background image

Uniwersytet Śląski

Wydział Nauk Społecznych

Instytut Filozofii

Grzegorz Bułka

nr albumu: 164522

Analiza dowodu ontologicznego na istnienie Boga 

u św. Anzelma z Canterbury

Praca magisterska

napisana pod kierunkiem naukowym

dra Andrzeja Wójcika

Katowice, czerwiec 2005 r.

background image

S

PIS

 

TREŚCI

:

2

background image

1. Wstęp

4

1.1. Cel pracy

4

2. Określenie przedmiotu badań

6

2.1. Zarys badanego dowodu

6

2.2 Tekst dowodu

10

3. Recepcja dowodu ontologicznego Anzelma z Canterbury

12

3.1. Gaunillo

12

3.2. Tomasz z Akwinu

16

3.3. Kartezjusz, Spinoza i Leibniz

20

(3.3.1. Descartes – s. 20; 3.3.2. Spinoza – s. 22; 3.3.3. Leibniz – s.23.)

3.4. Kant

26

3.5. Recepcja dowodu współcześnie

29

(3.5.1. M. Gogacz – s. 29; 3.5.2. N. Malcolm – s. 35; 3.5.3. E. Mascall – s. 37; 
3.5.4. T. A. Losoncy – s. 38; 3.5.5. L. Feuer – s. 43.)

3.6. Wnioski

45

4. Analiza dowodu ontologicznego

47

4.1. Parafraza tekstu podlegającego analizie

48

4.2. Pierwszy dowód

60

4.3. Drugi dowód

64

5. Wnioski

83

6. Bibliografia

86

1. W

STĘP

1.1. Celem niniejszej pracy  jest próba systematycznej analizy dowodu 

na istnienie   Boga,   który   święty   Anzelm   z   Canterbury   zawarł   w   pierwszych 

3

background image

ustępach  Proslogionu.

1

  Dowód   ten,   zwany   później   dzięki   Kantowi 

ontologicznym

2

  budził   zainteresowanie   wielu   badaczy   –   począwszy 

od Gaunillona,   poprzez   Tomasza z Akwinu,   skończywszy   na   współczesnych 

filozofach  i  logikach.  Dzieje   się  tak  z   pewnością  dlatego,  że   mimo  swoich 

niewielkich rozmiarów i pozornej prostoty, dowód opiera się na przesłankach, 

których   analiza   wymaga   skomplikowanych   ustaleń   z   zakresu   semiotyki 

czy ontologii. 

We   wstępnym   rozdziale   pracy   pragnę   określić,   które   fragmenty 

Proslogionu  podlegać   będą   dalszym   badaniom.   Konieczność   sprecyzowania 

przedmiotu badań jest oczywista i nie wymaga wyjaśnień.

Kolejny   rozdział   dotyczyć   będzie   recepcji   dowodu   Anzelma   w historii 

filozofii. Informacje historyczne mogą pozornie wydawać się zbędne w pracy 

analitycznej.   Istnieją   jednak   co   najmniej   dwa   powody,   dla których   należy 

odwołać się do historii badań ratio Anselmi. Po pierwsze – jest nim szacunek 

dla tradycji badawczej tego dowodu. Potrzeba świadomości, że był on zarówno 

afirmowany,   jak   i   krytykowany   z różnych   pozycji   światopoglądowych, 

wydaje się   być   wystarczającym   uzasadnieniem   umieszczenia   tego   rozdziału 

w pracy.   Drugim   –   nie   mniej   istotnym   powodem   –   jest   ogromna   wartość 

ustaleń,   jakich   dokonali   dotychczasowi   badacze   dowodu.   Są   one   przydatne 

nie tylko z czysto historycznego punktu widzenia. Pozwalają bowiem dostrzec 

więcej   jego   aspektów,   co   przyczynić   się   może   do rzetelniejszej   analizy. 

Z drugiej   natomiast   strony   mogą   one   ustrzec   przed   powtarzaniem   błędnych 

wniosków.

Czwarty rozdział stanowić będzie analiza  ratio Anselmi  ze szczególnym 

uwzględnieniem   badań   logiczno-filozoficznych   w   tym   zakresie.   Celem   tej 

analizy jest ustalenie, czy dowód Anzelma jest dowodem poprawnym, czy nie, 

lub też stwierdzenie, że pytania tego nie da się rozstrzygnąć. Intencją Anzelma 

było stworzenie  jednego argumentu, który poza sobą samym nie wymagałby  

żadnego   innego   do   wykazania,   że   jest   słuszny,   i   sam   jeden   wystarczałby  

1

  Anzelm z Canterbury,  Monologion, Proslogion, tłum. T. Włodarczyk, Warszawa 1992. Wszystkie 

cytaty   z   tego   dzieła   pochodzić   będą   z   tego   właśnie   wydania   i   w   dalszych   częściach   pracy 
opisywane będą odpowiednio, jako: Monologion Proslogion.

2

 Por.: I. Kant, Krytyka czystego rozumu, tłum. R. Ingarden, Kraków 1957; s. 333-344.

4

background image

do stwierdzenia, że Bóg naprawdę jest

3

. Dowód istotnie składa się z niewielu 

przesłanek, oraz wnioskowania, którego celem jest dowiedzenie istnienia Boga. 

W   związku   z   tym   najbardziej   naturalnym   sposobem   uporządkowania   jego 

analizy będzie krytyka poszczególnych przesłanek i następnie wnioskowania 

zbudowanego   na   ich   podstawie.   Krytyka   przesłanek,   oprócz   aspektów 

logicznych,   uwzględni   również   –   i   tutaj   ustalenia   historyczno-filozoficzne 

z poprzedniego   rozdziału   okazać   mogą   swoją   wartość   –   rezultaty   badań 

dokonanych   przez   klasycznych   filozofów.   Zanim   jednak   przesłanki   zostaną 

poddane krytyce, uczynione będą próby ich formalnego zapisu. Formalizacja 

taka ma trzy cele. Po pierwsze – służyć będzie wyekspilkowaniu wszystkich 

elementów   badanych   przesłanek.   Po   drugie   –   dzięki   systematyzmowi, 

jaki niesie ze sobą formalizm, możliwe będzie wskazanie tych ich składników, 

które  prima facie  nie ujawniają się. Po trzecie – o ile uda się w taki sposób 

spreparować   przesłanki   –   pozwoli   to   sprawdzić   poprawność   formalną 

wnioskowania Anzelma.

3

 Proslogion; s. 137.

5

background image

2. O

KREŚLENIE

 

PRZEDMIOTU

 

BADAŃ

2.1. Przed przystąpieniem do jakichkolwiek działań badawczych należy 

skonkretyzować   ich   przedmiot.   Jest   nim   mianowicie   dowód   ontologiczny 

św. Anzelma   na   istnienie   Boga,   wyprowadzony   z   idei  czegoś,   ponad   co 

nic większego   nie   może   być   pomyślane

4

.   W   dziełach   Anzelma   spotykamy 

dwa dowody istnienia Boga. Pierwszy z nich znajduje się w rozdziałach 1.-6. 

Monologionu

5

  Pozostanie   on   jednak   całkowicie   poza zainteresowaniem 

tej pracy.   Opiera   się   bowiem   na   obserwacji   rzeczywistości   otaczającej 

człowieka   i   wyprowadzeniu   wniosków   dotyczących   konieczności   istnienia 

Bytu,   który   byłby   tej rzeczywistości   pierwszą   przyczyną.   Jest to dowód 

odpowiadający   w   zarysie   Arystotelesowskiemu   dowodowi   z   przyczyny 

sprawczej

6

  czy   późniejszej   „drugiej   drodze”   Św.   Tomasza

7

.   Argumenty 

tego typu, nazywane przez Stanisława Kowalczyka etiologicznymi, opierają 

się na obserwacji relacji przyczynowo-skutkowych kosmosu.

8

Dowód, który będzie przedmiotem naszego zainteresowania, znajduje się 

w  Proslogionie.   Powstawał   on   w latach   1077-1078.   Był   to   okres   sporów 

między dialektykami i antydialektykami, co odzwierciedlenie swoje posiada 

w prawdopodobnych   pierwotnych   tytułach   dzieła:  „Fides   quaerens 

intellectum”  (Wiara   poszukująca   zrozumienia)   lub  „Alloquium   de ratione 

fidei”  (Mowa o racjonalności wiary).

9

  W tym sporze Anzelm opowiadał się 

za możliwością   i   koniecznością   rozumowego   wyjaśniania   wiary 

chrześcijańskiej.   Ideą   przyświecającą   jego   dziełu   było   stworzenie 

racjonalnego   wyjaśnienia   prawd   wiary.   Wyjaśnienia,   które   choć   zgodne 

z ortodoksją,   nie   będzie   opierać   się   na   dogmatach   katolickich, 

lecz wyjaśniać je   za   pomocą   samych   tylko   środków   rozumowych. 

Pierwszym etapem tych prac było podanie dowodu istnienia Boga. Dowód ten 

4

 Jest to oryginalne sformułowanie Anzelma, którym określa on Boga w całym Proslogionie

pojawia się ono po raz pierwszy, kiedy Anzelm pisze:
 A wierzymy zaiste, że jesteś czymś, ponad co nic większego nie można pomyśleć.;  Proslogion; s. 145.

5

 Monologion; s. 14 – 25.

6

 Por.: Arystoteles, Metaph, Λ, 6, 1071a (Metafizyka, tłum. K. Leśniak, Warszawa 1983; s. 310).

7

 Por.: STh, I, q.2, a.3 (Tomasz z Akwinu, Traktat o Bogu, Kraków 1999; s. 2).

8

 Por.: St. Kowalczyk, Filozofia Boga, Lublin 2001; s. 85-101.

9

  Takie   tytuły   prawdopodobnie   chciał   nadać   Anzelm   swojemu   dziełu,   które   ostatecznie   jednak 

otrzymało nazwę Proslogion; por.: E. I. Zieliński, Wstęp, [w:] Monologion, Proslogion, s XVII.

6

background image

miał być   skonstruowany   w   taki   sposób,   aby   nawet   niewierzący,   na   mocy 

samej   prawdziwości  ratio   Anselmi  uznał   twierdzenie   o   istnieniu   Boskim 

za prawdziwe.

Dowodowi, którym będę zajmował się w niniejszej pracy, poświęcone są 

cztery pierwsze rozdziały  Proslogionu.  Pierwszy z nich to swoista modlitwa 

do   Boga   o   oświecenie   umysłu,   prośba   o dostąpienie   mądrości, 

która umożliwiłaby   Anzelmowi   rozumowe   poznanie   istnienia   Boga.

10 

Modlitwa ta bywa postrzegana jako dowód na to, że ratio Anselmi opiera się 

na pozarozumowym, mistycznym poznaniu istnienia Boga i dopiero dzięki 

temu poznaniu, niejako wtórnie, możliwe jest dowodzenie istnienia Boga.

11 

Niezależnie od tego, czy twierdzenie takie jest prawdziwe, apostrofa do Boga, 

zawarta w Rozdziale 1 nie zawiera w sobie żadnego elementu wnioskowania 

dotyczącego   istnienia   Boga.   Zatem   mimo,   że   rozdział   ten   organicznie 

jest powiązany z badanym dowodem, to z punktu widzenia niniejszej pracy 

nie   jest   to   rozdział   istotny.   Istotne   są   natomiast   trzy   kolejne   rozdziały. 

W nich to  bowiem  znajdujemy  dowód  na   istnienie   Boga,   zwany  dowodem 

ontologicznym. 

Argumentacja   z  Rozdziału   2  Proslogionu  w   zarysie   przebiega 

następująco: 

1:

Bóg jest czymś, ponad co nic większego nie może być pomyślane.

2: Mamy w umyśle ideę czegoś, ponad co nic większego nie może być 

pomyślane.

3: Bycie   w   rzeczywistości   jest   czymś   więcej   niż   bycie   jedynie 

w intelekcie.

4: Gdyby coś, ponad co nic większego nie może być pomyślane istniało 

jedynie w intelekcie, to można by pomyśleć, że mogłoby istnieć także 

i w rzeczywistości.

5: Wtedy jednak nie byłoby tym, ponad co nic większego nie może być 

pomyślane – a tak być nie może.

10

  Por.: Proslogion, s.141-144.

11

  Por.:   P.   Evdokimov,  L’aspect   apophatique   de’l   argument   de   Saint   Anselme,   [w:]  Spicilegium 

Beccense  t. I, s. 250-253 oraz P. Vignaux,  Note sur le chaptire LXX du Monologion, „Revue du 
moyen   âge   latin”,   III   (1947);   s.   333;   [za:]   M.   Gogacz,  Problem   istnienia   Boga   u   Anzelma 
z Canterbury i problem prawdy u Henryka z Gandawy
, Lublin 1961; s. 37, 45.

7

background image

6: Aby zatem to, ponad co nic większego nie może być pomyślane było 

niesprzeczne,   to   musi   istnieć   nie   tylko   w   intelekcie,   lecz   także   i 

w rzeczywistości.

Natomiast w Rozdziale 3 pojawia się argumentacja podobna, zmodyfikowana 

jedynie w tym, że wnioskiem jest nie konieczność istnienia, lecz niemożliwość 

pomyślenia   nieistnienia   czegoś,   ponad   co   nic   większego   nie   może   być  

pomyślane.  W   argumentacji   tej   zasadniczej   zmianie   ulega   zdanie  3. 

z powyższego schematu; brzmi ono po modyfikacji:

3’:    Czymś   większym   jest,   jeżeli   czegoś   nie   można   pomyśleć   jako 

nieistniejące niż jeżeli można to pomyśleć jako nieistniejące.

Za tą modyfikacją pójdzie również modyfikacja zdań  4.  i  5.  oraz wniosku 

argumentacji, który tutaj brzmiał będzie: 

6’:    O   czymś,   ponad   co   nic   większego   nie   może   być   pomyślane, 

nie można nawet pomyśleć, że mogłoby nie istnieć. 

Rozdziale 4 Anzelm rozważa problem, jak możliwa jest myśl, że Bóg 

nie istnieje. Rozdział ten również nie przynależy bezpośrednio do dowodu, 

jednak problem możliwości pomyślenia, że Bóg nie istnieje, poruszany będzie 

przeze mnie przy okazji rozważania innych kwestii związanych z dowodem.

Pozostaje   rozważyć   również,   czy   argumenty   podane   przez Anzelma 

Proslogionie  same   w   sobie   wystarczają   dowodzeniu   Boga,   czy   też 

w badaniu  ratio Anselmi  odwołać się należy także do odpowiedzi na zarzuty 

Gaunillona

12

, jak to czyni np. La Croix. W artykule  Proslogion II and III: 

A Third   Interpretation   of   Anselm’s   Argument

13

  uznaje,   że   dowód 

Proslogion 2  wymaga   uzupełnienia   w   postaci   przyjęcia   przesłanki 

pochodzącej z Odpowiedzi.

14

 Nie wydaje się jednak koniecznym aż tak dalekie 

12

 Tekst Anzelma natychmaist po publikacji doczekał się krytyki ze strony Gaunillona. Na tą krytykę 

Anzelm  odpowiedział  tekstem  Liber  apologeticum contra Gaunillonem.  Polskie  tłumaczenie  tego 
tekstu w: Monologion, Proslogion; s. 187-203. W dalszych częściach mojej pracy opisywał będę ten 
tekst, jako: Odpowiedź. Zob. dalej: s. 12-16 niniejszej pracy.

13

 Por.: R. La Croix, Proslogion II and III: A Third Interpretation of Anselm’s Argument. Leiden 

1972; s. 99-100, 106-107.

14

 Argumentacja w interpretacji La Croix wygląda następująco:

    „(a) If N exists only in the understanding, then N does not exist in reality.

(b) If N does not exist in reality, then N can fail to exist in reality.
(c) If N can fail to exist in reality, then N can be thought not to exist in reality.
(d) If N can be thought not to exist in reality and N can be thought to exist in reality, then N can be 
thought to be greater.
(e) N can be thought to exist in reality.

8

background image

poszerzanie   przedmiotu   pracy.   Jak   bowiem   stwierdza   Jasper   Hopkins   – 

argumenty w Proslogionie nie tracą nic ze swojej mocy, kiedy rozważane są 

w izolacji.

15

  Jest  to  zresztą  zgodne   z intencją   Anzelma,   którą   było  podanie 

takiego   argumentu,   który  sam   w   sobie  wystarczyłby   dowodzeniu   Boga. 

Należy zatem uznać, że dowód na istnienie Boga zawarty jest w pierwszych 

rozdziałach  Proslogionu.  Natomiast   tezy   zawarte   w  Odpowiedzi  traktować 

będziemy jedynie jako wyjaśnienie lub uzupełnienie tez dowodu właściwego. 

Takie postawienie sprawy będzie jak najbardziej wierne zamysłowi Anzelma, 

który nigdzie nie wyraża się, jakoby modyfikował swój argument, lecz jedynie 

odpowiada na zarzuty postawione przez Gaunillona i w całości broni swoich 

twierdzeń z Proslogionu.

16

 Argument z Proslogionu pozostaje więc tym, który 

poza sobą samym nie wymaga żadnego innego do wykazania, że jest słuszny

17

. 

Tekstem   samej  Odpowiedzi  zajmować   się   będę   przede   wszystkim 

w punkcie 3.1.  mojej   pracy.   Skoro   bowiem   jest   odpowiedzią   na   zarzuty 

Gaunillona,   to   najodpowiedniejszym   kontekstem   jego   analizy   będzie   ustęp 

pracy  poświęcony właśnie polemice z Gaunillonem.

2.2.   Tekst   dowodu.  Po   tych   wstępnych   ustaleniach   przejść   można 

do przedstawienia   rozumowania   Anzelma,   które   będziemy   tutaj   rozważać, 

w takiej formie, w jakiej występuje ono w Proslogionie:

Rozdział 2

(...)   A   wierzymy   zaiste,   że   jesteś   czymś,   ponad   co   nic  

większego   nie można   pomyśleć.   Czy   więc   nie   ma   jakiejś   takiej  

natury,   skoro   powiedział   głupi   w   swoim   sercu:   nie   ma   Boga? 

Z całą pewnością jednak tenże sam głupiec, gdy słyszy to właśnie,  

(f) It is false that N can be thought to be greater than it is.”  Przesłanki (c), (d) i (e) pochodzą z 
paragrafu 5 Odpowiedzi.

15

 Por.: J. Hopkins; Anselm’s Debate With Gaunillo; [w:] Anselm of Canterbury. Hermeneutical and 

Textual Problems in The Complete Treaties of St. Anselm.; Toronto and New York 1976; s.116.

16

 por.: Odpowiedź; s.202. 

17

 Proslogion; s. 137.

9

background image

co mówię: „coś, ponad co nic większego nie może być pomyślane”, 

rozumie   to,   co   słyszy,   a   to,   co   rozumie,   jest   w jego   intelekcie, 

nawet gdyby nie rozumiał, że ono jest. Czymś innym jest bowiem to,  

że rzecz jest w intelekcie, a czymś innym poznanie tego, że rzecz 

jest. Kiedy bowiem malarz zastanawia się nad tym, co zamierza 

dopiero   wykonać,   to   bez   wątpienia   ma   w   intelekcie   to,   czego 

jeszcze nie zrobił, ale nie poznaje jeszcze, że to jest. Kiedy zaś już 

namalował, to ma i w intelekcie to, co już wykonał, i poznaje, że to 

jest.   A   więc   także   głupi   przekonuje   się,   że   jest   przynajmniej 

w intelekcie coś, ponad co nic większego nie może być pomyślane,  

ponieważ   gdy   to   słyszy,   rozumie,   a cokolwiek   jest   rozumiane, 

jest w intelekcie.   Ale   z   pewnością   to,   ponad   co   nic   większego 

nie może   być   pomyślane,   nie   może   być   jedynie   w   intelekcie. 

Jeżeli bowiem jest jedynie tylko w intelekcie, to można pomyśleć, 

że jest   także   w rzeczywistości,   a   to   jest   czymś   większym.  

Jeżeli więc to, ponad co nic większego nie może być pomyślane,  

jest jedynie   tylko   w   intelekcie,   wówczas   to   samo,   ponad   co   nic  

większego nie może być pomyślane, jest jednocześnie tym, ponad co 

coś większego może być pomyślane. Tak jednak z pewnością być 

nie   może.   Zatem   coś,   ponad   co   nic   większego   nie   może   być  

pomyślane,   istnieje   bez   wątpienia   i   w   intelekcie, 

i w rzeczywistości.

18

Rozdział 3

Ono   w   każdym   razie   tak   bardzo   prawdziwe   jest,   że   nawet 

nie można pomyśleć, że nie jest. Albowiem można pomyśleć, że jest  

coś, o czym nie można by pomyśleć, że nie jest, a to jest czymś  

większym   niż   to,   o czym   można   pomyśleć,   że   nie   jest.   Dlatego,  

jeżeli o   tym,   ponad   co   nic   większego   nie   może   być   pomyślane,  

można   pomyśleć,   że   nie   jest,   wówczas   to   samo,   ponad   co 

nic większego   nie   może   być   pomyślane,   nie   jest   tym,   ponad   co  

nic większego   nie   może   być   pomyślane,   a   to   być   nie   może.  

Zatem coś,   ponad   co   nic   większego   nie   może   być   pomyślane, 

18

 Proslogion, s.145-146.

10

background image

jest tak bardzo prawdziwe, że nawet nie można pomyśleć, że tego 

nie ma.

19

19

 Proslogion, s.146.

11

background image

3. R

ECEPCJA

 

DOWODU

 

ONTOLOGICZNEGO

 A

NZELMA

 

Z

 C

ANTERBURY

Dyskusje   wokół   anzelmiańskiego   dowodu   rozpoczęły   się   tuż   po   jego 

ogłoszeniu   i   trwają   do   dziś.   Udział   w   nich   biorą   zarówno   teolodzy, 

jak i filozofowie.   Ich   referowanie   najlepiej   przeprowadzić   według   klucza 

chronologicznego. Pozwoli on na uporządkowanie tekstów. Ważniejsze jednak 

jest to, że dzięki temu kluczowi lepiej widać ciągłość myśli dotyczącej dowodu 

oraz jej rozwój. 

Pragnę jeszcze zaznaczyć, że nie sposób poruszyć wszystkich komentarzy 

dotyczących dowodu. Zatem wspomnę tu jedynie o tych, które dokonane zostały 

przez najsłynniejszych myślicieli. Można również odnieść wrażenie, że odwołań 

do współczesności będzie w tym rozdziale nieproporcjonalnie wiele. Niech to 

jednak   nie   świadczy   o   większym   zainteresowaniu   dowodem   w   czasach   nam 

najbliższych.   Nie chodzi   w   tej   pracy   bowiem   o   wierne   zreferowanie   recepcji 

dowodu Anzelma, lecz o wskazanie tych punktów jego krytyki, które przydatne 

będą w analizie, jakiej dokonam w następnym rozdziale.

3.1. Gaunillo. Pierwszą znaną nam reakcją na dowód Anzelma była odpowiedź 

Gaunillona,  mnicha z  opactwa  Marmoutier

20

, która ukazała  się około  1079  r. 

W tekście  Liber pro insipiente

21

  Gaunillo, przyjmując perspektywę Biblijnego 

głupca

22

,   stwierdzającego   nieistnienie   Boga,   polemizuje   z   argumentacją 

Anzelma. Mimo że niektórzy z badaczy zarzucają mu, że myśl jego jest niezbyt 

górnolotna

23

, to wiele z jego spostrzeżeń posiada wysoką wartość i powracać 

będzie w dalszych dyskusjach. 

Na wstępie zaznaczyć należy, że Gaunillo dla określenia anzelmiańskiego zwrotu 

coś, ponad co nic większego nie może być pomyślane (id quo nihil maius cogitari 

20

 Por.: I. E. Zieliński, op. cit.; s. XX.

21

 Tekst ten wydawany jest zwykle wraz z Monologionem. Dzieje się tak zgodnie z życzeniem samego 

Anzelma,   by wydawać   go   między  Proslogionem  i  Odpowiedzią  Anzelma   na   zarzuty   Gaunillona. 
(por.: J. Hopkins;  Anselm’s Debate With Gaunillo…; s. 104.).  W polskiej wersji językowej ukazał się, 
jako:   Gaunillo,  Co   może   ktoś   na   to   odpowiedzieć   w   obronie   głupiego,   [w:]   Anzelm   z   Canterbury, 
Monologion, Proslogion; s.177-185.

22

 Sformułowania „głupiec” użył po raz pierwszy sam Anzelm, nazywając tak kogoś, kto mówi, że Bóg 

nie istnieje. czynił tym samym aluzję do biblijnych psalmów. Por.: Ps. 13, 1 i 52, 1.

23

 Por. np.: Ch. Hartshorne, Anselm’s Discovery: A Re-examination of the Ontological Proof for God’s 

Existence, La Salle 1965; s. 20.

12

background image

potest)   używa   innego   sformułowania,   mianowicie:  coś   największego   ze 

wszystkich [rzeczy] (maius omnibus).

24

W   pierwszym   z   zarzutów   Gaunillo   stwierdza,   że   samo   pojęcie  czegoś 

największego ze wszystkich może być fałszywe.

25

 Pyta on: 

(...)  czyż   nie   mógłbym   podobnie   twierdzić,   że   mam   w   intelekcie   także 

wszystkie rzeczy fałszywe i [tym samym] w żaden zgoła sposób nieistniejące?

26 

A   zatem,   mówi   Gaunillo,   należy   odróżnić  myślenie  od  rozumienia,   czyli 

ujmowania wiedzą pewną.

27

  Wiedza pewna wiąże się z koniecznością poznania 

rzeczywistości   jakiegoś   obiektu,   a   ta   nie   może   być   dana   z   samego   tylko 

intelektualnego wglądu.

28

 Jak pisze dalej: 

W   jaki   więc   sposób   dowiedzie   mi   się,   że   owo   coś   większego 

[od wszystkiego]  istnieje   w   prawdziwej   rzeczywistości   stąd,   ponieważ 

wiadomo,   że   jest   ono   większe   od wszystkiego,   skoro   ja   aż   dotąd   przeczę 

lub wątpię,   żeby   to   było   wiadome,   tak   że   nawet   nie   twierdzę,   że   to   coś 

większego jest w moim intelekcie lub w myśli przynajmniej w taki sposób,  

w jaki jest [w nim] także wiele rzeczy wątpliwych i niepewnych.

29

Nie wiemy zatem, twierdzi Gaunillo, czy ów przedmiot, którego istnienie 

dowodzone   jest   przez Anzelma,   jest   istotnie  większy   niż   wszystkie   inne

jego status bowiem może być równy statusowi takich fikcji, jak „jednorożec”, 

czy „największa liczba naturalna”.

Kolejnym   zarzutem   jest   fakt,   że   o   Bogu   człowiek   niejako   z   definicji 

nie może nic wiedzieć. Rzeczywistość Boska bowiem jest tak różna od ludzkiej, 

że człowiek nie może posiadać żadnej wiedzy gatunkowej na Jego temat. Nie ma 

zatem na czym oprzeć dowodu Jego istnienia.

 30

Jednak, jako swój koronny argument, podaje Gaunillo przykład zagubionej 

wyspy.   Ma   to  być   wyspa,  której  nikt  jeszcze   nie   odnalazł,  ale   jest  to  wyspa 

najdoskonalsza   ze   wszystkich,   przewyższająca   wszystkie   inne   w   każdej 

24

 Por.: J. Hopkins; op. cit.; s. 98.

25

 Gaunillo, op. cit.; s. 178.

26

 Idem; Jest to zarzut podobny do tego, jaki postawić można idei największej liczby naturalnej: mimo że 

można ją pomyśleć, to jej analiza prowadzić musi do stwierdzenia, że liczba taka nie istnieje. (G.B.)

27

 Idem.

28

 Idem.

29

 Idem; s.182.

30

 Idem; s. 180. Można jednak odwrócić ten zarzut i skierować go do Gaunillona: skoro o Bogu nic nie 

można orzec, to jak można orzekać także i to, że nic nie można orzec.

13

background image

doskonałości. Można więc – pisze dalej – podobnie jak Anzelm argumentować, 

że   wyspa   ta   z   konieczności   musi   istnieć.   Jeżeli   bowiem   jest   najdoskonalsza 

ze wszystkich, to gdyby nie istniała, wtedy każda inna wyspa, dzięki swojemu 

istnieniu,   musiałaby   być   pomyślana,   jako doskonalsza   od   tej   najdoskonalszej. 

Nikt   jednak   o   zdrowych   zmysłach   nie   będzie   twierdził,   że   na   mocy   takiego 

dowodu musimy uznać istnienie tej wyspy.

