background image

 

 
-  To  ostatnie  zaklęcie  było  tym  samym,  którego  użyła  Lily,  kiedy 
ratowała jego, szesnaście lat temu – wyjaśnił, a oni byli przerażeni.  

 

- Co to może znaczyć? – chciała wiedzieć Fleur.  

 

-  Że  Harry  spodziewa  się  zginąć  i  swoją  śmiercią  chce  nas  po  raz 
ostatni ochronić – wytłumaczył Kingsley.  

 

background image

Kiedy Harry pojawił się ponownie w gabinecie dyrektorki z Hermioną 
u boku, portret Byłego dyrektora znów był wypełniony jego postacią. 
Popatrzyli sobie w oczy.  

 

- W Londynie wszystko jest już przygotowane do obrony – powiedział 
– A ja dodałem kilka swoich pomysłów.  

 

Dumbledore zgodził się z nim. Byli w gabinecie sami.  

 

-  Pomysły?  Te  wszystkie  straszne  zaklęcia  uważasz  za  pomysły? 
Panie  dyrektorze  –  zwróciła  się  do  portretu  –  on  użył  Śmiertelnej 
Pożogi i Sectumsempry.  

 

- Myślę, że to nie był najgorszy pomysł, pod warunkiem, że użyłeś tej 
odmiany  Pożogi  jaką  przedstawiłeś  mi  rok  temu  –  odpowiedział 
mężczyzna nie spuszczając wzroku z Harry’ego.  

 

-  Tylko  takiej  –  odpowiedział,  ale  zanim  zdążył  powiedzieć  coś 
jeszcze, do środka weszła Mcgonnagall i spojrzała na nich zdziwiona.  

 

- Co wy tu robicie? – zapytała kobieta.  

 

-  Harry  przyszedł  powiedzieć  mi  jak  poszła  ochrona  jego  domu  – 
powiedział Dumbledore – A teraz już wychodzi, prawda Harry?  

 

- Oczywiście – odparł i pociągnął za sobą dziewczynę – Mam tylko do 
pani jeszcze jedną prośbę.  

 

Dyrektorka  spojrzała  na  niego  zdziwiona,  ale  nie  sprzeczała  się. 
Zauważyła,  że  kiedy  sytuacja  staje  się  niebezpieczna,  Harry  umie 
sprawnie  przejąć  dowodzenie  nad  swoimi  żołnierzami  i  poprowadzić 
ich do zwycięstwa.  

 

background image

-  Jest  pewne  zaklęcie,  które  pomoże  ukryć  się  tobie  i  Weasley’om 
całkowicie – zwrócił się do Hermiony.  

 

- Kolejne? – zapytała i wywróciła oczami.  

 

Podał jej karteczkę, a kiedy ją przeczytała aż wstrzymała oddech.  

 

- Chcesz, żeby profesor Mcgonnagall rzuciła na nas Zaklęcie Fidelisa?  

 

Równie  mocno  jak  ona  zdziwiona  kobieta,  podeszła  z  wyciągniętą 
różdżką,  bez  słowa  wytłumaczenie.  Poprosiła  ich  o  podanie  sobie 
prawych  dłoni  i  kiedy  dotknęła  ich  różdżką  z  jej  końca  wystrzeliła 
srebrna wstążka zawiązując się na nich.  

 

-  A  teraz  powtórz  na  głos  to,  co  było  napisane  na  kartce  –  szepnął 
Harry.  

 

-  Ja,  Hermiona  Jane  Granger  ukrywam  się  wraz  z  Molly  i  Arturem 
Weasley  w  domu  przy…-  zawahała  się,  czując  jak  łzy  ściskają  jej 
gardło,  ale  po  sekundzie  kontynuowała  -…Grimmaud  Place  12  w 
Londynie  –  załkała  –  A  ciebie  Harry  Jamesie  Potter  czynię  swoim 
Strażnikiem Tajemnicy, powierzając ci własne bezpieczeństwo i życie 
i mając nadzieję, że zachowasz tę tajemnicę tylko dla siebie.  

 

Ponowne uderzenie różdżki spowodowało kolejną wstążkę, tym razem 
czerwoną jak krew.  

 

- Ja, Harry James Potter, przysięgam zatrzymać twoją tajemnicę tylko 
dla siebie i zostać twoim Strażnikiem Tajemnicy – powiedział pewnie.  

