background image

 

                                          

Czułość 

 

 
 
BPOV 
 
Bal trwał. Ludzie tańczyli, śmiali się, ale mnie to nie interesowało. Interesował 
mnie tylko On. Po kilku wspólnych tańcach wyszliśmy do ogrodu. Po chwili spaceru 
w ciszy, Edward pociągnął mnie w stronę altanki. Będąc na miejscu usiadł na ławkę. 
Od raz wdrapałam Mu się na kolana i wtuliłam w tors napawając się Jego 
cudownym zapachem. W końcu normalnie oddychałam. Czułam Jego oddech  
na szyi. 
-Bell, przepraszam. Ja...ja, nie wiem co wtedy...-westchnął.-Nie powinnaś mnie 
teraz przytulać tylko...-nie dokończył bo zamknęłam Mu usta pocałunkiem.  
Na początku oponował, ale później oddał się przyjemności. Wplątawszy dłoń  
w moje włosy przycisnął mnie mocniej do siebie. Gdy moje serce (tętno) dało 
 o sobie znać, Edward delikatnie, acz stanowczo odsunął mnie od siebie. 
Patrzeliśmy sobie długo w oczy, aż poczułam przyjemne zimno na szyi.  
Spojrzałam w dół. Edward obracał w palcach Jego prezent. 
-Dlaczego go nosisz.?-spytał oskarżycielskim tonem. 
-Bo mi się podoba, a po za tym jest od Ciebie.-powiedziałam spokojnie. 
-Tym bardziej powinnaś go zdjąć. Po tym co Ci zrobiłem... 
-Przestań.!-warknęłam. 
-Co.?-spytał zaskoczony.-Przecież to prawda, powinnaś mnie teraz nienawidzić... 
-Wiesz co...Zepsułeś mi humor...-powiedziałam wstając i zaczęłam iść w stronę 
domu. Cały czas czułam na sobie Jego wzrok. Po moich policzkach spłynęły łzy.  
Po chwili byłam przytulana przez Edwarda. 
-Przepraszam-szepnął mi do ucha. Okładając Go pięściami próbowałam się wyrwać, 
ale był silniejszy. W końcu mój gniew zelżał. Szlochając wtuliłam się w Jego pierś. 
-Chodź, zabiorę Cię do domu.-szepnął chwytając mnie za rękę. Wyszliśmy  
na parking, ale nigdzie nie było srebrnego volvo. 
-Gdzie Twój samochód.? 
-Tu.-wskazał na cudowne, czarne volvo. 
-To.?-spytałam zaskoczona.- Ale czemu.? Sprzedałeś.?-odchrząknął.  
-Nie... Ehmm...Zamyśliłem się i... 
-I.?-nie odpowiedział. Po chwili wytrzeszczyłam oczy.-Nie...Serio.? Rozwaliłeś go.? 
-Ehm...Tak...-spojrzał na mnie nie ufnie. Zacisnęłam usta żeby nie wybuchnąć 
śmiechem.-Jasne. Śmiej się. 
-No przecież się nie śmieję, tylko...dobra śmieję się. Ale jak to możliwe, że Ty 
który nie miał nigdy wypadku, to znaczy prawie nigdy, zepsuł swój samochód.? 
-Podoba Ci się chociaż.?-spytał, gdy weszliśmy do środka. To jak i stare volvo 
przepełnione było Jego zapachem. 

background image

 

-Jest trochę wielki, ale śliczny.-szepnęłam. Jechaliśmy szybko, jak to zwykle  
z Edwardem, i po chwili byliśmy w domu. Ledwie zdążyłam otworzyć drzwi Edward 
jedną ręką wyciągnął mnie z samochodu. Jego wargi odszukały moje w tym samym 
momencie, w którym celnym kopniakiem zatrzasnął drzwiczki. Nie przestając 
mnie całować, przesunął mnie nieco wyżej, żeby obojgu nam było wygodniej, po 
czym ruszył w kierunku domu.** Nie zwróciłam uwagi jak znaleźliśmy się przed 
moimi drzwiami. Co jest.? Zadałam Mu nieme pytanie. 
-Musimy się przebrać. Nie mam zamiaru siedzieć w tym cały czas. Lubię garnitury 
ale bez przesady.-uśmiechnął się czule. Westchnęłam. No tak, On w garniturze,  
ja w sukience. 
-Jasne.-pocałował mnie w czoło i poczekał, aż wejdę do siebie. Po chwili usłyszałam 
jak otwiera i zamyka swoje drzwi. Ściągnęłam z siebie sukienkę i odwiesiłam ją do 
szafy. Wyciągnęłam 

ciuchy

 i poszłam do łazienki. Gdy się rozebrałam, spięłam 

włosy w luźny kok i weszłam do prysznic. Gorąca woda rozluźniła moje napięte  
ze szczęścia mięśnie. Zrelaksowana i ubrana wyszłam z łazienki. W domu panował 
mrok i głucha cisza. 
-Edward.?-spytałam pukając do Jego drzwi. Nikt mi nie odpowiedział więc  
je otworzyłam. Nie było Go tam. Moje serce ze strachu zaczęło bić szybciej. 
Powoli zeszłam na dół. Gdy weszłam do salonu doznałam szoku. Wszędzie 
poustawiane były czerwone świece, w kominku żarzył się ogień, na dywanie leżało 
mnóstwo poduszek i koce, a w tle leciała cudown

muzyka

. 

-Edward.?-spytałam ponownie, drżącym ze wzruszenia głosem. Byłam co raz 
bardziej poddenerwowana. Nagle poczułam na szyi delikatne pocałunki. Edward 
obrócił mnie szybkim ruchem przodem do siebie i zaczął namiętnie całować.  
Tak bardzo stęskniłam się za Jego delikatnymi ustami. Gdy przestaliśmy, znów 
nie byłam jedyną osobą z przyspieszonym oddechem. 
-Witaj w domu-szepnęłam przytulając się do Niego. Westchnął. Odsunęłam się  
by zobaczyć Jego minę. Jego wzrok przez dłuższy czas był utkwiony w coś za 
mną, ale po chwili przeniósł go na mnie i uśmiechnął się ciepło.  
-Coś się stało.?-spytałam dalej będąc w Jego objęciu. Widać było, że rozważa 
swoją odpowiedź. 
-Bello, tak bardzo Cię przepraszam. Nie umiem znaleźć słów, którymi mógłbym  
Cię przerosić i błagać o wybaczenie... Więc chociaż pozwól, że będę się starać 
wynagrodzić Ci to sobą... Jeśli to w ogóle możliwe i jeśli chcesz...-urwał i wziął 
głęboki oddech, chociaż nie było Mu to potrzebne.-Bella, jesteś jedynym 
powodem dla którego żyję ...Jeśli tak można to nazwać...Inni nie przebaczą mi 
 tak szybko...-szepnął. W odpowiedzi kiwnęłam potwierdzająco głową.-A Ty.? Mam 
nadzieję, że tak...Bo tak szczerze...Tak szczerze to nie wiem jak mam bez Ciebie 
żyć... 
-Chodź tu.-szepnęłam i przyciągnęłam Jego twarz do swojej by Go pocałować. 
-Edwardzie ja już Ci wybaczyłam...Kiedy...Kiedy wyjechałeś czułam się jakby 

background image

 

wyrwano mi wszystkie najważniejsze organy, a w szczególności płuca. Dopiero 
teraz oddycham pełną piersią-by to okazać wzięłam głęboki wdech.-Moje życie 
bez Ciebie nie ma sensu... 
-A ja nie mam zamiaru żyć bez Ciebie...Nie opuszczę Cię już...-szepnął a ja na 
Jego słowa uśmiechnęłam się. Ponownie nasze usta spotkały się w pełnym czułości 
pocałunku. Potem usiedliśmy na dywanie i przytuleni do siebie oglądaliśmy jakiś 
film romantyczny i napawaliśmy się swoją obecnością... 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

background image

 

                                          

Prawda

 

 

