background image

RADOŚĆ CZYSTEJ MIŁOŚCI 
Jan Bilewicz 
 
 
SPIS TREŚCI 
 

Rozdział  1 -  ZA I PRZECIW

  

 

 1. Czy współżycie seksualne to dopełnienie miłości?

 

 

2. Seks nie jest potrzebą a popędem.

 

 

3. Czy podejmowanie życia płciowego pomoże w bardziej udanym wyborze męża?

 

 

4. Przedmałżeńskie doświadczenia seksualne są przeszkodą do udanego małżeństwa.

 

 

Rozdział  2 -  KOSZTY REWOLUCJI OBYCZAJOWEJ 

  

 

Rozdział  3  - TWOJE ŻYCIE DUCHOWE

  

  

Rozdział  4  - PROGRAM DLA MŁODYCH 

  

 
  

1. Wytrwale poszukuj spotkania z Chrystusem.

 

  

2. Umacniaj się Sakramentami.

 

  

3. Staraj się poznawać Chrystusa i żyć Jego Ewangelią.

 

  

4. Zachowuj umiarkowany post i skupienie.

 

  

5. Staraj się odkryć piękno i wartość czystości.

 

  

6. Umacniaj swoją wolę.

 

  

7. Uważnie dobieraj sobie przyjaciół.

 

  

8. Ogranicz do minimum albo zrezygnuj z oglądania T.V.

 

  

9. Unikaj pornografii

 

10. Zachowaj skromność w ubiorze.

 

11. Konsekwencje wykroczeń przeciw czystości obyczajów

 

12. Konsekwencje zachowania czystości przedmałżeńskiej

 

 
 
 
 
 
OD AUTORA  
 
Rozdział 1 - Za i Przeciw 
 
2.00 nad ranem w jesienną noc. Moja poduszka jest wilgotna a tusz do rzęs, z taką uwagą 
nakładany, aby zrobić na Tobie wrażenie, rozmazał sie na nosie i policzkach. Piszą, że jest 
wodoodporny, ale okazuje się, że czasami nie wystarczająco na życiowe załamania. 

background image

Kiedy  godzinę  temu  odjechałeś  urażony  w  swojej  męskiej  dumie,  uświadomiłam  sobie,  że 
wszystko  skończone.  Wprawdzie  nie  powiedziałeś  tego  wprost,  ale  wiem  że  więcej  nie 
zadzwonisz.  Usłyszałam  tylko:  "Okazałem  dosyć  cierpliwości,  3  miesiące  to  wystarczająco 
długo". Jasne! Chodzić aż 3 miesiące z dziewczyną, która do ślubu chce pozostać dziewicą! 
Dziewica i rockowy piosenkarz! Taka kombinacja to nieporozumienie. Przynajmniej byłeś na 
tyle  miły,  że  zechciałeś  być  ze  mną  przez  te  3  miesiące.  Inni  stawiają  swoje  żądania  dużo 
wcześniej. 
Nie  myśl,  że  będę  do  końca  życia  bez  chłopaka  Jest  sporo  takich,  którzy  zechcą  chodzić  z 
dziewczyną  z  zasadami,  choć  może  nie  są  to  takie  super  gwiazdy  jak  Ty.  Nie  szkodzi 
Przynajmniej będę wiedziała, że są ze mną dla mnie samej, a nie dla seksu. 
Ponieważ  jesteś  przystojny,  inteligentny,  dowcipny  i  jeszcze  na  dodatek  nieźle  śpiewasz, 
oczekujesz,  że  każda  zgodzi  się  na  wszystko,  co  zechcesz.  Rzeczywiście,  mam  wiele  takich 
przyjaciółek. Może spotkasz jeszcze niejedną z nich? Dlaczego nie ja?... Kiedy siedzieliśmy 
obok  siebie  ostatniego  wieczoru,  a  Ty  z  gniewem  patrzyłeś  na  mnie,  wszystkie  argumenty 
gdzieś mi uciekły. Mam jednak powody. Powiedziałbyś, że są idiotyczne i w tej chwili ja też 
myślę trochę podobnie. Ale być może jutro staną się one dla mnie na nowo ważne. 
Zapytałeś,  czy  to  dlatego,  że  jestem  wierząca..  Gdybym  się  zgodziła,  spowodowałoby  to 
reakcję łańcuchową i teraz widzę wszystko jeszcze wyraźniej. Nie poszłabym do Komunii św. 
w niedzielę. Chodzę na Mszę św. z całą rodziną więc bardzo by to zmartwiło rodziców. Co 
bym im powiedziała? I tak bym zraniła dwoje ludzi, których kocham A i sama czułabym się 
winna  i  być  może  w  ogóle  przestałabym  chodzić  do  kościoła.  Nie  jestem  święta,  ale  nie 
zrezygnuję ze swojej wiary. Wiele znaczy dla mnie. Wierzę w Boga i ta wiara daje mojemu 
życiu  jakąś  zdrową  pespektywę.  Chcę  być  praktykująca,  ale  dla  Ciebie,  ponieważ  nie 
wierzysz, Kościół to relikt przeszłośc
i. Po prostu nic nie rozumiesz! 
Dla naszej generacji "seksualna rewolucja" nie jest już rewolucją. Możemy stanąć z boku i 
przyjrzeć  się  jej  skutkom  Szczerze  mówiąc  nie  podoba  mi  się  to,  co  dostrzegam.  Gdybym 
patrząc na starszych znajomych czy krewnych, mogła z przekonaniem powiedzieć: "Nic im to 
nie  zaszkodziło,  są  i  tak  szczęśliwi",  może  i  zmieniłabym  zdanie.  Może  i  teraz  w  tej  chwili 
byłabym  w  twoich  ramionach.  Ale  to  nie  jest  tak.  Dostrzegam  u  tych  ludzi  wielki  brak 
szczęścia, nawet cierpienie, często przeżyli jakiś osobisty dramat, ponieśli jakąś klęskę. 
Moja starsza o rok siostra żyła ze swoim chłopakiem przez 12 miesięcy. Potem wszystko się 
rozpadło, głównie z jego powodu. Była tak zraniona całą tą sprawą! Wiele razy ostrzegała 
mnie,  bym  nie  dała  się  wciągnąć  w  podobną  sytuację.  Nie  musiała  mnie  ostrzegać. 
Wiedziałam dobrze co przeżyła... . I nawet nie była w ciąży. Nie wyobrażam sobie, co by się 
działo,  gdyby  zaszła  w  ciążę.  W  końcu  zostałaby  pewnie  "matką  samotnie  wychowującą 
dziecko".  Mało  kusząca  perspektywa!  Nie  wyszła  jeszcze  za  mąż.  Wydaje  mi  się,  ze  to 
doświadczenie tak głęboko ją zraniło, że w jakiś sposób nawet wypaczyło jej nastawienie do 
małżeństwa 
Jakie  jeszcze  powody  przychodzą  mi  do  głowy?  Wiele.  Nasze  pokolenie  widzi  skutki 
przygodnych  miłostek:  choroby,  wśród  nich  AIDS,  również  komplikacje  ginekologiczne, 
wszystkie konsekwencje przerywania ciąży. 
Jest  jeszcze  jeden  powód,  mój  przystojny  Przyjacielu,  dla  którego  chciałabym  do  ślubu 
pozostać  dziewicą.  To,  co  miało  się  rozpocząć  dzisiaj,  byłoby  luźnym  związkiem, 

background image

"chodzeniem  ze  sobą"  bez  zobowiązań.  Jak  długo  by  to  trwało?  Pół  roku,  rok?  Ale  nie 
zawsze,  to  pewne.  Ani  ja  ani  Ty  nie  jesteśmy  gotowi  do  małżeństwa  Dwie  z  moich 
przyjaciółek żyją w taki sposób. Jest to znowu początek łańcuchowej reakcji Kiedy te związki 
rozpadną  się,  przejdą  do  łóżka  kogoś  innego.  Słyszy  się  czasami,  że  dziewczyna  po 
pierwszych  doświadczeniach  żałuje  tego  i  potem  żyje  w  czystości,  ale  to  rzadkie  przypadki 
Gdyby siało się to teraz, kiedy mam 18 lat, z ilu mężczyznami jeszcze spałabym do spotkania 
tego, za którego wyjdę za mąż? Nie chcę być dla nikogo "tymczasową partnerką". Oddam się 
mężczyźnie,  z  którym  będę  żyła  już  do  końca  życia.  Nie  będzie  to  półroczne  spotkanie  się 
głównie  dla  seksu,  ale  trwający  całe  życie  odpowiedzialny  związek.  Będę  kochać  i  będę 
kochana bez rozmieniania się na drobne. 
Już 3.00. Czuję się lepiej. Powinnam ci była wszystko to powiedzieć ostatniego wieczoru. Ale 
teraz, kiedy jeszcze raz wszystko przemyślałam, lepiej poradzę sobie z tym rozstaniem.. Czy 
zobaczymy  się  na  imprezie  u  Marty?  Kto  będzie  trzymał  Cię  pod  rękę?  Czy  ściśnie  mi  się 
serce  na  Wasz  widok?  Chyba  tak.  Straciłam  Cię.  Jutro  pewnie  będę  miała  zapuchnięte  od 
płaczu  oczy,  ale  zachowałam  szacunek  dla  samej  siebie...  Chyba  więc  jednak  nie 
przegrałam... 
 
  Bywa, że młodzi ludzie decydują się na podjęcie współżycia seksualnego przed zawarciem 
małżeństwa.  Jaki  jest  sens  zachowania  czystości?  Czy  warto  być  dziewicą?  -  pytają  sami 
siebie. 
Różne  argumenty  "za"  przedmałżeńskim  seksem  może  podsuwać  środowisko  rówieśnicze, 
środki masowego przekazu, literatura. 
 
Jakie są te najbardziej popularne "za": 
 
1.  Miłość  uprawnia  do  rozpoczęcia  współżycia.  Jeżeli  para  młodych  ludzi  odda  się  sobie 
całkowicie, pogłębi i ubogaci to jeszcze ich związek. Jeżeli będzie między nimi mniej barier, 
lepiej się zrozumieją. Współżycie seksualne to naturalne dopełnienie każdej miłości. 
2. Życie seksualne jest konieczne dla higieny psychicznej. Popęd płciowy jest normalnym, 
biologicznym  impulsem  i  nie  należy  go  tłumić.  Z  postępowania  wbrew  naturze  wyniknąć 
może nerwica czy jakieś inne destruktywne skutki. 
3.  Podjęcie  współżycia  seksualnego  jest  korzystne  dla  wyboru  przyszłego  małżonka, 
ponieważ  sam  popęd  płciowy  i  zaciekawienie  nie  skłaniają  wtedy  do  zaakceptowania 
pierwszego  partnera,  który  może  być  atrakcyjny  seksualnie,  ale  który  okaże  się  później 
całkiem nieodpowiedni pod innymi względami. 
4. Potrzebne jest pewne praktyczne wychowanie seksualne.  Jeżeli dziewczyna wychodzi 
za  mąż,  nie  mając  za  sobą  żadnych  doświadczeń,  nie  powinna  się  spodziewać,  że  potrafi 
zadowolić  prawdziwego  mężczyznę.  Podobnie  i  mężczyzna  powinien  zatroszczyć  się  o 
swoją edukację seksualną, aby umieć usatysfakcjonować swoją żonę. Narzeczeni powinni też 
sprawdzić, czy są dopasowani seksualnie. 
 Przeanalizujmy  po  kolei  powyższe  argumenty,  które  na  pierwszy  rzut  oka  mogą  wydawać 
się  
 

background image

1. Czy współżycie seksualne to dopełnienie miłości? 
 
  Badania  ankietowe  Zygmunta  Jaczewskiego  wykazały,  że  tylko  15%  mężczyzn  kochało 
swoje  partnerki  w  chwili  podejmowania  współżycia.  Ponad  80%  rozpoczęło  je  -  jak  sami 
przyznają - dążąc jedynie do osiągnięcia przyjemności seksualnej. A więc to nie miłość chce 
przedmałżeńskiego współżycia, ale egoistyczne pożądanie, przynajmniej jednej ze stron. Co 
to oznacza? W takim wypadku nie traktuje się kobiety jako pełnowartościowej osoby, ale jak 
rzecz, której można używać dla własnej przyjemności. Staje się ona w takim układzie swego 
rodzaju zabawką. Ma być ładna, pociągająca i zgodzić się na wszystko, na co on ma ochotę. 
Mężczyzna chce się nią bawić, nie myśli o małżeństwie i nie ma ochoty być ojcem. Niestety 
wiele dziewcząt zgadza się na taką rolę, a wzory życia prezentowane przez środki masowego 
przekazu  utwierdzają  je  jeszcze  w  przekonaniu,  że  jest  to  rzecz  normalna,  że  "takie  jest 
życie". 
  W  okresie  dojrzewania  dominującym  mechanizmem  zachowania  dziewczyny  jest 
poszukiwanie  akceptacji.  Nawiązując  przyjaźń  ze  swoim  kolegą,  nie  tyle  szuka  zmysłowej 
przyjemności, co akceptacji siebie. Chce się komuś podobać, pragnie uznania, zrozumienia, 
trochę  czułości.  Przy  braku  aprobaty  ze  strony  środowiska  czy  rodziny,  pragnienie 
znalezienia kogoś, kto da jej poczucie wartości, nasila się. Zaczyna wtedy robić wszystko, 
żeby  zainteresować  chłopaka  sobą.  W  końcu,  chcąc  skuteczniej  zatrzymać  go  przy  sobie, 
daje  mu  "dowody  miłości".  Godzi  się  na  rolę  zabawki  seksualnej.  Nie  znajduje  jednak 
miłości, której szukała. Jest używana, a nie kochana. 
 
"Czułość,  delikatność,  których  dziewczyna  oczekuje  ze  strony  chłopaka  tracą  dla  niego 
znaczenie,  kiedy  seks  jest  łatwo  dostępny.  Staje  się  wtedy  bezosobowy,  a  często  nawet 
agresywny i wulgarny". 
(Barbara, 1. 23) 
 
Przedwczesne  doświadczenia  seksualne  dziewcząt  mogą  być  również  motywowane  chęcią 
zwrócenia  na  siebie  uwag.,  poszukiwaniem  wrażeń,  ciekawością,  wypełnieniem  wymagań 
mody  na  "nowoczesność",  itp.  Ale  nie  do  tych  celów  ma  służyć  seks.  Nie  takie  jest  jego 
wewnętrzne  przeznaczenie.  Dlatego  doświadczenia  te  odczuwane  są  często  jako 
rozczarowujące i odpychające, zamiast dawać szczęście pozostawiają niesmak: 
 
"Miałam  takie  poczucie  winy!  Nie  jestem  z  bardzo  wierzącej  rodziny,  ale  wiedzieliśmy  w 
domu co jest dobre a co złe. Nie kochałam go potem bardziej, ani nie zyskałam szacunku dla 
siebie. Nic się przez to nie polepszyło, przeciwnie wiele pogorszyło się". 
(Agnieszka, 1. 22) 
 
  Doświadczenie  życiowe  uczy,  że  przedmałżeńskie  stosunki  seksualne  zamiast  pogłębić  i 
umocnić  miłość,  niszczą  ją.  D/leje  się  tak  dlatego,  że  "partnerzy"  nie  oddają  się  sobie 
całkowicie, bo nie czynią tego na zawsze. W takim tymczasowym układzie brakuje poczucia 
emocjonalnego  bezpieczeństwa,  które  jest  podstawą  konstruktywnego  związku.  Uczucie 
wstydu  lub  poczucie  winy,  obawa  przed  wykryciem,  strach  przed  ciążą  czy  zarażeniem  się 

background image

chorobą  przenoszoną  drogą  płciową,  wątpliwości  co  do  motywów  postępowania  partnera 
sprawiają, że akt seksualny me jest prawdziwym dzieleniem się sobą z drugą osobą, jakiego 
pragnie natura ludzka; nie jest całkowitym oddaniem się sobie nawzajem, ani stapianiem się 
obojga w związek, który przerasta pojedynczego człowieka. Prawdopodobnie pozostanie na 
poziomie koncentracji na własnych doznaniach zmysłowych. Dlatego epizody tego  rodzaju 
nie  są  motorem  wzrostu  emocjonalnego,  lecz  powodują  raczej  jego  zahamowanie,  bardzo 
trudne  później  do  pokonania.  Osobowość  karłowacieje,  jeżeli  nie  jest  zaangażowana  w 
głębokie i trwałe uczucie. 
 
"Jesteśmy stworzeni do miłości, spełniamy się przez nią. Ale miłość to nie sprawa kilku minut 
spędzonych w seksualnej gorączce, to sprawa całego życia. Jeżeli jest dojrzała seks przestaje 
być najważniejszy. Najważniejszy jest dla niekochających się ludzi Współżycie bez miłości to 
zwykła  kopulacja  Może  nawet  dawać  chwilę przyjemność,  choć  i  tak  wątpliwej  jakości ale 
nie szczęście". 
(Barbara, 1. 22) 
 
"Miłość  nigdy  nie  może  zostać  zdominowana  przez  przyjemność.  Prawdziwa  miłość  jest 
zdolna  do  rezygnacji  ze  współżycia,  kiedy  dobro  ukochanej  osoby  tego  wymaga  Ludzie, 
którzy nie rozumieją, czym jest miłość, przeceniają i gloryfikują seks". 
(Andrzej, 1. 25) 
 
Podejmowanie współżycia w tak niekorzystnych warunkach, jakie daje narzeczeństwo, czy 
tylko "chodzenie ze sobą", świadczy nie tyle o miłości co o niepanowaniu i niekontrolowaniu 
siebie. W związku takim dominuje najczęściej pragnienie użycia i zmysłowość. Zmysłowość 
zaś  jest  ślepa  na  osobę.  Tak  jak  przez  pryzmat  uprzedzeń,  niechęci  czy  złości  nie  można 
dostrzec wartości innego człowieka, jego zalet i talentów, tak poprzez pryzmat zmysłowości 
widzi się w drugiej osobie głównie - jeżeli nie jedynie - ciało. 
  Narzeczony powinien dostrzec i przeżyć fakt, że nie samo ciało stanowi o kobiecości jego 
narzeczonej,  ale  przede  wszystkim  to,  że  kiedyś  będzie  matką,  że  w  jej  łonie  dokona  się 
wielka tajemnica powołania do istnienia nowego życia, że właśnie ona posiada niezastąpiony 
dar  zaopiekowania  się  potomstwem  i  otoczenia  go  matczynym  ciepłem,  że  -  jak  każda 
kobieta  -  otrzymała  wspaniałą  zdolność  obdarzania  bezinteresowną  miłością,  dzięki  której 
będzie opiekunką domowego ogniska i towarzyszką doli i niedoli całego życia. 
  Jak  się  ma  do  tego  widzenia  narzeczonej  jako  "partnerki  seksownej",  "wyzwolonej  z 
kompleksów", "interesującej"?     Zauważmy, w jaki sposób mówi się o kobietach. Rzadko 
słyszy się dziś takie określenia jak: "dobra", "uczuciowa", "miła", "mądra", "macierzyńska". 
Przeważnie  jest  "mało  ciekawa",  "ładna",  albo  najwyższa  ocena  -  "sexy".  Zmysłowość 
uniemożliwia dostrzeżenie tego, co w drugiej osobie jest najpiękniejsze i najwartościowsze. 
Dopiero  po  przezwyciężeniu  niechęci  i  uprzedzeń  do  kogoś,  odkryjemy  jego  zalety. 
Podobnie, dopiero przezwyciężenie zmysłowości, pozwoli odkryć w kobiecie jej pełnię. 
 