 

Dyrektorka  wypuściła  kolejną,  złotą,  wstążkę,  która  zacisnęła  się  na 
ich dłoniach z błyskiem. Oboje patrzyli na siebie jeszcze przez chwilę, 
ale w końcu się opamiętali i pożegnali.  

 

background image

Szli  przez  korytarze,  aż  dotarli  do  jej  sypialni.  Spojrzał  na  nią  i 
dotknął delikatnie jej policzka.  

 

-  To  był  długi  dzień  i  myślę,  że  powinnaś  się  już  położyć  – 
powiedział.  

 

- Spotkajmy się za piętnaście minut w Pokoju Życzeń – szepnęła, tak 
ż

eby nie usłyszał ich stojący za ścianą sfinks.  

 

Harry zgodził się  bez przekonania, ale wrócił do siebie i po szybkim 
prysznicu, ubrał się i ruszył na spotkanie z dziewczyną. Nie wiedział, 
o  co  może  jej  chodzić.  Kiedy  wchodziła  do  swojej  komnaty  miała 
dziwną minę, a oczy niespotykany dotąd wyraz. Zaintrygowało go to, 
ale także zaniepokoiło. Hermiona nie zachowywała się tak tajemniczo. 
Szedł  korytarzami,  nie  spotykając  po  drodze  nikogo,  nawet  Pani 
Norris, wszystkie  portrety były uśpione, a duchy z pewnością bawiły 
się  gdzieś  w  swoim  towarzystwie.  Krwawy  Baron  z  pewnością  jest 
najbardziej  z  nich  wszystkich  nastawiony  na  zabawę,  
pomyślał  i 
zaśmiał się w duchu.  

 

Kiedy  dotarł  na  miejsce  było  już  dziesięć  minut  po  wyznaczonym 
czasie, więc nie bawił się w wymyślanie miejsca, ponieważ Hermiona 
na  pewno  już  tam  była  i  od  całych  dziesięciu  minut  chodziła  po 
pomieszczeniu i obrzucała go najróżniejszymi wyzwiskami i klątwami 
za spóźnienie. Uwielbiał, kiedy się złościła, ale w tej chwili nie bardzo 
miał  ochotę  na  jej  humory,  wyrzuty  i  zarzuty,  jakie  na  pewno  go 
czekają.  Wolał  jednak  przejść  to  od razu,  zamiast  czekać  do  rana,  aż 
będzie sto razy gorzej. Niechętnie wszedł do środka i widok zaparł mu 
dech  w  piersi.  W  całym  pokoju  paliły  się  świece,  a  światło  było 
zgaszone.  W  półmroku  ledwo  widział,  ale  zdołał  zauważyć  wielkie 
łóżko  z  satynową  pościelą  i  baldachimem.  Ponownie  rozejrzał  się  po 
całym  wnętrzu,  ale  nie  mógł  dostrzec  Hermiony.  Wszedł  głębiej  i 
niespodziewanie  poczuł  czyjeś  oplatające  go  w  pasie  ramiona. 
Uśmiechnął się do siebie. Wszędzie poznałby dotyk rąk Hermiony.  

 

background image

Delikatne  rączki  dziewczyny  błądziły  po  jego  brzuchu.  Powoli 
rozpinała  guziki  świeżej  koszuli,  a  kiedy  tylko  odpięła  ostatni, 
ś

ciągnęła  z  niego  materiał  i  przytuliła  się  do  nagich  pleców.  Nie 

wiedział,  co  miała  na  sobie,  ale  z  pewnością  nie  było  to  zwyczajne 
ubranie.  Pożądanie  w  nim  rosło  z  każdą  chwilę.  Hermiona  dotknęła 
ustami jego ramion, a on westchnął ciężko, jednak w żaden sposób nie 
podejrzewał,  że  zrobi  coś  takiego.  Nie  wiedział,  kiedy  i  jak,  ale 
niezauważenie dotarła do jego spodni i rozpięła je. Zaczęła je z niego 
ś

ciągać,  a  kiedy  trzymały  się  tylko  na  kostkach,  wsunęła  palce  pod 

bokserki  i  pociągnęła  go  kilka  kroków  w  lewo.  Ledwo  oddychał  i 
ucieszył się, kiedy poczuł, jak jej palce znikają spod jego bielizny. Do 
prawdy  nie  wiedział,  jak  miałby  na  sobą  zapanować,  gdyby 
prowokowałaby go jeszcze bardziej. Ledwo to pomyślał, a już poczuł 
jak jej dłoń wsuwa się pod materiał z przodu, od razu dotykając jego 
nabrzmiałej męskości. Jęknął i cicho wypowiedział jej imię.  

