background image

ks. śywczyński Mieczysław  
Watykan wobec powstania listopadowego 
 
Uniwersitas, Kraków 
 
OD WYDAWCY 
Trafia do rąk Państwajedno z najwaŜniejszych dzieł w twórczości 
księdza Mieczysława śywczyńskiego. Jest to skrócona wersja wyda- 
nej w 1935 roku pracy doktorskiej Autora pl. Geneza i następstwa 
encykliki Cum primom z 9 VI 1832 r. Watykan i sprawa polska w la- 
tach 1830-1837. Wymóg skrócenia tego dzieła podyktowany został 
popularnonaukowym charakterem serii "Bestsellery z przeszłości" 
(patrz Nota edytorska). 
Polecamy Państwu tę ksiąŜkę w przekonaniu, iŜ naleŜy ona do 
najwaŜniejszych w polskiej historiografii pozycji na temat problema- 
tyki powstania listopadowego. Sądzimy, Ŝe powinna stać się obo- 
wiązkową lekturą dla młodzieŜy - umoŜliwiającą zrozumienie sto- 
sunku Kościoła katolickiego i papieŜa Grzegorza XVI do jednego z 
najbardziej doniosłych wydarzeń w dziejach Polski. 
NOTA EDYTORSKA 
KsiąŜka tajest skróconą wersją dzieła Mieczysława śywczyńskie- 
go pl. Geneza i nastgpstwa encykliki Cum primom z 9 VI 1832 r. 
Watykan i sprawa polska w latach 1830-1837, wydanego w Warsza- 
wie w 1935 roku. W niniejszej edycji wprowadzono następujące 
zmiany: 
- zrezygnowano z kilku rozdziałów, które mają charakter 
wprowadzający lub nie wiąŜą się bezpośrednio z powsta- 
niem listopadowym: 
I. Stan badań. Literatura zasadnicza, 
II. Tradycje Watykanu od rewolucji francuskiej, 
III. Państwo kościelne, 
IV Pius VIII i początek rządów Grzegorza XVI, 
V. Bernetti i Lambruschini, 
VI. I rewolucja w państwie kościelnym, 
VII. II rewolucja w państwie kościelnym, 
XV Watykan i walka z ideami rewolucyjnymi i liberalnymi 
w Hiszpanii, Portugalii, Szwajcarii i Włoszech 1830-1836; 
- pominięto rozbudowane w oryginale i bardzo drobiazgowe 
przypisy, odsyłające głównie do materiałów źródłowych 
bądź poszerzające tok narracji o szczegóły mniej istotne 
z popularnonaukowego punktu widzenia; 
- usunięto równieŜ umieszczone na końcu pierwszego wyda- 
nia streszczenie w języku francuskim. 
ROZDZIAŁ I 
POWSTANIE LISTOPADOWE. 
PIERWSZE ECHA 
Przed powstaniem listopadowym Polacy nie mieli prawdopodob- 
nie zbyt dobrej opinii w kurii rzymskiej. śyły tu zapewne wspomnie- 
nia Polaków walczących pod Rzymem i stojących w nim załogą w 
r. 1798, jakkolwiek zachowywali się tu wówczas poprawnie, w rok 

background image

potem wraz z Francuzami zdobywających Gaetę, stale pod koniec 
XVIII w. przebywających we Włoszech w towarzystwie jakobiń- 
skich Francuzów. Ci sami Polacy stali - na ogół - po stronie Napo- 
leona, którego przecie nie wspominano z sympatią w Watykanie. 
Brali udział w walce z katolicką, szanowaną w Rzymie Hiszpanią. 
Księstwo Warszawskie było tworem Napoleona, miało zaś konstytu- 
cję, która musiała razić dwór papieski (równość wszystkich wobec 
prawa, kodeks Napoleona). Nie lepsza pod tym względem była kon- 
stytucja Królestwa Kongresowego. Rządy i izby Księstwa i Króle- 
stwa musiały razić czynniki duchowne swym liberalizmem i, cza- 
sem, antyklerykalizmem, przeciw którym, zwłaszcza za czasów Kró- 
lestwa, kler polski musiał szukać oparcia na zewnątrz, a więc u księ- 
cia warszawskiego, po roku 1815 u króla, a zarazem cesarza rosyj- 
skiego. Dekret króla, ale inspirowany i redagowany przez Stanisława 
Potockiego (z 18 III 1817 r.) uzaleŜniał kler od władzy świeckiej tj. 
od komisji wyznań i oświecenia, na której czele aŜ do roku 1821 stoi 
tenŜe Potocki, wielki mistrz masonerii polskiej, znienawidzony przez 
kler. Prawo małŜeńskie nie było po myśli kleru aŜ do roku 1836, do 
rozporządzenia cesarza, bo przedtem, przed rokiem 1831, sejmy pol- 
skie odrzucały próbę zupełnego pójścia po linii Ŝądań biskupów. 
Minister skarbu z czasów Królestwa, Lubecki, projektował zabór 
gruntów duchowieństwa parafialnego. 

Taki oto naród urządził powstanie przeciw swemu królowi. W so- 
botę 4 XII 1830 r. nuncjusz wiedeński Spinola otrzymał wiadomość, 
Ŝ

e 27 XI w Warszawie odkryto konspirację, do której naleŜeli studen- 

ci, profesorowie i wojskowi. Miała ona za cel zamordowanie wiel- 
kiego księcia Konstantego i zaprowadzenie w Polsce republikańskiej 
formy rządów. Wszystko jednak skończyło się na aresztowaniach. 
ToteŜ Spinola mógł się niewiele całą sprawą przejmować, gdyby nie 
to, Ŝe nazajutrz tj. 5 XII, w niedzielę, otrzymał wiadomość o wiele 
groźniejszą, bo o wybuchu w tejŜe Warszawie, 29 listopada wieczo- 
rem, "strasznej rewolucji" (ona terribile rivoluzione), przy czym 
wojsko stanęło po stronie "buntu". W poniedziałek 6 XII, rano, przy- 
szły jeszcze gorsze wiadomości. Według tych Rosjanie ewakuowali 
Warszawę, na czele buntowników stanął regent, dotychczasowy mi- 
nister finansów, ks. Lubecki. W posłanej natychmiast wiadomości 
o tym do Watykanu, Spinola podał charakterystykę regenta. To on, 
Lubecki, juŜ przedtem myślał o buncie (premeditando la rivolta); 
w tym celu, jako minister finansów, starannie oszczędzał pieniądze. 
Zebrał ich około 12 milionów florenów austriackich, czyli około 30 
milionów franków. "We wszystkich .raportach - pisał nuncjusz - 
które dla papiestwa miałem zaszczyt przesłać do tego najwyŜszego 
sekretańatu stanu, nie zaniedbałem podać do wiadomości, Ŝe człon- 
kowie stanowiący ministerstwo polskie były to osoby o poglądach 
liberalnych, bez religii, wrogowie katolików. Szczególniej odnosi się 
to do ks. Lubeckiego. Jedynie lir. Grabowskiego grzedstawiałem 
zawsze jako człowieka religijnego i cnotliwego. Poza tym wiedzia- 
łem, Ŝe ks. Lubecki był w ścisłych stosunkach z najgłośniejszymi 
liberałami francuskimi, dlatego nie wywołało to we mnie najmniej- 

background image

szego zdziwienia, Ŝe ministrowie bez religii mogli się zbuntować 
przeciw własnemu rządowi." TenŜe Lubecki, zdaniem nuncjusza, 
chciał usunąć z rządu Grabowskiego i zastąpić go Fredrą. Spinola 
kończył swą depeszę obawą o inne, pozawarszawskie, wojska pol- 
skie, a nawet o nastrój wojsk rosyjskich. 
Taką treść miała pierwsza wiadomość Watykanu o powstaniu 
w Polsce. Nuncjusz nie ońentował się zupełnie w sytuacji, wprowa- 
dzał w błąd swych przełoŜonych, powtarzał bezkrytycznie to, co mu 
szeptał Metternich lub dyplomaci czy wojskowi austriaccy, gros in- 
formacji dostarczał mu "Oesterreichischer Beobachter", urzędowy 
organ wiedeński. Wierzono mu jednak w Watykanie, bo był najbliŜej 
terenu, objętego opisywanymi przez siebie wypadkami, a zarazem 
był męźem zaufania Stolicy Apostolskiej. 
        W trzy dni później Spinola przesyłał bardziej szczegółowe dane 
        o "buncie" Polaków. Z listów z Krakowa dowiedział się, Ŝe dwa puł- 
        ki gwardii chciały stawić opór powstańcom. W walce padło trzech 
        generałów: dwaj polscy i jeden rosyjski. Zabity został równieŜ gen. 
        lir. Krasiński, bo chciał się przeciwstawić "buntowi". Wielkie- 
        mu księciu nie pozwolono zabrać z sobą Ŝony, nawet część Rosjan 
        przeszła na stronę buntowników. 14 grudnia nuncjusz mógł juŜ do- 
        nieść o składzie nowego rządu polskiego. Stanowili go: ks. Adam 
        Czartoryski, ks. Michał Radziwiłł, lir. Dembowski, lir. Władysław 
        Ostrowski, lir. Ludwik Pac, lir. Kochanowski, Lelewel, Niemcewicz, 
        lir. Maksymilian Fredro jako minister wyznań i Lubecki, choć tylko 
        jako jeden z ministrów. Bardzo ciekawą jednak kwestią dla Watyka- 
        nu musiało być stanowisko kleru wobec rewolucji, toteŜ Spinola 
        pisał w tej samej depeszy: "Cieszą mnie wiadomości, Ŝe kler polski 
        - co jest bardzo naturalne - nie tylko nie wziął udziału w ruchach 
        buntowniczych, ale przeciwstawił się im tak, Ŝe dotąd nie pozwolił 
        na otwarcie z powrotem kościołów". 
        Nuncjusz nie wiedział, Ŝe pisał zupełną nieprawdę; ŜejuŜ przeszło 
        tydzień przedtem biskup kujawsko-kaliski Koźmian wydał odezwę 
        ogłaszającą powstanie ludowi i wzywającą do modłów w tej intencji; 
        Ŝe tydzień temu akurat biskup płocki PraŜmowski, jako prezydujący 
        w sekcji duchownej rzymsko-katolickiej w komisji rządowej wy- 
        znań religijnych i oświecenia publicznego, podpisał odezwę pro- 
        rewolucyjną do biskupów i duchowieństwa polskiego; nie mniej niŜ 
        tydzień temu duchowieństwo i wiernych do gorliwego wzięcia 
        udziału w insurekcji wzywał krakowski biskup Skórkowski, jeden 
        z najgorliwszych i najlepiej notowanych w Watykanie biskupów. 
        Doniesienia Spinoli wywołały w Rzymie zrozumiałe zaniepoko- 
        jenie. Horyzont europejski zaciągał sięchmurami rewolucji: Francja, 
        Belgia, Włochy, teraz z drugiej strony, od wschodu, Polska, a tym- 
        czasem Stolica Apostolska wakowała. PoniewaŜ zaś i w Rzymie juź 
        dawał się odczuwać podmuch rewolucji, ojcowie św. kolegium kar- 

        dynalskiego z pewną trwogą musieli patrzyć w przyszłość. Wyrazem 
        ich obaw jest pismo sekretarza św. kolegium, mgra Polidońego do 
        nuncjusza z 18 XII 1830 r. Polidori obawia się, czy w razie wybuchu 
        rewolucji w którymś z państw włoskich Austria będzie mogła 

background image

        przyjść mu z pomocą, jest ciekawy, czy wojska rosyjskie wystarczą 
        do stłumienia tego powstania, niepokoi go myśl, czy Austria nie 
        będzie musiała zmniejszyć swych wojsk w Lombardii. JuŜ wtedy 

zatem liczono się w Watykanie z moŜliwością wezwania pomocy emfatyczne i 
niewytłumaczalne (non scusabili), nazywając rewolu- 
monarchy apostolskiego na rzecz państwa kościelnego. Ale Spinola cję polską śchwalebną®. 
W Warszawie kler tak zakonny, jak świecki, 
nie podzielał tych obaw. Donosił wprawdzie 25 XII, Ŝe armia polska z wyjątkiem misjonarzy 
ś

w. Wincentego a Paulo, okazuje przywiąza- 

wzrasta Ŝe niezadługo będzie liczyła 150 rys. ludzi Ŝe z Krakowa nie (dla rewolucji) aŜ do 
fanatyzmu przez modlitwy publiczne i pro- 
' cesje, zwłaszcza z okazji parad wojskowych". W pięć dni później 
poszło do niej wielu ochotników, zwłaszcza studentów uniwersytetu, 
ale w pięć dni potem łagodził te wiadomości doniesieniem, Ŝe choć zbolały nuncjusz posyłał 
do Watykanu jeszcze smutniejsze wiado- 
Francja i Anglia będą się starały, by Austria i Prusy nie wzięły udziału mości. Przesyłał 
mianowicie kopie listów pasterskich biskupów pol- 
w tłumieniu powstania, co wyjdzie na jego korzyść, bo będzie mu- skich, z których list 
biskupa krakowskiego był mało umiarkowany, 
siało walcz ć t lko z Ros to ednak obecnie sami Polacy nie chcą i dodawał, Ŝe kler źakonny 
odznacza się fanatyzmem rewolucyjnym, 
Y Y j ą, J 
p zwłaszcza bernardyni i uniccy bazylianie. Na pogrzebie pięciu "bun- 
owstania w Prusach czy Austrii. , 
towników ', skazanych na śmierć za zamach na Ŝycie cesarza, mowę 
"Trudno bardzo - dodawał - przewidywać losy wojen i zawsze są miał pijar o. Puławski. 
Depeszę tę czytał prawdopodobnie juŜ nowy 
róŜne zdarzenia które mogą zmienić stan rzeczy, ale w tym wypadku papieŜ. Odpowiedział na 
nią nowy kierownik polityki watykańskiej, 
dysproporcja sił nie pozwala na wątpliwości. I z pewnością Polska prosekretarz stanu 
kardynał Tomasz Bernetti. "Zaprawdę, nie moŜe 
tak ściśnięta, j ok jest obecnie, nie będzie się mogła oprzeć olbrzymim być satysfakcją dla 
ojca św. - pisał- Ŝe duchowni biorą czynny udział 
siłom Rosji". A skoro Rosja pokona tę rewolucję, to nie ma obawy i do tego stopnia 
kompromitują się w sprawach tak obcych ich urzę- 
o rewoluc w Prusach i w Austrii. Obawa est t lko o to oz ros - 
Ję J y  y YJ dowi. Ale i to prawda, Ŝe trudno zwycięŜyć ducha narodowego". 
skie towarzystwa tajne i korupcja nie osłabi energii wojsk rosyjskich 
i nie sprowadzi wśród nich buntu. Co do Węgier nie ma się czego 
obawiać. W Austrii jest spokój. 
JuŜ przeszło dwa tygodnie temu podobne zdanie przysłał Polido- 
riemu papieski charge d'affairs w Turynie, późniejszy sekretarz sta- 
nu Piusa IX, Gizzi. 
Ale oprócz tego, Polidoriego i kardynałów ucieszyły wiadomości 
Hugona Spinoli o stanowisku kleru polskiego wobec rewolucji. "Ich 
eminencje - pisał - bardzo się ucieszyli z wieści, Ŝe kler katolicki 
w Polsce dał powód prawdziwej stałości w swych obowiązkach 
i okazał się daleki od niesubordynacji i buntu innych klas tego naro- 
du." Kardynałowie nie pochwalali tylko zamykania kościołów. Nie- 

background image

długojednak miała trwać radość kardynałów. Wyprowadził ich z blę- 
du sam Spinola "smutnymi" (affligenti) wiadomościami z Polski. 
Oto w Polsce zwycięŜyła partia "egzaltowanych", zdetronizowano 
cara, sejm ogłosił zasadę suwerenności narodu, w Warszawie pano- 
wał entuzjazm dla sprawy powstania. Ale "bolesnym jest dla mnie 
obowiązkiem dodać (mi e doloroso il dovere) - pisał - Ŝe prowadze- 
nie się kleru polskiego niejest takie, jakie sobie schlebiałem mieć po 
pierwszych wiadomościach. I choć prawda, Ŝe biskupi zostali do tego 
zmuszeni siłą, ale wszyscy albo prawie wszyscy wydali listy paster- 
skie na korzyść powstania". Jedni w sposób umiarkowany, zachęca- 
jąc do modlitwy za tych, którzy rządzą. "Inni wpadli w wyraŜenia 
10 
ROZDZIAŁ II 
BREWE Z 15 LUTEGO 1831 ROKU 
Nie tylko nuncjusz wiedeński, niekrytyczny, przez mettemicho- 
wskie patrzący na sprawy polskie okulary, Hugo Spinola, informo- 
wał Watykan o powstaniu polskim. Docierały tu jakoś czasem 
i dzienniki polskie i rosyjskie. Chętnie udzielał informacji ambasa- 
dor austriacki, jeszcze chętniej poseł rosyjski, ksiąŜe Gagarin. Byli 
w Rzymie wówczas i dość liczni Polacy. W październiku 1830 r. 
przybył tu po raz wtóry sławny juŜ poeta romantyczny Adam Mic- 
kiewicz. Bywał zarówno w domach polskich, jak i u Rosjanki księŜ- 
ny Wołkońskiej oraz u Gagarina. Do powstania listopadowego od- 
niósł się sceptycznie, bez wiary w jego powodzenie. Czuł, Ŝe mu 
wypadajechać do Polski, lecz zwlekał z odjazdem; wyjechał dopiero 
w połowie marca 1831 r., jechał do granic Polski przeszło cztery 
miesiące, ostatecznie udziału w powstaniu nie wziął. Prawdopodob- 
nie propagandy Ŝadnej na rzecz polskiej sprawy nie roztaczał, zresztą 
wpływów większych, zwłaszcza wśród prałatów watykańskich, nie 
posiadał. Nie więcej robili prawdopodobnie inni Polacy, jak Zyg- 
munt Krasiński lub X. Chołoniewski. Od ich grona odbija się za to 
Stefan Garczyński, biorąc udział w zbieraniu pieniędzy w Rzymie na 
rzecz powstania. I on jednak, nie mając stosunków, wiele zrobić dla 
sprawy powstania nie mógł. Za to, choć z nadszarpniętym zdrowiem, 
suchotnik, juŜ 22 grudnia 1830 r. jedzie za poŜyczone od Mickiewi- 
cza pieniądze do Polski, by wziąć udział w walce. W kaŜdym razie 
pośrednikiem między Polską a Watykanem nie był. Rząd warszawski 
niewiele się troszczył na razie o dobre stosunki z Watykanem. Za to 
nie zaniedbywał sprawy rząd rosyjski. Gagarin był na miejscu, miał 
dostęp do prosekretarza stanu i dyplomatów papieskich, działać 
mógł zatem swobodnie. Chodziło o to, by papieŜ nie oświadczył się 
na rzecz sprawy polskiej, owszem, by wypowiedział się przeciw niej, 
co ze względu na katolicki charakter mieszkańców Królestwa byłoby 
12 
rządowi rosyjskiemu bardzo na rękę. Pretekst do takiego wystąpienia 
Stolicy Apostolskiej nietrudno było znaleźć. Gagarin tłumaczył pa- 
pieŜowi, Ŝe przecieŜ Stolica Apostolska zawsze potępiała bunt prze- 
ciw prawowitej władzy, a taki właśnie wypadek zaszedł świeŜo 
w Polsce. Duchowieństwo, wbrew swemu powołaniu, wzięło udział 
w walce. Z drugiej strony podsuwał zręcznie Bernettiemu wiadomo- 

background image

ś

ci i teksty rosyjskie o zapale wojsk cesarskich, o tym, Ŝe Rosjanie, 

podejmując walkę, nie wchodzą do Polskijako wrogowie, Ŝe zapew- 
niono Polakom zapomnienie tego, co się stało, byleby wrócili do 
obowiązku posłuszeństwa cesarzowi. Zaraz w cztery dni po wyborze 
Grzegorza XVI, Gagarin prosi Polidoriego o audiencję u papieŜa. 
Przedmiotemjej było zapewne złoŜenie Ŝyczeń nowemu ojcu św., ale 
prawdopodobnie omawiano równieŜ sprawy polityczne. Watykan 
oczywiście nie był dokładnie poinformowany o genezie powstania 
polskiego, niezupełnie mógł znać prawna-konstytucyjny i w ogóle 
prawna-polityczny stosunek Królestwa do Rosji, ale nie ulega kwe- 
stii, Ŝe trochę jednak zdawano sobie z tego sprawę. Sekretarz kole- 
gium kardynalskiego Polidori pisze do nuncjusza wiedeńskiego, Ŝe 
rewolucja polska jest kopią belgijskiej: zaczyna się od domagania 
naprawy krzywd prawdziwych czy urojonych, mówi się, Ŝe chodzi 
0 oddzielny rząd i dlatego winni być oddzielni panujący. Porównanie 
dość trafne. W Watykanie musiano przecie wiedzieć, Ŝe Polacy to 
odrębny od rosyjskiego naród. Polidori trafnie uwaŜał powstanie za 
dąŜność Polaków do naprawienia krzywd i uzyskania oddzielnego 
rządu. 
Gdyby chciano mieć szczegóły na temat powstania poza tym, co 
mówił Gagarin, łatwo było je uzyskać od Polaków mieszkających 
w Rzymie. Wprawdzie nuncjusz wiedeński informował ujemnie 
o powstaniu, ale choć była to osoba wysoce autorytatywna i zasługu- 
jąca na wiarę, musiano jednak w Rzymie zdawać sobie sprawę z te- 
go, Ŝe Iwią część wiadomości zawdzięczał on władzom austriackim; 
wiedziano na pewno, Ŝe niektóre jego informacje, jak na przykład 
o udziale kleru w walce, okazały się błędne. A jednak zdecydowano 
się zgodzić na prośby Gagarina. Geneza tej decyzji Watykanu nie jest 
trudna do wyjaśnienia. Głoszący zawsze uległość ludów wobec 
władcy, zagroŜony juŜ rewolucją u siebie, papieŜ nie mógł się długo 
wahać. Powstanie polskie, choć było "kopią" belgijskiego, a więc,- 
zdawałoby się - było bardziej legalne niŜ lipcowe francuskie czy 
nieudane włoskie z 10 XII 1830 r., było jednak buntem przeciw 
władcy. Nie brak informacji wchodził tu w grę i nie rzekoma bezre- 
13 
ligijność wodzów powstania - to mogło tylko powiększyć niechęć 
Watykanu, ale nie było głównym powodem potępienia insurekcji. 
W świetle tej ideologii i tego postępowania Rzymu, jakie omówiono 
wyŜej, nawet przy najlepszych informacjach byłby on powstanie 
potępił, gdyby tego odeń Ŝądano. A poniewaŜ Gagarin nalegał, nie 
moŜna mu było odmówić. Odmowa odbiłaby się przecieŜ fatalnie na 
nastroju ludności państwa papieskiego w stosunku do samego papie- 
Ŝ

a, zraziłaby Austrię, której pomocy teraz właśnie potrzebowano, 

rozgoryczyłaby Rosję, która mogła nie popneć akcji rządu habsbur- 
skiego we Włoszech i narazić go na izolację wobec protestów fran- 
cuskich. ToteŜ Gagarin musiał być wysłuchany. 
W rozmowie z posłem rosyjskim papieŜ przyznał mu, zdaje się, 
słuszność i obiecał porozumieć się z kardynałem Bernetti w sprawie 
wysłania listu do biskupów polskich, wzywającego ich do zachowy- 
wania ściśle obowiązków biskupich i do czuwania nad tym, by pod- 

background image

legły im kler nie postępował inaczej. Wkrótce potem w nocie do 
Bernettiego z 11 II 1831 r. Gagarin przypomniał daną sobie przez 
papieŜa obietnicę. Przypomniał teŜ o postępowaniu dwóch biskupów 
polskich, któny publicznie przyłączyli się do buntu. Nie ośmielał się 
wprawdzie -jak pisał - prosić papieŜa o ujawnienie przekonań poli- 
tycznych, ale podsuwał myśl, Ŝe nadanyła się dobra okazja przypo- 
mnienia klerowi polskiemu, by nie zapomniał o swym powołaniu 
duchownym. "Pragnę tylko - tłumaczył się - upomnienia ogólnego 
i czysto ojcowskiego". "Wysoka mądrość waszej eminencji - doda- 
wał - która umiała wyjść zwycięsko w trudniejszych sprawach, bę- 
dzie umiała ocenić waŜność mej prośby. Trzymam gotowego kuriera, 
aby go wysłać w chwili, gdy będę zaszczycony odpowiedzią po- 
myślną". 
Nie omylił się. Watykan załatwiłjego prośbę z niesłychaną szyb- 
kością. W cztery dni po otnymaniu noty rosyjskiej, bojuŜ 15 lutego, 
brewe papieskie było gotowe. Adresowano je do arcybiskupa war- 
szawskiego, ale poniewaŜ arcybiskupstwo to wakowało w tym cza- 
sie, zaadresowano je ponownie, tym razem do dwóch biskupów: 
Prospera sandomierskiego i Jozafata włodzimiersko-brzeskiego, 
czyli do jednego łacińskiego i jednego unickiego. I teraz pomylono 
się w adresie. Biskup sandomierski Adam Prosper Burzyński nie Ŝył 
juŜ bowiem od blisko pięciu miesięcy, diecezją administrował biskup 
sufragan Aleksander Dobnański. Unicki zaś biskup brzeski, czyli 
metropolita Jozafat Bułhak, juŜ 16 XII 1830 r. wydał list pasterski 
pneciwko powstańcom, osobom "bez czci i wiary", którzy wciągnę- 
li naród w dzieło "najczarniejszej niewdzięczności", tak Ŝe został on 
"splamiony podłą Ŝdradą". Bułhak nie potnebował zatem upomnie- 
nia, by wytrwał w wierności wobec nądu i nie zapominał o swym 
powołaniu duchownym. PoniewaŜ jednak w Rzymie nie wiedziano 
o tym, stąd zrozumiała pomyłka w adresie. 
Brewe z 15 II 1831 r., zaczynające się słowami Impensa charitas, 
było zredagowane bardzo ostroŜnie. PapieŜ pisał, Ŝe z wielkiej miło- 
ś

ci ku biskupom polskim uwaŜał za swój obowiązek w tak cięŜkich 

czasach wyrazić im (ut... inculcemus) uczucia pokoju, bo nieroztro- 
pne jest i obce unędowi kapłańskiemu, by biskupi mieszali się do 
spraw świeckich i zajmowali tym, co dotyczy stanu państwa. Bunty 
i zawieruchy zbrojne obce są duchowi kościoła (horret quippe eccle- 
sia armorum tumultus at seditiones), dlatego teŜ kościół wyraźnie 
zakazuje swym sługom mieszania się do spraw naruszających spokój 
publiczny. Winni oni zajmować się rzeczami religijnymi i poboŜno- 
ś

cią oraz nauczać posłuszeństwa, czci i poddania się tym, o których 

ś

w. Paweł mówi, Ŝe są postawieni na wysokości. Kończąc, papieŜ 

dodawał, Ŝe usilnie prosi Boga, by ludy pozostały w "piękności po- 
koju, przybytkach ufności i spokoju obfitym". Brewe zawierało tyl- 
ko naukę kościelną, aluzja do spraw aktualnych (ecclesia horret se- 
ditiones) była bardzo słaba, przypominało, Ŝe księŜa nie mogą brać 
udziału w walce, Ŝe obowiązkiem ich jest nauczanie posłuszeństwa 
dla władzy, nie kompromitowało nikogo. 
Rzecz szczególna: nie wysyłano go do Ŝadnego biskupa, który 
wziął czynny udział w powstaniu, a więc krakowskiego czy płockie- 

background image

go, ani do biskupa unickiego w Królestwie, lecz do biskupa unickie- 
go w Rosji, gdzie - według informacji Rzymu - powstania być nie 
mogło, oraz do biskupa, który juŜ nie Ŝył od paru miesięcy. Co 
ciekawsze, Rzym wiedział o śmierci Burzyńskiego. JuŜ w grudniu 
poecie 1830 r. Stolica Apostolska przesłała biskupowi Dobnańskie- 
mu, administratorowi diecezji sandomierskiej, odpowiedź na jego 
zawiadomienie o śmierci biskupa Burzyńskiego. JakŜe tedy wytłu- 
maczyć adresowanie brewe papieskiego do nieŜyjącego biskupa? 
Z tego, co się powiedziało wyŜej, wynika niewątpliwie, Ŝe brewe 
lutowe było redagowane w największym pośpiechu, zwlekaniem 
moŜna się było przecie narazić rządowi rosyjskiemu, a tego chciano, 
widać, uniknąć. W papieskim sekretariacie stanu nie badano po pro- 
stu, czy biskup Prosper jeszcze Ŝyje, albo badano nieuwaŜnie, choć 
14 I 15 
zawiadomienie o jego śmierci juŜ przyszło do Rzymu. Wzięto listę 
biskupów polskich i wybrano tego, o którym nie było Ŝadnych da- 
nych świadczących, Ŝe wziął udział w powstaniu. Obawiano się wi- 
dać wysyłać list do biskupa, który poszedł za rewolucją, bo to by było 
naraŜeniem się rządowi polskiemu. 
Tojedno przypuszczenie, tłumaczące krok Watykanu, ale prawdo- 
podobne jest i tłumaczenie inne. Nie jest wykluczone, Ŝe urzędnicy 
w sekretariacie stanu, którzy list papieski do Burzyńskiego adreso- 
wali, wiedzieli o jego śmierci, Ŝe pomyłkę tę zrobiono świadomie. 
Postąpiono tak prawdopodobnie dlatego, Ŝe liczono się z moŜliwo- 
ś

cią, iŜ rząd rosyjski list odeśle, zwracając uwagę na błąd w adresie. 

A o to właśnie musiało chodzić Watykanowi przed upadkiem po- 
wstania, bo spełniając Ŝyczenie rządu rosyjskiego, zyskiwano zara- 
zem na czasie. Przedtem, nim pomyłka zostałaby wyjaśniona, po- 
wstanie mogło juŜ upaść. Przecie nuncjusz wiedeński donosił 
9 II 1831 r., Ŝe ogólnie się sądzi, iŜ rewolucja polska będzie stłumio- 
na w krótkim czasie, a w chwili adresowania listu papieskiego mógł 
juŜ być w sekretariacie stanu raport tegoŜ nuncjusza, który donosił, 
Ŝ

e zdaniem doświadczonych polityków i wojskowych Warszawa bę- 

dzie zdobyta za 15 dni. Właśnie o zyskanie tych 2-3 tygodni czasu, 
choćby powstaniejeszcze nie upadło, byleby byłojuŜ dogorywające, 
mogło chodzić politykom watykańskim. Na usilne Ŝądania rządu 
rosyjskiego - pisał Bernetti do nuncjusza w Wiedniu - papieŜ wydał 
brewe, ale w ten sposób, aby nikogo nie skompromitować. Nie wie- 
dząc, jakje przyjmie rząd rosyjski, Gagarin prosił w Rzymie, by mu 
przysłano od razu kilka kopii tego brewe, tak by moŜna je było 
wprost przesłać wyŜszemu duchowieństwu polskiemu. JakoŜ naty- 
chmiast z Petersburga, nie zwracając nawet uwagi na adres brewe, 
posłano je głównodowodzącemu armią rosyjską w Polsce, marszał- 
kowi Dybiczowi, by zrobił z niego uŜytek. Ałe ten osądził, Ŝe w da- 
nym momencie jest ono zupełnie bez wartości. Poseł austriacki w 
Petersburgu Ficquelmont tłumaczył to sobie w ten sposób, Ŝe Dybicz 
jako protestant nie ufał intencjom papieŜa; wódz rosyjski chciał wi- 
dać aktu bardziej imperatywnego niŜ ten, który wydał papieŜ. Dzięki 
Dybiczowi zatem brewe Impensa charitas skutku Ŝadnego nie osiąg- 
nęło. 

background image

ROZDZIAŁ III 
ECHA POWSTANIA 
LISTOPADOWEGO W WATYK;AME 

OD LUTEGO DO WRZESNIA 
1831 ROKU 
        JuŜ 9 lutego 1831 r. nuncjusz wiedeński Hugon Piotr Spinola 
        donosił Bernettiemu, Ŝe Chłopicki dlatego zrzekł się naczelnego do- 
        wództwa nad wojskami polskimi, Ŝe nie chciał prowadzić armii i na- 
        rodu do pnedsięwzięcia które uwaŜał za niemoŜliwe. "Ogólnie się 
        sądzi - dodawał - Ŝe w krótkim czasie powstanie będzie stłumione". 
        W trzy dni później opisywał popłoch w Warszawie z powodu wkro- 
        czenia do Polski Dybicza z wojskiem rosyjskim, znowu dodając, Ŝe 
        według doświadczonych polityków i wojskowych Warszawa za 15 
'       dni będzie zdobyta przez Rosjan. To samo powtarzał nazajutrz, wy- 
        raŜając przy tym nadzieję, Ŝe skoro wojsko rosyjskie, jako silniejsze 
        od sił polskich buntowników (ribelli), pokona Polskę to "wówczas 
        znaczna armia obserwacyjna austriacka z Galicji będzie mogła 
'       wzmocnić armię austriacką we Włoszech. Bo teŜ od pierwszej chwili, 
        od pierwszej wiadomości o rewolucji we Włoszech, te dwie spra- 
!       wy,włoska i polska, łączą się ściśle ze sobą w zainteresowaniu dyplo- 
        matów papieskich, w opinii nuncjusza Spinoli przede wszystkim. 
        Chodziło o to, czy "bunt polski" (rivolta Polacca) nie przeniesie się 
        do Galicji, obawiano się teŜ wystąpienia Francji przeciw interwencji 
i       austriackiej we Włoszech. Ale obawy o jedno i drugie były płonne. 
        MoŜliwe nawet, Ŝe Metternich umyślnie straszył Spinolę widmem 
        powstania polskiego, by większą w Watykanie wzbudzić do niego 
        niechęć, a zarazem by pomoc swą przedstawić jako więcej warto- 
        ściową, bo połączoną z trudnościami. Tak czy inaczej, znaczenie 

        kanclerza wiedeńskiego rosło w Watykanie ogromnie. Zapomnianp 
16 ` 17 
tam, Ŝe kilkanaście lat temu, w dobie kongresu wiedeńskiego, tak 
wielkie trudności stawiał w sprawie restytucji państwa kościelnego 
papieŜowi, Ŝe Pius VII chciał nawet klątwę rzucić na przeszkadzają- 
cych tej restytucji, choć ostatecznie zezwolenie i pomoc kanclerską 
dyplomacja rzymska w tej sprawie uzyskała. Nie zwaŜano na to, Ŝe 
Metternich osobiście zbyt dobrym katolikiem nie był, Ŝe był to raczej 
racjonalista, uwaŜający Kościół za środek w walce z ruchami wolno- 
ś

ciowymi czyli anarchią -jego zdaniem. Zbawca władzy świeckiej 

papieŜa urastał teraz do godności urzędowego niemal doradcy Stoli- 
cy Apostolskiej w sprawach politycznych, m.in. w polskiej. Relacje 
nuncjuszów wiedeńskich posyłane Watykanowi mają w 3/4 źródło 
w poglądach, podsuwanych zręcznie przez kanclerza lub rząd aus- 
triacki. Wszelkie "sądzą", "mówią" i podobne wyraŜenia w tych re- 
lacjach to opinie sfer wojskowych i politycznych wiedeńskich. W ten 
sposób wszystko, co szło z Polski do Watykanu tą najpewniejszą 
i najpowaŜniejszą dla Rzymu drogą, tzn. przez nuncjaturę wiedeń- 
ską, musiało przechodzić przez zabarwiający treść wszystkiego filtr 
poglądów wiedeńskich, ściślej - Metternichowskich, które znowu 

background image

były, zdaje się, tylko odbiciem poglądów starego Franciszka I. 
JuŜ 12 lutego Spinola mógł donieść Bernettiemu, Ŝe wojska rosyj- 
skie idą szybko na skonsternowaną z tego powodu Warszawę. W nie- 
cały tydzień później jeszcze bardziej interesujące wiadomości szły ze 
stolicy naddunajskiej do Rzymu. Oto między Lublinem a Warszawą 
Rosjanie przekroczyli Wisłę, w armii polskiej zapanował nieład i de- 
zercja. Nie ulega wątpliwości, Ŝe za parę dni bunt polski będzie 
stłumiony, a wobec tego armia austriacka w Galicji będzie mogła 
pomaszerować do Włoch, cesarz austriacki nie będzie juŜ powstrzy- 
mywał swego pragnienia niesienia pomocy Jego Świątobliwości. 
Nuncjusz miał trochę słuszności, bo istotnie w tym czasie generał 
rosyjski Kreutz przeszedł Wisłę pod Puławami, ale sytuacja w Polsce 
wcale nie była zła; armia polska, choć cofała się pod Warszawę, była 
daleka od klęski, bitwy zaś pod Stoczkiem i Dobrem nie wykazywały 
jej niŜszości wobec wojsk rosyjskich. Obaw nie brakło naturalnie, ale 
nie były to jeszcze dowody popłochu. 
Bernetti Ŝywo interesował się powstaniem polskim, polecił Spino- 
li, by "z całą pilnością" informował o tym Watykan. Nuncjusz speł- 
niał to polecenie gorliwie. 1 marca mógł donieść Ŝe Dybicz, choć po 
walkach z 18 i 20 II 1831 r. cofnął się, to jednak 24 II posunął się 
znów pod Warszawę. W dwa dni później przesyłał o wiele ciekawszą 
18 
wiadomość. Oto Rosjanie zajęli Pragę, generał Chłopicki został ran- 
ny, Warszawa jest juŜ odkryta, o jej obronie nie ma mowy, musi 
kapitulować. Jej zajęcie przez Rosjan to kwestia paru dni, co zresztą 
- dodaje - nigdy nie ulegało wątpliwości. Ta relacja musiała być 
waŜna dla Watykanu, ciekawe teŜ wywołała wraŜenie. Wiemy o nim 
z listu Bernettiego do nuncjusza. "Ubolewam zaprawdę-pisał-nad 
wielkim nieszczęściem, jakie bunt przeciwko władcy ściągnął na 
naród sławny swą chwałą wojenną i wyróŜniający się w Europie 
z powodu innych zalet, ale nie mogę nie wyrazić swego zadowolenia 
na widok szczęśliwego stłumienia, choć za tak drogą cenę, buntu 
podniesionego z bronią w ręku". Akcje rządu rosyjskiego zyskiwały 
teraz w Rzymie ogromnie. JuŜ po wysłaniu tego pisma Bernetti 
otrzymał depeszę Spinoli z 4 marca. Pisze w niej nuncjusz, Ŝe wojska 
austriackie juŜ idą na pomoc ojcu św. do Włoch, powtarza aŜ dwa 
razy Ŝyczenie i prośbę Metternicha, by papieŜ nie opuszczał Rzymu, 
by w Ŝadnym razie nie wyjeŜdŜał do Genui, ostrzega, Ŝe robienie 
ustępstw dla ludności buntowniczej w państwie kościelnym wywo- 
łałoby w Wiedniu jak najgorsze wraŜenie, wyjaśnia, Ŝe nie naleŜy 
obawiać się Francji ani wojny europejskiej, bo ścisła przyjaźń Rosji, 
Prus i Austrii istnieje nadal. Wiadomość ta musiała być przyjemna 
dla Watykanu. Austria, pomagając papieŜowi, nie była odosobniona, 
przeszkód stawianych jej przez Francję nie naleŜało się obawiać, bo 
po stronie dworu wiedeńskiego stały Prusy i Rosja, ta zaś mogła mieć 
wkrótce ręce wolne, gdyŜ "bunt" polski upadał. Na to ostatnie ocze- 
kuje teraz Bernetti. Gdy zatem Spinola doniósł, Ŝe zdobyta przez 
Rosję Praga spłonęła z winy samych Polaków, Ŝe Rosjanie przeszli 
z silną artylerią na lewą stronę Wisły, Ŝe w Warszawie zapanowała 
rozpacz i nieład, Ŝe zachodzi moŜliwość bombardowania stolicy 

background image

Królestwa, Ŝe Polacy zaczynają ewakuować Warszawę, której lud- 
ność chce się poddać, a rząd rewolucyjny myśli przenieść się pod 
Kxaków, bo Rosjanie pod Płockiem i pod Górą Kalwarią chcą przejść 
Wisłę i otoczyć Warszawę, prosekretarz stanu, dziękując za te wiado- 
mości, dodaje: "Oczekuję wiadomości o końcu powstania, który nie 
wydaje się bliski, zwaŜywszy niemałą przestrzeń, jaką musi przejść 
wojsko rosyjskie, przeprawiając się przez Wisłę koło Płocka i Góry, 
oraz cięŜki stan dróg w tej porze roku". Wiadomość o zdobyciu War- 
szawy jest zatem przedwczesna. Z pisma tego przebija pewnego ro- 
dzaju rozczarowanie, Ŝe powstanie jeszcze się trzyma. Byłoby ono 
o wiele większe, gdyby Bernetti wiedział, Ŝe choć istotnie w Warsza- 
wie po bitwie grochowskiej z 25 lutego zapanował popłoch i genera- 
19 
łowie polscy mieli powaŜne wątpliwości, czy będzie moŜna walkę 
prowadzić dalej, to jednak rząd polski jeszcze o sprawie powstania 
nie zwątpił, armia zaś rosyjska była ogromnie osłabiona i daleka od 
zwycięstwa. Sam Spinola musiał się przyczynić do osłabienia swych 
poprzednich relacji, donosząc Bernettiemu 17 marca, Ŝe Rosjanom 
nie udało się przejść Wisły ani pod Płockiem, ani pod Górą Kalwarią, 
Ŝ

e pod Warszawą zostawili tylko korpus obserwacyjny, "buntowni- 

cy" zaś zostawili w niej tylko załogę. W pięć dni później pisał, Ŝe 
Rosjanie, skoncentrowani między Mińskiem, Miłosną i Pragą, odpie- 
rają ataki Polaków i Ŝe wojsko polskie nie chce słyszeć o poddaniu. 
Osłabiałjednak te wiadomości dodatkiem, Ŝe Polacy chcieliby roko- 
wać z Rosją, ale Dybicz propozycje rokowań odrzucił, domagając się 
tylko poddania. "WaŜnych wiadomości z Polski nie ma - pisał 
w cztery dni później do nuncjusza florenckiego - gdyby się jednak 
rozchodziły wieści, Ŝe Rosjanie zostali pobici, nie dawajcie temu 
Ŝ

adnej wiary. Przerwa w działaniach wojennych pochodzi tylko 

z niepokonalnych trudności, jakie stawia mróz. Z raportów generała 
Dybicza widać jednak, Ŝe czeka on z zimną krwią chwili odpowied- 
niej na decydujące uderzenie, którego skutkujest pewien". W zapew- 
nieniach tych, obok niechęci do sprawy polskiej, widać znowu infor- 
macje austriackie. Metternich nie wierzył w zwycięstwo Polaków, 
toteŜ dementując skwapliwie nuncjuszowi wszelkie wieści o ich po- 
wodzeniach, paraliŜował w Rzymie wszelkie objawy sympatii, jakie 
mogłyby się rodzić dla zwycięzców. PoniewaŜ zaś rząd polski myślał 
o wywołaniu akcji dyplomatycznej na rzecz powstania, chodziło o to 
kanclerzowi, by w Watykanie patrzono na Polaków jak na bankru- 
tów. Postępowanie Metternicha nie płynęło z sympatii ku Rosji, lecz 
raczej z obawy, by papieŜ, okazując w jakikolwiek sposób swą sym- 
patię dla Polaków, nie wywarł przez to pośrednio wpływu na rewo- 
lucjonistów w ogóle, a specjalnie Włochów. Spinola bezkrytycznie 
posyłał do Watykanu tylko te wieści, które mu podsuwały urzędowe 
sfery wiedeńskie. ToteŜ jego doniesienia to litania poraŜek polskich, 
a jeśli nawet trzeba było czasem napisać o zwycięstwie powstańców, 
buntowników -jak częściej ich nazywa, zawsze starał się wiadomo- 
ś

ci te osłabiać. Tak zatem 3 kwietnia donosi, Ŝe armia rosyjska stoi 

bezczynnie w Polsce, ale nie ustąpi z niej bez pełnego poddania się 
Polaków. 5 kwietnia pisze, Ŝe Polacy pobili rosyjskiego generała 

background image

Geismara, ale nie naleŜy tego zwycięstwa przeceniać. 9 kwietnia 
szczegółowo opisuje klęskę Rosjan, donosi, Ŝe musiał się cofnąć 
rosyjski generał Rosen, choć z mniejszymi stratami, a nawet Ŝe sam 
20 
Dybicz cofnął się z Siennicy do śelechowa, wszakŜe dodaje zaraz, 
Ŝ

e Rosjanie mają jeszcze 10 rys. gwardii w Grodnie oraz korpusy 

zapasowe w Brześciu, Wilnie i Rydze. 
Zwycięstwa polskie pod Wawrem, Dębem Wielkim, później zaś 
pod Iganiami były jednak zbyt oczywiste, by moŜna było o nich 
wątpić, choć nie były przewidziane przez polityków i oficerów 
austriackich. Spinola nie próbujejuŜ tych wieści osłabiać, choć nadal 
kaŜdą wiadomość o zwycięstwie Polaków przyjmuje bardzo scepty- 
cznie. Nie wierzy zatem, by powstanie na Litwie miało równie rewo- 
lucyjny charakter jak w Polsce, jest to raczej, jego zdaniem, ruch 
ludowy. Wprawdzie równocześnie z tym donosił o klęsce Dwernic- 
kiego na Podolu, ale sporo do myślenia dawało mu szerzenie się 
powstania na Litwie. A poniewaŜ Dybicz się cofnął, nastrój optymi- 
styczny co do prędkiego upadku powstania załamuje się częściowo 
w nuncjuszu. UwaŜa on teraz, Ŝe rezultat wojny jest coraz bardziej 
niepewny. 
Tymczasem wojska austriaclcie sthzmiły rewolucję w państwie ko- 
ś

cielnym, w Rzymie zbierała się konferencja państw w celu zapro- 

ponowania papieŜowi reform potrzebnych w jego państwie. Główna 
podpora papieŜa w tej konferencji, Metternich, choć - oczywista - 
nie brał w niej bezpośredniego udziału i choć przeciwny był wszel- 
kim ustępstwom papieŜa na rzecz buntowników, zdając sobiejednak 
sprawę z niezadowolenia ludności w państwie kościelnym w stosun- 
ku do rządu papieskiego, radził Watykanowi przeprowadzenie nie- 
których reform w państwie: na przykład zwołanie deputowanych 
z prowincji, choć nie w charakterze reprezentantów narodu, bo tej 
instytucji nie uznawał. I oto rzecz szczególna. Jak sprawę powstania 
w państwie kościelnym dyplomaci papiescy wiązali z powstaniem 
polskim, tak i teraz, choć powstanie włoskie upadło, rady Metterni- 
cha i postępowanie państw biorących udział w konferencji rzym- 
skiej, wiąŜą się ze sprawą polską. Podkreśla to wyraźnie Spinola. 
"Dopóki się zdawało - pisze - Ŝe sprawy polskie będą miały pewny 
i szybki koniec, z wielu okoliczności dowiadywałem się, Ŝe wszy- 
stkie uczucia gabinetu wiedeńskiego w sprawach włoskich były skie- 
rowane do systemu energicznego rygoru, ale w miarę, jak sprawy 
polskie zmieniły swe oblicze, zmieniła się równieŜ polityka tego 
gabinetu, widzą bowiem, Ŝe nie moŜna liczyć na pomoc Rosji. I gdy 
prcedtem chcieliby surowości w stosunku do buntowników wło- 
skich, dziś wolą łaskawość i uwaŜają za obowiązek popieranie tego, 
21 
czego domaga się Francja, by Austria nie musiała prowadzić wojny 
sama". Spinola miał sporo słuszności. Istotnie, choć Gagarin - jak 
mówiono wyŜej - skwapliwie popierał politykę austriacką w Rzy- 
mie, nie ulegało jednak wątpliwości, Ŝe w razie silniejszego stawia- 
nia kwestii reform w państwie kościelnym przez Francję, w razie 
groźby wojny ze strony rządu Ludwika Filipa, Rosja, powaŜnie zaję- 

background image

ta wojną polską, a tym bardziej w razie zwycięstwa Polaków, nie 
mogłaby udzielić Austrii pomocy faktycznej. PoniewaŜ do tej pomo- 
cy nie kwapiły się Prusy, Austria musiałaby odosobniona toczyć ową 
przypuszczalną wojnę z Francją - do tego jednak sama, bez pomocy 
Rosji, nie miałaby wcale chęci, jak informował nuncjusza wiedeń- 
skiego Metternich. Spinola dostrzegał całą powagę sytuacji, pocie- 
szał się tylko tym, Ŝe skoro Opatrzność BoŜa sprawiła, Ŝe ze wszy- 
stkich rewolucji, jakie wybuchły w ostatnich czasach, stłumiona zo- 
stała tylko włoska, to rozproszy i te powaŜne trudności; dodawał 
jednak: "Pewne jest, Ŝe gdyby sprawy polskie wypadły inaczej, inna 
zupełnie byłaby polityka państw". 
Dwie okoliczności miały ocalić status quo w państwie kościel- 
nym. Rząd Ludwika Filipa nie myślał na serio o wojnie z Austrią, nie 
wykorzystał teŜ naleŜycie zmiany na froncie polsko-rosyjskim i odo- 
sobnienia Austrii. Król Francuzów - jak podnoszono wyŜej - oba- 
wiał się widma ks. Reichstadtu, Francja prowadziła, nie zawsze tylko 
szczerą, kampanię dyplomatyczną w Rzymie. To jedno, a po wtóre 
na froncie polskim nastąpiła zmiana na niekorzyść Polaków. Jeszcze 
w sześć dni po swej smutnej depeszy z 13 V Spinola donosił, Ŝe 
Dybicz się cofa, Ŝe na Litwie powstanie się wzmaga, Ŝe w Wilnie 5 
tysięcy Rosjan jest otoczonych przez 14 tysięcy powstańców; jeszcze 
w dwa dni później pisał, Ŝe duch powstańczy szerzy się we wszy- 
stkich krajach polskich, Ŝe zwiększają się bandy powstańcze na Li- 
twie, a to wszystko czyni rezultat wojny niepewnym, alejuŜ wkrótce 
potem mógł donieść za "Oesterreichischer Beobachter", Ŝe na Podo- 
lu bunt stłumiony, Ŝe Dybicz posuwał się znów naprzód, Ŝe Polacy 
ponieśli poraŜkę pod Kockiem, Ŝe pobity został generał polski Pac. 
Nie były to jeszcze dane na korzyść Rosji. Spinola podziwia jeszcze 
zapał i wartość Polaków, ale zaczął wątpić w powodzenie sprawy 
polskiej po bitwie pod Ostrołęką. Nuncjusz wywiadywał się o niej 
i posyłał o tym relacje do Watykanu bardzo skrupulatnie. Z początku 
sądził, Ŝe Polacy są górą, wkrótce jednak zmienił zdanie. Nie wątpił 
juŜ, Ŝe zwycięstwo odnieśli Rosjanie, choć nie potrafili go wykorzy- 
stać, Ŝe wśród generałów polskich zapanowała po bitwie niezgoda, 
22 
choć z drugiej strony miał informacje, Ŝe na Litwie powstanie się 
wzmagało. Przyjemną dla nuncjusza wiadomość o przegranej Pola- 
ków pod Ostrołęką musiała trochę mącić wieść inna z Polski, Ŝe 
w Warszawie bierze górę "partia jakobinów" z Lelewelem na czele 