"Narzeczeństwo to czas uczenia się troski o drugą osobę i chronienia drugiej osoby nawet 
przed własnym pożądaniem Małżeństwo może przetrwać tylko w oparciu o szacunek i troskę 

background image

o  siebie  (...)  Myślenie,  że  życie  małżeńskie  to  seksualny  raj,  jest  czystą  fikcją  Nie  można 
stawiać  osobistego  pożądania,  nad  dobro  i  pragnienia  drugiej  osoby.  Nieopanowane 
pożądanie, które tak niszczy związki osobowe przed małżeństwem jest równie destruktywne w 
małżeństwie". 
(Tadeusz, 1. 28) 
 
  Co to jest miłość? Czy zakochanie i miłość to to samo? Zaobserwować można następującą 
prawidłowość: im więcej w danej społeczności pozamałżeńskiego seksu, tym mniej szacunku 
dla  kobiety,  tym  więcej  traktowania  jej  w  sposób  przedmiotowy,  niewolniczy,  nawet 
brutalny. Tym większe jest także niedocenianie wartości macierzyństwa i posiadania dzieci, 
a  więc  w  ogóle  rodziny.  Zauważamy,  że  zwolennicy  swobody  seksualnej  silnie  zwalczają 
rodzinę.  Najlepszym  przykładem  jest  działalność  IPPF  -  Międzynarodowej  Federacji 
Planowanego Rodzicielstwa. 
  Co  to  jest  miłość?  Czy  zakochanie  i  miłość  to  to  samo?  Miłość  to  me  tylko  uczucie, 
sympatia czy zakochanie. Dopiero przerodzić się one mogą w prawdziwą miłość. Miłość jest 
przede wszystkim darem z siebie samego dla drugiej osoby. W naszej mocy leży  danie go 
lub nie. Zakochanie się w kimś nie jest wolnym wyborem. Czy można obiecać komuś, że się 
w  nim  zakocha?  Nie,  ponieważ  leży  ono  w  sferze  emocji,  emocje  zaś  nie  są  wolne.  Nie 
możemy  obiecać,  że  zareagujemy  emocjonalnie  w  określony  sposób.  Możemy  jednak 
obiecać  miłość.  Kiedy  dwoje  ludzi  zawiera  małżeństwo,  przyrzeka sobie  wzajemną  miłość 
do końca życia. Skoro można miłość obiecać musi być ona wolnym wyborem, nie zaś jakąś 
automatyczną  emocjonalną  reakcją.  Gdyby  miłość  nie  była  wolnym  wyborem,  w  czasie 
ślubu moglibyśmy wyrazić jedynie to, co czujemy w danej chwili i mieć nadzieję, że będzie 
to trwało. Ślub jednak to obietnica, a nie przewidywanie. 
  Miłość  jest  zobowiązaniem  do  troski  o  dobro  drugiej  osoby,  a  więc  czymś  więcej  niż 
uczucie,  a  nawet  czymś  niezależnym  od  istniejących  uczuć.  Możemy  kochać,  nie 
doświadczając  stale  pozytywnych  uczuć.  Właściwie  dopóki  miłość  nie  została  sprawdzona 
przez brak wzniosłych i gorących uczuć, nie możemy być pewni, czy rzeczywiście kochamy. 
Uczucia  przychodzą  i  odchodzą,  miłość  pozostaje  i  trwa.  To,  że  jest  wolnym  aktem 
człowieka, nadaje jej powagę, wartość i znaczenie dla naszego życia. Wiążemy się z kimś 
węzłem miłości, ponieważ chcemy tego. Zobowiązanie stanowi o różnicy pomiędzy miłością 
a  zwykłą  sympatią  dla  kogoś.  Jeżeli  kogoś  kochamy,  podejmujemy  zobowiązanie. 
Wypełnienie tego zobowiązania jest miłością i dopiero to stanowi ojej istocie. 
  Mąż i żona po wielu latach małżeństwa nie patrzą na siebie tak jak dwoje umawiających się 
na  spotkanie  narzeczonych.  Jednak  w  ich  związku  jest  głębia,  wynikająca  ze  wzajemnego 
zobowiązania. 
Ono  daje  poczucie  bezpieczeństwa.  Czujemy  się  bezpieczni  tylko  w  związkach  z  tymi, 
których  miłość  do  nas  nie  jest  urokiem,  pociągiem,  ale  zobowiązaniem.  I  nasze  poczucie 
bezpieczeństwa jest tylko tak silne, jak silna jest nasza wiara w słowo drugiej osoby. 
  Czujemy się bezpieczni z braćmi czy siostrami, których czasami nawet nie bardzo lubimy. 
Dzieje się tak, ponieważ wiemy, że cokolwiek się stanie i cokolwiek będą do nas czuli, nie 
odrzucą nas, przynajmniej kiedy znajdziemy się w potrzebie. Gdybyśmy np. zachorowali i 
wymagali  stałej  opieki  do  końca  życia,  rodzice  zajęliby  się  nami.  A  kiedy  oni  by  umarli, 

background image

robiliby  to  bracia  czy  siostry.  To  jest  właśnie  miłość:  związek,  na  którym  można  polegać, 
zobowiązanie  tak  głębokie  i  radykalne  jak  ludzka  wolność.  Kiedy  zastanawiamy  się,  czy 
kochamy  kogoś  wystarczająco  mocno,  by  zawrzeć  z  nim  związek  małżeński,  zapytujemy 
samych siebie, czy chcemy i możemy podjąć zobowiązanie na całe życie. 
  Mówi  się,  że  seks  jest  wyrazem  miłości.  Skoro  jest  wyrazem  miłości,  której  istotą  jest 
zobowiązanie, to bez tego zobowiązania sam seks jest kłamstwem. 
 
"Ci, którzy współżyją przed ślubem, ponieważ "czują", że moją do tego prawo, nastawiają się 
na przyjemność. Uczą się, że pożądanie i przyjemność mogą brać górę nad obowiązkiem i 
zobowiązaniem To prosta droga do zdrady. Małżonkowie muszą robić to, co dobre dla obu 
stron, a nie to, na co mają aktualnie ochotę. Dobro małżonków i rodziny, z którego wynika 
prawdziwe  szczęście  jest  ważniejsze  niż  przyjemność.  Trzeba  je  stawiać  na  pierwszym 
miejscu i podporządkować mu swoje pragnienia i pożądania". 
(Robert, 1. 29) 
 
"Chodzimy ze sobą 3,5 roku, z czego rok byliśmy zaręczeni. Pewnego wieczoru nierozważnie 
pozwoliliśmy,  aby  nasze  pragnienia  zbytnio  się  rozpaliły  i  o  mało  nie  stało  się  owo 
przysłowiowe "to". Robert szybciej potrafił zapanować nad tą gorącą sytuacją. Powiedział: 
"Nie, nie zrobiłbym ci tego". Wtedy dopiero dokładnie uświadomiłam sobie, że rzeczywiście 
mnie  kocha.  Wszyscy  mówią:  "Taką  sytuację  trzeba  wykorzystać",  on  tymczasem  potrafił 
pomyśleć o mnie. Chodziło mu bardziej o mnie niż o siebie! Cóż za fantastyczny materiał na 
męża.." 
(Monika, 1. 24) 
 
  Stanie  się  kochającą  osobą  należy  do  największych  życiowych  osiągnięć.  Nie  sposób 
porównać  miłości  ze  wspaniałym,  ale  powierzchownym  uczuciem  zakochania.  Wiele 
młodych małżeństw stwierdza 
z przerażeniem, jak szybko zanikła ich "miłość". Nie dostrzegają, że nie nauczyli się jeszcze 
prawdziwie  kochać.  Dużo  dobrej  woli  i  pracy  trzeba,  aby  w  ogóle  stać  się  dobrym  i 
kochającym  człowiekiem,  a  nie  tylko  mieć  od  czasu  do  czasu  dobre  uczucia.  Prawdziwa 
miłość jest najbardziej trwałym ze wszystkich uczuć. Zakochanie po prostu samo się zdarza, 
jest  seksualną  albo  emocjonalną  reakcją.  Miłość  jest  natomiast  z  trudem  zdobywanym 
osiągnięciem wymagającym wiele samodyscypliny i poświęcenia. 
  Zauważmy, że "chodzenie ze sobą" jest właściwie tylko dla osób, które zaczynają poważnie 
myśleć  o  małżeństwie,  a  zwłaszcza  kiedy  wiek  na  to  pozwala  (tzn.  ok.  18-20  roku  życia). 
Podejmowane zbyt wcześnie ma negatywny wpływ na rozwój  młodego człowieka, zawęża 
bowiem kontakt z rówieśnikami, a przez to możliwość wymiany myśli i doświadczeń z nimi. 
Tym samym ogranicza także możliwości wyboru najbardziej odpowiedniego kandydata(ki) 
na męża czy żonę. 
 
2. Seks nie jest potrzebą a popędem. 
 

background image

  Czy słyszeliśmy o tym, by ktoś umarł od abstynencji seksualnej, tak jak można umrzeć np. 
z głodu lub pragnienia? Niektórzy wprawdzie robią takie wrażenie, ale nie trzeba się o nich 
specjalnie lękać. Wielu ludzi z konieczności czy z wyboru żyje bez seksu przez długie okresy 
czy nawet całe życie. 
 
"Czy celibat jest trudniejszy niż małżeństwo? Chyba nie. Uważa sie, że trzeba zrezygnować z 
wielu  rzeczy,  aby  stać  sie  celibatariuszem.  Ale  trzeba  umieć  także  zrezygnować  z  wielu 
rzeczy,  aby  stworzyć  kochające  małżeństwo.  Dobre,  szczęśliwe,  kochające  się  małżeństwo 
jest niezwykle trudne. Dobroć i miłość są trudne i tu i tu. Mądrość i dyscyplina potrzebne są 
zarówno celibatariuszowi jak i małżonkom Małżonkowie, którzy nie potrafią żyć bez seksu, 
nawet ze względu na słuszne przyczyny, nie stworzą udanego małżeństwa" 
(ks. Jan, 1. 26) 
 
  Ważne, abyśmy dostrzegali różnice między seksualnością człowieka a popędem płciowym 
zwierząt.  Mamy  skłonność  myśleć,  że  skoro  tak  samo  jak  zwierzęta  jemy,  śpimy  i 
oddychamy,  to  na  podobnych  zasadach  działamy  seksualnie.  W  takim  wypadku  mylimy 
potrzeby  (to  te,  które  muszą  być  zaspokojone  np.  pożywienia  czy  snu)  z  popędami  (to  te, 
które  chcielibyśmy  zaspokoić,  np.  popęd  seksualny).  Zwierzęta  w  czasie  rui  ślepo  idą  za 
seksualnym  impulsem.  Nie  mają  innego  wyboru.  Człowiek  jest  istotą  nieporównywalnie 
wyższą,  duchową,  zdolną  decydować  o  sobie.  Nasze  popędy  nie  muszą  być  kontrolowane 
przez  naturę,  tak  jak  u  zwierząt,  ponieważ  jesteśmy  w  stanie  kontrolować  je  sami.  Nie 
musimy  iść  bezwolnie  za  każdym  pragnieniem  seksualnym  zwłaszcza  wtedy,  kiedy  -  jak 
przewidujemy - przyniosłoby to jakąś szkodę nam samym czy drugiej osobie. 
  Seksualność  człowieka  odgrywa  dużą  rolę  w  kształtowaniu  jego  życiowych  losów. 
Praktykowanie  wstrzemięźliwości  płciowej  spotyka  się  w  wielu  duchowych  tradycjach  i 
kulturach  zarówno  Wschodu  jak  i  Zachodu.  Dostrzega  się  znaczenie  energii  seksualnej 
dążąc,  do  jej  zachowania  na  użytek  wszechstronnego  rozwoju  człowieka:  duchowego, 
emocjonalnego, fizycznego. 
  Chińscy  mistrzowie  Taoizmu  jako  pierwsi,  już  3  tys.  lat  temu  użyli  terminu  "Ching"  - 
energia  seksualna.  Oddani  rozwojowi  człowieka,  ze  swoją  genialną  samoobserwacją  i 
przemyśleniami dojrzewającymi tysiące lat, stwierdzają, że popęd seksualny jest nośnikiem 
wielkiej życiowej energii czekającej na swe żniwo. Energia seksualna to energia życia. Jej 
zasób jest ograniczony. Człowiek posiada pewien jej kapitał, który im bardziej wydatkuje na 
jeden  rodzaj  działania  (np.  współżycie  seksualne  czy  masturbację)  tym  mniej  pozostaje  na 
inne. 
  Funkcja seksualna - stwierdzają - ściśle związana jest z fizycznym i psychicznym zdrowiem 
człowieka.  Wytwarzana  stale  w  organizmie  "ching"  karmi  nas  nieustannie  dniem  i  nocą, 
pobudza każdą życiową funkcję. Ktoś, kto ją marnuje przez nadużycie seksualne podkopuje 
swoje  zdrowie,  traci  życiowe  siły,  starzeje  się  przed  czasem,  hamuje  wewnętrzny  rozwój, 
powoduje  emocjonalne  komplikacje.  Zachowanie  zaś  "ching"  stanowi  nie  tylko  podstawę 
doskonalenia  wyższych  duchowych  zdolności,  ale  jest  także  potężnym  narzędziem  auto-
terapii. 

background image

  Yoga  tantryczna  nazywa  energię  seksualną  Kundalini  Sakti  "twórczą  siłą  wszechświata", 
która niezbędna jest dla osiągnięć duchowych. 
  Szkoła Bramacharya, znana w świecie dzięki pismom Mahatmy Ghandiego i jego uczniów, 
zaleca  wstrzemięźliwość  seksualną  tym,  którzy  wstępują  na  drogę  osobowego  rozwoju. 
Ghandi mówi o transformacji niezaspokojonego popędu seksualnego w osiągnięcia ducha. 
Trzeba może jeszcze wielu dziesiątków lat, aby nauka w pełni zbadała funkcje seksualności 
człowieka.  Jej  rola  jest  wciąż  słabo  zrozumiana.  Wiemy  jedynie  sporo  o  fizjologii  życia 
seksualnego człowieka. 
 
"Jeżeli  ktoś  rozpoczyna  prowadzić  czyste  życie  zauważa,  że  medytacja  staje  się 
nieporównywalnie  łatwiejsza  niż  poprzednio.  Z  wielką  jasnością  zaczyna  rozumieć  pisma 
duchowych  mistrzów,  które  dotychczas  wydawały  się  niejasne  i  enigmatyczne.  Znajduje  w 
nich nowych przyjaciół, nowych braci. 
Człowiek  ożywa,  jest  coraz  bardziej  świadomy,  czuje  w  sobie  ogień  życia  Dopiero  teraz 
widzi, że dotąd z ledwością żył, raczej wegetował niż żył". 
(Marcin, 1. 23) 
 
  Wiemy  z  bliższej  czy  dalszej  historii,  że  w  czasie  najbardziej  intensywnej  twórczej  pracy 
geniusze na różnych polach: pisarze, filozofowie, naukowcy, politycy powstrzymywali się od 
małżeńskiego współżycia często przez wiele miesięcy. Żar seksualnej energii przelewali na 
wyższe  działanie.  Wielu  wybitnych  ludzi  znanych  było  z  wybujałego  temperamentu,  np. 
George Washington, William Shakespeare, 
  Ralp  Waldo  Emerson,  Enrico  Caruso.  Nie  stali  się  oni  jednak  ofiarami  własnej 
seksualności. Przeciwnie była ona dla nich dobroczyńcą. Służyła indywidualnym sukcesom, 
wyniosła na szczyty osobistych osiągnięć. Nie znajdziemy w historii cywilizacji człowieka, 
który  osiągnąłby  wybitny  i  trwały  sukces,  a  który  nie  potrafił  wznieść  się  ponad  swoją 
zmysłową naturę. 
 
"Większość  młodych  nie  wie  nawet,  że  popęd  seksualny  może  być  realizowany  w  sposób 
daleko ważniejszy niż fizyczne zaspokojenie. Marnuje się energię, która mogłaby tymczasem 
pomnożyć wartość wszystkiego co się robi, znaleźć wyraz w każdym działaniu. Nawet dodać 
ciepła  do  uśmiechu  i  uścisku  dłoni  Zamiast  ubogacać  człowieka  często  poniża  go,  zamiast 
służyć mu, niszczy go. 
Młody człowiek przez zachowywanie czystości kierunkuje seksualną energię na inne sfery. To 
tak, jak gdyby centralna siłownia zaczęła przekazywać energię do innej linii Poznaje wtedy 
radość twórczego życia w porównaniu, z którą niczym jest chwila zmysłowej przyjemności, 
pozostawiająca  go  wyjałowionym  i  pustym  Przestoje  myśleć  jak  najlepiej  zadowolić  swoją 
namiętność.  Zaczyna  interesować  się  głębszym  znaczeniem  rzeczy.  Pragnie  teraz,  aby 
partner życia dzielił z nim duchowe pokrewieństwo. Nie wystarcza mu proste zaspokojenie 
instynktów przy jego pomocy". 
(Maciej, 1. 20) 
 

background image

  Słyszy się czasami opinię jakoby Z. Freud uważał wszelkie tłumienie popędu seksualnego 
za  szkodliwe.  W  rzeczywistości  twierdził  on  coś  wręcz  przeciwnego:  "Uważamy,  że 
cywilizacja  została  zbudowana  dzięki  ofierze  z  zaspokojenia  prymitywnych  impulsów  (...) 
Popęd  seksualny  należy  do  najważniejszych  w  tym  celu  używanych  sił.  Jest  on 
sublimowany,  tzn.  jego  energia  kierowana  jest  z  seksualnych  celów  na  inne,  już  nie 
seksualne, a społecznie bardziej cenne".  
Po  7  latach  wytrwałych  badań  nad  wieloma  dawnymi  i  współczesnymi  cywilizacjami 
angielski  antropolog  Joseph      Unwin  wymownie  udowodnił  freudowską  tezę  mówiącą,  że 
osiągnięcia każdej cywilizacji są wynikiem sublimacji popędu seksualnego, która opiera się 
na wstrzemięźliwości. 
Unwin  rozpoczął  swoje  badania  nad  tezą  Freuda  z  nadzieją  obalenia  jej,  ale  wkrótce  był 
zmuszony wyciągnąć wniosek, że prawdopodobnie zawiera ona trudną i kłopotliwą prawdę. 
Najpierw  przebadał  kilka  dawnych  kultur  -  Sumerów,  Babilończyków,  Asyryjczyków, 
Hetytów,  Persów,  Rzymian  i  innych.  Zdumiony  wyrazistością  dowodów  przystąpił  do 
badania prymitywnych ludów. I wśród nich także 
odkrył ścisły związek pomiędzy zakresem swobody seksualnej i jakością kultury. W książce 
pt. "Sexual Regulations and Cultural Beha-viour" stwierdza, że jakość kultury jakiejkolwiek 
społeczności  zależy  od  psychicznej  i  społecznej  energii,  a  to  z  kolei  od  zakresu 
wstrzemięźliwości  seksualnej.  'Tak  bliski  jest  ten  związek,  że  jeśli  tylko  znamy  seksualne 
zasady  przyjęte  przez  daną  społeczność, możemy  dokładnie przewidzieć  formę  jej  kultury. 
(...) Można udowodnić na dowolnym przykładzie i na przestrzeni całych dziejów świata, że 
większemu  lub  mniejszemu  psychicznemu  rozwojowi  towarzyszy  ograniczenie  lub 
poszerzenie  swobody  seksualnej".  Uczony  stwierdził,  że  powiększenie  czy  pomniejszenie 
"wolności seksualnej" musi trwać 3 generacje, czyli około 60 lat, aby mieć swój kulturowy 
oddźwięk,  (to  opóźnienie  wynika  z  tego,  że  młodsze  pokolenie  potrzebuje  czasu,  aby 
nauczyć  się  nowych  reguł  postępowania).  Pierwszym  skutkiem  zmniejszenia  swobody 
seksualnej do minimum czyli do współżycia małżeńskiego jest ujawnienie się ekspansywnej 
energii.  Społeczność  stawała  się  wtedy  niezadowolona  z  ograniczeń  narzuconych  przez 
środowisko. Wewnętrzna żarliwość popychała do badania nowych lądów. Ludzie zaczynali 
patrzeć poza horyzont, który ich ojcowie uważali za granicę świata. Rozszerzał się handel, 
powstawało osadnictwo i kolonie na nowych terenach. 
  Dobrze  znana  jest  historia  o  tym,  jak  upadł  Rzym.  Warto  zwrócić  uwagę  na  fakt,  że  w 
czasie  1200  lat,  które  upłynęły  od  założenia  Rzymu,  do  upadku  Zachodniego  Imperium  4 
różne  grupy  społeczne  dominowały  w  społeczeństwie  rzymskim.  Każda  z  nich  posiadała 
większą energię wtedy, kiedy swoboda seksualna była ograniczona i każda traciła ją po tym 
jak  wolna  miłość  stawała  się  częścią  odziedziczonej  tradycji.  W  ogóle  energia  całej 
społeczności  zwiększała  się  lub  zmniejszała  w  zależności  od  przymusowej 
wstrzemięźliwości jej dominującej grupy. Grupa, która w danym społeczeństwie zachowała 
największą  wstrzemięźliwość,  posiadała  największą  energię  i  dominowała  w  nim.  Kiedy 
tylko  swoboda  seksualna  zwiększała  się  i  stosowano  mniej  rygorystyczne  zasady  życia, 
energia - czy to całej społeczności, czy to jakiejś grupy w niej - zmniejszała się, a następnie 
zupełnie zanikała. 

