background image

 

 
 
 
 

– Jest moją córką.  

 

W całym pomieszczeniu zapanowała grobowa cisza.  

 

Ryk  wściekłości  zdekoncentrował  Czarnego  Pana.  Właśnie  wtedy 
Harry  zobaczył  to,  co  on.  Wnętrze  ponurego  domiszcza,  jeszcze 
bardziej  bladego  Snape’a  i  innych  przerażonych  śmierciorzerców.  A 
także poczuł ogromny ból blizny.  

background image

 

- Aaaaaaaaaaaaaa – krzyknął i schował głowę między kolanami.  

 

Złapał  się  obiema  rękami  za  głowę  i  zacisnął  powieki,  jakby  chciał 
usunąć  z  głowy  to,  co  tam  widział.  A  miał  przed  sobą  uśmiechniętą 
twarz  Hermiony,  z  jego  własnych  wspomnień.  I  doskonale  wiedział, 
co  planuje  Voldemort.  Kiedy  otworzył  oczy  natychmiast  zobaczył 
nachylającą się nad nim Hermionę. Była zmartwiona, ale i wściekła. 

 

- To połączenie miało przestać działać – powiedziała.  

 

- Ale nie przestało – mruknął Harry.  

 

- O co chodzi? Jakie połączenie? – zapytał roztrzęsiony Lupin. 

 

-  Harry  czasami  wnika  w  myśli  Voldemorta  –  rzekła  Hermiona, 
wiedząc,  że  on  sam  nie  byłby  w  stanie  opowiedzieć  o  tym 
samodzielnie.  

 

Na  twarzy  był  jednocześnie  biały  i  fioletowy.  Pogłaskała  więc  go  po 
twarzy i kontynuowała: 

 

- To właśnie dzięki temu połączeniu był w stanie zobaczyć jak Nagini 

atakuje pana Weasley’a. ale też Voldemort był w stanie wejść w jego 

myśli  i  pokazać  mu  to,  co  chciał  i  dlatego  znaleźliśmy  się  wtedy  w 
ministerstwie.  

 

-  Czy  ktoś  próbował  nauczyć  cię  oklumencji?  –  chciał  wiedzieć 
profesor.  

 

-  Oczywiście,  że  tak  –  kontynuowała  Hermiona  –  ale  był  to  Snape  i 
bardziej przypominało to lekcje tortury niż obrony. A Harry nigdy nie 

background image

nauczył się bronić. I czasami widzi i czuje Czarnego Pana, kiedy ten 
coś szczególnie przeżywa. Tak jak i teraz, prawda?  

 

Chłopak kiwnął głową, ale nie był w stanie nic odpowiedzieć. Patrzył 
tylko na nią z przerażeniem. Oczy miał szeroko otwarte i wpatrzone w 
jej,  i  nie  przestawał  myśleć.  Skoro  Voldemort  wiedział  o  jego 
uczuciach, to znaczyło to, iż  musiał poznać jego myśli, a on nawet o 
tym  nie  wiedział  i  przez  swoje  własne  zaniedbanie  i  lenistwo  naraził 
Hermionę  na  największe  z  możliwych  niebezpieczeństw.  Dał  temu 
mężczyźnie  kartę  przetargową  do  ręki,  którą  wykorzysta  przy 
najbliższej nadarzającej się okazji. Czuł też wściekłość na Snape’a, za 
coś  czego  mu  nie  powiedział,  ale  Harry  nie  wiedział,  o  co  może 
chodzić.  Szybko  wstał  z  fotela  i  ruszył  w  stronę  wyjścia.  Hermiona 
ruszyła  za  nim,  ale  odwrócił  się  do  niej  z  takim  przerażeniem  na 
twarzy, że zatrzymała się w miejscu.  

 

-  Zostań  –  szepnął  –  Obiecaj  mi,  że  nie  wyjdziesz  z  domu  bez 
ochrony, nawet po to, aby mnie szukać. Wrócę, kiedy będę w stanie – 
poczekał aż kiwnęła głową na zgodę i wyszedł w samej kurtce.  

ermiona przez chwilę patrzyła za nim, ale odwróciła się i pobiegła do 
sypialni.  Rzuciła  się  na  łóżko  i  zapłakała  bezgłośnie.  W  dłoniach 
trzymała  zawinięty  w  srebrny  papier  prezent  od  Harry’ego,  którego 
nie  zdążyła  jeszcze  odpakować.  Kiedy  tylko  się  uspokoiła  odwiązała 
czerwoną 

wstążkę 

ujrzała 

najpiękniejszą 

szkatułkę, 

jaką 

kiedykolwiek  widziała.  Oglądała  ją  ze  wszystkich  stron.  Podziwiała 
kunsztowne  wykończenia  i  złote  ozdoby.  Gdy  otworzyła  wieko  z 
namalowanym  na  wierzchu  motylem,  aż  jej  dech  zaparło.  Wzięła  do 
ręki  spinkę  wielkości  dziecięcej  piąstki.  Środek  składał  się  z  kilku 
diamentów w kształcie łez, tak ze sobą złączonych, że wyglądały jak 
motyl,  a  delikatne  złączenia,  obramowanie  i  inne  dodatki  były  z 
najpiękniejszego  złota  jakie  widziała.  Gra  światła,  a  może  po  prostu 
magia  tej  spinki  sprawiała  wrażenie,  że  mieniła  się  najróżniejszymi 
kolorami, w zależności od tego pod jakim kątem się na nią spoglądało.  

background image

W  tym  momencie  ktoś  zapukał  i  w  drzwiach  ukazała  się  zasmucona 
twarz  pani  Weasley.  Weszła  i  usiadła  na  skraju  łóżka,  a  kiedy 
zobaczyła, co dziewczyna ściska w dłoniach, aż jej dech zaparło.  

