background image

Myśliwy po łokcie we krwi 

wywiad  
Z Zenonem Kruczyńskim rozmawia Anna Dobiegała  
 

24 lutego 2017 

Mieszkańcy Trójmiasta protestują przeciw zbiorowym polowaniom. W ramach protestu , uczestnicy stali obok myśliwych , w odblaskowych 
kamizelkach. Tylko 0,3 proc. społeczeństwa poluje, a ok 10 proc. popiera myślistwo i jest to trwały trend społeczny. Po nowelizacji ustawy 
człowiek... (BARTOSZ BAŃKA) 

 

Nęcisko to miejsce kaźni, które degeneruje myślistwo ostatecznie - zaprosić 
zwierzę na posiłek tylko po to, żeby je zastrzelić z wieżyczki żywcem 
skopiowanej z obozów II wojny światowej, nazwanej dziwacznie amboną. 
 

Anna Dobiegała: Polowanie to nałóg?  
Zenon Kruczyński*: Dla wielu myśliwych najważniejsza sprawa w życiu. I nierzadko działa jak 
każdy nałóg, który z samej natury zasłania wszystko – związki, rodzinę, pracę... Los myśliwego jest 
bardzo trudny. Proszę to sobie wyobrazić – wciąż zabijać lub ranić zwierzęta, rozcinać im 
brzuchy… Myśliwy zostawia za sobą morze cierpienia. Nierzadko tydzień w tydzień ma ręce po 
łokcie we krwi. Według badań Polskiego Związku Łowieckiego sprzed paru miesięcy tylko 10 
proc. ludzi w Polsce akceptuje myślistwo. 
Co przy tym trzyma myśliwego?  
– Na skali przemocy, jakiej dopuszcza się człowiek, a zabijanie jest jej najwyższym aktem, dalej nie 
można się posunąć. Zabijanie daje ekscytację, chyba że jest się skrajnym psychopatą i niczego się 
nie czuje. Gdy częściej doświadcza się tak silnego działania adrenaliny, codzienne życie staje się 
nudnawe. Zabić – to wstrząsające przeżycie. Do tego dochodzi wewnętrzny, mentalny krajobraz – 
„jestem dzielny, zmagam się z dzikimi zwierzętami”. Co jest bałamutne, bo najczęściej myśliwy 
wchodzi na ambonę – nasz kraj jest nimi dosłownie upstrzony – wystawia lufę przez okienko i 
dokonuje egzekucji. Dodatkowym aspektem jest to, że gdy idzie się do lasu, żeby zabić, może się 
zdarzyć wszystko okropne to, czego człowiek nie chciałby, żeby się zdarzyło – zwierzę ucieka z 
odstrzeloną nogą albo przestrzelonym brzuchem. To zostaje w człowieku na zawsze. 

background image

Pamiętam łanię harataną kolejnymi kulami – nie mogła już biec, miała jelita na wierzchu, ale 
jeszcze szła. W końcu za którymś strzałem padła. Człowiek, który ją zastrzelił – a było to pierwsze 
zwierzę, które zabił – dwa dni pił. Ale potem dalej polował. 
Myśliwi przekonują, że nie robią nic złego. Dbają o równowagę w przyrodzie i o interes 
rolników – zabijają lisy, które kradną kury z kurników...
  
