background image

Teresa Southwick

Przepis na szczęście

background image

ROZDZIAŁ PIERWSZY
Droga do serca mężczyzny prowadzi przez żołądek.
Fran Carlino ciągle myślała o irytujących słowach matki. 

Nie zamierzała jednak szukać drogi do serca mężczyzny. W 
ogóle nie szukała mężczyzny.' Koniec. Kropka.

Właśnie   skończyła   szorować   kuchnię   i   chciała   troszkę 

odpocząć. Przeszła do jadalni, zgasiła światło i w ciemności 
opadła   na   swój   ulubiony,   nieco   już   zużyty   fotel.   Poczuła 
ogarniające   ją   zmęczenie.   To   był   naprawdę   długi   dzień. 
Pracowała   jako   konsultant   w   znanej   firmie,   produkującej 
żywność   dla   dzieci.   Jej   kontrakt   właśnie   wygasał.   Była 
zadowolona, że dobrze wywiązała się z powierzonego zadania 
i   teraz   zastanawiała   się   nad   przyszłością.   Lubiła   pracę 
wolnego strzelca. Krótkie zlecenia, dotyczące coraz to innych 
dziedzin kucharzenia, bardzo ją mobilizowały. Praca zawsze 
była   ciekawa,   jednak   nie   zawsze   pojawiała   się   wtedy,   gdy 
Fran jej  potrzebowała. Z wykształcenia  była kuchmistrzem, 
lecz   przyjęła   to   zlecenie,   wiedząc   jak   trudno   o   pracę   w 
zawodzie. Szczególnie kobiecie.

Już   w   szkole   gastronomicznej   przekonała   się,   że   życie 

bywa niesprawiedliwe. Czuła się szczęśliwa i wyróżniona, gdy 
najprzystojniejszy   chłopak   w   szkole   zwrócił   na   nią   uwagę. 
Dopiero po pewnym czasie zorientowała się, że wykorzystał ją 
jedynie   do   popchnięcia   naprzód   swojej   kariery   zawodowej. 
Jedyne   czego   pragnął,   to   tajemnego   składnika   jej   potraw. 
Chciał zaimponować nauczycielom. Zrozpaczona dziewczyna 
odkryła   wtedy,   że   miłość   nie   jest   pożądaną   przyprawą. 
Zarówno   w   kuchni,   jak  i   w   jej  życiu.   Jedynym   celem   i 
marzeniem Fran stała się własna restauracja.

Sięgnęła   po   gazetę   i   zaczęła   przerzucać   kartki   od 

niechcenia.   Jej   wzrok   przyciągnęły   ogłoszenia   dotyczące 
pracy. Dotarta do ogłoszeń restauracyjnych. Rozłożyła szerzej 

background image

gazetę i wzięła czerwony pisak. Zaznaczyła kilka ofert, choć 
żadna z nich nie była szczególnie interesująca.

Nic nie szkodzi, pomyślała. Na pewno wkrótce znajdę coś 

ciekawego. W jej myśli wdarł się ostry dźwięk dzwonka. Fran 
zdziwiła się, bo nikogo nie oczekiwała.

Wstała   i   ruszyła   do   drzwi.   Zawsze   miała   w   pobliżu 

stołeczek, ponieważ wizjer znajdował się zbyt wysoko. Teraz 
też przysunęła sobie stołeczek, wspięła się na palce i zbliżyła 
oko   do   wizjera.   Ujrzała   wysokiego   mężczyznę   o   ciemnych 
włosach. Miał okulary w drucianej oprawie. Nie wyglądał na 
bandziora. Pewnie akwizytor, pomyślała. Zawsze uważała, że 
niegrzecznie   jest   ignorować   innych.   Wprawdzie   nie   była 
zainteresowana   tym,   co   mógł   sprzedawać,   lecz   mimo   to 
postanowiła   otworzyć.   Jej   ojciec   uznałby   to   za   kolejny 
argument,   że   żadna   kobieta   nie   powinna   być   sama.   Znów 
namawiałby ją do zamążpójścia.

Uchyliła   drzwi   na   taką   szerokość,   na   jaką   pozwalał 

łańcuch. Nie była zupełną trzpiotką, choć ojciec sądził inaczej.

 - Słucham?
 - Fran Carlino? - spytał mężczyzna.
 - Tak?
 - Chciałbym z panią porozmawiać.
 - Tak właśnie zaczynają rozmowę seryjni mordercy. Albo 

akwizytorzy. Przejdźmy od razu do miejsca, w którym mówię, 
że jednak nie jestem zainteresowana pańskim produktem. Nie 
musi pan więc tracić czasu na rozmowę ze mną. Może ktoś 
inny kupi ten towar. Do widzenia - powiedziała jednym tchem 
i zaczęła zamykać drzwi.

  -   Proszę   zaczekać!   -   zawołał,   wkładając   stopę   między 

drzwi i framugę. - Nie jestem akwizytorem. Mam coś dla pani.

  -   Nie,   dziękuję.   A   teraz   proszę   pozwolić   mi   zamknąć 

drzwi, bo inaczej...

 - Nazywam się Alex Marchetti.

background image

 - Bardzo ładnie - powiedziała dla świętego spokoju.
Już gdzieś słyszała to nazwisko, ale nie mogła skojarzyć, 

w   jakiej   sytuacji.   Zauważyła,   że   mężczyzna   wyciąga   w   jej 
stronę papierową torbę z nadrukiem znanego sklepu.

 - Moja siostra, Rosie Schafer, prosiła, żebym zwrócił pani 

te słoiki.

Rosie, jej przyjaciółka, była właścicielką księgarni, a także 

mamą   małego   Joeya   i   prześlicznej   Stephanie.   To   właśnie 
dzięki   niej   Fran   miała   okazję   sprawdzić   w   praktyce   swoje 
przepisy na jedzenie dla dzieci. Tak, teraz sobie przypominała, 
że Rosie mówiła o swoich braciach. Nie wspomniała jednak, 
że   jeden   z   nich   jest   zabójczo   przystojny.   Dziewczyna   już 
sięgnęła   do   łańcucha,   by   wpuścić   mężczyznę,   gdy   nagle 
przyszła jej do głowy pewna przestroga. Strzeżcie się Greków, 
przynoszących dary. Z zakamarków pamięci przywołała mit o 
koniu trojańskim. Przypomniała sobie też, jaka klęska wynikła 
z   tego   niefortunnego   podarunku.   Wprawdzie   Alex   był 
Włochem i przyniósł puste słoiczki po żywności dla dzieci, ale 
Fran ogarnęło dziwne przeczucie.

  - Niepotrzebnie się pan fatygował. Mówiłam Rosie, że 

sama je odbiorę.

  - Jeszcze ich pani nie oddałem. Proszę otworzyć, to je 

wręczę.

 - Nie, nie. Po prostu proszę zostawić torbę pod drzwiami. 

Fran sama  już  nie  wiedziała, czy powinna  się  cieszyć, czy 
raczej   smucić   z   powodu   zasad   wpojonych   jej   przez   ojca. 
Miała też własne nieprzyjemne doświadczenia w kontaktach z 
mężczyznami.   Teraz   była   bardzo   ostrożna   w   stosunku   do 
każdego przedstawiciela tej płci.

 - Chyba się mnie pani nie boi?
Owszem,   ale   nie   z   powodu,   o   którym   myślisz, 

zachichotała w myślach.

background image

  -   Skąd   mam   wiedzieć,   że   jest   pan   tym,   za   kogo   się 

podaje?

  -   Zamiast   przekonywać,   mogę   pokazać   prawo   jazdy   - 

sięgnął do kieszeni po dokumenty i podał jej przez szparę w 
drzwiach.

Na zdjęciu wyglądał świetnie. Z opisu dowiedziała się, że 

ma   metr   osiemdziesiąt,   waży   siedemdziesiąt   pięć   kilo,   ma 
brązowe oczy i ciemne włosy.

 - O, tak. Z całą pewnością jesteś Alexem Marchetti.
  -   Więc   mnie   wpuść,   żebyśmy   mogli   spokojnie 

porozmawiać. Mam dla ciebie pewną propozycję.

  -   Ojciec   ostrzegał   mnie   właśnie   przed   czymś   takim. 

Ostrzegał   ją,   i   to   nieraz.   A   kiedy   ojciec   przestał,   zaczęli 
bracia.

 - Chodzi o propozycję pracy.
Teraz   Fran   się   zaciekawiła.   Rosie   wspominała,   że   do 

Marchettich należy cała sieć restauracji. Skoro i tak rozglądam 
się za pracą, to co mi szkodzi go wysłuchać, pomyślała.

  -   Dobra.   Porozmawiamy.   Ale   najpierw   musisz   zabrać 

stopę - powiedziała i po chwili zwolniła łańcuch. - Wejdź.

 - Dziękuję.
 - A teraz mów.
  -   Moja   siostra   uważa,   że   jesteś   wykwalifikowanym 

kucharzem i masz wyjątkowy talent do dobierania właściwych 
składników,   by   ulepszyć   każdy   przepis   -   zaczął   Alex, 
odstawiając na podłogę torbę ze słoikami. - Rosie twierdzi, że 
potrafisz nawet sprawić, by brukselka wspaniale smakowała.

 - Szczycę się tym, że żadne z dzieci jeszcze nie narzekało. 

Mężczyzna posłał Fran taki uśmiech, że niemal ugięły się pod 
nią   kolana.   Takim   uśmiechem   mógł   zdobyć   każdą 
dziewczynę. Poprawka: każdą, oprócz niej. Chociaż musiała 
przyznać, że Alex wygląda jak z obrazka. Wysoki, smagły i 
przystojny. Nawet okulary dodawały mu uroku. Prezentował 

background image

się świetnie także w wygniecionych, sportowych spodniach i 
koszuli   z   podwiniętymi   rękawami.   Fran   przyjrzała   się   jego 
silnym   rękom,   porośniętym   ciemnymi   włoskami.   Miała 
słabość   do   mężczyzn,   którzy   tak   wyglądali.   A   Alex   był 
najprzystojniejszym z nich.

Doszła do wniosku, że ten facet za bardzo się jej podoba. 

Zamierzała   wziąć   słoiki   i   grzecznie   się   pożegnać. 
Przypomniała sobie jednak, że nie powiedział jeszcze nic o 
ofercie pracy.

 - Właśnie miałam zaparzyć herbatę. Napijesz się ze mną? 

A może należysz do miłośników kawy?

  -   Nie,   dziękuję.   Przeszli   jednak   de   kuchni.   Małe 

pomieszczenie   było   bardzo  przytulnie   urządzone.   Od   razu 
dało   się   zauważyć,   że   właścicielka   musi   spędzać   tu   dużo 
czasu.   Szafki   i   bufet   układały   się   w   kształt   litery   U.   Fran 
nastawiła   wodę.   Kątem   oka   zauważyła,   że   mężczyzna 
dokładnie przygląda się jej kuchni. Marchetti posiadają sieć 
restauracji, przypomniała sobie. Moja kuchnia musi wyglądać 
przy nich ubogo.

 - Siostra powiedziała mi, że jesteś konsultantem do spraw 

żywności. Twierdzi, że dania dla dzieci, które ulepszyłaś, nie 
mają sobie równych. Podobno moja maleńka siostrzenica za 
nimi przepada - odezwał się Alex.

 - Wierzę Rosie na słowo. Cóż, można powiedzieć, że nie 

dostaję od moich małych konsumentów informacji zwrotnej, 
jeśli wybaczysz niefortunne wyrażenie.

Dziewczyna z przyjemnością zauważyła, że rozbawiła go 

zamierzona gra słów. Ten mężczyzna podobał jej się coraz 
bardziej. Żeby choć na chwilę wyrwać się spod jego czaru, 
odwróciła się i sięgnęła po cukier.

 - Czy Rosie mówiła coś jeszcze?
 - Tak, że masz smak i gust - powiedział po chwili.
 - Jak to miło z jej strony.

background image

Fran   odwróciła   się   w   momencie,   gdy   mężczyzna 

przyglądał się jej, i to z przyjemnością. Przyszło jej do głowy, 
że Alex i Rosie wcale nie mieli na myśli jej gotowania. Jej 
serce   zabiło   mocniej.   Postawiła   cukiernicę   na   bufecie   i 
popatrzyła pytająco na gościa

 - A ty się z nią zgadzasz?
 - Nie miałem jeszcze przyjemności skosztowania twoich 

potraw - odparł aksamitnym głosem. - Ale twoje mieszkanko 
jest urocze.

 - Dziękuję - ucieszyła się zarumieniona. - Chciałam, żeby 

mówiło   o   mnie.   Powiedz,   dlaczego   odnoszę   wrażenie,   że 
kiedy mówiliście o moim guście i smaku, nie dotyczyło to 
gotowania?

Alex uniósł w zaskoczeniu jedną brew.
 - No proszę, Rosie nie wspomniała, że jesteś taka bystra. 

Chociaż   reszta   opisu   się   zgadza.   Masz   mniej   więcej   sto 
sześćdziesiąt   centymetrów   wzrostu   i...   czekoladowe   oczy. 
Moja siostra mówiła, że są duże i piękne. Muszę przyznać jej 
rację. Według niej jesteś miła, apetyczna i ciepła jak...

  - Jeśli powiesz bułeczka, to będę musiała cię udusić - 

wtrąciła zupełnie spokojnie Fran.

 - No dobrze, nie powiem. Ale ona tak powiedziała - dodał 

przekornie.   -   Oczywiście   spytałem,   jaki   to   ma   związek   z 
gotowaniem.

  -   O!   Więc   jednak   wspomniała   przy   okazji   o   tym,   że 

zawodowo zajmuję się gotowaniem?

  -   Owszem.   Dodała   też,   że   jedzenie   dla   dzieci,   które 

stworzyłaś, jest proste i pozbawione konserwantów. Idealne 
dla   dzieci   podatnych   na   alergie.   Zajmowałaś   się   jeszcze 
czymś?

  - Pracowałam nad beztłuszczowymi bułeczkami, potem 

nad zupami w proszku i specjalną mrożonką warzywną.

background image

  - A jak udało ci się uniknąć konserwantów w żywności 

dla dzieci?

  -   Dość   łatwo   przygotować   danie   bez   wymyślnych 

dodatków i zamrozić je. Żeby sprawdzić smaki w praktyce, 
dawałam   Rosie   posiłki   w   słoiczkach.   Ale   oczywiście 
oryginalne opakowanie będzie inne. Teraz trwają prace nad 
przygotowaniem   dań   do   sprzedaży.   Póki   co,   prognozy   są 
optymistyczne.   Sekretem   jest   prostota.   Nie   szaleję   z 
przyprawami,   gdyż   mogą   być   katastrofalne   dla   delikatnych 
żołądków.

  -   To   bardzo   rozsądne.   Nieprzespane   noce,   z   powodu 

niestrawności   i   kolek   dziecka,   raczej   szybko   zniechęciłyby 
matki do źle skomponowanej żywności. To nie byłaby dobra 
reklama.

 - Znasz się na reklamie? - spytała Fran.
  -   Jestem   wiceprezesem   do   spraw   marketingu   i   mam 

pieczę nad działem badań i rozwoju.

  -   Badania   i   rozwój?   -   powtórzyła   w   zamyśleniu.   - 

Naprawdę masz dla mnie pracę? I przysłała cię Rosie?

  - Tak jakby. Ale właściwie są dwie sprawy - oznajmił, 

patrząc jej prosto w oczy.

  -   Dwie?   Robi   się   coraz   bardziej   interesująco.   A   więc 

sprawa numer jeden to...?

  -   Szukam   osoby,   która   mogłaby   czuwać   nad   moimi 

najnowszymi   badaniami   i   planem   rozwoju   w   firmie 
Marchettich. Rosie uważa, że ty byłabyś idealna.

  -   Skończyłam   szkołę   gastronomiczną.   A   teraz   pracuję 

jako wolny strzelec. Ale to już wiesz.

 - Owszem - przytaknął. - Potrzebuję konsultanta do spraw 

żywności, aby móc rozwinąć linię dań mrożonych. Chcę, żeby 
dania Marchettich pojawiły się we wszystkich domach.

Czajniczek zaczął gwizdać. Fran zdjęła go z kuchenki i 

nalała wrzątku do filiżanki. Popatrzyła na mężczyznę.

background image

 - To wspaniała propozycja.
  - Tak. Chcę zapełnić lukę na rynku. Czy wiesz, ile tam 

czeka pieniędzy?

Nie   miała   pojęcia.   Natomiast   doskonale   zdawała   sobie 

sprawę,   że   w   jej   kuchni   siedzi   diabelnie   przystojny 
mężczyzna, który z błyskiem w oku opowiada o jej przyszłej 
pracy. Czuła się wspaniale.

 - Dużo? - spytała trochę nieprzytomnie.
 - Bardzo. Moim zdaniem teraz nadszedł najlepszy czas na 

wprowadzenie nowego produktu. Widzisz, mój ojciec założył 
Restaurację   Marchettich.   Gdy   odszedł   na   emeryturę,   Nick, 
mój   starszy   brat,   przejął   kontrolę   nad   firmą.   Jemu 
zawdzięczamy sieć restauracji. Ja także chcę się przyczynić do 
sukcesu. Jednak obstawiam zupełnie dla nas nową dziedzinę.

Fran   oparła   łokcie   na   stole   i   ułożyła   na   nich   brodę. 

Popatrzyła na gościa z domyślnym uśmieszkiem.

 - Syndrom drugiego syna - orzekła.
 - Słucham?
  -   Wykazujesz   typowe   objawy   czegoś,   co   nazywa   się 

syndromem   drugiego   syna.   W   średniowieczu   pierwszy   syn 
dziedziczył wszystkie dobra i pozycję społeczną. Syn numer 
dwa   całe   życie   grał   drugie   skrzypce.   Nick   przejął   firmę   i 
odniósł sukces. A ty chcesz zawołać: hej, ja też tu jestem!

  - W tej teorii jest drobna nieścisłość - powiedział Alex, 

marszcząc brwi.

 - Jaka?
 - Jestem trzecim synem.
  - Ach! Wszyscy po dziedzicu byli w tej samej sytuacji. 

Chociaż trzeci syn mógł mieć nawet gorzej.

Fran nie mogła zrozumieć, dlaczego czuje zadowolenie, 

drażniąc go. Może dlatego, że jest taki poważny, pomyślała. 
To efekt uboczny okularów. Nie przyznałaby się nawet przed 
sobą, że po prostu była zafascynowana Alexem.

background image

  -   Biedaczek   musiał   walczyć   z   dwoma   poprzednimi   o 

miłość rodziców, aprobatę i miejsce w życiu - dokończyła po 
chwili tytułem wyjaśnienia.

Mężczyzna   przyglądał   się,   jak   parzyła   herbatę.   Wodził 

wzrokiem za unoszącą się i opadającą co chwila torebką. Fran 
pomyślała,   że   nie   zdziwiłaby   się,   gdyby   w   pewnej   chwili 
wyrwał jej torebkę i wepchnął do niewyparzonej buzi. Nie po 
raz pierwszy miałaby kłopoty z powodu mówienia, co jej ślina 
na język przyniesie. I zapewne nie po raz ostatni.

Odłożyła   zużytą   torebkę   na   talerzyk.   Wsypała   cukier   i 

zamieszała. Czekała, co usłyszy w odpowiedzi.

  - Myślę, że twoja teoria jest ciekawa. Co więcej, może 

być w niej ziarno prawdy.

 - Tak myślisz? - zdziwiła się.
Oczekiwała raczej wybuchu wściekłości, a nie poważnego 

potraktowania swoich słów.

  - Oczywiście. Jeśli syndrom drugiego syna oznacza, że 

pragnę, by moje rodzeństwo i rodzice byli ze mnie tak dumni, 
jak ja z nich, to jestem winny.

 - Hm - wymruczała.
Właściwie czuła się podobnie. Tylko że w jej przypadku 

nie   było   szans   na   sukces.   Ujęła   filiżankę   w   obie   dłonie   i 
zapatrzyła się przed siebie.

 - Życzę ci powodzenia - szepnęła.
 - Czy ty masz rodzeństwo, Fran?
  -   Czy   mam   rodzeństwo?   Co   powiesz   na   czterech 

starszych braci?

 - Nic dziwnego, że znalazłyście z Rosie wspólny język - 

powiedział z uśmiechem.

 - Tak, tak. Mogłyśmy omówić sobie uroki posiadania ojca 

i czterech ochroniarzy pod jednym dachem.

  - Mogłaś więc z bliska obserwować przebieg i rozwój 

syndromu drugiego syna?

background image

 - I wiele innych atrakcji.
 - Na przykład?
 - Małżeństwo i dzieci. Dla kobiety nic się nie zmieniło od 

średniowiecza.

 - Jak to?
 - Sam pomyśl. Kobieta wciąż usługuje mężowi i synom w 

zamian za miejsce do spania, ubranie i jedzenie.

  -   Nie   uważasz,   że   to   cokolwiek   nazbyt   surowa   ocena 

sytuacji? Moja matka i siostra są szczęśliwe i doceniane.

  -   No   może   trochę   przesadzam.   Ale   dobrą   służbę   też 

doceniano.   Wciąż   nie   mogę   namówić   mamy,   by   zmieniła 
podejście. Upiera się, że wszystko jej odpowiada. Nie sądzę 
jednak,   bym   ja   wybrała   takie   życie.   Zresztą   ku 
niezadowoleniu mojego ojca.

 - Dlaczego niezadowoleniu?
  - On uważa, że miejsce kobiety jest w domu. Powinna 

zajmować   się   mężem   i   dziećmi.   Chciał,   żebym   została 
nauczycielką.

Alex zachmurzył się. Fran nie była pewna, która część jej 

wypowiedzi nie spodobała mu się.

 - Dlaczego akurat nauczycielką? - spytał bez uśmiechu.
 - To idealny zawód dla matki. Kiedy kończy pracę, dzieci 

akurat kończą lekcje. I wakacje mają w tym samym terminie.

 - A co w tym złego?
 - Po pierwsze, to był jego pomysł, nie mój. Poza tym...
 - To z pewnością początek długiej, ciekawej opowieści - 

przerwał jej. - Może byśmy usiedli?

  -   Oczywiście!   Przepraszam,   że   sama   tego   nie 

zaproponowałam.

Zwykle nie była taka roztargniona. Teraz jednak jej myśli 

zaprzątał   przystojny   Alex   Marchetti.   Poza   tym   zajęła   się 
swym   ulubionym   tematem   do   narzekań.   Dobre   maniery   i 
gościnność niewątpliwie na tym ucierpiały.

background image

 - Proszę - odezwała się, wskazując pokój.
Kiedy wstał i odwróci! się, z przyjemnością patrzyła na 

jego   sylwetkę.   Barczyste   ramiona,   wąska   talia   i   kształtne 
pośladki. Fran zrozumiała wreszcie dziewczyny, które miały 
słabość   do   męskich   pośladków.   Nigdy   nie   mogła   pojąć, 
dlaczego   filmy,   gazety   i   inne   media   ukazują   akurat   ten 
szczegół męskiej anatomii. Aż do tej chwili.

Sportowe spodnie leżały idealnie. Fran mogła się założyć, 

że w znoszonych dżinsach prezentowałby się równie świetnie. 
To   przestępstwo,   że   jego   praca   wymaga   siedzenia   za 
biurkiem, pomyślała półprzytomnie.

Usadowił   się   w  jej  ulubionym  fotelu.  Przed  nim   leżały 

ogłoszenia o pracy.

 - Jaki wygodny - westchnął.
 - Też tak sądzę. Należał do mojej babci. Zmarła kilka lat 

temu - powiedziała ze smutnym uśmiechem.

 - Była ci bardzo bliska?
  - O tak. To była mama mojego ojca. Przepadałyśmy za 

sobą. Sfinansowała nawet mój bunt.

 - Bunt?
  -   Szkołę   gastronomiczną.   Ojciec   odmówił   płacenia. 

Powiedział, że jeśli lubię gotować, powinnam wyjść za mąż i 
gotować dla wybranka, a nie dla bandy obcych.

 - Hm. A gdzie chodziłaś do szkoły?
 - W San Francisco.
 - Brawo dla ciebie i babci. Wciąż za nią tęsknisz?
 - Codziennie. Dlatego lubię ten fotel. To miło mieć jakąś 

pamiątkę.

 - Chcesz usłyszeć amatorską psychoanalizę?
  - Raczej nie. I obiecuję, że ja też nie będę się nad tobą 

pastwić.

 - Już to zrobiłaś.

background image

  - No dobrze. Nic już nie powiem o syndromie drugiego 

syna.

 - Umowa stoi - powiedział, wyciągając dłoń.
 - W porządku - zgodziła się, podając mu swoją, - Poczuła 

mrowienie w całym ciele. Gdyby wiedziała, jak zareaguje na 
to dotknięcie, nie podałaby tak ochoczo ręki.

Szybko cofnęła dłoń. Miała nadzieję, że mężczyzna nie 

zauważy jej zmieszania i nie domyśli się powodu reakcji. Nie 
chciała   ulec   temu   przyciąganiu.   Nie   z   powodu   Alexa,   lecz 
swoich   doświadczeń.   Po   prostu   nie   była   zainteresowana 
flirtem. A szczególnie z mężczyzną, który również pracuje w 
branży   kulinarnej.   Gdyby   jeszcze   Alex   nie   wyglądał   tak 
słodko w babcinym fotelu, pomyślała. Co mnie opętało, żeby 
otworzyć   drzwi   nieznajomemu,   wściekała   się   w   myślach. 
Przeklęta ciekawość.

A   właśnie.   Skoro   o   ciekawości   mowa,   to   nie   wyjaśnił 

drugiego powodu wizyty. Przyznał, że szuka kogoś do pracy, 
lecz   nie   wyglądał   na   porażonego   moimi   kwalifikacjami. 
Pewnie w końcu nie zaproponuje mi tej pracy. A szkoda. To 
wprost wymarzona szansa.

 - Więc jaka jest ta druga sprawa? - zapytała w końcu.
 - Słucham?
  -   Mówiłeś,   że   sprowadzają   cię   do   mnie   dwie   sprawy. 

Szukasz pracownika, to po pierwsze. A po drugie?

 - Swaty.

background image

ROZDZIAŁ DRUGI
  -   Dlaczego   uważasz,   że   Rosie   nas   swata?   Dlatego,   że 

jestem szefem kuchni w żeńskim wydaniu?

 - Właśnie dlatego.
Alex   wychwycił   w   jej   głosie   nutki   oburzenia.   Z 

doświadczenia   wiedział,   jak   ciężko   jest   kobiecie   w   ich 
zawodzie. Może i nadchodziły zmiany, ale na razie szefami 
kuchni byli raczej mężczyźni.

 - Zresztą, gdybyś była mężczyzną, to miałbym do ciebie 

tylko jedną sprawę - spróbował rozładować napięcie.

 - Tak?
 - Propozycję pracy. Swaty nie wchodziłyby raczej w grę.
 - No dobrze, ale dlaczego twoja siostra miałaby umawiać 

cię na randki? - spytała z uśmiechem Fran.

 - Bo to beznadziejna romantyczka.
  - Nie spodziewałam się, że taki przystojny facet może 

mieć kłopot ze znalezieniem sobie partnerki.

Powiedziała to tak naturalnie i bez skrępowania, że Alex 

uznał ten komplement za szczególnie miły.

Gdy dziewczyna w zamyśleniu przygryzła dolną wargę, 

pot   wystąpił   mu   na   czoło.   Nie   mógł   oprzeć   się   myśli   o 
pocałowaniu   jej.   To   pragnienie   pojawiło   się   nagle.   Jeszcze 
żadna kobieta nie pociągała go tak mocno. Żadna, od czasów 
Beth,   upomniał   się   w   myślach.   Natychmiast   pojawiło   się 
poczucie   winy.   Zaraz   potem   ból.   Wprawdzie   przytępiony 
upływem   czasu,   ale   wciąż   obecny   w   jego   życiu.   Zawsze 
cierpiał,   ilekroć   wspominał   Beth  i   odebraną   im   szansę   na 
szczęście.   Taka   miłość   zdarza   się   tylko   raz   w   życiu.   Los, 
przeznaczenie czy cokolwiek to było, dało mu idealną kobietę, 
tylko po to, by mu ją odebrać. Alex już nigdy nie pozwoli, 
żeby historia się powtórzyła.

 - Ja po prostu nie szukam partnerki - powiedział, chociaż 

Fran właściwie go o to nie pytała.

background image

  - To właśnie dlatego Rosie tak się stara cię wyswatać - 

oznajmiła z błyskiem w oku. Stanowisz cudowne wyzwanie. 
Nie rozumiem tylko, dlaczego uznała, że ja mogę się nadać.

  -   Mówiła   coś   o   kobiecie   apetycznej   jak   bułeczka   - 

powiedział i od razu podniósł ręce do góry w geście udanego 
poddania się.

Alex   musiał   przyznać   siostrze   rację.   Fran   idealnie 

pasowała do tego opisu. Widywał wprawdzie kobiety w typie 
bułeczki,   ale   były   to   raczej   dojrzałe   panie   o   matczynych 
zapędach.   A   tego   nie   można   było   powiedzieć   o   Fran. 
Wyglądała rzeczywiście apetycznie i seksownie. Szczególnie 
jej   usta.   Miała   cudownie   równe   i   białe   ząbki,   które   mógł 
podziwiać   za   każdym   razem,   gdy   się   uśmiechała.   A   Fran 
uśmiechała się często. Miała też pełne, miękkie wargi. Tak, to 
usta wprost stworzone do całowania, pomyślał.

 - Bułeczkę mogła sobie darować, ale i tak dobrze, że nie 

muszę kryć twarzy przy ludziach - powiedziała.

Alex   zamrugał   i   spróbował   oderwać   wzrok   od   ust 

dziewczyny i dla odmiany skupić się na słowach, które z nich 
spływały.

  -   Właściwie   można   powiedzieć,   że   miała   rację.   Jesteś 

całkiem atrakcyjna.

 - Ach! Spokojnie moje serce! - wykrzyknęła i teatralnym 

gestem przyłożyła dłoń do piersi. - Ten tekst może zawrócić w 
głowie   każdej   kobiecie.   A   tak   między   nami,   to   chyba 
wyszedłeś z wprawy. Musisz poćwiczyć. Chyba że mówiłeś 
serio na temat poszukiwania partnerki?

 - Owszem.
Ta   kwestia   nie   podlegała   dyskusji.   Zresztą   nawet   nie 

chodziło  o   szukanie.   Miał   swoją   szansę.   Nie   ułożyło   się. 
Koniec.

background image

  - Zatem - drążyła Fran - jeśli wiedziałeś, że siostra cię 

swata, a nie zamierzałeś brać w tym udziału, to po co w ogóle 
przyszedłeś?

  -   Powiedziała,   że   i   tak   cię   nie   zdobędę.   A   jeśli   chcę 

wiedzieć czemu, to sam muszę się przekonać.

 - Ach! - wykrzyknęła i pokiwała głową, jakby rozwiązała 

zawiłą   zagadkę.   -   Rozumiem.   Błyskotliwa   strategia.   I 
zadziałała jak złoto.

 - Co zadziałało?
 - Mechanizm psychologicznej odwrotności.
  - Wydawało mi się, że obiecałaś zaniechać amatorskiej 

psychoanalizy?

 - Zapomniałam - przyznała bez skruchy. - Ale to wprost 

klasyczny przykład.

 - Jak to?
 - Przecież przyszedłeś.
  - Chyba nie ma sensu zaprzeczać. Ale nie sądzę, żeby 

miało to jakikolwiek związek z twoją teorią.

 - To takie proste - odezwała się, kiwając ze współczuciem 

głową.   -   Mężczyźni   zawsze   pragną   tego,   czego   nie   mogą 
dostać. Jeśli ktoś może to stwierdzić z pełnym przekonaniem, 
to tylko ja. Nie zapominaj, że mam czterech braci i miałam 
wiele okazji, by przekonać się, jak działa męski umysł.

 - Czyli jak?
  -   To   ma  ścisły   związek   z   prehistorycznym   okresem 

myśliwych  i   zbieraczy.  Zabroń   im,   a   natychmiast   się   uprą, 
pójdą upolować zwierzynę i triumfalnie przywloką do jaskini. 
Więc   strategia   Rosie   zadziałała.   Powiedziała,   że   jestem 
nieosiągalna.

I   proszę,   już   stoisz   tu   z   włócznią   -   zakończyła   swój 

wywód i przyjrzała się minie Alexa. - To tylko taki plastyczny 
opis - dodała po chwili wyjaśniająco.

background image

  - Obawiam się, że przeczytałaś zbyt wiele poradników 

psychologicznych dla kobiet.

 - Prawdopodobnie - przytaknęła ze śmiechem, zamiast się 

obrazić.   -   Ale   nie   ma   wątpliwości,   że   natura   męska   jest 
szczególnie podatna na wyzwania.

 - Z tym muszę się zgodzić - powiedział. - Poddaję się. Ale 

dlaczego   nie   można   cię   zdobyć?   To   znaczy,   czemu   nie 
miałabyś pracować dla mnie?

Nie   odpowiedziała.   Odstawiła   tylko   pustą   Filiżankę   na 

stolik i siedziała zamyślona.

  - A może nie lubisz włoskiej kuchni? Ani gotować, ani 

jeść? - spytał po chwili ciszy.

 - Skądże, uwielbiam.
  -   Więc   pewnie   masz   napięty   grafik?   Nie   możesz   się 

opędzić od ofert?

  -   Nie.   Kiedy   wywiążę   się   z   kontraktu   dotyczącego 

żywności dla dzieci, będę wolna.

 - To pewnie chcesz odpocząć. Nie miałaś wakacji od lat?
  -   Znów   się   mylisz.   Właściwie   zanim   przyszedłeś 

zastanawiałam się nad następną praca. Przeglądałam gazetę i 
zaznaczyłam parę obiecujących ofert.

Alex   sięgnął   po   gazetę   i   znalazł   pierwsze   zaznaczone 

ogłoszenie. Zaczął czytać na głos:

  -  „Szukam   doświadczonej   kucharki.   Musi   umieć 

gotować". O, to rzeczywiście obiecujące!

 - Przecież umiem gotować - odparła, nie zwracając uwagi 

na jego ironiczne spojrzenie.

  -   "Dom   spokojnej   starości   poszukuje   doświadczonego 

szefa   kuchni.   Specjalność:   hurtowe   żywienie   domowe"   - 
odczytał kolejne ogłoszenie i popatrzył na nią pytająco.

 - Pamiętaj, że wychowałam się w licznej rodzime. Umiem 

przyrządzać domowe dama i to w hurtowych ilościach. Nie 
dało się tego uniknąć przy pięciu mężczyznach w domu.

background image

 - „Grill bar przyjmie do pracy. Wymagany życiorys i list 

motywacyjny". No, ale to już dużo poniżej twoich kwalifikacji 
- powiedział, marszcząc brwi.

 - To uczciwa praca - broniła się.
 - Chyba rodzina pomoże ci w trudnej sytuacji?
 - Nie zwrócę się do nich o pomoc - odparła, kręcąc głową.
 - Dlaczego nie?
 - Potrafię sama o siebie zadbać.
Alex postanowił nie pytać o nic więcej. Fran Carlino miała 

swoje życie i swoje problemy. To wyłącznie jej sprawa.

 - Więc jednak szukasz pracy - podsumował.
 - Tak.
Popatrzyli na siebie i w tym samym momencie doszli do 

podobnego wniosku.

 - Zdecydowanie swaty - zabrzmiał zgodny chór.
 - Podstępne i przy użyciu chwytów psychologicznych - w 

głosie   Alexa   pobrzmiewało   rozbawienie.   -   Ale   jesteś 
osiągalna? Oczywiście, w kwestii pracy?

 - Złóż propozycję.
Pierwsza   propozycja,   która   mu   przyszła   na   myśl, 

zdecydowanie   nie   dotyczyła   pracy.   Miała   natomiast   wiele 
wspólnego z kuszącymi do pocałunków ustami dziewczyny. 
Alex znów przyłapał się na tym dziwnym przyciąganiu. Nawet 
na Beth tak silnie nie reagował. To było coś zupełnie nowego.

Zdecydowanie odepchnął myśli o dziewczynie. Przyszedł 

tu   w   interesach.   Przecież   po   utracie   Beth   zagrzebał   się   w 
pracy.

 - Chyba zbyt wcześnie na konkrety - odezwał się, wstając.
  -   Chciałbym   przejrzeć   życiorys   i   referencje.   Dopiero 

potem...

 - Co?
  -   Nie   jestem   pewien.   Właściwie   rekrutowaniem 

pracowników zajmuje się mój brat, Joe.

background image

 - To chyba z nim powinnam dalej rozmawiać? - spytała 

niepewnie głosem, w którym dało się słyszeć ulgę.

 - Sam chciałbym się tym zająć. Częściowo ze względu na 

to, ze to był mój pomysł, a po części z powodu rychłego ślubu 
brata

 - A kiedy się żeni?
 - W walentynki.
 - Jedyny dzień w roku dla uczczenia zakochanych.
 - Tak.
 - Zatem wierzysz w miłość. Tylko sam jej nie szukasz.
 - To nie oznacza, że nie doceniam znaczenia tego dnia dla 

innych - oznajmił. - I ty pewnie masz kogoś, z kim spędzisz 
ten dzień.

 - Nie. Ale uważam, że to bardzo romantyczne brać ślub w 

walentynki.

 - To chyba rzadkość usłyszeć takie słowa od osoby, która 

uważa,   że   Joe   właśnie   upolował   kobietę   i   jest   w   trakcie 
wleczenia jej do swej jaskini?

 - Nie mogę dłużej podtrzymywać swej tezy o myśliwych i 

zbieraczach - przyznała z udawanym żalem. - Najwidoczniej 
nie dotyczy ona waszej rodziny.

 - Jak to?
 - Przecież ty nie szukasz partnerki - przypomniała mu.
  -  A, tak -  przyznał  i   odchrząknął,  zmieniając  temat.  - 

Gdybym   to   ja   był   odpowiedzialny   za   nabór   pracowników, 
pewnie powinienem się dowiedzieć, jakie masz doświadczenie 
w pracy. 

 - Dobrze. Przygotuję wszystkie potrzebne dokumenty.
  - Tu masz adres - powiedział, wyjął portfel z kieszeni 

spodni i podał dziewczynie wizytówkę.

 - Dziękuję.
Następnego   popołudnia   Fran   stanęła   przed   recepcją   w 

budynku   należącym   do   firmy   Marchettich.   Większość   dnia 

background image

upłynęła jej  na rozmyślaniach, czy powinna odczekać  jakiś 
czas   przed   złożeniem   dokumentów,   czy   też   okazać   zapał   i 
pojawić się w firmie od razu. W końcu doszła do wniosku, że 
to   i   tak   nie   ma   znaczenia   Alex   czytał   przecież   ogłoszenia 
dotyczące pracy i wiedział, że dziewczyna jest w potrzebie.

Wyjaśniła recepcjonistce powód wizyty.
 - Pan Marchetti przyjmie panią - powiedziała kobieta, gdy 

już porozumiała się z szefem. - Dziesiąte piętro.

 - Bardzo dziękuję.
Fran minęła recepcję i weszła do windy. Gdy wysiadła na 

dziesiątym piętrze, od razu zauważyła masywne biurko, przy 
którym siedziała starsza kobieta. Osobista sekretarka Alexa, 
pomyślała dziewczyna.

 - Jestem umówiona na spotkanie z Alexem Marchettim - 

wyjaśniła i przyjrzała się sekretarce.

Starsza   pani  miała   siwe   kręcone   włosy  i   wyglądała   jak 

dobra wróżka z bajek dla dzieci. Fran doszła do wniosku, że 
Alex celowo ją wybrał. Otaczał się kobietami nieosiągalnymi 
dla   siebie.   Rzeczywiście   nie   szukał   partnerki.   Nie   mogła 
przestać zastanawiać się, dlaczego. Taki przystojniak jak on, 
mógł być z każdą, której zapragnie, a tymczasem dobrowolnie 
z tego rezygnował. Widać nie tylko ona ma swoje sekrety.

  -   Oczekuje   pani   -   odezwała   się   kobieta   z   uprzejmym 

uśmiechem.   -   Jego   biuro   jest   w   głębi   korytarza   po   lewej 
stronie.

  -   Dziękuję   -   odparła   Fran   i   ruszyła   we   wskazanym 

kierunku. Szybko znalazła właściwe drzwi, zapukała i weszła 
Alex

siedział   za   biurkiem.   Dziś   był   ubrany   zupełnie   inaczej. 

Miał spodnie od garnituru, krawat i brązową koszulę. Jednak 
jej rękawy znów były podwinięte. Fran westchnęła.

 - Cześć - powiedziała.
 - Cześć. Czym mogę ci służyć?

background image

  -   Przyszłam,   tak   jak   się   umawialiśmy   -   wyjaśniła, 

ściskając teczkę z dokumentami.

 - Nie spodziewałem się ciebie tak szybko.
  - Wydawało mi się, że wprost nie możesz doczekać się 

rozpoczęcia realizacji projektu.

