background image

ebooki.nomos.pl

kup pełną wersję ebooka na naszej stronie internetowej

background image

I

background image

II

MAGIA

I RELIGIA

background image

III

background image

IV

© Copyright by Zakład Wydawniczy »NOMOS«, 2010

Wszelkie prawa zastrzeżone. Książka ani żadna jej część nie może być przedruko-

wywana, ani w jakikolwiek inny sposób reprodukowana czy powielana mechanicz-

nie, fotooptycznie, zapisywana elektronicznie lub magnetycznie, ani odczytywana 

w środkach publicznego przekazu bez pisemnej zgody wydawcy.

Redakcja naukowa serii Antropologia religii: dr hab. Andrzej Szyjewski

Komitet redakcyjny serii Antropologia religii:

prof. dr hab. Mariola Flis

prof. dr hab. Piotr Kowalski

prof. dr hab. Ewa Nowicka

prof. dr hab. Aleksander Posern-Zieliński

prof. dr hab. Henryk Zimoń SVD

Redakcja naukowa tomu: dr hab. Tomasz Sikora

Podręcznik akademicki dotowany przez Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego

Redakcja wydawnicza i korekta: Roman Małecki

Redakcja techniczna: Dariusz Piskulak

II korekta: Anna Grochowska-Piróg

Projekt okładki: Kompania Graficzna — Joanna i Wojciech Jedlińscy

ISBN 978-83-7688-046-4

KRAKÓW 2010

Wydanie III, rozszerzone i poprawione

Zakład Wydawniczy »NOMOS«

31-208 Kraków, ul. Kluczborska 25/3u

tel./fax (12) 626 19 21; e-mail: biuro@nomos.pl; www.nomos.pl

Objętość: ark. wyd. 30, nakład: 1000 egz.

background image

V

SpiS treści

Andrzej Szyjewski, „Miara, liczba i waga” – Andrzeja Wiercińskiego 

droga do poznania . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .  VII

Część I: Metoda

Rozdział I.  

Ontogeneza człowieka a jego ewolucja  . . . . . . . . . . . . . .  3

Rozdział II.    O odrębności taksonomicznej, naturze i istocie 

 

gatunkowej człowieka. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .  16

Rozdział III.  Geneza i ewolucja mowy artykułowanej  . . . . . . . . . . . .  31

Rozdział IV.  Antropologiczna koncepcja procesu symbolizacji . . . . .  73

Rozdział V. 

Antropologiczne ujęcie kultury i ewolucji kulturowej . .  89

Rozdział VI.  Antropologiczna koncepcja genezy i ewolucji sztuki  . .  105

Rozdział VII.  Antropologiczna koncepcja rozwoju 

 

światopoglądowego ludzkości  . . . . . . . . . . . . . . . . . . .  119

Rozdział VIII.  O pojęciu magii  . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .  135

Rozdział IX.  Mit religijny a współczesny przekaz naukowy  . . . . . .  142

Rozdział X.  Model postaci szamana  . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .  153

Część II: Zastosowania

Rozdział I. 

Antropologiczny szkic o Antypersonie  . . . . . . . . . . . .  187

Rozdział II.  Mesjasz i ekspansja  . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .  202

Rozdział III.  Wielka bogini — ideologiczna przemiana 

 

w społeczeństwach neo-eneolitycznych . . . . . . . . . . . .  225

Rozdział IV.  Kamień — Mesjasz i Bóg  . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .  247

Rozdział V. 

Drzewo poznania dobra i zła. Szkic hermeneutyczny.

 

Część I: „Od gematrii do Pardes”  . . . . . . . . . . . . . . . .  273

Rozdział VI.  Inicjacyjny symbolizm węża i kwiatów — analogia 

 

tantryckiej jogi Kundalinī . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .  291

Rozdział VII.  Piramidy i zikkuraty jako architektoniczne 

 

reprezentacje archetypu Góry Kosmicznej   . . . . . . . . .  353

background image

VI

Rozdział VIII.  666: liczba imienia Bestii . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .  377

Rozdział IX.  Potencjał semantyczny terminów Nahuatl: Ilhuica(a)

 

Tl-tlalli-tlacatl   . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .  404

Rozdział X.  Ometeotl — wszechobecny pan najwyższego centrum 

 

świata  . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .  423

Rozdział XI.  Święta kalendarzowe — przykład meksykański. . . . . .  447

Wykaz pierwodruków  . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .  501

Bibliografia  . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .  503

Indeks bóstw i postaci mitycznych  . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .  517

Indeks osobowy   . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .  519
Indeks pojęć   . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .  523

Spis treści

background image

 

 

 

 

Andrzej Szyjewski

„MiArA, LicZBA i WAGA”  

– ANDrZeJA WierciŃSKieGO  

DrOGA DO pOZNANiA

Publikowana obecnie w serii „Antropologia religii” praca Magia i religia. 

Szkice z antropologii religii Andrzeja Wiercińskiego jest dziełem szczególnym. 

To kolejne wydanie bestsellerowej książki, rozszerzone o pięć nowych tekstów 

i poprawione. W tej formie jest przeglądem najważniejszych dokonań polskiego 

fundatora jeśli nie samej dyscypliny, jaką jest antropologia religii, to przynaj-

mniej jej nazwy, która po raz pierwszy pada w jego rozprawie Antropogeneza 

— ewolucja cywilizacji z 1981 roku. Rozumiana jako „zastosowanie antropo-

logii ogólnej do religioznawstwa”, pozostaje swoistą syntezą dotychczasowego 

dorobku religioznawczej etnologii i ekologii religii oraz badań religii prowa-

dzonych zarówno przez antropologię kulturową i fizyczną, jak też archeologię, 

socjobiologię,  memetykę,  neuropsychologię  i  filozofię.  Antropologia  religii 

traktuje religię jako właściwy człowiekowi na poziomie gatunkowym system 

(osobliwość człowieka), w którym człowiek jest produktem biokulturowej ada-

ptacji; bada sposób podzielania przekonań religijnych w społeczeństwach, ich 

kulturową i biologiczną podstawę.