BPOV 
 
Obudziły mnie pocałunki we włosach. Leżałam przy czymś zimnym ale bardzo 
wygodnym. Nie chcąc psuć tej chwili udawałam, że nadal śpię. Wzięłam głęboki 
wdech. Do moich nozdrzy doleciał najpiękniejszy zapach. Był. Był ze mną. 
Uśmiechnęłam się na samą myśl, że to się poprzedniego dnia zdarzyło nie było 
snem. 
-Nie śpisz-szepnął. W odpowiedzi przewróciłam się tak, że leżałam na Jego 
brzuchu. 
-Nie...-powiedziałam i pocałowałam Go w policzek, lecz On miał inne plany. Zaczął 
całować linię mojej żuchwy, policzki, nos, aż w końcu doszedł do ust. 
-Ahh...-westchnął.-Tak się za nimi stęskniłem... 
-Nimi.?-w odpowiedzi pocałował mnie w usta.-Aaa...-po chwili zrobiłam minę 
urażonego dziecka.-A za mną nie...-szepnęłam. Nagle byłam w Jego objęciach. 
-Bell, to za Tobą najbardziej się stęskniłem. Nie ma szczęśliwszej osoby na 
świecie niż ja w tym momencie.-szepnął całując mnie we włosy. Mogłam temu 
zaprzeczyć, ale nie chciałam się kłócić. Rozejrzałam się po pokoju, w którym się 
znajdowaliśmy. Nie był to salon. To był pokój Jego pokój. Ale jak.? Już chciałam 
zadać pytanie to ale Edward mnie wyprzedził. Dokładnie jakby czytał w myślach... 
-Zaniosłem Cię tu jak zasnęłaś. 
-Ale.? Skąd wiedziałeś, że chcę się Cię o to zapytać.?-spytałam zszokowana. 
Przez chwilę uciekał przed moim spojrzeniem. A gdy nasze oczy się spotkały 
uśmiechnął się. 
-Umiem czytać w myślach...-spojrzałam na Niego jak na wariata. Czyli wiedział  
co o Nim myślałam, gdy nie byliśmy razem... O nie.!-Nie masz się czym martwić...-
zrobił skwaszoną minę.-W Twoich nie umiem. Nie wiem jakim cudem...Gdy...gdy nie 
było byłem u znajomych we Włoszech. Rozmawiałem z nimi i szczerze to oni też 
nie wiedzą... 
-Ci...znajomi to... 
-Wampiry, tak...Boisz się mnie.?-spytał chcąc mnie z siebie zsunąć. 
-Nie-szepnęłam i pocałowałam Go nos.-Mogę Ci zadać kilka pytań.? 
-Jasne. 
-Ale nie będziesz uciekał od odpowiedzi, okay.? 
-Okay.-uśmiechnął się. 

background image

 

-Czy...czy słońce was nie spala...?-przygryzłam wargę. Edward uniósł brwi w górę. 
-Nie, to tylko mit.  
-Hmm...No tak. Ale jeśli jesteś wampirem to nie powinieneś spać w dzień a budzić 
się w nocy.?  
-To też mit. A po za tym ja...ja nie śpię. 
-Nigdy.? 
-Nie, nigdy.-odpowiedział uśmiechając się. 
-To czemu...W Walentynki...gdy obudziłam się w Twoim pokoju to...to spałeś... 
-Udawałem...Musiałem udawać... 
-Ale dlaczego się...-nie pozwolił mi dokończyć. 
-Nie ujawniłem.?-westchnął.-Esme mówiła żeby Ci powiedział...Ale bałem się, 
że...że po prostu ode mnie uciekniesz...że nie będziesz chciała być ze mną...że się 
przestraszysz...ale to ja się przestraszyłem...to ja uciekłem...Gdy byłem u Volturii 
to... 
-U kogo byłeś.?-spytałam zdezorientowana. 
-Volturii. To nasi znajomi z Włoch.  
-Aha, już rozumiem.-popatrzył na mnie z niedowierzaniem.-No dobra, nie 
rozumiem. 
-Okay, wyjaśnię Ci to wszystko. Volturii to najpotężniejsza rodzina wampirów.  
Na ich czele stoją Aro, Marek i Kajusz. Aro...Aro ma podobną umiejętność do 
mnie. Też czyta w myślach. Tylko, że musi dotknąć tej osoby by poznać jej myśli. 
Choć z jednej strony ja mam lepiej, bo nie muszę nikogo dotykać, ale Aro może 
poznać myśli i wspomnienia z całego życia...to znaczy u nas z naszej egzystencji.  
-Aha... 
-A wracając do sprawy. Gdy u nich byłem, Aro wyłapał z moich wspomnień Ciebie. 
Był szczęśliwy, że w końcu kogoś znalazłem. Kajusz nie był zadowolony, że jestem 
z człowiekiem...Sądził, że możesz się wygadać i że trzeba...Cię zabić... Ale Aro 
stanął po mojej stronie. Powiedział, że jeśli jestem z Tobą szczęśliwy to mogę 
podzielić się z Tobą naszą tajemnicą. Wtedy zdecydowałem, że przyjadę tu. 
Sprawdzę co u Ciebie, a potem zacznę błagać o przebaczenie. I tak oto 
spotkaliśmy się na balu... 
-Ale czy...jak byłeś na balu miałeś szmaragdowe oczy a nie złote... 
-Użyłem szkieł kontaktowych. 
-Aaa...No tak. Nie wpadłam na to.-uśmiechnęłam się do Niego. Patrzył mi długo  
w oczy, jakby chciał w nich czegoś odszukać, a następnie zaczął mnie całować. 
Niezwykle romantyczną chwilę musiał przerwać mój głupi żołądek. 

background image

 

-Oj, śniadanko dla człowieka.-zaśmiał się przerzucając mnie sobie przez bark. 
Czułam się jak dziecko. 
-Edward postaw mnie-zaśmiałam się gdy poczułam jak mnie łaskotał.-
Ed...ward...Pro...szę...-wydusiłam w przerwach od śmiania się. Przestał gdy byliśmy 
w kuchni.-Pan dzisiaj serwuje jedzonko.?-zaśmiałam się siadając na krześle. 
-Tak. Na co miałaby pani ochotę.? 
-Hmmm... Można w różny sposób rozważyć pańskie pytanie panie Cullen. Nie wiem 
co chcę jeść ale wiem na co mam ochotę...-zaśmiałam się idąc w Jego stronę.-Na 
pana...-szepnęłam i pocałowałam Go w obojczyk. Wspinając się na palce całowałam 
Jego szyję, żuchwę, aż zatrzymałam się przy ustach. Stałam tak jakąś minutę 
ocierając ustami o Jego skórę. 
-Pocałujesz mnie wreszcie.?-spytał się Edward. W odpowiedzi uśmiechnęłam się  
i wyszłam z kuchni. Nagle coś pociągnęło mnie z powrotem. To coś to był Edward. 
Zaczął mnie całować po obojczykach, szyi i linii żuchwy. 
-Mogłabyś przede mną nie uciekać.?-zamruczał przy moim uchu.-Za bardzo się  
za Tobą stęskniłem.-powiedział po czym posadził mnie na stole i zaczął całować. 
Rozanielona założyłam Mu lewą rękę na szyję, by przyciągnąć Go bliżej, prawą 
wplotłam w miedzianą czuprynę i oplotłam nogami w pasie. Po chwili, jak dla mnie 
za krótkiej, przerwało nam czyjeś znaczące chrząknięcie. Ktoś kto mówił basem. 
Od razu domyśliłam się, że to Emmett. 
-Nie chciałbym Wam przeszkadzać, ale są tu jeszcze inni domownicy.-zaśmiał się. 
-No to nie przeszkadzaj.-mruknęłam i powróciłam do przerwanej czynności. 
Emmett znów się zaśmiał. Tym razem towarzyszyli Mu Jasper i Alice. 
-Ahh...Znów wszystko na miejscu.!-zaszczebiotała dziewczyna siadając 
 na krześle. Trochę wkurzona zaskoczyłam ze stołu i zabrałam się do robienia 
śniadania. Wyciągałam już miskę, ale zabrały mi ją blade dłonie. 
-Hej, pamiętasz.? Ja dziś Ci robię śniadanie. 
-Oo.! Edward serio.?-zaśmiał się Jasper.-A co umiesz.? Pumę w żurawinie.? Misia 
gryzli z jabłkami.? Czy jelenia ze śliwkami.?-zapytał próbując ponownie nie 
wybuchnąć śmiechem. Po chwili wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem. 
-Co Was tak rozśmieszyło.?-zapytał Charlie wchodząc za rękę z Esme do kuchni.  
-Dyskutowaliśmy jakie potrawy preferuje Edward.-zaśmiał się Emmett. Później 
cała piątka poszła do salonu i zostaliśmy z Edwardem sami w kuchni. Patrzyłam  
na Niego wyczekująco, ale chyba mnie nie zrozumiał tylko usiadł na krześle. 
-Ehh...Dobra sama zrobię sobie śniadanie.-uśmiechnęłam się do Niego. Zabrałam 
miskę, płatki i mleko i zrobiłam sobie śniadanko. 