background image

  Najwyższy  poziom  rozwoju  kulturalnego  -  stwierdza  J.  Uwin    osiągnęły  te  społeczności, 
które pozostały wierne swoim seksualnym ograniczeniom tzn. czystości przedmałżeńskiej i 
wierności  małżeńskiej  przez  najdłuższy  czas.  W  ten  sposób  gromadziły  ogromne  zapasy 
energii społecznej, która znajdowała ujście w twórczym rozwoju -intelektualnym, religijnym, 
artystycznym. 
  Czystość  przedmałżeńska  to  nie  brak  seksualnych  pragnień.  Jest  to  wybór:  "Odkładam 
wszelką  aktywność  seksualną  aż  do  dnia  ślubu".  Nie  trzeba  zbytnio  obawiać  się  słowa 
"tłumienie". Jest ono czasami wręcz nieodzowne. Każdy np. odczuwa przynajmniej od czasu 
do czasu agresywne impulsy. Jak wyglądałoby nasze życie społeczne gdybyśmy uznali, że 
tłumienie ich jest niewskazane? 
  Młody  człowiek  szybko  wzrasta  i  dojrzewa  tylko  wtedy  gdy  potrafi  utrzymać  popęd 
seksualny w ryzach. Niezwykle silny w młodym wieku może zdominować go i nie pozwolić 
na pełny, wszechstronny rozwój. Ogień jest ciepły i przyjemny, kiedy pali się na kominku, 
niszczy, kiedy wymknie się spod kontroli. Popęd seksualny dobrze 
kontrolowany  jest  dobroczyńcą,  wspaniałym  sługą,  mocą  najszlachetniejszych  osiągnięć. 
Kiedy wymknie się spod kontroli staje się okrutnym panem, zniewalającym, upokarzającym i 
niszczącym. Czyni człowieka słabszym, gorszym, bardziej egoistycznym, mniej kochającym. 
  W  okresie  przedmałżeńskim  należy  zaakceptować  swoją  płciowość,  odkryć  jej  miejsce  w 
życiu, uznać konieczność samodyscypliny w tej sferze, a całą swoją uwagę i siły skierować 
na  rozwój  fizyczny,  intelektualny  i  duchowy.  Młodość  to  czas  świadomego  budowania 
fundamentu pod całe życie. Zwłaszcza zaś warto pielęgnować swój szczególny talent, starać 
się  być  twórczym,  stworzyć  coś  własnego,  nowego,  ważnego,  prawdziwie  wielkiego  w 
wybranym  przez  siebie  polu,  czy  to  będzie  nauka,  czy  sztuka,  służba  społeczna  albo 
działalność  religijna.  Takie  zaangażowanie  w  twórczą  pracę  czyni  życie  piękniejszym, 
szczęśliwszym  i  zapobiega  bezsensownemu  marnowaniu  go.  W  ten  sposób  dojrzewa  się 
także do szczęśliwego życia małżeńskiego. 
 
3. Czy podejmowanie życia płciowego pomoże w bardziej udanym wyborze męża? 
 
  Wręcz  przeciwnie.  Analiza  wielu  przypadków  pokazuje,  że  nader  często  prowadzi  to  do 
gorszego  lub  zgoła  żadnego  wyboru.  Faktem  jest,  że  przeciętny  mężczyzna  nadal  woli 
poślubić dziewicę. 
Załóżmy,  że  przeprowadzono  eksperyment  w  klimacie  arabskich  baśni,  w  którym  komuś 
przedstawiono dwie śliczne dziewczyny bliźniaczki, tak do siebie podobne, że nie mógł ich 
rozróżnić. Powiedziano, że ma wybrać sobie którąś z nich za żonę. Dalej poinformowano go, 
że jedna jest dziewicą, a druga miała w ciągu kilku ostatnich lat sporo miłosnych przygód... 
Czy  na  dziesięciu  zapytanych  dziewięciu  nie  wybrałoby  dziewicy?  Kiedy  natomiast 
priorytetem jest przyjemność, mężczyzna, oczywiście wybierze tę, która - jak się spodziewa - 
mu ją da. 
 
"Przebywanie  z  czystą  i  skromna  dziewczyną  to  szczególna  radość.  Emanuje  wdziękiem  To 
się widzi i czuje. Czystość jest atrakcyjna, przyciąga. Smutne natomiast, kiedy z nawet ładnej 
dziewczyny emanuje rozwydrzenie. To też się widzi" 

background image

(Mateusz, 1. 22) 
 
  Aby nie skrzywdzić kiedyś w przyszłości swojej żony, chłopak nie może dzisiaj zabawiać 
się z tą, czy tamtą. Podobnie dziewczyna. I jej przeszłość należy do ukochanej osoby, której 
w tej chwili może 
jeszcze nie zna. Miłostki, w które się teraz angażuje, z pewnością sprawią ból jej przyszłemu 
mężowi. Pragnąłby on być dumny z przeszłości swojej żony, tak jak ona z jego. Poza tym - 
co zrozumiałe - nie chciałby być porównywany ze swoimi poprzednikami. Także dla kobiety 
takie porównanie byłoby raniące. 
 
"Dziewczyna  na  jedna  noc?  Na  dwa  tygodnie?  Dwa  miesiące?  I  najważniejsze  w  tym 
wszystkim  jest  oczywiście  łóżko.  Nie,  to  nie  dla  mnie!  To  taki  sam  związek,  jak  między 
prostytutką  a jej klientem Tylko że tam się płaci a tu nie. Mieć ochotę na seks, to trochę za 
mało. Sporo razy słyszałam: "Nic ci się nie stanie", "Co ci zależy", itp. Trzeba mówić bardzo 
stanowczo  "nie".  Niektórzy  mężczyźni  uważają,  że  "nie"  kobiety  oznacza  "być  może"  albo 
"spróbuj  jeszcze  raz  mnie  przekonać".  Nie  można  pozostawiać  żadnych  wątpliwości  co  do 
granic związku. Partner musi wiedzieć, że nie będzie żadnych negocjacji 
Reakcje mężczyzny są bardzo dobrym barometrem jego charakteru. Jeżeli mimo wszystko jest 
natarczywy,  mam  do  czynienia  z  egoistą.  Lepiej  dać  sobie  spokój.  Ten  problem  to  tylko 
wierzchołek góry lodowej". 
(Ola 1. 23) 
 
  Utrata dziewictwa nie zwiększa szans na pomyślne małżeństwo!. Czasami prowadzi wręcz 
do  rezygnacji  z  niego  z  powodu  rozczarowania  do  mężczyzn.  Czasami  nie  daje  spokoju 
poczucie winy, lub zdobywa się reputację, która rani. Trudno bronić się przed złą reputacją. 
Głęboko w sercu wiemy, co jest dobre, a co złe. 
  Zdarza  się,  że  ktoś  zostaje  wciągnięty  w  małżeństwo,  które  w  innej  sytuacji  odrzuciłby. 
Myśli:  "Zaszedłem  już  tak  daleko,  że  teraz  nie  mogę  się  cofnąć".  Prawdopodobieństwo 
takiego niechcianego małżeństwa zwiększa się w przypadku niespodziewanej ciąży. 
  Okres  narzeczeństwa  ma  służyć  wzajemnemu  poznawaniu  siebie  -  nie  swoich  ciał,  ale 
swoich  charakterów,  zainteresowań,  pragnień,  dążeń,  planów  na  przyszłość.  Narzeczeni 
muszą się nauczyć pełnej samokontroli w sferze seksualnej, a w ten sposób kochania siebie, 
ze względu na to, jacy są, a nie ze względu na fizyczną atrakcyjność. 
Zjednoczenie  cielesne,  które  nastąpi  później  w  małżeństwie,  nie  będzie  wtedy  uleganiem 
namiętnościom,  wobec  których  są  bezradni,  ale  jeszcze  jednym  sposobem  obdarowywania 
(swoim ciałem) ukochanej osoby. 
 
"Rozstanie  było  dla  mnie  strasznym  doświadczeniem  Nie  mogłam  sobie  znaleźć  miejsca 
Pracowałam  po  16  godzin  na  dobę...  Wszystko  to  nauczyło  mnie  mówić  "nie".  Potrafię 
stanowczo powiedzieć: "Nie będzie nic z tych rzeczy". Teraz dopiero poznaję mężczyzn Mogą 
być dobrymi przyjaciółmi, dlaczego zaraz kochankami. 
Jednego  z  nich  znam  od  3  lat.  Przez  pierwsze  3  miesiące  byłam  zakochana  i  wszystkim 
opowiadałam,  że  pobierzemy  się.  Ale  potem  stwierdziliśmy,  że  będziemy  lepsi  jako 

background image

przyjaciele  niż  małżonkowie.  Myślę,  że  wyjdę  jeszcze  za  mąż.  Na  pewno  będzie  to  dobra 
decyzja  Seks  przeszkadza  Przestaje  się  jasno  widzieć,  czy  mężczyzna  jest  tym  jedynym 
przeznaczonym dla ciebie." 
(Ewa, 1. 28) 
 
  Koncentracja  na  sobie  i  swoich  doznaniach  czyli  zseksualizowanie  związku  staje  na 
przeszkodzie  do  poznania  drugiej  osoby.  Młodzi  zamiast  skupić  się  na  komunikacji, 
rozumieniu,  uczeniu  się  siebie,  na  omówieniu  różnych  problemów,  myślą  (zwłaszcza 
mężczyźni) o osiągnięciu seksualnego zbliżenia. 
  Niewątpliwie  złączy  ono  dwie  osoby.  Dziewczyna  może  nawet  zacząć  czuć  się  prawie 
"żoną", a przez to będzie mniej krytyczna w ocenie swego "małżonka" i nie dostrzeże, czy 
rzeczywiście  jest  on  właściwym  dla  niej  kandydatem  na  męża.  Wiele  małżeństw,  które 
później się rozpadły, nie doszłoby do skutku, gdyby nie było żadnej więzi seksualnej między 
narzeczonymi.  Seks  nie  jest  podstawą,  na  której  można  budować  związek  dwojga  ludzi, 
spłaszcza  go  do  jednego  wymiaru,  zamiast  ubogacać.  Miłość,  to  coś  znacznie  więcej  niż 
układ seksualny. Czystość otwiera drogę do głębszych związków międzyludzkich i rozwoju 
wyższej uczuciowości. 
  Przedmałżeńskie pożycie seksualne może także wprowadzić kobietę w błąd co do jego roli 
w życiu małżeńskim, zawęzić i spłycać wizję małżeństwa. Kobieta stwierdza, że narzeczony 
szczególnie nalega na współżycie i w związku z tym zaczyna myśleć, że jest ono wszystkim, 
co może mu dać. Nie dostrzega faktu, że w małżeństwie stosunek seksualny zabiera może w 
sumie jedną godzinę na sto, i chociaż ta jedna godzina jest ważna, to jednak zdolność bycia 
towarzyszką życia, opiekunką domowego ogniska i matką podczas pozostałych 99 godzin są 
również ważne, jeśli nie ważniejsze. Nie stara się rozwijać tych zdolności, sądzi bowiem, że 
nie  potrzebuje  być  niczym  innym  jak  tylko  czarującą  i  zawsze  chętną  do  pójścia  do  łóżka 
"partnerką". 
  Mąż  musi  umieć  wykazać  trochę  samokontroli  i  bezinteresowności!  Czy  zdoła  te  zalety 
osiągnąć,  jeśli  nie  nauczy  się  ich  przed  ślubem?  Jak  będzie  zachowywał  się  w  okresach 
przymusowej wstrzemięźliwości: choroby, oddzielnych wyjazdów, ciąży żony? 
  Mąż będzie bardziej ufał żonie, która zachowała dziewictwo aż do ślubu. Będzie godził się 
na to, by miała przyjaciół przeciwnej płci, gdyż wie, że potrafi powiedzieć "nie". Podobnie 
żona  bardziej  zaufa mężowi,  który  udowodnił,  że potrafi się kontrolować.  Jeżeli natomiast 
dziewczyna przed małżeństwem stanowczo nie odmówiła narzeczonemu, skąd pewność, że 
odmówi komuś innemu, zwłaszcza np. w okresach małżeńskiego kryzysu? I jeżeli on stale 
nalegał,  skąd  pewność,  że  nie  uczyni  tego  w  stosunku  do  innej,  może  bardziej  atrakcyjnej 
fizycznie kobiety? 
  Jeszcze inna tendencja może pojawić się u małżonków, którzy rozpoczęli współżycie przed 
ślubem. Powszechnie działa zasada "zakazanego owocu", który jak wiadomo smakuje lepiej. 
Jeżeli  "zakazany  owoc"  staje  się  dozwolony,  przestaje  smakować.  Trzeba  poszukać  sobie 
czegoś nowego, żeby zaradzić znudzeniu. A więc może zdrada? A może podjęcie jakiegoś 
seksualnego dziwactwa czy perwersji? 
 

background image

  Niektórym  dziewczętom  trudno  jest  powiedzieć  stanowczo  "nie".  Zawsze  jest  to  jednak 
łatwiejsze niż powiedzieć "tak" i ponosić później tego konsekwencje. 
 
"Chodzę  z  Jackiem  od  6  miesięcy.  Myślę,  że  rzeczywiście  go  kocham  Nasze  pierwsze 
spotkania były fajne. Planowaliśmy je, szliśmy gdzieś, coś robiliśmy. Ale potem było coraz 
więcej  nie  zaplanowanego  czasu...  Przy  każdym  spotkaniu  posuwaliśmy  się  trochę  dalej. 
Mówi, że mnie kocha, ale jego miłość do mnie nie jest taka jak moja do niego. Coraz bardziej 
jestem  zła  kiedy  nalega  Zaczynam  się  już  nawet  bać  naszych  spotkań,  ponieważ  wiem  że 
znów  będziemy  mieli  ten  sam  problem  Lubię,  kiedy  jemy  razem  obiad  w  szkole.  Wtedy 
możemy po prostu porozmawiać i nie trzeba martwić się o seks". 
(Grażyna, 1. 17) 
 
  Prawdą jest, że chłopcy często wywierają presję na dziewczęta, depcząc ich przekonania i 
ideały. Zasypują je argumentami, na które nie zawsze są w stanie odpowiedzieć, oskarżają o 
oziębłość, brak miłości albo zahamowania. I za to należy obwiniać chłopaka. Nie szanuje on 
swojej  dziewczyny,  odbiera  jej  wolność  własnego  wyboru.  Ale  czy  nie  należy  obwiniać 
także dziewcząt za dopuszczanie do takiego traktowania? Ile z nich tłumi swoje przekonania 
i  ideały,  aby  tylko  zadowolić  swojego  chłopaka?  Ile  dziewcząt  ulega  nie  dając  nawet  do 
zrozumienia, że powinni szanować ich wartości i uczucia na równi ze swoimi? 
  W ten sposób sprawiają wrażenie, że nie posiadają wartości godnych respektowania. Skąd 
chłopak  ma  wiedzieć,  że  dziewczyna  posiada  jakieś  głębokie  przekonania,  jeżeli  ona  nie 
domaga  się,  żeby  je  szanował?  A  jeżeli  dziewczyna  podporządkuje  swoje  uczucia,  aby 
zadowolić narzeczonego, czy przygotuje go do tego, by później w małżeństwie szanował jej 
uczucia i wartość? Czy należy się spodziewać, że młody człowiek, który przyzwyczaił się do 
otrzymywania tego co chce, zmieni swoje nastawienie po ślubie? 
  Stare  powiedzenie:  "Mężczyźni  szanują  kobiety,  które  potrafią  powiedzieć  "nie""  jest 
niezmiennie  aktualne.  Dziewczyna  ulegając  swojemu  chłopakowi  przed  małżeństwem, 
wyrządza mu taką samą krzywdę, jak on jej, wywierając na nią presję. 
  Zachowanie  czystości  jest  wspaniałą  szkołą  doskonałości.  Uczy  wewnętrznej  walki  i 
zwyciężania siebie. Jeżeli młody człowiek nauczy się być panem swej pożądliwości, będzie 
także  umiał  kontrolować  swój  gniew,  pychę,  zazdrość  i  inne  wady.  Na  tej  umiejętności 
budować można dobre małżeństwo. 
Zachowanie  czystości  przedmałżeńskiej  jest  najlepszą  szkołą  miłości,  której  podstawą  jest 
zdolność  do  wyrzekania  się  siebie.  Wśród  tych,  którzy  zrezygnowali  z  walki  o  czystość, 
trudno  znaleźć  prawdziwie  kochających.  Wielkie  ideały,  najszlachetniejsze  zasady  życia 
wymagają codziennej, żmudnej pracy nad sobą, zmagania się ze sobą. To, czym są wielcy 
tego  świata,  nie  jest  wynikiem  "uśmiechu  losu",  ale  codziennego  trudu,  który  przynosi 
równie wielką satysfakcję i radość. 
 
4. Przedmałżeńskie doświadczenia seksualne są przeszkodą do udanego małżeństwa. 
 
  Przede  wszystkim  należy  spodziewać  się,  że  warunki,  w  jakich  przebiega  przedmałżeński 
związek, nie będą zadawalające. Co gorsza, te lęki (przed odkryciem, ciążą, itp.), poczucie 

background image

winy, inne negatywne emocje mogą być na trwałe skojarzone ze współżyciem i przenoszone 
później na sytuację małżeńską, upośledzając przez to przeżywanie aktu małżeńskiego. 
  Przedmałżeńska  koncepcja  seksu  jest  zawsze  fałszywa,  tzn.  partnerzy  nie  realizują  jego 
właściwego  przeznaczenia.  Dzieje  się  tak  dlatego,  że  istotą  seksualnego  aktu  jest 
obdarowanie  sobą  współmałżonka.  Jest  to  ciągle  ponawiany  akt  jednoczenia  pragnień, 
zamiarów,  celów,  myśli,  stapianie  się  nie  tylko  ciał,  ale  przede  wszystkim  dusz.  Jest 
głębokim  aktem  złączenia  swego  życia  z  życiem  małżonka.  Może  być  takim  tylko  wtedy, 
jeżeli jest darem z siebie na zawsze. Przedmałżeńskie współżycie nie spełnia tego warunku. 
Narzeczem nie są jeszcze małżonkami i mogą w każdej chwili, nawet na dzień przed ślubem, 
bez  żadnych  konsekwencji  i  zobowiązań  rozstać  się.  Nikt  nie  broni  ich  związku. 
Powiedzielibyśmy  w  takim  przypadku:  "Szkoda,  ale  mieli  przecież  prawo  to  zrobić". 
Narzeczeni mniej lub bardziej uświadamiają sobie fakt, że ich właściwa droga jeszcze się nie 
rozpoczęła. Mają wciąż poczucie tymczasowości. Dlatego też oddanie się sobie i zawierzenie 
nie mogą być pełne. 
  Dopiero wzajemne ślubowanie złożone wobec świadków: rodzin, przedstawicieli państwa i 
Kościoła jest gwarancją dobrych intencji i podstawą złączenia całego swego życia z życiem 
współmałżonka.  Małżeństwa  brom  teraz  Kościół  całą  swą  powagą  i  autorytetem,  a  także 
przynajmniej częściowo bronią go prawo cywilne i  opinia społeczna. Daje to konieczne do 
wzajemnego oddania się sobie poczucie bezpieczeństwa i stałości. 
  Dziewczyna,  jak  już  zostało  powiedziane,  może  czuć  się  w  przedmałżeńskim  związku 
dowartościowana.  Czasami  ze  swoim  kolegą  jest  jej  lepiej  niż  we  własnym  domu,  gdzie 
bywa nie w pełni akceptowana. Chłopak okazuje jej swoje zainteresowanie, daje wyraz temu, 
że  jest  dla  niego  atrakcyjna.  Seksu  dziewczyna  zacznie  używać  po  to,  aby  uporać  się  z 
poczuciem samotności czy nieadekwatności. W ten sposób rozwinie w sobie pewien schemat 
reagowania  -  tym  mocniejszy,  im  dłużej  trwa  tego  rodzaju  związek.  W  takim  kontekście 
wychodzi za mąż. Kiedy pojawi się jakiś zły nastrój, zmartwienie, niepowodzenie, tak samo 
jak  kiedyś,  będzie  szukała  we  współżyciu  upewnienia,  że  wszystko  jest  w  porządku. 
Stosunek podejmowany z taką motywacją będzie daleki od tego, czym mógłby być i czym 
być powinien. 
  Mężczyźnie,  który  nie  nauczył  się  kontrolować  cielesnych  pożądań,  chodzi  o  zwykłe 
rozładowanie napięcia seksualnego, czyli po prostu o przyjemność. Kobieta ulegając, rozwija 
w nim egoistyczny schemat myślenia: "Mam ochotę na seks i chcę abyś mi służyła swoim 
ciałem.  To  jest  moje  prawo".  Nie  może  być  gorszego  przygotowania  do  małżeństwa.  Ten 
schemat może spowodować traktowanie stosunku jako swego rodzaju nawyku. 
  Jeżeli  kiedyś  w  przyszłości  mężczyzna  nie  otrzyma  należnej  mu  porcji  seksu,  odczuje 
psychiczny  dyskomfort,  podobnie  jak  np.  palacz,  którego  pozbawiono  papierosów.  Ten 
nieprzyjemny stan będzie 
się  starał  uśmierzyć  przez  domaganie  się,  nawet  brutalnie,  spełnienia  przez  żonę  jej 
"powinności".  Żona  w  takiej  relacji  staje  się  przedmiotem  użycia,  co  często  wyraźnie 
odczuwa. Jest to cena, jaką płaci za dawną zgodę na przedmałżeński związek. 
 
