background image
background image

MegAlexander

Najlepszywybór

Rozważniiromantyczni

TłumaczyłaWeronikaŻółtowska

ROZDZIAŁPIERWSZY

Rok1811

Starszazdwudamsiedzącychprzykominkuwmałymdomkubyławyraźniewzburzona.
Łzyspływałyjejpopoliczkach,gdypatrzyłanasirJamesaPercevala.

-Powiedzmi,żetonieprawda!-błagała.-CzyIshammusizabraćwszystko?Ochproszę,
niechzostawiprzynajmniejmójposagiczęśćnależnądziewczętom.

SirJameszawahałsię.zniechęciąmyślącoprzykrymobowiązku,którymusiałspełnić.

-Niemarady-odparłwkońcu.-MojadrogaIsabel,lepiejodrazuprzygotujsięna
najgorsze.Próbowałemocalićchociażresztki,aledługjestzbytwielki.Kiedy
powiedziałem,żestraciłyściewszystko,miałemnamyślinietylkodom,konie,powóz…

-Niedbamonie-rozpaczałapaniRushford,bagatelizującwygody,zktórychkorzystała
przezcałeżycie.-Alemojedziewczynki!Wiązałamznimiogromnenadzieje.

Ktojeterazweźmie?Jakmamyżyć?-Wyciągnęłarękędomilczącejcórki.-Indio,
jesteśmybezśrodkówdożycia,niemalzrujnowane!-Potem,kuprzerażeniuswego
rozmówcy,wybuchnęłahisterycznymśmiechem.

Indiawstałaizadzwoniłanasłużącą.Następnieujęładłoniematkiipowiedziała
przyciszonymgłosem:

-Jesteśbardzozmęczona.Pójdziemydotwegopokoju,dobrze?Martaobmyjecięwodą
różanąiprzygotujegorącącegłę,żebyrozgrzaćstopy.Wujekijawszystkotuomówimy.

Możezdołamycośwymyślić.

Objęławtaliizrozpaczonąmatkęipomogłajejwyjśćzsalonu.Minęłotrochęczasu,nim
wróciłaisirJamesjużzacząłsięniepokoić,aleIndiaszybkorozwiałajegoobawy.

-Mamaodpoczywa-tłumaczyłacicho-aleposłałamLettypolekarza.Środek
uspokajającyprzyniesiejejpewnąulgę.Potymwszystkim,coostatniomusiałaznieść,to
był

dlaniejwstrząs.

-Gdybymmógł,chętniebymjejtegooszczędził,mojadroga,aleniejestemwstanie.

Paskudnasprawa,leczprzykromi,żetwojamatkareagujetakgwałtownie.

-Obawiamsię,żenowinaoutraciejejposagudopełniłakielichgoryczy.-Indiapokiwała
głową.-Czterymiesiące,któreminęłyodśmierciojca,byłykoszmarem.Samwiesz,że
miaławzględemnaswielkieplany.

background image

-Owszem,mojedrogiedziecko.Bógmiświadkiem,żepróbowałemzachować
przynajmniejwaszączęść,alenależnościsąogromne.Postępowanietwegoojcacałkiem
gopogrążyło,adługihonorowetrzebapłacić.

-Honorowe?-żachnęłasięIndia.-Daruj,wujku,alemoimzdaniemtegorodzaju
zachowanieniemanicwspólnegozpoczuciemhonoru.Ishamnapewnowiedział,żenie
możeżądaćodojcawypłaceniatakiejsumy.Tonikczemnik.Gdybymbyłamężczyzną,
wyzwałabymgonapojedynek.

-Obawiamsię,żenierozumiesz,wczymrzecz.-SirJamesprzybrałsurowąminę.-

Gdymężczyznazasiadaprzyzielonymstoliku,graczeniepytająostanjegofinansów,
tylkozakładająmilcząco,żebędziewstaniespłacićzobowiązania.Wprzeciwnymrazie
uchodzizaoszusta.

Indiamilczała.Musiałaprzyznać,żelordIshamnieponosicałejodpowiedzialnościza
katastrofę,którajespotkała.Porazpierwszywżyciuzdałasobiesprawę,żejejukochany
papa,mimourokuiradościżycia,niewykazywałnajmniejszegopoczucia
odpowiedzialnościzarodzinę.Musiałaspojrzećprawdziewoczy:nietylkopozbawiłje
dachunadgłową,lecztakżetrwoniłpieniądze,którychniepowinientknąć.Doskonale
wiedziała,żeustawysąprzeciwkokobietom.Żonaniemiałażadnychprawdowłasnego
majątku,którymmążdysponowałwedługswegowidzimisię.Jakpapamógłzostawićje
bezśrodkówdożycia?Owerozterkizapewnesprawiły,żezmieniłasięnatwarzy,co
dostrzegł

sirJames.

-Mamnadzieję,żemnierozumiesz-dodałłagodniej.-Krawców,dostawcówżywności,
nawetbudowniczychmożnabezkarniezwodzić,odkładającwypłatę,aledługikarciane
płacisięodrazu.

-Awięcdobrze-odparłachłodnoIndia.-Tenpandostanieswojepieniądzeiniechsię
nimiudławi.WcałymLondynieniemachybanikogo,ktobyichmniejpotrzebował.

-Niewtymrzecz,kochanie.Przestańbyćtakazgorzkniała.Jegolordowskamośćposzedł
naustępstwa.Pozwoliłzwlekaćtrzymiesiącezprzeprowadzką,chociażmógł

nakazaćwamniezwłoczneopuszczeniedomu.

-Jakżetowielkoduszniezjegostrony!-zawołałaIndia,niedającsięułagodzić.-

Pewnieczekałniecierpliwie,ażobejmieGrange.Potychjegopałacachnaszaruderato
zabawnaodmiana.

-Waszdomwcaleniewydajesiętakizniszczony,Indio.-SirJamesposmutniał,
rozglądającsięwokół.

-Obawiamsię,żetutaj…

-Wujku,jestemokropna!-Indięogarnęłaskrucha.

-Tylkoniemyśl,żeznasniewdzięcznice.Dzięki,żepozwoliłeśnamtutajzamieszkać.

Jesteśmyzadowolone…-Głoszadrżałjejlekko,aleopanowałasięiciągnęłaśmiało:-

Chcemyuprawiaćogród,będąwnimowoceiwarzywa.-Zdobyłasięnawymuszony

background image

uśmiech.-Uczęsięgotować.

-Mojadroga,czytonaprawdękonieczne?-SirJamesbyłmocnozbityztropu.-

Sądziłem,żeMarta…

-Martajestznakomitąpokojówką,alemiernąkucharką.Dlawłasnegodobrawolęsama
gotować.Zresztątonictrudnego.Hesterofiarowałamiegzemplarzksiążkikucharskiej
paniRundle,którejradprzestrzegamcodojoty.

-Mimowszystkotoniejestzajęcieodpowiedniedlamłodejdamy.Przyślęwamkogośz
mojejsłużby.

-Błagam,żebyśtegonierobił.Itakzbytwielecijużzawdzięczamy.

-Szkoda,żeniemogęuczynićwięcej.Niezabrakniewamopałuaniżywności,możecie
równieżkorzystaćzpowozu,jeślizajdzietakapotrzeba.Przykromizpowodudomuw
Londynie.Gdybynieto,żeczynszokazałsiędlamniezawysoki,mogłybyścietam
pozostaćdokońcasezonu.Bardzożałuję.

-Niepotrzebnie.Jakmogłybyśmytamzostać?Pośmierciojcakrążyłotyleplotek,że
choćbyztegopowodumusiałyśmywyjechać.Dalszypobytbyłniedopomyślenia.

SirJameszniepokojemprzyjrzałsięIndii,Ilesłyszała?Starałsięuchronićrodzinęprzed
londyńskimiplotkarzami,alewśródtamtejszejsocjetywieściszerzyłysięjakpożarw
czasiesuszy,itoznajdrobniejszymiszczegółami.AprzecieżIndiadośćsięnacierpiała.
Byłaulubienicąojcaipatrzyławniegojakwobraz.Przeżyłaogromnyzawód.SirJames
miał

świadomość,żejejgniewnalordaIshamawdużymstopniuwynikazrozczarowaniai
goryczy,jakiestałysięjejudziałem.Indiamusiałaprzyjąćdowiadomości,żejejbohater
tokolosnaglinianychnogach.ŚmierćGarethaRushfordabyłaprawdziwymwstrząsem
dlajegonajbliższych,ato,conastąpiłopotem-klęską.

Niechgodiabliporwą,zezłościąpomyślałsirJames.Odlatwiedział,żezabeztroskim
życiemczarującegoutracjuszakryjesiępiramidadługów.Pofatalnymwieczorzewklubie
takonstrukcjazawaliłasięniczymdomekzkart,przezcorodzinazostaławnędzy.

-Doszłydociebiejakieśszczegóły?-spytałaIndia.-Mamnamyśliwypadek.

.-Skądże!-skłamał.Niemożnadopuścić,żebyIndiapoznałaprawdę.Plotkarzesięnie
mylili.SirJameszadałsobiewieletrudu,żebysprawdzićzasłyszanepogłoski.Kiedy
Rushfordzrozumiał,żejestzrujnowany,pozostałwklubieipiłnaumór.Oświciewyszedł

naStJamesStreet.Czynajbliżsikiedykolwiekuświadomiąsobie,żenieprzypadkowo
wpadł

podkopytakoniciągnącychrozpędzonypowóz?SirJamespodejrzewał,żetakwłaśniesię
stało.CzyRushfordwolałuniknąćjawnegosamobójstwa,abyoszczędzićrodzinie
wstydu?

Zapewne.Takczyinaczejstratowanyzginąłnamiejscu.

-Pamiętaj,mojadroga,żebyłojeszczeciemno.-SirJamesniewielemógłpowiedzieć,by
pocieszyćkuzynkę,leczpróbowałdodaćjejotuchy.-Przypuszczamy,żespostrzegł

background image

powózdopierowostatniejchwili.Przynajmniejniecierpiał.

-Mimowszystko…Trudnomiuwierzyć,żeniesłyszałkońskiegotętentu.Tobardzo
dziwne.

-Mojedrogiedziecko,przestańsięzadręczać.Twójpapabyłpewniezaabsorbowany…

-…długamikarcianymi?Och,wujku,cóżzaohydnyproceder!Należałobygoprawnie
zakazać.

-Przynajmniejpodtymwzględemjesteśmyzgodni.Oczywiściewiadomoci,żemój
majątekzostałpoważniezadłużonyzażyciadziadka,którymusiałsprzedaćdużąjego
część,abyzapłacićkarcianedługi.Odlatstaramsiępotrochuodkupićutraconedobra.

-Wiem-odparłaciepło.-Hesteropowiadałamiotwoichwysiłkach.Jestemsamolubna,
zajmującsięwyłącznienaszymikłopotami,lecztrudnomipojąć,czemupanowiesiadają
dokartiryzykująswojąwłasność.

-Nietylkooni,kochanie.Toplaganaszychczasów,boidamychętniegrywają,coz
pewnościąrzuciłocisięwoczy,gdybyłaśwLondynie.

-Niezwracałamuwaginatakierzeczy-wyznałaIndia.-Zajmowałamsięinnymi
sprawami.Tylebyłoprzyjęć,baliikoncertów.

-Twojeżyciebędzieterazwyglądaćinaczej.-SirJamesująłjejdłoń.-Powiedzmi,czy
podczasostatniegosezonuktośwreszcie…Chodzimioto…

-Czyktośmisięoświadczył?-PorazpierwszyodpoczątkurozmowyIndiazdobyłasię
nalekkiuśmiech.-Nie,wujku.Spójrznamnie!Przedewszystkimjestemzawysoka!W

tańcugórujęnadwiększościąpartnerów.Powtóre,jaksamwidzisz,trudnopowiedzieć,że
jestemwiotkaieteryczna.Wnajlepszymraziemożnamiprzypisaćposągowekształty.

Włosyniesąwprawdziemarchewkowe,tylkokasztanowe,alejednakrude.Pozatymoczy
niebieskiepodobająsiębardziejodpiwnych.-PobłażliwyuśmiechsirJamesawyrażał
jawnąniezgodę.NatwarzyrozbawionejIndiipojawiłysiędołki,gdywyznała:-Udałomi
sięjednaknarobićzamieszania.MiałamnieszczęścieurazićGeorge’aBrummella,który
natychmiastmnieskarcił.Powinnamokazaćskruchę,alewybuchnęłamśmiechem,czego
mijużniewybaczy.

-Moimzdaniemmężnietozniesiesz-odparłzprzekąsemsirJames.-Tokolejny
utracjusz.-Indiamilczała,ponieważbyłatoaluzjadoniedawnychprzeżyć,awuj
natychmiastzmieniłtemat.-JaksięczujeLetty?-zapytał.-Mamnadzieję,żewtych
niełatwychchwilachjestdlaciebiepodporą.

-Chodzismutna,leczniezewzględunaponiesioneprzeznasstraty.Miałyśmynadzieję,
żeOliverWellssięjejoświadczy,aleteraz…Trudnopowiedzieć.

-Wells?-SirJameszastanawiałsięprzezmoment.-ZWellsówosiadłychwBristolu?

Ciniemusząsięmartwićopieniądze,więctobezróżnicy,czyLettymaposag,czyteż
nie.

Wieszprzecież,żejasamożeniłemsięzmiłości.

-Owszem,wujku,leczOlivertomłodszysyn,ajegomatkajestdumnajakpaw.

background image

OstatnioLettynapisaładoniego,żemiędzynimiwszystkoskończone.Ukrywa
przygnębienie,alewidzę,żejestzmartwiona.

-Awaszbrat?GdziesiępodziewaGiles?Miałemnadzieję,żegotuzastanę.Trzeba
podjąćwieledecyzji.Miałaśodniegowiadomości?

-PojechałdohrabstwaDerby-odparłazwahaniem.-Cromfordowiezaprosiligona
dłużej.

-Czyżby?-rzuciłoschlesirJameszjawnądezaprobatą.-Powinienzrezygnowaćz
odwiedzin.Jegomiejscejestterazprzywas.-Niekryłoburzenia,bozawszelękałsię,że
Gilespójdziewśladyojca.Indiaodruchowochciałastanąćwobroniebrata,aleugryzła
sięwjęzyk.WejścieLettysprawiło,żeniemusiaławysłuchiwaćkolejnychzarzutów
przeciwkoGilesowi.Jejsiostrabyłazmęczonaiblada,leczobdarzyławujauśmiechemi
zwróciłasiędoIndii.

-Lekarzposzedłdomamy-powiedziałacicho.-Zastałamgowostatniejchwili,nim
wyruszyłdopacjentów.Natychmiastzemnąprzyjechał.

-Doskonałe!-Indiauśmiechnęłasię,żebydodaćjejotuchy.-Mamaprzedewszystkim
potrzebujeodpoczynku.Kiedypoczujesięlepiej,powiemyjejonaszychplanach.

-Acowymyśliłyście?-SirJameszuwagąobserwowałdziewczętatakbardzoodsiebie
różne.Ktobypomyślał,żełączyjebliskiepokrewieństwo.

LettybyłaogłowęniższaodIndiiidrobnajakbaśniowyelf.Wrażenietopodkreślały
krótkie,jasnelokinadciemnoniebieskimioczyma.ZdaniemsirJamesabyłaprawdziwą
pięknością,aleIndiajązaćmiewała.Znichdwutostarszasiostraprzyciągałaspojrzenia.

Miaławyrazistątwarz,pięknyowalpoliczkówiwspaniałebrwi.Pogardzaneprzeznią
kasztanowewłosyzaczesanebyłygładkodotyłuizwiniętewkok,aspodcudownych
czarnychbrwipatrzyłyślicznepiwneoczyocienioneczarnymijaksmołarzęsami.Sir
Jamesuśmiechnąłsięwduchu.SkoroIndiauważasięzabrzydką,niemawsobieani
krztypróżności.

Jednakwiedziała,comówi,kiedytłumaczyła,czemunależyprzypisaćbrakkandydatów
dojejręki.Nawetdlaprzypadkowegoobserwatoranapierwszyrzutokabyłojasne,żeztą
młodąkobietąnależysięliczyć.Dumneuniesieniegłowyiwyrazpiękniewykrojonych
ustzdradzałystanowczość.SirJameswestchnął.Takiecechyniemiaływzięciana
małżeńskimtargowisku.Indiibrakowałozadatkównapokornążonę.

NieporazpierwszymyślałzirytacjąopołożonejwsąsiedztwieszkolepaniGuarding.

Uczęszczałodoniejwielemiejscowychpanien.Gdybywiedział,jakiwpływwywrąna
jegoHesterradykalneprzekonaniaznakomitejnauczycielki,posłałbycórkęnazwykłą
pensjędlapanienekzdobrychdomów.Nacóżpannomgreka,łacinaifilozofia?Czy
roztropnakobietabędzieczerpaćzowychnaukjakiśpożytek?NadomiarzłegoIndiai
Hesterpoprostusięznarowiły.Obiemiałyskłonnośćdoswobodnegowyrażaniaopiniiw
obecnościpanów,którzynieakceptowalitakiejniezależności.Zciężkimwestchnieniem
powróciłdotematu,zwracającsiędoLetty.Przynajmniejonazachowywałasięjak
przystoimłodejkobiecie.

-Cowymyśliłyście?-powtórzył.Lettyuśmiechnęłasię,alepokręciłagłową.

background image

-NiechIndiacipowie-odparłaskromnie.

-Indio?

-Wujku,próbujemyznaleźćwyjściezsytuacji-zaczęłastarszazsióstr.-Niemożemy
nadalkorzystaćztwojejpomocy.

SirJamesniebyłzdziwiony,borozumiałjejniechęćprzyjmowaniaswoistejjałmużny.

-Copostanowiłyście?-niedawałzawygraną.Lepiejniżkuzynkiwiedział,jakniewiele
możliwościotwierasięprzedpannamizdobrychdomów,gdyzostanąbezgrosza.-

Zpewnościąniezamierzacieopuścićmatki.

-Byćmożeniemiałybyśmyinnegowyboru,alewczorajdowiedziałamsię,żejednaz
nauczycielekzrezygnowałazpracywszkolepaniGuardingwięczwolniłasiętamposada.

-Chceszuczyć,mojadroga?Czytocidazadowolenie?

-Mojezadowolenieniemanicdorzeczy-odparłarzeczowoIndia.-Najważniejsze,że
mogłabymtuzostać.Posadadamydotowarzystwaalboguwernantkioznaczarozstaniez
mamą,apókionaniepoczujesięlepiej,wolałabymtegouniknąć.-Uniosłagłowę.-
Doktorodjeżdża?Słyszępowóz.Powinienznamiporozmawiać.

-Tonieon.-Lettywyjrzałaprzezokno.-Mamygościa.

-Ktośznajomy?

-Nierozpoznajępowozu.Myślałam,żetoprzyjezdny,któryzabłądził,alemłodyJesse
Ekinwskazujenaszedrzwi.

-Dziwne.-Indiawstała,słyszącgłośnepukanie.-Pójdęotworzyć,Letty.Martajestchyba
nagórze.

Niemiałapojęcia,ktotomożebyć.Cofnęłasięnawidokstojącegoprzedniąmężczyzny.
Przewyższałjąwzrostem,byłmocnejbudowy,szerokiwramionach,smagły.

Bezskrępowaniaobrzuciłjejpostaćtaksującymspojrzeniembystrychczarnychoczu.

-Tak?-rzuciłaoschle.

-NazywamsięIsham-odparłkrótko.-ChcęsięwidziećzpaniąRushford.

PrzezchwilęIndiabyłatakzdumiona,żeniezdołaławykrztusićsłowa.Toniewiarygodne,
żesprawcawszystkichnieszczęśćośmieliłsięjenachodzić.Cozatupet!

Niewątpliwieprzyszedłsięnatrząsaćzupodleniaswychofiar.Niedoczekanie!

-PaniRushfordnieprzyjmuje-oznajmiłalodowatymtonem.

-Rozumiem.-Czułanasobiespojrzenieczarnychoczu.-Kimpanijest?

-Jejcórką.Mnierównieżdlanikogoniemawdomu.

-Wręczprzeciwnie.Pozwolęsobiezauważyć,żejesttupaniwewłasnejosobie.Panno
Rushford,przybywamzwiadomościąistotnądlacałejwaszejrodziny.Zechcemniepani
wysłuchać.

-Pańskierewelacjenasnieinteresują.-Indiachciałazamknąćdrzwi,leczintruzpostawił

background image

butnaprogu.

-Pochopnaodpowiedź,skoroniewiepani,wczymrzecz.WidzętupowózsirJamesa
Percevala.Rozmówięsięznim.

-Ależzpananatręt!Proszęłaskawiecofnąćnogę.

-Wykluczone!Niepotojechałemtakikawałdrogi,żebymnieterazodprawionoz
kwitkiem.

Indiazdawałasobiesprawę,żeniematylesił,bygowypchnąć.

-Dobrze-powiedziaławkońcu.-Chcepanzobaczyćsięzwujem?Proszębardzo.Nie
sądzę,żebyznimposzłopanułatwo.

Zirytowanastwierdziła,żekącikiustjegolordowskiejmościdrżą,jakbymiał

wybuchnąćśmiechem.

-Denerwującajestzapewnetakobiecabezbronność-oznajmiłpojednawczymtonem.-

Ateraz,łaskawapani,proszęmniezaprowadzićdosirJamesa.

Indiaruszyłaprzodemwyprostowana,jakbykijpołknęła.Zachwilętenintruzdostanie
należnąodprawę.SirJamesniebędziesobiezawracaćnimgłowy.Myliłasię.Kujej
ogromnemuzdziwieniuwujwyszedłgościowinaprzeciwiwyciągnąłrękę.

-Copantutajrobi,milordzie?-zapytał.-SpodziewaliśmysiępanadopieropoNowym
Roku.

-Przybywamzpropozycjądotyczącąpańskiejrodziny.Miałemnadzieję,żespotkamsięz
paniąRushford,aleskoroniemożemnieprzyjąć…

-Obawiamsię,żejestcierpiąca.Czymogęjązastąpić?

-Owszem,jeślipantakłaskaw.Sprawajestdelikatnejnatury.Potrzebujępańskiejrady.

Czyzechciałbypannajpierwprzedstawićmnietymdamom?-IgnorującIndię,zwróciłsię
doLettyirzuciłjejpytającespojrzenie.

-Proszęwybaczyć,milordzie.Otomojekuzynki.Indięjużpanpoznał,atojejmłodsza
siostraLetycja.

Ishamskłoniłsięuprzejmie,alejegozuchwałespojrzeniewywołałorumieniecna
policzkachLetty.Indiamiałaochotęjąuderzyć.Czymusibyćtaka…przejętajego
wizytą?

Ujęładłońsiostry,rzuciłazdawkoweusprawiedliwienieiniemalwywlokłajązpokoju.

-OBoże!PowinnyśmyokazaćlordowiIshamowiwięcejuprzejmości.-Lettybyłazbitaz
tropu.-Indio,czemupatrzyłaśnaniego,jakbyśchciałagozamordować?

-Dziwiszsię?Wgłowiemisięniemieści,żeśmienastunachodzić.Toprawdziwy
afront.

-Kochanie,niewiemyprzecież,zczymprzychodzi.

-Zapewneposwojenależności.Niewidzęinnegopowodu.Niewątpliwiebyłjużw
Grangeiczujesięoszukany.

background image

-Istotniedomjestwopłakanymstanie.Odlatniebyłremontowany.

-Cotomadorzeczy?Wygrałgowkartyitomupowinnowystarczyć.

Indiawciążkipiałazoburzenia,idącdosypialninagórze,alezłagodniała,gdyzobaczyła
bladąmatkęspoczywającązzamkniętymioczymawstarymłóżkuzbaldachimem.Lekarz
położyłpalecnaustach.

-Niewolnojejniepokoić.Podałemśrodkiuspokajające.Terazbędziespała,apo
przebudzeniuzapewnepoczujesięlepiej.

-Wyglądanabardzochorą-powiedziałaLettyzduszonymgłosem.-Czyżbybyła…

umierająca?

-Ależskąd,głuptasie!Waszamatkajesttylkoprzesadnienerwowa.Dajciejejtrochę
czasu,żebydoszładosiebiepoprzeżyciachostatnichmiesięcy,abędziejaknowo
narodzona.-Doktorwziąłtorbęiwyszedł.

-Trzebapowiedziećotymwujowi.-Indiawyjrzałaprzezokno,alepowózIshamanadal
stałprzeddomem.

-Diabelnynatręt!-rzuciłagniewnie.-Dlaczegosiedziunastakdługo?Miałtylko
zamienićkilkasłów.

-Cieszsię,żemamaśpi.-Lettyzachichotała.-Byłabywstrząśnięta,gdybyusłyszała,że
klniesz.

-Przepraszam,aletamtennikczemnikiświętegowyprowadziłbyzrównowagi.

Zauważyłaś,jaknamsięprzyglądał?Niczymkrowomnatargowisku.Szkoda,żenie
zdradził,nailenaswycenia.

-Wiem,alesłyszałaś,jakąmareputację.-Lettyspłonęłarumieńcem.-WLondynie
plotkują…

-Mówiszotancercezbaletu?Bardzokosztownaślicznotka.Staćgonadom,powózi
klejnoty.Mówisię,żejestnajnowszązwieluzdobyczy,alegdybyniepieniądze,nawetby
naniegoniespojrzała.

-PodobnowszystkieswatkimachnęłyrękąnaIshama.-Lettyjeszczebardziejsię
zarumieniła.-Twierdzą,żeonsięnigdynieożeni.

-Aktórabygochciała?Nicdziwnego,żemusizadowalaćsięutrzymankami.Nie
widziałamdotądrówniepaskudnegomężczyzny.Przypominacyganaalbopirata.Brakmu
tylkozłotegokolczykawuchu.

-Niejestznimtakźle,Indio-sprzeciwiłasięLetty.-Maciemnącerę,alebardzoładne
oczy.

-Jesteśwzoremchrześcijańskiegomiłosierdzia,siostrzyczko.Zgadzamysięjednak,żema
fatalnąreputację.Dlategomimoogromnegomajątkunieliczysięnamałżeńskim
targowisku.

-Jestempewna,żeniewtymrzecz.-Lettypostanowiłabyćsprawiedliwa.-Moim
zdaniemludziesięgoboją.Tonatrętnespojrzenie…Kiedynamniepopatrzył,odniosłam

background image

wrażenie,żezapomniałamwłożyćsuknię.Chciałamucieciszukaćkryjówki.

-Letty,czemujesteśtakabojaźliwa?Trzebaudawać,żeniedbamyojegoopinię.

Zamierzamtraktowaćgopogardliwie.

-Musimyzejśćnadół,żebysięznimpożegnać?

-Ależskąd!DlalordaIshamaznaczymytyleconic.Oilesięniemylę,kobietysłużąmu
wyłączniedojednegocelu.

Lettyznowusięzarumieniła,apotemodetchnęłazulgą.

-Indio,wychodzi.Bogudzięki.-Staławoknie,patrzącnaodjeżdżającypowóz.-

Powinnyśmyzejśćnadół.

-Zachwilę.Letty,wujzpewnościąbędzienasznówwypytywał,cozamierzamy.Masz
jakiśpomysł?

-Nicminieprzychodzidogłowy-przyznałabezradnieLetty.-Nawetgdybypani
Guardingzaproponowałamiposadę,niemogłabymjejprzyjąć,boniepotrafięuczyć.Jeśli
zostanędamądotowarzystwa,będęmusiałaopuścićdom.-Wargijejdrżały.

-Kochanie,przestańrozpaczać.Wprzeciwieństwiedomnieznaszsięnaszyciu,pozatym
ładnieśpiewasz.Mogłabyśdawaćlekcje.

-UpaniGuarding?Wujniepochwalitakiegorozwiązania.

-Wcaletegonieoczekuję.WinipaniąGuardingzapostępoweopiniegłoszoneprzez
Hester,aleniemaracji.Hestermyślałabysamodzielnieniezależnieodtego.ktobyją
uczył.

-Indiazachichotała.-Wujłudzisię,żeprzemówięjejdorozsądkuipomogęzrozumieć,
naczympolegapowinnośćkobiety.Jaksiędomyślasz,chodziomałżeństwo.

-Życzęszczęścia-powiedziałaLetty.Rozchmurzyłasięidodałapogodniej:-Możeją
dziśodwiedzimy?Znawszystkiemiejscoweploteczki.

-Wtakimraziewybierzmysięrazemnamiłąpogawędkę.Mamabędziespałaprzezkilka
godzin,możemywięcpojechaćzwujem.Takaodmianadobrzecizrobi.

-Bardzochętnie.Ostatnionaszeżyciejesttakiemonotonne.Samezmartwieniai
rozczarowania.-Lettyznowuspochmurniała.-Miałamnadzieję,żeOliverdomnie
napisze,chociażmuzapowiedziałam,żetrzebaporzucićmyślozaręczynach.

-Bzdura!Przestańbyćgłupiągąską.Nieufaszmu?Jeślinaprawdękocha,łatwozciebie
niezrezygnuje.

Wytrzyjoczy.Schodzimynadół.Ciekawe,cowujmanamdopowiedzenia.Ishampewnie
zaproponował,żebynasposłaćdokopalnisoli,gdziezarobimynakawałeksuchego
chleba.

Taabsurdalnawizjasprawiławkońcu,żeuśmiechpowróciłnatwarzLetty.Protestując
energicznieprzeciwkobezsensownympomysłom,szłazasiostrąposchodach.

-TwoimzdaniemIshamjestzdolnydowszystkiego-żartowała.MimotonawetIndianie

background image

byłaprzygotowananawstrząs,którymstałasięnowinaoznajmionaprzezsirJamesa.

Minęmiałtakpoważną,żeobiesiostrynatychmiastogarnąłstrach.

-Ocochodzi?-zapytałaIndia.-Ishamżądawięcej?Przecieżnicnamniezostało.

-Usiądźcie,mojedrogie.Niewtymrzecz.Ishamsięoświadczył.Chcepoślubić…jednąz
was.Samemaciezdecydować,którazaniegowyjdzie.

ROZDZIAŁDRUGI

PrzezkilkachwilzdumionaIndianiebyławstaniewykrztusićsłowa,leczwkrótce
odzyskałazdolnośćmówienia,anajejtwarzypojawiłsięuśmiech.

-Wujku,domyślamsię,żechcesznasukaraćzaopryskliwośćwobeclordaIshama.Cóżto
zalosdlamłodejpanny!Okropnaperspektywa,nawetgdybyśżartował.-Zpogodnąminą
spojrzałanawuja,leczniedostrzegałanajegotwarzyoznakrozbawienia.Obserwowała
gozniedowierzaniem.-Chybaniemówiszpoważnie!JeślilordIshamzamierzałdowieść,
żemapoczuciehumoru,toniejestononajwyższejpróby.Czyniedośćzaszkodziłnaszej
rodzinie?

Nadodatekmusiznasdrwić?Miałamnadzieję,żepokażeszmudrzwi.

-Tegoniezrobiłem,apropozycjaniebyłażartem.Zdumiewaszmnie,drogiedziecko,
chociażgotówjestemtłumaczyćtwojesłowazaskoczeniem.WobeclordaIshama
zachowałaśsięwsposóbpozostawiającywieledożyczenia.Niespodziewałemsię,żeze
stronymojejrodzinyspotkagotakiafront.

-Afront?-krzyknęłazacietrzewionaIndia.-Tenczłowiekjestnaszymwrogiem.

Twoimzdaniemmamysiędoniegoprzymilać?

-Zapominaszsię,Indio.Czymamporazwtóryprzypomniećci,żeIshamniezmusił

twegoojca,bysiadłznimdogry?Rozczarowałaśmnie.Tupotrzebazdrowegorozsądku,
aniedąsów-przemawiałsurowo,leczIndiabyłazbytporuszona,byzwracaćuwagęna
niezadowoleniewuja.

-Chybaniewierzysz,żemówiłserio.Niesłyszałamdotądopodobnychoświadczynach.
Chceszpowiedzieć,żeIshamowijestwszystkojedno?Obiesięnadajemy?

Ależtoobraźliwe!Daruj,leczjegointencjewydająsiępodejrzane.

-Indio,niejesteśdzieckiem.Oświadczynyistotniebyłyniezwykłe,alerzeczwtym,że
potrzebnymuspadkobierca.Wrazienagłegozgonutytułprzechodzinaprzyrodniego
brata,Henry’egoSaltona,któryniemazadatków…-urwał,niekończączdania.

Indiausiłowałaodzyskaćpanowanienadsobą.

-AzatemIshampragniemiećspadkobiercę.Tomogęprzyjąćdowiadomości,aleczemu
starasięoLettylubomnie?Wszystkielondyńskiematronyzajmującesięswataniempar
odlatnaniegopolują.Mógłbyprzebieraćwkandydatkach.

-Przykromi,żeprzypisujeszmuwyłączniezłeintencje.Nieprzyszłocidogłowy,żeion
masumienie?Doskonalezdajesobiesprawę,jakwyglądaterazwaszeżycie.-Mam
rozumieć,żejegooświadczynytoswoistadobroczynność?Chcewtensposóbzagłuszyć

background image

poczuciewiny?Uważanaszagodnepolitowanianędzarki?Codomnie,nieskorzystamz
jegooferty.Niechgdzieindziejszukachętnej.

-Głupstwagadasziprzemawiaprzezciebiewyłącznieduma.AcoztwojąmamąiLetty?

Indiaspojrzałanasiostrę,któramiałałzywoczach.

-Wujmarację-szepnęłaLetty.-Intencjejegolordowskiejmościsąchwalebneinie
powinnyśmysięnaniegoobrażać.

-Owszem,mojadroga.-SirJameszzadowoleniempopatrzyłnamłodszązsióstr.-

Wysłuchajciemnie,nimprzepuścicietakąokazję.Ishambędziehojny,jegożonie
przypadnieGrange.Waszamatkabędziemogłatamwrócić.Dostaniestosowneapanaże,
byżyćnaodpowiedniejstopie.Odzyskacieposagi,którezostanąznaczniepowiększone,a
przyszłaladyIshamotrzymateżinnedobra.

-Tenczłowiekpróbujenaskupić!-zawołałaoburzonaIndia.-Mamanigdysięnatonie
zgodzi.

-Opanujsię,Indio,iłaskawiespuśćniecoztonu.Oczywiścierozmówięsięzwaszą
matką,gdytylkowydobrzeje,atymczasembyłbymzobowiązany,gdybyśdarowałasobie
takieuwagi.JaksłuszniepodkreśliłaLetty,błędemjestkrytykowaćczłowieka,który
próbujenaprawićniezawinioneprzezsiebiekrzywdy.

-Zbytpochopniegooceniłam-przyznałaIndia,pochylającgłowę-alejego-

oświadczynywydająsięcałkiembezsensowne.Możnawręczuznać,żezadowoliłbysię
pierwsząlepszą.

-Wcaletakniejest,zresztąsamaotymwspomniałaś.Ishammajakieśtrzydzieścipięćlat.
Wciąguostatnichpiętnastumógłdowoliprzebieraćwkandydatkachnażonę.

Indiazcałegosercażałowała,żejejdotychczasnieznalazł,alemilczała,niechcącdrażnić
wuja.

-Wtakimraziecoteraz?

-IshamzatrzymałsięwGrange.Wrócijutropoodpowiedź.

-Takszybko?-zapytałaLettysłabymgłosem.-Medanamwięcejczasudonamysłu?

-Nie.Mojedrogie,terazmuszęwasopuścić,alewieczoremzobaczymysięponownie.

Dotegoczasuwaszamamazapewnepoczujesięlepiej,więcomówimyszczegółowotę
sprawę.

PomysłodwiedzeniaHestercałkiemwywietrzałIndiizgłowy.Zroztargnieniem
pożegnaławujaidługomilczała.DopierogłoswystraszonejLettyprzywołałjądo
rzeczywistości.

-Indio,cozrobimy?

-Nic,kochanie.Niemamypowodudoobaw.Mamaoburzysiępodobniejakmy.Nie
weźmiepoduwagętejpropozycji.

Indiasiępomyliła.Gdywieczoremprzyszładopokojumatki,zastałatamsirJamesa.

background image

PaniRushfordodmiesięcyniebyłarównieożywiona.Przywitałacórkipromiennym
uśmiechem.

-Icóż,mojedrogie?Toprawdziwyuśmiechlosu,prawda?Tegozawszedlawas
pragnęłam.Cóżzawspaniałeparantele!NawetwLondynieniemierzyłamtakwysoko.-

Wyciągnęłaręcedodziewcząt.-Awięcktórazwas?Pewnienaradziłyściesię,kiedy
spałam.

-Tylkootymrozmawiałyśmy.-Indiaspoglądałananiązezdumieniem.-Mamo,chyba
nietraktujeszpoważnietegopomysłu.Toczystyidiotyzm.OIshamiewiemytylko,że
doprowadziłnasząrodzinędoruiny.

-Zaniepokojonaobserwowałatwarzmatki,zktórejzniknąłuśmiech.

-Nieonponosiwinę-usłyszałastanowcząodpowiedź.-Tosprawkawaszegoojca.

Och,wiem,żepatrzyłaśwniegojakwobraz.-Roześmiałasięzgoryczą.-Twoim
zdaniemzawszepostępowałwłaściwie,aleterazwiesz,żebyłoinaczej.Mówisz,że
propozycjaIshamatoidiotyzm?Raczejwaszojcieczachowałsięidiotycznie.Czynadal
będzieszprzedkładaćswojąopinięponadnaszą?-Indiasięnieodezwała,więcpani
Rushforddodałajeszcze:-Maszogromneaspiracje,mojapanno,skorolordIshamniejest
dlaciebiedośćdobry,chociażniewydajemisię,żebyśmogłaprzebieraćwofertach.

Indiaprzygryzławargęiodwróciłagłowę,słysząccierpkiesłowa.

-DrogaIsabel,nieunośmysię-wtrąciłsirJamespojednawczymtonem.-Twojecórki
słaboznajążycie,więctapropozycjabyładlanichzaskoczeniem.Zanimpodejmą
decyzję,powinnydowiedziećsięczegoświęcejopochodzeniujegolordowskiejmości.

Lettyuśmiechnęłasiędowuja.PrzerażałająperspektywamałżeństwazIshamem,ale
lękałasięrównieżdalszychnapaścinasiostrę.

-Wuju,opowiedznamonim.Takniewielewiemy-powiedziała.IsabelRushfordnie
dopuściłasirJamesadosłowa.

-Dobrze,głuptasy.LordIshammaznakomitekoneksjeJegoródnależydonajstarszychw
tymkraju.Samewiecie,jakogromnyposiadamajątek.

-Owszem,alesłyszałyśmytakżeojegoutrzymancezbaletu!-wtrąciłabuntowniczo
India.

-Cozanietakt!Wobecnościwuja!-krzyknęłazezgroząjejmatka.

-Wujzdajesobiesprawę,żeniejestemdzieckiem.Dziśranodałmitodozrozumienia.

-Zapewne,leczniewypada,żebypannanawydaniuporuszałatakietematy.Muszę
przyznać,żedlamnietoprawdziwywstrząs.

-AofertaIshamanie,mamo?-śmiałozapytałaIndia.Byławniełasce,alewalczyłao
ocaleniesiebiealboLetty.Dobrzeznałamatkę,którazuporemtypowymdlaistotsłabych
ibezsilnychzawszelkącenęchciałapostawićnaswoim,cozwykłeoznaczało,żewkrótce
nastąpiatakhisterii.Lettytakżedostrzegłaniebezpieczeństwo,lecznimzdążyłasię
odezwać,matkaperorowaładalej.

-Tonieoferta,tylkooświadczyny.Zapewniamcię,zeróżnicajestogromna.Dziwięsię,

background image

żetrzebacitłumaczyćterzeczy,skorotakazciebiemądrala.

-Mamo,znaszlordaIshama?-spytałanieśmiałoLetty.

Isabelpopatrzyłanamłodszącórkęinadziejaznówjejzaświtała.

-Ależtak,kochanie-odparłaspokojniej.-Razznimrozmawiałam.Byłwyjątkowo
uprzejmy.

Pewniemiałdobryhumor,boudałomusięwyzućzmajątkukolejnegonieszczęśnika,
pomyślałaIndia.

-Zastanawiamsię-ciągnęłaLettyzminąniewiniątka-czemumimoniewątpliwych
atutówjeszczesięnieożenił.

-Wątpię,mojadroga,bymiałczasotymmyśleć.-SirJameszuznaniempopatrzyłna
Letty.-DługosłużyłpodrozkazamiWellingtonaiprzebywałzagranicą.

-Potym,jakBarbara…-IsabelspojrzałanasirJamesa,którynieznaczniepokręcił

głową,więcprzerwaławpółzdania.

-IshamzostałrannypodTalaverą-dodałpospieszniewuj.-Obrażeniabyłytakpoważne,
żemusiałwrócićdoAnglii.

-Zpewnościącechujegoodwaga-przyznałaLetty,ajejmatkasięrozpromieniła.

-Toprawda,mojedrogiedziecko.Mamrozumieć,żeprzyjmieszjegooświadczyny?

Lettyosłupiała.Przecieżwcaletegoniepowiedziała.Łzynapłynęłyjejdooczu.

-Och,nie!-zawołała.-Niemogę.SkoroOliverjestdlamniestracony,nigdyniewyjdę
zamąż.

Tesłowanieuchronniespowodowałyatakhisterii.IsabelRushfordrzuciłasięnapoduszki,
zerwałaczepekipoddałasięczarnejrozpaczy.Wygłosiłaprzerywanąurywanym
szlochemtyradęotypowejdladzisiejszychczasówniewdzięcznościcórek,którepragną
widziećmatkęwyrzuconąnabrukiumierającązgłodu.Indiaznałanapamięćtezarzuty,
lecznadalbrałajesobiedoserca.TerazjednakwidzącłzywoczachLettyiwielkie
zakłopotaniewuja,starałasięprzedewszystkimzałagodzićsytuację.

-Czymożemyrozmawiaćspokojnie?-zapytałaruskim,dźwięcznymgłosem
wybijającymsięponadhisterycznąperorę,-Możeniepotrzebniezgłaszamtyle
wątpliwości,leczskorojeprzedstawiłam,niechwujpowie,conatentematsądzi.

Zapadłacisza.PaniRushtbrdprzestałaszlochaćijednymokiemzerknęłapodejrzliwiezza
mokrejchusteczki.

-Rzeczwyglądadokładnietak,jakcitłumaczyłem,Indio.-SirJameszwyraźnąulgą
usiadłznówwfotelu.Nielubiłkobiecychfochów.Winnejsytuacjipewniebyumknął,nie
chcącbyćświadkiemtejsceny,alesprawabyłaniezwykłejwagi,awtakichrazach
tchórzo-stwoniepopłaca.-Ishamzpewnościąbędziehojny-ciągnął.-Nieposkąpi
grosza.JużterazzarządziłwGrangepoważnyremont.Mamnadzieję,żepodejmiecie
decyzjępogłębokimnamyśle.Małżeństwoniewątpliwieodmieniżyciecałejwaszej
trójki.

background image

-Nieodrzucicietychoświadczyn,prawda?-wykrzyknęłapaniRushford.-Możeudasię
skłonićIshama,żebypomógłGilesowi.-SpojrzałaznacząconaIndie,świadomajej
serdecznegoprzywiązaniadobrata.-Pamiętajcie,żewgręwchodziszczęściewieluludzi.

Niewolnomyślećtylkoosobie,towyjątkowesamolubstwo.

Indiamilczała.Doskonalewiedziała,jakrozumiećstwierdzeniematki.Moralnyszantaż
byłjejulubionąironią..

-Ishamwyglądaponuro:brunet,smagłacera-jęknęłazrozpaczonaLetty,śmielszaniż
zwykle.-Bojęsięgo!Mamo,niekażmizaniegowychodzić.

Indiapołożyładłońnajejramieniuiwmilczeniuścisnęłajemocno.

-Twoimzdaniemjestszpetny?-żachnęłasięIsabel.-Pozwólsobie,przypomnieć,moja
panno,żepoślubiłamnajprzystojniejszegokawalerawLondynie.Iconamztego
przyszło?

-Zgadzamsię,żeurodatoniewszystko-powiedziałacichoIndia.-Wspomniałeśchyba,
wuju,żeIshamwrócitujutro.

-Popołudniu,zapewneoczwartej.Takprzynajmniejzapowiedział.

-WtakimrazieczymogłabymranospotkaćsięzHester?Wiekijejniewidziałam.

SirJameswahałsięprzezmoment,szukającpretekstudoodmowy.Jegostarszacórka,
zdecydowanaprzeciwniczkamałżeństwa,zpewnościąbędzieodradzaćkuzynkomten
związek.PaniRushfordtakżedostrzegłaniebezpieczeństwo.

-Zapomniałaś,kochanie,żejutromanasodwiedzićsirWilliam?-zapytałasłodkim
głosem.-Zpewnościąpoczujesięurażony,jeślicięniezastanie.

ObiepannyRushforddopieroterazusłyszałyoplanowanejwizycie,aIndianatychmiast
pojęła,wczymrzecz.Chodziłooto,żebyzawszelkącenęudaremnićrozmowęzeszczerą
iodważnąHester.ZwróciłasiędosirJamesa.

-Jesteśpewny,wuju,żenicnamniezostało?Straciłyśmywszystkodoostatniejgwinei?

-Niestety,mojadroga.Bardzomiprzykroztegopowodu,alenicjużniemożnaporadzić.

ZpewnychpowodówostatniepytanieIndiizaniepokoiłogoznaczniebardziejniż
wszystkiepoprzednie.Rzuciłjejbadawczespojrzenie.Tadziewczynamiałaswójrozum.

Obytylkonigdysięniedowiedziała,jaktrudnomubyłospłacićczęściowodługijejojca
przyzachowaniufinansowejrównowagi.Musiałodłożyćremontdachu,alehonorrodziny
byłdlaniegoważniejszy.Indiapowstrzymałasięoddalszychpytańipowiedziałado
matki:

-Czypozwolisz,żebymjutroporozmawiałazlordemIshamemwczteryoczy?

Będzieszzbytsłaba,żebygoprzyjąć.Niemarównieżpowodu,abywujponowniesiędo
nasfatygował.

-Bzdura.-IsabelRushfordbardzosięzaniepokoiła.-Wykluczone.Toniewypada.

Pozatymczujęsięznacznielepiej.

background image

-Przyszłomidogłowy,żegdybymgolepiejpoznała…

-Maszskłonnośćdoprzesadnejotwartości.-Spojrzałapodejrzliwienacórkę.-Uwagi
podobnedowypowiedzianychtudzisiajszybkogozniechęcą.

-Obiecuję,żegonieodstraszę.-Indiapróbowałazyskaćnaczasie.

-Mojakochanacóreczka!-rozpromieniłasięIsabel.-Zawszemiałaśsporozdrowego
rozsądku,apozatymnikogoniedarzyszuczuciem.-ZwróciłasiędosirJamesa.-Szkoda,
żewczasielondyńskiegosezonuniktsiębiednejIndiinieoświadczył.

-Tooznacza,żekawalerombrakgustu-odparłzgalanterią.-Namniejużpora,ale
proszę,drogiedziewczęta,żebyściesiędobrzenamyśliły.Jednazwaszrobidobrąpartię.

Lettyniemogłasiędoczekać,kiedyzostaniesamazIndią.Gdywyszłyzsypialni
rozmarzonejiuradowanejmatki,chwyciładłońsiostryipociągnęłajązasobądopokoju
Indii.

-Corobić?-krzyknęłaboleśnie.-Mamajestcałymsercemzatymmałżeństwem.

-Niemampomysłu-wyznałaIndia.-Letty,czywidziałaś,jakąminęzrobiłwujek,kiedy
spytałamgoopieniądze?

-Kochanie,chybaniewierzysz,żemógłbyukryćdochody,którenamsięnależą.

-Ależskąd!Obawiamsię,żenaszmajątekwręczniewystarczyłnapokryciedługów.

Moimzdaniemwujspłaciłresztę.

-Och,nie!Tobyłobyokropne!AcodoślubuzIshamem…Indio,niemogępozwolić,aby
tobrzemięspadłonaciebie.Dlaczegozgodziłaśsięznimspotkać?Przecieżgonie
znosisz,więc…Chybaniezamierzaszprzyjąćoświadczyn?

-Musiałamcośpowiedzieć.Mamacorazbardziejsiędenerwowała,awujnienawidzi
takichscen.-Indiawestchnęła.-Liczęnacud,alechciałabymrównieżzyskaćnaczasie.

Szkoda,żeniematuGilesa.Możeznalazłbywyjściezsytuacji,pozatymmamaliczysię
zjegozdaniem.

-Acóżbyzdołałuczynić?Wszyscyjesteśmynędzarzami.Utratamajątkubyładlaniego
ciosem.Marzył,żebędzienimzarządzać.

-Wiem-odparłazroztargnieniemIndia.-Kochanie,niebędziesznamniezła,jeślisię
położę?Jeszcze-wcześnie,aległowamipęka.

LettybardzowspółczułaIndii,więcbezzbędnychceregielidałajejspokój,bodomyślała
się,żesiostrachcezostaćsama.

-Napewnocośwymyślisz.Zawszetakjest-dodałaufnie,pocałowałająwczołoiwyszła
zpokoju.

WumyśleIndiipanowałkompletnyzamęt.Byłaświadoma,żeLettydaremniepokładaw
niejnadzieję.

Ztejsytuacjiniebyłoinnegowyjściapróczzgodynaniechcianemałżeństwo.Kochany
wujniemożenadalłożyćnaichutrzymanie.

background image

Liczyłajedynienato,żeniespodobasięIshamowi,aleitakierozwiązaniebudziłowniej
opory,bowówczasLettymusiałabygopoślubić.Takbyćniemoże.Łagodnadziewczyna
niepasowaładotegogbura,któryzmieniłbyjejżyciewpasmoudręk.

Indiazastanawiałasię,czypoewentualnymślubiepotrafiłabyodpłacićIshamowiza
finansowąruinę,doktórejichdoprowadził.Myślozemściebyłakusząca.Należałojednak
wziąćpoduwagętakżeinneczynniki.JakoladyIshambyłabyosobąwpływowąze
względunaprestiżstaregorodu,arystokratycznytytułiwielkimajątek.Mogłabypomóc
Gilesowi,matkadokońcażyciaopływałabywdostatki,aLettypoodzyskaniuposagu
mogłabywyjśćzaukochanego.Wieleprzemawiałozapoślubieniemjegolordowskiej
mości,zdrugiejstronyjednakwewnętrznygłospodpowiadałIndii,żebytegonierobiła.
Trudnojejbyłozapomniećociemnychstronachowegomałżeństwa.Mężczyźnipokroju
Ishamabudziliwniejodrazę.Przecieżtograczinikczemnikmającywpogardziekobiety.
Czytakiebyłojejprzeznaczenie?Czytoostatecznykresmarzeńoszczęściu?Długo
leżałabezsennie,wpatrzonawciemność,aleoświciepodjęładecyzję.

Gdynastępnegodniaprzejrzałasięwlustrze,tylkocieniepodlśniącymi,piwnymioczami
zdradzały,żemazasobąnieprzespanąnoc.Cerajakzwyklebyłajasnaigładka.

Indiawzdychała,szczotkującgęstekasztanowewłosy.Dałabywiele,żebyskorzystać
terazzusługmodnegolondyńskiegofryzjera,którypotrafiłtakułożyćniesfornączuprynę,
żebypodkreślićwysokiekościpoliczkoweiładniezarysowanyprofil.Starałasię
naśladowaćmistrza,leczefektpozostawiałwieledożyczenia.

Ponamyśleuznała,żeIshamowijestwszystkojedno.Niepotrzebujeukochanej,tylko
kobiety,któranieskompromitujegowtowarzystwieiurodzimuspadkobiercę.Indianie
pasowaładoobowiązującegowzoruurody,leczwystarczyłrzutoka,byrozpoznaćwniej
damęzdobrymrodowodem.Skrzywiłasię,ponieważokreślenieprzywodziłonamyśl
rasowąklacz,ajegokonsekwencjeprzyprawiałyjąomdłości.Wzdrygnęłasię.Czy
pozwolisiędotknąćIshamowi?Wszystkiejejzmysłyburzyłysięprzeciwkotemu.
Przełykającłzy,pospieszyładosalonu.

Zastałatampastorapogrążonegowrozmowiezmatką.WielebnyWilliamPerceval,
młodszybratsirJamesa,odlatosiadływparafii,byłuroczymczłowiekiemiulubieńcem
sióstrRushford.Indiaucałowałagoserdecznieiwypytałaozdrowierodziny.

-WaszaciociaElizabethmasiędobrze,alenarzekanazimowychłódiwilgoć.

Dziewczęta,rzeczjasna,niezwracająuwaginatakiebłahostki.Toprzywilejmłodości-

odparłpogodnie.Indiauśmiechnęłasięnamyślociotce,któraotwarciedawałado
zrozumienia,żenienawidzizimspędzanychnaplebaniinękanejprzeciągami,leczniewy-
godyznosiłamężnie,jakprzystałochrześcijance.-Waszamamawspomniałao
oświadczynachlordaIshama-ciągnąłpastor,spoglądajączczułościąnamłodąkuzynkę.-

Zdziwiłomnietrochęjejporannezaproszenie…

Indiaunikaławzrokumatki.Słusznieuważała,żepowiastkaowizyciesirWilliama
zostaławyssanazpalca,żebyuniemożliwićjejodwiedzenieHester.

-Zawszemiłocięzobaczyć-odparłaszczerze.

-Acozoświadczynami?Jaksięnaniezapatrujesz?

background image

-Byłyprawdziwymzaskoczeniem.-Indianiezamierzaładodawaćnicwięcej,alewujbył
zaciekawiony.RzadkopoświęcałczaspaniRushford,którąuważałzahisteryczkęi
hipochondryczkę.Doskonalewiedział,jakichsposobówsięima,żebypostawićnaswoim.

WielokrotniezdarzałomusiędziękowaćBogu,żebratzdwusióstrwybrał

rozsądniejsząiwziąłjązażonę.

Adziewczęta?BiednaLettysprawiaławrażeniezatroskanej,aIndiabyławprawdzie
opanowana,leczukrywałaogromnezdenerwowanie.Pastorniewielemógłdlanichzrobić
bezjawnegoingerowaniawżycierodziny.Naraziezadowoliłsięuwagą,żepartiajest
znakomita,aniespodziewaneoświadczynywartorozważyć.

-Drogipastorze,odwujamoichcórekspodziewałamsięwiększejtroskioichprzyszłość.
Nadczymsiętuzastanawiać?Podobnaokazjawięcejsięniepowtórzy.

-Czymojekuzynkirównieżsątegozdania?-spytałpogodnie,świadomynapięcia
panującegowsalonie.Zapadłomilczenie,którebyłowystarczającowymowne.Pani
Rushfordrzuciłapastorowimorderczespojrzenie,apotemdodała,próbujączałagodzić
sytuację:

-Cóżmłodepanienkiwiedząotakichsprawach?Doroślimusząnimipokierować.

-Rozumiem-odparłzgodniezprawdą.Doskonalezdawałsobiesprawę,wczymrzecz.