 

- Piękne – szepnęła.  

 

- Tak. To prezent od Harry’ego – dodała, chociaż wcale nie musiała.  

Przez chwilę panowała całkowita cisza. 

 

- Powiedz mi, o co chodzi z tym połączeniem – powiedziała wreszcie 
kobieta.  

 

-  W  piątej  klasie,  Harry  zaczął  mieć  jakieś  dziwne  wizje  i  odczucia, 
ale z początku nie poszedł do dyrektora – zaczęła – Do momentu jak 
pan Weasley nie został zaatakowany. Wtedy nie mógł milczeć, chyba, 
ż

e  chciałby  aby  zginął.  Od  tamtego  czasu  miał  przez  kilka  godzin 

tygodniowo  specjalne  zajęcia  ze  Snapem.  Ale  nie  mógł  się  tego 
nauczyć.  I  kiedy  zobaczył  jak  Voldemort  torturuje  Syriusza  w  Sali 
Przepowiedni, postanowił mu pomóc. Udało nam się go namówić, aby 
skontaktował się z wami tutaj, ale Stworek powiedział, że Syriusza nie 
ma.  Przyłapała  nas  Umbridge  i  wszystko  potoczyło  się  w  sposób,  o 
którym  pani  wie.  Przez  cały  poprzedni  rok  powtarzałam  mu,  że 
powinien się pouczyć oklumencji, ale sobie to olał. Od czasu do czasu 
ma  pewnego  rodzaju  wizje.  A  dzisiejsza  musiała  go  bardzo 
zdezorientować.  

 

- Często się to powtarza? – zapytała ją kobieta. 

 

-  Tylko  od  czasu  do  czasu,  a  Harry  broni  się  wtedy  tym,  że  jest 
zorientowany w planach Voldemorta.  

 

Rozmawiały  o  tym  jeszcze  przez  chwilę.  Pani  Weasley  chciała 
dokładnie  wiedzieć  na  jakiej  zasadzie  działają  te  wizje,  a  Hermiona 
wytłumaczyła jej najlepiej jak potrafiła.  

background image

 

W  tym  samym  czasie  Harry  chodził  ulicami  Londynu  i  zaglądał  w 
okna  innych  domów.  Ludzie  świętowali  i  śmieli  się  w  taki  sposób 
jakby  nic  szczególnego  się  nie  wydarzyło  w  ich  życiu.  A  było  to 
oczywistą  nieprawdą.  Nad  ich  głowami  czaiła  się  śmierć  lub  los 
znacznie od niej gorszy. Czarny Pan pragnął zagłady mugoli tak, aby 
czarodzieje stanowili jedyny istniejący na ziemi gatunek ludzi. Nagle 
jednym machnięciem różdżki znalazł się w miejscu, gdzie kiedyś stał 
jego dom, ten poza Hogwartem. Patrzył na zgliszcza Nory, ukryte pod 
wielką  masą  śniegu.  Nie  mógł  sobie  wyobrazić  innego  domu  dla 
Weasley’ów,  ale  skoro  ten  już  nie  istniał,  będą  musieli  znaleźć  sobie 
coś  równie  wspaniałego,  co  będą  mogli  wypełnić  tak  rodzinnym 
ciepłem, jakie panowało w tym miejscy. A on miał nadzieję, że pożyje 
na tyle długo, aby to jeszcze zobaczyć. 

 

Przez  chwilę  patrzył  jeszcze  na  ruiny  domu,  ale  wrócił  do  Londynu 
tak  szybko,  jak  się  pojawił.  Zjawił  się  na  samym  środku  parku  w 
centrum  miasta.  Była  to  jedna  z  ulic  zamieszkanych  w  większości 
przez  czarodziejów.  Patrzył  w  okna  obcych  ludzi,  widział  ich 
szczęście,  radość  i  zachwyt.  Zarówno  mugole,  jak  i  czarodzieje  tego 
jednego  wieczora  byli  po  prostu  ludźmi,  nikt  nie  dzielił  ich  na 
gorszych czy lepszych. Dzieci cieszyły się z prezentów, a ich rodzice 
z  niezwykłej  atmosfery,  jaka  panowała  tego  dnia.  Dlatego  Harry  był 
niezwykle  zaskoczony,  kiedy  stanął  przed  nim  Draco  Malfoy  z 
różdżką  wycelowaną  prosto  w  jego  serce,  a  kiedy  rozejrzał  się 
dokładnie  zauważył  wielu  innych  śmierciorzerców  wyłaniających  się 
zza  drzew  i  budynków.  Wymawiając  cicho  kilka  zaklęć,  Harry 
znieczulił  wszystkich  mieszkających  w  okolicy  mugoli.  Wiedział,  że 
w  danej  chwili  i  stanie  ducha,  nie  jest  w  stanie  walczyć  z  tyloma 
przeciwnikami na raz i wyjść z tego z jak najmniejszą szkodą.  

