprawiłoby  jej  większej 

przyjemności,  jak  udowodnienie  Elise,  Ŝe  nie  jest  jakimś  nieudacznikiem,  próbującym  co  i 

rusz naśladować Serenę. I za kaŜdym razem bez skutku. Jakiś chłopak zagwizdał za nią, gdy 

przechodziła  koło  niego,  kołysząc  piersiami.  Odrzuciła  kręcone  brązowe  włosy  z  twarzy, 

udając,  Ŝe  go  nie  zauwaŜyła.  MoŜe  i  nie  ma  metra  osiemdziesięciu,  blond  włosów  i 

olśniewającej  urody,  ale  chłopcy  i  tak  za  nią  gwiŜdŜą.  To  chyba  coś  znaczy,  prawda?  I  nie 

wszystkie  modelki  są  wysokimi  blondynkami.  Uniosła  podbródek  i  bardziej  dziarsko 

background image

pomaszerowała, naśladując sposób, w jaki chodzą po wybiegu modelki na pokazach w Metro 

Channel. Elise odszczeka, co powiedziała,  gdy zobaczy twarz Jenny  w „Vogue”  albo „Elle” 

Zrobi taką furorę, Ŝe nawet Serena jej pozazdrości. 

Na pewno Serena nie pozazdrościłaby jej tej psiej kupy w którą Jenny prawie weszła, 

gdy próbowała stać się drugą Gisele. 

background image

 

tematy    ◄    wstecz    dalej    ►    wyślij pytanie    odpowiedź 

Wszystkie  nazwy  miejsc,  imiona  i  nazwisko  oraz  wydarzenia  zostały  zmienione  lub  skrócone,  po  to  by  nie 

ucierpieli niewinni. Czyli ja. 

 

hej, ludzie!

 

 

Tak  wi

ę

c  jest  ju

Ŝ

  czwartek  i  nikt  jeszcze  nie  dostał 

Ŝ

adnej  wiadomo

ś

ci.  Przepraszam  bardzo?!  A 

wszystko przez denerwuj

ą

cy, krety

ń

ski pomysł ameryka

ń

skiej poczty. Najwyra

ź

niej w zeszłym roku o 

tej  porze  poczta  odebrała  miliony  telefonów  od  maturzystów  wybieraj

ą

cych  si

ę

  do  college'ów,  którzy 

oskar

Ŝ

ali  poczt

ę

  o  zgubienie  powiadomie

ń

,  a  nawet  o  grzebanie  w  nich.  Pewnie.  Jakby  listonosza 

naprawd

ę

  obchodziło,  czy  dostaniesz  si

ę

  do  Princetown.  Wi

ę

c  w  tym  roku  postanowili  wypróbowa

ć

 

system,  który  nazywa  si

ę

  Ogólnokrajowa  Pula  Powiadomie

ń

  o  Przyj

ę

ciu  -  brzmi  to  m

ą

drzej,  ni

Ŝ

 

wygl

ą

da  w  rzeczywisto

ś

ci.  Zasadniczo  chodzi  o  to, 

Ŝ

e  college'e  maj

ą

  wysyła

ć

  listy  całymi  paczkami 

według kodu pocztowego, 

Ŝ

eby mo

Ŝ

na było je dostarczy

ć

 wszystkie naraz. 

 

Jakby

ś

my nie do

ść

 si

ę

 ju

Ŝ

 nacierpieli. W ka

Ŝ

dym razie plotka mówi, 

Ŝ

e paczki wyszły w poniedziałek, 

a poniewa

Ŝ

 zasadniczo mam ten sam kod pocztowy, nasze listy powinny doj

ść

... DZISIAJ!! 

 

Wasze e - maile 

 

P:

 Droga P! 

Jeste

ś

 super. Uwaga wszyscy: impreza dzi

ś

 wieczór w restauracji mojego ojca. True West, 

hotel Pier, ostatnie pi

ę

tro, West Street. Zarezerwowałem par

ę

 apartamentów w hotelu, wi

ę

b

ę

dzie mnóstwo miejsca, 

Ŝ

eby wypu

ś

ci

ć

 troch

ę

 pary. 

Wyluzujcie. 

luzak 

 

O:

 Drogi luzaku! 

Nie, to ty jeste

ś

 super. Do zobaczenia dzi

ś

 wieczór! 

 

Na celowniku 

background image

 

B  dr

ę

czy  listonosza.  To  wła

ś

nie  przez  takich  jak  ona  wszyscy  teraj  cierpimy!  S  czyta  ogłoszenia 

towarzyskie w „Time Out” podczas pedikiuru u kosmetyczki w Mandarin Oriental. 

ś

eby było ciekawiej, 

najwyra

ź

niej  zatrzymała  si

ę

  na  stronie  Kobiety  szukaj

ą

  kobiet.  D  siedzi  na  marmurowej  podłodze  w 

korytarzu swojego domu pod skrzynkami na listy i pisze zaciekle w małym czarnym notatniku. Chyba 

presja  go  dopadła.  N  popija  z  rodzicami  whisky  z  wod

ą

  gazowan

ą

  w  Yale  Club.  Ju

Ŝ

  zacz

ę

li 

ś

wi

ę

towa

ć

?  J  kupuje  w  pobliskim  kiosku  wysoki  na  metr  stos  czasopism  z  mod

ą

.  Szuka  czego

ś

  do 

szkoły  czy  po  prostu  przygotowuje  kola

Ŝ

?  A  V  robi  wywiady  dosłownie  ze  wszystkimi.  To  b

ę

dzie 

wyj

ą

tkowo nudny film! 

 

Je

ś

li masz du

Ŝ

ego psa, który lubi gry

źć

 listonoszy, to prosz

ę

: trzymaj go na smyczy. 

 

Ludzie, pami

ę

tajcie, jedziemy na jednym wózku. 

Wiem, 

Ŝ

e mnie kochacie. 

plotkara 

background image

do biegu, gotowi, otwiera

ć

- O  mój  BoŜe,  nie  mogę  oddychać  -  jęknęła  dramatycznie  Blair.  Przycisnęła  do 

brzucha  jedną  z  wypełnionych  łupinami  z  jęczmienia  poduszek  z  łóŜka  jej  brata  Aarona.  - 

Zaraz zwymiotuję. 

Nie byłby to jej pierwszy raz. 

- Uspokój  się  -  poradziła  jej  Serena,  układając  dwa  stosy  białych,  kremowych  i 

szarych  kopert  na  narzucie  z  konopi  w  kolorze  oberŜyny.  Jej  przedwczorajsze  przeczucia  w 

parku  na  temat  zabawy  we  wspólne  otwieranie  listów  okazały  się  boleśnie  trafne.  Po  prostu 

Blair  za  bardzo  była  nastawiona  na  rywalizację,  Ŝeby  zachowywać  się  w  cywilizowany 

sposób. 

- Umrę - jęknęła Blair, trzymając się za brzuch. 

Obie  dziewczyny  siedziały  ze  skrzyŜowanymi  nogami  na  łóŜku  Aarona  w  jego 

sypialni,  która  teraz  była  teŜ  pokojem  Blair  -  do  dnia,  kiedy  wyjedzie  do  college'u.  Jej 

prawdziwa  sypialnia  została  przerobiona  na  pokój  dziecinny  dla  Yale,  jej  nowej  przyrodniej 

siostrzyczki,  która  powinna  urodzić  się  w  czerwcu.  Aaron  mieszkał  razem  z  jej  młodszym 

bratem  Tylerem.  Blair  gardziła  ekologicznym  wystrojem  pokoju,  który  przesiąkł  zapachem 

starych sojowych hot dogów i ziołowych papierosów. Zastanawiała się, czy nie upomnieć się 

o apartament w hotelu Carlyle przy Madison. Przynajmniej do końca szkoły. 

I jak tu mówić o idealnym miejscu na randkę z Nate'em, gdy juŜ dostanie się do Yale! 

No tak, ale najpierw musi się dostać. 

Na  łóŜku  miedzy  dziewczynami  leŜały  dwa  stosy  kopert,  odwróconych  tak,  Ŝeby  nie 

było  widać  adresu  zwrotnego.  U  Blair  leŜało  siedem  listów,  u  Sereny  pięć,  a  jednak  stos  tej 

drugiej był wyŜszy. Nie da się ukryć - koperty do Sereny były podejrzanie wypchane. 

- No dobra? Gotowa? - zapytała Serena. Wyciągnęła rękę i uścisnęła dłoń Blair, Ŝeby 

Ŝyczyć jej powodzenia. 

- Czekaj! 

Blair  złapała  butelkę  wódki  Ketel  One,  którą  podwędziła  z  nocnej  szafki  ojczyma,  i 

otworzyła ją zębami. 

- Im  dłuŜej  to  odwlekasz,  tym  bardziej  będzie  boleć  -  odparła  Serena,  powoli  tracąc 

background image

cierpliwość. 

Blair pociągnęła łyk, zamknęła oczy i sięgnęła po pierwszą kopertę ze swojego stosu. 

- Pieprzyć to. Bierzemy się do roboty. 

Trrach! 

Droga pani Waldorf 

Komisja  rekrutacyjna  z  przykro

ś

ci

ą

  informuje  pani

ą

Ŝ

e  przejrzeli

ś

my  Pani 

podanie i niestety nie mo

Ŝ

emy Pani  zaoferowa

ć

 miejsca na uniwersytecie Harvarda 

przyszłej jesieni.

 

Trrach! 

Droga pani van der Woodsen 

Komisja  rekrutacyjna  przejrzała  Pani  podanie  i  z  przyjemno

ś

ci

ą

  proponuje 

Pani miejsce na uniwersytecie Harvarda...

 

Trrach! 

Droga pani Waldorf 

Dzi

ę

kujemy za Pani podanie. Na uniwersytet Princeton zgłosiło si

ę

 w tym roku 

wyj

ą

tkowo  wielu  ch

ę

tnych.  Decyzja  o  przyj

ę

ciu  jest  zawsze  trudna.  Z  przykro

ś

ci

ą

 

informujemy Pani

ą

Ŝ

e nie mo

Ŝ

emy Pani zaoferowa

ć

 miejsca na wydziale...

 

Trrach! 

Droga pani van der Woodsen 

Dzi

ę

kujemy 

za  Pani  niebywałe  podanie.  Uniwersytet  Princeton 

przyjemno

ś

ci

ą

 proponuje Pani miejsce na wydziale...

 

Trrach! 

Droga pani Waldorf 

Z przykro

ś

ci

ą

 informujemy Pani

ą

Ŝ

e uniwersytet Brown nie mo

Ŝ

e...

 

Trrach! 

Droga pani van der Woodsen 

Komisja  rekrutacyjna  jest  pod  wra

Ŝ

eniem  Pani  podania.  Z  przyjemno

ś

ci

ą

 

zapraszamy Pani

ą

 na uniwersytet Brown...

 

Trrach! 

Droga pani Waldorf 

Przejrzeli

ś

my  Pani  podanie  i  postanowili

ś

my  nie  przyznawa

ć

  Pani  miejsca  w 

Wesleyan przyszłej jesieni. 

ś

yczymy powodzenia.

 

Trrach! 

Droga pani van der Woodsen 

background image

Komisja rekrutacyjna uniwersytetu Wesleyan z przyjemno

ś

ci

ą

 proponuje Pani 

miejsce...

 

Trrach! 

Droga pani Waldorf 

College  Vassar  to  niewielka  uczelnia  i  mo

Ŝ

e  przyj

ąć

  ograniczon

ą

  liczb

ę

 

ch

ę

tnych.  Z  przykro

ś

ci

ą

  informujemy  Pani

ą

Ŝ

e  nie  mo

Ŝ

emy  zaproponowa

ć

  Pani 

miejsca przyszłej jesieni.

 

Trrach! 

Droga pani van der Woodsen 

Dzi

ę

kujemy  za  zło

Ŝ

enie  podania  na  uniwersytet  Yale.  Z  przyjemno

ś

ci

ą

 

zapraszamy Pani

ą

...

 

Trrach! 

Droga pani Waldorf 

Dzi

ę

kujemy  za  zło

Ŝ

enie  podania  na  uniwersytet  Yale.  Komisja  rekrutacyjna 

wpisała Pani nazwisko na list

ę

 rezerwowychBiuro poinformuje Pani

ą

 o ostatecznej 

decyzji 15 czerwca lub wcze

ś

niej.

 

Trrach! 

Droga pani Waldorf 

Przejrzeli

ś

my  pani  podanie  i  z  przyjemno

ś

ci

ą

  proponujemy  Pani  miejsce  na 

uniwersytecie Georgetown.

 

Blair cisnęła ostatni list na narzutę i złapała butelkę wódki. Jest na liście rezerwowych 

w Yale i dostała się tylko do Georgetown? AleŜ to było tylko wyjście awaryjne! W Ŝyciu nie 

myślała, Ŝe rzeczywiście tam wyląduje. 

Napij się jeszcze i przemysł to sobie drugi raz, pączuszku. 

Spanikowana wzięła łyk i podała butelkę Serenie. 

- A jak u ciebie? - dopytywała się. 

Patrząc  na  przeraŜoną  twarz  Blair,  Serena  zorientowała  się,  Ŝe  wieści  nie  były 

najlepsze. Nie wiedziała, co powiedzieć. 

- Ehm.., dostałam się.., właściwie.., wszędzie... 

Blair  spojrzała  z  niedowierzaniem  na  plik  listów  w  dłoniach  Sereny.  Na  wierzchu 

leŜała  kremowa  koperta  z  charakterystycznym  niebieskim  nagłówkiem  uniwersytetu  Yale. 

Wzrok jej się zamglił. 

- Czekaj no, złoŜyłaś podanie do Yale? 

Serena kiwnęła głową. 

background image

- W ostatniej chwili pomyślałam, Ŝe właściwie czemu nie, no wiesz... 

- I dostałaś się? 

Serena znowu pokiwała głową. 

- Przykro mi. 

Sięgnęła  po  pilota  i  włączyła  telewizor  Aarona,  a  polem  go  wyłączyła.  Blair  z 

odsłoniętymi zębami piorunowała ją wzrokiem, przez co Serena poczuła się nieswojo. 

Blair ciągle przeszywała ją spojrzeniem. W pierwszej klasie niechcący odcięła noŜem 

pasmo złotych włosów Sereny, tak na trzydzieści centymetrów długie. Przez wszystkie te lata 

czuła  się  z  lego  powodu  winna  -  ale  teraz  koniec.  śałowała,  Ŝe  nie  obcięła  Serenie  całej 

głowy. Złapała butelkę i wściekła wzięła następny łyk wódki. Co takiego miała Serena, czego 

jej  zabrakło?  Blair  była  najlepsza  w  klasie  i  chodziła  na  wszystkie  dodatkowe  zajęcia,  które 

oferowali  w  Constance.  Miała  same  piątki  na  końcowych  egzaminach.  Pracowała 

charytatywnie.  Prowadziła  francuski  klub.  Była  notowana  w  krajowym  rankingu  tenisistek. 

Cała jej szkolna kariera - praktycznie całe jej Ŝycie - było podporządkowane dostaniu się do 

Yale.  Jej  ojciec  tam  studiował.  Jego  ojciec  tam  studiował.  Jej  stryjeczny  dziadek  ufundował 

dwa  budynki  i  boisko.  Serenę  na  jesieni  wyrzucono  ze  szkoły  z  internatem.  Nie  chodziła  na 

Ŝadne  zajęcia  dodatkowe,  właściwie  prawie  nie  miała  Ŝadnych  zajęć  pozaszkolnych.  Utrzy-

mywała,  Ŝe  ma  średnie  oceny,  a  wyniki  na  egzaminach  końcowych  gorsze  nawet  od  Nate'a. 

Ojciec Sereny studiował w Princeton i Brown, to najwięksi konkurenci Yale. A jednak Serenę 

przyjęli  na  Yale,  a  Blair  dostała  się  na  pieprzoną  listę  rezerwowych!  Czy  Serena  wiedziała 

coś,  czego  ona  nie  wiedziała  po  dwunastu  dwugodzinnych  sesjach  z  panią  Glos,  spiętą, 

noszącą  peruki  doradczynią  dla  uczennic  ostatnich  klas  w  Constance  Billard  i  po  stu 

czternastu tygodniach zajęć przygotowawczych do egzaminów końcowych?! 

- Pewnie  nawet  tam  nie  pójdę  -  rzuciła  niepewnie  Serena,  próbując  zbagatelizować 

sprawę.  -  Muszę..,  no  wiesz..,  odwiedzić  wszystkie  szkoły,  nim  się  zdecyduję.  -  Zebrała 

zmysłowe blond włosy na czubku głowy i zmarszczyła brwi. - Moz w ogóle nie pójdę od razu 

do college'u. Mogłabym zostać w mieście i spróbować aktorstwa albo czegoś takiego. 

Blair  zeskoczyła  z  łóŜka,  rozrzucając  listy  z  odmowami  Więc  Serena  dostała  się  do 

Yale, ale tak naprawdę nawet nit chce tam pójść? 

- Co,  do  cholery?!  -  krzyknęła,  rozlewając  wódkę  na  matę  z  trawy  morskiej  na 

podłodze. 

Serena zebrała swoje listy i schowała za plecami. 

- A co z pozostałymi szkołami? Musiałaś... 

Nagle  brat  Blair.  Aaron,  wsunął  do  pokoju  swoją  zadowoloną  z  siebie  głowę 

background image

przyszłego studenta Harvardu z rastafariańskimi dredami. 

- Chyba  słyszałem  jakieś  krzyki.  -  Zerknął  na  listy  w  ręku  Sereny.  -  Przyjęta  do 

Harvardu!  -  Wszedł  do  pokoju  i  wyciągnął  rękę,  Ŝeby  przybić  z  nią  piątkę.  -  Pięknie!  - 

Uśmiechnął się szeroko do Blair. - Co jest, siostrzyczko? 

Blair nie była pewna, czy zabić ich oboje, czy raczej zabić siebie. 

- Nie  jestem  twoją  siostrą  -  odgryzła  się.  Z  rozmachem  po  stawiła  butelkę  wódki  na 

komodzie  Aarona  z  ekologicznego  drewna  bukowego,  prawie  tłukąc  szkło.  -  Ale  skoro 

obydwoje  jesteście  tak  ciekawi,  to  dostałam  się  na  pieprzoną  listę  rezerwowych  do  Yale.  A 

jedyne miejsce, gdzie mnie przyjęli, to Georgetown. Pieprzone, cholerne Georgetown. 

Serena  i  Aaron  przez  chwilę  tylko  patrzyli  na  nią  z  oczami  szeroko  otwartymi  ze 

zdumienia i strachu wobec WszechpotęŜnego Gniewu Blair. 

-  To  nie  tak  źle  -  mruknęła  w  końcu  Serena.  Nie  wiedziała  zbyt  wiele  na  temat 

Georgetown,  ale  spotkała  kiedyś  milusich  chłopców,  którzy  się  tam  uczyli,  a  poza  tym  to 

moŜe być fajnie mieszkać w tym samym mieście co prezydent. - Jestem pewna, Ŝe uniwerek 

Yale  tylko  gra  trudnego  do  zdobycia.  A  jeśli  jednak  tam  nie  wylądujesz.  To  przynajmniej 

będziesz miała coś w zanadrzu. 

Łatwo  mówić  Serenie,  skoro  ona  w  zanadrzu  ma  Harvard  i  Brown.  Blair  wsunęła 

stopy w nowe gołębioszare pantofle od Eugenii Kim i porwała z łóŜka czarny zapinany sweter 

od DKNY. 

- Daj spokój. Blair, nie bądź takim frajerem. New Haven to zwykła dziura. Pewnie nie 

cierpiałabyś tego miejsca. - Aaron wsunął kciuki z odciskami od gitary do kieszeni zielonych, 

wojskowych spodni. - W dystrykcie Columbia przynajmniej mają sklepy Prady. 

Oczywiście Blair usłyszała tylko, jak Aaron mówi „frajer”. 

- Odpieprzcie  się  -  syknęła  na  nich  oboje  i  wyszła  z  pokoju.  Zamierzała  wpaść  do 

domu Nate'a. Istniała spora szansa, Ŝe jego przyjęli tylko do jakiejś beznadziejnej szkoły dla 

wielbicieli trawki, jak Hobart albo UNH. Przynajmniej okaŜe jej współczucie. 

MoŜe nawet w ramach tego współczucia pójdzie z nią do łóŜka. ChociaŜ nie miała na 

to nastroju. 

background image

N ma zbyt dobre nowiny, 

Ŝ

eby si

ę

 nimi dzieli

ć

 

Nikogo  poza  nim  nie  było  w  domu,  ale  z  przyzwyczajenia  Nate  upchnął  zwinięty 

granatowy  ręcznik  kąpielowy  od  Ralpha  Laurena  w  szparę  miedzy  drewnianą  podłogą  a 

zamkniętymi drzwiami do jego pokoju. Dopiero potem usiadł na narzucie w czarno - zieloną 

kratę i zapalił. Zaciągnął się mocno i wziął pierwszą kopertę z niewielkiego stosu na nocnej 

szafce. Rozerwał kopertę. 

Gratulujemy, panie Archibald 

Uniwersytet Brown z przyjemno

ś

ci

ą

 proponuje Panu...

 

Punkt! 

Nate rzucił list na łóŜko, zaciągnął się znowu i rozdarł drugą kopertę. 

Drogi panie Archibald 

Komisja  rekrutacyjna  przejrzała  pa

ń

skie  podanie  i  zaprasza  Pana  na 

uniwersytet Boston, na wydział...

 

Drugi punkt! 

Pociągnął skręta i oparł go na brzegu nocnej szafki. Następna koperta. 

Hampshire College otrzymał w tym roku du

Ŝ

o znakomitych i ciekawych poda

ń

Pa

ń

skie  wyró

Ŝ

niało  si

ę

.  Panie  Archibald,  z  przyjemno

ś

ci

ą

  zapraszamy  Pana 

najbli

Ŝ

szej jesieni do Hampshire.

 

Trzeci punkt! 

Osłania koperta - był w stanie złoŜyć podanie tylko do czterech szkól. 

Dzi

ę

kujemy  za  zło

Ŝ

enie  podania.  Komisja  rekrutacyjna  uniwersytetu  Yale  z 

przyjemno

ś

ci

ą

 oferuje Panu miejsce... 

Cztery cholerne punkty!!! 

Nate nie mógł się doczekać, kiedy powie Blair. Mogliby razem iść na Yale i mieszkać 

w domu dla małŜeństw, tak jak marzyli. MoŜe nawet mogliby mieć psa. Doga. 

Nate  przejrzał  inne  papiery  upchnięte  w  kopertach.  Do  listów  powiadamiających  o 

przyjęciu  z  Brown  i  Yale  dołączono  listy  od  trenerów  lacrosse,  którzy  gwarantowali  mu 

miejsce w druŜynie. 

- Jasny gwint - sapnął, czytając listy. 

background image

Nie przyjęli go tak po prostu. Im cholernie na nim zaleŜało. 

Dołącz do nas. 

Sięgnął po komórkę i juŜ miał wybrać prywatną linię Blair, gdy telefon zadzwonił mu 

w dłoni. Na małym ekranie pojawiło się imię BLAIR. 

- Hej. Właśnie miałem do ciebie dzwonić. - Zaśmiał się. - jak poszło? 

- Wpuść mnie - odparła krótko. - Jestem jakieś dwa domy od ciebie. 

O - oo. 

Nate  poślinił  palce  i  ścisnął  Ŝarzący  się  koniec  skręta,  nim  się  całkiem  wypalił. 

Rozpylił trochę wody kolońskiej Hermesa Rau D'Orange Verte, Ŝeby odświeŜyć powietrze w 

pokoju. Nie miał jednak zamiaru ukrywać tego, Ŝe palił trawkę. Po prostu nie chciał dymem 

przyprawić Blair o mdłości. 

Rozległ się dzwonek, więc przycisnął guzik domofonu. 

- Jestem  w  swoim  pokoju  -  poinformował  ją  przez  nowoczesny  wideointerkom.  - 

Wchodź na górę. 

Na łóŜku leŜały cztery listy powiadamiające o przyjęciu. Zebrał je, potowy pochwalić 

się  Blair  niesamowitą  nowiną:  razem  pójdą  na  Yale!  Ten  rodzaj  trawki  zawsze  sprawiał,  Ŝe 

się napalał. MoŜe Blair wreszcie będzie gotowa na seks i uda im się stosownie uczcić sukces - 

bez ubrań. 

Albo i nie. 

Dom  Nate'a  był  jeszcze  fajniejszy  od  mieszkania  Blair  -  w  końcu  to  był  cały  dom,  z 

ogrodem  i  wszystkim,  a  poniewaŜ  był  jedynakiem.  Nate  miał  całe  piętro  dla  siebie.  Ale 

schody zawsze denerwowały Blair - czy jego rodzice nie mogli zainstalować windy? 

- Umieram  -  jęknęła  Blair,  gdy  tylko  pokonała  ostatni  schodek.  Słaniając  się,  weszła 

do pokoju Nate'a i padła twarzą w materac łóŜka. Potem obróciła się na plecy i zagapiła przez 

świetlik w suficie. - A przynajmniej Ŝałuję, Ŝe nie umarłam. 

Istniała  spora  szansa,  Ŝe  Blair  nie  myślałaby  o  śmierci,  gdyby  dostała  się  do  Yale. 

Nate  wsunął  listy  ze  szkół  do  biurka  i  usiadł  obok  niej.  OstroŜnie  pogłaskał  ją  kciukiem  po 

nieskazitelnie gładkim policzku. 

Dziękujemy ci, kremie do twarzy La Mer. 

- Co się dzieje? - zapytał delikatnie. 

- Ta głupia zdzira Serena dostała się do Yale i do wszystkich innych szkół, do których 

złoŜyła  papiery,  a  ja  tylko  do  pieprzonego  Georgetown.  W  Yale  jestem  na  liście 

rezerwowych.  Wszędzie  indziej  mnie  odrzucili.  -  Blair  obróciła  się  i  przycisnęła  twarz  do 

nogi  Nate'a.  Dziś  właśnie  powinna  stracić  dziewictwo,  ale  to  było  oczywiste:  ktoś  tak 

background image

beznadziejny jak ona nigdy nie będzie uprawiał seksu. - Nate, co teraz zrobimy? 

Nate nie wiedział, co powiedzieć. Jedno było pewne. Nie zamierzał powiedzieć Blair 

o tym, Ŝe dostał się do Yale. Mogłaby go udusić poduszką albo coś takiego. 

- Znam  sporo  chłopaków,  którzy  w  zeszłym  roku  byli  na  liście  rezerwowych. 

Większość z nich się dostała - tłumaczył. 

- Tak,  ale  nie  do  Yale  -  zawodziła  Blair.  -  Wszystkie  beznadziejne  szkoły  mają 

strasznie długie listy rezerwowych, bo ludzie traktują je jak wyjście awaryjne i w końcu ich 

nie wybierają. 

- Och. 

To typowe dla Blair. Dla niej kaŜda szkoła poza Yale była beznadziejna. 

- W  Yale  wiedzą,  Ŝe  prawie  kaŜdy  przyjęty  wybierze  ich,  więc  na  ich  liście 

rezerwowych pewnie są ze dwie osoby i te dwie osoby w Ŝyciu się nie dostaną. - Westchnęła 

cięŜko. - Cholera! - Usiadła i strzepnęła paproch z dŜinsów Seven. - A jak u ciebie? Gdzie się 

dostałeś? 

Nate  wiedział,  Ŝe  nie  powinien  zatajać  informacji  przed  swoją  dziewczyną,  przed 

dziewczyną, którą kochał, ale nie potrafił złamać jej serca. 

Albo tak jej wkurzyć, Ŝeby straciła ochotę na figle. 

- Aaaa - ziewnął, jakby to była najnudniejsza rozmowa pod słońcem. - Do Hampshire. 

BU. Brown. To tyle. 

Więc zapomniał wspomnieć o Yale. To tak samo, jakby skłamał, prawda? 

Tak? 

Blair  wbijała  lodowaty  wzrok  w  drewnianą  podłogę,  obracając  na  palcu  rubinowy 

pierścionek tak szybko, Ŝe Nate'owi zakręciło się w głowic. PołoŜył się obok niej i objął ją w 

talii. 

- Georgetown to dobra szkoła. Blair zesztywniała. 

- Ale to tak daleko od Brown - poskarŜyła się. 

Nate wzruszył ramionami i zaczął masować jej plecy między łopatkami. 

- MoŜe pojadę do Bostonu. ZałoŜę się, Ŝe jest regularne połączenie między Bostonem i 

Columbią. 

Łzy napłynęły do oczu Blair. Kopnęła piętami w materac. 

- Ale ja nie chcę iść do Georgetown. Nienawidzę Georgetown. 

Nate  przyciągnął  jej  głowę  do  swojej  piersi  i  pocałował  ją  w  kark.  Od  miesięcy  nie 

leŜeli razem na jego łóŜku i teraz naprawdę potęŜnie się napalił. 

- Byłaś tam i oglądałaś szkołę? 

background image

Szczerze mówiąc, nie obejrzała Ŝadnej szkoły poza Yale. 

- Nie - przyznała. 

Nate  przeciągnął  językiem  po  płatku  jej  ucha.  Brzoskwiniowy  zapach  jej  szamponu 

sprawiał, Ŝe robił się głodny. 

- Poznałem mnóstwo fajnych dziewczyn z Georgetown. Powinnaś tam pojechać. MoŜe 

nawet  bardziej  ci  się  tam  spodoba  niŜ  w  Yale  -  powiedział  stłumionym  głosem,  bo  łasił  się 

twarzą do jej karku. 

- Jasne - odparła gorzko Blair. 

Mgliście docierało do niej, Ŝe Nate się do niej przystawia, ale była zbyt zdenerwowana 

i czuła tylko jego ślinę na uchu. Nate opadł na plecy i wciągnął ją na siebie. Miał zamknięte 

oczy i zaciśnięte usta u napalonym, najaranym, szczęśliwym uśmiechu. 

- Mmmm - mruknął, rozkoszując się nią na sobie. 

- śałuję, Ŝe nie dostałam się do Yale - szepnęła Blair. 

Wtedy  mogłaby  po  prostu  ściągnąć  z  siebie  ubranie  i  w  końcu  to  zrobić,  tak  jak 

zawsze  sobie  wyobraŜała.  Wsunęła  głowę  pod  jego  brodę  i  zaciągnęła  się  miłym, 

przesyconym dymem zapachem. Seks będzie musiał poczekać. 

Nate otworzył oczy i westchnął cięŜko. Stosunek przerywany, część 20, przygotowana 

specjalnie dla niego przez Blair Waldorf. 

Właściwie to nie zasłuŜył sobie na seks. 

- Obiecaj  mi,  Ŝe  obejrzysz.  Georgetown  -  powiedział,  starając  się  być  wspierającym 

chłopakiem, a nie kłamliwym sukinsynem. 

Blair  objęła  go  mocno.  Jej  Ŝycic  było  Ŝałosnym  piekłem,  a  najlepsza  przyjaciółka 

zdradliwą zdzirą, ale przynajmniej miała Nate'a - słodkiego, czułego i prostolinijnego Nate'a. 

I miał racje. Nie zaszkodzi obejrzeć Georgetown. W tym momencie była gotowa na wszystko. 

- Dobrze, obiecuje - zgodziła się. 

Nate w sunął dłoń do jej dŜinsów, ale ona ją złapała i wyciągnęła. 

Na prawie wszystko. 

background image

zwyci

ę

zc

ą

 jest.... 

- JuŜ jest! - Dan usłyszał, jak szepcze jego młodsza siostra, gdy zamykał za sobą drzwi 

do mieszkania. - Szybciej! 

Cisnął klucze na chybotliwy stary stolik w korytarzu i zrzucił z nóg pumy. 

- Cześć! - krzyknął i pobiegł do kuchni, gdzie na ogół zbierała się jego rodzina. 

Jak  zwykle  Marx,  ogromny  czarny  kocur  Humphreyów,  leŜał  wyciągnięty  na 

popękanym Ŝółtym blacie kuchennym, z głową opartą na pomarańczowej ścierce. Do połowy 

pusty  kubek  z  kawą  stał  w  tym  samym  miejscu,  w  którym  Dan  zostawił  go  rano,  tuŜ  obok 

róŜowego  nosa  Marksa.  W  kuchni  było  włączone  światło,  a  na  blacie  stał  niedojedzony 

beztłuszczowy  jogurt  jagodowy  Danona  -  ulubiony  Jenny.  Dan  poczochrał  czarne  uszy 

Marksa.  Na  stole  brakowało  codziennego  stosu  poczty,  co  wydało  się  Danowi  podejrzane,  i 

nigdzie nie było widać Jenny. 

- Ej? Jest ktoś w domu? - krzyknął. 

- Tutaj - dobiegł głos Jenny z sąsiadującej z kuchnią jadalni. 

Dan  pchnął  wahadłowe  drzwi  prowadzące  do  jadalni.  Przy  stole  ramię  w  ramię 

siedzieli Jenny i ojciec.  Rufus. Rufus miał na sobie szarą koszulkę Metsów. Jego potargana, 

sztywna,  siwa  broda  rozpaczliwie  wymagała  wyczesania.  Jenny  nosiła  srebrną  bluzeczkę  w 

tygrysic  pasy,  która  wyglądała  na  dość  drogą,  a  paznokcie  miała  pomalowane  na 

jaskrawoczerwono. Naprzeciwko nich leŜały stos kopert i zamknięte pudełko czekoladowych 

pliczków Entenmann oraz biały papierowy kubek delikatesowej kawy. 

- Siadaj,  synu.  Czekaliśmy  na  ciebie  -  wyjaśnił  Rufus  z  nerwowym  uśmiechem.  - 

Kupiliśmy nawet dla ciebie twoje ulubione pączki. Dzisiaj twój wielki dzień! 

Dan  zamrugał.  Przez  ostatnie  siedemnaście  lat  ojciec  narzekał  na  koszty 

wychowywania  i  opłacania  szkól  dla  dwójki  niewdzięcznych  nastolatków  i  ciągle  groził,  Ŝe 

przeprowadza  się  do  kraju,  gdzie  opiekę  medyczną  i  edukację  zapewnia  państwo,  A  jednak 

posiał  Dana  i  Jenny  do  dwóch  najdroŜszych  i  najlepszych  niekoedukacyjnych  szkół  na 

Manhattanie,  przyklejał  do  lodówki  ich  piątkowe  karty  ocen  i  ciągle  przepytywał  z  łaciny  i 

poezji. Sprawiał wraŜenie, jakby bardziej denerwował się listami z college'ów od Dana. 

- Otworzyliście juŜ moje listy? - zapytał ostro Dan. 

background image

- Nie. Ale zaraz to zrobimy, jeśli się nie pośpieszysz i nie usiądziesz - odparła Jenny. 

Popukała w koperty błyszczącym, czerwonym paznokciem. - Na samym wierzchu połoŜyłam 

ten z Brown. 

- Jezu,  dzięki  -  mruknął,  siadając.  Jakby  cała  ta  sprawa  nie  była  dość  stresująca.  Nie 

spodziewał się, Ŝe będzie otwierał listy przed widownią. 

Rufus sięgnął przez stół po pudełko z paczkami i otworzył je. 

- No dalej - ponaglił syna i wsadził sobie pączka do ust. 

DrŜącymi palcami Dan otworzył ostroŜnie kopertę z Brown i rozłoŜył kartkę papieru. 

- O mój BoŜe, na pewno cię przyjęli! - pisnęła Jenny. 

- Co  piszą?  Co  piszą?  -  dopytywał  się  Rufus,  poruszając  nerwowo  krzaczastymi, 

siwymi brwiami. 

- Przyjęli mnie - odpowiedział cicho i podał ojcu list. 

- No pewnie, Ŝe przyjęli! - upajał się wiadomością Rufus. Złapał ze stołu wczorajszą, 

niemal pustą butelkę chianti, otworzył ją zębami i pociągnął łyk. - No, otwieraj następny! 

Drugi list był z New York University - NYU - gdzie Vanessę przyjęto juŜ wcześniej. 

- ZałoŜę się, Ŝe cię przyjęli - Jenny zachowywała się irytująco. 

- Ćśśś! - syknął na nią ojciec. 

Dan  rozdarł  kopertę.  .Spojrzał  na  ich  pełne  oczekiwania  twarze  i  powiedział 

spokojnie: 

- Przyjęli. 

- Juuuhuuu!  -  wykrzyknął  Rufus,  uderzając  się  w  pierś  jak  szczęśliwy  goryl.  -  Mój 

chłopak! 

Jenny sięgnęła po następną kopertę. 

- Mogę tę otworzyć? 

Dan przewrócił oczami. Miał jakiś wybór? 

- Jasne. 

- Colby College - przeczytała Jenny. - Co to za miejsce? 

- W Maine, ty ignorancie - odparł ich ojciec. - Otworzysz wreszcie, proszę? 

Jenny  zachichotała  i  wsunęła  palec  pod  zamknięcie  koperty.  To  było  zabawne, 

zupełnie jakby wręczała Oscara albo coś takiego. 

- Oscara dostanie... Dan! Przyjęli cię! 

- Super.  -  Dan  wzruszył  ramionami.  Nawet  nie  pojechał  do  Maine,  Ŝeby  odwiedzić 

Colby,  ale  jego  nauczyciel  od  angielskiego  upierał  się,  Ŝe  mają  tam  najlepszy  program  dla 

pisarzy na Wschodnim WybrzeŜu. 

background image

Jenny sięgnęła po następną kopertę i otworzyła ją bez pytania. 

- Uniwersytet Columbia. Ups. Nie przyjęli cię. 

- Łajdaki - warknął Rufus. 

Dan  znowu  wzruszył  ramionami.  Columbia  była  prestiŜową  uczelnią,  miała 

wymagający,  twórczy  program  i  była  blisko  domu,  więc  nawet  nie  musiałby  mieszkać  w 

akademiku. Ale zwaŜywszy, w jak klaustrofobicznej sytuacji właśnie się znalazł, mieszkanie 

w domu przez następne cztery lata wydawało się

 

małą atrakcją. 

Ostatnia koperta była z colleges Evergreen w stanie Waszyngton, który znajdował się 

tak daleko, Ŝe wydawało się to wręcz romantyczne. Dan przesunął kopertę w stronę Rufusa i 

wziął kubek zaoferowanej mu kawy. 

- Otwórz tę, tato. 

- Evergreen! - krzyknął Rufus. - Zostawisz nas dla północno - zachodniego wybrzeŜa 

Pacyfiku! Czy masz pojęcie, ile tam pada? 

- Tato - jęknęła Jenny. 

- JuŜ  dobrze,  dobrze.  -  Rufus  rozdarł  kopertę,  rozdzierając  przy  okazji  list.  MruŜąc 

oczy, spojrzał na pogniecioną kartkę. - Przyjęli! - Złapał kolejnego pączka, wsunął go do ust i 

pchnął pudełko w stronę Dana. - Cztery na pięć, nie najgorzej! 

- Wyjdźmy gdzieś na kolację, Ŝeby to uczcić! - zawołała Jenny, klaszcząc w dłonie. - 

Przy  Orchard  Street  otworzyli  nową  restaurację,  chyba  jest  naprawdę  fajna.  Wszystkie 

modelki tam chodzą. 

Rufus wykrzywił się do Dana. 

- Nim  wróciłeś,  twoja  siostra  oznajmiła,  Ŝe  zostanie  super  -  modelką.  Najwyraźniej 

pod koniec miesiąca będę latał własnym odrzutowcem, kupował konie wyścigowe i łodzie za 

miliony, które zarobi. - Wycelował w nią umazanym czekoladą palcem. I zapłacisz teŜ czesne 

Dana, prawda? 

Jenny przewróciła oczami. 

- Tato. 

Rufus zerknął na nią. 

- A  skąd  właściwie  masz  tę  bluzkę?  -  Jego  czoło  poczerwieniało  i  zaczęło  się 

błyszczeć,  jak  zawsze,  gdy  się  denerwował.  -  JeŜeli  nie  przestaniesz  bawić  się  moją  kartą 

kredytowa, to wyślę cię do szkoły z internatem. Słyszysz? 

Jenny znowu przewróciła oczami. 

- Nie musisz mnie wysyłać. Sama chętnie pojadę. 

Dan odchrząknął głośno i wstał. 

background image

- Spokój, dzieciaki. Wieczorem jest impreza, ale zanim wyjdę, moŜecie mnie zaprosić 

do Chińczyka. Tam gdzie zwykle, przy Columbus. 

- Nuda! - jęknęła Jenny. 

- Jesteśmy  umówieni  -  zgodził  się  Rufus,  mrugając  do  syna.  -  A  tak  przy  okazji, 

głosuję za NYU. Dzięki temu będziesz mógł mieszkać w domu, pomogę ci w studiach, a ty w 

zamian będziesz NUM. - umawiał ze swoimi łebskim profesorkami od angielskiego. 

Dan  miał  wraŜenie,  Ŝe  wylądował  w  jakimś  czerstwym  disneyowskim  filmie  o  nie 

wychodzących  z  domu,  napalonych  ojcach.  Złapał  pączka,  zgarnął  stos  listów  i  ruszył  do 

swojego pokoju. Na niezaścielonym łóŜku leŜał czysty notatnik, który czekał, Ŝeby go wziąć i 

wypełnić  ponurymi,  umęczonymi  strofami.  Ale  Dan  był  zbyt  szczęśliwy,  Ŝeby  pisać.  Dostał 

się do czterech z pięciu szkół, do których złoŜył papiery! Nie mógł się doczekać, kiedy o tym 

powie. 

Problem tylko, komu o tym powiedzieć? 

background image

dopóki on jest szcz

ęś

liwy, ona te

Ŝ

 jest szcz

ęś

liwa 

- A  co  jeśli  jest  sam  w  domu  i  właśnie  podcina  sobie  Ŝyły  albo  coś  takiego?  - 

zamartwiała  się  na  głos  Vanessa.  Spiorunowała  wzrokiem  dwudziestodwuletni  ubrany  w 

skórę tyłek swojej siostry Ruby. 

Ruby  stała  w  progu  pokoju  Vanessy,  rozmawiając  jednocześnie  przez  telefon 

stacjonarny i komórkę. Próbowała zorganizować zbliŜającą się trasę jej zespołu. 

- Islandia!  -  wykrzyknęła  Ruby.  -  Mamy  piąte  miejsce  na  liście  przebojów  w 

pieprzonym Reykjawiku! 

- Wielkie  halo!  -  warknęła  Vanessa,  szesnasty  raz  sprawdzając  pocztę  elektroniczną, 

chociaŜ nikt nie przysłał jej e - maila. 

Wmówiła sobie, Ŝe Dana nie przyjęto do Ŝadnej ze szkół, do której składał papiery, i 

Ŝe  w  tej  chwili  właśnie  stoi  na  moście  George'a  Washingtona  i  pisze  list  poŜegnalny  przed 

skokiem Nawet jeśli gdzieś się dostał, to pewnie przeŜywa rodzaj apokalipsy egzystencjalnej i 

właśnie  wchodzi  nago  do  rzeki  Hudson  w  pobliŜu  portu,  Ŝeby  oczyścić  się  ze  zlej  karmy, 

która odbiera mu wszystkie zdolności twórcze, Ŝeby potem wrócić do pisania. 

Gdyby była ze sobą szczera, przyznałaby, Ŝe wcale tak bardzo się nie martwi. Dan był 

dobrym  uczniem  i  błyskotliwym  pisarzem.  Musiał  gdzieś  się  dostać.  Chciała  mieć  tylko 

pretekst,  Ŝeby  zadzwonić  do  niego  i  znowu  porozmawiać,  bo  odkąd  widziała  się  z  nim  w 

poniedziałek w parku, nie mogła przestać o nim myśleć. 

Wpadła  na  pomysł,  Ŝeby  zadzwonić  do  niego  pod  pretekstem  kolejnego  wywiadu  do 

filmu,  ale  to  było  tak  oczywiste  zagranie,  Ŝe  juŜ  na  samą  myśl  dostawała  wysypki. 

Zastanawiała  się  teŜ,  czy  nie  zadzwonić  do  młodszej  siostry  Dana,  Jenny,  pod  pretekstem 

wywiadu  na  temat,  jak  to  jest  mieć  rodzeństwo,  które  właśnie  przeŜywa  męki  w  związku  z 

college'em. Wtedy Jenny wypaplałaby Danowi, Ŝe Vanessa dzwoniła i wypytywała o niego, a 

wtedy on zadzwoniłby do niej albo napisał e - maila. Ale daj spokój, jak nisko moŜna upaść? 

Ruby  nadal  stała  w  progu  i  gadała  przez  telefon.  To  był  problem,  który  wynikał  z 

faktu,  Ŝe  Ruby  spała  w  salonie,  a  Vanessa  miała  tylko  ten  pokój  -  Ruby  uwaŜała  sypialnię 

Vanessy za swój pokój dzienny. 

- Poczekaj.  Ktoś  właśnie  dzwoni  -  oznajmiła  Ruby  komuś,  po  drugiej  stronie  linii. 

background image

Zatkała nos i odezwała się głosem telefonistki. - W tym momencie wszystkie linie są zajęte... 

-  Urwała.  -  O,  cześć  Danielu!  MoŜesz  zadzwonić  później?  Mam  teraz  waŜny  telefon  od 

zespołu. Mamy zamiar podbić wszechświat. 

Vanessa rzuciła się po słuchawkę i wyrwała ją z dłoni Ruby. 

- Słucham? - odezwała się nieśmiało. - Dan? Wszystko.., u ciebie w porządku? 

- Aha  -  odparł  Dan,  tak  szczęśliwy,  jakim  go  w  Ŝyciu  nie  słyszała.  -  Dostałem  się 

wszędzie oprócz Columbii. 

- Super!  -  odpowiedziała  Vanessa,  przyswajając  powoli  wieści.  -  Ale  chcesz  iść  do 

Browna, prawda? Pewnie nawet nie brałeś pod uwagę NYU albo innych szkół? 

- Nie wiem - odparł Dan. - Muszę to sobie przemyśleć. 

Przez chwilę oboje milczeli. To, co oczywiste, juŜ sobie powiedzieli, a poza tym mieli 

tyle spraw do omówienia, Ŝe to aŜ przytłaczało. 

- W kaŜdym razie gratuluję - zdołała wydusić z siebie Vanessa. 

Nagle  zrobiło  jej  się  strasznie  smutno.  Dan  pojedzie  do  Brown  w  Providence,  na 

Rhode  Island,  gdzie  pewnie  pozna  jakąś  długowłosą,  chudą  dziewczynę  z  Vermont,  która 

będzie  lepiła  garnki,  grała  na  gitarze  i  robiła  mu  na  drutach  swetry,  podczas  gdy  Vanessa 

zostanie w Nowym Jorku i będzie dalej mieszkać ze swoją pokręconą siostrą. 

Ruby wyrwała jej telefon z ręki. 

- Ej,  Dan,  wiesz  co?  Ruszam  na  osiem  miesięcy  w  trasę  razem  z  SugarDaddym. 

WyjeŜdŜam  w  przyszłym  tygodniu.  MoŜe  się  tu  wprowadzisz?  Mielibyście  z  moją  siostrą 

prawdziwe miłosne gniazdko! 

Vanessa  spiorunowała  ją  wzrokiem.  Zostaw  to  Ruby,  a  wszystko  popsuje  w 

najbardziej  nietaktowny,  Ŝenujący  sposób.  Ruby  oddała  telefon,  a  Vanessa  przytrzymała 

słuchawkę parę centymetrów od ucha. Co, do cholery, mam teraz powiedzieć? 

Dan  nie  miał  nic  przeciwko  zamieszkaniu  bez  rodziców  w  takiej  fajnej  okolicy  jak 

Williamsburg, a mieszkanie z Vanessą mogłoby być fantastyczne. Ona kręciłaby swoje filmy, 

a on by pisał. Zupełnie jak w Yaddo - to jedno z tych miejsc dla pisarzy i artystów, do którego 

kiedyś jeździł jego ojciec. MoŜe znowu by się pogodzili i przez cały czas kochali się, jak ci 

artyści i pisarze w latach siedemdziesiątych. 

Z drugiej strony to się działo trochę za szybko. Odchrząknął. 

- Musiałbym porozmawiać na ten temat z tatą. Wybieramy się dziś wieczór świętować 

u Chińczyka. MoŜe spotkamy się potem na imprezie na West Street? 

Vanessa  nie  naleŜała  do  imprezowych  dziewczyn,  ale  domyślała  się,  Ŝe  Dan  ma 

powody, Ŝeby świętować. 

background image

- Brzmi fajnie - zgodziła się. 

- Pogadam z tatą o tej przeprowadzce. Byłoby całkiem fajnie - rzucił luźno Dan. 

Vanessa  poczuła  się  nagle  jak  dziewczyna  z  tych  łzawych  filmów  ze  szczęśliwymi 

zakończeniami,  których  tak  nie  cierpiała.  Taka,  co  „Ŝyje  długo  i  szczęśliwie”  ze  swoim 

cudownym męŜem w domku z jedwabnymi zasłonkami, a nie z czarnymi prześcieradłami, jak 

w mieszkaniu Ruby. 

- Super - ucieszyła się, chociaŜ nie cierpiała tego słowa. 

Rozłączyła się i oddała telefon siostrze, która nadal trajkotała przez komórkę. 

- Mogę poŜyczyć coś z twojej szafy? - szepnęła do Ruby. 

Siostra uniosła brew i pokiwała głową. 

Zapowiada się niezła impreza. 

background image

jakby była w nastroju do 

ś

wi

ę

towania 

Blair  wyszła  z  windy  i  stanęła.  Gapiła  się  na  domowej  roboty  transparent 

przyczepiony do frontowych drzwi jej apartamentu. B

LAIR

,

 HURA

!

 

J

ESTEŚMY Z CIEBIE DUMNI

!

 

Otworzyła drzwi. Mookie, pies Aarona, Ŝywiołowy brązowo - biały bokser, zamerdał do niej 

ogonem i trącił ją mokrym nosem w nogi. 

- Spieprzaj - warknęła Blair. 

Przez chwile zastanawiała się, czy nie stał się cud. MoŜe jej ojciec gej mieszkający we 

Francji  albo  jakaś  dobra  wróŜka  zadzwoniła  do  komisji  w  Yale,  która  zdecydowała  się 

przyjąć ją od razu. To mało prawdopodobne, ale... 

- Serena powiedziała nam. co się stało! - pisnęła z zachwytem jej cięŜarna matka. Szła 

korytarzem, zataczając się potęŜnie. - Lista rezerwowych, chrzanienie. Nie mogę zrozumieć, 

czym się tak denerwujesz, kochanie. Praktycznie przyjęli cię do Yale! 

Blair  zdjęła  sweter  i  rzuciła  go  na  antyczny  szezlong  stojący  w  rogu.  Mookie 

zamierzał znowu obwąchać jej pupę, więc go kopnęła. 

- To nie takie proste, mamo. 

Z  powodu  ciąŜy  blond  włosy  Eleanor  rosły  szybciej  niŜ  zwykle  i  opadały  juŜ  na 

ramiona, co zdaniem Blair było Ŝałosną próbą wyglądania na kobietę w odpowiednim wieku 

do rodzenia dzieci. Eleanor klasnęła obwieszonymi pierścionkami dłońmi. 

- No  cóŜ,  moja  mała  marudo,  i  tak  mamy  rodzinną  uroczystość.  Wszyscy  czekają  w 

jadalni! 

Rodzinna uroczystość. Cudnie. 

Stół nakryto najlepszymi kryształami i srebrami Eleanor. Jedzenie matka zamówiła w 

Blue  Ribbon  Sushi,  ulubionej  restauracji  Blair.  Cyrus  i  Aaron  juŜ  byli  podpici  szampanem. 

Nawet jej dwunastoletni brat Tyler wyglądał na lekko podchmielonego. 

- A  myślałaś,  Ŝe  wylądujesz  w  jakimś  lokalnym,  podrzędnym  college'u  -  powiedział 

Aaron, nalewając Blair szampana. - Wiedzieliśmy, Ŝe stać cię na więcej. 

Cyrus mrugnął do niej niebieskim okiem, mętnym, przekrwionym i wyłupiastym. 

- Yale  odrzuciło  mnie,  kiedy  składałem  do  nich  podanie.  NajwyŜszy  czas,  aby  tego 

poŜałowali.  Jeśli  chcesz,  Ŝebym  im  skopał  tyłek  w  sprawie  twojego  podania,  to  z 

background image

przyjemnością to zrobię. 

Blair skrzywiła się. Czy chciałaby, Ŝeby w Yale wiedzieli, Ŝe jest jakoś spokrewniona 

z Cyrusem?! 

- Ja  nie  pójdę  do  college'u  -  ogłosił  Tyler,  sącząc  szampana  jak  zawodowiec.  -  Będę 

didŜejem w klubach w całej Europie. A potem otworzę kasyno. 

- To  się  okaŜe.  -  Eleanor  wrzuciła  sobie  na  talerz  piętnastocentymetrowy  kawałek 

roladki sushi i zachichotała. - Dziecko znowu jest głodne. 