Dziewczętanieza-znająspokoju,ażjednaznichprzyjmieoświadczynylordaIshama.

Pastoruznał,żewostatecznościodmówiudzieleniaślubuzbogatymkonkurentem,jeśli
pannamłodazostaniezmuszonadozamążpójścia.PaniRushfordpojegominiepoznała,
nacosięzanosi,inatychmiastzmieniłatemat.

-Sąjakieświeścinatematmarkizy?-zapytała.-Jakatodziwnasprawa.

-Wistocie.Krążąrozmaiteplotki,lecztrudnoznaleźćwnichziarnoprawdy.Tyle
miesięcyminęło,odkądwidzianojąporazostatni,żemożemysiętylkomodlić,bynie
spotkałabiedaczkijakaśzłaprzygoda.

-Mówisię,żeSywelljązamordował-oznajmiłazaaferowanapaniRushford.

-Pogłoskinieznajdującepotwierdzeniawfaktach,Isabel.Markizjestgwałtownikiem
skłonnymdoużywaniaprzemocy,alemoimzdaniemwobecżonynigdybysięnatonie
zdobył.Byłjejbardzooddany.

-Alegdzieonasiępodziała?

-Chybaniktniepotrafiodpowiedziećnatopytanie.Zamierzałemporozmawiaćz
markizem,aleniejestemwopactwiemilewidziany.Jakciwiadomo,odpoczątku
sprzeciwiałemsiętemumałżeństwu.Gdymajłączysięzgrudniem,prognozyniesą
optymistyczne,aprzecieżLouiseHanslopebyłaniemaldzieckiem,gdyodważyłasię
poślubićmężczyznętrzyrazyodniejstarszego.Przeczuwałem,żetosięźleskończy.

-Twoimzdaniemjestistotne,żebyprzyszlimałżonkowiedosiebiepasowali?-zapytała
cichoIndia.

-Wrzeczysamej.-Pastoruśmiechnąłsię.-Nawetjeśliwszystkodobrzesięukłada,stan
małżeńskitrudnonazwaćsielanką.Gdyrodzisięuczucie,większośćludziwogólenie

background image

myśliotakichsprawach,alenieulegawątpliwości,żewspólneżyciewymaga
opanowania,tolerancjiorazgotowościdopoświęceń.Tezaletytorzadkośćwśród
bliźnich.Najlepiej,gdymałżonkowiesązarazemprzyjaciółmi.

-Brzmipięknie,leczmałorealnie-zauważyłaIndia.

-Aletakbywa,mojadroga,awówczasnaprawdężyjemypełniążycia.Niezamierzam
terazwygłaszaćkazania,będzienanieczaswniedzielę,alejeślizechceszsięzemną
zobaczyć,przyjdźkoniecznie.

Ledwiedrzwisięzanimzamknęły,Isabeldaławyrazniezadowoleniu.

-Zastanawiamsię,skądwujowiprzyszłodogłowy,żechciałybyścieznimporozmawiać.
Mamanajlepiejwamdoradzi.

-Moimzdaniemwspomniałotymzczystejżyczliwości-odparłaLetty,alematkazbyła
jąpogardliwymprychnięciem.Niebyłaszczególniereligijna,leczregularnie
uczestniczyławnabożeństwach,żebyzupodobaniemgraćrolęzbolałejwdowyisłuchać
plotek.OstrymtonemzwróciłasiędoIndii:-Mamnadzieję,żeprzedwizytąlordaIshama
zmieniszsuknię.Takrepawyglądapaskudnie.

-Włożyłamnajcieplejszeubranie,mamo-wyjaśniłaIndia.-Pogodajestokropna,adom
zimny.Chcesz,żebymzmarzła,starającsięprzypodobaćlordowiIshamowi?

-Dlaczegostalemisięsprzeciwiasz?Wiem,żeczarnajedwabnazewstawkamibyła
przerabianaifarbowana,alebardziejciwniejdotwarzy.

PaniRushfordszczerzecieszyłasięzoświadczynIshama,ajednakpełnaniepokoju
czekałanajegowizytę.Wolałaby,żebywybrałLetty,choćżyczyłsobie,bypannysame
podjęłydecyzję.ZawszelkącenęnależałoudaremnićIndiirozmowęwczteryoczyzjego
lordowskąmością.Córkaprzyrzekławprawdzie,żegoniezniechęci,aleczybędziew
staniedotrzymaćobietnicy?IsabelRushfordzdawałasobiesprawę,żeporaużyć
najmocniejszegoargumentu.

-Pomyślobracie-zachęciła.-ZpewnościądziękiIshamowiznajdziedobrąposadę.

Jegolordowskamośćmazapewnewswoichdobrachkilkadochodowychparafii.

-O,nie!Gilesmiałbyzostaćpastorem?-Lettyniezdołałapowstrzymaćśmiechu.-Coza
pomysł,mamo!

-Niemówbzdur,głupiadziewczyno!Niechsamdecyduje.

-Zpewnościątakbędzie.-Indiarzuciłasiostrzeporozumiewawczespojrzenie.Pani
Rushfordzmieniłasięniedopoznania.Wczorajsłabaichora,dziśczułasięmatką
przyszłejladyIshaminabrałaprzekonania,żewpływowipowinowacibędąsięliczyćzjej
zdaniem.

-Niewydajemisię,żebyIshamchętniesłuchałcudzychrad-zauważyłaIndia.

-Zapewnetakjestobecnie,leczsytuacjajegożonybędziewyjątkowa.Całkieminna!

Zapamiętajsobiemojesłowa!

TauwagawcaleniebyładlaIndiipociechą.Wmiaręjaknadchodziłagodzinaferalnego
spotkania,uciskwżołądkustawałsięcorazdokuczliwszy.Indiałudziłasięjeszcze,że

background image

Ishamodwołaniezwykłeoświadczyny.Ktowie,czypodobrzeprzespanejnocynie
zmieniłdecyzji.Niemogłajednakliczyćnatakpomyślnerozwiązanie.Chcącniechcąc,
zasiadładoprostegoposiłku.Nastoleczekałozimnemięso.

-Jedz,mojedziecko!-namawiałamatka.-Zemdlejesz,jeślibędzieszsięgłodzić.Nie
możnapozwolić,abylordIshamuznał,żejesteśsłabowita.Niepokoimnietwojabladość.

Jakaszkoda,żenosiszżałobę.Chybapowinnaśzmienićsuknię.Czyszaraniebyłaby
lepsza?

-Mamo,przecieżtobezznaczenia-protestowałaIndia.-WczorajlordIshamwidział

naswzwykłychporannychsukienkach,więcniemazłudzeńcodonaszegowyglądu.

-Rób,comówię!-odparłazezłościąpaniRushford.-Lettyrównieżmusisięprzebrać,bo
wyglądajakpraczka.

Dziewczętawyszłybezsłowa.GdyznalazłysięwpokojuLetty,tachwyciładłońIndii.

Zjejoczuwyzierałaobawa.

-Błagam,niebierztegonasiebie!Niemożeszsiędlamniepoświęcać!

-Doprawdyniewiem,doczegozmierzasz.-Indiazdecydowałasięnaniewinne
kłamstwo.-Decyzjajeszczeniezapadła.Wiesz,żechcęzyskaćnaczasie.

-Niepróbujmniezwodzić.Zbytdobrzecięznam.Zamierzaszgoprzyjąć,tak?

-Chcęznimporozmawiać.Jakwspomniałam,prawiegonieznamy.Możeokazaćsię
rozsądniejszy,niżnamsięwydaje.Ktowie,czynieudamisięgoskłonić,abypoczekałz
decyzjąprzynajmniejdopowrotuGilesa.

-Conamprzyjdzieztakiejzwłoki?

-MożeGilessłyszałodobrejposadzie,którapozwolimuodzyskaćmajątek?-Wgłębi
duchaIndiabyłaprzekonana,żetomrzonki,alenietraciłanadziei.-Naraziemuszęsama
porozmawiaćzIshamem.Mamaniechcesłyszećozwłoce,więcnimsięobejrzymy,jedna
znasbędziezaręczonaztymokropnymczłowiekiem.

Lettynadałbyłazatroskana.Niedowierzałasiostrze,aleprzyrzekła,żeprzekonamatkęi
uzyskaodniejzgodę,byIndiamogłanaosobnościporozmawiaćzlordem.

-Alemusiszdaćmisłowo.

-Siostrzyczko,niejestemtypemmęczennicy.Jeśliinnesposobyzawiodą,przystanęna
zaręczyny.Mogęjepóźniejzerwać.

-Chybatak.-Lettyuśmiechnęłasięblado.-Kochanie,czujęsięokropnąegoistką,bo
natychmiastodmówiłam.

-Dośćtego.-Indiapopatrzyłanazegar.-Pomóżmi.Ishamnapewnozjawisię
punktualnie.

Miałarację.Długonieczekały.Ledwiezegarwybiłczwartą,zaanonsowanolordaIshama,
któryzostałwprowadzonydosalonu.GdywitałsięzpaniąRushford,Indiaobrzuciłago
uważnymspojrzeniem.Zamiaststrojudokonnejjazdy,miałdziśnasobiewytworniejszy
ubiór,lecznienagannieskrojonysurdutpodkreślałszerokiebaryorazpotężną

background image

muskulaturę.Ishamniemiałwsobieniczdandysa.Indiabyłaprzekonana,żepowłożeniu
ubraniawogóleniezastanawiałsięnadswoimwyglądem.

Jegomanierybyłynieskazitelne,ajednakprzyjemnynastrójpanującywsalonienagle
zostałzmącony.Indiaodniosławrażenie,jakbymocnypowiewwiatruzmiótłwszelkie
towarzyskiekonwenanse.Zpozoruodczucietowydawałosiębezpodstawne.Ishambył

arystokratąwkażdymcalu.Jakwielumężczyznimponującejpostury,poruszałsięz
niezwykłąlekkościąiwdziękiem.Odetchnęłaukradkiem,botymrazemoszczędziłjej
taksującychspojrzeńibawiłrozmowąjejmatkę.

-Mamnadzieję,żezastajępaniąwdobrymzdrowiu-rzekłprzyciszonymgłosem.-

Bardzomniezaniepokoiływieściopanichorobie.

-Nicpoważnego,milordzie.-PaniRushfordzbyłalekceważącowzmiankęoswej
niedyspozycji.-Zwykłamigrenawywołanafatalnąpogodą.Toprawdziwaradośćwidzieć
znówpanawAbbotQuincey.

-Dobrzeznapanitestrony?

-Urodziłamsiętutaj,amojecórkiprzyszłynaświatw…wGrange.

-Ach,tak!-Ishambezśladuzakłopotaniaprzyjąłwzmiankęoswymnajnowszym
nabytku.-Właśniestamtądprzyjeżdżam.Obawiamsię,żekoniecznyjestpoważny
remont.

Czyzechcepaniwesprzećmniedobrąradą?

Indiazerknęłanasiostrę.Lordbezwątpieniaznalazłdrogędosercaichmatki.Przez
następnepółgodzinyIndiaprzysłuchiwałasięrozmowieozmianach,któremusząbyć
dokonanewGrange,orazprzymiotachposzczególnychrzemieślnikówzmiasteczka.

Popatrzyłanaswojedłonie,którelekkodrżały,więcukryłajewfałdachsukni.Ściskałoją
wżołądku,alenatojużnicniemogłaporadzić.Szykującsiędorozmowy,zebrałacałą
odwagę,któraszybkojąopuściła.Indiamarzyła,bynajgorszemiećjużzasobą,lecz
wiekiminęły,nimmatkapodniosłasięiskinęłanaLetty.

-Proszędarować,milordzie,aleIndiachciałabyzpanemporozmawiać.

Ishamskłoniłsięwmilczeniuiotworzyłprzednimidrzwi.Kiedyjezamknął,odwrócił

sięioparłonieplecami.PrzezchwilęwystraszonaIndiaczułasięjakschwytanaw
pułapkę.

Ishamobrzuciłjąprzeciągłym,badawczymspojrzeniem.

-Azatempanijestbarankiemofiarnym-rzekłwkońcu.-Lostakchciał,mojadroga!

ROZDZIAŁTRZECI

Początekrozmowyokazałsięniefortunny,więcIndiautkwiławzrokwdywanie.

-Mówipanzagadkami,milordzie-odparła.-Proszęusiąść.-Drżącedłonieukryław
fałdachsukni.Trudnojejbyłozebraćmyśliwobecnościwysokiego,barczystegoIshama,
któryposłuszniezająłmiejsce.

background image

-Cóżzaspokój,pannoRushford!Niepasujedopani.Bardziejmisiępodobałatamta
złośnica,naktórąwczorajnatknąłemsięwdrzwiach.

Indiachętnieodcięłabysię,mówiąc,żenicjejnieobchodząjegogusta,aleniemogła
sobienatopozwolić.

-Chciałpanzemnąmówić,prawda?

-Wydawałomisię,żeraczejpanizależałonatejrozmowie.

Bezpośpiechuponowniezmierzyłjąuważnymspojrzeniem.Przypomniałasobieuwagę
Letty,żepodjegowzrokiemczułasięobnażona.Indiarównieżodniosłatakiewrażenie.

Próbowałaopanowaćgniew.Tenczłowiektoimpertynent!Przekonasię,żemawniej
godnąprzeciwniczkę.

-Wujwspomniał,żeszukapankandydatkinażonę-ciągnęłalodowatymtonem.-Jak
rozumiem,oświadczyłsiępanomnie.

-Oświadczynydotyczyłyobupań-poprawił,jakbychciałjąobrazić.Indiajeszcze
bardziejsięrozzłościła,kiedydodałdrwiącymtonem:-Siostrauchodzizaładniejszą,ale
trzebaprzyznać,żepanicośwsobiema.WLondynieczęstoprzychodziłamidogłowyta
myśl.

-WLondynie?-Indiapopatrzyłananiego.-Chybaniebyliśmysobieprzedstawieni.

-Wcaletegoniepowiedziałem.Niezaglądapanidosalonówgry,aledziewczynapani
wzrosturzucasięwoczy.-UpokorzonaIndiaspłonęłarumieńcem.Nakońcujęzykamiała
ciętąripostę,aleniezdążyłajejwypowiedzieć,boIshamdodał:-Niemasięczego
wstydzić.

Przecieżtoniepaniwina.Ilekroćpatrzęnawysokiekobiety,dochodzędowniosku,że
cechujejegracjaiwytworność,którejmogąimpozazdrościćniższekuzynki.

-Jakipanmiły!-rzuciła.-Ainneuwaginatematmojejaparycji,milordzie?Nosjestza
długi,austazaszerokie,prawda?

Wjednejchwiliznalazłsięprzyniej.Byłacałkiemzaskoczona,gdywielkądłoniądotknął
jejpoliczkaiobróciłtwarzwswojąstronę.

-Ależskąd!Panisiebieniedocenia.Ładneoczy,ślicznacera.Awłosy?Nocóż…

dosyćoryginalne…

-Mogęnosićperukę-burknęłazwściekłością,odsuwającjegodłoń.

-Tojużlepiej!-Ishamwybuchnąłśmiechem,patrzącnaniązgóry.-Terazjestpanisobą.
Stworzymydobranąparę,mojadroga,podwarunkiem,żebędziemywobecsiebie
zupełnieszczerzy.Proszęnieudawaćpensjonarki.

Indiamilczała.Tospotkanieprzybrałocałkiemnieoczekiwanyprzebieg.Ishampróbował
wyprowadzićjązrównowagiiwyraźniechciał,żebystraciłacierpliwość.

-Nietakszybko,milordzie-odparła.-Wogólepananieznam.

-Aletoiowodopanidotarło.Copaniąoburza?Grawkarty?Utrzymankazbaletu?

background image

TegojużbyłodlaIndiizawiele.Zerwałasięispojrzałamuprostowoczy.

-Chcemniepanobrazić?Jeślitak,zastanawiamsię,pocotawizyta.

-Przyjechałem,żebysiępanioświadczyć.Czyzostanęprzyjęty?Obiecujęzapomniećo
baletnicy.-Zmieniłton,leczIndianiedałasięułagodzić.Mimotoostrożniedobierała
słowa.

-Odwujasłyszałamopańskichobietnicach.Czypanjepotwierdza?

-Skoropanisobietegożyczy,otomojepropozycje.-Spochmurniałichłodnymtonem
wymieniłkolejnepunktymałżeńskiejumowy.-Jestpanizadowolona?

-Oczywiście,dziękujębardzo.Czegopanżądawzamian?-Indiamiałaświadomość,że
złoszczągoowetargi,alenieprzejmowałasię,boślubnykontraktbyłjegopomysłem.W

rezultaciekupowałjąjakniewolnicęnawschodnimbazarze.Niemiałazamiaruudawać,
żegodzisięnamałżeństwozewzględówinnychniżmaterialne.

-Potrzebujęspadkobiercy-odparł,nieowijającwbawełnę.-Niezbędnajestmirównież
panidomu.

Zamierzamzająćsiępolityką,więcmojażonamusipokrólewskupodejmować
najwybitniejszeosobistościtegokraju.

-Dołączypandowigówczytorysów?-Indiabyłaszczerzezaciekawiona.

-Jestemzawigami.Mapanijakieśzastrzeżenia?

-Ależskąd.-Wgłębiduchabyłazadowolona,bosamaceniłaichpolitykę.

-Azatemdoszliśmydoporozumienia?-Ishamwyciągnąłrękę.

-Jeszczenie,milordzie.Potrzebujęwięcejczasudonamysłu.

-Bzdura!-rzuciłostro.-Jeśliwcześniejsiępaniniezdecydowała,proszętozrobićwtej
chwiliioszczędzićmipanieńskichfochów.-Widzącjejwahanie,dodał:-Śmiało!Niech
paniterazdamiodpowiedź,boinaczejsięwycofam.

-Skądtenpośpiech?

-Mamswojepowody,aleniezamierzamterazpanitymnudzić.

-Proponujęzaręczyny…

-Którezerwiepanipodbylepretekstem?O,nie,mojadroga.Proszęmiwierzyć,nie
jestemgłupi.Jeślizostanęprzyjęty,pobierzemysięnaBożeNarodzenie.

-Takszybko?Zaparętygodni?

Uśmiechnąłsię,widzącjejzakłopotanie,czymjeszczebardziejjąrozzłościł.Zakładała,że
jestbezlitosny,imiałarację.Niemogłaodmówićmuręki,zczegodoskonalezdawał

sobiesprawę.Napewnosiędomyślał,żedziałałapodpresją,ateraznadomiarzłego
groził,żesięwycofa.

-Postawmysprawęjasno-odparłwkońcu.-Dotrzymamzobowiązań,jeślipaniwypełni
swoje.Mniejszaożywionewobecmnieuczucia.-Wybuchnąłśmiechem.-Panimnienie
znosi,proszęniezaprzeczać.Gdybyspojrzeniemogłozabijać,leżałbymmartwyupani

background image

stóp.

Indiamilczała.Nigdydotądniespotkałapodobnegoekscentryka.Którymężczyzna
oświadczyłbysiępannieokazującejmujawnąniechęć?Powinnanatychmiastdać
Ishamowikosza,alecośjąpowstrzymałoiniebyłtojedyniewzglądnamaterialne
pożytki.Niewątpiła,żeubokulordaIshamaczekająciekaweżycie.Jakbędzie
wyglądało,gdybygoodrzuciła?PoślubieLettyprzyszłobyjejwiędnąćw
staropanieństwieizadowolićsięroląopiekunkisłabowitejmatki,odktórejnapróżno
oczekiwałabywdzięcznościiserdecznychuczuć.

-Jesteśmyposłowie,milordzie-oznajmiłanaglekuswemuzaskoczeniu.Podałamurękę,
którąująłiucałował.Poczułamiłydreszcz,gdyciepłeustamusnęłyskórę,więc
pospieszniecofnęładłoń.-Powiemymamie?

Jakmożnasiębyłodomyślić,paniRushfordoszalałazradości.Chętnieuściskałabylorda
Ishama,alekuucieszeIndiisprytnieuniknąłowychobjawówwylewności.Letty
sprawiaławrażeniezdruzgotanej.Indiachciaładoniejpodejść,leczIshamjąubiegł.
RozmawialiprzezchwilęnauboczuiLettysięrozchmurzyła,aIndiapomyślałaz
goryczą,żeIshamzjednasobiewnetcałąjejrodzinę.

-Niemaszdomniepretensji?-upewniłasiępółgłosem.-Sądziłam,żejesteśprzeciwna
temumałżeństwu.

-Istotnietakbyło-Lettysprawiaławrażeniezadowolonej-alewierzęwtwójrozsądek.

Indianiekryłazdziwienia.CzyIshamobiecałpomócGilesowi?AmożeOliverowi?

Całkiemprawdopodobne,żepostanowiłichwesprzećstosowniedoswychmożliwości.
NieudałojejsiętegodowiedziećodnieskorejdozwierzeńLetty.

OdtamtegodniaIndiamiałaniewieleczasunarozważaniesytuacji,wjakiejsięznalazła,
bonatychmiastrozpoczęłysięgorączkoweprzygotowaniadoślubu.Ishamniechciał
słyszećozwłoce,apaniRushfordprotestowałabezprzekonania,argumentując,żekończy
sięlistopad.MimoniechęcidoIshamaIndiazpodziwemobserwowała,jakradzisobiez
jejmatką.Wszelkiesporypotrafiłzdusićwzarodku,apaniRushfordniemiałacienia
szansy,byforsowaćszumneplanywystawnejceremoniiślubnej.

-Niemogęwymagaćodchorejdamytakiegowysiłku,łaskawapani.Panizdrowiejestdla
mnienajważniejsze-tłumaczyłprzyciszonymgłosem.Indiaomalniewybuchnęła
śmiechem.Zważywszynahipochondrięmatki,argumentbyłwyjątkowocelny,alelord
niepowiedziałjeszczeostatniegosłowa.-Jakpaniwspomniała,czasumamyniewiele.
Nienalegałbymnatakkrótkiczasnarzeczeństwa,gdybyniewzględy,któresądlapani
szczególnieistotne.-GdyIsabelRushfordspojrzałananiegozezdziwieniem,dodał:-

Niedawnabolesnastratapowoduje,żeniemożemyświętowaćtakhucznie,jakbyśmytego
chcieli.Gdybynieżałoba,ślubodbyłbysięwLondynie,atakmusimyzadowolićsię
skromnąuroczystością.

Tobyłostwierdzeniefaktu,niepytanie.Indiaprzypuszczała,żeodpoczątkutegowłaśnie
sobieżyczył,leczprzypisałdecyzjęmatce,azarazemprzypomniałjej,żenależy
przestrzegaćkonwenansów,naosłodędodającuwagiświadczące,żetroszczysięojej
zdrowie.

background image

-Obawiamsię,żeitakczekapaniąmnóstwopracy,bowMorningPostukażesię
wzmiankaoślubie,więcnapewnozostaniemyzasypanilistami.-Westchnąłciężko.-

Obawiamsię,żetonieuniknione.

RadosnaperspektywapoprawiłaniecohumorpaniRushford.Uśmiechnęłasięserdecznie
doprzyszłegozięciaiodeszła,zostawiającmłodychsamnasam.

-Icóż?-zacząłpogodnieIsham.-Zadowolona?Słuszniesiędomyślamsię,żeniegustuje
paniwwystawnychceremoniach?

-Agdybymmiałaochotęnahucznyślub,czytobycośzmieniło?-spytałazgodnością.

Żałowała,żewidziałuśmiechnajejtwarzy,kiedyprzejrzałajegomachinacje.

-Ależskąd,mojazłośnico!Czymamrację,sądząc,żemimowszystkożyczysobiepani
sukniślubnejiwyprawy?-zapytał,uważnieobserwującjejtwarz.-Właściwiesamio
sobiedecydujemy,azatemwtymprzypadkupannamłodaotrzymawyprawędopieropo
ślubie.

-Niemapotrzeby.Jakpanniedawnoprzypomniał,jestemwżałobie.-Obcesowa
wzmiankaośmierciojcaIndiisprawiła,żeIshamspochmurniał.

-Jakpanisobieżyczy-odparłkrótko.Indiamilczała.Zdawałojejsię,żewjegooczach
widzizniecierpliwienie,alezmieniłtemat.

-JutroranowyjeżdżamdoLondynunakilkadni-oznajmił.-Mapanidlamniejakieś
zlecenia?

-Nie,milordzie,ależyczęszczęśliwejpodróży.

-Dzięki,mojadroga-odparłironicznie.-Zwdzięcznościąprzyznaję,żedobreito.

Indio,czymożemyzapomniećokonwenansach?NaimięmiAnthony.

-Dobrze,milordzie…ToznaczyAnthony.Kiedywrócisz?

-Doprzyszłegoczwartkubędzieszpozbawionamegotowarzystwa.Muszęzałatwićkilka
spraw-wyjaśnił.Indiadomyślałasię,żenależądonichodwiedzinyubaletnicy.Toniejej
sprawa.-MamnadziejęprzywieźćtuHenry’ego.Jestmoimprzyrodnimbratem-dodał

Isham.-Będziepierwszymdrużbą.

TesłowastanowiłydlaIndiinieprzyjemneprzypomnienieokonsekwencjachjej
postanowienia,alebyłazdecydowanagraćswojąrolęjaknależy.

-Zprzyjemnościągopoznam-powiedziałauprzejmie.

Trochęjejbyłowstyd,żejestopryskliwawobecIshama,którymimojawnychafrontów
odnosiłsiędoniejzprawdziwąkurtuazją.Niespodziewaniewyciągnęłarękę,którejnie
ujął,ajegotwarzprzybraładziwnywyraz.Sprawiałwrażenieroztargnionego.

-Muszęwiedzieć…Częstowyjeżdżająpaniewieczorami?

Przyglądałamusię,zdziwionaosobliwympytaniem.

-Nie,wręczprzeciwnie-oznajmiłakrótko.Zpewnościązdawałsobiesprawę,żeniestać
ichnapowózikonie.

background image

-Domyślamsię,żeodczasudoczasukorzystająpaniezpowozusirJamesa-niedawał

zawygraną.-Czymogęprosić,żebyścieniejeździłynigdziepozmierzchu?

Indiazesztywniała.Jeszczeniebyłajegożoną.Dlaczegouznałzastosownedyktowaćjej,
comarobić?Naraziemogłaopuszczaćdom,kiedyjejsiępodobało.Ishamwpatrzonyw
twarznarzeczonejuśmiechnąłsięipokręciłgłową,apotemznowuspoważniał.

-Niebezpowoduostrzegamprzezwieczornymieskapadami.Słyszałaśozamieszkach?

-Nie,milordzie-odparłazdumiona.-Wczymrzecz?

-Wtychstronachzrobiłosięgroźnie,aniebezpieczeństwojestcorazpoważniejsze.

Pospólstwozbierasię,wieczoramigromadniewylęganadrogi,zmierzającdofabryk,
żebyjepodpalaćiniszczyćmaszyny.

-Dlaczego?Kimsąciludzie?

-Większośćstanowiąpracownicytkalni.

-Czemudewastujązakładydająceimpodstawęutrzymania?

-Bopraktycznieniemajązatrudnienia.WojnazFrancjąsprawiła,żezapotrzebowaniena
ichwyrobyorazeksporttkaninbawełnianychnakontynentspadłydojednejtrzeciej.Poza
tymzbiorybyłymarne,więccenyżywnościznaczniewzrosły.Trudnosięwyżywićza
zmniejszonewynagrodzenie.Połowamiejscowejludnościwegetujedziękijałmużnie.

-Rozumiemtychbiedaków.

-Ichrozpaczjestuzasadniona,aleniemożnatolerowaćwystępków.Nastrojesąfatalne,ci
ludziesądobrzeuzbrojeni,mająpistolety,muszkiety,siekiery.Jestjużconajmniejjedna
ofiaraśmiertelna.

Indiawstrzymałaoddech,apotempowiedziałazociąganiem:

-Nicotymniewiedziałyśmy.Anthony,dlaczegomielibyatakowaćprywatnepowozy?

Mynieopuszczamydomuwieczorami,aleobajwujowieczęstonasodwiedzają.

Ishamniezdradziłsię,czysprawiłomuprzyjemność,żezwróciłasiędoniegopoimieniu.

-Niechciałemcięprzestraszyć-tłumaczyłłagodnie-aletrzebapamiętać,żetłumbywa
nieprzewidywalny.Wszystkozależyodtego,ktonimkieruje.Wystarczykilkagorących
głów,żebyuinnychrozpalićwściekłość,awówczaspowody,któreskłoniłybiedakówdo
działania,idąwniepamięćikażdymożestaćsięichofiarą.-GdyIndiazadrżała,ujął

jejdłońiścisnąłmocno.-Wdomujesteściebezpieczne-zapewnił.-Pozatymdotejpory
nieodważylisięnapadaćzadnia.

Uniósłjejdłońdoust.Tymrazemniecofnęłaręki.Gdypodszedłbliżej,modliłasię,żeby
niepróbowałjejobjąć.Nadaluważałagozaobcegoczłowieka.Potrzebowaławięcej
czasu,żebyoswoićsięztymdziwnymmężczyzną,którytakniespodziewaniewkroczyłw
jejspokojneżycie.Kierowanytajemniczymzmysłem,pozwalającymodgadywaćjej
uczucia,ukłoniłsiętylkoipuściłjejrękę.

Indiaodwróciławzrokjakspeszonapensjonarka.Czykiedykolwiekprzynimbędziesię

background image

czułaswobodnie?Wśródjejznajomychbyłczłowiekiemwyjątkowym.Wyczuwaławnim
pierwotnąsiłęukrytąpodnienagannymimanierami.Niedałasięzwieśćkurtuazjii
urokowi.

Byłaświadoma,żepoślubiniebezpiecznegomężczyznę.

Tegodniapanienieoczekiwałyżadnychwizyt,leczniespodziewanieodwiedziłjesir
JamesPerceval.Spragnionynowinwbiegłdosalonu.

-Icóż,mojedrogie?JakwamidziezIshamem?-wypytywałzciekawością.

-Och,Jamesie,wspaniałanowina!-IsabelRushfordniekryłaradości.-Jegolordowska
mośćżenisięzIndią!

SirJamesobjąłkuzynkęigłośnocmoknąłwpoliczek.

-Znakomicie,mojedziecko!Ishamjestszczęściarzem,atyniemogłaśwybraćlepiej-

oznajmił.Indiapodziękowałazwymuszonymuśmiechem.Wcalesięniezdziwiła,gdy
wujodwróciłsiędojejmatkiipowiedziałzponurąminą:-Szkoda,żeHesternie
wykazujetylezdrowegorozsądku.Mamnadzieję,żeskoroIndiasięzaręczyła,przekona
mojąsamowolnącórkę,abyposzławjejślady.

Isabeltaktowniemilczała.Hesterniebyłajejfaworytką.Indiaczasamiupierałasięprzy
swoimzdaniu,leczwporównaniuztamtąwydawałasięwzoremposłuszeństwa.Zdaniem
paniRushfordHesterbyłataksamowolna,żeniktjejniezdołaposkromić.

-Indio,cotynato?-spytałniespokojnysirJames.-Porozmawiaszznią?

-Bardzochętnie,wujku,aleniemogęobiecać,żeudamisięjąprzekonać-odparłaz
uśmiechem.

Hester,jejnajlepszaprzyjaciółka,nieukrywałaswychpoglądównamałżeństwo.Nie
chciałastaćsięwłasnościąjakiegośmężczyzny.Indiabyłapewna,żewiadomośćo
zaręczynachnapewnoskłoniHesterdorychłychodwiedzinwLilacGottage.

Niemyliłasię.NastępnegorankasłużącazaanonsowałaHester,któranatychmiastpo
powitaniuprzeszładosednasprawy.

-Czytoprawda?-zapytała.-Ojciecpowiedziałnam,żewychodziszzamąż.

-Owszem!-Indiasięzarumieniła.-Hester,pragnęłamcięodwiedzićiwszystkoci
opowiedzieć,aleniemogłam.

-Zapewne!-odparłauszczypliwieprzyjaciółka.-Wszyscybyliśmyzdumieni.Nie
mieliśmypojęcia,nacosięzanosi.

-Jarównież.

-Azatemsłusznieprzypuszczałam,żezmuszonociędoprzyjęciaoświadczynIshama?

-Niezupełnie.Samapodjęłamdecyzję.

-Zcudząpomocą.Bezwątpieniapodgroźbąatakuhisterii.-NiechęćpaniRushforddo
Hesterbyłaodwzajemniona.-Indio,sprawajestzbytpoważna,abyulegaćtakiejpresji.
Tuchodziotwojąprzyszłość.Wybacz,żemówięśmiało,alezależyminatwoim
szczęściu.

background image

-Wiem,kochanie,leczpozwólmiwyjaśnić.Mamabyłazatymmałżeństwem,wujtakże
jepopiera.

-Naturalnie.Kochanyojciec!Jegozdaniemkobietamatylkojedensposób,abyzyskać
poczuciebezpieczeństwa.-Hesterbyłaoburzona,leczwkrótcetwarzjejzłagodniała.-

Obawiamsię,żewtejkwestiimoirodziceniesąbezstronni.Jakwiesz,pobralisięz
miłościiżyjąrazemszczęśliwie,więcniewinięich,żetegosamegopragnądlainnych.
Możeszsobiewyobrazić,jaknaciskają,żebymwyszłazamąż.Przykromi,żedoznają
rozczarowania,aleniezgodzęsięnamałżeństwo.

-Twojasytuacjajestinna-odparłacichoIndia.-Maszzczegożyć.

-Nicpewnego.Ktowie,czyniebędęzmuszonazarabiaćnaswojeutrzymanie.-Hester
wybuchnęłaśmiechem,-Jeśliojciecpostanowisiłąwydaćmniezamąż,ucieknęzdomu.

-Samarozumiesz,żetoabsurd.Rodzicecięuwielbiają.

-Ichuczuciamogąsięodmienić,jeślinadalbędężądaćdlakobietprawawyboruwłasnej
drogi.Weźtylkonaszązaginionąmarkizę.Czypotrafiszmipowiedzieć,coskłoniło
LouiseHarislopedoślubuzłajdakiemtrzykrotnieodniejstarszym?Mójojciecz
pewnościąniezmusiłbymniedotakiegomałżeństwa.Nawettwojamatkamiałabyopory.
Sąjakieświadomościolosietejbiedaczki?

-Anisłowa.Cośsłyszałaś?

-Sameplotki.Jednimówią,żezginęłazrękimarkiza,ainni,żeuciekłazkochankiem.

-Zapewneumknęła.Jejżyciemusiałoprzypominaćpiekło.-Indiaodwróciłasię,byukryć
smutek.Hesterspostrzegłatoiwróciładosprawyjejzaręczyn.

-Dlaczegorozmawiamyomarkizie?-zawołała.-Coztobą?NaprawdęprzyjęłaśIshama?

-Owszem,alejestinaczej,niżsądzisz.Przemyślałamtędecyzję.Twójojciecnie
powiniendłużejłożyćnanaszeutrzymanie…

-Bzdura!-wybuchnęłaHester.-Chętniewampomaga.Cowięcej,nigdybysobienie
wybaczył,gdybywiedział,żetakiewzględymiaływpływnatwojepostanowienie.

-Powieszmicałąprawdę?-Indiarzuciłajejbadawczespojrzenie.-Sądzę,żenasz
majątekniewystarczyłnapokrycienależności.Wujdołożyłbrakującąkwotę,prawda?

Hesterunikałajejwzroku,alenieśmiałakłamać.

-Mówiłosięotym-przyznałaniechętnie.-Todrobiazg.

-Niedlamnie.Pozatymniezapominaj,żemuszęteżmyślećoLetty.Wtych
okolicznościachOliverWellsniemożesięoniąoświadczyć,alejakopowinowatalorda
Ishamastaniesiędobrąpartią.

-AGiles?Coonnato?

-Niemiałyśmyodniegowiadomości,leczjegomożliwościdziałaniasąniewielkie.

Straciłwłasnedziedzictwo.Mamaspodziewasię,żeIshammupomoże.

-Nocóż,przynajmniejtwojamatkabędzieżyćwdostatku.-Hesterbyławyraźnie

background image

zdegustowana.-Czybiorąctowszystkopoduwagę,myślałaśtakżeosobie?

-Naturalnie.Zastanówsię,Hester,czyjestinnewyjście.Lettyijamamytylkodwie
możliwości:zapewnejednaznasdostałabyposadęwszkolepaniGuarding,aleznacznie
bardziejprawdopodobnejest,żezatrudniłybyśmysięwbogatychdomachjakodamydo
towarzystwa,aprzecieżniechcemyzostawiaćmamysamej.

-Rozumiem-odparłaHesterzponurąminą.-Chybaniedziwiszsięteraz,żechcę
walczyćoprawadlakobiet.Obecnieznaczymyniewielewięcejodsprzętów
domowych…-

urwałaizczułościąspojrzałanaIndię.-Poczucietaktuniejestmojąnajmocniejszą
stroną,alezłośćmnieogarnia,kiedymyślę,jakniewielemamydopowiedzeniaw
sprawachdotyczącychnaszegożycia.Powiedz,cowieszoIshamie.

-Mało-przyznałaIndia.-Spędziłamznimniespełnatrzygodziny.

-Imimotopostanowiłaśzaniegowyjść?

-Tak.Niepróbujmnieodtegoodwodzić.Dałamsłowoigoniecofnę.

-Oczywiście.-Hesterobrzuciłająbadawczymspojrzeniem.-Skorotakajest
konieczność,muszęprzyznać,żemogłaśtrafićznaczniegorzej.Niemawątpliwości,że
lordIshamtomądryczłowiekointeligencjibudzącejszacunek.Czytałamkilkajego
przemówień.

-Wspomniał,żechcesięzająćpolityką.

-Ipowinien.Trzebanamwrządzietakichludzi.

-Byłciprzedstawiony?

-Nie,alechętniebymgopoznała.Interesujesięstanemfabrykwpółnocnejczęścikraju.
MarodzinnymajątekwCheshire,prawda?Zapewnewiadomomu,żetamtrudnoopracę.
Słyszałam,żehandelzamiera,akupcybankrutujązpowodunapoleońskiejblokady.

-Rządmusicośnatoporadzić.-Nasiministrowieogranicząsiędowysłaniaoddziałów
wojskowychwcelustłumieniazamieszek.Zamiastpomocystosujesięprzemoc.Wydaje
misię,żeIshampopierainnerozwiązania,chociażniejestembiegławtychsprawach.

-Naprawdętakdobrzeonimmyślisz?-IndiabyłazdumionapełnązapałutyradąHester.

-Tak,aleztwegotonuwnioskuję,żeniepodzielaszmegozdania.

-MałowiemoIshamie,alewydajemisiędziwakiem.Przynimczujęsięzbitaztropu.

-PodobnoniejestAdonisem,leczdlaciebietochybabezznaczenia.

-Naturalnie.Maniezłąprezencję,lecz…

-Trochęsięgoboisz,co?Zadziwiaszmnie,Indio.LordIshamwkrótceciępokochai
szybkozrozumie,żezdobyłprawdziwyskarb.

-Pochlebiaszmi,kochanie.Prawdajesttaka,żepotrzebujespadkobiercyitylkodlatego
misięoświadczył.-Indiaumilkła,bopowiedziaławięcej,niżzamierzała.Wjejgłosie
zapewnepobrzmiewałagorycz.

background image

-Bzdura!-zaprotestowałażywoHester.-Mógłwybieraćwśródnajlepszychpartii.

Domyślamsię,żetwoimzdaniembrakmuromantyzmu.

-Otóżto!Wkażdymrazienietwierdził,żekochamnienadżycie.

-Bardzorozsądneposunięcie!Zapewneprzeczuwał,żemunieuwierzysz.Przyznaj,że
zostałbywyśmiany,gdybywspomniałouczuciach.

-Znaszmnieażzadobrze.-Indiauśmiechnęłasięzociąganiem.-Rzeczywiścienie
znoszęfałszu.Muszęprzyznać,żeIshamzawszejestszczery.

-Azatem?

-Samajużniewiem.Częstoranimojądumęimaszczególnytalentdowyprowadzania
mniezrównowagi.

-Dlaczego?

-Pewniezbytpochopniegooceniam.Naprzykładwczorajuznałam,żepróbuje
decydować,czywolnomipozmierzchuwychodzićzdomu.Nieukrywałamgniewu.
Potemokazałosię,żeniepokoiłsiętylkoomojebezpieczeństwo.Byłomiwstyd,
zachowałamsięjakidiotka.

-Powinnaśgosłuchać.Niewyjaśniłciswoichmotywów?

-Wspomniałozamieszkachwywołanychprzezzdesperowanychrobotników.Muszę
przyznać,żebardzoimwspółczuję.

-Ijabyłampoichstronie,aleojciecuświadomiłmi,żedochodzidoaktówprzemocy.

Niezadowalająsięjużniszczeniemmaszynifabryki,podpalająteżstodołyistogisiana.
W

naszejokolicyzrobiłosięterazniebezpieczne.

-Czywujniemógłbyporozmawiaćztymiludźmi?

Mawielerozsądku.Jeśliobiecazwrócićsięwichimieniudorządu…

-Cóżmógłbydlanichuczynić?Niedaimprzecieżchlebaanipracy.Pozatymwłaściwie
niewiadomo,cotozaludzie.Nosząmaskilubczerniątwarzeimszcząsięokrutniena
tych,którzyprzekazująonichinformacje.

-Czynicniemożnazrobić?

-Rządprzysyławojskozobawy,żepodobniejakweFrancjiwybuchnieunasrewolucja,
jeślizamieszkisięrozszerzą.

-WAngliimiałbyzapanowaćterror?Wykluczone.

-Francjaprzeżyłatodwadzieścialattemu.Unasruchniezadowolonychszybkoprzybiera
nasile.Ciludziesądoskonalezorganizowani,majątajemnehasłaiznaki,nowicjusze
musząbyćwprowadzeniizaprzysiężeni.

-Niewyglądamitonaspontanicznedziałaniezwykłychrobotników.

-Maszrację.Przeważająwśródnichanalfabeci,ajednakwysyłajądopracodawców,a
nawetdopremieralisty,którepodpisujeniejakigenerałLudd.Trudnoimsięskutecznie

background image

przeciwstawić,choćniszczeniemaszynobwarowanejestkarązesłaniadokoloniikarneji
możezostaćuznanezaciężkieprzestępstwo.

-DziękiBogu,żemamaiLettyjeszczeotymniewiedzą.-Indiawzdrygnęłasię.-

Poszłydziśnaplebanię,żebyprzekazaćradosnąnowinę.-Ostatniesłowapowiedziałaz
goryczą,apotemdodała:-Muszęimpowiedzieć?

-Kochanie,prędzejczypóźniejitaksiędowiedzą.

-Hesterspojrzałananiązpowagą.-Jestempewna,żecodorobotnikówmaszrację.

Ktośzatymstoi:jakiśspryciarzgrającynanastrojach.

-Ciludziesąwrozpaczy!-żachnęłasięIndia.

-Racja.Przyszłoimgłodować,alezamieszkiniesątylkowołaniemonaprawienie
krzywd.Doludziwalczącychosłusznąsprawęprzyłączająsięczęstoosobnicy
załatwiającyprywatneinteresy.Ojciecjestotymprzekonany.-Hesterwstała.-Bądź
ostrożna,dobrze?

-Wątpię,żebychcielisięmścićnanaszejrodzinie-odparłaIndiazesmutnym
uśmiechem.-Nieprzypominamsobie,żebyśmykogośskrzywdzili.

-Tooczywiste,kochanie.-Hesterobjęłająserdecznie.

-Będziesznamoimweselu?Bardzominatymzależy.

-Możeszliczyćnaduchowewsparcie,najmilsza.Dołączęponadtożyczeniadługiegoi
szczęśliwegożycia.

-Amożepójdzieszwmojeślady?-zapytałakpiącoIndia,ulegającpokusie,żebysię
trochępodroczyćzprzyjaciółką.

-NaBoga,tylkonieto!Marzęowłasnymdomku.Jeślidostanęposagwswojeręce,będę
pisaćotoczonaksiążkami.

-Wtakimrazietegociwłaśnieżyczę.Pięknaperspektywa.

-Naraziebezszansnaurzeczywistnienie.Matkanalega,żebymkarnawałznówspędziła
wLondynie.Manadzieję,żetymrazemzłapięmęża.Urodzonaoptymistka.

Ostatniapróbatobyłhorror.

-Chybaniegorszyniżwmoimprzypadku?

-Obawiamsiężetak.Jestemprzesadnieszczera,więcpanowiepierzchalinawszystkie
strony.-Hesterwybuchnęłaśmiechem.-jeślichcesz,opowiemci,jakdokonałam
jedynegopodboju.Nieuwierzysz,alewbiblioteceksiężnejSutherlandnapastowałmnie
jakiśstarylowelasledwiechodzącyolasce.Oszczędzęcijegonazwiska,alemój
wielbicielbyłgłuchy,cowieletłumaczy.OcaliłmnieHugo.Szkoda,żenicwidziałaśjego
miny.

WesołośćHesterbyłazaraźliwaipochwiliobiepannyzanosiłysięśmiechem.

ROZDZIAŁCZWARTY

OdwiedzinykuzynkipoprawiłyIndiihumorbardziej,niżmożnasiębyłospodziewać.

background image

LiczyłasięzezdaniemHestericeniłajejzdrowyrozsądek.Ucieszyłasię,żeta
prostolinijnadziewczynanieskarciłajejzaprzyjęcieoświadczynlordaIshamaichwaliła
jegoprzymioty.

Indianiemogłasięnadziwić,żeinnitakdobrzeonimmyślą.Szkoda,żesamaniemogła
sięnatozdobyć,borazporazprzypominałasobie,żeprzyczyniłsiępośredniodośmierci
jejojca,czegoniepotrafiłamuwybaczyć.

Naodjezdnympowiedział,żeprzezkilkanastępnychdnibędziepozbawionajego
towarzystwa.Westchnęłaiposzładokuchni.PopowrociezplebaniiLettyimatkana
pewnochętniezjedzątalerzgorącejzupy.Poprzedniegodniagotowałaprzezdwie
godzinykawałekbaraniny,więcmiałajużwywar,któryprzecedziła,apotemdodała
cielęcągicz,warzywa,ziołaigotowała,ażskładnikizmiękły.Pozostałojedynieprzetrzeć
zupęizaprawićbiałkiem,żebysięsklarowała,anastępniewrzucićmięsopokrojonew
kostkę,dodaćnatkępietruszkiikieliszeksherry.Próbowałaswojąpotrawę,gdyz
korytarzadobiegłodgłoskroków.

-Ach,jakimiłyzapach!-MłodszapannaRushfordwbiegładokuchni.-Cotojest?

-Wykwintnazupajarzynowa-odparłazdumąIndia.-Samochwałazemnie,alesmakuje
wybornie.Pomóżmizanieśćwazędojadalni.Potemchcęusłyszećwszystkieplotki.

-Niewieleichjest.Jednaważnanowina:earlYardleychciałbyodkupićopactwo.Obymu
sięudało!Raznazawszepozbylibyśmysięmarkiza.

-Sprzedamajątek?CootymsądziwujWilliam?

-Niewie,comyśleć,aleteżmanadzieję,żecośztegowyjdzie.Złeczasynastałydla
naszejokolicy,kiedytenczłowiektutajzamieszkał.Naszczęściejestjużzastary,żeby
uwodzićmiejscowedziewczyny.

-Letty!-PaniRushfordbyłaoburzonaśmiałąwzmianką,aletymrazemmłodszacórka
nieustąpiła.

-Zaprzeczysz,mamo?

-Ależskąd,lecznienależyporuszaćtakichtematów.Młodepannyzadużosobieteraz
pozwalają.

-Wszystkoułożyłobysięinaczej,gdybymajątekYardleyaniewpadłwręcemarkiza-

zauważyłazasmuconaIndia.-Prawdziwatragedia.

-Podobnoearlstraciłzainteresowaniedlaświata,gdywydziedziczyłsyna.Czysty
idiotyzm!Idlaczego?Bowicehrabiazapragnąłpoślubićkatoliczkę.Przecieżtobez
znaczenia!-perorowałaIsabelRushford,aIndiastarałasięzachowaćpowagę.Jejmatka
niebyłaszczególniereligijna.-Nadomiarzłegopannabyłacudzoziemką.Pochodziłaz
Francji,alemoimzdaniemprzydziedziczeniutakiesprawyniemająnajmniejszego
znaczenia-

oznajmiłapaniRushford,aIndiawduchuprzyznałajejrację.-Obawiamsię,żezawiniły
uprzedzeniaiwrodzonagłupota,aileżztegonieszczęść.Ciarkimnieprzechodzą,gdy
myślęocierpieniu,którewkońcudoprowadziłoYardleyadosamobójstwa.

-Życzmypowodzenianowemuearlowi-wtrąciłaLetty.-Ciekawe,czymarkizsprzeda

background image

majątek.Jaksądzicie?

-Całkiemprawdopodobne.Jestokropniezadłużony.-PaniRushforduśmiechnęłasię
drwiąco.-Niezapłaciłrachunków,toteżkupcywstrzymalidostawy.Całasłużbaodeszłaz
wyjątkiemBurnecka,jegokamerdynera,orazparunajętychkobietzmiasta.-Wydęła
usta.-

Chybaniesąpokojówkami.

Indiaprzestałasłuchać.Jejmyślipobiegłydaleko.CzyIshamjestwistocietakim
monstrum,zajakiegouznała?Okazałosięniedawno,żemająpodobnezainteresowania.
Jąrównieżmartwiływieścidotyczącesytuacjinapółnocykraju,gdziekobietyidzieci
traktowanoniemaljakniewolników.Wkrótcewyszłonajaw,żeiwjejstronachzdarzają
siępodobnenadużycia.

Trzydnipóźniejzkuchnidobiegłdziwnyhałas.Ciszęspokojnegodomuzakłóciłypiskii
krzyk.

-Cosięstało,Marto?-Indiapobiegła,żebysprawdzić,cosiędzieje,izobaczyła
pokojówkęzaciskającąpalcenałachmanachdwumałychoberwańców.

-Wstrętnebrudasy,panienko!Zdybałamichwszopienadrewno.

Indiaprzyjrzałasięchłopcom.Żadenniemiałdziesięciulat.

-Tojeszczedzieci,Marto-strofowałasłużącą.

Zwróciłasięzpytaniemdowyższegomalca:-Coturobicie?

-Niczłego-odparłśmiało.-Niemieliśmygdzieprzenocować.Tamciwszystkospalili.

-Aleco?

-Fabrykę,panienko.

-Kiedytosięstało?

-Przedwczorajwieczorem.Odtamtejporyszliśmy…

Indiaspostrzegła,żechłopiecpożerawzrokiemświeżoupieczonychleb,którystygłna
kuchennymstole.Wymyślającsobieodbezdusznychidiotek,ukroiłaparękromekihojnie
posmarowałamasłem.

-Proszę!Napewnojesteściegłodni.-Przesunęłakanapkiwstronęchłopców,którzy
natychmiastrzucilisięnajedzenie,więcdodałazuśmiechem:-Spokojnie,niema
pośpiechu,będziedokładka.

Gdyposłuchali,zaczęłaimsięprzyglądać.Obajchudzijakpatyki,bosi,pokrycibrudemi
sadzą.Drobniejszychłopczykmiałdreszcze.

-Podejdźciedoognia-zachęciła.-Strasznezwasgłuptasy.Trzebabyłozapukaćdo
naszychdrzwiipoprosićoschronienie.Poprzednianocbyłachłodna,mogliście
zamarznąćnaśmierć.-Niewielebrakowało,pomyślała,spoglądającnaichłachmany.-
Marto,przynieśmi,proszę,kilkaciepłychszali.

-Chcepanienkazmarnowaćtakiedobreubrania?Cismarkaczenapewnosązawszeni.

background image

-Niepytamcięozdanie-odparłachłodnoIndia.-Rób,comówię.

-PaniRushfordniebędziezadowolona-rzekłaponuroMarta,wychodzączkuchni.

Miałarację.Indiabyławdzięcznalosowi,żematkawtowarzystwieLettykrążypo
okolicy,składającporannewizyty.Samawymówiłasięodnudnegoobowiązku,
wspominającmimochodem,żeoczekujedziśpowrotuIshama.Domyślałasię,jakna
widokdwumałychoberwańcówzareagowałabyjejmatka.

-Powiedzciemi,kimjesteście-zwróciłasiędonich,leczuparciemilczeli.-Mówcie
śmiało-zachęcała.-Wasirodzicenapewnoumierajązniepokoju.

-Onipomarli.Jesteśmysierotami-odparłwyższyzchłopców,spoglądającnaniąze
strachem.Uznałchyba,żejestjejwinienjakieśwyjaśnienia,bododał,żemanaimięJoe.

-Akolega?

-TomójbraciszekTom.Młodszyzchłopcówniezareagowałnaswojeimię.

Indiapopatrzyłananiegoztroską.Sięgnąłwprawdziepojedzenie,ależułchleb
mechanicznie,aterazbezsłowaskuliłsięwkącieobokpaleniska.

-Twójbratjestdziwniemilczący-powiedziałazaniepokojona.-Nieumiemówić?

-Odpożaruwogólesięnieodzywa.Zestrachałsię.-Nagleminamuzrzedła.Brudną
rączkąprzesunąłpooczach.

-Tomusiałobyćokropneprzeżycie.Twójbratprzeżyłwstrząs.Powieszmi,cosięstało?-
IndiawzięłaszaleodponurejMartyiotuliłanimiramionachłopców.

-Spaliśmypodwarsztatami,jaktamciprzyszli.

Najpierwwybiliszyby,żebywleźćdośrodka.Przyczailiśmysięzabelamibawełny,kiedy
rozwalalimaszyny.Jużmyśleliśmy,żesobieposzli,ażtunaglepokazałsiędym.

Wszystkosięspaliło.

-Cotamrobiliściewśrodkunocy?

Nimzdążyłodpowiedzieć,płonącagłowniaprzesunęłasięispadłazpaleniska.Tom
skoczyłnarównenogiikilkarazyprzeraźliwiepisnął.Indiaobjęłagoipowiedziała
uspokajającymtonem:

-Cicho,cicho.Niccituniegrozi.

-Alenamwyjdzietobokiem-gderałaMarta.-Panienkagoniedotyka,bojeszczezłapie
jakąchorobę.

-Marto,przestańnadużywaćmojejcierpliwości-odparłaIndialodowatymtonem.-

Niemaszżadnejroboty?

-Ażzadużo,panienko.Samatujestem,wszystkonamojejgłowie.Wkrótcesiędowiemy,
conaszapanipowienatefanaberie.-Zirytowanawybiegłazkuchni.

-Dowiemsięwreszcie,corobiliściewfabryce?

-Pracowaliśmytam,panienko.

background image

-Jakto?Jesteściezamali,żebydźwigaćbelebawełnyalbostaćprzymaszynach.

-Sprzątaliśmyhalę.Kazalinamwłazićpodmaszynyiwymiataćśmieci,ajakcośw
środkupękło,toreperowaliśmy.

-Niebezpiecznezajęcie,odpowiednieraczejdladorosłych.

-Sązaduzi,panienko,tylkomalisięwcisną.