 

Przy  aktualnych  warunkach  zapewnił  światu  czarodziejów  takie 
bezpieczeństwo,  na  jakie  go  było  stać,  ale  potrzebował  wsparcia  od 
tego  magicznego  świata.  Dlatego  poczuł  ulgę,  kiedy  po  pierwszych 
strzałach,  jakie  dobyły  się  z  różdżek  śmierciorzerców  na  zewnątrz 
wyjrzało wiele kobiet i mężczyzn gotowych do walki. Wielu znał, jak 
na  przykład  Neville’a  Longbottoma  i  jego  babcię,  która  ruszyła  ku 

background image

niemu,  jako  pierwsza,  popychając  przed  sobą  wnuka.  Jej  patronus 
ruszył w przeciwnym kierunku.  

 

-  Potter  –  krzyknęła  do  niego,  a  wśród  innych  podniósł  się  gwar  – 
Czemu nie możesz trzymać się z dala od kłopotów w taki wieczór jak 
ten? – zapytała.  

 

Wiele osób ruszyło za nią, jak tylko zdali sobie sprawę, z kim mają do 
czynienia. A niespodziewanie wokół nich zebrali się jego przyjaciele. 
W  mgnieniu  oka  pojawił  się  Lupin,  Tonks,  rodzina  Weasley’ów  i 
Hermiona. Przeraził się na jej widok i z początku chciał jej rozkazać, 
aby  wracała,  ale  dostrzegł  w  jej  włosach  spinkę  od  niego.  Już  w 
opakowaniu  wyglądała  na  niesamowicie  piękną,  ale  we  włosach 
dziewczyny  wydawała  się  niemal  napełniona  magicznymi  mocami. 
Widział  w  jej  oczach  determinację  i  chęć  walki.  Kiwnęła  głową  na 
powitanie Neville’a i wyciągnęła przed siebie różdżkę.  

 

- Urządzasz sobie nocne przechadzki? – zapytał Draco.  

 

-  Zawsze  z  nadzieją,  że  spotkam  ciebie  lub  kogoś  ci  podobnego  – 
odparł Harry.  

 

Dziewczyna  u  jego  boku  sprężyła  się  jeszcze  bardziej.  Malfoy 
uśmiechnął  się  drwiąco  na  ten  widok  i  ponownie  spojrzał  na 
Harry’ego.  

 

- Nie przyszliśmy  tu po ciebie – powiedział tak głośno, aby wszyscy 
mogli go usłyszeć.  

 

- Wiem, po co tu jesteście, ale tego nie dostaniecie, dopóki ja żyję.  

 

- Więc może już dzisiejszej nocy. Crucio – krzyknął, a promień z jego 
różdżki trafił chłopaka.  

 

background image

Przygotowany  na  to  wszystko  Harry,  zebrał  się  w  sobie  i  nawet  nie 
drgnął w odpowiedzi na zaklęcie, co zaskoczyło wszystkich obecnych 
tam  czarodziejów.  Stał  twardo  na  nogach  i  patrzyła  na  nich 
wszystkich z nienawiścią.  

 

- Co jest grane? – powiedział jeden z kolegów Malfoy’a. 

 

- Jestem waszym największym koszmarem – odpowiedział mu Harry 
–  BOMBARDA  MAXIMA  –  krzyknął,  a  wszystko  wokół 
ś

mierciorzerców wyleciało w powietrze.  

 

Od  strony  przeciwników  posypały  się  w  ich  stronę  najróżniejsze 
niebezpieczne  zaklęcia.  Usłyszał  jak  jeden  z  nich  krzyknął  Expulso  i 
zanim  zdążył  zareagować  wszyscy  wylecieli  w  powietrze  na  kilka 
metrów.  Wylądował  boleśnie  na  ziemi,  ale  od  razu  zaczął  szukać 
wzrokiem  Hermiony.  Zauważył  jak  podnosi  się  z  powrotem  na  nogi 
szybko  i  sprawnie.  Rozglądnęła  się,  a  gdy  napotkała  jego  wzrok 
uśmiechnęła się i podeszła do niego. Podali sobie ręce i spletli palce, a 
następnie  wycelowali  różdżki  w  kierunku  swoich  przeciwników  i 
krzyknęli: 

 

Salvio Hexia. 

