background image

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Leigh Michaels 

“Ślub na życzenie” 

Tytuł oryginału: Bride by Design 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

background image

 

ROZDZIAŁ PIERWSZY 

 

 

 

Był  przyzwyczajony  do  biżuterii.  Zawsze  go 

otaczała.  Dorastał,  patrząc  na  tajemnicze,    tęczowe 

opale, leniwe ogniki rubinów,  lodowate  błyski 

brylantów, chłodną elegancję platyny i ciepły    połysk 

złota.  Jednak  nigdy  nie  widział  takiego  sklepu  z 

biżuterią jak ten przy State Street. Był to    tak znany 

przybytek,  że  widniało  na  nim  tylko  nazwisko 

właściciela  i  nazwa  ulicy:  Birmingham przy  State. 

Wszyscy wiedzieli, że właśnie tu należy przyjść po coś 

pięknego, niepowtarzalnego i    kosztownego. 

 

Wnętrze  nie  przypominało  typowego  sklepu 

jubilerskiego. Raczej ekskluzywny salon mody. Nie  

było wystawy wychodzącej na słynną w Chicago ulicę 

State.  W  środku  stało  tylko  sześć  szklanych    gablot 

na filarach z szarego marmuru. W każdej znajdowało 

się  zaledwie  kilka  cennych  przedmiotów.    Ustawienie 

gablot  zdawało  się  być  przypadkowe.  Podłogę 

pokrywał  szeroki,  niebieskoszary  dywan.    Punktem 

centralnym  wnętrza  była  kasetka  z  szerokim, 

brylantowym naszyjnikiem wyeksponowanym na 

 

aksamitnej tkaninie. W świetle punktowego reflektora 

jarzył się, jakby płonął żywym ogniem. 

 

Gdy  David  wszedł  do  środka,  ruszył  ku  niemu 

mężczyzna w ciemnym garniturze. Stąpał    bezgłośnie 

background image

po grubym dywanie. 

- Czym mogę panu służyć? 

 

David nie mógł oderwać oczu od naszyjnika. Było 

coś  niezwykłego  w  sposobie  zamocowania    kamieni. 

Zauważył  to  z  daleka,  choć  nie  umiałby  określić,  w 

czym  tkwi  sekret.  Miał  ochotę  dotknąć    naszyjnika, 

dokładnie przyjrzeć się misternej robocie. 

 

Nie  został  tu  jednak  zaproszony  z  Atlanty,  żeby 

podziwiać towar Henry'ego Birminghama i    podglądać 

jego sekrety. Musiał istnieć jakiś inny powód. 

- David Elliot do pana Birminghama - wyjaśnił. 

- A, tak. Czeka na pana. 

 

Mężczyzna  energicznie  ruszył  przodem  w 

kierunku  tylnej  ściany.  Była  tak  zaprojektowana,  że   

od  strony  wejścia  nie  było  widać,  iż  za  nią  kryje  się 

niewielki  pokój.  W  pomieszczeniu  stały  trzy   

niewielkie,  lecz  wygodne  fotele,  a  w  środku  między 

nimi mały stolik. Blat nakryty był pluszem w    kolorze 

dywanu.  W  jednym  z  foteli  siedział  Henry 

Birmingham,  przypatrując  się  rozłożonym  na  blacie   

stołu kilkunastu brylantowym pierścionkom. 

 

David  zatrzymał  się  w  wejściu.  Henry  odsunął 

pierścionki na bok i wstał. David widywał go    już przy 

różnych  okazjach,  na  spotkaniach  i  targach,  jednak 

jeszcze  nigdy  nie  stał  twarzą  w  twarz  z   

najznakomitszym  projektantem  biżuterii.  Henry  był 

niższy,  szczuplejszy  i  bardziej  zgarbiony,  niż   

wydawało  się  z  daleka.  Pomimo  dość  podeszłego 

wieku  nadal  miał  bujną  czuprynę,  choć  już 

background image

przyprószoną    siwizną. 

 

Spojrzał  badawczo  na  Davida.  Przez  kilkanaście 

sekund  przyglądał  mu  się  tak  bez  słowa,  aż    David 

poczuł  się  nieswojo.  David  odetchnął  z  ulgą,  gdy 

Henry  w  końcu  uśmiechnął  się  i  wyciągnął  rękę    na 

powitanie. 

-  Witam w mojej firmie -  powiedział  serdecznie.  - 

Dziękuję,  że  przyjechałeś  z  tak  daleka,  żeby  się    ze 

mną spotkać. Proszę, siadaj. 

 

Sam  też  usiadł  i  spojrzał  na  rozsypane 

pierścionki. 

- Mam niecodzienne zamówienie. Pewna pani zebrała 

wszystkie  pierścionki,  jakie  zgromadziła  w  ciągu   

życia:  pamiątki  rodzinne,  zaręczynowe,  prezenty 

urodzinowe  i  tak  dalej.  Nie  ma  wśród  nich  żadnego   

naprawdę  wartościowego  drobiazgu.  Dobra  próba 

złota,  ale  banalne  wzory  i  nie  najwyższej  jakości   

kamienie.  Na  pewno  nikt  już  ich  nie  będzie  nosić. 

Jednak,  zamiast  złożyć  je  na  dnie  pudełka  z   

kosztownościami,  żeby  nadal  obrastały  kurzem,  ta 

pani przyniosła je do mnie i poprosiła, żebym    zrobił 

z  nich  coś,  co  ją  zachwyci.  Rozumiesz,  prawdziwe 

dzieło sztuki. - Uniósł głowę. - Masz jakiś    pomysł? 

 

David lekko się uśmiechnął. 

- Panie Birmingham, nie sądzę, że zaprosił mnie pan 

do  Chicago,  żeby  zasięgnąć  rady  w  tak  banalnej   

sprawie. A poza tym, ja miałbym uczyć mistrza? Jest 

pan w branży o pięćdziesiąt lat dłużej niż ja. 

- Mów do mnie Henry. Jak wszyscy. Rzeczywiście, nie 

background image

zaprosiłem  cię  tu,  by  rozmawiać  o  tym  konkretnym   

zleceniu, ale ciekaw jestem twojej opinii. 

 

David  pochylił  się  i  sięgnął  po  najbliższy 

pierścionek.  Obrączka  była  starta  od  ciągłego   

noszenia,  a  wzór  wygrawerowany  wokół  kamienia 

właściwie już nie istniał. Niewielki brylant, zgodnie    z 

wcześniejszą  oceną  Henry'ego,  nie  wyróżniał  się  ani 

szlifem,  ani  barwą.  David  odłożył  go  i  sięgnął    po 

następny.  Nawet  nie  wyjmując  lupy  z  kieszeni,  mógł 

stwierdzić, 

że 

uszkodzony 

kamień 

wymaga   

ponownego oszlifowania. Jedno spojrzenie 

wystarczyło,  żeby  ocenić  pozostałe.  Staroświecki, 

niemodny    szlif, przeciętne i znoszone wyroby. 

- Co chce z nich zrobić? Broszkę? Wisiorek? 

- Decyzję pozostawiła mnie. 

-  Czyli zrzuciła  całą  odpowiedzialność  za  efekt 

końcowy na twoje barki? 

- Na to wygląda. - Henry pochylił się, oparł łokcie na 

stoliku,  a  brodę  na  dłoniach.  -  Co  proponujesz? - 

spytał. 

- Wyjąłbym kamienie. Każdy pierścionek przetopiłbym 

oddzielnie.  Po  ostudzeniu  płynnego  złota  w    wodzie 

powstałby 

 

przypadkowy, 

ale 

 

zarazem   

niepowtarzalny  kształt.  Potem  wstawiłbym  kamień.   

Wszystkie  utworzone  w  ten  sposób  błyskotki 

połączyłbym ładnym, ciężkim łańcuchem, żeby zrobić   

bransoletkę  lub  naszyjnik.  Gdyby  jednak  chciała  coś 

bardziej  ekstrawaganckiego,  przetopiłbym    wszystkie 

pierścionki razem, tak by powstał duży wisior. 

background image

 

Dorzucił  trzymany  w  ręku  pierścionek  do 

pozostałych. 

- Zdałem twój test? 

- Jaki test? 

-  Czy  moja  odpowiedź  zrównoważyła  cenę  biletu 

lotniczego?  A  może  przygotowałeś  dla  mnie  jeszcze   

jakiś inny sprawdzian? 

 

Henry długo milczał. David trochę za późno zdał 

sobie  sprawę,  jak  głupio  musiało  zabrzmieć    jego 

pytanie. Przecież prawie nie znał tego człowieka i nie 

miał  pojęcia,  dlaczego  został  zaproszony    do  jego 

firmy. Wielka szkoda, że nie umiał trzymać języka za 

zębami i spokojnie czekać na rozwój    wydarzeń. 

- Gdybym już wcześniej nie był przekonany, że warto 

było  wydać  pieniądze  na  bilet,  nie  pytałbym  cię    o 

opinię.  Teraz  chodźmy  gdzieś,  żeby  pogadać.  Jest 

trochę za wcześnie na lunch, ale możemy się    czegoś 

napić. 

 

Zostawił  rozrzucone  pierścionki,  chwycił  prostą, 

hebanową  laskę  ze  złotą  gałką,  która    dotychczas 

stała  oparta  o  krawędź  stolika,  i  pierwszy  ruszył  do 

wyjścia. 

 

David zawahał się. 

-  Czy nie powinieneś  tego  schować  w  bezpiecznym 

miejscu?  Nie  są  to  cenne  precjoza,  ale  mają  swoją   

wartość. 

-  Zrobi  to  któryś  z  ekspedientów  -  uśmiechnął  się.  - 

To jedna z zalet bycia szefem, a jeszcze    lepiej, jeśli 

umie się roztaczać wokół siebie aurę geniusza. Dałem 

background image

pracownikom  do  zrozumienia,  że    jestem  zbyt 

zaabsorbowany  tworzeniem  dzieł  sztuki,  żeby 

pamiętać  o  takich  drobiazgach  jak  sprzątanie    w 

pracowni. 

 

Gdy wychodzili frontowymi drzwiami, David 

zerknął przez ramię. Jakaś kobieta ubrana na    czarno 

zmierzała do pokoju na zapleczu. 

 

Nie  zdziwiłby  się,  gdyby  Henry  zabrał  go  do 

któregoś  z  najmodniejszych  prywatnych  klubów.   

Pewnie  był  członkiem  niemal  wszystkich  elitarnych 

przybytków  tego  typu,  bo  właśnie  z  takiego   

środowiska  wywodziła  się  większość  jego  klientów. 

Był  więc  bardzo  zaskoczony,  gdy  zamiast  wezwać   

taksówkę,  Henry  ruszył  spacerowym  krokiem  do 

najbliższej przecznicy i wszedł do niewielkiej tawerny.   

Sprawiała wrażenie, jakby istniała co najmniej od stu 

lat. Spojrzał na Davida. 

-  Nie  jest  to  nastrojowy  zakątek,  ale  dają  smacznie 

jeść,  piwo  kosztuje  niewiele,  a  obsługa  nikogo    nie 

pogania. O żadnym z modnych lokali nie da się tego 

powiedzieć. 

 

Usiedli  w  zacisznym  miejscu  w  najdalszym  kącie 

sali. 

- Na co masz ochotę? 

- Proszę kawę. 

 

Henry uniósł brwi. 

- Może wolałbyś piwo lub coś mocniejszego? - spytał. 

- Nie unikam alkoholu, ale  teraz przyda mi się pełna 

przytomność umysłu. Myślę, że czeka mnie    poważna 

background image

rozmowa. 

 

Ku jego zaskoczeniu, Henry roześmiał się. 

- Słusznie. 

 

Przywołał  gestem  kelnerkę  i  poprosił  o  dzbanek 

kawy i dwie filiżanki. 

- Teraz możemy tu siedzieć, jak długo chcemy i nikt 

nam  nie  będzie  przeszkadzał.  Domyślam  się,  że   

jesteś ciekaw, dlaczego poprosiłem cię o przyjazd. No, 

a  w  dodatku  wymogłem  na  tobie  obietnicę,  że    nie 

powiesz nic na temat tej podróży twojemu szefowi. 

-  Szukałem  odpowiedzi  na  te  pytania,  nie  przeczę  - 

przyznał David. 

 

Kelnerka  przyniosła  kawę,  napełniła  filiżanki  i 

znikła  bez  słowa.  Henry  wsypał  do  swojej    filiżanki 

dwie czubate łyżeczki cukru. 

Jesteś 

młodym, 

bardzo 

utalentowanym 

projektantem. 

- Dziękuję. 

- Prawdę mówiąc, należysz do trójki najzdolniejszych 

w kraju. 

- Czuję się zaszczycony, że pan to zauważył. 

-  Nie  wiedziałbym  o  tobie,  gdyby  nie  konkurs,  do 

którego  przystąpiłeś  na  wiosnę.  Wystawiłeś  własne  

projekty, a nie rzeczy, które robisz dla swojego 

pracodawcy.  -  Uśmiechnął  się  i  pochylił  w  stronę   

rozmówcy.  -  Pewnie  zdajesz  sobie  sprawę,  że 

pozostając  w  dotychczasowej  firmie,  do  niczego  nie   

dojdziesz. Oni są bardzo konserwatywni i nie pozwolą 

ci rozwinąć skrzydeł. 

background image

 

To się nazywa trafić w sedno, pomyślał David. 

- Mój pracodawca był zawsze wobec mnie w porządku 

- odpowiedział spokojnie. 

- Jesteś zbyt lojalny, żeby powiedzieć coś złego na ich 

temat? - Henry uniósł brwi. 

-  Tak,  dopóki  mi  płacą.  Zawsze  uważałem,  że  zanim 

powie  się  coś  złego  na  temat  szefa,  najpierw   

powinno się złożyć wymówienie. 

- Uprzedzano mnie, że taki jesteś - mruknął Henry. - 

Cóż,  obaj  wiemy,  że  twój  pracodawca  nigdy  nie   

zgodzi się wpuścić do firmy powiewu nowości. Lepiej 

porozmawiajmy  o  tobie.  Czy  przez  resztę  życia   

chcesz  powielać  wzory,  które  zawsze  były  nudne? 

Masz chyba nieco większe ambicje. 

 

Zabrzmiało  to  okrutnie,  lecz  David  musiał 

przyznać  ze  smutkiem,  że  na  tym  właśnie  polegała   

jego praca. 

- Jeśli spojrzeć na to od tej strony, to oczywiście, nie 

jestem zadowolony. Lubię eksperymentować,    jednak 

każdy  właściciel  firmy  narzuca  pracownikom  jakieś 

ograniczenia. 

-  Dlaczego  w  takim  razie  nie  zaczniesz  pracować  na 

własny rachunek? - przerwał mu Henry. 

-  Mam  otworzyć  własną  firmę?  Z  całym  szacunkiem, 

nawet  pan  tak  nie  zaczynał.  O  ile  mi  wiadomo,  nie   

miał  pan  odpowiednich  środków,  ale  przynajmniej 

odziedziczył  pan  sklep  po  ojcu  i  grupę  stałych   

klientów. 

 

Henry zachichotał. 

background image

- Widzę, że odrobiłeś pracę domową. 

-  Wszyscy w naszej  branży  wiedzą,  kto  to  jest 

Birmingham.  Ja  musiałbym  startować  zupełnie  od 

zera.    Dziś,  żeby  uruchomić  firmę  i  utrzymać  ją, 

dopóki  nie  zdobędzie  się  klientów,  trzeba  naprawdę   

ogromnych  pieniędzy.  O  wiele  więcej  niż  pięćdziesiąt 

lat temu. 

- Czyli jednak rozważałeś taki scenariusz? 

- Oczywiście. 

-  Ambicja  to  połowa  sukcesu  -  stwierdził  Henry, 

napełniając  ponownie  filiżankę.  -  Jakie  wrażenie   

zrobił na tobie mój sklep? 

 

David uniósł głowę. 

-  Gdybym  miał  pieniądze,  żeby  rozkręcić  własny 

interes,  byłby  to  dla  mnie  wzór  do  naśladowania. 

Skąd    to pytanie? 

- A chciałbyś mieć ten sklep na własność? 

 

David poczuł szum w uszach. Pomyślał, że chyba 

się przesłyszał. 

- Mieć na własność? - zapytał ostrożnie. - Nie bardzo 

rozumiem, do czego pan zmierza. 

-  Mieć,  czyli  posiadać  -  odpowiedział  Henry  ze 

zniecierpliwieniem. - Prowadzić. Być właścicielem. 

 

David  spojrzał  na  niego  badawczo.  Czy  ten 

człowiek  zwariował?  Nikt  nie  wspominał,  że  Henry   

Birmingham  postradał  rozum.  Zresztą,  gdyby  tak  się 

stało,  Henry  z  pewnością  zostałby  poddany  

stosownej  terapii.  No,  ale  lepiej  dmuchać  na  zimne, 

toteż  David  zaczął  przemawiać  łagodnym  głosem,   

background image

jak do dziecka. 

-  Już  wyjaśniłem,  że  nie  zbiorę  dość  pieniędzy  na 

własną  firmę.  Może  udałoby  się  namówić  jakiś  bank   

na  pożyczkę,  ale  i  tak  wysokość  udzielonego  mi 

kredytu  byłaby  śmieszna  w  porównaniu  z  wartością   

firmy Birmingham. Nawet nie umiem sobie wyobrazić 

tej sumy... 

- Moja firma nie jest na sprzedaż - stwierdził Henry. 

- W takim razie - David pokręcił głową - naprawdę nie 

rozumiem, o czym pan mówi. 

-  Proponuję,  żebyś  wziął  sobie  tę  firmę,  Davidzie,  a 

dokładniej  połowę.  Będziesz  miał  zupełną    swobodę 

w sprawie projektów. Oczywiście, są jednak... pewne 

warunki. Chcesz je poznać? 

 

 

 

Henry'ego  nie  było  już  od kilkunastu minut. 

Dopiero  teraz  David  mógł  w  miarę  spokojnie  i  na   

chłodno  przeanalizować  sytuację.  To  nie  Henry 

Birmingham  zgłupiał,  tylko  ja,  doszedł  po  chwili  do   

smutnego  wniosku.  Nie  mógł  zrozumieć,  jak  to  się 

stało,  że  wyraził  zgodę  na  tak  absurdalne warunki.  

Henry  kusił  go  swoją  firmą  niczym  smakowitym 

kąskiem,  a  on  dał  się  na  to  złapać.  Jednak  Davida   

skusiła  nie  tylko  sama  firma,  ale  przede  wszystkim 

możliwość uzyskania pełnej niezależności. Właśnie    o 

tym  od  dawna  marzył,  a  jedynie  praca  na  własny 

rachunek umożliwiłaby mu osiągnięcie tego celu. 

Doszedł  do  wniosku,  że  zgodził  się  na  wszystkie 

background image

warunki 

Henry'ego, 

ponieważ 

pozwolił 

się   

zahipnotyzować.  Powinien  natychmiast  stąd  wyjść, 

dopóki  nie  jest  za  późno.  Wstać,  złapać  taksówkę,   

pojechać na lotnisko i wsiąść do pierwszego samolotu 

lecącego do Atlanty. Jednak nie ruszył się z    miejsca. 

Firma Birmingham przy State podana na srebrnym 

talerzu.  Oczywiście,  pod  kilkoma  warunkami.    Był 

jednak  pewien,  że  ona  -  wnuczka Henry'ego -  nigdy 

się na to nie zgodzi. 

 

Czuł na przemian rozczarowanie i ulgę. Pomyślał, 

że  jeszcze  nie  musi  wychodzić.  Może    poczekać  pół 

godziny,  jak  obiecał  Henry'emu.  Jeśli  ona  się  nie 

zjawi,  trudno.  Będzie  miał  czyste    sumienie,  a 

przynajmniej dotrzyma słowa. 

 

Spojrzał  na  zegarek.  Minęło  już  dwadzieścia 

minut.  Wystarczy  posiedzieć  jeszcze  dziesięć,  i   

będzie po sprawie. Musiał jednak przyznać, że szkoda 

mu było takiej okazji. Przez chwilę wyobrażał    sobie, 

co  mógłby  stworzyć,  gdyby  tylko  pozwolono  mu 

rozwinąć  skrzydła,  no  i  gdyby  miał  dość    pieniędzy. 

Mógłby... 

- Pan David Elliot? - usłyszał pytanie. 

 

Uniósł wzrok. Miał nadzieję, że to kelnerka. Może 

wnuczka  Henry'ego  zadzwoniła  do  tawerny  z   

wiadomością,  że  nie  przyjdzie.  Byłoby  to  bardzo 

uprzejme,  zamiast  kazać  mu  czekać  na  próżno. 

Jednak    kobieta  nie  miała  na  sobie  stroju  kelnerki. 

Ubrana  była  w  ciemnozielony,  dopasowany  kostium. 

Na  szyi    miała  sznur  doskonale  dobranych  pereł, 

background image

częściowo ukryty za wysokim kołnierzem żakietu. Była 

drobna i    delikatna. Zielone oczy spoglądały na niego 

spod  gęstych,  czarnych  rzęs.  Kruczoczarne  włosy 

związała    luźno na karku. 

- Przysłał mnie dziadek - powiedziała. 

 

David  poczuł  ostre  ukłucie,  jakby  ktoś  wbił  mu 

nóż  pod  żebra.  Przedtem  w  ogóle  się  nie   

zastanawiał, 

jak 

może 

wyglądać 

wnuczka 

Birminghama. Z jakiegoś niezrozumiałego powodu nie 

spodziewał    się tak czarującej osoby. 

-  Proponował,  żebyśmy  porozmawiali  przy  lunchu  - 

dodała cicho. 

 

David  wstał,  trochę  za  późno  przypominając 

sobie o dobrych manierach. 

- Ty... pewnie jesteś Eve - powiedział zmieszany. 

- Tak. Eve Birmingham. 

 

Patrzyła 

na 

niego 

badawczo 

zainteresowaniem,  ale  z  jej  twarzy  nie  sposób  było 

niczego    wyczytać. 

-  Można?  -  spytała  i  nie  czekając  na  zaproszenie, 

wśliznęła się na fotel naprzeciw niego. 

 

David odetchnął zadowolony, że może usiąść, bo 

ze  zdenerwowania  uginały  się  pod  nim  nogi.    Nie 

spodziewał  się,  że  Eve  stawi  się  na  spotkanie. 

Przyszła,  ale  to  jeszcze  nie  znaczy,  że  się    zgodzi, 

powtarzał  sobie.  Może  po  prostu  jest  zbyt  uprzejma, 

żeby  szukać  jakiejś  wymówki?  Zaraz,  być    może 

nawet nie wie, co zaplanował Henry? Och, to byłaby 

nadzwyczaj kłopotliwa sytuacja. 

background image

 

Eve poprosiła kelnerkę o dzbanek herbaty. David 

zyskał chwilę, żeby wziąć się w garść. 

-  Rozumiem,  że  ucięliście  sobie  z  Henrym  szczerą 

rozmowę - powiedziała, napełniając filiżankę. 

- Rzucił kilka ciekawych propozycji - przyznał David i 

natychmiast  pomyślał,  że  zabrzmiało  to  dość   

niezręcznie. - To znaczy... Nie wiem, czy powiedział ci 

dokładnie, o co chodzi. 

 

Eve odstawiła dzbanek z herbatą. 

- Henry raczej nie ma przede mną tajemnic. 

- Może tym razem postąpił inaczej? 

- Cóż, wiem, że od pewnego czasu nosi się z myślą o 

przejściu na emeryturę. Nie chce sprzedać firmy,    na 

renomę  której  pracował  długie  lata.  Obawia  się,  że 

firma  mogłaby  przejść  w  niewłaściwe  ręce.    Zaczął 

się rozglądać za młodym, utalentowanym 

projektantem, który mógłby kontynuować jego pracę.   

Szczerze  mówiąc,  doskonale  go  rozumiem.  Chce 

powierzyć swe ukochane dziecko komuś, komu będzie 

mógł    w pełni zaufać. 

-  A ty? -  David  zdał  sobie  sprawę,  że  to  pytanie 

prześladowało  go  od  chwili,  gdy  Henry  złożył  mu  tę   

nieprawdopodobną  ofertę.  -  Nie  chcesz  prowadzić 

firmy? 

 

Eve wzruszyła ramionami. 

-  Bez  trudu  rozpoznaję  dobry  wyrób,  ale  sama 

mogłabym do końca świata próbować zrobić podobny. 

Nie    odziedziczyłam talentu po dziadku. 

-  Nie  wyglądasz  na  zmartwioną  takim  obrotem 

background image

sytuacji. 

- Zdążyłam już oswoić się z faktem, że moje zdolności 

rozwinęły  się  w  zupełnie  innym  kierunku. Henry    też 

się  z  tym  pogodził.  Właściwie  to  już  dość  dawno 

zrozumiał, że nie będę w stanie go zastąpić. 

-  Zwrócił  się  do  mnie,  choć  jestem  kimś  z  zewnątrz. 

Ciekaw jestem, co o tym wszystkim sądzisz. 

-  Firma  jest  dla  mnie  bardzo  ważna.  Kieruję 

pracownikami,  odpowiadam  za  obsługę  klientów, 

dbam o  wszystkie podstawowe sprawy. Jednak tak 

samo jak Henry uważam,  że  nie  wolno  dopuścić,  by 

przejęła    nas  jakaś  sieć  produkująca  tanie,  seryjne 

wyroby.  -  Spojrzała  na  niego  znad  filiżanki.  -  Jeśli   

uznał,  że  dzięki  tobie  przetrwamy,  to  popieram  jego 

decyzję. 

 

David potarł podbródek. 

- Chyba jednak nie powiedział ci wszystkiego. 

 

Dolał sobie kawy, choć zdawał sobie sprawę, że i 

tak  już  wypił  jej  za  dużo.  Ale  co  to    właściwie  za 

różnica? W obecnej sytuacji pewnie byłby roztrzęsiony 

i bez tej solidnej dawki kofeiny. 

- Masz na myśli moje małżeństwo z jego następcą? - 

spytała spokojnie. 

 

Łyżeczka,  którą  David  kurczowo  ściskał  w  dłoni, 

upadła z brzękiem na stół. 

- O tym też wiesz?   

 

Spojrzała na niego ze smutkiem. 

- Mówiłam ci, że niewiele przede mną ukrywa. 

-  Nie  żyjemy  przecież  w  średniowieczu  i  nie  musimy 

background image

się godzić na takie zaaranżowane małżeństwo. 

 

Zamyśliła się na chwilę. 

-  Ma swoje powody -  powiedziała  w  końcu.  -  Jego 

małżeństwo  zostało  skojarzone  przez  rodzinę  i  było   

udane.  Nie  widział  w  tym  nic  złego.  Każdy,  kto 

poprzez  małżeństwo  wchodzi  do  rodziny,  przestaje 

być  obcy.  Szukanie  wspólników  to  dość  ryzykowna 

sprawa,  a  małżeństwo  daje  większą  gwarancję 

przetrwania    firmy. Żadne z nas nie może przejąć ani 

sprzedać firmy bez zgody współmałżonka. 

- Najwyraźniej nie słyszał o czymś takim jak rozwód. 

-  A niby z jakiego powodu  miałoby  się  rozpaść 

małżeństwo,  zawarte  świadomie,  dla  osiągnięcia   

wspólnego celu? 

-  Boże,  nie  tylko  wyglądasz  jak  Królowa  Śniegu,  ale 

cały czas tak się zachowujesz. 

 

Powiedział  to,  nim  zdążył  się  zastanowić.  Przez 

moment wydawało mu się, że w oczach Eve    zalśniły 

łzy.  Ależ  ze  mnie  nieokrzesany  głupek,  pomyślał  ze 

złością.  Nie  lubił  ranić  innych,  no  i    rzadko  bywał  aż 

tak nietaktowny. 

 

Rzuciła mu zdecydowane spojrzenie. 

-  Oczywiście,  powinieneś  zrozumieć,  że  Henry  patrzy 

na  sprawę  perspektywicznie.  Dzięki  małżeństwu   

może  przyjść  na  świat  dziedzic  firmy.  W  ten  sposób, 

nawet  gdy  się  zestarzejemy,  nie  będziemy  musieli   

się  martwić,  że  rodzinny  interes  przejdzie  w  obce 

ręce. 

 

Ta  kobieta  niewątpliwie  mówiła  serio.  David 

background image

doszedł  do  wniosku,  że  chyba  nie  jest  całkiem   

normalna. Odstawił głośno filiżankę. 

- Jak możesz mówić o tym tak spokojnie? Henry musi 

być szalony. 

- Kocham dziadka i zrobię wszystko, by był szczęśliwy 

- odpowiedziała spokojnie. 

- Czyli - powiedział powoli David -jesteś zdecydowana 

zawrzeć  małżeństwo  z  rozsądku?  Z  jakimś  obcym   

mężczyzną? Czy tak? 

 

Skinęła głową. 

- Dlaczego? 

- Już ci wyjaśniłam. 

-  Próbuję  cię  zrozumieć.  Mogłabyś  poszukać  kogoś, 

kto da ci szczęście. Dlaczego godzisz się na    udawany 

związek? 

 

Ścisnęła filiżankę, aż zbielały jej palce, lecz nadal 

mówiła spokojnym głosem. 

-  To  już  nie  twoja  sprawa.  Powiedzmy,  że 

postanowiłam  unikać  zobowiązań  uczuciowych,  a 

obrączka na    palcu da mi poczucie bezpieczeństwa. 

 

Biedne, naiwne maleństwo, pomyślał. Jesteś zbyt 

piękna,  żeby  mężczyźni  przestali  się  tobą   

interesować  tylko  z  powodu  obrączki.  Oczywiście, 

każdy  mężczyzna,  który  poznałby  ją  bliżej  i   

zorientował  się,  że  atrakcyjny  wygląd  nie  idzie  w 

parze z ciepłym wnętrzem, pewnie nie miałby ochoty   

na kolejne spotkanie. Jednak zawsze znajdzie  się 

kolejny amator wdzięków Eve. 

 

Przypomniał sobie jej słowa o obrączce i poczuciu 

background image

bezpieczeństwa. 

- Chyba rozumiem - powiedział łagodnie. - Eve, mnie 

możesz się przyznać. Jesteś w ciąży, prawda? 

 

Wzięła  głęboki  oddech.  Wydawało  się  przez 

chwilę,  że  rzuci  w  Davida  filiżanką.  Obserwował  z   

przejęciem,  jak  zaczerwieniły  się  jej  policzki,  lecz 

zaraz  odzyskała  panowanie  nad  sobą.  Jednak  nie   

była tak zimna i pozbawiona uczuć, jak się wydawało 

na pierwszy rzut oka. Dobrze wiedzieć. 

- Nic podobnego - oświadczyła zdecydowanie. 

-  Świetnie.  Jakoś  dotychczas  nie  marzyłem  o 

dzieciach,  ale  gdybym  już  musiał  zmieniać  im 

pieluchy,    wolałbym, żeby były moje. 

-  Na  pewno  nie  będziesz  musiał  zmieniać  pieluch  - 

odpowiedziała lodowatym tonem. 

-  Czyżbyś  była  pewna,  że  zgodzę  się  na  ten  szalony 

pomysł? Dlaczego? 

-  Byłbyś  głupi,  gdybyś  odmówił.  To  niepowtarzalna 

okazja.  Pomyśl,  masz  szansę  zostać  następcą   

Henry'ego Birminghama. 

- Zastanawiam się, co zrobiłby, gdybym mu odmówił? 

 

Eve wzruszyła ramionami. 

- Pewnie wybrałby kogoś z listy. 

- Jakiej listy? 

 

Wtedy  przypomniał  sobie,  co  usłyszał  od 

Henry'ego:  że  jest  jednym  z  trzech  najlepszych,   

młodych  projektantów  w  kraju.  A  zatem  na  tej  liście 

widniały przynajmniej trzy nazwiska. 

 

Eve spojrzała na niego badawczo. 

background image

-  Nie rób takiej  obrażonej  miny.  Chyba  nie  uważasz 

się za jedynego utalentowanego człowieka w naszym   

kraju?  Henry  nie  jest  szalony,  nie  przekaże  firmy 

osobie,  której  osobiście  nie  pozna.  Pewnie   

przeprowadzi rozmowy ze wszystkimi kandydatami. 

- Na którym miejscu umieścił moje nazwisko? 

- Nie wiem dokładnie - odpowiedziała spokojnie. 

-  Rozumiem. To jedna z nielicznych tajemnic, do 

których cię nie dopuścił. 

-  Słusznie.  Jedno  mogę  ci  powiedzieć.  Jesteś 

pierwszym,  z  którym  Henry  umówił  mnie  na 

spotkanie. 

 

Jeśli  więc  przed  nim  byli  jacyś  inni,  nie  spełnili 

wymaganych warunków. 

- Pewnie powinienem się cieszyć i uznać to za powód 

do dumy? 

-  W  każdym  razie  teraz,  gdy  złożył  ci  ofertę,  nie  ma 

znaczenia, na którym byłeś miejscu. Żaden    rozsądny 

projektant  nie  zastanawiałby  się  nad  kolejnością  i 

dałby  sobie  obciąć  palec,  byle  tylko    Henry  wziął  go 

pod uwagę. 

- Henry nie chce palca, ale całe ciało - mruknął David. 

 

Eve zaczęła się nerwowo bawić filiżanką. 

-  Jeśli  mowa  o  sprawach  ciała  -  powiedziała  z 

wahaniem-  nie  musielibyśmy  spędzać  ze  sobą  zbyt 

wiele    czasu, choć pewnie mieszkalibyśmy w jednym 

domu. 

- Słusznie. Henry mógłby coś podejrzewać, gdybyśmy 

zamieszkali w różnych częściach miasta. 

background image

- Myślę, że możemy się dogadać w tej sprawie. 

- Współlokatorzy? - upewnił się. 

-  Jeśli  tak  chcesz  to  nazwać.  To  niewielka 

niedogodność,biorąc  pod  uwagę  stawkę.  Pomyśl, 

dostajesz w    zamian wspaniałą firmę. 

 

Rozpatrując  sprawę  wyłącznie  w  kategoriach 

interesu,  Eve  miała  rację.  Propozycja  Birminghama   

pozwoliłaby Davidowi osiągnąć to, do czego nigdy nie 

doszedłby o własnych siłach. Jeśli odmówi, nie    tylko 

zaprzepaści talent, ale też nie zrealizuje marzeń. Taka 

szansa przytrafia się tylko raz. 

Spojrzał  na  Eve.  Czuł,  że  jego  życie  znalazło  się  w 

punkcie zwrotnym. 

- Zjedzmy lunch - zaproponował - i porozmawiajmy o 

naszym ślubie. 

 

W sprawie ślubu Eve miała od dawna wyrobione 

zdanie. Postanowiła jasno i wyraźnie    powiedzieć, co 

na ten temat sądzi. 

-  Nie  mam  zamiaru  się  wygłupiać  -  oświadczyła.  - 

Żadnej  białej  sukni  wyszywanej  perłami,  fraków  ani   

smokingów,sypania płatków kwiatów, długich toastów 

i innych tego rodzaju głupot. 

- Zero romantyzmu? 

 

Spojrzała  na  niego  i  po  raz  pierwszy  przyjrzała 

mu się uważnie. Był dość przystojny, choć    miał nieco 

zbyt grubo ciosane rysy. Kasztanowe włosy, brązowe 

oczy z długimi rzęsami. W sumie,    oprócz niezwykłej 

pewności siebie, niczym specjalnym się nie wyróżniał. 

- Owszem. Nie będzie druhen, tortu, tańców. 

background image

- Ciekawe, że jakoś mnie to nie dziwi - stwierdził. 

 

Eve zauważyła jednak, że wbrew tym słowom był 

zaskoczony. Jakby  uważał,  że  jedynym  marzeniem   

każdej młodej kobiety jest uroczysty i wystawny ślub. 

Jednocześnie  odetchnął  z  ulgą,  co  doskonale   

rozumiała. Był gotów, o ile by nalegała, na najbardziej 

wymyślną  ceremonię.  Zacisnąłby  zęby  i  zniósł   

wszystko w zamian za nagrodę. Ślub to przecież tylko 

jeden dzień, a firma Birmingham - na całe    życie. 