-Alezmyśla!-Martawróciładokuchni,rzekomopozapomnianąmiotłę.-Cidwajsą
kominiarczykami.Panienkaspojrzynaichnogi.

-Widzęśladyoparzeń.-Indiapopatrzyłanachudełydkistojącychprzedniądzieci.

Widokbyłprzerażający.-Zapewneucierpieliwczasiepożaru.

-Bzdura!-Martazapomniałaouprzejmości,ponieważbyłapewna,żepaniRushford
weźmiejejstronę.Zaśmiałasięurągliwie,podeszładoJoeiodsłoniłajegoramię.-Strupy
iblizny,panienko.Niemaświeżychoparzeń.-Obejrzałapoobijanekolanachłopca.-
Małotobachorówwidziałamwżyciu?Potrafięodróżnićzwykłeotarciaodblizn
kominiarczyków.Cidwajoszuścicuchnąsadząipopiołem.Moimzdaniemuciekliswemu
pryncypałowi.Tenmałyłżejakpies!

-Nieprawda!Wcaleniekłamałem!-żachnąłsięJoeiodrazudostałodMartypogłowie.

-Jeślirazjeszczeośmieliszsięgouderzyć,straciszmiejsce.

-Teżmiwielkastrata!-Martaodeszła,aIndiaodwróciłasiędochłopca.

-Niebójsię.Możeszmipowiedziećcałąprawdę.Jesteściekominiarczykami?

-Byliśmy,aleteraznawetbezubranianiewciśniemysiędokomina.

-Mamrozumieć,żemusieliściewspinaćsięnago?-Indiazniedowierzaniemspojrzałana
chłopca.

-Tak,panienko.Dotejrobotybiorątylkomałych.

-Jesteściezupełniemali.Takiechudziny!Ilemacielat?

-Niewiem,panienko.Japewniezdziesięć,aleobajitakzrobiliśmysięzaduzi,żeby
włazićdokominów.

-.Tomjesttrochęmłodszy,prawda?

-Teżsięnienadaje.Naszpryncypałmówi,żeczterolatekjestnajlepszy-tłumaczyłJoe.

Indiabyławstrząśnięta.

-Barbarzyńca!-mruknęła.-Istnypotwór!Uciekliścieodniego?

-Nie,panienko.Sprzedałnasnadzorcytamtejfabryki.

-Sprzedał?-Indianiewierzyławłasnymuszom,alemiałapewność,żechłopiecmówi
prawdę.-Kimjesttenczłowiek?-Joezamilkłnadobre.Indiadaremniepróbowała
skłonićgodomówienia.Razporazbojaźliwiespoglądałnadrzwi,więczapewniła:-Nic
cituniegrozi.Powiedzmi,jaknazywasięwaszdawnypryncypał.

-Nieodeślemniepanienkadoniego?-spytałbłagalnieJoe.

background image

-Ależskąd!Mamzamiarpostawićgoprzedsądem.Niemusiszsięgoobawiać,alenie
mogęwnieśćoskarżenia,skoronieznamnazwiska.

-TopanBriggs-odparłniechętnie.Wtejsamejchwiliotworzyłysiętylnedrzwiistanął
wnichpotężniezbudowany,rumianymężczyznaopaskudnejfizjonomii.Tomzpiskiem
skryłsięzaspódnicąIndii,aJoezrobiłkrokwtył.

-Nienauczonopana,żenależypukać?-zapytałachłodnoIndia.

-Masięrozumieć,aledostałemcynk,żesątumojechłopaki.

WtymmomencieIndiazdecydowała,żeMartawkońcuodejdzie.Wyprostowałasięz
godnością.

-Kimpanjest?

-MojenazwiskoHaddon,nadzorcafabryki.

-Awięctopanhandlujeżywymtowarem?HaddonowiniepodobałsiętonIndii,alemiał
doczynieniazwysokourodzonąpanną,więcspokorniał.

-Miło,żepanienkawpuściłaichtutaj.Martwiłemsięotedzieciaki.

-Dotegostopnia,żezostawiłjepannanocwpustejfabryce?Niewielebrakowało,a
spłonęlibyżywcem.

-Abotomojawina?Skądmiałemwiedzieć,nacosięzanosi?Panienkazarazpozbędzie
siękłopotu.Zabieramsmarkaczy.-Zdecydowanymkrokiemruszyłwichstronę,aleIndia
zatrzymałagoruchemdłoni.

-Mapanwobecnichjakieśplany?Słyszałam,żefabrykazostałasplądrowana.

-Zgadzasię.Straciliśmyrobotę,aletychdwumogęsprzedać.Każdyznichkosztował

mniegwineę,adlatakiegonędzarzajakjatosporywydatek.

-Niemamowyosprzedaży-odparłazapalczywieIndia.

-Bachorysąmojąwłasnością.-Mężczyznaspochmurniał.-Niepozwolęsięokradać!

ZniecierpliwionaIndiapodeszładokredensu,opróżniłaniewielkąmiseczkęiodliczyła
dwiegwinee.

-Otonależność!-oznajmiłazpogardą.-Proszęwziąćpieniądzeiodejść.

-Cotywyprawiasz,Indio?-DokuchniwpadłapaniRushford,azaniąLettyoraz
tryumfującaMarta.Najejwidokobajchłopcydalinurkapodstół,alepanidomuzdążyła
ichobejrzeć.Zacisnęładłonienaoparciukrzesła,jakbyladachwilamiałazemdleć.

-Poderżnąnamgardła,gdypośniemy-oznajmiłazprzejęciem.

-Przesadzasz,mamo.

-Niemogątuzostać!Tenczłowiekmusiichzabrać.

-Dajspokój,paniusiu!Nicmidonich.Wziąłemzapłatę.-Haddonnatychmiastruszył

kudrzwiomzobawy,żeusłyszyprośbęozwrotpieniędzy.

-Co?-Podniesionygłosprzeszedłwpisk,gdyIsabelRushfordchwyciłaramięIndii.-

background image

Typodładziewczyno!Trwonisznaszepieniądzenadwuuliczników?Myślisz,żenasnato
stać?

-Mamo,tenczłowiekzamierzałsprzedaćchłopców.

-Nowłaśnie,atyichkupiłaś.-PaniRushfordzachwiałasięidotknęłarękączoła.-

Przepełniłasięczaragoryczy.Doprowadziszmniedośmierci!

Martapodbiegładochlebodawczyni.

-Mojabiednapani!NiechHaddonzabieratychoberwańców,mniejszaopieniądze.-

Rozejrzałasię,alenadzorcajużzniknął.

-Wykluczone-odparłazdecydowanieIndia.-Marto,skorotakcięinteresujelostych
dzieci,możepofatygujeszsięnaplebanięipoprosiszciocięoubraniadlanich.

-Japójdę-wtrąciłapospiesznieLetty,gdyMartapuściłapoleceniesiostrymimouszu.

-Nicztego,mojapanno.Zastanieszwdomu!-PaniRushfordrzuciłaIndiiwrogie
spojrzenie.-Niechcisięniewydaje,żemniezwiedziesz.Przejrzałamtwojągrę.Od
początkutylkoudawałaś,żechceszpoślubićjegolordowskąmośćistarałaśsię
doprowadzićdozerwaniazaręczyn.Tymostatnimwybrykiemcałkiemgozniechęcisz.

Niesprawiedliweoskarżeniewywołałogwałtownąripostę,leczIndięzaskoczyłyjej
własnesłowa,kiedyzawołała:

-GdybywserculordaIshamaniebyłowspółczuciadladwojgagłodującychdzieci,
straciłabymonimdobremniemanie.

-Omniemowa?-Niskigłosprzebiłsięprzezpanującywkuchnizgiełk.Indiaodwróciła
sięiujrzałaIshama.Niebyłsam.Wystarczyłydwadługiekroki,bystanąłobokjejmatki.
-Proszęnamwybaczyć,łaskawapani.Drzwibyłyotwarte.Pukałem,leczniktsięnie
pojawił,więcpozwoliłemsobiewejść-powiedziałcichoiobdarzyłjączarującym
uśmiechem.-Niemuszępytaćozdrowie.Radjestem,widzącpaniąwpełnisił.Rozkwita
paniwoczach!

IndiaiLettywymieniłyporozumiewawczespojrzenia.Obieztrudemzachowałypowagę.
PaniRushfordrzuciłastarszejcórcekarcącespojrzenie,alejejtwarzprzybrałaznów
pogodnywyraz.IshamukłonemprzywitałLetty,apotemodwróciłsiędoIndii,ująłjej
dłonieilekkopocałowałjąwpoliczek.

-Jaksamopoczucie,najdroższa?Zakłopotanawymamrotałazdawkowąodpowiedź.Na
pewnosłyszałodgłosyrodzinnejsprzeczki.Razjeszcześcisnąłjejdłonieipodszedł
znowudopaniRushford.

-Łaskawapani,mamnadzieję,żenieprzeszkadzamy,alespiesznomibyłoprzedstawić
brata.NazywasięHenrySalton.

Isabelnatychmiastwstała,przywołałanatwarzprzyjaznyuśmiechipodeszłado
towarzyszącegoIshamowimłodzieńca.Wystarczyłrzutoka,byuznała,żetodobrapartia.

MożeLettyprzypadniemudogustu?

-Cóżzafatalnyzbiegokoliczności,żeprzyjmujemyobupanówwkuchni.Zapewniam,że

background image

niezwykłyśmy…

-Jakietomaznaczenie,gdziesięspotykamy?Cieszęsię,mogącnareszciepoznaćpanią.

HenrySaltonkłaniałsięnienagannie.Indiaodetchnęłazulgą,bogawędzącuprzejmiez
jejmatką,ruszyłdosalonu.Rozejrzałasięistwierdziła,żeLettyzniknęła,aMarta
pospieszniezmierzadowyjścia.

-Indio,cosięstało?-Ishamjakzwyklenieowijałwbawełnę.

-Tochybaoczywiste!Znówsięskompromitowałam.

-Wmoichoczachnapewnonie.Ocoposzło?

-Poczekajzoceną,ażpoznaszszczegóły.

-Gotówjestemwasrozsądzić.Dowiemsięwreszcie,jaktobyło?-odparłzuśmiechem.
Indiaopowiedziałamucałąhistorię.

-Gdziesąchłopcy?

Spodstołuniedobiegałżadendźwięk.Indiapoweselała,boIshamsłuchałjejzpogodną
twarzą.Pochyliłasięiszepnęła:

-Joe,możeciewyjść.Jegolordowskamośćnicwamniezrobi.-Zapadłacisza.Po
dłuższejchwilispodstołuwyjrzałaponuratwarzyczka.-Chodźciedomnie-zachęcała
India.-Chcemyzwamipomówić.

Joepodniósłsięzklęczek.Domyślałasię,żezebrałcałąodwagę,bymimoobawwyleźćz
kryjówki.Tomzostałpodstołem.

-NiemajużpanaHaddona-zapewniłaIndia.

-Terazjesteśmypanienki,dobrzemówię?

-Wpewnymsensie.Natowygląda,choćniezamierzamdochodzićswoichpraw.

-Nambezróżnicy-oznajmiłzgodnościąJoe.-Czypanistarszazgodzisię,żebyśmytu
zostali?

Indiastarałasięzachowaćpowagę.Matkabyłabywściekła,gdybyusłyszała,jakzostała
nazwana.Ishamzadałchłopcukilkapytań.Indianieposądzałagootakąłagodność.Joe
odpowiadałdośćchętnie.StopniowoprzysuwałsiędopostawnegoIshama,patrzącna
niegozpodziwem.

-Aleonwielki,nie?-mruknąłwkońcudoIndii.

-Joe,nienależyrobićtakichuwag.Trzebabyćuprzejmymdlainnychłudzi…-

Umilkła,boIshamwybuchnąłśmiechem.

-Szkrabmarację.Niewyglądamnakrasnala.-Pochyliłsięizuwagąoglądałskórę
chłopca.-Przyprowadźbrata.Chciałbymmusięprzyjrzeć.

-Wczymrzecz?-zapytałazaniepokojonaIndia.

-Niepodobająmisięichbliznypokrytesadzą.Uważam,mojadroga,żePettifermusina
niespojrzeć.

background image

-Znasznaszegolekarza?

-WubiegłymtygodniuprzyjechałdoGrange,bojednazesłużącychsiępoparzyła.

Doktorbywauwas?

-OBoże,dziśmasięzjawić!Zapomniałamgozawiadomić,żemamaczujesięlepiej.

-Wtakimraziezbadachłopców.

-Bliznysąniebezpieczne?

-Mogąsięjątrzyć,kochanie-zniżyłgłosdoszeptu-awnajgorszymrazienawet
spowodowaćśmierć.Cichłopcywogólesięniemyją,więcniebezpieczeństwozakażenia
jestpoważne.

-Milordzie,niesądziłam…

-Żetylewiemotychsprawach?Byłemkiedyśpomocny…Powiedzmy,żeprzedkilku
latyprzyczyniłemsiędoskazaniazamorderstwopewnegonadzorcyorazjegożony.

-Awięcniezrobiłamgłupstwa.-Indiapobladła.

-Przeciwnie,moimzdaniemuratowałaśchłopcomżycie.Losmłodocianychrobotnikówi
małychkominiarzyjestrówniestraszny.

-Gdziemamichumieścić?Mamaniepozwoliimtuzostać.Wątpię,czyzgodzisię,żeby
lekarzichzbadał.

-WtakimrazieodeślemymalcówdoGrange.Służbyterazniebrakuje,więcbędąmieli
dobrąopiekę.

-Naprawdęzajmieszsięnimi?-Ogarniętawdzięcznościąuśmiechnęłasięserdeczniedo
Ishama.-Tobardzoszlachetnieztwojejstrony.

-Mojeakcjeidąwgórę?-spytałpogodnie.-Zasłużyłemnapocałunek?

Indiaspłonęłarumieńcemiodetchnęłazulgą,bodokuchniweszłaLettyznaręczem
dziecięcychubrań.

-Doskonale!-Ishamwziąłjeodniej.-Joe,zabieramciebieibratadomojegopowozu.

-Niedodającnicwięcej,wyprowadziłchłopcówkuchni.Indiazdziwiłasię,boJoenie
protestował.

-Ishamwybawiłcięzopresji-zauważyłazuśmiechemLetty.

-Tak,wspanialesięzachował-przyznałazamyślonaIndia.-Chybamusimypójśćdo
mamy.

-Racja!ZapewnepoznałajużwszystkietajemniceHenry’goSaltona,jegostancywilnyi
wysokośćdochodów.

Trudnostwierdzić,czypaniRushfordzaspokoiłaciekawość,byłajednakwyraźnie
zadowolonaztego,czegosiędowiedziała.Nawidokcórekwchodzącychdosalonu
uśmiechnęłasiępromiennie.

-Mojedrogie,musiciesprawić,żebypanSaltonczułsięwnaszychstronachjakusiebie
wdomu.Niematuprzecieżżadnychznajomych.

background image

-Wielkaszkoda-odparłpogodnieHenry.-Gdybymwiedział,żewtejczęścikrajumożna
spotkaćnadzwyczajurodziwedamy,napewnoniejeździłbympoświecie.

-Cóżzamiłesłowa!-ucieszyłasiępaniRushford.-Jakpanwie,Indiajestzaręczonaz
lordemIshamem,alechciałabympanaprzedstawićmłodszejcórce.-Jejintencjebyłytak
oczywiste,żeLettyogarnąłwstyd.HenrySaltontaktownieudawał,żeniedostrzegajej
za-kłopotania.KuogromnejirytacjipaniRushfordzwróciłsiędoIndii.

-Proszęwybaczyć,żeprzybyliśmyniewporę-zacząłprzyciszonymgłosem.-

Narobiliśmyzamieszania,alebratniemógłsiędoczekaćspotkaniazpanią.

UwagaprzeznaczonabyłatylkodlaIndii,alejejmatkapilnienadstawiałaucha.Niemiała
pojęcia,jakdługomłodziludzieprzysłuchiwalisięniedawnejkłótni.Podchwyciłaostatnie
słowaSaltona,obracającjenaswojąkorzyść.

-Wizytapanówtoniekłopot.Niechcęsłyszećżadnychusprawiedliwień.Zawszesątu
panowiemilewidziani.Uznajmy,żenależyciedorodziny-zawołałaradośnie.Henry
Saltonukłoniłsięznowu.-Oczywiściewśródnajbliższychzdarzająsiędrobne
nieporozumienia.-

Umilkłaświadoma,żemusiuważaćnasłowa.Pochwilidodałaafektowanymtonem:-

Trzebapanuwiedzieć,żemojastarszacórkamawielkieserce,alejeszczenierozumie,że
wpojedynkęniezmieniświata.

-Każdapróbaświadczyoszlachetnościcharakteru.-SaltonuśmiechnąłsiędoIndii.

-Zapewne,aletonieoznacza,żewolnojejwpuścićdodomudwubrudnychoberwańców
roznoszącychwszelkiemożliwechoroby.Niedziwisiępanzapewne,żeprotestowałam,
zwłaszczagdydowiedziałamsię,żecórkakupiłasmarkaczyodichpryncypała.Niemam
pojęcia,cochceznimizrobić.

-Proszęniezaprzątaćsobietymgłowy-wtrąciłIsham,któryniecowcześniejwszedł

dosalonuirozmawiałzLetty.NagleodwróciłsiędoIsabelipowiedziałuprzejmym
tonem,wktórympobrzmiewałanutadotądIndiinieznana:-Mapanirację,żetendomnie
jestodpowiednimmiejscemdlamałychchłopców.OdesłałemichdoGrange.

-Widziałichpan,milordzie?-PaniRushfordniemalosłupiała.-Topaskudneindywidua.
Proszęsięimprzyjrzeć…

-Jużtozrobiłem.-Ishamspochmurniał.-WymagająleczeniaWezwałemdoktora
Pettifera.

PaniRushfordspuściłaztonu.MinaIshamaniezachęcaładokontynuowaniasporu.

-Indiazapewnejestuszczęśliwiona.Prawda,kochanie?-ciągnęła.Indiawmilczeniu
kiwnęłagłową.-Milordzie,jestpannazbytpobłażliwydlanarzeczonej.Obawiamsię,że
całkiemprzewrócisięjejwgłowie.-PaniRushfordodczuwałaulgę,bopozbyłasię
intruzów,azarazemirytację,ponieważIshamwziąłstronęIndii,choćmiałanadzieję,że
ostroskarcijejgłupotę.Niemogłasobiedarowaćostatniejzłośliwości.-Obyniewynikło
ztejawanturyżadnenieszczęście.Miejmynadzieję,żenawypadekśmierciktóregośz
dzieciakówIndianiebędziemusiałaskładaćzeznań.

background image

PaniRushfordpopełniłabłąd.Ishamodpowiedziałcichymgłosem,wktórymsłyszałosię
jednaktongroźby.

-Samzamierzamwypytaćchłopców-tłumaczyłzpozorułagodnie.-Najpierwjednak
odwiedzęprzytułek,wktórymsięwychowali,iporozmawiamzichpryncypałem.Indio,
zechceszmitowarzyszyć?

-Zprzyjemnością-odparłazuśmiechem.IsabelRushfordpoczerwieniałazoburzenia,ale
nieprotestowała.Doskonalezdawałasobiesprawę,żewkażdymsporzezIshamem
zostaniepokonana.Zmieniałosiępowolijejnastawieniedoniego.Czarującyzalotnik
ujawniłpaskudnecechy.Trudno,niechschlebiagłupiejIndii,skoromanatoochotę.

Najważniejsze,żesięniewycofał.

PopatrzyłanaLetty.Ciekawe,dlaczegojesttakamilcząca.Pojawiłsięodpowiednimłody
człowiek,atawogólesiędoniegonieodzywa.Zmarszczyłabrwiispojrzałaznaczącona
krnąbrnącórkę,aleIshamtaktownieudaremniłjejknowania,proszącoradę.

Wypytywał,jakiemeblewidziałabynajchętniejwGrange,więcprzestałasięinteresować
Letty,któranatychmiastpoczułaulgę.

-Mapaninamegobratazbawiennywpływ,pannoRushford.Zmieniłsięniedopoznania.
-IndiapopatrzyłanaHenry’egoSaltona,któryzrozbawieniemobserwował

Ishama.

-Naprawdę?Domyślamsię,żeniemaprzedpanemtajemnic.

-Żadnych,łaskawapani.-Popatrzyłjejwoczyidodał:-Mamnadzieję,żenieodniosła
paniwrażenia,iżkrytykujęAnthony’ego.Chciałemjedyniepanioddaćsprawiedliwość.

-Panmipochlebia.-MimouprzejmychzapewnieńiprzyjaznychuśmiechówIndia
wyczuwałaosobliwenapięcie.

-MamnaimięHenry,więczapomnijmyoceremoniach.Właściwiełącząnasjużwięzy
rodzinne.Mójbratzwyklebywaprzesadnieoficjalny,aleprzypanizachowujesięinaczej.

Szczęściarzzniego.Dlawszystkichjestoczywiste,żestanowiciedobranąparę.

Indiaprzytaknęłaruchemgłowy,alebyłazaniepokojonaitrochęzirytowana.CzyHenry
Saltonznałwszystkieokoliczności,któreprzesądziłyozaręczynachIshama?Możejego
ostatniauwagatożart?Obrzuciłagoprzenikliwymspojrzeniem,aleniezdołałanic
wyczytaćzpogodnejtwarzy.Henryniespodziewaniewybuchnąłśmiechem.

-Nieukrywam,żezżeramniezawiść,Indio.Mogęciętaknazywać,prawda?Sądziłem,że
ożenięsiępierwszy,boAnthonyniezdradzałskłonnościdostanumałżeńskiego,alety
zawróciłaśmuwgłowie.-Widzącrumieńcenajejpoliczkach,dodał:-Jestemokropnym
zazdrośnikiem.Znaszjakieślekarstwonatęprzywarę?

-Powinieneśtakżepomyślećoślubie-odparłazuśmiechem,rozbrojonajegoszczerością.

-Któramniezechce?Młodszysyn,bezprawadotytułuirodzinnychdóbr.Musiałbystać
sięcud,chybażewrócędokoloniiitamzbijęogromnymajątek.

-Bierzeszpoduwagętakąmożliwość?-spytałatrochęrozbawiona.

background image

-O,tak.Tocałkiemprawdopodobne.Niechcęmartwićcięmoimikłopotami.Miesiąc
miodowyspędziciewCheshire?

-Jeszczeotymnierozmawialiśmy.

-Naprawdę?-RoześmianyHenryzwróciłsiędobrata.-Anthony,cóżtomaznaczyć?

Jakieśsekrety?Niezdradzisznam,gdziespędziciemiodowymiesiąc?

-OtymzdecydujeIndia.-LordIshamująłjejdłoń,odwróciłją,pocałowałiczule
uścisnął.-Cheshire,Londyn,Brighton?Cowybierasz,najdroższa?

Indiapoczuła,żesięrumieni.Policzkijejpłonęły.Znowubyłazbitaztropu,gdyciepłe
ustamusnęłyjejskórę.Tymrazemzwdzięcznościąprzyjęłauwagęmatki.

-Milordzie,podróżwgrudniu?Czytorozsądne?Drogirozmięknąpoulewnych
deszczach.Lettyijamiałyśmynadzieję,żeprzeniesieciesiędoGrange,pókiwLondynie
niezaczniesiękarnawał.

-Dziękizatroskę,łaskawapani.-Ishamnieprzejąłsięjejuwagą,aletonprzeczył

uprzejmymsłowomisugerował,żeniepowinnasięwtrącać.-Zapewniam,żemojekonie
przywykłydopodróżywkażdąpogodę.NiemusipanibaćsięoIndię.Sądzę,żeporadzi
sobiezwszelkimitrudnościami.-WjegooczachIndiadostrzegłakpiącybłysk,więc
spochmurniałanieco,aHenrySaltonnatychmiasttozauważył.

-NiemiejzazłeAnthony’emu,żedroczysięztobą-powiedziałcicho.-Takijużjest.

Samczęstobywamobiektemjegożartów.Możepowinniśmyzawiązaćsojusz?

-Przywykłamdoobyczajówjegolordowskiejmości-odparłazgodnościąIndia.-Nie
czujęsięurażona.Zapewnebawiągotakiesytuacje.

-Noproszę!-Henryobronnymgestemuniósłrękę.

-Widzę,żenaprawdędosiebiepasujecie.Mamnadzieję,żeniebędzieszsięnadnim
pastwiła,gdycałkiemstracigłowęizaczniegadaćbezsensu.-Mrugnąłdoniej
porozumiewawczo.-Wgruncierzeczyniemaodniegozacniejszegoczłowieka.

Indiazdobyłasięnaniecowymuszonyuśmiechiobserwowałauważnieswegorozmówcę.
Rodzinnepodobieństwobyłoraczejznikome.PrzymocnozbudowanymIshamieSalton,
teżsmagłybrunet,wydawałsięprzesadnieszczupły,choćporuszałsięzwdziękiem.

Rysytwarzyrównieżbyłyodmienne.Henrymiałnoskrótki,raczejprosty,zniewielkim
garbkiem,awesołeniebieskieoczykontrastowałyzoliwkowącerą.Indiauznałagoza
przystojnego.Miałurodę,którejbrakowałoIshamowi,iznacznieprzyjemniejsze
usposobienie.

-Indio,kochanie,zagarnęłaśdlasiebiepanaSaltona.-Sztucznieuśmiechniętaprzez
wzglądnagościpaniRushfordstrofowałaIndięłagodniejniżzwykle.-Mojakochana
córeczkatostrasznagaduła-szczebiotała.-Mamnadzieję,żeniejestpanznudzonyjej
pap-laniną.

-Wręczprzeciwnie,łaskawapani.-Henryzerknąłnabrataizdziwiłsięmocno,gdyten
pożegnałdamyznaczniemniejoficjalnie,niżmożnabyłooczekiwać.

background image

-Życzęszczęściawpotyczkachzteściową-powiedziałwdrodzepowrotnej.-Coza
sekutnica!

-Alełatwojąokiełznać,Henry.Zapewniamcię,żesobiezniąporadzę.-Isham
spochmurniał.

-Aniprzezmomentwtoniewątpiłem.-Henrypopędziłkoniairuszyłkłusem.

ROZDZIAŁPIĄTY

Indiabyławniełasce,ponieważzaniedbywałanarzeczonego,zajmującsięjegobratem,a
nadomiarzłegouniemożliwiłaLettyrozmowęztymmłodymczłowiekiem.

-Ależ,mamo,wcaleniezamierzałamznimdyskutować.Niemamywspólnychtematów-
oburzyłasięmłodszapannaRushford.

-Szczerzemówiąc,nierozumiemcię,mojapanno.Wyglądanato,żetwojasiostraszybko
jeznalazła.-SpojrzałapodejrzliwienaIndię.-Oczymtakszeptaliście?

-MówiliśmyolordzieIshamie-odparłazgodniezprawdą.

-Ach,tak!Mamnadzieję,żenieośmieliłaśsięwypytywaćpanaSaltonao…sposóbżycia
jegolordowskiejmości.

Indiadoskonalewiedziała,doczegozmierzamatka.Chodziłookochankę.Czyżby
posądzaławłasnącórkęokarygodnybraktaktu?Indiaspłonęłarumieńcem,aledarowała
sobiesarkastycznąripostę.

-PanSaltonzapewniłmnie,żelordIshamtoniezwyklezacnyczłowiek-wyjaśniła
rzeczowo.

-Itoprawda!Lordpoprosił,żebymwybrałamebledoGrange,niezważającnakoszta.

-IsabelRushfordwyraźniepoweselała.

-ToIndiadostaniemajątekidwórwprezencieślubnym.Możesamazechcedokonać
wyboru?-zauważyłaLetty.

Pochopniewypowiedzianaopiniawywołałatyradęnatematwspółczesnejmłodzieży.

Potoksłówustałdopierowtedy,gdyIndiazapewniła,żewsprawachdotyczących
wystrojuwnętrzzdajesięnamatkę,atazadowolonaztakiegoobrotusprawyoznajmiła:

-RozmawiałamzlordemIshamemotwojejsukniślubnej.Wiesz,żeniestaćmnienataki
wydatek.

-O,nie,chybażartujesz,mamo!-zawołałaprzerażonaIndia.-Przecieżkreacjekupione
przedwyjazdemdoLondynunadająsięjeszczedowłożenia.

-Czyśtyrozumstraciła?Tesukniesąniemodne,będzieszwnichwyglądałajakuboga
krewna.Nieprzyszłocidogłowy,żetokompromitacjadlatwegoprzyszłegomęża?

-Mamo,niezapominaj,żejesteśmywżałobie.

-Czymusiszmiciągleprzypominaćobolesnejstracie?-PaniRushfordsięgnęłapo
chusteczkę.-Jesteśbezserca!Dlaciebiekażdypretekstjestdobry,żebysprzeciwićsię
matce.Naprzykładranonamówiłaślorda,żebyzająłsiętamtymidwomaoberwańcami,

background image

choćwiedziałaś,żemniesiętoniepodoba.

-Sampostanowiłjechaćdoprzytułkuiporozmawiaćzzarządcą-oburzyłasięIndia.

-Bzdura!Widział,żeciętoobchodzi.Wprzeciwnymraziepocomiałbysiętrudzić?

-Hestermówi,żeinteresujesiędolądzieciwcałymkraju.Jestztegoznany.

-Naprawdę?-odparłapaniRushtbrddrwiącymtonem.-Oczekuję,żeprzestaniesz
wreszciecytowaćjejopinieniczymsłowawyroczni.Niezapominaj,żetadziewczyna
własnychrodzicówdoprowadzadoczarnejrozpaczy.

-Tonieprawda,mamo!

-Cotywiesz!KochanywujJamesnalega,żebytwojeweseleodbyłosięwPercevalHall,
aprzecieżwiadomo,żejegonajwiększympragnieniemjestzobaczyćtamHesterw
ślubnejsukni.-Przysłoniłaoczychusteczką.-Niemampojęcia,dokądzmierzatenświat.

-Możepragnieniewujasięspełni-wtrąciłanieśmiałoLetty.-Hesterspędzikarnawał

wLondynie.Wspomniałamiotymdziśrano.

-Czydlategotakdługomusiałamnaciebieczekaćukupcabławatnego?Plotkowałaśz
kuzynką?Ciekawe,dlaczegoniepodeszła,żebysięzemnąprzywitać.

-ByławtowarzystwiepaniGuarding.Moimzdaniemdomyśliłasię,żewolałabyśnie
odnawiaćtejznajomości.

-Słusznie.Takobietawywierazgubnywpływ.Wielokrotnietłumaczyłamwaszemu
wujowi,żejeślichcezrozumieć,czemutylemiejscowychpanienekżywinowomodne
przekonania,niechprzyjrzysięprogramowijejszkoły.Dążeniedoniezależności?Za
moichczasówniktotymniesłyszał!

Indiazdawałasobiesprawę,żeniewartosięodzywać,skoromatkazaczęłaperorowaćna
ulubionytemat.

Dobrzeprzynajmniej,żeniesprzeciwiłasięwyprawiedoprzytułku.

-KiedylordIshammapociebieprzyjechać?-zapytaławkońcu.

-Niepowiedział.Możejutro?

-Niepodobająmisiętakiepomysły,alewpewnychsprawachtrzebamuustępować.

Gdybędziesznamiejscu,zakryjustainos,żebycięnieopadłyszkodliwemiazmaty.

Najlepszajestgąbkanasączonaoctemwinnym.

Indiastarannieunikaławzrokusiostry.Wyobraźniapodsunęłajejzabawnyobraz,lecz
gdybymatkausłyszałaichśmiech,zaczęłabyjąznowustrofować.

-Muszęcięostrzec,Indio,żeniepowinnaśnadużywaćdobrejwoliIshama.-Pani
Rushfordjeszczenieskończyła.-Terazjestnadzwyczajpobłażliwy,aleniezawszetak
będzie.Mężczyźninietolerująkobietśmiałowyrażającychswojezdanie,atyjesteś
przesadnieszczera.

Indiamilczała,jakbyprzyjęładowiadomościtęreprymendę.Byłodlaniejoczywiste,że
narzeczonywrozmowachzmatkąnieujawniaswoichpoglądów,aleczywobecprzyszłej

background image

żonyokazałsiębardziejotwarty?Nazwałjązłośnicą,leczwjegoustachtookreślenie
zabrzmiałojakkomplement.Najwyraźniejwolałrozumnąjędzęodbezmyślnej
pensjonarki.

Tojużcoś.Indiazastanawiałasięnadtymwczasiepóźnegoobiadu.Gdymatkajak
zwykleposzłasięzdrzemnąć,LettystreściłasiostrzerozmowęzpaniąGuarding.

-Mamnadzieję,żeniepopełniłamnietaktu,pytającją,czywszkolesąwolneposady.

-Czemusięnatozdecydowałaś,kochanie?

-Dlamnietasprawajestbardzoważna,Indio.Muszęmiećpewność,żejesteś
zadowolonazplanowanegomałżeństwa.Wprzeciwnymraziezatrudnięsięupani
Guarding.

-Wiem,żeniejesteśuszczęśliwionatakąperspektywą.Pozatymgdybyjednaznassięu
niejzatrudniła,itaknieutrzymarodziny.Wierzmi,brałampoduwagętakąmożliwość,
alerzeczwtym,żeniemożemydłużejkorzystaćzhojnościwujaJamesa.

-Trudnomisięztympogodzić.-Lettybyłabliskapłaczu.-Wiem,żeprzyjęłaś
oświadczynylordaIshamaprzezwzglądnamnieimamę.Jaksięmiędzywamiułoży?Nie
kryłaśswegozdanianatematjegoskłonności.Niewzbudziłtwojejsympatii,prawda?

-Mogłamsiępomylić-odparłaIndia.-Częstomisięzdarzapochopnieoceniaćludzi.

Hesterdobrzesięonimwyrażała.

-Znago?-spytałazaskoczonaLetty.

-Nie,leczzdajesię,żeIshamzyskujenapopularnościnietylkodlatego,żeutrzymuje
baletnicę.-Indiazdobyłasięnasłabyuśmiech.-Zabronionomiwprawdzieprzytaczać
słowaHester,alewedługniejIshamowiniebrakrozumu,awłaśnietakichludzipotrzeba
wrządzie.

-Możezczasemgopokochasz.-Lettypoweselała.-Wydajesię,żejestcibardzooddany.

-Ależskąd!Przecieżprawiemnieniezna-zauważyłarzeczowoIndia.-Pozatym
słyszałaśopinięmamy.Jestemzbytśmiała,uparta,mamwłasnezdanie.

-Onrównież!-Lettywybuchnęłaśmiechem.-Cozaulga,siostrzyczko!Cieszęsię,że
Ishamniebudziwtobieodrazy.PaniGuardingniematerazwolnejposady.Całakadra
zostaje,masięteżpojawićnowaosoba,którejnazwiskapaniGuardingniechcezdradzić.

-Możetoilepiej.NiepowinnaśrezygnowaćzmarzeńoślubiezOliverem.Wkrótce
naszasytuacjaradykalniesięzmieni.

-Niechcębyćszczęśliwatwoimkosztem-odparłaniepewnieLetty.

-Ależskąd!Pomyśltylko,kochanie,stanęsiępaniąwłasnegodomu…araczejkilku
domów.

-Przecieżniezależycinatakichrzeczach.

-Wręczprzeciwnie,mojakochana!

-Będzieszmiaławłasnemaleństwa.-Lettyuśmiechnęłasięwkońcu.-Pomyślotym,
Indio.Dziecicięlubią.Nierazmogłamsięotymprzekonać.Będzieszwspaniałąmamą.

background image

OgarniętapanikąIndiauświadomiłasobie,żechoćprzekonujesięzwolnado
narzeczonego,nadaluważagozaobcegoczłowieka.Ilekroćcałowałjejrękę,odczuwała
zakłopotanie.Czybędziewstanieznieśćśmielszedotknięcie?Będziemusiała.Takabyła
umowa.Pomyślałazgniewem,żepotraktowanojąniczymrasowąklacz,odktórej
oczekujesiępotomstwa.

-Hesterbyławdobrymhumorze?-zmieniłatemat.

-Plotkowałajaknajęta.-Lettyzachichotała.-Niemampojęcia,skądotymwie,ale
podobnoLouisewyszłazaSywella,bonałożuśmierciżyczyłsobietegoJohnHanslope.

-Och,jakmogłasięzdecydowaćnatakikrok?!-zawołałaIndia.-Markizjestodrażający!

-Icałkiemzniedołężniały!Prawdopodobnieniebyłwstanie…niepotrafił…-Letty
zarumieniłasięzewstydu.-Chodzimioto,żeniemógłzostaćojcem.

-NaszczęściedlaLouise-odparłakpiącoIndia.-Sąjakieświadomościoniej?

-Narazienie.Bardzodziwnahistoria,prawda?Pamiętajmy,żeLouisejakomała
dziewczynkawniezwykłychokolicznościachtrafiładoopactwaSteepwood.Wszyscysię
dziwili,dlaczegowładzeoddałymałążonieJohnaHanslope’a.

-Wielusądziło,żeLouisetojegonieślubnacórka.

-Mnietawersjanieprzekonuje-odparłastanowczoLettyzbytpochłoniętarozmową,by
odczuwaćzakłopotanie.-Byłczłowiekiemżelaznychzasad.Zpewnościąkryjesięzatym
jakaśtajemnica.

-Letty,jesteśaniołem-kpiładobrotliwieIndia.-Zawszeżyczliwiemówiszobliźnich.

NawetIshammauciebiedobrenotowania.

-Oczymtymówisz?

-Zastanawiamsię,dlaczegoniespodziewanieprzestałycięniepokoićmojezaręczyny.

-NazbytpochopnieuznałamIshamazapotwora.Kiedypoznasięgobliżej…Krótko
mówiąc,jestmilszy,niżsądziłam.

Siostranieodpowiedziałanapytanie,uświadomiłasobieIndia.Kolejnysekret,jedenz
wieludotyczącychtajemniczegomężczyzny,któregowkrótcemiałapoślubić.Byłdlaniej
zagadką.Kiedyprzyjęłaoświadczyny,porzuciłdrwiącyton,którymzwracałsiędoniejw
czasiedwupierwszychwizyt.Starałsięzdobyćjejwzględyibyłniezwykleuprzejmy.
Indiazastanawiałasiędlaczego.Przecieżniemusiałjużoniązabiegać.Zawarliukładi
bezwątpieniażadnazestronniezłamiedanegosłowa.

Wzruszyłaramionami.Zjejobserwacjiwynikało,żemężczyźninieznosządąsówiscen.
ZapewneIshamniechciałjejdenerwowaćidlategozmieniłton.Bardzosobiechwaliła
jegoobecnezachowanie.Jakwcześniejzauważył,tworzylidosyćdobranąparę.India
westchnęła.Tenzwiązekzapowiadałsiępomyślniej,niżpoczątkowoprzypuszczała,lecz
bardzoróżniłsięodromantycznejmiłości,októrejmarzyłajakomłodziutkadziewczyna.

GłosLetty,perorującejozaginionejmarkizie,przywołałjądorzeczywistości.

-Jakmyślisz,dokądwyjechała?

background image

-Niemampojęcia,kochanie,alegdziekolwiekjest,najważniejsze,żebymiałazczego
żyć.Biednadziewczyna!Musiałaprzejśćkatusze!

-Żałowałamjejnawetwtedy,gdybyładzieckiem-powiedziałaznamysłemLetty.-

Mytrzymałyśmysięrazem,miałyśmyteżGilesa,krewnychiznajomych,aLouisezawsze
byłasama.Nieprzypominamsobie,byznalazłatowarzyszyzabawwśróddziecizwioski.

-MoimzdaniemHanslope’owiesobietegonieżyczyli.Możedlategoledwieskończyła
trzynaścielat,wysłalijądalekostąd.Zpewnościąniechodziłooedukację,bopani
Hanslopejakodawnaguwernantkasamapotrafiłająwszystkiegonauczyć.Pewnie
chodziłoopoznanietajnikówdobregozawodu.PośmierciżonyHanslopezpewnością
bardzosięniepokoiłoprzyszłośćLouise.

-Naturalnie!Strachpomyśleć,cogroziłomłodziutkiejpannie,gdywpadławłapy
markiza!-Lettyażsięwzdrygnęła.-Hanslopepostąpiłwłaściwie,wysyłającjądaleko
stądnasiedemlat.Ciekawe,dlaczegowróciła.

-Hanslopebyłumierającyichciałsięzniąpożegnać.

-Torozumiem,alebyłobylepiej,gdybyzrezygnowałzodwiedzin,skorokilkatygodnipo
powrociewyszłazamarkiza.

-Zapewnesamatakpostanowiła.Hanslopenapewnojejdotegoniezmusił.

-Chybanie.-Lettywestchnęła.-Gdziekolwiekjest,życzęjejszczęścia.

-Kochanie,niezaprzątajsobiegłowycudzymiproblemami.Dośćmamywłasnych,a
przypuszczam,żemamaprzysporzynamichwięcej.JakiewrażeniezrobiłnatobieHenry
Salton?

-Moimzdaniemjestczarujący.Niezorientowałsięjeszcze,żemamausiłujenas
wyswatać.

-Przeciwnie,doskonalezdajesobieztegosprawę-zauważyłaponuroIndia.-Moim
zdaniemjejstaraniabyłyażnazbytoczywiste,alepanSaltonjestzbytdobrzewychowany,
żebywprawiaćnaswzakłopotanie.

-Ajamiałampustkęwgłowieiniepotrafiłamwykrztusićsłowa.Chybanieoczekiwał,że
okażęmuzainteresowanie.

-Niekłopoczsię.Natychmiastdałmidozrozumienia,żeniejestdowzięcia.Wprosttego
niepowiedział,alemoimzdaniemszukabogatejżony.

-BratIshamabezpieniędzy?

-Przyrodnibrat,Letty.Anthonydziedziczytytułirodzinnedobra.MatkapanSaltonaz
pewnościązostaładobrzezabezpieczona,alepókiżyje,samadysponujemajątkiem.

-Czymamajesttegoświadoma?

-Jeszczenie.Niechciałamonimplotkować.Kiedymamadowiesię,jaksprawystoją,na
pewnozmieninastawienie.

-ComyśliszoSaltonie,Indio?

-Jegomanierysąnienaganne,spojrzenieotwarteiszczere.Toczarującymłodyczłowiek

background image

obdarzonypoczuciemhumoru,jednak…Przyłapałamgonakilkuniedomówieniach.

-Zaskoczyłaśmnie.Cocięniepokoi?

-Niepotrafiętegookreślić.Wiem,żewyrażamsięniejasno,aleodniosłamwrażenie,
jakbymnieostrzegałprzedswoimbratem.

-Itocięoburzyło?-spytałazuśmiechemLetty.-Nieprzypuszczałam,żezechceszbronić
dobrejsławynarzeczonego,aleprzyznaję,żebardzomnietocieszy.

-Widzę,Letty,żeAnthonymateżinnąobrończynię.Wierzmi,onwcaleniepotrzebuje
naszegowstawiennictwa,bosamustanawiazasadyiwedlenichpostępuje.Askorojużo
nimmowa…Zechceszuświadomićmamie,żenalegał,byślubiweselebyłyskromne?
Jużtoodniegosłyszała,ajednakplanujewielkąuroczystość.

-Biednamama!Wymarzyłasobieceremonię,któraprzyćmiłabyzaślubinyBeatriceRoade
wyznaczonenadwudziestegodrugiegogrudnia.Szykujesięsensacjanacałąokolicę,choć
mamanaraziezawiadomiłaowaszychzaręczynachtylkosąsiadów,doktórychmogła
dotrzećpiechotą.

-WujJamesprzekażewiadomośćpozostałym-zauważyłaprzygnębionaIndia.-

Wczorajmamawysłaładoniegobilecikzprośbąoużyczeniepowozu,bochcejechaćdo
Northamptonpostrójdlamnie.Próbowałamjejuświadomić,żeniepotrzebujęnowych
rzeczy.

-Zróbdrobneustępstwo.Dlaniejtowielkaprzyjemność-nalegałaLetty.-Zresztąprzyda
cisięsukniaślubnainowyczepek.

-Takiezakupywydająsięniewłaściwe,ponieważjesteśmywżałobie-odparłacicho
India.-Och,Letty,ogromnietęsknięzatatą.Musimyzawszeonimpamiętać.

-Naturalnie-zapewniłaLetty-alemoimzdaniemniechciałby,żebyśbyłaprzygnębiona.
Zawszeżyczyłsobie,bynaszelosyszczęśliwesięułożyły.

Niestetyowożyczenieniezniechęciłogodohazardu,pomyślałazasmuconaIndia.

Mimowszystkoniepotrafiłagowinićzpowoduowejsłabości,zktórąniewalczył.

Spróbowałaotymniemyśleć.

-Ustaliliściejużdatęślubu?-spytałaLetty.

-TrzebasięnajpierwnaradzićzwujemWilliamem.Anthonymusisięznimzobaczyć.

Pierwszezapowiedzizostanąogłoszonewprzyszłymtygodniu.

-WtakimrazieprzedBożymNarodzeniembędzieciemałżeństwem.

-Zapewne.Moimzdaniempośpiechniejestwskazany,aleIshamsięuparł.

-Akiedyzabierzeciędoprzytułku,żebystanowczorozmówićsięzzarządcą?Tobardzo
dobrypomysł.

-Maszrację.-Indiawkońcusięuśmiechnęła.-Niewiem,cobymzrobiła,gdybymi
wtedyniepomógł.Cieszęsię,żepostanowiłniedopuścić,abytamtenczłowieknadal
krzywdziłdzieci.Sądzę,żejutrotampojedziemy.

background image

GdynastępnegodniadopołudniaAnthonysięniepojawił,uznała,żewyprawaniedojdzie
doskutku.Northamptonbyłoodległeokilkamil,azimąszybkozapadałzmierzch.

Niesądziła,byIshamchciałforsowaćzaprzęg,jeżdżącwieczorempodrogach
rozmiękłychodjesiennegodeszczu.Włożyłamocnoznoszonąsukienkęiposzłado
kuchni.Martawciążboczyłasięnanią,bozostałasurowoskarconazaniedawną
samowolęikrnąbrność.

Przepadłagdzieś,aogieńnakuchennympaleniskujużprzygasał.

Indiadorzuciładrewnażarzącesięgłownie,zawiesiłakociołektużnadpłomieniamii
poszładospiżarni,którawedlejejzdanianiebyłanależyciezaopatrzona,leczznalazłsię
tamkawałekwieprzowinywsamraznapieczeń.Indianadziałagonarożeniumieściła
nadpło-nącymipolanami,żebymięsosięładniezarumieniło.Znalazłateżostatniejabłka
ztegorocznegozbioru.Wśrodkuzimymiłozjeśćjabłkawcieście,więcsięgnęłapomąkę,
wysypałająnakuchennystółizagniotłaciasto.Zajętarobotąnieusłyszała,żezajej
plecamiotworzyłysiędrzwi.

-Miłyzapach.Mogęzostaćnaobiad?-dobiegłjągłębokimęskigłos.Wystraszona
odwróciłasięiujrzałastojącegowdrzwiachlordaIshama.

-Toty?-zawołała.-Myślałam,żenieprzyjedziesz.

-Wielkibłąd,mojadroga.Przecieżbyliśmyumówieni.

-Zrobiłosiępóźno.Mamyjechać,milordzie?Oczwartejbędziejużciemno.

-Owszem.-Wcaletymniezmartwionypodszedłdostołu,naktórymleżałociasto
starannieokryteprzejrzystągazą,aobokjabłkazwyciętymiśrodkami.

-O!Jabłkawcieście!-NatwarzyIshamapojawiłsiępromiennyuśmiech.-Dlakróla
JerzegoTrzeciegotoprawdziwazagadka.

-Dlaczego?-spytałazaciekawiona.

-Naszbiednyszalonywładcaniebyłwstaniepojąć,jakmożnaupiecwcieściecałe
jabłko.-Wyciągnąłzkieszeniśnieżnobiałąchusteczkę,przysunąłjądoustIndiiipolecił:
-

Napluj!-Gdynazbytzdumiona,żebyprotestować,zrobiła,cokazał,zuśmiechemwytarł
jejtwarz.-Miałaśtrochęmąkinaślicznymnosku-wyjaśniłidodał:-Aterazłaskawa
panizechcewłożyćpłaszcz.Mojekonienielubiądługoczekać.

-Chceszjechaćnatychmiast?Wtejchwili?

-Tak.

-Ależ,milordzie,niemogęterazwyjść.-Wskazałanakuchennystół.-Pozatymnie
jestemodpowiednioubrana.

Ishamrzuciłokiemnapieczeńskwierczącąnarożnie.

-Twojarodzinaniebędziegłodować-powiedział.-Ajazajmęsięjabłkami.

-Anthony,mojasukienka…Stanąłprzedniąipołożyłjejręcenaramionach.

-Indio,musiszzdecydować,cojestważniejsze:eleganckakreacjaczydobrodzieciaków,

background image

którewczorajuratowałaś.Musiszdokonaćwyboru.Jedziemyterazalborezygnujemyz
wyprawy.

-Naturalniemaszrację.-Indiapopatrzyłanajegozachmurzonątwarzipoczuławstyd.

-Daszmidziesięćminut?

-Tylkodziesięć?-powtórzyłzuśmiechem.-Zdążysz?

-Lettymipomoże.Uwiniemysiębłyskawicznie.-Uległapokusieipostanowiłazniego
zażartować,abyzatrzećzłewrażenie.Niepotrzebniespierałasięobłahostki.-Bezobaw.
Nieubieramsięwskomplikowanekreacje.

-Tosięzmieni,kochanie,tosięzmieni.-Ishamwyjąłzegarek.-Straciłaśminutę.

Indiapobiegładodrzwi.Nagleoczymśsobieprzypomniała.

-Amama?Porozmawiaszznią,Anthony?Niewie,żeprzyjechałeś,tak?

-Czywprzeciwnymraziezastałbymcięprzypracy?DrzwiotworzyłaLettyipokryjomu
wpuściłamniedośrodka.PaniRushfordmagościa,jestzajętarozmowąinanicnie
zwracauwagi.Zmykaj.Przekonamją.

Ruszyłdosalonu,aIndiapobiegłanagórę.Lettybyławjejpokojuizdążyłajuż
przygotowaćnajbardziejtwarzowąsuknię.

-Powinnaśmnieuprzedzić,żeIshamprzyjechał-zawołałazuśmiechem.-Gdywszedł,
nosmiałamwmące.

-Jemutowcalenieprzeszkadza.-LettyszybkopomogłaIndiizdjąćstarąsukienkę.-

Pozatymchciałpostawićmamęprzedfaktemdokonanym,bojegozdaniemmarudziłaby,
próbującwaszatrzymać.

Indiawłożyłapopołudniowąsuknię,drżącymipalcamizapięłaguzikiukarczkai
mankietów,apotemzerknęławlustro.

-OBoże!Jestemrozczochrana,aniemamczasusięuczesać.

-Czepekzakryjeniedbałąfryzurę,kochanie.Włożyszpłaszcz?

-Chybatak.Zrobiłosięchłodno.Letty,lordIshamwstawiłdopiecajabłkawcieście.

Możeszjewyjąćlubdopilnować,żebyMartasiętymzajęła?

-Cozrobił?-spytałaLettyzniedowierzaniem.

-Mnierównieżzaskoczył.Wyobraźsobie,wienawet,jakdługopowinnysiępiec.Znasię
nawieludziedzinach-dodałauszczypliwie,narzucającpłaszcz.Poprawiłaczepeki
zbiegłaposchodach.

-A,jesteś,najdroższa!-Ishampodszedł,gdywpadładosalonu,ująłjejdłońizłożyłna
niejpocałunek.-Dotrzymałaśsłowa.Twojamatkaprawiemiwybaczyła,żecięporywam.

Obiecałem,żebędęociebiedbać.

Indiaunikałaspojrzeniamatki,gdywitałasięzjejgościem.PaniHorton,najbliższa
sąsiadka,zwyklerozgadana,zamilkłanawidoklordaIshama,którybyłwobecniej
uprzejmyitrochęprotekcjonalny,jakprzystałonaprawdziwegoarystokratę.Zdaniem

background image

Indiiumyślniezachowywałsięwtensposób-zarównoprzezwzglądnajejmatkę,jakina
paniąHorton.

-Możemyruszać?-zagadnąłprzyjaznymtonem.-Mamysporozajęć.

UkłoniłsiępaniomiwyprowadziłIndięzsalonu.Uśmiechałasię,gdypomagałjejzająć
miejscewpowozie,otulałnogifutremiwsuwałpodstopygorącącegłę.

-Cociętakubawiło?-spytał,zerkającnajejtwarz.

-Milordzie,cóżtozamaniery?PaniHortonomalnieumarłazestrachu.

-Naprawdę?-rzuciłIshamzminąniewiniątka.-Indio,musiszwybaczyćpewną
szorstkośćdawnemużołnierzowi.Wydawałomisię,żebyłemnadzwyczajuprzejmy,ale
widzę,żetrzebasięuczyćdobrychobyczajów.

-Niechmiwaszalordowskamośćnieopowiadabzdur!Przejrzałamtęgrę.Biednapani
Horton!Chybasiędomyślasz,żewnaszymsalonienatychmiastrozgorzaładyskusjana
temattwojegocharakteru.

-Niezmarzłaś?-zapytałIsham,wsuwającjejdłońpodswojeramię.-Podróżniepotrwa
długo.Wstąpimynaobiaddomiejscowegozajazdu.Niewartozpustymżołądkiem
załatwiaćżadnejsprawy.

-Rozumiem,żeposiłkisąważne,tak,milordzie?

-Oczywiście.Chybakażdytakuważa.-Popatrzyłwjejroziskrzoneoczy.-Aha,
rozumiem!Chceszmniewybadać.Zapewniamcię,kochana,żewkwestiijadłainapitku
mamogromnedoświadczenie.NaprzykładwHiszpaniigłodowałem.Trudnotambyło
zdobyćżywność.Wmałymkociołkugotowałemkrólika,pulpęzgrochu…cokolwiek
udałosięznaleźć.

-Niebyłoordynansa,którypowiniensiętymzajmować?-Indianiewierzyławłasnym
uszom.-Próbujeszmiwmówić,żeoficerkucharzyłprzyobozowymognisku,aordynans
wypoczywał?

-Niebyłoinnegowyjścia,Indio.Zostaliśmyodcięciodnaszegodowództwa,atamten
nieszczęśnikbyłciężkoranny.

-Och,przepraszam!-Miałaświadomość,żetesłowaniestanowiąwłaściwego
zadośćuczynienia.Porazkolejnyjejpochopnaocenanieprzystawaładorzeczywistości.-

Gdybymwiedziała…

-Anibyskąd?-Ishamniewziąłsobiedosercajejkąśliwejuwagi.-Niechciałbym,żebyś
mnieuważałazaczłowieka,któryniemapojęcia,cosiędziejewjegowłasnejkuchni.

-Poznałamkilkupanówchętniezaglądającychdogarnków-odparłacicho,mającna
myśliojcaiwujów.

-Awidzisz?

-Czybratsłużyłztobąwwojskupodczashiszpańskiejkampanii?-zapytała.