– Lisy niezwykle rzadko odżywiają się kurami z kurnika. Jeśli myśliwi chcą pomóc rolnikom, niech 
zostawią lisy w spokoju. Lis to podstawowy myszołap w Polsce. Od 60 do 80 proc. diety lisa to 
gryzonie – a te zjadają gigantyczne ilości ziarna na polach. Także myśliwi, którzy mówią, że lisy 
wybiły zające, mogliby się douczyć przyrodniczego elementarza. W składzie pokarmowym lisów 
zajęczaki to ok. 5 proc. Lis jest w stanie pobiec z chwilową prędkością 50 km na godz., zając 
rozwija 64 km na godz. Zdrowy zając dla lisa to siwy kurz nie do złapania.  
Kiedyś myśliwi w Polsce zabijali 1,2 mln zajęcy rocznie. Dziś gatunek prawie zanikł. Zostało ich 
trochę w południowych rejonach, ale myśliwi nie mają żadnej litości i od śrutu ginie jeszcze ok. 15 
tys. zajęcy rocznie. W Polsce żyje ok. 600 gatunków kręgowców. Myśliwi zajmują się 30. Skoro 
twierdzą, że równowaga w przyrodzie jest zachwiana i trzeba ją przywrócić, to zastanówmy się, co 
„zajmuje się” regulacją populacji pozostałych 570 gatunków.  
Pomyślmy też, kto naprawdę rozregulowuje środowisko. Myśliwi wożą w łowiska ok. 100 tys. ton 
karmy rocznie – w hodowli zamkniętej z takiej ilości karmy można wyhodować 250 tys. tuczników 
o wadze 100-115 kg. Z drugiej strony stosują tzw. odstrzał stabilizacyjny – rok w rok wybijają 
zwierzęta do stada podstawowego. Wielkie dokarmianie i zabijanie – to jest nieustanne potrząsanie 
przyrodą. W związku z tak masywnym dokarmianiem i zabijaniem ok. 1,5 mln zwierząt rocznie 
mechanizmy rozrodcze zwierząt łownych pracują na najwyższych obrotach – „musimy urodzić jak 
najwięcej, bo zostaniemy zastrzeleni”. Populacje jeleni i dzików w Polsce wymknęły się spod 
kontroli.  
Dokarmianie zwierząt to kolejny argument, którym bronią się myśliwi.  
– Dokarmianie to wymysł ostatnich kilkudziesięciu lat, gdy pojawiła się duża nadwyżka żywności 
w Europie. Kto dokarmiał zwierzęta przez minione tysiąclecia? Ogromna większość myśliwskiej 
paszy idzie nie do zimowych paśników, tylko na nęciska przez okrągły rok. Nęcisko to miejsce 
kaźni. Rocznie na jednym można zabić nawet kilkadziesiąt zwierząt. To jest zjawisko, które 
degeneruje myślistwo ostatecznie – zaprosić zwierzę na posiłek tylko po to, żeby móc je zastrzelić z 
wieżyczki żywcem skopiowanej z obozów II wojny światowej, nazwanej dziwacznie amboną. 
Posłowie pracują nad zmianą przepisów łowieckich. Co grozi przeciętnemu Kowalskiemu, 
jeśli wejdą w życie?
  
– Jeśli jest właścicielem gruntu, nie będzie miał nic do powiedzenia, kiedy myśliwi będą na jego 
ziemi polować, budować ambony czy urządzać polowania zbiorowe. 100 m od jego domu myśliwy 
będzie mógł zabić sarnę, kuropatwę czy koziołka. Może być nawet tak dramatycznie, że zwierzę 
trafione kulą 100 m od domu, pobiegnie i ranne upadnie pod płotem Kowalskiego. Myśliwy będzie 
musiał je dobić. Czy będzie pod tym płotem strzelał, czego mu nie wolno, czy też wyciągnie nóż, 
żeby dorżnąć tego rannego biedaka?  
Załóżmy, że właściciel gruntu powie: „Nie chcę, żeby ktoś na moim terenie polował”. Nie będzie 
mógł przeszkodzić w wyznaczeniu obwodu łowieckiego na swojej posesji, lecz jedynie wytoczyć 
na własny koszt proces sądowy i wykazać przed sądem, że doktryna religijna, z którą ma 
udokumentowany, przekonujący sąd związek, nie pozwala na zabijanie zwierząt na jego prywatnym 
terenie.  
A co, jeśli jest ateistą?  
– Nic. Ustawa nie przewiduje istnienia takich osób. Warto też dodać, że ten przepis daje 
ograniczone możliwości wyłącznie osobom fizycznym. Osoba prawna, np. Polskie Towarzystwo 
Ochrony Ptaków, nie ma możliwości, aby na swoich terenach zakazać zabijania jarząbków, gołębi 
grzywaczy czy cyraneczek.  
Po nowelizacji ustawy człowiek pójdzie na spacer do lasu, ale jeśli w tym lesie trwa polowanie, 
może zostać oskarżony przez myśliwego, że celowo mu przeszkadza. I usłyszeć: „Proszę opuścić 
ten teren!”. Jeżeli nie posłucha, myśliwy będzie mógł zadzwonić po policję i „przeszkadzający” 
dostanie 500 zł grzywny. Jeżeli odmówi płacenia, trafi pod sąd. Jeśli i tam nie zapłaci – pójdzie do 
więzienia. Oj, trzeba będzie uważać, wybierając się do lasu na grzyby czy na rower. 