 

Eve  była  zadowolona,  że  przemyślała  wszystko 

wcześniej  i  teraz  wiedziała,  co  powiedzieć.    Oboje 

mieli  powody,  by  zawrzeć  małżeństwo  z  rozsądku, 

choć ludzie na pewno ich nie zrozumieją. Nie    chciała 

stanąć  przed  ołtarzem  i  składać  uroczystej  przysięgi 

ani  udawać,  że  są  w  sobie  zakochani.    Zaplanowała 

skromną  ceremonię  w  urzędzie,  a  ludzie  niech  sobie 

myślą i gadają, co chcą. 

-  Oczywiście  liczbę  gości  ograniczymy  do  minimum  - 

dodała.  -  Jeśli  twoja  matka  lubi  organizować   

przyjęcia,  to  uprzedź  ją,  że  tym  razem  nie  będzie 

miała pola do popisu. 

-  Mama  umarła,  gdy  miałem  osiemnaście  lat  - 

powiedział cicho. 

 

Eve na chwilę wstrzymała oddech. 

-  Przepraszam.  Trochę  mnie  poniosło.  Jakoś  mi  się 

wydawało, że... 

-  Nie  mogłaś  wiedzieć  -  przerwał.  -  Wymieniłaś 

wszystko,  czego  nie  będzie,  ale  nie  wspomniałaś  o   

pierścionku  -  dodał,  patrząc  na  jej  smukłe  dłonie, 

background image

pozbawione jakiejkolwiek biżuterii. 

- Jeśli chodzi ci po głowie jakiś wspaniały projekt, to 

szkoda twojego zachodu -  powiedziała  cicho,   

ukrywając dłonie pod blatem. 

 

Uniósł brwi. 

-  Wnuczka  Henry'ego  Birminghama  ma  się  pokazać 

bez  pierścionka  zaręczynowego?  Eve,  to  mój  zawód.   

Ludzie będą się spodziewać... - przerwał nagle. 

-  Właśnie.  Zrobisz  go,  nie  myśląc  o  tym,  co  mi  się 

podoba,  tylko  wyłącznie  na  pokaz.  Dziękuję,  nie   

mam zamiaru być twoją żywą reklamą. 

-  Do  diabła.  Dlaczego  mnie  obrażasz?  Jak  możesz 

mówić,  że  nawet  nie  zapytałbym,  co  lubisz?  Co  z   

obrączką? 

- Dobrze, powiem ci. Chcę platynową obrączkę. 

- Dobry wybór. A jaki kamień? Brylant? 

- Zwykła prosta obrączka bez kamieni i ozdób. 

 

Przyglądał jej się przez chwilę. 

-  Coś  wyłącznie  użytkowego  -  powiedział  ponuro.  - 

Jak nasze małżeństwo. Wreszcie zrozumiałem. 

- To dobrze - odpowiedziała. - Dzięki temu wszystko 

będzie jasne. 

Sięgnęła  nieco  drżącą  ręką  po  filiżankę  i  upiła  łyk 

letniej herbaty. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

background image

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

ROZDZIAŁ DRUGI 

 

 

 

Eve zjawiła się na lotnisku za wcześnie. Samolot 

Davida  miał  wylądować  dopiero  za  godzinę.    Usiadła 

background image

w  fotelu.  Trudno,  jakoś  przetrwa  tę  godzinę.  Na 

szczęście  David  nie  dowie  się,  że    przyjechała  tak 

wcześnie.  Jeszcze  gotów  by  pomyśleć,  że  nie  mogła 

się  go  doczekać.  W  rzeczywistości    pragnęła  jak 

najszybciej  uwolnić  się  od  Henry'ego.  Godzina  w 

poczekalni  to  nic  w  porównaniu  z  jego    uciążliwym 

towarzystwem. 

 

Straciła  cierpliwość,  gdy  po  raz  piąty  tego 

popołudnia  Henry  zajrzał  do  jej  gabinetu,  by   

zapytać, czy otrzymała jakieś wiadomości od Davida. 

-  Henry,  on  jest  dorosły.  Potrafi  wysiąść  z  samolotu 

bez mojej pomocy. Zamówiłam limuzynę. Szofer    wie, 

że  ma  zabrać  go  z  lotniska,  zawieźć  do  hotelu,  a 

potem do sklepu. Co jeszcze powinnam zrobić? 

-  To  wielka  zmiana  w  życiu  tego  chłopca.  Musi 

zrezygnować z wielu rzeczy. 

- Jestem pewna, że więcej zyskuje niż traci. - Eve nie 

starała się nawet ukryć złośliwości. 

-  Chyba  oboje  chcemy,  żeby  był  zadowolony  z 

podjętej decyzji. 

-  Dlatego  zamówiłam  limuzynę,  zamiast  proponować 

mu  taksówkę.  Jeśli  uważasz,  że  to  za  mało,  może   

pojedziesz go przywitać? 

-  Właściwie  mógłbym.  Lepiej  jednak  pojedź  ty.  Nie 

widziałaś go już miesiąc. Spotkasz się z nim    dopiero 

w sklepie? To nie zrobi dobrego wrażenia. 

-  Nie  musisz  się  obawiać,  nie  będziemy  publicznie 

okazywać 

uczuć 

na 

oczach 

zażenowanych 

pracowników  -  odpowiedziała  Eve,  rozłożyła 

background image

dokumenty  i  pochyliła  się  nad  biurkiem,  dając  do 

zrozumienia, że ma    sporo pracy. 

 

Henry ignorował te aż nazbyt czytelne sygnały. 

-  Dlaczego  nie  zrobisz  sobie  wolnego  

popołudnia?  Pojedź  po  niego.  Nie  musisz  go  tu  od 

razu    przywozić. Wprowadzę go w sprawy firmy jutro. 

- Henry, jestem zajęta. 

-  Zbyt  zajęta,  żeby  spotkać  się  z  narzeczonym? 

Dobrze,  kochanie.  Jeśli  nie  możesz  tego  odłożyć,  to   

trudno. 

 

Eve  skrzyżowała  ręce  i  spojrzała  na  dziadka 

podejrzliwie.  Kiedy  Henry  zaczynał  mówić  słodkim   

głosem,  atmosfera  stawała  się  napięta.  Usiadł 

naprzeciw  jej  biurka  i  wskazał  na  rozrzucone   

dokumenty. 

-  Powiedz  mi  coś  więcej  na  temat  naszej  nowej 

kampanii reklamowej -  poprosił  i  spojrzał  na  nią   

wyczekująco. 

 

Wiedziała,  że  dała  się  podejść.  Nie  mogła  się 

zdecydować  na  żadne  z  haseł  reklamowych   

zaproponowanych  przez  agencję.  Od  kilku  godzin 

przeglądała  projekty  i  propozycje.  Niczego  nie   

wybrała. 

 

Henry  dobrze  o  tym  wiedział.  Demonstracyjnie 

zasiadł w fotelu, jakby zamierzał spędzić w nim    całe 

popołudnie. 

-  Dobrze  -  powiedziała,  odsuwając  papiery.  -  Pojadę 

na lotnisko. Właściwie nie wiem po co, bo David    jest 

w stanie samodzielnie przeczytać własne nazwisko na 

background image

tabliczce,  którą  będzie  trzymał  kierowca.    Jednak, 

jeśli nalegasz... 

- Nie spiesz się z powrotem - zaproponował Henry. - 

Pokaż mu miasto, nowe mieszkanie. 

- Nie jestem przewodniczką. 

- To zabierz go na kolację. Każdy musi jeść. 

 

W  tym  momencie  Eve  zdecydowała,  że 

bezpieczniej będzie wyjść ze sklepu, nim Henry zdąży   

jeszcze  coś  zaproponować. Na wypadek gdyby 

przyszły mu do głowy jakieś inne wspaniałe pomysły,   

wychodząc, wyłączyła telefon komórkowy. 

 

Niestety,  taksówka,  którą  zatrzymała  tuż  obok 

sklepu,  dojechała  na  miejsce  w  rekordowym    czasie. 

Eve  siedziała  teraz  w  hali  przylotowej  lotniska i 

potwornie  się  nudziła.  Nie  miała  nic  do    roboty. 

Czekała ją godzina rozmyślań, bo nawet nie wzięła ze 

sobą dokumentów. W ciągu ostatniego    miesiąca, od 

chwili  gdy  David  wrócił  do  Atlanty,  usiłowała  o  nim 

nie  myśleć.  Odsuwała  od  siebie    także  świadomość, 

że  za  niecały  tydzień  zwiąże  się  na  całe  życie  z 

zupełnie  obcym  człowiekiem.  Może    nie  tak  całkiem 

obcym, bo w tym czasie kilka razy rozmawiali ze sobą 

przez telefon. Za każdym razem    to Henry wręczał jej 

słuchawkę.  Ani  ona,  ani  David  nie  mieli  wielkiej 

ochoty  na  sztywną  wymianę    ogólników.  Właściwie 

od czasu rozmowy o ślubie nie mieli okazji, żeby lepiej 

się poznać. 

 

Małżeństwo zostało postanowione. Przygotowano 

dokumenty  w  sprawie  firmy,  pozostawało  je  jedynie   

background image

podpisać.  Eve  była  pewna,  że  David  się  nie  wycofa. 

Gdy  raz  pojawiła  się  szansa  na  przejęcie   

powszechnie  znanej  i  świetnie  prosperującej  firmy, 

pewnie  prędzej  wziąłby  ślub  z  wężem  boa,  niż   

przepuścił taką okazję. Natomiast Eve podjęła decyzję 

już  kilka  miesięcy  wcześniej,  gdy  Henry    przedstawił 

jej swój plan. Nie znała jeszcze Davida Elliota, ale nie 

miało  dla  niej  znaczenia,  z  kim    weźmie  ślub.  Nade 

wszystko pragnęła zachować firmę w rodzinie, a przy 

okazji zadowolić dziadka. 

 

W  sprawie  znalezienia  kandydata  zdała  się  na 

Henry'ego.  Nie  dlatego,  że  miała  bezgraniczne   

zaufanie  do  jego  rozsądku.  Po  prostu  nie  mógł 

popełnić większego błędu, niż zdarzyło się to niegdyś   

jej  samej.  Travis  Tate  był  wspomnieniem  równie 

miłym,  jak  ból  zęba.  Początkowo  nie  mogła  się   

uwolnić  od  rozpamiętywania  cierpień,  czemu 

nieodmiennie  towarzyszył  wielki  żal.  Teraz  coraz   

rzadziej  wracała  do  tamtej  nieszczęsnej  historii,  lecz 

rana jeszcze się nie zabliźniła. Eve miała    nadzieję, że 

wraz z upływem czasu te negatywne emocje osłabną. 

Podjęła przecież słuszną decyzję,    choć przyszło jej to 

z trudem. 

 

Siedząca  obok  kobieta  odrzuciła  czasopismo, 

które  przeglądała  i  pospiesznie  ruszyła    przywitać 

jednego  z  pasażerów.  Eve  podniosła  pismo  i  zaczęła 

je bezmyślnie kartkować. Przechodziły    kolejne grupy 

pasażerów. Eve coraz częściej zerkała na zawieszony 

tuż  pod  sufitem  monitor,  na  którym    wyświetlano 

background image

czas  przylotów.  Po  raz  kolejny  pomyślała,  że  w 

sprawie  Travisa  nie  miała  innego  wyjścia,    choć  to 

stwierdzenie  w  najmniejszym  stopniu  nie  łagodziło 

bólu.  Miłości  nie  można  włączyć  i  wyłączyć    na 

zawołanie.  Eve  kochała  Travisa  do  szaleństwa  i  była 

zdania,  że  takie  uczucie  zdarza  się  tylko    raz.  Jakoś 

się z tym pogodziła, ale nie zamierzała z nikim o tym 

rozmawiać, nawet z Henrym. Tym    bardziej nie miała 

ochoty tłumaczyć mężczyznom, którzy zapraszali ją na 

kolację,  że  nie  jest  nimi    zainteresowana,  bo  nadal 

kocha kogoś innego. 

 

Zauważyła,  że  od  czasu  rozstania  z  Travisem, 

mężczyźni  traktują  ją  jak  łakomy  kąsek.  Dlatego   

marzyła  o  tym,  by  jak  najszybciej  wyjść  za  mąż. 

Uważała,  że  obrączka  na  palcu  uchroni  ją  przed   

naprzykrzającymi  się  zalotnikami.  David był  idealnym 

kandydatem.  Nie  miał  złudzeń,  że  mogłaby  się    nim 

zainteresować.  Ich  umowa  była  dla  niego  niezwykle 

korzystna.  Oboje  też  zdawali  sobie  sprawę,  że    ślub 

jest  tylko  formalnością,  więc  nie  musieli  przed  sobą 

niczego udawać. 

 

Nawet Henry był realistą na tyle, by nie wierzyć, 

że Eve i David zakochają się w sobie od    pierwszego 

wejrzenia.  Pewnie  będzie  mu  przykro,  gdy zorientuje 

się,  że  nie  doczeka  się  prawnuka,    który  odziedziczy 

firmę. Cóż, nie wszystkie małżeństwa mają dzieci. 

 

Obok Eve przeszła kolejna grupa pasażerów. Nie 

zwracała  na  nich  uwagi.  Patrzyła  na  człowieka    w 

granatowym  uniformie,  który  stanął  przy  wyjściu, 

background image

trzymając  tabliczkę  z  nazwiskiem  "Elliot".    Kierowca 

limuzyny zjawił  się  na  czas.  Pomyślała,  że  mogłoby 

być  śmiesznie,  gdyby  David,  szukając    kierowcy,  w 

ogóle  jej  nie  zauważył.  Przez  chwilę  miała  ochotę 

zasłonić  twarz  czasopismem  i  poczekać,    dopóki  jej 

nie minie. Później mogłaby powiedzieć Henry'emu, że 

nie odszukała Davida w tłumie. 

 

Obok  niej  gwałtownie  zatrzymał  się  jeden  z 

pasażerów.  Idący  za  nim  mężczyzna,  klnąc  pod   

nosem, zrobił szybki unik, żeby na niego nie wpaść. 

- Eve? - usłyszała miły głos. 

 

To  chyba  nie  może  być  prawda,  pomyślała  w 

panice. Odwróciła się szybko. 

- Travis? 

- Eve, kochanie - powiedział drżącym głosem. - Skąd 

wiedziałaś,  że  dziś  przyjeżdżam?  Pewnie  od  mojej   

sekretarki. Nie sądziłem, że się z nią kontaktujesz. 

 

Pokręciła  przecząco  głową,  jednak  nie  mogła 

przestać na niego patrzeć. Wyglądał jeszcze  bardziej 

elegancko  niż  zwykle.  Doskonale  skrojony  garnitur, 

jasnoblond włosy ułożone w modną    fryzurę. Płaszcz 

niedbale przerzucony przez ramię, a w dłoni teczka ze 

skóry aligatora. 

-  Nie  miałem  nadziei  na  takie  spotkanie.  Bardzo  za 

tobą  tęskniłem.  Próbowałem  zapomnieć,  jak  mi   

kazałaś.  Jednak  nie  potrafię.  Nie  przestałem  o  tobie 

myśleć.  Widzę,  że  ty  też  nie  możesz  o  mnie   

zapomnieć.  Gdyby  było  inaczej,  nie  przyjechałabyś 

tutaj.  Przyznaj,  zmieniłaś  zdanie  na  temat  naszego   

background image

związku. 

 

Chętnie zmieniłabym zdanie, ale nie mogę, bo nie 

chcę jeszcze bardziej cierpieć, pomyślała.    Zebrała się 

na odwagę. 

- Travis, nie jestem tu z twojego powodu. 

 

Tylko na chwilę stracił pewność siebie. 

-  Ależ  oczywiście,  że  z  mojego.  Po  co  inaczej 

tkwiłabyś w hali przylotów? - spytał, wyciągając rękę,   

jakby zamierzał przytulić Eve. 

 

Pomyślała  z  rozpaczą,  że  znów  ogarniają  ją 

wątpliwości. 

Może 

nie 

powinna 

przekreślać   

wszystkiego,  co  ich  kiedyś  łączyło?  Bzdura,  podjęła 

słuszną  decyzję  i  nie  powinna  jej  zmieniać.   

Konsekwencja to podstawa sukcesu. Tylko jak 

przekonać o tym Travisa? 

 

Coś  za  jego  plecami  przykuło  jej  uwagę. 

Spostrzegła  pasażera  kroczącego  energicznie  w  jej   

kierunku. Wysoki, szeroki w ramionach, w nieco 

wymiętym ubraniu. Cóż, David, w przeciwieństwie do   

Travisa, nie  był  przyzwyczajony  do  częstych  podróży 

samolotem.  Poczuła  ulgę.  Odrzuciła  czasopismo,   

ominęła  Travisa  i  podbiegła  do  Davida.  Zaskoczony, 

uniósł wysoko brwi. Zdziwił się jeszcze bardziej,    gdy 

Eve uniosła twarz do pocałunku. 

- Pocałuj mnie - zażądała.   

 

Odstawił teczkę i bez wahania spełnił prośbę Eve. 

Świetny  facet  na  trudne  chwile,  pomyślała    z 

uznaniem.  Nie  zadaje  zbędnych  pytań,  po  prostu 

przystępuje do działania. 

background image

 

Ich pierwszy pocałunek był długi i namiętny. Eve 

poczuła  się  nieprawdopodobnie  zmieszana.    Zaczęła 

się  zastanawiać,  co  też  sobie  pomyślą  przypadkowi 

przechodnie.  David  dał  jej  chwilę  na    zaczerpnięcie 

powietrza, a potem przycisnął jeszcze mocniej, jakby 

poprzedni  pocałunek  był  dopiero    wstępem  do 

prawdziwego powitania. Gdy w końcu odsunęli się od 

siebie  na  kilka  centymetrów,  Eve    kręciło  się  w 

głowie. Docierały do niej strzępy rozmów. 

- Ten to ma szczęście - powiedział do kolegi jeden z 

pasażerów. - To się nazywa powitanie. 

-  Coś  takiego!  -  skomentowała  starsza  pani.  - 

Widziałaś,  gdzie  on  pakuje  łapy?  Ci  młodzi  uważają, 

że    wszyscy muszą patrzeć, jak się obmacują. 

 

A  zatem  nasze  przedstawienie  wypadło  bardzo 

przekonująco,  pomyślała  Eve.  Dyskretnie    spojrzała 

przez ramię, ale nigdzie nie było widać Travisa. 

- Jeśli szukasz faceta, z którym rozmawiałaś - wyjaśnił 

David - to przyglądał się nam przez chwilę,    a potem 

zniknął. Domyślam się, że właśnie o to ci chodziło. 

 

Mówił  spokojnym  głosem  i  nadal  trzymał  ją  za 

ramię,  jakby  obawiał  się,  że  Eve  lada  moment   

zemdleje. 

-  Potrafię  stać  o  własnych  siłach  -  stwierdziła.  Puścił 

jej ramię i schylił się po bagaże. 

Weź swoje czasopismo. 

- To nie moje. 

-  Naprawdę?  Kiedy  cię  zauważyłem,  trzymałaś  je  jak 

tarczę.  Pewnie  nie  masz  ochoty  czegokolwiek  mi   

background image

wyjaśniać.  Szkoda,  bo  przyznam  szczerze,  że  spala 

mnie ciekawość. No trudno... 

 

Oczywiście,  że  nie  mam  ochoty,  pomyślała  Eve, 

ale zdecydowała się jakoś skomentować    sytuację. W 

końcu David na to zasłużył 

-  Chodzi o to... -  przerwała  i  po  chwili  namysłu 

zaczęła  od  nowa.  -  To  był  ktoś,  kto  nie  powinien   

wiedzieć o naszej...naszej... 

-  Umowie?  -  podpowiedział  David.  -  Wiesz,  właśnie 

zastanawiałem  się  nad  tym,  czy  uda  nam  się   

przekonać  innych,  że  jesteśmy  prawdziwym 

małżeństwem.  Zamieszkamy  razem,  i  Henry'emu  to 

na razie  wystarczy. A co z innymi, jak ten, którego 

przed chwilą próbowałaś przekonać? 

 

Najwyraźniej oczekiwał, że Eve powie mu, kto to 

był. Ona jednak postanowiła odłożyć    wyjaśnienia na 

później. 

-  Jeszcze  się  nad  tym  wspólnie  zastanowimy.  Może 

wreszcie  ruszymy  w  drogę?  -  zaproponowała  i   

pomachała do kierowcy. Dotknął czapki i podszedł do 

nich. 

 

Eve spojrzała zdziwiona na dwie walizki. 

-  Niewiele tego -  stwierdziła,  podczas  gdy  kierowca 

niósł bagaż do samochodu. 

-  Trochę  rzeczy  wysłałem  przez  firmę  kurierską  - 

wyjaśnił  David  i  objął  ją  za  ramię,  prowadząc  do   

wyjścia. Poczuła dreszcz niemal tak silny, jak w chwili 

gdy ją całował. 

- Nie ma sprawy, jeśli będziesz czegoś potrzebował, w 

background image

hotelu na pewno to załatwią. 

- W hotelu? - upewnił się. 

-  Henry  zarezerwował  ci  pokój  w  hotelu  "Englin"  - 

wyjaśniła, rumieniąc się. - Uznał, że najlepiej    będzie, 

jeśli  wprowadzisz  się  do  mnie  dopiero  po  ślubie.  Z 

kolei jego apartament jest niewielki. Nie  ma tam 

sypialni  dla  gości,a  "Englin"  to  jeden  z  najlepszych 

hoteli w mieście. 

- Rozumiem. Na pewno mi się spodoba. 

-  Chodzi tylko  o  kilka  dni  przed  ślubem.  -  Wzięła 

głęboki  oddech.  -  Zdaje  się,  że  jest  parę  rzeczy,    o 

których powinnam ci powiedzieć. 

 

Pomógł  jej  zająć  miejsce  w  limuzynie  i  usiadł 

obok. 

- Co się stało? 

-  Cóż,  chciałam,  żeby  wszystko  odbyło  się  dzisiaj, 

żeby  mieć  to  z  głowy.  Już  prawie  dopięłam  sprawy   

na ostatni guzik i wtedy wtrącił się Henry. 

 

David uniósł brwi, wyraźnie zaskoczony. 

-  I  co,  będzie  biała  suknia  i  czerwony  dywan  w 

katedrze? 

-  Nie,  na  szczęście  nie  upierał  się  przy  wielkiej 

pompie.  Jednak  uważał,  że  taki  skromny  ślub  bez   

gości  wzbudzi  podejrzenia  i  ludzie  zaczną  plotkować. 

Nalega,  żeby  zaprosić  parę  osób  i  urządzić  małe   

przyjęcie. 

 

Nie  odpowiedział,  więc  spojrzała  na  niego 

pytająco. 

- To niezupełnie tak - odezwał się w końcu. - Miło z 

background image

jego strony, że się tym zajął, ale to mnie    zależało na 

tej zmianie. 

 

Zrobiła wielkie oczy. 

- Dlaczego? 

-  Spokojnie,  nie  marzę  o  torcie  dwumetrowej 

wysokości, ani o zastępie druhen. Nie chcę jednak, by   

ludzie  pomyśleli,  że  mamy  coś  do  ukrycia.  Zyskamy 

też kilka dni, żeby się lepiej poznać. Ostatecznie    ten 

krok zaważy na naszym dalszym życiu... 

- Nie żartuj - powiedziała z drwiną. - Teraz już byś się 

nie  wycofał.  Prędzej  uściskałbyś  aligatora,    niż 

przepuścił  taką  okazję.  Jeśli  już  mówimy  o 

uściskach... 

- Niech zgadnę - powiedział, nie patrząc w jej stronę.- 

Mam  nie  traktować  przedstawienia  na  lotnisku    jako 

zachęty z twojej strony. 

 

Westchnęła z ulgą. 

- Właśnie. Nie sądziłam, że tak je potraktujesz, ale na 

wszelki wypadek... 

- Żeby w przyszłości uniknąć nieporozumień, możemy 

potrenować  stałe  zagrywki,  jak  piłkarze.  Potem   

wystarczy  podać  numer  scenki  -  zaproponował 

spokojnie.   

 

Z głośnika rozległ się głos kierowcy. 

- Przepraszam, czy najpierw podjechać do hotelu? 

 

Eve  wyjrzała  przez  okno,  zdziwiona,  że  droga 

upłynęła tak szybko. 

- Tak, bardzo proszę. 

 

Spojrzała na Davida. 

background image

- Henry proponował, bym ci pokazała miasto, a potem 

zabrała  na  obiad.  Uważa,  że  powinniśmy  pobyć   

trochę tylko we dwoje. 

- Dziękuję, ale jestem nieco zmęczony. 

 

Eve  wzruszyła  ramionami.  Nie  wyglądał  na 

zmęczonego,  na  pewno  skłamał.  Zupełnie  nie   

rozumiała, o co mu chodzi. 

 

Jeszcze  nie  było  późno,  ale  powoli  zapadał 

wczesny  zmrok  jesiennego  popołudnia.  Również  w   

samochodzie  zrobiło  się  ciemno  i  Eve  nie  widziała 

miny Davida. 

-  Czy  moja  odpowiedź  nie  jest  ci  na  rękę?  -  spytał 

cicho.-  Możesz  teraz  powiedzieć  Henry'emu,  że   

naprawdę się starałaś. 

 

Przypomniała  sobie,  co  ostatnio  mówiła:  „Henry 

zarezerwował...  Henry  proponował...  Uważa,  że   

powinniśmy  pobyć  we  dwoje...  Mieć  ślub  z  głowy..." 

David  musiał  odnieść  wrażenie,  że  spotykała  się  z   

nim  wyłącznie  na  życzenie  Henry'ego.  Na  pewno 

uznał  mnie  za  okropnie  zarozumiałą  nudziarę,   

pomyślała. 

 

Limuzyna  zatrzymała  się  przed  wejściem  do 

hotelu.  Kierowca  okrążył  pojazd,  żeby  otworzyć   

drzwi,  potem  z  bagażnika  wyjął  walizki. David nie 

spieszył się z wysiadaniem. 

-  Boisz  się-  stwierdził.  -  Dlatego  chciałaś,  by  ślub 

odbył  się  jak  najszybciej,  prawda?  Przyrzekłaś    coś 

Henry'emu  i  teraz  nie  wypada  się  wycofać,  choćbyś 

nie wiem jak żałowała swej decyzji. Nie znasz    mnie, 

background image

nie masz pojęcia, jakim jestem człowiekiem. 

 

Eve przygryzła wargę. 

- To, co mówisz, sprawia mi przykrość. 

-  Ale  to  prawda.  Dlatego  marzysz,  by  wreszcie  się 

mnie pozbyć. 

- Co prawda to Henry chciał, żebyśmy razem spędzili 

wieczór, ale naprawdę chętnie zjem z tobą    kolację. 

 

Nie  była  pewna,  czy  jej  uwierzył.  Sama  była 

zaskoczona swym stwierdzeniem. Co dziwniejsze,  

mówiła zupełnie szczerze. 

 

David  spoglądał  na  nią  przez  chwilę.  Wysiadł  z 

samochodu. Usłyszała głos portiera, który    uprzejmie 

zapraszał do hotelu. Przymknęła oczy. Nim zdążyła się 

zastanowić, co robić dalej, David    znów się pojawił. 

- Portier kazał zanieść mój bagaż do pokoju. Mogę się 

zameldować  później.  Czy  kolację  zjemy  tu,  czy   

gdzieś indziej? Co proponujesz? 

 

Była zbyt zaskoczona, żeby odpowiedzieć. 

- Dziś w karcie mamy wspaniały stek - podpowiedział 

portier zza pleców Davida. 

- Chętnie bym spróbował, a ty, Eve? 

 

Wysiadła z samochodu i spojrzała na czekającego 

szofera. 

- Dziękuję, jest pan wolny. 

 

Zauważyła, że David wysoko uniósł brwi. 

-  Nie  ma  sensu  zatrzymywać  samochód  na  godzinę 

czy  dwie,  jeśli  mogę  wrócić  do  domu  taksówką.  Nie   

proponuję ci niczego więcej poza wspólną kolacją. 

 

Przecież nic nie powiedziałem. 

background image

- Nie musiałeś. Twoje uniesione brwi mówią za ciebie. 

 

Po raz pierwszy zauważyła,  że  się  uśmiechnął. 

Kierownik sali zaprowadził ich do niewielkiego    stolika 

w zacisznym kącie. Eve usiadła i szybko rozejrzała się 

po sali. 

- Szukasz kogoś? - spytał David. 

- Nikogo szczególnego, klientów i znajomych. Zwykle 

jest tu kilka osób, które mnie znają, ale dziś    nikogo 

nie  widzę.  Może  uda  nam  się  spokojnie  przebrnąć 

przez kolację - powiedziała, sięgając po    kartę dań. - 

Słuchaj,  David,  nie  wiem,  jak  to  powiedzieć,  ale 

dotychczas zachowywałam się... 

- Niezbyt miło? - zasugerował. - Zapomnijmy o tym i 

zacznijmy  od  początku.  Cześć,  miło  cię  znów   

widzieć. Opowiedz, jak będzie wyglądać nasz ślub. 

-  Myślałam,  że  wiesz  już  wszystko.  Przecież  to  twój 

pomysł, żeby... - ugryzła się w język. -  Przepraszam, 

zdaje się, że znowu wykazałam się brakiem taktu. 

 

Zjawił się kelner z butelką wina. 

-  Dobry wieczór, panno Birmingham, witam pana. 

Pani  dyrektor  poleciła  mi  podać  jedno  z  naszych   

najlepszych win i przekazać pozdrowienia. 

-  Powinnam  była  wiedzieć,  że  nie  da  się  tu  wejść 

niepostrzeżenie  -  stwierdziła  Eve.  -  Ale nigdzie  nie 

widziałam pani dyrektor. 

- Zadzwoniła ze swojego gabinetu - wyjaśnił kelner. - 

Myślę,  że  portier  informuje  ją,  kto  wchodzi  do   

hotelu. 

 

Sprawnie  otworzył  butelkę  i  wręczył  korek 

background image

Davidowi, by ten ocenił bukiet wina. Eve    wstrzymała 

oddech,  ale  David  znał  się  na  rzeczy  i  doskonale 

wiedział, co robić. 

 

Kiedy  kelner  odszedł,  Eve  spojrzała  na 

ciemnoczerwony  płyn  w  kieliszku.  Pomyślała,  że   

kolejny raz nie doceniła Davida Elliota. 

-  Pani  dyrektor  troszczy  się  o  klientów  -  zauważył.  - 

Czy tak  miło  traktuje  wszystkich,  z  którymi    się 

spotykasz? 

-  Oczywiście,  że  nie.  Dba  o  interesy.  Właśnie  w  tym 

hotelu, w jednej z mniejszych sal na górze,    odbędzie 

się przyjęcie weselne. Za co wznosimy toast? 

-  Powiedziałbym:  za  nas,  ale  pewnie  bym  cię  tym 

zdenerwował,  więc  proponuję:  żeby  Henry  był   

szczęśliwy. 

- Zgoda - powiedziała i uniosła kieliszek.  

 

Unikając  patrzenia  w  oczy  Davida,  przyjrzała  się 

jego  dłoniom.  Długie,  opalone  palce,  krótko    obcięte 

paznokcie,  jak  przystało  na  człowieka  parającego  się 

precyzyjną  pracą.  Na  kostce  jednego    palca  widać 

było  niewielką  bliznę.  Dłoń  delikatnie  obejmowała 

kieliszek,  ale  Eve  łatwo  mogła  sobie    wyobrazić,  że 

David bez trudu zgniótłby kruche szkło. 

 

Obok rozległ się piskliwy sopran. 

-  Ależ  to  mała  Eve!  Kochanie,  masz nowego 

przyjaciela?   

 

Eve  znała  ten  głos.  Że  też  musieli  się  natknąć 

akurat  na  Estellę  Morgan.  Kobieta  dobiegała   

sześćdziesiątki.  Miała  ostre,  nieco  ptasie  rysy  i 

background image

wyzywający  makijaż.  Zastygła  teraz  z  uniesioną   

ręką,  jakby  zamierzała  przytrzymać  etolę  z  norek.  

Jednocześnie  demonstrowała  brylantową  bransoletę     

o szerokości kilku centymetrów. 

- Pani Morgan, chciałabym przedstawić Davida Elliota, 

który  właśnie  dołączył  do  firmy  Birmingham  -  

powiedziała Eve, zmuszając się do uśmiechu. 

 

Zainteresowanie pani Morgan wyraźnie osłabło. 

- Pewnie w dziale sprzedaży? - spytała lekceważąco. 

 

Eve poczuła irytację. 

- Bez działu sprzedaży - oświadczyła zdecydowanie - 

nie moglibyśmy funkcjonować. Natomiast David    jest 

najbardziej uzdolnionym projektantem w kraju. Będzie 

pracował  bezpośrednio  z  Henrym  i  w    przyszłości 

zostanie jego następcą. Tak to wygląda. 

 

Twarz pani Morgan pojaśniała. 

- Projektant? Ciekawe, czy Henry przekaże panu moje 

ostatnie zamówienie. 

- Możliwe - przyznał David. - Proszę się nie niepokoić. 

Henry nadal będzie nad tym czuwał. 

-  Cóż,  dopóki  Henry  kieruje...  -  Spojrzała  na  dłonie 

Eve i Davida, jakby chciała wybadać grunt.   

 

Brak obrączek wyraźnie ją uspokoił.   

-  Właściwie  może  byłoby  lepiej,  gdyby  pan  się  tym 

zajął.  Ma  to  być  prezent  dla  córki.  Cenię  styl   

Henry'ego,  ale  ktoś  młodszy  pewnie  będzie  lepiej 

wiedział, 

co 

spodoba 

się 

dwudziestoletniej   

dziewczynie. 

 

Próbuje  swatać  córkę  tak  subtelnie,  pomyślała 

background image

Eve, że można dostać mdłości. 

- Jednak moim pierwszym zadaniem - oznajmił David 

ciepłym tonem - będą ślubne obrączki. 

 

Uniósł dłoń Eve i pocałował jej palec serdeczny. 

-  Eve,  cóż  za  wspaniała  zdobycz  -  powiedziała 

zawiedziona pani Morgan. - Jak się poznaliście? 

 

Eve nagle poczuła, że traci grunt pod nogami. Nie 

była  przygotowana  na  takie  pytania,    zwłaszcza  gdy 

pytającym powodowała czysta złośliwość. 

-  Oczywiście,  dzięki  Henry'emu  -  wyjaśnił  spokojnie 

David. 

-  Oczywiście.  -  Pani  Morgan  wciągnęła  głośno 

powietrze. - Bardzo wygodnie dla was obojga. 

 

Udrapowała etolę wokół szyi i ruszyła do wyjścia. 

Eve  i  David  usiedli  z  ulgą  i  jak  na    komendę  oboje 

odetchnęli z ulgą. 

-  Najzdolniejszy projektant? Eve, kochanie, nawet 

Henry powiedział, że jestem tylko w pierwszej    trójce 

- skomentował David z uśmiechem. 

 

Eve  zignorowała  tę  uwagę.  Myślała  już  o  czymś 

innym. 

-  Dziwne,  pani  Morgan  nigdy  nie  wspomniała 

Henry'emu,  że  chodzi  jej  o  prezent  dla  córki. 

Przyniosła    garść starych pierścionków. 

- A tak, widziałem je. 

-  Dzięki  temu  od  dwóch  miesięcy  ma  pretekst,  żeby 

dzwonić do niego dwa razy w tygodniu. 

 

David spojrzał zdziwiony. 

- Myślisz, że próbuje go usidlić? 

background image

-  Śmieszne,  prawda?  Chyba  wreszcie  zrozumiała,  że 

nic  z  tego,  więc  najwyraźniej  zajęła  się  swataniem   

córki. 