Trudno  choćby  pobieżnie  ogarnąć  rozległość  zainteresowań  Profesora 

Wiercińskiego, antropologa i religioznawcy, którego prace dotyczyły kranio-

logii mieszkańców Cejlonu, Syberii czy Egiptu predynastycznego, etnogenezy 

Słowian, realizacji archetypu Góry Kosmicznej, morfogenezy w skali kosmicz-

nej, postaci najwyższego bóstwa w Meksyku, koncepcji mitu i magii, liczby 

Bestii czy New Age’u. Wszyscy, którzy mieli okazję zetknąć się z jego osobą 

i poglądami przyznają, że w parze z tą rozległością szedł nonkonformistyczny 

styl uprawiania nauki. W swoich pracach Wierciński starał się utrzymać otwar-

ty  umysł,  odrzucać  ograniczenia  ideologiczne  i  zwyczajowe.  Pozwoliło  mu 

to  cieszyć  się  możliwościami  wykorzystania  dorobku  tych  uczonych,  którzy 

background image

VIII

Andrzej Szyjewski

znaleźli się na indeksie, głosili sprzeczne poglądy z obowiązującymi paradyg-

matami czy też byli po prostu niemile widziani. Jego tezy uczyniły go jedną 

z najgłośniejszych postaci w świecie polskiej antropologii okresu powojennego 

oraz uczonym światowego formatu. Przede wszystkim Wierciński był człowie-

kiem, który zmienił polskie religioznawstwo, nadając mu specyficzną postać 

i zaszczepiając idee, które jego uczniowie zaczęli rozwijać. Można śmiało po-

wiedzieć, że był założycielem szkoły, którą udało mu się ustanowić niezależnie 

od nie zawsze sprzyjających czasów, pełnych przeciwności ideologicznych.

rASA i etNOGeNeZA

Andrzej Kazimierz Wierciński, urodzony 22 kwietnia 1930 roku, pochodził 

z Chorzowa. Przerwaną przez wojnę edukację zakończył w 1948 roku maturą 

w Liceum Humanistycznym w Gliwicach. Jego ówczesny szkolny towarzysz 

i  długoletni  przyjaciel,  Jerzy  Prokopiuk,  wspomina  wspólne  poszukiwania 

światopoglądowe, wyrastające poza marksizm, jak i katolicyzm, i zmierzające 

w stronę własnej drogi ponadreligijnej, określane jako uniwersalizm (Proko-

piuk 2004: 36; Wspomnienie o Przyjacielu...). Jego zdaniem, pomocą w nich 

służyli zrazu kustosz muzeum gliwickiego Waldemar Borchert, a w Warsza-

wie – Robert Walter, uczony, antropozof i mason. Wiercińskiego skontaktował 

z nim Wiesław Kotański, zwracając uwagę na słynną komorowską bibliotekę 

ezoteryczną  Waltera,  z  której  Wierciński  chętnie  korzystał.  Z  drugiej  strony 

młodzi  gliwiczanie  próbowali  swych  sił  w  poszukiwaniu  wiedzy  pozytywi-

stycznej, włączając się do prac bielskiego Towarzystwa Miłośników Nauk. Tu-

taj Wierciński spotkał kolejnego bliskiego przyjaciela, Tadeusza Bielickiego. 

Co znamienne dla konstrukcji jego umysłu, zaczął studiować fizykę na Uniwer-

sytecie Warszawskim, lecz po semestrze przeniósł się na antropologię fizyczną, 

także wykładaną na ówczesnym Wydziale Matematyki i Nauk Przyrodniczych. 

Studentów było zrazu pięciu (Sołtysiak i Jaskulski 2000: 15), można więc mó-

wić o całkowitej elitarności kierunku. Studia silnie posadowiły go w obrębie 

biologicznego paradygmatu uprawiania antropologii i tego ścisłego rysu nigdy 

się nie pozbył, choć ewidentnie nie w pełni go zadowalał.

Jeszcze jako student, Wierciński dopomógł w reaktywacji, a zarazem został 

asystentem Instytutu Nauk Antropologicznych i bardzo szybko został zauważo-

ny przez szefa Katedry Antropologii UW, ks. Bolesława Rosińskiego, ucznia 

Jana Czekanowskiego. Specjalizował się w kraniologii i z tego zakresu obronił 

pracę magisterską Badania nad czaszkami Syberii Południowej od epoki paleo­

litu młodszego do środkowej epoki brązu (Wierciński 1955a) w 1952 roku. Po 

background image

IX

„Miara, liczba i waga” — Andrzeja Wiercińskiego droga do poznania

obronie został przyjęty na stanowisko asystenta (razem z nim zatrudniono Alek-

sandra  Lecha  Godlewskiego,  miłośnika  Polinezji  i  etnologa  ludów  Oceanii). 

Stanowisko to pełnił do roku 1957, kiedy obronił rozprawę doktorską pt. Dzie­

dziczenie typu antropologicznego na Uniwersytecie Łódzkim. Jego promotorem 

był prof. Ireneusz Michalski, twórca tamtejszej Katedry Antropologii. Praca na 

materiale porównawczym europejskim, afrykańskim i azjatyckim wykazywała, 

że cechy typów antropologicznych (w sensie Czekanowskiego) przenoszone są 

w rodzinie z pokolenia na pokolenie (Wierciński 1958a). Kwestie dziedziczenia 

okazały  się  szczególnie  istotne  dla  problemu  dookreślenia  rasy.  Dla  polskiej 

antropologii fizycznej długo była to jedna z najistotniejszych kategorii, pozwa-

lała bowiem na zrozumienie procesów antropogenezy i rozprzestrzeniania się 

człowieka na świecie. Ponieważ ukształtowane w latach czterdziestych i pięć-

dziesiątych  stanowisko  polskich  antropologów  było  konsekwencją  przyjęcia 

zasad genetyki populacyjnej, oczywiste było też, że nie sposób osiągnięć takich 

postaci jak Jan Czekanowski czy Ireneusz Michalski pogodzić z obowiązującą 

w czasach stalinowskich doktryną Łysenki, negującego naukowość genetyki. 

Wierciński opowiadał, że próbowano go usunąć z uczelni dwukrotnie, za pierw-

szym razem za opowiedzenie dowcipu o Miczurinie

1

.

Mimo tych przeciwności politycznych na tamte właśnie lata przypada czas 

tworzenia się polskiej szkoły antropologicznej, kiedy to z inicjatywy Czeka-

nowskiego  formowano  podstawy  teoretyczne  matematyzacji  nauk  humani-

stycznych, wykorzystania danych statystycznych do badań nad typologicznym 

zróżnicowaniem rasowym człowieka i do rekonstrukcji procesów zasiedlania 

ekumeny. Czekanowski był także twórcą metody porządkowania macierzy od-

ległości  metodą  diagraficzną,  nazywaną  diagramem  Czekanowskiego,  która 

stała się ulubionym narzędziem Wiercińskiego do mierzenia korelacji nie tylko 

fizycznych, ale i symbolicznych. Dla szkoły polskiej rasa miała znaczenie wy-

łącznie typologiczne, służyła dobremu dookreśleniu badanych szkieletów pod 

względem anatomicznym, natomiast nie przydawano jej znaczenia różnicują-

cego  zdolności  umysłowych  czy  charakterologicznych.  Spory  zwolenników 

typologii  Czekanowskiego  i  lwowskiej  szkoły,  z  Michalskim  reprezentują-

cym ujęcie morfologiczno-komparatystyczne, były tłem dla szerszych dysput 

naukowych i politycznych związanych z procesami etnogenezy

2

. Szczególnie 

1

  Dowcip ten krążył, z wieloma innymi, po Polsce: „Na co umarł Miczurin? Na krzy-

żówkę wegetatywną: tak skrzyżował sobie nogi, że nie mógł się wysikać”. Istotnie, Miczurin 

zmarł na uremię. 

