background image

REBECCA WINTERS 

Podwodne 

spotkanie 

Harlequin 

® 

Toronto • Nowy Jork • Londyn 

Amsterdam • Ateny • Budapeszt • Hamburg • Istambuł 

Madryt • Mediolan • Paryż • Praga • Sofia • Sydney 

Sztokholm • Tajpej • Tokio • Warszawa 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

ROZDZIAŁ PIERWSZY 

- Brawo, zuchy! Tak trzymać! Jestem pewna, że 

w przyszłą sobotę pobijecie na głowę West Holly­

wood. Nie macie równych sobie pływaków w całym 

stanie Kalifornia! 

Grupą trzydziestu pięciu chłopców i dziewcząt 

w wieku pd sześciu do siedemnastu lat wydała rado­

sny okrzyk triumfu; trzydzieści pięć ociekających 

wodą twarzy uśmiechało się do Lindsay Marshall. 

Lindsay przerzuciła swój imponujący złoty warkocz 

przez prawe ramię i przyklęknęła nad krawędzią 

basenu. 

- Najbliższe trzy tygodnie spędzę na Wyspach 

Bahama j- oznajmiła - ale z pewnością zdążę wrócić 

na zawody z Culver City. Tymczasem będzie was 

trenować Bethany. Są jakieś pytania? 

- Czy możemy pojechać z tobą? - zawołało równo­

cześnie dwóch starszych chłopców. 

Dzieci wybuchnęły głośnym śmiechem. Lindsay 

uśmiechnęła się również. 

- Chętnie zabrałabym was wszystkich, ale ekipa 

filmowa chyba nie byłaby zachwycona. Nie zapomi­

najcie, że jadę tam pracować. 

- Czy to będzie niebezpieczna praca? - spytała 

mała Cindy Lou. Należała do dwanaściorga dzieci, 

które Lindsay trenowała indywidualnie, pływanie bo­

wiem było dla nich formą terapii. - Bałabym się 

rekinów... 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

- Och, rekiny nie są groźne, gdy się ich nie prowo­

kuje - uspokoiła ją Lindsay. - W gruncie rzecz) 

obawiam się tylko tego, że zbierze mi się na kichanie, 

gdy będę na głębokości sześciu metrów i mój wspa­

niały kostium pęknie w szwach. 

- No, to dopiero byłoby ciekawe! - skomentował 

Kyle Roberts, najstarszy chłopiec w zespole, podczas 

gdy reszta dzieci zaśmiewała się do łez. 

-Ale z ciebie mądrala - zażartowała Lindsa) 

i wstała, zerkając na zegarek. - Na dzisiaj dosyć 

Lekcja skończona. Wasze mamy czekają już na was 

dobre pięć minut. 

Gdy dzieci powoli opuszczały basen, Lindsay wło­

żyła podkoszulek z wydrukowanym na plecach napi­

sem Bel Air Club i udała się do dyżurki, by odłożyć 

stoper i gwizdek. j 

- Cześć, Nate - powitała siedzącego tam ra­

townika. 

- Witaj. - Opalony młodzian powiódł po jej smuk­

łym, długonogim ciele wzrokiem tak natarczywym, że 

przebiegły ją ciarki. Najwyraźniej jednak innym ko­

bietom jego styl zachowania odpowiadał, od czasi 

bowiem, gdy zatrudnił się w klubie, damskiej klientel 

przybyło. - Były do ciebie trzy telefony, w tym dwa 

od mężczyzn - oznajmił. - Kiedy wreszcie z nim: 

zerwiesz i umówisz się ze mną? 

Lindsay powściągnęła ciętą ripostę. Pracując w tyrr 

ekskluzywnym klubie, odwiedzanym przez wiek 

gwiazd Hollywoodu, musiała przywyknąć do zarozu­

miałych, uważających siebie za pępek świata instruk­

torów golfa i tenisa, tudzież do muskularnych ratow­

ników, którym pewności siebie przydawały wydatne 

bicepsy. 

Ile ty masz lat, Nate? Dwadzieścia jeden... dwa­

dzieścia dwa? 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

Zalotny uśmiech znikł z twarzy Nate'a. 

- Mam dwadzieścia cztery lata i doskonale o tym 

wiesz - rzekł urażony. 

- Och, ja zaś niebawem skończę dwadzieścia sie­

dem i dobrze wiesz, że spotykam się tylko ze starszymi 

mężczyznami, i to w dodatku takimi, którzy nie 

przejmują się stanem swojej muskulatury. Innymi 

słowy, nie umawiam się z mężczyznami, którzy tu 

pracują. - To była prawda. Zatrudnieni w klubie 

przedstawiciele płci męskiej byli tak zajęci podziwia­

niem samych siebie i marzeniami o hollywoodzkiej 

karierze, że żadna kobieta nie mogłaby z tym kon­

kurować. - Dzięki za przyjęcie telefonów - dodała 

pojednawczo, zdejmując kartki z tablicy informacyj­

nej.  - D o zobaczenia pod koniec miesiąca, Nate. -Nie 

przejmując się jego zbolałą miną, Lindsay chwyciła 

torebkę i wyszła z biura. 

Na parkingu jej niewielka jetta prezentowała się 

niepozornie pośród ferrari, mercedesów, jaguarów 

i porsche. Lindsay usiadła za kierownicą i zerknęła na 

pierwszą z brzegu karteczkę. Widniało tam nazwisko 

jej sąsiada, Rogera Bragga. Umówiła się z nim raz na 

randkę i bardzo tego pożałowała. Okazało się, że od 

niedawna był rozwiedziony i, nim wieczór dobiegł 

końca, zdążył się jej oświadczyć. Lindsay miała na­

dzieję, że teraz, gdy wyjedzie, Roger szczęśliwie do­

jdzie do wniosku, że zakochała się w kimś innym. 

Druga wiadomość pochodziła od agenta biura 

podróży, które organizowało jej pobyt w Nassau. 

Bilet lotniczy miał czekać jutro rano na lotnisku 

w Los Angeles. 

Trzeci telefon był bez wątpienia od jej rodziców. 

Lindsay westchnęła. Naprawdę nie miała najmniejszej 

ochoty wysłuchiwać kolejnych argumentów przeciw 

wyjazdowi i pracy, której się podjęła. Postanowiła, że 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

zadzwoni do rodziców i pożegna się dopiero z lotnis­

ka, tuż przed odlotem samolotu. Teraz musiała się 

szybko spakować. Uruchomiła silnik i skierowała 

samochód na drogę do Santa Monica. 

Perspektywa pływania i nurkowania w przeświet­

lonych słońcem wodach otaczających wyspę New 

Providence jawiła się niczym sen, który nagle staje się 

rzeczywistością. Dla nurka, który na co dzień miał do 

czynienia z zimnym, porośniętym wodorostami ocea­

nem wzdłuż wybrzeży Kalifornii, wyjazd na Wyspy 

Bahama był wycieczką do raju. 

Żywiła ogromną wdzięczność dla przyjaciółki swej 

matki, która pewnego razu przedstawiła ją agentowi 

z Hollywood. Niebawem Lindsay otrzymała propozy­

cję zagrania w filmie reklamującym nową serię kos­

metyków. Kontrakt opiewał na pięćdziesiąt tysięcy 

dolarów - kwotę, która z powodzeniem mogła wy­

starczyć na opłacenie studiów podyplomowych w In­

stytucie Oceanografii na uniwersytecie w San Diego. 

Instytut Scrippa sławny był na cały świat, i Lindsay 

od dawna marzyła, by uzyskać tam specjalizację 

z biologii morza. Miała nadzieję, że praca nad projek­

tami dotyczącymi ochrony środowiska zaprowadzi ją 

w przyszłości w różne zakątki świata. 

Bez wahania podpisała kontrakt, potem zaś czytała 

wszystko, co tylko wpadło jej w ręce, na temat 

pływania i nurkowania na Karaibach. Przepytała 

również kolegów, którzy spędzili tam wakacje. Wszys­

cy zgodnie przyznawali, że tamtejsze płytkie wody, 

określane często mianem baja mer, stanowią praw­

dziwy raj dla płetwonurków. Lindsay nie mogła więc 

doczekać się wyjazdu. Opisy hiszpańskich galeonów 

i statków pirackich, które pływały niegdyś po tych 

wodach, zdjęcia raf koralowych i różnobarwnych 

tropikalnych ryb rozpalały jej wyobraźnię. 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

Wiedziała, że przed rozpoczęciem zdjęć filmowych 

będzie mogła cały tydzień poświęcić na próbne pły­

wanie i ćwiczenie podwodnych scen, które już wcześ­

niej przygotowała w studio z reżyserem i choreo­

grafem. Postanowiła każdą wolną od prób i zdjęć 

chwilę wykorzystać dla siebie. A kiedy te cudowne 

trzy tygodnie miną... cóż, wróci do Kalifornii i będzie 

żyła perspektywą studiów, dzięki którym zyska zawód 

i tak bardzo upragnioną niezależność. Te myśli krze­

piły ją na duchu. 

Andrew Cordell wszedł do sypialni Randy'ego i aż 

gwizdnął na widok swego osiemnastoletniego syna 

paradującego po pokoju w nowym czarno-różowym 

skafandrze nurkowym, w masce, skarpetach i płet­

wach. Randy kupił ekwipunek w związku ze zbliżają­

cym się wyjazdem na Wyspy Bahama. 

Chłopak uśmiechnął się porozumiewawczo i nie­

spodziewanie rzucił ojcu torbę, którą Andrew, choć 

zaskoczony, złapał jednym szybkim ruchem. 

- Kazałeś mi kupić sprzęt, więc kupiłem dla nas 

obu identyczne kombinezony - wyjaśnił Randy. 

- Przymierz swój i sprawdź, czy pasuje! 

- Och, poczekam do jutra, gdy znajdziemy się 

w Nassau. 

- No, tato, nie musisz się krępować - pocieszył go 

uprzejmie syn. - Jak na trzydziestosiedmioletniego 

faceta, który najlepsze lata ma już za sobą, wyglądasz 

całkiem nieźle. 

- Czy ja dobrze słyszę? - Andrew uniósł brew. 

- Czyżby moja latorośl obdarzyła mnie wreszcie 

komplementem? 

- Ma się rozumieć! Nawet Linda, nasza instruktor­

ka nurkowania, ma na ciebie oko! 

- Linda? Nie przypominam jej sobie. 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

-Całe szczęście, że tego nie słyszy. Na każdym 

treningu wypytuje mnie o ciebie. Mówi, że jesteś 

podobny do młodego Roberta Redforda, tylko oczy­

wiście o wiele przystojniejszy. Dokładnie tak powie­

działa, daję słowo! - Randy uderzał się w pierś. - To 

samo zresztą powiedziała ciotka Alex wujowi Za-

ckowi, gdy w ubiegłym roku jechaliśmy na wycieczkę 

do Hidden Lake. A wtedy wujek omal nie spowodo­

wał wypadku... 

-Ach, więc to tak... - Andrew roześmiał się do 

swych myśli. 

Po dziś dzień był nieco oszołomiony faktem, że 

jego szwagier, Zackery Quinn, do niedawna najbar­

dziej zatwardziały kawaler w Newadzie, jest teraz 

szczęśliwym małżonkiem Alexandrii Duncan. Zack 

był tak bardzo zakochany, że prawie nie spuszczał 

oczu ze swej pięknej, rudowłosej żony, która właśnie 

spodziewała się dziecka. 

- Co z twoim pakowaniem? Czy chociaż zacząłeś? 

- Randy popatrzył na ojca jak na młodszego brata 

i posłał mu przelotny, czuły uśmiech. 

I nagle Andrew znów poczuł znajome ukłucie bólu. 

Ten uśmiech tak bardzo przypominał mu Wendie... 

Choć żona nie żyła już -od trzech lat, bolesne ukłucie 

pojawiało się nadal przy różnych okazjach. 

-Wiesz, pomyślałem, że mógłbyś mi pomóc... 

- Spojrzał na syna lekko zakłopotanym wzrokiem. 

-Obawiam się, że... . 

- Że spotkanie z dyrektorem departamentu trwało 

dłużej, niż się spodziewałeś - dokończył za niego syn 

trochę protekcjonalnym, lecz ciepłym tonem. - Rozu­

miem, że miałeś mnóstwo spraw do załatwienia, skoro 

wyjeżdżasz na całe dwa tygodnie... 

Andrew obdarzył swego ciemnowłosego syna po­

rozumiewawczym uśmiechem. Jakże go kochał i jakże 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

był z niego teraz dumny... Randy po lekcjach praco­

wał w sklepie z ekwipunkiem sportowym, żeby z włas­

nej kieszeni opłacić kurs nurkowania. Gdy uzyskał 

licencję nurka głębinowego, namówił również ojca do 

uprawiania tego fascynującego sportu. Andrew więc 

- by sprawić synowi przyjemność i móc spędzać razem 

z nim wolny czas - ukończył sześciotygodniowy kurs. 

Z początku nawet nie podejrzewał, że ten sport tak 

bardzo go wciągnie. Nurkując, doznawał uczucia 

niewiarygodnej lekkości i swobody. I to go urzekło. 

Co więcej, dzięki wspólnemu nurkowaniu udało mu 

się nawiązać z synem bliższy kontakt psychiczny. 

Nadszedł wreszcie upragniony czerwiec i czas na 

pierwszą wspólną podwodną przygodę. Dla obydwu 

były to zasłużone wakacje - Randy ukończył właśnie 

szkołę średnią, natomiast gubernator stanu Newada 

potrzebował odpoczynku od nawału codziennych 

obowiązków. 

- Nie mogę się wprost doczekać wyjazdu - powie­

dział Andrew. I była to szczera prawda. 

- Ja też! - przyznał Randy podnieconym głosem. 

Zdjął kombinezon i zapakował go do torby. -Dobrze, 

że wyjeżdżamy za granicę. Tutaj nigdy byś nie uciekł 

od służbowych spraw. - Szybko przebrał się w szorty 

i wyszedł za ojcem na korytarz. - Wszyscy mówią, że 

za ciężko pracujesz, tato. Już czas, byś zafundował 

sobie prawdziwe wakacje. 

- Święta racja - bąknął Andrew, wchodząc na 

piętro, gdzie znajdowała się jego sypialnia. 

Andrew Cordell doskonale zdawał sobie sprawę, 

że odkąd został gubernatorem Newady właściwie nie 

miał dla syna czasu. W połowie pierwszej kadencji 

zmarła mu żona i wówczas sytuacja stała się wręcz 

dramatyczna. Andrew, sam przeżywając głęboki kry­

zys, nie potrafił pocieszyć ani roztoczyć ojcowskiej 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

opieki nad swym dorastającym synem. Ten zaś, w tak 

trudnej sytuacji pozostawiony sam sobie, niebawem 

wplątał się w poważne kłopoty i stał się bohaterem 

prasowego skandalu. 

Dopiero jednak sprawa nielegalnego procederu, 

jakiego dopuścił się Randy wraz ze swym przyjacie­

lem, Troyem Duncanem, uświadomiła gubernatorowi 

rozmiary jego ojcowskiej porażki. Randy poznał Tro-

ya za pośrednictwem krótkofalówki i wkrótce potem 

obaj zajęli się nielegalną wysyłkową sprzedażą plaka­

tów przedstawiających siostrę Troya, Alex. Alex oczy­

wiście nic nie wiedziała o robionych jej potajemnie 

zdjęciach... Andrew przebywał wówczas w podróży 

służbowej i cała sprawa z pewnością trafiłaby do 

gazet, gdyby nie bezpardonowe wejście do akcji Zacka 

Quinna, który odkrył sekret chłopców i rychło położył 

kres ich nielegalnej działalności. Wszystko więc przy­

brało w końcu szczęśliwy obrót, lecz Andrew Cordell 

musiał wreszcie zmierzyć się z bolesną prawdą. 

Sam przed sobą przyznawał, że zaniedbywał syna 

i że z tego powodu częściowo ponosi odpowiedzial­

ność za jego wybryki i ciemne sprawki. Przypomniało 

mu się wówczas ulubione powiedzonko nieżyjącego 

już teścia: „Sukces zawodowy nigdy nie zrekompen­

suje rodzinnej porażki". Oczywiście, że chciał odnieść 

sukces. Przede wszystkim jednak pragnął dotrzymać 

obietnic złożonych swoim wyborcom i żyć w poczuciu 

dobrze spełnionego obowiązku. Praca wciągała go bez 

reszty, tłumiła rozpacz, którą odczuwał po śmierci 

Wendie... 

Oddalił się wtedy bardzo od swego syna, zaniedbał 

obowiązki ojcowskie. Sytuacja uległa gwałtownej 

zmianie dopiero po rozmowie, którą odbyli przed 

jedenastoma miesiącami. Skruszony Randy wyznał 

wówczas ojcu wszystkie swoje przewiny, z własnej 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

inicjatywy opowiedział o prowadzeniu nielegalnego 

interesu i prosił o przebaczenie. Andrew z kolei 

wyznał synowi, że bardzo za nim tęsknił, że zmarno­

wał mnóstwo czasu i że od tej pory będą żyli bardzo 

blisko siebie. Ta rozmowa była przełomem w ich 

wzajemnych stosunkach. 

- Czy wspomniałem ci już o niespodziance, jaką 

Jim dla nas przygotował? - zagadnął Andrew, wy­

jmując z szafy letni, jasnoszary garnitur, aby spako­

wać go na wakacje. - Wyobraź sobie, że zadzwonił 

do mnie dwa dni temu ze swego biura w Sacramento 

i oznajmił, że w Miami czeka na nas hydroplan, który 

zabierze nas do portu w Nassau. Nieźle się zapowia­

da, co? Lądowanie na wodzie, masz pojęcie! 

- Rewelacja! Ten gubernator Stevens to równy 

gość. Wygląda, że jest twoim dobrym przyjacielem. 

-Poznaliśmy się w ubiegłym roku w podróży 

służbowej. Ma dwie córki mniej więcej w twoim 

wieku... Zaprosiłem go wraz z całą rodzinką na kilka 

dni do nas, do Carspn City. Przyjadą w lipcu. 

Randy przyglądał się ojcu z rosnącym zaintereso­

waniem. 

- Widziałeś jego córki? - spytał podejrzliwie. 

- Jeszcze nie. -Andrew uśmiechnął się porozumie­

wawczo. - Ale widziałem ich zdjęcia. Atrakcyjne 

dziewczyny. Mam nadzieję, że razem z Troyem poka­

żecie im okolicę i Virginia City, może pojeździcie 

konno w Posiadłości Q... Chyba to się da zrobić, 

prawda? - Spojrzał na syna z pokerowym wyrazem 

twarzy. 

-W porządku. - Randy roześmiał się ubawiony. 

- Tato, pozwolisz, że już sobie pójdę? Mam jeszcze 

coś pilnego do powiedzenia Troyowi. 

-Dobrze się składa, że używacie krótkofalówki 

- rzucił za nim ojciec. - W przeciwnym razie 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

musiałbyś pracować w weekendy, żeby zarobić na 

opłacenie rachunków za rozmowy z Posiadłością Q. 

Dobranoc, Randy, i nie zapomnij nastawić budzika. 

- Jestem tak podekscytowany wyjazdem, że chyba 

w ogóle nie zasnę. Och, byłbym zapomniał. Quin-

nowie przyjadą o wpół do siódmej, by pojechać z nami 

na lotnisko. 

- Doskonale. Postaraj się jednak trochę odpocząć. 

- Spróbuję. Cześć, tato. 

Andrew, ciągle uśmiechając się do siebie, skończył 

pakowanie. Wykonał jeszcze kilka służbowych telefo­

nów i wreszcie położył się do łóżka. Gdy wyciągnął 

rękę, by zgasić lampę, zobaczył stojącą-na nocnym 

stoliku fotografię Wendie. Przez dobrą chwilę wpat­

rywał się w nią zaskoczony. Jak to się stało, że 

zapomniał zapakować fotografię do walizki? Zdarzy­

ło się to po raz pierwszy od czasu śmierci żony... 

Nagle poczuł się trochę winny z powodu tej małej 

zdrady, ale gdzieś w zakamarkach umysłu błąkała się 

niejasna myśl, że w jakimś nieuchwytnym momencie, 

jakby gdzieś po drodze, po prostu przestał ją opłaki­

wać... Po prostu pozwolił jej nareszcie odejść... 

- Och, Beth, jestem ci ogromnie wdzięczna za 

podwiezienie! Wiem przecież, jak bardzo lubisz sobie 

pospać... Ale rozmowa z tobą naprawdę świetnie mi 

zrobiła. Wiesz, mama i tata omal nie zamęczyli mnie 

na śmierć z powodu tej podróży... 

Najlepsza przyjaciółka Lindsay zatrzymała samo­

chód przed budynkiem portu lotniczego. 

-I'stale cię będą zamęczać, dopóki w końcu nie 

przestaną się wtrącać. Ale zanim nadejdzie ten dzień, 

postaraj się nie przejmować. Posłuchaj mojej rady: leć 

do Nassau i baw się dobrze! Pomyśl tylko o tych 

upojnych, gorących nocach, o plażach oblanych po-

scandalous

wykonanie - Irena

background image

świata księżyca... No i o tych zniewalających super-

menach, którzy przyjechali tam wyłącznie po to, by 

poznać taką dziewczynę jak ty. 

- Och, daj spokój... - Lindsay zmarszczyła brwi. 

- Mam dosyć takich facetów na co dzień w klubie. 

Nie zapominaj, że będę tam pracować. - Wysiadła 

z kabrioletu Bethany, wyciągnęła walizkę z tylnego 

siedzenia, a potem podeszła do przyjaciółki, by ją 

uściskać. - Dzięki za wszystko. Nie wiem, co bym bez 

ciebie zrobiła. 

- A ja bez ciebie - szepnęła Beth. - Trzy tygodnie 

to kawał czasu. Dzwoń jak najczęściej, bym nie 

oszalała z ciekawości. 

- Oczywiście! -zapewniła ją Lindsay. Ale po chwili 

dodała: - Co prawda wątpię, bym cię zastała w domu 

wieczorami. Z pewnością będziesz na randkach z Dou-

giem. Lepiej ty dzwoń do mnie. Ja co wieczór na pewno 

będę leżeć w swoim pokoju całkiem wyczerpana... 

- I d ę o zakład, że nie. - Beth roześmiała się 

szczerze. - Lindsay, stale ci powtarzam, że jesteś jak 

latarnia na horyzoncie. Przyciągasz mężczyzn, czy 

tego chcesz czy nie. Gdy tylko ta reklamówka pokaże 

się w telewizji, zobaczysz, że będziesz rozrywana. Jak 

z rogu obfitości posypią się kontrakty, a mężczyźni 

będą leżeć u twych stóp. Dla mnie zaś wcale nie 

będziesz mieć czasu... 

- Doskonale wiesz; że kariera gwiazdy filmowej 

w ogóle mnie nie interesuje - zaprotestowała Lindsay 

z ożywieniem. - Jadę wykonać jednorazową robotę. 

Dla pieniędzy. Tylko po to, bym mogła skończyć 

studia podyplomowe. I w tej chwili mężczyźni w ogóle 

mnie nie interesują. 

- Zapamiętam te słowa - zawołała Beth, chicho­

cząc i ruszyła spod budynku dworca tak szybko, jak 

tylko potrafi to kierowca urodzony w Los Angeles. 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

Gdy samochód zniknął z pola widzenia, Lindsay 

odwróciła się i weszła do budynku, by załatwić for­

malności odjazdowe. 

Tuż po starcie samolotu sięgnęła po powieść kry­

minalną i usiłowała zagłębić się w lekturze. Ale nie 

mogła się należycie skoncentrować. Z irytacją od­

łożyła książkę i tępo patrzyła w okno. 

Rodzice nadal stanowili problem... Nie mogła go 

w żaden sposób rozwiązać. W zeszłym tygodniu na 

przykład dzwonili do niej co wieczór. Prosili, błagali 

wręcz, by nie przyjmowała tej pracy. Wczoraj zaś 

posłużyli się starym, dobrze znanym chwytem; ojciec 

zadzwonił i poinformował, że matka leży w łóżku 

z okropną migreną. Och, dobrze znała tę metodę... 

Dwa lata temu nie udało im się - mimo gróźb, 

próśb i szantażu - powstrzymać jej przed wyprowa­

dzeniem się z domu. Tym bardziej teraz nie mogła 

pozwolić, by nią manipulowali. Choć bardzo kochała 

rodziców i wiedziała, że oni kochają ją również, czuła 

się przytłoczona, osaczona ich zaborczą miłością i tro­

ską. Och, dlaczego była jedynaczką! Gdyby miała 

rodzeństwo, rodzice musieliby rozłożyć równomiernie 

swe uczucia i troskliwość. A tak - koncentrowali się 

jedynie na niej. Wiedziała, że działają w dobrej wierze, 

powodowani strachem o jej bezpieczeństwo, ale z bie­

giem lat stawało się to nie do zniesienia. Raz nawet 

wspomniała, by udali się do psychologa i poroz­

mawiali z nim o swych lękach i niepokojach, ale 

propozycja ta spotkała się jedynie z pełnym urazy 

zdziwieniem. Tak jakby uznawali swe postępowanie 

za całkiem naturalne. 

A źródło problemu, który latami narastał, tkwiło 

w odległej przeszłości. Gdy Lindsay miała jedenaście 

lat, wyjechała z dziećmi na szkolną wycieczkę. W gó­

rach wycieczkowy autokar zderzył się z ciężarówką. 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

W wyniku wypadku kilkoro dzieci doznało poważ­

nych obrażeń. 

Lindsay wylądowała w szpitalu z groźnym uszko­

dzeniem kręgosłupa. Dopiero po kilku latach inten­

sywnego leczenia i po przebyciu kilku operacji odzys­

kała władzę w nogach. Przez długi czas w ogóle nie 

wychodziła z domu. Gdyby nie towarzystwo Beth i jej 

matki, nuda i samotność byłyby nie do zniesienia. 

Państwo Marshallowie, wzięci scenarzyści filmowi, 

pracowali w domu, mogli więc córce stale nadskaki­

wać, co też skwapliwie czynili. Ich troskliwość, usłuż­

ność i opiekuńczość przybierały jednak często męczą­

ce formy. 

Gdy lekarz zalecił pływanie jako znakomitą formę 

terapii, państwo Marshall wybudowali basen, zatrud­

nili instruktora i fizykoterapeutę. Gdy Lindsay skoń­

czyła osiemnaście lat, mogła już normalnie chodzić 

i tylko kilka blizn na plecach przypominało o jej 

niedawnym kalectwie. Rodzice jednak traktowali ją 

nadal jak jedenastoletnią inwalidkę. Nie chcieli spuś­

cić jej z oczu i w końcu wymogli, by wstąpiła na 

uniwersytet, który znajdował się w pobliżu domu. 

Z początku Lindsay wychodziła naprzeciw ich 

prośbom, zdawała sobie bowiem sprawę, że zrobili 

wszystko, by odzyskała zdrowie. Rzadko wychodziła 

z domu, ograniczyła swe kontakty towarzyskie, po­

nieważ rodzice niepokoili się o nią. Jednak na 

drugim roku studiów pojawił się w jej życiu Greg 

Porter... Greg zaprosił ją, by spędziła wakacje z nim 

i jego rodziną w letnim domu w La Jolla, ale 

rodzice Lindsay kategorycznie się sprzeciwili. Twie­

rdzili, że pozwolą jej wyjechać z Gregiem dopiero 

po zaręczynach. Żadne perswazje nie pomogły 

i w końcu pozostała w domu. I to był początek 

nieszczęśliwych miłosnych związków, które Lindsay 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

zrywała przeważnie z powodu rodziców. Teraz, z per­

spektywy czasu wiedziała, że działali celowo, by jak 

najdłużej (może na zawsze?) zatrzymać ją pod swoją 

kontrolą. Oczywiście Helen i Ned Marshallowie nigdy 

by się do tego nie przyznali. 

Lindsay ukończyła biologię i pragnęła studiować 

dalej, by uzyskać specjalizację w dziedzinie biologii 

morza. Rodzice sprzeciwili się tym pomysłom. Wów­

czas Lindsay zwierzyła się swej najlepszej przyjaciółce, 

Beth, która odwiedzała właśnie psychoterapeutę, po­

nieważ czwarte małżeństwo jej matki (sławnej aktorki 

i ekscentrycznej kobiety, którą Lindsay ze swej strony 

ogromnie lubiła) doprowadziło ją do psychicznego 

rozstroju. Beth po wysłuchaniu zwierzeń oznajmiła, 

że jej zdaniem cała rodzina Marshallów kwalifikuje 

się na leczenie psychiatryczne. I Lindsay, mimo po­

czątkowych oporów, postanowiła w końcu odwiedzić 

dobrego psychiatrę. Poddano ją czteromiesięcznej 

terapii, która cały jej świat przewróciła do góry 

nogami, ale w efekcie niezmiernie jej pomogła. Stosu­

jąc taktykę zaleconą przez lekarza, Lindsay dokonała 

w swym życiu przełomu. Zatrudniła się w lokalnym 

klubie jako instruktorka pływania. Później znalazła 

sobie samodzielne mieszkanie w Santa Monica, blisko 

plaży, gdzie codziennie mogła pływać na desce i brać 

lekcje nurkowania. Choć mieszkała wystarczająco 

blisko Bel Air, by utrzymywać stały kontakt z rodzi­

cami, życie w Santa Monica zapewniło jej odrobinę 

tak bardzo upragnionej swobody. 

Rodzice, oczywiście, natychmiast po wyprowadzce 

przestali dawać jej pieniądze w nadziei, że brak 

gotówki przywiedzie ją z powrotem w domowe piele­

sze. Ale życie na własny rachunek było dla Lindsay 

fascynującym doświadczeniem. W krótkim czasie wy­

specjalizowała się w trenowaniu dzieci z uszkodzenia-

scandalous

wykonanie - Irena

background image

mi kręgosłupa i podjęła pracę w dodatkowych godzi­

nach, by zwiększyć swe zarobki i móc nieco odłożyć. 

Nie zrezygnowała z planów dalszego studiowania, 

musiała tylko uzbierać odpowiednie fundusze. 

Najważniejsze, że teraz sama mogła podejmować 

decyzje i popełniać błędy. Rodzice oczywiście wtrącali 

się nadal, ale siła ich perswazji na odległość była 

odpowiednio mniejsza. Tym razem również nie udało 

im się odwieść jej od powziętej decyzji... Jechała na 

Karaiby, by zarobić pieniądze. Te pieniądze pozwolą 

jej opłacić na jesieni naukę w Instytucie Oceanografii. 

Beth uważała, że te studia są dla niej stworzone 

i prorokowała nawet, że Lindsay w końcu wyjdzie za 

mąż również za oceanografa, z którym spędzi resztę 

życia w jakimś odludnym zakątku świata. 

Ale Lindsay w ogóle nie myślała o zamążpójściu. 

Nie miała najmniejszego zamiaru poddawać się znów 

czyjejś kontroli i presji, tym bardziej że nadal walczyła 

ze swymi rodzicami o wolność. A wolność była dla 

niej wartością najwyższą. 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

ROZDZIAŁ DRUGI 

- Tato, zanurkujmy jeszcze raz w 20000 Mil, nim 

wrócimy na obiad. Może uda mi się sfotografować 

tego anioła morskiego, którego widzieliśmy tam 

przedwczoraj... 

Tego dnia byłoby to ich trzecie zejście pod wodę. 

Zwiedzili już sławny wrak Cessny oraz rozmaite 

szczątki nazwane wrakami Bonda, tam bowiem na­

kręcono swego czasu kilka odcinków filmu ze sław­

nym agentem. Pierwszego dnia pobytu zeszli pod 

wodę na głębokość ośmiu metrów w miejscu zwanym 

20000 Mil. Znajdował się tam zachwycający koralowy 

ogród pełen krętych wapiennych tuneli, którymi prze­

mykały różnorodne tropikalne ryby. Postanowili wró­

cić w to miejsce jeszcze nieraz. 

Siedzący na dziobie płaskiej łódki ojciec odwrócił 

się do Pokeya Albrighta i jego załogi. Byli to miejs­

cowi przewodnicy, którzy towarzyszyli Andrew i Ran-

dy'emu i asekurowali ich przy każdym nurkowaniu. 

- Jedźmy tam jeszcze raz, Pokey! 

Ogorzały mężczyzna z kędzierzawą rudą brodą 

wydał polecenie sternikowi i łódź jak strzała po­

mknęła po lśniącej tafli wody ku otwartej przestrzeni. 

Andrew spostrzegł skrzywione miny Skipa i Lar-

ry'ego, swoich dwóch ochroniarzy. Wypływali już 

z nim dzisiaj dwa razy i prawdopodobnie byli śmier­

telnie znudzeni. Andrew, jako gubernator stanu, nie 

mógł się nigdzie poruszać bez obstawy, nawet poza 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

godzinami pracy skazany był na swoich aniołów 

stróżów. 

Po pięciu latach urzędowania zdążył już się przy­

zwyczaić do nieodłącznych towarzyszy i nauczył się 

z tym żyć. Tak samo jak Randy. 

Andrew musiał zabrać ze sobą na wakacje aż 

sześciu ludzi z ochrony. Teraz jeden z nich czekał 

w porcie, a trzej pozostali w ekskluzywnym ośrodku 

wypoczynkowym Lyford Cay położonym na połu­

dniu wyspy. Ale mimo tak dobrej opieki już na 

samym początku podróży Andrew miał kłopoty 

z prasą. Jeden z reporterów przedarł się jakoś przez 

kordon obstawy i zrobił gubernatorowi zdjęcie na 

lotnisku w Reno. Drugi natomiast, jak widać dobrze 

poinformowany, zaczaił się w porcie w Nassau prze­

brany za oficera marynarki. Następnego dnia oba 

zdjęcia ukazały się w amerykańskich gazetach, infor­

mując świat, że gubernator Newady spędza wakacje 

wraz z synem na Karaibach. Nie można więc było 

przewidzieć, czy jakiś szaleniec nie wykorzysta tej 

informacji. Andrew zatem przedsięwziął konieczne 

środki ostrożności. 

Ale przynajmniej podczas nurkowania mógł te 

troski zostawić za sobą. Tu, w niewiarygodnie pięk­

nym, podwodnym świecie, był osobą całkowicie ano­

nimową. 

Gdy dopłynęli do rejonu nazywanego 20000 Mil, 

zauważył na horyzoncie tylko jedną łódkę. Była piąta 

po południu. O tej porze większość ludzi skończyła 

już nurkowanie, mieli więc to niezwykłe miejsce wy­

łącznie dla siebie. 

Ojciec i syn sprawdzili swój ekwipunek, Pokey zaś 

pomógł im obliczyć na podstawie indywidualnych 

wskaźników dekompresji dopuszczalny czas pobytu 

pod wodą. 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

Gdy zaczęli się ubierać, Andrew zauważył błysk 

wyzwania w oczach Randy'ego. Rywalizowali pomię­

dzy sobą, który z nich pierwszy dotknie wody. And­

rew zdeterminowany, by choć raz wygrać wyścig 

i udowodnić synowi, że nie jest jeszcze taki stary, 

wciągnął skafander z prędkością światła. Następnie 

włożył buty, płetwy i zacisnął wokół talii pas balas­

towy. Nim założył aparat nurkowy, starannie skont­

rolował ciśnienie powietrza w butli. Potem jeszcze 

tylko kamizelka ratunkowa, maska - i trzymając 

kamerę w ręce był gotów. 

Z radością zauważył, że Randy boryka się jeszcze 

z kołnierzem maski. Dał więc znak Pokeyowi, usiadł 

na krawędzi łódki i skoczył za burtę. 

Przy każdym zanurzeniu odczuwał dreszcz przyje­

mnego podniecenia. Schodząc w dół musiał jednak 

pamiętać, by zachować spokój i normalnie oddychać. 

Na jednej z pierwszych lekcji nurkowania nauczono 

go, by nigdy nie powstrzymywał oddechu. Ten błąd 

można było przypłacić życiem. 

Gdy zszedł już na głębokość sześciu metrów 

i osiągnął zerową pływalność, odwrócił głowę, by 

uwiecznić na filmie zanurzanie się Randy'ego i Po-

keya. Obaj wolno opadali w dół obok wyrastają­

cych z dna trzymetrowych ścian krętego wapiennego 

labiryntu. 

Andrew przeczytał gdzieś, że nurkowanie w tym 

miejscu przypomina oglądanie Wielkiego Kanionu 

z lotu helikoptera. Zdecydowanie zgadzał się z tą 

opinią, dwa lata temu bowiem miał przyjemność 

odbyć taki lot w towarzystwie gubernatora Arizony. 