- Pewnie powinienem czuć się zaszczycony - mruknął 

David.  -  Jednak  to  spotkanie  ma  również  dobre   

strony.  Stało  się  jasne,  że  musimy  porządnie 

przećwiczyć  odpowiedzi  na  zaskakujące  pytania.  Kto   

zaczyna? 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

ROZDZIAŁ TRZECI 

 

 

 

 

 

Portier  miał  rację.  Stek  był  naprawdę  dobry. 

Davidowi  smakowałby  jeszcze  bardziej,  gdyby  nie   

próbował  dokładnie  zapamiętać  wszystkiego,  co 

mówiła  Eve.  Zwykle  potrzeba  kilku  miesięcy  na 

poznanie    tylu  faktów  z  życia  drugiej  osoby.  Jednak 

pani  Morgan  uświadomiła  im,  że  czeka  ich  mnóstwo 

background image

pytań,    toteż  postanowili  przygotować  właściwe 

odpowiedzi. 

- Ile osób będzie na ślubie? - spytał David, gdy kelner 

sprzątnął talerze. Zaskoczył ją tym    pytaniem. 

-  Może  to  głupio  zabrzmi,  ale  naprawdę  nie  wiem. 

Henry  zapewniał,  że  chodzi  o  niewielką  grupę.   

Powiedział,  że  zajmie  się  przygotowaniami,  więc  do 

niczego  się  nie  wtrącałam,  nawet  nie  widziałam   

zaproszeń. Dlaczego pytasz? 

-  Pani  Morgan  wygląda  na  dobrze  poinformowaną 

osobę, to urodzona plotkara, a jednak nic nie słyszała   

o  naszym  ślubie.  Szczerze  mówiąc,  to  nieco 

zaskakujące. Chyba, że Henry przygotowuje wszystko 

po  kryjomu. Masz ochotę na deser? 

 

Pokręciła  przecząco  głową.  David  zauważył,  że 

Eve ma podkrążone oczy. 

- Jesteś przemęczona. 

- Trochę boli mnie głowa. 

-  Ciebie  też?  -  zapytał  z  uśmiechem.  -  Chyba to nic 

dziwnego,  po  tylu  informacjach,  jakie    próbowaliśmy 

sobie przyswoić. 

 

Eve uśmiechnęła się leciutko i odpowiedziała: 

- To mi przypomina kucie do egzaminów na studiach. 

Czekaj, nie podpowiadaj, zdałeś na uniwersytet    w... 

- Wystarczy na dziś - zdecydował i skinął na kelnera. - 

Jutro  znów  trochę  poćwiczymy.  Nie  martw  się,   

będzie dobrze. 

 

Kelner  podał  skórzane  etui  z  rachunkiem.  David 

otworzył i spojrzał na sumę. Eve wyprostowała    się. 

background image

- David, podaj mi to. Ja cię zaprosiłam. 

 

Wyjął portfel. 

- Niezupełnie. To był pomysł Henry'ego. 

- No tak, ale... - Uśmiechnęła się nagle promiennie. - 

W takim razie dopiszmy to do rachunku  Henry'ego - 

zaproponowała. - Bardzo się zdziwi. 

-  Nie  wątpię,  ale  zbyt  wiele  mu  zawdzięczam,  by 

płatać mu takie figle. - Podał etui kelnerowi, wstał    i 

pomógł  Eve  odsunąć  krzesło.  -  Odprowadzę  cię  do 

domu. 

-  Nie  żartuj,  to  tylko  kilka  przecznic  stąd.  Portier 

sprowadzi mi taksówkę. Zawsze tak robię. 

 

Ale  dziś  jesteś  ze  mną  i  powinno  być  inaczej, 

pomyślał  David.  Nie  zamierzał  jednak    roztrząsać  tej 

kwestii i ruszył z Eve przez hol do głównego wejścia. 

 

Podjechała taksówka. 

-  Dziękuję  za  kolację...  i  za  wszystko  -  powiedziała 

Eve odrobinę niepewnym głosem. 

 

David pomógł jej zająć miejsce i usiadł obok. 

- Nie wiem, co sobie myślisz, ale... 

- Nie chodzi o to, co ja myślę - szepnął David - lecz co 

myśli  portier. On donosi swojej szefowej, a  potem 

powstają  plotki.  Albo  pocałujesz  mnie  teraz,  gdy 

udaje,  że  na  nas  nie  patrzy,  albo  pozwolisz,    żebym 

cię  odwiózł  do  domu.  Będzie  sobie  wyobrażał 

namiętne  pożegnanie  zakochanych.  Natomiast  na   

pewno nie możesz teraz po prostu uścisnąć mi dłoni i 

życzyć dobrej nocy. 

-  Chyba  masz  rację  -  stwierdziła  przyciszonym 

background image

głosem. 

- Chyba? 

- Na pewno - zgodziła się i podała adres kierowcy. - 

Mam  nadzieję,  że  nie  będziesz  mnie  molestował    na 

tylnym siedzeniu, żeby    przekonać o naszym uczuciu 

kierowcę taksówki. 

-  Bardzo  śmieszne.  Jeszcze  nie  ustaliliśmy,  kto  kogo 

molestował dziś na lotnisku. 

 

Uświadomił  sobie,  że  przy  kolacji  nie  poruszali 

tego  tematu.  Ciekawe,  kim  był  ten    przystojniak, 

któremu  Eve  za  wszelką  cenę  usiłowała  udowodnić, 

że jest po uszy zakochana w innym    facecie. 

 

 

 

 

Eve  rzeczywiście  mieszkała  zaledwie  kilka 

przecznic  od  hotelu.  David  poprosił  kierowcę,  żeby   

zaczekał, i odprowadził Eve do wejścia. Kiedy szukała 

kluczy,  zerknął  na  budynek.  Ciężka,  nieco   

przysadzista  bryła  liczyła  dwanaście  pięter.  Budynek 

nie  był  nowoczesny,  nie  wyróżniał  się  niczym   

szczególnym. 

-  Zdziwiony?  -  spytała.  -  Nie  zaprzeczaj.  Widzę  po 

twojej minie, że jesteś zaskoczony. 

- Odrobinę. Z tego, co kiedyś mówiłaś, zrozumiałem, 

że mamy zamieszkać w jakimś domku. 

 

Wzruszyła ramionami. 

-  Cóż,  któregoś  dnia  pewnie  się  na  to  zdecydujemy. 

Pomyślałam,  że  też  chciałbyś  mieć  coś  do   

powiedzenia w tej sprawie. 

background image

- Miło, że liczysz się z moim zdaniem - stwierdził. - Do 

zobaczenia jutro w sklepie. 

 

W drodze do hotelu myślał o wszystkim, o czym 

dziś  rozmawiali  i  o  tym,  jakie  sprawy  powinni    byli 

jeszcze poruszyć. Potrzebował czasu, żeby się oswoić 

z  nową  sytuacją.  Miał  nadzieję,  że  po    pierwszym 

spotkaniu z Eve szybko upora się ze swoimi sprawami 

w Atlancie, a  potem  spokojnie    przemyśli  wszystkie 

konsekwencje  podjętej  decyzji.  Cóż,  zwyczajnie 

zabrakło  mu  czasu,  bo  musiał    załatwić  mnóstwo 

rzeczy,  jak  to  przy  przeprowadzce.  Zlikwidował 

mieszkanie,  spakował  się,  sprzedał    samochód, 

jednak  nadal  nie  docierało  do  niego,  że  teraz 

zamieszka w Chicago. 

 

Dopiero  dziś,  gdy  zobaczył  Eve  na  lotnisku, 

dotarło  do  niego,  że  to  wszystko  dzieje  się   

naprawdę.  Chwilę  później  usłyszał:  "Pocałuj  mnie!"  i 

wydarzenia  zaczęły  się  toczyć  z  oszałamiającą   

szybkością. 

 

Zapomnij o tym, powtarzał  sobie.  Masz  teraz  na 

głowie  o  wiele  ważniejsze  sprawy.  Jutro  czeka    cię 

pierwszy  dzień  w  wymarzonej  firmie.  To  ważniejsza 

sprawa niż wspominanie miłej chwili na    lotnisku. 

 

Gdy  obejmował  Eve  w  pasie,  odruchowo 

przesunął  ręce  nieco  niżej,  aż  usłyszał  złośliwy   

komentarz  przechodzącej  pasażerki.  Dopiero  wtedy 

oprzytomniał  i  zdał  sobie  sprawę,  że  stoi  na  środku   

wielkiej hali, trzymając dłonie na pośladkach Eve. No 

tak,  to  dlatego  jeden  z  przechodzących  obok   

background image

pasażerów  wspomniał  o  gorącym  powitaniu.  Pewnie 

chętnie znalazłby się na miejscu Davida. 

 

Dziwne,  że  Eve  nie  rozszarpała  go  za  to,  biorąc 

pod  uwagę  jej  późniejsze  zachowanie.  Czyżby    ten 

człowiek  na  lotnisku  był  dla  niej  aż  tak  ważny?  Być 

może,  skoncentrowana  na  tamtym  facecie,  w    ogóle 

nie zwracała  uwagi  na  nic  innego?  A  jeśli  doskonale 

wiedziała,  co  się  dzieje,  lecz  wtedy  było    jej  to 

obojętne? Żadne z tych wyjaśnień nie mogło poprawić 

Davidowi  nastroju,  ale  dobry  humor  nie    był  teraz 

najważniejszy. Dręczyło go wiele wątpliwości. 

 

Nim  wysiadł  z  samolotu,  wszystko  wydawało  się 

bardzo  proste,  jednak  teraz...  Eve  powiedziała    mu 

dziś,  że  prędzej  uściskałby  aligatora,  niż  przepuścił 

taką  okazję.  Zaczynał  się  czuć,  jakby  wpadł    w 

bagno. 

 

 

 

 

 

Eve,  gdyby  to  od  niej  zależało,  w  ogóle  nie 

zawracałaby sobie głowy przygotowaniami do    ślubu. 

Nie  kupiłaby  sukni  ani  nie  poszła  do  fryzjera.  Nawet 

nie  zdobyłaby się  na  manikiur.    Najchętniej  poszłaby 

tak,  jak  chodziła  zwykle  do  biura.  Jednak  całe 

przedstawienie  niewątpliwie  było    ważne  dla 

Henry'ego. Wynajął  nawet  dodatkowy  apartament  w 

hotelu,  żeby  Eve  mogła  się  spokojnie    przebrać, 

poprawić  makijaż  i  fryzurę.  Owszem,  chciała  za 

wszelką  cenę  uniknąć  uroczystej  pompy,    jednak 

background image

pięciominutowa  ceremonia  w  najbliższym  urzędzie 

rzeczywiście  wzbudziłaby  plotki,  no  i    zasmuciła 

Henry'ego.  Trzeba  pójść  na  kompromis,  wybrać 

pośrednie  rozwiązanie.  Ona  i  David  nie  zrobią    z 

siebie 

idiotów, 

dziadek 

poczuje 

się 

usatysfakcjonowany i nie będzie miał do nich żalu. 

 

Skończyła  się  ubierać,  lecz  stała  jeszcze  przed 

lustrem, poprawiając kwiaty wplecione we    włosy. 

 

Henry zapukał do drzwi. 

- Eve? Już czas... 

 

Otworzyła  drzwi,  cofnęła  się  i  obróciła,  żeby 

ocenił całość. Zapytała nieśmiało: 

- Co ty na to? 

 

Powoli obejrzał ją od stóp do głowy. 

-  Szczerze  mówiąc  -  powiedział  w  końcu  -  byłem 

trochę  rozczarowany,  gdy  powiedziałaś,  że  włożysz   

kostium zamiast sukni ślubnej. Wyobraziłem sobie coś 

takiego, w czym zwykle zjawiasz się w firmie. 

 

Ja  też,  pomyślała.  Najrozsądniej  byłoby  kupić 

elegancki,  klasyczny  kostium,  w  którym  mogłaby   

potem chodzić do pracy. Ostatecznie zdecydowała się 

na coś zupełnie innego. Nic dziwnego, że Henry    był 

zaskoczony.  Sama  nie  mogła  zrozumieć,  jak  to  się 

stało. 

 

Z  przodu  strój  przypominał  zwykły  kostium,  jeśli 

nie  liczyć  srebrzystobiałego  koloru.  Był    bardzo 

dopasowany i miał głęboki dekolt. Eve spojrzała przez 

ramię,  żeby  jeszcze  raz  sprawdzić    plecy.  Właściwie 

trudno  było  mówić  o  plecach,  bo  tył  żakietu  składał 

background image

się wyłącznie z koronki. 

-  Mam  nadzieję,  że  nie  zmarznę  -  powiedziała, 

poprawiając  na  szyi  sznur  pereł.  -  Jeszcze  tylko  

kolczyki i będę gotowa. 

 

Czuła  ucisk  w  klatce  piersiowej,  jakby  żakiet 

nagle  się  skurczył.  Była  bardziej  przejęta    sytuacją, 

niż się spodziewała. 

 

Henry  wyciągnął  z  wewnętrznej  kieszeni 

pudełeczko pokryte aksamitem. 

-  Prezent dla panny  młodej.  Zgodnie  z  tradycją 

powinnaś  mieć  na  sobie  coś  starego,  więc  nie 

zrobiłem    nic na tę okazję. 

 

Nie  chciałeś  konkurować  z  Davidem,  by  nie 

poczuł się zawstydzony, pomyślała. 

 

Aksamitne  pudełeczko  zdobił  monogram  firmy 

Birmingham.  Tkanina  była  jednak zielona, a nie  

tradycyjnie,  jak  od  wielu  lat,  w  ciepłym  odcieniu 

brzoskwini.  Musiało  więc  liczyć  co  najmniej  tyle    lat, 

ile  miała  Eve.  Nacisnęła  zatrzask  i  zobaczyła  dwie 

duże  perły  oprawione  w  platynę  i  otoczone   

drobnymi, trójkątnymi brylantami. 

- Henry, są naprawdę piękne. 

- Należały do twojej babci. Zrobiłem je na dwudziestą 

piątą rocznicę naszego ślubu. 

- Ale na taką rocznicę daje się srebro, a nie platynę - 

stwierdziła  przekornie.  -  Perły  są  na    trzydziestą,  a 

brylanty dopiero... -  zauważyła,  że  gwałtownie 

zamrugał. - Przepraszam, Henry. 

-  Sarah  byłaby  dumna,  gdyby  cię  teraz  mogła 

background image

zobaczyć.- Zamyślił się na chwilę. - Eve, wiem, że w 

tym    tygodniu  doszło  do  jakiegoś  drobnego 

nieporozumienia między tobą i Davidem. 

-  Drobne  nieporozumienie?  -  powtórzyła,   

wpinając w ucho kolczyk. - Nad kampanią reklamową   

pracowałam od miesięcy. 

-  A  on  po  pięciu  minutach  wytknął  wszystkie  słabe 

punkty.  Chyba  trochę  przesadził,  proponując   

nawiązanie  współpracy  z  inną  agencją  reklamową. 

Eve, co naprawdę o nim myślisz? 

 

Ach,  Henry,  jestem  szaleńczo  zakochana, 

skomentowała  w  duchu,  ale  oczywiście  nie 

powiedziała    tego  głośno.  Nie  powinna  złośliwie 

żartować z dziadka. 

- Myślę, że można na nim polegać. 

 

Była to skromna pochwała, ale Henry przyjął ją z 

wyraźną ulgą. 

-  Wiem,  jakie  to  dla  ciebie  ważne.  Po  przeżyciach  w 

ubiegłym roku. 

-  Henry,  nie  wpadnę  od  razu  w  depresję  na  każdą 

wzmiankę o Travisie. 

- Wiem, że to już przeszłość i obiecuję nie wracać do 

tego  więcej.  Zaimponowałaś  mi  wtedy,  podziwiam   

cię za odwagę i bezkompromisowość. Zrezygnowałaś 

z  osobistego  szczęścia,  rozważając  wszystkie  za  i   

przeciw. Postąpiłaś słusznie, bo trudno spędzić życie u 

boku  człowieka,  któremu  nie  można  ufać.  Wasz   

związek byłby katastrofą. 

-  To,  co  się  stało,  nie  było  winą  Travisa.  Po  prostu 

background image

uwikłał się w sytuację, która go przerosła. 

 

Henry pokręcił głową z powątpiewaniem, ale nie 

skomentował  tej  wypowiedzi.  Podał  wnuczce    drugi 

kolczyk. 

-  Ty  i  babcia  byliście  ze  sobą  szczęśliwi,  prawda?  - 

spytała Eve. 

- Tak, to prawda. 

- Ale nie byliście bezgranicznie zakochani? 

-  Nie  -  odpowiedział  Henry  po  namyśle.  -  Nie wiem, 

czy  kiedykolwiek  byliśmy.  Zrozum,  Eve,  taka    gorąca 

namiętność szybko się wypala. 

- Natomiast zaufanie zostaje? 

-  Dobrze  mieć  kogoś,  na  kim  można  polegać  - 

powiedział cicho. 

 

Przymknęła  na  chwilę  oczy,  wzięła  głęboki 

oddech i uśmiechnęła się do niego. 

- Henry, już czas. 

 

Kiedy  zbliżali  się  do  sali  balowej,  Eve  zauważyła 

Davida  kręcącego  się  tuż  przy  drzwiach.    Miał  na 

sobie  ciemnoszary  garnitur,  w  ręku  trzymał  niewielki 

bukiet białych róż. 

- To dla mnie? - spytała. 

 

Spojrzał  na  kwiaty,  jakby  zdążył  już  o  nich 

zapomnieć i wzruszył ramionami. 

-  Chyba  tak.  Nie  widziałem  w  pobliżu  nikogo,  kto 

wyglądałby  jak  panna  młoda,  więc  niech  będą  dla   

ciebie - powiedział roztargnionym tonem. 

 

Eve  uznała,  że  to  z  powodu  jej  kostiumu, 

któremu  przyglądał  się  z  zainteresowaniem.  Jeszcze   

background image

nie 

widział 

pleców, 

pomyślała 

nagłym 

zadowoleniem. 

-  Widzę,  że  ustąpiłaś  w  sprawie  białej  satyny  - 

powiedział chłodno. 

 

No  tak,  znów  się  pomyliła.  Nie  zdziwił  go  strój, 

tylko fakt, że postąpiła inaczej, niż    zapowiadała. 

-  To nie satyna -  szepnęła  z  lekką  irytacją  -  tylko 

brokat,  a  ubrałam  się  na  biało,  bo  do  twarzy  mi    w 

tym kolorze. 

-  Jak  uważasz,  kochanie.  Przepraszam,  Henry,  czy 

mógłbym pogadać z Eve w cztery oczy? - spytał David   

i odprowadził ją na bok. 

- Dobrze mi też w czarnym - kontynuowała Eve - ale 

nie chciałam wyglądać jak wdowa. 

 

Nie słuchał jej zbyt uważnie, natomiast badawczo 

jej się przyglądał. 

- O co ci chodzi? - spytała zaniepokojona. 

-  Masz teraz ostatnią  szansę,  żeby  się  wycofać  - 

powiedział cicho. 

- Jeśli chodzi o to, że to ty chcesz odwołać ślub, sam 

porozmawiaj  z  Henrym.  Nie  próbuj  załatwić    sprawy 

moimi rękami - oświadczyła stanowczym tonem. 

- Nie to miałem na myśli. Jeśli opadły cię wątpliwości i 

czujesz  się  jak  w  pułapce,  nie  musimy  tego    robić. 

Wezmę winę na siebie. 

 

To  ją  zaskoczyło.  Czy  był  to  gest  dżentelmena, 

czy ostatnia próba ratowania wolności? 

-  David,  co  byś  zrobił,  gdybym  naprawdę  się 

wycofała? 

background image

 

Milczał.  Już  myślała,  że  nie  doczeka  się 

odpowiedzi. 

-  Na  pewno  coś  bym  wymyślił.  Eve,  jaką  podjęłaś 

decyzję? Muszę wiedzieć. 

 

Przez chwilę trzymała go w niepewności. 

-  Nic  się  nie  zmieniło.  Chcę,  żeby  dziadek  był 

szczęśliwy. 

- W takim razie do zobaczenia w środku - powiedział i 

zniknął za rogiem. 

-  Wszystko  w  porządku?  -  usłyszała  za  plecami  głos 

Henry'ego. 

- Oczywiście. 

 

Stała jeszcze przez chwilę nieruchomo, patrząc w 

kierunku, gdzie zniknął David. Henry ujął    ją pod rękę 

i poprowadził do sali balowej. 

Chociaż  sala  była  jedną  z mniejszych w hotelu, jej 

wystrój 

niczym 

nie 

ustępował 

innym   

pomieszczeniom.  Przybrana  kwiatami  przypominała 

weselny  tort.  Przynajmniej  takie  wrażenie  odniosła   

Eve. W środku było mnóstwo osób. Najwyraźniej dla 

Henry'ego  "grupka  znajomych"  oznaczała  zupełnie   

coś innego niż dla jego wnuczki. Kiedy Eve stanęła w 

wejściu,  tłum  ucichł  i  rozstąpił  się.  Na    przeciwnym 

końcu  sali  zobaczyła  Davida  w  towarzystwie 

urzędnika. 

 

Ceremonia trwała krótko, lecz i tak Eve cały czas 

błądziła  myślami  gdzie  indziej.  Niski  głos    urzędnika 

działał  na  nią  hipnotyzujące  Odurzał  ją  słodki, 

intensywny  zapach  róż.  Zastanawiała  się,    co  David 

background image

naprawdę  czuje.  Radość  i  triumf,  czy  lęk  przed 

porażką?  Był  utalentowanym  projektantem,    jednak 

musiały dręczyć go wątpliwości. W końcu miał zostać 

następcą. 

 

Urzędnik  poprosił  o  obrączki  i  David  sięgnął  do 

wewnętrznej  kieszeni  marynarki.  Eve    spojrzała  z 

zaciekawieniem. Chociaż zapowiedział Estelli Morgan, 

że  jego  pierwszym  zadaniem  będzie    ślubna 

obrączka,  przez  pierwszy  tydzień  w  Birmingham  przy 

State 

pochłonięty 

był 

licznymi 

sprawami   

organizacyjnymi.  Tuż  obok  stołu,  przy  którym 

pracował  Henry,  ustawił  własny,  i  wypakował 

wszystkie    narzędzia  przywiezione  w  starej  walizce. 

W ciągu tego tygodnia Eve wielokrotnie miała ochotę 

zapytać    o  obrączkę,  ale  udało  jej  się  poskromić 

ciekawość.  Wiedziała,  że  już  wkrótce  się  dowie,  czy   

posłuchał  jej  prośby,  czy  też  zrobił  coś  przede 

wszystkim dla własnej przyjemności. Nie miało sensu   

naciskanie go. Wolała unikać okazji do sprzeczki. Jeśli 

obrączka  okaże  się  brzydka,  Eve  po  prostu    nie 

będzie jej nosić. 

 

Przypomniała  sobie  dokładnie,  jak  oschłym 

tonem informowała go o swoich oczekiwaniach w tej   

materii. Zdała sobie sprawę, że zlekceważyła go jako 

projektanta  biżuterii.  To  tak,  jakby    wspaniałemu 

ogrodnikowi  powiedzieć,  że  jego  wysiłki  nie  mają 

sensu,  bo  plastikowe  kwiaty  są  i  tak    trwalsze  od 

prawdziwych.  Po  takim  oświadczeniu,  pomyślała, 

pewnie  poszedł  do  najbliższego  sklepu  i    kupił 

background image

najprostszą  obrączkę,  jaką  zobaczył.  Nie  powinna 

mieć  do  niego  pretensji. Szkoda jego czasu,  skoro i 

tak  dała  mu  do  zrozumienia,  że  nie  doceni  jego 

wysiłków. 

 

W końcu nawet nie spojrzała na obrączkę, którą 

wsunął jej na palec. Pasowała doskonale, choć    David 

nawet  nie  zapytał  Eve  o  rozmiar.  Zapewne  Henry 

udzielił mu stosownych informacji. 

 

Krótka uroczystość dobiegła końca. 

-  Możesz  pocałować  pannę  młodą  -  powiedział 

urzędnik,  uśmiechając  się  szeroko.  Eve  przechyliła   

głowę,  spodziewając  się  krótkiego  muśnięcia  warg. 

Jednak  kiedy  David  wziął  ją  w  ramiona,   

przypomniała  sobie  gorący,  namiętny  pocałunek  w 

poczekalni lotniska.  Na pewno nie powtórzy tego 

tutaj, na oczach tych wszystkich ludzi, pomyślała. 

 

Nie spiesząc się, dotknął wargami jej ust. Nie był 

to  zdawkowy  pocałunek  ani  udawany  przejaw   

namiętności.  Eve  wydawało  się,  że  trwa  w 

nieskończoność.  Wreszcie  oboje  odwrócili  się  do 

tłumu    spieszącego z życzeniami. 

 

Eve  starała  się  sprawiać  wrażenie  szczęśliwej 

panny młodej, jak tego oczekiwali zaproszeni    goście, 

którzy  teraz  nie  żałowali  jej  uścisków  i  pocałunków. 

Henry odsunął  się  nieco  dalej,  żeby    dyskretnie 

wytrzeć oczy. Grupka pań z firmy Birmingham zbliżyła 

się do Eve. 

- Eve, dosłownie zżera nas ciekawość. Nikt jeszcze nie 

widział twojej obrączki. 

background image

 

Sama też nie zdążyła jej się przyjrzeć. Najchętniej 

odeszłaby  na  bok  i  spokojnie  obejrzała    ten  symbol 

małżeńskiej niewoli. Z obawą przełożyła bukiet róż do 

drugiej  ręki.  Nie  miała  wyjścia,    nie  wypadało 

odmówić. 

 

Obrączka  była  platynowa  -  zgodnie  z  życzeniem 

Eve. Prosta, bez brylantów i wyszukanych 

 

ornamentów. Jednak David nie  posłuchał  Eve  do 

końca.  Choć  obrączka  wyróżniała  się  elegancką   

prostotą,  miała  w  sobie  coś,  co  przykuwało  wzrok. 

Była  nieco  szersza  i  nie  zaokrąglona,  lecz   

wykończona  kilkoma  zachodzącymi  na  siebie 

płaszczyznami. Przy każdym ruchu dłoni metal odbijał   

światło,  jakby  obrączka  została  wyrzeźbiona  w 

szlachetnym kamieniu. 

 

Eve wyciągnęła dłoń. 

-  Jest taka... prosta -  zdziwiła  się  jedna  z 

ekspedientek. 

 

Henry  przestał  ocierać  łzy  i  zerknął  nad  jej 

ramieniem. 

-  Nie  tyle  prosta,  lecz,  jak  każdy  dobry  projekt, 

subtelna.-  Ujął  dłoń  Eve  i  poruszył  nią,    obserwując 

grę  świateł  na  platynie.  -  Ten  wzór  zrobi  furorę. 

Ludzie  będą  się  pchali  drzwiami  i    oknami,  żeby  to 

obejrzeć. 

 

"Nie  mam  zamiaru  być  twoją  żywą  reklamą...", 

Eve  przypomniała  sobie  własne  słowa.  Cóż,    chociaż 

David  zrobił  wszystko  tak,  jak  sobie  życzyła  i  tak 

udało mu się błysnąć talentem. 

background image

- Jeszcze nie usłyszeliśmy, co myśli osoba najbardziej 

zainteresowana - powiedział Henry. - Eve, jak    ci się 

podoba? 

-  Hm,  myślę,  że  ten  facet  to  geniusz  -  stwierdziła 

lekkim tonem. 

 

Zauważyła badawcze spojrzenie Henry'ego. 

-  Chyba  wszyscy  czekają,  że  pierwsi  zasiądziemy  do 

stołu - dodała szybko. 

 

Tłum powoli ruszył na drugą stronę sali, gdzie za 

otwartymi  drzwiami  widać  było  elegancko    nakryte 

stoły.  Przystawki  już  czekały.  Gdy  szli  przez  salę, 

zatrzymała ich dyrektorka hotelu. 

-  Niestety,  nie  mogę  zostać  na  przyjęciu  - 

powiedziała-  bo  odbywa  się  u  nas  kilka  zjazdów  i 

muszę    wszystkiego  dopilnować.  Chciałabym  wam 

obojgu  złożyć  najlepsze  życzenia.  Gdzie  zamierzacie 

spędzić    miesiąc miodowy? 

 

Można  było  spodziewać  się  takiego  pytania, 

pomyślała Eve w lekkim popłochu. 

-  Wiesz,  Elizabeth,  właściwie  nigdzie  nie  jedziemy. 

David  chciałby  jak  najszybciej  zadomowić  się  w   

nowym miejscu. 

 

Elizabeth była szczerze zaskoczona. 

- Chcesz powiedzieć, że zostajecie w domu? 

-  Właściwie...  tak  -  przyznała  Eve,  czując,  że  jej 

uśmiech zamienia się w grymas. 

-  Wreszcie  zamieszkamy  razem  i  to  będzie  jak 

miodowy  miesiąc  -  wtrącił  David.  -  Wyjedziemy 

później.    Może na Hawaje lub na Karaiby. 

background image

 

Tam,  gdzie  akurat  będzie  się  odbywał  kolejny 

zjazd  jubilerów,  dodała  Eve  w  myślach.    Dyrektorka 

zmarszczyła czoło, ale już nic więcej nie powiedziała. 

Eve zauważyła, że odchodząc,    pokręciła głową. 

 

David  objął  Eve  za  ramiona  i  poprowadził  w 

kierunku  stołu.  Jego  dłoń  dosłownie  paliła  ją    przez 

cienką koronkę. 

-  A przy okazji -  powiedziała  cicho  -  zapomniałam  ci 

powiedzieć, że źle znoszę pobyt na słońcu. 

 

Zatrzymał się i spojrzał na nią. 

- Jakiś rodzaj alergii? 

-  Właściwie  to  nie  alergia,  raczej  nadwrażliwość. 

Niedługo  zima,  więc  wyleciało  mi  to  z  głowy.  Nie   

musisz  się  tym  przejmować.  Jeśli  chcesz,  możesz 

smażyć się na słońcu. 

-  Czyli  wylegiwanie  się  na plaży  to  najgorszy  pomysł 

na spędzenie miodowego miesiąca? 

-  Niestety.  Oczywiście  wiem,  że  nie  proponowałeś 

tego  wyjazdu  na  serio,  ale  moi  znajomi  wiedzą,  jak   

bardzo unikam słońca. Jeśli ktoś znów zapyta o nasze 

plany 

wyjazdowe, 

wymyśl 

coś 

bardziej   

prawdopodobnego. 

-  Co  proponujesz?  Północne  wybrzeże  Grenlandii? 

Lepiej  powiem,  że  żona  nie  ma  zamiaru  wstawać  z   

łóżka  przez  cały  miesiąc  miodowy,  więc  wszystko 

jedno dokąd pojedziemy. 

 

Kelnerzy  właśnie  skończyli  podawać  główne 

danie,  gdy  znów  zjawiła  się  dyrektorka  hotelu.   

Pochyliła się nad ramieniem Eve. 

background image

- Zostawiłaś coś w swoim apartamencie? 

-  Oczywiście.  Zestaw  kosmetyków, mój kostium, 

trochę biżuterii... Dlaczego pytasz? Ktoś się włamał? 

-  Włamanie  w  hotelu  "Englin"?  -  Elizabeth  zrobiła 

przerażoną  minę.  -  Absolutnie  nie  do  pomyślenia.   

Chciałam  tylko  wiedzieć,  czy  jest  coś  do  spakowania 

przed przeprowadzką. 

- O jakiej przeprowadzce... - zaczęła Eve, ale kobieta 

nie pozwoliła jej skończyć. 

-  David,  zajmujesz  apartament  dwanaście,  prawda? 

Został tam jeszcze twój bagaż, czy tak? 

 

Skinął głową. 

- Każę wszystko przenieść. Zanim skończycie kolację, 

wasz  pokój  będzie  przygotowany  -  powiedziała  i   

położyła  na  stole  przed  nimi  staroświecki,  metalowy 

klucz.  -  Weekend  spędzicie  w  apartamencie  dla   

nowożeńców. Na mój koszt. 

 

Eve  otworzyła  usta,  lecz  gdy  zauważyła 

spojrzenie  Davida,  szybko  ugryzła  się  w  język.   

Właściwie, co mogła powiedzieć? Przepraszam, muszę 

odmówić, bo nie wzięłam flanelowej piżamy? 

Nie. Nowo zaślubiona żona nie mogła odrzucić takiego 

miłego  i  hojnego  gestu.  Nawet  jeśli  podarunek   

zupełnie nie przypadł jej do gustu. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

background image

 

 

 

 

 

 

 

 

 

ROZDZIAŁ CZWARTY 

 

 

 

 

Mała,  elegancka  winda,  którą  jechali,  służyła 

wyłącznie gościom korzystającym z apartamentu    dla 

nowożeńców. 

- Powinniśmy przewidzieć, że tak się to skończy - Eve 

pierwsza  przerwała  milczenie.  -  Gdybyśmy  mieli   

szczęście, apartament byłby już zajęty. 

-  Nie  wypadało  odmówić,  zabrać  bagaże  i  zwolnić 

pokoje - mruknął David. 

 

Eve skinęła głową. 

- Nie powiedziałam ci jeszcze, że Elizabeth należy do 

naszych najlepszych klientek. No, może nie tyle    ona, 

co  jej  mąż,  choć  to  na  jedno  wychodzi.  Zauważyłeś 

wisiorek, który dziś nosiła? 

- Czarny opal w kształcie gruszki, ważący co najmniej 

dziewięć karatów? Tak, widziałem. 

- Dziewięć i trzydzieści pięć setnych - uściśliła Eve. - 

background image

Specjalne  zamówienie  na  rocznicę  ślubu.  Henry   

szukał  odpowiedniego  kamienia  niemal przez rok. 

Trudno znaleźć opal tej wielkości z takim wspaniałym, 

jednolitym połyskiem.   

 

David cicho zagwizdał    z podziwu. 

- Masz rację. O takiego klienta trzeba dbać. 

 

Winda zatrzymała się. Wyszli do maleńkiego holu 

z  jedynymi  drzwiami.  David  wyjął  z kieszeni 

dziwaczny,  staroświecki  klucz.  Gdy  otworzył  drzwi, 

Eve    ciekawie  zajrzała  do  środka.  Na  szczęście 

wnętrze  nie  było  dziwaczne.  Nie  tak  obszerne,  jak 

inne    apartamenty  w  tym  hotelu,  ale  nowożeńcom 

nie  powinno  to  przeszkadzać.  Ostatecznie  nie  mieli  

przecież  powodów,  by  unikać  swego  towarzystwa. 

Najwidoczniej  taka  właśnie  myśl  przyświecała   

projektantowi. 

 

Pokój  podzielony  był  ściankami  i  filarami.  Tuż 

przy  drzwiach  stała  szeroka  kanapa,  naprzeciwko   

zamknięta  szafka,  w  której  prawdopodobnie  ukryty 

był telewizor. Dalej niskie przepierzenie,    zwieńczone 

podłużną  donicą  pełną  ozdobnych  roślin.  Po  drugiej 

stronie  znajdowało  się  ogromne  łoże.    Eve 

zauważyła, że na szczęście nie jest w kształcie serca i 

właściwie  niczym  się  nie  wyróżnia.    Uchylone  drzwi 

do  łazienki  ukazywały  lśniące  wnętrze.  Eve 

zainteresowała  wnęka  kuchenna,  tak  mała,    że 

przypominała domek dla lalek. 

- Zdaje się, że ludzie, którzy tu zwykle mieszkają, nie 

myślą o gotowaniu - stwierdziła.   

background image

 

Mają  apetyt    na  zupełnie  co  innego,  pomyślała, 

spodziewając  się,  że  David  złośliwie  skomentuje  jej 

uwagę.  On    jednak  najwyraźniej  postanowił 

przyjmować wszystko za dobrą monetę. 

-  Prawdę  mówiąc,  całkiem  mi  się  tu  podoba. 

Mieszkałem już w mniejszych pokojach. 

-  Ale  na  pewno  w  pojedynkę  -  powiedziała  Eve i 

zaczerwieniła  się.  -  Nie  chodziło  mi  o  to,  czy   

mieszkałeś z kimś. To nie moja sprawa, nawet gdybyś 

miał tuzin kochanek. 