  - A ja sądziłem, że masz mnóstwo pracy w związku z 

wypełnianiem kontraktu.

 - Już tylko drobne poprawki - wyjaśniła.
Była   rozczarowana.   Nie   zależało   mu   na   niej.   Fran   nie 

wiedziała,   czy   jej   rozczarowanie   bardziej   dotyczy   sfery 
zawodowej, czy prywatnej. Miała zamęt w głowie. Poprzedni 
mężczyzna  zrezygnował z  niej, gdy dostał  to, co chciał. A 
Alex skreślał ją, zanim zdążyli się lepiej poznać. Czuła, że jej 
samoocena gwałtownie spada.

  - Usiądź, proszę - powiedział Alex, wskazując skórzany 

fotel stojący na wprost biurka.

Fran   usiadła   i   założyła   nogę   na   nogę.   Zaszeleściły 

pończochy. Zauważyła, że Alex natychmiast spojrzał w tym 
kierunku. Była jednak pewna, że biurko zasłania mu widok. 
Była z tego zadowolona.

W   tym   roku,   w   południowej   Kalifornii   grudzień   był 

wyjątkowo   ciepły.   Długo   zastanawiała   się,   co   powinna 
włożyć.   Czy   założyć   garsonkę   z   kobiecą   spódniczką,   czy 
raczej   spodnium,   który   nie   będzie   przesadnie   eksponował 
kobiecości. W końcu wybrała strój, w którym czuła się pewnie 
i   profesjonalnie.  Założyła  czekoladowy  kostium   z  wygodną 
spódnicą, która kończyła się tuż nad kolanami.

Zanim   Alex   cokolwiek   powiedział,   gapił   się   na   nią 

dłuższą chwilę.

 - Czy mogę przejrzeć dokumenty? - wydusił w końcu.
 - Oczywiście. - Fran wyjęła papiery z teczki. - Mam także 

referencje z każdej firmy, w której pracowałam.

background image

Alex   uważnie   przeglądał   dokumenty,   a   Fran   z 

przyjemnością przyglądała się jemu. Gdy czytał w skupieniu, 
między   zmarszczonymi   brwiami   pojawiała   się   pionowa 
kreska.  Miał   pięknie  zarysowany   nos  i   przyjemne  usta.  Na 
brodzie i policzkach pojawił się cień popołudniowego zarostu. 
Wygląda bardzo męsko, nawet troszkę groźnie, zauważyła w 
rozmarzeniu. Znów przyglądała się jego rękom. Zauważyła, że 
ma długie silne palce.

 - Imponujące - powiedział.
 - Tak - zgodziła się, wciąż myśląc o jego dłoniach.
Z trudem wracała do rzeczywistości. W końcu porzuciła 

sny na jawie i odchrząknęła.

 - Byli zadowoleni z mojej pracy - powiedziała, gdy Alex 

spojrzał na nią pytająco znad referencji.

  -   Rozumiem   -   rzekł,   a   w   jego   wzroku   pojawiła   się 

aprobata.

 - Dlaczego mam wrażenie, że zaraz usłyszę „ale"?
  -   Zajmowałaś   się   bułeczkami,   żywnością   dla   dzieci, 

mrożonkami i zupami, ale nie miałaś do czynienia z daniami 
głównymi.

  -   Nie   jako   konsultant,   to   prawda.   Ale,   jak   możesz 

przeczytać   w   moich   dokumentach,   ukończyłam   prestiżową 
szkołę   gastronomiczną.   Przygotowywanie   dania   głównego 
było istotną częścią egzaminu. Poza tym wiem, które składniki 
można mrozić.

 - Miałem nadzieję znaleźć kogoś bardziej... - zawahał się i 

popatrzył na nią.

  -   Doświadczonego   -   podpowiedziała.   Kąciki   jego   ust 

uniosły się powoli w uśmiechu.

 - Prawdę mówiąc, tak.
 - Jak długo już szukasz? - spytała, tłumiąc rozczarowanie.
  -   Dosyć   długo   -   przyznał.   -   Najpierw   próbowałem 

tradycyjnie, przez ogłoszenie. Zawarłem ustną umowę, lecz 

background image

facet   zrezygnował,   gdy   zdecydował   się   na   prowadzenie 
własnej   restauracji.   Znalazłem   się   w   punkcie   wyjścia. 
Wpadłem   więc   na  pomysł,   żeby   poszukać   wśród   własnych 
pracowników w restauracjach.

 - I?
 - Nic z tego - przyznał, potrząsając głową.
 - Co więc zrobiłeś?
 - Próbowałem zwerbować kogoś o znanym nazwisku. To 

była   zła   droga.   Próbowałem   więc   w   szkołach 
gastronomicznych.   Przeprowadziłem   wiele   rozmów   ze 
szczególnie obiecującymi absolwentami.

 - Nie powiodło ci się?
  -  Chociaż  byli  świetnie   przeszkoleni, chętni   i  ambitni, 

wydali mi się zbyt młodzi i nieodpowiedzialni.

  -   Nie   nadawaliście   na   tej   samej   fali?   -   spytała   ze 

zrozumieniem i uśmiechnęła się.

 - Delikatnie mówiąc.
Rozumiała   go,  ale  nie  mogła   zdobyć  się  na  prawdziwe 

współczucie. Nie, ponieważ bardzo zależało jej na tej pracy. 
Była   wdzięczna   losowi,   że   Alex   miał   taki   kłopot   ze 
znalezieniem właściwej osoby. Oznaczało to dla niej szansę.

  - Przykro mi to mówić, ale wydaje mi się, że nie masz 

wielkiego wyboru.

 - Właśnie - westchnął i przegarnął palcami ciemne włosy. 

- Słuchaj, Fran, nie miałem przerwy na lunch i umieram z 
głodu.   Może   coś   zjemy?   Tu   niedaleko   mieści   się   pierwsza 
Restauracja Marchettich. Dotrzymasz mi towarzystwa?

Serce rwało się do zgody, lecz rozum podpowiadał, że to 

kolejny składnik w przepisie na kłopoty. Jednak potrzebowała 
pracy. To zlecenie było o niebo lepsze niż oferta pracy w grill 
barze. Jedynym problemem był Alex Marchetti. Na pewno nie 
powierzy   swojego   projektu   nawet   najbardziej 
doświadczonemu   szefowi   kuchni.   A   jej   brakowało 

background image

doświadczenia. Jeśli w ogóle ją przyjmie, będzie to oznaczać 
ścisłą współpracę. Zadrżała. Tu chodziło o pracę, a nie o życie 
osobiste. Już raz pomieszała te dwie sprawy. Przyrzekła sobie, 
że taka sytuacja więcej się nie powtórzy.

Jeszcze   nigdy   nie   zdarzyło   jej   się   czuć   tak   nagłego   i 

silnego pociągu do mężczyzny. Podejrzewała, że to dlatego, iż 
Alex wkroczył w jej życie bez ostrzeżenia. Nie zdążyła się 
przygotować. Przedarł się przez linię obrony, zanim zdążyła 
się   uodpornić   na   jego   spojrzenia,   uśmiechy   i   atrakcyjny 
wygląd.

Nie, taki drobiazg mnie nie powstrzyma, pomyślała. Jeśli 

nie będę mogła mieć swobody decyzji, to przynajmniej będę 
mu doradzać.

 - Jeśli będziemy rozmawiać o interesach, pójdę z tobą na 

obiad. Chętnie spróbuję czegoś z jadłospisu Marchettich.

 - Nigdy u nas nie byłaś?
 - Przykro mi - powiedziała, potrząsając głową.
 - Pora to naprawić - oznajmił Alex.
  -   Witaj,   Abby   -   Alex   ucałował   oba   policzki   swojej 

bratowej.

Fran   i   Alex   właśnie   weszli   do   restauracji.   Abby,   jako 

asystentka   kierownika,   poznawała   właśnie   pracę   hostessy. 
Alex   zauważył   wyraz   twarzy   Fran.   Łatwo   odczytał 
zaskoczenie i niezadowolenie. Zgadywał, że pomyślała sobie: 
czy   na   pewno   chcę   pracować   dla   mężczyzny,   który   całuje 
swoje pracownice?

  -   Stolik   dla   dwojga?   -   spytała   Abby   z   grzecznym 

uśmiechem, lecz jej niebieskie oczy płonęły ciekawością.

Alex   zawsze   myślał,   że   skłonność   do   wścibstwa   jest 

przypadłością Marchettich. Widocznie można się tym zarazić 
przez   małżeństwo,   pomyślał,   gdy   bratowa   ponownie 
przyjrzała   się   Fran.   Ale,   żeby   być   sprawiedliwym,   musiał 

background image

przyznać,   że   Abby   nie   przywykła   oglądać   go   w   damskim 
towarzystwie.

  -   Owszem,   dla   dwojga,   ale   cichy.   Jesteśmy   tu   w 

interesach - wyjaśnił szybko.

 - Mam idealny stolik.
Alex spojrzał na Fran, która oczekiwała prezentacji.
  - Fran Carlino, poznaj Abby Marchetti.  Ona i Nick są 

małżeństwem od... - przerwał, żeby policzyć.

  - Od sześciu miesięcy i kilku dni, ale kto by liczył? - 

powiedziała Abby z roziskrzonym wzrokiem, który przeczył 
słowom. - Miło cię poznać, Fran.

 - Mnie również - odparła Fran i odetchnęła z ulgą.
 - Mam specjalny stolik w rogu sali, cichy i odgrodzony od 

reszty - oznajmiła Abby, prowadząc ich przez prawie pustą 
salę   restauracyjną.   -   Wybrałeś   dobrą   godzinę,   Alex. 
Największy tłum gości dopiero nadejdzie.

 - To dobrze.
  - Zaraz przyślę kelnera. Życzę smacznego. Dobrze cię 

znowu widzieć - powiedziała i odeszła.

Alex   doskonale   zdawał   sobie   sprawę,   że   miała   ochotę 

powiedzieć:   „Dobrze   cię   znowu   widzieć   w   damskim 
towarzystwie".   Zaczynał   już   marzyć   o   tym,   żeby   rodzina 
pogodziła się z jego kawalerskim stanem. Byliby zachwyceni, 
gdyby znali jego myśli o Fran. Szybko odepchnął miłe wizje. 
Wolałby,   żeby   jego   troskliwi,   lecz   natrętni   krewni   znaleźli 
inny   cel   matrymonialnych   działań.   Ułożył   sobie   życie   bez 
kobiety   i   był   z   niego   zadowolony.   Sam   potrafił   o   siebie 
zadbać.  Te  słowa  przypomniały   mu   wczorajszą   rozmowę  z 
Fran.

 - Zanim zaczniemy omawiać interesy, może zechciałabyś 

mi wyjaśnić, co miałaś wieczorem na myśli, mówiąc, że sama 
potrafisz zadbać o siebie.

 - Czemu o to pytasz?

background image

 - Z ciekawości. Wydawało mi się, że to dla ciebie ważne. 

Powiedz, czemu uważasz, że nie mogłabyś liczyć na rodzinę?

 - Mogę na nich liczyć. Tylko nie chcę z tego korzystać. 

Znów usłyszałabym, że gdybym miała męża, nie znalazłabym 
się w kłopotach, bo on dbałby o mnie.

 - A ty nie życzysz sobie mężczyzny w swoim życiu?
 - To zbytnie uproszczenie.
 - Nie rozumiem?
 - W mojej rodzinie kładzie się duży nacisk na tradycję - 

zaczęła, sadowiąc się wygodniej. - Wszyscy bracia, po kolei, 
szli w ślady ojca i zaczynali pracę w budownictwie. Podobnie 
jak w twojej rodzinie pracuje się w branży gastronomicznej. 
Tyle tylko, że wy zdajecie się akceptować decyzję Rosie. Ona 
może mieć swoją księgarnię.

 - A twoja rodzina nie akceptuje twojego zawodu?
 - Sądzę, że ojciec po prostu nie wie, co ma ze mną zrobić. 

Dotąd nie pogodził się z faktem, że nie jestem jeszcze jednym 
synem.   W   dodatku,   dziewczyna   nie   może   pracować   w 
budownictwie.   Według   niego   powinnam   była   zrobić   to,   co 
moja   matka.   Wyjść   za   mąż   i   mieć   dzieci.   Ojciec   byłby 
szczęśliwy,   gdyby   pojawił   się   jakiś   mężczyzna   i   zdjął   mu 
kłopot z głowy. Czasem czuję się jak pochodnia olimpijska. 
Niesie   się   ją   przez   jakiś   czas,   a   potem   przekazuje   komuś 
innemu - powiedziała z westchnieniem. - Ale to długa i nudna 
historia - dodała, jakby żałując wypowiedzianych słów.

  -   Co   jest   złego   w   tym,   że   jakiś   mężczyzna   miałby 

zaszczyt zadbać o ciebie? - spytał ze śmiechem Alex.

 - Nie chcę, żeby ktokolwiek był za mnie odpowiedzialny. 

Sama mogę zatroszczyć się o siebie. Poza tym mężczyzna w 
domu   tylko   przysparza   dodatkowej   pracy.   Ucierpiałaby   na 
tym moja kariera.

 - A praca zawodowa jest dla ciebie bardzo ważna?

background image

 - Tak jak dla ciebie. Uwielbiam to, co robię. Nie jest mi 

wcale łatwo. Już szkoła gastronomiczna dała mi nieźle w kość. 
Nie po to robiłam to wszystko, żeby teraz grać w domu drugie 
skrzypce, karmić i opierać faceta!

 - Więc praca dla firmy Marchettich jest dla ciebie ważna?
 - Oczywiście - przytaknęła. - Nie mam doświadczenia z 

daniami   głównymi,   jak   sam   powiedziałeś.   Dzięki   tej   pracy 
nabiorę go i jeszcze, przy odrobinie szczęścia, zbliżę się do 
mojego celu.

 - Czyli?
  -   Prowadzenie   własnej   restauracji   -   powiedziała   i 

zauważyła, że Alex przygląda się jej w skupieniu. - Pewnie 
teraz zastanawiasz się, dlaczego wybrałam taką okrężną drogę.

 - Właśnie.
Czytała w jego myślach. Oby nie potrafiła odczytać moich 

myśli na swój temat, zląkł się Alex. Nie powinna dowiedzieć 
się, że pragnę poznać smak i dotyk jej ust. Znów zmusił się do 
skoncentrowania na słowach dziewczyny.

  - Na pewno zdajesz sobie sprawę, że w tym zawodzie 

istnieją pewne uprzedzenia do kobiet - tłumaczyła Fran.

 - Niestety - przyznał.
  -   Już   w   szkole   było   mi   trudno,   ale   byłam   naiwna   i 

sądziłam, że to minie. Niestety, nie mogłam znaleźć pracy w 
żadnej   restauracji.   Więc   kiedy   zaproponowano   mi   pracę 
konsultanta, przyjęłam ją. Nawet, jeśli nie prowadziła prosto 
do mojego celu.

  -   Zatem   chcesz,  żebym   zatrudniał   i   szkolił   moją 

konkurencję?

  - Nie brzmi to najlepiej - roześmiała się. - Ale patrząc 

realistycznie, mój cel jest jeszcze bardzo odległy. Poza tym 
moje   plany   nie   mają   znaczenia.   Potrzebujesz   kogoś   w   tej 
chwili. A ja nadaję się do tej pracy.

 - Jesteś bardzo pewna siebie.

background image

 - Uważasz, że sobie nie poradzę?
 - Powiedzmy, że jestem sceptykiem.
 - Więc daj mi szansę, żebym mogła ci to udowodnić.
 - Kusząca propozycja.
 - Chciałabym cię o coś zapytać - powiedziała, marszcząc 

brwi.

 - Nie krępuj się.
  -   Wahasz   się,   czy   mnie   zatrudnić,   dlatego,   że   jestem 

kobietą?   Owszem,   przyznał   w   myślach.   Ale   nie   z   powodu 
uprzedzeń.

Fran miała w sobie to coś. Sprawiła, że ją zauważył. A on 

nie chciał zaprzątać sobie głowy kobietami. Tak jak ona, cenił 
własną karierę. Oczywiście, nie mógłby jej przekazać swojego 
projektu. Chciał osobiście brać w nim udział. A to oznaczało 
częste spotkania. Jak wyglądałaby ich współpraca?

Ale, jak słusznie zauważyła, nie miał wielkiego wyboru.
 - Nie - skłamał. - Fakt, że jesteś kobietą w żaden sposób 

nie wpływa na moją decyzję.

 - Więc w czym problem?
 - Brakuje ci doświadczenia. Nie mówię nie, ale nie wiem, 

co powinienem zrobić.

  -   Przyrządzę   coś   dla   ciebie   -   zaproponowała.   -   Sam 

będziesz mógł się przekonać.

O, chętnie by się przekonał. Myślenie o tej dziewczynie 

stało się jego obsesją. Znów pojął słowa Fran na swój sposób. 
Właśnie   to   był   ten   problem.   Dlatego   wahał   się,   czy   ją 
zatrudnić.

  -   Wydawało   mi   się,   że   twój   ojciec   nie   chciał,   żebyś 

gotowała dla obcego mężczyzny.

 - Dla bandy obcych - poprawiła go. - Poza tym nie on ma 

decydujący głos, a ja naprawdę marzę o tej pracy.

 - Chcesz udowodnić coś swojej rodzinie?

background image

 - Może. Już mówiłam, że ta praca zbliży mnie do mojego 

celu. Zresztą  nie  masz  nikogo innego. Czas ucieka. Jestem 
dobra w moim zawodzie i chętnie ci to udowodnię.

 - To uczciwe postawienie sprawy. Gdzie i kiedy?
 - Jutro wieczorem. U mnie.
 - Na pewno przyjdę.

background image

ROZDZIAŁ TRZECI
Fran uznała, że tym razem jest przygotowana na wizytę 

Alexa. Nie  miała  na  myśli  jedynie  przygotowania  potraw i 
prezentacji, chociaż była dumna z wykonanej pracy.

Przyjrzała   się   swemu   dziełu.   Lniany   obrus   spływał 

wymyślnymi   fałdami   z   dębowego,   okrągłego   stołu.   Cztery 
krzesła z wysokimi oparciami stały wokół. Fran postanowiła 
użyć   zastawy   babci,   by   dodać   posiłkowi   splendoru.   Obok 
nakrycia leżała wymyślnie złożona serweta - skutek długich 
godzin nauki. Rozstawiła też szklanki i kieliszki, by pokazać, 
jak powinien wyglądać idealnie nakryty stół.

Pośrodku ustawiła wazon ze świeżymi kwiatami, których 

zapach   łączył   się   teraz   z   aromatem   przygotowywanych 
potraw. Jej zdaniem wygląd stołu był równie ważny, jak smak 
potraw. Wiedziała, że sposób nakrycia jest idealny, teraz już 
tylko jej kunszt kulinarny musiał mu dorównać.

Nie   umiała   sobie   wytłumaczyć,   dlaczego   tak   bardzo 

zależy jej na opinii Alexa. Czuła, że starania o pracę nie były 
jedynym powodem.

Przygotowała nie tylko dania i stół. Postanowiła również 

siebie przygotować na spotkanie z tym mężczyzną. Uznała, że 
uprzednio   wywarł   na   niej   takie   wrażenie   z   powodu 
zaskoczenia.   Nie   zamierzała   zgłębiać   smakowitego   dania, 
jakim   był   pan   Marchetti.   Domyślała   się   tylko   niektórych 
składników.   Szczypta   czaru,   boski   wygląd,   odrobina 
magnetyzmu   do   smaku...   Ale   ona   zamierzała   przestrzegać 
ścisłej diety. Po pierwsze już raz się  sparzyła, a po drugie, 
była   raczej   nieśmiała.   Nie   czuła   więc   pokusy.   Była 
bezpieczna.   Z   pewnością   nie   pozwoli,   by   ktokolwiek,   a 
szczególnie ten przystojny mężczyzna, stanął pomiędzy nią a 
pracą, o którą się starała.

Spojrzała   na   zegarek.   Alex   miał   przyjść   o   siódmej. 

Brakowało jeszcze pięciu minut. Poczuła, że ma dłonie mokre 

background image

od potu, a jej żołądek zachowuje się tak, jakby siedziała na 
diabelskim młynie.

Aż   podskoczyła,   gdy   w   końcu   rozległ   się   dźwięk 

dzwonka. Fran wzięła głęboki oddech i jeszcze raz zerknęła na 
stół.   Wszystko   było   w   najlepszym   porządku.   Czuła 
wdzięczność,   że   Alex   przybył   punktualnie.   Nie   zniosłaby 
długiego czekania. Jej nerwy były napięte jak postronki.

  -   Kto   tam?   -   spytała,   gdy   uznała,   że   jest   gotowa   na 

przyjęcie gościa.

 - To ja, Alex. Twój seryjny morderca, nie pamiętasz?
Roześmiała się. Głęboki dźwięk jego głosu spowodował 

przyjemny dreszczyk. Zdjęła łańcuch i otworzyła drzwi. Na 
zewnątrz stał Alex w znoszonych dżinsach i białej koszuli z 
podwiniętymi   rękawami.   Już   od   pierwszego   spojrzenia 
wiedziała, że jednak nie jest gotowa na to spotkanie. - Cześć - 
szepnęła.

  - Witaj. Przyniosłem wino - powiedział, a Fran dopiero 

teraz zauważyła, że w każdej ręce trzyma butelkę wina. - Jest i 
białe, i czerwone. Nie byłem pewien, co przygotujesz.

  - Dziękuję, ale nie trzeba było. To w końcu rozmowa o 

pracy.

  - Wiem, ale ma zupełnie inny charakter niż inne, które 

prowadziłem - odparł z uśmiechem.

  -   Szykowanie   jedzenia   to   szczególny   rodzaj   pracy. 

Rezultat masz od razu. Albo nie.

  -   To   prawda   -   powiedział   i   pociągnął   nosem.   -   Twój 

rezultat nieźle pachnie.

  -   Mam   nadzieję.   Pozwól,   zaprowadzę   cię   do   stolika   - 

powiedziała i ruszyła do kuchni. - Proszę za mną.

Gdy dotarli do kuchni, wzięła obie butelki i postawiła na 

bufecie. Alex w tym czasie miał okazję podziwiać jej wysiłki. 
Po chwili spojrzał na nią ze zmarszczonymi brwiami.

 - Jest tylko jedno nakrycie. Nie usiądziesz ze mną?

background image

 - Każdy szef kuchni pragnie nadać posiłkowi szczególną 

oprawę. Ja postawiłam na tajemniczość. Przyłączając się do 
ciebie, zniszczyłabym nastrój.

Jednak   przede   wszystkim   chciała   utrzymać   dystans. 

Udawanie, że znajdują się w jej restauracji dawało poczucie 
bezpieczeństwa.   Ich   spotkanie   nie   powinno   przypominać 
randki.

  -   Gdy   mieszkałem   w   domu,   mieliśmy   taką   niepisaną 

zasadę:   nigdy   nie   pozwól   nikomu   jeść   w   samotności   - 
powiedział, oparł ręce na biodrach i popatrzył jej w oczy. - A 
może masz taki plan? Otrujesz mnie i skrócisz moje męczarnie 
związane z syndromem drugiego syna?

 - Jasne. I od razu ucałuję moją karierę na pożegnanie.
 - Może lepiej mnie.
 - Słucham?
  -   Może   lepiej   pocałuj   mnie   -   powiedział   i   od   razu 

pożałował   niewczesnego   żartu.   -   To   był   głupi   dowcip. 
Wybacz. Ale i tak myślę, że powinniśmy zjeść razem.

  - Nie będę miała czasu. Ty będziesz klientem, sędzią i 

wykonawcą wyroku. A ja hostessą, kelnerką i szefem kuchni. 
Usiądź proszę. Podaję pierwsze danie. Mam nadzieję, że jesteś 
głodny.

 - Wprost umieram z głodu.
Rzeczywiście, wpatrywał się w jej usta z tak intensywnym 

głodem w oczach, że aż przeszedł ją dreszcz. Żołądek znów 
zaczął   swoje   harce.   Jakby   nie   była   wystarczająco 
zdenerwowana!   To   jest   jej   największa   szansa.   Szczebel   w 
drabinie kariery. Musi tylko wziąć się w garść i nie popsuć 
wszystkiego. Fran trzęsły się ręce ze zdenerwowania. Które z 
bóstw obraziłam, że w zemście skazało mnie na takie męki? - 
myślała   zdenerwowana.   Szykowanie   posiłku   na   ocenę   było 
wystarczająco trudne, nawet bez obecności przystojnego pana 
Marchetti.

background image

  - Pański apetyt działa na moją korzyść - powiedziała w 

końcu z promiennym uśmiechem. - Pozwoli pan, że wskażę 
mu stolik?

 - Myślę, że sam do niego trafię - burknął Alex.
 - Rozchmurz się.
Szkoda,  że   nie   jest   łysiejącym   starszym   panem   z 

wydatnym   brzuszkiem,   pomyślała.   Ma   takie   gęste,   falujące 
włosy.   Aż   się   proszą   o   dotyk.   Skup   się,   nakazała   sobie. 
Jeszcze   nie   miała   takich   problemów   w   swojej   zawodowej 
karierze. Poza jednym potknięciem w szkole gastronomicznej. 
Niestety, wtedy również chodziło o przystojnego mężczyznę. 
Przysięgała sobie, że nigdy więcej tak się nie stanie.

A niech to. Tak bardzo zależy mi na tej pracy, myślała w 

panice.   Była   mistrzem   kucharskim.   Musiała   jeszcze   tylko 
zwrócić   na   siebie   uwagę   Alexa.   Jeśli   droga   do   serca 
mężczyzny   rzeczywiście   wiedzie   przez   żołądek,   to 
przynajmniej znała tę drogę. I tylko na niej jej zależało, a nie 
na mężczyźnie.

 - Przygotowałam różne dania, żebyś w pełni mógł ocenić 

moje umiejętności - powiedziała, otwierając lodówkę.

Wyjęła   z   niej   miskę   sałatki   z   makaronu,   która   była 

wzbogacona żółtym serem, czarnymi oliwkami oraz rozmaitą 
zieleniną.   Wyciągnęła   też   półmisek   z   artystycznie   ułożoną 
sałatką   ze   szpinaku,   szparagów,   karczochów,   przybranych 
wymyślnie   świeżą   bazylią.   Pierwszą   sałatkę   polała   obficie 
przyprawioną   na   ostro   oliwą   oraz   sosem   z   dodatkiem 
estragonu.   Wcześniej   energicznie   zamieszała   miksturę, 
wyładowując   nieco   nagromadzonej   energii.   Drugą   sałatkę 
skropiła łagodną oliwą z oliwek, czosnkowym sosem i dodała 
odrobinę swych ulubionych przypraw.

Przełożyła   sałatki   na   osobne   talerzyki   i   ustawiła   przed 

Alexem. Podała także świeżo upieczone chlebowe paluszki, 
owinięte w lnianą serwetę, by nie ostygły.

background image

 - Smacznego - powiedziała głosem profesjonalisty.
 - Wygląda oszałamiająco - pochwalił i nabrał na widelec 

najpierw   nieco   jednej   sałatki,   potem   odrobinę   drugiej.   - 
Smakuje tak samo wyśmienicie, jak wygląda - oznajmił po 
chwili.

  -  To  dobrze   - ucieszyła  się  i   wycofała   za   bufet. -  To 

jeszcze   nie   koniec   przystawek,   więc   zostaw   sobie   trochę 
miejsca.

 - Jesteś pewna, że nie usiądziesz ze mną, żeby pojeść tych 

pyszności?

  -   Nie   jestem   głodna.   Wszystkiego   próbowałam   przy 

przyrządzaniu, jak każdy dobry szef kuchni.

 - Owszem, tak się robi.
Fran trochę oszukiwała. Nie spróbowała żadnego z dań, bo 

już od rana miała ściśnięty żołądek. Nic nie mogła przełknąć. 
Jeśli wszystko będzie smakowało, to tylko dlatego, że mam 
wspaniały   instynkt   i   naprawdę   nadaję   się   na   szefa   kuchni, 
pomyślała.

Wyjęła   danie   z   piekarnika   i   wstawiła   następne,   by   się 

podgrzało. Sięgnęła po talerz Alexa.

  - Pieczarki na sposób Portobello - oznajmiła, stawiając 

przed nim danie.

  - Wyśmienite  - przyznał Alex, gdy tylko spróbował. - 

Chyba najlepsze, jakie jadłem.

  -   Cieszę   się,   że   ci   smakują.   Danie   główne   będzie   za 

dziesięć minut. Otworzę wino.

 - Ja to zrobię, jeśli tylko dasz mi korkociąg - powiedział, 

wstając.

Uwaga. Alarm. Alex znów zmienia zasady. To była jej 

kuchnia, a on czuł się tu jak u siebie w domu. Zrobiło się tak 
jakoś  przyjacielsko   i   rodzinnie.  A   co   stało   się   z   chłodnym 
profesjonalizmem?

background image

Spojrzała   na  niego.  Musiała   wysoko  zadrzeć   głowę,  by 

znaleźć jego oczy. Odchrząknęła.

  -   Czy   zawsze   otwiera   pan   wino   w   konkurencyjnych 

restauracjach, panie Marchetti? - spytała twardo.

  - Od kiedy jesteś konkurencją? Myślałem, że gramy w 

jednej drużynie.

 - Pamiętaj jednak, ze wciąż czekam na swoją szansę.
 - A ty pamiętaj, że mówisz mi po imieniu.
  -   Staram   się   zachowywać   profesjonalnie,   żebyś   mógł 

docenić   wszystkie   moje   atuty   -   powiedziała   i   spłonęła 
rumieńcem,   gdy   uświadomiła   sobie   dwuznaczność   swoich 
słów.

 - No dobrze, ty otwórz wino - zgodził się Alex, lecz nie 

usiadł z powrotem.

Wyjęła z szuflady korkociąg. Był stary, bez wygodnych 

ramion, więc choć udało się jej go wkręcić, za nic nie mogła 
wyciągnąć korka.

W końcu Alex podszedł do Fran i delikatnie wyjął z jej 

rąk butelkę. Bez większego wysiłku wyciągnął oporny korek. 
- Proszę.

 - Czuję się jak gimnastyczka, która potknęła się w czasie 

popisu i teraz czeka na werdykt sędziów.

  -   Siła   nie   jest   wymagana   w   tym   zawodzie.   Punkty 

odejmuje się za dania powodujące zgagę i rozstrój żołądka.

 - Ty sobie żartujesz, a to jest dla mnie ważne.
 - W restauracji zajmie się tym kelner albo specjalna osoba 

od win. Pierwszy lepszy mięśniak może sobie walczyć z tą 
butelką. To nie jest potknięcie.

 - To nie jest też zwycięstwo.
 - Uśmiechnij się. Jeśli następna potrawa smakuje tak, jak 

pachnie, to już mnie masz.

 - Skoro tak twierdzisz.

background image

Bardzo chciała  mu  wierzyć. Wzięła  butelkę  od Alexa  i 

nalała trochę wina do kieliszka, stojącego na stole.

Zanim zdążył się ponownie odezwać, zadzwonił minutnik.
 - Danie główne jest gotowe. Jeśli usiądziesz, będę mogła 

podawać.

 - Jasne.
Fran   wyjęła   jedzenie   z   piekarnika.   Ułożyła   dania   na 

dwóch osobnych talerzach, które wzięła z podgrzewanej tacy. 
Zanim   zaniosła   je   gościowi,   włożyła   kuchenne   rękawice. 
Postawiła dania przed Alexem.

  -   To   jest   pieczeń   cielęca   -   powiedziała,   wskazując 

pierwszy   talerz.   -   A   to   pierś   kurczęcia   z   nadzieniem 
grzybowym i warzywami. Życzę smacznego.

Niecierpliwie   obserwowała,   jak   Alex   próbuje   kolejno 

potraw. Upił łyk wina i jadł dalej. Gdy skończył cielęcinę, 
znów posmakował kurczaka i pokiwał głową. Powoli nabrał 
na widelec odrobinę nadzienia i uniósł do ust. Fran nie mogła 
nic wyczytać z jego twarzy. Ciekawość to pierwszy stopień do 
piekła.   Jednak,   gdy   cisza   przedłużała   się,   dziewczyna   nie 
wytrzymała.

 - No i? - spytała, udając obojętność. - Co myślisz? Jak ci 

smakowało?

 - Czekasz na komplementy?
 - Nie. Zależy mi na uczciwej opinii. Proszę o obiektywną 

i szczerą krytykę mojej pracy.

 - Muszę się upewnić - powiedział i zjadł parę następnych 

kęsów.   -   Jeśli   mam   być   szczery,   to   muszę   przeprowadzić 
jeszcze jedną próbę - powiedział i włożył porcję warzyw do 
ust.

 - I co? - pytała niecierpliwie.
  -   Jeszcze   chwileczkę   -   poprosił   i   odkroił   kolejny   kęs 

piersi kurczęcia.

 - Zebrałeś już wszystkie dane?

background image

 - Jeszcze nie.
Gdy na talerzu zostało już tylko kilka kęsów, Alex odłożył 

sztućce i sięgnął po wino.

 - Chcesz wiedzieć, co o tym myślę?
 - Nie dręcz mnie.
  - Uważasz, że byłbym do tego zdolny? - spytał, a jego 

oczy rozbłysły wesołością.

 - Nie mogę w to uwierzyć. Ale niestety tak jest No i co 

sądzisz?

 - Uważam, że było w porządku.
  -   W   porządku?   -   spytała   przerażona   -   Było   wstrętne, 

prawda?

  -   Powiedziałem,   że   było   w   porządku   -   powtórzył   i 

popatrzył jej w oczy. - Chcesz, żebym rozwinął tę myśl?

 - Rozwiń, opisz, komplementuj do przesady. Użyj wielu 

przymiotników.   Im   więcej,   tym   lepiej.   Ale   tylko,   jeśli   ci 
smakowało.

  - To był, bez wątpienia, jeden z najlepszych posiłków, 

jakie   jadłem   w   życiu   -   uśmiechnął   się.   -   Wszystko   mi 
smakowało,   nawet   warzywa.   Podejrzewam   spisek.   Rosie   ci 
powiedziała, prawda?

  - Powiedziała tylko, że nigdy w życiu nie weźmiesz do 

ust brukselki - przyznała ze śmiechem Fran.

 - Cóż, gust się zmienia.
  -   Przyrządziłam   brukselki   z   miodową   musztardą   i 

specjalnym sosem. Gotowałam je tak, żeby nie straciły koloru 
-   wiedziała,   że   gada   od   rzeczy,   ale   musiała   rozładować 
napięcie. - Analiza żywności: sześćdziesiąt osiem kalorii, trzy 
gramy tłuszczu, dziesięć gramów węglowodanów, dwa gramy 
protein,   brak   cholesterolu,   siedemdziesiąt   pięć   miligramów 
sodu, trzydzieści procent kalorii z tłuszczu.

  - Węglowodany? Kto by przypuszczał, że brukselka ma 

coś takiego?

background image

 - Ja.
 - A kto mógł wiedzieć, że to tak dobrze smakuje?
 - Ja.
 - Chyba muszę przeprosić moją siostrę.
 - A co jej zrobiłeś?
 - Śmiałem się z niej. Powiedziała, że Frannie Carlino...
 - Nazywa mnie Frannie? - oburzyła się dziewczyna.
 - Tak.
 - Wie, że tego nie cierpię. Chyba utnę sobie z nią krótką 

pogawędkę.

 - Najpierw mnie to czeka. Na dłoni wyrośnie mi kaktus i 

usłyszę tysiąc razy: a nie mówiłam.

 - Dlaczego?
 - Rosie powiedziała, że ma dla mnie idealną kandydatkę. 

Mówiła, że potrafisz sprawić, że brukselka będzie smakować 
wspaniale. Byłbym głupcem, rezygnując z ciebie. Pozwól, że 
złożę ci propozycję...

 - Chwileczkę - zamachała rękoma w proteście. - Jeszcze 

nie próbowałeś deseru.

  -   Fran   -   wymruczał.   -   Nie   przełknę   już   nawet   kęsa. 

Przekonałaś mnie. Jesteś świetna. Znasz się na swojej pracy. 
Omówmy teraz...

 - Tiramisu - powiedziała, unosząc jedną brew.
 - To nieuczciwe - jęknął.
  -   W   miłości   i   na   wojnie,   wszystko   jest   dozwolone   - 

oznajmiła, wzruszając ramionami. - Podziękuj Rosie. To ona 
zdradziła mi, że masz słabość do tego deseru.

 - Kolejna pokusa - westchnął głęboko.
O tak. Kusiły ją szerokie ramiona i falujące włosy. Gdyby 

to była randka, usiedliby teraz na kanapie przed telewizorem. 
Potem   zaczęliby   się   całować   i   straciliby   głowy.   A   w   tak 
małym mieszkanku jak jej, do sypialni jest tylko pół kroku. 
Fran nie wiedziała, czy potrafiłaby się oprzeć.

background image

Wprawdzie   nie   miała   powodu,   by   przewidywać   taki 

rozwój   wydarzeń.   Z   zachowania   Alexa   nie   mogła 
wywnioskować,   czy   mu   się   podoba.   On   podobał   jej   się 
bardzo,   Tu   zawahała   się.   Niech   diabli   wezmą   tego   głupca, 
który ją wykorzystał i zawiódł jej zaufanie. Teraz nie potrafiła 
się pozbyć ostrożności.

Fran była już pewna, że Alex zaproponuje jej pracę. Była 

tak blisko. Nie mogła jednak pozbyć się obiekcji dotyczących 
ścisłej   współpracy.   Miała   nadzieję,   że   jej   zauroczenie   jest 
chwilowe.  Pragnęła  tej  pracy,  lecz  bała   się   zaangażowania. 
Nie wiedziała, jak powinna mu o tym powiedzieć.

  -  Żaden posiłek nie jest  kompletny  bez deseru. Potem 

możemy omówić interesy.

 - Pod jednym warunkiem.
Ach,   jak   nie   znosiła   warunków.   Dlaczego   nie   możemy 

tego zrobić po mojemu, pomyślała.

 - Jakim? - spytała na głos.
 - Pod warunkiem, że weźmiesz sobie talerz, usiądziesz i 

przestaniesz się denerwować.

  -   Ależ   ja   nie   jestem   zdenerwowana   -   powiedziała 

obronnym tonem.

 - Jasne. A ja umiem grać na ukulele - roześmiał się Alex.
 - Mam wrażenie, że mi nie wierzysz.
 - Nie krytykowałem cię, Fran. Po prostu stwierdziłem fakt 

Dziwiłbym   się,   gdybyś   się   nie   denerwowała.   W   końcu   to 
rozmowa dotycząca pracy.

 - Tak, ale...
 - Odłożymy tę rozmowę na później. Nałożysz sobie zaraz 

jedzenie, a ja zjem deser. O twoich obiekcjach porozmawiamy 
w trakcie posiłku.

 - To nie podlega dyskusji? - zapytała. Pokręcił przecząco 

głową.

background image

 - To niepodobne do mnie, żeby rezygnować z jedzenia - 

przyznała. - Sekundę w ustach, wieki w biodrach. Uważam, że 
w każdej kuchni powinna stać waga.

  -   Z   twoją   sylwetką   jest   wszystko   w   porządku   - 

skomentował.

 - Dziękuję.
Chociaż   te   słowa   z   trudem   można   było   uznać   za 

komplement, Fran zrobiło się przyjemnie. Gdy nakładała sobie 
maleńkie porcje kolejnych dań, rozmyślała nad jego słowami. 
Czy naprawdę zauważył jej sylwetkę? Spodobało mu się to, co 
zobaczył? Była w jego typie? Zwalczyła ciekawość i podała 
Alexowi deser. Usiadła. Nagle okazało się, że stół nie jest tak 
duży, jak myślała.

Już po pierwszym kęsie wiedziała, że umiera z głodu. Cały 

dzień nie mogła nic przełknąć. Teraz odkryła, że wszystkie 
przygotowane przez nią potrawy są naprawdę świetne.

 - A teraz, powiedz mi, co cię martwi - odezwał się Alex. 

Fran nie udawała, że nie wie, o co chodzi. Nie była sobą przez 
cały wieczór i czuła, że jest mu winna sensowne wyjaśnienie.

  - Zanim odpowiem na twoje pytanie, muszę się czegoś 

dowiedzieć. Ty już zadałeś mi osobiste pytanie. Teraz moja 
kolej.

 - Zadałem? Kiedy? Jakie?
  - Wczoraj, przy obiedzie. Chciałeś, żebym wyjaśniła ci, 

czemu nie mogę liczyć na pomoc rodziny. Wyjaśniłam ci, że 
mogę, tylko nie chcę, bo wybrałam swoją drogę.

 - Pamiętam - powiedział i napoczął swój deser. - Da się 

zjeść.

  -   Takie   pochwały   mogą   zawrócić   mi   w   głowie   - 

powiedziała i odstawiła talerz. - Chcę cię o coś spytać.

 - Proszę.
 - Dlaczego nie szukasz partnerki?

background image

Alex odłożył widelczyk. Jego beztroski nastrój rozwiał się 

w mgnieniu oka.

