background image

S

HERRYL

 W

OODS

Nietypowe zaręczyny

background image

ROZDZIAŁ 1
Richard Carlton siedział przy stoliku w swojej ulubionej 
restauracji, serwującej owoce morza, i przez telefon 
komórkowy załatwiał sprawy służbowe. Zniecierpliwiony, 
spojrzał na stojący pod ścianą duży, zabytkowy zegar. Odbył 
jeszcze dwie rozmowy i marszcząc brwi, zerknął z kolei na 
zapięty na przegubie ręki zegarek marki Rolex.
Przyszedł na to spotkanie wyłącznie ze względu na ciotkę 
Destiny i również ze względu na nią postanowił poczekać 
jeszcze pięć minut. Ciotka znalazła dla niego jakąś cudowną 
specjalistkę od marketingu i publicznego wizerunku, a on 
obiecał, że da dziewczynie szansę, zatrudniając ją w rodzin-
nym koncernie, którym zarządzał. Dziewczyna nie miała, co 
prawda, doświadczenia w pracy dla wielkich korporacji o 
międzynarodowym zasięgu, ale Richard zdecydował, że 
pozwoli jej się wykazać.
Zamierzał rozpocząć karierę polityczną, dlatego też po-
trzebował konsultanta, który wykreowałby jego wizerunek na 
użytek wyborców i pomógł wystartować z kampanią. Myślał o 
kimś bardziej dojrzałym, uległ jednak, bo kiedy ciotka Destiny 
coś postanowiła, potrafiła być nadzwyczaj przekonująca.
- Proszę, zjedz z nią lunch. Dobrze wiem, jak trudno cię 
zadowolić, ale daj jej tylko szansę, a już ona ci udowodni, że 
jest najlepsza - zapewniała ciotka z błyskiem w oku.
-  Pochlebiasz mi. - Na twarzy Richarda pojawił się wy-
muszony uśmiech.
-  Ależ skąd, skarbie! - Ciotka poklepała go po policzku, jak 
gdyby znowu miał dwanaście lat i właśnie coś przeskrobał.
Destiny Carlton była utrapieniem życia Richarda. Wątpił, aby 
w całym wszechświecie mogła istnieć druga taka ciotka. 
Kiedy miał niespełna dwanaście lat, mały samolot, którym 
lecieli jego rodzice, roztrzaskał się w górach w czasie mgły. 

background image

Rodzice zginęli, a dwadzieścia cztery godziny później w życie 
Richarda energicznie wkroczyła ciotka.
Była starszą siostrą jego ojca i aż do owego tragicznego 
wydarzenia prowadziła barwne, pełne przygód życie. Bawiła 
się w stolicach całej Europy i przyjaźniła z książętami. Grała 
w kasynach Monaco i jeździła na nartach w Alpach szwajcar-
skich. Po pewnym czasie osiadła we Francji. Kupiła duży 
wiejski dom w Prowansji i poważnie zajęła się malowaniem. 
Jej obrazy stawały się coraz lepsze, tak że z czasem zaczęła je 
nawet sprzedawać w malutkiej galerii w centrum Paryża. De-
stiny była ekscentryczna i pełna fantazji. W jej towarzystwie 
nie mogło być mowy o smutku czy nudzie. Ani Richard, ani 
jego młodsi bracia nigdy wcześniej nie spotkali nikogo takie-
go. A była wtedy kimś, kogo właśnie potrzebowali mali, 
przerażeni chłopcy.
Gdyby na jej miejscu znalazła się samolubna kobieta, 
zabrałaby po prostu chłopców do Francji i żyła jak wcześniej, 
nie przejmując się losem małych bratanków. Natomiast 
Destiny wzięła na siebie obowiązki matki z takim samym 
zapałem, z jakim wcześniej oddawała się malarstwu. Jej 
artystyczna dusza i temperament wtargnęły w uporządkowane 
życie chłopców. W domu zapanował chaos, wydarzenia goniły 
jedne za drugim, ale ani przez chwilę nie mieli wątpliwości, że 
ciotka ich kocha. Oni zaś po prostu ją uwielbiali, nawet wtedy, 
kiedy doprowadzała ich do szaleństwa. Tak jak ostatnio, gdy 
wbiła sobie do głowy, że nadeszła pora, aby się ustatkowali. 
Ku rozpaczy Destiny, zarówno Richard, jak i jego bracia, 
Mack i Ben, wykazywali niezwykłą odporność na jej 
nalegania.
Mimo wpływu, jaki wywarły na niego lata spędzone z ciotką, 
Richard pozostał wierny zasadom ojca i podchodził do życia z 
powagą, a nawet z pewną melancholią. „Pracuj, a dojdziesz do 
celu". „Nie pozostawaj obojętny na sprawy społeczne". 

background image

„Osiągnij coś, stań się kimś". Te słowa ojciec powtarzał mu 
nieomal od urodzenia, wpajając poczucie obowiązku, tak że 
Richard już w wieku dwunastu lat czuł na barkach ciężar 
odpowiedzialności za zakłady przemysłowe od pokoleń 
pozostające w rękach rodziny. Chociaż po śmierci ojca firmą 
kierował ktoś spoza Carltonów, nie było wątpliwości, że z 
czasem właśnie Richard przejmie zarządzanie. Jego bracia 
również mogliby tam pracować, gdyby tylko wykazali chęć. 
Ani wcześniej jednak, ani teraz żaden z nich nie był tym 
zainteresowany.
Będąc dziećmi, Mack i Ben po szkole oddawali się tylko 
zabawom. Jedynie Richard wziął sobie do serca obowiązki, 
jakie rodzina miała wobec koncernu, i codziennie po lekcjach 
maszerował do starego ceglanego budynku, w którym mie-
ściły się biura zarządu.
Ciotka próbowała zachęcać go do czytania książek, ale 
chłopca pociągały jedynie stare, wytarte od wielokrotnego 
wertowania księgi finansowe koncernu. Były dla niego o wiele 
ciekawsze niż powieści. Przeglądając starannie wypisane 
kolumny cyfr, zapoznawał się z historią finansów rodzinnych 
zakładów. Chłodna logika i nienaganny porządek zapisów 
księgowych uspokajały go w sposób, którego nigdy nie udało 
mu się opisać ani wytłumaczyć. Nawet teraz znacznie lepiej 
rozumiał reguły rządzące światem biznesu niż motywy 
postępowania ludzi.
W wieku dwudziestu trzech lat Richard uzyskał dyplom z 
zarządzania w jednej z najbardziej prestiżowych uczelni 
ekonomicznych kraju i zasiadł w fotelu prezesa zarządu kon-
cernu Carltonów. Nie zaskoczyło to ani pracowników, ani 
partnerów zagranicznych. Wielu z nich i tak było przekona-
nych, że to Richard od śmierci ojca nieoficjalnie kierował 
koncernem, bo nawet jako dziecko demonstrował niezwykłe 
wprost przekonanie o słuszności swoich decyzji.

background image

W ciągu dziewięciu lat prezesury Richard doprowadził 
koncern do rozkwitu. Tak właśnie, jakby sobie życzył ojciec. 
Firma rozrastała się i krok po kroku rozszerzała swoje wpły-
wy. Richard dokonywał finezyjnych fuzji, jeśli jednak zmu-
szała go do tego konieczność, nie cofał się też przed brutal-
nym przejmowaniem kolejnych zakładów. Był młodym, od-
noszącym sukcesy biznesmenem i jednym z najbardziej po-
żądanych kandydatów na męża w mieście.
Niestety, z kobietami nie radził sobie tak dobrze jak w pracy. 
Wszystkie, z którymi się spotykał, po pewnym czasie 
orientowały się, że są dla Richarda o wiele mniej interesujące 
niż zawsze pilne sprawy koncernu. Żadna nie chciała się z tym 
pogodzić i po kolei szybko go opuszczały. Kiedy ostatnia, 
odchodząc, nazwała go zimnym draniem, nawet nie 
zaprotestował, bo w głębi duszy uważał, że niewiele się pomy-
liła. Doszedł też do wniosku, że dosyć ma rozczarowań, i 
postanowił poświęcić się wyłącznie biznesowi. Na tym polu 
czuł się pewnie, znał reguły, według których toczyła się gra. 
Niepowodzenia w życiu uczuciowym sprawiły, że odsunął się 
w końcu od kobiet. Zaczął też rozważać karierę polityczną i 
start w wyborach do władz miasta. Oczywiście fotel 
burmistrza Alexandrii miał być tylko trampoliną do dalszej 
kariery. Richard widział siebie w przyszłości jako gubernato-
ra, a nawet senatora. Tego zresztą oczekiwał po nim i jego 
braciach ojciec, który pragnął, by stali się ludźmi znaczącymi i 
wpływowymi zarówno w biznesie, jak i w życiu politycznym 
kraju. Aby jednak Richard mógł wystartować z kampanią 
wyborczą, potrzebował kogoś, kto zajmie się wykreowaniem 
jego wizerunku i sprawi, że pojawi się w mediach jako 
poważny kandydat. To właśnie miałoby należeć do obowiąz-
ków nowego konsultanta.
Według Richarda była to właściwa chwila na zaistnienie w 
życiu politycznym. Tak też uważał kiedyś jego ojciec, który 

background image

często mówił o swych planach wobec synów. Głęboko 
wierzył, że przyszłość trzeba planować, i opracowywał prze-
różne długo- i krótkoterminowe strategie działania. Richard 
przejął po nim ten sposób postępowania, z tym że jego plany 
sięgały znacznie dalej. Lubił też znać prognozy dla koncernu 
na dziesięć, dwadzieścia czy nawet trzydzieści lat naprzód.
Zniecierpliwionym gestem przywołał kelnera. Był zły, że 
marnuje czas, czekając na kobietę, która spóźniała się już 
dwadzieścia minut. Dla kogoś takiego jak on, kto ma plan dnia 
precyzyjnie rozpisany i napięty do granic możliwości, tego 
typu zachowanie było nie do przyjęcia. 
-  Czym mogę służyć, panie Carlton? - Szef sali natychmiast 
zjawił się przy stoliku.
-  Bądź tak dobry, Donaldzie, i dopisz tę kawę do mojego 
rachunku. Osoba, z którą byłem umówiony, nie przyszła, a nie 
mogę już dłużej czekać.
-  Kawa była na koszt firmy, proszę pana. Czy kucharz ma 
zapakować sałatkę na wynos?
-  Nie trzeba, dziękuję.
-  Przynieść panu płaszcz?
-  Przyszedłem bez płaszcza.
-  W takim razie proszę przynajmniej pozwolić, żebym 
wezwał taksówkę. Pada coraz większy śnieg i na ulicach 
zrobiło się ślisko. Może dlatego pana gość się spóźnia.
Richard myślał już tylko o tym, żeby wrócić do pracy, i nie 
interesowało go, co przeszkodziło dziewczynie przyjść 
punktualnie na spotkanie.
-  Jeżeli pogoda rzeczywiście jest tak zła, to szybciej dojdę na 
piechotę, ale dziękuję ci. A gdyby panna Hart jednak się 
pojawiła, to powiedz jej, proszę, że... - Richard urwał.
Nie chciał zdenerwować Destiny, a wiedząc, że jest ulubioną 
klientką Donalda, był pewien, że kelner powtórzy każde jego 
słowo. Obiecał dać dziewczynie szansę i uznał, że wywiązał 

background image

się z obietnicy. Obawiał się jednak, że ciotka może to odebrać 
inaczej.
-  Powiedz jej po prostu, że nie mogłem dłużej czekać - 
zakończył.
-  Oczywiście, proszę pana, powtórzę.
Richard otworzył drzwi i dał krok na zaśnieżony chodnik, a 
wchodząca w tej chwili do restauracji kobieta wpadła na niego 
z impetem. Utrzymał się na nogach tylko dlatego, że mocno 
uchwycił się drzwi. Kobieta poderwała głowę i zobaczył 
ogromne, brązowe oczy ocienione długimi rzęsami. Nie-
znajoma straciła równowagę, poślizgnęła się i byłaby upadła, 
gdyby jej nie złapał.
Pomógł jej stanąć prosto i trzymając ją w ramionach, poczuł 
nagle przez grubą kurtkę, że jest krucha i delikatna. Za-
skoczony stwierdził, że nieznajoma budzi w nim instynkt 
opiekuńczy, jakiego nie odczuwał w stosunku do nikogo poza 
swoimi młodszymi braćmi i ciotką. Kobiety, z którymi stykał 
się w życiu, były na ogół silne i same dawały sobie radę, nie 
wzbudzając w nim nigdy podobnych uczuć.
Kobieta zamknęła oczy, jakby nie chciała uwierzyć w to, co 
widzi, a kiedy je otworzyła, miała bardzo nieszczęśliwą minę.
-  Proszę powiedzieć, że nie jest pan Richardem Carltonem - 
wyrzekła błagalnie. - Niestety, jest pan Richardem Carltonem 
- dodała, nim zdążył odpowiedzieć. - Wygląda pan tak jak na 
zdjęciu, które pokazała mi pana ciotka. - Nic mi się dzisiaj nie 
udaje. Utknęłam w korku, a na dodatek zaczął padać śnieg - 
próbowała się usprawiedliwiać. - Przypuszczam, że nie ma 
pan ochoty wrócić do środka, byśmy jeszcze raz mogli zacząć 
to spotkanie? - zapytała, patrząc na niego z nadzieją w oczach.
-  Melanie Hart, jak sądzę. - Richard stłumił westchnienie.
-  Mogłabym udawać, że jestem kimś innym i zapomnie-
libyśmy o całym tym niefortunnym wydarzeniu. Później za-
dzwoniłabym do pańskiego biura z przeprosinami, umówili-

background image

byśmy się jeszcze raz i dopiero zaczęlibyśmy znajomość we 
właściwy sposób - powiedziała, spoglądając na niego nie-
pewnie. 
-  Naprawdę zastanawiała się pani, czy mnie nie okłamać?
-  Byłaby to strata czasu, prawda? I tak zresztą już się wydało, 
kim jestem - stwierdziła z żalem. - Wiedziałam, że spotkanie 
na lunchu to nie jest dobry pomysł. Zdecydowanie lepsze 
wrażenie robię w sali konferencyjnej, mając do dyspozycji 
rzutnik i wykresy. Tłumaczyłam to Destiny, ale uparła się przy 
lunchu. Mówi, że kiedy jest pan głodny, szybko się pan 
irytuje.
-  Miło, że podzieliła się z panią swym spostrzeżeniem - 
odparł Richard, przyrzekając sobie w duchu, że odbędzie z 
ciotką kolejną nieprzynoszącą rezultatów rozmowę na temat 
jej okropnego nawyku omawiania z postronnymi osobami 
zwyczajów bratanka i jego słabostek. Jeżeli miał zamiar 
wystartować w wyborach, to jej długi język mógł go pozbawić 
szansy na wygraną, zanim jeszcze zdąży rozpocząć kampanię.
-  Przypuszczam, że nie zjadł pan lunchu? - zapytała z 
nadzieją Melanie.
-  Nie.
-  Z pewnością dlatego jest pan zirytowany. Może więc lepiej 
zejdę panu z oczu, a potem spróbuję zrozumieć, jak mogłam 
zawalić najważniejsze w życiu spotkanie w sprawie pracy.
-  Gdyby chciała pani usłyszeć opinię na ten temat, to proszę 
do mnie zadzwonić - odrzekł.
Zamierzał ją ominąć i po prostu odejść, ale dziewczyna 
wyglądała na tak szczerze zmartwioną, że jakoś nie mógł jej 
zostawić. Destiny zaś twierdziła, że Melanie jest naprawdę 
dobra w tym, co robi, a on wiedział, że ciotka rzadko się w 
tych sprawach myli. Znała się na ludziach i potrafiła ich 
właściwie ocenić, oczywiście pod warunkiem, że zdołała się 
zdobyć na obiektywizm. Richard obawiał się jednak, że w tym 

background image

wypadku serce ciotki wzięło górę nad jej chłodnym osądem, a 
mimo to...
Zirytowany, ujął dziewczynę pod ramię i wszedł z powrotem 
do restauracji.
-  Daję pani pół godziny - rzucił krótko.
Szef sali uśmiechnął się szeroko i poprowadził ich do tego 
samego stolika, przy którym przed chwilą siedział Richard. 
Zmieniono już obrus i nakrycia, a ponadto postawiono zapa-
loną świecę. Richard uznał, że Donald, spodziewając się jego 
powrotu, próbował stworzyć miły nastrój i choć trochę po-
prawić mu humor. Nie było cienia wątpliwości, że jest w 
zmowie z ciotką i że zadzwonił do niej natychmiast po jego 
wyjściu.
Przyniósł dzbanek świeżo zaparzonej kawy, a Richard spojrzał 
na zegarek.
-  Zostało pani dwadzieścia cztery minuty. Proszę je dobrze 
wykorzystać.
Dziewczyna energicznym ruchem sięgnęła po teczkę z do-
kumentami, przewracając przy tym szklankę z wodą, która 
chlusnęła wprost na uda rozmówcy.
Richard zerwał się na równe nogi, czując, jak lodowata ciecz 
przesiąka przez tkaninę spodni. Ciekawe, co jeszcze się dzisiaj 
wydarzy? - pomyślał z rezygnacją.
-  O Boże, najmocniej pana przepraszam. - Melanie chwyciła 
serwetkę, jak gdyby miała zamiar zabrać się do osuszania 
zmoczonej garderoby.
Postanowił nie protestować, ciekaw, jak się zachowa, kiedy 
sobie zda sprawę z tego, gdzie go dotyka. Ale Melanie 
najwidoczniej już to sobie uświadomiła i po prostu podała mu 
serwetkę.
-  Jeszcze raz przepraszam - powtórzyła, kiedy Richard 
wycierał spodnie. - Przysięgam, że na ogół nie jestem taką 

background image

niezdarą. Naprawdę nie - zapewniła, widząc jego powątpie-
wające spojrzenie.
-  Wierzę pani - mruknął bez przekonania.
Melanie wyprostowała się i popatrzyła mu prosto w oczy.
-  Zrozumiem, jeśli pan zaraz wyjdzie. Zrozumiem również, 
jeśli zabroni mi pan zbliżać się do swoich drzwi. Jednak 
postępując tak, popełni pan poważny błąd - ostrzegła.
Niewątpliwie ma dziewczyna tupet, pomyślał i przestał wy-
cierać spodnie, bo i tak nie przynosiło to żadnych rezultatów.
-  Dlaczego tak pani uważa? - zapytał.
-  Wiem, jak przyciągnąć uwagę ludzi i dlatego to właśnie 
mnie pan potrzebuje.
-  Zgadzam się z pierwszą częścią tego twierdzenia. Nasze 
spotkanie mogę uznać za niezapomniane, choć katastrofalne w 
skutkach. Oczekiwałem jednak czegoś bardziej twórczego.
-  Umiem poprowadzić kampanię - nie dawała za wygraną. - 
Znam właściwych ludzi, jestem inteligentna i pracuję w 
niekonwencjonalny sposób. Dobrze wiem, jak wykreować 
swoich klientów, aby przekonać do nich media. Opracowałam 
wstępny projekt pańskiej kampanii.
Sięgnęła znów po teczkę z dokumentami, a Richard przezornie 
chwycił stojącą na stole drugą szklankę z wodą i odstawił ją 
poza zasięg rąk dziewczyny. Po chwili cały stolik zasłany był 
papierami, a ona ciągle usiłowała znaleźć te właściwe.
-  Doceniam pani chęci, panno Hart, ale obawiam się, że nic 
nie wyjdzie z naszej współpracy - oznajmił, kiedy wreszcie 
znalazła swój projekt. - Szukam kogoś bardziej dojrzałego - 
próbował złagodzić nieco wymowę poprzednich słów.
I mniej roztargnionego, dodał w myśli. Nie chcę też mieć 
obok siebie atrakcyjnej dziewczyny, której obecność wciąż 
będzie mi uświadamiała, że od miesięcy obywam się bez 
seksu. Zatrudnianie pracownika, który wzbudza w szefie takie 

background image

uczucia, to w dzisiejszych czasach prowokowanie losu i 
narażanie się na proces o molestowanie.
Nie wiedział, dlaczego ta dziewczyna tak na niego działa. 
Najpierw niemal go znokautowała, potem rozzłościła, w koń-
cu doszedł do wniosku, że mu się podoba. A wszystko to w 
ciągu niespełna dwudziestu pięciu minut. Spojrzał na zegarek i 
z ulgą stwierdził, że czas, który jej obiecał, się kończy.
-  Czas dobiega końca. Miło mi było panią poznać i życzę 
wszystkiego dobrego.
Melanie popatrzyła na Richarda smutnymi sarnimi oczami. 
Jego puls gwałtownie przyspieszył.
-  Nie chce mnie pan - stwierdziła.
On zaś nie mógł oderwać oczu od jej miękkich, pełnych i 
bardzo ponętnych ust. Najwyższa pora wygospodarować czas 
na randki.
-  Nie ująłbym tego w ten sposób - powiedział. - Uważam po 
prostu, że nie pasujemy do siebie. Jeżeli jest pani rzeczywiście 
tak utalentowana, jak utrzymuje moja ciotka, to zanim się pani 
obejrzy, już będzie pani pracowała dla innej dużej korporacji.
-  Źle mnie pan zrozumiał, panie Carlton. Mam własną firmę, 
klientów i nie narzekam na brak pracy. Chciałam się zająć 
kampanią korporacji Carltonów ponieważ jestem zdania, że 
potrafię coś, czego nie potrafią wasi pracownicy.
-  A konkretnie?
-  Chciałam wykreować nowy, o wiele bardziej współczesny 
wizerunek zarówno pańskich zakładów, jak i pana samego. 
Zaczynam się jednak zastanawiać, czy sposób, w jaki jesteście 
postrzegani w tej chwili, nie odpowiada prawdzie. - Wstała, 
odwróciła się i z podniesioną głową ruszyła do drzwi.
Kiedy szła, szczupłe biodra lekko się kołysały. Richard jak 
zahipnotyzowany wpatrywał się w jej pośladki. Dawno nie 
widział kobiety chodzącej w równie podniecający sposób.

background image

Co się z nim dzieje? Ta piekielna kobieta najpierw omal go 
nie przewróciła, potem wylała na niego lodowatą wodę, ob-
raziła go i odeszła. A on wciąż nie może oderwać od niej 
oczu. Doskonale jednak rozumiał, w czym rzecz. Otóż ona 
zamierzała dla niego pracować, a on z jakichś niezrozumia-
łych, szalonych powodów chciał ją zaciągnąć do łóżka.
-  I właśnie wtedy polałam go wodą. - Melanie kończyła 
relacjonować Destiny swoje spotkanie z Richardem. - Będę 
miała szczęście, jeśli nie dostanie zapalenia płuc i nie oskarży 
mnie o spowodowanie choroby. W jutrzejszej poczcie znajdę 
pewnie uprzejmy list, w którym twój bratanek oznajmi, że nie 
może mnie zatrudnić. Jestem przekonana, że wzbudziłam w 
nim żywą niechęć, a list pozbawi mnie reszty złudzeń. 
Najprawdopodobniej wyśle go przez kuriera jeszcze dziś wie-
czorem, przerażony, że rano mogę się pojawić w biurze i pod-
palić budynek.
Kobiety siedziały w saloniku domu, który był kiedyś siedzibą 
rodziny Carltonów, a obecnie mieszkała w nim tylko Destiny.
-  Kochanie, naprawdę nie mogło ci pójść lepiej. - Destiny 
była bardzo zadowolona. - Richard zbyt poważnie traktuje 
własną osobę i jest okropnie nadęty. Ty zaś jesteś jak świeża 
bryza. On tego właśnie potrzebuje.
-  Nie wydaje mi się, żeby dostrzegł zabawną stronę całej tej 
sytuacji - odparła Melanie.
Żałowała, że tak się stało, bo Richard się jej spodobał. Co 
prawda, odnosił się do niej z rezerwą, był nieco sztywny, ale 
mogła go przekonać do częstszego uśmiechania się. Wtedy 
bez względu na swój program wyborczy zdobyłby głosy 
wszystkich mieszkanek Alexandrii. Melanie była przekonana, 
że może wiele zrobić zarówno dla koncernu, jak i dla jego 
prezesa. Stanowiłoby to dla niej nie lada wyzwanie, coś, na co 
od dawna czekała. Ale wszystko przepadło. Jej firma w 
rzeczywistości wcale nie prosperowała tak świetnie, jak 

background image

przedstawiła to Richardowi i dopiero taki klient zapewniłby 
jej przyszłość na rynku.
-  Porozmawiam z nim i na pewno uda mi się załagodzić 
sytuację - obiecała Destiny.
-  Zostaw to, proszę. Dość już dla mnie zrobiłaś - odrzekła 
Melanie. - Richard zgodził się spotkać ze mną na twoją 
prośbę, a ja nie umiałam wykorzystać szansy. Zawaliłam 
sprawę, więc teraz powinnam samodzielnie znaleźć sposób, 
żeby to naprawić.
-  Jestem pewna, że ci się uda. Doskonale sobie radzisz w 
trudnych chwilach. Wiem o tym od momentu, kiedy tylko się 
spotkałyśmy. - Destiny uśmiechnęła się.
-  Nie wiem, czy pamiętasz, ale to było wtedy, kiedy 
wgniotłam ci tylny błotnik - przypomniała Melanie.
-  Pamiętam doskonale. W ciągu kilku minut przekonałaś 
mnie, że i tak już najwyższa pora na kupno nowego samocho-
du. Zawiozłaś mnie do salonu i zanim minęła godzina, sie-
działam za kierownicą wystrzałowego czerwonego kabrioletu. 
A przecież nie jestem osobą łatwo ulegającą wpływom - 
orzekła Destiny.
-  Kogo chcesz oszukać? - Melanie roześmiała się. - Od dawna 
zamierzałaś kupić nowy samochód, a stłuczka była tylko 
pretekstem, żeby to w końcu zrobić. Właściciel salonu, do 
którego cię zawiozłam, jest moim klientem. Wiedziałam więc, 
że zaoferuje ci dobrą cenę.
-  Nie rozumiesz? Przecież w marketingu chodzi właśnie o to, 
żeby skłonić ludzi do kupienia czegoś, co do tej pory 
wydawało się im niepotrzebne - powiedziała Destiny. - A ty 
musisz po prostu przekonać mojego bratanka, że nie może bez 
ciebie żyć, a raczej, że koncern nie może bez ciebie 
funkcjonować.
W głowie Melanie zadźwięczał sygnał alarmowy i przyjrzała 
się uważnie starszej pani.

background image

-  Nie próbujesz mnie chyba swatać? - zapytała nieufnie.
-  Ja? Miałabym cię swatać z Richardem? Mój bratanek nie 
słucha mnie w sprawach sercowych. Po co więc traciłabym 
czas?
Choć brzmiało to przekonująco, Melanie nie całkiem 
uwierzyła. Destiny Carlton była fascynującą kobietą, mądrą, 
dobrą. Melanie znała ją jednak na tyle dobrze, by wiedzieć, że 
jeśli sytuacja tego wymaga, potrafi uciec się do podstępu. 
Wiedziała również, że uwielbia swoich bratanków. Odkąd się 
tylko poznały, rozwodziła się nad ich zaletami i wyznała jej, 
że byłaby szczęśliwa, gdyby się w końcu ustatkowali. Kto 
wie, do czego gotowa była się posunąć, żeby ich pożenić?
-  Wiesz, że nie szukam męża - przypomniała Melanie.
-  Ale ciekawej pracy wciąż szukasz. A może coś się zmie-
niło? - zapytała Destiny.
-  Nic się nie zmieniło.
-  W takim razie połączmy siły i wymyślmy jakiś dorzeczny 
plan - zaproponowała pogodnie starsza pani. - Nikt nie zna 
słabostek Richarda lepiej niż ja.
-  To on ma w ogóle jakieś słabostki? - zapytała Melanie z 
niedowierzaniem.
Richard wydał się jej' pewny siebie, zdecydowany, nieco 
arogancki i pozbawiony wszelkich słabostek. Jej praca zaś 
polegała właśnie na tym, by wytropić słabe punkty klienta, a 
potem starannie je ukryć lub skorygować, tak by media nie 
mogły ich wykorzystać przeciwko niemu. Ale choć była spe-
cjalistką, u Richarda nie dostrzegła niczego, co wyglądało na 
słaby punkt.
-  Richard jest mężczyzną. A każdego mężczyznę można 
zdobyć. Należy tylko zastosować odpowiednią taktykę. Opo-
wiadałam ci o księciu? - zapytała Destiny.
-  O tym, który jeździł za tobą po całej Europie?

background image

-  To była miłość mojego życia - nieoczekiwanie wyznała 
Destiny. - Ale lepiej zostawmy przeszłość w spokoju i wróć-
my do Richarda. Mam mały domek nad rzeką, jakieś sto 
trzydzieści kilometrów od miasta. Myślę, że zdołam nakłonić 
Richarda, aby spędził tam weekend.
Melanie nie spodobał się ten plan. Raz już zaufała wyczuciu 
przyjaciółki i miało to opłakane skutki.
-  Richard tam pojedzie i co dalej? - Badawczo popatrzyła na 
Destiny.
-  Kiedy on już tam będzie, niespodziewanie pojawisz się ty, 
przywożąc jego ulubione smakołyki i oczywiście swój projekt. 
Pomogę ci ułożyć menu, któremu nie zdoła się oprzeć.
Melanie uznała, że plan jest do niczego. Już pomysł z pre-
zentacją podczas lunchu okazał się kiepski, ale zaskoczenie 
potencjalnego pracodawcy podczas weekendu w ustronnym 
miejscu było kompletnie niedorzeczne i groziło katastrofą.
-  Jeżeli on tam pojedzie odpocząć, to przecież będzie 
wściekły, kiedy mnie zobaczy! - Melanie próbowała ostudzić 
zapał Destiny.
-  Richard nie jeździ tam odpoczywać, tylko pracować. 
Uważa, że cisza pozwala mu się lepiej skoncentrować, a przez 
to może zrobić więcej niż w domu.
-  Tym bardziej moja obecność będzie niepożądana - za-
protestowała Melanie.
-  Nie, jeżeli ułożymy odpowiednie menu. Wiesz, że droga do 
serca mężczyzny prowadzi przez żołądek. Mam kilka butelek 
jego ulubionego wina. Zawieziesz je również.
-  Ten pomysł wydaje mi się ryzykowny. Szczerze mówiąc, 
bardzo ryzykowny. Myślę, że Richard nie ma najmniejszej 
nawet ochoty na spotkanie ze mną.
Destiny była głucha na te argumenty.
-  Każda rzecz, którą warto mieć, wymaga odrobiny ryzyka - 
stwierdziła pogodnie. - A zresztą co on może zrobić? 

background image

Zatrzasnąć ci drzwi przed nosem? Na to jest zbyt dobrze 
wychowany.
Melanie uznała, że ostatecznie perspektywa spotkania nie jest 
taka przerażająca. Trzeba by wprawdzie znowu stawić czoło 
Richardowi, ale była to kolejna szansa na upragniony 
kontrakt. Pozyskanie zaś takiego klienta byłoby ogromnym 
osiągnięciem dla firmy, a jeszcze większym poprowadzenie 
kampanii wyborczej Richarda, szczególnie gdyby udało się ją 
wygrać. Po tak spektakularnym sukcesie pozycja Melanie na 
rynku byłaby bardzo mocna, tak że w mieście, w którym roiło 
się od ludzi zajmujących się polityką, wkrótce mogłaby 
dyktować warunki. Zdecydowała się podjąć wyzwanie.
- Zgoda. Przejdźmy więc do menu. - Uśmiechnęła się 
niepewnie.

background image

ROZDZIAŁ 2
W piątek o drugiej po południu szofer w liberii przywiózł trzy 
kosze wypełnione jedzeniem i wypchaną kopertę zaadre-
sowaną ozdobnym pismem Destiny. Melanie zrozumiała, że 
nie uda się jej wykręcić i rzeczywiście pojedzie do Richarda 
Carltona z nieoczekiwaną wizytą. Nie tylko naruszy jego 
prywatność, ale jeszcze będzie go próbowała przekonać, że jej 
fachowa pomoc jest mu absolutnie niezbędna.
Melanie mieszkała w niedużym domu, w którym mieściło się 
również biuro firmy. Kiedy szofer ukłonił się i odjechał, 
Becky, jej najlepsza przyjaciółka i zarazem asystentka, zaj-
rzała z ciekawością do pozostawionych w holu koszy.
-  No, no, Mel, ktoś chyba próbuje cię uwieść - stwierdziła 
zaintrygowana.
-  Nic z tych rzeczy - odparła Melanie - a raczej ten ktoś ma 
nadzieję, że to ja uwiodę Richarda Carltona.
-  Myślałam, że spotkanie z nim zakończyło się fiaskiem. - 
Becky patrzyła na nią z niedowierzaniem.
-  Owszem, ale zdaniem jego ciotki w atmosferze ustronnego 
domku nad rzeką za pomocą dobrego jedzenia i wina mogę 
wszystko naprawić.
Becky, na pozór romantyczka, w rzeczywistości osoba o 
świetnej intuicji w sprawach biznesu, nie ukrywała, że nie 
podoba się jej pomysł Destiny.
-  A jak miałabyś go nakłonić do tej wycieczki?
-  Destiny wzięła to na siebie - poinformowała Melanie. 
Otworzyła kopertę, przeczytała krótki liścik, a potem,
rzuciwszy okiem na dwie strony szczegółowych instrukcji, 
westchnęła.
-  Co to jest? - Becky podejrzliwie zerkała na papiery.
-  Wskazówki - stwierdziła ironicznie Melanie. - Destiny 
pamiętała i o tym, żeby dołączyć przepisy kulinarne. Musi 
wiedzieć, że przypalam nawet wodę.

background image

-  Skoro już zgodziłaś się na ten idiotyczny plan, to przepisy 
bardzo ci się przydadzą. A w ogóle to przypomnij mi, 
dlaczego tak bardzo jej zależy, żebyś dostała ten kontrakt?
-  Chciałabym móc powiedzieć, że to ze względu na długą 
listę moich sukcesów zawodowych. Ale, niestety, prawda jest 
taka, że Destiny wbiła sobie do głowy, że jestem świeżą bryzą 
potrzebną jej bratankowi, który zbyt poważnie traktuje siebie i 
życie - wyjaśniła, myśląc, że takie jest w każdym razie 
oficjalne uzasadnienie.
-  Innymi słowy, są jakieś ukryte powody - podsumowała 
Becky. - Może naprawdę chodzi o uwiedzenie - dodała.
-  Nie mów tak, a nawet nie myśl! - poprosiła Melanie, 
zmartwiona tym potwierdzeniem własnych podejrzeń. - To nic 
osobistego. Chodzi wyłącznie o biznes.
-  Jasne, wyłącznie biznes - mruknęła drwiąco Becky.
-  Przynajmniej mnie. Jeśli zdobędę tę pracę, nie będę się 
więcej martwić o to, czy zdołam ci zapłacić pensję.
-  W takim razie jedź i bierz się do gotowania. A jeśli po 
zjedzeniu tego placka z wiśniami on nie da ci pracy, to znaczy, 
że jest pozbawiony ludzkich cech. - Becky zatrzasnęła 
pokrywę kosza, z którego wydobywał się smakowity zapach. - 
Miałam kiedyś świecę, która podobnie pachniała. He razy ją 
zapaliłam, czułam się głodna, i jadłam. Zanim się wypaliła, 
przybyło mi pięć kilo.
Melanie zachichotała, bo Becky stałe ubolewała, że jest za 
graba. W rzeczywistości jednak jej seksowne krągłości pod-
obały się mężczyznom i Becky nigdy nie narzekała na brak 
męskiego towarzystwa.
-  Ja tu sobie jakoś poradzę, a ty miej litość i zabierz stąd to 
jedzenie - poprosiła Becky.
Melanie z ociąganiem sięgnęła po projekt, który przygotowała 
dla koncernu Carltona. Było już za późno, aby się wycofać z 
tej eskapady. Zgodziła się, a więc nie pozostawało jej nic 

background image

innego, jak tylko ruszyć w drogę i mieć to jak najszybciej za 
sobą.
-  Pomóż mi zapakować te kosze do samochodu. Destiny 
trochę przesadziła, tego, co tam jest, starczy nie tylko na jedną 
kolację, ale i na cały weekend - powiedziała.
-  Może spodziewa się wyjątkowo długiej kolacji - zasu-
gerowała Becky, z trudem dźwigając dwa kosze do samocho-
du przyjaciółki.
-  Albo śnieżycy - odparła ponuro Melanie i pomyślała, znając 
swoje szczęście, że śnieżyca uwięzi ją w towarzystwie 
mężczyzny, który wyraźnie oznajmił, że nigdy więcej nie chce 
jej widzieć. - Znasz prognozę pogody?
-  Po co ci prognoza? Spójrz tylko na niebo. - Becky wskazała 
nadciągające z zachodu ołowiane chmury, zwiastujące śnieg.
-  Obiecaj, że jeśli nie wrócę do poniedziałku, pojedziesz tam i 
mnie odkopiesz, choćbyś nawet musiała zdobyć pług śnieżny.
-  Może lepiej zaczekam, aż powtórzysz to w poniedziałek. - 
Becky uśmiechnęła się figlarnie. - Kto wie, może wcale nie 
będziesz chciała pomocy.
-  Obiecaj albo przysięgam, że cię zwolnię! - zagroziła żartem 
Melanie. - Zrobię to, nawet jeżeli zdobędę tę pracę i będziemy 
mogły się tarzać w forsie.
-  Dobrze, dobrze. - Becky uspokajała przyjaciółkę, po-
wstrzymując uśmiech. - Jeśli nie wrócisz do poniedziałku, 
przyjadę i cię uratuję - zapewniła. - A już na pewno poinfor-
muję gliniarzy, gdzie mają zacząć szukać twojego ciała.
-  Nie żartuj. Nigdy nic nie wiadomo.
-  Widzę, że naprawdę się przejmujesz - stwierdziła już 
poważnie Becky.
-  Nie boję się, że Richard mnie zabije, ale że może mnie 
wyrzucić za drzwi. A wtedy umrę ze wstydu.

background image

-  Nie umiera się ze wstydu, a w każdym razie nie ludzie z 
naszej branży. Pamiętaj, że nikt nie umie tak manipulować 
innymi jak my. Jesteśmy w tym mistrzami.
-  Będę to sobie powtarzać, siedząc w zaspie i odmrażając 
tyłek. Na pewno od razu zrobi mi się cieplej! - odparła 
Melanie.
-  Miej pod ręką komórkę, to w razie czego zadzwonisz po 
karetkę. Słyszałam, że lekarze w tamtej okolicy mają dużą 
wprawę w leczeniu odmrożeń.
Do tych słów ograniczyło się współczucie i wsparcie ze strony 
Becky, asystentki i najbliższej przyjaciółki. Melanie 
westchnęła i przekręciła kluczyk w stacyjce. Samochód ślizgał 
się po oblodzonym podjeździe, a kiedy koła dotknęły 
odśnieżonej nawierzchni jezdni, Melanie nie spojrzała nawet 
w stronę domu. Była pewna, że przyjaciółka zaśmiewa się, 
stojąc przed drzwiami.
Richard nie mógł zrozumieć, dlaczego dał się namówić ciotce 
na weekend w domku nad rzeką. Czekał teraz od kilku godzin, 
ale Destiny ani się nie zjawiła, ani nie zadzwoniła. Był 
wprawdzie pewien, że kobieta, która objechała kulę ziemską, 
da sobie radę w każdej sytuacji, ale zaczynał się niepokoić, 
gdyż od śmierci rodziców obsesyjnie bał się o wszystkich 
bliskich, którzy mu pozostali. Nie mógł wprost patrzeć, jak 
młodszy brat Mack gra zawodowo w piłkę, lękając się, że 
jakiś agresywny obrońca przetrąci mu kark. A kiedy kontuzja 
kolana zmusiła Macka do zakończenia kariery sportowej, 
Richard odetchnął z ulgą i znalazł bratu - obecnie 
współwłaścicielowi drużyny - pracę w biurze zajmującym się 
jej sprawami.
Usłyszawszy wreszcie kroki na werandzie, szeroko otworzył 
drzwi.

background image

-  Najwyższa pora - mruknął, maskując szorstkością ulgę. 
Dopiero kiedy przyjrzał się uważnie opatulonej kobiecie, 
zobaczył, kim jest przybyła.
-  Melanie Hart?!
-  Niespodzianka! - zawołała wesoło dziewczyna. Richard 
poczuł niepokój.
-  Co Destiny tym razem wymyśliła? - rzekł pod nosem, 
pewny, że to ciotce zawdzięcza tę wizytę.
Ta przeklęta dziewczyna jest najwidoczniej bardziej sta-
nowcza, niż przypuszczał, i chyba zupełnie nie przejmuje się 
niechęcią, której przecież wcale nie ukrywał. Przecisnęła się 
obok niego z szerokim uśmiechem i stojąc w przedpokoju, 
zerkała ciekawie do salonu.
-  Twoja ciotka martwi się, że umierasz z głodu - oświadczyła, 
odpowiadając tym samym na jego pytanie. - Mam ci 
przekazać, że coś jej wypadło i przeprasza, ale musiała zmie-
nić plany.
-  Akurat! - mruknął, a poczuwszy ładny zapach, zapytał, co 
jest w koszu.
-  Zaraz wszystko wypakuję. W samochodzie są jeszcze dwa 
kosze. Jeżeli je przyniesiesz, to ja zajmę się tym, co mamy 
tutaj.
-  Nie musisz rozpakowywać, zostaw, jak jest, i możesz od 
razu wracać do Alexandrii. - Richard wciąż miał nadzieję, że 
uda mu się jej pozbyć.
-  Z pustym żołądkiem? Nie licz na to. Nie wyjadę, dopóki nie 
spróbuję tego placka z wiśniami. W jednym z koszy 
widziałam sałatkę, kartofle do upieczenia i steki. Przywiozłam 
też masło i śmietanę, co według mnie jest już pewną przesadą. 
Znajdziesz tu także kilka butelek doskonałego francuskiego 
wina. Powiedziano, że to twoje ulubione, ale ja uważam, że 
zwykły kalifornijski cabernet jest równie dobry, a znacznie 
tańszy. 

background image

Ciotka jest przebiegła jak lis, uznał w duchu Richard. 
Wiedział, że Destiny martwi się poziomem jego cholesterolu, 
a mimo to przysłała przez Melanie wszystko, co najbardziej 
lubił. Pokonany, podniósł kosz i zamknął drzwi.
-  Wejdź dalej, proszę.
-  ...powiedział pająk do muchy - dokończyła Melanie 
złowieszczym tonem i ruszyła wprost do kuchni.
Widząc, jak pewnie porusza się w obcym wnętrzu, uznał, że 
Destiny musiała zapoznać ją z rozkładem pomieszczeń. 
Ciekawe, czy zaopatrzyła ją również w klucze, na wypadek 
gdyby nie chciał jej wpuścić?
-  Myślę, że w naszym wypadku jest akurat na odwrót i to 
raczej ja będę ofiarą - ocenił Richard.                                      
-  Przynieś kosze - poleciła w odpowiedzi Melanie.              
-  Już idę - mruknął i z ulgą opuścił kuchnię, którą ta 
niepokojąca kobieta zdawała się przejmować we władanie. 
Miał nadzieję, że lodowate powietrze orzeźwi go, a wówczas 
wymyśli coś, żeby się jej pozbyć. Niestety, nie mógł jej 
zawlec do samochodu i nakazać odjechać, a było to jedyne, co 
przychodziło mu do głowy. Wydawało się, że jego los jest 
przesądzony. W dodatku zaczął padać śnieg.                             
-  Świetnie, po prostu wspaniale! - warknął, obiecując    sobie, 
że kiedy spotka Destiny, skręci jej kark.
Postawił kosze na kuchennym stole, a potem sięgnął po 
książkę telefoniczną i zaczął nerwowo przerzucać kartki. 
Niedaleko był nieduży zajazd i Richard wiedział, że gdyby 
dziewczyna od razu wyjechała, dotarłaby tam w kilka minut. 
-  Do kogo dzwonisz? - zapytała, rozpakowując kosze.
-  Pada śnieg, a więc wygląda na to, że nie zdołasz dzisiaj 
wrócić do miasta.
-  Pada śnieg - powtórzyła jak echo, a radosny wyraz twarzy, 
który za wszelką cenę starała się utrzymać, przybladł.          
-  I to gęsty - dodał ponuro Richard.                                    

background image

-  Myślisz, że Destiny sprawuje władzę również nad pogodą? - 
zapytała, opadając na krzesło.
Richard roześmiał się.
-  Sam się nad tym zastanawiałem - wyznał. - Doszedłem 
jednak do wniosku, że choć dużo może, to na pogodę nie ma 
wpływu. Nie martw się - zmienił temat. - Wszystko będzie 
dobrze. Znam zajazd w pobliżu i jestem pewien, że ci się tam 
spodoba. - Popatrzył na nią tak, jak gdyby próbował dodać jej 
wzrokiem odwagi.
Ze słuchawką przy uchu czekał, aż ktoś odbierze. W końcu 
włączył się automat i Richard usłyszał informację, że zajazd 
jest zamknięty, a zostanie otwarty dopiero po Nowym Roku. 
Poczuł, że sam los mu się sprzeciwia, bo w okolicy nie było 
innego miejsca, w którym mógłby umieścić dziewczynę na 
noc.
-  No i co? - zapytała, patrząc, jak Richard niepewnie odkłada 
słuchawkę.
-  Zamknięte do stycznia.
-  Jadę! - Zerwała się z krzesła i sięgnęła po płaszcz. - Na 
pewno zdążę dojechać do miasta, nim zasypie drogi.
-  Nie pozwolę ci wyjechać w taką pogodę. Martwiłbym się, 
że wylądujesz w rowie. Dom jest duży, przenocujesz tutaj - 
zdecydował, wiedząc, że nie ma innego wyjścia.
-  Nie chcę ci sprawiać kłopotu. Pojadę. A jeżeli naprawdę nie 
da się jechać, to zatrzymam się gdzieś po drodze.
-  Nie zgadzam się - zaprotestował, unikając jej wzroku. Nie 
chciał, by dostrzegła, jak bardzo wytrąciła go z równowagi 
perspektywa spędzenia w jej towarzystwie godziny, a co 
dopiero całego dnia, czy nawet weekendu.
-  Przykro mi, że tak wyszło. - W głosie Melanie zabrzmiał 
żal. - Wiedziałam, że to kiepski pomysł, ale znasz swoją 
ciotkę. Wiesz, jak potrafi upierać się przy czymś, co wbije 

background image

sobie do głowy. Zjem coś, a potem zniknę w pokoju, który mi 
wskażesz. Będę tak cicho, że nie odczujesz mojej obecności.
-  Zachowując się w ten sposób, nie osiągniesz tego, po co 
przyjechałaś.
-  Miałam ci przywieźć jedzenie - bąknęła Melanie.
-  I wcale nie zamierzałaś przekonać mnie, żebym cię 
zatrudnił? Daj spokój, oboje znamy Destiny i wiemy, że gdy-
by chodziło tylko o jedzenie, wysiałaby szofera.
-  Masz rację - przyznała, nie sprawiając wrażenia zmar-
twionej.
-  W takim razie zaczynaj - powiedział, otwierając wino, żeby 
mogło pooddychać.
-  Nie powiem ani słowa, dopóki nie zjemy, bo wolałabym, 
żebyś był w dobrym humorze. Uprzedzam jednak, że jeśli 
kolacja ma być jadalna, musisz ją sam przygotować.
-  Co takiego? Nie umiesz gotować?
-  Może ujmijmy to w ten sposób, że specjalizuję się w ka-
napkach z galaretką i z masłem orzechowym, a także świetnie 
podgrzewam w mikrofalówce płatki owsiane.
-  Przesuń się. -Richard odsunął ją lekkim ruchem biodra i 
natychmiast tego pożałował. - Nie plącz mi się pod nogami - 
burknął.
-  Mogę nakryć do stołu i nalać wina - zaproponowała z ulgą, 
wcale nieurażona.
-  Nakrycia i kieliszki są tam. - Wskazał dłonią.
Kiedy Melanie sięgnęła do szafki, jej sweter uniósł się nieco, 
odsłaniając wąski pasek kremowego ciała. Wpatrzony w 
szczupłą talię dziewczyny, Richard miał ochotę sprawdzić, 
czy jej skóra jest tak aksamitna, jak wygląda. Zazwyczaj nie 
podniecał się łatwo. Jak więc tego dokonała? Było to tym 
bardziej zagadkowe, że nie próbowała go kokietować. Miał 
ochotę obciągnąć jej sweter, ale nie chciał, żeby się domyśliła, 

background image

jak bardzo jej zapragnął. Od razu by wyczuła, że zdobyła nad 
nim władzę, a kto wie, jak mogłaby to wykorzystać.
-  Od dawna macie ten dom? - zapytała, ustawiając nakrycia 
na stole.
-  Ciotka kupiła go, kiedy byłem dzieckiem - poinformował, 
zadowolony, że opuściła ręce i sweter wrócił na miejsce. - 
Tęskniła za otwartą przestrzenią i za wodą. Któregoś dnia 
wsiedliśmy do samochodu i ruszyliśmy przed siebie. Wtedy 
właśnie znalazła ten dom i od razu chciała go mieć.
-  Wcale się nie dziwię. Jakiż stąd wspaniały widok na 
Potomac! Latem musi być cudownie siedzieć przed domem - 
powiedziała rozmarzonym głosem.
-  Kiedy tu przyjeżdżam, zawsze przywożę ze sobą pracę i 
nawet nie wychodzę z domu. Lubię to miejsce, bo jest ciche, 
spokojne i wiem, że nikt nie będzie mi przeszkadzać.
-  Słyszałam, że jesteś pracoholikiem - odrzekła Melanie.
-  Cóż, media czasem mówią prawdę.
-  Nie słyszałeś, że ktoś, kto poświęca cały swój czas pracy, 
staje się nudziarzem?
-  Nie przejmuję się tym. - Wzruszył ramionami.
-  A chciałbyś być tak postrzegany jako kandydat na bur-
mistrza? - zapytała.
Nigdy się nad tym nie zastanawiał, choć chyba powinien. 
Zdecydował się kandydować, bo tego oczekiwał od niego 
ojciec, planujący przyszłość swych synów, gdy byli jeszcze w 
pieluchach.
-  Chcę, aby ludzie wiedzieli po prostu, że jestem uczciwy - 
powiedział po krótkim zastanowieniu. - Chcę, by wierzyli, że 
interesuję się ich problemami i że będę walczył o to, aby ich 
życie stało się lepsze.
-  Bardzo dobrze. Czy chodziłeś do państwowej szkoły?
-  Nie.