 

David zamyślił się. 

-  Chyba  jednak  mniej.  Przynajmniej  nie  pamiętam, 

żeby  było  ich  tak  dużo.  Kilku  nawet  nie  warto   

wspominać. 

- A może powinieneś je liczyć przed zaśnięciem, żeby 

poćwiczyć  pamięć?  -  spytała.  -  Tylko nie próbuj  

wręczać  mi  ich  listy.  Nie  obchodzi  mnie  twoja 

przeszłość. 

 

To  oczywiście  było  dalekie  od  prawdy. 

Dotychczas  Eve  w  ogóle  nie  zastanawiała  się  nad 

przeszłością  Davida.  Nawet  namiętny  pocałunek  nie 

dał  jej  do  myślenia,  choć  powinien.  David  na  pewno 

nie nauczył    się tak całować z podręcznika. 

 

Mężczyzna  taki  jak  David...  Nie  mogła  uwierzyć, 

że  początkowo  uznała  go  jedynie  za  kogoś,  kto  nie   

budzi wstrętu. Był przecież przystojny, utalentowany, 

ambitny, bardzo męski. Tylko idiotka mogła    myśleć, 

że w jego życiu nie było kobiet. A jeśli spotkał na swej 

drodze kogoś wyjątkowego? 

background image

 

Ta  myśl  bardziej  zaniepokoiła  Eve  niż  tuzin 

ewentualnych  kochanek.  David  mógł  rozstać  się  z 

kimś z    jej powodu lub mówiąc dokładniej, z powodu 

oferty  Henry'ego.  Jeśli  istniała  taka  kobieta,  była  dla   

niego mniej ważna niż firma Birmingham. 

 

Nic  nie  przemawiało  za  taką  hipotezą,  toteż  nie 

miało  sensu  zastanawianie  się  nad  tym,  ani 

zadawanie  pytań.  Mimo  wszystko  Eve  nie  mogła 

przestać o tym myśleć. 

 

David  pomyślał,  że  umowa  była  nieco  inna. 

Spędzenie 

weekendu 

apartamencie 

dla 

nowożeńców  nie    należało  do  jego  marzeń.  Na 

dodatek  Eve  była  tak  roztrzęsiona,  że  nie  potrafiła 

usiedzieć  na    miejscu.  Nie  rozumiał,  co  się  z  nią 

dzieje. Czyżby obawiała się przebywać z nim sam na 

sam  w  tak  niewielkim  pomieszczeniu?  Być  może 

powinien ją jakoś uspokoić, ale właściwie po co? Jeśli   

zamierzała przez całą noc krążyć nerwowo po pokoju, 

to jej sprawa. On zaraz przebierze  się  w  coś   

wygodniejszego  i  wreszcie  odpocznie.  Podszedł  do 

szafy.  Otworzył  drzwi  i  poczuł  się  jak  głupiec.    Nic 

dziwnego,  że  Eve  straciła  humor.  Z  jednej  strony 

szafy  w  idealnym  porządku  wisiały  jego    garnitury, 

koszule i stroje sportowe. Z drugiej strony były tylko 

dwa  wieszaki.  Na  jednym  długa    spódnica  w  kolorze 

khaki,  na  drugim  pasująca  do  niej  bluzka  w  paski.  I 

nic więcej... 

-  Myślę,  że  byłoby  ci  wygodniej,  gdybyś  zrzuciła  ten 

strój - powiedział. 

background image

- Nie jestem pewna - odpowiedziała z wahaniem. 

- Eve, do diabła, nie składam ci żadnej nieprzyzwoitej 

propozycji. Chcę ci pożyczyć piżamę. 

 

Zaczął  przeszukiwać  szuflady,  w  których 

pokojówka  ułożyła  jego  rzeczy.  W  końcu  znalazł 

niebieską    piżamę. 

- Proszę. Weź ją, jeśli chcesz. Idę się przebrać. Potem 

możesz się zamknąć w łazience, nawet    na całą noc. 

 

Spojrzała na piżamę, potem na niego. 

- Wygląda jak nowa - zauważyła. 

 

Czy ta kobieta niczego nie rozumie? - pomyślał ze 

złością i westchnął. 

-  Tak  -  oznajmił  kąśliwie  -  jest  nowa.  Mieliśmy 

zamieszkać  pod  jednym  dachem,  więc  nie    chciałem 

cię  straszyć  moim  nocnym  strojem,  którego 

dotychczas używałem. 

 

Zarumieniła  się.  Nic  dziwnego,  że  unika  słońca, 

pomyślał.  Ma  tak  delikatną  skórę,  że  usmażyłaby  się   

jak kurczak. 

- Dzięki - powiedziała cicho. 

 

Włożył  spodnie  od  dresu  i  bawełnianą  koszulkę. 

Gdy  wieszał  garnitur,  Eve  zniknęła  w  łazience.   

Usłyszał,  że  przekręciła  zamek.  Westchnął.  Jego 

słowa  potraktowała  dosłownie.  Otworzył  szafkę,  w   

której  był  telewizor,  i  z  pilotem  w  ręku  opadł  na 

kanapę.  Miał  nadzieję,  że  telewizor  działa.  Choć  z   

drugiej  strony  nowożeńcy  z  pewnością  nie 

zaprzątaliby sobie tym głowy. 

 

Oferta  programowa  była  niezwykle  skromna. 

background image

Zastanawiał  się,  czy  pozostać  przy  jakimś  starym 

filmie,    czy  przełączyć  na  mecz  tenisowy  zupełnie 

nieznanych  zawodników,  gdy  ktoś  zapukał  do  drzwi. 

Zdziwiony    David  poszedł  otworzyć.  Hotelowy  goniec 

wręczył mu duże, płaskie pudełko. 

- Dostawa dla pani Elliot - wyjaśnił. 

 

David 

potrzebował 

krótkiej 

chwili, 

nim 

zorientował  się,  że  pani  Elliot  to  Eve.  Jeszcze nie 

oswoił    się  z  nową  sytuacją.  Sięgnął  po  portfel,  lecz 

przypomniał  sobie,  że  zostawił  go  na  stoliku.  Nim   

zdążył po niego pójść, goniec już zniknął w windzie. 

 

Nie powinien się dziwić, że tamten uciekł. Służba 

hotelowa 

najpewniej 

miała 

przykazane  nie  

przeszkadzać  nowożeńcom  o  żadnej  porze.  Dziwne 

było  tylko  to,  że  chłopak  nie  zaczekał  na  napiwek.   

David  obejrzał  pakunek  zawinięty  w  błyszczący, 

beżowy  papier  przypominający  tkaninę.  Paczuszka 

była    bardzo lekka, nie pachniała prochem, w środku 

nic nie tykało. No cóż, pozostawało mieć nadzieję, że   

to  tylko  niegroźny  dowód  czyjejś  pamięci...  Wsunął 

pudełko  pod  pachę,  podszedł  do  drzwi  łazienki  i 

zapukał. 

- Dostarczyli twoją paczkę. 

 

Odpowiedziała  mu  cisza.  Już  zaczął  się 

zastanawiać,  czy  Eve  nie  zasnęła  w  wannie,  gdy 

krzyknęła    przez drzwi: 

- Przecież wiesz, że nie czekam na żadną paczkę. 

-  A  jednak  coś  przynieśli.  -  Jeszcze  raz  obejrzał 

opakowanie  i  zauważył  dyskretną,  złotą  nalepkę.  -  

background image

Jest napis: Milady. Bielizna damska. 

- Ach tak. Już idę. 

 

Chwilę  później  otworzyła  drzwi.  Pospiesznie 

narzuciła  obszerny  szlafrok  kąpielowy.  Miała  upięte   

wysoko  włosy,  choć  nadal  ozdobione  wplecionymi 

kwiatkami. Na kilku niesfornych, mokrych kosmykach  

zostały resztki piany. Spojrzała z niedowierzaniem na 

pudełko, a potem na Davida. 

- Nie wiem, kiedy zdążyła to kupić. 

-  Kto? Szefowa hotelu? -  spytał  David.  Oparł  się  o 

futrynę  i  skrzyżował  ręce.  Był  zbyt  zaciekawiony,   

żeby odejść. 

 

Eve rozdarła papier i uchyliła pokrywkę pudełka. 

Na  beżowej  bibułce  kryjącej  zawartość,  leżała   

koperta. Eve powoli wyjęła kartkę. 

- To od wszystkich pań pracujących w naszej firmie - 

stwierdziła z ulgą. - Pewnie kupiły na    prezent ślubny, 

ale zdecydowały się przysłać na górę, gdy dowiedziały 

się, że zamieszkamy w tym    apartamencie. 

 

Wrzuciła kartkę do pudełka 

- Może powinnaś przynajmniej sprawdzić, co ci kupiły. 

- Nie muszę. Domyślam się, co jest w środku. Chyba 

nigdy nie byłeś w sklepach Milady, skoro nie wiesz. 

-  Nie  bądź  taka  pewna.  To  musi  być  seksowna 

bielizna,  ale  na  pewno  spodziewały  się,  że  oboje 

obejrzymy  prezent.  Oczywiście,  możemy  im 

powiedzieć, że nie    było czasu, bo byliśmy zbyt zajęci 

czymś innym. 

- Jeśli tak ci zależy. 

background image

 

Eve  rozłożyła  bibułkę  i  wyjęła  białą  koronkową 

mgiełkę.  Rozprostowała  ją  i  wyciągnęła  przed  siebie.   

To body raczej należałoby nazwać pajęczyną... 

 

David zagwizdał, nie zdając sobie z tego sprawy, 

dopiero  karcące  spojrzenie  Eve  przywołało  go  do   

porządku. 

- Do diabła, David, przecież to tylko bielizna. Piękna, 

ale  zupełnie  niepraktyczna.  Kobieta    zamarzłaby  w 

czymś takim. 

 

Pomyślał,  że  to  mało  prawdopodobne.  Każdy 

prawdziwy  mężczyzna  już,  by  zadbał  o  odpowiednią   

temperaturę ciała partnerki. 

-  Niedopuszczalne marnotrawstwo drogiej koronki. 

Chyba  się  ze  mną  zgodzisz?  -  spytała,  krytycznie   

oglądając prezent. - David? - ponagliła go. 

- Oczywiście - wykrztusił. - Marnotrawstwo. - Chociaż 

niewielkie, bo zużyto bardzo mało koronki,    pomyślał 

bezwiednie. 

 

Wepchnęła body do pudełka. 

- Cóż, nie wypada wybrzydzać, bo to prezent. 

 

Zdał  sobie  sprawę,  że  blokuje  drzwi.  Szybko  się 

cofnął  i  wrócił  na  kanapę.  Pomyślał,  że  w  jednej   

sprawie  Eve  miała  rację.  Panie  z  firmy  Birmingham 

niewątpliwie  zmarnowały  pieniądze,  kupując  taką   

seksowną  bieliznę  wyjątkowo  oziębłej  kobiecie. 

Chociaż,  kilka  dni  temu  na  lotnisku  Eve  nie   

zachowywała  się  jak  sopel  lodu.  Podobnie  dziś,  gdy 

urzędnik  ogłosił  ich  mężem  i  żoną.  David  zamierzał 

jedynie leciutko musnąć wargami jej usta, by tradycji   

background image

stało  się  zadość.  Jednak  kiedy  ją  objął,  nie  mógł  się 

już  powstrzymać.  Przycisnął  ją  mocno  do    siebie. 

Może chciał się przekonać, czy jest w stanie skruszyć 

tę  lodową  skorupę,  którą  się  otoczyła?    Nadal  nie 

wiedział,  jaką  kobietą  jest  Eve.  Wyraźnie  starała  się 

nie odpowiedzieć na jego uścisk,    ale w pewnej chwili 

wydało mu się, że przestała się w pełni kontrolować. 

Właśnie to go    zaintrygowało najbardziej. 

 

Wyszła z łazienki. Tym razem dokładnie owinięta 

w zbyt obszerny szlafrok, który sięgał jej do    kostek. 

David  zauważył,  że  włożyła  jego  spodnie  od  piżamy. 

Na środku pokoju ziewnęła, zakrywając    usta. 

-  Jestem  bardzo  zmęczona,  dosłownie  padam  z  nóg. 

Wiesz,  od  tego  uśmiechania  się  na  siłę  bolą    mnie 

policzki - oświadczyła. 

 

Przyjrzał  jej  się  uważnie.  Nie  potrzebowała 

żadnych  kosmetycznych  sztuczek,  żeby  pięknie 

wyglądać.    Był  pewien,  że  kilka  pocałunków 

przegoniłoby zmęczenie. 

-  Powinniśmy  rzucić  monetą,  żeby  ustalić,  kto  śpi  w 

łóżku,  a  kto  na  kanapie  -  dodała,  ponownie   

ziewając.   

- Moglibyśmy o to zagrać w pokera, ale niestety, nie 

mamy kart. 

-  Wystarczy  zadzwonić  do  recepcji  i  poprosić,  żeby 

kupili. Chociaż  lepiej  nie.  Wszyscy  w  hotelu   

opowiadaliby  sobie  o  nowożeńcach,  którzy  w  noc 

poślubną grali w karty. 

-  Wyjaśniłbym,  że  to  był  rozbierany  poker  - 

background image

zaproponował David. 

-  Mam  lepszy  pomysł.  Śpij  na  łóżku,  bo  jesteś  za 

duży, żeby swobodnie wyciągnąć się na  kanapie. Czy 

mógłbyś mi pomóc? - Dotknęła kwiatków wplecionych 

we  włosy.  -  Nie  mogę  się  tego  pozbyć.    Fryzjer 

przesadził z lakierem i kiedy próbuję cokolwiek zrobić, 

zaplątują się jeszcze bardziej. 

 

Usiadła  sztywno  na  sofie  obok  niego.  Był 

przyzwyczajony  do  precyzyjnej  pracy  i  zdjęcie  takich 

ozdób    nie  powinno  stanowić  problemu.  Jednak  nie 

mógł się skupić, czując delikatny aromat bzu, którym 

Eve    pachniała po kąpieli i widząc tak blisko jej kark. 

Wystarczyłoby pochylić się odrobinę... Myśl o    czymś 

innym, powtarzał sobie. 

- Szkoda, że obdarowałaś wszystkich gości kawałkiem 

weselnego tortu -  powiedział.  -  Jestem    głodny  jak 

wilk. 

 

Kilka  kwiatków  zostało  mu  w  dłoni.  Włosy 

otoczyły twarz Eve miękką falą, gdy odwróciła się do 

niego    z promiennym uśmiechem. 

 

 

 

Eve nie sądziła, że tak szybko zapadnie w głęboki 

sen.  Dlatego  zgodziła  się  spędzić  noc  na  kanapie.   

Nie  było  to  wygodne  miejsce,  lecz  Eve  dosłownie 

przewracała  się  ze  zmęczenia  i  pewnie  zasnęłaby   

nawet  na  podłodze.  Pamiętała  jak  przez  mgłę,  że 

przez chwilę  oglądała  jakiś  bardzo  stary  film,  potem   

David  podłożył  jej  poduszkę  pod  głowę  i  przykrył  ją 

background image

kocem.  Obudziła  się  z  zesztywniałym  karkiem.   

Poranne  słońce  wpadało  przez  szerokie  okna 

wychodzące na jezioro Michigan. 

 

Potem dostrzegła Davida. Spał wciśnięty w koniec 

kanapy.  Głowa  opadła  mu  na  oparcie,  trzymał  jej   

stopy  na  kolanach.  Musiał  tak  spędzić  całą  noc. 

Czyżby  też  uśpił  go  pasjonujący  film?  Jednak 

telewizor był    wyłączony. 

 

Próbowała  wstać,  nie  budząc  Davida,  ale  gdy 

tylko  się  poruszyła,  natychmiast  otworzył  oczy. 

Została    na  kanapie,  podciągnęła  kolana  i  objęła  je 

rękami. 

- Dlaczego nie poszedłeś do łóżka? - spytała. - Tylko 

nie  mów  mi,  że  chciałeś  zachować  się  jak   

dżentelmen. 

- Cóż, jeśli nie odpowiada ci takie wytłumaczenie... - 

zaczął rozespanym głosem 

- Wybrałam kanapę, żeby było ci wygodniej. Dlaczego 

nie  skorzystałeś  z  mojej  wspaniałomyślnej  oferty?   

Musisz mieć sztywne wszystkie mięśnie. 

- Czułbym się gorzej, gdybyś się męczyła na kanapie, 

a ja wylegiwałbym się w królewskim łożu. 

 

Wstał i przeciągnął się. Spojrzała na jego mięśnie 

napinające się pod cienką, bawełnianą koszulką. 

- Żono, co na śniadanie? 

- Dziwne pytanie. 

- Cóż, jeśli ci nie odpowiadają maniery dżentelmena, 

mogę przeobrazić się w prostaka. 

-  Nie o to mi... -  poddała  się.  -  Zamówmy  coś  do 

background image

pokoju.  Gdzieś  tu  musi  być  menu.  Co  chcesz  dziś   

robić? Musimy jakoś spędzić cały dzień. 

- Plaża odpada, jak już się dowiedziałem, więc wybór 

pozostawiam tobie - oświadczył, przeglądając    menu. 

- Co chciałabyś zjeść? 

- Proszę kawę. 

- To wszystko? 

- Nie jadam śniadań. 

- Nic dziwnego, że rano bywasz zgryźliwa. 

-  Bywa  o  wiele  gorzej,  gdy  zaśpię  i  spóźniam  się  do 

pracy. 

- Będę o tym pamiętał. 

 

Usiadł na brzegu kanapy i przysunął telefon. Eve 

poprawiła  pasek  szlafroka  i  zaniosła  poduszkę  do   

łóżka.  David  wyrównał  pościel,  ale  ona  ściągnęła 

kołdrę. 

- Co robisz? - zapytał David, odstawiając telefon. 

 

Pokojówki  powinny  pomyśleć,  że  korzystaliśmy  z 

łóżka.  -  Cofnęła  się,  żeby  sprawdzić  efekt.  -  Jak  to 

wygląda? 

 

Podszedł bliżej i stanął obok niej. 

- Niezbyt przekonująco. 

- Tak myślałam, ale co jeszcze mogę... 

 

Nim  zdążyła  skończyć  zdanie,  David  poprawił 

pościel,  potem  wziął  Eve  na  ręce  i  rzucił  na  środek   

łóżka.  Pisnęła,  lecz  nim  zdążyła  zeskoczyć,  już  był 

obok  niej.  Przetoczył  się  w  lewo  i  prawo,    zgniótł 

poduszkę,  wreszcie  oparł  się  na  łokciu  i  uważnie 

spojrzał na Eve. 

background image

- Co się stało, kochanie? Myślałaś, że chodzi mi o coś 

innego? 

 

Miała  ochotę  warczeć  i  gryźć  ze  złości.  Zręcznie 

zeskoczył z łóżka. 

-  Jeśli  kiedykolwiek  zapragniesz  zmiąć  pościel, 

wystarczy mnie zawołać. 

 

Eve wstała i podeszła do szafy. Wzięła ubranie i 

poszła do łazienki, by się ubrać. Co się z tobą    dzieje? 

-  zganiła  się  w  duchu.  Nie  mogła  uwierzyć,  że  serce 

jej  wali  jak  oszalałe  z  powodu  chwili    niewinnych 

wygłupów. 

 

Kiedy  wyszła,  David  siedział  na  kanapie, 

przeglądając poranną gazetę. Obok niego stał wózek 

ze    śniadaniem.  Tosty,  jajecznica,  bekon,  parówki, 

gofry,  kawa,  owoce  i  butelka  szampana.  Eve  stanęła   

jak wryta. 

- Zamówiłeś to wszystko? 

-  Niezupełnie  -  powiedział,  odkładając  gazetę.  -  To 

śniadanie,  jakie  zawsze  podają  do  apartamentu   

nowożeńców.  Tak  przynajmniej  powiedział  kelner, 

który to dostarczył. 

-  Jesteś  pewien,  że  nie  pomylił  tego  z  dostawą  do 

pokoju, 

którym 

zakwaterowali 

kadrę 

maratończyków? 

-  No co ty! Prawdziwi wyczynowcy nie piliby 

szampana. 

 

Eve usiadła i nalała sobie kawy. 

- Kto mógłby pochłonąć tyle kalorii na śniadanie? 

-  Pozwól,  że  nie  odpowiem.  Oprócz  tego  nie  jest  już 

background image

tak wcześnie, właściwie należałoby uznać    ten posiłek 

za wczesny lunch. 

 

Wyjął  butelkę  szampana  z  kubełka  z  lodem, 

wytarł  szmatką,  sprawnie  wyjął  korek  i  podał 

napełniony    kieliszek Eve. 

- Chyba że wolałabyś zająć się czymś innym. 

 

Choć  w  jego  słowach  nie  było  erotycznego 

podtekstu,  Eve  musiała  się  powstrzymać,  żeby  nie 

spojrzeć w    stronę łóżka. 

-  Chyba  zabiorę  cię  na  zwiedzanie  miasta.  Henry 

nalegał  na  taką  wycieczkę  -  powiedziała.  Była   

gotowa  do  wielu  poświęceń,  byle  tylko  wyrwać  się  z 

apartamentu nowożeńców. 

- Najpierw kawałek na    piechotę, potem taksówką do 

Parku  Lincolna.  Pomyśl,  co  chciałbyś  zobaczyć. 

Możemy  nawet  wjechać  na    ostatnie  piętro  Sears 

Tower, jeśli chcesz się poczuć jak prawdziwy turysta. 

-  Oczywiście  -  zapewnił,  podając  jej  pełen  talerz.  - 

Taki ambitny program wymaga energii.  Przejrzysz 

teraz prasę? 

 

Eve  musiała  przyznać,  że  gofry  pachniały 

kusząco.  Mieli  przed  sobą  długi  weekend  i  jakoś 

musieli    wypełnić  wolny  czas.  Ostatecznie  są  gorsze 

zajęcia niż wspólne czytanie gazet. Przynajmniej przez   

chwilę  nie  będą  musieli  wymyślać  tematów  do 

rozmowy. 

 

 

 

Wszędzie, gdzie poszli, spotykali znajomych Eve. 

background image

W  Art  Institute  natknęli  się  na  starszą  panią   

połyskującą  brylantami.  David  nie  pamiętał,  czy  była 

na  ślubie,  ale  natychmiast  przypomniał  sobie   

brylanty. W sklepie Tyler -  Royale  Eve  przymierzyła 

kilka sukienek, przedtem jednak przedstawiła    Davida 

kierowniczce  działu  i  kilku  ekspedientkom.  Zapłaciła 

za  wybraną  sukienkę  i  poprosiła  o    dostarczenie  do 

hotelu. 

- Przynajmniej będę miała jutro co na siebie włożyć - 

powiedziała. - Co teraz? 

- Widzę, że prowadzisz bogate życie towarzyskie. 

 

Spojrzała zdziwiona. 

- Nie mam na to czasu. 

- Chcesz powiedzieć, że wszystkie te panie to klientki? 

-  Większość.  Niektóre  dopiero  o  tym  marzą. 

Przychodzą od czasu do czasu, żeby pooglądać. Nasz   

salon  uchodzi  za  atrakcję  turystyczną,  podobnie  jak 

rzeźba  Picassa przed ratuszem. Dlaczego  pytasz? 

Chcesz  wiedzieć,  ilu  Henry  ma  klientów?  -  spytała 

chłodnym  tonem,  nie  oczekując  nawet  odpowiedzi.  - 

Może pójdziemy teraz do muzeum historii naturalnej - 

zaproponowała.  -  Mają  wspaniały  zbiór  kamieni  i 

minerałów. 

- Każesz mi oglądać kamienie? Zlituj się, mamy wolne 

- mruknął, jednak Eve i tak postawiła na swoim. 

 

W sali, gdzie eksponowano kamienie szlachetne, 

David  zauważył  parę  młodych  ludzi.  Widział  ich  w   

sklepie  w  poprzednim  tygodniu.  Oglądali  pierścionki 

zaręczynowe, ale niczego nie wybrali.  Dziewczyna 

background image

zerknęła  teraz z  zaciekawieniem  na  dłoń  Eve  i  David 

zauważył,  że  na  jej  twarzy    odmalowało  się 

rozczarowanie. 

-  Myślałam,  że  będzie  pani  miała  piękną  obrączkę  - 

powiedziała  dziewczyna  współczującym  tonem.  -  To  

znaczy... ojej, nie chciałam zrobić przykrości. 

-  Według  mnie  ta  obrączka  jest  piękna  - 

odpowiedziała  Eve  uprzejmie.  -  Gdybym  chciała 

zwracać  na    siebie  uwagę,  założyłabym  szmaragd 

wielkości ulicznej latarni - dodała. 

 

Gdy  wyszli  z  muzeum,  David  odezwał  się 

pierwszy. 

-  Dziękuję,  że  to  powiedziałaś.  Nawet  jeśli  w  to  nie 

wierzysz. Miło z twojej strony. 

 

Spojrzała zaskoczona. 

-  Chodzi  ci  o  obrączkę?  -  Wyciągnęła  dłoń.  Platyna 

błysnęła w słońcu. Eve przeszła kilka    kroków, zanim 

dodała: 

- Tak, jest wspaniała. 

- Wczoraj tak nie myślałaś. 

- Wczoraj uważałam, że projektując ją, zrobiłeś mi na 

złość.  Jakbyś  chciał  coś  udowodnić...  Trudno  mi    to 

wytłumaczyć. 

- A teraz? - spytał niby od niechcenia. 

 

Zastanawiała się przez chwilę. 

-  Teraz  myślę,  że  umiesz  robić  wyłącznie  piękne 

rzeczy. 

 

Odetchnął z ulgą. Miał wielką ochotę    wziąć ją za 

rękę,  ale  właśnie  machała  na  przejeżdżającą 

background image

taksówkę. 

-  Nadal  chcesz  obejrzeć  panoramę  miasta  z  Sears 

Tower? - spytała. 

 

Obejrzeli zachód słońca ze szczytu wieżowca i w 

końcu, nie mając pretekstu, żeby dłużej kręcić się    po 

mieście, zdecydowali się na powrót do hotelu. Portier 

na ich widok odetchnął z ulgą. 

-  Nikt  nie  wiedział,  dokąd  państwo  pojechali  - 

powiedział  przejęty.  -  Szukała  państwa  obsługa   

hotelowa. 

-  Dlaczego?  -  spytała  Eve  z  uśmiechem.  -  Czy 

dostaniemy naganę, bo nie zjedliśmy wszystkiego, co   

podano na śniadanie? 

- Chcieli ustalić, gdzie mają podać kolację. 

- Myślałam, że zjemy coś z grilla. 

- Przygotowano już polędwicę w ziołach. Zamówienie 

złożył  pani  dziadek.  Zaraz  zawiadomię  obsługę,  że   

państwo już wrócili. 

-  Zupełnie  jakbyśmy  wrócili  po  godzinie  policyjnej  - 

odezwała  się  Eve,  gdy  wsiedli  do  windy.  -  Wiesz,  

chodzi  mi  po  głowie  pewien  pomysł.  Może 

spróbujemy się stąd dyskretnie wymknąć? Nie, to się 

nie  uda. W tym hotelu mają  świetnie  rozwiniętą 

siatkę szpiegowską. Poza tym zapomniałam, że Henry   

trzyma  rękę  na  pulsie.  -  Ziewnęła.  -  Ta kanapa nie 

jest najwygodniejsza. 

- Dziś ty śpisz w łóżku. Tak będzie sprawiedliwie. 

 

Spojrzała na niego badawczo. 

- Możemy oboje z niego skorzystać, jeśli zostaniesz na 

background image

swojej  połowie  -  powiedziała.  -  To  jedyne    rozsądne 

wyjście  -  dodała  szybko,  widząc  jego  zaskoczoną 

minę.  -  Jutro  idziemy  do  pracy  i  nie  możemy   

wyglądać na skrajnie wyczerpanych. 

- Dlaczego nie? - David nie umiał się powstrzymać od 

drobnej złośliwości. - Pracownicy będą    rozczarowani, 

jeśli zjawimy się wypoczęci. 

 

Roześmiał się, widząc, że pokazała mu język. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

ROZDZIAŁ PIĄTY 

background image

 

 

 

 

David wziął długi, gorący prysznic. Kiedy wyszedł 

z  łazienki,  Eve  już  leżała  w  łóżku.  Ustawiła  za   

plecami  stertę  poduszek,  zgięła  kolana  i  oparła  na 

nich  notatnik.  Nie  miała  na  sobie  obszernego   

szlafroka,  ale  schowała  się  w  piżamie  Davida 

najdokładniej,  jak  to  możliwe.  Nawet  postawiła   

kołnierz.  W  rozproszonym  świetle  z  bocznej lampy 

wyglądała  bardzo  ponętnie  i  intrygująco.  Uniosła   

wzrok znad notatek. 

- Dlaczego tak stoisz i mi się przyglądasz? 

 

Uznał,  że  lepiej  nie  wspominać,  jaki  skutek 

odniosły jej starania o niewinny, skromny wygląd. 

- Wybrałaś już połowę, na której śpisz, prawda? 

-  Nie,  wszystko  mi  jedno,  mogę  się  przenieść.  Jeśli 

tuzin  kochanek  przyzwyczaił  cię  do  spania  z  tej   

strony... 

- Chyba już ci mówiłem, że nie było ich aż tyle. 

-  Niewiele  mniej.  Wiesz,  zdecydowałam,  że  się  nie 

zamienię.  Dobrze  ci  zrobi,  jeśli  ktoś  cię  wyrwie  z   

kieratu  przyzwyczajeń.  Łatwiej  zapamiętasz,  że  nie 

jestem numerem trzynastym, ani żadnym innym. 

-  No  tak,  nawet  poczyniłaś  pewne  kroki  w  tym 

kierunku  -  mruknął  David,  wskazując  na  zrolowany 

koc,    który  umieściła  dokładnie  na  środku  łóżka.  - 

Zastanawiam się, czy nie ufasz mnie, czy sobie. 

 

Nie czekając na odpowiedź, zajął swoją połowę. 

background image

- Co robisz, piszesz listy? 

- Przygotowuję listę rzeczy, które muszę zrobić jutro. 

- Eve, jeszcze masz na to czas. 

 

Ziewnął, poprawił poduszkę, odwrócił się tyłem i 

zamknął  oczy.  Pomyślał,  że  po  nocy  spędzonej  na   

kanapie natychmiast zaśnie. 

Jednak sen nie nadchodził. W apartamencie było tak 

cicho,  że  David  słyszał  oddech  Eve.  Wreszcie   

skończyła  listę,  odłożyła  notatnik  i  sięgnęła,  żeby 

wyłączyć  boczną  lampę.  Położyła  się  ostrożnie,   

najwidoczniej  starała  się  go  nie  obudzić.  Śmieszne. 

Nie  rozumiała,  że  sama  jej  obecność  nie    pozwalała 

mu zmrużyć oka. 

 

David leżał nieruchomo i zastanawiał się, czy nie 

lepiej  byłoby  przenieść  się  na  kanapę.    Przynajmniej 

nie czułby każdego ruchu Eve, nie słyszał jej oddechu. 

Zdecydował jednak, że ma swoją    dumę i nie podda 

się  tak  łatwo.  Nie  jest  już  młokosem,  dlatego 

powinien  zachować  zimną  krew.  Nie    pozwoli,  by 

sytuacja  wymknęła  mu  się  spod  kontroli.  Jednak 

udawanie obojętności wobec Eve    przychodziło mu z 

coraz większym trudem. 

 

Nie  rozumiał,  co  się  z  nim  działo.  Zgodził  się  na 

małżeństwo i warunki, które mu narzuciła. Nie    sądził 

wtedy,  że  te  ograniczenia  będą  mu  w  czymś 

przeszkadzać.  Eve  nie  zrobiła  na  nim  olśniewającego   

wrażenia,  a  poza  tym  przecież  zawarli  układ. 

Złamanie warunków umowy wywołałoby niepotrzebne 

komplikacje.  Eve  była  piękna,  to  prawda,  ale 

background image

jednocześnie  zimna  i  nieprzystępna.  Oczywiście,   

kiedy  obiecywał  związek  bez  seksu,  nie  mógł 

przewidzieć,  że  wylądują  w  jednym  łóżku.  Nie   

uwzględniał w kalkulacjach zmysłowego pocałunku na 

lotnisku. Gdyby wtedy nie rzuciła mu się w    ramiona, 

nigdy  by  się  nie  domyślił,  że  sopel,  z  którym  się 

ożenił, potrafi zmienić się w wulkan.    Teraz, myśląc o 

tym  pocałunku,  musiał  się  powstrzymywać,  żeby  jej 

znów nie objąć. 

 

Ze  złością  poprawił  poduszkę.  Zauważył,  że  w 

pomieszczeniu zapanowała zupełna cisza. Eve starała   

się  oddychać  bezgłośnie.  Po  chwili  poszedł  w  jej 

ślady. 

 

 

 

 

David  spał  w  najlepsze,  wdychając zapach bzu, 

gdy  nagle  obudził  go  głos  wypowiadający  jego  imię.   

Otworzył  oczy.  Leżał  nos  w  nos  z  Eve.  Przez  chwilę 

nie ruszał się. Próbował ocenić sytuację.    Barykada z 

koca  została  zepchnięta  gdzieś  w  nogi.  Włosy  Eve 

pachniały  bzem.  Miał  je  pod  policzkiem.    Niechcący 

przycisnął ją do łóżka. Nie mogła nawet ruszyć głową. 

Nic dziwnego, że mówiła przez    zaciśnięte zęby.   

 

Zaraz  będę  martwy,  pomyślał  w  przebłysku 

wisielczego humoru. 

- Pozwolisz? - spytała, uwalniając włosy.   

 

Spojrzała na budzik przy łóżku i krzyknęła. 

-  Zawsze  budzisz  się  w  takim  humorze?  -  spytał 

background image

zirytowany nie na żarty. 

- Tylko gdy zaśpię, mówiłam ci przecież. Zupełnie nie 

rozumiem,  jak  to  się  stało...  Nastawiłam  budzik    na 

siódmą. 

- Boże, jak późno! 

 

Zerknął  na  tarczę  budzika.  Było  kilka  minut po 

dziewiątej. 

-  Może  się  spieszy?  -  zasugerował.  Wreszcie  sięgnął 

po swój zegarek. Budzik nie kłamał. 

-  Nie dzwoni! -  Eve  sprawdziła  jeszcze  raz.  -  Nie do 

wiary.  Podobno  w  tym  hotelu  naprawiają  wszystko,   

nim zdąży się zepsuć. To ich slogan reklamowy. 

-  Może  nikt  ich  nie  poinformował.  Kto  korzysta  z 

budzika w apartamencie nowożeńców? 

- Tylko mi nie tłumacz, co się robi w noc poślubną - 

powiedziała  rozzłoszczona.  -  Ale  ludzie  muszą   

czasem zdążyć na samolot. 

- Jeśli potrafią przewidywać, rezerwują popołudniowy 

lot  -  stwierdził,  wstając.  -  Przecież  nie    chciałaś 

wyglądać  na  zmęczoną,  więc  pospałaś  dwie  godziny 

dłużej. 

-  Ale  czuję  się  zmęczona.  -  Otworzyła  szafę  i  wyjęła 

nową sukienkę. - Musimy się pospieszyć. 

- Po co? I tak jesteśmy spóźnieni, więc co za różnica? 

- zauważył, ale ona już zniknęła w łazience. 

 

Poprzedniego wieczoru jakoś nie pomyśleli o tym, 

żeby  się  spakować.  Teraz  David  wykorzystał  wolną   

chwilę  i  wyjął  walizki  z  szafy.  Zaczął  opróżniać 

szuflady.  Eve  wychynęła  z  łazienki  z  tuszem  do  rzęs  

background image

w jednej ręce i piżamą Davida w drugiej. 

-  Proszę  -  powiedziała.  -  Dziękuję  za  wypożyczenie. 

Nie patrz tak na mnie. Wiem, że powinnam    ją oddać 

wypraną  i  pachnącą,  ale  nie  mam  już  miejsca  w 

torbie. 

