background image

Tłumaczenie: GeDeTe 
www.gedete.blog.onet.pl 

SLAVE BOY 

 

Evangeline Anderson 

www.loose-id.com

 

 

 

 

Tłumaczenie: GeDeTe 

background image

Tłumaczenie: GeDeTe 
www.gedete.blog.onet.pl 

UWAGA!!! 

Książka zawiera dokładne opisy scen seksu oraz wulgarny język mogące być uznane za 
nieprzyzwoite  i  obraźliwe  przez  niektórych  czytelników.  Przeznaczona  jest  tylko  i 
wyłącznie dla osób pełnoletnich. 

 

Historia zawarta  w tej książce jest fikcją. Niektóre wydarzenia mogą sprawiać wrażenie 
odwołania  do  aktualnych  lub  historyczny  zdarzeń,  istniejących  miejsc,  nazw  i  postaci 
jednak wszystkie są całkowicie fikcyjne i stanowią wytwór wyobraźni autorki. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

background image

Tłumaczenie: GeDeTe 
www.gedete.blog.onet.pl 

 

Rozdzial czwarty 

 

 

Zbiór  rzemieni  albo  uprząż,  jaką  B’orl  i  Minister  Odzieży  nalegali,  aby  założyć 

był niczym więcej jak wymyślnym pierścieniem na penis, który umocowano dookoła ud 
Wrena  i  połączono  z  tyłu.  Wren  trzymał  się  jak  dotąd  idealnie,  starał  się  zwolnić 
łomoczące  serce,  kiedy  jego Mistrz  zapinał  sprzęt  na  nim. Jego  penis był  ciągle  twardy 
od  bycia  stymulowanym  tuż  przed  chwilą.  Wydawało  mu  się,  że  jeżeli  dożyje  1000  lat 
nigdy  nie  zapomni  niesamowitego  erotycznego  doznania,  kiedy  Haven  pieścił  jego 
członek  i  jądra  i  otwierał  jego  piekielne  wejście  jakby  naprawdę  zamierzał  posiąść 
Wrena, pieprzyć go zamiast tego tylko się trochę bawił. 

„Mistrzu,...”  pomyślał,  ostrożnie  osłaniając  swoje  myśli.  „Oh,  Mistrzu,  gdybyś 

tylko  naprawdę  chciał!”  Złapał  umykające  myśli  –  wyobrażenia,  w  których  był 
uczepiony  poniżej  umięśnionego  ciała  Mistrza,  z  rozłożonymi  nogami  i  gotowy,  aby 
wziąć  gruby  penis  Havena  głęboko  w  siebie.  Czy  podobne  pragnienia  o  jego  częściach 
albo  cześć  z  tych  obrazów  wyciekła  przez  cześć  połączenia  Havena?  To  było 
szaleństwo, nie  mogło tak  być,  nadzieja, że jego Mistrz ma te same pragnienia, te same 
niespełnione pragnienia, które ma Wren? 

 

„Nawet,  jeżeli  miał,  to  nie  znaczyło,  że  mógł  je  spełnić,...”  Wren  skarcił  siebie 

srogo.  Po  wszystkim,  gdyby  Rada  na  Radiant  miałaby,  chociaż  najmniejsze 
przypuszczenia, co do nieodpowiednich kontaktów, które zaczęły się miedzy Havenem i 
jego  uczniem  zostaliby  rozdzieleni  i  Haven  mógłby  zostać  usunięty  z  Zakonu.  To  była 
ostatnia  rzecz,  którą  chciał  Wren  –  Zakon  Światła  był  życiem  jego  Mistrza,  a  on  był 
jego.  Ale  nadal,  odkąd  razem  znaleźli  się  w  tej  trudnej  sytuacji,  sytuacji  gdzie  jego 
Mistrz  musiał  go  dotykać  i Wren ulegał  jego  dotykowi, czy naprawdę  było  to takie zła, 
że miał nadzieję, że Haven odczuwał taką samą przyjemność jak on? 

 

Myśli Wrena wróciły do teraźniejszości, kiedy Haven skończył zakładać plątaninę 

rzemieni  na  miejsce.  Gruby  na  cal  skórzana  opaska,  która  otaczała  podstawę  ciągle 
sztywnego  penisa  Wrena  i  trzymała  go  mocno.  Zanim  spiął  ją  na  miejscu,  Haven 
delikatnie  wytarł  miękkim  ręcznikiem  kapiącą  spermę,  która  wyciekała  z  tętniącego 
członka jego ucznia. 

 

„Gotowe,...” przesłał,  kiedy  pierścień  był założony na miejsce „Ale obawiam się, 

że nie zamierzają dać ci więcej ubrań poza tym. Jak się czujesz w związku z tym Wren? 

 

Wren  skiną  głową.  Posłuszny,  musi  być  posłuszny.  Przechodził  już  to  wcześniej, 

lata  temu.  Robił  to  tak  wiele  razy,  z  tak  wieloma  różnymi  mężczyznami.  Ale  nigdy  z 
tym, którego kochał tak jak kochał Havena. 

background image

Tłumaczenie: GeDeTe 
www.gedete.blog.onet.pl 

 

„Mistrzu,...” przesłał po chwili „Tak długo jak jestem u twojego boku nie dbam o 

to, co mam na sobie albo, czego nie mam, Tylko... trzymaj mnie blisko siebie.” 

 

„Oczywiście,  Wren.”  Haven  pomógł  mu  wstać,  co  nie  było  takie  proste,  kiedy 

jego  ręce  były  ciągle  skrępowane  kajdankami  za  plecami  a  nogi  prawie  zdrętwiały  od 
klęczenia w  pokornej  pozycji  przez  tak długo. Wren zrobił krok  czując się  zażenowany 
swoją nagością i członkiem sterczącym prosto przed nim. 

 

-  Czy  jesteście  wreszcie  gotowi?  –  Minister  Odzieży  pośpieszył  ich,  jego 

czerwone oczy żarzyły się z podekscytowania. 

 

-  Będziemy,  jak  tylko  uwolnisz  jego  ręce.  –  wskazał  gniewnie  na  kajdanki,  które 

ciągle związywały ręce Wrena za jego plecami. 

 

-  Bardzo  dobrze,  możemy  uwolnić  jego  ręce,  ale  tak  długo  jak  jesteś  na  statku 

musi  cały  czas  nosić  hamujące  kajdanki.  –  wyjaśnił  Minister  Odzieży,  wyją  mały 
elektroniczny klucz i uwolnił ręce Wrena. 