 

Wokół  nich  utworzyła  się  niewidzialna  tarcza  i  otoczyła  ich 
niewidzialna  powłoka,  która  chroniła  przed  większością  zaklęć. 
Niespodziewanie  obok  nich  znalazł  się  Lupin,  a  z  jego  różdżki 
wystrzeliło zielone światło. Kiedy stojący naprzeciw nich Yaxley padł 
na  ziemię,  Harry  od  razu  zrozumiał,  jakie  to  było  zaklęcie.  We 
własnych wspomnieniach widział jak taki sam promień trafia najpierw 
jego  ojca,  a  później  matkę.  Doskonale  znał  jego  formułę,  więc  jakby 
samo  z  siebie  wydostało  się  z  jego  ust,  nie  patrząc  nawet,  w  kogo 
celuje. Gdy zielone światło przeminęła, a wszyscy dokoła patrzyli na 
niego  przerażeni  zauważył,  że  trafił  samego  Dracona  Malfoy’a. 
Stojący  za  nim  ojciec  popatrzył  wściekle  na  Harry’ego  i  rzucił  się  w 
jego  stronę,  lecz  zamiast  ugodzić  chłopaka,  chwycił  za  rękę 
Hermionę. Zaklęcie, które rzucił najpierw nauczyciel, później on sam, 

background image

zniwelowało  działanie  tarczy.  Dziewczyna  krzyknęła  przerażona  i 
mocniej  uchwyciła  się  Harry’ego,  który  przytrzymał  ją  z  całych  sił. 
Kątem oka widział jak pozostali jego przyjaciele zmagają się w walce 
ze  śmierciożercami.  Wiedział,  że  świetnie  sobie  radzą,  dlatego  całą 
swoją uwagę skupił na dziewczynie. Furia pała z oczu jej oprawcy, a 
ona była coraz bardziej przerażona. Po policzkach zaczęły jej cieknąć 
łzy.  

 

-  Mimblewimble  –  krzyknął,  a  kiedy  Lucjusz  zatoczył  się  na  ziemię, 
pociągnął Hermionę w swoją stronę i mocno przycisnął do siebie.  

 

Rzucał najróżniejsze zaklęcia, jakie przyszły mu do głowy, jednak ani 
na  chwilę  nie  puścił  dziewczyny,  która  nie  mogła  nawet  dobrze 
wycelować  w  przeciwnika.  Ponad  ramieniem  ukochanego  widziała 
tylko jak jej przyjaciele walczą o swoje życie i błagała Harry’ego, aby 
ją puścił.  

 

Lecz  on  był  głuchy  na  wszystko,  co  mówiła.  Nie  pozwalał  jej  się  od 
siebie  oderwać  nawet  na  moment.  Niespodziewanie  wszyscy 
ś

mierciorzercy,  jeden  po  drugim,  zaczęli  znikać,  jakby  przykryła  ich 

peleryna-niewidka.  

 

-  O  co  w  tym  wszystkim  chodziło?  –  powiedziała  Hermiona,  kiedy 
tylko mogła normalnie odetchnąć.  

 

- Miałaś zostać w domu – krzyknął do niej wściekle. 

 

- O co się złościsz? Miałam nie wychodzić bez obstawy, a jest nas tu 
więcej niż w domu – odkrzyknęła do niego równie wściekła, że tak ją 
zaatakował. 

 

-  Nie  rozumiesz?  –  zapytał  stojący  obok  Harry  –  Oni  tu  przyszli  po 
ciebie – rzekł i teleportował się.  

 

background image

- Znów to samo – jęknęła – Zniknął, a my nawet nie wiemy gdzie.  

 

-  Myślę,  że  wrócił  do  domu,  Hermiono  –  powiedział  Lupin  –  I 
uważam, że i my powinniśmy się tam udać. 

 

Wszyscy  rozejrzeli  się  po  okolicy.  Dzięki  zaklęciu  jej  i  Harry’ego 
zniszczenia  zostały  zminimalizowane  tylko  do  niewielkiego  obszaru. 
Ale  nawet  to  będzie  trudne  do  wyjaśnienia  dla  mugoli.  Dlatego  na 
miejscu  zostali  tylko  Lupin  i  Kingsley.  Hermiona  wzięła  pod  rękę 
zranionego  Freda  i  teleportowała  się  z  nim  do  domu  na  Grimmaud 
Place. Drzwi były otwarte, jakby czekały na ich powrót. Wchodzili do 
ś

rodka  jeden  po  drugim.  W  korytarzu  natknęli  się  na  Harry’ego. 

Siedział na najniższym schodku, z głową schowaną w dłoniach, nisko 
pochyloną.  

 

Nie  poruszył  się  nawet  kiedy  cała  rodzina  przechodziła  obok  niego. 
Pani  Weasley  dotknęła  jego  ramienia  pocieszająco,  a  Hermiona 
usiadła  obok  niego  i  czekała,  aż  zostaną  sami.  Przez  długi  czas 
zastanawiała  się,  co  ma  mu  powiedzieć,  ale  nie  przychodził  jej  do 
głowy nic stosownego do sytuacji. 

 

-  Skąd  wiedzieli  gdzie  jesteś?  –  zapytała,  kiedy  nie  mogła  znieść 
ciszy.  

 

- Nie wiem – odpowiedziała.  

 

Znów przez chwilę milczeli. 