background image

 

 Podczas gdy jadłam Edward przypatrywał mi się. 
-Co.?-spytałam wycierając twarz. Może coś tam miałam... 
-Dobre to chociaż.?-skrzywił się i wskazał na moje jedzenie. 
-Noo...-powiedziałam odkładając miskę do zmywarki. Podeszłam do Niego od tyłu 
 i się przytuliłam.-Co robimy.? 
-Chodźmy się przejść. Nie wytrzymam tu z nimi.-uśmiechnął się i pociągnął na 
piętro. Gdy dotarliśmy na górę Edward wciągnął mnie do swojego pokoju, 
namiętnie całując. Nasze usta wspaniale się ze sobą zsynchronizowały. Nawet gdy 
zabrakło mi powietrza nie odrywał ode mnie ust. Składał pocałunki za uchem,  
na szyi, na obojczykach i ramionach. Przerwało nam donośne pukanie do drzwi. 
-Edward, wiesz kiedy Muse grają w Seattle.? 
-Eee...Yyy...Nie wiem...-Po raz pierwszy widziałam jak Edward się jąkał.-Zapytaj 
Alice.-powiedział i wrócił do przerwanej czynności. 
-Okayy...-powiedział Emmett i poszedł.  
-Dobra-powiedziałam gdy usta Edwarda znowu przeniosły z moich ust na szyję.-
To gdzie idziemy.? 
-Nie wiem...-zamruczał ciągnąc nosem po mojej szyi.-Może po prostu chodźmy się 
przejść... 
-Okay. Za dziesięć minut będę gotowa.-uśmiechnęłam się. Dałam Mu całusa  
w policzek i poszłam do siebie.... 
 
Z PUNKTU WIDZENIA EDWARDA 
 
Uszykowany i 

przebrany

 zszedłem na dół. W salonie zastałem Emmetta i Rose. 

-Hej Królu Balu.!-zaśmiała się blondi. 
-Hej. Gdzie reszta.? 
-Eee..Esme i Charlie poszli na zakupy, a Alice i Jaspera gdzieś wcięło. 
-Wcięło.? 
-Gdzieś wyszli.  
-Aha.. 
-Słuchajcie...Zbliżają się urodziny Alice. Robimy coś.? 
-Nie wiem. Pogadam z Bellą.. 
-O czym.?-spytała moja ukochana gdy zeszła ze schodów. Choć ubrana  
w najbardziej zwyczajn

ciuchy

 i tak wyglądała cudnie. 

-O urodzinach Al. 
 

background image

 

-O kurcze, to już za tydzień, prawda.?-Rose pokiwała twierdząco głową.-
Hmm...Coś wymyślę.-uśmiechnęła się.-Idziemy.?-spytała i chwyciła mnie za rękę. 
Po chwili wyszliśmy z domu. Było ciepło, nawet bardzo, ale na szczęście nie 
świeciło słońce. Schowane było za warstwą szarawych chmur. Tak mogłem żyć...  
W miasteczku bez słońca.... Bo mnie nie było do szczęścia potrzebne słońce...Ja 
już je miałem.... Bella nim była... 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

background image

 

                                          

Jacob 

 

BPOV 
 
Spacerowaliśmy po miasteczku trzymając się za ręce i śmiejąc z opowiadanych 
przez siebie dowcipów. Wszystko wróciło do normy. Czułam się tak jakby ta cała 
sprawa nigdy nie miała miejsca. Jakby Edward był ze mną cały czas.  
-Idziemy do parku.?-spytał gdy byliśmy przy głównej ulicy. Kiwnęłam głową. 
Szliśmy przez park zakochani i szczęśliwi. Byłoby cudownie gdybyśmy nie spotkali 
ich, Mike z Jessicą. Na sam jej widok ręce zaczęły się pocić. Edward na znak 
zrozumienia ścisnął tą, którą trzymał. Co zacznie znowu gadać.? Że to ja 
rozwaliłam ich "cudowny związek".?  
-O cześć.!-zaskrzeczała.-Edward jak dawno Cię nie widziałam...Czemu nie 
chodziłeś do szkoły.? 
-Wyjechałem pozałatwiać kilka prywatnych spraw...Trochę mi to zajęło... 
-Prywatnych.?-zaszydził Mike.-To czemu jej nie zabrałeś.?-spytał wskazując na 
mnie podbródkiem. 
-Bo te sprawy nie dotyczyły Belli. A po za tym nie chciałem by opuściła szkołę.  
-A Ty.? Też ją opuściłeś...-wtrąciła blondynka.-I pewnie nie przejdziesz do 
następnej klasy...Jaka szkoda...-zakpiła. 
-Sory, ale nie mamy czasu na pogaduszki. Cześć.!-powiedziałam i pociągnęłam 
Edwarda w stronę domu. Romantyczna atmosfera znikła jak bańka mydlana. Po 
dłuższej chwili chłopak westchnął. 
-Co.?-zapytałam zmartwiona. 
-Nic...-uśmiechnął się i objął mnie ramieniem.-Tak sobie myślałem, że...Nie 
chciałabyś może polecieć na wakacje do Europy.? 
-Mówisz serio.?-zapiszczałam.-Wiesz, że nie byłam nigdy po za Stanem 
Waszyngton. 
-Naprawdę.?-spytał zaskoczony. 
-Tak. Charlie nigdy nie brał dłuższych urlopów więc nie było kiedy... 
-No to możemy to nadrobić.!-uśmiechnął. Później nie podjęliśmy tego tematu, aż 
dotarliśmy do domu. W salonie zastaliśmy Esme i Charliego oglądających 
telewizję, Alice i Rose przeglądające czasopisma z modą i Jaspera z Emmettem 
grających w jakieś wyścigi. 
-Ehm...Esme co byś powiedziała gdybyśmy razem z Bellą odwiedziliśmy Ara.? 
-Ara.?-spytała zaskoczona.-Przecież nie odwiedzaliśmy ich już dawno... No nie 
wiem czy to wypada... 
-Ale przecież byłeś u nich jak...jak Cię tu nie było...-wtrąciłam. Edward 
natychmiast ścisnął mnie mocniej w tali.  
 
 

background image

10 

 

EPOV 
 
Znów poruszony został temat, którego wolałem nie zaczynać.  
-Byłeś w Volterze.?-spytała zdumiona Rose.-I nic nam nie powiedziałeś.? Co tam u 
Jane.?  
-Yyy...No odwiedziłem ich...-powiedziałem siadając z Bellą na kanapie i otaczając 
Ją ramieniem.-Aro wyłapał z moich wspomnień Bellę i chciał Ją poznać.-mówiąc to 
pocałowałem Ją w głowę. 
-Hmm...Myślę, że to dobry pomysł. Tylko wolałabym gdybyście pojechali większą 
grupą do nich. Wiesz jaki jest Kajusz...-Esme pokręciła głową z dezaprobatą. 
-Ja się piszę.!-krzyknął Emm.-Muszę w końcu odwiedzić Alec'a.  
-Czyli możemy.?-spytałem Esme. Spojrzała niepewnie na Charliego.  
-Czemu na mnie patrzysz.?-zaśmiał się.-Niech jadą. W końcu kończy się szkoła i 
będą mieli wakacje. Niech się wyszaleją póki mogą. 
-No to jeśli Charlie się zgadza, no to macie wolną drogę.-uśmiechnęła się.-Ale 
wyjeżdżacie po zakończeniu roku szkolnego. 
-Jasne. Nawet nie pomyślałem o tym, żeby wyjechać wcześniej.-uśmiechnąłem się 
wstając. Pociągnąłem za sobą Bellę i razem zaszyliśmy się u mnie w pokoju.   
 