 

-  Dlaczego?  –  Haven  domagał  się  wyjaśnień  –  Aby  pokazać,  że  jest 

niewolnikiem? Czy nie wystarczy, że zmusiliście go do noszenia takiego ubrania? 

 

Minister Odzieży klikną językiem. 

 

-  To  nie  wszystko,  Mistrzu  Havenie  –  aby  powstrzymać  go  przed  dotykaniem 

swoich  intymnych miejsc. Jeżeli spróbuje, hamujące kajdanki wygenerują silny i bardzo 
nieprzyjemny  impuls  do  jego  centralnego  systemu  nerwowego.  W  ten  sposób  będzie 
całkowicie zależny od ciebie i twojego wynagrodzenia. 

 

-  Ale  to  absurdalne...  i  niebezpieczne  –  oponował  Haven  –  kajdanki  muszą  być 

wyłączane w niektórych sytuacjach – co jeżeli będzie potrzebował do łazienki? 

 

-  Oh,  są  wystarczająco  bezpieczne,  Mistrzu  Havenie,  bez  obaw  –  zapewnił  go 

Minister  Odzieży  –  Przykro  mi  –  tak  długo  jak  pozostaniesz  z  nami  na  Tiberiońskim 
terytorium, twój niewolnik  musi nosić kajdanki przez  cały czas. Nie mogę pozwolić mu 
pokazać  się  przed  boskim-cesarzem  bez  nich  tak jak  nie mogłem  pozwolić  mu pokazać 
się ubranym w tym odrażającym ubrania, jakie miał na sobie, kiedy tu przybyliście. 

 

Haven otworzył usta,  aby kłócić  się  dalej,  ale po chwili zdecydował jednak, że to 

przegrana bitwa. 

 

„Przykro mi, Wren” przesłał przez połączenie obdarzając Wrena przepraszającym 

spojrzeniem. 

 

„W  porządku  Mistrzu,  może  znajdziemy  sposób,  aby  je  zdjąć,  kiedy  będziemy  w 

naszym pokoju. Jeżeli dadzą nam pokój...” odpowiedział Wren. 

 

Wewnątrz  jednak  starał  się  zdławić  narastający  napływ  paniki.  Czy  naprawdę 

miał  być  całkowicie  zależny  od  swojego  Mistrza  dla  seksualnej  przyjemności?  Jego 
penis  był  nadal  taki  twardy,  chciał  dojść,  pragną  wymknąć  się  do  prywatnej  łazienki 
gdzieś  gdzie  z  łatwością  duże  dłonie  Mistrza  wywołałyby  bolesne drżenie w  jego  ciele. 

background image

Tłumaczenie: GeDeTe 
www.gedete.blog.onet.pl 

Zastanawiał  się  jak długo zmuszony nosić ten przeklęty pierścień i czy jest sposób, aby 
zdjąć  hamujące  kajdany  bez  klucza,  który  Minister  Odzieży  właśnie  wkładał  do  swojej 
kieszeni. 

 

Nagle  drzwi  do  ubieralni  rozsunęły  się  z  głośnym  trzaskiem  i  Minister  T’will 

wszedł do środka sztywnym krokiem. Jego czerwone oczy iskrzyły. 

 

-  Więc?  Gdzie  oni  są?  Oczekiwałem,  że  będą  gotowi  dawno  temu.  Boski-cesarz, 

niech  żyje  wiecznie,  będzie  w  sali  audiencyjnej  jeszcze  tylko  przez  dziesięć 
standardowych minut. 

 

- Jesteśmy gotowi – powiedział Haven stając z przodu swojego Ucznia zasłaniając 

nagość Wrena. 

 

- Nie do końca! – B’orl niespodziewanie pojawił się obok niego trzymając tacę. – 

Jeszcze  nie  wybrałeś  obroży,  którą  będzie  nosił  twój  niewolnik,  Mistrzu  Havenie  – 
powiedział podtykając tacę pod jego nos. 

Z  miejsca  gdzie  stał,  Wren  mógł  zobaczyć,  że  obroże  były  w  trzech  różnych 

kolorach  –  czysto  białej  skóry,  olśniewającego  szkarłatu  i  idealnej  czarni.  Z  jakiegoś 
powody, spojrzenie na czarną obrożę wywołało u Wrena drżenie z obawy. 

 

-  Co  do  diabła...?  –  oczywiście,  Haven  tracił  cierpliwość  –  Ta...  –  warkną 

wskazując szkarłatną obroże – Daj mi ją i samu mu ją założę. 

 

Kiedy  obroża  była  na  miejscu,  przymocowana  dokładnie,  ale  tak  by  nie  uciskać 

szyi  Wrena,  Minister  T’will  poprowadził  ich  przez  kręty  labirynt  korytarzy 
pomalowanych  jasno  perłowymi  kolorami  i  wyłożonych  dywanami  z  jakiegoś 
miękkiego i sprężystego srebrnoszarego futra. Oczywiście, takie wydatki były zbyteczne 
na  statku  wojennym  i  wszędzie  gdzie  szli  byli  Tiberiońscy  oficjele  z  półnagimi 
niewolnikami. 

 

Wren  trzymał  wysoko  brodę  i  starał  nie  czuć  się  tak  strasznie  nieosłonięty.  Nie 

było  wątpliwości,  że  to  upokarzające  doświadczenie  przywoływało  wspomnienia  z  tej 
części  jego  przeszłości,  o  której  wolałby  zapomnieć.  Jednak  miarowe  brzęczenie 
komfortowego  połączenia  umysłów  z  jego  Mistrzem  pomagało  mu  znieść  wstyd 
chodzenia nago pośród tłumu obcych, co inaczej byłoby nie do zniesienia  

 

Starając się trzymać swój umysł z dala od własnej nagości, Wren zauważył, że on 

i  Haven  byli  jednymi  z  nielicznych  par  pan/niewolnik  tej  samej  płci,  które  mijali  na 
olbrzymim statku. Większość Tiberiońskich oficjeli było mężczyznami i większość z ich 
niewolników  stanowiły  kobiety.  Zdaniem  Wrena  Tiberionskie  kobiety  były  znacznie 
bardziej  atrakcyjne  niż  mężczyźni  wyglądający  jak  piaskowe  jaszczurki.  Miały  taką 
samą  błotnisto  zieloną  skórę,  ale  w  miejscu  pojedynczego  pasa  purpurowej  skóry 
wzdłuż  czaszko  miały  coś  jak  chustę  z  grzywką  prawie  jak  włosy,  które  okrywały  ich 
głowy i stawały się falami na ramionach.  

background image

Tłumaczenie: GeDeTe 
www.gedete.blog.onet.pl 

 

Pełne  piersi  i  szerokie  biodra  wydawały  się  być  kobiecym  ideałem  i  większość  z 

niewolnic  jak  zauważył  Wren  było  skąpo  odziane  albo  nie  nosiło  zupełnie  nic, 
powszechnie  używane  były  obroże  w  kolorze  białym,  czerwonym  i  czarnym.  Białe 
obroże  był  przeważającym  kolorem  dla  obu  płci  niewolników,  zauważył,  śledząc 
czerwone  takie  jak  sam  nosił.  Tylko  kilku  niewolników  nosiło  czarne  obroże  i 
większość  z  nich  miała  dziwne  puste  spojrzenie,  co  sprawiło,  że  Wren  zastanawiał  się 
czy czarna obroża miała jakieś znaczenie, co wcale nie było oczywiste. 