background image

-  Czy brakowało ci kiedyś pieniędzy albo nie mogłeś znaleźć 
pracy?
-  Nie.
-  A czy wyrzucono cię na przykład z mieszkania, bo kolor 
twojej skóry był niewłaściwy?
-  Nie - odparł, rumieniąc się.
-  Masz dobre ubezpieczenie zdrowotne?
-  Oczywiście, tak samo jak i moi pracownicy.
-  Zdarzyło ci się, że kiedy zachorowałeś, nie było cię stać na 
wizytę u lekarza?
-  Nie - odrzekł szczerze, orientując się, do czego ona zmierza.
-  Dlaczego więc ludzie mieliby uwierzyć, że naprawdę 
rozumiesz ich problemy?
-  Nie zmienię przeszłości, nie zmienię tego, że moje życie 
było pozbawione kłopotów finansowych, ale mogę się zatro-
szczyć o ludzi, którzy je mają. Mam doświadczenie w biznesie 
i jestem pewien, że przynajmniej częściowo może się ono 
okazać przydatne również w takich sprawach - odparł, ledwo 
kryjąc irytację. - Nie rozumiem cię. Jeśli uważasz, że jestem 
nieodpowiednim kandydatem, to dlaczego chcesz dla mnie 
pracować?
-  Bo chcę ci pokazać, jak być dobrym kandydatem, może 
nawet najlepszym. - Melanie uśmiechnęła się.
-  Jesteś bardzo pewna siebie.
-  Nie bardziej niż ty. Każde z nas wierzy w siebie i dzięki 
temu możemy stworzyć świetny zespół.
-  Nie obawiasz się, że dwie silne osobowości, ścierające się 
na każdym kroku, mogą wywołać katastrofę? - Richard nie 
wydawał się przekonany.
-  Może, ale jeśli będziemy pamiętać, że mamy wspólny cel, 
powinno nam to pomóc.
-  Jak wysmażony ma być twój stek? - zapytał, bo grill był już 
rozgrzany.

background image

-  Poproszę dobrze wysmażony.
-  Powinienem odgadnąć.
-  A ty na pewno lubisz surowy - mruknęła pod nosem.
-  Krwisty - poprawił. - Pewnie uważasz, że aby zadowolić 
wyborców, którzy są wegetarianami, powinienem zaprzestać 
jedzenia mięsa?
-  Nie bądź śmieszny. W Waszyngtonie i w okolicy są pewnie 
miliony restauracji, w których podaje się steki, a ty przecież 
właśnie tutaj będziesz kandydował.
-  Ale przyjemnie pomyśleć, że coś mogłoby mnie łączyć 
również z tymi, którzy wolą homary.
-  Jestem po prosto stworzona do tej pracy. - Melanie 
roześmiała się.
-  Jeszcze jej nie dostałaś - zauważył.
-  Ale dostanę- powiedziała z przekonaniem.
Patrząc na nią, Richard czuł podniecenie i strach. Jeszcze 
nigdy w życiu żadna kobieta nie wydawała mu się takim 
zagrożeniem.
Niech diabli porwą Destiny. Dobrze wiedziała, co robi, 
stawiając tę dziewczynę na jego drodze. I nie miało to nic 
wspólnego ani z koncernem, ani z jego planami zajęcia się 
polityką. Melanie miała odegrać główną rolę w kolejnej pod-
stępnej próbie schwytania Richarda w pułapkę małżeństwa.
Nie da się złapać i będzie trzymać ręce przy sobie. To nic 
trudnego, w każdym razie dopóki nie widzi jej oczu. Bo 
właśnie przez te ogromne, brązowe oczy, patrzące bezradnie, 
gotów był jej dać wszystko, czego by tylko zapragnęła, jak też 
wziąć od niej to wszystko, czego sam pragnął.

background image

ROZDZIAŁ 3
Po drugim kieliszku wina Richard trochę się rozchmurzył, ale 
Melanie czuła, że wcale się do niej nie przekonał. Traktował 
ją grzecznie, lecz chłodno i oficjalnie, nie stwarzając żadnej 
okazji, by mogła zacząć rozmowę na temat projektu kampanii. 
Nadszedł więc czas, by sięgnąć po drastyczniejsze środki. 
Ponieważ Destiny zapewniała ją, że droga do serca Richarda 
prowadzi przez żołądek, Melanie dodała do posiłku coś od 
siebie.
-  Kupiłam po drodze lody. Pomyślałam, że będą pasowały do 
placka - powiedziała.
Richard uśmiechnął i to był jego pierwszy spontaniczny 
uśmiech. Zarys mocnej szczęki złagodniał, a w kącikach nie-
bieskich, rozbłysłych nagle oczu zarysowały się drobne 
zmarszczki. Pamiętała ten uśmiech z poprzedniego spotkania i 
tak samo jak wtedy nie potrafiła się mu oprzeć.
-  Destiny na pewno cię ostrzegała, żebyś tego nie robiła. 
Przypuszczam zresztą, że zadzwoniła do mojego kardiologa i 
postawiła go w stan gotowości.
-  Na wszelki wypadek dała mi nawet jego nazwisko i numer 
telefonu - zażartowała Melanie. - A także przepisy kulinarne i 
plan dojazdu. Nie lubi pozostawiać niczego przypadkowi - 
dodała już całkiem poważnie.
-  Wiem, że byłaby do tego zdolna, ale chyba nie podała ci 
telefonu do mojego lekarza? - Richard rzeczywiście nie był 
pewny, czy żartowała, czy mówiła poważnie.
-  No dobrze, nie dała. - Melanie roześmiała się. - Ale martwi 
się, bo uważa, że twoja dieta w połączeniu z tendencją do 
pracoholizmu młodo wpędzi cię do grobu. Powiedz, czy ty 
kiedykolwiek odpoczywasz?
-  Oczywiście, przecież tu jestem, prawda?

background image

-  A ten komputer? Kupujesz przez Internet prezenty pod 
choinkę? Bo jeśli nie, to tego przyjazdu nie da się uznać za 
odpoczynek.
-  Prezenty? - Spojrzał na nią zaskoczony.
-  Do świąt zostały niecałe dwa tygodnie. Richard sięgnął po 
swój notes elektroniczny.
-  Zapisujesz sobie, by przypomnieć sekretarce, żeby kupiła za 
ciebie prezenty?
-  Winifred lepiej się do tego nadaje, a poza tym ma więcej 
czasu. - Wydawał się zakłopotany.
-  Mówisz jej, ile może wydać? Co ma kupić? A może to ona 
mówi, co kupiła, żebyś nie był potem zaskoczony tak samo 
jak ci, których obdarujesz? Zawsze byłam ciekawa, jak to się 
dzieje.
-  Winifred kupuje i pakuje, a ja przyklejam kartki z imionami, 
bo według niej prezenty muszą być podpisane moją ręką. 
Zdarza się, że czasem kupi coś zaskakującego. Szczególnie 
dla moich braci. - W jego oczach błysnęło rozbawienie. - W 
zeszłym roku dla Macka.
-  Tego byłego piłkarza - przypomniała sobie Melanie.
-  Tak, byłego piłkarza i najlepszą partię w mieście. - Richard 
uśmiechnął się. - Moja sekretarka kupiła mu dużą, zgrabną 
dmuchaną lalkę. Jestem jednak pewny, że ciotka miała z tym 
coś wspólnego. Może próbowała go przekonać, że nie musi się 
umawiać z każdą kobietą w mieście i lepiej niech zostanie 
wierny takiej, która nie będzie od niego niczego chciała.
-  Nie obraź się, ale twoja rodzina ma dziwne poczucie 
humoru.
-  Nawet nie wiesz, jak bardzo - przyznał.
-  Czy lalka pomogła?
-  Mack zachowuje się jak przedtem, więc chyba nie.
-  Rozumiem. A więc moja praca będzie polegała na pil-
nowaniu, by wasze małe rodzinne dziwactwa pozostały se-

background image

kretem. - Melanie zebrała się na odwagę, by wreszcie poru-
szyć temat, który ją tu sprowadził. - Oczywiście, jeżeli ją 
dostanę - dodała.
-  Wydawało mi się, że ustaliliśmy to już w czasie naszego 
poprzedniego spotkania - powiedział Richard.
-  Nie podoba mi się twoja decyzja i jestem tu po to, żeby ją 
zmienić.
-  No nie! A ja myślałem, że może przyjechałaś mnie uwieść. - 
Rozczarowanie w jego głosie zabrzmiało niemal szczerze.
Spojrzała na niego bez uśmiechu. Natychmiast musi przerwać 
tę rozmowę. Od razu się domyśliła, że plan Destiny zakładał 
uwiedzenie jej bratanka, i wcale jej się to nie podobało. Ale 
teraz, w ustach Richarda, zabrzmiało to jeszcze gorzej. Nie 
kryła, że trochę ją intrygował, wiedziała jednak, że taki 
romans to kiepski pomysł.
-  Nigdy w życiu - oświadczyła z głębokim przekonaniem.
-  Dlaczego? - Richard wydawał się zaskoczony jej sta-
nowczością.
-  Poszłam do łóżka ze swoim ostatnim szefem i to był błąd. 
Wtedy jednak wydawało mi się, że łączy nas uczucie. Romans 
się skończył, a ja straciłam pracę. Dlatego teraz pracuję dla 
siebie. Dostałam nauczkę i drugi raz nie popełnię tego samego 
błędu. Ani z szefem, ani z klientem.
-  Słusznie - przyznał - ale ja nie jestem twoim szefem ani 
klientem.
-  Bardziej zależy mi na tej pracy niż na tobie - oznajmiła, 
dumna, że zdołała opanować drżenie głosu. Wiedziała jednak, 
że musi się bardzo pilnować.
-  Przynajmniej przyznałaś, że ci się podobam. - Richard 
roześmiał się.
-  To nieważne. - Melanie przeklinała swoją nieuwagę. - Nie 
działasz na mnie aż tak, żebym nie mogła nad sobą panować.

background image

-  Dosyć niekonwencjonalny sposób na zdobycie serca 
mężczyzny - stwierdził.
-  Jesteś atrakcyjny i bogaty. Marzenie wielu kobiet. -Melanie 
postanowiła trochę połechtać jego próżność.
-  Całkiem nieźle z tego wybrnęłaś.
-  W sytuacjach stresowych działam sprawnie. To mi się 
przyda, gdy zdecydujesz się kandydować i będę cię musiała 
chronić przed mediami.
-  Myślałem, że chodzi o to, żeby raczej je przyciągać.
-  Oczywiście - odparła, zirytowana jego nieznośnym 
zwyczajem czepiania się każdego jej słowa. - Zawsze jednak 
znajdą się jakieś mroczne tajemnice, o których nie będziesz 
chciał mówić.
-  Nie mam żadnych mrocznych tajemnic! - Richard spo-
ważniał.
-  Nie ma kobiety, której złamałeś serce, a która nagle, gdy 
będzie mogła ci zaszkodzić, poczuje potrzebę opowiedzenia o 
tym?
-  Nie ma - odparł zirytowany.
-  A może mężczyzna? - zapytała, przyglądając mu się spod 
rzęs.
-  Chyba że księgowy, którego wyrzuciłem za kradzież - 
odparł Richard.
-  W takim razie powinieneś być wymarzonym klientem.
-  Wątpię - powiedział, gdy ich spojrzenia się spotkały.
-  Mam świetny plan. - Sięgnęła po opracowanie, nad którym 
ślęczała wiele dni.
-  Tak samo jak ja. - Nie spuszczał z niej wzroku.
-  Odnoszę wrażenie, że nie mówimy o tym samym. - Poczuła 
szybsze uderzenia serca.
-  Jeszcze nie - przyznał zupełnie poważnie, a jego oczy 
rozbłysły.

background image

Nie potrafiła się tym zmartwić, chociaż walczyła przecież o to, 
na czym jej naprawdę zależało: o doskonały kontrakt. Chciała 
go jednak zdobyć inaczej, niż idąc z Richardem do łóżka.
-  Pomogę ci posprzątać, a potem pójdę do siebie - powie-
działa swobodnie, jak gdyby wszystko inne nie miało znacze-
nia. - Dobrze, że zawsze mam ze sobą coś do czytania.
-  Nie będziemy negocjować? - zapytał.
-  Nie - odrzekła spokojnie.
-  W porządku. Co do sprzątania, to nie zawracaj sobie głowy. 
Ja się tym zajmę. Możesz przenocować w pokoju gościnnym 
na górze.
Zabolała ją łatwość, z jaką Richard zrezygnował z jej to-
warzystwa.
-  Nie ma mowy. Ty gotowałeś, ja sprzątam. - Popatrzyła mu 
wyzywająco w oczy.
-  Proszę bardzo, rób, jak chcesz - odparł, wzruszając ra-
mionami. Usiadł przy komputerze i już po chwili wydawał się 
pochłonięty zupełnie dla Melanie niezrozumiałymi kolumnami 
liczb.
Nie lubił przegrywać, co do tego nie było wątpliwości. Jej 
odmowa wyraźnie mu się nie spodobała, choć tak naprawdę 
wcale nie miał ochoty na romantyczny weekend. Ale w sytu-
acji, gdy okazja sama się pchała do rąk, bardzo chętnie by z 
niej skorzystał. Kiedy jednak Melanie odmówiła, bez oporu 
się z tym pogodził, co znaczyło, że od początku tylko się 
bawił, wiedząc, jaka będzie jej odpowiedź.
Melanie miała ochotę wrzucić naczynia do zmywarki, robiąc 
przy tym jak najwięcej hałasu, opanowała się jednak i 
poukładała wszystko tak cicho, jak tylko było to możliwe. 
Nadal tliła się w niej odrobina nadziei, że w świetle poranka 
Richard dostrzeże niewłaściwość swojego zachowania, a 
przejrzawszy projekt, doceni jego wnikliwość i korzyści, jakie 
mógł przynieść.

background image

-  Dobranoc - powiedziała, kierując się w stronę schodów 
wiodących na piętro.
Bąknął coś w odpowiedzi, sprawiając wrażenie całkowicie 
oddanego pracy. Wiedziała jednak, że udawał, bo idąc na 
górę, czuła na sobie jego wzrok.
Pokój gościnny urządzono w staroświeckim stylu, a na 
ścianach położono urocze, kolorowe tapety, imitujące druko-
wane tkaniny indyjskie. Usiadła na dużym łóżku z żelaznym 
zagłówkiem i zastanawiała się, dlaczego sprawy potoczyły się 
w taki sposób. Richard nie był pierwszym mężczyzną, który 
zrobił jej tego rodzaju propozycję, zdarzało się jej to dosyć 
często. Kiedy odmówiła, nie naciskał, zakładając, że jej „nie", 
znaczy po prostu „nie" i nawet zażartował na temat 
stanowczości tej odmowy.
Może właśnie tym ją zdenerwował? Może chciała, żeby wziął 
ją w ramiona i całował tak długo, aż jej opór osłabnie, a potem 
zaniósł na górę do tego niezwykle romantycznego łóżka? 
Zawsze była ze sobą szczera i teraz również musiała przyznać, 
że jakąś cząstką świadomości tego właśnie oczekiwała Na 
szczęście, zdrowy rozsądek Richarda zwyciężył. Mężczyzna 
zachował się jak dżentelmen, ona nie złamała swoich zasad, 
dzięki czemu rano będzie mogła śmiało spojrzeć mu w oczy.
Melanie zaczęła okładać pięściami poduszkę, rozmyślając 
żałośnie, że jedynie te ocalone zasady będą jej pociechą w 
długą, zimną noc.
Richard mało spał tej nocy, a następnego dnia obudził się już 
o świcie. Towarzyszyło mu wrażenie, że wieczorem postąpił 
niewłaściwie i że powinien przeprosić Melanie. Nie miał 
jednak pojęcia, skąd to wrażenie. Otwarcie wyznał, że ma 
ochotę spędzić z nią noc, a ona odmówiła. Nic się nie stało i 
nikt nie powinien się czuć urażony.
Mimo to Melanie pomaszerowała na górę sztywnym krokiem, 
jak gdyby ją obraził. Niech to diabli porwą, nigdy nie 

background image

zrozumie kobiet. Wydawało mu się, że chciała tę noc spędzić 
sama, więc postąpił zgodnie z jej życzeniem.
Wiedział, że zależy jej tylko na kontrakcie. Nie chciał jej 
jednak zatrudnić, bo bał się, że w ciągu kilku dni, a może 
nawet godzin doprowadziłaby go do szaleństwa.
Pił pierwszą filiżankę kawy, gdy na schodach rozległy się 
niespieszne kroki. Zacisnął dłoń na filiżance i ponurym wzro-
kiem wpatrywał się w drzwi. Spodziewał się chłodnej i obra-
żonej królewny, a zobaczył dziewczynę z pogodnym uśmie-
chem na twarzy i z błyszczącymi oczyma.
-  Dzień dobry - powitała go radośnie. - Widziałeś, jaki piękny 
śnieg? Jeszcze nigdy nie byłam na plaży po takiej śnieżycy. 
Wygląda zupełnie jak zimowa kraina czarów, prawda?
-  Chyba tak - odparł ostrożnie Richard.
-  Nawet nie wyjrzałeś przez okno?
-  Oczywiście, że wyjrzałem - powiedział, ale przemilczał, że 
widok zasypanych dróg zaniepokoił go tylko i rozzłościł.
-  Miałeś nadzieję, że uda ci się mnie pozbyć z samego rana, a 
kiedy zobaczyłeś zasypane drogi, wpadłeś w panikę. - 
Roześmiała się, jakby czytała w jego myślach.
-  Jestem pewien, że wolałabyś być teraz gdzie indziej i 
zajmować się czymś innym - próbował się bronić Richard.
-  Prawdę mówiąc, nie - odparła wesoło.
Richard przyjrzał się jej uważniej i dopiero wtedy dostrzegł w 
jej spojrzeniu ostrożność. A więc tylko udawała beztroskę. 
Robiła to tak dobrze, że niemal dał się nabrać.
-  Masz ochotę na śniadanie? - zapytał.
-  Wystarczą płatki.
-  Chciałem zrobić francuskie grzanki z syropem klonowym. 
Destiny zawsze je dla nas przygotowywała, kiedy przy-
jeżdżaliśmy na wakacje.
-  Naprawdę umiesz zrobić francuskie tosty? - Radość w jej 
oczach tym razem wydawała się prawdziwa.

background image

Słysząc zachwyt w głosie Melanie, Richard uśmiechnął się.
-  To wcale nie jest trudne - powiedział, wyjmując z lodówki 
jajka, masło i mleko.
-  W takim razie ja nakryję do śniadania. - Melanie podeszła 
do zmywarki, chcąc wyjąć umyte naczynia.
-  Już wyjęte - stwierdził Richard.
-  Widzę, że wcześnie wstałeś. Nie mogłeś spać? - zapytała, 
patrząc tak, jakby się domyślała, co mogło mu odebrać sen.
-  Zawsze byłem rannym ptaszkiem.
-  A ja nie. Lubię spać długo i uważam, że wstawanie o świcie 
jest sprzeczne z naturą.
-  Nie mówiłabyś tak, gdybyś zobaczyła, jaki piękny jest 
wschód słońca nad rzeką - sprzeciwił się. - Weź miskę, kilka 
talerzy i chodź tutaj - dodał po chwili.
-  Po co? - zaniepokoiła się Melanie.
-  Nauczę cię, jak to się robi. Będzie to jakaś korzyść z tego 
weekendu.
-  To nie jest najlepszy pomysł. - Cofnęła się, jakby pro-
ponował coś niebezpiecznego. - Masz pewnie tylko jedno 
pudełko jajek, a ja bez trudu potrafię zmarnować dużo więcej.
-  Chodź tu, bo pomyślę, że boisz się do mnie zbliżyć. - 
Richard nie dawał za wygraną. - Albo że kusi cię moja 
wczorajsza propozycja - dodał, patrząc jej w oczy.
-  To nie był dobry pomysł - przypomniała.
-  Zrozumiałem.
-  Nie znaczy to jednak, że się ciebie boję - oświadczyła.
-  Jeśli tak... - Richard powstrzymał uśmiech i wyciągnął w jej 
kierunku rękę, w której trzymał jajko. - Wbij je do miski, 
tylko uważaj, żeby nie wpadły okruchy skorupki.
Melanie uderzyła jajkiem o miskę z taką siłą, że rozlało się jej 
w palcach i spłynęło do miski razem ze zgniecioną skorupką. 
Richard spokojnie wylał zawartość miski do zlewu.
-  Spróbuj jeszcze raz. - Podał jej drugie jajko.

background image

-  Nie byłoby prościej, gdybyś sam to zrobił?
-  Byłoby, ale wtedy niczego się nie nauczysz.
-  Nie musisz mnie uczyć gotowania.
-  Chyba muszę, jeśli chcę, żebyś kiedyś przygotowała mi coś 
do zjedzenia.
-  Nasze stosunki mają być czysto służbowe i nigdy do 
niczego innego między nami nie dojdzie. Myślałam, że już to 
ustaliliśmy. - Ręka Melanie znieruchomiała nad miską.
-  Bardzo rozsądne założenie - zgodził się z nią, nie wiedząc, 
po co ciągnie tę rozmowę. Zawsze postępował racjonalnie i 
starannie unikał popełniania błędów. Szczególnie gdy błąd stał 
na wprost niego, i patrząc mu w oczy, dawał jasno do 
zrozumienia, że nie da się go popełnić.
-  Jedyne możliwe! - Melanie twardo obstawała przy swoim.
-  Wcale nie. - Przykrył jej rękę swoją dłonią, przesunął nad 
miskę i delikatnie rozbił jajko, które wpadło do miski bez 
najmniejszego kawałeczka skorupki.
-  A teraz zrób to samo bez mojej pomocy - polecił. Melanie 
rozbiła drugie jajko, potem trzecie, nie mogąc
uwierzyć, że potrafi to zrobić.
-  A niech to... - Popatrzyła na Richarda. - I co dalej?
-  Teraz trzeba dodać trochę mleka, odrobinę wanilii i ubijać, 
aż będzie lekkie i pieniste.
Sukces dodał Melanie pewności siebie. Już śmiało wlała 
mleko do miski i dodała wanilii. Mleka było za dużo, a wanilii 
za mało, ale Richard powstrzymał się od komentarza i podał 
jej ubijaczkę.
-  To służy do ubijania jajek - wyjaśnił, widząc, że Melanie 
patrzy na trzymany w ręce przyrząd, jakby widziała go 
pierwszy raz w życiu.
-  Dlaczego nie można użyć miksera?
-  Tak będzie łatwiej i szybciej - poinformował i wyjmując 
ubijaczkę z jej dłoni, pokazał, jak się jej używa.

background image

Przyglądając się w skupieniu, jak Richard ubija jajka z 
mlekiem, zmarszczyła czoło. On zaś, patrząc na nią, zasta-
nawiał się, czy do wszystkiego podchodzi z podobnym zaan-
gażowaniem, ale szybko przywołał się do porządku.
-  Teraz ty. - Podał jej przyrząd.
Melanie z zapałem zabrała się do pracy. Trochę płynu 
wychlapała, ale to, co zostało, wystarczało na przygotowanie 
kilku grzanek.
Kryjąc rozbawienie, Richard położył kawałek masła na patelni 
i podał Melanie kilka kromek chleba.
-  Zamocz chleb w jajku i połóż na patelni, gdy masło się 
stopi. Ja przyniosę syrop.
Odwrócił się tylko na chwilę, ale to wystarczyło, by Melanie 
zdążyła sparzyć rękę gorącym tłuszczem. Usłyszał, jak 
zaklęła. Gdy się odwrócił, miała łzy w oczach.
-  Pokaż - polecił.
-  Nic mi nie jest, to tylko małe oparzenie. Mówiłam ci, że w 
kuchni jestem zupełnie beznadziejna.
-  Nie jesteś beznadziejna, tylko brak ci wprawy. Usiądź, a ja 
przyniosę jakąś maść.
-  Grzanka się zmarnuje - zaprotestowała Melanie.
-  Zrobimy następne. Pozwól mi to zobaczyć. - Przyniósł 
apteczkę i usiadł obok.
Melanie wyciągnęła rękę, na której zdążył się już zrobić bąbel 
wielkości dziesięciocentówki. Delikatnie ujął dłoń i 
posmarował oparzone miejsce maścią. Starał się przy tym nie 
zauważać, jak miękka w dotyku jest jej skóra i jak idealnie 
zdają się do siebie pasować ich dłonie. Powinien był już ją 
puścić, ale jakoś nie miał na to ochoty. W końcu Melanie 
podniosła głowę i popatrzyła mu w oczy.
-  Przepraszam za wczorajszy wieczór. Nie miałem zamiaru 
wprawiać cię w zakłopotanie. Nie wiem, dlaczego to wszystko 

background image

powiedziałem. Pewnie chciałem cię wyprowadzić z 
równowagi.
-  To jakaś gra? - W jej oczach błysnęła złość. - Wcale nie 
chciałeś się ze mną przespać? Wiedziałam. Co z ciebie za 
mężczyzna?
Richard zaklął w duchu, bo nie spodziewał się takiej reakcji.
-  Poczekaj. To nie tak. Och, do diabła! Kiedy jestem przy 
tobie, wszystko, co mówię, wychodzi na opak.
-  Ja mam ten sam problem - niechętnie przyznała Melanie.
-  Pociągasz mnie, ale szanuję twoją decyzję, by nie wdawać 
się w romanse z szefami czy też z potencjalnymi klientami. 
Poza tym nie znamy się na tyle, żebym cię od razu ciągnął do 
łóżka. Nie powinno się tego robić pod wpływem impulsu.
-  Masz rację - zgodziła się.
Odważył się spojrzeć jej w oczy. Zamiast złości nieoczeki-
wanie dostrzegł w nich pożądanie. Melanie uniosła zdrową 
rękę i delikatnie dotknęła jego policzka.
-  Działanie pod wpływem impulsu jest ryzykowne - za-
uważyła z wahaniem.
-  Melanie... - zaczął zduszonym głosem.
-  Tak, Richardzie?
-  Miałaś rację, to nadal nie jest dobry pomysł.
-  Wiem - przyznała, nie przestając gładzić jego policzka.
-  Chcę cię pocałować - szepnął, czekając na jej reakcję. Nie 
odsunęła się jednak ani nie sprzeciwiła, a wtedy przestał się 
powstrzymywać. - Do diabła! - Przyciągnął ją do siebie.
Smakowała miętową pastą do zębów i kawą. Normalnie nie 
uznałby tej mieszanki za uwodzicielską, ale w tej chwili 
wydała mu się wprost niebiańska i nie mógł się nią nasycić. 
Wargi Melanie były miękkie i ciekawe jego ust, a język 
wprost szalony. Działo się tak, jak to sobie wymarzył podczas 
długiej, samotnej nocy.

background image

Zmysły Richarda wymknęły się spod kontroli, lecz umysł 
pozostał czujny. Richard wciąż się zastanawiał, co, do diabła, 
zamierza właściwie zrobić. Melanie była najbardziej seksowną 
kobietą, jaką spotkał w ostatnich miesiącach, ale uwiedzenie 
jej nie wydawało się najlepszym pomysłem. Mógł sobie 
wyobrazić, co powiedziałaby Destiny, gdyby tak potraktował 
jej przyjaciółkę. Może miała co do nich jakieś plany, ale nie 
przypuszczał, by chciała, aby uwiódł tę dziewczynę.
W końcu posłuchał głosu rozsądku i niechętnie wypuścił 
Malenie z objęć. Usiadł na krześle i zacisnął dłonie, jakby nie 
ufał, że zechcą pozostać nieruchome.
-  Przepraszam - mruknął.
-  Ja też cię całowałam - przypomniała, postanawiając grać 
fair.
Uśmiechnął się, bo oboje wiedzieli, że nie bardzo na to 
zasługiwał.
-  Trudno zaprzeczyć - odrzekł, bo chciał, by w jej oczach 
znowu zapłonęło pożądanie.
-  Nie masz się z czego cieszyć - burknęła.
-  Wcale się nie cieszę - stwierdził z powagą, unosząc ręce w 
obronnym geście.
-  Dobrze wiesz, że nic się nie zmieniło. Nadal nie zamierzam 
się z tobą przespać i nadal zależy mi na pracy u ciebie. - 
Patrzyła na niego bez śladu uśmiechu.
Wierzył, że w powiedziała prawdę, ale chciał, żeby było 
inaczej, i nie wiedział, jak sobie z tym poradzić. Co gorsza, 
nie rozumiał, dlaczego tak jest, a to oznaczało, że będąc obok 
niej, musi się bez przerwy pilnować. W przeciwnym bowiem 
razie znajdzie się w poważnych tarapatach, zanim się obejrzy. 
Kłopot polegał jednak na tym, że chciał na nią patrzeć.

background image

ROZDZIAŁ 4
Nieoczekiwany pocałunek poruszył Melanie tak głęboko, że 
zaraz po śniadaniu wolała się schronić w salonie. Wciąż drżąc 
z emocji, wzięła zeszyt i długopis i usadowiła się przed 
kominkiem, mając zamiar popracować. Nie narzekała na brak 
ciekawych zleceń i nie potrzebowała Richarda, który nie 
chciał nawet wysłuchać tego, co miała mu do zaoferowania.
Próbowała się skoncentrować, ale jej myśli z uporem krążyły 
wokół pocałunku. Nie mogła się powstrzymać od rozpa-
miętywania, jak cudowne są jego usta i jak bez najmniejszego 
wysiłku doprowadził ją do stanu podniecenia. Nagle zerknęła 
na zeszyt i zobaczyła, że zupełnie jak zakochana nastolatka 
pokryła całą stronę małymi serduszkami. Nie jest dobrze, 
pomyślała zirytowana i gwałtownym ruchem przewróciła 
kartkę. Mocno szarpnięty papier przedarł się, a Melanie 
zaklęła.
-  Kłopoty z koncentracją?
Zaskoczona drgnęła, a słysząc drwinę w głosie Richarda, 
zmarszczyła brwi.
-  Nic podobnego - rzuciła krótko. Richard roześmiał się.
-  Nie będę sprawdzał, ale ja też nie mogę się skupić na pracy, 
więc może wybierzemy się na spacer? Przy okazji 
moglibyśmy zjeść lunch w miasteczku.
-  Przecież dopiero jedliśmy śniadanie - zaprotestowała 
Melanie.
-  To było cztery godziny temu. - Richard popukał palcem w 
zegarek. - Musiałaś odpłynąć daleko stąd. O czym tak śniłaś 
na jawie? - Przyglądał się jej, rozbawiony, jak gdyby znał 
odpowiedź. - A może dopieszczałaś swój projekt, na wypadek 
gdybym jednak zmiękł i zechciał go obejrzeć? - Błyska-
wicznym ruchem wyjął z jej rąk zeszyt i zanim zdążyła zare-
agować, przewrócił kartkę. Zobaczył serduszka i uśmiechnął 
się.

background image

Melanie zastanawiała się w milczeniu, czy rzeczywiście 
można umrzeć ze wstydu. Jeżeli tak, to właśnie nadeszła 
odpowiednia chwila, aby ziemia się rozstąpiła i ją pochłonęła.
- W zeszłym tygodniu poznałam seksownego dziennikarza z 
telewizji i szczerze mówiąc, rozmyślałam o nim - skłamała 
gładko, dziękując opatrzności, że powstrzymała jej rękę przed 
ozdobieniem serduszek inicjałami. Na szczęście, Richard 
mógł jedynie zgadywać, o czym marzyła przez cztery godziny 
przed kominkiem.
-  Kogóż to poznałaś? - zapytał zaciekawiony, jakby wziął za 
dobrą monetę jej słowa.
-  Co to ma za znaczenie?
-  Jestem po prostu ciekaw, jacy mężczyźni ci się podobają - 
oświadczył.
Nie uwierzyła, przekonana, że próbuje przyłapać ją na 
kłamstwie. Wymieniła więc nazwisko popularnego 
dziennikarza. Był to potworny nudziarz, ale miała nadzieję, że 
Richard o tym nie wie.
Niestety, widząc zdziwioną minę Richarda, zrozumiała, że jej 
się nie udało.
-  Naprawdę? - zapytał. - Podobno jest przystojny, ale niezbyt 
lotny. - W głosie Richarda słychać było ironię, zwłaszcza gdy 
wymawiał słowo „przystojny".
-  A nie pomyślałeś, że być może wcale nie interesują mnie 
jego zdolności konwersacyjne? - zapytała, zdecydowana 
obstawać przy swoim.
-  Musisz się lepiej postarać, skarbie. - Richard roześmiał się. - 
I pamiętaj, że jeśli kłamiesz, kłamstwo musi być pra-
wdopodobne.
-  Dlaczego mnie nie dziwi, że się na tym znasz? - mruknęła 
Melanie, ale Richard puścił to mimo uszu.
-  Chodź, dziecko. Wstawaj. Spacer oczyści twój umysł i 
przestaniesz myśleć o tym jurnym byczku.

background image

Melanie westchnęła. Miał rację, mówiąc, że świeże powietrze 
dobrze jej zrobi. Może wreszcie przestanie zachowywać się 
jak idiotka. W przeciwnym razie nie ma wielkich szans, żeby 
zaczął poważnie traktować jej ofertę.
Richard nie mógł sobie przypomnieć, kiedy ostatnio spa-
cerował po śniegu dla samej przyjemności. Oczywiście, w tej 
chwili chodziło również o to, żeby wyjść z domu i uciec od 
pragnień, które budziła w nim ta nieznośna dziewczyna. Pró-
bowała mu wcisnąć historyjkę o nudnym przystojniaku, a to 
oznaczało, że ona również zdaje sobie sprawę, jak mocno 
między nimi iskrzy, i czuje, że sprawy mogą się wymknąć 
spod kontroli.
Powietrze było rześkie, śnieg przestał padać, od rzeki zdawał 
się nadciągać mróz. Niebo przybrało wspaniały błękitny kolor, 
a zaspy jarzyły się oślepiającym blaskiem. Richard ucieszył 
się, że założył okulary przeciwsłoneczne, choć ciemne szkła 
nie przeszkadzały mu wpatrywać się w lśniące oczy Melanie.
Jego drwiny sprawiły, że Melanie pilnowała każdego swojego 
słowa. Najwyraźniej jednak uroda ośnieżonego krajobrazu 
zachwyciła ją tak, że o wszystkim zapomniała i co chwila 
przystawała, aby podziwiać widok, doskonale nadający się na 
kartę świąteczną.
-  Popatrz! - szepnęła, chwytając go za rękaw. Richard 
dostrzegł wspaniale upierzonego ptaszka, którego
purpurowe piórka pięknie kontrastowały z bielą śniegu i zie-
lenią ostrokrzewu. Mniej barwna samiczka była niemal nie-
widoczna wśród zielonych liści i czerwonych jagód. Zachwyt 
Melanie sprawił, że ptaszki wydawały się niezwykłe, choć w 
rzeczywistości występowały tutaj dosyć często. Jej entuzjazm 
jednak był zaraźliwy.
-  Szkoda, że nie mam ze sobą aparatu - powiedziała.
-  Możemy kupić taki jednorazowy - zaproponował. Melanie 
popatrzyła na niego jak na kogoś natchnionego

background image

przez Boga.
-  Teraz? - zapytała z takim zachwytem, że Richard się 
roześmiał.
-  Niewiele trzeba, by cię zadowolić - zakpił. - Wystarczy tani 
aparat i już jesteś skłonna na wszystko się zgodzić.
-  Postanowiłam, że dzisiaj niech się dzieje, co chce.
-  Naprawdę? - zapytał, zastanawiając się, czy udałoby mu się 
wykorzystać ten jej nastrój.
-  Nie to miałam na myśli.
-  Tylko sprawdzam.
-  Przecież tak naprawdę wcale nie chcesz mnie uwieść - 
stwierdziła z zaskakującą pewnością. - Po co więc mówisz 
takie rzeczy?
-  Dlaczego uważasz, że nie chcę cię uwieść? - zapytał, bo ta 
myśl stawała się coraz bardziej kusząca.
-  Sam się do tego przyznałeś - przypomniała. - Myślę, że 
gdybym się zgodziła, to pewnie byś nie uciekał, ale tak napra-
wdę flirtujesz ze mną jedynie po to, żeby mnie irytować.
Zastanawiał się nad jej słowami i coraz poważniej rozważał, 
czy jej nie uwieść. Co prawda, nie była w jego typie, ale 
pociągała go jej ożywcza szczerość, otwartość i entuzjazm. 
Nie mógł sobie przypomnieć, kiedy ostatni raz zetknął się z 
kimś takim jak ona, a tym bardziej, żeby mu się to podobało. 
Może Destiny miała rację przynajmniej co do tego? Może 
nadszedł moment, w którym Richard gotów był dokonać 
zmian w swoim życiu i dać się ponieść budzącym zawrót 
głowy uczuciom? Było to lepsze niż zwyczajna monotonna 
egzystencja, która, jak sam siebie przekonywał, w pełni go 
zadowalała.
Spojrzał na Melanie i dostrzegł na jej twarzy oczekiwanie. 
Wyraźnie chciała się przekonać, jak Richard zareaguje na jej 
wyzwanie.

background image

-  Może rzeczywiście chcę cię zirytować, a może tylko próbuję 
cię przygotować na swój pierwszy, zbijający z nóg ruch, 
któremu nie zdołasz się oprzeć?
-  Wątpię - uśmiechnęła się.
-  Dlaczego? - zapytał, nieco zaskoczony jej pewnością.
-  Takie gierki do ciebie nie pasują. Zbyt poważnie pod-
chodzisz do życia, by tracić w ten sposób czas.
-  Kolejna teoria mojej ciotki? - zapytał, przyglądając się jej 
spod zmrużonych powiek.
-  Tym razem obserwacje własne - zapewniła. - Umiem ocenić 
człowieka, co więcej, umiem sprawić, by inni zobaczyli to, co 
ja widzę. Właśnie dlatego kreowanie publicznego wizerunku 
jest dla mnie wymarzonym zajęciem.
Słowa te zaciekawiły go bardziej, niż mógłby przypuszczać.
-  A jak byś przedstawiła mnie? Mam nadzieję, że nie jako 
nadętego faceta?
-  Nie. Położyłabym nacisk na powagę, z jaką traktujesz swoje 
obowiązki, jak ciężko pracujesz i że równie ciężko jesteś 
gotowy pracować dla dobra swoich wyborców. To dobra 
rekomendacja.
-  Wydawało mi się, że skoro nie cierpiałem nędzy, nie będę 
pełnowartościowym kandydatem - przypomniał Richard.
-  Może zdołałeś mnie przekonać, że jest inaczej ? - Wzruszyła 
ramionami.
-  A może tak bardzo zależy ci na tej pracy, że jesteś gotowa 
powiedzieć wszystko, byle tylko ją zdobyć? - zauważył z 
nutką cynizmu.
-  Jeśli rzeczywiście tak sądzisz, to znaczy, że mnie nie znasz - 
powiedziała, szczerze urażona. - Nigdy nie pracuję dla kogoś, 
do kogo nie mam przekonania.
-  Nie znasz mnie na tyle, by we mnie wierzyć.
-  Myślę, że znam. Kiedy twoja ciotka zasugerowała, żebyśmy 
się spotkali, najpierw rozmawiałam z wieloma osobami i 

background image

przeczytałam wszystko, co o tobie napisano. Chciałam mieć 
pewność, że Destiny jest obiektywna, opowiadając, do czego 
jesteś zdolny i chwaląc twoją prawość. Teraz wiem, że miała 
rację. Jesteś dobrym człowiekiem, Richardzie, co do tego 
wszyscy są zgodni. -Popatrzyła na niego w zamyśleniu. - Ale 
czy masz to coś, co pozwoli ci wygrać wybory, to zupełnie 
inna sprawa.
Poczuł się urażony sugestią, że być może nie nadaje się na 
polityka i że jego starania zakończą się fiaskiem.
-  Czego twoim zdaniem mi brakuje? - zapytał.
-  Otwartego umysłu - odparła bez chwili wahania. Richard już 
chciał się sprzeciwić, lecz nagle dostrzegł
pułapkę, którą na niego zastawiła.
-  Dlatego, że byłem zdecydowany nie zatrudnić cię, zanim się 
w ogóle spotkaliśmy?
-  To jeden z powodów, a poza tym dlatego, że teraz, kiedy się 
już spotkaliśmy, nie umiesz oddzielić moich kwalifikacji 
zawodowych od faktu, że gram ci na nerwach i jestem kobietą.
-  Wcale mi nie grasz na nerwach - zaprzeczył, choć zdawał 
sobie sprawę, że nie wypadło to przekonująco.
-  To pierwsze prawdziwe kłamstwo, jakie usłyszałam z 
twoich ust. - Popatrzyła na niego z rozbawieniem.
-  Pierwsze, o którym wiesz - stwierdził, nie zaprzeczając 
jednak, że kłamał.
Denerwowała go, to oczywiste. Miał jednak nadzieję, że uda 
mu się to ukryć. Zawsze uważał, że umie zaskakiwać ludzi i 
trzymać ich na dystans. Uważał to za powód do dumy i czuł 
się z tym bezpiecznie. Melanie jednak była nazbyt 
przenikliwa, nie podobało mu się, że zdaje się rozumieć, co 
dzieje się w jego głowie.
-  Nieprawda, przedtem nie kłamałeś! - upierała się przy 
swoim.

background image

-  No dobrze, przyznaję, masz rację- westchnął. - Powiedzmy, 
że jestem uzależniony od mówienia prawdy, a ty grasz mi na 
nerwach. I co z tego?
-  Nareszcie - odparła wesoło.
-  Co? - Richard wydawał się zakłopotany.
-  Jesteś już tylko krok od tego, by przyznać, że byłeś uparty 
jak osioł, a po powrocie do domu przeczytasz mój projekt.
-  I wywnioskowałaś to wszystko z tego, że przyznałem się do 
kłamstwa? - zapytał z niedowierzaniem.
-  Widzisz, jaka jestem zdolna? - Uśmiechnęła się. Mimo woli 
się roześmiał.
-  Może lepiej pasowałoby tu słowo „przebiegła". Prawdę 
mówiąc, przypominasz mi pod tym względem Destiny.
-  Przyjmuję to jako komplement.
-  Szczerze mówiąc, nie wiem, czy powinnaś.
Kiedy usiedli przy stoliku kawiarenki, Melanie była pewna 
siebie i czuła, że panuje nad sytuacją. W końcu zrobiła jakieś 
postępy. Może ostatecznie przyjazd tutaj nie był całkiem 
głupim pomysłem? Jeżeli poszło jej tak dobrze, zanim Richard 
zjadł lunch, to co może osiągnąć, kiedy placuszki z krabów, 
sałatka i domowa szarlotka z lodami poprawią mu humor?
-  Próbujesz mnie urobić za pomocą jedzenia? - zapytał, kiedy 
zamawiała obfity posiłek. - Myślisz, że kiedy to zjem, stanę 
się bardziej otwarty na nowe pomysły?
-  Nie zaprzeczam, że coś takiego przyszło mi do głowy - 
przyznała. - Nie musisz jednak zamawiać tego co ja. A przy 
okazji oświadczam, że ja płacę. To służbowy lunch, podczas 
którego staram się zdobyć klienta.
-  Jeżeli mam ci dotrzymać kroku, muszę zamówić to samo. - 
Richard konspiracyjnie mrugnął do kelnerki. - Poproszę to 
samo i najmocniejszą kawę, jaką podajecie.
-  Podajemy wyłącznie bardzo mocną kawę - odrzekła 
kelnerka.

background image

-  Szkoda, że nie będziesz startował w tym okręgu. Ona z 
pewnością głosowałaby na ciebie - stwierdziła Melanie, kiedy 
zostali sami.
-  Pierwsze wrażenie nie powinno odgrywać roli w wyborach. 
Ani charyzma.
-  Nie powinna, jednak odgrywa, przynajmniej po części. 
Nawet nudziarz może wygrać, jeżeli ma dobry program. Tyle 
że trudniej mu to osiągnąć. Ty masz jedno i drugie. Dlaczego 
więc z tego nie skorzystać, zamiast udawać, że Uczy się tylko 
program?
-  Inaczej mówiąc, nie uniknę całowania dzieci i ściskania 
setek rąk - stwierdził.
-  Niewielu wybrano takich, którzy tego nie robili. Ludzie 
chcą wiedzieć, że kandydat, na którego głosują, jest porząd-
nym człowiekiem. Chcą mu spojrzeć w oczy i ocenić, czy jest 
szczery. Chcą się przekonać, czy jego uścisk dłoni jest silny.
Zabawne, że o tym wspomniała. Richard zamyślił się na 
chwilę. Przypomniał sobie, że kontrahenci, widząc jego twar-
dy i zimny wzrok podczas negocjacji, zarzucali mu, że jest 
nieludzki. O to samo oskarżały go kobiety, które, wiążąc się z 
nim, wyraźnie oczekiwały czegoś więcej, niż był w stanie im 
dać. W końcu pogodził się z myślą, że wraz ze śmiercią 
rodziców przestał umieć kochać. I że już zawsze tak będzie. 
Teraz, kiedy obserwował Melanie, gdy widział jej radość 
życia, i czuł, jak jej ciepło ogrzewa mu serce, miał wrażenie, 
że gdyby tylko wyciągnął rękę, miłość by wróciła.
Nagle otrząsnął się z tych myśli. Co też mu się roi? Przecież 
Melanie nie przyjechała, by go uleczyć, ale by zdobyć pracę. 
Tak samo jak wiele innych osób, po prostu czegoś od niego 
chciała. Musi wciąż o tym pamiętać, chociaż już parokrotnie 
udało mu odwrócić jej uwagę od misji, z którą przybyła.
Musnęła palcami jego dłoń.

background image

-  Gdzie byłeś? - zapytała cicho, patrząc na niego z cieka-
wością.
-  Już wróciłem - odparł ponuro.
Widział, że Melanie ma na końcu języka kolejne pytanie, ale 
zanim zdołała je zadać, pojawiła się kelnerka z lunchem. 
Jeszcze nigdy w życiu widok jedzenia nie sprawił Richardowi 
takiej ulgi. Pospiesznie wbił zęby w placuszki z krabów, ale 
nie umknęło jego uwagi, że upłynęła długa chwila, zanim 
Melanie poszła w jego ślady. Najwidoczniej ciągle jeszcze 
zastanawiała się, czemu nagle sposępniał.
W końcu zaczęła jeść i od razu skupiła na tym całą uwagę.
-  Doskonałe te kraby, nie uważasz? - zapytała.
-  Przepyszne, choć to nie sezon i muszą być mrożone. - 
Richard kiwnął głową. - Lepsze niż w najdroższych restau-
racjach rybnych Waszyngtonu.
-  Ciekawe, co to za przyprawy - odrzekła Melanie. - Do-
skonale ożywiają smak.
-  Czy to ma znaczenie przy twojej zdeklarowanej nie-
umiejętności gotowania?
-  To takie dobre, że mogłabym się nauczyć. Nie jestem 
przecież całkiem beznadziejna.
-  Po co zadawać sobie trud, jeżeli można po prostu przyjść 
tutaj? - zapytał.
-  Nie bywam tu często. Prawdę mówiąc, nigdy dotąd nie 
byłam w tej części stanu.
-  Teraz, kiedy już poznałaś tutejsze przysmaki, mogę się 
założyć, że wrócisz. Kto wie, może nawet ja cię zaproszę?
-  Czekając na twoje zaproszenie, pewnie umarłabym z głodu. 
Może mogliby mi przysyłać takie placuszki? Myślę, że gdyby 
były odpowiednio przygotowane, to nawet ja umiałbym je 
usmażyć. - Melanie rozmarzyła się. - Jak by to było miło, 
gdybym nie musiała wychodzić z domu, żeby coś zjeść, w 
dodatku coś jadalnego. Nie znoszę gotowych mrożonych dań 

background image

do odgrzewania w mikrofalówce i jadam je tylko w 
ostateczności.
Doskonale ją rozumiał, bo sam często jadał przy biurku albo w 
restauracji. Jedynym wyjątkiem były wizyty u ciotki. Jeżeli 
tylko miała czas, Destiny świetnie gotowała, dlatego też 
Richard stał się bardzo wybredny. Dotyczyło to zresztą nie 
tylko potraw, ale także atmosfery intelektualnych dyskusji, 
prowadzonych podczas posiłków. Niestety, od jakiegoś czasu 
coraz rzadziej spotykał się z braćmi przy stole ciotki i nagle 
poczuł, że musi to zmienić.
Dziwne, ale lepiej pamiętał śmiech i radość, towarzyszące 
posiłkom, niż same potrawy. Oczywiście, były doskonałe, ale 
najbardziej tęsknił za tym, by znowu usiąść przy stole z brać-
mi i z ciotką. Aż do tej chwili nie zdawał sobie sprawy, jak 
samotne stało się jego życie. Nie chodziło o to, że nie widywał 
bliskich, bo z Destiny spotykał się niemal codziennie, a z 
braćmi również często. Było jednak inaczej niż w czasach, 
kiedy mieszkali pod jednym dachem.
Westchnął i spojrzał na Melanie.
-  Opowiedz mi o swojej rodzinie - poprosił.
-  O rodzinie? - Zupełnie jakby prosił, by zdradziła mu swe 
najgłębsze sekrety.
-  Jaka jest twoja rodzina? Duża? Mała? Gdzie mieszka?
-  Mam dwie starsze siostry, obie zamężne i obie całkowicie 
pozbawione ambicji zawodowych, obrzydliwie zadowolone ze 
swoich mężów i dzieci. Zostały w Ohio i mieszkają kilka mil 
od naszych rodziców. Nie rozumieją mojego sposobu życia i 
ciągle mi wypominają, że jestem sama.
-  Byłyście sobie bliskie?
-  Tak bliskie, jak bliskie mogą być sobie trzy dziewczyny, 
które chcą włożyć na tańce tę samą sukienkę - odparła Mela-
nie.
-  Zazdrościsz im mężów i dzieci?