 

Zza  pleców  dobiegł  go  jej  cichy  śmiech.  Tego  już  było  dla  niego  za 
wiele.  Wyszarpnął  jej  dłonie  i  odwrócił  w  jej  stronę,  jednocześnie 
ś

ciągając bokserki i stając przed nią całkowicie nago. Spojrzał na nią i 

aż  wstrzymał  oddech.  To,  co  miała  na  sobie  było  o  niebo 
seksowniejsze  niż  gdyby  nie  miała  na  sobie  nic.  Niebieska  jedwabna 
koszulka  przylegała  do  niej  jak  druga  skóra.  Przez  cienki  materiał 
widać  było  nabrzmiałe  piersi  z  twardymi  sutkami.  Dotknął  jej  przez 
jedwab  i  w  tej  samej  chwili  przyciągnął  do  siebie.  Przywarł 
gwałtownie do jej ust i z jękiem dotknął językiem wnętrza. Poczuł jak 
dziewczyna  osunęła  się  na  niego,  a  on  natychmiast  skierował  się  w 
stronę łóżka.  

 

Leżeli  przytuleni  do  siebie,  ogień  w  kominku  płonął.  Harry  odwrócił 
głowę  w  stronę  dziewczyny  i  zobaczył,  że  ma  zamknięte  oczy. 
Wyglądała jakby spała, ale kiedy jej ręka przesuwała się delikatnie po 
jego piersi wiedział, że jest całkowicie rozbudzona. Zanurzył palce w 
jej  włosach,  a  wtedy  spojrzała  na  niego  z  szerokim  uśmiechem. 
Pochylił się i pocałował ją lekko.  

 

background image

-  Dobrze  mi  tak  –  mruknęła  –  Chciałabym,  żeby  zostało  już  tak  na 
zawsze. 

 

Uśmiechnął  się  do  niej.  Jemu  też  było  dobrze,  ale  jej  słowa 
przypomniały  mu  o  pierścionku  zaręczynowym  matki.  Zabrał  go  ze 
skrytki  i  nosił  w  kieszeni  przez  cały  dzień,  a  teraz  spoczywał 
bezpiecznie  w  woreczku,  który  dostał  od  Hagrida.  Jeszcze  nie 
wiedział,  co  zamierza  zrobić  i  kiedy,  ale  nie  miał  wiele  czasu. 
Niespodziewanie  coś  dziwnego  zwróciło  jego  uwagę.  W  pokoju 
zrobiło  się  jasno,  jakby  ktoś  wypuszczał  petardy  na  dziedzińcu. 
Nałożył  okulary  i  wstał,  aby  przyjrzeć  się  temu  z  bliska.  Hermiona 
niechętnie  poszła  w  jego  ślady.  Przed  drzwiami  wejściowymi  stała 
dyrektorka  i  z  wycelowaną  w  stronę  nieba  różdżką,  dodawała  jakieś 
zaklęcia do tarczy.  

 

- Powinienem tam być – mruknął.  

 

Szybko  złapał  swoje  ciuchy  i  ubrał  się.  Hermiona  patrzyła  na  niego 
zdziwiona, ale w końcu poszła w jego ślady.  

 

- No i koniec z miłym nastrojem – mruknęła do siebie.  

 

-  Nie  martw  się,  naprawimy  to  –  powiedział  Harry  i  pocałował  ją 
szybko, zanim wyszli z Pokoju Życzeń. 

 

- Chyba w następnym życiu – powiedziała, podążając za nim – Harry, 
mamy teraz tyle innych spraw, że dla siebie nawzajem nam nie starczy 
– jęknęła.  

 

-  Odrobimy  to  w  wakacje,  jeżeli  wszystko  się  do  tej  pory  skończy  – 
obiecał.  

 

Oboje zdawali sobie jednak sprawę, że wakacje  mogą dla nich nigdy 
nie nadejść. Myślenie o tak dalekiej przyszłości, było tylko pozorem, 

background image

na użytek innych osób. Harry miał przeczucie, że już niedługo będzie 
się musiał rozdzielić z najbliższymi. Nie wiedział jeszcze tylko czy na 
stałe, czy kiedyś ich znów zobaczy.  