 

Niewolnicy,  których  widział,  mężczyźni  i  kobiety,  mieli  jeszcze  jedną  rzecz 

równie  powszechną  jak  obroże  jednakowo  –  wszyscy  z  nich  byli  oznakowani.  Tak  jak 
Minister  Odzieży  wcześniej  powiedział,  każdy  niewolnik,  jakiego  widział  miał 
wypalone  na  skórze  wysokie  na  dwa  cale  inicjały,  albo  na  górze  prawego  bicepsa  albo 
na  delikatnej skórze  miednicy zaledwie kilka  cali nad genitaliami.  Większość  wyglądała 
na  stare,  ale  kilka  wymazano  większymi  oznaczeniami.  Wren  przypuszczał,  że  tak  się 
dzieje,  kiedy  niewolnik  zostaje  sprzedany  nowemu  panu.  Jego  wyobraźnia  pracowała 
nadprogramowo aż niemalże mógł czuć piekący pocałunek żelaza do wypalania znaków 
i odór przypalanego ciała. Co się musiało czuć, kiedy było się trzymanym i przypalanym 
do  momentu,  kiedy  twój  właściciel  mógł  zobaczyć  swój  własny  znak  na  ciele  innej 
istoty. 

 

„Przestań,  Wren!”  powiedział  ostro  sam  do  siebie  „To  się  nigdy  nie  stanie!” 

Mimo wszystko jednym było udawać niewolnika a zupełnie, czym innym zaczynać czuć 
się  jak  jeden  z  nich  –  zaczynać  wierzyć  w  role,  którą  się  odgrywało.  Poza  tym  było  to 
absurdalne.  Haven  nie  chciał  go  oznakować.  Nie  mógł  go  oznakować  tak  jak  nie  mógł 
uprawiać z nim seksu – nie ważne jak bardzo Wren tego pragną. 

 

Myśli  wysyłane  przez  jego  umysł  wracały  do  niesamowitego  gorącego  uczucia 

ulegania  delikatnemu  dotykowi  jego  Mistrza  w  ubieralni  i  przez  moment  Wren 
zastanawiał  się  czy  to  byłoby  równie  warte  bycie  znakowanym  gdyby  potem  mógłby 
uprawiać  seks ze swoim  mistrzem. Tak,  równie dobrze mógłby poddawać się gorącemu 
żelazu  palącemu  jego  ciało  tak  długo  jak  długo  mógłby  czuć  wypełniający  go  gruby 
członek Havena. 

 

„Wren, skup się! Prawie jesteśmy w sali audiencyjnej.” 

 

Ostre  polecenie  Havena  przez  połączenie  przywołało  Wrena  do  rzeczywistości  i 

zastanawiał  się  czy  Mistrz  przechwycił  którąś  z  jego  myśli.  Rumieniąc  się  spojrzał 
katem  oka  na  wysokiego  mężczyznę,  ale  nie  było  możliwości  wyczytać  nic  z 
zachowania  Havena,  kiedy  szedł  zdecydowanym  krokiem  przez  długi  mieniący  się 
wieloma barwami perłowy korytarz. 

 

Przed  nimi  hol  rozszerzał  się  w  masywne  przejście  gdzie  perłowe  kolory  nagle 

ustępowały  miejsca  ciemnym  barwom.  Rozdzierająca  czerń,  karmazyn  i  biały  jedwab 
schodziły  z  sufitu  tworząc  sztandar,  który  wyglądał  jakby  był  długi  na  ponad  sto  stóp. 
Uzbrojeni  strażnicy  z  Tiberiońskiej  armii,  którzy  wydawali  się  składać  z  talerzowatej 

background image

Tłumaczenie: GeDeTe 
www.gedete.blog.onet.pl 

klatki  piersiowej  mówiącej  nie-dotykaj-mnie  i  mało  praktycznej,  ale  bardzo  kolorowej 
piki,  stali  wzdłuż  czarno-czerwonego  dywanu  prowadzącego  do  olbrzymiego 
sklepionego przejścia. 

 

-  Szybciej,  szybciej  Niosący  Światło!  –  syczał  Minister  T’will  przez  cały  czas 

popychając  Havena  i  Wrena  na  długi  dywan  –  Godziny  audiencyjne  już  prawie  się 
skończyły.  Idźcie  do  końca  dywanu  i  czekajcie  aż  strażnicy  dadzą  wam  znać,  że 
możecie wejść. Pośpieszcie się! 

 

Haven zdecydowanie wszedł na dywan i zaczną iść, co zdawało się, Wrenowi być 

stanowczym  spokojnym tempem, podziwiając strażników stojących  wzdłuż  drogi.  Wren 
podążył  za  swoim  Mistrzem  prawie  biegnąc,  zastanawiał  się,  dlaczego  Haven  celowo 
posuwał  się  wolno  do  przodu  zamiast  śpieszyć  się  tak  jak  polecił  im  zrobić  Minister 
T’will.  Kiedy  w  końcu  dotarli  do  sklepionego  przejścia  gdzie  stało  dwóch  szczególnie 
olbrzymich Tiberiończyków, zobaczył, dlaczego. 