BPOV  
 
Ahh...Dni mijały. I nastał piątek, dzień zakończenia roku szkolnego. Ponownie 
obudziłam się w pokoju Edwarda, lecz Jego nie było już w łóżku. 
-Edward.?-spytałam przeciągając się.  
-Hmm.?-uśmiechnął się wchodząc do pokoju. Podchodząc do mnie uśmiechał się 
tak, że gdybym stała na pewno ugięły by się pode mną kolana. Usiadł na łóżku i 
pocałował mnie namiętnie.-Dzień dobry.-szepnął.-Jeszcze tylko dziś i na dwa 
miesiące mamy spokój...Ahh....-położył się na łóżku teatralnie wzdychając. 
Położyłam się koło Niego. 
-To kiedy jedziemy do tej Voltery.? 
-Myślę, że tak za tydzień. Co Ty na no.? 
-Mi to odpowiada ale nie wiem co ta no inny. Hej, mam pytanie. Udzielisz mi na nie 
szczerej odpowiedzi.?-spytałam. Na chwilę się zawahał ale potem wziął wdech i 
się uśmiechnął. 
-Tak. No o co chodzi.? 
-Czy znaliście się już wcześniej.? To znaczy wiesz Ty, Emm, Jazz i Esme z Rose i 
Al.  
-Tak, poznałem je najpóźniej i chyba dobrze wyszło. Emmett może dogryzać 
Rose, a Jasper spokojnie pogadać z Al. 
-A Ty.? 
 

background image

11 

 

-Ja.? Ja mam Ciebie i nic do szczęścia nie jest mi potrzebne.-pocałował mnie w 
czoło i przytulił do siebie. Po chwili zadzwonił mój telefon. Szukałam go w pokoju 
Edwarda ale niestety nie znalazłam. Chciałam iść do siebie ale chłopak mnie 
wyprzedził. Stanął przede mną wyciągając rękę z telefonem. 
-Halo.?-osebrałam. 
-

Cześć Bella.! Słuchaj wiem, że się nie znasz na tym, ale myślałam, że mogłabyś mi 

pomóc. 
-Ja.? Pomóc.? A w czym.? 
-

Ehm...Do bordowej sukienki założyć czarne czy bordowe kolczyki.? 

-Eee...yy...Chyba te czerwone...-zawahałam się. Alice bardzo,bardzo rzadko pytała 
się mnie co sądzę o jej stroju. 
-

Okay.!-zaśmiała się.-Dzięki. Pa.-powiedziała i się rozłączyła. Uśmiechnęłam się 

pod nosem i obróciłam do Edwarda. 
-Jest dziewiąta, a apel jest o dziewiątej trzydzieści. Jedziemy.? 
-Ehmm...Ja idę się przebrać i możemy już iść.-powiedziałam i wyszłam do swojego 
pokoju. Po piętnastu minutach zeszłam na dół. Mimo, że zawsze odmawiałam Alice 
założenia szpilek teraz byłam szczęśliwa, że je kupiłam. Na dole czekał na mnie 
mój młody bóg. Wyglądał olśniewająco. Cóż, jak zwykle. 

Ubrany

 był elegancko, 

lecz na młodzieżowo.  
 
EPOV  
 
Zeszła na dół. Chodź 

ubrana

 była w tunikę w kratę i leginsy wyglądała elegancko. 

Omiotłem Ją wzrokiem i zatrzymałem się na butach. Na nogach miała wysoki 
szpilki, ale poruszała się w nich jak modelka. 
-I Ty twierdzisz, że masz problemy z koordynacją.?-zaśmiałem się wskazując 
buty palcem.-Chodzisz w nich jak zawodowa modelka.-powiedziałem uśmiechając 
się. Zarumieniała się.  
-Nigdy nie wiedziałam po co je kupiłam...Widzę, że na coś się przydały.-zaśmiała 
się. Wziąłem Ją za rękę i zaprowadziłem do samochodu. Gdy otworzyłem Jej 
drzwi znów się zarumieniła. Na miejsce zajechaliśmy szybko, we względu na mój 
styl jazdy. I wtedy poczułem ten smród. Wilkołak. Zacisnąłem mocno ręce na 
kierownicy. 
-Co jest.?-zaniepokoiła się. 
-Zrobisz coś jeśli Cię o to poproszę.?-spytałem. Zastanawiała się chwilę. 
-Tak. 
-Zostaniesz chwilę w samochodzie.?  
-Dlaczego.? 
-... 
-Edward, co się dzieje.?-spytała przerażona.-Edward.?-chwyciła mnie za ramię, 
żebym na Nią spojrzał. Jej oczy były wielkie i przestraszone. 

background image

12 

 

-Black tu jest. Chce Cię przeprosić...I...No nie co za chamstwo... 
-Co.? 
-Chce byś do niego wróciła...-szepnąłem. Prychnęła. Spojrzałem na Nią ale w Jej 
oczach nie było już nic poza rozbawieniem. 
-Serio.? No to ma chłopak pecha...-zaśmiała się, gdy zaparkowałem.-Spóźnił się 
trochę. Chodź, nie mam zamiaru się nim przejmować.-uśmiechnęła się znowu i 
przybliżyła swoją twarz do mojej. Gdy nasze usta się zetknęły zapomniałem o 
Blacku i o tym, że jesteśmy na terenie szkoły. Zapomniałem o wszystkim byliśmy 
tylko mi. Po chwili musiała zaczerpnąć powietrza. Westchnęła.  
-No chodź...-powiedziała i wyszła z samochodu. Szybko do Niej dołączyłem. 
Trzymając się za ręce weszliśmy do auli.  
 
BPOV 
 
Pff... Black. Co on sobie myśli.? Że choć mnie pobił(co nie było miłym 
wspomnieniem), podwiózł pod dom i zostawił, to i tak mogę do niego wrócić.?  
O nie.!  
Gdy weszliśmy do auli i zauważyłam naszych znajomych doznałam szoku. Emm i 
Jazz byli ubrani normalnie. Misiek miał na sobie zwykłe jeansy, adidasy i biały T-
shirt, a blondyn również ubrany był w jeansy, adidasy tyle, że zamiast T-shirta 
miał białą koszulę z podwiniętymi rękawami. Ale to nie na ich widok doznałam 
szoku. Rose, zwykle bardzo wyróżniała się swoim strojem, teraz 

ubrana

 była 

delikatnie. Za to Alice. Ahh...Al wyglądała olśniewająco. Jak zwykl

ubrana

 była 

po swojemu, ale bardzo, bardzo ładnie.  
-Wow.!-powiedziałam gdy do nich doszliśmy.-Wyglądacie...bosko.  
-Dzięki.-chochlik cmoknął mnie w policzek.-Wiecie co...poczułam na parkingu 
smród wilkołaka. Wiecie coś o tym.? 
-Ehmm...Black tu był...to znaczy nie wiem czy nadal jest.  
-Co.?-spytała Rose.-Ale prze...-przerwał jej dyrektor. Usiedliśmy na swoich 
krzesłach. Dyrcio gadał, gadał i gadał tak długo, że połowa uczniów zajęła się 
czymś innym. Jedni rozmawiali między sobą, inny pisali smsy, a jeszcze inni po 
prostu zasypiali. Na szczęście po jakiś czterdziestu minutach zakończyła się 
uroczystość związana z zakończeniem roku szkolnego. W szóstkę odebraliśmy 
swoje świadectwa i ruszyliśmy ku wyjściu. Na zewnątrz czekał na mnie Jacob. 
Gdy zobaczyłam jego muskulaturę(choć i tak była mniejsza od muskulatury 
Emmetta) zatrzęsłam się ze strachu. Edward ścisnął mnie mocniej w talii.  
-Eee... Hej, Bella.-uśmiechnął się, ale gdy zauważył, że nikt nie odpowiedział mu 
tym samym jego mina zrzedła.-Słuchaj, możemy porozmawiać.? 
-Chyba nie mamy o czym...-powiedziałam i odwróciłam się, żeby iść do samochodu. 
Zatrzymała mnie niezwykle gorąca dłoń.  
 