 

- Wiesz, że jestem w stanie sama się obronić, prawda? – powiedziała z 
nagłym wyrzutem – Radziłam sobie nie w takich opałach, tak jak i ty. 
Skoro do tej pory żyję, to znaczy, że jednak jestem czegoś warta.  

 

-  Przestań  –  krzyknął  i  zerwał  się  na  nogi  –  Nie  o  to  chodzi.  Wiem, 
jaka jesteś bystra i mądra, że poradzisz sobie w każdej sytuacji. Ale tu 

background image

chodzi  o  mnie.  Ja  sam  muszę  wiedzieć,  że  jestem  w  stanie  obronić 
tych wszystkich ludzi, którzy we mnie wierzą, Weasley’ów. A ciebie 
przede wszystkim.  

 

-  Jesteś  w  stanie  dokonać  wszystkiego,  co  sobie  postanowisz  – 
również wstała – To, dlatego jesteś taki, jaki jesteś.  

 

Nie słuchał jej więcej. Poszedł do sypialni. Zrzucił z siebie wszystko, 
co  miał  i  wszedł  pod  gorącą  wodę  w  prysznicu.  Czuł  jak  po  plecach 
spływają  mu  wrzące  strumienie  wody,  ale  nie  odsuną  się  na  bok. 
Myślał  o  dzisiejszym  wieczorze.  A  także  o  wszystkich  innych, 
podczas  których  narażał  przyjaciół  na  wielkie  niebezpieczeństwo,  a 
nierzadko nawet i śmierć.  

 

Nie  zauważył  nawet,  kiedy  dziewczyna  weszła  do  łazienki.  Jednak, 
gdy  zakręciła  wodę,  przekręcił  głowę,  aby  na  nią  spojrzeć.  Na 
pierwszy  rzut  oka  była  bezbronną  czarownicą.  Ale  on  doskonale 
wiedział,  jaka  naprawdę  potrafi  być  Hermiona  Granger.  W  jednej 
chwili  z  najwspanialszej  kobiety  na  świecie  potrafi  stać  się 
najgroźniejszym wrogiem, jakiego można sobie życzyć. Patrząc teraz 
na  nią,  nie  wiedział  w  jakim  jest  nastroju,  bo  unikała  jego  wzroku. 
Rzuciła  tylko  w  niego  ręcznikiem  i  wyszła  z  powrotem  do  sypialni. 
Harry  przez  chwilę  patrzył  tępo  na  kawałek  materiału,  ale  po  kilku 
sekundach podniósł się i szybkimi  ruchami wytarł. Zanim udał się w 
ś

lad za dziewczyną sięgnął po suchy ręcznik i owinął się nim w pasie. 

W  pokoju  zobaczył  jak  Hermiona  chodzi  z  jednego  kąta  w  drugi 
przygryzając  paznokcie  i  ciskając  gromy  w  stronę  łazienki.  Kiedy 
tylko  go  zobaczyła  go  w  drzwiach  jej  wściekłość  się  powiększyła  i 
doskonale wiedział, że ma w niej teraz wroga. Zniknęła jego najlepsza 
przyjaciółka i dziewczyna, którą kocha. Została tylko nieznana mu do 
tej pory kobieta, która szczerze miała go dość. Ale wcale się tym nie 
przejmował.  Unikając  jej  wzroku  podszedł  do  szafy  i  szybko  założył 
na  siebie  ubranie,  chociaż  nawet  nie  wiedział  co  zakłada.  Wszystko 
robił  na  ślepo  i  wtedy  przypomniało  mu  się,  że  przecież  nie  założył 
jeszcze  okularów,  które  leżały  na  szafce  nocnej.  Zwrócił  się  w  tamtą 

background image

stronę,  a  kiedy  tylko  odzyskał  ostrość  widzenia,  skierował  się  do 
wyjścia.  

 

- Wybierasz się gdzieś? – usłyszał za sobą. 

 

- Jeszcze nie wiem, ale  muszę pobyć z daleka od tego wszystkiego – 
mruknął.  

 

- To znaczy ode mnie, tak? – zapytała.  

 

-  Proszę  cię,  nie  histeryzuj  Hermiona  –  jęknął  odwracając  się  w  jej 
stronę.  

 

- Nie histeryzuj??? – krzyknęła ile sił w płucach – Ja histeryzuję? To 
nie  ja  uciekam  przed  wszystkim,  co  się  dzieje.  Nie  ja  opuszczam 
ludzi, których kocham i którzy kochają mnie.  

 

- Uspokój się. Wszyscy będą cię słyszeć. 

 

- Niech słyszą i dowiedzą się jaki naprawdę jest sławny Harry Potter – 
dalej krzyczała.  

 

- A jaki jestem, skoro tak doskonale mnie znasz? – również krzyczał.  

 

-  Jesteś  zarozumiały,  zapatrzony  w  siebie.  Nie  interesuje  cię,  co  inni 
czują.  Kiedy  jest  ci  tak  wygodnie  po  prostu  odchodzisz  i  nie 
przejmujesz  się  innymi.  Tak  jak  w  wakacje  po  tym,  jak 
ryzykowaliśmy,  aby  wydostać  cię  od  Dureley’ów.  Gdyby  nie  Ron, 
odszedłbyś jeszcze tej samej nocy.  

