background image

Eksperyment Milgrama 

Eksperyment   psychologiczny,   zaprojektowany  i   przeprowadzony  w   pierwotnej   wersji   przez   psychologa 
społecznego Stanleya Milgrama. Eksperyment badał posłuszeństwo wobec autorytetów. Przeprowadzony był 
w 1961 i 1962 roku.Pierwsze publikacje na jego temat pojawiły się w 1963 roku[1]. W ciągu następnych 
kilku lat przeprowadzano serie kolejnych doświadczeń opartych o pomysł Milgrama. 

Geneza pomysłu

Stanley Milgram (uznawany dzisiaj za jednego z najważniejszych psychologów XX wieku) zadał sobie 
pytanie o przyczyny ślepego posłuszeństwa wobec zbrodniczych rozkazów, które doprowadziły zwyczajnych 
wydawałoby się ludzi do ludobójstwa np. w obozach koncentracyjnych podczas drugiej wojny światowej.

Przypuszczał,   że   Niemcy   jako   naród   muszą   być   szczególnie   skłonni   do   podporządkowania   się 
przełożonym[2].   W  celu   sprawdzenia   tej   hipotezy  wymyślił   eksperyment,   który  miał   na   celu   zbadanie 
skłonności ludzi do ulegania autorytetom. Pierwotnie Milgram chciał przeprowadzić badanie sondażowe na 
grupie   amerykańskiej,   a   następnie   pojechać   do   Niemiec,   aby   wyłowić   różnice   w   zachowaniach 
przedstawicieli różnych narodowości.

Jednak   po   przeprowadzeniu   badań   w   USA,   Milgram   stwierdził:   Znalazłem   tu   (w   Ameryce)   tyle 
posłuszeństwa, że wcale już nie było powodu jechać do Niemiec[2].

Wyniki eksperymentu na próbie amerykańskiej były bardzo zaskakujące i nieoczekiwane - także dla samego 
Milgrama.

Konstrukcja i przebieg eksperymentu

Pierwszy wariant eksperymentu przeprowadzony został na Uniwersytecie Yale ze studentami, a potem z 
mężczyznami   mieszkającymi   w   New   Haven.   Kolejne   badania   zorganizowane   były   poza   terenem 
uniwersytetu. Milgram założył pracownię w lokalu sklepowym w Bridgeport, gdzie za pomocą ogłoszeń w 
lokalnych gazetach szukał ochotników do kolejnych doświadczeń. Potrzebował ludzi zróżnicowanych pod 
względem zawodu, wieku, wykształcenia, płci.

W   serii   kontrolowanych   eksperymentów   laboratoryjnych   przebadał   w   sumie   ok.   1000   przypadkowo 
zebranych mieszkańców Connecticut oraz studentów Yale.

Metoda badawcza

Ochotnicy[3] zgłaszali się do laboratorium po przeczytaniu w prasie ogłoszenia. Byli pewni, że biorą udział 
w badaniu "wpływu kar na pamięć". Dostawali pieniądze za uczestniczenie w doświadczeniu (4,5 dolara, 
które dzisiaj warte byłyby ok. 30 $). Mówiono im wyraźnie, że otrzymują pieniądze za samo przyjście do 
laboratorium i zatrzymają je bez względu na to, co się dalej stanie.

W pierwszym (najsłynniejszym) eksperymencie przebadano 40 osób w wieku od 20 do 50 lat. Piętnaście z 
nich było robotnikami, 16 przedstawicielami handlowymi  lub przedsiębiorcami, 9 reprezentowało wolne 
zawody. Każdy z badanych był testowany indywidualnie.

Gdy  badany  wchodził   do   laboratorium,   widział   obecną   już   w   pomieszczeniu   inną   "osobę   badaną".  W 
rzeczywistości   był   to   pomocnik   eksperymentatora   -   czterdziestosiedmioletni   mężczyzna   z   nadwagą, 
sprawiający miłe wrażenie (księgowy). Jego zadaniem było granie osoby badanej.

background image

Następowało sfingowane losowanie ról, w którym prawdziwej osobie badanej przypadała rola "nauczyciela", 
a pomocnikowi eksperymentatora - rola "ucznia".

Nauczyciel dowiadywał się, że jego zadanie polegać będzie na czytaniu uczniowi listy par słów (np. "miły-
dzień", "niebieska-skrzynka" itp.), a następnie sprawdzaniu, jak wiele z tych par uczeń zapamiętał. Faza 
sprawdzająca polegać miała na tym, że nauczyciel czyta pierwsze słowo z pary, następnie cztery słowa-
propozycje, z których uczeń ma wybrać słowo prawidłowe (przyciskając jeden z czterech guzików).