-Wspomniałemci,żeHenryjestmoimprzyrodnimbratem.Ojciecbyłdwukrotnieżonaty.

-Maszpewniemacochę,tak?

background image

-Owszem-powiedziałtonemniezdradzającymżadnychemocji.-MieszkawLondynie,
aleprzyjedzienaślub.

-Ach,tak!Milordzie,nieusłyszałamodpowiedzinapytanie.

-Henryniepalisiędosłużbywojskowej.NiedawnowróciłzIndii.-TonIshamanie
zachęcałdorozwijaniatematu,aleIndianiedałazawygraną,ponieważchciałazdobyć
więcejinformacjiozagadkowymmłodzieńcu,któregoniepotrafiłarozszyfrować.

-Jesteściebraćmi,leczsporowasróżni,prawda?HenryzostaniewAnglii?

-Zapewne!Twojamatkachybamiałarację,odradzającnamzimowąpodróżdoCheshire.
Boiszsiętejwyprawy?

-Chceszjechać,prawda?

-Tak,ale…

-Wtakimrazieniezmieniajplanówprzezwzglądnamnie.Niejestemkruchąistotką,
którątrzebanosićnarękach.

-Mimotowswoimczasiechętniewezmęcięnaręce-odparłzuśmiechem,aIndia
zarumieniłasię,złanasiebie,bosprowokowałagodośmiałejidwuznacznejuwagi,którą
umyślniezbiłjąztropu.

-Jaksięmająchłopcy?-pospieszniezmieniłatemat.

-Zbadałichlekarzistwierdził,żesąwgorszymstanie,niżnamsiępoczątkowo
wydawało,caliwoparzeniachibliznach.Tuiówdziewdałosięzakażenie.

-Anthony,onimuszążyć!

-Twoimpodopiecznymniebrakodwagi.Joejestbardzodzielnyichętniepomaga
Tomowi.Skóramicierpła,gdylokajeichmyli,alezrobilitodelikatnie,achłopcynawet
niepisnęli.

-Lokaje?

-Joepostawiłsprawęjasnoioznajmił,żeniejestjużmałymberbeciem,więcbabynie
będągokąpać.Oglądałaśpodeszwydzieciaków?

-Nie.Czemupytasz?

-Obajchłopcybardzokuleją.Briggs,zarządcaprzytułkumiałswojesposoby,żebyich
zapędzićdownętrzakominów:wbijałszpilkiwpodeszwyalborozpalałpodnimiogień.

-Och,gdybymdostałategodraniawswojeręce!-zawołałaIndia,ztrudemopanowując
wściekłość.-Trzebagopowstrzymać,nimjakieśdzieckoumrze.Będziewprzytułku?

-Uspokójsię-odparłnatychmiastIsham.-Uprzedziłemgoonaszejwizycie.Z

pewnościąnieodważysięzlekceważyćtejwiadomości.

-Napewnozacznieszukaćwymówekispróbujenasprzekonać,żeobrażenianiepowstały
zjegowiny.Pamiętasz,żeBriggssprzedałmalcówdofabryki?

-Zrobiłtoprzedczteremadniami.Chłopcywykonywalibytampracę,któraniegrozi
podobnymiranamiioparzeniami.

background image

-Alejestniebezpieczna.

-Maszrację,leczuJoeiTomabraknowychran.Natejpodstawiemożemypociągnąć
Briggsadoodpowiedzialności.

Indiazamilkła.Najchętniejprzypiekłabyzarządcęnawolnymogniuwjegowłasnym
palenisku,choćżadnakaraniewydawałajejsiędośćsurowadlategonikczemnika.
ZerknęłaukradkiemnatwarzIshamainabrałaotuchy.Pojegominiepoznała,żeBriggs
będziewnetprzeklinałdzień,wktórymrozpocząłswójohydnyproceder.

-OpowiedzmiowalkachwHiszpanii-poprosiła.-WAngliiniewielesięwieo
warunkachpanującychwtymkraju.

PorazkolejnyudałojejsięzaskoczyćIshama.

-Niemusiszbawićmnieuprzejmąrozmową,Indio.Zpewnościąnieobchodzicię…

-Wręczprzeciwnie,jestembardzozainteresowana.

Wprzeciwnymrazienieprosiłabymorelację-przerwałaopryskliwie,zirytowanajego
protekcjonalnymtonem.Ishamprzyglądałsięjejprzezchwilę.

-Nadzwyczajne!My,weterani,przywykliśmy,żeludzietłumiąziewanie,ilekroćjesteśmy
natyległupi,bywspominać,przezcoprzeszliśmy.

-Pomyłka,milordzie.Wszyscyjesteśmyświadomi,ilezawdzięczamynaszejarmiioraz
flocie.

-MarynarzyistotniewychwalasięodczasuzwycięstwaodniesionegoprzezNelsonapod
Trafalgarem,leczpiechotysięnieceni,bonalądzieNapoleonuchodziza
niezwyciężonego,amywielokrotniedoznaliśmyporażki.

-Wiem,żebyłyteżzwycięstwa.WalczyłeśpodTalaverą?

-Tabitwazakończyłamojąwojskowąkarierę,chociażsłużyłempodrozkazami
Wellesleyaodkampaniiholenderskiej.

-Tęskniszzatamtymżyciem,milordzie?

-Czasami.Ceniłemsobieżołnierskąsolidarnośćiciągłestarania,żebywybrać
odpowiedniątaktykęiprzechytrzyćnieprzyjaciela,aleprzerażałmniezgiełkpolabitwy,
jękirannych,prymitywnezabiegichirurgicznebezznieczuleniaizimnoprzenikającedo
szpikukości.

-Sądziłam,żewHiszpaniipanująupały.

-Latemżarjestniezniesienia,aleniemaszpojęcia,jakniskietemperaturyzdarzająsię
tamzimą.-Ishamumilkłidodałpochwili:-Niebędęotymmówić,bozniszczętwoje
wzniosłewyobrażeniaożyciuwojskowych.

-Maszmniezaidiotkę,milordzie?-zapytałacichoIndia.-Żyjemytuwygodnie,zdalaod
niebezpieczeństw,aleodczegowyobraźnia?Mojawciążpracuje.

-Stalemniezaskakujesz!-oznajmiłIsham,obrzuciłIndiębadawczymspojrzeniemi
wziąłjązarękę.-Wybacz,kochanie.Niedoceniłemcię.

Wtejsamejchwilipowózskręciłzgłównejdroginadziedzinieczajazdu„PodAniołem”,

background image

gdziejużichwyglądano.Drzwiotworzyłysię,ledwiedonichpodeszli,awłaścicielstanął
naprogu,żebyichpowitać.Indięwprowadzonodośrodkawśródukłonówiokrzyków,z
którychwynikało,żepryncypałuważaodwiedzinylordaIshamazaniebywałyzaszczyt.
Oddałimdodyspozycjiosobnygabinetizapewniłsolennie,żenimzdejmąpłaszcze,
obiadbędzienastole.

Indiazrozbawieniempomyślała,żesamaobecnośćIshamazapewniausługęna
najwyższympoziomie.Miałarację,bodaniaokazałysięwyborne.Indiajadłajednak
niewiele.

-Niesmakujeci?-spytałzatroskanyIsham.-Wolałabyśinnepotrawy?

-Tesąpyszne,milordzie-zapewniłaszczerze-alemyślorozmowiezBriggsemodbiera
miapetyt.

-Zaufajmi,Indio,iniepozwól,żebyohydnepostępkitamtegodraniapozbawiłycię
wspaniałegoposiłku.ZapomnijonimnachwilęiopowiedzmioLettyorazjejnadziejach
wiązanychzOliveremWellsem.

ROZDZIAŁSZÓSTY

-Powiedziałaciotym?-Indiabyłzdumiona.

-Tak.Ztwojąsiostrąłączymnieserdecznazażyłość.

-Zauważyłam-odparłaIndia,starającsięukryćzłość.

Letty,którazawszebyłajejsojuszniczką,niespodziewanieprzeszładowrogiegoobozu.

KorciłoIndię,abyzapytać,cojejobiecał,żetakdobrzesięonimwyraża.Pokusabyła
silna,lepiejjednaktrzymaćjęzykzazębami.

-CzyLettyjestpewnaswoichuczuć?-Ishamniedawałzawygraną.

-JejsercenależydoOliveraWellsa.Niesądzę,abyzmieniłazdanie.

-Atenmłodyczłowiek?

-Uwielbiają.Lettykażdegopotrafisobiezjednać,bojestłagodnaimiła.Wszystkim
okazujeżyczliwość.

-Wprzeciwieństwiedostarszejsiostry?-Umyślniebyłtrochęuszczypliwyitrafnie
przewidziałreakcjęIndii.

-Milordzie,najlepsząznawczyniąmojegocharakterujestmatka.Proszęsiędoniej
zwrócić.

-Mojadroga,usłyszałemodniej,żejesteśnajpotulniejszązpanien,ustępliwąniemaldo
przesady!Oczywiściedomyślamsię,żejestodrobinęstronnicza.-Mówiłtozpoważną
miną,alewjegogłosiesłyszałatłumionyśmiech.NanicsięzdaływszelkiestaraniaIndii.

Niezdołałazachowaćpowagi,austasameułożyłysiędouśmiechu.

-Nietrzebaobawiaćsięjejstronniczości,milordzie.Zapewniam,żedoskonaleznamoje
wady.

-Maszje?Prawdziwaniespodzianka!

background image

-Nieżartujzemnie.Doskonałewiesz,żeniejestempotulnaaniustępliwa.Ktomnie
nazwałzłośnicą?

-Świętesłowa.Opowiedzmioinnychswoichwadach.Byłobyfatalnie,gdybympoznał

jedopieropoślubie.-Ishambawiłsiędoskonale,leczdałasięwciągnąćdotejgry.

Wybuchnęłaśmiechemibezsłowapokręciłagłową.Tymrazemwzmiankaorychłym
małżeństwieniesprawiłajejprzykrości.

-Podobnomieliśmyrozmawiaćomojejsiostrze.

-Owszem.Jakieprzyczynyuniemożliwiająjejmałżeństwo?Niechciałaotymmówić.

-Nicdziwnego.Smucisiębardzo,ponieważrodzinaOliveramawobecniegoinneplany.

-Znaszich?

-PoznałamtylkoladyWells-odparłacicho.-NiebyłazbytmiładlaLetty.

-Okropnybabsztyl.Czasamibywaśmieszna.

-Jakto?-Indiaosłupiała.LadyWells,damaowyniosłychmanierach,sprawiaławrażenie
prawdziwejwładczyninajsłynniejszychlondyńskichsalonów.TaksięprzynajmniejIndii
wydawało.

-Mafatalnepochodzenie,ajejwysiłki,żebystaćsiębardziejkrólewskąodrodziny
panującej,wzbudzająogólnąwesołość.

-Lettywcaleniebyłaubawiona.

-PaniWellsdziałaludziomnanerwy.Indio,opowiedzmiterazowaszymbracie.Mana
imięGiles,prawda?ChybarzadkozaglądadoLondynu.Niebyliśmysobieprzedstawieni.

-Lubiprzebywaćnawsi.-Odpowiedźbyławymijająca,aleIndiawolałanietłumaczyć,
żeGilesniemaochotyanipotrzebywłóczyćsiępolondyńskichklubach,takchętnie
odwiedzanychprzezIshamaijegokompanów.

-Gdzieterazprzebywa?

-WhrabstwieDerby.Chciałbyzatrudnićsięjakozarządcamajątku.Matamznajomych,
którzypomogąmuznaleźćodpowiedniąposadę.

-Interesujesięrolnictwem?

-Tojegopasja.Oddawnazamierzałprzywrócićmajątek…Chciałampowiedzieć…-

Umilkłaświadoma,żewkraczananiebezpiecznygrunt,leczIshamwcaleniebył
speszony,żewspomniałaoutracierodzinnychdóbr.Popatrzyłnazegarek.

-Porajechać-oznajmił.-Zimąwcześnierobisięciemno.Niechcę,żebytwojamatka
wyobrażałasobierozmaitenieszczęścia,któremogłybysięnamprzytrafić,gdybyśmy
wracalipozmierzchu.

-Dalekostąddoprzytułku?-Jesteśmywpobliżu.

-ABriggs?Wiesz,gdziegoszukać?

-Będzienamiejscu.Wysłałemmuwczorajwiadomość.-Ishamotworzyłdrzwii

background image

przepuściłIndię.Wyszłaiprzezchwilęczekała,ażzałatwirachunkizwłaścicielem
zajazdu.

Wgłębikorytarzazajejplecamiotworzyłysiędrzwi.Kątemokazobaczyłaroześmianą
parę.

Potemrozległsięradosnypisk.

-Anthony!Kochanie,wiekicięniewidziałam!Gdziesięukrywasz?

Indiaodwróciłagłowę.Naszyijejnarzeczonegouwiesiłasięmłodakobietaowyjątkowej
urodzie.Stojącyobokmłodzieniecenergiczniepotrząsałjegodłonią.

-Aniechciędiabli!-zawołał.-Ktobyprzypuszczał,żeciętuspotkamy.Chybanie
zostałeśzmuszonydoprzeprowadzkinawieś?

-Jeszczenie.-LordIshamzestoickimspokojemuwolniłsięzuściskuznajomych.

PonadichgłowamispojrzałnazdumionąIndięirzekł:-Mojadroga,właścicielzajazdu
odprowadziciędopowozu.Zamomentdociebiedołączę.

Jegoznajomiodwrócilisięnatychmiast,żebypopatrzećnaIndię,któraruszyładowyjścia.
Czułasięupokorzona.Byłooczywiste,żeIshamniezamierzajejprzedstawić.

Czyżbysięjejwstydził?Popatrzyłanaswójciemnystrójpozbawionywszelkichozdób.W

porównaniuztamtąpięknością,którąAnthonyprzedchwilątrzymałwramionach,
wyglądałajakwyliniaławrona.Mimowszystkojegolordowskamośćniemiałprawatak
jejpotraktować.Byłazdumiona,żezabrakłomupoczuciataktu.

Dotrzymałsłowa.Ledwieusiadławpowozie,oparłastopynarozgrzanejcegleiotuliła
kolanafutrem,wróciłikazałstangretowiruszać.Milczałaniepewna,czyzdoła
powstrzymaćsięodnieprzyjemnychuwag,skorotaksięzachowałwobecnościswoich
znajomych.Ishamzdawałsięniedostrzegaćjejniechęci.

-GotowadopotyczkizBriggsem?-spytałpogodnie.

-Tak-rzuciłaiznówwpowoziezapadłacisza.

-OBoże,jestemwniełasce.-Szybkozorientowałsię,cojestprzyczynąjej
niezadowolenia,idodałprzyciszonymgłosem:-Niepowinnaśzaprzątaćsobiegłowy
tamtąkobietą.Niemogłem…niebyłomowyodokonaniuprezentacji.

-Odniosłamwrażenie,żejestcibliska-odparłazjawnąirytacją.

-Najdroższa,gdybymnieznałciętakdobrze,pomyślałbym,żejesteśzazdrosna.-W

ciemnychoczachpojawiłysięwesołeiskierki.-Toniebyła…baletnicazopery.

-Takamyślniepostałamiwgłowie-skłamałaIndiaispłonęłarumieńcem.-Bardzo
proszęwmojejobecnościbardziejuważaćnasłowa.

-Zgorszyłemcię?Niesądziłem,żetomożliwe!-Popatrzyłnajejprofilidodał

pojednawczymtonem:-TapannaimłodyStillingtonsą…zaprzyjaźnieni.Wtych
okolicznościachniemogłemcigoprzedstawić.

-Rozumiem.-Indiazłagodniała.-Onajestprześliczna.

background image

-Owszem,rzucasięwoczy!-przyznał.-Isporokosztuje.

-Oszczędźmiszczegółów.-Indiaznowusięzarumieniła.-Wiem,żepanowiemiewają…
przyjaciółki,aletoniemojasprawa.

-Czyżby?-Ishamprzyglądałsięjejzciekawością.-Bardzoliberalnepodejściedo
sprawy.Zapewneprzemyślałaśtękwestię.Jakietociekawe!Zechceszmiłaskawie
powiedzieć,dojakichwnioskówdoszłaśwtejmaterii?

Oburzonajegolekceważącymtonem,postanowiławyjawićswezdanie.

-Słyszałam,żewiernośćjestniemodna-odparłachłodno.-Panowieztowarzystwa
szukająwiadomychprzyjemności,aichżony…Kiedywydadząnaświatspadkobierców,
biorąsobiekochanków.

ChciaławytrącićIshamazrównowagiidopięłaswego.Usiadłwyprostowany.Wjednej
chwilizniknęłopobłażliwerozleniwienie.

-Niewypowiadajpochopnychsądów!Czytakajesttwojawizjamałżeństwa?

-Ależskąd!-zaprzeczyła.Mocnowystraszonanagłązmianąjegowyglądunadrabiała
miną.-Muszęjednakprzyznać,żemy,panieztowarzystwa,niejesteśmywstanie
współzawodniczyćzkobietamitakimijakprzyjaciółkamłodegoStillingtona.

-Głupstwamówisz!-Ishamponowniezmieniłsięnatwarzy.-Tamtadzierlatkaniejest
godna,żebyczyścićcibuty!Niktciniepowiedział,żejesteśwyjątkowopiękna?-Gdy
Indiapopatrzyłananiegozniedowierzaniem,dodałzniecierpliwiony:-Naprawdęsądzisz,
żepuder,szminkaimodnefatałaszkiprzesądzająokobiecejurodzie?

-Bezwątpieniająpodkreślają-upierałasię.

-Bzdura!Pewnegodniaprzekonamcię…-urwałwpółzdania,bopowózsięzatrzymał.

-Jesteśmynamiejscu.Cóżzaponurywidok!

Indiabyłategosamegozdania,gdyujrzaładługą,niską,pozbawionąokienceglanąścianę.

-Przypominawięzienie-szepnęła.

-Wkrótcetosięzmieni.-Pomógłjejwysiąść,astangretzadzwoniłdodrzwi.-Jesteś
pewna,żechceszrozmawiaćztymiludźmi?-upewniłsię.-Jeślisobieżyczysz,samsię
nimizajmę.

-Nie-odparłacicho.-Chcębyćprzytymobecna.

Wkrótceznaleźlisięwobszernejsieni,gdzieniebyłożadnychmebli.Indiadrżała,bo
chłódprzenikałdoszpikukości,alekobieta,którawyszłaimnaspotkanie,zpewnością
nieodczuwałaprzejmującegoziąbu,bospowijałyjąniezliczonechusty.Byłaniska,otyła,
rysymiałapospoliteicuchnęładżinem.Zbliżyłasięiwykonałagłębokidyg.

-Takizaszczyt,łaskawypanie!-Małym,bystrymoczomnieumknąłżadenszczegół.

Indiadomyślałasię,żejejstrójzostałbłyskawicznieoszacowany.Spojrzałazgóryna
kobietęidumnieuniosłagłowę.

-GdzieBriggs?-Ishamnietraciłczasunazbędneuprzejmości.

background image

-Czekanawasząlordowskąmość.Proszęzamną.-Kobietaruszyłaprzodemiotworzyła
drzwiwgłębikorytarza.

Kontrastbyłuderzający.Ogieńbuzowałwesołonaogromnymkominku,przyktórym
drobnymężczyznanalewałsobiegorącegoponczuzmisyspowitejkłębamipary.

-Czywaszalordowskamośćzechcesięczegośnapić?-Kobietaznadziejąpopatrzyłana
Ishama,wyraźniegotowaspędzićmiłągodzinkęwtowarzystwiedostojnegogościa.

-Nie,dziękujemypani.-Jegouprzejmośćbyłaniemalobraźliwa.-Sprowadzająnastu
poważnesprawy.

-Popatrzyłsurowonazarządcęprzytułku,atenzerwałsięnarównenogi.-Briggs,
prawda?

-Tak,milordzie,dousług.-Mężczyznaukłoniłsięnisko.Ishamprzeniósłwzrokna
kobietę.

-Współpracujepaniztymczłowiekiem?

-Tak,milordzie.Jestnambardzopomocny.Gdymoipodopiecznizsierocińcadochodzą
doodpowiedniegowiekuimogązarabiaćnautrzymanie,zarazmuichpowierzamy.
Znajdujeimzajęcie.

-Rozumiem.Iledziecizabrałwciąguostatnichsześciumiesięcy?

-Trudnozliczyć,dostojnypanie.-Kobietazastanawiałasięprzezchwilę.-Staramysię
prowadzićrejestr,aletoniejestłatwe,bodzieciakiprzychodząiodchodzątakszybko,że
człowiekledwiemożesięwtympołapać.

-CzyBriggslepiejsięorientuje?-LordIshamznówpopatrzyłnazarządcę.

-Imnieniełatwozliczyćtendrobiazg,bo,proszęwaszejlordowskiejmości,przychodzito
iznika…

-Dokądodchodzątedzieci,Briggs?Zarządcadopieroterazwyczułniebezpieczeństwo.

Dżentelmenonienagannychmanierachzbiłgoztropu.

-Biedactwa!Niemiałyłatwegożycia-tłumaczył.

-Brakimsiłdopracy.Nicdziwnego,dostojnypanie.Większośćtosieroty,inneprzez
długiczasbyłyzaniedbywaneprzezrodziców,którzymielizadużodziecido
wykarmienia.

Przygnębiające!-Smutnopokiwałgłową.-Bardzoprzygnębiające.

-Owszem.Mamrozumieć,żewieleztychdzieciznajdziemynacmentarzu?-GdyBriggs
wydąłustaiprzytaknąłskinieniemgłowy,Ishamzadałkolejnepytanie:-Niektórymudaje
sięjednakuniknąćśmierci,prawda?Cosięznimidzieje?

Briggsniedałsięzwieśćuprzejmymtonem.Przeczuwał,żelordprzyjechałtuw
konkretnymcelu,iwidziałpogardęwewzrokutowarzyszącejmudamy.Przezniąte
wszystkiekłopoty!Miałwyrobionezdanieokobietachwtrącającychsiędospraw,które
niepowinnyichobchodzić,alegonieujawniał,tylkoskłoniłsiępokornie.

-Tobiednemaleństwa,aleicwanepróżniaki.Brakimpoczuciaobowiązku.Powinnibyć

background image

wdzięczni,żemająrobotę,aleskąd!

-Wdzięczni!-zawołałaIndiazogniemwoczach.

-Majądziękować,żezapędzacieichdorozgrzanegokomina,zmuszającdowspinaczki
ogniemiszturchańcami?

Briggsrzuciłjejwrogiespojrzenie.Gdybyprzyjechałasama,usłyszałaby,gdziejestjej
miejsce,alewobecnościarystokratyoimponującejposturzenieśmiałwypowiedzieć
obraźliwejuwagi.

-Jakmamichprzekonać,łaskawapani?-biadolił.

-Ciężkopracujęnażycieiużeramsięzbandąleniuchów.Szkoda,żeniesłyszałapani,jak
marudząipyskują,gdykażęimwziąćsiędopracy.

-Nicdziwnego,żeprotestują!-zawołałazprzejęciemIndia.-Korcimnie,żebychwycić
głownięzpaleniska.Niechbyipanposmakowałlekarstwaaplikowanegoimnarzekome
lenistwo.

-Acoteżpanienka!-Zarządcaodsunąłsięjaknajdalej,abyniemogłagodosięgnąć.

Niemiałwątpliwości,żegotowąjestspełnićgroźbę.-Zapewniam,żejestemrozsądnym
człowiekiem,leczkominytrzebaczyścić.Zatrudnianiedzieciakówdotakiejrobotynie
jestwbrewprawu,jakpewniewiadomojegolordowskiejmości.-Ztryumfempopatrzył
naIshama.

-Istotnie,Briggs.Prawastanowiąjasno,akarazaichłamaniejestsurowa-odparł

Ishamzpozornąłagodnością.-Naprzykładwiadomopanu,żezamorderstwotrafiasięna
galery.

-Morderstwo?-Briggspobladł.-Ależ,milordzie,mnietooskarżenieniedotyczy.

Naszeszkrabysąnamiejscuimająsiędobrze.Zarazpokażękilkorowaszejlordowskiej
mości.Emily,przyprowadździeciaki.

Kobietanatychmiastpobiegłakudrzwiom,jakbychciałaodejśćiuniknąćprzykrej
rozmowy.Gdywróciłazdwomamałymichłopcami,zamierzałaponowniewyjść,lecz
Ishamtoudaremnił.

-Proszębliżej,niechpaniusiądzie-nakazałstanowczo.-Mamkilkapytań.-Popatrzył

nawystraszonychośmiolatków.-Sązprzytułku?

-Nie,milordzie.-Kobietaodetchnęłazulgą,bowtymprzypadkuśmiałomogłaudawać,
żeniewieomatactwachzarządcy.-Todzieciakizsierocińca.Tutajprzychodząnastałe
wtedy,gdykończądziewięćlat.

IshamusłyszałwestchnienieIndii.PopatrzyłnaBriggsa.

-Jakdługocichłopcypracujądlapana?-zapytał.

-Niecałytydzień,milordzie.Jeślichorują,toniezmojejwiny-odparłBriggszchytrym
uśmiechem.Wrodzonysprytznówprzyszedłmuwsukurs.Chłopcybyliusmoleni,lecz
moglisięubrudzićwpracy.Niezdążyłichodkarmić,więcsprawialiwrażeniezabiedzo-
nych.Nawszystkomiałgotowąodpowiedź,aleIshamprzerwałmu,unoszącdłoń.

background image

-Cosięstałozpoprzednimikominiarczykami?

-Sądzę,żespalilisiężywcem,kiedytłumpodpaliłfabrykę,milordzie.-Zarządcainato
pytaniebyłprzygotowany.

-Dlaczegoprzebywaliwhalifabrycznej,anieupana?

Briggsstałsięczujny.Tośmierćdwusmarkaczyjestprzyczynąwszystkichjegokłopotów.
Takczyinaczejniemiałpowodudoobaw.Wiadomo,ktopodłożyłogieńwfabryce,więc
niemożnagoobciążyćodpowiedzialnością.

-Nadzorcawziąłichpodswojeskrzydła.Musząpracować,waszalordowskamość,a
moimklientomjużsięnieprzydadzą,bosązaduzi.

-Tennadzorcatoprawdziwyaniołdobroci!Pańskidobryznajomy?

-Małogoznam.

-Zapłaciłpanuzachłopców?

Briggszawahałsięizakląłcicho.Ktodoniósłotransakcjitemupyszałkowi?Chętnie
skłamałby,alezmieniłzdanie,bonieżyczyłsobiekonfrontacjizfabrycznymnadzorcą.
Byliteżinniświadkowieichukładu.

-Dostałemparęmiedziakówjakozwrotkosztów.Dzieciakibyłyumniepólroku.

Wyuczyłemjefachuitraktowałemjakwłasne.

-WtakimrazieniechBógmawswojejopiecepańskiepotomstwo-zawołałaIndia.

Niebyławstaniedłużejnassobąpanować.-Stanchłopcówjestkrytyczny,młodszemu
groziśmierć.

-Przykromitosłyszeć,łaskawapani.Okropnatragedia.Poparzeniwtakmłodymwieku.
-Briggszrobiłponurąminęibłyskawicznieanalizowałnowiny.Bachoryprzeżyły,ale
skądtawymuskanaparkasięonichdowiedziała?

-Wczasiepożarunieodnieśliżadnychobrażeń.-Ishamniepodniósłgłosu,alezarządca
słyszałwyraźnienutęgroźby.-Widziałemtylkostareoparzeniaiblizny.

Słyszeliśmy,żeopiekowałsiępanchłopcamiprzezwielemiesięcy.Jakpantowyjaśni?

-Ucierpieliwfabryce-padłaszybkaodpowiedź.

-Przezkilkadni?Toniejestdobrewytłumaczenie.Dziecisąwokropnymstanie,ktośje
głodził,biłistraszliwiesięnadnimiznęcał.Jeślichłopiecumrze,staniepanprzed
trybunałemoskarżonyomorderstwo,atymczasempostawionyzostanielżejszyzarzut.Za
okrutnetraktowaniepodopiecznychtrafipanzakratki.

Briggspadłnakolana,błagającozmiłowanie,aleIshampodszedłdodrzwiiwezwał

służącego.

-Odstawtegoprzestępcędoaresztu.Wratuszujużnaniegoczekają.

Rozległysięprzekleństwainastąpiłakrótkaszamotanina,alesłużącyIshama,wybranyze
względunapotężnąmuskulaturę,szybkouporałsięzprzeciwnikiem.

Kobietazaczęłabłagaćolitość.Wylewałałzy,próbującsięusprawiedliwić.

background image

-Niewiedziałam,żetonikczemnik-zawodziłapłaczliwie.-Dostojnypanie,musimy
szukaćdobrzepłatnegozajęciadlasierot,żebyzarobiłynaswojeutrzymanie.Jesteśmy
wdzięcznikażdemu,ktochcejezatrudnić.

-Mamrozumieć,żejestdlapaniopłacalne,żebypodopieczninajmowalisiędopracyjak
najwcześniej?-zapytałIsham.

-Milordzie,wtym,copowiedziałBriggs,jestsporoprawdy.Nawetwnajgorsząpogodę
znajdujemydziecipoddrzwiamialbonadziedzińcu.Bywa,żewcześniejgłodowały
latami,nimktośzparafiidowiedziałsię,jakżyją.Niemożemyuratowaćwszystkich.Nie
staćnasnalekarza.

-Wprzyszłościbędzieinaczej-obiecałIshamniecołagodniejszymgłosem.Kobieta
kiwnęłagłowąiwytarłaoczyrogiemfartucha.-Będęstarannienadzorowaćprzytułeki
sierociniec.PannaRushford,którawkrótcezostaniemojążoną,równieżsięnimi
interesuje.

Proszęwięcejnieposyłaćdziecidopracy.Jeśliktośzechcejezatrudnić,musistanąć
przedradąopiekuńczą,doktórejimybędziemynależeli.Przyjrzymysięrównież
obecnemupersonelowi.-Ruchemgłowywskazałbutelkędżinustojącąnakomodzie.

-Dzięki,milordzie.Comamzrobićztymichłopcami?Zabraćichzpowrotemdo
sierocińca?

-Lepiejnie.Proszęichtutajumyćinakarmić.

Niemożemy,niestety,zostaćdłużejisprawdzić,jaksiępaniztegowywiąże,alewrócimy
-zapowiedziałstanowczolordIsham,poczymopuściłpokójwrazzIndią.

-Anthony,czymożemyzostawićdzieciztąkreaturą?Ajeślinatychmiastzajrzydo
butelki?-spytałazatroskana,gdypomagałjejwsiąśćdopowozu.

-Wątpię,najdroższa.Dostateczniejasnowyraziłemswojeżyczeniaichybaudałomisięją
nastraszyć.Jeśliniechcezostaćodprawionazfatalnymireferencjami,napewnosię
opamięta.

-Mamnadzieję,alepowinniśmychybaobejrzećprzytułek.Bógraczywiedzieć,jakie
okropieństwatamzobaczymy.

-Jestemtegoświadomyidlategozapowiedziałem,żewrócę,niepodająckonkretnejdaty.
Mamnadzieję,żedotegoczasuwarunkiznaczniesiępoprawią.

-Asierociniec?

-Jużtambyłem,Indio.Trzebawymienićcałypersonel.

-Nietraciszczasu,milordzie.-Uśmiechnęłasiędoniegozwdzięcznością.

-Naturalnie,oilecośmileżynasercu.-Mrugnąłdoniejporozumiewawczo.-Nie
zdziwiłocię,czemutaknaglepoprosiłemotwojąrękę?-Natychmiastzrozumiał,że
popełnił

błąd,wypowiadająctęuwagę.Indiaukryłasięznowuwswojejskorupie.

-Oświadczynydotyczyłymnieimojejsiostry-odparłazpowagą.

background image

-Istotnie!Zapomniałem!-Ishamwróciłdokpiącegotonu,któregozwykleużywał.-

Czynadalczujeszsięurażonaztegopowodu?

-Wogólenieczułamurazy-skłamała.-Wiem,cociędotegoskłoniło,milordzie.

-Naprawdę,kochanie?Ciekawe!-Zamilkł,choćIndiachętniedowiedziałabysię,comiał
namyśli.Zapadłacisza,którąwkońcuzdecydowałasięprzerwać.

-CodalejzBriggsem?

-Posiedziwareszcietydzieńlubdwa,tozmięknie.Trzebaciwiedzieć,żewtakich
sprawachtrudnoprowadzićdochodzenie.Niemaosobnegoprawabroniącegonieletnich
kominiarzy.

-Przecieżmupowiedziałeś…

-Wspomniałem,żeniewolnomordowaćtychdzieci,itoprawda.Codozarzutu
okrucieństwaizaniedbańzeskutkiemśmiertelnym…Owszem,brzmiprzekonująco,ale
potrzebujemydowodów.Lekarzbędziezeznawać,aleniewiem,czytowystarczy.

-Cóżzaniesprawiedliwość!-Indianiekryłaoburzenia.-Dwajchłopcy,którychprzed
chwiląwidzieliśmy,tozupełnemaleństwa.Chceszpowiedzieć,żeprawoichniebroni?
Conatorząd?

-Trwająstaraniaoustanowieniezakazunajmowaniadziecidoczyszczeniakominów.

ChybaprzejdziewIzbieGmin,leczwIzbieLordówniemaszans.

-Twoiarystokracisąprzeciwni?-Indianiekryłapogardy.-Widzę,żeludziebogacinie
dbająobezbronnądziatwę.

-Broniąprywatnychinteresów.-IshamuważnieprzyglądałsięIndii.

-Naprawdę?Zpewnościąmożnainaczejczyścićkominy.

-Owszem.Cościopowiem.Przedparulatykilkaosóbpowołałostowarzyszenie,którego
celembyłystaraniaozastąpieniepracynieletnichkominiarzyinnymimetodami.

Zaproponowaliśmy…Ufundowanezostałostypendiumdlawynalazcyurządzenia,które
zastąpiłobytychchłopcówidziewczynki.

-Onerównieżwchodządokominów?

-Tak,bywajątakieprzypadki.

-Byłyzgłoszenia?

-Naturalnie.NagrodęotrzymałpanSmart.ObecniejegomaszynastajesięwAngliicoraz
popularniejsza.

-Awięcwczymproblem?

-UrządzeniepanaSmartaskutecznieczyścidziewięćdziesiątdziewięćnastokominów.

Nieliczne,wktórychniedasięgoużywać,górująnadwiejskimidomamibogaczy.

-TwoimzdaniemIzbaLordówzewzględunakilkaprywatnychkominówutrąciprojekt
ustawypiętnującejtehaniebnepraktyki?-Indiapopatrzyłananiegozniedowierzaniem.

background image

-Jestemtegopewny.Moiznajomijasnodalimitodozrozumienia.

-Gardzęwami!-Indiabyłabliskałez.

-Niezłośćsię,kochana.Przecieżniepowiedziałem,żesięznimizgadzam.-Ishamujął

jejrękęizatrzymałwswojej.-Miałemnadzieję,żejesteśomnielepszegozdania.

SzybkonadchodziłzimowyzmierzchiwmrocznymwnętrzupowozuIndianiepotrafiła
określić,cowyrażałyjegooczy.

-Życiaminiestarczy,abytobieudowodnić,żejestemcośwart,prawda?-zapytał

cicho.-Wtymsięchybazgadzamy,cojestprawdziwąrzadkością.

Indianiecofnęładłoni.Zawstydziłasię,ponieważzdawałasobiesprawę,żejestwobec
niegoniesprawiedliwa.Uczyniłwszystko,czegosobieżyczyła,abyuniemożliwić
Briggsowidręczeniekolejnychpodopiecznych.

-Przepraszam!-odparłapospiesznie.-Mówiłambezzastanowienia.Mampoważnąwadę:
wpadamwzłość,ilekroćczujęsiębezradna.

-Zauważyłem.Podejrzewam,żetylkokiedycięrozzłoszczę,jestemwstanieskupićna
sobietwojąuwagę.

-Nieprawda!Doskonalewiem…Toznaczymamświadomość…-umilkłazawstydzona.

Próbowaławysunąćdłońzjegouścisku,leczIshamjejniepuścił,akiedysięodezwał,w
niskimgłosiepobrzmiewałanutaserdeczności.

-Kiedyujrzałemcięporazpierwszy,zrozumiałem,żejesteśwyjątkowa.Kroczyłaśwśród
rozchichotanychpanienjakpełenwdziękułabędźotoczonystademgęsi.Odtamtejpory
zawszewyczuwałemtwojąobecność,zanimcięzobaczyłem.

Indiaznieruchomiała.CzyIshamzniejkpi?Przyznaławduchu,żezasłużyłasobiena
takietraktowanie.Byławobecniegoopryskliwa,chociażpowinnabyćwdzięczna,że
zainteresowałsiędoląbiednychdzieci.

-Milordzie,darujmysobieuwagidotyczącemegowzrostu-powiedziaławstydliwie.

Byłatakzbitaztropuipełnaobaw,żestaniesięprzedmiotemjegodrwin,iżmówiła
bardziejchłodnymtonem,niżzamierzała.Wysunęładłońzjegoręki,leczwtejsamej
chwiliotoczyłramieniemjejtalię.

-Niechodziłomiotwójwzrost,złośnico!Czyniemamprawamówićcikomplementów?

Zirytowanapoczuła,żesięrumieni.Naszczęściewpółmrokuzapewneniewidziałjej
wyraźnie.Niezamierzałasięwyrywać,botakiezachowanienieprzystoidamie.Azresztą
tobezcelowe.Wyczuwałasiłęramienia,którymjąobejmował,izdawałasobiesprawę,że
gdybychciałjąprzytulić,niebyłabywstaniegoodepchnąć.Słowabyłyjedynąjejbronią
wtejpotyczce.

-Komplementsprawiaprzyjemność,oilejestszczery-odparła.

-Uważasz,żemijamsięzprawdą?-Wjegogłosiebrzmiałtłumionyśmiech.-

Głuptasie!Czyniktdotądniepoświęciłsonetuurodzietwoichoczulubwłosomlśniącym

background image

jakmiedź?

Upewniłasięwreszcie,żedrwizniejotwarcie.Ogarnęłojąoburzenieipowróciłydawne
uprzedzenia.Tojasne,żeIshamchcejąupokorzyć.

-Czymojeprzeprosinyniewystarczą,milordzie?-spytałalodowatymtonem.

-Ależskąd!-odparłuroczyście.-Domagamsięczegoświęcejniżzwykłegoaktu
skruchy.-Zacieśniłuściskiprzyciągnąłjąbliżej.-Naszezaręczynyniezostałyjeszcze
przypieczętowanepocałunkiem.

Indiaznieruchomiała.Odsamegopoczątkulękałasięfizycznejbliskości.Nadalsłabo
znałaIshamainiemiaładośćczasu,żebysiędowiedzieć,zkimzwiązałaswójlos.W
jednejkwestiidawnopozbyłasięwszelkichzłudzeń:miałwielekobiet,więcuznająza
nudnąipruderyjną.Chętnieuniknęłabydalszychupokorzeń,aleobiecałagopoślubić,
więczkoniecznościbędziedoniegonależała.Zebrałacałąodwagęiśmiałouniosła
głowę.Ishamroześmiałsięcicho.

-Zapewniamcię,najdroższa,niebędzietoprzykredoświadczenie.-Jegowargimusnęły
ustaIndiiczuleidelikatnie,beznatręctwaibrutalności.

Niespodziewałasięponimpodobnejtkliwości,więcogarnęłojązakłopotanie,leczani
myślaławyrywaćsięzjegouścisku,chociażtargałyniąmieszaneuczucia.Wduchu
przyznałamurację.Pocałunekokazałsięniezwykleprzyjemny.Indiauspokajałasięz
wolna.

-Mamnadzieję,kochanie,żenieposądzałaśmnieobrutalność-szepnąłzatroskany
Isham.

Niezdążyłaodpowiedzieć,boledwieodsunąłsięnieco,powózzatrzymałsiętaknagle,że
wyrwanazjegoopiekuńczychramionupadłanaprzeciwległesiedzenie.Usłyszałatętent
kopytikwikprzerażonychkoni.Powózzacząłkołysaćsięgwałtownieniczymstatekna
wzburzonymmorzu.WtejsamejchwiliIshamchwyciłIndięzaramiona,rozciągnąłna
siedzeniuiprzykryłwłasnymciałem.Daremniepróbowaławyrwaćsięzmocnego
uścisku.

Wtejsamejchwilizaoknemprzemknąłjakiścień.

-Leżspokojnie,jeśliciżyciemiłe!-rzuciłostrzegawczymtonem.

ROZDZIAŁSIÓDMY

Indiaprzeraziłasię,bonabrałapewności,żepowózsięprzewróci.Nazewnątrzpanował
kompletnychaos:koniebiłykopytamiirżały,stangretklął,powózniebezpiecznie
chybotałsięnaboki.Potemusłyszeligłuchyodgłos,jakbyktośspadłzkozła.Wkrótce
kołysanieustało,awokniepojawiłasięokrwawionatwarz.IshampomógłIndiiusiąść.

-Bardzoucierpiałeś,Watson?-zwróciłsięzaniepokojonydolokaja.

-Potłukłemsiętylko,milordzie.Ajaśniepanipanienka?

-Chybanicnamniejest.

-Topójdędokoni,jaśniepanie.Porządniesięwystraszyły.Przeklętyszaleniec!Pędził

nałebnaszyjębezświatła,aminąłnastakblisko,żeomalniezarysowałlakieruna

background image

drzwiach.

-JaktamHickey?

-Klniejakszewc,aleniejestranny.

-Wtakimraziejedźmy,alewolno.-IshampopatrzyłnaIndię.-Wybacz,mojadroga,że
byłemtakibrutalny,aleobawiałemsię,żezałamieszkarkalbonogę,gdyzacznietobą
rzucaćnawszystkiestrony.

-Nicminiejest.-Nadaldrżała,aleszybkowzięłasięwgarśćzobawy,żeuznająza
tchórza.-Czepekmisięnieprzekrzywił?

Zapadłomilczenie,apotemIshamwybuchnąłśmiechem.

-Sądzę,żeprzeznaczonemijestzostaćtwoimpokornymniewolnikiem-powiedział.-

Nadzwyczajne!Niekrzyczałaśaniniezemdlałaś.Nie,najmilsza,twójczepekwygląda
nienagannie.Cieszęsię,żeniemaszinnychzmartwień.

Słyszałatonpodziwuwjegogłosie,więcszybkozmieniłatemat,ponieważlękałasię,że
zechcejąznówpocałować.Potrzebowałaczasu,żebyprzemyślećswojeodczucia.Były
dośćprzyjemne,leczogromniejąniepokoiły.

-Zastanawiamsię,ktotobył-myślałagłośno.-Widziałeśgo?

-Nielepiejniżty,Indio.Moimzdaniemminąłnaslekarzpędzącydochorego.

-Wykluczone!-Pokręciłagłową.-Tobyłjakiśobcy.Niktzmiejscowychniegnałbytak
pociemkunieoświetlonympowozempowiejskichdrogachzgłębokimikoleinami.W

okolicyzdarzałysięgroźnewypadki.

-Zapewnebandanarwanychmłodzikówurządzasobiewyścigi.Tacyszaleńcyprzepłacają
stangretów,żebyzdobyćmarnetrofeum.

-Awięctonieluddyści?-zapytałacichoIndia.

-Zpewnością!-Ishamwybuchnąłśmiechem.-ZwolennicygenerałaLuddaniejeżdżą
powozami.Przeważająwśródnichzwyklirobotnicy,Indio.-Znówobojeumilkli.Isham
wziąłjązarękę.-Niemartwsię,najdroższa.Takczyinaczejmoimzdaniempostąpimy
rozumnie,jeśliniewspomnimytwojejmatceotymincydencie.Uniknęliśmynajgorszego,
więcniepowinniśmyjejniepokoić.

-Bardzojesteśmyspóźnieni?-zapytała.-Pewniejużsięzastanawia,czemunasniema.

Okazałosię,żeteobawybyłybezpodstawne.Wkrótcedotarlinamiejsce.Ishampomógł
jejwysiąść.

-Chwileczkę,Indio.-Zatrzymałjąprzyświetlelampypowozu,wygładziłpłaszczi
delikatniepoprawiłczepek.-Taklepiej.Niemożemydawaćpowodudoplotek.

Jegouśmiechjednoznaczniewskazywał,ocomuchodzi,aIndiapoczuła,żepłonąjej
policzki.Zebraławszystkiesiły,wyprostowałasięzgodnością,minęłaIshamaiposzław
stronędomu.Dlaczegorazporazpróbujezbićjąztropu?Niktprzecieżnieuwierzy,że
pozwalałamusięobejmowaćwpowozie.Owszem,pocałowałją.Tamtowspomnienie
ponowniezbiłojąztropu.Gdyweszładosalonu,poczułanasobiebadawczespojrzenie

background image

Letty.Matkaniczegoniespostrzegła.

-A,jesteście,kochani!Milordzie,proponujęmałypoczęstunek.

-Zprzykrościąmuszęodmówić,łaskawapani,alechciałbymsięzapowiedziećnajutro.

-O,nie,nie!-PaniRushfordpogroziłamupalcem.-JutrozabierampanuIndię.-Gdyta
popatrzyłananiązjawnymzdumieniem,usłyszaławyjaśnienie:-Chodziosuknienaślub
iwesele.DobryBoże,itomabyćpannamłoda?Możnapomyśleć…-PaniRushford
zamilkła,bouświadomiłasobie,żenierozsądniejeststrofowaćIndięwobecnościIshama.

Jeszczezrodząmusięwgłowiewątpliwości.-Wujzgodziłsiępożyczyćnampowóz,
więcodwiedzimykrawcowąwNorthampton.-PaniRushfordzwróciłasiędoIshama.-

Milordzie,jakwiadomo,czasumamyniewiele,więcproszędarować…

-Wszystkorozumiem,łaskawapani-odparłgrzecznieIsham.-Niewątpię,żewrócą
paniezadnia.

Indiaobrzuciłagobadawczymspojrzeniem.Czyżbyobawiałsiękolejnychincydentówna
drodze?

-Wyruszymyrankiem-zapewniłapaniRushford.-Powózzajedzieponasodziesiątej,
więczdążymyprzedzmierzchem.

-Dobrawiadomość.Nastałytrudneczasy.Nigdyniewiadomo…-umilkłwpółzdaniai
pożegnałsięzpaniami.

-Dziwnauwaga!Zastanawiamsię,coIshammiałnamyśli?-PaniRushfordzwróciłasię
doIndii,któraodparławymijająco:

-Chodziłomupewnieozamieszki.

Jejmatkabyławyraźniezbitaztropu,rozdartamiędzylękiemaradościązjutrzejszej
wyprawydoNorthamptoniwizytyurenomowanejkrawcowej.

-Tełotrypaląfabryki-odparławkońcu.-Nienapadająpodróżnych,apozatymniemają
śmiałościpokazywaćsięzadnia.

Gdywątpliwościzostałyusunięte,rozmowazeszłanastrojeślubneiweselne.

-Mamo,niepotrzebujęnowychsukien-protestowałaIndia.-Przedwyjazdemdo
Londynudostałamnowekreacje,parujeszczeniemiałamnasobie.Ishamobiecał…

Chciałampowiedzieć,żejegozdaniemwyprawępowinnamkupićsamajużpoślubie.

-Musiszmiećsuknięślubną.ALettyija?Niemożemycięskompromitować.

-Niestaćnasnatakiewydatki-upierałasięIndia.

-Bzdura!-rzuciłaostrojejmatka.-JakoprzyszłażonaIshamabędzieszmiała
nieograniczonykredyt.MoimzdaniemmusimyzamówićstrojeumadameRenaud.

-PrzedwyjazdemdoLondynuuznałaś,żejestzadroga.

-Namiłośćboską,jakmamciuświadomić,żesytuacjasięzmieniła?Kosztaniesą
naszymgłównymzmartwieniem.Wwyższychsferach…

-Ishamnielubiostentacji,mamo.Życzysobie,abyśmypostępowałystosowniedonaszej

background image

obecnejsytuacji.

Matkapuściłajejsłowamimouszu.

-Panowiesłabosięorientująwtychsprawach.Powinnaśwreszciezrozumieć,żenie
zawszemówią,comyślą,inaodwrót.Ishamnapewnożyczysobie,abyśwdniuślubu
wyglądałaprześlicznie.

Indiapostanowiła,żeniewartodłużejspieraćsięobłahostki,izradościąoczekiwała
wizytyuznanejfrancuskiejkrawcowej.

Wyprawadomiastazaczęłasięmiłąniespodzianką.Nimujechałymilę,dołączylidonich
dwajjeźdźcy:Ishamorazjegobrat.

-Cudownie!-zawołałapaniRushfordafektowanymtonem.-Indio,jesteśszczęściarą!

background image

Jegolordowskamośćniemożesięztobąrozstaćnawetnakrótko.Letty,panSaltonsię
kłania.Pomachajdoniego.

Indiarzuciłanarzeczonemurozpaczliwespojrzenie,alewjegooczachujrzałażartobliwy
błysk.Poczuławstydizakłopotanie,ponieważbawiłsiękosztemjejmatki.Jakzwykle
szybkoodkrył,coprzeżywała,więcnieznaczniepokręciłgłową.Dopierogdypomagałjej
wysiąśćprzedsalonemkrawcowej,zrozumiała,wczymrzecz.

-Rozchmurzsię!-szepnął.-Patrzącnatwojąminę,możnabyuznać,żeczekacię
egzekucja.

-Niewiem,ococichodzi-odparłazgodnością.

-Przeciwnie,najdroższa.Mówśmiało.Przecieżniemamyprzedsobątajemnic,a
przynajmniejtakmisięwydaje.

-Powiedziałammamie,żetwoimzdaniem…Wcaleniepotrzebujemynowychstrojówna
ślubiwesele.Mamaniechcetegoprzyjąćdowiadomości.

Ishamwielkądłoniąpogłaskałjąpopoliczku.

-Nieprzejmujsiędrobiazgami-pocieszał.-Niechtymrazempostawinaswoim.

Niedługowszystkosięzmieni.-Dosiadłkonia,skinąłnabratairazemodjechali.

SpotkaniezfrancuskąmistrzyniąigłyokazałosiędlaIndiimiłymzaskoczeniem.

MadameRenaudniebyławylewna,niesprawiałateżwrażeniainteresownej,chociaż
noweklientkipowitałapromiennymuśmiechem.Indiaodrazująpolubiła.Miałaprzed
sobąkobietęświadomąwłasnychmożliwościizdolnąprzemienićbrzydkiekaczątkow
prawdziwąozdobęsalonów.Myliłasię,sądząc,żewjejprzypadkuzadaniebędzietrudne.

KrawcowaodrazudoceniłaimponującywzrostprzyszłejladyIshamorazjejpiękną
figuręizprzyjemnościąmyślałaomodnychstrojachszytychdlatakiejmodelki.Indiaz
koleipodziwiałataktmadame,którałatwoporadziłasobiezeskłonnościądoprzesady
typowądlajejmatki,któraoznajmiłanatychmiast:

-Moimzdaniemsukniapowinnabyćśnieżnobiała.Bieljestterazmodna,stanowiteż
znakomitetłodlafrancuskiejkoronkiisatynowychwstążek.

-Ależ,mamo!-sprzeciwiłasięIndia.-Jesteśmywżałobie.

PaniRushfordprzewidziała,żepadnietakiargument,imiałaprzygotowanąodpowiedź.

-SłyszałamodGilesa,żenaWschodziebieljestkoloremżałoby-oznajmiłasurowo.

-Alenieunas-odparłaIndia.-Pozatymwkoronkachiwstążkachbędęwyglądałajak
tortbezowy.-Pochwyciłaspojrzeniemadameizrozumiała,żemawniejsojuszniczkę,a
jejżyczeniazostanąwziętepoduwagę.Odtegomomenturoztropnietrzymałajęzykza
zębami.

Madameumiałapostępowaćztrudnymiklientamiitaktowniepodsuwaćimdobre
pomysły.

-PaniRushfordmarację-zaczęłauprzejmie-leczobecnietylejestmożliwości,więc
zdajęsięnadobrygustszanownejklientki.Zechcepaniobejrzećnajnowszepróbki

background image

materiałówiwyrazićonichswojezdanie,nimzdecydujemysięnakonkretnyodcień?

PaniRushfordnatychmiastodzyskaładobryhumor,ponieważradziłasięjejmodna
krawcowa,októrejwiedziano,żesprowadzatkaninyzewszystkichstronświata:chińskie
jedwabie,indyjskiemuśliny,anawet,jakszeptanoukradkiem,francuskiekoronkiisatyny
przemycanezanapoleońskąblokadę.

-Chętniepopatrzę-zgodziłasię.-Chodź,Indio.Ciebietasprawadotyczybardziejniż
nas.

MagazynpaniRenaudokazałsiębaśniowymsezamem.Naregałachsięgającychod
podłogidosufituspoczywałybeletkanin.Woczachmąciłosięodnadmiarubarw,lecz
Indianatychmiastwypatrzyłaślicznyjasnopopielatyjedwabwgołębimodcieniu.
Pogłaskałagoczule.

-Jakipiękny-mruknęła.

-Iokropnienudny,kochanie.-PaniRushfordoglądałasatynęnaszywanąperełkami.

KuprzerażeniuIndiimadamepochwaliławybór,leczniestraciłakontrolinadsytuacją.

-Widzę,żetrafiładomnieklientkaświetniezorientowanawnajnowszychtendencjach
mody.Ztegomateriałubyłabypięknasukniadlałaskawejpani.Trzebajedyniedobrać
odpowiedniątkaninęnaspód.

-O,tak!-PaniRushfordsięrozpromieniła.-Mapanirację.Takakreacjabędzie
odpowiedniadlakobietydojrzałej,niedlapłochejmłódki.-Wskazałabelęróżowego
brokatu.-Indio,jakcisiępodoba?

-Niepasujedokolorumoichwłosów.-Indiaodeszłanabok,powierzającpaniRenaud
niełatwąmisjęprzekonaniamatki,żezpopielategojedwabiumożnauszyćprzepiękną
suknięślubną.Niemiałapojęcia,jakichsposobówużyłamadame,żebydopiąćswego.
TakczyinaczejdecyzjazostałapodjętapomyśliIndii,którejwkrótcewziętomiarę,
podczasgdyjejmatkaprzeglądałanajnowszeżurnale.

-Sukniamusibyćprosta-szepnęłaIndiadomadameRenaud.

-Naturalnie,pannoRushford.-Krawcowazzaciekawieniempopatrzyłanaswąnową
klientkę,któramiaładobrygust,więcdokonaławłaściwegowyboru.Popielatyjedwab
znakomiciepodkreślirudewłosy.Urodziwadziewczynaosłusznymwzrościemogłanosić
najwytworniejszefasony.

MadameRenaudwestchnęła.Jakżecieszyłabysięjejostatniauczennica,gdybymogła
ubieraćpannęRushford,któraterazbyławżałobie,alezczasemnapewnodołączydo
szczupłegogronapań,zpowodzeniemnoszącychmocnekolorystanowiąceznak
rozpoznawczymłodejprotegowanej.PełnawrodzonejdystynkcjiprzyszłaladyIsham
mogłastaćsięjednąznajelegantszychlondyńskichdam.