Za każdym zakrętem wąskich tuneli roztaczał się 

następny wspaniały widok na koralowe ściany i od­

nogi. Gdzieniegdzie pojawiały się kolorowe tropikal­

ne ryby odpoczywające w niszach i szczelinach rafy. 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

Pokey dał znak ręką i przez następne dziesięć minut 

płynęli za nim przez tunele przypominające rynny 

- niektóre tak wąskie, że trzeba było bardzo uważać, 

by płetwami nie zaczepić o delikatną koralową mate­

rię. Dopłynąwszy do skraju ściany, ujrzeli wielką 

płaszczkę. Andrew zawzięcie filmował, gdy Randy 

i Pokey płynęli w jej bezpośredniej bliskości. Unosiła 

się nad piaszczystym dnem, a potem szybko ruszyła 

do przodu. W pewnej chwili Pokey znów dał znak 

ręką, by płynęli za nim. 

Sunęli gęsiego, zachowując ze względów bezpie­

czeństwa odległość pomiędzy sobą nie większą niż 

sześć metrów. Andrew zamykał pochód. Nagle zoba­

czył coś dużego, kolorowego, co płynęło na wprost 

niego kanałem po lewej stronie. Zwolnił, wreszcie 

zatrzymał się,widząc wyraźny zarys płetwy. 

Serce waliło mu z podniecenia, gdy ustawiał kame­

rę we właściwej pozycji i włączał światło. Był pewien, 

że spotkał wielką garupę - rybę, z której te wody 

słynęły. Lecz to, co po chwili ujrzał w obiektywie, 

przeczyło wszelkiej logice. Przemknęło mu przez myśl, 

że ma halucynacje. 

Syrena... Zapierająca dech syrena o słodkiej owal­

nej buzi okolonej długimi, złotymi włosami, które 

falowały wzdłuż jej cudownie smukłego, zmysłowego 

ciała. Na ten zdumiewający widok serce Andrew 

zabiło żywiej w piersi. 

Była tam zaledwie kilka sekund. Chyba prze­

straszyło ją światło, bo w okamgnieniu odpłynęła 

z niewiarygodną wprost prędkością. Wiedziony im­

pulsem Andrew zgasił reflektor i popędził za zjawą. 

Pragnął jej dotknąć, by upewnić się, że naprawdę 

istnieje. Płynąc pokonał może dziesięć metrów, gdy 

zorientował się, że ktoś stuka w jego butlę. Jakby 

wybity ze snu, rozejrzał się wokół i zobaczył Pokcya, 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

pokazującego na zegarek, a następnie unoszącego 

kciuk do góry. 

Dobry Boże! Zupełnie zapomniał o Pokeyu 

i Randym! Na kilka ulotnych chwil zupełnie się 

oderwał od rzeczywistości. Nie wiedział, gdzie jest 

ani co tu robi... Widok syreny zaprzątnął całą jego 

uwagę. Może zbyt długo przebywał pod wodą i za­

czynało mu się mącić w głowie? Może powoli tracił 

przytomność... 

Gdy osiągnęli poziom ośmiu metrów, Pokey roz­

postarł dłoń, co oznaczało stop. Na specjalnej tablicz­

ce przeznaczonej do pisania pod wodą napisał: „Wy­

nurzyłem się już z Randym. Przekroczyłeś swój czas 

przebywania na dole. Musimy zatrzymać się tu na trzy 

minuty. Odpowiedz, że mnie zrozumiałeś". 

Dopiero teraz Andrew zrozumiał powagę sytuacji. 

Zrobiło mu się nieskończenie głupio. Zachował się jak 

nowicjusz. Zarumieniony ze wstydu, przekazał właś­

ciwy sygnał prawą ręką, cały czas wyobrażając sobie, 

jak Pokey musi być na niego wściekły. Być może po 

tej niesubordynacji przewodnik w ogóle odmówi mu 

asysty. A Randy? Randy siedzi teraz na łódce i z pew­

nością umiera z niepokoju. 

Pokey trzymał w dłoni tabliczkę z pytaniem: „Czy 

dobrze się czujesz?" Andrew sięgnął po swoją tablicz­

kę i napisał: „Tak". Jeśli próbowałby wyjaśniać, że 

widział syrenę, Pokey wziąłby go za wariata. Zresztą 

może i miałby rację... 

Co się z nim dzieje? Nigdy w życiu nie zachował 

się tak idiotycznie! Musi szybko obejrzeć ten film 

i sprawdzić, czy jego syrena istnieje naprawdę. Na 

razie nikomu nic nie powie. 

Postanowił napisać jednak kilka słów wyjaśnienia: 

„Kręciłem film i straciłem poczucie czasu. Przepra­

szam. Dzięki za pomoc". 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

Pokey przeczytawszy tabliczkę, odpisał: „To samo 

mi się przytrafiło, gdy zaczynałem nurkować. Zapom­

nij o tym". 

To nie będzie takie proste, pomyślał Andrew, nadal 

oszołomiony i wstrząśnięty. Zastanawiał się, co zrobi, 

jeśli okaże się, że na filmie zarejestrował tylko tropi­

kalne ryby i koralowce. Nie przypominał sobie, by na 

kursie wspominano o możliwości wystąpienia pod 

wodą tego rodzaju halucynacji. 

Gdy, po odczekaniu koniecznych w tym wypadku 

trzech minut, wynurzyli się na powierzchnię, pierwsze, 

co Andrew zauważył, to wyraz ulgi na twarzy swego 

syna. Randy odebrał od niego kamerę i pomógł mu 

wsiąść do łódki. Skip i Larry również sprawiali wra­

żenie zdenerwowanych. 

- Do licha, tato, co się z tobą działo? Wszystko 

w porządku? 

Andrew zdjął maskę i odpiął pas balastowy. 

- W porządku, Randy. - Objął syna ramieniem 

i uścisną). 

Pokey uśmiechnął się do nich szeroko. 

- Twego ojca tak bardzo podniecił widok morskich 

głębin, że zapomniał o całym świecie. 

Podniecenie... To nie było właściwe słowo. Uczucie, 

jakiego doznał tam na dole, trudne było do zdefiniowa­

nia. Nigdy dotąd niczego podobnego nie przeżył. 

- Bałem się, że może dostałeś ataku serca albo coś 

podobnego... - wyjąkał Randy z wyrazem przestra­

chu w oczach. 

Andrew odczuwał okropne wyrzuty sumienia. 

Przecież naprawdę mógł zginąć, i to z powodu własnej 

nieostrożności. Jakżeby mógł wyrządzić swemu dziec­

ku taką krzywdę! 

- Wiem, że facet pod czterdziestkę to dla ciebie 

staruszek - odparł ze sztuczną wesołością - ale przed 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

wyjazdem poddałem się badaniom kontrolnym i mój 

lekarz twierdzi, że jestem w znakomitej formie. - Zdjął 

z siebie ekwipunek i kombinezon. - Przepraszam, że 

cię nastraszyłem, Randy - dodał poważnym tonem. 

- To się więcej nie powtórzy. - A potem zwrócił się 

do Pokeya: - Płyńmy już do domu. Umieram z głodu. 

Jaka jest najlepsza knajpa w Nassau? 

- Graycliff przy ulicy West Hill - wtrącił sternik. 

- Oczywiście, jeśli lubicie owoce morza. 

- Co ty na to, Randy? 

-Ekstra! 

Na przystani czekała na nich opancerzona limuzy­

na. Andrew podziękował Pokeyowi i jego ekipie za 

wspaniale spędzony dzień i zaznaczył, że zadzwoni 

jutro w sprawie ustalenia następnego terminu. Teraz 

myślał wyłącznie o obejrzeniu nakręconego przez 

siebie filmu. Wsiadając do limuzyny ściskał w ręce swa> 

kamerę niczym bezcenny skarb. 

Gdy dojechali do Lyford Cay i weszli na ukwieco­

ny ganek białej willi, Randy, nieco jeszcze markotny 

po przeżytym szoku, powiedział do ojca, że weźmie 

prysznic i zniknął po chwili w drzwiach łazienki. 

Andrew, zadowolony ze swej chwilowej samotno­

ści, udał się prosto do sypialni, gdzie stał telewizor 

i odtwarzacz. Ubrany wciąż w kąpielówki i plażowe 

sandały włożył do magnetowidu nagraną kasetę 

i przysunąwszy sobie krzesło rozsiadł się wygodnie 

przed telewizorem. 

Zdjęcia szczątków rozbitego samolotu wyglądały 

doprawdy sensacyjnie, Andrew jednak niecierpliwie 

przewinął taśmę do przodu. Samolot zdąży obejrzeć 

sobie potem. Teraz widział już Randy'ego, jak pod­

pływa blisko płaszczki... 

Patrzył i czekał. Pot kroplił mu się na czole i górnej 

wardze. Serce biło mu szybko, coraz szybciej, jakby 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

za chwilę miało wyskoczyć z piersi. Nagle - jest! 

Skoczył na równe nogi. 

- Jest! - krzyknął z taką mocą, że dwóch ochro­

niarzy z impetem otworzyło drzwi, jakby oczekując 

najgorszego. 

- Oglądam film z dzisiejszego nurkowania - roze­

śmiał się radośnie. 

Gdy ochroniarze przepraszając zamknęli ponownie 

drzwi, przyklęknął przed telewizorem i zaczął przewijać 

film do tyłu, by w pewnym momencie go unieruchomić. 

Przyglądał się teraz uważnie, z namaszczeniem... 

Była to doprawdy cudowna, zachwycająca, złoto­

włosa bogini mórz! Musiała się wystraszyć, bo jej 

obwiedzione ciemnymi rzęsami oczy były szeroko 

otwarte, a delikatne brwi wysoko uniesione. Oczy 

miała ciemnoniebieskie z ametystowymi cętkami - ko­

lor tak egzotyczny jak ławice fluoryzujących rybek. 

Usta w kształcie serca rozchyliła w małe o, gdy 

wypuszczała nimi pęcherzyki powietrza. 

Skierował wzrok niżej, ku jej wypukłym piersiom, 

częściowo schowanym pod różowym staniczkiem, ku 

smukłej talii i ledwie widocznym zarysom bioder. 

Och, gdyby mógł ją dogonić, dotknąć tego ciepłego, 

sprężystego ciała... 

Czuł pulsowanie w skroniach. Czyżby tracił zmys­

ły? Żadna kobieta nie wywarła na nim dotąd takiego 

oszałamiającego wrażenia. Nawet poznawszy Wen-

die, nie był tak podekscytowany jak teraz... Co się 

z nim działo? 

Wziął kilka głębokich, uspokajających oddechów 

i uruchomił obraz. Zniknęła natychmiast. Uciekła. 

Patrzył na długą, zwężającą się linię jej bioder i nóg 

spętanych syrenim ogonem. Chciał zanurzyć ręce 

w ekranie i zamknąć w dłoniach te ponętne biodra, 

nim zniknęły w morskiej toni. A potem chciałby... 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

-Tato? Nie bierzesz prysznicu? 

Głos Randy'ego przywrócił go do rzeczywistości. 

Z zaczerwienioną twarzą wstał i z powrotem przewijał 

taśmę, usiłując opanować przyspieszone bicie serca. 

- Chciałem jak najszybciej obejrzeć film, który dziś 

nakręciłem - usprawiedliwił się pospiesznie. 

-1 jak wypadł? 

- Nieźle - bąknął, a potem z roztargnieniem spo­

jrzał synowi w oczy. 

-Tato... dobrze się czujesz? 

- Oczywiście. Dlaczego pytasz? 

- Sam nie wiem, ale... od kiedy wynurzyłeś się na 

powierzchnię, wydajesz mi się po prostu... inny. 

- Randy... czy wierzysz w syreny? - spytał i nie­

znaczny uśmiech rozjaśnił mu twarz. 

Chłopak gwałtownie odrzucił głowę do tyłu i wy- / 

buchnął śmiechem. 

- Syreny? 

-Wiesz, o czym myślę... Ó tych mitycznych pół 

kobietach, pół rybach, które swym śpiewem wabią 

żeglarzy w niebezpieczne miejsca. 

- Aha. - Randy uśmiechnął się porozumiewawczo. 

- Są zbyt piękne, aby były prawdziwe. 

Andrew skrzyżował ramiona na szerokiej klatce 

piersiowej. 

- Zakładasz się? 

-Tato, mówisz głupstwa. - Randy zmarszczył 

brwi. 

-W takim razie popatrz! - Andrew uruchomił 

magnetowid. 

Z początku chłopak piszczał z zachwytu, widząc 

siebie i Pokeya pływających nad płaszczką. W mo­

mencie jednak, gdy na ekranie pojawiła się syrena, 

w pokoju zapadła martwa cisza. Randy patrzył na 

ekran, jak zahipnotyzowany. 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

- N i e wierzę... nie wierzę w to, co widziałem... 

- wyszeptał, gdy syrena raptownie zniknęła, a ojciec 

wyłączył magnetowid. -Tato, ona jest... cudowna... 

- Wydawało się, że szuka właściwego słowa, ges­

tykulując rękami. 

Andrew przytaknął, krzywiąc twarz w wymuszo­

nym uśmiechu. 

- Teraz rozumiesz, co przytrzymało mnie pod wo­

dą. Myślałem, że mam halucynacje. Nie chciałem nic 

mówić przed obejrzeniem taśmy. Bałem się, że mi nie 

uwierzycie i, co gorsza, pomyślicie, że zwariowałem. 

Randy raz jeszcze przewinął taśmę i włączył mag­

netowid. 

- O rety! Gdybyśmy z Troyem nadal prowadzili 

ten wysyłkowy interes - rozmarzył się - to robiąc z nią 

plakaty, szybko zostalibyśmy milionerami. - Posłał 

ojcu figlarny uśmiech. - Tato, jak myślisz, kim ona 

jest? Co robiła pod wodą w tym dziwacznym kos­

tiumie i bez ekwipunku? 

- Nie mam pojęcia. - Andrew zamyślił się. - Ale 

rychło się dowiem. 

- Aha. - Randy odwrócił się i spojrzał wymownie 

na ojca. 

- Aha - powtórzył ojciec, lekko go przedrzeź­

niając. - Masz mi za złe? 

- Coś ty! Żałuję tylko, że to nie ja pierwszy ją 

zobaczyłem! 

- No, lepiej trzymaj się od niej z daleka - za­

żartował, ale głos jego zabrzmiał groźnie. -Pamiętasz, 

co Bruce nam powiedział o znalezionych przed­

miotach? 

Randy przytaknął. 

- Oczywiście, że pamiętam. Wszystko, co znaj­

dziemy, należy do nas. Tylko że ją właściwie trudno 

nazwać znaleziskiem, prawda? 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

- Och, bo ja wiem... - Przewinął taśmę i znów 

włączył wideo. - Znalazłem ją przecież pod wodą... 

wolną i niczyją... Zabranie jej stamtąd w niczym nie 

zagraża środowisku... 

- Do licha, tato, widzę, że tli się w tobie jeszcze 

trochę życia! Ty na nią po prostu lecisz! Nie do wiary! 

Mój własny ojciec! 

Andrew podparł się pod boki. 

- A jak sądzisz, chłopcze - roześmiał się - w jaki 

sposób zostałeś poczęty? 

-Jeśli zamierzasz mnie teraz uświadamiać, to 

wiedz, że spóźniłeś się co najmniej o pięć lat. Ale 

wracając do rzeczy, w jaki sposób chcesz ją odnaleźć? 

- Pokey wie o wszystkim, co tu się dzieje. Zadzwo­

nię do niego, gdy wrócimy z restauragi. Mam nadzie­

ję, że go zastanę w domu. W przeciwnym razie... 

- W przeciwnym razie spędzisz bezsenną noc i jut­

ro będziesz do niczego. Może lepiej zostańmy W do-

mu, żebyś mógł spokojnie z nim pogadać. Zamówię 

pizzę i wypożyczę jakąś dobrą kasetę. Wiesz, właś­

ciwie jestem trochę zmęczony... 

- Kłamiesz jak z nut, aby zadowolić swego starego. 

Wybaczam ci, i zważywszy na okoliczności, przyjmuję 

propozycję. 

- Teraz już wiem, dlaczego omal nie oszalałem, 

widząc po raz pierwszy zdjęcia ciotki Alex. Mówią, 

że jaki ojciec, taki syn. 

- Coś w tym jest. 

-A wuj Zack to już przypadek nieuleczalny. 

Wiesz, że zatrzymał sobie te wszystkie plakaty z ciot­

ką Alex, które nam zabrał. Schował je w swoim 

pokoju. Wbrew naszym przewidywaniom wcale ich 

nie zniszczył. 

- Mówisz poważnie? - Andrew uśmiechnął się 

bezceremonialnie. 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

- Yolanda, jego gospodyni, nam powiedziała. Zna­

lazła je ukryte w kącie pokoju. I wtedy właśnie 

nabrała pewności, że wuj Zack wkrótce się ożeni. 

Może i ty... Może i ty poślubisz swą tajemniczą 

nimfę? Już widzę nagłówki w gazetach: „Tajemnicza 

syrena zostaje pierwszą damą Newady". 

- Zmykaj już, Randy! I nie wracaj bez dużej pizzy! 

Gwiżdżąc wesołą melodię, Andrew odszukał nu­

mer agencji, w której zatrudniony był Pokey. Po 

chwili uzyskał połączenie. 

- Jakieś pytania w związku z jutrzejszym nurko­

waniem? - spytał Pokey, gdy poproszono go do 

telefonu. 

- Nie. Chodzi o coś innego. Potrzebuję twojej 

pomocy, Pokey. - Bez zbędnych wstępów Andrew 

opowiedział mu o swym spotkaniu z syreną i poprosił 

Pokeya o informacje. 

-Przyjeżdża tu sporo ekip filmowych. Wiem, że 

w poniedziałek jedna z ekip będzie kręcić reklamówkę 

w 20000 Mil. Przez tydzień będą filmować podwodne 

sceny, potem mają się przenieść na Podwodną Skałę. 

Jesteśmy zawiadamiani wcześniej, by ograniczyć licz­

bę nurków-amatorów na tych obszarach. Może ko­

bieta, którą pan widział, ćwiczyła tam swoją rolę... 

Zaraz wykonam kilka telefonów i dowiem się więcej. 

- Jeśli zdobędziesz dla mnie nazwisko i adres tej 

kobiety, sowicie ci to wynagrodzę, Pokey. 

- Zrobię, co w mej mocy. Będzie pan w domu 

w najbliższym czasie? 

- Tak. Zrezygnowaliśmy z restauracji. Dzwoń 

o dowolnej porze. Ale pamiętaj, Pokey, to sprawa 

poufna. 

Po odłożeniu słuchawki Andrew udał się do ła­

zienki, by wziąć prysznic. Potem w szlafroku rozsiadł 

się przed telewizorem i, po raz nie wiadomo który, 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

zaczął oglądać swój film. Przyglądając się syrenie, starał 

się dociec, dlaczego odczuwał do tej dziewczyny tak 

przemożny pociąg. To nie było zwykłe zauroczenie... 

- Złapałem cię na gorącym uczynku! - To był głos 

Randy'ego. - Na miłość boską, tato, czy z tobą już 

tak źle? - Chłopak stał w drzwiach i obserwował ojca 

z miną pełną niedowierzania. - Hej, obudź się! Wró­

ciłem zjedzeniem. - Podszedł do ojca i postawił tacę 

na stoliku obok telewizora. - Nie mają tu nadzwyczaj­

nego wyboru, ale znalazłem jedną kasetę, która z pew­

nością ci się spodoba. 

-Jeśli to znów „Na dnie mórz" lub coś w tym 

rodzaju, to wielkie dzięki. 

- Ciepło, ciepło! 

- Idę o zakład, że to „Szczęki" albo „20000 mil 

podmorskiej żeglugi"... Widzieliśmy to przed wyjaz­

dem do Nassau. 

- Pudło! Tego filmu z pewnością jeszcze nie widzia­

łeś. Siadaj i baw się dobrze. - Randy włożył do 

odtwarzacza przyniesioną kasetę i usiadł obok ojca. 

Po chwili obaj zanosili się śmiechem. 

- Oglądałem „Małą syrenkę" ze Steve'em, gdy 

opiekował się swą młodszą siostrą - wyznał Randy 

zawstydzony. - Tylko nie mów nikomu... Jak na film 

rysunkowy jest całkiem niezły. 

Andrew przez najbliższą godzinę oglądał film i ku 

swemu zażenowaniu utożsamiał się z księciem. 

Telefon zadzwonił, gdy książę miał zamiar pocało­

wać dziewczynę. 

- Ma pan szczęście, gubernatorze. - To był Pokey. 

- Mój dobry znajomy, Don, instruktor z zachodniej 

części wyspy, spędził cały tydzień z pańską syreną. 

Nazywa się Lindsay Marshall, ma dwadzieścia sześć 

lat, jest panną i pochodzi z Santa Monica w Kalifornii 

- wyrecytował Pokey jednym tchem. - Gra główną 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

rolę w reklamówce, którą będą tu kręcić w przyszłym 

tygodniu. To reklama jakichś nowych kosmetyków 

produkowanych z owoców morza... 

- Gdzie się zatrzymała? - spytał Andrew, starając 

się ukryć podniecenie. 

-Wszyscy filmowcy od reklamy zatrzymują się 

w hotelu Black Coral Marina na zachodniej stronie 

wyspy. Pańska syrena trenuje nurkowanie bez maski 

co dzień rano na Podwodnej Skale, a potem o piątej 

po południu Don zabiera ją do 20000 Mil. Don 

twierdzi, że ona nieźle nurkuje... 

Andrew, podekscytowany, zaczął spacerować po 

pokoju. 

- Czy... Don zna jej rozkład zajęć na jutro? 

-Jeśli pogoda się utrzyma popłyną na Boję za­

miast do Podwodnej Skały. 

- Czy to nie tam pojawiają się rekiny? - spytał 

Andrew, marszcząc brwi. 

- Na tym polega cały urok tego miejsca... Ale to 

całkiem bezpieczna zabawa. W każdym razie nikt 

dotąd nie został okaleczony. 

- Czy mógłbym nurkować tam razem z nimi? 

- wtrącił Andrew wiedziony nagłym impulsem. 

-Proszę mnie źle nie zrozumieć, gubernatorze... 

To prawda, że robi pan postępy, ale ciągle jest pan 

nowicjuszem. Nurkowanie w tym specyficznym miej­

scu wymaga pewnych kwalifikacji. 

- W porządku. Co zatem proponujesz na jutro? 

- Kryjówkę Morświna. Zejdziemy tam ha sześć 

metrów, żeby zobaczyć czarne korale i niesamowite 

gąbki. To się wam spodoba. No i mamy jeszcze 

Pochylnię, gdzie pojawia się wspaniały trygon kolisty 

ponad dwumetrowej rozpiętości płetw. 

- Brzmi groźnie. Ale o piątej chcemy nurkować raz 

jeszcze w 20000 Mil. 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

- Naturalnie - zgodził się Pokey. 

- Powiedz mi, Pokey, w jaki sposób udało ci się 

zdobyć informacje, nie wspominając, że to ja jestem 

stroną zainteresowaną? 

- To nie było trudne. Uchodzę tu za podrywacza. 

- Pokey roześmiał się. - Don pewnie pomyślał, że 

pytam we własnym imieniu. 

- Wyświadczyłeś mi ogromną przysługę. Jestem ci 

ogromnie wdzięczny, Pokey. 

- Niema sprawy. Do zobaczenia jak zwykle o dzie­

wiątej. 

Andrew odłożył słuchawkę. A więc jego syrena 

miała imię i adres... Cóż, to mu nie wystarczało. 

Musiał wiedzieć więcej. To już była robota dla pry­

watnego detektywa, Buda Atkinsa. Kątem oka ze­

rknąwszy na syna, który na szczęście zapatrzony był 

w telewizor i na moment zapomniał o bożym świecie, 

ponownie podniósł słuchawkę. 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

ROZDZIAŁ TRZECI 

Lindsay, leżąc na dnie łódki i mrużąc oczy w po­

południowym słońcu, z wysiłkiem wciągała na siebie 

przeznaczony do treningu kostium syreny. Musiała 

pod spód włożyć rajstopy, by oporny kostium z lycry 

dał się wcisnąć na nogi i biodra. Na koniec, wstrzy­

mując oddech, zapięła boczny suwak. 

- Życie syreny wcale nie jest słodkie - zauważyła 

i roześmiała się do Dona i Kena, dwóch braci, którzy 

służyli jej za przewodników. - Och, przestańcie się 

śmiać - zażartowała. - Chciałabym was zobaczyć 

w tej roli. 

- Dziękujemy bardzo - odparł z uśmiechem Don. 

- Całkiem nam dobrze w naszej własnej skórze. 

Lepiej powiedz, kiedy będziesz gotowa, by cię wy­

rzucić za burtę. 

- Jeszcze moment. Tylko rozplotę warkocz. - Roz­

puściła włosy, które sięgały jej poniżej pasa. - Och, 

naprawdę mi głupio, że musicie się tyle przy mnie 

nadźwigać... 

- Ryby nie mają głosu, a więc syrena nie powinna 

się w ogóle odzywać. - Siedzący przy sterze Ken puścił 

do Lindsay oko. - Poza tym nigdy w życiu nie 

zrezygnowalibyśmy z takiej szansy, prawda, Don? 

- Przenigdy! - przyznał skwapliwie Don i podniósł 

Lindsay do góry jak piórko. 

- Och! - Uśmiech zamarł jej na ustach, gdy spo­

strzegła w nieznacznej odległości inną łódkę. - Don, 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

czy to nie jest ta sama łódka, która pływała tu 

wczoraj? - spytała zaniepokojona. 

- Trudno powiedzieć. Z daleka wszystkie wygląda­

ją podobnie. Jak myślisz, Ken? 

- Nie mam pojęcia. A ten nurek, który cię wczoraj 

filmował, dał znać o sobie? 

- N i e - potrząsnęła głową. - Może to zabrzmi 

głupio, ale, uwierzcie mi, czułam się potwornie. Zupeł­

nie tak, jakby ktoś obcy niespodziewanie wkroczył do 

mego intymnego świata. 

Bracia wy buchnęli śmiechem. 

- Moja droga, wkrótce ta reklamówka będzie na 

okrągło pokazywana w telewizji. Cóż, w pewnym 

sensie staniesz się publiczną własnością... 

- Och, wiem, ale... - wzruszyła ramionami. - Nadal 

trenuję i wydaje mi się, że tam na dole jestem zupełnie 

sama. A kiedy on nagle się pojawił... Po prostu byłam 

zażenowana... Kostium, w którym wystąpię w filmie, 

odsłania znacznie mniej niż ten. - Wskazała ręką na 

ministaniczek i rybi ogon sięgający jej do pasa. 

- To prawda, w tym kostiumie mogłaś tego nurka 

przyprawić o atak serca! - Ken parsknął rubasznym 

śmiechem i włożył do wody przewód podłączony do 

sprężarki. Przewód był wystarczająco długi, by Lind-

say, będąc nawet wiele metrów pod wodą, mogła bez 

trudu chwycić go i zaczerpnąć powietrza. - To z pew­

nością turysta, który przyjechał tu w poszukiwaniu 

wrażeń - ciągnął Ken. - Dostarczyłaś mu wrażeń, że 

ho, ho! Jak wróci do domu, będzie chwalił się tym 

filmem przed wszystkimi znajomymi, a gdy zobaczy 

cię w telewizji, powie, że poznał cię osobiście. - Ken 

roześmiał się gromko. 

- Och, daj już spokój, Ken - obruszyła się Lindsay. 

- Don - zwróciła się do starszego brata - jestem 

gotowa do skoku! 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

- Pamiętaj, pływaj tylko pomiędzy bojami syg­

nalizacyjnymi. Łatwo je dostrzeżesz spod wody. I do­

kładnie co sześć minut wypływaj na powierzchnię. 

- Dobrze. 

Lindsay przyjęła odpowiednią pozycję do skoku 

i wzięła głęboki oddech. Już po chwili sunęła w dół, 

odpychając się nogami jak delfin. Gdy znalazła się na 

głębokości sześciu metrów, zaczęła ćwiczyć swój pod­

wodny taniec. Wolno obracała się wokół własnej osi, 

tak jak życzył sobie choreograf, co sprawiło, że jej 

długie włosy tworzyły w wodzie złocisty wachlarz. 

Nabyła już znacznej wprawy i całe to ćwiczenie 

przychodziło jej z łatwością. Musiała omijać tylko 

wąskie kanały i trenować w szerszych. Dzięki koloro­

wym bojom bez problemu ustalała swe położenie. 

Łódka znajdowała się dokładnie nad wężem. 

Po zaczerpnięciu powietrza zaczęła ćwiczyć następ­

ne ewolucje - unoszenie się we wdzięcznym pochyleniu 

oraz obracanie się jak na diabelskim młynie. Kilka­

krotnie powtórzyła ostatnie ćwiczenie, by zsynchroni­

zować ruchy rąk z ruchami ciała. Cały czas musiała 

pamiętać o uśmiechu i mieć oczy szeroko otwarte. 

Po sześciu minutach wynurzyła się na powierzch­

nię, pomachała ręką Donowi i znów pomknęła na dół. 

I nagle - gdy po raz kolejny wykonywała obrót 

- zauważyła, że z odległości około dziesięciu metrów 

obserwuje ją jakiś nurek. Był bez kamery, ale potężna 

sylwetka, blond włosy widoczne pod maską, jak 

również czarno-różowy kombinezon wyglądały dziw­

nie znajomo... Tak, to był ten sam człowiek, który 

filmował ją wczoraj! Serce Lindsay zaczęło walić jak 

oszalałe. 

Irytowała ją myśl, że nurek wrócił tu celowo, 

by ją podglądać. Nieważne, że tym razem nie zabrał 

kamery... 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

Gdy dotarła do węża z powietrzem, spostrzegła, że 

nieznajomy płynął za nią w dyskretnej odległości, 

Nabrała powietrza i śmignęła wąskim tunelem w na-

dziei, że nurek nie zdoła się tamtędy przecisnąć. Ale jej 

nadzieje okazały się płonne.* Gdy odwróciła głowę, 

okazało się, że on tam nadal był. Wyglądał groźnie 

i złowieszczo z twarzą ukrytą za czarną maską. Lindsay 

odnosiła okropne wrażenie, że podkrada się do niej 

niczym rekiny, które obserwowała dziś rano. Z taką 

samą bezlitosną precyzją... 

Czego ten człowiek od niej chciał? 

W klubie nieraz słyszała opowieści sławnych ak­

torek o fanatycznych wielbicielach, którzy nie chcieli 

pozostawić swych idoli w spokoju. Przestraszyła się nie 

na żarty i z impetem ruszyła do góry, by jak najszybciej 

znaleźć się na powierzchni. Jednak ku swemu przera­

żeniu nie mogła się poruszyć! 

Spojrzała w dół. Jej rybi ogon zaplątał się w rybacką 

sieć! Najgorsze, co mogło się przytrafić nurkowi! Zaczę­

ła ją ogarniać panika. Za kilkadziesiąt sekund zabrak­

nie jej powietrza. Kręciła się, szarpała - na próżno. 

Wypłynęła poza oznakowany teren, więc Don nie mógł 

zauważyć, że ma kłopoty... Instynktownie sięgnęła do 

suwaka, by uwolnić się z kostiumu, ale w suwak 

wkręciły się strzępy materiału i ani drgnął. Szarpała 

materiał - bez skutku. Nie miała siły go rozedrzeć. 

I nagle czyjeś silne, pewne ręce rozdarły materiał 

wzdłuż bocznego szwu, w ten sposób uwalniając jej 

spętane nogi. Lindsay, nie oglądając się za siebie, 

gwałtownie rzuciła się do góry. Wypłynęła na powierz­

chnię i z niewysłowioną ulgą zaczerpnęła powietrza. 

Łódka podpłynęła do niej natychmiast. 

- Co się stało? - spytał Don, wyciągając ją z wody. 

- Gdzie twój kostium? I, do licha, dlaczego wypłynęłaś 

poza boje nurkowe? 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

- Och, odpłyńmy stąd! -jęknęła. - Zabierzcie mnie 

z powrotem do hotelu! 

Gdy Don wyciągnął przewód powietrzny, Ken na­

tychmiast uruchomił silnik. Z maksymalną prędkością 

popłynęli w stronę nabrzeża. Lindsay bała się nawet 

spojrzeć za siebie. Chociaż nurek uwolnił ją ze śmier­

telnej pułapki, w jego niespodziewanym pojawieniu się 

pod wodą było coś tak przerażającego, że nigdy więcej 

nie chciała go widzieć. 

- Możesz nam teraz opowiedzieć, co się stało? 

- spytał Don łagodnym tonem. 

Oddychając nierówno, opowiedziała o wszystkim, 

co wydarzyło się pod wodą. 

- Wygląda na to, że twój prześladowca ocalił ci 

życie - skomentował Don, wysłuchawszy całej opo­

wieści. 

- Jeśliby mnie nie ścigał, nigdy nie wpadłabym 

w sieć - powiedziała z nachmurzoną miną. 

- Skarbie, ten człowiek cię przestraszył. To fakt. Ale 

wiedz, że sieć zauważa się dopiero, gdy już jest za 

późno. To niczyja wina, że twoja płetwa się zaplątała 

- orzekł rzeczowym tonem. - Dzięki Bogu, że dziś 

wrócił, by cię obserwować. Inaczej byłoby z tobą źle. 

Gdy dobili do brzegu, dodał: 

- Odwieziemy cię do hotelu, a potem wrócimy 

z Kenem po twój kostium. Myślę, że da się go do jutra 

zreperować. 

-Dzięki, Don. Ale... nie chcę już nurkować 

w 20000 Mil. Mogę przecież ćwiczyć gdzie indziej... 

I Don... chcę, byś od jutra zaczął nurkować ze mną. 

Boję się być sama pod wodą... Boję się kolejnych 

psychopatów... 

- Oczywiście, jak sobie życzysz. Ale psychopata to 

chyba zbyt mocne określenie. Facet po prostu chciał 

ci się przyjrzeć. Jesteś piękną kobietą, Lindsay. 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

- Dzięki za komplement, Don. Ale ten człowiek 

mnie przeraża. Jest silny, potężny, i wydaje mi się, że 

działa z premedytacją... Och, sama nie wiem... - Za­

topiła twarz w dłoniach. Obraz jasnowłosego nurka 

pojawił się przed jej oczami tak wyraziście, że za­

drżała. - Nie podoba mi się, że mnie filmował... 

Matka mojej najlepszej przyjaciółki, która jest znaną 

aktorką, była kiedyś prześladowana przez wielbicie­

la... Och, to był dla niej koszmar! 

- Uspokój się - pocieszył ją Don. - Jutro zejdę 

z tobą pod wodę. Jeśli zobaczymy w sąsiedztwie 

kogokolwiek przypominającego twego dzisiejszego 

prześladowcę, zawiadomimy straż portową. Oni go 

sprawdzą. 

- Dzięki, Don. - Odetchnęła z ulgą. - Od razu mi 

lepiej. Ze swej strony zawiadomię jednak ochronę 

w hotelu... - Włożyła plażową sukienkę i klapki 

i pomaszerowała na drugą stronę ulicy do hotelowego 

wejścia. Potrzebowała teraz kąpieli, drinka i dużo, 

dużo spokoju. 

Szybko przeszła przez hol do windy i nacisnęła 

guzik trzeciego piętra. 

Zazwyczaj po południu Lindsay lubiła odpoczywać 

na porośniętym egzotycznymi roślinami balkonie, 

skąd rozciągał się widok na pobliską przystań. Roz­

koszowała się miękkim, balsamicznym powietrzem 

i bajkowym widokiem lazurowego morza. Dziś jed­

nak, po tym przerażającym wydarzeniu, wiedziała, że 

nie zazna spokoju, póki nie porozmawia z ochroną 

hotelu. Miała dziwne przeczucie, że nurek znów się 

pokaże i to w chwili najmniej odpowiedniej. Wolałaby 

tego uniknąć. 

Oczywiście nie mogła zapomnieć, że pospieszył jej 

na ratunek i być może zapobiegł śmiertelnemu wypad­

kowi. Gniew jednak brał górę nad wdzięcznością 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

- gniew, że w ogóle się pojawił i zakłócił jej błogi 

spokój. Przypomniała sobie jego silne ręce na swoim 

ciele. Z jaką precyzją wydobył ją z kostiumu! Za­

chował się tak władczo, jakby był przyzwyczajony do 

roli przywódcy... 

Rozdrażniona faktem, że całkowicie nieznajomy 

mężczyzna zaprząta jej myśli, weszła pod prysznic 

i umyła włosy. To przyniosło chwilowe odprężenie. 

Potem, owinięta w ręcznik, ze szklanką zimnej coli 

w ręce podeszła do telefonu, podniosła słuchawkę 

i poprosiła o połączenie z szefem ochrony hotelu. 

Gdy wyjaśniła całą sprawę, jej rozmówca poprosił, 

by przyszła do jego biura w hotelu, złożyła stosowne 

oświadczenie i podała możliwie dokładny rysopis 

mężczyzny. 

Uspokojona tą rozmową powoli zaczęła się ubie­

rać. Włożyła kwiecistą spódnicę i liliową bluzkę, 

której kolor sprawiał, że w jej ciemnoniebieskich 

oczach pojawiły się ametystowe cętki. Do tego 

białe sandały na płaskim obcasie. Mając ponad 

metr siedemdziesiąt wzrostu, nie musiała się pod­

wyższać. 