background image

13 

 

-Właśnie, że tak.-warknął. Wyrwałam rękę z jego uścisku i wpatrywałam się w 
niego ze złością. 
-Bella, chodź.-szepnął Edward. 
-Nie będziesz za nią mówił.!-znów warknął zaczynając się niebezpiecznie trząść.  
-Edward, dajcie mi chwilkę...-szepnęłam patrząc mojemu chłopakowi w oczy. 
Wpatrywał się w moje przez dłuższą chwilę, aż w końcu skiną głową i odszedł 
trochę z resztą.  
-Bella, słuchaj wiem, że Cię skrzywdziłem ale nie mogłem Ci nic powiedzieć i..-
przerwałam mu. 
-Więc lepiej było mnie pobić i podrzucić pod domu.?-zapytałam sarkastycznie. 
-Nie...Ale zrozum musiałem. Ale nie tylko o tym chce pogadać. Jak możesz się 
zadawać z pijawkami.?-syknął. Tego było za wiele. 
-Słuchaj, to że się z nimi zadaję to nie twój interes, więc lepiej nie wsadzaj nosa 
tam gdzie nie trzeba. Wiesz i wolę się z nimi zadawać niż z wilkołakiem, który 
traci nad sobą panowanie. Więc Jacob, to nasze ostatnie spotkanie. Żegnaj.-
powiedziałam i podeszłam szybkim krokiem do Edwarda. Tak oto zakończyłam 
znajomość z wilkołakiem. Oraz zakończyłam drugą klasę liceum. Został mi tylko 
rok. Ale stwierdziłam, że zacznę się tym martwić po wakacjach. Pełen relaks i 
czas mile spędzony w gronie najbliższych. Wampirów. A w szczególności jednego 
wampirka...   
 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

14 

 

 

 

                                          

Włochy 

 

EPOV  
 
Cały tydzień po zakończeniu roku szkolnego spędziłem z moimi bliskimi. 
Oczywiście najmniej czasu przebywaliśmy w towarzystwie Esme i Charliego, gdyż 
oni nie mieli wakacji.  
-Co, nadal chcesz jechać do Voltery.?-spytałem Bellę w piątkowy poranek. 
-Tak... 
-Wahasz się..Może jed... 
-Nie.!-przerwała mi w połowie zdania.-Chcę poznać Twoją rodzinę. I nie obchodzi 
mnie to, że jest to wampirza rodzina.-spojrzała na mnie. W tym samym momencie 
zmarszczyłem nos.-Co jest.? 
-Ten kundel znowu tu przyszedł...Czego on chce.?-zdenerwowałem się. 
-Nie słyszałam dzwonka... 
-No to policz do pięciu-zażartowałem mimo woli. Dziewczyna do liczyła do piątki i 
rozległ się dzwonek. Zaśmiałem się cicho. 
-Oh..-zawstydziła się.-Czyli mam otworzyć.? A nie możemy po prostu udać, że nas 
nie ma.? 
-On nas słyszy, Bello. A poza tym czuje...I ja go również-znów zmarszczyłem nos.  
-No dobra. Koniec sielanki. Ty se tu posiedź, a ja go wywalę-uśmiechnęła się i 
wyszła z sypialni.  
 
BPOV 
 
Czego on znów chce.?! Aww... 
Zła zeszłam na dół i otworzyłam drzwi. Stał w nich uśmiechnięty Black. 
-Hejka Bells.!-uśmiechnął się i chciał mnie przytulić ale się odsunęłam.-Ej...Co 
jest.? 
-Jake, mówiłam Ci, żebyś dał se spokój. Nie chcę, żebyś brał udział w moim życiu... 
Za dużo w nim na bałaganiłeś... 
-Ale... 
-Bella.?-usłyszałam za sobą głos Alice.-Co to za smród.?-spytała podchodząc do 
drzwi ze zmarszczonym nosem.-A to kundel. Ej, myślałam, że Bell kazała Ci 
spadać.-warknęła. 

background image

15 

 

-Spadaj. Nie do Ciebie przyszedłem pijawko.!-od warczał.  
-Hej.! Spokój.!-krzyknęłam stając między nimi. Nie miałam ochoty by oglądać jak 
się zabijają. Odwróciłam się do Al.-Daj mi minutkę, za chwilę do Ciebie przyjdę. 
-Okay...-powiedziała i weszła schodami na górę. Ja natomiast odwróciłam się do 
Jacoba. 
-Bella, wiem, że to co zrobiłem kilka miesięcy temu było złe, ale... 
-Jake, już mnie to nie obchodzi . Zrozum, nie chcę mieć już z Tobą nic wspólnego. 
Proszę.-powiedziałam spuszczając głowę.  
-Skoro tak uważasz...Mogłem wcześniej wybrać inne miasto. Dobrze, że teraz już 
jestem w Seattle... No to...-chciał mnie przytulić ale znów się odsunęłam. 
-Żegnaj Jacob...-powiedziała i popatrzyłam jak odchodzi... Teraz już mogłam 
powiedzieć, że uwolniłam się ze szpon tego wilkołaka. Z wielką ulgą weszłam na 
górę. Ale nie skierowałam się do pokoju Edwarda tylko do siebie. Musiałam usunąć 
już wszystko, co pozostało po Blacku... 
 
 
EPOV  
 
Nie przychodziła przez piętnaście minut po tym jak kazała Blackowi iść. 
Strasznie się zdenerwowałem. Co jeśli... Poderwałem się i wyszedłem z pokoju. 
Poszedłem na dół. Nie było Jej ani w salonie, ani w kuchni, ani w łazience. W 
pozostałych pokojach też nie. Została tylko Jej sypialnia. Gdy dotarłem przed 
drzwi i wziąłem głęboki oddech, który wcale nie był mi potrzebny i zapukałem w 
drzwi. Po chwili rozległo się głośne proszę. Wszedłem do pokoju. Siedziała na 
dywanie i rozrywała zdjęcia. 
-Bell...-szepnąłem siadając za Nią i obejmując.-Co jest.? Czemu rwiesz te 
zdjęcia.?-przytuliłem Ją mocniej. Odchrząknęła. 
-Chcę się pozbyć wszystkiego co będzie mi go przypominało...I wiesz co.?-
odwróciła się do mnie przodem.-Wcale nie jest z tego powodu przykro-
powiedziała i wrzuciła wszystko do worka. Wstała zabierając śmieci wyszła z 
pokoju. Po chwili wróciła z pięknym uśmiechem.-To co...Pakujemy się.? 
-Pakujemy się.?-zapytałem zdezorientowany. 
-No...Mieliśmy jechać do Włoch. Pamiętasz.? 
-Eee..No tak.-zaśmiałem się.-Zapomniałem. Nie zarezerwowałem nawet miejsc...  
-Serio.?-w odpowiedzi pokiwałem głową.-No to na co czekamy.? Chyba, że nie 
chcesz jechać... 

background image

16 

 

-Chce. Serio. Tylko zapomniałem.-powiedziałem. Wstałem i przytuliłem Ją.-A przy 
Tobie nie trudno o czymś zapomnieć...-zamruczałem Jej do ucha, na co się 
zaśmiała. Ale nie trwało to długo bo zamknąłem Jej usta pocałunkiem.  
-No, dalej. Idź zarezerwować te bilety...-zaśmiała się odsuwając się ode mnie. 
Przyciągnąłem Ją do siebie warcząc. 
-Nie skończyłem z Tobą... 
-Nie boję się Ciebie...Nie jesteś taki straszny... 
-Na pewno.?-zaśmiałem się.* Przycisnąłem usta do Jej szyi. Jej serce na sekundę 
stanęło, a potem zaczęło bić szybciej. Otworzyłem usta i przytknąłem zęby do 
ciała. Bella zaczęła spazmatycznie oddychać. Pocałowałem Ją jeszcze raz w to 
miejsce i odsunąłem by móc przyjrzeć się Jej twarzy. Malował się na niej strach.  
-Co mówiłaś.?-zaśmiałem się.  
-To, że jesteś bardzo strasznym potworem...-odchrząknęła.-Potworkiem.-
uśmiechnęła się tak słodko, że gdybym był człowiekiem ugięłyby się pode mną 
kolana. Przytuliłem Ją znów do siebie i pocałowałem w wgłębienie za lewym uchem. 
-Idę zarezerwować te bilety...-szepnąłem i wyszedłem z pokoju...  
Następnego dnia o tej samej godzinie lecieliśmy już w szóstkę samolotem. Było 
kilka przesiadek, ale nie zauważyliśmy tego. Byliśmy zajęci rozmową, nawet gdy 
Bella przysnęła. Wyglądała wtedy jak anioł...  
 