Jeśli   uczeń   odpowie   prawidłowo,   nauczyciel   czyta   kolejne   słowo,   gdy  uczeń   odpowie   źle   -   nauczyciel 
stosuje karę w postaci wstrząsu elektrycznego.

Nauczyciel otrzymywał na początku jeden próbny wstrząs elektryczny o napięciu 45 V, który był odczuwany 
jako dość bolesny.

Następnie   ucznia   przeprowadzano   do   sąsiedniego   pokoju,   oddzielonego   od   laboratorium   szybą.   Tam 
przywiązywany   był   do   krzesła   przez   pomocnika   eksperymentatora   oraz   nauczyciela.   Przeguby   ucznia 
podłączane były do elektrod, po uprzednim posmarowaniu nadgarstków maścią "w celu uniknięcia poparzeń 
i pęcherzy". W trakcie przypinania "nauczyciel" słyszał jak "uczeń" zadaje pytanie "eksperymentatorowi czy 
to może być niebezpieczne, ponieważ ma kłopoty z sercem - "Wstrząsy mogą być bolesne, ale nie powodują 
uszkodzenia tkanek" - odpowiadał eksperymentator.

 

Następnie  nauczyciel  wracał  do pomieszczenia  eksperymentatora  i siadał  przed aparatem,  przy  pomocy 
którego miał stosować elektrowstrząsy ("kary"). Czytał listę słów (lista była bardzo długa oraz trudna do 
zapamiętania) i rozpoczynał "fazę sprawdzającą" (głos ucznia słyszał przez interkom). Jeśli uczeń popełniał 
błąd, otrzymywał "za karę" wstrząs elektryczny.

Reguła była taka, że przy kolejnych błędach zwiększano siłę wstrząsu. Początkową dawką było 15 wolt. 
Każdy kolejny wstrząs był rzekomo silniejszy o 15 V. Ostatnią dawką miało być 450 V - przed nauczycielem 
było 30 przełączników. Pod przełącznikami widniały napisy, przedstawione w tabeli.

Sytuacja   badawcza   zaaranżowana   była   bardzo   sugestywnie.   Jak   ujawniły  wywiady  przeprowadzone   po 
eksperymencie (tak zwane odkłamanie), żaden z badanych nie zorientował się, że "uczeń" w rzeczywistości 
nie jest rażony prądem.

Zachowanie ucznia

Zadaniem ucznia było udawanie, że otrzymuje wstrząsy elektryczne. Jego wypowiedzi za każdym razem 
były takie same (odtwarzano je z taśmy)[4]:

-

 15-90

 

V 

-

 

Auu

 

-

 

(...)

 

-

 120

 

V 

-

 

Auuu!

 

"To

 

rzeczywiście

 

boli"

 

-

 

(...)

 

-  150 V  - AAuuuu! Eksperymentatorze! Już dosyć, Proszę mnie stąd zabrać. Mówię panu mam kłopoty z 
sercem. Serce zaczyna mi już dokuczać. Proszę mnie stąd zabrać. Serce zaczyna mi dokuczać. Odmawiam 
dalszego

 

udziału

 

w

 

tym.

 

Pozwólcie

 

mi

 

wyjść.

 

-

 165

 

V 

-

  AAAUUU!

 

(krzyk)

 

POZWÓLCIE

 

MI

 

WYJŚĆ!

 

-  180   V  -  AAAUUU!   (krzyk)   Nie   mogę   wytrzymać   tego   bólu!   POZWÓLCIE   MI   STĄD   WYJŚĆ!  
-  195 V  - AAAUUU! (krzyk) Pozwólcie mi stąd wyjść! Pozwólcie mi stąd wyjść! Serce mi nawala. Nie 
macie   prawa   trzymać   mnie   tutaj!   Pozwólcie   mi   stąd   wyjść   (4x)

 

-  210 V  - AAAUUU! Eksperymentatorze! Proszę mnie stąd zabrać! Mam już dosyć! Nie chcę już więcej 
brać

 

udziału

 

w

 

tym

 

eksperymencie.

 

-

 255

 

V 

-

 

AAAUUU!

 

Zabierzcie

 

mnie

 

stąd!

 

-

 270   V 

-   (Okrzyki   bólu)   Pozwólcie   mi   stąd   wyjść!   (3x)

 

300 V - (Okrzyki bólu) Absolutnie odmawiam odpowiedzi! Zabierzcie mnie stąd. Nie możecie mnie tutaj 
trzymać!

 

Zabierzcie

 

mnie!

 

Zabierzcie

 

mnie

 

stąd!!