background image

-  Czasami - przyznała i zamyśliła się. - Kocham swoją pracę i 
jestem ambitna, ale to nie znaczy, że nie chciałabym z kimś 
dzielić życia - dodała po chwili.
Jej słowa tak pasowały do tego, o czym Richard przed chwilą 
rozmyślał, że znowu westchnął.
-  Wiem, co masz na myśli - przyznał z rzadką u niego 
otwartością.
-  Naprawdę? - Popatrzyła zdziwiona.
-  Jasne. Jaką radość daje podbijanie świata, jeśli nie ma komu 
o tym opowiedzieć i jeśli nikogo to nie obchodzi?
-  No właśnie. Ale to wcale nie znaczy, że osiągnięcia nie dają 
nam satysfakcji albo że jesteśmy niewdzięczni. Po prostu 
wiemy, że moglibyśmy zyskać więcej. Dobrze mieć taką 
świadomość, nie uważasz?
-  Tak mówią.
-  Jeżeli wiesz, że czegoś ci brakuje, to dlaczego nie ożeniłeś 
się z jedną z tych kobiet, z którymi się spotykałeś? - zapytała.
-  Bo nie mogłem sobie wyobrazić, żebym którąś z nich mógł 
przyprowadzić tutaj na placuszki z krabów i domową 
szarlotkę.
-  Naprawdę? - Twarz Melanie złagodniała.
-  Naprawdę, ale niech ci się od tego nie przewróci w głowie.
-  Ależ skąd! - zapewniła szybko.
-  A poza tym to wcale nie znaczy, że zamierzam cię zatrudnić 
- dodał.
-  Wiem - przyznała, ale miała przy tym zadowoloną minę.
-  Pod wieloma względami przypominasz mi ciotkę. - Richard 
próbował zorientować się w swoich uczuciach i jednocześnie 
wytłumaczyć Melanie, co czuje. - Tak samo jak ona jesteś 
szczera aż do bólu, nieprzewidywalna i...
-  .. .i otwarta na nowe pomysły? - podsunęła Melanie.
-  Nie przeciągaj struny.
-  Ludzie otwarci na nowe pomysły nie są...

background image

-  Wiem, nie są sztywniakami. Już to zrozumiałem. -Przerwał 
jej, zanim zdążyła to powiedzieć.
-  Naprawdę zrozumiałeś? - Przyglądała mu się uważnie.
-  Naprawdę - zapewnił.
-  W takim razie może powinniśmy już wracać do domu? - 
zapytała.
-  Żebym mógł przeczytać twój projekt?
-  To też. Ale pomyślałam o tym, że pozwolę ci się znowu 
pocałować.
-  Dlaczego miałabyś to zrobić? - Spojrzał na nią, speszony 
taką bezpośredniością.
-  Mam otwarty umysł.
-  Czy to znaczy, że kwestia uwodzenia wraca na wokandę? - 
zapytał, chcąc zyskać pewność, że dobrze zrozumiał jej słowa 
i że nie zrobi z siebie głupca. Kiedy chodziło o Melanie, nie 
był pewny, czy może sobie zaufać, bo od dawna żadnej 
kobiety nie pragnął tak mocno jak jej.
-  Nigdy nic nie wiadomo. - Wzruszyła ramionami.
-  Uważam, że w tej kwestii powinnaś wyrazić się jaśniej - 
oznajmił, wstając od stolika.
-  Gdyby wszystko było z góry jasno ustalone, życie nie 
miałoby uroku.
-  Może i tak, ale wtedy przynajmniej można by zapobiegać 
katastrofom.
-  W takim razie słuchaj - powiedziała z bardzo poważną 
miną. - Nie pragnę tego do szaleństwa, ale właśnie teraz, w tej 
chwili, chcę, żebyś mnie znowu pocałował. Nadal uważam, że 
nie powinniśmy posunąć się dalej, bo wszystko mogłoby się 
skomplikować, szczególnie gdybym zaczęła dla ciebie 
pracować.
-  Rozumiem - odparł.
-  Jednak mogę się okazać otwarta na perswazję - dodała 
Melanie z uśmiechem.

background image

Puls Richarda przyspieszył.
-  Może nie dzisiaj - dodała Melanie znacząco. - I może nie 
jutro. Ale kto wie, jakie niespodzianki kryje przyszłość?
Chociaż oznajmiła w ten sposób, że nie tylko dzisiejszej nocy, 
ale także w najbliższej przyszłości Richard nie powinien na 
nic liczyć, on nie mógł się powstrzymać od radosnego 
pogwizdywania.
-  Wydajesz się zanadto zadowolony jak na mężczyznę, 
któremu właśnie powiedziano, że żadnego seksu nie będzie - 
zauważyła.
-  Uważasz, że to właśnie powiedziałaś? - Roześmiał się.
-  Oczywiście.
-  Usłyszałem tylko, że dzisiaj nie ma mowy o seksie. Jeżeli 
jednak chodzi o jutro, to jak mówiła pewna piękna kobieta z 
Południa, jutro też będzie dzień. - Skłonił się i ucałował jej 
dłoń. - Jestem cierpliwy. Skoro jednak dużo na mój temat 
czytałaś, to na pewno o tym wiesz.
-  Najwidoczniej musiałam przeoczyć tę informację.
-  Może okazać się ważna, więc staraj się ją zapamiętać
- powiedział i rzucił w nią śniegową kulą, żeby oboje nieco 
ochłonęli.
Zaskoczona, wpatrywała się w niego szeroko otwartymi 
oczami, zanim w jej oczach pojawił się ogień, który Richard 
tak bardzo pragnął zobaczyć.
-  Już nie żyjesz! - Schyliła się, by ulepić śnieżkę.
-  Wątpię, żebyś się odważyła - odparł, nie próbując nawet 
uciekać.
-  Nie wierzysz, że w ciebie rzucę?
-  Ależ wierzę. Tylko myślę, że nie trafisz.
Melanie wzięła zamach i choć Richard uskoczył, kula otarła 
się o jego policzek.
-  Kiepski rzut, kochanie. - Ruszył w jej stronę, chociaż 
próbowała go zatrzymać, rozpaczliwie rzucając śnieżkami. Jej 

background image

rzuty były celne, a mimo to Richard podszedł i przewrócił ją 
w zaspę.
Wypluwała śnieg, z oburzeniem patrząc na stojącego nad nią 
Richarda, i nagle się roześmiała. Po chwili Richard też 
parsknął śmiechem, a wtedy Melanie szarpnęła go za kostkę u 
nogi i przewróciła w zaspę.
Richard pocałował Melanie, z nadzieją, że w pocałunku 
znajdzie trochę ciepła. Nie zawiódł się, poczuł płomień, więc 
uznał, że Melanie nie chowa do niego urazy.
Pomyślał, że jeśli dziewczyna naprawdę ma zamiar trzymać 
się swoich postanowień, to czeka go wyjątkowo długa noc.

background image

ROZDZIAŁ 5
Widząc w oczach Richarda blask pożądania, Melanie po-
myślała, że choć na dworze jest bardzo zimno, to nie należy 
igrać z ogniem. Nie spodziewała się, by ktoś, o kim mówiono, 
że jest pozbawiony serca, mógł odczuwać tak silne emocje.
Kiedy po raz pierwszy zgodziła się z nim spotkać, sądziła, że 
Richard będzie ją traktował z dystansem. Widziała go na 
zdjęciach i wiedziała, że jest w jej typie. Destiny zaś poruszyła 
jej czułe serce, opowiadając o tragedii, jaką bratanek przeżył 
w dzieciństwie. Miała jednak nadzieję, że będzie w jego 
towarzystwie bezpieczna, zwłaszcza że nie pociągali jej ani 
aroganccy, ani zimni, niezdolni do głębokich uczuć 
mężczyźni.
Pierwsze spotkanie uspokoiło ją, przekonała się bowiem, że 
obie odstręczające ją od mężczyzn cechy występują u Ri-
charda w pełnym rozkwicie. Teraz jednak... Westchnęła. Nie 
wolno jej myśleć o tym, co dostrzegła w jego spojrzeniu. Co 
się z nią dzieje? Czy zamarzł jej mózg? Czy dlatego najpierw 
drwiła z seksu, a potem tarzała się z Richardem w śniegu? Z 
całą pewnością nie zamierzała do tego dopuścić.
Nie mogła pozwolić, by popełnili błąd, którego oboje będą 
musieli potem żałować. Wstała, otrzepała się ze śniegu i 
popatrzyła spokojnie na Richarda, jak gdyby ani w restauracji, 
ani teraz w zachowaniu obydwojga nie było niczego szcze-
gólnego.
-  Coś podobnego - powiedziała. - Nie przypuszczałabym, że 
umiesz się tak odprężyć i bawić jak dziecko.
-  Jak widzisz, mimo że zebrałaś na mój temat wszelkie 
dostępne informacje, i tak potrafię cię zaskoczyć - stwierdził, 
wstając ze śniegu.
Stawał się na powrót zasadniczy, Melanie jednak już wie-
działa, że to tylko maska, za którą się chronił, i natychmiast 
poczuła, że miękną jej kolana.

background image

-  Richardzie, powiedz, co tu się właściwie stało? Co to było?
Wzruszył ramionami.
-  Myślę, że obydwoje zapomnieliśmy, dlaczego się tutaj 
znaleźliśmy.
-  Inaczej mówiąc, przez chwilę, zamiast potencjalnymi 
partnerami w interesach, byliśmy kobietą i mężczyzną, którzy 
podobają się sobie nawzajem - stwierdziła. - Przepraszam.
-  A za co? To ja przepraszam za swoje zachowanie.
-  Zachęciłam się do tego.
-  Przestali być taka rozsądna. Ten weekend musi się źle 
skończyć. Nie widzę innej możliwości.
Melanie poczuła się nieswojo. Richard przez chwilę przestał 
myśleć o obowiązkach i odkrył w sobie dziecko. Zapomniał 
się i odsłonił przed nią swoje drugie ja. Ona jednak była zbyt 
spięta i wszystko zepsuła. Oczywiście, mogła go jeszcze raz 
przeprosić, ale była przekonana, że tylko go tym rozzłości. 
Wydawało się, że łatwo wpada w złość. Była to chyba 
odpowiednia chwila, żeby wyjechać, ale lokalne drogi jeszcze 
nie zostały odśnieżone.
-  Zgoda? - Wyciągnęła rękę, za wszelką cenę chcąc z po-
wrotem sprowadzić sprawy na bezpieczniejszy grunt.
-  Nie wiedziałem, że jesteśmy na wojennej ścieżce - zakpił.
-  Nie jesteśmy, ale byliśmy na najlepszej drodze do tego, żeby 
na nią wkroczyć. I to moja wina, bo wysyłałam sprzeczne 
sygnały.
-  Może w takim razie rozsądniej będzie się nie godzić. - 
Twarz Richarda przybrała złowrogi wyraz. - Wygląda na to, 
że tylko pokłóceni jesteśmy w stanie zachowywać się 
właściwie.
Tak było istotnie, choć Melanie nie rozumiała dlaczego. 
Pomijając fakt, że miała dla niego pracować, co niosło za sobą 
konsekwencje, przecież nie mógł się jej podobać. Reagował 
zbyt emocjonalnie, a zarazem był zbyt sztywny. Zdawała 

background image

sobie sprawę, że to, co do niego czuje, to czysty pociąg 
fizyczny, bo Richard niewątpliwie był atrakcyjnym mężczy-
zną. Dlatego właśnie niemal rzuciła mu się na szyję, zapomi-
nając natychmiast o własnych zasadach, zabraniających łączyć 
pracę z życiem osobistym.
Wiedziała, że ten pociąg jest wzajemny, i wyobrażała sobie, 
że Richard czuje się w tej sytuacji tak samo zdezorientowany. 
Nie przypominała przecież w niczym bogatych, 
wyrafinowanych i eleganckich kobiet, z którymi go na ogół 
widywano. Oglądała jego zdjęcia w rubrykach towarzyskich 
na tyle często, by wiedzieć, że lubi kobiety efektowne i repre-
zentacyjne.
Wzięła to wszystko pod uwagę i uznała, że oboje muszą się 
pogodzić z faktem, że ich związek byłby szaleństwem. Jeżeli 
obojgu uda się to sobie wytłumaczyć, być może najbliższe 
godziny nie będą złe. Kto wie, może rano będą się nawet 
śmiać z dzisiejszych rozterek i rozstaną się bez wzajemnych 
pretensji? Ona wycofa się z tej całej sprawy i nie będzie 
więcej marzyć o pracy dla Carltona. Każde inne postępowanie 
byłoby przecież szaleństwem.
Rozmyślała nad tym, gdy Richard podał jej klucz i poprosił, 
by sama wróciła do domu.
-  A ty dokąd się wybierasz? - zapytała.
-  Na spacer. Przy okazji kupię ci ten aparat.
Już miała zaproponować, że z nim pójdzie, ale nie zdążyła, bo 
odwrócił się i odszedł. Najwyraźniej miał dosyć jej 
towarzystwa. Przed chwilą byłaby z tego bardzo zadowolona, 
ale teraz już nie.
Richard oddalał się, kuląc ramiona na wietrze. Kiedy patrzyła 
za nim, wydał się jej bardzo samotny. Nie mogła zrozumieć, 
jak to w ogóle możliwe, żeby tak zamożny, błyskotliwy i 
seksowny mężczyzna był sam.

background image

W materiałach na jego temat, które zgromadziła, mogła 
znaleźć odpowiedź na prawie każde dotyczące go pytanie, ale 
nie na to. Przyznała szczerze, że szukanie odpowiedzi może 
się okazać jej zgubą, ale bardzo ją to zaintrygowało, za bardzo 
nawet, bo w jej sercu znalazło się miejsce dla Richarda.
Richard zdawał sobie sprawę, że jest śmieszny, zachowując 
się chimerycznie dlatego, że Melanie zmieniła o nim zdanie. 
Nie pierwszy raz spotkało go coś takiego, ale nigdy jeszcze się 
tym nie przejął. Przez całe lata obserwował, jak sprawnie i 
szybko jego ciotka pozbywa się doskonałych kandydatów do 
swojej ręki, aż w końcu uznał takie zachowanie za zwyczajne, 
choć doszedł również do wniosku, że kobiety są 
nieprzewidywalne.
Kiedy jednak chodziło o Melanie, nieoczekiwanie poczuł się 
dotknięty zmianą jej postawy. A to oznaczało, że zdołała do 
niego dotrzeć. Jak to się mogło stać?
Przez całą drogę do sklepiku usiłował znaleźć odpowiedź na 
to pytanie. Dotarłszy na miejsce, poprosił o jednorazowy 
aparat fotograficzny, a pod wpływem impulsu kupił też pra-
żoną kukurydzę i film, który dopiero co ukazał się na wideo. 
Uznał, że jeśli mają spędzić razem kolejną noc, to film jest 
dobrym pomysłem, bo nie będą musieli rozmawiać.
W drodze do domu próbował dostrzec piękno zasypanego 
śniegiem krajobrazu, który wcześniej tak go zachwycił, ale 
teraz, kiedy obok nie było Melanie, miał wrażenie, że tamta 
zięba, odlatując, zabrała ze sobą wszystkie kolory otoczenia.
Jęknął. Nie chciał, żeby to właśnie Melanie Hart dodawała 
kolorów jego istnieniu. Pragnął odzyskać spokój, jaki panował 
w jego życiu, nim spotkał tę denerwującą kobietę, kiedy to 
perspektywa spędzenia kilku godzin przed ekranem kom-
putera lub nad stertą dokumentów wydawała mu się główną 
atrakcją weekendu.

background image

Niestety, jeśli będzie wciąż na nią patrzył, to się nie uda. A 
wiedział, że tak będzie. Wyglądała na osobę, która zamiast 
przejść do porządku nad tym, że omal nie popełnili okropnego 
błędu, zechce na ten temat dyskutować i wszystko zrozumieć. 
Widział to w jej oczach, kiedy zostawił ją kilka przecznic od 
domu. Miał tylko nadzieję, że może tymczasem minęła jej 
ochota na taką rozmowę.
Kiedy zmarznięty dotarł wreszcie do domu i zobaczył płonący 
ogień, ucieszył się, że Melanie pomyślała o rozpaleniu w 
kominku. Z obawą czekał, aż się pojawi, gotowa do rozmowy 
i analizowania tego, co między nimi zaszło, albo jeszcze 
gorzej, do ponownego przepraszania go. Nie nadchodziła 
jednak. Czyżby zdecydowała się wyjechać, chociaż drogi 
wciąż były prawie nieprzejezdne? Zastanawiając się nad tym, 
uprzytomnił sobie, że nie zwrócił uwagi, czy jej samochód stoi 
na podjeździe.
Przestraszył się, że przez jego nieopanowanie mogła narazić 
się na niebezpieczeństwo. Pobiegł na górę i zaczął się dobijać 
do pokoju gościnnego, a kiedy omal już nie wyrwał 
szarpnięciem drzwi z zawiasów, usłyszał zaspany głos.
-  Co się dzieje?
Leżała w łóżku, z podciągniętą pod brodę kołdrą, z włosami w 
nieładzie. Odetchnął z ulgą.
-  Czy coś się stało? - zapytała tym samym, rozespanym i 
nieco schrypniętym głosem, patrząc na niego oszołomiona.
Kołdra zsunęła się, ukazując nagie ramię i ponętny zarys 
piersi, a Richard znów poczuł przyspieszone tętno.
-  Nic. Naprawdę nic, przepraszam - wykrztusił i zaczął się 
wycofywać z pokoju.
-  Richard?
Czy ona zawsze musi wszystko wiedzieć? Nawet przez sen? 
Teraz będzie musiał tłumaczyć się, wymyślając coś w miarę 
wiarygodnego, a jednocześnie nie zdradzając, jak bardzo się 

background image

zaniepokoił na myśl, że Melanie ryzykuje życie w zaspach na 
oblodzonych drogach.
-  Wiesz... frontowe drzwi były otwarte - improwizował.
- Pomyślałem, że ktoś się włamał. Nie wiedziałem, czy z tobą 
wszystko w porządku.
-  Otwarte? - powtórzyła, patrząc na niego spod na wpół 
przymkniętych powiek.
-  No... lekko uchylone - poprawił się, bo nie chciał, żeby 
dziewczyna zamartwiała się z powodu swego niedopatrzenia.
-  Na pewno je zamknęłam. Co prawda, nie na zamek, bo nie 
wiedziałam, czy masz drugi klucz. Bałam się, że jeśli zasnę, 
nie usłyszę pukania. Jestem przekonana, że zamknęłam je na 
klamkę.
-  Nic się nie stało. Najważniejsze, że u ciebie wszystko w 
porządku. Przepraszam, że cię obudziłem. Śpij.
Melanie przeciągnęła się, a kołdra zsunęła się niżej. Wy-
dawało się jednak, że ona zupełnie nie zdaje sobie sprawy, jak 
seksownie wygląda.
-  Skoro już nie śpię, to równie dobrze mogę wstać. Chyba 
naprawdę zamierzała się podnieść, choć zdaniem
Richarda była naga. Wyobraziwszy sobie ten widok, rzucił się 
do drzwi, w obawie, że byłoby to nie do zniesienia.
Siedział w kuchni, czekając, aż zaparzy się kolejny dzbanek 
bardzo mocnej kawy, gdy Melanie ze świeżo umytą twarzą i 
uczesana pojawiła się na schodach. Wolał ją z potarganymi 
włosami, ale najwidoczniej próbowała wyglądać oficjalnie. 
Mógłby jej powiedzieć, że nawet zakładając najskromniejszy 
służbowy kostium, nie ukryje swojej kobiecości. Należała 
bowiem do kobiet, których widok działa na wyobraźnię, w 
każdym razie na jego wyobraźnię.
-  Kawy? - zapytał.
-  Nie, dziękuję. Za dużo kofeiny nie pozwoli mi zasnąć.

background image

Richard wątpił, by tej nocy w ogóle udało mu się zmrużyć 
oczy, więc odrobina kofeiny nie miała żadnego znaczenia.
-  Kupiłem film na wideo, możemy go później obejrzeć. - 
Wskazał ręką na stół.
-  Wiesz, że to komedia romantyczna? - Uśmiechnęła się, 
biorąc kasetę do ręki.
-  Słyszałem, że dobra - bronił się. - Myślałem, że kobiety 
lubią takie niemądre filmy.
-  Masz rację. Lubią. Ale jestem zaskoczona, że wziąłeś pod 
uwagę mój gust.
-  Ciotka wpoiła mi zasady gościnności.
-  Nawet jeśli narzucono ci tę rolę? - zapytała sceptycznie.
-  Nawet. Może zresztą wtedy jest to jeszcze ważniejsze. 
Przysyłając cię tutaj, ciotka wiedziała, że jej nauki opanowa-
łem do perfekcji. W przeciwnym razie nie zaryzykowałaby. 
Oboje wiemy, że to ona ponosi winę za tę krępującą sytuację i 
nie chcę już słuchać żadnych kolejnych przeprosin.
-  Ona tylko próbuje nam pomóc. Nie możesz jej winić za to, 
że się o ciebie troszczy, a przy okazji stara oddać przysługę 
mnie.
-  Mogę, jeżeli wtrąca się w moje sprawy - stwierdził ponuro. - 
Gdyby chodziło jej wyłącznie o kontrakt, to zjawiłabyś się w 
moim biurze w poniedziałek rano. Ty jednak przyjechałaś 
tutaj z moimi ulubionymi daniami i winem.
-  Może zostawmy ten temat, bo widać, że mamy różne zdania 
na temat motywacji Destiny. Zostań tutaj, ja pójdę do salonu i 
oboje spróbujmy popracować.
-  Każdy ma się zaszyć w swoim kącie? - zapytał, po-
wściągając uśmiech.
-  Właśnie.
-  Może to nie najgorszy pomysł - stwierdził, patrząc jej prosto 
w oczy.

background image

Odniósł wrażenie, że widzi w nich cień tęsknoty, uznał 
jednak, że lepiej nie sprawdzać, czy ma rację.
-  W takim razie do zobaczenia później - powiedziała po 
chwili wahania.
-  Do zobaczenia - odparł. - Melanie! - zawołał, gdy zniknęła 
mu z oczu. - Jest coś, co miałabyś ochotę zjeść na kolację?
-  To znaczy, że mamy jakiś wybór? - zapytała zdumiona.
-  Oczywiście. Dlaczego myślałaś, że nie?
-  Z tego, co mówiła Destiny, wywnioskowałam...
-  Myślałaś, że ratujesz mnie od śmierci głodowej - domyślił 
się. - Mówiłem ci, o co jej chodziło.
-  Do diabła, twoja ciotka jest naprawdę dobra - przyznała 
Melanie, a w jej głosie więcej było podziwu niż irytacji.
-  Zgadzasz się chyba ze mną, że oboje powinniśmy o tym 
pamiętać.
-  Z pewnością będę pamiętać. A jeśli chodzi o kolację, to 
możesz mi zrobić niespodziankę.
Tak jakby to było możliwe, uznał sceptycznie, ale kiwnął 
głową. Czyta przecież w jego myślach. No, może nie tych 
dotyczących kuchni...
Melanie wzięła telefon komórkowy i nie zważając na mróz, 
wyszła przed dom, żeby zadzwonić do Destiny. Sygnał był 
słaby, ale po chwili usłyszała jej radosny głos.
-  To był podstęp - zaczęła oskarżycielsko, ale bez nadmiernej 
urazy.
-  Jak się masz, Melanie? Utknęłaś u Richarda? - W głosie 
Destiny brzmiała nadzieja.
-  Wiedziałaś, że to się tak skończy - burknęła Melanie.
-  Nie wiedziałam, choć miałam taką nadzieję - poprawiła ją 
przyjaciółka. - Czy wszystko dobrze idzie? Już się zgodził dać 
ci tę pracę?
-  Nie.

background image

-  Och. - Destiny była rozczarowana. - Może powinnam z nim 
porozmawiać. Gdzie on jest?
-  Siedzi w kuchni i pracuje, a ja nie pozwolę ci z nim 
rozmawiać - oznajmiła Melanie. - Moim zdaniem wystarczy 
już tego wtrącania się jak na jeden weekend.
-  Coś poszło nie tak? Chyba się nie pokłóciliście? - niepokoiła 
się Destiny.
-  Nie tak, jak myślisz. Po prostu wymieniliśmy poglądy, w 
rezultacie czego twoje plany wydają mi się jeszcze bardziej 
podejrzane niż wtedy, kiedy namawiałaś mnie na przyjazd 
tutaj. Prawdę mówiąc, jestem przekonana, że nie były całkiem 
szlachetne.
-  Ładnie tak mówić, kiedy starałam ci się pomóc! - Destiny 
była oburzona.
-  Nie nabierzesz mnie. - Melanie nie dała się zwieść. - 
Wierzę, że chcesz, abym dostała ten kontrakt. Ale przyznaj, że 
spodziewałaś się po tym weekendzie czegoś więcej.
-  Nie mam pojęcia, co sugerujesz - odparła beztrosko Destiny. 
- Och, mam rozmowę na drugiej linii, a czekam na ważny 
telefon od Macka, brata Richarda. Baw się dobrze i ucałuj go 
ode mnie. I niech żadne z was nie śmie się stamtąd ruszać, 
dopóki drogi nie zostaną odśnieżone. Nie chcę się zamartwiać, 
że wylądujecie w zaspie.
Zanim Melanie zdążyła odpowiedzieć, Destiny rozłączyła się. 
„Ucałuj go ode mnie". Właśnie o to jej chodzi. Ponownie 
wystukała numer Destiny, ale tym razem nie udało się jej 
uzyskać połączenia. Westchnęła i wróciła do domu.
-  Co robiłaś na dworze taka nieubrana? - zapytał Richard.
-  Dzwoniłam do twojej ciotki.
-  I? - Richard uśmiechnął się.
-  Twierdzi, że chciała jedynie, abyśmy się dogadali w sprawie 
mojej pracy.
-  A czego się spodziewałaś? Że się do wszystkiego przyzna?

background image

-  Oczekiwałam, że będzie ze mną szczera.
-  Na pewno była. Prawdę mówiąc, jestem pewien, że gdybyś 
przeanalizowała po kolei jej słowa, wszystko okazałoby się 
zgodne z prawdą.
Melanie przebiegła w myśli rozmowę i uznała, że Richard ma 
rację. Ta nieznośna kobieta rzeczywiście ani razu nie 
skłamała, do niczego się nie przyznając.
-  Jeżeli ktoś powinien się zająć polityką, to właśnie ona - 
uznała.
-  Niech Bóg ma nas w opiece, jeżeli kiedyś się na to 
zdecyduje. Ona nie trawi głupców, a na arenie politycznej aż 
się od nich roi. Zawsze nazywa rzeczy po imieniu i nie ma 
zwyczaju ukrywania swoich poglądów. Dlatego też po kilku 
tygodniach żadna partia polityczna nie będzie jej chciała mieć 
w swoich szeregach.
-  Pomyśl tylko, jaką miłą odmianą byłoby słuchanie Destiny - 
powiedziała Melanie.
-  Określiłbym to nieco inaczej. W końcu słuchałem jej niemal 
przez całe swoje życie i wiem, że kiedy coś sobie wbije do 
głowy, nic jej od tego nie odwiedzie.
-  Uważasz, że teraz właśnie nas wzięła na celownik?
-  Jestem gotów się o to założyć.
-  Tym gorzej dla niej - stwierdziła z przekonaniem Melanie - 
bo tym razem nie wygra. Co do tego oboje jesteśmy zgodni. - 
Uniosła głowę. We wpatrzonych w nią oczach Richarda 
znowu dostrzegła pożądanie.
-  Naprawdę? - zapytał miękko.
-  Jak najbardziej - zapewniła, starając się, by zabrzmiało to 
przekonująco.
-  W takim razie będzie musiała pogodzić się z niepowo-
dzeniem - odparł z nutką żalu z głosie.
-  Ależ jestem głodna! Pewnie przez ten spacer. - Melanie 
zmieniła temat, starając się stłumić żal.

background image

-  W takim razie biorę się do kolacji. - Richard w końcu 
oderwał od niej wzrok. - Masz ochotę na kieliszek wina? 
Została jeszcze butelka cabernet.
Zgodziła się chętnie, mając nadzieję, że kieliszek wina ukoi jej 
nerwy, nie osłabiając i tak już nadwątlonych postanowień.
-  Myślisz, że do rana oczyszczą drogi? - zapytała.
-  Główne na pewno, tak że nawet twój malutki samochodzik 
zdoła dotrzeć do autostrady.
Odniosła wrażenie, że on również nie może się doczekać, by 
wreszcie skończył się ten weekend. Zabolałoby ją to, gdyby 
jej na nim zależało. Ale w obecnej sytuacji był to tylko lekki 
prztyczek wymierzony w jej próżność. Tak w każdym razie 
sobie powiedziała.
-  Posiedź ze mną, kiedy będę gotował - poprosił, podając jej 
kieliszek wina.
-  To chyba nie jest dobry pomysł - odparła, czując przelotną 
pieszczotę jego palców.
-  Dlaczego?
-  Dobrze wiesz, że zaczynamy tracić głowę, gdy przebywamy 
za długo obok siebie
-  Uważasz, że to źle?
-  Richardzie!
-  Pomyślałem tylko, że przyjemnie byłoby mieć towarzystwo. 
- Wzruszył ramionami i uśmiechnął się. - Dałbym ci nóż i 
mogłabyś pokroić jarzyny, a gdybym nagle zaczął się źle 
zachowywać, miałabyś się czym obronić - zażartował.
Melanie roześmiała się i usiadła przy kuchennym stole.
-  Dziękuję ci - powiedział, jakby jej decyzja sprawiła mu
ulgę-
-  Zostanę, ale poproszę o duży nóż.
-  W ten sposób przerazisz każdego mężczyznę. - Roześmiał 
się, podając jej groźnie wyglądający, rzeźniczy nóż, a potem 
następny, mniejszy, odpowiedniejszy do krojenia jarzyn.

background image

Przez przygotowania do kolacji przebrnęli spokojnie, ale czuła 
się tak, jakby straciła coś ważnego. Właśnie dlatego zaraz po 
kolacji odstawiła kieliszek i wstała od stołu.
-  A teraz już dobranoc - rzekła.
-  Nie chcesz obejrzeć filmu? - zapytał.
-  Widziałam go już - skłamała, czując, że nie wolno jej 
zaryzykować utraty czujności.
-  Dlaczego nie powiedziałaś wcześniej? Mogłem wypożyczyć 
coś innego.
-  Bohaterowi udaje się w końcu znaleźć sobie dziewczynę. 
Może więc powinieneś obejrzeć ten film. - Z tymi słowami 
wyszła z pokoju, czując na plecach wzrok Richarda.
Dała mu do zrozumienia, że jeśli naprawdę chce sobie kogoś 
znaleźć, potrzebne mu będą wskazówki. Była pewna, że 
zrozumiał jej intencje, nie wiedziała tylko, dlaczego tak 
bardzo jej zależy na tym, żeby to zrozumiał. Martwiło ją to 
bardziej niż przebieg tego weekendu.

background image

ROZDZIAŁ 6
Richard obejrzał film i zrozumiał, co Melanie przekazała mu 
w zawoalowany sposób. Zabolała go jej sugestia, że nie 
potrafi utrzymać przy sobie żadnej kobiety, bo nie wie, czego 
one pragną.
Przecież gdyby chciał się z kimś związać, zrobiłby to. Osiągał 
w życiu każdy cel, który sobie wyznaczył. Ani przez chwilę 
nie wątpił więc, że gdyby zapragnął mieć żonę, bez trudu by ją 
znalazł. Uznał jednak, że woli być sam, i koniec dyskusji.
Miał ochotę pójść na górę i powiedzieć Melanie to wszystko. 
Jednak się powstrzymał. Dyskusja z nią, i to w dodatku w jej 
sypialni, mogła się zakończyć wyłącznie kłopotami.
Obejrzał film, a patrząc na męki bohatera, który próbował 
wszystkiego, by zdobyć serce ukochanej, doszedł do wniosku, 
że te usiłowania wcale go nie bawią. Jeżeli Melanie czy inne 
kobiety oczekują od mężczyzny takiego postępowania, to u 
niego właśnie straciły wszelkie szanse.
Poszedł do łóżka w marnym nastroju, który nie opuścił go 
wcale z nastaniem ranka. Ciągle czuł się nieswojo, podczas 
gdy Melanie zbiegła na dół świeża jak wiosna. Najwidoczniej 
nie leżała bezsennie całymi godzinami, roztrząsając każdy 
aspekt łączącego ich związku, czy raczej braku tego związku.
-  Radosna jak skowronek - burknął na jej widok, ale nie 
zabrzmiało to jak komplement.
-  Tak też się czuję - wyznała, ignorując jego cierpki ton. - Czy 
to bekon tak pachnie?
-  Tak, a oprócz tego zrobiłem ciasto na gofry. Jeśli chcesz, 
mogę ci upiec - zaproponował.
-  Chyba jestem w niebie. - Westchnęła, nalewając sobie 
kawy. - Dobrze spałeś?
-  Jak dziecko - odparł.
Nie uwierzyła, ale nie skomentowała tego kłamstwa.

background image

-  Zauważyłam, że pług oczyścił jezdnię przed domem. 
Ponieważ jestem pewna, że z radością pozbędziesz się wresz-
cie mojego towarzystwa, wyjadę zaraz po śniadaniu.
Powinien się ucieszyć, a tymczasem myślał, jak opóźnić jej 
wyjazd, guzdrząc się ze śniadaniem. Zły sam na siebie, 
wrzucił kawałek masła do formy na gofry. Z piekarnika wyjął 
półmisek z usmażonym, ciepłym bekonem i z rozmachem 
postawił go na stole. Melanie posłała mu pytające spojrzenie, 
ale nie odezwała się ani słowem.
-  Chcesz soku? Mam pomarańczowy i żurawinowy.
-  Poproszę pomarańczowy. - Patrzyła na niego badawczo. - 
Czy coś się stało? - zapytała, widocznie nie mogąc dłużej 
udawać, że nie dostrzega jego dziwnego zachowania.
-  Skądże? Absolutnie nic - odparł ostrym tonem, który 
wyraźnie przeczył jego słowom.
Melanie zamilkła urażona, a chociaż o to mu właśnie chodziło, 
nie rozumiał, dlaczego czuje się tak, jakby kopnął 
szczeniaczka.
-  Przepraszam - bąknął. - Wstałem dziś lewą nogą.
-  To dowodzi, że jesteś człowiekiem. - Wzruszyła ramionami.
-  Przestań! Przestań mnie ciągle usprawiedliwiać! -krzyknął, 
zirytowany nagle na nią, na siebie, na cały świat.
-  Powiedz wreszcie, o co chodzi? Czy coś przegapiłam? Masz 
mnie tak dość, że wolałbyś, abym wyjechała przed 
śniadaniem?
-  Nie chodzi o ciebie, tylko o mnie. Szczerze mówiąc, sam nie 
wiem, czego chcę. Możesz zwalić mój podły nastrój na stres, 
na niewyspanie, na co chcesz.
-  Przecież mówiłeś, że spałeś jak dziecko.
Głupio skłamał, a ona oczywiście uważnie słuchała i od razu 
to zauważyła. Mógł się tego spodziewać.
-  Kłamałem - przyznał, zły, że go przyłapała. - Kiedy 
pojawiłaś się taka radosna, z błyszczącymi wesoło oczami, nie 

background image

chciałem, byś pomyślała, że ja nie mogłem spać. - Nie 
odrywał wzroku od gofrownicy.
-  Czy chodzi o jakiś rodzaj współzawodnictwa? - zapytała 
szczerze zdumiona.
-  Całe moje życie to zawody, ciężka rywalizacja - powiedział 
cicho, stawiając przed nią talerz ze złocistym gofrem.
-  Z kim? Z braćmi?
-  Z sobą samym - odparł. - Wiem, czego oczekiwał po mnie 
ojciec. Wytyczam więc sobie cele, w większości takie, jakie 
on postawiłby przede mną, i zmagam się sam ze sobą, by je 
osiągnąć. Jak na razie doskonale mi się to udaje. - Popatrzył 
na nią kpiąco.
-  Jesteś dzięki temu szczęśliwy? - zapytała cicho.
-  Oczywiście - odparł szybko, być może za szybko.
Melanie nie spuszczała z niego spojrzenia i w milczeniu 
czekała na dalsze słowa.
-  Przeważnie - poprawił się.
Uważał się bowiem za człowieka zadowolonego, dopóki nie 
obejrzał tego nieszczęsnego filmu i nie zaczął się zastanawiać, 
dlaczego wciąż jest samotny.
-  I co ci dają te zwycięstwa nad sobą?
-  Szacunek - odpowiedział natychmiast.
-  Szacunek do samego siebie? - próbowała sprecyzować 
Melanie.
-  Nie. Po prostu szacunek.
-  Chodzi o szacunek twojego ojca? - zapytała z niedo-
wierzaniem. - Mam rację, prawda? Ciągle próbujesz zasłużyć 
na jego szacunek.
Richard zdał sobie sprawę, jak śmiesznie to brzmi. Przecież 
ojciec nie żył od dwudziestu lat!
-  Niemożliwe - odparł poruszony, bo nagle zrozumiał, że od 
dawna starał się sprawiać przyjemność człowiekowi, który nie 
mógł odczuwać ani satysfakcji, ani rozczarowania z jego 

background image

osiągnięć. Przez całą noc zastanawiał się nad własnym ży-
ciem, opierając się na morałach płynących z filmu i na opi-
niach kobiety, która wcale go nie znała.
-  Masz rację, niemożliwe - przyznała Melanie. - Czy nie 
uważasz, że szacunek do samego siebie jest ważniejszy?
-  Dosyć już - przerwał szorstko. - Jak ci smakują gofry? 
Próbowała wytrzymać jego spojrzenie, ale w końcu spuściła 
wzrok i popatrzyła na talerz.
-  Doskonałe. Jeśli kiedyś znudzi ci się zarządzanie kon-
cernem, będziesz mógł otworzyć restaurację.
-  Mam restauracje - przypomniał.
-  Wątpię, byś widział kuchnię w którejś z nich - zaśmiała się 
Melanie.
-  Zatrudniamy doskonałych kucharzy i menedżerów. Nie 
jestem im do niczego potrzebny, mnie z kolei interesują jedy-
nie wyniki.
-  Chcesz powiedzieć, że dodawanie tych wszystkich liczb 
sprawia ci przyjemność?
-  Jak najbardziej. W tym jestem najlepszy. A w liczbach kryje 
się logika.
-  Chcesz, aby w twoim życiu wszystko było logiczne, 
prawda?
-  Zabrzmiało to tak, jakbym popełniał zbrodnię - zauważył.
-  Logika to nie zbrodnia, tylko że takie życie jest chyba mało 
zabawne - stwierdziła beztrosko.
Ile razy słuchał tego samego od Destiny? Ale wtedy nie 
przejmował się tym nawet w połowie tak jak w tej chwili.
-  Nie narzekam. Dobrze się bawię - upierał się.
-  Naprawdę? Kiedy?
-  Przez cały czas.
-  Masz na myśli te bale charytatywne, w których bierzesz 
udział?
-  Jasne. - Kiwnął głową.

background image

-  To dlaczego na wszystkich zdjęciach z takich imprez 
wyglądasz jak nieszczęśnik?
-  Jak nieszczęśnik? - powtórzył zdumiony. - Przecież zawsze 
się uśmiecham.
-  To prawda, ale tylko ustami, a przecież wiesz, że prawda 
kryje się w spojrzeniu.
Odruchowo popatrzył jej w oczy i zobaczył w nich ciepło i 
współczucie, a nawet jakby cień tęsknoty. Melanie ma rację. 
Prawda kryje się w spojrzeniu. Ciekawe, czy zdaje sobie 
sprawę, co mówią jej oczy. Patrząc w nie, Richard przeraził 
się, bo odczytał w nich uczucia niemal identyczne z tymi, 
które sam tak bardzo starał się ukryć.
-  Jak minął weekend? - zapytała niewinnie Destiny, po-
jawiając się w biurze Richarda w poniedziałek rano.
Mimo że ciotka rzadko do niego zaglądała, dzisiaj spodziewał 
się jej odwiedzin i był przygotowany stawić jej czoło. Tak w 
każdym razie przypuszczał.
-  Dom ciągle stoi, jeśli o to pytasz. Ja również jestem cały.
-  A Melanie?
-  Nie udusiłem jej. Przyznaj, o co ci chodzi? - spytał ostrym 
tonem. - Wiem, co powiedziałaś Melanie, ale nie wierzę w 
niewinność twoich intencji. Żądam prawdy.
-  Próbuję ci znaleźć dobrego specjalistę od marketingu i 
publicznego wizerunku, bo jest ci potrzebny - oświadczyła 
Destiny. - Rzuciłeś chociaż okiem na projekt, który dla ciebie 
przygotowała?
Szczerze mówiąc, przestudiował go nawet dość dokładnie, 
kiedy nie mógł spać, a chciał przestać rozmyślać o filmie i o 
obecności Melanie w pokoju gościnnym. Była irytującą 
gadułą, ale coraz bardziej mu się podobała. Wiedział, jak 
mógłby ją choć na chwilę uciszyć. Ale ponieważ uciekła 
samotnie do łóżka, nie mógł wprowadzić swojego planu w 
życie. Dokończył więc wino i obejrzał tę śmieszną komedię, w 

background image

której wszystko szczęśliwie się zakończyło. Prawdziwe życie 
tak nie wygląda.
Zdał sobie sprawę, że Destiny patrzy na niego z rozbawie-
niem, i spróbował skupić się na rozmowie.
-  Przyznaję, że dziewczyna ma ciekawe pomysły.
-  Więc ją zatrudnij.
-  Ale to słodka idiotka - powiedział, nawiązując do pier-
wszego wrażenia, jakie na nim wywarła. - W ciągu tygodnia 
doprowadziłaby mnie do szaleństwa - bronił się, wiedząc, że 
już to zrobiła.
Potrzebowała zaledwie dwóch dni, żeby wybić mu z głowy 
kierowanie się w życiu logiką. Sprawiła, że zapragnął tego, o 
czym wcześniej nawet nie myślał, i zdołała zbudzić w nim 
uczucia, których starannie unikał.
-  I co w tym złego? - zapytała Destiny z łobuzerskim 
błyskiem w oku.
Ciotka chyba wiedziała, jak bardzo dziewczyna grała mu na 
nerwach, a co gorsza, była z tego zadowolona. Może jest po 
prostu jasnowidząca? Nieważne. Wiedział, że jeśli ona uzna, 
że jej podstępny plan zaczął działać, to nie popuści, dopóki nie 
prowadzi go do końca. Nie zdążył jednak wymienić wad, jakie 
niewątpliwie cechowałby jego związek z Melanie, czy to 
służbowy, czy prywatny.
-  Potrzebujesz kogoś, kto doprowadzałby cię do szału. 
Wszyscy inni tylko ci się kłaniają, spełniając każdą twoją 
zachciankę.
-  Mam już kogoś takiego - zauważył. - Ciebie.
-  To prawda, ale ja jestem twoją ciotką, więc znosisz mnie 
nawet wtedy, kiedy cię denerwuję.
-  Teraz, kiedy postawiłaś na mojej drodze tę dziewczynę, 
moja wyrozumiałość w stosunku do ciebie będzie znacznie 
ograniczona.
-  Jeśli nie zatrudnisz Melanie, pożałujesz - orzekła Destiny.

background image

Pomyślał, że bardziej będzie żałował, jeśli się z nią nie 
prześpi, ale zachował to dla siebie. Szczególnie że Destiny 
pewnie właśnie na to liczyła, kiedy ją do niego wysyłała.
Uznał, że musi ostrzec swoich braci, Macka i Bena o zapale, z 
jakim Destiny zajęła się swataniem. Kiedy nie powiedzie się 
jej z nim, przyjdzie kolej na nich. Powinien ich o tym 
uprzedzić, choć z drugiej strony dużo zabawniej byłoby 
przyglądać się, jak ciotka zaatakuje ich z zaskoczenia, tak jak 
jego.
-  Może zajęłabyś się Mackiem albo Benem? - zasugerował.
-  A dlaczego sądzisz, że tego nie zrobiłam? - zapytała wesoło.
Zaskoczony zamilkł, a zanim odzyskał głos, ciotki już nie 
było. Został sam, zły, że ani trochę nie ostudził jej zapału do 
zajmowania się jego osobą.
Melanie z przygnębieniem wpatrywała się w projekt, który 
przygotowała dla Richarda i który mógł otworzyć przed nią 
niezwykłe perspektywy, ale szanse, że Richard zmieni zdanie i 
zaproponuje jej pracę, były równe zeru. Równie dobrze mogła 
więc wpuścić ten projekt w niszczarkę.
Zastanawiała się, czy od razu tego nie zrobić, gdy do pokoju 
weszła Becky z kawą i rogalikami z pobliskiej kawiarni.
-  Dam ci to, jeśli opowiesz mi o wszystkim, co zaszło między 
tobą a Richardem Carltonem w czasie weekendu -oznajmiła, 
stając z dala od biurka.
-  Nic ci nie powiem. - Melanie wzięła z jej rąk kubek z kawą.
-  Jesteś zdenerwowana. Nie da się tej wyprawy uznać za 
sukces, co?
-  To zależy, co twoim zdaniem można określić mianem 
sukcesu. - Melanie wypiła łyk upragnionej kawy. - W każdym 
razie nie wyrzucił mnie za drzwi.
-  Interesujące - orzekła Becky. - Czy to znaczy, że zasypało 
was i spędziliście razem cały weekend?
-  Tak.

background image

-  I mając tyle czasu, nie zdołałaś go przekonać, żeby cię 
zatrudnił?
-  Nie udało mi się nakłonić Richarda nawet do przeczytania 
projektu - wyznała ponuro Melanie. - Właśnie miałam go 
wpuścić przez niszczarkę i spisać tę całą historię na straty.
-  Skąd ten pesymizm? Przecież ty nigdy się nie poddajesz. - 
Becky była zdumiona.
-  Tym razem jednak nie mam żadnych szans na wygraną - 
odparła Melanie.
-  Uwiódł cię?
-  Nie. - Melanie zmarszczyła brwi.
-  A próbował przynajmniej?
Melanie zastanowiła się. Najpierw Richard złożył jej pro-
pozycję, a ona zrobiła unik. Potem on odpowiedział unikiem 
na jej aluzje, następnie zaś ona wszystko popsuła.
-  To było trochę pogmatwane - powiedziała w końcu.
-  A więc próbował - stwierdziła Becky. - A ty co na to?
-  Oczywiście powiedziałam „nie".
-  I co wtedy zrobił?
-  Dlaczego uważasz, że w ogóle nastąpił jakiś dalszy ciąg?
-  To był długi weekend. - Becky posłała jej znaczące 
spojrzenie.
-  Potem ja się na niego rzuciłam.
-  Interesujące.
-  Raczej głupie, niemal natychmiast naprawiłam zresztą ten 
błąd.
-  Niemal?
-  Zdążyłam się opanować. Nie spałam z nim. Prawdę mówiąc, 
tylko raz go pocałowałam. To nic wielkiego.
-  Jasne. Całuje cię najseksowniejszy i najbogatszy facet w 
Alexandrii, a może nawet w całej okolicy Waszyngtonu, a ty 
mówisz, że to nic wielkiego..

background image

-  No dobrze - westchnęła Melanie. - Ten pocałunek był 
niezwykłym przeżyciem, ale na tym się skończyło. I nie po-
wtórzy się. Wczoraj rano Richard nie mógł się doczekać, 
kiedy wreszcie się wyniosę.
-  Pewnie dlatego, że cię pragnął - stwierdziła Becky. -Sama 
wiesz, jak zachowują się mężczyźni. Kiedy czują, że tracą nad 
sobą kontrolę, szaleją i robią najdziwniejsze rzeczy.
W głosie Becky było coś, co podpowiedziało Melanie, że 
przyjaciółka nie ma już na myśli jej weekendu spędzonego z 
przyszłym klientem.
-  Coś się stało między tobą i Jasonem? - zapytała.
Jason był miłością życia Becky, a w każdym razie zdołała 
samą siebie przekonać, że tak właśnie jest. Był czwartym 
chłopakiem, z którym spotykała się w tym roku, ale nawet 
Melanie była niemal pewna, że tym razem to ten właściwy.
-  Rozstaliśmy się, a mówiąc ściślej, on mnie zostawił.
To było coś nowego. Na ogół to Becky musiała się ukrywać 
przed wielbicielami, którzy zdążyli się jej znudzić. Melanie 
spróbowała wykrzesać z siebie współczucie, ale przychodziło 
jej to za każdym razem trudniej. Tym razem jednak było 
inaczej, bo polubiła Jasona i myślała, że Becky nareszcie 
trafiła na właściwego człowieka.
-  Tak mi przykro, kochanie. Byłaś pewna, że to ten jeden 
jedyny.
-  Nadal jestem pewna! - krzyknęła Becky. - Tyle że Jason jest 
po prostu uparty, głupi i boi się.
-  Trudno przekonać kogoś upartego, głupiego i przestra-
szonego - zauważyła Melanie. - Powinnaś wiedzieć, bo nieraz 
już próbowałaś. Ale jeśli pragniesz właśnie Jasona, to musisz 
o niego walczyć.
-  Pewnie masz rację. - Becky spojrzała na przyjaciółkę z 
wyzwaniem w oczach. - Dobrze, zrobię to, jeśli i ty się nie 
poddasz - oznajmiła.