 

Biegli  schodami  w  dół  i  kiedy  pojawili  się  w  Sali  Wejściowej, 
zobaczyli kilku innych nauczycieli i garstkę tych uczniów, którzy nie 
wracali  do  domu  na  święta.  Żadnego  Ślizgona  wśród  nich  nie  było. 
Wiedzieli,  że  wpadli  na  odpowiedni  trop.  Dlatego  Profesor 
Mcgonnagall  zabezpieczała  szkołę  takimi  zaklęciami.  Harry  słyszał 
tylko  echo  wypowiadanych  przez  nią  słów,  ale  to  wystarczyło,  by 
zrozumieć  niektóre  z  tych,  jakie  użyli  do  obrony  Kwatery  Zakonu. 
Podszedł  do  niej  powoli  i  przyglądał  się,  a  kiedy  niezauważalnie 
kiwnęła  głową,  przyłączył  się  do  niej.  W  tym  miejscu  nie 
wypowiedział jednak tych strasznych zaklęć, jakich użył w domu.  

 

-  Jako  nauczyciel  Obrony  Przed  Czarną  Magią  powinieneś  dodać 
kilka własnych zaklęć – zauważyła profesor Trelawney.  

 

-  Jako  nauczyciel  Obrony  Przed  Czarną  Magią  wiem,  że  najlepszą 
obroną  jest  sama  czarna  magia  –  odpowiedział,  na  tyle  głośno,  żeby 
usłyszeli go wszyscy.  

 

Jednocześnie wiedział, że jego słowa rozniosą się wśród uczniów już 
następnego  dnia.  Nie  czekając  na  jakiekolwiek  inne  zaczepki  skinął 
głową na uczniów Gryffindoru i zaprowadził ich do wierzy. Pomyślał 
jeszcze  raz  o  tym,  co  powiedziała  Hermiona  w  Pokoju  Życzeń. 
Zastanawiał  się  czy  po  tym  wszystkim  czeka  ich  jakieś  inne  życie, 
które  okaże  się  dla  nich  łaskawsze.  Czy  są  czarodziejami  skazanymi 
na taki los z powodu własnego istnienia? Miał nadzieję, że tak nie jest. 
Chciałby  mieć  pewność,  że  kiedyś  tam,  jego  przyjaciele  zaznają 
szczęścia i  miłości. Że Ron i Ginny nie zginą walcząc o jakąś głupią 
ideę  powstańczą.  Że  on  sam  będzie  mógł  zaznać  szczęścia  z 
Hermioną, nie bojąc się konsekwencji każdego swojego ruchu. Teraz 
jednak musiał uważać na to, co i z kim robi.  

 

background image

Następne  dni  były  cięższe.  Z  każdego  zakątka  świata  dochodziły  ich 
wieści  o  śmierci  czy  zaginięciu  jakiś  czarodziejów  lub  mugoli. 
Zadawano  też  pytanie,  dlaczego  Harry  Potter  nic  z  tym  nie  robi,  a 
siedzi  bezpiecznie  zamknięty  w  Hogwarcie.  Po  jednym  z  takich 
artykułów  postanowił  się  poważnie  za  wszystko  wziąć  i  poprosił 
dyrektorkę o czas na rozmowę z Dumbledorem na osobności.  

 

Nie  pomagała  im  świadomość,  że  do  szkoły  wróciło  niewielu 
uczniów.  Nie  było  oczywiście  prawie  nikogo  ze  Slytherinu,  dlatego 
tych kilku uczniów usadzono przy jednym stole z Puchonami, których 
również wielu zostało w domach. Największą frekwencją szczycił się 
Gryffindor. Ale i tak większość uczniów, którzy odważyli się pojawić 
w  szkole,  miało  conajmniej  szesnaście  lat  i  umieli  się  w  miarę 
możliwości bronić.  

 

Harry  długo  i  aż  do  znudzenia  omawiał  z  Hermioną  każdą  możliwą 
kryjówkę,  jaką  mógł  wymyślić  Voldemort,  jednak  w  głowach  mieli 
pustkę. Nie chciał mieszać do tego dziewczyny, dlatego wieczorem w 
ś

rodę  udał  się  do  Lupina  i  poprosił  go  o  zastępstwo  na  kilka  dni. 