2

  Por. dwugłos Wiercińskiego i Bielickiego Issues in the Study of Race: Two Views from 

Poland,  zamieszczony  na  łamach  „Current Anthropology”:  The  Racial Analysis  of  Human 

Populations in Relation to Their Ethnogenesis (Wierciński 1962) oraz Some Possibilities for 

background image

X

Andrzej Szyjewski

newralgicznym punktem była kwestia etnogenezy Słowian, po dziś dzień wy-

wołująca  spory,  w  które  angażowali  się  antropologowie,  archeolodzy  i  języ-

koznawcy. Wierciński opowiadał się za tezami Czekanowskiego i większości 

antropologów o autochtoniczności etnosu słowiańskiego na terenach polskich 

(Czekanowski  i  in.  1955a;  1955b; Wierciński  1955b;  1955c;  1955d;  1955e). 

Jego  badania  wskazywały,  że  istnieje ciągłość  procesów  mikroewolucyjnych 

(zwłaszcza brachycefalizacji) na ziemiach polskich od końca neolitu do koń-

ca  średniowiecza.  Pracując  nad  tymi  badaniami  obejmującymi  wielkie  serie, 

stał się prekursorem wykorzystania technik komputerowych w badaniach sta-

tystycznych znalezisk słowiańskich (Sołtysiak i Jaskulski 2000: 22). Wówczas 

nawiązał współpracę z Andrzejem Góralskim, matematykiem i metodologiem, 

zajmującym się statystyką kwalitatywną.

Oparcie na ścisłej metodologii statystycznej (Wierciński 1967b) i schema-

tach typologicznych Czekanowskiego pozostało cechą charakterystyczną badań 

Wiercińskiego w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych XX wieku. Ich wy-

korzystanie przyniosło mu kilkakrotnie rozgłos w  środowisku  antropologów. 

Pierwszy problem związany był z wyjazdem do Egiptu na wymianę ministe-

rialną  i  prowadzonymi  tam  w  latach  1957-1959  badaniami  kraniologiczny-

mi. Wierciński poszukiwał odpowiedzi na pytanie o etnogenezę starożytnych 

Egipcjan (Wierciński 1958b; 1961). Po uzupełnieniu danych w czasie pobytu 

na Uniwersytecie Turyńskim w 1965 roku o badania czaszek Egipcjan okre-

su  predynastycznego  mógł  opublikować  rozprawę  Analiza  struktury  rasowej 

ludności  Egiptu  w  epoce  przeddynastycznej  (Wierciński  1965b),  obronioną 

jako habilitację w 1968 roku. Badanie miało rozstrzygnąć autochtoniczny bądź 

allochtoniczny charakter ludności Egiptu. Wierciński uznał, że predynastycz-

ni Egipcjanie, zarówno z Górnego jak i z Dolnego Egiptu, byli pochodzenia 

bliskowschodniego,  zaś  element  negroidalny  pojawia  się  dopiero  od  okresu 

wczes nodynastycznego. Obecnie górnoegipską kulturę Badari uważa się raczej 

za wyjściowo negroidalną. Badania Keity z 1990 roku wykazują silny element 

negroidalny wśród nosicieli predynastycznej kultury Nagada, podobnie twier-

dzi badający materiały szkieletowe Robbins

3

.

W  1960  roku,  po  powrocie  Wiercińskiego  z  wyprawy  do  Egiptu Alek-

sander Godlewski przeniósł się do Wrocławia, gdzie zaoferowano mu katedrę 

etnologii.  Ponieważ  wcześniej  Bolesław  Rosiński  odszedł  (na  emeryturę)  na 

Estimating Inter­Population Relationship on the Basis of Continuous Traits (Bielicki 1962), 

uzupełniony później przez Czekanowskiego. Artykuły wywołały kilkuletnią dyskusję środo-

wisk antropologicznych. 

3

  Dyskusja  przynależności  rasowej  Egipcjan  z  perspektywy  współczesnej,  zob.  Keita 

1993.

background image

XI

Akademię Teologii Katolickiej, obsada Katedry Antropologii została zdekom-

pletowana i władze uczelni zdecydowały się ją rozwiązać. Wierciński przeszedł 

wówczas  do  Katedry Archeologii  Prehistorycznej  i Wczesnośredniowiecznej 

profesora Włodzimierza Antoniewicza na Wydziale Historycznym, gdzie objął 

kierownictwo nowo utworzonej Pracowni Antropologicznej. Kierownikiem tej 

Pracowni, a potem od 1976 roku — Zakładu Antropologii pozostał Wierciński 

do roku 2000. Jemu Zakład zawdzięcza swoje przetrwanie, jak i rozbudowę do 

obecnej postaci.

Od momentu opublikowania wyników badań egipskich Wierciński zaczął 

być rozpoznawany w kręgach naukowych całego świata. W 1966 roku zaproszo-

no go do Meksyku do pracy w Narodowym Instytucie Antropologii i Historii. 

Czas ten wykorzystał do przeprowadzenia badań kraniologicznych, mających 

z kolei rozwiązać kolejny węzłowy problem antropologii: pochodzenia twór-

ców wielkich cywilizacji prekolumbijskich, Olmeków (Wierciński 1967a). Wy-

korzystując materiały ikonograficzne (słynne olmeckie kamienne głowy oraz 

freski majańskie), sformułował hipotezę o negroidalnych elementach u nosicieli 

kultury olmeckiej, a następnie przebadał czaszki mieszkańców Tlatilco, Cerro 

de las Mesas oraz Monte Albán, odnajdując obecność „typu ekwatorialnego”, 

tożsamego z afrykańskim (4,5% czaszek, a ze środkowomeksykańskiego Tla-

tilco aż 11%). Oznaczało to, że na wyjściowy substrat paleoindiański o cechach 

mongoloidalnych nałożyła się populacja wywodząca się z zachodniego Lewantu 

(Wierciński 1971). Wyniki badań, przedstawione w 1974 roku na 41. Kongresie 

Amerykanistów w Meksyku (Wierciński 1975), wzbudziły ogromne zacieka-

wienie  i  wywołały  gorączkowe  dyskusje  i  polemiki.  Oznaczać  to  mogło,  że 