Oprócz jasnej szminki, która podkreślała blask 

opalonej cery, nie stosowała makijażu. Śmiało za­

znaczone brwi i gęste rzęsy były wystarczająco cie­

mne. Gdy skończyła suszyć włosy, puszyste fale 

opadły jej na ramiona jak mieniąca się kurtyna 

ze złota. 

Przynajmniej raz do roku postanawiała je obciąć. 

Tłumaczyła sobie, że ich pielęgnacja zabiera zbyt dużo 

czasu i pracy. Zawsze jednak coś ją powstrzymywało. 

Włosy były tak bardzo kobiecą ozdobą... Teraz była 

niezmiernie szczęśliwa, że nie poddała się impulsowi. 

To dzięki swoim włosom została wybrana do re­

klamówki. 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

Gdy już stała w drzwiach, zadzwonił telefon. 

Przekonana, że to rodzice, którzy dzwonili codzien­

nie, podbiegła do nocnego stolika i podniosła słu­

chawkę. 

- Panna Marshall? - To była Leanne z recepcji. 

- Przepraszam, że niepokoję, ale na dole w holu czeka 

jakiś pan, który chciałby z panią porozmawiać. Twier­

dzi, że przyniósł coś, co do pani należy... 

Lindsay pełna najgorszych przeczuć zadrżała. 

-Czy może go pani opisać... Ale tak, by nie 

słyszał... 

-Jest niezwykle przystojny - powiedziała recep­

cjonistka przyciszonym głosem. - W typie Roberta 

Redforda. Około trzydziestu pięciu lat, wysoki blon­

dyn, oczy orzechowe, ubrany w popielaty garnitur 

i koszulę bez krawata. 

- Czy... przedstawił się? - Lindsay oblizała spierz­

chnięte wargi. Cała się trzęsła. 

- Nie. Twierdzi, że to nieważne, bo pani i tak go 

nie zna. 

A jednak dowiedział się, gdzie mieszka! Odnalazł 

ją! Na czole Lindsay pojawiły się krople potu. 

-Leanne, proszę posłuchać... - szepnęła. - Ten 

mężczyzna mnie śledzi, napastuje... Rozmawiałam na 

jego temat z ochroną hotelu. Gdy się rozłączymy, 

zachowuj się naturalnie i powiedz mu, że za chwilę 

zejdę. Zatrzymaj go, za wszelką cenę zatrzymaj! 

Nastąpiła chwila głuchej ciszy. 

- Dobrze - odezwała się w końcu recepcjonistka. 

- Czy pani uważa, że ten człowiek może być niebez­

pieczny? 

- Nie wiem. To musi sprawdzić ochrona. 

Natychmiast po tej rozmowie Lindsay wykręciła 

numer szefa ochrony i poinformowała go o wydarze­

niach z ostatniej chwili. 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

Po kilku minutach siedziała w jego gabinecie, 

usiłując się opanować. 

- To jest sprawa policji - wyjaśniał jej pan Herrera. 

- Pozwoliłem więc sobie ich zawiadomić. Oni najlepiej 

się nim zajmą, sprawdzą jego tożsamość, zadadzą 

kilka pytań. To nie potrwa długo... Złoży oświad­

czenie, dlaczego panią śledził. Och, naprawdę proszę 

się uspokoić... Prosiłem, by przyjechali jak najprę­

dzej. - Pan Herrera popatrzył na Lindsay z wyrazem 

pewnego zakłopotania na twarzy. - Panno Marshall, 

jest pani doprawdy piękną kobietą... Nie można 

wykluczyć, że ten człowiek po prostu chciał panią 

zobaczyć. W końcu, nie możemy zapominać, że wy­

ratował panią z nie lada opresji. Proszę tu chwilę 

poczekać i napisać stosowne oświadczenie dla policji, 

a ja zejdę na dół i rozejrzę się w sytuacji, dobrze? 

Skinęła głową. 

- Dziękuję za pomoc - powiedziała. 

- Po to tu jesteśmy. - Wyszedł dokładnie zamyka­

jąc za sobą drzwi. 

Na biurku leżał formularz, który musiała wypełnić. 

Zabrała się do pisania, ale nie mogła się skupić. 

Oczyma duszy wyobrażała sobie dramatyczne sceny, 

które prawdopodobnie rozgrywały się na dole. 

Patrzyła bezmyślnie na pustą kartkę papieru i za­

stanawiała się, czy któryś z tych mężczyzn, z którymi 

dziś rozmawiała, naprawdę uwierzył w jej relację. Czy 

ktokolwiek uwierzył, że nurek stanowi dla niej za­

grożenie? Może potakiwali wyłącznie dla uspokojenia 

jej? Być może po cichu stukali się w czoło. Nie, żaden 

mężczyzna, nawet najbardziej wrażliwy, nigdy nie 

zrozumie uczucia osaczonej kobiety. 

Ani Ken, ani Don, ani pan Herrera nie mogli 

wiedzieć, co to znaczy być obserwowaną i śledzoną 

przez tajemniczego nurka... Lindsay nie znała przecież 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

tutejszych wód, czuła się w obcym otoczeniu całkowicie 

bezradna i bezbronna. W dodatku odziana tylko 

w kostium syreny... Nie miała żadnej broni, nawet 

sprzętu do nurkowania... 

Och, jakże ją złościło, że dla wielu mężczyzn 

kobieca uroda i wdzięk stanowiły po prostu wy­

zwanie. Tacy mężczyźni uważali, że pięknej kobiecie 

wypada, a nawet należy się narzucać. 

Minęło następne pół godziny. Lindsay dawno już 

napisała oświadczenie i teraz zaczęła się nerwowo 

przechadzać po pokoju. Umierała z ciekawości, co też 

się dzieje na dole. 

Po nieskończenie długim czasie drzwi się wreszcie 

otworzyły i do pokoju wkroczył pan Herrera. W jego 

postawie i zachowaniu dało się od razu zauważyć 

pewną zmianę. Oczy mu błyszczały, a na twarzy 

ujrzała wyraz lekkiego rozbawienia. 

- Co się stało? - spytała zdziwiona. 

- O wiele więcej, niż można było przypuszczać. 

- Roześmiał się cicho, jakby opowiedział świetny 

dowcip. - Przepraszam, że zachowuję się trochę taje­

mniczo, ale cóż, zaszło pewne nieporozumienie, które, 

jak mniemam, za chwilę się wyjaśni. Zapewniam 

panią, że nie ma powodów do obaw... Proszę zabrać 

ze sobą oświadczenie, które pani napisała. Zejdziemy 

teraz na dół. Oficer śledczy wszystko pani wyjaśni. 

Lindsay zrobiło się lżej na sercu i raźno dotrzymała 

kroku szefowi ochrony. 

W recepcji troje ludzi uśmiechnęło się do niej 

z takim samym jak pan Herrera wyrazem rozbawienia 

na twarzy. Najwyraźniej wszyscy się świetnie bawili. 

Lindsay poczuła się nagle trochę nieswojo. 

Pan Herrera otworzył szeroko drzwi za kontuarem 

recepcji. 

- Bardzo proszę, panno Marshall... 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

Gdy Lindsay przekroczyła próg małego pokoju, 

poczuła nagłe onieśmielenie. Pięciu mężczyzn, w tym 

dwóch umundurowanych, przyglądało się jej w napię­

ciu. Czyjeś orzechowe oczy, taksujące ją w milczącym 

skupieniu, przykuły jej szczególną uwagę... 

Opamiętała się i odwróciła wzrok. Przemknęło jej 

przez myśl, że już gdzieś tego mężczyznę widziała... 

Z pewnością był to podejrzany nurek, który ją 

śledził. Raz jeszcze posłała mu baczne spojrzenie. 

Myśl, że już gdzieś go widziała, stawała się coraz 

bardziej uporczywa. I nie miało to nic wspólnego 

z jego lekkim podobieństwem do Roberta Redforda. 

Był niewątpliwie atrakcyjny, choć w niczym nie 

przypominał tak dobrze jej znanych supermenów 

z klubu sportowego. Krótkie blond włosy o końcach 

rozjaśnionych przez słońce rzeczywiście przywodziły 

namyśl sławnego aktora filmowego. Skórę miał raczej 

spaloną słońcem niż opaloną, a więc wylegiwanie się 

na plażach nie było dlań chlebem powszednim. Ostre 

rysy, prosty nos nadawały jego twarzy bardzo męski 

wyraz i twarz ta pasowała do wysokiej, muskularnej 

sylwetki. 

Stał teraz oparty niedbale o ścianę, z rękami 

skrzyżowanymi na piersi i przyglądał się Lindsay 

w sposób tak intensywny, że poczuła zażenowanie. 

- Panno Marshall - odezwał się wreszcie jeden 

z policjantów - jestem inspektor Ortiz, a to mój 

współpracownik, inspektor Henderson. Pani pozwoli, 

że przeczytam oświadczenie. 

Lindsay podała mu papier. Szybko przebiegł go 

wzrokiem, a potem uniósł głowę i przemówił: 

-A zatem twierdzi pani, że ten oto mężczyzna 

- zerknął z ukosa na nurka - zaczaił się na panią 

dzisiejszego popołudnia, by panią napastować... 

Utrzymuje pani, że wypadek, który miał miejsce pod 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

wodą, wydarzył się z jego winy, ponieważ wpadła 

pani w popłoch i starała się uciec. Czy dobrze 

rozumiem? 

Do licha! W interpretacji inspektora wypadła na 

przewrażliwioną idiotkę, histeryczkę o nadmiernej 

wyobraźni. Wstydziła się spojrzeć nurkowi w twarz. 

- Owszem - wykrztusiła wreszcie, biorąc głęboki 

oddech i starając się opanować drżenie głosu. - Wła­

śnie do takich wniosków doszłam. Poprzedniego 

dnia ten mężczyzna obserwował mój trening i fi­

lmował mnie. 

Mężczyzna, o którym była mowa, wyprostował się, 

a Lindsay zauważyła na jego wargach cień uśmiechu. 

Na wspomnienie o podwodnym spotkaniu zarumie­

niła się. Uświadomiła sobie nagle w jak skąpym 

występowała wówczas stroju. 

- Nie może pani jednak zaprzeczyć - kontynuował 

inspektor - że kiedy pani... hmm... syreni ogon 

zaplątał się w sieć, ten człowiek pomógł pani wydostać 

się z kostiumu. 

- Istotnie. Chodzi jednak o to, że nigdy nie znalaz­

łabym się w takim położeniu, gdyby ten pan... od­

dawał się swym pasjom gdzie indziej. - Obrzuciła 

nurka pełnym wyrzutu spojrzeniem, które odparował 

z pełnym rozbawienia błyskiem w oczach. 

- Panno Marshall - zauważył inspektor - nasze 

wody dostępne są dla każdego. 

- Możliwe - przerwała mu gwałtownie - ale, gdy 

mnie zobaczył, zaczął za mną płynąć. Odniosłam 

wrażenie, że chce mnie zaatakować. Och, maska 

skrywała mu twarz i po prostu przestraszyłam się. 

Może nie znajduje to racjonalnego wytłumaczenia, ale 

poczułam się całkowicie bezradna. Poza tym brako­

wało mi powietrza, a mój instruktor nie miał pojęcia, 

że wpadłam w kłopoty. 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

Pozostali dwaj mężczyźni, ubrani podobnie jak 

inspektor Herrera w podkoszulki i szorty, starali się 

powstrzymać uśmiech. Ich reakcja sprowokowała 

Lindsay do ostrzejszej wypowiedzi. 

- Być może trudno wam w to uwierzyć, panowie 

- wybuchła - ale nie wszystkie kobiety lubią narzu­

cających się mężczyzn. Jeśli ten pan ma jakieś logiczne 

wytłumaczenie dla swego postępowania, chciałabym 

je usłyszeć. A jeśli, jak sądzę, po prostu pragnie 

poznać producenta i reżysera filmu, to, przykro mi, 

ale wybrał złą drogę. Nie mam żadnego wpływu na 

obsadę ról. 

Ten komentarz wywołał znów powszechne roz­

bawienie powstrzymywane z coraz większą trudnoś­

cią. Lindsay gotowała się ze złości. 

- Panno Marshall - inspektor Ortiz wziął do rąk 

swój kapelusz - pozwoli pani, że zaczekamy na 

zewnątrz. W tym czasie gubernator Cordell przed­

stawi pani swój punkt widzenia. 

Lindsay nerwowo zamrugała oczami. Cordell. Cor­

dell.. . Gorączkowo szukała w pamięci i nagle doznała 

olśnienia. Cordell! Do licha, chyba nie Andrew Cor­

dell, gubernator stanu Ńewada! 

Napotkała jego spojrzenie i nagle zrozumiała, dla­

czego od samego początku wydawał jej się znajomy. 

Odniosła wrażenie, że ziemia usuwa się spod nóg. 

Kurczowo zacisnęła palce na krawędzi biurka, by 

utrzymać równowagę. 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

ROZDZIAŁ CZWARTY 

Mężczyzna, który bacznie ją obserwował, nagle 

przestał się uśmiechać. 

- Może usiądziemy? - zaproponował poważnym 

tonem. 

- Wolę postać - odparła. 

Niezależnie kim był, przestraszył ją nie na żarty. 

Pragnęła jak najszybciej usłyszeć jego wyjaśnienia 

i zastanawiała się właśnie, jakiej użyje wymówki. 

Przez dłuższą chwilę wpatrywał się w jej napiętą 

twarz. 

-Instynkt panią nie zawiódł, panno Marshall 

- odezwał się wreszcie. - Śledziłem panią. Co więcej, 

okłamałem inspektora. 

- Czy to oznacza, że wiedział pan, gdzie będę 

ćwiczyć dziś po południu? - spytała, wstrząśnięta 

jego szczerością i brakiem skruchy. 

- To prawda. Przeprowadziłem wywiad odnośnie 

pani osoby. 

Przemknęło jej przez myśl, że właściwie wolałaby 

zgrabne kłamstwo od tej brutalnej szczerości. 

- Rozumiem, że będąc gubernatorem, trudno pa­

nu zabawiać się podglądaniem kobiet, musiał więc 

pan wyjechać na wakacje, by szukać wrażeń pod 

wodą - odcięła się, nadal trochę zła. 

Wybuchnął szczerym śmiechem i śmiał się tak 

zaraźliwie, że w efekcie i na jej wargach pojawił się 

z lekka wymuszony uśmiech. 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

- Przepraszam, nie chciałam pana obrazić 

- usprawiedliwiła się. - Nadal jednak nie usłyszałam 

pańskich wyjaśnień. 

Przestał się śmiać i zrobił nawet poważną minę. 

Powiódł po jej twarzy tak badawczym wzrokiem, 

że cofnęła się o krok gwałtownie, jakby zamierzała 

uciec. 

- Cały problem polega na tym, że nie mam 

nic na swoje usprawiedliwienie - powiedział z go­

dnością. 

- Proszę sobie ze mnie nie żartować... - Spojrzała 

na niego niepewnie, a potem opuściła wzrok. Powoli 

zaczynała do niej docierać cała prawda. 

- Wczoraj natknąłem się na syrenę, która mnie 

oczarowała - wyjaśnił z niezmąconą powagą. -1 by­

łem tak zauroczony, że popędziłem za nią, by ją 

dotknąć, by sprawdzić, czy istnieje naprawdę. Nie 

byłem pewien, czy moja wyobraźnia nie płata mi 

figla. Myślałem, że syreny nie istnieją... Ale moja 

syrena istnieje. Mam ją uwiecznioną na filmie. 

- Uśmiechnął się łagodnie do Lindsay. - Dziś wró­

ciłem w to samo miejsce, by zobaczyć ją raz jeszcze. 

Naprawdę nie sądziłem, że moja obecność tak ją 

przestraszy. A potem, gdy zaplątała się w sieć, 

wpadłem w przerażenie i zrobiłem wszystko, co 

mogłem, by jej pomóc. No cóż, zniszczyłem przy tym 

jej ogon, ale zreperowałem go i przyniosłem w na­

dziei, że wybaczy zwykłemu śmiertelnikowi, który 

przypadkowo wkroczył do jej świata, a potem po raz 

wtóry chciał przeżyć ten sam cudowny sen... 

- Panno Marshall? - Inspektor Ortiz pojawił się 

w uchylonych drzwiach. - Mamy następne wezwa­

nie. Czy będziemy jeszcze pani potrzebni? 

- Dostałam satysfakcjonujące wyjaśnienie - po­

wiedziała zmieszana. -Dziękuję panom za wszystko. 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

- Cała przyjemność po naszej stronie. - In­

spektor Ortiz ukłonił się obojgu i zamknął za 

sobą drzwi. 

Gdy zostali sami, znów poczuła się nieswojo. 

Pokój wydał jej się dziwnie ciasny, a obecność guber­

natora przytłaczająca. Tym razem ogarnęły ją obawy 

zupełnie innego rodzaju... 

- Nadal pani się mnie boi? - Czytał w niej jak 

w otwartej książce! - Zastanawiam się, dlaczego tam 

pod wodą tak pochopnie doszła pani do wniosku, że 

chcę ją zaatakować. Pragnąłbym lepiej poznać mo­

tywy pani postępowania. Skąd wzięła się taka lęko­

wa reakcja? 

Była zaskoczona pytaniem, a jednocześnie pełna 

podziwu dla niezwykłej przenikliwości jego umysłu. 

Minęło kilka chwil, nim ochłonęła i mogła prze­

mówić. 

- Przypuszczam, że oglądał pan filmy z Victorią 

Harris? - Oparła się o brzeg biurka, zaczynała 

bowiem odczuwać skutki męczącego dnia. Poza tym 

była głodna; od lunchu nie miała nic w ustach. 

Andrew Cordell powoli skinął głową. Nie odrywał 

przy tym oczu od jej warg, co kompletnie ją roz­

praszało. - Jej córka, Beth, jest moją najlepszą 

przyjaciółką. Domy naszych rodziców sąsiadują ze 

sobą, więc właściwie razem dorastałyśmy. Vicky 

traktuję jak swą ciotkę. Uwielbiam ją... 

Lindsay słyszała drżenie własnego głosu. Łzy na­

płynęły jej do oczu na wspomnienie tych koszmar­

nych lat rekonwalescencji, kiedy to właśnie Vicky 

podtrzymywała ją na duchu, okazała jej tyle troski 

i serca. 

- Bardzo dużo jej zawdzięczam. - Zamrugała 

nerwowo oczami, by nie rozpłakać się przed nie­

znajomym człowiekiem. - Dzięki niej mam moż-

scandalous

wykonanie - Irena

background image

liwość zagrania w tej reklamówce. Jest tak serdecz­

ną, uczynną osobą... Jak pan zapewne wie, to 

niezwykle piękna kobieta. Dziesięć lat temu, pod­

czas pewnej charytatywnej imprezy, jakiś przystoj­

ny mężczyzna pojawił się nagle za kulisami i zrobił 

jej zdjęcie... Potem wysłał jej do domu odbitkę 

wraz z miłosnym listem. Vicky przeraziła się, ponie­

waż w liście tym poruszył jej intymne sprawy, 

o których nikt, jak sądziła, nie miał prawa wie­

dzieć. Jej ówczesny mąż, Pat, alkoholik zresztą, 

w ogóle tym się nie przejął i nie potrafił wesprzeć 

jej na duchu. - Lindsay przerwała na chwilę, by 

zaczerpnąć oddechu i poskładać myśli. - Miesiąc 

później pojawił się następny list i kolejne zdjęcia... 

Tym razem przedstawiały Vicky i Beth wychodzące 

ze sklepu. Oznaczało to, że były śledzone. I wtedy 

rozpoczął się koszmar. Zawiadomiono policję, Vi-

cky wynajęła ochroniarzy, którzy na stałe zamiesz­

kali w jej domu... Moi rodzice ze względów bez­

pieczeństwa zabronili mi wówczas w ogóle spoty­

kać się z Beth... - Głos Lindsay się załamał. 

-I właśnie dlatego... 

- Proszę nic więcej nie wyjaśniać - przerwał ze 

zrozumieniem. - Czy policja złapała tego mężczyznę? 

- Nie. Szukano go cały rok, ale nie natrafiono na 

żaden ślad. A potem nagle listy i zdjęcia przestały 

przychodzić. Oczywiście życie Vicky i Beth uległo po 

tych wydarzeniach zasadniczej zmianie... Pozostawi­

ły trwały ślad w ich psychice. Pat, nie mogąc znieść 

napięcia, odszedł od Vicky, i to akurat wtedy, gdy 

najbardziej go potrzebowała. Z pewnością nie był dla 

niej odpowiednim mężczyzną, ale rozpad tego trze­

ciego z kolei małżeństwa całkiem wytrącił ją z rów­

nowagi... Gorączkowo zaczęła szukać następnego 

męskiego ramienia... Beth była w takim stanie, że 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

musiała poddać się leczeniu psychiatrycznemu. Nie 

mogłam spotykać się z nią tak często jak niegdyś. 

Poza tym moi rodzice utrudniali nasze kontakty... 

Bali się o moją równowagę psychiczną. W tym 

okropnym dla nas wszystkich okresie moja psychika 

uległa poważnym przeciążeniom... Chyba na zawsze 

straciłam ufność wobec świata i ludzi. To był kres 

mego dzieciństwa... 

W małym pokoiku zapadła żenująca cisza. Lind-

say zupełnie nie potrafiła zrozumieć, co skłoniło ją 

do tak spontanicznych, intymnych zwierzeń przed 

człowiekiem, przeciw któremu jeszcze przed godziną 

gotowa była wnieść oskarżenie. 

- Przykro mi, że zrobiłam z tego incydentu taką 

aferę - usprawiedliwiała się. - Don, mój instruktor 

nurkowania, powiedział mi, że nurkom zdarza się 

zaplątać w sieć, i mogło mi się przytrafić to nie­

szczęście niezależnie od pana obecności. - Podniosła 

nań oczy pełne niepokoju. - Dziękuję, że pospieszył 

mi pan na ratunek. Prawdopodobnie zawdzięczam 

panu życie... 

- Och, teraz przyznaję - odparł zmieszany - że 

moja obecność rzeczywiście mogła panią wystra­

szyć i zdekoncentrować. Po tym, co usłyszałem, 

potrafię wczuć się w pani położenie. Biorę na sie­

bie całą winę za ten incydent. Mimo że zauroczony 

syreną działałem jak w transie, nic mnie nie uspra­

wiedliwia. 

Naprawdę było mu przykro i powiedział to tak 

ujmująco, że Lindsay po raz pierwszy szczerze się 

uśmiechnęła. 

- Wprost nie do wiary, że to mówię, ale pański 

komplement bardzo mi pochlebił. Mam nadzieję, że 

na filmie wypadnę równie przekonywająco. Nie wy­

obraża pan sobie, jak trudno jest naśladować rybę... 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

- Och, z pewnością. Gdy pani odpłynęła, roz­

ciąłem sieć i wyplątałem ogon. Zabrałem go do 

domu, by dać do naprawy. Gdy mu się przyglądaliś­

my z Randym, nie potrafiliśmy sobie w ogóle wyob­

razić, w jaki sposób pani go zakłada i jak można 

wykonywać w nim te wszystkie ewolucje. Z pewnoś­

cią jest pani znakomitą pływaczką. 

- Mam sporą praktykę - odpowiedziała skrom­

nie, wdzięczna za tyle troski i zaopiekowanie się jej 

kostiumem. - Czy Randy to pański instruktor? 

- spytała. 

Podniósł jeden kącik ust w nieznacznym uśmie­

chu. 

- Randy to mój osiemnastoletni syn, który 

wprost umiera z ciekawości, by poznać panią oso­

biście. 

Każde słowo tego mężczyzny intrygowało ją. 

Narastała w niej ciekawość, której nie potrafiła 

opanować. 

- Spędza pan tu wakacje z rodziną? - ośmieliła się 

spytać. 

- Tak. To nasz pierwszy wspólny wyjazd z synem 

od trzech lat, czyli od śmierci mojej żony... 

Lindsay przypomniała sobie teraz, że dwa lata 

temu, gdy opublikowano wyniki wyborów i przed­

stawiono sylwetki zwycięskich kandydatów, czytała 

coś na temat życia osobistego gubernatora Newady. 

- To musiała być dla pana prawdziwa tragedia 

- powiedziała współczująco. - Ogromnie mi przykro, 

że w tak głupi sposób zakłóciłam panu wakacje. 

Uniósł jedną brew na znak ni to zdziwienia, ni 

zakłopotania. 

- N o cóż, faktycznie nie byłem uszczęśliwiony, 

gdy niepostrzeżenie zbliżyło się do mnie dwóch 

policjantów i zażądało, bym udał się z nimi do tego 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

kantorku, ponieważ chcą mi zadać kilka pytań na 

temat pewnej syreny... - Uśmiechnął się pod nosem. 

- Moi ochroniarze byli nie mniej zaskoczeni ode 

mnie i omal nie wywiązała się poważna awantura. 

Lindsay, mimo że starała się zachować powagę, 

wybuchnęła perlistym śmiechem. Radosne iskierki 

w jego oczach były zaraźliwe. 

- Co gorsza, przyplątał się zaraz jakiś reporter 

i zdołał zrobić mi zdjęcie, gdy maszerowałem tu 

z syrenim ogonem. 

- Do licha! - wyrwało się Lindsay, gdyż natych­

miast uświadomiła sobie wszystkie możliwe konsek­

wencje. 

- W prasie na pewno zrobi się huczek. - Znów się 

uśmiechnął. - Naprawiony kostium dostarczono już 

do pani pokoju. 

Lindsay jęknęła z przerażenia. Wiedziała, że prasa 

zrobi wszystko, by gubernatora skompromitować, 

w dodatku mając tak znakomitą po temu okazję. 

Wszak dziennikarze z tego żyli. Wyrzucała sobie 

teraz, że narobiła tyle niepotrzebnego zamieszania. 

- Tak mi przykro... - powiedziała, nie znajdując 

dalszych słów. 

- Proszę się uspokoić - zaoponował. - To wszys­

tko moja wina. Niepokoję się o panią, tym bardziej 

teraz, gdy zrozumiałem podłoże pani lęków. Pod­

jąłem już konieczne kroki, by przynajmniej uniemoż­

liwić publikację pani nazwiska, ale oczywiście nie 

mogę tego zagwarantować. 

- Doceniam pańską troskliwość - bąknęła zmie­

szana i wystraszona nie na żarty. Jeśli jej rodzice 

dowiedzą się o wszystkim... 

- Poza tym, by uchronić panią przed wścibskimi 

gapiami, opuści pani ten pokój w towarzystwie 

moich dwóch uzbrojonych ochroniarzy, którzy będą 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

przy pand do końca pani pobytu w Nassau, a potem 

eskortują panią do Kalifornii. 

- Och, to z pewnością przesada! 

- Obawiam się, że nie. W ciągu kilku godzin ten 

incydent stanie się publiczną tajemnicą, a wówczas 

niejeden, ciekawski będzie chciał panią zobaczyć, 

a może i dotknąć... Myślę, że będzie pani zadowo­

lona z ochrony. 

Zaczynała mu wierzyć. Poczuła się nagle bardzo 

naiwna, głupiutka i bezbronna. 

- A kto będzie w takim razie chronił pana? - spy­

tała cicho. 

- Zawsze podróżuję z liczną ochroną i z powodze­

niem mogę użyczyć pani dwóch swoich ludzi. Oczy­

wiście nie będą pracować na koszt podatników, tylko 

na mój prywatny rachunek, jeśli to panią niepokoi. 

Och, miał niewiarygodną zdolność czytania w jej 

myślach! Zarumieniła się z wrażenia. 

- Skąd pan właściwie wie, że mieszkam w Kalifor­

nii? - przyszło jjej nagle do głowy. 

Przelotny uśmieszek na moment nadał jego twa­

rzy chłopięcy, figlarny wyraz. 

- Spodziewałem się tego pytania - odparł.  - M a m 

doprawdy mnęstwo wad, ale kłamać nie potrafię. 

Muszę wyznać, że wynająłem detektywa. Och, wiem, 

jestem czasem pozbawiony skrupułów. Moi polity­

czni oponenci wytykają mi to zawsze w czasie kam­

panii wyborczej". 

Był pewny siebie, przekorny, może nawet odro­

binkę arogancki, ale w jakiś niewytłumaczalny spo­

sób cechy te dodawały mu wdzięku. Lindsay pozo­

stawała pod tak dużym wrażeniem jego inteligencji, 

silnej osobowości, że zapomniała nawet o zmęczeniu 

i głodzie. Gdy jednak w końcu zerknęła na zegarek, 

zorientowała się, że rozmawiali już dobrą godzinę. 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

- Zrobiło się późno - zauważyła. - Muszę iść. 

- Proszę pozwolić, bym wyszedł pierwszy z hote­

lu. To na pewien czas odsunie od pani uwagę. 

I jeszcze jeden drobiazg... Jeśli pani nalega, odeślę 

pani tę kasetę wideo... 

- Och, nie ma sprawy. Ufam, że zachowa pan 

dyskrecję. - Wdzięcznym gestem odgarnęła włosy 

z policzka. - Większość filmów z wakacji i tak 

kończy swój żywot na półce. 

-Proszę na to zbytnio nie liczyć - ostrzegł 

z uśmiechem. 

Popatrzył na nią chwilę w milczeniu, a potem 

otworzył drzwi i wyszedł. 

Pozostawił Lindsay oszołomioną i... smutną. To 

w ogóle nie miało sensu, ale przygnębiała ją myśl, że 

nigdy go już nie zobaczy. Zdała sobie sprawę, że 

wraz z jego odejściem jakaś żywotna siła opuściła ten 

pokój - a może również jej życie... 

Gdy po upływie pięciu minut wyszła z pokoju, 

czekali już na nią dwaj krzepko wyglądający mężczy­

źni oraz pan Herrera. 

- Jestem panu niewymownie wdzięczna - zwróciła 

się do Herrery. - Cała sprawa okazała się burzą 

w szklance wody. 

- To się doskonale składa - odparł. - Chciałbym 

przedstawić panów Garveya i Arce'a, którym guber­

nator Cordell zlecił opiekę nad panią. 

Dwaj mężczyźni, którzy przedstawili się jako Jake 

i Fernando, serdecznie uścisnęli Lindsay dłoń. 

- Gubernator zarządził, by przeniesiono panią do 

specjalnego apartamentu - powiedział Jake. - Czuje 

się odpowiedzialny za wplątanie panji w tę sytuację 

i uważał, że trzeba zachować wszystkie środki bez­

pieczeństwa. Gubernator to bardzo przezorny i opie­

kuńczy człowiek... 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

Cała ta sytuacja wydawała się Lindsay nierealna. 

- Do pani apartamentu prowadzi bezpośrednia 

winda prosto z garażu - dodał Fernando. - My 

będziemy mieszkać w sąsiednich pokojach, by zape­

wnić pani bezpieczeństwo, nie naruszając jednocześ­

nie prywatności. 

Pomyślała, że gubernator szybko i śmiało sobie 

poczyna, ale w żadnym razie nie mogła przystać na 

taki gest z jego strony. 

- Proszę podziękować za troskę panu Cordel-

lowi - odezwała się - ale pozostanę w swoim 

pokoju. 

- Za późno, panno Marshall. Wszystkie rzeczy 

już przeniesiono, a pani poprzedni pokój został 

przygotowany dla następnych gości. 

- Wskażę pani drogę do prywatnej windy - wtrą­

cił pan Herrera, jakby kładąc kres wszelkim dys­

putom. 

Lindsay nie pozostało nic innego, jak podążyć za 

nim do głównego holu. Po drodze starała się nie 

zauważać zaciekawionych spojrzeń pracowników re­

cepcji. 

Fernando szedł tuż obok niej, Jake zaś przodem. 

Ten mężczyzna, który z początku tak ją wystraszył, 

okazał się jej wybawicielem i obrońcą. Teraz zaś 

przewrócił cały jej świat do góry nogami. Czuła się 

jak wielka gwiazda, gdy w towarzystwie osobistych 

ochroniarzy szła do swojego ekskluzywnego apar­

tamentu. 

Kiedy drzwi windy rozsunęły się bezszelestnie, 

oczom Lindsay ukazał się przepastny hol z dwiema 

parami drzwi po obu stronach. Na końcu korytarza 

znajdował się wielki salon urządzony w tonacji sza-

ro-biało-perłowej. Na jednej z kanap pokrytych bia­

łym jedwabiem leżał kostium syreny... 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

Na ścianach tego eleganckiego wnętrza wisiały 

współczesne obrazy - prawdziwe dzieła sztuki. W je­

dnym rogu stało czarne pianino, w drugim malowa­

ny chiński parawan, częściowo osłaniający pokaź­

nych rozmiarów stół i krzesła z drzewa tekowego. Na 

tle biegnących przez całą długość pokoju okien 

przesłoniętych żaluzjami ustawiono mnóstwo doni­

czek z drzewkami i kwitnącymi roślinami. Na wprost 

okna szklane drzwi prowadziły do pozostałych po­

mieszczeń apartamentu. Były tam mała jadalnia 

i przytulny salonik, sypialnia, kuchnia i łazienka. 

Fernando oprowadził ją po wszystkich pomiesz­

czeniach, a potem pokazał jeszcze niewielkie patio 

z ogrodowym stolikiem i leżakami. Pełno tu było 

kwitnących i pachnących roślin, których sylwetki 

majaczyły teraz na tle szafirowego nieba. 

-Jeśli będzie pani chciała opuścić hotel, proszę 

nas zawiadomić - powiedział Fernando. 

- Dziś już nigdzie nie wyjdę. Dopiero jutro rano 

o szóstej mam zamiar udać się do portu. 

- Skontaktowaliśmy się już z pani instruktorem 

i powiadomiliśmy go o wszystkim. Gubernator za­

mówił dla pani kolację. Wystarczy zadzwonić do 

kuchni. Czy jeszcze mogę pani w czymś pomóc? 

- Doprawdy, dziękuję. Czuję się tu jak prawdziwa 

księżniczka. 

Fernando uśmiechnął się. 

- Pan Cordell tak właśnie nakazał nam panią 

traktować. Proszę mi wybaczyć śmiałość, ale gdy 

panią ujrzałem, wydało mi się to całkiem naturalne. 

Nigdy nie widziałem tak pięknych włosów... 

- Dziękuję ci, Fernando. 

- Mieszkamy z Jakiem w pokojach po prawej 

stronie korytarza. Gdyby były jakieś problemy, pro­

szę dzwonić. 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

- Nie przewiduję żadnych, ale z góry dziękuję. 

Wszystko to wydawało jej się nadmiarem ostroż­

ności, ale wiedziała, że nie ma sensu protestować. 

- Telefony będziemy do pani przełączać. Pani 

również może dzwonić, gdzie zechce, uprzedzam 

jednak, że rozmowy będą nagrywane. W Kalifornii 

oczywiście zwrócimy pani taśmy. 

Lindsay miała już dosyć tych pouczeń, a nawet 

poczuła, że lekki dreszcz przechodzi jej po krę­

gosłupie. Tak, siła gubernatora była niczym przy­

obleczona w aksamitną rękawiczkę pięść z harto­

wanej stali. 

Nie mogła pojąć, jak ludzie mogli tak na co dzień 

żyć. Sama nie potrafiła. To nieodmiennie przywo­

dziło jej na myśl lata spędzone w domu z nad-

opiekuńczymi rodzicami, którzy chcieli znać każdy 

jej ruch i żyli w ustawicznym strachu o jej bez­

pieczeństwo. 

Trochę później, gdy czekała na zamówioną kola­

cję, zadzwonił telefon. 

- Panna Marshall? 

- Słucham, gubernatorze - ożywiła się, słysząc 

znajomy głos. 

- Och, proszę mówić do mnie Andrew. Choć na 

chwilę chcę zapomnieć o swych obowiązkach. 

- Ciekawa jestem, co by na to powiedzieli twoi 

wyborcy - zażartowała. 

Roześmiał się głośno i to sprawiło jej prawdziwą 

przyjemność. 

- Gdy Jake i Fernando pilnują telefonu, nie mar­

twię się o nic. 

- To bardzo sympatyczni ludzie, a apartament 

jest doprawdy wspaniały. - Westchnęła głęboko, by 

opanować przyspieszone bicie serca. - Dziękuję ci za 

szczodrość. Proszę jednak, nie rób nic więcej... 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

Wiem, że chcesz mi wszystko wynagrodzić, że jest ci 

przykro... ale ja także czuję się źle, ponieważ po­

psułam ci beztroskie wakacje. Nie mam żadnych 

możliwości, by odpłacić ci za kłopoty, które spowo­

dowałam, a więc proszę, nie chcę na dodatek zacią­

gać wobec ciebie długu wdzięczności. I tak czuję się 

wystarczająco źle. 

- Czy aż tak źle, by odmówić zjedzenia z nami 

jutro wieczorem kolacji? Zapraszam cię do nas po 

zakończeniu nurkowania. Pokażemy ci nasze filmy. 

Być może rozśmieszy cię widok dwóch nowicjuszy 

nieudolnie raczkujących wśród koralowych raf. 