background image

-  To znaczy? - zapytała ostrożnie Melanie.
-  To znaczy, że będę walczyć o Jasona, jeśli ty będziesz 
walczyć o Richarda.
-  Wcale nie chodzi o Richarda i o mnie. To kwestia zdobycia 
klienta.
-  Och, skarbie. Może to się i tak zaczęło, ale teraz przybrało 
całkiem inny obrót. - Becky popatrzyła na nią współczująco. - 
Widzę to w twoich oczach i słyszę w głosie. Im szybciej się 
ockniesz i pogodzisz z tym, co się stało, tym dla ciebie lepiej.
-  Chodzi wyłącznie o kontrakt - powtórzyła z uporem 
Melanie.
-  W porządku. Każdy powód, który sprawi, że do niego 
zadzwonisz, jest dobry.
-  Nie zadzwonię. Teraz kolej na jego ruch.
-  Wyjeżdżając, uniemożliwiłaś mu jakiekolwiek działanie. - 
Becky ciężko westchnęła. - Nieważne zresztą. Dobrze znam 
ten ton. Nie powiem już ani słowa, obiecaj mi tylko, że nie 
wrzucisz tego opracowania do niszczarki.
-  Zgoda. Nie zniszczę projektu, jeżeli ty nie zadzwonisz do 
Jasona.
-  Ale...
-  Nie ma żadnego ale! - Melanie była nieugięta. - Niech choć 
raz on o ciebie zabiega. Wiesz, że w końcu się odezwie.
-  Wiem - przyznała Becky, odzyskując humor. - Zanim 
jednak pozwolę mu wrócić, będzie musiał nieźle się starać. 
Zobaczysz, zrobię z niego ideał faceta.
-  Piękny cel. - Melanie popatrzyła z uznaniem na przyja-
ciółkę. - Wątpię, by Richard w ogóle wiedział, co to znaczy 
zabiegać o kogoś.
-  Może również jego da się czegoś nauczyć - podsunęła 
Becky.
Melanie zamyśliła się. Destiny miała sporo szczęścia, że udało 
się jej nauczyć Richarda dobrych manier. Ale też zaczynała, 

background image

kiedy był jeszcze mały, a teraz mogło być za późno na zmianę 
jego głęboko zakorzenionych nawyków. Szkoda, bo w czasie 
ostatniego weekendu dostrzegła w nim ogromne możliwości, 
choć żadna z nich nie miała nic wspólnego z jego udziałem w 
wyborach.
Ciągle jeszcze nad tym rozmyślała, gdy zadzwonił telefon.
Becky podniosła słuchawkę, a jej początkowo zdziwioną
minę zaraz zastąpił grymas przerażenia. Melanie obserwowała 
ją, czując, jak wali jej serce. W końcu Becky podała jej 
słuchawkę.
-  Przygotuj się. To dziennikarz. Pyta o ciebie i o Richarda.
-  Chodzi o kontrakt? - zapytała z nadzieją w głosie Melanie.
-  Pyta o wasz weekend i wydaje się, że zna sporo szczegółów.
Niech to diabli! To, co się właśnie stało, było koszmarem, jaki 
może się przyśnić komuś pracującemu w jej zawodzie, nawet 
jeżeli nie jest osobiście zamieszany w całą sprawę. Skoro 
jednak było za późno na uniknięcie rozmowy, musi się jakoś 
dowiedzieć, co ten dziennikarz wie albo co mu się wydaje, że 
wie.
-  Melanie Hart przy telefonie - powiedziała energicznie.
-  Dzień dobry, panno Hart. Mówi Pete Forsythe. Spotkaliśmy 
się w zeszłym miesiącu na uroczystości w stowarzyszeniu 
kardiologicznym.
-  Oczywiście, pamiętam pana, panie Forsythe. Czym mogę 
służyć?
-  Dziś rano uzyskałem z absolutnie wiarygodnego źródła 
informacje na temat pani i Richarda Carltona, prezesa i dyre-
ktora generalnego koncernu Carltona. Chciałbym je potwier-
dzić.
-  Doprawdy? Nie przychodzi mi do głowy nikt, kto mógłby 
skojarzyć nasze nazwiska. Ledwo znam pana Carltona i nic 
mnie z nim nie łączy.
-  Ale zna go pani - nalegał dziennikarz.

background image

-  Spotkaliśmy się kiedyś.
-  Krążą plotki, że jesteście państwo parą. A ostatni weekend 
podobno spędziliście razem, w jego domu poza miastem.
Melanie spróbowała się roześmiać, ale nawet ona stwierdziła, 
że jej się nie udało.
-  Niech pan nie będzie śmieszny, panie Forsythe. Mówiłam 
już, że ledwo znam tego człowieka. Przykro mi, ale nie mogę 
panu pomóc. - Odłożyła słuchawkę, zanim tamtemu udało się 
ją sprowokować, by powiedziała coś, czego by   później 
pożałowała, a co mogłoby doprowadzić Richarda do 
wściekłości.
-  Myślisz, że on ma zamiar wydrukować te rewelacje? - 
zapytała Becky.
-  Z pewnością.                                                                
-  Zamierzasz ostrzec Richarda?
Pomyślała o tym, ale doszła do wniosku, że to niepotrzebne. 
W rozmowie z dziennikarzem niczego nie zdradziła, a 
obawiała się, że rozzłoszczony Richard zadzwoni do 
Forsythe'a i protestując przeciwko naruszaniu swojej 
prywatności, doleje oliwy do ognia. Lepiej, by dziennikarz 
doszedł do wniosku, że plotki nie są prawdziwe, a wtedy, jeśli 
ma w sobie choć odrobinę zawodowej uczciwości, zastanowi 
się, zanim cokolwiek na ten temat opublikuje.
-  Nie. Niczego nie potwierdziłam, więc może Forsythe da 
sobie spokój.
-  Nie byłabym taką optymistką. - Becky pokręciła głową. - To 
smakowity kąsek. Carlton jest wpływowym człowiekiem, w 
dodatku zamierza startować w wyborach do władz miasta. Ja z 
pewnością chciałabym się dowiedzieć z prasy, czy zaszył się 
w jakimś ustronnym miejscu z jedną z najbardziej liczących 
się na rynku specjalistek od marketingu i publicznego 
wizerunku. W tym mieście takie informacje to gorący temat. 
To, co na razie Forsythe wie, może przedstawić albo jako 

background image

randkę, albo jako spotkanie w sprawie strategii kampanii 
wyborczej. Jeżeli zdecyduje się na to drugie, potwierdzi, że 
Carlton ma zamiar kandydować. Niezależnie od tego, na co się 
w końcu zdecyduje, to wiadomość na pierwszą stronę.
Becky miała rację. Melanie mogła się tylko modlić, by 
uczciwość zawodowa Pete Forsythe'a nie pozwoliła mu 
opublikować materiału, dopóki go nie zweryfikuje. Od niej nie 
dowiedział się niczego, a wątpiła, by zaryzykował rozmowę z 
Richardem, człowiekiem wpływowym i majętnym, którego 
koncern wydawał mnóstwo pieniędzy na reklamę. Czy 
Forsythe był gotów ryzykować, że narazi się takiej osobistości 
tylko po to, by w jutrzejszym wydaniu zamieścić swój 
pikantny artykulik? Może będzie jednak milczał?
Akurat. A ona zostanie królową.

background image

ROZDZIAŁ 7
„Dlaczego mężczyzna uchodzący za jedną z najlepszych partii 
w całej Alexandrii spędził ostatni weekend w tajemniczym 
ustroniu ze specjalistką od marketingu?" - pytał kilka dni 
później na łamach jednej z waszyngtońskich gazet zawsze 
dobrze poinformowany Pete Forsythe. „Czyżby okazały się 
prawdą krążące od jakiegoś czasu pogłoski, że pan Richard 
Carlton, dyrektor generalny koncernu Carltona, zdecydował 
się kandydować w wyborach? A może to spotkanie miało 
charakter czysto prywatny? Ani pan Carlton, ani kobieta, z 
którą się spotkał, nie komentują tego faktu. Nam jednak udało 
się dowiedzieć, że podczas ostatniego weekendu Richard 
Carlton został uwięziony przez śnieżycę w swoim domu za 
miastem w towarzystwie panny Melanie Hart, specjalistki od 
marketingu i kreowania publicznego wizerunku".
- Winifred, daj mi tu natychmiast Melanie Hart! - krzyknął 
Richard do telefonu i ze złością cisnął gazetę do kosza, gdzie 
było jej miejsce.
Melanie musiała być w recepcji, bo zanim minęło dziesięć 
minut, zjawiła się w biurze. Wyglądała świetnie. Tak jakby 
chciała, żeby uwaga Richarda skupiła się na niej, a nie na 
sytuacji, do jakiej doprowadził jej długi język. Jeżeli nadal 
stara się go przekonać, aby dał jej pracę, to zabiera się do tego 
zdecydowanie niewłaściwie.
-  Czułam, że zechcesz się ze mną zobaczyć i właśnie dlatego 
przyjechałam. - Patrzyła na niego zmartwiona. - Widziałam tę 
gazetę. Bardzo jesteś zły?
-  W skali od jednego do dziesięciu byłoby to jakieś dwanaście 
tysięcy. Powinnaś wiedzieć, że nie życzę sobie, aby plany 
kampanii albo szczegóły z mojego życia osobistego stawały 
się tematem artykułów w jakiejś plotkarskiej gazecie.
- Richard najwyraźniej ją obarczał winą za artykuł i nawet nie 
starał się tego ukryć.

background image

-  Wiem, oczywiście - odparła lodowatym tonem. - Nie mam 
pojęcia, co chcesz powiedzieć, ale wiem, że takie plotki mogą 
ci zaszkodzić. Jeżeli ludzie zaczną cię postrzegać jako 
człowieka, który ukrywa się z kobietą, bez względu na powo-
dy, z jakich to robi, to możesz stracić wielu potencjalnych 
wyborców.
Jej słowa zaskoczyły Richarda. Jak w ogóle mogła przy-
puszczać, że uda się jej wykręcić z całego tego zamieszania, a 
w dodatku zrobić z siebie ofiarę?
-  Skoro jesteś tego zdania, to dlaczego ten facet ma te 
informacje? - zapytał, ciekaw, jak Melanie będzie się tłuma-
czyć. Przecież o ostatnim weekendzie wiedzieli tylko oni, a on 
z całą pewnością nie rozmawiał z Forsythe'em.
-  Nie mam z tym nic wspólnego - oświadczyła oburzona.
- Dla mnie to także nie jest najlepsza reklama.
Richard spojrzał na Melanie i nagle pewność, że to ona jest 
wszystkiemu winna,  rozwiała się.  Jej  zaprzeczenia brzmiały 
prawdziwie. Zmagał się ze sobą, zastanawiając się, czy może 
jej ufać. Argumenty, których użyła, miały sens, a on tak 
bardzo chciał wierzyć, że go nie zdradziła.
-  Przysięgasz, że to nie ty poinformowałaś Forsythe'a? - 
zapytał w końcu.
Rzuciła mu kolejne miażdżące spojrzenie, a on poczuł się jak 
nędzny robak.
-  Przysięgam.
Zrozumiał, że powinien ją przeprosić, ale nie umiał się 
zmusić. Najpierw więc spróbuje się jeszcze czegoś dowie-
dzieć.
-  Rozmawiałaś z Forsythe'em?
-  Tak, ale*.. - Jej pewność siebie nie była już tak nieza-
chwiana.
-  Dlaczego w ogóle z nim rozmawiałaś? - przerwał jej, nie 
czekając na dalsze wyjaśnienia. - Do mnie też dzwonił, ale 

background image

sekretarka go nie połączyła. Jesteś fachowcem, powinnaś więc 
wiedzieć, że rozmowa z kimś, kto prowadzi rubrykę 
zajmującą się plotkami, nigdy nie przynosi nic dobrego.
-  Jestem fachowcem i zdaję sobie sprawę, że jeżeli się wie, co 
i kiedy należy mówić, to reporter może się czasem okazać 
sprzymierzeńcem - odparła. - Poza tym Becky od razu podała 
mi słuchawkę i nie mogłam się już wykręcić od rozmowy. 
Gdy zorientowałam się, o czym on chce rozmawiać, 
postanowiłam się dowiedzieć, co właściwie mu powiedziano. 
A kiedy zaczął pytać, co robiliśmy razem w domu nad rzeką, 
zbyłam go i odłożyłam słuchawkę.
-  To znaczy, że niczego nie potwierdziłaś? - Odetchnął z ulgą.
-  Nie jestem aż tak głupia. - Popatrzyła na niego ze złością.
-  W takim razie, kto jest aż tak wiarygodny, że Forsythe 
zdecydował się wydrukować tę historię bez sprawdzenia jej u 
nas? Ktoś z twojego otoczenia?
-  Wykluczone. Becky nigdy by tego nie zrobiła.
-  Nawet gdyby uznała, że odda ci w ten sposób przysługę?
-  Nawet.
-  Kto jeszcze wiedział, że tam byłaś? - zapytał. I nagłe oboje 
wszystko pojęli.
-  To Destiny! - Richard powiedział to pierwszy. Chociaż 
Melanie pomyślała to samo, zaszokowało ją, że
Richard oskarża ciotkę.
-  Niemożliwe, nie mogłaby tak postąpić - wyjąkała.
-  Ależ mogłaby. Szczególnie jeżeli ukazanie się tej historii w 
gazecie może pomóc jej w osiągnięciu zamierzonego celu.
-  A znasz ten cel? Bo, szczerze mówiąc, ja się trochę 
pogubiłam.
-  Nic podobnego, przecież już z nią o tym rozmawiałaś 
-stwierdził ponuro, pewny, że Destiny jest gotowa na 
wszystko, aby go wyswatać z Melanie.

background image

-  Chodzi o moją pracę u ciebie? - Melanie ciągle jeszcze nie 
chciała uwierzyć w najgorsze.
-  Przecież jej nie chodzi o twoją pracę, tylko o to, żebyśmy 
byli razem jako para.
-  Jesteś pewien? - Melanie zbladła i opadła na krzesło.
-  W zupełności, ale znam ją i wiem, że nie przyzna się do 
tego. Kiedy naciskała, bym się z tobą spotkał, bardzo starannie 
ukrywała swoje prawdziwe zamiary. Sądząc jednak z artykułu, 
w rozmowie z Forsythe'em nie była już tak ostrożna, co 
oznacza, że z wyrachowaniem opowiedziała mu o naszym 
weekendzie.
-  To jakieś szaleństwo! Ona nie może nami tak po prostu 
manipulować i oczekiwać, że będziemy tańczyć, jak nam 
zagra. Jesteśmy rozsądnymi, dorosłymi ludźmi, w pełni zdol-
nymi do podejmowania własnych decyzji. I właśnie doszliśmy 
do wniosku, że nie pasujemy do siebie, prawda? - Melanie 
popatrzyła mu w oczy.
-  Tak uważaliśmy, rozstając się - przyznał.
-  W takim razie wystarczy ją o tym powiadomić.
-  Już to zrobiłem..
-  I co?
Richard wyciągnął gazetę z kosza i pomachał nią przed 
Melanie.
-  To właśnie jej odpowiedź. Jak widzisz, nie ma zamiaru się 
poddać.
-  Przecież to twoja ciotka. Zrób coś.
Richard popatrzył na nią żałośnie. Nie umiał przeciwstawić się 
Destiny, kiedy wbiła sobie coś do głowy. Rozsądniej było się 
poddać, niż zostać zmiecionym przez tajfun. Może Melanie 
lepiej da sobie radę z ciotką?
-  Masz jakieś propozycje?- zapytał.
-  Żadnych - odparła po chwili zastanowienia, z wyrazem 
twarzy równie żałosnym jak on. - Ale ty? Przecież znasz ją 

background image

lepiej niż ja. Na pewno uda ci się coś wymyślić, żeby zosta-
wiła nas w spokoju.
Jedyne rozwiązanie, jakie mu przychodziło do głowy, to 
udusić Destiny. W końcu jednak wpadł na pomysł, że wraz z 
Melanie odegrają przedstawienie. Może i powinien się poczuć 
winny, ale wcale tak nie było.
-  Nie mamy innego wyjścia, więc dajmy jej to, czego chce - 
zaproponował, dokładając wszelkich starań, żeby w jego 
głosie zabrzmiała rezygnacja.
-  Słucham? - Melanie nie zrozumiała.
-  Myślałem, że jesteś bystrzejsza. - Uśmiechnął się.
-  W tym wypadku nie nadążam za twoimi myślami - wyznała. 
- To wszystko przypomina mi chwyt reklamowy z góry 
skazany na niepowodzenie.
-  Uda się. Zaufaj mi. - W jego głosie zabrzmiała teraz 
pewność.
-  Czy dobrze się domyślam? - zapytała, jakby chodziło o coś 
niezwykle skomplikowanego. - Proponujesz, byśmy udawali 
parę, a wtedy Destiny da nam spokój?
Oczy jej zalśniły, a widząc to, Richard uznał, że pomysł nie 
jest wcale zły. Mimo że nowa strategia postępowania była 
zdecydowanie ryzykowna, Richard, który przez cały weekend 
walczył ze sobą, odczuł głębokie zadowolenie. Prawdę 
mówiąc, nie miał zamiaru zastanawiać się nad ryzykiem.
-  Dobrze się domyślasz - odparł, starając się, by nie wyczuła 
jego zadowolenia.
Melanie nie wyglądała na zachwyconą, ale też plan nie 
wzbudził w niej odrazy. Zadowolony Richard uznał, że to 
dobry znak.
-  Czeka nas niełatwe zadanie, prawda? - zapytała.
-  Niełatwe - potwierdził, pamiętając o przenikliwości ciotki.
W tym jednakże wypadku ta cecha Destiny mogła się obrócić 
na jego korzyść, dając mu czas na przekonanie się, czy te 

background image

dziwne uczucia, które pojawiają się wraz z obecnością 
Melanie, naprawdę coś znaczą. Nigdy dotąd nie przeżywał 
czegoś takiego.
-  Musimy ustalić granicę, do której mamy zamiar posunąć się 
w tej grze - oznajmiła Melanie, siedząc na brzeżku krzesła.
-  Może będziemy musieli dostosowywać się do wymogów 
sytuacji.
-  Nic z tego - odparła tonem nieznoszącym sprzeciwu. -A nie 
mógłbyś mnie po prostu zatrudnić, zgodnie z jej prośbą? Może 
to by ją zadowoliło?
-  Nie mam już żadnych wątpliwości, że cała ta historia z 
pracą była tylko zasłoną dymną. Bóg jeden wie dlaczego, ale 
tylko nasz ślub ją uszczęśliwi.
-  Nie wyjdę za ciebie - oznajmiła Melanie.
-  Co ty powiesz? - zażartował, bo choć nie był przygotowany, 
żeby posunąć grę aż tak daleko, to perspektywa spędzenia 
kilku tygodni blisko Melanie była niewątpliwie kusząca. A 
Destiny dostałaby to, czego chciała. - Ślub nie wchodzi w 
rachubę. Myślę, że właśnie to może być granicą.
-  To samo dotyczy seksu - dodała stanowczo. - Chcę, żeby to 
było jasne.
-  Tu mogą okazać się konieczne negocjacje - zaprotestował, 
spoglądając na całą tę sytuację o wiele pogodniej niż rano. Kto 
wie, może uda się uniknąć katastrofy i ułożyć wszystko tak, 
żeby nikt nie był przegrany. - W takim razie, panno Hart, 
dostała pani tę pracę - oświadczył.
- Jako nowy specjalista? - Melanie spojrzała z niedowie-
rzaniem.
-  Jako moja przyszła narzeczona. Co prawda, to zajęcie bez 
wynagrodzenia, ale przewiduję liczne inne korzyści.
-  Mam przekonać Destiny, że jestem twoją narzeczoną? - 
zapytała Melanie ze zdumieniem w głosie.
-  Przyszłą narzeczoną - uściślił. - Na początek.

background image

-  Nie uważasz, że to szybkie tempo? Destiny nie uwierzy, że 
jesteśmy zaręczeni, czy choćby niemal zaręczeni. Przecież 
dopiero się poznaliśmy, a w dodatku ona wie, że nie wypadło 
to najlepiej.
-  Ale ostatni weekend... - Richard westchnął z zachwytem w 
głosie.
-  Możesz się wypchać! - wykrzyknęła. - Destiny jest zbyt 
inteligenta, żeby się nabrać na takie błyskawiczne zaręczyny. 
Nawet jeśli w jej oczach jestem tak głupia, by zakochać się w 
tobie w jednej chwili, musi wiedzieć, że ty nie należysz do 
mężczyzn zakochujących się od pierwszego wejrzenia. Poza 
tym na pewno zdążyłeś jej powiedzieć, że nie jestem w twoim 
typie.
-  To nieważne, bo Destiny jest romantyczką - powiedział i ze 
zdziwieniem stwierdził, że nigdy dotąd tak nie myślał o ciotce. 
Teraz jednak ujrzał ją w nowym świetle. - Ona chce, żebyśmy 
się związali. Wystarczy, że kilka razy zobaczy nas razem. 
Pozwólmy, żeby od czasu do czasu przyłapała nas na 
całowaniu się, a za tydzień czy dwa oświadczymy, że jesteśmy 
zaręczeni. Zaufaj mi, to wystarczy.
-  To czyste szaleństwo - powtórzyła Melanie. - Na pewno jest 
jakiś inny sposób.
- Pozwól, że coś ci wyjaśnię. Nie chodzi tylko o ciotkę. Po 
artykule Forsythe'a cały świat musi być przekonany, że 
jesteśmy w sobie do szaleństwa zakochani i nie możemy bez 
siebie żyć. - Popatrzył na nią kpiąco. - I oczywiście żadne z 
nas nawet nie przypuszczało, że coś takiego może nas spotkać.
-  Oczywiście - powtórzyła z sarkazmem.
Richard wziął długopis i zanotował, by na nowo zacząć 
organizowanie rodzinnych obiadów. Nagle podniósł wzrok. 
Melanie wyglądała tak, jakby za chwilę miała wybuchnąć 
gniewem.

background image

-  Myślałem, że wszystko już ustaliliśmy? Popatrzyła na niego 
z niedowierzaniem.
-  To źle myślałeś. Nie podoba mi się ten pomysł.
-  Ja również nie jestem zachwycony, ale nie widzę innego 
rozwiązania. Musimy zrobić wszystko, żeby ludzie uwierzyli 
w łączące nas uczucie. Sama wiesz, że wyborcy wiele wyba-
czą przyszłemu kandydatowi. Nie wybaczą mu jednak pokąt-
nych romansów.
-  To prawda - przyznała Melanie.
-  Masz lepszy plan wybrnięcia z tego wszystkiego? 
Zaprzeczyła z westchnieniem, a w jej oczach malowała się
desperacja.
-  Pozwolę ci zaplanować wspaniałą scenę zerwania zaręczyn - 
dodał na pocieszenie, bo nagle zrobiło mu się jej żal.
Był pewien, że wizja upokorzenia go przemówi do niej i 
łatwiej będzie się jej pogodzić z tym, że na razie musi grać 
według reguł, które on ustala. Szczerze mówiąc, dawno tak 
dobrze się nie bawił, a cokolwiek by powiedzieć, zawdzięczał 
to Destiny.
Tak jak przypuszczał, możliwość odegrania się zaintrygowała 
Melanie.
-  W porządku, ale zrobimy to publicznie - zażądała.
-  To oczywiste, bez publiczności nie byłoby zabawy 
-stwierdził. Był gotów dać się upokorzyć, jeśli miałoby mu to 
pomóc zaciągnąć ją przedtem do łóżka.
Taki bowiem był w tej chwili jego cel. Krótkoterminowy i 
jedyny. Nie wolno mu o tym zapomnieć. Przy okazji będzie 
mógł odegrać się na Destiny i zdobyć sympatię wyborców, co 
było już czystą korzyścią. W jego przypadku zakończenie typu 
„żyli długo i szczęśliwie" nie wchodziło w rachubę. Nie 
wierzył, żeby takie zakończenie w ogóle było możliwe, a pra-
wdę mówiąc, nie był pewien, czy w ogóle chciałby czegoś 
takiego.

background image

-  Jak długo musimy udawać, zanim będę cię mogła rzucić?
Pytanie zasługiwało na przemyślenie, toteż Richard po-
traktował je poważnie. Melanie miała prawo wiedzieć, ile 
czasu to zajmie.
-  Tyle, ile będzie trzeba, żeby wszyscy uwierzyli, a Destiny 
dała nam spokój.
-  Miesiąc? - zapytała z nadzieją.
-  Za krótko. Ciotka nie uwierzy.
-  Dwa miesiące?
-  Co powiesz na sześć, a potem zobaczymy, co nam się udało 
osiągnąć? W twoim życiu nie ma chyba nikogo, kto mógłby 
mieć coś przeciwko temu? - zapytał, spoglądając jej w oczy.
-  Z przykrością przyznaję, że nie, choć chętnie bym ci się 
kazała wypchać sianem. Wiesz zresztą o tym doskonale, 
prawda?
-  Rozsądek mówi, że gdybyś miała chłopaka, na którym 
naprawdę by ci zależało, nie pojechałabyś za mną do domu 
nad rzeką.
-  Pojechałam wyłącznie ze względu na pracę. - Oczy Melanie 
zwęziły się w szparki. - A gdyby nawet był ktoś w moim 
życiu, to nie miałby prawa sprzeciwiać się moim służbowym 
wyjazdom.
-  Ale ten ktoś nie pozwoliłby spędzić ci ze mną całego 
weekendu, prawda? Nawet z powodu śnieżycy. Przyjechałby 
już w sobotę o świcie, żeby cię...
-  Nie stało się nic, za co musiałabym przepraszać albo 
tłumaczyć się- odparła.
-  Czyżby? - zapytał, patrząc na nią niewinnym wzrokiem. - A 
ja myślałem, że właśnie wtedy zakochaliśmy się w sobie.
-  Nawet nie wiesz, jak bardzo mnie złości to wszystko! - 
zawołała.
-  Wspominałaś już o tym - przypomniał. - Odnoszę jednak 
wrażenie, że akceptujesz mój plan, prawda, a może się mylę?

background image

Minęła długa chwila i już zaczął się obawiać, że Melanie chce 
się wycofać, w końcu jednak się zgodziła. Mimo że uczyniła 
to niechętnie, jej przyzwolenie na grę wywołało 
najdziwniejsze uczucie, jakiego w życiu doświadczył, coś 
jakby ogromną ulgę, a może euforię. Nie umiał określić, co to 
jest, bo choć ostatnio często odkrywał w sobie coraz to nowe 
uczucia, tego jeszcze nie znał.
Melanie czuła, że kręci się jej w głowie. Dopiero co zgodziła 
się udawać przyszłą narzeczoną Richarda, wiedząc, że jej rola 
nie będzie się ograniczała do okazjonalnych spotkań, bo 
muszą przekonać choć jedną osobę, a oboje wiedzieli, że w 
przypadku Destiny będzie to bardzo trudne.
Po co w ogóle próbować? - zastanawiała się, wracając do 
biura. Dlaczego się na to zgodziła? Czyżby powodem był ten 
nieszczęsny artykuł i jej zupełnie nieuzasadnione poczucie 
winny? Może Richard i wierzył, że to jedyny sposób, by 
Destiny zostawiła ich w spokoju, ale ona nie była przekonana. 
Dlaczego w takim razie wyraziła zgodę?
Prawdziwym powodem było to, że jakąś cząstką świadomości 
pragnęła, żeby rzeczywiście była narzeczoną Richarda. I 
nawet kiedy sama przed sobą stanowczo temu zaprzeczała, w 
głębi serca wiedziała, że tak właśnie jest. Gdy usłyszała 
dzwonek telefonu komórkowego, ucieszyła się, że choć na 
chwilę będzie się mogła oderwać od rozmyślań na ten temat.
-  Słucham.
-  Czas na akt pierwszy - oświadczył Richard. - Destiny 
zaprasza nas dzisiaj na kolację.
-  Przecież rozstaliśmy się dziesięć minut temu. Żadne plotki 
nie mogły jeszcze do niej dotrzeć.
-  Zastosowałem strategiczny atak wyprzedzający i sam do 
niej zadzwoniłem - wyznał bez cienia skruchy.
-  Oszalałeś?! Nie zdążyłam się jeszcze przyzwyczaić do tej 
myśli i mogę wszystko zepsuć.

background image

-  Zdaj się na mnie. Przyjadę po ciebie o siódmej. Tylko załóż 
coś olśniewającego, bo Destiny lubi eleganckie stroje do 
kolacji - poradził, i zanim zdążyła zaprotestować, rozłączył 
się.
Co on sobie myśli?! Chce ją od razu rzucić na głęboką wodę? 
Jeżeli jednak ma wypaść przekonująco, potrzebuje pomocy. 
Zadzwoniła do Becky.
-  Spotkaj się ze mną za dziesięć minut w Chez Deux. I wyjmij 
z sejfu naszą kartę kredytową, tę, na której mamy największy 
kredyt. Wytłumaczę ci wszystko na miejscu.
Melanie uwielbiała zakupy, ale dzisiaj nie potrafiła się nimi 
cieszyć. Nie była rozrzutna, oszczędzała szczególnie teraz, 
kiedy rozkręcała własną firmę. Nie zmieniało to jednak faktu, 
że kochała ciuchy. W Chez Deux sprzedawano z drugiej ręki 
ubrania znanych projektantów. Melanie lubiła tu zaglądać, bo 
mogła kupić coś eleganckiego, na co normalnie nie byłoby jej 
stać. Na ogół nie szukała tu jednak sukni wieczorowych, tylko 
kostiumów z masowych kolekcji. Mimo to i dzisiejsza wizyta 
mogłaby być przyjemnością, gdyby tylko Melanie zdołała 
zapomnieć, z jakiego powodu tu przyszła.
Weszła do małego, eleganckiego sklepiku, który przyjmował 
w komis ubrania od najlepiej ubranych kobiet w Wa-
szyngtonie, i przywitała się z właścicielką.
-  Miło panią znowu widzieć, panno Hart - pozdrowiła ją 
Jasmin Trudeau. - Mamy śliczne nowe kostiumy w pani roz-
miarze.
-  Dzisiaj szukam czegoś bardziej fantazyjnego, co nada-
wałoby się na oficjalną kolację.
-  A więc jednak te plotki są prawdziwe, n 'estce pas? - Oczy 
kobiety zabłysły. - Widziałam artykuł w porannej gazecie.
Melanie już miała zaprotestować, ale uświadomiła sobie, że 
ma właśnie do czynienia z jednym z najpoważniejszych źródeł 
plotek dotyczących życia towarzyskiego w mieście. Gdyby 

background image

więc teraz zaprzeczyła, do wieczora wiedziałoby już o tym 
całe miasto, a przecież miała udawać szalenie zakochaną.
-  Pan Carlton zaprosił mnie na kolację - potwierdziła, nie 
dodając nic więcej.
-  W takim razie musi pani wyglądać olśniewająco. Myślę, że 
mam coś odpowiedniego. Klientka przyniosła tę suknię 
dopiero wczoraj. Zaraz ją pani pokażę. Jeszcze nawet nie 
zdążyłam jej przynieść z zaplecza - powiedziała, znikając za 
drzwiami.
Właśnie wtedy weszła Becky, zaintrygowana nagłym wez-
waniem.
-  Co się dzieje? - zapytała.
-  Kupuję sukienkę.
-  Tyle zdołałam się domyślić. Jaką sukienkę i po co?
-  Elegancką i drogą. Jest mi potrzebna jako wsparcie.
-  Co takiego? - Becky patrzyła z osłupieniem na przyjaciółkę.
-  Pozwól mi to załatwić - poprosiła Melanie. - Zaraz potem 
pójdziemy na lunch i wszystko ci opowiem, a ty orzekniesz, 
czy całkiem straciłam rozum.
Becky chciała natychmiast dowiedzieć się czegoś więcej, ale 
wróciła Jasmin z atłasową brązową sukienką z głębokim 
dekoltem, zamilkła więc, kryjąc rozczarowanie.
-  Ta suknia jest jakby uszyta specjalnie dla pani - powiedziała 
Jasmin. - Proszę nie patrzeć na cenę. Uważam, że będzie w 
niej pani wyglądała wspaniale, a jeśli mam rację, to cena 
schodzi na dalszy plan.
Melanie nie mogła się doczekać, by założyć tę kreację i 
poczuć dotyk kosztownej tkaniny. Wzięła ją ostrożnie z rąk 
Jasmin i znikła w przymierzami. Błyskawicznie zdjęła ubranie 
i włożyła suknię. Zasunęła suwak i dopiero wtedy odważyła 
się spojrzeć w lustro. Widząc swe odbicie, cicho westchnęła. 
Czuła się jak Kopciuszek wystrojony na bal. W tej sukni nie 

background image

była sobą. A może właśnie była, i to bardziej niż kiedykolwiek 
dotąd?
-  Pokaż się - poleciła Becky. - Obie umieramy tu z cie-
kawości.
Melanie wyszła z przymierzami, a na jej widok oczy obu 
kobiet zrobiły się okrągłe.
-  Wyglądasz naprawdę fantastycznie - stwierdziła Becky.
-  Pan Carlton nie będzie się w stanie oprzeć - dodała Jasmin.
Melanie nie mogła dopuścić, żeby Becky zaczęła się dopy-
tywać, o co chodzi.
-  Wezmę ją - zdecydowała się od razu, przyznając w duchu 
rację Jasmin.
Przestała ją bowiem obchodzić cena sukienki. Cena nie ma 
znaczenia. Każda kwota musiała się wydawać niewygóro-
wana, gdy kupowało się za nią pewność znakomitego wyglą-
du. A poza tym po kolacji można oddać sukienkę do pralni i z 
powrotem wstawić do sklepu, by w ten sposób odzyskać choć 
część pieniędzy. Coś jednak mówiło Melanie, że tego nie 
zrobi.
Znalazła pasującą do sukienki, skandalicznie drogą torebkę 
wieczorową, zdobioną dżetami i nie przejmując się ceną, 
zapłaciła kartą. Gdyby jej księgowy udał, że nic nie widzi, 
może udałoby się to podciągnąć pod wydatki służbowe?
Niosła zakupy do samochodu, a Becky szła za nią i zadawała 
pytania, które Melanie zbywała milczeniem. Odezwała się 
dopiero, kiedy pakunki znalazły się w samochodzie, a one 
usiadły przy stoliku w restauracji.
-  Musisz mi obiecać, że nie piśniesz ani słowa o tym, co ci 
powiem. - Melanie popatrzyła przyjaciółce w oczy. - Ani 
słowa, rozumiesz? Nikomu, ani własnej matce, ani prawniko-
wi, ani księdzu czy komukolwiek innemu, choćby nawet 
musiał dochować tajemnicy zawodowej.
Becky przeżegnała się.

background image

-  Mój Boże, Melanie, coś ty zrobiła? Nie zabiłaś chyba tego 
dziennikarza?
-  Nie, chociaż teraz myślę, że może to byłoby rozsądniejsze.
-  Widziałaś się z Richardem?
-  Tak.
-  Był wściekły?
-  Tak jak przypuszczałam, jadąc tam rano, żeby zapobiec 
wybuchowi jego złości.
-  Wiesz już, kto wszystko wygadał?
-  Richard uważa, że Destiny.
-  Jego własna ciotka? - Becky nie mogła uwierzyć.
-  To jeszcze nic. Richard jest przekonany, że Destiny wbiła 
sobie do głowy, że on i ja powinniśmy zostać parą. I ciotka nie 
spocznie, dopóki nie osiągnie swojego celu. Dlatego 
zdecydował, że będziemy udawać parę, aby ją zadowolić.
Becky zamrugała, a na jej twarzy zaczęło się malować 
zrozumienie.
-  To tłumaczy tę sukienkę - powiedziała.
-  Dzisiaj wieczorem idziemy na kolację do Destiny.
-  Naprawdę chcesz się w to bawić? - Becky nie wierzyła 
własnym uszom. - Chcesz okłamywać kobietę, która okazuje 
ci przyjaźń?
-  Jak widać, nie bezinteresownie. A to ukazuje ją w nieco 
innym świetle.
Becky westchnęła.
-  Uważasz, że zwariowałam? - zapytała Melanie.
-  Chyba tak.
-  Myślisz, że jest jakaś szansa, że to się uda?
-  Moim zdaniem nie - odparła Becky zaskakująco wesołym 
głosem.
-  Dlaczego nagłe zaczęło cię to bawić?
-  Bo widzę, że oboje najwyraźniej cierpicie na zaburzenia 
psychiczne. Z tego, co powiedziałaś, zrozumiałam, że Richard 

background image

robi to, aby się odegrać na swojej ciotce, tak? - zapytała 
Becky. - A ty zgodziłaś się wziąć w tym udział z powodu 
jakiegoś niezrozumiałego poczucia winy.
Melanie przytaknęła.
-  No widzisz! - zawołała tryumfalnie Becky.
-  Nie rozumiem. - Melanie zmarszczyła brwi.
-  Moim zdaniem postanowiliście udawać parę, bo w rze-
czywistości oboje chcielibyście nią być. Richard chciałby być 
z tobą, ty z nim, ale żadne z was nie ma zamiaru się do tego 
przyznać - powiedziała Becky. Na zakończenie wywodu 
skłoniła głowę. - Bardzo proszę - dodała.
-  Wcale nie powiedziałam „dziękuję". - Melanie spojrzała 
nieprzyjaźnie.
-  A powinnaś, bo to najszczersze słowa, jakie padły przy tym 
stoliku, odkąd tu usiadłyśmy.
Melanie chciała zaprzeczyć, ale uznała, że jak na jeden dzień 
dosyć ma już kłamstw, półprawd i podstępów. Westchnęła.
-  Cała ta mistyfikacja skończy się klapą, prawda?
-  Według mnie tak - Becky popatrzyła na nią współczująco - 
ale jeszcze możesz z tego wybrnąć.
-  Jak?
-  Spraw, żeby to, co chcecie udawać, stało się prawdą.
-  To niemożliwe.
Becky wzniosła oczy do nieba.
-  No dobrze - przyznała Melanie. - Richard nie chce. A ja 
jestem prawie pewna, że podzielam jego zdanie. W zasadzie 
wcale się nie znamy, ale łatwo poznać, że on sam nie wie, co 
naprawdę czuje. Poza tym nadal jest naszym potencjalnym 
klientem, a w dodatku to nudziarz. Jak widzisz, wszystko 
przemawia przeciwko niemu.
-  Jesteś beznadziejna. - Becky uśmiechnęła się. - Ja 
przynajmniej wiem, co czuję. A przy okazji chciałam ci po-

background image

wiedzieć, że Jason już się przede mną czołga. To wspaniałe 
uczucie.
-  Świetnie. Ale jak ja mam to wszystko wyprostować? - 
Popatrzyła z przygnębieniem na przyjaciółkę.
-  Najwidoczniej nie jesteś jeszcze na tyle mądra i dojrzała, 
żeby umieć się pogodzić z tym, co naprawdę czujesz. W tej 
sytuacji nie pozostaje nic innego, jak tylko dać się ponieść 
biegowi wydarzeń.
-  Wiesz, że kiepsko mi to wychodzi.
-  Wiem. Dlatego będę miała świetną zabawę, przyglądając 
się, jak sobie radzisz.

background image

ROZDZIAŁ 8

Richard

 nie miał zwyczaju wycofywać się z podjętych decyzji. 

Uważał, że wątpliwości oznaczają brak pewności siebie. A był 
dumny z tego, że dobrze wie, czego chce. Tak w każdym razie 
było do dzisiaj.
Teraz jednak, gdy emocje, związane z idiotyczną plotką, którą 
podano w porannej gazecie, opadły, doszedł do wniosku, że za 
dzień czy dwa cała ta sprawa umarłaby śmiercią naturalną, nie 
wyrządzając nikomu krzywdy. Powinien był pozwolić, żeby 
tak się stało. A on wymyślił plan, który na długie tygodnie, a 
może nawet miesiące postawi na głowie całe jego życie.
Dał się ponieść chwili. Chciał odpłacić Destiny za mieszanie 
się w jego sprawy, ale chciał też spędzać więcej czasu z 
Melanie, nie zatrudniając jej przy tym w swojej firmie. Czuł, 
że to, co zrobił, było obraźliwe i nie fair. Melanie jednak 
zgodziła się, choć oczekiwał raczej, że go wydrwi. Co też 
mogło ją do skłonić do ustępliwości? Czyżby, podobnie jak 
jego, ogarnęło ją chwilowe szaleństwo?
Nie dość, że popełnił błąd, to jeszcze brnął dalej, wciągając tę 
miłą dziewczynę w pajęczynę intryg ciotki. Ciągnął to 
wszystko, choć wiedział, że powinien trzymać te dwie kobiety 
jak najdalej od siebie. Na samą myśl o nieszczęsnej kolacji 
rozbolała go głowa. Potrzebował pomocy, zadzwonił więc do 
Macka.
-  No, no, czyżby to nasz Romeo? - zadrwił brat, słysząc głos 
Richarda.
-  Idź do diabła! - burknął Richard.
Mack roześmiał się. On się przyzwyczaił do oglądania 
własnego nazwiska łączonego przez prasę z coraz to inną 
partnerką, ale Richardowi zdarzyło się to pierwszy raz.
-  Nacieszyłeś się już? - zapytał ponuro Richard. - Jeśli tak, to 
chcę cię poprosić o przysługę.

background image

-  Co tylko zechcesz. Wiesz, że możesz na mnie liczyć. - Mack 
natychmiast spoważniał. - Chcesz, żebym poszedł do tego 
pismaka i zbudził w jego sercu słuszny strach przed gniewem 
bożym? Prawdę mówiąc, od dawna czekam na uzasadniony 
powód, żeby to zrobić. Tak się jednak nieszczęśliwie składa, 
że to, co wypisuje o mnie, na ogół bywa prawdą. Ten facet to 
nieustające zagrożenie dla prywatności wszystkich 
kawalerów.
-  Szkoda twojego wysiłku. Nie jest tego wart.
-  Kiedy grałem w reprezentacji, mówiono wprawdzie, że 
jestem brutalny, ale tym razem nie miałem zamiaru stosować 
siły. - Mack najwyraźniej poczuł się dotknięty opinią, jaką 
miał o nim Richard. - Znam jeszcze inne sposoby wzbudzania 
lęku.
Mimo że Richard był w kiepskim humorze, roześmiał się.
-  Zdaję sobie z tego sprawę. Szczerze mówiąc, liczyłem na 
twoją pomoc podczas dzisiejszej kolacji u Destiny. Mógłbyś ją 
trochę postraszyć.
-  Nic z tego. Ciotka jest wyraźnie w nastroju do swatania.
Kiedy ją to nachodzi, wolę nie pokazywać się w jej polu 
widzenia.
-  Dziś wieczorem przyprowadzę Melanie Hart. Destiny 
będzie zbyt zajęta, żeby myśleć o tobie.
-  Ryzykujesz, bracie. - Mack gwizdnął. - A może między tobą 
i tą kobietą naprawdę coś jest?
-  Nic między nami nie ma - zapewnił Richard - ale chcę, by 
Destiny myślała, że jest.
-  Po co? - zapytał Mack.
-  Mam nadzieję, że kiedy uzna, iż wszystko idzie po jej myśli, 
da mi spokój - wyjaśnił Richard. - Jeśli komukolwiek piśniesz 
choć słowo, to dopilnuję, by Destiny zaczęła cię swatać z 
najbardziej chciwą i nieznośną jędzą w okolicy. A możesz mi 

background image

wierzyć, że kilka takich znam, i dam ciotce listę pań, z których 
każda stanowi gwarancję ponurego i nieszczęśliwego pożycia.
-  Jak widzę, sam całkiem nieźle umiesz straszyć ludzi - 
stwierdził Mack.
-  Dziękuję. Będziesz na kolacji?
-  Jak mógłbym odmówić, kiedy tak uprzejmie zapraszasz na 
rodzinne spotkanie? - odparł z sarkazmem Mack. - Za-
dzwonisz też do Bena?
-  Nie. Myślę, że na razie wystarczysz ty.
-  Szkoda, pomyśl, jak dobrze bawiłby się nasz mały bra-
ciszek. Nigdy jeszcze nie widział cię w tak beznadziejnym 
położeniu. Już myśleliśmy, że jesteś niepokonany i niczego się 
nie boisz.
-  Bardzo zabawne - odrzekł Richard. - Dobrze wiesz, jak 
bardzo Ben nie lubi się ruszać ze swojej farmy w 
Middleburgu. A kolacja u ciotki oznacza, że przez cały 
wieczór nie mógłby się nad sobą użalać. Poza tym jest za 
uczciwy na to, by wciągać go w spisek.
-  A ja nie jestem uczciwy? - W głosie Macka zabrzmiała nuta 
oburzenia.
-  Ani trochę. I najwyraźniej dobrze ci to służy. Dzięki 
wybiegom i podstępom potrafisz zdobyć dla swojej drużyny 
nieosiągalnych na pozór i najzdolniejszych zawodników. A 
więc zobaczymy się o siódmej trzydzieści, tak?
-  Będę, bez względu na to, ile razy obraziłeś mnie w ciągu tej 
rozmowy, i mam nadzieję, że zdołam zachować powagę - 
obiecał Mack.
- Przypomnij sobie, co cię czeka, jeżeli ci się to nie uda - 
zagroził ponurym tonem Richard i odłożył słuchawkę.
Kochał Macka. Wiedział, że brat byłby gotów bić się za niego 
i za Bena. Ale jak mógł oczekiwać po nim talentów 
aktorskich? Wyglądało na to, że właśnie popełnił drugi okro-
pny błąd. Nie ma co, ma dzisiaj dobry dzień.

background image

Przyjechał po Melanie i przywitał się z nią w miarę 
przyjacielsko, a następnie z uznaniem obejrzał ją od stóp do 
głów. Kiedy wsiedli do samochodu oczekiwała gradu wska-
zówek i poleceń, ale ku jej zaskoczeniu, Richard prowadził, 
milcząc.
-  Nie wydaje ci się, że powinieneś mi powiedzieć, jak mam 
postępować? - zapytała, bo jego milczenie zaczynało jej 
działać na nerwy.
-  Naprawdę myślisz, że opracowałem konkretny plan?
-  Miałam taką nadzieję. Cieszysz się opinią człowieka 
zorganizowanego, niepozostawiającego nic przypadkowi.
-  To prawda, ale dzisiaj robię rzeczy dla mnie samego 
zaskakujące. - Roześmiał się z przymusem.
-  A więc nie mamy żadnego planu - stwierdziła, czując ze 
zdenerwowania mdłości. Mogła improwizować, stojąc przed 
tłumem dziennikarzy, ale do występu przed Destiny powinna 
być przygotowana, zamiast liczyć na szczęście. Richard z 
pewnością to rozumiał. - Nie uważasz, że powinniśmy się na 
chwilę zatrzymać i omówić nasze postępowanie? -zapytała.
-  Widzę, że się denerwujesz - stwierdził, przyglądając się jej 
przez chwilę.
-  A czego się spodziewałeś? Zaraz stanę twarzą w twarz z 
kobietą, którą lubię i szanuję, i będę udawać, że obdarzam 
uczuciem jej ukochanego bratanka. Ileż ona będzie miała do 
mnie pytań!
- Nie jestem jej ukochanym bratankiem. Nigdy żadnego z nas 
nie faworyzowała i zawsze jasno to mówiła - uśmiechnął się. - 
Mimo to obaj z Mackiem wiemy, że jej ulubieńcem jest Ben. 
Ma duszę artysty i talent, tak jak Destiny, a może nawet jej 
naturę donkiszota. Mack żyje sportem, czego ciotka zupełnie 
nie rozumie, a ja jestem według niej sztywniakiem i 
nudziarzem.

background image

-  Nieważne. - W głosie Melanie nie było śladu współczucia. - 
Chodzi o to, że mamy kłamać, a nawet nie ustaliliśmy, co jej 
powiemy.
-  Będzie też Mack, a jego obecność podziała jak bufor. On 
potrafi zagadać Destiny, więc może nawet nie będziemy 
musieli bardzo się wysilać.
-  Och, nie! A więc mam też grać przed twoim bratem?
-  Wtajemniczyłem go we wszystko.
-  I twoim zdaniem tak jest lepiej? Przecież oczekujesz tym 
samym, że on też będzie kłamał.
-  Oczekuję, że choć trochę odwróci od nas uwagę Destiny. 
Jest w tym dobry, zobaczysz. Prawdę mówiąc, zawsze 
fascynowało mnie, jak on to robi.
-  Dlaczego zgodził się nam pomóc? - zapytała, a kiedy 
Richard nie odpowiadał, wyciągnęła własny wniosek: - Prze-
kupiłeś go? A może mu czymś zagroziłeś?
-  Załatwiliśmy to między sobą, jak przystało na braci - 
oświadczył Richard, jak gdyby to coś zmieniało. - Obiecałem, 
że jeżeli nam nie pomoże, to dopilnuję, by ciotka zaczęła mu 
szukać żony.
-  I tyle? - zapytała, czując, że to nie wszystko.
-  Wspomniałem, że mogę wpłynąć na jej wybór i że kan-
dydatka może się okazać niezupełnie w jego typie.
-  Nienawidzisz brata?
-  Kocham go - odparł Richard, patrząc na Melanie tak, jak 
gdyby postradała zmysły.
-  Przecież tobie samemu nie odpowiada ta sytuacja, więc nie 
rozumiem, jak mogłeś mu powiedzieć coś takiego.
-  Nieszczęścia chodzą parami - odparł gładko. Melanie ukryła 
twarz w dłoniach i zaczęła się modlić, aby
ten wieczór jak najszybciej się skończył.
Patrząc na nią, Richard pomyślał, że czeka ich męczący 
wieczór. Podjechał pod dom, w którym kiedyś mieszkał z ro-

background image

dzicami, i zaparkował w garażu mieszczącym trzy samochody. 
Był to duży, elegancki budynek powstały z  połączenia dwóch 
sąsiadujących ze sobą domów. Wystarczająco przestronny, by 
można w nim było podejmować gości i pomieścić liczną 
rodzinę, jaką spodziewali się stworzyć rodzice.
Od czasu gdy on, a później obaj bracia wyprowadzili się, 
Destiny mieszkała tu sama. Richard po raz pierwszy w życiu 
pomyślał, że może się czuć samotna i dlatego chce uchronić 
swych wychowanków przed podobnym losem. Szkoda, że to 
on nie zdołał jej wyswatać. Może gdyby wyszła za mąż, 
skończyłyby się te szaleństwa.
Na samą myśl o odwróceniu ról i próbie wydania ciotki za 
mąż Richard uśmiechnął się. Wiedział, że nie byłaby zachwy-
cona. Jej życie osobiste było tematem, który bracia bali się 
poruszać, a i ona nigdy o tym nie mówiła. Pomyślał, że osoba, 
która nie zdradza tajemnic ze swojego życia osobistego, 
mogłaby okazać więcej taktu i nie wtykać nosa w cudze 
sprawy.
Wysiadł z samochodu i patrząc na rzucający się w oczy, 
czerwony kabriolet, najnowszy nabytek Destiny, pokręcił 
głową. Niewykluczone, że ciotka przechodzi kryzys wieku 
średniego. Z drugiej jednak strony nowy samochód o wiele 
lepiej pasował do jej charakteru niż duże, rodzinne wozy, 
którymi jeździła, gdy oni trzej byli mali.
-  Twoja ciotka pokochała ten samochód - oznajmiła Melanie. 
- Towarzyszyłam jej przy tym zakupie.
-  Naprawdę? - Popatrzył na nią zaskoczony. - A więc to ty 
jesteś dziewczyną, która rozbiła jej samochód? To tak się 
poznałyście?
-  Myślałam, że wiesz o tym. - Melanie wydawała się 
zakłopotana.
-  Ładnych rzeczy się dowiaduję. Byłem przekonany, że ciotka 
poznała cię w jakimś komitecie. Myślałem, że widziała cię 

background image

przy pracy i dlatego tak cię poleca. - Richard przycisnął palce 
do pulsujących bólem skroni. - Wszystko idealnie do siebie 
pasuje - dodał.
-  Tak myślisz? - Melanie zmarszczyła brwi.
-  Oczywiście! Destiny po prostu zwariowała. Zamiast 
próbować przekonać ją o naszej miłości, powinienem się ra-
czej postarać namówić ją na wizytę u psychiatry.
-  Zdajesz sobie sprawę z tego, że ją obrażasz? A właściwie to 
i ją, i mnie. - W głosie Melanie było słychać gniew.
Richard czuł, że za chwilę jego plany na wieczór legną w 
gruzach, zmusił się więc do uśmiechu.
-  Przepraszam, strasznie boli mnie głowa.
-  Wcale się nie dziwię. Biorąc pod uwagę rozmiary twojego 
ego, już dawno powinno ci rozsadzić czaszkę.
-  Całkiem nieźle. - Uśmiechnął się. - Lepiej ci?
-  Jeszcze nie. Chodź i miejmy to w końcu za sobą.
-  Mack już jest - stwierdził na widok innego samochodu. 
Przez niedomknięte drzwi słychać było zresztą narzekania 
Destiny na bratanka, który nie włożył płaszcza.
-  Daj spokój - bronił się Mack. - Zaparkowałem niecałe 
dziesięć metrów od wejścia, a wcale nie jest zimno. No a poza 
tym jestem wysportowany i zahartowany.
-  Tak ci się tylko wydaje - odparła Destiny i dała mu lekkiego 
klapsa. - Naprawdę myślałam, że lepiej was wychowałam.
-  Świetnie nas wychowałaś. - Mack pocałował ciotkę. - Tobie 
zawdzięczam to, kim dzisiaj jestem, i nikt tego nie 
kwestionuje. - Uśmiechnął się do Richarda ponad głową 
ciotki. - Zobacz, przyszedł mój starszy brat ze swoją nową 
dziewczyną.
Destiny uśmiechnęła się, podbiegła do Melanie i objęła ją z 
prawdziwą radością. -  Kochanie, tak się cieszę, że przyszłaś. 
Nie miej za złe Mackowi. Tyle razy dostał w głowę na boisku, 
że zapomniał, co to dobre maniery.