"Mój mąż traktuje mnie jak rzecz, która nie ma dla niego specjalnej wartości Nie okazuje mi 
nigdy żadnego uczucia, nie darzy miłością, nie zwierza sie". 

background image

(Maria, 1. 28) 
 
  Nastawienie  na  przyjemność  może  zmienić  stosunek  seksualny  w  kwestię  techniczną. 
Uważa  się  coraz  częściej,  że  im  więcej  przyjemności  może  dać  mężczyźnie  kobieta  i 
odwrotnie,  tym  lepiej.  Taką  koncepcję  współżycia  należy  nazwać  masturbacyjną,  skoro 
pracuje się nad tym, by dać samą przyjemność, czyją osiągnąć. Nieprzezwyciężony nawyk 
masturbacji  może  leżeć  u  podstaw  tej  koncepcji.  Kobieta  daje  więcej  "satysfakcji".  Nadal 
jednak  najważniejsza  pozostaje przyjemność, osoba  schodzi na  dalszy  plan  i  ma  być  tylko 
środkiem do celu. 
 
"Kobieta wie, kiedy mężczyzna uprawia masturbację przy pomocy jej ciała Najtragiczniejsze, 
że  bywa  on  zadowolony  z  tego  stanu  rzeczy  ponieważ  myśli,  że  na  tym  właśnie  polega 
współżycie.  Bagaż  doświadczeń  jaki  wnosi  się  do  małżeństwa  czasami  czyni  nas  kalekami 
Tylko  ci  którzy  nauczyli  się  od  siebie  wymagać,  przygotowani  są  do  seksualnego 
funkcjonowania". 
(Iza, 1. 26) 
 
  Człowiek, zwłaszcza młody, ma tendencję do myślenia, że może robić cokolwiek zechce i 
nie  będzie  to  miało  większego  wpływu  na  jego  przyszłość.  To,  jakie  znaczenie  ma 
współżycie  dla  młodych  małżonków,  zależy  od  tego,  jakiego  znaczenia  nabrało  w  ich 
wcześniejszych  doświadczeniach.  Jeżeli  służyło  do  rozładowania  napięcia  seksualnego, 
zatrzymania  kogoś  przy  sobie,  uniknięcia  samotności,  udowodnienia  swojej  atrakcyjności, 
partnerzy  wyrobili  w  sobie  taki  sposób  jego  traktowania  i  przeżywania,  utrwalili  w  sobie 
przekonanie, że takie jest jego przeznaczenie. Tę nieadekwatną i niedojrzałą koncepcję seksu 
wnoszą  w  małżeństwo.  Złe  nastawienia,  złe  wzory  reagowania  stają  się  barierą  do 
zrozumienia  i  doświadczenia,  czym  małżeńskie  współżycie  mogłoby  być.  Im  więc  mniej 
doświadczeń  ma  osoba  wstępująca  w  małżeństwo,  tym  mniej  trzeba  uleczyć  i  naprawić. 
Jeżeli ktoś używał seksu przez wiele miesięcy czy nawet lat w jakimś określonym znaczeniu, 
czy w chwili otrzymania świadectwa zawarcia ślubu, zacznie go używać w zupełnie innym 
znaczeniu? Człowiek warunkuje się także w tej sferze. 
 
Jesteśmy  małżeństwem  od  2  lat.  Współżyjemy  z  żoną  dosyć  rzadko.  Jest  w  naszym 
codziennym  obcowaniu  sporo  napięcia  seksualnego,  ale  potrafimy  je  łatwo  kontrolować. 
Zmienia  się  ono  we  wzajemną  czułość  i  delikatność.  Na  pewno  tak  jest.  Myślę,  że  nawet 
innych przez to kochamy bardziej. Współżycie pozbawia mnie tego ciepła. Wstrzemięźliwość 
jest jak ładowanie akumulatorów. 
Jeżeli już mówimy o fizycznej stronie naszego związku: jest w naszym fizycznym obcowaniu 
sporo - powiedziałbym - dziecinnej niewinności Nie tyle pożądam żonę, co raczej zachwycam 
się  nią,  również  jej  ciałem  Jest  doskonalsze  niż  greckie  rzeźby:  choć  może  nie  tak 
proporcjonalne,  ale żywe...  kochające...,  oddane.  Tak  misternie  stworzone!  Czuję  szacunek 
do niego. 
Kiedyś inaczej patrzyłem na kobiety. Wyzbyłem się zmysłowości Sporo mnie to kosztowało: 
to prawda że żyłem jak mnich, ale otworzył sie przede mną zupełnie nowy świat." 

background image

(Andrzej, 1. 27) 
 
  Wiele  kobiet prowadzących  przedmałżeńskie  życie  seksualne nie osiąga pełnej  satysfakcji 
(chociaż czasami okłamują partnerów i udają, że ją osiągają, aby ich nie zawieść lub nie być 
posądzonymi o oziębłość). Kobieta aby normalnie reagować seksualnie, potrzebuje poczucia 
bezpieczeństwa,  które  daje  stabilne,  trwałe  małżeństwo,  a  nie  tylko  bodźca  erotycznego. 
Dlatego  przedmałżeńskie  współżycie  nie  może  być  prawdziwym  testem  "dopasowania". 
Zresztą  ktoś,  kto  proponuje  współżycie  w  takim  celu  mówi,  że  ważniejsze  są  dla  niego 
seksualne przyjemności, które będzie lub nie będzie miał, niż osoba partnera. 
  Jeżeli dziewczyna nie osiągnie oczekiwanej satysfakcji (w sytuacji pełnej ufności i oddania 
zareagowałaby inaczej), może zacząć myśleć, że "coś z nią nie jest tak" i wytworzy w sobie 
kompleks  prowadzący  do  coraz  bardziej  desperackich  prób  znalezienia  mężczyzny,  który 
uwolniłby ją od mego. Zaczyna niepokoić się, co pogarsza jeszcze jej sposób przeżywania 
współżycia.  Każde następne niepowodzenie pogłębia trudności.  Rezultatem  tego  może być 
nerwica, uniemożliwiająca, bez terapii, udane współżycie małżeńskie w późniejszym czasie. 
  W małżeństwie zakłada się z góry, że pierwsze stosunki nie będą tak doskonałe, jak te kilka 
miesięcy czy lat później. Mąż z żoną współpracują w związku trwającym całe życie, mają 
czas i mogą sobie pozwolić na powolne doskonalenie. 
  Akt małżeński może być wyrazem miłości małżonków, (a taki jest obok prokreacji jego cel) 
jeżeli  jest  wolnym  darem  z  siebie.  Wolnym,  a  więc  nie  wymuszonym  przez  działanie 
popędu. Darem, a więc podejmowanym nie z myślą o sobie, ale tylko wtedy gdy wiadomo, 
że sprawi współmałżonkowi radość, jaką ma się z czegoś upragnionego i oczekiwanego. Im 
bardziej akt małżeński będzie aktem miłości, tym mniejsze znaczenie będzie miała zmysłowa 
przyjemność. Bardziej istotną będzie radość: "że dajesz mi siebie, że powierzasz mi siebie, 
obdarowujesz sobą i że jest to dar bezinteresowny, że nie myślisz o sobie, co znaczy, że mnie 
kochasz". 
  Poczucie,  że  jest  się  kochanym  daje  radość,  która  jest  ważniejsza  niż  zmysłowa 
przyjemność. Taką radość można sprawić także powstrzymując się od współżycia: "Z myślą 
o mnie, o moim zmęczeniu, złym samopoczuciu zaniechałeś współżycia. Nie nalegałeś, bo 
mnie kochasz". 
  Opanowanie  siebie  staje  się  okazją  do  wielkiej  szczodrobliwości,  z  której  wypływa 
prawdziwe, głębokie szczęście dla obu stron. Szczyt rozkoszy seksualnej trwa tylko chwilę, 
prawdziwa radość jest w dawaniu, a nie w braniu. Chwila przyjemności, a trwałe szczęście i 
radość to dwie zupełnie różne rzeczy. 
I  odwrotnie,  akt  małżeński  może  dawać  zmysłową  przyjemność,  a  przy  tym  sprawić 
przykrość,  być  wyrazem  braku  miłości,  szacunku  i  odpowiedzialności:  "Chodzi  ci  nie  o 
mnie,  a  jedynie  o  moje  ciało.  Potrzebna  ci  jestem  tylko  jako  środek  do  zaspokojenia 
namiętności".  I  nawet  jeżeli  partnerzy  osiągną  zadowolenie  seksualne,  całe  współżycie 
będzie w końcu budziło niesmak. 
  Seks jest językiem miłości, ma wyrażać jedność, takie jest jego wewnętrzne przeznaczenie. 
Kiedy nie spełnia go, ram. Jest przyjemność, ale nie ma radości zjednoczenia z osobą, którą 
się kocha. 
 

background image

"Pobraliśmy  się  10  lat  temu  Mamy  troje  dzieci  Współżycie  doje  nam  coraz  więcej 
zadowolenia. Wynika to z tego, że wspólnie wiele przeżyliśmy, wiele nas łączy, zwiększyła się 
nasza zażyłość, umocniła miłość. Małżonkowie wnoszą we współżycie to wszystko. Seks jest 
jak dobre wino, z wiekiem staje się coraz lepszy." 
(Teresa, 1. 30) 
 
  Płciowość  nie  została  dana  człowiekowi  jako  źródło  przyjemności.  Zbliżenie  cielesne  nie 
może  zostać  sprowadzone  do  zaspokojenia  instynktownych  potrzeb,  ale  musi  stać  się 
wzajemnym darem, który uszczęśliwia ukochaną osobę, znakiem jedności nie tylko ciała, ale 
i dusz. Pożądanie zmysłowe trzeba podporządkować miłości. 
 
Uważam  że  małżeństwo  musi  opierać  się  na  wzajemnym  zrozumieniu,  zaufaniu  i  zdolności 
poświęcenia się dla drugiego człowieka Jeżeli mężczyzna poślubi kobietę ze względu na jej 
ciało, nigdy nie znajdzie pełnego zadowolenia w małżeństwie, gdyż każdy z nas potrzebuje 
przede wszystkim "duszy kobiety". 
(Marek, 1. 25) 
 
  Trzeba  pamiętać,  że  miłość  wyraża  się  nie  tylko  przez  seksualne  współżycie.  Będzie  jej 
tyle, ile odpowiedzialności i troski o drugą osobę, wzajemnej ofiarnej służby, przebaczenia, 
cierpliwości. 
  Zwraca uwagę fakt, że pierwszy akt płciowy ma wartość, której nie posiada żaden inny. Nie 
można  wymazać  z  pamięci,  zwłaszcza  kobiety,  klimatu  pierwszego  współżycia.  Jest  on, 
mówiąc obrazowo, motywem koncertu trwającego całe życie. 
  Nie  zaczyna  się  symfonii  od  dysonansu.  Jeżeli  pierwszy  akt  płciowy  jest  zwykłym 
wykorzystaniem drugiej osoby, albo stanowi paniczną próbę uwolnienia się od kompleksów, 
lub  jest  prostym  uleganiem  namowom  trudno  będzie  potem  zmienić  ten  dysonans.  Uraz 
pozostanie zmieniając sposób przeżywania płciowości. Jeżeli natomiast jest znakiem miłości, 
danym  sobie  nawzajem  przez  dwie  osoby  złączone  w  związek,  trwający  do  końca  życia, 
rozwinie się w harmonię. 
 
  Narzeczeni, którzy w czystości dotrwają do dnia ślubu przeżywają w ten dzień radość pełną, 
sięgającą dna serca Ale to mało. Z perspektywy 16 lat małżeństwa mogę jeszcze powiedzieć, 
że  radość  ta  nie  pomniejsza  się,  ale  z  roku  na  rok  stale  rośnie,  opromieniając  dobrze 
odczuwalnym  ciepłem  cały  związek.  Do  tego  dochodzi  całkiem  uzasadniona  duma  i 
satysfakcja  że  jednak  mimo  wielu  trudności,  mimo  tego,  że  "świat"  żyje  inaczej,  byliśmy 
zawsze  tylko  dla  siebie.  Jest  to  bardzo  pomocne  w  zachowaniu  wierności  i  przetrzymaniu 
nawet  najgłębszych  kryzysów  małżeńskich.  Daje  nadzieję  na  przyszłość,  bo  przecież  jeśli 
moja przeszłość była darem dla ciebie i jest nim moje "teraz" to wierzę, że będzie nim także 
przyszłość". 
(Ewa, 1. 40) 
 

background image

  Czym  będzie  akt  małżeński  dla  dziewiczych  małżonków?  Zachowali  dar  swoich  ciał,  by 
teraz obdarzyć nim siebie. Musieli niejednokrotnie staczać wewnętrzne walki, aby pozostał 
nienaruszony. 
  Zdobycie  go  kosztowało  wiele  trudu,  ale  przez  to  nabrał  wartości.  Nawet  kiedy 
małżonkowie nie  znali się  jeszcze,  każda pokonana pokusa  cielesna była  wyrazem  miłości 
dla  przyszłego  współmałżonka.  Pierwszy  akt  małżeński  jest  więc,  można  powiedzieć, 
podniosłym, uroczystym wydarzeniem. Biorący w nim udział obdarowują siebie czymś, na 
co pracowali w trudzie przez wiele lat, a przy tym jest to najbardziej intymna cząstka siebie, 
rezerwowana i ochraniana tylko dla tej jedynej osoby. 
  Taki akt małżeński jest czymś nieskończenie większym niż samą zmysłową przyjemnością i 
nawet jeżeli tej przyjemności zupełnie zabraknie (co może mieć miejsce w wypadku kobiety) 
nie pomniejszy to jego znaczenia. 
Przez  przedmałżeńskie  współżycie  trwoni  się  ten  dar.  Nie  przynosi  się  już  drugiej  osobie 
czegoś  zachowanego  wyłącznie  dla  niej.  Bywa,  że  ma  on  (ona)  do  dania  niewiele  ponad 
zmysłową przyjemność, ale jest to w sumie niewiele. Brak zadowolenia seksualnego staje się 
tym  większym  problemem  dla  małżonków,  im  mniej  mają  sobie  do  dania  poza 
przyjemnością. 
  Oddanie się sobie dziewiczych małżonków, w kontekście nierozerwalnego (a więc dającego 
poczucie bezpieczeństwa) związku małżeńskiego, mocno zwiąże ich ze sobą. Będzie to silny 
fundament dla głębokiej jedności na dobre i złe, uzdalniający do podejmowania najbardziej 
ambitnych  życiowych  rodzinnych  i  małżeńskich  zadań,  realizowania  najbardziej 
szlachetnych planów, pokonywania różnych życiowych przeszkód i małżeńskich konfliktów. 
W takim związku małżonkowie będą silni zaufaniem do siebie i oddaniem sobie. 
  Dopiero silne małżeństwo otwiera się na nowe życie. Zrodzenie i wychowanie potomstwa 
jest wspaniałym, ale i trudnym zadaniem. 
  Dlatego w związku niestabilnym, mało ufnym, w którym małżonkowie nie bardzo liczą na 
siebie,  pojawi  się  lęk  przed  dzieckiem.  Stąd  już  krok  do  stosowania  środków 
antykoncepcyjnych, a gdy zawiodą zaczyna się myśleć o tzw. "przerywaniu ciąży". 
 
  To,  jak  widzimy  świat,  zależy  nie  tylko  od  informacji  jakie  o  nim  posiadamy,  własnych 
doświadczeń,  przemyśleń,  tego  wszystkiego,  co  wynosi  się  ze  środowiska  rodzinnego  czy 
rówieśniczego itd.  Są  jeszcze inne  wewnętrzne  uwarunkowania,  często nawet  silniejsze od 
wyżej wymienionych. Na przykład człowiek chciwy patrzy na drugiego jak na potencjalne 
źródło dochodów i nie wesprze nawet kogoś bardzo potrzebującego. Ktoś hojny i kochający 
ubogich, zareagowałby w tej samej sytuacji zupełnie inaczej. 
  Drzemią w każdym z nas różnego rodzaju namiętności: chciwość, pycha, nienawiść, gniew, 
zmysłowość,  które  zawładną  nami,  gdy  zaczniemy  im  ulegać.  Zniewolą  nas,  wykrzywią 
widzenie i przeżywanie świata. 
  Młodemu  człowiekowi  łatwo  jest  ulec  zmysłowości.  Kiedy  raz  zacznie  ją  karmić,  coraz 
bardziej  będzie  widział  i  przeżywał  świat  przez  jej  pryzmat.  Coraz  bardziej  miłość  będzie 
rozumiana  jako  środek  do  zaspokojenia  namiętności,  małżeństwo  jako  zalegalizowane 
współżycie,  akt  małżeński  jako  sposób  na  rozładowanie  napięcia  seksualnego,  samo  zaś 
życie jako czas poszukiwania przyjemności i wrażeń. 

background image

  Tymczasem miłość to coś nieskończenie więcej niż pożądanie, kobieta to coś nieskończenie 
więcej niż ciało, małżeństwo nieskończenie więcej niż układ seksualny... To "nieskończenie" 
będziemy odkrywać proporcjonalnie do zdolności kontrolowania w sobie zmysłowości. 
 