 

Siedzącym  na  szerokim  złotym  tronie,  który  unosił  się  na  trzech  nogach  nad 

bogatą  wyłożoną  pseudo-drewnem  podłogą  był  gruby  wyglądający  na  znudzonego 
Tiberionczyk  ubrany  w  szatę  tkaną  jedwabną  złotą  nicią.  Zastanawiające  było  jak  on 
mógł  się  w  niej  poruszać.  Jego  maleńkie  oczy  przytłumione  szparami  powiekowymi  i 
purpurowy grzebień skóry na szczycie jego głowy opadał na jedną ze stron, co sprawiało 
wrażenie,  że  prawie  śpi  tak  jak  reszta  jego  ciała.  Obok  jego  tronu  unoszącego  się  na 
czysto srebrnej platformie stał ogromny, muskularny Tiberiończyk z twardym wzrokiem 
na  płaskiej  twarzy.  Był  tak  olbrzymi,  że  mógł  pochylić  się  i  szeptać  boskiemu-
imperatorowi  do  ucha,  chociaż  tron  był  ustawiony  trzy  stopy  nad  ziemią.  Ale  rzeczą, 
która sprawiła, że Wren spojrzał na niego dwa razy nie był jego rozmiar – był to fakt, że 
jego  oczy  nie  były  błyszcząco  czerwone  jak  większości  Tiberiończyków.  Zamiast  tego, 
jego tęczówki były głęboko intensywnie purpurowe tak, że były niemal czarne. 

Wren  odkrył,  że  gdy  raz  spojrzało  się  w  te  oczy  ciężko  było  oderwać  od  nich 

wzrok.  Wtedy  zdał  sobie  sprawę,  że  z  jakiegoś  powodu  uporczywie  wpatruje  się  w 
dziwnego  Tiberiończyka  stojącego  obok  tronu  i  szybko  spuścił  wzrok  na  podłogę.  Co 
zobaczył  na  podłodze  z  przodu  tronu  było  wystarczające do  odwrócenia jego uwagi  od 
boskiego-imperatora i jego dziwnego doradcy. 

 

Klęcząc  na  stercie  jedwabnych  poduszek,  przypuszczalnie  umieszczonych  tam 

dokładnie  do  tego  celu,  był  jeszcze  inny  Tiberioński  Minister.  Na  rękach  i  kolanach 
przed  nich  była  oznakowana  niewolnica  nosząca  czerwoną  obroże  taka  samą  jak  miał 
Wren.  Nic  z  tego  nie  było  niezwykłe  dopóki  nie  stało  się  oczywiste,  że  niewolnica 
klęczy  na  kolanach  z  podpartymi  rękoma,  ponieważ  jest  pieprzona.  Z  chrząkaniem  i 
uderzaniem  ciała  o  ciało  Tiberioński  Minister  trzymał  swoją  niewolnicę  wpychając 
ciągle  i  ciągle  długi  gruby  penis  w  jej  otwartą  dziurkę,  najwidoczniej  jako  hołd  dla 
swojego  władcy.  Wren  nie  miał  pojęcia  jak  uprawianie  publicznie  seksu  miało  oddać 
cześć  Tiberiańskiemu  monarsze,  ale  minister  i  jego  niewolnica  byli  zdecydowani  robić 
to całkowicie energetycznie – albo przynajmniej minister był. 

background image

Tłumaczenie: GeDeTe 
www.gedete.blog.onet.pl 

 

Ponieważ para była ustawiona pod kątem do Wrena nie mógł on zobaczyć twarzy 

dziewczyny.  Ale  jej  język  ciała  mówił  o  całkowitej  uległości,  całkowitej  rozpaczy. 
Kiedy minister nieprzerwanie poruszał się w niej, ona uklęknęła niżej, zakrywając ręce i 
ramiona i trzymając tyłek równie wysoko w powietrzu. Wyraźnie czekała jedynie, pełna 
doświadczenia,  kiedy  będzie  mogła  odejść  i  pozwolić,  aby  następny  pan  i  niewolnik 
zajęli jej miejsce. 

 

„Następny  pan  i  niewolnik...  na  Światło,  to  my!”  Wren  wyrwał  się  z  zamyślenia, 

zapadał  się  wpatrując  w  nieszczęsną  niewolnicę  braną  przez  rozentuzjazmowanego 
ministra.  Oh,  boże,  czy  on  i  Haven  będą  musieli  to  zrobić...?  Wren  nie  mógł  nawet 
wyobrazić  sobie  czegoś  takiego.  Mimo  że  prze  chwilą  fantazjował  o  oddaniu  się 
całkowicie  swojemu  Mistrzowi,  o  byciu  pod  twardym  muskularnym  ciałem  Havena  i 
byciu  wypełnionym  przez  jego  gruby  członek,  zdawał  sobie  sprawę,  że  jego  fantazja 
może wkrótce stać się rzeczywistością ciągle sprawiała, że drżał. 

 

To nie było tak jak chciał, Wren zadał sobie reszcie z tego sprawę. Pieprzyć się na 

przedzie  audiencji  dla rozrywki jakiegoś  grubego obcego monarchy  nie było sposobem, 
w  jaki  chciał  kochać  się  pierwszy  raz  ze  swoim  Mistrzem.  Marzył  o  przygaszonym 
świetle,  kojącej  muzyce.  Po  przelotnym zobaczeniu  Havena w dźwiękowym prysznicu i 
przymierzalni,  od  czasu  do  czasu  i  poznaniu  jego  dość  dużego  w  rozmiarach  członka, 
Wren także chciał dużo lubrykantu. Niestety wyglądało na to, że nie dostanie nic z tych 
rzeczy. 

 

„Mistrzu”  przesłał  przez  połączenie twardo starając się trzymać panikę z dala od 

swojego głosu. „Mistrzu, nie będziemy musieli...” 

 

„Opanuj  się, Wren.  Oczywiście, że nie” Głos  Havena brzmiał całkowicie pewnie, 

ale  Wren  zobaczył  napięcie  pojawiające  się  w  jego  szerokich  ramionach  i  poważne 
spojrzenie  na  jego  twarzy.  Haven  był Mistrzem Zakonu  Światła, co oznaczało, że mógł 
sam  wywoływać  broń  z  żywego  Światła.  Ale  nie  była  to  walka  albo  sytuacja 
wymagająca  ucieczki  –  była  to  kwestia  protokołu  i  gdyby  urazili  Tiberiońskiego 
boskiego-cesarza.  niech  żyje  wiecznie,  Wren  dodał  automatycznie  od  siebie,  równie 
dobrze mogliby osobiście ściągną anihilująca broń na Gow gi Nef. 

 

„Oh,  Boże,  my  naprawdę  będziemy  musieli  to  zrobić...”  pomyślał  Wren,  patrząc 

jak  klęczący  minister  i  jego  nieszczęsna  niewolnica  wreszcie  skończyli  swój  występ. 
Naprawdę będziemy musieli to zrobić...” 