Ŝ

e ludzie umiarkowani i religijni są w Polsce uciskani, Ŝe Czartory- 

skiemu i Skrzyneckiemu nie udało się wskutek opozycji jakobinów 
wprowadzić w tejŜe Polsce systemu monarchicznego z regentem 
królestwa na czele. Co gorsza, rząd polski ośmielił się mianować 
trzech administratorów diecezji: dla archidiecezji warszawskiej - 
kanonika Paszkowicza, dla diecezji sandomierskiej - Łętowskiego, 
dla kaliskiej - Łubieńskiego. O dwóch pierwszych nuncjusz miał 
informacje niekorzystne, trzeci - jego zdaniem - był człowiekiem 
słabym, zaleŜnym od złych rodziców. Wprawdzie nominacja ta miała 
miejsce juŜ w maju, ale dopiero 2 lipca Spinola mógł donieść, Ŝe 

background image

stronnictwo "ludzi religijnych" (il partito delie persona religiose) nie 
pozwoliło na tę "intrygę stronnictwa złego" (l'intrigo dal partito 
cattivo). Następne wiadomości z Polski są podobnie pocieszające dla 
nuncjusza. Polacy - w ich świetle - zostali pobici pod Wilnem, po- 
nosili poraŜki na Litwie, Rosjanie szykowali się znowu do przejścia 
Wisły. 
A jednak Spinola w dalszym ciągu uwaŜał koniec wojny za nie- 
pewny. Równocześnie, gdy nowy wódz rosyjski marszałek Paskie- 
wicz przechodził pod Osiekiem Wisłę, nuncjusz w swej depeszy 
z 20 VIII przedstawiał sprawę polską na bardzo szerokim tle. Tu juŜ 
nie chodzi - pisał - o walkę z Królestwem Polskim, bo wszystkie 
prowincje polskie, które kiedyś to królestwo stanowiły, wzięły udział 
w powstaniu. Ten sam duch panuje w Galicji i w Wielkim Księstwie 
Poznańskim, wstrzymują go tylko rządy tamtejsze. Opinia publiczna 
w Prusach i całych Niemczech, na Węgrzech i Austrii stoi po stronie 
polskiej. Powiększa trudności polityka Francji i Anglii, działa rów- 
nieŜ przykład Grecji i Belgii. "MoŜna juŜ powiedzieć - wnioskował 
- Ŝe niepodległość Polski znalazła się na stopniu wysokiego pra- 
wdopodobieństwa". Dodawał jednak przezornie, Ŝe kombinacje na 
temat wojny i polityki są zawsze zmienne, "stąd czas rzuci pewniej- 
sze światło na te rzeczy". ChociaŜ i w tej depeszy wyczuwa się dy- 
ktando kanclerza wiedeńskiego, to jednak uderza w niej i pewna 
sympatia dla Polaków z jednej oraz szerzenie się przyjaznego dla 
nich nastroju w opinii publicznej Europy z drugiej strony. Dałaby się 
ta depesza streścić w tym zdaniu, Ŝe trzeba się pogodzić ze złem, 
23 
które jest konieczne, Ŝe powstanie polskie, choć tak rozbudza umysły 
w duchu rewolucyjnym, jest jednak zwycięskie. 
Niestety, w rzeczywistości tak nie było. JuŜ nazajutrz po tej depe- 
szy Spinola pisał w innej, Ŝe generał Skrzynecki przewiduje oblęŜe- 
nie przez Rosjan Warszawy, w dwa dni później pisał o upadku rewo- 
lucji na Litwie i Wołyniu, o tym, Ŝe Paskiewicz przeszedł Wisłę 
między RaciąŜem i Nieszawą, Ŝe Warszawę opuścili mieszkańcy, nie 
mający środków do Ŝycia, z obawy oblęŜenia. 4 sierpnia donosił, Ŝe 
Warszawa została otoczona przez Rosjan, Ŝe idą na nią korpusy ro- 
syjskie Paskiewicza, a oprócz tego zbliŜają się inne od Puław, od 
Siedlec i wzdłuŜ Narwi. Dodawałjednak, Ŝe walka moŜe być krwawa 
i uparta. 20 sierpnia pisał juŜ, Ŝe sprawa polska, jak się zdaje, ma się 
ku końcowi. Równocześnie zatem, gdy wśród ludności państwa ko- 
ś

cielnego wrzenie stawało się w drugiej połowie 1831 r. coraz wię- 

ksze, gdy rząd tego państwa znów oglądał się na pomoc bezpośrednią 
austriacką i pośrednią rosyjską, z Warszawy poprzez Wiedeń do Rzy- 
mu dochodziły wieści o upadku powstania polskiego. Nie mogły być 
dla Watykanu obojętne, znowu przecie chodziło w Rzymie o stano- 
wisko Rosji, o moŜliwość popierania przez nią interwencji austriac- 
kiej. ToteŜ wieści o sprawie polskiej musiały być dla Rzymu wysoce 
interesujące. 
Sprawie powstania polskiego powodziło się istotnie coraz gorzej. 
27 sierpnia Spinola pisał do Rzymu, Ŝe ludność Warszawy chce się 
poddać Rosjanom, Ŝe generał Skrzynecki podał się do dymisji, Ŝe 

background image

krąg wojsk rosyjskich opasujący Warszawę zacieśnia się coraz bar- 
dziej. W trzy dni później przykre wiadomości szły z nuncjatury wie- 
deńskiej do Rzymu: w Warszawie panował nieporządek, władzę 
chwycił w swe ręce "klub", chciano zamordować Skrzyneckiego 

a choć to się nie udało, zabito wiele innych osób. 
"W Warszawie miały miejsce straszne i nieludzkie sceny". Po- 
uciekali z niej członkowie rządu, m.in. Czartoryski, władzę objął 
faworyzowany przez klub Krukowiecki. 13 września Spinola podpi- 
sywał w Schónbrunn depesze z wiadomością, Ŝe 8 września Rosjanie 
zajęli Warszawę, w cztery dni później donosił o rzezi Polaków na 
Pradze i wycofaniu się armii polskiej do Modlina, wyjaśniał, Ŝe choć 
Polacy mają jeszcze dwie fortece i ową "błądzącą i pobitą" armię, 
koniec nastąpi wkrótce bez dalszego rozlewu krwi. Nuncjusz pisał 
prawdę. Istotnie, po kapitulacji w nocy 7 września, nazajutrz, 
w czwartek dnia 8 września do Warszawy weszli Rosjanie. 
Wieść o upadku Warszawy wywołała ogromne wraŜenie w całej 
Europie, zwłaszcza we Francji, przede wszystkim w ParyŜu. Powsta- 
ły tu formalne rozruchy, tłuczono szyby w mieszkaniach ministrów, 
chciano zdobyć Palais-Royal. "Ludu szlachetny - pisał trybun demo- 
kracji i katolicyzmu francuskiego, X. Lamennais - gdyś walczył 
o Ŝycie, mogliśmy ci pomóc tylko swymi Ŝyczeniami, a obecnie, 
gdyś padł na arenie, moŜemy ci dać tylko łzy. Oby mogły one pocie- 
szyć cię przynajmniej w twym bólu ogromnym... Powiedziałeś so- 
bie: nadchodzi czas wybawienia... I omyliłeś się... Ludu bohaterów, 
ludu umiłowany przez nas, spoczywaj spokojnie w grobie, który 
wykopała ci zbrodnia jednych, lekkomyślność innych. Ale nie zapo- 
minaj, Ŝe grób ten nie jest beznadziejny, jest na nim krzyŜ proroczy, 
który mówi: będziesz Ŝył znowu". Bernetti przyjął jednak wiadomo- 
ś

ci o zdobyciu Warszawy z zadowoleniem. W piśmie do nuncjusza 

z 1 października dziękował mu za te niezmiernie interesujące i "po- 
cieszające" wiadomości (consolanti notizie), "które nie pozwalają na 
wątpliwość co do kresu upartego buntu i krwawej wojny". 
"Bunt" istotnie dogorywał. 8 października Spinola donosił, Ŝe 
wojsko polskie przeszło granicę pruską i złoŜyło broń w Prusach, Ŝe 
zarządcą Królestwa został Paskiewicz, Ŝe Metternich odbywa często 
konferencje z ambasadorem rosyjskim i pruskim na temat sprawy 
polskiej. W odpowiedzi Bernetti dziękował Bogu, Ŝe dhzga i krwawa 
wojna polska się skończyła, ciekawy był tylko, co zrobi cesarz rosyj- 
ski z wojskiem polskim i jaki będzie los przywódców buntu (la sorte 
dei capi delia rivolta). 
Spośród dyplomatów europejskich ówczesnych z większym, choć 
mniej szczerym zadowoleniem przyjął upadek powstania listopado- 
wego Mettemich. Cesarz Franciszek I przesłał z tej racji Mikołajo- 
wi I wyrazy swego zadowolenia, cieszył się zatem i kanclerz, choć 
obaj w głębi ducha jeszcze niedawno zadowoleni byli z kłopotów 
Rosji, wywołanych przez powstanie. Francuski minister spraw za- 
granicznych Sebastiani w mowie na posiedzeniu izby 16 września 
opisał wypadki warszawskie, konkludując Ŝe według ostatnich wia- 
domości "w Warszawie panował spokój". Ta zewnętrzna obojętność 

background image

nie płynęła z braku sympatii do Polaków i powstania: rząd francuski 
chętniej by widział zwycięstwo sprawy polskiej, ale z drugiej strony 
zdawał sobie sprawę z tego, Ŝe powstanie komplikowało stosunki 
francusko-rosyjskie, o których naprawienie rząd Ludwika Filipa usil- 
nie zabiegał; upadek powstania uwaŜano zresztą w sferach urzędo- 
24 25 
wych francuskich za coś nieuniknionego. Podobnie sądził angielski 
minister spraw zagranicznych, Palmerston. "To juŜ koniec zatem 
biednych Polaków - pisał - serce mi się dla nich rozdziera, ale od 
pewnego czasu ich los stał się beznadziejny". Bernetti zatem bodaj 
najbardziej cieszył się z upadku powstania. Prosekretarza stanu rado- 
wało to bardziej niŜ Sebastianiego i Palmerstona, gdyŜ przegrana 
powstania była dla rządu papieskiego nie tylko nieunikniona, jak dla 
dyplomatów austriackich, francuskich czy angielskich, ale była zara- 
zem poŜądana. PoŜądana nie ze względu na niechęć do narodu pol- 
skiego i nie ze względu na sympatię do Rosji, ale po prostu z powodu 
sytuacji w państwie kościelnym. Zwycięstwo powstania polskiego 
musiało być niebezpieczne dla państwa papieskiego, klęska powsta- 
nia była okolicznością pomyślną. Musieli się liczyć z tym dyplomaci 
papiescy, a wyrachowanie to musiało przygłuszać w nich pewne ob- 
jawy sympatii, słabe zresztą i późne, dla sprawy polskiej. 
ROZDZIAŁ IV 
ROKOWAMA DYPLOMATYCZNE 
MIĘDZY WATYKANEM 
I RZDEM POLSKIM 
W ROKU 1831 
Wspomniano juŜ wyŜej, Ŝe w przeddzień wybuchu powstania li- 
stopadowego stosunek Watykanu do Polski był raczej nieufny, moŜe 
nawet niechętny. O przebiegu powstania informował Rzym przede 
szystkim nuncjusz wiedeński Hugon Piotr Spinola, przedstawiającje 
w świetle ujemnym, jako dzieło ludzi przewrotnych i niereligijnych. 
Sam fakt powstania Watykan ze względu na swą współczesną do- 
ktrynę i tradycję uwaŜał za bunt przeciwko władcy, a zatem czyn 
z punktu widzenia nauki kościelnej nielegalny i grzeszny. Rozwianie 
tych uprzedzeń Rzymu było dla rządu polskiego prawie niemoŜliwe. 
Praca dyplomatów polskich, choćby nawetjak najwcześniej zaczęta, 
była skazana w Rzymie na ogromne trudności, właściwie na niepo- 
wodzenie, zwłaszcza jeŜeli się zwaŜy, Ŝe powstanie polskie było 
wysoce nie na rękę dyplomacji papieskiej i z innych, omówionych 
juŜ wyŜej, powodów. Pogodzić się z powstaniem Watykan mógł tyl- 
ko w razie jego zwycięstwa, choć i to - zdaje się - pogodzenie było- 
by, na razie przynajmniej, tylko zewnętrzne. Co robił rząd narodowy 
1831 r., aby to pogodzenie uzyskać? Nie słychać, aby zaraz po wy- 
. buchu powstania rząd polski starał się zjednać sobie opinię Watyka- 
nu. I nic dziwnego: pod względem politycznym Watykan nie miał 
przecieŜ wielkiego znaczenia w Europie, chodzić mogło raczej o po- 
zyskanie dla powstania opinii Austrii, Francji, Anglii, Prus; liczono 
zwłaszcza na Francję. Zresztą na początku powstania nie było mowy, 
aby jakikolwiek wysłaniec rządu polskiego mógł trafić do papieŜa. 
Mimo to rząd polski bardzo wcześnie zaczął myśleć o akcji w Waty- 

background image

27 
kanie. Pomyśleli o niej ks. Adam Czartoryski, prezes rządu narodo- 
wego, i Gustaw Małachowski, minister spraw zagranicznych. Mając 
zamiar wysłać posła do Rzymu, polecili Andrzejowi Koźmianowi 
przygotowanie dla tego posła instrukcji. Koźmian zwrócił się po 
wskazówki do swego stryja, biskupa kujawsko-kaliskiego Józefa 
Szczepana z Rzeczycy, który w tym czasie, tj. w styczniu 1831 r. 
znajdował się w Warszawie. Biskup istotnie wsparł radą bratanka, ale 
prawdopodobnie ustnie, bo ojakimś piśmiejego na ten temat głucho. 
Koźmianowie zatem byliby, częściowymi przynajmniej, autorami 
adresu rządu polskiego do ojca św. z 1 III 1831 r. Adres został podpi- 
sany przez prezesa senatu Michała Radziwiłła, prezesa izby posel- 
skiej Władysława Ostrowskiego i ministra spraw zagranicznych Gu- 
stawa Małachowskiego. W dziesięć lat później komendant gwardii 
narodowej z 1831 r. Antoni Ostrowski głosił, Ŝe twórcą adresu był 
Władysław Ostrowski. Jest to zupełnie moŜliwe, prawdopodobniej 
wszakŜe był on tylko ostatnim redaktorem tekstu, trudno bowiem 
przypuścić, by nie uwzględniono uwag, choćby ustnych, Koźmiana 
czy Koźmianów, to raz, a po wtóre, by Gustaw Małachowski, zain- 
teresowany w tej sprawie minister, uwaŜający się i uwaŜany wów- 
czas zajednego z lepszych dyplomatów polskich, ograniczył się tyl- 
ko do połoŜenia swego podpisu pod adresem. Czynny udział przy 
jego opracowywaniu brał moŜe i ks. Adam Czartoryski, prawdziwy 
kierownik dyplomacji listopadowej. Czy kto z duchownych uczest- 
niczył w układaniu tego pisma, moŜe biskup PraŜmowski - nie wia- 
domo. 
Pismo to rządu polskiego do papieŜa pisane było nie świetną - 
zdaje się - włoszczyzną, ale jasno. "Ojcze święty - mówiono w nim 
- naród polski, straciwszy z winy losów ludzkich niepodległość, któ- 
rą miał przez dziesięć wieków, jęczał pod uciskiem około lat czter- 
dziestu, zdając się cierpliwie na wolę BoŜą. W końcu ucisk przeszedł 
wszelką miarę, zapomniano o udzielonych przywilejach, pogwałco- 
no zaprzysięŜoną wolność osobistą, co gorzej, Polacy, najgoręcej - 
jak zawsze - przywiązani do świętej religii ojców swoich i wierni 
naśladowcy dawnych ich zwyczajów, ujrzeli, Ŝe te zwyczaje są 
w największym niebezpieczeństwie zepsucia z powodu wprowadzo- 
nego systemu tajnych donoszeń. Członkowie rządu bezwstydnie 
uŜywali religii za narzędzie despotyzmu, podwaŜając przez to jej 
zasady. Wszyscy wierni, a najwięcej biskupi, zostali pozbawieni 
swobody uciekania się w potrzebach do Stolicy św." Prośby ich mu- 
siały przechodzić przez ręce tajnej policji, utrudniano duchownym 
wyjazd do Rzymu, a wyjeŜdŜających uwaŜano za podejrzanych. 
"NaduŜywając dobrej woli ojca św. Piusa VII zniesiono w r. 1818 
wszystkie zakony, usuwając przez to światło, jakie rozsiewały one na 
kler świecki". Przygotowano juŜ nawet projekt zabrania duchowień- 
stwu posiadłości ziemskich, na Wołyniu, Podolu i Ukrainie zmusza- 
no lud prosty do schizmy. Czy Polacy mogli znieść takie poniŜenie? 
A porywając za broń dla obrony swych praw i religii jeszcze nie 
złamaliby wierności, zaprzysięŜonej swemu królowi, gdyby nie pro- 
klamacja marszałka Dybicza, który w imieniu swego władcy ogłosił 

background image

ich za buntowników i zapowiedział karę śmierci na wszystkich 
schwytanych z bronią w ręku. Oto racja, dla której naród polski ogło- 
sił się 25 stycznia niepodległym i uznał, Ŝe koronę moŜe oddać temu, 
kto jej będzie bardziej godzien. "Ojcze święty - kończył się adres - 
Ŝ

yjemy w nadziei, Ŝe Wasza Świątobliwość, uznając prawowitość 

wysuniętych racji, raczy pobłogosławić broń, podniesioną w obronie 

wolności i religii, danej przez Jezusa Chrystusa, którego Wasza 
Ś

więtobliwość jest wikariuszem, i Ŝe jako wspólny ojciec będzie 

interweniował u monarchów chrześcijańskich, od których nie czego 
innego się domagamy, jak tylko uznania niepodległości, którą cieszy- 
' liśmy się przez dziesięć wieków i którą czterdzieści lat temu tak 
niesprawiedliwie nam zabrano". Adres przedstawiał zatem powsta- 
nie jako walkę w obronie wolności i religii. Jego autorzy nie wiedzie- 
li, Ŝe Watykan nie uznawał za prawną takiej walki, Ŝe niechętnie 
patrzył na wywieszanie hasła: wolność i religia juŜ wcześniej, gdy 
chodziło o pismo "Avenir" Lamennais'go. Rzym uznawał tylko wal- 
kę w obronie religii, ale walkę niekrwawą, powstania zaś w obronie 
 wolności nie uznawał. Prośba adresu, by papieŜ pobłogosławił broń 
Polaków, nie liczyła się nie tylko z pokojowym charakterem instytu- 
cji papiestwa, ale i z faktycznym stanem rzeczy. PapieŜowi zaleŜało 
przecieŜ raczej na zwycięstwie Rosjan, interweniowanie u monar- 
chćw europejskich naraŜało papieŜa wobec cesarza rosyjskiego. Zre- 
sztą mogło chodzić o interwencję u dwóch tylko monarchów, tj. 
u Ludwika Filipa i Franciszka I. Z pierwszym papieŜ nie w świet- 
nych był wówczas stosunkach, pozostawał tylko Franciszek I. Razić 
teŜ musiało w adresie tłumaczenie się z powodu detronizacji cesarza 
Mikołaja, Rzym przecieŜ zasady suwerenności narodu nie uznawał. 
Adres nie był zatem zredagowany dość zręcznie. 
Po ułoŜeniu tego pisma rządowi polskiemu chodziło o to, kto ma 
je zawieźć do Watykanu. PoniewaŜ znano draŜliwość kurii rzym- 
skiej, dlatego teŜ upadł projekt wysłania do papieŜa specjalnych, 
28 29 
urzędowych wysłańców. Postanowiono uŜyć drogi półurzędowej, 
tzn. polecić sprawę tajnemu wysłannikowi, który by przez Wiedeń 
trafił do Rzymu. Poseł ten miał unikać wszystkiego, co by mogło 
rzucać nań światło jako na reprezentanta rządu polskiego, i miał wy- 
stępować w takim tylko charakterze, jaki by zechciał mu przyznać 
rząd papieski. Miał przedstawić wypadki polskie w ich prawdziwym 
ś

wietle, wyłoŜyć ich motywy, powiadomić o zarzutach narodu pol- 

skiego stawianych Rosji. Miał podnieść jedność działania i Ŝyczeń 
całego narodu oraz zaufanie tegoŜ do rządu powstańczego. Miał 
starać się o rozproszenie uprzedzeń względem powstania, miał prze- 
konać, Ŝe powstanie polskie nie było spowodowane przez idee rewo- 
lucyjne i przewrotowe ani przez ducha naśladownictwa, ale Ŝe nie- 
moŜliwością było wytrzymać dłuŜej ucisku ze strony dawnego rządu, 
Ŝ

e wreszcie rewolucja jest całkiem narodowa, Polska zaś uciekła się 

do tego ostatniego środka ocalenia dopiero po wyczerpaniu wszy- 
stkich innych. Cesarz rosyjski nie chciał zgodzić się na pertraktacje, 
a nawet wysłuchać deputacji wysłanej do Petersburga. Akt detroni- 

background image

zacji i niepodległości był następstwem proklamacji Dybicza. Poseł 
zresztą winien nie tyle usprawiedliwiać, ile raczej wyjaśniać całą tę 
sprawę. Przysięga złoŜona królowi była nieodłączna od przysięgi 
króla na konstytucję. PoniewaŜ król łamał stale konstytucję, na której 
mocy został królem, przeto naród został zwolniony od przysięgi 
względem króla. Instrukcja kończyła się wyraŜeniem nadziei, Ŝe pa- 
pieŜ udzieli powstaniu swego błogosławieństwa apostolskiego, Ŝe 
przyłączy się do interwencji państw europejskich na rzecz Polski i Ŝe 
będzie się wstawiał za narodem zachowującym sztandary zdobyte 
przez króla Sobieskiego, który ocalił Europę i chrześcijaństwo. 
Instrukcja została ułoŜona o wiele zręczniej niŜ adres, liczyła się 
z uprzedzeniami antyrewolucyjnymi Watykanu, dawała dobrą apolo- 
gię powstania, taką właśnie, jaka mogłaby znaleźć w Watykanie 
przyjęcie. Podpisał instrukcję z urzędu lir. Gustaw Małachowski; nie 
jest wykluczone, Ŝe on teŜ był jej autorem. Posłem, który miał we- 
dług niej działać, był lir. Sebastian Badeni. Był on juŜ w Rzymie dwa 
razy, znał zatem trochę tamtejsze stosunki, mógł zaśjechać do Stolicy 
papieskiej bez wzbudzania podejrzeń, bo starał się w Watykanie 
o rozwód. Wprawdzie Badeni z zawodu dyplomatą nie był, ale rząd 
polski nie tylko do Rzymu wysyłał ludzi, przez praktykę dyplomaty- 
czną nieprzygotowanych. W marcu 1831 r. Badani przebywał w Au- 
strii. Pośrednikiem między nim a rządem polskim był - zdaje się - 
kanonik Ludwik Łętowski z Krakowa. Ten dawny oficer austriacki, 
I potem polski, wreszcie ksiądz, pozostawał w stosunkach z księciem 
Czartoryskim, a gdy jenerał Dwernicki przeszedł ze swym korpusem 
granicę austriacką, Łętowski otrzymał misję i listy od rządu polskie- 
go do czynników rządowych austriackich, by Dwernickiemu pozwo- 
lono wrócić do Polski. Misja ta nie doszła do skutku, moŜliwejednak, 
Ŝ

e pośredniczył w niniejszej sprawie. JuŜ 29 marca z Brna Badeni 

oświadczył, zapewne nie pierwszy raz, gotowość swoją do podjęcia 
misji rzymskiej. W liście do Badeniego dawano mu jeszcze jeden, 
poza wyliczonymi w adresie i instrukcji, argument: "Ma Pan juŜ bez 
wątpienia chwalebne poparcie naszych wojsk". Było to trafne rozu- 
mienie polityki Watykanu, ale było połączone z błędnym przekona- 
niem co do wartości tego argumentu w tym właśnie czasie, bo akurat 
wtedy nuncjusz wiedeński niezbyt optymistycznie oceniał sytuację 

militarną Polaków. Badani udał się zaraz do Wiednia, gdzie szczegó- 

łowych informacji o zamiarach rządu polskiego udzielił mu młodszy 
brat księcia Adama, Konstanty Czartoryski. Oprócz adresu i instru- 
kcji Badeni otrzymał list uwierzytelniający go w Watykanie, podpi- 
sany przez Małachowskiego. Na początku kwietnia poseł polski zna- 
' lazł się w Wiedniu. Wiedział o tym nuncjusz Spinola. Badeniemu 
musiało chodzić o zjednanie sobie nuncjusza, choćby ze względu na 
" potrzebę wizy do państwa kościelnego. Informacje o Badenim pod 

względem politycznym nuncjusz miał dość pochlebne. "Badani 
uchodzi za człowieka uczciwego - pisał Bernettiemu - nie brak mu 
rozumu i prawości, dziś okazuje się Ŝywym patriotą, ale nie wpada 

background image

w fanatyzm, jest wielkim liberałem, ale ani odrobinęjakobinem, cha- 
rakter ambitny, nie odznaczał się nigdy poboŜnością i religijnością, 
jeszcze mniej poprawnością obyczajów. W Polsce niejest zbyt lubia- 

ny z powodu swego urodzenia z ojca o nieznanym pochodzeniu wło- 
skim i z powodu małŜeństwa wbrew woli rodziców z lir. Potocką". 
Badeniemu udało się wkrótce uzyskać rozmowę z nuncjuszem, na 
którym wywarł wraŜenie człowieka gorliwego pod względem religij- 
nym, "ale pełnego ducha narodowego". Przedstawił dplomacie pa- 
pieskiemu stan sprawy polskiej tłumacząc, Ŝe Jego Swiątobliwość 
mógłby się bardzo przyczynić do zakończenia wojny, interweniując 
na rzecz Polski, i Ŝe Polacy bardzo na to liczą. Spinola odpowiadał 
z wielką rezerwą. "Nie powiedziałem nic, co by okazywało aprobatę 
dla rewolucji" - pisał do Rzymu. Na propozycję interwencji ze strony 
papieŜa na rzecz powstania odparł, Ŝe papieŜ pragnie wprawdzie 
pokoju, ale zwaŜywszy ogromną odległość między Petersburgiem 
a Warszawą i Rzymem, mediacja papieska byłaby ogromnie utru- 
30 31 
dniona. Nie wiadomo, czy w rozmowie tej Badeni trzymał się ściśle 24 maja opuścił juŜ 
Wiedeń. Do Rzymu przybył zapewne w końcu 
instrukcji Małachowskiego; gdyby tak, to znaczy gdyby prosił tylko maja, w czerwcu lub 1 
lipca uzyskał audiencję u papieŜa, na której 
o przyłączenie się papieŜa do interwencji innych państw europej- wręczył mu zapewne adres 
rządu polskiego. PapieŜ wyraził Ŝyczli- 
skich na rzecz Polski, odpowiedź Spinoli byłaby zręcznie odmowna; waść swoją dla Polaków, 
choć nic konkretnego, zdaje się, nie przy- 
nie chodziło przecie o zwrócenie się papieŜa do Petersburga i War- czekał i prawdopodobnie 
polecił przedstawić cel misji Bernettiemu, 
stawy, lecz raczej do Wiednia, ParyŜa, Londynu. Jakkolwiek bądź by kuria rzymska mogła 
wziąć całą sprawę pod rozwagę. 2 lipca 
Badeni - niewątpliwie - zgody nuncjusza na swą podróŜ do Rzymu, Badeni wręczył 
Bernettiemu przygotowany juŜ zapewne uprzednio 
a więc i wizy nie otrzymał. Mimo to nie zraził się odmową i postano- memoriał. Powoływał 
się w nim na "zupełnie ojcowskie intencje 
wił czekać, choć nie w Wiedniu, by uniknąć - zdaje się - czujnego Jego Świątobliwości, 
których zapewnienie miał szczęście usłyszeć 
oka ambasady rosyjskiej i nie naraŜać się władzom austriackim. Nie z ust samego ojca św.". 
Mówił, Ŝe naród polski pokłada nieograni- 
przestawał za to starać się o zmianę decyzji nuncjusza. Tym razem czoną ufność w poparciu 
Stolicy św. i dodawał, Ŝe tak światłemu 
porozumiewał się z nuncjuszem nie wprost, lecz przez osoby trzecie. ministrowi, jakim jest 
sekretarz stanu, nie trzeba nawet dowodzić 
Starania te spotkały się znowu z odmową nuncjusza. Po prostu pora- o potrzebie całkowitej 
niepodległości dla Polski. Dlatego teŜ z całą 
dził on posłowi polskiemu przerwać podróŜ i do Rzymu nie jechać, szczerością proponował, 
"by Jego Świątobliwość raczył zachęcić 
"bojego przybycie do Rzymu-pisał do Bernettiego-mogłoby tylko inne państwa wprost albo 
za pośrednictwem tego, które zdaje siębyć 
skompromitować Stolicę św.". Rzecz szczególna: Bernetti, który najbardziej zainteresowane 
w przywróceniu Polski, by mianowały 

background image

aprobował milcząco decyzję nuncjusza z pierwszej połowy kwietnia swych pełnomocników, 
którzy bez zwłoki zebraliby się w jakimś 
w sprawie posła polskiego, teraz decyzji tej nie uznał za słuszną. Co mieście i zajęli 
wyłącznie sprawą polską. Czasy obecne nasuwają na 
za nowy argument zdobył na swe poparcie Badeni? poparcie podobnego kroku zupełnie 
analogiczne precedensy dyplo- 
Mówiono wyŜej, Ŝe od połowy kwietnia opinia o sprawie polskiej ! matyczne, nie naleŜy zaś 
przypuszczać by jedynie Polakom odma- 
musiała się zmienić w Wiedniu i Rzymie z powodu zwycięstw pal- wiano tego 
zainteresowania, jakie istniało gdzie indziej w okoliczno- 
skich, których -jak podkreślano - Spinola nie próbował nawet osła- ściach - być moŜe - mniej 
nagłych". Badani miał zapewne na myśli 
biać w swych relacjach, owszem, sam zaczął zmieniać pogląd na konferencję londyńską z 
końca 1830 r., Anglii, Francji, Austrii i Ro- 
ostateczny koniec wojny polsko-rosyjskiej. Ten stan rzeczy musiał sji. Konferencja ta 
proklamowała przez swój protokół z 20 XII 1830 
wywrzeć swój wpływ i w Watykanie, skoro 28 kwietnia Bernetti r. rozdział Belgii i Holandii. 
Sprawa belgijska przedstawiała sięjed- 
wbrew temu, co zrobił nuncjusz, polecił mu zgodzić się na przybycie nok inaczej niŜ polska. 
Powstanie belgijskie znalazło silne poparcie 
posła polskiego do Rzymu. Polecenie to rozminęło się z depeszą u sąsiadów, tj. u Francji i 
Anglii, Talleyrand i Palmerston ogromnie 
Spinoli, w której tenŜe zawiadamiał prosekretarza stanu, Ŝe radził się przecieŜ do uznania 
niepodległości Belgii przyczynili, Polska zaś 
posłowi do Rzymu nie jechać, wszakŜe rozkaz Bernettiego trzeba takiego poparcia u sąsiadów 
nie miała. To raz, a po wtóre w chwili, 
było wykonać. Potajemnie, by nikt się o tym nie dowiedział, Spinola gdy Badeni składał w 
Watykanie swój memoriał, na froncie wojen- 
przesłał Badeniemu radę przeciwną tej, jaką dał przedtem, tj. poradził nym polsko-rosyjskim 
nastąpiła juŜ zmiana na niekorzyść Polaków, 
mu teraz jechać do Rzymu. Zrobił to dość zręcznie. Oto audytor o czym w Rzymie wiedziano 
choćby z depesz nuncjusza wiedeń- 
nuncjatury udał się do znajomej sobie pani, którą znał równieŜ Bade- skiego. Poseł polski w 
Rzymie nie brał przy tym pod uwagę tego, 
ni i która była równieŜ dotąd pośredniczką między nuncjaturą a po- o czym zresztą zapewne 
nie wiedział, Ŝe jego powoływanie się na 
słem polskim, i powiedział jej jako swoją radę, Ŝe lepiej byłoby, aby precedensy choćby i 
dlatego nie było zbyt szczęśliwe, Ŝe Watykan 
wysłannik polski do Rzymu pojechał. Aby jednak owa pani nie my- był przeciwny powstaniu 
belgijskiemu Ŝe nawet przed łączeniem się 
ś

lała, Ŝe to rada samego nuncjusza, udał się i on do niej i w rozmowie , tylko liberałów i 

katolików belgijskich dla obrony swobód narodo- 
starał się powstrzymać od jakiejkolwiek oznaki świadczącej, Ŝe jad- wych, jeszcze przed 
powstaniem wrześniowym, specjalny wysłannik 
nok to jestjego myśl. Ale Badeni wiedział, czego się trzymać i słusz- papieśki mgr Capaccini 
przestrzegał tych ostatnich, a przecieŜ po- 
nie osądził, Ŝe powiedzenie audytora nie jest przypadkowe. Przed wstanie polskie było, 
zdaniem wybitnego dyplomaty papieskiego, 
32 33 
kopią powstania w Belgii. Nie wiedząc o tym, Badeni pisał: "Dwór 

background image

Rzymski wysyłając ze swej strony swego pełnomocnika dałby Euro- 
pie nowy i świetny dowód swej sprawiedliwości i wysokich zalet, 
które czci się ogólnie w osobie panującego NajwyŜszego Pasterza, 
ś

wiadczyłoby to bowiem stanowczo, Ŝe nie podlega on uprzedze- 

niom, co do których chciano by z innych względów, by je podzielał. 
Rząd polski sądzi i podpisany podziela zupełnie to przekonanie, Ŝe 
Dwór Rzymski moŜe prędzej niŜ jakikolwiek inny polecić mocar- 
stwom interesy narodu, którego istnienie polityczne przez tyle wie- 
ków było w wybitnym stopniu poŜyteczne dla chrześcijaństwa, i któ- 
rego pogwałcone prawa były źródłem wielkiego zła oraz najgor- 
szym,jakikolwiekprzedstawiałsięzdziwionemu światu,przykładem 
naduŜycia siły. Jako głowa duchowa Kościoła Jezusa Chrystusa, oj- 
ciec św. nie moŜe patrzyć obojętnie na cierpienia kraju zamieszkałe- 
go przez katolików; cierpienia takie, Ŝe tylko religia i najgorętsza 
miłość ojczyzny moŜe je wytrzymać, i zgodzić się raczej na trwanie 
tego cierpienia niŜ na zrzeczenie się praw równie świętych, jak nie- 
przedawnionych. Jako władca doczesny Jego Świątobliwość jest 
zainteresowany łącznie z innymi państwami w przywróceniu poko- 
ju, którego narody jak najbardziej potrzebują, i takiego porządku 
rzeczy, który by przez dane na przyszłość gwarancje przeszkodził 
powrotowi nieustannych i coraz bardziej niebezpiecznych wstrzą- 
sów... Rząd papieski, nie mając w spełnieniu tych Ŝyczeń Ŝadnego 
interesu osobistego, nie mógłby być posądzony o stronniczość, gdy- 
by podniósł swój głos za Polską". Mówił następnie memoriał, Ŝe to 
zjednałoby papieŜowi wdzięczność Polaków, Ŝe wtedy dopiero oka- 
załoby się, czy są oni opanowani przez duchajakobinizmu. Kończąc 
prosił, by sekretarz stanu wyjednał u ojca św. tę interwencję u państw 
pierwszego rzędu na rzecz Polski, bo on sam, Badeni, musi z wielu 
względów Rzym wkrótce opuścić, chciałby zaś móc ponieść do Pol- 
ski to zapewnienie, Ŝejego misja zakończyła się upragnionym powo- 
dzeniem i Ŝe "katolicy tego kraju znajdą zawsze u Stolicy św. opiekę 
i Ŝyczliwe zainteresowanie". 
Jak powoływanie się na precedensy, tak i dalszy ciąg memoriah, 
choć bardzo wzniośle napisany, nie był opracowany zbyt szczęśliwie. 
Właściwie, niezaleŜnie od treści, był on z góry skazany na niepowo- 
dzenie. Memoriał tej treści mógł być przedłoŜony Innocentemu III 
w XIII w., ale nigdy papieŜowi w w. XVIII czy XIX. CóŜ bowiem 
mógł znaczyć w takich sprawach w XIX w., papieŜ jako głowa Ko- 
ś

cioła? Jako władca doczesny zaś miał znaczenie wcale niewielkie 

w ówczesnym świecie politycznym, nawet w państwie austriackim, 
od którego przecie zaleŜał. Istnienie niepodległego państwa polskie- 
go było z pewnością celem, którego realizacji pragnął Watykan, ale 
nic nie mógł zrobić w tej sprawie, zwłaszcza Ŝe powstanie Polski 
zaczęło się na drodze rewolucji, toteŜ obecnie to wszystko, co pisał 
Badeni, musiało być dla Watykanu obojętne; nieobojętny był tylko 
ucisk religijny, ale rząd Królestwa nie miał pod tym względem opinii 
zbyt dodatniej, jak to wskazywano wyŜej, a zresztą w Rzymie nie- 
zbyt wierzono w religijny charakter powstania. Z drugiej strony in- 
teres osobisty, doczesny Stolicy Apostolskiej był, jako się rzekło, 
przeciwny sprawie polskiej. ToteŜ odpowiedź Bernettiego była grze- 

background image

czna wprawdzie i pełna Ŝyczliwych frazesów, ale w zasadzie 
niewyraźna. "MoŜe Pan sobie wyobrazić - pisał Bemetti - jak głę- 
boko przejął się ojciec św. ufnością, zjaką naród polski odnosi się do 
niego w swej obecnej sytuacji, i jak jest zadowolony z tego, Ŝe tak 
droga dlań część wiernych synów kościoła słusznie ocenia znak jego 
najwyŜszego dla niej zainteresowania. Ale, niestety, okoliczności są 
zbyt dalekie od tego, by mu pozwoliły na moŜność spełnienia fun- 
kcji, do której chciano by go pobudzić". Jest to niemoŜliwe, a zresztą 
niektóre państwa pierwszorzędne z własnego impulsu myślą o takim 
kongresie pełnomocników w sprawie polskiej. JeŜeli ich wstawien- 
nictwo nie znajdzie Ŝyczliwego echa w Rosji, to krok papieski i tak 
jest zbędny, trudno zaśha razie przewidzieć, jaki będzie rezultat tych 
rokowań. PapieŜ moŜe Ŝrobić tylko jedno, a mianowicie zaintereso- 
wać tą sprawą jednego z najpotęŜniejszych władców katolickich. 
"Nie wątpię- kończył kardynał-Ŝe Pan wyczuje całą siłę motywów 
tu wyraŜonych i będzie przekonany, iŜ w innych okolicznościach, 
mniej przeciwnych, wnętrzności ojca wiernych byłyby bardziej mi- 
łośnie otwarte dla narodu, który papieŜ zalicza do liczby najbardziej 
zasłuŜonych dla naszej religii św." Owe "okoliczności przeciwne" to 
' była sytuacja państwa kościelnego oraz to, Ŝe powstanie polskie nie 
było dotąd zdecydowanie zwycięskie. 
'       Badeni jednak nalegał, z drugiej zaś strony najbardziej urzędowy, 
        najbliŜszy teatru wojny informator Rzymu, nuncjusz wiedeński, cią- 
        gle jeszcze uwaŜał wynik wojny za niepewny. Watykan widział, Ŝe 
        musi coś zrobić dla sprawy polskiej, Ŝe naleŜy spełnić obietnicę daną 
        Badeniemu. Zwlekano z tym jednak, choć powstańcy walczyli juŜ 
        resztkami sił, a właściwie oczekiwano zapewne - jak w Londynie 
        i ParyŜu - nowych zwycięstw polskich, których jednak juŜ nie było. 
        Wreszcie wykonano obietnice, ale bardzo zręcznie. PapieŜ miał speł- 
34 35 
nić rozpaczliwe błagania wysłańca rządu polskiego, ale tak spełnić, 
aby do niczego to spełnienie obietnicy nie zobowiązywało, nie kom- 
promitowało. Bemetti zwrócił się do rządu wiedeńskiego, ale w inny 
sposób, niŜ o to prosił Badeni. Wyjechał on z Rzymu dopiero przed 
10 sierpnia, pewny - zdaje się - Ŝe Watykan będzie w myśl swej 
obietnicy skłaniał Austńę do interwencji, ale nie bez przeświadczenia 
prawdopodobnie, Ŝe na to juŜ za późno. Istotnie w połowie lipca 
interwencja na rzecz Polski mogłaby mieć jeszcze pozory powodze- 
nia, w sierpniu był na nią nie czas. Dopiero bowiem 9 sierpnia, czyli 
w miesiąc blisko po obietnicy danej Badeniemu, Bernetti przystępo- 
wał do jej realizacji. "Ojciec św. - pisał dyplomata papieski do Spi- 
noli - poinformowany o podjętej juŜ przez Anglię i Francję mediacji 
dla złagodzenia krwawego zatargu między Rosją a Polską znalazł 
w tym dobry sposób uwolnienia się od tego kłopotu", ale nie mógł 
odmówić prośbom Badeniego, by zachęcić Austrię do przyjacielskiej 
interwencji w sprawach, które kosztują tyle krwi i groŜą zdrowiu 
Europy ze względu na szerzącą się cholerę. PapieŜ tym chętniej 
podejmuje się tego zadania, o którego spełnienie go proszono, "ŜejuŜ 
nieraz spełniał owo bardziej drogie swemu sercu tj. pobudzenie bi- 
skupów polskich, by wdraŜali wiernym obowiązki poddania się 

background image

względem prawowitego rządu, choćby ten był innego wyznania. 
W ten sposób zbawienne zachęty będą mogły osiągnąć ten skutek, do 
którego zmierzały Ŝyczenia ojca św.". PapieŜ chce pokoju i dlatego 
nuncjusz winien porozumieć się w tej sprawie z Metternichem, 
przedstawić mu sytuację i Ŝyczenia ojca św. co do religii katolickiej, 
bo papieŜ w związku z tym chce wysłać list do cesarza austńackiego, 
przedtem jednak chce się dowiedzieć, czy polityka austriacka pozwo- 
li cesarzowi wszczynać na ten temat rokowania z Rosją. 
Watykan nie mógł jednak dotrzymać obietnic, jakie dał Badenie- 
mu. Badani prosił o interwencję, która by doprowadziła do zaprze- 
stania wojny polsko-rosyjskiej, ale nie na podstawie poddania się 
Polaków cesarzowi rosyj skiemu. Watykan miał na myśli tylko prośbę 
do cara, zaniesioną przez cesarza austńackiego, aby darował Pola- 
kom przerywając krwawy "zatarg", choć głównie chodziło o to pa- 
pieŜowi, aby car, darowując Polakom ich winy naprawił sytuację 
religii katolickiej w Królestwie Polskim. O prośbie do cesarza aus- 
tńackiego, by starał się o zgodę cara na utrzymanie niepodległości 
Polski, nie było mowy. Ale i to załatwienie sprawy, on bel modo dl 
trarsi d'impaccio, było mocno spóźnione. List z Rzymu do Wiednia 
szedł około czterech dni, gdyby zatem Metternich dał swoją zgodęna 
        wysłanie listu papieskiego do cesarza Franciszka I, to dopiero około 
        20 sierpnia najwcześniej list ten mógłby dotrzeć nad Dunaj, list zaś 
i       cesarza austriackiego do cara trafiłby dopiero pod koniec sierpnia do 
        Petersburga, czyli w dwa miesiące nieomal po złoŜeniu przez Bade- 
!       niego prośby w Watykanie. Ale w drugiej połowie sierpnia sytuacja 
        na froncie polsko-rosyjskim była juŜ zupełnie inna niŜ wtedy, gdy 
        poseł polski składał swę prośbę w Watykanie. Myśl o czyjejkolwiek 
        interwencji na rzecz Polaków była zupełnie nierealna. Rosja była 
        pewna zwycięstwa. Bernetii wiedział o tym zaraz po wysłaniu swego 
        polecenia do Spinoli. "Wszystkie dzienniki - pisał 13 sierpnia do 
        tego ostatniego - zwiastują jako bardzo bliski fakt, który będzie 
        decydujący dla przyszłych losów Królestwa Polskiego". "Mamy juŜ 
        zatem koniec katastrofy polskiej - pisał w dwa tygodnie później - 
        zdaje się, Ŝe nie naleŜy w to dhaŜej wątpić". Nie wątpiono o tym 
        i w Wiedniu, dlatego teŜ tym bardziej Austria nie chciała interwenio- 
        wać w Petersburgu po myśli papieŜa. Metternich oświadczył Spinoli, 
        Ŝe list papieski do cesarza austriackiego uwaŜa za zbędny i Ŝe choć 
j       papieŜ moŜe zrobić, co zechce, poŜyteczniejszy byłby list tegoŜ 
        wprost do cesarza Mikołaja. Kanclerz wiedeński zaofiarował nawet 
        swą pomoc i porozumienie się z ambasadorem rosyjskim w Wiedniu 
        nad ewentualnym brzmieniem tego listu. Watykan jednak uchylił tę 
        propozycję. Spinola odpowiedział Metternichowi, Ŝe w całej tej spra- 
'       wie papieŜ juŜ spełnił swoje, pisząc list do biskupów polskich. 
        Roli obrońcy Polaków przed carem podjęli się, później co prawda, 
        po upadku powstania, ministrowie Francji i Anglii. We wrześniu 
        1831 r. francuski minister spraw zagranicznych Sebastiani polecił 
        wstawić się za Polakami u cara posłowi francuskiemu w Petersburgu 
        Bourgoingowi. W listopadzie tegoŜ roku angielski minister spraw 
I       zagranicznych Palmerston polecił posłowi angielskiemu nad Newą, 
j       lordowi Heytesbury, by w tonie ,jak najbardziej przyjaznym" i z na- 

background image

        leŜnym szacunkiem doradzał carowi łagodne postępowanie w sto- 
        sunku do Polaków i utrzymanie konstytucji z 1815 r. jako gwaranto- 
        wanej przez kongres wiedeński. I jedno, i drugie wstawiennictwo 
        było niezupełnie szczere, raczej przez nacisk izb parlamentarnych 
        i opinii publicznej filopolskiej dyktowane; obydwa spotkały się 
        z milczącą odmową rządu rosyjskiego. W rezultacie był to ładny, acz 
        bezskuteczny gest- i nic więcej. 
36 
ROZDZIAŁ V 