Zanim  przejdziesz do  czytania następnego  rozdziału,  spróbuj spokojnie zastanowić  się  nad 
poniższymi pytaniami i uczciwie na nie odpowiedzieć. 
1. Jak rozumiem wolność? Być wolnym znaczy dla mnie  móc robić to, na co mam  ochotę, 
nawet jeżeli jest to destruktywne, albo też móc robić to, co służy mojemu osobistemu dobru 
czy dobru innych? 
2.  Czy  ktoś, kto stale  mówi  o seksie i  poszukuje go, chodzi co  miesiąc  z inną dziewczyną, 
ogląda  pornograficzne  filmy,  itp.  jest  wolny?  Jeżeli  potrafię  sobie  powiedzieć:  "Seks, 
owszem,  ale  po  ślubie",  znaczy  to,  że  jestem  wolny  albo  uzależniony  od  biologicznych 
funkcji ciała? 
3. Czy pozytywne uczucia zawsze wskazują na to, co czym mnie lepszym, a negatywne na to 
co czyni mnie gorszym? Czy uczucia mogą zastąpić zasady moralne? 
4. Czy jestem człowiekiem z zasadami? Czy potrafię żyć według tych zasad, nawet jeżeli nie 
akceptuje ich otoczenie? 
5.  25-letni  Mozart  wyznaje  w  jednym  z  listów,  że  nigdy  dotąd  nie  dotknął  kobiety,  choć 
tęsknił  za  miłością  i  małżeństwem.  Nie  stać  go  jednak  było  na  małżeństwo,  a  związek 
pozamałżeński był dla niego 
odpychający.  Czy  określiłbyś  postawę  Mozarta  jako  "staroświecką"?  Czy  to  czasy  się 
zmieniły  albo  część  młodych  zatraciła  poczucie  świętości  związku  małżeńskiego  i  zła 
związku przedmałżeńskiego?  
6.  Jeżeli  będę  stawał  się  coraz  lepszy(a),  zwiększam  czy  zmniejszam  swoje  szanse  na 
znalezienie dobrej żony(męża), a w konsekwencji stworzenie dobrego małżeństwa i rodziny? 
Czy udane małżeństwo to kwestia przypadku? 
 
Rozdział II - Koszty „Rewolucji obyczajowej" 
 
Mam  38  lat,  jestem  matką  trojga  dzieci:  najstarsza  córka  ma  17  lat,  syn  -10,  najmłodsza 
córeczka ma 21 miesięcy. Jednakże to nie wszystkie dzieci, które miałam. Przed ośmiu laty 
usunęłam  13-tygo-dniową  ciążę.  Nie  zapomnę  tego  do  końca  życia  (...)  Przed  samym 
zabiegiem dostałam jakiś oszałamiający zastrzyk, kładąc się na stół wiedziałam, że za chwilę 
wyjmą ze mnie dziecko i zarazem nie zdawałam sobie z tego sprawy. (...) Poczułam okropny 
ból i słowa jakiejś pielęgniarki asystującej przy zabieg "Już nie mogę" i doktora: "Ma pani 
dzieci? Aha dwoje. A to byłby chłopczyk, nie szkoda pani?" Gdy kilka godzin później leżałam 
na szpitalnym łóżku, już po wszystkim dałabym sobie odebrać życie, aby zwrócić je dziecku. 
(Kaja z Gdańska) 
 
...Tłumaczysz się tym, że skoro inni tak zrobili i potrafią żyć z tą świadomością, to pewnie i 
tobie się uda. Ale tak ci się tylko wydaje, bo nie potrafisz dotrzeć do wnętrza tych ludzi, nie 
potrafisz  dotrzeć  do  ich  psychiki,  a  w  związku  z  tym  nigdy  nie  dowiesz  się,  co  czują  i  jak 
cierpią.  Przekonasz  się  o  tym  dopiero  wtedy,  gdy  będzie  za  późno.  Wtedy  każde  dziecko, 

background image

każda zabawka, bucik czy ubranko będzie wzbierało w tobie morze łez. I choćbyś miała nie 
wiem  ile  dzieci,  stracisz  wiarę  w  sens  życia.  I  wtedy  będziesz  chciała  pójść  do  lekarza  i 
powiedzieć mu, że się zastanowiłaś i chcesz, żeby ci oddał to dziecko. Ale tylko to dziecko, 
które zabił, żadne inne. Tylko czy on jest w stanie to uczynić? Skoro nie, to dlaczego chce być 
panem  życia  i  śmierci?  Wtedy,  gdy  żadna  ziemska  istota  nie  jest  w  stanie  ci  pomóc, 
pozostanie  ci  tylko  gorąca  żarliwa  modlitwa  do  Boga  żeby  jeszcze  raz  dał  życie  twemu 
dziecku..." 
(Elżbieta S.) 
 
  To,  co  się  dzieje  w  kraju,  niektórzy  nazywają  "rewolucją  obyczajową"  albo  "seksualną". 
Rzeczywiście obserwuje się obecnie coraz więcej aktywności seksualnej przed małżeństwem 
i coraz więcej ludzi mówi, że nie ma w tym nic złego. Prawda jest taka, że ta "rewolucja" to 
w dużym stopniu twór środków masowego przekazu. Mogą one uczynić z kogoś bohatera w 
ciągu jednego dnia. Tworzą mody, a nawet społeczne trendy, propagując jakąś ideę. Łatwo 
pozwalamy się prowadzić. Czerpiemy poczucie bezpieczeństwa z robienia tego co inni. 
  "Jeżeli wszyscy mówią, że można tak robić, to nie jest to z pewnością takie całkiem złe"  - 
brzmi dość powszechne założenie. 
  Pójdziemy z prądem, czy zajmiemy własne stanowisko? Jak powinniśmy odpowiedzieć na 
obiegowe  poglądy  w  sprawach  współżycia  seksualnego?  Musimy  zdać  sobie  także  jasno 
sprawę  z  tego,  że  nasze  osobiste  stanowisko  w  kwestiach  etyki  seksualnej,  determinuje  w 
jakimś  stopniu  stanowisko  otaczającego  nas  środowiska.  Możemy  tworzyć  swoją  postawą 
"rewolucję obyczajową" albo też przeciwdziałać jej. 
  W  pewnym  filmie  Jamesa  Deana  grupa  nastolatków  wymyśliła  zabawę,  w  której  pędząc 
samochodami zatrzymywali się na skraju przepaści. Kierowca, który zatrzymał się najbliżej 
krawędzi wygrywał. James Dean i chłopak, z którym się ścigał pojechali zbyt daleko, aby na 
czas  wyhamować.  Dean  zdążył  w  ostatniej  chwili  wyskoczyć,  drugi  samochód  wraz  z 
kierowcą spadł w dół. 
  Jeżeli jakaś grupa zacznie podążać w pewnym kierunku, czy to np. użycia narkotyków, czy 
"wolności seksualnej", niektórzy z członków tej grupy być może będą umieli zatrzymać się, 
zanim  stanie  się  jakaś  tragedia,  jednak  i  oni  ponoszą  odpowiedzialność  za  tych,  którzy 
spadną w przepaść. 
  Lista  ofiar  "rewolucji  seksualnej"  jest  długa.  To  ci  cierpiący  przez  rozwody  (ok.  40  tys. 
każdego  roku,  z  których  40  proc.  spowodowanych  jest  pozamałżeńskimi  związkami 
erotycznymi),  przez  konieczność  samotnego  wychowywania  dzieci  (ponad  1  min  matek 
samotnie  wychowuje  dzieci),  cierpiący  na  wszelkiego  rodzaju  choroby  przenoszone  drogą 
płciową, w tym AIDS. 
  We  wszystkich  rewolucjach  płaci  się  zwykle  także  ludzkim  życiem.  Kto  umiera  za 
seksualne wyzwolenie współczesnego człowieka? Jaka jest cena seksualnej wolności? Ok. 50 
min. dzieci na całym świecie zabija się przez tzw. "przerywanie ciąży". To jest rzeczywisty 
owoc "seksualnej rewolucji". 
  W wyniku wzrostu ilości niepożądanych ciąży przyjęto nowy stosunek do życia; dziecko w 
łonie  matki  nie  jest  już  przez  wielu  uważane  za  człowieka.  Można  je  wyciąć  jak  zraczałą 

background image

tkankę  i  nawet  nie  pogrzebać,  ale  po  prostu  wyrzucić  na  śmietnik  z  chirurgicznymi 
odpadkami. 
  Na antyaborcyjnych manifestacjach w USA często przemawia 16-letnia dziewczyna. Ma w 
sobie  niesłychanie  dużo  entuzjazmu  i  miłości.  Mówi  swobodnie  nawet  na  wielkich 
zgromadzeniach.  Jej  bawełniana  koszulka  zawiera  przesłanie,  które  głosi:  z  przodu  -  trzy 
pary  odcisków  stopek  nie  narodzonego  10-, 20, i  36-tygodniowego dziecka. Z  tyłu  -  napis: 
"Kiedyś byłam embrionem i dlatego jestem przeciw aborcji". 
  Nazywa się Gianna Jessen. Mieszka obecnie w San Clemente. Dziwnie potoczyły się losy 
Gianny.  W  1977  r.  jej  matka  udała  się  do  kliniki  w  Los  Angeles,  aby  dokonać  aborcji. 
Dziecko  jednak  przeżyło  zastrzyk  z  roztworu  solnego,  który  miał  je  uśmiercić.  Jeden  z 
pracowników zauważył, że dziecko żyje. Wezwał pogotowie, które zabrało dziewczynkę do 
szpitala.  Pielęgnowano  ją  do  czasu,  kiedy  mogła  być  zabrana  do  sierocińca  dla  małych 
dzieci. Kiedy miała 3 lata została adoptowana. 'To, co nazywają prawem kobiety do wyboru 
- mówi -jest prawem do zabijania. Gdyby lekarz nie «spartaczył» swojej roboty, nie byłoby 
mnie tutaj. Wiem, że dzieje się coś strasznego". 
  W kwietniu 1991 r. przed sądem w Morris County (New Jersey) stanął Alexander Loce i 16 
innych  oskarżonych  w  tej  samej  sprawie.  Loce  próbował  odwieść  swoją  narzeczoną  w  8 
tygodniu ciąży od zamiaru aborcji. Zapewniał, że zajmie się dzieckiem. Kiedy starania jego 
zawiodły,  zwrócił  się  do  sądu,  ale  sprawa  została  odrzucona.  Po  wyczerpaniu  wszystkich 
legalnych sposobów ocalenia życia dziecka, rano w dniu planowanej aborcji Loce wraz z 16 
innymi osobami wszedł do kliniki aborcyjnej i przykuł się łańcuchami do kaloryfera w sali, 
gdzie  dokonywano  aborcji.  Wszystkich  aresztowano  pod  zarzutem  naruszenia  praw  innych 
osób. Aborcja została dokonana. 
Obrońca  Loce'a  wezwał  do  złożenia  zeznań,  m.in.  prof.  Jerómeme  Lejeune'a,  światowej 
sławy  francuskiego  genetyka,  odkrywcę  syndromu  Downa.  Prokurator  zaprotestował. 
Porównał  legalną  aborcję  do  egzekucji  skazanego  na  śmierć.  Chociaż  skazany  jest 
człowiekiem, nikt nie może przeszkadzać w egzekucji dokonanej zgodnie z prawem. Nawet 
gdyby  zeznania  ekspertów  -  mówił  -  potwierdziły,  że  8-tygodniowy  embrion  jest 
człowiekiem,  prawo  do  dokonania  aborcji  gwarantowane  jest  przez  decyzję  Sądu 
Najwyższego  Stanów  Zjednoczonych.  Sędzia  uznał  jednak,  że  sprawa  nie  dotyczy  aborcji, 
ale  naruszenia  praw  innych  w  obronie  drugiej  osoby  i  zezwolił  na  wyjaśnienia  prof. 
Lejeune'a. 
  Na  prośbę  obrońcy  Loce'a  profesor  rozpoczął  składanie  zeznań  od  opisu  procesu 
reprodukcji człowieka. Nauka wie, bez wątpienia -stwierdził - że nowy człowiek powstaje w 
momencie zapłodnienia. "Życie każdego z nas ma swój jedyny początek. Jest to moment, w 
którym  cała  genetyczna  informacja  konieczna  i  wystarczająca,  aby  być  tym  szczególnym 
osobnikiem  ludzkim,  którego  nazwiemy  później  Piotrem  czy  Małgorzatą,  w  zależności  od 
układu genetycznego, kiedy ta pełna, konieczna i wystarczająca informacja zostaje zebrana 
(...) Jest to dokładnie w tym momencie, kiedy główka plemnika przenika do środka żeńskiej 
komórki  jajowej.  Wtedy  informacja  przekazywana  przez  ojca  spotyka  się  w  komórce 
przyjmującej  z  informacją  przekazywaną  przez  matkę.  (...)  Wiemy  obecnie  -  i  sądzę,  że 
panuje  w  tej  kwestii  powszechna  zgoda  wśród biologów  -  że po  zapłodnieniu  żadna  nowa 
informacja  nie  zostaje  dodana".  Embrion  na  każdym  etapie  rozwoju  zachowuje  swoją 

background image

indywidualność i swoje człowieczeństwo, należy do gatunku homo sapiens. Żaden człowiek 
nie był np. małpą, ani małpa człowiekiem. W momencie zapłodnienia mamy do czynienia z 
człowiekiem  ponieważ  informacja  zawarta  w  chromosomach  jest  informacją  stanowiącą  o 
człowieku. 
  Na  prośbę  sądu  prof.  Lejeune  opisał  8-tygodniowy  embrion.  Nazwał  go  Tomcio  Paluch, 
"ponieważ  człowiek  w  8  tygodniu  życia  jest  wielkości  mojego  kciuka".  Można  by  go 
zamknąć w dłoni. "Ale kiedy otwarłbym dłoń, zobaczylibyście małego człowieka, z palcami 
u  rąk,  nóg,  twarzą,  nawet  limami  papilarnymi  na  dłoniach,  dostrzegalnymi  pod 
mikroskopem. Wiadomo by było, czy jest to chłopak czy dziewczynka. (...) Każdy z nas był 
kiedyś takim Tomcio Paluchem w łonie swojej matki, w tym przedziwnym schronieniu, do 
którego dochodzi jedynie ciemne, czerwone światło i w którym słychać dwa dźwięki, jeden 
głośny  i  silny,  powolne  uderzenia  serca  matki,  a  drugi  bardzo  szybki  i  słabszy,  uderzenia 
serca dziecka - prawdziwa symfonia dwóch serc". 
  Obrońca  pyta:  "Panie  profesorze,  jaki  jest  skutek  aborcji  dokonanej  na  8-tygodniowym 
człowieku?" "Zabija ona przedstawiciela naszego gatunku" - odpowiedział profesor. 
  Na zakończenie procesu sędzia przewodniczący powiedział: "Sąd uznaje świadectwo prof. 
Lejeune'a za prawdziwe i stwierdza, że życie ludzkie rozpoczyna się w chwili poczęcia (...) 
Stwierdzam,  w  oparciu  o  niepodważalne  dane  naukowe  przedstawione  tutaj,  że  8-
tygodniowy embrion (w tym wypadku) był żyjącą osobą, człowiekiem. 
  Oskarżeni  zostają  jednak  uznani  winnymi  popełnionego  przestępstwa.  Decyzja  Sądu 
Najwyższego z 1973 r. zezwalające na aborcję jest prawem i sąd jest nią związany. "Dlatego 
- powiedział sędzia -stwierdzam, że 8 tygodniowy płód był żyjącym człowiekiem, na którym 
dokonano legalnej egzekucji...". 
  Przy  innej  okazji  prof.  Lejeune  mówił  o  katastrofalnych  skutkach  aborcji.  "Dla  kobiety 
katastrofa jest podwójna. Po pierwsze dlatego, że okłamano ją i niektóre uwierzyły, że nie 
noszą w swoim łonie człowieka. A po drugie, rozum można zwieść, ale nie można oszukać 
ludzkiego serca. Kobieta oszukana przez prawo zabijając swoje dziecko, zadaje sobie samej 
ranę, którą nie sposób zmierzyć i której nie można zapomnieć. Wiele lat po aborcji kobiety 
mówią  o  dziecku  nie  urodzonym,  ale  nadal  żyjącym,  wzrastającym  w  ich  sercach.  I  nie 
chodzi tu o aborcję dokonaną 2, 3 czy 5 lat temu. Chodzi o dziecko, którego nie ma, ale które 
w ich pamięci ma 2, 3 czy 5 lat". 
  Pani  Z.,  matka  8-tygodniowego  dziecka  bronionego  przez  Aleksandra  Loce'a,  nigdy  nie 
słyszała tych słów. Ale po dokonanej aborcji napisała: Nigdy nie płakałam tak gorzko. Ból 
serca był większy niż ciała. Wołałam do Boga i prosiłam o przebaczenie". 
  Matka  Gianny  Jessen  też  może  płacze,  kiedy  widzi  w  telewizji  swoją  córkę  na 
antyaborcyjnych  manifestacjach.  Chciała  ją  przecież  kiedyś  zabić.  A  ile  polskich  rodzin 
mogłoby  mieć takie córki jak Gianna? Jednak kiedyś skazali je na śmierć. Egzekucje były 
dokonane legalnie, w zgodzie ze stalinowską ustawą z 1956 r. 
  Została ona, na szczęście, zmieniona na początku 1993 r. Państwo zaczęło choć jeszcze nie 
w  pełni  -  wypełniać  swoją  podstawową  funkcję:  obrony  swoich  najsłabszych,  najbardziej 
bezbronnych obywateli. 
  "Rewolucja  seksualna"  zaczyna  także  "pożerać  własne  dzieci".  W  1981  r.  odnotowano  w 
USA  31  pierwszych  przypadków  nieznanej  przedtem  -  i  jak  się  później  okazało  -  zawsze 

background image

śmiertelnej choroby. Dopiero w następnym roku nadano jej nazwę: AIDS. Do czerwca 1994 
r.  zarejestrowanych  zostało  401  tys.  chorych  na  AIDS  Amerykanów,  z  czego  243  tys. 
zmarło. (5) 
  Ok. 1 min zarażonych jest wirusem HIV, który wcześniej czy później rozwija się w AIDS. 
Wszystko  to  stało  się  w  ciągu  zaledwie  trochę  ponad  10  lat.  Z  różnych  grup  wiekowych 
najszybciej wzrasta liczba zachorowań wśród nastolatków. 
  Czystość  przedmałżeńska  i  wierność  małżeńska  są  -  pomijając  jakieś  nadzwyczajne 
okoliczności - w 100 % pewnym sposobem zapobiegania AIDS. Sami ideolodzy "rewolucji 
obyczajowej" mają jednak inny pogląd na ten temat. Czystość i wierność nie mieszczą się w 
ich systemie wartości. Człowiek, zdają się myśleć,nie ma wolnej woli, aby kształtować swoje 
życie  godnie,  ale  jest  marionetką  własnych  namiętności,  robotem,  który  musi  reagować  na 
każdy  seksualny  impuls.  W  konsekwencji  -  głosi  się  -  że  trzeba  dać  ludziom  jakieś 
"zabezpieczenie",  aby  nie  zarazili  się  śmiertelnym  wirusem  HIV.  Trzeba  -  mówi  się  - 
propagować tzw. "bezpieczny seks" czyli upowszechnić stosowanie prezerwatyw. 
  Jak  brzmi  przesłanie  liberałów?  "Od  śmierci  uratuje  cię  prezerwatywa".  A  więc  chcieliby 
oni, żeby ludzie budowali swoje życie, przyszłość, szczęście, swoje "być albo nie być", żyć 
albo  umrzeć  -  na  prezerwatywie.  Dla  kogoś,  kto  ma  w  sobie  choć  odrobinę  poczucia 
godności i szacunku dla siebie, jest to przesłanie zaiste żałosne. 
  Jak  bezpieczny  jest  tzw.  "bezpieczny  seks"?  Różne  badania  przeprowadzone,  między 
innymi  na  Uniwersytecie  Kalifornijskim  i  Uniwersytecie  Miami  wykazały,  że  wirus  HIV 
przedostaje  się  przez  prezerwatywę  w  10-50  %  przypadków  (6).  A  więc  jeszcze  jeden 
niebezpieczny  mit  liberałów.  Epidemia  AIDS  zmieniła  całą  dyskusje  n.  t.  dziewictwa.  W 
przyszłości będzie bardziej cenione niż kiedykolwiek dotąd. 
  "Rewolucja obyczajowa" wydaje się zataczać coraz szersze kręgi. Jeżeli zgodzimy się stać 
jej  częścią,  musimy  także  zaakceptować  nasz  udział  w  odpowiedzialności  za  wszystkie  jej 
konsekwencje. 
  Zachowanie  seksualnej  integracji  nigdy  nie  było  łatwe.  Lecz  każda  osoba,  która  myśli, 
mówi czy działa w sposób, który umacnia właściwe nastawienie do życia płciowego, ułatwia 
innym  realizowanie  szlachetnych  ideałów  w  sferze  seksualnej.  I  odwrotnie,  każdy  kto 
pomaga  tworzyć  trend  wiązania  seksu  jedynie  ze  zmysłową  przyjemnością,  wzmacnia 
sytuację, która później negatywnie wpływa na życie otaczających go ludzi. 
  Ponieważ  nikt  nie  jest  "samotną  wyspą",  wszystko  cokolwiek  ludzie  czynią,  wpływa  na 
innych.  I  kiedy  jakiś  sposób  zachowania  staje  się  tak  powszechny,  że  zmienia  się  w  ruch 
społeczny,  (taki  jak  na  przykład  "rewolucja  seksualna"  obecnie),  wtedy  oparcie  się  tym 
tendencjom  staje  się  równie  trudne  jak  "płynięcie  pod  falę".  Zdarza  się,  że  młodzi  ludzie 
nawet wstydzą się przyznać, że nie mają żadnych doświadczeń seksualnych. Innymi słowy 
wstydzą się tego, że żyli dobrze. 
 