Blair miała wraŜenie, Ŝe matka nie wyglądałaby, jakby była w dwudziestym miesiącu 

ciąŜy,  a  nie  w  siódmym,  gdyby  tyle  nie  jadła.  Wypiła  kieliszek  szampana  i  sięgnęła  do 

nietkniętego pudełka z sushi. Najpierw napcha się węgorzem, a potem zaleje to szampanem w 

takiej ilości, Ŝeby mogła wyrzygać sobie flaki na wierzch. A polem spotka się z Nate'em na 

tej głupiej imprezie na West Street, ale tylko na dziesięć minut, bo od patrzenia, jak wszyscy 

świętują, podczas gdy ona zupełnie nie ma powodu do radości, jeszcze bardziej zachce jej się 

rzygać. A potem zaśnie, oglądając Śniadanie u Tiffany'ego ze swoją ulubioną aktorką. Audrey 

Hepburn nawet nie chodziła do college'u, a mimo to miała cudowne Ŝycie. 

Matka  wzięła  kawałek  sushi  i  wgryzła  się  w  niego,  jakby  to  był  hot  dog.  Znali  się  z 

Cyrusem  niecały  rok,  i  małŜeństwem  byli  dopiero  od  listopada,  a  Eleanor  juŜ  zaczynała 

nabierać jego nawyków, jeśli idzie o sposób jedzenia. OdłoŜyła resztki sushi i otarła usta białą 

lnianą serwetką. 

- A teraz, skoro jesteśmy wszyscy, chciałabym cię prosić, kochanie, o przysługę. 

Blair  podniosła  wzrok  znad  węgorza.  Najwyraźniej  matka  zwracała  się  do  niej.  O 

kurczę. 

- Wiesz, minęło juŜ trochę czasu, odkąd was urodziłam, więc mój lekarz pomyślał, Ŝe 

dobrze by mi zrobiła szkoła rodzenia, Ŝebym przypomniała sobie co nieco. Zapisałam się na 

intensywny kurs. Zaczyna się o czwartej po południu i trwa dwie godziny. Problem polega na 

tym,  Ŝe  Cyrus  pracuje  nad  swoim  nowym  projektem  w  Hamptons,  a  poza  tym  i  tak  jest 

przeczulony  na  punkcie  tego  typu  rzeczy.  Myślisz,  Ŝe  mogłabyś  ze  mną  chodzić,  kochanie? 

Muszę mieć partnera, a to raptem parę godzin po szkołę. 

Blair  wykaszlała  resztkę  węgorza  do  serwetki  i  rzuciła  się  do  szampana.  Szkoła 

rodzenia? Co, do cholery? 

- Myślałam,  Ŝe  to  Aaron  chciał  zostać  lekarzem  -  poskarŜyła  się.  -  Dlaczego  on  nie 

moŜe chodzić? 

- Ty zawsze tak dobrze potrafiłaś zaopiekować się matką - powiedział Cyrus. 

- Mam próby zespołu - odparł Aaron. Jakby w ogóle brał pod uwagę zgłoszenie się na 

background image

ochotnika. 

- Ja teŜ - dodał szybko Tyler. 

Eleanor  nie  mogła  poprosić  Ŝadnej  ze  swoich  przyjaciółek  z  towarzystwa.  Wszystkie 

miały dzieci mniej więcej w wieku, kiedy idzie się do college'u. Dla nich ciąŜa Eleanor była 

niebywale, potwornie Ŝenująca. 

- Dobrze. Pójdę - zgodziła się ponuro Blair. 

Odsunęła talerz i wstała. Na samą myśl, Ŝe miałaby ich znosić chwilę dłuŜej, robiło jej 

się niedobrze. Poza tym chyba i tak wszyscy zapomnieli, co świętują. 

- Przepraszam - powiedziała. - Muszę szykować się do wyjścia. 

Matka wyciągnęła rękę i objęła ją. 

- Oczywiście, kochanie. - Ścisnęła córkę w talii. - Jesteś moją najlepszą przyjaciółką. 

Hę? 

Blair  wykręciła  się  z  objęć  i  uciekła  do  tak  zwanego  swojego  pokoju.  Przynajmniej 

Georgetown było dalej niŜ Yale - miało ten jeden plus. I nie zaszkodzi zadzwonić pod numer 

na liście z zawiadomieniem, Ŝeby umówić się na wizytę. 

Szkoda, Ŝe nie złoŜyła papierów na uniwersytecie w Australii. 

Ściągnęła  dŜinsy  oraz  koszulkę  i  bez  przekonania  zaczęła  ubierać  się  na  imprezę. 

WłoŜyła  bardziej  obcisłe,  ciemniejsza  dŜinsy  i  czarną  koszulkę  bez  rękawów.  Ramiona 

wydawały jej się blade i zwiotczałe. Uszczypnęła się ze złością. 

- Ej, siostruniu - zawołał do niej Aaron, stając pod drzwiami. - Mogę wejść? 

Blair przewróciła oczami do odbicia w lustrze. 

- I tak cię nie powstrzymam - odparła Ŝałośnie. 

Aaron  otworzył  drzwi.  Miał  na  sobie  koszulkę  Harvardu,  dupek.  To  była  swego 

rodzaju  tradycja,  Ŝe  wkłada  się  jakiś  ciuch  ze  szkoły,  do  której  się  chce  pójść,  gdy  tylko 

człowiek  dowie  się,  Ŝe  się  dostał.  Tyle  Ŝe  Aaron  wiedział  o  przyjęciu  do  Harvardu  od  kilku 

miesięcy. 

- Pomyślałem, Ŝe moglibyśmy razem pojechać na imprezę. 

- Świetnie - westchnęła Blair. - Jestem prawie gotowa. 

Wzięła  kredkę  do  oczu  Chanel  i  pociągnęła  pod  oczami  ciemnoszare  kreski.  Potem 

nałoŜyła trochę błyszczyku MAC i przeczesała palcami włosy. Koniec. Zrobione. 

- Nie wkładasz koszulki z Yale? - zapytał Aaron, patrząc, jak Blair szuka pod łóŜkiem 

odpowiednich butów. - Nikomu nie powiem o liście rezerwowych. 

- Jezu, wielkie dzięki - odgryzła się Blair, wkładając nudne, czarne mokasyny Coach. 

Szarpnęła  drzwi  pokoju  i  wyszła  na  korytarz,  nawet  nie  zwracając  uwagi,  Ŝe  w  obcisłych 

background image

dŜinsach obszerne, bawełniane figi zmarszczyły się i podjechały jej w górną część tyłka. 

Tyle, jeśli idzie o dni, kiedy ubierała się jak kobieta sukcesu! 

background image

 

tematy    ◄    wstecz    dalej    ►    wyślij pytanie    odpowiedź 

Wszystkie  nazwy  miejsc,  imiona  i  nazwisko  oraz  wydarzenia  zostały  zmienione  lub  skrócone,  po  to  by  nie 

ucierpieli niewinni. Czyli ja. 

 

hej, ludzie! 

 

JAK WYSKOCZY

Ć

 Z LISTY REZERWOWYCH I DOSTA

Ć

 SI

Ę

 DO WYBRANEGO COLLEGE’U 

 

Zorganizuj strajk głodowy pod biurem komisji rekrutacyjnej. 

 

Zdaj jeszcze raz egzaminy ko

ń

cowe, oszukuj i zdob

ą

d

ź

 idealne wyniki. 

 

Naucz si

ę

 gra

ć

 Yankee Doodle na skrzypcach i zacznij gra

ć

 pod oknami komisji. W ko

ń

cu zaczn

ą

 ci

ę

 

błaga

ć

Ŝ

eby

ś

 zapisała si

ę

 do szkoły, o ile wtedy przestaniesz gra

ć

 

Kup  wi

ę

cej  butów  ni

Ŝ

  Imelda  Marcos,  dosta

ń

  si

ę

  do  Ksi

ę

gi  Guinnessa,  napisz  pami

ę

tnik,  w  którym 

zdradzisz wszystkie sekrety, i zdob

ą

d

ź

 nagrod

ę

 Pulitzera za powie

ść

 

Skorzystaj  ze  swojej  platynowej  karty  i  kup  dziekanowi  od  rekrutacji  nowe  BMW  kabriolet,  które 

wszyscy twoi kumple chcieliby dosta

ć

 w prezencie na zako

ń

czenie szkoły. 

 

Wasze e - maile 

 

P:

 Droga P! 

Spotkałam tego chłopaka jaki

ś

 czas temu na imprezie w Nowym Jorku. Przekonał mnie, 

Ŝ

w  przyszłym  roku  wybiera  si

ę

  do  Georgetown  i 

Ŝ

e  zostanie  kapitanem  naszej  dru

Ŝ

yny 

lacrosse. Zamierzał gdzie

ś

 w pobli

Ŝ

u trzyma

ć

 swoj

ą

 łód

ź

. Mieli

ś

my popłyn

ąć

 na Floryd

ę

 w 

czasie  ferii  wiosennych.  Nigdy  wi

ę

cej  si

ę

  nie  odezwał  i  teraz  podejrzewam, 

Ŝ

e  nawet  nie 

zło

Ŝ

ył papierów do Georgetown. 

złamane - serce 

 

O:

 Drogie złamane - serce! 

background image

Pewnie znalazł inny port dla swojej łódki. Przykro mi. 

 

P:

 Droga P! 

Słyszałem, 

Ŝ

e  ta  głupia  blondynka  z  Constance  dostała  si

ę

  wsz

ę

dzie,  bo  przespała  si

ę

  ze 

wszystkimi członkami komisji rekrutacyjnych. 

bestia 

 

O:

 Droga bestio! 

Nie  wiem,  czy  rozmawiamy  o  tej  samej  blondynce  z  Constance,  ale  mo

Ŝ

e  ona  jest 

m

ą

drzejsza, ni

Ŝ

 wszyscy przypuszczali. 

 

P:

 Droga P! 

Jak wszyscy wiedz

ą

, pracuj

ę

 w komisji rekrutacyjnej college'u dla dziewcz

ą

t Dorna B. Rae 

w  Bryn  Mawr  w  Pensylwanii.  Nadal  przyjmujemy  podania.  Przyjed

ź

cie  i  same  si

ę

 

przekonajcie! 

camiI 

 

O:

 Droga camil 

Kusz

ą

ca propozycja. Zadbam, 

Ŝ

eby dotarła do B i do wszystkich innych 

desperatek. 

 

Na celowniku 

 

N i jego kumple 

ś

wi

ę

tuj

ą

 przyj

ę

cie do szkół na tarasie na dachu jego domu. Nawet przechodnie jako 

bierni palacze byli na haju. Dawna dziewczyna N, ta z Greenwich - pami

ę

tacie: wariatka, narkomanka 

i  dziedziczka  fortuny  -  jest  na  zje

ź

dzie  w  Szwecji,  gdzie  „zmienia  si

ę

  na  lepsze”.  J  ma  bezpłatn

ą

 

konsultacj

ę

  u  wiza

Ŝ

ystki  w  stoisku  Clinique  w  Bloomingdale'u  w  SoHo.  Trzeba  wiedzie

ć

,  jakiej 

wielko

ś

ci  ma  si

ę

  pory  i  jakiego  peelingu  u

Ŝ

ywa

ć

,  nim  zostanie  si

ę

  słynn

ą

  supermodelk

ą

.  V,  te

Ŝ

  w 

Bloomingdale'u  w  SoHo,  daje  si

ę

  całkowicie  odmieni

ć

  powabnemu  transwestycie  przy  stoisku  MAC. 

Wa

Ŝ

na  randka  dzi

ś

  wieczór?  S  wyci

ą

ga  z  bankomatu  mnóstwo  kasy  i  pakuje  to  wszystko  do 

jaskraworó

Ŝ

owej  torebki  Birkin  ze  skóry  aligatora.  Zamierza  spłaci

ć

  komisje  rekrutacyjne  tych 

wszystkich szkół, do których si

ę

 dostała? Postanowiła odda

ć

 pieni

ą

dze na cel dobroczynny? Z okazji 

przyj

ę

cia  chce  sobie  kupi

ć

  prezent  w  jednym  z  tych  ekskluzywnych  butików,  które  przyjmuj

ą

  tylko 

gotówk

ę

?  D  z  ojcem  w  sklepie  z  alkoholami  na  Broadwayu  kupuj

ą

  wielk

ą

  butelk

ę

  szampana  Dom 

Perignon.  To  si

ę

  nazywał  dumny  ojciec.  B  zwraca  do  działu  z  bielizn

ą

  w  Barneys  szcz

ęś

liwy 

komplecik. Pewnie doszła do wniosku, 

Ŝ

e przynosi pecha. 

 

background image

Osobi

ś

cie uwa

Ŝ

am, 

Ŝ

e, je

ś

li idzie o college, te

Ŝ

 mam co 

ś

wi

ę

towa

ć

 

Do zobaczenia na imprezie dzi

ś

 wieczorem! 

Wiem, 

Ŝ

e mnie kochacie. 

plotkara 

background image

N musi co

ś

 wyzna

ć

 

True  West  to  jedno  z  tych  miejsc,  które  co  wieczór  wydaje  się  nowoczesne,  ale 

zarazem  jest  tak  klasyczne,  Ŝe  mogłoby  istnieć  od  zawsze.  Ściany  pokryte  są  lustrami,  na 

których  drinki  i  specjalności  dnia  wypisywano  pomarańczową  kredką  świecową.  Białe 

skórzane  lawy  w  kształcie  podków  stały  przypadkowo  rozrzucone  w  jadalni,  a  na  kaŜdym 

stole za obrus robiła sztuczna skóra z jelenia. Kelnerzy ubrani w dŜinsowe tuniki od Dries van 

Notena  i  turkusowe  kowbojki  z  węŜowej  skórki,  nosili  koktajle  na  staromodnych 

pomarańczowych  tacach  jak  ze  stołówki.  Rozbrzmiewała  dziwaczna  japońska  muzyka 

ludowa,  a  za  barem  ciągnęła  się  ściana  z  wychodzącymi  na  rzekę  Hudson  oknami  o 

zabarwionych na pomarańczowo szybach. 

Gdyby nie znoszone, czarne wojskowe buty, trudno byłoby poznać Vanessę w czarnej, 

obcisłej  minispódniczce  ze  sztucznej  skóry  i  powiewającej  czerwono  -  czarnej  bluzeczce  w 

pasy  zebry.  Dzięki  miłemu  transwestycie  ze  stoiska  MAC  w  Bloomingdale  w  SoHo  usta 

miała  pomalowane  na  czerwono,  a  brwi  po  raz  pierwszy  w  Ŝyciu  wyregulowane.  Wybrała 

sobie miejsce przy dalszym końcu baru i oparła kamerę na ramieniu. 

Impreza miała niezwykłą atmosferę - coś jak pierwszy dzień w szkole. Dziewczyny w 

takich samych koszulkach BU piszczały i rzucały się sobie w ramiona. Chłopcy w swetrach z 

Brown  przybijali  piątki.  Vanessa  obserwowała  ich  w  milczeniu,  czekając,  aŜ  ktoś  z  własnej 

woli podejdzie i udzieli wywiadu. 

- Chyba  mam  coś  do  powiedzenia  -  oznajmił  wyjątkowo  przystojny  chłopak,  który 

nosił  spodnie  khaki  i  prostą,  białą  koszulę.  Postawił  dŜin  Tanqueray  z  tonikiem  na  barze  i 

usiadł na stołku obok Vanessy. - Mam powiedzieć, jak się nazywam, do jakiej szkoły idę i tak 

dalej? 

Vanessa nakierowała kamerę na jego przekrwione, ale nadal błyszczące, zielone oczy. 

- To  zaleŜy,  czy  chcesz  -  odparła.  -  Powiedz  mi  tylko,  jak  przeŜyłeś  całe  to 

zamieszanie. 

Nate wziął łyk drinka i wyjrzał przez pomarańczowawe okna. Po drugiej stronie rzeki 

nad lotniskiem Newark krąŜyły samoloty. 

- Zabawne jest to, Ŝe do tego momentu prawie wcale się nie denerwowałem - przyznał 

background image

Wyciągnął  marlboro  light  z  paczki,  którą  ktoś  zostawił,  i  zaczął  turlać  papierosa  w  tę  i  z 

powrotem po barze. - A głupie jest to, Ŝe nie powinienem się stresować, tylko świętować. 

Spojrzał w kamerę i skrępowany odwrócił wzrok. Za jego plecami lawy zapełniały się 

i nagle muzyka zrobiła się tak głośna, Ŝe ledwo słyszał własne myśli. 

- Nie wiem, dlaczego nie powiedziałem jej, Ŝe złoŜyłem tam papiery - wymamrotał. 

- Komu? - nakłaniała go do dalszego mówienia Vanessa. - Gdzie? 

- Mojej  dziewczynie  -  wyjaśnił  Nate.  -  Widzisz,  ona  naprawdę  chce  iść  do  Yale.  To 

chyba  najwaŜniejsza  rzecz  w  jej  Ŝyciu.  ZłoŜyłem  tam  papiery,  bo  mają  nowego  trenera 

lacrosse,  który  w  niecały  rok  wyciągnął  ich  z  gównianej  drugiej  ligi  na  prowadzący  zespół 

pierwszoligowy.  Dzisiaj  dowiedziałem  się,  Ŝe  się  dostałem,  a  ona  jest  tylko  na  liście 

rezerwowych. W ogóle nie powiedziałem jej, Ŝe złoŜyłem tam papiery, a teraz naprawdę boję 

się  przyznać,  Ŝe  się  dostałem.  Dopiero  co  się  pogodziliśmy.  Jak  jej  powiem,  znowu  ze  mną 

zerwie. 

Czekał na reakcję Vanessy. Kiedy się nie odezwała, sięgnął po drinka. 

- W  ten  weekend  przyjeŜdŜają  trenerzy  z  Yale  i  Brown  popatrzeć,  jak  gram.  Blair 

wybiera się do DC obejrzeć Georgetown, więc na szczęście nie będę musiał kłamać, skąd są 

trenerzy i tak dalej. - Uniósł brwi i oparł brodę na dłoniach. 

CięŜko być kłamczuchem, nie? 

Nagle znajomy zapach mieszanki olejków i paczuli wypełnił jego nozdrza. 

- Udało się, Nate! - westchnęła Serena, zarzucając mu ramiona na szyję. 

Jasne  włosy  upięła  w  nieporządny  węzeł  na  czubku  głowy.  WłoŜyła  bardzo  filmowe 

poncho z białymi i złotymi frędzlami, a do tego białe dŜinsy. 

SkrzyŜowanie striptizerki z Las Vegas z Showgirls i panienki z serialu The OC. 

Nate  pocałował  ją  w  policzek  i  postarał  się  wyglądać  na  tak  podekscytowanego,  jak 

powinien. 

- Ups. - Serena natychmiast go przejrzała. - Znowu zerwaliście z Blair? 

- Jeszcze  nie.  -  Nate  juŜ  zamierzał  jej  wszystko  wyjaśnić,  ale  na  drugim  końcu 

ogromnej  restauracji  Blair  właśnie  wysiadła  z  windy  i  idąc  w  ich  kierunku,  piorunowała 

wściekłym wzrokiem plecy Sereny. 

Na jednej z ławek grupa uczennic z Constance Billard zaczęła szeptać między sobą. 

- Słyszałam, Ŝe Blair dołączyła jakiś kretyński scenariusz zamiast eseju do podania na 

Yale. Pani Glos powiedziała jej, Ŝeby to zmieniła, ale i tak go wysłała. Dlatego się nie dostała 

- powiedziała do Rain Hoffstetter Nicki Button. 

Rain  i  Nicki  w  przyszłym  roku  idą  razem  do  Vassar  i  wciąŜ  zerkały  na  siebie  i 

background image

piszczały. 

- Słyszałam,  Ŝe  Blair  napisała  esej  do  Yale  dla  Sereny.  Dlatego  jest  laka  wściekła. 

Załatwiła Serenie przyjęcie, a sama trafiła na listę rezerwowych - oznajmiła swojej najlepszej 

przyjaciółce. Kati Farkas, Isabel Coates. 

Kati  i  Isabel  dostały  się  do  Georgetown  i  Rollins,  ale  Isabel  dostała  się  teŜ  do 

Princeton i juŜ nosiła tamtejszą koszulkę. Sama myśl, Ŝe się rozstaną, łamała im serca, więc 

cały czas trzymały się za ręce. 

- A  ja  słyszałam,  Ŝe  Serena  zebrała  tysiąc  pięćset  sześćdziesiąt  punktów  na 

egzaminach końcowych. Udaje, Ŝe jest taka  głupi, ale to wszystko  gra. To dlatego moŜe tak 

często wychodzić i nigdy się nie uczy. Po prostu nie musi - stwierdziła z zazdrością Kati. 

- O  czym  rozmawiacie?  -  zapylała  Blair,  gdy  doszła  do  Sereny  i  Nate'a  siedzących 

przy barze. 

Dopiero  co  się  zjawiła,  ale  juŜ  nie  cierpiała  tej  imprezy.  Nie  cierpiała  tego,  Ŝe  tak 

wiele  dzieciaków  nosiło  te  głupie  koszulki  z  college'ów,  nie  cierpiała  tej  dziwacznej, 

japońskiej  muzyki  i  tych  głupich  pomarańczowych  głośników  Bose'a  nad  barem  i  nie 

cierpiała  tego,  Ŝe  Serena  rozmawia  z  Nate'em  w  ten  intymny  sposób,  cały  czas  tuląc  się  do 

niego, jak to zawsze robiła, gdy rozmawiała z facetami. 

- O niczym! - odparli jednocześnie Serena i Nate. 

Serena obróciła się na stoiku barowym. 

- Nadal jesteś na mnie wściekła? 

Blair skrzyŜowała ręce na piersi. 

- Dlaczego nie włoŜyłaś koszulki z Yale? A, racja. Dostałaś się, ale nie wiesz, czy tam 

pójdziesz - dodała sarkastycznie. 

Serena wzruszyła ramionami. 

- Nie wiem. W ten weekend pojadę do kilku miejsc. Mam nadzieję, Ŝe to mi pomoŜe 

się zdecydować. 

Nagle  Nate  Spodl  się  pod  pachami.  Ześlizgnął  się  ze  stoika,  połoŜył  dłonie  na 

ramionach Blair i pocałował ją w czoło. 

- Ślicznie wyglądasz - powiedział, starając się odciągnąć jej uwagę od Yale. 

- Dzięki  -  odparła  Blair,  chociaŜ  doskonale  wiedziała,  Ŝe  wygląda  jak  spięta  jędza  z 

dobrego domu, która nigdy się nie zabawiła. Chryste, nawet nie włoŜyła kolczyków! 

Dalej  przy  barze  siedziała  grupa  dziewczyn  w  ciemnozielonych  koszulkach 

Dartmouth, które wykrzyczały durny hymn Dartmouth, a potem strzeliły po kielichu wódki. 

- Za dziesięć minut wychodzę - poinformowała  bez ogródek Nate'a  Blair. - W końcu 

background image

to środek tygodnia. 

Jakby to kiedykolwiek wcześniej przeszkodziło jej w imprezowaniu. 

Nate  pocałował  ją  w  skroń.  Chciał  jak  najszybciej  zabrać  ją  stąd,  zanim  Serena 

niewinnie wypapla, Ŝe Nate leŜ dostał się do Yale. 

- Chcesz obejrzeć zachód słońca albo coś takiego? - zaproponował niezręcznie. 

- Jak chcesz - odparła Blair, cały czas trzymając ręce skrzyŜowane na piersi. 

- Mną  się  nie  przejmujcie.  -  Serena  obróciła  się  na  stoiku  w  stronę  Vanessy.  -  No 

dobra, sionko, jestem gotowa na zbliŜenie. 

Vanessa nie musiała niczego włączać. Nawet na chwilę nie przestała ich filmować. 

background image

co

ś

 straciła 

- Chyba powinnam być szczęśliwa - stwierdziła Serena. 

Vanessa  powoli  wodziła  kamerą  po  jej  nieskazitelnej  twarzy,  a  potem  zrobiła 

panoramiczne ujecie, szukając jakiego defektu czy drobnej skazy, które mogłaby wyłuskać na 

zbliŜeniu.  Niczego  nie  znalazła.  Wtedy  Serena  wsadziła  do  ust  paznokieć  i  zaczęła  go 

ogryzać. 

Aha! 

Wyjęła kciuk z ust i zmarszczyła brwi. 

- I jestem szczęśliwa - upierała się, jakby starała sama siebie przekonać. - Dostałam się 

do  wszystkich  szkół,  do  których  złoŜyłam  papiery.  Nawet  nie  pytali,  dlaczego  nie  chcieli 

mnie  z  powrotem  w  szkole  z  internatem.  Tylko  Ŝe...  -  Urwała,  gdy  zobaczyła  chłopaka  i 

dziewczynę w koszulkach z Middlebury, całujących się przy windach. Westchnęła. - śałuję, 

Ŝe nie mam z kim świętować. 

Japońska  muzyka  ludowa  zmieniła  się  nagle  w  dziwaczne  rytmy  nowego  albumu 

Raves.  Dwóch  chłopaków  w  czapkach  z  uniwersytetu  Pensylwania  i  Ŝółtych  krawatach 

ściągnęło  koszule,  obróciło  czapki  daszkiem  do  tyłu  i  zaczęło  tańczyć  breakdance.  Cztery 

pijane  dziewczyny  z  proporczykami  Vanderbilt  teŜ  zdjęły  koszulki  i  teŜ  zaczęły  tańczyć 

breakdance, tyle Ŝe robiły to fatalnie. 

- Kiedyś tańczyłam na stołach - zwierzyła się Serena nostalgicznym łonem skończonej 

piosenkarki kabaretowej w średnim wieku. - A teraz popatrz na mnie. 

Oczywiście jakieś dziewięćdziesiąt procent facetów w tym lokalu patrzyło właśnie na 

nią  i  próbowało  wymyślić  jakiś  zgrabny  tekst,  Ŝeby  namówić  ją  do  tańca.  Oprócz  chłopców 

przyglądała  jej  się  niska  dziewczyna  z  młodszej  klasy,  o  kręconych  włosach  i  ogromnych 

piersiach i zastanawiała się, jak zagadnąć Serenę. 

Właśnie  zjawili  się  Jenny  i  Dan.  Zostawili  rozczulonego  ojca,  który  nad  karafką 

słodkiego  białego  wina  w  ich  ulubionej  chińskiej  restauracji  na  Upper  West  Side  robił  się 

coraz bardziej nostalgiczny. Stali przed windą i rozglądali się po restauracji. 

- Uprzedzałem, Ŝe tu będzie okropnie - powiedział do młodszej siostry Dan. 

Zwykle  nie  cierpiał  imprez,  a  ta  powinna  wkurzyć  go  jak  mało  co,  ale  czuł  się 

background image

wyjątkowo z siebie zadowolony i impreza idealnie pasowała do jego nastroju. 

Ale Jenny patrzyła tylko na Serenę. 

- Nie martw się, dam sobie radę - odparła. 

Podciągnęła  bluzkę  bez  pleców  w  tygrysie  pasy  i  zaczęła  przepychać  się  prosto  do 

baru. 

- Gdybym na razie odpuściła sobie college - trajkotała Serena - mogłabym popracować 

jako modelka. A moŜe teŜ spróbować aktorstwa. 

Jenny  oparła  się  o  bar  i  czekała  na  chwilę,  gdy  będzie  mogła  zapytać  Serenę  o  radę, 

jak  zacząć  karierę  modelki.  Cała  drŜała  z  niecierpliwości  i  czuła  się  jak  kretynka  z  powodu 

własnego zdenerwowania. 

Dan ruszył za Jenny tylko z obawy, Ŝe siostra zamówi jakąś wybuchową mieszankę i 

będzie musiał odwieźć ją do domu, nim zjawi się Vanessa. I wtedy zauwaŜył, Ŝe Vanessa juŜ 

jest. Z kamerą opartą o ramię przeprowadzała z Sereną wywiad. 

Usta miała pomalowano na ciemnoczerwone w uchu nosiła kolczyk - srebrnego węŜa, 

a opinająca się.  czarna spódniczka przylegała jej do ud. Czerwono - czarny top zsuwał się z 

jej  nagich  ramion,  odsłaniając  skórę  w  kolorze  kości  słoniowej  w  sposób,  którego  nigdy 

wcześniej nie widział. A przynajmniej nie w miejscu publicznym. 

Nie  zastanawiając  się.  co  robi,  przepchnął  się  przez  tańczący  tłum,  podszedł  do 

Vanessy od tyłu i pocałował ją w szyję. Jej blade policzki zaczerwieniły się, gdy obróciła się 

gwałtownie na słoiku, prawie przy tym upuszczając ukochaną kamerę. 

- Nie  muszę  przecieŜ  iść  od  razu  do  college'u  ...  -  Serena  urwała  w  połowie  zdania, 

patrząc jak Vanessa i Dan obściskują się jak napalone, wygłodniałe bestie. 

Cięcie! 

Jenny postanowiła wykonać swój ruch. Uderzyła Serenę ręką w bark, mając nadzieję, 

Ŝe będzie to wyglądało, jakby wpadła na nią przypadkiem. 

- Hej. Gratulacje i w ogóle - wypaliła niezręcznie. - Na prawdę kwietna bluzka. 

Gdyby  Serena  była  Blair  albo  jakąś  inną  dziewczyną  z  ostatniej  klasy,  pewnie 

spławiłaby  Jenny  krótkim  „dzięki”,  zastanawiając  się  jednocześnie,  co  ta  denerwująca 

gówniara  robi  na  imprezie  maturzystów.  Ale  Serena  nigdy  nikogo  nie  spławiała.  To  była 

jedna  z  tych  rzeczy,  która  sprawiała,  Ŝe  nie  sposób  było  jej  się  oprzeć,  albo  która  całkiem 

onieśmielała  -  to  zaleŜy  kin  się  jest  i  jak  bardzo  pragnie  się  Sereny.  Poza  tym  Jenny  była 

akurat  dziewiątoklasistką  z  grupy,  którą  Serena  opiekowała  się  razem  z  Blair,  więc  nie  były 

sobie całkiem obce. 

Jenny  obcięła  włosy.  Miała  gęstą,  prostą  grzywkę  i  kręconego  pazia,  który  sięgał  jej 

background image

do  brody.  Włosy  miała  ciemne,  a  brązowe  oczy  okrągłe  i  wielkie.  To  zdecydowane  cięcie 

dobrze jej zrobiło. 

- Śliczna  fryzura!  -  Serena  ześlizgnęła  się  ze  stołka,  Ŝeby  Jenny  nie  stała  samotnic.  - 

Wyglądasz jak ta modelka na nowych reklamach Prady. 

Jenny wybałuszyła oczy, tak ze prawie jej wyszły na wierzch. 

- Serio?  Dzięki  -  sapnęła,  czując  się,  jakby  ktoś  popukał  ją  w  ramię  magiczną 

róŜdŜka,. 

Podszedł do nich barman i Serena zamówiła dwa kieliszki szampana. 

- Masz ochotę napić się ze mną? - zapytała. 

Jenny  była  oszołomiona.  Czy  ma  ochotę?  To  był  zaszczyt.  Przejechała  palcem  po 

mokrym brzegu kieliszka z szampanem. 

- No więc.., pracowałaś jeszcze gdzieś jako modelka? - zapytała. - Naprawdę podobała 

mi się ta reklama perfum. 

Serena  skrzywiła  się  i  upiła  łyk  szampana.  Dwa  miesiące  temu  Les  Best  poprosił  ją, 

Ŝeby była gwiazdą jego kampanii reklamowej dla nowych perfum. Koniec końców nazwał je 

nawet  Łzy  Sereny.  Na  zdjęciu  reklamowym  Serena  stoi  i  płacze  na  drewnianym  mostku  w 

Central Parku, w Ŝółtej sukience w samym środku zimy. W przeciwieństwie do powszechnej 

opinii  by  na  jej  policzkach  były  prawdziwe.  Zdjęcie  zrobiono  w  chwili,  gdy  brat  Blair  - 

wegetarianin  noszący  dredy.  Aaron  Rose  -  zerwał  z  nią.  Właśnie  w  tamtej  chwili  zaczęła 

płakać. 

- Właściwie to myślałam, Ŝe teraz mogłabym się zająć aktorstwem - odparła. 

Jenny pokiwała I entuzjazmem głową. 

- Strasznie  mi  się  podoba,  Ŝe  wyglądasz  tak  prawdziwie  na  tej  reklamie.  Oczywiście 

wyglądasz niesamowicie, ale jakby Wcale nie robili Ŝadnego retuszu ani nie w tym stylu. 

Serena zachichotała. 

- O  mój  BoŜe,  miałam  tyle  podkładu!  No  wiesz,  tej  beŜowej  farby,  którą  smarują  ci 

całą twarz! I wyretuszowali mi gęsią skórkę, prawie sobie tyłek odmroziłam! 

Na  chwilę  zgasły  nad  barem  światła  i  wszyscy  zaczęli  krzyczeć.  Jenny  zachowała 

spokój, chcąc pokazać, Ŝe często bawi się na imprezach, które wymykają się spod kontroli. 

- Szczerze mówiąc - oznajmiła Serena, z przyjemnością odrywając się od rozmyślania 

nad  swoją  niepewną  przyszłością  -  kaŜda  dziewczyna  moŜe  być  modelką.  Musisz  tylko 

dobrze wyglądać na zdjęciach. 

- Pewnie tak - odparła z wahaniem Jenny. 

Łatwo mówić Serenie, Ŝe kaŜda moŜe być modelką, skoro ją natura obdarzyła nogami 

background image

długimi  aŜ  po  szyję,  cudowną  twarzą,  niesamowitymi  błękitnymi  oczami  i  długimi,  gęstymi 

blond włosami. 

- Ale skąd wiadomo, czy dobrze się wygląda na zdjęciach? 

- Idziesz na zdjęcia próbne - wyjaśniła Serena. 

Dopiła  szybko  szampana  i  wyjęła  paczkę  gauloise'ów  z  torebki  ze  złotej  lamy  od 

Diora W ciągu sekundy barman pojawił się, Ŝeby dolać jej szampana i podać ogień. 

Znacie to powiedzenie - uroda równa się wygoda. 

- Słuchaj,  jeśli  jesteś  zainteresowana,  mogę  popytać  i  umówić  cię  z  ludźmi,  których 

znam - zaproponowała Serena. 

Jenny spojrzała na nią wielkimi brązowymi oczami, nie wierząc, Ŝe dobrze zrozumiała 

rak bardzo chciała usłyszeć właśnie takie słowa, Ŝe nie mogła uwierzyć, Ŝe to prawda. 

- Masz na myśli pracę modelki? Dla mnie? 

Wtedy właśnie Serenę rozproszył jęk zza pleców. 

- Ehm,  słuchajcie  -  zawołała  ponad  ramieniem  do  Vanessy  i  Dana.  -  Na  dole  są 

apartamenty i takie tam, no wiecie. 

- Zawsze  myślałam,  Ŝe  jestem  za  niska  -  upierała  się  Jenny,  martwiąc  się,  Ŝe  Serena 

zapomni, o czym mówiła. 

- W Ŝyciu. Będziesz świetna - zapewniła ją Serena. - Zadzwonię do paru osób, a potem 

napiszę do ciebie e - maila, dobra? 

- Serio? - wyrwało się Jenny. 

Nie  mogła  uwierzyć,  Ŝe  to  się  dzieje  naprawdę.  Zostanie  modelką!  Odstawiła 

szampana.  Ale  teraz  ma  tyle  rzeczy  do  zrobienia.  Manikiur,  pedikiur,  regulacja  brwi, 

wydepilowanie  wąsika,  moŜe  nawet  powinna  zrobić  henną  pasemka,  o  których  zawsze 

marzyła. 

- Nie dopijesz tego? - zapytała Serena, wskazując na kieliszek Jenny. 

Jenny pokręciła głową, nagle czując, Ŝe jest absolutnie nieprzygotowana. 

- Muszę wracać do domu i przygotować się - zawahała się. Potem wspięła się na palce 

i pocałowała Serenę w policzek. - Dziękuję. Strasznie ci dziękuję! 

Serena  uśmiechnęła  się  Ŝyczliwie  do  młodszej  koleŜanki.  No  więc  cóŜ,  jej  najlepsza 

przyjaciółka wściekła się na nią, a ona nie była zakochana. Przynajmniej miała przyjemność z 

lego, Ŝe pomagała Jenny. 

Gdy tylko Jenny wyszła, za stołkiem Sereny pojawiło się trzech młodszych uczniów z 

Riverside. Podpuszczali się nawzajem, Ŝeby zaprosić Serenę na dół do apartamentu. 

- Człowieku, ale to jest laska. Jak to moŜliwe, Ŝe nie ma chłopaka? - mruknął jeden z 

background image

nich. 

- Sam ją zapytaj - odparł drugi. 

- To ty ją zapylaj - rzucił trzeci. 

Ale  albo  byli  zbyt  głupi,  albo  za  bardzo  tchórzliwi,  albo  zbyt  onieśmieleni  urodą  i 

domniemaną inteligencją Sereny, Ŝeby chociaŜ bliŜej podejść. Serena wzięła kieliszek Jenny i 

przelała resztki szampana do swojego. 

Bycie piękną wcale nie jest zabawne, jeśli nie podchodzi do ciebie nawet nieudacznik. 

background image

chc

ą

 tylko zrzuci

ć

 duchy 

- Nie  mogę  uwierzyć,  Ŝe  to  się  dzieje  -  westchnęła  po  raz  trzydziesty  tego  wieczoru 

Vanessa. 

Odkąd Dan podszedł do niej i cmoknął ją w szyję, nie przestawali się całować, a teraz 

zdzierali z  siebie  ubrania  w  jednym  z  apartamentów  hotelu  Pier.  Chciała mu  powiedzieć,  Ŝe 

tak  bardzo  za  nim  tęskniła  i  Ŝe  to  głupie,  Ŝe  przestali  ze  sobą  rozmawiać.  I  chociaŜ  seks  w 

apartamencie  hotelowym  tuŜ  przed  skończeniem  szkoły  to  wyświechtany  banał,  tak  właśnie 

było najlepiej. 

Pokoje w hotelu Pier miały okrągłe okna, wychodzące na rzekę Hudson, zwisające ze 

ścian  kotwice  z  kutego  Ŝelaza  i  wykładziny  dywanowe  w  morskim  odcieniu.  Darmowe 

mydło, szampon i balsam do ciała w łazience zrobiono na bazie wodorostów, a pościel była w 

kolorze  jasnego,  oceanicznego  błękitu.  Wiatraki  z  matowej  stali  obracały  się  na  suficie, 

chłodząc noc, która miała okazać się bardzo gorącą. 

Dan  wyszarpnął  z  dŜinsów  pasek  i  rzucił  nim  przez  pokój.  Był  pijany  szczęściem  i 

napalony jak diabli. Rzucił się na łóŜko i kilka razy podskoczył na nim. 

- Huura! - wrzasnął - - Ju - huu! 

Vanessa objęła go za kolana, a on upadł na nią. Zaczął mocować się z jej bluzką, aŜ w 

końcu ściągnął ją Vanessie przez głowę. 

- Gościu! PrzeŜyłem! - wrzasnął jakiś pijany głupek. 

Po  sąsiedzku  grupa  chłopaków  w  koszulkach  z  Bowdoin  i  Bates  grała  w  głupie, 

pijackie gierki i oglądała mecz Netsów w telewizji. 

- Gdybyśmy  mieszkali  razem,  moglibyśmy  to  robić  codziennie  -  zdał  sobie  sprawę 

Dan i powiedział to na głos, patrząc, jak Vanessa rozpina stanik. 

Rzuciła biustonosz na podłogę i skrzyŜowała ręce, zasłaniane nagie piersi. 

- Zapytałeś tatę? 

- Aha - odparł radośnie Dan. - Powiedział, Ŝe w porządku. Jeśli jednak pogorszą mi się 

oceny albo nie będę przychodził przynajmniej dwa razy w tygodniu na kolację z nim i Jenny, 

to będę musiał wrócić do domu. 

Odsunął  ręce  Vanessy  i  zanurkował  w  kierunku  jej  piersi.  Vanessa  objęła  jego 

background image

rozczochraną głowę i zamknęła oczy. Piła tego wieczoru tylko colę, ale i tak miała wraŜenie, 

Ŝe łóŜko wiruje. Ona i Dan znowu byli zakochani. Mieli razem zamieszkać. MoŜe nawet będą 

razem studiować na NYU. To zbyt piękne, Ŝeby było prawdziwe. 

A czy cokolwiek moŜe pozostać tak piękne? 

background image

 

tematy    ◄    wstecz    dalej    ►    wyślij pytanie    odpowiedź 

Wszystkie  nazwy  miejsc,  imiona  i  nazwisko  oraz  wydarzenia  zostały  zmienione  lub  skrócone,  po  to  by  nie 

ucierpieli niewinni. Czyli ja. 

 

hej, ludzie! 

 

Podoba  mi  si

ę

  to, 

Ŝ

e  dzi

ś

  prawie  połowa  ludzi  z  ostatnich  klas  nie  zjawiła  si

ę

  w  szkole.  Chciałabym 

tak

Ŝ

e  zwróci

ć

  wam uwag

ę

  na co

ś

, co mogło  wam umkn

ąć

 w czasie  wczorajszej rozpusty.  Kto

ś

 - tak 

naprawd

ę

 nasz przyjaciel, którego znamy praktycznie od przed szkoła - ostentacyjnie nie zjawił si

ę

 na 

wczorajszej imprezie. A oto dlaczego. 

 

GO

ŚĆ

, KTÓRY NIGDZIE SI

Ę

 NIE DOSTAŁ 

 

Zawsze był taki pewny siebie i nikt nie miał w

ą

tpliwo

ś

ci, 

Ŝ

e facet dostanie si

ę

 tam, gdzie b

ę

dzie chciał. 

Nigdy nie przyszło nam na my

ś

l, 

Ŝ

e jego pewno

ść

 siebie mo

Ŝ

e tak urazi

ć

 nauczycieli, 

Ŝ

e odmówi

ą

 mu 

rekomendacji. 

ś

e  jego  krzykliwy  sposób  ubierania  si

ę

  jakby  był  modelem  prosto  z  wybiegu,  oraz 

sugerowanie, 

Ŝ

e  jego  rodzina  mo

Ŝ

e  po  prostu  kupi

ć

  szkoł

ę

,  do  której  postanowi  ucz

ę

szcza

ć

,  mogła 

zniech

ę

ci

ć

 tak

Ŝ

e komisj

ę

ś

e był zbyt pewny siebie albo zbyt leniwy, albo jedno i drugie, 

Ŝ

eby podej

ść

 

do  egzaminów  ko

ń

cowych  wi

ę

cej  ni

Ŝ

  raz.  Albo 

Ŝ

e  zamiast  wst

ę

pnego  wypracowania  wy

ś

le  razem  z 

podaniem kaset

ę

 wideo i nagraniem szkolnego musicalu, w którym nawet nie grał głównej roli. 

 

Wi

ę

c  odrzucono  jego  podania.  I  nie  cztery  ani  nie  pi

ęć

  razy,  ale  dziewi

ęć

.  Odmówiono  mu  dziewi

ęć

 

razy.  Au

ć

!  Nawet  najgorszy 

ś

mie

ć

  w  takiej  sytuacji  zasługuje  na  współczucie.  Ale  jestem  pewna, 

Ŝ

znajdzie sposób, 

Ŝ

eby gdzie

ś

 si

ę

 wkr

ę

ci

ć

. Zawsze mu si

ę

 udaje. 

 

Wasze e - maile 

 

P:

 Droga P! 

Jestem  administratork

ą

  na  presti

Ŝ

owym  uniwersytecie  na  Wschodnim  Wybrze

Ŝ

u  i  w  ten 

weekend  wybieram  si

ę

  do  Nowego  Jorku, 

Ŝ

eby  spotka

ć

  si

ę

  z  obiecuj

ą

cym  uczniem.  Nasz 

uniwersytet  chce, 

Ŝ

eby  zacz

ą

ł  u  nas  studiowa

ć

  od  przyszłej  jesieni,  wi

ę

c  obowi

ą

zkowo 

musz

ę

 zrobi

ć

 dobre wra

Ŝ

enie. Mam nadziej

ę

Ŝ

e nie masz nic przeciwko temu, 

Ŝ

e zapytam, 

background image

co najbardziej cenisz w szkole? A co wa

Ŝ

niejsze, jak powinnam si

ę

 ubra

ć

adminka 

 

O:

 Droga adminko! 

Przeprowadziłam  do

ść

  wiele  rozmów  z  komisjami  college'ów, 

Ŝ

eby  nie  mie

ć

  ochoty 

traktowa

ć

  tych  pyta

ń

  powa

Ŝ

nie,  skoro  nie  musz

ę

.  Jakie  podajecie  frytki  w  stołówkach? 

Moim  zdaniem  to  całkiem  istotna  sprawa.  A  co  do  ubioru,  w  którym  masz  uwie

ść

  tego 

wyj

ą

tkowo cennego ucznia... Pomara

ń

czowy jest now

ą

 czerni

ą

 

Na celowniku 

 

N  odprowadza  B  z  True  West,  podczas  gdy  wi

ę

kszo

ść

  z  nas  dopiero  zaczyna  zabaw

ę

.  S  ta

ń

czy 

samotnie na wspomnianej imprezie, chocia

Ŝ

 jestem całkiem pewna, 

Ŝ

e grupa chłopaków za ni

ą

 chce 

my

ś

le

ć

Ŝ

e  ta

ń

cz

ą

  z  ni

ą

.  J  kupuje  tony  lakierów  do  paznokci,  zestawów  do  depilacji  i  henny  w 

otwartym dwadzie

ś

cia cztery godziny na dob

ę

 sklepie Duane Reade przy Broadwayu. V i D wytoczyli 

si

ę

  z  hotelu  Pier  dzi

ś

  rano,  akurat 

Ŝ

eby  zd

ąŜ

y

ć

  do  szkoły.  C  i  jego  małpka  pij

ą

  samotnie  na  tarasie 

jego apartamentu w Sutton Place. Mogłoby by

ć

 nam go 

Ŝ

al, ale jemu po prostu nie da si

ę

 współczu

ć

 

Ups, to ju

Ŝ

 dzwonek. Wi

ę

cej przy innej okazji. 

Wiem, 

Ŝ

e mnie kochacie. 

plotkara 

background image

zobacz, jak skacze J 

Jenny  zawsze  zbierała  pochwały  za  doskonałą  kaligrafię  i  wierne  kopie 

najwaŜniejszych prac klasycznych twórców. Bycie artystą i zręcznym kopistą ma swoje dobre 

strony: potrafiła podrabiać notki od ojca, jak na  przykład dzisiejsze zwolnienie w związku z 

rzekomą  wizytą  w  centrum  u  alergologa.  Pociągała  groteskowo  nosem,  gdy  wręczała 

zwolnienie  nauczycielce  matematyki,  pani  Hinckle.  Na  końcu  sali  Elise  odgarniała  sztywne 

włosy za uszy i udawała, Ŝe nie podsłuchuje. 

- Następnym razem spróbuj zaplanować wizytę po szkole - pouczyła ją pani Hinckle, 

odkładając notkę na biurko. Machnęła na Jenny. - Teraz uciekaj. 

- Dziękuję - odpowiedziała zakłopotana Jenny. 

Pani Hinckle była starszą panią i traktowała wszystkie uczennice jak swoje wnuczki. 

Piekła  im  ciasteczka  z  płatków  owsianych,  robiła  dla  nich  kartki  świąteczne  i  jabłka  w 

karmelu.  Jenny  miała  wyrzuty  sumienia,  Ŝe  wykorzystuje  uprzejmość  nauczycielki,  ale 

waŜyła się jej kariera. To waŜne! 

Zdjęcia  próbne  -  jak  napisała  jej  w  e  -  mailu  Serena  -  odbywały  się  w  studiu 

fotograficznym  na  Zachodniej  Szesnastej.  Grupa  wysokich,  chudych  dziewcząt  o  wydętych 

ustach  i  jasnych  włosach  paliła  papierosy  na  chodniku  na  dole.  Modelki,  pomyślała  Jenny, 

starając się nie czuć onieśmielenia. 

Nacisnęła  dzwonek  do  studia  na  drugim  piętrze  i  ktoś  ją  wpuścił  domofonem  do 

ciemnego pomieszczenia, które wyglądało jak jakiś dok załadunkowy z windą towarową obitą 

falistą blachą. Jenny wsiadła do windy, nacisnęła „2” i próbowała zapanować nad lękiem. 

- Halo?  -  Wysoka  kobieta  o  spiczastej  brodzie,  nosząca  biały  beret  z  lakierowanej 

skóry, czarne skórzane szorty i białe zamszowe kozaki do kolan powitała Jenny, gdy ta ledwo 

wysiadła z windy. - Zgubiłaś się? 

Jenny zdała sobie sprawę, Ŝe powinna była przebrać się i zdjąć szkolny mundurek, ale 

teraz juŜ było za późno. 

- Przyszłam na zdjęcia próbne. - Nadal nie do końca wiedziała, o co w tym chodzi, ale 

brzmiało fajnie. 

- Ach.  -  Kobieta  obrzuciła  ją  wzrokiem  od  stóp  do  głów.  -  Mogę  zobaczyć  twoją 

background image

ksiąŜkę? 

Jenny zerknęła na swój szkolny plecak. 

- Moją ksiąŜkę? 

Kobieta  znowu  obrzuciła  ją  wzrokiem  i  wskazała  na  puste  krzesło  między  dwiema 

blond modelkami, które wyglądały na bardzo znudzone. 

- Usiądź.. Zawołam cię, gdy będzie gotowy. A potem zniknęła za białym parawanem, 

za  którym  Jenny  dostrzegła  błyski  fleta  i  cienie  postaci  chodzące  po  pokoju.  Nagle  rozległa 

się  kakofonia  histerycznego  śmiechu,  który  odbił  się  od  blaszanego  sufitu  i  Jenny  przeszedł 

dreszcz. 

Zerknęła  na  dziewczynę  siedzącą  obok.  śuła  gumę,  a  jej  powieki  opadały  tak,  jakby 

balowała  przez  całą  noc  Jenny  odwróciła  wzrok  i  spróbowała  opuścić  powieki  w  ten  sani 

wyluzowany,  pretensjonalny  sposób,  ale  od  razu  błyskała  białkami  oczu.  Bardziej 

przypominała Noc Ŝywych trupów niŜ wyluzowaną, znudzoną modelkę. 

Kobieta w berecie wyszła zza parawanu. 

- Ty - wskazała na Jenny. 

Jenny  zarumieniła  się  i  zerknęła  przepraszająco  na  dziewczyny,  które  przyszły  tu 

przed nią. Potem poszła za kobietą. 

Studio za parawanem miało ceglane ściany pomalowane na biało i drewnianą podłogę. 

Pośrodku pokoju stał obity czerwonym aksamitem szezlong, który wyglądał na antyk. Wokół 

niego ustawiono reflektory na trójnogach i srebrne ekrany odblaskowe. 

- Zdejmij sweter i połóŜ się - polecił jej przysadzisty męŜczyzna z blond kozią bródką, 

który juŜ patrzył na nią przez wielki aparat Polaroida. 

Z bijącym sercem Jenny odłoŜyła plecak i na nim złoŜyła zapinany sweter. Usiadła na 

brzegu  szezlonga,  zawstydzona  tym,  jak  blado  i  kościście  wyglądały  jej  nagie  kolana  w 

ostrym świetle. 

- PołoŜyć się? 

- Na plecach - polecił fotograf, przyklękając raptem parę kroków przed nią. 

PołoŜyć  się  na  plecach?  Nie  mogła  tego  zrobić,  nie  w  samym  bawełnianym,  średnio 

wzmacnianym staniku, który miała dziś na sobie. Co by było, gdyby jej piersi przelały się po 

Ŝebrach aŜ pod pachy, przez co wyglądałaby jak całkowicie zdeformowana? 

Wsunęła się głębiej i oparła na łokciach w pozycji, którą uznała za dobre markowanie 

połoŜenia się. 

W tej pozycji jej piersi jeszcze bardziej wystawały w przód niŜ zwykle. 

- MoŜe być - mruknął fotograf, rzucając zrobione polaroidy na podłogę i podczołgując 

background image

się bliŜej, Ŝeby zrobić następne. 

Jenny zacisnęła nogi, Ŝeby męŜczyzna nie mógł zobaczyć jej bielizny. 

- Jaki wyraz twarzy mam mieć? - zapytała nieśmiało. 

- NiewaŜne - odparł, robiąc kolejne zdjęcia. - Ściągnij tylko ramiona do tylu i trzymaj 

uniesioną brodę. 

Ramiona  Jenny  zaczęły  drŜeć  z  wysiłku,  ale  nie  przejmowała  się  tym.  Chyba 

spodobała się fotografowi. Traktował ją jak prawdziwą modelkę. 

- Dobra. Skończyliśmy - powiedział w końcu, wstając. - Jak się właściwie nazywasz? 

- Jennifer - odpowiedziała Jenny. - Jennifer Humphrey. 

MęŜczyzna kiwnął na kobietę w berecie, która zanotowała coś w swoim notatniku. 

- Mogę  zobaczyć  zdjęcia?  -  zapytała  Jenny,  wskazując  na  polaroidy  rozrzucone  na 

drewnianej podłodze. KaŜdy zakrywał czarny papier fotograficzny, który trzeba było zerwać, 

Ŝeby zobaczyć zdjęcie. 

- Przykro mi, kochanie, ale te są moje - odparł jej fotograf z rozbawionym uśmiechem. 

- Chcę cię tu widzieć w następną niedzielę. O dziesiątej rano. Zrozumiano? 

Jenny  pokiwała  głową  z  zapałem  i  włoŜyła  sweter.  Nie  była  do  końca  pewna,  ale 

wyglądało na to, Ŝe zatrudniono ją jako modelkę do sesji zdjęciowej! 