  -   Nie   przekonam   cię,   wychwalając   zalety   stanu 

kawalerskiego?   -   spytał   i   westchnął,   gdy   zobaczył,   że 
pokręciła   przecząco   głową.   -   No   dobrze.   Powiem   prawdę. 
Kiedyś,   jeszcze   za   czasów   szkolnych,   zakochałem   się   w 
pewnej dziewczynie.

 - No i co? Nie uwierzę, że jakakolwiek dziewczyna przy 

zdrowych zmysłach mogła cię rzucić.

 - Nie rzuciła. Miała na imię Beth i umarła.
  -   Och,   Alex   -   westchnęła   współczująco   Fran,   żałując 

swego wścibstwa. - Tak mi przykro.

 - To bardzo proste - mówił dalej, jakby wcale nie usłyszał 

jej  stów. - Każdy  ma  swoją  wielką  miłość.  Ja  też  miałem. 
Teraz już przywykłem do samotnego życia. Nie mam zresztą 
po co szukać partnerki. Taka miłość zdarza się tylko raz w 
życiu.

 - Dziękuję, że mi o tym powiedziałeś.
Fran zrobiło się żal Alexa. Podejrzewała, że jego historia 

miała  smutne   zakończenie. Teraz  już  rozumiała,  czemu  nie 
szuka partnerki. Zresztą sama nie szukała mężczyzny. Poczuła 
jednak rozczarowanie. Szybko odepchnęła od siebie to dziwne 
uczucie.   Źle   się   dzieje,   gdy   stosunki   między 
współpracownikami   przechodzą   na   płaszczyznę   osobistą. 
Teraz   mogła   mieć   pewność,   że   w   tej   kwestii   nie   grozi   jej 
żadne niebezpieczeństwo.

  -   Chyba   już   pora   omówić   szczegóły   -   powiedziała   z 

ożywieniem. - Kiedy podpiszemy umowę? Kiedy zaczynam?

  - Proponuję trzymiesięczny kontrakt dla rodzinnej firmy 

Marchettich. Po upływie tego czasu, jeżeli  którakolwiek ze 
stron będzie niezadowolona, rozwiążemy kontrakt. Jeśli nie, 
będziemy renegocjować. Oczywiście, o ile praca nie zostanie 
jeszcze ukończona. Czy to ci odpowiada?

background image

 - Oczywiście.

background image

ROZDZIAŁ CZWARTY
 - Naprawdę? - spytał Alex i spojrzał na Fran.
Poczuł się, jakby wyskoczył z samolotu bez spadochronu. 

Niemal życzył sobie, żeby ich umowa nie doszła do skutku, a 
całe   spotkanie   okazało   się   totalną   klapą.   Wprawdzie   jego 
grafik   zostałby   poważnie   zaburzony,   ale   znalazłby 
konsultanta, który nie zmuszałby go do myślenia o gorących 
pocałunkach. Musiał jednak uczciwie przyznać, że Fran gotuje 
najlepiej ze wszystkich znanych mu osób.

  -   Witaj   w   firmie   Marchettich.   Zawiadomię   prawnika, 

żeby   przygotował   kontrakt   Prawdopodobnie   zadzwoni   do 
ciebie jutro w sprawie podpisu - oznajmił i wyciągnął rękę. - 
To tyle, jeśli chodzi o część oficjalną. Jesteś nowym szefem 
kuchni   w   firmie   Marchettich,   odpowiedzialnym   za   linię 
produktów   mrożonych.   Czekają   cię   przynajmniej   trzy 
miesiące pracy i rodzinna ocena. Uściśnijmy sobie ręce, żeby 
przypieczętować naszą ustną umowę.

Gdy   tylko   wypowiedział   te   słowa,   jego   wzrok   znów 

zabłądził w kierunku ust dziewczyny. Alex rozmarzył się, jak 
by to było, gdyby teraz ją pocałował. Czuł, że spada coraz 
szybciej.   Zachował   na   tyle   przytomności   umysłu,   by 
zauważyć, że coś, co powiedział, nie spodobało się Fran.

 - O co chodzi? - spytał zdziwiony, opuszczając dłoń.
 - Do tej pory nie mówiłeś nic o rodzinnej ocenie.
  - To przecież rodzinna firma. Cenię sobie opinię moich 

braci.   Im   większą   krytykę   przetrwamy,   tym   lepiej.   Ale   to 
normalne, że się denerwujesz.

 - Kto powiedział, że się denerwuję?
 - Niech będzie, że masz wątpliwości.
 - Nie mam żadnych wątpliwości - powiedziała obronnym 

tonem. - Tylko do tej pory nawet słowem nie wspomniałeś, że 
przepisy,   za   które   będę   odpowiedzialna,   zostaną   poddane 
rodzinnemu głosowaniu i ocenie.

background image

  - Nie na darmo mówią o nas: wścibscy Marchetti. Ale 

ktoś, kto gotuje jak ty, nie ma się czego obawiać - powiedział i 
zauważył,   że   Fran   się   odprężyła.   -   Zatem,   umowa   stoi?   - 
spytał, wyciągając ponownie dłoń.

 - Stoi - zgodziła się po chwili i podała mu rękę.
Alex   odetchnął   z   ulgą.   Niebezpieczeństwo   zostało 

zażegnane, a wszystkie wątpliwości wyjaśnione. Zastanawiało 
go jedynie, dlaczego wiadomość, że nie umawia się na randki, 
była taka ważna dla Fran. Podejrzewał, że jej zgoda na pracę 
miała z tym ścisły związek. W końcu ciekawość wzięła górę.

  - Powiedz mi, czy gdybym oznajmił, że jestem wolny, 

chętny i do wzięcia, przyjęłabyś tę pracę?

Przez kilka chwil Fran zamyśliła się nad jego słowami.
  -   Moja   odpowiedź   byłaby   taka   sama   -   powiedziała   w 

końcu.

 - Ale...?
  -   Skąd   wiedziałeś,   że   jest   jakieś   ale?   Nieważne,   i   tak 

miałeś   rację   -   mówiła   z   uśmiechem.   -   Potrzebowałam   tej 
pracy. To żaden sekret. I dziękuję ci za nią. Ale, gdyby było, 
jak mówisz, żyłabym w stresie.

 - Dlaczego?
  -   Wciąż   czekałabym,   że   w   końcu   mnie   zaczepisz   - 

powiedziała   i   od   razu   zawstydziła   się   swoich   słów.   -   Nie, 
żebyś   miał   to   zrobić   -   dodała,   czerwieniąc   się.   - 
Zachowywałeś   się   bardzo   profesjonalnie,   a   ja   nie 
oczekiwałam   niczego   więcej.   Ale   wciąż   istniałaby   taka 
możliwość   i   czułabym   się   niepewnie,   spodziewając   się 
typowego tekstu podrywacza - plątała się w wyjaśnieniach.

 - Na przykład pytania o twój znak zodiaku?
 - To stara zagrywka. Naprawdę wyszedłeś z wprawy.
 - Więc mnie oświeć. Jaki tekst jest teraz w modzie?

background image

  -   Nie   mogę   ci   powiedzieć   -   oznajmiła   po   krótkim 

namyśle. - Sama nie byłam na randce od stu lat - przyznała i 
zmarszczyła czoło, gdy napłynęła fala niemiłych wspomnień.

Z   wyrazu   jej   twarzy   Alex   odgadł,   że   dziewczyna   musi 

myśleć   o   czymś   bolesnym.   Zdumiało   go   to.   Mężczyźni 
powinni   ustawiać   się   w   długiej   kolejce   do   Fran   Carlino. 
Sądził,   że   mimo   zapewnień,   nie   przyjęłaby   pracy,   gdyby 
powiedział, że szuka partnerki. Instynkt podpowiadał mu, że 
chodziło   o   coś   więcej   niż   niepowtarzanie   błędu   matki.   Co 
musiało się wydarzyć, że taka dziewczyna boi się mężczyzn?

Nie powinno go to obchodzić. Ich znajomość miała teraz 

zawodowy   charakter.   Nie   powinien   jej   wypytywać   o   życie 
prywatne. Zresztą, im mniej wiedział, tym lepiej dla niego. 
Poczuł, że jego „spadochron" właśnie się otworzył. Ani Alex, 
ani   Fran   nie   szukali   partnerów.   To   zupełnie   bezpieczna 
znajomość.

  -   Bardzo   się   cieszę,   że   przyjęłaś   moją   propozycję   - 

powiedział szczerze. - Naprawdę pasujesz do tej pracy. Nie 
mogę się doczekać, co przyrządzisz w naszej kuchni.

  -   Ja   też.   Wznieśmy   toast   za   szczęśliwą   współpracę   - 

zaproponowała, unosząc kieliszek.

Upiła łyk wina. Przeciągnęła ręką po włosach i włożyła 

jeden niesforny brązowy kosmyk za ucho. Do pomieszczenia 
wpadł promień zachodzącego słońca i zalśnił w kropelce wina, 
która   perliła   się   na   wardze   dziewczyny.   Alex   poczuł 
przemożną chęć scałowania jej z ust Fran. Chciał przekonać 
się, czy wargi dziewczyny są tak miękkie i podniecające, jak 
przypuszczał.

 - Nie wiedziałam, że byłeś żonaty - usłyszał i gwałtownie 

wrócił na ziemię.

 - Nie byłem.
 - Ale myślałam... Przecież mówiłeś...

background image

  -   Powiedziałem,   że   się   zakochałem.   Beth   i   ja   nie 

zdążyliśmy się pobrać.

Wciągnął głęboko powietrze, żeby zmniejszyć nieco ból i 

poczucie winy, z którymi musiał żyć już tak długo.

 - Dlaczego? - spytała współczująco.
  -   Takie   pytanie   w   ustach   kobiety,   która   uważa,   że 

małżeństwo przypomina niewolę?

  - Ale ja nie jestem typem domatorki - usprawiedliwiała 

się.

 - Nie będę się o to z tobą spierał.
 - Czy to był ukryty komplement, czy raczej powinnam się 

obrazić?

  - Po prostu zgodziłem się z pewnym faktem - odparł, 

składając starannie serwetkę.

  -   Więc   dlaczego   nie   przypieczętowaliście   swego 

związku?

 - Chciałem najpierw zapuścić korzenie w firmie, osiągnąć 

jakąś pozycję. Kto zwleka, traci - dodał miękko.

 - Więc teraz żałujesz?
  -   Beth   najbardziej   na  świecie   chciała   założyć   rodzinę, 

stworzyć dom i mieć dzieci. Mogłem dać jej to wszystko, ale 
uznałem, że są ważniejsze rzeczy.

 - A może nie byłeś pewien, czy to prawdziwa miłość?
  -   Byłem   absolutnie   pewien.   Niestety   patrzyłem   zbyt 

daleko   w   przyszłość   -   przyznał   i   poprawił   okulary.   - 
Myślałem, że postępuję szlachetnie. Po ślubie chciałem cały 
wolny czas poświęcić żonie i domowi, a nie pracy zawodowej. 
Tymczasem praca, to jedyne, co mi pozostało.

  - Sądzę, że miałeś rację, co do niszy na rynku. Nawet 

trzeci   syn  mógł   coś   znaczyć,   jeśli   znalazł   sobie   miejsce   w 
życiu.

 - A co to miało oznaczać?

background image

  -  Nic   Po  prostu  rozumiem,  że  chciałeś poświęcić  całą 

energię pracy, tym bardziej że dopiero cię przyjęto. Zresztą ja 
chcę   postąpić   tak   samo,   jeśli   jesteś   ciekaw.   Ty   jednak   od 
dzieciństwa byłeś przeznaczony do tej pracy. Wiedziałeś, że 
masz   taką   możliwość,   nie   musiałeś   się   niczego   obawiać. 
Mogłeś poślubić Beth.

 - Powtarzałem to sobie tysiące razy - powiedział gorzko. - 

Mógłbym mieć teraz dziecko. Jakąś jej cząstkę, która by ze 
mną pozostała.

 - Przepraszam. Znów plotę bez zastanowienia. Powinnam 

zamknąć buzię.

Alex znał całkiem przyjemny sposób na zamknięcie ust 

Fran. Gdy tylko pomyślał o pocałunku, poczuł się nielojalny w 
stosunku do pamięci o Beth.

 - Zapomnijmy o tym - powiedział w korku.
 - Spróbuję, ale mam jeszcze jedno pytanie.
Alex   był   pewien,   że   Fran   zada   je   niezależnie   od   jego 

zgody.

 - No dobrze. Ale tylko jedno.
  -   Dlaczego   sądzisz,   że   miałeś   tylko   jedną   szansę   na 

miłość?

 - To u nas dziedziczne.
  - Marchetti mają jakiś specjalny gen odpowiedzialny za 

znalezienie odpowiedniego partnera?

  -   Owszem.   Rosie   zakochała   się   w   swoim   mężu,   gdy 

jeszcze   byli   dziećmi.   Steve   został   porzucony   przez   swoją 
matkę i jego wychowaniem zajęła się babcia. Nick wziął go 
pod swoje skrzydła i odtąd chłopak zżył się z naszą rodziną. 
Rosie  wierzyła w niego nawet wtedy, gdy jemu  brakowało 
wiary   we   własne   siły.   Za   to,   że   jesteśmy   zaprzysiężonymi 
kawalerami, możesz winić mojego ojca - dodał.

 - Nie sądzę, żeby „winić" było odpowiednim słowem. Ale 

dlaczego akurat twojego ojca?

background image

 - Są z moją matką razem już trzydzieści pięć lat.
 - To dość niespotykane w naszych czasach - zauważyła.
 - Kiedyś, gdy byliśmy mali, mieli jakieś kłopoty. Nawet 

rozstali się na trochę. Ale Tom i Flo Marchetti kochają się na 
dobre i złe.

  - A co z twoją rodziną? Abby wygląda na szczęśliwą z 

twoim bratem, Nickiem.

  - Dał jej pracę w restauracji, gdy mając osiemnaście lat 

straciła oboje rodziców w wypadku samochodowym.

  - To okropne! Mam na myśli wypadek, a nie postępek 

Nicka.

 - Zabrało im to wiele czasu, ale mój brat wiedział, że nie 

ma dla niego innej, oprócz Abby. Przez pewien czas był nawet 
żonaty,   ale   to   była   specyficzna   sytuacja.   Gdy   otworzył   w 
Phoenix   restaurację,   poznał   ciężarną   kelnerkę,   którą   rzucił 
chłopak. Nick myślał, że ją kocha i że chce założyć rodzinę.

 - I co się stało?
 - Jej chłopak wrócił i małżeństwo zostało anulowane. To 

dlatego obawiał się kolejnego związku.

 - A co z Joe? To chyba on żeni się w walentynki?
 - Niezła jesteś - przyznał z uśmiechem Alex.
 - Nie zapominaj, że sama mam czterech braci.
  - Joe spotkał swą miłość w szpitalu, w którym rodziła 

Rosie.   Siostra   Liz   zwróciła   na   siebie   jego   uwagę,   gdy 
wyrzuciła go za ucho z pokoju pacjentki. Prześlizgnął się tam 
po   godzinach   odwiedzin.   Do   tamtej   chwili   zarzekał   się,   że 
zostanie   kawalerem.   Odkąd   ją   zobaczył,   to   były   już   tylko 
puste słowa. Teraz zostaliśmy ja i Luke.

  -   Powiedz   mi,   jak   taki   zaprzysiężony   kawaler   jak   ty, 

spędza swój czas?

 - Pracuję. To ocaliło mnie po śmierci Beth - powiedział i 

westchnął, czekając na falę znajomego bólu. Zdziwił się, gdy 
nie nadeszła. - Rodzinna firma powstrzymała mnie od dania 

background image

jej rodziny, jakiej pragnęła, ale też była moim ratunkiem, gdy 
Beth zabrakło.

Wtedy dobrowolnie pogrzebał się pod stosami papierów, 

rzucił   w   wir   zajęć   i   jakoś   znosił   ból   dzień   po   dniu.   Dni 
zamieniały   się   w   tygodnie,   tygodnie   w   miesiące,   a   Alex 
powoli   dochodził   do   siebie.   Był   zadowolony   ze   swojego 
życia. Teraz, kiedy  opowiedział  Fran  o partnerach  swojego 
rodzeństwa i ich szczęściu, nagle poczuł się bardzo samotny. 
Posmutniał.

  -   Przepraszam.   Znów   nie   pomyślałam,   co   mówię. 

Powinieneś mi kazać pilnować własnych spraw.

 - Już nie czuję bólu - powiedział zaskoczony.
 - Więc przebolałeś stratę. Rzeczywiście wierzysz, że swą 

wielką miłość masz już za, sobą?

 - Naprawdę.
 - To dlaczego wciąż pracujesz tak ciężko?
 - Sama mi to powiedziałaś. Syndrom drugiego syna.
 - Tylko się z tobą przekomarzałam.
 - Możliwe, ale dzięki temu zdałem sobie z czegoś sprawę 

- powiedział, bawiąc się widelcem.

  -   O   kurczę!   Może   powinnam   się   zająć   poradnictwem 

rodzinnym?

 - Nie ma mowy. Dla kogoś z twoim talentem kulinarnym 

to byłaby zbrodnia.

 - Dziękuję. Ale nie myśl sobie, że komplementy odwrócą 

moją uwagę. Z czego sobie zdałeś sprawę?

 - Że mężczyźnie potrzebny jest cel. Dzięki moim braciom 

wszystkie   sprawy   idą   świetnie.   Nikt   z   nas   nie   musi   się 
martwić o dzień jutrzejszy. Chciałbym odcisnąć swoje piętno 
na firmie. Pracuję, żeby czuć satysfakcję z dobrze wykonanej 
pracy.   Pragnę,   żeby   linia   mrożonych   dań   stała   się 
niekwestionowanym sukcesem.

background image

  - Mrożonki raczej nie ogrzeją twojego łóżka w nocy - 

powiedziała i zaśmiała się z tego żartu.

  - Bo nie o to chodzi. Myślałem, że mieliśmy darować 

sobie amatorską psychoanalizę.

 - Przepraszam, zapomniałam.
  -   Zaczynam   myśleć,   że   masz   zwyczaj   zapominania   o 

niewygodnych rzeczach. Chyba już na mnie pora - powiedział 
i wstał.

  - Więc kiedy mam zacząć? - spytała, również wstając. 

Ruszyła za nim w stronę drzwi.

 - A kiedy byś mogła?
  -   Choćby   zaraz.   Wywiązałam   się   z   kontraktu.   Mogę 

powiedzieć, że odchodzę za dwa tygodnie.

  -   Więc   zaczniesz   za   dwa   tygodnie?   Czyli   w   połowie 

grudnia.   Nie   masz   nic   przeciwko   zaczynaniu   pracy   przed 
Gwiazdką?   Bo   jeśli   chcesz,   możemy   zacząć   z   początkiem 
roku.

  -   Im   szybciej   zabierzemy   się   do   pracy,   tym   lepiej. 

Zamierzam   pomóc   ci   zwalczyć   syndrom   drugiego   syna. 
Razem pokażemy reszcie Marchettich, że mogą być z ciebie 
dumni - zapewniła go i otworzyła drzwi.

Przez kilka chwil patrzyli na siebie w milczeniu. Alex zdał 

sobie sprawę, że wcale nie ma ochoty wychodzić. Częściowo 
dlatego, że dobrze czuł się w jej towarzystwie, a częściowo 
dlatego, że nie wiedział, jak się pożegnać.

Och, znał właściwe słowa. Do zobaczenia. Dwa wyrazy. 

Ale czy powinien uścisnąć jej dłoń? W końcu rozmawiali o 
interesach.   To   byłoby   jednak   takie   chłodne,   bezosobowe. 
Zupełnie   nie   pasowało   do   Fran.   Może   pocałować   ją   w 
policzek?   Już  lepiej,  ale   to  jeszcze   nie   to.  W   usta?  Bingo. 
Choć   to   raczej   niewłaściwe   i   nieprofesjonalne.   Niestety, 
właśnie   na   to   miał   ochotę.   Tak,   to   zdecydowanie   była 

background image

najdziwniejsza   rozmowa   służbowa,   jaką   kiedykolwiek 
prowadził.

Doszedł   do   wniosku,   że   najlepiej   będzie   wcale   jej   nie 

dotykać.

 - Dobranoc, Alex - Fan odezwała się pierwsza.
  -  Dobranoc.  Do  zobaczenia  za   dwa   tygodnie,  Frannie. 

Wyglądało na to, że to będą bardzo długie dwa tygodnie.

To były najdłuższe dwa tygodnie w życiu Fran. Chociaż i 

tak nie udało jej się zapomnieć tonu głosu Alexa, gdy nazwał 
ją Frannie. Znienawidzone zdrobnienie zabrzmiało tak miękko 
i   seksownie.   Nie   mogła   tego   zapomnieć.   Cały   czas 
zastanawiała się, czy na pewno postąpiła słusznie, przyjmując 
tę pracę.

Dziś był jej pierwszy dzień w firmie Marchettich. Alex 

przedstawił   ją   swoim   braciom   i   oprowadził   po   wszystkich 
biurach firmy. Ani razu nie użył tego szczególnego tonu głosu, 
który przyprawiał ją o dreszcze.

Dopiero   na   koniec   pokazał   jej   olbrzymią   kuchnię   na 

pierwszym piętrze, która służyła działowi badań i rozwoju.

Była   olbrzymia,   większa   od   jej   całego   mieszkania. 

Pośrodku   pomieszczenia   stały,   jakby   wysepka,   szafki.   Fran 
odkryła chłodnię o drzwiach z nierdzewnej stali i pasującą do 
niej zamrażalnię. Obie były tak wielkie, że można  było do 
nich wejść. Zajrzała do spiżarni i pokiwała z uznaniem głową. 
Resztę   kuchni   zajmowały   szafki   przykryte   blatami   tak 
wytrzymałymi, że można było na nich siekać warzywa i tłuc 
mięso. Dostrzegła też kilka piekarników i mikrofalówek.

 - Jest wspaniała. Wprost oszałamiająca.
  -   Cieszę   się,   że   ci   odpowiada.   A   tam   jest   pokój   do 

odpoczynku - wskazał drzwi.

 - Bardzo wygodne.

background image

  -   Staraliśmy   się   pomyśleć   o   wszystkim.   Mamy   nawet 

świnki morskie, to znaczy naszych pracowników, którzy sami 
zgłosili się do próbowania nowych dań.

Alex   uśmiechnął   się.   Fran   poczuła,   że   kręci   jej   się   w 

głowie. Pomyślała, że powinna się czegoś przytrzymać, żeby 
nie upaść. Najchętniej oparłaby głowę na jego szerokiej klatce 
piersiowej.   Dziewczyna   rozmarzyła   się.   Miała   nadzieję,   że 
mężczyzna nie zauważy jej roztargnienia. Nie wiedziała, co 
powinna   teraz   powiedzieć.   Miała   tylko   nadzieję,   że   Alex 
pomyśli, że to kuchnia wywarła na niej takie wrażenie.

 - Przejrzyj szafki - zaproponował. - Jest w nich mnóstwo 

użytecznych   rzeczy.   Jeśli   uznasz,   że   czegoś   brakuje, 
wystarczy mi o tym powiedzieć.

  - Uwielbiam  myszkować - powiedziała i skorzystała  z 

okazji, by odsunąć się nieco od Alexa.

Kilka   następnych   minut   spędziła   na   przeglądaniu 

zawartości szafek. Były tam tysiące najróżniejszych rzeczy. 
Kolekcja noży różnych rozmiarów, obieraczki, tarki, miksery, 
a także mnóstwo mechanicznych nowinek. W tej kuchni było 
wszystko, o czym mogła marzyć.

 - Jeśli czegokolwiek brakuje, to nie mam pojęcia, co by to 

mogło być - powiedziała, gdy zakończyła przegląd.

  -   Dobrze.   A   tam,   w   rogu   pokoju,   stoi   komputer   - 

uśmiechnął   się,   wskazując   urządzenie.   -   Możesz   do   niego 
wprowadzać   swoje   przepisy   i   notatki.   Jeśli   masz   ochotę, 
objaśnię ci pogramy, z których korzystamy.

 - Świetnie - ucieszyła się i skinęła głową. - Wprowadzam 

do komputera wszystkie dane dotyczące pracy: składniki, czas 
przygotowania,   czas   gotowania,   a   także   ocenę.   Również 
analizę żywności, razem z ilością kalorii. Wszystko to wpisuję 
jednak na sam koniec pracy. W trakcie eksperymentowania 
korzystam raczej z ręcznych notatek.

 - Rób tak, jak ci wygodniej.

background image

  -   Teraz   powinniśmy   omówić   dania,   które   chcesz 

wprowadzić na rynek.

 - Oczywiście. Przejdźmy do mojego biura.
 - Podążę za tobą wszędzie, mój nieustraszony przywódco 

- zażartowała.

  - Ty chyba nie wiesz, jak okazać szefowi szacunek? - 

podjął grę Alex.

  -   Och,   myślałam,   że   właśnie   go   okazałam.   A   może 

wolałbyś, żebym zwracała się do ciebie inaczej? Może władco 
albo imperatorze, a może wasza wysokość?

  -   Mów   mi   po   prostu   Alex   -   poprosił   i   westchnął, 

potrząsając głową.

  -   Co?   Nie   będzie   nagany?   Jeśli   potrafisz   być   tak 

opanowany, to chyba z tobą jakoś wytrzymam.

Weszli do windy. W małym pomieszczeniu wytworzył się 

intymny   nastrój.   Nikt   nie   zauważyłby,   gdybyśmy   się 
pocałowali,   pomyślała   Fran.   Poczuła   przyspieszone   bicie 
serca, a jej policzki pokrył rumieniec.

Napłynęły wspomnienia z czasów szkoły gastronomicznej. 

Colin przytulał ją potajemnie  i  całował w miejscach, gdzie 
każdy mógł ich znaleźć. To było ekscytujące. Potem przyszło 
największe upokorzenie, zdrada i ból. Swoją pomyłkę mogła 
tłumaczyć brakiem doświadczenia i młodym wiekiem. Teraz 
jednak   była   starsza   i   dużo   mądrzejsza.   Postąpiłaby   głupio, 
ulegając pociągowi do Alexa. Przecież był jej szefem!

Powiedz coś, nakazała sobie w myślach. Cokolwiek, byle 

tylko przestać myśleć o przystojnym pracodawcy.

  - No dobrze Alex, powiedz mi, jakie masz pomysły na 

główne dania. Im szybciej dowiem się, czego pragniesz, tym 
prędzej wybiorę odpowiednie składniki.

 - Chcę dotrzeć do różnych grup ludzi. Do zapracowanej 

kobiety   i   do   kawalera,   który   pragnie   zaimponować 
dziewczynie zaproszonej na randkę.

background image

  - A co z samotną dziewczyną, która szuka kawalera, by 

zaciągnąć go do swej jaskini? - spytała, udając powagę, lecz 
popsuła   cały   efekt,   śmiejąc   się.   -   Chyba   słyszałeś   o 
równouprawnieniu?

  -   Tak,   do   niej   też.   Tak   czy   inaczej,   chcę   zdobyć   jak 

najwięcej konsumentów.

 - Co wymyśliłeś?
  -   Panie   przodem   -   powiedział   i   wskazał   dłonią   drzwi 

windy, które właśnie się otworzyły.

Odetchnęła z ulgą, gdy opuściła ciasną kabinę. Już zawsze 

winda będzie jej przypominała tę chwilę. Paplała bez sensu, 
żeby nie ulec pokusie pocałowania Alexa. Miała nadzieję, dla 
własnego dobra, że już nigdy nie będzie zmuszona dzielić z 
nim tak małej przestrzeni. .

Dotarli   do   biura.   Sekretarka   Alexa   trwała   na   swoim 

posterunku. Uśmiechnęła się przyjaźnie.

 - Miło znów panią widzieć, panno Carlino.
 - Zapamiętała mnie pani? - zdziwiła się Fran.
 - Trudno byłoby zapomnieć. Alex wciąż mówił o pani - 

powiedziała starsza kobieta z błyskiem w oku.

 - Doprawdy? A co dokładnie?
  -   To   przesada   -   powiedział   Alex,   ale   wyglądał   na 

skruszonego. - To jest moja sekretarka, Joyce Barnes.

  - Miło mi panią poznać - powiedziała Fran i uścisnęła 

rękę starszej kobiety.

 - Mnie również - odparła Joyce i zwróciła się do Alexa. - 

Dzwonił Nick. Wiadomość zostawiłam na biurku.

  -   Dziękuję   ci,   i   proszę,   żebyś   nie   łączyła   żadnych 

telefonów.   Musimy   omówić   z   Fran   pewne   sprawy   i   nie 
chcemy, by nam przeszkadzano.

 - Oczywiście, proszę pana.
Weszli do biura. Alex zamknął drzwi. Usiadł za biurkiem, 

a Fran zajęła miejsce naprzeciw niego.

background image

 - No dobrze, zaczynamy - oznajmił i wyjął plik papierów 

z   teczki.   -   Przeprowadziłem   pewne   badania,   dotyczące 
upodobań   konsumentów.   Do   tej   pory,   we   wszystkich 
rankingach, prowadzi pizza.

 - Nie jestem zaskoczona - powiedziała Fran, podziwiając 

Alexa,   który   ze   zmarszczonym   czołem   powoli   przeglądał 
papiery. - Mów dalej.

 - Nasza mrożona pizza obejmuje siedem i dwie dziesiąte 

procenta   ogólnej   sprzedaży.   Od   tysiąc   dziewięćset 
osiemdziesiątego dziewiątego liczba ta stale rośnie.

  -   Fascynujące   -   wymruczała,   patrząc   na   jego   usta.   - 

Powiedz coś więcej.

 - Chcę dzieci.
 - Słucham? - ożywiła się Fran.
  -   No   wiesz,   najmłodszych   konsumentów   -   wyjaśnił   i 

spojrzał na nią znad notatek. - Badania wykazują, że ponad 
połowa  dzieci   poniżej  trzynastego  roku  życia  przyznała,  że 
pizza jest ich ulubionym daniem. Oraz że sześćdziesiąt pięć 
procent dzieci przygotowuje samodzielnie co najmniej jeden 
posiłek w tygodniu.

 - A ty chcesz, żeby to była pizza Marchettich.
 - Jasne - przytaknął i skupił na niej spojrzenie. - Musi dać 

się odgrzewać w piekarniku i mikrofalówce.

  -   To   nie   jest   problem.   Przystosuję   przepis   do   twoich 

wymagań. Co jeszcze masz na liście?

 - Spaghetti z klopsikami. To najczęściej wybierane danie 

w restauracji i łatwe do zamrożenia.

  -   O!   A   kiedy   to   skończyłeś   szkołę   gastronomiczną?   - 

spytała ironicznie słodkim głosem.

  -   Raczej   twardą   szkołę   mojego   ojca.   Moi   bracia   i   ja 

pracowaliśmy   na   wszystkich   stanowiskach   w   restauracji, 
włączając w to gotowanie.

background image

 - Rozumiem. Masz rację. Przygotowanie tego, to bułka z 

masłem. Mów dalej.

 - Lasagne.
 - W porządku.
 - Chciałbym też, żebyś poprawiła ten przepis - powiedział 

i wręczył jej kartkę.

Wzięła od niego dokument i zaczęła czytać. Poczuła, jak 

żołądek ściska się jej ze zdenerwowania.

  - No, to mamy  problem - oznajmiła i spojrzała mu w 

oczy, by jednak po chwili umknąć spłoszonym spojrzeniem w 
bok.

background image

ROZDZIAŁ PIĄTY
  -   W   moim   słowniku   nie   ma   wyrazu   „problem"   - 

powiedział Alex półżartem.

Aż   do   tej   chwili   bawił   się   jak   nigdy   w   życiu. 

Oprowadzanie   Fran   po   kuchni   działu   badań   i   rozwoju 
sprawiło mu niespodziewanie dużą przyjemność. Zachowywał 
się  zupełnie  tak, jakby chciał jej  zaimponować. Życie było 
cudowne, dopóki nie usłyszał, że jest jakiś problem.

 - No dobrze. Mów - westchnął z rezygnacją i oparł łokcie 

na biurku.

 - Ten przepis wymaga świeżej ricotty.
 - Owszem.
Fran poczuła się nieswojo. Pokręciła z niechęcią głową.
 - To się źle mrozi.
 - Chcesz powiedzieć, że wystarczająco nie stwardnieje?
  -   Nie   -   westchnęła.   -   Mam   na   myśli   chwilę   po 

rozmrożeniu. Dziewięć razy na dziesięć ser jest zbyt wodnisty 
i   zbija   się   w   grudki.   Nie   nadaje   się   do   przepisów 
wymagających mrożenia.

  -   Przepis   na   lasagne,   który   zatwierdziłaś,   też   zawiera 

ricottę.

  - Owszem, ale jest tam jeszcze sos i ser mozzarella. To 

ukrywa   nieprzyjemną   konsystencję   ricotty.   W   muszlach 
będzie na widoku. Uważam, że powinieneś wybrać inne danie.

  - To jest popisowe danie Marchettich - oznajmił Alex i 

pomyślał, że również jego ulubione.

  -   Z   pewnością   możesz   znaleźć   coś   innego.   Przecież 

chciałeś, żeby twoja kampania odniosła sukces?

  -   Jasne,   dlatego   wybrałem   tę   potrawę.   Jest   jednym   z 

najczęściej zamawianych dań w naszych restauracjach.

 - Nie sądzę, żebym umiała coś z nim zrobić - powiedziała, 

przeglądając ponownie przepis.

 - To twoja praca - przypomniał jej niepotrzebnie.

background image

 - A co, jeśli nie dam rady? - spytała zaczepnie.
 - Wierzę w twoje umiejętności.
 - Jestem dobra, ale zwróć uwagę, że każdego kuchmistrza 

ograniczają składniki potraw. Mogę spróbować, jeśli nalegasz, 
ale uważam, że to przegrana sprawa. Jeśli nie bierzesz pod 
uwagę porażki, może lepiej od razu rozwiązać umowę. Wiem, 
ile dla ciebie znaczy ten projekt, dlatego nie chcę marnować 
twojego czasu.

Przemowa   Fran   oznaczała,   że   Alex   już   jej   więcej   nie 

zobaczy.   Co   gorsza,   nie   skorzysta   też   z   jej   talentu   i 
pomysłowości.   To   zdecydowanie   złe   rozwiązanie   -   Uznał 
więc, że tak wygląda reakcja obronna dziewczyny. Tylko na 
co? Nie ma mowy, żeby pozwolić jej odejść. To by mi tylko 
zaszkodziło. A raczej projektowi, na którym tak mi zależy, 
poprawił się zaraz.

Zacisnął zęby i potrząsnął przecząco głową.
 - Jeśli się mylę, sam poniosę konsekwencje.
Alex   usłyszał,   że   Fran   wymruczała   coś   niepochlebnego 

pod nosem. Postanowił udać, że tego nie usłyszał.

  - Dobrze, spróbuję. A jeśli to ja się mylę, sama złożę 

rezygnację.

Miesiąc później Fran wciąż myślała o tamtej rozmowie. 

Alex   nie   odmówił   przyjęcia   jej   rezygnacji.   Ze   złością 
przyjrzała   się   wodnistej,   nieapetycznej   papce,   która   wciąż 
wychodziła   z   jego   przepisu.   Próbowała   wszystkiego,   by 
poprawić wygląd dania. Bez skutku. Jeśli ona sama patrzyła z 
odrazą na potrawę, to co powie rodzina Alexa? Bracia Fran 
robili się bardzo surowi, gdy  oceniali jedzenie. Zastanawiała 
się więc, jak przyjmie tę mrożonkę klan Marchettich.

Ze   złością   wrzuciła   drewnianą   łyżkę   do   zlewu.   Sos 

marinara rozprysł się po blatach.

 - Jeszcze dwa miesiące do końca tego niewypału - oceniła 

swój   kontrakt.   -   To   oznacza   koniec   marzeń   o   własnej 

background image

restauracji. Wyręczę go i sama się zastrzelę. Ten facet jest taki 
sam, jak wszyscy - żaliła się na głos.

 - Który facet jest taki, jak wszyscy? - spytał kobiecy głos 

zza pleców Fran.

  -   Przestraszyłaś   mnie   -   zawołała   dziewczyna   do 

uśmiechniętej Rosie. - Nie słyszałam, kiedy weszłaś.

 - Byłaś zbyt zajęta rozmową z samą sobą.
 - Żałuję, że to widziałaś - powiedziała Fran i szybko starła 

sos z blatów.

 - Przyznaj się, kogo miałaś ochotę trafić tą łyżką?
  -   Nie   jestem   pewna,   czy  to  rozsądnie   dzielić   się   taką 

informacją - ostrożnie wyznała dziewczyna.

Rosie pokiwała głową ze zrozumieniem.
 - Co zrobił Alex?
  -   Dlaczego   uważasz,   że   to   Alex   coś   zrobił?   -   Fran 

odpowiedziała   pytaniem   na   pytanie   i   zajrzała   w   oczy 
przyjaciółki.

  -   Sądzę,   że   chodzi   o   któregoś   z   moich   braci.   Rzadko 

widujesz Joego, nie podlegasz bezpośrednio Nickowi, a Luke 
rzadko bywa w biurze. Więc musi chodzić o Alexa. No mów, 
co takiego zrobił?

 - Skoro moja praca i tak stoi pod znakiem zapytania, nie 

zaszkodzę   sobie,   rozmawiając   z   siostrą   szefa   -   westchnęła 
głęboko   dziewczyna.   -   Uparł   się   na   włączenie   pewnego 
przepisu do linii dań mrożonych. To jest właśnie ten problem.

 - Hm.
 - Nie podobał mi się ten dźwięk. O czym myślisz?
  -   Właśnie   dostałam   zawiadomienie   o   spotkaniu 

rodzinnym w celu degustacji twoich dań.

  -   Właśnie   -   jęknęła   Fran.   -   Pozostałe   potrawy   są 

dopracowane,   ale   ta...   Obawiam   się,   że   moje   dni   w   firmie 
Marchettich są policzone. Szykuję się na wielki finał.

background image

  -   Dlaczego   uważasz,   że   wylecisz   z   pracy?   Rodzina 

oceniając  dział badań i  rozwoju, musi  liczyć się  z tym, że 
gdzie są próby, pojawiają się i błędy. Jeśli plan A szwankuje, 
po prostu przechodzisz do planu B.

  -   Twój   brat   powiedział,   że   bierze   na   siebie   pełną 

odpowiedzialność.

 - Jaka jestem głupia, przecież to zapowiedź zwolnienia - 

droczyła   się   Rosie.   -   Wylecisz   z   hukiem,   ale   przedtem 
Marchetti zażądają twojej głowy na tacy.

Fran  pojęła,  że  tym  razem   Rosie  jej  nie  zrozumie.  Nie 

pracowała ze swymi braćmi w restauracji. Wolała otworzyć 
własną księgarnię. Nie mogła znać presji, pod jaką była Fran, 
ani uprzedzeń, z którymi musiała walczyć.

  -   A  żartuj   sobie   do   woli.   Tylko   wiedz,   że   przemysł 

żywnościowy   nie   kocha   kobiet.  Szef  kuchni   to  mężczyzna. 
Trzeba   było   posłuchać   ojca   i   zostać   kurą   domową!   Moja 
kariera   nie   przedstawia   się   imponująco.   To   zawód   dla 
najtwardszych.

 - A co jest złego w byciu żoną i matką? - spytała Rosie z 

pozornym spokojem.

  -   Och,   wybacz.   Nie   chciałam   odbierać   wagi   temu,   co 

robisz.   A   w   dodatku   prowadzisz   własną   księgarnię.   Ja   po 
prostu... Już dawno zrozumiałam, że mężczyźni spodziewają 
się   najgorszego   po   kobiecie   w   tym   zawodzie.   Przeżyłam 
swoje. Alex uśpił moją czujność żartami. Dobrze, że odkryłam 
jego prawdziwe oblicze. Jest taki sam, jak wszyscy.

 - Jakiś facet musiał cię bardzo skrzywdzić - powiedziała 

współczująco Rosie.

Fran niewesoło się roześmiała.
 - Zaufaj mi. Wcale nie chcesz poznać tej długiej i nudnej 

historii. A zresztą ja nie mam ochoty opowiadać o tym, jaka 
kiedyś byłam głupia. Uznajmy, że choć teraz jestem bardziej 
smutna i podejrzliwa, to jednak dużo ostrożniejsza.

background image

  -   Dobrze.   Nie   musisz   mi   o   tym   opowiadać,   jeśli   nie 

chcesz. Ale wierz mi, Alex nie jest taki. Nie poświęci ciebie, 
żeby zatuszować swoje błędy.

 - Nie potrafię uwierzyć, że on jest inny.
 - Poczekaj tylko, a sam ci to udowodni. Daj mu chociaż 

narozrabiać, zanim się na niego wściekniesz. Chyba że sama 
chcesz, żeby cię wylał - spytała podejrzliwie przyjaciółka.