jakaś grupa o cechach antropologicznych podobnych do budowniczych kultur 

megalitycznych z Półwyspu Iberyjskiego i Libii musiała przepłynąć Atlantyk 

i dostać się na teren Jukatanu. Stąd tylko krok do stwierdzenia, które Wierciń-

ski uznał za prawdopodobne, że wyjściowa dla kultur prekolumbijskich kultura 

Olmeków powstała w wyniku migracji żeglarzy megalitycznych, znawców na-

wigacji i astronomii w stopniu umożliwiającym astrobiologiczne nastawienie 

religii Meksyku. Dyskusja wokół tych odkryć nie została zakończona po dziś 

dzień, nabierając także odcienia politycznego. Większość badaczy uważa, że 

kryteria klasyfikacji, używane wówczas przez Wiercińskiego, zostały zdepre-

cjonowane, a badania nad rasą nie mogą mieć miejsca choćby z powodu braku 

zgody na ogólnie przyjęte zasady jej określania. Z drugiej strony badania gene-

tyczne potwierdziły istnienie u Paleoindian afrykańskiego typu chromosomu Y 

(Underhill i in. 1996). Problemy z typologią rasową jako narzędziem badaw-

czym podsumował w ostrej polemice z Wiercińskim Tadeusz Bielicki:

„Miara, liczba i waga” — Andrzeja Wiercińskiego droga do poznania

background image

XII

Andrzej Szyjewski

Zwodniczość typologicznego myślenia spoczywa właśnie w tym, że typologia jest w sta-

nie zapewnić „dowody” dosłownie każdej „teorii etnogenetycznej”, jaką można wymy-

ślić.  Przyczyny  są  oczywiste.  Różnorodność  ludzkich  fenotypów  jest  tak  rozległa,  że 

w praktycznie każdej populacji można znaleźć jednostki, które, bazując na tej czy innej 

teorii można określić jako „spokrewnione” z jakąś inną grupą etniczną, niezależnie od 

tego, jak odległą i w ten sposób „zademonstrować” historyczne związki (Bielicki 1962).

Badania nieprzypadkowo prowadzone były w dwóch najistotniejszych ma-

tecznikach ludzkiej cywilizacji — w Egipcie i na Jukatanie. Ambicją polskiego 

antropologa było bowiem rozwiązanie najważniejszych zagadek rozwoju czło-

wieka, a narodziny cywilizacji z pewnością należały do jednego z nich. Nie-

zliczeni krytycy metodologii badań Wiercińskiego nie odnosili się do faktu, że 

kraniologia olmeckich czaszek nie była jedynym źródłem argumentacji, którym 

się posługiwał. Wykorzystał nie tylko materiały ikonograficzne (1965a)

4

, które 

jego zdaniem były ewidentnym wskaźnikiem prawdziwości jego tez, lecz także 

budownictwo monumentalne. Jak mówi w wywiadzie:

Ta  grupka  biało-  i  czarnoskórych  żeglarzy,  która  przepłynęła Atlantyk  3,5  tysiąca  lat 

przed Kolumbem, przeniosła nie tylko swoje cechy rasowe, lecz i ładunek nowej wiedzy 

i  wierzeń.  Szukałem  ideoarchetypu,  który  uosabia  założenia  religii  astro-biologicznej, 

i doszedłem do wniosku, że jest nim, w różnych kulturach, Góra Świata, Góra Kosmicz-

na, wyobrażana przez piramidę, a reprezentująca ustrefioną oś świata wraz z nieboskło-

nem i etapy inicjacji magiczno-religijnej. Oś, która od Podziemi sięga Nieba. Właśnie 

piramidy schodkowe, od Egiptu po Azję, były architektonicznym wyrazem tych wierzeń. 

A skoro założenia religii Olmeków, Majów, Zapoteków, Misteków i na koniec Azteków 

były analogiczne do systemów Starego Świata, należało się spodziewać, że i piramidy 

pełniły u tych ludów podobną rolę, tym bardziej że ich budowę zapoczątkowali właśnie 

Olmekowie. Zająłem się więc piramidami Słońca i Księżyca, a następnie Quetzalcoatla 

w  Teotihuacanie,  najstarszej  metropolii  Mezoameryki.  Zdołałem  wykazać,  że  zostały 

zbudowane w oparciu o tzw. jard megalityczny, czyli jednostkę miary wykrytą na terenie 

słynnych megalitycznych kręgów w... Szkocji i Anglii! (3500 lat...).

Zgodnie z taką wizją rozwoju cywilizacji kultury megalityczne powstające 

od V tysiąclecia p.n.e. wypracowały podstawowe wzorce ideologiczne religii 

astrobiologicznych.  Przenoszone,  zapewne  przez  działalność  typu  misjonar-

skiego, na inne obszary kulturowe dały impuls rozwojowy, który ostatecznie 

wykreował powstanie wielkich cywilizacji. Takie rozwiązanie uznał za właś-

ciwe  Zygmunt  Krzak  z  Instytutu Archeologii  i  Etnologii  PAN  (Krzak  1994; 

2001), z którym Wierciński nawiązał współpracę w ramach projektu „Badania 

antropologiczne nad populacjami kultur kręgu megalitycznego”, rozpoczętego 

4

  Analogiczną techniką posłużył się podczas badań nad czaszką Jana Kochanowskiego. 

Zob. Dzierżykray-Rogalski i Wierciński 1980.

background image

XIII

w 1978 roku. Jednym z istotnych skutków projektu było wypromowanie tema-

tyki astronomicznych korelacji zakodowanych w budowlach megalitycznych, 

a w konsekwencji rozwój archeoastronomii w Polsce w latach ostatnich.

ANtrOpOGeNeZA i uNiWerSALiZM

Wydawać  by  się  mogło,  że  specyficzne  zainteresowania  Wiercińskiego 

związane z religioznawstwem realizują się w późnych etapach jego aktywno-

ści naukowej. Dociekliwy młody człowiek nie ograniczał się jednak wyłącznie 

do dziedziny fizycznej, poszukując rozwiązań dotykających życia duchowego 

człowieka. Nieuniknione było przenikanie się zainteresowań zawodowych i ży-

ciowych. Punktem styku okazał się, od dawna nurtujący antropologów na całym 

świecie, problem rekonstrukcji procesu antropogenezy. Odpowiedź na pytanie: 

jak człowiek stał się człowiekiem, wymaga nie tylko znajomości antropologii 

ewolucyjnej,  ale  też  dokładnej  rekonstrukcji  procesów  generowania  ludzkiej 

kultury. Wierciński rozumiał antropologię niezwykle szeroko, jako „naukę po-

legającą na próbach adekwatnego opisywania i wyjaśniania przebiegów proce-

su ewolucji człowieka jako gatunku biokulturowego” (Wierciński 1994: XX). 