A przynajmniej część jej osoby. 

 

- Więc  do  czego  były  zdjęcia  próbne?  -  zapytała  następnego  dnia  Serena,  kiedy 

zobaczyła Jenny na spotkaniu grupy w czasie lunchu. - Przepraszam, Ŝe nie zdobyłam więcej 

informacji. Pod tym względem moje znajome modelki są beznadziejne. 

Jenny zakryła usta dłonią. 

- Kompletnie  zapomniałam  zapylać,  ale  było  świetnie.  Wszyscy  byli  dla  mnie  mili, 

jakbym była prawdziwą modelką i w ogóle. 

- Dobra,  ale  powinnaś  się  dowiedzieć,  do  czego  są  zdjęcia  -  poradziła  jej  Serena.  - 

Znam jedną dziewczynę, która robiła zdjęcia do reklamy  gumy, a okazało się, Ŝe chodziło o 

podpaski. Chyba pomyliło jej się „Carefree” ze „Stayfree”. 

Jenny zmarszczyła brwi. Podpaski? Nikł nic o tym nie mówił. 

- Nie pozwól styliście ubrać cię w coś, w czym nie będziesz dobrze się czuła. Wiem, 

ze reklama Lesa Besta jest świetna, ale daj spokój: sukienka z odkrytymi ramionami w lutym? 

Potem chorowałam przez trzy tygodnie - dodała Serena. 

Reszta dziewiątoklasistek z grupy zachichotała uprzejmie. Uwielbiały słuchać historii 

Sereny  na  temat  pracy  modelki,  ale  potwornie  zazdrościły  Jenny  i  nie  chciały  jej  zachęcać. 

background image

Jak  to  moŜliwe,  Ŝeby  najniŜsza  dziewczyna  w  klasie,  ta  z  kręconymi,  nudnymi,  brązowymi 

włosami i z idiotycznie ogromnym biustem mogła zostać modelką? To nie miało sensu. 

- ZałoŜę  się,  Ŝe  to  katalog  superwielkiej  bielizny,  ale  ona  była  zbyt  głupia,  Ŝeby 

zapytać - szepnęła do Mary Goldberg i Cassie Inwirth Vicky Reinerson. 

- To  na  pewno  coś  zwyczajnego,  jak  sok  pomarańczowy  -  zapewniła  Jenny  Cassie, 

próbując zachować kamienną twarz. 

Elise teŜ była zazdrosna, ale bardzo się starała tego nie okazać. 

- Gdzie jest Blair? - zapytała Serenę, próbując zmienić temat. 

Blair była drugą opiekunką grupy. Serena wzruszyła ramionami. 

- Nie wiem. Ostatnio jest na mnie wściekła. 

Mary,  Cassie  i  Vicky  trąciły  się  porozumiewawczo  pod  Stolnu  Uwielbiały,  kiedy 

pierwsze dowiadywały się o kłótniach Blair i Sereny. 

- Słyszałam, Ŝe Blair nie dostała się do Ŝadnego college'u. Jej ojciec wysyłają zaraz po 

szkole do Francji, Ŝeby pracowała u niego - ogłosiła Mary. 

Serena  znowu  wzruszyła  ramionami.  Z  doświadczenia  wiedziała,  jak  strasznie  ludzie 

przeinaczają fakty i jak szybko roznoszą się plotki. Im mniej się mówi, tym lepiej. 

- Kto wie, co teraz zrobi. 

Jenny  nadal  rozmyślała  nad  podpaskami.  Czy  naprawdę  miałaby  coś  przeciwko, 

gdyby sesja zdjęciowa w przyszłym tygodniu wiązała się z czymś nieciekawym, na przykład 

mroŜonymi  daniami  bez  tłuszczu  albo  kremem  na  pryszcze?  Zawsze  to  jakiś  początek.  Jak 

inaczej zostanie odkryta? 

- Skończ z tą paranoją - syknęła do niej Elise, chociaŜ miara się do siebie nie odzywać. 

Odkąd  zaprzyjaźniły  się  dwa  miesiące  temu,  Elise  popisywała  się  niesamowita 

umiejętnością czytania w myślach Jenny. To dopiero było wkurzające. 

Jenny zerknęła na Serenę. Ta eterycznie piękna starsza koleŜanka zgodziła się kiedyś 

na  sfotografowanie  nieokreślonej  części  ciała  przez  dwóch  słynnych  fotografów,  a  potem 

zdjęcie  pojawiło  się  na  autobusach  i  dachach  taksówek  w  całym  mieścił  To  jedna  z  tych 

rzeczy, która sprawiła, Ŝe Serena była jedną z najpopularniejszych dziewczyn w mieście, jeśli 

nie we wszechświecie! Podpaski to podobna rzecz. 

W pewnym sensie. 

background image

rzeczy, o których nikt nie musi wiedzie

ć

 

- Zapomnijcie  o  obolałych  piersiach,  o  spuchniętych  kostkach,  o  rozstępach. 

Wyobraźcie  sobie,  Ŝe  wasze  pośladki  to  balony,  z  których  uchodzi  powietrze.  Rozluźnijcie 

się. Wyyydech. 

Blair  odmawiała  wyobraŜania  sobie  takich  rzeczy.  JuŜ  samo  leŜenie  na  podłodze  z 

grupą  kobiet  w  ciąŜy  o  śmierdzących  stopach,  które  jęczały  jak  przeŜarte  krowy,  było  dość 

okropne. Nie ma sensu pogarszać sytuacji, angaŜując w sprawę pośladki. 

Na podłodze po prawej stronie Blair zachichotała jej matka. 

- Ale zabawa, co? 

Po prostu czad. 

Blair miała ochotę ją zdzielić. Wzięła wolne z „powodów osobistych” i nie poszła do 

szkoły.  Za  bardzo  zdenerwowała  się  listą  rezerwowych  do  Yale,  Ŝeby  spojrzeć  w  oczy 

koleŜankom  z  klasy,  a  zwłaszcza  Serenie.  Ale  po  sześciu  godzinach  oglądania  powtórek 

Newlyweds,  po  całym  kanonie  beztłuszczowego  sorbetu  czekoladowego  Haagen  -  Dazs  i  po 

tym zaczęła Ŝałować, Ŝe nie poszła do szkoły. 

- No  dobrze.  Rodzice  mieli  chwilę  odpoczynku,  a  teraz  czas,  Ŝeby  popracowali. 

Pamiętajcie, Ŝeby zrobić dziecko, potrzebne są dwie osoby! 

Modną na Upper Kast Side szkołę rodzenia prowadziła szczupła od jogi pielęgniarka 

Ruth.  Miała  mocno  kręcone  włosy.  Zajęcia  odbywały  się  w  ultranowoczesnym  penthousie 

przy  Piątej  Alei.  Ruth  wyszła  za  projektanta  urządzeń  domowych,  który  właśnie  odniósł 

wielki sukces. Projektował zmywarki, lodówki i pralki, które wyglądały jak statki kosmiczne i 

kosztowały tyle. co nowy samochód. Mieli z Ruth piątkę dzieci, w tym bliźnięta dwujajowe. 

Co  pewien  czas  któreś  z  dzieci  przechodziło  przez  salon  wziąć  coś  z  ogromnej  chromowej 

lodówki  w  kuchni,  ze  stoickim  spokojem  patrząc  na  rozciągnięte  na  podłodze  cięŜarne 

kobiety. 

Pewnie wszystkie wyrosną na chorych psychicznie ginekologów, pomyślała Blair. 

Ruth  podciągnęła  dziwaczne  czarno  -  białe  spodnie  do  jogi  od  Yohji  Yamamoto, 

przykucnęła  na  podłodze  i  zmarszczyła  twarz  tak  mocno,  Ŝe  wyglądała  jak  pawian,  który 

próbuje wydalić z siebie cały bananowiec. 

background image

- Pamiętacie etapy porodu, które omawialiśmy na początku zajęć? Tak wygląda twarz 

w trzecim etapie. Nic, co chcecie pokazywać ludziom. A potem, kiedy znieczulenie przestanie 

działać, a wy zaczniecie przeć... Zapomnijcie. Wtedy właśnie zaczniecie wrzeszczeć na męŜa, 

Ŝeby wsadził sobie w tyłek umowę przedmałŜeńską. Dzieci moŜe i są ładne, ale ich rodzenie - 

nie To cięŜka robota. 

Blair  uniosła  się  na  łokciach.  Nie  mieli  teraz  Ŝadnych  bardziej  zaawansowanych 

technicznie metod? Nie mogli po prostu wyciągnąć dziecka.., laserowo? 

- Teraz  czas  na  trochę  przyjemności.  Panie,  proszę  się  rozluźnić  na  podłodze. 

Partnerzy  maja  przyklęknąć  u  ich  stóp,  tam  gdzie  ich  miejsce.  A  teraz  drogie  panie, 

przygotujcie się na wspaniały masaŜ stóp! 

Tak  się  składało,  Ŝe  wszyscy  pozostali  partnerzy  byli  męŜami  cięŜarnych,  a

 

nie  ich 

siedemnastoletnimi córkami. MęŜowie powinni masować Ŝonom stopy. To część ich roboty. 

A nie córek. 

Blair  zagapiła  się  na  stopy  matki.  Przypominały  jej  własne,  tyle  Ŝe  te  były  okryte 

cielistymi podkolanówkami. JuŜ na samą myśl o ich dotykaniu wszystko podchodziło Blair do 

gardła. 

- Zacznijcie  od  prawej  pięty.  Oprzyjcie  stopę  na  jednej  dłoni  i  ugniatajcie  kciukami. 

Nie bójcie się mocno ugniatać. One noszą przez cały dzień dwoje ludzi. Mają mocne stopy! 

Blair  ujęła  ostroŜnie  prawą  stopę  matki.  Jedno  było  pewne:  po  kaŜdych  zajęciach 

szkoły  rodzenia  kupi  sobie  wyjątkowo  drogie  szpilki  u  Manola  i  zapłaci  za  nie  kartą 

kredytową  matki.  Będzie  teŜ  potrzebowała  solidnych  zabiegów  u  kosmetyczki,  Ŝeby  pozbyć 

się wspomnień tego dotykania i gadania o rodzeniu, juŜ nie wspominając o smrodzie stóp. 

- A  teraz  oprzyjcie  jej  stopę  o  pierś  i  bębnijcie  palcami  po  nodze,  zaczynając  od 

duŜego palca, kończąc na kolanie. Wiem, Ŝe to brzmi dziwnie, ale same zobaczycie, jakie to 

cudowne uczucie. 

MęŜowie zaczęli bębnić. Naprawdę się wciągnęli. 

- Muszę  do  łazienki  -  oznajmiła  Blair,  puszczając  nogę,  która  uderzyła  z  głuchym 

łoskotem o gruby wełniany dywan. 

- Skorzystaj z łazienki bliźniaków. Na końcu korytarza po prawej - powiedziała Ruth, 

podchodząc, Ŝeby zająć miejsce Blair. 

- Aaach... - jęknęła Eleanor, gdy Ruth zaczęła bębnić palcami o jej stopę. 

Łazienka  była  wielka  i  nowoczesna  jak  reszta  mieszkania,  ale  zawalona  butelkami 

clearasilu i róŜnymi produktami do pielęgnacji włosów. Na podłodze stała srebrna, plastikowa 

kuweta  dla  kota,  która  wyglądała,  jakby  zaprojektował  ją  mąŜ  Ruth. Wszędzie  po  kafelkach 

background image

walały się trociny z kuwety. Blair nie była pewna, gdzie znajduje się kuweta Kitty Minky w 

ich apartamencie, ale z pewnością nie w jej łazience. Jakie to niehigieniczne! 

Stanęła  przy  umywalce  i  odkręciła  kran,  gapiąc  się  na  odbicie  w  wysmarowanym 

pastą  do  zębów  lustrze.  Jej  wąskie  usta  miały  opuszczone  kąciki,  a  małe,  niebieskie  oczy 

patrzyły  zimno  i  wściekle.  Krótkie  ciemne  włosy  odrastały  wolniej,  niŜby  chciała,  i  teraz 

doszły  do  etapu,  kiedy  zwisały  bez  wyrazu.  Uniosła  koszulkę  i  obejrzała  ciało.  Piersi 

wyglądały na małe, a brzuch trochę sflaczał, poniewaŜ nie grała w tenisa przez całą zimę. Nie, 

Ŝeby  była  gruba  albo  coś  takiego.  Ale  moŜe  gdyby  zapisała  się  do  druŜyny  pływackiej  i 

utrzymała  kondycję,  chcieliby  ją  w  Yale  i  juŜ  miałaby  za  sobą  seks  z  Nate'em,  a  jej  Ŝycie 

byłoby cudowne, a nie... 

Nagle  drzwi  łazienki  otwarły  się.  Trzynastoletnie  bliźniaki  Ruth,  chłopiec  i 

dziewczyna  z  aparatami  na  zębach,  kręconymi  rudymi  włosami  jak  matka,  stały  w  progu  i 

gapiły się na Blair. Dziewczyna miała na sobie szary, plisowany mundurek Constance Billard. 

Blair opuściła koszulkę. 

- Szukamy kota - wyjaśniła dziewczyna. 

- Jesteś lesbijką? - zapytał chłopak. Bliźniaki zachichotały jednocześnie. - Bo jeśli tak, 

to jak zaszłaś w ciąŜę? 

Słucham? 

Blair  sięgnęła  do  drzwi  i  zatrzasnęła  je  przed  nosami  dzieciaków.  Tym  razem 

zamknęła je porządnie na zamek. Polem opuściła klapę toalety i usiadła na niej. Na podłodze 

leŜał zniszczony egzemplarz Jane Eyre, więc go podniosła. Przeczytała tę ksiąŜkę dwa razy. 

Raz  z  własnej  woli,  gdy  miała  jedenaście  lat  i  drugi  raz  w  dziewiątej  klasie  na  zajęcia 

angielskiego.  Teraz  przeczytała  kilka  pierwszych  stron.  Czuła  się  jak  Jane  zamknięta, 

torturowana  przez  własną  rodzinę  i  niedoceniana  mimo  wielkiej  inteligencji  i  wraŜliwości. 

Gdyby  tylko  moŜna  było  jakoś  uciec  z  tej  łazienki  -  przez  klapę  w  podłodze  na  ulicę. 

Złapałaby  taksówkę  prosto  na  lotnisko,  wsiadła  do  samolotu  lecącego  do  Anglii  albo  nawet 

Australii, zmieniła nazwisko, znalazła pracę jako kelnerka albo guwernantka, zakochała się w 

swoim szefie jak Jane, wyszła za mąŜ i Ŝyła długo i szczęśliwie. 

Najpierw jednak musiała się pozbyć smrodu stóp cięŜarnych kobiet, którym jej skóra 

najwyraźniej juŜ przesiąkła. Nie zastanawiając się, co właściwie robi, Blair zamknęła ksiąŜkę, 

wstała  i  odkręciła  kran  nad  wanną.  Wlała  do  wody  korek  mydła  w  płynie  Kiehla  o  zapachu 

ogórka,  zdjęła  ubranie  i  weszła  do  wanny.  O  tak.  Zamknęła  oczy  i  wyobraziła  sobie  siebie 

leŜącą  na  plaŜy  w  Australii  w  bikini  w  róŜowo  -  granatową  kratkę,  które  prawie  kupiła  w 

zeszły  weekend,  i  patrzącą  na  swojego  przystojnego  męŜa  surfującego  po  Pacyfiku.  O 

background image

zachodzie  słońce  popłynęliby  jachtem  ku  horyzontowi,  pijąc  szampana,  jedząc  ostrygi  i 

kochając  się  na  pokładzie,  a  jego  zielone  oczy  błyszczałyby  w  świetle  księŜyca.  Zielone 

oczy... 

Blair usiadła w wannie. Nate! Nie musiała uciekać - nie, dopóki miała Nate'a. Z tylnej 

kieszeni dŜinsów, które rzuciła na podłogę obok wanny, wystawała komórka. Złapała telefon i 

wybrała numer do Nate'a. 

- Co jest? - zapytał upalonym głosem. 

- Będziesz  nadal  mnie  kochał,  jeśli  nie  pójdę  do  Yale?  -  zamruczała  Blair,  leŜąc  w 

pianie. 

- Pewnie, Ŝe tak - odpowiedział Nate. 

- Myślisz,  Ŝe  jestem  gruba  i  straciłam  formę?  -  zapytała,  wynurzając  jedną  nogę  z 

wody, a potem drugą. Paznokcie u stóp miała pomalowane na bordowo. 

- Blair, absolutnie nie jesteś gruba, wręcz przeciwnie - zbeształ ją Nate. 

Blair  uśmiechnęła  się  i  zamknęła  oczy.  Rozmawiali  z  Nate'em  w  ten  sposób  z  tysiąc 

razy, ale za kaŜdym razem poprawiało jej to nastrój. 

- Ej, kąpiesz się, czy co? - zapytał. 

- Yhm. - Blair otworzyła oczy i sięgnęła po butelkę z mydłem. - Szkoda, Ŝe cię tu nie 

ma. 

- Mógłbym wpaść - zaoferował się z nadzieją Nate. 

Gdyby tylko była we własnej wannie. 

- Kochanie? - zawołała Eleanor Waldorf zza drzwi. - Wszystko u ciebie w porządku? 

- Tak! - odwrzasnęła Blair. 

Po  prostu  leŜę  sobie  w  wannie  instruktorki  ze  szkoły  rodzenia  matki  i  bawię  się  w 

sekstelefon ze swoim chłopakiem. 

- Nie zapominaj, Ŝe tutaj jest mnóstwo cięŜarnych kobiet z nadaktywnymi pęcherzami! 

Dzięki za przypomnienie. 

- Cholera,  muszę  kończyć  -  powiedział  Nate.  -  Trenerzy  lacrosse  z  college'ów 

wydzwaniają. PrzyjeŜdŜają w ten weekend zobaczyć, jak gram. 

Proszę zwrócić uwagę, jak postarał się, Ŝeby nie powiedzieć, z których college'ów. 

- A  ja  jutro  rano  wyjeŜdŜam  do  Georgetown,  ale  zadzwonię  stamtąd,  dobra?  -  Blair 

rozłączyła  się.  Z  pluskiem  wstała  i  wytarła  się  jednym  z  białych,  puszystych  ręczników, 

leŜących  obok  wanny  na  półce.  Ubrała  się  i  przeczesała  palcami  wilgotne  włosy.  Teraz  jej 

odbicie  w  lustrze  wyglądało  Ŝywiej,  a  ona  sama  pachniała  świeŜością  i  ogórkiem.  MoŜe  to 

kąpiel, a moŜe gorąca rozmowa z Nate'em, ale czuła się jak zupełnie nowa osoba. 

background image

Na  zewnątrz  w  korytarzu  cięŜarne  tłoczyły  się  wokół  zapiekanek  z  kozim  serem  i 

oliwkami  z  Eli.  Blair  zatrzymała  się  przy  drzwiach,  czekając  niecierpliwie,  aŜ  Eleanor 

przestanie gawędzić z Ruth na temat projektów lodówek męŜa Ruth. 

Jedno  z  bliźniaków,  dziewczyna  w  mundurku  z  Constance  Billard,  podeszła  do  niej, 

niosąc kota himalajskiego. 

- To Jasmine - powiedziała dziewczyna. 

Blair uśmiechnęła się sztywno i poprawiła w uszach diamentowe wkrętki. 

- Przechodzisz  załamanie  nerwowe?  -  dopytywała  się  dziewczyna.  -  Słyszałam,  Ŝe 

musiałaś zrezygnować ze szkoły. 

To  Ŝadna  tajemnica,  jak  szybko  plotki  rozchodzą  się  po  szkole.  Do  poniedziałku  ta 

ruda  nieudacznica  z  aparatem  na  zębach  opowie  kaŜdej  chętnej  do  słuchania  duszy,  jak  to 

Blair Waldorf oglądała sobie piersi w łazience w jej domu. Blair zaczęła naprawdę cieszyć się 

perspektywą  wyjazdu  do  Georgetown.  Tam  przynajmniej  nikt  jej  nie  zna  i  wszyscy  będą 

traktować przyzwoicie i z naleŜnym szacunkiem. 

- Mamo! - zawołała ostro. - Czas na nas. 

I  tak  jak  Blair  przewidziała,  ledwo  zamknęły  się  za  nimi  drzwi,  zła  bliźniaczka 

pobiegła  do  swojego  pokoju,  zalogowała  się  na  komputerze  i  po  chwili wiadomości  zaczęły 

fruwać po całym Internecie. 

background image

 

tematy    ◄    wstecz    dalej    ►    wyślij pytanie    odpowiedź 

Wszystkie  nazwy  miejsc,  imiona  i  nazwisko  oraz  wydarzenia  zostały  zmienione  lub  skrócone,  po  to  by  nie 

ucierpieli niewinni. Czyli ja. 

 

hej, ludzie! 

 

SZCZERO

ŚĆ

 JEST PRZEREKLAMOWANA 

 

Wiecie,  jak  to  zawsze  si

ę

  mówi, 

Ŝ

e  szczero

ść

  to  najlepsza  strategia  i 

Ŝ

e  tylko  zwi

ą

zki  oparte  na 

szczero

ś

ci i otwarto

ś

ci s

ą

 prawdziwe. Có

Ŝ

, uwa

Ŝ

am, 

Ŝ

e to bzdura. Nie, 

Ŝ

ebym uwa

Ŝ

ała, 

Ŝ

e kłamstwo 

jest w porz

ą

dku. Czasem po prostu im mniej mówisz, tym lepiej. W ko

ń

cu, jak interesuj

ą

ca mo

Ŝ

e by

ć

 

osoba,  która  nie  ma 

Ŝ

adnych  sekretów?  A  gdzie  tajemnica?  Element  zaskoczenia?  Przyznaj,  to 

ekscytuj

ą

ce,  gdy  twój  chłopak  wyje

Ŝ

d

Ŝ

a  na  weekend,  a  ty  nie  masz  poj

ę

cia,  do  czego  jest  zdolny 

Lubisz,  gdy  chłopak,  w  którym  si

ę

  podkochujesz,  ma  kogo

ś

,  ale  trzyma  si

ę

  na  uboczu  i  czasem 

wychodzi wykona

ć

 tajemniczy telefon. Nie jest ciekawiej, gdy sobie wyobrazisz, 

Ŝ

e wszyscy - których 

znasz - prowadz

ą

 podwójne 

Ŝ

ycie? 

 

Spójrzmy  prawdzie  w  oczy,  gdyby  rzeczywi

ś

cie  zale

Ŝ

ało  nam  tylko  na  szczero

ś

ci,  to  czy 

opowiadaliby

ś

my tyle głupot o sobie nawzajem i tak dobrze si

ę

 przy tym bawili? 

 

Wasze e - maile 

 

P:

 Droga P! 

To zabrzmi dziwnie, ale moje mama prowadzi zaj

ę

cia w szkole rodzenia w naszym salonie 

w  domu.  Ostatnio  była  u  nas  ta  dziewczyna  z  ostatniej  klasy  ze  swoj

ą

  matk

ą

,  która  jest 

zdecydowanie za stara na dziecko. W ka

Ŝ

dym razie ta dziewczyna zamkn

ę

ła si

ę

 w naszej 

łazience chyba na godzin

ę

, a potem wyszła stamt

ą

d mokra. Wszystkie dziewczyny w mojej 

klasie boj

ą

 si

ę

 jej i uwa

Ŝ

aj

ą

Ŝ

e  ona jest taka super,  ale ja teraz  wiem, 

Ŝ

e to  wariatka. Nic 

dziwnego, 

Ŝ

e nie dostała si

ę

 do college'u. 

dobraplotka 

 

O:

 Droga dobraplotko! 

background image

Mówisz, 

Ŝ

e jest z ostatniej klasy? Słonko, my WSZYSTKIE jeste

ś

my wariatkami. 

 

P:

 Droga P! 

Mój kuzyn studiuje w  Yale  i pracuje jako przewodnik dla przyszłych studentów. Powiedział 

mi, 

Ŝ

e  do  Yale  nie  ma  listy  rezerwowych.  Rozsyłaj

ą

  tylko  takie  listy, 

Ŝ

eby  spełni

ć

  krajowe 

wymogi liczby przyj

ęć

, czy co

ś

 takiego. 

drea 

 

O:

 Droga drea! 

Fuj! To brzmi tak przera

Ŝ

aj

ą

co, 

Ŝ

e mo

Ŝ

e by

ć

 prawdziwe. 

 

Na celowniku 

 

D  pije  po

Ŝ

egnaln

ą

  kaw

ę

  w  restauracyjce  przy  Broadwayu.  J 

ć

wiczy  krok  modelki  z  wybiegu  w 

autobusie  je

Ŝ

d

Ŝą

cym  Siedemdziesi

ą

t

ą

  Dziewi

ą

t

ą

.  S  łapie  samolot  do  Bostonu.  Chyba  całkiem  po  - 

wa

Ŝ

nie potraktowała decyzj

ę

B poci

ą

ga z jednej z tych małych buteleczek z wódk

ą

 w czasie lotu do 

DC  -  próbuje  nabra

ć

  troch

ę

  sympatii  dla  Georgetown.  V  wyrzuca  znak  „tylko  dla  pa

ń

”,  który 

podw

ę

dziła  z  toalety  baru  w  Williamsburgu.  C  i  jego  ojciec  lec

ą

  gdzie

ś

  prywatnym  odrzutowcem. 

Wybieraj

ą

  si

ę

  przekona

ć

  jak

ąś

  łatwowiern

ą

  instytucj

ę

Ŝ

eby  przyj

ę

ła  C  od  najbli

Ŝ

szej  jesieni?  Ojciec 

niósł walizeczk

ę

 - wyobra

ź

my sobie, 

Ŝ

e była pełna pieni

ę

dzy. 

 

Pami

ę

tajcie,  mamy  prawie  trzy  tygodnie, 

Ŝ

eby  zdecydowa

ć

,  do  której  szkoły  chcemy  pój

ść

Wykorzystajcie  m

ą

drze  ten  czas.  Puszczam  do  was  oko.  Przecie

Ŝ

  wiecie  -  ja  na  pewno  go 

wykorzystam! 

Wiem, 

Ŝ

e mnie kochacie. 

plotkara 

background image

dziwak z harvardu skradł serce S 

Serena  wysiadła  z  limuzyny  lotniska  Logan  i  połknęła  się  na  bruku  ścieŜki 

prowadzącej do biura rekrutacji Harvardu. Jej ciało buzowało kofeiną z wielkiego cappuccino 

Starbucks,  które  wypiła  w  czasie  lotu.  Był  słoneczny  wiosenny  poranek,  chłodniejszy  niŜ  w 

Nowym  Jorku.  W  Cambridge  panowała  wrzawa  -  wszędzie  kręcili  się  uliczni  sprzedawcy  i 

modni,  naśladujący  styl  cyganerii  studenci,  którzy  siadali  na  ławkach  i  pili  kawę. 

Zastanawiała  się,  dlaczego  Harvard  dorobił  się  opinii  takiej  powaŜnej  i  nieprzystępnej 

instytucji, skoro prezentował się tak miło i przystępnie. 

Jej  przewodnik  czekał  na  nią  tuŜ  przy  drzwiach.  Wysoki,  ciemnowłosy  chłopak  w 

okularach o srebrnych oprawkach - idealny, ekscentryczny, przystojny intelektualista. 

- Nazywam się Drew - przedstawił się, wyciągając rękę. 

- JuŜ  mi  się  tu  podoba  -  wyrzuciła  z  siebie,  ściskając  jego  dłoń.  Zawsze  tak 

wyskakiwała, gdy się denerwowała. Tyle Ŝe teraz to nie nerwy, tylko przedawkowała kofeinę. 

- Mogę  ci  zafundować  standardową  dwugodzinną  wycieczkę,  ale  moŜe  będzie  lepiej, 

jeśli od razu mi powiesz, co chciałabyś zobaczyć - zaproponował Drew. 

Miał  jasnobrązowe  oczy  i  nosił  beŜowy  sweter  dziergany  w  warkocze  i  oliwkowe 

sztruksy,  które  były  tak  idealnie  zaprasowane,  Ŝe  Serena  oczami  wyobraźni  widziała,  jak 

Drew wyjmuje je z paczki od J. Crew, którą przesiała mu mama, i od razu je wkłada. Lubiła, 

gdy  chłopcy  zwracali  uwagę  na  modę,  ale  to  było  niemalŜe  pociągające,  gdy  chłopak 

wyglądał super mimo dziwacznych ubrań, które wybierała mu matka. 

- Chciałabym  zobaczyć  twój  pokój  -  odparła,  nawet  nie  zastanawiając  się,  jak  to 

zabrzmi. Ale to była prawda. Naprawdę chciała zobaczyć, jak wygląda akademik. 

Drew zarumienił się i Serena w odpowiedzi teŜ. Nagle to do niej dotarło - od pierwszej 

klasy chodziła do szkoły tylko dla dziewcząt. Same dziewczyny przez dwanaście lat. College 

będzie pełen chłopaków. Chłopcy przez cały dzień, kaŜdego dnia. Chłopcy, chłopcy, chłopcy. 

Hura! 

- Jesteś  głodna?  -  zapytał  Drew.  -  Jadalnia  w  moim  akademiku  serwuje  całkiem 

przyzwoite jedzenie. Zabrałbym cię do jednej z największych bibliotek, a potem moglibyśmy 

zajrzeć  na  lunch  i  obejrzeć  akademik.  Jest  koedukacyjny,  więc...  -  Znowu  się  zaczerwienił  i 

background image

poprawił okulary. 

- Świetnie - odparła Serena. 

Drew  wyprowadził  ją  z  biura  rekrutacji  i  poprowadził  ścieŜką  przez  dziedziniec 

Harvardu.  Na  bardziej  niŜ  zielonych  trawnikach  pełno  było  studentów  grających  we  frisbee 

albo czytających ksiąŜki. Pod klonem siedział jakiś profesor i sprawdzał prace. 

- To Widener, biblioteka humanistyczna - powiedział Drew, gdy Serena szła za nim po 

imponujących schodach prowadzących do budynku. - Mam podwójną specjalizację: muzykę i 

chemię, więc rzadko spędzam tu czas - wyjaśnił, otwierając przed nią drzwi. 

Weszli  do  cichego,  chłodnego  pomieszczenia.  Drew  wskazał  na  zamkniętą 

przeszkloną szafę pod odległą ścianą. 

- Mają  tu  naprawdę  niesamowitą  kolekcję  oryginalnych  manuskryptów.  No  wiesz, 

papirusy ze staroŜytnej Grecji i takie tam. 

Papirusy? 

Drew  stał  cierpliwie  z  rękoma  w  kieszeniach  porządnie  zaprasowanych  sztruksów, 

czekając,  aŜ  Serena  zada  mu  jakieś  pytanie  na  temat  biblioteki.  Ale  Serena  za  bardzo  była 

zainteresowana Drew. Doszła juŜ do wniosku, Ŝe zdecydowanie jest milutki, ale chłopakowi, 

który z kamienną twarzą uŜywa słów typu papirus, po prostu nie moŜna się oprzeć! 

Nawinęła  pasmo  włosów  na  palec  i  zagapiła  się  na  sufit  biblioteki,  jakby  była 

zafascynowana projektem. 

- Specjalizujesz się w muzyce? Grasz na czymś? 

Drew wbił wzrok w podłogę i mruknął coś pod nosem. 

Podeszła bliŜej. 

- Słucham? Odchrząknął. 

- Na ksylofonie. Gram na ksylofonie w orkiestrze. 

Zawsze  myślała,  Ŝe  ksylofon  to  tylko  zabawka  dla  dzieci,  wymyślona  po  to,  Ŝeby 

jakieś słowo w angielskim zaczynało się na „x”

. Klasnęła w ręce z zachwytu. 

- Mogę posłuchać, jak grasz? 

Drew uśmiechnął się z wahaniem. 

- Mam próbę o trzeciej, ale dopiero się uczę. Poza tym pewnie nie będziesz chciała tak 

długo... 

Serena  zamówiła  samochód,  który  miał  zawieść  ją  do  Providence,  Ŝeby  po  południu 

mogła  obejrzeć  Brown.  Jej  brat  Erik  uczył  lic  tam  i  tym  razem  obiecał,  Ŝe  ją  oprowadzi  po 

                                                 

 ksylofon - ang. xylophone (przyp, tłum.) 

background image

kampusie,  zamiast  zabrać  na  balangę  z  kumplami,  z  którymi  wynajmował  dom  poza 

kampusem. Ale to tylko Erik. Wybaczy jej, jeśli się spóźni. 

Kiedy masz siedemnaście lat i jesteś piękną blondynką, zawsze moŜesz się spóźnić. 

- Jasne,  Ŝe  zostanę.  -  Wzięła  Drew  pod  ramię  i  wyciągnęła  go  z  biblioteki.  -  Chodź, 

umieram z głodu! 

Komu potrzebna biblioteka pełna papirusów, jeśli Harvard ma tyle do zaoferowania? 

background image

B wyró

Ŝ

nia si

ę

 w g 

- Nazywam  się  Rebecca  Reilly  i  będę  twoją  przewodniczką  w  ten  weekend.  To  jest 

identyfikator,  mapa  i  gwizdek.  Przypnij,  proszę,  identyfikator  i  przez  cały  czas  noś  ze  sobą 

mapę i gwizdek. 

Blair patrzyła na niską, radosną, farbowaną blondynkę, która stała przed nią. Nie miała 

nic  przeciwko  byciu  radosną.  Sama  zachowywała  się  tak,  kiedy  próbowała  nakłonić 

projektantów typu Kate Spade, aby ufundowali torby z prezentami na jedną z wielkich imprez 

charytatywnych,  które  organizowała,  albo  kiedy  namawiała  nauczycielkę,  aby  wypuściła  ją 

wcześniej  na  wyprzedaŜ  próbek  Chloé.  Ale  takie  zachowanie  -  szczere  i  w  dodatku  wobec 

rówieśników - było naprawdę Ŝałosne. 

- Gwizdek? - powtórzyła Blair. 

Przez  cały  lot  myślała  o  tej  wyprawie  jak  o  czymś,  co  ma  poprawić  jej  samoocenę. 

Spędzi  dzień  z  jakąś  dziwaczną  przewodniczką,  przy  której  poczuje  się  wyrafinowana  i 

inteligentna.  Potem  weźmie  pokój  w  Ritz  -  Carltonie  albo  w  równie  dobrym  hotelu  i  spędzi 

wieczór, mocząc się w wannie, pijąc szampana i prowadząc gorącą rozmowę z Nate'em przez 

telefon. 

- Georgetown  daje  wszystkim  studentkom  gwizdki.  Mamy  tu  bardzo  silną  grupę 

dbającą  o  interesy  kobiet.  Przez  ostatnie  dwa  lata  nie  zdarzyły  się  na  kampusie  Ŝaden  gwałt 

ani napaść! - oznajmiła Rebecca z południowym akcentem. 

Rzuciła  Blair  promienne  spojrzenie  spod  gęstych,  pomalowanych  na  niebiesko  rzęs. 

Jej  farbowane  włosy  pachniały  kosmetykami  Finess,  a  białe  skórzane  reeboki  wyglądały  na 

tak nowe, jakby nigdy nie noszono ich poza centrum handlowym. 

Blair strzepnęła włos z rękawa nowego róŜowego Ŝakietu od Mami. 

- Muszę zarezerwować pokój w hotelu na dziś wieczór... 

Rebecca złapała ją za rękę. 

-  Nie  wygłupiaj  się,  kochanie.  Zatrzymasz  się  u  mnie  i  moich  koleŜanek  Jest  nas 

czwórka, po prostu odlot. PrzeŜyjesz najlepszy wieczór swojego Ŝycia, bo dziś mamy imprezę 

pod hasłem Południowe Piękności, tylko dla dziewczyn. 

Słucham? Od kiedy urządza się imprezy dla samych dziewczyn? 

background image

- Super - odpowiedziała słabym głosem Blair. 

Szkoda,  Ŝe  nie  zarezerwowała  pokoju  wcześniej.  Rozejrzała  się  wokół  po  innych 

gościach  witanych  przez  przewodników.  Wszyscy:  i  goście,  i  gospodarze  byli  dziwnie 

podobni  do  Rebecki.  Jakby  wszyscy  dorastali  na  przedmieściach,  gdzie  kaŜdy  jest  blond, 

szczęśliwy,  czysty  i  nieskomplikowany.  Blair  czuli  się  wśród  nich  jak  ciemnowłosy, 

zuchwale obcięty, stylowo ubrany i znudzony kosmita. 

Właściwie  to  była  ta  poprawiająca  samoocenę  rzecz,  które  oczekiwała.  Widzicie, 

jestem  inna,  mądrzejsza  i  lepsza  od

 

tych  dziewczyn,  powiedziała  sobie.  Przynajmniej  nigdy 

się nie zniŜyła do ufarbowania na blond swoich naturalnych, ciemnoorzechowych loków. 

- No  dobra,  zacznijmy  wycieczkę!  -  Rebecka  złapała  Blair  za  rękę,  jakby  miały  po 

cztery lata, i wyciągnęła ją z biura rekrutacji. 

Słońce  lśniło  na  wodach  Potomacu,  a  iglice  starej  kaplicy  jezuitów  wznosiły  się 

majestatycznie  na  wzgórzu.  Blair  musiała  przyznać,  Ŝe  kampus  starego  uniwersytetu 

Georgetown  był  piękny,  a  samo  miasteczko  znacznie  milsze  i  czystsze  niŜ  New  Haven. 

Zdecydowanie  brakowało  tu  jednak  tej  jedynej  w  swoim  rodzaju  atmosfery  typu  „jesteśmy 

najbystrzejszymi dzieciakami z klasy”. 

- Przed  tobą  po  lewej  zobaczysz  nowoczesny  budynek.  To  Biblioteka  Lauinger. 

Zdobyła nagrodę architektoniczną. Posiada największy zbiór... 

Rebecca  szła  po  brukowanej  ścieŜce  tyłem,  twarzą  do  Blair,  i  paplała  same  nudy  na 

temat  Georgetown.  Blair  ignorowała  ją,  przyglądając  się  ludziom  krąŜącym  po  głównym 

kampusie. Chłopcy i dziewczyny ubrani od stóp do głów w ciuchy Brook Brothers albo Ann 

Taylor maszerowali w stronę biblioteki, a ich plecaki od Coacha pękały w szwach wypchane 

ksiąŜkami.  Blair  powaŜnie  traktowała  naukę,  ale  to  w  końcu  sobota.  Czy  ci  ludzie  nie  mają 

nic lepszego do roboty? 

Rebecca zatrzymała się nagle i przycisnęła dłoń do czoła. 

- Słonko, mam taaakiego kaca. Od chodzenia tyłem tak mi się kręci w głowie, Ŝe zaraz 

się porzygam. 

Blair  juŜ  chciała  coś  powiedzieć,  Ŝe  cała  ta  sytuacja  sprawiała,  Ŝe  chciało  jej  się 

rzygać, ale z drugiej strony większość sytuacji tak na nią działała. 

- MoŜe  usiądźmy  gdzieś  i  napijmy  się..,  kawy  -  zaproponowała,  zadowolona,  Ŝe 

zabrzmiało  to  tak  zwyczajnie  i  przyjaźnie,  chociaŜ  tak  naprawdę  to  potrzebowała  martini  z 

wódką. 

Rebecca objęła Blair za szyję. 

- Dziewczyno,  czytasz  w  moich  myślach!  -  pisnęła.  -  Jesieni  totalnie  uzaleŜniona  od 

background image

karmelowego macchiato, a ty? 

Fuj. 

Dochodziła dopiero druga po południu. Kawa musi wystarczyć. 

- Jest tu w pobliŜu jakieś miejsce? 

Rebecca wzięła Blair pod ramię. 

- Pewnie, Ŝe tak! 

Wyciągnęła błyskawicznie róŜowo - biały telefon Nokii. 

- Daj  mi  minutę,  Ŝeby  zebrać  dziewczyny.  MoŜe  nasza  impreza  Południowych 

Piękności mogłaby się zacząć wcześniej? 

Blair skrzywiła się i pomacała telefon komórkowy w miętowej torebce od Prady. JuŜ 

tęskniła za Nate'em. Szkoda, Ŝe nie poŜyczyła od niego tej srebrnej piersiówki, którą zwykle 

nosił ze sobą. Miałaby przynajmniej pamiątkę i trochę wódki do macchiato. 

Rebecca  podniosła  wzrok,  rozmawiając  przez  telefon  z  przyjaciółkami.  Zasłoniła 

mikrofon dłonią. 

- JuŜ siedzą w barze - szepnęła, a jej policzki zaróŜowiły się z zakłopotania. - To przy 

M Street. Masz coś przeciwko temu, Ŝebyśmy tam się z nimi spotkały? 

- Nie ma sprawy - zgodziła się szybko Blair. 

Dajcie jej drinka i papierosa, a będzie szczęśliwa w kaŜdym towarzystwie. 

background image

jak bardzo go chc

ą

- Stary,  nie  mówiłeś  mi,  Ŝe  trenerzy  to  laski  -  syknął  do  Nate'a  jeden  z  jego 

najlepszych kumpli, Jeremy Scott Tompkinson. Biegi za długą piłką. 

Nate  zakręcił  rakietą  nad  głową  i  czekał,  aŜ  Jeremy  go  minie,  Ŝeby  przechwycić 

podanie.  To  był  popisowy  manewr,  ale  skuteczny.  Poza  tym  powinien  się  popisać.  Odrzucił 

piłkę  z  powrotem  do  Jeremy'ego,  pokazując,  Ŝe  potrafi  współpracować  z,  druŜyną,  tak  jak 

uczył go trener Michaels. Obaj chłopcy pobiegli ku środkowi boiska. 

- Ta  wysoka  to  trenerka  z  Yale.  Ta  niska  jest  z  komisji  rekrutacyjnej  w  Brown, 

przeprowadzała ze mną  rozmowę - wyjaśnił Nate. - Trener z Brown nie  mógł przyjechać ze 

względu na mecz. 

- Stary,  ale  to  są  laski!  -  powtórzył  Jeremy.  Jego  zmierzwiona  czupryna  w  stylu 

gwiazdy rocka powiewała na wietrze, gdy biegli. - Nic dziwnego, Ŝe cię przyjęli! 

Nate  uśmiechnął  się  do  siebie  szeroko  i  otarł  pot  z  czoła.  Byłoby  miło  wierzyć,  Ŝe 

kompletnie nie zdaje sobie sprawy ze swojej idealnej prezencji, ale on doskonale wiedział, Ŝe 

jest przystojniakiem. Po prostu nie zachowywał się przy tym jak dupek. 

Za  linią  boczną  obie  kobiety  przyglądały  mu  się  uwaŜnie.  Wtedy  trener  Michaels 

zagwizdał. 

- Chłopcy,  dzisiaj  musimy  wcześniej  skończyć!  -  krzyknął,  spluwając  na  trawę.  - 

Obchodzimy  dziś  z  Ŝona.  czterdziesta,  rocznice  ślubu.  -  Wsadził  sękate  dłonie  w  kieszenie 

zielonej wiatrówki Land's End i skinął na Nate'a. Splunął po raz kolejny na trawę. - Chodź tu, 

Archibald. 

Nate ruszył za trenerem w stronę dwóch kobiet. 

- Byłoby  pięknie,  gdybyśmy  mieli  własne  boisko  -  powiedział  do  kobiet  trener 

Michaels.  Wskazał  ręką  na  trawnik  Central  Parku,  gdzie  koledzy  Nate'a  rozmontowywali 

bramki. Ale kiedy gra się w mieście, trzeba korzystać z tego, co jest. 

Jakby rzeczywiście było im tak cięŜko. 

Na  pobliskiej  ławce  cztery  dziesiątoklasistki  w  zielonych,  plisowanych  mundurkach 

Seaton Arms chichotały i szeptały między sobą, patrząc tęsknie na Nate'a. 

- Przynajmniej  w  parku  zawsze  macie  widownię  -  zauwaŜyła  trenerka  z  Yale.  Była 

background image

wysoka  i  miała  coś  z  konia  z  tą  grzywą  blond  włosów  i  kanciastą,  chociaŜ  ładną  twarzą. 

Uliczny sprzedawca handlował napojami i lodami z wózka zaparkowanego w pobliŜu ławek 

Rozpięła przednią kieszeń granatowego plecaka z naklejką z szarym buldogiem Yale. - Mogę 

wam postawić Gatorade albo coś innego? 

- Nie,  dziękuję,  proszę  pani.  Muszę  wracać  do  domu  do  Ŝony.  -  Trener  Michaels 

wymienił  z  obiema  kobietami  uścisk  dłoni,  a  polem  klepnął  Nate'a  w  plecy.  -  To 

utalentowany chłopak. Dajcie mi znać, gdybyście miały jakieś pytania. 

Trener odszedł, a Nate uderzył rakietą w świeŜą, wiosenną trawę. 

- Lepiej wrócę juŜ do domu wziąć prysznic wymamrotał, niepewny, co kobiety sobie 

zaplanowały. 

Brigid,  jego  rozmówczyni  z  Brown,  patrzyła  na  niego  wyczekująco.  Zostawiła  mu 

wiadomość na telefonie komórkowym, prosząc, Ŝeby spotkał się z nią w hotelu Warwick New 

York o piątej po południu „omówić moŜliwości”. 

Cokolwiek to znaczy. 

Trenerka  z  Yale  wręczyła  mu  niebieska,  nylonową  torbę  sportową  z  wytłoczoną 

wielką białą literą Y. 

- Z  gratulacjami  od  druŜyny  -  powiedziała.  -  Masz  tu  pulower,  spodenki,  wszystko. 

Ochraniacz. Nawet skarpetki. 

Brigid zmarkotniała. Pewnie nie wpadła na taki pomysł. 

- Nadal jesteśmy umówieni na później? - zapytała szybko. Mogę ci postawić obiad. 

Miała  jasnorude  włosy,  czego  Nate  nie  pamiętał  z  rozmowy  w  październiku. 

Zastanawiał się, czy je ufarbowała. Właściwie wyglądała o wiele ładniej, niŜ ją zapamiętał, i 

spodobało mu się, Ŝe nie próbowała go uwieść torbą z bluzami i tym podobnym śmieciem z 

Brown.  Nawet  jeśli  postanowi  iść  do  Yale,  to  czy  naprawdę  potrzebuje  firmowych 

ochraniaczy? 

-  Przyjdę  -  zapewnił  ją.  Wyciągnął  dłoń  do  trenerki  z  Yale.  -  Dziękuje,  Ŝe  pani 

przyjechała. 

Ale trenerka nie poddawała się łatwo. 

-  A  co  powiesz  na  późne  śniadanie  jutro?  Mieszkam  w  hotelu  Wales  na  Madison, 

Sambeth jest na dole. Podają tam nieprzyzwoicie pyszne naleśniki. 

Nate zauwaŜył, Ŝe trenerka miała naprawdę ładne piersi - duŜe, ale jędrne. Wyglądała 

jak siatkarka z druŜyny olimpijskiej. Przerzucił torbę z Yale przez ramię. 

- Jasne - zgodził się. - Śniadanie brzmi super. 

Świadomość, Ŝe dwa college'e, do których najtrudniej się dostać, uganiają się za nim, 

background image

mogła  naprawdę  wbić  człowieka  w  dumę.  To  moŜe  być  fajna  zabawa  -  przekonać  się,  jak 

bardzo go chcą. 

background image

chłopak z upper west side ucieka z klatki 

- Powiedz mi szczerze, czy to jest nieprzyzwoite? - zapytała Jenny. 

Vanessa przysiadała na brzegu łóŜka Jenny i filmowała ją w trakcie wybierania stroju 

na sesję zdjęciową. Miała pomóc Danowi spakować się, ale on znalazł notatnik z wierszami z 

okresu, gdy miał trzynaście lat, i teraz przeglądał go w nadziei na odnalezienie jakiejś perełki. 

Powodzenia. 

Jenny przekonała samą siebie, Ŝeby pojawić się na sesji zdjęciowej bez stanika. Nigdy 

wcześniej  nie  odwaŜyła  się  na  coś  takiego,  przynajmniej  nie  publicznie.  Oprócz  tego 

postanowiła włoŜyć błękitny, ciasnawy T - shirt. 

- Więc co o tym myślisz? 

- Tak,  to  nieprzyzwoite  -  odparła  rzeczowo  Vanessa,  pilnując,  Ŝeby  ostrość  kamery 

była  na  plecach  Jenny,  bo  inaczej  film  z  dozwolonego  od  lat  trzynastu  zmieniłby  się  w 

dozwolony od lat osiemnastu. 

- Serio? - Jenny odwróciła się, Ŝeby obejrzeć tyłek w lustrze na drzwiach szafy. Nowe 

dŜinsy od Earl sprawiały, Ŝe jej nogi wyglądały na o wiele dłuŜsze. Prawdziwy cud inŜynierii. 

Vanessa  sfilmowała  cały  pokój.  To  był  typowy  pokój  dorastającej  nastolatki, 

ozdobiony  na  biało  i  róŜowo,  z  kolaŜami  ze  zdjęć  wyrwanych  z  magazynów  mody  na 

ścianach  i  półkami  pełnymi  ksiąŜek  dla  nastolatek  oraz  na  wpół  ubranych  lalek  Barbie. 

Jednak dzieła sztuki na ścianach były zdecydowanie jedyne w swoim rodzaju. Idealna replika 

Pocałunku  Klimta,  imponująca  kopia  Wiatraków  van  Gogha  i  oszałamiający  mak  w  stylu 

O'Keeffe, starannie namalowany przez samą Jenny. 

Vanessa z powrotem przesunęła kamerę na właściwy temat. 

- MoŜe włóŜ czarną koszulkę? - zaproponowała. - I stanik. 

Jenny posmutniała. 

- AŜ tak źle? 

W  progu  pojawił  się  jej  ojciec.  Długie  pasma  siwych  włosów  upiął  gumką  Jenny  na 

czubku głowy. 

- Jezu, dziewczyno, włóŜ jakąś bluzę czy coś - sapnął. - Co powiedzą sąsiedzi? 

Jenny  wiedziała,  Ŝe  ojciec  się  wygłupia,  ale  jasne  było,  co  wszyscy  myślą  na  ten 

background image

temat. Wyciągnęła z szafy bluzę i wciągnęła ją przez głowę. 

- Wielkie  dzięki.  Milo  wiedzieć,  Ŝe  was  to  obchodzi  -  odparła,  piorunując  wzrokiem 

tatę. - Mam jakąś szansę teŜ przeprowadzić się do ciebie? - zapytała Vanessę. 

- W  Ŝadnym  wypadku  -  odparował  Rufus.  -  Kto  będzie  mi  wypijał  cały  sok 

pomarańczowy,  nim  wstanę  rano?  Kto  będzie  pakował  do  przegródki  na  masło  w  lodówce 

butelki z lakierem do paznokci? Kto zafarbuje mi czarne skarpetki na róŜowo? 

Jenny przewróciła oczami. Tata czułby się samotny, a ona i tak nie chciałaby mieszkać 

z  Danem  i  Vanessą  -  niekiedy  praktycznie  byli  małŜeństwem  i  w  ogóle.  To  by  było  zbyt 

dziwne. 

Nagle  Vanessa  poczuła  straszne  wyrzuty  sumienia,  Ŝe  za  -  bicia  Rufusowi  syna,  po 

tym jak matka Dana uciekła do Pragi z jakimś baronem czy kimś takim. 

- Będziemy przychodzić na obiad w weekendy - zaproponowała niezdarnie. - Albo wy 

moglibyście  czasem  wpaść  i  coś  ugotować.  Ruby  ma  mnóstwo  sprzętu  kuchennego. 

Przydałoby się, Ŝeby ktoś nauczył mnie z niego korzystać. 

Rufus rozpromienił się. 

- MoŜemy urządzić szkołę gotowania! 

Vanessa pomajstrowała przy kamerze, próbując załapać ostrość na Rufusie. 

- Panie Humphrey, czy mogę panu zadać kilka pytań? - poprosiła. 

Rufus usiadł na podłodze i przyciągnął do siebie Jenny. 

- Uwielbiamy być w centrum uwagi! - powiedział i uszczypnął córkę w bok. 

- Tato - jęknęła Jenny, krzyŜując ręce na piersi, chociaŜ miała na sobie bluzę. 

- Więc jak to jest mieć syna, który dorósł, Ŝeby iść do college'u i wyprowadzić się? 

Rufus  pociągnął  się  za  szpakowatą  brodę.  Uśmiechał  się  ale  jego  brązowe  oczy  były 

wilgotne i smutne. 

- Jeśli  chcesz  znać  moje  zdanie,  to  powinien  był  się  wyprowadzić  juŜ  dawno  temu. 

Amerykańskie  rodziny  rozpieszczają  dzieci.  Dzieciaki  powinny  zaczynać  naukę,  gdy  tylko 

potrafią  unieść  głowę,  i  przed  czternastym  rokiem  Ŝycia  powinny  wyprowadzać  się  z  domu. 

Znowu uszczypnął Jenny. Nim zaczną obraŜać się na swoich ojców. 

- Tato - jęknęła znowu Jenny. A potem rozpromieniła się. Ej, czy to znaczy, Ŝe mogę 

wziąć pokój Dana? Jest dwa razy większy od mojego. 

Rufus zmarszczył brwi. 