 

David wrzucił piżamę do walizki i uśmiechnął się. 

- Nie zapomnij koronkowego body. Co z nim zrobiłaś? 

Nie widziałem go od sobotniego wieczoru. 

-  Nic  dziwnego,  nie  zamierzałam  tego  zabierać.  - 

Otworzyła szufladę i rzuciła mu body. -  Proszę. Jeśli 

ci na tym zależy, to zapakuj. 

 

Odrzucił z powrotem. 

- Lepiej to zabrać. Jeśli pokojówka znajdzie cokolwiek, 

zaniesie szefowej hotelu, a ta każe odesłać do    firmy. 

Paniom,  które  złożyły  się  na  prezent,  będzie  bardzo 

przykro. 

- Masz rację. Na ile ją znam, tak by właśnie zrobiła - 

przyznała Eve z westchnieniem, wkładając  pudełko z 

prezentem do bocznej kieszeni torby. 

-  Co  zrobimy  z  bagażem?  -  spytał.  -  Nie  chcę  zjawić 

się w sklepie z walizkami w ręku. 

-  Możemy  zostawić  je  w  hotelowej  przechowalni  i 

odebrać po pracy. Chociaż nie. Po drodze wpadniemy   

do mojego mieszkania i tam je zostawimy. Kiedy 

będziesz  gotowy?  Nie  chcę  się  spóźnić  bardziej,  niż   

to konieczne. 

- Domyślam się, że ze śniadania nici - mruknął. - Ale 

przynajmniej  nie  musimy  tracić  cennego  czasu  na   

rozkopywanie pościeli. 

background image

 

 

 

 

 

Gdy  wreszcie  dotarli  do  pracy,  sklep  był  otwarty 

już  od  godziny.  Eve  spojrzała  na  zegarek,  potem  na   

dwie kobiety, które właśnie wyszły ze sklepu z małymi 

reklamówkami  w  ciepłym  odcieniu  brzoskwini.   

Westchnęła. 

-  Naprawdę  musimy  wymyślić  lepszy  sposób  na 

wczesne  wstawanie.  Nie  może  być  tak,  że  klienci 

zjawiają    się w sklepie przed właścicielami. 

-  Jeśli  zamierzasz  powiesić  na  lodówce  rozkład  dnia, 

to  ja  się  nie  zgadzam  -  oświadczył,  wyciągając  rękę, 

by  pomóc  Eve  wysiąść.  -  Na  pewno  żaden  z  twoich   

budzików nie ośmieli się zadzwonić za późno, więc od 

jutra nie powinno być problemu. 

- Słuchaj, David. Lubię być punktualna, ale to jeszcze 

nie oznacza... 

 

Otworzył szerzej drzwi i pochylił się. 

-  Kochanie,  uśmiechnij  się.  Jesteśmy  obserwowani  - 

szepnął. 

 

Eve  już  zauważyła,  że  wszyscy  w  sklepie  im  się 

przyglądają.  Kilka  osób  zerknęło  na  zegarki.  Eve   

miała  ochotę  przypomnieć  im,  że  setki  razy  właśnie 

ona przychodziła pierwsza. Jednak takie    zachowanie 

potraktowano  by  jako  obronę.  Śmieszne.  Nie 

obowiązywały  jej  sztywne godziny pracy, bo i  tak 

musiała  tkwić  w  firmie,  dopóki  nie  załatwiła 

wszystkich bieżących spraw. 

-  Dzień  dobry  -  powiedziała,  starając  się,  żeby 

background image

zabrzmiało to radośnie. - Miło mi, że    wszyscy przyszli 

nas powitać. 

 

Ruszyła przez salę w kierunku biura na zapleczu. 

David dogonił ją i objął za ramiona. Odwróciła się,    a 

on delikatnie pocałował jej usta. 

- Kochanie, będę w pracowni. Zajmę się naszyjnikiem 

pani Morgan. 

 

Eve uśmiechnęła się promiennie, lecz pod nosem 

powiedziała ze złością: 

-  Będę  o  tym  pamiętać,  na  wypadek  gdyby  jakimś 

cudem okazało się, że bardzo za tobą tęsknię. 

 

Kątem oka dostrzegła, że jeden ze sprzedawców 

wyjął  banknot  i  podał  koleżance  stojącej  obok. 

Dziwne,  pomyślała  Eve.  Pewnie  to  składka  na  te 

zmarnowane    koronki. Właśnie. 

- Chciałabym podziękować wszystkim za prezent. Jest 

wspaniały - powiedziała donośnym głosem. 

- Tak - potwierdził David. - Każdy dostanie ode mnie 

list z podziękowaniem za to, że pamiętaliście o    Eve. 

To był świetny wybór. 

 

Poczuła, że się rumieni. Uśmiechnęła się do niego 

i powiedziała cicho przez zaciśnięte zęby: 

- Przestaniesz wreszcie? 

 

Pochylił się do niej. 

-  Gdybym  powiedział,  że  rzuciłaś  prezent  gdzieś  na 

podłogę,  wyszedłbym  na  prostaka  -  szepnął    jej  do 

ucha. 

 

Eve,  mimo  irytacji  i  zażenowania,  udało  się 

przybrać  miły  wyraz  twarzy.  Ruszyła  w  stronę 

background image

swojego    gabinetu.  Po  kilku  krokach  zatrzymała  się 

nagle. Tuż przy drzwiach jej pokoju, obserwując salę 

wystawową,  stał    Travis  Tate.  Na  chwilę  wstrzymała 

oddech. 

-  Jeszcze  jesteś  w  Chicago?  -  spytała,  starając  się 

mówić  lekkim  tonem.  -  Wydawało  mi  się,  że   

powinieneś już być w następnym miejscu. 

-  Nadal  śledzisz  mój  rozkład  jazdy  -  ucieszył  się.  - 

Pewnie  tak  by  było,  ale  Henry  nie  miał  dla  mnie   

czasu w ubiegłym tygodniu. 

-  Może powinieneś spotkać się z nim teraz? 

 

Przeszła obok niego i pochyliła się nad biurkiem, 

żeby przejrzeć pocztę. Wszedł za nią i badawczo    jej 

się przyjrzał. 

-  Już  z  nim  rozmawiałem.  Natomiast  bardzo  się 

zdziwiłem,  że  ciebie  nie  ma  rano  w  pracy. 

Postanowiłem  dziś  zaczekać  na  dalszy  ciąg.  W  ogóle 

muszę    przyznać,  Eve,  że  przedstawienie  było 

interesujące.   

 

Spuściła wzrok. 

-  Masz  na  myśli  moje  spotkanie  z  Davidem  na 

lotnisku? 

- Nie, już wcześniej doszły mnie plotki, że Henry myśli 

o emeryturze. Twój mąż dostał wszystko za    jednym 

zamachem. Eve, kochanie, jestem zaskoczony. Jak na 

kobietę,  która  tyle  rozprawia  o    moralności, 

sprzedałaś się bardzo tanio. 

-  Czy  ten  człowiek  ci  się  naprzykrza?  -  spytał  David, 

który nagle pojawił się w drzwiach. 

background image

- Nie, właśnie wychodzi. 

Travis uśmiechnął się zimno. 

-  Władczy  typ  ten  twój  mąż.  Nie  ma  się  co  dziwić. 

Wystartował  od  zera,  więc  musi  teraz  dbać    o  żonę, 

bo równie szybko może wszystko stracić - powiedział i 

odwrócił się na pięcie. 

 

Eve próbowała opanować drżenie rąk. 

- Nie musiałeś tu wpadać jak burza. Nie trzeba mnie 

przed  nim  ratować  -  powiedziała  do  Davida,  gdy  za   

Travisem zamknęły się drzwi. 

- Tak to wyglądało? Jakbym chciał ratować ci życie? - 

upewnił się David. - Szkoda, że nikt nie zdążył    mi go 

przedstawić.  Jest  taki  sympatyczny...  Henry  chce  z 

nami porozmawiać przy śniadaniu. 

- Ciekawe, czyj to pomysł? 

-  Co  do  śniadania,  to  mój.  Henry  bardzo  się  przejął, 

że  mieliśmy  dziś  rano  ważniejsze  sprawy  na  głowie   

niż jedzenie. 

 

Eve zamarła z otwartymi ustami. 

- Chyba mu tego nie powiedziałeś? 

- Że się spóźniliśmy z powodu seksu? Nie rozumiem, 

dlaczego  jesteś  taka  oburzona.  Przecież  chcesz,  by   

tak myślał. 

- Nie mam zamiaru okłamywać go w tej sprawie! 

-  Aha,  wolisz,  żeby  sam  wyciągnął  wnioski, 

niekoniecznie  słuszne.  Właśnie  dlatego  nic  mu  nie   

powiedziałem. 

Interesujące, 

że 

każda 

moja 

wypowiedź natychmiast kojarzy ci się z jednym... No   

dobrze, odłóżmy tę dyskusję na później. Henry czeka 

background image

na nas przy wyjściu. 

 

Na  o  wiele  później,  a  najlepiej...  już  nigdy  do 

tego nie wracać, pomyślała. Co mi przyszło do głowy,   

żeby  w  ogóle  poruszać  ten  temat.  No  i  znowu 

wyszłam na idiotkę. 

-  Powiedz  mi  coś  więcej  na  temat  tego  człowieka, 

który stąd wyszedł - powiedział David. 

-  Nie mam o czym. Jest jak jedna z twoich licznych 

kochanek. Nie stanowi problemu. 

- Czyżby? - mruknął David. 

 

 

 

 

Henry  stał  obok  gabloty  umieszczonej  najbliżej 

wejścia. Rozmawiał ze sprzedawcą. Eve zauważyła, że   

właśnie  chował  portfel,  a  sprzedawca  wkładał 

banknot do koperty. 

-  Śniadanie  -  powiedział  Henry,  uśmiechając  się  do 

nich i zacierając ręce. Wziął laskę opartą    o gablotę. - 

Wspaniały pomysł. Nie zdążyłem nic zjeść dziś rano. 

 

Kiedy szli ulicą w stronę jego ulubionej tawerny, 

Eve spytała: 

- Henry, o co chodziło? Zwykle nie rozdajesz gotówki 

pracownikom. 

 

Zamrugał z niewinną miną. 

- O czym mówisz, kochanie? 

 

David ujął ją pod rękę. 

- Myślę, że to takie biurowe zakłady. Każdy daje kilka 

dolarów  i  obstawia  jakiś  wynik.  Zwycięzca    bierze 

wszystko. 

background image

-  Wiem,  na  czym  polegają  zakłady  -  stwierdziła 

rozgniewana - ale jest po mistrzostwach, a rozgrywki  

koszykówki jeszcze nie wystartowały. 

-  Można  obstawiać  w  innych  dziedzinach  -  wyjaśnił 

spokojnie David. -  Domyślam  się,  że  ma  to  coś   

wspólnego  z  nami.  Gdy  się  zjawiliśmy,  wszyscy 

zerknęli na zegar. 

 

Eve odwróciła się, żeby spojrzeć na dziadka. 

- Zakładaliście się dziś, o której zjawimy się w pracy? 

- spytała zdumiona. 

- Niezupełnie - odpowiedział z pogodną miną. - Czas 

mijał, was nie było, więc zaczęliśmy się    zastanawiać, 

ile  dni  po  ślubie  pojawisz  się  w  pracy  punktualnie. 

Skoro  już  o  tym  wiesz,  chyba    powinniśmy  odwołać 

zakłady. 

-  Słusznie  -  stwierdziła  Eve  -  bo wygra ten, kto 

obstawił jutrzejszy poranek. 

 

Henry  uprzejmie  skinął  głową,  ale  nic  nie 

powiedział.  W  tawernie  skierował  się  do  ulubionego 

kąta  i    wygodnie  rozsiadł  na  środku  ławki.  Eve 

niechętnie  usiadła  na  drugiej.  Przesunęła  się  do 

końca, żeby    David też mógł się wcisnąć. 

-  Jeśli  wolicie,  możemy  się  przesiąść  do  normalnego 

stolika  -  zaproponował  Henry,  widząc,  że    z  trudem 

się zmieścili. David spojrzał na Eve, jakby był ciekaw, 

czy skorzysta z okazji, by od niego uciec. Natomiast 

ona  za  żadne  skarby  nie  przyznałaby,  że  ta  bliskość 

bardzo ją    krępuje. 

- Ależ nie. Ubóstwiam tak siedzieć w ciasnym kąciku. 

background image

Czuję się wtedy bezpiecznie. Henry, o    czym chciałeś 

z nami rozmawiać? 

 

Henry pomachał na kelnerkę. 

-  Głównie  o  kampanii  reklamowej.  Dużo  o  tym 

myślałem  w  czasie  weekendu.  Nim  podpiszemy 

umowę,    powinniśmy  się  spotkać  z  tymi  ludźmi, 

którzy wystąpili z nowym pomysłem. 

-  Ale  ja  już  się  wstępnie  zgodziłam  -  zaprotestowała 

Eve. 

- To było, zanim poznałaś wszystkie fakty - stwierdził 

David. - Jeszcze nie dostałaś kompletu    materiałów. 

 

Spojrzała na niego niezbyt przyjaźnie. 

- Powinnam się była domyślić, że to twoja sprawka. 

-  Eve,  nie  snuj  teorii  spiskowych.  Uważam,  że  takie 

sprawy trzeba załatwiać oficjalną drogą. 

- Oficjalną, czyli za twoją zgodą? 

-  Powinniśmy  ustalić  -  wtrącił  się  Henry  -  dlaczego 

uważają, że ich pomysły są takie genialne i skąd    to 

niezachwiane 

przeświadczenie 

skuteczności 

proponowanej  kampanii.  Jeśli  przekonają  nas,  może   

uda im się też przekonać naszych klientów. 

-  Nie wiem, czy to ma sens -  broniła  się  Eve.  - 

Prowadziliśmy już kampanie reklamowe, które niezbyt   

mi się podobały i... 

-  I  może  byłyby  znacznie  lepsze,  gdybyś  poszukała 

innych rozwiązań - powiedział David. - Myślę,    Henry, 

że  tak  będzie  najlepiej.  Jedno  spotkanie.  Jeśli  mnie 

przekonają, wycofuję wszelkie zastrzeżenia. 

-  Świetnie  -  podsumowała  Eve.  -  Zorganizuję 

background image

spotkanie.  Jeśli  wyczerpaliśmy  temat,  wracam  do   

pracy. 

 

Spodziewała  się  protestów,  ale  David  wstał  i 

zrobił dla niej przejście. 

- Bywa trochę naburmuszona, jeśli nie zje śniadania - 

powiedział poważnie do Henry'ego. 

 

Usłyszała te słowa, ale nawet się nie odwróciła.   

 

 

 

 

Rano,  gdy  wpadli  do  mieszkania  Eve,  żeby 

zostawić  bagaże,  natknęli  się  w  holu  na 

administratora  budynku. Zostawili wszystko pod jego 

opieką  i  nie  musieli  wjeżdżać  na  górę.  Kiedy 

wieczorem  Eve    otwierała  drzwi,  zauważyła,  że  ręce 

jej się trzęsą z przejęcia. Czym ona się tak przejmuje? 

Skoro    wytrzymała  z  Davidem  w  niezbyt  obszernym 

apartamencie hotelowym, poradzi  sobie  też  we 

własnym  domu.    Wreszcie  jest  u  siebie,  powinna  się 

odprężyć. Nie byli skazani na jeden pokój, portierów,   

wszędobylskie  pokojówki,  ani  na  wścibską  obsługę. 

Jednak  sprawa  nie  przedstawiała  się  tak  prosto.   

Pokój  w  hotelu  był  czymś  tymczasowym, natomiast 

do jej mieszkania David wprowadzał się na stałe. 

Ominęła  walizki,  które  dozorca  postawił  tuż  przy 

drzwiach. 

-  Weź  zapasowy  klucz.  Jest  w  szufladzie  w 

przedpokoju.  Nie  zawsze  będziemy  razem wchodzić  i   

wychodzić. 

background image

 

David nie odpowiedział. Spojrzała w jego stronę. 

Rozglądał  się  wokół.  Odruchowo  zrobiła  to  samo.   

Mieszkała tu od dwóch lat i już się przyzwyczaiła, lecz 

teraz obrzuciła je krytycznym spojrzeniem. 

 

Szeroki  przedpokój,  zaraz  za  rogiem  wejście  do 

sypialni.  Wzdłuż  jednej  ściany  stały  regały  z   

książkami. Na drugiej wisiały oprawione fotografie. Po 

lewej  stronie  mieściła  się  kuchnia.  Nie    była 

oddzielona drzwiami od przedpokoju. Nieco dalej po 

prawej  stronie  wysokie  wejście  zakończone    łukiem 

prowadziło  do  obszernego  salonu.  W  ciągu  dnia 

wydawał się przestronny i słoneczny, ale    wieczorem, 

gdy  ściemniało  się  za  oknami,  robił  mniej  przytulne 

wrażenie.  Eve  wcisnęła  guzik,    zapalając  gaz  w 

kominku.  Usiadła  na  skórzanej  kanapie  na  wprost 

tańczących płomieni. 

- To byłoby niegłupie - zaczął David - żeby wstawać o 

tej  samej  porze  i  wspólnie  jeździć  taksówką.  Po    co 

brać dwie? Chyba że zwykle jeździsz samochodem. 

-  Spróbuj  znaleźć  w  centrum  wolne  miejsce  do 

parkowania. To nie jest miasto dla kierowców. 

 

Skinął głową. 

-  Dlatego  sprzedałem  samochód, zamiast nim tu 

przyjechać.  Pomyślałem,  że  jeśli  zajdzie  taka   

potrzeba, po prostu kupię nowy. 

- Słusznie. Nie tylko w śródmieściu brakuje miejsc do 

parkowania  -  powiedziała,  spoglądając  na  niego.   

Nadal stał w przejściu do salonu. 

 

Mieszkanie  było  o  wiele  większe  niż  hotelowy 

background image

apartament, a jednak tego nie czuła. Tak jakby nagle   

David zajął większość wolnego miejsca. Któregoś dnia 

mówił o kupnie domku. Eve przeczuwała, że wkrótce 

trzeba będzie wrócić do tej rozmowy. 

-  Później  się  rozpakuję  -  powiedziała.  -  Teraz  chcę 

spokojnie  posiedzieć  i  pozbierać  się  po    tym 

wszystkim. Pokój gościnny jest na końcu przedpokoju, 

po prawej stronie. 

 

David nie ruszył się z miejsca. 

-  Dobrze.  Tymczasem  może  mi  powiesz,  kto  to  jest 

ten Travis Tate? Jeden ze sprzedawców podał    mi 

jego nazwisko. 

 

Zastygła w bezruchu. Dzień był pełen wydarzeń i 

niemal zapomniała o porannym incydencie. 

-  Domyślam  się,  że  należy  do  spraw,  po  których 

musisz się pozbierać. 

 

Eve  gwałtownie  wstała.  Ruszyła  energicznie  w 

jego kierunku. 

- Chcesz mnie przewrócić? - spytał. 

- Nie    pozwolę się przesłuchiwać.    Nie    pytałam    cię 

o szczegóły dotyczące twoich byłych partnerek. 

 

Spojrzał  na  nią  zwężonymi  oczami.  Eve  zdała 

sobie  sprawę,  że  źle  to  rozegrała.  David  powinien   

zrozumieć, na czym polega ich układ. Nie miał prawa 

zadawać jej takich pytań. 

-  A  więc  jest  dla  ciebie  kimś  ważnym  -  powiedział 

cicho. 

Wróciła  na  kanapę  i  usiadła  w    najdalszym  końcu. 

David spojrzał na nią spokojnie. Nie zamierzał ustąpić. 

background image

-  Kiedyś  był  ważny  -  przyznała.  Pomyślała,  że 

prawdziwemu  dżentelmenowi  wystarczyłoby  takie   

wyjaśnienie.  Jednak  dzisiaj  David  najwidoczniej  nie 

potrafił zdobyć się na rycerskość. 

- Już nie jest ważny? - spytał. 

 

Pokręciła głową. 

- Nie, od kilku miesięcy. 

- Co się stało? 

-  Czy  to  ma  znaczenie?  Powiedziałam,  że  to  się 

skończyło,  i  to  powinno  ci  wystarczyć.  Koniec  tej   

dyskusji. 

-  Chyba  ma  znaczenie,  bo  ten  pan  najwyraźniej  nie 

uznał,  że  wszystko  skończone  -  powiedział,  siadając   

na krześle. 

 

Przygryzła wargę 

- Kim on jest? Czym się zajmuje? - spytał, 

 

Eve westchnęła z rezygnacją. 

Jest przedstawicielem handlowym firmy 

pośredniczącej  w  handlu  kamieniami  szlachetnymi. 

Spotyka się    z Henrym mniej więcej raz w miesiącu. 

- Dlatego był w firmie. Rozumiem. A na lotnisku? 

- Dużo podróżuje, bo taką ma pracę - wyjaśniła. 

- Domyślam się, że biedak czuje się samotny. 

 

Nie zareagowała na ironiczny ton. 

-  Spędzanie  życia  w  hotelach  może  być  nużące. 

Szukał  towarzystwa  i...  Zaczęliśmy  się  spotykać  za 

każdym razem, gdy tu przylatywał. To nie były randki. 

Po prostu  przyjaźń. Ale w końcu... 

- Zakochałaś się. 

background image

- Tak - przyznała. Nie miała powodu wstydzić się ani 

usprawiedliwiać.  -  Jeśli  cię  to  interesuje,  on    też  się 

we mnie zakochał. 

 

David przesunął się na krześle. 

-  Rozumiem.  Wszystko  układało  się  idealnie,  jak  w 

bajce.  Co  takiego  się  stało,  że  skończyłaś    marnie 

jako  moja  żona?  Pewnie  Henry  się  nie  zgodził,  bo 

Travis nie pasował do jego planów wobec firmy. 

- Henry o tym nie wiedział. 

 

David uniósł wysoko brwi, jakby miał co do tego 

wątpliwości. 

- Jeśli zerwania nie spowodował Henry, co zniszczyło 

ten romans? 

- To nie miał być romans - podkreśliła. 

-  Jednak  twoje  uczucia  okazały  się  silniejsze  niż 

zamiary. 

- To się często zdarza. 

- Tak? - spytała bezbarwnym głosem. - Jakimś cudem 

o tym nie wiedziałam. 

-  Myślałem,  że  wszystkie  nastolatki  muszą 

wysłuchiwać  mądrych  pouczeń,  żeby  nie  chodzić  na 

randki  z    kimś,  kto  nie  nadaje  się  na  męża,  bo 

emocje  często  wymykają  się  spod  kontroli.  A 

właściwie,  nie    sposób  ich  kontrolować.  Mnie 

uświadomił to ojciec, a twoja mama na pewno... 

 

Pokręciła przecząco głową. 

- Matka nigdy nie rozmawiała ze mną na takie tematy. 

Zostawiła  ojca,  gdy  miałam  pięć  lat.  Później    rzadko 

ją widywałam. 

background image

- Przepraszam, Eve. Nie wiedziałem. 

- Nie mogłeś wiedzieć. Co prawda ich rozwód nie był 

żadną  tajemnicą,  ale  niewiele  osób  wiedziało,   

dlaczego odeszła od ojca. 

- Dlaczego? - spytał cicho. 

 

Odwróciła wzrok. 

- Małżeństwo się rozpadło, bo mama przestała kochać 

mojego ojca. Zakochała się w kimś innym i poszła za 

głosem serca. 

- Zostawiła cię. Teraz rozumiem, dlaczego nikt ci nie 

nabijał  głowy  dobrymi  radami.  Nawet  nie   

sprzeciwiłaś się narzuconemu małżeństwu. 

 

Wzruszyła ramionami. 

-  Gdy  moi  rodzice  brali  ślub,  byli  zakochani.  Potem 

okazało się to bez znaczenia. 

- Wróćmy do Travisa. Dlaczego za niego nie wyszłaś? 

 

Pomyślała,  że  David  jest  zawzięty  jak    buldog. 

Jeśli się czegoś uczepi, już nie popuści. 

- Nie mogłam. 

-  Niech  zgadnę.  -  David  zaczął  chodzić  po  pokoju.  - 

Przychodzą  mi  do  głowy  trzy  powody  -  powiedział,   

marszcząc  czoło.  -  On w ogóle  nie  ma  zamiaru  się 

żenić,  jest  homoseksualistą,  albo  już  ma  żonę.  No   

tak, ukrył przed tobą, że jest żonaty, mam rację? 

- Nie ukrył. 

 

Po raz pierwszy udało jej się go zaskoczyć. 

- Wiedziałaś, że jest żonaty? Kochanie, jeśli spotykasz 

się  z  facetem,  który  ma  żonę,  nie  powinnaś  się   

dziwić, gdy do niej wróci. 

background image

-  Nie  wrócił.  Chodzi  mi...  Musisz  mówić  o  tym  jako 

praniu brudów? 

-  Jeśli  nie  chcesz  słuchać  moich  domysłów,  przestań 

się obrażać i powiedz, jak było naprawdę. 

-  W  porządku.  -  Wzięła  głęboki  oddech.  -  Nie 

wiedziałam, że jest żonaty. Początkowo, kiedy byliśmy   

tylko przyjaciółmi, nie rozmawialiśmy na takie tematy, 

bo i po co? Zresztą i tak byli z żoną w separacji. 

- Oczywiście. 

-  Nie  rozumiem,  dlaczego  jesteś  taki  podejrzliwy.  W 

dzisiejszych czasach to się często zdarza... 

- Właśnie. Dlaczego więc nie rozwiódł się i nie ożenił z 

tobą? 

-  Miał  zamiar,  ale  nie  pozwoliłam  mu  na  to,  bo...  - 

załamał  jej  się  głos  -  ...bo ma dwie córeczki.  

Sześcio- i trzyletnią. 

 

David zagwizdał. 

- Przypomniałaś sobie własne dzieciństwo. Nie mogłaś 

im zrobić tego, czego sama doświadczyłaś. 

 

Skinęła głową. 

-  Powiedziałam  mu,  że  musi  wrócić  i  ratować 

małżeństwo ze względu na dzieci. 

- I tu moim zdaniem pan Tate się przeliczył. 

- O co ci chodzi? 

-  Musiał  być  jednym  z  tych  nielicznych, którzy 

szczegółowo  znali  historię  twojej  matki.  Albo  był  na   

tyle sprytny, żeby nie wspomnieć o dzieciach, dopóki 

nie był pewny, że cię omotał. 

 

Eve niemal się zachłysnęła ze złości. 

background image

- Przestań! 

- Eve, przed chwilą oświadczyłaś, że to już skończone. 

- To nie znaczy, że wolno ci wieszać psy na Travisie. 

Co  ty  możesz  wiedzieć?  Nie  chciał  nikogo   

skrzywdzić.  Znalazł  się  w  sytuacji,  na  którą  nie  miał 

wpływu.  Podobnie  jak  ja.Nie  mam  zamiaru  dłużej 

rozmawiać na ten temat. Sprawa zamknięta, jasne? 

 

Ominęła  go  i  poszła  do  sypialni  w  głębi 

przedpokoju.  Miała  ochotę  uciec  jak  najdalej.  Nigdy 

się  nie  dogadamy,  pomyślała.  Żaden  dom,  nawet 

największy,  nie  będzie  dość  duży  dla  nas  obojga.   

Powinniśmy zamieszkać osobno. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

ROZDZIAŁ SZÓSTY 

 

 

 

background image

 

Pokój gościnny okazał się dość mały. Co prawda 

Eve  dołożyła  starań,  by  Davidowi  było  tu  wygodnie,   

jednak on nie czuł się w tym wnętrzu dobrze. Bardziej 

przypominało  biuro  niż  przytulną  sypialnię.    Biurko 

zostało  pospiesznie  przesunięte  na  bok,  żeby  zrobić 

więcej  miejsca.  Przedtem  stało  na  środku    pokoju, 

widać  było  jeszcze  ślady  na  dywanie.  Połowę  szafy 

zajmowały 

dokładnie 

oznaczone 

pudełka 

i   

segregatory.  Na  wąskim  łóżku  leżał  stos  poduszek. 

Niska szafka była częściowo zajęta przez    drukarkę. 

 

Dla Davida stało  się  jasne,  że  u  Eve  niezbyt 

często nocowali goście. Jeśli nawet jacyś zostawali na   

noc,  nie  korzystali  z  tego  pokoju,  pomyślał.  Na 

przykład taki Travis Tate. 

 

David  próbował  odegnać  te  myśli,  jednak  bez 

większego powodzenia. Na próżno tłumaczył sobie, że 

to    nie  jego  sprawa.  Eve  uznała  znajomość  z 

Travisem za przeszłość i nie miał powodów, by wątpić 

w  jej    szczerość.  Mówiła  o  tym  z  trudem,  czyli 

podjęcie  takiej  decyzji  musiało  ją  wiele  kosztować. 

Jednak    miał wrażenie, że w jej opowieści pobrzmie-

wały fałszywe nuty.   

 

Zdjął stos poduszek, wyłączył światła i spróbował 

ułożyć  się  wygodnie  na  wąskim  łóżku.  Oparł  głowę   

na  rękach  i  myślał  o  tym,  co  mu  opowiedziała. 

Typowa  historia.  Żonaty  mężczyzna  i  zakochana 

nieprzytomnie,    bezbronna  kobieta.  Na  szczęście  nie 

była  na  tyle  naiwna,  by  myśleć,  że  rozwód  jest  dla 

dzieci    mniejszym  złem  niż  wiecznie  kłócący  się 

background image

rodzice. Wiedziała z własnego doświadczenia, jak jest   

naprawdę.  Bolesne  wspomnienia  z  dzieciństwa  nie 

pozwoliły jej skrzywdzić córeczek Travisa. 

 

Twierdziła  z  przekonaniem,  że  znalazła  jedyne 

możliwe  wyjście  z  sytuacji.  Jednak  właśnie  to   

najbardziej  zaniepokoiło  Davida.  Były  inne  wyjścia. 

Nie  musiała  rozbijać  rodziny  ani  tracić    ukochanego 

mężczyzny. Dlaczego na przykład nie zdecydowała się 

poczekać,  aż  córeczki  Travisa    podrosną?  Jeśli  była 

tak nieprzytomnie zakochana, powinna rozważyć taką 

ewentualność.  Może  nie    chciała  czekać  tak  długo? 

Miłość  do  Travisa  nie  miała  przyszłości,  jednak  Eve 

nie próbowała ułożyć    sobie życia na nowo. Uważała, 

że  z  nikim  innym  nie  będzie  szczęśliwa,  a  jednak 

przystała  na    niezwykłą  propozycję  Henry'ego  i 

poślubiła zupełnie obcego człowieka. 

 

Czy  mówiła  całą  prawdę?  Może  podświadomie 

traktowała  małżeństwo  z  Davidem  jako  tymczasowy 

związek?    Henry będzie zadowolony, a ona spokojnie 

dotrwa do chwili, gdy Travis uwolni się od rodzinnych   

zobowiązań.  David  kręcił  się  na  łóżku,  nie  mogąc 

uwolnić  się  od  natrętnych  myśli.  Rozbolały  go  plecy   

od  zbyt  miękkiego  materaca.  Zaczął  się  obawiać,  że 

zbyt pochopnie zaufał Eve. Kto wie, czy nie  zostanie 

okrzyknięty  jednym  z  największych  głupców  w 

Chicago. 

 

Tykanie ściennego zegara, tak samo jak kapanie 

wody  z  nieszczelnego  kranu,  działało  Davidowi  na   

nerwy. Przynajmniej nie musiał się martwić, że zaśpi. 

background image

Taka  tortura  nie  pozwoli  mu  zmrużyć  oka.    Zdjął 

zegar ze ściany i wyjął baterie. Nastała martwa cisza, 

tak całkowita, że nadal nie mógł    zasnąć. Koszmar... 

 

W  tej  sytuacji  właściwie  lepiej  było  czymś  się 

zająć. Kilka projektów czekało na dokończenie. Wśród   

nich naszyjnik pani Morgan. David nie  wpadł  jeszcze 

na  dobry  pomysł.  Może  powinien  zrobić  kilka   

szkiców. Przy okazji przestałby myśleć o Eve. 

 

Sięgnął, żeby otworzyć szufladę biurka, ale cofnął 

rękę. Nie chciał grzebać w rzeczach osobistych    Eve. 

Chociaż  był  przekonany,  że  usunęła  wszystko,  wolał 

jednak  nie  ryzykować.  Postanowił  pójść  po    swoją 

teczkę,  którą  zostawił  w  przedpokoju.  Poruszał  się 

cicho,  na  palcach.  Za  rogiem  przedpokoju    zauważył 

światło padające z kuchni. Eve też nie mogła spać. 

 

Siedziała  przy  kuchennym  blacie,  z  kawałkiem 

zimnej  pizzy  w  ręku.  Przed  nią  stał  talerz.  Zawsze   

doskonałe  maniery,  pomyślał.  Nawet  resztki  pizzy 

wykłada na porcelanę. 

-  Mam  nadzieję,  że  lubisz  pepperoni  -  powiedział.  - 

Powinienem  zapytać,  nim  zamówiłem,  ale    byłaś 

nadąsana i nie chciałem cię drażnić. 

 

Odwróciła się. Serwetka zsunęła jej się z kolan i 

wylądowała na podłodze. 

- Nie byłam nadąsana. 

 

Miała  na  sobie  obszerną  koszulę  nocną  w  stylu 

prababci,  z  olbrzymią  ilością  falbanek  i  marszczeń, 

które  skutecznie  maskowały  figurę.  Pomyślał,  że 

pewnie    kupiła  ją  ze  względu  na  niego.  Majstersztyk 

background image

sztuki  krawieckiej  był  jednak  niezwykle  seksowny, 

gdyż    pozostawiał wiele miejsca dla wyobraźni. 

- Czy to koniec pizzy? - spytał. 

 

Eve pokręciła głową. 

-  Jeszcze  trochę  zostało.  Miałam  ochotę  tylko  na 

kawałek. Jest już późno. 

 

Niechcący  dotknął  jej  ramienia,  gdy  otwierał 

lodówkę. Poczuł, że przeszedł ją dreszcz. W pierwszej   

chwili  nawet  go  to  zirytowało.  Czyżby  naprawdę 

uważała,  że  coś  jej  grozi  z  jego  strony?  Skąd  u  niej   

ta obsesja na temat seksu? Dlaczago wszystko 

kojarzyło jej się tylko z tym jednym? 

-  Dziękuję,  że  zamówiłeś  pizzę  -  powiedziała,  nie 

patrząc na niego. 

- Rozejrzałem się po kuchni. Wybór był niewielki. 

- Wiem. Jutro przychodzą sprzątać i przyniosą zakupy. 

Jeśli  chcesz,  żeby  coś  kupili,  wpisz  na  listę.  -  

Wskazała  na 

zapisaną 

kartkę, 

przyczepioną 

magnesem do lodówki. - Wracam do łóżka, a ty? To   

znaczy... - przerwała i zarumieniła się. 

- Chyba trochę popracuję. 

 

Ześliznęła się z kuchennego taboretu. 

- W takim razie do zobaczenia rano. 

 

Szybko wyszła  z  kuchni,  zapominając  o  nie 

dokończonym  kawałku  pizzy.  David  usiadł  i  nadgryzł 

swoją  porcję.  Sięgnął  po  ołówek  i  notes.  Zaczął 

szkicować naszyjnik. 

 

Nagle  dotarło  do  niego,  że  nie  odsunęła  się  od 

niego  z  dreszczem  obrzydzenia,  ani  się  go  nie 

background image

obawiała. Nie zagrażał jej, tylko temu, w co wierzyła.   

Najwyraźniej  była  przekonana,  że  nadal  kocha 

Travisa.  Może  do  pewnego  stopnia  nawet  tak  było.   

Jednak  udało  jej  się  wyrwać  spod  jego  wpływu. 