Spróbuj zastanowić się znowu nad poniższymi pytaniami: 
1.  Czy  kieruję  się  w  życiu  prawdą?  Czy  stać  mnie  na  wysiłek  jej  poszukiwania  albo  może 
bezkrytycznie przyjmuję różne opinie i poglądy, które podaje prasa, TV, otoczenie? 
2. Czy legalne znaczy dobre? Jeżeli prawo w naszym kraju zezwala na sprzedaż w kioskach 
pornograficznych pism, znaczy to, że nie ma nic złego w pornografii? Albo gdyby zezwalało 

background image

się  na  aborcję,  znaczyłoby  to,  że  nie  ma  w  niej  nic  złego?  Czy  Sejm  może  większością 
głosów ustalić co jest dobre a co złe? 
3.  Świat  zachodni  szybko  rozwija  się  technicznie  i  ekonomicznie.  Czy  rozwija  się  także 
moralnie?  Prawo  do  aborcji  to  osiągnięcie  na  miarę  wylądowania  człowieka  na  Księżycu, 
albo cofnięcie się do epoki barbarzyństwa i przemocy wobec najsłabszych? Dlaczego wciąż 
jest,  także  w  naszym  kraju,  tylu  zwolenników  zabijania,  jako  rozwiązywania  "problemu 
niechcianej ciąży". Czy są wolni, aby kochać? 
4.  Czy  ci,  którzy  przekonują  o  dobrodziejstwach  stosowania  prezerwatyw,  albo  nawet 
rozdają  je  przy  różnych  okazjach  odwodzą  od  pozamałżeńskiego  współżycia?  Czy  raczej 
zachęcają  do  niego?  Im  więcej  pozamałżeńskiego  współżycia,  tym  więcej  czy  tym  mniej 
zachorowań na AIDS? 
5.  Czy  prezerwatywa  chroni  przed  psychologicznymi  i  duchowymi  konsekwencjami 
przedmałżeńskiej aktywności seksualnej? 
6. Po której jestem stronie w "rewolucji seksualnej"? Czy zająłem jasne stanowisko? 
 
Rozdział III - Twoje życie duchowe 
 
  Znany francuski lekarz konwertyta Alexis Carrel, pisał w swoim dzienniku duchowym: 
"Pragnę  wierzyć.  Gdybym  nie  wierzył,  nie  wiem,  czym  bym  się  stał.  Osamotnienie  jest 
straszliwym doświadczeniem... Mam 30 lat, a jestem już stary. Czuję się, jak gdybym miał 
lat  osiemdziesiąt...  Jak  uspokoić  własny  niepokój...  To,  że  stałem  się  profesorem  wielkich 
uniwersytetów w Stanach Zjednoczonych, nie zadawala mnie. Być znanym, mieć pieniądze 
to dla mnie rzecz obojętna. Nie wiem, czy  może  mnie zaspokoić cokolwiek poza Bogiem. 
Czy warto w ogóle żyć? Dlaczego pracować, jeśli praca moja nie służy niczemu innemu jak 
próżności  i  dostarczaniu  sobie  zadowolenia,  jeżeli  ma  służyć  jedynie  fortunie,  majętności. 
Wszystko to wywołuje we mnie zmęczenie, znużenie i chorobę. Co zresztą ze mną będzie, 
kiedy nawiedzi mnie starość? Dlaczego mam kochać i kogo mam kochać? Jedynie Bóg może 
mi  dać  wyjaśnienie  mego  życia.  Jedynym  możliwym,  godnym  przyjęcia  jego 
wytłumaczeniem  jest  uznać  istnienie  Boga.  Bóg  i  życie  wieczne  po  śmierci  są  czymś 
koniecznym. Bez Niego życie przypominałoby smutną, żałobną farsę... [...] 
  Boże dziękuję Ci... żeś mi dał życie. Było ono pustynią, bo nie znałem Ciebie. Spraw, żeby 
ta pustynia zakwitła na nowo..." (7) 
  Młodzi są nadzieją świata, ponieważ noszą w sobie prawdziwe duchowe skarby: otwartość, 
bezinteresowność,  optymizm,  radość,  wrażliwość  na  dobro  i  piękno,  krzywdę  i 
niesprawiedliwość.  Ale  jak  łatwo  doznać  duchowej  klęski.  Jak  często  ideowość  i 
bezinteresowność  zmienią  się  w  egoizm  i  pogoń  za  dobrami  materialnymi,  optymizm  w 
beznadziejność, wrażliwość w brutalność, nawet wobec najbliższych. 
  Popatrzmy  na  młodych  ludzi  uwikłanych  w  przedmałżeńskie  związki  czy  autoerotyzm. 
Powinna się w nich iskrzyć  młodzieńcza energia, tymczasem  żyją bez radości i rozmachu. 
Zaczyna  brakować  odwagi,  wielkoduszności,  chęci  do  nauki  i  pracy.  Rezygnują  z  wielu 
przyjaźni, zainteresowań, ideałów. 
  Wkraczali w życie z najpiękniejszymi nadziejami, a teraz łamią się pod jego ciężarem. 

background image

  Nieczystość  to  najskuteczniejsza  broń  ducha  zła  w  walce  z  młodymi.  Nie  ma  on 
skuteczniejszego środka by zniszczyć ich związek z Bogiem, który jest źródłem wszelkiego 
dobra, wszystkiego co najpiękniejsze, najszlachetniejsze w naszym życiu. 
  Jak  obronić  skarb,  który  nosimy  w  sobie,  jak  go  pomnażać?  Współczesnemu  światu 
zdominowanemu  przez  technikę,  rozdartemu  przez  konflikt,  pogrążonemu  w  płytkim 
materializmie,  przyziemności  i  małoduszności,  potrzeba  pokolenia  ludzi  płonących  nowym 
duchem, którzy staliby się narzędziem w ręku Boga i swoim  życiem szerzyli wokół siebie 
miłość  i  prawdę.  Może  nawet  samo  istnienie  świata  zależy  od  szlachetności  tych  młodych 
ludzi,  którzy  zrezygnują  dla  Chrystusa  z  własnych  materialnych  ambicji,  zabiegania  o 
komfort  życia,  stanowiska  czy  grzeszne  przyjemności,  podobnie  jak  czynili  to  święci 
wszystkich czasów. 
  Jesteśmy  powołani,  każdy  z  nas,  do  rzeczy  wielkich,  do  tego  by  uczynić  nasze  życie 
niepowtarzalnym,  jedynym  w  swoim  rodzaju  dziełem.  Każdy  z  nas  stworzony  został  na 
obraz Boga. Gdzieś głęboko w naszych sercach żyje Chrystus, Jego myśli, pragnienia, Jego 
moc  i  dobroć.  To  co  w  nas  dobre  płynie  właśnie  stad,  od  Niego.  Ale  jest  w  nas  także 
ciemność;  złe  myśli,  złe  skłonności,  słabość  i  pokusy,  całe  dziedzictwo  grzechu 
pierworodnego. Kłębi się w naszych sercach dobro i zło. Tam, gdzie pojawia sie dobra myśl, 
pojawia się i zła. Stajemy przed koniecznością dokonywania wyborów. 
  Kształt  twojego  życia,  to  czy  będzie  ono  szczęśliwe,  piękne,  pełne  dobrych  owoców, 
poczucia sensu i spełnienia, czy też będzie zwykłą wegetacją tak, że kiedy staniesz u jego 
kresu stwierdzisz z niewymownym bólem, że przeciekło ci ono przez palce, że przegrałeś je, 
straciłeś jedyną niepowtarzalną szansę, wszystko to zależy od twoich wyborów.    Wybierasz 
między  Dobrem  a  Złem,  możesz  żyć  z  Bogiem,  najwyższą  życiodajną  zasadą,  albo 
przeciwko Niemu.  
Stanowisko  Kościoła  jest  jednoznaczne.  Św.  Paweł  pisał:  "...  wolą  Bożą  jest  wasze 
uświęcenie:  powstrzymanie  się  od  rozpusty,  aby  każdy  umiał  utrzymać  ciało  własne  w 
świętości i we czci, a nie w pożądliwej namiętności, jak to czynią nie znający Boga poganie" 
(1  Tes,  4,3-5).  "O  nierządzie  zaś  i  wszelkiej  nieczystości,  albo  chciwości,  niechaj  nawet 
mowy nie będzie wśród was, jak przystoi świętym... 
  O tym bowiem bądźcie przekonani, że żaden rozpustnik ani nieczysty, ani chciwiec - to jest 
bałwochwalca  -  nie  ma  dziedzictwa  w  Królestwie  Chrystusa  i  Boga."  (Ef  5,3-6).  "Persona 
humana"  -  oficjalny  dokument  Kościoła  poświęcony  zagadnieniom  etyki  seksualnej  mówi: 
"...  obcowanie cielesne  jest  godziwe tylko  w  ramach  trwałej wspólnoty  życia  mężczyzny  i 
kobiety. To zawsze rozumiał i tego nauczał Kościół, z którego nauką jak najbardziej zgodne 
są wskazania mądrości ludzkiej i świadectwa historii. Doświadczenie uczy, że miłość należy 
zabezpieczyć  przez  trwałość  małżeństwa,  by  pożycie  seksualne  rzeczywiście  odpowiadało 
wymaganiom  właściwej  mu  celowości  i  godności  ludzkiej.  (...)  Wielu  rości  sobie  dzisiaj 
prawo  do  pożycia  seksualnego  przed  zawarciem  małżeństwa,  przynajmniej  wtedy,  gdy 
poważny  zamiar  zawarcia  małżeństwa  i  już  poniekąd  małżeńskie  związanie  się  uczuciem, 
domaga się tego dopełnienia, które uważają za naturalne... Tego rodzaju pogląd sprzeciwia 
się nauce chrześcijańskiej, która głosi, że wszelkie działanie seksualne winno mieścić się w 
ramach małżeństwa."  

background image

  Chrześcijaństwo  to  nie  system  narzuconych  arbitralnie  nakazów  i  zakazów,  niewiele 
mających  wspólnego  z  naszym  życiem.  Etyka  Kościoła  zawiera  objawione  przez  Boga 
prawdy,  których  słuszność  potwierdza  doświadczenie.  Bóg,  nasz  Stwórca  najlepiej  wie, 
czego człowiekowi potrzeba. "Człowiek (...) nie zdoła osiągnąć prawdziwego szczęścia, do 
którego tęskni całą swoją istotą inaczej, jak zachowując prawa, wszczepione w jego naturę 
przez najwyższego Boga. Do tych praw powinien odnosić się w duchu mądrości i miłości" - 
czytamy w Encyklice "Humanae Vitae". (9) 
  Nieczystość  to  nieposłuszeństwo  wobec  Bożej  woli,  czyli  grzech.  Co  jest  grzechem 
przeciwko  VI  przykazaniu?  Ogólnie  rzecz  biorąc  grzeszyć  możemy:  myślą,  mową, 
pragnieniem, czynem a także zaniedbaniem. Grzech ciężki jest świadomym i dobrowolnym 
przekroczeniem prawa Bożego w rzeczy ważnej. 
  Pan  Jezus  powiedział:  "Każdy,  kto  pożądliwie  patrzy  na  kobietę  już  się  w  swoim  sercu 
dopuścił  z  nią  cudzołóstwa"  (Mt  5,28).  Samo  pożądliwe  spojrzenie  utożsamia  Chrystus  z 
grzesznym czynem. Szczególnie więc łatwo o poważne naruszenie VI przykazania. 
  Nie  każda  jednak  myśl  czy  obraz,  które  pojawiają  się  w  naszej  świadomości,  nie  każde 
wewnętrzne poruszenie jest grzechem. Nie są grzeszne, jeżeli odsuwamy je, odwracamy od 
nich  uwagę,  jednym  słowem  jeżeli  walczymy  z  pożądliwością.  Skażenie  pierworodnym 
grzechem powoduje, że spontanicznie, bez udziału naszej woli mogą pojawiać się w nas złe 
myśli  i  pragnienia.  Sama  pokusa  nie  jest  jeszcze  grzechem.  Zachowamy  czystość,  jeżeli 
pokonamy ją. Zgrzeszymy, jeżeli znajdziemy w niej upodobanie.  
 
 1.  Jaki  jest  sens  mojego  życia?  Po  co  żyję?  Dokąd  zmierzam?  Co  się  stanie  ze  mną  po 
śmierci? Gdzie szukać prawdziwe szczęście? 
2.  Czy  zdaję  sobie  sprawę,  że  jest  we  mnie  ogromny  potencjał  dobra,  który  trzeba  stale 
odkrywać, ochraniać, pielęgnować? Czy może ktoś lekceważeniem mnie, gniewem, drwiną 
czy w inny sposób nie wmówił mi, że jest inaczej? Czy może uwierzyłem tym, którzy mnie 
nie kochają? 
3.  Dlaczego  łatwo  mi  pragnąć  dobra  a  trudno  je  realizować?  Jaką  rolę  odgrywają  w  tym 
czynniki zewnętrzne: naciski środowiska rówieśniczego, T.V., filmy video, popularna prasa 
młodzieżowa, propaganda życiowego "luzu", słowa piosenek rockowych, picie alkoholu? 
4.  Kościół  chce  mojego  dobra  czy  nie?  Jego  pragnienie,  abym  powstrzymana)  się  od 
wszelkiej  aktywności  seksualnej przed ślubem,  to  wyraz  jego  troski  o  mnie czy  nie?  Będę 
bezpieczniejszy (a) słuchając Kościoła czy proroków "rewolucji seksualnej"? 
 
Rozdział IV - Program dla młodych 
 
1 .Wytrwale poszukuj spotkania z Chrystusem. 
 
  Zapytano  kiedyś  znanego  angielskiego  pisarza  K.Chestertona:  "Gdyby  Jezus  żył  i  był 
obecny we współczesnym świecie, co by zrobił, co by powiedział?". Pisarz zastanawiał się 
przez chwilę i odpowiedział:" Ależ On żyje i jest obecny we współczesnym świecie". 
  Chrystus  nie  egzystuje  gdzieś  w  niedostępnych  zaświatach,  albo  za  grubym  wysokim 
murem, jest blisko, żyje wśród nas... . I nie jest to jakaś abstrakcyjna, teologiczna teoria, ale 

background image

wspaniała  rzeczywistość,  której  każdy  może  doświadczyć.  Możemy  Chrystusa  spotkać, 
rozmawiać z Nim, iść z Nim przez życie. 
Kiedy  mówimy  o  tym  związku  musimy  zadać  sobie  pytanie:  "Jaki  jest  Jezus?"  Może 
wyniosły,  surowy,  obcy?  Ewangelie  zostały  napisane  również  po  to,  abyśmy  mogli  Go 
poznać. Czynią Go realną postacią po wszystkie czasy. 
  Chciałbyś  mieć  prawdziwego  przyjaciela:  delikatnego,  rozumiejącego,  mądrego,  dobrego, 
który cieszy się z każdego spotkania z Tobą i ma dla Ciebie czas, któremu możesz powierzyć 
nawet  największe  tajemnice,  który  gotów  pomóc,  jeśli  się  do  Niego  zwrócisz  i  wybaczyć, 
jeśli zdarzy Ci się Go zawieść. Każdy chciałby mieć takiego przyjaciela albo takiego ojca. 
Taki jest właśnie Chrystus: nieskończenie mądry i dobry. To, co widzisz dobrego w ludziach 
to tylko słaby odblask Bożej dobroci. On jest źródłem tej dobroci. Trzeba by to pomnożyć 
przez nieskończoność, aby sobie uzmysłowić, jaki On jest. 
  Może jednak masz wątpliwości: "Czy jestem tego godny, mam przecież tyle wad. Czy mam 
dość  wiedzy  i  inteligencji,  aby  rozmawiać  z  samym  Bogiem?"  To  doświadczenie, 
najważniejsze  w  twoim  życiu,  to  nie  kwestia  wiedzy  czy  inteligencji,  ale  wytrwałego 
poszukiwania  Go.  Przyjmie  Cię  takim,  jakim  jesteś,  z  tym  większą  miłością  im  słabszy  i 
bardziej zagubiony. Kocha Cię mimo Twoich wad i grzechów. Chce Cię, z Twoją pomocą, 
uleczyć  i  przemienić.  To  szczególny  Przyjaciel  -  jedynie  On  może  odpowiedzieć  na 
najgłębiej  nurtujące  Cię  pytania  i  ugasić  Twoje  pragnienie  absolutu,  nieskończoności, 
wieczności, świętości. 
  Jest fizycznie obecny w każdym kościele pod postacią Eucharystycznego Chleba. Tam idź 
do  Niego  i  mów  Mu  z  głębi  serca  :  żałuję  tego,  co  było  złe,  chcę  być  blisko  Ciebie  - 
wzmocnij  moją  wiarę,  weź  za  rękę,  przeżyjmy  to  życie  razem  w  dobrym  i  złym  , 
gdziekolwiek  pójdę  idź  ze  mną.  Mów  Mu  szczerze  o  swoich  radościach  i  kłopotach, 
powierzaj swoje problemy. On Cię umocni, pocieszy, natchnie swoją mądrością. Tu doznasz 
pokoju, spełnienia, nasycenia. 
  Do młodzieży w Cardiff Jan Paweł II powiedział: 
"...  w  modlitwie  zjednoczeni  z  Jezusem  -  waszym  Bratem,  waszym  Przyjacielem,  waszym 
Zbawicielem i Bogiem - zaczynacie oddychać nową atmosferą. Stawiacie sobie nowe cele i 
tworzycie  nowe  ideały.(...)  W  Jezusie,  którego  poznajecie  na  modlitwie,  wasze  marzenia  o 
sprawiedliwości  i  pokoju  nabierają  bardziej  konkretnych  kształtów  i  szukają  dróg 
praktycznej realizacji.(...) Poprzez kontakt z Jezusem w modlitwie zyskujecie poczucie misji, 
której nic nie może zmącić.(...) W jedności z Chrystusem w modlitwie będziecie odkrywać 
coraz  pełniej  potrzeby  waszych  braci  i  sióstr.  Będziecie  dostrzegać  coraz  ostrzej  ból  i 
cierpienia,  które  przytłaczają  serca  niezliczonych  ludzi.(...)  Poprzez  modlitwę  otrzymacie 
siłę, by oprzeć się duchowi świata. Otrzymacie moc okazywania miłosierdzia każdej ludzkiej 
istocie  -  tak,  jak  Jezus  to  czynił(...)  To  modlitwa  wniesie  radość  w  wasze  życie  i  pomoże 
wam pokonywać przeszkody, które utrudniają prowadzenie chrześcijańskiego życia".  
  Doskonała  czystość  jest  darem  Bożym.  Dlatego  św.  Hieronim  pisał:  "Dany  jest  on  tym, 
którzy  proszą  o  niego,  którzy  pragną  go,  którzy  pracują,  aby  go  otrzymać.  Ponieważ  ci, 
którzy proszą otrzymują, którzy szukają znajdują, a kołaczącym otwiera się". (11) 

background image

Nie ma pomocy bardziej koniecznej dla pokonania pokus przeciwko czystości niż modlitwa. 
Zwłaszcza  skuteczne,  jak  udowadnia  doświadczenie  wieków,  jest  gorące  nabożeństwo  do 
Dziewicy Matki Boga, wzoru i ideału czystości. 
 