DUCHOWIENSTWO POLSKIE 
I POWSTANIE LISTOPADOWE 
Choć w przeddzień wybuchu powstania stosunek biskupów Pol- 
skich do rządu Królestwa nie był naogół zbyt przychylny, to jednak 
gdy powstanie wybuchło, jeden tylko biskup podlaski Marceli Gut- 
kowski zdecydowanie, a i to nie od razu, usunął się od popierania 
insurekcji. Wezwany do Warszawy, do wzięcia udziału w obradach 
senatu, którego był członkiem, przybyć nie mógł, gdyŜ od dwóch 
miesięcy był chory. "Jestem synem ojczyzny, jej winienem wszy- 
stko" - dodawał jednak, zapewniając, Ŝe w razie wyzdrowienia do 
stolicy niezawodnie pośpieszy. To samo tłumaczenie w miesiąc 
później ponowił, zaznaczając atoli, Ŝe choroba stanęła na przeszko- 
dzie najszczerszym jego chęciom i Ŝe nad przymówkami z tego po- 
wodu wiele cierpi. Tłumaczenie to niezupełnie, zdaje się, było szcze- 
re. Bądź co bądź, starszy od niego, jeszcze sił po długiej chorobie 
pozbawiony, biskup kujawsko-kaliski Józef Koźmian natychmiast na 
pierwsze wezwanie rządu pośpieszył z Kalisza do Warszawy, choć 
zaraz w stolicy zachorował z powrotem. ToteŜ zdaje się, Ŝe choroba 
była dla Gutkowskiego tylko pretekstem dla nieprzyjeŜdŜania do 
Warszawy. 
I później do Warszawy przybyć nie chciał, aktów rewolucyjnych 
swym senatorskim podpisem sankcjonować nie myślał. Odezw, na- 
wołujących do powstania, wydawać klerowi nie pozwalał, karząc 
nawet swych księŜy za ogłaszanie odezw komisji wojewódzkiej. 
Zaraz na początku powstania Rada wojewódzka podlaska skarŜyła 
się na jego postępowanie Radzie NajwyŜszej Narodowej. JuŜ 
22 stycznia 1831 r. ta ostatnia poleciła Komisji Wyznań Religijnych 
i Oświecenia Publicznego dać opinię o tym, czy by nie było stosowne 
wezwać Gutkowskiego do Warszawy. Komisja istotnie wezwała ze 
swej strony biskupa, aby, oddawszy rządy diecezji osobie posiadają- 
cej jego i obywateli zaufanie, udał się na tymczasowypobyt do War- 
szawy. PoniewaŜ Gutkowski był nadal podobno chory, Rada Najwy- 
Ŝ

sza na początku lutego wezwała Komisję W.R. i O.P., aby z powodu 

szkodliwego wpływu i niepatriotycznego postępowania biskupa ad- 
ministracjęjego diecezji powierzono x. biskupowi sufraganowi Le- 
wińskiemu. Zastępca ministra prezydującego w tej komisji, Joachim 
Lelewel, znowu skierował do Gutkowskiego odpowiednie polecenie. 
I to niewiele pomogło, tym bardziej Ŝe diecezja podlaska znalazła się 
w obrębie działań wojsk rosyjskich. Mimo to karano go za upór 
przeciwpowstaniowy. 20 lipca połączone izby Królestwa po dość 

background image

oŜywionej, abiskupowi mocno niechętnej dyskusji, pomimo obrony 
ze strony przewodniczącego w senacie wojewody Kochanowskiego, 
jednomyślnie, a więc i głosami dwóch jego kolegów-biskupów, wy- 
kreśliły go z listy senatorów Królestwa. Poza tym karano go niewy- 
płacaniem mu pensji, czyli środkiem dla Gutkowskiego najboleśniej- 
szym. Tego jednego Gutkowski powstaniu nie daruje i skarŜyć się 
będzie o to później samemu papieŜowi. Motywy niechęci biskupa 
podlaskiego do powstania przedstawić moŜna tylko z pewnym pra- 
wdopodobieństwem. Przyjaciel Wielkiego Księcia Konstantego i je- 
go protegowany, odnoszący się niechętnie do ruchów wolnościo- 
wych i rewolucyjnych, powstaniem listopadowym zaskoczony i nie 
wierzący zapewne w jego powodzenie, natura w wybitnym stopniu 


prosta i bezpośrednia, o kulturze duchowej niezbyt wysokiej był 
bardziej konsekwentny od innych biskupów i szczerzej, z większą 
I odwagą, zwłaszcza Ŝe czuł za plecami niezbyt odległą a przemoŜną 
protekcjębagnetów rosyjskich, wyjawiał swą niechęć do powstania. 
Inni biskupi nie byli równie pod tym względem powściągliwi, 
najmniej zaś biskup płocki Adam Michał PraŜmowski. Człowiek 
starej juŜ daty, pamiętał dobrze czasy Rzeczypospolitej, działał juŜ 
wtedy tak, jak i za Księstwa Warszawskiego. Za czasów Królestwa 
wraz z kolegami stawiał Ŝywy opór projektom utrzymania w duchu 
niekatolickim prawodawstwa małŜeńskiego, choć umiarkowańszy 
był pod tym względem od innych. Człowiek dość duŜego wykształ- 
cenia i ambicji, głowa dość jasna, przekonania czasem dość postępo- 
we, charakter zręczny, ale nieszczery. W Ŝyciu prywatnym podobnoć 
od purytanizmu moralnego, jak na biskupa, daleki, wskutek czego, 
zdaje się, od zarządu diecezją przez Rzym usunięty i koadiutorem 
Pawłowskim zastąpiony. Liberał w miarę potrzeby lub zwolennik 
reakcji, umiał się wywinąć z kaŜdej sytuacji i, podobnie jak o wiele 
38 39 
od niego zdolniejszy i szczęśliwszy Talleyrand, kaŜdemu umiał słu- 
Ŝ

yć rządowi. Gorący zawsze zwolennik szerzenia oświaty i nauki, 

był za czasów Królestwa Kongresowego prawą ręką Nowosilcowa, 
usilnie dąŜył do szerzenia wśród młodzieŜy ducha prawowitości 
i monarchizmu, do tępienia zasad republikańskich i rewolucyjnych. 
A jednak i od wzięcia czynnego udziału w powstaniu listopadowym 
usunąć się nie mógł, był przecie jednym z najwybitniejszych bisku- 
pów, mieszkał w Warszawie, a wielką odwagą się nie odznaczał. 
Sercem jednak do powstania nie przylgnął: zdaje się, za wypadkami 
poszedł bez przekonania i bez wiary w powstanie. Wprawdzie póź- 
niejsze jego, przed rządem rosyjskim składane uniewinnienia z za- 
rzutu udziału w insurekcji moŜna by połoŜyć na karb spóźnionego 
Ŝ

alu i chęci ratowania się, to jednak z drugiej strony nie ma dowodu 

na to, by szczerze przejął się powstaniem. JeŜeli nawet Niemcewicz 
pisał w przeddzień powstania: "bezrozumny tylko zapalczywiec po- 
rwałby się dzisiaj, rozsądny czekać będzie", a zaraz po wybuchu 
osądzał surowo: "dzisiejsza rewolucja nie jest dziełem ludzi do- 
ś

wiadczonych i rozwaŜających, lecz tylko porywczym wybuchem 

background image

gorącej, lecz nierozwaŜnej młodzieŜy", jeŜeli taki mniej więcej po- 
gląd był ogólny w 1830 r. u starszego społeczeństwa polskiego, tak 
Ŝ

e przesadnie wprawdzie, ale ze znaczną dozą słuszności mówił 

Metternich, Ŝe w Polsce wszystko, co przeszło 30 lat Ŝycia widzi 
w rewolucji listopadowej chybiony zamach, a odpowiednio do tego 
nieszczęście - to nie naleŜy przypuszczać, by odmienne było, przy- 
najmniej w skrytości ducha, zdanie tego najbardziej zwykle w kaŜ- 
dym społeczeństwie konserwatywnego czynnika, jakim jest episko- 
pat. PraŜmowski nie mógł myśleć inaczej. Mimo to trochę z obawy, 
trochę z oportunizmu, nie przewidując naleŜycie złych skutków swe- 
go postępowania, wziął Ŝywy udział w robocie powstańczej, choć 
znowu jedno zastrzeŜenie uczynić wypada. Sporo aktów powstań- 
czych PraŜmowski podpisał jako prezydujący w sekcji duchownej 
Komisji Rządowej W.R. i O.P, potem zaśjako prezydujący w samej 
komisji; otóŜ z tego nie wynika, by wszystkie te akty z jego płynęły 
inicjatywy. Raczej było przeciwnie: spełniał co mu. kazano, zbytniej 
gorliwości i inicjatywy nie okazywał, nawet na zebrania senatu, któ- 
rego był członkiem, nie chodził zbyt gorliwie. Gorliwość ta senator- 
ska wzrosła wprawdzie w PraŜmowskim, gdy powstaniu zaczęło się 
powodzić, moŜe i zdrowie lepiej mu wtedy dopisywało, ale juŜ 
w drugiej połowie czerwca bardzo zmalała, oŜywiła się jeszcze 
w drugiej połowie lipca i w sierpniu, we wrześniu ustała zupełnie. 
Jakkolwiek bądź, jego postępowanie mogło być dowodem, Ŝe wziął 
czynny udział w robocie rewolucyjnej. JuŜ 7 XII 1830 r. sekcja du- 
chowna rzymsko-katolicka w Komisji Rządowej W.R. i O.P. wydała 
podpisaną przez niego odezwę do biskupów i duchowieństwa w Kró- 
lestwie Polskim. "Polak wierny swym królom - głosiła - lecz nieule- 
gły naduŜyciom, często, jak nauczają dzieje przodków naszych, brał 
się do oręŜa, aby je prostował". Zachęcała do modlitwy o męstwo dla 
narodu i zachowanie ojczyzny, o odwrócenie klęsk, polecała odpra- 
wienie w kościołach czterdziestogodzinnego naboŜeństwa, zachęca- 
nie ludu do posłuszeństwa wobec władzy krajowej, zbieranie pienię- 
dzy pro necessitatibus regni. Odezwa zbytnim zapałem nie grzeszy- 
ła, zredagowana była ostroŜnie, a nawet -jak sądzono - dwuznacz- 
nie. Manifest powstańczy do Europy z 20 XII 1830 r. o powodach 
powstania PraŜmowski podpisał równieŜ. Ale pewną rozterkę ducho- 
wą musiał przechodzić, gdy przyszło do układania i podpisywania 
manifestu detronizacyjnego z dnia 25 stycznia 1831 r. To był najwię- 
kszy i w skutkach najbardziej tragiczny czyn rewolucyjny PraŜmo- 
wskiego. Streszczając całą działalność rewolucyjną tego biskupa po- 
wiedzieć moŜna, Ŝe była ona zbyt mizerna, aby mu zjednać sławę 
biskupa patrioty, ale zbyt wielka zarazem, by nie ściągnął na siebie 
zarzutu biskupa rewolucjonisty. 
Inni biskupi w Królestwie na ogół postępowali podobnie. Biskup 
chełmski unicki Feliks Szumborski zjawił się zaraz na pierwsze ze- 
branie senatu powstańczego 18 grudnia 1830 r., ale zaraz potem 
wyjechał do swej diecezji. Z powodu potłuczenia się w drodze, 
a później bodaj z rozmysłu, na posiedzeniach senatu bywać przestał. 
Rozporządzeniom powstańczym ulegał, zdaje się, tylko z konieczno- 
ś

ci; człowiek o silnej kulturze polskiej, ale słaby, niezdecydowany, 

background image

ulegający wpływom otoczenia. Ubolewał nad rusyfikacją Polski po 
powstaniu, obawiał się smutnej chwili, Ŝe Królestwo będzie zamie- 
nione w gubernię rosyjską i Ŝe Polacy mogą stracić nawet swoją 
narodowość, ale uwaŜał zarazem, Ŝe winien temu nie cesarz, lecz 
sami Polacy. Znacznie więcej gorliwości okazywałjego łaciński naj- 
bliŜszy sąsiad, poboŜny biskup lubelski Jozafat Marceli Dzięcielski. 
Na posiedzenia senatu uczęszczał stale, moŜe i dlatego, Ŝe stale sie- 
dział w Warszawie, choć sam tłumaczył, Ŝe bawił w niej "dla obrad 
sejmowych". Czynnego jednak udziału nie brał. Akt detronizacji 
podpisał wprawdzie, ale mało-ruchliwyjako pasterz diecezji, niewie- 
le bardziej był czynny jako działacz narodowy. Podobnie postępował 
chorowity biskup augustowski Mikołaj Manugiewicz, który równieŜ 
40 41 
stale bywał w senacie i podpisał akt detronizacji. OŜywił się dopiero 
wówczas, gdy w senacie postawiono projekt powołania do senatu 
biskupów prawosławnych 10 maja 1831 r. W dyskusji nad tą sprawą 
Manugiewicz oświadczył się Ŝwawo przeciwko projektowi. Mało 
gorliwości powstańczej wykazywał biskup sufragan augustowski 
Stanisław Choromański, za co później na członka delegacji do cara 
został wybrany i orderem św. Anny I klasy w związku z tym uhono- 
rowany, a zdobywszy potem zaufanie cara nawet na arcybiskupstwo 
warszawskie w r. 1835 podniesiony. Podobnie mało gorliwości insu- 
rekcyjnej okazywał biskup koadiutor płocki Franciszek Pawłowski. 
O wiele bardziej czynny był biskup kujawsko-kaliski Józef Szczepan 
Koźmian, ale ten zmarł rychło, bo juŜ pod koniec stycznia 1831 r. 
Zaraz na początku grudnia 1830 r. wydał gorącą-na prośbę kaliskie- 
go komitetu obywatelskiego - odezwę powstańczą; nakazując w niej 
kazania, msze, suplikacje w intencji powstania. Duchowieństwo - 
mówił - nie powinno być obce w składaniu ofiar dla ojczyzny, stan 
ich powołania nie powinien przytłumiać ich uczuć patriotycznych; 
kończył zaś odezwę słowami, Ŝe będzie mógł sam o sobie powie- 
dzieć: Nunc dimittis servum tuum Domine secundum verbum tuum in 
pace, quia viderunt otuli mai salutare tuum. Nie omylił się, bo nie 
doczekał upadku powstania ani nagany papieskiej za udział w rewo- 
lucji. Zaraz w 3 dni później zalecał plebanom, komendantom i wika- 
rym, aby głosili ludowi "potrzebę w tej tak waŜnej chwili narodowej 
opłacaniajak najregularniejszego wszelkich podatków, dotąd istnie- 
jących", bo naród dźwiga się własną siłą. Koźmiana godnie zastąpił 
kanonik Wojciech Jasiński, administrator diecezji, wydając 6 i 9 
kwietnia gorące odezwy powstańcze. Nie odznaczał się gorliwością 
powstańczą administrator archidiecezji warszawskiej, X. Adam Pa- 
szkowicz. Za to biskup sufragan lubelski X. Mateusz Maurycy Wo- 
jakowski mocno się rządowi rosyjskiemu naraził przez poświęcenie 
sztandaru powstańczego w Lublinie. Mówiono teŜ, Ŝe pozwolił kle- 
rykom pójść do wojska; korespondował teŜ podobno "nielegalnie" 
z Dzięcielskim. To wszystko wygnaniem do Wiatki okupił. Niedo- 
łęŜny sufragan podlaski Lewiński, niczym się nie mógł wskutek 
obecności Gutkowskiego zaznaczyć. 
Ale wszystkich biskupów przewyŜszył pod względem gorliwości 
Karol Skórkowski. Za czasów Królestwa naleŜał do najzaciętszych, 

background image

najbardziej nieprzejednanych przeciwników obowiązującego w kra- 
ju prawa małŜeńskiego. Gdy w roku 1830 omawiano projekt prawa 
małŜeńskiego, oddający sprawy rozwodowe duchowieństwu, a tylko 
układy majątkowe i zabezpieczenie losu dzieci urzędom cywilnym, 
Skórkowski i Gutkowski oświadczyli, Ŝe prędzej męczennikami zo- 
staną niŜ na to prawo się zgodzą. Człowiek zapalny, skłonny do 
entuzjazmu lub pesymizmu, nierozwaŜny. Do sprawy powstania 
przylgnął najgoręcej, najszczerzej i dla siebie najfatalniej. Jeszcze 
pierwsza jego odezwa biskupia z 10 XII 1830 r., choć nazywa po- 
wstanie chwalebnym, jest dość umiarkowana, aczkolwiek w tonie 
wcale niedwuznaczna. Biskup mówił w niej, Ŝe Polacy powstali 
w celu odzyskania praw swoich, odzyskania wolności oraz świetno- 
ś

ci religii. Ale juŜ w dwa bez mała miesiące później w nowej ode- 

zwie Skórkowski goręcej podniósł sprawę powstania. "Wreszcie, 
gdy z przeciwnej strony miara niesprawiedliwości i gwałtu dopełnio- 
ną została - pisał - olbrzymi głos zmarłej ojczyzny dał się słyszeć 
z grobowej otchłani, a krocie nieodrodnych synów śpieszą pod 
sztandar, przed którym pierzchały niegdyś dzikie hordy najezdni- 
ków". Nawoływał do modlitwy na intencję powstania, do dawania 
dobrego przykładu w słuŜbie dla sprawy narodowej, wzywał kler: 
"abyście zwykłe nauki Wasze stosowali do obecnych wypadków". 
W tych odezwach Skórkowskiego uderza ciekawy ich rys. Oto 
Polacy - jego zdaniem - powstali zarówno dla uzyskania wolności 
ojczyzny, wolności politycznej, jak i wolności religijnej. Ten nieści- 
sły wprawdzie, choć teoretykom ideologii powstańczej nieobcy po- 
gląd będzie później wysuwany dość często na emigracji, po upadku 
powstania. Otrzymawszy wiadomość o detronizacji Mikołaja i wez- 
wanie, by złoŜył przysięgę na wierność ojczyźnie i narodowi, Skór- 
kowski pisał: "Nieodrodny z daru Opatrzności od przodków swoich 
Polak... przenikniony całą wzniosłością powołania mego biskup, nie 
waham się ani na chwilę tak słodkiej sercu mojemu dopełnić powin- 
ności". Zapał biskupa dla powstania wzrastał coraz bardziej. Pod 
wpływem wiadomości o cofnięciu się Moskali i o ich postępowaniu 
Skórkowski wydał 10 kwietnia jedną z najgorętszych swych odezw 
do duchowieństwa i wiernych. Bije z niej zapał ogromny, niechęć, 
a nawet nienawiść do najeźdźców, a przy tym wielkie umiłowanie 
kraju. Wprawdzie później sam biskup będzie dowodził, Ŝe odezwa ta 
nie była szczera, wszakŜe moŜna abstrahować od tego późniejszego, 
przez strach zapewne dyktowanego sądu jej twórcy i powiedzieć, Ŝe 
bardziej gorąco i z większym umiłowaniem sprawy narodowej nie 
przemówił podczas powstania Ŝaden biskup polski. I w tej odezwie 
Skórkowski podkreśla politycŜny i religijny charakter powstania. Pi- 
sze, Ŝe od rządu narodowego doszła go wiadomość o okrucieństwach 
42  43 
nieprzyjaciela, Ŝe Moskale uprowadzają Polaków w głąb Rosji, Ŝe 
ciągną młodzieŜ polską do swego wojska, Ŝe nieprzyjaciel hzpi i pali 
kościoły, Ŝe wiarę ojców nawet "wydrzeć nam po barbarzyńsku" 
usiłuje. Nie są to zwykłe wypadki wojenne - mówi dalej odezwa - 
ale "przewrotna Rosji polityka". Niedawno temu czyjeŜ prawdziwie 
polskie serce nie krajało się na widok upowszechnionej w tym kraju 

background image

pogardy religii lub owej zmartwiałej na nią obojętności, która przez 
rząd zeszły systematycznie po wszystkich stanach rozszerzana by- 
ła...? KtóŜ nie bolał nad pozbawieniem uposaŜenia świątyń pań- 
skich, nad prześladowaniem zakonów i uciskiem shzg ołtarza? "KtóŜ 
nareszcie z boleścią serca nie dostrzegał, jak skrzętnie starano się 
prawowierną od tylu wieków Polskę usposobić do... przyjęcia... 
odszczepieństwa...? Bóg atoli... spojrzałjeszcze okiem miłosierdzia 
na jej niedolę, spojrzał, a w oka mgnieniu rozchwiały się bezboŜne 
nieprzyjaciół jego zamysły. Zaiste rozumu wyrzec by się potrzeba, 
aby nie uznać, Ŝe wszechmocna Jego prawica wspiera sprawę nasze- 
go państwa". Biskup wzywał dalej do "jak najdzielniejszej i najwy- 
trwalszej kraju obrony", bo trzeba wybrać: albo walczyć za wiarę, 
albo patrzyć bez końca na zniewagę religii i niewolę narodu; kto nie 
chce dziś słuŜyć w ojczystych szeregach, będzie musiał wkrótce słu- 
Ŝ

yć w szeregach nieprzyjaciół. "Pomnijcie i na ową Pisma BoŜego 

naukę, Ŝe lepiej jest polec męŜnie w obronie wiary i ojczyzny, aniŜeli 
patrzeć na uciemięŜenia jednej lub drugiej". Bóg błogosławi tym 

którzy "dla chwały Jego i dobra ziemi rodzinnej niosą chętnie swe 
Ŝ

ycie w ofierze", a pomsta boŜa czeka tego, czyje serce na głos religii 

i ojczyzny zakamieniało. Jescze w lipcu 1831 r. w piśmie do komisji 
województwa krakowskiego nazywał postanowienia urzędów rosyj- 
skich niekonstytucyjnymi, despotycznymi, a nawet śmiesznymi; są- 
dził, Ŝe "wraz z obrzydłym Bogu i ludziom rządem upadły", a rząd 
przeszły uwaŜał za bezboŜny. "Cudownie palcem Wszechmocnego 
obalony ten olbrzymi kolos na najpóźniejsze pokolenia pamiętnym 
pozostanie przykładem - sądził biskup -jak Bóg prędzej czy później 
bezboŜność i niesprawiedliwość rządów surowo karze". Słowa te 

o sto lat niemal za wcześnie powiedziane, dowodziły, Ŝe Skórkowski 
wierzył w sprawę powstania niezłomnie, wierzył więcej niŜ inni bis- 
kupi Królestwa, więcej niŜ niejeden działacz powstańczy. Niedługo 
trwać miała jeszcze ta wiara, bo tylko dwa miesiące, a właściwie 
znacznie krócej. PróŜno pocieszał siebie i innych, Ŝe niepowodzenia 
wojenne polskie to tylko karcenie przez Boga niesprawiedliwości 
44 
Polaków. Od września 1831 r. ta jedna tylko - zdaje się - pozostała 
mu pociecha. 
O ile biskupi Królestwa z wyjątkiem Gutkowskiego odnieśli się 
do powstania na ogół niezbyt szczerze, ale na zewnątrz przychylnie, 
Koźmian zaś i Skórkowski nawet gorąco, inaczej zupełnie postąpili 
biskupi na Litwie i Rusi. Nic dziwnego zresztą. Potęga Rosji była tu 
bardziej bezpośrednia i groźna, powstanie - na ogół biorąc - docie- 
rało dość słabo, Ŝywioł polski nie był tak silny, kler i szlachta bardziej 
z rządami rosyjskimi związana. JuŜ w grudniu 1830 r. metropolita 
unicki Jozafat Bułhak podpisywał zredagowany i podsunięty mu 
przez młodego, ale wpływowego X. Siemaszkę list pasterski do kleru 
i wiernych. Twierdził w nim, Ŝe "naród wskrzeszony, urządzony, 
osypany przez Aleksandra i Mikołaja najhojniejszymi łaskami, 
wciągniony dziś w dzieło najczarniejszej niewdzięczności... spla- 

background image

miony podłą zdradą", sądził jednak, Ŝe nie cały naród polski jest 
winny, ale "kilka osób bez czci i wiary". Kończył wezwaniem do 
modlitwy, aby Bóg "odwrócił nauki złe od ulubionej ojczyzny na- 
szej". To ostatnie powiedzenie było ilustracją poglądów Bułhaka. Za 
powstaniem, choćby chciał, oświadczyć się nie mógł. Był jeszcze 
kulturą łacińską i polską przejęty, Polskę-jak widać -uwaŜał za swą 
ojczyznę, ale był zarazem niezdecydowany, chwiejny, oportunista, 
rządowi rosyjskiemu wielce uległy. Zresztą sam juŜ właściwie nie 
rcądził, wyręczał go w tym wychowanek szkół polskich, ale duszą 
juŜ Rosji oddany Siemaszko. On to wpłynął i na prezesa kolegium 
rzymsko-katolickiego w Petersburgu, bojaźliwego i uległego rządo- 
wi biskupa koadiutora Ŝmudzkiego Szymona Michała Giedroycia, by 
ten wydał równieŜ odezwę przeciwpowstańczą. Rzecz ciekawa, o ile 
biskup Skórkowski na przykład czy Koźmian uwaŜają udział w po- 
wstaniu za rzecz zboŜną i chwalebną, o tyle Szymon Giedroyć uwaŜa 
go za sprzeniewierzenie się woli boŜej. Ale czy moŜna się dziwić - 
pisze - gdzie panuje zagnieŜdŜona wolnomyślność i bezboŜność, Ŝe 
tam powstają zgubne zaburzenia i rokosze? Nie mogą przecie szano- 
wać monarchy ci, co się wyxzekają Boga. Biskup ubolewa nad tym, 
Ŝ

e zawiódł się na swych diecezjanach, gdyŜ podnieśli oni haniebny 

rokosz, poszli za przewrotnymi, bezboŜnymi i podłymi oszustami, 
nawołuje zatem do powrotu do domów i zaprzysięŜenia na nowo 
wierności cesarzowi. NiezaleŜnie od odezwy biskup Giedroyć udał 
się z rozkazu cesarza na śmudź, aby łagodzić umysły i skłaniać je do 
wierności rządowi rosyjskiemu. śejednak nie było to zbyt bezpiecz- 
ne, biskup przebywał podczas powstania w obozie wojskowym ro- 
45 
syjskim, przy generale Pahlenie, później zaś zachorował i wyjechał 
na kurację pod Rygę. Spłynęła nań za to później łaska cesarska, 
zdobiącjego pierś krzyŜem św. Anny I stopnia. 
Zupełnie inaczej ustosunkował się do powstania biskup ordyna- 
riusz Ŝmudzki Józef ksiąŜę Giedroyć. Gdy powstańcy zajęli pod ko- 
niec marca 1831 r. Telsze na śmudzi i prosili, zdaje się, biskupa do 
wezwania duchowieństwa, by poparło powstanie, ten znajdując się 
wówczas w swej rezydencji w Olsiadach (paw. telszewski) gorącą 
wydał odezwę powstańczą, przekreślając tym samym wydane ledwie 
parę tygodni temu pasterskie wezwanie swego koadiutora. "Niezgłę- 
biona mądrość Boga - pisał biskup Józef do wiernych - natchnęła 
duchem oŜywiającym naród polski... Naród poprzysiągł ratunek 
i obronę ojczyzny na całej ziemi polskiej". Jako naczelnik i pasterz 
wzywał duchowieństwo, by czyniło to, co z powołania swego czynić 
powinno, by zagrzewało do miłości ojczyzny, do wszystkich zaś 
wołał: "Bóg wskazał chwilę do stargania kajdan, wstawajcie wszyscy 
na głos ojczyzny polskiej". Ale skoro tylko powstaniu na śmudzi 
powodzić się przestało, pod naciskiem rosyjskim, pisał w miesiąc 
później coś zgoła przeciwnego: "najjaśniejszy monarcha, pan nasz 
najmiłościwszyjako ojciec ludu zesłał siły na poskromienie i powró- 
cenie do uległości buntowników". Duchowni winni wzywać lud, by 
porzucił "rokoszu hańbiący oręŜ" i wracał spokojnie do domów. 
W ten sposób wedle opinii biskupa Ŝmudzkiego udział w powstaniu 

background image

był w kwietniu zasługą i obowiązkiem, w maju zaś buntem i to hań- 
biącym. Wprawdzie tylko pierwszy z tych poglądów był wyrazem 
przekonań biskupa, bo drugi na nim, zdaje się, wymuszono, obydwa 
jednak są znamienne w dziejach sądów o powstaniu. Jeden z nich 
znajdzie swój wyraz w encyklice papieskiej Cum primom, drugi 
w ideologii emigracji polistopadowej. Znajdą się, co prawda, w opi- 
nii polskiej i próby pogodzenia tych dwóch przeciwnych sobie są- 
dów, wszakŜe nie owe próby będą triumfowały bezpośrednio po 
r. 1831; dojdą one do głosu dopiero znacznie później. 
Inni biskupi cesarstwa nie tak wyraźnie zaznaczali swe stanowi- 
sko wobec powstania jak Szymon i w maju 1831 r. Józef Giedroyć. 
Innym od nich człowiekiem był ich sąsiad, od kwietnia 1828 r. admi- 
nistrator diecezji wileńskiej i biskup nominat, od r. 1830 biskup su- 
fragan, od r. 1839 biskup ordynariusz wileński Benedykt Kłągiewicz; 
jako administrator diecezji osoba miła rządowi, zawsze wysoce lo- 
jalny, biskup poboŜny, miłosierny i gorliwy, charakter słaby. Ponie- 
'       waŜ ujął się za pobitymi podczas powstania przez kozaków obywa- 
        telami Oszmiany w czerwcu 1831 r., został za to na wygnanie cało- 
        roczne do Jarosławia zesłany. Po powrocie krok swój zdwojoną gor- 
`       liwością państwową wynagrodził. Mohylowską archidiecezją zarzą- 
        dzał osiemdziesięciokilkuletni arcybiskup Kacper Kazimierz Cieci- 
        szowski, człowiek popularny, gorliwy i poboŜny, w spełnianiu roz- 
        kazów z Petersburga ogromnie dokładny, za to teŜ orderami honoro- 
        wany. I on, na rozkaz rządu, potępił powstanie, za co ze strony 
        społeczeństwa polskiego sporo odczuł przykrości. Na starość głuchy 
        i niewidomy, umarł nagle w kwietniu 1831 r. Po nim archidiecezją 
        zarządzał energiczny administrator Jan Chrzciciel Feliks Szczyt, 
'       a w diecezji łuckiej zręczny, chciwy, bojaźliwy, rządowi całkowicie 
        uległy biskup Michał Piwnicki. Od niego Ŝadnych sympatii dla po- 
        wstania spodziewać się nie naleŜało. Nie okazał ich teŜ - zdaje się - 

        biskup kamieniecki Franciszek Borgiasz Machwicz Mackiewicz ani 
        uległy rządowi biskup miński Mateusz Lipski. 
        Gorliwszy pod względem rewolucyjnym był - jak zawsze - kler 
        niŜszy. W Królestwie rząd powstańczy starał się od początku wcią- 
        gać do współpracy ze sprawą insurekcji duchowieństwo. Powstanie 
        zastało szereg biskupów w senacie Królestwa, ale choć zapalało się 
        przez ludzi o poglądach liberalnych i radykalnych, nie było wymie- 
;       rzone przeciwko klerowi, aczkolwiek i sztandaru religijnego począt- 
        kowo nie wywieszało. W ogóle, o ile sądzić wolno, polityka kościel- 
        na rządów powstańczych nie miałajasnej, zdecydowanej linii postę- 
'       powania. UwaŜano Kościół za walny środek pomocniczy w wojnie 
!       z Rosją i w podniesieniu energii narodowej; nie draŜniono kleru na 
        ogół Ŝadnymi środkami, jakie jeszcze niedawno, za czasów Króle- 
        stwa, stosowano, dawne sprawy sporne i zaognione poszły chwilowo 
        w niepamięć, ale za to wymagano wiele ofiar, choć nie dawano nic 
        w zamian. Domagano się od duchowieństwa urządzania modlitw 
        i naboŜeństw na intencję powstania, zalecano kazania pro-insure- 
        kcyjne, co więcej, domagano się ofiary z pensji, wstrzymywano za- 
        pomogi na zrujnowane kościoły lub na instytucje kościelne, Ŝądano 

background image

        składania kosztowności kościelnych i dzwonów na rzecz sprawy 
        narodowej, chciano nawet ograniczyć ilość sum idących do Rzymu 
        na róŜne dyspensy. Duchowieństwo miało zachęcać lud do wstępo- 
        wania w szeregi powstańcze i towarzyszyć tym szeregom. Całkiem 
        jednak wolna od antyklerykalizmu polityka rządów powstańczych 
        nie była. Jeszcze w lipcu i sierpniu 1831 r. na przykład czuwano 
        starannie nad tym, aby niedozwolone za czasów Królestwa zgroma- 
46 47 
dzenia jezuitów i benonitów jako niezgodne - zdaniem ministra - 
"z zasadami porządnej i silnej organizacji kaŜdego państwa, z libe- 
ralną konstytucją i instytucjami, a nawet z świętą nauką Chrystusa 
i czystą moralnością ewangeliczną" nie szerzyły się w kraju. Było to 
echo dawnych, za czasów Księstwa i Królestwa przejawianych na- 
strojów. Za czasów powstania nastroje te nie ujawniły się zbyt wyraź- 
nie, rządy powstańcze stały na stanowisku jednak, iŜ duchowni mają 
obowiązek słuŜyć wszelkimi środkami sprawie narodowej. 
Jak ten obowiązek pojmowało duchowieństwo polskie? Tu przy- 
pomnieć przede wszystkiem naleŜy to, co się rzekło o nastrojach 
biskupów w chwili powstania. Nastroje wśród duchowieństwa, 
zwłaszcza wyŜszego, starszego, zamoŜniejszego, nie mogły być re- 
wolucyjne, tak zresztą, jak w ogóle w społeczeństwie polskim 
w r. 1830. Poza tym zapominać nie naleŜy, Ŝe czynniki, które od 
samego prawie początku powstania sięgnęły po udział w jego kie- 
rownictwie, większego zaufania u duchowieństwa mieć nie mogły. 
Taki na przykład Lelewel czy Niemcewicz znani byli z dość ostrej 
a tak niedawnej walki o prawo małŜeńskie w izbach parlamentar- 
nych Królestwa. Z drugiej strony cesarz stał raczej po stronie ducho- 
wieństwa nie tylko w tej walce, ale i w swym stosunku do Królestwa 
w ogóle. Odnosi się to zwłaszcza do ostatnich lat rządów Aleksan- 
dra I. W dodatku rządy powstańcze z Ŝadnym programem religij- 
nym, jako się rzekło, początkowo przynajmniej, nie wystąpiły. Starsi 
spośród duchowieństwa pamiętać musieli, młodsi zaś słyszeć mogli 
o niezbyt miłych dla kleru scenach warszawskich insurekcji koś- 
ciuszkowskiej. Pobudek religijnych zatem do wzięcia udziału w po- 
wstaniu duchowieństwo Królestwa mieć nie mogło, powstanie cha- 
rakteru religijnego nie miało, takjak nie miało charakteru narodowe- 
go. Narodowym się wszakŜe stawało, skoro znikły moŜliwości wy- 
targowania ustępstw od cesarza, skoro walka stawała się z koniecz- 
ności walką o niepodległość. Stawało się teŜ, ale częściowo tylko, 
religijnym, gdyŜ w przekonaniu większości Polaków juŜ od dawna, 
od czasów jeszcze zwycięstwa katolicyzmu nad protestantyzmem 
w Polsce, polskość łączyła się ściśle z katolicyzmem. To raz, a po 
wtóre kler polski musiał się liczyć zapewne z moŜliwością, Ŝe jeśli 
powstanie upadnie, jeśli Królestwo straci swe stanowisko polityczne, 
to straci na tym i Kościół, który moŜe zejść do roli czynnika nie- 
uprzywilejowanego specjalnie, jaką miał na Litwie i Rusi. Ale skoro 
powstanie tego charakteru częściowo religijnego dopiero nabierało, 
to dziwić się nie naleŜy, Ŝe duchowieństwo Królestwa ustosunkowało 
się do insurekcji dość nierównomiernie. Dość częste były wypadki 
znacznej pod tym względem opieszałości kleru, zdarzały się nawet 

background image

wypadki wrogiego nastawienia. Wielu księŜy, choć nawet zachęcało 
do powstania, to jednak niechętnie ponosiło dla niego ofiary mate- 
rialne; co prawda tak było - zdaje się - i w ogóle ze społeczeństwem, 
wobec czego duchowieństwo nie było pod tym względem czymś 
wyjątkowym. Danina sreber i kosztowności kościelnych na cele na- 
rodowe szła dziwnie opornie, raz po raz rząd ją przypominał i to 
jeszcze w lipcu 1831 r. Komisja wojewódzka mazowiecka skarŜyła 
się na brak współdziałania duchowieństwa w oŜywianiu ducha mie- 
szkańców, podobnie skarŜyła się komisja wojewódzka kaliska; Ŝe 
"większa część księŜy proboszczów... czyli to z niewczesnej obojęt- 
ności, czyli z oziębłości" nie zachęca ludu do niesienia ofiar na rzecz 
powstania. Niektórzy z proboszczów odnosili się do powstania zu- 
pełnie obojętnie albo wprost niechętnie. Ale nikt chyba nie prześcig- 
nął pod tym względem zakonu lazarystów, czyli misjonarzy św. Win- 
centego a Paulo przy kościele św. KrzyŜa w Warszawie. W stolicy 
bardzo wpływowi, zawsze bardzo gorliwi, przez naboŜną księŜnę 
łowicką, Ŝonę wielkiego księcia Konstantego, wielce szanowani 
i protegowani, powstania nie uwaŜali za rzecz zboŜną, toteŜ Ŝołnie- 
rzom listopadowym odmawiali rozgrzeszenia za udział w powstaniu. 
Rzecz się wprawdzie wytoczyła do sądu, nastąpiło śledztwo, kon- 
frontacje, zeznania, ale wszystko uszło im płazem, bo "nie chciano 
przez politykę toczyć wojny z duchowieństwem". Nic dziwnego, Ŝe 
superior lazarystów od św. KrzyŜa, X. Rzymski zjednał sobie później 
pochwalną ocenę, a nawet kandydaturę na arcybiskupstwo warsza- 
wskie - ze strony władz rosyj skich, oraz uznanie ze strony nuncjusza 
wiedeńskiego. 
Na ogół wszakŜe było inaczej. Przesadzała wprawdzie urzędowa 
opinia rosyjska twierdząc, Ŝe udział duchowieństwa w powstaniu był 
ogromny i Ŝe klerowi naleŜy przypisać zjawisko, iŜ nawet ludzie 
z najniŜszych warstw chętnie spełniali najuciąŜliwsze nawet Ŝądania 
powstańcze, prawdy w tym twierdzeniu byłojednak, zdaje się, sporo. 
Gorliwy zwłaszcza udział w powstaniu wziął kler młodszy, zaszczyt- 
nie zaś odznaczyli się zakonnicy. Prawda, Ŝe najgorliwsi z nich, 
pijarzy, byli zakonem najbardziej moŜe wśród zakonów Królestwa 
zeświecczałym, a zatem bardziej na doczesne nastroje społeczeństwa 
wraŜliwym, wszakŜe powody i ich, i innych zakonników gorliwości 
powstańczej innej były, zdaje się, natury. Dotychczasowe rządy za- 
równo Księstwa Warszawskiego jak i Królestwa zakonom były nie- 
48 49 
chętne, nie zawsze Ŝyczliwi byli dla nich biskupi. W r. 1808 usunięto 
z Warszawy benonitów, w r. 1819 arcybiskup Malczewski, przesad- 
nie opierając się na przyzwalającej bulli papieskiej, poznosił cały 
szereg klasztorów. To wszystko musiało budzić niechęć zakonników 
do istniejącego stanu rzeczy i brak przywiązania do tego, co burzyło 
powstanie. Szereg księŜy świeckich i zakonników bierze zatem 
udział w powstaniu jako kapelani wojskowi, wśród nich spotyka się 
nawet młodych księŜy ochotników z Poznańskiego, przybyłych do 
Królestwa bez pozwolenia oczywiście swych biskupów. Ale nie 
mniejsza ilość duchownych wstępowała wprost do szeregów po- 
wstańczychjako Ŝołnierze, przygodnie tylko, z potrzeby, spełniający 

background image

i funkcje duchowne. W tym celu klerycy porzucali seminaria du- 
chowne, zakonnicy, zwłaszcza pijarzy-klasztory, duchowni świeccy 
- parafie. W szeregach byli, zdaje się, na ogół czynnikiem dodatnim. 
O jednym z kapelanów, X. Jakubowskim, wiemy, Ŝe w bitwach szedł 
na czele z krzyŜem w ręku; nie był to zapewne wyjątek. Ale i ci 
duchowni, którzy nie poszli do szeregów, oddawali powstaniu zna- 
czne usługi przez swe kazania patriotyczne w kościołach, przez mo- 
wy do Ŝołnierzy i ludu, czasem przez ofiary pienięŜne na rzecz po- 
wstania. Jeden z proboszczów, X. Florian Łoniewski z Szydłowa 
koło Mławy palił podobno mosty, by Rosjanom utrudniać pochód. 
Pod Warszawą duchowni wraz z resztą ludności sypali okopy, kano- 
nik Mieszkowski przyprowadził w tym celu do stolicy swych para- 
fian. Nie brakło teŜ księŜy, którzy w powstaniu wybitnie rewolucyj- 
ny wzięli udział. Na czoło ich wysuwa się pijar,.X. Aleksander Puła- 
wski. Wygłosił cały szereg mów rewolucyjnych, współredagował 
radykalną "Nową Polskę", 21 stycznia 1831 r. został wiceprezesem 
Towarzystwa Patriotycznego. Wskrzeszając zaś niejako kościuszko- 
wskie tradycje X. Meiera, wziął czynny udział w inscenizacji wypad- 
ków 15 sierpnia 1831 r. w Warszawie, za co chwilowo został uwię- 
ziony. Były kapelan korpusu Dwernickiego, przez tegoŜ za dzielność 
chwalony, potem radykalny pisarz i działacz, poszedł wraz z innymi 
na emigrację. W Anglii w r. 1834 załoŜył wraz z Wątróbką i Krem- 
powickim radykalny klub londyński, był teŜ jednym z twórców To- 
warzystwa Demokratycznego. Głowa gorąca, demagog i trybun lu- 
dowy, ale -jak sądzić wolno - nie karierowicz, człowiek, zdaje się, 
ideowy, szedł prawie zawsze za podnietą swego burzliwego tempe- 
ramentu. ToteŜ wyjątkowa to była postać wśród duchowieństwa. 
Mniejszym juŜ działaczem, choć niemal równie radykalnym, był 
inny pijar, X. Ignacy Szynglarski, kapelan studentów warszawskich, 
jeden z inscenizatorów wypadków sierpniowych, trybun ludowy nie 
pierwszego gatunku. Współredaktorem "Nowej Polski" był teŜ pijar, 
X. Józef Gacki, członek Tow. Patriotycznego i mówca rewolucyjny. 
Odmiennego trochę charakteru był stosunek do powstania księŜy 
na Litwie i Rusi. W przeciwieństwie do Królestwa kler łaciński, za- 
równo świecki jak duchowny, miał tu sytuację o wiele trudniejszą: 
daleki był od tego uprzywilejowanego, bądź co bądź, stanowiska, 
jakie miał kler w Królestwie, o sympatii dla cesarza mowy być nie 
mogło. W r. 1801 cesarz Aleksander I stworzył niezgodne z prawem 
kanonicznym rzymsko-katolickie duchowne kolegium uległe rządo- 
wi. Diecezje były rozległe, biskupami, jLŜ od czasów Siestrzeńcewi- 
cza, zostawali ludzie często wątpliwej wartości, a zawsze powolni 
rządowi, często teŜ biskupstwa po prostu wakowały. Katarzyna II 
zabrała bez zgody papieŜa część dóbr duchownych, za Aleksandra I 
rząd popierał towarzystwa biblijne. O wiele gorsza była sytuacja 
unitów. JuŜ za Katarzyny II zaczynają się gwałtowne nawracania ich 
na prawosławie; mianowany przez carową arcybiskup połocki Hie- 
rakliusz Lisowski "oczyszcza" obrządek unicki, upodabniając go do 
prawosławnego. W r. 1797 Paweł I zakazuje duchowieństwu unic- 
kiemu utrudniać wiernym przechodzenie na prawosławie, Mikołaj I 
zakazuje przyjmowania łacinników do unickiego zakonu bazylia- 

background image

nów, klasztory bazyliańskie zostają poddane uległym rządowi bisku- 
pom, w ogóle zaś rząd kieruje kościołem unickim samowolnie, bez 
zgody papieŜa, okazując coraz wyraźniej, do czego zmierza. ToteŜ 
nic dziwnego, Ŝe wszędzie tam, gdzie powstanie na Litwie i Rusi 
wybuchnąć mogło, duchowieństwo poparło je bardzo gorliwie, 
wbrew nawet odmiennemu stanowisku biskupów. W szeregach dzia- 
łaczy powstańczych znaleźli się tu licznie nie tylko zakonnicy, głów- 
nie pijarzy, i nie tylko księŜa młodzi, jak to było na ogół w Króle- 
stwie, ale i księŜa starsi, proboszczowie i kanonicy, z wieku i urzędu 
sądząc, zdawałoby się, Ŝe mniej rewolucyjni. Dość liczni byli tu 
unici, zwłaszcza bazylianie. Obok wyŜej wskazanych jeden jeszcze 
powód dla wyjaśnienia gorliwości powstańczej tych ostatnich dodać 
naleŜy. Rząd rosyjski uwaŜał ich za główną podporę unii, toteŜ 
wprost i poprzez oddanych sobie biskupów rozpoczął z nimi zaciętą, 
nieubłaganą walkę. Wszystko to musiało wśród nich budzić Ŝywą do 
caratu niechęć. 
Na Litwie i Rusi, zwłaszcza na głęboko religijnej śmudzi, księŜa 
są równieŜ, jak w Królestwie, kapelanami oddziałów powstańczych, 
50 51 
bardzo często znajdują się w szeregach lub na czele szeregów. Pod 
tym ostatnim względem rola duchowieństwa jest, jak sądzić wolno, 
o wiele donioślejsza na Litwie i Rusi niŜ w Królestwie. Słynny póź- 
niej Murawiew-Wieszatiel, podczas powstania gubernator grodzień- 
ski, po upadku powstania prowadzący śledztwo w tej sprawie, miał 
sporo słuszności mówiąc, Ŝe wjego gubernii insurekcjabyła dziełem 
kleru i szlachty. Istotnie, księŜa w wielu miejscach organizowali po- 
wstanie, dowodzili oddziałami zbrojnymi. Tak na przykad w powie- 
cie wilejskim do zapalenia ponownego juŜ powstania przyczynił się 
ogromnie X. Zimnorzecki. W Wilnie jednym z organizatorów po- 
wstania był trynitarz X. Hieronim Wojtkiewicz. W powiecie osz- 
miańskim X. Jasiński w komŜy, ze stułą i krzyŜem, ubrany w kolory 
narodowe jeździł po parafiach i zachęcał do powstania. W powiecie 
dziśnieńskim jednym z organizatorów ruchu zbrojnego był przeor 
karmelitów z Głębokiego X. Władysław Koralkiewicz, w Swięcia- 
nach w skład rewolucyjnego "nądu powiatowego" wszedł X. kano- 
nik Wincenty Zawadzki. Do powiatu lepeckiego w celu organizowa- 
nia tu powstania został z dziśnieńskiego wysłany pijar X. Adam Ta- 
tur. Nawet w powiecie lucyńskim w Inilantach powstańczą wśród 
chłopów agitację prowadzili księŜa Laudański i Kiełpsz. X. Onufry 
Łabuć, kapelan oddziału powstańczego maszerującego 12 IV 1831 r. 
na Święciany, szedł w komŜy i stule, z krzyŜem w ręku i pistoletem, 
przed walką zachęcał do niej powstańców, podczas walki dowodził 
osobiście. Padł przeszyty czterema kulami, juŜ leŜącego Rosjanie 
dobili bagnetami. W miasteczku Wołyńce powiatu drysieńskiego do- 
minikanie wyrabiali kule i naboje dla powstańców. W szeregach po- 
wstańczych lub jako działaczy dla powstania zasłuŜonych spotyka- 
my nawet, jako się rzekło, ldzi na wyŜszych urzędach kościelnych, 
jak na przykład X. Stanisław Czerski, kanonik Ŝmudzki, Jan Dowejn, 
dziekan majędzki i kanonik katedry Ŝmudzkiej, Paweł Genjugn, 
przeor kartuzów z Berezy Kartuskiej, Ignatowicz, gwardian francisz- 

background image

kanów z Szejbakpola, Józef KrzyŜanowski, prałat-scholastyk Ŝmu- 
dzki, Łotak, dziekan z Worniów, Kajetan Milewski, superior misjo- 
nany w Siemiatyczach, Jan Henryk Sierociński, przeor bazylianów 
w Owruczu Romuald Zubowicz, przeor kamedułów w PoŜajsku. 
Ludzie ci, elita duchowieństwa, a wraz z nimi legiony innych orga- 
nizowali powstanie, często walczyli osobiście sami, ponadto zaś 
przez kazania patriotyczne, mowy rewolucyjne powstanie zapalali 
i podtrzymywali. Robili to nieraz z duŜą odwagą; taki na przykład 
kanonik Łomnicki powiedział, podobno, kazanie powstańcze w ka- 
tedne kamienieckiej w sam dzień imienin cesarskich wobec licznych 
unędników rosyjskich. Zwłaszcza na śmudzi księŜa połoŜyli dla 
insurekcji zasługi ogromne. A poecie zapominać nie naleŜy, Ŝe du- 
chowieństwo musiało robić to wszystko przewaŜnie po kryjomu, 
w obawie często natychmiastowych represji, bez nakazu z góry, jak 
często bywało w Królestwie. ToteŜ biorąc nawet pod uwagę to, Ŝe 
niektóre jednostki duchowne na Litwie i śmudzi mogły działać pod 
wpływem gorącego, lubującego się w awanturze i niebezpieczeń- 
stwie temperamentu, zaprzeczyć się jednak nie da, Ŝe duchowień- 
stwo działało tu na ogół pod wpływem pobudek narodowych i reli- 
gijnych, to znaczy, Ŝe powstanie, na śmudzi i Litwie zwłaszcza, 
miałojuŜ w swych początkach charakter patriotyczny i religijny. Re- 
ligia nie była tu pretekstem do insurekcji, lecz jedną z walnych jej 
pnyczyn. 
Za to wszystko miała na kler Królestwa i Litwy przyjść kara bar- 
dzo wielka, bo podwójna. Natychmiast po stłumieniu powstania Ro- 
sjanie powołali komisje śledcze dla wyszukiwania winnych, a więc 
i księŜy. Zaczęły się litanie listów przepraszających, uniewinniają- 
cych lub harde w tajemnicy, często z obawą, oczekiwania. Jeden 
z pierwszych, zaraz po upadku powstania, zaczął się tłumaczyć bis- 
kup PraŜmowski. Zasłaniał się pnymusem ze strony władz pow- 
stańczych, tłumaczył się, Ŝe przed podpisaniem manifestu detroniza- 
cyjnego chciał uciec z sali obrad sejmu, lecz Ŝołnierze wrócili go siłą, 
Ŝ

e przy swym nazwisku dodał na tym akcie dwie litery: b p, co 

oznaczało bardzo przymuszony. SkarŜył się na terror powstańczy, 
obarczał powstanie zarzutami, Ŝe bluźniło religii, pogardzało księŜ- 
mi, kradło majątki kościelne, wynucał powstańcom niewdzięczność 
za dobrodziej siwa od wspaniałego monarchy otrzymane, zaklinał się, 
Ŝ

e tylko mnisi apostaci i księŜa bez wartości poszli za rewolucją. 