 - To głupota - zaprzeczyła zbyt szybko Fran.
 - Przyznaj się, czego naprawdę się obawiasz?
  - Panicznie się boję, że te nadziewane muszle okażą się 

niewypałem.

 - Nie musisz mi nic mówić, ale nie okłamuj siebie samej. 

Poza   tym   ty   i   Alex   macie   coś   wspólnego.   Obydwoje 
zostaliście skrzywdzeni przez los.

Może i tak, ale omawianie wszystkiego z Rosie nie było 

profesjonalnym zachowaniem, myślała Fran.

 - Naprawdę denerwuję się tym pokazem - przyznała Fran 

zmieniając temat.

  -   Zupełnie   niepotrzebnie.   Będzie   tylko   rodzina. 

Zobaczysz, spodobają ci się.

 - Poznałam już zarząd: Nicka, Joego i Luke'a. Wydawali 

się mili.

  -   Bo   tacy   są.   Ale   nie   mów   im,   że   to   powiedziałam   - 

poprosiła ze śmiechem Rosie. - Zresztą sądzę, że rodzina i tak 
nie stawi się w komplecie.

 - O? A kto nie przyjdzie?
 - Ja i Steve. Abby. Liz.
 - To może powiedz mi, kto będzie?
 - Nick, Joe i oczywiście Alex. Luke, mama i ojciec.
 - Ach, czyli wszyscy, którzy mają głos.
 - Przestań się martwić Fran - poradziła Rosie i pociągnęła 

nosem.   -   Coś   tu   bosko   pachnie.   Jeśli   smakuje   chociaż   w 
połowie   tak   świetnie,   to   gwarantuję   ci   sukces.   Bracia 

background image

Marchetti   cię   ozłocą.   Cała   rodzina   się   w   tobie   z   miejsca 
zakocha.

  -   Chciałabym,   żeby   zakochali   się   w   mojej   kuchni   - 

sprostowała Fran.

Nie była to jednak cała prawda. Chociaż Alex ją drażnił, 

chciała mu zaimponować. Martwiło ją jedynie to, że uczucie 
nie   dotyczy   pracy.   Fran   była   przerażona,   gdy   odkryła,   że 
pragnie jego zainteresowania jako kobieta.

Spojrzała na przyjaciółkę i westchnęła.
  - Jestem przekonana,  że to danie zachwyci wszystkich. 

Jest tylko jeden poważny problem.

 - Jaki?
 - To mój własny przepis, a nie ten, który dał mi Alex.
 - Nie mam pojęcia, z jakimi uprzedzeniami w tej pracy się 

spotkałaś, ale to już przesada. Nikt nie wie lepiej niż ja, że 
panowie Marchetti mają swoje wady. Ale zapewniam cię, że 
głupota nie jest jedną z nich.

 - Nie rozumiem?
  -   Jeśli   twój   przepis   jest   tak   dobry,   jak   mówisz,   i   tak 

dobry, jak podejrzewam, to musisz go przedstawić.

  -   Zobaczymy   -   podsumowała   Fran.   -   Właśnie   się 

zastanawiam,   co   tu   robisz   -   zmieniła   temat.   -   Czy   ty 
przypadkiem nie masz swojej pracy?

 - Owszem. Zostawiłam Jackie samą na jakiś czas.
 - Przyszłaś zajrzeć do któregoś z braci?
  -   W   pewnym   sensie   -   powiedziała   Rosie   i   wzruszyła 

ramionami. - Zastanawiałam się, jak ty i Alex sobie radzicie.

  - Mój monolog chyba wyjaśnił ci wszystko doskonale. 

Nic dodać, nic ująć.

 - Jasne - przytaknęła Rosie i uśmiechnęła się radośnie. - 

Wszystko zgodnie z planem.

  - Właściwie, to nawet ponad plan. Degustacja miała się 

od - być dopiero za cztery do sześciu tygodni - wyjaśniła Fran.

background image

  -   Nie   o   to   mi   chodziło.   Mówiłam,   że   jesteś   właściwą 

osobą. I oprócz pracy, miałam na myśli także życie osobiste.

  -   Chyba   nas   znowu   nie   swatasz!   -   zawołała 

oskarżycielsko Fran, oparła ręce na biodrach i wbiła wzrok w 
przyjaciółkę.

  - Znowu? Czyli Alex mnie przejrzał? - spytała Rosie z 

błyszczącymi oczami.

  -  Na   wylot   -   potwierdziła   Fran.   -   Powiedział   mi   to 

pierwszego wieczoru, gdy przyszedł pod pretekstem zwrotu 
słoiczków.

 - Jest sprytniejszy, niż myślałam.
 - Co w takim razie miałaś na myśli, mówiąc, że wszystko 

idzie według planu? - koniecznie chciała wiedzieć Fran.

 - Marzysz o tym, żeby mu zaimponować - odpowiedziała 

przyjaciółka, unosząc sugestywnie brew.

Fran   tak   mocno   potrząsnęła   głową,   że   rozpięta   spinka 

spadła na podłogę, a ramiona dziewczyny pokryła gęstwina 
włosów. Zebrała je i z powrotem spięła klamrą.

 - Rosie, to wcale nie jest śmieszne. Między mną i Alexem 

nic się nie dzieje. Sama słyszałaś, jak się na niego wściekałam.

  -   Wiem,   wiem   -   powiedziała   Rosie,   kiwając 

entuzjastycznie głową. - To właśnie znak, że wszystko jest na 
dobrej drodze. Kto się czubi, ten się lubi. Zawsze tak jest, że 
zanim go pocałujesz, masz ochotę go udusić.

 - Myśl o pocałowaniu twojego brata nigdy nie przyszłaby 

mi do głowy - skłamała bez zająknięcia Fran.

 - Oj, coś za bardzo protestujesz. Nieważne. Zapomnij, że 

to  powiedziałam.   Wystarczy   mi   świadomość,   że   nasionko 
spadło na żyzną glebę. Czas pokaże, co z niego wyrośnie.

Fran współczująco poklepała przyjaciółkę po ramieniu.
 - Cieszę się, że przyszłaś mnie odwiedzić Matko Ziemio. 

Naprawdę   musisz   częściej   wychodzić   z   księgarni.   Czytasz 
zbyt dużo romansów. A sądząc z tych bzdur, które opowiadasz 

background image

o   mnie   i   Aleksie,   zgaduję,   że   ostatnio   naczytałaś   się 
fantastyki.

 - Ha, ha. Bardzo zabawne.
  -   Nie   chcę   brutalnie   niszczyć   twoich   złudzeń,   ale   nie 

jestem właściwą osobą. Ani dla Alexa, ani dla żadnego innego 
mężczyzny - oznajmiła Fran z mocą. - Powiedział mi o Beth. 
Jaka ona była? - spytała, nie mogąc pohamować ciekawości.

Rosie wahała się tylko przez chwilę.
 - Była dobra i oddana Alexowi - powiedziała w końcu.
  -  Więc  rzeczywiście  przeżył  swoją  wielką  miłość.   Już 

nigdy   tak   nie   pokocha   -   powiedziała   Fran   i   pokiwała   ze 
zrozumieniem głową.

 - Czas pokaże - zagadkowo stwierdziła Rosie i ruszyła do 

drzwi. - Wciąż uważam, że mam rację. A kiedy między wami 
zaiskrzy,   będę   mogła   powiedzieć:   a   nie   mówiłam.   Ale   nie 
powiem. Nie tylko dlatego, że jestem ponad to, ale też dlatego, 
że będę się cieszyć waszym szczęściem - orzekła i wyszła z 
kuchni, zanim zaskoczona przyjaciółka zdążyła się odezwać.

Fran   musiała   przyznać,   że   to   kusząca   perspektywa. 

Pracowała   już   z   Alexem   miesiąc,   a   on   z   dnia   na   dzień 
wydawał jej się coraz bardziej atrakcyjny. Fascynacja rosła. 
Jedyne, co ją powstrzymywało przed takimi marzeniami, to 
brak   zainteresowania   z   jego   strony.   W   żaden   sposób   nie 
okazywał,   że   Fran   mu   się   podoba.   Nie   wykonał   żadnego 
ruchu.

I   bardzo   dobrze,   powtarzała   sobie.   Jeśli   wystarczająco 

często będę brała zimne prysznice i zaglądała do zamrażalni, 
może nawet sama w to uwierzę. Nawet lepiej, że Alex nie 
okazuje żadnych uczuć. I tak nie zamierzała zostać niczyją 
żoną.   W   ogóle   nie   wierzyła,   że   może   istnieć   mężczyzna 
zdolny do nakłonienia jej do zmiany zdania. Nawet, jeśli taki 
by się znalazł, musiałby sprawić, żeby uwierzyła, że kocha ją 
dla niej samej. Nierealne, pomyślała.

background image

Fran   miała   tylko   nadzieję,   że   Rosie   jakoś   zniesie 

rozczarowanie.

Alex wszedł do kuchni, żeby sprawdzić, czy wszystko jest 

gotowe na rozpoczęcie operacji „Trzeci Syn". Uśmiechnął się 
do   swoich   myśli,   gdy   przypomniał   sobie   amatorską 
psychoanalizę   Fran.   Nadszedł   moment,   by   odnaleźć   swoje 
miejsce w życiu i uzyskać aprobatę rodziny. Goście mogli się 
zjawić   w   każdej   chwili.   Rozejrzał   się   po   pomieszczeniu. 
Nigdzie nie dostrzegł Fran, ale zauważył, że drzwi do chłodni 
są otwarte.

 - Hop, hop! Jest tu ktoś? - zawołał.
Zanim   Fran   wyszła   z   chłodni,   pojawiła   się   chmurka 

lodowatej   pary.   Dziewczyna   była   ubrana   w   białe   spodnie, 
koszulę z długimi rękawami i nieskazitelnie czysty fartuszek. 
Gdy   uśmiechnęła   się   na   powitanie,   Alex   pomyślał,   że 
mogłaby   stopić   lodowiec.   A   nawet   jego   serce.   Potrząsnął 
głową, próbując pozbyć się tej myśli.

  -   Cześć   -   powiedział,   wkładając   ręce   do   kieszeni.   - 

Wszystko gotowe?

  -   Dania   zamrożone.   Gdy   zjawi   się   tu   twoja   rodzina, 

przygrzeję   je   w   mikrofalówce   i   poproszę   wszystkich   na 
degustację   -   powiedziała   i   wzięła   głęboki   oddech,   by   się 
uspokoić.

 - Denerwujesz się?
 - Ja? Owszem, o wszystko.
 - Wszystko?
  -   O   potrawy.  Żeby   cię   nie   zawieść.   O   spotkanie 

królewskiej rodziny Marchettich. Bułka z masłem. - Machnęła 
lekceważąco ręką.

  -   Poznałaś   już   Nicka,   Joego   i   Luke'a.   Na   pewno 

spodobasz się mamie i tacie.

  - Rosie powiedziała to samo w zeszłym tygodniu, gdy 

wpadła z wizytą.

background image

 - Co jeszcze mówiła?
  -   Takie   tam,   babskie   pogaduszki   -   powiedziała   Fran, 

unikając jego wzroku.

Czyli swaty. Znał przecież Rosie. Kiedy wbiła sobie coś 

do głowy, szczególnie w przypadku romantycznych historii, 
nie poddawała się bez walki. Odziedziczyła to po matce.

 - No dobrze. Nie masz nic przeciwko, żebym zajrzał do 

naszych dzieci? No wiesz, mam na myśli mrożonki - wyjaśnił 
pospiesznie, gdy zobaczył wyraz jej twarzy.

  - Ty jesteś szefem - powiedziała, lecz cała się spięła i 

zacisnęła usta.

Kłopoty?   Jak   on   nie   cierpiał   tego   słowa.   Wiedział,   że 

nadziewane   muszle   dały   jej   w   kość,   więc   zacisnął   kciuki, 
wchodząc   do   chłodni.   Zamrożone   dania   główne   stały   w 
równym   rządku.   Zauważył   pizzę,   spaghetti   z   klopsikami, 
lasagne i przyjemnie wyglądającą kompozycję nadziewanych 
muszli z sosem marinara. Dostrzegł jeszcze jedno danie. To 
był długi makaron z jakimś białym sosem. Ktoś, czyli jego 
seksowny kuchmistrz, szykował tu rebelię.

Wyszedł z chłodni i zamknął za sobą drzwi.
 - Co to za piąte danie? - spytał niby od niechcenia. Fran 

wyprostowała ramiona i spojrzała mu prosto w oczy.

  - Pomyślałam, że będzie rozsądnie, mieć jedno danie w 

zapasie. Tak na wszelki wypadek.

  - Nie rozumiem, czym się martwisz. Muszle wyglądają 

świetnie.

  - Zgadzam się, ale wciąż są zamrożone. Poczekaj, jak 

wstawię je do mikrofalówki.

 - Przestań krakać.
 - Sam je przecież widziałeś - zaprotestowała.
 - Owszem - przytaknął. - I nie uważam, że było tak źle. 

Wstrzymajmy się z piątym daniem, dopóki nie zobaczymy, 
jak sobie poradzą pierwsze cztery.

background image

  - Chciałabym zaprezentować je z innymi. To mój nowy 

przepis. Zależy mi na obiektywnej opinii. Składniki są proste, 
a przygotowanie bardzo łatwe. To podniesie zysk. Poza tym 
uważam, że smakuje całkiem nieźle.

Alex potrząsnął głową. Nie chciał prezentować zbyt wielu 

dań, żeby nie wprowadzać zamieszania.

  -   Myślę,   że   jednak   się   wstrzymamy   -   powiedział   po 

krótkim namyśle.

Dziewczyna wojowniczo uniosła podbródek. Wiedział już, 

że oznacza to kłopoty. Nie poddawała się tak łatwo. Zupełnie 
inaczej niż Beth. Nagle zajęła go ta myśl. Przypomniał sobie, 
że jego narzeczona zawsze postępowała zgodnie z jego wolą. 
Zgodziła się nawet poczekać ze ślubem. Popatrzył w uparte 
oczy Fran. Ciekawe, co ona powiedziałaby w takiej sytuacji. 
Jak   to   co,   spytał   sam   siebie.   Doskonale   wiedział,   co   Fran 
myśli o małżeństwie.

Potrząsnął głową. Nie, Fran w niczym nie przypominała 

Beth. I to wcale nie było takie złe, pomyślał z zaskoczeniem.

  -   Koniecznie   chcę   zaprezentować   dziś   to   danie   - 

oznajmiła, skrzyżowała ręce na piersiach i zrobiła wojowniczą 
minę.

Na jej wzór można wyrzeźbić pomnik i nazwać go: Ośli 

Upór, zauważył rozbawiony Alex.

Stali   naprzeciwko   siebie,   czekając   na   kapitulację 

przeciwnika.

 - To ja jestem szefem, Fran. I mówię, że się wstrzymamy.
  -   A   ja   jestem   szefem   kuchni.   I   chcę   poznać   opinie 

konsumentów.

  -   Czy   chcesz,  żebym   wyraźniej   wydał   ci   służbowe 

polecenie?

 - Nie, jeśli przegrasz.
Alex oparł ręce na biodrach i groźnie spojrzał w dół na 

małą istotkę, która zaciekle mu się sprzeciwiała.

background image

 - Jeśli przegram?
 - W siłowaniu się na ręce - wyjaśniła, patrząc mu prosto 

w   oczy.   -   Jeśli   wygrasz,   odłożę   mój   triumf   na   później, 
aczkolwiek niechętnie. Jeśli ja wygram, podamy moje danie 
razem z innymi, tak jakby to było częścią planu.

Nie wytrzymał i roześmiał się.
 - Jestem od ciebie dwa razy większy i ważę też o wiele 

więcej.

 - Możliwe - przyznała niewzruszenie.
 - To nie będzie w porządku - sprzeciwił się.
  -   A   już   myślałam,   że   jesteś   inny   -   powiedziała   i 

potrząsnęła   głową.   -   Ale   jesteś   tak   samo   władczy   i   pewny 
siebie, jak każdy znany mi facet. Nawet bardziej - dodała z 
mocą.

  -   Staram   się   tylko   być   uczciwy.   Ale   jeśli   chcesz 

przegrać... Oparła łokieć na blacie, uniosła rękę i spojrzała na 
niego z ogniem w oczach.

 - Do dzieła.
 - Nie ma sprawy. Ale czuję się trochę winny, że cię tak 

łatwo pokonam.

  -   Obyś   tylko   mógł   spać   po   nocach,   biedaczku   - 

powiedziała ironicznie.

Oparł łokieć, tuż przy jej łokciu. Miał dłuższe ramię, więc 

musiał   stanąć   inaczej,   by   móc   chwycić   jej   małą,   delikatną 
dłoń. Ta zabawa sprzeciwiała się wszystkiemu, czego uczył go 
ojciec. Powinien być prawdziwym dżentelmenem, troszczyć 
się o kobiety i otaczać szacunkiem słabszą płeć. Alex nie mógł 
się skupić. Był trochę rozkojarzony z powodu jej bliskości, 
upojnego zapachu, ciepła drobnej dłoni i kruchości palców. 
Potrząsnął głową, żeby oczyścić myśli. Nie miała najmniejszej 
szansy na wygraną. Przewyższał ją wzrostem i siłą.

  -   Start   -   powiedziała   i   napięła   mięśnie,   próbując 

bezskutecznie przyprzeć jego rękę do blatu.

background image

Alex poczuł nagłą falę gorąca. Jego życie i praca nabrały 

rumieńców, odkąd pojawiła się Fran.

  -   Jeśli   chcesz,   możesz   użyć   obu   rąk   -   zaproponował 

wielkodusznie.

 - Nie życzę sobie żadnych ułatwień.
  -   W   porządku,   tylko   nie   chcę   zrobić   ci   krzywdy   - 

powiedział i uśmiechnął się. - Powiedz, kiedy będziesz miała 
dość.

  - Wolałabym raczej pocałować żabę - wysyczała przez 

zaciśnięte zęby, dysząc z wysiłku.

 - Jak sobie życzysz.
Alex  świetnie   się   bawił.   Zaglądał   w   roziskrzone   oczy 

dziewczyny   i   podziwiał   jej   urodę.   Miała   pełne   i   miękkie 
wargi, które były tak blisko, że wystarczyło się tylko pochylić, 
by ich dotknąć. W następnej chwili dziewczyna przysunęła się 
i ich usta złączyły się w pocałunku.

Najpierw   pomyślał,   że   Fran   smakuje   lepiej,   niż 

przypuszczał.  Potem,  że   miałby   ochotę  trwać   tak  wiecznie. 
Poczuł   uderzenie   gorąca   i   przyśpieszony   rytm   serca.   Krew 
dudniła mu w uszach. Zaczął szybciej oddychać, gdy usłyszał, 
że Fran westchnęła z rozkoszy.

Niezadowolony   ze   sztywności   jej   warg,   badał   je 

koniuszkiem języka. Dziewczyna rozchyliła usta. Wdarł się w 
słodką,  wilgotną   głębię. Usłyszał, że  gwałtownie  wciągnęła 
powietrze.

Uniósł wolną rękę i wplótł palce we włosy Fran. Rozpiął 

klamrę,   by   w   pełni   cieszyć   się   ich   jedwabistym   dotykiem. 
Poczuł na twarzy pachnące kosmyki. Podtrzymał ręką głowę 
dziewczyny, by mieć ją jeszcze bliżej.

To jednak wciąż było za mało. Chciał ją przytulić, jednak 

zdał   sobie   sprawę,  że   stoją   po  przeciwnych  stronach  blatu. 
Gdy   odsunął   się   odrobinkę,   zauważył   rumieniec   na 
policzkach,   błyszczące   oczy  i   gwałtowne   unoszenie   się   i 

background image

opadanie piersi Fran. Pragnął jej. Co za wspaniałe uczucie! Aż 
do tej chwili nie zdawał sobie sprawy, jak bardzo brakowało 
mu   dotyku   i   pocałunków   kobiety.   A   może   po   prostu 
brakowało mu Fran.

Już miał obejść bufet i wziąć ją w ramiona, gdy odsunęła 

się, potrząsnęła głową i przygięła jego rękę do blatu.

  -   Wygrałam   -   wyszeptała   bez   tchu.   -   Zaprezentujemy 

jednak moje danie.

  -   Oszukiwałaś   -   powiedział   i   gwałtownie   się 

wyprostował.   Dziewczyna   wzięła   głęboki   oddech   i 
rozpromieniła się.

  -   Zrobiłam   to,   co   musiałam.   Przy   czterech   braciach 

dziewczyna musi nauczyć się, jak sobie radzić.

 - Niech będzie - powiedział i z powrotem oparł łokieć na 

blacie. - Do dwóch razy sztuka.

Wcale nie miał na myśli siłowania się na rękę. To była gra 

dla dwojga. Jeśli chciała oszukiwać pocałunkami, powinien jej 
pokazać, jak należy to robić.

Zanim   jednak   zdążyła   odpowiedzieć,   usłyszeli   gromkie 

brawa. Alex odwrócił się i zobaczył swoich trzech braci oraz 
rodziców stojących w drzwiach. Wszyscy klaskali i cieszyli 
się,   jakby   wygrał   pierwszą   nagrodę   w   jakichś   ważnych 
zawodach.

Flo Marchetti podeszła do swojego syna i pocałowała go 

w policzek.

  -   Jeśli   boisz   się   ognia,   uciekaj   z   kuchni   kochanie   - 

powiedziała z uśmiechem.

background image

ROZDZIAŁ SZÓSTY
Ogień?   Kuchnia?   Uciekać?   Fran   uznała,   że   to   całkiem 

sensowne słowa. Zresztą, sama miała ochotę wybiec z kuchni, 
gdy   tylko   wróciła   do   rzeczywistości.   Chciała   zaskoczyć 
Alexa. Udało jej się rewelacyjnie. Nawet wygrała przy okazji 
ich   mały   pojedynek.   Jednak   przede   wszystkim   zaskoczyła 
samą   siebie.   Nie   spodziewała   się   takiego   wybuchu 
namiętności.

Nagle   zdała   sobie   sprawę,   że   cała   rodzina   Alexa   była 

świadkiem   ich   pocałunku.   No,   nie   cała.   Jedynie   ci,   którzy 
mieli   w   firmie   prawo   głosu,   pomyślała   z   ironią.   To   był 
pierwszy raz, kiedy poczuła się wdzięczna losowi za nieudany 
romans   w   szkole   gastronomicznej.   Tamte   wydarzenia 
zahartowały ją i wzmocniły. Tylko dzięki nim potrafiła teraz 
stanąć twarzą w twarz z rodzicami Alexa.

Fran   tylko   raz   widziała   braci   Marchettich.   Było   to   w 

pierwszym dniu jej pracy, więc nie przyglądała się im zbyt 
dokładnie. Dopiero teraz, gdy ujrzała ich w komplecie, mogła 
do woli podziwiać całą czwórkę. Uznała, że zgromadzenie tak 
wielu   przystojnych   mężczyzn   w   jednym   pomieszczeniu 
powinno   być   karalne.   Żadna   kobieta   nie   mogła   znieść 
spokojnie takiej dawki testosteronu. Nawet ona nie potrafiła 
powstrzymać cichutkiego westchnienia.

Bracia   mieli   takie   same   oczy   i   ciemne   falujące   włosy. 

Poprawka:   Luke   miał   niebieskie   oczy.   Jednak   jego   cera 
przybrała ten sam oliwkowy odcień, co twarze reszty braci. 
Wszyscy byli  wysocy i tak wspaniale zbudowani,  że mogli 
wodzić na pokuszenie każdą słabą kobietę.

Fran jednak w dalszym ciągu była zdania, że Alex jest 

najprzystojniejszy z całej czwórki.

Była   zaskoczona,   że   mimo   swego   zażenowania   może 

myśleć o takich rzeczach. Właściwie sama była sobie winna. 
Oszukiwała.   Ale   wszystko   przez   tę   jego   arogancję.   Po 

background image

pierwsze   odmówił   zaprezentowania   wspaniałej   potrawy   jej 
autorstwa, a po drugie śmiał się z jej pomysłu siłowania się na 
ręce. I to tylko dlatego, że Fran jest kobietą!

Cały   zapał   do   walki,   słuszny   gniew   i   namiętne   myśli 

wyparowały jednak w chwili pojawienia się jego rodziny.

Teraz niecierpliwie przyglądała się degustacji dań, które 

podgrzała   i   ustawiła,   w   kolejności   na   blacie.   Znad   pięciu 
potraw unosiła się para; a smakowite zapachy łączyły się w 
powietrzu.

Ponieważ nikt nic nie mówił, Fran poczuła nieprzepartą 

ochotę, by wypełnić słowami tę pełną napięcia ciszę. Tylko 
nie zacznij trajkotać, przestrzegła samą siebie w chwili, gdy 
już otwierała usta.

 - Zamierzałam stworzyć warunki jak najbardziej podobne 

do naturalnych. Właśnie tak smakują te dania tuż po wyjęciu z 
mikrofalówki   -   wyjaśniła.   -   Trzeba   jednak   pamiętać,   że   są 
różne   rodzaje   piekarników.   Należy   więc   umieścić 
odpowiednie instrukcje na opakowaniu.

Wszyscy pokiwali głowami na znak zgody. Nie mogła się 

doczekać, kiedy skończą jeść i wreszcie usłyszy ich zdanie. 
Tylko nie otwieraj ust, nakazała sobie surowo. Oczywiście nie 
posłuchała własnej rady.

 - Konsumenci są przyzwyczajeni do czytania instrukcji i 

składu potraw. Używałam tylko bezpiecznych dodatków.

Znów gadała i nie potrafiła przestać. Poza jej nerwowymi 

słowami   w   pomieszczeniu   panowała   cisza.   Fran   zaczęła 
marzyć   o   kneblu   albo   o   jakimś   cudownym   środku,   który 
zdusiłby potrzebę imponowania Alexowi.

  - Dzięki wyciągowi z morskich wodorostów uzyskałam 

ścisłość i twardość konsystencji - dodała jeszcze po chwili.

Flo próbowała właśnie nadziewanych muszli.

background image

 - W takim razie tej potrawie przyda się jeszcze odrobina 

wyciągu   z   wodorostów.   Jest   zbyt   wodnista   -   oznajmiła, 
patrząc na Alexa.

 - Chyba dodałam zbyt dużo chemii i to zmieniło smak - 

Fran przemówiła w jego obronie. - Ale proszę się nie martwić 
słowem   „chemia".   Wprawdzie   odstrasza   ono   laików,   ale 
chodzi tu przede wszystkim o bezpieczne dodatki smakowe.

 - A skoro już o smaku mowa, to Alex ma całkiem dobry 

gust - powiedział Joe, patrząc wymownie na Fran.

  -   Sądzę,   że   małe   zatrucie   pokarmowe   nauczyłoby   cię 

szacunku - zwrócił się Alex do brata.

Reszta klanu Marchettich była skupiona na jedzeniu. Po 

skosztowaniu   muszli,   Flo   przeszła   wzdłuż   blatu   z 
ustawionymi daniami. Przy każdym kiwała z uznaniem głową. 
Wreszcie   dotarła   do   potrawy   autorstwa   Fran.   Uniosła   małą 
porcję do ust. Spojrzała wpierw na syna, potem na Fran.

 - Hm. Pyszne. Cudownie lekki smak.
Pozostali   członkowie   rodziny   natychmiast   podeszli   i 

zaczęli  próbować.  Po  degustacji   porównali  swoje   wrażenia. 
Wszyscy byli zgodni. Zatwierdzili pizzę, lasagne i spaghetti z 
Mopsikami.   Oszaleli   na   punkcie   ostatniej   potrawy. 
Natychmiast chcieli poznać jej sekret.

Fran   nie   słyszała   ich   pytań.   Wpatrywała   się   w   Alexa, 

starając   się   odgadnąć   jego   reakcję.   Czy   podzielał   zdanie 
rodziny? Był zadowolony?

Wreszcie   zauważyła,   że   wszyscy   czekają   na   jej 

odpowiedź.

  -   To   zwykły,   długi   makaron   z   sosem   orzechowym   - 

wyjaśniła wreszcie.

 - Właśnie tak myślałam - powiedziała Flo. - Zgadłam po 

drobinkach orzechów zdobiących sos. Bardzo smaczne.

 - Dziękuję - ucieszyła się Fran.

background image

  - Ale odrzucam nadziewane muszle - dodała poważnie 

Flo.

 - Tak - zgodził się Nick, odkładając widelec. - Danie jest 

poniżej dozwolonego poziomu. Musisz ulepszyć konsystencję, 
Fran, albo to danie nie pójdzie w kampanii.

 - Ja też tak sądzę - wtrącił Luke.
 - Ile już razy zmieniałaś recepturę? - chciał wiedzieć Joe.
Fran   znów   spojrzała   na   Alexa.   Jak   przyjął   krytykę? 

Zauważyła, że był bardzo poważny. Może nawet zły? Ciężko 
zgadnąć, pomyślała. Mogła się jednak założyć, że to jej ostatni 
dzień u Marchettich.

 - To już ósma próba - przyznała w końcu.
 - Wprawdzie to jedno z lepiej sprzedających się dań, ale 

nie możemy wypuścić go w tym stanie na rynek - odezwał się 
Nick, marszcząc brwi.

 - Z pewnością - włączył się ojciec Alexa. - Jednak po tylu 

próbach bez dobrych rezultatów...

Fran już   wiedziała, co  ją  czeka.  Kobiety  nie  dostawały 

drugiej   szansy   w   tym,   zdominowanym   przez   mężczyzn, 
zawodzie.   Żeby   się   utrzymać   na   powierzchni,   powinny 
wykonać tę samą pracę, co mężczyzna w dwa razy krótszym 
czasie.   Od   razu   wiedziała,   że   to   danie   się   nie   sprawdzi. 
Wiedziała   też,   jak   bardzo   Alex   pragnął   aprobaty   rodziny. 
Wszystko   się   udało,   poza   tym   feralnym   daniem.   Ale   jemu 
zależało   na   perfekcji.   Chociaż   nie   bała   się   ognia,   będzie 
musiała   wyjść   z   kuchni.   Może   nawet   zostanie   z   niej 
wyrzucona.   Była   idealnym   kozłem   ofiarnym   dla   Alexa. 
Niedoświadczona   kuchareczka.   To   jej   się   oberwie,   bo   on 
należy przecież do rodziny.

Alex także skończył degustację. Dania Fran spróbował na 

końcu. Wcześniej nie miał okazji tego zrobić, więc tak jak inni 
był zaskoczony jego smakiem. Fran miała nadzieję, że było to 
przyjemne   zaskoczenie.   W   końcu,   droga   do   serca 

background image

mężczyzny...   O,   nie.   Nie   zamierzała   kroczyć   tą   drogą.   Już 
nigdy więcej.

  -   Naprawdę   niezłe   -   powiedział   Alex   i   wziął   sobie 

dokładkę. - Przepyszne.

  - Dziękuję - odezwała się Fran i ściągnęła fartuszek. - 

Chyba już nie jestem państwu potrzebna. Pewnie chcielibyście 
omówić degustację.

Sama  postanowiła opuścić kuchnię. Czułaby się jeszcze 

bardziej niezręcznie, gdyby ją o to wyraźnie poproszono. Alex 
będzie   mógł   spokojnie   zrzucić   na   nią   całą   winę.   Próżno 
łudziła się nadzieją, że ten mężczyzna jest inny. Historia znów 
się   powtarzała.   Dziewczyna   pomyliła   się   po   raz   kolejny. 
Tylko   że   teraz   oszukał   ją   nie   młodzik,   lecz   przystojny 
mężczyzna w okularach.

Ruszyła do drzwi, lecz Alex zastąpił jej drogę.
  - Nie tak szybko. Powinnaś przy tym być - powiedział. 

Więc postanowił obarczyć ją winą i jeszcze przy wszystkich 
utrzeć   jej   nosa?   Nie   miała   nic   na   swoją   obronę.   To   jego 
rodzina.   Nietrudno   domyślić   się,   po   czyjej   stronie   staną. 
Oczywiście, że po stronie Alexa. Usprawiedliwianie się może 
tylko zwiększyć jej upokorzenie.

Alex odchrząknął i rozejrzał się dookoła.
  - Po pierwsze, chciałbym podziękować wam wszystkim 

za przybycie. Po drugie, zgadzam się z waszą opinią, co do 
dań wchodzących w skład kampanii. Będą to: pizza, lasagne, 
spaghetti z klopsikami - powiedział i przerwał dla nabrania 
oddechu. - Jeśli chodzi o nadziewane muszle...

No   to   już,   pomyślała   Fran.   Czuła   się   jak   jagnię 

prowadzone na rzeź.

  - Wypadają z kampanii na rzecz dania przygotowanego 

przez Fran - dokończył zdanie.

 - Co? - Fran zupełnie nie mogła uwierzyć w to, co przed 

chwilą usłyszała.

background image

  - Twój przepis jest tak dobry, jak zapowiadałaś. Nawet 

lepszy - oznajmił Alex z szerokim uśmiechem i spojrzał na 
pozostałych członków rodziny. Wszyscy im się przyglądali z 
domyślnymi uśmiechami. - Fran powiedziała, że ta potrawa 
ma bardzo niewiele składników, nie wymaga dużego nakładu 
pracy i zwiększy zyski kampanii.

  - To brzmi jak muzyka dla moich uszu - skomentował 

Luke, który zajmował się finansami firmy.

 - O tak - zgodził się Alex.
  -   A   przy   okazji,   jeszcze   nieźle   smakuje   -   Joe   wtrącił 

swoje trzy grosze.

  - Racja - przytaknął Alex. - Fran ostrzegała mnie, że z 

muszli nic nie będzie.

  - To po co w ogóle zawracałeś sobie tym głowę? - Flo 

spytała syna.

 - Właśnie. To była strata czasu - zgodził się Tom.
Akt pierwszy nie skończył się tragicznie. Ale w drugiej 

części musi polać się krew, pomyślała smutno Fran.

 - Przyznaję, że to był błąd. Jak tylko zobaczyła przepis, 

już   wiedziała.   Zapłaciłem   ekspertowi   za   ekspertyzę   i   nie 
chciałem   jej   wysłuchać.   Nawet   nie   planowałem   piątego, 
zapasowego dania.

Fran stała jak skamieniała. Alex powiedział prawdę.
 - Co sprawiło, że zmieniłeś zdanie? - zapytał Nick.
 - Siłowanie się na rękę - oznajmił Alex. - Pokonała mnie.
 - Oszukiwałam - przyznała Fran.
 - Pokonany przez dziewczynę. - Pokręcił głową Joe. - Ale 

oferma.

 - Zachowuj się Josephie Paulu - zganiła go Flo.
  - O! Kiedy używa obu imion, wiesz, że masz kłopoty - 

powiedział Joe i mrugnął do Fran.

  - Jeśli  będziesz  niegrzeczny, nie  pomogę  ci  rozwiązać 

problemu jedzenia na twoim ślubie - pogroził mu Alex. - W 

background image

rodzinie krąży plotka, że nie ustaliłeś nawet z Liz weselnego 
menu.

  -   Po   co   się   tak   spieszyć.   Do   ślubu   jeszcze   całe   trzy 

tygodnie - dogryzał bratu Luke.

  - Byliśmy zajęci. - Zawstydził się Joe. - Mieliśmy już 

kogoś, ale okazał się do niczego. Teraz mamy kłopot

  - Fran jest idealna - wyrwał się Alex. - To znaczy, do 

przygotowania uroczystego posiłku.

Fran   najpierw   ucieszyła   się,   ale   po   wyjaśnieniu   Alexa 

uśmiech znikł z jej twarzy.

  - Może szef kuchni którejś z waszych restauracji będzie 

mógł się tym zająć?

  -   Z   pewnością.   Ale   ktoś,   kto   potrafi   tak   przygotować 

zwykłe mrożonki, jest kulinarnym geniuszem. Poza tym, jeśli 
ty   zajmiesz   się   jedzeniem,   Alex   będzie   miał   partnerkę   na 
weselu. Chyba nie jesteś mężatką? - spytał podejrzliwie Joe.

 - Nie, ale...
 - Ślub odbędzie się w środę i będzie raczej kameralny. No 

to jak, zajmiesz się jedzeniem? Zlituj się nad Alexem, żeby 
nie był samotny na moim ślubie. I to w walentynki.

Nie   tylko   utrzymała   swą   pracę,   ale   jeszcze   zdobyła 

następne zlecenie. Kto powiedział, że cuda się nie zdarzają? 
Fran uśmiechnęła się szeroko.

 - Chętnie się tego podejmę. To znaczy, przygotowania dla 

was jedzenia  - powiedziała  i  nieśmiało  spojrzała  na  Alexa, 
który oniemiały gapił się na brata. - Może więc umówimy się 
z   Liz   i  dopracujemy  szczegóły?  Upewnimy  się, że   ona   się 
zgadza na twój wybór.

  -   Zgadza   się,   zgadza.   Ale   możemy   we   trójkę   ustalić, 

menu.

 - Wspaniale - odezwała się Flo. - Dobrze, że Joe jest taki 

czarujący.   To   przysłania   jego   wady.   Na   przykład   tę,   że 
podrywa dziewczynę brata. A ty Alex, jesteś zbyt poważny.

background image

 - Potrafi być czarujący, gdy ma na to ochotę - powiedziała 

Fran, która nie usłyszała początku wypowiedzi Flo.

Zauważyła jednak przebiegły błysk w oczach matki Alexa. 

W następnej chwili Flo skierowała rodzinę do wyjścia.

  - My już skończyliśmy - powiedziała. - A Alex i Fran 

mają jeszcze trochę pracy. Zostawmy ich w spokoju.

Flo,   niczym   kwoka,   z  łatwością   zagnała   swoje   nieco 

przerośnięte,   lecz   przystojne   kurczęta   do   wyjścia.   Wszyscy 
szybko się pożegnali i wyszli. Poza Alexem. Fran spojrzała w 
górę na niego i poczuła, że miękną jej kolana.

 - Bardzo subtelni, prawda? - wyszeptała bez tchu.
  - Subtelni, jak słoń w składzie porcelany. Swatanie jest 

widocznie zaraźliwe. Mama musiała złapać to od Rosie.

 - Wiesz przecież, że mają dobre intencje. Chcą po prostu, 

żebyś był szczęśliwy.

 - Wciąż nie tracą nadziei, że mi kogoś znajdą.
Jeśli przeczucie nie myliło Fran, to rodzina Alexa właśnie 

ją uznała za właściwą osobę. Mylili się. Poza tym Alex nie 
szukał   partnerki.   Spotkał   już   kobietę   swojego   życia,   która 
chciała   wyjść   za   niego,   mieć   dom   i   dzieci.   Fran   nie 
odpowiadała   temu   opisowi.   Chociaż,   musiała   przyznać,   że 
były takie chwile, szczególnie gdy ją całował, kiedy pragnęła 
być taką kobietą.

 - Spójrz na dobre strony całej sytuacji. Wygląda na to, że 

są z ciebie tak dumni, jak ty z nich. Dopiąłeś swego.

  - Tylko dzięki tobie. - Powiedział i usiadł na blacie. - 

Powinienem   był   cię   posłuchać.   Chociaż,   z   drugiej   strony, 
siłowanie się na ręce jest dość ciekawą techniką negocjacyjną. 
Chyba powinniśmy posłać naszych pracowników na specjalny 
kurs.

Wiedziała, że miał na myśli pocałunek. Zadrżała i poczuła 

falę gorąca. Jego pocałunek był niczym ogień przytknięty do 
suchych liści. Groził niekontrolowanym pożarem. Co powinna 

background image

zrobić?   Pozostały   jeszcze   dwa   miesiące   do   wygaśnięcia 
kontraktu. Była uwiązana Codziennie będzie go widywać w 
pracy.

Życie   nauczyło   ją,   że   jeśli   wzbudza   zainteresowanie 

jakiegoś mężczyzny, to tylko dlatego, że on czegoś od niej 
chce. Obiecała sobie, że nie pozwoli się więcej wykorzystać. 
A teraz spotkała Alexa. Co miała myśleć o tym wszystkim? 
Nie zrzucił na nią winy i nie zostawił wilkom na pożarcie. 
Nawet nie udawał, że jest nią zainteresowany. A sądząc po ich 
pocałunku, to ona chciała, żeby Alex się nią zainteresował. 
Fran spacerowała po bardzo cienkim lodzie.

 - Myślałam, że mnie wylejesz.
 - Za oszukiwanie w zapasach?
 - Za to i za wpadkę z nadziewanymi muszlami.
  -   Czym   sobie   zasłużyłem   na   taką   opinię?   -   spytał   ze 

zmarszczonymi brwiami.

  -   Niczym   -   przyznała.   -   Mam   po   prostu   złe 

doświadczenia.

 - Ciekawe, ale za mało szczegółów - powiedział. - Może 

opowiesz mi całą historię?

  -   Nie,   ale   sądzę,   że   jestem   ci   winna   kilka   słów 

wyjaśnienia.   W   szkole   gastronomicznej   zakochałam   się   w 
pewnym chłopaku. Był czarujący. Nie wiedziałam, że mnie 
wykorzystuje, kradnie notatki i przepisuje wyniki. Myślałam, 
że mu na mnie zależy.