A może zechcesz zobaczyć film ze sobą w roli 

głównej? 

Była zaskoczona zaproszeniem i jednocześnie bar­

dzo wzruszona. To zaczynało ją przerażać. Instynk­

townie czuła, że jeśli z tym mężczyzną zacznie spę­

dzać więcej czasu, będzie coraz bardziej za nim 

tęsknić. 

- Naprawdę nie jesteś ciekawa, jak wygląda ostat­

nia ocalała syrena? - zażartował. - Każdy człowiek 

powinien ją zobaczyć, nim wróci do morza, by 

zniknąć na zawsze. 

Lindsay poczuła się nieswojo. Czyżby guberna­

tor w ten poetycki sposób chciał jej dać do zro­

zumienia, że ich znajomość ma charakter wakacyj­

ny. Zwykły flirt... i nic więcej. Ta myśl wytrąciła ją 

z równowagi. 

- Być może ona zniknie dlatego, że nie jest praw­

dziwą syreną - powiedziała pół żartem, pół serio. 

- Wolałbym w to nie wierzyć - odparł z dziwną 

stanowczością w głosie. - A więc czekamy na ciebie 

jutro o wpół do ósmej, zgoda? 

- Będę trenować do siódmej, więc nie mogę obie­

cać punktualności. 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

- Nieważne kiedy. Przyjdź choćby i o północy. 

Jake i Fernando znają drogę. I jeszcze jedno... Nie 

czytaj jutro gazet, jeśli chcesz mieć dobry humor. 

- Dziękuję za wszystko. Również za zaproszenie 

na kolację. Dobranoc... Andrew. 

Gdy odkładała słuchawkę, ręce jej drżały, a nogi 

miała jak z waty. 

W drodze do jadalni zatrzymała się, by obejrzeć 

syreni ogon porzucony na kanapie. Ktoś zszył długie 

pęknięcie na boku i naprawił suwak... 

Jak mu się udało tak szybko znaleźć szwaczkę 

lub krawca? Wydawało się, że nic nie istnieje poza 

jego zasięgiem i kontrolą. I tego właśnie Lindsay 

się bała... 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

ROZDZIAŁ PIĄTY 

- Tato, dzwoni wujek Zack! 

Zack nie zawracałby mu głowy, gdyby nie wyjąt­

kowa sytuacja. A więc mogło to oznaczać tylko 

jedno... Adrew z wyrazem niesmaku na twarzy 

odłożył „Los Angeles Examiner" i podszedł do 

aparatu stojącego przy łóżku. 

- Cześć, Zack! Przypuszczam, że właśnie natkną­

łeś się na moje nazwisko w gazecie. 

- Trudno by było go nie zauważyć. „Sun" donosi 

na pierwszej stronie, że gubernator Cordell bohater­

sko ratuje piękną syrenę. Co więcej, zamieszczono 

tam zdjęcie, na którym trzymasz w ręce jakiś dziwny 

eksponat. Chyba ogon rybi, czy tak? Na litość boską, 

Andrew, martwiłem się, gdy osoba Randy'ego poja­

wiała się w kolumnie plotek, ale teraz ty sam jesteś 

bohaterem pierwszej strony! - Zack nie mógł po­

wstrzymać śmiechu. 

- T o było do przewidzenia - jęknął Andrew. 

- Wiedziałem, że dla prasy będzie to łakomy kąsek. 

- Alex przesyła ci pozdrowienia i twierdzi, że na 

tym zdjęciu wyglądasz na uradowanego. Podejrzewa, 

że pan gubernator wplącze się w miłosną historię. 

Andrew siadając na brzegu łóżka spytał: 

- A co ty byś na to powiedział, Zack? 

- Od dawna miałem nadzieję i modliłem się w du­

chu, że znajdziesz wreszcie kogoś, kto zastąpi ci moją 

siostrę. Jesteś zbyt młody i pełen życia, by długo 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

wytrzymać w samotności. Ale dlaczego akurat sy­

rena? 

Andrew wybuchnął śmiechem, a Zack mu za­

wtórował. 

- Jesteś pewien, że ona jest warta tego całego 

zamieszania, które być może zniszczy twój politycz­

ny wizerunek? - padło po chwili pytanie. 

Andrew zacisnął mocniej dłoń na słuchawce. 

- Wiesz, gdy ujrzałem ją po raz pierwszy, napraw­

dę zastanawiałem się przez kilka chwil, czy nie jest 

prawdziwą syreną... 

- Rzeczywiście jest taka piękna? 

- Sfilmowałem ją i oglądałem już tę taśmę tyle 

razy, że chyba niedługo się zedrze. Teraz potrafię 

zrozumieć twoje szaleństwo na punkcie Alex. Randy 

powiedział mi, że po kryjomu zachowałeś wszystkie 

plakaty... 

- Tato, do licha! - To był zirytowany głos Ran-

dy'ego. 

- No tak, okazuje się, że we własnym domu 

nie mogę mieć żadnej tajemnicy - westchnął ^ re­

zygnacją Zack. 

- Ja też nie. Zauważ, że przy okazji takiego 

drobnego incydentu zrobiono ze mnie huLake, de­

wianta, zdeprawowanego urzędnika, który tylko 

czyha, by zaatakować młode, niewinne syreny. 

- Zrobiłeś to? Rzeczywiście ją napastowałeś? 

- A jak myślisz? 

- No cóż, gdy po raz pierwszy zabrałem Alex 

na ranczo, powiedziałem jej, że słono jej zapłacę, 

jeśli będzie pozować nago na koniu dla celów re­

klamowych. 

-A sądziłem, że znam cię na wylot, Zackery 

Quinnie! 

- Nie znasz mnie nawet w połowie. 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

- Teraz jednak mogę cię łatwiej zrozumieć - po­

wiedział Andrew poważniejszym tonem. - Ona jest 

ode mnie dziesięć iat młodsza, Zack. 

- To co z tego? 

- Ona się mnie boi. -Andrew opowiedział w skró­

cie całą historię, ukrywając przed szwagrem jedynie 

swe najbardziej intymne przemyślenia i emocje. 

- Niedługo zobaczysz ją w telewizji. Będzie reklamo­

wać nowe kosmetyki. „Czar natury". Jestem pewny, 

że dzięki niej producent zrobi furorę. 

- A poza tym dobrze się bawisz? - spytał Zack na 

zakończenie rozmowy. 

-Tak. Obaj z Randym jesteśmy bardzo zado­

woleni. 

- Masz wspaniałego syna, Andrew. - W głosie 

Zacka dał się słyszeć cień zadumy? 

- Znacie już płeć dziecka? - zagaił Andrew. 

- Nie. Zdecydowaliśmy z Alex, że wolimy nie 

wiedzieć. W ten sposób nasze oczekiwanie jest jesz­

cze bardziej emocjonujące. 

- Macie rację. Przekaż Alex moje gorące pozdro­

wienia. I powiedz jej, żeby poczekała do naszego 

powrotu! 

- Termin wypada dopiero pod koniec miesiąca. 

- No to będziemy już w domu. Cieszę się, Zack, 

że zadzwoniłeś. Bardzo pomogłeś mi poskładać my­

śli. Odezwij się jeszcze. 

Rozmowa z Zackiem wyraźnie poprawiła mu 

humor. Zaraz po odłożeniu słuchawki wyrzucił do 

kosza wszystkie gazety, w których aż się roiło od 

skandalizujących doniesień z Wysp Bahama. 

- Mam pomysł! - zwrócił się z ożywieniem do syna. 

- Pojedźmy teraz ponurkować na Skalnej Ścianie! 

Wystąpił z tą propozycją, ponieważ godziny dzie­

lące go od spotkania z Lindsay Marshall dłużyły się 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

niemiłosiernie. Pomyślał, że oszaleje, jeśli przyjdzie 

mu cały dzień spędzić w domu. Randy wydawał się 

zaskoczony tą śmiałą propozycją. Sądził, że pozo­

staną w domu, by uniknąć spotkań z miejscowymi 

łowcami sensacji. 

- Mówisz poważnie? - Chłopakowi oczy pojaś­

niały z radości. - Ale przecież to miejsce jest prze­

znaczone dla doświadczonych płetwonurków. 

- Och, namówimy Pokeya. Sprowadzi nas na 

bezpieczną głębokość. A w czasie naszej nieobecno­

ści kucharz przygotuje wspaniałe przyjęcie! 

Randy przez chwilę przyglądał się ojcu w skupie­

niu, a potem skonstatował: 

- Już dawno nie widziałem cię w tak znakomitym 

humorze, tato. Myślę, że panna Marshall nie jest na 

ciebie bardzo zła, skoro zgodziła się do nas przyjść. 

Postaraj się więcej jej nie wystraszyć. 

- A to co znowu? - Andrew wybuchnął szczerym 

śmiechem. - Mój rodzony syn poucza mnie, jak 

trzeba się obchodzić z kobietą! 

- Właśnie. - Randy wyszczerzył zęby. - Od trzech 

lat nie interesowałeś się kobietami, więc teraz, skoro 

panna Marshall tak bardzo ci się podoba... 

- Wezmę pod uwagę twe światłe rady, synu - uciął 

z figlarnym uśmiechem. 

Dom, który wynajmował gubernator, przywodził 

Lindsay na myśl greckie wyspy z ich nieskazitelnie 

białą zabudową. W świetle zapadającego zmierzchu, 

na tle ciemniejącej zieleni, kolorowe płatki kwit­

nących, drzew i krzewów jaśniały nierzeczywistym 

blaskiem. 

Gdy limuzyna pokonywała ostatni zakręt drogi 

prowadzącej do frontowego podjazdu, miała szczerą 

ochotę poprosić kierowcę, by zawrócił. Przez cały 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

dzień przygotowywała się na ponowne spotkanie 

z gubernatorem Cordellem, a teraz miotana tysiącem 

sprzecznych uczuć obawiała się, że nie podoła wyzwa­

niu. Czuła dziwny rodzaj napięcia i lęku, choć nie był 

to już dławiący strach, którego doznawała wczoraj. 

Szykując się do wyjścia kilkakrotnie zmieniała 

ubranie - wiecznie niezadowolona ze swego wy­

glądu. Po długich rozterkach zdecydowała się na 

wąską, jedwabną suknię w kolorze zgaszonego różu 

z niewielkim dekoltem i skromnym rozcięciem z bo­

ku. Zarówno koronkowa halka jak i pantofle kom­

ponowały się kolorystycznie. 

Włosy pozostawiła rozpuszczone, przerzuciła je 

tylko przez prawe ramię, by wyeksponować jeden 

z kolczyków - mały topaz w kształcie kryształowej 

kuli, w którym odbijało się światło i kolor sukni. 

Gdy kierowca okrążył fontannę i zatrzymał się 

przed frontowym wejściem, Fernando - nieodłączny 

towarzysz - pierwszy wysiadł z samochodu, by ot­

worzyć Lindsay drzwiczki. 

Drzwi willi otworzyły się niemal natychmiast i na 

progu pojawiła się znajoma, jakże intrygująca syl­

wetka Andrew Cordella. Przyciągał wzrok jak pro­

mień światła. Omiotła spojrzeniem jego twarz, jasne 

włosy, które teraz wyglądały na bardziej spalone 

słońcem niż wczoraj, jego świeżo opaloną skórę. 

Miał na sobie elegancki letni garnitur w kolorze 

beżu, który uwydatniał mocne linie jego ciała, dos­

konale skomponowany z ciemniejszą nieco koszulą 

i kolorem krawata. Z całej sylwetki emanowały 

witalność, energia i siła, które Lindsay wyczuwała 

mimo dzielącej ich odległości. Na miękkich nogach 

weszła po schodach. 

- Kłamałem, oczywiście, twierdząc, że wszystko 

mi jedno, o której przyjdziesz. Już po ósmej i gotów 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

byłem udać się po ciebie osobiście. - Wypowiedział 

te kilka słów bardzo poważnym tonem. 

- Och, mieliśmy małą awarię - usprawiedliwiła się 

w nerwowym podnieceniu. - Ken nie mógł urucho­

mić silnika. 

- Postaram się mu wybaczyć - zażartował, biorąc 

ją pod rękę i wprowadzając do środka. 

Kiedy drzwi zamknęły się za nimi bezszelestnie, 

Lindsay z nieokreślonego powodu doznała takiego 

samego wrażenia jak wówczas, gdy schodziła po 

pionowej ścianie w dół - w przepastny wodny błękit. 

I tak samo jak wówczas, miała niezachwiane prze­

konanie, że wypłynie z powrotem na powierzchnię. 

Podniecająca bliskość Andrew Cordella sprawia­

ła, że ledwie mogła docenić piękny wystrój wnętrza. 

Co za ironia, myślała. Przecież całe życie obracała 

się wśród przystojnych, wpływowych mężczyzn. Na 

urządzanych przez rodziców przyjęciach poznawała 

producentów, amantów filmowych, dygnitarzy, któ­

rzy bez wątpienia byli niezwykle atrakcyjni. Dlacze­

go więc Andrew Cordell był jedynym, który wzbudził 

w niej takie emocje? Jedynym, którego spojrzenie czy 

dotknięcie ręki wywoływało podniecający dreszcz? 

Poprowadził ją przez kwadratowy hol, ozdobiony 

różnymi gatunkami egzotycznych roślin, do salonu 

urządzonego w stylu śródziemnomorskim, którego 

zakończone łukiem okna wychodziły na morze. Po 

lewej stronie zauważyła wejście do jadalni. 

- Mój syn czeka na nas w gabinecie - powiedział 

Andrew, prowadząc ją następnie do pokoju, którego 

misternie rzeźbione ściany oraz meble przypominały 

styl mauretański. 

Siedzący przed telewizorem opalony, ciemnowło­

sy chłopak wstał na ich widok. Z czarującym uśmie­

chem otrzepał spodnie i obciągnął sweter. 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

- Cześć - powiedział do Lindsay, a ona natych­

miast odgadła, jak Andrew Cordell wyglądał dwa­

dzieścia lat temu. 

-Randy, pozwól, że ci przedstawię prawdziwą 

syrenę. - Mówiąc to Andrew nadal trzymał ramię 

Lindsay we władczym uścisku. - Wyobraź sobie, że 

ona przybrała nazwisko Lindsay Marshall. 

Rozbawiona tymi słowami Lindsay uśmiechnęła 

się i serdecznie uścisnęła dłoń Randy'ego. 

- Witaj, Randy. Mam nadzieję, że będziesz mnie 

nazywać Lindsay. 

- Cieszymy się, że nas odwiedziłaś, Lindsay. Gdy 

tata pokazał mi film, myślałem, że jesteś prawdziwą 

syreną. Musisz go koniecznie zobaczyć. 

- Nie sądzę, bym mogła dobrze wvjść. Zacze­

rpnęłam wówczas za dużo powietrza i cały czas 

unosiło mnie do góry. Musiałam zbyt mocno machać 

ramionami. 

-Zapewniam cię, że żaden z nas niczego nie 

zauważył - wtrącił Andrew. - Czy masz ochotę napić 

się czegoś przed kolacją? 

- Nie, dziękuję. Szczerze mówiąc po treningu 

jestem zawsze głodna jak wilk. 

- Zatem natychmiast temu zaradzimy. - Gdy to 

mówił, w jakiś dziwny sposób patrzył na jej usta, 

co sprawiło, że ciało jej przeszył dreszcz. Nadal 

czuła na ręce dotyk jego dłoni, mimo że już ją 

puścił. - Chodź, powiemy kucharzowi, że jesteśmy 

gotowi. 

Gdy opuścili gabinet, Lindsay odezwała się: 

- Masz bardzo przystojnego syna. Podobny do 

ciebie, tylko ma trochę ciemniejszą karnację. 

- Dziękuję. Myślę jednak, że najładniejsze rysy 

odziedziczył po swej matce. 

- Masz więcej dzieci? 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

- Nie. Mieliśmy szczęście, że Randy w ogóle się 

urodził. Moja żona chorowała na rzadką chorobę 

krwi, odziedziczoną po swej matce. Obie zmarły 

przedwcześnie... 

- Musiałeś to bardzo przeżyć. - Lindsay uniosła 

ku niemu oczy pełne bólu. - W dodatku byłeś już 

wówczas osobą publiczną, musiałeś podołać setkom 

obowiązków... 

Zauważyła, że Andrew nerwowo zaciska szczęki. 

- Tak, to było piekło - wyznał. - Szczególnie dla 

Randy'ego. Miałem za dużo obowiązków, by mu 

pomóc. Musiał radzić sobie sam i bywało różnie... 

Cóż, teraz próbuję mu to wynagrodzić. 

- Szkoda, że nie wiedziałam tego, zanim... - za­

jąknęła się. 

- Daj spokój - przerwał gwałtownie. - Za wszelką 

cenę chciałem cię poznać, choć oczywiście nie w taki 

sposób, jak to się w rezultacie stało. Wolałbym, by 

na naszym pierwszym spotkaniu nie było policjan­

tów, strażników i reporterów... Chciałem zrealizo­

wać własny scenariusz... 

- Własny scenariusz? - ożywiła się. 

- Tego dnia zamierzałem poczekać, aż skończysz 

nurkowanie. Pokey i reszta załogi dostali instrukcje, 

by podpłynąć do waszej łódki, a wtedy Pokey miał 

poprosić Dona, aby nas sobie przedstawił. Chciałem 

przeprosić za to, że ubiegłego dnia cię wystraszyłem. 

Miałem zamiar zaprosić cię na kolację i oczywiście 

oddać kasetę, jeślibyś tego zażądała. - Przerwał 

i popatrzył jej prosto w oczy. - Czy przyjęłabyś 

zaproszenie? 

Lindsay, która słuchała tych wyjaśnień z uczuciem 

rosnącego zdziwienia, niespodziewane pytanie wy­

straszyło. Jakiś głos płynący z serca przekonywał ją 

jednak, że niezależnie od lęku, jaki Andrew Cordell 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

w niej wówczas budził, prawdopodobnie swą osobo­

wością i wdziękiem całkiem by ją zawojował. Dzięki 

tym cechom pozyskał głosy elektoratu i został wy­

brany na drugą kadencję. Jeśli ją pamięć nie myliła, 

odniósł znów przygniatające zwycięstwo. 

- Kolacja czeka. - To był Randy. 

Wybawił Lindsay z nie lada kłopotu, ponieważ na 

zadane pytanie nie potrafiła znaleźć odpowiedzi. 

- J u ż idziemy - odparł Andrew, nie spuszczając 

z Lindsay wzroku. 

Znów poczuła ciepło przenikające z jego dłoni do 

jej ciała. Nim doszli do jadalni, wyszeptał prosto do 

jej ucha: 

- Skoro tu jesteś dziś wieczorem, wnioskuję, że 

odpowiedź brzmiałaby: „tak". 

Z wypiekami na twarzy Lindsay pierwsza weszła 

na taras, gdzie już nakryto do stołu. Było tu bardzo 

przytulnie - wokół tarasu rósł żywopłot i kwitnące 

krzewy. 

Pośrodku stołu ustawiono kompozycję z orchidei, 

którą oświetlało teraz światło świec. Ciepłe, upojne 

nocne powietrze i zbliżający się ku pełni księżyc na 

aksamitnym niebie, dawały Lindsay uczucie odreal­

nienia. Nie mogła uwierzyć, że to wszystko dzieje się 

naprawdę. Przypomniała sobie rozmowę z Beth na 

lotnisku... 

Nie dalej jak wczoraj siedziała w biurze pana 

Herrery i miała nadzieję, że jej prześladowca za 

chwilę zostanie aresztowany. I potem nagle cała 

sytuacja uległa diametralnej zmianie. Nadal czuła 

z tego powodu oszołomienie. 

- Jak to się mogło stać, że do tej pory nie oglą­

daliśmy cię w żadnym filmie? - zagaił Randy, gdy 

podano na przystawkę smakowicie wyglądające na­

dziewane krewetki. 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

Lindsay upiła łyk białego wina. 

- Nigdy nie byłam aktorką. 

- W takim razie musisz być modelką. Jesteś prze­

cież taka piękna... - Miał taki sam jak jego ojciec 

bezpośredni sposób wyrażania się. 

Potrząsnęła głową z uśmiechem. 

- Dzięki za uroczy komplement, ale znów się 

mylisz. Nagrywam tę reklamówkę wyłącznie po to, 

aby zarobić pieniądze na dalsze studia. A wybrano 

mnie do roli syreny tylko dlatego, że dobrze pływam 

i mam długie włosy. 

- Och, z pewnością to nie jedyny powód - bąknął 

Andrew, obrzucając ją wymownym spojrzeniem. 

- Co zamierzasz studiować? - zapytał poważnym 

tonem. 

- Chcę kontynuować studia na wydziale biologii 

morskiej w La Jolla. 

- Słyszałem o tym instytucie - powiedział Randy. 

- W ubiegłym roku dwóch moich przyjaciół od­

bywało tam praktykę. 

-Zamierzam się zająć obserwacją rekinów... 

- wyjaśniła Lindsay. 

- Żartujesz! To fantastyczny pomysł! A wczoraj 

widziałaś dużo rekinów? Chcieliśmy z tatą nurkować 

w tym samym miejscu, ale okazuje się, że jeszcze 

jesteśmy za słabi. 

Było oczywiste, że dokładnie znali jej rozkład 

zajęć, a jednak Randy zupełnie nie wyglądał na 

zmieszanego. 

- Było ich chyba osiem - odpowiedziała po chwili. 

Podano główne danie - udziec jagnięcy, ziemniaki 

au gratin

 i lukrowaną marchewkę. Gdy jedli, ze­

rknęła ukradkiem na gospodarza. Był dziwnie upięty. 

- Ze wszystkich morskich stworzeń rekiny Mit naj­

bardziej niebezpieczne - skonstatował Andrew. 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

- Dlaczego chcesz się poświęcić pracy związanej 

z takim ryzykiem? 

Wiele razy sama zadawała sobie to pytanie. Nadal 

brzmiały jej w uszach kategoryczne protesty rodzi­

ców, gdy wtajemniczyła ich w swe plany. 

Odłożyła widelec na talerz i powiedziała: 

-Jeśli zna się te zwierzęta i wie, jak z nimi 

postępować, ryzyko nie jest tak duże. Zastanów się, 

dlaczego ty sam poświęciłeś się karierze politycznej? 

Przecież ten zawód wiąże się z o wiele większym 

ryzykiem. Ryzykujesz szczęściem własnej rodziny, 

własnym zdrowiem psychicznym... 

Ich oczy spotkały się na moment. 

- T o nie jest właściwe porównanie. Jeśli mnie 

zniszczą jakieś grube ryby, zawsze mogę pracować, 

powiedzmy, jako prokurator okręgowy. Ty nato­

miast nie masz żadnego wyboru, jeśli rekin-ludojad 

postanowi skonsumować cię na podwieczorek. 

Upiła kolejny łyk wina, nim odpowiedziała. 

- Owszem, ludojad jest bardzo groźnym rekinem, 

ale przecież to nie jedyny gatunek występujący w na­

szych wodach. Na przykład rekiny młotowate do­

starczają naukowcom fantastycznego materiału do 

badań, a ich szczęki wcale nie prezentują się tak 

groźnie. 

- Chcesz przez to powiedzieć, że potrafią człowie­

ka tylko nadgryźć, zamiast zjeść go w całości? 

- Każde żyjące stworzenie potrafi zaatakować, 

gdy zostanie zapędzone w pułapkę albo gdy jest 

ranne. Jeśli obserwacja rekinów byłaby tak bardzo 

niebezpieczna, nikt by się jej nie podjął, i w związku 

z tym nic byśmy do dziś nie wiedzieli o tych fas­

cynujących rybach. 

- Właściwie, w jaki sposób prowadzicie obserwa­

cje? - dopytywał się Randy. 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

Lindsay wytarła usta serwetką. 

- Dam ci taki przykład: rekiny trzeba oznakować, 

by zbadać zasięg ich migracji, a więc nurek musi 

podpłynąć tak blisko, by wystrzelony nadajnik pew­

nie umieścić w ciele rekina pośrodku jego grzbietu. 

Czasem ból powoduje u rekina chęć odwetu. Oczy­

wiście trzeba być tego świadomym i zastosować 

wszystkie środki ostrożności, by uniknąć niebezpie­

czeństwa. 

- To właśnie masz zamiar robić na jesieni? - spy­

tał zafascynowany Randy. 

- Nie. Instytut Scrippa oferuje sześcioletni pro­

gram. Podczas pierwszego roku będą tylko zajęcia 

teoretyczne. Później ukończę specjalistyczny kurs 

nurkowania i dopiero potem będę mogła uczest­

niczyć w niektórych podwodnych badaniach. 

- Och, sam chciałbym to robić! - entuzjazmował 

się Randy. 

- Na szczęście masz jeszcze przed sobą cztery 

lata studiów, a w tym czasie, mam nadzieję, zdążysz 

zmienić zdanie - wtrącił ostro Andrew. - Może 

teraz przejdziemy do salonu, gdzie podadzą nam 

deser, a Lindsay będzie mogła wreszcie zobaczyć 

się na wideo. 

Nagła zmiana tematu zaskoczyła Lindsay. And­

rew był prawdopodobnie bardzo opiekuńczy w sto­

sunku do swego jedynaka. Być może śmierć żony 

spowodowała nawet pewne przewrażliwienie na pun­

kcie jego bezpieczeństwa... 

Potrafiła to zrozumieć lepiej niż ktokolwiek inny. 

Czyżby Andrew Cordell przypominał jej nadopie-

kuńczych rodziców? Jeśli tak, współczuła zarówno 

jemu, jak i jego synowi. 

Andrew czule obejmując Lindsay w talii, popro­

wadził ją do gabinetu. 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

Czy wszystkie kobiety tak traktował? - zastana­

wiała się. A co na to Randy? Pewnie był przy­

zwyczajony do widoku kobiet u boku swego ojca... 

Właściwie dlaczego ją tu zaprosił? Istniała tylko 

jedna sensowna odpowiedź. Był to z jego strony 

przepraszający gest. Nie przyjął do wiadomości jej 

zapewnień, że to ona czuje się winna, gdyż naraziła 

go naśmieszność. 

I pewnie nigdy więcej już go nie zobaczy - ani 

jego, ani Randy'ego... Ta myśl przygnębiła ją bar­

dzo. Powinna przynajmniej wykorzystać te krótkie 

chwile, które jeszcze jej pozostały i dziś wieczór 

dobrze się bawić w ich towarzystwie. Wiedziona 

nagłym impulsem, powiedziała: 

- Nim ujrzę syrenę, chciałabym zobaczyć naj­

pierw pozostałe filmy, które nakręciliście. - W ten 

sposób będzie mogła bezkarnie rozkoszować się wi­

dokiem Andrew Cordella, nie dając mu poznać, jak 

bardzo interesuje się nim naprawdę. 

Przez następną godzinę Lindsay siedziała przed 

telewizorem, jak zaczarowana. 

- Jak na dwójkę amatorów, nurkujecie wspaniale! 

- pochwaliła. - I robicie znakomite filmy. 

- M ó j przyjaciel, Troy - wtrącił Randy - robi 

wspaniałe zdjęcia. Myślę, że pewnego dnia zatrudnią 

go w „National Geographic". To on nauczył nas, jak 

należy się obchodzić z kamerą. 

- Jestem zachwycona, Randy. Czy on też nu­

rkuje? 

- Nie. Dwa lata temu, grając w piłkę, fatalnie 

złamał nogę i od tamtej pory nie może uprawiać 

żadnych sportów. 

- T o niedobrze - powiedziała Lindsay, trochę 

jakby sama do siebie. - Myślę, że właśnie pływanie 

byłoby dla niego znakomitą terapią. 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

Randy raptownie odwrócił głowę. 

- Naprawdę tak myślisz? 

- Ależ ja to wiem. - Uśmiechnęła się, zdając sobie 

sprawę, że Andrew przygląda się jej zaintrygowany. 

- Jestem instruktorką pływania. Uczę pływać rów­

nież dzieci kalekie i po urazach ortopedycznych. 

Wiele z nich dzięki pływaniu wraca do zdrowia. 

- Sądzisz, że Troy mógłby ukończyć kurs nur­

kowania? 

- Oczywiście. 

- Tato, słyszysz? - zawołał podekscytowany Ran­

dy. 

- Oczywiście. Gdy tylko wrócimy do domu, po­

staramy się go namówić. Jeśli uda mu się skończyć 

szybko kurs, będzie mógł pojechać z nami w sierpniu 

na Kajmany. 

- Och, tam podobno jest cudownie - szepnęła 

Lindsay, zafascynowana widokiem podwodnego 

świata na ekranie telewizora. Jednak mimo widoku 

przepięknych koralowców i tropikalnych ryb, nie 

potrafiła oderwać wzroku I od sprężystej, wyspor­

towanej sylwetki Andrew. Jak na człowieka, który 

prawdopodobnie większość czasu spędzał za biur­

kiem, prezentował znakomitą kondycję. Chciała go 

spytać, jak mu się to udaje, ale po krótkim namyśle 

uznała to pytanie za zbyt osobiste. 

Randy z wrażenia ukląkł przed telewizorem. 

- Popatrzcie, za chwilę będzie... 

Lindsay ożywiła się, widząc zarys charakterys­

tycznej płetwy wśród korali. To wyglądało niesamo­

wicie... A gdy podpłynęła w kierunku kamery, sama 

się nie poznała. Wyglądała jak prawdziwa syrena! 

Randy zatrzymał obraz. 

- Wprost nie mogę uwierzyć - powiedziała za­

skoczona. 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

- Też nie wierzyłem własnym oczom - szepnął 

Andrew. - Może teraz lepiej zrozumiesz moje ocza­

rowanie. 

- Kosmetyki, które zareklamujesz, dzięki tobie 

zrobią prawdziwą furorę - dodał Randy. 

- Dziękuję za słowa otuchy - odparła cicho. 

Czuła, że z każdą chwilą staje się bardziej związana 

z Randym i jego ojcem, i wiedziała, że powinna już 

pójść, jeśli nie chce, by rozstanie stało się zbyt 

dramatyczne. Dodała więc szybko: - Właśnie przy­

pomniałam sobie, że jutro muszę wcześnie rano 

wstać. Pozwolicie, że już was opuszczę. 

W pokoju zapadła dziwna cisza. Po chwili And­

rew wstał i zapalił światło. 

- Jutro jest niedziela. O ile wiem, to twój ostatni 

dzień wolności przed rozpoczęciem zdjęć. Co po­

wiesz, byśmy wspólnie popływali na wyspie Bar-

molal? Zabierzemy ze sobą lunch. 

Spuściła oczy, by nie wyczytał w nich gwałtow­

nego wybuchu radości i podniecenia, jakie wywołała 

ta propozycja. Nie mogła jednak, nie była w stanie 

jej przyjąć... Obawiała się konsekwencji, jakie może 

przynieść jeszcze jeden dzień spędzony w towarzyst­

wie tego mężczyzny. 

Andrew stał przy drzwiach z nieodgadnionym 

wyrazem twarzy. 

- Nie musisz podejmować decyzji teraz. Po prostu 

umówmy się, że zadzwonisz do mnie jutro o dziesią­

tej, zgoda? 

- Nie... Już teraz mogę dać odpowiedź. - Zrobiła 

rękoma bezradny gest. - Bardzo chciałabym z wami 

pojechać, ale jutro jestem umówiona z kostiumolo­

giem i charakteryzatorem, nie wiem więc, o której 

będę wolna... Nie mogę robić żadnych planów... 

- zająknęła się. 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

- Mówisz zupełnie tak jak ojciec, gdy dzwonię do 

niego do biura - zauważył Randy, nie kryjąc roz­

czarowania. 

Lindsay wstrzymała oddech, czekając aż Andrew 

coś powie, on jednak milczał jak zaklęty. Musiała 

przejąć inicjatywę. 

- Dziękuję wam. To był niezapomniany wieczór. 

Dziękuję za kolację i miłe towarzystwo. 

- Cała przyjemność po naszej stronie - padła 

zdawkowa, grzeczna odpowiedź. 

Przed frontowymi drzwiami willi, jak spod ziemi 

wyrósł Fernando i kilku innych ochroniarzy. Fer­

nando poszedł przodem w kierunku samochodu, 

Randy pozostał z tyłu, Andrew zaś sprowadził Lin­

dsay ze schodów. 

- Dobranoc, słodka syreno - wyszeptał jej do 

ucha. 

Próbowała, udawać, że nie czuje ani delikatnego 

dotknięcia jego warg na swoich włosach, ani subtel­

nej pieszczoty palców na skórze. 

Andrew pożegnał się i zatrzasnął drzwi samo­

chodu. Przez szybę pomachała jeszcze Randy'emu, 

i limuzyna ruszyła. Zmusiła się, by raz jeszcze nie 

posłać Andrew tęsknego spojrzenia. Wiedziała, że 

oto wydarzyło się w jej życiu coś znaczącego - coś 

nowego i do głębi przejmującego. Gdy teraz myślała 

o powrocie do Kalifornii, ogarniało ją uczucie do­

jmującego smutku. Do licha, przecież to zupełnie nie 

miało sensu! Nie tak szybko. Nie teraz, gdy była 

zadowolona ze swego życia. Zadowolona - aż do 

wczoraj. 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

ROZDZIAŁ SZÓSTY 

- Telefon do pana, gubernatorze. -Jeden z ochro­

niarzy wsunął głowę do sypialni. - Dzwoni Clint. 

Andrew, słysząc dzwonek telefonu, przypuszczał, 

że to Troy dzwoni do Randy'ego. Skoro Clint, jego 

drugi zastępca, odważył się go niepokoić o tak późnej 

porze-mogło to oznaczać wyłącznie kłopoty. Zmar­

szczył brwi podnosząc słuchawkę. Wieści były istot­

nie niepokojące. Po wydaniu niezbędnych poleceń 

odłożył słuchawkę i skierował się prosto do sypialni 

syna. Musiał mu zakomunikować smutną nowinę. 

Randy mył w łazience zę*by. Uśmiechnął się do 

ojca znad umywalki. 

- Ona jest nie tylko piękna, tato - powiedział. 

- Jest także miła. Naprawdę miła pod każdym 

względem. Muszę cię pochwalić. Rozegrałeś to zna­

komicie. 

- Doprawdy? - Andrew rozpogodził się. 

Aprobata syna przyniosła mu prawdziwą ulgę, 

ponieważ miał szczery zamiar nadal widywać się 

z Lindsay Marshall. Instynktownie wyczuwał, że ona 

również miała ochotę wyrazić zgodę na jego za­

proszenie. 

- Kto dzwonił? 

- Clint. 

- Och! Czyżby nastąpiło jakieś trzęsienie ziemi 

albo tornado, albo coś w tym rodzaju? - spytał 

Randy, wycierając twarz ręcznikiem. 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

- Coś w tym rodzaju. 

Chłopak odłożył ręcznik na toaletkę i poważnie 

spojrzał ojcu w oczy. 

- Tylko mi nie mów, że musimy natychmiast 

wracać do domu. 

- Obawiam się, że tak. Huragan zatamował Tru-

ckee River. Jeśli się szybko nie usunie naniesionego 

gruzu, w Reno może zabraknąć wody. Muszę na­

tychmiast wracać, by wydać odpowiednie polecenia. 

Niewykluczone, że trzeba będzie ogłosić stan wy­

jątkowy. 

- Do licha! -jęknął przerażony Randy. 

Andrew wziął głęboki oddech dla odzyskania 

równowagi. 

- Myślisz, że ja mam ochotę wyjeżdżać? - wy­

krztusił. - Czy nie widzisz, jak bardzo chciałbym 

zobaczyć Lindsay? 

Randy skinął potakująco głową. Po dłuższej chwi­

li ciszy odezwał się: 

- Jeśli chcesz pojechać teraz do niej do hotelu, 

żeby się pożegnać, to ja spakuję rzeczy i spotkamy 

się dopiero na lotnisku. 

Andrew był pełen uznania dla domyślności swego 

syna. 

- Dziękuję - powiedział. - Czy myślisz, że będzie 

chciała się ze mną zobaczyć, mimo że odrzuciła nasze 

zaproszenie? 

- Mogę ci to zagwarantować - powiedział Randy 

dobitnie. 

Pod wpływem nagłego wzruszenia poklepał czule 

syna po plecach. 

- Czasami się zastanawiam, czym zasłużyłem sobie 

na takiego syna jak ty... - powiedział z uśmiechem. 

- Pomyślę nad tym i dam ci znać. Życzę szczęścia, 

tato. 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

Andrew czule uściskał syna. 

W drodze do hotelu, korzystając z telefonu 

w samochodzie, załatwił kilka najważniejszych 

spraw, tak by przez najbliższe kilka minut mieć 

niczym nie zaprzątniętą głowę i całą uwagę po­

święcić Lindsay. 

Lindsay zbyt podekscytowana i niespokojna, by 

szykować się do łóżka, stała na patio i przyglądała 

się morskiej toni zalanej światłem księżyca. Wykreś­

lenie Andrew ze swych myśli okazało się trudniejsze, 

niż przewidywała. 

- Lindsay? 