Zapewniał, Ŝe wszędzie zanoszono modły do nieba o powrót pano- 
wania cesana i przywrócenie porządku i spokoju, wyraŜał swój Ŝal 
z powodu tego, co się stało bez jego pnecieŜ winy, błagał ze łzami 
o miłosierdzie. Twierdził, Ŝe przymusowy swój udział w powstaniu 
odchorował, Ŝe po cichu sporządził dokument do opublikowania 
w razie śmierci, w którym było wykazane, Ŝe wziął udział w powsta- 
niu pod przymusem. Nie bardzojednak wierzono temu thzmaczeniu. 
Gubernator Warszawy lir. de Witt nie chciał wierzyć, by PraŜmo- 
wskiemu w razie nieprzyłączenia się do powstania groziło niebezpie- 
czeństwo śmierci, aby Polacy mogli targnąć się na jego Ŝycie lub 
choćby tylko czynnie go zniewaŜyć. Inni biskupi równieŜ przesłali 
52 53 

background image

władzom rosyjskim przeproszenia i uniewinnienia, choć nie tak ob- 
szerne i poniŜające. Zaczęło się badanie, wyciąganie aktów bisku- 
pich, dochodzenie udziału księŜy w powstaniu. Spośród biskupów 
najbardziej winni okazali się PraŜmowski, Skórkowski, Dzięcielski 
i Manugiewicz, zupełnie niewinni tylko Gutkowski i Cboromański. 
PraŜmowskiemu nie mogli Rosjanie darować redagowania manife- 
stu detronizacyjnego, ale jego prośby odniosły skutek. Wziął go 
w obronę sam główny dyrektor przewodniczący w Komisji Spraw 
Wewnętrznych, Duchownych i Oświecenia Narodowego, lir. Strogo- 
now, a Ŝe biskup był juŜ człowiekiem starym, diecezją nie rządził, 
skruchę wielką okazywał, darowano mu zatem, podobniejak i osiem- 
dziesięcioletniemu, utrzymywanemu przy Ŝyciu przez lekarzy 
Manugiewiczowi, jak równieŜ i Dzięcielskiemu, który tłumaczył się, 
Ŝ

e odezw powstańczych nie wydawał, a powstaniu nie miał odwagi 

się przeciwstawić. Pozostał nie uniewinniony zatem jeden tylko bi- 
skup krakowski Skórkowski. 
W stosunku do kleru niŜszego zastosowano represje: więzienie, 
usuwanie z posad itp., zamykano, chwilowo przynajmniej, klasztory, 
będące siedliskiem "buntu", groŜono reformą seminariów duchow- 
nych. Surowiej znacznie postępowano na Litwie i Rusi. Tu kleryków 
oddawano "w rekruty", księŜy pozbawiano szlachectwa i równieŜ 
oddawano "w sołdaty" lub zsyłano na Sybir. Władzom świeckim szły 
we wszystkim na rękę władze duchowne, stosując na Ŝądanie pierw- 
szych najstraszniejszą dla duchownego karę - degradację. Nieraz 
powtarzała się zatem scena z Arzhellego: "I przywołał go biskup i wy- 
dał katom w ręce, ale wprzódy zdjął z niego poświęcenie na rynku 
miejskim i wypuścił z rąk pastorał i omdlał". Wprawdzie sam Słowa- 
cki nie wiedział, kto był tym biskupem, przypuszczał, Ŝe mógł to być 
biskup Cieciszowski, wszakŜe omdlenie biskupa uwaŜał za fakt pra- 
wdziwy. Na emigracji jednak mówiono, Ŝe był to biskup wileński 
Kłągiewicz. Istotnie, nie mógł to być zmarły w kwietniu 1831 r. 
Cieciszowski, ale i do Kłągiewicza niezbyt pasuje to opowiadanie 
jeŜeli sądzić, Ŝe omdlał z przejęcia. Degradowanie bowiem w r. 1834 
księŜy za robotę rewolucyjną nie było dla Kłągiewicza czymś nie- 
zwykłym. Degradował przecie X. Skapinowicza, X. Jodzińskiego 
i innych za udział w powstaniu, podobnie postępował biskup miński 
Mateusz Lipski. Nie słychać teŜ, aby którykolwiek z biskupów prze- 
ciwstawił się stosowaniu tej największej kary dla duchownego za 
wykroczenie przede wszystkim polityczne. Prawda, Ŝe udział w po- 
wstaniu był nie tylko wykroczeniem politycznym, ale i grzechem 
zarazem, ale przecieŜ skoro inaczej rozumowali tak gorliwi biskupi 
w Królestwie jak Koźmian lub Skórkowski, to czyŜ Kłągiewicz lub 
Lipski byli bardziej od nich gorliwi, bardziej katoliccy? 
Raczej nie o przekonania religijne tu chodziło, ale o najzwyklejszy 
oportunizm. Nie chciano narazić się swym oporem rządowi, a postę- 
powano tak z tym lŜejszym sumieniem, Ŝe juŜ wiedziano, iŜ Stolica 
Apostolska potępiła powstanie ( 1832 r.), choć nie wiedziano, Ŝe o ka- 
raniu duchownych wileńskich przez rząd rosyjski za udział w po- 
wstaniu Watykan równieŜ wiedział, aczkolwiek przeciw temu bez- 
prawiu nie protestował. Krok Watykanu musiał łagodzić wszelkie 

background image

skrupuły u degradujących, degradowanych zaś mógł pogrąŜać w ot- 
chłań zwątpienia i rozpaczy. Kary duchowne były więc owym dru- 
gim: "biada zwycięŜonym". 
54 
ROZDZIAŁ VI 
ENCYKLIKA CUM PRIMUM 
Z 1832 ROKU 
Po stłumieniu powstania listopadowego rząd rosyjski zainicjował 
w Królestwie oraz na Litwie i Rusi surową reakcję. W Królestwie 
przeprowadzał ją dyktator rosyjski, głównodowodzący armią, od 
kwietnia 1832 r. namiestnik Królestwa Polskiego Jan Paskiewicz, 
nazwany księciem warszawskim. Zaczęły się procesy, więzienia, 
konfiskaty, wywoŜenia dzieci polskich osieroconych przez wojnę do 
Rosji. O utrzymaniu dawnych, wiedeńskich zobowiązań względem 
Królestwa nie było mowy. Zapowiedzią zmiany było juŜ 17 IX 1831 
r. ustanowienie rządu tymczasowego Królestwa Polskiego z tajnym 
radcą Engelem teoretycznie, a Paskiewiczem faktycznie na czele. 
Kler zaleŜał faktycznie w tym rządzie od kierownika wydziału spraw 
wewnętrznych generała-majora lir. Strogonowa, człowieka zresztą 
dość rozumnego i umiarkowanego. Wreszcie 24 II 1832 r. cesarz 
ogłosił statut organiczny dla Królestwa Polskiego. Królestwo przy- 
łączono na zawsze do cesarstwajakojego część nierozdzielną, kaso- 
wano oddzielną koronację cara na króla polskiego, gwarantowano 
wolność wyznania, obiecywano, Ŝe "religia rzymsko-katolicka... bę- 
dzie zawsze szczególnym przedmiotem opieki i protekcji rządu" (ort. 
5), fundusze duchowieństwa uznawano za jego własność nietykalną 
(ort. 6), cenzura miała m.in. czuwać nad zapewnieniem winnego 
uszanowania religii (ort. 13), sprawy administracji duchownej miały 
być w kontakcie z komisją spraw wewnętrznych i interesów du- 
chownych oraz oświecenia narodowego (ort. 35). Statut ten był prze- 
kreśleniem tego, co przyznał Królestwu kongres wiedeński, toteŜ 
opinia polska na emigracji Ŝywo przeciwko niemu protestowała, 
choć Polacy z Królestwa musieli zań dziękować cesarzowi. Dzię- 
kczynną delegację mianował po prostu gubernator wojenny warsza- 
wski lir. de Witt, na czelejej stanęli ks. Radziwiłł i biskup Choromań- 
ski. Austria i Prusy odniosły się do atutu przychylnie, na konkuren- 
cyjne przecieŜ dla siebie swobodyPolaków w Królestwie patrzyły 
niechętnym okiem. Metternicha jezcze przed ogłoszeniem statutu 
raziło to tylko, Ŝe cesarz Mikołaj uądzał się w Królestwie sam, bez 
pytania się o radę, bez dziękowaniaza pomoc. Anglia i Francja były 
właściwie obojętne, choć ze wzglĘiu na opinię publiczną protesto- 
wały. 
Watykan zachował się wyczekuco, ale poniewaŜ przegrana po- 
wstania była dlań raczej wypadkien Pomyślnym, z drugiej zaś strony 
car obiecywał opiekę Kościołowikatolickiemu, statut musiał być 
przyjęty w Rzymie dość Ŝyczliwi Niepokoiła Watykan tylko fala 
emigrantów polskich. Po upadku wstania kwiat młodzieŜy pol- 
skiej, oficerów, szeregowców i inteigencji wyszedł za granicę kraju, 
rozsypał się po Niemczech, Anglii, ile głównie Francji. Część chciała 
się udać do Włoch, m.in. do państw kościelnego. Z tej strony spotkał 

background image

ich zawód. Wprawdzie juŜ poseł srdyński w Wiedniu domagał się 
od Metternicha, aby Polaków emirantów w ogóle nie wpuszczano 
do Włoch i Szwajcarii, bo zwiększliby tu liczbę sił wrogich prawo- 
witym rządom, ale Metternich nieukrywał trudności w przeprowa- 
dzeniu tego systemu postępowania i ostatecznie nie dał odpowiedzi 
decydującej. Nuncjusz Spinola jecn zastosował system niedawa- 
nia paszportów ani wiz do państw kościelnego Polakom lub cudzo- 
ziemcom, skompromitowanym pdczas powstania listopadowego. 
Zgadzał się wizować tylko paszpoty wydawane przez rząd rosyjski. 
Bernetti całkowicie zaaprobował tr Postępowanie nuncjusza. Ale tak 
jasne, nawet w stosunku do postęwla Austrii i Prus dość ostre, 
a przy tym całkiem dobrowolne utosunkowanie się Watykanu wo- 
bec pokonanego powstania nie mialo wcale uwolnić Stolicy Apostol- 
skiej od obowiązku wypowiedzenia sięjeszczejaśniejszego, bardziej 
bezpośredniego, a w dodatku częśiowo poniewolnego. 
Po upadku powstania Paskiewcz szczególną uwagę zwrócił na 
sprawy kościelne, a jak wszędzie, t i tu połoŜył na nie swą twardą 
rękę. Kler w Królestwie miał ogromne znaczenie, on jeden stanowił 
silną i zwartą organizację, był teŜ zarazem - po r. 1831 - najsilniej- 
szym odłamem inteligencji. Z drugiej strony kler ten wziął dość Ŝy- 
wy udział w powstaniu. NaleŜało go zatem ukarać, toteŜ robiono to 
usilnie, ale chodzić musiało i o tc by go silniej związać z panowa- 
niem rosyjskim, bo przez to łatweJ moŜna było wpływać na masy 
ludności. W tym celu trzeba było uŜyć za narzędzie Stolicę Apostol- 
56 
skąjako głowę duchową katolików. Brewe lutowe z 1831 r. było zbyt 
słabe i nie myślano wcale o tym, by je teraz reprodukować; trzeba 
było mocniejszego uderzenia w duchowieństwo. Inicjatywa do tego 
wyszła, zdaje się, od X. Pawła Straszyńskiego, który swego czasu 
odmówił śmiało przysięgi rządowi powstańczemu, teraz zaś doradzał 
rządowi starania u Stolicy Apostolskiej o surowe kleru polskiego 
napomnienie. Nawet niezaleŜnie od tego myślał o tym zapewne Pa- 
skiewicz, który przedłoŜył w tym celu cesarzowi specjalny memo- 
riał. Mikołaj I zgodził się na to bardzo chętnie, wicekanclerz lir. 
Nesselrode wydał 4 marca odpowiednie polecenie posłowi rosyj skie- 
mu w Rzymie Gagarinowi. 
Zredagowane było bardzo zręcznie, polecało zachęcenie papieŜa 
do wzięcia udziału w zwalczaniu groŜących porządkowi społeczne- 
mu, politycznemu i religijnemu Europy haseł rewolucyjnych. PapieŜ 
jako głowa Kościoła, dowodził wicekanclerz, winien pragnąć swo- 
body kultu katolickiego i wolności kleru oraz popierania kleru przez 
rząd. OtóŜ dobrobyt Kościoła w Polsce zaleŜy od sytuacji w kraju 
i od zachowania się kleru. Gdyby w Polsce powtórzyły się rozruchy 
i gdyby kler wziął w nich tak jak przedtem udział, rząd musiałby 
w stosunku do niego znowu zastosować represje, a na tym ucierpia- 
łaby wolność Kościoła, tym bardziej, Ŝe rewolucja ma wyraźny cha- 
rakter ateistyczny. Triumf rewolucji w Polsce zadecydowałby nie- 
wątpliwie o losie całej Europy. Ogień rewolucyjny ogarnąłby pro- 
wincje polskie Prus i Austrii, potem Węgry i całą Italię. PapieŜ musi 
być zatem tą sprawą zainteresowany, zwłaszcza Ŝe nadzieje rewo- 

background image

lucjonistów wcale nie zostały zniszczone, ponawiają oni swe przed- 
sięwzięcia zarówno w Polsce jak i       w Italii. PoniewaŜ brewe 
z 18 II 1831 r. było słabe i dwuznaczne, rząd rosyjski prosi o krok 
papieŜa bardziej stanowczy w tej sprawie. I wreszcie na końcu pole- 
cenia Nesselrode dodawał przezornie: "Cesarz tym bardziej nie waha 
się domagać poparcia u papieŜa, Ŝe niezaleŜnie od waŜniejszych 
racyji, z których wynika to jako obowiązek głowy Kościoła katolic- 
kiego, jest przekonany o gotowości ojca św. do dania przy tej okazji 
ś

wiadectwa wdzięczności za starania, jakie gabinet cesarski w łącz- 

ności z gabinetem wiedeńskim rozwinął ostatnio we Włoszech na 
rzecz interesów papieŜa". Nesselrode zatem bardzo zręcznie podsu- 
wał papieŜowi myśl, Ŝe potępienie powstania polskiego moŜe wpły- 
nąć dodatnio na stosunki w państwie kościelnym, a po wtóre doma- 
gał się od papieŜa wdzięczności za dotychczasowe popieranie polity- 
ki papieskiej w tymŜe państwie. To ostatnie kryło w sobie i groźbę      , 
58 
dla Watykanu. W razie odmowy papieŜa, rząd rosyjski mógłby za- 
przestać popierania Austrii na terenie włoskim, co nie mogło być dla 
papieŜa w świetle tego, co podnoszono wyŜej, zjawiskiem obojęt- 
nym. Mimo wszystko, rząd rosyjski nie był jednak zupełnie pewny 
skutku swego Ŝądania w Watykanie, skoro jednocześnie zwrócił się 
do rządu austriackiego z prośbą o poparcie w Rzymie. Mettemich 
i dlatego, Ŝe chodziło tu w ogóle o walkę z rewolucją, i dlatego, Ŝe 
w ten sposób podnosiło siępolityczne znaczenie Austrii wobec Rosji, 
chętnie swego poparcia udzielił. Jego zdaniem krok papieski w spra- 
wie polskiej miałby znaczenie ogólne bardzo waŜne. 
JuŜ mniejsza o to, Ŝe rząd rosyjski "szczerze i mocno" popierał 
sprawę władzy świeckiej papieŜa, choć i o tym kanclerz wiedeński 
nie zapomniał przezornie wspomnieć swemu posłowi w Rzymie, ale 
sprawą zasadniczą był stosunek papieŜa do haseł rewolucyjnych; 
chodziło przecieŜ o ogólny porządek społeczny, o walkę z rewolucją, 
która walczy z ołtarzem i tronem, propaguje niedowiarstwo i ateizm. 
Kler polski, biorąc udział w powstaniu, działał pod wpływem teorii 
Lamennais'go; wpływ ten wcalejeszcze dotąd wśród kleru polskiego 
nie wygasł. OtóŜ papieŜ w interesie ogólnym musi zająć w tej spra- 
wie stanowisko i to w sposób, o jaki prosi rząd rosyjski. Trzeba 
przyznać, Ŝe istotnie Metternich uwaŜał rezolucję papieską w stosun- 
ku do prośby rosyjskiej za sprawę ogólniejszej natury. Kraje austriac- 
kie, zwłaszcza kraje najmniej odporne na wpływy rewolucyjne, tj. 
Galicja i Lombardia, a zresztą i kraje włoskie bezpośrednio od 
Austrii nie zaleŜne, były zamieszkałe przede wszystkim przez kato- 
lików. Antyrewolucyjna decyzja papieska mogła mieć zatem znacze- 
nie zasadnicze właśnie dla tych ostatnich. Zaraz następnego dnia po 
napisaniu do Lutzowa instrukcji, polecającej mu poparcie nad Tyb- 
rem kroku rosyjskiego, Metternich kreślił nową instrukcję, dorzuca- 
jącąjeszcze więcej argumentów, które by mogły wpłynąć na decyzję 
papieŜa. Podnosił w niej znowu, jak mu osobiście na tej decyzji 
papieskiej zaleŜy. Dowodził, Ŝe cesarz rosyjski musiał stłumić pow- 
stanie polskie, bo przecieŜ zwycięska Polska cofnęłaby Rosję w ste- 
py azjatyckie. Kler polski musi być lojalny wobec cesarza rosyjskie- 

background image

go, gdyŜ w przeciwnym razie cesarz ten będzie popierał w Polsce 
schizmę. Nie miesza on co prawda interesu państwa z interesem 
schizmy greckiej, ale właśnie dlatego trzeba, by papieŜ poparł rację 
monarchy rosyjskiego, bo w ten sposób oddałby zarazem przysługę 
Kościołowi olickiemu. Zresztą prośba rosyjska to dobra nauczka 
dla same u rosyjs 'ego, naleŜy z tej okazji skorzystać. Lutzow 
 'ego, naleŜy z tej okazji skorzystać. Lutzow 
 
 
spełnił natychmiiast polecenie kanclerza wiedeńskiego, interweniując 
zarówno u papie:Ŝajak i kardynała Bernettiego. Grzegorz XVI zgo- 
dził się od razu na prośbę rosyjską, jakkolwiek Gagarin z powodu 
choroby jeszcze mu jej nie przedłoŜył, dziwił się tylko, Ŝe brewe 
z 15 II 1831 nie' odniosło skutku, i skarŜył, Ŝe nie moŜe naleŜycie 
oddziaływać na lkler polski z winy samego rządu rosyjskiego. 
Tymczasem lWletternich słał nową instrukcję Lutzowowi. Zdaniem 
kanclerza, cesar rosyjski, zwracając się do papieŜa w sprawie pacy- 
fikacji swego pzństwa, oddaje tym samym hołd potędze religijnej 
głowy Kościoła lkatolickiego. Antykatolicka polityka Rosji zbankru- 
towała. NaleŜy atem z tego skorzystać. PapieŜ, spełniając Ŝyczenie 
rosyjskie, da odczuć tym samym rządowi schizmatyckiemu siłę i do- 
brodziejstwo cemtrum jedności Kościoła - to raz, a po wtóre moŜe 
w zamian za to poro uzyskać od tego rządu. Nie zapomniał jednak 
Metternich przypomnieć posłowi austriackiemu i tego, Ŝe równieŜ 
dla Austrii przywrócenie spokoju w kraju z nią sąsiadującym ma 
znaczenie ogronnne. Kanclerz wiedeński wiedział dobrze, Ŝe ten 
ostatni argument:jest szczególnie waŜki dla Watykanu ze względu na 
znaczenie Austri i nad Tybrem, tym chętniej zatem wysuwał go teraz. 
Nie mylił się wcale, dla papieŜa był to istotnie argument bardzo 
waŜny. Chodziło juŜ tylko o to, by w zamian za ushachanie prośby 
rosyjskiej uzysk:ać coś dla Kościoła, tym bardziej, Ŝe stan tegoŜ 
w państwie rosyjskim nie przedstawiał się według informacji waty- 
kańskich pomyślnie. Lutzow obiecywał chętnie papieŜowi pomoc 
w tej sprawie, działając zresztą w myśl wskazówek Metternicha, któ- 
ry był pewien - daje się- Ŝe istotnie rząd rosyjski zmieni teraz swą 
politykę w stosunku do Kościoła. Pewność ta była co prawda trochę 
ryzykowna, wszakŜe kanclerz parł Watykan do zgody na prośbę ro- 
syj ską, wiedząc dobrze, Ŝe to podnosi jeszcze bardziej jego znaczenie 
nad Tybrem, ale i zarazem w Petersburgu, któremu tak bardzo oka- 
zywał się potrzełny, co w wysokim stopniu mogło się przyczynić do 
zacierania tak niedawnych jeszcze austro-rosyjskich dysonansów. 
Skwapliwie zatetn informował o swej pomocy rząd rosyjski. Istotnie 
sprawa polska pi'zyczyniła się teraz, nie po raz pierwszy zresztą ani 
ostatni, do zadzicgnięcia przyjaźni austro-rosyjskiej. Rząd rosyjski 
wyraŜał swą wdięczność Austrii za poparcie w Rzymie, obiecywał 
dostarczyć 200 tysięcy wojska do dyspozycji św. Przymierza, co 
oczywiście nie tyle dla Rosji, ile dla Austrii mogło mieć powaŜne 
znaczenie, zapewniał, Ŝe rosyjskie misje dyplomatyczne otrzymały 
instrukcje zgodne w Ŝyczeniami Metternicha, zgadzał się na popiera- 
        nie Austrii w Niemczech, we Włoszech i Szwajcarii. Było to co pra- 

background image

        wda raczej wyliczenie swych zasług w stosunku do Austrii, niŜ obiet- 
        nica, gdyŜ rząd rosyjski i tak tego rodzaju politykę uprawiał głównie 
        ze względu na własny stosunek do rewolucji, który z konieczności 
        rzeczy łączył się z austriacką antyrewolucyjną polityką; dowodzi to 
        wszakŜe, jak wielką wagę przykładano w Petersburgu do uzyskania 
        przeciwpowstańczego kroku papieŜa. 
        12 kwietnia o ten krok papieski poprosił Bernettiego poseł rosyjski 
        w Rzymie Gagarin, wręczając zarazem dyplomacie papieskiemu ko- 
        pię statutu organicznegojako dowód dobrej woli cesarza rosyjskiego 
        w stosunku do Kościoła, wkrótce zaś potem przedłoŜył mu obszerną 
        notę, domagającą się potępienia powstania listopadowego. Zredago- 
        wana prawdopodobnie w porozumieniu z Lutzowem, uderzała ona 
        w najczulsze struny polityki watykańskiej, wykazywała świetną jej 
        znajomość. Powstanie polskie - mówiła - mogłoby się stać bardzo 
        groźne dla pokoju Europy, gdyby zwycięŜyło. Upadło wprawdzie, 
j       ale zarodki rewolucji w Polsce pozostały. Trzeba je zatem sthzmić 
        przede wszystkim przez moralny wpływ religii. Duchowieństwo pol- 
        skie wzięło bardzo czynny udział w powstaniu, dlatego teŜ poseł 
        prosił "aby Jego Świątobliwość uŜył głosu swej powagi duchownej, 
        by skłonić kler polski do Ŝalu za tak występne i opłakane błędy i by 
        mu powiedzieć energicznie, Ŝe naprawić je moŜe tylko przez całko- 
        wite poddanie się prawom, przez szczere współdziałanie z tym, co 
        moŜe zagwarantować na zawsze najbardziej szczere i rzeczowe po- 
        słuszeństwo prawowitemu porządkowi". Broniąc tronu, ojciec św. 
        będzie teŜ bronił i religii oraz porządku społecznego. Rzecz ciekawa, 
        Gagarin prosił, by papieŜ powiedział duchowieństwu, Ŝe zrobiło źle, 
        biorąc udział w powstaniu, oraz by energicznie wezwał kler do po- 
        słuszeństwa prawowitej władzy cesarza rosyjskiego. O potępienie 
        samych powstańcówjako takich, Gagarin nie prosił. 
        Co jednak wiedział Watykan o udziale kleru polskiego w powsta- 
        niu? śe biskupi PraŜmowski i Skórkowski zaangaŜowali się czynnie 
        w insurekcji - o tym wiedziano; Ŝe zrobili tak i niektórzy duchowni, 
        tajnym nie było równieŜ, ale nie sądzono, by tak postąpił ogół kleru. 
        Nuncjusz Spinola starannie badał tę sprawę, prowadził na ten temat 
        korespondencję, rozmawiał z róŜnymi ludźmi i streszczał to wszy- 
        stko Bernettiemu, Ŝe "partia buntowników i liberałów" tylko dla 
        uwiedzenia ludu rozgłaszała, Ŝe duchowieństwo jest z nimi. Faktycz- 
        nie - według jego zdania - tylko garstka kleru poszła za powstaniem, 
60 , , 61 
"ale moŜna powiedzieć, Ŝe ogół duchowieństwa pozostał obojętny, 
a duchowni znani ze swej uczciwości okazali się nawet przeciwni 
buntowi", jak na przykład biskup podlaski lub misjonarze warszaw- 
scy z X. Rzymskim na czele. 
Bardzo wątpliwe, by Watykan nie wierzył tej relacji swego posła 
i by miał inne wiadomości, dementujące dane Spinoli, nie naleŜy teŜ 
- zdaje się - sądzić, by bardziej wierzył Gagarinowi, bo ten nie 
cytował dowodów, a był przecie stroną zainteresowaną. Co więcej, 
w Rzymie posiadano wiadomości, które wskazywałyby na to, Ŝe 
powstańcy mieli słuszność, gdy dowodzili, Ŝe powstali i w obronie 
religii. Chodziło o postępowanie rządu rosyjskiego w stosunku do 

background image

Kościoła katolickiego. Sam papieŜ skarŜył się przed posłem austriac- 
kim, Ŝe rząd rosyjski utrudniał stosunki Stolicy Apostolskiej z bisku- 
pami polskimi, Ŝe przeprowadzał "gwałtowną i okrutną" separację 
między katolikami w Polsce a ich najwyŜszym pasterzem. To samo 
podnosił swego czasu Badeni. W Watykanie wiedziano dobrze 
o tym, jakich to biskupów mianował rząd rosyjski na Litwie i Rusi. 
Biskup sufragan miński Lipski, był - zdaniem Spinoli - ignorantem, 
chciwcem, bezboŜnikiem, intrygantem, zdolnym do poświęcenia 
wszystkiego na rozkaz rządu, biskup Ŝmudzki Giedroyć - według 
tejŜe opinii - to równieŜ ignorant, zawsze skłonny do ustępstw. Spi- 
nola był zdania, Ŝe nie wiadomo, czy go w ogóle moŜna nazwać 
pasterzem. Wiedziano, Ŝe w przyjmowaniu do seminariów duchow- 
nych rząd rosyjski robi trudności, Ŝe unią rządzi właściwie krypto- 
schizmatyk Siemaszko, Ŝe unitów zmuszano do przejścia na schi- 
zmę. To ostatnie równieŜ wysuwał Badeni. Wiedziano, Ŝe i w Króle- 
stwie tenŜe rząd chce mianować wcale nie świetnych pasterzy. Wie- 
dziano, Ŝe wbrew prawu kanonicznemu, bo bez sądu duchownego, 
car skazał szereg księŜy za udział w powstaniu na prostych Ŝołnierzy. 
Rząd rosyjski nie stawał zatem w Watykanie ze swym j'accuse jako 
niewinny baranek. Z drugiej strony za powstaniem poszli wprawdzie 
duchowni o nie świetnej opinii jak na przykład PraŜmowski, ale 
poszedł teŜ i biskup Skórkowski, ten zaś - według Spinoli - był ,jak 
najlepszym biskupem ze względu na swą naukę, gorliwość i poboŜ- 
ność". W dodatku nie brak było i na zachodzie głosów, Ŝe Polacy 
walczyli nie tylko w obronie ojczyzny, ale i wiary. To samo mówił 
w swych odezwach Skórkowski. 
Watykan jednak nie podzielał tego ostatniego poglądu, był za to 
przekonany, Ŝe tylko część księŜy i to co gorszych wzięła udział 
62 
w powstaniu. Zdawało się zatem, Ŝe Gagarin spotka się z odpowie- 
dzią przeczącą ze strony Benettiego. Stało sięjednak inaczej. PapieŜ 
od razu, bez wahania, zgodził się na prośbę rządu rosyjskiego. 
Względy polityczne, tzn. wpływ austriacki i rosyjski w Watykanie 
odegrały tu pierwszorzędną rolę- to prawda, ale chcąc wytłumaczyć 
przyczynę tak szybkiej decyzji papieŜa, przypomnieć naleŜy i to, Ŝe 
do potępienia powstania skłaniała Rzym i jego własna, a dawna juŜ 
ideologia. Następca Piusa VI i Leona XII inaczej postąpić nie mógł. 
Czy zaś powstanie polskie róŜniło się od innych, w to nie wchodzono. 
Fakt, Ŝe jednak niektórzy duchowni polscy wzięli udział w rewolucji 
listopadowej, tym bardziej skłaniał Watykan do potępienia tej ostat- 
niej. Metternich bardzo zręcznie podnosił, Ŝe polscy księŜa rewolu- 
cjoniści działali pod wpływem teorii Lamennais'go. Powstanie pol- 
skie byłoby zatem zastosowaniem tej teorii w Ŝyciu. Właśnie wów- 
czas zastanawiano się nad nią w Watykanie. W listopadzie 1831 r. 
redaktorzy pisma paryskiego "Avenir", dwaj księŜa Lamennais i La- 
cordaire oraz lir. Montalembert, Ŝegnali się ze swymi czytelnikami 
i zapowiadali podróŜ swą do Rzymu, gdzie chcieli usłyszeć głos ojca 
ś

w. o swych poglądach polityczna-społecznych. Wódz ich X. Lamen- 

nais dąŜył do odrodzenia katolicyzmu we Francji i w ogóle w Euro- 
pie, do postawienia go na nowej podstawie, chciał, by Kościół po- 

background image

szedł ręka w rękę z ruchami wolnościowemi i demokratycznymi, 
zwalczał więc unię Kościoła z ancien-regime'em, godził w hasło: 
ołtarz i tron, tworzył prasę katolicką, niezaleŜną pod względem poli- 
tycznym. Ostatnio, przed wybuchem powstania listopadowego, po- 
glądy swe wypowiadałjasno i głośno w istniejącym od października 
1830 r. swym piśmie "Avenir". Sympatyzował w nim z rewolucją, 
wzywał Kościół do wyzwolenia się z cięŜkiej i kosztownej opieki 
rządów, domagał się wolnej szkoły, głosił zasadę wolności ludów, 
propagował rozdział Kościoła i państwa. Powstanie polskie witał 
z radością, uwaŜał, Ŝe naród polski ma prawo do wolności, a zatem 
jego powstanie z kościelnego punktu widzeniajest uprawnione, sze- 
rzył pogląd, Ŝe Polacy walczą za wolność i religię, słowem uczynił 
ze swego pisma "urzędowy dziennik powstania polskiego". 
Przeciw tym hasłom zbyt skrajnym, niemoŜliwym do przyjęcia 
przez Kościół, wystąpiła silna opozycja; zwalczali je najostrzej gal- 
likańscy i legitymistyczni biskupi, konserwatywny a w Watykanie 
wpływowy nuncjusz paryski Lambruschini i jezuici. Jadąc po apro- 
' betę swej ideologii do Rzymu, Lamennais popełnił cięŜki błąd, tym 
bardziej, Ŝe w Watykanie, który wobec tego musiał zająć stanowisko 
63 
w stosunku do "pielgrzymów Boga i wolności", siłą rzeczy krysta- 
lizowała się dawna Piusa VI i Leona XII taktyka polityczna-społecz- 
na. Wprawdzie wielki wódz liberalizmu katolickiego i pod wzglę- 
dem filozoficznym odbiegał od dotychczasowej, tradycją i zalece- 
niami papieskimi uświęconej, scholastyki - ale nie o to chodziło 
głównie Stolicy Apostolskiej. Chodziło o to, czy nowy papieŜ zerwie 
z dawną, ale zarazem bardzo jeszcze świeŜą, bo przez poprzednika 
dopiero co przedłuŜoną linią polityki czy poglądów w stosunku do 
nowych haseł, w stosunku do wielkiego ruchu liberalnego. Opinia 
niektórych czynników katolickich była przeciwna Lamennais'mu, 
ale obok tego okolicznością zgoła w jego sprawie nie najmniej waŜ- 
ną, a radykalnie bodaj ją przekreślającą, była kwestia państwa ko- 
ś

cielnego. Przybywając do Rzymu, Lamennais trafiał na okoliczno- 

ś

ci najfatalniejsze. W legacjach wrzało, dyplomacja papieska miała 

oczy utkwione w jednego tylko zbawcę - Metternicha. Ten zaś był 
zdecydowanie przeciwny redaktorom "Avenir". Za młodu racjonali- 
sta, później jako polityk ceniący tylko stronę moralną religii, daleki 
od wszelkiego romantyzmu, Metternich uwaŜał zawsze Kościół za 
czynnik podpierający państwo, kurię rzymską lekcewaŜył, nowych 
prądów kościelnych, zmierzających do uniezaleŜnienia Kościoła od 
państwa, uznawać nie chciał. Przeciwstawił się ostro Lamennais' mu. 
Właśnie w grudniu 1831 r. dawał instrukcje Lutzowowi, Ŝe ruch 
Lamennais'go to wielka choroba czasu, Ŝe wraz z Chateaubriandem 
Lamennais chce wywrócić istniejący stan rzeczy, Ŝe prowadzi mo- 
narchię i religię do pewnej zguby, co jest lekkomyślnością i zbrodnią. 
Lutzow natychmiast pokazał tę instrukcję Bernettiemu i znalazł 
u niego uznanie. Odtąd Metternich raz po raz nalega przez Lutzowa 
napotępienie Lamennais'go, przesyła do Rzymu kompromitujące go 
listy, stara się uprzedzić do niego Rzymjak najbardziej. Lamennezja- 
nizm, wzywający katolików francuskich do uznania monarchii orle- 

background image

ańskiej, ale zarazem do zerwania dawnego podporządkowania się 
Kościoła wobec państwa, nie mógł równieŜ podobać się rządowi 
Ludwika Filipa, toteŜ i poseł francuski interweniował w Rzymie 
przeciwko Lamennais'mu. Nuncjusz paryski Lambruschini słusznie 
ostrzegał Watykan, Ŝe "gabinety europejskie mają oczy utkwione 
w papieŜa i mogłyby się zaniepokoić pozorem jego Ŝyczliwości dla 
publicystów tak nieprzychylnych rządom ustalonym". Skądinąd zaś, 
jako się rzekło, i w samym Kościele nie brak było przeciwników 
Lamennais'go. Generał jezuitów O. Roothaan robił wszystko, aby 
jego znaczenie przekreślić, a w marcu 1832 polecił nawet, aby jezui- 
ci nie mieli Ŝadnych z nim stosunków ze względu na dobro i honor 
Towarzystwa Jezusowego. ToteŜ z zimną grzecznością przyjmowa- 
ny, Lamennais był potępiony jeszcze przed swoim do Rzymu przy- 
byciem; ujęcie tego potępienia w formę pisma papieskiego było juŜ 
tylko kwestią czasu. Ale skoro taki był wiosną 1832 r. stosunek 
Watykanu do lamennezjanizmu, to nie mógł on być inny do sprawy 
polskiej; skoro milcząco potępiano teorię, to nie moŜna było nie 
potępić zastosowania jej w praktyce, a to właśnie -jak insynuował 
Metternich - robili księŜa polscy, którzy pod wpływem tej teorii 
wzięli udział w powstaniu. Jeśli w dodatku się zwaŜy, Ŝe sprawa 
polska i przedtem nie budziła sympatii w Watykanie, to całkiem jest 
jasne, dlaczego tak chętnie i od razu papieŜ zgodził się powstanie 
polskie potępić. I w tej zatem sprawie pismo papieskie było tylko 
ujęciem na zewnątrz faktycznego poglądu Watykanu, w świetle któ- 
rego poglądu powstanie polskie było milcząco potępione przez 
Rzym jeszcze przed encykliką Cum primom. Gdyby nawet ta ostatnia 
nie była wydana, powstanie polskie, ideologia powstańcza byłaby 
potępiona, ubocznie co prawda, przez wymierzoną przeciw Lamen- 
nais'mu encyklikę Mirari vos. Innymi słowy, akt Cum primom był 
wymuszony na papiestwie, potępienie powstania było jednak cał- 
kiem świadome i dobrowolne, wcześniej lub później w ówczesnych 
warunkach nieuniknione. 
Petycja rosyjska, poparta potęŜną protekcją austriacką, natrafiła 
zatem na podatny dla siebie grunt w Watykanie. Zredagowanie upo- 
mnienia do kleru polskiego powierzono tu arcybiskupowi Frezza. 
Tekstjego nie zostałjednak przyjęty, zredagowano zatem tekst inny. 
Ten ostateczny tekst zredagował prawdopodobnie sam papieŜ, ra- 
dząc sięjednak Lambruschiniego. JuŜ 21 maja 1832 r. papieŜ odczy- 
tał odpowiedni projekt ambasadorowi austriackiemu Lutzowowi, za- 
znaczając zarazem, Ŝe zastanawiał się w nim uwaŜnie nad kaŜdym 
słowem, którego naleŜało uŜyć, Ŝe radził się swego sumienia, lecz 
brał równieŜ pod uwagę interesy i godność cesarza rosyjskiego jako 
władcy Polski. PapieŜ sądził, Ŝe dowiódł na podstawie Pisma św. 
i tradycji, iŜ jest obowiązkiem poddanego szanować powagę władcy, 
dodał teŜ, Ŝe pismu swemu nadał charakter raczej teologiczny niŜ 
polityczny, aby nie sądzono, iŜ zostało ono wydane pod wpływem 
dworu petersburskiego. Wreszcie papieŜ na końcu wyraził Ŝyczenie, 
aby przed ekspedycją tego breve zapoznał się z nim poseł rosyjski 
Gagańn, tak by mógł porobić w tej sprawie swe uwagi. Nie było 
w tym postępowaniu papieŜa nic niezwykłego, przecieŜ znacznie 

background image

( 65 
wcześniej projekt bulli, potępiającej powstanie południowoamery- extollunt", przez siewców 
podstępu i kłamstwa, podnoszących głowę 
końskie, dano uprzednio do przejrzenia starającemu się o wydanie tej przeciw prawowitej 
władzy pod pretekstem religii. Mówił dalej, Ŝe 
bulli posłowi hiszpańskiemu w Rzymie Vargas-Lagunie. Gagarinowi płakał i prosił Boga o 
uspokojenie tych nieszczęśliwych prowincji 
nie podobało się kilka ustępów projektowanej encykliki, obawiał się, (provincias istas 
vestras), rozerwanych wojną domową wskutek 
widać, Ŝe wywołają one niezadowolenie w Petersburgu, ale sądząc, zbuntowania się przeciw 
prawowitej władzy, wysłał zatem brewe, 
Ŝ

e jego uwagi mogą nie być przyjęte przez Watykan, zawiadomił aby biskupów polskich 

uświadomić o swym współczuciu, by ich 
o tym Lutzowa. Posłowi rosyjskiemu nie podobały się mianowicie umocnić w obowiązkach 
"ad saniores doctrinas propugnandas". Po- 
cztery ustępy. Naprzód ustęp, w którym papieŜ pisał, Ŝe poddani przednie brewe dojść ich nie 
mogło, ale teraz, gdy Bóg sprawił, Ŝe 
zawsze są obowiązani do posłuszeństwa względem władcy "praeter-  wszystko się uspokoiło i 
zapanował pokój ("Dei ope factum est, ut 
quam si forte contignat aliquid imperari quod Divinis legibus adver- pacatae ces sini atique 
tranquillae"), otwiera papieŜ biskupom swe 
setur". Zdaje się, Ŝe słowa "divinis legibus" wydały się Gagarinowi ; serce znowu, by 
odwrócić od ich owczarni przyczyny nieszczęść. 
zbyt ogólnikowe. Dalej nie podobał mu się ustęp: "antiquos christia- Wzywa ich do czuwania, 
aby ludzie o złych intencjach, propagatorzy 
nos, etiam sevientibus persecutionibus de ipsis ethnicis principibus, i fałszywych doktryn nie 
rozsiewali kłamliwych i szerzących zepsucie 
deque reipublicae et imperii incolumitate bane meruisse constat". ! teorii. Podstępy ich i 
kłamstwa trzeba było okazać w świetle dzien- 
Tu, zdaje się, raziła go moŜliwość porównania władców pogańskich nym zasady ich błędne 
zwalczać Pismem św. i autentycznymi po- 
z cesarzem rosyjskim. Nie podobał się teŜ posłowi rosyjskiemu f mnikami tradycji kościelnej. 
Te zaś mówią jasno, Ŝe poddanie się 
ustęp, w którym papieŜ pisał, Ŝe tym chętniej zwraca się do biskupów  władzy ustanowionej 
przez Boga jest zasadą niezmienną, od której 
polskich, im lepiej zna ich gorliwość i cnotę: "quinimo recie de vobis uchylić się moŜna tylko 
w tym wypadku, gdyby ta władza pogwałciła 
utique sentimus, probe zelum virtutemque vestram novimus, sad eo prawo boŜe i kościelne. 
Na dowód, Ŝe taka jest nauka kościelna, 
talia diximus, quo facilius intelligatis quinam sit animus noster erga papieŜ cytował list św. 
Pawła do Rzymian (rozdz. XIII) i pierwszy 
vos... ' Tu, zdaje się, uderzyła Gagarina pochwała episkopatu pal-  list św. Piotra (2, 13-15) o 
treści podobnej. Cytował pierwotnych 
skiego która była nie na rękę rządowi rosyjskiemu, skoro ten szerzył  chrześcijan, 
posłusznych cesarzom nawet wśród prześladowań, 
pogląd, Ŝe kler polski jest bardzo lichy. Wreszcie za nieodpowiedni  wskazywał chrześcijan 
słuŜących w legionach rzymskich, którzy nie 
uwaŜał Gagarin ustęp, w którym papieŜ mówił do biskupów pal- ; zbrukali sięnigdy zdradą. 
Kończył oświadczeniem, Ŝe potęŜny cesarz 

background image

skich: ,sanum irreprehensibile depositum custodite, bonum certa-  okaŜe się dla nich łaskawy, 
będzie się troszczył o dobro religii kato- 
men fidei certate, stale in ono spiritu unanimes". Tu, zdaje się, Ga-  lickiej i nikomu opieki 
swej nie odmówi. 
garin obawiał się, Ŝe słowa "bonum certamen fidei certate" mogą być  Na kilka rzeczy naleŜy 
w tym brewe zwrócić uwagę. Przede wszy- 
ź

le zrozumiane przez kler polski. Lutzow natychmiast wysłał list do  sikim, encyklika ta nie 

potępia właściwie kleru. PapieŜ zwraca się 
kardynała Bernettiego z prośbą, by pokazał go papieŜowi. W liście j wprawdzie do biskupów, 
ale nie mówi nic o udziale kleru w powsta- 
tym pisał, Ŝe rządowi austriackiemu bardzo zaleŜy na tym, aby pro- I mu. O naganie dla 
duchowieństwa -jak o to prosił Gagarin - nie ma 
ś

by Gagarina zostały przez papieŜa wysłuchane. Gdy tedy poseł tu wcale mowy, nagana jest 

tylko uboczna. Dalej, papieŜ odrzuca 
rosyjski zjawił się na audiencji u Grzegorza XVI, ten zachęcił go, by  stanowczo pogląd, 
jakoby Polacy podnieśli oręŜ i dla obrony religii, 
przedłoŜył swoje obserwacje co do projektowanego brewe. Gagarin był to - jego zdaniem - 
pretekst dla powodów zupełnie innych. 
zrobił to wkrótce, papieŜ zaś zgodził się na wszystkiejego poprawki. Mówiło się wyŜej, Ŝe 
pogląd ten docierał do Watykanu i miał na swe 
Dopiero wówczas tj. 9 czerwca 1832 r. ogłoszono ową encyklikę. I uzasadnienie pewne 
dowody, choć w rzeczywistości słuszny nie był. 
Nazwę swą wzięła ona od pierwszych wyrazów: Cum primom. Pisze a ToteŜ teraz dopiero 
dyplomacja polska z doby powstania spotkała się 
w niej papieŜ, Ŝe dowiedział się o nieszczęściach w Polsce, ale sądził, z całkowitą poraŜką na 
gruncie watykańskim. ZwycięŜały relacje 
Ŝ

e nie przez co innego zostały one wywołane, jak "ab aliquis doli Spinoli, inspirowane przez 

Metternicha. Ale z drugiej strony istotne 
mendaciique fabricatoribus, qui sub religionis pretextu, nostra bac powody powstania były 
potępione niezwykle ostro i stanowczo, 
miseranda aetate, adversus legitimam principum protestatem caput sprawcy insurekcji 
przedstawieni w najgorszym świetle. W znacznej 
66 67 
mierze było to niezgodne z prawdą. Epitety kłamcy, siewcy zepsucia 
itp. - do Wysockiego na przykład, Nabielaka, Goszczyńskiego nie 
pasowały, tym bardziej do Czartoryskiego, Ostrowskiego, Chłopic- 
kiego czy Skrzyneckiego, a nawet Lelewela. Czy Watykan wiedział 
o tym? Właściwie - nie, ale powody, Ŝe tych ludzi napiętnował tak 
ostro, były zgoła innej niŜ z niewiedzy płynącej natury. Przede wszy- 
stkim tak przedstawiał sprawców powstania Wiedeń. Ale i to nie był, 
zdaje się, istotny powód ostrego sądu papieŜa. Istniały inne, waŜniej- 
sze. Powstanie polskie było buntem, tak jak i włoskie w państwie 
kościelnym. ToteŜ brewe Cum primom dziwnie przypomina akty 
papieskie przeciwko rewolucjonistom w państwie kościelnym. 
I w nim, jak i w tamtych, papieŜ płacze nad buntownikami, choć nad 
włoskimi płacze "gorzko", i tu i tam w zwycięstwie prawowitej wła- 
dzy widzi specjalną moc BoŜą, buntownikom odmawia szlachetniej- 
szych pobudek działania, bunt uznaje za grzech, posłuszeństwo pra- 
wowitej władzy za obowiązek. Ale i to nie był bodaj powód istotny 
ostrych wyraŜeń papieŜa, bo powstanie polskie było mniejszym grze- 

background image

chem przecieŜ niŜ współczesne w państwie papieskim. Nie prosił teŜ 
o te ostre wyraŜenia Gagarin. Nie jest wykluczone, Ŝe wyraŜenia te 
encyklika zawdzięcza wpływowi Lambruschiniego, ale najwaŜniej- 
szy powód tak ostrego sądu leŜy prawdopodobnie w tym, Ŝe chciano 
zyskać wdzięczność dla cesarza, nie z platonicznej Ŝyczliwości, ale 
dla dobra -jak sądzono - Kościoła. Dla niego to więcej okazywano 
gorliwości niŜ było wymagane, piętnując powstanie i zarazem - co 
później bardzo bolało nawet katolicką opinię polską, nie umiejącą 
zrozumieć trudnej niezwykle sytuacji kurii rzymskiej - uznając wła- 
dzę cesarza Mikołaja w Polsce za prawowitą. Pomijano to, Ŝe prze- 
ciw rosyjskim rządom w Polsce Polacy jeszcze w XVIII w. zbrojnie 
protestowali, Ŝe rządy te były Polsce narzucone, Ŝe były po prostu 
następstwem zbrojnej przemocy, a pomijano z pewnością dlatego, Ŝe 
dyktowała to zapomnienie twarda rzeczywistość. Wzmacnianie wła- 
dzy prawosławnego autokraty w katolickiej Polsce nie mogło być 
celem szczerych Ŝyczeń Ŝadnego papieŜa, a cóŜ dopiero głęboko 
religijnego Grzegorza XVI. Ale wypowiedzenie się szczere Watyka- 
nu nie pomogłoby sprawie polskiej, sprawie zaś Kościoła mogłoby 
przynieść szkody nieobliczalne. Poświęcono zatem prawa Polaków, 
sankcjonowano posłuszeństwo cesarzowi - w zamian za to chciano 
jednak ratować w Polsce katolicyzm. Ojego ucisku w krajach rosyj- 
skich wiedziano, choć nie wierzono, by powstanie działało w obronie 
praw Kościoła; chciano zatem za potępienie sprawy polskiej pozy- 
skać Ŝyczliwość rosyjską dla Kościoła. Na niepomyślny stan Kościo- 
ła w Polsce papieŜ skarŜył się jeszcze przed wydaniem encykliki 
Cum primom, raził go zwłaszcza zakaz porozumiewania się kleru 
polskiego z Watykanem, zabieranie przez rząd rosyjski dóbr kościel- 
nych, znoszenie klasztorów i szkół bazyliańskich. Wprawdzie amba- 
sador austriacki Lutzow, któremu papieŜ zwierzał się z tym, wyjaś- 
niał, Ŝe nie było to winą samego cesarza, mimo to dla papieŜa nie 
ulegało wątpliwości, Ŝe ten stan rzeczy musi ulec zmianie. 
Zgoda papieŜa na encyklikę czerwcową była doskonałą okazją do 
tego, by tę zmianę od rządu rosyjskiego uzyskać. W Rzymie posta- 
nowiono zatem przedstawić rządowi rosyjskiemu memoriał o stanie 
Kościoła w Rosji i zaŜądać usunięcia tych rzeczy, które najbardziej 
raziły papieŜa. Doradzał to i Metternich, który sądził, Ŝe polityka 
rządu rosyjskiego w stosunku do kleru nie była zdrowa. Kanclerzowi 
wiedeńskiemu zaleŜało na tym, by kler w Królestwie był uległy swe- 
mu rządowi, ale zarazem -jak to juŜ podkreślano - by kler ten nie 
miał powodu do skarg na rząd, gdyŜ wtedy mógłby się stać narzę- 
dziem roboty rewolucyjnej, ta zaś mogła łatwo z Królestwa udzielić 
się Galicji. Stąd to Metternich całkiem szczerze poparł Ŝądania Wa- 
tykanu w stosunku do Rosji. JuŜ w czerwcu 1832 r. Gagarin otrzymał 
od Bernettiego obszerny memoriał, w którym Watykan skarŜył się na 
zakaz w Rosji swobodnego porozumiewania się kleru z papieŜem, na 
zbyt obszerne diecezje w państwie rosyjskim, ograniczenie praw 
biskupów, zuboŜenie kleru po zaborze dóbr kościelnych, na nieodpo- 
wiednie wychowywanie tegoŜ kleru, na brak zdolnych i gorliwych 
biskupów, mianowanie zaś takich jak Siestrzeńcewicz, rozluźnienie 
karności wśród zakonników, łatwość rozwodów, słowem - coraz 

background image

większe pogarszanie się spraw Kościoła w Rosji. Memoriał kończył 
się prośbą, by w Petersburgu mógł być przedstawiciel papieŜa. Met- 
ternich przyznał, iŜ rząd rosyjski otrcymał przez brewe z 9 VI maksi- 
mum tego, co było w mocy papieŜa, Ŝe poseł rosyjski sam robił 
w brewe poprawki, jakie uwaŜał za wskazane, tak Ŝe redakcja brewe 
nie pozostawia nic do Ŝyczenia i Petersburg winien być całkowicie 
z tego powodu zadowolony - teraz po otrzymaniu kopii memoriału 
papieskiego polecił swemu posłowi w Petersburgu, by wytłumaczył 
Nesselrodemu, jak korzystne będzie i dla Watykanu i dla Rosji wzię- 
cie tego memoriahz pod uwagę i by memoriał ten poparł w Petersbur- 
gu z całą energią. Protekcja wiedeńska dla tego aktu była zatem 
bardzo silna, tym bardziej Ŝe ambasador austriacki w Petersburgu lir. 
Karol Ludwik Ficquelmont, syn emigranta francuskiego, oficer aus- 
6 i 69 

triacki, potem dyplomata, Ŝonaty z wnuczką sławnego Kutuzowa, 
a więc mający ułatwiony dostęp do salonów arystokracji i urzędni- 
ków rosyjskich, był-zdaje się-dobrym katolikiem, Stolicy Apostol- 
skiej z całą pewnością szczerze Ŝyczliwym. Metternich uwaŜał go za 
jednego z najlepszych swoich pomocników i jedynie godnego siebie 
nawet w pokierowaniu później całą polityką austriacką. Nie ulega 
wątpliwości zatem, Ŝe zgoda rządu rosyjskiego na Ŝyczenie papieŜa 
zawarte w memoriale miała być zapłatą za encyklikę Cum primom - 
tak rozumiał to dwór austriacki. W dodatku Watykan postarał się, by 
czerwcowy akt papieski nie wywarł w Polsce wraŜenia aktu wymu- 
szonego na papieŜu, lecz całkiem dobrowolnego. W rozmowie z Lu- 
tzowem papieŜ wyraził Ŝyczenie, by kopie encykliki zostały wysłane 
wprost do biskupów polskich przez nuncjusza wiedeńskiego. "Jego 
Ś

wiątobliwość sądził, Ŝe ta droga będzie równieŜ bardziej poŜytecz- 

nadla dworu rosyjskiego i bardziej zgodna z interesem tego ostatnie- 
go", moŜe on bowiem ufać wpływowi, wywieranemu przez Stolicę 
ś

w. na wyŜszy kler polski. To Ŝyczenie papieŜa nie było moŜe zbyt 

zręczne pod względem politycznym, było wszakŜe dowodem niezbi- 
tym jego dobrej woli w stosunku do rządu rosyjskiego, a równocześ- 
nie wyrazem stałej dąŜności Watykanu do porozumiewania się 
wprost z biskupami bez pośrednictwa władzy świeckiej. Mimo to, 
choć papieŜ chciał "nadać swym upomnieniom charakter aktu spon- 
tanicznego", Gagarin uznał za stosowne poradzić się przedtem Pa- 
skiewicza, a bez wątpienia i Nesselrodego, czy na ostatnie Ŝyczenie 
papieskie moŜe się zgodzić. Paskiewicz zaakceptował to uchylenie 
się od reguły, zakazującej klerowi polskiemu bezpośredniego kore- 
spondowania z "dworem rzymskim", prosił jednak zarazem Nessel- 
rodego, by ten zaznaczył przez Gagarina w Rzymie, Ŝe fakt ten nie 
moŜe stanowić precedensu na przyszłość. Gagarin jednak tymcza- 
sem, spełniając polecenie Nesselrodego, a moŜe i na własną rękę, 
zgodził się na prośbę papieŜa. Kardynał Bernetti doręczył plik ency- 
klik papieskich Lutzowowi, a ten przez kuriera austriackiego wysłał 
je nuncjuszowi papieskiemu. Nuncjusz posłał encykliki biskupowi 
krakowskiemu, ten je rozesłał kolegom. Encyklikę Cum primom 
otrzymali zatem biskupi: krakowski, płocki, sandomierski, podlaski, 