 

- Godziny audiencji Jego wysokości, Boskiego-cesarza Rudgeza Czwartego, niech 

żyje  wiecznie,  właśnie  się  zakończyły.  –  obwieścił  donośny,  władczy  głos 
wydobywający  się  z  jakiegoś  głośnika  umieszczonego  ponad  ich  głowami.  Para 
strażników,  która  dotąd  stała  jak  posągi  po  obu  stronach  przejścia  wróciła  do  życia. 
Figlarnie  wyglądające  szpice  na  czubkach  ich  wysokich  brązowo-srebrnych  piki 
niespodziewanie  skrzyżowały  się,  blokując  wejście  do  sklepionego  przejścia  i  z 

background image

Tłumaczenie: GeDeTe 
www.gedete.blog.onet.pl 

wyjątkiem  drogi  do  sali  audiencyjnej  nie  było  innej  drogi.  Co  ostatecznie  odebrało 
Wrenowi oddech. 

 

„Tam,  mój  uczniu”  Haven  przesłała  z  oczywistą  satysfakcją.  „Miej  trochę  wiary 

w  swojego  starego  Mistrza”  Odwrócił  twarz  wystarczająco,  aby  obdarzyć  Wrena 
chytrym mrugnięciem  i  delikatnym uśmiechem. Wren chciał odpowiedzieć ruchem ręki, 
kiedy Minister T’will pospieszył ich dokładnie w tym samy momencie, zdyszany i zły. 

 

-  Co?  Po  tych  wszystkich  przygotowaniach  spóźniliście  się  na  audiencje?  Nie 

mogę w to uwierzyć! 

 

-  Moje  głębokie  przeprosiny,  Ministrze  T’will  -  powiedział  Haven  kłaniając  się 

głęboko  –  To  olbrzymie  nieszczęście,  że  nie  zdołałem  spotkać  się  dziś  z  boskim-
cesarzem.  Przypuszczam,  że  będę  musiał  poczekać  z  pokojowymi  negocjacjami  z 
Gowanami do jutra, aby zawrzeć znajomość z ich władcą. 

 

-  Nie  ma  takiej  możliwości  –  wykrzykną  T’will,  stukając  nogą  z  irytacją  –  Nie 

możesz  rozpocząć  negocjacji  z  boskim-cesarzem,  niech  żyje  wiecznie,  bez 
wcześniejszej formalnej audiencji i przedstawienia. To niedopuszczalne! 

 

-  Co?  –  Haven  zmarszczył  brwi  –  Chcesz  powiedzieć,  że  musimy  poczekać  aż 

godziny  audiencyjne  zakończą  się  jutro,  aby  wieczorem  rozpocząć  negocjacje?  Czy 
muszę ci przypominać, że każdy mężczyzna, kobieta i dziecko na całej planecie Gow gi 
Nef boi i się o własne życie? Musimy rozwiązać tą kwestę. 

 

- Nie, nie. – Minister T’will patrzył na nich z gniewem – Będzie inna okazja abyś 

został ogłoszony i przedstawiony, dziś wieczorem na Wielkiej Promenadzie. – sapnął ze 
zdenerwowania i machnął rękami – Co oczywiście oznacza nowy komplet ubrać dla was 
obydwu,  ciebie  i  twojego  niewolnika.  Dobrze,  po  prostu  musze  to  powiedzieć 
Ministrowi Odzieży. 

 

Serce  Wrena  podeszło  mu  do  gardła  ma  myśl  o  kolejnym  „dobieraniu”.  Kto 

wiedział, co będzie wymagane do noszenia albo do robienia następnym razem? Albo, w 
jaki  sposób  jego  Mistrz  będzie  zmuszony  go  dotykać.  Najwyraźniej,  Haven  myślał  o 
tym samy, ponieważ jego normalnie ciemno opalona skora stała się zdecydowanie blada 
i zapytał: 

 

-  Czy  to  naprawdę  konieczne  wracać  do  przebieralni  po  raz  kolejny?  Mój 

niewolnik  i  ja  mieliśmy  długą  podróż,  aby  tu  się dostać  i  jesteśmy naprawdę zmęczeni, 
Ministrze. 

 

-  Nie,  nie,  Wielka  Promenada  nie  zacznie  się  zanim  nie  nastanie  wieczór  – 

powiedział  T’will  –  Zostańcie  tutaj  a  ja  wezwę  służącego,  aby  zaprowadził  cię  do 
pokoju  gdzie  będziesz  mógł  odpocząć  i  orzeźwić  się  przed  wieczornymi  rozrywkami. 
Minister Odzieży ma twoje wymiary teraz wiec może przysłać ci odpowiedni strój. 

 

- Dziękuję – Haven ukłonił się ponownie – Tak jest bardziej wygodnie. 

 

T’will zrobił krótki, pobieżny ukłon i odszedł nie czekając na odpowiedź. 

background image

Tłumaczenie: GeDeTe 
www.gedete.blog.onet.pl 

 

Haven  patrzył  jak  Tiberioński  minister  odchodzi,  zakłopotany  spojrzał  na 

przystojną twarz. 

 

„Dobrze, Wren, domyślam się, że właśnie czekamy na służącego...” 

 

„Mistrzu, za tobą – Gowański ambasador” przerwał mu Wren. 

 

Haven  odwrócił  się,  aby  przechwycić  grubego,  futrzanego Gowanina, który szedł 

za  swoją  erotycznie  wygoloną  „niewolnicą”.  Wren  pomyślał,  że  w  pomieszczeniu 
pełnym  Tieberiończyków,  dwóch,  Gowańczyków  wygląda  jak  koty  albo  szczury  w 
pokoju pełnym jaszczurek. 

 

- Mistrzu, Havenie – Gowański ambasador nie wyglądał na zadowolonego – Co to 

ma być, słyszałem, że ty i twój niewolnik przegapiliście królewskie godziny audiencji? 

 

-  Nieunikniona  zwłoka,  która  jest  łatwa  do  naprawienia,  ambasadorze.  – 

powiedział  gładko  Haven  –  Zostaniemy  ogłoszeniu  i  przedstawieni  dziś  w  nocy  na 
Wielkiej  Promenadzie,  wiec  będziemy  gotowi,  aby  zacząć  negocjacje  pokojowe  z 
Tiberionami jutro jak planowałem. 

 

-  Dobrze,  nadal  nie  dbam  o  sposób,  w  jaki  będzie  to  załatwione.  –  Gowański 

ambasador  napinał  się,  co  sprawiało,  że  przez  jego  czarne  futro  wydawał  się  dwa  razy 
większy a turkusowe oczy krzywiły się z oburzenia – To jest nie niedopuszczalne, że ty i 
twój ucz... eh, niewolnik nie zdołaliście odbyć audiencji o wyznaczonym czasie. 

 

Haven zmarszczył brwi. 