 

Zdawali  sobie  sprawę,  że  wszyscy  mieszkańcy  domu  ich  słyszą,  ale 
nie  wiedzieli,  że  stoją  na  korytarzu  i  bezczelnie  się  wszystkiemu 
przysłuchują. Wszystkimi wstrząsnęły słowa Hermiony.  

background image

 

-  Nie  wiesz,  co  mówisz.  To  nie  ciebie  ściga  Voldemort,  tylko  mnie. 
To  ja  jestem  zagrożeniem  dla  wszystkich,  którzy  znajdą  się  w  moim 
pobliżu.  To  przeze  mnie  nie  żyją  moi  rodzice,  Syriusz,  Dumbledore, 
Ron  i  Ginny.  Przeze  mnie  spłonęła  Nora  i  szukają  cię  wszyscy  Jego 
ś

mierciożercy.  

 

- Nie pochlebiaj sobie, nie jesteś pępkiem świata – prychnęła – Chcesz 
to  idź,  proszę  bardzo.  Ale  jeżeli  teraz  wyjdziesz  i  zostawisz  nas  tu 
samych będziesz nikim. Już nawet nie tchórzem, ale nikim.  

 

-  W  takim  razie  może  nadszedł  czas,  abym  stał  się  nikim,  zamiast 
przez całe życie być kimś, kto odpowiada za uporządkowanie całego 
tego  zakichanego  bałaganu  jaki  się  zrobił  przez  ostatnie  osiemnaście 
lat – odpowiedział jej.  

 

Kilkoma szybkimi ruchami znalazł się przy niej i gromił ją wzrokiem. 
Hermiona  starała  się  nie  okazywać  zadowolenia,  ale  cała  aż 
promieniała w duchu. Cieszyła się, że wzbudziła w nim jakiekolwiek 
emocje.  Od  kiedy  wyszedł  z  domu  miała  wrażenie,  że  jest  pusty, 
pomimo tego, że na nią krzyczał. Widziała tę pustkę w jego oczach i 
nie potrafiła jej znieść.  

 

- Nie  mam pojęcia, jak Ginny  mogła cię kochać. Jesteś beznadziejny 
Harry  Potterze  –  powiedziała,  a  wszyscy,  którzy  podsłuchiwali 
wstrzymali oddech, czekając na odpowiedź Harry’ego.  

 

Chłopak  stał  nieruchomo  z  wyciągniętą  w  jej  stronę  różdżką  i 
próbował przypomnieć sobie jakieś zaklęcie, które sprawiłoby jej ból, 
ale nie takie, które zniszczyłoby ją do końca. Kiedy tak na nią patrzył, 
zauważył  w  jej  oczach  cień  radości.  Początkowo  pomyślał,  że 
zwariowała,  ale  po  chwili  ją  zrozumiał.  Przecież  Hermiona  znała  go 
jak  nikt  inny.  Nawet  Ron  nie  wiedział  o  nim  tego,  co  ona.  I  w  mig 
pojął jej plan. Specjalnie go rozwścieczyła, aby mógł się rozładować. 
Na  niej.  Pozwoliła  mu  wyrzucić  na  siebie  wszystkie  złe  emocja,  tak 

background image

aby  nie  zrobił  krzywdy  sobie.  Znała  go  za  dobrze,  a  ta  świadomość 
tylko jeszcze bardziej go rozwścieczyła.  

 

- Idź do diabła – krzyknął do niej i wyszedł trzaskając drzwiami.  

 

Hermiona  natychmiast  pobiegła  za  nim  i  nawet  nie  zauważyła 
stojących  Weasley’ów,  Lupina  i  Tonks,  którzy  patrzyli  na  nią  z 
wściekłością.  

 

- Gdzie idziesz? – wściekała się, chociaż czuła, że jest już na granicy i 
za chwilę nie będzie potrafiła tak dobrze grać swojej roli.  

 

- Nie twoja sprawa – odparł.  

 

-  Jasne.  Po  prostu  mnie  zlekceważ,  jak  zawsze,  zresztą  –  warknęła  – 
Nigdy  nie  byłam  dostatecznie  dobra  ani  dla  ciebie,  ani  dla  Rona, 
abyście traktowali mnie na równi z sobą. Zawsze mnie odpychaliście, 
winna  wszelkich  kłótni  byłam  ja.  Zaginął  Parszywek  to  od  razu 
posądziliście mojego kota i mnie, zabrano ci miotłę, kiedy ją dostałeś, 
to  ja  byłam  tą  złą,  bo  się  o  ciebie  martwiłam  i  oczywiście  kłótnie  z 
Ronem  rok  temu,  to  też  ja  zaczynałam  i  to  ja  się  z  niego  cały  czas 
naśmiewałam razem z Lawender Brown. Zawsze było dla was coś lub 
ktoś ważniejszego ode mnie – dodała szeptem.  