Ewolucję  rozumie  tu  jako  wszelkie  zmiany  czasowe  w  stanie  gatunkowym, 

a więc zarówno jako progres jak i regres w sensie poziomu organizacji.

Pierwsze  próby  zmierzenia  się  z  tematem  doprowadziły  Wiercińskiego 

do  ujęcia  rozwoju  człowieka  w  układzie  fazowym,  od  pitekantropa  po  czło-

wieka  współczesnego  i  wykrycia  zauważalnego  przyspieszenia  toku  ewolu-

cji na poziomie Homo sapiens fossilis (Wierciński 1956). W latach 60. wraca 

do problemu, wiążąc ze sobą ontogenezę i filogenezę człowieka (Wierciński 

1964a; 1964b; 1976; Wierciński i Góralski 1964). Dojrzewanie tej i wielu in-

nych koncepcji wydaje się być wynikiem swoistego klimatu umysłowego, któ-

ry był wytworem środowiska intelektualnego, w jakim obracał się Wierciński. 

Trudno pisać o nim nie odnosząc wrażenia, że był niezwykle barwną postacią, 

obdarzoną błyskotliwym umysłem i silną wolą, gromadzącą wokół siebie kręgi 

ludzi myślących i potrafiących przełamywać paradygmaty, granice stanowione 

między naukami ścisłymi i humanistycznymi. Najważniejsza z grup, w których 

uczestniczył, nieformalnie nazywająca się „Stołem”, zwykła spotykać się we 

wtorki w restauracji Stowarzyszenia na ul. Foksal naprzeciwko Muzeum Naro-

dowego. Oprócz Wiercińskiego, pojawiali się tam m.in.: Tadeusz Bielicki (jego 

długoletni kolega), Konrad Fiałkowski, Wiktor Osiatyński, Maciej Iłowiecki, 

Stefan Bratkowski, Wojciech Giełżyński, Jan Suzin, Dariusz Fikus oraz infor-

matyk,  prof.  Jacek  Bańkowski.  Choć  powody  gromadzenia  się  „Stołu”  były 

„Miara, liczba i waga” — Andrzeja Wiercińskiego droga do poznania

background image

404

Rozdział iX

POTENCJAŁ SEMANTyCzNy

TERMINóW NAhUATL: ILhUICA(A)

TL-TLALLI-TLACATL

Przestrzeń życiowa człowieka w jego percepcji zmysłowej rozpada się 

w sposób naturalny na trzy zasadnicze części: Niebo, Morze i ziemię. zie-

mia jest oblana Morzem, które na odległym horyzoncie przechodzi w Nie-

bo. Ponadto, Morze z Niebem jednoczy ich otchłanność oraz żywioł Wody, 

i tu i tam zawartej. Są one też, przynajmniej pozornie, bardziej jednorodne, 

choć  wszystkie  trzy  części  wypełnione  są  niezliczonymi  rzeczami,  które 

podlegają zmienności. W tej zmienności widać różne porządki, z których 

najłatwiejsze do dostrzeżenia są procesy cykliczne. Szczególną stabilność 

w procesach speriodyzowanych przejawiają zaś rzeczy Nieba, a więc Słoń-

ce i gwiazdy stałe, w mniejszym stopniu — Księżyc i planety. Co więcej, 

ruchy  periodyczne  obiektów  Nieba,  a  też  zmiany  postaci  Księżyca,  dają 

się wzajemnie korelować oraz wykazują związek z tym, co się dzieje na 

ziemi — z cyklami życiowymi roślin i zwierząt, i ze zmianami pogodowo-

klimatycznymi. Szczególnie dobitnie manifestuje się cykl dobowy. Niebo 

dostarcza zatem wzorców, w pierwszym rzędzie, dla różnych porządków 

czasowych, ale także i dla przestrzennych, skoro „ruchy” Słońca w okre-

sach dobowym i rocznym można skojarzyć z podziałem na strony świata. 

W takim to trójdzielnym otoczeniu żyje człowiek. Rozważmy obecnie moż-

liwość uzyskania pól semantycznych z czterech podstawowych terminów 

Nahuatl, wymienionych w tytule i odnoszących się do Nieba-Morza-ziemi 

i Człowieka, na podstawie procedury asocjacji fonetycznych (która nieko-

niecznie musi prowadzić do ujawnienia samego rdzenia etymologicznego 

terminu).  Przyjmijmy  jednak,  że  istotę  procesu  mitotwórczego  stanowią 

background image

405

właśnie skojarzenia fonetyczne, w które „obrastają” słowa-klucze w pod-

świadomości ludzkiej. Te asocjacje, wraz ze słowami-kluczami, będącymi 

ich jądrami organizującymi, mogą się udostępniać zmienionej świadomości 

(altered consciousness) w stanach ekstatyczno-wizyjnych, a nawet już w in-

spiracji  poetyckiej. Taki  proces  będzie  generował  określone  pola  seman-

tyczne, które mogą być ujęte w werbalną narrację mitologiczną ewentualnie 

już na drodze świadomych zabiegów redakcyjnych.

za słusznością tej hipotezy przemawiają z jednej strony same wypowie-

dzi zawarte w starożytnych tekstach sakralnych (por. np. egipski tekst Seti i 

zwany „Rebelia przeciwko Re” w miejscu, gdzie pisze się o atrybutach dże-

huti albo biblijne opowiadanie o mieście i wieży Babel, bo „Babel” wiąże się 

z „balal”), a z drugiej strony — współczesne badania neurolingwistyczne. 

Szczególnie dobrą egzemplifikację tych ostatnich stanowi eksperyment opi-

sany przez aleksandra R. łuriję (1976), zobiektywizowany wytworzonym 

„po pawłowsku” odruchem warunkowym między reaktywnością oka na bo-

dziec świetlny, a słowem-kluczem: doktor. okazało się, że w zwykłej świa-

domości na jawie dominują asocjacje semantyczne z tym słowem (np. me-

dycyna, lekarz itp., fonetycznie niepodobne), zaś po jej przygaszeniu przez 

wodzian chloralu, przeważają asocjacje fonetyczne (np. doktor-no-kturn).