- Nie  rozpędzajmy  się  za  bardzo  -  mruknął.  Nadal  potrzebuje  pokoju.  -  Uniósł  brew, 

patrząc  na  Vanessę.  -  MoŜe  go  jeszcze  wykopiesz  od  siebie.  MoŜe  nawet  wykopią  go  z 

college'u! 

background image

- Ale właśnie powiedziałeś... - zaczęła Jenny i urwała. 

Ojciec zawsze zaprzeczał sobie. Powinna juŜ się do tego przyzwyczaić. 

- W  kaŜdym  razie  kiedy  juŜ  zacznę  zarabiać  jako  modelka,  zmienię  wystrój  w  tym 

pokoju - oświadczyła. 

Rufus  przewrócił  teatralnie  oczami  na  uŜytek  kamery.  Jenny  uszczypnęła  go  w  rękę. 

Wtedy w drzwiach pojawił się Dan. Miał na sobie zieloną koszulkę polo Lacoste, którą parę 

lat  temu  przysłała  mu  matka.  Teraz  koszulka  była  o  jakieś  trzy  rozmiary  za  mała  i  przez  to 

Dan wyglądał w niej jak jakiś nawalony dziwak, grający w golfa. 

- Ta koszulka zostaje tutaj - zarządziła Vanessa. 

Dan zachichotał, ściągnął koszulkę i rzucił ją do kosza Jenny. 

- Ej! - zaprotestowała Jenny. - Korzystaj ze swojego kosza! 

- To tylko koszulka. Dasz sobie z nią radę - odgryzł się Dan. 

Wtedy Jenny wybuchła śmiechem. Dan myślał, Ŝe taki z niego ogier, bo opublikował 

wiersz  w  „The  New  Yorker”  i  dostał  się  do  tylu  college'ów,  ale  bez  koszulki  wyglądał 

naprawdę  mizernie.  I  czy  to  nie  Ŝałosne,  Ŝe  robił  bez  pytania  wszystko,  co  kazała  mu 

Vanessa? 

- Naprawdę będę za tobą tęsknić - westchnęła Jenny, udając strapioną. 

Rufus  wyciągnął  z  kieszeni  paczkę  miniaturowych  papierosów  i  bez  wyjaśnienia 

poczęstował wszystkich. Zapalił swojego i wypuścił dym. 

- MoŜe tak będzie lepiej - westchnął. 

Vanessa  wyłączyła  kamerę  i  przeturlała  w  ustach  niezapalonego  papierosa.  Trudno 

było  nie  czuć  wyrzutów  sumienia,  gdy  Rufus  wyglądał  tak  smutno,  ale  z  drugiej  strony  nie 

mogła się doczekać, kiedy będzie miała Dana tylko dla siebie, dwadzieścia cztery godziny na 

dobę,  siedem  dni  w  tygodniu.  Spojrzała  na  bladą,  kościstą  pierś  Dana.  Pierś  udręczonego 

artysty. Jej faceta. 

- Gotowy? - zapytała podekscytowana, uśmiechając się szeroko. 

Dan odwzajemnił uśmiech. Nadal był pijany ze szczęścia i nie miał zamiaru trzeźwieć. 

- Gotowy - odpowiedział ochoczo. 

Miejmy nadzieję, Ŝe spakował parę innych koszulek. 

background image

 

tematy    ◄    wstecz    dalej    ►    wyślij pytanie    odpowiedź 

Wszystkie  nazwy  miejsc,  imiona  i  nazwisko  oraz  wydarzenia  zostały  zmienione  lub  skrócone,  po  to  by  nie 

ucierpieli niewinni. Czyli ja. 

 

hej, ludzie! 

 

DENERWUJ

Ą

CA DZIEWCZYNA 

 

Wiecie, kogo mam na my

ś

li. T

ę

, która my

ś

li, 

Ŝ

e jest taka 

ś

liczna i m

ą

dra, i 

Ŝ

e wszyscy chłopcy si

ę

 w 

niej kochaj

ą

. Krzyczy „Ja, ja, ja” i macha r

ę

k

ą

 za ka

Ŝ

dym razem, gdy nauczyciel zadaje pytanie. Jest 

najbardziej zadufan

ą

 osob

ą

 w klasie, ale boi si

ę

Ŝ

e wyjdzie na zbyt zadufan

ą

, wi

ę

c ci

ą

gle chichocze i 

zachowuje  si

ę

  jak  głupia, 

Ŝ

eby  ukry

ć

  swój  rzekomy  geniusz.  Nigdy  nie  widziałam, 

Ŝ

eby  po  pijanemu 

kto

ś

 zachowywał si

ę

 gło

ś

niej i bardziej 

Ŝ

enuj

ą

co od niej. Gdyby nie przyjaciele, zemdlałaby w kału

Ŝ

własnych  wymiocin  na  podłodze  w  łazience  albo  wróciła  do  domu  z  najbardziej  oble

ś

nym,  starszym 

facetem. Ale jej przyjaciele zawsze si

ę

 nad ni

ą

 ulituj

ą

 i na drugi dzie

ń

 jest jeszcze bardziej wesoła ni

Ŝ

 

zwykle i u

ś

miecha si

ę

 jakby nigdy nic. 

 

Z Denerwuj

ą

c

ą

 Dziewczyn

ą

 jest tak, 

Ŝ

e - niezale

Ŝ

nie od tego, czy J

ą

 lubimy, czy nie - ka

Ŝ

da z nas ma 

co

ś

 z niej w sobie. To dlatego tak bardzo j

ą

 kochamy i tak bardzo jej nienawidzimy. To nasz najgorszy 

koszmar. No bo ile razy chciała

ś

 podnie

ść

 r

ę

k

ę

, kiedy znała

ś

 odpowied

ź

, ale nie robiła

ś

 tego, 

Ŝ

eby nie 

zachowa

ć

  si

ę

  jak  idiotka?  Ile  razy  chciała

ś

  po  prostu  usi

ąść

  chłopakowi  na  kolanach  i  zacz

ąć

  go 

całowa

ć

,  ale  nie  robiła

ś

  tego,  bo  bała

ś

  si

ę

Ŝ

e  roze

ś

mieje  si

ę

  w  twarz?  W  pewnym  sensie 

Denerwuj

ą

ca Dziewczyna to ty minus brak pewno

ś

ci  siebie. Jest taka zadowolona  z siebie, 

Ŝ

e masz 

ochot

ę

 jej przywali

ć

.  Ale  w gł

ę

bi duszy 

Ŝ

ałujesz, 

Ŝ

e  nie jeste

ś

 tak okropna jak ona,  i przejmujesz si

ę

 

tym, co sobie pomy

ś

l

ą

 ludzie. Spójrzmy prawdzie w oczy: ludzie zawsze znajd

ą

 jaki

ś

 powód, 

Ŝ

eby nas 

nienawidzi

ć

, zwłaszcza je

ś

li jeste

ś

my pi

ę

kne. 

 

Jednak jest pewna  blondynka, która najwyra

ź

niej nie potrafi  zrobi

ć

  niczego 

ź

le.  Nie  do

ść

Ŝ

e dostała 

si

ę

  do  wszystkich  nieosi

ą

galnych  college'ów,  do  których  zło

Ŝ

yła  podanie,  to  jeszcze  w  ka

Ŝ

dej  z  tych 

szkół ju

Ŝ

 ustawiaj

ą

 si

ę

 kolejki facetów pragn

ą

cych z ni

ą

 porozmawia

ć

 

Wasze e - maile 

background image

 

P:

 droga P! 

Słyszałem, 

Ŝ

e  wybuchł  cały  skandal  w  zwi

ą

zku  z  fałszerstwami.  Płacisz  komu

ś

,  kto  robi 

absolutnie  przekonuj

ą

ce  zawiadomienie  o  przyj

ę

ciu  do  szkoły  typu  Princeton  czy  innej.  I 

szkoły nic nie mog

ą

 z tym zrobi

ć

, bo listy wygl

ą

daj

ą

 całkiem jak prawdziwe. 

wyga 

 

O:

 Drogi wygo! 

W  dzisiejszych  czasach  wszystko  mo

Ŝ

na  kupi

ć

,  ale  je

ś

li  nie  byłe

ś

  do

ść

  dobrym  uczniem, 

Ŝ

eby  o  własnych  siłach  dosta

ć

  si

ę

  do  szkoły  tak  wymagaj

ą

cej  jak  Princeton,  to  czy 

naprawd

ę

 chcesz załatwia

ć

 sobie fałszywe przyj

ę

cie? No bo koniec ko

ń

ców b

ę

dziesz miał 

mnóstwo prac domowych do odrobienia! 

 

Na celowniku 

 

Nowinki: S i milutki kujon okularnik z Harvardu karmi

ą

 si

ę

 nawzajem frytkami w jednej  z tamtejszych 

jadalni.  S  ma  jasno  okre

ś

lone  kryteria  oceny  college'u.  Ładni  chłopcy,  s

ą

.  Przyzwoite  frytki,  s

ą

.  B 

siedzi  w  barze  karaoke  w  Georgetown  z  nowymi  kole

Ŝ

ankami.  To  chyba  naprawd

ę

  załamanie 

nerwowe! N ma prywatn

ą

 sesj

ę

 z długonog

ą

 blondynk

ą

, trenerk

ą

 dru

Ŝ

yny lacrosse z Yale. No prosz

ę

jakby  nie  ukrywał  ju

Ŝ

  do

ść

  sekretów  przed  B.  Mała  J  robi  zakupy  w  male

ń

kim  sklepiku  z 

biustonoszami w Village, gdzie oceniaj

ą

 twój rozmiar na oko i oznajmiaj

ą

 ci, 

Ŝ

e nosisz zupełnie inny, 

ni

Ŝ

 my

ś

lała

ś

. W jej wypadku miseczka El V i D w Williamsburgu robi

ą

 razem zakupy w spo

Ŝ

ywczym. 

Wła

ś

ciwie  to  kłóc

ą

  si

ę

,  czy  kupi

ć

  spaghetti,  czy  makaron  w  jakim

ś

  bardziej  interesuj

ą

cym  kształcie. 

Aha, jak stare mał

Ŝ

e

ń

stwo. 

 

A  wracaj

ą

c  do  mnie,  zastanawiam  si

ę

,  czy  nie  wskoczy

ć

  w  dres  i  nie  udawa

ć

Ŝ

e  jestem  trenerk

ą

 

lacrosse. Kto wie, mo

Ŝ

e mi si

ę

 poszcz

ęś

cił. 

 

B

ą

d

ź

cie grzeczni. Ja na pewno nie b

ę

d

ę

Wiem, 

Ŝ

e mnie kochacie. 

plotkara

 

background image

trzydzie

ś

ci sekund prawdziwej miło

ś

ci 

Serena  przytrzymała  w  dłoniach  policzki  Drew  i  chuchnęła  mu  na  okulary.  Potem 

potarła szkła czubkiem idealnego nosa. 

- Obiecujesz, Ŝe przyjedziesz do mnie do Nowego Jorku? 

Spędziła całe popołudnie, siedząc tuŜ obok Drew w kanale orkiestry w trakcie próby. 

Dyrygent pozwolił jej nawet zagrać na kotłach i dzwonkach! Oczywiście nie mogła spokojnie 

usiedzieć, patrząc na Drew, grającego na ksylofonie. Sposób, w jaki przymykał oczy, zaciskał 

usta i przytupywał nogą w trakcie gry, był po prostu uroczy. Po próbie kupił jej cappuccino i 

zjedli  na  spółkę  czekoladowe  ciastko.  Do  tego  czasu  Serena  wpadła  juŜ  w  taki  zachwyt  nad 

Drew, Ŝe zaciągnęła go do jego pokoju na prywatną lekcję gry na ksylofonie. 

No proszę. 

Nie Ŝeby  go wyciągnęła z porządnie zaprasowanych sztruksów - to nie był tego typu 

chłopak - ale zdecydowanie wiedział, jak całować. LeŜeli teraz objęci na jego wąskim łóŜku 

w pogniecionych ubraniach i z rozczochranymi włosami. Serena chciała tak zostać juŜ przez 

resztę weekendu, ale niestety musiała jechać. 

Drew zdjął okulary i wytarł je o poduszkę. WłoŜył je z powrotem i odchrząknął. 

- Więc myślisz, Ŝe przyjedziesz tu na jesieni? 

- Zdecydowanie!  -  westchnęła  Serena.  Wtuliła  głowę  w  jego  pierś.  -  Nie  wiem,  jak 

wytrzymam do tego czasu bez ciebie. 

Drew zostały tylko dwa tygodnie zajęć na drugim roku. Potem wyjeŜdŜał na całe lato 

do Mozambiku studiować grę na perkusji. 

Pocałował ją we włosy. 

- Przyjadę odwiedzić cię przed wyjazdem, a potem będę codziennie pisał. 

Och. 

Serena zamknęła oczy i pocałowała go. Długo. Bardzo długo. Była pora obiadowa i w 

akademiku  panowała  cisza.  A  potem  nagle  w  korytarzu  na  zewnątrz  rozległo  się  mnóstwo 

głosów  -  studenci  wracali  po  obiedzie  do  pokojów,  Ŝeby  studiować,  poflirtować  z  kimś  z 

drugiego końca korytarza, poderwać kogoś, udawać, Ŝe się uczą, zrobić sobie drinka, zagrać 

w rozbieranego pokera, zamówić pizzę. 

background image

Drzwi otworzyły się i Drew odsunął się od Sereny. 

W progu stał rudy chłopak w czerwonej czapce z daszkiem i czarnych spodenkach do 

kosza. 

- Hej. Co jest? - rzucił z wyraźnym akcentem z Massachusetts. 

- Wade,  to  Serena.  Serena,  to  mój  kumpel  z  pokoju.  Wade.  Serena  przyjechała  z 

Nowego Jorku. Wybiera się właśnie do Brown - wyjaśnił wyraźnie speszony Drew. 

Serena usiadła i otarła usta. 

- I  po  drodze  zajrzałaś  do  Harvardu  -  rzucił  drwiąco  Wade.  -  Chyba  ci  się  tu 

spodobało. 

Serena zaczerwieniła się jeszcze mocniej. Spuściła nogi na podłogę i wsunęła stopy w 

brązowe zamszowe pantofle na płaskim obcasie od Calvina Kleina. 

- Lepiej juŜ pójdę. Kierowca czeka na mnie od ponad godziny. 

- Odprowadzę cię - zaproponował Drew. 

Gdy tylko wyszli z pokoju i ruszyli korytarzem do wyjścia, Drew uścisnął lekko dłoń 

Sereny. 

- Przez  ostatnie  dwa  lata  wciąŜ  truł  mi,  Ŝe  nie  mam  dziewczyny.  Nie  spodziewał  się 

zobaczyć  mnie  z  kimś  tak...  -  zawahał  się  i  przygryzł  usta,  jakby  zawstydzony  strumieniem 

przymiotników, który prawie wyrwał mu się z ust. 

Zabójczo  atrakcyjna?  Niewiarygodnie  wyjątkowa?  Tak  słodka,  Ŝe  ślinka  cieknie  do 

ust? Kobieca? 

Serena  uśmiechnęła  się  do  niego  szeroko,  gdy  przytrzymał  dla  niej  drzwi.  Miała  od 

przypływu uczuć zaróŜowione policzki. Drew nie musiał kończyć zdania, bo ona czuła się tak 

samo jak on. 

U  stóp  schodów  czekał  juŜ  szary  lincoln,  gotowy  błyskawicznie  zabrać  ją  do 

Providence. Objęła Drew, przycisnęła policzek do jego twarzy i wzięła głęboki wdech, jakby 

chciała zabrać jak najwięcej jego osoby ze sobą. 

- Kocham  cię  -  szepnęła  mu  do  ucha,  odsunęła  się  i  zbiegła  po  schodach  do 

samochodu. 

Drew  uniósł  rękę  i  pomachał  na  poŜegnanie  odjeŜdŜającemu  samochodowi.  Serena 

płakała i była tak szczęśliwa, jak nie czuła się juŜ od bardzo, bardzo dawna. W końcu znalazła 

prawdziwą miłość. 

Miłość, która potrwa jakieś trzydzieści sekund.. 

background image

B dowiaduje si

ę

 czego

ś

 w college'u 

- No dobra, więc chcecie usłyszeć coś ohydnego? - zapytała resztę dziewczyn Forest, 

jedna ze współlokatorek Rebecki w Georgetown. 

Blair siedziała wokół stołu z Rebeccą i jej trzema koleŜankami z pokoju w głębi Moni 

Moni,  czerstwego  baru  karaoke  w  Georgetown.  Cały  autobus  wycieczkowy  pełen  dziwnie 

wyglądających  Węgrów  w  dresach  zmonopolizował  karaoke.  Wkładali  wszystkie  siły  w 

Slaying  alive  Bee  Gees.  Blair  i  pozostałe  dziewczyny  piły  zielone  mroŜone  koktajle  z  kiwi, 

które nazywały się Kiwi - Bałwan i próbowały ignorować ohydną muzykę. Drinki były zbyt 

mocne i dziewczyny miały kłopot w złoŜeniu zdania w całość. 

- I tak nam powiesz, nawet jeśli nie chcemy tego słyszeć - odparła Gaynor. 

Gaynor miała ciemne włosy z blond pasemkami, a nos tak mały i tak zadarty, Ŝe Blair 

mogła bez wysiłku do niego zajrzeć. 

Czego oczywiście nie zrobiła. 

- Powiesz nam wreszcie? - jęknęła Rebecca. 

- No dobra - odparła powoli Forest. 

Zapaliła  teatralnym  gestem  papierosa.  Forest  z  pochodzenia  była  Koreanką  i  teŜ 

rozjaśniła  się  na  blond,  chociaŜ  wyglądałaby  wiele  lepiej,  gdyby  zostawiła  włosy  w 

naturalnym kolorze. 

Blair oczywiście miała to gdzieś, więc nie powiedziała na ten temat nawet słowa. 

- Wiecie,  Ŝe  Georgetown  jest  nastawione  na  braterska  miłość,  dlatego  nie  ma  tu 

bractw,  rywalizacji  i  tak  dalej?  CóŜ,  właśnie  się  dowiedziałam,  Ŝe  istnieje  tajne  bractwo 

lacrosse  i  w  ramach  inicjacji  starsi  chłopcy  zmuszają  młodszych  do  zjedzenia  krakersa  ze 

spermą. Wokół tego mają cały rytuał. No i jak niej zjesz, to nie dostajesz się do druŜyny. 

Wszystkie dziewczyny  skrzywiły  się, łącznic z Blair. Czasem chłopcy są  po prostu.., 

obrzydliwi. Z wyjątkiem Nate'a, który nigdy w Ŝyciu nie zrobiłby czegoś choćby w połowie 

tak obrzydliwego. 

- Jesteś z Nowego Jorku? - odezwała się Fran. 

Fran  miała  tylko  metr  pięćdziesiąt  wzrostu,  waŜyła  ze  trzydzieści  kilo  i  mówiła 

dychawicznym szeptem. Skórę miała tak przezroczystą, Ŝe Blair miała wraŜenie, Ŝe widzi, jak 

background image

koktajl z kiwi płynie przez jej Ŝyły. 

- Byłam tam tylko raz. Zatrułam się jedzeniom w restauracji sushi i przez cały tydzień 

rzygałam. 

- Jakbyś  juŜ  nie  dość  się  narzygała  -  zaŜartowała  Forest,  sugerując,  Ŝe  Fran  sama 

zadbała o swoje filigranowe rozmiary. 

- Znasz tego chłopaka, Chucka Bassa? - zapytała Gaynor. 

Blair kiwnęła głową. Wszyscy znali Chucka. czy tego chcieli, czy nie. 

- Czy  to  prawda,  Ŝe  nigdzie  się  nie  dostał?  -  zapytała  Rebecca,  krusząc  lód  między 

lekko wystającymi zębami. 

To prawdziwa przykrość stwierdziła Forest bez cienia współczucia. 

Blair w milczeniu piła drinka. PoniewaŜ Georgetown zapowiadało się coraz gorzej, a 

ona praktycznie nie miała wyjścia, prawie współczuła Chuckowi. 

- Znasz Jessicę Ward? - zapytała Rebecca. - Uczyła się tu semestr, a potem przeniosła 

się na Brown? 

Blair pokręciła głową. Nie znała Jessiki, ale rozumiała, dlaczego się przeniosła. 

- A Kati Parkas znasz? - zagadnęła Fran. - Byłyśmy razem na obozie. 

Blair pokiwała ze zmęczeniem głową. Ta gra robiła się coraz mniej zabawna. 

- Chodzi ze mną do klasy w Constance. 

- A  Nate'a  Archibalda?  -  zapytała  Gaynor.  Szturchnęła  Forest  łokciem  i  poruszyła 

znacząco brwiami. - Pamiętasz go? 

Forest oddała jej. 

- Zamknij się - warknęła, wyglądając jednocześnie na wściekłą i smutną. 

Blair zjeŜyła się. 

- Co z nim? 

- Był  tu  raz.  I  szczerze  mówiąc,  nie  widziałam  bardziej  ujaranego  faceta.  Ale 

słyszałam,  Ŝe  dostał  się  do  druŜyny  lacrosse  we  wszystkich  najlepszych  szkołach,  nawet  w 

Yale. Pewnie nawet nie zawracał sobie głowy składaniem tu papierów. Nie musiał. 

- Nate  Archibald  -  powtórzyła  Fran.  -  Wszystkie  jesteśmy  w  nim  takie  zakochane  - 

zachichotała chrapliwie. - Szczególnie Forest. 

- Zamknij się! - warknęła znowu Forest. 

Blair  wszystko  zaczęło  się  przewracać  w  Ŝołądku.  Węgrzy  wzięli  teraz  na  tapetę 

Eminema. „Na, na, na, na, na. Na, na, na, na, na”. Beznadziejnie rapowali. Odsunęła drinka. 

- Nate dostał się do Yale? To bzdura - powiedziała praktycznie do siebie. 

Z drugiej strony, jeśli chodzi o Nate'a, nigdy nie wiedziała, w co wierzyć. 

background image

- Dlaczego miałybyśmy cię oszukiwać? Nawet cię nie znamy - odgryzła się Gaynor. 

Blair patrzyła na nią przez chwilę, a potem schyliła się i wyjęła spod stolika torebkę. 

- Zaraz wracam - oznajmiła i potykając się, poszła do łazienki. 

background image

N jak niegrzeczny 

Brigid  przeprowadzała  rozmowę  kwalifikacyjną  z  Nate'em  zeszłej  jesieni,  więc 

wiedziała juŜ, Ŝe Nate od urodzenia kaŜde lato spędza, Ŝeglując w Maine. Dlatego zakładała, 

Ŝe lubi homary. A poniewaŜ miała zapewnić mu wszystko, co najlepsze, aby namówić go na 

Brown,  zabrała  go  do  restauracji  Citarella,  gdzie  zamówiła  dla  nich  dwojga  ogromnego 

pieczonego na ruszcie homara, butelkę szampana Dom Pengnon i koszyk frytek. 

- Dorastałam  w  Maine  -  wyjaśniła,  bawiąc  się  swoimi  perłami.  -  W  Camden.  Moja 

rodzina cały czas Ŝeglowała i zajadała homary. 

Prawda była taka, Ŝe Nate'a ten homar raczej śmieszył - kojarzył mu się z głupiutkim, 

animowanym  skorupiakiem,  który  tańczył  na  ogonie  i  trzymał  w  szczypcach  mikrofon, 

śpiewał, opowiadał dowcipy i rozśmieszał ludzi. I z pewnością to nie był ten rodzaj jedzenia, 

za którym tęsknił, gdy burczało mu w brzuchu. 

Czyli praktycznie zawsze. 

- Więc... - Brigid nalała sobie szampana do kieliszka, chociaŜ kelner przed chwilą go 

napełnił. 

Przebrała  się  w  wydekoltowaną  pomarańczową  sukienkę  i  nałoŜyła  błyszczącą 

szminkę  oraz  tusz  do  rzęs.  Jasnorude  włosy  miała  świeŜo  wyszczotkowane.  Wyglądała 

jeszcze ładniej niŜ wcześniej: w parku przy boisku do lacrosse. Bawiła się nóŜką kieliszka. 

- Więc dość juŜ o mnie. Czy ty... - Zagryzła usta. - Masz dziewczynę? 

Nate  grzebał  w  sałacie,  rozsmarowując  kozi  ser  na  liściach.  Był  pewien,  Ŝe 

wydekoltowana  sukienka  Brigid  i  flirt  wykraczały  poza  jej  misję  zwabienia  go  do  Brown. 

Podejrzewał, Ŝe się w nim podkochuje. Ale mimo to nadał zasiadała w komisji rekrutacyjnej, 

a on chciał zrobić jak najlepsze wraŜenie. 

- Ehm... Tak jakby - odparł z wahaniem. - To znaczy czasem jesteśmy razem, czasem 

nie. 

Najwyraźniej spodobała jej się jego odpowiedź. 

- A teraz jesteście razem? 

Nate  zawsze  wolał  piwo  od  szampana,  ale  wypił  zawartość  kieliszka  duszkiem  -  w 

stylu  Blair.  Teoretycznie  znowu  byli  razem.  hip  -  hip,  hura.  Ale  właściwie  nie  omówili 

background image

warunków. Czy flirtowanie z członkinią komisji rekrutacyjnej w Brown kwalifikuje się jako 

zdrada? 

Nagle  zadzwonił  jego  telefon.  Wyciągnął  go  błyskawicznie  z  kieszeni,  wściekły,  Ŝe 

zapomniał wyłączyć go przed kolacją. Zerknął na mały ekranik. O wilku mowa. 

Nate  nie  myślał  zbyt  przytomnie  po  sześciu  dymkach  z  fajki  wodnej,  którą  wypalił 

wcześniej w domu Anthony'ego Avuldsena. Rozmowa z Blair moŜe go trochę otrzeźwić. 

- Przepraszam, powinienem odebrać - wytłumaczył się Brigid. - Cześć - powiedział do 

telefonu. 

- Cześć  -  odpowiedziała  zimno  Blair.  -  Zanim  cokolwiek  powiesz,  muszę  ci  zadać 

pytanie. 

Mówiła  w  urywany  sposób,  jakby  starała  się  artykułować  jak  najmniej  sylab.  Nate 

zorientował się, Ŝe trochę wypiła. 

- Dobra. 

- Powiedz mi prawdę. ZłoŜyłeś papiery do Yale? 

O kurczę. 

Nate  złapał  kieliszek  z  szampanem  i  wypił  go  duszkiem.  Cholera!  -  zaklął  w  duchu. 

Cholera, cholera, cholera. Na to pytanie istniała dobra odpowiedź. Jeśli powie „tak”, okaŜe się 

łajdakiem i kłamcą, jeśli powie „nie”, będzie łajdakiem i kłamcą. 

Brigid  uśmiechała  się  do  niego  wyczekująco.  Jej  usta  były  lśniące  i  skrzyły  się. 

Przynajmniej  pewną  pociechą  był  fakt,  Ŝe  Blair  znajdowała  się  wiele  kilometrów  stąd,  w 

Georgetown,  a  on  jadł  kolację  z  pracownicą  Brown,  która  nie  mogła  się  doczekać,  Ŝeby 

zobaczyć go nago. Postanowił powiedzieć prawdę. 

- Aha, złoŜyłem. I chyba mnie przyjęli. 

Blair  wydała  z  siebie  dziwny,  bulgoczący  dźwięk  i  Nate  usłyszał  odległy,  znajomy 

odgłos wymiotowania do toalety. 

- Pieprz się! - warknęła do telefonu i rozłączyła się. 

Nate wyłączył telefon i schował go do kieszeni. Zjawił się kelner z homarem. 

- Kurczę, wygląda smakowicie - rzucił Nate bezbarwnym głosem. 

- Masz  ochotę  na  kawałek  ogona?  -  zapytała  Brigid,  z  wprawą  dobierając  się  do 

parującego skorupiaka. Wskazała na sztućce ze stali nierdzewnej do łamania szczypiec, które 

przyniósł właśnie kelner. - Czy wolisz zacząć od szczypiec? 

Tak naprawdę Nate miał ochotę na kilka kolejnych dymków z fajki, a potem na wielką 

miskę czekoladowych lodów Breyers i siedzenie w półśnie przed Matriksem, którego obejrzał 

juŜ osiemnaście razy. 

background image

Brigid odłoŜyła homara. 

- Dobrze się czujesz? 

Wzruszył ramionami. 

- Chyba moja dziewczyna właśnie ze mną zerwała. 

Zielone oczy Brigid otworzyły się szeroko. 

- Biedactwo. - Machnęła na kelnera. - MoŜe pan to zapakować? - Odsunęła krzesło. - 

Chodź. Postawie ci piwo i papierosa. 

Nate  próbował  sobie  wmówić,  Ŝe  skoro  Blair  nie  było  w  pobliŜu  i  nie  mogła  go 

zamordować,  to  był  właściwie  bezpieczny  i  mógł  dobrze  się  bawić  przez  następne 

dwadzieścia  cztery  godziny  -  nim  Blair  wróci.  Mógł  nawet  zabałaganić  nieco  z  Brigid,  jeśli 

tylko miałby ochotę. 

Problem  polegał  jednak  na  tym,  Ŝe  miał  juŜ  dość  zrywania  z  Blair,  skoro  oboje 

wiedzieli, Ŝe powinni być razem przez resztę Ŝycia. W przeciwieństwie do Blair tak naprawdę 

nie  obchodziło  go,  do  którego  college'u  pójdzie.  Właściwie  to  najchętniej  wcale  nie  szedłby 

do  Ŝadnego  college'u  przez  najbliŜsze  parę  lat.  O  ile  się  orientował,  jedyny  sposób,  Ŝeby 

udobruchać  Blair,  to  sprawić,  Ŝeby  komisje  Brown  i  Yale  wycofały  jego  przyjęcie.  A  jak 

najłatwiej tego dokonać - odgrywając rolę dupka? 

Pieprzyć to, mruknął pod nosem Nate. 

Wstał  i  pomógł  Brigid  włoŜyć  dŜinsową  kurtkę,  którą  powiesiła  na  oparciu  krzesła. 

Przejechał palcami po jej karku, gdy wyjmował jej włosy spod kołnierza. Stali bardzo blisko 

siebie Oddech Brigid pachniał Hawaiian Punch. 

- Jak bardzo Brown mnie chce? - zamruczał jej do ucha. 

Jej zielone oczy otworzyły się szeroko. 

- Bardzo - szepnęła niepewnym głosem. 

Jej  klucz  do  pokoju  hotelowego  leŜał  na  stole.  Nate  wziął  go  i  wrzucił  do  swojej 

kieszeni. 

- Bardzo - szepnęła znowu. 

Kelner wręczył Nate'owi plastikową torbę z siedmiokilowym homarem zawiniętym w 

folię. Nate rzucił torbę na stół i objął Brigid w talii. 

- PokaŜ mi - powiedział chrapliwym głosem, zniesmaczony jego brzmieniem. 

Raczej nie miał na myśli homara. 

background image

S wybiera mniej ucz

ę

szczan

ą

 drog

ę

 

Raptem  po  półgodzinie  jazdy  do  Providence  Serena  poprosiła  kierowcę,  Ŝeby 

zatrzymał się na stacji benzynowej. Sklepik spoŜywczy był mały i źle zaopatrzony, ale kupiła 

cole, twiksa i miejscową gazetę, Ŝeby mieć coś do roboty, gdy będzie wzdychać do Drew. Na 

zewnątrz przy dystrybutorach stał chłopak, trzymając napis B

ROWN

.

 

Miał na sobie spłowiałe 

dŜinsy,  ładną  koszulę  w  biało  -  niebieskie  pasy  i  mokasyny  na  gołych  stopach.  Na  plecach 

nosił  skomplikowany  fioletowo  -  czarny  plecak  w  stylu  takich,  jakie  ludzie  zabierają  na 

długie podróŜe. Jego ciemne, kręcone włosy wyglądały na czyste. W ogóle chłopak sprawiał 

wraŜenie całkiem normalnego. 

- Podwieźć cię? - zawołała do niego. 

Chłopak odwrócił głowę. 

- Mnie? 

Serenie  spodobały  się  jego  wielkie,  szeroko  otwarte  brązowe  oczy.  -  Mam  kierowcę, 

który nas tam zawiezie. Chodź - zaproponowała. 

Chłopak uśmiechnął się nieśmiało i ruszył za nią do samochodu. Usiadł blisko drzwi i 

połoŜył między nimi plecak. Przyszyto na nim łatę w postaci włoskiej flagi. Serena piła colę i 

udawała,  Ŝe  czyta  gazetę.  Wtedy  chłopak  wyjął  z  plecaka  szkicownik  i  ołówek  i  zaczął  coś 

gryzmolić. 

W pierwszej chwili myślała, Ŝe odrabia pracę domową albo pisze list. W końcu jednak 

ziewnęła,  oparła  głowę  na  podgłówku  i  ukradkiem  zapuściła  Ŝurawia,  Ŝeby  zobaczyć,  co 

chłopak pisze. Ku jej zaskoczeniu szkicował jej portret - A właściwie jej dłoni. 

- Będę mogła to sobie zatrzymać, gdy juŜ skończysz? - zapytała. 

Chłopak podskoczył, jakby naprawdę myślał, Ŝe rysuje bardzo dyskretnie i nikt się nie 

zorientuje. Zamknął szkicownik i wsunął ołówek za ucho. 

- Przepraszam. 

- Nie szkodzi. - Serena przeciągnęła się, wyciągając ręce nad głową, a potem opuściła 

dłonie na kolana. - I tak jestem nieprzytomna. Nie krępuj się, rysuj dalej. 

Otworzył szkicownik. 

- Nie masz nic przeciwko? 

background image

- Nie.  -  W  końcu  była  zawodową  modelką.  Oparła  się  i  ułoŜyła  ręce  tak  samo,  jak 

trzymała je wcześniej. - Tak jest dobrze? 

- Yhm - mruknął chłopak, pochylony nad rysunkiem. 

Miał śniadą cerę, gęste czarne loki i pachniał świeŜą miętą. 

Serena  zamknęła  oczy,  próbując  sobie  przypomnieć,  jakiego  koloru  włosy  ma  Drew. 

Pamiętała,  Ŝe  jego  współlokator  Wade  był  rudy.  A  włosy  Drew  były...  ciemny  blond? 

Kasztanowe? Nie, naprawdę nie mogła sobie przypomnieć. Otworzyła oczy i zerknęła znowu 

na  chłopaka.  Jego  kark  był  delikatny  i  brązowy.  Gdybyśmy  mieli  dzieci,  przez  cały  rok 

byłyby  opalone  i  miałyby  włosy  w  kolorze  złotobrązowego  piachu,  tak  pięknie  lśniące  w 

słońcu,  pomyślała.  I  wtedy  przeraŜona  odwróciła  głowę.  Co  z  nią  jest  nie  tak?  Nawet  nie 

znała jego imienia! 

Chłopak znowu podniósł wzrok. 

- Chodzisz do Brown? 

Serena wyglądała za okno. Szyba była brudna, więc widziała w niej odbicie chłopaka. 

Miał  podkręcone  rzęsy,  a  jego  brązowe  oczy  były  tak  cudownie  łagodne,  zupełnie  jak  u 

jelonka Bambi, albo coś w tym stylu. 

- Jeszcze nie, ale być moŜe zacznę od przyszłego roku. 

Czekaj no, czy jeszcze pięć sekund temu nie była zdecydowana na Harvard? 

- Mam nadzieję - odparł cicho i wrócił do rysowania. 

Serena nie wiedziała, co się z nią dzieje, ale była strasznie podniecona. A co gdybym 

go po prostu złapała i pocałowała? - zastanawiała się w myślach. Kierowca słuchał transmisji 

z jakiegoś meczu bejsbolowego, nawet by nie zauwaŜył. 

- Wiesz,  byłabyś  wspaniałą  modelką  dla  artystów  -  powiedział  chłopak.  -  Mogłabyś 

pozować  w  Brown  na  zajęciach  z  rysunku  postaci.  Profesor  Kofke  zawsze  szuka  dobrych 

modeli. 

- Dzięki.  Właściwie  to  juŜ  pracowałam  jako  modelka  -  zaczęła  Serena,  ale  zamknęła 

się, Ŝeby nie wyjść na rozpuszczonego bachora. 

Chłopak wsunął ołówek za ucho i przyjrzał się rysunkowi. 

- Dla  mnie  to  nawet  nieistotne,  czy  model  jest  piękny,  czy  nie.  Zwykle  rysuję  tylko 

ręce. 

Serena zerknęła mu nad ramieniem. Naprawdę pachniał miętą. 

- Narysowałeś  moje  ręce  ładniejsze,  niŜ  są.  Spójrz  na  mój  kciuk.  Obgryzłam  go  do 

Ŝywego! A ten... - Wyciągnęła mały palec lewej ręki. - Moje biedne skórki! 

Ale  chłopak  nawet  nie  spojrzał.  Rozpiął  boczną  kieszeń  plecaka,  wyjął  kawałek 

background image

papieru i podał go jej. 

Serena  rozłoŜyła  kartkę.  To  była  strona  wyrwana  z  gazety.  Mocniejszy  brzuch  w 

siedem dni głosił podpis. 

- Odwróć - podpowiedział jej chłopak. 

Obróciła  wycinek.  Po  drugiej  stronie  znajdowała  się  reklama  Łez  Sereny.  Oto  ona, 

płacząca wśród śniegu Central Parku w Ŝółtej, odkrytej sukience. 

- To twoje prawdziwe imię? Serena? - zapytał, patrząc na nią oczami jelonka Bambi. 

-Tak. 

Wziął od niej z powrotem wycinek. 

- Skłamałem,  mówiąc,  Ŝe  rysuję  tylko  ręce.  Myślałem,  Ŝe  śnię,  gdy  zabrałaś  mnie  ze 

stacji  benzynowej.  Od  dwóch  miesięcy  cię  maluję.  Z  tego  zdjęcia.  Nadal  nie  skończyłem. 

Obraz jest w pracowni w Brown. - ZłoŜył wycinek i schował go do plecaka. Wyciągnął rękę. - 

Nazywam się Christian. 

Serena  przytrzymała  jego  dłoń  chwilę  dłuŜej  w  uścisku.  Pewnie  powinna  była  się 

przestraszyć, ale zamiast tego jeszcze bardziej się napaliła. 

- Mógłbyś  mnie  trochę  oprowadzić  po  college'u?  -  poprosiła.  -  Miałam  się  spotkać  z 

bratem, ale jestem juŜ tak spóźniona, Ŝe pewnie poszedł do baru albo coś takiego. 

Erik  nie  pogniewa  się,  jeśli  go  wystawi.  Rodzeństwo  przez  cały  czas  wykręca  sobie 

takie  numery.  Poza  tym  Christian  pewnie  zafunduje  jej  o  wiele  bardziej  drobiazgowe 

zwiedzanie. 

O, załoŜę się, Ŝe tak. 

background image

B przył

ą

cza si

ę

 do tajnego stowarzyszenia w g 

Węgrzy  zniknęli,  a  zastąpiły  ich  trzy  kobiety  w  mundurach  ochrony  Smithsonian 

Museum, śpiewające Whitney Houston: „And IeeeeleeeI will always love you!” 

To dopiero bolało. 

Gdy  rozłączyła  się  z  Nate'em,  Blair  podeszła  do  baru  i  zamówiła  do  ich  stolika 

dzbanek margarity z róŜowych grejpfrutów. 

- Ocaliłyście mi Ŝycic - oznajmiła Rebecce, Forest, Gaynor i Fran, stawiając dzbanek 

na stole. Dziewczyny pokiwały głowami, kompletnie zalane. Blair usiadła, zapaliła papierosa, 

zaciągnęła się i podała go Rebecce. - Cieszę się, Ŝe dostałam jako przewodnika ciebie, a nie 

jakiegoś frajera. 

Rebecca podała papierosa dalej. Szminki dziewczyn wymieszały się, tworząc na filtrze 

rozmazaną plamę w kolorze śliwki. 

- W  zeszłym  miesiącu  Forest  oprowadzała  przyszłego  studenta.  Dziekan  od  spraw 

studenckich dorwał ich w pralni, gdy praktycznie juŜ to robili. Wyleciała z oprowadzania. 

- Zamknij się - jęknęła Forest, ale uśmiechała się. 

Blair  próbowała  wyobrazić  sobie,  jak  wyglądałaby  jej  wizyta,  gdyby  przewodnikiem 

był facet. Ale znając jej szczęście, trafiłby jej się jakiś totalny dziwak. Popatrzyła na Forest i 

zastanawiała  się,  czy  nie  powinna  powiedzieć  czegoś  o  tym,  Ŝe  przez  farbowane  na  blond 

włosy  wyglądała  jak  tania  zdzira  i  nic  dziwnego,  Ŝe  biuro  rekrutacji  nie  chciało,  Ŝeby 

kogokolwiek oprowadzała. Ale poniewaŜ była juŜ zalana w pestkę, powiedziała coś zupełnie 

innego. 

- Któraś z was jest jeszcze dziewicą? 

Cztery  dziewczyny  zachichotały  i  zaczęły  kopać  się  pod  stołem.  Blair  zapaliła 

następnego  papierosa,  lekko  zdenerwowana  faktem,  Ŝe  prawic  przyznała  się  przed  takimi 

ewidentnymi wywłokami, Ŝe nadał jest dziewicą. 

- Nie musicie mówić, jeśli nie chcecie. 

Rebecca zamrugała oczami w pijackiej próbie wzięcia się w garść. 

- Właściwie  to  wszystkie  jesteśmy.  Widzisz,  zawarłyśmy  pakt.  -  Zerknęła  po 

koleŜankach wokół stołu. - W Georgetown nie ma stowarzyszeń, ale my  mamy  coś takiego. 

background image

Nazwałyśmy się stowarzyszeniem dziewic. 

Blair wytrzeszczyła oczy. Za chwilę zostanie wciągnięta w jakiś kult dziewictwa, ale 

była tak wściekła i zraniona, Ŝe wydawało jej się, Ŝe to całkiem dobry pomysł. 

- Nie mamy nic przeciwko baraszkowaniu, BoŜe broń. KaŜda z nas zrobiła juŜ prawie 

wszystko,  ale  Ŝadna  nie  poszła  na  całość  -  wyjaśniła  Gaynor.  Potarła  zadarty  nos.  - 

Zostawiamy to na noc poślubną. 

- Albo  przynajmniej  aŜ  spotkamy  prawdziwą  miłość  -  dodała Fran. -  Bo ja nigdy nie 

wyjdę za mąŜ. 

- KaŜde  z  rodziców  Fran  trzy  razy  brało  ślub  i  trzy  razy  się  rozwodziło  -  wyjaśniła 

Rebecca. 

Blair zgasiła papierosa. Pieprzyć Nate'a. Pieprzyć Yale, Nagle niczego innego tak nie 

pragnęła, jak przyłączyć się do ich małego stowarzyszenia. 

- Ja teŜ - przyznała. - To znaczy ja teŜ jestem dziewicą. 

Cztery  dziewczyny  popatrzyły  na  nią  zaskoczone,  jakby  nie  mogły  uwierzyć,  Ŝe  tak 

wyrafinowana nowojorska dziewczyna jak Blair nigdy nie spróbowała seksu. 

- Koniecznie musisz do nas dołączyć - oznajmiła chrapliwym szeptem Fran. - A kiedy 

tu przyjedziesz, będziemy juŜ razem. I to nie tylko do zakończenia szkoły, ale juŜ na zawsze! 

Blair oparła łokcie na stole, gotowa do działania. 

- Co mam zrobić? 

Cztery  dziewczyny  zachichotały  nieprzytomnie,  jakby  po  prostu  uwielbiały  rytuały 

inicjacyjne. 

- Ja jestem najnowszą członkinią - wyjaśniła Forest. 

- Wcześniej miała prawie czarne włosy - wtrąciła się Gaynor. 

- Najpierw musisz pozwolić nam ogolić ci nogi - powiedziała Fran. 

- A polem rozjaśnimy ci włosy - dodała Rebecca. 

I to one czepiały się tych krakersów z dodatkiem?! 

Blair  wyprostowała  się  na  krześle.  Jej  Ŝycie  było  do  bani,  poza  tym  zawsze  chciała 

sprawdzić, jakby wyglądała jako blondynka. Wzięła drinka, wypiła go duszkiem i odstawiła Z 

brzękiem szklankę. 

- Jestem gotowa - oznajmiła nowym siostrom. 

- Hura! - krzyknęły chórem dziewczyny i polały sobie kolejkę. 

- Jeśli zaraz czegoś nie zjem - jęknęła Rebecca - puszczę pawia. 

- Ja teŜ - przytaknęły jej pozostałe dziewczyny. 

- Musimy iść do drogerii, zanim ją zamkną - dodała Rebecca. - MoŜemy kupić teŜ coś 

background image

na wynos. 

Pychota. MoŜe nawet zafundują sobie smaŜoną skórkę wieprzową! 

Blair złapała torebkę i chwiejąc się, wstała. 

- Ostatnia w taksówce to pijana, nieprzeleciana zdzira. 

Pięć dziewczyn wzięło się pod ręce i zataczając się, wyszło z baru. 

Pytanie:  nawet  gdyby  były  twoimi  nowymi  najlepszymi  przyjaciółkami,  to  czy 

pozwoliłabyś czterem pijanym zdzirom ogolić sobie nogi i ufarbować włosy? 

background image

dwoje to towarzystwo, troje to tłok 

- To niesamowite - zachwycał się Dan, patrząc, jak w garnku gotuje się spaghetti. 

Zerknął na Vanessę, która stała obok niego i kroiła cebulę na desce opartej o zlew. Od 

krojenia  cebuli  łzy  płynęły  jej  strumieniem  po  policzkach.  Pocałował  ją  w  mokrą  twarz.  - 

Popatrz na nas. 

Vanessa  roześmiała  się  i  odwzajemniła  pocałunek.  Właściwie  całe  to  wspólne 

mieszkanie  było  niesamowitą  zabawą.  Ruby  wyjechała  rano  tego  dnia,  a  potem  wprowadził 

się Dan, przywiózłszy taksówką wszystkie swoje rzeczy. Popołudnie spędzili, robiąc zakupy 

w  spoŜywczym  i  kupując  głupie  drobiazgi  do  mieszkania,  typu  magnesy  na  lodówkę  w 

kształcie zwierzątek grających rocka albo czarne prześcieradła z wzorkiem w neonowozielone 

statki UFO. Teraz gotowali swój pierwszy posiłek jako wspólnie mieszkająca para. 

O ile spaghetti z cebulą i gotowym gulaszem moŜna uznać za gotowanie. 

Dan  wsunął  jedną  dłoń  pod  koszulkę  Vanessy,  a  drugą  zgasił  palnik.  Obiad  moŜe 

poczekać. Z twarzami przyciśniętymi do siebie wytoczyli się z aneksu kuchennego do salonu 

i  padli  na  materac  Ruby,  który  teraz  był  sofą  w  ich  salonie.  Materac  nadał  pachniał  Poison 

Christiana  Diora  i  herbatką  z  lukrecji,  którą  Ruby  wiecznie  piła,  ale  teraz  naleŜał  do  nich  i 

mogli kochać się na nim, kiedy tylko chcieli. 

- Co  zrobimy  w  poniedziałek,  gdy  oboje  nie  będziemy  mieli  ochoty  iść  do  szkoły?  - 

zastanawiała się na głos Vanessa, podczas gdy Dan całował jej rękę. 

Jej dłonie pachniały cebula.. 

- Urwiemy się? Nie musimy się juŜ martwić tym. czy dostaniemy się do college'u. 

Wyciągnęła mu pasek ze spodni i strzeliła go nim w tyłek. 

- Niegrzeczny  chłopiec.  Pamiętasz,  co  powiedział  twój  tata?  Jeśli  twoje  oceny 

pogorszą się, wracasz do domu. 

- Ej, to było przyjemne - zaŜartował Dan. 

- Tak?  -  Vanessa  zachichotała  i  znowu  strzeliła  go  paskiem,  tym  razem  trochę 

mocniej. 

I wtedy ktoś kichnął. 

Dan  i  Vanessa  oderwali  się  od  siebie  śmiertelnie  przeraŜeni.  W  progu  stała 

background image

dziewczyna.  Miała  potargane  fioletowoczarne  włosy.  Czarne  szorty.  Rozdartą,  czarną 

koszulkę  z  Ozzfest.  Czarne  podkolanówki.  Czarne  tenisówki  za  kostkę  Converse.  Miała  ze 

sobą coś w rodzaju oskarda i wojskowy worek. 

- Pozwolicie, Ŝe się przyłączę? - Kopniakiem zamknęła za sobą drzwi. - Nazywam się 

Tiphany. Ruby wspomniała, Ŝe zatrzymam się tutaj? 

Ruby  nic  nie  wspomniała,  Ŝe  jej  znajoma  ma  się  tu  zatrzymać,  ale  z  drugiej  strony. 

Ruby nie była najlepiej zorganizowanym człowiekiem na tej planecie. Vanessa wyplątała się 

z objęć Dana. 

- Ruby wyjechała dziś rano do Niemiec. - Wtedy zdała sobie sprawę, Ŝe Tiphany sama 

weszła do mieszkania. - Dała ci klucze? 

- Kiedyś tu mieszkałam - wyjaśniła Tiphany. - Przez pewien czas mieszkałyśmy razem 

z twoja, siostrą. - Podeszła i rzuciła swoje rzeczy na materac, na którym siedzieli. Schyliła się 

i  otworzyła  worek.  Wysunęła  się  z  niego  mała  główka  z  oczkami  jak  paciorki  i  wąsikami. 

Tiphany podniosła stworzenie i wzięła na ręce jak małe dziecko. 

Dan pobladł. Zwierzę wyglądało jak szczur. 

- Co to jest? - zapytała zaintrygowana Vanessa. 

Ruby  nigdy  nie  wspominała  o  nikim  o  imieniu  Tiphany,  ale  przez  rok  mieszkała  w 

Williamsburgu  sama,  nim  w  końcu  rodzice  pozwolili  Vanessie  wyjechać  z  Vermont  do 

siostry.  Pewnie  przez  ten  rok  wydarzyło  się  mnóstwo  rzeczy,  o  których  Vanessa  nie 

wiedziała. 

- To Pierdzioszek. Fretka. Ma kłopoty z pierdzeniem i lubi zjadać ksiąŜki, ale co noc 

śpi obok mnie zwinięty w kłębek i jest taki kochany. - Tiphany podrapała fretkę pod brodą. - 

Prawda. Pierdzioszku? - Podała stworzenie Vanessie. - Chcesz go potrzymać? 

Vanessa  wzięła  chude  zwierzątko  na  ręce.  Fretka  spojrzała  na  nią  brązowymi 

paciorkami oczu. 

- Prawda, Ŝe słodki? - zapytała i uśmiechnęła się do Dana. 

Przyjmując  gościa,  jeszcze  mocniej  czuła,  Ŝe  stanowią  z  Danem  parę.  Poza  tym 

Tiphany wydawała się fajniejsza i ciekawsza od wszystkich ludzi, z którymi Vanessa chodziła 

do szkoły, to było pewne. 

Dan  nie  odpowiedział  uśmiechem.  Od  momentu,  kiedy  otworzył  listy  z 

powiadomieniami o przyjęciu, nieustannie chodził pijany ze szczęścia. Dostał się do college'u 

i wrócił do Vanessy. Mieszkali razem Wszystko układało się łatwo i przyjemnie Tiphany nie 

pasowała do tego równania. 

- Do czego to? - zapytała Vanessa, wskazując na oskard. 

background image

Tiphany podniosła narzędzie i kilka razy zamachnęła się nim. Polem oparła oskard o 

ścianę. 

- Do  pracy.  Pracuję  na  budowie.  Głównie  przy  rozbiórkach.  Mam  powaŜny  projekt 

przy  Brooklyn  Navy  Yard  i  na  razie  właściwie  nie  mam  gdzie  mieszkać.  Więc  to  naprawdę 

fajnie, Ŝe Ruby pozwoliła mi tu przekiblować. 

Vanessa odwróciła się do Dana. 

- Makaron - rzuciła nagle. 

Dan  wstał  i  poszedł  do  kuchni.  Otworzył  słoik  gulaszu,  wrzucił  zawartość  razem  z 

cebula  do  rondelka  i  odkręcił  palnik.  Potem  wylał  gar  parującego  makaronu  do  durszlaka  w 

zlewie. Wyjął trzy miski z kredensu. 

- Chyba wszyscy chętni mogą juŜ jeść - krzyknął. 

- Umieram  z  głodu.  Ach,  mam  dla  was  mały  prezent  -  Tiphany  pogrzebała  w  worku 

marynarskim  i  wyciągnęła  do  połowy  opróŜnioną  butelkę  Jacka  Danielsa.  Odlała  trochę 

whisky  do  korka  i  podsunęła  go  Pierdzioszkowi.  -  Od  tego  rośnie  mu  futro  na  piersi  - 

wyjaśniła Vanessie i pociągnęła łyk z butelki. 

Vanessa oddała fretkę i poszła pomóc Danowi znaleźć sztućce. 

- Wszystko w porządku? - szepnęła. 

Dan  nie  odpowiedział.  Wsypał  rozpuszczalną  kawę  do  kubka  i  zalał  ją  gorącą  wodą 

prosto  z  kranu.  Tiphany  postawiła  Pierdzioszka  na  podłodze.  Fretka  pognała  do  stosu 

tomików z poezją Dana i zaczęła je obgryzać. 

- Nie! - wrzasnął Dan i rzucił łyŜką w małego gryzonia. 