 

-  Jesteś  głupia,  jeżeli  tak  o  tym  myślisz  –  złość  powoli  z  niego 
wyparowywała.  

 

- Och, teraz jestem głupia, tak? Najpierw histeryzuję później ode mnie 
uciekasz,  a  teraz  się  okazuje,  że  jestem  głupia.  Świetnie,  niech  i  tak 
będzie.  

 

- A myśl sobie, co ci się żywnie podoba – powiedział i skierował się 
w stronę drzwi wyjściowych.  

 

background image

Hermiona przeraziła się, że naprawdę wyjdzie, a wiedziała, że w tym 
stanie  w  jakim  się  znajdował,  wszystkie  ich  zabezpieczenia  diabli 
wezmą,  bo  on  z  pewnością  trafi  na  śmierciorzerców,  albo  uda  się 
prosto do ich pana. Nie mogła na to pozwolić, dlatego narażając się na 
jego  wściekłość  i  pogardę  rodziny,  zagrodziła  mu  drogę  własnym 
ciałem. Stanął przed nią i próbował ją odsunąć, ale nawet nie drgnęła. 
W  jego  oczach  zapłonął  ogień.  Poczuła  tylko  jak  popchnął  ją  z  furią 
do  tyłu,  a  ona  padła  prosto  na  zamknięte  nadal  drzwi.  W  głowie 
pokazały jej się gwiazdy i jak przez mgłę widziała, że Harry poszedł 
na  górę.  Z  jednej  strony  odczuła  ulgę,  ale  szybko  jej  przeszło,  kiedy 
stojący niedaleko widzowie nawet nie podeszli i z czystej grzeczności 
jej  nie  pomogli.  W  oczach  stanęły  jej  łzy  i  tak  szybko  jak  tylko 
pozwalały jej obolałe części ciała, poczłapała się na górę.  

 

Kiedy stanęła przed drzwiami ich sypialni, nie wiedziała co ma zrobić, 
ale  słysząc  jak  Harry  przemierza  pokój  nawet  nie  otwierała  drzwi, 
tylko  podeszła  do  pokoju  obok.  Było  tam  zimno  i  ciemno.  Kiedy 
sięgnęła do kieszeni po różdżkę, zdała sobie sprawę, że zostawiła ją w 
ich  wspólnym  pokoju.  Nie  miała  zamiaru  narażać  mu  się  jeszcze 
bardziej,  dlatego  wślizgnęła  się  w  ubraniu  pod  lodowatą  pościel  i 
starała  się  rozgrzać,  choć  wszystkie  jej  zabiegi  dawały  marne  skutki. 
Pragnęła  położyć  się  we  własnym  łóżku  i  móc  przytulić  do  ciepłego 
ciała  chłopaka,  ale  wiedziała,  że  jest  to  niemożliwe.  Był  na  nią  za 
bardzo  wściekły  w  obecnej  chwili,  ale  wiedziała,  że  do  rana  mu 
przejdzie.  Musi  po  prostu  ochłonąć.  Bała  się  jednak  tego,  co  sobie 
pomyślą inni.  

 

Harry  przechadzał  się  po  pokoju  nie  wiedząc,  co  ma  zrobić.  Miał  za 
złe  Hermionie  jej  wszystkie  złe  słowa,  jakie  wypowiedziała,  ale  z 
drugiej  strony  zdawał  sobie  sprawę,  że  zrobiła  to  dla  jego  dobra  i 
naprawdę  tak  nie  myśli.  Wiedział,  że  to,  co  powiedziała  było 
podyktowane  raczej  troską,  aby  nie  opuszczał  domu.  Był  tak 
nabuzowany,  że  gdyby  nie  natrafił  na  jakiegoś  śmierciorzercę  to 
poszedłby  prosto  do  ich  kryjówki  w  dworze  Malfoy’ów,  a  wtedy 
zakończyłoby  się  to  tragicznie.  Jednocześnie  miał  świadomość 
prawdziwości niektórych jej oskarżeń.  

 

background image

To  prawda,  że  obwiniał  ją  o  zabranie  mu  miotły,  którą  dostał  od 
Syriusza, a Ron zrzucił na Krzywołapa winę za zniknięcie Parszywka, 
a  także  wyśmiewał  się  z  niej  na  każdym  kroku,  kiedy  chodził  z 
Lawender. Ale nie traktował tego na poważnie. Dla niego zawsze była 
najlepszą  przyjaciółką  i  najważniejszą  kobietą  w  jego  życiu.  Tego 
uczucia nie przebiła nawet Ginny, ponieważ to właśnie Hermiona była 
pierwszą istotną dziewczyną jaką poznał. Jak mogła pomyśleć, że nie 
była dla nich ważna? Była częścią jego życia od spotkania w pociągu 
w  pierwszej  klasie,  a  stała  się  przyjaciółką,  kiedy  pokonali  trolla  w 
damskiej  toalecie.  Ich  więzi  zaciskały  się  z  każdym  ważnym 
wydarzeniem.  Tyle  razem  przeżyli,  że  nie  miała  prawa  zarzucać  mu 
braku uczuć.  