2. Umacniaj się Sakramentami. 
 
  Wszechwiedzący Bóg nie mógł wymyśleć dla nas większego daru niż Komunia św. I choć 
najpotężniejszy nie może nam dać czegoś więcej daje nam bowiem w Eucharystii nie coś, ale 
samego siebie, źródło wszelkiego dobra, mądrości, siły. 'To jest ciało moje..." 
  (Łk  22,19)  powiedział  w  wieczerniku,  kiedy  ustanowił  Eucharystię.  Wcześniej 
wypowiedziane słowa o chlebie, który zstępuje z nieba (J 6, 50) wywołały sprzeciw. "Trudna 
jest  to  mowa,  któż  jej  może  słuchać"  (J  6,  60)  mówiono.  Ale  Jezus  niczego  nie  odwołuje, 
nawet wobec faktu odejścia niektórych uczniów. 
  "Zaprawdę,  zaprawdę,  powiadam  wam:  Jeżeli  nie  będziecie  spożywali  Ciała  Syna 
Człowieczego  i  nie  będziecie  pili  Krwi  Jego,  nie  będziecie  mieli  życia  w  sobie".  (J  6,  53) 
mówił  z  mocą  Jezus.  Zapragnął  być  pokarmem  dusz,  aby  w  nich  utrzymywać  i  pomnażać 
swoje życie, by je łączyć z sobą i przemieniać w siebie. W Eucharystii jest realnie obecny ten 
sam  Jezus,  którego  Maryja  porodziła  w  Betlejem,  który  przez  30  lat  żył  w  Nazarecie,  a 
potem rozpoczął publiczną działalność: głosił dobrą nowinę, uzdrawiał chorych, wskrzeszał 
umarłych, wypędzał złe duchy, który umarł na Krzyżu, ale po 3 dniach zmartwychwstał. 
  Papież Jan Paweł II powiedział: "Ten kto przystępuje do Komunii św. otrzymuje duchową 
siłę,  potrzebną  do  tego,  by  stawić  czoło  wszystkim  trudnościom  i  próbom,  dochowując 
wierności zobowiązaniom chrześcijanina. Ponadto nieustannie czerpie on z tego Sakramentu, 
niczym  z  najobfitszego  źródła,  energię  potrzebną  do  rozwoju  wszystkich  zasobów  i 
przymiotów..."  
  Kościół  zawsze  zalecał  wiernym  częstą  Spowiedź,  nawet  wtedy  kiedy  sumienia  nie 
obciążają grzechy ciężkie. Częsta Spowiedź uważana była i jest za najskuteczniejszy środek 
do poprawy błędów i złych skłonności. W niej penitent otrzymuje łaskę sakramentalną, która 
jest  w  istocie  Bożą  pomocą  do  przezwyciężania  słabości,  pokus  i  wszelkich  trudności  w 
praktykowaniu dobra. 
  Próbując  realizować  nasze  ideały  może  zdarzyć  się,  że  upadniemy.  Co  wtedy?  Przede 
wszystkim nie wolno obniżać sobie poprzeczki. Jeżeli upadniemy i przyznamy się do tego w 
Sakramencie Pojednania, wtedy upadek ten może nawet umocnić w pragnieniu życia zgodnie 
z ideałami. Każde wyznanie grzechu jest równocześnie wyznaniem wiary. 
  Powiedzieć:  "Postąpiłem  w  tym  a  w  tym  źle"  znaczy  równocześnie:  "Wierzę,  że  słusznie 
jest  czynić  przeciwnie".  Świadomość  grzechu  nie  oznacza,  że  ktoś,  kto  ją  posiada  jest  zły. 
Wręcz  przeciwnie,  oznacza,  że  patrzy  z  dystansu  na  popełniony  grzech.  Nie  można  zaś 
patrzeć na coś z dystansu, jeśli nie jest się ponad tym. Warto zauważyć, że od poczucia winy 
uwalnia jedynie przebaczenie, nie zaś racjonalizowanie i usprawiedliwienie się przed samym 
sobą. 
Komunia św. oraz Sakrament Pokuty i Pojednania są źródłem mocy, której potrzebujesz. Nie 
są to żadne dodatki, w których możesz dowolnie wybrać, ale są tak konieczne dla twojego 
życia  wewnętrznego,  jak  jedzenie  i  picie  dla  ciała.  Jeżeli  me  będziesz  przynajmniej  na 

background image

niedzielnej  Mszy  św.  przyjmować  Komunii  św.  i  regularnie,  przynajmniej  raz  w  miesiącu 
chodził do Spowiedzi, nie będziesz w stanie oprzeć się atrakcyjności grzesznego seksu. 
 
3. Staraj się poznawać Chrystusa i żyć Jego Ewangelią. 
 
  Dla świętych znać Ewangelię, znaczyło żyć nią. Słowo Boże wypełniali co do joty, na ile 
tylko okoliczności pozwalały. Wszystkie rady starali się wykonywać z największą pilnością i 
z  największym  uszanowaniem.  Słowa  Chrystusa,  z  którymi  zapoznali  się  przez  codzienne 
czytanie i słuchanie Ewangelii tworzyły regułę, obejmującą całe życie. Z prostotą i heroiczną 
stanowczością żyli Ewangelią. Nie zawsze było to łatwe. Św. Paweł nie na darmo domaga 
się, aby każdy chrześcijanin był"... jako dobry żołnierz Chrystusa Jezusa" (2 Tym 2,3). 
  Życie w czystości także nie będzie łatwe. Im większa wartość tym większego samozaparcia 
i wysiłku wymaga jej osiągnięcie. Papież Jan Paweł II mówił do młodzieży na Westerplatte: 
"Każdy z Was,  młodzi przyjaciele, znajduje też w życiu jakieś swoje "Westerplatte". Jakiś 
wymiar zadań, które trzeba podjąć i wypełnić. Jakąś słuszną sprawę, 
o którą nie można nie walczyć. Jakiś obowiązek, powinność, od której nie można się uchylić. 
Nie  można  zdezerterować.  Wreszcie  -  jakiś  porządek  prawd  i  wartości,  które  trzeba 
"utrzymać" i "obronić" - tak jak to Westerplatte, utrzymać i obronić w sobie i wokół siebie. 
Obronić dla siebie i dla innych..."  
  Ile  wewnętrznej  walki  wymagać  będzie  obrona  w  sobie  czystości  wśród  propagandy 
seksualnej swobody i użycia, wśród dość powszechnych głosów: 'Taki jest dzisiejszy świat", 
"Przecież  wszyscy  tak  robią"  itp,  wśród  nalegań  i  szantaży:  "Jeżeli  tego  nie  chcesz,  to 
znaczy,  że  mnie  nie  kochasz",  wśród  zalewu  zmysłowej  mody,  nagości,  pornografii,  przy 
słabym proteście starszego pokolenia. 
  Może  będziesz  kroczyć  w  zupełnej  ciemności,  może  będziesz  smagany  drwiną  i 
wyśmiewany,  doświadczysz  niepewności,  zniechęcenia  i  samotności.  Może  pojawią  się 
wątpliwości: "Czy rzeczywiście mam rację?" 
  Kiedyś zawierzyłeś Chrystusowi, który pragnie byś zachował czystość. Dostrzegłeś piękno 
i wartość czystości. Teraz twoje postanowienie słabnie pod naporem środowiska, czy kogoś 
na kim Ci zależy. To jest Twoje Westerplatte! Jeżeli wytrwasz wbrew wszystkiemu, nawet 
wbrew sobie, wygrałeś. U kresu drogi krzyżowej było zmartwychwstanie. Ty także możesz 
doświadczyć radości duchowego zmartwychwstania. 
  Św. Franciszek powiedział kiedyś do jednego z braci: "Naprawdę nikt nie powinien uważać 
się za sługę Bożego, dopóki nie przejdzie przez pokusy i udręczenia. Przezwyciężona pokusa 
staje  się  w  jakiś  sposób  pierścieniem,  za  pomocą  którego  Pan  zaślubia  sobie  duszę  swego 
sługi."  
 
4. Zachowuj umiarkowany post i skupienie. 
 
  Mistrzowie  życia  wewnętrznego  stwierdzają,  że  post  uśmierza  wszelkie  impulsy 
namiętności. Jest początkiem każdego wysiłku skierowanego przeciw grzechowi i pożądaniu, 
wzmacnia wiarę. 

background image

  Różnimy  się  w  potrzebie  fizycznej  strawy.  Ktoś  potrzebuje  mało,  ktoś  inny  więcej,  aby 
zachować  swoją  naturalną  siłę.  Lecz  ten  kto  walczy  z  namiętnością  i  poszukuje  Boga,  nie 
powinien najadać się zawsze do syta. Niewłaściwym byłoby nadmierne, zbytnio osłabiające 
organizm poszczenie, ale też nie trzeba przesadnie obawiać się o swoje zdrowie. 
  Podstawowe  znaczenie  dla  życia  wewnętrznego  ma  także  skupienie.  Im  więcej  hałasu  i 
wrzawy wokół, tym mniej słyszalny jest Głos Boga 
przemawiającego w najsubtelniejszych pokładach serca. Aby usłyszeć ten Głos, nasza uwaga 
nie może być skupiona na zewnętrznych wrażeniach. Trzeba ją przenieść na to, co dzieje się 
w naszym wnętrzu. 
  Mówił Jan Paweł II do młodych: "Nie zamykajcie waszych serc przed Jezusem. U innych 
nie znajdziecie odpowiedzi, której wciąż może szukacie. Nazbyt wiele głosów rozbrzmiewa 
wokół  nas,  zbyt  wiele  obietnic  i  złudnych  nadziei.  Zdobądźcie  się  na  obszary  ciszy,  w 
których będziecie mogli powrócić do samych siebie i nasłuchiwać. Chrystus chce wam coś 
powiedzieć,  słowo  osobiste,  bezpośrednie,  w  którym  zawarty  jest  sekret  waszej 
teraźniejszości i waszej przyszłości. Jeśli będziecie potrafili przyjąć je, będziecie też mogli, 
pewni i radośni iść na spotkanie jutra." 
  Życie  wewnętrzne  człowieka  jest  dzisiaj  mniej  intensywne,  niż  kiedyś.  Mało  znamy  jego 
prawa  i  radości.  Życie  zewnętrzne  zaś  nabrało  przedziwnego  uroku;  stale  włączone  radio, 
telewizor, bezustanne spotkania, rozmowy, natłok informacji. Dostarczamy sobie wszelkiego 
rodzaju  zmysłowych  wrażeń  i  nie  wyobrażamy  sobie  życia  bez  nich.  Wydaje  się  nam,  że 
byłoby ono wtedy nudne, puste, szare i odwrotnie, sądzimy,  że im więcej tych wrażeń, im 
mocniejsze,  tym  życie  nasze  będzie  ciekawsze.  Czulibyśmy  się  może  zubożeni  gdybyśmy 
mieli  czegoś  nie  zobaczyć,  czegoś  nie  przeżyć,  nie  wziąć  udziału  w  tym  czy  tamtym,  nie 
zakosztować  jakiejś  przyjemności,  nie  spróbować  czegoś.  Poszukujemy  nawet  wrażeń.  Po 
jakimś czasie nudzą się nam, trzeba sięgnąć po nowe, mocniejsze. 
  Czy  Edyta  Stein,  europejskiej  sławy  filozof,  uczestnicząca  w  życiu  wielkich  tego  świata, 
czuła się zubożona po wstąpieniu do klauzurowego klasztoru ss. karmelitanek? Czy Karol de 
Foucauld  należący  do  jednego  z  najznakomitszych  i  najbogatszych  francuskich  rodów 
żałował, że zrezygnował z wygodnego, przyjemnego życia po tym, kiedy udał się do swojej 
pustelni na Saharze. 
  Życie  tych  dwojga  ludzi  i  bardzo  wielu  innych  nabrało  swojej  pełni  i  sensu,  stało  się  do 
końca szczęśliwe kiedy umartwili swe zmysły. Ich uwaga mogła się wtedy skupić na Tym, 
który  żył  w  ich  wnętrzu  i  który  jest  największym  bogactwem  człowieka,  jedynym  Dawcą 
prawdziwej radości i pokoju. 
 
5. Staraj się odkryć piękno i wartość czystości. 
 
  W książce bł. Josemarii Escriva de Balaguera czytamy: 'Wiemy wszyscy z doświadczenia, 
że  można  żyć  w  czystości,  zawsze  czujni,  często  korzystając  z  Sakramentów,  tłumiąc 
zawczasu pierwsze iskry namiętności, nie pozwalając im, by rozrosły się w płomień. Właśnie 
wśród  ludzi  czystych  znajdują  się  najdoskonalsi  pod  każdym  względem".  (15)  "Nie 
zapomnij, że czystość wzmacnia i odradza charakter". (16) "Wiele osób żyje na tym świecie 
na podobieństwo aniołów. A czemu nie Ty?..." (17) 

background image

  Czystość  jest  warunkiem  znajdowania  i  postępowania  w  mądrości.  "Skierowałem  ku  niej 
(tj.  mądrości)  moją  dusze  i  znalazłem  ją  dzięki  czystości"  (Syr  51,20).  Tę  myśl  Starego 
Testamentu  kontynuuje  św.  Paweł,  kiedy  stwierdza,  że  mądrość,  którą  głosi  nie  jest 
"mądrością tego świata", lecz "mądrością ukrytą", Bożą, którą Bóg objawia przez Ducha, a 
której "człowiek zmysłowy (...) nie pojmuje..." (1 Kor 2, 14). Dopiero w tym Duchu można 
zrozumieć,  czym  jest  w  istocie  małżeństwo,  jak  wielkim  darem  jest  potomstwo,  czym 
powinien być akt małżeński, jakie jest znaczenie Eucharystii, modlitwy, umartwiania. 
 
6. Umacniaj swoją wolę. 
 
  Powiedzieć "nie" czemuś przyjemnemu  wymaga silnej woli. Mądrą rzeczą jest  ćwiczyć ją 
w  sobie.  Gdy  nauczysz  się  kontrolować  własne  zachcianki,  osiągniesz  także  niezależność 
konieczną, aby oprzeć się naciskowi rówieśników i stanąć w obronie ważnych wartości. 
  Męskość  to  zdolność  panowania  nad  swoim  ciałem,  kontrolowania  swoich  reakcji, 
nakazywanie  sobie  i  konsekwentnego  realizowania  podjętej  decyzji.  Reakcje  seksualne 
poddają się sterowaniu, o ile postawimy sobie wymagania opanowania siebie. Gorzej, jeżeli 
nie  tylko  nie  próbujemy  hamować  swoich  reakcji,  a  robimy  wszystko,  żeby  je  wywołać. 
Przeciwieństwem opanowania jest zależność od mechanizmów fizjologicznych, bezradność 
wobec chwilowej reakcji ciała. Można czasem usłyszeć skargę: "Nie mam silnej woli". Silna 
wola  nie  jest  dana  człowiekowi,  trzeba  ją  w  sobie  wypracować.  Rezygnowanie  z  różnych, 
nawet  drobnych  przyjemności  -  jest  sposobem  jej  wzmacniania.  Uleganie  natomiast 
wszystkim swoim zachciankom, osłabiają. 
 
7. Uważnie dobieraj sobie przyjaciół. 
 
  Jeżeli będziesz przebywał w złym towarzystwie, ulegniesz w końcu złym wpływom. 
  Na  przestrzeni  całych  dziejów  Kościoła,  Chrystus  był  "znakiem  sprzeciwu".  To  co  dla 
niego było mądrością, innym wydawało się głupstwem. Urągano temu, co On nakazywał, a 
chwalono  i  pozwalano  na  to,  czego  zakazywał.  Kiedy  głosem  papieża,  biskupów  czy 
kapłanów  mówił:  "Miłujcie  Boga  nade  wszystko  i  szukajcie  najpierw  tego,  co  się  Jemu 
podoba",  wołano:  "Miłujcie  siebie  nade  wszystko,  a  szukajcie  tego,  co  się  wam  samym 
podoba".  On  mówił:  "Zaprzyjcie  się  siebie  i  wydajcie  walkę  namiętnościom",  "świat": 
"Żyjcie na luzie, żyć przyjemnie, to żyć szczęśliwie." 
  Zawsze  byli  tacy,  którzy  nazywali  poświęcenie  dla  Boga  szaleństwem,  pokutę  - 
samobójstwem,  modlitwę  -  stratą  czasu,  posłuszeństwo  Kościołowi  -  niewolnictwem, 
samolubstwo  zaś  roztropnością,  pychę  -  poczuciem  własnej  godności.  Ostatnio  określają 
rozwiązłość  "wolnością"  i  "postępem",  a  zabijanie  dzieci  "przerywaniem  ciąży"  czy 
"zabiegiem". 
  Dobrze  zdać  sobie  sprawę  z  istnienia  wokół  nas  zupełnie  przeciwnych  sobie  systemów 
wartości  i  w  konsekwencji  diametralnie  różnych  dróg  życia.  Stale  musimy  podejmować 
decyzje  za  czy  przeciw.  Stale  realizują  się  słowa  :"...kładę  przed  wami  życie  i  śmierć, 
błogosławieństwo i przekleństwo" (Pwt 30, 19), "ogień i wodę, co zechcesz, po to wyciągasz 
rękę" (Syr 15, 16). 

background image

  Celem  chrześcijańskiej  moralności  nie  jest  unikanie  zła,  ani  nawet  nie  jest  nim  czynienie 
dobra. Chrześcijanin nie kocha po prostu tego, co jest słuszne, ale kocha Jezusa Chrystusa i 
czym dobro wyrażając tym swoją lojalność, przyjaźń, przynależność do Niego. Początkiem 
chrześcijańskiej moralności jest poczucie przynależności. Należymy do Chrystusa, a nie do 
siebie  czy  świata.  Zawarliśmy  z  Nim  Przymierze,  na  mocy  którego  żyjemy  dla  Niego  i 
według Jego przykazań. 
 