 - Przykro mi.
  - Nie to było najgorsze. Dostaliśmy zadanie, żeby upiec 

chleb.   Zamiast   wymyślić   własny   przepis,   po   prostu   kupił 
bochenek   i   udał,   że   to   wynik   jego   pracy.   Kiedy   został 
przyłapany na kłamstwie, błagał mnie, żebym wzięła winę na 
siebie. Groziło mu wydalenie ze szkoły, a ja miałam dobrą 
opinię i byłam przewodniczącą klasy. Powiedział, że nic mi 
nie grozi. Zrobiłam to, o co prosił, i omal nie wyleciałam ze 

background image

szkoły. Moja kariera mogła się skończyć, zanim się na dobre 
zaczęła.

 - Musiał być ci bardzo wdzięczny.
  - Tak, jasne - gorzko prychnęła. - Taki wdzięczny, że 

mnie rzucił. Potem dowiedziałam się, że nie zdążył wymyślić 
przepisu, bo spotykał się z inną dziewczyną.

 - A to drań - powiedział Alex z wściekłością.
 - Zgadzam się, ale to była też moja wina. Byłam zupełnie 

ślepa. Owszem, mówił mi miłe rzeczy, ale zupełnie tak, jakby 
wszystko   sobie   wcześniej   zaplanował.   Wściekam   się,   że 
dałam się tak oszukać.

 - Nie wszyscy mężczyźni to dranie - pocieszył ją Alex i 

wepchnął ręce do kieszeni.

  -   Jednak   kto   się   sparzy,   ten   na   zimne   dmucha.   Wolę 

nawet   nie   próbować.   Nie   szukam   nikogo   na   stałe.   To 
doświadczenie nauczyło mnie, żeby nie zaniedbywać siebie z 
powodu mężczyzny. Zresztą to samo było u mnie w domu, w 
przypadku mojej mamy. Związek sprawia, że kobieta zatraca 
siebie.

  - Ja wyciągnąłbym inny wniosek - powiedział. - Dwoje 

ludzi, którzy się kochają, może dokonać cudów.

 - Jak ty i Beth? - spytała.
Kiedy wreszcie nauczę się milczeć, zganiła się w myślach. 

Czekała   na   grymas   bólu   na   twarzy   Alexa.   Nie   pojawił   się 
jednak.

 - Właśnie tak - odrzekł. - Po prostu nie miałaś szczęścia, 

Fran. Trafiłaś na drania.

 - Mimo wszystko zależało mi na nim. Zrobiłam dla niego 

to, czego nie powinnam. Zatraciłam siebie z miłości. To już 
się więcej nie powtórzy.

  - Chyba wspominałaś mi, że twój ojciec nic o tym nie 

wie?

 - Nie jestem głupia - powiedziała z oburzeniem.

background image

  - Może przestałby nalegać na małżeństwo, gdybyś mu 

powiedziała?

 - To by tylko pogorszyło sprawę. - Fran pokręciła głową.
 - Najpierw odszukałby faceta i stanął w obronie mojego 

honoru.   Potem   oddałby   to,   co   zostanie   z   drania,   moim 
braciom. Na koniec wybrałby mi męża, ponieważ jak widać, 
mój   wybór   pozostawia   wiele   do   życzenia   -   westchnęła.   - 
Wierz mi, lepiej żeby się nie dowiedział.

 - Chyba tak.
  - O rany! Zobacz, która godzina! - zawołała Fran, gdy 

przypadkiem spojrzała na zegarek. - Muszę jeszcze posprzątać 
przed wyjściem. Potem biegnę po prezent dla mamy. Jutro są 
jej urodziny i zjazd rodzinny - wyjaśniła.

 - Pomogę ci.
  - Jedyne, co mógłbyś dla mnie zrobić, to pójść tam ze 

mną - wypaliła bez zastanowienia.

  - Miałem na myśli pomoc przy sprzątaniu, ale nie ma 

sprawy. Chętnie poznam twoją rodzinę.

Fran,   w   trakcie   zbierania   z   blatu   talerzy   i   sztućców, 

stanęła jak wryta.

 - Nie mówisz poważnie.
 - Owszem. Nie jestem jeszcze tak dumny, żeby nie pomóc 

przy zmywaniu naczyń.

  -   Nie   -   powiedziała,   kręcąc   głową   w   zdumieniu.   - 

Myślałam o spotkaniu z moją rodziną.

 - Jasne, że mówiłem serio.
  - Ależ tam będą wszyscy. Moi czterej bracia, mama  i 

ojciec. Uprzedzam cię, że to oznacza bardzo wielu Carlino.

 - Dlaczego tak trudno ci uwierzyć, że naprawdę chcę ich 

poznać?

  - Nie masz gorączki - powiedziała Fran, gdy przyłożyła 

dłoń do czoła Alexa. - Wiesz, chyba powinieneś przebadać 
głowę - zwróciła się do niego z troską.

background image

 - Dlaczego?
  -  Nikt   przy  zdrowych  zmysłach  nie   wszedłby  do  tego 

centrum swatania. I to dobrowolnie! - Wzdrygnęła się i niemal 
upuściła naczynia do zlewu.

  - Myślę, że teraz moja kolej wyświadczyć ci przysługę. 

Ty dałaś radę wścibskim Marchettim. Zapewniłaś mi triumf w 
kampanii. Pora się odwdzięczyć.

Oparła   ręce   na   biodrach   i   posłała   mu   sceptyczne 

spojrzenie.

  - Będą próbowali zrobić z nas parę. Będziesz dokładnie 

wypytywany   o   wszystko.   Ile   czasu   się   znamy?   Jakie   masz 
zamiary? Jak daleko się posunąłeś? Czy już mnie całowałeś?

 - Oboje dobrze wiemy, kto tu kogo całował - przypomniał 

jej, unosząc wymownie jedną brew.

  -   No   dobrze,   trochę   oszukiwałam.   Poniosę   zasłużoną 

karę.   Właściwie   już   płaciła   za   swój   uczynek.   Nie   mogła 
spokojnie

patrzeć na Alexa. Jej wzrok stale błądził w okolicach jego 

ust. I wciąż miała ochotę zaproponować mu rewanż, z pełną 
świadomością,   że   znów   będzie   oszukiwać.   Jakoś   przecież 
musi sobie z tym poradzić. To była jej zasłużona kara.

  - Ale mojej rodziny nie informuj,  że oszukiwałam. A w 

ogóle   na   wszelki   wypadek   wcale   nie   zachęcaj   ich   do 
rozmowy. Najmniejszy ochłap informacji sprawi, że rzucą się 
na ciebie bez litości.

 - O co ci chodzi?
 - Próbuję ci uświadomić, że Carlino nie są zbyt subtelni.
 - A moja rodzina jest?
  -   W   porównaniu   z   nimi?   Oczywiście   -   powiedziała, 

energicznie, kiwając głową.

 - Nie może być aż tak źle - zaprotestował ze śmiechem.
  -   Sam   zobaczysz.   Będzie   nawet   gorzej.   Naprawdę   nie 

musisz tego robić.

background image

 - Czego się boisz?
  -   Niczego   -   odpowiedziała   zbyt   szybko,   by   mógł   jej 

uwierzyć.

Ciekawe, czy za takie kłamstwo można trafić do piekła. 

Może nawet kłamstwo jest gorsze niż oszukiwanie w grze. Te 
rozmyślania miały ją uchronić od marzeń o Alexie. Czuła, że 
jest bliska emocjonalnego samobójstwa. Wystarczy, że będzie 
musiała widywać go co dzień w pracy. Jakoś opancerzy się 
przeciwko jego uśmiechom, czarowi i spojrzeniom. Przerażała 
ją   jednak   perspektywa   przedstawienia   Alexa   rodzime.   To 
stanowczo nie była już sfera zawodowa.

  -   No   więc   na   czym   polega   problem?   -   spytał 

niecierpliwie. - Szukałaś ochroniarza, a ja  zgłosiłem  się na 
ochotnika.   Jestem   właściwą   osobą.   Wścibscy   Marchetti 
szkolili mnie do takich zadań przez całe życie. Kto może być 
lepszy ode mnie?

  - Chciałam cię tylko ostrzec. Mój ojciec wraz z braćmi 

odstraszyli już niejednego, który uważał, że ma dość odwagi, 
by   towarzyszyć   mi   przy   rodzinnym   obiedzie.   Przeganiają 
wielbicieli szybciej, niż zdążyłbyś powiedzieć: witajcie.

  - Nie jestem wielbicielem. Miałem już swoją szansę w 

miłości.  Zapewniam  cię  jednak, że  zdążyłem  wytworzyć w 
sobie   przeciwciała.   Jestem   odporny   na   wszystko,   czym 
chcieliby mnie potraktować panowie Carlino.

 - Jesteś pewien?
 - Całkowicie.
Fran   musiała   przyznać,   że   byłoby   miło   mieć   jutro 

wsparcie. No i oczywiście miał rację. Nie mogła się zatracić w 
tym   związku,   bo   on   sam   przyznał,   że   nie   szuka   partnerki. 
Więc na czym polegał problem?

  - No dobrze - zdecydowała w końcu. - Możesz przyjść. 

Ale nie mów potem, że cię nie ostrzegałam - powiedziała i 
pogroziła mu palcem.

background image

ROZDZIAŁ SIÓDMY
Alex przyjechał po Fran i razem ruszyli na spotkanie z jej 

rodziną.   Wjechali   już   do   San   Fernando   Valley   i   krążyli 
właśnie   po   jednej   z   bardziej   ekskluzywnych   dzielnic.   Alex 
jechał wolno, czekając na wskazówki Fran.

 - To tutaj - powiedziała.
  - Gdzie? - Nie dostrzegł domu, który był oddalony od 

drogi.

  - Po prostu skręć w lewo, na ten podjazd, i zaparkuj za 

ostatnim samochodem.

Alex zrobił, jak prosiła. Okazało się, że jako ostatnia stała 

półciężarówka, a przed nią cztery inne. Wszystkie miały napis 
Carlino Construction. Przed nimi stał samochód terenowy, ale 
tak wielki, że z łatwością zmiótłby z szosy małe, sportowe, 
dwudrzwiowe autko Alexa. Jego samochód wyglądał jak mały 
piesek przy wielkich brytanach.

Alex wyłączył silnik i spojrzał na Fran. Miała na sobie 

błękitne dżinsy i różowy sweterek. Wyglądała tak słodko, że 
znów miał ochotę nazwać ją Frannie. Przypomniał sobie, jak 
Rosie mówiła, że jej przyjaciółka nie cierpi tego zdrobnienia. 
Cóż, musiał przyznać rację siostrze, która upierała się, że to 
zdrobnienie pasuje do dziewczyny. Nie zgodziłby się jednak, 
że Fran jest dla niego idealną kobietą. Stracił już Beth. Tylko 
raz   w   życiu   idealna   kobieta   mogła   znaleźć   drogę   do   jego 
serca.

Właśnie   dlatego   był   wstrząśnięty   swoją   reakcją   na 

wczorajszy   pocałunek.   Ich   usta   złączyły   się   tylko   na   kilka 
sekund, ale złapanie oddechu po pocałunku zajęło mu dużo 
więcej czasu.

Właściwie zawsze, gdy w pobliżu znajdowała się Fran, nie 

było już mowy o spokoju.

background image

Przez całą noc tłumaczył sobie, że po prostu zaskoczyła go 

pocałunkiem. Już niemal w to uwierzył. Chciał w to wierzyć. 
Miał dosyć innych tłumaczeń, które podpowiadało mu serce.

Dziś była sobota. Dzień wolny od pracy. A on marzył o 

tym, żeby spędzić ten czas z Fran. Nawet, jeśli oznaczało to 
spotkanie z całą jej rodziną.

 - Gotowy? - spytała dziewczyna z błyskiem w oku.
 - Nie, jeśli samochody świadczą o swych właścicielach - 

odparł, poprawiając okulary. - Mam dziwne wrażenie, że tu 
nie pasuję.

  -   Jeszcze   nie   jest   za   późno,   żeby   się   wycofać   - 

powiedziała rozpromieniona.

Po raz pierwszy tego dnia wzrok Alexa spoczął na ustach 

Fran. Już wiedział, że są słodkie i miękkie. Znów miał ochotę 
ją pocałować. Nagle odezwało się poczucie winy. Potrząsnął 
głową, by odgonić bolesne wspomnienia o Beth.

 - Marchetti nie są tchórzami - oznajmił.
 - W porządku. Zatem chodź, bohaterze - powiedziała Fran 

i otworzyła drzwi samochodu.

Alex obszedł auto, żeby pomóc dziewczynie. Miała zajęte 

ręce, bo ostrożnie trzymała tort urodzinowy, który upiekła na 
przyjęcie. Kiedy zabrał od niej pojemnik, sięgnęła na tylne 
siedzenie po prezent dla matki. Alex trzymał ciasto w jednej 
ręce, a drugą objął dziewczynę w talii. Gdy tylko jej dotknął, 
poczuł, jakby prąd przebiegł przez jego ciało. Całe szczęście, 
że   miał   wolną   tylko   jedną   rękę.   W   przeciwnym   wypadku 
porwałby ją w ramiona i obsypał pocałunkami.

Podeszli   do   solidnych,   dębowych   drzwi.   Fran   głośno 

zapukała, pchnęła je i weszli do środka.

 - Halo? - zawołała. - Mamo? Tatku?
 - Tutaj - odpowiedział kobiecy głos.
Przeszli przez obszerny hol wyłożony boazerią. Znaleźli 

się   w   ogromnej   kuchni   z   dębowym   stołem,   wokół   którego 

background image

stało   osiem   krzeseł.   Na   ścianach   pomieszczenia   wisiały 
kompozycje z suszonych kwiatów i pejzaże przedstawiające 
wieś. Przy kuchence stała dojrzała kobieta i drewnianą łyżką 
mieszała  w  wielkim   rondlu. Była  niemal   wzrostu  Fran, ale 
bardziej   pulchna.   Jej   brązowe   włosy   były   poprzetykane 
siwizną.

 - Francesca - powiedziała, uśmiechając się radośnie.
  -   Witaj,   mamo.   Wszystkiego   najlepszego!   -   zawołała 

dziewczyna i podbiegła się przytulić.

 - A to pewnie jest Alex - zgadła jej matka. - I przyniósł 

ciasto.

 - Alex Marchetti, moja matka, Aurora Carlino - dokonała 

prezentacji Fran.

  -   Miło   mi   panią   poznać   -   odezwał   się   mężczyzna, 

wyciągając rękę i odstawiając ciasto na blat. - To Fran upiekła 
tort, pani Carlino.

  -   Tak   myślałam.   I   mów   mi   Aurora.   Witaj   w   naszym 

domu, Alex. Zaraz przedstawię ci męża i synów.

 - Czekaj, mamuś - poprosiła Fran i znów objęła matkę. - 

Dajmy   Alexowi   jeszcze   chwilę.   A   w   ogóle,   to   dlaczego 
siedzisz   w   kuchni,   przecież   chłopcy   są   w   domu?   -   spytała 
dziewczyna ze zmarszczonym czołem

  -   Właśnie   dlatego,   że   chłopcy   są   w   domu   -   odparła 

kobieta, wzruszając ramionami. - Dlaczego nie miałabym być 
w kuchni? Gotuję obiad dla moich bliskich.

 - Przecież są twoje urodziny. Tata i chłopcy nie powinni 

byli pozwolić ci dziś pracować. Mogli chociaż zamówić obiad 
z restauracji. Powinnaś przynajmniej dziś sobie odpocząć.

 - Nie szkodzi, to tylko...
 - Daj mi tę łyżkę - zażądała Fran i wyciągnęła rękę.
  -   To   już   był   najwyższy   czas,   Francesco   Isabello   - 

powiedział męski głos.

background image

W   drzwiach   pojawił   się   starszy   mężczyzna   o   ogorzałej 

twarzy.   Był   nieco   wyższy   od   Alexa   i   miał   zupełnie   siwe 
włosy.

  - Zastąp matkę i pokaż, czego cię nauczyli w tej twojej 

frymuśnej szkole.

 - Witaj, tatku - przywitała się i podeszła, by go ucałować. 

Alex zauważył, że była spięta i zaciskała dłonie.

 - Jak się masz, pączuszku? - spytał ojciec i zamknął ją w 

niedźwiedzim uścisku. - Nie przedstawisz mnie temu twojemu 
młodzieńcowi?

Alex   zauważył,   że   Fran   zesztywniała   jeszcze   bardziej. 

Zaczyna się, pomyślał, już czas wkroczyć do akcji. Podszedł 
więc do ojca Fran i wyciągnął rękę.

  - Nazywam się Alex Marchetti. Miło mi pana poznać - 

powiedział grzecznie i poczuł, że jego dłoń jest ściskana jak w 
imadle.

 - Leonardo Carlino - przedstawił się ojciec Fran. - No to, 

jak poznałeś moją Frannie?

Alex   spojrzał   na   dziewczynę.   Zastanawiał   się,   jakim 

cudem mogła tak bardzo zesztywnieć. Chciał ją schować za 
siebie   albo   najlepiej   zamknąć   bezpiecznie   w   swoich 
ramionach. Przeniósł wzrok na ojca dziewczyny.

 - Pracujemy razem. Fran tworzy przepisy dla mojej firmy.
  -   A!   -   zawołał   Leo.   -   To   ty   jesteś   tym   gościem   od 

mrożonek, o którym nam opowiadała.

 - I stał się cud - wymamrotała pod nosem Fran. - Słuchał, 

co mówię.

Alex   zerknął   na   dziewczynę,   i   zauważył,   że   jej   spięte 

ramiona   znajdowały   się   już   niemal   na   wysokości   uszu. 
Mrugnął  do niej porozumiewawczo i uśmiechnął  się  do jej 
ojca.

  -   Tak,   proszę   pana.   To   ja   jestem   tym   gościem   od 

mrożonek.

background image

 - Jak długo spotykasz się z Frannie? - chciała natychmiast 

wiedzieć Aurora.

Alex oczekiwał, że Fran w końcu wybuchnie. Jednak po 

raz pierwszy, odkąd ją poznał, była zupełnie cicho. Zawsze 
wyrażała   swoje   zdanie   prosto   z   mostu   i   bardzo   wyraźnie. 
Waśnie to w niej tak go pociągało. Teraz czuł, że brakuje mu 
jej   pewności   siebie.   Zanim   jednak   zdążył   odpowiedzieć   na 
pytanie,   do   kuchni   wcisnęło   się   czterech   mężczyzn.   Alex 
zgadywał, że to właśnie są ci „chłopcy", o których mówiła 
Fran.   Nie   wiedział   wprawdzie,   czego   powinien   się 
spodziewać, ale z pewnością nie czterech zwalistych facetów 
o sylwetkach atletów.

 - Hej, Frannie - zawołał pierwszy i chwycił ją w ramiona. 

- Jak leci?

  - Wszystko w porządku, Max - odparła i uściskała go. 

Jeszcze trzy razy znikała w niedźwiedzich uściskach swych 
braci.   Według   Alexa   musieli   mieć   około   trzydziestu   lat. 
Każdy   z   nich   przewyższał   wzrostem   ojca.   Wszyscy   nosili 
dżinsy i koszulki z krótkimi rękawami. Łatwo było zauważyć, 
że   mają   wspaniałe   mięśnie.   Mieli   brązowe   oczy   po   ojcu   i 
gęste, ciemne  włosy. Gdyby chcieli  pracować  w przemyśle 
rozrywkowym,   Hollywood   przywitałby   ich   z   otwartymi 
ramionami, pomyślał Alex. A już na pewno jego żeńska część 
populacji.

 - A któż to, siostrzyczko? - spytał ten, który wyglądał na 

najstarszego.

  -   Frannie,   przedstaw   braciom   swego   młodzieńca   - 

zarządziła matka.

 - To nie jest mój... - westchnęła ciężko Fran i potrząsnęła 

zrezygnowana głową. - Zacznę od najstarszego. To właśnie 
jest mój najstarszy brat, Max - wskazała łyżką na mężczyznę z 
małą   blizną   na   brodzie.   -   Za   nim   stoi   Mike,   który   ma 
najwięcej   wdzięku   i   potrafi   dogadywać   się   z   ludźmi   - 

background image

powiedziała, pieszczotliwie, gładząc go po policzku. - Trochę 
przypomina mi twojego brata, Joego. Następny jest Sam, ten 
mądry.

 - A my to co? Siekana wątróbka? - obruszył się Max.
 - Jasne - zgodziła się słodko. - A ostatni, który stoi przy 

drzwiach, to John.

  - Hej, ja też umiem dogadywać się z ludźmi - oznajmił 

młody mężczyzna, którego właśnie wskazała łyżką.

 - Owszem - przytaknęła i obdarzyła go uśmiechem. - Pod 

warunkiem, że ci ludzie, to kobiety. - Popatrzyła na Alexa.

  -   Johnny   Carlino   to   największy   łobuziak   w   rodzime. 

Kobiety uwielbiają go i lgną do niego tuzinami. Jednak on 
wcale nie jest tym zainteresowany i nie chce mi powiedzieć, 
dlaczego - oznajmiła i skinęła łyżką na Alexa. - Słuchaj, jeśli 
zmieniłbyś   zdanie   w   sprawie   szukania   partnerki,   mógłby 
udzielić ci kilku porad.

  - Po co Alex miałby kogoś szukać? - zdziwił się ojciec 

Fran.

 - Przecież ma ciebie.
 - Wcale nie.
Zanim zdołała dokończyć zdanie albo wściec się na dobre, 

Johnny objął ją w talii i z łatwością podniósł do góry.

 - Może przemyślę to jeszcze raz, kiedy spotkam kobietę 

tak mądrą i śliczną jak moja mała siostrzyczka. A jeśli jeszcze 
będzie umiała gotować...

  - Natychmiast mnie postaw - zażądała, uderzając go po 

rękach.   -   Kobiety   mają   więcej   do   zaofiarowania   niż   tylko 
gotowanie dla męża, ty potworze. 

 - Taa - przytaknął Sam. - Stale nam o tym przypominasz.
  - Może wreszcie to zapamiętacie. Nie mogę zrozumieć, 

dlaczego żaden z was nie znalazł sobie jeszcze dziewczyny - 
powiedziała, uśmiechając się do braci.

background image

  -   A   jeśli   już   mówimy   o   randkach,   to   nie   skończyłaś 

prezentacji. Co to za facet? - spytał Max.

 - Nie jesteśmy na randce. To jest Alex Marchetti.
 - Ten gość od mrożonek? - spytał Mike Carlino.
 - Owszem - przytaknął Alex.
 - Gdzie są wasze maniery, chłopcy? Wychowaliście się w 

lesie? Czy to nie czas na przyjazne potrząsanie dłońmi? Albo 
czułe uściski i poklepywanie po plecach?

  -   Naprawdę   musisz   przestać   myśleć   stereotypami   - 

poradził Sam i odsunął z jej czoła pasemko włosów.

  -   Cóż   mogę   powiedzieć?   -   Wzruszyła   ramionami.   - 

Jestem produktem swego środowiska.

Alex zastanawiał  się, czy tylko on zrozumiał  podwójne 

znaczenie jej słów. Nie miał wątpliwości, że środowisko Fran 
było wypełnione miłością. Ale nie tylko. Wciąż borykała się z 
niezbyt   subtelnymi   naciskami   w   sprawie   małżeństwa.   Jej 
rodzice   pragnęli,   aby   Alex   i   Fran   byli   parą.   Ostrzegała   go 
przecież.

„Chłopcy" po kolei wyciągali ręce, by potrząsnąć dłonią 

Alexa.   Witał   się   z   nimi,   próbując   powstrzymać   chęć 
rozmasowania bolących palców.

  -   Przegapimy   mecz.   Telewizor   jest   w   drugim   pokoju. 

Alex, może się do nas przyłączysz? - zapytał Leo Carlino.

Mężczyzna   spojrzał   na   Fran   i   zauważył,   że   jej   oczy 

pociemniały z gniewu i upokorzenia. Odesłano ją do kuchni, 
jakby właśnie tam było jej miejsce. Na pewno miała ochotę 
zaprotestować,   Alex   wiedział   jednak,   że   nie   zostawi   matki 
samej w kuchni.

 - Może mógłbym w czymś pomóc? - spytał więc Aurorę.
 - Zostawmy gotowanie kobietom - wtrącił się Leo, zanim 

jego żona zdążyła odpowiedzieć gościowi.

background image

 - Dziękuję, Alex, ale ja i Fran doskonale sobie poradzimy. 

Tylko byś zawadzał. Dołącz lepiej do mężczyzn. Wszystko 
będzie gotowe za jakieś pół godziny.

Alex spojrzał na Fran, uważnie studiując wyraz jej twarzy.
 - Wszystko w porządku - powiedziała.
Miał jednak wrażenie, że to wcale nie jest w porządku. 

Nie wiedział tylko, jak mógłby jej pomóc.

Po   obiedzie   wszyscy   przeszli   do   salonu   na   tort.   Max 

wyjaśnił Alexowi, że pomieszczenie to było niegdyś garażem 
na   trzy   samochody.   Przebudowali   je   i   urządzili   pokój   o 
kształcie   litery   L.   Był   wystarczająco   duży,   żeby   pomieścić 
kominek   i   stół   bilardowy.   W   drugim   końcu   pomieszczenia 
stały   fotele,   krzesła,   sofa   i   stolik   do   kawy.   Nieopodal 
umieszczono telewizor.

W trakcie oprowadzania po domu Alex dowiedział się, że 

panowie   Carlino   niemal   całkowicie   go   przebudowali. 
Wprawdzie był wielki, ale zarazem przytulny i wygodny. Już 
rozumiał, dlaczego Carlino Construction odniosło taki sukces.

Oczekiwanie na tort postanowili skrócić sobie pogawędką.
  - Dostałeś zgodę na plany budynku w Santa Monica? - 

spytał Leo. - Max jest architektem - wyjaśnił Alexowi z dumą.

  -   Owszem.   Były   tylko   dwie   czy   trzy   zmiany.   A   już 

myślałem, że zajmie to więcej czasu.

 - Świetnie - Uśmiechnął się z aprobatą Leo.
 - Ja też odniosłam sukces - oznajmiła Fran, która siedziała 

naprzeciwko   ojca   i   wtykała   świeczki   w   tort.   -   Marchetti 
zaakceptowali moje przepisy dla linii mrożonych dań.

 - I to przed upływem terminu - dodał Alex.
 - To miło - powiedział Leo, myśląc już o czymś innym. - 

Mike, a co z tą budową w Thousand Oaks?

Alex   zobaczył   wyraz   rozczarowania   na   twarzy   Fran. 

Opuściła z rezygnacją ramiona. Wstała i wyszła, kiedy ojciec 
skupił uwagę na swym drugim synu.

background image

 - W porządku, tato. Ale nie mam jeszcze decyzji. Muszę 

wziąć   dwóch   naszych   i   sprawdzić   plac.   Wszystko   jest   na 
dobrej drodze.

 - Wspaniale, synu.
Fran pojawiła się w pokoju, niosąc deserowe talerzyki i 

widelczyki.

  -   Tato,   czy   już   ci   mówiłam,   jak   bardzo   wszystkim 

smakowało danie przyrządzone według mojego najnowszego 
przepisu? Marchetti natychmiast zgodzili się włączyć potrawę 
do   swojej   kampanii.   To   popchnie   moją   karierę   naprzód   - 
oznajmiła z dumą.

 - Karierę? Kucharki? - Leo uśmiechnął się pobłażliwie.
 - Przecież sama zarabiam na życie - wytknęła mu.
 - Co to za życie? Mąż i rodzina, to jest prawdziwe życie - 

powiedział,   wzruszył   pogardliwie   ramionami   i   popatrzył 
wymownie na Alexa.

 - Sam, możesz już zacząć zbierać załogę? - zwrócił się po 

chwili do swego trzeciego syna. - Jeśli dostaniemy zgodę na 
budowę w Santa Monica, będziemy potrzebować najlepszych 
ludzi, by zdążyć na czas i nie przekroczyć budżetu.

  - Jak tylko dasz sygnał, skrzyknę brygadę - zgodził się 

Sam i pokiwał głową.

  - Nie wiem, jak ty to robisz synu, ale zawsze zdążasz z 

robotą - oznajmił z podziwem Leo.

Fran nie wyglądała na szczęśliwą. Kiedy już uporała się z 

przybieraniem tortu, wszyscy wstali i odśpiewali Aurorze „Sto 
lat".

 - W pracy świetnie mi idzie - znów spróbowała Fran, gdy 

już zapadła cisza. - Ja i Alex...

 - A skoro mówimy o Aleksie - przerwał jej ojciec. - Co 

myślisz o mojej Frannie? Jest świetną kucharką, prawda?

 - Tato, daj mu spokój - poprosiła dziewczyna.

background image

 - Oczywiście - odparł zapytany. - Gdyby tak nie było, nie 

zatrudniłbym   jej.   Pańska   córka   jest   świetna   w   swoim 
zawodzie. Ma prawdziwy talent do ulepszania przepisów, że 
nie   wspomnę   o   tworzeniu   własnych.   Przewiduję   dla   niej 
świetlaną   karierę   w   przemyśle   gastronomicznym   -   dodał, 
patrząc mu prosto w oczy.

Alex ledwie hamował gniew. Był wściekły, gdy nikt nie 

stanął w obronie Fran. Nic dziwnego, że nie miała dobrego 
zdania   o   związkach,   małżeństwie   i   zakładaniu   rodziny. 
Zrozumiał,   dlaczego   nie   chciała   oddać   swego   serca 
mężczyźnie.   Bała   się,   że   gdzieś   po   drodze   zatraci   siebie. 
Postanowił wprowadzić tu parę zmian.

 - To właśnie dzięki niej możemy zaistnieć na rynku dań 

mrożonych,   który   dysponuje   czterema   bilionami   dolarów 
rocznie do podziału - powiedział dobitnie i z przyjemnością 
patrzył, jak w niedowierzaniu unoszą brwi,

 - Cztery biliony dolarów?
  - Tak. A ja zamierzam uszczknąć z nich jak najwięcej. 

Bez   Fran   nie   byłoby   to   możliwe.   Powinniście   być   z   niej 
dumni.

  - O! Dziewczyna zna się na kuchni - zgodził się Leo. - 

Będzie   świetną   żoną.   Kiedy   już   poprowadzę   ją   do   ołtarza, 
będę z niej naprawdę dumny.

Alex   prawie   stracił   zimną   krew.   Miał   ochotę   wstać   i 

mocno potrząsnąć ojcem dziewczyny. Zauważył, że Fran jest 
czerwona jak piwonia. Zapadła się w sobie i widać było, że 
już dała spokój próbom zwrócenia na siebie ojcowskiej uwagi. 
Spojrzenie małej zagubionej dziewczynki ugodziło go prosto 
w serce.

  -   Frannie,   dokończ   krojenie   tortu   i   rozdaj   wszystkim 

ciasto.   Nie   może   zostać   nawet   okruszyna,   bo   to   przynosi 
pecha - powiedział Leo do córki.

background image

Bez   słowa   protestu   zrobiła,   o   co   prosił.   Rozdała 

napełnione talerzyki.

Alex spróbował czekoladowego tortu. Miał wrażenie, że 

umarł i poszedł do nieba.

 - To jest wyśmienite. Fran, może nawet pomyślimy o linii 

mrożonych deserów?

 - Dzięki - powiedziała bez zwykłej wesołości.
Alex   czekał   na   zachwyty   innych.   Wszyscy   pokiwali 

głowami, lecz nikt się nie odezwał. Poczuł, że rośnie w nim 
gniew.

 - Czy macie pojęcie, jak bardzo utalentowana jest Fran? 

Żaden   kuchmistrz,   czy   to   kobieta,   czy   mężczyzna,   nie 
potrafiłby zrobić tego, co ona.

 - Umiesz grać w bilard? - nagle zapytała go Fran.
  - Owszem - odparł, zdając sobie sprawę, że dziewczyna 

próbuje odwrócić jego uwagę od rozmowy. - Ten stół nie jest 
tylko ozdobą? - spytał i wziął głęboki oddech, by się uspokoić.

 - Oczywiście, że nie. Można na nim grać.
  - Uważaj, Alex - wtrącił się Max. - Frannie jest w tym 

świetna.

 - On nie żartuje - przytaknął Sam. - Jest naprawdę dobra. 

Uważaj, bo cię ogra.

Alex zaśmiał się spojrzał na Fran.
 - Wyzywasz mnie na pojedynek?
 - Właśnie - odparta, wstając.
  -   Zatem   muszę   cię   ostrzec.   Za   czasów   szkoły   byłem 

mistrzem gry w bilard - pochwalił się i ruszył za nią na drugi 
koniec pokoju.

 - Jeśli chcesz mnie onieśmielić, wiedz, że to strata czasu - 

oznajmiła Fran, wręczając mu kij. - Mam nerwy ze stali.

 - Zauważyłem - powiedział i skinął głową w stronę reszty 

klanu Carlino.

background image

  -   Chcesz   rozbić,   czy   ja   mam   zacząć   grę?   -   spytała, 

wzruszając ramionami.

 - A będziesz oszukiwać?
Jeśli   to   oznaczało   pocałunki,   zamierzała   oszukiwać   na 

całego. Ta myśl sprawiła, że zrobiło jej się gorąco.

 - Nie muszę oszukiwać - odparła z błyszczącymi oczami.
  -   Tym   razem   zwycięstwo   nie   zależy   od   siły,   lecz   od 

umiejętności.   A   moje   są   wystarczające,   by   pokonać   cię   w 
uczciwej walce.

 - W porządku. Może się więc założymy?
 - Jasne. O ile?
 - O dolara.
 - Ach! Ależ jesteś pewny siebie - drażniła go.
 - Po prostu nie chcę uszczuplić twojego budżetu.
  -   Niech   cię   o   to   głowa   nie   boli.   Pomyśl   raczej   o 

pieniądzach   na   wizytę   u   terapeuty,   po   szoku,   który   zaraz 
przeżyjesz - zaśmiała się.

 - Ha! Panie mają pierwszeństwo. Ty rozbijasz.
Fran wzięła trójkąt i ułożyła w nim bile. Ustawiła je na 

właściwym miejscu, zdjęła trójkąt i odsunęła się od stołu.

  -   Na   pewno   chcesz,  żebym   zaczynała?   -   zapytała   z 

wyższością.   -   To   mi   od   razu   daje   przewagę,   a   dolar   jest 
dodatkową motywacją.

 - Jestem absolutnie pewien.
Dziewczyna odwróciła się do niego tyłem i pochyliła się 

nad   stołem,   pozwalając   Alexowi   nieświadomie   podziwiać 
swoją   zgrabną   sylwetkę.   Pomyślał,   że   to   wszystko,   czego 
może   pragnąć   mężczyzna   Łuki   i   zaokrąglenia   jej   ciała   aż 
kusiły,   by   ich   dotknąć.   Wprawdzie   nie   mógł   nazwać   tego 
celowym   oszustwem,   ale   widok   kształtnej   pupy   Fran 
skutecznie   go   rozpraszał.   Poczuł,   że   drżą   mu   ręce. 
Zdecydował więc, że pora wkroczyć do walki.

background image

Odezwał   się   dokładnie   w   chwili,   gdy   dziewczyna 

przymierzyła się do uderzenia białej bili.

 - Nie spiesz się tak, Fran.
Ręka   jej   drgnęła,   lecz   nie   dotknęła   bili.   Dziewczyna 

wyprostowała się i odwróciła do niego ze słodkim uśmiechem. 
Jednak w jej oczach zauważył prawdziwe wyzwanie.

  - Wiesz,  że to była paskudna zagrywka. Powiem nawet, 

że niegodna ciebie.

Za   nic  nie  przyznałby  się,  że   nie   zrobił  tego  złośliwie. 

Tym   razem   nie   chciał   przeszkodzić   jej   w   grze.   Chciał   po 
prostu   podziwiać   jej   zgrabny   tyłeczek   jeszcze   przez   parę 
chwil. Absolutnie nie mógł tego wyjaśnić Fran, tym bardziej, 
że jej bracia i ojciec siedzieli w pobliżu.

  -   Masz   rację.   Przepraszam.   Graj,   już   będę   grzeczny   - 

zawiesił głos i po chwili znów się odezwał. - Frannie.

Dziewczyna   ponownie   drgnęła   i   popatrzyła   na   niego 

zdegustowana.

 - Jeśli chcesz grać nieczysto, to nie ma sprawy.
Jeśli nieczysta gra oznaczała pocałunki, to mogła na niego 

liczyć.   Alex   westchnął.   Odkąd   spróbował   przystawki,   nie 
mógł   przestać   myśleć   o   skonsumowaniu   całego   dania.   W 
dodatku   to   pragnienie   stawało   się   coraz   silniejsze.   Jednak 
chwila była zdecydowanie niewłaściwa. Dziewczyna miała w 
braciach czterech ochroniarzy. Może nawet poradziłby sobie z 
nimi, ale tylko pojedynczo. Wprawdzie to nie on zajmował się 
liczbami   w   firmie   Marchettich,   ale   przecież   zdawał   sobie 
sprawę,   że   proporcje   cztery   do   jednego   nie   są   dla   niego 
korzystne.   Właściwie   nawet   pięć   do   jednego,   jeśli   wliczyć 
Leo, który wciąż był w niezłej formie.

  -   Wyjaśnij   mi,   co   masz   na   myśli,   mówiąc,   że   gram 

nieczysto - poprosił Alex.

Fran rzuciła mu oburzone spojrzenie.

background image

  -   No   proszę,   a   w   tych   okularach   wyglądałeś   mi   na 

inteligentnego faceta. Chodzi mi  o twoje komentarze, które 
wybijają mnie z rytmu.

  -   Wybijają   z   rytmu?   -   spytał   i   uniósł   jedną   brew   z 

powątpiewaniem.

  - Może to jeszcze nie oszustwo, ale jeśli dalej będziesz 

tak   robił,   to   przygotuj   się   na   podstępny   atak   w   rewanżu. 
Przypomnij   sobie,   do   czego   ta   kobieta   jest   zdolna   - 
powiedziała, wskazując siebie.

O tak, doskonale pamiętał. Krew zaczęła żywiej krążyć w 

jego żyłach, serce szybciej bić, a na czoło wystąpił mu pot. Co 
się ze mną dzieje, zastanowił się. Mimo pięciu obrońców miał 
ochotę porwać ją w ramiona, ułożyć na stole bilardowym i...

Zdziwił się, skąd takie myśli przychodzą mu do głowy. To 

ten jeden, niewinny pocałunek zmienił wszystko. W dodatku 
zaczął zapominać o Beth.

 - Owszem, ta kobieta.
Alex przerwał, gdy usłyszał, że Fran mruczy coś do siebie. 

Zauważył,   że   zmarszczyła   brwi   i   podążył   wzrokiem   za   jej 
spojrzeniem.   Aurora   właśnie   zaczynała   zbierać   brudne 
naczynia.

Fran odłożyła swój kij i ruszyła w stronę stołu.
 - Zapamiętaj tę myśl - poprosiła.
 - Z przyjemnością - odpowiedział cicho.
 - Co robisz, mamuś? - spytała Fran i zabrała talerzyki z 

rąk starszej kobiety.

 - Chciałam troszkę posprzątać. Wracaj do gry, kochanie. 

Musisz dotrzymać towarzystwa Alexowi.

  - Są twoje urodziny - przypomniała jej Fran. - To twój 

dzień   i   powinnaś   przestać   wszystkich   obsługiwać.   Usiądź 
sobie i odpocznij. Ja się wszystkim zajmę.

 - W porządku. Ale dopóki jeszcze stoję, to może komuś 

coś podać? - zapytała Aurora z uśmiechem.

background image

  -   Napiłbym   się   mleka   -   powiedział   Max.   Fran   ciężko 

westchnęła i spojrzała na matkę.

 - Ja przyniosę, a ty usiądź.
 - Na pewno, kochanie?
 - Oczywiście.
Fran   ruszyła   do   kuchni   z   talerzami,   lecz   już   po   chwili 

wróciła z mlekiem.

 - Bardzo proszę, Maximilianie.
 - Dzięki siostrzyczko - wymamrotał jej brat, gapiąc się w 

telewizor.

  - O rany, chyba wydoiłaś całą krowę - powiedział, gdy 

wreszcie na nią spojrzał. - Chciałem tylko pół szklanki.

Nawet   z   drugiego   końca   pokoju   Alex   rozpoznał   wyraz 

twarzy Fran. Oparł się o stół i z niecierpliwością czekał na 
dalszy rozwój wydarzeń. Nie rozczarował się.

  -   Pół   szklanki,   mówisz?   -   spytała   zupełnie   spokojnie 

dziewczyna.

W mgnieniu oka przechyliła szklankę i wylała mleko na 

kolana   brata.   Kiedy   wrzasnął,   podniosła   ją   do   oczu   i 
sprawdziła   objętość.   Po   chwili   zastanowienia   ulała   jeszcze 
trochę płynu.