background image

-  Nieprawda - zaprotestował Mack. - Dzięki temu, że bardzo 
szybko biegam, dostawałem rzadziej niż jakikolwiek inny 
rozgrywający w narodowej lidze piłkarskiej.
-  Biegałeś. Kiedyś - poprawił go Richard. - Niestety, 
wystarczyło jedno uderzenie, które załatwiło ci kolano i zni-
szczyło karierę. Melanie, oto Mack Carlton, niegdyś bożysz-
cze fanów piłki, który wciąż wraca do chwil, gdy święcił 
triumfy na boisku. Zwłaszcza jeśli może mu to pomóc w 
poderwaniu kolejnej dziewczyny.
-  Nieładnie tak mówić o bracie. - Destiny zmarszczyła brwi i 
powiedziała do Melanie: - Nie zwracaj na nich uwagi. To 
barbarzyńcy. Wyrzekłabym się ich, gdyby nie było na to za 
późno.
-  W każdej chwili możesz jeszcze zmienić testament i zo-
stawić wszystko swoim kotom. - Mack uśmiechnął się. - Sa-
motne stare panny tak robią.
-  Nie jestem ani stara, ani samotna i nie mam kotów.
-  To kup sobie kilka, bo kiedy nas wszystkich od siebie 
odstraszysz, będziesz potrzebowała towarzystwa - doradził 
Mack.
-  Widzisz, co ja muszę znosić? - Destiny zwróciła się do 
Melanie. - Potraktuj to jako ostrzeżenie. A jeśli nadal będziesz 
się umawiała z moim bratankiem, przekonasz się, że trudno 
nas wszystkich pokochać.
Richard zastanawiał się, czy nie dałoby się jakoś wykorzystać 
argumentu, który właśnie podsunęła mu ciotka, gdy nagle 
wtrącił się Mack.
-  Destiny wie, co mówi. Posłuchaj jej i wycofaj się, dopóki 
możesz.
Melanie pytająco popatrzyła na Richarda. Najwidoczniej 
czekała, by dał jej znak, czy to właściwy moment na zmianę 
planów.

background image

-  Może zamiast uciekać, napij się czegoś. - Richard puścił do 
niej oko. - Dzięki temu łatwiej przetrwasz wieczór.
Mack zajął Destiny rozmową i uwolnił Melanie i Richarda 
choć na chwilę od ciotki. Kiedy jednak przeszli do jadalni, 
Destiny posadziła Melanie obok siebie, a Richarda na drugim 
końcu długiego stołu. Zrozumiał, że zbliża się moment, w któ-
rym ciotka rzuci się na swą ofiarę. Nie mógł jednak zrobić nic, 
aby pomóc Melanie. Pozostała mu tylko nadzieja, że ona 
potrafi dokonywać błyskawicznych, dyplomatycznych uników 
i udzielać wymijających odpowiedzi.
-  Melanie, mówiłam ci już, jak bardzo się cieszę, że Richard 
cię do nas zaprosił - zagadnęła Destiny, kiedy jedli zupę.
-  Dziękuję. - Melanie zdobyła się na słaby uśmiech.
-  Ty i Richard jesteście do siebie bardzo podobni -ciągnęła 
Destiny głosem sprzedawcy używanych samochodów.
-  Tak uważasz? - zapytała z powątpiewaniem Melanie.
-  Oczywiście. Ale pewnie powinnam to ująć inaczej i po-
wiedzieć, że wasze zdolności i zainteresowania znakomicie się 
uzupełniają. Masz dokładnie to, czego Richard potrzebuje, aby 
wypełnić swoje przeznaczenie.
Richard zakrztusił się. Nie przypuszczał, że ciotka posunie się 
tak daleko. Tymczasem wszystko zaczynało wskazywać na to, 
że chce ona przypieczętować los jego i Melanie jeszcze tego 
wieczoru. Nie zdziwiłby się więc, gdyby nagle wyciągnęła 
zaręczynowy pierścionek.
-  Jestem pewien, że Melanie docenia komplement, ale myślę, 
że ją peszysz - spróbował interweniować. - Może Mack powie 
nam coś o szansach poszczególnych drużyn w nadchodzących 
rozgrywkach?
-  Przy posiłku nie będziemy rozmawiać o piłce - ucięła 
Destiny, zanim Mack zdążył otworzyć usta.
-  Powiedziałaś to tak, jak gdybym miał mówić o krwawych 
jatkach. - Mack wzniósł oczy do nieba.

background image

Richard rozparł się na krześle, zadowolony, że udało mu się 
osiągnąć cel. Z doświadczenia wiedział, że jego brat go-
dzinami może dyskutować z ciotką o tym, czy piłka jest pra-
wdziwym sportem, czy tylko wymówką facetów, którzy bez 
sensu lubią się okładać pięściami na boisku. Bardziej zażarte 
dyskusje mógł wywołać jedynie boks.
Tym razem jednak Destiny nie podjęła wyzwania.
-  Dzisiaj nie dam się wciągnąć w tę dyskusję - powiedziała. - 
Nie myśl, że nie wiem, o co ci chodzi. - Popatrzyła wymownie 
na Richarda.
-  Mnie? - zapytał Richard tonem niewiniątka. - A co ja 
takiego zrobiłem?
-  Wiem, że nie chcesz, bym ją wypytywała o sprawy osobiste, 
i próbujesz mi w tym przeszkodzić. Zdajesz się jednak 
zapominać, że to ja ją poznałam pierwsza.
-  Ani na chwilę o tym nie zapominam - odparł ponuro 
Richard.
-  Opowiadała ci o swoich siostrach?
-  Tak.
-  A wiesz, że ukończyła studia z wyróżnieniem?
-  Nie wiedziałem, ale może podczas drugiego dania zechcesz 
nam opowiedzieć cały jej życiorys?
Destiny posłała mu spojrzenie, które jeszcze kilka lat temu 
mogłoby go przerazić. Teraz jednak wiedział, że nie oznacza 
prawdziwego gniewu. Ciotka próbowała go tylko przestra-
szyć. Zwykłe zagranie taktyczne, stosowane przy różnych 
okazjach.
-  Tylko pytałem. - Richard uśmiechnął się.
-  Próbuję ci po prostu uzmysłowić, jak bardzo Melanie jest 
utalentowana. Mack, powiedz swojemu bratu, że próbując mi 
się przeciwstawiać, zachowuje się jak chłopczyk, który na 
złość babci postanawia odmrozić sobie uszy.
-  Myślę, że Richard cię słyszy. - Mack powstrzymał uśmiech.

background image

-  Czy jeżeli ją zatrudnię już od teraz, będziesz zadowolona? - 
zapytał Richard.
-  O to mi chodziło - odparła Destiny, wyglądająca jak 
wcielenie niewinności.
-  Jesteś przyjęta - oznajmił Richard, zwracając się do 
Melanie.
-  Naprawdę? - Melanie wpatrywała się w niego zaskoczona.
-  Naprawdę - potwierdził, patrząc na ciotkę. - Zadowolona? - 
zapytał.
-  Uważam, że podjąłeś mądrą decyzję. Od tej pory będziecie 
ze sobą blisko współpracować. Melanie, kochanie, może 
chciałabyś się do mnie wprowadzić?
-  Słucham? - Tym razem Melanie o mało nie zakrztusiła się 
wodą.
-  Pomyślałam, że może tak będzie ci wygodniej - odparła 
swobodnie Destiny.
-  Mam własny dom.
-  Ponad trzy kilometry stąd - dodał Richard, rozbawiony 
bezceremonialnością ciotki, usiłującej przejąć kontrolę nad 
protegowaną. - Wygodniej mogłoby jej być tylko u mnie - 
dodał.
Destiny rozpromieniła się.
-  Może dopóki wybory...
-  Wykluczone. - Melanie nie dopuściła Richarda do głosu. - 
Nie potrzebuję aż tak bliskiego kontaktu z klientami. Czasem 
pewien dystans jest najlepszy dla wszystkich zain-
teresowanych.
-  Trudno w to uwierzyć. - Destiny nie wydawała się prze-
konana. - Masz przecież zaprezentować Richarda, więc im 
więcej będziesz o nim wiedziała, tym lepiej dla was obojga.
-  Coś mi mówi, że i tak dowiem się o nim wielu rzeczy - 
odparła Melanie, przywołując na twarz nieszczery uśmiech.

background image

-  No cóż. Jeśli uważasz, że tak będzie lepiej. - Destiny nawet 
nie próbowała ukryć rozczarowania. - Ostatecznie to ty jesteś 
ekspertem. Ja, oczywiście, pomogę ci we wszystkim, w czym 
tylko będę mogła. Mack?
Mack skinął głową, z trudem zachowując powagę.
-  Jestem do dyspozycji zawsze, kiedy tylko Melanie będzie 
czegoś potrzebować.
Richardowi nie podobał się błysk w oczach brata, rzucił mu 
więc ostrzegawcze spojrzenie.
-  Myślę, że najlepiej będzie, jeśli Melanie i ja sami opra-
cujemy nową strategię. Bez wtrącania się osób postronnych, 
podkreślam! Wiecie, jak to jest, gdzie kucharek sześć, tam nie 
ma co jeść.
-  Ty decydujesz, bracie - odparł Mack. - Jeśli chcesz 
pracować tylko z Melanie, Destiny i ja z pewnością uszanu-
jemy twoją wolę. Prawda, ciociu?
-  Jestem przekonana, że gdybym od czasu do czasu mogła 
zgłosić pewne sugestie, to Richard i Melanie chętnie ich 
wysłuchają. - Destiny nie dawała za wygraną.
-  Przecież i tak nie będziemy mieli innego wyjścia -mruknął 
Richard.
-  Oczywiście, że chętnie cię wysłuchamy - zapewniła 
Melanie, a w jej głosie po raz pierwszy tego wieczoru za-
brzmiała wesoła nuta. - Myślę, że stanowimy idealny zespół i 
wszystko znakomicie się ułoży.
-  Sama bym tego lepiej nie ujęła. - Destiny uśmiechnęła się 
szeroko.
Mack ukrył śmiech, udając kaszel, i zajął się jedzeniem. 
Richard patrzył na siedzących przy stole ludzi, którzy 
najwyraźniej postanowili doprowadzić go do obłędu, i wes-
tchnął. Wieczór nawet w przybliżeniu nie przebiegał tak, jak 
to sobie zaplanował.

background image

-  Wydaje mi się, że było całkiem nieźle - orzekła Melanie, 
choć siedzący za kierownicą Richard był w ponurym nastroju. 
- Wszystko poszło nie tak, jak zaplanowałeś, prawda? No, 
wyrzuć to z siebie.
-  Idąc tam, czułem się panem sytuacji, a wyszedłem po-
konany. Moje położenie jest teraz beznadziejne.
-  Pociesz się tym, że nie jesteśmy zaręczeni. - Melanie starała 
się znaleźć dobre strony sytuacji. - I nie musieliśmy nawet 
udawać.
-  Na razie - mruknął Richard. - Jeśli uważasz, że ciotka 
zrezygnuje, to jesteś naiwna.
-  Może i nie, ale zyskaliśmy trochę czasu. Kiedy Destiny 
zaangażuje się w twoją kampanię...
-  Nie życzę sobie, żeby wtrącała się do mojej kampanii! - 
wykrzyknął.
-  Dlaczego? Ona ma głowę na karku i zna wielu ludzi.
-  Jest podstępna, a ja nie lubię ludzi, których ona zna.
-  Myślałam, że znacie te same osoby. - Spojrzała na Richarda.
-  Zgadza się i dlatego nie chcę się kontaktować z żadną z nich 
- odparł stanowczo. - Przecież podkreślałaś, że muszę 
poszerzyć swój elektorat, prawda?
-  Masz rację, ale na skuteczną kampanię potrzebne są 
pieniądze.
-  Mam pieniądze.
-  Zamierzasz sam finansować kampanię? - zapytała z 
niedowierzaniem.
-  Mam pieniądze - powtórzył. - A w ten sposób nie będę miał 
żadnych zobowiązań. To cię powinno uszczęśliwić.
-  Jestem szczęśliwa. Ale czy jesteś pewien, że to rozsądne? 
Nadeszła pora, żebyś zaczął zdobywać poparcie, którego 
będziesz potrzebował później.
-  Do czego?

background image

-  Obojętne, czy w wyborach na gubernatora, czy do Senatu. 
Chodzi o twoje aspiracje polityczne, a dopiero zaczynasz 
karierę. Nie możesz finansować wszystkich kolejnych 
kampanii z własnej kieszeni.
-  Nie wiadomo, może tak znienawidzę całą tę politykę, że 
nigdy więcej nie będę już kandydował. Poczekajmy, 
zobaczymy, co będzie - powiedział. - A na razie nie wezmę 
pieniędzy od ludzi, którzy będą chcieli w zamian otrzymać w 
przyszłości przywileje.
Melanie była zdumiona. Rozumiała jednak, że kiedy Richard 
oficjalnie zgłosi swoją kandydaturę, jego nietypowe podejście 
do spraw finansowania kampanii pozwoli jej przedstawić go 
jako człowieka niezwykłego. Wiedziała, że to przemówi do 
wyborców.
-  Wracając do Destiny, muszę cię ostrzec, żebyś na nią 
uważała.
-  Daj spokój. Ona tylko stara się być pomocna.
-  Z pewnością, tyle że ona ma własne zdanie na temat tego, na 
czym polega pomoc. Tyle razy byłem świadkiem, jak 
odmawia przewodniczenia różnym komitetom, a mimo to, 
zgadnij, kto podejmował wszystkie ważne decyzje?
-  Ona - domyśliła się Melanie, bez trudu wyobrażając sobie, 
jak to wyglądało.
-  W mojej kampanii byłoby tak samo.
-  Pozwól jej zgłaszać pomysły, przecież nie musimy ich 
potem wykorzystywać. Wystarczy, że wysłuchamy - poprosiła 
Melanie.
-  Są różne formy przymusu. Powiedzieć ci, jaka będzie jej 
pierwsza sugestia?
-  Słucham.
-  Zapyta, czy nie uważasz, że byłbym lepiej postrzegany, 
gdybym miał żonę.

background image

-  Wcale nie musisz być żonaty, żeby wygrać wybory. Choć 
niewątpliwie rodzina jest dodatkowym atutem przy kreowaniu 
kandydata.
-  No widzisz! - Richard popatrzył na nią tryumfalnie. -W ten 
sposób właśnie dałaś jej do ręki argument, jakiego 
potrzebowała.
-  Naprawdę? - Popatrzyła na niego zdziwiona.
-  Nie widzisz tego? Teraz jestem dobrym kandydatem, ale 
jeśli się ożenię, będę jeszcze lepszym. A zgadnij, z kim 
powinienem się ożenić? Jesteś na miejscu, znasz się na rze-
czach, które mogą się okazać przydatne. A poza tym widać, że 
świetnie się rozumiemy, prawda? - drwił.
Nie spodobało jej się to, co mówił, ale trudno było mu nie 
przyznać racji. Z łatwością mogła sobie wyobrazić tok rozu-
mowania Destiny. Doskonały nastrój Melanie od razu się 
ulotnił.
-  A zatem, czy nam się to podoba, czy nie, i tak się skończy 
na zaręczynach, prawda?
-  To tylko kwestia czasu - przyznał ponuro Richard. 
Powstrzymując westchnienie, Melanie odchyliła się na
skórzane oparcie fotela. Właśnie dostała najwspanialszą pracę, 
o jakiej mogła marzyć. Ale łączyło się to z tyloma zobo-
wiązaniami i warunkami, że w rezultacie będzie miała zwią-
zane ręce.

background image

ROZDZIAŁ 9
Richard czytał raport prezesa europejskiego przedstawi-
cielstwa koncernu. Nie mógł się jednak skupić, bo wciąż miał 
przed oczami obraz Melanie, co uniemożliwiało mu zrozu-
mienie czegokolwiek. Zatrudnił ją dopiero poprzedniego 
wieczoru, a już doprowadzała go do szaleństwa.
Nie zrzucał jednak całej winy na nią. W końcu to przecież on 
sam pozwolił tak sobą manipulować, że dziewczyna stała się 
częścią jego codzienności. Spodziewał się, że już o świcie 
pokaże się w biurze, ale jeszcze nie przyszła. Przez chwilę 
miał nadzieję, że może opatrzność nad nim czuwa i Melanie 
zrezygnuje z pracy. Może miała więcej rozumu niż on?
-  Wyglądasz na trochę zmęczonego - zauważył Mack, 
wchodząc do biura.
-  Co cię sprowadza? - Richard był zaskoczony, bo siódma 
rano była dla Macka niezwyczajną porą. - Myślałem, że 
wolisz tu nie zaglądać, w obawie, że przywiążę cię do biurka i 
zmuszę do pracy w rodzinnej firmie.
-  Dawno uzgodniliśmy, że nie byłby to dobry pomysł. Wiesz, 
że nie znam się na niczym poza piłką, i nic innego mnie nie 
obchodzi. Kiedy w dzieciństwie graliśmy w Monopol, zawsze 
okazywałem się beznadziejny. Na pewno pamiętasz.
-  Szczerze mówiąc, nie. - Richard uśmiechnął się ironicznie. - 
Nigdy nie byłeś w stanie usiedzieć na miejscu na tyle długo, 
żeby zagrać w jakąkolwiek grę planszową.
-  Grywaliśmy, kiedy padało, bo ciotka nie pozwalała mi 
wtedy wychodzić na dwór. Zawsze z tobą przegrywałem, co 
nie wróżyło dobrze mojej przyszłości w zakładach. Może nie 
jestem genialnym biznesmenem, ale nawet ja umiem przewi-
dzieć, jak by się to skończyło.
-  Postanowiłeś trzymać się z daleka od firmy, bo w dzie-
ciństwie wygrywałem z tobą w Monopol? - spytał Richard ze 
zdumieniem.

background image

-  Zostawiłem ci firmę, bo była dla ciebie bardzo ważna, a dla 
mnie nie. Tak samo było zresztą z naszym ojcem i z Destiny. 
Koncernem musi zarządzać ktoś, kto poświęci się temu bez 
reszty. Tak jak ty. Ani ja, ani Ben nie nadajemy się do tego. 
Proste.
-  Jeśli więc nie przyszedłeś domagać się funkcji prezesa, to co 
cię sprowadza?
-  Przyszedłem porozmawiać o wczorajszym wieczorze. - 
Mack uśmiechnął się szeroko. - Jak tam twój nowy doradca? 
Mogę się założyć, że umawiając się z ciotką na kolację, nie 
spodziewałeś się takiego obrotu sprawy.
-  Jest siódma rano, za wcześnie na takie rozmowy - odrzekł 
Richard, nie chcąc przyznać, jak zręcznie został zmuszony do 
zatrudnienia dziewczyny. - Spotkam się później z Melanie i 
ustalimy podstawowe zasady współpracy. Jakoś damy sobie 
radę.
-  Ciekawe, czy nastąpi to przed kolejną randką na niby, czy 
też po niej? - rozważał Mack. - A może to już koniec wielkiej 
mistyfikacji?
-  Destiny przysłała cię, żebyś mi prawił kazania? - Richard 
przyjrzał się bratu spod oka.              
-  Nikt mnie nie przysyłał, wierz mi. A przyszedłem, bo od 
kiedy przestaliśmy z kolegami oglądać w czasie lunchu operę 
mydlaną, nie bawiłem się tak dobrze. Twoja historia jest 
zresztą znacznie lepsza. Nie mogę się doczekać dalszego 
ciągu.
-  Uważaj. Stąpasz po cienkim lodzie - ostrzegł Richard, ale 
Mack zdawał się nie zwracać uwagi na coraz gorszy humor 
brata.
-  Na wypadek, gdyby cię to interesowało, chciałem ci 
powiedzieć, że spodobała mi się ta twoja dziewczyna.            
-  To zrozumiałe - Richard wcale nie był zaskoczony. 
-Melanie jest atrakcyjną i inteligentną kobietą. Ma też wspa-

background image

niałe poczucie humoru. Gdyby nie to, nigdy by się nie zgodzi-
ła na udział w tym całym szaleństwie.
-  Poza tym jest miła dla starszych pań - dodał Mack z 
powagą.
Richard roześmiał się.
-  Chciałbym być przy tym, gdy będziesz mówił Destiny, że 
jest starszą panią.
-  Nie wyraziłem się ściśle - skrzywił się Mack. - Destiny nie 
ma wieku.
-  To prawda - przyznał Richard z nutką żalu w głosie. - 
Gdyby nie to, mógłbym nie zwracać na nią uwagi, zrzucając 
wszystko na demencję.
-  Obaj jesteśmy zgodni co do tego, że nasza ciotka ma szalone 
pomysły. - Mack spoważniał. - Ale może jednak powinieneś 
jej posłuchać? Mogła przecież obmyślić dla ciebie coś 
znacznie gorszego niż znajomość z Melanie, niezależnie od 
tego, jaką rolę ta dziewczyna odegra ostatecznie w twoim 
życiu.
-  Zapomniałeś, że ona już jest częścią mojego życia? - zapytał 
Richard, powstrzymując westchnienie. - Kazałem 
przygotować dla niej biuro na tym samym piętrze co mój 
gabinet. W ten sposób będzie miała swoje wymarzone miejsce 
do pracy, ale jeżeli dopisze mi szczęście, to nigdy go nawet 
nie użyje.
-  Dobrze wiesz, że nie o to mi chodziło.
-  Daj spokój, Mack. Dość mam kłopotów z Destiny, knującą 
za moimi plecami.
-  Posłuchaj mnie - poprosił Mack poważnie. - Jestem 
przekonany, że podejmując gierki mające uspokoić Destiny i 
nie dając Melanie szansy, popełniasz błąd. Umów się z nią na 
prawdziwą randkę. Spróbuj ją poznać bliżej. Raz w życiu 
zrzuć tę swoją zbroję i przestań być sztywniakiem. Zrób to, 
bracie.

background image

-  Uważasz, że jestem sztywniakiem?
-  Zawsze byłeś. Kiedy zginęli rodzice, miałeś dwanaście lat, a 
mimo to przyjąłeś pozę człowieka dojrzałego i odpo-
wiedzialnego. Musiałeś więc stać się nudziarzem. Dziękuję 
Bogu, że ja i Ben mieliśmy ciebie, bo gdyby cię nie było, my 
także moglibyśmy stracić dzieciństwo i dojrzeć przedwcześ-
nie. To byłoby okropne.
-  Nie mówmy już o tym - mruknął Richard, zmęczony tą 
rozmową.
Słowa Macka były boleśnie prawdziwe. Nawet gdy Destiny 
przejęła opiekę nad całą trójką bratanków, Richard uznał, że 
jest współodpowiedzialny za los braci, za ich przyszłość. 
Wziął więc ten ciężar na swoje barki. Tak więc z beztroskiego 
dwunastoletniego dziecka niemal w jednej chwili zmienił się 
w dorosłego.
-  Jasne - odparł Mack sztucznie swobodnym tonem. -Jeśli 
naprawdę nie jesteś zainteresowany Melanie, to może ja się 
koło niej zakręcę?
Richard znowu poczuł ból głowy. Ciekawe, czy to zapowiedź 
zawału, którego pewnie dostanie, zanim cała ta historia się 
skończy.
-  Trzymaj się od niej z daleka! - ostrzegł. - Bez względu na 
to, czy jestem nią zainteresowany, czy nie, ty trzymaj się od 
niej z daleka.
-  Tak właśnie myślałem - powiedział Mack, bardzo z siebie 
zadowolony.
-  Co to ma znaczyć? - Richard zmierzył go spojrzeniem 
pełnym złości.
-  Z nas dwóch ty jesteś tym bystrzejszym, więc pomyśl nad 
tym trochę - odparł Mack i pogwizdując, opuścił gabinet, 
zostawiając Richardowi rozwiązanie tej zagadki. Nie była ona 
trudna, ale Mack wolał nie być przy tyra, kiedy Richard ją 
rozwiąże.

background image

Idąc do gabinetu Richarda, Melanie spotkała w korytarzu 
Macka, który na jej widok zagadkowo się uśmiechnął.
-  Dzień dobry - powiedziała ostrożnie. - Widziałeś już 
Richarda?
-  Tak, jest u siebie, ale może daj mu parę minut, nim 
wejdziesz.
-  Czy ktoś jest u niego?
-  Tylko demony dręczące jego duszę- odparł Mack z za-
dowoleniem w głosie.
-  Co się tam stało? A może nie powinnam pytać? - Spojrzała 
na Macka, zastanawiając się, czy dokuczanie Richardowi 
sprawia mu taką samą przyjemność jak granie na nerwach 
ciotce.
-  Ode mnie niczego się nie dowiesz, Melanie. Braterska 
lojalność i tak dalej, przecież rozumiesz? Ale postaraj się 
uwierzyć, że Richard jest dobrym chłopakiem - dodał już 
całkiem poważnie.
-  Wiem o tym.
-  Nie zapominaj więc. Nie zważaj na kombinacje Destiny ani 
na to, jak szalone rzeczy będą się tu działy. - Mack po-
spiesznie wyrzucał z siebie słowa. - Richard gra twardziela, 
ale tak naprawdę potrzebuje kogoś, kto zdoła się przebić do 
niego przez tę grubą skorupę, w której się schował.
-  Bez względu na to, co Richard ci powiedział, jestem tu po 
to, żeby zorganizować jego kampanię wyborczą. I tylko po to, 
rozumiesz?
-  Wiem, Richard mówił mi o waszej wielkiej mistyfikacji. - 
Mack uśmiechnął się. - Takie gry mają jednak to do siebie, że 
kiedy naprawdę się w nie zaangażujemy, to granica między 
prawdą a fikcją zaczyna się zacierać.
-  Ja zawsze potrafię odróżnić prawdę od fikcji - oświadczyła z 
przekonaniem Melanie.

background image

-  W takim razie masz szczęście. - Mack przyjrzał się jej z 
powagą. - A może nie?
Zanim jednak zdążyła zapytać, co ma na myśli, odszedł, 
pogwizdując beztrosko, równie irytująco zagadkowy jak po-
zostali Carltonowie.
Melanie westchnęła i zastukała do drzwi Richarda.
-  Twoja sekretarka jeszcze nie przyszła. Mogę wejść? - 
zapytała, wsuwając głowę.
-  Nie ma jej, bo o tej porze nikt mnie na ogół nie nachodzi - 
odparł kwaśno.
-  Spotkałam Macka - ciągnęła, postanawiając, że nie da się 
zniechęcić jego kiepskim humorem. - Posprzeczaliście się?
-  Nigdy się nie sprzeczamy, bo też i nigdy nie przebywamy ze 
sobą na tyle długo, byśmy zdążyli to zrobić. On tylko wpada, 
robi zamieszanie i znika.
-  Wydawał się w doskonałym humorze - zauważyła.
-  Oczywiście, że był w doskonałym humorze, bo właśnie 
przeprowadził jedną ze swoich najlepszych akcji, polegają-
cych na błyskawicznym ataku z zaskoczenia.
-  Miał do ciebie jakąś sprawę?
-  Przyszłaś o świcie, żeby rozmawiać o moim bracie? 
-Spojrzał spod przymkniętych powiek.
-  Zamierzam rozpocząć pracę nad twoją nową strategią 
wyborczą. A całą resztę w cywilizowanym świecie określa się 
jako rozmowę, pogawędkę czy pogaduszki.
-  Nie mam czasu na pogaduszki. - Richard wskazał papiery 
piętrzące się na biurku. - Jeden z głównych działów koncernu 
osiąga niespodziewanie niskie wyniki. Muszę wyjaśnić, 
dlaczego tak się dzieje.
Próbowała wywnioskować, czy mówi prawdę, czy tylko 
próbuje się wykręcać, ale z jego spojrzenia niczego nie dało 
się wyczytać.

background image

-  W takim razie nie będę ci przeszkadzać - odparła. - Powiedz 
tylko, kiedy będziemy mogli porozmawiać. Chcę ustalić plan 
kampanii, budżet i tym podobne. Jeśli jest już zatrudniony 
menedżer do tej kampanii, to muszę się z nim spotkać. On czy 
też ona zajmie się strategią, co w dużym stopniu cię odciąży. 
Richard zamknął oczy i masował obolałe skronie.
-  Boli cię głowa? - zapytała Melanie współczująco. - Nic 
dziwnego, jeśli zważyć, iloma sprawami musisz się zajmować. 
Może chcesz się napić herbaty? Jeżeli jest tu gdzieś blisko 
kuchnia, chętnie ci zaparzę.
-  Do diabła! Nie zatrudniłem cię do parzenia herbaty! - 
krzyknął.
Melanie utkwiła w nim spojrzenie, a on westchnął.
-  Przepraszam, nie powinienem podnosić głosu.
-  To prawda - przyznała. Nie chciała dyskutować nad jego 
zachowaniem. Dała tylko do zrozumienia, że nie będzie 
tolerować takich postępków i koniec. - To w końcu chcesz tej 
herbaty czy nie?
-  Jeśli naprawdę będziesz taka miła, chętnie wypiję filiżankę. 
Przy sali konferencyjnej jest kuchenka, powinnaś tam znaleźć 
wszystko, co potrzebne.
-  Z cukrem, cytryną?
-  Bez dodatków poproszę.
Sala konferencyjna była urządzona elegancko i ze smakiem. 
Ciekawe, czy to dzieło Destiny? - pomyślała Melanie, 
wchodząc do maleńkiej kuchni wyposażonej w dwupalnikową 
kuchenkę i pasującą do niej lodówkę, również w stalowej 
obudowie. W kredensiku stała porcelanowa zastawa i kry-
ształowe kieliszki, a w szufladach ułożono srebrne sztućce. 
Było tu wszystko, czego potrzeba, żeby podejmować bogatych 
członków zarządu.
Melanie postawiła czajnik na kuchence i zaczęła szukać 
herbaty. Kiedy woda się zagotowała, napełniła czajniczek i 

background image

postawiła go na tacy obok filiżanki i talerzyka z torebeczką 
herbaty. Wróciła do gabinetu Richarda i bez słowa zalała 
torebkę wrzątkiem.
-  Wyznacz termin spotkania i poproś sekretarkę, żeby do 
mnie zadzwoniła. Będę czekała na wiadomość - powiedziała, 
zamierzając opuścić gabinet.
Kiedy przechodziła obok Richarda, chwycił ją za rękę.
-  Jeszcze raz przepraszam, Melanie. Głowa mi pęka i mam 
kiepski nastrój, ale to jeszcze nie powód, żeby tak na ciebie 
naskakiwać.
-  Dopóki to rozumiesz, ciągle jeszcze jest dla ciebie nadzieja - 
uśmiechnęła się.
-  Nie jestem jeszcze za stary, żeby się czegoś nauczyć. A 
skoro już jesteś, to może jednak zostaniesz i od razu pomó-
wimy o twojej koncepcji. Pierwsze spotkanie mam dopiero o 
ósmej trzydzieści.
-  A ta sterta papierów? - zapytała.
-  Może poczekać, a nawet powinna, bo żeby się tym zająć, 
muszę spojrzeć świeżym okiem na te dokumenty, a więc teraz 
i tak nic z tego nie będzie.
-  W takim razie tu jest lista spraw, które musimy ustalić. De 
czasu mam przeznaczyć na opracowanie nowego planu? Czy 
będziesz potrzebował wstępnego projektu dla pracowników, 
czy wolisz, żebym została i sama zajęła się koordynacją? Na 
początku mówiliśmy także o doradztwie w sprawach firmy. 
Ustalmy, co jest ważniejsze - koncern czy wybory? Nie 
musisz odpowiadać w tej chwili, ale powinieneś się nad tym 
zastanowić. Nie chcę niepotrzebnie podwyższać kosztów, 
dopóki wszystkiego nie ustalimy.
-  Doceniam to - powiedział, patrząc na nią trochę zaskoczony.
-  O co chodzi?
-  Nie spodziewałem się, że będziesz taka... - Richard urwał.

background image

-  Zorganizowana? - podsunęła. - Gdyby od samego początku 
wszystko poszło dobrze, właśnie takie byłoby twoje pierwsze 
wrażenie na mój temat. Naprawdę jestem dobra w tym, co 
robię. Co do tego Destiny ma rację.
-  Zaczynam to dostrzegać - rzekł, podając jej kilka teczek. - 
To dokumenty osób ubiegających się o stanowisko menedżera 
kampanii. Przejrzyj je i powiedz, co o nich sądzisz. Mogę się z 
tobą spotkać o trzeciej - dodał, przeglądając swój plan dnia. - 
Będę miał piętnaście minut, więc się nie spóźnij. Kazałem 
przygotować dla ciebie biuro. Jeżeli będziesz czegoś 
potrzebowała, powiedz mojej sekretarce, a ona się tym zajmie. 
Resztę omówimy już razem z menedżerem kampanii, kiedy go 
zatrudnimy.
-  Zgoda. W takim razie do zobaczenia o trzeciej - powiedziała 
Melanie, kierując się do drzwi.
-  Masz jakieś plany na wieczór? - zapytał, kiedy już naciskała 
klamkę.
-  Myślę, że... - zaczęła, ale przerwał jej, zanim zdążyła 
zaprotestować.
-  Chodzi o sprawy służbowe. O ósmej muszę się pokazać na 
przyjęciu organizowanym przez komitet dobroczynny, którego 
współprzewodniczącą jest Destiny. Ciotka będzie szczęśliwa, 
widząc nas znowu razem, a poza tym zjawi się tam wiele 
osób, które powinnaś poznać.
-  To znaczy, że dalej gramy? - zapytała. Nie była pewna, co 
właściwie myśleć o tym udawaniu. Sądząc jednak po tym, jak 
szybko zabiło jej serce, podobało się jej to bardziej, niż 
powinno.
-  Jak najbardziej. Uzgodniliśmy przecież, że będziemy 
ciągnąć to przedstawienie, dopóki Destiny nie zostawi nas w 
spokoju - przypomniał.
-  A czy pomyślałeś o tym, co może się stać, jeżeli ona 
odkryje, że to tylko gra? - zapytała.

background image

-  Nie możemy dopuścić do tego, żeby się dowiedziała - 
odparł Richard. - Dlatego musimy się pilnować. Dziś wie-
czorem ciotka oczekuje, że przyjdziemy razem.
Melanie doszła do wniosku, że jeśli sytuacja będzie się 
rozwijała w tym tempie, to konieczność kupowania strojów 
wieczorowych błyskawicznie doprowadzi ją do bankructwa. 
Nawet tych z drugiej ręki.
-  O której mam być gotowa? - zapytała z rezygnacją.
-  Przyjadę po ciebie o wpół do ósmej.
-  Kiedy następnym razem będziesz potrzebował mojego 
towarzystwa z okazji oficjalnych spotkań, daj mi znać z wię-
kszym wyprzedzeniem. Nie mam, tak jak Kopciuszek, wróżki 
za matkę chrzestną i potrzebuję czasu, żeby się przygotować 
do wyjścia.
-  Obiecuję. Ale nie mów o tej dobrej wróżce w obecności 
Destiny, bo przypuszczam, że byłaby szczęśliwa, mogąc od-
grywać jej rolę. Przez całe życie ubierała trzech chłopców, a 
to nie pozwoliło jej rozwinąć skrzydeł wyobraźni. Bo co 
można zrobić ze smokingiem? Nawet jeśli zaprojektuje go 
znany projektant, wciąż wygląda tylko jak smoking. Biedna 
Destiny...
-  Wyobrażam sobie, że dla osoby o takiej fantazji jak ona 
musiało to być frustrujące. Ale teraz już lepiej wezmę się do 
pracy - powiedziała i zabębniła palcami o trzymane w ręku 
teczki.
-  Do zobaczenia o trzeciej. - Richard skinął głową. Melanie 
wróciła do swojej firmy. Zamknęła drzwi biura
i się o nie oparła. Rozmawiając z Richardem, miała ochotę 
pochylić się nad nim, siedzącym za ogromnym biurkiem, i 
całować go, aż w końcu się rozchmurzy. Byłoby to jednak 
bardzo nierozsądne.
Richard oczekiwał, że spędzą razem kolejny wieczór, podczas 
którego ona będzie udawać kogoś bliższego mu niż niezależna 

background image

konsultantka, a później wróci do domu i wcale za nim nie 
tęskniąc, spokojnie zaśnie. Jeżeli tak ma to wyglądać, musi 
porozmawiać z Richardem o ryzyku, jakie niesie gra, którą 
podjęli. Uważała, że cała ta historia nie może się dobrze 
zakończyć.
Przeglądała teczki kandydatów na stanowisko menedżera 
kampanii, typując najlepszych i uzasadniając krótko swoją 
opinię. Nie wiedziała, jak dalece Richard będzie polegał na jej 
zdaniu. Liczyła się też z tym, że chciał w ten sposób tylko 
sprawdzić, na ile ich opinie są zbieżne. Bez względu na 
wszystko postanowiła przygotować przemyślaną i inteligentną 
notatkę na temat każdego z kandydatów.
Pracowała w skupieniu, nie przerywając nawet na lunch, 
zdecydowana jak najlepiej wywiązać się z zadania. Zamie-
rzała udowodnić, że zatrudniając ją, Richard nie popełnił 
błędu, jeżeli nawet powodem, dla którego to zrobił, nie były 
jej kwalifikacje zawodowe.
-  Mogę wejść? - zapytała Becky, zaglądając do biura.
- Powiedz mi jeszcze raz, dlaczego przeglądasz te teczki, bo 
chyba źle cię zrozumiałam.
-  Richard prosił, żebym wstępnie oceniła kandydatów.
-  I dlatego natychmiast rzucasz wszystkie inne sprawy?
-  Niczego nie rzucam - broniła się Melanie. - Przesunęłam 
tylko kilka spotkań. To nic takiego. Często przecież zdarzają 
się podobne sytuacje.
-  Coś mi mówi, że od tej pory będą się zdarzały jeszcze 
częściej.
-  Jeśli nawet, to przecież Richard będzie nam dobrze płacił, 
prawda?
-  A ty będziesz tańczyła, jak on ci zagra - stwierdziła Becky. - 
Nie podoba mi się to. Tak samo jak nie spodoba się tym 
wszystkim ludziom, którzy płacą nam regularnie od wielu 

background image

miesięcy czy nawet lat. Może to nie są grube ryby, ale to nasi 
klienci.
-  Nie mam zamiaru zaniedbywać klientów - oświadczyła 
Melanie, a ujrzawszy jej sceptyczną minę, spytała: - O co 
chodzi, Becky? Myślałam, że rozumiesz, jak ważne jest dla 
nas to zlecenie.
-  Nie podoba mi się, że dla tego faceta stajesz na głowie. 
Jesteś na to za dobra.
-  Nie robię tego dla żadnego faceta, tylko dla naszego klienta 
- przypomniała Melanie.
-  Czy to znaczy, że koniec z tym przedstawieniem dla jego 
ciotki?
-  Nie całkiem - przyznała Melanie.
-  Naprawdę nie widzisz, jaka to ryzykowna gra? Jesteś 
pewna, że nie zaangażowałaś się osobiście i że Richard cię nie 
pociąga?
-  Może istotnie traktuję tę sprawę trochę osobiście. - Melanie 
zdecydowała, że nie będzie kłamać. - Chciałabym wywrzeć na 
nim piorunujące wrażenie. Pilnuję jednak, żeby sprawy nie 
wymknęły mi się z rąk.
-  Kochanie, minął dopiero jeden dzień. A jeśli chcesz znać 
moją skromną opinię, to ty już dawno niczego nie 
kontrolujesz.
-  Odwołałam kilka spotkań i posiedziałam trochę nad tymi 
teczkami, a ty od razu nazywasz to brakiem kontroli? Daj 
spokój, Becky. To nasz nowy klient i to, co robię, jest całko-
wicie uzasadnione.
-  Jeśli tak twierdzisz. - Becky nie była przekonana.
-  Tak właśnie twierdzę i... - zaczęła Melanie, ale przerwał jej 
dzwonek telefonu.
-  Mówi Winifred, sekretarka pana Carltona. Pan Carlton 
prosił, żebym odwołała spotkanie o trzeciej i przekazała, że 

background image

wieczór pozostaje bez zmian i przyjedzie po panią o wpół do 
ósmej.
-  Rozumiem, dziękuję - powiedziała Melanie, unikając 
wzroku przyjaciółki.
-  Odwołał spotkanie? - domyśliła się Becky. Melanie 
wiedziała, że Becky uważa ją za idiotkę, a co
gorsza, ona sama w tej chwili tak się właśnie czuła.
-  Wyznaczył nowy termin? - zapytała Becky.
-  Me. Może poda go wieczorem.
-  Wieczorem? - W głosie Becky brzmiało niedowierzanie.
-  Nie mówiłam ci, że z nim wychodzę? Oczywiście spotkanie 
służbowe.
-  On będzie ściskał dłonie grubym rybom na przyjęciu, a ty 
będziesz mu w tym czasie referować rezultaty swojej pracy. - 
Becky z politowaniem pokiwała głową.
-  Możemy porozmawiać w samochodzie, jadąc na spotkanie - 
broniła się Melanie, czując, że jej pewność siebie znika. - 
Albo w drodze powrotnej.
-  Jak daleko masz zamiar się posunąć, żeby utrzymać ten 
głupi kontrakt?
-  Co chcesz przez to powiedzieć? - Melanie była zaszo-
kowana słowami Becky.
-  To, co robisz, to chodzenie po linie. A biorąc pod uwagę 
błysk, jaki pojawia się w twoich oczach, kiedy tylko rozmowa 
schodzi na Richarda, obawiam się, żebyś z tej liny nie spadła, 
i to na głowę.
-  Jak możesz? To okropne! - Melanie poczuła się dotknięta 
uwagą przyjaciółki.
-  Okropne jest to, że tak pomyślałam? - dociekała Becky. - 
Jesteś moją najlepszą przyjaciółką i bardzo cię lubię. Jestem 
przerażona, bo widzę, jak niewiele brakuje, żebyś zrobiła coś, 
czego będziesz żałować.

background image

-  Martwisz się o mnie czy o firmę? - zapytała cynicznie 
Melanie.
-  Oczywiście, że o ciebie - natychmiast odpowiedziała Becky. 
- Ale jeśli ludzie zaczną uważać, że sypiasz z jednym ze 
swoich głównych klientów, to twoja reputacja jako fachowca 
również może ucierpieć.
-  Nie sypiam z Richardem.
-  Jeszcze nie. - Becky nie miała zamiaru ustąpić.
-  Od razu mu zapowiedziałam, że nie pójdę z nim do łóżka.
-  Wiesz, jak specyficzna jest nasza praca – odrzekła Becky. - 
Poświęcamy mnóstwo czasu na wykreowanie wizerunku 
klientów. Najlepiej nam to wychodzi, jeżeli ten wizerunek jest 
jak najbardziej zbliżony do prawdy. Oszustwa nam się niezbyt 
udają, bo obie jesteśmy na to za uczciwe.
- Innymi słowy, jeśli ludzie zaczną podejrzewać, że sypiam z 
Richardem, nie będzie miało żadnego znaczenia, że to 
nieprawda? - uściśliła Melanie, czując się już do końca poko-
nana.
-  Bingo! - zawołała Becky.
-  Jak mogłam się dać w to wciągnąć? - zapytała żałośnie 
Melanie, choć dobrze wiedziała, że sprawiła to przebiegłość 
Destiny i nalegania Richarda.
-  To proste. Chciałaś oddać przysługę przyjaciółce. Skąd 
mogłaś przypuszczać, że od pierwszego wejrzenia oszalejesz z 
pożądania?
-  Nie jestem w nim zakochana - oświadczyła stanowczo 
Melanie.
-  Powiedziałam po-żą-da-nia - przypomniała Becky z 
uśmiechem. - Ciekawe, że usłyszałaś coś innego. No, skoń-
czyłam na dzisiaj i idę do domu.
-  Nie ma jeszcze trzeciej - zaprotestowała Melanie.
-  Wiem, ale potrzebujesz czasu, żeby się przygotować na 
wieczór.

background image

-  Może powinnam po prostu naciągnąć na siebie worek? - 
powiedziała Melanie.
-  Wątpię, żeby to pomogło. Wydaje się, że Richardowi to nie 
przeszkodzi, bo całkiem stracił dla ciebie głowę.
-  Do diabła, Becky! To tylko gra! - krzyknęła Melanie, ale 
odpowiedział jej cichy śmiech przyjaciółki i odgłos za-
mykanych drzwi.
Ze złością popatrzyła na stos teczek, przy których spędziła 
tyle godzin. A może polecić Richardowi na menedżera jakie-
goś idiotę? W pełni na to zasłużył. Postanowiła jednak zmusić 
go raczej, aby zaczął ją traktować poważnie. A jeśli chodzi o 
Becky, to w jednym ma niewątpliwie rację. Musi się 
pilnować, tak żeby po zakończeniu tej farsy z Richardem nie 
okazało się, że jej opinia zawodowa ucierpiała.

background image

ROZDZIAŁ 10
Wystarczyło, że Richard zobaczył wyraz twarzy Melanie, by 
zrozumiał, jak poważnym błędem było odwołanie popołu-
dniowego spotkania. Dziewczyna zachowywała się uprzejmie, 
ale tak chłodno i obojętnie jak zupełnie obca osoba. 
Zrozumiał, że jeśli natychmiast temu nie zaradzi, czeka go 
ciężki wieczór.
Na szczęście spodziewał się podobnej reakcji i miał w za-
nadrzu kilka niespodzianek, które mogłyby pomóc w rozła-
dowaniu sytuacji. Na początek wyjął zza pleców okazały 
bukiet.
-  Może ci się spodobają - powiedział z nadzieją, pilnie 
wypatrując oznak poprawy nastroju Melanie.
-  Są piękne! - Melanie ukryła twarz w pachnącej wiązance 
lilii i róż. - Wstawię je do wody - powiedziała i wyszła z 
pokoju, nawet nie spojrzawszy na Richarda.
Nie jest najgorzej, mogła mu je przecież rzucić w twarz. 
Rozejrzał się po saloniku. Był umeblowany antykami i zupeł-
nie współczesnymi sprzętami, przy czym widać było, że oso-
ba, która je wybrała, ma znakomite wyczucie kolorów. Cho-
ciaż Richard nie zdecydowałaby się na urządzenie własnego 
domu w takim stylu, z zaskoczeniem stwierdził, że wnętrze 
sprawia bardzo miłe wrażenie. Gdyby ten wieczór nie był taki 
ważny dla Destiny, najchętniej wcale by się stąd nie ruszał.
Melanie wróciła z kwiatami w dużym, kryształowym wazonie 
i postawiła je na szklanym blacie stolika do kawy. Znowu 
wtuliła w nie na chwilę twarz.
-  Powinniśmy już iść - oznajmiła wreszcie oficjalnym tonem, 
co go zirytowało.
-  Dobrze, ale najpierw musimy się pozbyć tego tonu -mruknął 
i pocałował ją.