Przestała  się  z  nim  spotykać.  Dzięki  temu  otworzyły   

się  przed  nią  nowe  możliwości,  choć  pewnie  jeszcze 

nie  zdawała  sobie  z  tego  sprawy.  David  powiedział   

sobie,  że  jak  na  początek  nie  jest  źle,  bo  chociaż 

dostrzegała  jego  obecność.  Nie  potrafiła  być   

obojętna.  Intrygowała  go  i  pociągała.  Zainteresować 

sobą taki sopel lodu - to było wyzwanie, które    miał 

ochotę podjąć. 

 

Spojrzał na kartkę. Dopiero teraz spostrzegł, że w 

końcu  nie  narysował  naszyjnika.  W  zamyśleniu   

naszkicował  skomplikowany  wzór,  jaki  tworzyła 

wstążka przy dekolcie nocnej koszuli Eve. 

 

 

 

 

 

 

Budzik  hałasował  od  dłuższej  chwili,  nim  Eve 

wreszcie  się  obudziła.  Śniło  jej  się,  że  zawinięta  jak   

mumia spoczywa w dusznej piramidzie. Gdy otworzyła 

oczy,  stwierdziła,  że  nic  w  tym  dziwnego,  bo   

obszerna  koszula  nocna  krępowała  jej  ruchy.  Z 

trudem uwolniła się od niej. Uśmiechnęła się na myśl,   

że w razie potrzeby może zawołać Davida na pomoc. 

Ostatecznie,  to  z  jego  powodu  włożyła  na  siebie   

strój wielkości cyrkowego namiotu. 

background image

 

Zerknęła  w  lustro.  Z  niesmakiem  przyjrzała  się 

marszczonej  koszuli.  Jak  się  spodziewała,  David  był   

wyraźnie  rozczarowany  jej  wyglądem,  jednak  nadal 

nie  czuła  się  bezpiecznie.  Sięgnęła  po  sukienkę  i   

poszła  do  kuchni.  Nie  zastała  tam  Davida,  lecz 

dzbanek był pełen gorącej kawy.    Nalała 

sobie 

filiżankę  i  włączyła  żelazko.  David    wkroczył, 

poprawiając krawat. 

-  Możesz  spokojnie  zjeść  śniadanie,  nim  zdążę  się 

ubrać - powiedziała. 

-  Pod  warunkiem,  że  jakoś  strawię  resztki  zimnej 

pizzy. 

- I kto tu ma od rana zły humor? - spytała, dokładnie 

prasując  kołnierzyk  sukienki.  -  Wyglądasz,    jakbyś 

wcale nie spał. Tak było? 

- Niewiele spałem. Myślałem. 

-  Nie  chcę  wiedzieć  o  czym  -  powiedziała,  nie 

odrywając wzroku od sukienki. 

- Nie szkodzi. I tak ci powiem. O tobie i Travisie. 

 

Energicznie i głośno odstawiła żelazko. 

- Jeśli zamierzasz pytać o szczegóły, to nie doczekasz 

się odpowiedzi. Nie twoja sprawa. Nie mam    zamiaru 

zaspokajać twojej niezdrowej ciekawości. 

- W porządku. Nic więcej nie chcę wiedzieć. I tak już 

mi powiedziałaś, że miałaś z nim romans. 

 

Spojrzała na niego zaskoczona. 

- Nie przypominam sobie. 

-  Przyznałaś,  że  są  szczegóły,  które  wolisz 

przemilczeć.  Na  pewno  pikantne,  jeśli  nie  chcesz  o 

background image

nich    mówić. 

- Nie zniżę się do odpowiedzi. 

- W rezultacie tego romansu zdecydowałaś, że resztę 

życia 

spędzisz 

bez 

jakichkolwiek 

intymnych   

kontaktów. Nie możesz mieć Travisa, więc nie chcesz 

nikogo. 

- I co z tego? - spytała, znów sięgając po żelazko. 

- To ci się nie uda - oświadczył spokojnie. 

- Jeśli myślisz, że możesz mi wydawać polecenia... 

 

Eve  przypomniała  sobie  o  żelazku  i  cofnęła je  w   

ostatniej chwili,  nim  zdążyło  spalić  koronkowy 

kołnierzyk. 

-  Nie mam takiego zamiaru. Po prostu stwierdzam 

fakt. To się nie może udać. Poważnie myślisz, że nie 

będę w stanie żyć bez seksu? 

- Właśnie tak. 

 

Spojrzała na niego szczerze zdziwiona. 

-  Dlaczego?  Jesteś  nadal  roztrzęsiona  po  rozstaniu  z 

Travisem.  Jednak  wcześniej  czy  później  wrócą 

pragnienia.    Tylko  ktoś,  kto  nie  wie,  co  traci,  może 

zrezygnować z fizycznych przyjemności. Uwierz mi. 

-  Najwyraźniej  nie  rozumiesz  kobiet.  -  Potrząsnęła 

sukienką  i  poprawiła  mankiety.  -  Na tym polega  

problem  z  mężczyznami.  Wydaje  im  się,  że  kobiety 

pragną tego samego, co oni. Nic bardziej    błędnego. 

- Jeszcze nie teraz, ale w pewnej chwili przyznasz mi 

rację. 

-  Powiadomię  cię,  gdy  to  się  stanie  -  powiedziała 

oschłym tonem. - Uważasz, że któregoś dnia ogarnie   

background image

mnie  takie  pożądanie,  że  rzucę  się  na  pierwszego 

przechodnia  na  ulicy?  A  może  nawet  na  ciebie,  bo   

jesteś pod ręką? Chyba nie mówisz poważnie. Jestem 

odporna na takie pokusy. 

- Na pewno? 

 

Odwróciła  się,  żeby  wyłączyć  żelazko  i  nie 

zauważyła,  kiedy  podszedł  bliżej.  Wyjął  jej  żelazko  z   

ręki  i  odstawił,  a  potem  przycisnął  ją  do  siebie. 

Powinnam dać mu w twarz, pomyślała, ale nic takiego 

oczywiście nie    zrobiła. 

 

Gdy całował ją po raz pierwszy, na lotnisku, stało 

się  tak  na  jej  życzenie.  Po  raz  drugi,  na  ślubie,    był 

bardziej  opanowany.  Pewnie  dlatego,  że  obserwował 

ich  tłum  gości.  Tym  razem  całował  ją  powoli,   

uwodzicielsko i delikatnie. Najpierw usta, potem 

zagłębienia  za  uszami,  szyję  i  wreszcie  dekolt.   

Westchnęła. Zdała sobie sprawę, że do niczego jej nie 

zmuszał. Nawet przestał przyciskać ją do    siebie. Nie 

musiał, bo przywarła do niego całym ciałem. 

-  Nadal  twierdzisz,  że  jesteś  odporna  na  wszelkie 

pokusy? - spytał zdyszanym, chrapliwym    głosem. 

-  Czuję  tylko  ochotę,  żeby  wbić  w ciebie ostre 

narzędzie.   

 

Roześmiał się. 

- Szkoda byłoby zginąć z powodu jednego pocałunku 

- szepnął. - Ale z powodu dwóch... -  Wyciągnął rękę, 

jakby miał zamiar znów ją objąć. 

- Nawet nie próbuj! - Eve odsunęła się. 

 

David skrzyżował ręce na piersiach. 

background image

-  Już  się  przekonałaś.  Nie  jesteś  odporna.  Wcześniej 

czy później zacznie ci tego brakować. 

- Pewnie dlatego powinnam mieć romans z tobą? 

 

Pokręcił głową. 

- Małżonkowie nie mogą mieć romansu. 

 

Co za ulga, pomyślała. 

-  Ale  powinniśmy  ze  sobą  sypiać.  Wszyscy  byliby 

szczęśliwi: ty, ja, a nawet Henry. 

-  Wystarczyłyby  dwie  trzecie  tej  wyliczanki.  Jednak 

zapomniałeś  o  czymś  -  powiedziała  chłodno.  - 

Zgodziłeś  się  na  pewne  warunki  i  teraz  nie  wolno  ci   

zmieniać zasad. 

-  Słusznie.  Wszystko  zależy  od  ciebie  -  powiedział 

pogodnym tonem. -  Jeśli  się  zdecydujesz,  będę  w   

pobliżu. 

-  Życzę  miłego  oczekiwania,  panie  Elliot.  Mamy 

umowę i to nie moja wina, że ogarnia cię żądza. 

- Pięknie powiedziane. 

- Nie próbuj mi wmawiać, że to coś więcej. Och, nie! - 

zawołała, 

patrząc 

na 

zegar na kuchence 

 

mikrofalowej. 

- Co się stało? - David rozejrzał się wokół. 

 

Wskazała na wyświetlacz. 

- Znów się spóźnimy. 

 

 

 

 

 

Eve doszła do wniosku, że poślubiła oszusta. Jak 

inaczej można nazwać człowieka, który zgadza się na   

background image

rozsądny, czysty układ, a potem próbuje cofnąć dane 

słowo?  Na  dodatek  odrzucenie  jego  zalotów  nie   

sprawiło jej żadnej przyjemności. Nie był obrażony ani 

rozczarowany.  W  ogóle  nie  przejął  się,  że    odrzuciła 

jego  propozycję.  W  taksówce  wesoło  gawędził  przez 

całą  drogę.  Kiedy  wysiedli,  próbowała    się  od  niego 

uwolnić,  ale  wziął  ją  pod  rękę  i  poprowadził  do 

głównego wejścia. 

- Eve, ostrożnie, bo odniosę wrażenie, że przeszkadza 

ci  każdy  mój  dotyk  -  powiedział  cicho,    otwierając 

przed nią drzwi. Uśmiechnęła się z przymusem. 

 

Grupa pracowników  wewnątrz  sklepu  była 

niewiele  mniejsza  niż  poprzedniego  dnia.  Nie 

brakowało nawet    Henry'ego. Układał nowy naszyjnik 

w jednej z gablot. Ostentacyjnie spojrzał na zegarek. 

-  Och,  dzieci,  dziś  już  tylko  trzydzieści  minut 

spóźnienia. 

- Przykro mi, Henry, jeśli jesteś rozczarowany - zaczął 

David. - Powiedziałem Eve, że i tak nie    spodziewacie 

się nas przez co najmniej godzinę, więc równie dobrze 

możemy...  -  W  tym  momencie  mocno    przydeptała 

mu  palce.  David  drgnął,  ale  nie  przerwał  - 

...dokończyć  głęboko  filozoficzną  dyskusję,    którą 

wcześniej zaczęliśmy. 

 

Kilka  osób  roześmiało  się  jak  z  dobrego  żartu. 

Eve pomyślała, że cios ostrym narzędziem byłby zbyt   

łagodną karą dla Davida. 

Nie patrząc na niego, uniosła wysoko głowę i rzuciła 

okiem  na  tłum.  Zauważyła  uważne  spojrzenie   

background image

Henry'ego.  Wyglądał  na  zadowolonego  z  siebie. 

Pomyślała,  że  miał  swoje  powody.  David  powoli   

zaczynał  spełniać  jego  oczekiwania.  Szkoda,  ale 

będzie  musiała  go  rozczarować.  Henry  nie  krył   

nadziei,  że  z  tego  małżeństwa  urodzi  się  następca, 

który  zajmie  się  firmą.  Poczuła  się  winna,  ale   

pewnych faktów nie sposób zmienić. 

 

Poczucie winy szybko zamieniło się w oburzenie. 

Początkowo David sam przyznał, że pomysł Henry'ego   

kojarzy mu się ze średniowieczem. Dziwił się, że Eve 

na  to  przystała.  Teraz  nagle  zaczęło  mu  się  to   

podobać.  No  cóż,  była  pod  ręką,  a  on  postanowił 

wykorzystać sytuację. 

- Henry, dziś ja stawiam śniadanie - powiedział David 

radosnym tonem. - Mam kilka pomysłów,    które chcę 

ci przedstawić. 

 

Henry skinął głową i zamknął gablotę. Kiedy obaj 

podeszli do wyjścia, Eve zastąpiła im drogę. 

- Przepraszam, ale... 

- Kochanie, nie czuj się porzucona. Przecież nie jadasz 

śniadań. 

- Chciałam wam tylko przypomnieć, że później mamy 

spotkanie z agencją reklamową. 

-  Umówiłaś  ich  u  nas,  czy w ich biurze? -  spytał 

Henry. 

- U nich. Nie miało sensu, żeby przynosili wszystko do 

sklepu. 

 

Henry skinął głową. 

- Wrócimy na czas - obiecał. Odwrócił się do Davida. 

background image

- Jak naszyjnik pani Morgan? 

-  Nieźle.  Wszystko  dzięki  Eve.  Zainspirowała  mnie 

wczoraj. 

 

Powiedz  jeszcze  słowo,  a  już  ja  cię  zainspiruję, 

pomyślała Eve z irytacją. Zastanawiała się, co    David 

ma zamiar naopowiadać Henry'emu. 

 

Wróciła do gabinetu, żeby zająć się listą płac. Nie 

mogła  się  skupić  i  gdy  naliczyła  sobie  podatek   

większy  niż  wysokość  pensji,  odłożyła  obliczenia  na 

później.  Zeszła  do  sali  wystawowej,  żeby  pomóc   

obsługiwać  klientów.  Natychmiast  tego  pożałowała. 

Estella  Morgan  stała  obok  jednej  z  gablot,    stukając 

w  szkło  wypielęgnowanymi  paznokciami.  Rzucała 

mordercze spojrzenia pracownikom,  którzy    zajęci 

byli innymi klientami. 

 

Eve zmusiła się do uśmiechu. 

- Dzień dobry, pani Morgan. Czym mogę służyć? 

- Przyszłam zobaczyć mój naszyjnik. 

 

Eve  przypomniała  sobie,  co  mówił  David.  Jeśli 

dopiero  teraz  wpadł  na  jakiś  pomysł...  Wzięła  się  w   

garść. 

- Obawiam się, że jeszcze nie jest skończony. 

 

Estella Morgan nie była w pokojowym nastroju. 

-  W  takim  razie  chcę  zobaczyć  to,  co  już  zostało 

zrobione  albo  przynajmniej  projekt.  Muszę  się   

przekonać, czy będzie odpowiedni dla mojej córki. 

 

Eve  ponownie  pomyślała,  że  pani  Morgan  jest 

dziś  wyjątkowo  niesympatyczna.  W  takim  stanie 

ducha    chyba  nie  powinna  podejmować  decyzji  za 

background image

córkę. 

-  Obawiam  się,  że  nie  pokazujemy  nie  wykończonej 

biżuterii. 

- Chyba już zajęliście się moim zamówieniem?   

-  Nie wiem, jak bardzo zaawansowana jest praca. 

Powinna  pani  porozmawiać  z  Davidem,  ale  chwilowo 

go  nie ma. 

 

Estella Morgan fuknęła z niesmakiem. 

- To pewnie oznacza brak projektu. Nie lubię, gdy się 

mnie  zbywa  byle  czym.  No  cóż,  zapowiada    się 

kolejne opóźnienie. Proszę powiedzieć Henry'emu, że 

chcę  mieć  naszyjnik  na  koniec    tygodnia.  Córka 

obchodzi urodziny, nie zamierzam teraz szukać innego 

prezentu.  Lepiej,  żeby  była  zadowolona  z  tego 

naszyjnika.   

-  Oczywiście,  pani  Morgan.  Przekażę  mu  tę 

wiadomość. 

 

Kobieta energicznie ruszyła do wyjścia    akurat w 

chwili, gdy David i Henry zjawili się w drzwiach. Pani 

Morgan zatrzymała ich w przejściu i jeszcze raz    dała 

wyraz niezadowoleniu i oburzeniu.   

 

Kiedy wreszcie uwolnili się od niej, Eve przybrała   

słodki ton. 

-  Domyślam  się,  że  nie  muszę  powtarzać,  co  mi 

powiedziała, prawda? 

- Nie. Wyraziła jasno swoją opinię - przyznał Henry. 

 

Spojrzał na Eve zamyślonym wzrokiem. 

-  Wiesz,  kochanie,  bardzo  podobają  mi  się  stroje, 

które  ostatnio  nosisz.  Wyglądasz  w  nich  jakoś   

background image

delikatniej  niż  w  tych,  które  nosiłaś  dawniej. 

Ciekawe... 

 

Ruszyli w stronę schodów wiodących do pracowni 

na górze. 

- David, mogę cię prosić na chwilkę? - spytała. 

 

Szepnął coś do Henry'ego i zawrócił. 

- Słucham? 

-  Przepraszam,  że  cię  zatrzymuję.  Pewnie  chcesz 

wreszcie  zabrać  się  za  naszyjnik  pani  Morgan,  ale  to   

opóźnienie powstało wyłącznie z twojej winy. Mogłeś 

zająć się tym wcześniej. 

- I tak też zrobiłem - odpowiedział z uśmiechem. 

-  Jeśli  będziesz  tak  długo  jadał  śniadania,  to  możesz 

od razu zostawać na lunch. 

 

David  sięgnął  do  kieszeni.  Wyciągnął  jakąś 

wizytówkę. 

- Masz długopis? 

- Do czego ci potrzebny? 

-  Chcę  zapisać,  co  kupić  ci  na  jutrzejsze  śniadanie. 

Może rano będziesz w lepszym humorze. 

 

Bez słowa ruszyła do gabinetu. David poszedł za 

nią i zasiadł w fotelu obok jej biurka. 

- Spójrz, co zrobiłaś z moim butem - zaczął. - Prawie 

mi zmiażdżyłaś palce, podczas gdy ja tylko... 

-  Będzie  jeszcze  gorzej,  jeśli  nie  przestaniesz 

oszukiwać Henry'ego. 

 

Uniósł brwi. 

- Ja go oszukuję? 

- Tak. Chcesz, żeby uwierzył, że my... że... 

background image

 

Uniósł rękę. 

- Chwileczkę. Sama tego chciałaś. Mówiłaś, że jeśli o 

czymś nie wie, to go to nie boli. 

-  Zależało  mi,  by  sam  się  domyślił  prawdy,  a  nie 

byśmy  odgrywali  role  romantycznych  kochanków. 

Poczuje    się oszukany, gdy pozna prawdę. 

-  Jest na to prosta rada -  mruknął  David,  wstając.  - 

Po prostu przestań udawać. 

 

Wyszedł, nim zdążyła cokolwiek odpowiedzieć. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

ROZDZIAŁ SIÓDMY 

 

 

 

 

Gdy we trójkę weszli do sali konferencyjnej, Eve 

zorientowała  się,  że szefowie agencji reklamowej  

obawiają  się  utraty  kontraktu  z  firmą  Birmingham. 

Przy  długim  stole  zasiadło  więcej  osób,  niż   

dotychczas zajmowało się całą kampanią. Wolne były 

tylko  trzy  sąsiadujące  ze  sobą  miejsca.  Wzdłuż   

ściany  stały  restauracyjne  wózki, a na nich tace z 

szynką,  schabem,  indykiem,  warzywami,  serami  i   

owocami.  Wszystko  pięknie  ułożone  i  kolorowo 

przybrane. 

- Miło z ich strony, że zaprosili nas na lunch - szepnął 

background image

David. 

-  Genialnie  prosty  sposób.  Teraz  nie  możemy  nagle 

wyjść,  bo  to  byłby  przejaw  złego  wychowania  -  

stwierdziła Eve złośliwie. 

- Kto chciałby wychodzić z takiego przyjęcia? 

-  Najwyraźniej  ktoś  już  podpatrzył  twoje  słabostki  - 

zauważyła zgryźliwie. 

 

Usiadła na jednym z wolnych krzeseł, zostawiając 

środkowe  dla  Henry'ego.  Jednak  on  również  usiadł  z   

boku. David znalazł się w środku. W ten sposób Henry 

chciał  dać  do  zrozumienia,  jak  zmieniły  się    układy 

wewnątrz firmy. 

-  Prosiliśmy  o  to  spotkanie  -  zaczęła  Eve  -  żeby 

omówić  nie  tylko  aktualną  kampanię,  ale  całą 

strategię  marketingową,  jaką  opracowaliście  dla 

naszej firmy    na następne kilka lat. 

 

Ciemnowłosa  kobieta  po  drugiej  stronie  stołu 

pochyliła się w ich kierunku. 

-  To trudne zadanie -  powiedziała  z  uśmiechem.  - 

Może  najpierw  zacznijmy  od  lunchu.  Jestem  Jayne 

Reznor  -  przedstawiła  się.  Nie  dodała,  że  jest 

współwłaścicielką agencji. Eve zdążyła już    poznać ją 

wcześniej. 

 

Wytoczyli  najcięższe  działa,  pomyślała  z 

rozbawieniem.  Właśnie  nakładała  sobie  odrobinę 

musztardy  na    kanapkę,  gdy  usłyszała  za  sobą  niski 

głos Jayne Reznor. 

-  To  ty  jesteś  tym  młodym  człowiekiem  z  nowymi 

pomysłami,  którego  mamy  zadowolić  -  mówiła  do 

background image

Davida. 

-  Chciałbym  zadać  wam  też  kilka  trudnych  pytań  - 

przyznał. - Czy podać pani półmisek z wędlinami? 

 

W czasie prezentacji Eve nie odzywała się. Kiedy 

prowadzący wreszcie usiadł, była gotowa zgodzić    się 

z Davidem. Propozycje nie różniły się niczym od tych 

sprzed  roku  czy  dwóch.  Trudno  byłoby    znaleźć 

rażące błędy, lecz nikt nie doszukałby się też nowych 

pomysłów. 

-  Kawał  fachowej  roboty  -  David  przerwał  ciszę.  - 

Jednak  tym  razem  chcielibyśmy    zagospodarować 

inny  sektor  rynku.  Nasi  obecni  klienci  należą  do 

starszej generacji, pora dotrzeć do    młodych. Eve nie 

wiedziała,  czy  sam  na  to  wpadł,  czy  po  prostu 

prezentuje poglądy Henry'ego. 

 

Jayne Reznor wyprostowała się na krześle. 

- Słuchaj, David, jeśli mogę się do ciebie tak zwracać. 

- Tak mam na imię - zgodził się. 

-  Możemy  oczywiście  skierować  reklamę  do 

młodszego  pokolenia.  Przyznasz  jednak,  że  młodzi 

szukają    innego  produktu  niż  wasi  dotychczasowi 

klienci.  -  Rzuciła  przelotne  spojrzenie  na  platynową   

obrączkę  Eve.  -  Powiedzmy,  że  większość  wolałaby 

nosić coś innego niż ich babcie. 

 

Eve nie mogła uwierzyć własnym uszom. Czyżby 

ta kobieta rzeczywiście zamierzała kogoś obrazić? Gdy   

tamta  spojrzała  lekceważąco  na  pojedynczy sznur 

pereł na jej szyi, Eve nie miała już wątpliwości. 

-  Możemy  przygotować  kampanię  skierowaną  do 

background image

młodych,  ale  jeśli  produkt  nie  jest  atrakcyjny  dla   

odbiorcy, i tak go nie kupi. 

- Przygotujemy nowe wzory - obiecał David. 

-  To  zmienia  postać  rzeczy.  -  Spojrzała  na  niego.  - 

Przypomniała  mi  się  bardzo  udana  kampania  sprzed   

kilku  lat.  Fotografowaliśmy  właściciela  firmy  z 

kobietami  noszącymi  jego  wyroby.  Co  miesiąc  inna   

modelka. 

 

Henry roześmiał się. 

- O ile pamiętam, chodziło o bieliznę. Podobał mi się 

ten pomysł, choć nie wiem, jak to zostało    zrobione. 

Na  przykład  modelka  w  koronkach  na  stoku 

narciarskim nie trzęsła się z zimna. Nie miała    nawet 

gęsiej skórki. 

-  Dlatego wynajmujemy najlepszych fotografów - 

wyjaśniła Jayne. Spojrzała z uśmiechem na Davida. -  

Podobnie  możemy  potraktować  biżuterię.  Jesteś 

przystojny  i  fotogeniczny.  Pokazalibyśmy  cię  na   

zdjęciach w towarzystwie modelek. Co ty na to? 

 

Eve zupełnie nie podobał się ten pomysł. Jedynie 

ze  względu  na  Henry'ego  powstrzymała  się  od   

komentarza. 

-  Może  powinniśmy  się  porozumieć  z  jakąś  siecią 

sklepów  odzieżowych  -  zaproponowała.  -  Oni  ubiorą   

modelki,  zareklamujemy  się  wspólnie  i  w  ten  sposób 

zmniejszymy koszty. 

-  Myślę,  że  ubrania  nie  będą  potrzebne  -  stwierdziła 

Jayne. 

- Słucham? - spytała Eve lodowatym tonem. 

background image

-  Ludzie  mają  zwrócić  uwagę  na  biżuterię,  nie  na 

stroje. 

- Jeśli modelki nie będą miały nic na sobie... 

- Nagie modelki? - upewniła się Eve. 

-  Zrobimy to ze smakiem -  zapewniła  Jayne.  -  Nie 

chodzi nam o rozkładówki do czasopism dla panów. 

-  Słusznie  -  wtrącił  Henry  z  uśmiechem.  -  W 

przeciwnym razie nikt nie spojrzy na naszą biżuterię,   

choćby była najpiękniejsza. 

 

Jayne  przyglądała  się  Davidowi,  jakby  to  on  był 

towarem na sprzedaż. 

- Niedobrze, że jesteś żonaty, ale jakoś to ukryjemy. 

Na pewno coś wymyślimy - zapewniła. 

- Mamy zamiar zorganizować oficjalne spotkanie, żeby 

przedstawić  Davida  naszym  klientom  -  wyjaśnił   

Henry. 

-  To  będzie  świetny  początek  nowej  kampanii  - 

oznajmiła Jayne. - Wśród tłumu będą krążyć modelki 

z  najnowszymi wzorami biżuterii. 

-  Ciekawe, w co ubierze te dziewczyny? W stringi? - 

zastanawiała  się  Eve.  -  Jayne,  nie  chciałabym  cię 

zniechęcać, ale firma, w której jesteśmy ubezpieczeni, 

nie    zgodzi  się  na  to.  Zażądają,  żeby  za  każdą 

modelką  chodził  ochroniarz.  To  chyba nie zrobi 

dobrego    wrażenia, jak sądzisz? 

 

Jayne wzruszyła ramionami. 

-  Jestem pewna, że coś wymyślimy - odpowiedziała, 

nawet na nią nie spoglądając. - David,    zadzwonię do 

ciebie z propozycją haseł reklamowych. 

background image

 

Dosyć  tego,  pomyślała  Eve,  coraz  bardziej 

zdenerwowana. 

-  Na  nas  już  czas  -  powiedziała.  -  Jeśli  mamy  coś 

reklamować, to musimy zrobić nowe    projekty. 

 

Kiedy  wyszli  z  budynku,  Eve  nadal  kipiała  ze 

złości. 

- Bezczelna baba - mruknęła. 

- Pomysł jest niezły - powiedział Henry. - Poczekajmy 

na  ostateczną propozycję.  Mamy  piękny  dzień,    więc 

wrócę do firmy na piechotę. Spacer dobrze mi zrobi. 

 

Ruszył,  pogwizdując  i  machając  laseczką.  David 

zatrzymał taksówkę. 

- Możemy teraz przez chwilę porozmawiać. 

- O czym? 

-  Chciałbym,  żebyś  wszystko  przemyślała  na 

spokojnie. 

- Rozumiem cię. Na pewno ci pochlebia, że kampania 

reklamowa  będzie  kręcić  się  wokół  twojej  osoby.   

Przejrzyj na oczy, David, ta kobieta tobą manipuluje. 

Ktoś powinien sprowadzić cię na ziemię. 

- Na razie twoje argumenty przeciw tej kampanii nie 

były zbyt rozsądne. Zupełnie jakbyś chciała    pokazać 

Henry'emu, że jesteś o mnie zazdrosna. 

 

Eve zaniemówiła z wrażenia. Zazdrosna? Właśnie 

taki wniosek wyciągnął z ich dyskusji? Ma tupet... 

-  Kochanie  -  mówił  dalej  David.  -  Jeśli  mnie  nie 

chcesz, to  przynajmniej  nie  zachowuj  się  jak  pies   

ogrodnika. 

- Słuchaj - powiedziała z furią. - Tak sobie myślę, że 

background image

Jayne  Reznor  flirtowałaby  z  samym  diabłem,    gdyby 

jej  to  pomogło  zdobyć  kontrakt.  Nie  obchodzi  mnie, 

jak się na to zapatrujesz. Nie moja sprawa,    z kim się 

zadajesz.  Przestań  się  łudzić,  że  zależy  mi  na  czymś 

więcej niż na firmie. 

-  Prawda  jest  zupełnie  inna.  Zachowujesz  się  jak 

zazdrosny  potwór  i  dziwisz  się,  że  Henry  wyciąga   

fałszywe  wnioski  na  temat  naszych  układów  - 

przerwał jej David. 

 

 

 

 

 

Sklep  był  już  zamknięty.  Pracownicy  wyszli,  lecz 

Eve nie zwracała na to uwagi. Przez całe popołudnie   

poprawiała  błędy,  które  zrobiła  w  księgach 

rachunkowych. Potem wzięła się za planowanie zadań 

na    najbliższe  dwa  tygodnie.  Kiedy  skończyła,  w  sali 

wystawowej było  ciemno.  Blask  światła  dochodził   

tylko z pracowni na górze. Zamknęła biurko i ruszyła 

po schodach. 

 

Stół  Henry'ego  zarzucony  był  narzędziami. 

Jednak  nikt  przy  nim  nie  siedział.  Henry  stał  w 

przeciwnym    kącie,  spoglądając  ponad  ramieniem 

Davida. Usłyszał Eve i kiwnął do niej ręką. 

- Chodź, zobacz, co robi twój mąż. 

 

Podeszła z ociąganiem. Henry odsunął się, robiąc 

jej miejsce. Spojrzał na nią uważnie. 

- Kochanie, czy coś się stało? 

 

Teraz  nie  mogę  ci  tego  powiedzieć,  pomyślała 

background image

ponuro.  Miała  ochotę  wyjaśnić  mu  bez  owijania  w   

bawełnę, jak wygląda sytuacja między nią a Davidem. 

Postanowiła jednak zaczekać. 

- Miałam ciężki dzień - odpowiedziała. 

- Trudni klienci? 

-  Raczej  dziwacy.  Pamiętasz  ten  wielki  rubin,  którym 

ozdobiłeś jeden z naszyjników? Sprzedaliśmy go    tuż 

przed walentynkami. 

 

Henry skinął głową. 

- Coś się z nim stało? 

-  Trafił  do  pewnej  pani,  która  twierdzi,  że  ciąży  na 

nim 

jakaś 

klątwa. 

Siedziała 

tu 

dziś 

w   

nieskończoność,  opowiadając  mi  o  wszystkich 

nieszczęściach,  które  się  wydarzyły  od  czasu,  gdy  

dostała go od narzeczonego. 

-  Zaczarowany rubin? -  wtrącił  David.  -  Może 

powinniśmy  go  odkupić  i  pokazywać  jako  atrakcję   

turystyczną? 

-  Zdążyłam  się  zorientować  -  powiedziała  Eve  -  że 

jedynym  przekleństwem  związanym  z  tym  rubinem 

jest    facet, od którego go dostała. 

 

Spojrzała na stół. 

-  To  ze  starych  pierścionków  pani  Morgan?  -  spytała 

zaskoczona. 

 

Na  stole  leżała  misterna  pajęczyna  z  cienkiego, 

skręconego  złotego  drutu  i  łańcuszka  o  drobnych   

ogniwach.  Połączenia  były  wzmocnione  niewielkimi 

kawałkami  złota  w  nieregularnym  kształcie.  Na  tej   

delikatnej 

koronce 

błyszczały 

niesymetrycznie 

background image

rozmieszczone  kamienie,  które  kiedyś  tkwiły  w   

pierścionkach. 

-  Nie  trzeba  zaklętego  rubinu,  żeby  przyciągnąć 

turystów  -  stwierdziła  Eve.  -  Jeśli pani Morgan nie  

zachwyci  się  tym  naszyjnikiem,  zrobię  z  niego 

pierwszy eksponat do naszego muzeum. 

- Dziękuję - szepnął David.   

 

Spojrzał na nią. Poczuła ucisk w gardle. Zdziwiła 

ją  własna  reakcja.    Powiedziała  mu  zasłużony 

komplement, a on tylko okazał wdzięczność. 

-  Wracam  już  do  domu,  Eve  -  powiedział  Henry.  - 

Możemy wyjść razem. 

 

Podszedł  do  swojego  stołu  i  zamknął  szuflady. 

Eve nadal podziwiała naszyjnik. 

- David, też już wychodzisz? 

 

Pokręcił głową. 

- Zostanę, żeby to dokończyć. 

 

Poczuła  się  trochę  rozczarowana,  że  nie  wrócą 

razem.  Dziwne,  bo  poprzedniego  wieczoru  oddałaby   

wszystko,  byle  tylko  nie  dzielić  z  nim  mieszkania. 

Wmówiła  sobie,  że  prawdziwy  powód  jej  kiepskiego   

nastroju  jest  zupełnie  inny.  Nie  musiała  odkładać 

rozmowy  z  Henrym  do  następnego  dnia,  a nie  miała   

na nią wielkiej ochoty. 

 

Chwilę  później  zjawił  się  Henry  z  kapeluszem  i 

laseczką. 

- W takim razie zobaczymy się później - powiedziała. 

 

David  wstał,  a  ona  odruchowo  nadstawiła   

policzek.  Musnął  ją  chłodnymi  wargami,  zatrzymując 

background image

się  dłużej  w  kąciku  jej  ust.  Spojrzała  przez    ramię. 

Henry  spoglądał  na  nich  zadowolony  z  siebie.  Czuła 

się winna. Na pewno znów odniósł fałszywe wrażenie. 

Niedobrze... 

-  Henry  -  zaczęła,  gdy  tylko  zamknął  drzwi.  - 

Dziękuję, że nie pytasz, jak się układa między mną a   

Davidem, ale... 

- Nie muszę pytać - powiedział łagodnie i podszedł do 

krawężnika. - Ciekawe, czy o tej porze uda nam    się 

złapać dwie taksówki. 

 

Eve nie słuchała. 

- Na tym polega problem. Z zewnątrz wygląda to tak, 

jakbyśmy...  -  Wzięła  głęboki  oddech.  -  Henry, 

domyślam  się,  że  marzysz  o  prawnuku,  który  będzie 

dziedzicem firmy. Muszę ci jednak    powiedzieć, że... 

 

Lekko wzruszył ramionami. 

-  Dziedzic?  Brzmi  to  bardzo  staroświecko.  Na  pewno 

nic takiego nie powiedziałem. 

 

Pomyślała, że jedno z nich musiało zwariować. 

- Nie dosłownie, ale dawałeś do zrozumienia. 

 

Machnął na przejeżdżającą taksówkę. 

-  Moja  droga,  jestem  zbyt  rozsądny,  żeby  żądać 

czegoś takiego. Byłaby to głupota z mojej strony. Nie   

zawsze dzieci dziedziczą po rodzicach zainteresowania 

i  talenty.  Na  przykład  twój  ojciec.  Był    doskonałym 

jubilerem,  natomiast  o  interesach  nie  miał  bladego 

pojęcia. A ty... 

-  Henry  -  zaprotestowała.  -  Wiesz,  że  firma  jest  dla 

mnie wszystkim. 

background image

-  Oczywiście,  kochanie,  ale  cieszę  się,  że  nie 

przejmiesz jej sama -  uśmiechnął  się.  -  Kocham  cię, 

ale    gdy  sobie  wyobrażę,  jak  siedzisz  przy  moim 

stole,  próbując  zrobić  naszyjnik,  to  oblewa  mnie   

zimny  pot.  W  każdym  razie  byłbym  durniem,  robiąc 

plany  dla  przyszłych  pokoleń.  Jak  mógłbym  wiązać 

nadzieje z dzieckiem, które nawet nie jest jeszcze w 

planach? 

 

Otworzył  tylne  drzwi  taksówki.  Eve  zajęła 

miejsce. 

-  To  nie  znaczy,  że  nie  chciałbym  doczekać  się 

prawnuka  -  dodał  z  uśmiechem.  -  O,  nadjeżdża   

następna taksówka. Do zobaczenia jutro, kochanie. 