- Ej,  nie  drzyj  się  na  niego!  -  krzyknęła  Tiphany,  zabierając  Pierdzioszka  na  ręce  i 

przyciskając go do piersi. - To dopiero dziecko. 

Vanessa podała jej miskę ze spaghetti. 

- Dan to poeta - powiedziała, jakby to wszystko wyjaśniało. 

- Widzę - odparła Tiphany bez śladu goryczy. 

Wzięła  miskę  i  poszła  na  materac,  Ŝeby  zjeść.  Pierdzioszek  usiadł  jej  na  kolanach, 

oparł łapki na brzegu miski i zaczął głośno wciągać makaron. 

Nagle  w  całym  mieszkaniu  zaśmierdziało  zgniłymi  jajkami,  kwaśnym  mlekiem  i 

płonąca siarką. Tiphany zakryła twarz dłonią i parsknęła. 

- Ups! Pierdzioszek pierdnął! 

To się nazywa popsuć atmosferę. 

- Jezu - Dan złapał ścierkę, Ŝeby zakryć nią nos i usta. 

- Daj  spokój  -  szepnęła  Vanessa,  zaciskając  palcami  nos.  -  Nie  jest  tak  źle.  Ona  jest 

background image

miła. 

Dan  spojrzał  na  Vanessę  sponad  ścierki.  Czuł,  jak  w  gwałtownym  tempie  wraca  do 

rzeczywistości.  Był  rozczarowany  hubą,  Ŝe  tak  wkurzyła  go  dziewczyna,  która  właściwie 

wydawała się całkiem fajna - na swój szalony, kochający fretki sposób. 

Rzucił ścierkę, nałoŜył sobie trochę spaghetti i usiadł na drugim końcu materaca. 

- Wiec - zaczął i postanowił postarać się trochę - w którym college'u się uczyłaś? 

Tiphany zachichotała i nawinęła spaghetti na widelec. 

- W szkole Ŝycia - odparła radośnie. 

- Super - stwierdziła Vanessa. - Muszę zrobić z tobą wywiad do filmu. 

- Super - zgodził się Dan, trochę zbyt entuzjastycznie. 

A moŜe wcale nie super? 

background image

 

tematy    ◄    wstecz    dalej    ►    wyślij pytanie    odpowiedź 

Wszystkie  nazwy  miejsc,  imiona  i  nazwisko  oraz  wydarzenia  zostały  zmienione  lub  skrócone,  po  to  by  nie 

ucierpieli niewinni. Czyli ja. 

 

hej, ludzie! 

 

GDZIE JEST NASZE MIEJSCE? 

 

Czy  zastanawiali

ś

cie  si

ę

  kiedy

ś

,  jak  wygl

ą

dałoby  wasze 

Ŝ

ycie,  gdyby

ś

cie  chodzili  do  zupełnie  innej 

szkoły, w zupełnie innym mie

ś

cie i mieli zupełnie innych przyjaciół? Pewnie wygl

ą

daliby

ś

cie zupełnie 

inaczej ni

Ŝ

 teraz, inaczej by

ś

cie mówili,  inaczej  by

ś

cie si

ę

 ubierali. Chodziliby

ś

cie na inne  zaj

ę

cia po 

lekcjach, słuchali innej muzyki. Có

Ŝ

, wła

ś

nie o to chodzi w tym całym wybieraniu college'u. Oczywi

ś

cie 

rodzice  i  nauczyciele  powiedz

ą

  wam, 

Ŝ

e  to  niewa

Ŝ

ne,  gdzie  pójdziecie,  wa

Ŝ

ne,  jak  wykorzystacie 

czas.  Jestem  pewna, 

Ŝ

e  to  tylko  cz

ęść

  prawdy.  Je

ś

li  mam  nie  dopasowa

ć

  si

ę

  do  jakiej

ś

  szkoły,  bo 

wszyscy  tam  nosz

ą

  d

Ŝ

insy  Seven  zamiast  Blue  Cults  albo  my

ś

l

ą

Ŝ

e  noszenie  ze  sob

ą

  szczeniaka 

pudelka  w kolorze karmelowym  w  torbie  dla psów  z  Burberry jest  pretensjonalne, to  wolf dowiedzie

ć

 

si

ę

 o tym ju

Ŝ

 teraz. 

 

Chocia

Ŝ

  oczywi

ś

cie  d

Ŝ

insy  i  pies  to  jeszcze  nie  wszystko,  co  okre

ś

la  dziewczyn

ę

.  Ale  w  pewnym 

sensie.., to całkiem du

Ŝ

o. 

 

Dobra  rzecz  w  tym  wszystkim,  to  fakt, 

Ŝ

e  je

ś

li  kto

ś

  z  nas  popełnił  albo  zamierza  popełni

ć

  straszliw

ą

 

gaf

ę

 towarzysk

ą

, b

ę

dzie miel czarne zasłony college'u, za którymi mo

Ŝ

e si

ę

 ukry

ć

 i wykreowa

ć

 nowy 

wizerunek. I wygl

ą

da na to, 

Ŝ

e niektórzy z nas przejd

ą

 ogromn

ą

 przemian

ę

. Pami

ę

tacie tego chłopaka, 

który nigdzie si

ę

 nie dostał? Jego ojciec wpadł na genialny pomysł: uznał, 

Ŝ

e wła

ś

ciwym miejscem dla 

syna b

ę

dzie akademia wojskowa. Kolejne cztery lata w mundurze. 

ś

adnych butów od Prady. Włosy na 

je

Ŝ

yka. I koniec z monogramami! 

 

Wasze e - maile 

 

P:

 Droga P! 

Chodz

ę

  do  Georgetown  i  jestem  prawie  pewna, 

Ŝ

e  widziałam  t

ę

  dziewczyn

ę

,  B,  o  której 

background image

zawsze tyle opowiadasz, jak siedziała z jakimi

ś

 wywłokami w podłej dziurze karaoke, gdzie 

tylko chodz

ą

 najgorsze typy, i bawiła si

ę

 jak nigdy w 

Ŝ

yciu. Wszystkie były zalane w pestk

ę

a na kampus odwiózł je jaki

ś

 oble

ś

ny typ w lexusie. 

dia 

 

O:

 Droga dia! 

Czy

Ŝ

bym  wyczuwała  w  twoim  głosie  zazdro

ść

?  Co  te  wywłoki  ci  zrobiły?  My

ś

l

ę

Ŝ

e  to 

dobrze, 

Ŝ

e B rozszerza pole działania i zawiera nowe przyja

ź

nie. 

 

P:

 Droga P! 

My

ś

lałam, 

Ŝ

e N dostał si

ę

 ju

Ŝ

 do wszystkich szkół Ivy League

, ale chyba widziałam go z t

ą

 

kobiet

ą

, która przeprowadzała ze mn

ą

 rozmow

ę

 w Brown. Siedzieli w restauracji, do której 

poszłam z rodzicami. I wygl

ą

dało to tak, jakby co

ś

 kombinowali. O co mu chodzi? 

celeste 

 

O:

 Droga celeste! 

Dobre  pytanie.  Mo

Ŝ

e  martwi  si

ę

Ŝ

e  w  Brown  zmieni

ą

  zdanie.  A  mo

Ŝ

e  ma  ju

Ŝ

  do

ść

  bycia 

tyle razy rzucanym przez wiecie - kogo! 

 

Na celowniku 

 

J  z  osobistym  doradc

ą

  w  Bloomingdale'u  dostaje  gar

ść

  rad  na  temat  bielizny.  W  ko

ń

cu  poprosiła  o 

fachow

ą

 pomoc - Bogu dzi

ę

ki! N i członkini komisji rekrutacyjnej z Brown jad

ą

 razem wind

ą

 w hotelu 

Warwick  New  York.  Niech  zgadn

ę

:  chciała  przeprowadzi

ć

  drug

ą

  rozmow

ę

  kwalifikacyjn

ą

?  B  i  cztery 

pijane blondynki  w Walgreens  w Georgetown kupuj

ą

  jednorazowe maszynki do  golenia  i blond farb

ę

 

do  włosów.  S  le

Ŝ

y  na  dachu  pracowni  w  Brown  i  liczy  gwiazdy  z  jakim

ś

  chłopakiem  w  stylu 

latynoskiego  kochanka.  Ludzie,  ta  dziewczyna  umie  sobie  radzi

ć

!  D,  V  i  jaka

ś

  starsza  dziewczyna  z 

fretk

ą

  i  fioletowoczarnymi  włosami  funduj

ą

  sobie  espresso  w  kawiarence  w  Williamsburgu.  Wygl

ą

da 

na to, 

Ŝ

D szybko odnalazł si

ę

 w nowym miejscu. 

 

Mam  przeczucie, 

Ŝ

e  to  b

ę

dzie  długa  i  bolesna  noc  -  jakby  to  było  co

ś

  niezwykłego.  Wypijcie  rano 

mnóstwo red bulla i gatorade, a rano w poniedziałek b

ę

dziecie jak nowi. Nie mog

ę

 si

ę

 doczeka

ć

, kiedy 

o wszystkim usłysz

ę

Wiem, 

Ŝ

e mnie kochacie. 

plotkara

 

                                                 

  Ivy  League  (ang.)  -  wspólna  nazwa  ośmiu  najbardziej  prestiŜowych  uniwersytetów  we  wschodniej 

części USA (przyp, tłum.). 

background image

nazajutrz rano 

- To chyba dobrze, Ŝe juŜ się dostałem do Brown, nie? - rzucił arogancko Nate. 

Zapalił skręta, którego właśnie sobie zrobił, zaciągnął się i podał Brigid. Potem wstał, 

wskoczył  w  spodnie  khaki  i  podszedł  do  okna.  Pokój  Brigid  w  hotelu  Warwick  New  York 

wychodził na szyb wentylacyjny. Pokój był w porządku, o ile człowiek lubi wzorki w kwiatki 

i brązowe dywany, ale to nie całkiem Plaza. 

- Nie podają w tej dziurze kawy do pokoju? - zapytał ostro. 

Brigid siedziała na łóŜku, całkiem naga, luźno zawinięta w prześcieradła. 

- Na dole jest restauracja, ale biorą chyba pięć dolców od filiŜanki herbaty. 

Nate obrócił się. 

- No i? 

Chciał,  Ŝeby  poczuła,  Ŝe  ta  noc  to  była  jedna,  wielka  pomyłka.  śe  przyjęcie  go  do 

Brown było pomyłką. 

Oparła skręta na brzegu szklanej popielniczki. 

- Wiesz,  Ŝe  zwykle  tego  nie  robię  -  powiedziała,  obrzucając  k  spojrzeniem 

niebieskozielonych oczu, jakby próbowała wyczytać z jego ciała odpowiedź. 

Nate  otworzył  szafkę  ze  sprzętem  naprzeciwko  łóŜka  i  włączył  telewizor.  Zaczął 

oglądać przegląd sportowy na MSNBC, celowo ignorując Brigid. 

- Lubię  cię.  Wiesz  to,  prawda?  -  dopytywała  się,  wypalając  mu  wzorkiem  dziury  w 

plecach. - Zrobiliśmy to, bo naprawdę się lubimy? 

Nate nie odpowiedział. 

Brigid podciągnęła prześcieradło pod brodę. 

- Nie powiesz o tym nikomu w Brown, prawda? 

Wyłączył  telewizor  i  rzucił  pilota  na  łóŜko.  Teraz  Brigid  wyglądała  na  powaŜnie 

zaniepokojoną, a tego właśnie chciał. 

- MoŜe tak - odparł. - MoŜe nie. 

Zagryzła usta. Jej jasnorude włosy sterczały we wszystkie strony. 

- Cofną twoje przyjęcie - ostrzegła go. 

Doskonale. Nate wsunął stopy do butów i wciągnął przez głowę nie do końca rozpiętą 

background image

koszulę. 

- A ja mogę wylecieć z pracy. 

Złapał skręta z popielniczki i zaciągnął się. 

- Muszę lecieć - syknął, nie wypuszczając dymu z ust. 

Za  godzinę miał umówione późne śniadanie z trenerką z Yale,  a wcześniej chciał się 

odpowiednio doprawić, zdusił skręta między dwoma palcami i schował go do kieszeni. 

- MoŜe powinniśmy byli zostać przy homarze - rzucił do Brigid, wpychając koszulę w 

spodnie. 

Otworzyła usta i zamknęła je z powrotem. Oczy miała zaczerwienione, jakby miała się 

rozpłakać. 

- To wszystko? 

- To wszystko - odparł Nate, a potem obrócił się i wyszedł bez słowa. 

To nara! 

W  korytarzu  przycisnął  guzik  windy  i  czekał,  przyciskając  czoło  do  ściany.  Nigdy 

wobec  nikogo  nie  zachował  się  tak  paskudnie,  a  przynajmniej  nie  celowo,  i  teraz  czuł  się 

fatalnie.  Z  drugiej  strony  zrobił  to  dla  Blair,  a  poza  tym  nie  zamierzał  brnąć  dalej  i 

doprowadzić  do  wywalenia  Brigid  z  pracy.  Chciał  tylko  dostać  Z  Brown  list,  w  którym 

napiszą, Ŝe juŜ go nie chcą. 

A po tym małym przedstawieniu zapewne go dostanie. 

background image

nazajutrz rano, cz

ęść

 // 

- A właściwie gdzie ty, do cholery, jesteś? - dopytywał się Erik. 

- Ćśśś  -  szepnęła  do  telefonu  Serena.  -  Jestem  na  wydziale  sztuki.  W  pracowni 

malarskiej.  -  Zerknęła  na  Christiana.  LeŜał  obok  niej  na  podłodze  i  spał  na  kawałku 

nieuŜywanego płótna. Miał zieloną farbę we włosach. - Zasnęliśmy tutaj. 

- Zasnęliśmy? - przedrzeźniał ją Erik. - Nie mogę uwierzyć, Ŝe jesteś tu i nawet cię nie 

zobaczę  -  jęknął,  udając  uraŜonego,  chociaŜ  Serena  wiedziała,  Ŝe  pewnie  przez  całą  noc 

imprezował i teraz marzył tylko o tym, Ŝeby z powrotem zasnąć. Więc zakochałaś się, czy co? 

Serena  uśmiechnęła  się.  Okolone  długimi  rzęsami  oczy  Christiana  były  zamknięte,  a 

jego słodkie usta rozluźnione. Wyglądał jak śpiące dziecko. 

- Nie  jestem  pewna  -  odpowiedziała  cicho.  -  Powinnam  juŜ  wyjeŜdŜać  do  Yale.  - 

Zamknęła oczy. - Ten weekend to jakieś szaleństwo. 

- Jeszcze  się  nie  skończył  -  ziewnął  Erik.  -  Nie  mogę  uwierzyć,  Ŝe  nie  śpię.  Do 

cholery,  jest  dopiero  dziewiąta  rano  w  niedzielę!  W  kaŜdym  razie  zadzwonię  po  samochód 

dla  ciebie.  Będzie  czekał  na  ciebie  po  drodze  na  parking.  I  nie  zabieraj  więcej  chłopaków 

przypadkowo  spotkanych  na  stacjach  benzynowych.  Baw  się  dobrze  w  Yale,  ale  wybierz 

raczej  Brown,  Ŝebyśmy  mogli  się  spotykać.  Pogadamy  później.  Wiesz,  Ŝe  mnie  kochasz. 

Cześć - paplał bez sensu i w końcu się rozłączył. 

Serena  wyłączyła  telefon,  zastanawiając  się,  czy  powinna  obudzić  Christiana,  czy 

pozwolić  mu  spać.  Nad  górną  wargą  zasechł  mu  wąsik  od  soku  z  limonki  z  brazylijskiego 

koktajlu, który przyrządził im wczoraj wieczór, i wszędzie na oliwkowej skórze miał drobne, 

zielone plamki. Sama była trochę pobrudzona farbą i wymięta. Serena jednak naleŜała do tych 

dziewczyn, które mogą spędzić całą noc na podłodze w pracowni, obudzić się, rozprostować 

zgniecenia na dŜinsach, przeczesać palcami włosy, nałoŜyć na usta odrobinę balsamu o smaku 

wiśniowym i voilà - bogini gotowa. 

Promienie słoneczne przesuwały się po wysokich oknach  w drewnianych  framugach. 

Z miejsca, w którym stała, budynki z czerwonej cegły naleŜące do kampusu Brown wyglądały 

na  spokojne  i  śpiące,  prawie  jak  miasto  duchów.  Nagle  ścieŜką  pod  oknami  przeszła  grupa 

studentów  w  starych  bluzach  i  z  wielkimi,  turystycznymi  kubkami  z  kawą.  Serena  odsunęła 

background image

się  od  Christiana  i  włoŜyła  pantofle  od  Calvina  Kleina.  Oparty  o  przeciwległą  ścianę 

pracowni  stał  ukończony  juŜ  obraz,  kopia  reklamy  Łez  Sereny.  Trudno  było  zrozumieć, 

dlaczego  uŜył  tyle  zielonej  farby,  skoro  zdjęcie  zrobiono  w  śnieŜny  lutowy  dzień,  ale  nawet 

mimo  tej  zieleni  obraz  był  oszałamiający.  I  dziwny.  Christian  wypracował  sobie  technikę, 

zgodnie  z  którą  cały  rysunek  wykonywał  jedną  linią.  Na  obrazie  rysy  twarzy  Sereny  były 

połączone ze sobą. Oczy z nosem, nos z ustami, które łączyły się z brodą, policzkami, uszami, 

włosami.  Przez  to  wyglądała  trochę  jak  postać  ze  Shreka,  zwłaszcza  przy  tym  zielonym 

kolorze. A jednak obraz był piękny na swój niepowtarzalny sposób. 

Serena  wyjęła  z  torebki  szminkę  od  Chanel,  znalazła  na  podłodze  kawałek  papieru  i 

napisała róŜowymi, połyskliwymi literami: Podoba mi się ten zielony kolor. Odwiedź mnie w 

Nowym  Jorku.  Całuję,  S.  Potem  podsunęła  kartkę  Christianowi,  złapała  torbę  i  wyszła  na 

paluszkach z pracowni. 

Au rewir - szepnęła i posłała chłopakowi całusa. 

Zawahała  się.  Czy  to  wstrętne,  Ŝe  wymyka  się  bez  poŜegnania?  Nie  zrobili  nic  poza 

tym, Ŝe się całowali i zasnęli w swoich objęciach. Poza tym to było romantyczne. 

Samochód zatrąbił głośno i Christian poruszył się. Serena wymknęła się cicho i zeszła 

po  schodach.  Nigdy  nie  lubiła  poŜegnań,  a  gdyby  Christian  się  obudził,  w  Ŝyciu  nie 

dojechałaby do Yale. 

- Kocham cię - szepnęła, wychodząc z budynku. 

PoniewaŜ  odwiedzała  w  Brown  Erika,  znała  kampus  dość  dobrze,  Ŝeby  znaleźć 

parking. Zignorowała wybrukowaną ścieŜkę i przeszła trawnikiem. Buty zamokły jej od rosy, 

a do nóg przykleiła się świeŜo skoszona trawa. Czarna limuzyna siata na poboczu i czekała na 

nią.  Nagle  Serenę  ogarnęło  wraŜenie  déjà  vu.  Czy  to  raptem  wczoraj  Drew  całował  ją  na 

poŜegnanie  u  szczytu  schodów  prowadzących  z  akademika  na  Harvardzie,  podczas  gdy 

limuzyna czekała, Ŝeby zabrać ją do Brown? Czy to wczoraj powiedziała innemu chłopakowi 

„Kocham cię”? 

Aha, zgadza się. Wczoraj. 

Kierowca  otworzył  jej  drzwi  i  Serena  wsiadła.  „Ciebie  teŜ  kocham”,  szepnęła 

przepraszająco  do  Drew.  chociaŜ  nie  było  go  w  pobliŜu.  Weekendowe  odwiedzanie  szkól 

miało pomóc jej wyjaśnić róŜne rzeczy, ale Serena czuła się jeszcze bardziej zagubiona. Jak 

ma  kiedykolwiek  skupie  się  na  college'u,  jeśli  wszędzie  pełno  jest  chłopców,  którzy  tylko 

czekają, Ŝeby się w nich zakochała? 

Zawsze  jest  college  dla  kobiet  Dorna  B.  Rae  w  Bryn  Mawe  w  Pensylwanii.  Nadal 

przyjmują podania! 

background image

nazajutrz rano, cz

ęść

 /// 

- Strzel klina, siostro. 

Blair  otworzyła  jedno  oko  i  zobaczyła  stojącą  nad  nią  Rebeccę,  która  machała 

ogromną  krwawą  mary  z  łodygą  selera,  kawałkiem  cytryny  i  mieszadełkiem  do  koktajli  w 

kształcie  róŜowego  flaminga.  Farbowane  na  blond  włosy  Rebecki  były  świeŜo  ułoŜone. 

Dziewczyna  włoŜyła  róŜowy  dres  frotté  z  Juicy  Couture,  a  na  powiekach  miała 

jaskrawoniebieską kreskę. 

Klin. A Blair czuła się jak brudny, rozczochrany pies. Spróbowała usiąść, ale z jękiem 

padła z powrotem na nadmuchiwany materac. Skóra głowy ją piekła. Skóra nóg płonęła. Cała 

jakoś dziwnie pachniała. Co jej się stało? 

Bez komentarza. 

- Przysięgam na Boga, Ŝe po wypiciu tego lepiej się poczujesz. - Rebecca przyklękła i 

podniosła  głowę  Blair  jak  matka,  która  podaje  choremu  dziecku  ciepły  rosół.  -  To  nasz 

sekretny przepis. 

Jakie to uspokajające. 

Blair usiadła i, krzywiąc się, wypiła gęstą, czerwoną miksturę. Smakowała jak wódka i 

chipsy ziemniaczane o smaku bekonu. 

Blee! 

- Twoje  włosy  będą  wyglądać  o  niebo  lepiej,  gdy  zaczną  odrastać  -  powiedziała 

Rebecca. - MoŜesz zastanowić się nad ufarbowaniem brwi pod kolor. 

Blair  zapomniała  o  włosach.  Wiedziała,  Ŝe  są  teraz  blond,  albo  z  grubsza 

przypominają blond, ale nie odwaŜyła się spojrzeć, dopóki nie wróci do domu i nie znajdzie 

się w zasięgu fryzjera z salonu Elizabeth Arden Red Door. Rebecca będzie musiała poŜyczyć 

jej czapkę. 

W pokoju stały dwa piętrowe łóŜka ustawione do siebie prostopadle, Ŝeby dziewczyny 

mogły gadać i chichotać przez całą noc. ŁóŜka były puste. 

- A gdzie reszta? - wychrypiała Blair. 

W ustach miała smak, jakby wypiła lakier do paznokci. 

- Poszły  po  bajgle.  -  Rebecca  związała  włosy  w  ciasny  koński  ogon.  -  Co  niedzielę 

background image

jemy  bajgle  i  opowiadamy  o  chłopakach,  z  którymi  mogłyśmy  się  przespać  poprzedniego 

wieczoru, ale tego nie zrobiłyśmy. 

Co za fenomenalna zabawa. 

Blair  zdecydowanie  miała  zbyt  duŜego  kaca,  Ŝeby  rozmawiać  o  bajglach  albo 

chłopcach. 

- Muszę wracać do domu - wymamrotała. 

W domu będzie mogła leŜeć we własnym łóŜku, oglądać stare filmy i jeść croissanty z 

tacy,  którą  przyniesie  jej  Myrtle.  Mogłaby  napisać  do  Nate'a  paskudnego  e  -  maila.  I  nie 

musiałaby  patrzeć  na  niepokojącego  zajączka  wielkanocnego,  którego  dziewczyny  zrobiły  z 

czerwonych prezerwatyw LifeStyle i powiesiły pod sufitem sypialni. 

- Nie moŜesz wyjść, nim wrócą - upierała się Rebecca. 

Usiadła  na  łóŜku  bliŜej  Blair,  rozpięła  metalicznoróŜowe  pudełko  zestawu  do 

minikiuru  i  zaczęła  czyścić  sobie  paznokcie  u  stóp  ostro  zakończonym  przyrządem  ze  stali 

nierdzewnej. 

- Musimy nauczyć cię naszego specjalnego okrzyku. 

Blair  z  miejsca  postanowiła  sobie,  Ŝe  jeśli  kiedykolwiek  przyjdzie  jej  mieszkać  w 

akademiku,  to  zdecydowanie  poprosi  o  jedynkę.  W  Ŝyciu  nie  będzie  siedziała  z  bandą 

dziewczyn,  podczas  gdy  one  będą  sobie  grzebać  w  paznokciach  u  stop  i  budować  figurki  z 

prezerwatyw.  Od  pierwszej  klasy  chodziła  do  szkoły  tylko  dla  dziewczyn.  Zdecydowanie 

miała dość przebywania z dziewczynami, wielkie dzięki. 

Zmusiła się do wstania i próbowała zachować spokój mimo błękitnej koszuli nocnej z 

atomówkami,  poŜyczonej  od  Gaynor.  Musiała  wziąć  prysznic  i  wracać  do  domu.  Właściwie 

to pieprzyć prysznic. Prysznic oznaczał łazienkę z lustrem, a za wszelka cenę chciała uniknąć 

oglądania się. 

WłoŜyła  dŜinsy,  krzywiąc  się,  gdy  otarły  się  o  ogolone  do  Ŝywego  nogi.  Wciągnęła 

przez  głowę  białą  bluzkę  i  pomyślała,  Ŝe  czuje  się  zbyt  kiepsko  jak  na  tak  ładną  rzecz. 

Odwiesiła koszulę nocną na oparcie krzesła przy biurku. 

- Muszę iść, i to juŜ - uparła się. 

Na podłodze leŜała szara bejsbolówka Georgetown. 

- To twoje? - zapytała Rebeccę. 

- Weź sobie - zaproponowała hojnie Rebecca. 

Blair złapała czapkę i włoŜyła ją. 

- Podziękuj wszystkim w moim imieniu i poŜegnaj ich ode mnie - powiedziała słabo. 

Wtedy  otworzyły  się  drzwi  do  pokoju  i  Forest.  Gaynor  oraz  Fran  wpadły,  niosąc 

background image

papierowe  torby  pełne  ciepłych,  świeŜo  pieczonych  bajgli  i  parujące  kubki  kawy.  śołądek 

Blair skręcił się trochę z głodu, a trochę groŜąc wymiotami. 

- O  mój  BoŜe,  juŜ  wychodzisz!  -  krzyknęła  Forest.  Upuściła  torbę  i  rzuciła  się  na 

Rebeccę i Blair. - Dziewczyny, robimy kółeczko! 

Blair  zacisnęła  usta,  bo  czuła,  Ŝe  zaraz  zwymiotuje.  Zbyt  szybko  wstała.  Albo  moŜe 

nie powinna była pić krwawej mary. 

Albo  nie  powinna  pozwolić  pijanym  dziewczynom  golić  sobie  nóg  i  zniszczyć 

włosów. 

Dziewczyny stanęły w ciasnym kręgu ze złoŜonymi rękoma. Blair chwiała się między 

Rebeccą i Forest. Od połączonego zapachu ich perfum robiło jej się niedobrze. 

- Co  mówimy...?  -  szepnęła  Fran  chrapliwym,  entuzjastycznym  głosem.  To  brzmiało 

jak początek jakiegoś zaśpiewu. 

- Co  mówimy,  gdy  on  mówi  „Chodź,  wiesz,  Ŝe  tego  chcesz”?  -  zaśpiewały  cztery 

dziewczyny. - Mówimy „Poczekaj, dupku!” 

Dziewczyny splotły ramiona w kręgu jak zapaśnicy. 

- Nie ma seksu bez prawdziwej miłości. Przyjaźń na zawsze! 

Odsunęły się od siebie, pokrzykując i podskakując jak cheerleaderki. 

- Muszę iść - wymamrotała po raz pięćdziesiąty Blair, czując, jak wszystko przewraca 

jej się w Ŝołądku. 

Chwiejnym krokiem ruszyła do drzwi, mając nadzieję, Ŝe zdąŜy do łazienki, ale było 

za późno. Zamiast tego zerwała z głowy czapkę i zwymiotowała do niej. 

- Zadzwonię po twój samochód. - Rebecca złapała telefon i sprawnie wybrała numer. - 

Nic chcemy, Ŝebyś spóźniła się na samolot. 

Siostry siostrami, ale nikt nie chce chorej siostrzyczki, która rzyga ci w sypialni. 

- Proszę.  -  Fran  podała  jej  niebieską  czapkę  z  wielkim  białym  „Y”.  Czapka  z  Yale.  - 

Weź moją. 

Blair  wzięła  czapkę  i  poszła  do  łazienki.  Zerknęła  do  lustra  na  ułamek  sekundy  i 

zrozumiała, Ŝe desperacko potrzebuje czapki. I ciemnych okularów. I nowego Ŝycia. 

background image

nazajutrz rano, cz

ęść

 IV 

- Rano potrzebuje naprawdę sporo czasu, Ŝeby się ubrać, chociaŜ zawsze wygląda, jak 

wygląda. - Dan usłyszał po przebudzeniu Vanessę mówiącą do Tiphany. 

LeŜał  na  plecach  w  łóŜku  Vanessy  i  słuchał  głosów  dziewczyn,  które  tłukły  się  po 

kuchni, przygotowując śniadanie. 

Wygląda, jak wygląda? To znaczy jak? - zastanawiał się. 

- Ej, potrzeba czasu, Ŝeby opanować noszenie na wpół wpuszczonej koszuli - odparła 

Tiphany. 

Potem  Vanessa  powiedziała  coś,  czego  Dan  nie  dosłyszał,  i  obie  dziewczyny 

wybuchły śmiechem. 

Tiphany  gotowała  jajko  bez  skorupki  w  mikrofalówce.  Vanessa  oparła  kamerę  na 

ramieniu. 

- Więc powiedz mi, dlaczego postanowiłaś nie iść do college'u. 

Tiphany  związała  fioletowoczame  włosy  w  węzeł  i  otworzyła  kredens,  Ŝeby  wziąć 

talerz. 

- Właściwie  to  nie  miałam  wyboru.  Po  prostu  nigdy  nie  zebrałam  się  do  tego,  Ŝeby 

złoŜyć podanie. 

- Więc co zrobiłaś, gdy wszyscy inni wyjechali do szkół? - dopytywała się Vanessa. 

Tiphany  wsadziła  do  tostera  dwa  kawałki  chleba  i  zajrzała  do  wszystkich  szuflad  w 

kuchni w poszukiwaniu noŜa. 

- Przez jakiś rok po prostu się obijałam. Pojechałam na Florydę. Mieszkałam na plaŜy 

i robiłam piercing wszystkim chętnym. Potem przez jakiś czas pracowałam jako kelnerka na 

statku  wycieczkowym.  Później  rzuciłam  statek  i  zostałam  w  Meksyku.  Malowałam  domy, 

potem wróciłam i zaczęłam pracować na budowie. - Uśmiechnęła się szeroko i wytarła nóŜ z 

masła. - To była fantastyczna podróŜ. 

- Super - stwierdziła Vanessa. 

Tiphany była chyba najbardziej interesującą, entuzjastyczną osobą, jaką kiedykolwiek 

poznała,  i  Vanessa  czuła,  Ŝe  zaczyna  się  w  niej  durzyć.  Nie  w  erotycznym  znaczeniu  tego 

słowa, ale raczej w sensie „teŜ chciałabym taka być”. 

background image

- Ale  gdybyś  mogła  cofnąć  czas,  poszłabyś  do  college'u?  -  zawołał  Dan,  stając  w 

drzwiach sypialni. 

Miał  na  sobie  wyblakłą,  czerwoną  koszulkę  i  białe  bokserki.  Jego  włosy  były 

straszliwie zmierzwione. 

- Hej, śpiochu - powiedziała Tiphany, ignorując jego pytanie. 

- Hej,  śpiochu  -  powtórzyła  dokładnie  tym  samym  tonem  Vanessa.  -  Dobrze  się 

czujesz? 

- Tak. - Dan speszony obciągnął koszulkę. - Dopiero co wstałyście? 

- Kręcimy się juŜ od jakiegoś czasu - odpowiedziała niepewnie Vanessa. 

Tiphany  wyjęła  jajko  z  mikrofalówki,  zrzuciła  je  na  tost  i  zaniosła  talerz  do  salonu. 

Pod  prześcieradłem  na  materacu  Ruby  widać  było  wybrzuszenie  w  miejscu,  gdzie 

Pierdzioszek  zwinął  się  w  kłębek  i  spał.  Tiphany  włoŜyła  do  odtwarzacza  swoją  płytę  CD  i 

podkręciła  głośność.  To  było  coś  hałaśliwego  i  ostrego,  czego  Dan  nigdy  wcześniej  nie 

słyszał. Zdecydowanie nie brzmiało to jak poranna muzyka. Tanecznym krokiem podeszła do 

Vanessy  i  wzięła  ją  za  ręce.  Ku  zdumieniu  Dana  Vanessa  zaczęła  podskakiwać  i  kręcić 

tyłkiem do muzyki. 

Co proszę? 

Vanessa nie tańczyła. Nigdy przenigdy. Co Tiphany z nią zrobiła? 

Podczas  gdy  dziewczyny  tańczyły,  Pierdzioszek  wyślizgnął  się  spod  prześcieradła  i 

podbiegł  do  nowiutkich,  niebiesko  -  złotych,  stylizowanych  na  stare  pum  Dana,  które  stały 

koło  drzwi  wejściowych.  Powąchał  je  parę  razy,  a  potem  odwrócił  się,  przykucnął  i  zaczął 

siusiać. 

- Ej! - krzyknął Dan i popędził ratować but. 

- Pierdzioszek?  -  Tanecznym  krokiem  podeszła  Tiphany.  -  JuŜ  dobrze,  kochanie. 

Chodź do mamusi. - Przykucnęła i wyciągnęła ręce. - Nic się nie bój. 

Vanessa przyłączyła się do nich. Policzki miała zaróŜowione od tańca. 

- Och, Dan. Przestraszyłeś go? 

- Nie, nie przestraszyłem. - Dan machnął gniewnie ręką na fretkę. - Idź do mamusi, ty 

sukinsynie - mruknął pod nosem. 

W jego głowie rodził się nowy wiersz. Nosił tytuł Zabić fretkę. 

background image

wielki debiut J 

- Ustawcie się w szeregu, dziewczyny. Według rozmiarów! - warknął Andre, asystent 

fotografa. 

Była  jedenasta  rano  w  niedzielę.  Jenny  zjawiła  się  w  studiu  godzinę  temu  Wstała  o 

szóstej i szykowała się trzy godziny. Wzięła prysznic, wysuszyła włosy i umalowała się - trzy 

razy.  Za  pierwszym  razem  przesadziła  z  ilością  makijaŜu,  za  drugim  wyglądała  po  prostu 

dziwacznie, a za trzecim rozsądnie postanowiła sobie wyschnąć i pójść bez makijaŜu, skoro i 

tak powinien się tym zająć stylista. 

Zdjęcia  odbywały  się  w  tym  samym  studiu  co  wcześniejsze.  Biały  ekran  i  czerwony 

szezlong zniknęły, a zastąpił je ogromny kawał sztucznej trawy na podłodze i rozpięta nad nią 

siatka do siatkówki. Kiedy lenny się zjawiła, odkryła, Ŝe nie jest jedyną „modelką” pozującą 

do  zdjęć.  Zjawiło  się  pięć  dziewczyn  i  wszystkie  wyglądały..,  jak  modelki.  Stylistka 

powiedziała Jenny, Ŝeby przebrała się w ciemnoniebieski biustonosz do biegania Nike z lycry 

i spodenki od kompletu, teŜ z lycry. Polem związano jej włosy w koński ogon i nałoŜono na 

usta  odrobinę  błyszczyku.  Jenny  czuła  się  bardziej  gotowa  do  lekcji  WF  -  u  niŜ  sesji 

zdjęciowej, ale wtedy zauwaŜyła, Ŝe pozostałe modelki teŜ tak ubrano. 

- Ustawcie  się  przed  siatką.  Pospieszcie  się,  dziewczyny.  To  nie  wymaga  wyŜszej 

matematyki - marudził Andre. 

PoniewaŜ zwykle była najniŜszą dziewczyną w klasie, Jenny stanęła na końcu szeregu 

obok płaskiej dziewczyny raptem parę centymetrów od niej wyŜszej. 

Andre  podszedł,  złapał  ją  za  rękę,  pociągnął  na  drugi  koniec  szeregu  i  ustawił  obok 

wysokiej  dziewczyny  z  prawie  tak  wielkimi  piersiami  jak  Jenny.  Poprzesuwał  teŜ  kilka 

innych dziewczyn w szeregu. 

- Tak będzie dobrze - krzyknął przysadzisty fotograf. Pogłaskał się po koziej bródce, 

przyglądając się szeregowi. - Złapcie swoje sąsiadki w talii. 

Dziewczyny zrobiły, jak kazał. 

- E, nie. Wyglądacie jak cheerleaderki. Odsuńcie się od siebie o krok i oprzyjcie ręce 

na  biodrach.  Nogi  szeroko.  -  Podniósł  aparat  i  spojrzał.  -  Ściągnąć  łopatki,  brody  do  góry, 

właśnie tak - poinstruował je i zaczął pstrykać zdjęcia. 

background image

Jenny  starała  się  jak  mogła,  Ŝeby  wyglądać  na  odwaŜną,  silną  i  gotową  do  wyzwań, 

jak powinna wyglądać modelka Nike. 

- Do czego właściwie idą te zdjęcia? - szepnęła do dziewczyny stojącej obok. 

- Do jakiegoś pisma dla nastolatek - odpowiedziała tamta. - Jaką mamy mieć minę? - 

krzyknęła do fotografa. 

- NiewaŜne. - Fotograf stanął na podwyŜszeniu i dalej robił im zdjęcia. 

Jenny rozluźniła się i przestała naśladować modelki Nike. Co właściwie miał na myśli, 

mówiąc, Ŝe to niewaŜne? 

Zamknęła  oczy  i  wydęła  dolną  wargę  przesadnie,  udając  nadąsaną,  Ŝeby  sprawdzić 

fotografa. 

- Dobra robota, mała! - krzyknął fotograf. 

Jenny  otworzyła  oczy  kompletnie  zaskoczona.  Odsłoniła  zęby  i  zmarszczyła  nos.  A 

potem wywaliła język. 

- Doskonale! - odparł fotograf. 

Jenny  zachichotała.  Właściwie  to  było  o  wiele  zabawniejsze,  niŜ  kiedy  starała  się 

wyglądać ponętnie i ładnie. Przynajmniej mogła popisać się osobowością. Po raz pierwszy w 

Ŝyciu przed aparatem - i to w staniku do biegania - całkowicie zapomniała o swoich piersiach. 

A to samo w sobie zakrawało na cud. 

background image

yale chce zobaczy

ć

 N w samych ochraniaczach 

- Jak  leci,  trenerze?  -  rzucił  Nate,  siadając  obok  trenerki  z  Yale  przy  stoliku  w 

Sarabeth.  Spóźnił  się  czterdzieści  pięć  minut.  -  Przepraszam  za  spóźnienie.  Jestem  strasznie 

sponiewierany po ostatniej nocy. 

Po  skręcie  wypalonym  w  pokoju  Brigid  wypalił  kolejne  dwa.  Teraz  miał  oczy  małe 

jak szparki i nie potrafił przestać się uśmiechać. 

Wystrój Sarabeth był jasny, kwiecisty. Siedziało tu mnóstwo matek z dziećmi z Upper 

East Side i ojców czytających niedzielne gazety. Pachniało syropem klonowym. 

- Siadaj. 

Trenerka wskazała krzesło naprzeciwko niej. Kaskada jasnych włosów opadała jej na 

ramiona.  Usta  pomalowała  na  czerwono  i  miała  na  sobie  srebrzysty  top.  Wyglądała  jak 

zaginiona starsza siostra Jessiki Simpson. 

- Ładna czapka - dodała z uśmiechem. 

Nate miał na sobie jedną z czapek Yale, które mu dała. 

- Mam  teŜ  na  sobie  ochraniacz  -  dodał,  starając  się  z  całych  sil  zachować  kamienną 

twarz. 

Zaczynał nabierać wprawy w odgrywaniu dupka. Złapał słodką bułeczkę z koszyka na 

stole i wsadził sobie całą do ust. - Jestem cholernie głodny - powiedział z pełnymi ustami. 

- Jedz, ile chcesz - rzuciła hojnie irenerka. - Jestem przyzwyczajona do przebywania w 

towarzystwie całej druŜyny wygłodniałych chłopaków. 

- Yhm - chrząknął Nate. 

Będzie  trudniej,  niŜ  się  spodziewał.  Złapał  w  palce  cały  kawał  masła  i  wepchnął  go 

sobie do ust, w których jeszcze miał bulkę. 

- Więc powiedz mi, dlaczego właściwie mam chcieć grać z tymi mięczakami? 

Trenerka pociągnęła łyk koktajlu z szampana i soku pomarańczowego. 

- Jesteś typem chłopaka, który lubi wyzwania, widzę to. Inaczej zaczynasz się nudzić. 

Robisz  rzeczy,  których  moŜesz  Ŝałować.  Moje  zadanie  to  skopać  ci  tyłek  i  obiecuję,  Ŝe  to 

zrobię. 

Nate przełknął  grudkę masła. Nic dziwnego, Ŝe druŜynie z Yale tak dobrze poszło w 

background image

tym roku. Musiał przyznać, Ŝe był pod wraŜeniem. Z drugiej strony, przekonanie go do Yale 

było zadaniem trenerki  - głównym powodem, dla którego przy jechała do Nowego Jorku. A 

jego zadaniem było sprawić, aby z niego zrezygnowano. 

MoŜe źle się zabrał do rzeczy. Otarł usta i spojrzał swoimi zielonymi oczami, którym 

nie moŜna się oprzeć, prosto w niebieskie oczy trenerki. 

- Czy ktoś juŜ ci mówił, Ŝe jesteś prawdziwą laską? - PołoŜył rękę na jej kolanie pod 

siołem. 

Trenerka posiała mu spokojny, pewny siebie uśmiech. 

- Bardzo często, zwłaszcza chłopcy z druŜyny. 

Nagle Nate poczuł ostry, palący ból w dłoni. 

-  Cholera!  -  wrzasnął,  zabierając  rękę.  Zwinął  dłoń  na  swoich  kolanach.  Trenerka  z 

Yale drgnęła go widelcem Krwawił! 

- I  muszę  przyznać,  Ŝe  pociągasz  mnie.  Jesteś  przystojnym  chłopakiem.  Ale  musi  mi 

wystarczyć to, Ŝe na jesieni zobaczę cię w męskiej szatni w samych ochraniaczach z Yale. - 

Sięgnęła do torebki i rzuciła mu plaster. - Umowa stoi? 

Nagle Nate zdał sobie sprawę, Ŝe jednak być moŜe Yale to idealne miejsce dla niego. 

A co jeśli Blair jednak się dostanie? Mogliby razem tam się uczyć i Ŝyć długo i szczęśliwie. 

MoŜe Serena teŜ tam pójdzie i wszyscy troje będą mogli Ŝyć długo i szczęśliwie. 

Mało prawdopodobne. 

- Stoi - zgodził się i machnął na kelnera zdrową ręką. 

Zamówił  piwo  i  rzucił  trenerce  ten  arogancki,  ujarany  uśmiech,  który  sprawiał,  Ŝe 

dziewczyny mdlały, a nauczycielki stawiały mu piątki, chociaŜ zasługiwał na trójc. 

Trenerka przejechała kciukiem po ząbkach widelca. 

- Myślę, Ŝe będę się dobrze bawić, mając cię w druŜynie - stwierdziła. 

A my wszyscy będziemy dobrze się bawić, oglądając go w samych ochraniaczach. 

background image

yale trafia do serca S 

ś

piewem 

Nigdzie  nie  było  widać  przewodnika  Sereny  po  Yale,  ale  to  Ŝadna  niespodzianka, 

skoro spóźniła się ponad godzinę. 

- Wróć  koło  trzeciej  -  powiedziała  jej  recepcjonistka  z  biura  rekrutacji.  -  Wtedy 

zaczyna się następne oprowadzanie. 

Serena  stała  przed  centrum  dla  odwiedzających  -  zabytkowym  białym  budynkiem  z 

czarnymi okiennicami - i zastanawiała się. co teraz. 

- Do  re  mi  fa  sol  la  si  do!  -  Dobiegł  ją  głos  męskiego  chóru  z  drugiego  końca  Elm 

Street. 

- La, la, la, la! - rozległo się znowu. 

Serena ruszyła ulicą w kierunku głosów, ku imponującej kaplicy  Battell. Gdy dotarła 

na  miejsce,  zobaczyła  grupę  chłopców,  chór  stojący  pod  łukiem  drzwi  i  ćwiczący  głos. 

Słyszała o słynnych Whilffenpoofs, męskiej grupie z Yale, śpiewającej a cappella, ale nigdy 

ich nie słyszała. Nie miała pojęcia, jacy są uroczy! 

Nagle  zaczęli  śpiewać  Midnight  Train  to  Georgia.  Serena  usiadła  u  stóp  schodów 

prowadzących do kaplicy. Miała nadzieję, Ŝe nie będą mieli nic przeciwko temu, Ŝe zostanie i 

posłucha.  I  popatrzy  -  na  chłopięcego  blondyna  z  przodu,  śpiewającego  tenorem,  który  co  i 

rusz występował w przód i śpiewał słodkie, krótkie solo; na umięśnionego gracza w rugby z 

tylu,  który  śpiewał  najgłębszym  barytonem,  jaki  w  Ŝyciu  słyszała;  na  piegowatego  kujona, 

który  wreszcie  mógł  się  wykazać;  na  wysokiego,  bladego,  chudego  chłopaka  o  miękko 

opadających, ciemnych włosach, który śpiewał solo z cudownym angielskim akcentem i nosił 

buty w stylu lat czterdziestych jak najprawdziwszy dandys. 

Miała  ochotę  wstać  i  zaśpiewać  własne  solo  a  cappella:  „Chłopcy  z  Yale,  chłopcy  z 

Yale. Mniam, mniam, mniam!” 

Chłopcy zaśpiewali ostatnią, długą, słodką nutę, stając na palcach, Ŝeby ją wyciągnąć. 

Potem blond tenor, nucąc, zbiegł po schodach kaplicy w stronę Sereny. Gdy dobiegł do niej, 

opadł na kolana i zapatrzył się na nią. 

- „Raz,  dwa,  trzy...  Piękna  dziewczyno,  czy  nie  zakochałabyś  się  we  mnie?”  - 

zaśpiewał. 

background image

Serena zachichotała. śartował sobie? 

- „Piękna dziewczyno, nie zechciałabyś być moją rodziną?” - podłapał piosenkę gracz 

rugby, stojący u szczytu schodów. 

- „Piękna dziewczyno, a moŜe poświęciłabyś popołudnie na całowanie mnie w cieniu 

drzewa?” - zgodnie dołączyła reszta grupy. 

Serena  wsunęła  dłonie  pod  uda,  czerwieniąc  się  straszliwie.  Teraz  juŜ  rozumiała, 

dlaczego Blair tak bardzo chciała iść do Yale! 

- „Dziś jest niedziela, a w niedziele zamiast mówić, śpiewamy. Jest śliczny dzień. Nie 

poszłabyś ze mną na spacer?” - zaśpiewał blond tenor, biorąc ją za rękę. 

Serena  zawahała  się.  To  było  z  jego  strony  dość  bezczelne,  tak  podejść  i  zacząć  jej 

śpiewać. Chłopak zauwaŜył jej wahanie. 

- Nazywam  się  Lars.  Jestem  na  drugim  roku  -  szepnął,  jakby  bał  się,  Ŝe  reszta  grupy 

usłyszy, Ŝe mówi, zamiast śpiewać. - To była improwizacja. Na okrągło tak robimy. 

Serena trochę się uspokoiła. Lars miał wspaniale jasnoniebieskie oczy i drobniuteńkie 

piegi  na  nosie.  Nosił  dokładnie  takie  same  jasnobrązowe  buty  od  Camper,  jakie  kupiła  na 

urodziny bratu. 

- Przegapiłam spotkanie ze swoim przewodnikiem - przyznała się. 

- „Ja cię oprowadzę, nie ma sprawy” - odśpiewał. 

Spojrzała ponad jego ramieniem na College Street i starą część kampusa Yale. Grupa 

dziewczyn  bawiła  się  frisbee  na  trawniku  New  Haven,  a  wokół  nich  wznosiły  się  strzeliste 

okna starych budynków. To było piękne miejsce. 

- „Piękna dziewczyno, wszyscy cię oprowadzimy” - zaśpiewali Whiffenpoofs. 

Serena znowu się roześmiała i pozwoliła, aby Lars pomógł jej wstać. Skoro Yale chce 

jej tak bardzo, to niech ją ma! 

background image

 

tematy    ◄    wstecz    dalej    ►    wyślij pytanie    odpowiedź 

Wszystkie  nazwy  miejsc,  imiona  i  nazwisko  oraz  wydarzenia  zostały  zmienione  lub  skrócone,  po  to  by  nie 

ucierpieli niewinni. Czyli ja. 

 

hej, ludzie! 

 

MAŁO ZNANE FAKTY (ALBO WIERUTNE KŁAMSTWA - SAMI OCE

Ń

CIE) 

 

W Georgetown działa organizacja prostytutek pod przykrywk

ą

 stowarzyszenia dziewic. To wyj

ą

tkowo 

zamkni

ę

ta grupa, która istnieje od pół wieku. 

 

Seryjna  morderczyni  podró

Ŝ

uj

ą

ca  z  fretk

ą

  i  u

Ŝ

ywaj

ą

ca  egzotycznych  imion  typu  Fantasia  i  Tinkerbell 

znajduje si

ę

 na wolno

ś

ci w okolicach Nowego Jorku. Ulubiona bro

ń

: oskard. 

 

Sprytna  oszustka  podaje  si

ę

  za  członka  komisji  rekrutacyjnej  uniwersytetu  Brown,  przyjmuje 

studentów i zbiera czesne. Kiedy studenci pojawiaj

ą

 si

ę

 na jesieni, okazuje si

ę

Ŝ

e na uniwerku nikt o 

nich nie słyszał. Jak na razie władze usiłuj

ą

 przyskrzyni

ć

 sprawczyni

ę

 tych skandalicznych matactw. 

 

W  najnowszym  wydaniu  „Treat”  zamieszczono  artykuł  Czy  rozmiar  piersi  ma  znaczenie?  My

ś

licie  o 

tym samym, co ja? 

 

Wydział sztuk w Brown pieje z zachwytu nad najmłodszym profesorem z Wenezueli, który specjalizuje 

si

ę

 w olejnych abstrakcyjnych portretach ikon pop - kultury, zwłaszcza ze 

ś

wiata nastolatków. Znowu 

zapytam: my

ś

licie o tym samym, co ja? 

 

Oczywi

ś

cie to wszystko mo

Ŝ

e by

ć

 stekiem bzdur. 

 

Wasze e - maile 

P:

 Droga P! 

Jak  to  jest, 

Ŝ

e  nie  martwisz  si

ę

  wyborem  college'u?  Zaczynam  my

ś

le

ć

Ŝ

e  mo

Ŝ

e  tak 

naprawd

ę

 chodzisz dopiero do ósmej klasy i tylko masz starsz

ą

 siostr

ę

 albo brata, czy co

ś

 

takiego, i st

ą

d wiesz tyle rzeczy. 

background image

ptaszek 

 

O:

 Drogi ptaszku! 

Uwielbiam to, ile czasu po

ś

wi

ę

cacie, my

ś

l

ą

c o MNIE. Czy stan

ę

 si

ę

 tak

ą

 ikon

ą

 pop - kultury, 

o których ludzie pisz

ą

 doktoraty, jak Madonna? Powiem ci tylko jedno: ósma klasa - byłam, 

widziałam. 

 

P:

 Droga P! 

Wywalili mnie z Brown, zanim jeszcze zacz

ą

łem pierwszy rok. Naprawd

ę

 zaskoczyło mnie 

to, 

Ŝ

e w ogóle mnie przyj

ę

li, bo w ostatniej klasie miałem praktycznie same dwóje. W ko

ń

cu 

jednak  okazało  si

ę

Ŝ

e  wcale  mnie  nie  przyj

ę

li.  Byłem  zamieszany  w  ten  przekr

ę

t  -  kto

ś

 

przyjmował  dzieciaki  i  brał  od  rodziców  pieni

ą

dze,  a  szkoła  nic  o  tym  nie  wiedziała.  Teraz 

nosz

ę

 sprz

ę

t graczy w klubie golfowym mojego ojca. 

putter 

 

O:

 Drogi putterze! 

W  pewnym  sensie  mam  nadziej

ę

Ŝ

e  jeste

ś

  tym  znudzonym,  wiecznie  ujaranym 

chłopakiem, jak ten w klubie golfowym MOJEGO ojca, który wiecznie opowiada, 

Ŝ

e przyj

ę

to 

go  do  Brown,  a  potem  wydalono.  To  dobra  historia.  Mam  nadziej

ę

Ŝ

e  nic  takiego  nie 

przydarzy si

ę

 mnie ani nikomu z moich przyjaciół. 

 

P:

 Droga P! 