background image

Przez krótką chwilę próbowała się opierać, ale kiedy Richard 
wypuścił ją wreszcie z uścisku, patrzyła na niego już nieco 
cieplejszym wzrokiem.
-  To było nie fair - powiedziała jednak oskarżycielsko.
-  To była ostatnia deska ratunku. Nie umiałem wymyślić nic 
innego.
-  Skoro musiałeś odwołać spotkanie, mogłeś przynajmniej 
powiedzieć, że ci przykro. Całe przedpołudnie przy-
gotowywałam się do niego, a teraz zastanawiam się, czy ciebie 
w ogóle interesuje moja opinia. Jeżeli nie będziesz mnie 
traktował poważnie, nasza współpraca nie ma sensu. Odejdę. 
Właśnie tego się spodziewał.
-  Ależ traktuję cię poważnie - zapewnił. - Gdyby tak nie było, 
nie prosiłbym, żebyś się tym zajęła. Jeżeli jednak mamy razem 
pracować, musisz zrozumieć, że mój rozkład dnia jest płynny. 
Ciągle coś się dzieje i muszę reagować, gdy pojawiają się 
nieoczekiwane możliwości, albo gdy coś się wali. Dziś 
miałem dwie godziny na złożenie oferty kupna firmy, którą od 
lat próbuję zdobyć. Termin mijał o piątej i niemal do tej pory 
rozmawiałem z prawnikami.
-  W porządku. - Wydawało się, że Melanie jest usatysfa-
kcjonowana tym tłumaczeniem. - Przesadziłam, ale bardzo rai 
zależało, żeby wywrzeć na tobie wrażenie. To była pierwsza 
okazja. Poza tym zezłościła mnie twoja pewność, że rzucę 
wszystko inne i zajmę się tylko tym, o co mnie prosiłeś. W 
dodatku nie zadałeś sobie trudu, żeby polecić sekretarce 
ustalenie nowego terminu.
-  To dlatego, że i tak mieliśmy się spotkać. Liczyłem na to, że 
te kwiaty złagodzą twój gniew.
-  Przyznaję, to miły gest, wolałabym jednak kilka szczerych 
słów. Ale ty pewnie nie jesteś przyzwyczajony do prze-
praszania? - Popatrzyła mu w oczy.

background image

-  Kiedy trzeba, umiem przeprosić - rzekł zakłopotany 
trafnością jej spostrzeżenia.
Miała rację, nie był przyzwyczajony, by krytykowano jego 
zachowanie. Jak to ujęła Destiny? Zbyt wielu ludzi gotowych 
było spełniać wszystkie jego zachcianki? Pomyślał nagle, że 
branie pod uwagę uczuć innych to coś zupełnie nowego i 
zapewne poniżającego. Na to w każdym razie wskazywał 
dzisiejszy wieczór.
-  A często ci się to zdarza? - zapytała kwaśno. - Raz do roku 
czy rzadziej?
-  Rzadziej - przyznał, wzruszając ramionami. - Przepraszam, 
że odwołałem spotkanie, ale prawdę mówiąc, w ogóle nie 
powinienem się z tobą dzisiaj umawiać. Miałem napięty plan. 
Umówiłem się z tobą tylko dlatego, że wiedziałem, jak bardzo 
zależy ci, by zacząć. Chciałem też dać ci znać, że mam zamiar 
słuchać twoich rad.
-  Naprawdę? - Melanie rozpogodziła się wreszcie.
-  Tylko niech ci się nie przewróci w głowie. Powiedziałem, że 
będę słuchał twoich rad, ale nie wspomniałem, że będę 
postępował zgodnie z nimi.
-  Od czegoś trzeba zacząć. - Uśmiechnęła się. - Myślałam, że 
odwołałeś spotkanie, bo i tak nie ma znaczenia, co powiem.
-  Naprawdę chcę wysłuchać twojej opinii. Opowiesz mi 
wszystko podczas jazdy. Masz dziesięć minut.
-  Będę się streszczać. Jest zresztą tylko kilka osób godnych 
zainteresowania. Cóż za elegancja - powiedziała na widok, 
stojącej przed wejściem limuzyny.
-  Przekonałem się, że to bardzo wygodne, jeśli chce się w 
drodze popracować albo poświęcić całą uwagę osobie to-
warzyszącej - dodał, patrząc jej w oczy.
-  Jak mam się skoncentrować na pracy, kiedy mówisz takie 
miłe rzeczy?

background image

-  A może odłożymy sprawy służbowe na później i wrócimy 
do całowania? - zapytał, przekonany, że całowanie Melanie 
nigdy w życiu mu się nie znudzi.
-  Raczej nie. - Melanie odsunęła się. - Nie zatrudniłeś mnie 
przecież ze względu na mój talent do całowania.
-  Jesteś pewna? - Roześmiał się. - Mamy przecież dwie 
umowy, pamiętasz?
-  Ani przez moment o tym nie zapomniałam, a w nocy pewno 
nie da mi to zasnąć. - Popatrzyła na niego zmieszana.
-  Pomyślałem to samo. - Spojrzał z nadzieją. - A skoro oboje 
nie będziemy mogli zasnąć, to może spędźmy tę noc razem?
-  Nic z tego - odparła. Lodowaty głos i chłodne spojrzenie 
miały ostudzić jego zapały.
Gotów był uwierzyć, że Melanie naprawdę nie ma ochoty na 
jego towarzystwo, ale zdradził ją krótki, ledwie dostrzegalny 
błysk w oczach. Richard miał nadzieję, że namiętność, którą 
próbowała stłumić, dojdzie do głosu. Pragnął dotrwać do tej 
chwili, nie tracąc panowania nad sobą. Na razie jakoś sobie 
radził, ale każda chwila spędzona w pobliżu Melanie czyniła 
go coraz mniej odpornym.
Pierwszą osobą, na którą natknęli się po wejściu do sali 
recepcyjnej w hotelu, okazał się Mack. Melanie odniosła na-
wet wrażenie, że specjalnie na nich czekał. Chwycił Richarda 
za ramię i wyciągnął obydwoje na zatłoczony korytarz.
-  Przygotujcie się - ostrzegł ich ponuro. - Tam jest Pete 
Forsythe. Zachowuje się jak lis w kurniku. Tylko na was 
spojrzy i już będzie miał gotowy jutrzejszy nagłówek.
-  Cudownie - jęknęła Melanie, ale natychmiast się roz-
promieniła. - Możemy wykorzystać jego obecność.
-  W jaki sposób? - Obaj mężczyźni popatrzyli na nią 
zaskoczeni.

background image

-  Forsythe goni za smakowitym kąskiem, więc dajmy mu coś. 
Powiedzmy, że zdecydowałeś się kandydować w wyborach do 
władz miasta i zatrudniłeś mnie jako doradcę.
-  Nie jestem gotowy, żeby to ogłosić - zaprotestował Richard. 
- Chciałem to zrobić dopiero w połowie stycznia.
-  Niczego nie będziesz musiał ogłaszać - wyjaśniła spokojnie 
Melanie. - Przyznasz tylko, o czym i tak wszyscy wiedzą, że 
myślisz o kandydowaniu. W ten sposób potwierdzisz 
zawodowy charakter naszej znajomości i zakończysz speku-
lacje na temat romansu. Prawda okaże się tak nieciekawa, że 
być może Forsythe nawet tego nie opublikuje.
-  Bardzo chytrze - przyznał Mack. - Posłuchaj jej, Richardzie. 
Znam tego gościa. Żywi się skandalami i historyjkami o 
podtekście seksualnym. To, o czym mówiła Melanie, nie 
zainteresuje jego czytelników.
-  No dobrze, chodźmy - zgodził się w końcu Richard.
- Sprzedamy mu naszą nudną historię. Mam tylko nadzieję, że 
Destiny nie opowiedziała mu już czegoś innego.
-  Na przykład czego? - zapytała Melanie, choć nie była 
pewna, czy naprawdę chce to wiedzieć.
-  Tego, że wkrótce planujemy zaręczyny - wyjaśnił Richard.
-  Przecież widziała nas razem tylko raz. - Melanie uważała 
przypuszczenie Richarda za idiotyczne.
-  Niestety, Richard może mieć rację - poparł brata Mack.
- Destiny ma bardzo żywą wyobraźnię. Jeśli uznaje, że sy-
tuacja tego wymaga, bez oporów ubarwia rzeczywistość, a już 
na pewno nie przepuści okazji, by nadać waszemu romansowi 
nieco rozpędu.
-  Forsythe nas nie widział, jeszcze możemy się wycofać
- zaproponował Richard.
-  Wykluczone. To najgorsze, co moglibyśmy zrobić - za-
protestowała Melanie. - Gdyby ten facet się o tym dowiedział, 

background image

dopiero zacząłby węszyć! Pewnie od razu by sprawdził, czy 
jesteśmy na liście gości i czy nie wymknęliśmy się na górę. 
-  Naszych nazwisk nie ma na liście - rzekł Richard. -   Chyba 
że...
-  Nawet o tym nie myśl - przerwała mu Melanie, podczas gdy 
Mack starał się stłumić śmiech. - To zresztą nie ma znaczenia. 
Forsythe i tak uzna, że przekupiłeś obsługę, a jutro rano 
przeczytamy, jak to wymknęliśmy się, żeby wreszcie być 
sami. Musimy tam wejść jak ludzie o czystym sumieniu, 
niczego nieukrywający, co akurat jest prawdą. W tej sali ze-
brało się mnóstwo osób. Może uda się nam przywitać i poroz-
mawiać, z kim trzeba, a potem pokręcić się trochę, żeby nas 
zauważono i wyjść, nie zbliżając się nawet do Forsythe'a. 
Niech usłyszy od innych, że byliśmy razem.
-  Melanie ma rację. Pójdę przodem i spróbuję go przyblo-
kować - obiecał Mack, nie kryjąc, że niecierpliwie czeka na 
rozwój wydarzeń.
-  Myślałem, że raczej chowa się za tymi rosłymi napastnikami 
- mruknął Richard.
-  Bardzo śmieszne - skomentował Mack. - Cokolwiek masz 
na ten temat do powiedzenia, i tak ja mam większe 
doświadczenie.
-  W unikaniu Pete'a Forsythe'a czy w blokowaniu?
-  W obu tych sprawach - odparł stanowczo Mack.
-  A przy okazji, z kim przyszedłeś? - zapytał Richard.
-  Z nikim. Nie daję pożywki wyobraźni Destiny. Poza tym 
dzisiaj jest twój dzień - przypomniał Mack. - Zwłaszcza 
gdybyś się zdecydował ogłosić zaręczyny.
-  Poczekaj, kiedyś ciotka zajmie się i tobą. A wtedy poża-
łujesz, bo zrobię wszystko, żeby jej pomóc. - Richard spojrzał 
ponuro na brata.

background image

-  Nie jestem pewna, czy rozsądne jest zrażanie do siebie 
kogoś, kto chce się rzucić pomiędzy nas i Forsythe'a - za-
uważyła Melanie.
-  Dobrze, braciszku. Rób, co do ciebie należy i pomóż nam 
dotrzeć do Destiny - poddał się Richard.
Doświadczenie z boiska wyraźnie okazywało się przydatne, 
gdyż Mack nadzwyczaj sprawnie poruszał się w zatłoczonej 
sali. Po chwili wszyscy troje znaleźli się przy stole prezy-
dialnym, za którym królowała Destiny w towarzystwie kilku 
dżentelmenów. Zaskoczona Melanie ujrzała wśród nich wy-
sokiej rangi doradcę prezydenta i dwóch senatorów. Poczuła 
się nagle jak Alicja, która wypadając z króliczej nory, trafiła 
na herbatkę u Szalonego Kapelusznika. Z całą pewnością nie 
było to towarzystwo, w którym obracała się na co dzień.
Destiny powitała przybyłych serdecznym uśmiechem, a potem 
dokonała prezentacji, z której można by wywnioskować, że 
Melanie jest właścicielką jednej z najlepszych agencji w 
swojej branży, z siedzibą przy Madison Avenue w Nowym 
Jorku. Mężczyźni odruchowo spojrzeli na nią z szacunkiem, 
którego na ogół nie wzbudzała samym swym nazwiskiem. 
Zwykle, chcąc pracować dla ludzi tak wysoko postawionych, 
musiała udowadniać, że świetnie się do tego nadaje. A na 
razie nie udało się jej o tym przekonać nawet Richarda.
-  Richardzie, ty stary lisie! - powitał go senator Furhman. - 
Widzę, że tobie należy zostawiać wybór doradców. Znalazłeś 
piękną i zdolną kobietę, podczas gdy my wszyscy musimy 
współpracować z łysymi starcami. Pogratulować, mój drogi!
Melanie była ciekawa odpowiedzi Richarda, bo dużo z niej 
mogła wywnioskować. I to nie tylko na temat jego taktu i 
dyplomacji, ale również, co myśli o jej kwalifikacjach 
zawodowych, choć nie miał w zasadzie okazji do wyrobienia 
sobie zdania w tej kwestii.

background image

-  Proponuję, żeby i pan ją zatrudnił. - Richard spojrzał 
senatorowi w oczy i uśmiechnął się. - Ale dopiero wtedy, 
kiedy wygram wybory i obejmę urząd.
-  A więc zdecydowałeś się wystartować w wyborach do 
władz miasta? - zapytał doradca prezydenta.
-  Zdecydowałem się to rozważyć - sprostował Richard, 
zgodnie z tym, co ustalił z Melanie.
Przysłuchując się rozmowie, Melanie doszła do wniosku, że 
Richard będzie z pewnością pojętnym uczniem, co bardzo 
ułatwi jej pracę.
-  Dlaczego nie startujesz do Kongresu? - chciał wiedzieć 
senator Furhman. - Człowiek twojego kalibru tylko traci czas 
na zaczynanie wszystkiego od najniższego szczebla.
-  Żadne działanie na rzecz społeczeństwa, bez względu na to, 
na jakim poziomie, nie jest stratą czasu - oznajmił Richard 
zdecydowanie.
-  Oczywiście, oczywiście, masz rację - szybko przytaknęli 
wszyscy trzej mężczyźni.
Melanie uśmiechnęła się, zadowolona ze sposobu, w jaki 
Richard poradził sobie z politykami, nie urażając ich. Wie-
działa, że będzie doskonałym kandydatem i że nikomu nie 
pozwoli wyprowadzić się z równowagi.
-  Panowie wybaczą, ale mamy z Melanie wiele spraw do 
omówienia. - Richard nachylił się i pocałował Destiny. 
-Przykro mi, ale nie możemy dłużej zostać.
Melanie i Mack zupełnie się tego nie spodziewali, ale Richard 
posłał im porozumiewawcze spojrzenie.
-  Jesteś gotowa, skarbie? - zapytał.
Zaskoczył ją tą ostentacyjną czułością. Nie wiedziała, czy 
było to przeznaczone dla uszu Destiny czy dla towarzyszących 
jej dżentelmenów. A może dla samego Pete'a Forsythe'a?
-  Kochanie. Jesteś gotowa? - ponaglił Richard.

background image

-  Oczywiście. - Wciąż oszołomiona, kiwnęła głową. -Po co to 
zrobiłeś? - zapytała, gdy czekali już na ulicy na limuzynę.
-  Masz na myśli pośpiech, z jakim wyszliśmy?
-  To też, ale pytam przede wszystkim o twoje aluzje do 
sposobu spędzenia tego wieczoru. Myślałam, że zdecydowa-
liśmy się unikać wszystkiego, co mogłoby świadczyć o rym, 
że łączy nas coś więcej niż sprawy służbowe.
-  Chodziło mi o Destiny, a na to przecież się zgodziłaś.
-  Ale słyszeli cię również inni. Już na pewno szukają 
Forsythe'a, żeby mu o wszystkim donieść.
-  Dosyć mam już przejmowania się Forsythe'em -oświadczył 
Richard ze zniecierpliwieniem.
-  Nie możesz sobie na to pozwolić! - żachnęła się Melanie. - 
Musisz wykorzystywać media dla własnych celów, a nie 
dostarczać im materiału do plotek. Myślałam, że zgodziłeś się 
słuchać moich rad.
-  Owszem, i właśnie dlatego wyszliśmy. Chcę cię wysłuchać i 
przemyśleć twoje propozycje. Umieram z głodu, może kupimy 
coś do jedzenia i pojedziemy do ciebie?
Melanie zmarszczyła brwi.
-  Mam nadzieję, że nie chodzą ci po głowie żadne głupie 
myśli? - zapytała.
-  Szczerze mówiąc, chodzą. - Richard roześmiał się. 
-Zadowolę się jednak przejrzeniem teczek, które ci rano da-
łem. Czy mam inne wyjście?
-  Naprawdę wiesz, jak zabawić dziewczynę. - Melanie 
pokiwała głową.
-  Zanim się jeszcze bardziej naburmuszysz, poczekaj, aż 
zobaczysz, co chcę zamówić. Zapewniam, że będzie to dużo 
smaczniejsze niż ten gumowy kurczak na przyjęciu. Boże, co 
za obrzydlistwo!
-  Jeśli tak mówisz... - Ciągle nie była pewna jego intencji. 
Wsiadła do limuzyny, a Richard, zanim zajął miejsce obok

background image

niej, porozmawiał przez chwilę z kierowcą.
-  Pojedziemy do ciebie, a kierowca przywiezie nam kolację - 
oznajmił.
Nareszcie znaleźli się poza zasięgiem czujnych oczu Destiny i 
Forsythe'a. Mogli też wreszcie porozmawiać o pracy. Zamiast 
się jednak cieszyć z tego, Melanie martwiła się, co będzie, 
kiedy zmysły obydwojga znów dadzą o sobie znać, a w 
pobliżu nie będzie nikogo, kto mógłby ich przywołać do 
porządku.
-  Lepiej, żebyś się przebrała, zanim zasiądziemy do kolacji - 
powiedział Richard, kiedy znaleźli się w salonie.
Popatrzyła na niego podejrzliwie, ale on tylko się uśmiechnął.
-  Nie powiedziałem przecież, żebyś włożyła peniuar. Jeśli 
jednak chcesz to zrobić, nie będę się sprzeciwiał. Mam słabość 
do kobiet w koronkach i atłasach.
-  Nie rozmarzaj się - przywołała go do porządku. - Myślałam 
raczej o dresie.
-  Wybierz jakiś znoszony, bo to, co zamówiłem, nie pasuje do 
eleganckich strojów. Ale jeżeli lubisz ryzyko... - Znowu się 
uśmiechnął, widząc jej zaskoczenie.
-  Co takiego mogłeś zamówić? - zapytała, bo jego wesołość 
wydawała się jej podejrzana.
-  To niespodzianka, ale myślę, że będziesz zadowolona.
-  Za mało wiesz o moich gustach, żeby tak twierdzić.
-  Ty masz swoje źródła informacji, ja swoje. Idź się przebrać, 
chyba że wolisz zaryzykować. Przygotuję coś do picia. Masz 
czerwone wino?
Kupiła kilka butelek jego ulubionego wina, mając nadzieję, że 
nadarzy się okazja tak jak ta, lecz teraz wcale nie była z tego 
dumna.
-  W kuchni jest stojak na wino. Nie mam takiego wyboru jak 
ty, ale jestem pewna, że coś znajdziesz.

background image

Richard poszedł do kuchni, a ona pobiegła do sypialni. Duma 
nie pozwoliła jej założyć dresu, ubrała się więc w obcisłe 
dżinsy i sweter.
Kiedy schodziła na dół, usłyszała otwieranie drzwi. Kierowca 
właśnie wchodził do środka z dwiema dużymi torbami. Z 
niedowierzaniem popatrzyła na dobrze sobie znane logo na 
torbach.
-  Zamówiłeś barbecue z Ohio? - upewniła się, kiedy Richard 
odebrał torby od kierowcy.
-  Doszedłem do wniosku, że jestem ci coś winien za 
odwołanie spotkania, a twoja asystentka powiedziała, że to 
uwielbiasz. Chciałem, żebyś się uśmiechnęła, ale ty jesteś od 
tego jak najdalsza - stwierdził, przyglądając się jej badawczo.
-  Chwileczkę. - Musiała to przemyśleć, bo zamówienie 
kolacji z Ohio, tak jakby to była budka za rogiem, zrobiło na 
niej wrażenie. - Kiedy rozmawiałeś z Becky?
-  Wiedziałem, że będziesz rozczarowana, gdy odwołam 
spotkanie. Chciałem ci to jakoś wynagrodzić, więc zasięg-
nąłem języka u Becky, bo zależało mi na tym, by sprawić ci 
radość. A kiedy upewniłem się, że zdążą dostarczyć zamó-
wienie, Winifred zadzwoniła do ciebie.
Nic dziwnego, że Becky tak się zmartwiła, pomyślała. 
Wiedziała, jaką ekstrawagancką niespodziankę planuje Ri-
chard, i zdawała sobie sprawę, jakie uczucia wzbudzi w 
Melanie mężczyzna, który zdobędzie się na coś tak zaska-
kującego.
-  Nadal nie widzę uśmiechu - stwierdził Richard, patrząc na 
nią spod zmrużonych powiek. - Ale lubisz to barbecue, zgadza 
się?
-  To jedna z tych rzeczy, których najbardziej mi brakuje, 
odkąd wyjechałam z domu.
-  Tak właśnie utrzymuje Becky.

background image

-  Zadałeś sobie tyle trudu. - Wciąż była pod wrażeniem tego, 
co zrobił. - Taka przesyłka lotnicza musi kosztować majątek.
-  A od czego są firmowe odrzutowce? - zażartował. -Ale 
następnym razem to my polecimy do Ohio. Zjemy twój 
przysmak na miejscu, a poza tym będziesz mogła spotkać się z 
rodziną.
Melanie była oszołomiona. Aż do tej chwili nie uświadamiała 
sobie, co to znaczy być kimś takim jak Richard Carlton, kimś, 
kto dla kaprysu może się dopuszczać takich ekstrawagancji. 
Już wcześniej niepokoiło ją to, co do niego czuła, ale teraz 
była wprost przerażona. Łatwo było dać się uwieść takim 
gestom. A przecież zaangażowanie się w związek z 
człowiekiem pokroju Richarda Carltona było niebezpieczne.
Sięgnęła po kieliszek wina i wypiła duży łyk.
-  Masz mi za złe, że to zrobiłem? Myślałem, że się ucieszysz.
-  Cieszę się. - Popatrzyła mu w oczy i nareszcie się 
uśmiechnęła. - Prawdę mówiąc, nikt jeszcze nie zrobił dla 
mnie czegoś tak miłego i szalonego. To bardzo uwodzicielskie 
- dodała, zanim zastanowiła się, jak to zabrzmi.
-  Naprawdę? - Richard wydawał się zaintrygowany. -Jak 
bardzo?
-  Nawet o tym nie myśl! - Zmarszczyła brwi. - Chciałam 
tylko powiedzieć, że nie wiem, jak się zachować.
-  Najlepiej zacznij jeść - zaproponował.
-  Doskonale rozumiesz, o co mi chodzi. Nie wiem, jak się 
zachować, kiedy robisz takie rzeczy. To za wiele dla mnie.
-  To tylko kolacja na wynos.
-  Z Ohio! Z mojej ulubionej restauracji, w której święto-
waliśmy z przyjaciółmi najważniejsze wydarzenia.
-  Czy byłabyś bardziej zadowolona, gdybym zamówił 
jedzenie u Chińczyka za rogiem?
-  Nie, ale byłoby to zwyczajne i zrozumiałe.

background image

-  Chciałaś powiedzieć, że nie budziłoby w tobie niepokoju, 
prawda? - Delikatnie ucałował jej dłoń. - Byłoby zwyczajne i 
przez to łatwe do przyjęcia. Dlaczego koniecznie chcesz się 
czuć w moim towarzystwie zwyczajnie? - zapytał.
-  Bo to, co robimy, to tylko gra. Tak się umówiliśmy.
-  A barbecue z Ohio coś zmienia ?
- Wszystko - oznajmiła, obawiając się, że zabrzmiało to 
niewdzięcznie.
-  Mam więc to wyrzucić? - zapytał, biorąc torby ze stołu.
-  Nie waż się! - Wyrwała mu torby z rąk. - Nie wiem 
wprawdzie, dlaczego zamówiłeś kolację w Ohio, ale z pew-
nością mam na nią ochotę.
-  Przynieść serwetki? - zapytał z uśmiechem.
-  Przynieś, tylko dużo. Tego się nie da zjeść bez pobrudzenia 
się.
Otworzyła torby. W środku były żeberka, sałatka colesław, 
sałatka ziemniaczana i pieczywo kukurydziane, a wszystko w 
ilości wystarczającej do nakarmienia co najmniej kilku osób.
-  Spodziewasz się towarzystwa? - zapytała z niedowie-
rzaniem.
-  Pomyślałem, że jeśli będzie ci smakowało, to na pewno 
chętnie zostawisz sobie trochę na później. A poza tym obieca-
łem Becky, że jeśli dochowa tajemnicy, to też na tym skorzy-
sta.
-  Jeśli zdołała cię na to naciągnąć, może to właśnie ona 
powinna negocjować nasz kontrakt? - zauważyła Melanie.
-  Moim zdaniem sama radzisz sobie całkiem dobrze.
-  Dziękuję. A teraz zdejmij krawat, podwiń rękawy i zrób 
sobie śliniak z serwetki.
Richard uśmiechnął się. Zrobił, co kazała, i od razu zaczął 
wyglądać zwyczajniej. Wydawał się odprężony... i bardziej 
pociągający. O Boże, daj mi siłę, poprosiła Melanie w duchu.

background image

-  Dziękuję za jedzenie - powiedziała. - To taka mała modlitwa 
przed posiłkiem - wyjaśniła, widząc jego pytający wzrok.
W oczach Richarda błysnęły wesołe iskierki, a ona zaczęła 
podejrzewać, że domyślał się, iż modli się także o zupełnie co 
innego.
-  Melanie?
-  Tak? - zapytała, delektując się doskonale przyprawioną 
wieprzowiną i pilnując, by pomrukiwać z zadowolenia.
-  Spójrz na mnie - polecił.
Zrobiła to i zadrżała, widząc, jak na nią patrzy.
-  O co chodzi? - zapytała.
-  Ostrzegam cię, bo chcę być w porządku. Musisz wiedzieć, 
że na ogół zachowuję się zupełnie inaczej i starannie unikam 
kłopotów. Ale przy tobie pragnę czegoś innego.
Melanie z namysłem kiwnęła głową.
-  Myślę, że to rozumiem - szepnęła.

background image

ROZDZIAŁ 11
Kiedy Richard następnego dnia pojawił się w biurze, Destiny 
już tam była. Nie zdziwił się, bo wiedział, że ciekawość nie 
pozwoli jej czekać, aż on zechce się z nią skontaktować. 
Nieczęsto przecież wymykał się z ważnych spotkań, porzuca-
jąc towarzystwo czołowych polityków i przedstawicieli biz-
nesu po to, żeby być z kobietą. Był przekonany, że takim 
zachowaniem zrobił na ciotce wrażenie i przekonał ją, jak 
poważnie traktuje Melanie.
Cała ta sprawa zaczęła się jako gra. Chodziło o przekonanie 
Destiny, że osiągnęła swój cel. Z czasem jednak przestało to 
mieć znaczenie, a ostatniej nocy Richard zrozumiał, że sprawy 
wzięły poważny obrót. Zaplanowana podwójna gra, mająca 
przekonać Destiny, że romans jest prawdziwy, a zarazem 
upewnić Melanie, że tak nie jest, okazała się nazbyt 
skomplikowana. A przecież to w obawie przed komplikacjami 
właśnie Richard przez całe swe dotychczasowe życie unikał 
wszelkich podstępów zarówno w interesach, jak i w sprawach 
osobistych.
- Dobrze się bawiliście wczoraj wieczorem? - zapytała bez 
wstępów Destiny, a błysk w jej oczach zdradzał, że oczekuje 
pikantnych szczegółów.
-  Bardzo dobrze - odparł obojętnie.
-  Robiliście coś szczególnego?
-  Słyszałaś już o kolacji, prawda? - Richard rzucił jej szybkie 
spojrzenie.
-  O tym, że wysłałeś do Ohio samolot po jej ulubione 
barbecue? Tak, słyszałam i muszę cię pochwalić. To było 
naprawdę miłe. Sama nie doradziłabym ci niczego lepszego, 
gdybyś mnie poprosił o pomoc.
-  Czy wszyscy moi pracownicy figurują również na twojej 
liście płac?

background image

-  Jeżeli pytasz, czy dla mnie szpiegują, to odpowiadam, że 
nie. Staram się jednak być dobrze poinformowana w sprawach 
dotyczących moich bratanków. A ludzie potrafią być bardzo 
pomocni, gdy jest się dla nich miłym.
Richard słyszał ukrytą w tych słowach krytykę, ale nie był w 
nastroju do dyskusji z ciotką.
-  Zajmij się sobą i przestań wtrącać się w moje życie. Będę ci 
za to bardzo wdzięczny.
-  Może kiedyś tak zrobię. Jednak muszę być pewna, że ty i 
twoi bracia jesteście szczęśliwi.
-  Będziemy o wiele szczęśliwsi, kiedy przestaniesz wtykać 
nos w nasze sprawy.
-  Czyżby? - zapytała z powątpiewaniem Destiny. - Gdyby nie 
ja, nie spotkałbyś Melanie. Odpowiedz, mój drogi, tylko 
szczerze. Czy byłeś szczęśliwszy, zanim się pojawiła w twoim 
życiu?
-  Miałem spokój - powiedział, ale zdawał sobie sprawę, że tak 
naprawdę był bardzo samotny. Melanie pojawiła się w jego 
życiu tak niedawno, a już nie potrafił sobie wyobrazić bez niej 
życia.
-  Nie o to chodzi, chociaż, prawdę mówiąc, uważam, że 
miałeś zbyt wiele spokoju.
-  Mnie to odpowiadało - skłamał, choć wiedział, że ciotki nie 
przekona.
-  W twoim życiu pojawiła się Melanie i liczę na to, że tego 
nie zepsujesz.
-  Wątpię, żebyś mi na to pozwoliła.
-  Zrobię wszystko, by do tego nie dopuścić - przyznała. - 
Przypominam ci, że nadchodzą święta. Czy Melanie przyjdzie 
do nas na świąteczną kolację?
-  Masz na myśli tradycyjne świąteczne szaleństwa Carl-
tonów? - W głosie Richarda słychać było napięcie.
Destiny zmarszczyła brwi, słysząc jego ton.

background image

-  Kocham święta. Podaj mnie za to do sądu, jeśli chcesz, choć 
przecież i ty je lubisz.
-  Przypuszczam, że jeśli jej nie zaproszę, ty to zrobisz 
-burknął, udając, że idzie na ustępstwo, chociaż i tak planował 
zaprosić Melanie i na Wigilię, i na świąteczne śniadanie.
- Mam nadzieję, że jednak zrobisz to ty. Pamiętaj, że do 
kolacji siadamy o ósmej, a następnego dnia śniadanie jest o 
jedenastej. Wtedy też otworzymy prezenty. Nie zapomnij 
kupić czegoś atrakcyjnego dla Melanie. Zrób to sam, nie 
wysyłaj Winifred.
-  Co roku od dwudziestu lat jest tak samo, powinienem więc 
zapamiętać - mruknął.
-  Tradycja to ważna rzecz. Kiedyś to docenisz.
Richard zamyślił się i uznał, że ciotka ma prawdopodobnie 
rację. Wyobraził sobie lata życia z Melanie i zwyczaje, jakie 
mogliby stworzyć dla swojej rodziny. Szybko jednak odsunął 
od siebie te myśli, stwierdziwszy, że musi bardziej uważać, by 
sprawy nie wymknęły mu się spod kontroli. Przyszło mu 
jednak do głowy, że może wczorajszego wieczoru Melanie 
próbowała mu powiedzieć, że to się już stało. Obawiał się, że 
miała rację.
W chwili gdy Melanie wróciła ze spotkania z klientem, 
zadzwonił telefon.
-  To Richard, odbierzesz tutaj czy u siebie? - zapytała Becky. 
- Nie mogę się doczekać, żeby usłyszeć, jak wypadła 
wczorajsza kolacja. Pytałam Richarda, ale nie chciał powie-
dzieć, czy mu się z tobą udało.
-  Proszę, powiedz, że go o to nie zapytałaś! - zawołała 
Melanie.
-  Nie tak dosłownie - uśmiechnęła się Becky.
-  Odbiorę u siebie. - Odetchnęła z ulgą, unikając badawczego 
spojrzenia przyjaciółki, która znała ją zbyt dobrze, żeby dać 
się oszukać.

background image

-  Dzień dobry - zaczęła energicznym głosem. W prze-
ciwieństwie do wczorajszego wieczoru, dzisiaj postanowiła 
traktować Richarda chłodno i oficjalnie. - Przepraszam, że 
musiałeś czekać, ale dopiero w tej chwili wróciłam ze spotka-
nia.
-  Czy Becky stoi obok ciebie i słucha? - zapytał Richard. - 
Odniosłem wrażenie, że bardzo ją interesuje, jak się udała 
wczorajsza kolacja.
-  Skoro wtajemniczyłeś ją w swoje plany, nie rozumiem, 
dlaczego teraz się dziwisz.
-  Więcej już nie popełnię tego błędu. Nie odpowiedziałaś mi 
jednak, czy ona tam stoi.
-  Jestem w swoim gabinecie i nawet zamknęłam drzwi.
Wątpię, żeby mogła mnie słyszeć, nawet jeśli przyłoży do nich 
ucho - powiedziała głośniej, a wtedy od strony sekretariatu 
dało się słyszeć oburzone prychnięcie. - W czym mogę ci 
pomóc?
-  Musimy porozmawiać o świętach. To już w przyszłym 
tygodniu.
-  Winifred wpisała ci to do kalendarza?
-  Rano odwiedziła mnie Destiny.
-  To wszystko tłumaczy. Destiny skrzykuje rodzinę.
-  Oczekuje, że przyłączysz się do nas. Obiecałem, że cię 
zaproszę.
Zupełnie ją zaskoczył. Święta to taki szczególny czas. 
Spędzanie ich z jego rodziną wydało się jej zbyt intymne. Nie 
była pewna, czy uda się jej przez to przebrnąć.
-  Nie uważasz, że to przesada? - zapytała.
-  Ciotka musi uwierzyć, że naprawdę jesteśmy razem, a ty nie 
jedziesz przecież do domu, prawda?
-  Nie, ale...
-  W takim razie nic nie stoi na przeszkodzie, żebyś nas 
odwiedziła. Muszę przyznać, że Destiny potrafi urządzić 

background image

święta jak nikt. Zobaczysz. Będzie miła atmosfera i doskonałe 
jedzenie.
-  Nie obawiam się kiepskiego jedzenia ani też tego, że będzie 
nudno.
-  A więc o co chodzi?
-  O to, że znowu będziemy kłamać. I to w święta - dodała, 
jakby kłamstwo w dni świąteczne było cięższym przewi-
nieniem.
-  Wierz albo nie, ale ja też nie mam zwyczaju kłamać. To 
jednak wyjątkowa sytuacja.
-  Wcale nie jakoś szczególnie wyjątkowa. A ja za każdym 
razem czuję się coraz bardziej nie w porządku.
-  Może powinniśmy trochę przyspieszyć - oznajmił po długim 
milczeniu.
Melanie nie dała się zwieść jego spokojnemu tonowi.
-  Co chcesz przez to powiedzieć? - zapytała.
-  Zastanowię się nad tym, a ty obiecaj, że przyjdziesz.
-  Jesteś pewny, że to dobry pomysł?
-  Nie widzę innego wyjścia - odparł zaskakująco pogodnym 
głosem. - Gdybyś nie przyszła, byłoby to dziwne i rów-
noznaczne z przyznaniem, że nie traktujemy naszej znajomo-
ści poważnie.
-  Widzę, że zaczyna ci się to wszystko podobać. - W Melanie 
obudziły się podejrzenia.
-  Postępuję tak, bo muszę. Zaufaj mi - poprosił, ale nie 
zabrzmiało to szczerze.
-  Nie wiem, czy zasługujesz na zaufanie.
-  Musisz jednak przyznać, że nie pomyliłem się co do 
Destiny. Jej zachowanie jest przewidywalne. I nie martw się. 
Nie będzie źle. Znasz przecież Destiny i Macka. Nie poznałaś 
jeszcze tylko Bena, ale on pewno będzie cię podziwiał w mil-
czeniu.

background image

-  Czyżby w rodzie Carltonów trafił się milczek? Richard 
przez długą chwilę nie powiedział ani słowa. Melanie zaczęła 
się nawet obawiać, że się obraził.
-  Ben był taki sam jak my wszyscy - odezwał się w końcu 
Richard. - Ostatnie lata były dla niego ciężkie. Nie miał 
ochoty mówić o tym, co się stało, więc my też milczeliśmy. 
Ale żebyś się nie wystraszyła, dodam, że Ben jest najprzystoj-
niejszy z nas trzech.
-  Małomówny, bogaty i przystojny. Można się od razu 
zakochać - zażartowała.
-  Pamiętaj, że jesteś nieprzytomnie zakochana we mnie.
-  No tak. Czasami już się gubię w tym wszystkim.
-  Bardzo zabawne - stwierdził bez śladu wesołości w głosie. - 
Ale myślę, że w święta przyspieszymy tak, że już nie uda ci 
się o tym zapomnieć - dodał ze śmiertelną powagą.
-  Co to ma znaczyć? - zaniepokoiła się Melanie. - Nie waż się 
zrobić czegoś głupiego. - Poczuła, że serce bije jej szybciej.
-  A cóż może wymyślić taki nudny sztywniak jak ja? - zapytał 
i odłożył słuchawkę, zanim Melanie zdążyła powiedzieć, że 
ani kiedy ją całował, ani kiedy zrobił jej tę wspaniałą 
niespodziankę, nie zachowywał się jak sztywniak.
Richard przyjechał po Melanie, aby zabrać ją na Wigilię. 
Wyglądała naprawdę prześlicznie, ubrana w prosty, szma-
ragdowozielony aksamitny kostium, który wypatrzyła w Chez 
Deux. Była jednak tak smutna, jakby czekała ją nie kolacja, 
ale gilotyna. Patrząc na jej przygnębienie, żałował, że stał się 
tego powodem.
-  Wyglądasz na przerażoną, a to przecież tylko zwykła 
kolacja. O co chodzi?
-  Ile będzie dań? - zapytała, patrząc na niego podejrzliwie.
-  Nie wiem. Nigdy ich nie liczyłem. A ma to jakieś zna-
czenie?

background image

-  Zwykła kolacja, jak to określiłeś, na ogół składa się z 
ziemniaków, mięsa i jarzyn. Ewentualnie może być jeszcze 
ciasto na deser - wyjaśniła. - Czy Destiny poda dziś coś 
takiego?
-  Wątpię, ale rozumiem, o co ci chodzi.
-  Naprawdę? Coś mi mówi, że podczas dzisiejszej kolacji ktoś 
będzie patrzył na nas wyczekująco...
-  Niewykluczone - odparł Richard.
-  I nie boisz się?
-  Dlaczego miałbym się bać? Przecież to moja rodzina.
-  Destiny także się nie boisz?
-  Czasem udaje się jej mnie przestraszyć, ale powoli za-
czynam się przekonywać do jej planu - odparł, wprowadzając 
samochód do garażu ciotki.
Popatrzyła na niego ze zdumieniem, pewna, że źle usłyszała.
-  Co powiedziałeś? - zapytała, ale Richard udał, że nie słyszy. 
Wysiadł z samochodu i otworzył jej drzwi, lecz Melanie 
nawet nie drgnęła. - Zadałam ci pytanie. - Wciąż przyglądała 
mu się spod zmarszczonych brwi.
-  Nie pozwólmy, żeby na nas czekali, porozmawiamy później.
-  Może lepiej, żeby poczekali - zauważyła, wysiadając jednak 
z samochodu.
Wszyscy już na nich czekali. Z okazji świąt nawet Ben założył 
smoking, choć się nie rozchmurzył. Richard martwił się, że 
brat wciąż pogrążony jest w czarnych myślach, Destiny jednak 
przekonywała go, że z Benem już jest lepiej.
-  Dużo o tobie słyszałem - powiedział Ben podczas powitania.
-  Doprawdy? - Melanie spojrzała pytająco na Richarda, a 
potem znów na Bena.
-  Nie od niego. Od ciotki - wyjaśnił Ben. - Wprost nie może 
się ciebie nachwalić. Mack jest zbyt zajęty swoimi kobietami, 
by choć wspomnieć, że Richard się z kimś spotyka. A sam 

background image

Richard dzwoni tylko po to, żeby się upewnić, czy nie 
umarłem z głodu.
-  Słyszałam, że jesteś bardzo utalentowany - zwróciła się do 
niego Melanie. - Z przyjemnością obejrzałabym kiedyś twoje 
prace.
-  Wpadnij na farmę. Destiny na pewno chętnie cię przywiezie 
- zaprosił Ben.
-  Jeżeli ktoś ją przywiezie, to tym kimś będę ja - burknął 
Richard, zaniepokojony tym, że Ben najwyraźniej od razu 
polubił Melanie. Przyglądając się bratu, próbował dociec, czy 
mu się spodobała, czy Ben się po prostu zmienił. Nie mógł 
jednak tego stwierdzić. Zaskoczony, że obaj jego bracia za-
akceptowali Melanie tak od razu, ucieszył się, że zadbał o to, 
aby nie było wątpliwości, do kogo ona należy. - Myślałem, że 
nie pozwalasz, aby obcy kręcili się po twojej pracowni? - 
Richard popatrzył niedowierzająco na uśmiechniętego Bena.
-  Przecież Melanie nie jest obca, prawda? Z tego, co zro-
zumiałem, właściwie należy już do rodziny. - Głos Bena 
brzmiał energicznie i figlarnie zarazem, niemal tak jak daw-
niej.
A więc Ben już wie o nim i o Melanie i chyba się z tego 
cieszy. To dobry znak.
-  Nie wierz we wszystko, co usłyszysz. Niektórzy są zbyt 
pewni siebie. - Melanie wzięła Bena pod rękę. - Mam ochotę 
na kieliszek wina. Nalejesz mi? Twój brat nie pomyślał o tym.
-  Z przyjemnością - odparł Ben i oboje z Melanie skierowali 
się w stronę barku.
Richard i Mack patrzyli na nich z rozbawieniem.
-  Przestańcie się gapić - upomniała ich Destiny. - Kto jak kto, 
ale ty, Richard, powinieneś wiedzieć, jaką niezwykłą kobietą 
jest Melanie.
-  Nie miałem pojęcia, że umie czynić cuda - odparł Richard, 
nie odrywając wzroku od Melanie rozmawiającej z jego 

background image

bratem. Przyglądając się, jak roztacza przed nim swój czar, 
upewnił się, że to, co zaplanował na następny dzień, jest jak 
najbardziej słuszne. Najwyższa pora podnieść stawkę. Tyle że 
nie był już pewien, czy ta gra nadal ma coś wspólnego z 
Destiny...
Melanie czuła się jak najpodlejszy oszust. Z każdym dniem 
była coraz bardziej niezadowolona, że zgodziła się na ten 
idiotyczny pomysł. Ostatniego wieczoru kusiło ją, by wyznać 
prawdę, ale nie mogła znaleźć właściwych słów. Polubiła 
Richarda i jego rodzinę i chyba wcale nie chciała, żeby gra, 
którą prowadzili, dobiegła końca. Dobrze jednak wiedziała, że 
będzie miała złamane serce.
Miała wrażenie, że Richard o tym wie i podstępnie wykorzy-
stuje jej słabość, by nie pozwolić się jej wycofać. Nie 
krzywdził jej tym, dbał tylko o swoje sprawy. Ale biorąc pod 
uwagę aluzje, które ostatnio wygłaszał, nie była pewna, czy 
wie, o co tak naprawdę mu chodzi. Poprzedniego wieczoru, 
kiedy ją całował, doświadczyła uczucia niezwykłej bliskości i 
liczyła na wzajemność. Jeśli się pomyliła, to znaczy, że 
wpadła w kłopoty większe, niż przypuszczała.
-  Nie powinnam iść. Nic dobrego z tego nie wyniknie - 
powtarzała sobie, szykując się na świąteczne śniadanie u 
Destiny. - Ale i tak pójdę - dodała. W jej głosie nie było 
wyzwania, raczej rezygnacja.
Kiedy była już gotowa do wyjścia, zadzwoniła do rodziców i 
składając im świąteczne życzenia, poczuła, że bardzo za nimi 
tęskni. Matka zaczęła wypytywać o plany na dzisiejszy dzień i 
Melanie poczuła się niezręcznie.
-  Jestem umówiona z przyjaciółmi - odparła obojętnym 
tonem.
-  Z kimś, kogo znamy? - dopytywała się matka. Melanie 
zaprzeczyła i usłyszała, jak ojciec upomina matkę, by nie była 
wścibska.

background image

-  Jak mam się czegoś dowiedzieć, jeżeli nie pozwalasz mi 
pytać? Wiesz, że ona sama nigdy nic nie powie - skarżyła się 
ze śmiechem matka. - Zupełnie jak ty.
-  W takim razie powinnaś wiedzieć, że wypytywanie nic nie 
da. Czy kiedykolwiek wyciągnęłaś coś ode mnie w ten 
sposób?
-  Prawdę mówiąc, nie - przyznała matka. - No dobrze, są 
święta, nie będę cię męczyć.
Melanie roześmiała się, słysząc tak dobrze znane przeko-
marzanie się rodziców.
-  Bądź grzeczny, tato, bo mama nie da ci ciasta - ostrzegła 
ojca.
-  Nie martw się. Twoja matka wie, że prezent, który dla niej 
mam, jest dobrze schowany. Sama nigdy nie znajdzie, a ja go 
nie przyniosę, dopóki nie dostanę ciasta.
-  Jesteście zabawni. Jak wam się to udaje? - zapytała Melanie. 
- Jak to możliwe, że przez tyle lat małżeństwa ciągle jest wam 
ze sobą dobrze?
-  Kochamy się - odparła matka.
-  To prawda, kochamy się. A twoja matka zawsze się śmieje z 
moich żartów. Śmiech jest chyba najważniejszy, oczywiście 
oprócz miłości.
-  I zaufanie. Nie zapominaj o wzajemnym zaufaniu - dodała 
matka. - Czy w twoim życiu pojawił się ktoś szczególny? - 
zapytała.
-  A ta znowu swoje! - zagrzmiał ojciec. - Pożegnaj się już, 
Adele.
-  Zawsze warto spróbować - burknęła matka. - Wesołych 
Świąt, kochanie.
-  Wesołych Świąt - odpowiedziała Melanie, a odkładając 
słuchawkę, poczuła wzbierające pod powiekami łzy. A więc 
doszło do tego, że okłamuje własnych rodziców. A w każdym 
razie nie mówi im wszystkiego.

background image

Zadzwonił dzwonek u drzwi i poszła otworzyć, wciąż jeszcze 
ze łzami w oczach. Richard od razu dostrzegł jej smutek, więc 
nic nie mówiąc, wziął ją w ramiona. Przytuliła się i dopiero 
wtedy naprawdę się rozpłakała.
-  Przepraszam - szepnęła, kiedy w końcu się uspokoiła.
-  Stęskniłaś się za domem? - zapytał, zaskakując ją swoją 
domyślnością.
Nie była to cała prawda, ale Melanie kiwnęła głową.
-  Właśnie rozmawiałam z rodzicami - wyznała. Richard 
wpatrywał się w jej zapłakaną twarz.
-  Samolot jest do twojej dyspozycji, za godzinę możesz być w 
Ohio - oznajmił, wycierając łzy z jej policzka.
-  Naprawdę zrobiłbyś to dla mnie? - Popatrzyła na niego 
zaskoczona.
-  Tak, jeżeli dzięki temu znowu będziesz się uśmiechać.
-  Nic mi nie jest, ale dziękuję za propozycję. Nawet nie wiesz, 
jak wiele to dla mnie znaczy.
Teraz, kiedy wiedziała, że jeśli naprawdę zechce, może 
szybko znaleźć się w domu, poczuła się znacznie lepiej. Mając 
taką pewność, łatwiej czekać.
-  Jeszcze chwilę - poprosiła. - Poprawię makijaż, wezmę 
prezenty i jestem gotowa. Nie mogę się doczekać, żeby zoba-
czyć, co kupiłeś swojej rodzinie pod choinkę. Ale ty pewnie 
wolałbyś nie widzieć ich min, kiedy rozpakują prezenty.
-  Musisz wiedzieć, że byłem na zakupach - zawołał, gdy 
Melanie znikła w łazience.
-  I udało ci się coś kupić?
-  Zobaczysz. Myślę, że będziesz pod wrażeniem. Nawet sam 
zapakowałem.
Melanie poprawiła makijaż i wyszła z łazienki.
-  Mówiłem już, że ślicznie wyglądasz? - zapytał, pomagając 
jej włożyć płaszcz.

background image

-  Nie. Ale może dlatego, że kiedy przyszedłeś, właśnie 
wypłakiwałam oczy.
-  Nawet wtedy wyglądałaś pięknie - zapewnił, a ona nagłe 
poczuła się radosna i beztroska. Poklepała go po policzku.
-  Mam nadzieję, że Mikołaj przyniesie ci coś ładnego. 
Choćby za to, co przed chwilą powiedziałeś.
Richard popatrzył jej w oczy i nie odwrócił spojrzenia, dopóki 
policzki Melanie nie zaczęły się różowić.
-  Mam przeczucie, że to będą najmilsze święta w moim życiu 
- powiedział cicho, a Melanie pomyślała to samo.
Późne świąteczne śniadanie było kolejnym mistrzowskim 
popisem kulinarnym Destiny.
-  Gotowanie dla rodziny to dla mnie największa przyjemność 
- oświadczyła. - A moja kucharka jest z tego zadowolona, bo 
nie musi pracować w święta.
-  Wszystko jest naprawdę doskonałe. Jestem pełna podziwu - 
zachwycała się szczerze Melanie.
-  Och, to nic takiego - krygowała się Destiny, ale było widać, 
że pochwały sprawiły jej przyjemność. Najwidoczniej 
bratankowie nie rozpieszczali jej komplementami, traktując 
talent kulinarny ciotki jako coś oczywistego.
-  Możemy już skończyć te rozmowy o jedzeniu i przejść do 
najważniejszego? - zapytał Mack, niecierpliwy jak mały 
chłopczyk.
-  Co takiego spodziewasz się znaleźć pod choinką? - zapytała 
Destiny z pobłażliwym uśmiechem. - Kiedy kupowałam 
prezenty, panny na wydaniu właśnie się skończyły.
-  A co byś powiedziała na kluczyki do nowego jaguara? -W 
głosie Macka dała się słyszeć nadzieja.
-  Możesz pomarzyć, braciszku. Będziesz miał szczęście, jeśli 
w tym roku dostaniesz chociaż rózgę. Wszyscy wiemy, jaki 
byłeś niegrzeczny - powiedział Richard.
-  Zyskałem za to wdzięczność wielu kobiet - odciął się Mack.