BPOV 
 
Wysiedliśmy z samolotu w Rzymie. Było już późne popołudnie. Słońce schowane 
było za horyzontem.  
-A może przejdziemy się po mieście.?-zapytała Alice gdy weszliśmy do pokoju 
hotelowego. Gotowa byłam odmówić, ale stwierdziłam, że tylko raz będę miała 
możliwość być w Rzymie. 
-Ja jestem za-powiedziałam. No i poszliśmy, bo wszyscy czekali tylko na moją 
odpowiedź, ze względu na to, że oni nie musieli odpoczywać.  Przechadzaliśmy się 
wąskimi pięknymi uliczkami. Na samym przodzie szli przytuleni Rose z Emm'em, 
za nimi trzymający się za ręce Alice z Jasperem, a na końcu my. Nagle Alice 
stanęła jak wryta. Zrozumiałam, że miała wizję.  
-Alice.?-Jasper potrząsnął Nią delikatnie. Emmett rozejrzał się dookoła, by 
zobaczy czy nikt nas nie obserwował i podszedł do dziewczyny. Al wzięła głęboki 
wdech i uśmiechnęła się.  
-Co widziałaś.?-zapytała Rose.  

background image

17 

 

-Czy jutro jest trzydziesty czerwca.?-Alice zwróciła się do Jaspera. Ten pokiwał 
tylko głową potwierdzając. Nagle Edward wybuchł śmiechem.  
-Co jest.?-zapytałam równo z Emmettem.  
-Demetri ma jutro urodziny i Jane szykuje Mu przyjęcie urodzinowe. No wiesz, 
pełno gości, muzyka i tańce. Tak jak u was, ludzi.-uśmiechnął się Edward 
-Ale oczywiście nic o tym nie wie.-zaśmiała się Al.. A ja nie mogąc już wytrzymać 
pozwoliłam moim powiekom opaść.  
- Już idziemy do hotelu, kochanie.-szepnął Edward i pocałował mnie w czoło. Nie 
wiem jak, ale ocknęłam się dopiero w pokoju, gdy chłopak szukał karty do pokoju w 
moich kieszeniach. Gdy Go na tym przyłapałam zawstydził się trochę.  
-Eee...Przepraszam, nie chciałem Cię budzić ale zapomniałem, że to Ty masz kartę 
do pokoju.-uśmiechnął się nieśmiało i postawił mnie na podłodze. Uśmiechnęłam się 
do Niego, wyciągnęłam kartę z tylnej kieszeni spodni i podałam Mu ją.  
-Hmm...No tam bym nie szukał-zaśmiał się i otworzył drzwi, przepuszczając mnie 
jak to miał w zwyczaju. Byłam tak zmęczona, że nie miałam na nic siły. Zdjęłam 
bluzę i buty i położyłam się do łózka. Chwilę później leżałam w ramionach 
Edwarda... Nie wiedząc kiedy odpłynęłam... Nad ranem obudził mnie delikatny jak 
dotyk motyla pocałunek na poliku.  
-Dzień dobry kochanie...-Edward zamruczał mi do ucha.  
-Cześć. Która godzina.?-zapytałam ziewając.  
-Jest po ósmej. O dwunastej mamy samolot do Voltery.-odpowiedział gładząc 
mnie po włosach.  
-A słońce.?  
-Będzie tu podać. A poza tym już jest pochmurno.-wstał ciągnąc mnie do pozycji 
stojącej.-Idę Ci zrobi śniadanie, a Ty się przebierz.-powiedział całując mnie i 
wyszedł z sypialni. Po jakiś dziesięciu minutach gdy byłam już ubrana przyszedł z 
dwiema kanapkami, które natychmiast zjadłam. Koło godziny jedenastej 
trzydzieści, gdy na dworze padał deszcz wyjechaliśmy taksówkami na lotnisko. 
Równo o dwunastej wystartowaliśmy. Po dwóch godzinach byliśmy na miejscu. 

Miasto

 był piękne. Wyglądało jak królestwo. I w rzeczywistości nim było. Było, bo 

Volturii  byli najpotężniejszą rodziną wampirów, dlatego uważała się za władców 
wampirów. W sumie zasługiwali na ten tytuł, bo starali się karać tych, którzy nie 
zatrzymują swojego istnienia w sekrecie. Ale oczywiście Cullenów to nie 
dotyczyło, gdyż byli najbliższą rodziną Ara. Tego dowiedziałam się od Edwarda. 
Nie krążyliśmy po mieście. Od razu było widać, że bardzo dobrze znają ten teren. 
Gdy doszliśmy do dużego holu przywitała nas tam piękna kobieta.  

background image

18 

 

Sądząc po jej 

stroju

 była pewna swoich atutów.  

-Witajcie.!-krzyknęła i podbiegła do nas. Wyściskała każdego. Na sam koniec 
zostawiła sobie mnie.-Ohh...Ty musisz być Bella.! Tak miło w końcu Cię poznać.!-
uścisnęła mnie ale nie za mocno pamiętając, że jestem człowiekiem. Gdy się ode 
mnie oderwała przeniosła wzrok na mojego ukochanego. 
-No w końcu se kogoś znalazłeś.! Aro od Twojego wyjazdu nadawał tylko o tym, że 
musimy się przygotować i oczywiści przyjąć Bellę z otwartymi ramionami.-
zaśmiała się i poprowadziła w stronę ogromnej komnaty. Była kremowo-biała, ze 
złotymi akcentami i krwisto-czerwonymi zasłonami. Na środku komnaty stały trzy 
ogromne trony. A na nich Oni.  
-Witajcie moi kochani.!-zaśmiał się jeden z nich... 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

background image

19 

 

                                          

Volturii   

 

BPOV

 

 

Gd

Heidi

 się ode mnie oderwała przeniosła wzrok na mojego ukochanego. 

-No w końcu se kogoś znalazłeś.! Aro od Twojego wyjazdu nadawał tylko o tym, że 
musimy się przygotować i oczywiści przyjąć Bellę z otwartymi ramionami.-
zaśmiała się i poprowadziła w stronę ogromnej komnaty. Była kremowo-biała, ze 
złotymi akcentami i krwisto-czerwonymi zasłonami. Na środku komnaty stały trzy 
ogromne trony. A na nich Oni.  
-Witajcie moi kochani.!-zaśmiał się jeden z nich...*-jak miło Was znów widzieć.-
powiedział wstając z tronu i zaczął zmierzać w naszą stronę. Poruszał się tak 
jakby latał, jakby jego nogi wcale nie dotykały podłogi.  
-

Aro

to Bella.-przemówił mój ukochany.  