31

 

Po przytoczeniu polemiki należy rozpatrzyć, na ile jest ona słuszna, a na ile 

chybiona. W tym celu odwoływać się  będę do odpowiedzi, jaką Anzelm dał 

Gaunillonowi   na   jego   krytykę   w  Liber   apologeticum   contra   Gaunillonem.

32 

Dodatkową   korzyścią   z   odwołania   się   tutaj   do   tekstu   Anzelma   może   być 

doprecyzowanie rozumienia dowodu z Proslogionu i rozwikłanie ewentualnych 

jego   niejednoznaczności.   Wszak  Odpowiedź  jest   tekstem,   który   ma   wyjaśnić 

Gaunillonowi wszelkie wątpliwości. 

Pierwszy   zarzut   Anzelma   skierowany   jest   przeciwko   twierdzeniu 

Gaunillona,   że odnośnie   frazy:  coś,   ponad   co   nic   większego   nie   może   być  

pomyślane  nie   możemy   mieć   pewności,   czy   jest   ona   prawdziwa.   Anzelm 

odpowiada na to: 

Jeżeli „coś, ponad co nie można pomyśleć niczego większego” ani nie jest 

zrozumiane albo pomyślane, ani też nie jest w intelekcie albo w myśli, to zaiste 

albo Bóg nie jest tym, ponad co nie można by pomyśleć niczego większego, 

albo też nie jest zrozumiany lub pomyślany i nie jest w intelekcie lub w myśli.

33 

Należy  jednak   zauważyć,   że  de   facto  Anzelm  nie   odpowiada   tutaj  na   zarzut 

Gaunillona. Ten bowiem dotyczył niesprzeczności pojęcia czegoś, ponad co nic 

większego  nie   może   być   pomyślane,   natomiast  Anzelm  w  powyższym  zdaniu 

stwierdza   jedynie   identyczność   desygnatów   deskrypcji  coś,   ponad   co   nic 

większego   nie   może   być   pomyślane  oraz   nazwy  Bóg.   Owszem   –   można 

stwierdzić „istnienie w umyśle” takiej deskrypcji, jednak nie stanowi to jeszcze 

o jej prawdziwości (rozumianej jako niesprzeczność). Anzelm natomiast w żaden 

sposób jej nie udowodnił. Zarzut ten pozostaje zatem otwarty.

31

 Idem; s. 182-183.

32

 Odpowiedź. Zob. wyżej: przypis 9, s. 8 niniejszej pracy.

33

 Odpowiedź, s. 187-188.

14

background image

Kolejny   zarzut   Gaunillona   dotyczył   tego,   czy   człowiek   jest   w   ogóle 

w stanie orzec cokolwiek o Bogu, skoro tak bardzo różnią się doskonałością. 

Anzelm   poznanie   Boga   porównuje   do  oglądania   światła   słońca:   nie   jesteśmy 

w stanie patrzeć w słońce, ale jesteśmy w stanie dostrzec światło dnia. Tak samo 

też w przypadku Boga: nie jesteśmy w stanie całkowicie Go pojąć, możemy 

jednak   dostrzegać   pewne   Jego   aspekty,   jak   choćby   istnienie.

34

  Jednak   tego 

rodzaju   zarzutów   w   mojej   pracy   nie   mogę   rozważać.   Problem   możliwości 

dyskursu  teologicznego wykracza   bowiem  daleko  poza   ramy tej  pracy  i leży 

w kompetencjach   teologów.   Poza   tym   dla  ratio   Anselmi  jest   to   problem 

pojawiający się na marginesie dowodzenia w postaci zdania: A wierzymy zaiste, 

że jesteś czymś ponad co nic większego nie można pomyśleć.

35

  Można zatem 

przyjąć, że Anzelm nie dowodzi istnienia Boga, lecz owego  czegoś, natomiast 

sama identyfikacja desygnatu anzelmiańskiej deskrypcji i desygnatu nazwy Bóg 

następuje poza dowodem.

Przejdźmy   teraz   do   innego   elementu   zarzutów   Gaunillona.   Mianowicie: 

nie odróżnił   on   należycie   frazy:  coś,   ponad   co   nic   większego   nie   może   być  

pomyślane  (id quo nihil maius cogitari potest) od:  coś większego niż wszystkie 

(maius  omnibus).  Zdaniem Jaspera  Hopkinsa  jest to objawem  niezrozumienia 

przez niego dowodu Anzelma.

36

  Mianowicie Gaunillo nie zauważa, na jakich 

przesłankach oparty jest dowód. Pisze bowiem: 

(...) dowodzi mi się, że koniecznie jest ona [owa rzecz, czyli coś, ponad co 

nic   większego   nie   może   być   pomyślane  –   G.B.]  także   w   rzeczywistości, 

bo jeśliby nie była, wówczas cokolwiek jest w rzeczywistości, będzie od niej  

większe i tym samym nie będzie ona owym „większym od wszystkiego”

37

I   w   tym   stwierdzeniu   całkowicie   zniekształca   rozumowanie   Anzelma. 

Anzelm bowiem   nie   dowodzi   konieczności   istnienia   owego  czegoś  z   tego, 

że gdyby   nie   istniało   ono   w   rzeczywistości,   wtedy   wszystko   to,   co   istnieje 

w rzeczywistości   byłoby   od   tego  czegoś  doskonalsze.   Jego   dowodzenie 

wychodzi od założenia, że ta sama rzecz,  jeżeli jest pomyślana jako istniejąca 

w rzeczywistości, wówczas jest doskonalsza od tej samej rzeczy, która byłaby 

34

 Idem; s. 190.

35

 Proslogion; s. 145.

36

 Por.: J. Hopkins; op. cit.; s. 98-100.

37

 Gaunillo, op. cit.; s. 181.

15

background image

pomyślana   jako   nieistniejąca   w   rzeczywistości.   Innymi   słowy:   istnienie   jest 

doskonałością;   jednak   nie   można   porównywać   doskonałości   różnych   dwóch 

obiektów, z których jeden istnieje, drugi natomiast nie. Doskonałość związaną 

z istnieniem   porównywać   można   jedynie   odnośnie   tego   samego   obiektu   – 

raz rozumianego, jako istniejący, innym razem rozumianego, jako nieistniejący. 

Jest   to   –   owszem   –   przesłanka,   która   może   wzbudzać   wiele   wątpliwości 

(podważać   ją   będzie   np.   Kant),   jednak   twierdzenie   Gaunillona   jest   jeszcze 

bardziej wątpliwe, niż Anzelma. Gaunillonowa interpretacja dowodu opiera się 

bowiem   na entymemacie   głoszącym,   że cokolwiek  jest   pomyślane,   jako 

nieistniejące w rzeczywistości, jest mniej doskonałe od czegokolwiek  innego 

istniejącego realnie.

38

3.2.   Tomasz   z   Akwinu  w  Summa   theologiae

39

  rozważa   problem, 

czy istnienie   Boga   jest   oczywiste.   W   trakcie   tych   rozważań,   jako   jednego 

z rzeczników   tego   poglądu,   wymienia   Anzelma   wraz   z   jego   dowodem 

ontologicznym.   Anzelmiański   dowód   jest   przez   niego   przytoczony   niemal 

dosłownie, zatem nie możemy mieć wątpliwości co do tego, że Akwinata mówi 

o tym właśnie dowodzie. Tomasz jednak stwierdza, że istnienie Boga nie jest 

oczywiste. Inaczej bowiem nie byłoby najmniejszej potrzeby dowodzenia Jego 

istnienia.

40

  Przedtem   jednak   rozróżnia   prawdy   na   oczywiste  same   w   sobie 

i oczywiste  dla   nas.   Oba   ich   rodzaje   wynikają   z koniecznych   relacji 

występujących   w   obrębie   jakichś   przedmiotów,   czy   sądów.   Pierwsze   z   nich 

jednak   nie   są   dostępne   przed   dokładną   analizą   tych   przedmiotów,   natomiast 

drugie   są  prima   facie  oczywiste.

41

  Zdanie   „Bóg   jest.”   jest samo w sobie 

oczywiste, bowiem istnienie zawiera się w pojęciu Boga, jednak niekoniecznie 

musi być oczywiste dla nas – i dlatego jego prawdziwości dowodzimy. 

Następnie Tomasz stwierdza, że nazwa  Bóg  niekoniecznie musi oznaczać 

coś,   ponad   co   nic   większego   nie   może   być   pomyślane,   bo   przecież   znamy 

38

 Por.: J. Hopkins; op. cit.; s. 99-100.

39

 W polskim wydaniu: Tomasz z Akwinu, Traktat o Bogu, Kraków 1999.

40

 STh, I, q.2, a.1. (Traktat o Bogu; s. 36).  Podobny zresztą zarzut stawiał Gaunillo (por.: Gaunillo, op. 

cit.; s. 178.

41

 Przykład trójkąta byłby tu najbardziej adekwatny. Otóż: prima facie wiemy, że ma trzy kąty; jednak 

stwierdzenie, że suma jego kątów wewnętrznych wynosi 180

°

, wymaga znajomości geometrii i pewnych 

wysiłków badawczych (G.B.).

16

background image

przykład starożytnych filozofów, którzy bogom przypisywali fizyczność i inne 

cechy, które nie mogą wiązać się z pojęciem największej doskonałości.

42

 Jednak 

nawet uznanie nazwy Bóg za spełniającą Anzelmiańską deskrypcję nie pozwala, 

zdaniem Tomasza, uznać, że dowód Anzelma jest poprawny: 

Gdyby nawet przyjąć, że nazwa „Bóg” oznacza to (...) od czego nie można 

pomyśleć niczego większego, to jednak z tego nie wynika, że ten ktoś poznałby, 

że to, co oznacza ta nazwa, istnieje w rzeczywistości, lecz poznałby, że istnieje  

tylko w ujęciu intelektu.

43

Argumentacja ta staje się jeszcze wyraźniejsza w Summa contra gentiles:

Z tego zaś, że pojmujemy umysłem to, co jest zawarte w nazwie „Bóg”,  

wynika jedynie to, że Bóg istnieje w intelekcie. Stąd też to, nad co nie można  

nic większego pomyśleć, nie musi istnieć, chyba że w intelekcie. Nie wynika 

stąd   też,   że   w   rzeczywistości   istnieje   coś,   nad   co   nie   można   pomyśleć 

nic większego.  I w  ten  sposób  nie  jest  to żaden argument  dla  tych,  którzy  

przyjmują,   że   Boga   nie   ma,   można   bowiem,   przyjąwszy   cokolwiek  

w rzeczywistości lub w intelekcie, pomyśleć coś od tego większego, chyba,  

że przyjmiemy,   iż   istnieje   coś   w   rzeczywistości,   nad   co   nic   większego 

nie można pomyśleć.

44

 

Ciekawsza jest dalsza argumentacja, w której Tomasz (odnośnie dowodu 

Anzelma   z   możliwości   pomyślenia   o   Bogu   jako   niekoniecznym)   stwierdza, 

że możliwość   myślowego   ujęcia   Boga,   jako   dającego   się   pomyśleć   jako 

nieistniejący, niczego nie ujmuje Jego pojęciu: 

„(...)   [owa   możliwość   ujęcia   Boga   jako   nieistniejącego]  nie    pochodzi 

z niedoskonałości lub niepewności Jego istnienia – skoro Jego istnienie jest 

samo w sobie całkiem oczywiste – lecz ze słabości naszego intelektu, który nie 

może ująć Boga samego w sobie, lecz jedynie poprzez skutki Jego działania.

45

 

W   tej   argumentacji   jasno   widać,   że   Akwinata   uznaje   umysł   ludzki 

za niedostatecznie   doskonały   dla   poznania   Boga.   Nie   możemy   bezpośrednio 

poznać Jego istoty, która jest istnieniem. Możemy to czynić jedynie na podstawie 

42

 STh, I, q.2, a.1. (Traktat o Bogu; s. 37); por. także: C.G.,I,11. (Tomasz z Akwinu, Summa contra 

gentiles, Poznań 2003; s. 37-38).

43

 STh, I, q.2, a.1. (Traktat o Bogu; s. 37).  

44

 C.G.,I,11. (Summa contra gentiles; s. 38).

45

 Idem. 

17

background image

skutków  Jego  działania.  Co  ważniejsze  –  konieczność   logiczna  nie   implikuje 

konieczności   realnej.   Nie   ma   bezpośredniego   przejścia   ze   świata   twierdzeń 

a priori  do   świata   realnego.   Tutaj   Tomasz   kontynuuje   myśl   Arystotelesa. 

Prawidłowy   porządek   wnioskowania   powinien   być  jego   zdaniem  odwrotny, 

niż u Anzelma:   poznanie   zaczyna   się   od   świata   zjawiskowego,   kończy   się 

na abstrakcji.

Mamy zatem jasne odróżnienie porządku myśli od porządku istnienia. Tego 

rozróżnienia dokonał oczywiście już Anzelm.

46

  Jednak u Anzelma z logicznej 

konieczności   wynikać   ma   realne   istnienie.   Tomasz   natomiast   uznaje 

jednoznacznie, że z poznania logicznego nie można wnosić o istnieniu realnym 

rzeczy.

W  De   veritate  Tomasz   powtarza   rozważania   dotyczące   oczywistości 

poznania Boskiego istnienia.

47

   Wobec tezy, że w dowodzie Anzelma istnienie 

Boga jest dane, jako oczywiste, pisze:

Teraz natomiast to, że możemy pomyśleć, iż Bóg nie istnieje, ma przyczynę 

w   nas,   którzy  nie   jesteśmy  zdolni  poznawać   rzeczy   poznawalnych  w   sobie  

w najwyższym   stopniu.   Stąd   to,   że   można   pomyśleć,   że   nie   ma   Boga,  

nie przeszkadza temu, żeby był on tym, od czego nic większego nie można 

pomyśleć.

48

Rozważając wypowiedzi Tomasza, musimy odłożyć jego zarzut, mówiący, 

że   pojęcie Boga niekoniecznie niesie ze sobą takie treści, jak pojęcie  czegoś, 

ponad   co   nic   większego   nie   może   być   pomyślane.   Jak   bowiem   wskazaliśmy 

wyżej

49

, dla naszych rozważań nie jest istotna tożsamość desygnatu nazwy  Bóg 

i desygnatu deskrypcji  coś, ponad co nic większego nie może być pomyślane

Zakładamy,   podobnie   jak   to   później   czyni   Akwinata,   że   są   one   identyczne. 

Wydaje   się   jednak,   że   św.   Tomasz   ową   tożsamość   traktuje   zbyt   dosłownie. 

Kiedy   bowiem   mówi,   że możliwość   pomyślenia   Boga,   jako nieistniejącego, 

nie ujmuje   nic   z   Jego   doskonałości   (świadczy   bowiem   jedynie   o  naszej 

ludzkiej  niedoskonałości),   zapomina   o   tym,   że   inaczej   rzecz   się   ma 

46

 Proslogion; s. 145: Czymś innym bowiem jest to, że rzecz jest w intelekcie, a czymś innym poznanie 

tego, że rzecz jest.

47

 Ver, q.10, a.12. (Tomasz z Akwinu, Kwestie dyskutowane o prawdzie, Kęty 1998; s. 493). 

48

 Ver, q.10, a.12. (Kwestie dyskutowane...; s. 497). 

49

 Zob. wyżej; s. 14-15 niniejszej pracy.

18

background image

w przypadku  czegoś,   ponad   co   nic   większego   nie   może   być   pomyślane

możliwość   pomyślenia   tego  czegoś  jako   nieistniejące   (przy   założeniu, 

że istnienie   jest   doskonałością)   prowadzi   w   argumentacji   Anzelma   do 

sprzeczności. W swojej argumentacji Akwinata pomija drugi dowód Anzelma, 

w którym mówi on, że o czymś, ponad co nic większego nie może być pomyślane 

nie można nawet pomyśleć, że nie istnieje. Nawet, jeśli zatem Tomasz mówi, 

że nie można z porządku myślowego przechodzić do rzeczywistego – jak to się 

dzieje   w przypadku   pierwszego   anzelmiańskiego   dowodu   –   to   musimy 

stwierdzić,   że drugi   dowód   Anzelma   pozostaje   bez   komentarza   Akwinaty. 

Drugi bowiem   dowód   nie   wykracza   poza   porządek   myśli:   z cech, 

jakie przypisujemy   owemu  czemuś,   wyprowadza   wniosek,   który   odnosi   się 

jedynie   do   konieczności   odpowiedniego   myślenia   na   temat   tego  czegoś 

(mianowicie: myślenia, że to coś istnieje w rzeczywistości), nie mówi natomiast 

nic na temat tego, czy to coś rzeczywiście istnieje, czy nie.

Pomińmy   jednak   w   tym   momencie   te   kwestie.   Z   rozważań   Tomasza 

wyciągnijmy jeden wniosek: w dowodzie Anzelma zachodzi przejście pomiędzy 

porządkiem idealnym a rzeczywistością – i przejście to wzbudzać może wiele 

kontrowersji.

3.3.   Kartezjusz,   Spinoza   i   Leibniz  uważani   są   za   spadkobierców 

Anzelmiańskiego   dowodu.   Wyprowadzają   oni   bowiem   konieczność   istnienia 

Boga   ze   Jego   pojęcia.   Dowody   te   jednak,   mimo   że   zaliczane   do   wspólnej 

z dowodem   Anzelma   grupy   dowodów   ontologicznych,   różnią   się   od   tego, 

który jest przedmiotem zainteresowania niniejszej pracy.

3.3.1.   Descartes  przeprowadza   dwa   dowody   istnienia   Boga. 

Oba znajdujemy   w  Medytacjach

50

  Pierwszy

51

  wyprowadza   istnienie   Boga 

z faktu, że  człowiek  jako istota  niedoskonała  posiada  ideę  Boga. Bóg  jednak 

jest czystą   doskonałością.   Skoro:  przynajmniej   tyle   musi   być   rzeczywistości 

w całkowitej przyczynie sprawczej, ile w jej skutku

52

, człowiek nie był w stanie 

samodzielnie „stworzyć” takiej idei. Musi ona pochodzić od istoty doskonałej; 

50

 R. Descartes, Medytacje o pierwszej filozofii, tłum. I. Dąmbska, Kraków 1958.

51

 Medytacja III [w:] idem; s. 44-69.

52

 Idem; s. 52.

19

background image

zatem ta istota, Bóg, istnieje.

53

  Ten dowód nas nie interesuje, nie jest bowiem 

dowodem czysto ontologicznym. Mimo że wychodzi od pojęcia Boga, to nie 

dowodzi Jego istnienia z samego tylko pojęcia, lecz ze stwierdzenia konieczności 

istnienia jego zewnętrznej przyczyny.

Drugi dowód, w Medytacji V, głosi, że wiedza o istnieniu Boga koniecznie 

wynika ze znajomości Jego pojęcia. Kartezjusz pisze: 

Z   pewnością   tak   samo   znajduję   w   sobie   ideę   Jego,   to   jest   bytu 

najdoskonalszego,   jak   ideę   jakiejkolwiek   figury   czy   liczby;   niemniej   jasno 

i wyraźnie pojmuję, że do Jego natury należy wieczne i aktualne istnienie, jak  

pojmuję, że do natury figury czy liczby należy to, czego dowodzą o tej figurze,  

czy liczbie.

54

 

Następnie   stwierdza,   że   to   nie   fakt   posiadania   idei   Boga,   jako   istniejącego 

decyduje o tym, że Bóg istnieje – tak, jak nie fakt posiadania idei góry i doliny 

nie decyduje o istnieniu góry i doliny. Myśl ludzka nie narzuca bowiem Bogu 

konieczności istnienia. Sprawa ma się inaczej: 

Z   tego   zaś,   że   Boga   nie   mogę   sobie   pomyśleć   inaczej,   jak   tylko   jako  

istniejącego, wynika, że istnienie jest nieodłączne od Boga, a zatem, że On  

rzeczywiście istnieje, nie dlatego jakoby moja myśl mogła to sprawić albo  

jakiejkolwiek rzeczy narzucać jakąś konieczność, lecz przeciwnie, ponieważ  

konieczność samej rzeczy, tj. konieczność istnienia Boga skłoniła mnie bym 

tak myślał.

55

Argument ten opiera się na założeniu, że człowiek posiada pewne idee wrodzone. 

Jedną   z   nich   jest   idea   Boga.   Jeżeli   zaś   w   bezpośredni   i   oczywisty   sposób 

człowiek   zauważa   pewne   relacje   w   ideach,   podobnie   jak   dzieje   się   to 

w przypadku idei np. figur geometrycznych, może odnośnie tych idei wyciągać 

pewne wnioski. Skoro zatem idea Boga ujawnia konieczność Jego istnienia – 

bo jest   On   z   nim   tak   nierozłączny,   jak   trójkąt   ze   swoimi   trzema   kątami   – 

Bóg musi istnieć.

Dowód   ten   jednak   co   najmniej   pod   dwoma   względami   wydaje   się   być 

mniej doskonały od dowodu anzelmiańskiego. O ile bowiem każdy człowiek, 

53

 Idem; s. 59.

54

 Idem; s. 87.

55

 Idem, s. 88-89.

20

background image

niezależnie od swoich religijnych przekonań, może wyrobić sobie jakieś zdanie 

na temat  czegoś, ponad co nic większego nie może być pomyślane  (na mocy 

samej   logiki   i   rozumienia   znaczeń   wyrazów   wchodzących   w   skład   tej 

deskrypcji), o tyle idea Boga jest faktem psychologicznym. Możemy zatem mieć 

wątpliwości co do tego, czy rzeczywiście każdy człowiek posiada ideę Boga, 

czy też zależna jest ona od socjalizacji i czynników kulturowych; innymi słowy: 

czy rzeczywiście jest to „idea wrodzona”, czy też „nabyta”. Drugą sprawą jest to, 

że istnienie   Boga   Kartezjusz   uzasadnia   tym,   że   w   Jego   idei   postrzega 

konieczność   istnienia.   Ale   właśnie   dla   ateistów   owa   konieczność   nie   jest 

oczywista. Kto wie: może jako oczywistą postrzegają oni w tej idei konieczność 

nieistnienia. O ile więc w dowodzie Anzelma owa konieczność istnienia Boga 

jest  w  jakiś   sposób  na  podstawie  Jego  pojęcia   wyjaśniana,   o  tyle   Kartezjusz 

stwierdza jedynie, że istnienie jest nieodłączne od istoty Boga, w żaden jednak 

sposób   tego   nie   wyjaśniając.   Nie   będziemy   jednak   zajmować   się   krytyką 

Kartezjańskiego   dowodu;   celem   naszym   jest   bowiem   przedstawienie   jedynie 

w zarysie recepcji dowodu Anzelma. Zatem pewne bardziej szczegółowe kwestie 

z konieczności musimy pozostawić tu poza naszą uwagą.

3.3.2. Dowód Spinozy  znajdujemy w  Etyce w porządku geometrycznym 

dowiedzionej

56

.

 

Jak sam tytuł dzieła wskazuje, będziemy tu mieli do czynienia 

z próbą   aksjomatyzacji   tej   kwestii.   Punktem   wyjścia   jest   podanie   szeregu 

definicji. Między innymi:

Przez   przyczynę   samego   siebie   rozumiem   to,   czego   istota   obejmuje  

istnienie, czyli to, czego naturę pojąć można tylko jako istniejącą.

57

(...)

Przez Boga rozumiem byt nieskończony bezwzględnie, to znaczy substancję  

składającą się z nieskończenie wielu atrybutów, z których każdy wyraża istotę  

wieczną i nieskończoną.

58

Wyżej   wymienione   aksjomaty   są   dla   nas   najbardziej   interesujące. 

Po przedstawieniu   definicji,   pojawia   się   szereg   aksjomatów   oraz   twierdzeń, 

56

 B. Spinoza, Etyka w porządku geometrycznym dowiedziona, tłum. I. Myślicki, Kraków 1954.

57

 Idem; s. 3.

58

 Idem; s. 4.

21

background image

których nie sposób tutaj wymieniać. Dotyczą one bowiem właściwości substancji 

etc. Dla potrzeb naszej pracy istotne jest jedynie przywołać Twierdzenie XI:

Bóg, czyli substancja składająca się z nieskończenie wielu atrybutów,  

z których każdy wyraża istotę wieczną i nieskończoną, koniecznie istnieje.

59

Twierdzenie to uzasadnia Spinoza wyprowadzając je z aksjomatów i twierdzeń, 

które   pojawiły   się   na   poprzednich   stronach   jego   dzieła.   Jak   jednak   wyżej 

wspominałem,   nie   sposób   przywoływać   ich   wszystkich,   skoro   dla   naszej 

problematyki mają one niewielkie znaczenie. Spinoza, obok wyjaśnienia  more 

geometrico,   zaksjomatyzowanego   i   powiązanego   ściśle   z   twierdzeniami 

wcześniej dowiedzionymi, podaje inne, uproszczone wyjaśnienie. Dzięki niemu 

nie musimy relacjonować całego rozumowania autora. Wyjaśnienie owo głosi, 

że dla każdej rzeczy istnieć musi jakaś przyczyna, dla której owa rzecz istnieje, 

albo przyczyna, dla której owa rzecz nie istnieje. Tak na przykład przyczyną, 

dla której   nie   istnieje   kwadratowe   koło,   jest   jego   wewnętrzna   sprzeczność. 

Skoro jednak   jakaś   rzecz   nie   posiada   racji,   dla   której   miałaby   nie   istnieć, 

to oznacza to, że rzecz ta z konieczności musi istnieć:

Jeśli   tedy   nie   można   podać   racji   żadnej   ani   przyczyny,   która   stoi  

na przeszkodzie   istnieniu   Boga   lub   istnienie   to   obala,   to   wnioskować   stąd 

trzeba bezwarunkowo, że Bóg z koniecznością istnieje.

60

Aby   zatem   móc   stwierdzić   nieistnienie   Boga,   należałoby   wpierw   wskazać 

jakikolwiek   czynnik,   który   powodowałby   owo   nieistnienie.   Czynnik   ten 

musiałby albo pochodzić spoza Boga albo z natury Boga. Gdyby pochodził spoza 

Boga,   to   aby   móc   na   Niego   w  jakikolwiek   sposób   wpływać,   musiałby   mieć 

takie same,   jak   On   atrybuty.   Wtedy   jednak   czynnik   ten   byłby   równy   Bogu, 

czyli po prostu   byłby   Bogiem.   Gdyby   natomiast   miał   być   od   Boga   różny, 

to ponieważ miałby inne niż On atrybuty, nie mógłby w żaden sposób na Boga 

wpływać i stąd też nie mógłby przeszkodzić Jego istnieniu.

61

 Tym samym więc 

nie ma poza naturą Boga żadnego czynnika, który mógłby przeszkodzić Jego 

istnieniu. Zbadać jeszcze jednak należy, czy czynnik taki nie tkwi w naturze 

samego   Boga.   Wtedy   Bóg   byłby   naturą   wewnętrznie   sprzeczną   i   to 

59

 Idem; s. 15.

60

 Idem; s. 16.

61

 Por.: idem; s. 6.

22

background image

uniemożliwiałoby Jego istnienie. Jednak, ponieważ jest On bytem doskonałym, 

nieskończonym etc., więc twierdzenie o Jego wewnętrznej sprzeczności byłoby 

niedorzecznością.   Stąd   więc,   ponieważ   nie   ma   żadnej   takiej   rzeczy,   która 

przeszkodziłaby   istnieniu   Boga,   Bóg   istnieje   z   koniecznością.

62

  Tym   samym 

zatem,   przyczyną   konieczności   uznania   istnienia   Boga   jest,   w   rozumieniu 

Spinozy, Jego wewnętrzna niesprzeczność. 

3.3.3. Leibniz. Często jako spadkobiercę anzelmiańskiego dowodu podaje 

się również Leibniza. Czy jednak takie stwierdzenie jest w pełni uprawnione? 

Wydaje się, że nie, ponieważ dowód jego jest mocno powiązany z koniecznością 

istnienia   racji   ostatecznej   dla   istnienia   szeregu   monad.   Natomiast   dowód 

konieczności  istnienia  Boga   z   samej  tylko  możliwości  Jego  istnienia  nie  jest 

Monadologii 

rozwijany.   Stanowi   tylko   podsumowanie   rozważań 

z poprzednich paragrafów. 

W  Monadologii  Leibniz   podaje   dwa   dowody   istnienia   Boga. 

Jeden to dowód   podobny   do   dowodu   Arystotelesa   z   pierwszej   przyczyny 

oraz do „drugiej   drogi”   Tomasza.   Wychodzi   od   tego,   że   myśleniem   ludzkim 

rządzą   zasada   sprzeczności   i   zasada   racji   dostatecznej  na   mocy   której 

stwierdzamy,   że   żaden   fakt   nie   może   okazać   się   rzeczywisty,   czyli   istniejący,  

żadna wypowiedź prawdziwa, jeżeli nie ma racji dostatecznej, dla której to jest  

takie a nie inne

63

. Skoro każda rzecz musi mieć swoją rację dostateczną, to taki 

ciąg musi gdzieś mieć swój kres. I jak pisze Leibniz: 

Dlatego właśnie racja ostateczna rzeczy musi tkwić w substancji koniecznej 

(...) i to właśnie nazywamy Bogiem.