Podobne rezultaty nad śpiącymi w warunkach laboratoryjnych podaje 

ian oswald (1968), z których okazało się, że wypowiadane w trakcie snu 

słowo o znacznym ładunku emocjonalnym dla śpiącego, kierowało treścią 

jego marzenia sennego poprzez odpowiednie analogie fonetyczne wyraża-

jące się w obrazach (np. imię Barbara — sytuacja w barze).

Przeprowadźmy teraz analizę zbieżnych fonetycznie słów ze słowami-

kluczami w kosmo- i antropowizji Nahuatl.

Przede wszystkim rzuca się w oczy prawie zupełna zbieżność określeń 

na Niebo — Ilhuicatl i Morze — Ilhuicaatl. Różni je wydłużenie a, wo-

bec czego Morze, to prostu „Niebiańska Woda”: Ilhuica-atl. W fonetyce 

„niebiańskości” tj.: ilhuica, zdają się tkwić pojęcia niedosięgłej wysokości 

i wygiętego łuku, zaokrąglonego sklepienia, gdyż acohuic oznacza „na wy-

sokości, w powietrzu”, zaś ilhuice lub ilhuize — „nade wszystko, daleko 

więcej”. dalej mamy: huitoliui — „wykręcać się, wykrzywiać się, zginać 

się, pochylać się” oraz: huitoloa — „napinać łuk, giąć, zginać, wyginać”.

Funkcjonalnie jednak, niebo jest przede wszystkim źródłem wzorców 

czasowych, którym muszą podlegać inne fenomeny, co mogą sugerować 

następujące terminy: huica — „rządzić, dyrygować, iść za innymi, towa-

IX. Potencjał semantyczny terminów Nahuatl: Ilhuica(a)...

background image

406

rzyszyć”, huicaltia — „następować za innymi, czynić to, co inni, iść w to-

warzystwie”, ilhuitica — „słuchać, być uważnym” oraz ilhuia — „dokony-

wać czegoś przy użyciu wszystkich sił, wynajdywać coś, wyobrażać coś”.

Słowa te, w łączności z pierwiastkiem ilhui-ca, prowadzą też ku naj-

istotniejszemu pokrewieństwu, tj. z czasem, reprezentowanym w szczegól-

ności przez dzień, czyli ilhuitl, co znaczy również „święto”. Staje się ono 

jeszcze wyraźniejsze, jeśli uwzględnimy możliwość przemiany końcówki 

tego terminu, np. w wyrażeniu: ilhui tlapoalamoztli, tzn. Księga Rachuby 

dni.

Ten sam pierwiastek „dnia” — ilhuitl pojawia się w ogólnym pojęciu 

„czasu”, tj. cahuitl. oczywiście, czas — cahuitl jest tu czasem sprawczym, 

formatywnym, czymś, co zawiera „pamięciowe oprogramowanie” zdarzeń, 

a nie tylko liniowym wymiarem następstwa zdarzeń. i oto, z cahuitl wiąże 

się cały kompleks słów takich jak: cahuia — „zarezerwować sobie udział, 

zatrzymać dla siebie”, cahua — „zaprzestać, zaniechać, ustawać, kończyć 

się, zawiesić, zatrzymać coś, przerwać”; cahuani — „robić sobie imię, po-

zostawić  pamięć”;  cauhtiuh  —  „pozostawić  po  sobie  pamięć,  odziedzi-

czyć,  świadczyć”;  cuahtehua  —  „wstrzymać  kogoś,  robić  świadectwo, 

testament”; cahuilia — „nadać coś czemuś lub komuś, przyznać, zgodzić 

się”; ilcahua — „zapomnieć się, zapominać”.

Występuje tu też związek z przestrzenią, bo: huecauh oznacza „odle-

gły czas przeszły” (od hue — „stary”); cauhtica — „odbiec od kogoś, być 

przestrzennym, oddzielić się dużą przestrzenią”; coyohua — „zwiększać 

się, powiększać się”, co dalej przynosi tlacoyahua — „przestrzenny, duży, 

rozległy” i wreszcie tlacoyayan — „przestrzeń”.

z „dniem” — ilhuitl pokrewne jest też słowo ihuitl, oznaczające „pió-

ro” i będące zarazem nazwą konstelacji gwiezdnej odnoszonej do Pisces, 

w której zaczęło występować wiosenne zrównanie słońca, będące począt-

kiem rachuby rocznej na niektórych obszarach Meksyku (nie u azteków). 

i dalej — huihuitla oznacza „oskubywać z piór”, a zarazem „wyrywać lub 

zbierać”  (w  odniesieniu  do  roślin).  ostatecznie,  xihuitl  —  to  określenie 

roku jako następnej, obok dnia — ilhuitl, jednostki czasu — cahuitl, przy 

czym xihuitl obejmuje również pojęcia „trawy, zioła lub liścia”, a też „tur-

kusa i komety”. i właśnie, sławetny Pan ognia i Czasu (Roku) nazywał się 

Xiuhtecuhtli.

Tę ideę związku czasu z wegetacyjną cyklicznością, i niezbędną dla 

jej realizacji wodą, w sposób całościowy reprezentuje pokrewieństwo fone-

Część II: Zastosowanie

background image

421

mieszkańców, aby potem wyłonić się zwycięsko na wschodnim horyzoncie. 

W Meksyku, od wschodu do południa towarzyszył mu orszak ubóstwionych 

wojowników, którzy zginęli bohatersko w wojnie, lub w kulcie ofiarniczym, 

zaś od południa do zachodu — równoważny mu orszak ubóstwionych ko-

biet, które także zginęły w wojnie lub w czasie porodu, co uważano też za 

śmierć heroiczną, gdyż poród był walką. Niech tę koncepcję zilustrują tek-

sty zaczerpnięte od Sahagúna (1950–1982, Księga 6, rozdz. 29):