-Tak, wiem to Edwardzie...-zaśmiał się Aro.-Czytałem Twoje myśli i wiem jak Bella 
wygląda...Hmm..-powiedział przechylając głowę i dokładnie mi się przyjrzał.-Nie 
powiem...Jak na człowieka jesteś bardzo ładna...-zaśmiał się a razem z nim niska 
blondynka, która wleciała do sali. Puściła się biegiem przez sale i po chwili 
obejmowała Edwarda. Byłam zazdrosna. I byłam pewna, że Jasper to wyczuł, ale 
nie obchodziło mnie to.  
-Jane puść Edwarda, bo Demetrii i Bella będą zazdrośni.-odezwał się wampir 
wglądający na najstarszego z całej rządzącej trójki.  
- Ahh...Marku, świetnie, że mi przypomniałeś.-zaśmiała się blondynka i odwróciła 
się w moją stronę. Po raz pierwszy zobaczyłam jej twarz i mogłam powiedzieć, że 
wyglądałaby jak anioł gdyby nie oczy koloru szkarłatu. Wyciągnęła przed siebie 
rękę i uśmiechnęła się słodko.-Miło mi Cię poznać Bello. Jestem Jane.-uścisnęłam 
jej dłoń, która jak dłoń wampira była oczywiście zimna. Po chwili jednak obróciła 
się i uśmiechnęła szerzej. Do sali weszła piątka wampirów. Jeden z nich miał 
zasłonięte oczy i szedł między pozostałą czwórką. Dziewczyna zniknęła na 
sekundę i wróciła z wielkim czerwonym pudełkiem.  
-Felix-powiedziała i najwyższy z mężczyzn zdjął opaskę.  
-Wszystkiego najlepszego-krzyknęli wszyscy. To znaczy prawie wszyscy, oprócz 
mnie. Dziewczyna podeszła w podskokach do blondyna i całując go namiętnie 
wręczyła mu pudło. -Wszystkiego najlepszego kochanie.-powiedział gdy się od 
niego odsunęła.-Prezent otworzysz później. A teraz...-obróciła się w naszą 

background image

20 

 

stronę.-Poznaj wybrankę Edka...-zaśmiała się. 
-Jane, wiesz, że nie lubię jak mówisz na mnie Edek...-warknął Edward. 
-Oj przepraszam...Nieważne. Demetri to Bella.-powiedział gdy razem z 
chłopakiem podeszli do mnie. Blondyn ukłonił się. Gdy się wyprostował na jego 
twarzy widniał słodki uśmiech 
.-Miło Cię w końcu poznać Bello. Gdy Edward tu był mówił tylko o Tobie.-spojrzał 
na mojego ukochanego.-I...Nie dziwię się.-zaśmiał się. Czułam jak robię się 
czerwona na twarzy i przestraszyłam się. Przecież oni nie żywią się krwią  
zwierząt...Tylko krwią ludzi...Edward wyczuł moje zdenerwowanie i ścisnął mnie 
mocniej w talii.  
-Ehkm...Bello, przedstawię Ci wszystkich. Więc Aro już znasz. Tak samo jak 

Jane

 

i 

Demetriego

...-zaczął ukochany ale przerwał Mu Aro. 

-Ten blondas na taborecie to 

Kajusz

.-zaśmiał się. Na mojej twarzy również 

pojawił się uśmiech.-Ten obok to 

Marek

.-powiedział odwracając się w stronę 

stojących pod ścianą mężczyzn, który przyprowadzili Demetriego.-Ten wysoki to 

Felix

ulubiony przeciwnik Emmetta. Obok sto

Alec

brat bliźniak Jane. A tuż 

obok niego 

Gordian

 

Thomas

.-uśmiechnął się do nich. I po raz pierwszy od 

przyjazdy zabrałam głos. 
-Miło mi Was wszystkich poznać. Bardzo się cieszę.-uśmiechnęłam się do 
wampirów, a oni oddali mi ten gest ze zdwojoną siłą.  Potem pogrążyliśmy się w 
rozmowie dlaczego Edward jak i Aro nie mogą słyszeć moich myśli. Bałam się, że 
jestem jakaś walnięta, ale okazało się, że posiadam jakąś mentalną tarczę i nikt 
nie będzie mógł się wedrzeć do mojego mózgu. Próbował Aro, dotykając mojej 
dłoni i próbowała Jane. Próbowała zadać mi ból poprzez iluzję, ale nic się nie stało. 
Po jakiś dwóch godzinach rozmowy siedząc z Edwardem na kanapie oczy zaczęły 
mi się same zamykać. Oparłam swoją głowę o Jego ramię. Poczułam jak całuję mnie 
we włosy. 
-Aro, czy moglibyśmy się u Was zatrzymać.?-spytała Alice.  
-Ależ oczywiście. Na trzecim piętrze są dla Was uszykowane sypialnie. Gordian, 
zaprowadź ich.-odpowiedział.  
-Dziękuję.-powiedział Edward. 
-Edwardzie, nie ma za co. Jesteśmy w końcu rodziną. A rodzina sobie pomaga... 
 
 
 
 

background image

21 

 

EPOV 
 
Spojrzałem na Aro. Aro proszę, jeśli będziecie polowad udajcie się dalej od miasta. 
Błagam. Nie chcę narażad Belli na niebezpieczeostwo.

-pomyślałem i podałem rękę 

mężczyźnie. Ze skupieniem czytał moje myśli, aż w końcu spojrzał na mnie i się 
uśmiechnął. Oczywiście. Nie chcę by ktoś skrzywdził twą miłośd, chłopcze.

-pomyślał. 

Wstałem biorąc śpiącą Bellę na ręce.  Chłopak zaprowadził nas do naszej sypialni 
gdzie delikatnie ułożyłem ukochaną na łóżku.... 
 
BPOV 
 
Zaaklimatyzowałam się po dwóch dnia pobytu w Volterze. Zakolegowałam się z 
Jane. Spędzałyśmy ze sobą dużo czasu, i czasami zastanawiałam się czy nie 
sprawiam tym przykrości Edwardowi. Ale gdy tylko o to pytałam mówił, że cieszy 
się, że zaakceptowałam Jego rodzinę. Tak spędziliśmy dwa tygodnie. Na 
rozmowach, żartach, moim śnie i poznawaniu, a dla innych na polowaniu.  Gdy 
przyszedł czas wyjazdu  wszyscy byliśmy bardzo przejęci.  
-Mam nadzieję, że niedługo nas znów odwiedzicie.-powiedział Aro przytulając 
mnie mocno.-Edwardzie, nie dziwię się dlaczego z Nią jesteś. Jest wyjątkowa.-
uśmiechnął się. Gdy pożegnałam się z wszystkim zapomniałam, że nie pożegnałam 
się z Jane. Podeszłam do niej i przytuliłam ją mocno. 
-Cieszę się, że Cię poznałam. Będę tęsknić...   
-Ohh...Ja też Bello, ja też. Musimy my Was teraz odwiedzić...Dawno nie widziałam 
Esme. No i chciałbym też poznać Charliego.-zaśmiała się. Tak oto zakończył się 
nasz pobyt w Volterze. U Volturii. Jeśli mogę tak powiedzieć, zakończył się pobyt 
u mojej nowej części rodziny...

 

 

  
 

 

 

 

 

 

background image

22 

 

                                          

Porwanie 

 

BPOV 
 
Czas spędzony w Volterze był najlepszym kawałkiem moich wakacji. W Forks 
powitali nas uśmiechnięci Esme i Charlie. Następny tydzień spędziłam tylko z 
Edwardem. Esme z Charilem wyjechali sami odwiedzić  Volturii, Jasper  z 
Emmettem pojechali w góry, a Alice z Rose wyjechały do Saettle na wielkie 
zakupy.  Natomiast Edward i ja postanowiliśmy zająć się sobą.  Była środa, 
środowy wieczór. Wróciliśmy z długiego spaceru po miasteczku. Wymęczona 
poszłam pod prysznic. Gdy weszłam do pokoju Edwarda (spałam tam co noc, a mój 
pokój służył tylko do tego by trzymać tam ciuchy)doznałam ogromnego szoku. 
Okna były zasłonięte. Prawie, w każdym miejscu poustawiane były 

świece

które 

nadawały romantycznej atmosfery. W tle leciała spokojn

melodia

. Po  dywanie i 

łóżku rozsypane były płatki róż. A na łóżku…No właśnie. Na łóżku leżał mój młody 
bóg. Gdy tylko mnie ujrzał, podszedł do mnie i złożył na mojej szyi delikatny 
pocałunek. Sunął nosem w górę i zatrzymał się przy uchu. 
-Obiecałem Ci kiedyś, że spróbujemy…ale jeśli tylko…jeśli poczujesz ból…jeśli 
zrobię coś nie tak…błagam…po prostu natychmiast mi o tym powiedz, dobrze.?-
wyszeptał do mojego ucha. Nie mogąc wydobyć z siebie słowa pokiwałam głową i 
pocałowałam Go w obojczyk.  
-Nie bój się…-szepnęłam patrząc Mu w oczy. Uśmiechnął się ciepło i zaczął mnie 
całować. Zarzuciłam Mu ręce na szyję, stając na palcach, tak aby łatwiej było mi 
oddawać pocałunki. Potem podniósł mnie, założywszy moje nogi w swoim pasie i 
usiadł na łóżku nie przestając mnie całować.  
-Kocham Cię-szepnęłam gdy przeniósł swoje wargi ku mojej szyi. Wplotłam ręce w 
Jego włosy i przycisnęłam Go do siebie mocniej. Nie przestając się całować 
położyliśmy się na łóżku i spełniliśmy daną sobie obietnice… 
 