 

Usiadł na łóżku i usłyszał jak coś się poruszyło za ścianą. Ktoś wiercił 
się  na  łóżku  w  sąsiednim  pokoju  i  aż  się  wzdrygnął  na  myśl,  że  ona 
tam  jest.  Dlaczego  nie  przyszła  tutaj?  Czyżby  wolała  jednak  być 
sama?  Wstał  i  cicho  wyszedł  z  pomieszczenia  przystając  pod 
drzwiami tamtego pokoju. Ze środka dobiegły go niewyraźne odgłosy. 
Z początku nie wiedział co to może oznaczać, ale po chwili zdał sobie 
sprawę,  że  to  płacz.  Bez  namysłu  nacisnął  klamkę  i  aż  nim 
wstrząsnęło.  W  pokoju  było  lodowato.  W  kominku  było  ciemno,  a 
poza tym nikt nie zaglądał do tego pokoju od ich przyjazdu, więc nie 
był  on  nawet  ogrzewany.  Przesunął  wzrokiem  po  całym  pokoju,  ale 
nigdzie  nie  zobaczył  dziewczyny  i  gdyby  nie  pewność,  że  musi  tam 
być,  wyszedłby  uznając  go  za  pusty.  Jego  wzrok  padł  na  łóżko  i 
niewyraźny kształt pod pościelą. Niby wszystko było w porządku, ale 
całe  łóżko  trzęsło się,  a  leżąca  w  nim  dziewczyna  najbardziej.  Kiedy 
stanął  nad  nią  usłyszał  jak  szczękają  jej  zęby  i  zezłościł  się  jeszcze 
bardziej.  

 

- Co ty, do cholery, wyprawiasz? – zapytał ją.  

 

- Śpię, nie widzisz? – odpowiedziała, wynurzając się nieznacznie spod 
przykrycia.  

 

background image

- Chyba zamarzasz. W naszej sypialni słyszałem, jak twoje zęby się o 
siebie obijają. Zwariowałaś? Wracaj do łóżka – nakazał jej.  

 

- Nie – powiedziała.  

 

-  Hermiona,  proszę  –  jęknął  –  Nadal  uważam,  że  to  co  powiedziałaś 
na dole jest głupotą i tak nie myślisz, ale wiem, że zrobiłaś to żebym 
nie wyszedł z domu i przeżył. Nie gniewaj się już na mnie – poprosił.  

 

- Nie o to chodzi – odparła ledwo słyszalnie – Wcale nie jestem zła. Ja 
po prostu nie jestem w stanie się poruszyć. Jest tu tak zimno, że chyba 
zamarzłam – wyznała.  

 

Chłopak  przeraził  się  jej  słowami  i  dotknął  jej  lodowatego  policzka. 
W ogóle cała była zimna jak lód. Odkrył ja i wziął na ręce, chociaż w 
pierwszej  chwili  wydawało  się,  że  nie  może  się  nawet  wpasować  w 
jego  ramiona.  Jednak  nie  zamarzła  jeszcze  do  tego  stopnia  i  bez 
problemu  zabrał  ją  do  łóżka.  Nie  zawracał  sobie  głowy  prysznicem. 
Znał  się  na  pierwszej  pomocy  wystarczająco,  by  wiedzieć,  że  gorąca 
kąpiel może jej zaszkodzić. Była w takim stanie, że mógł wywołać u 
niej tylko szok termiczny taką metodą. Szybko rozebrał ją z ciuchów, 
które  były  niemal  sztywne  i  przykrył  kocami.  Machnięciem  różdżki 
rozniecił większy ogień w kominku, a następnie, ściągnąwszy własne 
ciuchy,  położył  się  przy  niej  starając  się  ją  ograć.  Gdy  tylko  jej 
dotknął, jęknął i poczuł w sobie ogromną wściekłość.  Jak  mogła być 
na tyle głupia?  

 

-  Gdybym  cię  tam  nie  znalazł  to  rano  zabieralibyśmy  stamtąd  twoje 
zamarznięte  na  kość  ciało  –  warknął  jej  do  ucha,  jednocześnie 
przytulając ją jeszcze bardziej.  

 

- Wiem, to było naprawdę głupie, ale bałam się, że mnie wyrzucisz – 
mruknęła.  

 

background image

- Nie zrobiłbym tego nigdy. Obiecaj mi, że nawet gdybyśmy byli nie 
wiem jak pokłóceni ty nie zrobisz ponownie takiej głupoty – poprosił.  

 

- Możesz być pewien, że tego nie powtórzę.  

 

Schowała głowę w zagłębieniu jego szyi. Była na siebie wściekła, że 
zamiast wyjść z tego pokoju od razu, najpierw się położyła, a później 
postanowiła  tylko  „chwilkę  odpocząć”  przez  co  zasnęła  i  straciła 
wyczucie  tego,  co  się  dzieje  z  jej  ciałem.  Obudził  ją  dopiero  odgłos 
otwieranych przez Harry’ego drzwi. Nie czekała długo i już po kilku 
minutach zasnęła ponownie.