 

315 V - (Głośny okrzyk bólu) Mówiłem, że odmawiam odpowiedzi! Nie chcę dłużej uczestniczyć w tym 
eksperymencie!

 

330 V - (Intensywny i przedłużony okrzyk bólu) Pozwólcie mi stąd wyjść (2x) Mówiłem, serce mi nawala 
(histerycznie).   Nie   macie   prawa   mnie   tu   trzymać.   Pozwólcie   mi   wyjść   (powtórzone   wielokrotnie).  

background image

Przy silniejszych wstrząsach uczeń miał histerycznie i głośno krzyczeć. Od pewnego momentu przestawał 
reagować - w sali panowała wtedy złowroga cisza.

Zachowanie eksperymentatora

Eksperymentatora grał zawodowy aktor o bardzo oficjalnym wyglądzie, ubrany w fartuch laboratoryjny.

Jeśli w pewnym momencie nauczyciel zwracał się do eksperymentatora z wątpliwościami co do dalszego 
kontynuowania wstrząsów, eksperymentator odpowiadał:

1.

 

"Proszę

 

kontynuować"

 

2.

 

"Eksperyment

 

wymaga

 

aby

 

to

 

kontynuować"

 

3.

 

"Proszę

 

kontynuować,

 

to

 

jest

 

absolutnie

 

konieczne"

 

4. "Nie masz innego wyboru, musisz kontynuować"

 

Jeśli pierwszy nakaz nie był skuteczny, stosowano drugi, dopiero potem trzeci i czwarty. Jeśli po 4 zdaniu 
badany nie był posłuszny, przerywano eksperyment. Jeśli po którymś ze zdań nauczyciel podporządkowywał 
się i stosował kolejny szok, to przy następnym zawahaniu lub pytaniu "eksperymentator" miał wypowiadać 
kolejne zdania od pierwszego do czwartego.

 

Gdy nauczyciel pytał, czy uczniowi może stać się krzywda, eksperymentator odpowiadał: "Wstrząsy mogą 
być bolesne, ale nie powodują uszkodzenia tkanek".

Jeśli nauczyciel mówił, że uczeń nie chce kontynuować, eksperymentator mówił: "Czy to się uczniowi 
podoba czy nie, musisz kontynuować aż on powtórzy poprawnie wszystkie pary słów".

Eksperymentator był pewny siebie i mówił zawsze stanowczym głosem, ale nie był niegrzeczny.

Zachowania nauczyciela

Rzeczywiste osoby badane odbierały eksperyment jako bardzo nieprzyjemny. W artykule Milgrama jest opis 
zachowania jednego z nich:

Miałem   okazję   obserwowania   jednego   z   badanych   -   dojrzałego   i   zrównoważonego   biznesmena, 
wchodzącego  z   uśmiechem  i   pewnością   siebie   do  laboratorium.   Po  20  minutach  ten  sam  człowiek  był 
trzęsącym   się   i   wiercącym,   jąkającym   się   nerwowo   wrakiem   na   granicy  załamania   psychicznego.   Bez 
przerwy wyłamywał sobie palce i pociągał się za ucho. W pewnym momencie przyłożył obie pięści do czoła 
ze słowami: "Boże niech się to wreszcie skończy". A jednak reagował na każde słowo badacza i posłusznie 
ulegał

 

jego

 

poleceniom

 

 

do

 

samego

 

końca[5].

 

Wszystkie osoby badane (nauczyciele) w pewnym momencie zadawały pytanie o to, czy należy aplikować 
kolejny wstrząs elektryczny. Widać było, że badani męczyli się z powodu cierpień ofiary. Prosili badacza aby 
pozwolił im przestać. Gdy odmawiał, kontynuowali, ale trzęsąc się, pocąc, jąkając. Obgryzali paznokcie, 
niekiedy wybuchali nerwowym śmiechem[6]. Niektórzy oszukiwali sądząc, że pozostanie to niezauważone i 
dawali ofierze mniejsze wstrząsy niż powinni.

Kilku badanych poprosiło, aby zwolnić ich z dalszej konieczności stosowania szoków. Chcieli też oddać 
pieniądze, które dostali za udział w badaniu (mimo, że na początku zaznaczano, że pieniądze dostają za samo 
przyjście do laboratorium, bez względu na to jak przebiegnie eksperyment).

Przewidywania wyników

Milgram zastanawiał się jak wiele osób dojdzie do końca skali i zaaplikuje najsilniejszy wstrząs (450 V) 
uczniowi.

Badani   (nauczyciele)   mieli   wiele   powodów,   dla   których   powinni   w   pewnym   momencie   przerwać 
eksperyment:

- Uczeń bardzo wiarygodnie grał. Nauczyciele byli przekonani, że rzeczywiście rażą go prądem i wywołują 
jego coraz to silniejsze cierpienia. Dowodzą tego między innymi wywiady przeprowadzane z nauczycielami 
po

 

zakończeniu

 

eksperymentu.