To, co mówili starzy odnośnie do tych, co szli do domu Słońca było to, że wszy-

scy waleczni mężczyźni, którzy zginęli w czasie lub z powodu wojny, szli do 

domu Słońca, i wszyscy oni zamieszkiwali w części wschodniej Słońca. Gdy 

Słońce wychodziło, natychmiast, od samego poranka, przybierali się w swój 

oręż i szli Je przyjąć, a czyniąc pompę i wydając okrzyki, szli uroczyście przed 

Nim walcząc w walce z radością i prowadząc Je aż do południa, które nazywali 

nepantla Tonatiuh (=„ześrodkowując Słońce”). To zaś, co starzy opowiadali 

o kobietach było to, że kobiety, które zginęły w wojnie i kobiety, które zmarły 

przy pierwszym porodzie, a które nazywały się mocihuaquetzquc (=„drogo-

cenne Kobiety”) również zaliczały się do tych, które ginęły w wojnie. Wszyst-

kie one szły do domu Słońca i mieszkały w części zachodniej nieba, i stąd — 

część zachodnią nazywali starzy Cihuatlampa (=„Strona Kobiet”), to jest tam, 

gdzie zachodzi Słońce, ponieważ tam jest pomieszkanie kobiet. i kiedy Słońce 

wschodzi rankiem, towarzyszą Mu mężczyźni czyniąc święto aż do południa, 

i od razu zjawiały się kobiety ze swym orężem i stąd zaczynały Je wieść, czy-

niąc święto i radość. Wszyscy mężczyźni, przysposobieni do wojny, opuszczali 

Słońce w towarzystwie kobiet i rozpraszali się po całym niebie i jego ogrodach, 

aby wypijać nektar z kwiatów do następnego dnia. Kobiety, poczynając od po-

łudnia, szły czyniąc święto Słońcu, ...szły przed Nim, wydając okrzyki radości 

i walcząc — czyniły święto. Porzucały Je tam, gdzie zachodzi Słońce, i stamtąd 

wychodzili ci z Piekła, aby Je przyjąć i prowadzili Je do Piekła. i opowiadali 

starzy, że kiedy zaczyna się noc, to zaczynało świtać w Piekle, a wówczas bu-

dzili się i podnosili ze snu zmarli, którzy przebywali w Piekle. a dając Słoń-

ce tym z Piekła, kobiety natychmiast rozpraszały się i schodziły tu na ziemię 

i poszukiwały wrzecion do przędzenia i igieł do szycia i tkania... a stąd te ko-

biety, które umierały przy porodzie, nazywają się mocihuaquetzque (j.w.) po 

śmierci, i powiadają, że przemieniają się w boginie, a przeto, kiedy jedna z nich 

umrze, od razu akuszerka oddawała jej cześć jako bogini, a zanim ją pogrzebią, 

mówi w ten sposób: och! Kobieto mocna i waleczna, moja najukochańsza cór-

ko! odważna kobieto, wspaniała i delikatna, Gołąbko, Pani moja! Stałaś się sil-

ną i utrudzoną, jako odważna — zwyciężyłaś, uczyniłaś jak twoja matka. Pani 

Cihuacoatl, lub Quilaztli (=„Kobieta-Wąż”); walczyłaś odważnie, używałaś 

tarczy i miecza, jako odważna i silna, które dała ci do ręki twoja matka, Pani  

IX. Potencjał semantyczny terminów Nahuatl: Ilhuica(a)...

background image

423

Rozdział X

OMETEOTL — WSzEChOBECNy PAN 

NAJWyżSzEGO CENTRUM śWIATA

ostateczna zasada podwójnie spolaryzowanego centrum, organizujące-

go świat w całość i poszczególne jego składniki, znajduje swój wyraz w re-

ligii meksykańskiej w jednym słowie: Ometeotl.

do  tej  pory,  najgłębsze  ujęcie  koncepcji  ometeotla  można  znaleźć 

u Miguela León-Portilla (1959). Jest ono jednak mocno zawężone na skutek 

zbyt małej liczby źródeł pisanych, które Portilla poddał interpretacji. Przede 

wszystkim, brak jest głębszej analizy lingwistycznej samego terminu; ome-

teotl, a intuicja językowa jest tu nieomylna.

Jak wiadomo, jest on złożony z dwóch wyrazów, to znaczy Ome = 

„dwa” teotl, tłumaczone jako ,Bóg”. Chodzi więc o Boga, w którym tkwi 

potencjał ku dwoistości. Nie można jednak poprzestać na takim powierz-

chownym stwierdzeniu, skoro wiadomo, że w umysłowości archaicznej, 

skojarzenia fonetyczne często prowadziły do całego bogactwa skojarzeń 

semantycznych. Rozważmy więc szczegółowiej fonetyczne elementy wy-

razowe, które kryją się w słowie ometeotl. Tak oto, om lub on jest party-

kułą stosowaną w czasownikach, która łączy się z zaimkami osobowymi 

i ma znaczenie dopełniające oraz dodające elegancji brzmieniowej. Sto-

sowana jest też w liczebnikach celem ich łączenia, np. matlactli (=10)-

om -ome (=2), co znaczy „dwanaście”. Stosuje się też om, lub on jako 

wskaźnik dowolnego miejsca, np. oncan= „tam, gdzie, tu, oto”. Charak-

terystyczne dla sensu om, czy on, jest również występowanie tej sylaby 

w takich słowach, jak: onoc = „iść”, — „zjednoczenie wielu dróg. ście-

żek”, omachtic — „wskazywać komuś drogę” albo omacic — „dopełnio-

ny, pełny”.

background image

424

Mimo woli nasuwa się skojarzenie ze sławetną, najwyższą mantrą om, 

ale jest to chyba iluzja...

idąc dalej, te zawarte fonetycznie w teotl, znaczy „ktoś, inny, dużo, 

ekstremalnie”, zaś otli — „droga, kanał, arteria, żyła, trop lub przewód”; 

na końcu wyrazów skraca się do -otl. Wynika stąd, że głębszy sens pojęcia 

teotl, to: „droga Kogoś Bardzo Wielkiego”, co odpowiada pojęciu chiń-

skiego Tao, jako „droga” i „Sens”, zresztą fonetycznie podobnego!  Tao 

również zawiera potencjał ku dwoistości i wówczas jest to Tai-chi-tu, czy-

li „Najwyższe ostateczne”, mające w sobie biegunowość męskiego pier-

wiastka yang i żeńskiego yin.

o tej „drodze do ometeotla” tak lapidarnie mówi fragment znanego 

poematu z Chalco:

dokąd przyjdzie nam iść?

dokąd przyjdzie nam iść?

Jest urwista droga, stroma droga ometeotla.

Czyż przypadkiem my wszyscy

Nie zostaniemy pozbawieni ciała we wnętrzu nieba,

Gdzie znajduje się Kraina Bezcielesnych?

Tam wszyscy pójdziemy, pójdziemy tam razem.

Tam, do Jego domu (wg Garibay’a 1964–1968).

W  słowach  tych  znajdujemy  od  razu  szereg  określeń.  zdefiniowane 

jest więc bezpośrednie otoczenie ometeotla — Jego dom, zwany Krainą 

Bezcielesnych, w której ludzie zmarli zostają pozbawieni swej cielesności. 

znajduje  się  on  wysoko,  we  wnętrzu  nieba.  droga  jest  stroma  i  urwista 

i przywodzi na myśl obraz „Góry”. dlatego o ometeotlu, jako dawcy Ży-

cia, tak powiada inny poemat z Cantares Mexicanos:

Żyjesz w niebie,

Podtrzymujesz Górę,

W Twoim ręku znajduje się anahuac.