Czy mo

Ŝ

esz mi wyja

ś

ni

ć

, jaka jest ró

Ŝ

nica mi

ę

dzy dziewczyn

ą

, która po prostu umawia si

ę

 

z  ró

Ŝ

nymi  facetami,  a  zdzir

ą

?  Bo  wiem, 

Ŝ

e  mog

ę

  wygl

ą

da

ć

  na  zdzir

ę

,  ale  co  jest  złego  w 

tym, 

Ŝ

e  ma  si

ę

  du

Ŝ

o  kumpli? 

ś

aden  z  chłopaków  nie  ma  nic  przeciwko.  Tylko  dziewczyny 

si

ę

 czepiaj

ą

popularna 

 

O:

 Droga popularna! 

Spoko, spoko, spoko. W gruncie rzeczy pewna dziewczyna bliska memu sercu - znana tutaj 

jako  S  -  nale

Ŝ

y  wła

ś

nie  do  tego  typu  dziewczyn  i  sama  zobacz,  jak 

ś

wietnie  na  tym 

wychodzi! 

 

Na celowniku 

 

Jaka

ś

  hała

ś

liwa  dziewczyna  o  fioletowoczarnych  włosach,  która  nosi 

Ŝ

yw

ą

  ryb

ę

  w  niebieskiej 

plastikowej torbie, ci

ą

ga V i D po Chinatown. Powiedzmy tylko, 

Ŝ

e przez pewien czas nie zamierzam u 

background image

nich  jada

ć

.  B  w  salonie  Elizabeth  Arden  Red  Door  po  godzinach  otwarcia,  w  niedziel

ę

.  Potraficie 

przeliterowa

ć

 „korekta koloru”? S  z czołem przyci

ś

ni

ę

tym do szyby  poci

ą

gu New Haven - Nowy Jork 

cicho poci

ą

ga nosem. Chyba niewiele spała w ten weekend, prawda? N w ciemnym zaułku sprzedaje 

swoj

ą

 bluz

ę

  z Brown  za paczk

ę

 trawki za dziesi

ą

tk

ę

. Mała J biega  w Riverside  Park. Próbuje  złapa

ć

 

kondycj

ę

 przed nast

ę

pn

ą

 sesj

ą

 zdj

ę

ciow

ą

 

Kto by pomy

ś

lał, 

Ŝ

e ten weekend tyle zmieni w naszym 

Ŝ

yciu? 

 

Do zobaczenia jutro w szkole. 

Wiem, 

Ŝ

e mnie kochacie. 

plotkara 

background image

B zasługuje na medal 

- Do  pani  M  dzwoniono  z  Georgetown  -  w  szkolnej  bibliotece  Constance  Billard 

szepnęła do Kati Farkas Rain Hoffstetter. 

Dziewczyny  udawały,  Ŝe  wybierają  ksiąŜki  na  temat  współczesnego  malarstwa 

amerykańskiego do czytania w czasie przerwy na samodzielną naukę. 

- W  sobotę  wieczór  Blair  i  grupa  dziewczyn  z  Georgetown  zostały  przyłapane  na 

uprawianiu  seksu  za  pieniądze.  Poszły  do  jakiegoś  baru  dla  samotnych  i  przez  całą  noc 

podrywały  facetów.  Jej  matka  przychodzi  na  rozmowę  do  biura  pani  M,  bo  teraz  nawet  nie 

moŜe jechać do Georgetown. 

Blair - rzecz jasna - właśnie powiedziała bibliotekarce, Ŝe nie będzie się uczyć, bo ma 

waŜne spotkanie razem z matką w gabinecie pani dyrektor. 

- Tak  myślałam  sobie,  Ŝe  wygląda  dziś  zabawnie  -  zastanawiała  się  na  głos  Isabel 

Coates. - Pewnie jeśli tyle się czeka, Ŝeby stracić dziewictwo, to równie dobrze moŜna chcieć 

na tym zarobić. 

- Ale dlaczego nosi rajstopy? Dzisiaj jest ze dwadzieścia stopni! - zauwaŜyła Kati. 

Laura Salmon zachichotała. 

- MoŜe dostała jakiejś pokrzywki, no wiecie, po takiej ilości seksu. 

A moŜe pozwoliła czterem pijanym dziewczynom ogolić sobie nogi? 

Gabinet pani M znajdował się na parterze, na końcu korytarza za recepcją. Kiedy Blair 

szła  do  dyrektorki,  zauwaŜyła,  Ŝe  biurko  recepcjonistki  jest  zastawione  kwiatami,  głównie 

bukietami róŜ. 

- Z jakiej to okazji? - zapytała Donnę, nową recepcjonistkę na pół etatu. 

Donna  wzruszyła  ramionami  i  przybiła  pieczątkę  z  nazwiskiem  pani  M  na  kolejnym 

liście. 

- Sama mi powiedz. 

Blair sprawdziła wizytówkę przy największym bukiecie, wspaniałej mieszance Ŝółtych 

róŜ i frezji. S

ERENO

,

 

S

ERENO

,

 

napisano. C

IĄGLE  ŚPIEWAM  TWOJE  IMIĘ

.

 

A podpisano: C

AŁUJE

.

 

L

ARS I 

W

HIFFENPOOFS 

z Y

ALE

- To jasne - skrzywiła się Blair, idąc do gabinetu pani M. 

background image

MoŜe  gdyby  była  taką  samą  zdzirą  i  przespała  się  z  kaŜdym  chłopakiem  z 

Whiffenpoofs, to teŜ by się dostała do Yale. 

Gabinet pani M był cały w trzech kolorach: czerwonym, białym i niebieskim. Tapeta 

w  niebiesko  -  białe  paski.  Czerwony  dywan.  Granatowa  sofa.  Krzesła  obite  czerwono  - 

białym  perkalem.  Bardzo  to  było  patriotyczne.  Nawet  pani  M  była  czerwono  -  biało  - 

niebieska: granatowy Ŝakiet ze spodniami w stylu starej panny, czerwona szminka, blada cera 

i  czerwony  lakier  na  paznokciach.  Tylko  jej  włosy,  brązowe  i  kręcone,  wyłamywały  się  ze 

schematu. 

- Podobają  mi  się  twoje  krótkie  włosy  -  stwierdziła  pani  M,  gdy  Blair  weszła  do 

pokoju. 

Pewnie,  Ŝe  ci  się  podobają,  ty  lesbo,  pomyślała  Blair,  uśmiechając  się  uprzejmie. 

Pogładziła się po włosach. 

- Dziękuję. 

Właściwie to ulŜyło jej, Ŝe minęło juŜ tyle czasu, a nikt, nawet matka, nie zauwaŜył, Ŝe 

przefarbowano jej naturalne, ciemnobrązowe włosy na jaskrawoŜółty, a potem z powrotem na 

brązowy.  Kolorystka  odwaliła  kawał  dobrej  roboty,  ale  teraz  odcień  włosów  były 

nienaturalnie jednolity, a skóra szczypała ją jak wściekła od takiej ilości chemikaliów. 

Blair usiadła na sofie i wtedy, kołysząc się, weszła do gabinetu M jej matka, trzymając 

się  za  brzuch,  jakby  dziecko  miało  wypaść,  gdyby  przestała  je  przytrzymywać.  Pasemka 

blond  pazia  przykleiły  jej  się  do  policzków,  a  skórę  miała  zaczerwienioną  i  w  plamach. 

Powachlowała się dłonią. 

- W zeszłym roku o tej porze grałam pełen mecz tenisa pięć razy w tygodniu. A teraz 

nie mogę przejść przecznicy, nie zalewając się potem! 

Pani M posłała jej uprzejmy uśmiech, jak zawsze, gdy rozmawiała z rodzicem. 

- Bieganie za dzieckiem szybko przywróci pani dobrą formę. 

Jasne, jakby w ich apartamencie w pokoju pokojówki nie spała juŜ niania! 

Blair  przewróciła  oczami  i  podrapała  się  po  piekących  od  golenia  łydkach.  Nie 

przyszła na to spotkanie, Ŝeby rozmawiać D dzieciach. Przez okno gabinetu dojrzała kobietę 

w wojskowym mundurze polowym, idącą Dziewięćdziesiątą Trzecią. Ten widok podsunął jej 

pomysł.  Czy  nie  istniał  jakiś  program  wojskowy,  który  sponsorował  naukę  w  college'u? 

Mogłaby  wstąpić do wojska, pójść na Yale, a potem odsłuŜyć minimum  wymaganej słuŜby. 

Wyobraziła  sobie  siebie  po  pas  w  zabłoconych  okopach,  walczącą  z  wrogiem,  podczas  gdy 

inni  uczą  się  w  bibliotekach  albo  coś  takiego.  Mogłaby  zostać  bohaterem,  zdobyć  medal!  A 

kiedy uznano by ją za zaginioną w akcji, Nate ruszyłby jej na ratunek, ryzykując Ŝycie, Ŝeby 

background image

ją wreszcie odzyskać i przespać się z nią po tylu latach. 

Szeregowiec Blair. JuŜ niedługo do dostania w twojej wypoŜyczalni kaset wideo. 

Pani  M  usadowiła  szeroki,  męski  tyłek  w  obitym  czerwonym  materiałem  fotelu  za 

mahoniowym biurkiem. 

- Skoro jesteście tu obie, chciałabym pogratulować Blair jej wyników w szkole. Nigdy 

nie  miała  ocen  poniŜej  czwórki.  Doskonała  frekwencja.  Wspaniały  popis  zaangaŜowania  i 

umiejętności przywódczych. Blair, dostaniesz wiele nagród z okazji ukończenia szkoły. 

Matka  Blair  uśmiechnęła  się  niewyraźnie  do  dyrektorki.  Najwyraźniej  myślami  była 

gdzie indziej. 

- Więc  dlaczego  nie  dostałam  się  do  Yale?  -  dopytywała  się  Blair.  -  Po  co  pracować 

tak cięŜko, skoro szkoła taka jak Yale przyjmuje głupsze ode mnie dziewczyny z mojej klasy? 

Pani M przekładała papiery na biurku. 

- Nie  mogę  wypowiadać  się  w  imieniu  Yale  i  trudno  mi  przyznać,  Ŝe  rozumiem  ich 

decyzję.  Ale  według  naszych  danych  jesteś  na  liście  rezerwowych.  Nadal  istnieje  spore 

prawdopodobieństwo, Ŝe zostaniesz przyjęta. 

Blair skrzyŜowała ręce na piersi. To nie wystarczy. Spiorunowała wzrokiem matkę. W 

tym momencie mama powinna przekupić panią M furą pieniędzy dla szkoły, o ile dyrektorka 

wykona  kilka  telefonów  do  dziekana  od  rekrutacji  w  Yale  i  zapewni  Blair  miejsce.  Ale 

Eleanor po prostu siedziała, gapiła się przez okno i dyszała jak pies latem. 

- Mamo? - zapytała ostro Blair. 

- Szuuu! - dyszała Eleanor, zapamiętale wachlując się dłonią. - Czy mogłabyś wezwać 

dla  mnie  samochód,  kochanie?  -  Matka  wstała  z  krzesła  i  przykucnęła  na  szkarłatnym 

dywanie pani M w pozycji, którą Blair rozpoznała z zajęć w szkole rodzenia. - Szuuu! Myślę, 

Ŝe chyba jestem na bardziej zaawansowanym etapie, niŜ ktokolwiek się spodziewał! 

To się nazywa wyczucie czasu. 

Blair skrzywiła się, gdy matka zaczęła oddychać, jak uczono ją w szkole rodzenia. 

- Szuuu, szuuu, szuuu! 

- Mamo! 

Pani M zadzwoniła do Donny w recepcji. 

- Donna, dzwoń po karetkę. Pani Waldorf Rose chyba zaczęła rodzić. 

- Nie! - sprzeciwiła się Blair. - Lenox Hill jest kawałek stąd. Samochód mamy czeka 

na  nią  pod  szkołą.  -  Matka  złapała  ją  za  rękę  i  mocno  ścisnęła.  Blair  miała  wraŜenie,  Ŝe 

dobrze mówi. 

- Zapomnij - rozkazała pani M w wojskowym stylu, z którego dziewczyny zawsze się 

background image

nabijały.  -  Samochód  pani  Rose  czeka  przed  szkołą.  Powiedz  kierowcy,  Ŝe  pani  Rose 

wychodzi i musi jechać do szpitala Lenox Hill. 

- Szuuu, szuuu, szuuu! - dyszała Eleanor. 

- Ale juŜ - warknęła przez telefon pani M. 

Blair wyciągnęła z torebki telefon i zadzwoniła do Cyrusa. 

- Mama  rodzi  -  poinformowała  obojętnym  tonem  pocztę  głosową.  -  Jedziemy  do 

szpitala. - Rozłączyła się i wsunęła dłonie pod pachy matki. - Chyba nie chcesz jej tu rodzić, 

prawda, mamo? 

- Nie  -  zakwiliła  Eleanor  i  z  trudem  wstała.  Objęła  Blair  jedną  ręką  za  ramię,  drugą 

panią M w pasie. - Szuuu, szuuu, szuuu - dyszała, gdy we trzy szły korytarzem i wychodziły 

przez niebieskie drzwi Constance Billard. 

- Zadzwonię do szpitala i powiem, Ŝe jedziecie - zaproponowała rozsądnie pani M. 

- Atak  serca?  -  zapytał  kierowca,  gdy  otwierał  dla  nich  drzwi.  Sprawiał  wraŜenie 

prawie szczęśliwego z tego powodu. 

- Nie,  idioto  -  warknęła  Blair.  -  Rodzi.  A  gdybyś  się  zamknął,  juŜ  byśmy  były  na 

miejscu. 

- Szuuu, szuuu, szuuu! - sapała matka, ściskając rękę Blair, jakby umierała. 

Gdy samochód odjeŜdŜał od krawęŜnika, Blair spojrzała na okna biblioteki na drugim 

piętrze w szkole. W oknach pełno było twarzy dziewczyn gapiących się na ulicę. 

- O  mój  BoŜe.  Chyba  właśnie  urodziła  w  gabinecie  pani  M!  - krzyknęła  Rain 

Hoffstetter. 

- Kto? Blair? - zapytała Laura Salmon. 

- Nie, kretynko, jej matka - wytłumaczyła jej Rain. 

- To na pewno wina Blair. Słyszałam, Ŝe stres moŜe spowodować przedwczesny poród 

- stwierdziła Isabel Coates. 

- Biedna  jest  jej  mama.  „A,  tak  przy  okazji,  pani  córka  jest  prostytutką.  I,  właśnie 

rodzi pani następne dziecko, któremu spieprzy pani Ŝycie!” - dodała Nicki Button. 

 

- Idzie! Szuuu! - syknęła Eleanor, opadając na czworaka na tyle samochodu. - To juŜ! 

- jęknęła, wgryzając się w winylowy podgłówek. 

Blair odwróciła się od okna i poklepała matkę po ramieniu. 

- JuŜ prawie jesteśmy na miejscu, mamo - mruknęła, ciesząc się, Ŝe to ona znalazła się 

w pobliŜu, gdy jej matka zaczęła rodzić, a nie jakaś denerwująca sprzedawczyni z Saksa albo 

ktoś taki. - Wyobraź sobie... - Próbowała przypomnieć sobie coś, o czym mówiła im Ruth na 

background image

zajęciach,  ale  pamiętała  tylko  to  o  pośladkach,  z  których  uchodzi  powietrze  jak  z  balonu,  a 

lego  w  Ŝyciu  nie  powiedziałaby  na  głos.  Zamiast  tego  pomyślała  o  czymś  co  jej  samej 

pomagało  się  rozluźnić.  -  Wyobraź  sobie,  Ŝe  jest  miskę  czekoladowych  lodów  i  oglądasz 

Ś

niadanie u Tiffany'ego - powiedziała w końcu. 

- Idzie,  juŜ!  -  wrzasnęła  znowu  matka.  Kłykcie  jej  zbielały,  a  twarz  zrobiła  się 

fioletowa z wysiłku. 

Blair zdała sobie sprawę, Ŝe to niewaŜne, co powie. Poród się zaczął, reszta to kwestia 

minut. Samochód zatrzymał się na światłach przy Osiemdziesiątej Dziewiątej i Park Avenue. 

Pochyliła się do przodu i przysunęła do ucha kierowcy. 

- Chcesz,  Ŝebyśmy  kompletnie  zmasakrowały  tylne  siedzenie,  czy  olejesz  światła  i 

dowieziesz nas na miejsce w trzydzieści sekund? 

Kierowca wcisnął gaz i jednocześnie ostro zatrąbił. 

Kobieta rodziła! 

background image

N i S t

ę

skni

ą

 za dawn

ą

 paczk

ą

 

Nate  właśnie  wychodził  ze  szkoły  po  burritos  i  trawkę  za  dziesięć  dolców  na  lunch, 

ale  zatrzymał  się  gwałtownie.  Kobieta  o  jasnorudych  włosach  siedziała  na  ławce  luz  przed 

szkołą  z  czarną  torebką  od  Kate  Spade  grzecznie  na  kolanach  i  workiem  z  Brown  przy 

stopach. Na kolanach miała teŜ otwartą, grubą powieść i wyglądało to tak, jakby siedziała w 

ten  sposób  juŜ  od  kilku  godzin.  Nate  wymknął  się  tyłem  i  zszedł  schodami  do  szatni  w 

podziemiach.  Tym  razem  chyba  zignoruje  burczenie  w  Ŝołądku  i  zapomni  o  tradycyjnym 

skręcie przed trygonometrią. W przeciwnym wypadku ryzykowałby, Ŝe spotka Brigid. 

- Stary, co ty kombinujesz? - zapytał Jeremy, obserwujący go z dołu schodów. 

- Nic takiego - burknął Nate. - Ej, jadłeś juŜ? - zapytał z nadzieją. 

- Skąd. Idę właśnie do sklepu. Idziesz? - Jeremy poklepał kieszeń workowatych spodni 

khaki,  Ŝeby  Nate  usłyszał  suchy  szelest  bibułki  i  ziela.  -  Masz  ochotę  najpierw  na  małą 

przystawkę? 

Nate wyciągnął dwudziestodolarowy banknot i podał go kumplowi. 

- Przynieś mi kanapkę z tuńczykiem i gatorade, czy coś takiego. 

Jeremy wziął pieniądze. 

- Co, znowu nie skończyłeś trygonometrii? 

- Nawet nie zacząłem. 

Jeremy zdjął plecak i wyciągnął z niego zeszyt. Podał go Nate'owi. 

- Zacznij przepisywać. Jak wrócę, przyniosę ci tu jedzenie. 

- Dzięki - odpowiedział z wdzięcznością Nate. 

Prawda  była  taka,  Ŝe  Jeremy  był  jeszcze  gorszy  z  trygonometrii  od  niego,  ale  jako 

przyjaciel był pierwsza klasa. 

- Ej! - zawołał Jeremy, zatrzymując się u szczytu schodów. - Słyszałeś o matce Blair? 

Chyba zaczęła rodzić w czasie spotkania z dyrektorką w szkole. 

Nate  patrzył  na  kumpla,  jakby  bał  się  odpowiedzieć,  Ŝeby  nie  usłyszała  go  Brigid. 

Uniósł  rękę  i  skinął  sztywno  głową,  a  potem  ruszył  do  zatłoczonej  szatni.  Cholera.  Jezu 

Chryste. Czy Ŝycie Blair mogłoby być jeszcze bardziej popieprzone i melodramatyczne? 

Poczekaj i sam się przekonaj. 

background image

Szatnia  na  dole  to  jedyne  miejsce  w  szkole,  gdzie  moŜna  korzystać  z  „urządzeń 

kieszonkowych”.  Kręciło  się  tam  pełno  chłopaków,  słuchających  odtwarzaczy  MP3  albo 

tłoczących się w grupkach przy laptopach, na których oglądali DVD. Nate usiadł przed swoją 

szafką na zimnej podłodze pokrytej linoleum w zgniłozielonym odcieniu. Wyciągnął telefon i 

zadzwonił na komórkę do Sereny. Rzecz jasna, nie mógł zadzwonić do Blair. Nie kiedy była 

w szpitalu przy matce i w ogóle. 

Tak jakby w ogóle zamierzał do niej zadzwonić. Cykor. 

 

Serena siedziała w bibliotece w Constance Billard na najbardziej poŜądanym miejscu 

przy  oknie  i  udawała,  Ŝe  ignoruje  plotki,  krąŜące  po  sali.  Zwłaszcza  Ŝe  połowa  była  na  jej 

temat. Doskonale zdawała sobie sprawę, Ŝe cała szkolna recepcja na dole wygląda jak pokaz 

kwiatów  od  Macy'ego  i  Ŝe  wszystkie  przysłali  jej  wielbiciele  z  Ivy  League.  Ale  jak  mogła 

rozkoszować się faktem, Ŝe zakochała się w trzech róŜnych chłopcach, skoro nie miała z kim 

podzielić się wraŜeniami? Jak miała wybrać jednego z nich bez obiektywnej rady najlepszej 

przyjaciółki? 

Czekaj no, a nie miała wybierać college'u? 

Najwyraźniej  Blair  wściekła  się  jak  cholera  z  powodu  tego  Yale  i  nie  zamierzała 

rozmawiać z Sereną. No i wyglądało na to, Ŝe teraz i tak przez jakiś czas będzie zajęta, skoro 

nieoczekiwanie przybędzie jej mała siostrzyczka. Serena nie mogła pójść do Ŝadnej ze swoich 

rzekomych przyjaciółek i koleŜanek z klasy typu Isabel Coates albo Kati Farkas, bo - sądząc 

po  plotkach,  które  krąŜyły  po  szkole  -  uwaŜały,  Ŝe  Serena  przespała  się  z  całą,  orkiestrą 

Harvardu,  z  kaŜdym  profesorem  wydziału  sztuki  w  Brown  i  wszystkimi  członkami  chóru 

Whiffenpoofs w Yale. 

- Słyszałam,  Ŝe  zrobiła  to  nawet  z  pierwszym  skrzypkiem  -  mruknęła  niezbyt 

dyskretnie jedna dziewczyna. - To jakieś piętnastoletnie cudowne dziecko z Japonii. 

- A  znasz  tego  profesora  z  wydziału  sztuki  w  Brown,  z  którym  się  spiknęła?  To 

najstarszy tamtejszy nauczyciel. Pracuje tam, odkąd załoŜono szkołę! 

Od 1764 roku? No to rzeczywiście jest bardzo stary! 

- Słyszałam, Ŝe ukradła scenariusz o Audrey Hepburn, który napisała dla Yale Blair. I 

dzięki temu się dostała. Blair dowiedziała się i teraz są śmiertelnymi wrogami. 

Dla  Sereny  to  nie  była  pierwszyzna,  Ŝe  jest  bohaterką  tak  obraźliwych  plotek.  Jej 

tajemniczy  powrót  na  jesieni  do  Constance  po  prawie  dwóch  latach  w  szkole  z  internatem 

sprawił, Ŝe stała się weteranką w wojnie na półprawdy i plotki. I wiedziała, jak najlepiej sobie 

z nimi radzić: ignorować. 

background image

Nagle zabuczał jej telefon i zawibrował w kieszeni róŜowego płóciennego plecaka od 

Lulu Guinnessa. Zerknęła i rozpoznała numer Nate'a. 

- Hej  -  szepnęła,  przykładając  telefon  do  uchu  i  chowając  się  za  wielkim 

podręcznikiem do chemii. - Słyszałeś o matce Blair? 

- Dlatego dzwonię - odparł Nate. - Co się stało? 

Serena nie naleŜała do osób, które lubią opowiadać banialuki. 

- Nie jestem pewna. Wiem tylko, Ŝe Blair poszła na rozmowę z dyrektorka, i nagłe ona 

i jej matka praktycznie  wybiegły ze szkoły do samochodu. Recepcjonistka powiedziała paru 

dziewczynom z naszej klasy, Ŝe matka Blair rodziła i pojechały do Lenox Hill. 

- Jezu - mruknął Nate. 

- Właśnie - Serena odparła. - Miała termin dopiero na czerwiec. 

- Myślisz,  Ŝe  powinniśmy  iść  do  szpitala?  Jutro  czy  jakoś  tak?  Moglibyśmy  wziąć 

kwiaty i... 

- Nie  wiem  -  odparła  z  wahaniem,  chociaŜ  z  pewnością  miała  sporo  kwiatów  do 

rozdania. - To właściwie prywatna, rodzinna sprawa. MoŜemy nie być mile widziani. 

Właściwie to matka Blair zawsze traktowała ich jak rodzinę. To Blair nie chciała ich 

widzieć i oboje o tym wiedzieli. 

- Aha - zgodził się Nate. - Pewnie masz rację. Ja chyba tylko... - Urwał. 

- Wiem - odparła cicho Serena. 

Oboje marzyli, Ŝeby znowu we trójkę tworzyli paczkę, tak jak kiedyś. Szkoda, Ŝe Blair 

tak się na nich wkurzyła. 

- Najgorsze jest to, Ŝe właściwie podoba mi się pomysł pójścia do Yale - przyznał się 

Nate. - Blair mnie zabije. 

Serena  wyjrzała  przez  okno.  Facet  od  wyprowadzania  psów  prowadził  naraz 

dwadzieścia psów w stronę Central Parku. Odchylił do tyłu głowę i śpiewał na całe płuca. 

- Ja  właściwie  teŜ  -  stwierdziła,  chociaŜ  nie  była  do  końca  przekonana.  Drew. 

Christian czy Lars? Jak ma zdecydować? - A moŜe powinna zrobić sobie rok przerwy. 

- Moglibyśmy wszyscy wylądować w Yale - myślał na głos Nate. 

No to by było coś. 

- MoŜe  -  zgodziła  się  Serena.  Nagle  uderzyło  ją,  Ŝe  w  bibliotece  panuje  nienaturalna 

cisza.  Zerknęła  ponad  podręcznikiem,  Ŝeby  zobaczyć,  co  się  dzieje,  i  czterdzieści  par  oczu 

szybko odwróciło wzrok. Cała biblioteka podsłuchiwała jej rozmowę. 

CóŜ,  miała  za  swoje,  skoro  rozmawiała  przez  telefon  w  bibliotece,  co,  jak  wszyscy 

wiemy, jest zabronione. 

background image

- Będę juŜ kończyć - rzuciła szybko do Nate'a. - Zaraz i tak będzie dzwonek. 

- Ej - powiedział Nate, nim się rozłączył - czy ta dziewczyna, co goli głowę, nadal robi 

wywiady z ludźmi w parku? 

- Chyba tak - odparła Serena. 

- To super - odpowiedział z roztargnieniem. - Na razie - dodał i rozłączył się. 

Serena  zamknęła  podręcznik.  MoŜe  powinna  zasuszyć  kilka  przysłanych  jej  kwiatów 

w tej ksiąŜce i zrobić dla matki Blair jakąś ładną kartkę albo coś takiego. 

Nate schował telefon do kieszeni i skoczył na górę, Ŝeby pójść do kwiaciarni i wysłać 

matce Blair jakiś bukiet. W ostatniej chwili przypomniał sobie, dlaczego chował się w szatni. 

Brigid nadal siedziała i na niego czekała. 

Obrócił  się,  wrócił  powoli  na  dół  i  wykręcił  numer  411.  Blair  zawsze  mówiła,  Ŝe 

gdyby  mieszkali  razem,  zamawiałaby  trzy  razy  w  tygodniu  kwiaty  od  Takashimayi. 

Naprawdę była marudna, jeśli idzie o kwiaty. Wybrał numer. 

- Chciałbym posłać kwiaty pacjentce szpitala Lenox Hill na Manhattanie - powiedział 

do kobiety po drugiej stronie. 

Jeremy zbiegł ze schodów za jego plecami. 

- To mile - stwierdził, podając kumplowi torbę z szarego papieru i garść reszty. 

- Na bileciku proszę napisać „Całuję, przecinek, Nate” - powiedział Nate. 

To miłe. 

background image

 

tematy    ◄    wstecz    dalej    ►    wyślij pytanie    odpowiedź 

Wszystkie  nazwy  miejsc,  imiona  i  nazwisko  oraz  wydarzenia  zostały  zmienione  lub  skrócone,  po  to  by  nie 

ucierpieli niewinni. Czyli ja. 

 

hej, ludzie! 

 

OGŁOSZENIA O NARODZINACH W „NEW YORK TIMESIE” 

 

Przygotowywałam  dla  nich  ogłoszenie  o 

ś

lubie,  a  teraz  raptem..  hm,  pi

ęć

  miesi

ę

cy  pó

ź

niej  pisz

ę

 

ogłoszenie o narodzinach. Wobec tego: 

 

Yale  Jemimah  Doris  Rose,  córka.  Miała  pojawi

ć

  si

ę

  na  pocz

ą

tku  czerwca,  ale  ten  maty  krasnal  nie 

mógł  si

ę

  doczeka

ć

.  Wobec  tego  urodziła  si

ę

  w  szpitalu  Lenox  Hill  przy  Upper  East  Side  na 

Manhattanie  o  drugiej  siedemna

ś

cie  po  południu.  Dwudziestego  kwietnia,  wczoraj.  Czas  porodu: 

czterdzie

ś

ci  pi

ęć

  minut.  Waga:  pi

ęć

  kilo  i  pi

ęć

dziesi

ą

t  cztery  gramy.  Wzrost:  czterdzie

ś

ci  osiem 

centymetrów.  Gdyby  poczekała  troch

ę

  dłu

Ŝ

ej,  byłaby  jak  Big  Mac,  a  nie  jak  mały  Whopper.  Dumni 

rodzice  to  Eleanor  Waldorf  Rose,  dama  z  towarzystwa,  oraz  Cyrus  Solomon  Rose,  inwestor 

budowlany, mieszkaj

ą

cy  przy Wschodniej Siedemdziesi

ą

tej Drugiej. Rodze

ń

stwo Aaron  Elihue Rose, 

lat siedemna

ś

cie; Tyler Hugh Waldorf Rose, lat dwana

ś

cie, Blair Cornelia Waldorf, lat siedemna

ś

cie, 

która  odpowiada  za  niezwykłe  imi

ę

  dziecka.  Blair  najwidoczniej  ma  nadziej

ę

Ŝ

e  nowa  siostrzyczka 

przyniesie  jej  szcz

ęś

cie  na  uniwersytecie  o  tym  samym  imieniu.  Bóg  jeden  wie, 

Ŝ

e  potrzebuje  tego 

SZCZ

Ę

ś

cia. Matka i dziecko maj

ą

 si

ę

 dobrze. Rodzina wraca do apartamentów jutro popołudniu. 

 

Wasze e - maile 

 

P:

 Droga Plotkaro! 

Zeszłego  wieczoru  zobaczyłam, 

Ŝ

e  mój  starszy  brat  czyta  w  łó

Ŝ

ku  „Treat”.  Zabrałam  mu 

pismo, ale pokazał mi stron

ę

, która tak go wci

ą

gn

ę

ła. Była tam dziewczyna z mojej klasy z 

Constance  w  biustonoszu  do  biegania,  który  był  dla  niej  zdecydowanie  za  mały.  Stała 

razem  z  modelkami  ustawionymi  według  rozmiaru  piersi.  Brat  zapytał,  czy  mo

Ŝ

e  wyrwa

ć

 

sobie  to  zdj

ę

cie  i  powiesi

ć

  w  szafce.  Powiedziałam, 

Ŝ

e  nie,  ale  pewnie  i  tak  kupi  sobie  to 

pismo. Gdybym była na miejscu tej dziewczyny, chyba umarłabym ze wstydu. 

background image

feniks 

 

O:

 Drogi feniksie! 

Miejmy nadziej

ę

 - przez wzgl

ą

d na twoj

ą

 kole

Ŝ

ank

ę

 z klasy - 

Ŝ

e twój brat nie ma zbyt wielu 

kolegów. 

 

Na celowniku 

 

Cała  grupa  dziewczyn  z  ostatniej  klasy  Constance  Billard  w  Wicker  Garden  przy  Madison  Avenue 

grucha  nad  drobiazgami  dla  dzieci.  Ka

Ŝ

dy  pretekst  jest  dobry, 

Ŝ

eby  pój

ść

  na  zakupy.  J  i  E  przy-

padkiem  wsiadaj

ą

  do  tego  samego  autobusu  i  przez  cał

ą

  jazd

ę

  udaj

ą

Ŝ

e  si

ę

  nie  widz

ą

.  Nadal 

gniewaj

ą

 si

ę

 na siebie, hm? V robi sobie fioletowe pasemka w salonie fryzjerskim w Williamsburgu. Ej, 

jak mo

Ŝ

e zrobi

ć

 sobie pasemka, skoro nie ma włosów?! N wychodzi ukradkiem ze szkoły dla chłopców 

Ś

wi

ę

tego Judy po tym, jak ju

Ŝ

 nawet wo

ź

ny wyszedł. Kurcz

ę

, ale z niego paranoik. B w Zitomer przy 

Madison  kupuje  pieluchy  i 

ś

pioszki  z  kaszmiru  za  trzysta  dolarów.  Zgadnijcie,  kto  b

ę

dzie  ulubion

ą

 

starsz

ą

 siostr

ą

 tej małej? S spaceruje po parku i rozdaje kwiaty bezdomnym. Licz

ą

 si

ę

 intencje. 

 

Id

ę

 do kiosku obejrze

ć

 to pisemko! 

Wiem, 

Ŝ

e mnie kochacie. 

plotkara 

background image

rozmiar si

ę

 liczy 

Dan  wszedł  na  pierwszą  lekcję  angielskiego  we  wtorek  i  zobaczył,  Ŝe  wszyscy 

chłopcy w klasie ślęczą nad jakimś pisemkiem dla nastolatek. 

- Ludzie nie zdają sobie sprawy, Ŝe na Ŝywo wyglądają na jeszcze większe - rzucił ze 

swojej  ławki  na  końcu  sali  Chuck  Bass,  najmniej  lubiany  przez  Dana  chłopak  ze  szkoły 

Riverside. 

Chuck  miał  na  sobie  wojskowy,  zielony  beret,  który  odebrał  w  West  Point  w  ostatni 

weekend. To była nowa ulubiona rzecz, z którą - tak jak ze śnieŜną małpką - nie rozstawał się, 

nawet gdy szedł do łazienki. Chuck podniósł wzrok: 

- Mam rację? 

Dan miał nieprzyjemne wraŜenie, Ŝe Chuck mówi do niego. 

- Jakby były napełnione helem albo coś takiego - dodał drugi chłopak, pochylający się 

nad ławką Chucka, Ŝeby na coś spojrzeć. 

Chuck pokręcił głową. Jego ciemne włosy sięgały juŜ prawie podbródka i układały się 

w pazia, którym potrząsał z nieskrywaną dumą. 

- Stary, gdyby były pełne helu, to ona by latała. - Zerknął znowu do pisma. Jego złoty 

sygnet z monogramem i róŜowym oczkiem błyszczał w ostrym świetle. Chuck zerknął znowu 

na Dana. - Stary, to twoja siostra. O co jej, do cholery, chodzi? 

Dan  odruchowo  chciał  powiedzieć  Chuckowi,  Ŝeby  się  pieprzył,  ale  poniewaŜ 

dotyczyło to jego młodszej siostry Jenny, która często pakowała się w róŜne kłopoty, poczuł, 

Ŝe  powinien  sprawdzić,  co  jest  grane.  Usiadł  na  ławce  przed  Chuckiem  i  oparł  stopy  na 

krześle.  Na  podłodze  coś  ruszało  się  w  pomarańczowej  torbie  od  Prady  Chucka.  Nagle 

wyjrzał  z  niej  biały  łebek  o  oczach  jak  złote  kulki.  To  była  małpka  Chucka,  szczerzyła  się 

szatańsko. 

Dan spiorunował wzrokiem Chucka. 

- O co chodzi z moją siostrą? 

Chuck  z  głupawym  uśmieszkiem  podał  mu  pismo.  -  Nie  mów,  Ŝe  nic  o  tym  nie 

wiedziałeś. 

Czasopismo  było  otwarte  na  dwustronicowym  zdjęciu  zatytułowanym  Czy  rozmiar 

background image

piersi  się  liczy?  Artykuł  był  powaŜną  dyskusją  na  temat  pozycji  towarzyskiej  dziewczyn  w 

zaleŜności  od  wielkości  biustu.  Wychodziło  na  to,  Ŝe  jeśli  masz  zbyt  małe  lub  zbyt  duŜe 

piersi, to prawdopodobnie będziesz bojkotowana towarzysko. Jeśli twoje piersi są okrągłe, ale 

nie  potwornie  wielkie,  to  będę  uwaŜać  cię  za  zdzirę.  Popularne  dziewczyny  mają,  zwykle 

ładny, średni rozmiar: 34 B. Dan przyjrzał się zdjęciu. Jenny i pięć innych dziewczyn ubrano 

w  podobne  niebieskie  staniki  do  biegania  i  szorty  z  lycry.  Ustawiono  je  przed  siatką  do 

siatkówki  według  rozmiaru  biustu,  od  największej  do  najmniejszej.  Pozostałe  dziewczyny 

były  modelkami  -  blondynki  o  szerokich,  idealnych  uśmiechach,  płaskich  brzuchach  i  złotej 

opaleniźnie.  Dziewczyna  obok  Jenny  ewidentnie  miała  implanty,  ale  mimo  to  jej  piersi  nie 

były tak wielkie jak Jenny, w stu procentach naturalne. Piersi Jenny wyglądały nienormalnie i 

prawie  dziwacznie,  upchnięte  w  za  małym  staniku  do  biegania.  A  Ŝeby  było  jeszcze  gorzej, 

Jenny wywaliła język, a jej wielkie, brązowe oczy błyszczały tak, jakby bawiła się jak nigdy 

w Ŝyciu. 

- Chryste - mruknął Dan. 

Rzucił czasopismo na ławkę Chucka. Dłonie zaczęły mu się pocić i drŜeć, jak zawsze, 

gdy musiał zapalić. 

Wiedział,  Ŝe  artykuł  ma  na  celu  pomóc  dziewczynom  o  duŜych  piersiach.  I  była  tam 

Jenny,  która  wyglądała  dziwacznie,  ale  sprawiała  wraŜenie  dumnej  z  siebie.  Ale  to  nie 

powstrzyma wszystkich facetów, którzy zobaczą to zdjęcie przed wyrwaniem go, dopisaniem 

jakiegoś sprośnego komentarza, a potem przyklejeniem na drzwiach w toalecie. 

- Piszą  tutaj,  Ŝe  ośmiu  facetów  na  dziesięciu  woli  śliczną  dziewczynę  z  przeciętnym 

biustem od przeciętnej dziewczyny z wielkimi cyckami - rozwodził się Chuck. 

Dziękujemy, kapitanie Dupku. 

To  było  całkiem  oczywiste  dla  Dana,  Ŝe  jego  siostra  tak  bardzo  chciała  zostać 

modelką,  Ŝe  nawet  nie  pomyślała,  jak  będzie  wyglądać  to  zdjęcie.  Z  drugiej  strony,  nie  tak 

dawno bardzo kompromitujące zdjęcia Jenny pojawiły się w Internecie. Ludzie gadali o tym 

dzień albo dwa i było po sprawie. A Jenny w ogóle się tym nie przejęła. Jest jak pan Magoo: 

pakuje  się  na  oślep  w  najbardziej  Ŝenujące  i  dziwaczne  sytuacje,  i  wychodzi  Z  nich  cała  i 

zdrowa,  nikogo  nie  winiąc.  Miał  nadzieję,  Ŝe  tym  razem  będzie  tak  samo,  ale  na  wszelki 

wypadek Dan postanowił ją ostrzec. 

 

Jenny  siedziała  sama  przy  lustrzanej  ścianie  na  tyłach  stołówki  w  podziemiach 

Constance Billard i jadła grillowaną kanapkę z serem i marynatami. Skupiła się na uwaŜnym 

ułoŜeniu  marynat  na  toście  i  próbowała  udawać,  Ŝe  nie  przeszkadza  jej,  Ŝe  je  sama.  Wokół 

background image

niej  panowała  dziwna  cisza,  której  nie  potrafiła  wytłumaczyć,  ale  za  kaŜdym  razem,  gdy 

zerkała w lustra, widziała pochylone nad talerzami głowy koleŜanek ze szkoły, jedzących  w 

ciszy. 

Jasne. Od kiedy dziewczyny w szkole średniej jedzą w ciszy? Tak naprawdę to na sali 

buzowało - buzowało od najświeŜszych, soczystych ploteczek. 

- Słyszałam, Ŝe nawet jej za to nie zapłacili. Zgłosiła się na ochotnika - szepnęła Vicky 

Reinerson. 

- Ale  to  Serena  jej  załatwiła,  pamiętasz?  Na  spotkaniu  grupy?  -  syknęła  Mary 

Goldberg. - Cała była w skowronkach: „Och. Jenny, kaŜdy moŜe być supermodelką”. 

- Łatwo jej mówić - zgodziła się Cassie Inwirth. - Ale wcale mi nie Ŝal Jenny. To takie 

oczywiste, Ŝe tylko chce na siebie zwrócić uwagę. 

- Aha, ale nikt nie Ŝyczyłby sobie takiej uwagi - sprzeciwiła się Vicky. 

Trzy dziewczyny rzuciły ukradkowe spojrzenie na tył głowy Jenny. Jak ona mogła tak 

po prostu siedzieć i jeść lunch, jakby nigdy nic? 

W torbie Jenny zadzwoniła komórka. 

- Hej - odebrała telefon, nawet nie sprawdzając, kto dzwoni. 

Tylko Dan i Elise dzwonili do niej, a z Elise juŜ się nie przyjaźniła. Wsunęła komórkę 

pod włosy, Ŝeby schować ją przed kucharkami. 

- Co jest? 

- Chciałem tylko sprawdzić, czy u ciebie wszystko w porządku - wymamrotał Dan. 

Jenny spojrzała na swoje odbicie w lustrze. Miała dziś we włosach róŜowe metalowe 

spinki i uwaŜała, Ŝe wygląda fajnie i trochę retro. 

- Hm, chyba tak. 

- Więc nikł nic ci nie powiedział ani... - zawahał się Dan. 

- O czym? A co? Zrobiłeś coś dziwnego, Dan? - rzuciła oskarŜycielsko Jenny. 

- O  twoim  zdjęciu  w  czasopiśmie?  Wszyscy  faceci  tutaj  podkradli  to  pisemko 

siostrom. Wieszają zdjęcie w szalkach i takie tam. 

Dreszczyk  przebiegi  Jenny  po  kręgosłupie.  Dan  nie  denerwowałby  się  tak,  gdyby 

zdjęcie było tak dobre, jak myślała, Ŝe jest. 

- Widziałeś je? Co jest nie tak? 

Nie odpowiedział. 

- Dan! - Jenny prawie krzyknęła. - Co jest nie tak? 

- Zdjęcie jest... - Dan szukał słowa. - No dobra, cały artykuł jest o tym, jak to płaskie 

dziewczyny  albo  takie,  co  mają  naprawdę  duŜe  piersi,  nie  są  lubiane.  Artykuł  miał  chyba  je 

background image

pocieszyć,  ale  na  zdjęciu  w  porównaniu  z  resztą  dziewczyn  wyglądasz  jak.  .,  dziwoląg  z 

cyrku.  Zasadniczo  postarali  się,  Ŝeby  twoje  piersi  wyglądały  na  tak  wielkie  jak  ty  na  takie 

dziwadło, jak tylko się dało. 

Jenny odsunęła tacę z jedzeniem i oparła głowę na chłodnym, drewnianym stole. Nic 

dziwnego,  Ŝe  w  stołówce  jest  tak  cicho.  Wszystkie  dziewczyny  szeptały  na  jej  temat, 

dziwadła z wielkimi cyckami. 

Zgadza się. 

To było gorsze niŜ reklama podpasek. Była dziwadłem z cyrku. MoŜe powinna uciec i 

zamieszkać  ze  swoją  neurotyczną  matką  w  Europie  albo  coś  takiego.  Zmienić  imię. 

Ufarbować włosy na pomarańczowo. 

- Jenny? - zapytał cicho Dan. - Przykro mi. 

- NiewaŜne - odparła Ŝałośnie Jenny i rozłączyła się. 

Nadal opierała głowę o stół i marzyła, Ŝeby po prostu zniknąć. 

Nagłe  poczuła  obok  ciepło  ludzkiego  ciała  i  zapach  charakterystycznej  mieszanki 

olejków Sereny. 

- Cześć,  śpiochu.  Więc  Jonathan  Joyce  -  wiesz  kto,  prawda?  -  dzwonił  do  mnie 

strasznie  podekscytowany  twoimi  polaroidami.  Wie,  Ŝe  jesteśmy  kumpelkami  i  koniecznie 

chce zrobić nam razem zdjęcia. Pod koniec tego tygodnia! 

Czy  to  jakiś  okrutny  Ŝart?  Jenny  zacisnęła  mocno  oczy  i  siłą  woli  chciała  zmusić 

Serenę do odejścia. 

- Będziesz mogła zatrzymać część ubrań - dodała Serena. 

Jenny uniosła głowę i wstała chwiejnie. 

- Zostaw  mnie  w  spokoju  -  mruknęła  i  wybiegła  ze  stołówki  prosto  do  pielęgniarki. 

Zamierzała wybłagać, Ŝeby odesłała ją do domu. 

background image

mali futrzani przyjaciele D 

- Pierdzioszku, zobacz  no!  -  Tiphany  posadziła  sobie  fretkę  na  ramieniu  i  pomachała 

łapką  zwierzęcia  w  stronę  białej  małpki  Chucka  Bassa.  Małpa  miała  na  sobie  maleńką 

koszulkę z monogramem C. - Ej, małpko, chcesz się zaprzyjaźnić? 

Vanessa i Tiphany przyszły pod szkołę po Dana. 

- MoŜe lepiej nie - ostrzegła ją Vanessa, wiedząc, Ŝe Dan szczerze nie cierpi Chucka. 

- Ej,  śliczności,  jak  się  nazywasz?  -  Chuck  podszedł  i  podrapał  fretkę  pod  brodą. 

Przytrzymał  małpkę,  tak  Ŝeby  zwierzęta  znalazły  się  nos  w  nos.  -  Ja  nazywam  się 

Cukiereczek. Nie martw się, nie gryzę. Jestem naprawdę słodziutka. 

- A  ja  jestem  Pierdzioszek  -  zaćwierkała  Tiphany  głosem,  którym  według  niej  mogła 

mówić fretka. - I strzeŜ się, bo potrafię pierdnąć! - dodała, zaśmiewając się. 

Dan  otworzył  drzwi  szkoły  i  zamarł  u  szczytu  schodów.  Zarzucił  czarną  torbę  na 

ramię  i  zmruŜył  oczy  w  ostrym  kwietniowym  słońcu.  Przez  całe  popołudnie  martwił  się  o 

młodszą  siostrę.  Jenny  pewnie  była  juŜ  w  domu,  leŜała  na  łóŜku  z  twarzą  w  poduszce, 

całkiem sama. Jego dom znajdował się raptem dwadzieścia przecznic dalej. Powinien zajrzeć 

do niej i ją pocieszyć. Z drugiej strony, kiedy Jenny była smutna, chciała być sama, dokładnie 

tak samo jak on. To rodzinne. 

- Ej, przystojniaku, tutaj! - krzyknęła do niego Tiphany tak głośno, Ŝe szyby mogłyby 

popękać. 

Na  chodniku  stali  Vanessa,  Tiphany  i  Chuck  Bass.  Fretka  Tiphany  i  małpka  Chucka 

siedziały na ramionach swoich właścicieli i obwąchiwały się. 

- Chryste - mruknął Dan. 

MoŜe Chuck teŜ się do nich wprowadzi i będą tworzyć wielką, szczęśliwą rodzinę. A 

moŜe Dan od razu powie Vanessie, Ŝe zamierza zostać na jakiś czas u siebie. Siostra go po-

trzebowała. 

- MoŜemy  odprowadzić  cię  do  domu?  -  Vanessa  odsunęła  się  od  grupy,  kiedy  Dan 

zszedł po schodach z kwaśną miną. Pocałowała go szybko w policzek. 

- Cześć, misiaczku, nie chodź ciągle taki wkurzony. 

Dan  był  zły  i  milczący,  odkąd  się  wprowadził  do  niej  i  zjawiła  się  Tiphany.  To 

background image

zaczynało być trochę meczące, zawsze być tą wesołą osobą w związku. 

„Misiaczku”?  To  tylko  kwestia  dni,  kiedy  Vanessa  podłapie  ten  krzykliwy,  radosny 

sposób mówienia Tiphany, denerwując Dana jeszcze bardziej. 

- Nie  jestem  wkurzony  -  burknął,  piorunując  wzrokiem  Tiphany  i  Chucka,  którzy 

zajmowali się swoimi zwierzętami. - Tylko... 

Tiphany wyciągnęła w jego stronę dwa wskazujące palet jak dwa pistolety i udawała, 

Ŝe strzela. 

- Wiesz  co.  Dan.  chłopcze,  uwaŜam,  Ŝe  twoja  siostra  jest  absolutnie  superowa. 

Pokazanie cycków to najbardziej śmiały feministyczny gest, jaki dziewczyna moŜe wykonać! 

-  Miała  zaplecione  włosy  z  przodu,  a  z  tyłu  zostawiła  coś  w  rodzaju  zwariowanego, 

fioletowoczarnego  szczurzego  gniazda,  co  zapewne,  jej  zdaniem,  było  równieŜ 

feministycznym akcentem. 

Przed  chwilą  Vanessa  starała  się  nie  patrzeć,  gdy  Chuck  pokazywał  Tiphany  zdjęcie 

Jenny, ale nie mogła się powstrzymać. Najśmieszniejsze było to, Ŝe właściwie zgadzała się z 

Tiphany.  Jenny  moŜe  i  nie  prezentowała  się  jak  modelka,  ale  zdecydowanie  wyglądała  na 

odwaŜną. 

- TeŜ tak myślę - zgodziła się, nim zobaczyła minę Dana. 

- Niczego nie pokazała - odparł ze złością Dan. - Jezu, ona ma dopiero czternaście lat. 

- Ej,  to  mi  o  czymś  przypomina  -  powiedziała  Vanessa.  chcąc  zmienić  temat.  -  Na 

wypadek, gdybyś zapomniał, w ten weekend są moje urodziny. Skończę osiemnaście lat! 

Dan zmarszczył brwi. Nigdy wcześniej nie robili z Vanessą wielkiej sprawy z powodu 

urodzin. 

- I  pomyślałam,  Ŝe  teraz,  kiedy  razem  mieszkamy,  moglibyśmy  zrobić  imprezę!  - 

ciągnęła Vanessa. 

Dan  zauwaŜył,  Ŝe  jej  króciutkie  włosy  mają  fioletowawy  odcień,  którego  wcześniej 

nie widział. Imprezę? Vanessa nie cierpiała imprez. To musiał być pomysł Tiphany. 

- Będzie  superowo!  -  krzyknęła  Tiphany.  Złapała  łapę  fretki  i  wskazała  na  małpkę 

Chucka. - Przyjdziesz, prawda? - zapytała tym idiotycznym niby - głosem fretki. 

- Zdecydowanie - zaszczebiotał za małpę Chuck. 

Jasna cholera! 

- Chodź.  -  Vanessa  pociągnęła  Dana  w  stronę  Broadwayu.  To  był  kolejny  słoneczny 

dzień i równy strumień chłopców ciągnął na zachód w stronę parku. - Najpierw chcę nakręcić 

parę następnych wywiadów. Potem pójdziemy do domu i roześlemy zaproszenia e - mailem. 

- Ale... 

background image

- Nie martw się o siostrę - sprzeciwiła się Vanessa, czytając w jego myślach. - Ona jest 

bardziej  pozbierana,  niŜ  myślisz.  -  Pocałowała  go,  próbując  przywołać  uśmiech  na  jego 

posępnych ustach. - To nasza pierwsza prawdziwa impreza! 

Dan pozwolił się pociągnąć Vanessie. Wlókł się za nią, jakby miał nogi z ołowiu. Nie 

cierpiał imprez, poza tym właściwie nie miał przyjaciół. Cała lista gości będzie składała się z 

Chucka,  Tiphany,  małpy  Chucka,  Pierdzioszka  i  towarzyskiego  pariasa  -  jego  siostry  Jenny. 

Niezła impreza. 

Vanessa dźgnęła go w Ŝebra. 

- Daj spokój, uśmiechnij się. Wiesz, Ŝe tego chcesz. 

- Jeśli  się  nie  uśmiechniesz,  to  zaraz  pokaŜę  ci  cycki  -  zagroziła  mu  Tiphany, 

podskakując  obok  nich  na  chodniku.  WłoŜyła  dziś  buty  od  Johna  Fluevoga  w  fioletowo  - 

czarną  kratę.  Rozpięła  wojskową  kurtkę  w  kolorach  maskujących,  którą  poŜyczyła  z  szafy 

Ruby, i wsadziła Pierdzioszka za czarny top. 

- A mogę ci pokazać teŜ moje? - przyłączył się Chuck. 

Małpa  owinęła  dwa  razy  śnieŜnobiały  ogon  wokół  szyi  Chucka.  On,  w  tym  swoim 

wojskowym berecie, i Tiphany właściwie do siebie pasowali. 

Dan zazgrzytał zębami i uśmiechnął się słabo, Ŝeby wreszcie się zamknęli. 

- Uśmiechnął się! - krzyknęły radośnie Vanessa i Tiphany. Przybiły piątkę. 

A  o  to,  co  sobie  myślał  tak  naprawdę  Dan,  gdy  się  uśmiechał:  college  Evergreen 

znajdował  się  na  drugim  końcu  kontynentu,  na  północno  -  zachodnim  wybrzeŜu  Pacyfiku. 