 

background image

- Badani słyszeli w czasie przypinania ucznia do krzesła jak mówi on eksperymentatorowi, że ma kłopoty z 
sercem.

 

- Mimo, że eksperymentator zapewniał, iż nie ma groźby "uszkodzenia tkanek" uczeń krzyczał, że jego serce 
nawala i histerycznie domagał się przerwania doświadczeń - słusznie twierdząc, że nikt nie ma prawa go tu 
trzymać.

 

- Nauczyciele brali udział w eksperymencie na ochotnika. Oznacza to, że w dowolnym momencie, bez 
konsekwencji mogli wyjść z sali i zatrzymać pieniądze, o czym ich informowano tuż po samym zgłoszeniu 
się do laboratorium. Nie było żadnego wyraźnego przymusu, pod którym należało dalej uczestniczyć w 
badaniu.

 

-   Badani   nigdy  wcześniej   nie   widzieli   eksperymentatora   ani   ucznia   i   nie   mieli   ich   także   zobaczyć   w 
przyszłości   -   nie   było   tu   żadnych   dalszych   ewentualnych   konsekwencji   niesubordynacji.  
- Nauczyciele byli przekonani, że biorą udział w "badaniu wpływu kar na pamięć". Jednak od pewnego 
momentu "uczeń" odmawiał wszelkich odpowiedzi. Oznaczało to, że kontynuowanie eksperymentu mija się 
z

 

celem.

 

- Wykonywano losowanie przed eksperymentem, po to aby rzeczywista osoba badana - nauczyciel - miała 
przekonanie, iż ślepy traf zrządził, że to nie ona jest rażona prądem. Chodziło o wytworzenie identyfikacji

 z 

ofiarą.

 

- Nauczyciele dostawali próbną dawkę szoku (o sile 45 V) aby zwiększyć wiarygodność badania. Ten szok 
(10x   słabszy   niż   ostatni   szok,   który   aplikowano   uczniowi)   był   odczuwany   jako   bolesny.  
- Nie było żadnego racjonalnego powodu, dla którego eksperymentator nie miałby sam aplikować wstrząsów 
uczniowi

 

i

 

"wyręczał

 

się"

 

nauczycielem.

 

- Ochotnicy są (statystycznie) bardziej skłonni do ryzyka, odważniejsi i bardziej inteligentni niż typowi 
przedstawiciele populacji.

Gdy  proszono  studentów   o  przewidywanie   wyników   tak  zaplanowanego  eksperymentu,   okazało  się,   że 
przeciętnie sądzili oni, iż do końca skali dojść może co najwyżej 1% nauczycieli.

 

Gdy proszono zawodowych psychiatrów (a więc specjalistów) o przewidzenie wyników, sądzili, że do końca 
skali dojść może najwyżej jedna osoba na tysiąc (jeden promil)[7].

Rzeczywiste wyniki badania

W   tak   opisanym 
eksperymencie 
najsilniejszy   szok 
zaaplikowało 
uczniowi

 

65% 

badanych.   Nikt   nie 
wycofał   się,   gdy 
ofiara   wyraźnie   o   to 
prosiła, ani wtedy gdy 
zaczęła   wołać   o 
pomoc,   nawet   wtedy 
gdy

 

wydawała 

okrzyki   pełne   bólu. 
80%   uczestników 
kontynuowało 
wstrząsy mimo tego, że uczeń wspominał, że ma kłopoty z sercem i krzyczał "Pozwólcie mi stąd wyjść!" 
(300 V).

Osoby, które doszły do końca skali były gotowe kontynuować eksperyment, gdy badacz decydował o jego 
zakończeniu.

Nie  spodziewano  się   tak  wysokiego  odsetka  całkowicie  ulegających  osób.  Wyniki   nie   zmieniały się   ze 
względu na wiek uczestników, nie odgrywała roli także płeć (kobiety i mężczyźni ulegali w ten sam sposób) 
ani narodowość.

background image

Całkowita nietrafność przewidywań zarówno psychiatrów jak i studentów świadczy o braku świadomości 
presji,   jaka   wywierana   jest   na   ludzi   przez   osoby   obdarzone   autorytetem   oraz   żywieniu   złudzenia 
niezależności własnej osoby od wpływów innych ludzi (zobacz też: autowaloryzacja).

Ilość osób, które podporządkowują się nakazom eksperymentatora zależała od kilku czynników - zobacz 
sekcja Mutacje eksperymentu

Interpretacja

Dlaczego tak wiele osób zastosowało najsilniejszy szok?