background image

lubelski, augustowski, kujawsko-kaliski i administrator warszawski. 
Wypadało za to papieŜowi podziękować. Jeden z pierwszych zrobił 
to biskup krakowski Karol Skórkowski. Jeszcze przed jej odebra- 
niem Skórkowski szeroko tłumaczył się ze swego udziału w rewolu- 
cji przed nuncjuszem. CzyŜ moŜna uwaŜać za błąd duchowieństwa- 
pisał - Ŝe poszło za rewolucją, którą zaczęli inni, a zaaprobował cały 
naród? Przecie do duchowieństwa nie naleŜy sąd o prawowitości 
rządu, przecie kaŜdy ma swą miłość ojczyzny, przecie rząd rosyjski 
prześladował kler, a przygotowywał prześladowanie jeszcze więk- 
sze. AlejuŜ w tym tłumaczeniu,jakby z obawy, Ŝe temu wyjaśnieniu 
nuncjusz nie uwierzy, dodawał, Ŝe przecie nawet najmniejsza obojęt- 
ność dla powstania była połączona z niebezpieczeństwem utraty Ŝy- 
cia. 
Po Skórkowskim dziękowali papieŜowi za jego encyklikę biskup 
płocki PraŜmowski i podlaski Gutkowski, po nich lubelski Dzięciel- 
ski i inni. Zdawało się moŜe politykom watykańskim, Ŝe sprawa 
naprawy stosunków kościelnych w Rosji znalazła się na dobrej dro- 
dze: brewe papieskie wywarło poŜądany skutek, memoriał papieski 
uzyskał szczere poparcie Metternicha. Rychło jednak musieli spot- 
kać się z zawodem. Wprawdzie Gagarin przyznawał memoriałowi 
w rozmowie z Lutzowem słuszność w zasadzie co do wielu kwestii, 
nie podobała mu się tylko jego forma i pewne wyraŜenia, ale bardziej 
trzeźwo patrzący na tę rzecz Lutzow domyślał się, Ŝe poseł rosyjski 
nie zapoznał się z tym memoriałem dostatecznie. Przyszłość po- 
twierdziła ten pesymizm. Gagarin memoriał papieski przesłał do 
Petersburga, gdzie obmyślano nań odpowiedź, a tymczasem dzięko- 
wał Bernettiemu za brewe Cum primom bez Ŝadnej wzmianki o skar- 
gach papieŜa. Pisał, Ŝe dziękuje papieŜowi z woli cesarza za ojco- 
wskie upomnienie do biskupów polskich. "Szczere pragnienie, jakie 
wyraziła Stolica św. - mówił - uŜycia wpływu moralnego kleru, 
aŜeby ludność katolicką Królestwa Polskiego umocnić w uczuciach 
poddania i wierności naleŜnej dla swego władcy, jest dla cesarza 
pełnym zadośćuczynienia dowodem zarówno usposobienia Ŝyczli- 
wego jak i myśli głębokich Dworu Rzymskiego". A juŜ na ironię 
zakrawało oświadczenie, Ŝe papieŜ wie przecie, iŜ w ten sposób przy- 
czynił się do umocnienia związku tronu i ołtarza, który to związek 
jest jedynym jeszcze wałem przeciw ideom rewolucyjnym. Cesarzo- 
wi pozostaje tylko przeprowadzenie w Ŝyciu "pełnych mądrości" rad 
papieŜa. Poseł prosi sekretarza stanu, by za to dzieło zbawienne 
podzielił się z papieŜem dziękczynnymi uczuciami cesarza. Słowem, 
dziękował, niedwuznacznie jednak dodając, Ŝe przez swój krok pa- 
pieŜ przyczynił się i do obrony własnego stanowiska. 
A tymczasem opinia publiczna europejska i polska coraz bardziej 
była oburzona tym, co się działo w Rosji i porównywała to z krokiem 
'i0  , 71 
papieskim wobec biskupów polskich. Oburzano się na wywoŜenie 
dzieci polskich do Rosji, na prześladowanie księŜy katolickich, na 
zmuszanie ludności do prawosławia. W dodatku jeden z biskupów 
polskich, Skórkowski, dziękując za papieskie słowa pociechy, jakby 
dla ich ilustracji opisywał zarazem to, co się dzieje w Rosji. Oto 

background image

Kościół katolicki cierpi ucisk w Polsce, dobra zniesionych klaszto- 
rów, przeznaczone na utrzymanie seminariów duchownych i kościo- 
łów katedralnych, zostały zabrane na skarb, niektóre klasztory bazy- 
liańskie i kamedulskie zostały oddane schizmatykom, tysiące dzieci 
wywozi się do Rosji. Na to ostatnie skarŜył się teŜ w swej relacji do 
papieŜa biskup Gutkowski, dodając zarazem, Ŝe sprawy małŜeńskie 
podlegają, zwłaszcza w diecezji warszawskiej, sądom świeckim, na 
co zgadza się niegodny tejŜe diecezji administrator, rząd proponuje 
na biskupów ludzi jak najgorszych. Skądinąd nuncjusz miał wiado- 
mości, Ŝe rząd rosyjski zaŜądał, aby kaŜda diecezja dałajeden kościół 
na cerkiew prawosławną, Ŝe zabrano na cerkiew słynny klasztor 
w Poczajowie, Ŝe zakonników wciela się do pułków jako prostych 
Ŝ

ołnierzy, Ŝe biskupom zmniejszono do połowy pensje. Na relacje te 

i głosy opinii Walykan nie mógł pozostać obojętny pomimo tego, Ŝe 
nawet ów memoriał czerwcowy Gagarin przyjął niechętnie. Na po- 
czątku września Bernetti przesłał mu notę, w której cytował wszy- 
stko to, co od nuncjusza usłyszał i pisał, Ŝe papieŜ w trosce o Kościół 
ucieka się do ,szlachetności i sprawiedliwości cesarza", Ŝe ufa, iŜ 
cesarz szkody Kościoła naprawi. Równocześnie z tym Bernetti pole- 
cał dyplomatom papieskim w ParyŜu i w Wiedniu interweniowanie 
w tej sprawie u posłów rosyjskich. Paryski charge d'affaires papieŜa, 
Garibaldi, miał oświadczyć, Ŝe przecie ojciec św. tak jasno wyraził 
swe uczucia w brewe do biskupów polskich. W odpowiedzi na to 
ambasador rosyjski w ParyŜu tłumaczył mgrowi Garibaldiemu, Ŝe 
postępowanie rządu rosyjskiego w stosunku do kleru jest spowodo- 
wane udziałem tegoŜ w rewolucji listopadowej. Ale myśmy pierwsi 
- odparł Garibaldi - potępili rewolucję, czego dowodem są brevia 
ojca św. do biskupów polskich. PapieŜ przecie zrobił, co mógł, aby 
katolicy w Rosji byli posłuszni swemu władcy, ten zatem winien 
wspierać Jego Swiątobliwość. Na to ambasador odpowiedział w wy- 
razach ogólnych i nieokreślonych, obiecywał, Ŝe powoli wszystko 
się osiągnie. 
Nie lepiej poszło nad Dunajem. Był tu wówczas nuncjuszem od 
połowy września ł832 r. Piotr Ostini, dawny profesor matematyki, 
potem historii, później dogmatyki, wreszcie filozofii scholastycznej, 
72 
internuncjusz w Wiedniu, potem nuncjusz w Brazylii, dawny uczest- 
nik kongresu w Weronie, obecnie 57-letni kardynał in pelto. Od Spi- 
noli ostroŜniejszy i bardziej krytyczny, choć polityk niekoniecznie 
szczęśliwszy. I on, jak Garibaldi, zaatakował ambasadora rosyjskie- 
go Tatiszczewa, tak samo teŜ powoływał się na encyklikę papieską 
do biskupów polskich na dowód, Ŝe papieŜ nie sprzyja buntowi (ri- 
volta). Ale zręczny, a przy tym ironiczny Tatiszczew kwestionował 
naprzód wiarygodność danych watykańskich o stanie Kościoła 
w Rosji, potem zaś z udaną naiwnością oświadczył, Ŝe przecie pismo 
papieskie było skierowane do biskupów, a nie do zakonników, choć 
ci wzięli największy udział w powstaniu. Gdy mu Ostini zaczął tłu- 
maczyć, Ŝe przecie list papieski trafił przez biskupów i do nich, Tati- 
szczew zauwaŜył, Ŝe cesarz rosyjski, karząc zakony za bunt, i tak 
mniej zniósł klasztorów niŜ Józef II w Austrii. Gdy zaś Ostini wyjaś- 

background image

niał, Ŝe tak było dawniej w Austrii, ale obecnie wszystko się popra- 
wia, Tatiszczew nie zraŜony dodał, Ŝe sprawa rokowań z Rosją jest 
trudna i delikatna, wreszcie całkiem otwarcie zakończył rozmowę, 
Ŝ

e co innegojest traktować w sprawach religijnych z królem hiszpań- 

skim, a co innego z cesarzem rosyjskim. Równocześnie z tymi pod- 
jazdami wyruszała do boju o prawa Kościoła i samajego siła główna. 
Odnawiając dawną, jeszcze z czasów Piusa VI tradycję papieŜ posta- 
nowił napisać list wprost do cesarza Mikołaja I. Koncept listu posła- 
no cesarzowi austriackiemu, prosząc go o przesłanie tego pisma do 
Petersburga. Metternich pokazał go Tatiszczewowi. MoŜliwe, iŜ 
Grzegorz XVI na serio sądził, Ŝe Mikołaj - jak o tym informował 
Wiedeń - nie wie dokładnie o tym wszystkim, co się dzieje w jego 
państwie na szkodę Kościoła. Takie przekonanie wyraŜał Bernetti 
w piśmie do Gagarina. Prawdopodobnie jednak papieŜ sądził, Ŝe 
drogą bezpośredniego zwrócenia się do cara więcej uzyska. Zapomi- 
nając o dawnych precedensach bezskutecznej korespondencji Piusa 
VI z Katarzyną II, Grzegorz XVI od prawości "szlachetnego i wspa- 
niałomyślnego serca" Mikołaja oczekiwał pocieszającego rezultatu 
swego memoriału. Przypominał ubocznie swe brewe czerwcowe, 
podnosił bowiem swą gotowość, z jaką przypominał katolikom 
w Polsce o prawdziwych i niezmiennych zasadach religii katolickiej 
w sprawie posłuszeństwa i wierności poddanych względem prawo- 
witego władcy, ale zaznaczał zarazem niedwuznacznie, Ŝe ten głos 
jego do katolików straciłby na sile, gdyby zobaczyli, Ŝe papieŜ ich 
zaniedbuje, stądjako ojciec błagał za swymi dziećmi. Równocześnie 
prosił papieŜ cesarza austriackiego Franciszka I o pośrednictwo. 
73 

Wiedeń nie odmówił papieŜowi pomocy. W kancelarii Metternicha 
zredagowano nawet projekt listu Franciszka I do Mikołaja I. Cesarz 
austriacki tłumaczył się, Ŝe jeŜeli ośmiela się mieszać do spraw we- 
wnętrznych Rosji, to tylko dlatego, Ŝe sam Mikołaj nazwał go swym 
przyjacielem. Z tego tytułu chciał się podzielić z Mikołajem kilkoma, 
dyktowanymi przez doświadczenie i zainteresowanie dla chwały je- 
go panowania, refleksjami. Usunięcie zbuntowanym Polakom powo- 
du do skarg na stan Kościoła w Polsce - jak sądził - zwiąŜe silniej 
Polaków z Rosją. Mimo wszystko, w Wiedniu patrzonojednak pesy- 
mistycznie na całą tę sprawę. Metternich radził cofnąć ten list papie- 
ski do Mikołaja, proponował inny, grzecznościowy, doradzał wysła- 
nie go przez posła rosyjskiego w Rzymie, obiecując jednak, Ŝe cesarz 
austńacki poprze usilnie ten list ze swej strony. Rad nierad papieŜ 
musiał się zgodzić na cofnięcie swego pisma do cara. 
Cała ta akcja była właściwie juŜ drugim z rzędu domaganiem się 
zapłaty carskiej za potępienie sprawy polskiej. Ale i ten drugi apel do 
szlachetności Mikołaja zupełnie się nie powiódł. Trzeba było skiero- 
wać trzeci. Ale i za tó miano znowu zapłacić, znowu bez uzyskania 
w zamian gwarancji. 
ROZDZIAŁ VII 
OśYWIENIE ŚW. PRZYMIERZA 
I WATYKAN 

background image

1832-1834 
Niemal równocześnie z całą kampanią dyplomatyczną o zapłatę za 
encyklikę Cum primom, w Rzymie dokonywała się sprawa pokrew- 
na, choć pozornie w całkiem inną zwrócona stronę. Chodziło o uro- 
czyste potępienie Lamennais'go. Milcząco potępiono go juŜ znacz- 
nie wcześniej, uroczyście miano potępić dopiero teraz, latem 1832 r. 
Mgr Polidori ułoŜył encyklikę potępiającą zasady wodza liberalizmu 
francuskiego. Ubocznie potępiono tu i powstanie listopadowe przez 
przekreślenie zasad, na których się opierało. Robiła to encyklika 
Grzegorza XVI Mirari vos z 15 sierpnia 1832 r. Wiadomo było, Ŝe 
papieŜ, wydając ją, miał na myśli przede wszystkim poglądy Lamen- 
nais'go i jego towarzyszy, godziłjednak w ogóle w teońe, na których 
się ten opierał, pisał, Ŝe encyklikę wywołały współczesne zdarzenia. 
Pierwsza część encykliki miała charakter ogólny. PapieŜ głosił zasa- 
dę nierozerwalności małŜeństwa, oburzał się na pogląd, Ŝe wyznawa- 
nie jakiejkolwiek religii, byle połączone z uczciwym i sprawiedli- 
wym postępowaniem, moŜe człowiekowi zapewnić zbawienie, bo 
zginą - jak mówił - na wieki i to bez Ŝadnej wątpliwości ci, którzy 
nie zachowują wiary katolickiej całkowicie i bez zmian. Potępiał 
dalej wywodzącą się z indyferentyzmu religijnego fałszywą i niedo- 
rzeczną zasadę wolności wyznania, haniebną zasadę wolności prasy, 
niedwuznacznie przypominał dawną karność kościelną, gdy to pub- 
licznie palono złe ksiąŜki, zalecał indeks ksiąŜek zakazanych, chwa- 
lił swego sprzed sześćdziesięciu lat poprzednika Klemensa XIII, na- 
wołującego do wykorzenienia materii błędu przez palenie zbrodni- 
czych elementów zepsucia. Ale to wszystko miało tylko uboczny 
związek ze sprawą wolności ludów w ogóle. O tej ostatniej mówiła 
75 
dopiero druga część encykliki. Ostrzegała ona przed zwodniczymi 
doktrynami, odwodzącymi lud od obowiązku posłuszeństwa naleŜ- 
nego monarchom, za św. Pawłem powtarzała, Ŝe wszelka władza 
pochodzi od Boga, ostrzegała, Ŝe prawa boskie i ludzkie podnoszą się 
przeciwko tym, którzy przez najczarniejsze knowania buntownicze 
usiłują zniszczyć wierność dla monarchów i wywrócić ich trony, 
cytowała przykład staroŜytnych chrześcijan, którzy dokładnie i pil- 
nie słuchali we wszystkim cesarzy pogańskich z wyjątkiem tych rze- 
czy, które były przeciwne religii. Utrzymujący inaczej to, zdaniem 
papieŜa, synowie Beliala, hańba i zniewaga rodzaju ludzkiego. Zgo- 
da między imperium i sacerdotium jest jak najzbawienniejsza i jak 
najszczęśliwsza zarówno dla Kościoła jak i dla państwa. Na końcu 
zaś papieŜ przypominał monarchom, Ŝe rządy nad światem zostały im 
dane przede wszystkim po to, by opiekowali się Kościołem i bro- 
nili go. 
Dla sprawy polskiej miała ta encyklika znaczenie doniosłe. Bo 
o ile co do encykliki Cum primom mogły istnieć wątpliwości, Ŝe była 
na papieŜu przez rząd rosyjski i austriacki wymuszona, to encyklika 
Mirari vos, mówiąca to samo w zasadzie, acz w formie ogólniejszej, 
była całkiem dobrowolna. Lamennais juŜ i tak został milcząco potę- 
piony, Ŝyczeniom rządu francuskiego i austriackiego stało się czę- 
ś

ciowo zadość nowej encykliki w tej sprawie Ŝaden rząd europejski 

background image

się nie domagał, prosiła o nią tylko opinia pewnych sfer duchowień- 
stwa, choć z drugiej strony nie brakło teŜ głosów dla Lamennais'go 
przychylnych. I rzecz szczególna: choć encyklika Mirari vos powta- 
rzała w drugiej swej połowie to, co było punktem wyjścia encykliki 
Cum primom, opinia polska jakby nie dostrzegła tego zupełnie. 
Chwycono się pozoru, Ŝe brewe czerwcowe zostało wydane pod 
przymusem lub Ŝe było następstwem nieporozumienia, przeoczono 
zaś to, Ŝe w dwa miesiące po nim Watykan powtarzał to samo. Wy- 
padnie wrócić jeszcze do tej sprawy, a tymczasem podnieść naleŜy 
dość waŜną cechę wspólną obu encyklik. Wydane zostały w chwili, 
gdy rewolucja lipcowa w ParyŜu, wrześniowa w Brukseli, listopado- 
wa w Warszawie zostały właściwie zlikwidowane, gdy świeŜo wło- 
ska w państwie kościelnym została przez bagnety austriackie stłu- 
miona. Głos papieŜa miał się przyczynić do uspokojenia ludów euro- 
pejskich, do pacyfikacji umysłów i chęci, do przestrzeŜenia na przy- 
szłość przed posłuchem dla knowań rewolucyjnych. Nad tym samym 
pracowały rządy Austrii, Prus i Rosji. W ParyŜu, na gruzach pracy 
Napoleona powstałe, potem trochę osłabłe i samo w sobie niezbyt 
76 
mocne, dzieło św. Przymierza po r. 1830 odŜywało na nowo. Odro- 
dzenie to nie było łatwe, bo właśnie w przeddzień roku rewolucyjne- 
go, w przeddzień dni lipcowych 1830 r. dwa główne filary dobrego 
porządku w Europie, tj. Rosja i Austria nie były w przyjaznym do 
siebie nastawieniu. Dawna, z trudem zresztą tworzona, przyjaźń wie- 
deńska, zawsze bardziej sztuczna niŜ szczera, stygła coraz bardziej 
pod koniec drugiego dziesiątka XIX wieku. Studziła tę przyjaźń spra- 
wa wschodnia, która zawsze psuła to, co w stosunku wzajemnym 
Austrii i Rosji naprawiała strona polska. Dzięki tej sprawie wschod- 
niej, dzięki coraz silniejszemu sadowieniu się wpływów rosyjskich 
w Turcji, dzięki zwycięstwom rosyjskim nad Turkami z r. 1828 i 29 
miejsce przyjaźni zajęła nieufność. Pokój adrianopolski rosyjsko-tu- 
recki z połowy września 1829 r. rozwiązywał właściwie św. Przymie- 
rze. Austria patrzyła na ten pokój z największą nieufnością, przy tym 
ponosiła tu powaŜną poraŜkę dyplomatyczną. Ruchy rewolucyjne 
1830 r. zbliŜały jednak na nowo ku sobie oba filary legitymizmu, tj. 
Metternicha i cara Mikołaja. Obydwaj mieli dzięki temu zbliŜeniu 
odzyskać dawną powagę i znaczenie, nadwyręŜone w Adrianopolu 
dlajednego, nad Wisłą dla drugiego. Nowa przyjaźń juŜ zaczęła się 
kleić w r. 1830, jeszcze przed wybuchem warszawskim, ale kleiła się 
z trudem i powoli. Powstanie listopadowe wzmocniło szanse dojścia 
jej do skutku. JuŜ latem 1831 r. myśleli o tym Mikołaj I i Metternich, 
jesienią tegoŜ roku Mikołaj propozycję swą ponawiał. Ambasador 
rosyjski w Wiedniu Tatiszczew proponował to porozumienie Metter- 
nichowi, namiestnik w Królestwie Paskiewicz szkicował odpowied- 
ni projekt. Wreszcie moŜliwość porozumienia się Rosji, Austrii i Prus 
przybrała kształty całkiem realne, sprawa pacyfikacji Europy była 
stawiana znowu silnie i wyraźnie. W sierpniu 1833 r. nastąpiło poro- 
zumienie między cesarzem austriackim Franciszkiem I i królem pru- 
skim Fryderykiem Wilhelmem III w Teplitz (Cieplice) w Czechach. 
Na początku września 1833 r. car zjechał się w Schwedt nad Odrą 

background image

z królem pruskim, który powracał z Teplitz. Postanowiono wspólnie 
przeciwstawić się duchowi rewolucyjnemu, wskazać Ludwikowi Fi- 
lipowi niebezpieczeństwo propagandy rewolucyjnej, podnoszono 
zasadę interwencji. W parę dni później Mikołaj znalazł się na teryto- 
rium austriackim, w Munchengraetz w Czechach. Wśród zabaw, po- 
lowań i przeglądów wojska odnawiano dawne sprzed piętnastu laty 
postanowienia, radzono nad uspokojeniem Europy. Car jowialnie 
poddawał się pod komendę Metternicha, choć nikt zapewne nie brał 
jego słów na serio. Carscy dyplomaci: Nesselrode, Orłow i Tatisz- 
77 
czew pracowali z Metternichem i posłem austriackim z Petersburga 
Ficquelmontem, zasadniczo porozumiewał się Mikołaj I z Metterni- 
chem. Nastąpiła zupełna zgoda obu rządów zarówno w sprawie 
wschodniej według konwencji z 18 września, jak i w sprawie pol- 
skiej z 19 września. Ta ostatnia miała - zdaniem redaktorów - za cel 
utrzymanie prawowitej władzy, spokoju i porządku prawnego w pro- 
wincjach polskich obu państw i w Krakowie, w części zaś dyspozy- 
cyjnej jedno państwo gwarantowało drugiemu posiadłości polskie, 
prcyrzekało pomoc w tłumieniu buntów i to w razie potrzeby pomoc 
zbrojną, zobowiązywało się do czuwania nad podejrzanymi indywi- 
duami, zgadzało się na moŜliwość zajęcia Krakowa. Z tekstem tej 
konwencji Nesselrode i Ficquelmont pojechali do Berlina, by pozy- 
skać dla niej reakcyjnego ministra pruskiego Fryderyka Ancillona, 
a tym samym i króla. Nie poszło to łatwo, ale wreszcie wspólna 
konwencja berlińska z 15 X 1833 r. uwieńczyła całe dzieło. Stawiała 
ona sobie wyraźnie za cel wzmocnienie systemu konserwatywnego 
i spokój w Europie, podnosiła na nowo zasadę interwencji, której 
podejmowała się bronić zbrojnie; słowem, podnosiła hasła reakcji 
i absolutyzmu, przekreślała wszelkie prawa ludów do rewolucji. 
Przy tym ugoda w Munchengraetz niedwuznacznie przekreślała 
sprawę polską, zagraŜała istnieniu ostatniego azylu polskości, tzn. 
miasta Krakowa. Na ogół biorąc, wszystkie te akty dyplomatyczne 
miały na widoku pacyfikację Europy, utrwalenie istniejącego status 
quo. 
Ten reakcyjny, a przy tym wojowniczy manifest z Munchengraetz 
i Berlina nie mógł być Ŝyczliwie przyjęty przez rządy Anglii i Fran- 
cji. Palmerston przyjął go pogardliwie, francuski minister spraw za- 
granicznych lir. de Broglie energicznie wyraził intencję Francji, go- 
towej - gdyby tego zaszła potrzeba - do obrony swobód Belgii, 
Szwajcarii i Piemontu. Przeciw odnowionemu trójprzymierzu Rosji, 
Austrii i Prus zaczęło się rysować, nietrwałe co prawda, czwórprzy- 
mierze Anglii, Francji, Hiszpanii i Portugalii. Nasuwa się pytanie: po 
czyjej stronie stanął Watykan? Ideowo, juŜ rok temu, po stronie Ro- 
sji, Austrii i Prus -bez wątpienia, teraz chodziło o to, jak się ustosun- 
kuje faktycznie do zjazdu monarchów w Munchengraetz i ministrów 
w Berlinie? 
List papieŜa do cesarza rosyjskiego z końca 1832 r. nie został 
wysłany. Odradził ten krok Metternich zapewne dlatego, Ŝe stosunek 
Austrii do Rosji nie był jeszcze tak przyjazny, jak po Munchen- 
graetzu, obawiał się zatem, Ŝe narazi cesarza austriackiego na moŜli- 

background image

wość odmowy lub faktycznego niespełnienia jego prośby w Peters- 
burgu, a co za tym idzie, Ŝe narazi trochę prestiŜ swego monarchy 
i w Rzymie. Obiecywał za to poparcie listu papieskiego, wysłanego 
zwykłą, urzędową drogą przez poselstwo rosyjskie w Rzymie. Aby 
zaś temu listowi przygotować odpowiednie przyjęcie nad Newą, wy- 
słał pismo do swego ambasadora w Petersburgu, Ficquelmonta. 
Tymczasem z Polski przychodziły do Rzymu w dalszym ciągu wia- 
domości niepomyślne, choć mniej niŜ dotąd. Zwłaszcza dające do 
myślenia były wiadomości o postępowaniu rządu rosyjskiego w sto- 
sunku do unii. W grudniu 1832 r.jakiś ksiądz z Rosji mówił w Wied- 
niu Ostiniemu, Ŝe rząd rosyjski chce znieść obrządek unicki w Rosji, 
Ŝ

e odpowiedni plan w tym celu przygotowują ministrowie Błudow 

i Kartaszewskij. To samo donosił nuncjuszowi znający dobrze sto- 
sunki w Rosji X. OŜarowski, a potwierdzał, w formie przypuszcze- 
nia co prawda, generał-gubernator Galicji, arcyksiąŜę Ferdynand. 
Szły równieŜ do Rzymu wieści o znoszeniu klasztorów, o ucisku 
Kościoła łacińskiego. Wprawdzie arcyksiąŜę Ferdynand łagodził je 
doniesieniami, Ŝe nie wiadomo, czy rząd rosyjski wykona dekrety 
znoszące klasztory i przypuszczeniem, Ŝe katolikom łacińskim 
w Rosji nie robią Ŝadnego gwałtu. To wszakŜe Watykanu uspokoić 
nie mogło. Co gorsza, w maju 1833 r. następca Gagarina na stanowi- 
sku posła rosyjskiego w Rzymie Mikołaj Gurjew wręczył Bernettie- 
mu odpowiedź na memoriały przedłoŜone swego czasu Gagarinowi, 
w niej zaś nie było mowy o jakiejkolwiek próbie wynagrodzenia 
Watykanu za encyklikę czerwcową do biskupów polskich, przeciw- 
nie, rząd rosyjski podawał w wątpliwość zaŜalenia papieskie lub od- 
mawiał im po prostu podstawy. Odpowiedź rosyjska przeczyła słu- 
szności zarzutu, jakoby w Rosji miał miejsce upadek wiary z powo- 
du zakazu swobodnego porozumiewania się wiernych ze Stolicą 
Apostolską, skoro przecieŜ zakaz ów istniałjuŜ od r. 1774, a po wtóre 
istniała teŜ i moŜność porozumiewania się katolików z papieŜem, 
byle była ujmowana w formy prawne, w państwie rosyjskim istnie- 
jące. Przywrócenie w całej pełni jurysdykcji biskupów nota rosyjska 
uwaŜała za niemoŜliwe, odrzucała twierdzenie o ubóstwie kleru ła- 
cińskiego w Rosji, o zaborze dóbr klasztornych itd. 
Zupełnie szczerze pisała, Ŝe cesarz musi bronić swych współwy- 
znawców od prozelityzmu katolickiego, ale przecie to samo robiłby 
na jego miejscu władca katolicki w stosunku do prawosławnych; 
brała dalej w obronę Siestrzeńcewicza, który przecieŜ oddawał, co 
78 I 79 
ToteŜ nuncjusz zwrócił się natychmiast do Metternicha z prośbą 
o interwencję w sprawie Skórkowskiego. Kanclerz austriacki dał 
jednak odpowiedź wymijającą, sądził, Ŝe wszystko będzie zaleŜało 
od względów politycznych, a tymczasem radził powiedzieć biskupo- 
wi, by pozostawał w spokoju i nie pogarszał swej sytuacji. Nie po- 
garszał jej tedy, a tylko w cytowanym juŜ liście do nuncjusza pokor- 
nie się ze swej winy tłumaczył. Tłumaczenie było tak - zdaje się - 
przekonywujące, Ŝe w nuncjuszu powstało nawet podejrzenie, czy 
ktoś z otoczenia biskupa nie skłonił go do dawnych nierozwaŜnych 
kroków. I w stosunku do rządu rosyjskiego Skórkowski chciał błąd 

background image

swój naprawić, wyraŜając pragnienie złoŜenia wraz z kapitułą i du- 
chowieństwem przysięgi na wierność cesarzowi rosyjskiemu. Podpi- 
sanie deklaracji poddańczej wystarczyło istotnie do zdjęcia aresztu 
z pałacu biskupiego, ale nie wyjednało biskupowi przebaczenia i nie 
przerwało śledztwa w jego sprawie. ToteŜ gdy Skórkowski jak naj- 
większą teraz okazywał gorliwość dla sprawy Kościoła, gdy staran- 
nie chciał zakryć przed nuncjuszem swą niedawną rewolucyjną prze- 
szłość, gdy skwapliwie chwalił encyklikę Cum primom i gorliwie 
informował o tym, co się działo w Rosji na szkodę Kościoła, nie bez 
intencji zapewne, Ŝe tymi wiadomościami częściowo uniewinnia 
i siebie, równocześnie władze rosyjskie prowadziły starannie śledz- 
two w jego sprawie. Wiedziano, Ŝe był biskupem gorliwym, ale wie- 
dziano teŜ ojego odezwach insurekcyjnych. Wydawalije wprawdzie 
i inni biskupi, ale w jego odezwach widziano specjalną nienawiść 
w stosunku do prawowitej władzy, szczególną, posługującą się naj- 
gorszymi wyraŜeniami złośliwość i to nawet w sprawach zupełnie 
obojętnych dla powstania. Istotnie, zarzuty rosyjskie nie były dalekie 
od prawdy, toteŜ za swój temperament biskup miał teraz odpowiadać. 
Dobijała go świeŜa, popowstaniowa, znowu z temperamentem oka- 
zywana gorliwość kościelna. W październiku 1832 r. kazano bisku- 
pom Królestwa wyznaczyć przedstawicieli do trybunałów rozwodo- 
wych, instytucji niezgodnej wprawdzie z prawem kanonicznym, ale 
zgodnej z prawem cywilnym w Królestwie obowiązującym. Po daw- 
nemu i najgorliwiej zaoponowali Gutkowski i Skórkowski. Wpraw- 
dzie później cesarz stanie na tym samym prawie co Skórkowski 
stanowisku, tymczasem jednak opór biskupa draŜnił władze rosyj- 
skie w Królestwie. Ale dobiła go sprawa inna, całkiem niespodzie- 
wana. Ktoś doniósł Paskiewiczowi, Ŝe w Krakowie powstało towa- 
rzystwo tajne, złoŜone z 300 osób, na którego czele stanął Skórkow- 
ski. Zebrania towarzystwa miały się odbywać w pałacu biskupim, 
omawiały zaś sprawępowstania w Krakowie i Galicji. Zdaje się, Ŝe 
sam Paskiewicz nie wierzył w tę wiadomość, tym niemniej dokoła 
Skórkowskiego splatał się iście tragiczny dlań wieniec okoliczności 
zgoła fatalnych. Tatiszczew natychmiast zawiadomił o wszystkim 
ustnie Ostiniego w Wiedniu. Dla Watykanu wieść ta była bard2o nie 
na rękę. Myślano przecie o podjęciu nowej, trzeciej juŜ bodaj próby 
dyplomatycznej na necz Kościoła w Rosji, miała ta kampania zno- 
wu powołać się na to, co papieŜ zrobił dla rządu rosyjskiego potępia- 
jąc bunt, a tu wchodziła znienacka sprawa podwaŜająca zasługi Wa- 
tykanu, stwierdzająca, Ŝe encyklika Cum primom była bez znac2enia, 
wytrącająca papieŜowi broń z ręki. I to wszystko przychodziło akurat 
I wtedy, gdy w Watykanie dowiedziano się o projektowanym zjeździe 
monarchów wschodnich, gdy na tym przyszłym porozumieniu budo- 
wano daleko idące nadzieje, gdy tak bardzo liczono na interwencję 
osobistą Metternicha u cara rosyjskiego. Sprawa Skórkowskiego 
mogła wszystko popsuć, toteŜ Ostini zaniepokoił się nie na Ŝarty. 
' Natychmiast tedy wysłał do biskupa list, w którym pisał Ŝe z najwy- 
Ŝ

szym niepokojem dowiedział się, Ŝe biskup naleŜy do głównych 

członków tajnego towarzystwa antyrządowego. Jest to ledwie do 
uwierzenia - pisał - po nieszczęściach rewolucji listopadowej i po 

background image

! encyklice papieŜa z 9 czerwca. śądał teŜ od Skórkowskiego natych- 
miastowej odpowiedzi i zawiadomił go, Ŝe o wszystkim z obowiązku 
doniesie papieŜowi. Ale otrzymawszy tymczasem list Skórkowskie- 
go, w którym skarŜył się, Ŝe w Krakowie rząd nie bierze pod uwagę 
jego biskupich na korzyść Kościoła przedłoŜeń, Ostini nie czekał juŜ 
i wyjaśnień w sprawie przede wszystkim go obchodzącej, lecz z pew- 
ną ironią odpowiadał, Ŝe nie naleŜy się dziwić temu, iŜ w Krakowie 
nie zwaŜają na zdanie biskupa, skoro raz juŜ wplątawszy się w spra- 
wy antyrosyjskiej rewolucji, postępowania dawnego nie zmienił, 
lecz po kryjomu robi to samo. Nuncjusz ubolewał nad niesZczęśliwą 
diecezją i jej biskupem, groził, Ŝe papieŜ w razie niewytłumaczenia 
się biskupa zmieni swe postępowanie w stosunku do niego błagał 
wreszcie Skórkowskiego jak brat brata (frater fratrem), by odwrócił 
to nieszczęście od siebie i od kościoła krakowskiego. A w cztery dni 
później, 26 lipca, Ostini ostrzegał Bernettiego, Ŝe w stosunku do 
[ biskupa krakowskiego, który wyznaje dotąd zasady rewolucyjne, nie 
aleŜy okazywa  adnej łaskawości (al vescovo dl Cracovia." non 
uo dana S. Sede arsi alcun favore). I na Skórkowskiego wiadomość 
ta padłajak grom. 
82  83 
Czy rzeczywiście naleŜał w r. 1833 do jakiegokolwiek towarzy- 
stwa tajnego, to stwierdzić trudno, ale najprawdopodobniej zarzut ten 
mijał się z prawdą. Kto wie, czy nie był to zwykły wymysł rosyjskich 
urzędników z Warszawy czy Krakowa, aby tym łatwiej i skuteczniej 
zadać biskupowi nowy i niedaleki juŜ cios ostateczny, i kto wie, czy 
wymysł ten, na jakichś pozorach zebrań u bardzo gościnnego i towa- 
rzyskiego jeszcze z dawnych czasów biskupa oparty, dlatego właś- 
nie, ze względu na ułatwienie przyszłych zamierzeń rządu, nie był 
tak skwapliwie rozszeczany? Przychodziło biskupowi na nowo i usil- 
nie tłumaczyć się przed nuncjuszem i papieŜem. Wypierał się zatem 
w listach do nuncjusza wszystkiego, tłumaczył, Ŝe jego list pasterski 
powstańczy z 10 XII 1830 r. był na nim wymuszony przez niezmier- 
nie trudne okoliczności czasu i miejsca, Ŝe wydał go tylko dla unik- 
nięcia większego zła, ostatnie oskarŜenie uwaŜał za oszczerstwo 
tych, którzy chcą uzyskać pełną swobodę grasowania w Kościele, 
prosił Ostiniego o protekcję, niedwuznacznie okazywał swą gorli- 
wość wiadomościami o tym, co na szkodę Kościoła dzieje się w Ro- 
sji. Dla Ostiniego było zbyt widoczne, do czego zmierza rząd rosyj- 
ski, a nieufność do tego była zbyt daleko posunięta, by nie uwierzył 
apologii Skórkowskiego. Nie wiedział zresztą, Ŝe część tej apologii, 
poświęcona obronie stanowiska biskupa podczas powstania, niezu- 
pełnie odpowiadała prawdzie. Nic dziwnego, skoro nuncjuszem 
w Wiedniu był dopiero od niedawna, od czasów juŜ popowstanio- 
wych. Cieszył się zatem bardzo z odpowiedzi Skórkowskiego, 
oświadczał, Ŝe nie sądzi, by biskup był nie tylko głową, ale choćby 
tylko członkiem tajnego towarzystwa, przyrzekał zatuszować całą 
sprawę w Watykanie. Istotnie, rząd rosyjski coraz wyraźniej ukazy- 
wał cel, do którego zmierzał. Aby go łatwiej osiągnąć Tatiszczew 
zwrócił się do Metternicha o poparcie zamierzeń rządu rosyjskiego. 
Bo juŜ pod koniec 1832 r. Paskiewicz zamyślał usunąć biskupa od 

background image

rządów diecezją, a na początku roku następnego przedłoŜył nawet 
odpowiedni projekt Radzie administracyjnej Królestwa Polskiego. 
JuŜ 18 czerwca wicekanclerz Nesselrode zawiadomił Tatiszczewa 
o decyzji cesarskiej zawieszeniajurysdykcji Skórkowskiego w Kró- 
lestwie, zabronienia mu wjazdu do państwa rosyjskiego i zasekwe- 
strowania mu majątków tamŜe połoŜonych. 15 lipca 1833 r. wyszedł 
w tej sprawie dekret cesarski. Metternich podjął się spełnienia prośby 
Tatiszczewa tym chętniej - zdaje się - Ŝe było to juŜ po zjeździe 
w Teplitz, a przygotowywano się do zjazdu dwóch cesarzy w Cze- 
chach, trzeba było zatem okazać jak największą dla rządu rosyjskie- 
go Ŝyczliwość, bo to był jeden ze środków wytworzenia potrzebnej 
podczas zjazdu atmosfery przyjaznej. Zresztą Metternich nigdy nie 
odmawiał ani Rosji, ani Watykanowi interwencji w sprawie porozu- 
mienia się tychŜe, równą obu rządom, choć nie zawsze szczerą, oka- 
zując sympatię. ToteŜ 24 sierpnia 1833 r. wysłał z Kónigswarth notę 
poufną do nuncjusza w sprawie Skórkowskiego. Zaraz na początku 
noty przestrzegał, Ŝe o ile sprawa ta nie będzie poprowadzona nale- 
Ŝ

ycie, to moŜe bardzo zaszkodzić sprawie Kościoła. Przypomniał 

postępowanie biskupa podczas powstania, notyfikował decyzję w tej 
sprawie cesarza Mikołaja. Prawda - pisał - Ŝe biskup moŜe utracić 
swą stolicę tylko wskutek śmierci lub procesu kanonicznego, ale 
choć cesarz rosyjski pobłądził w wyborze środków, w zasadzie ma 
słuszność. "Powinna przecieŜ istnieć droga do ukarania zbuntowane- 
go poddanego, choćby ten piastował tak świętą godność". Stosując 
teraz środki prawne, ojciec św. okazałby w sposób niewątpliwy, Ŝe 
potępia to, iŜ jeden z jego,dygnitarzy tak łączył swe święte funkcje 
z rolą buntownika. Jego Swiątobliwość byłby wówczas w lepszej 
sytuacji, by rewindykować w Polsce i Rosji prawa i przywileje, któ- 
rych Kościół został tam pozbawiony. Krok papieski czyniłby zresztą 
zbędne wszelkie gwałtowne środki cesarza rosyjskiego. 
Nota kanclerza wiedeńskiego stawiała Watykan w dość trudnej 
sytuacji. Z jednej strony od przyszłego zjazdu monarchów austriac- 
kiego i rosyjskiego moŜna się było wiele spodziewać dla Kościoła, 
zamiary rosyjskie popierał człowiek, na którego Rzym wiele liczył 
i któremu starał się nic nie odmawiać, ale z drugiej strony biskup za 
dawne postępowanie Ŝałował, współcześnie był niewinny, zresztą 
przecieŜ Stolica Apostolska juŜ potępiła powstanie polskie, a cóŜ w 
zamian za to otrzymała? Te myśli dyktowały - zdaje się- odpowiedź 
Ostiniego Metternichowi z 31 sierpnia 1833 r. Chwalił w niej wysiłki 
tego ostatniego, "mające za cel - pisał - to, czego obydwaj gorąco 
sobie Ŝyczymy, tzn. zgody sacerdotium i imperium". Ale teraz biskup 
jest niewinny, cesarz rosyjski chcąc go ukarać winien się zwrócić do 
Stolicy Apostolskiej, której środków karania nie zabraknie. Przecie 
biskup moŜe opuścić diecezję tylko wskutek śmierci lub procesu 
kanonicznego. MoŜna by go co prawda przenieść na inne bisku- 
pstwo, na przykład przemyskie, ale czy to wpłynie na sytuację Ko- 
ś

cioła? PrzecieŜ cesarz rosyjski podpisywał rozporządzenia antykoś- 

cielne nawet po uzyskaniu przez siebie tak upragnionej encykliki do 
biskupów polskich, która, potępiając rewolucję polską, "jawnie na- 
kazywała ludom tego Królestwa, by były skrupulatnie podległe swe- 

background image

84 I 85 
mu dostojnemu prawowitemu władcy, cesarzowi rosyjskiemu i jego 
rządowi". Ostini wyliczał niektóre z tych rozporządzeń cesarskich 
i bronił Skórkowskiego. 
Istotnie w przeddzień Munchengraetzu wytworzyła się tego ro- 
dzaju sytuacja, Ŝe rząd rosyjski jak gdyby zapomniał o encyklice 
czerwcowej, Ŝądał nowych świadczeń papieŜa, do niczego w zamian 
się nie zobowiązując. Owe zaś świadczenia papieskie to miało być 
niekanoniczne usunięcie jednego z najgorliwszych współcześnie bi- 
skupów, na co Rzym z punktu widzenia swych praw i swej godności 
zgodzić się nie mógł. Tymczasem nuncjusz otrzymał tekst rozporzą- 
dzenia Mikołaja przeciwko Skórkowskiemu, a do Wiednia przyby- 
wał, z trudem uzyskawszy na to pozwolenie, biskup podlaski Gutko- 
wski. Jego opowiadania o Kościele w Rosji i Polsce były ogromnie 
pesymistyczne. Trudne połoŜenie Watykanu jeszcze się bardziej po- 
garszało. Z jednej strony wszystko nakazywało nie ufać rządowi 
rosyjskiemu, a z drugiej - trzeba było coś robić, aby tę sytuację 
Kościoła w Rosji poprawić. To ostatnie miało skądinąd pewne wido- 
ki powodzenia, bo właśnie odbywał się juŜ w całym blasku zjazd 
munchengraetzki. Dawno juŜ i kilkakrotnie proszony o to Metternich 
zajął się dość gorliwie sprawą Kościoła w Polsce i Rosji na tym 
zjeździe. Naprzód konferował z wicekanclerzem rosyjskim Nessel- 
rodem, potem bardzo długo z cesarzem; konferowali ze sobą Franci- 
szek I i Mikołaj, ci ostatni aŜ przez dwie godziny podobno. Wygło- 
szono do siebie nawzajem mnóstwo frazesów. Mikołaj mówił cesa- 
rzowi austriackiemu, Ŝe jest zwolennikiem wolności wyznania, skar- 
Ŝ

ył się jednak na kler katolicki, Ŝe powstał swego czasu przeciwko 

prawowitej władzy, Ŝe jest niemoralny i mało wykształcony. Metter- 
nich rozmawiał z carem o Skórkowskim, car na wszystko się zgadzał, 
porozumiewano się - podobno - w atmosferze jak najŜyczliwszej. 
Jak było naprawdę - nie wiadomo. Tak co prawda opowiadał Metter- 
nich Ostiniemu, który tak się tym wszystkiem wzruszył, Ŝe uściskał 
i ucałował nawet kanclerza, a w liście do Bernettiego wyraŜał prze- 
konanie, Ŝe Pan Bóg specjalnie wybrał Metternicha dla podtrzymy- 
wania "dobrej sprawy politycznej" i religii zarazem. Zdaje sięjednak, 
Ŝ

e wybraniec BoŜy z Wiednia nie wszystko powiedział łatwowierne- 

mu nuncjuszowi. Ze działał w interesie Kościoła wówczas, to jest - 
zdaje się - pewne. Metternich obawiał się, jak sądzić wolno, Ŝe 
zarządzenia antykościelne rosyjskie wywoływać mogą wśród podda- 
nych cara niechęć, Ŝe mogą osłabiać monarchię i w ogóle dobry 
porządek w Rosji, dlatego teŜ - teraz i później - pod wpływem tych 
obaw, bo nie z czystej gorliwości religijnej, którą się nie odznaczał, 
szczerze odwodził cara od kroków antykościelnych. Ale w sprawie 
Skórkowskiego, sądząc z późniejszego jego postępowania, prawdo- 
podobnie porozumiewał się z carem w sensie poparcia jego kroków 
u papieŜa. Przecie juŜ uprzednio przyznał słuszność Mikołajowi, 
choć ganił środki, jakich ten uprzednio w stosunku do biskupa uŜy- 
wał; trudno przypuszczać, by w ciągu dwóch tygodni zdanie swe 
zupełnie zmienił i to na pogląd sprzeczny z całą swą dawną juŜ i do 
ś

mierci bodaj niezmienną ideologią. Najprawdopodobniej nie tylko 

background image

nie wziął Skórkowskiego w obronę, ale przyrzekł carowi starać się 
w Watykanie o usunięcie biskupa z diecezji. PapieŜ zatem miał teraz 
skorzystać z dobrego usposobienia dla Kościoła ze strony cara, a za 
to poświęcić mu Skórkowskiego. 11 listopada 1833 r. minister rosyj- 
ski przy Watykanie Gurjew posłał Bernettiemu streszczenie uchwał, 
powziętych w Schwedt i Munchengraetz. Zaraz następnego dnia 
Bernetti odpowiedział, Ŝe ojciec św. przyjął je z radością, Ŝe widzi 
w nich skuteczny środek do przywrócenia spokoju w Europie, do 
przeciwstawienia się propagandzie rewolucyjnej, sądzi, Ŝe przez ten 
akt wielkoduszny porządek publiczny nabrał tak potrzebnej dla spo- 
łeczności ludzkiej stałości. Słowa te były bez wątpienia szczere, choć 
wkrótce miano się w Watykanie w stosunku do skuteczności tych 
uchwał rozczarować. Mniejsza o to, Ŝe uchwały munchengraetzkie 
godziły niedwuznacznie w sprawę wolności ludów, w sprawę polską 
przede wszystkim, były za to w duchu konserwatywnym utrzymane. 
To raz, a po wtóre teraz papieŜ miał podjąć nową kampanię dyplo- 
matyczną na rzecz Kościoła w Rosji, trzeba było zatem okazać dla 
zasad tych jak największą Ŝyczłiwość. Tym razem, w wyŜszym niŜ 
dotąd stopniu, dyrygentem w akcji Watykanu miał być Mettemich. 
Podejmował się tego najchętniej, pełen był róŜowych nadziei, ale od 
razu za warunek powodzenia stawiał Watykanowi wpłynięcie na bi- 
skupa krakowskiego, by opuścił Kraków. PapieŜ moŜe napisać teraz 
list do cesarza, kanclerz poprze całą sprawę, poruszy kwestię przed- 
stawicielstwa Stolicy Apostolskiej w Rosji, ale Skórkowski musi 
wyjechać. Bo to jest człowiek -jak utrzymywał Tatiszczew - który 
Ŝ

ywi zapał dla niepodległości Polski, byłby zatem niebezpieczny 

nawet wtedy, gdyby się znalazł w jakimś klasztorze, ze względu na 
cześć, jaką otaczają go Polacy. Dopiero po jego ustąpieniu z bisku- 
pstwa kanclerz będzie mógł przedstawić carowi ustępliwość ojca św. 
i w tej sprawie. Donosząc o tym Bernettiemu, Ostini prosił ze swej 
strony, by ojciec św. wpłynął na Skórkowskiego w myśl Ŝyczeń Met- 
86 
ternicha. Bernetti nie spieszył sięjednak z odpowiedzią. Nie był pod 
bezpośrednim urokiem słów dyplomaty wiedeńskiego, a moŜe na- 
uczony niedawnym doświadczeniem obawiał się, Ŝe znowu za fraze- 
sy, do niczego nie zobowiązujące, Stolica Apostolska będzie musiała 
z góry całkiem realnie zapłacić. Działać trzeba było jednak koniecz- 
nie, okazja do tego była wyjątkowo pomyślna, trudności Watykanu 
w samych Włoszech-o czym sięniŜej opowie-wzrastały, toteŜ, gdy 
w dziesięć dni później, 29 listopada, nuncjusz przesłał napisany 
przez Metternicha projekt listu papieskiego do cesarza Mikołaja 
i znowu prosił o rezolucję w sprawie Skórkowskiego, odpowiednie 
instrukcje otrzymał. Nad pytaniem, co zrobić z biskupem krakow- 
skim, zastanawiała się specjalnie kongregacja do spraw kościelnych 
nadzwyczajnych, decyzję jej zatwierdził papieŜ, wykonał Bernetti. 
I gdy Skórkowski zawiadomił wreszcie nuncjusza, Ŝe cesarz rosyjski 
usunął go od zarządu diecezją, której administrację powierzył X. 
Adamowi Paszkowiczowi, wikariuszowi kapitularnemu archidiece- 
zji warszawskiej, gdy skarŜył się na nietaktowne tegoŜ postępowanie, 
w odpowiedzi na swoje pełne smutku listy otrzymał jeszcze smut- 

background image

niejszą odpowiedź. "Kardynał Bemetti - pisał Ostini - zawiadomił 
mnie o zatwierdzonej przez ojca św. decyzji kongregacji do spraw 
kościelnych nadzwyczajnych, by W. Ekscelencja dla swego i kościo- 
ła krakowskiego dobra zrzekł się rządów diecezji i stolicę biskupią 
opuścił. PapieŜ, kochając po ojcowsku W. Ekscelencję, ufa w synow- 
ską W. Ekscelencji wiarę, posłuszeństwo i cześć, Ŝe W. Ekscelencja 
zrezygnuje. Sekretarz stanu polecił mi w imieniu ojca św. powie- 
dzieć, Ŝe Jego Świątobliwość nie tylko zgadza się na tę rezygnację, 
lecz bardzo jej pragnie (sad et vehementer optare)". Na pociechę 
biskupa Ostini obiecywał, Ŝe postara się dla niego u rządu rosyjskie- 
go o środki utrzymania. Skórkowski miał iść zatem na wygnanie, ale 
nie jako biskup krakowski, lecz biskup bez diecezji, bo najego prze- 
niesienie do Przemyśla, co zresztą i tak byłoby degradacją, nie zgo- 
dził się rząd austriacki. Szczególnym zbiegiem okoliczności, gdy 
Ostini podpisywał pismo do Skórkowskiego, wzywające go do abdy- 
kacji, biskup w tym samym czasie, nie przewidując tego kroku nun- 
cjusza, słał mu jako pasten prawowity a gorliwy sprawozdanie ze 
stanu swej diecezji. 
Główna przeszkoda zatem na drodze prowadzącej do porozumie- 
nia z rządem rosyjskim została dla Watykanu usunięta, oporu biskupa 
się nie spodziewano. Ostini doniósł zaraz o wszystkim Tatiszczewo- 
wi, ten się ucieszył i obiecał zawiadomić o tym cesarza. Po drodze 
gładkiej, wolnej juŜ od wszelkich pneszkód, szedł przez Gurjewa list 
papieski do Petersburga z 4 stycznia 1834 r. PapieŜ dziękował carowi 
za łaskawe wyraŜenia pod adresem Kościoła w Munchengraetz, pro- 
sił o pomoc i opiekę dla religii katolickiej, szczene powtanał, Ŝe 
Kościół katolicki nie tylko nie aprobuje ducha buntu przeciwko pra- 
wowitej władzy, ale go powściąga i surowo potępia. Co więcej, Ko- 
ś