Wzdrygnęła się i zaskoczona odwróciła głowę. 

Nie minęła jeszcze godzina, nim się pożegnali, a jed­

nak on tu był - był w jej apartamencie. Radość, która 

ją ogarnęła, wystraszyła ją nieco. 

Miał na sobie ten sam garnitur co podczas kolacji, 

ale był bez krawata i miał bardzo poważny wyraz 

twarzy. 

- Jake mnie wpuścił - odezwał się. - Przepraszam, 

że bez uprzedzenia, ale sprawa jest bardzo pilna. 

Stała zdumiona i niespokojna. Przez głowę prze­

latywały jej przeróżne okropne myśli. 

- Coś się stało? - spytała, czując przyspieszone 

uderzenia swego serca. - Chodzi o Randy'ego? Czy 

wszystko w porządku? 

-Tak. Obaj jesteśmy cali i zdrowi. - Głos mu 

zamarł. 

- Proszę, nie trzymaj mnie w niepewności. - Zma­

rszczyła brwi i przygryzła wargę. - Powiedz wreszcie, 

co się stało? 

Zrobił krok w jej kierunku. Dłuższą chwilę 

przyglądał się jej twarzy, jakby chciał zapamiętać 

każdy rys. 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

- Wyjątkowa sytuacja zmusza mnie do natych­

miastowego powrotu do domu - powiedział rze­

czowym tonem. - Randy czeka już na mnie na 

lotnisku. 

Lindsay jęknęła w duszy i szybko odwróciła 

wzrok, by nie zauważył w jej oczach niemej rozpaczy. 

- Biedny Randy... - udało się jej wykrztusić. 

- Przecież to miały być wasze pierwsze prawdziwe 

wakacje... 

- No cóż, ryzyko zawodowe. Zawsze muszę się 

z tym liczyć. Ale szczerze przyznam, że byłem wyjąt­

kowo zły i rozczarowany, gdy zadzwonił Clint i opo­

wiedział mi o zaistniałej tragedii. 

- Klęska żywiołowa? - spytała. 

- Truckee River została zablokowana i w Reno 

może zabraknąć wody. Muszę dokonać inspekcji, 

spotkać się ze specjalistami i moimi urzędnikami, 

i podjąć szybkie decyzje. 

A jednak poświęcił swój cenny czas, by się ze mną 

zobaczyć - pomyślała z zadowoleniem. 

- Mogłeś przecież zostawić wiadomość prze? Ja-

ke'a lub Fernanda... - powiedziała ze zrozumieniem. 

- Zamiast pożegnać się z tobą osobiście? - W jego 

głosie pobrzmiewała lekka złość. - Niewątpliwie tak 

byś wolała, ale, w przeciwieństwie do ciebie, ja gram 

uczciwie. 

Oblała się rumieńcem. 

- Co masz na myśli? - spytała lekko urażona. 

- Nie udawaj, że nie rozumiesz. Z pewnością 

również zauważyłaś, że reagujemy na siebie w wyjąt­

kowy sposób... Z jakiegoś nie wyjaśnionego powodu 

boisz się do tego przyznać. Obawiasz się mnie? 

- T o . . . to nieprawda - wyjąkała. - Uratowałeś mi 

życie, a potem starałeś się uchronić przed wszystkimi 

konsekwencjami tego całego zamieszania. Po prostu 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

jestem ci wdzięczna za twoją troskę i szlachetność. 

To wszystko. 

- A więc przyjęłaś zaproszenie na kolację z wdzię­

czności? Z żadnego innego powodu, tak? Czy to 

właśnie chcesz mi powiedzieć? 

- Tak - powiedziała szybciej, niż zdążyła pomyś­

leć. Uchwyciła się furtki, którą sam przed nią ot­

worzył. A po chwili dodała: - I również dlatego, by 

przeprosić cię, przynajmniej w niewielkim stopniu, 

za sprowokowanie wrogich komentarzy w prasie. 

Nastąpiła długa, nieskończenie długa cisza. 

- Życzę udanej pracy i sukcesu filmowego", panno 

Marshall - odezwał się w końcu. - Jake i Fernando 

otrzymali już odpowiednie instrukcje i zaopiekują się 

panią do końca pobytu w Nassau. Proszę mnie nie 

odprowadzać. 

- Powodzenia, zuchy! Wiem, że straciliśmy dwa 

treningi, ale wierzę, że drużynę z Culver City uda 

nam się pokonać. Trzymam za was kciuki. A teraz 

zmykajcie do szatni! 

Dzieci pospiesznie opuściły autokar i pobiegły do 

szatni klubu pływackiego w Culver City. Tylko mała 

Cindy Lou naumyślnie została trochę z tyłu. Lindsay 

z radością zauważyła, że stan jej nogi uległ znacznej 

poprawie w porównaniu z początkiem terapii. 

- Cieszę się, że już jesteś, i że nie ugryzł cię żaden 

rekin - szepnęła Cindy Lou, wsuwając rękę w dłoń 

Lindsay. 

Rekin - to słowo nieodmiennie przywodziło Lin­

dsay na myśl ów magiczny wieczór, który spędziła 

w towarzystwie Andrew Cordella, i który za wszelką 

cenę starała się usunąć z pamięci. 

- Nie mogłabym przecież nie wrócić na twój 

występ - powiedziała szczęśliwa, że mała Cindy Lou 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

uwierzyła w siebie i mogła już występować przed 

publicznością. - A teraz leć się przebrać, bo się 

spóźnisz! 

Lindsay podziękowała kierowcy i wysiadła z auto­

karu. Nie chciała teraz myśleć o Andrew Cordellu, 

ale wspomnienia atakowały ją przy każdej okazji, 

zwłaszcza wspomnienie bolesnej chwili na hotelo­

wym patio, gdy odszedł niemal bez słowa. 

Z początku myślała, że szybkie zakończenie tej 

krótkiej znajomości będzie dla obydwojga najlep­

szym rozwiązaniem. Rozstanie bez zobowiązań, bez 

emocjonalnego zaangażowania. Ale, do licha, dla­

czego tak cierpiała? Od pamiętnego wieczoru minęło 

szesnaście długich dni wypełnionych pracą nad fil­

mem i szesnaście długich, bezsennych nocy... 

Mimo że nie potrafiła się do tego przyznać, 

nieustannie czekała na telefon z Carson City - cze­

kała bezskutecznie. Właściwie dlaczego liczyła na 

telefon od gubernatora, skoro zachowała się wobec 

niego nieuczciwie? Był mężczyzną zbyt poważnym 

i zajętym swą pracą, by mieć czas i ochotę na jakieś 

niemądre gry... 

Oczywiście nie musiał wiedzieć, że Lindsay nicze­

go nie chciała grać. Chciała się z nim zobaczyć 

i wszystko wyjaśnić, ale z narastającą rozpaczą w ser­

cu czuła, że pora na wyjaśnienia minęła. Mogła 

jedynie pielęgnować wspomnienia. To wszystko, co 

jej pozostało, nie licząc wycinków prasowych z tam­

tych dni. Ilekroć na nie patrzyła, ból jak ostry cierń 

przeszywał jej serce. Nie mogła jednak powstrzymać 

się, by od czasu do czasu ich nie przeglądać. 

Wszystkim artykułom niezmiennie towarzyszyła 

fotografia przystojnego gubernatora Newady, kro­

czącego przez hol z ogonem syreny przerzuconym 

przez ramię. 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

Rodzice Lindsay oczywiście uwierzyli w wersję, 

zgodnie z którą gubernator najpierw napastował ich 

córkę, a dopiero potem przybył jej na ratunek. Nie 

chcieli słuchać żadnych wyjaśnień i rzecz jasna od 

razu uprzedzili się do Andrew Cordella. Lindsay była 

bezradna. Zresztą czy mogła im powiedzieć, jak wiele 

zaczął dla niej znaczyć, mimo że znała go zaledwie 

trzy krótkie dni? 

- Lindsay! Czekamy na ciebie! -Kyle przerwał jej 

rozmyślania. 

Zażenowana, że dała się złapać na bujaniu w ob­

łokach, pobiegła czym prędzej do wejścia. 

- Życzę wam powodzenia, Kyle! - zdołała jeszcze 

zawołać. 

Zawody rozpoczęły się. Jako pierwsze wystąpiły 

„żabki" - mali pływacy do lat ośmiu. 

Cindy Lou dwoiła się i troiła, ale ostatecznie 

dopłynęła do mety dopiero trzecia od końca. Ze 

łzami zawodu w oczach podbiegła do Lindsay, by 

ukryć twarz na jej kolanach, ale Lindsay podniosła 

jej główkę do góry. 

- Cindy Lou - powiedziała spokojnie - pamiętaj, 

że w ubiegłym miesiącu byłaś ostatnia. Dziś na­

tomiast pokonałaś dwóch chłopców z przeciwnej 

drużyny - i to chłopców, którzy mają obie nogi 

zdrowe! Jestem z ciebie naprawdę dumna! Powinnaś 

się cieszyć. 

Nagły uśmiech rozjaśnił buzię dziewczynki, 

i w tym samym momencie dał się słyszeć donośny, 

męski głos: 

- Czy mogłyby panie tu spojrzeć, proszę! 

Obydwie jednocześnie odwróciły głowy. Stał 

przed nimi w odległości kilku kroków i patrzył na 

nie przez obiektyw kamery wysoki, jasnowłosy męż­

czyzna ubrany w szorty i podkoszulek. 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

Lindsay rozpoznała go natychmiast. Świat nagle 

stanął, a potem zawirował jej przed oczami. 

Niektórzy spośród widzów na trybunach rozpo­

znali gubernatora Newady. Po widowni przeszedł 

szmer. 

Ahdrew Cordell przyglądał się Lindsay badawczo, 

jakby spragniony jej widoku. 

- Andrew... -zdołała szepnąć głosem drżącym ze 

wzruszenia. 

Radość odebrała jej głos, oślepiła ją. Nie widziała 

nic, szumiało jej w uszach, nie potrafiła zebrać myśli. 

Cindy Lou patrzyła na nieznajomego mężczyznę 

z nie ukrywanym zaciekawieniem. 

- Dlaczego nas filmujesz? - spytała. 

Uśmiechnął się rozczulająco - tak słodko, że 

Lindsay zaparło dech. 

- Ponieważ pewien chłopiec, przyjaciel mego sy­

na, uważa, że nie może uprawiać żadnych sportów, 

bo kiedyś grając w piłkę złamał nogę. Gdy mu 

pokażę, jaką świetną jesteś pływaczką, będzie mu 

głupio. Jak się nazywasz? 

- Cindy Lou Markham. A ty? 

- Andrew Cordell. 

- Dlaczego usiadłeś obok mojej trenerki? 

- Ponieważ to moja przyjaciółka. - Andrew spo­

jrzał na Lindsay oczami tryskającymi rozbawieniem. 

- Nigdy przedtem cię nie widziałam - powiedziała 

rezolutnie dziewczynka. 

- To dlatego, że tu nie mieszkam. 

- A więc, jak możesz być przyjacielem Lindsay? 

- Poznaliśmy się na Wyspach Bahama - wyjaśnił 

ogromnie ubawiony. 

- A więc to ty jesteś tym mężczyzną z gazet! 

- Cindy Lou miała oczy jak spodki. - Ty wy­

swobodziłeś ogon syreny... 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

- To prawda. - Zerknął na Lindsay porozumie­

wawczo. 

- Ugryzł cię kiedyś rekin? - indagowała dalej 

Cindy Lou. 

-Nie. - Uśmiechnął się szeroko. - Ale za to 

syrena coś mi skradła. 

- Cindy Lou, rozpoczyna się następna konkuren­

cja - wtrąciła Lindsay. Ostatnie słowa Andrew spra­

wiły, że serce waliło jej jak oszalałe. - Biegnij do 

swojej grupy, dobrze? 

- Dobrze. - Musnęła wargami policzek Lindsay. 

- Do widzenia, Andrew. - Pomachała ręką i oddaliła 

się, lekko kulejąc. 

- Przepraszam, że ci przeszkadzam - wyszeptał. 

- Nie zwracaj na mnie uwagi do końca zawodów. 

Lindsay wiedziała, że to nie będzie możliwe. 

- Jak długo możesz tu zostać? - spytała. 

- Za dwie godziny mam otworzyć festyn dob­

roczynny. 

- W Los Angeles? 

- Nie. W Carson City. 

Przymknęła oczy i westchnęła ciężko. Jak mógł jej 

to zrobić! Jeśli nie mógł zostać dłużej, byłoby lepiej, 

żeby w ogóle nie przyjeżdżał. 

- Co robisz po zakończeniu zawodów? - usłyszała 

jego głos. 

- Nic ważnego - odparła niemal natychmiast. 

- Pojedź ze mną na lotnisko. Porozmawiamy po 

drodze, zgoda? 

Nerwowo pocierała dłońmi ramiona. 

- Czy przyjechałeś z Randym? - zmieniła temat. 

Udawała, że dopinguje swoją drużynę, ale w rze­

czywistości straciła orientację, co się dzieje w basenie. 

- Randy bardzo chciał cię zobaczyć, ale dzisiaj 

musiał zostać w sklepie. Od czasu naszego powrotu 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

mówi o tobie bez przerwy i pokazuje wszystkim nasz 

film o syrenie. Masz już w Newadzie pokaźne grono 

miłośników. 

- Miło mi to słyszeć. - Uśmiechnęła się, a po 

chwili dodała zdumionym tonem: - Skąd wiedziałeś, 

gdzie mnie szukać? 

- Mam swoje metody. Mój przyjaciel i zarazem 

prywatny detektyw, Bud Atkins, zna się na swojej 

robocie. 

- Czy to oznacza, że wiesz już, jakiej pasty do 

zębów używam? - zażartowała. 

- Tego rodzaju informacje wolę zdobywać sam. 

Lindsay nie sądziła, że jej z pozoru niewinne 

pytanie zabrzmi prowokacyjnie i teraz wiele by dała, 

by je cofnąć. Była całkiem zbita z tropu jego bezpardo­

nową odpowiedzią. Zupełnie nie wiedziała, co począć. 

- Muszę odwieźć dzieci z powrotem do klubu 

- powiedziała wymijająco. 

- Pojadę z tobą. 

Nie mogła wprost uwierzyć, że Andrew Cordell 

przyleciał z Carson City specjalnie, by z nią poroz­

mawiać. Wiedziała, że przez ostatnie dwa tygodnie 

ciężko pracował nad rozwiązaniem problemu niedo­

boru wody w swoim stanie. A jednak najważniejszy 

człowiek w Newadzie zostawił wszystko, by przyje­

chać na jej zawody! A ona myślała, że nigdy go już 

nie zobaczy... , 

Zawody zdawały się ciągnąć w nieskończoność. 

Ostatecznie drużyna gości wygrała niemal wszystkie 

konkurencje. Gdy tylko dzieci opuściły basen i udały 

się do szatni, Lindsay poderwała się na równe nogi. 

Tak mało mieli czasu, by wszystko sobie wyjaśnić. 

Każda minuta była cenna. 

- Do zobaczenia w Bel Air za kwadrans - powie­

działa zduszonym głosem, czując na swoim ciele jego 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

przenikliwy wzrok. Choć miała na sobie szorty 

i przyzwoity podkoszulek, badawcze spojrzenie tego 

mężczyzny wprawiło ją w zakłopotanie. 

- Pospiesz się! - ponaglił. 

Gdy szła do szatni, zdawała sobie sprawę, że 

zarówno zawodnicy, jak i widzowie rozprawiają 

o Andrew Cordellu. Nim dzień dobiegnie końca 

wszyscy od Culver City po Bel Air będą wiedzieli, że 

gubernator Newady złożył Lindsay Marshall wizytę. 

Domysłom i plotkom nie będzie końca. 

Następne pół godziny minęło jak we śnie. Po 

drodze podekscytowane sukcesem dzieci rozprawiały 

z ożywieniem o odniesionym zwycięstwie oraz o nie­

spodziewanej wizycie gubernatora na zawodach. 

Gdy dwóch chłopców zauważyło jadące za auto­

karem limuzyny, Andrew Cordell stał się głównym 

tematem rozmów i dociekań. 

Kiedy wreszcie dotarli do klubu i dzieci powsia­

dały do samochodów swoich rodziców, Lindsay 

popędziła do łazienki, by przejrzeć się w lustrze. 

Włosy miała skromnie zaplecione w warkocz. 

Prezentowały się dobrze. Pociągnęła lekko usta po-

madką i wsunęła podkoszulek w szorty. 

Andrew stał na dworze przy samochodzie i roz­

mawiał z jednym ze swoich ludzi. Gdy zauważył 

Lindsay, natychmiast przerwał rozmowę, otworzył 

drzwiczki i pomógł jej wsiąść. 

- Nareszcie jesteś - wyszeptał, nim zatrzasnął 

drzwi i przeszedł na drugą stronę. 

Usiadł obok niej i przesunął lekko ręką po jej 

nagim ramieniu. Poczuła, że drży pod jego dotknię­

ciem. Siedziała zelektryzowana i pełna niepokoju. Co 

teraz będzie? Jak się potoczy ta rozmowa? Wy­

czuwała na sobie jego wzrok, ale bała się spojrzeć 

mu w oczy. Jakże pragnęłaby go dotknąć! Musiała 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

kurczowo przyciskać się do drzwi, by nie poddać się 

impulsowi. Czyż jeszcze rano, wychodząc na zawo­

dy, mogła przypuszczać, że będzie jechała na lotnis­

ko z Andrew Cordellem? Sytuacja zdawała się nie­

realna. Oto mężczyzna, o którym tak intensywnie 

myślała od dwóch tygodni, siedzi teraz obok niej jak 

gdyby nigdy nic. Słyszała głośne walenie swego serca. 

Była pewna, że on również je słyszy. 

Napięcie w samochodzie stawało się nie do znie­

sienia. Dotąd nie powiedzieli do siebie ani słowa. 

Czego on ode mnie chce? - myślała gorączkowo. 

I w końcu,nie mogąc dłużej wytrzymać.przerwała 

milczenie: 

- Dlaczego nie zadzwoniłeś? 

- Chciałem sprawdzić, jak zareagujesz na moją 

niespodziewaną wizytę - powiedział z zagadkowym 

wyrazem twarzy. 

Lindsay odwróciła głowę. Uświadomiła sobie, że 

wówczas, w pierwszym odruchu, jej radość była tak 

widoczna, że trudno by było jej nie dostrzec. Wszys­

cy musieli to zauważyć. Teraz nie mógł mieć wątp­

liwości, że darzy go czymś więcej niż przelotną 

sympatią. 

- Nie chciałem wyjeżdżać z Nassau - powiedział. 

- Wiem, że ty również byłaś zawiedziona. 

Zagryzła wargę, zastanawiając się nad odpowie­

dzią. Zdecydowała się mówić prawdę. 

- Masz rację - wyznała szczerze. - Wiem jednak, 

że twoje życie prywatne podporządkowane jest wy­

mogom twej pracy. Wybrałeś ten szczególny rodzaj 

pracy z własnej woli... Po prostu lubisz to, co robisz, 

prawda? 

Odważyła się odwrócić, spojrzeć mu w oczy. Ich 

dziwny, twardy wyraz zaskoczył ją. 

- Tak bardzo nienawidzisz mojej pracy, Lindsay? 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

- Mam dużo szacunku dla twej pracy - odparła 

ze spuszczoną głową - ale przeraża mnie brak pry­

watności, który się z tym wiąże. Ustawiczna kontrola 

i restrykcje, jakim podlega twoja rodzina. Na samą 

myśl o tym dostaję klaustrofobii. 

Przez kilka chwil jakby rozważał jej słowa, potem 

odezwał się cichym, spokojnym głosem: 

- Owszem, w miejscach publicznych to tak wy­

gląda. 

- Chcesz powiedzieć, że u ciebie w domu jest 

inaczej? - wtrąciła, mimo że nie powinna. 

- Chciałabyś sprawdzić osobiście? - podchwycił 

natychmiast. 

Zaskoczona przyjrzała mu się uważnie. 

- Co masz na myśli? 

- Zapraszam cię do Carson City na dwa tygodnie 

w lipcu. 

Tego nie spodziewała się zupełnie. Musiał do­

strzec w jej oczach niemy szok, bo natychmiast dodał 

tonem usprawiedliwienia: 

- Będzie tam również gubernator Stevens z żoną 

i córkami. Będę miał urlop w tym czasie, więc 

pomyślałem, że dla odmiany spędzę go wraz z synem 

w domowych pieleszach. Pojeździmy sobie konno na 

ranczu mego szwagra w Posiadłości Q. A potem 

urządzimy piknik w moim ulubionym miejscu nad 

Hidden Lake... Zobaczysz, że ci się spodoba. 

Och, nie miała wątpliwości. Nagle wszystko za­

częło dziać się tak szybko. Zbyt szybko. 

- To bardzo miło z twojej strony - powiedziała 

-ale... ale nie sądzę, by był to dobry pomysł. 

- Przecież nie jestem ci obojętny! - uniósł się. 

- Upewniłem się o tym na basenie. Wiem, że w twoim 

życiu nie ma innego mężczyzny... A więc... a więc 

przeraża cię wyłącznie to, że jestem gubernatorem? 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

Lindsay, nie zapominaj, że mam swoje życie prywat­

ne, zupełnie oddzielone od publicznego! 

- Ale przecież zawsze towarzyszą ci ochroniarze. 

- Co za ironia! - westchnął. - Większość kobiet, 

które znam, byłaby zachwycona. Cóż, zapomniałem, 

że jesteś syreną. 

Poruszyła się niespokojnie na siedzeniu. Być może 

rzeczywiście była niezwykła,nie chcąc być śledzona, 

obserwowana, chroniona... Wzmianka o innych ko­

bietach w dziwny sposób ją zaniepokoiła. 

- Wiedziałem o chorobie Wendie, gdy ją poślu­

białem. Przysiągłem sobie, że jeśli zostanę guber­

natorem, ona nigdy z tego powodu nie ucierpi. 

I zapewniam cię, że miała tyle prywatności, ile 

pragnęła. Nigdy z tego powodu się nie uskarżała. 

Miała wystarczająco dużo swobody, by zajmować się 

różnymi sprawami, które były zresztą ważne dla nas 

obojga. Niestety, choroba pokonała ją. 

- Andrew... - zająknęła się. - Jestem doprawdy 

poruszona, że wyznałeś mi coś tak bardzo osobistego 

i bolesnego zarazem. Ale... ale ty nadal nie rozu­

miesz istoty sprawy. 

- A więc pomóż mi to zrozumieć. 

Biorąc głęboki oddech powiedziała: 

- Miałeś rację w Nassau twierdząc, że reagujemy 

na siebie w niezwykły sposób. Przyznaję, że jestem 

bardzo szczęśliwa, że cię widzę, i... i naprawdę 

chciałabym przyjąć twoje zaproszenie, ale to nie ma 

sensu... W przyszłości chcę pracować jako biolog 

morski, a to koliduje z twoją pracą i twoją pozycją 

społeczną. Poważny związek między nami po prostu 

nie jest możliwy. -Znów wzięła głęboki oddech. -Mój 

pobyt w twoim domu wszystko by jeszcze bardziej 

skomplikował... Nie chcę dotknąć Randy'ego. Lepiej 

nie zaczynać czegoś, co się nie może dobrze skończyć. 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

To była prawda. W każdym razie część prawdy. 

O reszcie wolała nie wspominać. Nastała napięta, 

trudna do zniesienia cisza. 

- Nie wierzę, że to są jedyne powody, dla któ­

rych nie chcesz nawiązać ze mną bliższych sto­

sunków - powiedział chłodnym tonem. - Ale po­

nieważ nie chcesz czy też nie możesz powiedzieć 

mi, co naprawdę cię powstrzymuje, co tak bardzo 

przeraża cię w znajomości ze mną, wydaje mi się, 

że nie mamy już sobie nic więcej do powiedzenia. 

Możesz być spokojna. Nie będę cię więcej nie­

pokoił. 

- Och, teraz jesteś na mnie zły... 

- Tego się nie da ukryć - mruknął. 

Lindsay ogarnęła rozpacz. Wszystko było bez­

nadziejne, pozbawione sensu... Była bliska zakocha­

nia się... zakochała się w tym mężczyźnie, ale nie 

mogłaby żyć u jego boku. Nie potrafiłaby zrezyg­

nować ze swoich marzeń o studiach, które nareszcie 

miały szansę się urzeczywistnić. Znajomość z And-

rew Cordellem skończyłaby się na krótkim, burz­

liwym romansie, a czegoś takiego w ogóle nie brała 

pod uwagę - ani z nim, ani z kimkolwiek innym. 

Miłość oznaczała dla Lindsay stałość i całkowite 

oddanie. Oznaczała wszystko lub nic. A poza tym, 

Andrew Cordell nie należał do mężczyzn, których 

można było zapomnieć. To oznaczało cierpienie 

- pasmo cierpienia i udręki. 

Była tak rozstrojona, że nawet nie zauważyła, 

kiedy samochód zatrzymał się przed budynkiem 

portu lotniczego. Nim zdążyła się zorientować, An­

drew wysiadł. Pochylił się jeszcze na moment przy 

oknie i powiedział: 

Los spłatał mi figla. Mógłbym przysiąc, że 

zdarzyło się w mym życiu coś nadzwyczajnego, gdy 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

spotkałem pewną syrenę. Okazało się jednak, że to 

był tylko wytwór mojej wyobraźni. 

- Andrew, poczekaj! - krzyknęła, ale on otoczony 

ochroniarzami, zniknął już w tłumie. 

Kierowca musiał usłyszeć jej rozpaczliwy krzyk, 

ponieważ odwrócił się do tyłu i odsunął dzielącą ich 

szklaną przegrodę. 

- Czy mam pójść po gubernatora, panno Mars­

hall? - spytał. 

- Nie, to nic ważnego - powiedziała zażenowana. 

- Przepraszam. 

Samochód ruszył, minął zakręt, potem wjechał 

na zatłoczoną autostradę. Z minuty na minutę 

coraz bardziej oddalała się od mężczyzny, którego 

pokochała. Od mężczyzny, który burzył cały jej 

system obronny szybciej, niż ona go budowała. 

Lindsay ukryła twarz w _ dłoniach. Co ona naj­

lepszego zrobiła?! 

- Tato, to ty? 

Andrew zesztywniał, słysząc głos syna dochodzą­

cy z górnego podestu. Miał nadzieję, że uniknie 

pytań Randy'ego aż do chwili, gdy zdoła dojść do 

siebie. Godziny, które upłynęły po spotkaniu z Lin­

dsay Marshall, upłynęły jak sen. Nawet nie pamiętał, 

co mówił, otwierając imprezę dobroczynną. Wszyst­

ko zatarło się w pamięci. 

- Wejdź, proszę -powiedział, zdejmując smoking. 

Randy wsunął głowę do sypialni, ale pełen wy­

czekiwania uśmiech zniknął mu z twarzy, gdy ojciec 

zdawkowo spytał go, jak było w pracy. 

- Coś się stało, prawda? - nalegał. 

Andrew uniósł głowę i ich spojrzenia spotkały się. 

- Można to tak nazwać. 

- Nie odnalazłeś jej, czy coś takiego? 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

- Coś takiego - powiedział Andrew, przypomina­

jąc sobie nagle podobny dialog sprzed kilku tygodni. 

- Nie ucieszyła się na twój widok? - Randy nie 

dał za wygraną. 

- Czuła to samo co ja. - Nigdy nie potrafi zapom­

nieć tego blasku w jej oczach, gdy go rozpoznała. 

- No więc, co? 

- Ona się boi. 

- Myślałem, że to już jej przeszło. 

- Widzisz, ona nie boi się mnie. Z jakiegoś nie­

wiadomego powodu nie akceptuje mojego stylu ży­

cia, ograniczeń związanych z moją pracą... 

- Chodzi o ochroniarzy i tym podobne sprawy? 

- Wydaje mi się, że to tylko część prawdy. - Zdjął 

koszulę i powiesiłją na krześle. - Randy, to już niema 

znaczenia. Postanowiłem więcej jej się nie narzucać. 

- Chcesz powiedzieć, że odrzuciła twoje zaprosze­

nie? Czy nie wspomniałeś jej o naszych planach? 

- Wydaje ci się dziwne, że można odrzucić pro­

pozycję udania się na piknik nad Hidden Lake, 

nieprawdaż? - Andrew uśmiechnął się pod nosem, 

wieszając smoking w szafie. - Widzisz, wydaje mi się, 

że nasza syrena woli pływać we własnych wodach. 

- Przykro mi, tato. - Randy popatrzył na ojca ze 

współczuciem. -Miałem nadzieję, że... 

- Ja też. - Andrew sam był zaskoczony ukłuciem, 

jakie nagle poczuł w sercu. - Cóż, dama nie jest 

zainteresowana i dała to wyraźnie do zrozumienia. 

Pozostanie naszym wakacyjnym wspomnieniem. To 

już naprawdę koniec. 

- Tato, jeśli cię to może pocieszyć, pamiętaj, że 

w morzu jest mnóstwo ryb. Tak powiadają. - Roze­

śmiał się z wyraźnym wysiłkiem. - Tak mi powie­

działeś, gdy Allison odrzuciła moje zaproszenie na 

dyskotekę, pamiętasz? 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

- Teraz wiem, że to mało pocieszające. - Wyciąg­

nął rękę i zmierzwił synowi czuprynę. - Zawsze mi 

lżej na duszy, gdy z tobą pogadam. A teraz dob­

ranoc, Randy. 

- Cześć, tato. 

Andrew obawiał się, że długo tej nocy nie zaśnie. 

Otworzył teczkę z ważnymi dokumentami, które 

musiał szybko opracować. Nie mógł się jednak sku­

pić na pracy. 

Po śmierci Wendie rzucił się w wir zajęć, by ukoić 

ból. Teraz ta metoda jednak nie poskutkowała. Być 

może dlatego, że Lindsay Marshall żyła... Wystar­

czyło podnieść słuchawkę i wykręcić numer, by 

usłyszeć jej głos. 

Pokusa była silna, prawie nie do pokonania. Ale 

Andrew Cordell ostatkiem woli wstał i poszedł wziąć 

prysznic. 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

ROZDZIAŁ SIÓDMY 

Lindsay na widok maszerującego w jej kierunku 

Nate'a z westchnieniem ulgi poderwała się z krzesła, 

na którym siedziała od czterech godzin, pełniąc obo­

wiązki ratownika. Czuła się fatalnie; ból głowy po nie 

przespanej nocy nasilił się w ciągu upalnego dnia 

i teraz stał się wprost nie do zniesienia. Powinna jak 

najszybciej pojechać do domu i położyć się do łóżka. 

- Ktoś czeka na ciebie w biurze - powiedział Nate. 

Nim usiadł, celowo naprężył muskuły, ale Lindsay 

zupełnie nie zwróciła na tę demonstrację uwagi. 

Wiedziała, że to nie może być Andrew, ale z biją­

cym sercem biegła do biura. Czuła ogromne wyrzuty 

sumienia, że pozwoliła mu wczoraj odejść, nie mówiąc 

całej prawdy. On z pewnością nigdy jej tego nie 

wybaczy... 

- To nie jest twój przyjaciel gubernator! - zawołał 

za nią Nate. 

Zignorowała tę zaczepkę. Myślała wyłącznie o An­

drew. Nic nie miało znaczenia. 

Gdy ujrzała Beth, rzuciła się, by ją uściskać. 

- Cudownie, że jesteś! 

- Mama usłyszała plotki, że Andrew Cordell poja­

wił się wczoraj na zawodach - wyjaśniała Beth. 

- Potem dzwonili twoi rodzice, wstrząśnięci, ponieważ 

mu nie ufają, a z tobą nie mogli się w ogóle porozu­

mieć. Niepokoją się, co się dzieje, więc mama zadzwo­

niła do mnie. 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

- Przykro mi, że skrupiło się to na tobie, Beth. Nie 

chcę niczego rodzicom tłumaczyć, póki sama wszyst­

kiego nie przemyślę. 

- Domyśliłam się tego. Nie odpowiadałaś na moje 

telefony, więc wzięłam urlop i przyjechałam, by cię tu 

złapać. - Uważnie przyjrzała się Lindsay. - Och, 

kochana, co się dzieje? Wyglądasz okropnie. Sądzi­

łam, że ucieszysz się na widok Andrew Cordella... 

-Och, Beth... - urwała, czując dławienie w ga­

rdle. Z oczu popłynęły jej łzy. - Pojedź ze mną 

do domu. 

Lindsay dopiero teraz zdała sobie sprawę, jak 

bardzo potrzebuje szczerej rozmowy z przyjaciółką. 

Gdy już dotarły do Santa Monica i siedziały w salo­

niku, sącząc zimne drinki, Lindsay zwierzyła się Beth 

ze wszystkiego, co ją dręczyło. 

- Pewnie mną teraz pogardza - zakończyła. Głos 

jej drżał, bo musiała przełykać łzy. 

- Nie co dzień się zdarza, że taki ważny polityk jak 

Andrew Cordell rzuca wszystko, by okazać kobiecie 

zainteresowanie - powiedziała Beth po namyśle. 

-I w dodatku dostaje kosza! On przecież nie wiedział, 

z jakiego rodzaju kobietą ma do czynienia, prawda? 

- Nie rozumiem cię, Beth. - Lindsay poruszyła się 

niespokojnie na kanapie. 

- Nie ma pojęcia o twoich problemach z rodzicami. 

Ani o tym, że byłaś leczona... że przechodziłaś tera­

pię. Domyślam się, że o tym również mu nie powie­

działaś. 

Po dłuższej ciszy Lindsay skinęła głową. 

- Nie mogłam mu tego powiedzieć - wyznała. 

- Zbyt krótko się znaliśmy... Nie jestem pewna, czy 

zrozumiałby to... 

Lindsay podniosła się i poszła do łazienki po 

aspirynę. Beth ruszyła w ślad za nią. 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

- Trudno mu się dziwić, że próbował... - podjęła. 

Lindsay, trzymając się umywalki, oczami pełnymi 

cierpienia patrzyła na swe odbicie w lustrze. 

- Czy wiesz, Beth, że nawet gdy korzysta się 

z toalety, ochroniarz stoi na straży? 

- Ale co to ma wspólnego z twoimi uczuciami do 

Andrew Cordella? - zadała rozsądne pytanie. - Czyż­

by ci się już oświadczył i to przede mną ukrywasz? 

Lindsay odwróciła się i wycofała do saloniku. 

Z podniecenia nie mogła usiąść, zaczęła więc nerwowo 

chodzić po pokoju. 

- On mnie nawet nie pocałował - wyznała drżącym 

głosem. 

- Ale chciałabyś, aby to zrobił. O co ci właściwie 

chodzi? Czego się boisz? 

Lindsay uśmiechnęła się przez łzy. 

- Boję się, że będę chciała, aby nigdy nie przestał. 

I co teraz powiesz o mojej uczciwości? 

- To jej początek. - Beth uśmiechnęła się z ap­

robatą. - Nigdy nie widziałam, żebyś tak się za­

chowywała w stosunku do mężczyzny. A nie zapomi­

naj, że znamy się od dziecka. 

Lindsay przestała się uśmiechać. 

-O niczym nie zapomniałam. Nie zapomniałam 

również o tym, że dzień i noc byłyście pilnowane przez 

ochronę... 

- Lindsay! - Beth przechyliła głowę na lewe ramię. 

- Porównujesz sytuacje, które są zupełnie odmienne. 

Mamę prześladował szaleniec. Byłyśmy przerażone 

i potrzebowałyśmy pomocy. Andrew Cordell natomiast 

niczego się nie boi, wcale nie żyje w strachu. W przeciw­

nym razie nie wybrałby kariery polityka. Musi posiadać 

ochronę jak każda ważna osobistość. To środek 

zapobiegawczy i oznacza życie w komforcie, w spokoju. 

Czy masz coś przeciwko Jake'owi i Fernando? 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

- Ależ nie. Oczywiście, że nie. Wiedziałam jednak, 

że ich obecność przy mnie jest chwilowa. Na stałe 

tego bym nie zniosła. Stała kontrola, każde posunięcie 

zaplanowane... Niczego nie można zrobić sponta­

nicznie. 

- Na przykład nurkować o wschodzie słońca, aby 

popatrzyć na rekiny, gdy ma się na to nagłą ochotę? 

- Dlaczego wspomniałaś o rekinach? - Lindsay 

popatrzyła na przyjaciółkę ze zdziwieniem. 

- Sama nie wiem. A może ty mi pomożesz? Za­

stanawiam się, czy wybór zawodu, który jest w pe­

wnym sensie niebezpieczny, nie jest przypadkiem 

formą buntu przeciwko temu, co zrobili ci rodzice. 

Być może podświadomie chcesz ukarać Andrew za 

ich błędy. 

Nastała chwila kłopotliwego milczenia. 

- Mówisz jak psychoanalityk. 