  -   Proszę   bardzo,   teraz   jest   połowa   -   powiedziała   i 

wręczyła mu szklankę.

  -   Dlaczego   to   zrobiłaś?!   -   krzyknął   z   wyrzutem 

mężczyzna, podrywając się z fotela.

  -   Francesco   Carlino,   co   cię   opętało?   -   spytał   ojciec 

podniesionym głosem.

  - Nie mam pojęcia. Zawsze miałam ochotę to zrobić - 

odparła. - Nigdy mnie nie zauważacie, a ja jestem tak samo 
ważna,   jak   chłopcy.   Tak   jak   oni   mam   swoje   marzenia, 
nadzieje i osiągnięcia - oznajmiła dobitnie.

Odwróciła się na pięcie i wyszła z domu.

background image

ROZDZIAŁ ÓSMY
Fran otworzyła drzwi do swojego mieszkania. Ona i Alex 

opuścili   przyjęcie   zaraz   po   incydencie   z   mlekiem.   Zanim 
jednak wyszli, zdążyła jeszcze przeprosić matkę za kłopoty. 
W czasie drogi do domu nie rozmawiali ze sobą. Czuła, że 
powinna wyjaśnić Alexowi swoje zachowanie. W końcu był 
jej szefem. Znów ta sama stara śpiewka. Jeśli postąpiłby tak 
mężczyzna, przyznano by mu rację. Jeśli to kobieta pokazała 
charakterek,   z   pewnością   chodziło   o   syndrom   napięcia 
przedmiesiączkowego.

 - Może wejdziesz na kawę? - zaproponowała Fran.
 - Żebyś mogła ją na mnie wylać?
 - Tylko, jeśli każesz mi prać, sprzątać, gotować i w ogóle 

uniżenie ci służyć - skwitowała krótko.

Wiedziała, że Alex tylko się z nią drażni. Wciąż był w 

dobrym   humorze,   choć   postawiła   go   przed   całym   klanem 
Carlino. Dlaczego stanął w jej obronie?

Fran   była   przyzwyczajona   do   postępowania   własnej 

rodziny. Radziła sobie z ich swatami, odkąd uznali, że jest 
wystarczająco   dorosła,   by   zacząć   się   z   kimś   spotykać. 
Zastanawiała   się,   kiedy   wreszcie   rozpacz   pchnie   ich   do 
rozwieszenia wielkich transparentów z napisem: „Fran Carlino 
potrzebuje   mężczyzny".   Do   tej   pory   znosiła   wszystko 
pogodnie. Dzisiaj zupełnie straciła zimną krew i wiedziała, że 
miało to jakiś związek z obecnością Alexa. A może i ona sama 
pragnęła   tego,   co   jej   cała   rodzina?   Może  podświadomie 
zgadzała   się,   by   ją   wyswatali?   I   w   ten   niemądry   sposób 
chciała zwrócić na siebie uwagę Alexa?

Jednak jej rodzina nie zdawała sobie sprawy, że Alex tak 

naprawdę wcale nie był wolny.

 - Przepraszam - powiedziała do mężczyzny. - Oczywiście, 

że nie będę wyżywać się na tobie. Jeśli obiecam, że nic na 
ciebie nie wyleję, to zechcesz wejść?

background image

Zaprosiła go nie tylko dlatego, że lubiła jego towarzystwo. 

Nie   chciała   siedzieć   samotnie   i   rozmyślać,   że   za   swoje 
uczynki pójdzie do piekła.

 - No dobrze - zgodził się. - Jeśli chcesz, możesz wylewać 

przede mną swoje żale.

To   miłe   z   jego   strony,   że   tak   o   nią   dbał.   Nie   była 

przyzwyczajona   do   mężczyzn,   którzy   zwracaliby   na   nią 
uwagę.

 - Co mogę ci podać? - spytała Fran.
  -   Coś,   co   nie   zostawia   plam   -   powiedział   i   zabawnie 

przewrócił oczami. - Tylko żartowałem. Napiłbym się kawy, 
bo chyba miałem dziś za mało wrażeń.

  - Jasne, ja też. Moje ciśnienie i poziom adrenaliny nie 

podniosły się nawet na chwilę - wyjaśniła, udając powagę.

  -   Uprzedź   mnie   tylko   parę   sekund   wcześniej,   zanim 

poczujesz przypływ sił.

  - Umowa stoi - zgodziła się ze śmiechem. - Przygotuję 

kawę - oznajmiła i włączyła ekspres.

Kiedy tylko usłyszała odgłosy pracy urządzenia, poczuła 

się szczęśliwa, że nareszcie jest w domu. Był już styczeń i za 
oknami   panowała   nieprzyjemna   pogoda.   Lecz   nie   tylko 
przytulne   mieszkanko   zbawiennie   wpływało   na   jej   dobre 
samopoczucie.   Liczyła   się   także   obecność   Alexa.   Ten 
mężczyzna nie dość, że odważył się spotkać z wariatką i jej 
rodziną, to jeszcze rozśmieszał ją i potrafił wyrwać z podłego 
nastroju.

Gdy zajrzała  mu  w oczy, zauważyła ich głodny wyraz. 

Poczuła przyjemny dreszcz i przyspieszone bicie serca. Znów 
zaczęła myśleć o pocałunkach.

Alex siedział na jednym z wysokich stołków przy bufecie. 

Jeśli  to w ogóle  było możliwe, wyglądał  jeszcze lepiej niż 
zazwyczaj.   Miał   na   sobie   znoszone   dżinsy   i   sweter,   spod 
którego wystawał kołnierzyk białej koszuli.

background image

Nie   powiedział   ani   słowa,   gdy   szykowała   kawę. 

Zachowywał się tak, jakby chciał jej dać trochę czasu. Może 
po to, by ochłonęła? Albo zdecydowała, co myśleć? Ciekawe, 
czy zachowałby milczenie, gdyby wiedział, że Fran chce, by 
znów ją pocałował? Nieważne. W tej chwili doceniała jego 
wrażliwość.

Nagle   zapragnęła   zadać   mu   pewne   pytanie.   W   obliczu 

wczorajszego   pocałunku,   odpowiedź   była   dla   niej   bardzo 
ważna. Uważała przecież, że jej sercu nic nie grozi, Alex na 
własne   życzenie   wypadł   z   obiegu   kawalerów   do   wzięcia. 
Zresztą, który facet chciałby taką wariatkę, jak ona?

 - Co takiego zrobiłeś, że twoja sekretarka powiedziała, iż 

doskonale wie, kim jestem?

Stanęła przed nim po drugiej stronie bufetu i poważnie 

zajrzała mu w oczy.

 - Słucham? - Alex nie zrozumiał.
  -  Chodzi  mi   o pierwszy  dzień  pracy  w firmie.  Byłam 

bardzo zaskoczona, gdy twoja sekretarka Joyce mnie poznała. 
Pamiętała, jak się nazywam i powiedziała, że to dzięki tobie. 
Co   miała   na   myśli?   Co   takiego   zrobiłeś?   Dlaczego   to 
powiedziała?

 - Bo lubi sprawiać kłopoty - burknął i poprawił okulary.
  - Nie uwierzę w to nawet na sekundę. Gdyby tak było, 

pozbyłbyś się jej błyskawicznie - zaprotestowała Fran, kręcąc 
głową.

 - No dobrze.
Niecierpliwie czekała na to, co powie Alex. Zastanawiała 

się tylko, dlaczego jest tym aż tak zainteresowana. Czemu nie 
może  mu   odpuścić?   Dlaczego   tak   zależy   jej   na   podziwie 
Alexa?   Może   dlatego,   że   własna   rodzina   nie   doceniała   jej 
pracy?   Możliwe.   A   może   dlatego,   że   jej   niska   samoocena 
domagała się pchnięcia w górę? Bez wątpienia. A Alex był 
dokładnie tym, czego jej było potrzeba. Nie szukał miłości i 

background image

Fran nie musiała się przy nim niczego obawiać. Po dzisiejszej 
katastrofie w domu rodzinnym nie dbała już o to, jak bardzo 
żałosne   i   oczywiste   są   jej   działania.   Chciała,   by   ktoś   ją 
wreszcie   docenił,   pochwalił   i   pogłaskał   po   głowie. 
Bezwstydnie polowała na komplementy.

 - No, co takiego jej o mnie mówiłeś? - ponagliła go, gdy 

zbyt długo ociągał się z odpowiedzią.

 - Odliczałem dni do twego przybycia w kalendarzu - przy 

znał w końcu.

  -   Skreślałeś   każdy   kolejny   dzień,   dzielący   mnie   od 

rozpoczęcia   pracy   u   ciebie?   -   spytała   zadowolona,   a   kiedy 
przytaknął,   zarzuciła   ponownie   wędkę.   -   A   ona   codziennie 
zagląda do twojego terminarza?

  -   Właśnie   to   robią   usłużne   sekretarki   -   potwierdził.   - 

Oczywiście,  oprócz  podawania  kawy  -  dodał   z   zadziornym 
błyskiem w oku.

Fran postanowiła zignorować tę oczywistą zaczepkę.
 - I to wszystko? Nie zrobiłeś nic więcej, co skłoniłoby ją 

do zapamiętania mojego imienia?

  - No, może wspomniałem o tobie raz czy dwa, zanim 

zaczęłaś pracę. A dlaczego pytasz?

  - Z ciekawości - powiedziała, wzruszając ramionami. - 

Zastanawiałam się tylko...

  - Jesteś utalentowanym kuchmistrzem, Fran. Nie muszę 

być jasnowidzem, żeby przepowiedzieć ci długą i wspaniałą 
karierę.

 - Co takiego zrobiłam, żeby zasłużyć na twoją pochwałę? 

- spytała przewrotnie.

 - Spędziłaś cały dzień ze swoją rodziną.
Poczuła, że zaczyna się uśmiechać. Widocznie w swym 

polowaniu na komplementy była tak subtelna, jak jej rodzina 
w swatach. Alex z łatwością ją przejrzał. I to nie był wcale 
pierwszy raz.

background image

 - Chciałabym, ci podziękować - powiedziała.
  - Usłyszałaś ode mnie szczerą prawdę. Naprawdę jesteś 

dobra w tym, co robisz. I niezależnie od tego, co myślą twoi 
bliscy, robisz karierę. Masz zawód tak samo ważny, jak praca 
twoich braci.

 - Wprawdzie nie miałam na myśli dziękowania za twoją 

pochwałę,   ale   teraz   dziękuję   za   okazaną   troskę.   Jednak 
naprawdę czuję, że muszę ci podziękować.

 - Za co? - spytał zdziwiony.
  -   Od   czego   by   tu   zacząć?   -   zastanowiła   się   na   głos   i 

westchnęła.   -   Za   pójście   ze   mną   na   spęd   rodzinny.   Za 
wytrwałość  w  znoszeniu  swatów.  I to  z  dobrym humorem, 
powinnam dodać. A także za próbę obrony.

Szczególnie   za   to.   Już   do   końca   życia   Fran   będzie 

pamiętała, z jaką zaciekłością walczył w jej imieniu. Może, na 
swoim   podwórku,   był   trzecim   potomkiem   z   syndromem 
drugiego   syna,   ale   dla   niej   okazał   się   rycerzem   na   białym 
koniu.

 - Kawa gotowa - oznajmiła, wracając na ziemię. Wyjęła 

dwa kubki z szafki i nalała do nich aromatycznego płynu.

  -   Wolisz   czarną   czy   może   z   cukrem   i   śmietanką?   - 

spytała.

 - Z cukrem i śmietanką - przytaknął. - Chociaż właściwie 

czarna lepiej pasowałaby do mojego nastroju.

Dziewczyna   podała   mu   kawę   i   ustawiła   przed   nim 

cukiernicę   i   dzbanuszek.   Ujęła   w   dłonie   swój   kubek   i 
zafascynowana patrzyła, jak Alex doprawia sobie napój. Pił 
niemal białą.

 - Ty, w mrocznym nastroju? - zdziwiła się.
Był   najbardziej   pogodnym   i   skłonnym   do   żartów 

człowiekiem,   jakiego   znała.   Właśnie   za   to   tak   bardzo   go 
lubiła.

 - Przygnębiła mnie postawa twojej rodziny.

background image

 - Mówiłam ci, że jedyne, co mogłoby przyciągnąć uwagę 

mojego ojca, to pierścionek zaręczynowy na moim palcu.

 - Już teraz wiem, dlaczego tak się opierasz.
 - Więc rozumiesz?
 - Jasne - przytaknął. - Myślą tak, jak w średniowieczu.
  - Zupełnie nie tak, jak w przypadku syndromu drugiego 

syna - drażniła go. .

  - Chyba zgodziliśmy się, że to jedynie produkt uboczny 

prób zasłużenia na aprobatę rodziny?

 - Tak, zgodziliśmy się. Ale nie mogłam się powstrzymać. 

Poza tym moja rodzina naprawdę mnie kocha, choć może to 
dziwnie wyglądać - powiedziała po chwili. - Nawet, jeśli nie 
jestem mężatką.

  -   Oczywiście.   Zresztą   doskonale   to   widać.   Ale   twoje 

osiągnięcia są tak samo ważne, jak osiągnięcia twoich braci - 
upierał   się   niepotrzebnie   Alex.   -   Wcale   nie   dziwię   się   tej 
historii z mlekiem.

On mnie naprawdę rozumie, pomyślała zdziwiona Fran. 

Wbrew sobie odetchnęła z ulgą.

 - Ojciec i tak nigdy nie zaakceptuje mojego zawodu. No, 

chyba że będę gotować we właściwej kuchni.

 - Ja mam kuchnię - wyrwał się Alex.
  -   Owszem.   Jedną   w   pracy   i   prawdopodobnie   dragą   w 

domu - zgodziła się z nim, dmuchając na kawę, by ją ostudzić. 
- Czy jest jakiś konkretny powód, dla którego mnie  o tym 
poinformowałeś? - spytała.

  -   Nie   -   zaprzeczył,   marszcząc   brwi.   -   To   taki 

zawoalowany sposób na wyjaśnienie ci, że nie warto myśleć 
stereotypami.

Szkoda, że to nie był zawoalowany sposób na wyjaśnienie 

mi, że mogłabym gotować w jego kuchni i zadomowić się w 
jego   życiu.   Rozczarowanie,   którego   doznała,   kompletnie   ją 
zaskoczyło. Już tak długo obywała się bez mężczyzny.

background image

 - Próbuję powiedzieć, że mi na tobie zależy, że twój los 

nie jest mi obojętny - wyznał, patrząc jej w oczy.

  -   Nawet,   gdy   kontrakt   wygaśnie?   -   chciała   wiedzieć 

dziewczyna.

 - Właśnie - przytaknął. - Lubię cię, Fran i chcę być twoim 

przyjacielem.

 - A co z Beth? - spytała i w tej samej chwili pożałowała 

swych słów.

  -   Ona   już   zawsze   będzie   częścią   mnie.   Nigdy   jej   nie 

zapomnę. Ale chyba już pora zacząć żyć normalnie.

  - Więc jednak zmieniłeś zdanie i będziesz sobie szukał 

partnerki?

Chyba już nigdy nie nauczy się trzymać buzi na kłódkę. 

Jednak,   ponieważ   miała   w   głowie   zamęt,   musiała 
przynajmniej znać zamiary Alexa.

  - Nie. Wiesz,  że już miałem swoją szansę. Ale właśnie 

dotarło do mnie, że powinienem żyć bez poczucia winy, że 
zdradzam jej pamięć, ilekroć poczuję się szczęśliwy.

 - To objawienie spłynęło dzisiaj na ciebie w domu moich 

rodziców? - spytała z niedowierzaniem Fran. - To zabawne. 
Myślałam, że tylko mnie przytrafił się dziś przełom.

  - To dość dziwne, ale zdarzyło mi się to wtedy, gdy ty 

przekazywałaś swoje przesłanie Maxowi - oznajmił radośnie.

 - Może chcesz mi powiedzieć coś więcej? - spytała.
  -   Według   mojej   siostry   są   tylko   dwie   rzeczy,   które 

kobieta   pragnie   usłyszeć   od   mężczyzny   -   odezwał   się   po 
chwili głębokiego namysłu. - Po pierwsze: nie miałem racji, a 
po drugie: to już się więcej nie powtórzy. Tylko że żadna z 
nich mi nie pasuje.

  -   No   pewnie.   Powinieneś   podziękować   mi,   że   dzięki 

klanowi Carlino znów doceniłeś życie - wyjaśniła.

 - No tak. Coś w tym guście - przytaknął i pokiwał głową.
 - Nie muszę cię więc przepraszać za moje zachowanie?

background image

 - Bardzo podobałaś mi się w tym wcieleniu bogini wojny
  -   powiedział   i   spojrzał   na   nią   z   taką   namiętnością   i 

tęsknotą, że Fran ucieszyła się, iż pomiędzy nimi stoi bufet.

Gdyby nie ta drobna przeszkoda, już dawno rzuciłaby mu 

się   w   ramiona   i   domagała   pocałunków.   Czuła,   że   bariera 
ochronna, jaką się otoczyła, słabnie. Zerknęła ukradkiem na 
zegarek.

 - O rany, spójrz, która już godzina - zawołała zdziwiona.
 - Gdzie się podział cały ten czas?
 - To chyba delikatne upomnienie - odgadł Alex.
 - No tak, zrobiło się późno.
Odprowadziła go do drzwi i położyła dłoń na klamce. Z 

jednej strony pragnęła błagać go, żeby nie wychodził, ale z 
drugiej cieszyła się, że wyjdzie, zanim zdąży wpędzić ją w 
jeszcze większe kłopoty.

 - Nie mogę powiedzieć, iż jest mi przykro, że oglądałeś 

mnie   w   akcji.   Ale   naprawdę   muszę   podziękować   ci   za 
wszystko, co dla mnie zrobiłeś.

Wspięła się na palce, żeby pocałować go w policzek. Alex 

w ostatniej chwili odwrócił głowę tak, że Fran pocałowała go 
prosto w usta. Wprawdzie myślała o pocałunkach, ale nawet w 
najśmielszych marzeniach nie liczyła na inicjatywę Alexa. Nie 
mogła więc spodziewać się takiej burzy uczuć.

Najpierw   poczuła   przyjemne   ciepło,   które   zaczęło 

promieniować z klatki piersiowej na jej ramiona i uda. Kolana 
ugięły się pod Fran i upadłaby, gdyby nie silne ramię, które 
objęło ją w talii. Potem jej ręce, zupełnie bez udziału woli, 
zaczęły błądzić po ciele Alexa. Poczuła, że jej serce zaczyna 
bić w zawrotnym tempie.

Przylgnęła   do   twardego   ciała   Alexa.   Zadrżała,   gdy 

przygarnął ją jeszcze mocniej. Namiętne pocałunki mężczyzny 
burzyły jej krew.

background image

Początkowo delikatnie pieścił jej wargi językiem. Kiedy 

rozchyliła usta, natychmiast wykorzystał to i wdarł się w ich 
wilgotną,   miękką   głębię.   Fran   westchnęła   rozkosznie,   a   to 
zachęciło go do dalszych starań. Dziewczyna poczuła naglą 
falę gorąca, gdy ich języki złączyły się w miłosnym tańcu.

Wreszcie   porzucił   jej   usta,   by   obsypać   pocałunkami 

policzki, brodę i szyję dziewczyny. Zatrzymał się dopiero, gdy 
natrafił   na   płatek   ucha   Fran.   Poczuła,   że   jej   piersi 
nabrzmiewają i rozpaczliwie zapragnęła jego dotyku.

Alex   całował   po   mistrzowsku.   Był   zarazem   czuły   i 

namiętny.   Potrafił   spowodować,   by   pragnęła   więcej.   Albo 
wcale nie wyszedł z wprawy, albo instynktownie wiedział, co 
sprawi jej największą przyjemność.

 - Fran - szepnął tuż przy jej ustach, oderwał się od niej i 

oparł brodę o jej czoło. - Coś mówiłaś - wydyszał, między 
kolejnymi, niespokojnymi oddechami.

Zanim przypomniała sobie temat rozmowy minęło kilka 

chwil.

 - Chyba właśnie dziękowałam ci za wszystko, co dla mnie 

zrobiłeś.

 - Nie ma sprawy - powiedział urywanie i wziął kolejny, 

głęboki oddech.

 - Chyba się trochę pospieszyłam - oznajmiła, próbując się 

uspokoić. - Teraz muszę ci jeszcze podziękować i za to. A 
przecież mówiłeś, że nie umawiasz się na randki.

 - Bo się nie umawiam.
 - Wcale nie zaszkodziło to twoim pocałunkom.
 - To najmilsza rzecz, jaką usłyszałem - rozpromienił się 

Alex.

  -   To   dobrze,   bo   teraz   chcę,   żebyś   już   sobie   poszedł. 

Ładnie cię o to proszę.

  - Powinienem cię przeprosić? - spytał i uśmiech znikł z 

jego twarzy.

background image

 - Ty tu jesteś szefem.
Rozluźnił   uścisk   i   cofnął   się   kawałeczek.   Założył   jej 

niesforne pasemko włosów za ucho. Ręka mu drżała.

  - Skłamałbym, gdybym powiedział, że jest mi przykro. 

Do   zobaczenia   w   pracy   w   poniedziałek   -   powiedział   i 
otworzył drzwi.

Fran była jednak przekonana, że zobaczy go jeszcze dziś 

w swoich snach.

Pod koniec tygodnia Alex doszedł do wniosku, że jednak 

musiał wyjść z wprawy w kontaktach z kobietami. Dopiero po 
czterech dniach zrozumiał, że Fran go unika. Właściwie wcale 
się nie widywali, poza krótkimi chwilami, kiedy było to już 
absolutnie   konieczne.   Pojął   to   dopiero   w   piątek,   gdy 
sekretarka   poinformowała   go,   że   Fran   odwołała   ich 
popołudniowe   spotkanie.   Podobno   wyszła   wcześniej   z 
powodu   dokuczliwej   migreny.   Zanim   zdążył   to   jakoś 
skomentować,   Joyce   dodała,   że   dziewczyna   wyglądała   na 
zmęczoną   i   przepracowaną.   Powiedziała   też,   że   dobry   szef 
powinien się tym zainteresować. Możliwe, że była to tylko 
wymówka  ze  strony  Fran, lecz  Alex zdał  sobie  sprawę, że 
dawno jej nie widział i zdążył się stęsknić.

Stał   teraz   pod   drzwiami   mieszkania   dziewczyny   i 

zastanawiał   się,   dlaczego,   niczym   zbrodniarz,   wrócił   na 
miejsce przestępstwa. Całował ją i był tym zachwycony. Fran 
zresztą   także,   jeśli   instynkt   go   nie   zawodził.   Nie   miał 
wątpliwości, że właśnie z powodu pocałunków dziewczyna go 
teraz unika.

Co go opętało?
Coś   się   w   nim   zmieniło   tamtego   dnia   w   domu   jej 

rodziców. Poczuł przemożną potrzebę chronienia Fran. A tego 
nie czuł nawet przy Beth. Przecież Fran była zupełnie inna niż 
jego ukochana. Ta dziewczyna sprawiała wrażenie zadziornej i 
wytrzymałej. Jednak on wyczuwał jej wrażliwość i wiedział, 

background image

że łatwo ją zranić. Nie zamierzał na to pozwolić. To wszystko 
jest bardzo dziwne, pomyślał. A już szczególnie fakt, że w 
ogóle ją pocałowałem.

Właściwie   zawsze   uważał   się   za   dość   inteligentnego 

faceta. Wiedział, że jest  rozsądny. Ale kiedy wychodził  od 
Fran, a ona popatrzyła na niego tak gorąco... Potrząsnął głową.

  -   Właśnie   dlatego   nie   należy   mieszać   pracy   i 

przyjemności - powiedział do siebie.

Jeśli   rzeczywiście   mam   trochę   oleju   w   głowie,   to 

powinienem się teraz odwrócić i odejść, pomyślał. W chwilę 
później już pukał do drzwi Fran. Widocznie jednak brakuje mi 
rozumu,   zdecydował.   Uśmiechnął   się,   słysząc   szuranie   po 
drugiej stronie drzwi. To Fran przystawiała sobie stołeczek, by 
móc dosięgnąć do wizjera. Ciekawe, czy otworzy drzwi, gdy 
już się przekona, kto za nimi stoi?

Minęło   kilka   chwil   i   Alex   nabrał   przekonania,   że 

dziewczyna   postanowiła   go   zignorować.   Nagle   usłyszał 
szczęk odsuwanego łańcucha i drzwi się otworzyły.

Fran miała na sobie luźne, czarne spodnie i zbyt obszerną 

białą koszulę. Włosy zebrała gumką  na czubku głowy. Nie 
zauważył nawet śladu makijażu na jej kremowej skórze. Pod 
oczami   dziewczyny   widniały   sine   kręgi.   Poczuł   wyrzuty 
sumienia. I to nie z powodu Beth, której pozwolił wreszcie 
odejść, ale z powodu Fran. To z jego winy tak źle się czuła. 
Obarczył ją zbyt wieloma obowiązkami.

 - Cześć - powiedział cicho.
 - Co ty tu robisz? - zdziwiła się Fran.
 - Martwiłem się o ciebie. Powiedziano mi, że odwołałaś 

nasze spotkanie z powodu złego samopoczucia.

 - Mam okropną migrenę.
 - Tak słyszałem.
 - Sprawdzasz mnie?

background image

 - Coś ty. Przyszedłem ci pomóc - powiedział i wręczył jej 

papierową   torbę.   -   Kupiłem   ci   najnowszy   środek   na 
dokuczliwe bóle głowy. To rodzaj kompresu. Przykładasz go 
do czoła, a on ma zmniejszać ból.

 - Dziękuję - odparła, biorąc od niego torbę.
Nagle zmarszczyła brwi i przyłożyła dłoń do skroni. Alex 

wyrzucał sobie, że pozwalał jej siedzieć w firmie do późna. 
Zaczął też podejrzewać, że jego pocałunki nie pomogły raczej 
jej się odprężyć.

  -   Jesteś   tak   bardzo   oddany   wszystkim   swym 

pracownikom? - zapytała.

 - Szczerze? Tylko tym, którzy są skrajnie przepracowani. 

Spojrzała za  siebie  przez ramię,  jakby spodziewała  się  tam 
kogoś zobaczyć.

  -   Nie   ma   tu   nikogo,  odpowiadającego  temu   opisowi   - 

powiedziała w końcu.

 - Nie masz nic przeciwko mojej wizycie? Mogę wejść? - 

spytał, a gdy zobaczył, że dziewczyna się waha, zapewnił ją, 
że nie zostanie długo.

 - Dziękuję - powiedział, gdy go w końcu wpuściła.
Owiał   go   przyjemny,   kwiatowy   zapach.   Jej   perfumy 

przywodziły Alexowi na myśl kwitnącą łąkę. Nawet gdyby 
zawiązano mu oczy i zostawiono w zupełnie ciemnym pokoju, 
trafiłby do Fran po tym zapachu.

Poczuł   gwałtowny   przypływ   pożądania.   Znów   chciał   ją 

tulić, czuć miękki dotyk piersi na swoim torsie, całować te 
zmysłowe usta i otrzymać równie namiętną odpowiedź. No 
cóż, Fran całkowicie przywróciła go do życia. Jednak to było 
wyłącznie   pożądanie   i   choć   niełatwo   będzie   mu   je 
powściągnąć, z pewnością się o to postara. Fran twierdziła, że 
jest inaczej, ale on wiedział, że dziewczyna należy do tych 
osób, które wiążą się raz i na zawsze. Niestety on wykorzystał 
już swoje szanse w miłości.

background image

No właśnie, pomyślał. Jednak, nie po to tu przyszedłem. 

Miałem być dobrym samarytaninem, przypomniał sobie.

  -   Absolutnie   się   z   tobą   nie   zgadzam.   Wprost   idealnie 

odpowiadasz opisowi wyczerpanego pracownika - oznajmił i 
podprowadził ją do kanapy.

 - A dokładniej?
 - Zrzędzisz, łatwo się denerwujesz i unikasz szefa.
  -   Nieprawda,   wcale   nie   -   zaprzeczyła,   ale   nie   mogła 

spojrzeć mu prosto w oczy.

 - Połóż się - zarządził i poprawił poduszkę, której przed 

chwilą musiała używać.

 - Ale...
  -   Ja   tu   jestem   szefem   -   powiedział,   ucinając   wszelkie 

protesty.

Delikatnie ją popchnął i ułożył na kanapie. Zabrał torbę i 

wyciągnął ze środka chłodny kompres, który przyłożył Fran 
do czoła.

 - No i jak? - zapytał.
 - Mmm - wymruczała, zamykając oczy. - Właśnie tego mi 

było trzeba.

  - Cieszę się, bo mam jeszcze coś, czego, bez wątpienia, 

potrzebujesz.

 - Co to takiego? - spytała podejrzliwie.
 - Długi weekend w górach.
  -   Tak   po   prostu,   zabrać   się   i   pojechać?   -   Potrząsnęła 

głową. - Nie mogę. Nie miałabym nawet gdzie się zatrzymać.

 - Marchetti mają niewielką chatkę w górach. Gdy byliśmy 

młodsi, ukrywaliśmy się tam z naszymi dziewczynami. Tam 
właśnie   zakochali   się   w   sobie   Rosie   i   Steve.   Jeśli   wierzyć 
rodzinnym plotkom, to Nick i Abby również.

  - Ale ty chyba tam nie jeździsz? - prowokowała go z 

lekkim uśmiechem.

background image

  -   Nie   -   powiedział,   położył   klucze   na   stole   i   zaczął 

rysować   jej   mapkę.   -   Tym   razem   też   nie   pojadę.   Będziesz 
miała   ją   tylko   dla   siebie.   Trzeba   ci   świeżego   powietrza, 
spokoju i długich spacerów. Za długo przesiadywałaś w pracy, 
a teraz jeszcze wesele mojego brata. Jedź odpocząć.

  - Brzmi zachęcająco - odrzekła zdziwiona ogarniającym 

ją uczuciem rozczarowania.

Owszem,   ale   nie   tak   zachęcająco,   jak   tulenie   Fran   w 

ramionach i całowanie jej, dopóki nie westchnie z rozkoszy, 
pomyślał   Alex.   Pot   wystąpił   mu   na   czoło.   Na   wszelki 
wypadek wepchnął ręce do kieszeni i cofnął się w kierunku 
drzwi.

 - Oczywiście. Jedziesz tam bez dyskusji - oznajmił.
 - No dobrze - zgodziła się wreszcie.
  -   Leć,   pędź   i   ciesz   się   wolnością.   I   nie   wracaj,   aż 

przejdzie ci zrzędliwy nastrój, zdenerwowanie i chęć unikania 
szefa - powiedział z uśmiechem.

Szczególnie to ostatnie było dla niego ważne.

background image

ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY
Fran   otworzyła   drzwi   górskiej   chaty   i   rozejrzała   się 

ciekawie   dookoła.   Na   samym   środku   olbrzymiego 
pomieszczenia   znajdował   się   okrągły   kominek.   W   jednym 
rogu   pokoju   stała   malownicza   grupa   zielonych   foteli, 
dębowych stoliczków i niewielkich sof. Drugie pomieszczenie 
na   parterze   okazało   się   dużą   sypialnią.   Nieopodal   znalazła 
łazienkę.

  -   Cudowne   miejsce   -   powiedziała   na   głos   i   postawiła 

walizkę na podłodze.

Wróciła   do   pierwszego   pokoju,   w   którym   dostrzegła 

jeszcze jedne drzwi. Domyślała się, że prowadzą do kuchni. 
Wprost   nie   mogła   się   doczekać   widoku   prywatnej   kuchni 
Marchettich.   W   połowie   drogi   poczuła,   że   jej   kroki   jakoś 
dziwnie brzmią na dywanie. Zaczęła się domyślać, dlaczego. 
Podbiegła   do   kuchni   i   jednym   spojrzeniem   objęła   wystrój 
pomieszczenia.   Miało   ono   podobny   rozkład   do   kuchni   w 
firmie,   ale   zupełnie   inny   wystrój.   Ciepłe   kolory   szafek   i 
ceramiczne   drobiazgi   budowały   miły   nastrój.   Jednak   teraz 
wcale   nie   było   jej   przyjemnie.   Cała   podłoga   zalana   była 
lodowatą wodą, sączącą się spod zlewu.

  - Jasny gwint! To prawdziwa powódź. No i co ja mam 

teraz zrobić? - zapytała samą siebie. - Wyłącz wodę geniuszu! 
Ale łatwiej powiedzieć, niż zrobić. Oczywiście, nigdy nie ma 
w pobliżu mężczyzny, kiedy go potrzeba - gadała do siebie.

Zakręciła wodę pod zlewem. Potem straciła strasznie dużo 

czasu na poszukiwania głównego zaworu. No dobrze, ale co 
dalej, zastanowiła się. Szybki rzut oka na dywan w pokoju 
utwierdził ją  w podejrzeniach. Zupełnie mokry. Mignęła jej 
myśl,   żeby   zadzwonić   do   Alexa.   Po   chwili   jednak   się 
zreflektowała.

Kiedy   zaproponował   jej   samotny   wyjazd   w   góry, 

pomyślała,   że   chce   utrzymać   między   nimi   dystans. 

background image

Podejrzewała, że tak jak ona, przestraszył się ich pocałunku. 
Przez   cały   tydzień   Fran   udawało   się   unikać   Alexa,   tym 
bardziej   że   do   biura   wpadał   tylko   na   krótko.   Z   powodu 
potwornego bólu głowy odwołała piątkowe spotkanie, lecz on 
pojawił się z tym swoim cudownym lekiem. To było słodkie.

A   teraz   uciekła   przed   nim   w   góry.   Jednak   Marchetti 

chcieliby wiedzieć, że ich górska chatka jest pełna wody. Była 
sobota, więc wiedziała, że nikogo nie zastanie w biurze. Znała 
numer Alexa, ale zdecydowała, że nie będzie go niepokoić. 
Do   kogo   w   takim   razie   mogłaby   zadzwonić?   Do   Rosie. 
Znalazła w torebce wizytówkę przyjaciółki, na której był także 
numer domowy.

Woda chlupała pod jej stopami, gdy Fran szła do telefonu. 

Zalane już były najniższe części mebli. Coraz więcej wody 
przesączało się do pokoju, powodując nowe szkody.

Wykręciła numer i niecierpliwie czekała na połączenie.
  -   Rosie,   tu   Fran   -   wypaliła,   gdy   tylko   usłyszała   głos 

przyjaciółki.

  -   Cześć,   kochana.   Słyszałam,   że   degustacja   się   udała. 

Rodzice oszaleli na twoim punkcie. Ten pomysł z siłowaniem 
się na ręce i pocałunkiem, był wprost genialny.

 - Rosie, posłuchaj, jest pewien problem. - Jaki?
  -   Jestem   w   waszej   górskiej   chatce.   Przed   chwilą 

przyjechałam. No i...

  - Cudownie. Pozdrów ode mnie Alexa. Na czym polega 

twój kłopot?

  - Alexa tu nie ma. Ale jest woda. I to całe mnóstwo - 

powiedziała   i   wzięła   głęboki   oddech.   -   Pod   kuchennym 
zlewem pękła rura i woda przelewa się już do pokoju. Cały 
dywan   zamókł.   Zakręciłam   główny   zawór,   ale   nie   mam 
pojęcia,   do   kogo   należałoby   teraz   zadzwonić.   Nie   mogę 
przecież sama zarządzić sprzątania i napraw. Ani powiadomić 
ubezpieczyciela. Musisz mi pomóc.

background image

 - Nie ruszaj się stamtąd. Zawiadomię, kogo trzeba.
 - Tylko nie dzwoń do Alexa.
Połączenie zostało przerwane i Fran pomyślała, że Rosie 

jej   nie   usłyszała   albo   przynajmniej   będzie   później   tak 
twierdzić.   Znała   romantyczne   zapędy   swojej   przyjaciółki. 
Może chociaż nie uda jej się namierzyć brata. W końcu miał 
wolny   dzień,   a   rodzina   Marchettich   była   bardzo   liczna. 
Szansa,   że   przyjedzie   akurat   Alex,   była   jak   siedem   do 
jednego. Fran Uczyła na to, że los się do niej uśmiechnie.

Trzy   godziny   później   zobaczyła,   jak   Alex   parkuje   na 

podjeździe.   Musi   sobie   koniecznie   zapamiętać,   żeby   w 
najbliższych   dniach   z   nikim   się   nie   zakładać.   Nie   mogła 
jednak powstrzymać uśmiechu na jego widok.

Wyglądał oszałamiająco.
Stała   na   werandzie   i   z   podziwem   patrzyła,  jak  Alex   w 

dwóch susach pokonuje schody. Miała szczęście, że wzięła ze 
sobą ciepłą kurtkę. Wprawdzie spodziewała się chłodu, ale nie 
przyszło jej do głowy, że będzie musiała marznąć na dworze, 
gdy w tym czasie specjaliści od zalań będą usuwali szkody po 
powodzi.   Musiała   jednak   przyznać,   że   warto   było   cierpieć 
lekkie   niewygody.   Widok   Alexa   wszystko   jej   wynagrodził. 
Miał   na   sobie   znoszone   dżinsy   i   błękitnoszarą   flanelową 
koszulę   z   podwiniętymi   rękawami.   Pod   nią   nosił   czarną 
koszulkę polo. Wzrok Fran przylgnął do barczystych ramion i 
szerokiej klatki piersiowej Alexa.

 - Cześć - powiedziała, gdy stanął obok niej.
 - Cześć! - zawołał, starając się przekrzyczeć hałas pompy.
  -   Firma   ubezpieczeniowa   przysłała   tu   załogę   jakąś 

godzinę temu.

  - To znana firma o dobrej reputacji. - Pokiwał głową. - 

Wyjaśnili   mi   telefonicznie,   że   wyślą   specjalną   jednostkę, 
której zadaniem jest minimalizowanie szkód.

background image

  -   Zajęli   się   wszystkim   bardzo   fachowo.   Gdy   tylko 

przybyli, zadzwoniłam do Rosie, żeby nikogo tu nie ściągała. 
Miałam   nadzieję,  że   nie   przyjedziesz   -   powiedziała   i   zdała 
sobie sprawę, że zabrzmiało to niegrzecznie i niewdzięcznie. - 
To znaczy, nie chciałam nikomu zawracać głowy w wolnym 
dniu.

 - Cóż, padło na mnie - powiedział i wzruszył ramionami. 

- Mama przysięgała, że nikt inny nie może. Wiedziałem, że 
firma ubezpieczeniowa zajmie się stratami, ale trzeba jeszcze 
znaleźć hydraulika, żeby naprawił rurę - wyjaśnił, otworzył 
drzwi i zajrzał do wnętrza.

Więc nie przyjechał z jej powodu. Poczuła rozczarowanie. 

Musiała jakoś przegnać to uczucie.

 - Założyć kamizelki ratunkowe! - zawołała. - Trzymać się 

mocno.   Opuszczamy   statek.   Kobiety   i   dzieci   przodem   - 
zarządziła   Fran,   oddając   mu   wizytówkę   firmy 
ubezpieczeniowej. - Wynieśli wszystkie meble z dołu i zabrali 
na przechowanie.

 - Teraz właśnie sprzątają - przytaknął Alex.
 - Tak, ten hałas musi pochodzić od pompy, która wybiera 

wodę. Potem podniosą dywan i rozstawią wokół dmuchawy, 
żeby wszystko osuszyć, zanim ocenią szkody.

Alex wszedł do chatki, żeby porozmawiać z kierownikiem 

brygady. Fran popatrzyła w niebo i zauważyła, że gromadzi 
się coraz więcej chmur. Wiał przeszywający, lodowaty wiatr i 
dziewczyna zaczęła drżeć. Gdy tylko Alex wyjdzie, pożegnam 
się i wyjadę, pomyślała.

  -   Już   opanowali   katastrofę   -   oznajmił,   podchodząc   do 

niej.

Dziewczyna przysunęła się do niego i położyła mu dłoń na 

ramieniu.

 - Tak mi przykro, Alex.

background image

  - Mieliśmy sporo szczęścia - powiedział, a ich oddechy 

złączyły się w powietrzu w chmurkę pary.

Spojrzał   na   nią   z   wysoka   i   ujął   ciepłymi   dłońmi   jej 

zmarznięte palce.

 - Ty nazywasz to szczęściem? - spytała i skinęła głowa w 

stronę sprzątającej brygady.

  - Oczywiście. Wszyscy członkowie rodziny używają tej 

chatki.   Przez   te   wszystkie   lata   powstała   lista   rzeczy,   które 
należy zrobić przed wyjazdem. Ostatnią z nich jest odcięcie 
dopływu   wody.   Ktoś   musiał   zapomnieć   -   powiedział, 
potrząsnął głową i westchnął. - Byłoby dużo gorzej, gdybyś 
nie przyjechała.

Fran też tak myślała.
  -   Jeden   z   robotników   powiedział,   że   w   nocy   będzie 

jeszcze   zimniej.   Idzie   burza,   więc   zrobiłoby   się   naprawdę 
paskudnie. Cieszę się, że mogłam pomóc.