 

-  Mogę  ci  przypomnieć,  Ambasadorze,  że  to  ty  prosiłeś  o  interwencję  Zakonu 

Światła? Jeżeli nie chcesz naszej pomocy... 

 

-  Nie,  nie.  -  Gowański ambasador  przerwał mu  szybko  – Nie, po prostu  jesteśmy 

na  krawędzi  i  mieliśmy  nadzieję  zakończyć  negocjacje  pokojowe  w  najkrótszym 
możliwym  czasie.  Moi  ludzie,  jak  pewnie  możesz  zrozumieć,  są  strasznie  przerażeni  i 
zdenerwowani.  Jedna  czwarta  naszej  populacji  właśnie  opuściła  planetę  odkąd 
Tiberiośska  groźba  została  ogłoszona.  Niestety  trzy  czwarte,  które  pozostało  jest 
niezdolne  lub  niechętne  do  wyjazdu.  Taki  stan  chaosu  jest  nie  do  pomyślenia.  Obraza, 
jaka  popełniliśmy  wobec  Tiberion  była  naprawdę  niezamierzona  wiec  po  prostu  nie 
rozumiem.  – Nagle się załamał, jego niebieskozielone oczy powiększyły się, kiedy gapił 
się na coś za szerokimi ramionami Havena. 

 

-  Ambasadorze?  –  Haven  zrobił  któż  w  przód,  z  niepokojem  zmarszczył  brwi  na 

twarzy – Czy tam jest coś złego? 

 

„Mistrzu,  on  wpatruje  się  w  tego  ogromnego  doradcę,  który  stał  obok  tronu 

boskiego cesarza.” Przesłał Wren przez połączenie „On idzie w ta stronę.” 

 

„Dziękuję, zaczynam być zmęczony byciem nachodzonym z zaskoczenia!” 

 

Haven  i  Wren odwrócili się  w tym samym momencie, aby zobaczyć olbrzymiego 

Tiberiońskiego  ministra  z  purpurowymi  oczami  nadchodzącego  z  sali  audiencyjnej 

background image

Tłumaczenie: GeDeTe 
www.gedete.blog.onet.pl 

gdzie  boski  cesarz  był  teraz  pogrążony  we  śnie  i  chrapał  w  swoim  ruchomym  tronie. 
Minister  nosił  złotą  togę  na  czarnej  koszuli  i  spodniach,  ale  całe  jego  ubranie  miało 
surowy  wojskowy  krój  i  zdawało  się,  że  wygląda  bardziej  jak  mundur  niż  normalny 
dworki ubiór. 

 

-  Bądź  bardzo  ostrożny,  co  powiesz,  Niosący  Światło  –  szepnął  Gowański 

ambasador – To jest H’rak, minister wojny boskiego imperatora. To on właśnie... 

 

Ale  zamian  mógł  dowiedzieć  się,  co  zrobił  H’rak,  ogromy  Trberioński  minister 

wojny był blisko nich i Gowański ambasador zamknął soje usta z trzaskiem. 

 

-  Ah,  Ambasador.  Witam  –  H’rak  warknął  kłaniając  się  w  typowy  wojskowy 

sposób,  który  Gowański  ambasador  i  Haven  odwzajemnili  –  Jak  przypuszczam  to  jest 
Niosący  Światło,  po  którego  posłałeś,  aby  rozstrzygnął  nasz  małe  nieporozumienie.  – 
miał zimny, bezbarwny głos, który przywodził na myśl ironię pomimo braku wyrazu. 

 

- Jestem Mistrz D’Lon Haven z Zakonu Światła – powiedział Haven, kłaniając się 

– I każdy spór,  który  zagraża  końcem całej planety jest czymś więcej niż tylko „małym 
nieporozumieniem”, Ministrze. 

 

-  Nazywaj  mnie  H’rak.  –  minister  wojny  wymówił  swoje  imię  jak  ktoś  dławiący 

się  kością  –  I  niestety,  Niosący  Światło,  jeżeli  tylko,  Gowanie  nie  okazaliby  tak 
śmiertelnego  braku  szacunku  naszemu  Boskiemu  Cesarzowi,  Rudgezowi  Czwartemu, 
nie bylibyśmy w tym miejscy właśnie teraz. 

 

- Rozumiem, że Gowanie naruszyli wasz protokół podczas rutynowych negocjacji 

handlowych  odmawiając  jedzenia,  które  zostało  im  podane  i  nie  mieli  niewolników  jak 
wasza obyczajowość wymaga, aby mieli  – delikatnie  powiedział  Haven – Ale naprawdę 
myślisz, że to jest wystarczający powód aby grozić że całkowicie zniszczycie ich świat? 

 

Wyraz nudnych purpurowych oczu Ministra H’rak wypełnił się chłodem. 

 

-  Źle  zrozumiałeś,  Niosący  Światło.  Oni  nie  pogwałcili  po  prostu  naszych 

obyczajów  –  oni  je  całkowicie  zhańbili.  Nie  tylko  odmówili  jedzenia  –  wzgardzili 
świętym  mięsem,  które  zostało  pobłogosławione  przez  samego  Boskiego  Cesarza.  I  nie 
chodziło  o  brak  niewolników,  czym  złamali  prawo  tak  bardzo  jak  o  fakt,  że  byli  bez 
odpowiedniego  środka,  aby  uczcić  Rudgeza  Czwartego  na  Uczcie  Łaski  –  najbardziej 
świętego dnia w Tiberiońskim kalendarzu. 

 

-  Z  powodu,  czego  szczerze  ubolewamy.  –  Gowański  ambasador  mruknął 

pochopnie.  Był  tak  zdenerwowany,  że  jego  czarny  wąs  drgał  –  Proszę,  szacowny 
Ministrze H’rak, obraza była nieumyślna. My Gowanie jesteśmy pokojowymi istotami. 

 

-  Tak,  tak  pokojowi,  że  nawet  nie  macie  broni  wystarczająco  silnej,  aby  bronić 

waszej  planety.  –  powiedział  H’rak,  jego  zimny  głos  ogrzał  się  trochę  –  Tak  pokojowi, 
że  zrzucacie  odpowiedzialność  na...  –  nagle  przerwał  i  potrząsnął  głową  –  Ale  nie 
będziemy  rozmawiać  teraz  o  tych  sprawach.  Nasza  narada  jest  zaplanowana  na  jutro, 

background image

Tłumaczenie: GeDeTe 
www.gedete.blog.onet.pl 

jeżeli  to  dobrze  zrozumiałem.  Wkrótce  wysłuchamy  waszych  argumentów,  dlatego  nie 
powinniśmy rzucać ich na wiatr, Ambasadorze. 