64

I dalej: 

Bo   jeśli   jest   jakaś   rzeczywistość   w   istotach  (...)  to   rzeczywistość   ta 

musi mieć swoją podstawę w czymś istniejącym aktualnie a więc w istnieniu 

bytu   koniecznego,   w   którym   istota   obejmuje   istnienie,   czy   też   któremu  

wystarcza   być   możliwym,   aby   był   aktualny.  [§44.]  Tak   więc   jeden   Bóg 

(czyli byt  konieczny) ma ten  przywilej,  że  musi  istnieć, jeżeli  jest  możliwy.  

A skoro nic nie może przeszkodzić możliwości tego, co nie zawiera żadnych  

62

 Por.: idem; s. 16.

63

 G. W. Leibniz, Monadologia, §32, [w:] Wyznanie wiary filozofa, Kraków 1969; s. 303.

64

 Idem; s. 304.

23

background image

ograniczeń,   żadnej   negacji,   a   więc   i   żadnej   sprzeczności,   już   to   samo  

wystarcza, by poznać istnienie Boskie a priori.

65

W ostatnim zacytowanym paragrafie pojawia się aprioryczny dowód Leibniza. 

Zakłada   on,   że   skoro   w   pojęciu   Boga   nie   spotykamy   żadnej   sprzeczności, 

mamy zaś do czynienia z doskonałością i brakiem ograniczeń, to nic nie może 

stać   na przeszkodzie   Jego   istnieniu.   Jest   to   tym   samym   wnioskowanie 

o konieczności istnienia bytu najdoskonalszego z samej tylko możliwości jego 

niesprzecznego   zaistnienia.   Argument   ten   jest   niemalże   identyczny 

z argumentem   Spinozy:   on również   z   samej   możliwości   zaistnienia   bytu 

najdoskonalszego wnioskował o konieczności jego istnienia. 

Pozostaje więc tylko Leibnizowi udowodnić  możliwość  Boga. Możliwość 

ową   uzasadnia   dwoma   argumentami:  a   priori  i  a   posteriori.   Argument 

a posteriori polega na wykazaniu, że istnieć musi jakaś racja ostateczna w ciągu 

przyczynowo-skutkowym. Jest to właśnie ten dowód, o którym wspominaliśmy 

wyżej, jako o dowodzie podobnym do dowodu Arystotelesa. Drugi argument 

uzasadniający możliwość istnienia Boga, argument  a priori, głosi, że Bóg jest 

bytem, który ze swej natury istnieje. I, jak pisze Stanisław Kowalczyk: Natura, 

czyli istota jest źródłem możliwości. Istnieć przez swą istotę oznacza istnieć przez  

swą możliwość; możliwość należy więc do istoty Boga.

66

Problem   istnienia   Boga   spotykamy   również   w  Nowych   rozważaniach 

dotyczących rozumu ludzkiego

67

. Konieczność istnienia Boga uzasadnia się tutaj 

za pomocą argumentu fizykalistycznego, tzn. dowodzi się istnienia Boga z tego, 

że konieczna jest jakaś pierwsza przyczyna, która spowodowała istnienie całego 

świata.

68

 Argumenty te nie są oczywiście argumentami mającymi coś wspólnego 

z  ratio   Anselmi.   Jednak   pośród   dyskusji   na   temat   tych   właśnie   argumentów, 

Leibniz zajął się także i argumentem ontologicznym. Zarzucił on mianowicie – 

tak Anzelmowi,   jak  i   Kartezjuszowi  –  że   owszem,   wykazali   oni  konieczność 

istnienia   Boga   z   samego   tylko   Jego   pojęcia,   jednak   nie   udowodnili   w żaden 

sposób, że pojęcie owo nie jest wewnętrznie sprzeczne. Należy zatem wpierw 

wykazać wewnętrzną niesprzeczność pojęcia Boga, i jak mówi sam Leibniz:

65

 Idem: §§44,45; s. 306.

66

 S. Kowalczyk, op. cit.; s. 236.

67

 G. W. Leibniz, Nowe rozważania dotyczące rozumu ludzkiego, tłum. I. Dąmbska, Warszawa 1955; t. 2.

68

 Por.: idem; s. 275-283.

24

background image

(...)  to już jest coś, skoro ta uwaga dowodzi, że jeśli założymy iż Bóg jest 

możliwy, to Bóg istnieje, co jest przywilejem samego tylko bóstwa.

69

Dowodem zaś niesprzeczności tego pojęcia jest - podobnie jak i w Monadologii 

– potrzeba bytu, który spowodowałby istnienie innych bytów.

70

 

Na   zakończenie   tego   punktu   naszych   analiz   odnotujmy   dwie   kwestie. 

Po pierwsze fakt, że zarówno Spinoza, jak i Leibniz, do dowodu ontologicznego 

włączali wykazanie wewnętrznej niesprzeczności idei Boga. Po drugie: wszyscy 

trzej wspomniani tu filozofowie wychodzą od faktu, że w pojęciu Boga zawarta 

jest konieczność Jego istnienia. Utożsamiają więc oni istotę Boga z istnieniem. 

W przypadku dowodu Anzelma sprawa ma się nieco inaczej. Anzelm nie mówi, 

że istota Boga równa się Jego istnieniu, lecz że, aby idea czegoś, ponad co nic 

większego nie może być pomyślane była niesprzeczna, to sądzić musimy, że Bóg 

istnieje. U Anzelma stwierdzenie, że istnienie Boga równe jest Jego istocie jest 

wnioskiem   dowodzenia.   Samo   natomiast   stwierdzenie   tej   identyczności   jest 

właśnie przedmiotem dowodzenia.

3.4. Immanuel Kant co prawda dowodził istnienia Boga, ponieważ jednak 

– najogólniej mówiąc - był to dowód wyprowadzany z faktu, że człowiek jest 

istotą moralną, nie będzie on nas interesował

71

. Interesować nas natomiast muszą 

ustalenia   Kanta,   jakich   dokonał   on   odnośnie   klasyfikacji   dowodów   istnienia 

Boga. Klasyfikację taką przeprowadza w Krytyce czystego rozumu.

72

 I to dzięki 

tej   właśnie   klasyfikacji   dowód   Anzelma,   podobnie   zresztą   jak   wszelkie   inne 

dowodzące   istnienia   Boga   z   Jego   pojęcia,   nazywane   będą   odtąd 

„ontologicznymi”.

 

73

 

69

 Idem; s. 274.

70

 Por.: idem; s. 275-283.

71

 Por.: S. Kowalczyk, op. cit.; s. 243-247.

72

 I. Kant, op. cit., t.II.

73

 Idem; s. 332.

25

background image

Dowody istnienia Boga Kant dzieli na fizyko-teologiczne, kosmologiczne 

i ontologiczne. Pisząc o dowodach ontologicznych, mówi, że wszystkie opierają 

się na tym, że apriorycznie twierdzi się w nich, iż jest jakiś byt bezwzględnie 

konieczny. W pojęcie owej istoty koniecznej włączono jej istnienie. Podmiotem 

sądu   dotyczącego   takiego   bytu   jest   więc   tutaj   Bóg,   orzeczeniem   zaś   Jego 

istnienie. Kant jednak argumentuje:

Jeżeli w sądzie tożsamościowym usuwam orzeczenie, a zatrzymuję podmiot, 

to powstaje   sprzeczność   i   dlatego   powiadam:   tamto   przysługuje 

z koniecznością   temu.   Jeżeli   jednak   usuwam   podmiot   wraz   z   orzeczeniem, 

to nie   powstaje   sprzeczność,   nie   ma   bowiem   nic   więcej,   czemu   można   by  

przeczyć.  Przyjmować  istnienie  trójkąta,  a mimo to  usuwać  jego  trzy  kąty, 

stanowi sprzeczność, ale nie jest sprzecznością usunąć trójkąt wraz z jego  

trzema   kątami.   Właśnie   tak   rzecz   się   ma   z   pojęciem   istoty   absolutnie  

koniecznej.   Jeżeli   usuwacie   jej   istnienie,   to   usuwacie   samą   rzecz   wraz   ze  

wszystkimi jej cechami; skąd wówczas ma się wziąć sprzeczność? Zewnętrznie  

nie ma nic, czemu by się przeczyło, albowiem rzecz nie ma być zewnętrznie  

konieczna; wewnętrznie  także nic nie  ma, albowiem przez usunięcie samej 

nawet rzeczy usunęliście równocześnie wszelkie jej wnętrze.

74

Bardziej   przekonująca   i   bardziej   jasna   wydaje   się   jednak   jego   dalsza 

argumentacja,  zgodnie   z  którą  zdanie  głoszące,  że  ta  rzecz  istnieje,  jest albo 

zdaniem   analitycznym,   albo   syntetycznym.   W   pierwszym   przypadku, 

jej istnienie   musiałoby   być   z   góry   założone,   więc   stwierdzanie   jej   istnienia 

byłoby czystą tautologią, która niczego by nie wyjaśniała. W drugim natomiast 

przypadku   –   czyli   w   zdaniu   syntetycznym   –   uchylenie   istnienia   nigdy 

nie prowadzi do sprzeczności.

75

 Kant uzasadnia to następująco:

„Istnienie” nie jest oczywiście realnym orzeczeniem [orzeczenie logiczne = 

kategoria czysto gramatyczna, abstrahująca od znaczenia; realne = „określenie 

pewnej rzeczy”] tzn. pojęciem czegoś, co może dołączać się do pojęcia pewnej  

rzeczy.   Jest   ono   jedynie   uznaniem  w   istnieniu  pewnej  rzeczy   lub  pewnych 

własności samych w sobie.

76

 

74

 Idem; s. 335-337.

75

 Idem; s.338-339.

76

 Idem; s. 339.

26

background image

Tu podaje jako przykład słynne sto talarów, które jako pojęcie nie różnią się 

niczym od pojęcia talarów istniejących. Gdyby bowiem jedno pojęcie zawierało 

coś   więcej   niż   drugie,   wtedy   odnosiłyby   się   one   do   czegoś   innego.   Jednak 

w przypadku talarów istniejących, przedmiot syntetycznie dołącza się do pojęcia, 

samym talarom jednak nic nie dodając.

77

 Argumentuje dalej: 

Cokolwiek i ilekolwiek by tedy zawierało w sobie nasze pojęcie pewnego 

przedmiotu,   to   jednak   zawsze   musimy   wyjść   poza   nie,   by   przedmiotowi  

udzielić istnienia.

78

 

Istnienie   bowiem   dołącza   się   do   pojęcia   jedynie   w   sądach   syntetycznych, 

z doświadczenia. Stwierdza zatem Kant, że dowód ontologiczny jest niemożliwy. 

Nie   może   on   bowiem   dawać   żadnej   wiarygodnej   wiedzy   odnośnie   istnienia 

Boga.   Warto   zaznaczyć,   że   argumentacja   Kanta,   zgodnie   z   którą   istnienie 

dołącza się syntetycznie do pojęcia, podobna jest do argumentacji św. Tomasza, 

mówiącego, że o istnieniu rzeczy nie można orzekać apriorycznie.

79

Zastanówmy   się   teraz,   na   ile   krytyka   Kanta   ma   zastosowanie   do  ratio 

Anselmi. Od razu stwierdzić musimy, że jest ona bardziej adekwatna do analizy 

dowodów Kartezjusza i Leibniza. To one bowiem explicite głoszą, że istotą Boga 

jest istnienie. Na ile jednak stosują się do  czegoś, ponad co nic większego nie 

może   być   pomyślane?   Z   pewnością   w   większym   stopniu   stosować   się   mogą 

do wniosków   dowodu   z Rozdziału   2  niż   z  Rozdziału   3  Proslogionu

Dowód z Rozdziału   3  nie   stwierdza   w swoich   wnioskach   istnienia   Boga, 

lecz niemożliwość   mówienia,   że   On   nie   istnieje;   zatem   zarzut   Kanta   nie   ma 

do niego zastosowania. Nie wychodzi on bowiem od stwierdzania jakichś relacji 

w sferze pojęciowej do stwierdzania realnego istnienia jakiegoś obiektu. Nie ma 

w   nim   tak   kontrowersyjnego   przejścia   ze   sfery   bytów   mentalnych   do   sfery 

realnej. Natomiast dowód z Rozdziału 2 istotnie stwierdza realne istnienie Boga; 

a więc wobec niego może być stosowany zarzut, że istnienie nie jest predykatem.

Krytyka dowodów ontologicznych, którą przeprowadził Kant, daje jednak 

jedynie  ogólne  stwierdzenia,  jeżeli  idzie   o dowód Anzelma.  Nie  ten  bowiem 

dowód   jest   przedmiotem   jego   rozważań.   Kant   krytykuje   możliwość 

77

 Idem; s. 339-340.

78

 Idem; s. 342.

79

 Zob. wyżej; s. 17-18 niniejszej pracy.

27

background image

przeprowadzenia dowodu istnienia Boga w   ogóle. Możemy zatem dla naszych 

potrzeb uzyskać stąd jedynie ogólny wniosek, że wysoce wątpliwe może być 

dowodzenie istnienia pewnej rzeczy z samego tylko jej pojęcia. Wniosek taki 

wynika zresztą z krytyki dowodu, jaką przeprowadzili przed Kantem Akwinata 

i Gaunillo.   Jak   jednak   zaznaczyliśmy   wyżej,   krytyka   Kanta   może   być   celna 

w stosunku   do   pierwszego   dowodu   Anzelma,   w stosunku   jednak   do   dowodu 

drugiego próba zastosowania tej krytyki może wzbudzać wątpliwości. Wniosek 

tego dowodu głosi bowiem, że o owym czymś, ponad co nic większego nie może  

być pomyślane (...) nawet nie można pomyśleć, że tego nie ma.

80

 Nie stwierdza 

zatem   nic   odnośnie   rzeczywistego   istnienia   jakiegokolwiek   obiektu.   Kwestię 

relacji między myślą a rzeczywistością możemy pozostawić tutaj w zawieszeniu; 

nawet gdybyśmy założyli, że owo  coś  realnie nie istnieje. Dlaczegóż bowiem 

nie moglibyśmy stwierdzić, że człowiek jest istotą na tyle ułomną, by konieczne 

było dla niego myślenie, że jakiś obiekt istnieje, kiedy faktycznie takiego obiektu 

nie ma? To pytanie jednak muszę w swojej pracy pozostawić bez odpowiedzi 

i ewentualnie   czekać   na   jego   przekonujące   rozwiązanie   ze   strony   osób 

zajmujących się tą problematyką.

3.5. Recepcja dowodu współcześnie. Również i obecnie ratio Anselmi jest 

żywo   dyskutowana.   Wśród   polskich   opracowań   tego   tematu   na   największą 

uwagę   zasługują   dzieło   Mieczysława   Gogacza  Problem   istnienia   Boga 

u Anzelma   z   Canterbury

81

  oraz   artykuły   z   anzelmiańskiej   konferencji 

w Katolickim Uniwersytecie Lubelskim zebrane w tomie  Saint Anselm.  Bishop 

and   Thinker

82

 Rozważając   współczesne   dokonania   badawcze,   odwołam   się 

również   do   opracowań   obcojęzycznych.   Tak,   jak   w   przypadku   badania 

historycznych   rozważań   dotyczących   dowodu,   tak   też   i   teraz   głównym 

powodem,   dla   którego   należy   zapoznać   się   z   dorobkiem   badawczym, 

jest świadomość   możliwości   spojrzenia   na   dowód   z   różnych   perspektyw 

i świadomość różnorodności wniosków, jakie wyciągać można z lektury tekstów 

80

 Proslogion, s.146.

81

 M. Gogacz, op. cit.

82

 Saint Anselm. Bishop and Thinker; red. R. Majeran, E.I. Zieliński; Lublin 1999.

28

background image

Anzelma.   Musimy   bowiem   potrafić   ocenić,   które   z   interpretacji   dowodu 

są wartościowe, a które zasługują na odrzucenie.

W tym miejscu należy również uzasadnić, dlaczego ustalenia badaczy z tak 

wielkim autorytetem, jak Kant, czy św. Tomasz, stawiane są w tej pracy na równi 

z interpretacjami współczesnych, mniej znanych badaczy. Odpowiedź jest jedna: 

z   punktu   widzenia   tej   pracy   nie   jest   interesujący   całokształt   dorobku 

poszczególnych filozofów, lecz wartość wniosków, jakie wyciągali oni z lektury 

dowodu Anzelma. 

3.5.1.   Mieczysław   Gogacz.  Problem   istnienia   Boga   u   Anzelma 

z Canterbury  jest   najobszerniejszą   rozprawą,   jaką   opublikował   na   ten   temat 

polski   badacz.   Jest   również   bodaj   najbardziej   wyczerpującą   analizą   dowodu, 

jaka   w   ogóle   ukazała   się   w   języku   polskim.   Gogacz   bowiem   nie   tylko 

przedstawia   własną   interpretację   dowodu,   lecz   także   przedstawia   stan   badań, 

jaki zastał pisząc swój tekst. Dlatego też, przedstawiając tezy rozprawy Gogacza, 

odwoływać się będę również do innych badaczy, o których wspomina autor. 

W  Rozdziale   1.  Gogacz   przeprowadza   typologię   interpretacji   dowodu. 

Wyróżnia następujące typy podejść badawczych:

a)

interpretacja   logiczna   –   zajmuje   się   przede   wszystkim   formalną   analizą 

struktury dowodu; zakłada się przy tym, że tekst z pierwszych rozdziałów 

Proslogionu jest tekstem autonomicznym i nadaje się do analizy abstrahującej 

od innych tekstów Anzelma;

b) interpretacja psychologiczna – wychodzi od stwierdzenia obecności Boga w 

duszy człowieka;

c)

interpretacja kosmologiczna – zakłada, że dowód połączony jest z dowodem 

Anzelma z Monologionu; jak jednak pisze Gogacz: (...) nie jest to zgodne z 

intencją Anzelma, który chciał w „Proslogionie”, jak mówi w przedmowie,  

dać jeden, niezależny od „Monologion”, argument

83

;

d)

interpretacja teologiczna – zgodnie z nią dowód traktowany jest jako jedynie 

transpozycja prawd wiary.

84

Po przeprowadzeniu tej typologii przechodzi autor do analizy stanowisk 

badawczych   poszczególnych   analityków   dowodu.   Na   szczególną   uwagę 

83

 M. Gogacz, op. cit.; s. 12.

84

 Idem; s. 10-12.

29

background image

zasługuje   tu   osoba   Etienne   Gilsona.   Zdaniem   Gogacza   stanowisko   Gilsona 

ewoluowało   od   interpretacji   platonizującej   do   poszukującej   sensu   dowodu 

w kontekście współczesnej Anzelmowi epistemologii.

85

Pierwszą   interpretację   znamy  z   jego  podręczników  filozofii.  Najbardziej 

lapidarnym   jej   ujęciem   i   –   jak   się   wydaje   -   najbardziej   trafnym, 

jest sformułowanie samego Gilsona:

Argument  opiera  się   na  następujących  zasadach:  1)   pojęcie   Boga  dane 

przez wiarę; 2) istnieć w umyśle to tyle, co być naprawdę; 3) istnienie pojęcia 

Boga   w   umyśle   domaga   się   logicznie   uznania,   że   On   istnieje 

w rzeczywistości.

86

Szczególnie   druga   z   wyżej   wymienionych   „zasad”,   zdaniem   Gogacza, 

wskazywać   może   na   platonizujące   podejście   do   problemu   istnienia   Boga. 

Zakłada   ona   bowiem   jakąś   konieczną   relację   między   pojęciem   a   istnieniem. 

Wydaje się, że takie podejście bliskie jest realizmowi pojęciowemu. Jednakże, 

ponieważ   Gilson  nie  rozwija   szczegółowo  swoich  tez   (nie   można  się   zresztą 

spodziewać   innego   postępowania   w   podręczniku),   nie   możemy   polemizować 

z tym stanowiskiem. Możemy je jedynie odnotować, jako jedno z możliwych.

Druga   interpretacja   Gilsona   znajduje   swój   kontekst   w   teorii   prawdy, 

jaką wyłożył Anzelm w swoim traktacie  De veritate.  W traktacie tym Anzelm 

wyróżnia cztery znaczenia słowa „prawda”:

prawda  sądów -  sąd  jest  prawdziwy,  kiedy jest dobrze  zastosowany, 

tzn. kiedy rzeczywiście jest tak, jak ten sąd głosi;

prawda myśli - zachodzi ona, kiedy rzeczywiście jest tak, jak myślimy;

prawda woli - zachodzi wtedy, kiedy chcemy tego, czego powinniśmy 

chcieć i nie chcemy tego, czego nie powinniśmy chcieć;

prawda istot - prawidłowość bytu rzeczy, która jest zgodna z prawdą 

w Bogu.

87

85

 Idem; s. 15.

86

 E. Gilson; Historia filozofii chrześcijańskiej w wiekach średnich, tłum. S. Zalewski, Warszawa 1996; 

s. 132.

87

 Por.: Ph. Böhner, E. Gilson, Historia filozofii chrześcijańskiej, tłum St. Stomma, Warszawa 1962; 

s. 286-289.

30

background image

Dla   nas   interesujące   jest   czwarte   rozumienie   prawdy.   Zgodnie   z   tym 

rozumieniem   istnieje   pewien   ontyczny   porządek,   gwarantowany   przez   Boga. 

W tym porządku mieszczą się również pojęcia w ludzkim umyśle. 

Natomiast   w   porządku   poznawczym   rzecz   przedstawia   się   następująco: 

słowo nie jest tylko pustym dźwiękiem, lecz jest o tyle sensowne, o ile wskazuje 

pojęcie i w prawdziwy sposób je wyraża. Pojęcie zaś oznacza jakąś rzecz o tyle, 

o ile ją prawdziwie wyraża. Z kolei rzecz jest znakiem istoty, również o tyle, o ile 

ją prawdziwie wyraża. Istota rzeczy natomiast swoją prawdziwość konstytuuje w 

realizowaniu   myśli   Boga.

88

  Cały   ten   szereg   zależności   zwany   jest   szeregiem 

rectitudo, a więc szeregiem prawdziwościowym. Gwarantem jego istnienia jest 

Bóg.   Dzięki   temu   szeregowi   na   podstawie   jakiegoś   pojęcia   wnosić   można   o 

istnieniu tego, co ono oznacza. Tym samym zatem, wychodząc od pojęcia Boga 

w   Jego   dowodzeniu,   zakłada   Anzelm   konieczną   relację   między   pojęciem   a 

rzeczywistością. I, o ile pojęcie to spełnia warunki szeregu rectitudo, a więc jest 

pojęciem prawdziwym, można dzięki niemu orzekać odnośnie istnienia bytów w 

rzeczywistości.

Gilsonowska   interpretacja   dowodu   z   jednej   strony   umożliwia   takie 

rozumienie   dowodu,   zgodnie   z   którym   orzekanie   o   istnieniu   realnym 

na podstawie   samego   tylko   pojęcia   rzeczy   nie   byłoby   już   problematyczne. 

Oferuje   ona   bowiem   swoisty   łącznik   pomiędzy   sferą   pojęć   i   sferą   realną, 

a to właśnie   przejście   w   dowodzie   Anzelma   wzbudzało   spore   wątpliwości. 

Z drugiej jednak strony, skoro istnienie szeregu rectitudo gwarantowane ma być 

istnieniem   Boga,   to   włączywszy   go   do   dowodu,   jako   jedną   z   przesłanek, 

powoduje się błędne koło w dowodzeniu. 

Innego rodzaju spostrzeżenia zamieszcza Gilson w artykule Sens et nature 

de’l   argument   de   Saint   Anselme

89

  Przeciwstawia   się   w   nim   twierdzeniu 

Evdokimova

90

  i   Vignaux

91

  jakoby   dowód   Anzelma   był   jedynie   zapisem 

mistycznej   kontemplacji.   Według   Gilsona   jednak,   Anzelm   –   podobnie   jak 

Augustyn   –   rozumie   kontemplację,   jako   „intelektualne   widzenie   prawdy”. 

88

 E. Gilson, Sens et nature de’l argument de Saint Anselme, „Archives d’histoire doctrinale et litteraire 

du moyen age”, IX (1934) 6; s. 11; [za:] M. Gogacz; op. cit.; s. 19.

89

 E. Gilson, op. cit.; s. 17.

90

 Por.: P. Evdokimov, op. cit.; s. 35-37.

91

 Por.: P. Vignaux, op. cit.; s. 45.

31

background image

Zamiarem   Anzelma   jest   bowiem   rozumowe   dowodzenie   Boga;   dowodzenie, 

które pozostanie ważne, nawet gdyby ustała jego wiara w Boga.

92

 

Następnie   Gogacz   przechodzi   do   próby   sformułowania   własnego 

stanowiska pośród tak wielu interpretacji. Zaczyna od wykazania, że w dziele 

swym Anzelm posługuje się metodą negacji wziętą od Pseudo-Dionizego. Polega 

ona na przypisaniu Bogu jakiejś cechy (pozytywnej) i następnie zanegowaniu jej, 

bowiem  Bóg jest  zawsze  czymś  więcej  niż  wyrażać  to  mogą przypisane Mu 

cechy.

93

 Dalej czytamy:

Anzelm   neguje   dwie   sprawy:   istnienie   Boga   tylko   w   intelekcie   oraz 

określenia Boga. I zaraz stwierdza, że Bóg istnieje także realnie i że nie jest  

tylko sprawiedliwy, prawdziwy, szczęśliwy, lecz jest więcej niż sprawiedliwy, 

prawdziwy, szczęśliwy. Jest czymś, co bardziej jest niż inne rzeczy.

94

Anzelm musi wybrać taką drogę orzekania czegokolwiek o Bogu, bowiem 

wymyka się On zwykłemu ludzkiemu poznaniu. W taki sam też sposób postąpi 

później Anzelm w przypadku orzekania o istnieniu Boga; znajdzie to swój wyraz 

w kształcie deskrypcji, na podstawie której dowodził będzie Jego istnienia: coś, 

ponad co nic większego nie może być pomyślane

Gogacz   dopuszcza   jednak   możliwość,   że   Anzelm   poznał   Boga 

w mistycznym doświadczeniu. Stwierdza, że w  Proslogionie  dają się odnaleźć 

fragmenty, które przepełnione nastrojem podziwu dla Boga, zachwytu, tęsknoty, 

modlitewnym napięciem, wyrażeniem ekstatycznej miłości, kwalifikują się jako 

teksty   mistyczne.

95

  Tyle   że   doświadczenie   to   ujawnia   się   także   i   w   tych 

momentach  Proslogionu,   jak   choćby  Rozdział   18,   w   którym   Anzelm   wzywa 

Boga o ukazanie mu Jego prawdziwego oblicza. A zatem momenty „mistycznego 

napięcia” pojawiają się już po rozumowym udowodnieniu Boga. Tym samym 

stwierdzenie,   że   Anzelm   dostąpił   mistycznego   kontaktu   z   Bogiem,   nie   stoi 

w sprzeczności ze stwierdzeniem, że jego dowód istnienia Boga jest argumentem 

czysto   rozumowym.   Mogą   to   być   dwie,   niezależne   aktywności   poznawcze. 

Jak stwierdza   Gogacz,   Anzelm   na   terenie  Proslogionu,   za   pomocą   metody 

92

 Por.: E. Gilson, op. cit.; s. 46.

93

 Por.: M. Gogacz, op. cit.; s. 31-33.

94

 Idem; s. 33.

95

 Idem; s. 48.

32

background image

negacji   wytwarza   pojęcie   Boga;   następnie   identyfikuje   to   pojęcie,   otrzymane 

na drodze   rozumowej,   z   Bogiem,   poznanym   na   drodze   mistycznej.

96 

Taka interpretacja   wyjaśnić   może   fakt,   że   dowód   Anzelma   w   zasadzie 

nie dotyczy   istnienia   Boga,   lecz  czegoś,   ponad   co   nic   większego   nie   może  

być pomyślane. Zatem dopiero później pojawia się próba odpowiedzi na pytanie, 

jak mają  się  do  siebie  coś,  ponad co nic  większego  nie  może  być  pomyślane 

i Bóg.   Zdaniem   Gogacza,   odkrycie   pojęcia   Boga,   jako  czegoś,   ponad   co   nic 

większego   nie   może   być   pomyślane,   jest   koniecznym   wstępem   do   dowodu 

Anzelma.   I   dopiero   po   nim,   dzięki   założeniu   istnienia   szeregu  rectitudo

możliwe jest stwierdzenie Jego istnienia.