Pierwsza odpowiedź jaka się nasuwa to, że większość ludzi (niemal 2/3) ma  poważne zaburzenia i jest 
ukrytymi psychopatami lub sadystami. Prawdopodobnie tak właśnie myśleli psychiatrzy i studenci, którzy 
mieli   przewidywać   wyniki   tego   eksperymentu:   Do   końca   skali   mogą   dojść   jedynie   osoby   poważnie 
zaburzone - a takich ludzi jest ok. 1%.

Ta interpretacja jest jednak niesłuszna, na co wskazuje kilka faktów:

- Badani po eksperymencie twierdzili, że było to jedno z najgorszych zdarzeń, jakie im się przytrafiło. Nikt 
nie

 

czerpał

 

przyjemności

 

z

 

udziału

 

w

 

eksperymencie.

 

-   Badani   oszukiwali   eksperymentatora,   wtedy   gdy   myśleli,   że   tego   nie   widzi.   Na   przykład   zamiast 
zaaplikowania   wstrząsu   300   V   wymierzali   15   V.   Gdyby   badani   byli   sadystami   należałoby   oczekiwać 
oszukiwania

 

w

 

drugą

 

stronę.

 

-   Milgram   sprawdzał   jakie   cechy   osobowości   posiadają   ludzie   aplikujący   najsilniejsze   wstrząsy   w 
porównaniu z tymi, którzy przerywali badanie w pewnym momencie. Okazało się, że nie wykrył żadnych 
istotnych różnic w cechach osobowości. Jest to szalenie zaskakujący wynik i konieczny do zinterpretowania.

Prawdopodobnie testy osobowości nie kłamią i rzeczywiście nie ma różnic między tymi, którzy aplikują 
najsilniejszy szok a tymi, którzy wycofywali się z badania. Milgram twierdził, że wszyscy, niezależnie od 
tego jak się zachowują, przeżywają olbrzymią presję na podporządkowanie się autorytetowi - ich przeżycia 
są   więc   podobne.   Na   dowód   tego   twierdzenia   przytaczał   m.in.   fakt,   że   ani   jedna   osoba   z   tych,   które 
przerwały eksperyment, nie weszła do sali ucznia, aby udzielić mu pomocy i odpiąć od krzesła, do którego 
był przywiązany.

Nikt z badanych nie zawiadomił władz uniwersytetu o tym, że w laboratorium człowiek rażony jest prądem.

Wynik   eksperymentu   interpretuje   się   więc   jako   objaw   skłonności   ludzi   do   podporządkowania   się 
autorytetom, która jest u ludzi olbrzymia (w niektórych wariantach badania nawet 93% osób stosowało 
najsilniejsze szoki).

Sytuacja ma tu znacznie większy wpływ na zachowanie ludzi niż osobowość, pragnienia, przeżycia, motywy, 
postawy i wartości. O tym, że zachowaniem badanych kieruje autorytet, świadczą mutacje podstawowej 
wersji eksperymentu.

 

Mutacje eksperymentu

 

Eksperyment   powtarzano   w   bardzo   wielu   odmianach,   na   wielu   narodowościach   -   m.in.   w   Holandii, 
Niemczech, Hiszpanii, Włoszech, Australii i Jordanii[8] - okazało się, że skłonność do podporządkowywania 
się jest wszędzie podobna.

Aby sprawdzić od czego zależy uległość osób badanych, skoro czynniki osobowościowe są tu zdecydowanie 
na   drugim   planie,   zaaranżowano   całą   serię   badań.   Milgram   przeprowadził   ponad   20   różnych   odmian 
eksperymentu z 1961r.

- W jednym z nich "uczeń" nie był  widziany ani słyszany przez nauczyciela. Okazało się, że w takich 
warunkach odsetek osób, które doszły do końca skali (450 V) wzrosła do 93%. Milgram zbadał także, że 
ilość osób ulegających autorytetowi  zmniejsza się wraz z  bliskością ofiary.  Jeśli  nauczyciel  musiał  siłą 
przyciskać rękę ucznia do elektrody (fizyczne zaangażowanie i duża bliskość), to ilość osób aplikujących 
450

 

V

 

szok

 

spadła

 

do

 

23%.

 

background image

-   Gdy   eksperymentator   nakazał   nauczycielowi   przerwanie   badania   z   powodu   zbyt   silnych   szoków,   to 
nauczyciel bez dyskusji podporządkowywał się nawet, jeśli uczeń pewnym głosem twierdził, że może znieść 
jeszcze

 

silniejsze

 

wstrząsy.