- Nie trzeba być lekarzem, aby się domyślić, co 

się dzieje w twoim sercu i umyśle, Lindsay. - Beth 

wstała. - Na twoim miejscu głęboko zastanowiłabym 

się nad sobą. Lęki i obawy rodziców wypłoszyły 

wszystkich twoich chłopców. Teraz jednak jesteś do­

rosła i odpowiadasz sama za swoje życie. Nie po­

winnaś pozwolić, by przeszłość tak tragicznie za­

ciążyła na twoim życiu. Nie możesz tak po prostu 

poddać się i stracić Andrew, nawet nie podejmując 

walki! 

Lindsay zacisnęła powieki. 

- On nigdy nie był mój, więc nie mogę go stracić. 

- Bez względu na to, co myślisz, jestem przekona­

na, że jeszcze nie jest za późno, aby wszystko na­

prawić. On nie przyleciał na kilka godzin do Kalifor­

nii, przerywając swe ważne zajęcia, tylko dlatego, że 

cię lubi, albo że mu się trochę podobasz. Ten mężczyz­

na zrobił wszystko, żeby cię poznać, ośmieszył się 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

nawet, i w dodatku przyjechał tu wczoraj - i co? 

Kolejny raz dostał kosza! 

-Przestań! - Z oczu Lindsay wyzierał strach. 

- Każde twoje słowo dobija mnie coraz bardziej! 

- T o dobrze. - Beth była nieugięta. - Mam na­

dzieję, że poczujesz się tak źle, że nareszcie coś z tym 

zrobisz. Obmyśl jakiś efektowny plan, aby go odzys­

kać. Oczywiście - dodała ciszej - jeśli tego naprawdę 

chcesz. 

- Pragnę go. - Lindsay załamała ręce w rozpaczy. 

- Ale jednocześnie nie chcę nani obojgu komplikować 

życia, a bez tego się nie obejdzie... To nie jest 

zwyczajny mężczyzna. Po pewnym czasie zacznie 

oczekiwać ode mnie tego, czego nie będę mogła albo 

nie będę chciała mu ofiarować. Dojdzie do walki, do 

takiej walki, jaką toczyłam z mamą i tatą. 

- Nareszcie zbliżamy się do prawdy. Uważasz, że 

Andrew Cordell stawia ci, podobnie jak niegdyś twoi 

rodzice, nierealne żądania, czy tak? 

-Tak... To znaczy nie. Niezupełnie. Ale... 

- Na miłość boską, Lindsay! Daj facetowi jakąś 

szansę! - krzyknęła w chwili, gdy zadzwonił telefon. 

Lindsay pobiegła odebrać, wbrew logice i zdrowe­

mu rozsądkowi mając nadzieję, że to Andrew. Był to 

jednak jej ojciec. 

- Uciekam już - szepnęła Beth. - Zadzwonię póź­

niej. Tylko, na litość boską, nie wykreślaj tego faceta 

ze swego życia! Przynajmniej daj mu szansę. 

Po rozmowie z Beth, Lindsay z większym spoko­

jem mogła stawić czoło rodzicom. Uspokoiła ich, 

zapewniła, że wizyta Andrew Cordella była całkiem 

przypadkowa i zupełnie bez znaczenia. Na koniec 

obiecała, że ich wkrótce odwiedzi. 

Rozmawiając z ojcem, cały czas myślała o Andrew 

i o przestrogach, jakich udzieliła jej Beth. Ale czy 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

Andrew jej wybaczy? Czy kiedykolwiek zrozumie jej 

lęki i zahamowania? Była niemal gotowa zadzwonić 

do informacji i poprosić o numer telefonu do posiad­

łości gubernatora w Carson City. Nie odważyła się 

jednak. Bała się odrzucenia. Bała się, że on w ogóle 

nie podejdzie do telefonu. 

Co prawda mogła napisać list, ale to wydawało jej 

się zbyt pretensjonalne i oficjalne. Pozostawało tylko 

jedno wyjście - pojechać do Carson City i osobiście 

z nim porozmawiać. Ostatecznie on zrobił to samo, 

przyjeżdżając do Kalifornii, aby sprawdzić, jak ona 

zareaguje na jego niespodziewany widok. 

Jutro miała wolny dzień, a pojutrze było święto 

4 Lipca. W ciągu dwóch dni zdąży pojechać i wrócić. 

Ale czy Andrew tam będzie? Wiedziała, że wolny czas 

często spędza z synem na ranczu swego szwagra. Musi 

poprosić matkę Beth, by przez swych znajomych 

dyskretnie ustaliła miejsce pobytu Andrew Cordella... 

- Tato, gwardia honorowa i orkiestra już masze­

rują. Kolej na nas! 

Andrew przerwał rozmowę ze znajomym prawni­

kiem i usiadł na koźle wozu obok Randy'ego i Troya. 

Spojrzał na ustawioną po bokach policyjną eskortę, 

a potem mocniej nasunął kapelusz na oczy, chroniąc 

je przed ostrymi promieniami słońca. Wystarczyło 

leciutko musnąć wodzami czwórkę zaprzężonych ara­

bów, by ruszyły kłusem przy aplauzie tysięcy widzów 

zgromadzonych na głównej ulicy miasta. 

- Chyba całe Carson City wyległo na dzisiejszą 

paradę - zauważył Troy. 

Andrew co chwila słyszał wiwaty na swoją cześć. 

Machał ręką, uśmiechał się, wymieniał powitania 

-jak przystało na uradowanego gubernatora. Na ogół 

tego rodzaju obowiązki wypełniał z przyjemnością, 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

dziś jednak z trudem przychodziło mu ukryć fatalny 

nastrój. Po powrocie z Los Angeles popadł w głęboką 

depresję. Stracił chęć do życia i tak charakterystyczny 

dla siebie entuzjazm. Rozmowa z Lindsay Marshall 

boleśnie zapadła mu w pamięć; odczuwał bezdenną 

pustkę, której niczym nie potrafił zapełnić. 

Randy, który doskonale ojca rozumiał, stał się dla 

niego w tych trudnych dniach prawdziwą podporą. 

Również Troy, który często ich teraz odwiedzał, 

wnosił do smutnego domu gubernatora nieco ożywie­

nia. Andrew bardzo się przywiązał do młodszego 

brata Alex. Troy mieszkał z nimi od kilku dni, 

ponieważ Alex przebywała jeszcze w szpitalu ze swym 

nowo narodzonym dzieckiem - Zackerym Seanem 

Quinnem IV. 

- Zanim pojedziemy na piknik na ranczo, wstąpi­

my jeszcze do szpitala, by odwiedzić małego Seana 

- powiedział Andrew. 

- On jest cudowny! - uśmiechnął się Troy. - Zack 

uważa, że mały jest podobny do dziadka Quinna, Alex 

natomiast przysięga, że to skóra zdarta z naszego 

ojca. A ja po prostu twierdzę, że jest nieprawdopodo­

bnie śmieszny. Włosy sterczą mu na wszystkie strony 

i ma taką pucołowatą buźkę. 

-Wszystkie dzieci wyglądają po urodzeniu tak 

samo. Szkoda, że nie widziałeś Randy'ego - zażar­

tował Andrew, z ukosa obserwując reakcję syna. 

- Tato... - Randy miał dziwnie poważny głos. 

- Co się stało? - spytał Andrew nagle zaniepo­

kojony. 

Szybko poszukał wzrokiem ochroniarzy, ale spra­

wiali wrażenie, jakby wszystko było w najlepszym 

porządku. 

-Tato... - Randy zająknął się z emocji. - Spójrz, 

to chyba Lindsay! Tam, na lewo, obok klowna... 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

- O, do licha! - Troy gwizdnął przeciągle. - To 

musi być syrena! Żadna kobieta na świecie nie ma 

takich włosów. 

Andrew z bijącym sercem wpatrywał się w dziew­

czynę w kowbojskim kapeluszu, spod którego wy­

pływał welon włosów, jakby kaskada roztopionego 

złota, i opadał aż do kształtnych, kobiecych bioder. 

Dziewczyna ubrana była w dżinsy, dżinsową koszulę 

i kowbojskie buty - strój, który uwydatniał jej długie 

nogi i zmysłowe kształty. Andrew miał minę, jakby 

nie wierzył własnym oczom. 

- A ty myślałeś, że to koniec! - szepnął Randy. 

- Muszę z nią natychmiast porozmawiać, nim się 

wystraszy i ucieknie. 

, Andrew jakby zapomniał o miejscu i czasie. Podał 

synowi wodze i zwinnym ruchem zeskoczył na ziemię. 

- Szefie, co się dzieje? - wymamrotał zdezorien­

towany Skip. Pozostali ochroniarze otoczyli go ko­

łem. 

Gubernator, na nic nie zważając, maszerował po 

lśniącym, rozgrzanym chodniku. 

- Lindsay Marshall. Lindsay... Ona tam stoi -sze­

ptał gorączkowo. 

- Moglibyśmy ją przecież przyprowadzić - protes­

tował Larry. - To niebezpieczne... 

Andrew nie myślał o niczym, prawie nie oddychał. 

Jeszcze trzy, dwa metry... I nagle Lindsay odwróciła 

twarz. Na długą, wymownie długą chwilę skrzyżowali 

spojrzenia. Miała oczy lśniące, ciemnoniebieskie z fio­

letowymi cętkami, jak rozświetlone słońcem wody na 

Karaibach... Zauważył, że była zdenerwowana, bo na 

szyi pulsowały jej żyły, i to jej zdenerwowanie wy­

zwoliło w nim natychmiast instynkt opiekuńczy. 

- Andrew... - szepnęła, bezwiednie wyjmując ręce 

z kieszeni jak dobrze wychowana uczennica. -- Nie 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

chciałam tu robić scen. Chciałam tylko... iść za tobą 

podczas parady, a potem porozmawiać, gdy wszystko 

się skończy. 

- Całe szczęście, że Randy tak szybko cię zauważył 

- powiedział z nie ukrywanym entuzjazmem. - Inaczej 

stracilibyśmy tylko cenny czas. - Gwałtownie chwycił 

jej rękę i pociągnął za sobą. 

- Dokąd mnie porywasz? 

- Wystąpisz z nami podczas parady - tłumaczył 

gorączkowo. - A potem, mam nadzieję, znajdziemy 

dłuższą chwilę, by porozmawiać na osobności. Tylko 

mi nie mów, że zaraz wyjeżdżasz. Nie teraz! Nie psuj 

tej cudownej chwili. 

Szedł trochę wolniej, by mogła za nim nadążyć. Za 

każdym razem, gdy przypadkowo się dotknęli, wy,-

czuwał, że cała drży. On zaś ledwie mógł się opamię­

tać, by nie porwać jej na ręce i nie zabrać, gdzie oczy 

poniosą. 

- Lindsay! - Randy ucieszył się na jej widok. 

- Witaj, Randy! 

Andrew objął ją mocno w talii, uniósł do góry 

i posadził z przodu na miejscu Troya, który stanął za 

siedzeniem. 

- T o wspaniale, że przyjechałaś! - Randy cały 

promieniał. - Dlaczego nas nie zawiadomiłaś? 

Andrew usiadł tuż za Lindsay i ponownie objął ją 

w talii, nie chcąc .tracić kontaktu z jej ciepłym, 

miękkim ciałem. 

- To była nagła decyzja - wyjaśniła krótko. 

- Zrobiłaś nam cudowną niespodziankę. Pozwól, 

że przedstawię ci Troya. Jest bratem mojej ciotki, 

Alex. Och, to bardzo skomplikowane powinowactwo. 

Alex została moją ciotką, gdy wyszła za mąż za 

mojego wuja, Zacka. Rozumiesz coś z tego? 

Troy roześmiał się szczerze. 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

- Bardzo się cieszę - powiedział - że mogę poznać 

prawdziwą syrenę. Kiedy zobaczymy cię w telewizji? 

- W sierpniu. 

Czując uścisk dłoni Andrew, odwróciła głowę 

i spojrzała nań pytająco. 

- Wstrzymujemy paradę -powiedział. - Muszę się 

przesiąść, żeby móc powozić. 

Zamienił się miejscami z Randym i po chwili 

siedziała obok niego. Objął ją wpół, chowając rękę 

pod rozpuszczonymi włosami i przytulił do siebie. 

Radość znów zagościła mu w sercu. Już nawet 

nie pamiętał, kiedy po raz ostatni był tak bardzo 

szczęśliwy. 

Przejechali zaledwie kilka metrów, gdy do wozu 

podbiegła reporterka lokalnej telewizji. 

-Panie.gubernatorze... Może zechce pan powie­

dzieć naszym widzom kilka słów. Kim jest ta urocza 

dama u pańskiego boku? Czyżby to była syrena, którą 

wyłowił pan na Wyspach Bahama? 

Randy zaklął pod nosem. Na twarzy Lindsay 

odmalował się strach. Andrew dał ręką znak Skipowi, 

a potem odpowiedział spokojnym tonem: 

- To jest przyjaciółka mojej rodziny. Przyjechała, 

aby wraz z nami obchodzić święto 4 Lipca. Gratuluję 

komitetowi organizacyjnemu, który przygotowywał 

tę imprezę. Ten dzień pozostanie długo w naszej 

pamięci. 

Błysnęły flesze. Andrew pomachał kapeluszem, 

a potem znów usiadł i władczo przyciągnął Lindsay 

do siebie. Bez oporu spoczęła w jego ramionach. 

Domyślał się, że nie przyjechała tu przypadkowo 

i wprost nie mógł się doczekać chwili, gdy pozostanie 

z nią sam na sam. 

Lindsay nie była zaskoczona, że jej niespodziewa­

ne pojawienie się u boku gubernatora wzbudziło 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

zainteresowanie mediów, nie spodziewała się nato­

miast tej gwałtownej fali pożądania, jaka ogarnęła ją 

na jego widok. Była przerażona intensywnością włas­

nych uczuć i nie kontrolowanych reakcji. Czyniła 

nadludzkie wysiłki, by nie zarzucić mu rąk na szyję 

i nie przytulić się do niego na oczach tłumu. 

- Jak długo z nami zostaniesz, Lindsay? - dopyty­

wał się Randy. 

Poczuła na sobie zaniepokojone, wyczekujące spo­

jrzenie Andrew. 

- Przyjechałam tu samochodem, więc będę musiała 

ruszyć w drogę powrotną o szóstej po południu. 

Jutro rano o wpół do dziewiątej prowadzę zajęcia 

na basenie. 

- A więc po zakończeniu parady możesz polecieć 

z nami na ranczo wuja Zacka. Wraz ze swym przy­

jacielem Miguelem urządza barbecue. Pojeździmy so­

bie konno... 

-Może znajdziesz chwilę czasu - wtrącił Troy 

- żeby zademonstrować mi, jak mam ćwiczyć chorą 

nogę. Chciałbym skończyć kurs nurkowania, ale 

z moją nogą nie jest najlepiej... 

- Och, oczywiście, że ci pomogę - powiedziała 

Lindsay ze szczerym entuzjazmem. 

- Chłopcy, uspokójcie się - wtrącił Andrew. - Daj­

cie Lindsay trochę odsapnąć. 

- Sam się zastosuj do swojej rady - zażartował 

Randy. 

Lindsay spłonęła rumieńcem, lecz Andrew wcale jej 

nie puścił. Cały czas, świadom, że nikt tego nie widzi, 

dyskretnie pieścił palcami krągłą linię jej bioder. Nie 

wzbraniała się, przeciwnie, coraz bardziej tęskniła do 

chwili, gdy nareszcie pozostaną sam na sam. 

By choć na chwilę oderwać myśli od Andrew, 

odwróciła głowę i powiedziała do Randy'ego: 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

- Muszę szczerze wyznać, że nigdy nie jechałam 

na koniu. 

- Wielkie nieba! - zawołali chłopcy równocześnie. 

Kątem oka dostrzegła, że Andrew się uśmiecha. 

- Zdecydowanie lepiej się czuję w towarzystwie ryb 

- zażartowała. - Proszę, nie śmiejcie się ze mnie, jeśli 

od razu spadnę z siodła. 

Już chciała opowiedzieć, jak uraz kręgosłupa unie­

możliwił jej w dzieciństwie uprawianie jakichkolwiek 

sportów, ale ugryzła się w język. To nie było od­

powiednie miejsce ani czas na takie zwierzenia. 

- Zapewniam cię, że nie spadniesz -podtrzymywał 

ją na duchu Troy. - Każdy, kto pływa wśród rekinów, 

musi mieć dobry refleks i koordynację ruchów. 

Andrew na dźwięk słowa „rekin" zesztywniał. Lin-

dsay od razu pożałowała, że w ogóle zaczęła tę 

rozmowę. Chcąc szybko zmienić temat, wskazała ręką 

na szybujący w górze balon, kształtem przypomina­

jący czarnego kruka. 

- Co to jest? - spytała. 

- To maskotka jednej z naszych lokalnych stacji 

radiowych - objaśnił Andrew. 

Lindsay nie pojęła sensu słów, ponieważ jego usta 

były w odległości zaledwie kilku centymetrów od jej 

ust. Pragnęła pocałunku tego mężczyzny bardziej niż 

powietrza. 

Do końca parady była tak podniecona, że nie 

potrafiła prowadzić swobodnej konwersacji. Bliskość 

Andrew, ciepło i podniecający zapach, płynące z jego 

muskularnego ciaia, otuliły ją niewidzialną, miękką 

peleryną. 

Nim dotarli do miejskiego parku, gdzie kończyła 

się parada, jej pożądanie przeszło niemal w fizyczny 

ból. Nie odważyła się spojrzeć na Andrew, nawet 

wówczas, gdy wziął ją na ręce i postawił na ziemi. 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

A później poczuła delikatny dotyk jego ręki na swoim 

karku, gdy prowadził ją do zaparkowanego nie opo­

dal samochodu. 

W samochodzie usiedli w bezpiecznej odległości od 

siebie. Musieli stworzyć pewien dystans, by nie krę­

pując chłopców, spokojnie dojechać na ranczo. 

W drodze na lotnisko Randy i Troy rozprawiali 

z ożywieniem o malutkim, nowo narodzonym synku 

Alex i Zacka, którego zamierzali odwiedzić w szpitalu 

jeszcze dziś wieczór po zakończeniu pikniku. Przy 

okazji wytłumaczyli Lindsay skomplikowane powią­

zania rodzinne. Słuchała z zainteresowaniem. To 

pozwoliło jej na chwilę oderwać myśli od Andrew. 

Raz po raz powracała jej w pamięci scena, gdy 

Andrew szedł ku niej przez rozstępujący się tłum, 

a jego oczy płonęły dziwnym, hipnotycznym bla­

skiem. Aż do tamtej niezapomnianej chwili podświa­

domie obawiała się, że może ją zlekceważyć, że 

nie zechce z nią rozmawiać. Wystarczyło jednak 

jedno spojrzenie, jeden błysk w oku, by pojęła, że 

jej obawy były nieuzasadnione. Zrozumiała, że nic 

się nie zmieniło. 

Siedząc obok Andrew w ośmioosobowej awionet-

ce, Lindsay była tak bardzo szczęśliwa, że ledwie 

zapamiętała krótki lot na ranczo Zackery'ego Quinna 

ponad nie kończącymi się zielonymi polami lucerny. 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

ROZDZIAŁ ÓSMY 

- Chyba Pete z resztą chłopców udali się już na 

szlak - oznajmił Troy, gdy wszyscy czworo wysiedli 

z furgonetki należącej do Posiadłości Q i weszli do 

stajni, która znajdowała się nie opodal lądowiska. 

- Dla ciebie, Lindsay, osiodłam Niteczkę. Zdaniem 

Zacka to najłagodniejsza klacz na ranczu. W sam raz 

na twoją pierwszą jazdę. 

- Lindsay potrzebuje trochę czasu, by oswoić się 

z koniem - wtrącił niespodziewanie Andrew. - Pro­

ponuję, byście pojechali przodem, a ja tymczasem 

poznam ją z Niteczką. Dogonimy was. 

- W porządku, tato. - Randy spojrzał na ojca 

porozumiewawczo. - Chodźmy, Troy. 

Gdy chłopcy wyprowadzili konie, Andrew odwró­

cił do Lindsay twarz ocienioną szerokim rondem 

kapelusza i powiedział: 

- Zaczekaj tu chwilę. Przyniosę siodła. 

Zgodziła się bez słów, jakby w obawie, że głos ją 

zdradzi. Jakże pragnęła zostać z nim wreszcie sam na 

sam... Rozglądała się po stajni, wdychając ciepły 

a zarazem cierpki zapach koni i siana. Zbliżając się 

do Posiadłości Q zauważyła - zarówno z lotu ptaka, 

jak i z okien furgonetki - wiele szczegółów, świad­

czących o wielkiej dbałości właściciela o swą ziemię. 

Dowiedziała się, że Randy odziedziczył po matce 

połowę tego ogromnego rancza i kilka tygodni temu 

stał się pełnoprawnym wspólnikiem swego wuja. 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

Po powrocie z Karaibów Lindsay pozwoliła sobie 

zebrać trochę informacji o Andrew i jego rodzinie. 

Z artykułów prasowych dowiedziała się, że rodzina 

Cordellów dorobiła się majątku na hodowli owiec. 

Dokonywane przez wiele lat korzystne inwestycje 

uczyniły z Andrew bogatego człowieka i niezależ­

nego finansowo polityka. Podziwiała jego zdolności 

i ambitny charakter. Wcześnie skończył szkołę śred­

nią i wstąpił na wydział' prawa w Yale. Jeszcze 

przed skończeniem studiów ożenił się z Wendie 

Quinn i doczekał swego jedynego syna. Po uzys­

kaniu dyplomu najpierw praktykował w prywatnej 

firmie prawniczej, potem został prokuratorem okrę­

gowym, wreszcie wygrał wybory na urząd guber­

natora stanu, który piastował już drugą kadencję. 

Lindsay nie byłaby zdziwiona, gdyby jego przezna­

czeniem miał się okazać Waszyngton. Andrew był 

niezwykle pracowitym, oddanym służbie publicznej 

urzędnikiem, a jednocześnie potrafił być także ko­

chającym i troskliwym ojcem. Zauważyła, że Randy 

go uwielbiał, że byli sobie bardzo bliscy i traktowali 

się po przyjacielsku. 

Lindsay doszła do wniosku, że Andrew Cordell był 

mężczyzną niezwykłym. To wielkie szczęście, że mogła 

go poznać. Zaczynała się zastanawiać, dlaczego los 

okazał się dla niej tak łaskawy. Czuła teraz nawet 

pewne zażenowanie, że w ogóle ośmieliła się do niego 

przyjechać. 

Usłyszała stukot kopyt na podjeździe i podeszła do 

drzwi, aby popatrzeć na odjeżdżających chłopców. 

Jakkolwiek nie znała się na koniach, musiała przy­

znać, że araby hodowane przez Zacka Quinna prezen­

towały się doprawdy wyśmienicie. 

Nagle czyjaś ręka szybkim ruchem zamknęła 

drzwi. Odwróciła się zaskoczona. 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

- Andrew! - krzyknęła zduszonym głosem, bo 

z wrażenia ledwie mogła zaczerpnąć oddechu. 

Pochylał się tuż nad nią, wsparty rękami o drzwi. 

Poczuła twarde mięśnie jego ciała przy swoim ciele 

i gorąca fala namiętności obezwładniła ją. Znalazła 

się w pułapce - w pułapce, z której wcale nie zamie­

rzała uciekać. 

- N i e masz pojęcia, jak bardzo pragnąłem wziąć 

cię w ramiona na oczach całego tłumu - szeptał. Jego 

oddech pieścił jej uszy, a słowa napełniały szczęściem 

i uniesieniem. - Mam już dość tej udręki. Jeśli więc 

przyjechałaś do Carson City z jakiegoś innego powo­

du... Trudno, już jest za późno. 

Zachłannie przywarł ustami do jej ust, a ona 

oddała mu pocałunek z żarliwością, o którą się 

nie podejrzewała. Rozpalona namiętnością wyzbyła 

się w jednej chwili wszelkich lęków i zahamowań. 

Jakże mogła kiedykolwiek obawiać się tego męż­

czyzny! Czuła się jak tonący, który nieoczekiwanie 

wypłynął na powierzchnię i bierze pierwszy ożywczy 

łyk powietrza. Andrew prowadził ją w nieznaną kra­

inę, a ona szła za nim ufnie, jak dziecko wiedzione 

odwiecznym instynktem i pragnieniami, których je­

szcze nie poznało. 

Objęła go rękami w talii i przycisnęła się doń 

jeszcze mocniej i goręcej. Pragnęła tego od dawna, od 

chwili gdy się poznali. Miała niejasne wrażenie, że 

pragnęła tego mężczyzny od zawsze. 

Pogrążona w nieskończenie długim pocałunku, 

straciła poczucie czasu i miejsca. Nie liczyło się teraz 

nic, nic nie istniało - tylko jego usta na jej ustach 

i jego ręce pieszczotliwie błądzące po jej ciele... 

- Jesteś taka piękna, Lindsay - szeptał. - Wprost 

nie potrafię uwierzyć, że nareszcie trzymam cię w ra­

mionach. Tak bardzo cię pragnę... 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

- Ja ciebie też - wyznała w gorączce podniecenia, 

jakby nie do końca zdając sobie sprawę, co mówi. 

Usłyszała jego jęk - ni to ulgi, ni bólu. Oderwał od 

niej usta i odsunął się nagle na odległość ramienia. 

Oczy miał szeroko otwarte i dziwnie płonące. 

- Jeśli jeszcze raz cię pocałuję, nie będę mógł już 

przestać i skończymy tu, na sianie. 

Lindsay była tak podniecona, że nie mogła wydo­

być głosu. Lekko potrząsnęła głową, a włosy zatań­

czyły wokół jej ramion. 

Andrew odrzucił głowę do tyłu i patrzył na nią jak 

urzeczony. 

-Przy tobie czuję się jak spragniony miłości 

chłopiec, który przeżywa swe pierwsze uniesienie 

- wyznał tonem człowieka, który przygląda się sobie 

w zdumieniu. - Mam trzydzieści siedem lat i już 

dawno skończyłem szkołę. Co więcej, mam doros­

łego syna, którego kocham i obowiązki, od których 

nie mogę się uchylić. Ale teraz... - zatopił palce 

w jej włosach - teraz nie potrafię o niczym myśleć, 

tylko o tobie. O kochaniu się z tobą. - Był spięty, 

zniecierpliwiony. Wyglądał jak człowiek u kresu 

wytrzymałości. - Czy mnie rozumiesz? Czy rozu­

miesz, co czuję? 

- Tak! - zawołała z głębi serca. 

- Rozumiesz więc - mówił gorączkowo - z jakim 

trudem przychodzi mi zachowywanie się przyzwoicie 

w twoim towarzystwie. Już dawno powinniśmy być 

na pikniku, ale nic mnie to nie obchodzi. Nie chcę się 

tobą z nikim dzielić. 

Lindsay doskonale go rozumiała. Andrew od daw­

na był najważniejszy w jej życiu i wszystko inne 

rozpływało się w nicość. 

- Chyba nie powinnam przyjeżdżać - wykrztusiła. 

- Wprowadzam tylko zamęt w twoje życie. 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

Usiłowała zebrać chaotyczne myśli i zachowywać 

się bardziej racjonalnie. Jakimś cudem wyzwoliła się 

z jego objęć. Próbowała podnieść kapelusz, który 

poniewierał się na ziemi. Andrew jednak, szybki jak 

pantera, przyciągnął ją do siebie, przywarł do jej 

pleców i z jeszcze większym pożądaniem pieścił ręko­

ma jej biodra i brzuch. 

, - Masz rację - wyznał. - Od momentu, gdy poja­

wiłaś się w tym morskim tunelu i skierowałaś ku 

światłu mego reflektora, wstrząsnęłaś moim życiem. 

- Mówił jednym tchem, jakby brakowało mu powiet­

rza. - Na litość boską, nie wiem, jak przeżyję najbliż­

sze godziny. Nie wiem, jak zdołam sensownie roz­

mawiać z rodziną i przyjaciółmi, gdy moje ciało płonie 

i pragnie ciebie. Chciałbym leżeć z tobą w zaciszu 

mojej sypialni, dotykać cię i pieścić, i mieć przed sobą 

całą długą noc, całą wieczność. 

- Andrew - wyznała - czuję to samo co ty, ale nie 

mogłabym mieć z tobą romansu, nawet jeśli bardzo 

bym tego pragnęła. 

Obrócił ją twarzą do siebie i wycedził przez zaciś­

nięte zęby: 

- Jeśli miałbym taki zamiar, po prostu zabrałbym 

cię do motelu, gdy przyjechałem do Culver City. 

Myślę, że byłbym w stanie cię przekonać. 

- Prawdopodobnie tak - wyznała z rozbrajającą 

szczerością. Podniosła na niego oczy pełne udręki 

i nerwowo przełykając ślinę, dodała: - Gdy jestem 

w pobliżu ciebie, również nie potrafię kontrolować 

swych uczuć. Podczas parady... - urwała, by nie 

powiedzieć za dużo. 

- Istnieje więc tylko jedno rozsądne wyjście - orzekł 

poważnym tonem. - Nie możemy się więcej widywać. 

Śmiertelne przerażenie, jakie wyczytał w jej twarzy, 

ucieszyło go tak bardzo, że wydał radosny okrzyk, 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

przytulił ją mocno do siebie i zatopiwszy twarz w jej 

pachnących włosach, usprawiedliwił się szybko: 

-Powiedziałem tak wyłącznie po to, by upewnić 

się co do twych uczuć, nim poproszę cię o rękę. 

Lindsay miała wrażenie, że śni. Uniosła głowę 

i spojrzała na niego niepewna, czy się nie prze­

słyszała. 

- Dlaczego jesteś zaskoczona? Czy sądzisz, że po­

leciałem do Kalifornii tylko dlatego, że nie miałem nic 

lepszego do roboty? 

-Ale my się prawie nie znamy... - wyjąkała 

kompletnie ogłuszona nowiną. 

Położył dłonie na jej ramionach i pochylił się, by 

ucałować jej powieki i nos. 

- P o prostu kochamy się, a to jest najważniejsze. 

Bo wiem, że mnie kochasz, w przeciwnym razie nie 

przyjechałabyś do Newady. Ja zaś kocham cię ponad 

wszystko, moja zwodnicza syreno. I pragnę jak naj­

szybciej zostać twoim mężem. Mamy przed sobą 

długie lata, by wszystkiego się o sobie dowiedzieć. 

A tymczasem co wieczór chcę się z tobą kochać, chcę 

mieć z tobą dzieci, chcę żyć, Lindsay, naprawdę żyć! 

Ale tylko z tobą. 

- Andrew... - Była tak wzruszona i przejęta, że nie 

znajdowała odpowiednich słów. 

- Nie chcę żyć w obawie, że jakiś straszny tryton 

albo morska wiedźma porwie cię do swej groty - szep­

tał. - Najbardziej jednak boję się, że jakiś rekin zrobi 

ci krzywdę. - Ścisnął ją mocniej. - I nie mogę 

pozwolić, by tak się stało. Za nic w świecie. 

Zaczynało do niej docierać, że spośród wielu ko­

biet, które z pewnością rzuciłyby dla niego wszystko, 

wybrał właśnie ją, jej się oświadczył. 

- Ale przecież ty jesteś gubernatorem - usiłowała 

protestować - i potrzebujesz kobiety... 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

- Nie mów nic. - Zamknął jej usta namiętnym, 

długim pocałunkiem, a potem kołysząc ją w swych 

objęciach przekonywał: - Pojedziemy teraz na piknik. 

Spędzimy tam trochę czasu, a później wrócimy do 

Carson City. Spędzisz noc w moim domu, z Randym 

i ze mną. Będziesz mogła zobaczyć, jak żyjemy. 

-Ale... 

- Wcześnie rano odwiozę cię na lotnisko. Zdążysz 

na trening. Mój człowiek odprowadzi twój samochód 

do Kalifornii. Zgoda? - Popatrzył na nią błagalnie. 

- Proszę, nie odmawiaj. 

Wolno skinęła głowę. Gdy była w jego objęciach, 

niczego nie potrafiła mu odmówić. Pragnęła na za­

wsze być tak blisko niego i móc zapomnieć o całym 

świecie. 

- Dzięki Bogu - wyszeptał. 

Drżały mu wargi, gdy całował ją raz jeszcze 

- wolno, namiętnie, uwodzicielsko. Gdy wreszcie 

delikatnie odsunął ją od siebie, zrazu nie mogła 

pojąć, co się stało. Zachwiała się na nogach i musia­

ła chwycić go za nadgarstki, by utrzymać równo­

wagę. Ręce i nogi miała bezwładne i ciężkie, oddech 

urywany. 

- Nie... nie wiedziałam, że może tak być -wyznała 

całkiem oszołomiona. 

Gdy powiódł palcami po jej obrzmiałych wargach, 

ciało jej odpowiedziało mimowolnym dreszczem po­

żądania. 

- To, co nam się przydarzyło, Lindsay - powiedział 

- jest bardzo rzadkie i bardzo cenne. Niewielu ludzi 

ma takie szczęście. 

Wiedziała, że Andrew mówi prawdę. Spotykała się 

przecież na uniwersytecie z kilkoma chłopcami, 

a w Gregu była nawet zakochana. Ale to nie było to 

samo co dziś. Nigdy nie pragnęła Grega, tak jak dziś 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

pragnęła Andrew, i nigdy nie chciała iść z nim do 

łóżka. Tamte pocałunki nie wyzwalały w niej takich 

namiętności. Z perspektywy czasu, a zwłaszcza dzi­

siejszych doświadczeń, wiedziała, że jeśli naprawdę 

kochałaby Grega, jeśli naprawdę by go pragnęła, 

przeciwstawiłaby się wówczas rodzicom i spędziła 

z nim wakacje w La Jolla. 

Uczyniła nadludzki wysiłek, by wyzwolić się z obe­

jmujących ją ramion. Podniosła kapelusz, włożyła go 

na głowę i zawiązała tasiemki. Unikała wzroku And­

rew w obawie, że znów rzuci mu się w objęcia. 

- Jestem gotowa do jazdy - powiedziała ze sztucz­

ną wesołością. - Tylko, proszę, nie śmiej się ze mnie. 

Nigdy nie jeździłam konno. 

- Nie przewiduję żadnych problemów. Chodźmy 

już, nim znów stracę panowanie nad sobą. 

Położył rękę pod jej włosami na karku i tak wyszli 

na dwór, gdzie czekały już osiodłane konie. 

Nagle Lindsay znieruchomiała. Całe jej szczęście, 

cała radość prysła. W niewielkiej odległości dostrzegła 

dwóch mężczyzn na koniach. Ochroniarzy Andrew... 

Od razu, w jednej chwili, wróciła jej przytomność 

umysłu. Uświadomiła sobie z dreszczem to, o czym 

zapomniała na chwilę, że Andrew nie ma prywatnego 

życia, że jego ludzie w każdej chwili mogli wejść do 

stajni i zakłócić intymną scenę. Może właśnie dlatego 

nie zdecydował się posunąć dalej, zastanawiała się 

przerażona. 

- Zapomnij o nich. - Czytał w jej myślach jak 

w otwartej książce. - Nigdy by nie weszli do stajni bez 

pozwolenia, chyba że nasze życie byłoby zagrożone. 

Pomógł jej wsiąść na siodło, podał wodze i do­

pasował strzemiona. Gdy dosiadł swego wierzchowca, 

nasunął mocniej kapelusz na oczy i odwrócił ku 

niej głowę. 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

- Zanim twa bujna wyobraźnia podsunie jakieś 

mylne wnioski, pozwól, że wyjaśnię ci pewne sprawy 

- powiedział z lekkim uśmiechem. - Nie zamierzałem 

kochać się z tobą przy pierwszej nadarzającej się 

sposobności. Nie jestem człowiekiem pozbawionym 

skrupułów. Najpierw pragnę ożenić się z tobą. Ale nie 

miej złudzeń - w jego głosie zabrzmiała twarda nuta 

- gdy już zostaniesz moją żoną, będziemy się kochać 

zawsze i wszędzie, gdy tylko przyjdzie nam ochota. 

I obiecuję ci, że nie zamierzam przejmować się resztą 

świata. 

Gdy pojęła sens tych słów, na twarz wystąpiły jej 

rumieńce, a serce zaczęło bić gwałtowniej. 

- Wystarczy tylko lekko klepnąć ją po zadzie 

- instruował po chwili. - I trzymaj wodze tak 

mocno, by wiedziała, kto tu rządzi, ale nie krępuj 

jej pyska. 

Lindsay zadowolona ze zmiany tematu zastosowa­

ła się do poleceń i po chwili, gdy klacz posłusznie 

ruszyła z miejsca, wydała okrzyk radości. 

- Świetnie sobie radzisz - pochwalił ją Andrew. 

- Teraz spóbuj zrobić okrążenie. Żeby zmienić kieru­

nek , po prostu pociągnij odpowiednią wodzę. To 

doskonale ujeżdżona klacz. Z łatwością dostosuje się 

do twoich życzeń. 

Po zrobieniu kolejnego okrążenia Lindsay poczuła 

się już dość pewnie w siodle i oznajmiła, że jest gotowa 

do drogi, co Andrew skwitował pełnym podziwu 

spojrzeniem. 