DuŜo tam padało, a ludzie byli przygnębieni. Nigdy nie brał powaŜnie pod uwagę moŜliwości 

studiowania tam, ale pomału to miejsce zaczynało wyglądać jak raj na ziemi. 

background image

N obna

Ŝ

a... dusz

ę

 

Central Park jak zawsze w słoneczne popołudnie pełen był dzieciaków jeŜdŜących na 

rolkach, deskach, grających we frisbee i dziewczyn w górach od bikini, udających, Ŝe leŜą na 

plaŜy w St. Tropez. 

Vanessa ustawiła kamerę w tym samym miejscu co zwykle, obok fontanny Bethesda. 

Tiphany  wyjęła  Pierdzioszka  spod  bluzki  i  zaczęła  go  kąpać.  Dan  trzymał  się  z  tylu.  Kupił 

sobie  wielkiego  ciepłego  loda  od  ulicznego  sprzedawcy  przy  promenadzie.  Usiadł  na  ławce 

parkowej i czekał na Vanessę, modląc się, Ŝeby Tiphany dała mu spokój. 

- Więc  myślę,  Ŝe  mogę  być  szczęśliwy  w  West  Point  -  zwierzał  się  przed  kamerą 

Chuck.  -  O  ile  znajdę  w  pobliŜu  kogoś,  kto  zajmie  się  Cukiereczkiem,  Ŝebym  mógł  go 

odwiedzać. I nie zmuszą mnie do ogolenia głowy, bez obrazy. Dostanę większe łóŜko od tych 

malutkich łóŜeczek polowych, na których kaŜą spać frajerom. 

Najwidoczniej czeka go bolesne przebudzenie. 

- Mama  obiecała  otworzyć  mi  rachunek  u  Balducciego,  Ŝeby  przesyłali  mi  pudełko 

brie,  kawioru,  czekolady  i  cygar  raz  w  tygodniu  -  dodał.  -  Będę  tęsknił  za  swoim 

mieszkaniem,  ale  lepsze  to  niŜ  nic...  -  Urwał  i  schował  twarz  w  krezę  białego  futra  na  szyi 

Cukiereczka. - West Point - powiedział przytłumionym głosem. - Pieprzone West Point. 

Nagle  obok  pojawił  się  Nate  Archibald.  Chuck  uniósł  twarz  i  wyszczerzył  zęby  we 

wstrętnym uśmieszku, jakby przed chwilą wcale nie był bliski płaczu. 

- Skończyłem,  jeśli  chcesz  być  następny  -  powiedział.  Najwyraźniej  nie  miał  ochoty 

obnaŜać duszy w obecności drugiego faceta. Wstał i zaniósł małpę do miejsca, gdzie Tiphany 

kąpała fretkę. - Mogę w czymś pomóc? - zaćwierkał małpim głosem. 

Nate wsunął ręce do kieszeni spodni khaki i przestąpił z nogi na nogę. Potem usiadł na 

miejscu Chucka. 

- Chyba naprawdę schrzaniłem sprawę - przyznał się przed kamerą. - Chodzi o to, Ŝe 

Ŝycie  mojej  dziewczyny  jest..,  jak  katastrofa  pociągów,  a  ja  nawet  nie  mogę  do  niej 

zadzwonić. - Jego zielone oczy były smutne, gdy patrzył, jak Tiphany płucze Pierdzioszka w 

strumieniu wody płynącej z fontanny. 

- Zdecydowałeś,  do  którego  chcesz  iść  college'u?  -  zapytała  Vanessa.  Nie  miała  nic 

background image

przeciwko  słuchaniu  o  Ŝyciu  miłosnym  tego  chłopaka,  ale  film  miał  być  o  wybieraniu 

college'ów. 

Nate zmarszczył brwi. 

- O  to  właśnie  chodzi  -  wyjaśnił.  -  Yale.  Teraz  chcę  iść  do  Yale.  -  Pokręcił  głową  i 

uśmiechnął się smutno, patrząc pod nogi. - Za Ŝadne skarby nie pójdę do Brown. A druŜyny 

lacrosse  w  pozostałych  szkołach  nie  są  równie  dobre...  -  Oparł  się  do  tyłu  na  łokciach  i 

mruŜąc  oczy,  spojrzał  w  niebo.  -  Wiem,  Ŝe  to  ona  powiedziała,  ale  ja  chyba  teŜ  w  to 

wierzyłem:  Ŝe  w  końcu  się  pobierzemy.  -  Znowu  usiadł  prosto,  zdjął  postrzępioną,  bordową 

czapkę z daszkiem szkoły Świętego Judy i potarł ze zmęczenia oczy. - Teraz juŜ nie wiem. 

Tiphany podeszła z Pierdzioszkiem do Vanessy i przycisnęła jego zimne, mokre ciałko 

do jej karku. 

- Aaaj! - wrzasnęła Vanessa, prawie wypuszczając kamerę Potem obydwie z Tiphany 

wybuchnęły histerycznym rechotem. 

Nate wstał, nadal głęboko zamyślony odszedł spacerkiem. 

Siedzący na ławce Dan wyrzucił lody do kosza i zapalił papierosa. To dziwne, ale on i 

Nate  praktycznie  myśleli  o  tym  samym.  Dan  zawsze  myślał,  Ŝe  juŜ  zawsze  będą  razem  z 

Vanessą. Teraz nie był tego taki pewien. 

background image

 

tematy    ◄    wstecz    dalej    ►    wyślij pytanie    odpowiedź 

Wszystkie  nazwy  miejsc,  imiona  i  nazwisko  oraz  wydarzenia  zostały  zmienione  lub  skrócone,  po  to  by  nie 

ucierpieli niewinni. Czyli ja. 

 

hej, ludzie! 

 

GLINDA, DOBRA WRÓ

ś

KA 

 

No  dobra,  wi

ę

c  ka

Ŝ

dy  chciałby  mie

ć

  matk

ę

  chrzestn

ą

  -  dobr

ą

  wró

Ŝ

k

ę

.  Có

Ŝ

,  pewna  młoda,  dorodna 

dziewczyna, która pochodzi  z Upper West Side i regularnie co tydzie

ń

 popełnia  najbardziej 

Ŝ

enuj

ą

ce 

Ŝ

yciowe  bł

ę

dy,  ma  akurat  tak

ą

  dobr

ą

  wró

Ŝ

k

ę

  w  postaci  wysokiej,  pi

ę

knej  blondynki  z  ostatniej  klasy. 

Jak wszyscy  wiemy,  S to  mistrzyni  zamieniania  niesławy  w magi

ę

. Na razie na  to nie  wygl

ą

da, ale J 

mo

Ŝ

e sta

ć

 si

ę

 nast

ę

pn

ą

 Jessic

ą

 Simpson! Albo jeszcze lepiej, nast

ę

pn

ą

 S... 

 

DZIWNE TOWARZYSTWO 

 

Jednym  z  powodów,  dla  którego  nie  mo

Ŝ

emy  doczeka

ć

  si

ę

  pój

ś

cia  do  college'u  w  przyszłym  roku, 

niezale

Ŝ

nie  od  tego,  gdzie  si

ę

  dostali

ś

my,  jest  to, 

Ŝ

e  wreszcie  b

ę

dziemy  mieszka

ć

  samodzielnie  bez 

rodziców,  nia

ń

,  gospody

ń

,  ochroniarzy  czy  kogokolwiek  innego,  kto  ma  na  nas  oko.  Nawet  je

ś

li 

niektórzy z nas maj

ą

 własne skrzydło domu albo pi

ę

tro, nawet je

ś

li mamy własne kuchnie i tak dalej, 

to i tak chcemy si

ę

 wynie

ść

. No chyba 

Ŝ

e ju

Ŝ

 si

ę

 wyprowadzili

ś

cie - jak kto

ś

, kogo znamy - i z powodu 

pewnych nieproszonych go

ś

ci nic z tego nie wynika ... 

 

PRAWDA NA TEMAT LIBERTY, LOLITY CZY JAK SI

Ę

 TAM TERAZ PRZEDSTAWIA 

 

Powiem wam, co słyszałam. Ta nosz

ą

ca fretk

ę

 dziewczyna z dziwnie zaplecionymi fioletowoczarnymi 

włosami?  Kiedy

ś

  była  mił

ą

  dziewczynk

ą

.  To  znaczy, 

Ŝ

e  chodziła  do  dobrej,  prywatnej  szkoły  dla 

dziewcz

ą

t  przy  Upper  East  Side,  mieszkała  w  domu  w  mie

ś

cie,  grała  w  tenisa.  W  ostatniej  klasie 

postanowiła  si

ę

  zbuntowa

ć

.  „Zapomniała”  zło

Ŝ

y

ć

  podanie  do  college'u,  przestała  chodzi

ć

  do  szkoły  i 

zacz

ę

ta szwenda

ć

 si

ę

 po kraju,  zarabiaj

ą

c piercingiem. Zawsze, kiedy ko

ń

czy jej si

ę

 kasa, wraca  do 

miasta, 

Ŝ

eby paso

Ŝ

ytowa

ć

 na znajomych i okra

ść

 ich z ubra

ń

. Zawsze jest taka radosna, 

Ŝ

e chwil

ę

 to 

trwa, nim ludzie si

ę

 zorientuj

ą

background image

 

Wasze e - maile 

 

P:

 Droga P! 

Jestem szefem poło

Ŝ

nictwa i ginekologii w szpitalu Lenox Hill na porodówce. Akurat byłem 

na dy

Ŝ

urze, gdy wpadła do nas rodz

ą

ca kobieta ze swoj

ą

 nastoletni

ą

 córk

ą

. Raptem chwil

ę

 

ź

niej  zostałem  wezwany  do  nast

ę

pnego  nagłego  przypadku,  ale  i  tak  byłem  pod 

wra

Ŝ

eniem tego, jak córka pomagała matce. Chciałem dowiedzie

ć

 si

ę

, jak si

ę

 nazywa, 

Ŝ

eby 

zarekomendowa

ć

  j

ą

  do  Yale  na  kurs  przygotowuj

ą

cy  do  studiów  medycznych,  który  sam 

sko

ń

czyłem. Jej matk

ę

 zarejestrowano pod nazwiskiem Rose, ale nigdzie nie mog

ę

 znale

źć

 

danych córki. Mo

Ŝ

esz mi pomóc? 

drpieprz 

 

O:

 Drogi drpieprzu! 

My

ś

l

ę

Ŝ

e ten kto

ś

 b

ę

dzie miał wspaniały dzie

ń

.., nie, wspaniałe 

Ŝ

ycie! 

 

P:

 Droga P! 

Nie  uwa

Ŝ

asz, 

Ŝ

e  to  raczej  nie  w  porz

ą

dku  przył

ą

czy

ć

  si

ę

  do  naprawd

ę

  zamkni

ę

tego 

stowarzyszenia, które co

ś

 znaczy dla swoich członki

ń

, a potem zupełnie zapomnie

ć

 o nim i 

nawet nie zadzwoni

ć

? To wła

ś

ciwie po co si

ę

 przył

ą

cza

ć

cnotka 

 

O:

 Droga cnotko! 

Nigdy nie zrobiła

ś

 czego

ś

, czego potem 

Ŝ

ałowała

ś

 

Na celowniku 

 

B  chodzi  po  Owczej  Ł

ą

ce  z  nosidełkiem  od  Burberry'ego  i  z  opatulon

ą

  w 

ś

rodku  mał

ą

  siostrzyczk

ą

Najwyra

ź

niej  B  odnalazła  w  sobie  mi

ę

kk

ą

  i  czuł

ą

  stron

ę

.  S  i  jej  słynny  fotograf  mody  wybieraj

ą

  w 

Jeffreyu  stroje  do  sesji  zdj

ę

ciowej.  Wybrali  mi

ę

dzy  innymi  wyszywany  kryształami  obcisły  top  bez 

rami

ą

czek, do którego S zwyczajnie nie miałaby co wsadzi

ć

. Albo planuje zafundowa

ć

 sobie implanty, 

albo wykorzysta

ć

 atrapy, albo ten top jest dla innej dziewczyny. .. N ogl

ą

da u Tiffany'ego nieskazitelne 

drobiazgi  ze  srebra  dla  małych  dzieci.  Mo

Ŝ

e  mi  kupi

ć

  grzechotk

ę

,  kiedy  tylko  zechce.  W  Five  and 

Dime w Williamsburgu V i dziewczyna o czarnofioletowych włosach ta

ń

cz

ą

 w szeregu cong

ę

 razem z 

C i jego małp

ą

. Bez komentarza. A gdzie był D? Bez komentarza. 

 

Jeszcze jeden dzie

ń

 do weekendu, a ju

Ŝ

 słysz

ę

 plotki o imprezie. 

Wiem, 

Ŝ

e mnie kochacie. 

background image

plotkara 

background image

prezentacja w szkole 

- To jest Yale w kocyku dla dzieci, który kupiłam u Hermesa. A to ona i Kitty Minky, 

jak  oglądają  razem  ze  mną  Śniadanie  u  Tiffany'ego  na  fotelu  bujanym.  Widzicie,  nawet  ma 

takie skarpetki kotki z malutkimi uszkami i wąsikami! 

Piątkowe  poranne  spotkanie  dziewczyn  z  najstarszej  klasy  Constance  Billard  to 

świętość. Na pól  godziny  siadały na podłodze w maleńkiej, pustej sali na czwartym piętrze, 

piły cappuccino, wymieniały się plotkami i opiniami na temat świeŜo kupionych ciuchów. W 

ten  piątek  po  raz  pierwszy  od  urodzenia  się  Malej,  Blair  pojawiła  się  w  szkole,  więc  pół 

godziny przeznaczono na prezentację. 

- A tu śpi w swoim małym koszyczku. 

- Och! - zachwyciło się jednocześnie trzydzieści dziewczyn. 

- A skąd ma tę fantastyczną srebrną zabawkę, krowę przeskakującą księŜyc? - zapytała 

Laura Salmon. 

- To od Tiffany'ego. Prezent. 

Od  Nate'a,  dodała  w  myślach  Serena,  która  siedziała  na  uboczu.  Nate  nawet  dzwonił 

do niej z Tiffany'ego, Ŝeby pomogła mu wybrać coś ładnego. 

- Ten  koszyk,  w  którym  śpi,  jest  prześliczny  -  dodała  Isabel  Coates.  -  Bardzo  mi  się 

podobają te róŜowe wstąŜki na uchach. 

Dzięki,  pomyślała  Serena.  Zamówiła  ten  koszyk  w  butiku  dla  dzieci  na  południu 

Francji, skąd go jej przesiano. 

- Był ręcznie wyplatany z witek wierzbowych przez mnichów z Alzacji - wyrwało się 

Serenie. - Powinien zostać w rodzinie jako pamiątka rodowa. 

Więc to znaczy, Ŝe to prezent takŜe dla Blair. 

Blair  podniosła  wzrok  znad  aparatu  cyfrowego.  Nie  odzywały  się  do  siebie  z  Sereną 

od  czasu  tego  nieszczęsnego  wspólnego  otwierania  listów  z  college'ów.  To  było  całkiem 

oczywiste,  Ŝe  hojne  prezenty  dla  dziecka  od  Sereny  i  Nate'a  przesłane  matce  Blair,  byty  tak 

naprawdę  propozycją  zawarcia  pokoju.  Ale  Blair  nigdy  nie  wybacza  łatwo  i  nie  zapomina 

szybko. 

Zadzwonił  pierwszy  dzwonek.  Stłoczona  grupka  dziewczyn  jęknęła  i  zaczęła  się 

background image

rozchodzić,  zabierając  ksiąŜki,  ołówki,  gumy,  szczotki  do  włosów  i  wszystko,  co  potrzebne, 

Ŝeby przeŜyć kolejny dzień. Ociągały się jednak, Ŝeby podsłuchać kłótnię Sereny i Blair. 

Serena  nie  ruszyła  się  z  miejsca.  Obejmowała  kolana  i  patrzyła,  jak  Blair  układa 

rzeczy w za małym, błękitnym plecaku Fendi. 

- Ona jest śliczna - stwierdziła szczerze Serena. 

Blair lekko uśmiechnęła się zadowolona z siebie. Tak, Yale była śliczna. 

- Jak ci poszło w weekend? - zapytała zdecydowanie. - Gdzie zamierzasz studiować? 

To  było  podstępne  pytanie.  Jeśli  Serena  powie,  Ŝe  w  Yale,  to  z  oczu  Blair  wystrzeli 

ogień,  który  spopieli  Serenę.  Jeśli  powie,  Ŝe  do  innej  szkoły,  to  skłamie,  bo  tak  naprawdę 

jeszcze  się  nie  zdecydowała.  Ale  Yale  było  najbliŜej  miasta,  był  tam  Lars  i  Whiffenpoofs,  i 

panowała pewna sztywność typowa dla Nowej Anglii, która przypominała jej dom. Poza tym 

o ile zabawniej byłoby, gdyby ona, Nate i Blair znowu byli przyjaciółmi i poszli tam razem? 

Przesunęła się na pupie po miękkim, czerwonym dywanie w stronę Blair i zaczęła jej 

tłumaczyć. 

- Właściwie  to  się  zakochałam.  We  wszystkich.  We  wszystkich  szkołach.  - 

Zaczerwieniła  się  i  odgarnęła  pasmo  włosów  za  ucho.  -  Zakochałam  się  w  moich 

przewodnikach. Wszyscy byli chłopcami i byli tacy... 

Blair uniosła rękę i przewróciła oczami. Czy ludzie w ogóle się zmieniają? 

- Nie chcę tego słuchać. 

Właściwie to chciała i wiedziała, Ŝe Serena i tak jej powie. 

- A  co  z  twoim  weekendem?  -  zapytała  zaciekawiona  Serena.  -  Jak  było  w 

Georgetown? 

Blair znowu przewróciła oczami i dotknęła odruchowo włosów. 

- Nie chcesz wiedzieć. 

Serena wzruszyła ramionami. 

- To niewaŜne. I tak dostaniesz się do Yale - stwierdziła z przekonaniem. 

Zadzwonił  drugi  dzwonek,  ale  dziewczyny  guzdrały  się,  zerkając  na  Serenę  i  Blair 

ukradkiem, udając, Ŝe piją z pustych kubków cappuccino. 

- Słyszałam, Ŝe Serena podpisała na przyszły rok wielki kontrakt jako modelka i odda 

Blair  swoje  miejsce  w  Yale.  Blair  musi  tylko  udawać,  Ŝe  jest  Sereną  -  szepnęła  do  Isabel 

Coates Kati Farkas. 

A Serena będzie udawała, Ŝe kim jest? Kate Moss? 

- Słyszałam,  Ŝe  ona  i  Blair  zamierzają  zabrać  do  Yale  swoje  dzieci  i  załoŜyć  grupę 

wsparcia dla lesbijek z dziećmi - syknęła Isabel Coates. 

background image

- O  mój  BoŜe.  Widziałam  wczoraj  Serenę  u  ginekologa  mojej  matki  -  wyrwała  się 

Laura Salmon. - Czekałam na mamę i wtedy usłyszałam, jak Serena mówi mu, Ŝe złapała te 

wszystkie świństwa od facetów, z którymi spała w ten weekend. Fuj! 

- Czekaj, myślałam, Ŝe się pokłóciły - zauwaŜyła Kati. - Patrzcie, obejmują się. 

Wszystkie zerknęły przez ramię na Serenę i Blair, które się przytulały. 

- Nate dzwonił z dziesięć razy dziennie, Ŝeby zapylać o ciebie - mruknęła Serena, gdy 

przycisnęła policzek do twarzy Blair. 

Blair zagryzła usta. 

- Przysłał Yale naprawdę śliczną zabawkę. 

- Wiesz,  Ŝe  cię  kocha  -  powiedziała  Serena,  chociaŜ  wcale  nie  musiała.  -  I  wszyscy 

jesteśmy o wiele szczęśliwsi, gdy się nie kłócimy. 

- Aha - zgodziła się Blair. 

Ale Nate i tak będzie musiał osobiście się wykazać. Nie Ŝeby Blair była taka trudna do 

zdobycia. 

background image

glinda, dobra wró

Ŝ

ka i jej mały pomocnik 

- Mogę tu usiąść? - zapytała Elise w porze lunchu w piątek. 

- Nie wiem, po co chcesz tu siadać - burknęła Jenny. 

Odkąd  jej  potworne  zdjęcie  pojawiło  się  w  tym  czasopiśmie,  przemykała  się  ze 

spuszczoną  głową  i  unikała  za  wszelką  cenę  publicznych  miejsc.  JuŜ  samo  bycie  w  szkole 

było  dość  nieznośne.  Ale  ojciec  zmusił  ją  do  pójścia,  więc  teraz  siedziała,  jak  zwykle,  pod 

lustrzaną ścianą i piorunowała wzrokiem własne odbicie. 

- Przyniosłam ci lody. - Elise usiadła po drugiej stronie i pchnęła deser w stronę Jenny. 

Jenny odsunęła lody. Ogłosiła strajk głodowy. 

- Nie jestem głodna. Właściwie to juŜ miałam wyjść - dodała nadąsana. 

Więc Elise znowu chciała się przyjaźnić? Szczerze mówiąc, Jenny miała to gdzieś. 

Elise  przelewała  miód  z  małego  plastikowego  pojemniczka  do  filiŜanki  z  herbatą, 

zaczynając małą ceremonię herbacianą, którą codziennie urządzała samotnie w czasie lunchu, 

odkąd pokłóciły się z Jenny. 

- Po  prostu  posiedź  ze  mną  przez  chwilę  -  poprosiła,  a  w  jej  glosie  pobrzmiewała 

desperacja. 

Jenny zmarszczyła brwi. 

- A dlaczego miałabym to zrobić? 

Elise zamieszała herbatę i ostroŜnie wypiła łyk. 

- Nie wiem. - Rozejrzała się po sali, jakby kogoś szukała. - Bo cię proszę? 

Jenny westchnęła cięŜko i wstała. 

- Słuchaj,  idę  do  pracowni  komputerowej,  dobra?  -  Przynajmniej  mogła  się  tam 

schować  przed  złośliwym  wzrokiem  koleŜanek,  udając,  Ŝe  wysyła  e  -  maile  do  przyjaciół, 

których nie miała. - Do zobaczenia. 

Elise złapała ją za rękę. 

- Czekaj. Siadaj. Poczekaj minutę. 

Jenny wyrwała rękę. 

- O co ci chodzi? 

Piegowata twarz Jenny zaczerwieniła się jak burak. 

background image

- Ja tylko... 

Wtedy Serena posadziła swój śliczny tyłek przy ich stoliku i Elise westchnęła z ulgą. 

- Myślałam, Ŝe będę musiała usiąść na niej, Ŝeby ją tu przytrzymać - burknęła. 

- Co jest grane? - dopytywała się Jenny. 

Więc teraz Elise i Serena połączyły  siły  w torpedowaniu jej Ŝycia, Ŝeby  było jeszcze 

gorsze? Po prostu pięknie. Serena wyciągnęła z torby stertę czasopism. 

- Zanim  cokolwiek  powiesz,  pokaŜę  ci  tylko  rzeczy,  które  robił  Jonathan  Joyce.  - 

Przekartkowała pisma i zaczęła pokazywać jej zdjęcia. - To. I to. A jakie to jest super, nie? 

Jenny  patrzyła  tępo  na  zdjęcia.  Modelki  wygłupiające  się  na  łóŜku  w  delikatnym 

makijaŜu  albo  całkiem  bez,  w  starych  koszulkach,  workowatych,  męskich  spodniach. 

Dziewczyna siedząca z nogami podciągniętymi pod siebie, pijąca mleko. MęŜczyzna całujący 

psa.  Stewardesa  śpiąca  na  lotnisku,  przykryła  płaszczem  pilota.  Nie  było  w  tych  zdjęciach 

niczego prowokacyjnego. Były po prostu dobre. 

- Chce  zrobić  nam  zdjęcia  w  sobotę  na  karuzeli w  Central  Parku  -  ciągnęła  Serena.  - 

Ciuchy  są  niesamowite.  Jonathan  zebrał  juŜ  całą  szafę  ciuchów,  które  razem  wybraliśmy.  - 

Rozpromieniła  się  w  uśmiechu  do  Jenny.  -  A  najlepsze  jest  to,  Ŝe  cokolwiek  włoŜymy  do 

zdjęć, moŜemy potem zatrzymać. 

Jenny nie wiedziała, co powiedzieć. Jasne, Ŝe brzmiało to niesamowicie. A moŜliwość 

zatrzymania  ciuchów  to  dodatkowy  plus,  ale  skąd  miała  wiedzieć,  czy  to  nie  kolejny 

upokarzający numer w stylu „spójrzcie na tę dziewczynę Z wielkimi cyckami”. 

- W  sobotę  wybieram  się  na  imprezę  urodzinową  w  Williamsburgu  -  sprzeciwiła  się 

nieporadnie. 

- Ale dopiero wieczorem - odparła Elise. - Mogłabym pójść z tobą na sesję i gwizdać 

w gwizdek albo wrzeszczeć za kaŜdym razem, gdy uznam, Ŝe twoja godność jest naraŜona na 

szwank. 

Zostaw  sprawy  w  rękach  Elise,  a  na  pewno  określi  je  fachowymi  terminami, 

wyczytanymi w poradnikach matki. Jenny skrzyŜowała ręce na tej części ciała, przez którą jej 

godność była najbardziej naraŜona na szwank. 

- Kazałam mu obiecać, Ŝe nie zrobi nam Ŝadnych zbyt śmiałych zdjęć - dodała Serena. 

- On i tak jest zainteresowany tylko naszymi twarzami. 

Jenny  przyjrzała  się  swojemu  odbiciu  w  lustrze  na  ścianie.  Miała  ładną  twarz,  a  ten 

słynny facet chciał ją sfotografować. Co w tym złego? 

Wzięła głęboki wdech. 

- No dobra, spróbujmy. 

background image

- Hura! - Serena objęła ją mocno. - Będzie niesamowicie, sama zobaczysz! 

Pozostałe dziewczyny jedzące w stołówce spojrzały na nie zaciekawione. 

- MoŜe  Jenny  zgodziła  się  oddać  tłuszcz  z  cycków  do  implantów  dla  Sereny  - 

zasugerowała odwaŜnie Mary Goldberg. 

A moŜe Serena znalazła idealny sposób, Ŝeby uniknął spotkania z bandą wielbicieli z 

Ivy League, którzy przyjadą do niej w sobotę! 

background image

 

tematy    ◄    wstecz    dalej    ►    wyślij pytanie    odpowiedź 

Wszystkie  nazwy  miejsc,  imiona  i  nazwisko  oraz  wydarzenia  zostały  zmienione  lub  skrócone,  po  to  by  nie 

ucierpieli niewinni. Czyli ja. 

 

hej, ludzie! 

 

O CO CHODZI Z T

Ą

 IMPREZA? 

 

Otó

Ŝ

 b

ę

dzie na Brooklynie, a ludzie którzy j

ą

 urz

ą

dzaj

ą

, to nie ten typ, z którym zwykle si

ę

 spotykamy 

towarzysko. Jednak w ten  weekend praktycznie nie dzieje si

ę

 nic poza tym, a impreza  zale

Ŝ

y nie od 

tych,  którzy  j

ą

  urz

ą

dzaj

ą

,  ale  od  tych,  którzy  na  ni

ą

  przychodz

ą

.  Wi

ę

c  proponuj

ę

:  wybierzmy  si

ę

  i 

zabierzmy ze sob

ą

 wszystkich, których znamy, i rozkr

ęć

my zabaw

ę

. Łapiecie? 

 

Wasze e - maile 

 

P:

 Droga P! 

Chodz

ę

 do Georgetown i słyszałam, 

Ŝ

e w tym roku tak wielu ludzi wybrało ten uniwersytet 

jako wyj

ś

cie awaryjne, 

Ŝ

e teraz  pracownicy robi

ą

  wszystko, aby  przyci

ą

gn

ąć

 ch

ę

tnych. Na 

przykład  w  ten  weekend  wysyłaj

ą

  grup

ę

  dziewczyn  do  Nowego  Jorku, 

Ŝ

eby  zwerbowały 

wszystkie dzieciaki, które si

ę

 dostały. 

gshock 

 

O:

 Droga gshock! 

Czy  ta  grupa  dziewczyn  nie  ma  przypadkiem  ufarbowanych  na  blond  włosów  i  blizn  po 

goleniu na nogach? 

 

P:

 Droga P! 

Jestem  na  Yale  w  ramach  programu  dla  oficerów  rezerwy,  to  znaczy, 

Ŝ

e  moj

ą

  nauk

ę

 

sponsoruje wojsko i jednocze

ś

nie odbywam słu

Ŝ

b

ę

 podstawow

ą

. Oficer odpowiedzialny za 

mój  program  dostał  list  od  tej  dziewczyny,  która  pisze, 

Ŝ

e  jest  na  li

ś

cie  rezerwowych  do 

Yale,  ale  wzi

ę

łaby  udział  w  programie  wojskowym,  gdyby  zagwarantowano  jej  miejsce  na 

background image

uczelni. Wobec tego mój przeło

Ŝ

ony postanowił wysła

ć

 mnie do Nowego Jorku, 

Ŝ

ebym si

ę

 z 

ni

ą

  spotkała.  Dziewczyna  napisała  na  dziwacznej  papeterii  z  wzorkiem  z  butów  i  doło

Ŝ

yła 

do listu zdj

ę

cie małej siostrzyczki, która nazywa si

ę

 Yale. Ta dziewczyna to jaka

ś

 wariatka, 

nie? 

Ŝ

ołnierka 

 

O:

 Droga 

Ŝ

ołnierko! 

Nie wiesz, w co si

ę

 pakujesz. Dam ci rad

ę

: włó

Ŝ

 hełm. 

 

Na celowniku 

 

N  w  FAO  Schwarz  próbuje  wybra

ć

  mi

ę

dzy  wypchanym  kucem  naturalnej  wielko

ś

ci  a  zabawk

ą

  do 

łó

Ŝ

eczka,  która  odtwarza  DVD  i  MP3.  To  miłe, 

Ŝ

e  jest  taki  hojny  i  w  ogóle,  ale  to  zaczyna  by

ć

 

ś

mieszne.  S  i  J  kupuj

ą

,  co  dusza  zapragnie  u  Bendela,  podczas  gdy  przyjaciółka  J,  E,  posłusznie 

taszczy za nimi torby. B zaznajamia siostrzyczk

ę

 z działem obuwniczym w Barneys, gdzie wszyscy ju

Ŝ

 

znaj

ą

  jej  imi

ę

.  Dziesi

ę

ciu  przystojnych  chłopaków 

ś

piewa  w  poci

ą

gu  z  New  Haven  piosenk

ę

  z  West 

Side Story. Ta przyjaciółka V, co chodzi z fretk

ą

, kupuje w sklepie monopolowym w Williamsburgu cały 

wór alkoholi. Chyba kto

ś

 solidnie przygotowuje si

ę

 do imprezy? Pó

ź

nym wieczorem D siedzi samotnic 

w knajpce w Williamsburgu i pisze. Mo

Ŝ

e urodzinowy wiersz dla V

Sami nie zapomnijcie i nie zapomnijcie powiedzie

ć

 znajomym, 

Ŝ

eby nie zapomnieli - jutro wieczorem 

zaszalejmy na Brooklynie. 

 

Do zobaczenia na miejscu! 

Wiem, 

Ŝ

e mnie kochacie. 

plotkara

 

background image

a on my

ś

lał, 

Ŝ

e nikt nie przyjdzie 

- Wszystkiego  najlepszego.  -  Dan  wręczył  Vanessie  wiersz,  który  napisał  dla  niej,  i 

oparł się o framugę drzwi. - Chciałem ci go dać, zanim wszyscy się zejdą. 

- Tylko nie mów „o ile ktoś przyjdzie” - ostrzegła go Vanessa. - Przyjdą. 

Oparła  się  o  urny  walkę  w  łazience  i  mruŜąc  oczy  do  odbicia  w  lustrze,  nałoŜyła  na 

usta  fioletowoczarną  szminkę  Tiphany,  potem  usiadła  na  sedesie  i  zaczęła  czytać  na  glos 

wiersz. 

 

rzeczy które kochasz 

czarne 

podkute buty 

martwe gołębie 

brudny deszcz 

ironia 

ja 

 

rzeczy które kocham 

papierosy 

kawa 

ty i twoje ramiona z kości słoniowej 

ale te rzeczy 

zaczynają się nam gubić 

 

- Dzięki - powiedziała Vanessa. 

ZłoŜyła kartkę i schowała ją do szuflady toaletki pod umywalką, gdzie Ruby trzymała 

wszystkie swoje mazie do włosów i makijaŜu. 

To była dość dziwna reakcja na wiersz, który miał być słodko - gorzki. 

- Jezu,  człowieku,  powinieneś  zacząć  brać  jakieś  pigułki  szczęścia  -  mruknęła  z 

korytarza  Tiphany.  -  Jak  moŜesz  pisać  na  urodziny  dla  dziewczyny  wiersz,  który  jest  taki 

background image

melancholijny?  -  Odepchnęła  Dana  z  przejścia,  złapała  szminkę  leŜącą  na  umywalce  i 

pomalowała  usta.  -  Na  górze  róŜe,  na  dole  fiołki.  -  Pociągnęła  Vanessę,  Ŝeby  wstała,  i 

pocałowała ją w policzek, zostawiając rozmazany fioletowoczarny ślad. Potem pocałowała ją 

w drugi policzek. - Słonko, wyglądasz seksownie cała w buziakach! 

Dziewczyny  zachichotały  i  obejrzały  się  w  lustrze.  Tiphany  miała  na  sobie  czarną 

jedwabną koszulkę na ramiączkach z szafy Ruby. 

- Ładna bluzka - zauwaŜyła Vanessa. 

- Ładne spodnie - odparła Tiphany. 

Vanessa  poŜyczyła  od  Ruby  dół  od  piŜamy  w  paski  zebry,  który  właściwie  całkiem 

nieźle  komponował  się  Z  czarną  dŜinsową  minispódniczką,  czarną  koszulką  i  wojskowymi 

butami. SkrzyŜowanie Blondie z Sex Pistols. 

Dan  poszedł  sobie,  Ŝałując,  Ŝe  Tiphany  jak  zwykle  była  chamska  i  podsłuchała  jego 

wiersz.  To  co  z  tego,  Ŝe  nie  był  szczęśliwy,  radosny  i  zabawny?  Mimo  wszystko  to  był 

miłosny wiersz. I zawierał pewien przekaz, gdyby tylko Vanessa poświęciła chwilę, Ŝeby go 

uchwycić. 

- Pomyślałam, Ŝe dzisiaj jest dobry wieczór na małe przekłuwanie - ogłosiła Tiphany. 

Vanessa  spojrzała  w  lustro  na  odbicie  Tiphany,  która  nie  miała  przekłutych  nawet 

uszu. 

- Serio? Gdzie na przykład? 

Tiphany wyszczerzyła zęby i poruszyła złowróŜbnie brwiami. 

- Nie chodzi o mnie, głuptasie! Tylko o ciebie! 

Kilka razy zadzwonił dzwonek z dołu. Tiphany złapała Vanessę za rękę i wyciągnęła z 

łazienki. 

- Zaprosiłam parę osób. Nie masz nic przeciwko? 

- Pewnie,  Ŝe  nie  -  odparła  Vanessa,  ciesząc  się,  Ŝe  moŜe  uciec  od  rozmowy  o 

piercingu. 

Dan  wpuścił  gości  i  chwilę  potem  oddział  ogromnych  facetów  w  zakurzonych, 

wysmarowanych farbą kombinezonach wmaszerował do mieszkania w roboczych buciorach. 

- Cześć, chłopcy. - Tiphany wyciągnęła woskowy worek z salonu i otworzyła go. Był 

pełen  półlitrowych  butelek  wódki  Grey  Goose.  -  To  moja  ekipa  budowlana.  Nie  mówią  za 

dobrze  po  angielsku.  -  Wręczyła  kaŜdemu  butelkę,  a  jedną  otworzyła  dla  siebie.  -  Czas  się 

bawić! 

Dan poszedł do kuchni i zrobił sobie kubek ohydnej kawy. Goście z budowy pachnieli 

rozpuszczalnikiem  do  farb  i  pewnie  byli  psychopatami,  tak  samo  jak  Tiphany.  Ale  jeśli  nie 

background image

mówią po angielsku, nie będzie musiał z nimi rozmawiać, a to dobrze. 

Vanessa nie miała nic przeciwko obecności bandy obcych facetów w mieszkaniu, o ile 

zachowywali  się  jak  naleŜy.  Teraz  przynajmniej  to  przypominało  imprezę.  Podeszła  do 

sprzętu i włoŜyła płytę zespołu Ruby. PoniewaŜ to jej urodziny, trochę tęskniła za siostrą. 

- „ Pocałuj mnie w tyłek!” - zawodziła Ruby z głośników. 

- „Serena!  Właśnie  poznałem  dziewczynę  o  imieniu  Serena!”  -  na  klatce  schodowej 

rozległ się chór bardziej melodyjnych głosów. 

Frontowe  drzwi  nadal  były  otwarte.  W  korytarzu  stał  chłopięcy  blondyn,  a  za  nim 

dziewięciu  innych  chłopaków,  wszyscy  w  granatowych  garniturach,  krawatach  z  Yale  i  z 

czerwonymi róŜami w butonierkach. 

- Serena juŜ jest? - zapytał blondyn. 

Właściwie to nie tyle zapytał, co wyśpiewał pytanie. 

-  Nieeee,  jeeeeszczeee  nieee  -  odpowiedziała,  zawodząc  Tiphany.  -  Ale 

weeejdźeieeee! - Podała kaŜdemu butelkę wódki. - Tańczycie teŜ czy tylko śpiewacie? 

Dan  stał  w  kuchni,  palił  jednego  papierosa  za  drugim  i  Ŝłopał  kawę.  Impreza 

zamieniała się w coś w stylu West Side Story - budowlańcy kontra śpiewacy. MoŜe nawet się 

pobiją. 

Vanessa  przysiadła  na  parapecie  i  filmowała  ludzi.  Impreza  rozwijała  się  w  tak 

nieprzewidywalny sposób, Ŝe nie miała pojęcia, co będzie za chwilę. 

Wtedy frontowe drzwi uchyliły się i do mieszkania wpadła biała małpa w koszulce z 

monogramem C. 

- Cukiereczek!  -  krzyknęła  Tiphany,  porywając  małpkę  na  ręce.  -  Pierdzioszek  śpi  w 

szafie. Ale gdyby wiedział, Ŝe tu jesteś, załoŜę się, Ŝe wyszedłby i pobawił się z tobą. 

- Ktoś ma ochotę na cygaro? - zapytał Chuck Bass, wymachując garścią cygar. - Lokaj 

mojego ojca właśnie przywiózł całą walizkę z Kuby. 

Lokaj? 

Whiffenpoofs  i  ekipa  budowlana  Tiphany  poczęstowała  się  cygarami.  Tiphany 

zaniosła małpę Chucka do szafy, w której na dnie spał Pierdzioszek, zwinięty na ulubionym 

szarym  swetrze  Dana.  -  Bez  Ŝadnych  wygłupów  tam,  dobra,  dzieciaki?  -  powiedziała, 

przymykając trochę drzwi, Ŝeby zapewnić zwierzakom odrobino prywatności. Odwróciła się 

do Vanessy. - A co teraz powiesz na przekłuwanie? 

Vanessa uśmiechnęła się nerwowo. 

- Właściwie to zawsze chciałam mieć kolczyk w wardze. 

- Zrobione!  -  Tiphany  złapała  za  koszulę  jednego  ze  swoich  krzepkich  kumpli  z 

background image

budowy. - Lód, igły, wódka i zapałki. Do łazienki. JuŜ - rozkazała, odpychając go. 

Nagle  w  drzwiach  pojawiły  się  cztery  blondynki  w  szarych  bluzach  z  Georgetown. 

Trzymały się za ręce. 

- Jest juŜ Blair Waldorf? - zapytała jedna z nich. 

- Jeszcze  nie  -  odparła  Tiphany,  jakby  znała  Blair  przez  całe  Ŝycie.  Podała  kaŜdej 

butelkę wódki. - A ja zajmuję się w łazience piercingiem, gdyby któraś była zainteresowana. 

Cztery  dziewczyny  spojrzały  po  sobie.  Oczy  błyszczały  im  z  podniecenia.  Zawsze 

chciały mieć takie same tatuaŜe. Takie same kolczyki w pępku to nawet jeszcze lepiej. 

- Zróbmy to! - zawołały chórem. 

Vanessa  odłoŜyła  kamerę  i  poszła  za  dziewczynami  do  łazienki.  W  końcu  to  jej 

urodziny. Czemu nie? 

Bo będzie bolało jak diabli? 

background image

B i N 

Yale  miała  niańkę  na  pełny  etat,  która  mieszkała  w  pokoju  razem  z  Myrtle.  Ale  za 

kaŜdym razem, gdy  Blair usłyszała płacz dziecka, pędziła do pokoju, nim zdąŜyła tam dojść 

niania, i głaskała łysą główkę dziecka tak długo, aŜ się uspokajało. Robiła to tak regularnie, Ŝe 

opiekunka nawet nie wstawała, gdy słyszała płacz Yale przez elektroniczną nianię, bo juŜ po 

chwili Blair gruchała nad dzieckiem „Kto jest moją małą księŜniczką?” głosem, którego nikt 

by się po niej nie spodziewał. 

Jednak tego wieczoru niańka musiała zająć się pracą, bo Blair wychodziła. 

- Wrócę za dwie godziny - obiecała siostrzyczce. 

Taksówka  wysadziła  ją  przy  Broadwayu  w  Williamsburgu,  na  odcinku,  który  moŜna 

było  opisać  tylko  jako  Ŝałosny.  Śmieci  walały  się  po  całym  chodniku,  a  kaŜde  drzwi 

pomazane były  graffiti. Blair podejrzewała, Ŝe ta dziwaczka z ogoloną  głową, Vanessa, i jej 

siostra uwaŜały, Ŝe mieszkanie w takim miejscu świadczy o tym, jakie są twarde, wyluzowane 

i nowojorskie. Blair jednak mogła się obyć bez tego wszystkiego, wielkie dzięki. Piąta Aleja 

wystarczała jej w zupełności. 

Weszła  na  kawał  betonu  upstrzony  gołębimi  kupami,  który  słuŜył  za  schodek,  i 

zadzwoniła  do  mieszkania  Vanessy.  Zero  reakcji.  Zadzwoniła  znowu.  I  ponownie:  zero 

reakcji. Co ma teraz zrobić? 

- Chyba zostawili otwarte drzwi - usłyszała znajomy glos. 

Blair odwróciła się i zobaczyła Nate'a, który stał nieco niŜej od niej, na chodniku. No 

proszę, oboje znaleźli się na Brooklynie. Co za niespodzianka. 

Jakby Nate nie był powodem, dla którego zjawiała się na tej imprezie. 

- Przyszłam tylko zobaczyć, kto przyjdzie. Nie mogę zostać zbyt długo - powiedziała 

pośpiesznie. 

Nate  wyglądał  na  zmęczonego  i  trochę  rozczochranego,  ale  w  słodki  sposób.  Jakby 

zdrzemnął się w ubraniu. Właściwie to wyglądał właśnie tak, jak ona się czuła. 

- Ja  teŜ  -  odpowiedział,  nieśmiało  przyglądając  się  Blair  błyszczącymi,  zielonymi 

oczami. - Ładnie wyglądasz. Podobają mi się.., twoje włosy. 

Blair dotknęła włosów. Nate był jedyną osobą na całym świecie, która zauwaŜyła, Ŝe 

background image

jej włosy są odrobinę ciemniejsze niŜ zwykle. 

- Dzięki. 

- Co tam słychać w domu, u dziecka i w ogóle? - zapytał. 

Schował ręce do kieszeni, jakby nie wiedział, co z nimi zrobić. 

Ktoś wyrzucił przez okno butelkę wódki, która roztrzaskała się z pięć metrów od nich. 

Blair zeszła z betonowego schodka. Nie zamierzała wchodzić na górę, nie teraz. 

- Yale jest... - Urwała, jakby szukała właściwych słów do opisania siostry. - Idealna - 

stwierdziła w końcu. 

W jej oczach lśnił pełen szczęścia blask, którego nigdy wcześniej tam nie było. 

- Chciałbym ją kiedyś zobaczyć - dodał Nate. 

Blair wzięła go za rękę. Co robili na imprezie na Brooklynie, na którą Ŝadne z nich nie 

miało ochoty iść? 

- Zobaczmy ją teraz. 

W  tym  samym  momencie  zatrzymała  się  taksówka  i  wysiedli  z  niej  Serena,  Jenny, 

Elise  i  dwóch  facetów  w  podobnych,  Ŝółtych  jak  banany  garniturach  od  Dolce  &  Gabbana. 

Podjechała kolejna taksówka i wysiadły z niej cztery modelki w strojach Carmen Mirandy z 

misami  owoców  na  głowie.  Podjechała  następna  taksówka  z  modelkami  i  Raves  -  tak,  cały 

zespół minus lider, który właśnie odszedł. 

- Nasza  limuzyna  padła,  więc  musieliśmy  wziąć  taksówki  -  wyjaśniła  Jenny, 

chichocząc wesoło. 

Blair złapała mocniej Nate'a za rękę i pociągnęła w stronę pustej taksówki. 

- Chodź. 

Serena mrugnęła do nich, gdy pakowali się na tylne siedzenie. 

- Wy dwoje, tylko nie rozrabiajcie! 

Blair  uśmiechnęła  się  i  oparła  głowę  na  podgłówku  ze  sztucznej  skóry.  Noga  Nate'a 

dotykała jej uda i Blair cała płonęła od ciepła jego ciała. Czuła się jak Sandy z Grease, kiedy 

odjeŜdŜała  z  Dannym  podrasowanym  wozem,  zostawiając  wszystkich  na  zabawie  szkolnej. 

To było zawsze całkiem jasne dla Blair, co polem zrobią Sandy i Danny, skoro Sandy miała 

na sobie te seksowne, skórzane spodnie i w ogóle. Nic mógł oderwać od niej rąk. 

Tylko ciebie chcę, och, kochanie! 

Nate wsunął dłoń między kolana Blair i tak ją zostawił. 

Och, ona na pewno nie będzie rozrabiać. 

background image

J podró

Ŝ

uje ze 

ś

wit

ą

 

Dan  ledwo  poznał  siostrę.  Ona  i  Serena  wpadły  na  imprezę  i  wyglądały  jak  gwiazdy 

filmowe  w  takich  samych  turkusowo  -  czarnych  legginsach  w  paski,  białych,  spiczastych 

bulach  do  kostek  i  turkusowych  skórzanych  kamizelkach.  Włosy  miały  roztrzepane,  usta 

pomalowane na jaskrawy róŜ, a na powiekach sztuczne rzęsy. 

SkrzyŜowanie motocyklistki z lat osiemdziesiątych i Ekipy wyrzutków. 

śeby było jeszcze lepiej, za nimi zjawiła się ekipa modelek i ludzi od mody prosto z 

sesji  zdjęciowej  oraz  członkowie  bardzo  nowego  i  bardzo  popularnego  zespołu  Raves.  Elise 

teŜ  się  zjawiła,  w  pomarańczowym  jednoczęściowym  kombinezonie,  który  podarował  jej 

Jonathan Joyce za to, Ŝe była taka kochana w czasie sesji. 

Jenny podeszła nonszalancko do Dana i pocałowała go w policzek. 

- Wszystkiego  najlepszego!  -  pisnęła,  chociaŜ  doskonale  wiedziała,  Ŝe  to  nie  jego 

urodziny. Bawiła się jednak jak nigdy w Ŝyciu i jechała na adrenalinie. - Gdzie Vanessa? 

Dan wsadził do ust dziewięćdziesiątego papierosa tego wieczoru i zapalił go szybko. 

- W łazience, przekłuwa sobie wargę - odparł z goryczą. 

- Super! - Jenny znowu pocałowała go w policzek. - Ale impreza! 

Zespól zaczął rozstawiać sprzęt w salonie. Elise podeszła, Ŝeby odciągnąć Jenny. 

- Przepraszam. Danielu, chciałabym coś pokazać Jennifer. - Złapała Jenny za łokieć. - 

Musisz to zobaczyć. W szafie. 

CzyŜby zwierzaki poszły na całość? 

Dan nie wiedział, czym tak się martwił. Jenny nic się nie stało. MoŜe to jest ta róŜnica 

miedzy  czternastolatkiem  i  osiemnastolatkiem.  Kiedy  masz  czternaście  lat,  coś,  co  dziś 

wydaje się końcem świata, jutro moŜe całkiem pójść w zapomnienie. Kiedy masz osiemnaście 

lat, twoje Ŝycie zbliŜa się właściwie do końca. 

Och, błagam! On nawet nie skończył osiemnastu lat! 

Zespół  zaczął  grać  i  natychmiast  ludzie  zaczęli  podskakiwać.

 

W  ciągu  ostatniej 

godziny do mieszkania sączył się równy strumień i pokoje były juŜ zapchane dzieciakami ze 

wszystkich  prywatnych  szkól  na  Manhattanie.  Teraz,  kiedy  w  drugim  semestrze  ostatniej 

klasy  nie  było  waŜne,  czy  znali  Vanessę,  czy  nie.  Daj  im  tylko  pretekst,  Ŝeby  poszaleć,  a 

background image

ludzie natychmiast się zjawią. 

Dan  nie  miał  specjalnie  ochoty  na  taniec  i  szaleństwo.  Zamiast  tego  postanowił  się 

upić.  Poszedł  do  salonu,  złapał  butelkę  wódki  z  na  wpół  opróŜnionego  worka  Tiphany,  a 

polem przykucnął pod ścianą, Ŝeby pić i patrzeć na zespól. Chuck Bass tańczył z dziewczyną 

z  Georgetown.  ŚwieŜo  przekłuty  pępek  dziewczyny  był  zaklejony  plastrem,  a  metalowy 

gwizdek na łańcuszku na szyi podskakiwał i uderzał ją w mocno zadarty nos. 

ZwaŜywszy na to, z kim tańczy, gwizdek moŜe jej się naprawdę przydać. 

Dziewczyna  w  mundurze  polowym,  w  hełmie  i  z  tabliczką  identyfikacyjną  podeszła 

do Dana i zasalutowała mu. 

- Widziałeś Blair Waldorf? - zapytała. 

Dan pokręcił głową i pociągnął potęŜny łyk wódki. Nie był za bardzo pewien, czym to 

się objawi, ale czuł, Ŝe jego własne szaleństwo jest juŜ całkiem blisko. 

background image

S nie panuje nad swoimi chłopcami 

Serena  tańczyła  z  dwoma  gejami,  stylistami  z  sesji  zdjęciowej.  Ich  Ŝółte  garnitury 

gryzły  się  z  turkusowo  -  czarnymi  legginsami  w  tak  jaskrawy  sposób,  zupełnie  w  stylu  lat 

osiemdziesiątych, Ŝe nie miała dość. 

- Serena? - wysoki chłopak w okularach w srebrnych oprawkach pojawił się przed nią 

i wziął ją za rękę. Serena przestała tańczyć, serce biło jej szybko. To był Drew, z Harvardu. A 

moŜe z Brown? 

- Cześć  -  powiedziała  powoli,  trzepocząc  sztucznymi  rzęsami.  Wskazała  na 

zwariowane pasiaste legginsy i spiczaste, białe buty. - Widzisz, tak się zwykle ubieram. 

Starała  się  umieścić  Drew  we  właściwym  miejscu.  Chłopcy  juŜ  zdąŜyli  jej  się 

pomieszać. Grał na ksylofonie czy był malarzem? 

Drew  uśmiechnął  się  lekko.  Wyglądał  trochę  niepewnie  W  porządnie  zaprasowanym 

komplecie od J. Crew i brązowych, zamszowych butach. Wyglądało to tak, jakby nie mógł się 

doczekać,  kiedy  Serena  powie  „Zwijajmy  się  z  tej  dziury  i  chodźmy  na  kawę  gdzieś,  gdzie 

jest miło i cicho”. 

Serena  zawahała  się.  Chciała  być  taką  dziewczyną,  naprawdę  chciała.  Dziewczyną, 

która  pije  kawę  ze  swoim  chłopakiem.  Jak  para.  Ale  nie  chciała  tego  dość  mocno,  Ŝeby 

odpuścić sobie imprezę. 

Nagle ktoś złapał ją w talii i pochylił naprawdę mocno. Serenę zatkało, gdy spojrzała 

na twarz o mocnej, kwadratowej szczęce nierozgarniętego kolegi z pokoju Drew. 

- Och! - zawołała z szeroko otwartymi oczami. 

- Pamiętasz  Wade'a?  -  powiedział  Drew,  sprawiając  wraŜenie  jeszcze  bardziej 

speszonego. - Upierał się, Ŝeby przyjechać. 

Wade przyciągnął ją do siebie i pocałował w usta. Cmok! 

- Nie cieszysz się? - zapytał. 

Serena  nie  chciała  wyjść  na  łatwą,  ale  musiała  przyznać,  Ŝe  się  cieszy.  Jeśli  o  nią 

chodzi,  im  więcej,  tym  weselej.  Drobna  kobieta  o  jasnorudych  włosach  z  grzeczną,  czarną 

torebką od Kate Spade przyciśniętą do boku zapytała: 

- Znasz Nate'a Archibalda? 

background image

Serena pokiwała głową. 

- JuŜ wyszedł. 