97

 

Gogacz   próbuje   odpowiedzieć   również   na   pytanie,   jaka   jest   specyfika 

dowodzenia Anzelma. Jego odpowiedź brzmi: 

Anzelm  nie   wychodzi   w   dowodzie   istnienia  Boga   z   przygodnych   rzeczy, 

jak później   Tomasz,   lecz   dla   pojęcia   Boga,   znanego   z   wiary,   szuka 

w rzeczywistości  tylu  faktów   i   problemów,   ile   wystarczy   do   udowodnienia, 

że najdoskonalsze   istnienie   z   konieczności   przysługuje   najdoskonalszemu 

Bytowi, wyrażanemu w pojęciu, którym jest pojęcie Boga.

98

 

W tym fakcie doskonale widać, jak bardzo pragnął Anzelm zredukować ilość 

przesłanek   potrzebnych   dowiedzeniu   Boga;   jak   bardzo   zaufał   metodzie 

dialektycznej, którą chciał uczynić podstawą swojego dowodu. 

W rozważaniach dotyczących anzelmiańskiego dowodu często pojawia się 

kwestia relacji pomiędzy światem realnym a pojęciami. Gogacz przytacza tutaj 

pogląd Cruz Hernandeza, który stwierdza, że Anzelm przyjmuje tu rozwiązanie 

całkowicie neoplatońskie: uznaje, że każdemu pojęciu odpowiada byt realny.

99 

Jednakże   Gogacz   pragnie   odrzucić   ten   punkt   widzenia.   Jego   zdaniem, 

możliwe jest   to   dzięki   przyjęciu   teorii  rectitudo.   I   tutaj   odnajdujemy   kolejną 

korzyść, jaką niesie ze sobą interpretacja dowodu Anzelma w jej kontekście. 

Jest nią odrzucenie interpretacji, w której dowód Anzelma rozumiany jest tylko, 

jako analiza pojęcia Boga. Gogacz stwierdza, że w dowodzie Anzelma można 

96

 Por.: idem; s. 51.

97

 Por.: idem; s. 53.

98

 Idem; s. 56.

99

 Por.: M. Cruz Hernandez, Les caracteres fondamentaux de la philosophie de Saint Anselme, [w:] 

Spicilegium Beccense, Bec – Hellouin 1959; s. 14.

33

background image

mówić   o   analizie   samej   rzeczy,   będącej   desygnatem   pojęcia.   Jego   zdaniem, 

można tak uczynić poprzez przyjęcie teorii  rectitudo, zgodnie z którą:  pojęcie 

Boga jest tylko swoistą rectitudo prawdziwością, wyrażającą związek istnienia 

z treścią, oznaczaną pojęciem.

100

 Dzięki temu, jego zdaniem, nie jest w analizie 

dowodu   Anzelma   potrzebne   założenie   istnienia   jakichś   dodatkowych   bytów 

odpowiadających   pojęciom.   Jak   już   jednak   wyżej   wspominaliśmy,   istnienie 

szeregu  rectitudo  wymaga   założenia   istnienia   Boga   –   jest   to   zatem   nieco 

problemotwórcze rozwiązanie problemu.

 

3.5.2.   Norman   Malcolm  wychodzi   od   stwierdzenia   faktu,   że   Anzelm 

rozróżnia istnienie  in re  i istnienie  in intellectu.

101

  To pierwsze wydaje się być 

jasne – jest bowiem zwykłym istnieniem konkretnego bytu. To drugie wymaga 

sprecyzowania.   Zdaniem   Malcolma,   ponieważ   Anzelm   zamiennie   używa 

wyrażeń intelligitur („jest myślany”) i in intellectu est („jest w intelekcie”), „być 

myślanym”   znaczy   dla   niego   „być   w   intelekcie”.

102

  Nie   jest   jednak   jasne, 

czy Anzelm   uznaje,   że   istnienie   rzeczywiste   jest   samo   w   sobie   doskonalsze 

od istnienia   tylko   w intelekcie,   czy   też   istnienie   rzeczywiste   połączone 

z istnieniem w intelekcie jest większe od istnienia tylko w intelekcie. W tym 

drugim   przypadku   Anzelm   musiałby   zostać   uznany   za   zwolennika   tezy, 

że istnienie   jest  doskonałością.

103

  Taka   teza   jest  zdaniem  Malcolma  fałszywa, 

a zatem dowód na niej oparty musiałby zostać odrzucony. Okazuje się jednak, 

że dowód zawarty w  Rozdziale 2 Proslogionu  takie właśnie założenie posiada. 

Malcolm pisze zatem: 

Dowód ontologiczny Anzelma z Proslogion2 jest błędny, ponieważ opiera 

się na fałszywym twierdzeniu, że istnienie jest doskonałością (i tym samym, że 

istnienie jest „prawdziwym predykatem”).

104

 

Jednak w drugim dowodzie (ProslogionRozdział 3.) nie mamy już do czynienia 

z   taką   tezą.   Oparty   jest   on   bowiem,   na   założeniu,   że   coś,   o   czym   można 

pomyśleć,   że   mogłoby   nie   istnieć,   jest   mniej   doskonałe   od   tego,   o   czym 

100

 M. Gogacz, op. cit.; s. 65.

101

 Por.: Proslogion; s. 145.

102

 Por.: N. Malcolm, Anselm’s Ontological Arguments, „The Philosophical Review”, LXIX (1960); s. 41.

103

 Idem; s. 42.

104

 Idem; s. 44.

34

background image

nie można pomyśleć, że mogłoby nie istnieć. Tym samym więc to nie istnienie 

jakiegoś   bytu   jest   w   nim   doskonałością,   lecz  niemożliwość   pomyślenia 

o nim,   jako   o   nieistniejącym.   Tą   niemożliwość   Malcolm   utożsamia 

istnieniem koniecznym.

105

 Nie jest już więc potrzebna w dowodzeniu Anzelma 

wątpliwa   przesłanka,   że   istnienie   jest   doskonałością.   Uznawszy   prawdziwość 

przesłanek dowodu, Malcolm stwierdza ostatecznie, że jedynym dopuszczalnym 

sposobem   na   podważenie   dowodu   Anzelma   jest   wykazanie   wewnętrznej 

sprzeczności deskrypcji coś, ponad co nic większego nie może być pomyślane.

106 

Podsumowuje więc swoje rozważania następująco:

Jeżeli Bóg, czyli byt, ponad który żaden większy nie może być pomyślany, 

nie istnieje, to nie może zacząć istnieć. Gdyby bowiem zaczął, wtedy albo 

musiałby być przez coś „wprowadzony” w istnienie, albo musiałoby mu się 

„zdarzyć”   zaistnieć,   a   w   takim   razie   byłby   bytem   ograniczonym,   którym  

- zgodnie   z   naszym   o   Nim   pojęciem   -   nie   jest.   Gdyby   zatem   nie   istniał, 

to ponieważ   nie   mógłby   zaistnieć,   Jego   istnienie   byłoby   niemożliwe. 

Jeśli natomiast   istnieje,   to   nie   mógł   (z   podanych   wcześniej   powodów) 

kiedyś zaistnieć, ani nie może przestać istnieć, bowiem nic nie może przerwać  

Jego   istnienia,   ani   nie   może   Mu   się   „zdarzyć”   przestać   istnieć.   A   zatem, 

jeśli Bóg istnieje, to Jego istnienie jest konieczne. Stąd więc istnienie Boga 

jest albo konieczne, albo niemożliwe. Jeżeli pojęcie Boga jest wewnętrznie 

sprzeczne lub w jakiś sposób nielogiczne, wtedy zajść może tylko ta druga  

sytuacja. Założywszy jednak, że tak nie jest, Bóg istnieć musi koniecznie.

107

W   tych   rozważaniach   najbardziej   wartościowe   wydaje   się   być 

spostrzeżenie, iż drugi dowód Anzelma nie wymaga założenia, że istnienie jest 

doskonałością.   Jednak   dalsze   wywody   Malcolma   budzić   muszą   zastrzeżenia 

co najmniej   w   jednym   punkcie.   Uznaje   on   mianowicie   tożsamość 

„niemożliwości pomyślenia o czymś, jako o nieistniejącym” z „koniecznością 

105

 Idem; s. 46: Previously I rejected existence as a perfection. Anselm is maintaining in the remarks last quoted, no that existence is a 

perfection, but that „the logical impossibility of nonexistence is a perfection”. In other words „necessary existence” is a perfection. 

106

 por.: idem; s. 49.

107

 Idem; s. 49-50: If God, a being a greater than which cannot be conceived, does not exist, than He cannot „come” into existence. For if  

He did He would either have been „caused” to come into existence or have „happened” to come into existence and in either case He wold  
be a limited being, which by our conception of Him He is not. Since He cannot come into existence, if He does not exist His existence is  
impossible. If He does exist He cannot have come into existence (for the reasons given) nor can He cease to exist, for nothing could cause  
Him to cease to exist nor could it just happen that He ceased to exist. So if God exists His existence is necessary. Thus God’s existence is  
either impossible or necessary. It can be the former only if the concept of such a being is self-contradictory or in some way logically absurd. 
Assuming that this is not so, it follows that He necessarily exists. 

35

background image

jego istnienia”. Skąd jednak Malcolm wie, że skoro ktoś nie może pomyśleć, 

że coś nie istnieje, to to coś rzeczywiście musi istnieć? Mamy tutaj do czynienia 

ze   wzbudzającym   wątpliwości  przejściem   ze   sfery  intelektu   do   sfery   realnej. 

Najpierw zatem Malcolm musiałby wskazać, jakie rzeczywiście relacje zachodzą 

pomiędzy   ludzką   myślą   a   rzeczywistością.   I   dopiero   po wykazaniu, 

że konieczność myślenia o czymś, jako istniejącym, stanowi o tym, że to coś 

istnieje,   mógłby   twierdzić,   że   dowód   Anzelma   jest   w   tej   interpretacji 

prawidłowy.

3.5.3.   E.   L.   Mascall,   anglikański   teolog,   problemem   anzelmiańskiego 

dowodu   zajmuje   się   w   dwóch   swoich   książkach:  Ten,   który   jest

108

  oraz 

Otwartość bytu

109

. Wykład jego spostrzeżeń dotyczących spraw, którymi tutaj się 

zajmuję,   w pierwszym   z   tych  dzieł   jest   bardziej  wyczerpujący  i  interesujący, 

dlatego też na nim się skoncentruję. 

Mascall   podaje   trzy   słabe   punkty,   jakie   tkwić   mogą   w  ratio   Anselmi

Pierwszym   z   nich   –   najbardziej   interesującym   -   jest   możliwość   wewnętrznej 

sprzeczności deskrypcji  coś ponad co nic większego nie może być pomyślane

Co prawda   już   Malcolm   stwierdził,   że   wewnętrzna   sprzeczność   deskrypcji 

opisującej Boga może zagrozić dowodowi Anzelma, jednak to dopiero Mascall 

precyzuje   w   swoich   rozważaniach,   na   czym   owa   sprzeczność   może   polegać. 

Może się ona realizować na kilka sposobów. Po pierwsze może ona powodować 

paradoksy podobne do tych, jakie wiążą się ze zbiorem zbiorów, które nie są 

swoim   własnym   elementem.

110

    Po   drugie,   oznaczać   może   albo  taki   byt, 

od którego   nic   doskonalszego   nie   jest   logicznie   możliwe  (interpretacja 

porównawcza),   albo  byt,   który   ma   wszystkie   pozytywne   zdolności 

i cechy w najwyższym   możliwym   stopniu 

(interpretacja   pozytywna). 

Gdyby zdarzyła   się   sytuacja,   że   któraś   z   pozytywnych   cech   stałaby 

108

 E. L. Mascall, Ten, który jest. Studium z teizmu tradycyjnego, tłum. J. Zielińska, Wrocław 1958.

109

 E. L. Mascall, Otwartość bytu. Teologia naturalna dzisiaj, tłum. S. Zalewski, Warszawa 1988.

110

  Zbiór   ten,   jeżeli   nie   należy   sam   do   siebie,   wtedy   spełnia   warunek   „x  nie   jest   swoim   własnym 

elementem”, a więc tym samym należy do siebie. Jeżeli zaś należy do siebie, to przez to nie spełnia 
warunku „x nie jest swoim własnym elementem”, a więc tym samym należy do siebie. Mascall stwierdza, 
że: „Wielu logików matematycznych sądzi, że pojęcie klasy złożonej z klas niezwrotnych jest sprzeczne 
samo w sobie, ale tej sprzeczności nie widać w definicji.
” Ten, który jest...; s. 79.

36

background image

w sprzeczności z inną, wówczas interpretacja pozytywna staje się niemożliwa; 

byłaby   bowiem   wewnętrznie   sprzeczna.   To   samo   tyczy   się   interpretacji 

porównawczej: gdyby bowiem, założywszy, że A i B są cechami sprzecznymi, 

odrzucić jedną z nich, to jak wówczas ocenić które połączenie cech: ACDEF..., 

czy   też   BCDEF...   jest doskonalsze?   Interpretacja   pozytywna   będzie   nieważna 

również w przypadku, gdy któraś z cech przypisanych owemu bytowi nie będzie 

mogła posiadać maksimum: takimi cechami są np. długość, czy temperatura.

111

Dwa pozostałe zarzuty są w zasadzie powtórzeniem tych, które pojawiały 

się   w   dotychczasowej   historii   analiz   dowodu.   Drugim   zarzutem,   jest   to, 

że Anzelm   nie   dowodzi   wcale   istnienia   Boga,   lecz   jedynie   niemożliwości 

pomyślenia Jego nieistnienia. A to są dwie zasadniczo różne sprawy.

112

  Trzeci 

z kolei   zarzut   związany   jest   z   kantowską   krytyką,   zgodnie   z   którą   istnienie 

nie jest predykatem i nie może nic wnosić do pojęcia Boga.

113

3.5.4. T. A. Losoncy  w artykule Anselm’s Proslogion. Unum argumentum 

sed tres quaestiones: one right answer, one wrong answer, one unanswered

114 

zajmuje się trzema kwestiami. Po pierwsze - lokalizacją dowodu istnienia Boga 

Proslogionie; po drugie – tym, jak „głupi” może pomyśleć, że Boga nie ma; 

po trzecie – jakie  cechy  Anzelm przypisuje  Bogu  w  Proslogionie.  Jego tezy, 

dotyczące umiejscowienia dowodu, głoszą, iż dowód ontologiczny znajduje się 

nie tylko w pierwszych rozdziałach Proslogionu, lecz że cały Proslogion dotyczy 

istnienia   Boga.   Teza   ta   jednak   musi   zostać   odrzucona,   bowiem   Losoncy   nie 

uwzględnił   faktu,   że   owszem   cały  Proslogion  poświęcony   jest   rozważaniom 

dotyczącym Boga, jednak tylko w pierwszych rozdziałach dowodzone jest Jego 

istnienie, w pozostałych zaś częściach Proslogionu rozważa się to, czym lub jaki 

Bóg   jest.   Losoncy   jednak   stawia   w   swoim   artykule   dwie   wartościowe 

z badawczego   punktu   widzenia   tezy.   Pierwsza   z   nich   głosi,   że Anzelm 

nie dowodzi   wcale   istnienia   Boga,   lecz   niemożliwości   pomyślenia   Jego 

111

 Por.: idem; s. 77-81.

112

 Por.: idem; s. 81-82.

113

 Por.: idem; s. 82-84.

114

 T.A. Losoncy; Anselm’s Proslogion. Unum argumentum sed tres questiones: one right answer, one 

wrong answer, one unanswered; [w:] Saint Anselm. Bishop and…

37

background image

nieistnienia.   Druga   natomiast   sprowadza   się   do   stwierdzenia,   że   do   uznania 

istnienia Boga konieczny jest nie tylko czynnik racjonalny, w postaci dowodu 

Jego istnienia, lecz także czynnik wolitywny – czyli po prostu wola akceptacji 

stwierdzenia, że Bóg rzeczywiście istnieje. 

Teza   pierwsza   często   pojawia   się   w   analizach   dowodu   Anzelma. 

Losoncy pisze:

Anzelm   chce   argumentować,   że   Bóg   jest   „bytem   koniecznym”,   jedynym 

bytem,   którego   nieistnienie   jest  niemożliwe   do   pomyślenia.  (...)  Takie 

rozumienie   nie   jest   kwestią   dowodzenia   istnienia   tego   bytu,   lecz   raczej 

kwestią   rozumienia   istnienia   takiego   bytu,   jeżeli   można   pomyśleć   jego 

istnienie.

115

Stara się tym samym, w swoim rozumieniu dowodu, nie dokonywać przeskoku 

pomiędzy sferą intelektualną a sferą realną. Takie rozumienie dowodu może więc 

być   wartościowe.   Być   może   rzeczywiście   analizę   dowodu   zakończyć   należy 

w sferze   pojęć,   bez   wychodzenia   do   stwierdzeń   dotyczących   rzeczywistości. 

Takim   sposobem   dowód   Anzelma   otrzymać   musiałby   nowy   wniosek,   który 

nie szedłby   tak   daleko,   jak pierwotny,   lecz   i   tak   byłby   wysoce   wartościowy. 

Mianowicie:   zamiast   wniosku:   „Bóg   istnieje”   mielibyśmy   wniosek:   „Nie 

możemy sądzić, że Bóg nie istnieje”.

Druga teza Losoncy’ego nawiązuje do Rozdziału 4 Proslogionu. W nim to 

Anzelm zadaje pytanie, jak możliwe jest stwierdzenie nieistnienia Boga, skoro - 

jak wynika   z   dowodu   -   jest   ono   wewnętrznie   zawarte   w   Jego   idei.   Anzelm 

odpowiada,   że   takie   stwierdzenie   jest   niemożliwe.   Nawet   jeżeli   ktoś   mówi, 

że Bóg nie istnieje, to czyni to, ponieważ nie rozumie znaczenia wypowiadanych 

przez siebie słów.

116

 Losoncy natomiast uznaje, że sprawa zrozumienia dowodu 

i sprawa akceptacji jego wniosku to dwie oddzielne kwestie:

Z   tego,   że   ktoś   coś   postrzega/rozumie,   nie   wynika,   że   musi   to   także  

zaakceptować, ani że to zaakceptuje swoją wolą.  (...)  To z pewnością jest 

zauroczenie siłą logiki, nawet za cenę jej złego zrozumienia.

117

115

 Idem; s. 195.

116

 Por.: Proslogion; s. 147: Inaczej bowiem myśli się o rzeczy, gdy myśli się o słowie ją oznaczającym,  

a inaczej, gdy ma się na myśli samo to, czym ta rzecz jest. Tak więc na pierwszy sposób można pomyśleć,  
że Boga nie ma, natomiast na drugi w żadnym wypadku.

117

 Idem.

38

background image

Losoncy   wyraźnie   więc   oddziela   uznanie   prawdziwości   dowodu 

od akceptacji jego wniosków. Według niego uznanie jakiejś tezy za prawdziwą 

nie może odbywać się jedynie na drodze dowodzenia logicznego, lecz wymaga 

także aktywności woli. Aby uznać jakąś tezę za prawdziwą, muszę chcieć ją 

za taką uznać. Jeszcze jaśniej wyraża to Losoncy, pisząc: 

(...)  może być prawdą, że potrzeba dobrej woli do zaakceptowania tego, 

co się rozumie jako takie, jednak nie wymaga dobrej woli rozumienie prawdy  

czegoś.

118

A więc „rozumieć prawdę czegoś” nie łączy się, zdaniem autora tej tezy, 

z „akceptowaniem   prawdy   czegoś”.   Jak   jednak   można   „rozumieć   prawdę 

czegoś”   –   a   więc   zdawałoby   się,   że   i   także   uznawać   coś   za   prawdziwe, 

a więc i uznawać tego czegoś „prawdę” – bez „akceptacji prawdy” tego czegoś? 

Czyż to nie prowadzi do prostego stwierdzenia, że uznajemy coś za prawdziwe 

i nieprawdziwe jednocześnie? Być może psychologia dopuszcza taką sytuację, 

że pewna osoba wyznaje jednocześnie dwa sprzeczne sądy. W logice jednak jest 

to niedopuszczalne. Przyjrzyjmy się bliżej tej kwestii.

119

Losoncy   podaje   przykład   człowieka,   który   odbiera   rachunek 

telefoniczny.

120

  Człowiek   ten,   widząc   kwotę   na   rachunku,   rozumie   tą   kwotę, 

ale jej   nie   akceptuje.   To   zatem   ma   być   egzemplifikacja   tezy,   iż   można   coś 

rozumieć, ale tego nie akceptować. Przykład wyborny, jednak przez jego autora 

niedostatecznie   rozpatrzony.   My   więc   przyjrzyjmy   się   mu   bliżej.   Co   może 

oznaczać stwierdzenie, że ktoś widzi rachunek, rozumie go, ale nie akceptuje? 

Przecież nie jest tak, że widzi się kwotę na rachunku i stwierdza się, że opiewa 

na   200   zł,   i   jednocześnie   stwierdza   się,   że   nie   opiewa   na   200   zł.   A   zatem 

„akceptacja” nie jest żadnym istotnym czynnikiem w akcie postrzegania ceny. 

Może zatem ten ktoś rozumie, że koszt jego rozmów wyniósł 200 zł, a zatem 

uznaje za prawdziwe zdanie: „Koszt moich rozmów wynosi 200 zł.” (tutaj już 

więc wyszliśmy poza sferę spostrzeżeń, a znaleźliśmy się w sferze twierdzeń) 

i jednocześnie,   nie   zaakceptowawszy   tego   zdania,   uznaje   je   za   fałszywe? 

118

 Idem; s. 203.

119

 Czytelnika proszę w tym miejscu o odrobinę cierpliwości, kwestia ta jednak wydaje się być tak istotna 

dla   naszych   badań,   że   nie   sposób   jej   pominąć,   nawet   za   cenę   przerwania   dotychczasowego   toku 
referowania   recepcji   dowodu   i   nawet   za   cenę   nieco   absurdalnych   przykładów.   Jednak   twierdzenia, 
którymi się teraz zajmę, wymagają gruntownej krytyki.

120

 Por.: idem; s. 202.

39

background image

Taka sytuacja jest równie absurdalna. Jest inne, dużo prostsze i nie prowadzące 

do absurdu wyjaśnienie. Mianowicie ten ktoś, postrzegając kwotę na rachunku 

i nie   akceptując   jej,   uznaje   za   prawdziwe   dwa   zdania:   „Kwota   na   rachunku 

wynosi 200 zł” i „Koszt moich rozmów nie wynosi 200 zł”. Nie akceptuje on 

tym   samym   rachunku,   ponieważ   to,   co   stwierdza   ten   rachunek,   mija   się 

z prawdą. Nie ma tu więc żadnej sprzeczności. Wręcz przeciwnie – osoba ta 

wykazała się rzetelnością i uczciwością – stwierdziwszy jakieś fałszywe zdanie 

(mianowicie   zdanie   na   rachunku:   „Koszt   twoich   rozmów   wynosi   200 zł), 

nie zaakceptowała   go.   Weźmy   inny   przykład.   Załóżmy,   że   istnieje   pewien 

człowiek, który jednocześnie uznaje za prawdziwe dwa twierdzenia:

1. Im więcej coś ma kół, tym jest lepsze.

2. Rower jest lepszy od autobusu.

Takie   twierdzenia   może   na   przykład   głosić   jakiś   kolejarz,   który   w   wolnych 

chwilach lubi odpoczywać na rowerze. Nie świadczy to o nim źle. Świadczy to 

jedynie o tym, że lubi jeździć długimi pociągami oraz, że nie lubi przemieszczać 

się autobusem. I mógłby wyznawać takie sądy przez całe życie. Gdyby jednak 

zdarzyło się, że ktoś zwróciłby jego uwagę na fakt, że skoro autobus ma więcej 

kół niż rower, to autobus jest lepszy od roweru, wtedy musiałby zmienić zdanie. 

Musiałby   mianowicie   zmodyfikować   któreś   ze   swoich   twierdzeń.   Mógłby 

na przykład odtąd twierdzić:

1’. Im więcej coś, oprócz roweru, ma kół, tym jest lepsze; rower zaś jest 

najlepszy.

Być może więc jest tak, że w umyśle człowieka znajdzie się miejsce dla dwóch 

sądów,   które   w   swoich   konsekwencjach   prowadzą   do   sprzeczności.   Jednak 

byłoby to możliwe   jedynie do momentu, w którym osoba żywiąca owe dwa 

przeciwne   przekonania,   wyprowadziłaby   konsekwencje   swoich   twierdzeń 

i skojarzyłaby je tak, by przekonać się, że zachodzi między nimi sprzeczność.

Jest   to   jednak   sytuacja   możliwa   jedynie   z   psychologicznego   punktu 

widzenia.   Z punktu  widzenia   logiki   bowiem,   sytuacja   ta   jest   niedopuszczalna 

i wszelkie   twierdzenia,   które   są   logicznie   dowiedzione,   charakteryzować   się 

muszą apodyktyczną koniecznością. Konieczność ta jest całkowicie niezależna 

od   dyspozycji   poznawczych   osoby,   która   analizuje   dowód.   Jeżeli   uznaje   się 

40

background image

przesłanki oraz jeżeli uznaje się reguły i aksjomaty logiczne, za pomocą których 

wyprowadzono z przesłanek wniosek, wtedy nie sposób nie uznać prawdziwości 

wniosku.   Można   mieć   wątpliwości,   co   do   tego,   czy   suma   pól   kwadratów 

zbudowanych   na   przyprostokątnych   trójkąta   równa   jest   polu   kwadratu 

zbudowanego   na   przeciwprostokątnej.   Kiedy   jednak   pozna   się   dowód   tego 

twierdzenia, staje się ono jasne i niepodważalne.

Tak  samo   wygląda   sytuacja   w   przypadku  dowodu  Anzelma.   Załóżmy, 

że jest   prawidłowy;   tzn.   wychodzi   od   prawdziwych   przesłanek   i   nie   ma 

we wnioskowaniu błędów formalnych – wniosek zatem także jest prawdziwy. 

Możemy   teraz   dopuścić   sytuację,   w   której   stwierdzimy,   że   można   uznawać 

jego przesłanki za prawdziwe, jednak nie uznawać prawdziwości jego wniosku. 

Jest to jednak sytuacja możliwa tylko dopóty, dopóki nie jest znany przebieg 

wnioskowania.   Kiedy  już   natomiast  znane   są   i   przesłanki,   i  wnioskowanie   – 

nie można odrzucić wniosku. Nawet jeśli ktoś, znając jakieś poprawne przesłanki 

i poprawne wnioskowanie, odrzuca poprawność wynikającego z nich wniosku, 

to jest to problem psychologiczny, a nie logiczny. Logika bowiem nie zajmuje 

się stanami psychiki ludzkiej, lecz poprawnością wnioskowania. Żaden rzetelny 

naukowiec   nie   może   zgodzić   się   na   sytuację,   w   której   kwestia   akceptacji 

ma jakiekolwiek   znaczenie   w   uznawaniu   prawdziwości   jakiegoś   stwierdzenia. 

Wtedy   cała   nauka   traci   jakikolwiek   sens.   Po   cóż   bowiem   dokonywać 

jakichkolwiek badań, skoro każdy mógłby je przyjąć, bądź odrzucić, bo taka jest 

jego wola.

Twierdzenie   Losoncego   musimy   zatem   odrzucić   w   niniejszej   pracy, 

która stara się badać poprawność dowodu Anzelma, nie zaś stany psychiczne 

jego czytelników. Pozostaje więc jedynie odnotować, że istnieje i taki sposób 

podejścia  badawczego,  jaki  prezentuje  Losoncy.  Niezależnie   od tego,  czy  się 

z nim zgadzamy, czy nie.

3.5.5.   Lewis   Feuer.  Będąc   już   w   kontekście   tych  interpretacji  dowodu, 

które   włączają   w   swoje   zainteresowania   czynniki   psychologiczne, 

warto wspomnieć o perspektywie badawczej, jaką przyjął Feuer. 

41

background image

Feuer stwierdza, że dowód ontologiczny Anzelma wydaje się przekonujący 

jedynie dla tych filozofów, którym wspólny jest „kompleks winy”. Wnioski takie 

stawia po „rzuceniu okiem” na życiorysy najsłynniejszych badaczy dowodu.

121 

natomiast   odnośnie   samego   Anzelma   formułuje   sąd   głoszący,   że   stworzenie 

dowodu ontologicznego było z jego strony próbą ukojenia własnych wątpliwości 

dotyczących istnienia Boga.