 

- Jeśli w sali było dwóch eksperymentatorów, którzy w pewnym momencie zaczynali się spierać o to, czy 
kontynuować   eksperyment,   to  "nauczyciel"   zwykle   spoglądał   to  na   jedną,   to   na   drugą   osobę,   próbując 
zrozumieć,   kto   jest   "prawdziwym"   autorytetem   i   kogo   należy   posłuchać.   Jeśli   nie   dawało   się   tego 
rozstrzygnąć,

 

przerywał

 

badanie.

 

- Jeśli badany mógł sam decydować jaki szok zaserwować uczniowi, nikt nie przekroczył dawki 45 V, co 
pokazuje   dodatkowo   jak   bardzo   badani   działali   wbrew   własnej   woli.

 

- Jeśli "prawdziwy" eksperymentator wychodził z sali i pozostawiał swojego "pomocnika", badani ulegali 
mu w znacznie mniejszym stopniu. Okazało się także, że skłonność do ulegania autorytetowi rośnie wraz z 
jego fizyczną bliskością. Jeśli eksperymentator wydawał polecenia z innego pomieszczenia np. przez telefon, 
ilość

 

ulegających

 

osób

 

zmniejszała

 

się.

 

- Jeśli w pewnym momencie eksperymentator i uczeń zamieniali się miejscami (eksperymentator siadał na 
miejscu ucznia, zaś "uczeń" miał kierować działaniami nauczyciela), to badani nadal słuchali osoby, którą 
uznawali   za   "prawdziwego   badacza".   Jeśli   "uczeń"   (teraz   w   roli   eksperymentatora)   nakazywał 
kontynuowanie   eksperymentu,   zaś   rażony   prądem   eksperymentator   nakazywał   przerwanie   go,   100% 
nauczycieli

 

przerywało

 

badanie.

 

-   Uległość   badanych   zależała   także   od   tego,   czy   mieli   jakiegoś   sojusznika.   Jeśli   w   eksperymencie 
występowało trzech "eksperymentatorów", z których pierwszy wycofywał się po pierwszym prawdziwym 
okrzyku   bólu   ofiary,   a   drugi   zaraz   potem,   to  jedynie   10%   badanych   aplikowało   najsilniejszy  wstrząs.  
- Jeszcze inna wersja eksperymentu polegała na rażeniu prądem (tym razem naprawdę) chomików, z którymi 
wcześniej bawiły się osoby badane (jedynie kobiety). Badacze zastanawiali się, czy uczucia opiekuńcze, 
które  powinny  wyzwolić  się   w  pierwszej   fazie  badania,  przeszkodzą  w  aplikowaniu  chomikom  silnych 
wstrząsów. Jednak ilość osób podporządkowujących się autorytetowi nie uległa zmianie.

Czynnikami, które nasilały posłuszeństwo badanych były:

- Bliskość autorytetu i stopień jego zaakceptowania jako "prawdziwego autorytetu" (zobacz: np. charyzma) 
-   Zinstytucjonalizowanie   autorytetu.   Jeśli   eksperymentator   był   spostrzegany   np.   jako   pracownik 
uniwersytetu, to uległość badanych rosła (podobnie dzieje się, gdy za daną osobą stoi inna instytucja np. 
urząd,

 

wojsko,

 

szpital

 

itp.)

 

-   Brak   bezpośredniego   kontaktu   lub   duży   dystans   do   ofiary.

 

- Autorytaryzm badanych (charakteryzujący się  uwielbieniem dla autorytetów)  - badani  autorytarni  byli 
nieco   bardziej   ulegli   (częściej   stosowali   maksymalne   szoki).   Jednak   ten   wpływ   osobowości   był   mało 
znaczący[9].

Zmniejszały uległość:

-

 

Niemożność

 

uniknięcia

 

odpowiedzialności

 

za

 

cierpienia

 

ofiary.

 

-

 

Sprzeczne

 

nakazy

 

różnych

 

osób

 

obdarzonych

 

autorytetem.

 

-   Obecność   innych   osób   które   sprzeciwiają   się   nakazom   autorytetu   (sprzymierzeńcy)  
- Bliskość ofiary (fizyczna bądź emocjonalna)

Krytyka

Wielu badaczy zarzucało Milgramowi zbytnią ufność w to, że zachowania ujawnione w eksperymencie będą 
pojawiać się także w codziennym życiu. Badani polegali na eksperymentatorze, czuli się od niego zależni, 
środowisko w którym się znaleźli było im nieznane. W takich warunkach rośnie posłuszeństwo i w związku 
z tym zachowanie badanych nie jest reprezentatywne codziennego życia.