Mistrzynimiałatalentiwiedzę,więcpotrafiładocenićgeniuszswejmłodziutkiej
uczennicyobdarzonejnadzwyczajnymwyczuciemstyluiniezwykłąwyobraźnią.Popadła
wczarnąrozpacz,gdydziewczynapostanowiławrócićdoAbbotQuincey,apotem
niespodziewaniezdecydowałasięnaślubzmarkizemSywell.Przyczynyowejdecyzji
byłyniezrozumiałe,aleszczęśliwymtrafemzłojużzostałonaprawione,boLouise

background image

zdobyłasięnaodwagęiuciekłaodmęża.MadameRenaudchętniezatrzymałabyjąw
Northampton,alebyłobytodlamłodejmarkizyzbytniebezpieczne,więczostaławysłana
doLondynu,gdziejakomadameFeliceodniosławświeciemodyprawdziwysukcesi
ubierałapanieznajlepszychdomów.

-PannoRushford,proszęniemiećmizazłe,alepozwolęsobiecośzaproponować.

-Proszęmówić.Każdapaniradajestdlamniebezcenna-odparłaIndiazprzyjaznym
uśmiechem.

-Zapewneprzydasię,kiedyodwiedzipaniLondyn.Jeślipotrzebnabędziezdolna
krawcowa,polecammadameFelice.Znamjądobrze…

-Wszyscychybaoniejsłyszeli.Wielenaszychznajomychpisałosiostrzeimnieojej
wyjątkowymtalencie.Maogromnewzięcie.Podobnojestprawieniemożliwe,byumówić
sięzniąnaspotkanie.

-Paniniebędziemiałaztymżadnychtrudności.Proszętylkopowołaćsięnamnie.

-Dziękizarekomendację.Słyszałam,żemadameFelicebywakapryśna.Niekażdądamę
chceubierać.Kilkanaszychznajomychodesłałazkwitkiem.

-Dlapaninapewnobędzieszyła.-Krawcowauniosłagłowęizuśmiechempopatrzyłana
wysokądziewczynę,którąodrazupolubiła.-Mapanisłusznywzrostimnóstwogracji.

Jejkreacjebędąpasowałyjakulał.

-Panimipochlebia!-Indiabyłazdumiona,ponieważdotejporyuważałasięza
przeciętną,atymczasemusłyszałaniespodziewanie,żemazadatkinaprawdziwą
elegantkę.

-Ależskąd!Niemamtakiegozwyczaju-odparłamadame,zaskoczonauroczą
skromnościąklientki,wyraźnienieświadomejwłasnychatutów.Przyjrzałasięrazjeszcze
kształtnejgłowie,wysokimkościompoliczkowym,ładnemuowalowitwarzyismukłej
szyibezznamionwieku.

Westchnęłagłęboko.Wysokiecenysprawiały,żewśródjejklientekprzeważały
podstarzałeżonybogaczy.Pieniądzeniemogłyzatrzećśladówupływającegoczasu.

Niekiedymusiałauciekaćsiędorozmaitychsztuczek,żebyukryćobwisłybiust,
nadmiernątuszę,zwiotczałeramionalubzmarszczkinaszyi.PannaRushfordniemiała
takichproblemów.Louise,zwanaobecniemadameFelice,powitaniewątpliwieprzyszłą
ladyIshamzotwartymiramionamijakoidealnąmodelkędlaswychstrojów.

Madamewbiłaostatnieszpilkiwtkaninęudrapowanąnauroczejklientceiodwróciłasię
dojejmatki.Jakoznawczyniludzkichcharakterówniezdziwiłasięwcale,gdytawybrała
dlasiebieimłodszejcórkinajdroższetkaninyidodatkizprzedstawionejoferty.Trzeba
byłowieletaktu,abyjąprzekonać,żeprawdziwaelegancjatoskromnośćinienaganny
krój,aniebogactwoozdób.Indianatychmiastprzyznałaracjęmadame,alepaniRushford
wyraziłaswojezdaniedopiero,gdywyszłyzsalonumód.

-Obawiamsię,żepodczasceremoniiwypadniemyblado-narzekała,zwracającsiędo
Indii.-LordIshambędzieniezadowolony.Copomyśląjegokrewni?

-Wysokośćrachunkuprzekonago,żepróbowałyśmysprostaćwyzwaniu-odparła

background image

drwiącoIndia.-Och,gdybyśmymogłykupićtestrojezawłasnepieniądze!

-Cotygadasz?Wiesz,żetoniewykonalne.Chwilamizupełniecięnierozumiem.

Sprawiaszwrażenie,jakbyśwogólenieorientowałasięwnaszejsytuacji.

Niesprawiedliwesłowasprawiły,żeIndiaoniemiała,bolepiejniżresztarodzinyzdawała
sobiesprawęzichpołożeniaiwłaśniedlategozdecydowałasiępoślubićlordaIshama.
MimotopaniRushfordwciążgderała,kiedyszłydopowozu.Miałanadzieję,że
zamążpójściecórkiwzbudzizawiśćcałegosąsiedztwa,leczterazcorazbardziejsię
obawiała,żeprzyćmijeślubBeatriceRoade,którymiałsięodbyćwprzyszłymtygodniu,
jeszczeprzedBożymNarodzeniem,więcniekryłaniezadowolenia.

-MadameRenaudbardzomniezaskoczyła.Niepojmuję,czemutakjąwychwalają.

Możnabypomyśleć,żebrakjejwyczucia.Chybanierozumie,żemusimybraćpoduwagę
pozycjęIshamawwielkimświecie.

-Mamo,niewątpliwiejesttegoświadoma-odparłałagodnieIndia.-Wspomniałyśmy
przecieżożałobie,apozatymuszanowałanaszeżyczeniaorazgust.

-Owszem-przyznałaIsabelRushford,niecoudobruchananiewinnymkłamstwem.-

Czyzauważyłaś,żewogólesięniesprzeciwiała,gdywybierałamkreacjedlasiebiei
Letty?

Indiaztrudemzachowałapowagę.DrobnaFrancuzkabyłakobietąinteresu,więccieszyły
jąekstrawagancjepaniRushford.Wypadasiętylkodziwić,żeniedopuściła,bystrojejej
projektuzostałyzeszpeconekosztownymiwstawkamizkoronki.Mimowszystko
rachunekbyłogromny,więcIndiaczułasięupokorzona.Ishamuznająnapewnoza
utracjuszkę.Postanowiłaniedyskutowaćzmatkąoswoichodczuciach,aleprzekonanie,
żejestuzależnionaodhojnościIshama,boleśnieraniłojejdumę.Wmilczeniuszłado
powozu.

CzekającyprzynimstangretsirJamesazwróciłsiędopaniRushford.

-LordIshamprzesyłapozdrowieniainalega,żebypanieprzyjęłyzaproszeniena
poczęstunekwzajeździe„PodAniołem”.

-Ależtak!Oczywiście!-Isabelodwróciłasiędocórek.-Doskonałypomysł!-dodała
przyciszonymgłoseminatychmiastodzyskaładobryhumor.-Muszęprzyznać,że
umieramzgłodu.

RozbawionaIndiazastanawiałasię,czyznajomiIshamaopuścilijużzajazd.W

przeciwnymrazieniemożnawykluczyć,żematkaujrzywnetprzyszłegozięciaw
objęciachkurtyzany.Gdywitałasięznarzeczonym,nadalbyłauśmiechnięta.

-MadameRenauddokonałatego,codlamniebyłonieosiągalne?

-Zdumiewamnietwojaodwaga,milordzie.-Obrzuciłagobadawczymspojrzeniem.

-Proszę?-Ishambyłwyraźniezaintrygowany.

-Skorobiesiadujemyznów„PodAniołem”,spodziewamsięladachwilaujrzećcięw
objęciachtwojejznajomej.Dlaczegoniezamówiłeśstolikawgospodzie„UGeorge’a”?-

background image

OczyIndiirozświetliłżartobliwyblask.ChciaławprawićIshamawzakłopotanie,alejej
sięnieudało.

-Spryciara!-odparłIsham.-Chciałabyśzrobićzemnietchórza,drogaIndio?Nawszelki
wypadekwyjaśniam,żetamtaosobawyjechałajużzeswoimznajomym.

-Bardzosięcieszę-odparłazpowagą.-Mężczyźnietrudnoowiarygodnewyjaśnienie,
gdymłodapięknośćrzucamusięnaszyję.Mamabyłabyzdumiona!

-Niewątpliwie.-Ishamzaśmiałsię.-Wolałabyś,żebympodjąłwasobiadem„U

George’a”?

-O,nie,milordzie.Jestemprzekonana,żewkażdychokolicznościachpotrafiłbyś
wytłumaczyćswojeniezwykłezachowanie.

-Indio,przerażaszmnie!Niezwiodąciężadneusprawiedliwienia.-Wybuchnął

ponownieśmiechem,prowadzącjemiędzystolikamidoosobnegogabinetu.

Paniespodziewałysięlekkiejprzekąski,więcczekałojesporezaskoczenie.Właściciel,
zaszczyconydwadnitemuodwiedzinamilordaIshamaipodbityjegohojnością,nakazał

kucharzowiprzygotowaćwspaniałąucztę.Wesołetowarzystwozasiadłodoobiadu
złożonegozkilkuprzystawek,pieczonejgęsiwypełnionejrozmaitymnadzieniemi
warzywsmażonychnamaśle.

-Bożemiłosierny!Tenczłowiekzamierzachybanakarmićcałąarmię!-Indiazerknęłana
Letty.

Henryusłyszałjejuwagę.

-Szczerzemówiąc,umieramzgłodu,mojadroga.Myślę,żewszyscybędziemysięraczyć
dowolitymismakołykami.-PospiesznieusadowiłsięmiędzyIndiąajejmatką.

Ishamzasiadłuszczytustołu,mającpolewejręceLetty,poprawejzaśIsabelRushford.

-Niepotrafipanisobiewyobrazić,jaknaWschodzietęskniłemzaangielskimjedzeniem-
powiedziałdoniejHenry.

-Zpewnościąjakośpansobierekompensowałjegobrak.-PaniRushforduśmiechnęłasię
pobłażliwie.-Wielesłyszałyśmyomajątkachzdobywanychwindyjskichkoloniach.

-Wieścisąprawdziwe,łaskawapani,leczniełatwosięwzbogacić,bohandeljestwrękach
kupcówosiadłychtamprzedlaty.Nowyprzybyszmusiwalczyćoswojemiejsce.

-Jakdługopantamprzebywał?-zapytałaIndia.

-Obawiamsię,żezbytkrótko.

-Aczemupanwrócił?

-Będziepanizemniedrwić,aletęskniłemzaAngliąirodziną.Martwiłemsięrównieżo
matkę.Pośmierciojcamatylkomnie.

-Abrat?

-Och,proszęmnieźleniezrozumieć,drogapani.Anthonyjestprzezacnymczłowiekiem,
aleniełączyichżadnepokrewieństwo.Niestety,towieleznaczy.

background image

-Ach,tak.-ZdziwionaIndiausłyszałatonrezerwywjegogłosie.

Zpozorudwajbraciabyliprawdziwymiprzyjaciółmi.Czyżbyichzażyłośćnapokazkryła
jakąśtajemnicę?Byłobynietaktemwypytywaćrozmówcęotakiesprawy.Doszłado
wniosku,żejeślicośistotnieporóżniłobraci,dowiesięotymwodpowiednimczasie.

-Widywałpanhinduskichksiążąt??-zapytała.-Podobnomająbajeczneskarby.

-Wprostniedouwierzenia-przytaknął,-Rubinywielkiejakgołębiejajka,imponujące
sznurynajpiękniejszychpereł,szafirówibrylantów,skrzyniewypełnionezłotemi
srebrem.

-Ztegowniosek,żewschodniekrainyopływająwbogactwa-odparłazamyślonaIndia.

-Słyszałamjednakopanującejtamwyjątkowejnędzy.:

-Trudnosobiewyobrazić,jakmarniewegetujątamludzkieistoty.

Indiapochwyciłaspojrzeniematki,któraenergiczniekręciłagłowąikarciłająwzrokiem,
leczszybkoprzestałazewzględunaobecnośćIshama.

-PanieSalton,mojacórkachciałabywziąćwopiekęwszystkichbiedakówżyjącychna
świecie.Proszęsobiewyobrazić,żeprzeddwomadniamizachciałojejsięratowaćdwu
brudnychoberwańców.PodrzuciłaichlordowiIshamowi,któregodobroć,jakpanmówił,
jestniewyobrażalna.

-Oiledobrzepamiętam,łaskawapani,samichdosiebiezabrałem.-Ishamodwrócił

siędopaniRushfordzuśmiechem,leczwjegogłosiebrzmiałaostrzegawczanuta.-
Cieszęsię,żeleżypaninaserculostychchłopców.ProszęjutroprzyjechaćdoGrange.
Przekonasiępaninawłasneoczy,żemająsiędobrze.Będzietorównieżdoskonała
sposobność,abyobejrzećodnawianepokoje.Możezechcepanisamazaproponować
pewneinnowacje?

Indiaprzygryzławargi,żebysięnieuśmiechnąć.LordIshambyłniezrównanym
przeciwnikiem.Porazkolejnytaktownierozprawiłsięzkrytykanctwemjejmatki,któraz
tejkrótkiejwymianyzdańwychwyciłatylkozaproszeniedoodwiedzin.Mogła
dysponowaćpieniędzmiIshama,więczamierzałauwićsobiewygodnegniazdko.Dotej
poryakceptował

wszystkiesugestie.DomwGrangebędzienareszciepasowaćdojejwyobrażeń.
Postanowiłaurzeczywistnićwszystkieswojeplany,aponadtodobrzewydaćLettyza
mąż…możezaHenry’egoSaltona.Zagadnęłagoponownie.

--Przypuszczam,żewróciłpandoAnglii,żebyznaleźćżonę-oznajmiła,tłumiąc
chichot.-WielupanówprzybywazeWschoduwtymcelu.

-Owszem,łaskawapani-odparłzpowagą.-WkoloniachnakażdąAngielkęprzypadają
setkimężczyzn.Paniemogąkaprysićdowoli,aletamtekrainysązabójczedla
delikatnychpań.Nacmentarzachspoczywamnóstwodam,którymzabrakłosił,by
walczyćzklimatemichorobami.Zanimiidądzieci.

PaniRushfordnielubiłatakichrozmów.Przywołałanatwarzwspółczującyuśmiech,
odwróciłasiędoIshamaizaczęłaznimomawiaćrenowacjęGrange.

background image

-Proszęmówićdalej-powiedziaławzruszonaIndia,zaskoczonawrażliwościąHenry’ego,
któryokazałwyjątkoweutakmłodegomężczyznywspółczuciedlabliźnich
mieszkającychnaobczyźnie.-Dziwięsię,żekobietywogóledecydująsięmieszkaćw
tamtychstronach.

-Niepoprosiłbymnajbliższychotakiepoświęcenie-zapewniłHenry.-Proszęmi
opowiedziećochłopcach,którymizaopiekowałsięAnthony.Niewidziałemichdotąd.

Ishamusłyszałostatniesłowaiskarciłgożartobliwie.

-Uważaj,comówisz,bracie!Indiazaczniepodejrzewać,żeutopiłemichwstudni.

Jegouwagawywołałaogólnąwesołość,aleIndiaczułasięwobowiązkuzaprotestować.

-Dogłowybymitonieprzyszło-zawołała.-Szczególniepotym,jakrozprawiłeśsięz
nadzorcąprzytułkuiprzywołałeśdoporządkutęokropnąkobietę.

-Miałemrację,Anthony.-Henryuniósłramiona.

-Nadzwyczajnyzciebieczłowiek.-PotemzwróciłsiędoIndiiidodałcicho,jakbyna
stronie:-Aniemówiłem,żestałsięinnymczłowiekiem?Towyłączniepanizasługa.

Indięznówogarnąłniepokój.CzyżbyHenryrobiłaluzjędowstydliwieukrywanych
sekretówzprzeszłościIshama?Zapewnedostrzegłjejwahanie,bododałnatychmiast:

-Chybaniemuszęporazkolejnyzapewniaćpani,żetonajlepszyczłowiekpodsłońcem.
Któżwieotymlepiejodemnie?

Indianiedałasięprzekonać,chociażHenryprzybrałpogodnąminę.Uśmiechnąłsię
jeszczeszerzej,gdyIshamzacząłzniegożartować.

-Trudnosiędziwić,żeniewidziałeśjeszczetychchłopców.Toskowronki,atydługo
sypiasz.

Henrybyłwyraźnieskruszony,czymująłIndię.

-Terazpanirozumie,naczympolegamójkłopot:niemamszanssprostaćwymaganiom
Anthony’ego,któryuważamniezaleniwegonicponia.

-Jestempewna,żewcaletakopanuniemyśli-zapewniłaserdecznieIndia.-Niema
powodu,abyzajmowałsiępantymidziećmi.

-AjednakAnthonyzainteresowałsięichlosem.Ciekawedlaczego.Jakpanisądzi?

-Pewniechciałmizrobićprzyjemność.Okolicznościbyłydosyćdziwne.-

Opowiedziałapokrótcetamtąhistorię.

-Bożemiłosierny!Niewielebrakowało,żebychłopcyspłonęliżywcemwpodpalonej
fabryce!

-Naszczęściezdołaliuciec.StarszymanaimięJoeijestnadwiekdojrzały.Terazmogę
byćonichspokojna.

-Jestpanibardzodobregozdaniaomoimbracie.

-Tochybaoczywiste,skoropostanowiłamwyjśćzaniego.-Indiastałasięnieufna.

WolałanieujawniaćswejopiniinatematlordaIshamajegobratu.

background image

Henryjakzwyklewyczułtowahanieizacząłbawićrozmowąjejmatkę,więcmiałateraz
sposobność,byobserwowaćnarzeczonego.Wcalesięniezdziwiła,żecałąuwagę
poświęciłLetty,którazapomniałaozwykłejbojaźliwościiwyjątkowosięożywiła.

Ishamowiokazywałajawnąserdeczność.Indiaczułasięoszukanaisamotna.

Natychmiastskarciłasięzatakiemyśli.Powinnabyćuradowana,żeIshampróbuje
zjednaćsobiejejnajbliższych.Wtejkwestiispotkałająmiłaniespodzianka,zwłaszczaże
samaniewiedziała,jaksiędoniegoodnosić.Zzadumywyrwałojąogólneporuszenie
wśródbiesiadników.

-Naprawdęzabrakłojabłekwcieście?-dopytywałsięzdumionyIsham.-Drogi
gospodarzu,jestemzawiedziony!

Właścicielzajazdurozłożyłręce.

-Milordzie,gdybyraczyłpanwcześniejwyrazićtakieżyczenie…

-Jegolordowskamośćżartuje-wtrąciłapogodnieIndia.-Wystarczyszarlotkaitartaz
budyniem.

-Niewtrącajsię!-syknęłaoburzonapaniRushford.-Jakśmieszodzywaćsięwten
sposób!

Indiawmilczeniuzmierzyłamatkębadawczymspojrzeniem,atanatychmiastumilkła,
jakbystałosiędlaniejjasne,żeodtejchwilicórkaniepozwolisobąpomiatać.
Utwierdziłasięwtymprzekonaniu,gdyIshamdodał:

-Słusznauwaga,kochanie.Gospodarzu,znakomicienasugościłeś.Najabłkawcieście
będęmusiałpoczekać.-UśmiechnąłsięporozumiewawczodoIndii,jakbymieliwspólną
tajemnicę.

Odkryteustarszejcórkipoczucieniezależnościniebyłojedynymzaskoczeniem,jakie
paniRushfordprzeżyłategopopołudnia.Niedziwiłasięnatomiast,kiedydwajmłodzi
panowiezapowiedzieli,żebędąimtowarzyszyćwdrodzepowrotnejdoAbbotQuincey.

Indięogarnąłniepokój.CzyżbyIshamobawiałsięzamieszekinapadówdokonywanych
przezluddystów?Zaskakującadecyzja,bywłaśnietegodniaudaćsiędoNorthampton,
dawaładomyślenia,zwłaszczażewczorajanisłowemniewspomniałoplanowanej
wyprawie.Indiazastanawiałasięnadtym,gdyjechalidodomu.Ledwiepowózstanął
przeddrzwiami,wydałaokrzykradości.

-Mamo,Gileswrócił!-zawołałaipobiegłauściskaćbrata.

ROZDZIAŁÓSMY

GilesuścisnąłIndięiszybkowysunąłsięzjejobjęć,żebyprzywitaćLettyimatkę,której
rzuciłpytającespojrzenie,bonieznałtowarzyszącychpaniomdżentelmenów.

-LordzieIsham,chciałabymprzedstawićsyna-powiedziałanatychmiastIsabel-Giles
wyjechałnapewienczas,aleterazzradościąpoznaprzyszłegomężaIndiiorazjegobrata.

Gilesniewyglądałnauradowanego.Jegotwarz,zwyklemiłaiotwarta,była
zachmurzona,gdyukłoniłsięsztywno.Wymienionozwyczajoweuprzejmości,leczjego
grzecznościwydawałysięniemalobraźliwe.Indiamiałaochotędaćmuklapsa,jakby

background image

całkiemzapomniała,żepoczątkowotaksamoodnosiłasiędolordaIshama.Wtejchwili
niktbynieuwierzył,żeGilesmapoojcuniezwykleujmującysposóbbycia.Indiarzuciła
muostrespojrzenie,bolękałasię,żenarzeczonyuznabratazawiejskiegoprostaka,który
niepotrafisięodpowiedniozachowaćweleganckimtowarzystwie.Isham,któryzdawał
sięniedostrzegaćjawnejwrogości,odciągnąłIndięnabok.

-Skorobratwróciłdodomu,pewnienieznajdzieszjutroczasunaodwiedzinywGrange,
jaksięwcześniejumawialiśmy.Dajmiznać,jakidzieńciodpowiada.Rzeczjasna,pan
Rushfordteżbędziemilewidziany.

-Jesteśwyjątkowopobłażliwy-przyznałazociąganiem.-Giles…niejestdziśsobą.

-Awięcprzedemnąkolejnyszczytdozdobycia?-Nieczekającnaodpowiedź,skinął

nabrata,przypominającmu,żesązaproszeninakolacjęuwysokiegourzędnikaosiadłego
wtychstronach.

Rushfordowieweszlidośrodka.Ledwiedrzwisięzanimizamknęły,Indiastanęłaz
bratemtwarząwtwarz.

-Czemubyłeśtakiopryskliwy?-zapytała.-Wstydziłamsięzaciebie.

-Wstydziłaśsię?-Gilesspochmurniał.-Cotymówisz?Poprostuosłupiałemnawieść,że
zgodziłaśsięwyjśćzategopotwora.Jużzapomniałaś,conasprzezniegospotkało?

-Wszystkopamiętam-odparła.-Przyjmijdowiadomości,żewcaleniejestpotworem.

Zachowujesięjakprzystałonadżentelmena,czegoniemożnapowiedziećotobie.-

Zadziwiłasamąsiebie,broniącnarzeczonego.

-Dzieci,dośćkłótni-zawołałapaniRushford.-Nieznoszętakichscen.Tonienamoje
nerwy.Giles,nicnierozumiesz,kochanie.

-Przeciwnie,mamo.Doskonalewiem,ocochodzi.Indiachcenasuchronićprzednędzą.
Poświęcasię,żebyocalićrodzinę,bojaniepotrafięzapobieckatastrofie.Napewnojesteś
zniejbardzodumna.

Indiapobladłaizamilkłanadobre,botrafnieokreśliłichpołożenie,aleLetty-

zazwyczajuosobieniełagodności-odrazunaniegonapadła.

-NieznaszlordaIshamaizbytpochopniegooceniasz!

Gileszaskoczonytymwybuchemnieufniewpatrywałsięwjejpoczerwieniałązgniewu
twarz,leczpochwiliodparłbutnie:

-Mamsięzdaćnatwojąopinię?Zadziwiaszmnie.Ishamjestwinienśmierciojca.Nie
wspomnęjużotym,żenaszrujnował.

-Tonieprawda!-zaperzyłasięspokojnazwykleLetty.-Przyznajuczciwie,żetoojciec
przegrałwkartycałymajątek.Ishamnieciągnąłgosiłądostolika.

-Zapewne-przytaknąłniechętnieGilesizacząłchodzićpopokoju.-Nawetgdybytak
było,niemadlaniegomiejscawnaszejrodzinie.Namiłośćboską,cotywnimwidzisz,
Indio?Zwygląduodrażającytyp,acogorszamafatalnąreputację.Skorochceszbogato
wyjśćzamąż,znajdziesięinnypretendentdotwojejręki.

background image

-Wątpię.-Indiaodzyskałaspokój.-Jakwiesz,niktmisiędotądnieoświadczył-Oby
tylkoGilesnieodkrył,żeIshamowibyłowszystkojedno,którazsióstrRushfordzechce
byćjegożoną,bopodwpływemzłościgotówwyzwaćnapojedynekAnthony’ego.Nie
darowałbymutakiejobelgi.

-Mójdrogichłopcze!-powiedziałapaniRushford.-Bądźmiłydlasióstr.Wszystkie
uznałyśmy…Chciałampowiedzieć,żezdaniemIndiitoznakomiterozwiązanie.

-Powinnaśjąpowstrzymać,mamo.Trzebajejbyłozabronićtegozamążpójściaalbo
przynajmniejnaradzićsięzemną.Przecieżjestemterazgłowąrodziny.

-Aleciętuniebyło-zauważyłaspokojnieLetty.

Powiedziałajużwszystko,cojejleżałonasercu,więcusiadłaprzyoknieizajęłasię
haftem.

-MiałemzostaćwtymdomkuiwegetowaćnałascewujaJamesa?-zapytałGiles.-

Próbowałemznaleźćjakieśzajęcie.

Indiarozumiała,czemubratjesttakiposępny.Cierpiałzpowodugorzkiegorozczarowania
izranionejdumy.Kochałmatkęisiostry,więcczułsięwinny,żeniepotrafisięnimi
zaopiekować.Obdarzyłagoserdecznymuśmiechem,alewtejsamejchwiliprzemówiła
Isabel.

-Synku,postarajsięzrozumieć.DlaIndiitoznakomitapartia,ajegolordowskamośćjest
bardzohojny.WłaśnieodnawiaGrange.Zaprosiłnas,abyśmyzobaczyli…

-Jedźcie,alebezemnie.Niechcębyćgościemwewłasnymdomu.

-Przecieżmajątekpozostaniewnaszejrodzinie.PoślubieLettyijabędziemytam
mieszkać.IndiadostanieGrangeodmęża.

-Życzęszczęściajej…ilordowiIshamowi.

-Nieirytujsię,synku.Zpewnościąpotrafiszsięcieszyćszczęściemsiostry.

-Indio,jesteśszczęśliwa?-Gilesprzestałchodzićzkątawkąt,przystanąłispojrzałjej
prostowoczy.Nieodwróciławzroku.

-Tak!-odparłastanowczo.-Ishamijamamyzesobąwielewspólnego…

-Hazard?Upodobaniedooperowychbaletnic?-Gileswybuchnąłdrwiącymśmiechem.

-Zdumiewaszmnie,Indio.

-Zapewne,aledałamsłowo.WyjdęzaIshama,atypoprowadziszmniedoołtarza,gdzie
będzieczekaćmójprzyszłymąż.

-Wykluczone!Niezamierzamnawetuczestniczyćwtejceremonii,boniechcępatrzeć,
jakwiążeszsięzczłowiekiem,któryprzysporzycitylkozgryzoty.

TegojużbyłozawieledlapaniRushford.Westchnęłacichoipadłazemdlona.

-Widzisz,doczegodoprowadziłeś!-Lettyrzuciłarobótkęipodbiegładomatki.Indiajuż
masowałajejdłonie.

-Przynieśtrochękoniaku!-zawołała,odwracającgłowę.

background image

Gilesnatychmiastspełniłrozkazistałnadnimibezradnie,ażmatkawróciłado
przytomności.

-Mamo,niemiejmizazłe…OBoże,przepraszam!IndiazawołałaMartę,którawrazz
Lettyodprowadziłachorądopokoju.

-Niewartosiętakprzejmować.-IndiauspokajałaGilesa.-Wiesz,żemamieniewiele
trzeba,zbylepowodudostajeataku.Zawszebyłanerwowa.

-Maszrację.-Osunąłsięnakrzesło.-Niestety,wyprowadziłemjązrównowagi.

Bardzochciałbymwamwszystkimpomóc,alespotykająmniesameporażki.

-Nieprawda!-zaprzeczyłastanowczoIndia.-Przezostanielataznaczniepowiększyłeś
majątek…

-Alenieudałomisięgozachować,prawda?

-Jakmógłbyśtegodokonać,kochanybraciszku?Niejestemślepa.Wiem,jakiciężar
przyszłocidźwigać.

-Owszem.Pieniądze,którenależałowydaćnaziarnosiewne,sprzętlubmeliorację,
zostałyroztrwonionena…Niechcęźlemówićoojcu,alegdybyzrozumiał…

-Tonieleżałowjegonaturze,leczkochaliśmygotakim,jakibył.Wciążbardzozanim
tęsknię.

-Jarównież.-Gilesmówiłszczerze,choćzdawałsobiesprawęzojcowskichsłabości.

SytuacjafinansowaRushfordówoddawnabyłaniepewna.DziewięćlattemuGiles,
przebywającywówczasweWłoszech,zostałwezwanydokrajuprzezwujaJamesa,który
mudoradziłprzejęciepieczynadrodzinnymidobrami.Groziłaimcałkowitaruina,ale
zdołałjejzapobiec.Terazokazałsiębezsilny.

-Życzęszczęścia,Indio-powiedziałcicho.-Jeślicinatymzależy,będęnaślubieisam
oddamcięmężowi.

-Wiedziałam,żesięzgodzisz.-Uśmiechnęłasiędoniegoczule.-Jakieprzywozisz
nowiny?

-Niestety,jestichniewiele.Wszędziezastój,poczęścizewzględunablokadęzarządzoną
przezNapoleona,apoczęściprzezmarnezbiory.Brakwolnychposaddlazarządców.

-Tominie.Kryzysniemożetrwaćwiecznie.

-Samniewiem.Wcałymkrajupanujeniezadowolenie.Martawspomniała,żeiunas
zdarzająsięzamieszki.

-Tak,zbuntowanirobotnicy,zwaniluddystamiwubiegłymtygodniupodpalilifabrykę.

-OpowiedziałabratuouratowanychkominiarczykachorazinterwencjiIshama.

-Zdumiewaszmnie-rzekł,gdyskończyła.-Toniepodobnedowszystkiego,coonim
słyszałem.

-Szkoda,żeniewidziałeś,jaksięrozprawiłzzarządcąprzytułku.-Indiauśmiechnęłasię
nawspomnienietamtejrozmowy.-Okropniewystraszyłtegonikczemnika,któryma

background image

wielegrzechównasumieniu.

-Isham,szlachetnyrycerziobrońcauciśnionych-odparłdrwiącoGiles.

-Raczejnie,ajednakbezwahaniazaoferowałpomoc,kiedyjejpotrzebowałam.Trzebaci
wiedzieć,żemamanieżyczyłasobie,abychłopcytuzostali.

-Wcalemnietoniedziwi.Obawiamsię,żecimalinędzarzeniepasowalidojej
wyobrażeńowytwornymżyciu.-Gilesspojrzałnaniązukosa.-Wcalesięniezmieniłaś.

Nadalwalczyszosprawiedliwość.

-Gdykomuśdziejesiękrzywda,niepotrafięstaćzboku-przyznała,pobłażliwie
traktującjegodocinki.

-Ishamowitonieprzeszkadza?

-Moimzdaniemdobrzesiębawi.Raczyłmioznajmić,żenieinteresujągomdłe
pensjonarki.

-Szczęśliwyzbiegokoliczności.-Gileszamyśliłsięizmieniłtemat.-Szerząsięrozruchy,
Indio.ZamieszkitrwająwhrabstwieDerbyidalejnapółnocy.

-Niesądziszchyba,żewybuchnierewolucja!-zawołałaprzerażona.-Teokropnościwe
Francji!Strachpomyśleć,żeiunasmogłybysięzdarzyć.

-Niemamowy,kochanie.Krajsięburzy,tuiówdziewybuchająbunty,lecznaogół

niejesteśmyskłonnidoużywaniaprzemocy.

-Obyśmiałrację.Wróciłeśdodomunadobre?

-Oileznajdziesiędlamniepokój.Tendomjestbardzomały.-Gilesrozejrzałsięwokół.
-WujJameszaproponowałmilokumwPercevalHall.Takierozwiązaniebyłobydlawas
wygodniejsze.

-Ależskąd!Znajdziemydlaciebiemiejsce.Lettyijamożemydzielićsypialnię.

Wkrótcesięprzekonasz,jakdobrzegotuję.

-Ciągleodkrywaszwsobienowetalenty,drogasiostro?-Gileswybuchnąłśmiechem.-

Októrejpodaszkolację?ObiecałemzajrzećnaplebanięiodwiedzićwujaWilliama.

-Możemysiąśćdostołuosiódmej.Indiapożegnałago,unoszącdłońiposzłanagórę,
żebysięprzebrać.Czekałojąsporopracy.Lekkiposiłekodpowiednidlatrzechdamnie
zaspokoiapetytugłodnegomężczyzny.

Wkrótcezobawąspoglądałanaproduktywdomowejspiżarni.Kawałekwieprzowej
szynkinadawałsięnapieczeń.Byłyteżpóźnewarzywa.PoleciłaMarcieoskrobać
marchewirzepę,żebyjeudusićzmasłem,soląipieprzem.Zniecożylastejkuryoraz
cebulibędziegulasz,nadeseromletgruboposmarowanykonfiturą.Kiedyprzestawiała
słoikizprzetworami,dospiżarniweszłaLetty.

-Maszdlamnierobotę?-zapytała.

-Możeszubićjajkanaomlet.Jakmama?

-Znacznielepiej.UcieszyłasiębardzozpowrotuGilesa,alemartwijąwaszakłótnia.

background image

-Jużsiępogodziliśmy.Niepotrafiędługosięnaniegozłościć.Jesteśkochana,żemnie
broniłaś.

-Staramsięoceniaćinnychsprawiedliwie-odparłaspokojnieLetty.-Ludzieoczerniają
Ishama,atoniezwyklezacnyczłowiek.

-TaksamopowiedziałHenry.

-Naprawdę?-Lettyzajęłasięubijaniemjajek.

-Nieinteresujeszsięnim,prawda?Mogęspytaćdlaczego?

-Zbytmałoonimwiem.Wolałabymnierozmawiaćnajegotemat.

-WobecIshamaniejesteśtakapowściągliwa.-Lettymilczała,leczIndianiedałaza
wygranąidodałaniepewnie,świadoma,żewkraczananiebezpiecznygrunt.-Łączywas
serdecznazażyłość.Bardzosiępolubiliście.Kochanie,bądźzemnąszczera.Możeciżal,
żenieprzyjęłaśjegooświadczyn?Znalazłabyśznimwspólnyjęzykszybciejniżja.-
NapotkałazdumionespojrzenieLetty,więcumilkła.Pochwiliwykrztusiłaztrudem:-
Przecieżwidzę,żechętnierozmawiacienaróżnetematyitrudnowamprzerwać.Jeszcze
niejestzapóźno.

Jeślisobieżyczysz,zerwęzaręczyny.

-Niemamowy!-Lettypokręciłagłowąidodałastanowczymtonem:-Chybacirozum
odjęło!Ishamwogólesięmnąnieinteresuje.Onciękocha.Niemaszoczu?

-Cotywygadujesz?-odparłaIndia,zaskoczonaizirytowana.-Zapomniałaś,żekiedysię
oświadczał,byłomuobojętne,którąpoślubi?

-Czyżby?-Lettyenergicznieubijałajajka.-Atobienajwyraźniejwyleciałozpamięci,że
mojesercenależydoOliveraWellsa.

-Miałaśodniegowiadomości?

-Jeszczenie-odparłaLettyztajemniczymuśmiechem.

-Dobrze,żeGilesnareszciewróciłdodomu-zmieniłatematIndiaiodrazupoweselała.-
Przemyślałamsprawę,Letty.SkoroGrangemanależećdomnie,będęmogłarobićz
majątkiem,comisiępodoba.Mamnadzieję,żeGileszgodzisięnimzarządzać.Nie
zabrakniemupieniędzynawprowadzanieulepszeń,noizamieszkazwami.

-Trudnopowiedzieć,czysięzgodzi.Możeuznać,żepropozycjawyszłaodIshama,więc
jejnieprzyjmie,bouznatozajałmużnę.

-Nonsens!-żachnęłasięIndia.-Majątekwymagaogromnejpracy.Gilesbędzieharować
odświtudozmierzchu.PorozmawiamzIshamem,atymczasemniemównicGilesowi.

-Będzienaślubie?

-DziękiBogu,tak!Niezniosłabymrozłamuwrodzinie,zwłaszczateraz.

-Tobyłobyokropne.Gilesmatylezmartwień,więcnieprzysparzajmymudodatkowych.
Pamiętasz,wdzieciństwieizamłodubyłtakibeztroski.Śmiałsięnieustannieipłatał
figle.

background image

-Rzeczywiście.ZmieniłsiępopowrociezWłoch.Wszyscytozauważyliśmy.

-Możezbytniomuciążyłaodpowiedzialnośćzanaszedobra?Byłtakimłody,gdyzaczął
nimizarządzać.Ojcieccieszyłsię,żeprzerzuciłtobrzemięnajegobarki.BiednyGiles.
Niemiałłatwegożycia.

-Toprawda.Gdystuknęłamutrzydziestka,musiałstawićczołonajgorszemuupokorzeniu
ipatrzeć,jakcałajegopracaidzienamarne.Nicdziwnego,żejestroz-goryczony.

-Możeniewszystkostracone?-odparłaznadziejąLetty.-Jaksądzisz,dasięprzekonać
dotwojegopomysłu?

-Niemampojęcia,leczAnthonyznajdziesposób…-Indiaumilkła,zbitaztropu,aLetty
uśmiechnęłasiętajemniczo.Czyżbyjejniezależnasiostrapolegałanazdaniubudzącego
respektoblubieńca?Indiadomyśliłasię,cojejchodzipogłowie,więcdodałaurażona:-
Niepowinnaśzemniekpić.Ishamumiepostawićnaswoim.Manatoswojesposoby.

-Niewątpliwie!-przytaknęłaLettyzpowagą,aleoczyjejsięśmiały.

-Chodzioto,żejakomężczyznapomożemidobraćargumentytrafiającedoprzekonania
Gilesowi.Panowiesątacydziwni.Nigdyichniezrozumiem.

-Istotnie,życianiestarczy!PorozmawiaszwkrótcezlordemIshamem?

-Oczywiście.Imszybciej,tymlepiej.Gilesjestbardzoprzygnębiony.Chciałabym
poprawićmuhumor.

-Obycisięudało.Byłbyznówsobą.

-Niejestemtegopewna.Możesięmylę,aleczasamiodnoszęwrażenie,żeoprócz
kłopotówzmajątkiemcośjeszczemuciąży.Wolałabymgoniewypytywać,leczmoim
zdaniemweWłoszechdoznałjakiegośzawodu.

-Nieszczęśliwamiłość?Minęłodziewięćlat.Dotejporyraczejbyzapomniał.

-Aty?-zapytałaIndia,apotemspojrzaławoczysiostryidodałaskruszona:-

Przepraszam,kochanie.Niechciałamcięurazić,aleGilesjestnapewnorówniestaływ
uczuciach.

-Maszrację.Czasnieuleczyzłamanegoserca.Częstosięzastanawiałam,dlaczegonie
szukażony.Dlamamytopoważnezmartwienie.

-Mnietorównieżdziwiło,aletłumaczyłamsobie,żeuznał,jakobyniemiałszans,by
oświadczynyzostałyprzyjęte.

-Ciekawedlaczego.Jestniezwykleprzystojnyiczarujący,choćtopewniestronnicza
opinia.

-Mamtensamproblem.Spojrzałynasiebieiwybuchnęłyśmiechem,bojeślichodzio
zaletybrata,byłyjednomyślne.NagleGileswszedłdokuchni.Minęmiałponurą.

-Cosięstało?Chorobanaplebanii?-zapytałazaniepokojonaIndia.Pokręciłgłową.

-Wszyscyzdrowi,lecznastrojewokolicysiępogorszyłyWczorajzginąłczłowiek.

Strzelanodoniego.WujWilliambyłprzyłóżkuumierającego.

background image

-Morderstwo?-Lettypobladła.

-Trudnoznaleźćinneokreślenie.Spokojnypodróżnyzajętywłasnymisprawami…

Strzałpadłzzażywopłotu.

-Dlaczego?-Lettybyłaprzerażona.

-Oilewiem,bezpowodu.Zdaniemwujapomylonogozwłaścicielemfabryki.

-Znowuluddyści?Wnaszychstronachtakierzeczydotądsięniezdarzały.Miejscowi
ludziezgłaszająrozmaitepretensje,lecztrudnouwierzyć,żebyposunęlisiędo
morderstwa.

GilesobrzuciłIndiębadawczymspojrzeniem.Mądradziewczyna,pomyślał.

-Wujpodzielątwojąopinię,alemówisię,żeagitatorzywędrujązhrabstwadohrabstwa.
Toniesązwyklitkacze,tylkosprytnimąciciele.Chcąwzniecićzamieszki.

Indiasięzamyśliła.ZapewneIshamsłyszałoincydencie,leczwołałjejotymnie
wspominać.Czydlategoniespodziewaniepostanowiłimdziśtowarzyszyć?Wdrodzedo
Northamptonizpowrotemwrazzbratemtrzymałsiębliskopowozu.Matkauznała,że
powodujenimtęsknotazaIndią.Terazwyszłonajaw,żechodziłooichbezpieczeństwo.

-Bardzoproszę,niewspominajmyotymmamie-nalegała.-Jesteśmybezsilni,więcnie
wartojejdenerwować.

NaglezcałegosercazapragnęłaujrzećIshama.Byłbyzniącałkowicieszczery,nie
uciekałbysiędopółprawdiniedomówień.Podczaskolacjiprzypomniałaoplanowanych
odwiedzinachwGrange.

-Kiedychciałabyśtampojechać,mamo?-zapytała.

-Wydawałomisię,żejesteśmyumówionenajutro.TakzaproponowałlordIsham.-

PaniRushfordbyłapogodniejsza,bojejdziecidoszłydoporozumienia.

-Uznał,żezechceszprzełożyćwizytę,skoroGileswróciłdodomu.Rzeczjasna,onteż
jestzaproszony.

-Nieprośmnie,żebymtamjechał-wtrąciłnatychmiast.Indiaspojrzałananiego,jakby
chciałaprzypomnieć,żepostanowiliniedenerwowaćmatki,więcdodał:-Oczywiście
będęnaślubie,zaprowadzęIndiędoołtarzaipowierzęjąprzyszłemumężowi.Wybaczysz
mitamtepochopnesłowa,mamo?

-Drogichłopcze,twojeoburzeniebyłozrozumiałe.-PaniRushforduśmiechnęłasiędo
pierworodnegoipowiedziała,patrzącnaIndię:-Moimzdaniemjestzapóźno,żeby
zmienićterminwizyty,leczmożnabyjechaćpojutrze,gdybytoIshamowiodpowiadało.
Potembędziemynazbytzajęte.Muszępoprosićwuja,żebynamznówużyczyłpowozu.

Powinniśmywybraćodpowiednieczepki,atooznaczakolejnąwyprawędoNorthampton.

Indiapochwyciłaspojrzeniebrata.

-Nie!-odparłastanowczo.-Przecieżmamynowenakryciagłowykupioneprzed
wyjazdemdoLondynu.Pozatymniemożemynadużywaćuprzejmościwuja,zagarniając
dlasiebiejegopowóz,któregotakczęstopotrzebuje.

background image

-Jamesjestzdania,żewrodzinietrzebasobiepomagać-powiedziałaopryskliwiepani
Rushford.-Atamteczepkisięnienadają,bowyszłyzmody,azresztąpasujątylkodo
letnichstrojów.

Lettyznalazławyjścieztrudnejsytuacji.

-Chybawartopoczekać,ażzostanąprzysłanenaszesuknieidobraćdonichczepki-

zaproponowałaspokojnie.PaniRushfordszybkoprzemyślałajejpropozycję.

-Maszrację,kochanie-przyznała.-Bardzorozsądnauwaga!Znakomicie.Wybierzmysię
doGrangenajszybciej,jaksięda,czylipojutrze.KtozawiadomiIshama?

-Pojadęzwiadomością-powiedziałGiles,zawstydzonyniedawnymwybuchem.-

Napiszcielist.Oddamgoizarazwrócę.

Gilesspełniłobietnicę,aleniebyłogotakdługo,żeIndiaumierałazniepokoju.W

najlepszymraziemógłsiępokłócićzIshamem,alezprzerażeniemmyślałateżo
najgorszymwariancie,amianowicie,żepadłofiarąkolejnejtchórzliwejnapaścii
dogorywagdzieśprzydrodze.

-Namiłośćboską,gdziesiępodziewałeś?!-zawołała,kiedywróciłpóźnym
popołudniem.

-ByłemwGrange-odparłzroztargnieniem.-Czywiesz,żeIshambyłzsirJohnem
Moore’empodCorunną?

-Nie,choćwiadomomi,żesłużyłwHiszpanii,kiedydowodziłWellesley.

-Tobyłopóźniej.Bożemiłosierny,niemaszpojęcia,jakietampanowaływarunki.

Włosyjeżyłysięnagłowie,kiedytegosłuchałem!

-Ishamwspomniał,żesłużyłwwojsku,alenieznamszczegółów.

-Nicdziwnego.Wyobraźsobie…Zresztąskoropostanowiłciichoszczędzić,nie
powinienemonichmówić.

-Mamrozumieć,żeprzeztylegodzindyskutowaliścieotaktyceistrategii?

-Skądże!OglądaliśmyrazemGrange.Będzieszzdumiona.Wdomuwielezmieniłosięna
lepsze.Ishammateżśmiałeplanydotyczącemajątku.Bytemzaskoczony,żetylewieo
nowoczesnychmetodachgospodarowania.ZnadoskonaleWłochy.-Gilesnagle
spochmurniał,aIndiautwierdziłasięwprzekonaniu,żeprzywiózłstamtądprzykre
wspomnienia.

-Ishamzainteresowanyuprawąroli?-wróciłapospieszniedoulubionegotematubrata.

-Ktobypomyślał,żeciekawiągotakiesprawy.Większośćdżentelmenówpowierza
majątkizarządcom.

-Jegozdaniempopełniająbłąd.PracowniknadzorującydobrawCheshirewwielu
sprawachmawolnąrękę,aleIshamsamszukanajlepszychrozwiązańiprzekazujemu
wnioski.Dziękitemuosiągawysokiedochody.

PrzeznastępnągodzinęzanudzałIndięopowieściamionawozach,płodozmianieoraz

background image

zaletachróżnychgatunkówbydłaiowiec.Słuchałajednymuchem,niewielerozumiejącz
tegomonologu,alebyładobrejmyśli.Liczyłanato,żeudajejsięprzekonaćIshama,aby
powierzyłGilesowizarządzaniemajątkiem.Wkońcupostanowiłaprzerwaćbratu.

-CzyAnthonymożenasjutroprzyjąć?

-Przyślepowóz.Możemyprzyjechaćodowolnejporze.

-My?-upewniłasięzuśmiechem.

-Owszem.Zachowałemsięjakgłupiec.TwójIshamwcaleniejesttakizły.

-Miłomitosłyszeć.-Wgłębiduchacorazcieplejmyślałaonarzeczonym.Zdołał

wkraśćsięwłaskiLetty,aterazprzekonałdosiebieGilesa.Jakzwykleszybkoznalazł
tematbliskirozmówcy.

KiedynastępnegodniaodwiedziliGrange,przekonałasię,żeGilesnieprzesadzał.

Starydomzostałpoddanygruntownejrenowacji.PaniRushfordbyłazachwycona.

-Właściwiedobrałamkoloryorazmeble,prawda?-zapytała.

Indiachętnieprzyznałajejrację.Zamiastodrapanychścianistarejfarbywidziałajasne,
słonecznepokoje.

Ucieszyłasię,żeniewszystkouległozmianie,awielestarychsprzętówpozostałona
swoimmiejscu.

-Podobacisię?-zapytałIsham,kiedynachwilęznaleźlisięsami.-Jeślinie,zaproponuj
innywystrój.Powinienemodrazuzapytaćozdanieciebie,anietwojąmatkę,alewtedy
sądziłem,żepostąpięwłaściwie,jeślidoniejsięztymzwrócę.

-Bardzomądrze!-kpiładobrodusznieIndia.-Wyglądanato,żepodbiłeśsercacałej
naszejrodziny.

-Nawettwoje?-zapytał,wpatrującsięwniąjakurzeczony.

-Jaktupięknie!-zawołałapospiesznie,unikającodpowiedzinatrudnepytanie,izdziwiła
się,widzącrozczarowanienajegotwarzy.Pochwilidodałaciszej:

-Anthony,czymożemyporozmawiaćnaosobności?

-Oczywiście,najmilsza.-Zaprowadziłjądomałegopokoju,gdzieurządziłgabinet.-O

cochodzi,Indio?

-Toprawda,żewokolicypopełnionomorderstwo?

-Gdykiwnąłgłową,zadałakolejnepytanie:-Dlategotowarzyszyłeśnamwdrodzedo
Northampton?

-Niezupełnie.-Uśmiechnąłsięlekko.-Chciałemcięrównieżzobaczyć.

-Powiedzszczerze,czytwoimzdaniemgrozinamniebezpieczeństwo.

-Wątpię.Rządprzyślewojsko,którestłumirozruchy,aletymczasemlepiejnieopuszczać
domu.Usiebiebędzieszcałkiembezpieczna.

-Rozumiem.-Indiawahałasięprzezmoment.-Miłoztwojejstrony,żerozmawiałeśz

background image

Gilesemojegopasjach.

Uśmiechnąłsię,apotemodparłzpowagą:

-Nowidzisz,mamsamezalety.Czytooznacza,żemogęuznaćjegopretensjezaniebyłe?

-Naturalnie!-Zawahałasię,alepostanowiłazaryzykować.-Przyszłomidogłowy,że…
Oczywiścierzeczwymagatwojejzgody,ale…Czyzechciałbyśmupowierzyć
zarządzaniemajątkiem?

-Tedobranależądociebie,mojadroga,więcsamadecyduj.Muszęprzyznać,żeimnie
takamyślprzyszładogłowy.Odwszystkichdzierżawcówipracownikówsłyszałemsame
pochwałynajegotemat.

-Jesteśkochany-powiedziałauradowanaipodwpływemnagłegoimpulsudotknęłajego
ramienia.-Niepożałujeszswojejdecyzji,byletylkozechciał…

-Przyjąćofertę?Zostawtomnie.Postawiętwardewarunkiibędęsięgłośnozastanawiać,
czypodołaobowiązkom.Takiepodejściedosprawymusigozachęcićdodziałania.

-Jestemcibardzowdzięczna.

-Mojadroga,niezależyminatwojejwdzięczności-odparłdziwnieszorstko.-

Chodźmyposzukaćtwoichmałychprotegowanychzfabryki.-Podałjejramięi
poprowadził

korytarzemwstronękuchni.

LedwiepoznałaJoeiToma.Starannieumyci,wciepłychiwygodnychubrankachsiedzieli
przystoleipałaszowalizdrowejedzenie.NawidokIndiizerwalisięzkrzesełiukłonili
grzecznie.

-PaniDowlingznówkarmitedzieciaki!-rzekłIshamzudawanymprzerażeniem.-

Ladachwilapękną.

-Niesądzę,milordzie.Sampanmówił,żemająjeśćdosyta.-Pulchnakucharka
spokojnieznosiładocinkichlebodawcy.-Wychudzonetemojebiedactwa!

-Wyglądająterazznacznielepiej.-Indiauśmiechnęłasię.

-Dziękuję,panienko,-Kucharkadygnęła.

-PannaRushfordzadwatygodniezostanieladyIshamibędziepaniątegodomu.

-Życzęszczęściapanienceimilordowi.Joe,sprzątnijnaczyniazestołuidopilnuj,żebyje
starannieumyto.Potemmożeszmiprzynieśćtrochękartofli.

Chłopiecposłuszniezsunąłsięzkrzesła,abraciszekpodreptałzanim.Indiazatrzymała
ich,kiedyjąmijali.

-Joe,dobrzewamtutaj?

Pojegominiepoznała,żenareszcieznalazłbezpiecznemiejsce.Jeszczewięcej
powiedziałojejpełneuwielbieniaspojrzenierzuconenalordaIshama.Kiwnąłgłowąi
pobiegłspełnićpoleceniakucharki.

-Sągrzeczni?-zapytałająIndia.

background image

-Ajakże,panienko!Mamkłopot,żezbytniorwąsiędoroboty,Joetowspaniałydzieciak.
Opiekujesiębraciszkiemjakrodzonamatka.

-Dzięki,żepanionichdba.-Indiauścisnęłajejdłoń.

-Ojej,panienko,niemapotrzeby.Całajestemwmące,samapanienkawidzi.Alebardzo
dziękuję.

-Indio,dokonałaśkolejnegopodboju.-Ishamzaśmiałsię,wyciągającjązkuchni.-

Obawiamsię,żewprzyszłościsłużbabędziesłuchaćciebie,niemnie.Życzeniapana
domuprzestanąsięUczyć.

-Wtakimraziemusimyzawszebyćzgodni,milordzie.-Spojrzałananiego
protekcjonalnie.

-Mądrala!Obawiamsię,żetoniewykonalne,boniemamiędzynamijednomyślności.

WgłębikorytarzapojawiłsięHenry.WrazzGilesemszedłwichstronę.

-Anthony,maszkluczeodzbrojowni?Gileschciałbyobejrzećdwaniedawno
sprowadzonekarabiny.

-Aktomuonichwspomniał?-spytałkpiącoIsham.-Trzebaciwiedzieć,Indio,żeHenry
niemożesiędoczekać,kiedyweźmiedorękimojenowenabytki.Wybacz,żezostawięcię
samąnakilkaminut.Chcęmiećnanichoko-tłumaczyłpogodnie.Indiakiwnęłagłową.Z
radościązauważyła,żeGilesteżjestspokojnyizadowolony.-Proponuję,żebyśobejrzała
pokojenapiętrze-dodałIsham.-Będęwdzięczny,jeślipowieszmi,cotamnależy
zmienić.Wkrótcedociebiedołączę.

Indiastwierdziła,żeLettyimatkiniemawpobliżu,więcruszyłaposchodachdoswej
dawnejsypialni.Zezdumieniemodkryła,żetojedynypokójwcałymdomu,gdzienie
dokonanożadnychzmian.Ishamporazkolejnydałdowódniezwykłegopoczuciataktu.

Uznał,żesamapowinnazdecydować,jakmawyglądaćjejdawnasypialnia,zktórą
łączyłosiętylewspomnieńzdzieciństwaipierwszejmłodości.