8. Ogranicz do minimum albo zrezygnuj z oglądania T.V. 
 
  Telewizor staje się coraz bardziej intymnym towarzyszem polskich rodzin. Ekran przyciąga 
uwagę  nawet  wtedy,  kiedy  oferuje  banalne,  bezużyteczne  czy  nawet  szkodliwe  treści. 
Trywialny  film  wypiera  z  naszego  życia  rozmowę  i  dzielenie  się.  W  rodzinach  zaczyna 
brakować właściwego im uczuciowego klimatu, który wymaga czasu dla siebie. Coraz mniej 
przebywamy z sobą, cieszymy się sobą, robimy coś dla siebie. Coraz też mniej mamy czasu 
na  wartościową  lekturę  czy  pielęgnowanie  swoich  zainteresowań.  Wielu  Polaków  stało  się 
nałogowymi  oglądaczami  TV.,  której  poświęcają  coraz  więcej  czasu.  Trudno  im  wręcz 
wyobrazić sobie choć jeden wieczór bez niej. Co wtedy robić? 
  Nie zawsze to co oglądamy jest bezpośrednio szkodliwe. Niektóre programy mają ambicje 
poznawcze,  inne  mogą  stanowić  godziwą  rozrywkę.  Trzeba  jednak  umieć  je  znaleźć,  a 
odmówić sobie innych. 
Telewizja  w  nadmiarze uczy  pasywności.  Widz  jest  tylko biernym  obserwatorem.  Niczego 
się  od  niego  nie  wymaga,  nic  nie  musi  dawać,  w  nic  angażować,  nie  potrzebny  jest 
jakikolwiek  wysiłek.  Obrazy  pojawiają  się  i  znikają  z  taką  szybkością,  że  nie  ma  czasu  na 
namysł,  czy  głębsze  przeżycie?  Widz  staje  się  coraz  bardziej  bezmyślnym  i  zimnym 
konsumentem. 
  Młody człowiek, aby rozwijać się musi być aktywny. Nawet  rozrywka powinna wymagać 
aktywnego  uczestnictwa.  Wtedy  uczy  inicjatywy  i  podejmowania  decyzji,  krytycznej 
analizy,  obcowania  z  drugim  człowiekiem,  albo  choćby  ćwiczy  mięśnie.  Nie  chodzi  tu  o 
aktywizm  zawsze  zewnętrzny,  gorączkowy,  hałaśliwy,  bez  planu  i  ładu.  Aktywność 
potrzebna jest także, aby zorganizować sobie dobrze czas w wieczór, kiedy nikogo nie ma w 
domu,  a  na  dworze  pada  deszcz  i  jest  nudno.  Aktywność  wyobraźni  i  myślenia  wymaga 
czytanie książki. 
  Mało masz czasu do stracenia, teraz kiedy jeszcze możesz i powinieneś się szybko rozwijać. 
Słusznie nazywa się TV "złodziejem czasu". Okrada Cię z czasu, a więc także z tych rzeczy, 
które mógłbyś zrobić, kiedy bezproduktywnie wpatrujesz się w ekran. 
  Jaka jest większość filmów najchętniej oglądanych w TV? Zwróć uwagę, że np. mniej czy 
bardziej  normalna  rodzina  pojawia  się  tam  bardzo  rzadko,  jak  gdyby  w  rodzime  nie 
przeżywało  się  niczego  interesującego.  Tematem  jest  najczęściej  patologia:  żona  zdradza 
męża, maż zabija żonę, ślub jeżeli w ogóle zostaje zawarty w trakcie akcji filmu, to zwykle 
na jego końcu, po długim i pikantnym romansie. O czym może myśleć młody mężczyzna w 
czasie spotkania ze swoją dziewczyną, jeżeli bezustannie ogląda takie filmy? 

background image

  Generalnie rzecz biorąc przemysł filmowy przedstawia nam postacie, jeżeli nie w ogóle złe 
to  przynajmniej  mniej  uczciwe  i  mniej  inteligentne  niż  nasi  przyjaciele  czy  sąsiedzi. 
Dlaczego tak się dzieje? Skąd to zaabsorbowanie i adoracja zła wśród wielu twórców. 
  Ankieta przeprowadzona wśród 104 czołowych autorów i dyrektorów różnych programów 
TV  i  wytwórni  filmowych  w  USA,  pokazując  jakimi  wartościami  żyje  elita  pop-kultury. 
Widać  tutaj  także  jak  różne  są  one  od  wartości  przeciętnego  Amerykanina.  45% 
ankietowanych nie przyznaje się do żadnej religii (wśród ogółu Amerykanów 4%),  połowa 
uważa, że cudzołóstwo nie jest złem (15% Amerykanów), 80%, że homoseksualizm nie jest 
złem (24% ogółu Amerykanów). Zasadnicze różnice można by z pewnością znaleźć także w 
każdej  innej  kwestii  moralnej.  Czy  polska  elita  pop-kultury  różni  się  tak  bardzo  od 
amerykańskiej? 
  Ludzie, którzy robią filmy i programy TV są (zdarzają się wyjątki) inni niż Ty. Oczywiście 
propagują swój styl życia, swoje patrzenie na świat, swoje wartości. Dawać można tylko to 
co się ma. 
  Mamy  do  czynienia  z  dziwną  sytuacją,  niewielka  cząstka  społeczeństwa  przy  pomocy 
niezwykle  wpływowej  telewizji  indoktrynuje  większość  swoimi  poglądami  i  usiłuje  ją 
urabiać na swoje podobieństwo. Czy jest to najlepsza cząstka naszego społeczeństwa? Czy 
nie  powinieneś  obawiać  się  tych  wpływów?  Czy  rzeczywiście  jesteś,  jak  może  myślisz, 
odporny na nie? 
 
9. Unikaj pornografii 
 
  Młody  człowiek,  który  stara  się  zachować  czystość  nie  może  pozwolić  sobie  nawet  na 
przelotny  kontakt  z  pornografią.  Z  pewnością  złamie  jego  samokontrolę,  którą  pragnie 
zdobyć. 
  Dość  popularne  jest  przekonanie,  że  wiedza  stanowi  uniwersalne  dobro  i  dlatego 
powinniśmy  dążyć  do  zdobycia  jej  całej,  nie  wykluczając  nawet  największych  perwersji  i 
deprawacji. Ten błąd przywodzi na myśl fragment Księgi Rodzaju. Naszym przodkom Bóg 
zabronił  jeść  z  drzewa  poznania  dobra  i  zła.  "Co  za  zniewaga",  powiedział  na  to  szatan. 
Niestety  często  podzielamy  jego  zapatrywanie.  Czy  nie  jesteśmy  wykształceni?  Czy  nie 
można  nam  zaufać,  że  potrafimy  rozróżnić  między  tym  co  dobre,  a  tym  co  złe?  Nie 
potrzebujemy autorytetów, aby nam mówiły, co możemy sami stwierdzić czy zobaczyć. Wąż 
przemówił do dumy Ewy. Popełniła katastrofalny błąd. A my na jej miejscu postąpilibyśmy 
być może tak samo. 
  Tylko poznanie dobra jest dobrem. Poznanie zła jest do pewnego stopnia nieuniknione, ale 
dążenie do poznania go jest zawsze niebezpieczne, a nigdy dobroczynne. Tylko ci, którzy ze 
względów zawodowych mają do czynienia ze złem: policjanci, prawnicy, patolodzy różnych 
dziedzin,  powinni  podejmować  takie  badania,  lecz  nawet  oni  mogą  skazić  siebie  złem. 
Nieznajomość  zła,  jest  często  wyśmiewana  jako  ignorancja.  Mamy  tutaj  do  czynienia  z 
fałszywym  doborem  słów,  chodzi  bowiem  o  niewiedzę,  która  oznacza  "nie  poznanie". 
Ignorancja zaś wskazuje na zawinione zaniedbanie zdobycia wiedzy. 
  Św. Paweł pisał:"...wszystko, co jest prawdziwe, co godne, co sprawiedliwe, co czyste, co 
miłe, co zasługuje na uznanie; jeżeli jest jakąś cnotą i czynem chwalebnym  - to miejcie na 

background image

myśli."(Fil  4,8).  Wyobraźnia  ma  realny  wpływ  na  nas  samych  i  przyszłe  wydarzenia.  Co 
siejesz, to żąć będziesz. 
  Św. Grzegorz powiada: "Nie godzi się spoglądać na to, czego pożądać nie wolno. Bo jeśli 
będziesz na to spoglądał, to oko cię za sobą pociągnie i serce twe złupi... Dlatego też Hiob 
bardzo  dobrze  się  pod  tym  względem  uzbroił:  "Uczyniłem  przymierze  z  oczami  moimi, 
abym  nawet  nie  pomyślał  o  pannie"  (Hi  31,1).  Cóż  to  za  przymierze  wchodzi  w  układ  z 
oczyma, aby nie pomyśleć? Zdaje się należało wejść w układy z rozumem i wyobraźnią, by 
nie  myśleć;  a  z  oczyma  by  nie  patrzeć.  Lecz  nie  tak  mówi,  ale:  'Wszedłem  w  układy  z 
oczyma  moimi, abym  nie pomyślał o pannie".  Dlaczego? Bo  Hiob bardzo  dobrze  wiedział, 
że  przez  oczy  wchodzą  złe  myśli  do  serca  i  że  strzegąc  oczu,  drzwi  zmysłów,  ustrzeże 
zarazem i serce i rozum." (19) Św. Chryzostom zastanawiając się nad tymi słowami Hioba, 
pyta:  "Któż  się  nie  zdziwi,  widząc,  że  ten  wielki  mąż,  który  się  przeciwstawił  szatanowi, 
odważnie  z  nim  walczył  i  wszystkie  jego  podstępy  i  napady  odparł,  nie  śmie  spojrzeć  na 
pannę?" I odpowiada: "czyni tak, abyśmy poznali, jak potrzebna nam jest ostrożność w tych 
rzeczach, choćbyśmy nie wiem jak doskonałymi byli".  
  Pornografia jest tak jadowita, że jej demoralizujący wpływ dosięgnie każdego, kto ma z nią 
kontakt.  Niszczy  naturalną  wstydliwość  i  skromność,  które  chromą  przed  nadużyciami 
seksualnymi. Całkowicie oddziela seks od miłości, depersonalizuje go. Utożsamia kobietę z 
atrybutami  seksualnymi,  zamyka  człowieka  w  jego  własnym  egoizmie,  przyczynia  się  do 
powstania perwersji seksualnych. Jeżeli ktoś lubi oglądać nieprzyzwoite filmy, wiadomo, że 
nawet  nie  próbuje  zachować  czystości.  Prywatne  życie  ludzi,  którzy  dali  się  wciągnąć 
pornografii  jest  jednym  wielkim  bałaganem,  kroniką  wielu  małżeństw,  rozwodów,  zdrad  i 
wszelkiego  pokrewnego  zła.  Jeżeli  staniesz  się  klientem  dystrybutorów  pornografii, 
otwierasz  się  na  ich  perwersyjne  myśli  i  wystawiasz  na  działanie  tego  wszystkiego,  co  i 
Ciebie poprowadzi kiedyś do jakiejś osobistej katastrofy. 
 
10. Zachowaj skromność w ubiorze. 
 
  "Wypada... przypomnieć" - pisał Karol Wojtyła - "że człowiek jest osobą, bytem, o którego 
naturze mówi "wnętrze". Prócz piękna zewnętrznego trzeba umieć odkrywać również piękno 
wewnętrzne człowieka i w nim sobie także podobać, a może nawet w nim umieć podobać 
sobie  przede  wszystkim.  Prawda  ta  w  jakiś  szczególny  sposób  jest  ważna  dla  miłości 
pomiędzy  mężczyzną  a  kobietą...  Upodobanie,  na  którym  ta  miłość  się  opiera  nie  może 
rodzić  się  tylko  z  widzialnego  i  zmysłowego  piękna,  ale  powinno  uwzględnić  całkowite  i 
dogłębne piękno osoby".  
  Kobieta  ubrana  w  coś  specjalnie  zaprojektowanego,  aby  dla  męskich  oczu  stać  się 
przedmiotem pożądania, jest nieskromna, obojętnie czy zdaje sobie sprawę z tego, czy nie. 
Ta  nieskromność  będzie  miała  wpływ  nie  tylko  na  innych,  ale  i  na  nią  samą.  Stajemy  się 
bowiem  tym  co  akceptujemy.  Nieświadomie  skłonni  jesteśmy  grać  takie  role,  na  które 
wskazuje nasz ubiór. 
  Naiwnością  by  było  ignorowanie  faktu,  że  pewne  bodźce  pobudzają  popęd  płciowy 
normalnego mężczyzny. Nie zamykają oczu na ten fakt businessmani i zarabiają fortuny (za 
przykład niech posłuży całe "Imperium Playboy'a"). Projektanci mody i pracownicy reklamy 

background image

dobrze  wiedzą,  jak  przedstawić  ciało  kobiety,  aby  pobudzić  seksualne  apetyty  mężczyzn. 
Kobiety ogromnie tracą na tym. Waży się tutaj ich własna tożsamość. Przez swój ubiór mogą 
mówić,  że  nie  mają  mężczyźnie  nic  innego  do  zaoferowania  poza  podnieceniem.  Jeżeli 
chcemy  traktować  się  osobowo  i  szanować,  nie  może  nas  nie  interesować  wpływ,  jaki  ma 
sposób ubierania się kobiet na mężczyzn > ich wzajemne relacje. W stopniu, w jakim styl ten 
jest rozmyślnie prowokujący, należy uznać go za pewną formę gwałtu, ponieważ wywołuje 
on spontaniczne seksualne pożądanie u kogoś, kto może nie mieć na to ochoty. Jeżeli taka 
sytuacja  ma  miejsce,  wywołuje  gniew.  W  ten  sposób  wyjaśnić  można  pewne  agresywne 
zachowania mężczyzn względem kobiet. 
Dziewczyna  powinna  wiedzieć  o  naturalnej  słabości  chłopaka  i  pomagać  mu  przez 
wymaganie  czystości  w  zachowaniu  czy  słowach.  Sama  zaś  powinna  być  tak  czystą,  by 
wzbudzić  pragnienie  podobnego  życia  u  młodego  mężczyzny.  Ale  słyszy  się  raczej  o 
zupełnie odwrotnej sytuacji. Przyciąganie uwagi innych może być miłe. Najłatwiej to czynić, 
przemawiając do namiętności, szczególnie silnych w młodym wieku, a nad które mamy się 
nieustannie wznosić... 
 
1.  Dlaczego  moja  wiara  jest  wciąż  słaba?  Czy  robię  wszystko,  aby  ją  umocnić;  korzystam 
regularnie  z  sakramentów,  mam  zarezerwowany  czas  (np.  15-30  min.)  na  modlitwę, 
skupienie,  refleksję nad upływającym  dniem.  Czy  potrafię  znaleźć chwilę  czasu  na  lekturę 
duchową? Ile czasu w ciągu dnia marnuję na rzeczy mało ważne? 
2.  Jakie  są  moje  talenty,  a  jakie  są  moje  wady?  Czy  pracuję  nad  sobą,  robiąc  konkretne 
postanowienia i konsekwentnie je wypełniam? 
3.  Co  daje  większą  radość:  uleganie  pokusie  czy  zwyciężenie  jej,  doznanie  porażki  czy 
odniesienie zwycięstwa? 
4. Czy filmy, które oglądam w TV i kinie pomagają mi stawać się lepszym? Inspirują mnie 
do dobra? Pokazują ideały, które chciałbym realizować w życiu? Karmią ducha? 
5. Jakie są motywy producentów filmowych?  Chodzi im o  moje dobro czy raczej o  własną 
kieszeń? Czy warto pozwolić im na kształtowanie mnie? 
 
  W młodym wieku pewne rzeczy mogą wydawać się tak ekscytujące, że człowiek gotów jest 
na  bardzo  wiele  aby  je  osiągnąć.  Jest  to  zrozumiałe.  Ale  trzeba  także  dokładnie  zbadać 
wartości i konsekwencje podejmowania pewnych wyborów. 
  Działanie seksualne angażuje nie tylko ciało, ale całą osobę. Dlatego wszelkie wykroczenia 
przeciw  czystości  obyczajów  godzą  oprócz  sfery  cielesnej  również  w  sferę  emocjonalną, 
wolitywną i duchową człowieka.  
 
Oto niektóre konsekwencje tych wykroczeń: 
 
— zamknięcie sobie dostępu do bogactwa wartości duchowych, utrata wiary, 
— zarażenie się chorobą przenoszoną drogą płciową, co prowadzić może nawet do śmierci, 
— lęk przed ciążą, ciąża i związany z nią pośpiesznie zawarty ślub, 

background image

— ukształtowanie w sobie hedonistycznego nastawienia do życia i egoistycznych zachowań, 
utrata  poczucia    uczciwości  w  kontaktach  z  płcią  przeciwną,  utrata  poczucia 
odpowiedzialności za drugą osobę i siebie, 
— zdegradowanie całej przebogatej rzeczywistości stosunków międzyosobowych, wspólnoty 
małżeńskiej i rodzinnej do doznań tylko zmysłowych, 
—  osłabienie  woli,  zrezygnowanie  z  pracy  nad  sobą,  zaniedbanie  nauki,  porzucenie 
szlachetnych ideałów i ambicji, 
— poczucie bycia oszukanym i wykorzystanym, ból porzucenia, obniżenie poczucia własnej 
wartości i godności, depresja, nieufność albo wrogość w stosunku do płci przeciwnej, 
—  uzależnienie  się  od  bodźców  seksualnych  podobne  do  uzależnienia  od  alkoholu  czy 
narkotyków. 
 
A oto niektóre konsekwencje zachowania czystości przedmałżeńskiej: 
 
—  utwierdzenie  na  drodze  do  Boga,  wprowadzanie  w  orbitę  dóbr  niewypowiedzianie 
wielkich: dóbr łaski i dóbr wiecznych, 
— uzyskanie wolności do cieszenia się fizycznym zdrowiem, 
— uzyskanie wolności do cieszenia się spokojem sumienia, 
—  uzyskanie  wolności  do  skoncentrowania  się  na  ważnych  życiowych  zadaniach  i  siłę  do 
realizowania tych zadań, 
— otwarcie drogi do rozwoju głębszych związków międzyosobowych i wyższej osobowości, 
— uczy pokonywania własnego egocentryzmu, uczy samozaparcia, ofiarności, poświęcenia, 
a więc prawdziwej miłości, która jest podstawą małżeństwa i rodziny, 
—  hartuje  wolę,  stwarza  człowieka  wolnego,  zdolnego  wybierać  między  dobrem  a  złem. 
Daje wolność kształtowania siebie, 
— uczy radzenia sobie z zewnętrznymi trudnościami, a więc jest szkołą doskonałości, 
— daje głęboką satysfakcję ze "zwycięstwa nad sobą" i poczucia "jestem wolny". 
 
  Być  może  nie  całkiem  zdajesz  sobie  sprawę  z  tego,  że  jesteś  obiektem  niezwykle 
intensywnej,  psychologicznie  wyszukanej  kampanii  zmierzającej  do  uwikłania  Cię  w 
działania prowadzące do zawsze negatywnych a często katastrofalnych dla Ciebie skutków. 
Młodzież 20, 50 czy 100 lat temu nie podlegała takiej presji, aby czynić złe życiowe wybory. 
Sytuacja, w której żyjemy nie ma odpowiednika w całej naszej historii. Tę kampanię (często 
nieświadomie)  prowadzą  środki  masowego  (a  więc  na  masową  skalę)  przekazu,  różne 
instytucje  w  kraju  i  za  granicą  dysponujące  ogromnymi  środkami  finansowymi,  różnego 
rodzaju "autorytety" z naukowymi tytułami, niektórzy politycy. 
  Bezustannie wtłacza się w Twoją świadomość i podświadomość pewne sugestie: "że trzeba 
żyć na luzie", "że wolność możemy robić to na co ma się ochotę", "że przedmałżeński seks to 
rzecz normalna, byle mieć przy sobie prezerwatywę", "że wszyscy to robią", "że trzeba być 
nowoczesnym",  "że  onanizm  to  dobry  sposób  na  zrelaksowanie  się",  "że  dorośli  a 
szczególnie rodzice nie mają ci nic do zaoferowania, podobnie Kościół", itp. itp. Kampania 
ta  zmierza  do  zniesienia  zasad  postępowania,  których  dobro  i  mądrość  sprawdziło 
doświadczenie wieków. Niszcząc te zasady niszczy sie także człowieka. 

background image

  Na Zachodzie niektórzy dawni propagatorzy "wolnej miłości" zaczynają dostrzegać skutki 
swojej  działalności  i  zmieniają  ton.  W  miesięczniku  "Life"  czytamy:  "Dzisiaj  seks  może 
więcej  niż  sparaliżować  nastolatka  niepokojem,  może  go  zabić"(21).  "Glamour"  pisze: 
"niektóre  choroby  przenoszone  drogą  płciową:  AIDS,  hepretis-B,  syfilis  mogą  cię  zabić" 
(22). "Seventeen": "Seks stał się niebezpieczny dla Twojego zdrowia. Może być zagrożeniem 
dla twojej płodności a nawet twojego życia". 
  Skąd ten alarm? Przed rokiem 1960 znano tylko dwie choroby przenoszone wyłącznie przez 
kontakt  płciowy.  Dzisiaj  tych  chorób  jest  około  30.  AIDS  nie  jest  wśród  nich  jedyną 
śmiertelną. W latach 1981-1989 zmarło na AIDS 54 tys. Amerykanów, podczas gdy 80 tys. 
na inne choroby przenoszone drogą płciową (24). 70% mężczyzn i 80% zarażonych kobiet 
nie  cierpi  na  żadne  widoczne  objawy  choroby  i  może  ona  ujść  niezauważona  przez  lata. 
Chory może więc zarażać innych, nie będąc tego zupełnie świadomy. 
  Trzeba  było  śmierci  ponad  100  tys.  osób  i  wielu  set  tysięcy  poważnie  chorych,  żeby 
niektórzy  przynajmniej  propagatorzy  "rewolucji  seksualnej"  zaczęli  cokolwiek  rozumieć. 
Inni wciąż trwają przy swoim. 
Ile  tysięcy  młodych  Polaków  musi  umrzeć,  ile  tysięcy  zachorować,  żeby  nasi  rodzimi 
"wyzwoleni" dziennikarze, artyści, naukowcy, politycy zaczęli cokolwiek rozumieć? 


Document Outline