Odpowiedź Milgrama brzmiała tak: "Osoba, która przychodzi do laboratorium jest dorosła, aktywna, zdolna 
do dokonywania wyborów, zatem jest w stanie przyjąć lub odrzucić skierowane do niej polecenie podjęcia 
określonego działania"[10]

 

Wobec   eksperymentu   wysuwano   także   krytyczne   uwagi   natury   moralnej.   Badacze   twierdzili,   że 
okrucieństwo któremu poddani byli badani (nauczyciele) równać się może jedynie temu, które sami zadali 

background image

rzekomej ofierze[11].

W   odpowiedzi   Milgram   powoływał   się   na   doniosłość   wyników   eksperymentu   oraz   na   wypowiedzi 
badanych. 84% z nich twierdziło, że jest zadowolone z uczestniczenia w badaniu i uznało eksperyment za 
pouczający. Tylko jeden procent badanych żałował, że odpowiedział na ogłoszenie w gazecie. Po roku od 
zakończenia eksperymentu przeprowadzono badania psychiatryczne na osobach, które najsilniej przeżyły 
doświadczenie. Okazało się, że eksperyment nie pozostawił w ich psychice żadnego trwałego śladu (zobacz 
też: PTSD).

Oddziaływanie eksperymentu Milgrama

Badania Milgrama rozpoczęły debatę nad etycznym aspektem eksperymentów psychologicznych. Obecnie 
etyka badań psychologicznych nakazuje między innymi dostarczenie pełnej informacji o przebiegu badań i 
uzyskanie świadomej zgody uczestników, nieujawnianie danych personalnych uczestników, dbanie o to, aby 
żaden z badanych nie doznał krzywdy ani dyskomfortu itp. Wyjątkiem jest tu sytuacja, w której jedynym 
możliwym sposobem przeprowadzenia  ważnego  badania  jest  wprowadzenie  badanych  w  błąd. W  takim 
wypadku jednak konieczne jest przeprowadzenie sesji wyjaśniającej po eksperymencie (tzw. odkłamanie). 
Zatwierdzeniem   planów   badawczych   zajmują   się   często   komisje   uniwersyteckie.   Szczegółowy   kodeks 
etyczny psychologa można znaleźć na wikiźródłach.

Doświadczenia Milgrama są dzisiaj uważane za jedne z najdonośniejszych (a z pewnością najsłynniejszych) 
i jednocześnie najbardziej kontrowersyjnych w historii psychologii[12], zarówno z powodów etycznych, jak 
i istotności tego zagadnienia w świecie realnym.

Po  wielu  latach   od  zakończenia   serii   pierwotnych   eksperymentów   badania   w   tej   dziedzinie   nadal   były 
prowadzone.   Na   przestrzeni   lat   stopień   podporządkowania   się   autorytetom   nie   zmienił   się[13].  Trudno 
znaleźć podręcznik psychologii społecznej, gdzie nie byłoby choćby wzmianki o powyższej serii badań.

Rzeczywiste przykłady

Od   kwietnia   1995   do   30   czerwca   2004   doszło   do   serii   oszustw   na   pracownikach   popularnej   sieci 
amerykańskich fast foodów, w których telefonowała osoba podająca się za policjanta i nakłaniała osoby 
zarządzające (autorytety) do obnażania pracowników i nadużyć seksualnych. Sprawca osiągnął spory sukces 
w przekonywaniu pracowników do wykonywania działań, których w zwyczajnej sytuacji by nie dokonali.
[14]. Główny podejrzany, David R. Stewart nie został uznany winnym w jednym jak do tej pory procesie 
sądowym[15].   We   wrześniu   2007   roku   zapadł   wyrok   w   sprawie   o   wielomilionowe   odszkodowanie 
pracownicy baru, która wygrała proces z pracodawcą. Co ciekawe, wygrała też proces kierowniczka fast 
foodu,   która   nakazała   swojemu   przyjacielowi   intymną   rewizję   pracownicy,   ten   z   kolei   wykorzystał 
pracownicę seksualnie.

Wpływy kulturowe

-   W   1974   Milgram   wydał   popularną   książkę   na   temat   psychologii   posłuszeństwa[16].  
- Telewizja CBS sfabularyzowała przebieg eksperymentu, nakręcając film The Tenth Level. Wystąpili John 
Travolta   a   w   roli   Milgrama   William   Shatner,   znany   z   serialu   Star   Trek.

 

-   Film   z   1984,   Pogromcy   duchów   zawiera   scenę,   w   której   postać   grana   przez   Billa   Murraya   zostaje 
przedstawiona publiczności jako profesor zadający porażenia prądem feralnemu studentowi. Na wydaniu 
DVD znalazła się ścieżka z komentarzem Harolda Ramisa mówiącego, że ta parodia została zainspirowana 
eksperymentem

 

Milgrama.