 

Jadąc  do  domu,  zastanawiała  się,  czy 

rzeczywiście  zupełnie  nie  zrozumiała  intencji 

Henry'ego.  Była    przekonana,  że  musiał  kiedyś 

zwierzyć  się  jej  ze  swoich  marzeń  na  temat 

przyszłości  rodziny.  Taksówka  zatrzymała  się  przed 

budynkiem. Eve zapłaciła i wysiadła. Dozorca właśnie 

zbierał się do    wyjścia, kiedy weszła. 

-  Panno Birmingham, to znaczy pani Elliot. Nie 

wiedziałem,  co  mieli  zrobić  z  tymi  wszystkimi   

pudłami,  więc  kazałem  postawić  je  na  pani  piętrze 

obok windy. 

- Z pudłami? - upewniła się. 

- Tak. Nie chciałem, żeby ci ludzie od przeprowadzek 

wchodzili  do  mieszkania  w  czasie  państwa   

nieobecności - dodał, wychodząc. 

 

Przypomniała sobie, że David wysłał swoje rzeczy 

background image

z Atlanty. Wyjęła listy ze skrzynki i ziewając,    wsiadła 

do  windy.  Zajmę  się  tym  jutro,  pomyślała.  Drzwi 

windy otworzyły się na dziewiątym piętrze.    Wysiadła 

i zatrzymała się w pół kroku. Korytarz był zastawiony 

kartonowymi  pudłami,  plastikowymi  i    drewnianymi 

pojemnikami.  W  niektórych  bez  trudu  zmieściłby  się 

telewizor.  Znalazł  się  tu  nawet  fotel  obity  czerwoną 

skórą.  Mnóstwo  pudełek  miało  nalepki  z  napisem: 

"Ostrożnie  -  szkło".  Pozostawiono  jedynie  wąskie 

przejście  pomiędzy  pakunkami.  Powiedział,  że  wysłał   

tu tylko trochę rzeczy, pomyślała przerażona. 

 

Za  jej  plecami  znów  otworzyły  się  drzwi  windy. 

Wysiadła sąsiadka, ciemna blondynka, starsza od Eve 

o  kilka lat. 

-  Przepraszam  za  bałagan  -  powiedziała  Eve 

odruchowo. 

- Mówiłam im, żeby nie zastawiali korytarza, ale mnie 

zignorowali - poskarżyła się sąsiadka. 

- Gdy tylko wróci mój mąż... 

-  To wszystko jego?  -  zdziwiła  się  tamta  już 

łagodniejszym tonem. 

 

Eve  zdjęła  najwyżej  stojące  pudełko,  które 

niebezpiecznie  się  chybotało  i  weszła  do  mieszkania.   

Natychmiast  sięgnęła  po  telefon.  Długo  trwało,  nim 

wreszcie usłyszała trochę zaaferowany głos    Davida. 

- Słucham? 

- Jesteś tu potrzebny, natychmiast. 

 

Na chwilę zaległa cisza. 

- Miałem nadzieję, że za mną zatęsknisz - powiedział - 

background image

ale nie przypuszczałem, że stanie się to tak    szybko. 

- David, daj spokój. Między nami nic się nie zmieniło. 

Przywieźli  twoje  rzeczy.  Przyjedź  w  ciągu  pół   

godziny, bo pudła ze szkłem mogą nie przetrwać. 

- To pewnie porcelana mojej babci. 

 

Spojrzała  z  niedowierzaniem  na  pudełko.  Było 

zbyt lekkie jak na porcelanę. 

-  Możesz  je  otworzyć  -  dodał,  jakby  czytał  w  jej 

myślach, co ją zdenerwowało. 

-  Gdy  tylko  chwyci  mnie  nieprzeparta  chęć 

rozpakowywania,  zacznę  od  tego  pudełka.  Na  razie   

mam co robić. 

 

Szybko  przebrała  się  w  dżinsy  i  sweter.  Kiedy 

David  przekręcał  klucz  w  zamku,  była  już  zajęta   

gotowaniem. Wszedł, niosąc dwa pudełka. 

-  Zrozumiałem, o co ci chodzi, dopiero gdy to 

zobaczyłem. Nie zdawałem sobie sprawy, że mam tyle   

rzeczy - wyjaśnił. - Nie wiedziałem, że lubisz gotować 

- dodał, wdychając aromaty dochodzące z    kuchni. 

-  Zwykle  unikam  takich  zajęć,  ale  dziś  będziesz 

potrzebował dużo energii, by rozpakować te pudła. A   

jeśli zajmę się kuchnią, nie będę musiała pomagać. 

- Wiedziałem, że coś się za tym kryje. 

-  Zajrzałam  do  środka  -  powiedziała,  wskazując 

pudełko. - To nie porcelana. 

-  Jednak  nie  wytrzymałaś  -  roześmiał  się  i  delikatnie 

wyjął  ze  środka  plastikowy  model  zabytkowego   

samochodu. 

 

Była  to  bardzo  dokładna  replika,  odtworzono 

background image

najdrobniejsze  szczegóły.  David  rozwinął    miękki 

papier. 

- Zapomniałem, że go mam. To pierwszy model, jaki 

skleiłem.  Byłem  jeszcze  dzieckiem.    Tylko  ten 

zatrzymałem. 

-  To  pocieszające.  Już  się  bałam,  że  w  innych 

pudełkach jest ich więcej. 

 

Samochodów nie znajdziesz, bo po jakimś czasie 

przerzuciłem  się  na  samoloty  i  helikoptery.  Później   

zainteresowały mnie modele w butelkach, ale szybko 

odkryłem,  że  praca  ze  złotem  i  brylantami    daje 

więcej przyjemności i satysfakcji. 

 

Rozwinął  papierowe  zawiniątko,  które  znalazł  na 

dnie pudełka. Była to tubka zaschniętego kleju. 

- Nie sądziłem, że to też przywiozą. 

- Zostawiłeś im całe pakowanie? - Pokręciła głową. - 

Takie  firmy  pakują  każdy  śmieć,  który  znajdą.   

Szczególnie  jeśli  opłata  uzależniona  jest  od  wagi  i 

rozmiarów paczki. 

- Moja znajoma przeprowadzała    się w zeszłym roku 

do  innej  dzielnicy.  Ekipa  zawinęła  w  miękką  gąbkę 

każdą złamaną kredkę jej    dziecka. Jeśli nie wyrzucisz 

śmieci  z  kosza,  na  pewno  wsypią  jego  zawartość  do 

kartonu i zakleją. 

- Teraz rozumiem, dlaczego tyle tych pudeł. 

- Nigdy się nie przeprowadzałeś? 

-  Zwykle  niedaleko.  Umawiałem  się  z  kumplami  i  w 

jedno popołudnie sprawa była załatwiona. 

-  Myślę,  że  tymczasem  możesz  ustawić  wszystkie 

background image

pudła w salonie przed regałami. 

- Nie będą przeszkadzać? 

-  Będą,  ale  tylko  tam  się  zmieszczą  -  powiedziała, 

przykrywając  garnek  pokrywką.  -  Ja w tym czasie  

przejrzę  ogłoszenia.  Od  jutra  zaczniemy  szukać 

jakiegoś 

domku. 

Przy 

odrobinie 

szczęścia   

przeprowadzimy  się  na  Boże  Narodzenie.  Włączyć 

muzykę,  żeby  dodała  ci  energii?  Może  ragtime  albo 

jakieś brazylijskie rytmy? 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

background image

ROZDZIAŁ ÓSMY 

 

 

 

 

David  czuł  się  przytłoczony  ilością  pudeł 

czekających w korytarzu. Nie zdawał sobie sprawy, że   

zgromadził  tyle  rzeczy.  Jednak  prawdziwym 

zaskoczeniem  był  widok  Eve.  Nigdy  przedtem  nie 

widział  jej    w  dżinsach.  Były  bardzo  obcisłe  i 

podkreślały jej zgrabną figurę. Za każdym razem, gdy 

mijał    kuchnię,  niosąc  kolejne  pakunki,  ciekawie 

zerkał na Eve. To było głupie, ale nie mógł się oprzeć. 

 

Nadal  nie  mieściło  mu  się  w  głowie,  że 

zgromadził  tyle  rupieci.  Sprzedał  część  mebli,  resztę   

przekazał  dla  schroniska  dla  bezdomnych.  Zostawił 

tylko ukochany skórzany fotel i niewielki stolik.  

Spodziewał  się,  że  reszta  rzeczy  zmieści  się  w 

kilkunastu pudłach. 

 

Dopiero  po  godzinie  na  korytarzu  widać  było 

wyraźną  różnicę.  Eve  przyniosła  wysoką  szklankę 

mrożonej    herbaty.  David  jednym  haustem  wypił 

połowę. 

- Ostatnio nie chciało mi się chodzić na siłownię. Jak 

przerzucę  tę  stertę,  wystarczy  mi  treningu  na    rok. 

Nasz salon zaczyna wyglądać jak chiński mur. 

-  Wiem.  Dokończę  wnoszenie  i  biorę  się  za 

rozpakowywanie. A jeśli pudła są do połowy puste? 

-  Obawiam  się,  że  możesz  nie  mieć  tyle  szczęścia  - 

powiedziała  i  delikatnie  przejechała  dłonią  po  blacie 

background image

stolika,  który  właśnie  zamierzał  wnieść.  -  Bardzo 

ładny. 

- Cieszę się, że mamy podobny gust. 

-  Nie zawsze. Po co ci ten fotel? Miejscami ma 

zupełnie przetartą skórę. 

- To ulubiony fotel mojego ojca. 

-  Domyślałam  się,  że  masz  do  niego  sentyment,  bo 

uroda tego mebla jest dość wątpliwą sprawą. Musimy   

kupić  dom  z  obszerną  piwnicą.  -  Schowasz tam, co 

będziesz  chciał.  Żeby  ci  nie  było  przykro,  że  twoje   

skarby  tam  wylądują,  pomogę  ci  coś  przenieść  - 

powiedziała, sięgając po pudełko na szczycie    sterty. 

 

David nie zdążył jej ostrzec, że jest dużo cięższe, 

niż  na  to  wygląda.  Przechyliło  się    niebezpiecznie  i 

runęło  w  jej  kierunku.  Straciła  równowagę.  David 

błyskawicznie  wyobraził  sobie,  że  Eve uderza 

plecami o twarde płytki podłogi. Rzucił się do przodu. 

Wiedział,  że  nie  uda  mu  się  w    pełni  zapobiec 

katastrofie  i  Eve  upadnie.  Usiłował  przynajmniej 

odepchnąć spadające pudło, żeby nie    wylądowało na 

jej żebrach. 

Dosięgnął  pudła,  lecz  pośliznął  się  przy  tym  na 

rozlanej  herbacie  i  upadł  prosto  na  Eve.  Pudło  z   

hukiem uderzyło o podłogę. 

-  Czy  mógłbyś  mi  powiedzieć,  co  miałeś  zamiar 

zrobić? - spytała spokojnie, leżąc na podłodze. 

 

Uniósł głowę. 

- Robiłem, co mogłem, żeby nie spadła na ciebie piła. 

- Co? - Spojrzała w stronę pudła. 

background image

- Piła tarczowa. Przejąłem po ojcu trochę narzędzi. 

- Skąd wiesz, że jest właśnie w tym pudle? 

-  Sam  ją  pakowałem  jeszcze  w  jego  domu.  Ojciec 

robił  meble.  Nauczył  mnie  dbać  o  narzędzia. 

Zachowałem    je, żeby urządzić własny warsztat. 

-  W  takim  razie  musimy  poszukać  domu z naprawdę 

dużą piwnicą. Może tymczasem wstaniemy z podłogi? 

Jest mi tu dość niewygodnie. 

 

Powoli  zaczął  się  podnosić.  Zupełnie  nie  miał  na 

to  ochoty.  Wolałby  raczej  objąć  Eve  i  mocno  ją   

pocałować. Wstał, ociągając się, i podał rękę Eve. 

- Nic ci się nie stało? - spytał. 

-  Chyba  miałeś  szczęście.  Musiałbyś  tłumaczyć  się 

przed Henrym, gdybym połamała kości. 

 

Otrzepała  dżinsy  i  weszła  do  środka.  Zdał  sobie 

sprawę,  że  gdyby  stało  jej  się  coś  poważnego,   

rozmowa  z  Henrym  nie  byłaby  największym 

problemem. Prawdziwym koszmarem byłyby dręczące 

go wyrzuty  sumienia. 

 

 

 

 

 

Następnego  ranka  byli  gotowi  do  wyjścia 

punktualnie co do minuty. 

-  Mam  nadzieję,  że  po  drodze  nic  nas  nie  zatrzyma. 

Taksówka  nie  złapie  gumy,  żadnych  stłuczek  ani   

walących  się  budynków  -  powiedziała  Eve,  dopijając 

kawę. 

background image

-  I  nie  zepsuje  się  zamek  u  drzwi  -  dodał  David, 

poruszając klamką. - Mówię poważnie. Chyba odpadła   

sprężyna.  Możemy  wyjść,  ale  drzwi  nie  da  się 

zamknąć. 

-  Po prostu cudownie. Zadzwonię  do  konserwatora 

budynku. Jeśli odbierze jego żona i powie, że właśnie 

wyjechał, to nie ręczę za siebie. 

-  Rozejrzyj  się,  może  masz  śrubokręt?  -  odezwał  się 

David. 

- Nigdy nie miałam. 

-  W  moich  rzeczach  jest  gdzieś  pudełko  z 

podręcznymi narzędziami. 

- Gdzieś? To cenna wskazówka. Mam szukać na chybił 

trafił? - spytała zaczepnie. 

-  Już  ci  mówiłem,  że  gdybyś  jadała  śniadania, 

miałabyś  rano  lepszy  humor  -  powiedział  i  ruszył  na   

poszukiwanie narzędzi. 

 

Kiedy  David  znalazł  wreszcie  szary,  plastikowy 

pojemnik, potrzebował tylko kilku minut, żeby uporać   

się  z  zamkiem.  Jednak  i  tak  spóźnili  się  do  pracy  po 

raz trzeci z rzędu. 

-  Żałuję,  że  odwołałem  zakłady  -  stwierdził  Henry, 

gdy wreszcie dotarli. 

 

Eve  opowiedziała  o  historii  z  zamkiem.  Henry 

tylko przewrócił oczami. 

-  Może  lepszy  byłby  nowy  konkurs  -  stwierdził.  - 

Trzeba  będzie  obstawiać,  jaką  podacie    przyczynę 

spóźnienia. 

 

Spojrzał uważnie na Davida. 

background image

- Sprzątałem dziś na moim stole i znalazłem kamień, 

o którym już dawno zapomniałem. Przepiękny    szafir, 

pięć  czy  sześć  karatów.  Kupiłem  go  jakieś  dwa  lata 

temu. Może chcesz obejrzeć? 

 

Eve nie zdziwiła się, że Henry mógł zapomnieć o 

takim  kamieniu,  ale  nerwowo  rozejrzała  się  wokół.   

Lepiej, żeby tego nie usłyszał żaden klient. 

-  David, zanim pójdziecie do swoich  zabawek, 

chciałabym  wiedzieć,  czy  skończyłeś  naszyjnik    dla 

pani Morgan. 

 

Skinął głową. 

-  Muszę  jeszcze  tylko  sprawdzić,  czy  czegoś  nie 

przeoczyłem. 

-  Zadzwonię  do  niej  i  powiem,  że  może  go  dziś 

odebrać - powiedziała i poszła do swojego gabinetu. 

 

Ktoś  położył  na  jej  biurku  gazetę  otwartą  na 

rubryce  towarzyskiej.  Zajrzała  do  niej,  wybierając   

numer  telefonu.  Gazeta  poświęciła  pół  strony 

reportażowi  ze  ślubu  Eve  i  Davida.  Eve  zostawiła   

Estelli  Morgan  wiadomość  na  automatycznej 

sekretarce  i  czytała  dalej.  Reporter  przedstawił   

uroczystość  i  wesele,  jakby  to  była  najbardziej 

romantyczna historia stulecia. Zamyśliła się. Dla    niej 

wyglądało to zupełnie inaczej. 

Schowała  gazetę  do  szuflady  i  zeszła  do  sali 

wystawowej.  Poranek  był  wyjątkowo  spokojny.  Nie 

pojawił  się  jeszcze  żaden  klient.  Jedna  z 

ekspedientek  czyściła  wszechobecne  odciski  palców 

na  szklanej    gablocie,  druga  układała  pierścionki, 

background image

żeby  lepiej  prezentowały  się  w  świetle  punktowego 

reflektora.    Plotkowały,  nie  przerywając  pracy.  Eve 

przeszła  już  przez  pół  sali,  gdy  usłyszała  znajome 

imię. 

-  Nigdy  nie  sądziłam,  że  Travis  Tate  będzie  takim 

wspaniałym ojcem - powiedziała jedna z nich. 

- Ja też nie, ale teraz... 

-  Coś  się  stało  z  Travisem?  -  Eve  wtrąciła  się  do 

rozmowy. - Przecież był u nas w poniedziałek. 

-  Tak,  to  ja  rozmawiałam  wtedy  z  jego  sekretarką. 

Pilnie  go  szukała.  Dlatego  był  w  twoim  gabinecie.   

Powiedział, że nie będziesz miała nic przeciwko temu, 

jeśli skorzysta z telefonu. 

- Dlaczego nie zadzwoniła do niego na komórkę? 

Ekspedientka wzruszyła ramionami. 

-  Podobno  nie  działała.  W  każdym  razie  wtedy  nie 

wiedziałyśmy, o co chodzi. 

Pewnie szukał go jakiś klient? - upewniła się Eve już 

spokojniejszym tonem. 

-  Też  tak  myślałam,  ale  jego  sekretarka  dziś 

zadzwoniła i wyjaśniła sprawę. Szukała wtedy Travisa, 

bo    jego żona zaczęła rodzić. 

- Tym razem bliźniaki - dodała druga pracownica. 

 

Eve  poczuła,  że  grunt  usuwa  jej  się  spod  nóg. 

Powiedziałam  mu,  żeby  wrócił  do  domu  i  ratował   

małżeństwo.  Energicznie  się  do  tego  zabrał, 

pomyślała. 

-  To  były  wcześniaki.  Spodziewali  się  ich  za  niecałe 

dwa miesiące. Pewnie dlatego Travis był    tutaj, a nie 

background image

w  domu  przy  żonie.  W  każdym  razie  ma  dwóch 

chłopców. Pewnie wpadnie do nas pokazać    zdjęcia. 

 

Szczerze  wątpię,  skomentowała  w  duchu  Eve  i 

zawróciła  do  gabinetu.  Chciała  być  sama.  Czuła  się 

tak słabo, jakby za chwilę miała zemdleć. Słyszała za 

plecami dalszy    ciąg rozmowy. 

- Może nie powinnam nic mówić? Myślisz, że była nim 

zainteresowana? 

-  Chyba  żartujesz.  Kobieta,  która  jest  z  Davidem 

Elliotem, nie spojrzy nawet na takiego  głupka  jak   

Travis. 

Pomyślała, że łatwo się pomylić, jeśli nie zna się całej 

prawdy.  Te  plotkujące  kobiety  niewiele  rozumiały  ze 

sprawy,  o  której  tak  zawzięcie  dyskutowały.  Jednak 

nie  czuła  się  oburzona.  Przypomniała  sobie,  że    nie 

tylko  one  wyrażają  się  lekceważąco  ojej  byłym 

ukochanym.  Według  Davida  Travis  wszystko   

zaplanował.  Nie  był  w  niej  zakochany,  kłamał  na 

temat  separacji  z  żoną.  Dopiero  teraz  dotarło  do   

niej, że kiedy 

Travis  mówił  o  rozpadającym  się  małżeństwie,  jego 

żona musiała już być w ciąży. Nie    trzeba było nawet 

zaglądać do kalendarza, by to ustalić. 

 

Poczuła  narastającą  wściekłość.  Kiedy  ona  nie 

spała  po  nocach,  zmagając  się  z  decyzją  co  do  ich   

przyszłości,  Travis  cieszył  się  życiem  w  domowych 

pieleszach.  Gdy  zdecydowała  się  poświęcić  własne   

szczęście  dla  dobra  jego  dzieci,  pewnie  już  wiedział, 

że żona jest w ciąży. No i oczywiście wiedział o tym, 

background image

gdy spotkał Eve na lotnisku. Mówił wtedy, jak bardzo 

stara  się    uratować  małżeństwo,  lecz  niestety,  bez 

skutku. 

 

Była  zła  na  niego,  a  jeszcze  bardziej na siebie. 

Ależ  z  niej  naiwna  idiotka!  Uwierzyła  we  wszystkie   

kłamstwa  Travisa.  Nabrała  się  na  najstarszą  na 

świecie historyjkę o mężu, którego nie rozumie żona.   

Idiotko, powtarzała sobie, nie kochał cię. Chciał tylko 

skorzystać  z  okazji,  a  przy  tym  zadbać  o    własne 

interesy.  Znów  przypomniała  sobie,  co  mówił  David. 

Travis  pewnie  porzuciłby  żonę.    Ostatecznie  związek 

z Eve dawał mu dostęp do majątku Henry'ego. Teraz 

zrozumiała zachowanie Travisa    na widok Davida. Nie 

mógł go znieść, bo David pokrzyżował mu plany. 

 

Rozległ  się  cichy  dzwonek  u  drzwi.  Wszedł  jakiś 

klient. Eve nie zwróciła na to uwagi. Jednak po chwili 

usłyszała obrażony głos Estelli Morgan. 

- Zupełnie nieodpowiednia chwila, żeby ściągać mnie 

do  śródmieścia  -  przemawiała  do  ekspedientki.  -  

Przecież byłam tu już wczoraj. Oczywiście, gdybym się 

nie upomniała, nie wiadomo, jak długo by to    jeszcze 

trwało. 

-  Mamo  -  zaprotestował  cienki  głosik.  -  To nie wina 

ekspedientki. 

 

Eve  wzięła  głęboki  wdech,  zapomniała  na 

moment o Travisie, przyoblekła  twarz  w  grzeczny 

uśmiech  i    ruszyła  przez  salę.  Podeszła  do  Estelli 

Morgan  i  jej  czarnowłosej,  niewysokiej  córki.  Stojąca 

przed    nimi ekspedientka wyglądała na przerażoną. 

background image

-  Ja  obsłużę  panią  Morgan  -  powiedziała  cicho.  - 

Poproś tu pana Elliota. 

 

Pracownica  z  wyraźną  ulgą  popędziła  w  stronę 

schodów.  Estella  obdarzyła  Eve  niechętnym 

spojrzeniem. 

-  Podobno  naszyjnik  już  gotowy.  -  Rozejrzała  się.  - 

Nigdzie go nie widzę. 

- Nie wystawiamy zamówionej biżuterii bez zgody jej 

właściciela  -  odparła  Eve  miłym tonem. -  Proszę  za   

mną. 

 

Poprowadziła  panie  do  małego  pokoju  na 

parterze. 

- Myślę, że ci się spodoba - powiedziała z uśmiechem 

do młodszej z kobiet. 

 

Dziewczyna nie była co do tego przekonana. 

- Czego byście nie zrobili z tymi pierścionkami, zawsze 

będą  to  stare  rupiecie  -  powiedziała    cicho.  -  To nie 

był  mój  pomysł.  Gdyby  to  ode  mnie  zależało, 

pozbyłabym się ich i kupiła coś naprawdę    ładnego. 

-  Jess, kochanie -  odezwała  się  Estella  słodkim 

głosem.  -  Eve  zapewnia,  że  te  stare  rupiecie  w   

rękach mistrza zamieniły się w prawdziwy skarb. 

 

Jeśli  jej  się  nie  spodoba,  pomyślała  Eve, 

naprawdę  to  odkupię.  Wszedł  David,  trzymając 

zawiniątko  z  czarnego  aksamitu.  Za  nim  wkroczył 

uśmiechnięty Henry. 

- Nie    chcę przeszkadzać -  powiedział,    witając    się 

z Estellą. - Jestem tylko ciekaw, czy    się spodoba. 

 

David  jednym  ruchem  rozwinął  aksamit.  Przed 

background image

chwilą  nie  było  na  co  patrzeć.  Teraz  nagle  przed 

oczami    zgromadzonych  ukazała  się  błyszcząca  w 

świetle  złota  pajęczyna.  Eve  pomyślała,  że  David 

zachował    się jak wytrawny aktor. 

 

Zapadła  długa  cisza.  Zwykle  był  to  dobry  znak, 

gdy  klient  milczał  zaskoczony  urodą  przedmiotu.   

Jednak z Estellą Morgan nigdy nic nie było wiadomo. 

Wreszcie Jess wyciągnęła palec i    dotknęła naszyjnika 

tak delikatnie, jakby mógł się rozpłynąć. Spojrzała na 

Davida.   

- Nie do wiary, co pan potrafi zrobić. Jak zobaczą to 

moje  przyjaciółki,  wszystkie    przybiegną,  żeby  coś  u 

pana  zamówić.  Jednak  to  ja  mam  pierwszą  rzecz, 

którą pan zrobił w    Chicago.           

 

Nieprawda,  pomyślała  z  dumą  Eve.  Moja 

obrączka była pierwsza. 

-  Mam  nadzieję,  że  ten  naszyjnik  nigdy  ci  się  nie 

znudzi. 

 

Estella  Morgan  głośno  chrząknęła,    żeby  zwrócić 

na siebie uwagę. 

- Niezupełnie tak to sobie wyobrażałam - stwierdziła. 

Po raz drugi w pokoju zaległa    cisza. 

- O to właśnie chodzi - zaczęła Eve. - Specjalizujemy 

się w rzeczach niezwykłych i niepowtarzalnych. Gdyby 

chciała  pani  coś  przeciętnego,  nie  przyniosłaby  pani 

pierścionków  do  Birminghama,  tylko  do    innego 

jubilera, których w tym mieście są setki, prawda? 

- Mamo, nie wygłupiaj się - nie wytrzymała Jess. - Nie 

widzisz,  że  jest  cudowny?  Pomoże  pan  mi  to   

background image

założyć?  -  Jess  zwróciła  się  do  Davida,  patrząc  mu 

zalotnie prosto w oczy. 

 

David zerknął na Eve. 

- Chyba ty masz większe doświadczenie. 

 

Eve  zapięła  naszyjnik.  Pani  Morgan  zdążyła  już 

sięgnąć po torebkę. Wstała. 

- Wygląda jak  obroża -  oświadczyła. - Ale  jeśli ci się 

podoba, kochanie, to i ja jestem    zadowolona. 

 

Henry  odprowadził  obie  panie  do  drzwi.  Gdy 

wreszcie zniknęły, Eve z ulgą opadła na krzesło. 

-  Ciekawe,  co  ona  sobie  wyobrażała.  Że  połączymy 

stare pierścionki w jeden łańcuch? 

 

David  spojrzał  na  nią  badawczo.  Czuła,  że 

wreszcie opuszcza ją napięcie, którego od dawna nie 

mogła    się pozbyć. Była wściekła, kiedy ekspedientka 

powiedziała  jej  o  żonie  Travisa,  lecz  dopiero  teraz   

zdała  sobie  sprawę,  że  nie  cierpiała  z  tego  powodu. 

Czuła ból po rozstaniu z Travisem, to prawda.    Teraz 

jednak nie był już w stanie jej zranić. Nie rozumiała, 

jak  to  się  stało,  lecz  właściwie    przestało  ją  to 

obchodzić.  Wreszcie  czuła  się  wolna.  Musiałam 

przeczuwać,  że  coś  między  nami  było    nie  tak, 

pomyślała.  Spojrzała  na  Davida  zupełnie  inaczej  niż 

dotychczas.  Jakby  nagle  ujrzała  go  przez  mikroskop. 

Nie  była  wolna,  lecz  nie  z  powodu  Travisa.  Była 

przekonana,  że  go  kocha,  ale    wtedy  jeszcze  nie 

miała pojęcia, co to jest miłość. Teraz dotarło do niej, 

że  w  ciągu  ostatnich  dni    stało  się  coś 

niewyobrażalnego. Zakochała się we własnym mężu. 

background image

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY 

 

 

 

 

Wmówiła  sobie,  że  z  powodu  Travisa  już  nigdy 

nie  będzie  w  stanie  kochać.  Tamten  związek  oparty 

był    wyłącznie  na  jednostronnym  zauroczeniu,  teraz 

stało się to dla niej jasne. Jak i to, że zakochała    się 

do  szaleństwa  w  Davidzie.  Zastanawiała  się,  jak  do 

tego  doszło.  Ustalili  warunki,  wytyczyli    granice, 

oboje to zaakceptowali. 

background image

 

Od  początku  miała  do  niego  zaufanie.  Mogła  na 

nim  polegać  i  nie  musiała  mieć  się  na  baczności.   

Polubiła go, a potem sprawy nabrały tempa i zaczęło 

się dziać coś dziwnego. 

- Eve? Wszystko w porządku? - spytał David. 

 

Zesztywniała,  jakby  obawiała  się,  że  może 

odczytać    jej myśli. 

-  Świetnie  -  powiedziała.  -  Tylko  trochę  boli  mnie 

ramię.  Chyba  wczoraj  przy  upadku    naciągnęłam 

sobie jakiś mięsień. 

 

Stanął za jej krzesłem. 

- Pokaż, gdzie boli. 

- To naprawdę nic takiego. - Pokręciła głową. 

 

Położył  dłonie na jej ramionach i delikatnie  

próbował  znaleźć  bolące  miejsce.  Chciała  wstać, 

strącić  jego  dłoń,  a  jednocześnie  pragnęła  jak 

najdłużej napawać się jego delikatnym dotykiem. 

-  Może  powinnaś  wrócić  do  domu,  poleżeć,  zrobić 

sobie okład? 

- Nie - odpowiedziała pospiesznie. - Mam za dużo do 

zrobienia, żeby wziąć wolny dzień. 

-  Dzwoni pani Reznor z agencji -  poinformowała 

ekspedientka, stając w drzwiach. 

 

Eve wstała. 

- Odbiorę u siebie. 

 

Ekspedientka spojrzała z wahaniem. 

- Prosiła Davida. 

-  Oczywiście,  powinnam  się  domyślić  -  stwierdziła 

Eve. 

background image

-  Masz  głośno  mówiący  aparat.  Możemy  oboje  z  nią 

rozmawiać. 

-  Jestem  pewna,  że  nie  będzie  z  tego  zadowolona. - 

Spojrzała  na  Davida.  -  Boże,  zachowuję  się  jak   

potwór. Ta Jayne wyzwala we mnie najgorsze 

instynkty. 

 

Mówiła  prawdę,  choć  podobnie  poczuła  się, 

widząc,  jak  Jess  Morgan  patrzy  w  oczy  Davidowi. 

Poczuła    zazdrość.  Teraz  zrozumiała,  dlaczego  tak 

dziwnie  zareagowała,  gdy  David  zaproponował,  żeby   

zmienili łączącą ich umowę i zaczęli żyć jak prawdziwe 

małżeństwo.  Była  zaintrygowana  taką    możliwością, 

choć  nie  chciała  się  do  tego  przyznać.  David  nie 

ukrywał  swego  zainteresowania  jej    osobą,  a  jej  to 

pochlebiało. Po prostu. 

 

David  proponował  jej  taki  związek,  jaki  łączył 

Henry'ego  i  Sarah.  Zaaranżowane  małżeństwo,  bez   

wielkich  uczuć,  ale  stabilne  i  trwałe.  Jednak  Eve 

marzyła  o  prawdziwym  związku  pełnym  namiętności. 

Trudno,  pomyślała.    Marzenia  są  ważne,  ale  nie 

wolno  zapominać  o  rzeczywistości.  Mogła  wybierać: 

albo związek bez    zaangażowania obu stron, albo nic. 

Nie, to zbyt okrutne... 

 

 

 

 

 

 

David przekręcił klucz w zamku. 

- Prawdziwa przyjemność. Nadal działa. 

background image

 

Eve zdążyła już zapomnieć, że rano mieli kłopoty 

z zamknięciem mieszkania. 

-  Jak  mogłeś  wątpić?  Przecież  to  ty  naprawiałeś.  A 

przy okazji, teraz twoja kolej na    gotowanie. 

 

Spojrzał na nią spod oka. 

- Naprawdę chcesz zaryzykować? Jeśli chodzi o moje 

umiejętności  kulinarne,  potrafię  zrobić  kanapki  z   

serem i zamówić przez telefon pizzę. 

-  Sera chyba nie mamy -  powiedziała.  -  Musi  być 

pizza. 

- Może nawet udałoby mi się przygotować coś innego 

-  stwierdził,  sprawdzając  zawartość  lodówki.  -  

Najpierw  powinniśmy  napić  się  wina.  Jeśli  będziesz 

wstawiona, nie zauważysz, gdy coś przypalę. 

- Świetny pomysł. Zapomniałam cię zapytać, co miała 

do powiedzenia Jayne Reznor. 

-  Ciągle ten sam temat -  powiedział,  podając  jej 

kieliszek z winem. 

-  Mówiła,  że  będziesz  świetnie  wyglądał  na  jachcie 

obok  modelki  ubranej  wyłącznie  w  szafiry  w  kolorze   

morskiej wody? Tak? 

- Mniej więcej. Powiedziałem jej, że chcę, żebyś to ty 

wystąpiła  jako  modelka.  Musi  więc  wytężyć    umysł, 

bo wspomniałem o twoim uczuleniu na słońce. 

- Co? 

-  Żartuję.  Powiedziałem,  że  jednak  powinni  wymyślić 

coś zupełnie nowego. 

-  Masz  więcej  rozsądku,  niż  myślałam  -  stwierdziła  z 

zadowoleniem. Wzięła kieliszek i poszła się    przebrać. 

background image

 

Gdy  wróciła,  dobiegł  ją  hałas  przestawianej 

patelni  i  ciche  przekleństwo.  Zniechęciło  ją  to  do   

zaglądania  do  kuchni.  Salon  też  nie  wyglądał 

przytulnie ze stertą pudeł i rozsypanymi narzędziami.   

Chcąc  nie  chcąc,  wzięła  się  za  porządki.  Stwierdziła, 

że podział pracy zupełnie jej nie odpowiada.    Zaczęła 

żałować,  że  nie  zgłosiła  się  na  ochotniczkę  do 

gotowania.  Zdjęła  kilka  pudełek.  Tym  razem   

najpierw  sprawdzała,  czy  je  udźwignie.  Zajrzała  do 

jednego z napisem: "Szafki kuchenne". Jak 

 

przypuszczała,  w  środku  nie  było  szafek,  tylko  ich 

zawartość,  wrzucona  byle  jak  do  kartonu  przez   

prężną  ekipę.  Nie  brakowało  nawet  zeschniętego 

pieczywa.  Miała  nadzieję,  że  nie  natknie  się  na   

rozmrożone  resztki  z  lodówki.  Wyrzuciła  śmieci  do 

plastikowego worka i poszła do kuchni. 

 

Mimo  obaw,  nie  otoczył  jej  swąd  spalonych 

potraw.  Poczuła  zapach  przypraw  i  smażonego 

łososia.    David  uniósł  wzrok.  Nie  miał  na  sobie 

marynarki ani krawata. 

-  Widzę,  że  wzięłaś  się  za  porządki.  Może  znalazłaś 

mój ulubiony nóż? 

-  Ulubiony,  bo  jedyny?  Był  wśród  rupieci.  Wygląda, 

jakbyś ścinał nim gałęzie. 

-  To  prawda,  sporo  przeszedł.  Uważaj,  jest  ostry  - 

powiedział,  wyciągając  rękę.  Eve    próbowała  mu  go 

podać.  Zderzyli  się  dłońmi.  Eve  wypuściła  trzonek. 

Nóż  wyleciał  w  górę.    Spadając,  skaleczył  jej 

przegub. 

background image

 

David  miał  rację.  Nóż  był  ostry.  W  pierwszej 

chwili  nawet  nie  poczuła,  że  ma  przeciętą  skórę.   

Zorientowała  się,  dopiero  gdy  zobaczyła  pierwsze 

krople krwi. David natychmiast sięgnął po    papierowy 

ręcznik. 