ciół stara się całkowicie usunąć tego ducha z umysłów katolickich, 

a w ten sposób pracuje nad pokojem i uspokojeniem poddanych ce- 
sarza. Kończąc, papieŜ wyraŜał swą ufność w lepszą pnyszłość Koś- 
cioła w państwie rosyjskim, a szczególnie w Królestwie Polskim. 
W ten sposób, pod dyktando Metternicha, zrzekając się własnej ini- 
cjatywy, nie wchodząc w szczegóły, nie dotykając prześladowania 
Kościoła, przemilczając swój Ŝal do cesarza za powolne uśmiercanie 
unii, apelowano do Mikołaja, domagano się zapłaty za dawne jesz- 
cze, ale znowu podkreślone zasługi, z których najwaŜniejszą, właści- 
wie jedyną, było nowe potępienie sprawy polskiej. Jeszcze przed 
uzyskaniem odpowiedzi cesarskiej juŜ za nią płacono całkiem realnie 
usunięciem Skórkowskiego, choć ten za dawne winy Ŝałował choć 
Watykanowi oddawał gorliwe usługi, informując go w sposób pew- 
ny, niezawodny o tym, co się na szkodę Kościoła działo w Króle- 
stwie. Znowu w trosce o dobro Kościoła, Watykan posuwał swą do- 
brą wolę do ostatnich granic, robił ofiarę ze swych istotnych pneko- 
nań, a licząc się z neczywistością przechodził do porządku nad nie- 
osiągalnymi wówczas pragnieniami politycznymi Polaków, by w za- 
mian za to ratować ich religię, co było zresztą głównym papieŜa 
zadaniem. Metternich polecił Ficquelmontowi, by podkreślił przed 
cesanem rosyjskim ustępliwość papieŜa w sprawie Skórkowskiego, 
by podniósł w związku z tym zasługę rządu austriackiego i aby starał 

background image

się o zmianę stosunku cara do religii, bo choć Polacy nie są dobrymi 
katolikami w prawdziwym tego słowa znaczeniu, to jednak sprawy 
religijne mają wśród ńich wielkie znaczenie. W dwa miesiące póź- 
niej przyszła do Watykanu odpowiedź Mikołaja. Pisał, Ŝe kieruje się 
w swych rządach zasadami tolerancji religijnej, choć z drugiej strony 
domaga się od kleru posłuszeństwa i wierności, bo tylko na wzajem- 
nym współdziałaniu opiera się dobro monarchii, dziękował znowu za 
encyklikę czerwcową, podnosił swą zasługę, Ŝe przywrócił ducho- 
wieństwu odpowiednie dla jego godności dochody, obiecywał czu- 
wać nad rzeczywistymi potrzebami Kościoła w swym państwie. 
Nie było w tym liście nic konkretnego, lecz o ile papieŜ juŜ dał 
swej dobrej woli dowody, cesarz miał ich dopiero dostarczyć. JakoŜ 
88 89 
dostarczył niedługo. W sierpniu 1834 r. Ostini słał do Rzymu wiado- 
mość, Ŝe w Warszawie rząd rosyjski skasował klasztor i kościół fran- 
ciszkanów obserwantów, aby uczynić z nich biskupstwo prawosław- 
ne, w październiku nuncjusz wysłał do Watykanu X. Ferrariego, 
który miał doskonałe informacje o opłakanym stanie Kościoła w Ro- 
sji, zwłaszcza unitów na Litwie i Rusi. W listopadzie Ostini donosił 
Bernettiemu, Ŝe rząd rosyjski sroŜy się przeciwko Kościołowi, Ŝe 
obecnie prześladuje najlepszego biskupa w Królestwie, tj. Gutko- 
wskiego, człowieka przywiązanego do Stolicy Apostolskiej i wierne- 
go rządowi, a prześladuje tylko za działalność religijną, bo przecie 
biskup ten udziału w powstaniu nie wziął. Przychodziły teŜ do Wa- 
tykanu wieści z innych stron, zwłaszcza o coraz bardziej opłakanym 
stanie unii w cesarstwie. Prześladowanie unitów - pisał w 1835 r. 
melancholijnie Bernetti - stało się, zdaje się, systemem religijnym 
i politycznym rządu rosyjskiego i to juŜ od czasów rewolucji pol- 
skiej. 
I ta zatem, po-munchengraetzka kampania Watykanu, zmierzająca 
do uzyskania w zamian za potępienie sprawy polskiej ustępstw na 
rzecz Kościoła, zawiodła zupełnie. Dla dobra Kościoła Watykan 
chciał nawet poświęcić Skórkowskiego, choć Ŝadnych dotąd konkret- 
nych przyrzeczeń od rządu rosyjskiego nie uzyskał. Tę nową ofiarę 
miał jednak udaremnić sam Skórkowski. 
        ROZDZIAŁ        VIII 
SPRAWA SKÓRKOWSKIEGO 
        1832-1836 
        Godząc się na rezygnację Skórkowskiego, dyplomaci watykańscy 

        robili to - zdaje się - z cięŜkim sercem, wobec przemoŜnej koniecz- 
        ności zewnętrznej. Była juŜ mowa o wielkiej, po r. 1833 jeszcze 
!       wzmoŜonej, gorliwości biskupa. Warto sięjej przyjrzeć z bliska, by 
        lepiej zrozumiećjego sprawy epilog. Ledwie skończył sięjego areszt 
        domowy, z października 1831 r., zaczynał energiczną a śmiałą kam- 
        panię na korzyść Kościoła. W kwietniu 1831 r., nie zraŜony dotych- 
        czasowym niepowodzeniem, wysłał do rezydentów trzech dworów 
        w Krakowie obszerny memoriał, w którym wyliczał skargi i preten- 
        sje Kościoła w stosunku do rządu wolnego miasta Krakowa. Dowo- 
        dził w memoriale, Ŝe kodeks Napoleona jest sprzeczny z religią ka- 

background image

        tolicką, a ta przecieŜ jest religią Krakowa. Prosił o zniesienie ślubów 
        cywilnych, bo zaczyna się szerzyć skandal, Ŝe niektóre osoby Ŝyją ze 
        sobą bez małŜeństwa kościelnego. Chciał, by ci, którzy zawarli ślub 
        cywilny, mieli wzbronione wspólne ze sobą mieszkanie przed zawar- 
        ciem ślubu kościelnego i aby sprawy małŜeńskie były sądzone jedy- 
        nie w sądach kościelnych. WyraŜał Ŝyczenie, by Ŝadna ksiąŜka na 
        temat religii lub moralności nie mogła być wydana bez pozwolenia 
        biskupa, by biskup mógł karać nieposłusznych sobie duchownych, 
        oczywiście środkami doczesnymi, bo duchownych nikt - zdaje się- 
        Skórkowskiemu nie kwestionował, domagał się, by rząd krakowski 
        wypłacał na seminarium duchowne 9000 zł rocznie itp. W memoriale 
        był zatem ujawniony znowu dawny, jeszcze z czasów przedlistopa- 
        dowych, stosunek biskupa do Kodeksu Napoleońskiego, do prawa 
        zaś małŜeńskiego przede wszystkim. Ale był tu i pewien krok dla 
        Krakowa wysoce groźny, a przy tym nielojalny. Wprawdzie wolne 
        miasto było pod wysoką protekcją trzech dworów sąsiednich, ich 
        ingerencja w sprawy krakowskie była prawnie i faktycznie prawie 
i       91 
nieograniczona. Skórkowski wiele liczył na poboŜność i prawość wydział teologiczny uznano 
za najwaŜniejszy na uniwersytecie, do- 
rezydenta austriackiego, jednak właściwie władzą bezpośrednio dano mu wykłady 
pedagogiki, katechetyki i dydaktyki, zwiększono 
kompetentną do wysłuchiwania zaŜaleń biskupa był senat krakow-  na tymŜe wydziale ilość 
godzin wykładowych z 20 do 36, stwonono 
ski. Skórkowski zatem niebacznie i nielojalnie podsuwał rządom nową katedrę nauczania 
religii. Biskup nie dziękował za to i nie 
opiekuńczym pretekst do ingerowania w sprawy miasta. Na szczę- okazał wdzięczności. Co 
do sprawy rektora, to nie ma Ŝadnego aktu 
ś

cie dla Krakowa głos biskupa zupełnie zignorowano, tym bardziej, czy statutu uniwersytetu 

krakowskiego, który by wykluczał prote- 
Ŝ

e rząd rosyjski słuszności poglądów Skórkowskiego nie podzielał. stania na stanowisku 

rektora, to raz, a po wtóre ort. 18 Konstytucji 
W cztery miesiące później Skórkowski ma nowy powód do zmar- Krakowa zniósł róŜnice 
wyznaniowe, jeśli chodzi o prawa cywilne i 
twienia i do skarg przed rezydentami państw opiekuńczych. Z bólem polityczne obywateli 
tego miasta. Ponadto przecieŜ Hube był juŜ 
wielkim, cum lachrimis, skarŜy się nuncjuszowi w sierpniu 1833 r., senatorem krakowskim i 
dziekanem na uniwersytecie, był teŜ rekto- 
Ŝ

e stało się to, czego się najbardziej obawiał, a mianowicie, Ŝe rekto- tem uniwersytetu, a 

zresztą rektor uniwersytetu krakowskiego ma 
tem uniwersytetu krakowskiego został nie katolik lecz protestant  raczej stanowisko 
honorowe, więcej od niego wpływu na uniwersy- 
Hube a przecie y y ą y ty j 
uniwers fet krakowski fundowali katolicc króla- fecie ma komisarz rz dow któ m est Hubner, 
katolik. Co do Sło- 
wie, zatwierdzili go i obsypali przywilejami papieŜe. Zgorszony hi- twińskiego, to został on 
tylko potwierdzony na katedrze, ale posiadał 
skup widział w j j y y g j g jąjuŜ przedtem; dlaczego miano by go z ersytet ać? W - 
te nominat i owoce ind ferent zmu celi i na o, ale uniw u usuw y 

background image

nie jedyny to był powód jego udręki, bo na tymŜe uniwersytecie  kłoda on według zasad 
ustalonych przez sławnych profesorów kano- 
zatwierdzono na katedrze prawa kanonicznego, co więcej, wybrano nistyki. Zresztą 
profesorowie wydziału teologicznego oraz prawa 
na dziekana wydziału prawnego prof. Słotwińskiego, który był auto- naturalnego i 
kanonicznego wykładają według autorów uŜywanych 
tem rozprawy De immunitate ecclesiastica, ponadto usunięto dwóch i na uniwersytecie 
lwowskim. Dwóch profesorów teologii, księŜy 
profesorów teologii, jakoby z powodu podeszłego wieku. Janowskiego i Kozłowskiego rząd 
usunął, bo jako urzędnicy, miano- 
I teraz skargi biskupa pozostawały bez echa, próba usunięcia z re- woni i opłacani przez 
władzę świecką, mogą być teŜ przez nią usu- 
ktorstwa niekatolika co prawdajednego z wybitniejszych wówczas wam. 

uczonych polskich, zupełnie się nie powiodła. Skórkowski nie wie- Zimna, a zarazem trochę 
ironiczna nota komisji mianowanej przez 
dział, Ŝe pozajego plecami toczy się tajemna akcja dyplomatyczna, rządy opiekuńcze nie 
miała być ostatnim ciosem, wymierzonym 
zmierzająca do jego usunięcia, wobec której Watykan musiał być w biskupa. JuŜ 
współcześnie Paskiewicz parł do usunięcia go z Kra- 
głuchy nawet na tak opłakane zdarzenia, jak mianowanie protestanta kowa i zastąpienia 
administratorem diecezji. ToteŜ mimo rad Paskie- 
rektorem uniwersytetu lub liberalnego uczonego profesorem prawa wicza, by naprzód 
załatwić tę sprawę z "dworem rzymskim", cesarz 
kanonicznego na wydziale prawnym w Krakowie. Gorliwy biskup Mikołaj I usuwał sam, na 
własną rękę Skórkowskiego od rządów nad 
nie przeczuwał, Ŝe w tym samym czasie kanclerz tak szanowanego częścią diecezji 
krakowskiej, znajdującej się w Królestwie Polskim, 
przezeń rządu austriackiego prosił Ostiniego o usunięcie go z krako- a administratorem tej 
części mianował X. Adama Paszkowicza, 
wskiej stolicy biskupiej. WszakŜe, choć o tym wszystkim nie wie- dotychczasowego 
administratora archidiecezji warszawskiej. Postać 
dział, sam fakt skargi wobec przedstawicieli państw akatolickich, to mało znana, ale 
prawdopodobnie człowiek niewybitny, spokojny, 
Rosji i Prus, n to, Ŝe akatolik został rektorem uniwersytetu, nie ale słaby, zdaje się, Ŝe dość 
poboŜny, a na pewno nądowi rosyjskie- 
dowodził zbyt wielkiej bystrości politycznej biskupa. JakoŜ otrzymał mu wysoce uległy. Na 
Skórkowskiego zaczęły się teraz sypać nie- 
wkrótce od nich surową odprawę. W piśmie do senatu wolnego mis- szczęściajedno za 
drugim. Nuncjusz wymawiał mu rzekome naleŜe- 
sta Krakowa komisja nadzwyczajna, mianowana przez wysokie nie do jakiegoś towarzystwa 
tajnego, członkowie kapituły w rozmo- 
dwory opiekuńze dla reorganizacji wolnego miasta Krakowa, od- wie z konsulem rosyjskim 
potępiali jego samowolę. 1 października 
rzuciła skargę Skórkowskiego. Biskup, zdaje się - mówiło to pismo Paszkowicz napisał do 
niego list z prośbą o jurysdykcję w diecezji. 
- ignoruje albo rlie umie ocenić tego, co komisja uczyniła w sprawie Ale Skórkowski nie 
chciał słyszeć o wyraŜeniu swej zgody na rozkaz 
nauczania religii katolickiej na uniwersytecie krakowskim. Przecie władzy świeckiej. 
Paszkowiczowi odpowiedział wprawdzie, Ŝe 

background image

92 93 
"z największą pokorą i uległością" poddaje się rozkazowi cesarskie- 
mu w sprawie zatrzymania dochodów biskupich, ale oświadczył za- 
razem, Ŝejurysdykcji duchownej jedynie Stolica Apostolska moŜe go 
pozbawić. Równocześnie zaś pisał ostro o Paszkowiczu do oficjała 
kieleckiego, X. Wysockiego: "nullam cum eo communicationem in 
spiritualibus vobis habere liceat". W ten sposób, rzucając coś w ro- 
dzaju ekskomuniki na Paszkowicza, biskup stawiał sprawę niezmier- 
nie ostro i stanowczo. Sytuacja zaczęła się wytwarzać powaŜna. Na- 
wet potępiający Skórkowskiego za udział w powstaniu biskup Gut- 
kowski przechylał się do zdania, Ŝe obecnie słuszność jest po stronie 
biskupa krakowskiego, a wezwanie kanonika Rozwadowskiego do 
ludu w katedrze, by się modlił za biskupa, jeszcze bardziej zaostrzyło 
sytuację w oczach rządu rosyjskiego. 
27 października 1833 r. szły w przeciwne sobie strony, z Kielc 
i Krakowa równocześnie, dwie skargi obu antagonistów: Skórko- 
wskiego i Paszkowicza. Pierwszy skarŜył się w Wiedniu przed Osti- 
nim na rząd rosyjski i tłumaczył, Ŝe nie chodzi mu o jego osobę, lecz 
o religiię, drugi zawiadamiał w Warszawie dyrektora komisji spraw 
wewnętrznych, Ŝe urzędowania w Kielcach objąć nie mógł, bo cho- 
ciaŜ jako wierny poddany chciałby wykonać najściślej wolę i rozkaz 
Najjaśniejszego Pana, to jednak jako kapłan ma sumienie związane 
ustawami boskiej religii i prawami Kościoła świętego, prosił tedy 
o pomoc ks. feldmarszałka. W trzy dni później znowu krzyŜowały się 
ich pisma. Paszkowicz prosił Skórkowskiego o jurysdykcję, tłuma- 
cząc się, Ŝe robi tak dlatego tylko, by zadośćuczynić woli cesarskiej; 
dopraszał się choćby tylko pozwolenia na pobyt w Kielcach, nie 
wiedząc, Ŝe tegoŜ dnia Skórkowski w piśmie do oficjała kieleckiego 
surowo mu pod karami kościelnymi pobytu tego zakazywał. Oby- 
dwaj liczyli na protekcję, jeden rosyjską, drugi watykańską. W grun- 
cie rzeczy jeden liczył na to słusznie, drugi miał się na tym zawieść 
niezadługo. Rząd rosyjski zdecydowanie poparł Paszkowicza, waty- 
kański w stosunku do Skórkowskiego zrobić tego nie mógł. Wpraw- 
dzie Ostini, uznając zapewne słuszność skargi Skórkowskiego, Ŝe 
moŜność usunięcia biskupa przez władzę świecką wywoła wśród 
wiernych złe wraŜenie, interweniował u Metternicha w tej sprawie, 
a ten przyznał mu słuszność i obiecał swoje wstawiennictwo za bi- 
skupem w Petersburgu, wprawdzie do Paszkowicza Skórkowski wy- 
słał niezmiernie ostre i karcące pismo, wzywając go zarazem, by 
opuścił Kielce, Watykan jednak zachowywał się wyczekująco, zwła- 
szcza Ŝe juŜ dochodziły doń przeciwnie Skórkowskiemu rady Met-. 
ternicha, a sam Ostini nalegał o instrukcje niechętne biskupowi. 
Równocześnie zaś z tym rosyjski naczelnik województwa krako- 
wskiego polecał oficjałowi kieleckiemu, by rozkazał duchowieństwu 
zerwanie wszelkich stosunków ze Skórkowskim, Paszkowicza zaś 
prosił usilnie o pozostanie w Kielcach. Nacisk zatem rosyjski się 
wzmagał, protekcja papieska Skórkowskiego malała. Nad biskupem 
zaczął się unosić ponury cień Munchengraetzu. Jeszcze raz wysłał 
monit Paszkowiczowi, choć tym razem łagodniejszy, 11 grudnia 
1833 r., ale juŜ w kilka dni potem spadło nań nagle wezwanie ze 

background image

strony nuncjusza wiedeńskiego do rezygnacji. Mówiło się wyŜej 
o genezie tego wezwania i o jego spodziewanych dla Watykanu na- 
stępstwach. Sprawa stawała sięjasna. Biskup miał się poświęcić dla 
dobra Kościoła w państwie rosyjskim. Ale dla Skórkowskiego rzecz 
nie była tak jasna jak się zdawało dyplomatom watykańskim. "Na 
walczącego z przeciwną sobie burzą nowy ucisk przyszedł w postaci 
listu Waszej Ekscelencji" - pisał do Ostiniego, rozwaŜając w liście 
szanse swego ustąpienia. Prawda, rezygnacja dałaby mu spokój, ale 
przecieŜ dobry pasterz winien dać Ŝycie własne za powierzone sobie 
owce, a gdyby nawet ustąpił cesarzowi rosyjskiemu, to kto uwierzy, 
Ŝ

e zrobił to dobrowolnie? AjeŜeli tak, jeśli nikt nie uwierzy, to jaki 

będzie wpływ tej rezygnacji na innych biskupów, na kler, na wier- 
nych? Rzecz zatem wymaga namysłu. 
Ale Ostini musiał być głuchy na to rozumowanie. Trzeba było za 
wszelką cenę oczyścić grunt na drodze porozumienia Watykanu 
z Rosją, by list papieski odniósł swój cel. 6 stycznia zatem Ostini 
ponowił swe Ŝądanie i nalegał w imieniu papieŜa, by Skórkowski 
ustąpił. Zaklinał go na dobro diecezji krakowskiej, na przywiązanie 
do Stolicy Apostolskiej. W cztery dni później jeszcze raz nalegał na 
biskupa. Tłumaczył mu, Ŝe propozycję tę robi nie w swoim imieniu, 
lecz jest tylko narzędziem papieŜa, Ŝe to sam ojciec św., zwaŜywszy 
to wszystko, "ze względu na swoją mądrość i dobro nie tylko Kościo- 
ła krakowskiego, ale i całej sprawy katolickiej w Królestwie Pol- 
skim", rezygnację tę postanowił. Skórkowski był jednak nieugięty. 
W odpowiedzi nuncjuszowi pisał, Ŝe pojedzie w tej sprawie do Rzy- 
mu, ale na racje nuncjusza się nie zgadza i z diecezji nie ustąpi, 
dopóki nie otrzyma odpowiedniego brewe od papieŜa. 
Wskutek oporu Skórkowskiego i Watykan stawał w dość trudnej 
sytuacji. Usunąć biskupa moŜna było tylko na skutek procesu kano- 
nicznego, ą do tego nie było właściwie powodu. Bo z jednej strony 
94 ; ... 95 
był to pasterz wysoce gorliwy, a z drugiej nakaz ustąpienia, dany ewentualności, 
przewidzianej w instrukcji od Capacciniego. "Z listu 
Skórkowskiemu, byłby ustępstwem poniŜającym wobec rządu rosyj- Waszej Ekscelencji - 
pisał Skórkowskiemu - widać, Ŝe nie chce dać 
skiego i wywołałby jak najgorsze wśród kleru polskiego wraŜenie. Paszkowiczowi władzy w 
swej diecezji bez wiedzy ojca św., otóŜ 
Co innego, gdyby ustąpił dobrowolnie, tego jednak biskup zrobić nie woląjest ojca św., aby 
Wasza Ekscelencja władzy tej Paszkowiczowi 
chciał. Na szczęście dla Watykanu sam Skórkowski otwierał maŜ- udzielił. W razie 
wątpliwości moŜe się Wasza Ekscelencja odnieść do 
ność wyjścia z tej trudnej sytuacji, bo obiecywał swój wyjazd do  Rzymu, a tam się przekona, 
Ŝ

e taka a nie inna jest wola papieŜa". 

Rzymu. W Rzymie, a raczej -jak się zdaje - w Wiedniu, moŜna było A gdy Skórkowski nie od 
razu odpowiadał, Ostini wysłał doń nowy 
biskupa zatrzymać, a tymczasem w Krakowie wyznaczyć mu zasię- list, w którym 
przypominał naprzód biskupowi o jego projekcie wy- 
pcę. ToteŜ papieŜ ogromnie się z tego postanowienia biskupa ucie-  jazdo do Rzymu i o tym, 
Ŝ

e ojciec św. polecił mu, by dał władzę 

background image

szył, nuncjusz wiedeński postarał się natychmiast o paszport dla w swej diecezji 
Paszkowiczowi. Kończąc swój list, wyraŜał przeko- 
niego, zadowolony był, zdaje się, i rząd rosyjski. Znowu jednak ze- nenie, Ŝe Skórkowski 
spełniłjuŜ albo wkrótce spełni to, co ojciec św. 
psuł wszystko Skórkowski. Domyślił się widać, co go czeka w Rzy- w swej mądrości uznał za 
konieczne do spełnienia. Trudno się dzi- 
mie i postanowił nie jechać. Tym niemniej rezygnacji z biskupstwa wić, Ŝe Skórkowski nie od 
razu odpowiedział na pierwszy list Osti- 
nie posłał nuncjuszowi. Sytuacja stawała się znowu wysoce trudna niego. Stawał przecie 
wobec sytuacji ogromnie trudnej: miał ustąpić 
do wyjaśnienia. Przyspieszyłjej rozwiązanie rząd rosyjski. 20 lutego tak zwalczanemu przez 
siebie Paszkowiczowi, którego uwaŜał za 
poseł rosyjski w Rzymie Gurjew podpisał notę do sekretarza stanu człowieka szkodliwego. 
Nie mógł wobec tego zrozumieć ustępliwo- 
w której zawiadamiał go, Ŝe rząd rosyjski usunął Skórkowskiego od ści Stolicy Apostolskiej 
wobec rządu rosyjskiego. MoŜliwe teŜ, Ŝe 
zarządu diecezją krakowską za udział w buncie polskim, oraz prosił; działała tu obraŜona 
miłość własna biskupa. Po bardzo ostrych li- 
by papieŜ na dowód swego przyjaznego usposobienia dla cesarza dał stach do Paszkowicza 
miał mu przecie teraz przesłać to, czego dotąd 
Paszkowiczowi władzę potrzebną do administrowania tą diecezją. uczynić nie chciał, miał 
przekreślić własny, a tak mocny dotąd, upór. 
Pismo Gurjewa było wyraźnym pendant do listu papieskiego, musie- "Nie rozumiem jak 
mogę dać władzę Paszkowiczowi" - odpowiadał 
ło się zatem spotkać z odpowiedzią przychylną. JakoŜ zastępca se- zatem nuncjuszowi 31 
marca. 
kretarza stanu Capaccini odpowiedział Gurjewowi, Ŝe choć papieŜ 
nie moŜe swobodnie rozporządzać zarządem diecezji krakowskiej, Jest to sprzeczne przecie z 
prawem kanonicznym, na przeszkodzie 
bo biskup jej nie nadesłał dotąd swej dymisji, wszakŜe aby dać cesa- . temu stoi postępowanie 
Paszkowicza i w ogóle jego charakter. Pasz- 
rzowi nowy dowód swej przyjaźni, papieŜ upowaŜnił nuncjusza wie- kowicz go nie posłuchał, 
wskutek tego wpadł w cenzury kościelne, 
deńskiego do mianowania na administratora diecezji krakowskiej stał się zgorszeniem dla 
diecezji i dla całego Królestwa Polskiego. 
tego duchownego, którego pragnie cesarz rosyjski. Równocześnie Domaga się tego 
wprawdzie cesarz, ale to łamie prawa i powagę 
Capaccini wyjaśniał Ostiniemu powody tego postanowienia. Ojciec Kościoła, wprowadza do 
Polski schizmę. Wreszcie dodawał, Ŝe do 
ś

w. - pisał - widzi moralną konieczność zgodzenia się na mianowa- , Rzymu pojedzie dopiero 

wtedy, gdy będzie wiedział, Ŝe jego wikar- 
nie Paszkowicza administratorem części diecezji krakowskiej przede jusz generalny, którym 
jednak w Ŝadnym razie nie moŜe być Paszko- 
wszystkim dlatego, by dobrze usposobić cesarza rosyjskiego dla Ko- wicz, będzie miał 
jurysdykcję w całej diecezji. Odpowiedź biskupa 
ś

cioła i Stolicy św. Polecał zatem nuncjuszowi, by wpłynął na Skór- była bardzo stanowcza, 

ale - nie mówiąc o tem, Ŝe przesadzała na 
kowskiego, aby ten dał władzę odpowiednią w swej diecezji Paszko- temat postępowania 
Paszkowicza, który nie okazał aŜ tyle złej woli, 

background image

wiczowi, a gdyby biskup tego uczynić nie chciał, sam nuncjusz miał jak mu to przypisywała - 
była właściwie bezprzedmiotowa. Skórko- 
mu tej władzy udzielić z woli ojca św. Capaccini zapowiadał, Ŝe wski nie wiedział, Ŝe Ostini 
otrzymał juŜ pozwolenie postąpienia 
gdyby biskup okazał w tej sprawie swój upór, to ojciec św. przejdzie nawet wbrew jego woli, 
i Ŝe prosząc jeszcze biskupa, chciał zacho- 
do dalszych rozporządzeń. O piśmie Capacciniego Ostini zawiado- wać pewne formy i 
oszczędzić mu do pewnego stopnia przykrości. 
roił zaraz Tatiszczewa, który wyraził z tej racji zadowolenie, a w sto- Czy Skórkowski miał 
pewne racje ze sobą czy nie, w to nie chciano 
sunku do Skórkowskiego postanowił naprzód spróbować pierwszej sięjuŜ wdawać; Ŝądanie 
rosyjskiejuŜ dawno zwycięŜyło nad Tybrem 
wszelkie skrupuły biskupa i chodziło tylko o jego wykonanie. Ostini 
96 ( . 97 
okazał sporo taktu, pertraktując z biskupem, skoro i tak instrukcje 
watykańskie pozwalały mu na radykalniejsze załatwienie sprawy. 
Próbował nawet uzyskać u Tatiszczewa, by rząd rosyjski, usuwając 
Skórkowskiego, zgodził się na uznanie mianowanego przez tegoŜ 
administratora diecezji. Ale Nesselrode informował Tatiszczewa, Ŝe 
cesarz rosyjski takiego administratora nie przyjmie i chce, by nim 
został jedynie Paszkowicz. Mówiło się wyŜej, Ŝe Mikołaj juŜ miano- 
wał na to stanowisko Paszkowicza, zrozumiałe jest zatem, Ŝe cofnąć 
się nie mógł. Z kolei sytuacja Ostiniego stawała się bardzo trudna. 
Wychodził z niej jednak bardzo zręcznie, a zarazem taktownie. Cho- 
dziło mu o zachowanie przynajmniej pozorów prawnych. Biskup 
ustąpić musiał, to nie ulegało wątpliwości, ale naleŜało ratować jego 
honor biskupi, ratować pozory jego władzy wobec rządu rosyjskiego, 
to zaś mogłoby nastąpić jedynie wówczas, gdyby biskup, usuwany 
wprawdzie przez rząd, dał jednak w swym imieniu władzę zastępcy, 
tj. Paszkowiczowi. O tym, by samego Skórkowskiego zmusić do 
rezygnacji z biskupstwa, o czym myślano poprzednio, obecnie nie 
było mowy z powodu jego uporu. ToteŜ jeszcze raz Ostini przypo- 
mniał Skórkowskiemu obietnicę wyjazdu do Rzymu, a w tydzień 
później bardzo grzecznie, ale juŜ stanowczo, przystępował do ostate- 
cznego wykonania decyzji Watykanu. Informował Skórkowskiego 0 
swych instrukcjach otrzymanych z Rzymu, i jeszcze raz prosił, by 
biskup dał władzę w swej diecezji Paszkowiczowi. "JeŜeli Wasza 
Ekscelencja-pisał-nie chce tego zrobić, toja sam władzętęprześlę 
Paszkowiczowi na ręce Waszej Ekscelencji, zaznaczając jednak 
w piśmie do tegoŜ, Ŝe udzielam jej za zgodą Waszej Ekscelencji. 
Gdyby Wasza Ekscelencja i na to nie chciał się zgodzić, to ja prześlę 
tę władzę i zaznaczę tylko, Ŝe zwracałem się w tej sprawie do Waszej 
Ekscelencji. Proszę o odpowiedź w przeciągu 20-25 dni". Aby zaś 
łatwiej przekonać Skórkowskiego wyjaśniał, Ŝe papieŜ obiecał to 
zrobić dla rządu rosyjskiego, a ten ostatni dąŜył do szybkiego zała- 
twienia sprawy. W Munchengraetz, dzięki cesarzowi austriackiemu, 
została otwarta droga do porozumienia między papieŜem i cesarzem 
rosyjskim, na drodze tej nie moŜe być przeszkód. O liście tym Ostini 
zawiadomił natychmiast Tatiszczewa i Bernettiego. Temu ostatnie- 
mu komunikował, Ŝe w świetle relacji Gutkowskiego Paszkowicz nie 

background image

jest tak złym człowiekiem, jak go przedstawia Skórkowski, pytał, co 
zrobić, gdyby ten zajął w całej sprawie stanowisko negatywne do 
końca, prosił o brewe dla Paszkowicza i Skórkowskiego i - bez wąt- 
pienia pod wpływem rozmowy z Metternichem - przypominał, Ŝe 
nie trzeba zamykać drogi otwartej w Munchengraetz. Pismo to mija- 
ło się z depeszą od Bernettiego, w której tenŜe aprobował całkowicie 
postępowanie nuncjusza, był zaś ciekawy, czy biskup nareszcie do 
Rzymu pojedzie. 
Ale cała ta zręczna, przez Metternicha i Tatiszczewa częściowo 
sugerowana taktyka rozbiła się zupełnie o upór Skórkowskiego. Nie 
zgodził się na rezygnację z biskupstwa, do Rzymu jechać nie myślał, 
teraz zaś pisał do Ostiniego 23 kwietnia stanowczo a nieoczekiwanie: 
"z listu Waszej Ekscelencji widzę jasno..., Ŝe Najświętszy Pan 
Nasz... jest przekonany, Ŝe ja nie mogę udzielić Paszkowiczowi 
poŜądanych uprawnień, Jego Swiątobliwość upowaŜnił do tego Wa- 
szą Ekscelencję... niechŜe zatem Wasza Ekscelencja robi, co uwaŜa 
za stosowne, mnie zaś uwolni od czynności, przeciwnych memu 
głębokiemu przekonaniu i sumieniu". 
Nie było juŜ zatem mowy o skłonieniu biskupa do ustąpienia. 
Zaraz teŜ Ostini zawiadomił Paszkowicza, Ŝe papieŜ mianował go 
administratorem tej części diecezji krakowskiej, która się znajduje 
w Królestwie Polskim, równocześnie zaś zawiadomił o swym kroku 
sekretarza stanu, prosząc o brewe papieskie do Skórkowskiego. I te- 
raz jego depesza do Rzymu minęła się w drodze z pismem Bernettie- 
go, aprobującym jego postępowanie. JuŜ 3 maja naczelnik wojenny 
województwa krakowskiego otrzymał z Wiednia nominację Paszko- 
wicza, a 13 maja Adam Tomasz Lauda Paszkowicz zawiadamiał 
o tym wiernych diecezji krakowskiej. 
Zdawałoby się, Ŝe juŜ wszystko Watykan zrobił w tej sprawie, aby 
zapewnić Kościołowi w Rosji dobroczynne skutki Munchengraetzu, 
aby przyjaznego tonu w liście papieskim do Mikołaja nie osłabić 
Ŝ

adnym dysonansem. Tak z pewnością sądził Watykan, ale innego 

zdania był rząd rosyjski. Odniósłszy jedno zwycięstwo, sięgał on 
teraz konsekwentnie po drugie, które równieŜ miało być zapłatą za 
Munchengraetz. Tatiszczew zwrócił się do Ostiniego, by ten wpłynął 
na Skórkowskiego, aby biskup w ogóle opuścił Polskę. Ostini nie 
próbował - zdaje się - przeciwstawiać się temu Ŝądaniu. Bardzo 
moŜliwe, Ŝe i tym razem Tatiszczewa poparł Metternich. JuŜ 2 maja 
1834 r. Ostini prosił Bernettiego jeszcze raz, by papieŜ przysłał bre- 
we Skórkowskiemu dla uspokojenia sumienia tegoŜ i aby zachęcił go 
do opuszczenia Polski, bo jego obecność tutaj "mogłaby słuŜyć do 
zagrzewania głów polskich do nowych buntów, o których zapewne 
myślą, i do skompromitowania religii katolickiej, Stolicy św. i same- 
98  99 
go biskupa". W zakończeniu depeszy dodawał, Ŝe poseł rosyjski 
w Rzymie wręczy papieŜowi odpowiedź na jego list ze strony cesa- 
rza rosyjskiego i Ŝe wobec tego droga do porozumienia między Wa- 
tykanem a Rosją jest otwarta. I zgoda papieŜa na usunięcie Skórko- 
wskiego z Polski miała być zatem z góry uiszczaną zapłatą za frazesy 
rzucane w Munchengraetz. Znowu dokoła Skórkowskiego wytwa- 

background image

rzała się sytuacja bardzo powaŜna. Tatiszczew domagał się w stosun- 
ku do biskupa środka wysoce ostrego, na który niełatwo było się 
zgodzić Stolicy Apostolskiej. ToteŜ Bernetti w odpowiedzi nuncju- 
szowi wyraŜał swe zadowolenie, Ŝe sprawa diecezji krakowskiej 
została ukończona, kwestię wpłynięcia na Skórkowskiego, by opu- 
ś

cił Polskę, pomijał milczeniem, a w sprawie brewe do biskupa wy- 

jaśniał, Ŝe ojciec św. go nie napisze, lecz poniewaŜ Skórkowski pisał 
do kardynała de Gregorio, przeto papieŜ wyrazi biskupowi swą wolę 
przez tegoŜ kardynała. Odpowiedź tajest wysoce charakterystyczna 
dla tej draŜliwej sytuacji, w jakiej Watykan się znalazł w całej spra- 
wie Skórkowskiego. Skórkowski po kilkakroć prosił, by sam ojciec 
ś

w. objawił mu swą wolę, Ŝe to z jego rozkazu ma się wyrzec rządów 

diecezji; o to pismo papieskie prosił, i to nie raz, nuncjusz Ostini. 
A jednak brewe takiego papieŜ Skórkowskiemu nie posłał. Dlacze- 
go? Sprawa była przecieŜ waŜna, biskup gorąco tego brewe pragnął. 
Na wytłumaczenie pewne tego negatywnego stanowiska papieŜa do- 
wodów brak, ale tłumaczy je to jedno chyba prawdopodobieństwo: 
nawet chcąc spełnić pros'by Skórkowskiego i Ostiniego, co papieŜ 
mógł w tym brewe napisać? Ze chce ustąpienia Skórkowskiego po 
prostu - to byłoby powiedziane zbyt mało. śe chce tego dla dobra 
Kościoła - to by Skórkowskiego nie przekonało i nie byłoby szczere; 
przecie Skórkowski był biskupem bardzo gorliwym, właściwych, 
słusznych zarzutów przeciw niemu w r. 1833 i 34 nie posiadano. 
Watykan byłby go nigdy nie potępił; faktycznie papieŜ ustępował, dla 
dobra Kościoła wprawdzie, ale przed siłą i bezprawiem. W owym 
upragnionym przez Skórkowskiego brewe trzeba by było albo się 
przyznać do tego, albo pokryć całą rzecz frazesami. Ani jednego, ani 
drugiego zrobić - zdaje się - nie chciano i tu leŜy powód odmowy 
papieŜa. 
Ale choć nie spełniono prośby Skórkowskiego, trzeba było za- 
dośćuczynić Ŝądaniu Tatiszczewa, tj. wpłynąć na biskupa, by zupeł- 
nie swą diecezję opuścił. Sam rząd rosyjski rozumiał - zdaje się - Ŝe 
sprawa jest trudna do wykonania. Kto wie, czy nie dlatego właśnie 
próbowano Ostiniemu dać order rosyjski. Ale nuncjusz, choć w coraz 
większej zostawał przyjaźni z Tatiszczewem, odmówił. Metternich 
tłumaczył podobno Tatiszczewowi, Ŝe odmowa nastąpiła wskutek 
tego, iŜ nic dotąd nie zrobiono dla Kościoła w Rosji, gdy tymczasem 
nuncjusz związałby się dekoracjami rosyjskimi. Sam Ostini dzięku- 
jąc ambasadorowi rosyjskiemu za ten dowód Ŝyczliwości, tłumaczył 
zarazem, Ŝe zgodzić się nie moŜe. Rozmawiali ze sobą w atmosferze 
wysoce przyjaznej. Nuncjusz proponował, by cesarz przedstawił 
w Rzymie listę dobrych katolików i wiernych swych poddanych, 
a wtedy on, nuncjusz, postara się u ojca św., by zostali biskupami. 
"Dodałem - raportował Bernettiemu - Ŝe w ten sposób zmusi się do 
milczenia złośliwość Polaków, którzy oskarŜają cesarza, Ŝe nie chce, 
by w jego państwie stolice biskupie były obsadzone". Tatiszczew 
przyjął to oświadczenie do wiadomości, ale równocześnie pytał, jaki 
jest zamiar papieŜa w stosunku do biskupa Skórkowskiego. Ostini 
odpowiedział, Ŝe papieŜ chce go wezwać do Rzymu. Tatiszczew 
wyraził z tego powodu swe zadowolenie, nalegał jednak, by ten 

background image

wyjazd szybko nastąpił. Sprawa Skórkowskiego znowu się zjawiała 
jako przeszkoda na drodze do ostatecznego porozumienia między 
Rosją i Watykanem. Nie ulega wątpliwości, Ŝe Watykan zupełnie się 
zgadzał na poświęcenie biskupa, ale nie tak łatwe było jego usunięcie 
z diecezji. Co gorsza, Skórkowski po dawnemu a z uporem w czym 
mógł sprzeciwiał się Paszkowiczowi. Chcąc mieć personalia księŜy 
ze swej części diecezji krakowskiej, Paszkowicz zwrócił się do Kra- 
kowa, by mu dano tę część archiwum biskupiego, która dotyczy 
diecezji krakowskiej w Królestwie. Skórkowski kategorycznie od- 
mówił, pozwalał tylko na zasięganie informacji w swym archiwum. 
PoniewaŜ cholera i inne wypadki zabrały wielu księŜy z diecezji Pa- 
szkowicza, tenŜe chciał, by biskup-sufragan krakowski Zglenicki 
przybył do Kielc i wyświęcił na kapłanów kilku kleryków, choć nie 
był to czas na święcenia kapłańskie przeznaczony, ale i na to Skórko- 
wski się nie zgodził. Swym uporem pogarszał jeszcze sytuację 
w chwili, gdy rząd rosyjski nalegał na jego usunięcie. PoniewaŜ nie 
miano dostatecznych powodów, by zmusić biskupa do rezygnacji, 
wrócono zatem do dawnego pomysłu ściągnięcia go do Rzymu. Nie- 
dawną tę myśl odświeŜał teraz poseł rosyjski w Rzymie, Guriew. 
Nalegał, by papieŜ wysłał po prostu Skórkowskiemu brewe, wzywa- 
jące go do Rzymu. Guriew nie wiedział, Ŝe dotyka sprawy niezmier- 
nie przykrej dla papieŜa; papieŜ takiego brewe, nawet przy całej 
ustępliwości dla rządu rosyjskiego, nawet ze względu na swój list do 
cesarza rosyjskiego, wysłać nie mógł. Mógł tylko polecić załatwienie 
101 
100 
sprawy zręczności Ostiniego. JakoŜ Ostini 11 lipca 1834 r. przypo- 
minał biskupowi, Ŝe tenŜe juŜ w styczniu obiecywał udać się do 
Rzymu, a jednak obietnicy nie wykonał, choć papieŜ sądził, Ŝe to 
nastąpi. Prosił zatem nuncjusz, by obecnie biskup nie zwlekał z tą 
podróŜą, bo ojciec św. oczekuje go "z najczulszym uczuciem swego 
ducha ojcowskiego". Ale i na to "ojcowskie uczucie" Skórkowski 
pozostał głuchy. "List Waszej Ekscelencji z 11 lipca - odpowiadał 
nuncjuszowi - zwiększył wprawdzie mój ból i ucisk, ale wcale nie 
przekonał mnie o potrzebie odbycia podróŜy, bo warunek odbycia tej 
podróŜy, podany w moich listach z 15 I i 31 III nie zasłuŜył sobie na 
Ŝ

aden szacunek Waszej Ekscelencji" (itineris, cuius condito in bims 

meis... litteris nullum ex parte Excellentiae Vestrae promeruit re- 
spectum). Równocześnie Skórkowski oświadczał, Ŝe nie ma powodu, 
byjechał do Rzymu, choćby dlatego, Ŝe majuŜ około siedemdziesię- 
ciu lat i nie jest zdolny do tak dalekiej podróŜy. 
Stanowczy ten, a nawet ostry list stwarzał niezwykłą, rzadko 
w dziejach Kościoła katolickiego spotykaną sytuację. Biskup bez 
oparcia z Ŝadnej strony walczył niezłomnie zarówno ze swą władzą 
duchowną, jak i świecką, odpierał ataki zarówno Watykanu, jak i rzą- 
du rosyjskiego. Do uŜycia kar duchownych względem niego nie było 
powodu, zresztą uŜycie ich względem tego gorliwego i mającego 
słuszność za sobą biskupa byłoby przyznaniem się do poniŜającej 
ustępliwości wobec władzy świeckiej; usunięcie go siłą byłoby zwy- 
kłym gwałtem, a wobec tego zwycięstwem pyrrusowym. ToteŜ Ŝadna 

background image

ze stron walczących ze Skórkowskim nie chciała się uciekać do tych 
ś

rodków ostatecznych, choć rząd rosyjski proponował, by to zrobił 

Watykan. Oczywiście Ostini nie mógł odpowiedzieć dyplomatom 
rosyjskim, by rząd uŜył siły, ale rozumiał dobrze, Ŝe jednak zadecy- 
dować musi Watykan i dlatego prosił Bernettiego o disposizioni te 
piu ecaci w stosunku do Skórkowskiego. Niezałatwienie dotąd 
sprawy biskupa Ostini uwaŜał za swoje niepowodzenie, bo i jego 
sytuacja stawała się podejrzana. Jeszcze raz prosił, by papieŜ wysłał 
brewe do Skórkowskiego. Istotnie, z winy biskupa Ostini znalazł się 
w wysoce trudnych warunkach. Watykan powierzał mu załatwienie 
sprawy, ambasada rosyjska nalegała, popierał ją Metternich, a tym- 
czasem nie moŜna było nic zrobić z powodu uporu biskupa. Nalegał 
w Rzymie o brewe papieskie, a tymczasem papieŜ wydać tego brewe 
nie chciał. Rozstrzygnięcie całej tej sprawy przyszło jednak od pa- 
pieŜa. Z rozkazu papieŜa napisał do Skórkowskiego list kardynał de 
Gregorio, do którego biskup napisał 25 lipca, jakby nie ufając Osti- 
niemu, z prosóą o wywiedzenie się, jakajest naprawdę wola papieŜa 
w tej sprawie. De Gregorio odpowiadał stanowczo: "Jest Ŝyczeniem 
ojca św., byś się udał do Wiednia lub gdzie indziej, a rządy diecezją 
powierzył komu innemu". Donosząc o tym liście Ostiniemu, Bernetti 
wyraŜał swe przekonanie, Ŝe teraz z pewnością Skórkowski opuści 
swą diecezję. Znowu jednak dyplomację papieską spotkał zawód. 
Skórkowski zgadzał się wyjechać z Krakowa, ale pod warunkiem, Ŝe 
papieŜ wyrazi swą wolę po temu w specjalnym liście. Ostini był 
oburzony. "Biskup krakowski - pisał Bernettiemu - pogardza naszy- 
mi przedłoŜeniami na drodze dyplomatycznej". Zwłoka w całej tej 
sprawie - skarŜył się- wywołuje jak najgorsze wraŜenie. 
W rzeczywistości Skórkowski widział jednak, Ŝe dalszy opór jest 
bezcelowy. Zaczął się liczyć z moŜliwością wyjazdu, ale nie do Rzy- 
mu czy Wiednia; chciał zamieszkać w Austrii, niedaleko od swej 
diecezji. Na to jednak nie zgadzał się Metternich. 
Bądź co bądź sprawa wyjazdu Skórkowskiego była juŜ bodaj na 
dobrej drodze, gdy wtem zdarzył się wypadek, który na nowo wszy- 
stko zepsuł. Na początku października 1834 r. umarł administrator 
części diecezji krakowskiej, X. Adam Paszkowicz. Wśród urzędni- 
ków rosyjskich powstało przypuszczenie, Ŝe go otruto. Przeprowa- 
dzono zatem śledztwo, które wykazałojednak, Ŝe o otruciu nie moŜe 
być mowy, Ŝe PaszkowiczjuŜ dawno chorował na hemoroidy. Wsku- 
tek śmierci Paszkowicza powstało znowu pytanie, kto będzie zarzą- 
dzał znajdującą się w Królestwie Polskim częścią diecezji krako- 
wskiej, bo o tym, by to robił Skórkowski, nie było mowy. Rzecz była 
tym waŜniejsza, Ŝe właśnie dlatego Skórkowski wstrzymał swój wy- 
jazd, i tym trudniejsza, Ŝe rząd rosyjski nie wyznaczył nikogo na 
miejsce Paszkowicza, wybór miał naleŜeć do Watykanu, a temu wy- 
padało porozumieć się z biskupem. JakoŜ Bernetti polecił Ostiniemu, 
by uzyskał od rządu rosyjskiego zgodę na to, aby Skórkowski mógł 
wyznaczyć duchownego, który by zarządzał całą diecezją krako- 
wską. Ambasador rosyjski odpowiedział jednak, Ŝe cesarz Mikołaj 
bez wątpienia na to się nie zgodzi. Wobec tego sprawę wyznaczenia 
zastępcy Skórkowskiego musiał załatwić i tym razem Ostini, a bi- 

background image

skupa juŜ wcześniej wezwał kardynał de Gregorio, aby rerum at 
temporum necessitati serviens opuścił Kraków. Ale Skórkowski by- 
najmniej nie śpieszył się, by usłuchać tego podwójnego, bo i z Waty- 
kanu i z Petersburga wezwania. W grudniu 1834 r. Tatiszczew miał 
wieści z Krakowa, Ŝe pod koniec tegoŜ roku Skórkowski wyjedzie, 
102 103 
ale jeszcze w lutym następnego roku informował Ostiniego, Ŝe bi- 
skup nie myśli o wyjeździe i Ŝe jednak naleŜy tę sprawę wreszcie 
załatwić. Ostini tłumaczył się, Ŝe biskupajuŜ skłaniano do wyjazdu, 
był jednak jego uporem ogromnie rozgoryczony. "Ubolewać zapra- 
wdę naleŜy - skarŜył się Bernettiemu - nad uporem tego biskupa, bo 
zjego powodu rząd rosyjski moŜe nie dawać posłuchu naszym skar- 
gom. Wydaje mi się zatem konieczne bezwzględnie skończyć z tą 
sprawą". 
Tatiszczew miał trochę słuszności, pisząc, Ŝe Skórkowski zmienił 
zdanie, bo istotnie 20 grudnia 1834 r. biskup pisał do kardynała de 
Gregorio, Ŝe opuści Kraków i pojedzie do Opawy na Śląsk Cieszyń- 
ski, ale nie zaraz, bo z powodu zimy w Opawie nie moŜna znaleźć 
mieszkania, lecz dopiero na wiosnę 1835 r. Tymczasem zaś nie prze- 
rywał swojej pasterskiej działalności bez względu na to, Ŝe nie w ca- 
łej diecezji mogła być ona skuteczna. 2 lutego 1835 r. wydał nawet 
list pasterski o małŜeństwie, w którym wyjaśnił, Ŝe małŜeństwo za- 
warte przed urzędnikiem świeckim nie upowaŜnia jeszcze małŜon- 
ków do poŜycia ze sobą dopóty, dopóki nie otrzymają ślubu kościel- 
nego. Wreszcie nadeszła wiosna, która miała zakończyć sprawę, 
przyszedł kwiecień i maj, ale Skórkowski znowu zapomniał i o obiet- 
nicy danej kardynałowi de Gregorio, i o naleganiach tego ostatniego. 
JuŜ w kwietniu przypominał o tym Tatiszczew, a w połowie maja 
1835 r. złoŜył w tej sprawie Ostiniemu obszerny a stanowczy memo- 
riał. Powoływał się w nim na to, Ŝe cesarz rosyjski nieraz dawał 
dowody, Ŝe ceni sobie przyjaźń ojca św. OtóŜ i obecnie prosi o dowód 
tej przyjaźni. Sprawa Skórkowskiego się przeciąga, "staje się coraz 
bardziej motywem do irytacji i przedmiotem skandalu publicznego". 
Biskup przedstawia się jako ofiara niesprawiedliwego prześladowa- 
nia, jego obecność w Krakowie zakłóca spokój publiczny w tym 
mieście i w Królestwie Polskim, stąd by zapobiec jeszcze większe- 
mu skandalowi, trzeba go usunąć jak najprędzej. Najlepiej byłoby 
zakazać mu sprawowania czynności kościelnych, aby ludność wie- 
działa, Ŝe chodzi o usunięcie człowieka niespokojnego, burzliwego 
i wroga porządku publicznego. "Nie wątpię - kończył Tatiszczew - 
Ŝ

e W. Ekscelencja postara się o to, by zastosować w stosunku do 

biskupa środek, który połoŜy kres jego oporowi". 
Teraz wreszcie papieŜ sam musiał się zdecydować na wysłanie 
brewe do Skórkowskiego, bo inaczej o złamaniu jego oporu nie było 
juŜ mowy. 30 maja 1835 r. Bernetti zawiadomił o tej decyzji papie- 
skiej Ostiniego. Grzegorz XVI decydował się na krok którego dotąd 
zrobić nie chciał, mimo usilnych próśb zarówno Skórkowskiego, jak 
i Ostiniego. Co skłoniło papieŜa do tego kroku obecnie? śądanie 
rosyjskie i upór biskupa bez wątpienia, ale w grę wchodziła teraz 
i inna jeszcze, całkiem nowa a waŜna okoliczność. Oto zanosiło się 