122

  Jednak tym samym Feuer staje w sprzeczności 

z wyrażoną w tekście Proslogionu intencją Anzelma, zgodnie z którą jawi on się 

nam,   jako   osoba   wierząca,   która   pragnie   ukazać,   że   prawdy   wiary   dają   się 

dowieść na drodze rozumowej – odpowiada temu anzelmiańskie sformułowanie 

fides   quaerens   intellectum.   To   jednak   nie   jest   wystarczające   do   obalenia 

twierdzeń  Feuera.  Jak  jednak  zauważa  krytyk  feuerowskiego  artykułu,   Jasper 

Hopkins, nie ma żadnych dowodów na to, że Anzelmem targały jakiekolwiek 

wątpliwości.   Owszem,   nie   można   ich   z   góry   odrzucać,   jednak   przykłady, 

jakie podaje Feuer na obronę swojego stanowiska, nie mogą stanowić żadnego 

dowodu. Feuer mianowicie opiera się na takich frazach  Proslogionu, które są 

swoistymi apostrofami do Boga, proszącymi Go o ukazanie Anzelmowi Jego 

oblicza.   Jednak,   zdaniem   Hopkinsa,   niekoniecznie   musi   to   być   wyraz 

wątpliwości, lecz raczej prośba do Boga o ukazanie drogi do Jego poznania. 

Tym bardziej zresztą, że wiele spośród takich wezwań do Boga to po prostu 

aluzje do tekstów biblijnych, a zatem poetycki schemat. Nie mając więc żadnego 

jednoznacznego   dowodu   na   wątpliwości   Anzelma,   które   miałyby   dotyczyć 

istnienia   Boga,   nie   można   formułować   takich   sądów.

123

  Feuer   jednak 

nie zatrzymuje   się   na   tym   i   na   podstawie  Wstępu  do  Proslogionu  stwierdza, 

że dowód   Anzelma   to   wyraz   „logicznego   masochizmu

124

  Fragment, 

który najbardziej ma wspierać jego twierdzenie brzmi następująco:

Gdy jednak chciałem ową myśl zupełnie od siebie odsunąć, by na próżno 

zajmując   mój   umysł   nie   przeszkadzała   w   innych  [zajęciach],   w   których 

mógłbym zrobić postępy, wówczas wbrew mej woli i na przekór przyjmowanej  

postawie obronnej, coraz bardziej i bardziej zaczęła narzucać się z pewnego 

121

 L. S. Feuer, God, Guilt, and Logic: The Psychological Basis of the Ontological Argument, „Inquiry”, 

Autumn 1968; s. 259.

122

 Idem; s. 260-261.

123

 Por.: J. Hopkins, Some Alleged Metaphysical and Psychological Aspects of the Ontological Argument

[w:] J. Hopkins, Anselm of Canterbury. Hermeneutical…; s. 128.

124

 L. S. Feuer, op. cit.; s. 261.

42

background image

rodzaju   natręctwem.   Któregoś   dna,   gdy   byłem   zmęczony   gwałtownym 

opieraniem się jej natręctwu, w trakcie tej walki myśli ukazało mi się w taki 

sposób  to,  w  [znalezienie]  czego zwątpiłem,  że  z  całym zapałem podjąłem 

tę myśl, którą z niepokojem od siebie odrzucałem.

125

Jednak ten fragment w żaden sposób nie wskazuje na „logiczny masochizm”. 

Ukazuje jedynie, że droga do sformułowania krótkiego dowodu w takiej postaci, 

w   jakiej   ostatecznie   zredagował   ją   Anzelm,   nie   była   prosta   i   wymagała 

intelektualnego wysiłku. Nie widać tu żadnego poczucia winy, niewiary w Boga, 

ani tym bardziej masochizmu.

Kolejną   zaskakującą   tezą   stawianą   przez   Feuera   jest   to,   że   Anzelm 

nadmiernie przywiązany był do matki (maternal fixation)

126

: stawiając jednak 

taką tezę, nie pokazał żadnych przekonujących dowodów. Czynił jedynie aluzje 

do   tekstów,   w   których   rzekomo   Anzelm   miałby   ujawniać   swoje   kompleksy. 

Jedynym zaś przykładem jest modlitwa, w której Anzelm zwraca się do Boga, 

jako do matki. Jednak, jak stwierdza Hopkins – porównywanie Boga do matki 

jest częstym zjawiskiem tak w tekstach Biblii, jak i w modlitwach.

127

 Nie jest to 

więc żaden dowód tym bardziej, że nie znamy żadnych relacji dotyczących życia 

Anzelma,   na   podstawie   których   moglibyśmy   wnosić   o   jakiejkolwiek  fiksacji. 

Na czym  zatem  oparł  swoje   twierdzenia   Feuer?   Malcolm  stwierdza,  że   wiele 

wskazuje na to, że na lekturze biografii Anzelma. Tyle, że nie była to biografia 

oparta na pewnych źródłach i stwierdzająca czyste fakty, lecz biografia napisana 

przez   Rule’a

128

  fabularyzowana,   nasiąknięta   romantyzmem   i fantazyjnym 

uzupełnianiem luk w wiedzy dotyczącej życia Anzelma.

Twierdzenia Feuera wydają się zatem zupełnie niezrozumiałe i niecelowe. 

Cóż   bowiem   wnoszą   one   do   badania   tekstów   Anzelma?   Gdyby   nawet   były 

przekonujące   i   wystarczająco   uzasadnione,   nie   zmieniłyby   nic   odnośnie 

interpretacji  Proslogionu  i   zawartego   w   nim   dowodu   istnienia   Boga.   Warto 

jednak przywołać i takie twierdzenia, by mieć świadomość, jak różnorodne są 

metody badawcze i jaką mają one wartość.

125

 Proslogion; s. 137-138.

126

 Por.: L. S. Feuer, op. cit.; s. 260.

127

 Por.: J. Hopkins, op. cit.; s. 133.

128

 Martin Rule, The Life and Times of St. Anselm, London 1883.

43

background image

3.6. Wnioski

Spróbujmy   dokonać   podsumowania   dotychczasowych   ustaleń. 

Najlepiej będzie   uczynić   to   poprzez   próbę   skatalogowania   zarzutów, 

jakie pojawiają   się   w   analizach   dowodu   Anzelma.   Pierwsza   grupa   zarzutów 

dotyczyła   deskrypcji:  coś, ponad co nic większego nie może być pomyślane

Zarzucano tej deskrypcji, że może być wewnętrznie sprzeczna oraz, że może 

prowadzić   do   paradoksów   podobnych   paradoksom   zbioru   zbiorów 

niezawierających   swoich   elementów.   Kolejny   zarzut   dotyczący   tej   deskrypcji 

podważał identyczność jej desygnatu z desygnatem nazwy  Bóg. Druga grupa 

zarzutów związana była z tym, w jaki sposób w dowodzie Anzelma funkcjonuje 

„istnienie”: po pierwsze   - stwierdzano, że istnienie nie może być predykatem; 

po drugie – poddawano w wątpliwość założenie, że istnienie jest doskonałością; 

po   trzecie   –   generalnie   zaprzeczano   możliwości   przejścia   z   porządku 

pojęciowego do porządku realnego. Należy jeszcze wspomnieć o dwóch innych 

zarzutach,   które   nie   wiązały   się   bezpośrednio   z   dowodzeniem   Anzelma, 

ale dotyczyły   dyskursu   teologicznego   w   ogóle.   Pierwszy   z   nich   generalnie 

negował możliwość takiego dyskursu. Drugi natomiast głosił, że nawet jeżeli 

dowiedzie się istnienia Boga, to nie jest to wystarczające, bowiem do akceptacji 

wniosków takiego dowodu konieczna jest jeszcze aktywność woli.

Warto przy tym zauważyć, że wiele z zarzutów były niejako „dziedziczone” 

przez następujących po sobie badaczy, inne zaś często powracały w badaniach 

przy   niewielkich   modyfikacjach,   zachowując   jednak   swój   pierwotny   sens. 

Okazuje się, że krytyka Gaunillona, uznawana niesłusznie za nierozgarniętą, stała 

się   kanonem   badań   dowodu.   Mimo   tego,   że   wywód   jego   nie   do   końca   był 

zdyscyplinowany, to ujawnił większość zarzutów, które pojawiać się odtąd będą 

w dyskusji nad dowodem ontologicznym Anzelma.

44

background image

4. A

NALIZA

 

DOWODU

 

ONTOLOGICZNEGO

Posiadłszy   pewien   zasób   wiedzy   historycznej   dotyczącej   różnorakich 

interpretacji dowodu ontologicznego, możemy teraz przystąpić do próby jego 

analizy.   Jak   już   we   wstępnym   rozdziale   wspominałem,   w   jej   trakcie 

dokonywana   będzie   próba   formalizacji   przesłanek   dowodu.   Warto   w   tym 

momencie   rozważyć,   jakie   aspekty   niesie   ze   sobą   stosowanie   tej   metody. 

Przedsięwzięcia   w   swojej   istocie   podobnego,   jednakże   na   nieporównanie 

szerszą skalę, podjął się Edward Nieznański w dziele: W kierunku formalizacji 

tomistycznej teodycei

129

. Jego zamierzeniem była formalizacja tomistycznych 

dowodów   istnienia   Boga.   Mimo   że   dla   naszej   pracy   temat   ten   nie   ma 

bezpośredniego przełożenia, to w pracy Nieznańskiego odnaleźć można wiele 

129

 E. Nieznański, W kierunku formalizacji tomistycznej teodycei, Warszawa 1980.

45

background image

wskazówek metodologicznych dotyczących formalizacji klasycznych tekstów 

filozoficznych. Wylicza on następujące zalety formalizacji:

1. w   teorii   sformalizowanej   prawdy   pośrednie   uzyskują   przede 

wszystkim niezawodny sposób oparcia na prawdach bezpośrednich;

2. składniowa   określoność   języka   sformalizowanego,  czego  nie   da   się 

powiedzieć o języku naturalnym;

3. wykluczenie   antynomialności   wynikłej   z   uniwersalizmu   języka 

naturalnego (możliwość wprowadzenia wyraźnego rozdziału języka od 

metajęzyka);

4. większa   przejrzystość   tekstu   (wyrazy   języka   naturalnego   są 

wieloliterowe, sformalizowanego mogą być jednoliterowe);

Jednocześnie jednak formalizacja niesie ze sobą pewne aspekty negatywne:

1. zubożenie słownictwa;

2. nierównoznaczność   przekładu   z   języka   naturalnego   na 

sformalizowany;

3. niepodatność klasycznego tekstu na formalizację (tzn.: klasyczny tekst 

składa się z tak wielu aksjomatów i tak niewielu konsekwencji, że 

wszelka formalizacja traci sens).

130

Ostatni   z   aspektów   negatywnych   formalizacji   można   w   przypadku   dowodu 

Anzelma   odrzucić.   Zarzut   głosi   bowiem,   że   pewne   teksty   posiadają   tak 

niewspółmiernie   wiele   przesłanek   w   stosunku   do   ilości   zdań   będących 

wnioskami,  że   wszelka   formalizacja  traci  sens   i  staje  się   sztuką   dla  sztuki. 

Jednak   dowód   ontologiczny   w   sformułowaniu   Anzelma   jest   na   tyle   krótki 

i opiera się na tak niewielkiej ilości przesłanek, że zarzut ten traci wobec niego 

swoją moc. Poza tym, nawet gdyby nie udało się sformalizować wszystkich 

przesłanek   i   później   przeprowadzić   wnioskowania   w   rachunku 

kwantyfikatorów, to próba formalizacji niesie ze sobą jeszcze jeden pozytywny 

aspekt, o którym nie wspomina Nieznański. Jest nim mianowicie konieczność 

ujednoznacznienia   formalizowanego   tekstu.   Jednoznaczność   zaś   jest 

czynnikiem niebywale pożądanym w pracy o charakterze analitycznym. Wszak 

może   się   okazać,   że   w  ratio   Anselmi  tkwią   pewne   niejednoznaczności 

130

 Por.: ibidem; s. 10-23.

46

background image

uniemożliwiające   uznanie   go   za   poprawny.   Ewentualne   odnalezienie   takich 

miejsc byłoby z pewnością rzeczą wartościową.

4.1. Parafraza tekstu podlegającego analizie. 

Aby dokonać formalizacji dowodu, należy przedtem dokładnie określić 

zdania, które tej formalizacji będą podlegać. W  Rozdziale 1  niniejszej pracy 

wstępnie   określiłem,   które   fragmenty  Proslogionu  będą   dla   tej   pracy 

interesujące.  Teraz natomiast   spróbuję  dokonać   ekscerpcji  konkretnych  zdań 

i ewentualnie   tak   je   spreparować,   tzn.   sparafrazować,   aby   nadały   się 

do formalizacji. Jak jednak wskazał Nieznański, taka redakcja prowadzić może 

do zatracenia pierwotnego kształtu tekstu. Zatem, obok starań o jak największą 

wierność oryginałowi, w każdym takim momencie, który mógłby prowadzić 

do nierównoznaczności   wobec   oryginału,   postaram się   jasno   ten   moment 

wskazać   oraz   uzasadnić,   dlaczego   wybieram   takie,   a   nie   inne   rozumienie 

tekstu. Jako jeden z elementów formalizacji, parafraza pozwoli tym samym 

wskazać   ewentualne   niejednoznaczności   anzelmiańskiego   tekstu.   Ekscerpcja 

spowoduje   jeszcze   większą   redukcję   zdań   wchodzących   w   skład   dowodu 

ontologicznego. Niektóre ze składników parafrazowanych tutaj zdań nie będą 

wchodziły do dalszej analizy. Zatem zostaną one poddane analizie już na etapie 

parafrazy.

W niniejszej pracy interesować nas będą następujące zdania: 

A.1.  A   wierzymy   zaiste,   że   jesteś   czymś,   ponad   co   nic   większego 

nie można pomyśleć.

A.2.  Czymś innym  jest bowiem  to, że  rzecz  jest w  intelekcie, a czymś 

innym poznanie tego, że rzecz jest.

A.3. A więc także głupi przekonuje się, że jest przynajmniej w intelekcie  

coś,   ponad   co   nic   większego   nie   może   być   pomyślane,   ponieważ   gdy   to  

słyszy, rozumie, a cokolwiek jest rozumiane, jest w intelekcie.

A.4. Ale z pewnością to, ponad co nic większego nie może być pomyślane,  

nie może być jedynie w intelekcie. 

A.5.  Jeżeli bowiem jest jedynie tylko w intelekcie, to można pomyśleć,  

że jest także w rzeczywistości, a to jest czymś większym.

47

background image

A.6. Jeżeli więc to, ponad co nic większego nie może być pomyślane, jest 

jedynie tylko w intelekcie, wówczas to samo, ponad co nic większego nie  

może być pomyślane, jest jednocześnie tym, ponad co coś większego może 

być pomyślane.

A.7. Tak jednak z pewnością być nie może.

A.8. Zatem coś, ponad co nic większego nie może być pomyślane, istnieje  

bez wątpienia i w intelekcie, i w rzeczywistości.

A.9. Ono w każdym razie tak bardzo prawdziwe jest, że nawet nie można  

pomyśleć, że nie jest.

A.10.  Albowiem   można   pomyśleć,   że   jest   coś,   o   czym   nie można   by 

pomyśleć,   że   nie   jest,   a   to   jest   czymś   większym   niż   to,   o czym   można 

pomyśleć, że nie jest.

A.11.  Dlatego,   jeżeli   o   tym,   ponad   co   nic   większego   nie   może   być  

pomyślane, można pomyśleć, że nie jest, wówczas to samo, ponad co nic  

większego nie może być pomyślane, nie jest tym, ponad co nic większego nie  

może być pomyślane, a to być nie może.

A.12.  Zatem coś,   ponad   co   nic   większego   nie   może   być   pomyślane, 

jest tak bardzo prawdziwe, że nawet nie można pomyśleć, że tego nie ma.

Ad. A.1. Samo to zdanie nie wchodzi w skład dowodu. Jednak to właśnie 

w   tym   zdaniu   po   raz   pierwszy   pojawia   się   deskrypcja:  coś,   ponad   co   nic 

większego  nie   może  być   pomyślane.   I  także  w  tym  zdaniu  stwierdzona   jest 

identyczność – przynajmniej na poziomie wiary - desygnatu tejże deskrypcji 

oraz desygnatu nazwy Bóg. Tym samym więc analiza tego zdania rozpaść się 

musi na dwa etapy: po pierwsze – analizę samej deskrypcji; po drugie – próbę 

stwierdzenia,   jak   mają   się   do   siebie   nazwa   Bóg   oraz   rzeczona   deskrypcja. 

Ponieważ zdanie to nie będzie już dalej analizowane, kwestią relacji między 

nazwą   Bóg   a   deskrypcją   Anzelma   zajmiemy   się   w   tym   momencie. 

Samą deskrypcją natomiast zajmiemy się w trakcie analizy zdania Z.1

131

.

131

 Zob. niżej; s. 68-70 niniejszej pracy.

48

background image

Klima   i   Roark

132

  stwierdzili,   że   dowód   Anzelma   nie   może   być 

analizowany w teorii znaczenia Russella i Quine’a. Roark pisze:

(...)  w   russellowskiej   teorii   znaczenia,   dowód   Anzelma   opiera   się 

na błędnym   kole   dopóty,   dopóki   jego   niewyeksplikowane,   lecz   konieczne 

założenie, że nazwa „Bóg” coś oznacza, pociąga za sobą istnienie desygnatu  

nazwy.

133

Opiera się on w swym stwierdzeniu na współczesnych teoriach znaczenia. 

Przytoczmy zgodną z tymi teoriami definicję nazwy:

Imię własne  [nazwa – G.B.]   jest to symbol przyporządkowany pewnej 

indywidualnej rzeczy na mocy definicji.  (...)  jeśli jakiś termin ma otrzymać 

miano imienia własnego, musi istnieć odpowiadająca mu rzecz.

134

Tym samym więc, aby nazwa mogła zostać uznana za sensowną, musi istnieć 

jej   desygnat.   Jak   jednak   argumentuje   Roark,   pociągałoby   to   za   sobą 

stwierdzenie istnienia Boga i – co za tym idzie – błędne koło w dowodzeniu. 

Stwierdzają   oni   zatem   niemożliwość   stosowania   współczesnych   teorii 

referencji do analizy dowodu ontologicznego. 

Należy   jednak   uznać,   że   taka   krytyka   nie   może   mieć   zastosowania 

wobec  dowodu Anzelma. Anzelm bowiem nigdzie w dowodzeniu nie używa 

nazwy  Bóg.  Nie można zatem stosować do jego dowodu tego typu zarzutów. 

W dowodzie pojawia się jedynie deskrypcja: coś, ponad co nic większego nie 

może   być   pomyślane.   Tym   natomiast   różni   się   deskrypcja   od nazwy, 

że nieistnienie   jej   desygnatu   nie   pociąga   za   sobą   bezsensowności   zdań 

zawierających ową deskrypcję

135

. Zatem dzięki temu, że nie wewnątrz dowodu, 

lecz   niejako   na   jego   marginesie   Anzelm   identyfikuje   ze   sobą   nazwę  Bóg 

i deskrypcję coś, ponad co nic większego nie może być pomyślane, nie można 

132

 Por.: G. Klima, Saint Anselm’s Proof: A Problem of Reference, Intentional Identity and Mutual 

Understanding, [w:] 

Medieval Philosophy and Modern Times, Holmstroem-Hintikka, Dordrecht 2000

; s. 

4-5; por. także: T. Roark, Conceptual Closure in Anselm’s Proof, „History and Philosophy of Logic”, 24 
(2003); s. 4.

133

  T.   Roark,  op.   cit.;   s.   4:  (...)  on   the   Russellian   conception   of   reference,   Anselm’s   proof   is  

questionbegging insofar as its unstated but necessary assumption that ‘God’ is significant entails the 
existence of the name’s referent.

134

 H. Reichenbach, Elementy logiki formalnej, [w:] Logika i język, red. J. Pelc, Warszawa 1967; s. 91.

135

  Por.: B. Russell,  Wstęp do filozofii matematyki, tłum. Cz. Znamierowski, Warszawa 1958; s. 262: 

(...) jeżeli „a” jest imieniem, to musi być imieniem jakiejś rzeczy: co nie jest imieniem żadnej rzeczy, nie  
jest imieniem i, co za tym idzie, jeżeli ma być imieniem, to jest symbolem pozbawionym znaczenia; gdy  
tymczasem takiemu opisowi, jak „obecny król Francji” nie można zaprzeczyć sensu jedynie z tej racji, że  
nic nie opisuje, a to dlatego, że jest to symbol  złożony, którego znaczenie powstaje ze znaczeń jego 
symboli składowych.

49

background image

dowodowi   ontologicznemu   zarzucić   ani   bezsensowności,   ani błędnego   koła 

polegającego na założeniu istnienia desygnatu nazwy  Bóg. Można spierać się 

co do tego, czy desygnat nazwy Bóg i deskrypt

136

 deskrypcji coś, ponad co nic 

większego nie może być pomyślane  są ze sobą identyczne. Jednak nie ma to 

wpływu   na sensowność   dowodu   –   niezależnie   bowiem   od   rzeczonej 

identyczności, w dowodzie wnioskuje się na temat istnienia czegoś, ponad co 

nic większego nie może być pomyślane. Zatem błędność dowodu może rodzić 

się w innych jego miejscach; z pewnością jednak miejscem tym nie może być 

kwestia sensowności nazwy Bóg, tzn. kwestia tego, czy Anzelm do dowodzenia 

włączył   ukrytą   przesłankę,   że Bóg   istnieje.   Taki   zarzut   można   ewentualnie 

stawiać  dowodom  Kartezjusza,  Spinozy  czy Leibniza  –  oni bowiem  istotnie 

używają   w dowodzeniu   nazwy  Bóg.   Zarzut   ten   jednak   –   raz   jeszcze   to 

powtórzmy – nie stosuje się do dowodu Anzelma.

Ad.  A.2.  W zdaniu tym Anzelm dokonuje rozróżnienia pomiędzy sferą 

mentalną a realną. Polega ono właśnie na stwierdzeniu, że myślenie o rzeczy 

nie stanowi jeszcze o tym, że owa rzecz istnieje. Istnienie rzeczy w intelekcie 

byłoby zatem wspólne tak dla przedmiotów realnych, jak i dla różnego rodzaju 

fikcji – takich choćby, jak „jednorożec”. Samo natomiast  poznanie, że rzecz 

jest, właściwe może być jedynie przedmiotom, odnośnie których zdobyliśmy na 

drodze rozumu pewność, że istnieją. Jednakże, mimo że zdanie to jest bardzo 

ważne   dla   samego   dowodu,   to   nie   wchodzi   bezpośrednio   w   skład 

wnioskowania   ani   jako   przesłanka,   ani   jako   wyprowadzone   z   przesłanek 

zdanie.   Stanowi   ono  w   zasadzie   wyeksplikowanie   koniecznego   dla   dowodu 

założenia,   że   istnieje   różnica   pomiędzy   myśleniem   o jakiejś   rzeczy 

a myśleniem   o   jakiejś   rzeczy,   jako   o   istniejącej.   Zatem nie będziemy 

włączać go bezpośrednio do analizy dowodu.

Ad.  A.3.  Owo   zdanie   stwierdza,   że   posiadamy,   albo   przynajmniej 

możemy posiadać, ideę rzeczy, ponad którą żadna inna większa  nie może być 

pomyślana. Zdanie to sparafrazujemy do postaci:

136

 Desygnat deskrypcji określonej.

50

background image

Z.1:  Jest  (tylko)  w intelekcie coś, ponad co nic większego nie może być 

pomyślane.

Ad.  A.4. Zdanie to nie powoduje żadnych trudności w sparafrazowaniu:

Z.2:  To, ponad co nic większego nie może być pomyślane, nie może być 

jedynie w intelekcie.

Ad.  A.5.  Zdanie   to   zawiera   pewną   niejednoznaczność.   W   łacińskim 

oryginale brzmi ono:

Si enim vel in solo intellectu est potest cogitari esse et in re quod maius est.

W związku z tym pojawić się musi pytanie, czego dotyczy predykat  maius

odpowiadający   relacji  x   jest   większy   od   y.   Czy   dotyczy   on   podmiotu 

gramatycznego   tego   zdania,   czy   też   dotyczy   relacji   pomiędzy   byciem 

w intelekcie   a   byciem   rzeczywistym?   Tradycyjnie   zdanie   to   tłumaczy   się 

następująco: 

For if it is only in the intellect, it can be thought to exist in reality as well,  

which is greater.

137

W polskim tłumaczeniu również zachowuje się taką strukturę zdania:

 

A.5.

 

Jeżeli bowiem jest jedynie tylko w intelekcie, to można pomyśleć, 

że jest także w rzeczywistości, a to jest czymś większym.

Takie tłumaczenie zakłada, że relacja  x jest większe od y  z ostatniego 

zdania składowego dotyczy poprzednich zdań składowych jako całości, nie zaś 

samego obiektu, o którym orzeka się, że może być pomyślany, jako istniejący 

w umyśle lub w rzeczywistości.

Pojawić się może jednak i inna interpretacja tego zdania, zgodnie z którą 

wyraz  maius  odpowiada   nie   relacji   pomiędzy  i s t n i e n i e m   przedmiotu 

w   i n t e l e k c i e   a   i s t n i e n i e m   realnym   tego   przedmiotu,   lecz   relacji 

pomiędzy  p r z e d m i o t e m   istniejącym   w   intelekcie   a  p r z e d m i o t e m 

istniejącym   realnie.   Na   temat   tej   interpretacji   pisze   Jasper   Hopkins, 

137

 Por. J. Hopkins, Introduction, [w:] A New, Interpretive Translation of St. Anselm’s Monologion and 

Proslogion, Minneapolis 1986; s. 14.

51

background image

anglojęzyczny   tłumacz   dzieł   Anzelma

138

  odnośnie   artykułu 

G.E.M. Anscombe

139

. Proponuje ona następujące tłumaczenie: 

For if it is only in the intellect, what is greater can be thought to be 

in reality as well.

140

Uznaje tym samym, że relacja  x jest większy od y  dotyczy przedmiotu, 

o którym orzeka się że jest w intelekcie lub, że jest rzeczywisty

141

. Anscombe 

utrzymuje,   że   interpunkcja,   zgodnie   z którą   tradycyjnie   tłumaczone   jest 

powyższe zdanie, mija się  z intencją  autora. Podaje  trzy argumenty mające 

wspierać jej twierdzenie: 

1. w   żadnym   z   manuskryptów   nie   znalazła   przecinka   pomiędzy  in   re 

quod;

2. zmieniając   rzeczoną   interpunkcję,   otrzymamy   zdanie   zapisane 

w „piękniejszej Łacinie”;

3. zmiana interpunkcji powoduje, że anzelmiański dowód staję się bardziej 

interesujący i silniejszy; nie opiera się on bowiem wtedy na przesłance, 

że istnienie jest doskonałością i przez to może stać się pewniejszy, niż w 

swoim tradycyjnym sformułowaniu

142

.

Hopkins stanowczo odrzuca te argumenty w następujący sposób:

ad.1:   łaciński   manuskrypt   Uniwersytetu   w   Edynburgu   zawiera 

interpunkcję   zgodną   z   translatorską   tradycją   (a   więc   odmienną   od 

proponowanej przez Anscombe); prócz tego rzeczone zdanie, kiedy pojawia się 

w   innych   ustępach   dzieła   Anzelma,   posiada   interpunkcję   taką,   jak   się   ją 

tradycyjnie odczytuje;

ad.2:   należy zapytać, jakie obiektywne i przekonujące kryterium uznać 

moglibyśmy za stanowiące o tym, czy wspomniane zdanie jest „piękniejsze” 

138

 Idem; s. 27- 30.

139

 G.E.M. Anscombe, Why Anselm’s Proof in the Proslogion Is Not an Ontological Argument, „The 

Thoreau Quarterly”, 17 (1985), 32-40.

140

 Jeżeli bowiem jest jedynie tylko w intelekcie, to można pomyśleć, że jest także w rzeczywistości coś, co  

jest większe. – tłum. G.B.

141

 Dla większej czytelności zdanie to sparafrazować można: (…) the thought of it [viz., of that than 

which nothing greater can be conceived] as not possibly not-existing is () a thought of it as greater 
than if it is thought of as possibly not-existing
. [ Myślenie o tym [czymś, ponad co nic większego nie 
może być pomyślane], jako o niemogącym nie istnieć, jest myśleniem  o tym, jako o większym, niż kiedy 
myślane jest to, jako mogące nie istnieć – 
G.B.]; por.: G.E.M. Anscombe, op. cit.; s. 39.

142

 Idem: (…) the thought of it [viz., of that than which nothing greater can be conceived] as not possibly 

not-existing is (…) a thought of it as greater than if it is thought of as possibly not-existing.