Podążył  do  Albanii,  bardziej  z  obowiązku  wykluczenia  tego  starego 
drzewa, niż z nadzieją, że coś tam jednak znajdzie. Jakże wielkie było 
jego  zdziwienie,  kiedy  pewien  stary  mężczyzna,  opowiedział  mu 
historię o diademie ukrytym w jednym z drzew.  

 

- To jednak już nieaktualne, bo jak tylko dostał to cacko w swoje ręce, 
zwiał – powiedział mężczyzna.  

 

Spytany o to, które to drzewo, zaprowadził ich i natychmiast odszedł. 
Harry  bardzo  dokładnie  przeszukał  stary  konar,  ale  nic  w  nim  nie 
znalazł.  Wiedział  jednak,  że  tym  mężczyzną  był  Voldemort  z 
diademem  Ravenclaw.  Zrezygnowany  wrócił  następnego  dnia  do 
szkoły. Przez całą noc przeszukiwał las z nadzieją, że może jednak coś 
tam  znajdzie,  ale  się  pomylił.  Kiedy  po  trzech  dniach  znalazł  się  w 
Hogsmeade spotkało go wielkie zaskoczenie. Po całej wiosce rozeszli 
się  uczniowie.  Myślał,  że  takie  zachowanie  jest  zbyt  niebezpieczne, 
aby  dyrektorka  pozwoliła  uczniom  na  wyjście  poza  mury  Hogwartu. 

background image

Schował  się  w  zaułku  i  zamienił  pelerynę-niewidkę  na  długą  czarną 
szatę z kapturem, która zakrywała go całego. Zarzucił kaptur na głowę 
i  wyszedł  z  cienia.  Podążył  za  tłumem  w  stronę  Trzech  Mioteł.  W 
ś

rodku  od  razu  zobaczył  Hermionę,  która  siedziała  z  Lupinem, 

Mcgonnagall  i  Shackleboltem.  Dziewczyna  miała  wściekłą  minę, 
dlatego podszedł do nich i schował się za choinką.  

 

- Nie mogę uwierzyć, że zniknął – powiedział Kingsley.  

 

- Nie zniknął – warknęła Hermiona – Najzwyczajniej w świecie udał 
się na polowanie. I to beze mnie.  

-  Może  to  i  lepiej,  że  zostałaś  tutaj  –  zauważył  auror  –  Harry 
najwidoczniej  spodziewał  się,  że  może  mieć  kłopoty  i  nie  chciał  cię 
narażać.  

 

- Przecież nic się nie stało. Już byśmy wiedzieli, gdyby coś złego go 
spotkało  –  powiedziała  i  uderzyła  pięścią  w  stół  –  Nie  wiem,  co 
takiego niebezpiecznego mogło mi się stać w lasach Albanii.  

 

- A po, co miałby jechać do Albanii? – chciał wiedzieć Lupin.  

 

- Kiedyś Voldemort spędził tam jakiś czas – powiedziała, a kiedy się 
zorientowała się, co zrobiła natychmiast zamilkła.  

 

- Myślę, że nie powinniście kusić losu – powiedział profesor. 

 

- Powinnam jednak wiedzieć o takich rzeczach.  

 

Harry  zastanowił  się  przez  chwilę.  Może  miała  rację,  ale  z  drugiej 
strony,  skoro  nic  nie  znalazł,  może  lepiej,  że  została  tutaj.  W  taki 
sposób  nie  wzbudzili  podejrzeń.  Wyszedł  po  cichu  zza  drzewka  i 
pokazał  im  się.  Dziewczyna  spojrzała  na  niego  ze  zdziwieniem,  a 
następnie  rzuciła  na  z  pięściami  obrzucając  najdziwniejszymi 
przezwiskami. Kiedy asortyment jej słów się skończył i nie miała już 

background image

więcej  siły,  Harry  przyciągnął  ją  do siebie  i  mocno  przytulił.  Szeptał 
do  ucha  przeprosiny,  błagając  o  wybaczenie  i  tłumacząc  się  ze 
wszystkiego,  jednocześnie  starając  się  mówić  tak  cicho,  aby  nikt  ich 
nie  usłyszał.  Dziewczyna,  przez  chwilę  warczała  i  próbowała  się 
kłócić, ale po chwili zaprzestała i przytuliła go mocno mówiąc, że się 
o niego martwiła. 

 

- Przepraszam – powiedział tylko, kiedy udało mu się ją przekonać, że 
wszystko jest w porządku i usiedli przy stole.  