Zaglądałakolejnodopokoinapierwszympiętrze.Zniknęłystarefirankiisprzęty
zastąpionegustowniedobranymitkaninamiimeblami.Usuniętosfatygowanekotaryi
baldachimyłóżek,anoweidealniepasowałydokolorystykiwnętrz.

NiecoroztargnionaIndiazastanawiałasięnadprzedziwnymcharakteremmężczyzny,z
którymmiałaspędzićresztężycia.Czyzdołagokiedyśzrozumieć?Gdyoddałamurękę,
stał

sięserdecznyitroskliwy.Starałsięodgadywaćjejżyczenia.Niepotrafiłajednak
zapomniećojegowadach.Nasamympoczątkubyłomucałkiemobojętne,którazpanien
Rushfordzostaniejegożoną:IndiaczyLetycja.Obiesięnadawały.Wzruszyłaramionami.
Naszczęścieniebyławnimzadurzona.

Nagleusłyszałaswojeimię.Ktośwołałzparteru.Zaledwiekilkakrokówdzieliłojąod
drzwiprowadzącychnatylneschody.Otworzyłajeikrzyknęłaprzerażona,bozobaczyła
przedsobąpustkę.Schodyzniknęły.

ROZDZIAŁDZIEWIĄTY

background image

Indiarozpaczliwiepróbowałasięratować.Wyrzuciłaramionadoprzodu,chwytając
poręczbalustrady,ipodciągnęłasięjednocześnie.Zacisnęłapalcenatwardymdębowym
drewnie,przylgnęładoporęczyileżącnabrzuchu,zaczęłasięzsuwać.

Gdybyłamałądziewczynką,kolumienkaprzyschodachnaparterzeuniemożliwiałajej
szybkiezjeżdżanienasamdół,aletymrazemniebyłatodziecinnazabawa.Odtamtej
poryIndiaznacznieprzybrałanawadze,toteżzsuwałasięznacznieszybciej.Zerknęław
dółistwierdziła,żeniemakolumienki.Spadłazbalustradyiciężkowylądowałana
kamiennejposadzce.Uderzeniebyłotakmocne,żezaparłojejdechwpiersiach.Przez
kilkachwilleżałabezwładnie,niebyławstaniesięporuszyćanikrzyknąć.

Usłyszałazasobąkroki,aleniktniepodbiegł,żebyjejpomóc.Potemdobiegłjąkrzyk
dziecka,któryodbiłsięechemwpustympomieszczeniu.Ktośukląkłobokniej.

-Proszęnieumierać,panienko!Niemożna!-Szlochałrozpaczliwie.Indiaotworzyłaoczy
izobaczyłaprzerażonątwarzyczkęJoe.

-Miałamniegroźnywypadek-zapewniłasłabymgłosem.-Mógłbyśsprowadzićlorda
Ishama?

-Nie,panienko.Japanienkisamejniezostawię.-Chłopiecskinąłnabraciszka,który
natychmiastwybiegłzsieni.

-Niebójsię.Jestemtrochępoobijana,alechybanicsobieniezłamałam.-Ostrożnie
poruszyłarękamiinogami.Otarłakolanadokrwi,gdyzsuwałasiępobalustradzie,aprzy
upadkustłukłałokiećokamiennąposadzkę.Wydawałojejsię,żepozatymnieodniosła
żadnychobrażeń.-Pomożeszmiusiąść?-zapytała.Uniosłasię,podtrzymywanaprzez
Joe,lecznatychmiastdostałamdłości.Wtejsamejchwilisilnedłonieprzyciągnęłyjej
głowędokolan,apotemznalazłasięwmocnychramionachIshama.

-Możeszsięporuszać?-zapytał.

Dopieroterazuświadomiłasobie,jakżałośniewygląda.Próbowaławstać,żebynierobićz
siebiewidowiska.

-Nie!-zabroniłstanowczo.-Leżspokojnie!Sprawdził,czyniemapoważnychobrażeń,i
zulgąstwierdził,żeżadnakośćniejestzłamana,więcprzytuliłjejgłowędoramienia.

-Powieszmi,cosięstało?-spytał.Indiabezsłowaspojrzałanaotwartedrzwiwgórzei
napustemiejsce,gdziedawniejbyłyschody.

-Samajestemsobiewinna,Anthony-odparłapochwili.-Niepatrzyłam,dokądidę.

Dogłowyminieprzyszło,żeschodyzniknęły.

-Najdroższa,chceszpowiedzieć,żespadłaśzpierwszegopiętra?-SmagłatwarzIshama
pobladła,azciemnychoczuwyzierałoprzerażenie.

-Niezupełnie.Chwyciłamsięporęczy.Tozłagodziłoupadek.

ZgórydobiegłkrzykpaniRushford,któranatychmiastzemdlała.Ishamnawetnie
spojrzałwjejstronę.

-Indio,możeszobjąćmnieramionamizaszyję?-zapytałcicho.

Posłuszniespełniłajegożyczenie.Bezwysiłkuwziąłjąnaręceizaniósłdosalonu.Gdy

background image

leżaławygodnienakanapie,zadzwoniłnakamerdynera,którypobladł,widzączbolałą
pannę.

-Poślijpolekarza-rozkazałIsham.-Potemwróćdomnie.

-Anthony,pocorobićtylezamieszania?-sprzeciwiłasięIndia.-Przecieżnicmisięnie
stało…

-Jaktonic?Mogłaśzłamaćkark,aleszczęśliwymtrafemuniknęłaśnajgorszego.-

Ishammiałponurąminę,aspochmumiałjeszczebardziej,gdywdrzwiachponownie
stanął

jegokamerdyner.

-Tibbs,poleciłemwyraźnie,żebydrzwiprowadzącezgórynakuchenneschodybyły
stalezamkniętenaklucz,prawda?

-Owszem,milordzie.Niktichnieotwierał.

-Czyżby?Najwyraźniejsięmylisz.Przynieśmiklucz.

Gdykamerdynerwrócił,minęmiałzakłopotaną.

-Milordzie,kluczzniknął.

-Czasamizastanawiamsię,zacocipłacę,Tibbs.Potrafiszwyjaśnić,cosięstałoz
kluczem?

-Nie,milordzie.Wpałacujestwielurzemieślników.Zapewnejedenznichgozabrał.

-Ciekawepoco.

-Niepotrafiętegowyjaśnić,milordzie.Żeteżmusiałodojśćdowypadku!Takie
nieszczęście!Panienkacudemuniknęłaśmierci.

-Niewielebrakowało!Idźzaraznagóręikażzabićdrzwigwoździami.Późniejztobą
porozmawiam.

Gdykamerdynerwyszedł,IndiapociągnęłaIshamazarękaw.

-Niebądźdlaniegozbytsurowy-szepnęła.-Przecieżtoniejegowina.

-Płacęsłużbiezawykonywanieobowiązków-oznajmił.Nadalbyłponury.-Tibbs
doskonalewie,żecodzienniemaobejśćcałypałaciwszystkosprawdzić.

-Przecieżniemożestaćnastrażyprzytamtychdrzwiach-odparłarozsądnie.-

Wystarczyparęsekund,byzabraćklucz.Anthony,dziwnerzeczydziałysię,kiedyleżałam
napodłodze.Byłamoszołomionaupadkiem,aleodniosłamwrażenie,żektośdomnie
podchodzi,apotemwracakudrzwiom.

-Rzemieślnikprzerażonyskutkamiwłasnegoniedbalstwa?

-Niewiem.Możetamtenczłowiekchciałmnieratować,alekiedyotworzyłamoczy,
ujrzałamoboksiebietylkoJoe.

-Chłopcyumieralizestrachu.Onasniewspomnę.Joesiedzitukamieniem.Przemówdo
niegochoćsłowo,tosięuspokoi.-Skinąłnachłopców,którzyprzykucnęliwkącie

background image

salonu.Indiaztrudemsiędonichuśmiechnęła.

-Niemapowodudoobaw,moidrodzy,zarazpoczujęsięlepiej.Wiem,żemacietusporo
obowiązków,alechętnienapiłabymsięwody.Joe,mógłbyśznaleźćmójworeczek?-

Uśmiechnęłasięznowu,gdyobajpomknęlidodrzwi,-Szybciejdojdądosiebie,gdybędą
mielizajęcie.-WtejsamejchwilizobaczyłaGilesaiHenry’ego,wchodzącychdopokoju,
więczapytała:-Cozmamą?

-Lepiej-odparłkrótkoGiles.-Namiłośćboską!Indio,cosięstało?Czemupostanowiłaś
zejśćkuchennymischodami?-Byłtakwystraszony,żemówiłniemalopryskliwie.

Trochęzirytowanausłyszała,żezostałostroskarconyprzezrozgniewanegoIshama,
któregostarałasięułagodzić,dotykającjegoramienia.

-Dlaczegomiałabymtegonierobić,skorobyłamwtamtejczęścidomu?-odparła
spokojnie.-Pozatymktośmniezawołał…Takmisięprzynajmniejwydawało.

-Skąddobiegałgłos?

-Zdołu,alemogęsięmylić.

-Rozpoznałaśgo?-wypytywałIshamzpozoruobojętnie.

-Nie,alezpewnościąnależałdomężczyzny.Ishamwstał,bodosalonuwszedłlekarzw
towarzystwieLetty.

-Milordzie,taksięzłożyło,żeprzyjechałemdochorej.Tojednazesłużących.

Szczęściewnieszczęściu!Widzęprawdziwezbiegowisko:dzieci,panowie…Niemogę
siędopchaćdopacjentki.Proszę,żebywszyscywyszli.ZostanietylkopannaLetty.

Indiakrzywiłasię,gdybadałotartekolanoikrwawiącąranęnałokciu.PoleciłLetty
obmyćstarannieobolałemiejsca.Potemzabandażowałjeioznajmił,żepacjentkamoże
wrócićdodomu.

-Alepodjednymwarunkiem-dodał-musiodpoczywaćprzezkilkadni.Jutrobędzie
trochębolało,leczitakmiałapanidużoszczęścia.-DoktorPettiferpopatrzyłnaLetty.-

Trzebawziąćpoduwagę,żechoradoznaławstrząsu.Potrzebujeciepłaispokoju.Możejej
topanizapewnić?

-Jawszystkiegodopilnuję.-Ishamwszedłdosalonu.-Pańskapacjentazostajetutaj.

-Nie!-Indiazarumieniłasięzewstydu.-Mamasięnatoniezgodzi.Muszęwrócićdo
LilacCottage.

-Dobrze.Wtakimrazieprzyjadęjutro,żebysprawdzić,czyprzestrzegaciemoichzaleceń.

LekarzwziąłtorbęiwyszedłodprowadzanyprzezIshama.Lettystarannieotuliłasiostrę
kocem.Wyglądałanawystraszoną.

-MoimzdaniemIshamczujesięwinny.Tobyłookropne,Indio.Mogliśmycięstracić.

-Naszczęściedotegoniedoszło.Letty,przestańmywreszcieotymrozmawiać.Sama
jestemsobiewinna.Naprzyszłośćbędęmiałanauczkę.

Ishamwróciłdosalonuipowiedziałbłagalnymtonem:

background image

-Indio,możezmieniszzdanie?Jeślitutajzostaniesz,będzieszmiałaznakomitąopiekę.

-Przypuszczam,żenieodstępowałbyśmnienakrok.-Uśmiechnęłasiędoniego.-

Byłabymtraktowanajakistotasłabaibezbronna,aprzecieżniematakiejpotrzeby.Czy
mamadoszłajużdosiebie?Jeślitak,wracamydoAbbotQuincey.

-Czujesięznacznielepiej.-TwarzIshamanadalbyłapoważna.-Usłyszyszodniej,że
winęzatwójwypadekponosząchłopcy,bootworzylidrzwi.

-O,nie!Jakmożetakmyśleć!Niewierzyszwtebzdury,prawda?Anthony,dlanich
twojesłowojestprawem,więcniezłamalibyzakazu.

-Zgadzamsięztobą,Indio.Rozmawiałemznimi.Obajtwierdzą,żetegoniezrobili,anie
majązwyczajukłamać.

Indiaodetchnęłazulgą.Joebyłprzerażony,gdyklęczałprzyniej.Aniprzezmomentnie
sądziła,żeonalboTomponosząodpowiedzialnośćzawypadek.

Ishamzadzwoniłnalokajairozkazał,żebyzajechałpowóz.PotemusiadłobokIndiina
kanapieiująłjejdłonie.

-Nigdysobieniewybaczę,żetakcierpisz.Drogamoja,wielebymdał,żebytocięnie
spotkało.

-Przestańotymmyśleć-poradziła,ściskającjegodłonie.-Niepowinieneśczućsię
winny.Jużpowszystkim.Właściwienicsięniestało.

-Jesteśdlamniezbytwyrozumiała,kochanie.Mimowszystkozamierzamprzeprowadzić
śledztwo.

-Wjakimcelu?Zapewnenigdysięniedowiemy,ktootworzyłdrzwiizabrałklucz.

Takczyinaczejnienależysądzić…-Podniosłagłowęispojrzałamuwoczy.Była
zaskoczona,gdywyczytałaznichniejasnedomysły.-Wieszalbopodejrzewasz,ktojest
sprawcą,tak?

-Ależskąd!-odparłzkamiennątwarzą.-Samapowiedziałaś,żechybanierozwiążemy
tejzagadki.

WtejsamejchwilidosalonuweszliGilesiHenry.PodtrzymywalipaniąRushford,która
chwiejnymkrokiempodeszładoIndii.

-DziękiBogu,żyjesz!-Zachwiałasię,jakbymiałaznowustracićprzytomność.

-Wcaleniezamierzałamumierać,mamo!DoktorPettifertwierdzi,żezaparędnicałkiem
wydobrzeję.

-Dodałponadto,żechorapotrzebujespokoju.Wszelkiewzruszeniamogąbyćdlaniej
zgubne-wtrąciłznaczącoIsham.-Potrzebujeciepłaiwytchnienia,żebyodzyskaćsiłypo
niedawnymwstrząsie.

-Rozumiem!Mniezaleciłtosamo.Dlaosóbosłabychnerwachsilneprzeżyciasąniedo
zniesienia,więc…

-Mójpowózniezwłoczniezawieziepaniedodomu.Będziemywamtowarzyszyć.

background image

WrazzHenrymodprowadziłjepodsamedrzwi.Niedalisięnamówićnakrótkąwizytę,
obiecalijednakprzyjechaćnastępnegodnia,apotemwrócilidoGrange.

PaniRushfordopadłanaulubionyfotelirzuciłaIndiioskarżycielskiespojrzenie.

-Tyjesteśwszystkiemuwinna!-zawołała.-Mamnadzieję,żewprzyszłościzechcesz
braćpoduwagęostrzeżeniamatki.

-Cojatakiegozrobiłam?-Indiapatrzyłananiązezdumieniem.-Wiem,żeniepowinnam
bezmyślniewchodzić…

-Tygłupiadziewczyno!Jakmyślisz,ktootworzyłdrzwiizabrałklucz?Tedwaszatańskie
pomioty!Wstrętne,brudneobdartusy!

-Anthonytaknieuważa,jarównież.

-LordIshamrobiwszystko,żebycisięprzypodobać,aletymrazemprzesadził.

-Wierzęwjegorozsądek.

-Teżcoś!Chwilamimyślę,żeobojejesteściegłupcami.

-Dosyć,mamo!-Gilesrzuciłjejkarcącespojrzenie.-Sądziłem,żejesteśzachwycona
jegohojnością.Przyznaj,żenieżałujepieniędzynarenowacjęGrange.

-Naturalnie!-PaniRushfordspojrzałaniepewnienasyna.Wolałagoniedrażnić.-Te
dwiesprawyniemajązesobąnicwspólnego.Indiazachowałasięjakidiotka,namawiając
jegolordowskąmość,żebysięzająłtymipaskudnymibachorami.

-LordIshamjestinnegozdania-wtrąciłaLettystanowczo.-Pozatymniezapominaj,że
doktorPettiferzaleciłIndiicałkowityspokój.Niewolnojejdenerwować.

-Och,rozumiem!Alechorąmatkęwolnooskarżaćdowoli?!Proszę,dziecizwróciłysię
przeciwkomnie.Otoczarnaniewdzięczność!Wychowałamżmijenawłasnymłonie.-

Szlochającrozpaczliwie,dałasięwyprowadzićzsalonuMarcie.

-Niepróbujciemiwmówić,żewierzyciewtebzdury-zacząłGiles,uśmiechającsiędo
sióstr.-Naszamamapowinnawystępowaćnascenie.Tourodzonaaktorkaozacięciu
dramatycznym.

.-Naprawdębyłaprzygnębiona-przypomniałaLetty.

-Jakmywszyscy.-GilespopatrzyłnaIndięiuznał,żenależyzmienićtemat,więczapytał
Letty:-Cosądziszorenowacjipałacu?

-Moimzdaniemjestbardzoudana-odparłabeznamysłu.-Trochęsiębałamtamwrócić,
bomamżywowpamięcidzień,gdyopuściliśmyGrange.

-Jarównieżzachowamnazawszetowspomnienie-przyznałGiles.-Miałemwrażenie,
żeświatsiękończy.

-Wpewnymsensietakbyło.-Indiawierciłasięnakanapie,bydaćulgęobolałym
plecom.

-Chceszsiępołożyć?Zaprowadzimyciędopokoju,-Lettyzobaczyłanajejtwarzy
bolesnygrymas.-Włóżkubędzieciwygodniej.

background image

-Nie!Przecieżniejestemobłożniechora.Trochęsiępotłukłamitowszystko.Ranobędę
miałasiniakiwewszystkichkolorachtęczy.Letty,powiedzMarcie,żebyupiekła
baraninę…

-OBoże!Skoroznówmagotować,wolęsamzakasaćrękawyiwziąćsiędoroboty.

Letty,pomożeszbratu?

-Giles,jesteśniesprawiedliwy!Biedaczkastarasię,jakmoże.

-Naprawdę?Jejkwaśnaminawystarczy,żebyśmietanasięzwarzyła.Niemogępojąć,
dlaczegomamajątrzyma.

-Niktinnysięnietrafił-odparłapogodnieLetty.-Zresztąojedzeniemożeszsięnie
martwić.Ishamprzysłałnamkoszwypełnionysmakołykami.Indiadostanienakolację
zimnydróbwgalarecie,dotegosałatę,nadeserbudyńigalaretkęzowocami.Samatak
zadysponowałam.

-Amożnawybierać?-Gilesprzypomniałsobie,żeodrananicniejadł.

-Zawartośćkoszawystarczydowykarmieniasporegooddziałużołnierzy.Będzieszmusiał
sięmocnonapracować,żebychociażwniewielkiejczęścinadszarpnąćtezapasy.

-Wtakimraziechętniesięimprzyjrzę.-Gilespospieszyłdokuchni.

-Indio,niezamierzamcisięnaprzykrzać,aleznowupobladłaś.Możepołożyszsiędo
łóżka?-zapytałaLetty.

-Chybaposłuchamtwojejrady.-Indialedwiewstała.-Nieczujęsiędobrze.

Odetchnęłazulgą,gdyzdjęłaubranieiwsunęłasiępodkołdrę.Dokuczałyjejotarciai
skaleczenia,więcbezprotestupołknęłamiksturęnauśmierzeniebólu,którąprzygotowała
siostra.

-Zaparzyćciziółka?

-Nie,skarbie,chciałabymsięzdrzemnąć.

Lettykiwnęłagłowąicichowyszłazpokoju,aleIndianiemogłazasnąć.Nawspomnienie
wypadkudostaładreszczy,jakbydopieroterazuświadomiłasobie,cojejgroziło.Kiedy
spadała,byłaniemalpewna,żeroztrzaskasięokamiennepłyty.Musiałazebraćcałąsiłę
woli,żebyuwolnićsięodtejwizji.Uniknęłanajgorszego,więcniewartorozpamiętywać
okropnegoprzeżycia.Skończyłosięnakilkusiniakach.Wkrótcelekarstwozdodatkiem
opiumzaczęłodziałaćizasnęła.

Ishamniezdołałtakszybkouwolnićsięodprzykrychmyśli.Wezwałcałąsłużbę
zatrudnionąwGrangeipracującychtamrzemieślników,leczmimozapewnieńo
złagodzeniukarynieudałosięznaleźćwinowajcy.Wkońcuzrezygnowanydałza
wygranąiposzedłdogabinetu.Henrydeptałmupopiętach.

-Anthony,zabardzosięprzejmujesztymincydentem-przekonywał.-Wypadkisię
zdarzają.Niesposóbwszystkimzapobiec.

-Tamtenbyłdoumknięcia-padłaopryskliwaodpowiedź.-Drzwipozostałyotwartez
powoduludzkiejniedbałości.Niewielebrakowało,żebyśmymielitrupa.-Odwróciłsię,
chcącukryćwzburzeniemalującesięnajegotwarzy.

background image

-Indiawyszłaprawiebezszwanku-uspokajałgoHenry.-Moimzdaniemtodzielna
dziewczyna,więcszybkoodzyskadobryhumor.

-Owszem,niebrakjejodwagi.Przekonałemsięotym,gdyparędnitemuwracaliśmy
powozemzNorthamptonijakiśszaleniecomalniezepchnąłnaszdrogi.Miaławrażenie,
żepowózsięprzewrócił,alemartwiłasiętylko,czyczepekniejestprzekrzywiony.

-Dlaczegowcześniejniewspomniałeśmiotym?-spytałzpowagąHenry.

-Postanowiłemzapomniećotamtejsprawie.-Zakląłszpetnie.-Przynoszęjejpecha.

Odpoczątkutakbyło.

-Jaktomożliwe?

-Niepojmujesz?-Uśmiechnąłsięzgoryczą.-Indiawinimniezaśmierćojca.

-Chybażartujesz!-oburzyłsięHenry.-Niezmuszałeśgodogryaniniewepchnąłeśpod
koła.

-Moimzdaniemwgłębiduchajesttegoświadoma,aleniepotrafirozmawiaćnaten
temat.Jestempewny,żebardzokochałaojca.

-Mimowszystko…

-Nie,tumuszęjejbronić!Masercedzielneiwierne.Takpragnęjezdobyć.

-Napewnocisięuda.-Henrywybuchnąłśmiechem.-Jakdotądwszystkiedamy
ubiegałysięotwojewzględy.

-AzatemIndiajestwyjątkiem.-Ishamnakilkachwilpogrążyłsięwzadumie,apotem
wzruszyłramionami.-Chodź!-rzuciłnagle.-Pojeździmykonnoprzezgodzinę.Muszę
sprawdzić,jakpostępująpracemelioracyjnenagranicymajątku.

Wtensposóbchciałoderwaćsięodnatrętnychmyślioporannymnieszczęściu,więc
Henrynieprotestował.Ishamrozchmurzyłsiędopieronastępnegodnia,gdypojechał

odwiedzićnarzeczoną.

WLilacCottageIndiaiLettypisałylisty,apaniRushfordukładałaspisweselnychgości.
Isham,kłaniającsięnisko,zerknąłukradkiemnalistęimrugnąłporozumiewawczodo
Indii,anastępniepodszedłbliżejiwziąłjązaręce.

-Jaksiędziśczujesz,najdroższa?-zapytałczule,całującczubkijejpalców.Pani
Rushfordoburzonabrakiemzainteresowaniadlajejsłabegozdrowia,prychnęłaiodparła
uszczypliwie:

-Zasłużyłasobienamarnesamopoczucie,bozachowałasięgłupioinadomiarzłego
okropnienaswystraszyła.Niewielebrakowało,żebymprzezniąwyzionęładucha!

Pozostalimieliświadomość,żeprędzejIndiigroziłaśmierć,aleIshamjakojedyny
wypowiedziałnagłostęmyśl.

-Cieszęsię,łaskawapani,żeIndiaodzyskujezdrowie.Musiprzestrzegaćzaleceńdoktora
Pettifera:żadnychtrosk,dużoodpoczynku.Taksięwyraził,prawda?-Długoprzyglądał
sięIsabelRushford,dającjejdozrozumienia,wczymrzecz,uznałjednak,żepowiniento
wyrazićjeszczedobitniej.-Ufam,żeniedoznałaurazukręgosłupa,bowtakimprzypadku

background image

naszemałżeństwoniedoszłobydoskutku.

Isabelwpatrywałasięwniegodośćniepewnie.Czyżbychciałjejuświadomić,żenie
pozwałastrofowaćIndii?Spuściłaoczyporażonasiłąjegowzroku.Imlepiejgoznała,
tymmniejlubiła.Byłwprawdziehojnyiszarmancki,alewgłębiduchawiedziała,żejej
histeriaiłzynierobiąnanimwrażenia.NiechnotylkoożenisięzIndią!Narazietrzeba
jednakspuścićztonu.

-PanSaltonnietowarzyszydziśwaszejlordowskiejmości?-zapytała.

Ishamprzyjąłgałązkęoliwną,zachęconypełnymwdzięcznościspojrzeniemIndii,która
tegorankawysłuchałajużkilkumatczynychtyrad.

-WróciłdoLondynu.PrzyjedziedoAbbotQuinceyzmatką.

-Naturalnie!Tenradosnydzieńszybkosięzbliża.SirJamesprzysyładziśpowóz.Moja
siostrachceznamiomówićprzygotowaniadouroczystości.-Isabelzzadowoleniem
popatrzyłanależącyobokstoskopertidodałaniecozdziwiona:-Tylugościprzyjęło
zaproszenie!Naślubiebędzietłum,bookoliczniwieśniacyteżprzyjdą.Mamnadzieję,że
Indiajutroznamipojedzie,bojestnajbardziejzainteresowana.

-Wykluczone!-oznajmiłstanowczoIsham.-Niepozwolęnato,łaskawapani.

-Będęcitowarzyszyć,mamo,alordIshamposiedzizIndią.-Lettyuśmiechnęłasiędo
niegoporozumiewawczoipopatrzyłanazegar.-Chodźmyponaszepłaszcze.Dochodzi
jedenasta.Wujniebędziezadowolony,jeślikażemyjegozaprzęgowidługoczekaćwtaką
pogodę.

GdyLettysprytniewywabiłamatkęzsalonu,Ishamprzysunąłkrzesłodokanapyiujął

dłońIndii.

-Byłemnależyciewładczy?-spytałpogodnie.

-Ażzabardzo-odparłaspokojnie.-Mocnosięwystraszyłam.

-Wtozpewnościąnieuwierzę.Przytobiemamzadatkinapantoflarza,mojadroga.

Powiedzmiszczerze,naprawdęcijużlepiej?

-jestemtrochęobolała,aletonormalne.

-Icojeszcze?

-Wielobarwnesiniaki,leczodtegosięnieumiera.Ishamspoważniał.Chciałprzytulić
Indię,alebałsię,żesprawijejból,więczrezygnował.

-Czujęsięwinny-dodałzgoryczą.

-Głupstwagadasz,Anthony.Zdarzyłsięwypadek.

-Niestety.Wypytałemsłużbęiwszystkichrzemieślników,aleniktsięnieprzyznałdo
zabraniaklucza.MoimzdaniemJoecoświe,leczboisiępowiedzieć.

-Chybagoniepodejrzewasz.

-Ależskąd!Nasipodopieczninieotworzylitamtychdrzwi,leczsądzę,żeJoewie,ktoto
zrobił.

background image

-Byłprzerażony-odparłazamyślonaIndia.-Możeboisięmówić?

-Niezaprzątajsobietymgłowy.Jakwspomniałem,lekarzkazałcizapomniećo
kłopotach,alepodejrzewam,żeporanekniebyłdlaciebiełatwy.

-O,tak!Mamajestnamniezła,aleprzywykłamdojejdąsów.Aha,muszęci
podziękowaćzaprzysłanesmakołyki.Wczorajszakolacjabyłaprawdziwiekrólewską
ucztą,aleniepowinieneśtegorobić.

-Cośtakiego!Ośmielaszsięmniestrofować,kobieto?-zawołałzudawanąsurowością.

-Najwyraźniejniejestemdośćwładczy.-Popatrzyłnanią,jakbypoczuwałsiędowiny.-

Taksięskłada,żeprzywiozłemnastępnykosz.

-O,nie!-protestowałaroześmiana.-Jakmytowszystkozjemy,milordzie?

-Zaprościemnie,chętniepomogę-odparłżartobliwie.-Aprzyokazjiopowieszmio
ślubnejsukni.

-Wiem,uwielbiaszplotkowaćostrojach-kpiładobrodusznie.

-Musimyrównieżprzejrzećlistęgości.Wyglądanato,żestaleichprzybywa.

-Drażnicięto?Obawiamsię,Anthony,żemamatrochęprzesadziła,alewielunaszych
znajomychprzyjeżdżanaweselesąsiadki,BeatriceRoade,więcuznała,żewypadaich
zaprosićidonas.

-Wolałabyścichyślub,prawda?-Uśmiechnąłsięlekko.-Niemamnicprzeciwko
zamysłomtwojejmatki,kochanie,oiletysięimniesprzeciwiasz.

-Niewspomniałeś…Kogozeswoichbliskichchceszzaprosić?

-TylkoHenry’ego,macochęiStillingtona,którybędziedrugimdrużbą.Poznałaśgo,ale
dopieroterazzostaniecioficjalnieprzedstawiony.

-Zapewneprzyjedziebeztejswojejpani-mruknęłarozbawiona.

-Naturalnie!-Ishamzmarszczyłbrwi,aleciemneoczyrozjaśniłżartobliwybłysk.-Nie
zapomniałaśotamtymincydencie.

-Nazawszeutrwaliłsięwmojejpamięci.-Indiaprzypomniałasobienagle,żemapełnić
honorydomu.-Czegosięnapijesz?-Usiadłaztrudem,agdypostawiłastopyna
podłodze,skrzywiłasięzbólu.

Ishamzareagowałnatychmiastiłagodnymruchemzmusiłją,żebypołożyłasięna
kanapie,apotemlekceważącwymogiprzyzwoitości,podciągnąłspódnicęsukniiodsłonił

stłuczoną,mocnospuchniętąkostkę.

-Trzebasięzająćtwojąstopą-oznajmił,podszedłdostolikaizadzwoniłnaMartę,która
jakzwykleprzywlokłasięzopóźnieniem.Niezadowolonastanęławdrzwiach.

-Twojapanipotrzebujedwumisekzwodą-powiedziałIsham.-Wjednejmabyćzimna,
wdrugiejgorąca.

-Onaniejestmoją…-WystarczyłojednospojrzenienatwarzIshama,żebyprzestała
marudzić.

background image

-Tak,Marto?Słuchamcię.-WcichymgłosieIshamazabrzmiałtongroźby.

-Jużsięrobi,jaśniepanie.-Martawybiegłazsalonu.

-Indio,cóżtozakreatura?Czemujejnieodprawicie?

-Nieznajdziemynikogoinnego,apozatymjestbardzooddanamamie.Nietraktujjej
zbytsurowo.Czasaminadużywamojejcierpliwości,aletoznakomitapokojówka.
Ostatniostałasięmarudna,bomapoczucie,żezostałazdegradowana.

-Moimzdaniemzasłużyła,byspaśćnasamodno.TwojamatkachcejązabraćdoGrange?

-Obawiamsię,żetak,oileniebędzieszzgłaszaćzastrzeżeń.

-Nie,aleMartamusiprzyjąćdowiadomości,żetybędziesztampanią.Niepozwolęna
brakszacunkuiimpertynenckiezachowanie.

-Anthony,jakdobierałeśsłużbę?Uciebiewszyscysąniezwyklemili.

-Zająłsiętymmójlondyńskiplenipotent.Wie,jakiestawiamwymagania.Będzieci
potrzebnaosobistapokojówka,więcpozwoliłemsobie…Tadziewczynajestjużw
Grange.

Wczorajchciałemcijąprzedstawić,aleodłożymytonapóźniej.Najpierwmusisz
wyzdro-wieć.Jeśliniebędzieciodpowiadała,znajdziemyinną.

Indiauśmiechnęłasię,pogrążonawzadumie.Natyleznałajużswegoniezwykłego
oblubieńca,abyprzypuszczać,żepokojówkazostałaprzywiezionadoGrange,boposiada
wszelkieniezbędnekwalifikacje.Słuszniesiędomyślała,żerozmawiałzniąnietylko
londyńskiplenipotent,lecztakżesamIsham.Wjegosferachtakaskrupulatnośćbyła
prawdziwymwyjątkiem,aleniedbałoto,bożyłwedługzasad,któresamustanowił.

IndiapodniosławzrokizobaczyłaMartę,któraweszładopokoju,niosącogromnątacę,a
naniejnietylkodwiemiskizwodą,lecztakżemiękkieręczniki.Samasiędomyśliła,że
będąpotrzebne.

-Czypanienkażyczysobie,żebympomogławymoczyćnogę?-Martawyraźniestarała
sięzatrzećzłewrażenie.

-Twojapomocniebędziepotrzebna-zdecydowałIsham,leczuśmiechnąłsiędoniej
życzliwie.-PowiempannieRushford,comarobić.Samisobieporadzimy.-Odprawiłją
stanowczymgestem.

-Kochanie,zdejmijpończochę-oznajmiłpochwili,zwracającsiędoIndii,któranie
zdołaławypełnićprostegopolecenia,boniemogłaruszyćobandażowanymramieniem.
Niezważającnaprotestyiwstydliwerumieńce,podciągnąłspódnicęjeszczewyżej.-
Indio,przestańsiękrygować!-rzuciłostro.-Niemamyczasunapanieńskiefochy.Chyba
niesądzisz,żenawidoktwoichzabandażowanychkolanipaskudniespuchniętejkostki
ogarniętynamiętnościązapomnęodobrymwychowaniuiporwęcięwramiona.

Trafiłwsedno!Daremniepróbowałazachowaćpowagęipokrótkiejwalceparsknęła
śmiechem.

-Torozumiem!-ucieszyłsięIsham.

ZniewyobrażalnądelikatnościązdjąłIndiipończochę,apotemzanurzałstopęna

background image

przemianwgorącejizimnejwodzie.Przyglądałasięjegociemnejczuprynie,gdyw
skupieniu,zpochylonągłowąstosowałprostąterapię.Smukłepałcełagodniemasowały
kostkę,abólodrazustałsięmniejdokuczliwy.GdyIshamwycierałstopęIndii,drzwisię
otworzyłyiMartazaanonsowaładoktoraPettifera.

-Wspaniale!Znakomicie!-Lekarzbyłzachwyconyefektamiwodnejkuracji.

Pokrótkichoględzinachstwierdził,żerankiiskaleczeniagojąsiębardzodobrzeiniema
obawy,żewdasięzakażenie.

-Milordzie,trzebadopilnować,żebytamłodadamaprzezcałynastępnytydzieńnie
chodziła.Powinnasięoszczędzać,bowprzeciwnymraziedoołtarzabędziekuśtykać.

-Niemożnapozwolićnatakąkompromitację-uznałIsham.-DrogaIndio,słyszałaś,co
powiedziałlekarz?Jeśliniezastosujeszsiędotegozalecenia,przedślubembędęmusiał

sprawićcikule.Niesądzę,żebypasowałydosukniślubnej.

Indiaznówwybuchnęłaśmiechem.Starałasięzachowaćdystans,alenieuszłojejuwagi,
żeIshammapoczuciehumoru.Bawiłyichpodobneżarty.Odwielupańsłyszała,że
trudnosięoprzećmężczyźnie,którychwytawlot,ocochodziwdobrymdowcipie.

Błyskotliwydżentelmenzdolnyrozbawićdamęsubtelnymiżartamibeztrudupodbijajej
serce.Indiapostanowiłamiećsięnabaczności.

-Jegolordowskamośćtakżewychodzi-mruknęła,spoglądającnazbierającegosiędo
odejściadoktoraPettifera.

-Niemapośpiechu-zapewniłIsham,pożegnałsięzlekarzemiusiadłznówobokniej.

-Proponowałaśmicośdopicia?Chybasięnieprzesłyszałem.

-Och,całkiemzapomniałam!-Indiauznała,żełatwosięgoniepozbędzie.-Milordzie,
proszęzadzwonićnaMartęizadysponowaćwedleuznania.

Odziwo,Martaprzybiegłanatychmiast,zabraławielkątacęzprzyboramidowodnej
kuracji,apochwiliwróciłazbutelkączerwonegowinaidwomakieliszkami.

-Anthony,jeszczenieminęłopołudnie.Mamaniepozwalanampićwinatakwcześnie.

-Alejejtuniema.Zresztąwypijesztylkokieliszekdlazdrowia.Wierzmi,kochanie,na
pewnoniedojdziedopijackiejorgii,główniedlatego,żenatwoimcielejesttylesiniaków,
żepróżnoszukałbymskrawkaskóry,którymożnacałowaćdowoliwszalenamiętności.

Indiaznowusięroześmiała.Panieńskawstydliwośćposzławzapomnienie.Ishambył

poprostuniemożliwy.

-Śmiejsię,śmiej,mojaśliczna.Siniakiznikną,awtedybędzieszmiećzemnądo
czynienia.

-Ocalimniebłędnyrycerz-odcięłasiężartobliwie.

-Rycerzeniemająterazwzięcia,azpowodubezczynnościzbrojeimpordzewiały.

Samipotrzebująpomocy.Twojegobohaterawiejskikowalbędziemusiałwyciągaćz
żelaznegopancerza.

background image

-Mogęsalwowaćsięucieczką.

-Wykluczone!Nigdyminieumkniesz!

Rozbawionyprzybrałheroicznąpozę.Indiiniespodziewaniezrobiłosięciepłonasercu.

Wiedziała,żeomiłościzjejstronyniemamowy,alenabrałaprzekonania,żezostaną
przyjaciółmi.

-Przygotowaniazwiązaneznaszymmałżeństwemprzebiegająpotwojejmyśli?-spytał

nagle.-Czymogębyćci…użytecznywjakiejśsprawie?

Indiauświadomiłasobie,żedoważnejuroczystościpozostałoniewieleczasu.

Ogarniętanagłymlękiemszybkosięopanowała.

-Niesądzę,milordzie.Wszystkoprzebiegachybazgodniezplanem.Wujostwosą
nadzwyczajhojni.Zaproponowalinawet,żebymprzeniosłasiędoPercevalHall,alewolę
stądpojechaćdoślubu.WujJamesużyczymipowozu.

Wciążczepiasiędawnegożyciaitakbędziedoostatniejchwili,pomyślałIsham,alenie
oceniałgłośnotakiegopostępowania,tylkopocałowałjejdłońiścisnąłlekko.Itymrazem
pieszczotaciepłychustprzyprawiłaIndięorozkosznydreszcz.Zamierzaładotrzymać
słowaidaćmudziedzica,alewgłębisercabuntowałasięprzeciwtejchłodnejkalkulacji.

Dawniejmarzyła,żeoddasiętylkomężczyźnie,któregopokocha,aleterazbyłozapóźno
nawahaniaiwątpliwości.Ishamprzekonasię,żejestwstydliwaipozbawionawszelkiego
do-

świadczenia,jeślichodziodobrzemuznaneuciechy,awtedybezwątpieniarzucisię
znowuwramionaswojejbaletnicy.

Tamyśl,dotądkrzepiąca,nieprzyniosłaulgi.MimotychrozważańIndiapożegnała
Ishamazpogodnątwarzą,gdypodniósłsięwreszcieioznajmił,żemusijużiść.

-Azatemdojutra?-Popatrzyłnaniąidodał:-Mambyćnakolacji?

-Oczywiście,milordzie.Cieszęsięnatospotkanie.

-Naprawdę,mojadroga?-Uśmiechnąłsięiwyszedł.Zostałasamazeswoimimyślami.

ROZDZIAŁDZIESIĄTY

-Indio,czyśtyoszalała?-PaniRushfordbyłaprzerażonanowinąoproszonejkolacji.-

Jakzdołamyodpowiedniougościćjegolordowskąmość?Niejesteśwstanienadzorować
przygotowań,aMartasamanieporadzisobiezewszystkim.Wgłowiemisięniemieści,
żewystąpiłaśztakąpropozycją.Toszczytbezmyślności.

-Niejawpadłamnatenpomysł-odparłaIndia.-Anthonynalegał,żebymgozaprosiła.

Augościmygobeztrudu,bozGrangeznówprzysłanokoszzjedzeniem.ZnającIshama,
niewątpię,żewystarczynasolidnyposiłek.

-Zgłaszamsiędopomocyprzykolacji-wtrąciłaLetty.-Mamo,nieopowiedziałaśIndiio
przygotowaniachdoślubu.

-Mogłobyćgorzej-przyznaławspaniałomyślnieIsabelRushford.-Uroczystośćbędzie,

background image

rzeczjasna,dośćprowincjonalna.GdybyściebraliślubwLondynie,zapewnesamksiążę
regentzaszczyciłbynasswojąobecnością.MoimzdaniemIshampowinienuważać,żeby
niezniechęcićgodosiebie.Podobnojegoksiążęcawysokośćjestpamiętliwyiniechętnie
przebaczaurazy.

-Książęwie,żejesteśmywżałobie.Anthonyjużsięznimwidział.

Ostatniauwagasprawiła,żepaniRushfordzamilkłanachwilę,leczszybkoodzyskała
rezon.

-Martawspomniała,żedoktorPettiferprzyjechał,żebycięzbadać.Copowiedział?

ZainteresowanieokazaneprzezmatkębyłodlaIndiiogromnymzaskoczeniem,lecz
wkrótcepojęła,zczegowynikało.

-Szybkowracamdozdrowia,aleniepowinnamforsowaćkostki,bowprzeciwnymrazie
będękuleć,idącdoołtarza-tłumaczyłaIndia.

-Tegonamtylkobrakowało!-zawołałapaniRushfordiwzniosłaoczydonieba.-

Sukniaślubnainaszestrojejeszczeniegotowe,braknamczepków,aniestarczyczasuna
kolejnywyjazdorazichwybranie.Zostaniemywyśmiane!Istnenędzarki!

Myliłasię.Niecopóźniejnadjechałpowózwiozącystospudełek.UszczęśliwionaIsabel
oglądałaichzawartośćprzezcałągodzinę.Sukniebyłyprześliczne,amadameRenaud
roztropniedołączyłakilkastaranniedobranychnakryćgłowy.

-Dotwarzymiwtym?-zawołałaradośniepaniRushford,odwracającsiędocórek.

Mierzyławłaśnieozdobionypióremturbanzsatynynaszywanejperełkami.Ztejsamej
tkaninyuszytabyłasuknia.

-Tochybanienasze-wyraziłaprzypuszczenieIndia,zaglądającdokolejnegopudełka.

Wyjęłazniegopantalonyobszyteszwajcarskąkoronkąorazuroczypeniuarz
seledynowegojedwabiu.

-Teślicznefatałaszkinależądociebie-rzuciłaopryskliwiepaniRushford.-

Zamówiłamje,gdywybierałaśmateriały,bowiedziałam,żeniepomyśliszowytwornej
bieliźnie,apotrzebujeszkoszulek,halekoraznocnegostroju.

-Czyniesąnazbytśmiałe?-spytałazarumienionaLetty,oglądającwąskiekalesony.-

Wydawałomisię,żetylkopanowietakienoszą.

-Najnowszykrzykmody-wyjaśniłamatka.-Letty,skromnośćjestpożądana,aletrzeba
wiedzieć,cosięteraznosi.Wiesz,doczegosłużąkalesony,bowaszbratichużywa.

Ilekroćrobimywielkiepranie,możeszsięimprzyjrzeć.Terazidamyponiesięgają,więc
nienależysiędziwić.

RozbawionaIndiastarałasięzachowaćpowagę.Zdaniemjejmatkimoda
usprawiedliwiaławszelkieekstrawagancje.Indiazamknęłapudełko,trochęzaniepokojona
cenąpięknychstrojów.Drżałateżnamyśl,żeprzyjdziejejpokazaćsięmężowiw
cieniutkimnegliżu,któryniewieleukrywał.

background image

GdypaniRushfordposzłanagórę,żebyodpocząć,IndiazwróciłasiędoLetty.

-Przepraszamzatękolację.Jesteśnamniezła?NiemiałamsumieniaodmówićIshamowi.
Samsiędonaswprosił.

-Niesprzeciwiamsięjegowizycie,choćmoimzdaniemdomekpękniewszwach.

Ishamtoprawdziwyolbrzym.Wypełnicałąjadalnię.-Lettyzachichotała.-Przystole
będziemysięszturchaćłokciami.

-Niewiem,cogonapadło.

-Ajeślizapragnąłspędzićwieczórwtwoimtowarzystwie?-odparłanieśmiałoLetty.

Indiauśmiechnęłasię,alepokręciłagłową.

-Czemuuporczywiedowodzisz,żecośdomnieczuje?Przecieżtonieprawda.Nadal
jesteśmysobieobcy.Byłabymnaiwna,łudzącsię,żepoślubiezmieniobyczaje,
przestaniegraćwkartyiuganiaćsięzakobietami.

Lettybyławyraźniezakłopotana,aleniedawałazawygraną.

-Wydawałomisię,żegopolubiłaś.Jesttakimiły.

-Owszem:miły,hojny,rozumnyidowcipny,aletobezznaczenia-przyznałaIndia,
wzruszającramionami.-Pomówmyoprzygotowaniachdojutrzejszejkolacji.

-Nie!-ZdenerwowanaLettypoczerwieniałazprzejęcia.-Muszępowiedzieć,comileży
nasercu,choćbyśmiałamniezatoznienawidzić.Niesprawiedliwieoceniaszlorda
Ishama.Zgóryzałożyłaś,żegoniepokochasz,więcjestuciebiebezszans,askorotaksię
sprawymają,powinnaśzerwaćzaręczyny.

Indiazniedowierzaniemspoglądałanasiostrę.Nieposądzałajejotakitemperament.

Ostresłowamocnobolały,główniedlatego,żebyłyprawdziwe.

-Tegoniezrobię.Naszemałżeństwodojdziedoskutku-odparłachłodnoIndia.Gdy
siostrzeoczysięzaszkliły,natychmiastzłagodniała.-Spróbujęzmienićsięnalepsze.

Wyglądanato,żeAnthonyijazostaniemyprzyjaciółmi.Wiesz,żepotrafimnie
rozśmieszyć.Zgoda,przestanęgodręczyć.Jutrowszystkomuwynagrodzę.

Niestety,zawiodłasięwswychrachubach.NastępnegodniaprzybyłodIshamaposłaniec
zwiadomością,żejegolordowskamośćniezmiernieżałuje,leczniecierpiącezwłoki
obowiązkiwzywajągodoLondynu.Indięznówogarnęływątpliwości,bopodczas
ostatniejwizytyniewspomniałopilnychzajęciach.Mimowolizastanawiałasię,jakie
sprawyskłoniłygodowyjazdu.WspomniałaotymLetty.

-Indio,czychoćrazniemogłabyśmuzaufać?Dlaczegostalepodejrzewaszgoo
najgorsze?

Indiamusiałaprzyznaćjejrację.ZnowuoceniłaIshamanapodstawiewłasnych
uprzedzeń,chociażnieznałafaktów.Takczyinaczejniecierpliwieczekałanawieściod
niego,aleprzezkilkanastępnychdniniemiałażadnychwiadomości.Przykutadokanapy
daremniepróbowałaodgadnąć,jakiebyłyrzeczywistepowodynagłegowyjazdu.

Postanowiłazapomniećonurtującychjąwątpliwościach,leczniepotrafiłaurzeczywistnić

background image

tegozamiaru.Znużonabezczynnościąnarzekała,gdyLettypróbowaławciągnąćjądo
rozmowyohaftachorazinnychrozrywkachwysokourodzonychdam.

-Namalujpamiątkowyobrazek-zachęcałapogodniesiostra.

-Byłbywyłączniepamiątkąmojejnieporadności,kochanie.Zapomniałaś,żewszkole
lekcjerysunkubyłymojąpiętąachillesową?Usiłowałammalowaćnaszkle,jedwabiui
wszelkichmateriałach.Efektzawszebyłżałosny.PaniGuardingwemniezwątpiła.

Odwiedzinykrewnychiznajomychbyłydlachorejmiłąrozrywką.Zplebaniiprzyszła
ciotkaElizabethijejcórki,aledopieroHesterznalazłaskutecznelekarstwona
przymusowąbezczynnośćinudę.

-Znaszto?-spytała,wręczającIndiiksiążkę.

-Rozważnairomantyczna?Jeszczenie.Dziwnytytuł.

-Alepowieśćjestniesłychaniezajmująca.Wypręsięciebie,jeśliniezwariujesznajej
punkcie.

-Nieszczędziszpochwał!

-Sązasłużone.Gdzietwójnarzeczony?Byłampewna,żegotuzastanę.

-WyjechałdoLondynu.Hesternieodpowiedziała,natomiastpaniRushfordwykorzystała
sposobność,bywyrazićswojeniezadowolenie.

-Tenwyjazdjestminienarękę-marudziła.-Tylemamwątpliwościdotyczących
remontuwGrange,więcchciałamsięnaradzićzIshamem.Niechtobędziedlaciebie
nauczką,Indio.Panowierobią,cochcą,nieoglądającsięnainnych.

Indiaspojrzałanaprzyjaciółkęiudającatakkaszlu,zakryłatwarzchusteczką.

-Jaktwojastopa?-spytałapochwiliHester,miłosierniepowstrzymującsięod
komentarzy.-Kiedyzacznieszchodzić?

-DoktorPettiferzapewnia,żejutrostanęnanogi.

-Niejestempewna,czywartonadalkorzystaćzjegousług.Jestprzesadnieostrożny.

Gdybysięnieuparł,Indiachodziłabyodtygodnia-gderałapaniRushford.

Hesterzacisnęłausta,alepodwpływembłagalnegospojrzeniaprzyjaciółkidarowałasobie
kąśliwąuwagęizmieniłatemat.

-Czymogęciwczymśpomóc?-zwróciłasiędoniej.-Spakowałaśkufry?

-Toniezajmiejejwieleczasu,skoromusirozpocząćmałżeńskieżyciebezporządnej
koszulinagrzbiecie-burknęłapaniRushford.

-Mamo,chybaciwspomniałam,żegdypojedziemydoLondynu,Ishamzawieziemniedo
madameFelice.

-Adotegoczasumasznosićstarełachmany?WCheshireniebędzieszmiałaconasiebie
włożyć.

-Zamierzamyprowadzićciche,spokojneżycie.Hester,skorozaoferowałaśpomoc,
pomóżmiwejśćposchodach.Lettypoukładaławiększośćrzeczywkufrach,aletrzeba

background image

spakowaćresztę.-Gdyschroniłysięwsypialninagórze,Indiaodetchnęłazulgą,stanęła
przedkuzynkąipokręciłagłową.-Ilekroćspotykaszmamę,niewiedziećczemuodnoszę
wrażenie,żeladachwilawybuchniesz.

-Zapewnedlatego,żeonadziałaminanerwy-padłaszczeraodpowiedź,aHesternie
miaławyrzutówsumienia.-Cosprawiło,żeIshamtaknaglewyjechał?Ojciecchciał,
żebyściewtygodniupoprzedzającymślubprzyjechalidonasnakolację.

-Niemampojęcia-odparłaszczerzeIndia.-Jakwspomniałaś,Ishamopuściłnascałkiem
niespodziewanie.

-Byłaśrozczarowana?

-Raczejnie.-Indiatrochęoszukiwała.Musiałaprzyznaćuczciwie,żezaskoczyłjąnagłą
zmianąplanów.Zaskoczenie?Nicwięcej?WgłębiduchaIndiaodczuwałalęk.Czyżby
IshamwróciłdoLondynu,abyprzedślubemzłożyćostatniąwizytęswejbaletnicy?Czy
wdziękitejpannystanowiątaksilnąpokusę,żeniejestwstaniedługoprzebywaćzdala
odniej?Zapewneterazzaśmiewasię,przekomarzasięzniąiżartujewsposób,który
Indiabardzopolubiła.Trudno…Jeślitakmawyglądaćichwspólneżycie,trzeba
zawczasupogodzićsięzlosem.

-Jestemszczęśliwa,żemnieodwiedziłaś-powiedziałaserdecznie,odwracającsiędo
Hester.-Idziękizaksiążkę.Źleznoszęprzymusowąbezczynność.

-Próbujęsobieprzypomnieć,jakiezajęciaproponowanomi,kiedybyłam
rekonwalescentką.Miałamwybór:rysunkizużyciemszablonów,robieniewycinaneki
sylwetdoozdobylistówokolicznościowych,szycie,atakżeukładaniebukietówze
sztucznegokwiecia.-Skrzywiłasiętakzabawnie,żeIndiawybuchnęłaśmiechem.-Nie
kpijzemnie-skarciłająHester,-Nawypadekgdybymisiępogorszyło,mamadoradzała
skomplikowanehaftygobelinowe.

-Jesteśniemożliwa!-Indiaodwieludniniebyłarówniewesoła.

-Maszrację!Nierokujężadnychnadziei.Bierzmysiędopracy.Comamwłożyćdo
kufrów,skarbie?

-Lettyprawiewszystkospakowała.PrzejrzałyśmyrzeczykupionenawyjazddoLondynu,
wybierającteuszytezciemniejszychicięższychtkanin.WCheshirezpewnościąbędzie
chłodno.

-Starczycitego?-Hestersprawdzałazawartośćwypełnionychdopołowykufrów.-

Chętniepożyczyłabymcikilkasukienek,aleniebędąpasować.Przyślęciszalei
rękawiczki,dobrze?Napewnosięprzydadzą.

Indiazamierzałaodmówić,aleHestertakszczerzezaoferowałapomoc,żeniechciałajej
robićprzykrości.

-Bardzoproszę,jeślitoniekłopot.Mamasięucieszy.Jestprzekonana,żebędęwyglądać
jakostatnianędzarkaiskompromitujęsię,wchodzącdowyższychsfer.Ishamowi
wystarczyjednospojrzenie,żebynabrałdomnieodrazy.

-Sądzisz,żetomożliwe?Jeślidlaniegoliczysięgłówniewygląd,wcozresztąnie
wierzę,niepowinienbyćtobąrozczarowany.

background image

-Chybamaszrację,żeniebędziezwracaćuwaginamojąprezencję.-Indiaposmutniała,
aleniedałaposobiepoznać,conaprawdęmyśli.Czułabysięupokorzona,gdybyjej
obawysiępotwierdziły.Pochwilidodała:-Otwórzkomodęiszafę.Pewnieznajdziemy
trochęrzeczy,któreuzupełniąmojąkolekcjętakzwanychłachmanów.

-Możeto?-Hesterwyjęłaciepłypłaszczwkolorzejasnegobrązu.-Doskonałyna
podróż.

-Oczywiście!Całkiemonimzapomniałam.Latembyłzaciepły,więcanirazuniemiałam
gonasobie.Czytenfasonwyszedłjużzmody?

-Ależskąd!-Hesterwybuchnęłaśmiechem.-Wciąguostatniegopółroczamodaprawie
sięniezmieniła.Domyślamsię,dlaczegopytasz.ChceszrzucićLondynnakolana.