52

background image

z interpunkcją tradycyjną, czy z interpunkcją proponowaną przez Anscombe; 

czy mamy prawo stwierdzać coś niewłaściwego w konstrukcji gramatycznej, w 

której  quod  występuje   jako   zaimek   względny,   którego   poprzednikiem   jest 

zdanie podrzędne? Według Hopkinsa Anzelm w obrębie Proslogionu i innych 

jego tekstów często używa zaimka quod w taki właśnie sposób.

ad.3: tłumacz tekstu filozoficznego nie ma prawa odczytywać go zgodnie 

z własną intencją, nie ma prawa go udoskonalać; jego obowiązkiem jest wierne 

odczytanie tekstu

143

.

Zgodnie z tym rozumowaniem, Hopkins stwierdza, że za słuszne uznać 

należy   tradycyjne   tłumaczenie   tego   ustępu,   zgodnie   z   którym   relacja 

x jest większy   od   y  dotyczy   dwóch   zdań   składowych  A.5:  to,   że   x   jest 

w rzeczywistości, jest większe od tego, że x jest jedynie w intelekcie, nie zaś 

samego obiektu,  o  którym mowa  jest w zdaniu:  x będący w  rzeczywistości 

jest większy od x będącego jedynie w intelekcie.

Tym samym uznać należy, że argumentami predykatu są inne predykaty (wraz 

z ich argumentami przedmiotowymi), nie zaś same argumenty przedmiotowe.

Jeżeli jednak ustalimy, że relacja bycia większym dotyczy nie konkretnego 

obiektu,   lecz   samych   relacji,   wtedy   dalsze   wnioskowanie   nie wniesie   nic 

odnośnie jakiegokolwiek obiektu. Wnioskować będzie można jedynie na temat 

relacji. Intencją Anzelma zaś było dowiedzenie istnienia konkretnego obiektu 

opisywanego w deskrypcji. Uznać zatem należy, że w tej przesłance kryje się 

jeszcze pewien entymemat. Ten mianowicie, że jeżeli pewnemu obiektowi  t

przypisać   możemy   jakikolwiek   predykat   doskonalszy   od   jakiegokolwiek 

predykatu przysługującego obiektowi t

2

, wtedy o obiekcie t

nie możemy orzec, 

że jest tym, ponad co nic większego nie może być pomyślane. Mając w pamięci 

powyższe   ustalenia,   pozostawimy   jednak   zdanie A.5  w   postaci   wiernej 

translatorskiemu zwyczajowi, oraz wyodrębnimy z niego również implikację:

Z.3. Jeżeli bowiem jest jedynie tylko w intelekcie, to można pomyśleć, że 

jest także w rzeczywistości.

Z.4. To, że coś jest w rzeczywistości, jest czymś większym niż to, że coś jest 

jedynie tylko w intelekcie.

143

 Por.: J. Hopkins, op. cit.; s. 28-30.

53

background image

Ad.  A.6.  To   zdanie   również   nie   wymaga   szerszych   komentarzy, 

ani właściwie   żadnej   parafrazy.   Warto   jedynie   zauważyć,   że   jest   ono 

wyrażeniem sprzeczności, jaka wynika z założonej przez Anzelma hipotezy, 

że Bóg   istnieje   jedynie   w   intelekcie.   W   tym   miejscu   stwierdzamy   zatem, 

że dowód Anzelma nie  jest dowodem wprost, lecz  reductio ad absurdum  – 

wychodząc od tezy, którą Anzelm uznaje za fałszywą, dochodzi do wniosków, 

które   jednoznacznie   okazują   się   być   fałszywymi.   Fałszywą   tezą   ma   być, 

zgodnie   z   intencją   Anzelma,   zdanie  A.3  (stwierdzenie,   że   Bóg   jest   tylko 

w intelekcie); fałszywym wnioskiem  –  A.6  (zdanie  wewnętrznie  sprzeczne). 

Parafraza A.6 (jedyną zmianą będzie tu wymiana zaimka „to” na „coś” – tak, 

aby   deskrypcja   w   całym   dowodzie   miała   identyczną   formę)   wygląda 

następująco:

Z.5. Jeżeli coś, ponad co nic większego nie może być pomyślane, jest tylko w 

intelekcie,   to   coś,   ponad   co   nic   większego   nie   może   być   pomyślane, 

jest czymś, ponad co coś większego może być pomyślane.

Ad. A.7. Jest to proste stwierdzenie sprzeczności zawartej w poprzednim 

zdaniu. Nie musimy zatem ani parafrazować, ani analizować tego zdania.

Ad.  A.8.  Jest to zdanie podsumowujące całe wnioskowanie. Specyfiką 

dowodzenia niewprost jest stwierdzenie, że skoro wnioskowanie jest formalnie 

poprawne, zaś wniosek jest fałszywy, to któraś z przesłanek była fałszywa. 

W tym   przypadku   fałszywą   przesłanką   było   stwierdzenie   istnienia   Boga 

jedynie   w   intelekcie;   a   zatem   prawdziwe   jest   zaprzeczenie   tej   przesłanki: 

„Nieprawda, że Bóg istnieje jedynie w intelekcie.” Jest to zdanie równoważne 

zdaniu:   „Bóg   istnieje   także   w   rzeczywistości.”

144

  Wniosek   dowodu 

ontologicznego będzie zatem brzmiał:

Z.6.  Coś,   ponad   co   nic   większego   nie   może   być   pomyślane, 

istnieje i w intelekcie, i w rzeczywistości.

144

 Zob. dalej; s. 60-61 niniejszej pracy.

54

background image

Ad.  A.9.  W   tym   miejscu   pojawia   się   drugi   dowód   Anzelma.   W   nim 

wnioskiem   nie   jest  i s t n i e n i e   realne   Boga,   lecz  n i e m o ż l i w o ś ć 

s t w i e r d z e n i a   Jego   realnego  n i e i s t n i e n i a .   Niektórzy   badacze   sądzą, 

że nie   jest   to   oddzielny   dowód,   lecz   jedynie   inna   redakcja   poprzedniego 

dowodu.   Jednak,   ponieważ   wniosek   tego   dowodu   jest   innego   rodzaju, 

niż wniosek   poprzedniego,   należy,   jak   to   czyni   np.   Malcolm

145

,   starannie 

oddzielić od siebie te dwa dowody. Zdanie to przekształcimy do następującej 

formy:

Z.7.  Nie można pomyśleć, że coś, ponad co nic większego nie może być 

pomyślane, nie istnieje realnie.

Ad.  A.10.  Przy   próbie   parafrazy   tego   zdania   pojawia   się   problem. 

Należy je bowiem porównać ze zdaniem A.5, odnośnie którego stwierdziliśmy, 

że predykat maius, jako swoje argumenty, przyjmuje nie przedmiot, o którym 

jest   w   zdaniu   mowa,   lecz   dwa   zdania   składowe   tego   zdania   złożonego. 

Natomiast w zdaniu A.10 mamy do czynienia z sytuacją, kiedy wyraźnie maius 

wiąże, jako swoje argumenty, jakiś przedmiot – raz pomyślany, jako istniejący 

jedynie w intelekcie, drugi raz - jako istniejący realnie. Zatem należy podjąć 

decyzję, czy w parafrazie tego zdania zachowujemy jego oryginalny kształt, 

czy   też   dostosowujemy   go   do   formy   zdania  A.5.  Za pozostawieniem 

oryginalnego   kształtu   przemawia   translatorska   tradycja.   Za   dostosowaniem 

formy   do   formy  A.5.  przemawiać   mogą   kwestie   formalne:   łatwiej   będzie 

ukazać   analogię,   jaka   istnieje   pomiędzy   pierwszym   i drugim   dowodem 

Proslogionu. Ponieważ jednak zdanie to w kolejnej części niniejszej pracy 

poddawane   będzie   dalszej   analizie,   pozostawimy   tę kwestię   w zawieszeniu. 

Przyjmiemy tymczasowo interpretację analogiczną do interpretacji zdania A.5

odnotowując, że w oryginale wyraz  maius  nie dotyczy zdań składowych, lecz 

przedmiotu,   o   którym   w   tym   zdaniu   się   orzeka.   Powtórzmy   tutaj   również 

spostrzeżenia,   jakie   poczyniliśmy   na temat A.5.  Mianowicie   uznać   musimy, 

że przesłanka ta wymaga jeszcze innej entymematycznej przesłanki, głoszącej, 

145

 Por.:  N.  Malcolm,  op. cit.;  s.  44.

55

background image

że   jeżeli   pewnemu   obiektowi  t

1

  przypisać   możemy   jakikolwiek   predykat 

doskonalszy   od   jakiegokolwiek   predykatu   przysługującego   obiektowi  t

2

wtedy o obiekcie  t

2  

nie możemy orzec, że jest  tym, ponad co nic większego 

nie może być pomyślane.

Parafraza A.10. wygląda więc następująco:

Z.8.  To, że o czymś nie można pomyśleć, że nie istnieje w rzeczywistości,  

jest czymś   większym   niż   to,   że   o   czymś   można   pomyśleć,   że   nie   istnieje  

w rzeczywistości.

Jednak zdanie A.10 nie tylko stwierdza relację bycia większym pomiędzy 

czymś, o czym nie można pomyśleć, że nie istnieje realnie, i czymś, o czym 

można pomyśleć, że nie istnieje realnie. Zdanie to stwierdza również:

(...) można pomyśleć, że jest coś, o czym nie można by pomyśleć, że nie jest.

Zatem, oprócz Z.8, sformułować musimy również zdanie:

Z.9. Można pomyśleć, że jest coś, o czym nie można pomyśleć, że nie istnieje 

realnie.

Ad.  A.11.  Jest   to   zdanie,   które   stwierdza   absurdalność   założenia, 

że można pomyśleć, że coś, ponad co nic większego nie może być pomyślane

nie istnieje realnie; mamy zatem:

Z.10. Jeżeli o tym, ponad co nic większego nie może być pomyślane, można 

pomyśleć, że nie istnieje realnie, to to, ponad co nic większego nie może być  

pomyślane, nie jest tym, ponad co nic większego nie może być pomyślane.

Jednocześnie   wyraża   ono   entymematyczną   przesłankę,   która   jest   podstawą 

dowodu niewprost:

Z.11.  O   czymś,   ponad   co   nic   większego   nie   może   być   pomyślane,  

można pomyśleć, że nie istnieje realnie.

56

background image

Wynikiem powyższych parafraz staje się następujący ciąg zdań:

Z.1:  Jest  (tylko)  w   intelekcie   coś,   ponad   co   nic   większego   nie   może  

być pomyślane.

Z.2:  To,   ponad   co   nic   większego   nie   może   być   pomyślane, 

nie może być jedynie w intelekcie.

Z.3.  Jeżeli bowiem jest jedynie tylko w intelekcie, to można pomyśleć, że jest 

także w rzeczywistości.

Z.4. To, że coś jest w rzeczywistości, jest czymś większym niż to, że coś jest  

jedynie tylko w intelekcie.

Z.5. Jeżeli coś, ponad co nic większego nie może być pomyślane, jest tylko w 

intelekcie,   to   coś,   ponad   co   nic   większego   nie   może   być   pomyślane, 

jest czymś, ponad co coś większego może być pomyślane.

Z.6.  Coś,   ponad   co   nic   większego   nie   może   być   pomyślane, 

istnieje i w intelekcie, i w rzeczywistości.

Z.7.  Nie można pomyśleć, że coś, ponad co nic większego nie może być 

pomyślane nie istnieje realnie.

Z.8. To, że o czymś nie można pomyśleć, że nie istnieje w rzeczywistości, jest  

czymś   większym   niż   to,   że   o   czymś   można   pomyśleć,   że   nie   istnieje 

w rzeczywistości.

Z.9. Można pomyśleć, że jest coś, o czym nie można pomyśleć, że nie istnieje 

realnie.

Z.10.  Jeżeli   o   tym,   ponad   co   nic   większego   nie   może   być   pomyślane, 

można pomyśleć,   że   nie   istnieje   realnie,   to   to,   ponad   co   nic   większego 

nie może  być pomyślane,  nie jest  tym, ponad co  nic większego nie może  

być pomyślane.

Z.11.  O   czymś,   ponad   co   nic   większego   nie   może   być   pomyślane,  

można pomyśleć, że nie istnieje realnie.

57

background image

4.2. Pierwszy dowód

Stwierdziliśmy   wcześniej,   że  ratio   Anselmi  składa   się   z   dwóch 

dowodów,   z których   pierwszy   dowodzić   ma  i s t n i e n i a   Boga,   drugi   zaś 

n i e m o ż l i w o ś c i   p o m y ś l e n i a   Jego  n i e i s t n i e n i a .   Wiemy   również, 

że szczególnie wnioski z pierwszego dowodu podlegały krytyce.

146

 Aprioryczne 

stwierdzanie   istnienia   jakiegoś   przedmiotu   istotnie   bowiem   wzbudzać   może 

wątpliwości. Spróbuję w tym miejscu poddać analizie pierwszy z dowodów. 

Posłużę   się   przy   tym   dwoma   współczesnymi   tekstami,   które traktują 

o dowodzie ontologicznym Anzelma.

Próby   jego   formalizacji   dokonał   Gyula   Klima.

147

  Jego   interpretacja 

dowodu opiera się na stwierdzeniu, że współczesna teoria referencji nie może 

być   stosowana   wobec   dowodu   Anzelma,   ponieważ   zawęża   ona   uniwersum 

argumentów   do   realnie   istniejących   przedmiotów.   Jak   stwierdza   Klima, 

zgodnie   z   duchem   filozofii   średniowiecznej,   argumentami   w dowodzie 

Anzelma są również przedmioty myśli – a zatem nie tylko przedmioty realnie 

istniejące. Swoją interpretację dowodu formułuje Klima następująco:

1:

g =

df

 

ι

x. ~

y(Myx)

2: Ig

3:

x

y((Ix

Ry)

Myx)

4: Rg

a)

Mgg                                [2,3,4, RG, RO]

b)

y(Myg)                         [a), RG]

5:

y(My(

ι

x.

∼∃

y(Myx)));        [1, b), g/

ι

x. ~

y(Myx)]

gdzie:

 Ix = x istnieje tylko w intelekcie

Rx = x można myśleć, że istnieje realnie

Mxy = o x można pomyśleć, że jest większe od y

g = Bóg

146

 Zob. wyżej; punkty 3.23.4 i 3.5.2 niniejszej pracy.

147

 G. Klima, op. cit.

58

background image

Oznaczając 

y(Myx) przez: P(x), formuła 5 wyglądać będzie: P(

ι

x. ~Px)

tj.:  

x(~Px

∧∀

y(~Py

x=y)

Px)

148

,   co   implikuje:  

x(~Px

Px)  –   zdanie 

wewnętrznie   sprzeczne.   Któraś   zatem   z   przesłanek   musi   zostać   uznana 

za fałszywą.   Klima   stwierdza,   że   fałszywe   jest   zdanie  2.   A zatem   nie   jest 

prawdą,   że   Bóg   istnieje   jedynie   w   intelekcie.   Skoro   jednak   „istnieć   tylko 

w intelekcie”   znaczy:   „istnieć   w   intelekcie,   nie   zaś   w   rzeczywistości”, 

to „nie istnieć tylko w intelekcie” znaczy albo: „nie istnieć w intelekcie”, albo: 

„istnieć w intelekcie i realnie”. A zatem Bóg, o którym wszak możemy myśleć, 

istnieje i w intelekcie, i w rzeczywistości. I taki właśnie ma być – według 

Klimy – wniosek dowodu Anzelma.

Ta   jednak   interpretacja   poddana   została   krytyce   ze   strony   Tony’ego 

Roarka.

149

  Zauważa on, że relacja  x może być pomyślany jako większy niż y 

została   przez   Klimę   niedostatecznie   przeanalizowana.   Zawiera   ona   bowiem 

dwa składniki:  operator  czysto  modalny  (modal-pistic  operator) oraz  relację 

bycia   większym.   Pierwszy   z   nich   jest   funktorem,   który   za   pierwszy   swój 

argument przyjmuje osoby, za drugi zaś zdania. Drugi funktor to prosta relacja: 

x   jest   większy   niż   y.   W   tym   momencie   należy   jeszcze   zauważyć, 

że w sformułowaniu   Klimy,   relacja  Mxy  nie   może   być   relacją 

przeciwzwrotną.

150

  Gdyby   bowiem   tak   było,   już   w   punkcie  4a)  Klima 

otrzymałby sprzeczność, upoważniającą go do stwierdzenia pożądanych przez 

niego   wniosków.

151

  Roark   próbuje   zatem   tak   przeformułować   rozumienie 

relacji Mxy, aby możliwe było przyjęcie, że nie jest ona relacją przeciwzwrotną. 

Przyjmuje, że b jest przedmiotem myśli takim, że Mbb jest prawdziwe, zaś Gb 

uznaje za „wielkość”  wielkości b  (cardinality of greatness). Takie założenia 

jednak każą mu stwierdzić, że niemożliwe jest, aby Klima chciał przez relację 

Mbb rozumieć zdanie: 

(

α

) Można pomyśleć, że Gb>Gb.

148

 Zgodnie ze schematem przekształcenia deskrypcji określonej w zdanie; por.: H. Reichenbach, op. cit.; 

s. 92-105.

149

 T. Roark, op. cit.; s. 1-14.

150

  Relacją   przeciwzwrotną   nazywa   się   relację,   która   nie   może   w   dwóch   swoich   pozycjach 

argumentowych przyjąć tego samego argumentu (

x

R(x,x)), tzn. nie może wiązać ze sobą tego samego 

argumentu; np. relacją przeciwzwrotną jest relacja bycia ojcem: jeżeli O(x,y) = x jest ojcem y-ka, to nie 
może być prawdziwe zdanie: Ox

1

 x

1

.

151

 Idem; s. 5.

59

background image

Niedopuszczalne   jest   bowiem,   aby   uznać   za   prawdziwe  Gb>Gb.   A   zatem 

zasięg operatora modalnego musi być ograniczony do którejś ze stron funkcji 

podstawowej, czyli relacji bycia większym. Można to uczynić na dwa sposoby. 

Pierwszy z nich może być wyrażony w koniunkcji wykorzystującej pojedynczy 

operator modalny, który modyfikuje wyrażenie pojawiające się jako pierwszy 

człon relacji bycia większym:

(

β

) (Można pomyśleć, że G

1

b) i (G

1

b>G

2

b);

gdzie G

2

b oznacza rzeczywistą wielkość b.

Jednak,   mimo   że   to   sformułowanie   relacji  Mbb  nie   prowadzi   już   do   takiej 

sprzeczności, jak sformułowanie  (

α

), to ulega ono innego rodzaju zarzutowi. 

Mianowicie zakłada ono rzeczywistą wielkość  b, a zatem i istnienie  b. Tym 

samym   więc   Klima   musiałby,   tak   rozumiejąc   tą   relację,   zakładać   istnienie 

Boga,   którego   wszak   ma   dowieść.   Roark   odrzuca   więc   tą   interpretację. 

Druga, ostateczna   interpretacja,   korzysta   z   dwóch   operatorów   modalnych, 

wiążących każdy z argumentów funkcji x>y:

(

γ

) (Można pomyśleć, że G

1

b) i (można pomyśleć, że G

2

b) i (G

1

b>G

2

b).

Mimo, że relacja w tej interpretacji również zachowuje przeciwzwrotność

152

, 

to pozwala   ona   na   uznanie,   że   jakiś   przedmiot   może   być   postrzegany, 

jako większy   od   siebie   samego.   Można   bowiem,   nie   znając   na   przykład 

długości   Muru   Chińskiego,   myśleć,   że   może   on   mieć   5000   km   długości, 

ale może też mieć 4950 km długości, i porównując te wielkości, orzec, że jedna 

jest większa od drugiej. Tym samym także, wyeliminował Roark niepożądaną 

ukrytą przesłankę, że przedmiot, o którym myślimy, rzeczywiście posiada jakąś 

wielkość i rzeczywiście istnieje.

153

 

W   świetle   tych   ustaleń,   Roark   pragnie   także   dokonać   reinterpretacji 

trzeciej   przesłanki   dowodu   Anzelma-Klimy.   Błąd,   który   odnaleźć   się   daje 

w sformułowaniach Klimy, widać jeszcze wyraźniej, kiedy przeformułujemy 

trzecią przesłankę do równoważnego jej zdania:

x

y((Ry

∧∼

Myx)

→∼

Ix)

Roark proponuje następującą jego interpretację:

152

  Oznaczmy „można pomyśleć, że G

1

b” przez: „T(G

1

b)”, analogicznie: „można pomyśleć, że G

2

b” 

przez:   „T(G

2

b)”.   Otrzymujemy:   (

γ

’):   T(G

1

b)

T(G

2

b)

(G

1

b>G

2

b);   skoro   relacja   (G

1

b>G

2

b)   spełnia 

formułę: (

x

R(x,x)), to relacja opisana w(

γ

’) jest relacją przeciwzwrotną.

153

 Idem; s. 7.

60

background image

Oznaczmy ‘o x można myśleć, że jest absolutnie prawdomówny’ przez  

‘Rx’,   ‘x  skłamał  przynajmniej  raz’   przez   ‘Ix’,   zaś   ‘o  x  można   pomyśleć, 

że jest   bardziej   szczery,   niż  y’  przez   ‘Myx’,   zmienne   zaś   ograniczmy 

do uniwersum osób. (...) I przy takich podstawieniach,  zdanie to stwierdza, 

że możliwość   pomyślenia,   że   Jones   jest   absolutnie   prawdomówny, 

w połączeniu z niemożliwością pomyślenia, że Jones jest bardziej szczery 

od Smitha,   pociąga   za   sobą   stwierdzenie,   że   Smith  f a k t y c z n i e     nigdy 

nie skłamał! Jest to oczywiście niedorzeczność. To, co rzeczywiście z tego 

wynika, to stwierdzenie, że nie można  p o m y ś l e ć , że Smith kiedykolwiek 

skłamał; w przeciwnym bowiem wypadku, można by uznać, że Jones jest  

bardziej szczery od Smitha.

154

Należy więc zmienić rozumienie predykatu  Ix  i odtąd interpretować go, jako: 

o x można pomyśleć, że istnieje tylko w intelekcie. Wtedy jednak zmienia się 

wniosek całego reductio ad absurdum, na którym oparty jest dowód Anzelma. 

Skoro bowiem, zgodnie z interpretacją Roarka, uznajemy za fałszywą drugą 

przesłankę głoszącą, że można pomyśleć, że Bóg istnieje jedynie w intelekcie

to wnioskiem dowodu jest stwierdzenie:  Nie można pomyśleć, że Bóg istnieje 

tylko w intelekcie. Jest to oczywiście wniosek różny od stwierdzenia istnienia 

Boga. Roark swoje rozważania w tym zakresie podsumowuje następująco:

Niemożliwość   pomyślenia,   że   Bóg   istnieje   jedynie   w   intelekcie, 

nie pociąga za sobą tego, iżby miał On tak właśnie nie istnieć. W najlepszym 

razie z takiego wniosku wynika, że twierdzenia ateistów są w jakimś sensie 

niespójne.

155

Tym   samym   powtarza   więc   wnioski   Kanta

156

  czy   współcześnie   - 

Malcolma

157

. Musimy więc uznać, że pierwszy dowód Anzelma, który – jak się 

wydaje – jest przez Klimę wiernie interpretowany, zawiera błąd wskazywany 

wcześniej przez innych badaczy. Błąd polegający na nieuprawnionym przejściu 

z porządku myślenia do porządku istnienia. Jak bowiem wskazał Roark – skoro 

wszystkie  predykaty  we wnioskowaniu opatrzone  są  operatorem  modalnym, 

154

 Idem.

155

 Idem; s. 8.

156

 I. Kant, op. cit.; s. 335.

157

 N. Malcolm, op. cit.; s. 44.

61

background image

to również   i   wniosek   powinien   być   takim   operatorem   opatrzony. 

W przeciwnym wypadku próby formalizacji muszą być błędne.

4.3. Drugi dowód

Po   wskazaniu   błędu   tkwiącego   w   pierwszym   dowodzie   Anzelma, 

spróbujmy   poddać   analizie   drugi   jego   dowód.   Wnioskiem   tego   dowodu 

jest niemożliwość myślenia, że Bóg nie istnieje. Nie ma w nim tym samym 

apriorycznych   twierdzeń   dotyczących   istnienia   jakiegokolwiek   przedmiotu. 

Mimo tego jednak, gdyby ten dowód był prawdziwy, to wnioski zeń płynące 

byłyby niebywale istotne.

158

Przywołajmy raz jeszcze zdania wchodzące w skład tego dowodu. Jest to 

o   tyle   konieczne,   że   wykorzystuje   się   w   nim   również   jedną   z przesłanek 

dowodu pierwszego:

Z.1:  Jest  (tylko)  w intelekcie coś, ponad co nic większego nie może być 

pomyślane.

Z.7.  Nie można pomyśleć, że coś, ponad co nic większego nie może być 

pomyślane nie istnieje realnie.

Z.8. To, że o czymś nie można pomyśleć, że nie istnieje w rzeczywistości, jest  

czymś   większym   niż   to,   że   o   czymś   można   pomyśleć,   że   nie   istnieje 

w rzeczywistości.

Z.9. Można pomyśleć, że jest coś, o czym nie można pomyśleć, że nie istnieje 

realnie.

Z.10.  Jeżeli   o   tym,   ponad   co   nic   większego   nie   może   być   pomyślane, 

można pomyśleć,   że   nie   istnieje   realnie,   to   to,   ponad   co   nic   większego 

nie może być pomyślane, nie jest tym, ponad co nic większego nie może być  

pomyślane.

Z.11.  O   czymś,   ponad   co   nic   większego   nie   może   być   pomyślane,  

można pomyśleć, że nie istnieje realnie.

Ad. Z.1. Analiza tego zdania rozbić się musi na dwie kwestie:

a) co znaczy, że coś  jest w intelekcie;

158

 Zob. wyżej; s. 63 niniejszej pracy.

62

background image

b) kwestia poprawności deskrypcji: coś, ponad co nic większego nie może być 

pomyślane.

ad. a): Jasper Hopkins stwierdza

159

, że w dowodzie Anzelma intelekt może 

oznaczać:

1. akt rozumienia;

2. zdolność, władzę, czy też dyspozycję duszy;

3. inteligencję;

4. wzgląd, sens, rozumienie

160

.

Pierwsze dwa rozróżnia Anzelm w tekście Odpowiedzi:

(...) co jest rozumiane [intelligitur – akt rozumienia], rozumiane jest przez 

intelekt [in intellectu – zdolność duszy].

161

Jest  to  zresztą zgodne  z pojmowaniem zdolności duszy,  jakie wcześni 

myśliciele scholastyczni odziedziczyli po św. Augustynie.

162

Trzecie   rozumienie   intelektu   Jasper   Hopkins   również   odnajduje 

Odpowiedzi:

W każdym razie, kto nie rozumie, jeżeli wypowiedziane to jest w znanym 

mu języku, to albo w ogóle nie ma rozumu, albo jego rozum jest nazbyt  

przyćmiony.

163

[Utique qui non intelligit, si nota lingua dicitur, aut nullum, aut nimis 

obtusum habet intellectum.]

Zdanie to komentuje następująco:

(...)  taka   osoba   miałaby   narzędzie   lub   zdolność   rozumienia,   ale   albo 

nie byłaby   zdolna   używać   tego   narzędzia   w   odpowiedni   sposób,  

albo też miałaby   owo   narzędzie   niesprawne   (tak,   jak   można   mieć 

niesprawny narząd wzroku).

164

  A zatem - stwierdza Hopkins - intelekt (jako inteligencja) jest pewną cechą 

intelektu   (jako   zdolności).   Można   jednak   w   tym   miejscu   nie   zgodzić   się 

z Hopkinsem   i   uznać,   że   to   rozumienie   intelektu   jest   równoważne 

z rozumieniem drugim, zgodnie z którym jest on pewną władzą, jaką posiada 

159

 Por.: J. Hopkins; Anselm’s Debate With Gaunillo...; s. 106.

160

 Por. frazeologizmy „pod żadnym względem” = „w żadnym sensie” =  „w żadnym rozumieniu”.

161

 Odpowiedź; s. 191.

162

 Por.: J. Hopkins; op. cit; s. 106.

163

 Odpowiedź; s. 190-191.

164

 J. Hopkins; op. cit.; s. 107

63

background image

człowiek. Sam zresztą Hopkins wypowiada się tak, jakby w ten właśnie sposób 

ów intelekt w tym zdaniu rozumiał

165

. Nie jest to jednak na tyle istotne dla 

niniejszej pracy, aby zajmować się tym problemem dogłębnie. Nawet bowiem 

gdyby trzeci sposób rozumienia słowa  intelekt  był poprawny, nie mógłby on 

mieć żadnego zastosowania do problemu, który nas w tym miejscu interesuje, 

a więc do tego, co należy rozumieć, przez bycie czegoś w intelekcie.