 

- Ale, Ministrze H’rak... – zaczął Gowański ambasador błagalnym tonem. 

 

-  Nie  będę  więcej  o  tym  rozmawiał.  Możesz  odejść.  -  H’rak  wykonał  olbrzymią 

ręką gest nie znosach sprzeciwu. 

Odrzucony,  Gowański  ambasador  skłonił  się  szybko  i  odszedł,  a  jego  niewolnica 

podążyła za nim. 

Nagle, Minister H’rak zwrócił swą uwagę na Wrena, który stał cicho za Havenem, 

obserwując wszystko katem oka. 

 

-  Masz  naprawdę  wspaniałego  niewolnika,  Niosący  Światło.  –  powiedział  do 

Havena  wyciągając  rękę  z  długimi,  zimnymi  gadzimi  palcami,  aby pogłaskać Wrena  po 
policzku.  Wren  pomimo  to  nadal  stał  trzymając  spuszczony  wzrok.  Z  jakiegoś  powodu 
zdołał powstrzymać dreszcz obrzydzenia wpływem poufałego dotyku. 

 

- Faktycznie jest. Mam go od wielu lat. – powiedział neutralnie Haven. 

Przez  połączenie,  Wren  czuł  nagły  skok  złości,  ale  jego  Mistrz  trzymał 

opanowany ton. 

 

-  Również  pełen  życia.  Mogę  powiedzieć,  że  spotkał  moje  oczy  wcześniej, 

chociaż  nie  chce  tego  zrobić  teraz.  –  H’rak  ujął  w  rękę  brodę  Wrena  i  zmusił  go,  aby 
podniósł  głowę  do  góry,  że  byli  oko  w  oko  –  albo  tak  blisko  jak  to  tylko  możliwie, 
biorąc  pod  uwagę,  że  Wren  był  prawie  dwie  stopy  niższy  niż  potężny  Minister  wojny. 
Ponowie  Wren  musiał  zmusić  się,  aby  powstrzymać  drżenie  obrzydzenia,  które  chciało 
przejść  przez  niego.  –  I  masz  go  w  czerwonej  obroży,  rozumiem.  Szkoda,  czarna 
pasowałaby  mu  znacznie  bardziej.  –  Purpurowe  oczy  ministra  przesuwały  się  w  dół 
wzdłuż  ciała,  Wrena  od  szkarłatnej  obroży,  która  otaczała  jego  szyję  do  czarnej 
skórzanej  uprzęży  i  pierścienia  na  penis,  który  trzymał  jego  męskość  w  ciągłej 
gotowości. 

„O Boże, jeżeli dotknie mnie tam...” Wren przygryzł dolna wargę i zacisną dłonie 

w  pieści.  Jeżeli  Minister  Wojny  dotknie  go,  będzie  musiał  po  prostu  znieść  to,  aby 
uniknąć  dawania  dalszych  uraz.  Ale  będzie  to  bez  wątpienia  jedno  z  najbardziej 
odrażających doświadczeń w jego życiu. 

„Uspokój  się,  Wren.”  usłyszał  szept  Havena  przez  połączenie.  Dźwięk 

wewnętrznego głosu jego Mistrza w jego głowie wzmocnił jego postanowienie. 

 

-  Nie  wielu  mężczyzn  posiada  siłę,  aby  panować  nad  takim  niewolnikiem...  i  w 

dodatku  męskim  niewolnikiem.  -  kontynuował  H’rak  obdarowując  Wrena  chłodnym, 
oceniającym uśmiechem. 

 

-  Nie  wydaje  mi  się,  aby  był  to  problem.  –  ton  Havena  wyrażał  teraz  małą 

przewagę. 

background image

Tłumaczenie: GeDeTe 
www.gedete.blog.onet.pl 

Wren  mógł  wyczuć  powoływanie  siły  Światła,  zbieranie  siły,  której  można  użyć 

w  chwili  dużej  konfrontacji.  Może  H’rak  także  to  czuł,  ponieważ  nagle  puścił  brodę 
Wrena i odsunął się. 

 

-  Osobiście  preferuję  męskich  niewolników.  Znacznie  większe  wyzwanie.  – 

Uśmiechną się zimno i odwrócił głowę – Tallen, chodź! – zawołał gwałtownie. 

Niespodziewanie  pojawił  się  niewolnik  wyglądający  na  niewiele  młodszego  od 

Wrena,  było  trudno  ocenić  jego  wiek,  bo  był  Gowaninem,  nie  Tiberiończykiem.  Grube 
lśniące  brązowe  futro  niewolnika  było  zgolone  od  szyi  w  dół,  czyniąc  jego  nagie  ciało 
wyglądające w jakiś sposób nawet bardziej nagie. Jego wielkie piwne oczy były otępiałe 
ze  strachu.  Na  wygolonym  ciele  miednicy  wypalony  była  duża  litera  „H”,  która 
wyglądała  staro  –  najwidoczniej  nieszczęśliwy  niewolnik  należał  do H’raka  od jakiegoś 
czasu. 

 

Patrząc  niżej,  Wren  skrzywił się  z  bólu, kiedy zobaczył,  że  w miejscy pierścienia 

na  penis,  niewolnik  miał  serię  wymyślnych  skórzanych  rzemieni,  które  były  mocno 
obwiązane wokół jego członka w stanie erekcji i tylko na końcu główki jego członka był 
kolczyk.  Duże  srebrne  koło  przechodziło  przez  wrażliwy  kawałek  ciała.  Diamentowe 
świecidełko,  które  zwisało  z  kolczyka  błyskało,  kiedy  tylko  niewolnik się  ruszył. Gruba 
czarna skórzana obroża wysadzana diamentami otaczała jego szyję. 

 

- To twój niewolnik? – zapytał Haven, wskazując głową na Gowańczyka. 

 

-  W  rzeczy  samej.  –  zwyczajnie,  H’rak  wyciągnął  rękę  w  dół  i  zaczął  gładzić  po 

penisie swojego niewolnika skrępowanym rzemieniami, który starał się tłumić jęki – Nie 
darzymy  dużym  szacunkiem  Gowan,  Niosący  Światło,  nigdy  nie  darzyliśmy.  Ale 
znalazłem jego  dziurkę  tak ciasną  i przyjemną do pieprzenia, jakiej nie miał żaden inny 
niewolnik, że te ohydne futro zostało zgolone. 

 

-  Rozumiem.  –  głos  Havena  nadal  był  zimny  i  spokojny,  ale  Wren  mógł  czuć 

odrazę swojego mistrza przez ich połączenie. 