-Niemamtakichaspiracji.Moimprzeznaczeniemjestzostaćposłusznążoną,paniąkilku
wytwornychdomówikochającąmamą.-Natychmiastpożałowałatychsłów,boHesterz
pewnościąsłyszaławgłosietongoryczy,atakbyćniepowinno.Kujejogromnemu
zdziwieniuostatniauwagazostałaprzezkuzynkęzbagatelizowana.

-Twojeżycienapewnookażesięznaczniebogatsze.Wierzmi,ubokumężczyzny
takiegojakIshambędzieszmusiałatakżemyśleć.

-Ktowie?Możeistotnietaksięułoży-przyznałaIndia.RozmowazHesterjakzawsze
dodałajejotuchy.-Zobaczymysięprzedmoimślubem?

-Niesądzę.Niemaszpojęcia,jakiezamieszaniepanujewPercevalHall.Ojciec
postanowiłwydaćcięzamążwwielkimstylu.Mamajestogromniezajęta,więc
obiecałam,żejejpomogę.-Hesterpocałowałakuzynkęwczoło.-Nieforsujstopy.
Trudnobyłobymipowstrzymaćśmiech,gdybymmusiałapatrzeć,jakkuśtykaszdo
ołtarza.-Podeszładodrzwi,alenaodchodnymjeszczesięodwróciła.-Kochanie,jestem
pewna,żetomałżeństwowyjdziecinadobre,imamnadzieję,żebędzieszszczęśliwa.
Przestańsięzamartwiać.

Podjęłaśwłaściwądecyzję.

TekrzepiącesłowadobrzewpłynęłynaIndięiprzezkilkanastępnychdnipomagałyjej
walczyćzwątpliwościami.Zbliżałasiędataślubu.Indiażyłajakweśnie.Wszystko
wydawałosiętrochęnierzeczywistenawetwówczas,gdyIshampojawiłsięnareszciena
dzieńprzedceremonią.Wydawałsięzatroskany,chociażjakzwyklepowitałjąmiłym
uśmiechem.Następniepocałowałwrękę,musnąłwargamipoliczekiwyjąłzkieszeni
płaską,niedużąpaczuszkę.

-Cotojest?-spytałaIndia.

-Otwórz,kochanie.Gdyodwinęłapapier,jejoczomukazałosięzieloneskórzaneetuiz
ozdobnymzameczkiem.Uniosławiekoiwstrzymałaoddech.Nasatynowejpoduszce
leżał

sznurcudowniedobranychpereł.Nawetzupełnylaikniemiałbywątpliwości,żenaszyjnik
kosztowałmajątek.

-Todlamnie?-spytałazniedowierzaniem.

-Pierwszyztwoichślubnychprezentów.Mogę?-Nieczekającnaodpowiedź,wyjął

background image

sznurpereł,założyłjejnaszyjęizapiąłstarannie.-Niechceszsięprzejrzeć?

Bezsłowapodeszładolustraizradościąprzyglądałasięnaszyjnikowipołyskującemu
lekkonatlejasnejskóry.

-Przepiękny-westchnęła.

-Taksamojakty,najdroższa.Kupiłemteżślubnypierścień,choćniebyłempewny
rozmiaru.Przymierzysz?-Ująłjejdłońinaserdecznypalecwsunąłpierścionekzwielkim
szmaragdem.-Mamnadzieję,żetrafiłemwtwójgust.

-Anthony,pasujeidealnie,leczbojęsięnosićtakicennyklejnot.Cozrobię,jeślimigo
ukradną?

-Narazieniemawpobliżuzłodziei.-Zuśmiechemrozejrzałsiępopokoju.-Obiecuję,
żeodtądzawszebędęmiećprzysobiepistolet.

-Mamasłusznietwierdzi,żemniepsujesz-odparłanieśmiało.

-Przesada,todopieropoczątek.Najdroższamoja,obiecujęciszczęśliweżycie.

Wierzyszmi?-Gdykiwnęłagłową,nazbytwzruszona,żebyodpowiedzieć,dodał:-Jutro
jerozpoczniemy.Mamdlaciebieniespodziankę.

-Jeszczejedną?Powieszmi,cowymyśliłeś?

-Nie,musiszsięuzbroićwcierpliwość.Jeszczejednomusimyustalić.Moimzdaniempo
weselunależałobyspędzićnocwGrange.Czekanasdzieńpełenwrażeń,aprzyjęcie
weselneskończysięzbytpóźno,żebyplanowaćdalsząpodróż.Mamrację?

-Chceszruszyćnastępnegodniawczesnymrankiem?

-Tak.DoCheshiredalekadroga.Będziemyjechaćetapami,częstoodpoczywając.

-Anthony,wydajemisię,żecościętrapi.-Indianiechciałagowypytywać,pomnana
uwagiswejmatkinatematwścibskichżon,aleczuła,żejestnieswój.

-Nictakiego,kochanie.Awięcdojutra.Wkrótcerozpoczniemynoweżycie.-Przytulił

Indię,szybkowypuściłzobjęćiwyszedł,zostawiającjąwniepewności,czyabynie
żałuje,żezdecydowałsięnamałżeństwozrozsądku.

DzieńślubuIndiiwstałjasnyipogodny.ZGrangeprzyjechałarankiempokojówkaNan.
Paniisłużącaodrazupoczuływzajemnąsympatię.SpokojnaimiłaNanbyłarównież
znakomitąfryzjerką.Indiaanisięobejrzała,jakusadowionojąwpowozie,którymmiała
jechaćdokościoła.

Wszystkozdawałosięnierealne.Niebyłanawetcałkiempewna,czyistotniejestIndią
Rushford,mającąwnetpoślubićmężczyznę,któregoledwieznała.Tosięniemieściłow
głowie.

Zezdumieniemstwierdziła,żekościółwypełniłsiętłumemgości,aleichtwarzezlewały
się,gdyprowadzonapodrękęprzezbrataszławolnogłównąnawą.

Potemzobaczyławysokąsylwetkęnastopniachołtarza.GdyIshamodwróciłsiędoniej,
jegotwarzpromieniałaszczęściem.Indiauśmiechnęłasię,gdynagłeujrzałaznajomą
postać.ObokAnthony’egostałOliverWells.Awięctobyłakolejnaniespodzianka!

background image

PastorWilliamPercevalgestemzachęciłpaństwamłodych,żebysiędoniegozbliżyli,i
rozpocząłuroczystenabożeństwo.Ishamgłośnoizdecydowaniepowtarzałzanim
małżeńskąprzysięgę.Indiamówiłaniemalszeptem.

Poceremoniizłożylipodpisypoddokumentamiiprzeszligłównąnawąwśródtłumu
uradowanychgości.Jaktoszybkosięodbyło:zaślubiny,nabożeństwo…ibyłajużlady
Isham,związanąnacałeżyciezidącymobokniejmężczyzną.WzdłużdrogidoPerceval
Hallzgromadzilisięokoliczniwieśniacy,zktórychwielupracowałowposiadłościsir
Jamesa.Indiapozdrawiałaichuniesionąręką.

-Jesteśbardzolubiana,drogażono.-Ishamobjąłjąramieniem.

-Większośćtychludziznamoddziecka.Miłozichstrony,żeprzyszliżyczyćnam
pomyślności.Milordzie,jakwśródtwoichdrużbówznalazłsięOliverWells?

-Stillingtonmainnezobowiązania.Pomyliłdaty…-Ishampuściłdoniejoko,więc
domyślniepokiwałagłową.

-Ijamamwtouwierzyć?Sądziłam,żesięnieznacie.

-Postarałemsię,żebynassobieprzedstawiono.

-PojechałeśdoBristolu?Nicmiotymniemówiłeś.

-Tobyłajednazmoichtajemnic.Spodobałacisięniespodzianka?

-JestemniązachwyconaprzezwzglądnaLetty.JaknamówiłeśmatkęOlivera,żeby
przystałanawizytęunas?

-Tenmłodyczłowiekniejestpokornymmaminsynkiem.Cechujegoogromna
stanowczość.Acodomatki,niemusiałemjejdługoprzekonywać.Wręczprzeciwnie,była
niezwykleuradowana.

-Anthony,wykorzystałeśjejsnobizm?

-Chybatak.-Uśmiechnąłsię.-ConasobchodziOliverWells?Musimyonim
rozmawiać?Chcęcipowiedzieć,żewyglądaszprześlicznie.

UniósłpodbródekIndiiiczułepocałowałjąwusta.Dotknięcieciepłychwargbyło
rozkoszneiniepokojące.Odruchowozaprotestowała.

.-Anthony,wszyscynanaspatrzą!

-Drogażono,oddziśmamyprawodotakichczułości.

-Aleniewmiejscachpublicznych.Tomiałamnamyśli.

-Racja,kochanie,ostrzegamcięjednak,żeznajdęjakiścichykąt.

Zarumieniłasięizulgąstwierdziła,żepowózstoiprzedPercevalHall,więcIsham
przestałsięzniądroczyć.Potemdługoniemieliokazji,żebyporozmawiaćnaosobności.

Ustawiłsięprzednimidługirządskładającychżyczeniaweselnychgości.Jednąz
pierwszychosób,którepodeszłydonowożeńców,byłapoprzednialadyIsham,matka
Henry’ego.GdyprzedstawiłjąIndii,taniekryłazdumieniaizzachwytempatrzyłana
wysoką,szczupłądamęowielkich,ciemnychoczachiklasycznychrysach.Pomyślała,że
torzeczywiściepięknakobieta.

background image

-Miałamnadzieję,żepoznamysięwcześniej,mojadroga.-Pochyliłasię,żebyucałować
pannęmłodą.-Niestety,Henryprzyjechałspóźniony.Dotarliśmytutajdopierowczoraj,
późnąnocą.Niebędzieszsięotonamniegniewać,prawda?-Ledwiewyczuwalnyakcent
zdradzałobcepochodzenie.Indiaprzywitałasięserdecznie.

-Ogromniesięcieszymy,żepanizechciałaprzyjechać.

-MamnaimięLucia,Bezzbędnychceremonii,proszę.Liczęnato,żebędziemy
przyjaciółkami-dodałaizwróciłasiędoIshama,żebymuzłożyćżyczenia.

DużopóźniejIndiaznówmiałasposobnośćzniąrozmawiać.Gdywygłoszonotoasti
mowyokolicznościowe,aprzyjęcieweselnedobiegałokońca,Luciasamadoniej
podeszła.

-Milady…

-Proszęmówićmipoimieniu.JestemIndia.Wczymrzecz?

-NiemogęznaleźćHenry’ego.Pewnieuznasz,żetoidiotycznawymówka,aleszybko
opadamzsił.Miałamnadzieję,żesynodwieziemniedogospody.

-Proszę?-Indiapopatrzyłananiązniedowierzaniem.-NiezatrzymaliściesięwGrange?
Przecieżtobezsensu.

-Niemaszracji,mojadroga.PrzekonałamHenry’ego,żedlanowożeńcówgościesą
jedyniezawadą.

-Ależniepotrzebniemiałaśtyleskrupułów.-MimowszystkonieudałosięIndii
przekonaćjej,żebynocowaławGrange,więcdodała:-Wtakimrazieobiecajmi,że
Henryjutroprzywiezieciędopałacu.Mojamatkaisiostrabędątammieszkać.Letty
ucieszysięzmiłegotowarzystwa.

-Tyisiostrajesteściesobiebardzobliskie,prawda?

-Owszem.-Indiaspojrzałanazacisznąwnękę,wktórejschronilisięLettyiOliver.

Wydawałojejsię,żeotaczaichświetlistaaurawzajemnejmiłości.Gdypatrzylisobiew
oczy,niebyłowątpliwości,żesiękochają.

-Uroczaistota.Odrazuwidać,żetenmłodyczłowiekjąuwielbia-szepnęłaLuciai
zachwiałasięlekko.

-Jesteśbardzosłaba!Błagam,usiądź!

-Nicminiejest.Wybacz,niechciałabymcizepsućwesela.

ZatroskanaIndiadostrzegłanajejtwarzywyraźneoznakizmęczenia.Pogłębiłysię
nielicznezmarszczkiwkącikachoczu,podktórymiwidaćbyłociemnesińce.

-Chodźzemnądomałegosalonu.Nikttamniebędziecięniepokoił.PrzyślęciLetty…

-Nie,proszę.

-Jestspokojna,niebędziecisięnaprzykrzać.

Lettynatychmiastspełniłajejprośbę.Byłatakszczęśliwa,żewszystkimprzychyliłaby
nieba.Indiadaremnierozglądałasię,szukającwzrokiemHenry’ego.Zdziwiłasię,bow

background image

tłumiegościniewidziałateżwysokiejpostaciIshama.Czyżbybraciawybralisięna
przejażdżkępookolicy?Wtakidzień?Tochybaniemożliwe.

Zobaczyłaichwgłębidługiegokorytarzapogrążonychwrozmowie.Gdypodeszłabliżej,
usłyszaławgłosieIshamagniewnyton.

-Niebędziemynatentematdyskutować.Toniejestodpowiedniczasimiejsce.

-Przecieżmusisz…-Henrybłagalnymgestemdotknąłjegoramienia.

-Nie!-uciąłIsham,odsuwającsięgwałtownie.-Tomojeostatniesłowo!

Indiapodbiegładonich,przerywająckłótnię.Wiedziała,żesięporóżnili,alepostanowiła
niezwracaćnatouwagi.

-Henry,matkacięszuka-rzuciłapospiesznie.-Możeszzawieźćjądogospody?Jest
wyczerpana.

Henrywydawałsięzaskoczony,alenatychmiastposzedłspełnićjejprośbę.India
poczekała,ażodejdzie,izwróciłasiędoIshama.

-Luciapowinnadłużejodpoczywaćpopodróży.Szkoda,żeHenrynieprzywiózłjejprzed
kilkomadniami,zamiastwczorajpędzićtuzLondynu.-Popatrzyłanamęża.-

Wybacz,niezamierzamciękrytykować,aleniepodobamisię,żetwojarodzinanocujew
gospodzie,skoromamytylewolnychpokoi.Nalegałam,żebyjutroprzenieślisiędo
Grange.

-Spodziewasz,że,jaknawładczegomężaprzystało,stanowczozabronię?-Objąłją
ramieniemimocnoprzytulił.

-Jestempewna,żetegoniezrobisz.BardzopolubiłamLucię.JestHiszpanką?

-Nie,Włoszką.OjciecpoznałjąprzedlatywczasiedługiejpodróżypoEuropie.Lucia
mieszkawAngliioddwudziestupięciulat,aleniepozbyłasiędotądobcegoakcentu.

-Podobamisięjejsposóbmówienia.Mamnadzieję,żeodwiedziGrange.Lettymiałaby
towarzystwo.

-Oilesięniemylę,wystarczyjejterazOliver.Musiszsiępogodzićztym,żesiostra
niedługowyfruniezrodzinnegogniazda.

-Niezamierzamprotestować,oilebędzieszczęśliwa.

-Chybawypełniliśmyjużtowarzyskieobowiązki.Możemyopuścićnaszychgości.

Wziąłjązarękę.Szliprzezzatłoczonysalondociotkiiwuja.Tenostatniniedbałym
ruchemrękinakazałimmilczenie,gdymudziękowali.JegożonaElizabethuściskała
Indięirazjeszczezłożyłażyczeniamłodejparze.PaniRushfordostentacyjnieuniosłado
oczuchusteczkę.NajtrudniejszebyłojednakpożegnaniezLetty.Indiarzuciłasięwjej
ramiona.

-Jesteśszczęśliwa?-szepnęła.

-Ażtrudnouwierzyć-odparłazprostotąLetty.-Anthonyobiecałmipomóc,alenie
śmiałamżywićnadziei.Powiedziałamniedawno,żemójkochanyszwagierto
najzacniejszyzludzi.Będzieciznimjakwniebie.

background image

ZdumionaIndiapatrzyławjejlśniąceoczy.Czytakwyglądająludziekochającyz
wzajemnością?Stałosięjasne,oczymLettygodzinamirozmawiałazIshamem.

NajważniejszymtematembyłOliverWells.

UcałowałaHesteriGilesa,apotemwsiadładopowozu,którymiałzawieźćnowożeńców
doGrange.KiedyopuszczaliPercevalHall,machałanapożegnanie,ażprzestała
rozpoznawaćznajomesylwetki.DopierowtedyIshamsięodezwał.

-Dlanasobojgazaczynasięnoweżycie-przypomniałcicho.-Indio,będzieszmojążona,
aleczyzechcesztakżesięzemnązaprzyjaźnić?Tworzymydobranąparę,ajazrobię
wszystko,żebyuczynićcięszczęśliwą.

-Jużcisiętoudało.-Odruchowodotknęłajegoręki.-Lettyznówjestsobą.Poraz
pierwszyod…odkądwróciłyśmyzLondynu,promieniejeradością.

-Bardzosięztegocieszę.LettyiOliverbardzodosiebiepasują.Pięknaznichpara.-

ZapewneIshamzorientowałsię,żeIndiaominęłazręczniedrażliwytemat,jakimbyła
śmierćojca,aleniedałtegoposobiepoznać.Uradowanazaczęłasięznimprzekomarzać.

-Ładnietotak,milordzie?Zostałampaskudnieoszukana.Twierdziłeś,żemusiszbyćw
Londynie,ipojechałeśdoBristolu.-GdyIshamzmieniłsięnatwarzy,zawołała
natychmiast:-Bardzoproszę,wybaczmi!Tylkożartowałam.-Niemiałapojęcia,
dlaczegopoczułsięurażony.

-Naturalnie.-Wziąłjąwramionaiprzytulił.-Zapewniam,żenieoszukałemcię,Indio.
ZajechałemidoLondynu.

Wjegogłosiebrzmiałanutasugerująca,żenienależyciągnąćtegotematu.Gdyją
pocałował,wszelkieostrzeżeniastałysięniepotrzebne,boIndiazapomniałaocałym
świecie.

Oddychałaztrudem,gdywypuściłjązobjęć.

-Mamdociebieprośbę-rzekł,dotykającpoliczkiemjejwłosów.

-Jaką?-spytałaprzytulonadojegoramienia.

-Nieprzebierajsiędokolacji.Chciałbymzawszepamiętać,jakdzisiajwyglądałaś.

-Todrobiazg.Staniesięwedługtwegożyczenia,milordzie.-Popatrzyłananiegoi
roześmiałasię,niezwykledumna,żepochwaliłjejwybór.Znowujązaskoczył.Nie
posądzałagooromantyczneskłonności.

WGrangenaschodachzebrałasięcałasłużba,witającmłodąparę.Indiazkażdym
zamieniłakilkasłów,przypominającsobieznanewcześniejimionaiobiecującwduchu,
żeszybkonauczysięnowych.

Poszłanagórę,abyzdjąćbajeczny,podbityfutrempłaszczpodróżny,następnykosztowny
prezentślubnyodIshama.Machinalnieskierowałasiękudrzwiomswejdawnejsypialni,
alezatrzymałająNan,którawyjrzałazzauchylonychdrzwinajwiększegopokojuna
pierwszympiętrze.

-Tutajjestpanisypialnia,milady.

background image

-Oczywiście.

Czułasięniezręcznie,wchodzącdozbytkownieurządzonegopomieszczenia.

Uświadomionojejprzedchwilą,żenastałkrespanieńskiejswobody.Oddziśmiaładzielić
sypialnięzAnthonym.Ogieńpłonąłwesołonakominku.Nanwyjęłazkufranocnystrój
Indiiiztroskąprzyglądałasięswojejpani.

-Którąsuknięprzygotowaćnawieczór,milady?

-Niebędęsięprzebierać.LordIshamwoli,żebymzostaławsukniślubnej.Możeszmnie
uczesać?

StojącaprzyłóżkuNanwsunęłacośpodpoduszkęicofnęłasięnatychmiast.

-Corobisz?-spytałazaciekawionaIndia.

-Proszęniemiećmizazłe,milady.Unasnawsijesttakizwyczaj.Pewneamulety
przynosząszczęście-tłumaczyłazarumienionaNan.

Indiapokręciłagłową.Jużwiedziała,ocochodzi.Talizmanzapewniającypłodność…

Milczała,gdypokojówkaukładałajejwłosy.Potemzeszłanadół,gdzieczekałmąż.

-Zarazpodadząkolację-powiedział.-Jesteśgłodna?

-Raczejnie.

-Musiszcośzjeść,najdroższa.Tobyłmęczącydzień,ajutrotrzebawcześniewstać.

Niechcę,żebyśopadłazsił.

PodczaskolacjiIshamumyślniepodtrzymywałlekkąimiłąkonwersację,bowyczuwał,że
Indiasiędenerwuje.RozmawiałoGilesieiLetty,ozarządzaniumajątkiemiszczęściu
zakochanych.Taktykaprzyniosłaspodziewaneefekty,bowkrótcedyskutowałaznimbez
skrępowania.Gdyzamierzaliprzejśćdosalonu,ktośzałomotałdodrzwi.Zdziwiony
Ishamspojrzałpytająconakamerdynera.

-Zarazsprawdzę,milordzie.-Tibbswyszedłzjadalni.Wróciłpokilkuminutach.

-Ktośdopana,milordzie.

-Każmuodejść.

-Jużpróbowałem,leczodmówił.-Tibbspodałnasrebrnejtacywizytówkę.

NiezadowolonyIshamrzuciłokiemizerwałsięnarównenogi.

-Przepraszam,Indio.Zarazwrócę-powiedziałinatychmiastopuściłsalon.

ROZDZIAŁJEDENASTY

Indiadługosiedziałasamaprzystole.CozatrzymałoIshama?Zniecierpliwionawstałai
zaczęłachodzićpopokoju.Zpowoduogromnegonapięcia,wjakimżyławciągukilku
ostatnichtygodni,jejnerwybyływopłakanymstanie.NawetwGrange,gdziespędziła
dzieciństwoimłodość,nieczułasięjakusiebiewdomu,ponieważwystrójzmieniłsięnie
dopoznania…itaksamobyłozjejżyciem.RanonazywałasięIndiaRushford,akilka
godzinpóźniejzbłogosławieństwemkościołazostałaladyIsham,poślubionąmężczyźnie,
którybył

background image

wprawdzieuprzejmyihojny,leczniemalobcy.Miaławrażenie,żeśni.

Pochwiliwzięłasięwgarść.Samapodjęładecyzję,odrzucającpoważnewątpliwości.

DziękitemupołożeniewszystkichRushfordówpoprawiłosięowielebardziej,niżmożna
byprzypuszczać.Terazpozostałdospełnieniakolejny-najtrudniejszy-obowiązek.
MusiałatejnocyoddaćsięIshamowi.

Zadzwoniłanasłużbę,kazałapodaćherbatęwsalonieiwyszłazjadalni.Idąckorytarzem,
spostrzegła,żedrzwidogabinetumężasązamknięte.Dobiegałyzzanichstłumione
męskiegłosy.WieczornygośćIshamazajmowałgoswoimisprawamiznaczniedłużej,niż
wypadało.Indiazastanawiałasię,czyniewejśćdośrodka,leczpochwilizmieniłazdanie.

Gdywprzyległymsalonienalewałaherbatę,dobiegłyjąpodniesionegłosy.Z

niepokojemstwierdziła,żedrugiedrzwiwiodącezsalonudogabinetusąuchylone.
Podesz-

ła,żebyjezamknąć,aleniezrobiłatego,bopanowiemoglibyjązauważyćiposądzićo
podsłuchiwanie.Ishammówiłtonem,którysprawił,żezimnydreszczprzebiegłjejpo
plecach.Brzmiaławnimnutawzgardy.

-Musiszczekać-oznajmił.-JutrowyjeżdżamdoCheshire.Twoimisprawamizajmęsię
popowrocie.

-Niemamowyozwłoce,Anthony!Przecieżcitłumaczyłem.Jeślimiterazniepomożesz,
będęzrujnowany.

-Trzebabyłootympomyśleć,nimrozpocząłeśswójproceder.Narazieniemogęnicdla
ciebiezrobić.

-Będzieszmusiał,jeśliniechcesz,żebynaszarodzinaokryłasięhańbą.Cobynato
powiedziałatwojamłodażona?

-Szantaż,Henry?Nieważsięnawetotymmyśleć.Zapewniam,żeniedamsięzastraszyć.
Powiedziałeśwszystko,comiałeśdopowiedzenia,aterazsłuchaj.

Indiawzdrygnęłasię,bomówiłbezlitosnymtonem.Niesądziładotąd,żemożnatak
upokorzyćczłowieka.Chwilaminierozumiała,wczymrzecz.Uwagidotyczącekorupcji,
oszustw,szkalowaniawspółobywatelistanowiłydlaniejprawdziwązagadkę.Jednego
byłapewna:Ishambezcienialitościodzierałbratazludzkiejgodnościipoczuciahonoru.
Drżączprzerażenia,zakryłauszyrękoma,leczchoćsłowaprzestałydoniejdocierać,
ostrytonbył

niedozniesienia.Doprowadzonadoostatecznościszerokootworzyładrzwiipodbiegłado
rozgniewanychmężczyzn.

-Przestańcie-błagała.-Dzisiejszydzieńjestwyjątkowy,niewolnosiękłócić.

Anthony,przecieżniedawnowzięliśmyślub.

GdyIshamodwróciłsiędoniej,przerażonacofnęłasięnatychmiast.Smagłątwarz
wykrzywiławściekłość.

-Wyjdźstąd!-krzyknął.-Niccidotego!Pobladłajakściana.Niepoznawałastojącego

background image

przedniąmężczyzny.Obawiałasięnawet,żemógłbyjąuderzyć,więcbezsłowa
odwróciłasięiwybiegła.

Siedziaławsypialniprzygasnącymogniu,gdywreszciedoniejprzyszedł.Nawetnie
spostrzegła,kiedyNanzdjęłajejsuknięiubraławkoszulęnocnąobszytąkoronkamioraz
przezroczystypeniuar.Nieustanniemyślałaomężczyźnie,któregopoślubiła.Dziśpokazał

jejsięodnajgorszejstrony,aniedawneodkryciezaskoczyłojąiprzeraziło.Powinnabyła
zaufaćpierwszemuwrażeniu,któreokazałosięprawdziwe.Popełniłabłąd,bozwiedziona
czułymisłówkamiIshamaijegohojnościąnabrałapoczuciabezpieczeństwa.Niemalgo
polubiła.Namyślotymznówsięwzdrygnęła.

-Zmarzłaś?-Wdźwięcznymbarytonieniesłyszałagniewu.-Jakmogłaśpozwolić,żeby
ogieńprzygasł?

Ishamcisnąłnarozżarzonewęglekilkapolan,któreszybkosięzajęły,abuzujące
płomienierzucałyświetlnerefleksynarudewłosyIndii.Zrobiłosięcieplej,leczjejserce
nadalściskałchłód.IshamukląkłobokfotelaiwziąłIndięzaręce.Mruknąłcoś
niezrozumiale,pochyliłsięidotknąłjejstóp.

-Przemarzłaśdoszpikukości.Czemuniepołożyszsiędołóżka?

Bezsłowapokręciłagłową.Niemogłaścierpiećjegoobecnościwswoimpokojuichciała,
żebysobieposzedł.UnikaławzrokuIshama.

-Niemożeszmiprzebaczyć?-spytałcicho.-Zapomniałemsiędziświeczorem.Nie
miałemprawaodezwaćsiędociebietakimtonem,alemojacierpliwośćzostałapoddana
wyjątkowotrudnejpróbie.Czypozwoliszmiwyjaśnić,ocoposzło?

-Niemusiszsiętłumaczyć-rzuciłaoschle.Żadnewyjaśnienianiemogływymazaćzjej
pamięcitamtejokropnejchwili.Terazwiedziała,zkimnaprawdęmadoczynienia.Pod
bylepretekstemIshammożesięznówrozgniewać,awtedyupokorzyjątak,jakupokorzył

brata.

-Wtakimraziechodźdołóżka,kochanie.Pomógłjejwstać,alegdyobjąłjąwtalii,
wyrwałasięnatychmiast.Zacisnąłdłońnajejramieniuiobróciłtak,żestanęlitwarząw
twarz.Popatrzyłgłębokowpiwneoczy,ajegospojrzeniepozbawionebyłowszelkiego
wyrazu.

-Cotoznaczy?-zapytałcicho.-Budzęwtobieodrazę,Indio?

-Nie!Ja…Och,wybaczmi!Niechciałamuciekać.

-Jesteśbardzodzielna!-Opuściłramiona,ajegotwarzprzypominałakamiennąmaskę.

-Czyżbymsięmyliłcodociebie,mojadroga?Miałemnadzieję,żebędziemywobec
siebieszczerzy,ichoćwiedziałem,żemnieniekochasz,pochlebiałemsobie,żebudzęw
tobiecorazwiększąsympatię.

-Takbyło!-Indianiepotrafiładłużejukrywaćswoichuczuć.-Ażdodzisiejszego
wieczoru!Niesądziłam,milordzie,żejakakolwiekludzkaistotazdolnajesttotakiego
wybuchuwściekłości,jakiegoświadkiembyłamniedawno.

-Ogromnieżałuję,żepozwoliłemsobienatowtwojejobecności.

background image

-Niewątpię.Pogratulowaćsprytu,milordzie!Zdołałeśukryćswójprawdziwycharakter
przedcałąmojąrodziną.Jakłatwodaliśmysięzwieść!

-Wy!-Roześmiałsięzgoryczą.-Jeślichodziołatwowierność,mnienależysiępalma
pierwszeństwa.Obiecałaś,żezostaniesznietylkomojążoną,lecztakżeprawdziwą
przyjaciółką!

-Dotrzymamsłowainiewycofamsięznaszegoukładu-oznajmiłastanowczo.-Będę
twojążoną…

-Izgodziszsiędzielićzemnąłoże?Cóżzaszlachetnepoświęcenie!Wybacz,alenie
skorzystam.-Popatrzyłananiegozezdumieniem,więcspytał:-Jesteśzaskoczona,moja
droga?Wierzmi,dotejporyanirazuniemiałemdoczynieniazniechętnąkobietą.

Wszystkieulegałymizwłasnejwoli.

Indiastałaprzednimzwysokouniesionągłowąiczerwonymipoliczkami,czekającna
potokwyzwisk,leczIshammówiłkrótkoitreściwie.Wjegogłosiesłyszała
rozgoryczenie.

-Zwodziszmnie,Indio,alewiem,żetwójgniewjesttylkopretekstem,żebymnie
odtrącić.Odpoczątkumiałaśtakizamiar,prawda?-Milczała,więcmówiłdalej:-Nie
chciałaśsłuchaćmoichwyjaśnień,niepozwoliłaśsięusprawiedliwić.Oczywiścienie
mogłaśtegozrobić,boniebyłobypowodudonegowanianaszegozwiązku.

Indianieodpowiedziała.Zapadłodługie,kłopotliwemilczenie.Ishamnaglesięodwrócił.

-Niemusiszzamykaćdrzwi.Niebędęcisięnaprzykrzać,pókisamadomnienie
przyjdziesz.

Trzaskzamykanychdrzwizabrzmiałwjejuszachjakhukopadającejpłytygrobowca.

Jakmogła?OstresłowaIshamazraniłyją-międzyinnymidlatego,żebyłyprawdziwe.
Czybyławobecniegoniesprawiedliwa?Dotejporyniepotrafiłasobiewyobrazić
podłościusprawiedliwiającejbezwzględnepotępieniebrata,leczrzeczywiścieniezadała
sobietrudu,żebysiędowiedzieć,czydopuściłsięnikczemności.

CzyistotniewykorzystałaswojeoburzenienaIshamaspowodowanejegowybuchem
złości,żebyodmówićnależnychmężowipraw?Pogrążonawrozpaczy-usiałastawić
czołoprawdzie.Ishampoznałciemnezakamarkijejsercalepiejniżonasamaiodkryłtam
obawę,którejniechciałaprzyjąćdowiadomości.Wstydziłasięswegopostępku,alebyło
zapóźno,żebynaprawićbłąd.Okazałasięoszustką.

Dużoczasuminęło,nimpołożyłasięwkońcudołóżka.Ogieńnakominkudawnozgasł,
gdywślizgnęłasiępodkołdrę.Wymacałapodpoduszkąniedużyamuletzaczęła
rozpaczliwieszlochać.

NastępnegodniaIndiaobudzonaprzedświtemprzezNanmiaławrażenie,żeniezmrużyła
oka.DowiedziałasiężelordowiIshamowibardzozależy,abyjaknajwcześniejwyjechali.
Ubrałasiępospiesznieiniechętniewypiłafiliżankęgorącejczekoladypodanejdo
śniadania.

-Milady,nicpaniniezjadła!-oburzyłasięNan.Rankiemnieokazałazdziwienia,żeIndia
jestsamawłóżku.Słyszałajużwcześniej,żemężowieiżonysypiająoddzielnie.

background image

-Niejemnicotejporze-odparłaIndia.-Wdrodzezrobimypopas,żebykonie
odpoczęły.Wtedybędzieczasnaposiłek.

ZpomocąNanwłożyłaciepłypłaszcz,chwyciławoreczekizbiegłaposchodach.Isham
czekałwsieni.Bałasiętegospotkania,alejaksięokazało,niepotrzebnie.Przywitałsięz
Indiąuprzejmieipomógłjejwsiąśćdopowozu.

Byłojeszczeciemno,gdyopuściliGrangeiwjechalinatraktbiegnącywstronęDerby.

TwarzIshamaginęławmroku.Zadbałowygodężony.Podstopamimiałagorącącegłę,a
kolanaokrytefutrzanympledem.

-Jestciciepło?-zapytałztroską.

-Tak,dziękuję.-Niemiałanicwięcejdopowiedzenia,wspartanapoduszkachudawała,
żeśpi.

Nieborozjaśniłosięnieco,aledzieńbyłpochmurny.Naszczęścieniepadało,więcszybko
pokonalipierwszyodcinekdrogi.WpewnymmomencieIshamprzerwałmilczenie.

-Indio,takdłużejbyćniemoże.Spróbujmysięporozumieć,boinaczejnaszeżyciezmieni
sięwpiekło.

Odwróciłagłowę,żebynaniegopopatrzeć,izezdumieniemstwierdziła,żewczarnych
oczachniemagoryczy.Winnychokolicznościachuznałaby,żetorozpacz.

-Zgadzamsię,milordzie-odparłanatychmiast.-Obawiamsię,żeniesprawiedliwiecię
oceniłam.Niepowinnamwyrażaćtakpochopnychsądów.Popełniłambłąd,bonie
pozwoliłamcisięwytłumaczyć.

-Tobezznaczenia.

-Nieprawda!Rzeczjestniesłychanieważna.Powieszmiteraz,ocoposzło?

-Żebyodzyskaćtwojezaufanie?Czyprzedtemnaniezasłużyłem?Niesądzę,mojadroga.
Razjedenstraciłempanowanienadsobąiwyglądanato,żeprzyjdziemidrogozapłacić
zatenbłąd.Nieprzypuszczałem,żektośbliskitakpodlemnieoszuka.

-Proszę!-zawołałabłagalne,drżącnacałymciele.-Niemyśl,żecięoszukiwałam!

-Ty?-Ishamspojrzałjejprostowoczy.-Niemówiłemotobie,mojadroga.Ajeśli
chodziowszystko,conasspotkało,obwiniamtylkosiebie.

-Nierozumiem.-Zmarszczyłabrwi.

-Czyżby?Zatemprzyjmijdowiadomości,żepostępowałemjakgłupiec.Zmusiłemciędo
małżeństwa,chociażomniedbałaśmałoalbowcale.Łudziłemsięjednak,żeznajdę
własnysposób,żebyśmniepokochała.Cóżzagłupota!Możeszprzypisaćtęklęskęmojej
pyszeizarozumiałości.

-Niesądziłam,żezależałocinamojejmiłości-wykrztusiła,spoglądającnaniegoz
niedowierzaniem.

-Skądmiałaświedzieć?Trzebabywynająćjasnowidza,żebyprzeniknąćmojezamysły.

-O,tak!-Indiazamilkła,adojejsercawkradłysięwątpliwości.Chybaźlegooceniła.

background image

MożeLettymiałarację,choćiterazIndiitrudnobyłowtouwierzyć.Jeślitakbyło,
odrzuciłaprawdziweuczucie.Niepotrafiłasięztympogodzić.

-CospowodowałokłótnięzHenrym?-zapytała.

-WspomniałemcioswoimwyjeździedoLondynu.Zostałemtamwezwanyprzez
najwyższewładze.KiedyHenryprzebywałwIndiach,okryłhańbąnietylkosiebie,lecz
takżenaszkraj.Wzamianzałapówkizłożyłobietnice,którychspełnienianiebyłwstanie
dotrzymać.Darujęciopowieśćośrodkachisposobach,którewjegomniemaniupowinny
doprowadzićdouznaniatychzobowiązańzaniebyłe.

-Jakmógł?-Indiaznieruchomiała.-Anthony,mimowszystkopomożeszbratu,prawda?

-Złożyłemodpowiedniąsumęwmoimbankuiwykorzystałemswojewpływy,żeby
oddalononajcięższezarzuty.-Westchnąłciężko.

-Byłamwobecciebieniesprawiedliwa-przyznałacicho.-Wybaczmi.

ByłazdegustowananietylkopostępkamiHenry’ego,lecztakżewłasnymzachowaniem.

Skąduniejtaskłonność,żebymyślećjaknajgorzejosiedzącymprzedniąmężczyźnie?
Niemiałaodwagispojrzećmuwoczy.

Ishampochyliłsięizastukałwścianępowozu.

-Przejmęodstangretalejcenajakiśczas-powiedział.-Czychcesz,żebyNandotrzymała
citowarzystwa?

Indiapokręciłagłową.NanjechaładrugimpowozemzlokajemIshamaorazbagażami.

Kilkagodzinpoślubiemałżonkowieprzekomarzalisięnatentemat,aIsham
przypomniał,żeprzydasiępomoc,gdypodczaszimowejjazdyodpadniekoło.Terazów
żartobliwytonbyłmiędzyniminiedopomyślenia.Ishamowiwyraźnieciążyłajej
obecność.

-Jaksobieżyczysz-rzucił.Wkrótceuświadomiłasobie,żepuściłmimouszujej
przeprosiny.

Podróżokazałasięprawdziwymkoszmarem.Kiedystanęlinapopas,żebyodpocząć,
posilićsięizmienićkonie,Ishamtroskliwiedbałowygodyżonyizwracałsiędoniejz
pełnąkurtuazją.NanoclegstanęliwDerbyitamzrozumiała,jakgłębokoczułsię
zraniony.

Kolejnąnocspędziłasamotnie.Niemogłapojąćswegoniepokoju.Powinnaodczuwać
ulgę,żeprzestałsięniąinteresować,aletakniebyło.

ZDerbywyruszylinastępnegodniaoświcie,kierującsięstalenapółnoc.Ishamznów
powoził.Zasiadłwśrodkudopierowtedy,gdyodjegomajątkudzieliłaichzaledwiemila.

Indiaobrzuciłagobadawczymspojrzeniem.Miałczas,żebywszystkoprzemyśleći
przyjąćjejprzeprosinyzapochopnyosąd,anawetprzebaczyćjej.żewnocpoślubną
został

odrzuconyiupokorzony.Niezdołałajednaknicwyczytaćzjegotwarzy.Jakzwykle
okazywałjejogromnewzględy,byłzarazemuprzejmyiniedostępny.Ściana,która
wyrosłamiędzynimi,byłaniemaldotykalna.

background image

Dopierogdywjechalidoniedużejmiejscowości,zrozumiała,czemuzdecydowałsię
dotrzymaćjejtowarzystwaizasiadłwewnątrzpowozu.Wzdłużgościńcazgromadziłsię
tłumwieśniaków,którzywznosiliokrzyki,machalirękamiibiegliobokpowozu.

-Znasztychludzi?-spytałazdumiona.

-Tomoidzierżawcy.

-Awięcjesteśmywtwoichdobrach.-Odetchnęłazulgąnamyśl,żepodróżwkrótce
dobiegniekońca.

-Jedziemyprzezniegodzinęalbodłużej.Pozdrówtychludzi,Indio.Niektórzydługotu
stali,czekającnanaszprzyjazd.

Posłusznieuniosładłoń,aokrzykizabrzmiałyjeszczegłośniej.Taksamobyłow
sąsiedniejosadzieiwielunastępnych,ażstanęliprzedozdobnądwuskrzydłowąbramąz
kutegożelazaosadzonąwgrubymmurze.

Tłumzebranyprzystróżówcebyłwyjątkowoliczny,więcpowózmusiałsięzatrzymać.

Indiausłyszaławesołeokrzykiiśmiech.Zdumiałasię,widząc,żemężczyźni
odprowadzająnabokkonie.Gdypowózznowuruszył,zorientowałasię,żeciągniego
gromadakrzepkichwieśniaków.

-Taksiętuwitażonędziedzica-tłumaczyłIsham,uśmiechającsięlekko.

Zpozoruniewinnesłowawywołałyuniejkolejnąfalęwyrzutówsumienia.Wnoc
poślubnąniedotrzymałasłowadanegomężowi,aterazzwodziłatychzacnychludzi.

Ceremoniasięodbyła,leczIndiawłaściwieniestałasiężonąIshama.Małżeństwonie
zostałodopełnione.

ZapomniałaosmutnychmyślachnawidokHambledon,ogromnejsiedzibyIshama
położonejwśródniewysokichwzgórz.

-Niewiedziałam,żejesteśwłaścicielemprawdziwegozamczyska!-krzyknęłazdziwiona.
-Wielkienieba!Iletamjestpokoi?

-Pewniekilkaset-odparłnonszalanckimtonem.-Każdepokolenierozbudowywałonaszą
siedzibę,stądmieszankastylów.Najpierwbyłelżbietańskidwór.Jednoskrzydłozostało
dodanezaKarolaDrugiego,drugienapoczątkuubiegłegostulecia.

-Poszczególneczęściidealniedosiebiepasują.Cóżtomusibyćzawidok,gdysłońce
przeglądasięwszybach!Zamekwyglądapewnie,jakbystanąłwogniu.

-Miejmynadzieję,żenigdydotegoniedojdzie.Niewykluczone,żejedynietaka
katastrofaskłoniłabyludzi,którzyzachwilębędąnaswitać,doskróceniakwiecistych
mów.

Czyjesteśnazbytzmęczona,żebyichwysłuchać?

-Ależskąd!-Indiapokręciłagłową.-Miłozichstrony,żechcąnamzłożyć
powinszowania.

Nieodpowiedział,tylkowmilczeniupomógłjejwysiąśćzpowozu.Miałaprzedsobą
istnemorzetwarzylaswyciągniętychrąk,któreściskała,przyjmującjednocześniebukiety

background image

kwiatów,cudemzdobytychwśrodkuzimy.Uważniewysłuchałamówwydukanychprzez
ludzinieprzywykłychnacodzieńdoprzemawiania,alebyłatodlaniejtrudnapróba.

Ishamwybawiłjązopresji,prowadzącdowykładanegoboazeriąwielkiegoholu,gdzie
ogieńwesołobuzowałwkominku.Niemiałaczasunapodziwianieogromnego
pomieszczenia,boustawiłsiętamdługiszeregsłużących.Ishamżartowałznimi,
uśmiechał

sięprzyjaźnie,wypytywałorodziny.Indiadreptałazanim,starającsięokazywaćtyle
samożyczliwości.Ciekawe,czykiedykolwieknauczysięwszystkichimion,cozresztąnie
miałoterazwiększegoznaczenia.Ciepłesłowoiuściskrękizupełniewystarczyły,by
zyskaćsympatię.WkońcuIshamskinąłnaochmistrzynię.

-Proszęzaprowadzićjaśniepaniądojejpokoju.

-Tędy,milady.Indiaszłazaochmistrzyniądługimikorytarzami.

Wkońcuotwartoprzedniądrzwisypialniowystrojuznaczniemniejzbytkownym,niżsię
obawiała.Odetchnęłazulgą.Tenpokójurządzononaludzkąmiarę.Niebyłozłoceńani
kosztownychozdób.Zasłonyikotaryprzyłóżkuwprawdzielekkospłowiały,leczfotele
byływygodne,szafyikomodypojemne,anabiureczkuprzygotowanopapierlistowyi
pióra.

Tasypialnianieonieśmielałajakinneczęścirodowejsiedziby.Indiabystrymokiem
dostrzegłacennydywanikosztownąpościel.Przyjrzałasięobrazomistwierdziła,żesą
wartemajątek.Mebleprzekazywanezpokolenianapokoleniewykonaliznakomici
rzemieślnicy.

Otomojazłotaklatkanamiaręwielkopańskichoczekiwań,pomyślałazgoryczą.

PozwoliłaNanzdjąćzsiebiepłaszcziczepek,apotemzapadławfotelprzykominku
wyczerpanapodróżąiznużonaprzyjemnymi,alemęczącymidowodamiżyczliwości
wieśniaków.

-Możewoliszzjeśćtutaj?-zapytałIsham,stającwdrzwiachłączącychichsypialnie.

Pokręciłagłową,chociażcałkiemopadłazsił.Zapewnesłużbaprzygotowałauroczystą
kolację,niewolnosprawiaćkucharzomzawodu.-Wtakimraziespotkajmysięza
godzinę.

Czekamnadole.-Wyrażającyzadowolenieuśmiechmężabyłnagrodązajejpoświęcenie.

Przezkilkatygodni,którespędziliwHambledon,Ishamanirazuniewszedłponowniedo
jejsypialni.Drzwipozostałyzamknięte,chociażichnieryglowała.

Życiewogromnymzamczyskuoddawnaprzebiegałowedługokreślonegoplanu.Dbałao
toarmiasłużących,więcIndianiemiałapraktycznieżadnychobowiązków.Matka
uprzedziłają,żedocodziennychzajęćpanidomunależyomawianiemenuzszefem
kuchni,leczpopierwszymspotkaniuzchimerycznymkucharzem,pełnymuroku
Francuzem,Indiauświadomiłasobie,żelepiejniewchodzićmuwdrogę,zpewnościąnie
potrzebowałjejrad.

Potrawy,którepodawałnapańskistół,byłysmaczniejszeniżwszystko,cokiedykolwiek
jadła.ZachwycalisięnimigościeodwiedzającyHambledon.

background image

NadeszłoBożeNarodzenie,aznimludowyfestyn.IshamzabierałIndięnacorazdalsze
przejażdżkipoichdobrach,byodwiedzaćstarcówichorych.Zdumiewałajegohojność
dlapotrzebującychidziwiłaszczegółowawiedzaoichżyciu.Byłprzeztychprostych
ludziszczerzelubianyichętniewitany.

Indiazastanawiałasię,czychoćtrochęwobecniejzmieniłnastawienie.Zachowywał

sięnadzwyczajuprzejmie,alenadałdzieliłichmur,któregoistnieniewyraźnie
wyczuwała.

Dopieroterazzaczynałarozumieć.jakbardzocieszyłasię,widzącwswoimdomuwysoką
postaćIshama,słuchającjegożartów,śmiechu,zaczepekiciętychripost.Niestety,tamta
radosnazażyłośćnależaładoprzeszłości.

Pogodasięzmieniła,apodniachsuchychizimnychprzyszłyuporczywedeszcze.Indii
brakowałocodziennychprzejażdżekpopagórkowatejokolicy,takinnejodjejwyobrażeń
oangielskiejpółnocy.Byłazima,leczwieleoznakświadczyło,żeziemiesątużyzne,
dobrzeuprawianeiprzynosząznakomiteplony,chociażwinnychregionachzbiorybyły
marne,agruntazaniedbane.Niemogłasiędoczekaćwiosnyilata,żebyujrzećmajątekw
pełnymrozkwicie.Naraziejednakmusiałauzbroićsięwcierpliwość.

PewnegodniaIshamzaszedłdobiblioteki,gdziesiedziała,kartkującdziełaWalteraScotta
ilordaByrona.Znużonaichkwiecistymjęzykiemsięgnęłapoksiążkęrenesansowego
poetyJohnaDonne’a,któregodotądnieznała.Kiedyzaczęłaczytać,dechjejzaparłoz
wrażenia.Wyjątkowaintensywnośćuczućizmysłowośćpoetyckiejwizjisprawiły,że
sercekołatałojejniespokojnie,aerotykinajwyższejpróbywycisnęłyzoczułzy.

Zadawałasobiepytanie,cosięzniądzieje,iznalazłaodpowiedź,gdyujrzała
Anthony’ego.Tobyłojakgromzjasnegonieba.Wstała,podeszłabliżej,dotknęłajego
ramieniaidoznałagorzkiegozawodu,gdyjecofnął.Niebyławstaniepopatrzećmuw
oczy.

Iconarobiła?Dopierotrzytygodniebylimałżeństwem,ajużcałajejprzyszłośćlegław
gruzach.Cierpieniebyłobymniejsze,gdybyzostałauderzona.Ishamzdawałsięnie
zauważaćjejrozpaczy.

-Indio,zostałemwezwanydoLondynu-oznajmił.-Niemogęzostawićciętusamej.

Szerząsięzamieszki,aoddziaływojskowesąbezsilnewobecgrasującychnocą
ruchliwychband.

-Znowuluddyści,milordzie?

-Owszem,alesąteżinni.UjawnilisięwhrabstwieDerby,czyliniedalekostąd.

DziałajątakżewhrabstwieLeicester,azatemnagranicynaszychdóbr.Niektórym
sąsiadomgrożonośmiercią.

-Anthony,przecieżwtejokolicyniemafabryk.Sądziłam,żeciludzieniszcząprzędzarki.

-Zwykleatakująrozmaiteurządzenia:maszynydziewiarskie,przędzarki,warsztaty
tkackie,aleteraznadomiarzłegopodpalająteżstodołyorazstogisiana,awkrótceruszą
pewnienaprywatnedomostwa.

-Kiedychceszwyjechać?-zapytała.

background image

-Jutrooświcie.Jeślisobieżyczysz,możemypodrodze,odwiedzićAbbotQuincey.W

Grangebyłabyścałkiembezpieczna.Twójwujsformowałsilnyoddziałzłożonyz
ochotników.

-GdybędęztobąwLondynie,teżmisięnicniestanie.Niemasznicprzeciwkotemu,
żebymtowarzyszyłaciwpodróży?

Popatrzyłnanią,ajegominaświadczyłaowalcenadzieizcynizmem.Pochwiliznów
przybrałkamiennywyraztwarzy.

-Ależskąd-odparłcicho.Podczasjazdynapołudniezostawiłpowożeniestangretowi,
więcIndianabrałaotuchy.Możeskłonnybyłjejprzebaczyć?Rozmawialiokrajobrazie,
planachdotyczącychmajątkuirozruchachszerzącychsięwposzczególnychhrabstwach.

-Możewnetustaną-rzuciłapółgłosem.

-Mamnadzieję,bowprzeciwnymrazienastąpiąsurowerepresje.Władzesąmocno
przerażone.Mówisięoszubienicyideportacjach.

-Tysięztymniezgadzasz,prawda?

-Słusznauwaga,mojadroga.Zubożalibuntownicyspowodowalizałamanieeksportu,co
mateżzwiązekznapoleońskąblokadą.PołowaludnościNottinghamżyjeterazz
jałmużny.Cenachlebajestwysoka,więcniemogąwyżywićrodzin.

-Napewnoinnipodzielajątwojąopinię.

-Owszem.Pewniesięzdziwisz,gdypowiem,żejednymzmoichstronnikówjestlord
Byron,którybłagałomiłosierdziedlawinowajców.

-Wielkienieba!Sądziłam,żetobufoninikczemnik.

-Znowupochopnaocena,Indio?-Pożałowałtychsłów,ledwiezostaływypowiedziane,
bonapowrótzamknęłasięwswojejskorupie.

PrzytykIshamarozstroiłjąponadwszelkiewyobrażenie,alestarałasiętegonieokazać.

Postanowiła,żeniedamuwięcejpowodudokrytycznychuwag,więcpodczasdługiej
podróżyanirazunieposkarżyłasię,żecierpnąjejnogi,apowóztrzęsienagorszych
drogach.Ukradkiemodetchnęłazulgą,gdywjechalidomodnejdzielnicyLondynui
zatrzymalisięnaGrosvenorSquare.

PowspaniałościachHambledonbezzdziwieniastwierdziła,żemiejskidomIshamama
wyjątkowokorzystnąlokalizację,natomiastwystrójtrochęjązaskoczył.Westchnęłaz
zachwytu,gdyweszładogłównegosalonu.Bezpretensjonalnaelegancjabarwisprzętów
odpowiadałajejgustowi.LordIshamnieuległwszechobecnejmodzienaorientalną
stylizację.Meblebyłyangielskie,nawetlaikstwierdziłbyodrazu,żezostaływykonane
przezmistrzówwswoimfachu.

ZgodniezoczekiwaniamiIndiiwlondyńskiejsiedzibiewszystkobyłoperfekcyjne,czemu
trudnosiędziwić,zważywszynaliczebnośćsłużby.Poznaławszystkich:głównego
kamerdynera,ochmistrzynięiszefakuchni,lokai,pokojówki,odźwiernego,nawet
najniższerangąpomywaczki.

-Znajdziesiętudlamniejakieśzajęcie?-spytała,uśmiechającsiędoIshama.-Tendom

background image

funkcjonujezprecyzjąszwajcarskiegozegarka.

-Owszem-przytaknął,rozglądającsiępopokoju.-Inaczejbyćniemoże.Gdycała
socjetazjedziedoLondynu,niestarczyciczasunazajmowaniesiędetalami.Terazwieje
nudą,bowstyczniuwszyscyuciekająnawieśitrudnoznaleźćtowarzystwo.

-Mnietonieprzeszkadza-odparłaszczerze.

-Zapewne.-Przyjrzałjejsięuważnie.-Mamdlanasodpowiedniezajęcie.Powinnaś
wybraćstrojenanadchodzącysezon.MamcięumówićzmadameFelice?

-Doskonałypomysł.-Cheshiretoprowincja,aleitakIndiazdałasobiesprawę,żejestźle
ubrana.Zakupieniemodnychstrojówbyłonaglącąpotrzebą.-Madamechybamnie
przyjmie.Ktośobiecałszepnąćzamnąsłówko.

-Napewnosięznamizobaczy.-PoważnatwarzIshamawypogodziłasięnagłe.-

Możeszbyćtegopewna.

-Nas?-powtórzyłaIndia.

-Oczywiście!Zamierzamcitowarzyszyć.Byłananiegotrochęzła.Miałjąchybaza
prostaczkęniezdolnądowybraniastosownejgarderoby.Śmiechuwarte!Przecieżdla
wszystkichznanychjejpanówsalonmodybyłgorszyniżizbatortur.Czułanasobie
badawczespojrzenieciemnychoczu.WkońcuIshamwybuchnąłśmiechem.

-Chceszwiedziećdlaczego,mojadroga?Interesująmniewszelkieprzejawyżycia
gospodarczego,apozatymmuszędopilnować,żebyśsamodzielniewybrałasuknie.Nie
uwolniszsięodemnie.RazempojedziemydomadameFelice.

-Milordzie,niedostałeśjeszczerachunkuodkrawcowejzNorthampton-odparła
zaniepokojona.

-Wątpię,żebyjegowysokośćspędzałamisenzpowiek-odparłlekceważąco.-Indio,
przezparędnibędęmiałmnóstwozajęć,więcjedźmyjutroponowekreacje.