Czwarte rozumienie intelektu pojawia się zdaniem Hopkinsa w zdaniu, 

którego oryginał łaciński brzmi:

Sed utique quo maius cogitari potest, in nullo intellectu est quo maius 

cogitari non possit.

166

Hopkins proponuje, aby  in nullo intellectu  tłumaczyć przez frazę:  w żadnym 

sensie (in no sense).

167

Należy wiec rozważyć, które z trzech istotnych

168

 dla nas rozumień frazy 

in intellectu  stosuje się do zdania  Z.1.  Wydaje się, że również i czwarta jej 

interpretacja  nie  ma   tutaj  zastosowania.  Pojawia  się  ona  bowiem wyłącznie 

w kontekście negacji: in n u l l o  intellectu, realizując tym samym frazeologizm 

pod   żadnym   względem  (in   no   respect).   Gdyby stosować   to   rozumienie 

do naszego   zdania   (Convincitur   ergo   etiam   insipiens   esse   vel   in   intellectu 

aliquid   quo   nihil   maius   cogitari   potest  (...)),   to   otrzymalibyśmy   zarówno 

nonsens syntaktyczny ((...) jest pod względem coś w intelekcie), jak i oczywiste 

wypaczenie myśli Anzelma.

169

  Z kolei także pierwsza  interpretacja  intelektu 

musi zostać odrzucona.  Intelligitur  (intelligo) jest bowiem czasownikiem, zaś 

Anzelm   w   analizowanym   przez   nas   zdaniu   korzysta   ze   znominalizowanej 

formy: intellectus. Zapewne zatem chodzi w tym miejscu o intelekt rozumiany, 

jako władza duszy.

165

 Wszak stwierdza: „taka osoba miałaby narzędzie, lub zdolność rozumienia”. Możemy równie dobrze 

uznać, że mówienie o cechach intelektu, o jego biegłości itd., ma się jakoś do inteligencji, samą jednak 
inteligencją nie jest.

166

 Odpowiedź; s. 191-192: „Ale zaiste w żadnym intelekcie to, ‘ponad co można pomyśleć coś większego’,  

nie jest tym, ‘ponad co nie można pomyśleć niczego większego’.

167

  Tamże.   Warto   w   tym   miejscu   zaznaczyć,   że   Polski   przekład   nie   spełnia   postulatów   Hopkinsa. 

Tłumaczenie tego zdania brzmi bowiem: „Ale zaiste w żadnym intelekcie to, ‘ponad co można pomyśleć 
coś większego’, nie jest tym, ‘ponad co nie można pomyśleć niczego większego’
.”

168

 Uprzednio bowiem odrzuciliśmy rozumienie intelektu jako inteligencję.

169

 Nawet gdyby przychylnie się do tej interpretacji ustosunkować i sformułować ją: „Pod pewnym 

względem coś jest w intelekcie.”

64

background image

Istnieć   w   intelekcie,   jako   we   władzy   duszy,   może   chyba   oznaczać 

istnienie   przedmiotu   myślenia   w   ludzkim   umyśle.   Jak   jednak   jakikolwiek 

przedmiot może istnieć w abstrakcyjnym umyśle? Z pewnością więc chodzi tu 

o idee, czy o pojęcia, być może o byty intencjonalne. Jednak także odnośnie 

wyżej   wymienionych   istnieją   problemy,   dotyczące   ich   statusu   ontycznego. 

Jak zatem rozumieć frazę x istnieje w intelekcie? Czy poprzez: y może myśleć 

o x?

170

  Czy   jednak   możliwe   jest   myślenie   o   jakimś   przedmiocie,   czy   też 

myśli się jedynie jakieś zdania?

171

 Kwestia istnienia w intelekcie nie jest, jak się 

wydaje,   rozstrzygalna   na   poziomie   analizy   dowodu   Anzelma.   Wymaga ona 

ustaleń z zakresu ontologii, czy epistemologii. Możemy jedynie przyjąć takie 

rozumienie   frazy  istnieć   w   intelekcie,   jakie   przyjmuje   większość   badaczy 

dowodu: jako istnienie jakiejś idei, czy pojęcia czegoś, ponad co nic większego 

nie może być pomyślane; istnienie jakiejś treści w myśli

172

. Jednak, nawet mimo 

tego   ustalenia,   nie   będzie   łatwo   pogodzić   istnienia  czegoś,   ponad co   nic 

większego nie może być pomyślane  w intelekcie z istnieniem realnym Boga, 

który ma być z tym czymś identyczny. Jak bowiem Bóg ma istnieć w intelekcie, 

skoro nie jest pojęciem?

W   tej   kwestii   pojawia   się   więcej   pytań,   niż   odpowiedzi.   Być   może 

dlatego,   że   –   jak   wskazuje   Tony   Roark   -   predykat  x   istnieje   w   intelekcie 

prowadzi do antynomii podobnych antynomii kłamcy. Tą kwestią zajmę się 

jednak w dalszej części pracy.

173

Ad. b) Coś, ponad co nic większego nie może być pomyślane

Mimo,   że   uznać   można,   że   powyższa   deskrypcja   jest   zapisem 

sformułowań   dotyczących   Boga,   pochodzących   z   tekstów   biblijnych 

i klasycznych   tekstów   filozofii   chrześcijańskiej

174

  to   nie   jest   wybrana 

przypadkowo i nie jest sformułowaniem czysto poetyckim. Tylko dzięki temu 

określeniu może Anzelm ustrzec się przed zarzutem niepoznawalności Boga. 

Deskrypcja ta nie głosi bowiem, że Bóg jest czymś najdoskonalszym z tego, 

170

 Zob. wyżej; s. 35 niniejszej pracy.

171

 Tzn.: czy można myśleć psa, czy też można jedynie myśleć, że pies jest taki a taki?

172

 Por.: P. Moskal, Problem poznania Boga w wyniku rozumowania, „Łódzkie Studia Teologiczne” 1999 

; s.142.

173

 Zob. dalej; s. 77-82 niniejszej pracy.

174

 Por.: przypis 33. autorstwa  Iwa Zielińskiego w polskim przekładzie ProslogionuProslogion; s. 266-

267.

65

background image

o czym możemy pomyśleć, lecz że nie ma nic, o czym moglibyśmy pomyśleć, 

że jest większe od Boga.

175

 Zatem z punktu widzenia teologii nie można chyba 

postawić tej deskrypcji istotnych zarzutów.

Pozostaje jednak sprawa formalnej poprawności wyrażenia: coś, ponad co 

nic większego nie może być pomyślane. Wydaje się ona być newralgicznym 

punktem   analizy   dowodu.   Jak bowiem   wskazywali   już   Spinoza   i   Leibniz, 

a współcześnie   Malcolm

176

  to   od   niej   zależeć   może   poprawność   całego 

dowodu. 

Spróbujmy   zatem   przyjrzeć   się   bliżej   anzelmiańskiej   deskrypcji   Boga. 

Po pierwsze   należy   się   zastanowić,   czy   owo   wyrażenie   jest   deskrypcją 

określoną, tzn. czy opisuje jeden tylko desygnat. Z pewnością powinno tak być, 

skoro Bóg jest jedynym bytem, bytem najdoskonalszym, któremu żaden inny 

nie może się równać. Zgodnie zatem z prawdami wiary oraz – z pewnością 

zgodną z nimi - intencją Anzelma, owemu wyrażeniu odpowiadać powinien 

tylko   jeden   przedmiot.   Ale   czy   w   istocie   deskrypcja  coś,   ponad   co   nic 

większego nie może być pomyślane spełnia ten warunek sama w sobie, czy też 

postulat jedyności desygnatu deskrypcji określonej spełniony może być jedynie 

w   połączeniu   z   dodatkowymi   założeniami   teologicznymi,   stwierdzającymi 

jedyność   Boga?   Wydaje   się,   że   ten   postulat   wymaga   jednak   takich 

dodatkowych   założeń.   Można   bowiem   założyć   sytuację,   że przedmiotów 

spełniających deskrypcję coś, ponad co nic większego nie może być pomyślane 

jest więcej niż jeden. Tyle, że są one równe co do wielkości, i dzięki temu o 

żadnym z nich nie można pomyśleć, że jest większy od pozostałych. Aby zatem 

rozstrzygnąć   kwestię   jedyności   desygnatu   rzeczonej   deskrypcji,   należy 

odwołać   się   do   twierdzeń   spoza   dowodu.   Nie   jest   to   jednak   miejsce   na 

przytaczanie tych twierdzeń. Należy jedynie stwierdzić, że o ile deskrypcja coś, 

175

 Por.: J. Hopkins; op. cit.; s. 191-192: To be sure, there is a prima facie difference between (1) “God is 

that which is greater than all others that can be thought” and (2) “God is that than which nothing  
greater can be thought.” For the former entails that God can be conceived, whereas the latter seems to  
entail neither that God can be conceived nor that He cannot be conceived. Nonetheless, Gaunilo’s use of  
1 is not a distorted substitute for Anselm’s use of 2, given Anselm’s insistence on the conceivability of  
that than which no greater can be thought. At any rate, “maius omnibus,” as Gaunilo uses it, does not  
stand for “maius omnibus quae sunt,” as Anselm supposes it does.

176

  Por.: Ch. Hartshorne, op. cit.: broni tam poprawności dowodu ontologicznego i przeprowadza jego 

zapis na gruncie logiki S5. Jednak z jego zapisu wynika, że zdania: „konieczne, że Bóg jest”, „możliwe, 
że Bóg jest” oraz „Bóg jest” są równoważne; por.: R. Tomanek,  Argument ontologiczny św. Anzelma 
w sformalizowanej wersji Ch. Hartshorne’a
, „Studia Philosophiae Christianae” 1995; s. 99-103.

66

background image

ponad co nic większego nie może być pomyślane  analizowana jest w izolacji, 

to nie może być uznana za deskrypcję określoną.

Kolejną kwestią, jest sprawa tego, czym jest owo coś? Nie jest Bogiem, 

bo   Jego   istnienia   mamy   dowodzić,   więc   nie   możemy   uznać,   że   jest   z Nim 

tożsame   –   przynajmniej   w dowodzie.   Dopiero   potem   możemy   stwierdzać, 

że Nim jest. Tutaj również kryje się siła dowodu.

177

  Z drugiej jednak strony, 

tkwi   tutaj   pewna   jego   słabość.   Należy   bowiem   postawić   pytanie,   czym   tak 

naprawdę   jest  coś,   ponad   co   nic   większego   nie   może   być   pomyślane, 

skoro istnieje   w   intelekcie  (a   więc   uznać   musimy,   że   jest   jakąś   ideą, 

czy pojęciem) i jednocześnie jest Bogiem, Który wszak nie może być ideą, lecz 

co   najwyżej   przedmiotem   myślenia.   A może   stwierdzenie,   że   Bóg  istnieje 

przynajmniej   w intelekcie,   jest   tylko   skróconym   sformułowaniem   faktu, 

że możemy myśleć o takim przedmiocie, jak Bóg, choć nie musimy wiedzieć, 

że   On   realnie   istnieje?   Takie   postawienie   sprawy   byłoby   zgodne   z tym, 

co Quine   pisał   o tzw.  mitycznym   sposobie   mówienia,   stwierdzając,   że spora 

część   abstrakcyjnych  pojęć   fizycznych,   choć   zdaje   się   implikować   istnienie 

jakichś   uniwersaliów   (jak   np.   masa,   energia),   daje   się   sprowadzić   do zdań 

obserwacyjnych.   Jednak   dla   skrócenia   dyskursu,   dla   jego   większej 

przejrzystości, używa się takich właśnie pojęć.

178

  Gdyby uznać, że w istocie 

Anzelm   używa   takiego   sposobu   mówienia,   można   by   się   pozbyć   problemu 

istnienia   idei.   Takie   założenie   wydaje   się   również   najbezpieczniejsze 

metodologicznie. Powoduje jednak niebywałe trudności praktyczne – wymaga 

bowiem zupełnego przeformułowania dowodu ontologicznego, który i tak już 

zawiera   sporo   miejsc   wzbudzających   wątpliwości,   a   każde   takie 

przeformułowanie zwiększa przewagę myśli badacza nad myślą Anzelma. 

Ad.  Z.8.  Problemy   związane   z   analizą   tego   zdania   pojawiają   się 

już w momencie, kiedy próbuje się połączyć jego analizę z analizą zdania Z.4. 

Można   próbować   pominąć   milczeniem   analogię,   jaka   istnieje   między   tymi 

dwoma zdaniami, jeżeli jednak pragnie się dokonać rzetelnej ich analizy, to nie 

177

 Zob. wyżej; s. 50-52 ninijeszej pracy.

178

 Por.: W. O. Quine, Logika i reifikacja uniwersaliów, [w:] Z punktu widzenia logiki, Warszawa 2000; s. 46-47, 134-160.

67

background image

wypada analizować ich we wzajemnej izolacji. Przy analizie Z.8 wziąć należy 

pod   uwagę   poprzednie   ustalenia,   które   dotyczyły   zdań  A.5  i  A.10. 

Stwierdziliśmy tam, że pomiędzy tymi zdaniami istnieje rozbieżność w dwóch 

punktach. Po pierwsze – w  A.5  orzeka się o istnieniu jakiegoś przedmiotu; 

zaś w A.10 orzeka się o możliwości myślenia o istnieniu jakiegoś przedmiotu. 

Po drugie – relacja bycia większym w zdaniu A.5 dotyczy samego faktu bycia 

realnego i bycia jedynie w intelekcie, zaś w A.10 dotyczy przedmiotu, który raz 

pomyślany jest jako koniecznie istniejący, raz jako istniejący niekoniecznie. 

Stwierdziliśmy   następnie,   że   aby   wymienione   wyżej   zdania   dały   się   jakoś 

zastosować w dowodzeniu istnienia  czegoś, ponad co nic większego nie może 

być   pomyślane,   należy   tak   je   interpretować,   aby relacja  bycia   większym 

dotyczyła   przedmiotu   zdania,   nie   zaś   predykatów   przypisywanych   owemu 

przedmiotowi. 

Okazuje się jednak, że próba dokładnej analizy tego zdania oraz próba 

jego formalizacji napotyka na ogromne trudności. Przywołajmy jeszcze raz 

owo zdanie, przekształcone już zgodnie ze stwierdzeniem, że dotyczyć ono 

powinno przedmiotu, o którym w tym zdaniu się orzeka, nie zaś predykatów, 

jakie przypisywane są temu przedmiotowi:

Z.8.’ To, o czym nie można pomyśleć, że nie istnieje w rzeczywistości, jest 

czymś   większym,   niż   to,   o   czym   można   pomyśleć,   że   nie   istnieje  

w rzeczywistości. 

Oznaczmy:  można pomyśleć, że...   przez:  M(...)  oraz:  x istnieje realnie 

przez: Rx. Otrzymamy zdanie:

(

δ

)

x

y{[

M(

Rx)

M(

Ry)]

(x>y)}

Głosi ono: Każdy przedmiot dający się pomyśleć, jako nieistniejący realnie, jest 

mniej doskonały od tego, który nie daje się pomyśleć, jako nieistniejący realnie. 

Nie możemy jednak bez zastrzeżeń przyjąć tej redakcji tego zdania. Nie jest 

ona   bowiem   wierna   intencji   Anzelma,   którą   było   porównanie   jednego 

przedmiotu,   który   raz   pojmowany   jest,   jako   istniejący   koniecznie,   raz   jako 

istniejący niekoniecznie

179

. Skoro natomiast zmienne powyższego zdania nie są 

identyczne,   to  zdanie   to  orzeka   o   dwóch  różnych   przedmiotach.   Jak jednak 

179

 Por.: J. Hopkins; op. cit.; s. 99-100.

68

background image

ustaliliśmy wcześniej

180

, taka interpretacja nie jest wierna zamysłom Anzelma. 

Należy   zatem   przeredagować   zdanie  (

δ

)  tak,   aby uwzględniało   wymogi 

anzelmiańskiego dowodu. Jeżeli jednak ustalimy, że zdanie to dotyczyć może 

tylko jednego przedmiotu i stwierdzimy identyczność x i y, wtedy otrzymamy 

zdanie:

(

δ

’)

x{[

M(

Rx)

M(

Rx)]

(x>x)}

Zdanie   to   jest   co   prawda   zdaniem   zawsze   prawdziwym:   poprzednik 

implikacji   jest   bowiem   fałszywy,   a   zatem   cała   implikacja   jest   zawsze 

prawdziwa

181

. Jednak nie przynosi ono nam żadnej informacji i nie daje się 

zastosować do żadnego dowodzenia. Jeżeli bowiem uznamy, że dowodzenie 

jest zbiorem zdań powiązanych ze sobą logicznymi relacjami i jeżeli wśród 

tych zdań znajdą się dwa zdania sprzeczne, to można z tych zdań wyprowadzić 

każde dowolne zdanie.

182

 A zatem, mimo że (

δ

’) jest tautologią, to nie posiada 

ono   żadnej   wartości   informacyjnej   i   jest   nie   do   przyjęcia,   jako przesłanka 

dowodu.   Przesłanka   ta   nie   daje   się   zapisać   w   klasycznym   rachunku 

predykatów.   Istotą   rozumowania   Anzelma   jest   bowiem   w   tym   miejscu 

założenie,   że porównuje   się   ten   sam   przedmiot:   raz   jako   niedający   się 

pomyśleć,   jako nieistniejący,   raz   jako   dający   się   pomyśleć,   jako   istniejący. 

Gdyby spróbować zapisać to stwierdzenie przy użyciu deskrypcji określonej, 

widać   wyraźnie   niemożliwość   poprawnego   sformułowania   tej   przesłanki: 

przedmiot,   który  daje   się   pomyśleć,   jako  nieistniejący  (

ι

x. M(

Rx))   ma   być 

identyczny z przedmiotem, który nie daje się pomyśleć, jako nieistniejący (

ι

x.

M(

Rx)):

ι

x. M(

Rx) = 

ι

x. 

M(

Rx)

Ten sam przedmiot ma zatem spełniać dwie sprzeczne deskrypcje. Nie może 

jednak   istnieć   taki   przedmiot,   zatem   powyższa   identyczność   jest   fałszywa. 

Nie jest   to,   jak   to   sugerowali   Klima   i   Roark,   spowodowane   użyciem 

w dowodzie   nazwy  Bóg,   która   miałaby   być   albo   bezsensowna 

(bo nieposiadająca   desygnatu),   albo   zakładająca   istnienie   przedmiotu, 

180

 Zob. wyżej; s. 15-16 niniejszej pracy.

181

 Nawet pomimo fałszywości następnika implikacji: „x>x”.

182

 Zgodnie z prawdziwą formułą: p

∧∼

p

q.

69

background image

którego istnienia się dowodzi. Owo coś spełniać ma dwie deskrypcje, które są 

ze   sobą   sprzeczne,   i   dlatego   powoduje   ono   niemożliwość   sformalizowania 

tej przesłanki   i,   co   za   tym   idzie,   przeprowadzenia   dowodu   w   klasycznym 

rachunku   predykatów.

183

  Należałoby   zatem   odnaleźć   taki   język   formalny, 

który umożliwiałby ten sam przedmiot raz traktować, jako spełniający pewną 

deskrypcję, innym razem, jako spełniający deskrypcję sprzeczną z poprzednią. 

Być może takim sposobem byłoby eksploatowanie przy formalizacji dowodu 

ontologicznego   założenia   światów   możliwych,   jak to   czyni   np.   Alvin 

Plantinga

184

  Wychodzi   on   w   swojej   interpretacji   dowodu   ontologicznego 

z następującego założenia:

Zdaje   się,   że   Anzelm   chciał   sugerować,   że   rzecz   nieistniejąca,   gdyby 

istniała, byłaby większa, niż jest w rzeczywistości.

185

Interpretację   dowodu   formułuje   więc   korzystając   z   koncepcji   światów 

możliwych. Zdanie Z.8 wygląda w jego sformułowaniu następująco:

Dla każdego bytu x i świata W, jeśli x nie istnieje w W, to jest 

taki świat W’, w którym wielkość x-a przekracza wielkość x-a w W.

186

Jednak, pomimo że interpretacja ta mogłaby wnieść coś nowego do dyskusji 

nad   dowodem   ontologicznym   w   ogóle,   to   nie   jest   ona   wierna   dowodowi 

Anzelma. Eksploatowanie „światów możliwych” pozostaje bowiem w dosyć 

luźnym związku z koncepcją Boga, jaką daje Anzelm w Proslogionie.

Należy   jeszcze   rozważyć   kwestię,   jak   wpasowuje   się   ta   przesłanka 

do całego dowodu. Jest ona podstawą reductio ad absurdum - to na podstawie 

tej przesłanki Anzelm stwierdza:

Z.10.  Jeżeli   o   tym,   ponad   co   nic   większego   nie   może   być   pomyślane, 

można pomyśleć,   że   nie   istnieje   realnie,   to   to,   ponad   co   nic   większego 

183

 W związku z tym, jako obowiązującą dla dalszych rozważań, przyjmę przesłankę w kształcie (

δ

):

x

y{[

M(

Rx)

M(

Ry)]

(x>y)}. Przy wszystkich zarzutach, jakim  może ona  podlegać, jest  to jedyne 

sformułowanie tej przesłanki, które umożliwi dalsze jej badanie. Najbardziej ewidentnym z tych zarzutów 
jest   wspomniany   już   brak   wierności   tekstowi   Anzelma.   Drugim   zarzutem   może   być   fakt,   iż z tego 
sformułowania przesłanki wynikać może, że – gdyby istniał kamień, o którym nie można by pomyśleć, 
jako   o   nieistniejącym   -   to   byłby   on   doskonalszy   od   Boga,   o   którym   można   by   pomyśleć,   jako   o 
nieistniejącym.   Nie   rozstrzygam   tutaj,   czy   o   którymś   z   tych   przedmiotów   można   pomyśleć,   jako o 
nieistniejącym, czy nie. Stwierdzam jedynie, że to sformułowanie przesłanki prowadzi w konsekwencji 
do wniosków równie abstrakcyjnych, co kontrowersyjnych.

184

 Por.: A. C. Plantinga, Bóg, wolność i zło, tłum. K. Gruba, Kraków 1995.

185

 Por.: idem; s. 143.

186

 Idem; s. 144.

70

background image

nie może  być pomyślane,  nie jest  tym, ponad co  nic większego nie może  

być pomyślane.

W   tym   jednak   miejscu   zauważyć   należy,   że   przesłanka   w   redakcji  Z.8’ 

nie może być podstawą do stwierdzenia tej sprzeczności.  Z.10  głosi bowiem, 

że: coś ponad co nic większego nie może być pomyślane, nie jest tym, ponad co 

nic   większego  n i e   m o ż e   b y ć   p o m y ś l a n e ;   natomiast   wnioski   płynące 

z podstawienia deskrypcji tego czegoś w zdaniu Z.8’ mogą jedynie stwierdzać, 

że: coś, ponad co nic większego nie może być pomyślane, nie jest tym, od czego 

nic większego  n i e   i s t n i e j e . A zatem nie jest to stwierdzenie zawierające 

sprzeczność. Można bowiem dopuścić hipotetyczną sytuację, w której uznamy, 

że realnie istnieje coś większego od tego, ponad co nic większego nie może być 

pomyślane, jednak umysł ludzki jest tak ograniczony, że czegoś tak wielkiego 

nie jest w stanie pomyśleć. Aby stwierdzić jego nieprawdziwość, należałoby 

skorzystać z dodatkowej przesłanki głoszącej, że: 

Jeżeli x jest większy od y, to można pomyśleć, że x jest większy od y

Przesłanka Z.8’ przeredagowana zgodnie z tym zastrzeżeniem wyglądałaby:

Z.8’’.  O   tym,   o   czym   nie   można   pomyśleć,   że   nie   istnieje   realnie,  

można pomyśleć,   że   jest   większe   niż   to,   o   czym   można   pomyśleć, 

że nie istnieje realnie.

Musimy   jednak   zauważyć,   że   w   ten   sposób   zredagowana   przesłanka   nadal 

podlega zarzutom, w których stwierdzaliśmy, że implicite zakłada identyczność 

przedmiotu, o którym można pomyśleć, że nie istnieje realnie, z przedmiotem, 

o   którym   nie   można   pomyśleć,   że   nie   istnieje   realnie.   Po drugie   należy 

stwierdzić,   że   mimo,   iż   ta   modyfikacja   pozwala   na   lepsze   dopasowanie 

przesłanki   do   toku   rozumowania   Anzelma,   to   jest   jego   kolejnym 

przekształceniem   i   coraz   bardziej   oddala   nasze   rozumienie   dowodu 

od oryginalnego tekstu. 

Nie   pozostaje   zatem   inne   wyjście,   jak   przyjąć,   że   to,   co   głosi   owa 

przesłanka dotyczy dwóch różnych przedmiotów, oraz uwzględnić powyższe 

ustalenia,   zgodnie   z   którymi   do   relacji   „bycia   większym”   dołączyć   należy 

również operator modalny można pomyśleć, że.... Otrzymujemy w wyniku tego 

kolejną modyfikację Z.8:

71

background image

(

δ

’’) 

x

y{[

M(

Rx)

M(

Ry)]

M(x>y)};

i dopiero w tej redakcji można próbować dokonać jakichkolwiek podstawień, 

konstytuujących dowód.

(

δ

’’) wyprowadzić można:

M(

Rx)

M(

Ry)

M(x>y)

((

δ

’’), aksjomat: „

x(

α

)

(

α

)”, RO)

Aby   spełniona   została   powyższa   implikacja,   prawdziwe   muszą   być   dwie 

formuły:  

M(

Rx)  oraz  M(

Ry).   Formuła  M(

Ry)  (można   pomyśleć,   że   y 

nie istnieje realnie) jest zapisem zdania Z.11: hipotezą, którą Anzelm pragnie 

w swoim dowodzie obalić; jego celem jest stwierdzenie, że niemożliwym jest, 

aby o przedmiocie y (czymś, ponad co nic większego nie może być pomyślane), 

można było pomyśleć, że nie istnieje. 

Formuła  

M(

Rx)   stwierdza   natomiast,   że   o   pewnym   przedmiocie  

nie można pomyśleć, że nie istnieje realnie (Z.9Można pomyśleć, że jest coś, 

o   czym   nie   można   pomyśleć,   że   nie   istnieje   realnie.)

187

.  Jest   ona   również 

kolejnym   założeniem   Anzelma.   Skoro   zatem,   zgodnie   z   powyższymi 

założeniami,   prawdziwa   jest   koniunkcja,   będąca   poprzednikiem   implikacji, 

to prawdziwy musi być również następnik implikacji: M(x>y).

Zbadajmy zatem formułę M(x>y). Zmienną y jest w niej coś, ponad co nic 

większego nie może być pomyślane. Jednak wiemy, że dla czegoś ponad co nic 

większego   nie   może   być   pomyślane,   czyli   dla  y,   nie   może   być   prawdziwa 

formuła M(x>y). Wówczas bowiem można by pomyśleć coś większego, niż to, 

ponad co nic większego nie może być pomyślane. To jest właśnie wyrażona 

w zdaniu  Z.10  sprzeczność,   która   prowadzić   ma   do   wniosku,   iż   któraś 

z przesłanek wnioskowania jest nieprawdziwa.

Tak   w   zarysie   wygląda   wnioskowanie,   jakie   przeprowadza   Anzelm 

w trzecim rozdziale Proslogionu. Jest to jednak jedynie zarys i, o ile próbuje się 

187

 W tym miejscu zastosuję ten zapis zdania Z.9, mimo że nie jest on poprawnym zapisem przesłanki 

Anzelma.   Pragnę   jednak   wskazać,   jak   w   zarysie   przebiega   wnioskowanie   i  reductio   ad   absurdum 
zastosowane w dowodzie ontologicznym. Samo zaś zdanie Z.9 poddam dokładnej analizie w następnym 
rozdziale i pokażę, dlaczego nie można w tym miejscu zastosować wiernej jego transkrypcji.

72

background image

dokonać zapisu dowodu ontologicznego w klasycznym rachunku predykatów, 

musimy z konieczności pozostać na etapie zarysu. 

Należy również zaznaczyć, że nie uwzględniłem w tym miejscu wniosków 

Tony’ego Roarka, który całkowicie zreinterpretował predykat można pomyśleć, 

że x jest większy niż y. Jednak, jako że już na wstępie odrzuciliśmy możliwość, 

aby relacja ta, analizowana w kontekście zdania Z.8’, mogła dotyczyć jednego 

przedmiotu,   nie   było   konieczne   aż   tak   daleko   posunięte   komplikowanie 

niniejszej analizy.