 - Ja też.
 - To tyle, jeśli chodzi o wypoczynek - westchnęła smutno. 

- Skoro jesteś, to ja już chyba pojadę.

  - Zostaję do czasu, kiedy zjawi się hydraulik, naprawi 

rurę   i   włączy   wodę   -   oznajmił   Alex,   marszcząc   brwi.   - 
Sprzątanie   już   prawie   skończone.   Wprawdzie   zostawią 
dmuchawy na parterze, ale sypialnie są na piętrze. Piętra mają 
niezależny system ogrzewania, więc na górze będzie ciepło i 
przyjemnie. Możesz zostać, jeśli chcesz.

Oczywiście,   że   chciała.   Skoro   Alex   miał   wyjechać,   nie 

było powodu, żeby nie mogła spędzić tu kilku dni. Pokiwała 
głową.

 - Dzięki Alex. Myślę, że chętnie zostanę.
 - Dobrze - powiedział i spojrzał przez ramię. - Wygląda 

na to, że już kończą. Skoro przyjechałem i nie mamy nic do 
roboty,  pozwól, że pokażę ci miasteczko. Przynajmniej tyle 
mogę zrobić w ramach przeprosin za ten kłopot.

background image

 - To nie twoja wina. Nie oczekuję przeprosin.
 - Mimo wszystko, nalegam.
Gdy   zadzwoniła   jego   matka,   by   poinformować   go   o 

powodzi, podejrzewał, że to znowu swaty. Przysięgła jednak, 
że wszyscy mają jakieś niecierpiące zwłoki sprawy i tylko on 
może jechać.

Zadzwonił  po  hydraulika   i   zabrał  Fran  na   lunch.  Teraz 

przechadzali   się   główną   ulicą   miasteczka.   Wystawy 
wszystkich sklepów przypominały o walentynkach. Wszędzie 
widać   było   serca,   serduszka   i   kupidynki.   Dominowały 
czerwień i róż.

Gdy tak szli obok siebie, co chwila stykali się ramionami i 

dłońmi.   Nie   zdecydowali   się   jednak   wziąć   za   ręce.   Oboje 
mieli wrażenie, że byłoby to bardziej znaczące doświadczenie 
niż pocałunek w jej mieszkaniu. Pocałunek uwolnił jedynie 
pożądanie, a spacer za ręce oznaczałby, że są parą. A to chyba 
świadczyłoby już o miłości. Niemożliwe, pomyślał Alex. Nie 
po   raz   drugi.   Marchetti   zakochiwali   się   tylko   raz   w   życiu. 
Przynajmniej   usiłował   to   sobie   wmówić   po   śmierci   Beth. 
Jednak tak było, zanim poznał Fran.

Teraz   pewność   gdzieś   uleciała.   Wiedział,   że   pomiędzy 

przyjaźnią   a   związkiem   istnieje   pewna   granica,   której   nie 
chciał przekroczyć. Pocałunki mógł łatwo usprawiedliwić. Był 
tylko mężczyzną i dał się ponieść chwili namiętności. Teraz 
jednak był jasny dzień, a oni znajdowali się pomiędzy ludźmi 
w   centrum   miasteczka.   Z   ledwością   opierał   się   pokusie 
chwycenia dłoni dziewczyny. Gdyby jeszcze te jej błyszczące 
oczy,  pełne   wargi  i  wesoły  nastrój   nie   chwytały  go  tak  za 
serce.   Gdyby   jeszcze   nie   pragnął   porwać   jej   w   ramiona   i 
całować do utraty tchu. I do diabła z gapiami!

  -   Alex,   wejdźmy   do   tego   sklepu   -   poprosiła   Fran, 

zatrzymując   się   przed   wystawą   pełną   pocztówek   i 
okolicznościowych kartek.

background image

 - Dobrze - zgodził się, mając nadzieję, że odciągnie go to 

od myślenia o ustach dziewczyny.

Na   wprost   wejścia   stał   stół   pełen   przecenionych   ozdób 

choinkowych. Reszta sklepu tonęła w powodzi papierowych 
serduszek, gołąbków i wesołych kupidynków. Wystrój miał 
przypominać   o   zbliżającym   się   dniu   zakochanych.   O   dniu 
ślubu jego brata.

Alex zaczął zazdrościć Joemu i Liz. Zazdrościł też reszcie 

rodzeństwa szczęścia, które zbudowali ze swoimi partnerami. 
Nie   mógł   mówić   w   imieniu   Luke'a,   ale   on   sam   niemal 
żałował, że Marchetti mogli kochać tylko raz w życiu. Dzień 
poświęcony   zakochanym   parom   sprawiał,   że   Alex   czuł   się 
bardzo samotny.

Fran stanęła przed stoiskiem z napisem: ślub.
 - Chcę kupić kartkę dla twojego brata i Liz - wyjaśniła. Ta 

dziewczyna chyba czytała w jego myślach!

  -   Wcale   nie   musisz   tego   robić.   Myślę,   że   wystarczy 

pomoc przy ślubie - powiedział Alex.

  -   Byli   tak   mili,  że   zaprosili   mnie   na   ślub   i   wesele   - 

oznajmiła, wybrała kartkę i nieuważnie przejrzała tekst. - To, 
że   nie   chcę   mężczyzny,   nie   oznacza,   że   zabraniam   tego 
innym.

 - Rozumiem.
Śmieszne,   a   już   myślał,   że   zmieniła   zdanie   co   do 

małżeństwa.

  -   Niektórzy   sobie   całkiem   dobrze   radzą.   Na   przykład 

twoja siostra albo twoi rodzice. Nawet moi rodzice. Ale, jak 
sam mogłeś zauważyć na przyjęciu, ja się do tego nie nadaję - 
orzekła   i   spojrzała   na   niego.   -   Mogłabym   oblać   mlekiem 
jakiegoś, Bogu ducha winnego, nieszczęśnika, tylko za to, że 
poprosi mnie, żebym mu coś przyniosła.

background image

 - Nawet, jeśli ten biedny, Bogu ducha winny nieszczęśnik 

dokładnie wiedział, w co się pakuje? A co będzie, jeśli się 
zakochasz na zabój?

  - To się nigdy nie zdarzy - odparła i odłożyła kartkę na 

miejsce.

Odpowiedź Fran zdenerwowała go. Powiedział sobie, że 

to   go   nie   dotyczy.   Jednak   ona   była   wprost   stworzona   do 
miłości. Wiedział, że potrafi być namiętna i uznał to za wielką 
stratę, jeśli postanowi z nikim się nie wiązać. Alex wiedział, 
jaką radością jest branie i dawanie w miłości. Czuł, że Fran 
ma wiele do zaoferowania.

 - Skąd to możesz wiedzieć? - zapytał.
 - Skąd mogę wiedzieć co?
 - Że nie zakochasz się na zabój.
 - Bo sobie na to nie pozwolę - oznajmiła z przekonaniem.
Przez   resztę   dnia   Fran   myślała   o   ich   rozmowie. 

Wytworzył się bardzo intymny nastrój, gdy poszli na kolację 
do restauracji „Codzienna Elegancja". Dziewczyna uznała, że 
lepszą nazwą byłoby „Gniazdko Miłości". Tłumaczyła sobie, 
że   winę   za   jej   myśli   ponoszą   walentynkowe   serduszka   i 
wszechobecne   kupidynki.   Nie   mówiąc   już   o   przystojniaku, 
siedzącym   naprzeciwko   niej.   To   miejsce   jest   wprost 
stworzone dla zakochanych, pomyślała. Zastanawiała się, czy 
Alex   przypadkiem   nie   uznał   jej   odpowiedzi   za   osobiste 
wyzwanie.

Wnętrze   tej   miłej   restauracji   utrzymane   było   w   stylu 

wiejskiego domku. Sala mogła pomieścić jedynie czterdzieści 
pięć   osób.   W   oknach   wisiały   koronkowe   firanki,   podłogę 
zaścielały   barwne   dywany,   a   ciężkie   meble   z   ciemnego 
drewna nadawały jej domowy wygląd. Z głośników dobiegała 
klasyczna   muzyka,   która   każdego   mogła   wprawić   w 
romantyczny nastrój.

background image

Uśmiechnięta   hostessa   zaprowadziła   ich   do   stolika   i 

przyjęła   zamówienie   na   napoje.   Bardzo   uprzejmy   kelner 
przyniósł   wodę,  wino   dla   Fran   i   piwo   dla   Alexa.   Gdy 
oznajmili, że jeszcze nie zdecydowali, co zamówić, dyskretnie 
się oddalił.

  -   No   i   jak   ci   się   tu   podoba?   -   zapytał   Alex   z   miną 

świadczącą, że domyśla się, co odpowie Fran.

  -   Właśnie   tak   wyobrażałam   sobie   moją   własną 

restaurację.

 - Skąd to wiesz? Nawet nie spróbowałaś jedzenia.
  -   To   nieważne.   We   własnym   lokalu   będę   mogła 

kontrolować standard potraw. Ale la spokojna elegancja to jest 
to,   co   chciałabym   osiągnąć.   Kto   mógłby   przypuszczać,   że 
właśnie tutaj znajduje się tak wspaniała restauracja?

  -   To   zabawne,   ale   zawsze   znajdujemy   to,   czego 

szukaliśmy,   w   miejscu,   w   którym   byśmy   się   tego   nie 
spodziewali - wyjaśnił.

Wpatrywał się w nią tak intensywnie, że poczuła się, jakby 

spadała z oblodzonej góry. Spadała coraz szybciej i nie mogła 
się   niczego   uchwycić.   Wiedziała,   że   upadek   będzie   bardzo 
niebezpieczny i niezwykle bolesny.

 - Opowiedz mi o Beth - zażądała.
Spodziewała się zobaczyć znajomy grymas bólu na jego 

twarzy, a tymczasem Alex zupełnie spokojnie napił się piwa.

 - Co chciałabyś wiedzieć? - zapytał.
 - Za co ją tak bardzo kochałeś?
 - Lepiej zapytaj mnie, ile jest gwiazd na niebie. Będzie mi 

łatwiej odpowiedzieć.

 - No, to powiedz, za czym najbardziej tęsknisz. Czego ci 

brakuje?

  - Jej bezinteresowności i braku egoizmu. Potrafiła tylko 

dawać.   Robiła,   co   chciałem   i   nie   oczekiwała   niczego   w 
zamian.

background image

  -   Zupełnie   jak   święta.   Albo   jak   moja   matka.   Chociaż 

właściwie,   to   moja   matka   jest   święta   -   powiedziała   Fran   i 
pomyślała,   że   ona   jest   zupełnie   inna.   Ta   myśl   nie   była 
przyjemna.   -   A   jak   wyglądała?   -   spytała,   niemal   bojąc   się 
odpowiedzi.

  - Jak anioł - odrzekł Alex bez wahania. - Miała jasne 

włosy i błękitne oczy, jak bezchmurne niebo nad górami. Była 
też wysoka. Prawie mojego wzrostu - dodał w zadumie.

Trudno byłoby o moje większe przeciwieństwo, pomyślała 

Fran. Poczuła się nieszczęśliwa.

 - Czy mogę zadać ci jeszcze jedno pytanie?
 - Jeśli zaprzeczę i tak się nie powstrzymasz.
  -   Pewnie   nie   -   zgodziła   się,   ale   nie   odpowiedziała 

uśmiechem  na jego uśmiech.  - Dlaczego chciałeś wiedzieć, 
skąd mam pewność, że się nie zakocham?

  - Bo, zgodnie z moim doświadczeniem, to nie jest coś, 

czemu można zapobiec. To się po prostu zdarza. A zresztą ty 
nie wyglądasz mi na osobę, która mogłaby przejść przez życie 
samotnie.

  - Przecież poznałeś moich bliskich. Widziałeś, jaka jest 

moja mama. Widziałeś, że poświęciła całą siebie. A ja dopiero 
odkrywam, kim naprawdę jestem.

  -   Nikt   ci   tego   nie   odbierze   -   pospiesznie   zapewnił 

rozgorączkowaną Fran.

 - Na pewno nie celowo. To się po prostu tak dzieje. Tylko 

po co miałabym się zmieniać?

  - Nie rozumiem, dlaczego zakochanie się, miałoby cię 

zmienić.

  -   Wyjaśnij   mi,   dlaczego   próbujesz   namówić   mnie   do 

czegoś, czego, z tak wielkim powodzeniem, unikam od lat? - 
spytała ze zwężonymi oczami.

 - Po prostu uważam, że jesteś stworzona do miłości.
 - Mylisz się.

background image

 - Czy byłaś kiedyś zakochana?
  -   Myślałam,   że   jestem.   W   tym   chłopaku   ze   szkoły 

gastronomicznej - przypomniała mu. - Ale to nie była miłość.

 - No, to nawet nie wiesz, co tracisz.
  - Słuchaj - zaczęła z groźnie zmarszczonymi brwiami. - 

To, że podpisujesz moje wypłaty, nie znaczy jeszcze, że masz 
prawo wtrącać się do mojego życia.

 - Chciałem tylko...
  -   Wiem,   co   chciałeś.   Jeśli   jednak   ty   możesz   unikać 

miłości,   to   powiedz,   czemu   mnie   miałoby   się   nie   udać?   - 
spytała i zamilkła na chwilę. - Zresztą będzie mi łatwiej, bo, 
jak powiedziałeś, nawet nie wiem, co tracę.

Ku   jej   zdumieniu   Alex   uśmiechnął   się   tylko   i   pokiwał 

głową.

  - Sama  widzisz, jaką  masz  w sobie  pasję. To właśnie 

przekonuje mnie, że potrzebujesz miłości.

Przez   chwilę   przyglądała   mu   się   oniemiała.   Potem 

wybuchła śmiechem.

 - Jesteś po prostu niemożliwy!
 - To moja największa zaleta - pochwalił się z uśmiechem.
  -   Przypomnij   mi,  żebym   trzymała   cię   z   dala   od 

Walentynkowych   wystaw.   To   ci   szkodzi   -   powiedziała   i 
pomyślała, że właściwie sama też powinna zastosować się do 
tej rady. - Wcale nie wyglądasz jak bożek miłości - oceniła.

 - No nie, ale...
 - Zmieniamy temat - zażądała.
 - Na jaki?
  - Na ten - powiedziała i wskazała ręką coś za oknem. - 

Wprawdzie pochodzę z Kalifornii, ale nawet ja wiem, że to 
małe, białe, spadające z nieba, to śnieg.

Alex uniósł firankę, wyjrzał i zmarszczył brwi.
 - Jeśli tak dalej pójdzie, to utknęliśmy na noc w chacie.

background image

  -   Utknęliśmy?   Co   za   intrygujący   dobór   słów   - 

powiedziała, unosząc ironicznie brew.

 - Przy takiej pogodzie, droga robi się zbyt niebezpieczna. 

A szczególnie po zmroku. Czy nie masz nic przeciwko, żebym 
został w chacie na noc?

Oczywiście, że miała coś przeciwko.
  -   To   twój   dom   -   powiedziała.   -   Nie   mogłabym   cię 

przecież prosić, żebyś go opuścił.

  -   Czy   ty   się   boisz   ze   mną   zostać?   -   spytał   i   utkwił 

spojrzenie w jej ustach.

 - Dlaczego miałabym się bać?
 - Bo cię pocałowałem.
Fran jęknęła. Dlaczego musiał jej przypomnieć to właśnie 

teraz?  Dlaczego w ogóle  pomyślał  o pocałunku?  Już  miała 
nadzieję,   że   uda   im   się   wcale   nie   rozmawiać   o   tym 
doświadczeniu.

 - Już zupełnie zapomniałam.
Alex   roześmiał   się   i   Fran   zrozumiała,   że   przejrzał   jej 

kłamstwo.

  - No dobrze, niech będzie po twojemu. Zapomnimy  o 

pocałunku.

 - Powiedz, w której sypialni mam spać? - spytała Fran.
  -   W   mojej   -   niemal   natychmiast   odpowiedział   Alex. 

Odwróciła się i wpatrzyła w niego oniemiała. Wiedziała, że 
oczy musi mieć wielkie jak spodki.

  -   Czy   ja   naprawdę   powiedziałem   to   na   głos?   -   udał 

zdziwienie Alex. - Tylko żartuję.

 - To mi nie wyglądało na żart - powiedziała i przyjrzała 

mu się dokładniej.

Zanim zdążył odwrócić wzrok, dostrzegła w nim tęsknotę 

i pożądanie.

Stali na górnym podeście schodów, a przed nimi było troje 

drzwi. Pomieszczenie na wprost wyglądało jak pokój zabaw 

background image

dla dużych chłopców. Na samym środku stał stół do gry w 
bilard. Na jednej ze ścian wisiały kije. Tarcza do gry w rzutki 
zajmowała   przeciwległa   ścianę.   Wokół   stołu   stały 
ciemnozielone skórzane sofy. Z parteru dobiegał niski szum 
dmuchaw, ale na piętrze było przyjemnie ciepło. Właściwie z 
każdą chwilą robiło się coraz bardziej gorąco.

Powiedział, że już kilku członków jego rodziny spotkało 

w tej chatce swoją miłość. Alex zarzekał się, że on nie szuka 
miłości.   Fran   na   to   liczyła.   A   teraz   ta   dziwna   pomyłka   w 
sprawie   sypialni.   Czy   oblodzona   górska   droga   mogła   być 
mniej niebezpieczna od tej sytuacji?

  -   Nawet   jeśli   nie   żartowałem,   to   czego   się   obawiasz, 

Fran?

  -   Siebie   -   przyznała,   oparła   się   o   stół   bilardowy   i 

skrzyżowała ręce na piersiach. - Czuję się niezręcznie. Nie 
wiem jak ty, ale ja wyczuwam między nami napięcie.

 - Tak, ja też to czuję, wprawdzie na chwilę wypadłem z 

obiegu, ale jeszcze potrafię rozpoznać przyciąganie.

 - Na chwilę? Czy to znaczy, że jednak zdecydowałeś się 

na poszukiwania partnerki? - spytała i poczuła, że jej serce 
zaczęło bić jak oszalałe.

  - Nie - zaprzeczył, potrząsając głową. - To znaczy, że 

powinniśmy zbadać to drażniące napięcie. Jeśli je poznamy i 
zrozumiemy, będziemy wiedzieć, jak się z nim uporać.

Alex   zrobił   jeden   krok   w   kierunku   Fran.   Otoczył   ją 

mocny,   męski   zapach   wody   kolońskiej.   Ciało   dziewczyny 
zapłonęło. Siła woli Fran malała z sekundy na sekundę.

  -  Wyjaśnij   mi,   co  twoim   zdaniem  znaczy  „zbadać"?   - 

wyszeptała bez tchu.

  -  Wolę  ci  to  zademonstrować,  ale   najpierw  muszę   cię 

ostrzec, że teraz zrobimy wszystko po mojemu.

Zanim zdążyła zapytać, co miał na myśli, Alex ujął jej 

twarz   w   dłonie   i   schylił   się,   by   przytknąć   usta   do   jej   ust. 

background image

Dotyk  jego   warg   sprawił,   że   poczuła   się   jak   w   pierwszym 
wagoniku   kolejki   wysokogórskiej,   zjeżdżającej   z   zawrotną 
prędkością. Serce Fran biło jak oszalałe. Alex wplótł pałce w 
jej rozpuszczone włosy i zaczął ją całować.

Pogłaskała go lekko po ramionach, a on objął ją w talii i 

przyciągnął do siebie. Już tak dawno nikt jej nie przytulał w 
taki sposób. Właściwie, to nikt nie tulił jej tak, jak Alex. Tylko 
on sprawiał, że czuła się jak w niebie. Przestraszyła się swoich 
uczuć.   Poza   bezpiecznymi,   ciepłymi   ramionami   Alexa 
rozciągała się lodowa pustka samotności. Lecz Fran nie była 
jeszcze gotowa, by tam wrócić.

Przesunęła   ręce   na   kark   mężczyzny.   Usłyszała,   że 

gwałtownie wciągnął powietrze. Uśmiechnęła się.

  -   To   gra   dla   dwojga   -   wymruczał   Alex,   który   raczej 

poczuł, niż zobaczył jej uśmiech. - Jak w siłowaniu się na 
rękę, tak i tu podstępny atak może zaprowadzić cię do celu.

 - A co jest twoim celem?
 - Zaraz ci pokażę - zagroził.
Pocałował   kącik   jej   ust,   potem   zarys   szczęki.   Wypalił 

pocałunkami   ścieżkę   w   dół   jej   szyi.   Fran   poddała   się   i 
westchnęła, gdy zaczął skubać płatek jej ucha.

 - Zadanie wykonane - wyszeptał i znów przeniósł usta na 

jej szyję.

Fran   topniała   od   środka.   Nie   mogła   złapać   tchu.   To   z 

powodu   tego   górskiego   powietrza,   wyjaśniła   sobie.   Jest 
bardziej rozrzedzone i trudniej nim oddychać. A z powodu 
braku tlenu zaczęła wyprawiać takie głupstwa. To było czyste 
szaleństwo.   Alex   miał   nad   nią   jakąś   tajemną   siłę.   Czy   to 
właśnie jest miłość?

Miała nadzieję, że nie. On nie mógł przecież odwzajemnić 

jej uczucia. A gdyby tak się stało, zatraciłaby siebie. To była 
sytuacja bez wyjścia.

background image

 - Nie możemy tego zrobić, Alex - powiedziała i odsunęła 

się wreszcie od niego.

  - A mnie  się zdawało, że idzie nam całkiem dobrze - 

zaprotestował, próbując z powrotem ją objąć.

  -   Aż   za   dobrze   -   zgodziła   się,   wymykając   mu   się   z 

ramion.   Bez   ciepła   jego   ciała,   zadrżała   z   zimna.   Alex 
wyciągnął do niej ręce.

  - Nie - powiedziała. - Musimy zapomnieć, że to się w 

ogóle zdarzyło.

  -   Jedynie   na   skutek   amnezji,   wywołanej   uderzeniem 

czymś ciężkim w głowę - oznajmił i przegarnął włosy drżącą 
ręką.

  -   Mówię   poważnie.   To   idealny   przepis   na   katastrofę. 

Przecież my razem pracujemy. Mieszanie pracy i...

 - Przyjemności - podsunął usłużnie Alex.
  - Wszystko jedno, jak to nazwiesz. Sami prosimy się o 

kłopoty. Pamiętasz  jeszcze  o swoim  planie?  Chciałeś, żeby 
rodzina była z ciebie dumna.

 - Nie rozumiem, jaki to ma związek.
  -   Ustaliliśmy,   że   ani   ty,   ani   ja   nie   szukamy   miłości. 

Nieważne, że uważamy się za cywilizowanych ludzi. Pomyśl, 
co stanie się wtedy z twoją kampanią.

Alex   przez   chwilę   nic   nie   mówił.   Patrzył   tylko   na   nią 

wzrokiem   pełnym   mrocznego   pożądania.   Fran   była   niemal 
pewna,   że   za   chwilę   porwie   ją   w   ramiona.   Prawie   tego 
pragnęła.

  -   Chyba   masz   rację.   To   nie   jest   najlepszy   pomysł   - 

przyznał w końcu.

Fran   poczuła   ostry   ból   w   sercu.   Już   raz   została 

skrzywdzona przez faceta, który spotykał się z nią tylko ze 
względu na swoją karierę. Teraz zaś ona i Alex zdecydowali 
stłumić żar, który gorzał między nimi, ze względu na pracę.

background image

Czy   to   na   pewno   był   dobry   pomysł?   Dlaczego   słuszne 

postępowanie musiało być tak bardzo bolesne?

 - Zajmij sypialnię na końcu korytarza. Należała do Rosie. 

Ma dziewczyński wystrój - powiedział i westchnął głęboko. - 
Ja zajmę tę przy samych schodach.

To   oznaczało   tylko   jedną   pustą   sypialnię   między   nimi. 

Bezpieczniej byłoby stąd odjechać. Fran wyjrzała za okno i 
zobaczyła,   że   śnieg   coraz   bardziej   pada.   Wielkie,   białe, 
puszyste płatki wirowały w powietrzu. Fran pokiwała głową.

 - Dobranoc, Alex.
Gdyby   tylko   mogła   się   tak   samo   pożegnać   z   chatką, 

szefem  i   pracą,   jej   serce   pozostałoby   w   jednym   kawałku. 
Jednak   do   zakończenia   kontraktu   pozostały   jeszcze   cztery 
tygodnie. Poza tym zgodziła się przygotować jedzenie na ślub 
jego brata i towarzyszyć na zabawie Alexowi. Gdy wypełni to 
zobowiązanie, już  nigdy więcej nie  pomiesza  pracy i życia 
prywatnego.

 - Dobranoc, Fran.
Alex   odwrócił   się   i   zniknął   w   swojej   sypialni.   Fran 

poruszona   brzmieniem   jego   głosu   zapragnęła   natychmiast 
pobiec   za   nim.   No   ładnie,   skarciła   się   w   duchu.   To 
rzeczywiście   pomoże   mi   nie   mieszać   pracy   z... 
przyjemnościami.

Westchnęła zrezygnowana. To będą bardzo długie cztery 

tygodnie.

background image

ROZDZIAŁ DZIESIĄTY
Ślub   Liz   Anderson   i   Joego   Marchetti   przebiegał   bez 

zakłóceń.   Sama   ceremonia   była   cudownie   zorganizowana. 
Ponieważ   wybrali   walentynki   na   dzień   swych   zaślubin, 
wszystko   przypominało   o   tym   święcie.   Dominowały   biel   i 
czerwień. Pan młody wyglądał świetnie w czarnym garniturze, 
kremowej koszuli i czerwonym krawacie. Panna młoda wprost 
promieniała szczęściem w swojej długiej, białej szyfonowej 
sukni. Druhna natomiast wystąpiła w czerwonej, welwetowej 
kreacji.

Wszystko   poszło   gładko   także   w   czasie   posiłku, 

przygotowanego przez Fran. Dziewczyna odetchnęła z ulgą, 
gdy   państwo   młodzi   serdecznie   jej   podziękowali.   Jedzenie 
było wyśmienite. W firmowej kuchni przygotowała kurczaka, 
rybę   i   wołowinę.   Później   wszystkie   dania   przewieziono   do 
domu Toma i Flo, gdzie miało odbyć się skromne przyjęcie. 
Ponieważ   młodym   zależało   na   walentynkowym   Ślubie, 
przyjęcie   wypadło   w   środku   tygodnia.   Fran   uznała,   że 
obchodzenie   kolejnych   rocznic   ślubu   w   walentynki   będzie 
szalenie romantyczne.

Zanim dorosła i stała się cyniczna, zawsze miała kogoś 

przy sobie w tym szczególnym dniu. Tym razem Joe umówił 
ją   z   Alexem,   ale   Fran   nie   zamierzała   pozwolić,   by   ten 
mężczyzna stał się dla niej kimś ważnym.

Będzie mogła mówić o szczęściu, jeśli przetrwa ten dzień, 

stworzony dla zakochanych, i nie zrobi nic głupiego. Jak na 
przykład zakochanie się w kimś. Tydzień temu żartowała z 
Alexa,   że   ulega   nastrojowi   nadchodzącego   święta.   A   dziś 
sama  cieszyła   się   romantyczną   atmosferą   walentynkowego 
ślubu. Póki co, jej partner zachowywał się uprzejmie, ale dość 
chłodno. Mimo że bardzo się starała, Fran nie mogła stłumić 
rozczarowania.

background image

Dom   Marchettich   był   tak   duży,  że   chwilami   myślała   o 

rzucaniu okruszków za siebie, by w razie zbłądzenia umiała 
wrócić do gości. Pokoje urządzono ze smakiem w odcieniach 
delikatnego różu, beżu i zielem. Na czas przyjęcia wyniesiono 
z salonu kanapy i ustawiono cztery okrągłe stoły dla gości.

Flo   Marchetti   zajęła   się   wszystkim,   poza   szykowaniem 

jedzenia.   Nakryła   stoły,   ułożyła   białe,   lniane   obrusy   z 
czerwonym ozdobnym szlakiem i ustawiła biało - czerwone 
kompozycje   kwiatowe   na   każdym   stole.   W   każdym   rogu 
pokoju umieściła olbrzymie wazy z kwiatami, więc teraz w 
powietrzu   unosił   się   ich   słodki   zapach.   Na   głównym   stole 
ustawiła trzypiętrowy tort, otoczony świeżymi kwiatami.

Z pewnością też ona usadzała gości, bo Fran i Alex mieli 

siedzieć obok siebie i to przy stole z resztą klanu Marchettich. 
Jej partner znikł jednak, wymawiając się zdjęciami. Możliwe 
nawet,   że   to   prawda,   pomyślała   Fran,   gdy   zobaczyła,   że 
brakuje   również   reszty   Marchettich.   Dziewczyna   siedziała 
sama przy pustym stole. Oparła brodę na dłoniach i oddała się 
rozmyślaniom. Nagle obok niej pojawiła się Flo.

  -   Przepraszam,  że   tak   cię   porzuciliśmy,   ale   wołał   nas 

fotograf. Mogę się przysiąść? Cały wieczór miałam ochotę z 
tobą porozmawiać.

  - Oczywiście - odparła Fran i wskazała wolne krzesło. 

Zastanawiała się, o czym chce z nią porozmawiać matka

Alexa. Jak to o czym, skarciła się w myślach. Jasne, że o 

swoim synu. Fran zdecydowała, że tym razem nie dostałaby 
nagrody za inteligencję.

  - Chciałam ci za wszystko podziękować. Jedzenie było 

wyborne.

  - Nie ma za co - uśmiechnęła się Fran. - Cieszę się, że 

panu smakowało.

 - Nie tylko mnie. Wszyscy oszaleli na twoim punkcie i to 

nie tylko z powodu tych smakołyków. Ciągle mnie pytają, kim 

background image

jest   ta   śliczna   dziewczyna.   Fran,   wyglądasz   naprawdę 
cudownie - powiedziała starsza kobieta z aprobatą, oglądając 
ją od stóp do głów. - Do twarzy ci w tej sukience. Podobają mi 
się te beze i brązy, że nie wspomnę o świetnym kroju.

  -   Dziękuję   -   odparła   zarumieniona   po   wysłuchaniu 

komplementów dziewczyna.

Kremowa   sukienka   bez   rękawów   i   pasująca   do   niej 

beżowobrązowa   narzutka   były   zupełnie   nowe,   ale   Fran   nie 
zamierzała   o   tym   nikogo   informować.   Nie   chciała,   by 
pomyślano, że stara się wyglądać jak najlepiej, żeby spodobać 
się Marchettim. Chociaż była to szczera prawda.

Flo   musiała   mieć   już   prawie   sześćdziesiąt   lat,   ale 

wyglądała   o   dziesięć   lat   młodziej.   Była   szczupła   i   nieco 
wyższa od Fran. Jej siwe, krótkie włosy były modnie obcięte i 
ułożone w twarzową fryzurę.

  - Pani także świetnie wygląda - Fran zrewanżowała się 

komplementem. - To bardzo piękna suknia.

 - Jak miło, że tak sądzisz - ucieszyła się Flo i spojrzała w 

dół   na   swoją   brzoskwiniową,   długą   do   ziemi,   klasyczną 
suknię. - Chociaż z drugiej strony, jeśli moje dzieci będą dalej 
w tym tempie składać małżeńskie przysięgi, to już wkrótce 
będę miała szafę pełną takich kreacji.

 - Więc pewnie źle się pani przez to bawi - żartowała Fran.
  -   Nie   mogłabym   już   chyba   być   bardziej   szczęśliwa   - 

odparła   matka   Alexa   z   szerokim   uśmiechem.   -   A   tak 
naprawdę,   to   wcale   nie   musiałam   kupować   sukni   na   ślub 
Rosie. Ona i Steve wzięli ślub w Reno.

 - Nie wiedziałam, że uciekli, by się pobrać - zdziwiła się 

dziewczyna.

  -   To   nie   była   prawdziwa   ucieczka,   ale   jeśli   chcesz 

wiedzieć coś więcej, sama musisz ją o to zapytać. To bardzo 
romantyczna historia.

 - O tak. Z pewnością ją zapytam.

background image

 - Troje już, została jeszcze dwójka - westchnęła Flo.
Fran uśmiechnęła się uprzejmie do matki Alexa, jednak 

poczuła   dziwny   ból   w   sercu.   Spojrzała   na   rozpromienioną 
twarz kobiety. Czy ona zdaje sobie sprawę, że Alex nigdy się 
nie ożeni?

  -   Miło   spędziliście   czas   w   górach?   -   spytała   Flo, 

zmieniając temat. - Wszyscy byli bardzo zajęci ślubem i tylko 
Alex mógł ci pospieszyć na ratunek - dodała.

Fran   przyjrzała   się   twarzy   starszej   kobiety,   szukając 

jakichkolwiek oznak zmieszania. To prawda, że Joe brał dziś 
ślub, a Nick był drużbą, ale czemu nie mógł przyjechać Luke? 
Zwyciężył   jednak   rozsądek   i   Fran   nie   zaczęła   zadawać 
krępujących pytań. Jednak słowo „roiło", zdecydowanie nie 
oddawało jej nastroju sprzed tygodnia. „Frastrująco" byłoby 
bliższe prawdy. Wiedziała, że Alex jest na wyciągnięcie ręki, 
lecz nie mogła go dotknąć ani z nim być. Zgotowała sobie 
prawdziwe piekło na ziemi. Dziękowała losowi, że następnego 
dnia pogoda poprawiła się na tyle, że mogła wyjechać. Uciec, 
jeśli miałaby być szczera.

 - W górach było bardzo pięknie - powiedziała w końcu. - 

Poza powodzią, panował całkowity spokój.

Kłamczucha,   skarciła   się   Fran.   Nic   dziwnego,   że   los 

pokarał ją tym piekłem na ziemi.

  - No dobrze, nie będę cię zawstydzać, dopytując się o 

szczegóły - oznajmiła Flo. - Ale może powiesz mi coś więcej 
o tej ciekawej technice negocjacyjnej?

  -   O   pocałunku?   -   spytała   i   zaskoczona   przyjrzała   się 

matce Alexa.

Kobieta nie wyglądała na zdenerwowaną, niezadowoloną 

czy niechętną. Wyglądała jak szczęśliwa matka pana młodego.

  -   O   właśnie.   To   było   pierwsza   klasa.   I   w   dodatku 

genialne.

 - Naprawdę?

background image

  - Absolutnie. Przekonałaś go do zmiany zdania i to bez 

krzyków   i   łez.   I   bez   dąsów.   Rewelacyjny   sposób 
postępowania z pracodawcą. Ale też ryzykowny.

  - Wiedziałam, że istnieje pewne ryzyko. Ale nigdy nie 

pracowałam   z   człowiekiem   równie   sprawiedliwym   i 
rozsądnym, jak Alex.

Powstrzymała   się   od   dodania   jeszcze   takich   słów,   jak: 

przystojnym, seksownym i podniecającym.

 - Czy on wie, że jesteś w nim zakochana?
Fran, która właśnie piła wodę, zakrztusiła się. Flo usłużnie 

poklepała ją po plecach.

 - Muszę prosić, by nigdy więcej nie mówiła pani czegoś 

tak kontrowersyjnego, kiedy piję - powiedziała Fran, kiedy już 
odzyskała głos.

 - Kontrowersyjnego? Nie rozumiem?
  -   Przypisując   naszej   zawodowej   współpracy   podteksty 

osobiste - odparta chłodno dziewczyna, czując jednak, że jej 
puls gwałtownie przyśpieszył.

  -   W   końcu   jestem   jego   matką,   Fran.   Możesz   mi 

powiedzieć, co jest między wami.

 - Naprawdę nic - zaprzeczyła.
 - Ale chciałabyś, żeby było?
 - Nie. Tak. Może - pogubiła się Fran.
Dlaczego, na wszystkie świętości, omawia takie sprawy z 

matką   Alexa?   Pora   wziąć   się   w   garść,   poradziła   sobie   w 
myślach. Łatwo powiedzieć...

 - Nie jest ważne, co czuję, czy też raczej, czego nie czuję. 

Alex był ze mną zupełnie szczery. Opowiedział mi o Beth.

 - A, tak. Beth - mruknęła Flo z zaciśniętymi ustami.
 - Co takiego?
  -   Och,   nic   -   powiedziała   szybko.   -   To   była   śliczna 

dziewczyna.   Bardzo   źle   się   stało,   że   ich   związek   nie   miał 
szansy samoistnie się zakończyć.

background image

Co za dziwny dobór słów, pomyślała Fran.
  -   A   jaka   on   była?   -   spytała,   nie   mogąc   powściągnąć 

ciekawości.

  -   Piękna.   Uczyła   w   przedszkolu.   Pragnęła   być   żoną   i 

matką, prawdziwa domatorka. Była bardzo oddana Alexowi. 
Bez przerwy mu usługiwała.

Fran   mogłaby   przysiąc,   że   matka   nie   przepadała   za 

narzeczoną Alexa.

 - Czy to źle?
  - Nie - odparła kobieta bez przekonania. - Może tylko 

czasami była zbyt bezinteresowna.

 - Nie rozumiem, dlaczego to...
  -   Wybacz   mi   Fran,   kochanie.   Widzę,   że   mąż   daje   mi 

znaki. Może to oznaczać tylko dwie rzeczy. Albo mam się 
zająć   własnymi   sprawami   i   przestać   zadręczać   gości,   albo 
młodzi są gotowi do krojenia tortu.

  - Postawiłabym raczej na tort - oznajmiła Fran, widząc 

nowożeńców   idących   w   stronę   trzypiętrowej   konstrukcji   z 
ciasta.

  -   Miło   mi   było   z   tobą   rozmawiać   -   powiedziała   z 

uśmiechem matka Alexa i przyjaźnie poklepała dłoń Fran. - 
Może później dokończymy naszą rozmowę?

Gdy   dziewczyna   pokiwała   głową,   Flo   impulsywnie   ją 

przytuliła. Zanim Fran zdążyła ochłonąć, wstała i podeszła do 
młodej pary.

Przez   całą   uroczystość   Fran   czuła   się   jak   kompas.   Jej 

wzrok zawsze podążał w kierunku Alexa. Teraz też wiedziała, 
co   robi.   Stal   z   braćmi   i   śmiał   się   z   ich   żartów.   Był   tak 
przystojny,   że   aż   zabrakło   jej   tchu.   Właściwie   był 
najprzystojniejszym mężczyzną na weselu. W swym ciemnym 
garniturze   i   jedwabnej,   czarnej   koszuli   wyglądał   jak 
niebezpieczny rozrabiaka. Serce zabiło jej szybciej, a kolana 
zmiękły, gdy fantazjowała o przystojnym łobuzie. Dobrze, że 

background image

siedzę,   pomyślała.   Narobiłabym   sobie   wstydu,   gdybym 
dosłownie padła na jego widok.

Czy Flo miała rację? Czy zakochała się w Aleksie? Nie 

była   jednak   w   jego   typie.   Beth   była   wysoką   blondynką   o 
cechach   świętej,   Fran   natomiast   była   niską   brunetką   i   nikt 
przy zdrowych zmysłach nie nazwałby jej świętą. Stanowiła 
niemal   dokładne   przeciwieństwo   Beth.   Jaką   miała   szansę, 
żeby   spodobać   się   Alexowi?   Raczej   już   nie   urośnie.   Miała 
dwadzieścia pięć lat i swój obecny wzrost osiągnęła dawno 
temu. Może mogłaby rozjaśnić włosy. Jednak wiedziała, że 
blond nie pasuje do jej karnacji. Jedyną rzeczą, na jaką mogła 
mieć   wpływ,   było   jej   zachowanie.   Mogła   stać   się 
bezinteresowna i usłużna, gdyby się postarała. No niezupełnie 
tak. Mogła spróbować taką być, powiedzmy przez jeden dzień. 
Na próbę.

Kiedy   zdjęcia   już   się   skończyły,   Alex   rozejrzał   się   za 

Fran. Właśnie stanęła przy weselnym torcie. Gdy tradycji stało 
się zadość i młodzi odkroili pierwszy kawałek, dziewczyna 
wróciła do swoich obowiązków. Wynajęci kelnerzy roznosili 
desery.

Alex   usiadł   i   ułożył   swoją   marynarkę   na   sąsiednim 

krześle, rezerwując je dla Fran. Chociaż Joe umówił ich na 
dzisiejszy wieczór, Alex nie uważał tego spotkania za randkę. 
Zrobiło mu się smutno. Właśnie tego dnia, przeznaczonego 
dla   zakochanych,   najbardziej   brakowało   mu   kogoś,   komu 
mógłby podarować kwiaty, czekoladki i wysłać sentymentalną 
kartkę.

Zanim na dobre zdążył pogrążyć się w smutku, pojawił się 

przed   nim   kawałek   weselnego   tortu.   Alex   spojrzał  w  górę, 
spodziewając się zobaczyć kelnera, i ku swemu zaskoczeniu 
ujrzał Fran.