background image

na nowy zjazd monarchów rosyjskiego i austriackiego. Miał się po- 
wtórzyć nowy Munchengraetz, a choć poprzedni z września 1833 r. 
dla Kościoła nie przynosił nic, chciano jednak jeszcze raz popróbo- 
wać szczęścia, na nowo wszcząć rokowania. Miało się zatem między 
Watykanem a Rosją powtórzyć to samo, co dwa lata temu; w całej tej 
komedii dyplomatycznej dla Rosji, tragedii dla Watykanu główne 
role miały grać te same niemal osoby; za udział w komedii Watykan 
miał taką samą uiścić zapłatę, tzn. jak dawniej, tak i teraz poświęcić 
z góry Skórkowskiego. Wprawdzie dawniej zapłatę udaremnił swym 
uporem Skórkowski, teraz jednak miano ją złoŜyć juŜ na pewno. JuŜ 
w pierwszej połowie maja 1835 r., zupełnie jak w sierpniu dwa lata 
temu, Metternich mówił Ostiniemu, Ŝe będzie osobiście rozmawiał 
z cesarzem rosyjskim o Kościele katolickim i Ŝe nawiąŜe do tego, co 
było mówione w Munchengraetz, ale przedtem dobrze byłoby usu- 
nąć Skórkowskiego z Krakowa, aby cesarz rosyjski nie pomyślał, Ŝe 
najlepiej w sprawach kościelnych działać samemu, bo od papieŜa się 
nic nie uzyska. W jednej zaś z następnych rozmów kanclerz wiedeń- 
ski jeszcze bardziej stanowczo mówił do Ostiniego, Ŝe cesarz rosyj- 
ski po przybyciu do Austrii, nie będzie chciał słuchać o zrobieniu 
czegoś dla Kościoła, jeŜeli Skórkowskiego zastanie jeszcze w Kra- 
kowie. Trzeba go zatem usunąć jeszcze przed początkiem sierpnia. 
Te właśnie refleksje Metternicha i Ostiniego - jak to wyraźnie 
stwierdza Bemetti -wpłynęły na decyzjępapieŜa. Skórkowski otrzy- 
mał list papieski, wzywający go do opuszczenia Krakowa. Poddał się 
natychmiast. Zastępcą swoim mianował biskupa-sufragana Francisz- 
ka Zglenickiego, sobie rezerwując tylko obsadzanie probostw i ka- 
nonii w kapitule krakowskiej, a na początku lipca 1835 r. był juŜ 
w Opawie na Śląsku. Był to pierwszy biskup, który szedł w XIX w. 
na wygnanie za działalność polityczną przeciw rządowi rosyj skiemu, 
jedyny, który był usuwany za zgodą Rosji i Rzymu, jeden z bardzo 
niewielu, którego wygnanie nie złamało, jedyny, który bronił się tak 
dhzgo. CóŜ otrzymywał Watykan w zamian za zmuszenie Skórko- 
wskiego do pójścia na wygnanie? 
104  105 
ROZDZIAŁ IX 
ZŁUDZEMA W ROKU 1835 
2 marca 1835 r. zmarł ostatni cesarz rzymski i król niemiecki, 
a pierwszy cesarz austriacki Franciszek I. Zostawił państwo pozornie 
w rozkwicie, w rzeczywistości z zarodkami przyszłych wstrząsów. 
Przez cały czas swych przeszło czterdziestoletnich rządów starał się 
utrzymać w swym państwie system konserwatywny i reakcyjny, 
w czym dobrego współpracownika, a moŜe tylko wykonawcę swej 
woli, znalazł w Metternichu. To samo radził robić w testamencie 
i synowi: rządzić ale nic nie zmieniać - miało być hasłem jego nastę- 
pcy. W Watykanie Ŝywo przejęto się wiadomością o śmierci Franci- 
szka I. 6 kwietnia Grzegorz XVI wypowiedział na allokucji swój ból 
z tego powodu, musiano teŜ w Watykanie zwrócić uwagę na syna 
Franciszka I i jego następcę, ze względu na znaczenie polityki wie- 
deńskiej dla papieŜa. Synem tym był zupełnie nieudolny, chorowity, 
epileptyk Ferdynand I. Rządzić miała właściwie konferencja, złoŜo- 

background image

na z konserwatywnego arcyksięcia Ludwika, ze zdradzającego ten- 
dencje liberalne i zdolnego Kolowratha oraz Metternicha. Wpraw- 
dzie między dwoma ostatnimi toczyła się często głucha i niewidocz- 
na, często bardzo silna walka i to w sprawach zasadniczych, jednak 
polityka zagraniczna Austrii nie miała wcale ulec jakiejś waŜniejszej 
zmianie. Metternich słusznie zapewniał posłów austriackich w róŜ- 
nych państwach, Ŝe stanowisko rządu austriackiego w sprawach 
zewnętrznych i wewnętrznych pozostanie takie samo, jakie było do- 
tąd. Co do spraw wewnętrznych był to trochę frazes, bo w tej dzie- 
dzinie większe od kanclerza znaczenie miał teraz liberalizujący lir. 
Franciszek Kolowrath, wszakŜe w polityce zagranicznej samodziel- 
ność Metternichajeszcze bardziej wzrosła. Nie ulegało teŜ wątpliwo- 
ś

ci, Ŝe bez zmiany pozostanie i świeŜo odnowiona przyjaźń prusko- 

rosyjsko-austńacka. Głęboka ta przyjaźń nie była co prawda, zwła- 
szcza jeśli chodzi o Prusy i Austrię, m.in. w sprawie Krakowa. Mi- 
kołaj I chętnie by oddał Kraków Austrii, aby przerwać istnieniejed- 
nego z ognisk rewolucji, jak sądził, a które to przekonanie starannie 
podtrzymywał w nim Paskiewicz, ale na to nie chciały się zgodzić 
Prusy. Mimo to, zwłaszcza Mikołajowi I zaleŜało na tym, aby, na 
zewnątrz przynajmniej, trzy państwa wschodnie robiły wraŜenie 
wspólnej siły, trójprzymierza, skierowanego przeciw rewolucji a za 
utrzymaniem dotychczasowego porządku. Śmierć jednego ze sprzy- 
mierzeńców stwarzała niejako potrzebę odnowienia czy zamanife- 
stowania wzajemnej zgodności trzech państw. Przysłany przez cara 
z Ŝyczeniami do nowego monarchy nadzwyczajny poseł lir. Orłow 
miał - zdaje się - za zadanie przygotować grunt do nowego zjazdu. 
JuŜ w maju 1835 r. wiedziano w Wiedniu o przygotowaniach do 
niego. Zjazd chciano urządzić w Czechach, ale nie w Pradze ze 
względu na obecność w niej usuniętego przez rewolucję lipcową 
' Karola X. Nie chciano przecie draŜnić niepotrzebnie Francji i Anglii. 
Tym razem na miejsce spotkania wybrano Teplitz (Cieplice) w Cze- 
' chach. Zawczasu, juŜ 20 września, przybył tu Mettemich, równo- 
cześnie prawie przybył teŜ Nesselrode, Tatiszczew i pruski prezes 
ministrów Ancillon. Wraz z Metternichem przyjechał cesarz Ferdy- 
nand I, 26 września zjawił się Mikołaj I, po nim zaś król pruski 
Fryderyk Wilhelm III. 29 września uroczyście dokonano odsłonięcia 
pomnika poległych w bitwie pod Kulmem Ŝołnierzy rosyjskich. 
4 października dostojne towarzystwo zaczęło się przenosić do Pragi 
czeskiej, a nazajutrz obaj cesarze byli juŜ w Pradze. W ten sposób, 
czyniąc ze zjazdu w Pradze dalszy ciąg dopiero wspólnego zebrania, 
odbierano mu do pewnego stopnia draŜniący w stosunku do Francji 
charakter. Na zjeździe tym cieplicko-praskim górowałjak gdyby nad 
całą sytuacją Metternich. On przecie tylko faktycznie reprezentował 
tu Austrię, bo jego pan, cesarz Ferdynand to był dozorowany pilnie, 
dekoracyjny automat - kanclerz jedynie był właściwym panem do- 
mu. Nic teŜ dziwnego, Ŝe zjazdem był zachwycony. Mikołaj I powie- 
dział mu przecie bodaj szczery komplement, by starał się o swe 
zdrowie, bojest kluczem sklepienia całej sprawy na zjeździe. Istotnie 
jeszcze w r. 1835 Austria zdawała się być takim kluczem sklepienia 
systemu europejskiego. Faktycznie to był juŜ początek jej upadku. 

background image

Na zjeździe powtórzyło się to samo, co dwa lata wcześniej w Mun- 
chengraetz. Szereg zabaw, przyjęć, dobrych obiadów, parad wojsko- 
wych na zewnątrz, za kulisami dyskusje Mikołaja, Nesselrodego, 
! Orłowa, Tatiszczewa, Ancillona, Metternicha. Utrata cesarza Franci- 
! szka - pisał ten ostatni - w niczym nie naruszyła doskonałej solidar- 
106 107 
ności zasad i działania trzech dworów. W istocie jednak rezultat zjaz- 
du był bardzo mizerny: stwierdzał wprawdzie zgodę państw wschod- 
nich, ale nie miał wcale wpłynąć na dalszy bieg wypadków ani 
w Krakowie, ani we Włoszech, ani w ogóle w Europie. 
Tym niemniej i teraz Watykan zwrócił baczną na zjazd uwagę. 
Mówiło sięjuŜ wyŜej, Ŝe list papieski do cesarza rosyjskiego skutku 
prawie Ŝadnego nie wywołał. Ale właśnie z powodu przykrych wia- 
domości z Rosji Watykan jednak działać musiał. Znowu jedynym 
pośrednikiem zostawał Metternich. Nie zraŜano się tym, Ŝe w Mun- 
chengraetz nic właściwie dla Kościoła nie uzyskał, Ŝe jego rady 
w sprawie listu papieskiego do Mikołaja korzyści Rzymowi nie przy- 
niosły. Na kogo jednak miano liczyć? Był przecie tak wpływowy, 
a z drugiej strony słuszność skarg Watykanu podzielał. UŜalano się 
teŜ przed nim w przekonaniu zapewne, Ŝe on jeden pomóc całej 
sprawie potrafi i Ŝe porozumienie w r. 1834 zaczęte dalej poprowa- 
dzi. Gdy w kwietniu 1835 r. przybył do Wiednia lir. Orłow, Ostini 
zaraz wręczył Metternichowi odpowiednie materiały, by mógł ich 
uŜyć w rozmowie z posłem Mikołaja. Sam Ostini równieŜ pertrakto- 
wał z Orłowem, podkreślając zwłaszcza potrzebę posiadania przez 
papieŜa przedstawiciela w Petersburgu. Orłow obiecał o tym napisać 
do swego cesarza, to samo przyrzekł zrobić w rozmowie z Metterni- 
chem, ale sam Ostini obawiał się, Ŝe Tatiszczew, który był - jego 
zdaniem - wrogiem Kościoła, moŜe wszystko zepsuć. A gdy coraz 
większe zachodziło prawdopodobieństwo odbycia w Czechach zjaz- 
du trzech monarchów, sam Bemetti napisał wprost do Metternicha 
list, w którym dziękował mu za Munchengraetz i prosił o dalsze 
wstawiennictwo. Metternich wszystko przyrzekał, toteŜ Bernetti był 
zadowolony z jego gorliwości, ale za warunek kanclerz stawiał usu- 
nięcie Skórkowskiego. Zrobiono i to, jako się wyŜej rzekło, a wtedy 
z całym juŜ spokojem Ostini prosił kanclerza, by w rozmowie z ce- 
sarzem rosyjskim w Teplitz poruszył sprawę Kościoła, a zwłaszcza 
sprawę przedstawicielstwa papieskiego w Rosji. Nuncjusz był za- 
chwycony zjazdem w Teplitz. PodróŜ monarchów do Czech - infor- 
mował Bernettiego - była nie tylko triumfem dla nich ze względu na 
szczere świadectwo przywiązania i szacunku dla monarchii Cze- 
chów, ale takŜe misją duchową ze względu na poboŜność, którą 
budowali ten naród. Zdaje się jednak, Ŝe ten zachwyt trochę osłabł 
w nuncjuszu, gdy na prośbę widzenia się z cesarzem rosyjskim odpo- 
wiedziano mu grzecznie, Ŝe cesarz z braku czasu nie moŜe przyjąć 
korpusu dyplomatycznego, a więc i nuncjusza. Metternich jednak 
przyrzeczenia danego Ostiniemu dotrzymał. Opowiadał, Ŝe rozma- 
wiał w sprawie Kościoła w Rosji i z Mikołajem, i z jego doradcami, 
tj. Nesselrodem, Orłowem i Benkendorfem. Tym ostatnim miał tłu- 
maczyć nawet, Ŝe postępowanie cara w stosunku do katolików jest 

background image

niepolityczne, Mikołajowi miał oświadczyć, Ŝe jeŜeli będzie konty- 
nuował dotychczasową politykę kościelną, podobną do polityki króla 
holenderskiego wobec Belgów, to moŜe mu się to zdarzyć, co i tam- 
temu. Miał teŜ poruszyć sprawę swobodnego porozumiewania się 
biskupów z papieŜem i sprawę obsadzania stolic biskupów w Rosji. 
Ale na te wszystkie uwagi Mikołaj - w świetle opowiadania kanc- 
lerza - zastawiał się tłumaczeniem, Ŝe nie sam jest temu winien, ale 
silniejszy od niego system, panujący w Rosji, Ŝe nawet na naboŜeń- 
stwo Ŝałobne za cesarza Franciszka pójść nie mógł w obawie eksko- 
; muniki ze strony synodu prawosławnego. 
Czy tak się Mikołaj tłumaczył rzeczywiście - nie wiadomo, dość 
Ŝ

e dla Ostiniego niezbyt pocieszająca musiała to być wiadomość. 


Bardziej przyjemne musiały za to być relacje czysto polityczne o ści- 
słej zgodzie trzech monarchów. Podkreślał mocno jej istnienie Met- 
ternich, nie zapominając i o podniesieniu roli własnej osoby. Mikołaj 
miał mu przecie powiedzieć: my wszyscy jesteśmy zebrani i za- 
mknięci w tym samym pokoju, a ksiąŜę Metternich ma klucze od 
jego drzwi. Gdy jednak Ostini zapytał, co by było z owym przymie- 
rzem na wypadek wojny, kanclerz odpowiedział, Ŝe zostało ono za- 
warte tylko na czas obecny, w którym nie ma wojny, zresztą - dodał 
-między trzema państwami panujejak najdoskonalsza harmonia, tak 
Ŝ

e większej nie moŜna sobie wyobrazić. 


W ten sposób znowu jedna z prób dyplomatycznych, zaczętych 
z okazji encykliki Cum primom, nawiązania stosunków z Rosją speł- 
zła na niczym dla Watykanu. Nie pomogła interwencja Mettemicha, 
Mikołaj pozostał nieugięty. Wzamian za popieranie tronu, Watykan 
i teraz nic nie otrzymał. Odtąd ustaje na pewien czas powoływanie 
się Watykanu na brewe Cum primom. PapieŜ odnosi nawet chwilowy 
sukces w stosunku do Rosji, której rząd przystępuje wreszcie do 
nominacji biskupów. 
Owe nominacje biskupów to właściwie jedyna korzyść, jaką Wa- 
tykan częściowo jeszcze za rządów kardynała Bernettiego osiągnął, 
gdyŜ równoczesne ustanowienie rzymsko-katolickiej Akademii Du- 
chownej w Warszawie było własnym zupełnie aktem Mikołaja I, 
zresztą nie tyle dobro Kościoła, ile wychowywanie prorządowego 
108 109 
kleru miało na widoku. Gdy w czerwcu 1834 r. umarł biskup augu- 
stowski Manugiewicz, większość łacińskich katedr biskupich wako- 
wała, tzn. arcybiskupia warszawska, biskupie: kujawsko-kaliska, 
sandomierska i augustowska. W krakowskiej rząd ordynariusza 
(Skórkowskiego) nie uznawał i wkrótce administratorem diecezji go 
zastąpił, w płockiej juŜ dawniej ordynariusz nie rządził, koadiutorem 
(Pawłowskim) zastąpiony, biskupi ordynarjusze rządzili tylko w die- 
cezji lubelskiej (Dzięcielski) i podlaskiej (Gutkowski), jeśli unickiej 
chełmskiej (Szumborski) nie liczyć. Opinia polska widziała w tym 
nieobsadzaniu stolic biskupich celową politykę rządu i miała prawie 
zupełną słuszność. Biskupa ordynariusza było bardzo trudno usunąć 
od rządów, jak się wówczas właśnie rząd rosyjski ze sprawy Skórko- 

background image

wskiego przekonywał, z administratorem diecezji kwestia była zna- 
cznie ułatwiona. Tak teŜ sprawę rządowi warszawskiemu wyjaśniał 
podobno X. Straszyński, wybrany na administratora warszawskiego 
po wyjeździe Paszkowicza do Kielc. Wprawdzie Watykan nalegał na 
obsadzanie biskupstw, robił to Metternich w rozmowie z carem i je- 
go dyplomatami, sam nuncjusz wiedeński przedstawiał tę sprawę 
Tatiszczewowi, rząd rosyjski wcale sięjednak zjej załatwieniem nie 
kwapił. Ale obywanie się bez biskupów w ogóle nie było zamiarem 
rządu, gdyŜ rzucałoby to zbyt jaskrawe światło na nieszczerość ce- 
sarską i wobec Watykanu, i wobec kanclerza wiedeńskiego. Wiado- 
mo przecieŜ, Ŝe szereg czynności liturgicznych i niektóre sakramenty 
mogą w świetle nauki Kościoła tylko przez biskupów być sprawowa- 
ne. A właśnie dwie liczne w wiernych diecezje Królestwa (warsza- 
wska i włocławska) były biskupów pozbawione. Paskiewicz zapro- 
ponował zatem wyświęcenie na biskupów dwóch administratorów: 
diecezji warszawskiej - Straszyńskiego i kujawsko-kaliskiej - To- 
maszewskiego. Cesarz się zgodził, w grudniu zaś 1835 r. przedstawi- 
ciel Rosji w Rzymie Kriwcow wyraŜał w piśmie do kardynała Ber- 
nettiego nadzieję, Ŝe papieŜ będzie widział w tym kroku cesarza 
dowód stałej jego troski o dobro poddanych katolickich. To miała być 
zatem jedyna zapłata cesarza za encyklikę Cum primom, jedyne speł- 
nienie wyraŜonej w niej nadziei, Ŝe potęŜny cesarz okaŜe się dla 
swych katolickich poddanych łaskawy. Danajowy był to dar dla Ko- 
ś

cioła, rząd rosyjski chciał widać wejść na drogę rządzenia diecezja- 

mi nie biskupów ordynariuszy, lecz biskupów administratorów. Nie 
moŜna było jednak tego daru odrzucać, toteŜ choć kongregacja do 
spraw kościelnych nadzwyczajnych opowiedziała się za odrzuce- 
niem propozycji rosyjskiej, papieŜ, biorąc pod uwagę potrzeby wier- 
        nych, zgodził się na mianowanie Sttraszyńskiego i Tomaszewskiego 
        biskupami, pod warunkiem wszakiŜe, by zrzekli się urzędów wika- 
        riuszy kapitularnych i administratorów diecezji, na które to urzędy 
        kapituły miały wybrać innych duchcownych. Zastępca chorego kardy- 
I       nała Bernettiego, zręczny i układrby Capaccini tłumaczył posłowi 
        rosyjskiemu, Ŝe na łączenie funkcji 1 biskupa i administratora wjednej 
        osobie papieŜowi nie pozwalają jjego przysięgi i jego sumienie. 
        Odpowiedź ta nie bardzo była na Irękę rządowi rosyjskiemu, nowe 
;       wybory mogły wysunąć ludzi, ktćór.ych by rząd sobie nie Ŝyczył, 
        dotychczasowi zaś znani rządowi aadministratorzy mieli być pozba- 
        wieni prawie wszelkiego znaczeniat. ToteŜ, gdy nowy papieski sekre- 
j       tarz stanu, kardynał Lambruschini,, podsunął rządowi wyjście z tej 
,       sytuacji, rząd musiał się na to zgodłzić. Skoro cesarz ma zaufanie do 
        Straszyńśkiego i Tomaszewskiegoa, tmaczył posłowi rosyjskiemu 
        kardynał, i skoro przeciw nim nie rrna nic do zarzucenia Stolica Apo- 
        stolska, to czy nie lepiej zrobić ichl biskupami ordynariuszami? Ce- 
        sarz zatem zgodził się na takie rozvwiązanie sprawy, papieŜ zaś przy- 
        rzekł dokonać natychmiast nominacji kandydatów cesarskich, skoro 
        tylko ukończony zostanie proces kanoniczny w ich sprawie. Pismo 
j       sekretarza stanu, donoszącego o tynn posłowi rosyjskiemu, minęło się 
        jednak z pismem Kriwcowa, przedsstawiającym Watykanowi innąjuŜ 
'       zgoła propozycję. Kriwcow zawi 

background image

        damiał mianowicie Lambruschi- 
        niego, Ŝe cesarz rosyjski mianowaił Choromańskiego arcybiskupem 
        warszawskim, Straszyńskiego bisk;upem augustowskim, Tomaszew- 
        skiego - kujawsko-kaliskim. Co ,płynęło na tę zmianę sytuacji? 
!       X. Straszyński, jak się to niŜej je;szcze podkreśli, miał przyjaciela 
        w Warszawie, generała Pankratievt,a, a przez niego i wpływ u rządu 
        ogromny, gdy jednak generał umar.ł, do Warszawy zaś przybył zręcz- 
        ny i ambitny biskup prawosławn, pntoni Rafalski, wpływy Stra- 
        szyńskiego zmalały tym bardzie, Ŝe ujemnie go przed Antonim 
        i przed dyrektorem Komisji Wyzn,ań przedstawiał biskup koadiutor 
        płocki Franciszek Pawłowski. Karldydatura Straszyńskiego na arcy- 
,       biskupstwo została zatem utraconta, skoro jednak w Warszawie bi- 
        skup był potrzebny, cesarz zaś zgocił się nie wysuwać biskupa admi- 
        nistratora, powstała więc kwestia, obsadzenia arcybiskupstwa war- 
        szawskiego. Chęć wielką na objęcie tej godności miał Pawłowski, 
        zupełnie sięjednak do niej nie nad;awał. Biskup Gutkowski przedsta- 
'       wiał go w Rzymie jako człowiek,a "wątpliwej wiary", był ponadto 
        Pawłowski człowiekiem rubasznm, tak Ŝe go nawet do delegacji 
        dziękującej carowi za Statut organiczny nie moŜna było przedstawić. 
110 , 111 
NajpowaŜniejszym kandydatem był tedy Choromański. W styczniu 
1837 r. dwaj nowi biskupi otrzymali sakrę biskupią, Choromański 
zaś, będący juŜ biskupem - paliusz arcybiskupi z rąk Pawłowskiego. 
Tu, nawiasowo, dla większej jasności, warto dać choć krótką tych 
trzech pasterzy charakterystykę. 
Stanisław Henryk Choromański, proboszcz z Zambrowa, potem 
prałat katedralny płocki, od r. 1828 biskup sufragan augustowski, od 
1834 był wikariuszem kapitularnym i administratorem diecezji au- 
gustowskiej. Lubiący o swych kolegach biskupach się rozpisywać 
i to zwykle ujemnie Gutkowski malował przed papieŜem Choromań- 
skiego jako "człowieka podstępnego, nikczemnego, hipokrytę, mie- 
szającego się stale do spraw świeckich". Niewiele było zdaje się 
w tych słowach przesady. Dla rządu był to człowiek pewny, lojalnie 
przecie wobec prawowitej władzy, jako się rzekło, w r. 1831 postę- 
pował, łaskę teŜ sobie cesarskąjuŜ wyjednał, cofającego się z gwar- 
diami Wielkiego Księcia Michała suto u siebie przyjmując. Zaprzy- 
jaźniony z biskupem prawosławnym Rafalskim, jemu teŜ zdaje się 
swoje na arcybiskupa wyniesienie zawdzięczał. Lojalny był zawsze, 
otwierając w r. 1837 swą przemową Akademię Duchowną warszaw- 
ską, carskie zasługi dla Kościoła przez wszystkie odmieniał przy- 
padki. 
Walenty Maciej Tomaszewski godnym był arcybiskupa sąsiadem. 
Karierę swoją rozpoczął podobno od oskarŜenia X. Jasińskiego, 
administratora diecezji kujawsko-kaliskiej, o sprzyjanie rewolucji. 
To samo miał robić co prawda i Choromański w stosunku do biskupa 
Manugiewicza, ale ten ostatni był ordynariuszem, znalazł teŜ u Stro- 
gonowa, a podobno i u innych protekcję. X. Jasiński jej nie znalazł, 
musiał zatem z administratorstwa diecezją ustąpić. Objąłją tedy do- 
tąd nieznany kanonik Tomaszewski. Nawet gdy został biskupem, 
katolickiej teorii o Ŝyciu duchownego do siebie zdaje się w praktyce 

background image

nie stosował. Nie lepszym teŜ był podobno Polakiem, opinię miał pod 
tym względem na emigracji nieświetną. 
Z całej tej trójki biskupów dodatnio wyróŜnia się tylko Paweł 
Straszyński. Protegowany biskupa, później arcybiskupa Skarszew- 
skiego, lubelski a potem warszawski katedralny kanonik, w czasie 
powstania listopadowego odmówił prLysięgi rządowi rewolucyjne- 
mu, wskutek czego XX. Puławski i Szynglarski chcieli go przyśpie- 
szonym sposobem z tego świata usunąć. Musiał się tedy ukrywać, ale 
za to po upadku powstania tem pewniej na wody kariery wypłynął. 
Został referentem przy komisji rządowej spraw wewnętrznych i du- 
chownych, a gdy X. Paszkowicza wypchnął do Kielc, został najego 
miejsce administratorem archidiecezji warszawskiej. Wpływowy był 
w Warszawie ogromnie, zwłaszcza z powodu swej przyjaźni z gen. 
Pankratiewem, lojalnością płacił za to rządowi. On miał być inicja- 
torem potępienia powstania, on miał być twórcą rozporządzenia ce- 
sarskiego z r. 1835 o prawie małŜeńskim. Podkopał go dopiero ubo- 
cznie Pawłowski, bezpośrednio Rafalski. Arcybiskupem nie został, 
wysłano go na odległe i nieświetne biskupstwo. Przykro ten zawód 
odczuł i z Ŝalem do swej diecezji odjeŜdŜał, zresztą najwpływo- 
wszym księdzem w Królestwie juŜ od dwóch lat być przestał. Jako 
duchowny byłjednak bardzo gorliwy. Pochlebne mu pod tym wzglę- 
dem świadectwo wydał biskup Skórkowski. W dziejach diecezji au- 
gustowskiej ładną swymi rządami zapisał kartę. W smutnych dla 
Kościoła w Królestwie czasach paskiewiczowskich jest to jedna 
z najlepszych postaci biskupich. 
Trzy te nominacje biskupie to jedyny właściwie sukces Stolicy 
Apostolskiej w stosunku do rządu rosyjskiego w omawianych przez 
nas latach. Ale i ten sukces łączy się właściwie juŜ z rządami kardy- 
nała Lambruschiniego, choć realizować się zaczął jeszcze za rządów 
Bernettiego. 
112 
Warszawa 1958), a nie jest ono obce juŜ zupełnie nowej wypowiedzi i to nie 
dyskusyjnego, lecŜ podręcznikowego charakteru (KazimierŜBobówski, Krzysz- 
tof Burski, Bronisław Turoń, Encyklopedia nauk pomocniczych l:istorii nawoŜyt- 
nej i najnowszej; Wrocław 1976). 
Jednak obok tych głosów protektorów lokujących nauki pomocnicze historii 
nowoŜytnej i najnowszej na wąskim wprawdzie i niedogodnym dla nich 
marginesie warsztatu badaczy epok wcześniejszych pojawiały się inne; wydawało 
ś

lę, Ŝe źródła nowoŜytne, szczególnie drukowane; są łatwo czytelne i nie 

wymagają od badacza Ŝadnego paleograficznego przygotowania, dokumentacja 
pisana XIX i XX w. jest bardzo podobna do tej, Ŝ którą stykamy się codziennie 
wszyscy, sądzono więc, Ŝe zbędna jest tu dyplomatyka, badań genealogicznych 
w zakresie ostatnich stuleci raczej się nie prowadzi, trudno teŜ więc przyjąć myśl 
Kaczmarka, aby genealogię szlachecką, juŜ nieaktualną, zastąpić na dawną 
modłę, tylko w stosunku do innej grupy społeGznej, genealogią rodów robotni- 
czych. I ta dziedzina, zdawało się, traci więc przydatność. 
Na tego typu argumentacji, dotyLzącej takŜe innyGłi dyscyplin pomocni- 
czych, opierano twierdzenie, Ŝe dla badań dziejów nowoŜytnych i najnowśzych 
zbędne są w ogóle jakiekolwiek nauki pomocnicze (op. Karot Buczk na VIII 
Powszechnym Zjeździe Historyków Polskich, Piotr Bańkowski tamŜe, VIII 

background image

Powszechny Zjazd Historvków Polskich w Krakowie 14 - I i IX 1958 roku 

referaty i dyskusje, t. 1X, Warszawa 1960). 
Bardziej praktycznie niŜ teoretycznie do eliminowania nauk pona.cniczych 
historii nowoŜytnej i najnowszej przyczyniali się takŜe niektórŜy piszący .o tej 
epoce. Dystansowali się oni od dziejów jako całości, wąsko wyspecjalizowani, 
wolni od refleksji metodologicznej, niekiedy koniunkturalni wobec współezesno- 
ś

ci, wywierającej silniejszy nacisk niŜ epoki, które juŜ odeszły, mniej przywiązy- 

wali wagi iu poprawności warsztatu, ten bowiem, bywało, Ŝe im nawet 
prresrkadzał. 
Jednak w ciągu ostatnich kilku dziesięcioleći na tle dyskusji i przemian 
metodologicznych niektóre z dawno uprawianych dyscyplin pomocniczych 
historii znalazły nowe zastosowanie. Witold Kula pokazał, jak dawna, przede 
wszystkim erudycyjna metrologia, poddana naciskowi nowych pytali, udzielić 
moŜe niespodziewanych odpowiedzi o władzy, gospodacstwie i społezeństwie 
(Miary i ludzie, Warszawa 197U oraz Problemy i metody historii gospodarczej, 
Warszawa 1963), paleografia została rozbudowana. i zruacznie powiększyła 
własne, nie "usługowe" cele badawcze (Aleksander Gieysztor, arys dziejów 
pisma lacińskiego, Warszawa 1973; Karol Górski, lhografia gotycka, Toruń 
1960). 
Gerard Labuda w artykule otwierającym nove czaopisrno - "Studia 
Ź

ródłoznawcze", przedmiot niegdyś o charakterze porźądkowym, rzadko 

wiązany ze społecznym konteksteir powstawania, formy i t'reści źródeł --- ich 
6 klasyfikację - przedstawił eksponując te społeczne związki. Poszerzał się nurt 
badań traktujących wszelkie źródło historyczne jako fakt historyczny, taki sam 
jak inne, wymagający więc podobnego traktowania jak inne i nie tylko przez 
treść słowną, lecz i przez cechy formalne oświetlający społeczną rzeczywistość. 
W tym spojrzeniu nauki pomocnicze przybrały więc dwojaki charakter: świad- 
cząc usługi róŜnym dziedzinom badań historycznych znalazły teŜ własne cele 
badawGze pozwalające "pcaznać źródła" i ich społeczny kontekst. 
auwaŜony juŜ wcześniej przyrost nowych rodzajów źródeł przybrał na sile, 
a dotyczył czasów najnowszych. Pojawiła się fotograBa, film, nagranie, nowo- 
czesna dokumentacja statystyczna, buchalteryjna, projektowa-kosztorysowa, 
prasa. Wszystkie te rodzaje źródeł stać się mogły przedmiotem zainteresowania 
r listeryka, wymagały jednak wiedzy o sposobie ich powstania i umiejętności 
specjalistycznej interpretacji. 
Właściwe odczytanie, rozumienie i interpretowanie treści op. dokumentacji 
rojektowo-kosztorysowej wymaga znajomości podstawowych przynajmniej 
ź

asad rysunku i opisu technicznego, wielka część źródeł gospodarczych jest 

niema wobe; badacza, który nie zna zasad buchalterii, nie zawsze jest łatwo 
ustalić autentyczność fotograBi nawet w specjalnym laboratorium, a na pewno 
`nie jest to moŜliwe bez podstawowej wiedzy o technice fotografi. Bardzo 
;'znaczna część dokumentacji czasów najnowszych wymaga więc pewnej wiedzy 
` nie reprezentowanej w dotychczasowym warsztacie badawczym historyka, 
postulowano więc, Ŝe ma on tę wiedzę opanować.  
Taka sytuacja skłoniła niektórych historyków do uznania na tej samej 
zasadzie wielu innych nauk, umiejętności i dziedziń wiedzy za przynaleŜne do 
nauk pomocniczych. Ta myśl wspierała się nie tylko na hermetyczności 
niektórych rodzajów źródeł, lecz takŜe na przeświadczeniu, iŜ nauki pomocnicze, 
i tylko one, mają na kształt systemu planetarnego otaczać historię i jej słuŜyć. 

background image

Taką konstrukcję łatwo sprowadzić do absurdu przypominają.c uniwersalnóść 
przedmiotu historii, a z drugiej strony genezę i samoistność anektowanego 
obszaru. 
łopoty z określeniem miejsa i klasyfikacji, zakresu i zadań nauk pomocni 
czych proponowane teŜ rozwiązać zwracając uwagę na to, Ŝe wśród dyscyplin 
pomocnych historykowi są takie, które powstały w kręgu badań historycznych 
lub najego peryferiach i w tym krgu głównie pozostawały, tu były pielęgnowane 
i rozwijane. Są teŜ takie, które początek swój wzięły spoza historycznych potrzeb 
praktycznych i zostały niejako przejęte, odziedziczone przez historyków, gdy 
traciły stopniowo swe pozahist.oryczne znaczenie. Są wreszcie i takie, które 
rozwinęły się poza badaniami historycznymi i tam do dziś znąidują główny , 
obszar swego działania, będą teŜ rozwijane bez względu na zainteresowania 
historyka. Zwracano teŜ uwagę na to, Ŝe w przypadku tej trzeciej grupy historyk 
korzysta w zasadzie z wyników osiągniętych poza jego polem działania, 
natomiast w przypadku grupy pierwszej wyniki badań dysevnlio pnocniczych 
powstają w warsztacie, historyka. 7 
W poszukiwaniu sposobu wyraŜenia relacji tych wszystkich dyscyplin 
i historii stworzono juŜ dawno terminy "nauki pomocnicze" i "nauki posiłkują- 
ce", z punktu widzenia klasyfikacji nauk te terminy niewiele jednak wnoszą. 
Zxrtieniły się równieŜ rozmiary i propozycje wewnętrzne zasu źródeł__ 
dotyczących czasow nanowszych. Wypadnie do tej sprawy powrócić, tu jednak 
przyjąć moŜna, Ŝę jętościwo 7ródła te stanowią ogromną większość zasobu 
instytucji gromadzących dokumentację (archiwa, biblioteki, muzea itp.J.   
Tak więc coraz bardziej widoczna stawała się potrzeba uzbrojnia historyka 
i coraz wyraźniej widać było, Ŝe musi to być broń nowa. Na pierwszy plan 
wysuwała się kwestia objętości źródeł - trzeba było "znaleźć nić przewodnią 
przez ten labirynt" (Zand), która doprowadziłaby historyka do właśćiwych 
ź

róe; Sytuacja była' więc przeciwna w stosunku do tej, z jaką spotykali się 

historycy średniowiecza, stale zmuszeni do intensywnej eksploatacji skąpej 
podstawy źródłowej. W istocie rzeczy jednak "problem Zanda" leŜał w sferze 
techniki informacji, szczególnie w przedkomputerowej epoce. 
Przedstawione tu rozbieŜne stanowiska dadzą się sprowadzić do dwóch grup. 
Do pierwszej naleŜą te, które za podstawę przyjmują ogólną klasyfikację 
nauk, a więc teoretyczny punkt vdniesienia. Czasy najnowsze przyniosły 
wielki i owocny rozwój róŜnych dyscyplin, powstających na dotychczas 
granicznych terenach, łączących metody i przedmiot badań z dwóch sąsiednich, 
a nawet odległych pól. Określenie miejsca nauk pomocniczych historii w ogólnej 
strukturze nauki moŜe być więc przydatne jako zabieg porządkujący ex post, 
a nie jakó dyrektywa praktyczna wyznaczająca ich zakres i zadania. 
Druga grupa poglądów to te, które podstawę określenia zakresu i zadań nauk 
pomocniczych historii nowoŜytnej i najnowszej upatrują w potrzebach praktycz- 
nych, te zaś wynikają z tematów podejmowanych przez badaczy i z cech 
podstawy źródłowej. Tematyka badawcza nie jest moŜliwa do przewidzenia, nie 
jest więc teŜ moŜliwe aprioryczne ustalenie zamkniętego systemu nauk pomocni- 
czych. Pewne jego elementy określić moźna jednak i tutaj. 
Rzeczjasna, charakter niniejszego skryptu, koncentracja na celach praktycz- 
nych, sprawia, Ŝe układ jego i zakres zbliŜony jest do tego drugiego 
wariantu - przesądza więc tutaj struktura Ŝródeł traktvwana moŜliwie 
szczegółowo i nieco na wyrost. Układ skryptu powtarza więc jedną z moŜliwych 
klasyfikacji źródeł historycznych bez zamiaru rozwaŜań teoretycznych na 

background image

ten temat, pogrupowanych "technicznie", wedle miejsc przechowywania 
ź

ródeł, one to bowiem w duŜym stopniu decydują o sposobacl provadzenia 

poszukiwań. 
Zajęcia z nauk pomocniczych historii nowoŜytnej i najnowszej słuŜyć mają 
jednak celowi takiemu samemu, jak i wszystkie z zakresu histvrii, mają więc 
wyrobić w ucza;stnikach potrzebę krytycznego traktowania źródła, nawyku 
sprawdzania informaćji zawartej w źródle i wszechstronnego jej wykorzystania, 
8 wreszcie wyrobieniu właściwego stosunku do pozostałości epok minionych. 
Skrypt niniejszy pooprzedziły liczne skrypty poświęcone naukom pomacni- 
czym epok wcześniejszych. Wyłącznie nowaŜyttaych i najnowszych dotyczy tytka 
jeden: wspomnianyjuŜ, wydany przez Uniwersytet Wrocławski. Recenzje, które 
się ukazały, zwalniają ze szczegółowego rozpatrywania bardzo licznych manka- 
mentów tego wydawnictwa. 
Maszynopis ninijszego skryptu przeczytali krytycznie Pan Prof. Aleksander 
Gieysztor i Pan Prof. Andrzej Tomczak. Ich uwagi i rady pozwoliły poprawić 
niejeden błąd i przyczyniły się da ulepszenia tekstu, zechcą więc obaj Panowie 
przyjąć słowa szczerej wdzięczności. Szczerze wdzięczny jestem ia.kŜe moim 
Kolegom z Zakładu Nauk Pomocniczych IH UW, którzy dzielili się ze mną 
swymi doświadczeniami dydaktycznymi i w nijednym Ŝyczliwie dopvmogli. 
ROZDZIAL X 
POLITYKA WATYKANU I POLACY 
1832-1837 
Encyklika Cum primom musiała wywołać ogromne wraŜenie 
wśród Polaków. Wprawdzie w XIX w., i za czasów Księstwa War- 
szawskiego, i za czasów Królestwa, nie brak było w Polsce ludzi 
obojętnych, a nawet wrogich w stosunku do Kościoła, ogół jednak 
był katolicki i to zarówno w kraju, jak i po r. 1831 na emigracji. Krok 
papieski tym bardziej musiał zaboleć Polaków, Ŝe na sztandarze po- 
wstania wywieszali chętnie -jak się rzekło - i hasła religijne. Nic 
dziwnego, Ŝe wraŜenie to musiało się przejawiać i na zewnątrz w for- 
mie polemizowania z encykliką czerwcową. Właściwa polemika za- 
cznie się, co prawda, znacznie później, głównie po r. 1842, po allo- 
kucji, w której papieŜ przypomniał swój krok w sprawie polskiej 
sprzed lat dziesięciu, ale juŜ po r. 1832 głosów na ten temat nie brak. 
Oczywiście nie w samej Polsce, bo tu krytykowanie encykliki było 
niemoŜliwe. Rząd rosyjski był z niej zadowolony, biskupi ją przyjęli, 
jej nauka była wodą na młyn wszystkich zresztą rządów rozbior- 
czych, nie pozwoliłyby one zatem na przeciwstawanie się krokowi 
głowy Kościoła. Inaczej na emigracji, gdzie, zwłaszcza we Francji 
i Anglii, istniała swoboda mówienia i pisania. PoniewaŜjednak prasa 
polska na emigracji w r. 1832 i następnych dopiero się kształtowała, 
waŜniejsze i trwalsze czasopisma emigracyjne powstają stopniowo 
dopiero później, gdy juŜ sprawa encykliki czerwcowej jest mniej 
aktualna, nic dziwnego zatem, Ŝe pismu papieŜa nie towarzyszy głoś- 
ny wybuch niezadowolenia czy teŜ próba wyjaśniania tego pisma 
w prasie,jak to będzie miało miejsce później. Alejakkolwiek polska 
prasa emigracyjna kształtowała się dopiero, wyraźne stronnictwa po- 
lityczne i społeczne dopiero krzepły, tojednak emigranci wynosili na 
obczyznę swe dotychczasowe, juŜ w kraju wyrobione, choć na emi- 
gracji dalej rozwijane sympatie i antypatie, poglądy i tradycje. 

background image

W chwili gdy wychodziła w świat encyklika Cum primom, główny- 
mi organizacjami polskimi na emigracji były: Komitet Narodowy, 
Towarzystwo Demokratyczne, Komitet Emigracji Polskiej, Sejm 
Polski, Legacja Polska i Towarzystwo Literackie. Komitet Narodo- 
wy dogorywał wówczas; Towarzystwo Demokratyczne dopiero po- 
wstało; Komitet Emigracji powstał dopiero w październiku 1832 r.; 
Sejm, choć pierwszy razjuŜ w styczniu tego roku zebrany, prowadził 
Ŝ

ywot całkiem suchotniczy i nigdy w całości na emigracji zebrać się 

nie zdołał. Pozostawała Legacja Polska i Towarzystwo Literackie, 
przy czym to drugie równieŜ dopiero w r. 1832 powstało. Legacja zaś 
istotnie zaczęła podejmować kroki zmierzające do zneutralizowania 
czy przekreślenia encykliki czerwcowej. Ale powody właściwe, dla 
których tylko Legacja sprawę tę podjęła, leŜały o wiele głębiej niŜ 
w warunkach li tylko upadania Komitetu Narodowego czy powsta- 
wania Towarzystwa Demokratycznego. Oto zarówno w jednej orga- 
nizacji, jak i drugiej, tak zresztą jak i w Komitecie Emigracji Pol- 
skiej, rej wodziły czynniki radykalne, demokratyczne, wobec Ko- 
ś

cioła jeśli nie wrogie, to obojętne. Akt papieski przyjąć musiały 

z niechęcią i oburzeniem, ale przeciwdziałanie temu aktowi bronią 
religijną przez urabianie opinii czy dyplomatyczną na terenie Waty- 
kanu nie mogło się stać ich zadaniem. Podjąć je miały czynniki inne, 
związane z Kościołem. Schematyczny to bez wątpienia podział i nie- 
zupełnie ścisły, później zaś, w kilka lat po r. 1832, nawet całkowicie 
nieścisły, w kaŜdym razie w r. 1832 ujmujący ze znaczną dozą słusz- 
ności nastroje i przekonania emigrantów polskich, a mianowicie po- 
dział na obozy polityczne: Czartoryskiego i demokratyczny. JuŜ we 
wrześniu 1832 r. obóz Czartoryskiego zaczyna swego rodzaju "wal- 
kę" z encykliką Cum primom. Oto w tym bowiem miesiącu angielski 
"Times" pisze, Ŝe papieŜ, podpisując breve do biskupów polskich 
i spełniając w ten sposób Ŝyczenie cesarza rosyjskiego, wezwał Po- 
laków, by słuchali ukazów cara. Zaraz potem rezydent polski w Rzy- 
mie udał się do papieŜa z reklamacją na ten temat, wykazywał, Ŝe 
rząd rosyjski niszczył katolicyzm, prześladował księŜy, wywoził 
dzieci polskie do Rosji, zmuszał ludność do przechodzenia na prawo- 
sławie. PapieŜ miał odpowiedzieć, Ŝe nic nie wiedział o tym, Ŝe 
przeciwnie - był przekonany o wybornym usposobieniu cara dla 
katolicyzmu. 
Artykuł ten opiera się na kilku powaŜnych nieścisłościach, bo 
przecieŜ w r. 1832 rezydenta polskiego w Rzymie nie było, papieŜ 
zresztą nie mógłby mu odpowiedzieć, Ŝe o prześladowaniu Kościoła 
114 115 
w Rosji nic nie wie, skoro o tym -jak się wyŜej podnosiło - dobrze 
wiedział. Bądź co bądź, jedno wynikało z listu tego niewątpliwie: oto 
papieŜ dlatego wydał swe brewe, Ŝe został przez cesarza rosyjskiego 
wprowadzony w błąd. Czy jednak treść artykułu została po prostu 
zmyślona, to wysoce wątpliwe. Być moŜe, Ŝe ktoś z Polaków w Rzy- 
mie mówił papieŜowi na audiencji o prześladowaniu Kościoła w Ro- 
sji, Ŝe w odpowiedzi mógł usłyszeć zapewnienie czy przypuszczenie 
o koXzystnym teraz usposobieniu cesarza dla Kościoła - istotnie taki 
pogląd wówczas w Watykanie panował - wniosek o błędnym poin- 

background image

formowaniu papieŜa wypływał sam przez się. Ktojednak przesłał ten 
list do redakcji "Times'a"? Argumentacja listu powtórzy się później 
w pismach na ten temat, wychodzących z obozu Czartoryskiego. 
W obozie tym najbardziej moŜe, obok samego księcia Adama Czar- 
toryskiego, zajmował się sprawą encykliki zaufany księcia Włady- 
sław Zamoyski, ten zaś wówczas w Anglii przebywał. Powstaje za- 
tem bardzo powaŜne przypuszczenie, Ŝe on to właśnie zajął się wy- 
drukowaniem listu, a moŜe - bo i to ostatecznie nie wykluczone - był 
po prostu tego listu inspiratorem, moŜe twórcą. Jakkolwiek bądź, 
mamy w tym liście jedną z pierwszych prób tłumaczenia kroku pa- 
pieskiego błędnymi informacjami czy teŜ wprowadzeniem w błąd 
papieŜa. 
Ale bardzo wcześnie zjawia się silniejszy krok ze strony polskiej 
przeciw encyklice czerwcowej. Zrobił go poeta Julian Ursyn Nie- 
mcewicz w czasopiśmie "La Polonais". Występuje on przeciw akto- 
wi papieskiemu, ale z czysto religijnego punktu widzenia. Na ostat- 
nim konsystorzu - pisze - papieŜ zagroził Portugalii karami kościel- 
nymi, Rosji jednak papieŜ nie potępił, choć i ona prześladuje Koś- 
ciół. Przeciwnie, przez swą bullę nakazuje głowa Kościoła słuchać 
ś

lepo ukazów Mikołaja i zdaje się aprobować usiłowania autokraty, 

zmierzające do zniszczenia kultu katolickiego. ToteŜ moŜna się spo- 
dziewać, Ŝe następstwem tej bulli będzie szereg odstępstw od Koś- 
cioła. Za to wszystko papieŜ zda przed Bogiem pewnego dnia rachu- 
nek. Ale dawny wolnomularz, zawsze postępowy, powstaniu nie- 
chętny wprawdzie z początku, ale później członek rządu narodowe- 
go, o wiele Ŝywiej odczuł bullę papieską, niŜ to na zewnątrz drukiem 
wyjawił. JuŜ we wrześniu bowiem 1832 r. pisał o tym z oburzeniem 
w swym dzienniku. W bulli widział nakaz ze strony papieŜa do nie- 
ograniczonego posłuszeństwa i do kochania Mikołaja. PapieŜ "po- 
chlebia odszczepieńcowi - mówił - w nadziei, Ŝe go w świeckim 
panowaniu jego wspierać będzie. JakŜe podobne bulle podkopują 
katolicką wiarę. Widać, Ŝe zastępca Chrystusa więcej dba o doczesne 
swe korzyści niŜ o prawidła jego". Rzecz ciekawa, jeden i ten sam 
człowiek wypowiada właściwie dwa poglądy, które inni później roz- 
winą, poglądy podobne do siebie trochę, ale zasadniczo sprzeczne. 
W "La Polonais" Niemcewicz wskazywał religijne następstwa ency- 
kliki i to następstwa dla Kościoła jako czynnika duchowego, ale juŜ 
przedtem, w "Dzienniku", dopatruje się następstw nie tylko religij- 
nych, ale i doczesnych, dla papieŜa jako władcy świeckiego. Pier- 
wsze musiały być dla papieŜa niekorzystne, stąd cisnął się wniosek, 
Ŝ

e papieŜ, zgadzając się na nie, musiał być zapewne w błąd wprowa- 

dzony, drugie były korzystne, stąd wniosek o ukartowaniu całej spra- 
wy z góry między papieŜem i cesarzem. Pogląd pierwszy znajdzie 
później swój wyraz u Lescoeura, drugi u Lamennais'go. Ale juŜ 
wtedy, w 1833 r. i następnych obydwa te poglądy istnieją w opinii 
emigracji polskiej. To, czego obawiał się Niemcewicz w "La Polo- 
nais", jako pewne stwierdzało pismo emigracyjne "Feniks" z 11 IV 
1833 r. w artykule pl. Prześladowanie religii katolickiej w Polsce. 
Artykuł ten opisywał obszernie politykę antykościelną rządu rosyj- 
skiego, przedstawiał prześladowanie zakonów i kleru w Rosji, mó- 