 

- Nie, Niosący Światło, wydaje mi się, że nie rozumiesz, ale zrozumiesz. – sięgnął 

do  swojej  złotej  szaty,  H’rak  nagle  wyciągnął  nóż  z  rękojeścią  zdobioną  klejnotami. 
Była  to  maleńka  broń,  nie  większa  niż  ręka  Wrena  od  dłoni  do  koniuszków  palca,  ale 
ostrze wyglądało na niezwykle ostre. 

 

- Co zamierzasz z tym zrobić? – głos, Havena był bez wyrazu, ale Wren wiedział, 

że  jego  Mistrz  nie  mógł  stać  i  patrzeć  jak  nieszczęsny  niewolnik  jest  zabijany  lub 
okaleczany i nic z tym nie robić. 

 

H’rak zignorował pytanie. 

 

-  Tallen  –  syknął,  ciągle  głaszcząc  penis  Gowańskiego  niewolnika  jedną  ręką  i 

trzymając nóż w drugiej – Jak dużo czasu minęło odkąd ostatni raz pozwoliłem ci dojść? 

 

Piwne  oczy  Gowańskiego  niewolnika  nagle  szeroko  otwarte,  podążały  za 

błyszczącym ostrzem noża z desperackim strachem. 

background image

Tłumaczenie: GeDeTe 
www.gedete.blog.onet.pl 

 

- Sześć standardowych miesięcy, pięć dni i siedem godzin, Panie. – odpowiedział, 

jego głos był niski i drżący. 

 

-  Doskonale,  czy  chciałbyś  zaszczycić  tym  szacunkiem  Sługę  Światła,  który 

przybył,  aby  pośredniczyć  w  naszym  sporze  z  twoimi  plugawymi  pobratymcami?  – 
kontynuował H’rak. 

 

-  N-nic  nie  zrobiłoby  mi  większej  przyjemności,  Panie.  –  jęknął  Gowański 

niewolnik. Jego spojrzenie nie opuszczało ostrza w olbrzymiej ręce H’raka. 

 

- Bardzo dobrze. – nóż poruszył się z niesamowitą szybkością. Zanim Haven albo 

Wren  mogli  cokolwiek  powiedzieć,  czarne  skórzane  rzemienie  obwiązujące  członek 
niewolnika  leżały  na  podłodze.  H’rak  chwycił  niedawno  uwolniony  penis  i  ścisnął 
swojego  niewolnika  dokładnie  trzy  razy,  szybko,  szarpiąc  chłodno,  co  wyglądało 
bardziej  boleśnie  niż  przyjemnie  dla  Wrena.  Zastanawiał  się  czy  rzeczywiście  H’rak 
trzymał  swojego  niewolnika  w  takim  stanie  seksualnej  agonii  przez  więcej  niż  sześć 
miesięcy, kiedy Minister wojny rozkazał – Teraz! 

 

Nagły  skurcz  wstrząsnął  szczupłym  ogolonym  ciałem  niewolnika,  i  wytrysk 

perłowo białej spermy niespodziewanie wytrysnął z koniuszka jego członka i wyładował 
na czarnym i czerwonym dywanie obok butów Havena. 

 

H’rak  strzepnął  penis  swojego  niewolnika  jeszcze  raz  i  ostatnie  krople  spermy, 

które były już wcześniej zlały się w gruby puszysty dywan. 

 

- Sprzątnij to! – rozkazał. 

 

Baz żadnego protestu niewolnik, Tallen. Upadł na kolana i zaczął zlizywać dowód 

swojej ulgi z szorstkiego włosia dywanu za pomocą długiego różowego języka. 

 

Haven odsunął się do tyłu, dając młodemu Gowańczykowi miejsce do pracy, jego 

twarz nadal pozostała neutralna. 

 

„Boże,  Mistrzu,  co  to  miało  być?”  Wren  przesłał  przez  połączenie.  „Biedny 

niewolnik!” 

 

„Myślę,  że  to  był  Tiberioński  sposób  oddawania  honoru,  Uczniu.”  Odesłał 

beznamiętnie. Do H’raka powiedział poważnie: 

 

- Zaszczyciłeś mnie, Ministrze. 

 

- Tak jak ty zaszczycisz Boskiego Cesarza dziś w nocy na Wielkiej Promenadzie. 

–  Tiberioński  Minister  wojny  obdarzył  Havena  świdrującym  spojrzeniem  –  My 
Tiberionie  mamy  powiedzenie,  które  mógłbym  przetłumaczyć  na  standardowy  język 
jako  „słowo  do  roztropnego  jest  wystarczające”.  Rozważ  czy  twój  głęboki  hołd  jest 
dostatecznie  szacowny,  kiedy  będziesz  przedstawiany  Jego  Wysokości.  Dobrego  Dnia, 
Mistrzu  Havenie,  mam  nadzieję  zobaczyć  ciebie  i  twojego  wspaniałego  młodego 
niewolnika później. – ukłonił się lakonicznie. 

background image

Tłumaczenie: GeDeTe 
www.gedete.blog.onet.pl 

 

-  Miłego  dnia,  Ministrze  H’rak.  –  Haven  odpowiedział  mu  ukłonem  i  patrzył  jak 

Minister  Wojny  i  jego  nieszczęśliwy  Gowański  niewolnik  odchodzą  wzdłuż  długiego 
czerwonego  i  czarnego  dywanu,  znikając  w  tłumie  Tiberiończyków  zwlekających  z 
odejściem z olbrzymiego przedsionka sali tronowej. 

 

Wren  otworzył  usta,  aby  powiedzieć  coś  do  Mistrza,  ale  zaraz  dostrzegł 

niewielkiego  zaokrąglonego  Tiberiońskiego  służącego  podchodzącego  do  nich  i 
szarpiącego za rękaw złotej szaty Havena. 

 

-  Przepraszam,  -  zapiszczał  –  czy  jesteś  Mistrzem  Havenem?  Minister  T’will 

przysłał abym zaprowadził cię do twojego pokoju. 

 

-  Dziękuję.  To  byłoby  bardzo  miłe,  -  Haven  skinął  głową  i  podążyli  za  służącym 

po  dywanie  i  przez  inny  długi  labirynt  korytarzy.  Kiedy  szli  Wren  zastanawiał  się,  z 
czego  dokładnie  powinien  składać  się  „dostatecznie  szacowny”  ukłon.  I  chociaż  Haven 
osłaniał  swoje  myśli,  mógł  czuć  niepokój  i  konsternację  swojego  Mistrza  przez  ich 
połączenie, ponieważ prawdopodobnie zastanawiał się nad tymi samymi rzeczami.