 - Dziękuję.
 - Nie ma za co. Może masz ochotę na kawę?

background image

 - To brzmi nieźle. Może usiądziesz i... - zaczaj.
Zanim   jednak   zdążył   poprosić   Fran,   by   się   do   niego 

przysiadła, dziewczyna chwyciła jego filiżankę i ruszyła na 
poszukiwania kelnera z kawą. Po chwili wróciła.

 - Proszę bardzo - powiedziała i usiadła.
  -   Dziękuję   -   odrzekł   i   rozejrzał   się   w   poszukiwaniu 

śmietanki i cukru.

  - O! Przepraszam. Zapomniałam, ze słodzisz i dodajesz 

mleczko - powiedziała i podała mu dwa srebrne naczynka.

Wsypała   jedną   łyżeczkę   cukru   i   dodała   tyle   mleka,   że 

kawa zrobiła się biała. Dokładnie taka, jaką lubił.

Był   zaskoczony,   że   zapamiętała,   jaką   pija   kawę.   Ale 

zupełnie nie mógł wyjść ze zdumienia, widząc usługującą mu 
Fran. Ktoś musiał mu ją podmienić.

 - Bardzo proszę - rzekła i przysunęła mu filiżankę.
  - Dziękuję - powiedział po raz kolejny Alex i upił łyk 

kawy. - Idealna.

 - Cieszę się, że ci smakuje.
 - No dobrze - zaczął podejrzliwie.
Jeśli dziewczyna zagięła na niego parol, to już przepadł. 

Nie znał Fran Carlino od tej strony. Co gorsze, nie był pewien, 
czy mu się podoba

  - O czym rozmawiałyście z moją  matką? - zapytał po 

chwili.

 - Och, o jedzeniu, kwiatach i modzie - odparła lekko.
 - Doprawdy? Miałaś bardzo poważną minę.
  -   Obserwowałeś   mnie?   -   Kąciki   jej   ust   uniosły   się   w 

uśmiechu.

  - Oczywiście. Przecież jesteśmy... - niemal powiedział: 

parą. - Jesteśmy razem na weselu.

  -   Rozumiem.   -   I   oprócz   zabawiania   mnie   rozmową, 

postanowiłeś spełnić swój święty obowiązek i pilnować mnie 
przez cały wieczór?

background image

Na   chwilę,   pojawiła   się   dawna   Fran,   którą   znał   i... 

Kochał? Czyżby?

Nie.   Przecież   był   jednym   z   Marchettich.   Wiedział,   że 

miłość może mu się zdarzyć tylko raz w życiu.

Przypomniał sobie Beth i jej ciągłe próby zadowolenia go. 

Nagle zdał sobie sprawę, że już od dawna za nią nie tęskni. 
Już na zawsze pozostanie w jego sercu, ale jego serce już nie 
należało do niej.

  -   Może   miałabyś   ochotę   przejść   się   na   spacer?   - 

powiedział,   zastanawiając   się   nad   dziwnym   zachowaniem 
dziewczyny.

Fran   myślała   przez   chwilę.   W   końcu   jej   twarz 

rozpromieniła się uśmiechem.

 - Tak. Byłam tak zajęta, że nie mogłam wyjść nawet na 

chwilę.

  - To chodź ze mną - powiedział, wstał i zabrał swoją 

marynarkę z jej krzesła.

 - Słyszę i jestem posłuszna, mój nieustraszony przywódco 

- powiedziała, salutując.

Alex   przewrócił   oczami.   Poprowadził   ją   przez   kuchnię, 

gdzie   obsługa   zaczynała   już   sprzątać,   aż   do   drzwi, 
wychodzących na podwórko.

 - Tam jest basen i altana - wyjaśnił. - A reszta podwórza 

jest obsiana trawą.

  - Jak pięknie - wyszeptała i spojrzała w górę, na niebo 

pełne gwiazd. - Cudowna noc - dodała i zadrżała.

 - Zmarzłaś - zauważył Alex i okrył ją swoją marynarką.
 - Dzięki.
Fran oparła się o filar drewnianej altany i otuliła szczelniej 

marynarką Alexa. Wdychała jego zapach.

 - Jak ci się podobał Ślub? - zapytał, przysunął się do niej i 

oparł dłoń o filar, tuż przy jej głowie.

 - Bardzo. Wszystko było idealne.

background image

 - A o czym naprawdę rozmawiałaś z moją matką?
 - Miedzy innymi o tobie.
 - O kurczę! I co powiedziała ci Flo?
  -   Zapewniła   mnie,   że   podziwia   moje   techniki 

negocjacyjne. Przypominał sobie rodzinną degustację. A także 
pocałunek,  który   spowodował   zamęt   w   jego   uczuciach. 
Przestań, upomniał się. Już w górskiej chacie ledwie znosił 
napięcie panujące między nimi. Przez kolejne dni nie mógł 
przestać o niej myśleć. Nawiedzała go nawet w snach. Ale gdy 
się budził, był zawsze sam w zimnym łóżku. Jednak nigdy nie 
odczuwał chłodu, gdy Fran była w pobliżu.

  -   Co   jeszcze   mówiła?   -   spytał,   wracając   do 

rzeczywistości.   -   Dość   długo   rozmawiałyście   -   dodał 
wyjaśniającym tonem.

  - O, mnóstwo rzeczy - powiedziała rozmarzona. - Nie 

wziąłeś tortu. Pójdę ci go przynieść - oznajmiła po chwili.

Alex poczuł nagły chłód. O co tu chodziło? Gdzie była 

Fran, która najchętniej ze złością cisnęłaby w niego tortem 
weselnym?   Co   stało   się   z   tą   zadziorną   dziewczyną,   która 
protestowała   przeciw   usługiwaniu   mężczyźnie?   Gdzie   w 
końcu była ta kobieta, która sprawiła, że ją zauważył?

Opuścił rękę i odsunął się od Fran. Po co ja w ogóle o niej 

myślę?

 - Nie trudź się - powiedział. - Już czas wracać do gości.

background image

ROZDZIAŁ JEDENASTY
 - Mam kłopot, mamo.
Fran   wypowiedziała   te   słowa   już   na   progu   domu 

rodziców. Od wczorajszej rozmowy z Alexem nie mogła się 
skoncentrować na pracy, więc wyszła dziś wcześniej. Nawet 
się z nim nie pożegnała. Nie potrafiła spojrzeć mu w oczy. Jej 
wczorajsze zachowanie było zbyt upokarzające.

 - Ty masz kłopot? - spytała zszokowana Aurora.
  - Nie taki. Po prostu mam mętlik w głowie - wyjaśniła 

dziewczyna.

  -   Usiądź,   kochanie   i   opowiedz   mi   wszystko,   a   ja 

przygotuję   ci   coś   do   zjedzenia.   Musisz   mieć   siłę   do   takiej 
pogawędki.

  -   Chodzi   o   Alexa   -   powiedziała   Fran,   siadając   z 

westchnieniem przy stole.

  -   Powiedz   mi   coś,   czego   nie   wiem   -   rzekła   Aurora   i 

postawiła   przed   córką   szklankę   mleka   i   talerz   domowych 
ciasteczek.   -   Kochasz   go.   Nie   rozumiem   tylko,   dlaczego 
uważasz, że to jest kłopot.

  -   Wcale   go   nie   kocham   -   zaprzeczyła   Fran,   mając 

nadzieję,   że   to   prawda.   Bała   się,   że   Alex   nie   mógłby 
odwzajemnić jej uczucia. - Spełnił się mój najgorszy koszmar. 
Stałam   się   służącą.   Przez   cały   wieczór   chodziłam   wokół 
niego.

Aurora   usiadła   naprzeciwko   córki.   Położyła   na   stole 

świeżo umyte winogrona i wzięła do ręki nożyczki. W czasie 
opowiadania Fran, pocięła wielką kiść na mniejsze części i 
ułożyła je na talerzu obok ciasteczek.

 - Musisz mówić jaśniej, Frannie.
Dziewczyna westchnęła, wzięte ciasteczko i powoli gryzła 

je, próbując poukładać myśli.

 - Alex kocha inną.
 - Nie! - krzyknęła jej matka. - To łobuz, to drań!

background image

  -   Mamo!   -   zawołała   Fran   i   roześmiała   się.   -   To   było 

dawno, a ona nie żyje. Ale on wciąż jeszcze pamięta.

 - Jakie to smutne. Ale, jak to się wiąże z usługiwaniem?
  - Nie jestem do niej podobna. Beth była ideałem. Była 

aniołem i nawet tak wyglądała. Wysoka, o złotych włosach i 
błękitnych oczach.

Aurora wstała i podeszła do kredensu, w którym trzymała 

sztućce.   Wzięła   widelec,   łyżkę   i   nóż.   Potem   sięgnęła   po 
serwetkę, którą wymyślnie złożyła. Wszystko to ułożyła przed 
córką i usiadła.

 - Skąd wiesz, jak wyglądają anioły?
  -   Skoro   ja   jestem   niska,   przysadzista   i   mam   włosy 

mysiego   koloru,   to   tak   naprawdę   nie   ma   to   najmniejszego 
znaczenia. Chodzi mi o to, jaka była.

 - Jaka?
 - Jak już mówiłam, ideał.
  -   Nie   ma   czegoś   takiego,   chociaż   rzeczywiście   nam, 

kobietom, niewiele brakuje.

Fran   westchnęła,   dokończyła   ciasteczko   i   sięgnęła   po 

winogrona.

 - Gdyby Alex był tutaj, obrałabym mu je i wyjęła pestki, 

ponieważ właśnie tak postąpiłaby Beth - oznajmiła ze złością. 
- Ona pracowała w przedszkolu. Jedyne czego pragnęła, to być 
żoną   i   matką.   Alex   ją   uwielbiał.   Ja   jestem   jej   zupełnym 
przeciwieństwem.   Od   chwili,   gdy   go   poznałam,   wciąż 
powtarzałam,   że  zależy  mi  tylko  na  karierze.  Tłumaczyłam 
mu, że dla mnie wyjście za mąż, to dokładnie to samo, co 
dobrowolnie zostać służącą.

 - Zapomniałam - wtrąciła nagle jej matka, wstając. - Mam 

jeszcze trochę twojego ulubionego sera i krakersów.

Fran wpatrzyła się w Aurorę. Odkąd przyszła, matka nie 

usiadła na dłużej niż trzydzieści sekund. Gdyby się nad tym 
zastanowić, to  właściwie  zawsze  tak było.  I to  nie  tylko  z 

background image

powodu   zachcianek   męża.   Fran   widziała,   jak   jej   matka 
obsługuje Maxa, Mike'a, Sama i Johnnego. Ją samą zresztą 
też.

 - Co robisz, mamo? - zapytała.
 - Mówiłam ci. Zaraz przyniosę ci ser i krakersiki.
 - Nie - zaprzeczyła Fran, potrząsając głową. - Chodzi mi o 

to,   że   wcale   nie   musisz   mnie   obsługiwać.   Tu   jest   dość 
jedzenia, by nakarmić mnie na resztę dnia - dodała, wskazując 
talerz.   -   Jeśli   będę   miała   na   coś   ochotę,   sama   to   sobie 
przyniosę.

 - Oczywiście, że tak. Ale ja lubię się koło ciebie krzątać, 

kochanie - wyjaśniła Aurora z rozbrajającym uśmiechem.

 - Nie chcę ci przysparzać pracy.
 - Kocham cię - powiedziała po prostu jej matka. - Gdy się 

kogoś kocha, to żadna praca.

  -   To   dlatego   obsługujesz   ojca?   Nie   czujesz   się   jak 

służąca?

 - Oczywiście, że nie - roześmiała się Aurora - On przecież 

bardzo ciężko pracuje. Ja go kocham, a on odwzajemnia to 
uczucie. Cieszę się, gdy mogę mu nieco ułatwić życie. Dbanie 
o niego w domu jest moją pracą. Ale gdybym nie miała ochoty 
tego   zrobić,   nigdy   by   mnie   nie   zmusił.   Jestem   bardzo 
szczęśliwa.

Przez   głowę   Fran   przelatywały   setki   myśli.   Zawsze 

wiedziała,   że   rodzice   się   kochają.   Jednak   wciąż   strofowała 
matkę, że bez przerwy chodzi wokół ojca. Dziewczyna nigdy 
nie   pomyślała,   że   Aurora   traktuje   tak   samo   wszystkich, 
których kocha.

 - Nigdy tak na to nie patrzyłam - przyznała Fran. Aurora 

dołożyła ciasteczek.

 - To nie sekret, że ojciec chce, byś wyszła za mąż i miała 

dzieci. Ja również, ale tylko pod warunkiem, że się zakochasz.

background image

Nie   było   żadnego:   jeśli.   Fran   była   pewna,   że   kocha 

swojego szefa. Jednak jej szanse na szczęście z Alexem były 
niewielkie.

 - Żadne z nas jednak nie chce, byś rezygnowała z siebie 

dla mężczyzny. Wszystko się ułoży, jeśli ty będziesz z siebie 
zadowolona.

 - Czy tak było z tobą, mamo?
  -   Jestem   domatorką   z   wyboru.   Zdarza   się,   że   się 

zastanawiam, jak by to było mieć wszystko naraz. I pracę, i 
rodzinę. Tobie na pewno się to uda.

 - Nie sądzę.
Fran wiedziała, że z żadnym mężczyzną nie będzie jej tak, 

jak z Alexem. A on już oddał swe serce innej.

Nagle   otworzyły   się   frontowe   drzwi   i   do   domu   wszedł 

ojciec.

 - Wróciłem! - zawołał i przyszedł prosto do kuchni. - Jaka 

miła niespodzianka. Moje dwie ulubione kobietki. Ucałował 
Fran w czoło. Potem obszedł stół, poderwał Aurorę na nogi, 
zamknął w ramionach i głośno pocałował w usta.

  - Może zostawię was samych? - zaproponowała Fran z 

uśmiechem.

  - Właśnie tego dla ciebie pragnę, Frannie - powiedział 

ojciec i mrugnął do niej porozumiewawczo.

 - Czego, tatku?
 - Mężczyzny, który pokocha cię tak, jak ja kocham twoją 

matkę. Kogoś, z kim będziesz mogła dzielić życie, bo praca to 
nie wszystko. Ona daje tylko dach nad głową i jedzenie na 
stole.

 - Nawet, jeśli to tylko mrożonki - dodała z westchnieniem 

dziewczyna.   -   Tatku,   chciałam   tylko,   żebyś   był   ze   mnie 
dumny, żebyś mnie kochał tak, jak kochasz chłopców.

Leo popatrzył poważnie na córkę.

background image

 - Naprawdę nie wiesz, jak bardzo jestem dumny z mojej 

dziewczynki? Nie wiesz, jak bardzo cię kocham?

  - Nie. Musisz mi to powiedzieć - rzekła, chociaż słowa 

ojca ogrzały jej serce.

  -   Dziecinko,   twoja   matka   wyjaśniła   mi   parę   rzeczy. 

Wiem,   że   nie   wspierałem   cię,   kiedy   wybrałaś   szkołę 
gastronomiczną.   Wykazałaś   prawdziwą   determinację   rodu 
Carlino.   I   to   większą   niż   twoi   bracia.   Byłem   zbyt   zajęty 
mówieniem ci, co masz robić i zapomniałem powiedzieć, że 
cię podziwiam. Nie możesz wątpić, że cię kocham. Chciałem 
tylko,   żebyś   była   bezpieczna.   I   szczęśliwa,   tak   jak   ja   z   tą 
kobietą.

Nachylił   się   nad   Aurorą   i   znów   z   pasją   ją   pocałował. 

Kiedy skończyli, matka czerwieniła się jak uczennica, a ojciec 
śmiał się wesoło.

Nagle   Fran   wszystko   zrozumiała   -   Ojciec   nie   miał   nic 

przeciwko wybranemu przez nią zawodowi. Chciał tylko, by 
była szczęśliwa również poza pracą. Na swój sposób próbował 
ją do tego skłonić. Dbanie o partnera nie było służeniem. To 
po prostu była miłość.

Fran   wstała   i   podeszła   do   rodziców.   Leo   Carlino 

wyciągnął   rękę   i   zamknął   córkę   w   bezpiecznym   uścisku 
ramion. Ucałował ją w czubek głowy.

 - Kocham cię, pączuszku.
 - I ja cię kocham, tatku.
Kochała też Alexa. Wiedziała jednak, że nie może się dla 

niego zmienić. To nie  byłoby w porządku wobec  niego. A 
także wobec niej samej. Zamierzała mu to powiedzieć.

Alex spojrzał na zegar. Była już szósta. Jeśli teraz wyjdzie 

z biura, wpadnie wprost w największe korki. Spóźni się co 
najmniej   pół   godziny   na   umówioną   kolację.   Ojciec   i   Luke 
poszli na mecz hokeja. Gdy tylko Alex dowiedział się, że Flo 
zostanie sama, zaprosił ją na kolację.

background image

Wstał, zebrał swoje papiery i sięgnął po marynarkę. Gdy 

odwrócił się do drzwi, zobaczył, że stoi tam Fran.

Od   wczorajszej   rozmowy   z   jego   matką   dziewczyna 

zachowywała się jak schizofreniczka. Zastanawiał się, która z 
jej osobowości się teraz ujawni. Bogini wojny, którą tak lubił, 
czy   słodka,   usłużna   dziewczynka,   która   przyprawiała   go   o 
gęsią skórkę ze strachu.

 - Cześć - powiedział niepewnie.
 - Wychodzisz?
 - Tak. Mam randkę z....
  -   A!   W   takim   razie,   to   może   poczekać   -   szybko 

powiedziała i odwróciła się. - Do zobaczenia.

 - Nie! - zawołał, podbiegł do drzwi i stanął w przejściu. 

Byli   zupełnie   sami   w   biurze,   bo   wszyscy,   nawet   jego 
sekretarka,   już   dawno   poszli   do   domów.   -   Mam   jeszcze 
chwilkę. O co chodzi?

Stała   w   drzwiach,   a   na   jej   twarzy   malowała   się 

bezbronność. Nagle zapragnął objąć ją i przytulić. Chciał ją 
chronić przed tym, czego mogła się obawiać. Nawet mimo jej 
dziwacznego zachowania, które nie dawało mu spokoju. To 
nie była Fran, którą znał i... Tak. Kochał.

 - Nie chcę cię zatrzymywać.
 - Nie zatrzymujesz mnie. O co chodzi?
  -   Do   wygaśnięcia   kontraktu   zostały   już   tylko   trzy 

tygodnie - powiedziała, patrząc mu w oczy.

 - Wiem, musimy porozmawiać...
  - Chciałam ci tylko przypomnieć, że będę potrzebowała 

referencji.

 - Co? - spytał zaskoczony.
  - Już pora, żebym zaczęła rozglądać się za następnym 

zleceniem.   Dlatego   potrzebuję   referencji.   Głównym 
powodem,   dla  którego   podjęłam   się   tej   pracy,   było   to,   że 
pchnie ona naprzód moją karierę. Pora z tego skorzystać,

background image

 - Zamierzasz odejść?
 - Przecież nie rzucam pracy. Mój kontrakt wygasa.
 - A jeśli chciałbym go odnowić?
 - Powiedziałabym: nie.
 - Dlaczego?
  - Och, wiesz, to co zwykle - powiedziała  i  wzruszyła 

ramionami.

 - Więc nie byłaś tu szczęśliwa?
  -  Praca   z   tobą   i   twoim   zespołem   była   cudownym 

doświadczeniem - powiedziała, potrząsając przecząco głową.

  - Więc dostałaś propozycję od konkurencji? - domyślił 

się,

  - Oczywiście, że nie - roześmiała się Fran.  -  Ale wciąż 

trzymam kciuki.

 - Jeśli chodzi o podwyżkę...
  -   Wynagrodzenie   jest   większe,   niż   mogłam   się 

spodziewać.

 - To pozwól mi renegocjować kontrakt.
 - Nie - ostro odmówiła.
 - Dlaczego? Czy ta praca w grill barze zrobiła się nagle 

taka atrakcyjna? A w ogóle, co w ciebie ostatnio wstąpiło?

W   jej   oczach   zapłonął   gniew,   a   na   policzki   wypłynął 

rumieniec. Pojawienie się jego dawnej Fran spowodowało, że 
chciał ją porwać w ramiona.

  -   Jeśli   już   musisz   wiedzieć,   to   nie   chcę   odnawiać 

kontraktu, bo po prostu tutaj nie pasuję.

 - O czym ty mówisz?
 - Oszukuję w siłowaniu się na rękę. Często mam ochotę 

oblać cię mlekiem. Mówię, co myślę, nie obsługuję nikogo i 
nie   mam   zamiaru   chodzić   dookoła   faceta,   dogadzać   mu   i 
dopieszczać.   Już   się   nie   zmienię.   Wczoraj   próbowałam   i 
nienawidziłam   siebie   i   ciebie.   Nawet,   gdybym   mogła   się 
zmienić, nie zrobiłabym tego. Ani dla ciebie... ani dla innego 

background image

pracodawcy - dokończyła niezręcznie, nie chcąc już bardziej 
się upokarzać.

 - Nigdy cię o to nie prosiłem - powiedział Alex, zupełnie 

nieświadomy, czego naprawdę dotyczy ta rozmowa.

Dlatego   nie   zrozumiał   głębokiej   rozpaczy   i   poczucia 

klęski, które odmalowały się w spojrzeniu Fran. Nie chciała 
się zmieniać, a on o to nie prosił. Co w tym dziwnego? Tylko 
dlaczego wyglądała tak, jakby właśnie wbił jej nóż w serce?

Mógł   przysiąc,   że   dostrzegł   łzy   w   oczach   dziewczyny, 

zanim   odwróciła   twarz.   Ale   kiedy   się   odezwała,   jej   głos 
brzmiał zupełnie spokojnie.

  -   Dobrze.   Zatem   nie   mamy   sobie   nic   więcej   do 

powiedzenia. Ja dopełnię warunków kontraktu, a ty napiszesz 
mi rekomendację.

 - Zlecę to z samego rana sekretarce.
Wybiegła   z   biura,   zanim   Alex   zdążył   pozbierać   myśli. 

Porzuciła go, zanim zdołał ją poprosić, by go nie zostawiała. 
Coś   go   jednak   powstrzymało.   Jakiś   wewnętrzny   głos 
przestrzegł   go,   że   jeśli   przekroczy   granicę,   nie   będzie   już 
powrotu. Więc jej nie zawołał.

Fran nigdy nie była jego, lecz Alex cierpiał, jakby właśnie 

ją stracił.

background image

ROZDZIAŁ DWUNASTY
 - Ja jestem tępy?
Rozzłoszczony   Alex   przyglądał   się   swojej   matce   znad 

elegancko zastawionego stołu w drogiej restauracji, do której 
ją zaprosił. Liczył na to, że Flo podniesie go na duchu. A ona? 
Zamiast, niczym lwica, bronić swego potomka, zmieszała go z 
błotem.

  - Jest mi to równie przykro mówić, jak tobie słyszeć - 

powiedziała współczująco.

Alex   miał   co   do   tego   poważne   wątpliwości.   Przecież 

wyjaśnił   Flo,   z.   jakiego   powodu   spóźnił   się   na   umówione 
spotkanie.

 - No dobrze, powiedz, co zrobiłem, żeby na to zasłużyć?
 - Chodzi o to, czego nie zrobiłeś - zaczęła mu tłumaczyć, 

jak dziecku. - Powinieneś błagać ją, żeby została, a nie chętnie 
wręczyć jej referencje.

 - Powiedziałem, że chciałbym renegocjować kontrakt, ale 

się nie zgodziła.

 - Wyjaśniła, dlaczego?
 - Powiedziała, że nie zmieni się dla żadnego mężczyzny.
  - Aha - podsumowała dziwnym tonem Flo, nie patrząc 

synowi w oczy.

 - Wcale nie podobał mi się ten dźwięk - oznajmił Alex, 

czując, że żołądek zawiązuje mu się w ciasny supeł.

To niewinne słówko zabrzmiało jak wyrok podpisany na 

niewinnego mężczyznę. Co to miało znaczyć? Po raz pierwszy 
zwierzył się Flo i liczył na zapewnienie matki, że wszystko 
będzie dobrze. Że Fran pójdzie po rozum do głowy i do niego 
wróci. To znaczy do firmy, poprawił się zaraz.

  - Co to miało znaczyć? - zapytał na głos. Matka Alexa 

upiła łyk wina i zmarszczyła brwi.

 - Cóż, niedaleko pada jabłko od jabłoni. Wygląda na to, 

że tępotę umysłową musiałeś odziedziczyć po mnie.

background image

 - Może mi to wyjaśnisz - poprosił rozbawiony Alex.
 - Obawiam się, że odejście Fran to moja wina. Alexowi 

zdecydowanie nie odpowiadało umieszczanie słów:

Fran i odejście w jednym zdaniu.
 - Jak to? - zapytał tak spokojnie, jak tylko mógł.
 - Ona cię kocha - powiedziała po prostu Flo.
Fran go kocha? Ta, która się zarzekała, że nie życzy sobie 

w swoim życiu mężczyzny? Serce zabiło mu radośnie. Wprost 
nie mógł w to uwierzyć. A może nie chciał? Gdyby uwierzył, 
sam także musiałby przyznać, co do niej czuje.

 - Mamo, zacznij od początku. Nic nie rozumiem.
Flo skubała wzięty z koszyczka kawałek ciemnego chleba.
  -   Rozmawiałyśmy   sobie   na   ślubie.   Chciałam   jej 

podziękować za wyśmienite potrawy.

 - I co? - niecierpliwie ponaglił ją Alex.
 - Wiedziałam, że między wami coś jest.
  - No, wreszcie zaczynasz dochodzić do sedna - pokiwał 

głową, wiedząc, że Flo mogłaby wygrać każdy konkurs na 
swatkę roku.

 - Zapytała mnie, jaka była Beth.
Alex pamiętał, że Fran również go o to pytała, kiedy byli 

w górach.

 - Co jej powiedziałaś?
  - Prawdę. Że Beth dbała o ciebie do przesady i że była 

zbyt bezinteresowna.

 - Co to znaczy, mamo?
 - Przestań Alex. Teraz jesteś gorzej niż tępy. To zupełnie 

do ciebie nie pasuje. Nie chcę źle mówić o zmarłej, ale Beth 
niemal kroiła ci mięsko na talerzu. Była słodką dziewczyną, a 
to   co   się   stało,   to   była   prawdziwa   tragedia.   Oddałabym 
wszystko,   gdyby   to   mogło   zapobiec   nieszczęściu,   które   ją 
spotkało. Ją i ciebie. Jednak, prawdę mówiąc, czuliśmy  się 
przy niej, jak banda nieudaczników.

background image

 - Banda nieudaczników? - spytał ze zdziwieniem.
 - Tak. I to cała rodzina. Obawialiśmy się, że ten związek 

nie pójdzie ci na zdrowie.

 - Dlaczego nikt mi o tym nie powiedział?
Rozumiał,   o   czym   mówi   jego   matka.   Sam   to   czuł,   ale 

postanowił zignorować wątpliwości. Pamiętał, że przy Beth 
dawał z siebie wszystko, ale i tak czuł, że to za mało.

 - Przecież byś jej bronił - westchnęła Flo. - Długo o tym 

rozmawialiśmy z twoim ojcem i doszliśmy do wniosku, że w 
końcu sam to dostrzeżesz. Ucieszyliśmy się, gdy postanowiłeś 
przełożyć   ślub.   Słuchaj,   chcę   ci   zadać   jedno   pytanie.   Nie 
odpowiadaj mi, tylko zastanów się nad tym, co powiem.

 - Co, mamo?
  -   Czy   z   Beth   byłeś   naprawdę   szczęśliwy?   -   spytała   i 

zamachała ręką. - Nic nie mów.

  -  Wiem,  do  czego  zmierzasz   -  powiedział,  kiwając  ze 

zrozumieniem głową.

Naprawdę wiedział. Nagle wszystko zrobiło się jasne.
 - To nie wszystko - zaczęła znów matka. - Chodzi o Fran.
 - Mów.
  -   Powiedziałam   jej,   że   jest   zupełnie   inna   niż   Beth. 

Oczywiście, w pozytywny sposób. Jednak tego nie zdążyłam 
jej wyjaśnić - powiedziała z zachmurzonym czołem i żalem w 
głosie. - Ani dodać, jaka jest świeża i cudowna. I że od dawna 
nie widziałam ciebie tak szczęśliwego.

Bingo. To dlatego tak o niego dbała w czasie przyjęcia. 

Ten  cukier,   mleczko   do   kawy   i   tort.   Chciała   pokazać,   że 
potrafi   być   oddana   i   bezinteresowna.   Chciała   być   taka   jak 
Beth. Dopiero teraz wszystko zrozumiał.

To   właśnie   jej   inność   sprawiła,   że   kochał   ją   taką,   jaka 

była. Czy Fran go kocha?

background image

To dlatego miała taki smutek w oczach, gdy powiedział, 

że   wcale   nie   chce,   by   się   zmieniała.   Pragnęła   usłyszeć,   że 
odpowiada mu taka, jaka jest.

 - Masz rację mamo, jestem tępy. Mam tylko nadzieję, że 

jeszcze nie jest za późno, by to naprawić.

Fran   ze   złamanym   sercem   wracała   do   domu.   Dziś   nie 

widziała Alexa. W jednej ręce trzymała bagietkę, którą kupiła 
w piekarni, w drugiej niosła niedawno otrzymane referencje. 
Gdy sekretarka wręczała jej dokument, Fran pragnęła, by Alex 
wyznał jej miłość i prosił, by została.

 - Jesteś beznadziejnie głupią - powiedziała do siebie.
Stanęła   przed   drzwiami   swego   mieszkania   i   zaczęła 

szukać kluczy w torebce. Kiedy spróbowała otworzyć drzwi, 
okazało   się,   że   już   są   otwarte.   Przestraszyła   się.   Czy   ktoś 
wszedł do jej mieszkania?

Wepchnęła dokument  do torebki, ujęła bagietkę niczym 

pałkę   i   powoli   uchyliła   drzwi.   Usłyszała   stłumione 
przekleństwa. Męski głos dobiegał z jej kuchni. Nagle poczuła 
jakiś cudowny zapach.

Zajrzała ostrożnie i cichutko ruszyła przedpokojem. Gdy 

dotarła do kuchni, od razu poznała mężczyznę, stojącego przy 
kuchence,

 - Alex!
Odwrócił   się   i   uśmiechnął   na   jej   widok.   Natychmiast 

podniósł ręce w geście poddania.

 - Powinnaś to odłożyć, zanim komuś stanie się krzywda - 

powiedział, z całych sił próbując się nie roześmiać.

Fran   miała   ochotę   zdzielić   go   bagietką   po   głowie.   W 

końcu opuściła rękę.

 - Co ty tu robisz?
 - Musiałem...
 - Jak się tu dostałeś?
 - Gospodarz budynku...

background image

 - Co zrobiłeś z moją kuchnią?
Fran   objęła   spojrzeniem   cały   bałagan.   Kilka   pustych 

pudełek po makaronie wysypało się z przepełnionego kosza na 
śmieci.   Na   podłodze   leżały   pogniecione   puszki   i   foliowe 
torebki.   Jeśli   się   nie   myliła,   były   to   pozostałości   po 
składnikach   wymyślonego   przez   nią   dania.   I   jeśli   się   nie 
myliła, to była już druga próba.

 - Chyba powinieneś mi to wyjaśnić - warknęła.
  -   Gdy   tylko   przestaniesz   mi   przerywać,   odpowiem   na 

wszystkie pytania.

Fran odłożyła torebkę i bagietkę na bufet. Znów groźnie 

spojrzała na Alexa.

 - Dobra. Po pierwsze, co ty tu robisz?
 - Jestem twoim szefem. Przygotowuję kolację, by wyrazić 

moje uznanie.

W sercu Fran nieśmiało zakiełkowała nadzieja.
 - Po co?
 - Żeby okazać ci mój podziw, szacunek i docenić cię.
  -   Jeśli   chciałeś,   żebym   odeszła   przed   terminem, 

wystarczyło   tylko   poprosić.   Dostałam   referencje.   Wszystko 
już zrozumiałam.

 - Przygotowałem to wczoraj, jak tylko wyszłaś. Dziś rano 

sekretarka przepisała dokument i wręczyła ci, zanim zdążyłem 
go zniszczyć - powiedział, odłożył drewnianą łyżkę, z której 
sos kapał na podłogę, i podszedł do dziewczyny. - Nie chcę, 
żebyś odchodziła Fran.

 - Jak wszedłeś do mojego mieszkania? - spytała.
Nie była pewna, czy już go o to nie pytała, ale miała taki 

zamęt   w   głowie,   że   musiała   powiedzieć   cokolwiek.   Nie 
chciała, by kiełkujące ziarenko nadziei rozkwitło w pełni.

 - Oczarowałem gospodynię.
  - Chyba będę musiała poważnie porozmawiać z Eleną - 

powiedziała,   myśląc,   że   gdyby   gospodarzem   budynku   był 

background image

mężczyzna, Alex nie dostałby się tak łatwo do jej królestwa. - 
Co zrobiłeś z moją kuchnią? Wygląda, jakbyś przygotowywał 
to samo danie dwa razy - rozejrzała się dokładniej. - Nie. Trzy 
razy. Co ty wyprawiasz?

 - Chciałem, żeby było doskonałe. Dla ciebie. Dlaczego? - 

chciała zawołać. Nie była doskonała. Nigdy nie

będzie przypominała kobiety, którą Alex kochał i stracił. 

Czemu jej tak okrutnie dokuczał?

 - Czy w ten sposób chcesz mnie namówić do pozostania 

w firmie, czy... - Fran już nie wiedziała, co myśleć.

  -   Chodzi   mi   o   obydwie   te   rzeczy   -   powiedział,   a 

dziewczyna zmiękła jak wosk.

 - Nie mogę już dłużej pracować w waszej firmie.
 - Dlaczego nie?
Bo widywanie cię co dzień i darzenie uczuciem, którego 

nie możesz odwzajemnić, złamałoby mi serce, pomyślała.

 - Po prostu nie mogę - powiedziała bezradnie.
Alex   chwycił   jej   torebkę   i   wyciągnął   z   niej   dokument, 

który leżał na samym wierzchu.

 

-   Przedsiębiorstwo   Marchettich   oznajmia 

zainteresowanym,   że   Francesca   Carlino   jest   utalentowanym 
szefem kuchni. Jest piękna i..

  -   Alex,   przecież   tego   wcale   nie   ma   w   referencjach   - 

wyszeptała bez tchu.

 - ...zadziorna, denerwująca oraz kochana. Proszę, żeby jej 

nigdzie nie zatrudniać. Musi wrócić i pracować dla mnie.

 - Alex, ja nie mogę...
Mężczyzna   przedarł   dokument   na   pół.   Złożył   resztki   i 

jeszcze raz je przedarł.

 - Czemu to zrobiłeś? - spytała osłupiała.
 - Bo nie mam zamiaru pozwolić ci odejść.

background image

 - Nie jestem właściwą osobą. Nieważne, jak bardzo będę 

się starała. Nigdy nią nie będę. Sam tak powiedziałeś. Nawet 
nie chciałeś mnie prosić, żebym się zmieniła.

 - Po co miałbym cię o to prosić, skoro już jesteś ideałem? 

I   żebyś   przypadkiem   nie   zmieniała   koloru   włosów.   - 
Żartobliwie pogroził jej palcem.

Alex pochylił się i pocałował ją. Fran oparła dłonie na 

jego szerokiej klatce piersiowej i poddała się magii pocałunku. 
Mimo   ostrzeżeń,   nadzieja   zakwitła   w   jej   sercu.  Mężczyzna 
skubał i pieścił jej wargi, dopóki żar nie oblał całego ciała 
Fran.

 - Zależy mi na tobie - wyszeptała Fran, odrywając się od 

niego. - Ale nawet, gdybym bardzo chciała, nie potrafiłabym 
się   zmienić.   Moja   mama   mi   to   uświadomiła.   A   także,   że 
dbanie   o   najbliższych   jest   przywilejem,   a   nie   karą. 
Rozmawiałam   z  rodzicami   -  powiedziała,  zaglądając   mu   w 
oczy. - Tata przyznał, że chciał po prostu mojego szczęścia. 
Chciał, żebym wyszła za kogoś, kogo pokocham. Martwił się, 
że nie zaznam takiego szczęścia, jak on z mamą.

 - Czy ty mnie kochasz?
Fran widziała prośbę w jego wzroku.
 - Tak - odpowiedziała po prostu.
Alex zamknął oczy, odetchnął z ulgą i rozluźnił napięte 

mięśnie.

 - Twoje nadskakiwanie, też mi coś uświadomiło.
 - Co takiego?
  -   Chodzi   o   Beth   -   oznajmił   i   przeciągnął   dłonią   po 

włosach. - Kochałem ją i bardzo cierpiałem, gdy umarła. Ale 
nie   była   dla   mnie   właściwą   kobietą.   Była   zbyt   idealna   - 
wyjaśnił. - Najpierw pochlebiało mi to i szalałem ze szczęścia. 
Potem próbowałem jej dorównać. Nigdy mi się to nie udało. 
Oddawała całą  siebie, a potem dokładała jeszcze trochę. To 
było wprost przytłaczające. Ja...

background image

  -   To   jeszcze   nie   wszystko?   Alex   pokiwał   głową   ze 

smutkiem.

 - Zdałem sobie sprawę, że wcale nie przełożyłem ślubu z 

powodu   pracy.   Zrobiłem   to,   ponieważ   miałem   poważne 
wątpliwości. Może nie uświadamiałem sobie tego, ale właśnie 
one powstrzymały mnie przed tym krokiem. Gdyby Beth nie 
umarła, nasz związek rozpadłby się. W końcu odkryłbym, że 
nie takiej kobiety pragnę.

  -   Zaoszczędziłoby   ci   to   bólu   i   poczucia   winy   - 

wymruczała Fran.

 - Już po wszystkim - powiedział Alex, potrząsając głową. 

- Dzięki tobie.

 - Nie rozumiem, co ja mogę z tym mieć wspólnego. Sam 

mówiłeś, że Marchetti zakochują się tylko raz w życiu.

 - Tak. Zdarza się nam tylko jedna prawdziwa miłość. Ale 

nie zaznałem jej z Beth. Gdy ujrzałem cię po raz pierwszy, 
znów odżyłem. Nie zdarzyło się to przy żadnej innej kobiecie. 
Twoja energia i upór zbudziły z powrotem moją duszę. To 
mnie przeraziło. Nie chciałem się już z nikim wiązać, bo to 
przynosiło   tylko   ból.   Ale   przy   tobie   nie   można   się   oprzeć 
ochocie do życia.

 - Naprawdę? - spytała słodko.
 - Uwielbiam, gdy polujesz na komplementy - uśmiechnął 

się,   lecz   po   chwili   znów   spoważniał.   -   Czułem   się   jak 
człowiek,   który   zbyt   długo   trwał   w   bezruchu.   Budzące   się 
uczucia sprawiały sercu ból. To normalne, że unikamy tego, 
co powoduje ból. Dlatego cię odepchnąłem.

  - Co próbujesz mi  powiedzieć? - spytała i wstrzymała 

oddech.

  - Kocham cię, Frannie Carlino. I nie obchodzi mnie, że 

nie cierpisz tego zdrobnienia. Jest tak samo słodkie, jak ty. 
Jesteś zabawna i cudowna.

background image

  -   Ty   też,   chociaż   próbowałam   sobie   wmówić,   że   to 

nieprawda. Ja też czegoś unikałam. Bałam się upokorzenia i 
bólu, gdy zostanę wykorzystana. Ale już wiem, że ty taki nie 
jesteś.

  - Chcę, żebyś została moją żoną. Zgódź się - poprosił i 

przytulił ją mocno. - Przysięgam, że gdy już zostaniesz panią 
Marchetti, stworzymy partnerski związek.

Jak mogła odmówić? Matka miała rację. Fran mogła mieć 

wszystko.   A   najlepsze   było   to,   że   będzie   dzieliła   życie   z 
mężczyzną swoich marzeń.

  -   Marzę   o   tym,   żeby   za   ciebie   wyjść.   Kocham   cię 

najmocniej,   jak   potrafię   i   chcę,   żebyś   był   szczęśliwy.   Z 
przyjemnością   zostanę   twoją   żonę   -   powiedziała   ze   łzami 
szczęścia w oczach.

 - Dzięki Bogu - wyszeptał z twarzą w jej włosach. Fran 

była szczęśliwa, ale nie mogła przestać go drażnić.

 - Aha! Chcesz dać mi nazwisko, żeby na moim przepisie 

napisano: Marchetti - powiedziała i odsunęła się trochę, by 
dobrze widzieć wyraz twarzy Alexa.

Uśmiechnął się szeroko.
 - Możliwe. Poza tym mam bardzo miłe skojarzenia z tym 

przepisem. Twoja technika negocjacyjna przyprawia mnie o 
dreszcze.

Znów ją pocałował. Fran poczuła, że jest najszczęśliwszą 

kobietą   na   ziemi.   Razem   odkryli,   że   miłość   jest   tajemnym 
składnikiem w przepisie na wieczne szczęście.