Gdy jechali ścieżką wiodącą poprzez słodko pach­

nące pola lucerny, opowiadał jej o Walker River 

i o pierwotnych mieszkańcach tych ziem. Zafascyno­

wana tymi opowieściami całkiem zapomniała o bólu 

w dolnym odcinku kręgosłupa, który pojawił się 

w chwili, gdy tylko dosiadła Niteczki. Nigdy nie 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

siedziała na koniu i sądziła, że tak powinno być. 

Nawet nie wspomniała o tym Andrew. 

Choć ból narastał i było jej niewygodnie, a żar 

płynący z bezchmurnego nieba palił jej skórę, czuła 

się niezmiernie szczęśliwa i pewna, że przeżywa naj­

piękniejszy dzień w swoim życiu. Przez chwilę udało 

jej się nawet zapomnieć o jadących z przodu i z tyłu 

ochroniarzach. 

Gorączkowo zasypywała Andrew dziesiątkami py­

tań, pragnąc dowiedzieć się o nim jak najwięcej 

— poznać te wszystkie lata, te doświadczenia, które 

uczyniły go takim człowiekiem, jakim był dziś. 

Z początku pomyślała, że nie zechce rozmawiać 

o Wendie. Gdy jednak ośmieliła się poruszyć ten 

temat, zaspokoił jej ciekawość bez najmniejszego 

skrępowania. Tak jak się spodziewała stanowili szczę­

śliwe małżeństwo, co prowadziło do wniosku, że 

Andrew był mężczyzną zdolnym do głębokiej, trwałej 

miłości. Zapewne, myślała, pragnął raz jeszcze do­

świadczyć podobnego emocjonalnego spełnienia. Od­

niosła wrażenie, że Andrew nie trapią już demony 

przeszłości, że pogodził się z nieuchronnością losu 

i jedyne, czego naprawdę żałuje i o co ma do 

siebie pretensję, to zaniedbanie syna po śmierci żony. 

Teraz w dwójnasób chciał wszystko Randy'emu wy­

nagrodzić. 

-Już prawie dojeżdżamy do mety - powiedział, 

gdy pozostawili za sobą pola uprawne i wjechali na 

rozległy teren dzikiej przyrody z majaczącymi w od­

dali stokami Sierra Newada, porośniętymi karłowatą 

sosną. - Mam wrażenie, że moja syrena przemieniła 

się już w prawdziwą amazonkę i potrafi zagalopować. 

Chcesz spróbować? - Wyglądał jak podekscytowany 

chłopiec, więc, choć czuła coraz bardziej dojmujący 

ból w krzyżu, nie potrafiła sprawić mu zawodu. 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

- Dobrze - zgodziła się. - Co mam zrobić? 

- Klepnij ją tylko po zadzie i jedź za mną. Popuść 

trochę wodze, by mogła wyciągnąć szyję, a jeśli 

zechcesz stanąć, po prostu ściągnij je. Posłucha cię bez 

szemrania. 

Lindsay zagryzła wargi, mając nadzieję, że Andrew 

nie zauważy, z jakim trudem utrzymuje w siodle 

prostą pozycję. 

- A więc naprzód! - Cmoknął na konia i ruszył 

galopem. 

Lindsay zaciskając zęby klepnęła konia, ale gdy ten 

wszedł w galop, poczuła gwałtowny, przeszywający 

ból w nogach. 

Krzyknęła, a wtedy spłoszony koń poniósł ją przed 

siebie. Straciła panowanie nad wodzami, wysunęły jej 

się z ręki i obijały teraz o końską szyję. Robiło jej się 

słabo z bólu; czuła, że zwymiotuje. Kurczowo przy­

trzymywała się łęku i usiłowała stanąć w (strzemio­

nach, gdy nagle poczuła, że... nie ma nóg! 

I raptem powrócił koszmar. Przypomniała sobie 

z dreszczem przerażenia swój powrót do przytomno­

ści po wypadku autobusowym, gdy od pasa w dół nie 

czuła nic... 

- Och, nie! - krzyknęła w rozpaczy, a jej krzyk 

przeszedł w bezgłośny szept: - Nie! - Ledwie zdawała 

sobie sprawę, że Andrew już ją dogonił, chwycił 

wodze i zatrzymał Niteczkę. 

- Lindsay! Co się stało? - Z twarzą pobladłą ze 

strachu zeskoczył z siodła. 

-Andrew... - zdołała jeszcze powiedzieć, nim 

chwycił jej bezwładne ciało w ramiona. Antlrew 

- powtórzyła jego imię i zapadła w ciemność. 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY 

- Co się stało, tato? 

Andrew podniósł wzrok i mętnymi oczami popa­

trzył na syna wchodzącego do szpitalnej poczekalni. 

Skip stał na zewnątrz, za drzwiami korytarza, by nie 

dopuścić tu żadnych łowców sensacji. 

- Przylecieliśmy z Troyem i wujem Zackiem natych­

miast, gdy nas powiadomiono. Oni czekają na ze­

wnątrz. Powiedz wreszcie, co się stało Lindsay? 

Andrew wstał i uściskał syna. 

- Cieszę się, że tu jesteś. Na razie nic nie wiadomo. 

Robią jej zdjęcia rentgenowskie. 

- Wuj Zack powiedział tylko, że ona zemdlała i że 

polecieliście do szpitala... 

- Obawiam się, że jest niedobrze. - Opadł bezwład­

nie na krzesło. - Coś jej się stało podczas jazdy i straciła 

władzę w nogach. 

- Czy to bardzo poważna sprawa, tato? - Zmarsz­

czka na czole Randy'ego pogłębiła się. 

- Mam nadzieję, że nie. - Znów powstał z krzesła, 

nie mogąc usiedzieć na miejscu. Sposób, w jaki wypo­

wiedziała jego imię, nim zemdlała, będzie prześladował 

go przez całe życie... - Nie powinienem wsadzać jej na 

konia - wyznał z rozpaczą. - Gdy powiedziała nam, 

że nigdy nie jeździła konno, powinienem zorientować 

się, że musiały być po temu jakieś powody. 

Och, tato, nie obwiniaj się! Znam przecież ludzi, 

starszych od Lindsay, którzy nigdy nie siedzieli na koniu. 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

Uwaga była wielce rozsądna i uspokajająca. An-

drew obdarzył syna uśmiechem pełnym wdzięczności. 

- Gdy ją tu przywiozłem, porozumiałem się z Bu-

dem Atkinsem. Zdobył zastrzeżony numer telefonu do 

jej rodziców w Bel Air. Zadzwoniłem i poinformowa­

łem ich, że Lindsay znajduje się w szpitalu. Randy, oni 

się kompletnie załamali! I... oskarżyli mnie o wszyst­

ko... Okazało się, że Lindsay uległa ciężkiemu wypad­

kowi, gdy miała jedenaście lat. Doznała wówczas urazu 

kręgosłupa i paraliżu dolnej części ciała. 

- Lindsay? Wielki Boże! - Randy był wstrząśnięty. 

- Wiem, że trudno w to uwierzyć, gdy się ją widzi 

w roli zwinnej syreny, ale naprawdę była ciężko chora, 

przeszła kilka operacji kręgosłupa i dopiero po upływie 

wielu lat odzyskała władzę w nogach. Całe dzieciństwo 

spędziła na wózku. Pływanie okazało się najskutecz­

niejszą terapią i dzięki niemu wyzdrowiała. 

- Czy myślisz...? 

- Tylko nic nie mów! - przerwał mu Andrew. 

- Tato, na litość boską! - Randy chwycił ojca za 

ramiona i potrząsnął nim. - To nie twoja wina! Nie 

obwiniaj się, nie zważaj na to, co opowiadają jej 

rodzice! 

- Powinienem zostawić ją w spokoju... - Na twarzy 

Andrew pojawiły się zmarszczki, które przydały mu lat. 

- Ale byłem egoistą. Za wszelką cenę pragnąłem ją 

poznać. Omal się przeze mnie nie utopiła! A teraz 

z mojego powodu być może do końca życia będzie 

kaleką! 

- Przestań! - Randy popatrzył na ojca twardym 

wzrokiem. - Nikt przecież nie zmuszał Lindsay, by 

przyjęła zaproszenie na kolację, ani też nikt jej nie 

zmuszał, by tu przyjeżdżała. To po prostu nieszczęśliwy 

wypadek. Nikogo nie można winić. 

Zapadła długa niepokojąca cisza. 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

-Może masz rację - przyznał w końcu Andrew, 

nerwowo przesuwając dłońmi po włosach. - Ale 

trudno mi to wszystko ocenić obiektywnie. Ja ją 

kocham, Randy. Po śmierci twojej mamy nie sądzi­

łem, że to mnie jeszcze spotka. No i stało się. 

-Wiem. To było widać. I jeśli chcesz wiedzieć, 

ona też cię kocha. Troy jest tego samego zdania. 

Zachowujecie się dokładnie tak samo, jak wuj Zack 

i ciotka Alex. Gdy są razem, nie dostrzegają innych 

ludzi. 

- Chcę ci powiedzieć, że poprosiłem Lindsay 

o rękę. 

Radosny uśmiech, który pojawił się na twarzy 

Randy'ego, rozwiał wszelkie wątpliwości Andrew. 

W oczywisty sposób syn zaakceptował nową kobietę 

w ich życiu. 

- Dlaczego tak późno, tato? - spytał 

Andrew, mimo całej grozy sytuacji, nie potrafił 

powstrzymać śmiechu. 

- Musisz jednak wiedzieć, że nie dała mi odpowie­

dzi - odezwał się po chwili. - I odnoszę wrażenie, że 

mi odmówi. Zwłaszcza teraz, po tym wypadku. 

-Ale przecież ona cię kocha! - zaprotestował 

Randy. 

- Sam wielu rzeczy nie rozumiem - wyznał stro­

piony. - Ale mam zamiar dokopać się do prawdy. 

- Szefie? - Skip wsadził głowę do poczekalni. 

- Doktor mówi, że może ją pan teraz odwiedzić. 

- Trzymam kciuki, tato! 

Andrew zerwał się z krzesła i niemal biegiem 

popędził do pokoju zabiegowego, gdzie leżała Lind­

say. Gdy ją widział po raz ostatni była nieprzytomną, 

a jej piękną, bladą twarz wykrzywiał grymas bólu. 

Gdy wszedł do pokoju, serce zabiło mu żywiej na 

jej widok. Była już przytomna i leżała płasko na łóżku. 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

Twarz miała teraz lekko zaróżowioną, złote włosy 

niemal przykrywały szpitalny materac. Wyglądała jak 

księżniczka z bajki. Jak syrena wyrzucona na brzeg. 

- Andrew... 

Natychmiast znalazł się u jej boku i z nadzieją 

w sercu czekał, że wyciągnie rękę, uczyni cokolwiek, 

by okazać mu, jak bardzo się cieszy na jego widok. 

Jeśli oczy były zwierciadłem duszy, to jej serce ściś­

nięte było cierpieniem. Zauważył to od razu i poczuł 

się znów załamany. 

- Boli cię nadal? - wyszeptał. 

-Nie... Dostałam jakieś środki. - I nagle łzy 

wypełniły jej oczy. - Wybacz mi, wybacz, że urządzi­

łam takie przedstawienie. Narażam cię wyłącznie na 

kłopoty. Oderwałam cię od rodziny i popsułam ci 

weekend. 

Wzruszony do głębi pochylił się, odsunął włosy z jej 

skroni i delikatnie pocałował. 

- Nie ma tu hic do wybaczania - powiedział 

pieszczotliwym tonem. - Kocham cię, Lindsay i po­

nad wszystko na świecie pragnę, byś powróciła do 

zdrowia. 

Odwróciła głowę i wbiła wzrok w stojący z boku 

parawan. 

- Dziękuję ci za wszystko. Byłeś naprawdę cu­

downy... A ja popsułam naszą wycieczkę. - Głos 

jej się załamał. - Biedna Niteczka. Musiałam ją 

wystraszyć... 

Andrew wziął głęboki oddech, by uspokoić głos, 

i zapytał: 

- Dlaczego nic nie wspomniałaś o urazie krę­

gosłupa? 

- Skąd o tym wiesz? - Raptem odwróciła ku niemu 

twarz. Miała oczy bezradne jak dziecko. - Och, wiem. 

Twój prywatny detektyw... 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

Była zdenerwowana, tak samo jak wówczas w Na-

ssau, gdy wezwała policję. Nie mógł zrozumieć, co ją 

tak bardzo dręczyło. 

- Powiedzieli mi twoi rodzice - wyjaśnił. 

Z twarzą pobladłą i złą zamarła w szoku. Po chwili 

napiętego milczenia odezwała się tonem wymówki: 

- Rozmawiałeś z moimi rodzicami? 

- Oczywiście. Zadzwoniłem, gdy tylko tu dota­

rliśmy. 

- Och, dlaczego? Po co? - Był to głos pełen cier­

pienia i paniki zarazem. 

- Przecież to twoja rodzina - usprawiedliwiał się. 

- Mają prawo wiedzieć, że ich córka jest w szpitalu. 

Obiecałem, że powiadomię ich o wynikach badań. 

- Och, nie powinieneś tego robić - jęknęła. - Nie 

miałeś prawa! Mam dwadzieścia siedem lat i nie życzę 

sobie, by ktoś kierował moim życiem i podejmował 

za mnie decyzje. Nie jestem małą dziewczynką! 

Poczuł się jak człowiek kopnięty znienacka w żo­

łądek. Nie mógł jednak zakończyć tej rozmowy. 

Instynktownie wyczuwał, że powoli zbliża się do 

prawdy. Prawdy, którą musiał poznać, jeśli chciał 

zrozumieć Lindsay. 

-Myślisz, że próbuję cię kontrolować? - spytał 

z niedowierzaniem. 

- Oczywiście. Najpierw przydzieliłeś mi ochronia­

rzy, samowolnie zmieniłeś mi pokój... To samo robisz 

z Ran... - urwała nagle spłoszona. - Och, nie powin­

nam... To nie moja sprawa. - Zamknęła oczy i od­

wróciła głowę. 

- Owszem, to jest twoja sprawa. - Był oszołomiony 

i zaintrygowany. - Musisz mi powiedzieć, co takiego, 

twoim zdaniem, robię z Randym? Proszę, Lindsay. To 

dla mnie bardzo ważne. Chcę poznać twój punkt 

widzenia. 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

Łzy ciekły spod jej zamkniętych powiek i wsiąkały 

w poduszkę. 

- Kiedy Randy dowiedział się, że mam zamiar 

studiować życie rekinów, bardzo się tym zaintereso­

wał i oznajmił, że chciałby robić to samo. Wtedy ty 

od razu zmieniłeś temat. 

Walcząc z chaosem myśli, Andrew usiłował zro­

zumieć, o co jej chodzi. 

- Owszem - przyznał. - Przecież rekiny są niebez­

pieczne. 

- Ale jeśli Randy chciałby studiować biologię mor­

ską, nie powinno mieć znaczenia, co ty będziesz o tym 

sądził, rozumiesz? Przecież to jest jego życie i jego 

decyzja. 

- T o prawda. - Nie potrafił ukryć zdziwienia. 

- Jeśli zechce zostać ekspertem od rekinów, nie będę 

mu przeszkadzał. Ale na razie Randy nie ma pojęcia, 

co naprawdę chce robić w życiu. Teraz pasjonuje go 

nurkowanie, wcześniej entuzjazmował się produkcjią 

plakatów. A wyobraź sobie, że od powrotu z Wysp 

Bahama stale rozmawia z Troyem o wspólnym pro­

wadzeniu rancza. Nie będę zdumiony, jeśli po dwóch 

miesiącach pobytu na uniwersytecie, dojdzie do wnio­

sku, że jego powołaniem jest gra na fagocie w orkies­

trze symfonicznej. - Uśmiechnął się myśląc, że ją 

także trochę rozbawił, ale ona tylko niespokojnie się 

poruszyła. 

- Moi rodzice, gdy nie chcieli pogodzić się z praw­

dą, zawsze twierdzili, że nie rozumieją, o co mi chodzi 

i że sama nie wiem, czego chcę. Za każdym razem, 

gdy coś im było nie w smak, reagowali podobnie jak 

ty. Randy mimowolnie zauważa nagłe zmiany twoje­

go zachowania. 

- Lindsay! - na wpół roześmiał się, na wpół krzyk­

nął poirytowany. - Przecież ja głównie niepokoiłem 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

się o ciebie. Gdy Pokey mi powiedział, że będziesz ..: 

nurkować na Boi, drżałem ze strachu. Lindsay, ko­

chałem cię już wówczas i nie mogłem dopuścić myśli, 

że jesteś w niebezpieczeństwie. A jeśli chodzi o zmianę 

pokoju... Cóż, chciałem ci zapewnić maksimum bez­

pieczeństwa i chronić twą prywatność po tym in­

cydencie, o którym dowiedziała się prasa. Nie mogłem 

zostawić cię na pastwę wścibskich reporterów. 

Minęła długa chwila, nim się odezwała. 

- Mówisz zupełnie jak moi rodzice. Oni zawsze 

uważali, że to, co robią, jest dla mnie najlepsze. 

Zawsze z góry obawiali się, że coś mi się przytrafi. 

To się zaczęło dawno temu, po moim wypadku. 

Zniszczyli wszystkie moje przyjaźnie, aby tylko za­

trzymać mnie w domu, gdzie ich zdaniem byłam \ 

bezpieczna. Tylko Beth wytrzymała ten reżim i wy­

trwała przy mnie. 

- Nie porównuj mnie, proszę, z twoimi rodzicami. 

- Andrew był wyraźnie sfrustrowany. - Przypusz­

czam, że oni potrzebują pomocy lekarskiej. Teraz 

jednak ani czas, ani miejsce, by się nad tym za­

stanawiać. Spróbuj usnąć, dobrze? 

- Wcale nie chce mi się spać - powiedziała z upo­

rem. - Bez względu na to, jakie motywy tobą kiero­

wały, wyszło na to samo. W Nassau postanowiłeś 

chronić mnie przed niebezpieczeństwem i podjąłeś 

samowolnie pewne decyzje. Niczego ze mną nie skon­

sultowałeś, a gdy się sprzeciwiłam... 

- Wymagała tego sytuacja - przerwał jej gwałtow­

nie. - Czy chcesz powiedzieć, że ciebie nie obchodziło­

by moje bezpieczeństwo? 

- Och, oczywiście... - wyznała przerażona. - Moż­

liwość... zamachu zawsze istnieje ito mnie dręczy. Ale 

nigdy bym cię nie prosiła, abyś zrezygnował ze swego 

stanowiska z tego powodu. Nie próbowałabym kon-

scandalous

wykonanie - Irena

background image

trolować, dokąd jeździsz, co robisz. Nie usiłowałabym 

myśleć za ciebie, a tym bardziej nie podejmowałabym 

decyzji. 

- I uważasz, że ja to robiłem? - Poczuł gwałtowny 

przypływ złości. 

- Zadzwoniłeś do moich rodziców, nie pytając 

mnie o zdanie. 

- Przypuszczałem, że jeśli konieczna byłaby opera­

cja, potrzebowałabyś ich wsparcia - powiedział, ner­

wowo zaciskając dłonie w pięści. 

- Powinieneś najpierw ze mną o tym porozmawiać 

- odparła zmęczonym głosem. Powieki miała ciężkie, 

zbyt ciężkie, by na niego patrzeć. - Są ostatnimi 

ludźmi, których chciałabym o tym powiadomić. Nie 

dlatego, bym ich nie kochała, ale z powodu ich lęków... 

- Lindsay - westchnął ciężko - gdy cię tu przywioz­

łem, bardzo cierpiałaś. Lekarz, który cię badał, nie 

wykluczał możliwości operacji. Jesteś pod moją opie­

ką, czułem się zobowiązany poinformować twoich 

rodziców. 

- Nie jestem pod twoją opieką! -prawie krzyknęła. 

- Przyjechałam do Carson City, ponieważ były spra­

wy, które chciałam ci wyjaśnić... - Potrząsnęła głową 

i zakryła oczy ręką. - Och, ty po prostu instynktownie 

przejmujesz opiekę. Nad niczym się nie zastanawiasz. 

To jest dla ciebie tak naturalne, jak oddychanie. 

Nasze małżeństwo nie miałoby szans. 

- Mówisz głupstwa! - Poczuł, że krew odpływa mu 

z twarzy. 

- Moi rodzice zawsze tak mówią, gdy są źli. And-

rew, powiedz uczciwie: czy zgodzisz się, bym za­

jmowała się biologią morza, gdy będę twoją żoną? 

Czyż nie zażądasz, bym bezwarunkowo i bez żadnej 

dyskusji porzuciła swą pracę? Sam powiedziałeś, że 

nienawidzisz mojego pomysłu... 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

- To prawda - przyznał zaciskając zęby. Nie 

zdołał jednak powiedzieć nic więcej, do pokoju bo­

wiem wszedł lekarz. 

- Mam dla państwa dobre wiadomości - powie­

dział od progu. Z uśmiechem na ustach podszedł 

do łóżka Lindsay. - Zdjęcia wykazały, że kręgo­

słup nie jest uszkodzony. Moim zdaniem, po pros­

tu nadwerężyła pani mięśnie, panno Marshall. 

Ponieważ nigdy nie siedziała pani na koniu, była 

pani ogromnie spięta i gdy koń wszedł w galop, 

doznała pani skurczu niektórych partii mięśni. 

Stąd to uczucie bezwładu w nogach. Teraz je pani 

czuje, nieprawdaż? - Uniósł brzeg kołdry i dotknął 

jej stóp. 

Po twarzy Lindsay przemknął wyraz pewnego 

zaskoczenia. Uniosła się na poduszkach i z trudnoś­

cią usiadła. Popatrzyła najpierw na Andrew, a potem 

znów na lekarza. 

- Nie mogę uwierzyć. Myślałam... 

- Zrobiono pani zastrzyk, który przyspieszył roz­

kurcz mięśni - wyjaśnił doktor. - Cała reszta pani 

odczuć w czasie wypadku ma podłoże psychiczne. 

Teraz może pani spokojnie wracać do domu. Jeszcze 

przez jakiś czas, ale nie dłużej niż dwanaście godzin, 

będzie pani odczuwać pewne dolegliwości. Ciepła 

kąpiel i środki uspokajające, które pani przepisałem, 

powinny pomóc. 

Dwanaście godzin, myślał Andrew. Dwanaście 

godzin, by dotrzeć do Lindsay i przekonać ją... 

Uścisnął dłoń lekarza. 

- Dziękuję za dobre nowiny, doktorze. 

- Gdy dojdzie pani w pełni do zdrowia, może pani 

znów spróbować jazdy konnej. Proszę jednak uczyć 

się powoli i systematycznie. Trzeba przygotować 

mięśnie do wysiłku. Życzę powodzenia. 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

Gdy lekarz wyszedł, Andrew w pierwszym odruchu 

chciał po prostu porwać Lindsay w ramiona. Poha­

mował się jednak. Kobieta, która zaledwie kilka 

godzin temu niemal wyznała mu, że go kocha, wyda­

wała mu się teraz całkiem obcą osobą. Potrzebował 

czasu, by przemyśleć sobie jej ostatnie słowa. 

- Poproszę pielęgniarkę, by pomogła ci się ubrać. 

Samochód czeka na nas przed wejściem - dodał 

i odwrócił się do drzwi. 

- Dziękuję za wszystko - powiedziała, zaciskając 

konwulsyjnie dłonie na prześcieradle. - Czuję się jak 

oszustka. 

- Ja natomiast czuję ogromną ulgę, że wyjdziesz 

stąd na własnych, pięknych nogach. 

- Andrew... 

- Lindsay, nie teraz - uciął stanowczo i opuścił 

pokój. 

Domyślał się, że za wszelką cenę będzie chciała 

uniknąć gościny w jego domu. Ale potrzebowała 

pomocy i była zdana na niego. Och, dlaczego mu nie 

ufała? Był przekonany, że wspólnie uporaliby się z jej 

problemami. 

- Tato, umieść Lindsay w pokoju obok mojej 

sypialni - mówił Randy. - Gdy będzie w nocy po­

trzebowała pomocy, usłyszę ją. 

- Obiecuję, że nie będę nikogo niepokoić - szep­

nęła Lindsay. 

Andrew z ustami zatopionymi w jej włosach wnosił 

ją na drugie piętro swego domu. Wiedziony natural­

nym instynktem niechybnie zaniósłby ją do swej 

sypialni. Musiał się jednak opamiętać. I tak już 

niebawem będzie stale spała w jego łóżku - miał 

bowiem zamiar, mimo wszystkich jej lęków i uprze­

dzeń, poślubić ją jak najszybciej. 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

- Posłuchaj, Lindsay - ciągnął podniecony Ran­

dy - i tak nie możesz wrócić na trening jutro 

rano, poproś więc o urlop i zostań z nami cały 

miesiąc. Mamy tu basen, w którym codziennie mo­

żesz pływać. I mogłabyś pomóc Troyowi. Co o tym 

sądzisz? 

- To znakomity pomysł - odparła. - Obawiam się 

jednak, że właściciel klubu, w którym pracuję, nie 

byłby zachwycony moją miesięczną nieobecnością. 

Już niedługo właściciel klubu będzie musiał po­

szukać sobie kogoś innego na twoje miejsce, pomyślał 

Andrew. Im szybciej, tym lepiej. Nie ośmielił się 

jednak powiedzieć tego na głos, choć przyklaskiwał 

synowi. 

Randy zupełnie oszalał na punkcie Lindsay i robił 

wszystko, by ją zatrzymać, a tym samym pomóc 

sprawie. 

- Ojciec mi mówił, że zaprosił cię do nas na czas 

pobytu gubernatora Stevensa z rodziną. Jakie ma 

znaczenie, jeśli pobędziesz z nami tydzień dłużej? 

Andrew wniósł Lindsay do jednej z gościnnych 

sypialni i położył ją na łóżku pokrytym pikowaną 

kapą. Z bijącym sercem czekał na odpowiedź i usiło­

wał przyciągnąć jej spojrzenie. 

-Mimo że brzmi to cudownie - odpowiedziała 

wreszcie, unikając nadal jego wzroku - obawiam się, 

że mam inne zobowiązania w tym czasie. Dziękuję ci 

jednak bardzo za to miłe zaproszenie. 

Andrew chciał coś powiedzieć, ale najpierw wymo­

wnie spojrzał na syna. Randy postawił walizkę Lind­

say na podłodze. 

- Przyniosę ci coś do picia - zaproponował i opuś­

cił pokój. 

Gdy Randy wyszedł, Lindsay zaczęła coś mówić, 

ale Andrew przejął inicjatywę. 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

- Lekarz powiedział, że dobrze ci zrobi gorąca, 

długa kąpiel - rzekł, biorąc jej torbę i pewnym 

krokiem kierując się do łazienki. - Odkręcę kurki 

i przyślę ci zaraz na górę Maud, naszą gospodynię. 

Pomoże ci się wykąpać. 

Drugimi drzwiami wyszedł z łazienki na korytarz, 

aby rozmówić się z gospodynią. 

- Dopilnuj, aby wzięła dwie tabletki - poinstruo­

wał, podając jej lekarstwo, które przywiózł ze szpital­

nej apteki. - Będę czekał w gabinecie. Poinformuj 

mnie, gdy już będzie po kąpieli. Jeśli zechce zjeść 

kolację, sam jej zaniosę. 

- O rany, tato, co właściwie masz zamiar zrobić 

z Lindsay? - zapytał Randy, gdy Maud się oddaliła. 

- Nie można powiedzieć, by była zachwycona poby­

tem u nas. 

- Zauważyłeś? - Andrew zasępił się. - Cóż, mam 

zamiar zatrzymać ją tak długo, aż uda mi się przeko­

nać ją do siebie. 

- Ona cię kocha, więc z pewnością znajdziesz jakiś 

sposób - pokrzepił go syn. 

- Całe szczęście, że mam ciebie na podorędziu. 

- Poklepał syna po ramieniu. - A teraz leć już i baw 

się dobrze na pokazie sztucznych ogni. Tylko nie 

wracaj zbyt późno. 

- Nie ma mowy. Muszę być o ósmej rano w pracy. 

- Rzucił ojcu porozumiewawczy uśmiech i dodał 

konfidencjonalnie: - Ty też zachowuj się przyzwoicie, 

tato. 

Andrew wziął prysznic, przebrał się, a potem zszedł 

na dół do kuchni. Zrobił sobie kanapki i zaniósł je do 

gabinetu, skąd zatelefonował jeszcze do Clinta. Coś 

niespodziewanego mogło się wydarzyć w każdej chwi­

li. Wolał trzymać rękę na pulsie i załatwić wszystkie 

pilne sprawy, nim wejdzie na górę zobaczyć, co 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

słychać u Lindsay. Na szczęście dzień minął bez 

wstrząsów. Andrew, uspokojony, mógł teraz wszyst­

kie myśli poświęcić swej tajemniczej syrenie. 

Bez względu na to, jakich argumentów użyje, musi 

zatrzymać ją tu jak najdłużej. Dziś będzie spać w jego 

domu... Jutro spędzą cały długi dzień ze sobą. Będą 

mogli godzinami rozmawiać, rozmarzył się. 

Zapadał półmrok, gdy Maud przyszła zawiadomić, 

że Lindsay leży już wygodnie w łóżku. Andrew po­

dziękował gospodyni, odsunął na bok papiery, któ­

rych zresztą wcale nie przejrzał i wyszedł z pokoju. 

Biegł na górę, przeskakując co drugi stopień. 

Drzwi do pokoju Lindsay były otwarte. Ukrad­

kiem, jak kot, wszedł do ciemnego wnętrza i zatrzymał 

się przy łóżku. Leżała odwrócona plecami, z prze­

ścieradłem podciągniętym do pasa. 

Pomyślał, że śpi. Po tym, co przeszła, było to 

całkiem naturalne, ale wbrew logice i zdrowemu 

rozsądkowi pragnął, by nie spała i zareagowała na 

jego obecność. Rozczarowany odwrócił się, aby wyjść. 

- Andrew? 

Serce zabiło mu gwałtownie i natychmiast znalazł 

się przy jej łóżku. 

- To ty? - spytała sennym głosem, przewracając się 

na plecy. 

-Nie chciałem cię budzić. Przyszedłem tylko się 

upewnić, że wszystko w porządku i powiedzieć ci 

dobranoc. 

- Czekałam na ciebie - powiedziała pieszczotliwym 

tonem. - Musimy porozmawiać. 

- Nie dzisiaj, Lindsay. Zażyłaś proszki na sen. 

Mamy przed sobą cały dzień. 

- Nie. Och, nic nie rozumiesz. Nie mogę zostać... 

- mówiła coraz bardziej niewyraźnie. 

- Nie odjedziesz, póki nie wyzdrowiejesz. 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

- Och, to nie ma znaczenia... Ja... 

Nie zdążyła dokończyć zdania, ponieważ nagły 

przymus, silniejszy od wszystkiego, czego kiedykol­

wiek doświadczył, kazał mu klęknąć przy jej łóżku. 

- Czy tu cię boli? - spytał zduszonym głosem, 

delikatnie masując jej obolałe plecy w okolicach 

krzyża. 

- Och, jak mi dobrze... - pod wpływem przyjem­

ności wydała cichy jęk. 

Nie potrafił przestać. Odsunął jej długie złote włosy 

z ramion i zaczął pieszczotliwie masować całe plecy. 

Przy każdym okrężnym ruchu rąk przysuwał się coraz 

bliżej, aż wreszcie ustami zaczął błądzić po jej karku. 

A gdy westchnęła zachęcająco, w jednej chwili jego 

usta odnalazły kącik jej ust. 

-Lindsay... - Głos miał przepełniony pożąda­

niem, a gdy odwróciła się do niego z rozchylonymi 

wargami, zatracił się w porywie szalonej namiętności. 

Całował ją wolno, leniwie, aż poczuł, że tonie, 

zalany falą emocji i wzruszeń, jakich dawno już nie 

doświadczył. Nie chciał przyjąć do wiadomości, że 

tabletki nasenne mogły osłabić jej zdolność do ra­

cjonalnego myślenia, że pożądanie wzięło górę nad 

świadomymi decyzjami. Wcześniej powiedziała prze­

cież, że nie widzi żadnych szans na ich wspólną 

przyszłość, a teraz przyjęła go z niepohamowaną 

namiętnością... 

Wydawało się, że w ogóle zapomniała o bólu, gdy 

raz po raz szeptała jego imię, gdy tuliła się do niego 

z czułością i bezbronnym oddaniem. 

Marzył o takiej chwili, odkąd ujrzał ją po raz 

pierwszy. Musiał się jednak opamiętać. Kochanie się 

z nią teraz - gdy była odurzona lekami, a tak wiele 

spraw między nimi pozostało nie rozwiązanych - kłó­

ciło się z jego prywatnym kodeksem etycznym. 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

Wysunął się z jej objęć i wstał. Usłyszał jęk protestu 

i zawodu. Jakże był bliski złamania wszelkich zasad! 

Zebrał wszystkie siły, by zrobić krok w stronę drzwi. 

Nasłuchiwał jednak. Czy go zawoła? Czy wypowie raz 

jeszcze jego imię? Wystarczyłoby jedno jej słowo... 

Ale panowała niczym nie zmącona cisza. 

Czekał jeszcze kilka chwil na jakiś znak protestu 

z jej strony, ale gdy to nie nastąpiło, wyszedł z pokoju 

i zamknął za sobą drzwi. ' , 

Siedzący na straży Skip ze współczuciem popatrzył 

na jego twarz naznaczoną cierpieniem. 

- Jak ona się czuje? - spytał. 

- Lekarstwa pomogły jej usnąć. Popływam trochę 

przed snem. Jeśli się obudzi, wiesz gdzie mnie szukać. 

- Tak jest, szefie. 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

ROZDZIAŁ DZIESIĄTY 

Około wpół do piątej nad ranem Lindsay obudziła 

się z koszmarnego snu. Była zlana potem, a poduszkę 

miała mokrą od łez. Ciężko usiadła na łóżku i odgar­

nęła z twarzy wilgotne włosy. 

Śnił jej się Andrew. Kłócili się o coś okropnie; on 

postawił jej jakieś ultimatum, i ostatecznie rozeszli się 

na zawsze... Szczegółów tego koszmaru nie mogła 

sobie przypomnieć. Od czasu do czasu we śnie poja­

wiała się groźna postać jej ojca. Słyszała jego gniewny, 

podniesiony głos... To raczej on, a nie Andrew ją 

dręczył. Niemniej jednak czuła podświadomie, że sen 

ów potwierdził jej najgorsze przypuszczenia: małżeń­

stwo z Andrew nie mogło się udać. 

Musiała od niego uciec. Jak najszybciej i jak 

najdalej, nim stanie się jakieś nieszczęście. 

Chociaż nadal bolały ją plecy, ból był znacznie 

mniej dotkliwy niż wczoraj i mogła dość swobodnie 

się poruszać. A zatem mogła opuścić ten dom bez 

problemu... Maud napomknęła wczoraj, że Andrew 

wyjął kluczyki z jej torebki i wysłał jednego ze swych 

ludzi po jej samochód do Carson City. Jeśli kluczyki 

zostały zwrócone... 

Porwała torebkę z nocnego stolika i nerwowo 

penetrowała jej wnętrze z obawą w sercu, że kluczy­

ków tam nie znajdzie. Ale natrafiła na charakterys­

tyczny metalowy breloczek i zrobiło jej się wstyd. 

Zdążyła już bowiem pomyśleć, że Andrew specjalnie 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

zatrzymał kluczyki, by oddać je dopiero, gdy sam 

uzna to za stosowne. Jej ojciec w podobnej sytuacji 

postąpiłby tak bez żadnych skrupułów. 

Lindsay nie miała pojęcia, o której Andrew za­

czyna dzień. Przypuszczała jednak, że nawet jeśli już 

nie śpi, powinien jeszcze być w łóżku. Jego ochronia­

rze zaś... Cóż, nie powinni jej przeszkodzić. Jedyny 

problem, by zgodzili się nie mówić nic Andrew aż do 

jej odjazdu. 

Szybko posłała łóżko i udała się do łazienki. Po 

dziesięciu minutach, w czystej bluzeczce i dżinsach, 

z zaplecionymi starannie włosami była gotowa do 

wyjścia. 

Nim opuściła pokój, usiadła przy toaletce i napi­

sała do Andrew list. Pisząc,raz po raz musiała wycie­

rać łzy cieknące jej po policzkach. 

Podziękowała mu za gościnę i przeprosiła za kło­

poty, których stała się przyczyną. Drżącą ręką po­

twierdziła to, co powiedziała mu w szpitalu, że ich 

małżeństwo nie ma szans. Lepiej rozstać się teraz, 

pisała, nim zdarzy się coś, czego obydwoje będą 

żałować. Poprosiła Andrew, by pożegnał syna w jej 

imieniu. Tak bardzo żal jej było Randy'ego... 

Gdy skończyła, złożyła kartkę na pół i napisała na 

odwrocie jego imię. Bezwiednie pocałowała to miejs­

ce, a potem zatknęła karteczkę za ramę lustra. 