 

- Peter Gabriel na swojej płycie So (album) z 1986r. umieścił utwór pod tytułem We do what we're told-
Milgram's

 

37.

 

- Odwołania do eksperymentu pojawiają się w komiksie Alana Moore'a "V For Vendetta" traktującym o 
totalitarnym

 

społeczeństwie

 

- W 1979 nakręcono we Francji film pt. "I jak Ikar" w roli głównej wystąpił Yves Montand. Wykorzystano 
tam również motyw tego eksperymentu.

Przypisy

 

1. S. Milgram, Behavioral study of obedience. "Journal of Abnormal and Social Psychology", 1963, 67, 371-

background image

378.

 

2. 2,0 2,1 R. Cialdini, Wywieranie wpływu na ludzi. Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne, Gdańsk 1996. 
ISBN

 

83-85416-39-0

 

str.

 

196

 

3.  Warto   tutaj   dodać,   że   ochotnicy  (jako   próba   wybrana   z   populacji)   -   są   bardziej   skłonni   do   ryzyka, 
odważniejsi,

 

częściej

 

 

mężczyznami

 

i

 

 

bardziej

 

inteligentni

 

4. Taki zabieg jest konieczny ze względu na obiektywność eksperymentu - każdy badany powinien być 
poddany

 

oddziaływaniu

 

jak

 

najbardziej

 

podobnej

 

sytuacji

 

badawczej

 

5. S. Milgram, Behavioral study of obedience. "Journal of Abnormal and Social Psychology", 1963, 67, 371-
378.

 

6. R. Cialdini, Wywieranie wpływu na ludzi. Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne, Gdańsk 1996. ISBN 
83-85416-39-0

 

str.

 

195

 

7. R. Cialdini, Wywieranie wpływu na ludzi. Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne, Gdańsk 1996. ISBN 
83-85416-39-0

 

str.

 

193

 

8. W.J.H. Meeus, Q.A.W. Raaijmakers Administrative obedience: Carrying out orders to use psychological-
administrative   violence.   "European   Journal   of   Social   Psychology",   1986,   16,   311-324.  
9. K.D. Larsen, D. Coleman, J. Forbes, R. Johnson, Is the subject’s personality or the experimental situation 
a better predictor of a subject’s willingness to administer shock to a victim. "Journal of Personality and 
Social

 

Psychology",

 

1972,

 

22,

 

287-295.

 

10. S. Milgram, Issues in the study of obedience: A reply to Baumrind. "American Psychologist", 1964, 19, 
448-452.

 

11.   S.   Marcus,   Review   of   Obedience   to   authority.   "New  York   Times   Book   Reveiw",   1974,   13,   1-2.  
12. E. Aronson, T.D. Wilson, R.M. Akert, Psychologia społeczna. Serce i umysł, Zysk i S-ka, Poznań 1997, 
ISBN

 

83-7150-016-5

 

str.

 

299

 

13. T. Blass, The Milgram paradigm after 35 years: Some things we now know about obedience to authority. 
"Journal

 

of

  Applied

 

Social

 

Psychology",

 

1999,

 

29(5),

 

955-978.

 

14.   Wolfson,   Andrew.   A   hoax   most   cruel.   The   Courier-Journal.   October   9,   2005.  
15.   Jury  finds   Stewart   not   guilty   in   McDonald's   hoax   case.   The   Courier-Journal.   October   31,   2006.  
16. S. Milgram, Obedience to authority. New York: Harper & Row, 1974.

Bibliografia

- Akert R.M., Aronson E., Wilson T.D., Psychologia społeczna. Serce i umysł, wyd. Zysk i S-ka, Poznań 
1997,

 

ISBN

 

83-7150-016-5

 

- Cialdini R., Wywieranie wpływu na ludzi, Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne, Gdańsk 1996, ISBN 
83-85416-39-0

 

-   Hock   R.R.,   40   prac   badawczych,   które   zmieniły   oblicze   psychologii,   Gdańskie   Wydawnictwo 
Psychologiczne,

 

Gdańsk

 

2003,

 

ISBN

 

83-89120-61-5

 

-   Meyers   D.G.,   Psychologia   społeczna,   wyd.   Zysk   i   S-ka,   Poznań   2003,   ISBN   83-7150-694-5  
- Wojciszke B., Człowiek wśród ludzi. Zarys psychologii społecznej, Wydawnictwo Naukowe SCHOLAR, 
Warszawa 2002, ISBN 83-88495-81-X

Źródło:

 

"

http://pl.wikipedia.org/wiki/Eksperyment_Milgrama

"

Tekst udostępniony na zasadach licencji 

GNU Free Documentation License.


Document Outline