 

Drzewko  przesłoniło  ich  tak,  że  niewiele  osób  widział,  co  się  działo, 
ale  oboje  wiedzieli,  że  po  szkole  i  tak  plotki  szybko  się  rozejdą.  Do 
ich  stolika  podeszła  kelnerka  i  już  po  kilku  sekundach,  Harry  miał 
przed  sobą  szklankę  z  miodowym  piwem.  Widząc  zaciekawione 
spojrzenia  przyjaciół,  od  razu  powiedział,  że  nie  może  im  wyjaśnić, 
po co był w Albanii, ale zapewnił ich, że nie znalazł tam tego, czego 
szukał,  jak  zresztą  przypuszczał.  Zapewnił  ich  jednak,  że  ma  pewne 
podejrzenia, gdzie to może się ukrywać.  

 

Nikt nie zadawał mu już zbędnych pytań, bo wszyscy wiedzieli, że nie 
powie ani słowa. Pod Trzema Miotłami spędzili jeszcze kilka godzin, 
podczas  których  Harry  zdołał  się  dowiedzieć  o  rzeczach,  które 
wydarzyły  się  w  czasie  jego  nieobecności.  Pomimo,  że  nie  było  go 
kilka dni, w tym  czasie nie zdarzyło się nic strasznego. Cieszył się  z 
tego,  ale  jednocześnie  był  zaniepokojony.  Taki  bezruch  w  planach 
Czarnego  Pana  mógł  oznaczać,  że  planuje  coś  strasznego.  Jeżeli 
zaatakuje  w  ciągu  najbliższych  kilku  tygodni,  jego  plany  wezmą  w 
łeb.  Wiedział,  że  jeden  horkruks  znajduje  się  w  samym  Hogwarcie, 
tak  jak  uważał  Dumbledore,  ale  nadal  nie  miał  pewności,  co  do 
miejsca,  w  którym  znajduje  się  ten  drugi.  O  węża  nie  musiał  się 
martwić, bo znajdzie go wtedy, kiedy stanie twarzą w twarz ze swoim 
największym wrogiem i w tym samym czasie zginie także ta część w 
nim.  Do  tego  czasu  musi  zniszczyć  także  czarkę  i  diadem  lub 
przynajmniej  zostawić  jakieś  wskazówki  Hermionie  czy  komuś,  kto 
go  zastąpi.  Nie  chciałby  zostawiać  najtrudniejszego  zadania  innym, 
ale nie będzie miał wyboru, jeżeli atak nastąpi niedługo.  

background image

 

Z  Hogsmeade  ruszyli  prosto  do  szkoły.  Niewiele  mówili,  ponieważ 
Hermiona nadal była nieźle wkurzona na niego za samowolny wypad. 
Cieszyła  się,  że  wrócił,  ale  z  drugiej  strony  była  zawiedziona,  że 
niczego nie znalazł. Kiedy myślała o wyprawie do tego lasu w Albanii 
wyobrażała  sobie,  że  znajdą  tam  to,  czego  szukają.  Teraz  zostali  z 
niczym bez pomysłów chyba, że Harry naprawdę ma jakieś konkretne 
pomysły,  którymi  też  się  z  nią  nie  podzielił.  Wiele  miała  mu  do 
zarzucenia,  ale  nie  mogła  się  sprzeczać,  że  chciał  ją  chronić,  nawet, 
jeżeli  jej  to  nie  odpowiadało,  ponieważ  na  jego  miejscu  zrobiłaby  to 
samo.  

Kiedy  dotarli  do  zamku  niewielu  było  w  niej  uczniów.  Większość 
korzystała z możliwości wyrwania się poza mury. Pamiętał jak i jemu 
zależało na czymś podobnym w trzeciej klasie. To uczucie nie minęło. 
Nie bacząc na nic, pokierował Hermionę prosto do swojego gabinetu. 
Dziewczyna  nie  sprzeciwiła  się,  ale  nie  miała  też  zbyt  szczęśliwej 
miny. Gdy tylko znaleźli się w środku, Harry przyciągnął ją do siebie i 
mocno przytulił.  

 

- Tęskniłem – wyszeptał.  

 

- Nie musiałbyś, gdybyś mnie zabrał – odpowiedziała, ale wyczuł jak 
po jego słowach rozluźniła się.  