Być może zachowywała się jak tchórz, nie czuła się 

jednak na siłach znów spojrzeć Andrew w oczy. Nie 

ufała sobie, zwłaszcza po tym, jak zareagowała na 

niego wczorajszej nocy. Pod wpływem jego dotknięcia 

traciła zdolność myślenia. Na tym właśnie polegał 

problem. Nie mogli przebywać blisko siebie, nie rzu­

cając się sobie w ramiona. 

Kiedy wczoraj przyszedł na górę i zaczął masować 

jej bolące plecy, nie potrafiła się opanować. Jakaś 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

tajemnicza siła kazała jej odpowiedzieć na jego piesz­

czoty. Choć bardzo by chciała za swą nieposkromioną 

reakcję obwinie lekarstwa, wiedziała, że nie była to 

prawda. Pieszczoty i pocałunki tego mężczyzny przy­

wiodły ją na skraj przepaści i jedyne, czego pragnęła 

naprawdę, to zrobić ten jeden mały krok do przodu... 

Gdyby nie jego silna wola, z pewnością spędziliby 

razem resztę nocy. Nie mogła dłużej kusić losu. Nie 

mogła przedłużać tej żenującej i w gruncie rzeczy 

niebezpiecznej sytuacji. 

Biorąc kapelusz i torebkę, omiotła ostatnim spo­

jrzeniem uroczą sypialnię, w której spędziła noc, po 

czym przeszła na palcach przez ciemny hol ku oświet­

lonej przyćmionym światłem klatce schodowej. 

Gdy mijała pokój Randy'ego, zauważyła ochronia­

rza siedzącego przy balustradzie schodów i pogrążo­

nego w lekturze. Mężczyzna był rosłym blondynem. 

Przeszła jeszcze dwa kroki i nagle wydała okrzyk 

przerażenia. To był Andrew! 

- Moja intuicja mnie nie zawiodła - powiedział 

lodowatym tonem. 

Zachwiała się przestraszona jego gwałtowną reak­

cją. Gdy patrzył na nią tym twardym, nieustępliwym 

spojrzeniem, niemal go nie poznawała. 

Wstał teraz i z impetem cisnął książkę na ziemię. 

Jego oczy pokryła czarna, lodowa powłoka. Lindsay 

przerażona pomyślała, że już nigdy nie ujrzy w nich 

miłości ani pożądania. 

Nagle usłyszała z tyłu czyjeś kroki i odwróciła się 

na pięcie. 

- Co się dzieje? - To był Randy. Stał w piżamie 

i patrzył na Lindsay i ojca szklanym wzrokiem. 

- Dobrze, że się obudziłeś - powiedział Andrew 

jadowitym tonem. - Nasza syrena właśnie nas opu­

szcza! 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

Randy zamrugał zaspanymi oczami. Był komplet­

nie zaskoczony. 

- Ale dlaczego, Lindsay? Przecież jest środek 

nocy... 

- Musimy jej to wybaczyć - przerwał mu ojciec. 

- Ona należy do podwodnego świata, więc przywyk­

ła do ciemności. 

Lindsay głośno westchnęła, jakby przeszył ją pa­

roksyzm nagłego bólu. 

- Przybyłeś w samą porę, by się z nią pożegnać 

- ciągnął Andrew. - Za chwilę zniknie w swoim 

świecie wśród szczelin i tunelów, gdzie żyje nie 

zauważona przez człowieka. Ona woli towarzystwo 

rekinów lub ryb, które nie potrafią ani kochać, ani 

nienawidzić, i jeśli nie są akurat bardzo głodne 

zostawiają syreny w spokoju... 

Lindsay stała jak skamieniała i słuchała w niemym 

przerażeniu słów pełnych jadu i goryczy, które pły­

nęły z jego ust. Nie kochał jej już. Zabiła tę miłość 

i będzie musiała dźwigać to brzemię do końca 

swych dni... 

- Przy... przykro mi... - zdołała wykrztusić, prag­

nąc natychmiast zapaść się pod ziemię. Kręciło jej 

się w głowie, a w ustach czuła przeraźliwą suchość. 

- Mnie także jest przykro - wymamrotał Randy. 

- Myśleliśmy z tatą, że to cudownie jest poznać 

syrenę... Jak widać nie można zakłócać praw rzą­

dzących podwodnym światem. Lepiej pozostawić go 

w spokoju. Do widzenia, Lindsay. - Głos mu drżał, 

a w oczach błyszczały łzy. - Zobaczymy cię w tele­

wizji. - Wrócił do swego pokoju i zatrzasnął drzwi 

z takim hukiem, aż echo rozległo się w sercu Lindsay. 

- Legenda głosi, że syreny wabią swym śpiewem 

żeglarzy ku ich zgubie - powiedział Andrew. - Teraz 

już wiem, że to prawda. 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

- Proszę, posłuchaj mnie... - zaczęła desperacko. 

- Wielu rzeczy o mnie nie wiesz... To dotyczy moich 

rodziców, mojego dzieciństwa... Oni trzymali mnie 

jak w więzieniu, ustawicznie kontrolowali... I w koń­

cu udałam się do psychoterapeuty. On mi pomógł, 

nauczył mnie dawać sobie z tym radę. 

- Moje gratulacje dla twojego terapeuty! - po­

wiedział szyderczo, a jego oczy przeszywały ją ni­

czym sztylety. - Jego terapia, rzec można, zakoń­

czyła się stuprocentowym sukcesem. Odcięłaś się 

od wszystkich ludzi i nikomu nie ufasz. - Jego głos 

był pełen sarkazmu, gdy po chwili milczenia ode­

zwał się znów: - Wszyscy przecież wiedzą, że nie 

udaje się zmienić syreny w kobietę. A ja, idiota, 

chciałem się koniecznie przekonać osobiście, no 

i stoczyłem walkę. Na pamiątkę pozostały mi trwa­

łe blizny. - Gniewnie zacisnął pobladłe wargi. 
- Chwila minęła, czar prysł! A zatem wracaj do 

swego podwodnego świata, tam, gdzie nie istnieją 

ludzkie uczucia, gdzie z pewnością nie spotkasz 

mężczyzny, który chciałby cię kochać i opiekować 

się tobą. Nie mamy już sobie nic więcej do powie­

dzenia. 

- Andrew! - krzyknęła w rozpaczy. - Przysięgam, 

że nie chciałam cię zranić! 

- Ależ wierzę ci - powiedział beznamiętnie. - Od 

pierwszej chwili robiłaś wszystko, żeby mnie znie­

chęcić. I ostatecznie ci się udało. 

Odwrócił się od niej i zawołał do mężczyzny 

siedzącego u podnóża schodów: 

- Larry, odprowadź pannę Marshall do samo­

chodu. A później przyprowadź mój wóz. Śpieszę się 

na spotkanie w Las Vegas. 

Po raz drugi w życiu Lindsay miała wrażenie, że 

się topi. Tym razem jednak nie było w pobliżu nurka, 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

który podpłynąłby z pomocą. Była zdana na własne 

siły... 

- Beth? 

Śliczna brunetka, niezwykle podobna do swej ma­

tki, sławnej aktorki, okręciła się na swym biurowym 

krześle. Obrzuciwszy Lindsay badawczym spojrze­

niem, powiedziała: 

- Dobrze, że jesteś. Lepiej późno niż wcale. Wielkie 

nieba, czyżby to rzeczywiście była owa cudowna 

syrena, o której mówią całe Stany! Usiądź, bo się 

przewrócisz. - Wyskoczyła zza biurka. - Przyniosę ci 

coś do picia. 

-Och, nie! Nie trzeba. Niczego nie mogłabym 

przełknąć. 

Beth znów usiadła i wzrokiem pełnym niepokoju 

przyglądała się przyjaciółce. 

- Co się stało, Lindsay? 

- Chyba nie powinnam tu przychodzić i niepokoić 

cię w pracy... 

- Nie bądź głupia! Nie pamiętasz, ile razy sama 

przybiegałam do twego domu, ponieważ któryś z mę­

żów mojej matki został przyłapany z inną kobietą 

albo przystawiał się do mnie? Lindsay, wiesz przecież, 

jak wiele dla mnie znaczysz.... Znam cię dobrze 

i czuję, że coś się dzieje. Od czasu twego powrotu 

z Carson City rozmawiałyśmy tylko dwa razy. To 

niebywałe! A w dodatku w ogóle nie wspomniałaś 

o Andrew ani o tym, co się wydarzyło. 

- Nie mogłam. - Z oczu Lindsay popłynęły łzy. 

- Domyśliłam się tego. Dałam ci więc spokój i po­

przestałam na oglądaniu twojej telewizyjnej rekla­

mówki. Jesteś tam naprawdę rewelacyjna. Mama 

mówiła mi, że podobno zaproponowano ci rolę w no­

wej wersji „Małej syreny". 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

Lindsay skinęła głową. 

- To ostatnia rzecz, na którą miałabym ochotę. 

Niestety, mój agent nie daje mi spokoju. Zwrócił się 

nawet do moich rodziców, by wywarli na mnie presję. 

- Szkoda, że nie zwrócił się do mnie. Już ja bym 

wiedziała, co mu powiedzieć! - Beth, krzyżując ramio­

na, kręciła się na obrotowym krześle. - Czy już 

skończyłaś pracę w klubie? 

- Tak. Wczoraj byłam tam po raz ostatni. 

- I kiedy wyjeżdżasz do San Diego? 

Cisza, która zapadła, trwała nieskończenie długo. 

- Nie mam ochoty jechać do San Diego - wyznała 

Lindsay cichym głosem. 

- Nareszcie! - ucieszyła się Beth. - Kiedy w końcu 

oświeciło cię, że wcale nie chcesz zostać biologiem 

morskim? 

Lindsay patrzyła na przyjaciółkę szeroko otwar­

tymi oczami. 

- W drodze do Carson City. Och, Beth - zająknęła 

się. - Miałaś absolutną rację. Przez cały ten czas 

starałam się ukarać Andrew za sprawy, które nie 

miały z nim nic wspólnego. Oskarżałam go o prze­

winy, których nie popełnił i nie mógłby popełnić. 

On w niczym nie przypomina mego ojca, byłam 

jednak tak zaślepiona swoimi lękami, że wcale nie 

chciałam go słuchać. A teraz już jest za późno. 

Straciłam go... Straciłam na zawsze. - Głos załamał 

się jej z rozpaczy. 

- Już raz to mówiłaś i wcale nie miałaś racji. - Beth 

usiłowała ją pocieszyć. 

- Ale tym razem jest inaczej. - Wstała i niespo­

kojnie zaczęła przemierzać pokój. - Zachowałam 

się w Carson City o wiele gorzej w stosunku do 

niego, niż wówczas, gdy on tu przyjechał do mnie... 

Poprosił mnie o rękę, ale w szpitalu odrzuciłam 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

tę propozycję... - Lindsay opowiedziała ze szczegóła­

mi przebieg swej wizyty w Carson City, a potem 

ukryła twarz w dłoniach i szepnęła przez łzy: - On 

powiedział mi wówczas takie rzeczy, które nadal 

przyprawiają mnie o ból. I to zranione spojrzenie 

Randy'ego... Och, nigdy tego nie zapomnę! 

- Kochasz go nadal? - spytała Beth, pochylając się 

do przodu. 

-Kocham go tak bardzo, że zrobiłabym wszyst­

ko, by odzyskać jego miłość. Teraz już wiem, że 

w moim życiu liczy się tylko on. - Lindsay otarła łzy 

z policzków i dodała bardziej stanowczym tonem: 

- I dlatego tu jestem. Mam pewien plan i chcę go 

z tobą skonsultować. - W oczach Beth dojrzała 

nagły błysk zainteresowania, i to ośmieliło ją do 

dalszych zwierzeń: - Plan jest absurdalny i śmieszny, 

i jeśli się nie powiedzie, naprawdę stracę Andrew 

Cordella... Nie wspominając już o tym, że stanę się 

pośmiewiskiem w całej Newadzie... Ale muszę i chcę 

zaryzykować. Chcę zaryzykować poniżenie, poświę­

cić wszystko... Musi zrozumieć, jak wiele dla mnie 

znaczy! 

Beth uśmiechnęła się zagadkowo. 

- Czyżbym miała przed sobą tę samą Lindsay, 

którą tak dobrze znam? 

- Niezupełnie. Lindsay, którą znałaś, umarła w ze­

szłym miesiącu w drodze do Kalifornii. Nie wiem 

dokładnie, kim teraz jestem, ale wiem jedno: chcę 

zostać żoną Andrew Cordella! 

- No więc mów wreszcie! Co zamierzasz zrobić? 

- Po pierwsze muszę porozmawiać z Randym. Jest 

do ojca bardzo przywiązany. Jeśli on mi nie wybaczy, 

to znaczy, że nie ma żadnych nadziei... 

- Do rzeczy! - wtrąciła Beth. - Przypuśćmy, że 

oszaleje z radości, gdy dowie się, że zamierzasz jednak 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

zostać jego macochą. Umieram z ciekawości, co 

chcesz robić dalej? 

Gdy już Lindsay wszystko wyjaśniła, Beth z entu­

zjastyczną miną podała jej słuchawkę. 

- Dzwoń do Randy'ego! Zadzwoń do pracy i weź 

go z zaskoczenia. 

Pokrzepiona na duchu poparciem przyjaciółki 

Lindsay zadzwoniła do informacji w Carson City, 

a potem do sklepu ze sprzętem do nurkowania. 

- Tu „Podwodny Świat" - odezwał się po chwili 

kobiecy głos. 

- Czy mogę poprosić Randy'ego Cordella? - spy­

tała, a Beth dyskretnie wycofała się za drzwi. 

Lindsay usiadła na krześle, kurczowo trzymając 

w dłoni słuchawkę, a gdy Randy odebrał telefon, 

zrobiło jej się sucho w ustach z przejęcia. 

- Randy...? - szepnęła. 

- Wielkie nieba! Lindsay? 

- Tak. Proszę, nie odkładaj słuchawki. 

- Nie mam najmniejszego zamiaru. 

- Sądziłam, że musisz pogardzać mną, tak samo 

jak twój ojciec. 

- Do licha, pleciesz głupstwa! 

- Zachowałam się w stosunku do niego okrutnie 

i zraniłam go, mimo że wcale tego nie chciałam. 

- Wiem... - Ten cichy komentarz potwierdził jej 

najgorsze obawy. 

- Co u niego słychać? 

- Bardzo ciężko pracuje. Więcej niż zwykle. 

Ostatnio jednak trochę wypoczywaliśmy. Bawił 

u nas gubernator Stevens z córkami. Bardzo fajne 

dziewczyny... - Randy rozgadał się na dobre. 

- Zajmowaliśmy się nimi z Troyem, a ojciec z Ji­

mem jeździli konno i rozmawiali o sprawach zawo­

dowych. 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

- A więc nie pojechaliście nurkować na Kajmany? 

-spytała Lindsay. 

- Nie. Ojciec powiedział, że ma już dość podmor­

skich przygód, a więc jeździliśmy nad Hidden Lake 

z wujkiem Zackiem i Troyem. 

Lindsay zdobyła się na odwagę i spytała: 

- Czy on czasem o mnie mówi, Randy? 

- Nigdy. Nie może nawet wysiedzieć przed te­

lewizorem, gdy leci twoja reklamówka. Kilka ty­

godni temu, gdy oglądaliśmy na ranczu telewizję, 

w czasie wyświetlania reklam po prostu wstał i wy­

szedł z domu. 

Serce Lindsay waliło tak mocno, że sprawiło 

jej ból. 

- Czy wiesz, że twój ojciec prosił mnie o rękę? 

-Wiem. Dlaczego mu odmówiłaś, Lindsay? 

- W jego głosie słyszała urazę. 

-Ponieważ... musiałam najpierw pewne sprawy 

przemyśleć. 

- Przecież go kochałaś. 

-Kochałam i kocham nadal. Bardziej niż kogo­

kolwiek na świecie. 

- Na czym więc polega problem? 

- N i e ma już żadnego problemu... - Oczy jej 

zaszły łzami. 

Nastała chwila ciszy, a potem nagle usłyszała 

podniecony głos Randy'ego: 

- Mówisz poważnie? 

- Tak. I chciałabym wyjść za niego za mąż, tak 

szybko jak to tylko możliwe. Chcę, byśmy stanowili 

rodzinę. 

Randy wydał z siebie dziecięcy okrzyk radości. 

To fantastycznie! - zawołał. 

Jest jednak pewien szkopuł... - wykrztusiła. 

Twój ojciec powiedział, bym wracała tam, skąd 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

przyszłam, i że nie mamy sobie już nic do po­

wiedzenia. 

- On zakochał się w tobie w chwili, gdy ujrzał 

cię po raz pierwszy i po prostu nie mógł pogodzić 

się z faktem, że go odrzucasz - Randy usprawie­

dliwiał ojca. 

- Muszę znaleźć okazję, by poprosić go o wyba­

czenie i przekonać, że powinniśmy być razem. Na 

zawsze. Pomożesz mi, Randy? 

- A jak myślisz? 

- Myślę, że bardzo cię kocham, Randy Cordellu. 

- Z wzajemnością. 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

ROZDZIAŁ JEDENASTY 

Randy wsunął głowę do biura swego ojca w gma­

chu władz stanowych. Andrew, nie przerywając roz­

mowy telefonicznej, machnięciem ręki poprosił syna 

do środka. 

- To mnie nie obchodzi, Clint - mówił podniesio­

nym głosem do słuchawki. -Jutro z samego rana chcę 

mieć ten raport na biurku. W przeciwnym razie będę 

domagał się publicznej kontroli. Możesz się na mnie 

powołać! 

- To dobrze, że ciotka Alex zaprosiła nas na obiad. 

Założę się, że przeoczyłeś dzisiejszy lunch -powiedział 

żartobliwie Randy, gdy jego ojciec ze zniecierpliwioną 

miną odłożył słuchawkę. 

- Masz rację. Nie miałem czasu. - Andrew wstał 

zza biurka i włożył marynarkę. - Odkryliśmy malwer­

sacje w biurze funduszu ubezpieczeniowego. Mam 

pełne ręce roboty. 

- Och! Czy to dlatego przed budynkiem kłębi się 

taki tłum? 

- Nie sądzę, choć cała sprawa niewątpliwie prze­

ciekła już do prasy. To pewnie grupa turystów robi 

sobie zdjęcia przed imponującą siedzibą władz stano­

wych. - Otworzył teczkę i wrzucił do niej raporty 

z ostatniej chwili. 

- Jest tu również ekipa telewizyjna -podjął Randy. 

Andrew rzucił synowi zdziwione spojrzenie i przy­

wołał swą rzeczniczkę prasową. 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

- Co się dzieje przed budynkiem, Judith? - spytał, 

gdy ta wpadła jak burza do gabinetu. - Randy widział 

tam dziennikarzy i ekipę telewizyjną. 

- Jake dowiedział się, że jedna z gwiazd telewizji 

ma zamiar złożyć oświadczenie na schodach gmachu. 

Proszono pana o uczestnictwo, ale tym razem uzna­

łam, że nie powinien pan się pokazywać. Dlatego 

postanowiłam pana nie niepokoić. 

- Och, Judith, przecież pani mnie dobrze zna! 

Prasa czeka na moje wyjaśnienia w związku ze skan­

dalem w ubezpieczeniach. Myślę, że o to tu chodzi. 

Powinienem uspokoić opinię publiczną. 

- Tato, wyjdź do nich! - zachęcał Randy. - Nikt 

nie radzi sobie z nimi lepiej niż ty! 

Judith nie wyglądała na przekonaną. 

- Nie podoba mi się ta cała sprawa... 

- Proszę zawiadomić Jake'a, że wychodzę. Ktokol­

wiek stoi za tą aferą, musi być naprawdę zdespero­

wany, jeśli zdecydował się na takie widowisko. Cóż, 

gotów jestem podjąć wyzwanie! 

Andrew pragnął rzucić się w wir konfliktu i dotrzeć 

do sedna sprawy. Choć na chwilę pozwalało mu to 

zapomnieć o niedawnej osobistej porażce, o kobiecie, 

która była dla niego stracona... Może pewnego dnia, 

jeśli bogowie będą dlań łaskawi, ześlą mu dar zapom­

nienia... 

Szybko opuścił gabinet. Wraz z Randym przeszli 

przez okrągły hol i skierowali się do głównego wejścia. 

Tam Andrew zatrzymał się, zaskoczony liczebnością 

zgromadzonego tłumu. Ludzie szczelnie wypełniali 

podjazd i cały teren przed budynkiem. 

Andrew w otoczeniu ochroniarzy przekroczył 

próg. I nagle zatrzymał się znów, jakby uderzył 

w niewidoczną, szklaną ścianę. Na najwyższym stop­

niu schodów leżała we wdzięcznej pozie... złotowłosa 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

syrena, syrena usmiecnara się i macnaia oo rozentu­

zjazmowanego tłumu. Andrew mimowolnie chwycił 

syna za ramię. 

Oślepiające słońce odbijało się od fali jej złotych 

włosów i lśniącego ogona i raziło go w oczy. Leżała 

do niego plecami. Nie mogła widzieć, że za nią stoi. 

-Witam państwa - powiedziała reporterka do 

mikrofonu, zwracając twarz do kamery. - Dziś wie­

czór mamy dla państwa specjalny reportaż ze stopni 

naszego historycznego gmachu, tu w Carson City. 

Przypomnę państwu, że w czerwcu gubernator And­

rew Cordell, przebywając na Wyspach Bahama, po­

znał tajemniczą syrenę. I oto ta zapierająca dech 

w piersiach syrena - od niedawna gwiazda telewizyj­

nej reklamy - leży tu, na tych stopniach. Poinfor­

mowano nas, że tajemnicza syrena protestuje w ten 

sposób przeciw niesprawiedliwemu traktowaniu. 

- Pochyliła się nad syreną. - Prosimy o kilka słów. 

Przeciwko czemu protestujesz i dlaczego? 

-Tato, złamiesz mi rękę! - zaprotestował cicho 

Randy. 

Andrew jednak nie słyszał słów syna ani nie zdawał 

sobie sprawy z siły własnego uścisku. Z zapartym 

tchem przyglądał się Lindsay, która usiadła właśnie 

i zaczęła mówić do mikrofonu. 

-Kiedyś, dawno dawno temu, pływałam w mo­

rzach i oceanach zajęta sobą i sprawami podmors­

kiego świata. I nagle pojawił się w nim pewien 

śmiertelnik i nie chciał mi dać spokoju... 

- Czy był to gubernator Cordell? 

-Tak. - Stwierdzenie to wywołało szmer wśród 

publiczności. Niektórzy widzowie zorientowali się już, 

że Andrew stoi na zewnątrz i przysłuchuje się tym 

wyznaniom. - Bardzo się bałam - ciągnęła syrena 

- ponieważ w moim świecie obowiązuje prawo, by 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

trzymać się z daleka od istot ludzkich. Rodzice wy­

chowywali mnie surowo, dbali o to, bym nie zetknęła 

się z żadnym śmiertelnikiem, który mógłby mnie 

porwać. 

- Czyżby gubernator porwał cię wbrew twojej 

woli? 

-Och, zrobił coś o wiele gorszego... Gdy znaj­

dowałam się w śmiertelnym niebezpieczeństwie, ocalił 

mi życie. 

- To rzeczywiście w stylu naszego gubernatora. On 

jest jednak wielkim orędownikiem praw kobiet. Co 

więc tak bardzo cię niepokoi? 

- Musicie wiedzieć, że syrena, gdy choć raz zetknie 

się z człowiekiem, traci całą swą siłę oporu. Nie słucha 

już rodziców i każdą chwilę pragnie spędzić z tym 

człowiekiem. Aż... aż w końcu jest już za późno. 

- Za późno? 

- Syrena bardzo łatwo staje się niewolnicą takiego 

człowieka. I pozostając nadal w głębinach morskich, 

jest bardzo nieszczęśliwa. 

-1 to właśnie przytrafiło się tobie? 

- Gdy ów śmiertelnik poprosił mnie, bym została 

z nim na zawsze i nie wracała już do swojego świata, 

wpadłam w panikę. Przestrogi moich rodziców oka­

zały się prawdą. Ten śmiertelnik chciał mnie porwać 

i zatrzymać przy sobie na zawsze. 

- Czy użył wobec ciebie siły? 

- Ależ skąd! Zrobił coś o wiele bardziej skute­

cznego... 

- Co takiego? 

- Powiedział, że mnie kocha. 

Przez tłum przeszedł szmer. Andrew nie słyszał 

jednak nic poza głośnym waleniem własnego serca. 

- Byłam tak wystraszona - ciągnęła syrena - że 

postanowiłam uciekać. I wtedy on mnie zranił... 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

- Gubernator cię zranił? Cóż takiego uczynił? 

- Nie wiedziałam, że potrafi tak się zachować. 

Zawsze był uprzejmy i delikatny... 

Andrew poczuł, jak lodowe okowy ściskające jego 

serce zaczynają pękać. 

- Powiedział mi, żebym wracała tam, skąd przy­

byłam, ponieważ nie mamy już sobie nic do po­

wiedzenia. 

- Czyż nie tego właśnie pragnęłaś? Być wolną? 

- Och, nie! Myślałam, że chcę być wolna, ponieważ 

przez całe życie uczono mnie, bym trzymała się z dala 

od śmiertelników. Gdy jednak wróciłam do morza, 

poczułam się opuszczona i cały czas płakałam. Od­

kryłam, że wcale nie pragnę samotności wśród reki­

nów i innych morskich stworzeń. - Uniosła głowę 

i popatrzyła prosto do kamery. - Chcę pozbyć się 

swego ogona i być tak samo śmiertelna jak on. Chcę 

żyć z tym człowiekiem na zawsze... Chcę jednak 

również służyć innym ludziom, podobnie jak dotąd 

służyłam innym syrenom... 

- Co takiego masz na myśli? 

-Wszystkie syreny wykonują jakieś zadania. Ja 

uczyłam pływać małe syrenki. Zajmowałam się głów­

nie chorymi i kalekimi, którym należało udzielać 

specjalnych lekcji. Pomyślałam, że jeśli zostanę kobie­

tą, mogłabym uczyć pływać małe dzieci. Zawsze 

marzyłam o własnej małej syrence, którą mogłabym 

uczyć pływać. Och, boję się jednak, że to się nigdy nie 

stanie... 

- Czy uważasz, że gubernator już cię nie zechce? 

- spytała reporterka. 

- Tak. Czekałam na niego we wszystkich naszych 

znajomych miejscach. Miałam nadzieję, że go spot­

kam. On jednak nigdzie się nie pojawił - powiedziała 

ze łzami w oczach. - Dlatego jestem tutaj. Chciałam 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

dotrzeć do jego biura, ale siły mnie opuściły i tu 

upadłam. Jeśli on mnie teraz nie zechce, nigdy już nie 

zmienię się w prawdziwą kobietę... 

- To znaczy, że będziesz musiała pozostać syreną? 

- Tak. Nie będę jednak już mogła powrócić do 

morza, a jednocześnie nie będę mogła chodzić. To 

okrutna kara. 

- Wobec tego masz prawo protestować. Czy zgro­

madzona tu publiczność mogłaby ci w czymś pomóc? 

- Słyszałam, że wyborcy mogą przyjść do guber­

natora z ważną sprawą. Miałam nadzieję, że jeśli 

wszyscy usłyszą moją historię, ulitują się nade mną 

i wystąpią do gubernatora o łaskę dla mnie. Nie 

miałam dokąd pójść ani do kogo się zwrócić... 

- Będziemy protestować całą noc! Tu, na scho­

dach! - Okrzyk Randy'ego spotkał się z wyraźną 

aprobatą tłumu. 

Chłopiec odstąpił od ojca i stanął u boku syreny. 

Andrew stał skupiony, z zamkniętymi oczami. 

Z emocji nie śmiał się nawet poruszyć. Tak, teraz 

doznał olśnienia. Zrozumiał, że Lindsay go kocha! 

Kochała go tak bardzo, że udało jej się również 

pozyskać uczucie jego syna. I jego pomoc! Kochała 

go tak bardzo, że poniżyła się, upokorzyła w obliczu 

tysięcy widzów. By go odzyskać, podjęła tak wielkie 

ryzyko. 

Otworzył oczy i zdawało mu się, że śni. Troy, 

Alex, Zack z maleńkim dzieckiem - wszyscy dołą­

czyli do Lindsay i Randy'ego. Wszyscy, których 

kochał... 

- Szefie! - To był głos Jake'a. - Czy zamierza 

pan podnieść ją i wynieść stąd, czy ma to zrobić 

któryś z nas? 

Andrew uniósł jeden kącik ust w nieznacznym 

uśmiechu. 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

- Nie masz prawa jej tknąć! - powiedział stanowczo 

i pomaszerował w stronę Lindsay. 

Reporterka zastąpiła mu drogę. 

- Panie gubernatorze, czy zamierza pan rozwiązać 

problem siedzącej tu na schodach syreny? 

Ponad głową dziennikarki popatrzył na Lindsay, 

która właśnie odwróciła ku niemu twarz. W jej pięk­

nych oczach wyczytał strach, niepokój. A więc napraw­

dę nie była pewna jego reakcji. 

Andrew odchrząknął i spojrzał prosto w kamerę. 

Z trudnością oderwał od Lindsay wzrok i nie śmiał 

spojrzeć na nią znów aż... aż wreszcie będą sami. 

Siedem tygodni minęło od czasu, gdy ją dotykał. 

Siedem ponurych, pustych, długich tygodni, które 

zdawały się trwać siedem lat. 

- Ubiegłej jesieni - zaczął - kiedy wybrano mnie na 

drugą kadencję, nie wiedziałem jeszcze, że pewna syre­

na pojawi się w mym życiu i zamieni je w chaos. 

Uwierzcie mi, syreny to zwodnicze stworzenia... 

- W tłumie dały się słyszeć śmiechy. - Najpierw wabią, 

a potem nieoczekiwanie się wycofują. Śmiertelnik musi 

przywdziać pancerz, by jego kruche serce nie roztrzas­

kało się o skały. 

-Ależ, panie gubernatorze - wtrąciła reporterka 

- nasza syrena postanowiła zostać śmiertelną kobietą. 

W ten sposób znalazła się w okrutnej pułapce między 

dwoma światami. Jej los leży teraz w pańskich rękach. 

Zmuszając się, by nie patrzeć na Lindsay, powiedział: 

- Proponuję, byśmy to przegłosowali, nim moi poli­

tyczni przeciwnicy oskarżą mnie o naruszanie integral­

ności środowiska naturalnego i niszczenie zagrożonych 

gatunków. - Przerwał na chwilę, ponieważ dalsze słowa 

zagłuszył głośny śmiech publiczności. - Kto zatem 

chciałby - ciągnął - by eks-syrena została pierwszą 

damą stanu Newada? 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

W tłumie rozległy się ogłuszające wiwaty. Gdy 

wreszcie ucichły, reporterka powiedziała: 

- Wydaje się oczywiste, że dostał pan mandat, 

gubernatorze. 

Mówiła coś jeszcze do mikrofonu, ale Andrew 

już jej nie słyszał. Pochylił się nad Lindsay i wy­

szeptał: 

- Zarzuć mi ręce na szyję, kochanie. - A gdy to 

uczyniła, podniósł ją do góry i przycisnął do serca. 

- Sama wpadłaś więc w tę pułapkę na lądzie, moja 

oporna syreno. I nie masz już odwrotu. 

W odpowiedzi mocniej się do niego przytuliła. 

- Zabierz mnie stąd, Andrew - szepnęła. - Ko­

cham cię i pragnę zostać z tobą sama. 

Przyciskając ją czule do siebie, skierował się do 

swego biura. I jeszcze zanim drzwi się za nimi za­

mknęły, odgradzając ich od reszty świata, usta Lind­

say przywarły do jego ust z władczą, niepohamowaną 

siłą. Spragnieni siebie całowali się z coraz większą 

namiętnością, gdy nagle usłyszeli pukanie do drzwi, 

a potem stanowczy głos Randy'ego: 

- Tato, z przykrością muszę cię zawiadomić, że 

musicie już wyjść. Wszyscy czekają w głównej auli, by 

poznać Lindsay. Sytuacja będzie niezręczna, jeśli 

wkrótce się nie pokażecie. Daję wam jeszcze minutę! 

A gdy będę odliczał, pamiętaj, że jesteś winien mnie 

i Troyowi podróż na Kajmany. Doszliśmy do wnios­

ku, że tam powinniście spędzić miodowy miesiąc... 

Lindsay już dawno przebrała się ze ślubnej sukni 

w podróżny kostium i teraz, co najmniej od pół 

godziny, niecierpliwie wyczekiwała ną pojawienie się 

swego małżonka. Andrew ciągle jednak nie było. Gdy 

więc wreszcie usłyszała na korytarzu jego głęboki głos, 

podbiegła do drzwi i otworzyła je z rozmachem. 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

- Nareszcie! - Wciągnęła go do środka. - Już 

myślałam, że stało się coś złego. 

Prócz ojca żaden mężczyzna nigdy nie przekroczył 

progu jej sypialni w domu rodzinnym. Kiedy matka ją 

urządzała, Lindsay była małą dziewczynką. Rosła, 

męska postać Andrew wyglądała dość dziwnie na tle 

tych słodkich dekoracji. 

Ujął jej twarz w dłonie i uniósł, by popatrzeć 

jej w oczy. 

- Co złego mogłoby się wydarzyć w naszą poślubną 

noc? - zapytał czule. 

- Nie... nie wiem - powiedziała nerwowo. - Zoba­

czyłam, że ojciec wziął cię na bok... i od tej chwili 

trochę się bałam. Wszyscy goście już wyszli. Zack 

odwiózł Troya i Randy'ego na lotnisko dobre dwadzie­

ścia minut temu. Czy nie spóźnimy się na samolot? 

Pochylił głowę i pocałował ją. 

- Nie denerwuj się, skarbie. Mamy jeszcze mnóstwo 

czasu. Odbyłem z twoimi rodzicami bardzo poważną 

rozmowę... Chcieli mi podziękować za to, że namówi­

łem cię, by ślub odbył się w twoim rodzinnym domu. 

-Ale przecież... 

-Posłuchaj, oni byli pewni, że to moja zasługa. 

Przyznali, że stosunki między wami od dłuższego czasu 

nie były dobre. Gdy miesiąc temu powiadomiłaś ich, 

że bierzesz ślub, sądzili, że tracą cię na zawsze. I bardzo 

się przestraszyli myśląc, że to się stało z ich winy. 

- Naprawdę? - Lindsay nie mogła uwierzyć. 

Andrew przytaknął i ucałował jej dłonie. 

- Gdy im wyjaśniłem, że zorganizowanie ślubu i we­

sela w ich domu było twoją wyłącznie decyzją, i że 

zrobiłaś to, ponieważ ich bardzo kochasz... Cóż, na­

prawdę się wzruszyli... Matka wybuchła płaczem, 

a ojciec... ojciec po prostu załamał się. 

Tata? Załamany? W ogóle nie mogę tego pojąć. 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

- Oni cię bardzo kochają, Lindsay. I doszli do 

wniosku, że jeśli chcą nas często widywać, nas i nasze 

dzieci, muszą pozwolić ci żyć własnym życiem. Nie 

mogą stawiać warunków i żądań. Muszą docenić twą 

miłość, inaczej bowiem cię stracą. Lindsay, to jest 

milowy krok do przodu w waszych wzajemnych sto­

sunkach! 

- Och, Andrew! - Zarzuciła mu ręce na szyję i pod­

niosła nań wzrok. - To wszystko dzięki tobie. Ty ich 

odmieniłeś. Spotkało mnie wielkie szczęście, że po­

ślubiłam takiego mężczyznę jak ty. 

- Myślę to samo o mojej żonie - powiedział głosem 

drżącym ze wzruszenia. - Randy jest taki szczęśliwy, 

że zaproponowałaś jemu i Troyowi podróż z nami na 

Kajmany. Wspominał co prawda o tym, ale sądził, że 

potraktujemy to jako żart. Od czasu śmierci Wendie 

tak bardzo brakowało mu rodziny... I ty sprawiłaś, że 

ją odzyskał. Gdy spytałaś, czy chce polecieć z nami na 

Kajmany, przywróciłaś mu wiarę, że naprawdę ma 

rodzinę. Och, Lindsay, tak bardzo cię kocham... - Na­

gle uśmiechnął się szeroko i dodał: - Tylko nie myśl 

sobie, że będziesz razem z chłopcami oddawać się 

podwodnym sportom! Mimo że sam lubię pływanie, 

mam tym razem dla nas inne, bardziej interesujące 

plany... Będziemy tak zajęci, że znajdziemy czas tylko 

na wspólne posiłki z chłopcami. 

Lindsay myślami wybiegła już w przyszłość i czule 

pocałowała swego ukochanego. 

- Może i na to nie będzie czasu, Andrew. - Po­

całowała go po raz drugi. - Może i na to nie 

będzie czasu... 

scandalous

wykonanie - Irena