Drew  nadal  stał  obok  niej,  z  dłońmi  w  kieszeni,  i  wyglądał,  jakby  potrzebował 

jakiegoś zajęcia. 

- To mój przyjaciel Drew - przedstawiła go kobiecie. - Studiuje w... 

- Harvardzie  -  dokończył  Drew,  wyciągając  dłoń  w  ten  swój  niezręczny,  uroczy 

sposób. 

Na  drugim  końcu  pokoju  Whiffenpoofs  zaczęli  robić  chórki  dla  Raves.  Brzmieli 

fantastycznie.  Serena  stanęła  na  palcach  i  pomachała  do  nich,  a  chłopcy  przesłali  jej  całusa. 

Ale czy kogoś nie brakowało? Artysty z Brown. CzyŜby nie kochał jej tak jak reszta? 

Kochał i to jeszcze jak. 

Ludzie tłoczyli się przy oknach, wyglądając na coś, co działo się na ulicy. 

- Weźmiesz mnie na barana? - poprosiła słodko Wade'a. 

Wade podniósł Serenę do okna, a ona spojrzała ponad głowami wyglądających, Ŝeby 

sprawdzić,  co  jest  grane.  Na  ulicy  ktoś  malował  sprayem  w  odcieniach  zieleni  i  złota.  To 

Christian.  Jego  ciemna  głowa  pochylała  się  w  skupieniu  nad  pracą.  W  miarę  jak  malowidło 

nabierało  kształtu,  stało  się  jasne,  Ŝe  to  portret  Sereny  z  zielonymi  motylami  we  włosach  i 

złotymi skrzydłami wyrastającymi u ramion, jakby była jakimś przepięknym aniołem. 

Serena  zachichotała  zawstydzona  krzykliwym  uwielbieniem  ze  strony  Christiana,  ale 

jednocześnie  rozkoszowała  się  tą  sytuacją.  MoŜe  tak  naprawdę  nie  szukała  prawdziwej 

miłości. MoŜe tylko.., miłości. A miłości wokół niej nie brakowało. 

background image

grzechotka B podnieca N 

- Idź tą stroną pokoju - szepnęła Blair. - Tam jedna deska trzeszczy. 

Nate  ruszył  za  nią  do  pokoju  dziecinnego,  oświetlonego  jedynie  światłem  lampki 

nocnej  w  kształcie  księŜyca,  w  stronę  koszyka  wyłoŜonego  białą  koronką,  w  którym  spała 

Yale.  W  kącie  obok  okna  stał  jabłkowity  kuc  naturalnej  wielkości,  którego  Nate  kazał 

przysłać z FAO Schwarz. Patrzył na nich jak wartownik. 

Dziecko  leŜało  na  plecach  zawinięte  w  róŜowy  kocyk.  Twarzyczkę  miało 

pomarszczoną, czerwoną i nowiutką. 

- Popatrz, jak jej oczka ruszają się pod powiekami - szepnęła Blair. - Coś jej się śni. 

Nate  nie  potrafił  wyobrazić  sobie,  co  moŜe  się  śnić  komuś  tak  nowemu  na  tym 

świecie, ale podejrzewał, Ŝe to musiało być coś podobnego do jego snów po tym, jak solidnie 

przypalił. Nic się w nich nie działo, po prostu czuł. I zawsze budził się głodny. 

Blair  sięgnęła  do  koszyka  i  wyjęła  srebrną  grzechotkę.  Wyglądała  jak  maleńka 

sztanga. 

- NaleŜała  do  mnie,  gdy  byłam  mała.  -  Obróciła  ją.  -  Widzisz  maleńkie  ślady  po 

zębach? 

Podała  grzechotkę  Nate'owi.  Na  pierwszy  rzut  oka  wydawała  się  gładka,  ale  kiedy 

przyjrzał jej się uwaŜnie, zobaczył setki wgnieceń. To Ŝadne zaskoczenie, Ŝe Blair od samego 

początku  była  nieposkromiona  w  gryzieniu,  obsesyjna  i  agresywna.  Ale  teraz  był  w  niej 

spokój, jakby uspokajanie dziecka nauczyło ją wyciszać siebie. 

Nate  oddał  grzechotkę,  która  hałaśliwie  zagrzechotała.  Yale  natychmiast  zaczęła  się 

kręcić  i  szlochać,  wymachiwać  nóŜkami  i  rękoma  we  wszystkich  kierunkach.  Jej  mała 

twarzyczka zmarszczyła się jak suszona morela. 

Blair pochyliła się nad koszykiem i wzięła siostrę na ręce. 

- Ćśśś - szepnęła. - To nic takiego. Śpij dalej. - Pokołysała Yale, aŜ dziecko przestało 

marudzić.  Potem  połoŜyła  je  z  powrotem  i  opatuliła  kocykiem.  -  No  proszę.  Spij  juŜ  - 

powiedziała znowu i spojrzała na Nate'a. 

- Jest piękna - powiedział łamiącym się głosem. 

W milczeniu wziął Blair za rękę i wyciągnął na korytarz. Zamknęła drzwi do pokoju 

background image

dziecka. Nate objął ją mocno i przycisnął gwałtownie usta do jej warg. 

- Moich rodziców nie ma w domu - szepnął jej we włosy. 

W mieszkaniu panowała taka cisza, Ŝe Blair prawie słyszała bicie swojego serca. Tyler 

i Aaron oglądali filmy w bibliotece, a matka z Cyrusem wyszli. Ale nie mogła pójść do łóŜka 

z  Nate'em,  kiedy  Yale  spała  niewinnie  w  pokoju  obok.  Zamknęła  oczy,  pocałowała  go  i 

powiedziała: 

- Dobrze, jestem gotowa. 

Wreszcie. 

background image

J nie mo

Ŝ

e si

ę

 doczeka

ć

 skandalicznej przyszło

ś

ci 

Jenny nigdy nie była wielką tancerką, ale jak mogła nie tańczyć w tych zwariowanych 

spiczastych  białych  butach?  Niesamowite  w  skórzanej  turkusowej  kamizelce  było  to,  Ŝe 

trzymała  wszystko  na  miejscu.  śadnego  podskakiwania.  śadnego  przypadkowego  obijania 

się. śadnego falowania. Ale nawet bez tej kamizelki dobrze by się bawiła. Lepiej niŜ dobrze. 

Raves  przestali  grać  i  ogłosili,  Ŝe  robią  sobie  krótką  przerwę.  Za

 

to  Whiffenpoofs 

dopiero się rozkręcali. 

- „Raz,  dwa,  i  raz,  dwa,  trzy”  -  zaczęli  śpiewać  zgodnym  jak  zawsze  chórem  a 

cappella. - .Jenny, och. Jenny” - zaczęli nucić dla niej. - „Mała siostrzyczka Sereny. Jennifer. 

Nie są do siebie podobne. Jedna wysoka, druga niska, ale to najbardziej szalone dziewczyny 

na świecie”. 

Serena podeszła i objęła Jenny, kołysząc się w rytm piosenki. Pozostali imprezowicze 

kręcili  się  po  pokoju,  nie  zwracając  specjalnej  uwagi  na  nic,  skoro  prawdziwa  muzyka  się 

skończyła. 

- .Jennifer ma cyce jak donice” - zaśpiewał głośno pijany Chuck Bass. 

Zataczając się i kręcąc tyłkiem, przeszedł obok dziewczyn. Na ramieniu miał małpę, a 

na głowie wojskowy beret. W pokoju rozległy się chichoty. 

Ups. 

- Wiesz, Ŝe kiedyś to zrobili? - dziewczyna z Scaton Arms szepnęła do przyjaciółki. - 

Przyłapali  ich  w  październiku  na  imprezie.  W  łazience.  Była  całkiem  naga,  a  Chuck  dorwał 

się do niej w toalecie. 

- Myślałam, Ŝe jest gejem - stwierdziła dziewczyna w nowiutkiej koszulce z Vasar. 

- „KaŜdy chce złapać Jenny za wielkie cyce!” - zawodził wstrętnie Chuck. 

- „Chuck Bass ma owłosiony tyłek!” - odgryzła się Serena. - Olej go - powiedziała do 

Jenny. 

Ale  zamiast  zrobić  się  sina  ze  złości  i  wstydu,  Jenny  chichotała.  Dwa  tygodnie  temu 

występ Chucka dobiłby ją. Ale teraz wszyscy śmiali się z niego, a nie razem z nim. Mając juŜ 

za  sobą  skandal,  a  właściwie  dwa  albo  trzy,  z  których  wyszła  cało,  stała  się  bardziej 

elastyczna. Miała swoją przeszłość, swoją historię. Była dziewczyną, o której ciągle się mówi. 

background image

Z wielkimi piersiami i z całą resztą, ona - Jennifer - skazana była na sukces. 

A jeśli trafi jej się wyjątkowo paskudny zakręt w Ŝyciu i wszystko popsuje się tak, Ŝe 

nie da się tego naprawić, to zawsze moŜe wyjechać do szkoły z internatem, jak groził jej oj-

ciec.  Wtedy  będzie  mogła  stworzyć  sobie  nowy  wizerunek.  MoŜe  nawet  wróci  ze  szkoły  z 

internatem i stworzy nową siebie, tak jak zrobiła to Serena. 

MoŜe nawet będzie miała tylu chłopaków co Serena. Pewnego dnia. 

background image

D odkrywa nowy talent 

- Mogę wziąć dymka, brachu? - zapytał Damian Polk, gitarzysta grupy Raves i jeden z 

ulubionych muzyków Dana. 

Dan  był  zbył  pijany,  Ŝeby  obecność  gwiazdy  zrobiła  na  nim  wraŜenie.  Wyciągnął 

pogniecioną, do polowy opróŜnioną paczkę cameli, którą otworzył pół godziny temu. Damian 

zapalił  papierosa  Ŝółtą  plastikową  zapalniczką  Dana.  Gitarzysta  miał  na  sobie  płócienny 

brązowy płaszcz wojskowy ze słowami po fińsku - albo czymś w tym rodzaju - wypisanymi 

w przypadkowym układzie czarnym kolorem. To był taki płaszcz, jaki uchodził tylko na kimś 

naprawdę sławnym. 

- Nie wiesz przypadkiem, kto tu mieszka? - zapytał. 

- Ja - odpowiedział pijany Dan. - Tak jakby. Z dziewczyną. To mieszkanie jej starszej 

siostry, ale ona wyjechała. - Postanowił nie wspominać o Tiphany. Wolał myśleć, Ŝe Tiphany 

nie istnieje. Jak się teraz nad tym zastanowił, to skojarzył, Ŝe przez cały wieczór nie widział 

ani Tiphany, ani Vanessy. Jak długo moŜe trwać przekłuwanie, zastanawiał się. W głowie mu 

się ćmiło od wódki. 

Damian pokiwał głową w zamyśleniu. 

- A  masz  pojęcie,  kto  napisał  te  wszystkie  piosenki  w  oprawionych  w  czarną  skórę 

notatnikach, które leŜą w drugim pokoju? 

Dan zaczął się nagle zastanawiać, czy nie zemdlał i czy ta rozmowa przypadkiem mu 

się nie śni. 

- Wiersze - poprawił go i zamrugał, słysząc radosną piosenkę, którą śpiewali dla jego 

siostry Whiftenpoofs. Wysoki chłopak w okularach w drucianych oprawkach i niska kobieta o 

jasnorudych  włosach  tańczyli  w  salonie  tango.  -  To  moje  wiersze.  -  Spróbował  wstać,  ale 

kostki mu się wykrzywiły i znowu opadł na ścianę. Jeśli w końcu się nie niszy, to się zsika. 

Damian odsunął płaszcz do tyłu i przykucnął przed Danem. 

- Mówię ci człowieku, to są piosenki. 

Dan gapił się nieprzytomnie na słynną dwunastocentymetrową bliznę, która przecinała 

równie  słynne  czoło  Damiana.  Miała  być  po  wypadku  na  rowerze  do  akrobacji.  Uszkodziło 

mu teŜ mózg, czy jak? 

background image

- Człowieku, to ja je napisałem - upierał się. - To są wiersze. 

- Piosenki.  Piosenki,  piosenki,  piosenki.  -  Damian  wyciągnął  dłoń  i  pomógł  Danowi 

wstać. - Chodź, pokaŜę ci. 

Dan,  zataczając  się,  ruszył  za  Damianem,  wpadając  na  ludzi  i  bełkocząc 

„przepraszam”. 

- Kiedy zaczniecie znowu grać? - ktoś wrzasnął. 

- Niedługo, dupku - mruknął Damian i pokazał fucka. 

Pokój  Vanessy  był  równie  zatłoczony  co  salon.  Pozostali  członkowie  zespołu 

przysiedli na łóŜku i grzebali w notatnikach Dana. 

- Widziałeś  ten?  Ma  tytuł  Zdziry  -  powiedział  do  Damiana  gitarzysta  basowy, 

pokazując  wiersz.  -  To  byłaby  superballada  miłosna,  wściekła.  Idealna  piosenka  na  środek 

koncertu. Zwłaszcza po tej śmiesznej Zabić fretkę. 

Dan  gapił  się  na  nich.  Nadal  istniała  spora  szansa,  Ŝe  śni  albo  umarł,  po  tym  jak 

nadepnął na niego któryś z ogromnych kolesiów Tiphany z budowy. 

Damian pchnął go przed siebie. 

- Znalazłem gościa, który je napisał. Wygląda dość dobrze, Ŝeby u nas śpiewać. 

Dan. chwiejąc się, stanął przed resztą. Śpiewać? 

- A  potrafi?  -  zapytał  perkusista,  obrzucając  Dana  spojrzeniem  od  stóp  do  głów  i 

ciągnąc się za dziwaczne, przeraŜające wąsy. Raves mieli specyficzny styl. Trochę kojarzyli 

się ze starszym bratem, trochę z seryjnym mordercą. 

Śpiewać? 

Damian klepnął Dana w plecy. 

- Spróbuj, co? To w końcu twoje piosenki. Zaśpiewaj je tak, jak chcesz. Gramy dość 

głośno,  więc  moŜesz  sobie  powrzeszczeć.  -  Znowu  poklepał  Dana.  -  Po  prostu  mają  dobrze 

brzmieć, jasne? 

- Jasne. 

Poszedł  za  zespołem  do  salonu.  Miał  wraŜenie,  jakby  jego  ciało  było  marionetką  w 

rękach  jakiegoś  maniakalnego  lalkarza  z  pokręconym  poczuciem  humoru.  Po  chwili 

zorientował się, Ŝe zdejmuje koszulę. 

CóŜ, w końcu był w zespole. 

Perkusista walnął kilka razy w bębny i w pokoju rozległ się szmer oczekiwania. 

- Zagramy  najpierw  Zabić  fretkę,  dobra?  -  zapytał  Dana.  Dan  kiwnął  głową.  Ledwo 

znał słowa, ale był tak zalany, Ŝe ledwo artykułował. 

Gorączkowy,  ostry  rytm  uzupełniała  falująca  melodia  na  basie.  Muzyka  idealnie 

background image

pasowała do wiersza albo piosenki, czy jak to tam, do cholery, nazwać. 

- .Jesteś  głodna?  Coś  tu  mam  dla  ciebie!  Zdychaj,  fretko!  Zdychaj!”  -  wrzasnął  do 

mikrofonu Dan. - .Zmęczyłaś się? Chodź, to cię uśpię! Zdychaj fretko! Zdychaj!” 

- Zdychaj fretko! - zanucili w chórku Whiffenpoofs. 

Pokój był pełen i ludziom natychmiast udzieliło się szaleństwo chwili. Zaczęli tańczyć 

pogo i zrzucać ubrania. 

Dan zerwał z siebie koszulkę. A co, do cholery? Pokazał wszystkim fucka. 

- „Chcesz więcej? To sobie weź! Zdychaj, fretko! Zdychaj!” 

No dobra, moŜe był kompletnie zalany, ale i tak lepsze to niŜ rozczulanie się nad sobą 

i siedzenie w zakurzonym kącie. 

Przynajmniej  teraz  wiedział,  po  tych  wszystkich  latach,  Ŝe  pisał  pokręcone,  chore 

piosenki, a nie wiersze. 

background image

V dostaje kopa w tyłek 

- Ej, jest tu ktoś, kto nazywa się Vanessa? - pod łazienką wrzasnął jakiś facet. 

- Tak? - odkrzyknęła Vanessa i uchyliła drzwi. 

Przez  ostatnie  pół  godziny  siedziała  pochylona  nad  urny  walką  i  lała  zimną  wodę  na 

wargę, która i tak krwawiła. 

Facet wsadził jej do ręki telefon. Był bez koszuli, a na piersi miał tatuaŜ z węŜem. 

- Ta  sama  suka  dzwoniła  juŜ  chyba  z  pięć  razy.  Nie  łapie,  Ŝe  próbujemy  tu  słuchać 

muzyki? 

Vanessa  wzięła  telefon  i  wsunęła  słuchawkę  między  policzek  a  ramię,  podczas  gdy 

Tiphany przykładała jej do wargi lód. 

- Słucham? 

- Hej, mówi twoja siostra, pamiętasz mnie? - wrzasnęła ze słuchawki Ruby. - Co tam 

do cholery się dzieje? 

- Mam  imprezę  -  wyjaśniła  Vanessa,  chociaŜ  to  właściwie  niczego  nie  wyjaśniało. 

Ruby doskonale wiedziała, Ŝe Vanessa nie ma absolutnie Ŝadnych przyjaciół poza Danem. 

- Ach, szanowna jubilatka? A któŜ to się zjawił na tej imprezie? 

Vanessa zerknęła na Tiphany. 

- To twoja siostra? - zapytała Tiphany, bezgłośnie tylko poruszając ustami. 

Vanessa pokiwała głową, a Tiphany wcisnęła jej do ręki garść lodu. 

- Do zobaczenia potem. 

Kopnięciem  odsunęła  walające  się  po  podłodze  nasiąknięte  krwią  ręczniki,  a 

wychodząc,  zostawiła  za  sobą  otwarte  drzwi.  Kakofonia  muzyki  i  wrzasków  oraz  smród 

papierosów i wódki prawie zwalił Vanessę z nóg. 

- Czy  to  Raves..,  na  Ŝywo?  MTV  zatrudniło  cię  do  nakręcenia  klipu,  czy  co?  - 

dopytywała się Ruby. 

- Nie bardzo wiem - odparła szczerze Vanessa. 

Wiedziała, Ŝe impreza nabrała rozmachu od czasu, kiedy zniknęła w łazience, ale nie 

zdawała sobie sprawy, do jakiego stopnia. 

- W kaŜdym razie mieszka z nami Tiphany. 

background image

- Jaka Tiphany? 

- Tiphany. Dałaś jej klucz. Powiedziała, Ŝe pozwoliłaś jej zatrzymać się tak długo, jak 

będzie chciała. Śpi na twoim łóŜku. 

Ruby przez chwilę milczała. 

- Czekaj  no,  chyba  wiem,  o  kim  mówisz.  Ma  fretkę,  tak?  Zjawiła  się  z  całą  tą 

historyjką,  jak  to  podróŜowała  po  świecie  i  robiła  przeróŜne  rzeczy.  I  potrzebuje  miejsca, 

gdzie przez jakiś czas mogłaby przekiblować? 

Zgadza się. 

- Nie  mogę  uwierzyć,  Ŝe  nadal  ma  klucz.  Nie  pamiętasz  tej  historii  o  dziewczynie, 

która pomieszkiwała  cichaczem w mieszkaniu, kiedy  się do niego wprowadziłam? W końcu 

zmusiłam  gospodarza,  Ŝeby  się  jej  pozbył.  Przez  cały  czas  zachowywała  się,  jakbyśmy  były 

najlepszymi przyjaciółkami. 

To bardzo przypominało Tiphany. 

- Ale ona nawet nie jest stąd - zawahała się Vanessa. - Ona jest z całego świata. Tęskni 

za  podróŜami.  -  To  była  ulubiona  kwestia  Tiphany,  ale  kiedy  Vanessa  ją  powtórzyła, 

zabrzmiała idiotycznie. 

- To chodzący przypał - poprawiła ją Ruby. I pasoŜyt. ZałoŜę się, Ŝe odkąd się zjawiła, 

ani razu nie płaciła za jedzenie, ani nic takiego. MoŜe z wyjątkiem alkoholu. 

Vanessa  nie  wiedziała,  co  powiedzieć.  To  była  prawda.  Przez  ponad  tydzień  wraz  z 

Danem praktycznie Ŝywili Tiphany. 

- Poza  tym  nie  wolno  trzymać  zwierząt  w  tym  domu.  Przez  fretkę  mogą  nas 

eksmitować. Wykop ją, skarbie. W porządku? 

Vanessa prawie się rozpłakała. Jak mogła być tak głupia, Ŝeby pozwolić dziewczynie, 

której  nawet  nie  znała,  przejąć  kontrolę  nad  własnym  Ŝyciem?  Historia  jak  z  Trującego 

bluszczu,  okropnego  filmu  z  Drew  Barrymore,  który  sama  wypoŜyczyła,  do  czego  Vanessa 

musiała  przyznać  się  z  pewnym  zaŜenowaniem.  Zła  dziewczyna  grana  przez  Drew 

wprowadza się do niewinnej panienki i kompletnie niszczy jej Ŝycie. 

- Zadzwonię jutro, dobrze? - obiecała Ruby. 

- Dobrze. - Vanessa rozłączyła się. 

Dłonie  jej  drŜały.  Rzuciła  telefon  do  umywalki  i  wpadła  do  salonu,  zapominając  o 

krwawiącej wardze. 

Chryste. 

W  mieszkaniu  były  tłumy.  Dziewczyny  z  Constance  Billard,  Seaton  Arms  i  innych 

szkól,  z  którymi  Vanessa  wolała  nie  mieć  nic  do  czynienia,  tańczyły  pogo  i  ocierały  się 

background image

tyłkami  o  biodra  chłopaków  ze  Świętego  Judy  i  Riverside.  Członkowie  ekipy  budowlanej 

Tiphany,  którzy  -  jak  podejrzewała  teraz  Vanessa  -  byli  zawodowymi  włamywaczami,  albo 

jeszcze gorzej, atakowali ścianę salonu oskardem. Fretka Tiphany i małpa Chucka ganiały się 

i  obłapiały  na  materacu  Ruby.  Sama  Tiphany  stała  przed  telewizorem  i  puszczała  dla 

wszystkich  jeden  z  filmów,  który  Vanessa  zrobiła  parę  miesięcy  temu.  Ale  gdzie  był  Dan? 

Czy to ona go ignorowała, czy on ją? 

Przepychając  się  przez  tłum,  Vanessa  rzuciła  się  na  Tiphany  i  wyszarpała  jej  z  ręki 

pilota. 

- To prywatna rzecz! - wrzasnęła, wytyczając telewizor. Po trochu czuła, jak wraca jej 

dawne, wściekle, okropne ja.., i to było cudowne uczucie. A jeszcze bardziej wkurzało ją to, 

Ŝe to Tiphany je ukradła. 

Zuch dziewczyna. 

Tiphany  zaśmiała  się  tym  swoim  głupawym,  głośnym  śmiechem,  który  mówił:  „czy 

nie jesteśmy najlepszymi przyjaciółkami?” 

- Dan  to  nudny  poeta  i  kiepski  aktor,  ale  połącz  obydwu  i  patrz,  co  otrzymasz!  - 

Wskazała na drugi koniec salonu. 

Vanessa spiorunowała ją wzrokiem i odwróciła się, Ŝeby zobaczyć, co jej pokazywała. 

Nic  rozumiała,  jak  mogła  tego  nie  zauwaŜyć.  Na  obróconej  skrzynce  od  mleka  stał  Dan, 

spocony  i  bez  koszuli.  Gryzł  mikrofon,  wypluwając  słowa  wierszy  i  udając,  Ŝe  to  piosenki. 

Odwróciła się z powrotem. Zajmie się nim później. 

- To bluzka mojej siostry - stwierdziła spokojnie. - OdłóŜ ją z powrotem. 

Tiphany otworzyła usta. 

- Masz na sobie jej spodnie. 

- Ale  to  moja  siostra.  Oddawaj  bluzkę  -  rozkazała  Vanessa.  -  A  potem  poszukaj 

swoich przyjaciół, cholernej fretki i wynoś się stąd, do cholery. 

Nagle  ogarnęła  ją  złość,  która  narastała  w  niej  od  rozmowy  z  siostrą.  To  były  jej 

urodziny, a wszyscy mieli kompletnie w nosie fakt, Ŝe niszczą jej mieszkanie. 

- Wypieprzać stąd! - wrzasnęła. - Macic wszyscy stąd wypieprzać!! 

Oczywiście nikt jej nie słyszał, nie ponad zgiełkiem pijackiego zawodzenia Dana. 

Vanessa  miała  jednak  jedną  przewagę.  To  było  jej  mieszkanie  i  wiedziała,  gdzie  jest 

skrzynka  z  bezpiecznikami.  Przepychając  się  obok  na  wpół  nagiego,  spoconego  chłopaka  i 

jego  zataczającej  się,  zalanej  dziewczyny,  wpadła  do  kuchni,  weszła  na  blat  i  otworzyła 

metalową  skrzynkę  nad  kuchenką.  Pstryknęła  kilkoma  przełącznikami  i  muzyka  ucichła,  a 

jedyne światło, które zostało, świeciło nad jej głową. 

background image

- Wszyscy wynocha! - wrzasnęła ponownie. 

Jej  usta  rozdziawiły  się  nienaturalnie  szeroko,  jak  u  Lucy  w  Fistaszkach,  gdy 

powaŜnie wkurzyła się na Charliego Browna. Bolało to jak cholera, bo miała świeŜo przekłutą 

wargę. 

- Co, do cholery? - zapytał gość w samych pomarańczowych bokserkach. 

- Kto to, do cholery, jest? - jęknęła jego dziewczyna. 

Ale to były dobrze wychowane dzieciaki, a nikt nie lubi siedzieć na imprezie, na której 

nie  jest  miłe  widziany.  Powoli  ludzie  zaczęli  wychodzić.  Vanessa  miała  nawet  wraŜenie,  Ŝe 

słyszy odległy odgłos oskarda, obijającego schody. 

Usiadła  na  kuchence,  uderzając  wojskowymi  butami  o  drzwiczki  piekarnika,  i 

patrzyła, jak wszyscy wychodzą. 

- Dlaczego nie poprosiła, Ŝebyśmy ściszyli, czy coś takiego? - ktoś burknął. 

- Co mamy teraz zrobić? Jest dopiero północ - narzekał ktoś inny. 

Oczywiście Chuck Bass znalazł idealne rozwiązanie. 

- Przenosimy  imprezę  do  mnie!!  -  wrzasnął,  zabierając  małpę  i  wsadzając  ją  pod 

koszulę.  Objął  dwie  blondynki  z  Georgetown.  -  MoŜecie  nawet  u  mnie  zanocować,  jeśli 

chcecie. 

Tiphany  przeszła obok kuchni w samym  czarnym staniku, który  prawdopodobnie teŜ 

naleŜał do Ruby. Rzuciła czymś w Vanessę. 

- Masz tę cholerną koszulkę. 

Vanessa  nie  uwaŜała,  Ŝeby  tego  typu  zachowanie  zasługiwało  na  reakcję.  Patrzyła  z 

zadowoleniem, jak Tiphany łapie fretkę za skórę na karku i ciągnie marynarski worek przez 

salon w stronę drzwi. 

Nie grozi jej bezdomność. Chuck ma mnóstwo wolnego miejsca. 

background image

V i D, i słowa 

Wychodzili  juŜ  ostatni  maruderzy.  Vanessa  włączyła  z  powrotem  korki  i  oglądała 

teraz szkody. Będzie musiała wynająć ekipę do sprzątania, bo inaczej sobie nie poradzi. MoŜe 

znajdzie sposób, Ŝeby obciąŜyć kosztami Tiphany. 

Dan  na  czworakach  szukał  koszuli  i  butów.  Nierówna  grzywka  opadła  mu  na  oczy, 

więc praktycznie nic nie widział. 

Vanessa zeskoczyła z kuchenki. 

- MoŜesz zostać - powiedziała cicho. 

W końcu to, co się stało, to jej wina. Gdyby nie dała się tak wciągnąć tym bzdurnym 

opowieściom Tiphany, mieszkaliby razem z Danem i świetnie by sobie dawali radę, zamiast 

pogrąŜyć się w tej katastrofie. 

Dan znalazł jeden but Pumy i włoŜył go. Zawsze to lepsze niŜ nic. Wstał. Dolna warga 

Vanessy była pokryta zaschłą krwią, ale mimo to Vanessa wyglądała lepiej, niŜ on się czuł. 

- Muszę dogonić kapelę. Chcą, Ŝebym dla nich śpiewał - wybełkotał pospiesznie. 

Vanessa  nie  miała  pojęcia,  o  czym  Dan  mówi.  MoŜe  gdyby  usiedli  razem  i 

porozmawiali tak jak zawsze, sprawy by się nie wyjaśniły. 

- To moje urodziny - przypomniała mu, próbując panować nad łamiącym się głosem. - 

Przeczytasz mi wiersz, który dla mnie napisałeś? 

Dan pokręcił głową. 

- To piosenka, to wszystko są piosenki. 

- NiewaŜne.  -  Vanessa  wyjęła  kartkę  z  szuflady  w  łazience,  ciesząc  się,  Ŝe  Ŝadna 

wścibska dziewczyna nie grzebała tam, szukając Ŝelu do włosów albo czegoś w tym rodzaju, i 

nie zabrała wiersza. 

Podała  Danowi  kartkę  i  usiadła  naprzeciw  niego.  Co  za  ulga  -  wreszcie  byli  sami, 

nawet jeśli ściany wokół nich się kruszyły. 

Serce  nadal  waliło  Danowi  jak  oszalałe,  ale  reszta  ciała  powoli  się  uspokajała. 

Przeczytał wiersz uwaŜnie. Język mu się plątał od alkoholu i zmęczenia. 

 

rzeczy które kochasz 

background image

czarne 

podkute buty 

martwe gołębie 

brudny deszcz 

ironia 

ja 

 

rzeczy które kocham 

papierosy 

kawa 

ty i twoje ramiona z kości słoniowej 

 

ale te rzeczy 

zaczynają się nam gubić 

 

- To piosenka, prawda? - zauwaŜył Dan. - To znaczy słowa brzmiałyby o wiele lepiej 

z muzyką. - Spróbował przeczytać wiersz jeszcze raz dla siebie, ale słowa zaczęły tańczyć na 

stronie i nie mógł juŜ ich zrozumieć. Wiedział, Ŝe napisał je z jakiegoś powodu, ale nie mógł 

go sobie przypomnieć. 

Vanessa  sapnęła  w  śmieszny  sposób.  Dan  spojrzał  na  nią  i  zobaczył,  Ŝe  płacze,  z 

trudem  łapiąc  powietrze  i  dławiąc  się,  jak  ktoś,  komu  rzadko  zdarza  się  szlochać.  Jeszcze 

chwilę temu Dan świetnie się bawił, wrzeszcząc na całe gardło do mikrofonu. Jak to się stało, 

Ŝe nagle wszystko jest na powaŜnie? 

Vanessa  wzięła  go  za  rękę.  Twarz  miała  mokrą  i  w  plamach.  Leciało  jej  z  nosa,  a  w 

dolnej wardze miała zakrwawione srebrne kółko. 

- Słuchaj,  wiem,  Ŝe  wszystko  się  pochrzaniło,  ale  będzie  dobrze.  Podoba  mi  się  twój 

wiersz. Podobają mi się brzydkie rzeczy. Oboje lubimy, gdy rzeczy nie są idealne, prawda? 

Ręka  Dana  leŜała  bezwładnie  w  jej  dłoni.  Dan  wiedział,  Ŝe  Vanessa  mówi  coś 

waŜnego,  ale  nie  mógł  się  skupić.  Potrzebował  papierosa,  ale  z  tego,  co  kojarzył,  skończyły 

mu się. A moŜe jego papierosy są w drugim bucie? 

- Muszę znaleźć but - stwierdził. 

Łzy  nadal  płynęły.  Vanessa  złapała  go  mocniej  za  rękę.  Zdesperowana  chciała 

skończyć  to,  co  zaczęła.  Wyjaśnić  mu,  co  znaczył  dla  niej  jego  wiersz  i  ile  było  w  nim 

prawdy. 

background image

- Nie musimy pójść do tej samej szkoły ani nawet razem mieszkać. MoŜemy po prostu 

być. - Otarła nos grzbietem drugiej dłoni. Na pasiastych spodniach widać było kropelki krwi. 

Potarła je ze złością. - NiezaleŜnie od tego, co zrobimy, zawsze w pewnym sensie będziemy 

razem, racja? 

Dan kiwnął głową. 

- Racja - zgodził się automatycznie. 

Nie Ŝeby nie rozumiał jej bólu, ale w tym momencie nie mógł rozmawiać o czymś tak 

powaŜnym. 

Vanessa pokręciła głową w milczeniu. Wytarła znowu nos, pochyliła się i pocałowała 

go w usta. Dan próbował odwzajemnić pocałunek, ale bał się, Ŝe sprawi jej ból. 

- W  porządku.  -  Puściła  jego  dłoń  i  spróbowała  się  uśmiechnąć.  -  Wynoś  się.  Zostań 

gwiazdą rocka, czy kim tam chcesz. 

Dan popatrzył na nią. Rzucała go? 

Załapał. 

- MoŜesz  wreszcie  wyjść?!  -  Vanessa  pchnęła  go  w  pierś,  próbując  zapanować  nad 

kolejnym atakiem płaczu. 

Dan, gramoląc, się wstał. Ledwo widział podłogę, tak była zawalona petami, pustymi 

butelkami, porzuconymi ciuchami i zniszczonymi szpargałami. 

- Wrócę  jutro  i  pomogę  ci  sprzątać  -  zaproponował  nieporadnie  i  pokuśtykał  przez 

warstwy śmiecia. 

Jasne,  bo  jutro  obudzi  się  świeŜy  i  wypoczęty,  gotowy  włoŜyć  gumowe  rękawiczki  i 

złapać ścierkę oraz płyn do mycia podłóg. 

background image

B i N robi

ą

 to naprawd

ę

 

- Nadal  go  masz?  -  Blair  zdjęła  z  oparcia  krzesła  przy  biurku  ciemnozielony 

kaszmirowy sweter w serek - który podarowała Nate'ow i ponad rok temu - gdzie zostawił go 

wczoraj wieczorem. Przewróciła sweter na lewą stronę, Ŝeby sprawdzić, czy złote serduszko, 

które wszyła do rękawa, nadal tam jest. Było. 

Nate  stał  pośrodku  pokoju,  obserwując  ją.  Chciał  ściągnąć  z  niej  ciuchy,  złapać  ją  i 

rzucić na łóŜko, ale wiedział z doświadczenia, Ŝe Blair lubi robić wszystko po swojemu, więc 

musiał czekać. 

Blair  odłoŜyła  sweter  i  przeciągnęła  dłonią  po  modelu  łódki,  który  stał  na  biurku 

Nate'a. Obok niego stało zdjęcie Nate'a i jego kolegów ze Świętego Judy, trzymających dwie 

wielkie  ryby,  które  złapali  w  czasie  wyprawy  w  Maine.  Z  jego  silnymi,  opalonymi 

ramionami, 

szerokim, 

śnieŜnobiałym 

uśmiechem, 

złocistobrązowymi 

włosami 

błyszczącymi,  zielonymi  oczami.  Nate  był  najprzystojniejszy  ze  wszystkich.  Rzecz  jasna  od 

dawna zdawała sobie z tego sprawę. 

Nic wiedziała, na co czeka. Nie zwlekała celowo. Po prostu nie była z nim sam na sam 

w  ten  cudowny,  intymny  sposób  od  tak  dawna,  Ŝe  teraz  rozkoszowała  się  kaŜdą  chwilą.  A 

najzabawniejsze  było  to,  Ŝe za  kaŜdym  razem  -  a  było  tych  razów  wiele  -  kiedy  myślała,  Ŝe 

zaraz pójdą do łóŜka, zaczynała się denerwować, kręcić i nie potrafiła przestać gadać. Ale nie 

tym razem. 

- Chcesz  posłuchać  jakiejś  muzyki?  A  moŜe  włączyć  jakiś  film?  -  zapytał, 

zastanawiając się. czy powinien wprowadzić odpowiedni nastrój. Szkoda, Ŝe nie miał Ŝadnych 

świec, kadzidełek albo czegoś takiego. Olejku do masaŜu? Kajdanek? 

No dobra, nie rozpędzajmy się. 

Blair  podeszła  do  półki  z  ksiąŜkami  i  zapaliła  śmieszną  lampkę  w  kształcie  globusa, 

którą  Nate  miał  od  piątego  roku  Ŝycia.  Potem  wyłączyła  górną  lampę.  Światło  z  globusa 

zmieszało się z księŜycowym blaskiem wpadającym przez świetlik nad nimi, oblewając pokój 

delikatną, błękitnawą poświatą. 

- O,  proszę.  -  Zrzuciła  pantofle  na  płaskim  obcasie  od  Kate  Spade.  Paznokcie  u  stóp 

miała  pomalowane  na  ciemnoczerwono.  Nawet  dla  niej  wyglądały  seksownie.  Uśmiechnęła 

background image

się szeroko do Nate'a. - Chodź tu. 

Zrobił,  jak  powiedziała.  Wsuwając  dłonie  pod  jej  bluzkę,  pomógł  Blair  ją  zdjąć, 

podczas  gdy  ona  prawie  urwała  mu  głowę,  ściągając  jego  koszulkę.  Stanik  miała  cieniutki, 

biały i bez drutów. Kiedy go zdjęła, poleciał na podłogę lekko jak papierowa chusteczka. 

Nate nie ustępował pola. JuŜ wiele razy doszedł tak daleko i nie zdziwiłby się, gdyby 

matka Blair zapukała teraz do drzwi i oznajmiła im, Ŝe ma trojaczki i właśnie rodzi pozostałą 

dwójkę. 

Blair objęła go za szyję i przycisnęła się do niego. Za kaŜdym razem, gdy wyobraŜał 

sobie,  jak  to  robią,  umieszczała  siebie  i  Nate'a  na  miejscu  aktorów  w  miłosnej  scenie  ze 

starego  filmu.  Audrey  Hepburn  i  Gary  Cooper  w  Miłości  po  południu.  Kathleen  Turner  i 

William  Hurt  w śarze  ciała.  Ale  to  było  jeszcze  lepsze,  bo  działo  się  naprawdę  i  było  takie 

przyjemne. 

Nie  potrafił  się  powstrzymać,  więc  cały  czas  ją  całował.  Poprowadziła  jego  dłoń  w 

dół, do dŜinsów, a potem sięgnęła do jego Spodni No dobrze, moŜe więc nikt nie zapuka do 

drzwi i niebo nie zwali im się na głowy. MoŜe tym razem naprawdę im się uda. 

Pchnęła  go  na  łóŜko.  Zrzucili  z  siebie  spodnie  i  bieliznę.  Zostali  juŜ  tylko  oni. 

Pocałowali  się  znowu  w  kaŜde  moŜliwe  do  całowania  miejsce,  aŜ  stało  się  jasne,  Ŝe  naleŜy 

przedsięwziąć  pewne  kroki.  Nate  pogrzebał  w  szufladzie  biurka  w  poszukiwaniu 

prezerwatywy. 

Nadeszła ta niezręczna chwila. 

Tyle  Ŝe  nie  było  w  niej  nic  niezręcznego.  Blair  bez  słowa  wzięła  od  Nate'a 

prezerwatywę,  przebiegła  pocałunkami  w  dół  jego  ciała  i  ostroŜnie  nałoŜyła  kondom,  jakby 

zakładała delikatną dziecięcą skarpetkę na nóŜkę Yale. Proszę. Od razu lepiej. 

Nate zapomniał juŜ, jak to jest być z Blair. śe dotykanie jej nie przypomina obłapiania 

w  nawiedzonym  domu,  gdzie  na  oślep  musi  odgadnąć,  gdzie  co  jest,  i  co  rusz  wpadał  na 

ściany. Przy Blair po prostu wiedział. Wszystko wydawało się na swoim miejscu. 

Blair  nawet  nie  musiała  powiedzieć  Nate'owi,  Ŝeby  zwolnił.  Byli  tak  zgrani,  Ŝe 

wystarczyło tylko zamknąć oczy, objąć go rękoma, lekko wygiąć plecy i poczuć to. 

Ta - dam! 

Kiedy  było  juŜ  po  wszystkim,  leŜeli  na  plecach,  trzymali  się  za  ręce  i  uśmiechali  do 

sufitu, bo wiedzieli, Ŝe za kilka minut będą mogli zrobić to jeszcze raz. Mogą spędzić resztę 

Ŝycia, robiąc to, jeśli tylko będą chcieli. Przysyłano by im jedzenie do skrzydła domu Nate'a. 

Mogli zdać ostatnie egzaminy przez Internet. 

- MoŜe nawet nie pójdę do college' u - zastanawiał się Nate. Po co miałby iść, skoro tu 

background image

czekało  go  tylko  przyjemności.  Pocałował  ją  w  rękę.  -  Moglibyśmy  razem  Ŝeglować  po 

świecie. PrzeŜywać róŜne przygody. 

Blair zamknęła oczy i spróbowała wyobrazić sobie Ŝeglowanie wokół świata razem z 

Nate'em na jachcie wybudowanym specjalnie dla nich. 

- Codziennie nosiłabym inne bikini od Missoni i miałabym najpiękniejszą opaleniznę - 

szepnęła na głos. 

W  myślach  rozwijała  swoją  fantazje.  Mieliby  mocne  i  napięte  ciała  od  pracy  na 

jachcie i od diety, składającej się z surowych ryb, wodorostów i szampana. Nocami kochaliby 

się  pod  gwiazdami,  a  rankami  kochaliby  się  przy  dźwięku  mewich  wrzasków.  Mieliby 

śliczne, opalone, jasnowłose dzieci o zielonych oczach, które pływałyby jak delfiny i zawsze 

biegały  nago.  Zatrzymywaliby  się  w  egzotycznych  portach,  gdzie  miejscowi  tańczyliby  dla 

nich  i  dawali  im  podarunki  z  rzadkich  kamieni  i  futer.  W  końcu  zebraliby  takie  skarby,  Ŝe 

byliby  znani  na  świecie  jako  najbogatsi  Ŝeglarze,  a  piraci  ścigaliby  ich,  Ŝeby  ich  ograbić  i 

porwać ich niewiarygodnie piękne dzieci w stylu modeli Ralpha Laurena. W tym czasie, nie 

mając nic innego do roboty, ona i Nate zdobyliby czarne pasy karate. Pokonaliby wszystkich 

piratów i potopili ich w pełnym rekinów morzu. A potem poŜeglowaliby w świetle księŜyca, 

cali i zdrowi, i kochaliby się jeszcze bardziej niŜ wcześniej. 

Wszystko moŜliwe. 

- A moŜe oboje pójdziemy do Yale - powiedziała z nadzieją. 

Pewien  lekarz  ze  szpitala  matki  zostawił  dziś  wiadomość  u  portiera.  Zamierzał 

zarekomendować  Blair na kurs przygotowujący do studiów medycznych na Yale. Nigdy nie 

brała pod uwagę medycyny, ale jeśli dzięki temu mogła się dostać do Yale, to czemu nie? 

- Będę grał w lacrosse i specjalizował się w geologii - mruknął Nate. 

- Aha - zgodziła się sennie Blair. 

Nate  przekopywałby  lasy  w  Connecticut  w  poszukiwaniu  skał  i  nosił  śliczne  swetry, 

które  dziergałaby  mu  w  czasie  długich  wykładów  na  kursie  przed  medycyną.  Wszystkie 

dziewczyny z zajęć podkochiwałyby się w błyskotliwym, młodym biologu, który - tak by się 

składało  -  byłby  doradcą  Blair,  ale  ona  nawet  nie  zwróciłaby  na  niego  uwagi.  Nie 

widziałabym świata poza Nate'em. 

- I mieszkalibyśmy razem - powiedziała na głos. 

W  sypiącym  się,  starym  wiktoriańskim  domu  zaraz  obok  kampusu.  Grzaliby  na 

piecyku jabłecznik i piekli pianki z czekoladą. 

Nate wyszczerzył radośnie zęby. 

- Kupimy sobie doga. 

background image

- Nie, dwa dogi i dwa koty - poprawiła go Blair. 

I  tak  byliby  zajęci  studiami  i  kochaniem  się  na  antycznym  łóŜku  w  trzeszczącej 

wiktoriańskiej sypialni, Ŝe zapomnieliby o obcinaniu włosów i kupowaniu nowych ciuchów. 

Wyglądaliby jak hipisi, a i tak ukończyliby studia z wyróŜnieniem. 

- I pobierzemy się - szepnął. 

- Tak. - Blair uścisnęła jego dłoń pod prześcieradłem. 

Będą  mieli  wspaniały  ślub  w  katedrze  Świętego  Patryka,  a  kiedy  wrócą  z  rocznej 

podróŜy  poślubnej  na  południu  Francji,  zamieszkają  przy  Piątej  Alei  w  apartamencie 

wychodzącym na park. Ona zostanie naczelnym chirurgiem w Nowym Jorku, a on zastanie w 

domu  z  czwórką  ich  złotowłosych,  zielonookich  dzieci  i  będzie  budował  łodzie  w  salonie.  I 

zawsze będzie pakował jej na lunch batonik Hershey's Kiss, Ŝeby wiedziała, jak ją kocha. 

Blair  odwróciła  się  i  oparła  głowę  na  piersi  Nate'a.  MoŜliwości  było  nieskończenie 

wiele,  ale  nie  musieli  decydować  się  juŜ  teraz.  Teraz  mieli  tylko  postanowić,  czy  od  razu 

zrobią to jeszcze raz, czy poczekają kilka minut i wtedy to zrobią. 

Słyszała bicie jego serca, szybkie i głośne. Podniosła głowę i pocałowała go. 

Po co czekać? 

background image

 

tematy    ◄    wstecz    dalej    ►    wyślij pytanie    odpowiedź 

Wszystkie  nazwy  miejsc,  imiona  i  nazwisko  oraz  wydarzenia  zostały  zmienione  lub  skrócone,  po  to  by  nie 

ucierpieli niewinni. Czyli ja. 

 

hej, ludzie! 

 

W

Ę

DRUJ

Ą

CE SZALE

Ń

STWO 

 

Kiedy  ostatni  raz  sprawdzałam,  wszyscy  nadał  oddychali,  chocia

Ŝ

  ledwo  -  ledwo.  Czy  ostatnia  noc  - 

która  przeci

ą

gn

ę

ła  si

ę

  do  pó

ź

nego  popołudnia  dzisiejszego  dnia  -  liczy  si

ę

  jako  jedna  impreza,  czy 

dwie?  Czy  to  byli  prawdziwi  Raves,  czy  te

Ŝ

  jaka

ś

  dziwaczna  kapela  z  Williamsburga,  która  si

ę

 

podszywa  pod  nich?  I  czy  nasz  ulubiony  poeta  z  Upper  West  Side  naprawd

ę

  był  tak  pijany, 

Ŝ

e  nie 

mógł znale

źć

 drugiego buta? Nie 

Ŝ

eby to miało jaki

ś

 wpływ na jego 

ś

piew. Wła

ś

ciwie na Manhattanie 

wypadł  jeszcze  lepiej  ni

Ŝ

  na  Brooklynie,  ale  mo

Ŝ

e  dlatego, 

Ŝ

e  do  tego  czasu  wszyscy  byli

ś

my  ju

Ŝ

 

wesolutcy.  Moja  ulubiona  cz

ęść

  wieczoru  to  ten  moment,  gdy  blondynki  w  takich  samych  bluzach  z 

Georgetown,  z  gwizdkami  i  z  p

ę

pkami  zaklejonymi  plastrem,  odstawiły  małe  widowisko  w  stylu 

cheerleaderek, 

Ŝ

eby  rozgrza

ć

  muzyków,  a  potem  zaprosiły  wszystkich  chłopaków  do  sypialni, 

Ŝ

eby 

pobawi

ć

 si

ę

 w butelk

ę

. A ja słyszałam, 

Ŝ

e dziewczyny z Georgetown s

ą

 takie cnotliwe. 

 

Dwie znane osoby nie pojawiły si

ę

 do ko

ń

ca wieczoru i nadal nikt ich nie widział. Mówi si

ę

Ŝ

e znikn

ę

ły 

razem i 

Ŝ

e przez reszt

ę

 roku szkolnego b

ę

dziemy widywa

ć

 je razem, bo miło

ść

 to pi

ę

kna rzecz, i takie 

tam,  bla,  bla,  bla.  Jestem  pewna, 

Ŝ

e  potrafimy  wymy

ś

li

ć

  kilka  niespodzianek,  aby  uczyni

ć

  ich 

Ŝ

ycie 

ciekawszym, prawda? 

 

Wasze e - maile 

 

P:

 Droga P! 

Martwi

ę

 si

ę

 o moj

ą

 siostr

ę

. Urz

ą

dziła ostatniej nocy ogromn

ą

 imprez

ę

 na Brooklynie i sporo 

si

ę

 tam działo. Pewnie tam była

ś

. Nic jej nie jest? 

rb 

 

O:

 Droga rb! 

background image

Gdy nas wywalała z domu, była zbyt w

ś

ciekła, jak na osob

ę

, której groziło trwałe kalectwo. 

My, dziewczyny, jeste

ś

my do

ść

 wytrzymałe. Chocia

Ŝ

 chwil

ę

 potrwa, nim zagoi jej si

ę

 warga. 

No i zdecydowanie przyda jej si

ę

 pomoc w sprz

ą

taniu. 

 

P:

 Droga P! 

No dobra, wi

ę

c pojechały

ś

my taki kawał do Nowego Jorku, 

Ŝ

eby zwerbowa

ć

 t

ę

 dziewczyn

ę

 

do  naszej  szkoły,  a  ona  znikn

ę

ła.  A  potem  prawie  złamały

ś

my  pakt,  który  przez  ostatnie 

dwa lata praktycznie był nasz

ą

 misj

ą

 

Ŝ

yciow

ą

. To jej wina. Nie chcemy, 

Ŝ

eby uczyła si

ę

  w 

naszej szkole i 

Ŝ

eby była w naszym stowarzyszeniu. 

beca 

 

O:

 Droga beco! 

Nie  jestem  pewna,  jak  mog

ę

  wam  w  tym  momencie  pomóc.  Ale  nadal  macie  siebie, 

prawda? 

 

Na celowniku 

 

S ma go

ś

ci na pó

ź

nym 

ś

niadaniu  w swoim mieszkaniu przy  Pi

ą

tej  Alei. Sami faceci. Według obsługi 

stół nakryto dla czternastu osób. 

J i D rozdaj

ą

 autografy przed studiem MTV. Mo

Ŝ

e jeszcze nie s

ą

 stawni, ale je

ś

li zachowujesz si

ę

 jak 

stawna  osoba, mo

Ŝ

esz  wycisn

ąć

 

ś

wiat jak cytrynk

ę

.  V rozwiesza ogłoszenia „szukam współlokatora” 

w  całym  Williamsburgu.  C  i  jego  kumpelka  o  fioletowoczarnych  włosach  wo

Ŝą

  swoje  zwierzaki  w 

wózku  dla  lalek  w  zoo  przy  Central  Parku.  C  chyba  znalazł  idealn

ą

  opiekunk

ę

  dla  swojej  małpy  na 

czas, gdy w przyszłym roku wyjedzie do West Point. Zaginione osoby: B i N. Ostatni raz widziano ich 

około dwudziestej trzeciej trzydzie

ś

ci, jak wybiegali z jej mieszkania na rogu Siedemdziesi

ą

tej Drugiej i 

Pi

ą

tej Alei w stron

ę

 jego domu na rogu Osiemdziesi

ą

tej Drugiej i Park Street. 

 

Nadal  kr

ę

ci  mi  si

ę

  w  głowie  od  widoku  małp,  fretek  i  dziewczyn  w  turkusowych  kamizelkach,  ale  nie 

mam a

Ŝ

 takiego kaca, 

Ŝ

eby nie rzuci

ć

 kilku pyta

ń

 

Czy D i V nadal s

ą

 razem, czy zostali tylko przyjaciółmi? I kogo wła

ś

ciwie szuka jako współlokatora? 

 

Czy D zostanie mi

ę

dzynarodowym bogiem rocka? 

 

Czy B dostanie si

ę

 w ko

ń

cu do Yale? Czy b

ę

dzie musiała wst

ą

pi

ć

 do wojska i zosta

ć

 lekarzem, 

Ŝ

eby 

tego dokona

ć

 

Czy BN i S pójd

ą

 razem na Yale? Czy to dobry pomysł? 

background image

 

Czy  J  zostanie  stawn

ą

  i  niedost

ę

pn

ą

  supermodelk

ą

?  A  mo

Ŝ

e  znowu  narozrabia  i  b

ę

dzie  musiała 

wyjecha

ć

 do szkoły z internatem, 

Ŝ

eby uciec przed 

ś

widruj

ą

cym wzrokiem przechodniów? 

 

Czy N zdradzi jeszcze kiedy

ś

 B? A je

ś

li tak, czy zrobiłby to ze mn

ą

 

Wiem, 

Ŝ

e nie mo

Ŝ

ecie si

ę

 doczeka

ć

 odpowiedzi. Ale najpierw, prosz

ę

, wró

ć

cie do domu i odpocznijcie. 

Wiem, 

Ŝ

e mnie kochacie. 

plotkara