background image

-  Udało mi się znaleźć coś lepszego od rózgi - powiedziała 
Destiny. Zwracając się do Melanie, dodała: - Te stare konie w 
świąteczny ranek stają się znowu małymi łobuziakami. Nie 
wiem, gdzie popełniłam błąd, ale nie udało mi się dobrze ich 
wychować.
-  Nie popełniłaś żadnego błędu - zapewnił ją Richard. - 
Nauczyłaś nas radości dawania... i otrzymywania - dodał po 
chwili.
Melanie ujrzała stos prezentów ułożonych pod choinką i 
zrozumiała, że Richard nie żartował. Dołożyła swoje drobiazgi 
i z rozbawieniem obserwowała trzech dorosłych mężczyzn, 
którzy jak niesforni chłopcy rzucili się na prezenty, 
sprawdzając podpisy na pakunkach. Zaskoczona, patrzyła, z 
jaką niecierpliwością Carltonowie rozrywają eleganckie 
opakowania.
-  No, Melanie, zaczynaj - ponaglił ją Richard, kiedy za-
uważył, że nie otworzyła jeszcze żadnej paczki. - Może za-
cznij od tego - zaproponował, wyławiając spośród leżących 
prezentów małe pudełeczko.
Paczuszkę najwyraźniej pakowała niewprawna ręka i Melanie 
domyśliła się, że to prezent od Richarda. W rozmiarze 
pudełeczka było coś, co sprawiło, że nagle się zdenerwowała. 
Potrząsnęła nim, a potem powoli odwinęła papier, czując na 
sobie wyczekujące spojrzenia obecnych.
Kiedy zobaczyła pudełeczko od jubilera, serce gwałtownie 
przyspieszyło rytm.
-  Chyba tego nie zrobiłeś... - szepnęła, patrząc niepewnie na 
Richarda.
-  Proszę cię, otwórz - poprosił.
Otworzyła pudełeczko i wpatrzyła się w pierścionek z 
ogromnym brylantem.
Spodziewała się, że Richard zechce ją zaskoczyć, ale nie 
oczekiwała pierścionka. W popłochu zerknęła na otaczające ją 

background image

szczęśliwe twarze. Wszyscy zamarli w oczekiwaniu, a ona 
zrozumiała, że nie może zrobić tego, co powinna.
Zanim zdążyła się zastanowić, upuściła pierścionek, pode-
rwała się i wybiegła z pokoju. Stała na dworze i spazmatycz-
nie chwytała zimne powietrze, próbując się uspokoić.
Richard wyszedł za nią, wyraźnie zmartwiony.
-  Wszystko w porządku? - zapytał.
-  Nie, nie w porządku - odparła drżącym głosem. - Co ty 
sobie wyobrażasz?
-  Uznałem, że to doskonała okazja, by upewnić Destiny co do 
naszych zamiarów.
-  Powinieneś mnie uprzedzić.
-  Teraz to wiem - odrzekł, przyglądając się jej badawczo. - 
Naprawdę nie domyślałaś się, że dam ci pierścionek? Mimo 
moich aluzji?
Melanie przecząco pokręciła głową.
-  Myślisz, że jakoś zdołasz włożyć go na palec, wrócić do 
środka i udawać, że jesteś bardzo szczęśliwa? - zapytał, wy-
ciągając do niej rękę z pierścionkiem.
-  Nawet jeżeli miałabym się zgodzić na te fikcyjne zaręczyny, 
a ciągle jeszcze nie wiem, czy to zrobię, to i tak nie mogę go 
nosić. Mogłabym go zgubić albo by mi ukradli.
-  Nie przejmuj się, jest ubezpieczony. A bez pierścionka zarę-
czyny nie będą przekonujące. - Richard wzruszył ramionami.
-  Nigdy bym nie powiedziała, że podoba ci się taka okazała 
biżuteria. - Melanie patrzyła skonsternowana na ogromny 
brylant.
-  Mnie się nie podoba, ale Destiny.
-  Tak myślisz? Ona robi wrażenie kobiety z klasą.
-  Masz rację, ale taki pierścionek musi zwrócić jej uwagę.
-  Nie jestem pewna, ile zdołam jeszcze wytrzymać - po-
wiedziała szczerze, patrząc na Richarda.

background image

-  Wiem. Ale pomyśl, z jaką satysfakcją rzucisz mi go potem 
w twarz. Podbijesz mi pewnie oko albo rozkrwawisz nos.
Ta wizja najwyraźniej rozbawiła Melanie.
-  Zgoda. Będę go nosić. - Kiwnęła głową, pozwalając, by 
Richard wsunął jej na palec brylantowe okropieństwo. - Do-
brze, że to tylko na niby - orzekła, przyglądając się pierścion-
kowi.
-  No tak - zgodził się, ale w jego oczach widać było żal. Ten 
żal sprawił, że Melanie dostrzegła w Richardzie coś,
czego nigdy by nie oczekiwała, i zrozumiała, że Richard jest 
bezbronny. Przypomniały się jej słowa Macka o skorupie, 
którą brat się otoczył i o tym, jak bardzo potrzebuje kogoś, kto 
zdoła się przez tę skorupę przebić. I wtedy uświadomiła sobie, 
że bezbronność Richarda, jego samotność i rozpaczliwa 
tęsknota za kimś, kto go zrozumie, są dla niej znacznie 
bardziej niebezpieczne niż wszystko, co do tej pory między 
nimi zaszło.

background image

ROZDZIAŁ 12
Widząc, że Destiny i Melanie usiadły w zacisznym kącie, 
Richard doszedł do wniosku, że ciotka uwierzyła w mistyfi-
kację i nagle stwierdził, że ma wyrzuty sumienia. Destiny już 
wcześniej próbowała wtrącać się w jego życie osobiste, ale 
nigdy dotąd nie posunął się tak daleko, by jej odpłacić pięk-
nym za nadobne. Na ogół jej ingerencje uważał za naturalną i 
nieszkodliwą w gruncie rzeczy słabostkę osoby, która bardzo 
się troszczy o los najbliższych. Nie rozumiał, dlaczego tym 
razem postąpił odmiennie, czuł jednak, że ma to coś 
wspólnego z uczuciami, które budziła w nim Melanie.
-  Czyżby wyrzuty sumienia? - zapytał Mack, patrząc z 
rozbawieniem.
-  Nie chcę o tym rozmawiać - uciął Richard.
-  Jak sobie życzysz. - Mack wzruszył ramionami. - Choć 
pewno mógłbym ci pomóc w zrozumieniu tych wszystkich 
uczuć, które się kłębią w twoim sercu.
-  Od kiedy to jesteś taki wrażliwy?
-  Możesz sobie drwić, ale w tych sprawach mam więcej 
doświadczenia niż ty. Ciotka nieraz zastawiała na mnie sidła i 
jedynym ratunkiem była samoobrona.
-  Doskonale cię rozumiem, tylko nie wiem, czy to coś 
zmienia.
-  Naprawdę wierzysz, że ciotka dała się nabrać? - zapytał 
Mack.
-  Oczywiście. Tylko spójrz. Tryumfuje, zadowolona, że tak 
łatwo jej poszło - powiedział Richard, zaskoczony pytaniem 
Macka.
-  Nic nie rozumiesz. Nasza kochana ciotunia nadal jest panią 
sytuacji. Świetnie wie, do czego zmierzasz, i robi wszystko, 
żebyś zabrnął tam, skąd nie będziesz już miał odwrotu. Już 
ona tego dopilnuje i twoje fikcyjne zaręczyny szybko 

background image

przerodzą się w prawdziwe. Destiny jest w tej dziedzinie 
profesjonalistką, a ty amatorem, i to początkującym.
-  Żartujesz chyba - zaniepokoił się Richard, wiedząc, że 
Destiny jest na tyle przebiegła, by nawet podstępem zmusić go 
do małżeństwa z Melanie.
-  Masz jakiś plan awaryjny na wypadek, gdybyś przestał 
panować nad sytuacją? - zapytał Mack.
Richard skinął głową, przyglądając się zatopionym w roz-
mowie kobietom. O czym, do diabła, tak długo rozprawiają? 
Muszą być w zmowie, coś knują przeciwko niemu. Kto wie, 
może Melanie od początku działa w porozumieniu z Destiny? 
Wszystko zaczynało mu się mieszać. Mack ma rację. Musiał 
opracować plan ucieczki. Co za szczęście, że w porę o tym 
pomyślał.
-  Oczywiście, że mam - odparł. - Wiesz, że zanim się do 
czegoś wezmę, zawsze, na wszelki wypadek, opracowuję 
strategię odwrotu.
-  Nie mówimy o interesach - zauważył Mack.
-  Jeśli chcesz wiedzieć, to Melanie i ja mamy umowę, a to już 
w pewnej mierze jest interesem - odparł Richard, czując 
jednak, że zachowuje się śmiesznie.
-  Sporządziliście umowę na piśmie? - dociekał brat.
-  Skądże.
-  Jak rozumiem, liczysz się z tym, że nagle zmieni zdanie? 
Może na przykład dojść do wniosku, że spodobało się jej 
narzeczeństwo i chce wyjść za ciebie. A może masz prawni-
ków, którzy tylko czekają, by unieważnić tę waszą ustną 
umowę?
-  Oczywiście - odpowiedział Richard, ale po chwili się 
wycofał. - To znaczy nie. Nie mam prawników. Och, Mack, 
od tego twojego gadania rozbolała mnie głowa. To była jasna i 
prosta umowa. Melanie i ja mieliśmy przekonać Destiny, że 
jesteśmy parą.

background image

-  To czysta iluzja - orzekł Mack.
-  W ostateczności zerwiemy zaręczyny. Przez jakiś czas będę 
udawał nieszczęśliwego, aż w końcu Destiny znajdzie kolejną 
ofiarę i znów będzie mnie próbowała ożenić. A może dojdzie 
do wniosku, że ty jesteś lepszym kandydatem do małżeństwa?
-  Nawet tak nie mów. - Mack wzdrygnął się.
-  Dlaczego? - Richardowi spodobał się ten pomysł. - Myślę, 
że tak właśnie będzie. Destiny się wścieknie, że wszystko 
zepsułem. Dojdzie do wniosku, że jestem beznadziejny i 
zacznie uszczęśliwiać ciebie, a później Bena Biorąc pod 
uwagę jego obecny stosunek do kobiet, myślę, że zanim ciotka 
znów zechce zastawiać na mnie sidła, będę już w podeszłym 
wieku.
-  Żyjesz złudzeniami, bracie - powiedział Mack. - Nawet Ben 
widzi lepiej knowania Destiny, choć on też większości z nich 
nie dostrzega. Kiedy wychodził, ciągle jeszcze się zaśmiewał.
-  To on już wyszedł? Kiedy?
-  Jakiś kwadrans temu. Wymknął się przy pierwszej okazji, 
kiedy Destiny była czymś zajęta.
-  Dlaczego nie próbowałeś go zatrzymać?
-  A próbowałeś kiedyś powstrzymać Bena przed czymś, co 
postanowił zrobić? Nasz mały braciszek jest najbardziej 
uparty z nas trzech. Nie martw się jednak o niego. W końcu 
przyszedł tu, a kiedy rozmawiał z Melanie, na chwilę się 
nawet się rozchmurzył.
-  Nie podoba mi się, że wciąż tkwi na tej swojej odludnej 
farmie.
-  On potrzebuje czasu - westchnął Mack. - Ta historia z 
Graciellą o mało go nie zniszczyła.
-  To nie była jego wina. - Richard zmarszczył brwi.
-  Ale on wini siebie.

background image

-  Tłumaczyliśmy mu, że musi pogodzić się z faktami. Jestem 
pewny, że Destiny również mu to powtarzała aż do znudzenia. 
Może powinienem z nim jeszcze raz porozmawiać?
-  Nie! - Mack sprzeciwił się z zaskakującą gwałtownością. - 
Destiny ma rację. Ben potrzebuje czasu i nie wolno go 
popędzać. Ty masz grabą skórę, ja się niczym nie przejmuję, 
ale on jest inny. Pewnego dnia obudzi się i dojdzie do wnio-
sku, że przeszłość już się nie liczy. Ale musi nadjeść odpo-
wiedni czas. Ponaglając go, tylko wszystko popsujemy i na-
stępnym razem, kiedy pojedziemy go odwiedzić, w ogóle nas 
nie wpuści.
Richard wiedział, że Mack ma słuszność. Żal mu było Bena, 
bo Graciella Lofton nie była warta jego cierpienia. Żadna 
kobieta nie jest tego warta, pomyślał, a wtedy jego wzrok padł 
na roześmianą Melanie. Ciężko westchnął. Może ona jedna 
jest.
Melanie była dużo mądrzejsza, niż początkowo przypuszczał, 
miała też poczucie humoru i była niesłychanie seksowna. 
Nieczęsto zdarzało mu się spotykać taką podziwu godną 
kombinację. Dlaczego w takim razie usiłuje za wszelką cenę 
nie wpuścić jej do swojego życia? Czy tylko po to, by udo-
wodnić Destiny, że to on ma rację?
Melanie pozwoliła sobie na kilkugodzinne marzenia. Nie 
mogła oderwać wzroku od ostentacyjnie wielkiego brylantu. 
Zdumiewające, ale gdzieś w głębi serca była rozczarowana, że 
ten pierścionek dostała tylko na pewien czas. Nie chodziło 
jednak o to, że chciała mieć na zawsze ten właśnie brylant. 
Tak naprawdę nie chciała nawet być narzeczoną Richarda. Po 
prostu przyjemnie było mieć poczucie trwałej więzi z męż-
czyzną. Wiedzieć, że w trudnych chwilach on będzie przy 
niej. Zasypiać i budzić się w jego ramionach, kochać się z 
nim. Przypomniała sobie romans z szefem i łączące ich 

background image

uczucia, równie złudne i nieprawdziwe jak obecne zaręczyny, 
i ciężko westchnęła.
-  Dobrze się czujesz? - zapytał Richard, kiedy odwoził ją do 
domu.
-  Jestem zmęczona tym ciągłym pilnowaniem, żeby się nie 
pogubić w kłamstwach - odparła.
-  Wiem, o czym mówisz. - Richard skinął głową.
-  Skąd możesz wiedzieć? Przez cały wieczór siedziałeś z 
Mackiem, który został wprowadzony w sytuację. Ja jednak 
musiałam rozmawiać z Destiny i odpowiadać na tysiące pytań 
na temat naszych planów.
-  Co powiedziałaś?
-  Że kompletnie mnie zaskoczyłeś i na razie nie mamy 
żadnych planów.
-  Brzmi to rozsądnie i nie widzę w tym nic trudnego.
-  Chyba żartujesz?! - Melanie spiorunowała go wzrokiem. - 
Słyszałeś kiedyś, że natura nie znosi próżni? Tak samo twoja 
ciotka. Zrobiła już tyle przeróżnych list, że musiała je 
wszystkie spisać na oddzielnej liście.
-  Jakich list?
-  Widzę, że znasz jej zapał do sporządzania spisów. Uważam 
się za dobrą organizatorkę, ale muszę przyznać, że obserwując 
Destiny, byłam pełna podziwu.
-  Jakie listy zrobiła? - Richard się zaniepokoił.
-  Listę gości, listę dostawców, kwiaciarzy, fotografów, 
salonów zajmujących się organizacją ślubów, sklepów pro-
wadzących spisy prezentów. Jestem zresztą pewna, że istnieje 
też lista najlepszych dat na ślub, którą od razu rano należy 
sprawdzić w twoim kościele. Innych już nie pamiętam, bo 
straciłam rachubę. Richardzie, słyszysz, co ja mówię? Twoja 
ciotka chce zarezerwować w kościele termin na nasz ślub. Nie 
uważasz, że rezerwowanie terminu na ślub, który ma się nigdy 
nie odbyć, to w pewnym sensie grzech?

background image

-  Nie sądzę - odparł Richard. - Na pewno moglibyśmy się bez 
tego obyć. Nie znasz naszego księdza, ale ja wiem, że nie 
będzie rozbawiony.
-  Aha, zapomniałam powiedzieć, że Destiny napisała już 
twoje oświadczenie o zaręczynach. Obiecała przedstawić ci je 
do akceptacji, ale nie liczyłabym na to, bo wydaje się, że chce 
to jak najszybciej zobaczyć w druku.
-  Może Mack ma rację - mruknął Richard z coraz bardziej 
ponurą miną.
Melanie zapytała, w czym Mack ma rację. A kiedy Richard 
powtórzył swoją rozmowę z bratem, ona także uznała, że to 
bardzo prawdopodobne. Jedyną nadzieją było jak najszybsze 
zerwanie zaręczyn.
-  Kiedy możemy zerwać? - zapytała, a w jej oczach błysnęła 
nadzieja.
Richard nie odpowiedział. Zjechał na pobocze i zatrzymał 
samochód.
-  Słyszałeś, o co cię pytałam?
-  Słyszałem. Daj mi chwilę. Muszę się zastanowić. Melanie 
nie była w nastroju do czekania. Chciała znaleźć
rozwiązanie problemu natychmiast.
-  Cały ten plan obraca się przeciwko nam, prawda? - zapytała.
-  Niewykluczone.
-  Więc, do diabła, zrób z tym coś!
-  Masz jakieś propozycje? - Popatrzył na nią zagadkowo.
-  Możemy jej powiedzieć prawdę - rzuciła niecierpliwie. - Co 
powiesz na ten oryginalny pomysł?
-  W tej chwili nie wiem, co jest prawdą - wyznał smutno.
-  To ja ci powiem. - Melanie podniosła głos. - Nie jesteśmy 
zaręczeni!
-  Nosisz mój pierścionek - przypomniał jej spokojnie.
-  Nie jest prawdziwy.
-  Ależ zapewniam cię, że jest.

background image

-  Chciałam powiedzieć, że to o niczym nie świadczy. Całe te 
zaręczyny były fikcją, oszustwem, głupią grą.
-  Pewnie tak było, kiedy to wszystko się zaczęło - przyznał, a 
w jego głosie dało się słyszeć coś, co kazało jej zamilknąć.
Richard spojrzał na Melanie, a ona w jego oczach dostrzegła 
strapienie. Zanim zorientowała się, co on chce zrobić, pochylił 
się i delikatnie, z czułością dotknął ustami jej warg. Ten lekki 
dotyk rozpalił w obojgu namiętność.
Obojętni na cały świat, siedzieli w samochodzie stojącym na 
poboczu, zatopieni w pocałunku, który wstrząsnął Melanie do 
głębi. Pragnęła już na zawsze pozostać w ramionach Richarda, 
czując jego usta i pozwalając, by słodkie napięcie rosło w niej 
do chwili, kiedy już nic nie będzie ważne, tylko szalone 
pożądanie, które budził w niej ten mężczyzna.
Nie spodziewała się takiego obrotu sprawy. Wciąż powtarzała 
sobie, że ani na moment nie wolno jej przestać się pilnować. 
Była to bardzo dobra zasada, tyle że całkiem bezużyteczna w 
sytuacji, kiedy już wiedziała, że jest zakochana.
Już po mnie! - uznała w duchu, ale nawet wtedy nie była w 
stanie przerwać pocałunku. Po chwili Richard oderwał się od 
jej ust. Sądząc z wyrazu jego twarzy, on także był wstrząś-
nięty. Zirytowała się jednak, widząc błąkający się po jego 
wargach uśmieszek.
-  O co chodzi?
-  Ten pocałunek był prawdziwy.
-  Nic podobnego - zaprzeczyła, starając się zachować resztki 
przytomności. - Umówiliśmy się.
-  Wszystko się zmieniło. - Wzruszył ramionami, a wyglądał 
na rozbawionego.
-  Nieprawda. Nie pozwolę na żadne zmiany. Nie mogę na nie 
pozwolić - upierała się.
-  Dlaczego? - zapytał, zaskoczony jej protestem.

background image

-  Do diabła, jesteś moim pracodawcą. Mówiłam ci już, że 
więcej nie powtórzę tego samego błędu.
-  Mówiłaś. - Richard kiwnął głową, a jego twarz przybrała 
nieodgadniony wyraz.
Tak łatwo pogodził się z odmową. Melanie powinna poczuć 
ulgę, ale tak nie było.
-  Odwieź mnie do domu - poprosiła, a kiedy ruszył, pró-
bowała zacząć rozmowę na tematy służbowe. - Czy w tym 
tygodniu damy radę przesłuchać kandydatów na menedżera 
twojej kampanii?
-  Poproszę Winifred, żeby to odłożyła.
-  Dlaczego?
-  Powiedzmy, że powtórnie rozważam swoje priorytety.
-  Co to znaczy? - Popatrzyła na niego w osłupieniu.
-  Dam ci znać, jak tylko sam będę wiedział.
Kiedy Destiny zadzwoniła kilka dni po świętach, Melanie 
wciąż jeszcze rozmyślała nad słowami Richarda.
-  Richard wspomniał, że dał ci dzisiaj wolne - oznajmiła 
radośnie Destiny.
-  To prawda, ale on nie jest moim jedynym klientem - 
przypomniała jej Melanie.
-  Daj spokój, nikt nie pracuje w okresie świątecznym. - 
Destiny nie dawała za wygraną.
Trudno było temu zaprzeczyć. Telefon w biurze Melanie 
milczał. Becky miała wolne i jak co roku szalała na świątecz-
nych wyprzedażach.
-  Chcę wykorzystać tę chwilę spokoju i nadrobić zaległości. - 
Melanie próbowała się wykręcić od spotkania z Destiny. 
Czuła się marnie w roli oszustki i nie chciała już więcej 
kłamać.
-  Cokolwiek teraz robisz, to może poczekać – oznajmiła 
Destiny, tonem, który oznaczał, że żaden sprzeciw nie będzie 
uwzględniony.

background image

-  A o co chodzi? - zapytała podejrzliwie Melanie, wciąż 
mając w pamięci listy sporządzone przez przyjaciółkę.
-  O taką małą, wstępną wyprawę zwiadowczą - wyjaśniła 
zachęcająco Destiny. - Zobaczysz, będziemy się świetnie 
bawić.
-  Chyba nie chcesz iść na zakupy? - Melanie była przerażona.
-  Zaczniemy od lunchu. Napijemy się szampana, to powinno 
cię wprowadzić w odpowiedni nastrój - odparła Destiny ani 
trochę nie zniechęcona brakiem entuzjazmu rozmówczyni. - 
Przyjadę po ciebie za godzinę, tylko włóż wygodne buty - 
dodała i rozłączyła się.
Całe to wyjście od początku się jej nie podobało, mimo to 
bardzo szybko dała się ponieść entuzjazmowi Destiny. Próbo-
wała nie zapominać, że to właśnie uległość wobec niej wpę-
dziła ją w kłopoty z Richardem, ale to nie dało żadnych efe-
któw. Radosny nastrój Destiny okazał się bardzo zaraźliwy.
Zanim Melanie się obejrzała, już została wciągnięta w at-
mosferę zakupów i beztrosko mierzyła suknie ślubne w naj-
droższych salonach, mówiąc sobie, że nie wyrządza tym 
nikomu krzywdy. Dopóki żadnej nie kupię, nic się nie stanie, 
pomyślała, ale po chwili przestała panować nad sytuacją. 
Destiny, dążącej do wytkniętego celu, trudno się było prze-
ciwstawić. Okazała się niezmordowana w kupowaniu i znała 
właścicieli wszystkich eleganckich butików i najmodniejszych 
sklepów w okolicy.
Melanie próbowała ją trochę hamować, ale Destiny ledwo 
zwracała na to uwagę, biegając od sklepu do sklepu. Melanie 
popadła w rozterkę, bo obiecała sobie, że nie użyje karty 
kredytowej. Nie musiała jednak ze sobą walczyć, bo Destiny 
płaciła za wszystko ze swobodą kobiety, dla której pieniądze 
są tylko siłą nabywczą.
Kupowała bez opamiętania i Melanie straciła rachubę, ile razy 
usiłowała ją powstrzymać. Paczek ciągle przybywało i jedyną 

background image

nadzieją było to, że określona pojemność bagażnika zdoła 
ostudzić zapał Destiny.
-  Chyba koniec na dzisiaj. W bagażniku nie ma już miejsca - 
oznajmiła wreszcie zadowolona Melanie.
-  Nonsens. Resztę każemy dostarczyć do domu - odparła 
Destiny i pomaszerowała do kolejnego sklepu.
-  Żartujesz? Nie mam już siły! - sprzeciwiła się wreszcie 
Melanie.
-  Naprawdę? - Destiny była zaskoczona. - Ja się dopiero 
rozkręcam, ale jeżeli jesteś zmęczona, to możemy na dziś 
poprzestać na tym. Nie pamiętam już, kiedy ostatnio tak 
wspaniale spędziłam czas. - Rozpływała się w uśmiechach. -O 
której zaczynamy jutro? Odpowiada ci dziesiąta?
Melanie wymieniła całą listę powodów, dla których nie mogła 
się umówić na następny dzień.
-  W takim razie przyjadę po ciebie pojutrze o dziewiątej. - 
Destiny poszła na kompromis. - Zaczniemy od kwiaciarni i 
dostawców, a potem pojedziemy na zakupy.
Melanie poczuła, że żołądek podchodzi jej do gardła.
-  To nie w porządku, żebyś się tym wszystkim zajmowała. 
Nie mogę na to pozwolić.
-  Ależ to dla mnie prawdziwa przyjemność!
Tak samo jak dla mnie, pomyślała Melanie, a widząc 
szczerość w oczach Destiny, poczuła jeszcze silniejsze 
wyrzuty sumienia. Przerażona, że gorączka przygotowań 
może wzrosnąć, poczekała, aż Destiny odjedzie, po czym 
udała się do biura Richarda. Była pewna, że go zastanie, a 
chcąc mu uzmysłowić powagę sytuacji, wzięła ze sobą kilka 
pakunków, zaledwie znikomą część prezentów od Destiny.
-  Nie przypuszczałem, że dziś cię zobaczę - powiedział, gdy 
wpadła jak bomba do gabinetu.

background image

-  Dzisiaj jest dzień niespodzianek. Ja też nie przypuszczałam, 
że przyjdę. Zobacz, co ona zrobiła! - zawołała, rzucając na 
jego biurko torby z zakupami.
-  Moja ciotka? - upewnił się, tak jakby w jego rodzinie był 
jeszcze ktoś równie szalony na punkcie zakupów.
-  A któżby inny? - rzuciła ostro Melanie. - Twoja ciotka 
wybrała już porcelanę i srebra, kupiła mi welon z ręcznie 
robionej francuskiej koronki. Zaczęła też kompletować moją 
wyprawę ślubną. Znasz ją, więc wiesz, że nie przyjmuje do 
wiadomości odmowy. Powiedziała, że jako twoja narzeczona 
muszę żyć na odpowiednim poziomie i nie pozwoliła mi za 
nic zapłacić. Nie byłabym zresztą w stanie kupić srebrnych 
nakryć nawet dla jednej osoby, nie mówiąc już o dwunastu, 
które zamówiła. To czyste szaleństwo, musimy ją 
powstrzymać. A przy tym ona jest naprawdę szczęśliwa, 
podczas gdy ja czuję się okropnie.
Słuchając Melanie, Richard sięgnął do jednej z toreb, a kiedy 
wyciągnął połyskliwy jedwabny szlafroczek, w jego oczach 
pojawiły się figlarne błyski.
-  Co widzę- powiedział, próbując ją ułagodzić.
Jego ton zirytował Melanie. Oczekiwała ponadto, że za-
chowanie ciotki i jego zdenerwuje.
-  Słyszałeś, co powiedziałam? To się musi skończyć! Twoja 
ciotka wydaje majątek na przygotowania do ślubu, którego nie 
będzie. Nie umiemy nad nią zapanować, tak samo jak nie 
umiemy zapanować nad całym tym zamieszaniem.
-  Słyszę. Ale przecież to nie powód, żeby ten szlafroczek się 
zmarnował, prawda? - zapytał, podnosząc w palcach lekki ciu-
szek. - Nie uważasz, że szkoda byłoby do tego dopuścić?
-  Zwariowałeś? - zapytała, z trudem chwytając powietrze. 
Niemożliwe, żeby on...
-  Chodź ze mną, proszę - powiedział.
-  Myślę, że nie...

background image

-  Tu cię mam. - Uśmiechnął się. - Nie myśl. Ja myślałem 
przez cały dzień. Wystarczy na nas oboje. Po prostu powiedz 
„tak", a wtedy wyjedziemy na kilka dni do domu nad rzeką.
-  Żeby się zastanowić, co dalej?- zapytała, próbując udawać, 
że błysk w jego oczach nie znaczy tego, czego się domyślała. 
A raczej, czego chciała się domyślać.
-  To jeden z powodów. - Richard uśmiechnął się szerzej.
-  A te pozostałe? - Melanie spojrzała podejrzliwie.
-  Chcę zobaczyć, jak w tym wyglądasz - powiedział cicho. - 
A potem to z ciebie zdjąć.
Melanie milczała, czując, jak wali jej serce.
-  No i co? - zapytał.
Wyobraziła sobie, jak mu odmawia. Słyszała głośne, wyraźne 
i zdecydowane „nie".
- Tak - szepnęła jednak.

background image

ROZDZIAŁ 13
Przez cały dzień Richard zastanawiał się, jak powinien się 
zachować. Nim jednak zdołał coś wymyślić, do gabinetu 
wpadła jak bomba Melanie i przez blisko pół godziny skarżyła 
się na konieczność życia w kłamstwie, do czego ją nakłonił. 
Przyglądał się rumieńcowi gniewu na jej policzkach, słuchał, z 
jakim oburzeniem mówi o tym, i postanowił, że nie pozwoli 
jej odejść, jak to początkowo planował.
Szczerze mówiąc, zamierzał zrobić wszystko, żeby ją za-
trzymać. Zdawał sobie sprawę, że po tych licznych kłam-
stwach trudno mu będzie odzyskać jej zaufanie, ale przecież 
pokonywał już w życiu większe przeszkody.
Nadal miał żal do ciotki za wtrącanie się w jego prywatne 
sprawy, ale musiał przyznać, że miała rację, bo Melanie 
rzeczywiście była osobą, której potrzebował. Nikt na świecie 
nie znał go lepiej niż Destiny. Dlatego też potrafiła znaleźć 
kobietę, której żywiołowość i temperament równoważyły jego 
sztywność i sprawiały, że przy niej zaczynał żyć naprawdę. 
Kobietę, której namiętna zmysłowość była go w stanie 
doprowadzić do szaleństwa, jeżeli tylko odważy się zary-
zykować.
Słuchając teraz Melanie, zrozumiał, że jeśli chodzi o niego, to 
wszystkie umowy stały się nieaktualne. Pamiętał jednak, że 
ona czekała na chwilę, kiedy będzie mogła zerwać fikcyjne 
zaręczyny. I wtedy wpadł na pomysł, dzięki któremu przy 
odrobinie szczęścia może zdoła ją przekonać, żeby z nim 
została.
Nie był przyzwyczajony do tego, żeby mu odmawiano. Mimo 
to podjął ryzyko i zaprosił Melanie do domu nad rzeką. Dając 
do zrozumienia, że chce się z nią kochać, zaryzykował jeszcze 
więcej, ale nie chciał już niczego udawać. Jeżeli chcieli być 
razem, to i bez żadnych kolejnych krętactw mieli do 
pokonania wiele przeciwności.

background image

Przyglądając się płonącym policzkom i błyszczącym oczom 
Melanie, wiedział, że zrobi wszystko, co w jego mocy, żeby 
została z nim na zawsze. Nigdy wcześniej nie dopuścił, by 
kobieta zajęła w jego życiu tak ważne miejsce. A teraz czuł się 
wprost oszołomiony siłą swoich uczuć.
-  Na pewno chcesz ze mną wyjechać? - zapytał. Kiwnęła 
głową.
-  Wiesz, czego oczekuję?
-  Nie pozostawiłeś co do tego żadnych wątpliwości. 
-Uśmiechnęła się, wskazując błękitny jedwabny szlafroczek w 
jego ręku.
-  Bez względu na to, jak się nam ułoży, nie będzie to miało 
wpływu na twoją pracę przy kampanii. - Richard chciał, żeby 
Melanie dobrze to zrozumiała. - Jeżeli chcesz, mogę ci to 
zagwarantować na piśmie.
-  Nie ma takiej potrzeby, bo właśnie składam wymówienie - 
odparła.
-  Co takiego? - Richard był pewny, że się przesłyszał.
-  Odchodzę. Nie potrzebuję cię jako klienta - powtórzyła 
coraz bardziej pewna siebie.
Tego się nie spodziewał. Sądził, że jeżeli nawet popsują się 
ich stosunki prywatne, to w ostateczności właśnie praca będzie 
trzymać przy nim Melanie. To było coś w rodzaju asekuracji.
-  Nie chcę, żebyś się zwalniała- oświadczył i zaskoczony 
stwierdził, że naprawdę tak myśli. - Jesteś za dobra, żebym 
pozwolił ci odejść. Przejrzałem twoje notatki na temat kandy-
datów i widzę, że są znacznie bardziej wnikliwe niż moje 
spostrzeżenia.
-  W takim razie przyślę ci za to rachunek - oznajmiła z 
błyskiem satysfakcji w oczach. - Nie zmienia to jednak faktu, 
że się zwalniam.
-  Dlaczego?

background image

-  Ta praca tylko wszystko utrudnia. Nie wiem, dokąd 
doprowadzi nas wyjazd nad rzekę, ale jestem pewna, że nie 
chcę się martwić o to, czy kiedy skończy się to, co nas łączy, 
nadal będę miała pracę. Tak naprawdę zresztą przebywanie 
wtedy blisko ciebie byłoby zbyt bolesne.
Melanie powiedziała kiedy, a nie jeżeli. A więc była pewna, 
że ten związek się skończy. Zastanawiał się, co powinien 
zrobić, by ją przekonać, że może być inaczej.
Na razie jednak musiał zatrzymać ją w pracy. Zależało mu na 
tym, by łączyło ich jak najwięcej wspólnych spraw. Zasko-
czony stwierdził, że przyzwyczaił się już do jej obecności. Nie 
chciał stracić kolejnej ważnej dla siebie osoby. Z pewnością 
nie zniósłby tego.
-  Destiny twierdziła, że praca przy kampanii ma być dla 
ciebie przepustką do świata wielkich kontraktów. Czyżby się 
myliła? - Richard chwytał się każdej możliwości zatrzymania 
Melanie.
-  Miała rację. Poczekam jednak na szansę, z którą nie będzie 
się wiązało tak wiele zagrożeń.
Jej ton świadczył, że podjęła decyzję nieodwołalną. Musiał się 
z tym pogodzić, choć nawet nie próbował ukryć, jak nie-
chętnie.
-  Jesteś tego pewna? - Nie dawał za wygraną.
-  Niczego nie byłam tak pewna od chwili, kiedy się spot-
kaliśmy. Od początku naszej znajomości czułam się zdezo-
rientowana.
-  Ja również - wyznał.
-  W takim razie może to ty powinieneś się zastanowić, czy 
naprawdę chcesz ze mną wyjechać. Lubisz jasne i proste 
sytuacje, a ta eskapada może się wiązać z poważnymi kom-
plikacjami.
Uśmiechnął się na myśl, że istotnie tak sprawa wyglądała 
jeszcze całkiem niedawno. Nie znosił kłopotliwych sytuacji w 

background image

życiu osobistym, ale tego wyjazdu nie mógł się doczekać. Po 
raz pierwszy w życiu był pewien, że razem z Melanie mają 
szansę na trwałe uczucie, a nie tylko na udany seks.
-  Nie muszę się zastanawiać. Nie wiem, jak do tego doszło, 
ale nie mogę przestać o tobie myśleć - wyznał.
-  I liczysz na to, że wspólny weekend pozwoli ci się od tego 
uwolnić? O to chodzi? Jeżeli tak, lepiej od razu odwołajmy 
wyjazd i zapomnijmy o całej sprawie. Zwrócę zakupy do 
sklepów, a potem porozmawiam z Destiny i wezmę na siebie 
całą winę.
Świadomość, że tak łatwo gotowa była z niego zrezygnować, 
mocno go zabolała.
-  Poczekaj, inaczej to zaplanowałem. - Popatrzył jej w oczy. - 
Wyjedziemy i na kilka dni uwolnimy się od tych wszystkich 
nonsensów. Będziemy się kochać, kochać i jeszcze raz 
kochać, aż do utraty sił. Już wiesz, jaki mam plan. Jedziesz?
Milczała tak długo, aż zaczął się obawiać, że zmieniła zdanie.
-  Jadę - oświadczyła wreszcie z przekonaniem.
Serce zabiło mu mocno i ogarnęło go podniecenie. Był jednak 
na tyle rozsądny, by ukryć przed Melanie swoje emocje.
-  Przyjadę po ciebie za godzinę - oznajmił.
-  Dzisiaj?
-  Nie lubię niczego odkładać. Uporałem się z pracą, mogę 
jechać. A ty nie?
-  W zasadzie tak, ale na pojutrze umówiłam się z Destiny.
-  Ja się tym zajmę. Powiem, że chcemy złapać trochę 
świeżego powietrza, zanim porwie nas wir ślubnego szaleń-
stwa. Na pewno będzie zachwycona.
-  Przekonaj ją, żeby do naszego powrotu nie podejmowała 
żadnych związanych z nami decyzji, bo chcielibyśmy mieć 
coś do powiedzenia w sprawie własnego ślubu. Może dzięki 
temu po naszym powrocie nie wszystko będzie jeszcze zapięte 
na ostatni guzik.

background image

-  Masz rację, zadzwonię do niej, a ty jedź do domu i pakuj 
się. Masz godzinę na przygotowania.
Popatrzyła na niego przeciągle, unosząc końcami palców 
jedwabny szlafroczek.
-  Jeżeli mam nosić tylko to, pakowanie nie zajmie mi wiele 
czasu - stwierdziła i kołysząc biodrami, przeszła do wyjścia.
Ta ostatnia uwaga tak podziałała na jego wyobraźnię, że 
musiał poczekać, aż nieco ochłonie, zanim przystąpi do roz-
mowy z ciotką.
Melanie wróciła do siebie. Becky czekała na nią, wpatrując się 
w ekran komputera.
-  Co tu robisz? - zapytała zaniepokojona.
-  Chciałam porozmawiać, ale cię nie było - odrzekła Becky z 
wyrzutem. - Mówiłaś, że będziesz pracować. Gdzie się 
podziewałaś?
-  To długa historia. - Melanie popatrzyła z troską na 
przyjaciółkę, od razu zapominając o swoich sprawach. - Co się 
stało? Nie mieli w sklepie twojego rozmiaru? - zażartowała.
-  Jason mnie zdradzał, więc z nim zerwałam.
-  Jesteś pewna? Skąd wiesz? - Melanie była oburzona, a jej 
pozytywne nastawienie do płci przeciwnej znikło bez śladu.
-  Widziałam go w sklepie. Z kobietą, która pożerała go 
wzrokiem. - Becky była nieszczęśliwa. - I to po tym, kiedy 
zaklinał się, że prędzej da się posiekać na kawałki, niż pójdzie 
na wyprzedaże. Wiedział, w których sklepach będę robić 
zakupy, i poszedł do nich specjalnie, żebym go mogła zo-
baczyć, bo nie miał odwagi powiedzieć mi w oczy o zerwaniu.
-  Co za tchórz! Ale może lepiej, że znasz prawdę?
-  Nie - odpowiedziała natychmiast Becky. - No dobrze, tak. 
Ale z kim przywitam Nowy Rok? A może coś razem 
zaaranżujemy? - Z nadzieją w oczach popatrzyła na przyja-
ciółkę. - Ciągle jeszcze nie jest za późno, żeby zorganizować 
przyjęcie.

background image

Melanie rozważała możliwość powrotu na Nowy Rok, ale 
uznała, że oboje z Richardem mają własne problemy do roz-
wiązania.
-  Nie mogę. Wyjeżdżam z Richardem.
-  Żartujesz?! Kiedy? I dokąd? - Becky była tak zaskoczona, 
że zapomniała o swoim zmartwieniu.
-  Do domu nad rzeką. Za jakieś dwadzieścia minut.
-  No to jedź i nie martw się o mnie.
-  Dasz sobie radę? - Melanie czuła się nie w porządku.
-  To nie będzie mój pierwszy samotny sylwester. 
-Uśmiechnęła się dzielnie Becky.
-  Obiecaj, że zadzwonisz do kogoś, pójdziesz do restauracji 
albo do kina. Nie siedź sama w domu i nie płacz po tym 
draniu.
-  Nie obawiaj się. Ostatnia łza po Jasonie została już wylana. 
- Becky rozpromieniła się nagle. - Idę do domu, biorę 
nożyczki i zajmę się jego kosztownymi, markowymi 
koszulami.
-  Zasłużył na to, a może nawet na coś gorszego.
-  Przypuszczam, że tego się właśnie po mnie spodziewa. - 
Dobry humor Becky ulotnił się. - Pewnie między innymi 
dlatego kupował na wyprzedaży koszule.
-  Nieważne. Mała zemsta poprawi ci humor. Przypomnij 
sobie tylko, jak bardzo Jason kocha swoje ciuchy. Zawsze 
wydawało mi się trochę dziwne, że wydaje na ubrania więcej 
niż my.
Becky włożyła do torebki duże, ostre nożyczki i ruszyła do 
wyjścia.
-  Baw się dobrze - zawołała za nią Melanie w chwili, gdy w 
drzwiach pojawił się Richard.
-  Nie jesteś jeszcze gotowa - stwierdził, nie widząc żadnej 
walizki.
-  Przepraszam cię, ale miałyśmy tu przed chwilą mały kryzys.

background image

-  Domyśliłem się, dostrzegłem bowiem w spojrzeniu twojej 
koleżanki maniakalne błyski.
-  Wkroczyła na wojenną ścieżkę.
-  Chodzi o chłopaka?
-  O byłego chłopaka.
-  Czy jego życiu grozi niebezpieczeństwo?
-  Pewnie nie, ale jego ciuchom jak najbardziej.
-  Przypomnij mi, żebym nigdy się nie ważył cię rozzłościć.
-  Nieustannie doprowadzasz mnie do pasji, ale na razie twoje 
ubrania są bezpieczne. - Poklepała go po policzku.
-  Fatalnie, miałem nadzieję, że zechcesz je ze mnie zedrzeć.
-  Ciekawy pomysł, przemyślę go po drodze.
-  Tylko myśl po cichu, bo nie chciałbym zatrzymywać się w 
jednym z tych obskurnych moteli przy drodze - ostrzegł
ją.
-  Nie licz na to. Mam zamiar wystawić twoją cierpliwość na 
poważną próbę i dobrze się przy tym bawić.
Kiedy wreszcie dotarli do domu nad rzeką, wytrzymałość 
Richarda była na wyczerpaniu. Sam był zdziwiony, że zdołał 
się do tej pory jakoś opanować.
-  Chcesz, żebym rozpalił ogień? - zapytał, kiedy przyniósł 
walizki i torby z wykwintnym jedzeniem. Po raz pierwszy, 
odkąd pamiętał, nie zabrał ze sobą laptopa. Przywiózł 
natomiast imponujących rozmiarów pudełko prezerwatyw.
-  Z ogniem byłoby bardziej romantycznie, ale to zajmie dużo 
czasu. Może później?
-  Chcesz coś zjeść? - zapytał stłumionym głosem. Melanie 
przysunęła się bliżej, zsuwając z siebie płaszcz
wprost na podłogę.
-  Później.
-  Może wina?

background image

-  I bez tego kręci mi się w głowie - powiedziała, wciąż 
patrząc mu w oczy. - Te oficjalne, eleganckie ciuchy całkiem 
tu nie pasują. - Sięgnęła do kołnierzyka jego koszuli.
-  Na pewno chcesz zacząć tu i teraz?
-  Na pewno.
-  Nie włączyłem jeszcze ogrzewania.
-  Nie będzie nam potrzebne - oświadczyła z przekonaniem.
-  Wygląda na to, że wiesz dokładnie, czego chcesz - zauważył 
Richard.
-  Przynajmniej w tej chwili - przyznała.
Te słowa przypomniały mu, że stąpa po cienkim lodzie. Żadne 
z nich nie nawet nie wspomniało, że mogliby zostać razem na 
zawsze. W jej pojęciu ten wyjazd był zapewne 
eksperymentem, a Richard nie zrobił nic, by pomyślała, że on 
chce czego innego.
-  A więc zróbmy to tak, żeby było co wspominać. - Objął ją i 
pocałował.
Tym razem nie hamowali namiętności. Znali się już na tyle, 
by wiedzieć, że pocałunek ich rozpali. Richard wziął Melanie 
na ręce i ruszył w stronę schodów.
-  Dokąd mnie zabierasz? - zapytała.
-  Do łóżka - odrzekł. - Mogę sobie darować ogień na 
kominku, kolację i wino, ale nie zamierzam kochać się z tobą 
na środku salonu. Nie za pierwszym razem.
-  Za twardo? - zapytała z uśmiechem.
-  Nie, ale chcę traktować cię tak, jak na to zasługujesz - 
odparł, słysząc w jej głosie wyzwanie.
-  Czasami potrafisz być słodki. - Patrzyła na niego z roz-
marzeniem.
-  Czasami mnie inspirujesz - przyznał i przeskakując po dwa 
stopnie, ruszył po schodach.
W sypialni panowało przejmujące zimno i natychmiast 
pożałował, że nie włączył ogrzewania.

background image

-  Myślę, że powinienem zejść i włączyć piec. Melanie 
wsunęła mu dłonie pod koszulę i pieszczotliwym
ruchem przesunęła je w dół, aż dotarła do odsłoniętego ciała 
nieco poniżej pasa.
-  Ciągle ci zimno? - zapytała.
-  Prawdę mówiąc... - Urwał, a jego głos przeszedł w jęk, gdy 
dłonie Melanie zsunęły się jeszcze odrobinę niżej. - Teraz mi 
gorąco.
-  Mówiłam ci, że obejdziemy się bez ogrzewania - przy-
pomniała.
Nagle spoważniał i spojrzał jej w oczy.
-  Nie masz nawet pojęcia, ile razy myślałem o tej chwili.
-  Za dużo myślisz - odparła, błądząc rękami po jego ciele w 
sposób, który doprowadzał go do szaleństwa.
-  Innymi słowy, wolisz działanie. - Usiłował prowadzić 
rozmowę, by zachować resztki opanowania.
-  W tej chwili z całą pewnością.
-  Uczono mnie, że w takich sytuacjach należy ulegać 
życzeniom kobiet.
-  Kto cię uczył? Destiny?
-  Mack. A w tej dziedzinie szczyci się samymi sukcesami.
-  A czego uczyła cię Destiny? Mówiła o pszczółkach i 
motylkach?
-  Powtarzała, że seks jest zawsze dużo lepszy, kiedy bierze się 
z miłości - powiedział cicho.
Patrzył Melanie w oczy i widział w nich uczucia, których nie 
umiał rozpoznać. Nauczył się już wprawdzie odczytywać z jej 
oczu różne emocje, ale tym razem dostrzegł coś nowego, 
czułego, coś, co dawało nadzieję. Nie był zupełnie pewny, co 
to jest, ale biorąc pod uwagę własne uczucia, z czystym su-
mieniem mógłby powiedzieć, że po raz pierwszy w życiu miał 
sprawdzić teorię Destiny na temat miłości i seksu.

background image

Ta gra zaczyna się stawać poważna, pomyślała Melanie, 
przerażona obrotem sprawy. Zgodziła się przyjechać, bo do 
reszty straciła rozum i nie umiała się dłużej opierać własnym 
pragnieniom. Była gotowa przyjąć wszystko, co mógł przy-
nieść ten wspólny pobyt. Chciała mieć co wspominać w sa-
motne noce, kiedy Richard nie będzie już częścią jej życia. 
Była pewna, że prędzej czy później ten dzień nadejdzie. 
Czuła, że w tej chwili go pociąga, ale wiedziała i to, że pożą-
danie przemija. Kiedy wszystko się skończy, Richard będzie 
pamiętał tylko tyle, że go drażniła i że wspólnie zainscenizo-
wali zerwanie zaręczyn. Tak się umówili, a on był znany z 
poważnego traktowania swych zobowiązań. Była to jedna z 
tych jego cech, które najbardziej podziwiała. Dała temu 
zresztą wyraz we wstępnym oświadczeniu, które przygotowała 
dla prasy.
Jeszcze przed chwilą była pewna, że może liczyć na zerwanie 
zaręczyn. Ale kiedy spojrzała w oczy Richarda, dostrzegła w 
nich uczucia, które nią wstrząsnęły. Do tej pory nie miała 
wiele do stracenia. Szczerze mówiąc, uważała, że traci jedynie 
ważny kontrakt, i dlatego sama z niego zrezygnowała. 
Chciała, by to, co zaistniało między nią i Richardem, stało się 
bardziej jednoznaczne. A jeśli chodzi o sprawy zawodowe, to 
ostatnie tygodnie umocniły ją w przekonaniu, że jest dobra i 
nie będzie miała kłopotów ze zdobyciem nowych klientów. 
Od kiedy powiedziała Richardowi, że rezygnuje z pracy u 
niego, czuła wyraźną ulgę.
Teraz, kiedy nie łączyły ich już stosunki służbowe, liczyło się 
tylko to, co do siebie czuli. Płomienna namiętność i wzra-
stający szacunek, a także sympatia, jaką darzyła zarówno 
Destiny, jak i braci Richarda, zaskoczyły Melanie. Była w Ri-
chardzie zakochana, ale po ostatnim swym związku, który 
okazał się bolesną pomyłką, nie wierzyła już, że umie właści-
wie ocenić czyjeś uczucia.

background image

Przykre doświadczenia nauczyły ją udawać, że to, co się 
dzieje, nie ma znaczenia, i nie pokazywać prawdziwych 
uczuć. Nie chciała dopuścić do kolejnej klęski. Oczywiście 
gdyby Richard odwołał fikcyjne zaręczyny i zaproponował, by 
zaręczyli się naprawdę, wszystko wyglądałoby inaczej. 
Dopóki jednak tego nie zrobił, musiała się zachowywać tak, 
jakby obydwoje zgodnie uznali, że ich wzajemne pożądanie 
jest zbyt silne, by dłużej je ignorować.
- Skąd ta poważna mina? - zapytał cicho.
-  Zamyśliłam się. - Melanie z trudem przywołała na twarz 
szelmowski uśmiech. - Na czym to stanęliśmy?
-  Kiedy się zamyśliłaś, byłaś mniej więcej tu. - Richard 
ucałował jej dłoń i położył ją na swoim brzuchu.
-  Tak, rzeczywiście - odparła, poddając się rozkoszy, jaką 
sprawiał każdy dotyk, szczęśliwa, że Richard wydaje się 
pozwalać, aby to ona dyktowała reguły gry. Przesunęła dłoń 
niżej i dotarła do jego męskości. W tym momencie Richard 
przewrócił Melanie na plecy i zaczął rozbierać, rozpinając 
wprawnie wszystkie guziki i zatrzaski.
Po chwili była naga, a stanowczość, z jaką Richard przejął 
inicjatywę, zaparła jej dech w piersiach i sprawiła, że niecier-
pliwie czekała na dalszy ciąg.
-  Przekonajmy się, czy dobrze zrozumiałem, co planujesz na 
ten wieczór - powiedział, pieszcząc ją i całując coraz to inne 
części jej ciała.
Ogrzewanie nie było im potrzebne. Melanie wiła się pod jego 
dotykiem, czując trawiący ją żar, który tylko on mógł ugasić. 
Było to przeżycie tak pełne pasji i namiętności, że chciała się 
w nim zatracić. Zapragnęła go wreszcie poczuć w sobie.
-  Jak długo masz zamiar mnie dręczyć? -jęknęła.
-  Jeszcze trochę - odparł, potwierdzając te słowa piesz-
czotami, które doprowadzały ją do szaleństwa. - Nie hamuj 
tego Melanie, nie powstrzymuj się.