Wkrótceprzestaławątpić,żeIshamjestwstanieumówićjązmodnąkrawcowązdniana
dzień,bonalistwysłanyprzezposłańcanatychmiastprzyszłaodpowiedź.MadameFelice
napisała,żezradościąspotkasięjutrozlordemiładyIsham.

NastępnegodniaIndiapełnaobawpatrzyłanaswojeodbicie.Wbrązowympłaszczui
skromnymczepkubyłojejdotwarzy,aleniesposóbukryć,żetorzeczyzpoprzedniego
sezonu.Madamebędziemusiałaprzywołaćnapomoccałytalent,żebyprzemienić
brzydkiekaczątkowprawdziwąmodnisię.Indiaspodziewałasięnajgorszego,lecz
przeżyłanadzwyczajmiłezaskoczenie.

Byłazdumiona,gdygwiazdalondyńskiejmodyokazałasięurocząpanienką.Zamiast
przerażającejdyktatorkistałoprzedniąuśmiechniętedziewczę,któregrzeczniepoprosiło
gości,byzechcieliusiąść.MadameFelicesprawiaławrażeniezakłopotanej,więcIndii
wydawałosię,żezaszłapomyłka.Taszczupłablondyeczka,prawdziwapięknośćo
cudownychoczach,byłazbytmłoda,żebyzrobićzawrotnąkarierę.

Indiazmieniłazdanie,gdyobejrzałaparadęmodelekprezentującychkreacje.Odrazu
stałosięjasne,żewyszłyspodrękiprawdziwejartystki.Wybórbyłtrudny,więcIndianie
potrafiłasięzdecydować,chętnienatomiastzniknęławgarderobie,żebyprzymierzyć

background image

suknie.

Ishammówiłniewiele,lecznajwyraźniejczułsięswobodniewwytwornymsaloniemódi
bezobawdotrzymywałtowarzystwamadameFelice.GdyIndiawróciła,rozmawializ
ożywieniem.Zastanawiałasięprzezmoment,jakudałoimsięznaleźćtematciekawydla
obojga.Przyglądałasięnienagannieskrojonejsuknimadameijejfryzurzezdradzającej
stylnajlepszejlondyńskiejfryzjerki,zpochodzeniaFrancuzki.

-Zechcepani,milady,zdaćsięnamójgust?-spytałanieśmiałomadame.Indiakiwnęła
głową.-Wtakimraziedarujemysobiefalbankiikokardy.Widzępaniąwbarwach
klejnotów.Mocnezielenieibłękity,niekiedyzłoto.Urodatkaninpodkreślikolorpani
włosóworazpięknącerę.-Umilkłanamoment.-Wzrosttokolejnyatut.Mojesuknie
wyglądająznakomicienadamachotakiejfigurze.

-Wszystkiesąbardzopiękne-odparłaIndia.-Samaniewiem,którewybrać.

-Zechcepanipolegaćnamnie?Jegolordowskamośćzaproponowałjużtamtestrojena
wczesnąwiosnę.-Wskazałagrupęmodelekprezentującychsukniezpołyskliwego
aksamituipelerynykrytedoskonałąwełną.

-Wszystkie?

-Naturalnie-wtrąciłstanowczoIsham.-Porawybraćnakryciagłowy.Tuniebędęsię
wtrącać.

Czekałcierpliwie,gdyprzeszłydosąsiedniegopokoju.Szybkoznalazłyodpowiednie
kapelusze,ponieważmadameFelicemiałajużwyraźnypoglądiwizjęcałości.Wkrótce
podziękowałanowymklientomzaodwiedzinyipożegnałaichuprzejmie.Ishamkazał
jechaćnaGrosvenorSquareipopatrzyłnażonę.

-Czemuzamilkłaś,Indio?Mamnadzieję,żepodobającisięnowestroje.

-Jestemoszołomiona.Dziękuję,żebyłeśtakihojny.

-Całaprzyjemnośćpomojejstronie,aleprzestańsobiezaprzątaćtymgłowęinie
przejmujsięrachunkiem.

-Bardzochętnie!Wciążmyślęomadame.Przyznaję,żejestemzaskoczona.Niesądziłam,
żetomłodaosoba.

-Moimzdaniemposiadawyjątkowytalent.

-Niewątpliwie.Wieszcośoniej?JestFrancuzką?Niesłyszałamobcegoakcentu.

-Dlawszystkichstanowizagadkę,mojadroga.Nicniewiadomoojejpochodzeniu.

Zastanawiafakt,żewciąguparumiesięcyzyskałabardzowysokąpozycjęwświecie
mody.

-Słusznauwaga.ZarazponaszymwyjeździezLondynuzaczęłynadchodzićlistyod
przyjaciółekwychwalającychjejniebywałezdolności.

-CzytwoiznajomisąterazwLondynie?Chętnieichpoznam,jeśliuznaszzastosowne,
żebyprzyszlidonasnakolację.

-Zrobięmaływywiad,aleobawiamsię,żezjadądopieronapoczątkukwietnia,gdy

background image

zaczniesięwiosennysezon.

-Rozumiem,mojadroga.Zresztąimyniezabawimytudługo.Zadzieńlubdwazakończę
wszystkiespranyiwrócimydoAbbotQuincey.Cieszyszsiępewnienaspotkaniez
rodziną?PókijesteśmywLondynie,wybierzsięzNanpozakupy.SugerujęBondStreeti
BurlingtonArcade.

PrzezkilkanastępnychdniIndiarzadkowidywałamęża.Niepytała,czymsięzajmuje,a
onnicjejniemówił.Naszczęście,myślałazulgą,wyglądanato,żebaletnicaprzestała
interesowaćjegolordowskąmość.Wieczoryspędzałwdomuijadałzniąkolacje.

Skorzystałazjegopropozycjiiposzłaposprawunki.Kupiłabutyirękawiczki,szalei
chusteczki,atakżeprześlicznyworeczek,któryodrazujejsięspodobał.Przestałaszastać
pieniędzmi,gdydodomuzaczęłyprzychodzićrozmaitepakunki.Wjednymznichbyły
dwiefutrzanemufki.WspomniałaIshamowi,żeichniezamówiła.

-Chybajeodeślę-powiedziała.

-Nieradzę,bosampoleciłem,abyjeprzysłano-odparł.-Pamiętajouciążliwościach
angielskichzim.Lutyimarzecbywająchłodne.

Podziękowałazakolejnyprezent.Ciepłamufkaprzydałasiębardzo,gdypodkoniec
tygodniawyruszylidoAbbotQuincey.

ROZDZIAŁDWUNASTY

WGrangepanowałokropnyzamęt,boLettymiaławkrótcewyjechaćzmatkądoBristolu,
aGileszamierzałimtowarzyszyć.

-Czyżtoniecudowne”?-IsabelRushfordniewierzyławłasnemuszczęściu.-LadyWells
naszaprosiła.

-PrzestałasięsprzeciwiaćtwojemumałżeństwuzOliverem?-wypytywałaIndia,
spoglądającwroziskrzoneoczyLetty.

-Najwyraźniej-usłyszaławodpowiedzi.-Oczywiściepojedziemy,oilelordIsham
użyczynampowozu.

Lettyuśmiechnęłasiępromienniedoszwagra,któryskłoniłgłowę.

-Naturalnie.Cieszęsiętwoimszczęściem-odparł,spoglądająckpiąconaIndię,która
doskonałewiedziała,ocochodzi.

NieznośnamatkaOliveradostrzegłaszansęnapowinowactwozutytułowanym
arystokratą,cobyłobydlaniejbiletemwstępudonajwyższychsfer,bowiedziano,że
Ishamjestprzyjacielemksięciaregenta.Zapomniaławięcowszelkichuprzedzeniach.

-Czekaliśmyzwyjazdemdowaszegopowrotu-tłumaczyłasiostrzeLetty-bonie
chcieliśmy,żebyLuciazostałasamawGrange.

-GdziejestHenry?-zapytałIsham,marszczącbrwi.

-Niewiemy-wtrąciłazatroskanaLucia.-Niepokazałsię,odkądprzybyliśmytutajz
zajazdu„PoAniołem”.Myślisz,żespotkałogocośzłego?

-Małoprawdopodobne,mojadroga.Zpewnościądotarłabydonasjakaświadomość.

background image

Bardzoproszę,przestańsięmartwićoswegowłóczykija.Indiaijadotrzymamyci
towarzystwa.-Ishamująłdłońmacochyiścisnąłlekko,żebyjejdodaćotuchy.

-Cieszęsięzwaszegopowrotu-odparłaizwróciłasiędoIndii:-Musiszwiedzieć,
kochanie,żetwojarodzinaprzyjęłamniewyjątkowoserdecznie.

-Miłomitosłyszeć.-WzruszonaIndiapocałowałająwpoliczek.ZostawiłaIshamaw
towarzystwiepańiposzłazLettynagórę.

-Och,Indio,wydajemisię,żewiekminąłodnaszegoostatniegospotkania.Niemogę
uwierzyć,żespełniasięmojenajskrytszemarzenie.Proszę,życzmiszczęścia.

-Wszędzieiokażdejporze.-Indiaobjęłamłodsząsiostrę.-Oddawnategodlaciebie
pragnęłam.

-Przyznaj,żejesteśwyjątkowąszczęściarą!-Indiapozostawiłabezodpowiedzitę
ostatniąuwagę.Łzyzakręciłyjejsięwoczach,aLettyodrazutospostrzegła.-
Siostrzyczko,cocijest?Przecieżnierozstajemysięnazawsze.Będziemysięczęsto
odwiedzać.

-Tak.Właściwie…

-Muszęwiedzieć,wczymrzecz,skarbie.JeśliIshamciuchybił,samasięznim
rozmówię.

Indiazdobyłasięnasłabyuśmiech,boLettyprzypominałamłodąnastroszonąkwokę
gotowądaćnauczkędrapieżnemulisowi.Widokbyłzarazemzabawnyiwzruszający.

-Jestnaodwrót,siostrzyczko.Zawiniłamwobecniegoiokropniesiępokłóciliśmy.

-Szybkodojdziemiędzywamidozgody.Ishamodtakdawnajestwtobiezakochany…

-Och,przestań!Niewmawiajmitakichrzeczy!Niewiem,dlaczegotakmuzależałona
ślubie.-Indianiepróbowałapowstrzymaćłez.

-Niewiesz?Powiemci,Indio.Jestemnaciebiezła,itobardzo.Zawszeciępodziwiałami
wydawałomisię,żemaszdużozdrowegorozsądku,aleteraznabrałamwątpliwości.
Zadawałaśsobiepytanie,czemuIshampoprosiłotwojąrękę?

-Oświadczynydotyczyłynasobu.Iciebiegotówbyłpoślubić.

-Czyżby?Proponuję,żebyśjegootozapytała.Jesteśskończonąidiotką!Kochałsięw
tobieodwielumiesięcy.

-Bzdura!Przecieżznamysięzaledwiekilkatygodni.

-Niesłyszałaśnigdyomiłościodpierwszegowejrzenia?Ishambyłprzytym,jak
wyśmiałaśBrummella.Wtedysięwszystkozaczęło.Odtamtejporybaczniecię
obserwował.

-Byłamśledzona?-odparłazgoryczą.

-Niezapominaj,żeIshamsłużyłwwojskuibyłdowódcą.Staranniezaplanował

miłosnypodbój.Widział,żeodstraszaszwielbicieli,którzyzdobylisięnaodwagę,by
okazaćcizainteresowanie.

background image

-Niebyłoichwielu.

-Oczywiście.Samadotegodoprowadziłaś.

-Toprawda,żeszydziłamzmężczyzn,ależadenniezawładnąłmoimsercemtakjak
Olivertwoim.ZresztącóżtomawspólnegozIshamem?Wtedyniebyliśmysobie
przedstawieni.

-Cobytozmieniło?Sądzisz,żepotraktowałabyśgoinaczejniżpozostałych?

-Chybanie-odparła,uśmiechającsięmimowoli-alepowinienbyłzaryzykować.

-Zastosowałinnątaktykę:postanowiłnajpierwzaprzyjaźnićsięztobą,alezabrakłoczasu
nazrealizowaniekampanii.Dopieropośmierciojcadowiedziałsię,czyjąjesteścórką.

NadomiarzłegonatychmiastopuściłyśmyLondyn.

-Zadziwiające!Jesteśdobrzepoinformowana.

-Indio,niedomyślaszsię,czemuzmieniłamzdanienatematwaszegomałżeństwa?

Ishamwyznałmi,coczuje,tegosamegodnia,wktórymsięzaręczyliście.Niedziwiłocię,
żetakczęstoszepczemypokątach?TylkoczęśćnaszychrozmówdotyczyłaOlivera.

-Powinnaśimniewtajemniczyć!

-Ishamkazałmiprzysiąc,żeprzedwaszymślubemnieujawnięsekretu.Popierwsze,
słusznieprzypuszcza,żeobwiniaszgoośmierćojca,atakżeonasząfinansowąruinę.Po
drugie,wątpił,czyuwierzysz,żemusiępodobasz,niemówiącjużomiłości.

-Niewyglądaminaczłowiekagotowegowielbićukochanązdaleka-zauważyła
powątpiewającoIndia.

-Gdybymbyłaładna,możedałabymtemuwiarę,aletakniejest.Potrzebował

spadkobiercyikoniec.

-Namiłośćboską,oczymtymówisz?-Lettyzarumieniłasięlekko.

-Błagam,niewmawiajsobie,żemunamniezależy.Onmnienietknie.-Głosjejzadrżał.
-Daremniepróbowałamsięznimpogodzić.Odsunąłsię,kiedypołożyłamdłońnajego
ramieniu.ZostałamladyIsham,aleniejestemżonąAnthony’ego.-Ukryłatwarzw
dłoniachirozpłakałasię.

-Siostrzyczko,przestańsięzadręczać!Zapewneogarnęłygowyrzutysumienia,bow
znanychokolicznościachpraktyczniewymusiłnatobieprzyjęcieoświadczyniszybki
ślub.

Niewidziałinnegosposobu,bycięzdobyć.

-Wtakimraziejestnajwiększymgłupcem,jakiegowżyciuspotkałam.

-Niemaszracji-tłumaczyłaLetty.-Ishamznacięlepiejniżtysama.Powiedzmi
szczerze,czyprzyjęłabyśgo,znającwszystkiefakty?

-Ależskąd!Letty,takbardzochciałabymciuwierzyć,aleniepotrafię.Czujęsię
bezradna,ponieważ…bardzogokocham.-Gdyuniosłazapłakanątwarz,Lettypopatrzyła
naniązuśmiechem.

background image

-Zastanawiałamsię,jakdużoczasubędzieszpotrzebowała,abytoodkryć.Jestempewna,
żewszystkosięułoży.Powieszmu,coczujesz?

-Niepotrafię.Umarłabymzrozpaczy,gdybyrazjeszczemnieodtrącił.

-Wtakimrazieniespieszsię,kochanie.-Lettypostanowiłazmienićtemat.-Comyśliszo
Hambledon?

-Istnezamczysko!Hambledonopuściliśmywpośpiechu,boIshamdostałwiadomośćz
Londynu.Spędziliśmytamzaledwieparędni.Nalegał,żebyśmywrócilidoAbbot
Quincey.

Wiesz,dlaczegotakmunatymzależało?Lettypokręciłagłową.

-Niemampojęcia.Zamieszkiwywołaneprzeztkaczyprzybierająnasile.Podobnow
lasachwidywanoświatła.Pewnietokłusownicy.

-Niezdradzalibywtensposóbswojejobecności.Czybuntownicypojawilisięwnaszym
majątku?

-Tak!-DłonieLettydrżały.-Och,Indio,jestemokaprzerażona.Cieszęsięzpodróżydo
Bristolu,botampanujespokój,leczniechciałabymciętuzostawić.

-Damysobieradę.Rządnareszciezacząłdziałać,wysyłającbatalionydragonówi
piechoty,atakżezachęcającdotworzeniaoddziałówochotniczych.

Lettynabrałaotuchyizaczęławypytywaćoinnenowiny.

-OdwiedziłaśmadameFelice?

-Tak.Byliśmytamwedwoje.Ktobypomyślał?

-Takmisięwydawało.-Lettypogłaskałaaksamitsukni.-Jestśliczna.Pięknyodcień
zieleni.Czymadamejestrzeczywiścietakanieprzystępna,jakopowiadają?

-Ależskąd!Niewierzyłamwłasnymoczom.Tomłoda,uprzedzającogrzecznakobieta.

MoimzdaniemniejestFrancuzką.Aniśladuobcegoakcentu.

-Taksądziłam.Większośćrenomowanychkrawcowychprzypisujesobiefrancuskie
pochodzenie.

-Owszem,alemamteżinnewątpliwości.MadameFelicejesturoczaiświetnieubrana,co
zresztąwydajesięoczywiste,alegdywpewnymmomencieodwróciłagłowę,wydałami
sięznajoma.Odniosłamwrażenie,jakbymjąkiedyśspotkała.Pewnietowinaoświetlenia.

Obracałyśmysięprzecieżwodmiennychsferach.

-MożnenatknęłaśsięnaniąwsklepachprzyBondStreetalboBurlingtonArcade?

-Zapewne,choćtyijaprzebywającostatniowLondynie,rzadkotamchodziłyśmyze
względunawysokieceny.

-Terazniemusiszsięnimiprzejmować.Dużonakupiłaś?

-Osłupiejesz,gdyzajrzyszdomoichkufrów.-Indianareszciepoweselała.-Mojejedyne
zmartwieniepoleganatym,abyznaleźćczasisposobnośćpokazaniatylukreacji.

MożeweźmieszkilkadoBristolu?Możnajedopasować.

background image

-Wykluczone!-Lettypokręciłagłową.-Chodź,Indio,pomożeszmiwpakowaniu.

Chcemyjaknajszybciejwyruszyć,aMartaniemaczasu,bomamajestdlaniej
najważniejsza.

-Jedziezwami?

-Spróbujjąpowstrzymać!Jakopokojówkawielkiejdamyznajlepszegotowarzystwa
zajmujepozycję,októrejnieśmiałanawetmarzyć.Okropniezadzieranosa.

RoześmianesiostryposzłydopokojuLettyRadośćokazałasięzaraźliwa.Indiaczułasię
niemalszczęśliwa,gdynastępnegodniażegnałagrupkęnajbliższych.Dopókipowóznie
zniknąłjejzoczu,wokniewidziałarozpromienionątwarzLetty.Miaładoskonały
pretekst,żebyprzyjaźniezagadnąćIshama.

-DziękitobieLettyjesttakaszczęśliwa-powierzałaciepło.

-Przynajmniejjednomisięudało,prawda,Indio?-Ironicznyuśmiechsprawił,że
pożałowałaserdecznychsłów.

Odwróciłasiębezsłowaizostawiłagosamego.Byłaskazananażyciezmężczyzną,który
okazywałjejtylkochłódipogardę.Wyprostowałasiędumnieiobiecałasobie,żechoć
Ishamnicinnegoniemiałdozaoferowania,mimowszystkobędziesięstarałazachować
pogodęJucha.Poszładobiblioteki,żebyszukaćpociechywlekturze.Tomwierszy
zatytułowanyKublaKhanfascynowałwschodniąegzotyką,lecznajbardziejurzekłją
poematTheAncientMariner.Poddałasięczarowimonumentalnejwizji,wstałaizaczęła
chodzićpobibliotece,czytającgłośno.

Naglepoczuła,żemałapiąstkaciągniejązaspódnicę.SpojrzaławdółidostrzegłaJoe,
któryskuliłsiępodbiurkiem.ObokprzycupnąłTom.Chłopcybyliprzerażeni.

-Cocijest,dziecko?Przestraszyłeśsię?Niemaobawy.Nicsięniestało,tozmyślona
opowieśćożeglarzuiogromnymptaku.

-Nietegosięboję!Musipanienkawyjechać!

-Przecieżniedawnowróciliśmy.Niecieszyszsięzespotkania?

Zdziwiłasię,gdyścisnąłdobólujejrękę.

-Proszęuciekać!Taktrzeba,panienko!Widzieliśmygo!Myśleliśmy,żewięcejniebędzie
siętupętać,aleprzyjechał.

-Nierozumiem.Okimmówisz?Joezacisnąłwargi,apochwilidodał:

-Niechpanienkanasposłucha.Tymrazempostawinaswoim-tłumaczyłwpanice.

Indiausiadłanapodłodzeiprzyciągnęłagodosiebie.

-Cóżtozatajemnica,Joe?Ktościęnastraszył?Postaramsię,żebyzostałukarany.-

Gdypokręciłgłowąipróbowałsięodsunąć,Indiaoznajmiłastanowczo:-Powinieneś
mniesłuchać.Jegolordowskamośćrozgniewasię,gdydowiesięotwoim
nieposłuszeństwie.

Joenadalmilczał,aleIndianieoczekiwaniezyskałasojusznika.

background image

-Musiszpowiedzieć!-zawołałTom,chwytajączcałejsiłybratazarękę.

-Nieufaszmi?-nalegałaIndia.-Wtymdomujesteśbezpieczny.

-Alepanienkaniebyła.-Joeskrzywiłsię.Wpierwszejchwiliniemiałapojęcia,wczym
rzecz,aleprzypomniałasobieowypadku.

-Masznamyślitamtendzień,kiedyspadłamzpierwszegopiętra?Tonieszczęśliwyzbieg
okoliczności.

-Askąd!ObajzTomemwidzieliśmytegołobuza,panienko.Otworzyłdrzwinagórzei
zabrałklucz.

-Kto?Jedenzrzemieślników?

-Toniebyłrzemieślnik.-Joeunikałjejwzroku.-Panienko,mygowidzieliśmyi
dawniej,kiedyfabrykasiępaliła.

-Alekogo?-Chłopiecniechciałmówić,więcpotrząsnęłanimdelikatnieioznajmiła:-

Zrozum,skororozpoznałeśtegoczłowieka,możnagopowstrzymać.

Joebezsłowapatrzyłnaniąoczymapełnymiłez.

-Tobogacz.Znajomypanienki-wtrąciłnaglejegobrat.

-Jakibogacz?Tom,okimtymówisz?Obajspojrzelinaniąinaglezaczęlimówićjeden
przezdrugiego.

-OnsięnazywapanSalton.Słyszeliśmy,jakdawałrozkazywfabryce.

-Niemożliwe!-Indiamiaławrażenie,żesercezamarłojejwpiersi.-Topomyłka!

-Nie,panienko.-Gdyprawdawyszłanajaw,Joeodrazunabrałpewnościsiebie.-Nie
widziałagopanienka,kiedyspadłazwysoka?

-Rzeczywiściektośdomniepodszedł-przyznałaIndia-aleszybkozniknął.

-Tonapewnobyłon.Zwiał,bomniezobaczył.

Indiapoczuła,żestrachchwytajązagardło.Niemiaławątpliwości,żechłopcymówią
prawdę,aletrudnobyłowniąuwierzyć.GdybyIshamnieujawniłinnychpostępków
Henry’ego,niedałabysięprzekonać.

Joepociągnąłjązarękaw.

-Terazpanienkawyjedzie,co?-nalegał.-Onichtuprzyprowadzidziświeczorem.

Indiaznieruchomiała,niewierzącwłasnymuszom.

-Cotyopowiadasz?-szepnęła.

-Oninapadają,panienko-tłumaczyłcierpliwieJoe.-Powiedziałim,żetusięmożna
obłowić.

-Zamierzaprzyprowadzićdonastęhałastrę?Joe,tomisięwgłowieniemieści.Jak
możeszrozsiewaćplotki?

-Jakieplotki?Byliśmytam.Wszystkosłyszeliśmy.

background image

-Wjakisposób?Chodziliścienaichzebrania?

-Nopewnie!Niezwracająuwaginatakiemikrusy.Chybawogólenasniewidzieli.

-Miejmynadzieję.-Indiaprzytuliłachłopców.-Obiecajciemi,żezachowacietewieściw
tajemnicy.MuszęznaleźćlordaIshama.-Gdyzorientowałasię,żechłopcynadalsą
wystraszeni,dodała:-Niebójciesię.Onbędziewiedział,cozrobić.

Chybaichprzekonała.Wysunęlisięzjejobjęćiwybiegli.Gdyzostałasama,zadzwoniła
naTibbsa.

-Widziałeśjegolordowskąmość?-zapytałapospiesznie.-Chcęznimpomówić.

-Wyjechałkonnopółgodzinytemu.

-Powiedział,dokądjedzie?

-Nie,milady,alewcześniejmówił,żemacośdozałatwieniawNorthampton.

-Dziękuję,Tibbs.Gdypanwróci,zawiadommnienatychmiast,dobrze?

-Oczywiście,milady.-Kamerdynerpopatrzyłzniepokojemnaswojąpanią.Zbladła,
jakbyladachwilamiałazemdleć.-Czyprzynieśćcośdopicia?

-Nie,dziękuję.-Indiaodprawiłagoiusadowiłasięwfotelu..

Wgłowiemiałazamęt.JakpowiedziećmężowioknowaniachHenry’ego?Niemiałabydo
niegopretensji,gdybyodrzuciłteoskarżenia.Wgłowiesięniemieści,żebratchciałbygo
skrzywdzić.Tobolesnycios,alefaktymówiłysamezasiebie.Daremniełudziłasię,żeJoe
iTompopełniliomyłkę.Intuicjapodpowiadałajej,żemówiliprawdę.Wszystkie
tajemnicenaglesięwyjaśniły.

OdsamegopoczątkuHenrypróbowałjązniechęcićdomałżeństwazIshamem,sprytnie
przemycająckrytyczneuwaginajegotemat.Czypróbowałudaremnićichślub?
Wzdrygnęłasię.Gdybyspadłanakamiennąpodłogęizabiłasięnamiejscu,Henry
pozostałbyspadkobiercąIshama.

Pobladłajeszczebardziej.Całeszczęście,żeJoeiTomprzybiegliwtedynapomoc.W

przeciwnymrazieHenrymógłbyrozbićjejgłowę.Potemstwierdzonobyśmiertelneurazy
czaszkispowodowaneupadkiem.Indiaukryłatwarzwdłoniach.CzyHenrybyłzdolny
po-pełnićmorderstwo?

Minęłotrochęczasu,nimodzyskałaspokój.Jeślichłopcysięniepomylili,ataknastąpi
dziświeczorem.Ishammusitemuzapobiec.PałacwGrangewzniesionozkamienia,więc
pożarniebyłpoważnymzagrożeniem,aleduże,wysokieoknaparteruniestanowiłydla
tłumużadnejprzeszkody.Łatwomożnawybićszybyiwtargnąćdośrodka.

Asłużba?Wartobyuzbroićstajennychiogrodników,aleTibbsmajużswojelata,więc
niestaniedowalki.Jakgarstkaludzimaodeprzećzmasowanyatak?NawetGiles
wyjechał.

Zdawałasobiesprawę,żeHenrysprytniezaplanowałnapaść.Czekałcierpliwie,ażw
pajacuzostanądwieupatrzoneofiary.

Dwie?O,tak,byłategopewna.Henryzamierzałusunąćzdrogibrataijegożonę.W

background image

przeciwnymrazienieodziedziczyłbydóbr.Przestaładrżeć,gdyogarnąłjązimnygniew.

Postanowiławalczyć.Niebędzieczekałabezradnieniczymofiarnybaranek,aż
zaprowadzająnarzeź.Udaremniponadtozrzuceniewinynabuntowników.Nawetjeśli
przyjdziejejzginąć,zabierzeHenry’egonatamtenświat.

Ponowniechwyciładzwonek.

-Tibbs,czypanwrócił?

-Jeszczenie,milady.Napewnodałbymznać.

-Niewątpię!-Indiauśmiechnęłasiędoniego.-Czymaszkluczedozbrojowni?

-Sąwbiurkupana,milady.

-Przynieśmije,proszę.-Sądziła,żepoczujesiępewniej,gdybędziemiałajewdłoni.

Tibbsbezsłowaspełniłniezwykłyrozkaz,choćjegoobawyzwiązanez
niebezpieczeństwematakustopnioworosły.Ktośzapewneostrzegłpanią.Tibbsniemógł
siędoczekaćpowrotupana.Indiapodzielałajegogorącepragnienie,leczdzieńmijał,a
Ishamsięniepojawiał.Kołopołudniausiadładoobiaduzjegomacochą.Luciadostrzegła
bladośćIndii.

-Drobiazg,lekkamigrena.Myślę,żepoobiedziepołożęsięnagodzinę.-India
zarumieniłasiępodjejbadawczymspojrzeniem.

-Wybacz,jeślitoimpertynencja,aleczekamniecierpliwie,ażsięzaokrąglisz.

-Nie!-odparłapodniesionymgłosem,leczwporęprzypomniałasobieodobrych
manierach.-Jeszczeniepora-dodała.

-Przeciwnie.Niesłyszałaśodzieciachpoczętychwczasiemiodowegomiesiąca?

Tesłowabyłyjakostatniakroplaprzepełniającakielichgoryczy.

-Zapewniam,żetojeszczeniepora-powtórzyła.Indianiebyławstaniepodtrzymywać
rozmowy.

Wstałaodstołu,przeprosiłaiodeszładoswegopokoju.Musiaławszystkoprzemyśleć.

Chłopcyniepowiedzieli,októrejgodzinienastąpiatak.JeślipodnieobecnośćIshama
samauzbroistajennychiogrodników,możesięośmieszyć.Wiedziała,żegajowistałe
nosząbrońipotrafiąsięniąposługiwać.Długozastanawiałasię,czydaćinnympistoletyi
karabiny,wkońcujednakuznała,żelepiejtegonierobić.Brońwrękachdyletantów
spowodujewięcejszkodyniżpożytku,aprzypadkowystrzałmożeskłonićtłumdoużycia
przemocy.

Dzieńdobiegałkońcaizapadałzmierzch.IndiaznówwezwałaTibbsa.Musiałagoprosić
opomoc,choćbymiałuznaćjązadziwaczkę.Niedbałaoto.

-Doniesionomi,żemożemysięspodziewaćataku,zapewnedziśwnocy-tłumaczyła
pospiesznie.-Służbajeterazkolacjęnadole?

-Tak,milady.-Tibbskiwnąłgłowązniezmąconymspokojem.

-Byćmożetofałszywyalarm,więcnieżyczęsobiepanikiwśródkobiet.Mógłbyś

background image

dyskretnieprzesłaćwiadomośćgajowymi?Chciałabym,żebyzajęlistanowiskanadrodze
iczekalinajegolordowskąmość.Chybaniewartoszukaćgoprzezposłańców.

-Owszem,milady.Niejesteśmypewni,skądnadjedzie.

-Wtakimraziemusimysamisobieradzić.Niechmężczyźnitejnocyzostanąwpałacu
uzbrojeniwkijeito,cojestpodręką.Przedewszystkimmuszązachowaćczujność.
Gdybydziałosięcośzłego,niechnatychmiastzejdądopiwnicy,adrzwizamknąod
środkanaklucz.Niesądzę,żebytłumpróbowałsiętamwedrzeć.Szukainnychofiar.
Gdybyjednakwaszaatakowali,moimzdaniempowinniściestanąćdowalki.

-Oczywiście,milady.Indiapopatrzyłananiegozuśmiechem.Miałtakąminę,jakby
kazałamuwłaśniepodaćherbatęwsalonie.Terazsięprzekonała,żestaryTibbsto
prawdziwyskarb.

-Mamyrównieżinnyproblem,milady.CozpaniąiladyLucią?

-Zabierzciejązesobą.Japóźniejdowasdołączę.Otworzyszmidrzwitylkowówczas,
gdyusłyszysztakisygnał.-Rytmiczniezapukaławblatbiurka.-Niezapomnijo
chłopcach.

Uważajnanich.

Tibbswyprostowałsięzgodnością.

-Będęmiałszczególnebaczenienajejlordowskąmośćidwojedzieci,milady.

-Doskonale!-Indiauśmiechnęłasięznowu.-Polegamnatobie.Czyprzychodzącido
głowyinneśrodki,któremoglibyśmyzastosować?

-Wartobyrozstawićkandelabryzpłonącymiświecamiwwielupokojach.Niechsię
wydaje,żewpałacutrwaprzyjęcieiżebawiunaswielupanów.

-Doskonałypomysł!Uważajtylko,abynierozeszłysięplotki,bowybuchniepanika.

Tibbsskłoniłsięiposzedłwypełnićrozkazy,aIndiazostałasama.Zastanawiałasię,co
jeszczemożnazrobić.WkrótceponowniezadzwoniłanakamerdyneraIwręczyłamu
kluczedozbrojowni.

-Przynieśmi,proszę,dwanabitepistolety-poleciła.Zawahałsięporazpierwszy,więc
zapewniła:-Umiemsięznimiobchodzić.Mójbratjestniezłymstrzelcemisamudzielał
milekcji.

Tibbspochyliłgłowęwukłonie.Toniebyłaodpowiedniachwilanaspory,chociażnie
miałpewności,czyjegopanuspodobałobysiętożyczenie.

-Czykolacjępodaćozwykłejporze,milady?-spytałpopowrocie.

GdywręczyłIndiipistolety,miałaochotęwybuchnąćśmiechem.Opanowałasięzobawy,
żeTibbsuznajązahisteryczkę,podczasgdysamwywołałtenatakwesołości,z
niezmąconymspokojemwypełniającpolecenie,zapewnenajdziwniejsze,jakiedotąd
słyszał.

-Owszem-przytaknęła.-LadyLuciazaniepokoiłabysię,gdybyśmynaglezmienili
porządekdnia.

background image

PrzedłużającasięnieobecnośćIshamazaczynałająmartwić.Czyżbykonnoobjeżdżał

majątek?Nasamąmyślotymprzebiegłjązimnydreszcz.Łatwojeststrzelićdo
samotnegojeźdźcazzamuraalbożywopłotu.Jakbezsensownewydawałysięterazich
nieporozumienia.

Przysięgłasobie,żejeśliocaleje,dziśwnocypołożyimkres.Tymczasemjednakmusiała
udawać,żeniczłegosięniedzieje.Umyłatwarziręce,apotemzeszładosalonu.

-Jaksamopoczucie?

-Znacznielepsze,dziękuję.

-Nadaljesteśblada,kochanie.Powieszmi,cociętrapi?

-NiepokojęsięoAnthony’ego-wyznałanagleIndia.-Zwyklewracadodomuznacznie
wcześniej.

-Obawiaszsięwypadku?-Zrozpaczonakiwnęłagłową,aLuciadodała:-Myteżoniego
drżymy.Niepokójoludzi,którychkochamy,jestzrozumiały,alewszyscyzachowujemy
sięniemądrze.Pamiętaj,żeAnthonytostarywiarus,jedenzulubionychtowarzyszybroni
Wellesleya.

SłowapociechypomogłyIndiiwytrwaćprzyposiłkudłużącymsięwnieskończoność.

Wcichościduchadziękowałaniebiosom,gdyLuciaoznajmiła,żepołożysięwcześniej.

-Chybapójdęwtwojeślady-odparła,całującjąwpoliczek.Wkrótceschroniłasięw
swoimpokoju.

Podeszładooknaispoglądałanapagórkowatykrajobraz.Zapadłjużzmierzch,ale
okrągłyksiężycwznosiłsięcorazwyżej.Plamyświatłaigłębokiecienierysowałysię
wyraźnie.CzyHenryprzyprowadziswoichludzimimopełni?Gdywpałacuzrobiłosię
cicho,zeszłanadół.

Salontonąłwblaskuświec.Tibbsichnieskąpił,zaciągnąłteżzasłony.Pokójwydawał

sięprzytulnyimiły,aleIndianiedałasięzwieśćpozoromspokoju.Usiadławfoteluobok
kominka,apistoletyumieściławzasięgurękinaniskimstoliku.Godzinymijały.
Drzemałaibudziłasięwielerazy,żebypopatrzećnawielkizegarwidocznyzholu.Nagle
usłyszałagłośnyzgrzytkamykównażwirowanympodjeździe,chybadeptałoponimwiele
stóp.

Wślizgnęłasiędociemnegoholu,odczekałachwilę,żebyoczyprzywykłydociemności,i
ukradkiemwyjrzałaprzezokno.Przebiegłjądreszcz.Zewszystkich>tronpodchodziły
poddomciemnepostaci.Byłyichsetki.Ludziezatrzymalisięnaczyjąśkomendęiku
oknompoleciałgradkamieni.Tylkojedenczłowieknierzucałnimiwszyby.

Odłączyłsięodmrocznejtyralieryiprzebiegłprzeztaras.

Zamekwdrzwiachirozbiteszkłozatrzymałogonachwilę,aleIndiazdążyławrócićna
swojemiejsceiukryćpistoletyzapaskiem,podwierzchniąsukienką.Siedziaławpatrzona
wzasłony,którerozchyliłysięidosalonuwkroczyłzamaskowanyintruz.

-Henry,zdejmijmaskę-powiedziałalodowatymtonem.-Chcępatrzećciwtwarz,kiedy
będzieszdomniestrzelać.

background image

-Zastanawiamsię,skądwiesz,mojadroga.Zostałaśpewnieostrzeżona.-Posłuchałjeji
wybuchnąłśmiechem.Oczybłyszczałymuzpodniecenia,alepistolettrzymałpewnąręką.

-Łatwocięprzejrzeć,więcniezyskałeśmegozaufania.

-Tosamomogępowiedziećotobie,jeślichceszznaćprawdę.Szczerzepodziwiamtwoją
odwagęimuszęprzyznać,żeposiadaszjedenbezcennyatut,którydotejporyudaremniał
mojewysiłki.-Gdyrzuciłamupytającespojrzenie,ciągnął:-Niewiesz,oczymmówię?
Chodziołutszczęścia.-Usiadłnablaciesekretarzykaustawionegowsaloniei
nonszalanckomachałnogą.-Pomyślećtylko…NagościńcudoNorthamptontwójpowóz
cudemsięniewywrócił.Aupadek?

Byłemprzekonany,żejużpotobie,lecztaksięniestało.Niestety,znówlosbył

przeciwkomnie!

-Jesteśgłupcem!Dajsobieztymspokój.Chcesz,żebyciępowiesilizamorderstwo?

-Wcalemisiętonieuśmiecha.Pozatymsamjestemszczęściarzem.Ponurytłum
wieśniakówzatrzewszelkieślady.Winaspadnienanich.Słyszyszwrzaski?Oniłakną
krwi.

Niktniezgadnie,ktoichpodburzył.

Indiawsunęładłoniepodnarzutkęidotknęłapistoletów.Niezastrzeliładotądżadnego
stworzenia.Czyzdołarozprawićsięzeswymprześladowcą?NastępnesłowaHenry’ego
rozproszyłyjejwątpliwości.

-GdzieAnthony?-zagadnąłuprzejmie.

-Wdomu-skłamała.-Chybagrawbilardzprzyjaciółmi.

-Tylkoniekłam,mojadroga.Hałasściągnąłbygotutaj,dociebie.-Podszedłbliżej,
wsunąłpalcewjejwłosyipociągnąłtakmocno,żepoczułaból.Miałałzywoczach.-
Pytamporazdrugi.Gdzieonjest?

-Niewiem!-jęknęła.-Czemuminiewierzysz?

-Szukałeśmnie?PodniosławzrokizobaczyłastojącegowdrzwiachIshama.Z

rozpacząstwierdziła,żejestnieuzbrojony.

-Uważaj!-krzyknęła.-Mapistolet!

-Widzę.-Ishampodszedłdobrata.-Awięctoprawda.Przewodzisztymludziom.Nie
chciałemwierzyć.

-Zawszebyłeśmięczakiem-drwiłHenry.-Niedlaciebietytułimajątek.Japowinienem
jedostać.Wiedziałbym,jakznichkorzystać.Czemuwszystkonależydociebie?Bo
przypadekzrządził,żeurodziłeśsiępierwszy.Byłemtwoimspadkobiercą.

Powinieneśzginąćnawojnie.Szkoda,żeprzeżyłeś.Terazjesteśżonatyipewniespłodzisz
dziedzica,ajazostanęograbionyznależnegomispadku.

-Niemaszracji,Henry.-WypowiedzianecichymgłosemsłowaLuciizaskoczyły
wszystkichobecnychwsalonie.-NiejesteśkrewnymAnthony’ego.Twójojcieczginął,
nimpoznałamlordaIshama.Nosiszjegonazwisko,alejesteśinnejkrwi,więcniemożesz

background image

dziedziczyć.:

-Kłamiesz,matko!-ZłośćwykrzywiłaurodziwątwarzHenry’ego.-Wszystkobędzie
moje.

-Nie,synu.

-Ktomniepowstrzyma?-Henrycofałsiękuoknom.

-Jatozrobię.Wyznamprawdę,choćbymmiałacierpieć.

-Tosięnieuda!-wrzasnąłHenry.-Chciałemcięoszczędzić,alezmieniłemzdanie.-

Gdypróbowaładoniegopodejść,odwróciłsięiuniósłbroń.-Stój,bostrzelę.

-Oddajmipistolet!-krzyknęłaLucia,idącśmiałowjegostronę.

Indiawidziała,jakpalecHenry’egowolnonaciskaspust.Życiewszystkichzawisłona
włosku.Musiaładziałać,niemiałanicdostracenia.Krzyknęłairzuciłasięwramiona
Ishama.

-Chcęumrzećwtwoichobjęciach!-zawołałapatetycznie.Tesłowazabrzmiałyjak
kwestiazmarnejsztuki,alenicinnegonieprzyszłojejdogłowy.Daremnieprosiłaby
Henry’ego,żebysięnadnimiulitował.-Bierzpistolety!-syknęła,wciskającjewdłonie
Anthony’ego.Zarzuciłamuramionanaszyję,zacisnęłapowiekiiczekała,ażkule
przeszyjąplecy.

-Wzruszającascena!-Henryśmiałsięnacałegardło,lecznachwilęzapomniałomatce.
Trzymającichnamuszce,wolnąrękąuchyliłzasłonę.Promieńświatłapadłnatrawnik.-
Teraz!-krzyknąłdotłumu.

Tobyłoostatniesłowo,którewypowiedziałwtymżyciu.PadłstrzałiHenryosunąłsięna
kolana.Gdymatkapodbiegładoniego,próbowałunieśćpistolet,apotemzwaliłsię
bezwładnienapodłogę.

ROZDZIAŁTRZYNASTY

PrzerażonaIndiastałanieruchomojakposąg,patrzącnaLuciętulącąwramionach
martwegosyna.PochwiliwysunęłasięzobjęćIshamaipodbiegładozrozpaczonej
kobiety.

Wsaloniepanowałacisza,aletłumzgromadzonynazewnątrzwestchnąłnagłe.Dźwięk
przypominałszelestzbożaporuszanegowiatrem.Indiawyczułaprzerażeniebuntowników,
jakbystaławśródnich.Najwięksitchórzepierzchaliukradkiem.Wkrótcepozostali
równieżrzucilisiędoucieczkinawidokszarżującegooddziałudragonów.India
zaciągnęłastaranniezasłony,żebystłumićwrzaskijękiprzerażenia.Luciaklęczała
nieruchomo.WystarczyłopopatrzećnaHenry’ego,abysięupewnić,żenieżyje.India
ujęłajegomatkęzaręceipróbowałaodciągnąć.

-Dajspokój,kochanie.Niechpłacze-szepnąłIsham,pomagającjejwstać.-Niccinie
jest?-Objąłjąimocnoprzytulił.Drżaławjegoramionach.

-Anthony,musiałeśgozabić?

-Nieużyłembroni,najdroższa.Strzałpadłzzewnątrz.

background image

-Jakto?Przecieżtamsąjegostronnicy.

-Zdjąłmaskę.Pewnieuznali,żejestjednymznas.

Samniewiem.Jegosylwetkaodcinałasięwyraźnienatleokna.

-DziękujęBogu,żetoniebyłeśty.Strachpomyśleć!

Opadłanafotel,bonogisiępodniąugięły.Byłatakwstrząśnięta,żeniepotrafiłanawet
uronićłzy.

-Źlesięczujesz!-powiedziałzaniepokojony.-Towszystkomojawina.

Wziąłjąnaręceiposadziłnaswoichkolanach.Uniosładłońipogłaskałaskurczoną
cierpieniemtwarz.

-Kochamcię-wyznałapoprostu.Przymknęłaoczyizapadławciemnąotchłań.

Gdyodzyskałaprzytomność,leżaławłóżku.Ktośmocnościskałjejrękę.

-Anthony?-mruknęła,przebijającwzrokiempanującywsypialnipółmrok.

Świecananocnymstolikubyłaosłonięta,agasnącyżarnakominkuemanowałsłabą
poświatą.Mimotorozpoznałasylwetkęukochanegoiczerpałapociechęzjegoobecności.

Wyciągnęłaramięidotknęłajegorękawa.

-DziękiBogu!-szepnął.Gdyuniósłgłowę,spostrzegła,żeoczymawilgotne.-

Myślałemjuż,żecięstracę.

-Niemaobawy,najdroższy.Tylkozemdlałam.Zachowałamsięgłupio.

-Towcaleniebyłonajgorsze.Swójpopisowynumerwykonałaś,próbujączasłonićmnie
własnymciałem.

-Chciałamtylkodaćcipistolety.

-Wybrałaśbardzoniebezpiecznysposób.-Ishamzasłoniłoczyręką.-Kiedyrozległsię
strzał,lękałemsię,żetrafiłciebie.

-Przestańotymmyśleć!Najważniejsze,żewyszliśmyztegocało.

-O,nie!-Pokręciłgłową.-Dokońcażyciabędęciębłagaćoprzebaczenie.Niezasługuję
naciebie,Indio,aletakbardzominatobiezależało.

-Cotuprzebaczać?-szepnęła,dotykającjegopoliczka.-Lettyzapewniała,żemnie
kochasz,aleniedałamsięprzekonać.

-Dlaczegomiałabyśuwierzyć?Niepowiedziałemcioswojejmiłościipozwoliłem
sądzić,żezawarliśmykontrakt.Potymwszystkimnabrałemdosiebieodrazy.Chyba
bytemszalony,gdywymyśliłemtamtekoszmarneoświadczyny.Zasłużyłemnachłostęz
powodupychy.

-Mogłeśwpaśćwewłasnąpułapkę.-Indiazachichotała.-AgdybytoLettyprzyjęła
twojeoświadczyny?

-Niebyłotakiegozagrożenia,mojasłodkamądralo.-Ishamrozchmurzyłsięnieco.-

Poznałemcięlepiej,niżsądzisz.Niepozwoliłabyśsiostrzenatakiepoświęcenie.

background image

-Racja!-Udała,żemarszczybrwi.-Muszęprzyznać,żemojaofiarabyłaogromna.

Którapannachciałabypoślubićmężczyznęspełniającegowszystkiekaprysyswejżony,
zmagającegosięzjejnajbliższąrodzinąiobsypującegoswąpaniąupominkami?

-Alepodbójmisięnieudał,nieprawdaż?Przyznaj,zechwilamimnienienawidziłaś.

-Owszem,niezaprzeczam.Zwolnaprzekonywałamsięjednakdociebie,potemzrodziła
sięmiłość,alegdyzdałamsobieztegosprawę,byłozapóźno.Byłamprzekonana,że
nigdyjużdomnienieprzyjdziesz.

Zamiastodpowiedzieć,pocałowałIndię.Najpierwdelikatnie,potemcoraznamiętniej,
ponieważtuliłasiędoniego,zchęciąoddającpocałunek.Jejzmysłystopniowonabierały
wrażliwości,boporwanagwałtownąsiłąuczuć,czułasiębezpiecznawramionach
ukochanego.Spełniłosięjejnajwiększemarzenieoprawdziwymmałżeństwie,którenie
jesttylkozwierzęcympołączeniemciałdlawydanianaświatpotomstwa,leczprawdziwą
wspólnotą,gdziezaufanie,uczucieiszacunekodgrywająrównieważnąrolę.

Anthonywypuściłjązobjęćipopatrzyłwpiwneoczy.Pojegominiepoznała,żepozbył
sięwszelkichwątpliwości.Uniosłarękęiopuszkamipalcówobrysowałakonturjego
pełnychust,jakbyprosiłaokolejnypocałunek.Spełniłjejżyczenie.Tymrazempocałunki
byłynajczulsząpieszczotą.Najpierwmusnąłkącikijejust,następniepowieki,wkońcu
czubeknosa.Miaławrażenie,żemotyldotykajejtwarzybarwnymiskrzydłami.

-Musiszodpocząć.Przeszkadzamci-szepnąłzasmucony.-Tobyłchybanajgorszydzień
wtwoimżyciu.

-Ależskąd!Naprawdępodłeczułamsię,gdysądziłam,żenigdymnieniepokochasz.

-Mojamiłośćprzetrwaławszystkiepróby,najdroższa.Zakochałemsięwtobieod
pierwszegowejrzenia,aleniemiałempojęcia,jakcięzdobyć.-Czuleucałowałjejdłoń.-

Byłemniezdarąigłupcem,Indio.Klnęzbezsilności,ilekroćpomyślę,żezmarnowałem
bezpowrotniekilkatygodniwspólnegożycia,ateraz…naraziłemcięnastraszliwe
niebezpieczeństwo!

-Niepowinieneśsiebieobwiniać-odparłacicho.-Skądmiałeświedzieć,żewszystkie
dziwnewypadkitosprawkaHenry’ego.-PrzypomniałasobieoLucii.-Ajegomatka?Co
znią,Anthony?

-Odpoczywa.Lekarzpodałśrodeknauspokojenie.SiedziprzyniejNan.

-Znalazłeśsłużbę?Kazałamimzamknąćsięwpiwnicy.Zapowiedziałam,żebynie
otwierali,ażusłysząumówionysygnał.

-DlaTibbsamójgłostoabsolutnypewnik.-Ishamwybuchnąłśmiechem.-

Wrzeszczałemtak,żezbudziłbymumarłego…-PopatrzyłnaIndięzżartobliwym
podziwem.

-Jesteśwspaniałymstrategiem!PrzydałabyśsięWellesleyowi.Sambytegolepiejnie
wymyślił.

-Chybazrezygnujęzesłużbypodjegodowództwem.-Indiapokręciłagłową.-

Okropniesiębałam.Długoniewracałeś.

background image

-Pojechałemsprowadzićwojsko,kochanie.Doniesionomiospodziewanymataku.

-Ktocięzawiadomił?Nicminiepowiedziałeś.

-Wielumiejscowychsprzeciwiasięzamieszkom.-UsiadłobokIndiiiobjąłjąramieniem.
-Niechciałemciędenerwować.Planowałem,żewrócęzżołnierzamiznaczniewcześniej,
aleformalności…Niesądziłem,żegroziciogromneniebezpieczeństwo,chociażliczyłem
sięzdrobnymiszkodami,takimijakwybiteszybyalbosplądrowaniestodoły.

Byłempewny,żebuntownicyniezrobiąkrzywdykobietom.

-Cosięterazznimistanie?

-Niebędęszukałodwetunagłodujących.Większośćzdołałaumknąć.Jeśliktośzostanie
złapany,wstawięsięzanim.

-AmordercaHenry’ego?

-Pewnienigdysięniedowiemy,ktostrzelił.

-BiednaLucia!Wybuchnieskandal,gdykolejnesprawkiHenry’egowyjdąnajaw.

Anthony,onategoniezniesie.Sercejejpęknie.

-Niemartwsię.DziałaniaHenry’egoprzyniosłydziwnyskutek.Winązajegośmierć
obarczasiętłumbuntowników.Nieprzypuszczam,żebyotwarciedonichprzystał.

Prawdopodobnienosiłzawszemaskę,nieujawniłteżswegonazwiska.

-DziękujmyBogu,żezdjąłmaskę,nim…

-Przestań-nalegałczuleIsham.-Żołnierzeniebędąznaćprawdy.DlanichHenrySalton
pozostaniemężnymbohaterem,któryzginął,broniącrodziny.Zarzuty,októrychci
wspomniałem,napewnozostanąoddalone.

-Cieszęsięprzezwzglądnaciebieijegomatkę.Indiabawiłasięguzikamijegokoszuli.

Wsunęładłońpodmateriałidotknęłagładkiejskórytorsu.Ishamwestchnąłgłębokoi
zamknąłprzegubjejrękiwżelaznymuścisku.

-Wystawiaszmojącierpliwośćnaarcytrudnąpróbę.Niejestemzkamienia.Kiedymnie
dotykasz,zapominamoswoichpostanowieniach.

-Jakieżto,milordzie?

-Znaszjedoskonale.Obiecałem,żeniedopełnięmałżeńskiegoobowiązku,pókidomnie
nieprzyjdzieszzwłasnejwoli.Dopierowtedynaprawdęstanieszsięmojążoną.

-Czyżbymsięterazopierała?Najejtwarzypojawiłsięłagodnyuśmiech.Wysunęłarękęz
jegouściskuigłaskaładalejszerokąpierś,aIshamtłumaczył,cosprawiło,żetakuparcie
trzymałsięodniejzdaleka.Naglewyczułapodpalcamilekkiezgrubienie.

Ciekawośćkazałajejrozpiąćmukoszulę.Torsprzecinaładługablizna,prawiebiałanatle
oliwkowejskóry,sięgającaodramieniadopasa,zapewnepamiątkapocięciuzadanym
szablą.

-Najdroższy,ilesięnacierpiałeś!-Przycisnęłaustadojasnejblizny,alezostałaodsunięta
stanowczymgestem.

background image

-Indio,toniejestodpowiedniachwila-oznajmiłzduszonymgłosem.-Niejesteśsobą.

Wciąguostatnichgodzinprzeżyłaśistnepiekło.

-Owszem.Szczerzemówiąc,byłmoment,gdycierpiałamjakpotępieniec.

-Kiedy?-PrzytuliłIndię,otaczającciasnoramionami,jakbynaprzyszłośćchciał

obronićjąprzedkolejnymiciosami.

-Luciazapytała,czyspodziewamsiędziecka.Musiałamzaprzeczyć,cobyłodlamnie
prawdziwątorturą.

Ishamznieruchomiał,apotemuniósłjejtwarzkuswojej.

-Kusicielka!-powiedziałcicho.-Drogażono,jesteśbezwstydnicą.Nawetsięnie
rumienisz.

-Chciałeśznaćprawdę-szepnęła.-Niemogęsięczerwienić,bomówięszczerze.

-Naprawdę?-Popatrzyłjejwoczy.

-Porazpierwszywżyciujestemtakpewnaswego.Kochamcię,Anthony.Chcędaćci
synów.

Dotknąłwargamijejust,adługiinamiętnypocałuneksprawił,żewszelkieurazyi
nieporozumieniazniknęłyjakśniegroztopionygorącymipromieniamisłońca.Im
zachłanniejjącałował,tymwrażliwszestawałysięjejzmysły.Przylgnęładoniegotak
mocno,jakbyodsiłyuściskuzależałojejżycie.Wkońcuwypuściłjązobjęć,wstałz
łóżkaipodszedłdodrzwi,żebyprzekręcićklucz.

-Anthony!-usłyszałcichewołanieiodwróciłsię,żebynaniąpopatrzeć.

Stałaprzyłóżku.Obserwowałją,gdyszarpałatasiemkinocnejkoszuli.Delikatnyjedwab
zcichymszelestemopadłnapodłogę.Zdumąiufnościąprzyjęłauściskiserce
mężczyzny,któregoszczerzekochała.