Wiadomo  dalej  z  różnych  tekstów,  że  dom  ometeotla  nazywa  się 

Omeyocan, czyli „Miejsce dwoistości”. W formułkach obrzędowych przy 

urodzinach dziecka, podanych przez Sahaguna, nazywane jest ono również 

Miejscem  Bardzo  Wysokim,  a  w  innych  źródłach  zgoła  astronomicznie, 

jako będące ponad 9-, 11-, albo 12 niebami, to znaczy strefami nieba. osta-

tecznie chodzi tu o 13., najwyższą strefę, od której zaczyna się teo-, kosmo- 

Część II: Zastosowanie

background image

425

X. Ometeotl — wszechobecny Pan Najwyższego Centrum Świata

i antropogonia. Tu tworzeni są bogowie i dusze ludzkie, które tam z po-

wrotem wracają, po całkowitym oczyszczeniu się z ziemskości, czyli jako 

„Bezcieleśni”. Powiada się, że jest to miejsce, gdzie się żyje, skąd wysyłane 

są dusze do noworodków, które muszą przebyć daleką drogę przed swoim 

ucieleśnieniem  w  łonie  matki. W  tym  miejscu  wyznaczane  są  losy  ludzi 

i wszystkich rzeczy. Pada też określenie: „dom z Piór Ptaka Quetzal”.

Wszakże istotą sprawy jest to, że jest to Omeyocan, miejsce omete-

otla, potencjału ku dwoistości, a więc — różnicowania świata w pary bie-

gunowych przeciwieństw.

Przeciwieństwa te, jak już wiemy, są ogólnie symbolizowane tak samo 

jak w innych religiach astrobiologicznych i wierzeniach od nich pierwot-

niejszych, to jest — przez dymorfizm płciowy człowieka. dlatego Ometeotl 

rozdwaja się, a wtedy Omeyocan nazywany jest: „miejsce, gdzie przebywa 

Wielki Bóg i Wielka Bogini, Niebiański Mężczyzna i Niebiańska Kobieta, 

Ometecuhtli i Omecihuatl” czyli Pan i Pani dwoistości.

Sam Ometeotl jest jednak niepoznawalnym źródłem wszystkiego co 

istnieje i żyje. Kodeks Rios mówi, że nie składa mu się ofiar, ponieważ „nie 

jest ani demonem, ani czasem, ani człowiekiem”. Jest niestworzony, bo wy-

tworzył sam siebie — Moyocayani, oraz jest niewidzialny i nieuchwytny 

jak Wiatr Nocy — yohualehecatl.

Jemu to wystawił Nezahualcoyotl (=Poszczący Kojot), władca Texco-

co,  poeta  i  filozof,  a  też  zręczny  polityk,  swą  dziewięciostopniową  pira-

midę, z sanktuarium na szczycie pomalowanym na czarno wewnątrz, a na 

zewnątrz — w gwiaździste niebo. Nie było tam, oczywiście, żadnego wi-

zerunku bóstwa. W jednym ze swych sławnych poematów, poświęconemu 

niewątpliwie ometeotlowi z uwagi na charakterystyczne określenia, któ-

re występują również w formułkach urodzinowych, Nezahualcoyotl pisze, 

że: „nikt tu na ziemi nie może się z Nim spoufalić”, lecz „może tylko żyć 

u Jego boku” oraz „czcić Go i wzywać”. Świat jest tylko Jego malowidłem, 

w którym żyją ludzie i temu malowidłu „nadaje barwę pieśniami”. Według 

Nezahualcoyotla, najwyższy Bóg nie tylko rzeczy stwarza na podobieństwo 

sztuki, ale też je przekształca i niszczy, a właściwie „zaciemnia”. Pisze więc: 

„jedynie Ty przemieniasz rzeczy, jak to dobrze wie nasze serce”, i dalej: 

„potem zniszczysz orły i Jaguary” oraz: „czarnym atramentem wykreślisz 

wszystko, co było przyjaźnią, braterstwem, szlachetnością”, gdyż: „my ży-

jemy tylko w Twoich malowidłach, tutaj, na ziemi”. W związku z tym zapy-

tuje dalej nasz autor: „czy ludzie mają korzenie, czy są rzeczywiście? Nikt 

background image

440

Quetzal, który „przemienił się w Gwiazdę zaranną”. o tej zamianie dusz 

zmarłych ludzi w gwiazdy, co przynosi też ich ubóstwienie, pisał Sahagún 

w swym opisie piramid z Teotihuacan, przy czym Jutrzenka pełni tam rolę 

symbolu zmartwychwstania (zob. rozdz. 4). oto fragmenty innych tekstów 

ilustrujących to stwierdzenie (Cantares Mexicanos):

z Tamoanchan, gdzie rozpościera korzenie Ukwiecone drzewo, 

Gdzie otwierają się korony kwiatów,

Miejsca drogocennych kłosów;

Przybywajcie tu, o Ptaki Czarne i złociste,

Ptaki zielone i Niebieskie

i czcigodny zielony Quetzalu.

Przybywajcie z Nonohualco,

Krainy całkowicie wypełnionej wodą,

Wy, Czerwone Ptaki Słońca,

Wy, Stworzenia Boga.

Ukwiecony pióropusz Ptaka zielono-Niebieskiego,

Tu się znajduje,

W domu Wodnych Mchów poruszona została Jutrzenka (...).

W Regionie deszczu i Mgły,

Tylko drogocenne rośliny wodne wypuszczają pąki.

Jam jest dokonaniem Boga,

Jestem Jego stworzeniem, przybywam! (...)

Bóg cię stworzył, jakiż kwiat cię począł?

Jakaż pieśń cię wyznacza?

W czasie święta cyklu ośmioletniego śpiewano następujący hymn:

Już przybywa Słońce, aby zaświecić,

Już podnosi się Jutrzenka,

Już piją nektar kwiatów Czerwone Guacamaye,

Tam, Gdzie Unoszą się w Górę Kwiaty.

Już stanąłeś na ziemi w pobliżu rynku,

Ty, który byłeś panem, ty, Quetzalcoatlu!

Rozkoszuj się w zjednoczeniu z Ukwieconym drzewem!

Słuchajcie różne czerwone Guacamaye,

Już śpiewa nasz Bóg, słuchajcie!

Czyż przypadkiem możliwa jest nasza śmierć, ta, która wysysa?

Czyż przypadkiem nie zostanie ona upolowana?

odświeżę wiatrem me kwiaty,

Kwiat Podtrzymania, kwiat, który chłodzi nagrzaną kukurydzę,

Część II: Zastosowanie


Document Outline