background image

-  Nie chcę kończyć sama. - Upierała się przy swoim nawet w 
takiej chwili.
-  Proszę... - szepnął, nie odrywając wzroku od jej twarzy i 
czyniąc wszystko, by złamać jej opór.
To właśnie ten błagalny szept doprowadził ją do rozkoszy.
Spełnienie przyszło nagle, wstrząsając jej ciałem. Tak wspa-
niałe doznanie powinno przynieść zaspokojenie, ale pozosta-
wiło po sobie tylko pragnienie dalszych rozkoszy.
Richard przyglądał się jej, bardzo z siebie zadowolony. Za 
bardzo zadowolony, pomyślała, dochodząc do wniosku, że w 
tej sytuacji trzeba sięgnąć po drastyczne środki.
-  Nie myśl, że wszystko zależy od ciebie. - Powstrzymała 
uśmiech i zastosowała chwyt, którego nauczyła się kiedyś na 
kursie samoobrony. W jednej chwili to ona znalazła się na 
górze i rozbawiona patrzyła na zdumioną minę Richarda.
-  Do diabła, gdzieś ty się tego nauczyła? - zapytał zasko-
czony.
-  To bez znaczenia. Chciałam tylko, żebyś wiedział, że mogę 
to zrobić. - Bezskutecznie starała się powściągnąć pełen 
satysfakcji uśmiech. Nigdy by nie przypuszczała, że kurs 
samoobrony przyda się jej w takiej sytuacji. - A teraz po-
wiedz, co chcesz, żebym zrobiła?
-  Pocałuj mnie - poprosił, ujmując jej twarz w dłonie.
-  Tylko tyle?
-  Może jeszcze to. - Uniósł jej biodra i wszedł w nią jednym 
pchnięciem, wypełniając ją, tak jak sobie wymarzyła. Znów 
był panem sytuacji. Trzymał ją mocno za biodra, nie 
pozwalając wykonać najmniejszego ruchu. Miała wrażenie, że 
to walka, ale jeśli wszystko toczyć się będzie jak dotychczas, 
obydwoje wyjdą z niej wygrani.
W końcu zaczął się poruszać. Z początku delikatnie i 
ostrożnie, potem coraz pewniej, a kiedy się wycofał, Melanie 
z trudem powstrzymała błaganie o więcej.

background image

Po chwili wszedł w nią ponownie, a wtedy świat wokół 
przestał istnieć. Zatraceni w pełnych namiętności zmaganiach, 
płynęli na falach rozkoszy aż do samego szczytu, gdzie 
czekało spełnienie.
Wstrząśnięta i zmęczona, Melanie leżała bez sił, przepełniona 
tyloma uczuciami, że aż bała się spojrzeć na Richarda. 
Kochała go najbardziej na świecie, nie chciała jednak, żeby 
wyczytał to z jej oczu. Nie była pewna, czy którekolwiek z 
nich umiałoby dalej żyć, wiedząc o tym.

background image

ROZDZIAŁ 14
Dochodziła północ, gdy Richard wymknął się z łóżka i zszedł 
na dół, żeby włączyć ogrzewanie. W sypialni było tak zimno, 
że nawet ciepło ciała przytulonej do niego Melanie nie mogło 
go ogrzać.
Wieczór był rewelacyjny. Jeszcze żadna kobieta nie oddała 
mu się tak całkowicie, bezinteresownie i z takim entuzja-
zmem. Był już pewien, że Melanie nie interesuje się nim ze 
względu na pieniądze ani władzę. Mogła mieć przecież jedno i 
drugie, i obydwie te rzeczy odrzuciła bez namysłu. Wierzył, 
że go kocha, a nie jego pozycję czy majątek. To z pewnością 
na nią czekał przez całe życie, choć do tej pory nie zdawał 
sobie z tego sprawy.
Dlaczego nie powiedział, że ją kocha? Co go powstrzymy-
wało? Czy to, że i ona nie mówiła o swoich uczuciach, budząc 
w nim lęk przed odrzuceniem? Czy naprawdę był takim 
tchórzem?
Za kilka miesięcy zamierzał wystartować w wyborach, ale 
gdyby je przegrał, nie mrugnąłby nawet okiem. Przerażała go 
za to myśl, że miałby otworzyć serce przed Melanie po to 
tylko, by się dowiedzieć, że ona ma zamiar i tak go zostawić, 
zgodnie z wcześniejszą umową. Dobrze wiedział, jak nisz-
cząca jest utrata bliskiej osoby i jakim koszmarem była dla 
niego i braci śmierć rodziców. Gdyby teraz Melanie zdecydo-
wała się odejść, byłoby to równie okropne. Wiedział, że po 
takiej stracie mężczyzna nigdy całkiem się nie otrząśnie. 
Najlepszym dowodem było to, jak bardzo się bał.
Zapalił małą lampę, zaparzył dzbanek kawy i usiadł przy 
kuchennym stole, żeby spokojnie pomyśleć. Przypomniał so-
bie długie, serdeczne rozmowy z Destiny w czasach, kiedy był 
jeszcze chłopcem. Wielokrotnie powtarzała, że nie wolno mu 
dopuścić do tego, by śmierć rodziców wywołała strach przed 
miłością.

background image

-  Zamykając serce dla innych, osiągasz skutek odwrotny od 
zamierzonego. W rezultacie czujesz się samotny, jakbyś stracił 
kogoś, kogo kochałeś - ostrzegała.
Rozumiał, co miała na myśli, ale w to nie wierzył. Uważał, że 
najboleśniejsza jest pustka, która zostaje, kiedy ktoś na zawsze 
odchodzi.
-  Wierzysz, że cię kocham, prawda? - Destiny nie dawała za 
wygraną.
Richard potwierdził skinieniem głowy. Po śmierci rodziców 
ciotka wróciła z Francji, obiecując, że będzie się nimi opieko-
wać, i dotrzymała słowa. Była jedną z niewielu osób, które ko-
chał i którym ufał. A mimo to jakaś cząstka jego serca 
pozostawała dla niej zamknięta. Z premedytacją otaczał się 
stopniowo murem, który bronił go przed dostępem uczuć.
-  Boisz się, że mogę odejść? Albo umrzeć? - zapytała wtedy 
ciotka.
Na samą myśl o tym przerażenie ścisnęło go za gardło i znowu 
mógł tylko skinąć głową.
-  Kochanie, nigdy was nie zostawię. Mogę, naturalnie, 
umrzeć, ale to przecież czeka każdego z nas i nie oznacza, że 
nie powinniśmy się nawzajem kochać. Przeciwnie, powinni-
śmy się cieszyć każdą chwilą, którą jest nam dane spędzić 
razem. Życie jest po to, aby żyć. Trzeba umieć wykorzystać 
moment, zaryzykować i pokochać kogoś całym sercem. Gdy-
bym cię tego nie nauczyła, to bym ciebie zawiodła.
Destiny przekonywała ich o tym cierpliwie, ale wszyscy trzej 
byli oporni, tyle że każdy na swój sposób. Mack wypełniał 
życie nic nieznaczącymi, przelotnymi romansami. Ben 
wprawdzie się zakochał, ale głupio, bo jego wybranka odeszła, 
a po jej stracie strach powrócił.
Richard był przekonany, że nie jest zdolny do prawdziwych 
uczuć. Nigdy nie zdobył się na ryzyko i aż do chwili 

background image

pojawienia się Melanie był pewien, że pancerz, w jakim za-
mknął serce, jest niezniszczalny.
Pijąc kolejną filiżankę kawy, tonął w tych ponurych roz-
myślaniach, gdy nagle usłyszał kroki na schodach i jego serce 
zaczęło bić mocniej.
Melanie weszła do kuchni, mając na sobie jego koszulę i 
rozkosznie potargane włosy.
-  Tęskniłam za tobą - powiedziała rozespana, siadając z 
ufnością na jego kolanach.
Odruchowo objął ją, a czując dotyk nagich ud i pośladków, 
stracił nadzieję na odzyskanie równowagi.
-  Chciałem rozpalić ogień w kominku - szepnął, wciągając w 
nozdrza delikatny zapach jej perfum.
-  No, trzeba było raczej rozpalić mnie - powiedziała cicho.
-  Dlaczego sam na to nie wpadłem? - Uśmiechnął się. - Może 
jeszcze nie jest za późno? - Pieszczotliwie musnął jej pierś, 
obserwując twardniejącą brodawkę.
-  Niech się zastanowię. Może uda nam się to jakoś nadrobić - 
droczyła się. - Ale najpierw musisz mnie porządnie nakarmić. 
Umieram z głodu.
-  Widzę, że nie narzekasz na brak apetytu - stwierdził 
rozbawiony. - Chciałem się tylko upewnić, czy naprawdę 
chcesz zacząć od jedzenia - powiedział z błyskiem w oku, 
błądząc dłońmi po jej ciele.
-  Teraz potrzebuję przede wszystkim pożywienia.
-  Na co masz ochotę? Na kolację, obiad, a może na kanapkę?
-  Nie każ mi myśleć. Jeszcze całkiem się nie obudziłam. Zrób 
mi niespodziankę.
-  Niech będzie. Pozwolisz mi wstać czy mam szykować 
jedzenie, trzymając cię na kolanach?
Melanie przeciągnęła się i przesiadła na krzesło, a potem 
ułożyła skrzyżowane ramiona na stole, oparła na nich głowę i 
od razu zasnęła. Richard długą chwilę wpatrywał się w jej 

background image

odsłonięty kark. Zastanawiał się, jaki smak może mieć w tym 
miejscu jej skóra, bo było to jedno z niewielu miejsc, których 
dotąd nie spróbował. Oparł się jednak pokusie.
Przez ten czas, kiedy krzątał się po kuchni, Melanie nawet nie 
drgnęła. Gdy jednak postawił przed nią talerz gorącej, 
pikantnej zupy, delikatnie poruszyła nozdrzami, a czując 
smakowitą woń, otworzyła oczy.
-  Ojej, ale cudnie pachnie - szepnęła. - Powiedz, że to 
domowa. 
-  Domowa - potwierdził z uśmiechem. - Ale nie ja ją 
ugotowałem, tylko Destiny. Kiedy ona gotuje, zawsze zosta-
wia coś w zamrażarce.
-  Pachnie po prostu bosko, i tak też smakuje - zachwyciła się 
Melanie i już obudzona spojrzała na kanapkę. - Ooo, bagietka 
z kurczakiem i z awokado? Bardzo wykwintne.
-  Sam ją zrobiłem - pochwalił się, ucieszony jej zachwytem. - 
A ty naprawdę niczego nie potrafisz ugotować?
-  Doskonale odgrzewam gotowe dania.
-  No to rzeczywiście możesz być z siebie dumna. - Roześmiał 
się, zapominając na chwilę o pieszczotach.
-  Na szczęście, nie przywiozłeś mnie tutaj ze względu na 
moje talenty kulinarne. W przeciwnym razie czekałoby cię 
ogromne rozczarowanie.
-  Nigdy nie będę tobą rozczarowany - stwierdził. Chyba że ze 
mną zerwiesz, dodał w myślach. A wtedy chyba pęknie mi 
serce.
-  Jesteś pewien? Przez chwilę wyglądałeś tak, jakbyś coś 
chciał przemilczeć.
Czuł, że to odpowiedni moment, by otworzyć serce i wyznać 
wszystko. Chciał to zrobić i wiedział, że powinien. Otworzył 
nawet usta, ale nie wydobył się z nich żaden dźwięk. 
Wieloletni lęk okazał się silniejszy. Stał więc, milcząc i 
patrzył, jak gaśnie w jej oczach blask i znika radość z twarzy. 

background image

Zrozumiał, że właśnie stracił szansę, by zdobyć to, czego 
pragnął najbardziej.
Melanie czuła, że podczas nocnego posiłku zdarzyło się coś 
ważnego. Domyślała się, że Richard zmagał się ze sobą i że 
przegrał. Nie miała jednak pojęcia, z czym walczył. A w 
sprawach dotyczących uczuć nie dowierzała już własnemu 
instynktowi. Modliła się, by wystarczyło, że jest otwarta i 
gotowa narazić się na porażkę. Nie chciała zostać zmuszona 
do wyrażenia swoich uczuć, bo mogły zostać odrzucone.
Lepiej niż ktokolwiek inny znała moc słów. Wiedziała, że 
mogą leczyć lub ranić, ale tych już wypowiedzianych nie da 
się cofnąć.
Nie pozwoliła, by milczenie Richarda ją zniechęciło. Mogła 
zrobić choć tyle, bo przecież przyjechała tu z nadzieją, że 
sprawy między nimi się ułożą. Zrobili już duży krok do 
przodu i bardzo się do siebie zbliżyli. Postanowiła się więc nie 
poddawać, bo ciągle jeszcze istniała szansa, że osiągną więcej. 
Jeżeli tylko oboje będą chcieć.
Następnego ranka odniosła wrażenie, że Richard doszedł do 
podobnych wniosków. Czekał na nią na dole uśmiechnięty, a 
na stole stało wykwintne śniadanie.
-  Jeżeli mi obiecasz, że codziennie dostanę takie śniadanie, to 
może się zastanowię i naprawdę wyjdę za ciebie - za-
żartowała.
-  Umowa stoi - odparł tym samym lekkim tonem. - Ale zanim 
nam stuknie czterdziestka, oboje będziemy większość czasu 
spędzać u lekarzy, walcząc z nadciśnieniem i nadmiarem 
cholesterolu.
Melanie wzięła do ust następny kęs omleta z kozim serem i 
szczypiorkiem i stwierdziła:
-  Kto wie, może warto.
Richard obrzucił ją taksującym spojrzeniem i najwyraźniej 
spodobało mu się to, co zobaczył.

background image

-  Masz pomysł, jak pozbyć się tych kalorii? - zapytał z nutą 
nadziei w głosie.
-  Na pewno nie tak, jak myślisz - odparła stanowczo, czując, 
że musi nabrać dystansu do nocnych przeżyć.
-  Szkoda.
-  Obiecuję, że później to nadrobimy. - Uśmiechnęła się.
- Teraz chcę trochę pozwiedzać okolicę. Kiedy tu byłam po-
przednio, przejrzałam foldery leżące w salonie i stąd wiem, że 
jest tu kilka interesujących miejsc do obejrzenia.
-  Istotnie, wytwórnia wina może być interesująca, ale co do 
reszty, to nie jestem pewien. Ale może jestem uprzedzony. 
Destiny corocznie zabierała nas na zwiedzanie historycznych 
miejsc.
-  Nie lubiłeś tego?
-  Być może nie wyraziłem się jasno. Zwiedzaliśmy je co roku, 
rozumiesz?
-  W takim razie nie będziemy potrzebować przewodnika.
- Uśmiechnęła się Melanie.
- Nic nie pamiętam.
-  Wezmę więc książkę i sprawdzę, ile zapomniałeś. Ru-
szajmy.
Richard mruknął coś, niezadowolony, ale wstał od stołu i 
włożył naczynia do zmywarki.
-  No, nie dąsaj się. - Poklepała go po policzku. - Kiedy 
wrócimy, będziesz mógł mnie sprawdzić.
-  Z historii?
-  Raczej ze sposobu reagowania na polecenia.
-  A więc wkładaj buty, kochanie! - Rozpromienił się.
- Zobaczysz, jak błyskawicznie odpracujemy to całe zwie-
dzanie.
Melanie była w tak radosnym nastroju, że Richard zupełnie się 
rozchmurzył, zapominając o nocnych obawach i o roz-
czarowaniu. Z tak niezwykłą uwagą chłonęła jego wykłady z 

background image

historii, że zaczął grzebać w pamięci, by przypomnieć sobie 
jakieś ciekawostki, które przecież musiał słyszeć, gdy 
zwiedzał te miejsca jako chłopiec. Podobało mu się, że 
Melanie słucha go z takim zainteresowaniem, jak gdyby 
przekazywał plotki o sąsiadach.
-  Jestem jankeską z Ohio, więc rodzinny dom generała 
konfederatów Roberta E. Lee nie powinien mnie tak intereso-
wać - powiedziała, gdy wychodzili z Stratford Hall. - Ale to 
miejsce jest naprawdę piękne i fascynujące. Żałuję, że nie 
żyłam w tamtych czasach. Wyobrażasz sobie, że Lee i Wa-
shington mogliby być twoimi sąsiadami? Pomyśl tylko, jakie 
rozmowy musiały się tam toczyć przy obiedzie.
-  Przypuszczam, że podobne do tych, jakie można usłyszeć, 
gdy Destiny gości na kolacji połowę najbardziej wpływowych 
ludzi w Waszyngtonie. Dopilnuję, żeby cię zaproszono przy 
następnej okazji. W czasie takich spotkań Destiny ma zwyczaj 
rzucać jakąś kontrowersyjną uwagę i patrzeć, co z tego 
wyniknie.
-  Mogę sobie wyobrazić, że świetnie się przy tym bawi. Opo-
wiadała mi bardzo dużo o spotkaniach intelektualistów, jakie 
organizowała w swojej pracowni, kiedy mieszkała we Francji.
-  Naprawdę? - zdziwił się. - Z nami nigdy o Francji nie 
rozmawiała.
-  Może nie chciała, żebyście pomyśleli, że tęskni za tamtym 
życiem.
-  Nie pojmuję, dlaczego ukrywała przed nami, jakie życie 
prowadziła, zanim wróciła do Stanów, żeby się nami zająć - 
rzekł i westchnął, bo nagle to pojął. - Na pewno nie chciała, 
żeby wyglądało na to, że żałuje powrotu i tego, co musiała dla 
nas poświęcić. Ty też tak uważasz?
-  Tak przypuszczam - odparła Melanie. - Sam zresztą 
powinieneś ją o to zapytać.

background image

-  Masz rację - przyznał. - Ciekawe, czy z Benem rozmawiała 
o tamtych latach? Mieszkając we Francji, również zajmowała 
się malarstwem. Oboje kochają sztukę, i to ich łączy. Przez 
całe lata czuwała nad rozwojem talentu Bena, a ja się nieraz 
zastanawiałem, czy nie ma ochoty, by znów wziąć pędzel do 
ręki.
Richard poczuł się nagle dziwnie. Dotąd nie przyszło mu do 
głowy, że w życiu Destiny mogą istnieć obszary, do których 
go nigdy nie dopuściła. Choć prawdopodobnie miał tam wstęp 
jeden z jego braci. No i, jak widać, Melanie, choć była dla 
ciotki obcą osobą.
-  Nie dlatego milczała, że żałowała swej decyzji. Pewnie 
uważała, że nie jesteście gotowi, by usłyszeć o tym, jak żyła 
we Francji - powiedziała Melanie, jakby wyczuwała jego 
myśli.
-  Wiem - rzucił niecierpliwie.
-  Na pewno? - zapytała cicho Melanie. - Na podstawie tego, 
co mi opowiedziała, uważam, że był to najbardziej 
altruistyczny czyn, o jakim słyszałam. Destiny była we Francji 
szczęśliwa. Prowadziła bardzo interesujące życie w miejscu, 
które kochała. Jej obrazy sprzedawano w Paryżu i na całym 
Lazurowym Wybrzeżu. W środowisku była znana, a nawet 
sławna. Miała wielu przyjaciół. I wtedy właśnie ty i twoi 
bracia zostaliście sami. Rzuciła więc wszystko bez wahania i 
wróciła do Stanów, bo rodzina była dla niej najważniejsza. 
Szczerze mówiąc, rodzina to jedyne, co naprawdę się liczy.
To prawda, pomyślał Richard. Zawsze wiedział, że powrót 
Destiny był dla niej poświęceniem, ale aż do tej chwili nie 
zdawał sobie sprawy z tego, jak wielkim. Nawet będąc już 
dorosłym, uważał, że obecność ciotki w ich życiu jest czymś 
oczywistym. Zaskakujące, że dopiero pod wpływem słów 
Melanie dostrzegł inną, nieznaną dotąd Destiny. Pierwszy raz 
ujrzał w niej nie tylko ciotkę, ale i wyjątkową kobietę.

background image

-  Jesteś cudowna! - Pocałował Melanie w policzek, 
wdzięczny za to, że pozwoliła mu ujrzeć w zupełnie innym 
świetle poświęcenie Destiny.
-  Dziękuję. A co ja takiego zrobiłam?
-  Otworzyłaś mi oczy - powiedział. I serce, dodał po chwili w 
myśli.
Krótka ucieczka od świata była jak błogi sen. Do pełnego 
szczęścia Melanie brakowało tylko tego, by Richard powie-
dział, że ją kocha. Niestety, nie zrobił tego.
Oglądali filmy i tańczyli przy starych przebojach nadawanych 
w radio. Kochali się w blasku ognia płonącego na kominku i 
było wspaniale. Melanie coraz lepiej rozumiała Richarda, lecz 
do jego serca nie miała dostępu i zamartwiała się, że tak już 
pozostanie.
Zegar wybił północ, oznajmiając, że zaczął się nowy rok. 
Melanie leżała w objęciach Richarda, wyczerpana, ale bardzo 
zadowolona.
-  Zanim jutro wrócimy do domu, musimy o czymś poroz-
mawiać. - Zajrzał jej w oczy. - Mamy już nowy rok, a to 
najlepsza pora na nowe życie - rzekł tonem, który wzbudził w 
Melanie lęk.
-  Pamiętasz, obiecałem ci publiczne zerwanie zaręczyn?
-  To o tym myślisz? - zapytała smutno.
A więc podczas gdy ona marzyła o zakończeniu w rodzaju 
„żyli długo i szczęśliwie", on zastanawiał się tylko, jak 
położyć kres kłamstwom. Chciał zacząć nowy rok bez niej i 
bez kłopotów, które się z nią wiązały.
- A ty nie? Od początku mówiłaś, że im wcześniej to zrobimy, 
tym lepiej. Uważam, że masz rację. Szczególnie po tej historii 
z zakupami i z całym tym planowaniem ślubu. Nie możemy 
pozwolić, żeby to się dalej ciągnęło.

background image

-  W takim razie skończmy wreszcie tę farsę- powiedziała 
dzielnie, pilnując, by się przypadkiem nie rozpłakać. -Wiesz 
już może, jak to zrobić?
Richard patrzył jej w oczy, usiłując wyczytać w nich, co 
naprawdę o tym myśli. Melanie udało się jednak nie okazać 
cierpienia. Zrobiła ogromny wysiłek, aby jej wzrok pozostał 
obojętny.
-  Sądzę, że to ty powinnaś zdecydować - odparł z duszą na 
ramieniu.
Kiwnęła tylko głową, bojąc się, że głos może ją zawieść.
-  Pomyśl o tym - nalegał. - I daj mi znać, jak tylko coś 
postanowisz. Zgodzę się na wszystko, co zechcesz.
-  Kiedy masz zamiar to zrobić? - zapytała spokojnie i pewnie.
-  Im wcześniej, tym lepiej.
-  Zgadzam się z tobą - powiedziała, myśląc, że kiedy już 
będzie po wszystkim, nadejdzie pora na wzięcie się w garść.
Nagle poczuła przejmujące zimno i otuliła się puszystym 
szalem.
-  Idę się położyć - powiedziała zdławionym głosem. Richard 
nie objął jej ani nawet nie zatrzymał. Dopiero
kiedy była na szczycie schodów, zawołał:
-  Szczęśliwego Nowego Roku, Melanie.
- Szczęśliwego Nowego Roku - odpowiedziała automatycznie, 
choć wiedziała, że dla niej zaczął się gorzej niż wszystkie 
minione lata.
Kiedy zamknęła za sobą drzwi sypialni, poczuła, że z rozkoszą 
walnęłaby czymś o ścianę. Nie miało to jednak sensu, chyba 
że mogłaby trafić w Richarda. Może to by mu wbiło trochę 
rozumu do głowy?
Dlaczego nie dostrzegał tego, co ona widziała wyraźnie? 
Miała pewność, że razem mogliby być szczęśliwi. Z jej po-
mocą Richard osiągnąłby w życiu wszystko, co tylko by ze-
chciał. Była dla niego idealną partnerką, bo świetnie się do 

background image

tego nadawała. Przy niej już nigdy nie byłby nudziarzem. Już 
ona by o to zadbała.
Straciła jednak nadzieję na wspólną przyszłość w chwili, gdy 
zaczął mówić o zerwaniu zaręczyn. Mimo że w ciągu 
ostatnich kilku dni bardzo się do siebie zbliżyli, to najwy-
raźniej podchodzili do tego w odmienny sposób. Dla Richarda 
wyjazd był tylko przygodą. Czymś, do czego i tak musiało 
dojść, bo nie mogli już dłużej ignorować rosnącego napięcia. 
Ale, jak widać, to było wszystko.
Melanie dobrze wiedziała, że nikogo nie można zmusić do 
kochania, tak samo jak nie można zmusić do wyznania miłości 
kogoś, kto sam przed sobą bał się przyznać, co czuje. Pod tym 
względem ona okazała się równie tchórzliwa jak Richard.
Teraz za to musi chronić swoje złamane serce i głupią dumę. 
Dlatego też po powrocie do Alexandrii wyda przyjęcie, 
podczas którego rzuci mu w twarz ten okropny pierścionek. 
Dopilnuje, aby scena była tak pamiętna, że będzie go 
prześladować do końca życia. Nie chciał uczucia, które ich 
połączyło, trudno, ale nie pozwoli mu o sobie zapomnieć. 
Zadba o to jak należy.
Na swoje nieszczęście, ona pewnie też nie zdoła go zapo-
mnieć.

background image

ROZDZIAŁ 15
Kiedy wrócili do miasta, przyjęcie zaręczynowe było już w 
zasadzie zorganizowane. Zaproszenia właśnie drukowano i 
było za późno, by wszystko odwołać. Melanie czuła się 
nieszczęśliwa, wiedząc, że wielka scena zerwania zepsuje całą 
imprezę, ale Destiny nie dała jej przecież szansy na inne 
zakończenie.
Melanie i Ryszard zgodnie uznali, że z fikcją należy uporać 
się jak najszybciej, a przyjęcie będzie znakomitą okazją, by 
zrobić to przy licznych świadkach. Melanie zaprosiła nawet 
Pete'a Forsythe'a, chcąc, żeby ujrzał koniec romansu, do 
którego doprowadził swoim artykułem.
- Na pewno nie chcesz zaprosić rodziców? - zapytała znów 
Destiny, kiedy po raz ostatni przeglądały listę zaproszonych 
gości. - Richard z przyjemnością wyśle po nich firmowy 
samolot.
Nigdy w życiu, pomyślała Melanie. Wystarczy, że przeczytają 
o tym w gazecie.
Zależało jej jednak na obecności Becky. Wiedziała, że kiedy 
bomba wybuchnie, będzie potrzebowała życzliwego wsparcia.
-  Moi rodzice nie lubią latać samolotem - odpowiedziała 
zgodnie z prawdą. - A żeby dojechać samochodem, tata mu-
siałby zwolnić się z pracy w środku tygodnia, co nie jest 
możliwe. Poza tym myślę, że rodzice będą chcieli urządzić 
drugie przyjęcie, w Ohio.
Kiedy wrócę do domu z podkulonym ogonem, pomyślała 
przygnębiona.
-  Kochanie, co cię dręczy? - Destiny patrzyła na nią z 
niepokojem. - Przyszła panna młoda powinna być szczęśliwa. 
A ty od czasu waszej wyprawy ciągle jesteś smutna.
-  Nie smutna, tylko trochę zmęczona - zapewniła Melanie. - 
Po powrocie zastałam na biurku sterty papierów i musiałam 
nad nimi siedzieć po nocach.

background image

Wydawało się, że tłumaczenie przekonało Destiny.
-  Kiedy już zostaniecie małżeństwem, będziesz mogła rzucić 
pracę - zaczęła ostrożnie. - Wiem, że to może nie jest punkt 
widzenia nowoczesnej kobiety, ale nie będziesz już musiała 
zarabiać.
-  Ale ja lubię swoją pracę - oświadczyła Melanie, myśląc, że 
już wkrótce praca stanie się dla niej najważniejsza w życiu.
-  Wiem, że jesteś świetną specjalistką, ale życie czasami 
zmusza nas do dokonania wyboru. Kiedyś może się okazać, że 
rodzina stanie się dla ciebie najważniejsza.
-  Tak jak dla ciebie?
-  No właśnie - przyznała Destiny z obojętnym wyrazem 
twarzy. - Tak jak dla mnie.
-  Żałowałaś kiedyś swojej decyzji?
Destiny wydawała się zaskoczona tym przypuszczeniem.
-  Jak mogłabym żałować? Richard, Mack i Ben są dla mnie 
jak synowie, potrzebują mnie! - zawołała. - Inna decyzja była 
nie do pomyślenia!
W głosie Destiny słychać było absolutną pewność, choć 
Melanie miała wrażenie, że wyczuwa też nutę smutku czy 
tęsknoty. Wiedziała jednak, że przyjaciółka nigdy się do tego 
nie przyzna. Nawet jeżeli czegoś żałowała, było jasne, że 
tajemnicę tę raczej zabierze do grobu, niż obarczy nią bratan-
ków.
-  Jak zyskuje się pewność, że wybór jest słuszny? - zapytała 
Melanie. Ukrywała smutek znacznie gorzej, niż robiła to 
Destiny.
-  Zapytaj serca. - Starsza pani uśmiechnęła się. - Ono cię nie 
okłamie w żadnej ważnej sprawie. Tyle że czasem trzeba się 
bardzo dokładnie wsłuchać, by usłyszeć odpowiedź - dodała 
cierpko.

background image

Melanie pomyślała, że jej serce stale udziela fałszywych 
odpowiedzi, ale zanim zdążyła rozważyć to dokładniej, zjawił 
się Richard.
Z niepewną miną cmoknął ciotkę w policzek, potem nachylił 
się nad Melanie i równie przyjacielsko pocałował ją w usta. 
Wiedziała, że pocałunek jest tylko grą, a mimo to odczuła 
dreszcz podniecenia.
-  Co robicie? - zapytał Richard.
-  Ostatnie przygotowania do przyjęcia - wyjaśniła Destiny. - 
Zaproszenia zostaną wysłane po południu.
-  Ile tysięcy ludzi cioteczka kazała ci zaprosić? - zwrócił się 
do Melanie.
-  Zaprotestowałam, gdy doszła do trzystu pięćdziesięciu osób.
-  Okrągła liczba - stwierdził cierpko Richard. - Oczywiście 
ktoś z prasy?
-  Pete Forsythe i jego fotograf.
-  Nie mogę pojąć, dlaczego go zapraszasz. - Destiny pokręciła 
głową.
-  Czyżby? A ja sądziłem, że lubisz pana Forsythe'a. - Richard 
popatrzył na ciotkę z rozbawieniem.
Destiny wydawała się tak zbulwersowana tymi słowami, że 
Melanie poczuła głęboki podziw dla jej umiejętności 
aktorskich.
-  Dlaczego tak ci się wydawało? - zapytała Destiny chłodno, 
udając oburzenie.
-  Przecież to właśnie jemu opowiedziałaś o weekendzie, który 
kilka tygodni temu spędziłem z Melanie w domu nad rzeką - 
przypomniał. - Dlaczego więc nie dać mu okazji, żeby był 
świadkiem zaręczyn, do których się przyczynił?
-  Och, to przecież nieważne. - Destiny beztrosko zakończyła 
temat.
-  Masz rację - przyznał Richard. - Wybaczysz, jeśli porwę ją 
na chwilę? Musimy ustalić kilka spraw.

background image

-  Oczywiście - zgodziła się grzecznie ciotka.
-  Czy to dotyczy twojej kampanii? - zapytała Melanie, 
niechętnie idąc do jego biura.
-  Zapomniałaś, że już u mnie nie pracujesz?
-  Zawsze możesz mnie zapytać o radę - zauważyła, bolejąc, 
że już niedługo nawet to nie będzie ich łączyć.
-  Wieczorem mam służbową kolację. Czy chciałabyś mi 
towarzyszyć?
-  Nie wydaje ci się, że w obecnej sytuacji nie jest to dobry 
pomysł?
-  Pewnie tak, ale ludzie, z którymi jestem umówiony, poczują 
się obrażeni, jeśli nie przyjdziesz.
To okropne! Jak może iść z nim na kolację i udawać przed 
obcymi ludźmi, że jest szczęśliwa, kiedy w tym samym czasie 
będzie planowała wielką scenę zerwania?
-  A może pokłócimy się wieczorem i zerwiemy zaręczyny 
jeszcze przed kolacją? - zaproponowała z nadzieją w głosie. - 
Wtedy będziesz mógł iść sam i nie trzeba będzie odgrywać 
żadnej sceny na przyjęciu.
-  Myślałem, że ci na tym zależy. - Popatrzył na nią z 
zainteresowaniem. - Ta scena była przecież jednym z twoich 
warunków.
-  Szczerze mówiąc, przestało mi zależeć - odparła, bo nie 
chciała upokarzać Richarda. Nie chciała również robić wstydu 
sobie ani burzyć nadziei Destiny. Wolałaby mieć już to 
wszystko za sobą. - Rozstańmy się cicho i spokojnie teraz - 
poprosiła, próbując zsunąć pierścionek z palca.
Niestety, pierścionek ani drgnął, a ponura mina Richarda 
wskazywała, że nie godzi się na tę prośbę.
-  Sama wybrałaś czas i miejsce. Nie możesz się teraz 
wycofać.
-  Dlaczego?
-  Bo nie - upierał się.

background image

Mogłaby pomyśleć, że próbuje w ten sposób zyskać na czasie, 
ale przecież wiedziała, że to nieprawda.
Richard wyjął z szafy smoking. Nie opuszczała go myśl, że 
popełnił błąd, nie pozwalając Melanie zakończyć tej farsy po 
cichu. Dlaczego uparł się, żeby czekać jeszcze tydzień? 
Wspólna kolacja w towarzystwie zaprzyjaźnionych biznes-
menów bynajmniej nie poprawiła sytuacji. Melanie, nieobecna 
duchem, milczała, przez co pozostali goście czuli się nie-
zręcznie. Wieczór był katastrofą, a wspólne przedsięwzięcia, o 
których rozmawiano przy kolacji, prawdopodobnie nie dojdą 
do skutku. Ale Richard jakoś nie umiał się tym przejąć. 
Martwiło go tylko to, że może stracić jedyną kobietę, którą 
pokochał.
-  Skąd ta ponura mina? - zapytał Mack, patrząc, jak brat 
nalewa sobie dużego drinka. - Przecież dzisiaj będziemy 
świętować twoje zaręczyny.
-  Daj spokój, obaj wiemy, że to nieprawda - odparł Richard.
-  Myślałem, że... - Mack urwał, najwyraźniej zaskoczony 
reakcją brata.
-  Co myślałeś? Że naprawdę mamy zamiar się pobrać?
-  Szczerze mówiąc, tak. Wszystko na to wskazywało. 
Wyjechaliście przecież razem do domu nad rzeką.
-  Cóż, sprawy często mają się inaczej, niż to wygląda. 
Właśnie w czasie tego wyjazdu Melanie powiedziała mi, że 
chce, aby wszystko przebiegło zgodnie z naszą wcześniejszą 
umową.
-  A co zrobiłeś, by zmieniła zdanie? - Mack popatrzył na 
brata ciężkim wzrokiem.
-  Cóż mogłem zrobić? Przecież była zdecydowana.
-  Powiedziałeś, że ją kochasz?
Richard zmarszczył brwi, a Mack zrozumiał, że brat nie 
zdobył się na wyznanie.

background image

-  Co się z tobą dzieje? - spytał. - A zresztą nieważne, i tak 
wiem. Uwierz mi, że jeśli chodzi o romanse, tak samo jak ty 
nie znoszę fajerwerków. Ale to Melanie. Jest w tobie do 
szaleństwa zakochana i widać, że ty ją kochasz. Nie pozwól, 
by odeszła.
Richard nie był jednak gotów wyznać, co czuje do Melanie. 
Nawet bratu, któremu bez namysłu powierzyłby swoje życie.
-  Zapominasz, że cała ta historia z zaręczynami miała na celu 
wyłącznie zadowolenie Destiny - przypomniał.
-  Naprawdę myślisz, że wciąż oszukujesz ciotkę? - Mack 
wybuchnął śmiechem. - Żyjesz złudzeniami, Richardzie. Może 
na początku to naprawdę była jakaś szczeniacka gra, ale... - 
Mack urwał, widząc pogłębiające się na czole Richarda 
zmarszczki. - Nie przestraszysz mnie tą groźną miną. 
Przyznaj, że gra się skończyła, i napraw wszystko, zanim 
będzie za późno. Nie upieraj się, gdy chodzi o coś tak ważne-
go. Może ona też chciałaby zmienić fikcję w rzeczywistość, 
ale pamiętając ostatni punkt waszej absurdalnej umowy, bała 
się do tego przyznać.
Richard wpatrywał się w Macka, zastanawiając się, czy to 
możliwe, by miał on rację. Czy możliwe, że swoim postępo-
waniem skłonił Melanie do milczenia? Czy naprawdę oboje 
gotowi byli dotrzymać umowy tylko dlatego, że bali się wy-
znać swe uczucia?
-  Od kiedy to stałeś się znawcą uczuć? - zadrwił jednak z 
brata.
-  Nie jestem głupi, Richardzie, ale ty nie rozumiesz, do czego 
zmierzasz..
Richard uznał, że nie ma sensu dalej brnąć w ten absurd.
-  Co mam zrobić? - zapytał.
-  Wymyśl coś przekonującego i nie przyjmuj odmowy. 
Pozwól, niech Melanie odegra swoją scenę, a potem ty odegraj 
swoją. Na pewno ci się uda.

background image

Richard pomyślał, że skoro Mack wierzy w jego siłę prze-
konywania, to może warto spróbować. Chodzi przecież o je-
dyną kobietę, którą w życiu pokochał.
-  Chyba mam pomysł. - Uśmiechnął się i podniósł słuchawkę, 
by zadzwonić do swojego jubilera.
-  Nawet jeśli ci się nie uda, to przynajmniej będziesz 
wiedział, że zrobiłeś wszystko, co było możliwe. A to lepsze 
niż poddanie się bez walki.
Racja, pomyślał Richard, od razu nabierając wigoru. Dobrze 
wiedział, jak ważna jest w negocjacjach inicjatywa. Dlaczego 
wcześniej nie pomyślał o tym, by posłużyć się dobrze znaną 
sobie taktyką, sprawdzającą się w biznesie? Przecież w grę 
wchodzi najważniejszy kontrakt w życiu!
Melanie ukryła się w toalecie i wycierała przed lustrem łzy. 
Uciekła z przyjęcia, bo ani chwili dłużej nie mogła już znieść 
ciągłego uśmiechania się do gości. Bolały ją od tego szczęki. 
Przyjęcie było ogromnym sukcesem, ale zaraz je zepsuje, 
odgrywając swą wielką scenę.
-  Czy coś się stało, kochanie? - Destiny przyłapała ją na 
ocieraniu łez, ale w jej głosie nie było współczucia. Nie wy-
dawała się też zmartwiona, raczej zadowolona z siebie.
Melanie spojrzała badawczo i zrozumiała, że Destiny nie dała 
się nabrać na ich grę.
-  Cały czas wiedziałaś, że udajemy, prawda?
-  Oczywiście - przyznała Destiny radośnie, jakby nie wydała 
majątku na zaręczyny, które się nie odbędą. – Wiem też, że 
kochasz Richarda, i jestem absolutnie pewna, że on kocha 
ciebie. - Poklepała ją pocieszająco po ręce.
Melanie nie pytała, skąd ta pewność, potrzebowała rady, i to 
szybko.
-  Myślisz, że mogę to wszystko jakoś naprawić?

background image

-  To nie twoja rola. Pozwól, by Richard się tym zajął - 
odparła Destiny. - Do pewnych rzeczy mężczyzna musi dojść 
sam. W przeciwnym razie równowaga sił zostanie zachwiana.
-  Myślisz, że on coś zrobi? - zapytała żałośnie Melanie.
-  Jeżeli jest choć w połowie taki, za jakiego go uważam, to za 
miesiąc staniecie przed ołtarzem - zapewniła Destiny. -A 
musisz wiedzieć, moja droga, że nikt nie zna mojego bratanka 
lepiej niż ja.
-  To znaczy, że mam z nim zerwać, tak jak zaplanowaliśmy?
-  Spodziewa się tego, więc nie możesz go zawieść. Gdyby 
jednak w skrytości ducha liczył na to, że w ostatniej chwili 
zmienisz zdanie, to będzie to dla niego zimny prysznic.
Godzinę później Melanie zaczerpnęła tchu, po czym chlusnęła 
Richardowi w twarz szampanem z kieliszka. Co prawda, nie 
tak planowała początek wielkiej sceny, ale spodobało się jej 
to. Czasami Richard był tak bardzo sztywny, że po prostu nie 
mogła tego znieść. Może ten prysznic z zdoła go ożywić?
-  A to co? - zapytał, najwyraźniej szczerze zaskoczony.
-  Miałam nadzieję, że szampan pomoże ci przejrzeć na oczy.
-  Naprawdę?
-  Naprawdę. Jak na człowieka inteligentnego, czasami 
zachowujesz się okropnie głupio - oświadczyła.
Nie tak radziła jej Destiny, ale Melanie już zbyt długo 
pozwalała, by to inni kierowali jej losem. Zapomniała, że 
osobą, która jest najbardziej zainteresowana tym, jak ułoży się 
jej przyszłość z Richardem, jest ona sama. Chyba że Ri-
chardowi także na tym zależy.
-  Czy to oznacza, że ze mną zrywasz? - zapytał Richard, 
wyraźnie rozbawiony, mimo że otaczało ich morze zdumio-
nych twarzy.
-  Tak - odparła pewnym siebie głosem.
-  W takim razie proszę o zwrot pierścionka.

background image

Melanie wyciągnęła dłoń i z niechęcią spojrzała na ogromny 
brylant, który od początku jej się nie podobał, mimo że rzucał 
przepiękne błyski, mieniąc się kolorami tęczy. Miał pewnie co 
najmniej sześć karatów. Był idealnie przejrzysty i bez 
najmniejszej skazy. Musiał kosztować fortunę.
-  Chyba jednak go zatrzymam - stwierdziła. - Mogę go 
zastawić, a za pieniądze, które dostanę, rozszerzę działalność 
swojej firmy.
Usłyszała stłumiony śmiech braci Richarda. Spodziewała się, 
że on sam okaże złość, ale tylko wzruszył ramionami.
-  Rób, jak chcesz - odrzekł spokojnie. - Ale może teraz 
zechcesz go jednak zdjąć?
-  Dlaczego?
-  Mam tu inny pierścionek i myślę, że może ci się bardziej 
spodobać - powiedział, wyjmując z kieszeni małe aksamitne 
pudełeczko.
-  Czy to znaczy, że naprawdę prosisz mnie o rękę? - Melanie 
była kompletnie zaskoczona, a za jej plecami rozległo się 
pełne ulgi, szczęśliwe westchnienie.
Obejrzawszy się, zobaczyła uśmiechniętą Destiny.
-  Od początku byłaś o tym przekonana - szepnęła do niej 
Melanie.
-  Ależ skąd, nie miałam pojęcia! - W oczach Destiny czaił się 
śmiech.
-  A powinnaś się domyślić. - Richard uśmiechnął się do 
ciotki. - Bo to przecież ty wszystko zaczęłaś.
-  Nie mogę całej zasługi przypisywać sobie - odparła z 
zaskakującą skromnością.
Pokora ciotki nie zrobiła jednak wrażenia na Richardzie.
-  Powinnaś wiedzieć, że ona zawsze osiąga to, czego chce - 
ostrzegł Melanie.
Destiny uśmiechnęła się z zadowoleniem, a potem odwróciła 
się w kierunku Macka i Bena.

background image

-  Nie zapominajcie o tym, chłopcy - zażartowała, gdy 
tymczasem przerażeni bracia wtapiali się w tłum.
-  Po czyjej będziesz stronie, kiedy Destiny uzna, że nadeszła 
ich pora? - zapytała Melanie.
-  Oczywiście po jej stronie. - Richard ani chwili nie za-
stanawiał się nad odpowiedzią. - Dzięki niej uwierzyłem w 
siłę miłości. Ale ty nadal mi nie odpowiedziałaś. - Zajrzał 
Melanie głęboko w oczy.
-  Może powinnam potrzymać cię w niepewności 
-uśmiechnęła się.
Słysząc jednak za plecami szept Destiny o równowadze sił, 
podjęła decyzję. Domyślała się, jak wiele musiało kosztować 
Richarda wystawienie się na pośmiewisko w obecności tylu 
osób. Zrobił tak wiele, że zasłużył przynajmniej na to, by go 
nie dręczyć.
-  Zgadzam się - powiedziała, patrząc mu w oczy. Goście 
wyglądali na skonsternowanych. Zaproszono ich
na uroczystość zaręczyn Richarda i Melanie. Najpierw jednak 
byli świadkami zerwania, a potem Richard ponownie poprosił 
Melanie o rękę. Kiedy jednak Destiny chwyciła dziewczynę w 
objęcia i uszczęśliwiona składała jej gratulacje, zebrani zaczęli 
głośno wiwatować.
-  Nie mogłabym sobie wymarzyć lepszej żony dla Richarda - 
powiedziała Destiny.
-  Udawałaś zaskoczoną, ale obie wiemy, że to ty mnie 
wybrałaś, choć jeszcze nie wiem dlaczego - odrzekła Melanie.
-  To takie proste! - Destiny odwróciła się w stronę Richarda, 
który nigdy dotąd nie wydawał się tak radosny i swobodny. A 
kiedy zauważył, że Melanie na niego patrzy, w jego oczach 
zalśnił ciepły blask. - Widzisz to co ja? - zapytała jego ciotka.
-  Widzę, że jest szczęśliwy - odparła Melanie, wiedząc, że 
przepełniają go dokładnie takie same uczucia jak te, które 
wezbrały w jej sercu.

background image

-  Dzięki tobie - stwierdziła Destiny.
-  Może w takim razie powinnyśmy podzielić się zasługami? - 
Melanie chwyciła Destiny w objęcia.
-  Za dzisiejszy wieczór owszem. Ale z czasem będą tylko 
twoim udziałem. I już dzisiaj chcę ci za to z góry podzięko-
wać.
-  Richard kocha mnie dlatego, że nauczyłaś go kochać.
-  Chyba masz rację - powiedziała Destiny i rozejrzała się po 
sali. - A gdzie, u diaska, podział się Mack? - zapytała, ruszając 
od razu na poszukiwania.
-  Nie uważasz, że powinieneś znaleźć Macka i ostrzec go? - 
zapytała Melanie, gdy Richard pojawił się obok niej.
-  Mack sam umie o siebie zadbać. A szczerze mówiąc, z 
przyjemnością popatrzę, jak dla odmiany on będzie się zwijał. 
Mam teraz jednak ważniejsze rzeczy na głowie.
-  Jakie na przykład? Pocałował ją w usta.
-  Zgadzam się, że to zdecydowanie ważniejsze - wyszeptała z 
ustami na jego wargach.
-  Wspominałem już, że cię kocham? - zapytał, kiedy skończył 
ją całować.
-  Jeśli się nad tym zastanowić, to właściwie nie. Ale 
domyślam się, że gdyby tak nie było, nie poprosiłbyś mnie o 
rękę.
-  Wiedziałem, że czytasz w moich myślach. - Uśmiechnął się.
-  Przez chwilę byłam pewna, że wszystko poszło źle, ale od 
tej pory znów zacznę ufać swojemu instynktowi.
-  A co w tej chwili mówi ci twój instynkt? - zapytał. 
Popatrzyła na niego z namysłem, a potem fuknęła:
-  Powinieneś się wstydzić! - Ale z jej twarzy nie schodził 
uśmiech.
-  Czy to znaczy, że nie masz ochoty wymknąć się i wynająć 
pokoju na górze?

background image

-  Nie powiedziałam, że nie mam ochoty, i widzę, że będziesz 
musiał popracować nad czytaniem w moich myślach.
-  Z przyjemnością będę to ćwiczył do końca życia. I zawsze 
będę cię kochał - zapewnił.
Melanie zaś poczuła, że jest najszczęśliwszą kobietą na 
świecie.
Wiedziała, że jeśli tak powiedział, to tak będzie, bo na jego 
słowie można było polegać. Richard Carlton dotrzymywał 
obietnic, i to nie tylko w sprawach zawodowych. Z radością 
przekonała się o tym, że był równie stały i solidny w życiu 
osobistym. I co najważniejsze, kochał ją i nie obawiał się o 
tym mówić.

background image

Trzem braciom Carltonom, osieroconym w dzieciństwie, 
pozostał pokaźny spadek i, co może ważniejsze, kochająca ich 
ciotka. Ta energiczna i uparta kobieta posiadła umiejętność 
kojarzenia idealnych par. Potrafiła też dokonać niemożliwego 
- przekonać dwoje poranionych przez życie ludzi, żeby nie 
bali się miłości.
Richard i Melanie spotkali się na gruncie zawodowym. On 
zamierzał kandydować do władz miasta, ona szukała zajęcia 
jako specjalistka od publicznego wizerunku. Oboje byli dalecy 
od nawiązania bliższej znajomości, zwłaszcza Melanie, która 
przeżyła poważny zawód miłosny. Mimo to się zaręczyli, aby 
nie zawieść ciotki, która robiła wszystko, żeby młodzi stanęli 
na ślubnym kobiercu. Miały to być jedynie udawane 
zaręczyny, tymczasem...