Spróbujmy   zatem   podsumować   analizę   przesłanki  Z.8.  Po   pierwsze   – 

zdanie   to   dotyczy   jednego   przedmiotu   –   raz   rozumianego   jako   koniecznie 

istniejący, raz jako niekoniecznie istniejący. Powoduje to niemożliwość analizy 

w   klasycznych   rachunkach   logicznych.   Analiza   taka   może   być   możliwa   w 

nieklasycznych językach logicznych, uwzględniających czynnik modalny, albo 

–   jak   to   czyni   Plantinga   –   przy   użyciu   koncepcji   światów   możliwych. 

Natomiast   próba   sformułowania   tej   przesłanki   w   klasycznym   rachunku 

predykatów  wymaga   jej   modyfikacji   (Z.8

Z.8’  w   rozumieniu  (

δ

)).   Jednak 

modyfikacja   ta   prowadzi   do   sformułowania   przesłanki   znacznie   łatwiej 

podlegającej krytyce.

188

 Po drugie – aby przesłanka ta mogła zostać włączona w 

dowodzenie, należy ją przeformułować tak, aby stwierdzała nie relację: x jest 

większe od y, lecz: o x można pomyśleć, że jest większe od y (Z.8’

Z.8’’(

δ

’)

(

δ

’’)); czyli należy założyć entymematyczną przesłankę: jeżeli x jest większy 

od y, to można pomyśleć, że x jest większy od y, która pozwoli przekształcić 

Z.8’ Z.8’’.

188

 Zob. wyżej; s. 15-16 niniejszej pracy.

73

background image

 Z tego wszystkiego widać doskonale, że dowód ontologiczny jest tekstem 

niebywale nieścisłym, wymagającym przy próbie jego życzliwej interpretacji 

wielu   poprawek,   które   często   zniekształcać   muszą   pierwotne   brzmienie 

dowodu.   W   tym   miejscu   należy   przywołać   słowa   Mieczysława   Gogacza, 

który stwierdził,   że   każde   odczytanie   dowodu   Anzelma   jest   jego 

interpretacją.

189

  I – jak się okazuje – nie jest to kwestia interpretacji wynikła 

jedynie  z woli  badacza, lecz wynikająca ze  sporej ilości  miejsc, w których 

trzeba domyślać się, co mógł autor pierwszego dowodu ontologicznego mieć na 

myśli.  Co gorsza  – być  może  autor nie  miał  racji, a  tylko badacze próbują 

przypisać mu stworzenie poprawnego dowodu.

Ad.  Z.9.  Stwierdziliśmy, że oprócz  Z.8  ze zdania  A.10  wyekscerpować 

należy także zdanie Z.9. Zdanie to stwierdza, że można pomyśleć, że jest coś, 

o czym można pomyśleć, że nie istnieje realnie. Wydaje się, że nie nastręcza 

ono większych trudności dotyczących jego formalizacji. 

Jej wynikiem jest formuła:

M[

x(

M(

Rx))];

gdzie:„M(

α

)” = „można pomyśleć, że 

α

Rx” = „x istnieje realnie

Jeżeli jednak podda się pod rozwagę kwestię tego, jak się mają do siebie 

predykat  R  i kwantyfikator egzystencjalny  

, wychodzi na jaw błąd tkwiący 

w dowodzie   Anzelma.   Nie   sposób   bowiem   pogodzić   ze   sobą   faktu, 

że w jednym   miejscu   istnienie   oznaczamy   kwantyfikatorem,   w   innym   zaś   - 

predykatem.   Próba   zastąpienia   predykatu  R  kwantyfikatorem   prowadzi 

do nonsensu syntaktycznego:

M[

x(

M(

∼∃

x))]

W tym miejscu, jak w żadnym innym, ewidentnym jest, że próba zapisu 

ratio   Anselmi  w   klasycznym   rachunku   predykatów   prowadzić   musi 

do nieprzezwyciężonych problemów. Dowód Anzelma okazuje się być tekstem 

189

 M. Gogacz, op. cit.; s. 8.

74

background image

antynomicznym,   niepoddającym   się   formalizacji   w   klasycznym   języku 

logicznym.   Należy   stwierdzić   ważność   zarzutów   św.   Tomasza   i   Kanta, 

głoszących, że istnienia nie można orzekać o przedmiocie w taki sam sposób, 

w jaki   się   to   czyni   z   predykatami.   Dla   języka   współczesnej   logiki, 

zgodnie z lapidarnym   sformułowaniem   Quine’a:  Być   uznanym   za   przedmiot 

istniejący to po prostu i tylko tyle, co być zaliczonym do wartości zmiennych.

190 

Bardziej szczegółowe sformułowanie tej kwestii daje Russell:

Pojęcie   „istnienia”   ma   różne   postacie  (...)  lecz   postacią   zasadniczą 

jest ta,   którą   otrzymujemy   bezpośrednio   z   pojęcia   „zdanie   czasem 

prawdziwe”. Mówimy, że argument a spełnia funkcję  

ϕ

(x), jeżeli  

ϕ

(a) jest 

prawdziwe;   rozumiemy   to   w   tym   samym   znaczeniu,   w   jakim   mówimy, 

że pierwiastki   równania   spełniają   równanie.   Otóż   jeżeli  

ϕ

(x)   jest   czasem 

prawdziwe, to możemy powiedzieć, że istnieją takie x, dla których ono jest  

prawdziwe,   lub   też   możemy   powiedzieć:   „istnieją   argumenty   spełniające  

funkcję 

ϕ

(x).

191

Jest więc jasnym, że w rachunku predykatów istnienie jest byciem zmienną 

związaną w zdaniu prawdziwym. Skoro jednak tak definiujemy istnienie, to nie 

możemy pozwolić na jednoczesne z tym użycie predykatu R(x).

Z tą kwestią wiąże się również predykat I(x) (x istnieje tylko w intelekcie). 

Jak  się  ma  istnienie  tylko w  intelekcie  do  istnienia w ogóle  pozostać  musi 

kwestią otwartą. Trudno nie dostrzec problemów związanych z tym, że skoro 

coś istnieje tylko w intelekcie i - co za tym idzie – nie istnieje realnie, to to coś 

istnieje i nie istnieje jednocześnie.

Konsekwencje płynące z antynomiczności predykatu I(x) doskonale opisał 

Tony   Roark   we   wspominanym   już   wcześniej   artykule

192

  Na   podstawie 

predykatów, użytych w dowodzeniu przez Anzelma, buduje postać Skromnego

Skromny  jest  takim  przedmiotem   myśli,   że   nie   jest   wyłącznie   przedmiotem 

myśli, lecz istnieje realnie (

Ix = nieprawda, że x istnieje tylko w intelekcie). 

190

 W. O. Quine, O tym, co jest, [w:] Z punktu widzenia logiki...; s. 41.

191

 Por.: B. Russell, op. cit.; s. 242.

192

 T. Roark, op. cit.; s. 1-14.

75

background image

Tyle   tylko,   że   nie   można   pomyśleć   o   nim,   jako   o   istniejącym   realnie  (

Rx =  o x nie można pomyśleć, że istnieje realnie).

(

µ

) m =

df

 

ι

x. (

Ix

 

Rx)

Roark opisuje go następująco: 

Skromny   jest   bardzo   osobliwym   facetem  [sic!]:   wszechwiedzącym, 

lecz okropnie cichym. Zaiste, Skromny jest tak cichy, że gdy tylko ktoś inny  

niż   on   sam   dostrzeże   jego   istnienie,   on   natychmiast   ‘wyłącza’   się   z   tego  

istnienia (jako wszechwiedzący, Skromny nie ma problemów z określeniem,  

kiedy ktoś postrzega jego istnienie). Skromny jest, owszem, nieco osobliwy,  

jednak   –   w przeciwieństwie   do   kwadratowego   koła   –   nie   wydaje   się   być 

czymś wewnętrznie sprzecznym.

193

 

Tak   jednak   pojęty  Skromny,   sprawia   ogromne   trudności   odnośnie 

stwierdzenia jego istnienia:

1.

załóżmy, że istnieje (tzn. nie jest jedynie przedmiotem myśli - 

Im);

2.

wtedy – zgodnie z podaną wyżej deskrypcją (

µ

) – nie można pomyśleć, 

że istnieje realnie;

3.

to   jednak   stoi   w   sprzeczności   z   tym,   że   założyliśmy,   iż  Skromny 

istnieje;

194

4.

a  zatem o  Skromnym  nawet  nie można  pomyśleć, że  istnieje  realnie, 

bez popadania w sprzeczność;

193

 Idem; s. 10.

194

  Mówiąc ściślej: nie stoi ze sobą w sprzeczności istnienie  Skromnego  z niemożliwością pomyślenia 

jego istnienia. Choć Roark nie sformułował tego wystarczająco jasno, to wydaje się, że jego intencją było 
wskazanie sprzeczności pomiędzy tym, że zakładamy, że  Skromny  istnieje (tym samym więc w jakiś 
sposób myślimy, że istnieje), a tym, że - jak to wynika z podanej deskrypcji Skromnego – tym samym nie 
możemy myśleć, że on istnieje.

76

background image

5. skoro jednak o Skromnym nie można pomyśleć, że istnieje, to – zgodnie 

z jego deskrypcją – nie istnieje on tylko w intelekcie: istnieje realnie;

6. zatem   nasze   pierwotne   założenie,   że  Skromny  istnieje   realnie   jest 

zarówno   nieuniknione,   jak   i   wewnętrznie   sprzeczne   –   mamy   więc 

paradoks.

195

Roark   stwierdza,   że   paradoks   ten   jest   podobny   w   swojej   naturze 

do paradoksu   kłamcy,   czy   paradoksu   zbioru   zbiorów   niebędących   swoim 

własnym   elementem.   Ponieważ   paradoksy   tego   typu   były   wcześniej 

rozwiązywane   –   w   teorii   zbiorów   przez   Russella

196

,   w   semiotyce   przez 

Tarskiego

197

  – Roark proponuje rozwiązanie paradoksu  Skromnego  w sposób 

analogiczny.   Remedium,   jakie   proponuje   Tarski   na   tego   typu   paradoksy, 

jest wyraźne   oddzielenie   od   siebie   poziomów   języka.   Wszystkie   bowiem 

języki,   w   których   wystąpić   może   paradoks   kłamcy,   cierpią   na   wspólną 

przypadłość: semantyczną zamkniętość:

Założyliśmy milcząco, że  język, w którym skonstruowana jest antynomia 

kłamcy,   poza   swoimi   wyrażeniami   zawiera   również   ich   nazwy,   a także 

terminy semantyczne  – takie, jak  termin „prawdziwy”,  odnoszące się  do 

zdań tego języka; założyliśmy też, że wszystkie zdania określające trafny 

sposób użycia tego terminu mogą być uznane w tym języku. Język o tych 

właściwościach nazwiemy „semantycznie zamkniętym”.

198

Zdaniem Roarka, czynnikiem powodującym osobliwość  Skromnego  jest 

predykat Ix wchodzący w skład jego definicji. Aby to uzasadnić, prezentuje on 

swoją   koncepcję  konceptualnej   zamkniętości

199

  która   jest   analogiczna 

do Tarskiego koncepcji języków zamkniętych semantycznie. Na wstępie podaje 

następujące definicje:  zawartość  semantyczna

200

  wyrażenia  to znaczenie tego 

wyrażenia;  właściwość   semantyczna

201

  to   cecha,   która   dzieli   twierdzenia 

danego języka na poszczególne zbiory (czasem nawet na klasy – o ile język nie 

195

 Por.: idem.

196

 Por.: B. Russell, Appendix B: The Doctrine of Types, [w:] Principles of Mathematics

Cambridge 1903; s. 523–528.; por. także: tegoż, Mój rozwój filozoficzny, Kraków 1971; s. 88-90.

197

  Por.:   A.   Tarski;  Pojęcie   prawdy   w   naukach   dedukcyjnych;  [w:]  Pisma   logiczno   –   filozoficzne

PWN 1995; s.30-31; por także: tegoż, O ugruntowaniu naukowej semantyki oraz Semantyczna koncepcja 
prawdy i podstawy semantyki
, [w:] Pisma logiczno – filozoficzne....

198

 A. Tarski; Semantyczna koncepcja prawdy...; s. 242.

199

 „conteptual closure”; T. Roark; op. cit; s. 12.

200

 „semantc content”; idem; s. 11.

201

 „semantic sortal”; idem.

77

background image

zawiera   terminów   nieostrych).  Zawartością   semantyczną  zdania   „Będzie 

padać.”   jest   stwierdzenie,   że   jutro,   czy   kiedykolwiek   w   przyszłości   będzie 

padać. Właściwość semantyczna zdania „Pada.” to np. jego prawdziwość, kiedy 

rzeczywiście pada. Jeżeli zatem pada, to zdanie „Pada.” zawiera się w zbiorze 

zdań   prawdziwych.   W   tym   kontekście   Roark   definiuje   język   semantycznie 

zamknięty:

Język   jest   semantycznie   zamknięty,   jeżeli   zawiera   wyrażenia, 

których zawartość   semantyczna   zawiera   właściwość   semantyczną   tego 

języka.

202

Analogicznie   przedstawia   się   sytuacja   w   zbiorze   przedmiotów   myśli; 

otóż:

Zbiór   przedmiotów   myśli   jest   konceptualnie   zamknięty,   jeżeli   zawiera 

przedmioty   myśli,   których   zawartość   konceptualna   zawiera   właściwość 

konceptualną  tego zbioru.

203

Zdaniem   Roarka,  Skromny  jest   takim   właśnie   paradoksalnym 

przedmiotem   myśli,   którego  zawartość   konceptualna  zawiera  właściwość 

konceptualną. Bowiem predykat  Ix, który współkonstytuuje ideę  Skromnego 

jest właściwością konceptualną, i będąc zatem częścią idei określa, do jakiego 

zbioru należy owa idea.

W tym miejscu Roark stwierdza, że również i koncepcja Boga, jaką daje 

Anzelm   w Proslogionie  cierpi   na   konceptualną   zamkniętość.   Dowód 

ontologiczny jest bowiem oparty na hipotetycznej przesłance: 

Coś,   ponad   co   nic   większego   nie   może   być   pomyślane,   istnieje   tylko  

w intelekcie.

Przesłanka   ta   zawiera   predykat  Ix,   który   w   przypadku  Skromnego 

powodował paradoks logiczny. Co prawda nie jest to bezpośrednio widoczne 

w anzelmiańskim   dowodzie,   ale   jeżeli   chcemy,   aby   język,   jakim   się 

posługujemy,   nie   prowadził   do   paradoksów   logicznych,   musimy   poddać 

krytyce   wszystkie   stwierdzenia   zawierające   wyrażenia   prowadzące 

do paradoksów.   O   ile   bowiem   zdanie:   „To   jest   zdanie   prawdziwe.” 

samo w sobie   nie   prowadzi   do   paradoksu,   to   jeżeli   pozwolimy   sobie 

202

 Idem.

203

 Idem; s. 12.

78

background image

na stwierdzenie jego poprawności, uznać automatycznie musimy, że w naszym 

języku   jest   również   miejsce   dla   zdania   „To   zdanie   nie   jest   prawdziwe.”. 

Tak samo również, godząc się na użycie predykatu: Ix tak, jak to czyni Anzelm, 

musimy zgodzić się na wprowadzenie do naszego umysłu idei Skromnego.

Istnieje   jednak   sposób   na   wyeliminowanie   paradoksów   logicznych 

ze sfery języka. Paradoksy owe nie powstaną, jeżeli mówienie o prawdziwości 

zdań   (lub   byciu   nazwą)   zrelatywizujemy   do   jakiegoś   języka  L,   tzn.   o   ich 

prawdziwości   (lub   byciu   nazwą)   orzekać   będziemy   według   następujących 

schematów:

a)

„---” jest prawdziwe w L wtw, gdy ---.

b)

„---” jest prawdziwe w L o każdej --- rzeczy i o niczym więcej.

c)

„---” nazywa w L --- i nic więcej.;

zaś   z   samego   języka   wyeliminujemy   takie   terminy,   jak   „prawdziwy   w  L”, 

„prawdziwy w  L  o ...” i „nazywa w  L”. Terminy te występować mogą nadal 

w języku L’, który jest teorią oznaczania dla L (więc tym samym metajęzykiem 

języka L).

204

Podobny   sposób,   odnośnie   dowodu   Anzelma   proponuje   Tony   Roark. 

Postuluje przede wszystkim, aby wyeliminować te predykaty, czy przedmioty 

myśli, które powodują paradoksy. A, jak to wykazał, takim właśnie predykatem 

jest Ix. Jeżeli zatem nie chcemy, aby nasz język i dziedzina przedmiotów naszej 

myśli nie obfitowała w paradoksy, musimy odrzucić dowód Anzelma.

205

204

 Por.: W.O.Quine, Uwagi w sprawie teorii oznaczania, [w:] Z punktu widzenia logiki…; s.163-167.

205

 Por.: T. Roark, op. cit.; s. 13.

79

background image

5. W

NIOSKI

Próba   dokonania   analizy   dowodu   Anzelma   nie   doprowadziła   do   jego 

formalizacji. Pełna formalizacja miałaby miejsce, gdyby udało się doprowadzić 

do   zapisu   całości   wnioskowania   w   postaci   zdań   klasycznego   rachunku 

kwantyfikatorów. Okazuje się jednak, że nie mogła ona zostać zrealizowana. 

Po pierwsze   bowiem   tekst   jest   niespójny   i   wymaga   przekształceń 

umożliwiających   takie   jego   zinterpretowanie,   które   doprowadziłoby 

do stworzenia   wnioskowania,   w   którym   wszystkie   zdania   byłyby 

albo przesłankami,   albo   zdaniami   z   nich   wyprowadzonymi.   Wiąże   się   to 

z koniecznością   każdorazowego   przeformułowywania   zdań   wchodzących 

w skład   dowodu.   Wtedy   jednak   dowód   zaczyna   zmieniać   swój   kształt   i 

przestaje być dowodem ontologicznym św. Anzelma, a zaczyna być dowodem 

w interpretacji   badacza.   Anzelm   bowiem   –   i   tu   ujawnia   się   drugi   powód 

niemożliwości pełnej formalizacji – sformułował tekst zawierający antynomie. 

Antynomie te  - chcąc ocalić moc dowodu – interpretatorzy muszą likwidować, 

zmieniając   tym   samym   pierwotny   jego   sens.   W   związku   z   tym,   o   ile 

interpretacje anzelmiańskiego tekstu być może doprowadzą do sformułowania 

80

background image

poprawnego dowodu istnienia Boga, o tyle jego analizy zatrzymać się muszą 

na skatalogowaniu jego nieścisłości oraz ewentualnych błędów, które dowód 

ten może zawierać.

Pierwszym z takich błędów jest nieuprawnione przejście z porządku myśli 

do porządku realnego. Poprawności tego przejścia przeczył już św. Tomasz. 

Jednak jego stwierdzenia były stwierdzeniami natury ogólnej, bez wskazania 

konkretnego miejsca dowodu Anzelma, w którym owo nieuprawnione przejście 

by zachodziło. Dopiero szczegółowa analiza, jaką przeprowadził Tony Roark, 

pozwoliła na wykazanie, że ów błąd polega na stosowaniu predykatu x istnieje 

tylko   w   intelekcie  bez   opatrzenia   go   operatorem   modalnym,   podczas   gdy 

wszystkie pozostałe predykaty są nim opatrzone. A zatem nie można z samych 

pojęć   dowieść   istnienia  czegoś,   ponad   co   nic   większego   nie   może   być 

pomyślane.   Aby   było   to   możliwe,   należałoby   założyć   istnienie   szeregu 

rectitudo, który jednak – wymagając, jako swojego gwaranta, Boga – powoduje 

błędne koło w dowodzeniu.

Spośród   przyczyn,   dla   których   nie   udało   się   sformalizować   drugiego 

dowodu, najistotniejsze były dwie. Pierwszą z nich było ukryte traktowanie 

istnienia,   jako   predykatu.   Mimo   że   istnienie   zawsze   pojawia   się   w   tym 

dowodzie w kontekście zdania opatrzonego operatorem modalnym, to analiza 

zdania  Z.9  wykazała,   że   jego   formalizacja   prowadzi   do   zdania, 

w którym w bezpośrednim sąsiedztwie występuje istnienie, jako predykat i jako 

kwantyfikator   egzystencjalny.   Natomiast   analiza   predykatu  x   istnieje   tylko 

w intelekcie pokazuje, że prowadzić on musi do antynomii, a wprowadzanie go 

do leksykonu grozi wewnętrzną sprzecznością języka, jakim się posługujemy. 

Drugą zaś przyczyną było założenie Anzelma (A.10, Z.8), zgodnie z którym 

przypisywał   on   dwie   sprzeczne   deskrypcje   jednemu   przedmiotowi. 

Bez założenia   „światów   możliwych”   prowadzi   to   do   sprzeczności.   Jednak 

założenie   „światów  możliwych”   jest   już   interpretacją   dowodu,   nie   zaś   jego 

wiernym   odczytaniem.   Natomiast   próba   przeformułowania   tej   przesłanki 

do postaci   niewymagającej   przypisywania   sprzecznych   deskrypcji   jednemu 

przedmiotowi prowadzi do sformułowania innej przesłanki, która – pomijając 

81

background image

fakt, że nie jest wierna oryginalnemu tekstowi Anzelma – zbyt łatwo poddaje 

się krytyce, aby mogła zostać uznana za podstawę dowodu.

To wszystko każe stwierdzić, że dowód ontologiczny, w jego oryginalnej 

wersji, nie może zostać uznany za dowód poprawny. Natomiast jego poprawne 

sformułowanie wymagałoby tak wielu ingerencji, że całkowicie zmieniałoby 

jego   sens.   Wtedy   jednak   analiza   nie   dotyczyłaby   dowodu   ontologicznego 

św. Anzelma z Canterbury, lecz pewnej jego interpretacji.

82

background image

6. B

IBLIOGRAFIA

Anzelm z Canterbury, Monologion, Proslogion,  tłum. T. Włodarczyk, 

Warszawa 1992.

Anzelm z Canterbury, Co na to odpowiada wydawca tej książeczki, [w:] Anzelm z 

Canterbury, Monologion, Proslogion,  tłum. T. Włodarczyk, Warszawa 1992.

Gaunillo, Co może ktoś na to odpowiedzieć w obronie głupiego, [w:] Anzelm 

z Canterbury, Monologion, Proslogion,  tłum. T. Włodarczyk, Warszawa 1992.

Anscombe G.E.M., Why Anselm’s Proof in the Proslogion Is Not an Ontological 

Argument, „The Thoreau Quarterly”, 17 (1985).

Arystoteles, Metafizyka, tłum. K. Leśniak, Warszawa 1983.

Böhner Ph., Gilson E., Historia filozofii chrześcijańskiej, tłum St. Stomma, 

Warszawa 1962.

Cruz Hernandez M., Les caracteres fondamentaux de la philosophie de Saint 

Anselme, [w:] Spicilegium Beccense, Bec – Hellouin 1959.

Descartes R., Medytacje o pierwszej filozofii, tłum. I. Dąmbska, Kraków 1958.

Evdokimov P., L’aspect apophatique de’l argument de Saint Anselme, [w:] 

Spicilegium Beccense, Bec-Hellouin 1959.

Feuer L. S., God, Guilt, and Logic: The Psychological Basis of the Ontological 

Argument, „Inquiry”, Autumn 1968.

83

background image

Gilson E., Sens et nature de’l argument de Saint Anselme, „Archives d’histoire 

doctrinale et litteraire du moyen age”, IX (1934) 6.

Gilson E.; Historia filozofii chrześcijańskiej w wiekach średnich, tłum. S. 

Zalewski, Warszawa 1996.

Gogacz M., Problem istnienia Boga u Anzelma z Canterbury i problem prawdy u 

Henryka z Gandawy, Lublin 1961.

Hartshorne Ch., Anselm’s Discovery: A Re-examination of the Ontological Proof 

for God’s Existence, La Salle 1965.

Hopkins J. , Some Alleged Metaphysical and Psychological Aspects of the 

Ontological Argument, [w:] Hopkins J., Anselm of Canterbury. Hermeneutical 
and Textual Problems in The Complete Treaties of St. Anselm
, Toronto and New 

York 1976.

Hopkins J., A New, Interpretive Translation of St. Anselm’s Monologion and 

Proslogion, Minneapolis 1986.

Hopkins J., Introduction, [w:] A New, Interpretive Translation of St. Anselm’s 

Monologion and Proslogion, Minneapolis 1986.

Hopkins J.; Anselm’s Debate With Gaunillo; [w:] Anselm of Canterbury. 

Hermeneutical and Textual Problems in The Complete Treaties of St. Anselm

Toronto and New York 1976.

Kant I., Krytyka czystego rozumu, tłum. R. Ingarden, Kraków 1957.

Klima G., Saint Anselm’s Proof: A Problem of Reference, Intentional Identity and 

Mutual Understanding, [w:] 

Medieval Philosophy and Modern Times

red. Holmstroem-Hintikka, Dordrecht 2000.

Kowalczyk St., Filozofia Boga, Lublin 2001.

La Croix R., Proslogion II and III: A Third Interpretation of Anselm’s Argument

Leiden 1972.

Leibniz G. W., Monadologia [w:] Wyznanie wiary filozofa, Kraków 1969.

Leibniz G. W., Nowe rozważania dotyczące rozumu ludzkiego, tłum. I. Dąmbska, 

Warszawa 1955.

Logika i język, red. Pelc J., Warszawa 1967.

Losoncy T.A., Anselm’s Proslogion. Unum argumentum sed tres questiones: one 

right answer, one wrong answer, one unanswered; [w:] Saint Anselm. Bishop and 

Thinker; red. R. Majeran, E.I. Zieliński, Lublin 1999.

84

background image

Malcolm N., Anselm’s Ontological Arguments, „The Philosophical Review”, 

LXIX (1960).

Mascall E. L., Otwartość bytu. Teologia naturalna dzisiaj, tłum. S. Zalewski, 

Warszawa 1988.

Mascall E. L., Ten, który jest. Studium z teizmu tradycyjnego, tłum. J. Zielińska, 

Wrocław 1958.

Moskal P., Problem poznania Boga w wyniku rozumowania, „Łódzkie Studia 

Teologiczne” 1999.

Nieznański E., W kierunku formalizacji tomistycznej teodycei, Warszawa 1980.

Plantinga A. C., Bóg, wolność i zło, tłum. K. Gruba, Kraków 1995.

Quine W. O., Logika i reifikacja uniwersaliów, [w:] Z punktu widzenia logiki

tłum. B. Stanosz, Warszawa 2000.

Quine W. O., O tym, co jest, [w:] Z punktu widzenia logiki, tłum. B. Stanosz, 

Warszawa 2000.

Quine W.O., Uwagi w sprawie teorii oznaczania, [w:] Z punktu widzenia logiki

tłum. B. Stanosz, Warszawa 2000.

Quine W. O., Z punktu widzenia logiki, tłum. B. Stanosz, Warszawa 2000.

Reichenbach H., Elementy logiki formalnej, [w:] Logika i język, red. Pelc J., 

Warszawa 1967.

Roark T., Conceptual Closure in Anselm’s Proof, „History and Philosophy 

of Logic”, 24 (2003).

Rule Martin, The Life and Times of St. Anselm, London 1883.

Russell B., Appendix B: The Doctrine of Types, [w:] Principles of Mathematics

Cambridge 1903.

Russell B., Wstęp do filozofii matematyki, tłum. Cz. Znamierowski, 

Warszawa 1958.

Saint Anselm. Bishop and Thinker; red. R. Majeran, E.I. Zieliński; Lublin 1999.

Spinoza B., Etyka w porządku geometrycznym dowiedziona, tłum. I. Myślicki, 

Kraków 1954.

Tarski A.; O ugruntowaniu naukowej semantyki; [w:] Pisma logiczno – 

filozoficzne, Warszawa 1995.

Tarski A.; Pisma logiczno – filozoficzne, Warszawa 1995.

85

background image

Tarski A.; Pojęcie prawdy w naukach dedukcyjnych; [w:] Pisma logiczno – 

filozoficzne, Warszawa 1995.

Tarski A.; Semantyczna koncepcja prawdy i podstawy semantyki; [w:] Pisma 

logiczno – filozoficzne, Warszawa 1995.

Tomanek R., Argument ontologiczny św. Anzelma w sformalizowanej wersji Ch. 

Hartshorne’a, „Studia Philosophiae Christianae” 1995.

Tomasz z Akwinu, Kwestie dyskutowane o prawdzie, Kęty 1998.

Tomasz z Akwinu, Summa contra gentiles, Poznań 2003.

Tomasz z Akwinu, Traktat o Bogu, Kraków 1999.

Vignaux P., Note sur le chaptire LXX du Monologion, „Revue du moyen âge 

latin” III (1947).

Zieliński E. I., Wstęp, [w:] Anzelm z Canterbury, Monologion, Proslogion

Warszawa 1992.

86