background image

wił o wywiezieniu biskupa Kłągiewicza na Sybir, o wywoŜeniu dzie- 
ci polskich, kończył się zaś znamienną uwagą: "Gdyby wśród nie- 
szczęść... uczucia Stolicy Apostolskiej pocieszały Polaków, łatwiej 
mogliby znieść prześladowanie... Lecz kiedy ujrzeli, iŜ Dwór Rzym- 
ski odpycha ich skargi, Ŝe dając wiarę poduszczeniom schizmatyc- 
kiego ajenta, ogłasza ostatnią bullę do biskupów polskich wydaną, 
kiedy potomki Sobieskiego, zawsze wierni religii, zawsze kochający 
ojczyznę, ujrzeli się opuszczonymi od wspólnego ojca, rozpacz za- 
chwiała ich stałość, opanowała ich dusze i dwa juŜ wypadki zasmu- 
ciły ogół wyznawców". Oto na Podolu czternaście rodzin szlachec- 
kich po przeczytaniu bulli papieskiej przeszło natychmiast z katoli- 
cyzmu na prawosławie, to samo teŜ zrobiło dwóch księŜy reforma- 
tów w Kaliszu. Czy dane te były zgodne z rzeczywistością - stwier- 
dzić trudno; najprawdopodobniej były nieprawdziwe, tak jak i nie- 
które inne szczegóły artykułu; zapewne jakieś przejście kilku rodzin 
najprawdopodobniej unickich na prawosławie dało podstawę do ca- 
łej wersji. Niemniej jednak na emigracji utwierdzało się przekonanie 
o szkodliwości encykliki nawet z czysto religijnego punktu widze- 
nia. W kraju nie chcą wierzyć -pisało jedno z umiarkowanych pism 
polskich - Ŝe cesarz i papieŜ są z sobą najlepiej, Ŝe papieŜ wie i po- 
chwala wszystko, co się u nas dzieje. Ale czy papieŜ nie wyklina tych 
116  117 
- pisało jedno z pism francuskich, zapewne przez czynniki polskie 
inspirowane - którzy ośmielają się przeciwstawić Mikołajowi? Na 
dnie tych wszystkich głosów oburzenia, których się tu kilka dla ilu- 
stracji cytuje, leŜał właściwie powód natury politycznej, a nie religij- 
nej. Idąc na obczyznę, emigranci polscy sądzili, Ŝe rychło wrócą do 
Polski, moŜe wraz z legiami francuskimi, Ŝe pobyt ich we Francji czy 
Angli będzie tylko chwilowy, tymczasowy. Podczas pochodu przez 
Niemcy do Francji witano ich często entuzjastycznie, koła demokra- 
tyczne widziały w nich bohaterów w walce o wolność, wśród sa- 
mych Polaków rosło przekonanie o doniosłości i szczytności powsta- 
nia. A tu tymczasem z wyŜyn Watykanu padły w nich ostre słowa: 
siewcy podstępu i kłamstwa, buntownicy przeciwko władzy prawo- 
witej, podstępni zwodziciele. Wśród zdumionych tym elementów 
religijnych i konserwatywnych musiało powstać połączone z oburze- 
niem pytanie: czy nie zaszła tu jakaś dziwna pomyłka, nieporozumie- 
nie, czy papieŜ nie został wprowadzony w błąd? Pogląd ten, jak to 
dopiero co podniesiono, zaczynał się szerzyć, był konieczny, tłuma- 
czył wszystko bez naraŜenia na szwank autorytetu papieŜa, do które- 
go elementy te były przywiązane. A skoro tłumaczenie to było samo 
w sobie prawdopodobne, skoro było koniecznie dla samych tych 
ludzi potrzebne, to nic dziwnego, Ŝe mocą naturalnego, socjologicz- 
nie bodaj stwierdzonego, w histońi często występującego procesu, 
stawało się nie - przypuszczeniem, ale prawdopodobieństwem i to 
coraz większym, z czasem zaś po prostu pewnikiem. 
Elementy radykalne jednak, demokratyczne, liberalne w pewnym 
znaczeniu, dla których takie tłumaczenie nie nasuwało się z koniecz- 
nością wewnętrzną, dla których nie było ono koniecznością potrzeby, 
musiały rozumować inaczej, tłumaczyć przyczynę kroku papieskie- 

background image

go zgoła odmiennie. Próbkę tego drogiego tłumaczenia dał w swym 
dzienniku Niemcewicz. Ale najjaskrawszy, najostrzejszy wówczas 
wyraz znalazło ono w bezimiennie wydanej broszurze demokraty 
Siodołkiewicza Refutation de la bulle do papa, adressee aux eveques 
polonais par on Polonais. Refutacja zarzucała papieŜom, Ŝe dawniej 
dawali pomoc królom arcychrześcijańskim i arcykatolickim, aby ci 
propagowali wiarę, co prawda środkami mało religijnymi, dziś sługa 
sług boŜych porzuca cywilizację i religię katolicką, łączy się z tyra- 
nami i schizmatykami, broni prześladowcy moskiewskiego, choć ten 
dąŜy do zniszczenia katolicyzmu. PapieŜe patrzą spokojnie i cicho na 
krzywdy katolików polskich, ale w obronie despotyzmu wydają 
głośne manifesty. Źle to wybrany moment - sądzi Siodołkiewicz - 
        na obronę prawowitości autokraty azjatyckiego, bo jeŜeli Mikołaj 
        jest prawowitym władcą Polski, to gdyby Sobieski nie ocalił Wied- 
!       ma, sułtan turecki byłby prawowitym władcą Austrii i Węgier. Ale 
        jakim prawem - mówi autor-pisze papieŜ o prawowitości do bisku- 
        pów polskich? Przecie na Zygmuncie III dynastia w Polsce wygasła, 
        Polacy zaś odtąd wybierali sobie królów. Panowanie Mikołaja w Pol- 
        sce ma swe źródło w przemocy zbrojnej, a gdzieŜ to w Piśmie św. jest 
        napisane, Ŝe tyran, który siłą zawładniejakimś krajem, staje sięprzez 
        to władcą z woli BoŜej? Tak rozumować to wątpić w istnienie Boga, 
        który winien być sprawiedliwy. CzyŜby Jego Świątobliwość nazywał 
        dziełem BoŜym kongres wiedeński, tę garść intrygantów, którzy 
        dzielili narody jak trzodę? Naród polski nie jest na tyle głupi, by 
        uwierzył, Ŝe haniebny podział jego kraju to wola BoŜa. Na końcu 
        Refutacji szły mocne słowa, Ŝe wszystkie wojny domowe i rozterki 
        religijne w Polsce były następstwem intryg papieŜy. Autor wyraŜał 
        nadzieję, Ŝe kler polski nie oddzieli się od sprawy narodowej, a wów- 
        czas Polacy będą mieli prawo instalować swego papieŜa w Warsza- 
        wie, bo papieŜ rzymski łączy swój głos z tymi, którzy Ŝyją z nie- 
        szczęść i poniŜenia ludu. 
        Pamflet Siodołkiewicza był pisany namiętnie, pod wpływem obu- 
        rzenia i nienawiści; mimo to byłjednak- zdaje się-wyrazem poglą- 
        dów pewnej części opinii emigracyjnej. TaŜ sama opinia znalazła 
        swój wyraz i w poezji dzięki Słowackiemu. Chciał się on przeciwsta- 
        wić Mickiewiczowi m.in. z powodu poglądu tegoŜ na bullępapieską. 
        Mickiewicz bowiem, choć dość Ŝywo interesował się nią, jak sądzić 
        wolno, i choć znał zmierzające dojej uzyskania intrygi Gagarina, nie 
        przejął się nią tak głęboko jak Słowacki. Księgi narodu i pielgrzym- 
        stwa polskiego, powstałe jesienią 1832 r., jakkolwiek potępione 
        przez oficjalne czynniki duchowne jako rzecz "pełna złości i lek- 
        komyślności", aluzji Ŝadnej do encykliki nie zawierały. Co więcej, 
        Mickiewicz - w świetle relacji Słowackiego - miał nawet bronić tej 
        encykliki. Wytłumaczyć to postępowanie Mickiewicza nietrudno. 
,       Niedawno, bo wiosną 1830 r. przeszedł on proces odrodzenia religij- 
        nego, dokładnie mówiąc - katolickiego, pogodził wówczas uczucia 
        Polaka z wiernym przestrzeganiem nauki Kościoła. Upadkiem po- 
        wstania przejął się mocno, ale silny nastrój religijny trwał u poety 
        i nadal. Pisane wiosną 1832 r. Dziady oz. III są tego wyraźnym do- 
        wodem, zresztą ton religijny istnieje i w Księgach Narodu. Tak na- 

background image

        stawiony poeta mniej reagował wówczas na bullę papieską; na poli- 
        tykę Kościoła zareaguje on ostro, ale dopiero później, w okresie to- 
118 119 
wianizmu. Inaczej Słowacki. Przechodził on za młodu okres misty- 
cyzmu, choć nie w znaczeniu katolickim, był swego czasu nawet 
"egzaltowanie poboŜny", głęboko religijny pozostał zresztą i nadal, 
ale juŜ po przybyciu do Warszawy, w lutym 1829 r., w swych utwo- 
rach poetyckich zajmuje stanowisko antykatolickie, nawet wolte- 
riańskie. Taki pozostał i tak go zastała bulla Grzegorza XVI. Za- 
chwiać katolicyzmem poety nie mogła, bo byłjuŜ słaby, ale zdaje się, 
Ŝ

e usunęła go z duszy poety na pewien czas zupełnie i Ŝe słowa 

Kordiana: "Wiara dziecinna padła na papieskich progach" stosowały 
się słusznie do stanu duchowego poety po r. 1832. Zresztą bulli tej 
Słowacki nie zapomni papieŜowi i później. 
Takie oto było tło, na którym "walkę" z brewe Cum primom po- 
dejmował obóz ks. Adama Czartoryskiego, jedyny -jako się rzekło 
- silny obóz katolicki na emigracji w latach trzydziestych. Mówiono 
juŜ o tym, Ŝe obóz ten starał się poruszyć prasę w duchu do swych 
zamiarów odpowiednim, tu poruszyć wypada inne sposoby tej "wal- 
ki" i jej samej powody. JuŜ wkrótce po otrzymaniu wiadomości 
o bulli jeden z doradców księcia, spiritus movens całej tej "walki", 
Władysław Zamoyski, proponował Czartoryskiemu wydanie uro- 
czystego oświadczenia, które miało oględnie dowodzić, Ŝe papieŜa 
wprowadzono w błąd, Ŝe jego krok wywarł szkodliwy wpływ na 
społeczeństwo polskie, Ŝe Polakom sprawił wielką boleść. Miał to 
być rodzaj manifestu w obronie katolicyzmu polskiego, podpisany 
miał być przez znakomitych Polaków. Pomysł ten nie doszedł 
wprawdzie do skutku, ale myśl wpływania na Watykan w kierunku 
zmiany jego postępowania pozostała. 
I pozostać musiała, gdyŜ dla obozu Czartoryskiego nie była to 
sprawa obojętna. Wiadomo, Ŝe wszystkie usiłowania Wielkiej Emi- 
gracji zmierzały do odzyskania niepodległości Polski. W tym celu 
zaczęto uprawiać pewnego rodzaju politykę zagraniczną i to zarów- 
no ze strony obozu Czartoryskiego, jak i ze strony obozu demokra- 
tycznego. Na terenie Rzymu mógł pracować tylko ten pierwszy obóz. 
ToteŜ stawiając za punkt wyjścia politykę zagraniczną, musiał on 
zwrócić uwagę na doniosłość stanowiska Rzymu dla sprawy odbu- 
dowania Polski i to z trzech bodaj powodów. Naprzód liczono wiele 
na znaczenie Watykanu dla niektórych spraw, które mogły przyczy- 
nić się do poruszenia sprawy polskiej. Tak na przykład misjonarze 
katoliccy mogli sporo działać w kierunku antyprawosławnym, 
a więc antyrosyjskim na tych terenach, na których chciała zapanować 
Rosja; dalej, papieŜ mógł wpływać na biskupów polskich, by się 
przeciwstawili Ŝądaniom czy to Rosji, czy Pros, choć tych ostatnich 
znacznie mniej się obawiano. To raz, a po wtóre liczono się w tym 
obozie z katolickim nastrojem w Polsce. Skoro Polska miała wrócić 
do Ŝycia przez powstanie w kraju, dokonane w odpowiednich okoli- 
cznościach, to trzeba było zatrzeć wraŜenie, jakoby władza cesarza 
rosyjskiego była prawowita, a zwalczanie jej było grzechem. To by 
przecie paraliŜowało akcję powstania. 

background image

Nie mniej waŜny był i powód trzeci. Obóz Czartoryskiego był 
głęboko katolicki. Katolicki na swój sposób, bez wątpienia, nie 
w sensie bezwzględnej uległości wobec Stolicy Apostolskiej oczy- 
wiście, chodziło raczej z związanie sprawy narodowej z religijną, 
przy czym tę drugą podporządkowywano raczej pierwszej, traktowa- 
no jako środek do uzyskania celu zasadniczego, pierwszorzędnego, 
a tym była niepodległość kraju; bądź co bądź katolicki był ten obóz 
niezaprzeczenie, a posługiwanie się katolicyzmem płynęło nie z zi- 
mnego wyrachowania li tylko, lecz z głębokiego przekonania o ści- 
słym związku tych dwóch spraw. Wprawdzie później Czartoryski 
narazi się czynnikom, które sprawę religijną będą stawiały ponad 
wszystko, będzie nawet zwalczany przez te czynniki, ale w r. 1832 
i następnych obóz Czartoryskiego to jedyne stronnictwo religijno- 
katolickie na emigracji. W jakiej mierze sam ksiąŜę Adam był głową 
swego obozu i czy od niego wychodziły pomysły takiego czy innego 
działania - to mniejsza, faktem jest, Ŝe na teren Rzymu Czartoryski 
zwrócił baczną uwagę zaraz po wydaniu brewe czerwcowego. Na 
razie uwaga ta przejawia się w postaci korespondowania z Polakami 
przebywającymi w Rzymie i w postaci starań wpływania przez nich 
na kurię papieską. Korespondencja ta istnieje juŜ na początku 1833 r. 
W związku z nią, jak to jeszcze raz podnieść wypada pozostaje 
kampania prasowa Czartoryskiego. Właśnie w styczniu 1833 r. do- 
nosił ktoś Czartoryskiemu z Rzymu, Ŝe krok papieski w sprawie pol- 
skiej ganił patriarcha jerozolimski i Ŝe papieŜ tłumaczył się naci- 
skiem ze strony rządu rosyjskiego oraz tym, Ŝe został wprowadzony 
w błąd. Nie wiadomo, kto był autorem tego listu. We Włoszech ba- 
wiła wówczas siostra Czartoryskiego Zamoyska, we Włoszech był 
równieŜ Zdzisław Zamoyski, brat Władysława, i to juŜ w styczniu 
1833 r., ale kto z nich był w Rzymie na początku tego roku i czy list 
pozostaje w związku z nimi - nie wiadomo. Niedługo potem Czarto- 
ryski ma nowe wiadomości z Rzymu na ten temat i dzieli się nimi 
zaraz z Legacją Polską w ParyŜu. Tu dodać wypada, Ŝe powstała 
120 121 
jeszcze w marcu 1831 r. Legacja ta, kierowana przez Ludwika Plate- 
ra i gen. Kniaziewicza, działa w porozumieniu z księciem Adamem. 
Razem teŜ zajmują się oni i sprawą rzymską. OtóŜ w lutym 1833 r. 
bawiący wówczas w Londynie Czartoryski donosił Legacji, Ŝe do 
Rzymu doszła wiadomość, iŜ w Polsce 14 rodzin szlacheckich po 
otrzymaniu wiadomości o brewe papieskiem z czerwca 1832 r. od- 
szczepiło się od Kościoła. Zrobiło to wielkie wraŜenie w otoczeniu 
papieŜa. Wielki inkwizytor robił podobno ostre wyrzuty z tej racji 
papieŜowi i groził odpowiedzialnością. "PapieŜ odpowiedział z pła- 
czem, Ŝe odpowiedzialność spadnie na tych, którzy go oszukali, któ- 
rzy groźbą i obietnicami nakłonili go do tego kroku". Wiadomość 
0 odstępstwie 14 rodzin i o Ŝalu papieŜa Czartoryski powierzył zaraz 
prasie emigracyjnej; wieść o tym, Ŝe robiono papieŜowi wymówki 
z racji brewe Cum primom, miała na razie pozostać w tajemnicy. 
Skoro takie wiadomości posiadano z Rzymu, trzeba było zaraz 

skorzystać z nadarzających się przychylności" i działać. JuŜ na po- 

background image

czątku tegoŜ samego roku 1833 Czartoryski w porozumieniu, zdaje 
się, z Ludwikiem i Cezarym Platerami, Kniaziewiczem oraz Gusta- 
wem Małachowskim formułuje program działania w Rzymie. Cho- 
dzi w tym programie o cztery sprawy: o powstrzymanie i zneutrali- 
zowanie szkodliwych skutków bulli papieskiej w Polsce, o wybór 
i przygotowanie do specjalnej działalności w Polsce jakiegoś zako- 
nu, o załoŜenie w Rzymie bursy dla księŜy polskich, synów emigran- 
tów, i wreszcie o wysłanie urzędowej reprezentacji papieskiej do 
Rosji. Myślano teŜ o zaproszeniu kogoś z dostojników rzymskich na 
protektora katolicyzmu w Polsce i układano czy teŜ ułoŜono specjal- 
ną dla niego instrukcję. Tłumaczono w niej, Ŝe chodzi tu o misję 
religijną raczej niŜ polityczną. Polska przecieŜ była zawsze katoli- 
cka, jednym z pierwszych kroków sejmu powstańczego było zwró- 
cenie się do papieŜa z prośbą o interwencję na rzecz Polski. Polacy 
podczas powstania bronili swych ołtarzy i ognisk domowych równo- 
cześnie. To, co powiedział ojciec Sw., było przeciwne jego własnym 
zasadom i interesom. Autorem tej instrukcji był, zdaje się, Gustaw 
Małachowski; kiedy zaczęli pracę - nie wiadomo, ale bodaj juŜ 
w styczniu lub na samym początku lutego 1833 r. Wreszcie memoriał 
został skończony i wysłany w kwietniu 1833 r. do siostry Czartory- 
skiego Zamoyskiej we Florencji. Nie onajednak miała dalej prowa- 
dzić całą sprawę, ale - najprawdopodobniej - Zdzisław Zamoyski. 
On był pierwszym znanym nam przedstawicielem sprawy polskiej 
w Rzymie, choć ubocznie tylko, bez stawiania sobie tego za cel 
główny. Kiedy przybył do Rzymu - nie wiadomo, moŜe na wiosnę 
1833 r., w Rzymie teŜ aŜ do końca tego roku przebywał. Czy i jola 
zrobił tam uŜytek z memoriału o prześladowaniu Kościoła w Rosji, 
powiedzieć trudno, owym proponowanym protektorem katolicyzma 
w Rosji równieŜ najprawdopodobniej nie został nikt. Jeszcze we 
wrześniu 1833 r. Władysław Zamoyski radził Zdzisławowi starać się 
w Rzymie o kilka spraw, a więc: by się zapoznał z róŜnymi osobisto- 
ś

ciami w kurii i przekonywałje, Ŝe są źle powiadomione i oszukiwa- 

ne na temat tego, co się dzieje w Rosji, by zapowiedział w Rzymie 
dostarczanie dowodów o stanie katolicyzmu w Polsce, dalej, by za- 
słaniał sprawę polską na przyszłość od niewczesnych wystąpień Rzy- 
mu i wreszcie, by uzyskał-o ile to moŜliwe-jakieś kroki Watykanu 
na korzyść Polski. Mamy tu zarysowany cały program działania 
przedstawiciela sprawy polskiej w Rzymie. Program ten właściwie 
nie zmieni się i później, będzie się tylko precyzował zaleŜnie od 
okoliczności. Na uzyskanie, choćby połowiczne, ostatniego w nitn 
punktu, tj. kroków na rzecz Polski, trzeba będzie jeszcze czeka 
blisko dziesięć lat. Zdzisław Zamoyski zrobił w Rzymie niewiele, 
jak się zdaje, a w dodatku juŜ na początku 1834 r. prawdopodobnie 
opuścił Wieczne Miasto. 
Do Rzymu miał pojechać teraz Adam Sołtan, choć i ten jeszcze nie 
był wprost agentem ks. Czartoryskiego. W kaŜdym razie jego misja 
miała juŜ bardziej określony charakter dyplomatyczny. Inicjatywa 
wysłania go do Rzymu wyszła, jak się zdaje, od Czartoryskiego. Na 
prośbę Zamoyskiego polityk belgijski lir. de Merode Westerloo dał 
Sołtanowi listy polecające do posła belgijskiego przy Watykanie lir. 

background image

de Beaufort i do zastępcy sekretarza stanu Capacciniego byłego nun- 
cjusza w Brukseli. Polecenia te były o tyle waŜne, Ŝe rząd papieski 
stawiał nadal wielkie trudności Polakom, chcącym bez paszporta 
rosyjskiego, austriackiego czy pruskiego udać się do Rzymu. Właś- 
nie w tym czasie, w r. 1834 do papieskiego charge d' affaires w Pary- 
Ŝ

u wpłynęły dwie prośby Polaków o pozwolenie na przyjazd do 

Rzymu, a ich załatwienie ilustruje dobrze politykę watykańską w tej 
sprawie. W pierwszym wypadku emigrant Konstanty Stobieclci. 
chcąc zobaczyć się w przebywającym w Rzymie od lat kilku swym 
bratem, zwrócił się za pośrednictwem francuskiego ministerstwa 
spraw zagranicznych do nuncjatury paryskiej z prośbą o wizę do 
Rzymu. Internuncjusz Garibaldi, wobec wyraźnych instrukcji, nie 
pozwalających emigrantom polskim na pobyt w państwie kościel- 
nym, nie śmiał sam załatwić tej sprawy, lecz zwrócił się z zapytaniem 
122 
do Bernettiego. "Jasne jest - pisał - Ŝe pobyt emigrantów polskich toryski. Chodziło o 
wysłanie na Kaukaz księdza polskiego do Pola- 
w Rzymie nie mógłby być na rękę rządowi papieskiemu" okazał się 
j ków, słuŜących w armii rosyjskiej. Miał nim być reformat ze Smyrny 
ednak skłonny do wizowania tego paszportu z dwu względów: pri- 
X. Mansuet Aulich. W ogóle zresztą na sprawę kaukaską zwrócono 
ma - "zdawało mi się, Ŝe jest to rzecz zbyt twarda, aby przedstawiciel 
j y y y w obozie Czartoryskiego baczniejszą uwagę, pewne nadzieje łączo- 
o ta któr tak kocha wsz stkich sw ch wiernych, odmówił nie- no teŜ z wyjazdem na misję do 
Mezopotamii jezuity X. Maksymilia- 
szczęśliwemu człowiekowi, choćby nawet ten był winny, pociechy 
na Ryłły, bo choć miał on tam być tylko pomocnikiem kierownika 
uściśnięcia,rodzonego brata, którego od wielu lat prawdopodobnie 
misji, O. Riccadonna choć musiał zmienić nazwisko na Rolly, gdyŜ 
nie widział'. A secundo-jest to przecieŜ wypadek wyjątkowy, nie- y ę g y ję p 
władze tureckie nie chciał si z odzić, b na mis w Mezo otamii 
łatwo bowiem, by i inni emigranci mieli braci w Rzymie. Wypadek przyjechał Polak, Ryłło 
mógł zrobić sporo. Sądzono teŜ, Ŝe będzie się 
ten zresztą nie moŜe być precedensem, moŜna się nań zgodzić dziś, 
mógł porozumieć z Polakami na Kaukazie. Sołtan wszedł w kontakt 
ajutro nie. Rząd rzymski moŜe w kaŜdej chwili usunąć Stobieckiego 
z generałem jezuitów O. Janem Roothaanem, a oprócz tego nawiązał 
z Rzymu. Garibaldi prosił zatem o instrukcję, jak ma postąpić. Drugi 
zapewne kontakt z niektórymi dostojnikami rzymskimi; do sekreta- 
wypadek był trochę odmienny. Do internuncjusza zwrócił się inny 
rza stanu wszakŜe-jak się zdaje-nie dotarł audiencji u papieŜajako 
imigrant młody trzydziestoletni Cezary Plater, pragnący przezjakiś przedstawiciel sprawy 
polskiej nie uzyskał. W r. 1837 wyjechał dość 
czas -jak mówił - studiować w Rzymie pomniki staroŜytności, pro- pesymistycznie w 
stosunku do rezultatu swej misji usposobiony 
sił zatem o wizę. Plater- informował Garibaldi Bernettiego - naleŜy  z Rzymu do Wiednia. 
Nad Tyber przybywał trzeci reprezentant Pol- 
do jednej z głównych rodzin polskich, a zatem juŜjego pozycja spo- ski, lir. Cezary Plater. 
Wszystko, co osiągnęli Zamoyski i Sołtan, to 

background image

łeczna moŜe być za niego gwarancją, zna go dobrze ks. Czartoryska, były rezultaty bardzo 
mizerne; głównych celów, jakie sobie stawia- 
hr. Rzewuska, X. OŜarowski, interesuje się nim wiele i admirał de no, nie udało się obozowi 
Czartoryskiego w latach 1833-1836 nawet 
Rigny. I w tym wypadku Garibaldi sam nie ośmielił się dać wizy 
w części osiągnąć. Nic dziwnego zresztą. O ile dyplomacji polskiej 
Platerowi, lecz pytał, jak ma pastą ić. Mimo wszystko, choć za Sto- 
chodziło o jak najszybsze zatarcie śladów encykliki Cum primom, 
bieckim przemawiały wyjątkowe okoliczności za Platerem zaś po- 
o zmianę stosunku Watykanu do sprawy polskiej, co więcej, o wywo- 
waŜna protekcja, Bernetti w obu wypadkach dał odpowiedź odmow- ływanie konfliktu 
między Rzymem i Rosją, do czego zmierzało teŜ 
ną, thzmacząc, Ŝe Stobiecki nie ma po co jechać do Rzymu, bo jego 
skwapliwie rozszerzanie wiadomości o prześladowaniu religijnym 
brat za paszportem rosyjskim pojechał do ParyŜa. Zdaje się, Ŝe tak  w Rosji, o tyle dyplomacji 
papieskiej zaleŜało na tym, aby ślady tej 
poradzono mu zrobić w Rzymie. 
encykliki były jak najŜywsze, by mogła ona stanowić punkt wyjścia 
Z tych dwóch wypadków widać, jak utrudniony był pobyt Pola- w rokowaniach Stolicy 
Apostolskiej z Rosją. DąŜenia tak sprzeczne 
ków w Rzymie, jak podejrzliwie patrzono tu na nich. ze sobą nie mogły się pogodzić, głos 
Polaków nad Tybrem musiał 
W takich warunkach, na początku r. 1834 przybył do Rzymu drugi pozostać bez echa dopóty, 
dopóki dyplomacja watykańska nie znie- 
z kolei po r. 1832 przedstawiciel sprawy polskiej przy Watykanie, chęci się do Rosji. Ale na 
to nie zanosiło się za sekretariatu stanu 
Sołtan. Władysław Zamoyski uwaŜał go za "szanownego, godnego Bernettiego a wobec tego 
dyplomacja polska była tu z góry skazana 
i roztropnego człowieka", ale nie spodziewał się wiele po jego misji. na niepowodzenie. 
Wątpił, by Sołtan mógł otrzymać jakieś kroki ze strony Rzymu na Zdawał sobie z tego 
sprawę Czartoryski. I w jego obozie panowa- 
rzecz Polski, chodziło zatem o to tylko, "Ŝeby się Rzym do Ŝadne 
j ła równieŜ pewnego rodzaju nieufność do papieŜa i Ŝal z powodu 
pomocy najeźdźcom danej skłaniać nie dał , to jedno naleŜy wszę- potępienia w r. 1832 
sprawy polskiej. Szerzący się pogląd, Ŝe papieŜ 
dzie, nieustannie, niezmordowanie powtarzać. Zamoyski miał s aro 
p został wówczas wprowadzony w błąd, nie mógł wystarczyć polity- 
słuszności, patrząc pesymistycznie na tę misję. Sołtan uzyskał nie- kom polskim nawet w 
obozie katolickim, nie podzielał go Włady- 
wiele. Jedna ze spraw, która go tu Ŝywiej zajęła, to była sprawa sław Zamoyski, nie wierzył w 
to nawet gorący katolik, gen. Jan 
misjonarzy na Kaukazie. Sprawę tę polecił mu przeprowadzić Czar- Skrzynecki. Na to, Ŝe 
papieŜa oszukano, brak było dowodów, choć 
chciano, potrzebowano po prostu wiary w ten fakt. Skrzynecki na 
124 125 
przykład zapewniał Montalemberta, Ŝe gdyby mógł się pozbyć nie- 
ufności do papieŜa, stałby się najszczęśliwszym na ziemi człowie- 
kiem. Podnoszono juŜ wyŜej, Ŝe obóz Czartoryskiego szerzył coraz 
bardziej pogląd o oszukaniu papieŜa; neutralizowało to skutki ency- 
kliki, dawało niejaką pociechę katolikom, ale brak było dotąd 

background image

oświadczenia samego papieŜa, którego broniono w ten sposób, bez 
przekonania jednak. Wreszcie zdobyto i owo oświadczenie. Na po- 
czątku 1837 r. po raz drugi udał się do Rzymu wielki przyjaciel 
Zamoyskiego, lir. Montalembert. Zamoyski prosił go, by przemówił 
na posłuchaniu u papieŜa za Polakami. Montalembert spróbował to 
zrobić na posłuchaniu 17 II 1837 r. Zaczął mówić papieŜowi o miło- 
ś

ci i posłuszeństwie ku niemu Polaków, wspomniał o Ŝalu, jakim są 

przejęci z powodu nagany papieskiej. PapieŜ przerwał mu i powie- 
dział Ŝyczliwie: "AleŜ kochany hrabio, ja ich nie zganiłem", opowie- 
dział potem swą rozmowę z wysłańcem rządu listopadowego, tłuma- 
czył, Ŝe brewe Cum primom jest podobne do encykliki do biskupów 
hiszpańskich, Ŝe wzywa tylko biskupów, by się nie mieszali do poli- 
tyki. Na końcu mówił, Ŝe nosi Polaków w swym sercu ojcowskim 
i Ŝe im błogosławi. 
Był to krok naprzód w "walce" z bullą papieską, ale jeszcze nie 
było wszystko. Sam Montalembert wzywał Zamoyskiego, by się o tę 
resztę osobiście w Rzymie postarał. Zamoyski istotnie przybył do 
Wiecznego Miasta w czerwcu 1837 r. 
Przybył swobodnie, gdyŜ był pułkownikiem belgijskim. W Rzy- 
mie opiekował się nim i drogę mu torował belgijski charge d' affaires, 
zastępujący posła. Razem poszli naprzód do podsekretarza stanu 
a byłego nuncjusza belgijskiego, zręcznego i uprzejmego mgra Ca- 
pacciniego. Mówiono o stanie Kościoła w Rosji, Zamoyski poruszył 
potrzebę stanowczego w tej sprawie wystąpienia papieŜa. Capaccini 
odparł Ŝe to niemoŜliwe. Przyznawał, Ŝe rząd rosyjski jest bez- 
względny, Ŝe cechuje go zła wiara bez granic, lecz co na to moŜna 
poradzić? - pytał, odpowiadając zarazem, Ŝe co najwyŜej moŜna 
publikować dokumenty o okrucieństwach rosyjskich, bo Rosjajedy- 
nie tego się boi, i wysłać kogoś po kryjomu do Rosji, by zbierał 
informacje na miejscu. Zastrzegł sięjednak Capaccini, Ŝe papieŜ nie 
mógłby tego samego powiedzieć i prosił o dyskrecję. Bliski się odtąd 
zawiązał stosunek między Polakami a Capaccinim; odtąd najwięcej 
łiczą na nie o w Rz mie w zamian zaś 'eśli nie o arcia to zawsze 
g y , J p p , 
chętnego przyjęcia doznają. Ciekawa i niezmiernie sympatyczna to 
        postać wśród dyplomatów papieskich. Wspominało się go juŜ kilka- 
        krotnie, w kołach polskich zdobędzie on sobie jak nasympatyczniej- 
j       szą opinię, za przyjaciela Polaków będzie nawet uchodził warto go 
        tedy poznać bliŜej. Franciszek Capaccini urodził się w r. 1784, w 23. 
        roku Ŝycia został księdzem, poświęcił się studiom fizyki i astronomii, 
        w r. 1811 został kierownikiem obserwatorium astronomicznego 
'       w Neapolu. Tu zwrócił na niego uwagę Consalvi i zrobił go swoim 
'       sekretarzem, a wkrótce prawą ręką. Gdy w r. 1823 został papieŜem 
'       zdecydowany przeciwnik Consalviego Leon XII, kariera mistrza 
        i ucznia zdawała się być skończona. JakoŜ papieŜ zrobił sekretarzem 
        stanu 80-letniego kardynała Della Somaglia, ale - rzecz dziwna - 
'       właśnie na sekretarza wyznaczył mu Capacciniego. W r. 1826 brał 
        udział wraz z Capellarim w rokowaniach o konkordat z Holandią 
        i temu bodaj tylko zawdzięcza, Ŝe po wyborze Grzegorza XVI znów 
        nie stanął wobec moŜliwości usunięcia z kurii rzymskiej. Bo takie 

background image

I       miał juŜ szczęście Capaccini. Szanował go Metternich, niemal za- 
I       chwytał się nim Bunsen, bardzo go lubili Polacy, bystry obserwator 
        i świetny znawca ludzi i stosunków rzymskich, ambasador austriacki 
        Lutzow pochwalne mu wydawał świadectwo. NaleŜy on - tak go 
        zalecał Metternichowi - do tej małej liczby prałatów rzymskich, 
        którzy są naprawdę godni szacunku. Jest to człowiek uczciwy przede 
I       wszystkim, nie egoista, nie kierujący się niskim interesem, oddany 
        papieŜowi i sekretarzowi stanu, obok wiedzy ma on sąd jasny i do- 
        kładny, nie Ŝyje iluzjami. Takiej oceny u Lutzowa nigdy sobie nie 
        zdobył Lambruschini. Ale cóŜ z tego, skoro Capacciniego nie lubił 
        kler rzymski i to jeszcze bardziej niŜ Bernettiego. CóŜ z tego, Ŝe 
        Lambruschini pisał o nim kiedyś Ostiniemu, Ŝe jest jego prawdziwą 
        prawą ręką, Ŝe tak dobrze pracuje, Ŝe tak zadowolony jest z niego 
        ojciec św., skoro zaufaniem zbyt wielkim w Rzymie się nie cieszył, 
        skoro miał opinię liberała, a czasem nawet karbonara. Powierzano 
        mu najtrudniejsze misje dyplomatyczne, jeździł do Berlina i Wied- 
        nia, pertraktował w sprawie wycofania wojsk austriackich z państwa 
i       kościelnego i w draŜliwej sprawie kolońskiej o małŜeństwa miesza- 
        ne, układał się w sprawie uregulowania stosunków kościelnych 
        w Niemczech i Holandii, ale okoś ka elusza kardynalskiego uzy- 
        j p 
I       skać nie mógł. Co gorsza, Lambruschini, widząc w nim moŜe współ- 
        zawodnika, pozbył go się wreszcie z Rzymu, wysyłając na jedną 
        z trudniejszych, ale nie bardziej zaszczytnych placówek dyplomaty- 
        cznych. Nie do ParyŜa czy Wiednia, lecz do Lizbony, i nie jako 
        nuncjusz, lecz internuncjusz, choć zarazem jako legat apostolski, 
126 I 127 
wyjeŜdŜał w r. 1842 Capaccini. Przypomniano sobie o nim co pra- 
wda i 24 IV 1845 r. ogłoszono kardynałem, niedługo się wszakŜe 
cieszył purpurą, umierając w tym samym roku. Mgr. "Capuccini", 
jak go Polacy nazywali, wiele zrobić dla nich nie mógł, ale - w prze- 
ciwstawieniu do Lambruschiniego - zawsze chętnie i uprzejmie 
przyjmował. Po wizycie u Capacciniego, Zamoyski za staraniem 
swego belgijskiego przyjaciela, a zapewne i Capacciniego, złoŜył 
wizytę Lambruschiniemu, wywiedziawszy się uprzednio, jak z nim 
rozmawiać. Kardynał przyjął przedstawionego sobie przez Belga Za- 
moyskiego bardzo uprzejmie, ale o sprawie Kościoła w Rosji mówił 
z wielką rezerwą. Nie dawał Ŝadnych obietnic, zapewniał tylko, Ŝe 
Stolica Apostolska ma oczy skierowane na tę sprawę, Ŝe on sam 
spędzał noce bez snu, szukając środków, aby pomóc katolicyzmowi 
w Polsce. W dwa dni potem, 12 czerwca, na prośbę belgijskiego 
charge d'affaires, Zamoyski uzyskał audiencję prywatną u papieŜa. 
Atmosfera dla tej audiencji była szczególnie pomyślna. W Rzymie 
mówiono wiele o sprawie kolońskiej, odczuwano dobrze zawód, 
zrobiony przez rząd pruski. W stosunku do Rosji, po tylu bezowoc- 
nych próbach uzyskania czegoś dla Kościoła w zamian za encyklikę 
Cum primom, odczuwano pewnego rodzaju rozczarowanie. W dodat- 
ku Zamoyski, obok listu od ks. Adama Czartoryskiego, miał ze sobą 
list biskupa Gutkowskiego, który juŜ wyrastał w oczach Rzymu do 
roli takiego obrońcy Kościoła, jak arcybiskup koloński Droste-Vi- 

background image

schering. Wzruszony, zdaje się, listem Gutkowskiego, papieŜ zaczął 
się skarŜyć na rząd rosyjski. Wówczas Zamoyski przypomniał brewe 
czerwcowe przeciwko powstaniu, a gdy papieŜ zauwaŜył, Ŝe rozka- 
zał w nim posłuszeństwo rządowi we wszystkich sprawach, które nie 
dotyczą prawa BoŜego, hrabia zaczął dowodzić, Ŝe prawo BoŜe jest 
gwałtownie atakowane w Polsce, Ŝe chcą tam zgnębić zupełnie kato- 
licyzm, Ŝe nawet uczucia jego świątobliwości zniekształcają 
w oczach wiernych. PapieŜ, poruszony tym opowiadaniem, powie- 
dział, Ŝe Ŝywo zajmuje się losem swoich synów polskich, Ŝe napełnia 
go on boleścią. Wyjaśniał, Ŝe zasada uległości względem ustalonej 
władzy jest zasadą Kościoła, Ŝe wydając brewe, nie miał zamiaru 
ganić Polaków za opór przeciwko antykatolickim rozporządzeniom 
rządu rosyjskiego. Wreszcie obiecał Zamoyskiemu, Ŝe napisze list do 
Gutkowskiego, i polecił złoŜyć przyniesione dokumenty w kancela- 
rii sekretariatu stanu. Rozmowa musiała się odbyć w wysokim na- 
stroju uczuciowym. Głęboko religijnego papieŜa musiał przejąć fakt, 
Ŝ

e oto obok Droste-Vischeringa staje teraz prześladowany inny bi- 

128 
        skup, opowiadanie o prześladowaniu w Rosji zrobiło resztę. PapieŜ 
        był zresztą Włochem, podobno wcale nie odmiennym niŜ inni syno- 
,       wie tego narodu, zapalni, uczuciowi, podatni na wzruszenie. 
        Na Zamoyskiego musiały znowu podziałać skargi papieŜa na rząd 
        rosyjski; słuchając ich, przejmował się nimi Ŝywo, bo czuł całą nie- 
        chęć do tego rządu. Działał widok podnieconego, oburzonego i zara- 
i       y 
        tem zbolałego starca - głowy Kościoła, co i na kaŜdym zrobiłob 
        silne wraŜenie. Powstała atmosfera na wskroś uczuciowa. Tak nasta- 
        wiony, szedł Zamoyski w parę dni później na audiencję następną, 19 
        czerwca. Powtórzyło się na niej to samo w wyŜszym jeszcze stopniu. 
        Tu nastrój Zamoyskiego udzielał się silnie papieŜowi. O czym do- 
        kładnie mówiono, nie wiadomo, bo trudno wierzyć pisanej pod wpły- 
        wem podnieconego nastroju relacji o tym Zamoyskiego. Nastrój pod- 
        czas audiencji doszedł do tego stopnia w świetle tej relacji, Ŝe papieŜ 
        ze łzami w oczach - co jest wcale moŜliwe, bo Grzegorz XVI był 
        człowiekiem uczuciowym, jako się rzekło - wziął Zamoyskiego 
        w ramiona i powiedział z Ŝywością: "Ale ja was nigdy nie potępi- 
        łem... Tak jest, byłem w błąd wprowadzony odnośnie do was, moi 
        właśni słudzy... doprowadzili mnie do pomyłki. Ustąpiłem prawdzi- 
        wej groźbie. Oświadczono mi, Ŝe naprzód wszyscy biskupi polscy 
        będą wywiezieni na Syberię, jeŜeli nie dam im rozkazu poddania 
        się". Czy tak mniej więcej mówił wówczas Grzegorz XVI - nie 
        wiadomo. Wykluczone to nie jest, człowiek wzruszony, a zwłaszcza 
        wobec osoby, w stosunku do której czuje się winny, zaŜenowany, 
        pragnący jej swoje postępowanie wytłumaczyć, mówi więcej, niŜby 
        powiedział na chłodno, w innych okolicznościach. Zresztą nie ulega 
        - zdaje się - wątpliwości, Ŝe choćby papieŜ nie powiedział tego, ale 
        wyrzekł tylko coś w miniaturze podobnego do tych słów, to i tak 
        zapalony, podniecony Zamoyski dopowiedziałby sobie resztę. Tej 
        reszty przecie pragnął, pogląd o wprowadzeniu papieŜa w błąd juŜ 
        dawniej rozszerzał, choć sam jeszcze w to nie wierzył. Jakieś nieba- 

background image

        czne słówko papieŜa wyrwane z kontekstu jego słów, moŜe samo 
        w sobie niewiele znaczące, padło na dobrze przygotowany grunt my- 
        śli Zamoyskiego i tak zostało zrozumiane przez tegoŜ, jak to pragnął, 
        jak potrzebował zrozumieć. Łatwiej się przecie wierzy w to, w co się 
        chce wierzyć. Grzegorz XVI powiedział moŜe, Ŝe nie potępił Pola- 
        ków jako katolików ani w ogóle jako naród, Ŝe ustąpił - wydając 
        brewe czerwcowe - wobec nacisku, ale na to, by Ŝałował wydania 
        owego brewe, by mówił, Ŝe podstępem i kłamstwem wydarł mu je 
        rząd rosyjski, nie ma wcale dowodu. A zresztą, gdyby nawet i to 
        129 
powiedział, moŜe istotnie Ŝałował swej ustępliwości wobec rządu 
rosyjskiego, za którą -jak powiedziano wyŜej - nic nie otrzymał, to 
i tak ten Ŝal nie byłby przekreśleniem ostrych wyraŜeń o powstaniu 
polskim. Grzegorz XVI przeczyłby przecie tradycji watykańskiej, 
wypierałby się całej swej ideologii, a na to nie tylko brak jakichkol- 
wiek dowodów, ale owszem są dowody przeciwne. Na swą encyklikę 
Cum primom powołuje się papieŜ zarówno przed rokiem 1837, jak 
i po tym roku, najostrzej w r. 1842 i 1845. Zaszło tu pewnego rodzaju 
nieporozumienie co do samego aktu i jego treści. PapieŜ, wzruszony, 
Ŝ

ałował moŜe, Ŝe wydał ów akt jako taki, z całą pewnością nie mógł 

Ŝ

ałować, Ŝe wydał go o takiej, a nie innej treści. Zamoyski, juŜ a prio- 

ri odpowiednio nastawiony, sądził, Ŝe papieŜ Ŝałuje tego, co w akcie 
napisał, Ŝe Ŝałuje treści aktu, Ŝe co do niej właśnie został w błąd 
wprowadzony, Ŝe potępiając ostro powstanie jako czyn grzeszny, 
papieŜ uległ błędnym informacjom rządu rosyjskiego, który w do- 
datku akt ten na papieŜu wymusił. Obaj rozmówcy zgadzali się 
wprawdzie ze sobą, kaŜdy z nich miał co innego na myśli. Wytwo- 
rzyło się zatem nieporozumienie. Nic dziwnego, Ŝe opinia polska, 
która nie wiedziała o nim, tak bardzo była zaskoczona późniejszymi 
powiedzeniami papieźa, Ŝe historiografia katolicka brała te ostatnie 
za manewr taktyczny, tak czy inaczej pozwalając na wniosek, Ŝe 
oświadczenia papieskie z r. 1842 i 1845 nie były juŜ szczere, Ŝe po- 
gląd papieŜa na powstanie listopadowe w istocie juŜ uległ zmianie. 
Ajednak to właśnie nieporozumienie było ogromnie płodne w na- 
stępstwa. Opinii katolickiej dawało ono to, czegojej dotąd brakowa- 
ło. Tragiczny konflikt między obowiązkiem starania się o niepodle- 
głość Polski a obowiązkiem słuchania głosu głowy Kościoła został 
teraz zlikwidowany. Dysonans między poglądem na powstanie jako 
czyn patriotyczny i pochwalny a głosem papieŜa, Ŝe to czyn grzeszny 
i naganny, ustąpił. Sprzeczność między tym, co mówiło uczucie pa- 
triotyczne, Ŝe władza Mikołaja w Polsce jest nieprawna, Ŝe dąŜyć 
naleŜy do jej usunięcia, a tym, co mówiło uczucie katolickie, posłu- 
szne woli Namiestnika Chrystusa, Ŝe Mikołaj jest prawowitym wład- 
cą Polski, Ŝe powstanie przeciw niemu jest buntem, musiała teraz 
zniknąć. Montalembert mógł śmiało pisać Skrzyneckiemu, Ŝe to, 
czego ten ostatni tak gorąco pragnął, spełniło się teraz. Ruch katolicki 
mógł się wzmóc na emigracji ogromnie. Historiografia katolicka 
zyskiwała nowy, jasno thzmaczący wszystko pogląd na stosunek pa- 
pieŜa do Polski w r. 1831 i 1832. Rok 1837 ma tedy doniosłe znacze- 
nie w dziejach stosunku Watykanu do sprawy polskiej, ale raczej 

background image

130 
znaczenie na dalszą metę, znaczenie dla legendy; bezpośrednie jego 
następstwa były o wiele mniejsze. I pod tym względem jednak ma 
r. 1837 znaczenie punktu zwrotnego do pewnego stopnia. Zamoyski, 
pierwszy niejako z Polaków w latach 1831-1837, dotarł do miejsca 
dotąd prawie niedostępnego dla nich. Jeszcze jedną, trzecią i ostat- 
nią, miał on audiencję u papieŜa. Znowu mówiono o kościele w Rosji, 
znów o Gutkowskim. Gdy papiei nie mógł odnaleźć w almanachu 
biskupa Siemaszki, Zamoyski zręcznie wyjaśnił, Ŝe rząd rosyjski 
mianuje biskupów, nie zawiadamiając o tym Stolicy Apostolskiej. 
Nie omieszkał zresztą Zamoyski wykorzystać swego pobytu w Rzy- 
mie wszechstronnie, niczym się nie zraŜając. Tak na przykład papie- 
ski minister spraw wewnętrznych, kardynał Antoni Dominik Gambe- 
rini, do którego poszedł z belgijskim charge d'affaires, przyjął tego 
ostatniego bardzo serdecznie, ale Ŝachnął się, gdy zobaczył Polaka. 
Udobruchała go dopiero wiadomość, Ŝe Zamoyskiego przyjął Ŝycz- 
liwie ojciec św. Za to O. Laudes T. J., rektor kolegium niemieckiego, 
zgodził się w miarę miejsc wolnych przyjmować u siebie Polaków, 
choć z Poznańskiego i Galicji przede wszystkim. śyczliwie teŜ przy- 
jął Zamoyskiego zastępujący Capacciniego w kongregacji do spraw 
kościelnych nadzwyczajnych, mgr Viale Prela, późniejszy nuncjusz 
monachijski i wiedeński. Co więcej, aby Zamoyski mógł się porozu- 
mieć po swym powrocie do Francji z nuncjaturą paryską, Lambru- 
schini polecił go paryskiemu internuncjuszowi Garibaldiemu jako 
człowieka "oŜywionego szczerym przywiązaniem do Stolicy św. 
i Ŝywą gorliwością dla dobra religii katolickiej". Ogólnie biorąc, Ŝad- 
nego kroku na rzecz Polski Zamoyski nie uzyskał, ale przyczynił się 
znacznie do usunięcia uprzedzeń kurii w stosunku do Polaków i pod- 
niecił silnie nieufność Rzymu wobec Rosji; urzędowego przekreśle- 
nia encykliki Cum primom nie zdobył, ale za to wyniósł przekonanie, 
Ŝ

e Rzym Ŝałuje jej wydania. Był to rezultat niemały, było to otwarcie 

drogi Polakom do Rzymu o wiele wygodniejszej niŜ ta, po której 
stąpać musieli Zdzisław Zamoyski i Sołtan. Dla obozu Czartoryskie- 
go jedna jeszcze kryła się tu zdobycz. Zamoyski występował jako 
przedstawiciel ks. Czartoryskiego, powiedział to papieŜowi na au- 
diencji 19 czerwca i nawet błogosławieństwo papieskie dla księcia 
uzyskał. Była to powaŜna próba przekonania Watykanu, Ŝe właści- 
wym przedstawicielem sprawy polskiej na emigracji, najlepiej i naj- 
Ŝ

yczliwiej informującym Watykan o doli i niedoli Kościoła w Rosji, 

jest właśnie ks. Czartoryski. Z zadowoleniem mógł wyjeidŜać Za- 
131 
moyski z Rzymu, z radosnym przekonaniem mógł pisać bratu, Ŝe 
minął czas nieufności i niechęci do nas Stolicy św. 
NOTA O AUTORZE 
Ksiądz profesor Mieczysław śywczyński naleŜy bez wątpienia do 
grona najwybitniejszych historyków polskich ostatnich dziesięciole- 
ci. Szczególny podziw budzi zakres jego kompetencji naukowych, 
wielokierunkowość zainteresowań badawczych i niechęć do zamy- 
kania się w wąskich granicach specjalizacji. Pośród innych cech 
pisarstwa Autora, na plan pierwszy wybija sięjego precyzyjny język, 

background image

systematyczność i konsekwencja w analizowaniu problemów, wre- 
szcie - godna podziwu erudycja, którą moŜna by obdzielić kilku co 
najmniej badaczy. 
Mieczsław śywczyński urodził się 13 stycznia 1901 roku w War- 
szawie. Swięcenia kapłańskie otrzymał w 1926 roku, po studiach 
w Seminarium Duchownym w Płocku. Cztery lata później uzyskał 
dyplom "magistra filozofii w zakresie historii" na Wydziale Huma- 
nistycznym Uniwersytetu Warszawskiego, na podstawie rozprawy 
Wielka Emigracja i Kościót, przygotowanej pod kierunkiem Profe- 
sora Marcelego Handelsmana. W 1933 roku doktoryzował się, a tuŜ 
po wojnie podjął pracę na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim, 
gdzie wykładał aŜ do śmierci, pomimo przejścia na emeryturę ponad 
pięć lat wcześniej. Zmarł w Lublinie 21 lutego 1978 roku. 
Do najwaŜniejszych prac księdza śywczyńskiego zaliczyć naleŜy 
rozprawę Kościót i rewolucja francuska, opublikowaną po polsku 
w 1951 roku, a dwa lata później w przekładzie niemieckim; imponu- 
jącą syntezę z 1964 roku Historia powszechna 1789-1870, opraco- 
waną na podstawie około 1500 pozycji światowej literatury histo- 
rycznej; Włochy nowoŜytne 1796-1945, ogłoszone drukiem siedem 
lat później, oparte na ponad 600 pracach historyków włoskich, 
francuskich, angielskich, amerykańskich, niemieckich, polskich 
i rosyjskich; a takŜe Szkice z dziejów radykalizmu chrześcijańskiego 
(1976). Na kilka miesięcy przed śmiercią ukazało się ostamie dzieło 
Autora - Uwagi nad historiografi4 Piusa XII, w którym analizował 
133 
on przyczyny milczenia papieŜa wobec niemieckiej zbrodni ludobój- 
stwa w czasie II wojny światowej, "największej w historii -jak to ujął 
- zbrodni popełnionej przez chrześcijan". W 1985 roku, nakładem 
PAX-u, opublikowane zostały wykłady księdza śywczyńskiego z lat 
1972-1976, w opracowaniu Franciszka Stopniaka, zatytułowane 
Kośció i społeczeństwo pierwszych wieków.