background image

W Polsce, jak mało gdzie w Europie, lasy są ogólnodostępne. Chyba nie docenialiśmy tego 
wystarczająco. Teraz ma się to zmienić – 120 tys. myśliwych będzie miało nadrzędne prawo 
do dobra wspólnego pod pretekstem wykonywania tzw. gospodarki łowieckiej. Z powodu 
szkód łowieckich nikomu nie grozi niedostatek – w Polsce to kwota 1,77 zł na obywatela 
rocznie. Myśliwi chronią jedynie swoje prywatne hobby. Rocznie zabijają około czterech 
osób, a 20 ranią.
  
– Te dane dotyczą tylko wypadków związanych z polowaniem. Policja podaje w statystykach ok. 
40 zabitych rocznie z powodu użycia broni cywilnej. Myśliwi nie mogą uniknąć wypadków, 
strzelają w otwartej, wspólnej przestrzeni. Żeby zabić 1,5 mln zwierząt rocznie, naprawdę trzeba się 
nastrzelać. Część tych kul trafia nie w to, w co myśliwi by chcieli. Znałem takiego, który strzelił 
koledze w udo – kula wyrwała mięsień, a przy upadku pękła kość udowa i wyszła przez ciało. Inny 
mój znajomy oporządzał w kuchni swoją broń i z dwóch metrów 12-letniemu synkowi odstrzelił 
rękę. Tego nie ma w myśliwskich statystykach.  
Dlaczego politycy ulegają myśliwym?  
– Kiedyś prawo do zabijania dużych zwierząt było w Polsce przywilejem arystokracji. Współcześni 
politycy jakby w odruchu warunkowym zachowują się tak, jakby mieli do czynienia z grupą 
obdarzoną przez władcę specjalną troską. Poluje 0,3 proc. społeczeństwa. Myśliwi zajmują 
eksponowane miejsca w polityce. Co piąty-szósty poseł i senator to myśliwy. W Sejmie działało 
kiedyś Koło Przyjaciół Myśliwych, zrzeszało 80 posłów. Korzyść z polowań odnoszą tylko myśliwi 
– np. tu, w Puszczy Białowieskiej, gdzie mieszkam, za jeden strzał do dzika w zeszłym sezonie 
dostawali ekstra 400 zł. Jeśli pomnożyć to przez liczbę zabitych zwierząt, wychodzą grube 
pieniądze.  
Myśliwym jest obecny minister środowiska, w jego resorcie pracują myśliwi. Wydaje się, bez 
względu na opcję polityczną, że politycy rządzący w obecności myśliwych tracą rozeznanie. 
Przestają „wiedzieć”, że tylko 0,3 proc. społeczeństwa poluje, że tylko 10 proc. to popiera i że jest 
to trwały trend społeczny. Myślistwo to skamieniałe brzemię, które ciągnie polityków w dół. W 
poprzedniej kadencji to był jeden z ważnych powodów, dla których obóz rządzący poszedł w 
odstawkę. Obecna władza zachowuje się podobnie. 90 proc. polskiego społeczeństwa jest „po 
stronie życia”. Czy w dzisiejszych czasach da się obronić postawę „po stronie zabijania”? 

Zenon Kruczyński, a także Adam Wajrak, Agnieszka Holland, Olga Tokarczuk będą we wtorek, 
28.02. panelistami dyskusji "Czy czeka nas zemsta zwierząt" , po specjalnym pokazie filmu 
"Pokot". Dyskusja ta będzie transmitowana w internecie na fun page "Pokotu". Początek, godz. 20.
 
 
*Zenon Kruczyński - od 23 lat nie poluje, jest inicjatorem kampanii 

„Niech żyją!”

, której celem 

jest skreślenie ptaków z listy zwierząt łownych. Działa w Pracowni na rzecz Wszystkich Istot. 
Pracuje w sejmowej podkomisji ds. nowelizacji ustawy Prawo łowieckie. Jest wegetarianinem, 
nauczycielem mindfulnessu. W maju nakładem wydawnictwa Czarne ukaże się drugie, zmienione i 
poszerzone wydanie jego książki „Farba znaczy krew”.