 

- Przepraszam. Chcę ci to jakoś wynagrodzić – powiedział.  

 

Puścił  ją  i  przyglądał  się  jej  na  odległość  ramienia  z  uśmiechem  na 
twarzy. Nie wiedział, co chciał zrobić dopóki się tu nie znaleźli. Czuł 
teraz  ciężar  pierścionka  spoczywającego  w  jego  kieszeni.  Miał  go  ze 
sobą  podczas  całej  podróży  i  dużo  myślał  czy  powinien  to  robić,  ale 
uznał, że jeżeli coś mu się stanie w taki sposób zapewni dziewczynie 
dodatkową ochronę. Pociągnął ją za rękę i posadził na swoim krześle, 
przyklękając  przed  nią.  Hermiona  zrobiła  wielkie  oczy,  jakby  nie 
wiedziała lub nie chciała uwierzyć w to, co robił. On za to doskonale 
zdawał sobie ze wszystkiego sprawę. Z uśmiechem na ustach ujął jej 
lewą dłoń i pokazał jej złoty pierścionek z diamentową różą.  

background image

 

- Wiem, że w przyszłości może ci to sprawić wiele niebezpieczeństwa, 
gdyby  Voldemort  przejął  władzę,  ale  gdyby  stało  się  inaczej  to 
zapewni  ci  bezpieczeństwo  –  tłumaczył  –  A  tego  pragnę  nad  życie.  i 
chcę,  żeby  ci  przypominał,  że  bardzo  cię  kocham.  Hermiono  – 
zaczerpnął powietrza – wyjdziesz za mnie?  

 

Przez  chwilę  siedziała  skamieniała  jak  posąg.  Nie  wiedziała,  co 
powinna zrobić, ani powiedzieć. W jej głowie przewijało się mnóstwo 
różnych  myśli.  Po  kilku  minutach  utworzyła  się  jednak  jedna  spójna 
myśl, która od  razu znalazła się na jej ustach, nie uzgadniając tego z 
jej mózgiem.  

 

- TAK!!! – krzyknęła i rzuciła się na niego z radością.  

 

- Powiedz mi, kiedy konkretnie, a ja wszystkim się zajmę – wyszeptał 
jej do ucha uszczęśliwiony.  

 

- Jak to? – zapytała – Już teraz? Nie chcesz na nic czekać? – zdziwiła 
się.  

 

- Nie. Wiem już, z kim chcę być do końca życia. Nie odwlekajmy tego 
– poprosił. 

 

- Skoro tak to, czemu nie – uśmiechnęła się ponownie.  

 

Siedzieli razem przez długi czas, a Harry opowiadał, co takiego zastał 
na miejscu. Powiedział o mężczyźnie, który go naprowadził i wielkim 
rozczarowaniu,  że  nie  udało  mu  się  nic  tam  znaleźć,  chociaż  to 
przecież  przewidział.  Ona  w  zamian  odwdzięczyła  się  opowiadając 
najróżniejsze  wieści,  jakie  udało  jej  się  podsłuchać  lub  wydobyć  z 
uczniów.  Harry  widział,  jak  przekręca  na  palcu  pierścionek 
zaręczynowy jego matki i bardzo się tym ucieszył.  Kiedy dochodziła 
noc,  zdążyli  już  wybrać  i  złożyć  zamówienie  na  odpowiadające  im 
obrączki. 

background image

Zamówienie przyszło po trzech dniach. Harry nie chciał zamawiać ich 
na swoje nazwisko, więc kiedy wielka sowa podleciała do Hermiony z 
pudełeczkiem zdziwiła się, ale już po chwili zrozumiała, o co chodzi i 
odebrała paczuszkę, a Harry włożył do woreczka odpowiednią kwotę. 
Uśmiechnęli  się  do  siebie  ukradkiem  i  wyszli  z  Wielkiej  Sali  tak 
szybko  jak  mogli.  Udali  się  do  klasy  Obrony  Przed  Czarną  Magią  i 
odpakowali złotą folię. Ich oczom ukazały się dwie proste obrączki z 
białego  złota.  Na  wierzchu  miały  malutkie  diamenciki  pomiędzy, 
którymi  wyryte  były  znaki  runiczne.  „Miłość”,  „wierność”, 
„zaufanie”, „szczerość”, „przyjaźń”. Tak Hermiona przetłumaczyła te 
znaki. Pomyślał, że te kilka słów opisuje ich doskonale.