- To tylko draśnięcie - uspokoiła go. 

-  Ale  i  tak  trzeba  zdezynfekować  -  powiedział, 

otwierając apteczkę. 

 

Eve 

obrzuciła 

kuchnię 

roztargnionym 

spojrzeniem.  Na  blacie  leżała  papierowa  serwetka  z 

jakimiś    szkicami. David zauważył jej spojrzenie. 

- Próbowałem narysować to, co wymyśliłaś. 

- Ja? 

- Powiedziałaś dzisiaj, że pani Morgan pewnie chciała, 

żebyśmy  połączyli  jej  pierścionki  w  jeden    łańcuch. 

To  według  mnie  świetny  pomysł  na  oryginalną 

bransoletę. 

- Tylko żartowałam. 

- Wiem, ale zainspirowałaś mnie. Nie myślałaś nigdy o 

projektowaniu? 

 

Jeszcze raz spojrzała na szkic. Bransoletka była w 

zupełnie  innym  stylu  niż  naszyjnik  Jess  Morgan.   

Jednak  na  odpowiednią  okazję  i  do  odpowiedniego 

stroju:.. 

- Trochę dziwna. Sama nie wiem. 

- Ma własny, niepowtarzalny styl - upierał się. - Może 

nie na każdy gust, ale coś w niej jest. 

- Próbujesz wymyślić wzory, które przyciągną młodszą 

klientelę? 

background image

Skinął głową. 

- Nowy  rodzaj  biżuterii.  Może  niezbyt  misternej,  lecz 

oryginalnej. Rozumiesz, o czym mówię, prawda? 

-   Naszkicuj coś, a jeśli znów zjawi się klient z garścią 

starych pierścionków... 

-   Myślałem  raczej  o  starych  zapasach.  Każdy  jubiler 

przechowuje jakieś niezbyt udane egzemplarze. 

- Znajdzie  się  coś  na  dnie  głównego  sejfu.  Jeśli 

chcesz, mogę tam jutro zajrzeć. 

David zabandażował jej przegub. 

- Tworzymy zgrany zespół - stwierdził. 

    Pomyślała, że wolałaby, żeby łączyło ich coś 

więcej. Jednak dlaczego niby David miałby ją nagle 

obdarzyć gorącym uczuciem? Na początek dobry i 

“zgrany zespół". Jeśli nie można mieć całego 

bochenka, lepiej zadowolić się jedną kromką, niż 

obejść się smakiem. Zgodziła się na małżeństwo 

oparte na szacunku i zaufaniu. Uważała, że o miłości 

nawet nie ma co marzyć. Jednak teraz radykalnie 

zmieniła poglądy na tę sprawę. 

  David  powiedział  kiedyś,  że  będzie  potrzebowała 

bliskości  drugiej  osoby  i  zatęskni  za  uczuciem.  Tak, 

miał rację, a ona boleśnie się pomyliła. David spojrzał 

przez ramię. 

-  Jeśli  nie  jesteś  poważnie  ranna,  może  podasz 

tale... 

  Przerwał w pół słowa, widząc jej spojrzenie. Powoli 

podeszła  do  niego.  Czubkami  palców  dotknęła  jego 

koszuli. W tych dziesięciu małych punktach przywarła 

background image

do niego jak przyklejona. Uniosła wzrok. 

-  Pocałuj mnie. 

- Znów ktoś nas obserwuje?   

    Pokręciła przecząco głową. 

- Po prostu mnie pocałuj.   

    Wyciągnęła ręce i objęła go za szyję. 

- Eve, co ci się nagle stało? - spytał niepewnym 

głosem. 

-  Powiedziałeś, że jeśli będę chciała zmienić nasz 

układ,  powinnam  cię  o  tym  uprzedzić.  Chcę  go 

zmienić - szepnęła. 

    Dotychczas 

zawsze 

całowali 

się 

przy 

świadkach.  Teraz    wreszcie  byli  sami.  Świat 

zewnętrzny  przestał  istnieć.  Liczył  się  tylko  David. 

Po raz pierwszy w życiu Eve była tak bezgranicznie 

szczęśliwa. 

  David uniósł głowę. 

-   Do  diabła,  Eve.  Czuję  się  jak  w  raju.  Właśnie 

dostałem  jabłko,  ale  wydaje  mi  się,  że  gdzieś  tu 

czai się wąż - powiedział zdyszany. 

-   Rozumiem.  Jesteś  zaskoczony,  że  próbuję  cię 

kusić.  Świetnie.  Właśnie  o  to  mi  chodzi.  Nie 

zapomnij  wyłączyć  piekarnika.  Kolacja  musi 

poczekać. 

    David  już  dawno  zorientował  się,  że  Eve  jest 

najbardziej niebezpieczna, gdy się uśmiecha. Teraz 

też  nie  mógł  się  oprzeć,  widząc  zaproszenie,  o 

którym  mógł  tylko  marzyć.  Jednak  coś  go 

niepokoiło.  Zbyt  szybko  zmieniła  zdanie.  Wczoraj 

background image

oskarżyła go, że nakłania ją do seksu, a dziś sama 

próbowała go uwieść. Jeśli Eve uważała, że Travis 

Tatę  jest  jedynym  mężczyzną,  którego  może 

kochać,  to  jaką  rolę  przewidziała  dla  niego?  Miał 

zastąpić  byłego  ukochanego,  bo  akurat  był  pod 

ręką?  Spojrzał  na  jej  dłoń.  Na  palcu  błyszczała 

obrączka,  którą  dla  niej  zrobił.  Nie    miał  zamiaru 

dłużej  roztrząsać  wszystkich za i przeciw. 

Wyciągnął rękę i wyłączył piekarnik. 

 

Eve  zaskoczyło  jego  wahanie.  Przecież  wyraźnie 

dał  do  zrozumienia,  że  chciałby  się  z  nią  kochać.   

Czyżby  od  wczoraj  zmienił  zdanie?  Jednak  nim 

zdążyła  się  nad  tym  dłużej  zastanowić,  nagle   

najwyraźniej  podjął  decyzję,  bo  całkowicie  przejął 

inicjatywę.  Wziął  ją  na  ręce  i  ruszył  w  stronę   

sypialni. 

-  Nie  mam  nic  przeciwko  temu,  żeby  kochać  się  w 

kuchni  -  powiedział,  popychając  drzwi    ramieniem  - 

ale aż tak nie musimy się spieszyć. 

 

Nie miała czasu, żeby sobie wyobrażać, co będzie 

dalej. Pocałował ją i przycisnął do siebie. 

 

 

 

 

Gdy  dużo  później  senna  i  uśmiechnięta  z 

zadowolenia  leżała  przytulona  do  niego,  przyszedł 

czas  na    zastanowienie.  Jak  mogła  wątpić  w  swoje 

uczucia? Przecież to było oczywiste, jasne jak słońce. 

- Henry będzie uszczęśliwiony - szepnęła.   

 

David uniósł głowę zaledwie o kilka centymetrów,   

background image

jakby nie miał siły. 

 

- Myślisz teraz o Henrym?   

-  Przede wszystkim o tobie -  powiedziała, 

powstrzymując ziewanie. - Teraz masz już    wszystko, 

co chciałeś zdobyć - szepnęła, zasypiając.   

 

 

 

 

Eve  obudziła  się  o  świcie.  Leżała  nieruchomo, 

patrząc  na  śpiącego  Davida.  Miał  zmarszczone  brwi, 

jakby  się  nad  czymś  zastanawiał.  Za  pierwszym 

razem, gdy    obudziła się obok niego, myślała tylko o 

tym, by jak najszybciej  wyrwać  się  z  niezręcznej 

sytuacji.    Tym  razem  miała  ochotę  obudzić  Davida, 

wśliznąć się w jego ramiona i kochać się z nim przez 

cały    dzień. 

 

Jednak  postanowiła  być  rozsądna.  Pomyślała,  że 

ostatnia  noc  był  cudowna,  lecz  rankiem  trzeba   

pozwolić 

odpocząć 

zmysłom 

wrócić 

do 

rzeczywistości.  Teraz  na  przykład  oboje  z  Davidem 

powinni    pójść  do  pracy.  Przypomniała  sobie  o 

łączącej  ich  umowie.  Mieli  zbudować  związek  bez 

uczuciowego    zaangażowania.  Nagle  zaczęło  jej  to 

przeszkadzać.  Ostatnia  noc  zmieniła  wszystko. Eve 

poczuła  się    bardziej  związana  z  Davidem  niż  po 

złożeniu przysięgi małżeńskiej. Natomiast on chyba... 

 

Nie  miała  wątpliwości,  że  tej  nocy  dała  mu 

szczęście.  Warto  jednak  pamiętać,  jak  sprawy  się 

mają.  To    ona  była  ślepo  zakochana,  a  nie  David. 

background image

Trzeba postępować wyjątkowo ostrożnie, bo David nie 

uwierzy w    nagłą zmianę uczuć. 

 

Cicho  wyśliznęła  się  z  łóżka  i  podreptała  do 

kuchni.  Łosoś  nie  nadawał  się  już  do  zjedzenia.  Z   

przykrością wyrzuciła go do śmieci. Włączyła ekspres 

do  kawy  i  zaczęła  przeglądać  zawartość  lodówki.   

Postanowiła  zaskoczyć  Davida.  Dziś  zje  śniadanie,  a 

nawet osobiście je przygotuje. Gdy omlet na    patelni 

zaczął  przyjemnie  pachnieć,  zajrzała  do  pudła  z 

rupieciami  Davida,  zdecydowana,  żeby    wyrzucić,  co 

się tylko da. Jedyną przydatną rzeczą był otwieracz do 

konserw.  Reszta  wylądowała  w    koszu  na  śmieci. 

Potem  przyszła  kolej  na  dokumenty.  Eve  włożyła  je 

do znalezionego obok kalendarza. Odwróciła się, żeby 

spojrzeć na omlet.    Gwałtowny ruch spowodował, że 

kalendarz wysunął jej się z ręki. Papiery rozsypały się 

na wszystkie    strony. Zdjęła patelnię z ognia i zaczęła 

je układać. 

 

Już  kończyła,  gdy  zobaczyła  wycinek  z  gazety. 

Było  tam  zdjęcie  uśmiechniętej  pary.  Nie  włożyła   

wycinka  do  kalendarza.  Mężczyzną  na  zdjęciu  był 

David. Z tekstu wynikało,  że  zaręczył  się  z  Laurą   

Benedict.  Ślub  planowano  na  listopad.  Czyli...  na 

teraz, uświadomiła sobie struchlała Eve. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

background image

 

ROZDZIAŁ DZIESIĄTY 

 

 

 

 

Eve jak skamieniała patrzyła na skrawek gazety. 

Nic  dziwnego,  że  zna  się  na welonach i sukniach  

ślubnych,  pomyślała  wzburzona.  Jednak  po  chwili 

znów była w stanie logicznie myśleć. Ślub miał być w   

listopadzie,  ale  nie  wiadomo  którego  roku.  Może  to 

jakaś stara historia, którą nie warto się    przejmować? 

Nie  była  naiwna.  Nie  uważała,  że  jest  pierwszą 

kobietą  w  życiu  Davida.  Wiedziała  o  tym    od 

pierwszego  pocałunku  na  lotnisku.  Od  tamtej  chwili 

była  o  niego  zazdrosna,  choć  sobie  tego  nie   

uświadamiała.  Żartowali  oboje  z  jego  tuzina 

kochanek.  Może  specjalnie  rozmawiał  w  ten  sposób, 

by    ukryć  ten  jeden,  naprawdę  ważny  dla  niego 

związek? Daj sobie z tym spokój. Z jakiegoś powodu 

ożenił    się nie z Laurą, tylko z tobą, przemawiała do 

siebie w duchu. Laura Benedict i Travis Tatę należeli   

już  do  przeszłości.  Gdyby  David  uważał  inaczej,  nie 

przechowywałby  wycinka  wśród  pomiętych  kartek  i   

nieaktualnych numerów telefonicznych. 

 

Mimo  wszystko  musiała  wiedzieć,  musiała  mieć 

pewność. Obejrzała jeszcze raz wycinek. Na odwrocie   

znalazła  krótką  notatkę,  sporządzoną  kobiecym 

charakterem  pisma.  Ślub  miał  się  odbyć  w 

nadchodzącym    tygodniu.  Oczywiście,  teraz  już  nic  z 

background image

tego.  Wtrącił  się  Henry  i  przewrócił  życie  Davida  do 

góry  nogami.  Sama  przekonywała  Davida,  że  zostać 

następcą  Birminghama  to  szansa,  która  zdarza    się 

tylko raz. Tylko głupiec mógłby z niej nie skorzystać, 

a  David  do  głupich  nie  należał.  Odszedł    więc  od 

Laury.  A  jeśli  nie?  Może  opowiedział  jej  takie  same 

bajeczki jak Travis? 

 

David wszedł do kuchni na palcach. Podszedł od 

tyłu do Eve i objął ją obiema rękami. Zesztywniała na   

chwilę. Pocałował ją w szyję. 

-  Przestraszyłem  cię?  Przepraszam.  Zobaczyłem,  że 

robisz  śniadanie.  Musiałem  cię  dotknąć,    żeby  się 

przekonać, że to nie złudzenie. 

 

Wyśliznęła się z jego objęć i przełożyła omlet na 

talerz. 

- Za chwilę podam tosty. 

-  Nie jesz? Pewnie  umierasz  z  głodu  po  dzisiejszej 

nocy - stwierdził David. 

 

Zarumieniła się. 

-  Już  zjadłam.  Teraz  wezmę  prysznic.  To dość  długo 

potrwa. Pojedź dziś do sklepu beze mnie. 

 

Jej zachowanie zaniepokoiło go. 

- Co mam powiedzieć Henry'emu? 

- Na pewno coś wymyślisz - powiedziała, wychodząc z 

kuchni. 

 

David cicho zagwizdał. Nie wiedział, o co chodzi. 

W  nocy  w  jego  ramionach  leżała  zupełnie  inna   

kobieta. Nawet nie przejęła się, że nie zdąży na czas 

do pracy. Czyżby rozczarował ją jako    kochanek? Nie, 

background image

mało  prawdopodobne.  Wcale  nie  dlatego,  że  uważał 

się  za  mistrza  erotycznych  podbojów.  Po  prostu 

przekonał  się,  jak  zmysłową  i  pełną  temperamentu 

kobietą  jest  jego  żona.  Pewnie  Eve  czuje    się  dzisiaj 

nieco  zawstydzona.  Jednak  zupełnie  nie  przewidział, 

że znów zamieni się w sopel lodu. 

 

Czy  uznała,  że  postąpiła  nielojalnie  wobec 

Travisa?  W  nocy  wspomniała  o  uszczęśliwieniu 

Henry'ego,    ale to bez znaczenia. Jednak powiedziała 

coś jeszcze. "Masz już wszystko, co chciałeś zdobyć". 

-  Dlatego  to  zrobiłaś?  -  szepnął  do  siebie.  - 

Pomyślałaś, że to twój obowiązek? 

 

 

 

 

Co  jest  ze  mną  nie  tak?  Dlaczego  trafiam  na 

mężczyzn, którzy już są związani z innymi kobietami? 

-  zastanawiała  się  Eve,  biorąc  prysznic.  Najpierw 

Travis,  teraz  David.  Chociaż,  były  to  dwa  zupełnie   

różne  przypadki.  Tym  razem  było  o  wiele  gorzej,  bo 

wiadomość,  że  David  chciał  się  ożenić  z  inną,  nie   

wpłynęła  na  ochłodzenie  jej  uczuć.  Nadal  chciała 

budzić  się  w  objęciach  Davida  i  witać  go   

pocałunkiem.  Wybrał  ją,  a  nie  Laurę.  Chociaż,  może 

wybierał  między  Laurą  a  firmą  Henry'ego.  Cóż,  w   

takiej sytuacji ta pani nie miała żadnych szans. 

 

Eve  pomyślała,  że  Travis  przypadkowo  trafił  w 

sedno.  David  miał  zbyt  dużo  do  stracenia,  nie   

zaryzykuje rozstania z żoną. Na pewno pozostanie jej 

background image

wierny. Nie złamie zasad, przynajmniej dopóki  Henry 

ma  go  na  oku.  To  ona  zachowała  się  jak 

rozpieszczone  dziecko.  Sama  ustaliła  zasady,  a  teraz   

reguły  tej  gry  przestały  jej  się  podobać.  Musiała 

dokonać wyboru. Jeśli chciała zachować szacunek do   

siebie, powinna 

dotrzymać  umowy. W przeciwnym wypadku 

złamałaby  serce  Henry'emu  i  przekreśliła  przyszłość 

Davida.    Nie  będzie  więcej  takich  szaleństw,  jak 

ostatniej  nocy.  Pora  wrócić  do  ustalonych  wcześniej 

zasad. 

 

 

 

 

Davidowi  zależało,  żeby  jak  najszybciej 

porozmawiać  z  Henrym.  Oczywiście,  jak  na  złość 

starszy  pan    pojawił  się  w  sklepie  ze  znacznym 

opóźnieniem.  Najpierw  poszedł  na  śniadanie,  potem 

do parku na    spacer. David siedział przy swoim stole, 

próbując  trzęsącymi  się  rękami  naprawić  zapięcie 

broszki  ozdobionej granatami. Kiedy  usłyszał 

stukanie laski, odłożył narzędzia i odwrócił się. 

- Henry - powiedział z ulgą. - Chciałbym przez chwilę 

z tobą pogadać. 

 

Henry  zatrzymał  się  obok  stołu.  Spojrzał  na 

broszkę i pokręcił głową. 

- Jeśli chcesz mojej rady, powiem ci, że chyba pijesz 

ostatnio za dużo kawy. Trzęsą ci się ręce. 

-  To nie z powodu kawy. -  David  wziął  głęboki 

background image

oddech. 

 

Był  zbyt  niecierpliwy,  żeby  taktownie  nawiązać   

do interesującego go tematu.   

- Chcę zmienić nasze ustalenia w sprawie firmy. 

 

Henry zmarszczył czoło. 

- Zdaje się, że już trochę na to za późno. 

O  wiele  za  późno,  ale  nie  mam  innego  wyjścia, 

pomyślał David. 

- Szczerze mówiąc, chciałbym zerwać naszą umowę. 

 

Za  jego  plecami  coś  z  hałasem  upadło  na   

podłogę.  David  odwrócił  się  na  krześle.  Na  podłodze 

leżała  tacka  wyłożona  aksamitem.  Wokół  rozsypało 

się    kilkanaście  pierścionków.  Eve  stała  z 

opuszczonymi rękami. Patrzyła na niego z taką miną, 

jakby ją    uderzył. David szybko wstał 

- Eve. 

 

Henry  przytrzymał  go  za  ramię.  David  zdawał 

sobie  sprawę,  że  jednym  ruchem  może  zrzucić  jego 

dłoń.    Jednak  nie  miało  to  sensu.  Słyszał,  jak  Eve 

zbiega po schodach. Już nie mógł jej dogonić. Przed 

nim    leżały porzucone pierścionki. Przyniosła je, żeby 

spróbował zrobić bransoletkę według jej pomysłu. 

-  Nigdzie  nie  pójdziesz,  mój  chłopcze  -  ponuro 

stwierdził Henry. - Wytłumacz mi, o co tu    chodzi. 

 

 

 

 

Eve  pomyślała,  że  właściwie  powinna  czuć  ulgę. 

David  podjął  decyzję  za  nich  oboje.  Nie  będzie   

background image

musiała  tłumaczyć  nic  Henry'emu.  To  nie  ona  go 

rozczaruje.  Po  tym,  co  powiedział,  czuła  się  jak  

odrętwiała.  Czy  naprawdę  nie  mógł  znieść  dłużej  jej 

towarzystwa?  Nawet  firma  przestała  się  dla  niego   

liczyć.  Zrezygnował  ze  wszystkiego,  byle  tylko 

odzyskać wolność. 

 

Eve  wyszła  z  budynku.  Nie  mogła  znieść 

ciekawskich  spojrzeń  współpracowników.  Nie  chciała 

patrzeć  na    cierpienie  Henry'ego.  Nie  miała  też 

ochoty  siedzieć  samotnie  w  pustym  mieszkaniu. 

Nieświadomie    skierowała  się  do  muzeum  historii 

naturalnej. Chodziła zamyślona wśród gablot pełnych 

minerałów.    Zobaczyła swoje odbicie w jednej z szyb. 

Była  blada,  miała  podkrążone  oczy,  jej  ręce  drżały   

chorobliwie. 

 

Spojrzała na dłoń. Platynowa obrączka błyszczała 

na paku. Do dziś Eve nie zdjęła jej nawet na    chwilę. 

Teraz powoli ją zsunęła. Jeszcze wczoraj żałowała, że 

nie  ma  zaręczynowego  pierścionka  w  tym  samym 

stylu.  Czy  tę  obrączkę  David  zrobił  dla  niej,  czy  dla 

Laury?  Przestań  się  zadręczać.  Teraz    nie  ma  to  już 

żadnego  znaczenia,  powtarzała  sobie  z  uporem. 

Schowała  obrączkę  do  kieszeni,  czując,    że  oto 

zamyka ważny rozdział swego życia. 

 

Gdy tylko weszła do mieszkania, zorientowała się, 

że nie jest sama. No tak, pewnie David już zaczął    się 

pakować. Powiesiła płaszcz i weszła do kuchni. Woda 

w czajniku właśnie się zagotowała. 

-  Dzięki  Bogu,  że  już  jesteś  -  powiedział  David, 

background image

wchodząc.  -  Już  zaczynałem  się  martwić.    Gdzie 

byłaś? 

 

Nie  powiedziała  mu,  że  teraz  to  już  nie  jego 

sprawa.  Nie  widziała  powodu,  by  rozstawać  się  w   

gniewie. 

- Nie chcę ci przeszkadzać, gdy będziesz się pakował. 

 

Nie ruszył się z miejsca. 

- Eve. 

-  Zbudowaliśmy  domek  z  kart.  Można  było  się 

spodziewać,  że  tak  krucha  konstrukcja  kiedyś  się   

rozpadnie. To tylko kwestia czasu - stwierdziła oschle.   

 

Włożyła  do  kubka  torebkę  z  herbatą  i  zalała   

wrzątkiem. David stał bez ruchu. 

- Dlaczego uważasz, że powinienem się spakować? 

 

Kubek o mało nie wypadł jej z ręki. 

-  Po  tym,  co  powiedziałeś  dziś  rano  Henry'emu, 

myślałam,  że  kazał  ci  się  wynosić,  gdzie    pieprz 

rośnie. 

-  Nie.  Powtórzył  mi  tylko,  że  całą  naszą  trójkę  łączy 

umowa. 

 

Spojrzała mu w oczy. 

- To śmieszne. Nie ma prawa cię do niczego zmuszać, 

jeśli chcesz odejść. Nic dobrego nie mogłoby z    tego 

wyniknąć dla niego, firmy i... dla mnie. 

- Ostatniej nocy byłaś innego zdania. 

- Co masz na myśli? 

-  Powiedziałaś,  że  teraz  mam  już  wszystko,  co 

chciałem zdobyć. 

 

Wzruszyła ramionami. 

background image

-  Przecież  to  prawda.  Mogłeś  projektować,  co  tylko 

chciałeś.  Jako  protegowany  Henry'ego  miałeś   

ułatwiony  start.  W  przyszłości  przejąłbyś  kwitnący 

interes. 

- A ostatniej nocy zyskałem premię w postaci ciebie. 

-  Ale mnie nie chcesz, prawda? -  spytała,  wyjmując 

obrączkę z kieszeni. - Proszę. 

 

Nie wyciągnął ręki. 

- Dlaczego tak myślisz? - spytał. 

 

Położyła obrączkę na blacie. 

-  To  już  chyba  nie  ma  znaczenia  -  stwierdziła  z 

goryczą. 

 

Musiała wiedzieć jeszcze jedno. 

  - Czy    tę obrączkę zrobiłeś dla mnie, czy dla niej? 

 

Zamarł bez ruchu. 

- Dla kogo? 

- Laura Benedict miała zostać twoją żoną w najbliższą 

sobotę. Zapomniałeś? 

- Ach, więc stąd całe zamieszanie? 

-  Nie  -  powiedziała  ze  złością.  -  To nie ja 

powiedziałam Henry'emu, że chcę się wycofać. 

-  Nie  powiedziałaś,  bo  byłem  szybszy.  Jednak  dziś 

rano  stało  się  jasne,  że  to  właśnie  tobie  na  tym   

zależy.  Chciałbym  tylko  wiedzieć,  czy  to  z  powodu 

Laury. 

-  Nie  -  zaczęła  zaczepnym  tonem  -  ale  mogłeś  mi  o 

niej  powiedzieć.  Zwłaszcza  jeśli  ta  sprawa   

rzeczywiście należy do przeszłości. 

- Tak właśnie jest. 

background image

- Czyżby? 

-  Do  diabła,  Eve.  Dlaczego  robisz  taką  aferę  ze 

sprawy,  która  cię  nie  dotyczy?  Nie  miałem  powodu, 

żeby    ci o niej mówić. Znajomość się skończyła, i tyle. 

-  Skończyła  się  z  mojego  powodu.  Może  raczej  z 

powodu firmy Birmingham. 

- Nieprawda. 

 

Zapadła  cisza.  Eve  w  napięciu  czekała,  żeby 

powiedział coś więcej. 

- To wszystko? - odezwała się wreszcie. 

 

Spojrzał na nią z zastanowieniem. 

- Zmieniłaś się, Eve. Gdybyś nadal była takim soplem 

lodu, z jakim się ożeniłem, Laura w    ogóle by cię nie 

obchodziła. 

 

Poczuła, że drżą jej ręce. 

- Ja tylko... 

 

Przerwała.  Nie  wiedziała,  co  zamierzała 

powiedzieć.  Czy  to,  że  nie  mogłaby  znieść  myśli,  że 

coś go    łączy z inną kobietą? 

-  Właściwie,  nie  ma  to  już  znaczenia.  Powiedziałeś 

Henry'emu, że się wycofujesz. 

- Dzięki temu ty nie musiałaś nic wyjaśniać. 

- Nie bądź taki rycerski. Nie uda ci się zrzucić winy na 

mnie.  Dajesz  do  zrozumienia,  że  chcesz  mnie   

ochronić  przed  złością  Henry'ego.  Jakoś  nie  wierzę, 

byś kierował się takimi szlachetnymi pobudkami 

-  Tak  -  powiedział  z  namysłem.  -  Są  inne  powody. 

Myślałem o tym już od jakiegoś czasu, chociaż Laura   

nie ma z tym nic wspólnego. Znam ją od dawna i... 

background image

- Nie chcę tego słuchać - przerwała Eve. 

-  Za  późno.  Zapytałaś,  to  teraz  muszę  ci 

odpowiedzieć.  Jej  matka  prowadziła  rubrykę 

towarzyską  w    lokalnej  gazecie.  Śluby  były  jej 

ulubionym  tematem.  Spotykałem  się  z  Laurą  od 

pewnego  czasu  i  jej    matka  zaczęła  wypytywać  o 

datę  ślubu.  Początkowo  nas  to  złościło.  Potem 

pomyśleliśmy, że właściwie    dlaczego nie? Dobrze się 

rozumieliśmy, a jej rodzina była mi przychylna. Matka 

Laury  ustaliła  datę  z    dużym  wyprzedzeniem  i 

natychmiast  opisała  to  w  gazecie.  Pewnie  stąd  się 

dowiedziałaś? 

 

Skinęła głową. 

- Kawałek gazety wypadł z kalendarza. 

- Jednak, kiedy już zostało to ogłoszone, wiedziałem, 

że  nie  mogę  tego  zrobić.  Laura  jest  wspaniałą   

kobietą,  kocham  ją  jak  siostrę.  No  i  w  tym  właśnie 

tkwił  problem.  Było  mi  głupio.  Powiedziałem  jej,    że 

zasługuje  na  kogoś  lepszego,  na  kogoś,  kto  ją 

uszczęśliwi. Rozpłakała się. 

 

Eve przygryzła  wargę.  Chyba  mogłabym  ją 

polubić. Ma podobne problemy jak ja, pomyślała. 

- Odpowiedziała - mówił dalej David - że zastanawiała 

się, jak się taktownie wycofać. Ona też kochała    mnie 

jak  brata,  rozumiesz?  Pośmialiśmy  się  i  wszystko 

zostało  po  staremu. Tylko jej matka mnie 

 

znienawidziła. 

- Wtedy nagle zjawił się Henry i przedstawił ci ofertę 

nie do odrzucenia - szepnęła Eve. 

background image

-  Zaproponował  dużo  więcej,  niż  kiedykolwiek 

mógłbym się spodziewać. 

 

Zauważyła,  że  nadal  nie  wyjaśnił  najważniejszej 

kwestii. Westchnęła. 

-  Jeśli  nie  zależy  ci  na  powrocie  do  Laury,  dlaczego 

zrywasz umowę? 

 

Wydawało  się  przez  chwilę,  że  nie  usłyszy 

odpowiedzi. 

- Czułem się, jakbym cię wykorzystywał. Ożeniłem się 

z  tobą  z  powodu  firmy  Birmingham.  Jak    długo 

bylibyśmy związani umową, nie uwierzyłabyś, że chcę 

być z tobą z innego powodu. 

 

Eve  przyłożyła  dłoń  do  serca.  Bała  się  odezwać, 

bała się poruszyć. 

- Ojciec dawał mi dobre rady, ale o czymś zapomniał. 

Mówił,  że  nie  powinienem  się  spotykać  z   

dziewczynami, z którymi nie chciałbym się ożenić. Nie 

dodał, że nie powinienem się żenić z kimś,    kogo nie 

chcę pokochać. 

- Powiedziałeś Henry'emu... 

-  Musiałem  mu  powiedzieć,  że  nie  chcę  zapłaty  za 

małżeństwo  z  tobą.  Birmingham  to  wyłącznie  twoja   

firma.  Zrobię,  co  w  mojej  mocy,  by  cię  do  siebie 

przekonać, byś spojrzała na mnie łaskawszym    okiem 

- przerwał na chwilę. - Kiedy wieczorem podeszłaś do 

mnie, czułem się, jakbym wygrał na loterii. Natomiast 

rano... 

- Znalazłam ten wycinek o Laurze - wyjaśniła cicho. - 

Pogodziłabym się z faktem, że mnie nie    kochasz, ale 

background image

nie mogłam znieść myśli, że kochasz inną. 

 

Objął  ją,  przycisnął  do  siebie  i  pocałował.  Przez 

długą  chwilę  stała  przytulona  do  niego,  szczęśliwa    i 

bezpieczna. 

-  Nie  zdajesz  sobie  sprawy,  jak  bardzo  jesteś 

atrakcyjna  -  odezwał  się  David.  -  Wtedy na lotnisku 

byłem piekielnie zazdrosny o Travisa. Wiedziałem, że   

pocałowałaś  mnie  tylko  dlatego,  by  zagrać  mu  na 

nosie. 

 

Pokręciła głową. 

- Podświadomie od początku zdawałam sobie sprawę, 

że  mój  związek  z  Travisem  nie  ma    przyszłości. 

Dlatego  przystałam  bez  większych  oporów  na  plan 

Henry'ego. W ten sposób próbowałam    wyrugować z 

serca Travisa. 

- Słyszałaś o bliźniakach? 

 

Uśmiechnęła się. 

-  Chyba teraz, gdy ma czworo dzieci na utrzymaniu, 

trudniej  mu  będzie  wmawiać  kobietom,  że    jest w 

separacji. 

-  Zamyśliła  się  na  moment.  -  Co  naprawdę 

powiedziałeś dziś Henry'emu? 

-  Wszystko,  choć  nie  miałem  takiego  zamiaru. 

Umiejętnie  wyciągnął  ode  mnie  najdrobniejsze 

szczegóły.    To  szczwany  lis,  od  początku  dobrze 

wiedział, jak to się skończy. Jeśli kobietę i mężczyznę   

zamkniesz na ograniczonej przestrzeni, wystarczy 

tylko czekać na nieuniknione. 

Mieliśmy dużo szczęścia. 

background image

-  Jednak  to  Henry  pomógł  naszemu  szczęściu. 

Przyznał  mi  się,  że  nie  miał  innych  kandydatów   

oprócz mnie. Uznał, że doskonale do siebie pasujemy. 

Jesteśmy  lojalni  do  bólu.  Chociaż  akurat  to  nie   

zabrzmiało w jego ustach jak komplement. 

 

Roześmiała się. David spojrzał jej w oczy. 

-  Eve,  naprawdę  myślałaś,  że  dałem  ci  obrączkę 

przeznaczoną dla kogoś innego? 

 

Nie odpowiedziała wprost. 

-  Kiedy  w  restauracji  podeszła  do  nas  pani  Morgan, 

powiedziałeś,  że  twoją  pierwszą  pracą  w  firmie   

będzie  obrączka  ślubna.  Nie  widziałam,  byś  nad  nią 

pracował. 

- Za nic nie pozwoliłbym ci na nią choćby spojrzeć. To 

miała być niespodzianka - odpowiedział.   

 

Sięgnął    po obrączkę leżącą na blacie. Wsunął ją 

Eve na palec. 

- Kiedy dowiedziałam się o Laurze, byłam przekonana, 

że  zrobiłeś  ją  dla  niej.  Było  mi  przykro,  ale  nie   

miałam  pretensji.  Przecież  narzuciłam  ci  takie 

ograniczenia, byś nie mógł błysnąć talentem. 

-  Naprawdę  się  starałem  spełnić  twoje  życzenia. 

Prosiłaś o coś prostego... 

Odmówiłam 

też 

przyjęcia 

pierścionka 

zaręczynowego - dodała cicho. 

- Żałujesz? 

 

Pokręciła przecząco głową i uniosła dłoń. 

- Obrączka jest dla mnie najważniejsza. 

- Nie wierzę. 

background image

-  Masz  rację  -  przyznała.  -  Żałuję.  Zrobisz  mi 

zaręczynowy pierścionek z brylantem? 

 

Delikatnie ją pocałował. 

- Nie. 

 

Uniosła brwi. 

- Dlaczego? Bo już jesteśmy po ślubie? 

 

David sięgnął do kieszeni. 

- Nie, bo mówiłaś, że nie chcesz żadnych brylantów. 

 

Wyciągnął 

dłoń 

pierścionkiem 

niemal 

identycznym    jak  obrączka.  Był  nieco  szerszy,  a  w 

wyszukanej  oprawie  tkwił  niebieskozielony  kamień. 

Najpiękniejszy    szmaragd,  jaki  Eve  kiedykolwiek 

widziała. 

-  Zrobiłeś  go,  nim  jeszcze...  -  zaczęła,  czując,  że  łzy 

napływają jej do oczu. 

-  Tak.  Jeszcze  nim  zrozumiałem,  ile  dla  mnie 

znaczysz. 

- Podoba ci się? 

- Jest piękny - szepnęła. 

-  Nim  go  założysz,  powinnaś  o  czymś  wiedzieć  - 

ostrzegł. - Obawiam się, że ma coś wspólnego z tym   

naszyjnikiem z rubinem, o którym  mówiła  jedna  z 

klientek. 

 

Zmarszczyła brwi. 

- Chodzi ci o ten, na którym ciąży klątwa? 

-  Tak.  Razem  z  tym  pierścionkiem  dostajesz 

zakochanego,  niezbyt  rozsądnego  męża.  Naprawdę 

chcesz być    moją żoną? 

-  Nie wiem -  odparła,  udając,  że  się  namyśla.  -  Czy 

background image

nie  lepszy  byłby  gorący  romans?  Mówiłeś,  że  ludzie   

po ślubie nie romansują ze sobą. 

-  Nie  miałem  racji  -  powiedział,  dotykając  ustami  jej 

policzka. - Mogę ci to udowodnić, jeśli chcesz. 

 

Uśmiechnęła się. Uniosła dłoń, żeby mógł wsunąć 

jej pierścionek na palec. 

-  Chcę  -  powiedziała  cicho.  Nie  musiała  mówić  nic 

więcej, bo wszystko już było jasne.