EPOV  
 
Noc… Ta noc… Była czymś pięknym… Gdy Bella zasnęła spojrzałem  na Nią. 
Wyglądała jak anioł…Gdy obudziła się rano, czekało na Nią śniadanie. Zjadła je z 
uśmiechem na twarzy. Przyglądałem się Jej cały poranek. 
-Co jest.?-spytała koło południa. 
-Bardzo Cię to boli.?-spytałem dotykając sinika na żebrach. 

background image

23 

 

-Ohh…Nie. Nawet tego nie czuje. Wcale mnie nie… 
-Proszę, przestań. 
-Przestań.? O co Ci chodzi.?-zapytała zbita z pantałyku. 
-Przestań udawać, że to nie boli. 
-Edward.! Ja nic nie udaję.! Ughh…-jęknęła.-Dlaczego taki jesteś.? Dlaczego mi 
nie wierzysz.?-spytała wychodząc z mojego pokoju trzaskając drzwiami… 
 
BPOV 
 
Jacy mężczyźni potrafią być durni. Mówisz Mu, że nic ci nie jest a Ten ci 
wmawia, że kłamiesz. Rozzłoszczona wyszłam z Jego sypialni trzaskając drzwiami 
i weszłam do siebie. (wziąć strój z stylio.pl „jakieś tam xd”) Przebrałam się i 
zeszłam na dół. Nie mówiąc ani słowa wyszłam na dwór. Chodziłam po miasteczku.  
W końcu dotarłam do parku i usiadłam na jednej z ławeczek.  Zapadał zmierzch. 
Robiło się coraz zimniej i ciemniej.  Nagle dosiadł się do mnie jakiś mężczyzna. 
-Bella.? Hej.-uśmiechnął się. 
-Eee…Gordian.! Hej.!-odwzajemniłam gest.-Co tu robisz.? 
-Przyjechałem. Ehm…Lubię podróżować. No wiesz, zwiedzać świat.-zaśmiał się. 
Rozmawialiśmy jakąś godzinę. 
-Powinnam się już zbierać. Miło było Cię znów zobaczyć. 
-Może Cię podwiozę.?-zapytał.  
-W sumie czemu nie. Jest już zmęczona i chyba nie doszła bym do domu…-
ziewnęłam. Doszliśmy do jego 

samochodu

.-Wow.! Niezła bryka.  

-Eee…dzięki…-powiedział i otworzył mi drzwi do samochodu. Wsiadłam i oparłam 
głowę o zagłówek. Opadły mi powieki i zapadła ciemność.  
 

 

 

 

 

 

 

background image

24 

 

 
EPOV 
 
Mijała dwudziesta pierwsza a Jej wciąż nie było. Dzwoniłem do Nie ale odrzucała 
moje telefony. Zdenerwowany wyszedłem Jej szukać. Jej zapach doprowadził 
mnie do parku. A tam poczułem coś jeszcze…Zapach innego wampira… Nagle mój 
telefon zadzwonił. 
-Bella.?-zapytałem z nadzieją. 
-Edward.!-krzyknęła Alice.-Ktoś porwał Bellę.!  
-Kto.? 
-Nie wiem… Ale ten ktoś musi wiedzieć coś o moim darze bo zakłóca wizje…  
-To ktoś z…-przeraziłem się. 
-Volturii…

                                         

  

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

background image

25 

 

                                          

Więzienie 

 

EPOV

 

 
Gdy Alice się rozłączyła szybko wybrałem numer Esme. Odebrała po pierwszym 
sygnale.  
-Edward.? Coś się stało.?-spytała przerażona.  
-Ktoś porwał Bellę. I to ktoś kto zna talent Alice. Wydaje mi się że to ktoś z 
Volturii. 
-Co.?-usłyszałem krzyk Aro.-Esme daj mi go. –Przez sekundę nie było nic słychać.-
Edward.? 
-Tak, jestem. Aro, wiesz coś.? 
-Edwardzie tak mi przykro…-zaczął smutno. 
-Co się dzieje.?-zapytałem przerażony. 
-… 
-Aro.! 
-Edwardzie, Jane przed chwilą właśnie sprawdziła pokój wszystkich moich 
poddanych. Okazało się, że nigdzie nie ma Gordiana. Ale znaleźliśmy jego 
notatnik. Edwardzie, on…On się zakochał w Belli… 
-Żartujesz.! Aro, błagam powiedz, że to tylko żart.! 
-Przykro mi Edwardzie… Ale postaram się Ci pomóc tylko tak jak mogę… Wysyłam 
do Forks Felixa, Demetriego i Jane.  
-Dzięki Aro…-szepnąłem i się rozłączyłem. Znów straciłem swoje 
szczęście…Swoje słońce…Przez swoją głupotę…Przez to, że Jej nie zaufałem… 
 
BPOV 
 
Podałeś promyk słońca, bym wiedziała, że jest... 
To tylko mały znak całości, który potrafił cieszyć... 
To sygnał, że dostanę więcej... 
To obietnica złożona mojej osobie. 
Mały promyk słońca, a wniósł tyle ciepła, 
dał tyle światła...oświetlił drogę przyszłości... 
Drogę, którą chciałam sie kierować... 
Lecz nagle zgasł... 
 

background image

26 

 

Pozostawił mnie w ciemnych labiryntach,   
z których tylko Ty mógłbyś mnie wydostać... 
Zgaszone światło zgasiło moje życie. 
A Ty oświetlasz inne drogi... 
 
Było mi bardzo zimno. Czułam się jakbym leżała na śniegu parę godzin. Z trudem 
otworzyłam oczy. Od razu oślepiło mnie słońce wpadające przez okno. Okno.? Tak.  
Znajdowałam się w jakimś domu. Dokładniej w jakiejś sypialni z bordowymi 
ścianami, mahoniową podłogą i wielkim małżeńskim łożem z baldachimem.  Nagle 
drzwi się otworzyły i do pokoju wszedł uśmiechnięty On. 
-Witaj słoneczko.-zamruczał wchodząc na łóżko. Chciałam się odsunąć ale byłam 
przywiązana do ramy. Zaczęłam się wiercić, gdy był w niebezpiecznej odległości. –
Nie wierć się kochanie…Bo stanie Ci się krzywda, a tego nie chcemy…-zamruczał 
ciągnąc nosem po mojej szyi. Zatrzymał się przy wgłębieniu za uchem i tam złożył 
kilka długich pocałunków. Nie przestając mnie całować zjechał ustami w dół; szyja, 
obojczyki i ramiona. Wiedziałam, co miał zamiar zrobić. Jacob nie raz próbował 
tego typu rzeczy, ale nigdy mu się to nie udało. Ale nigdy też mnie nie związał. W 
moich oczach zebrały się łzy na samą myśl co przeżywa teraz Edward. 
Próbowałam nie pokazywać po sobie, że cierpię ale nie umiałam. Łzy popłynęły po 
moich policzkach jak wodospad.  
-Gordian.? Dlaczego.?-zaszlochałam.-Co ty robisz.? 
-Ciii… -spojrzał na mnie i pogłaskał po policzku.-Kochanie nie płacz…Jesteśmy 
sobie przeznaczeni. Nie bój się mnie…-szepnął i wpił się w moje usta. Łzy poleciały 
jeszcze bardziej gdy uświadomiłam sobie, że nie ważne czy biorę w tym aktywny 
udział czy nie, zdradzam Edwarda. Gordian patrzył na mnie i ponownie zabrał 
głos.-Ej, co jest.? Przecież, ty flirtowałaś ze mną… Prawda.? 
-Że co.?!-wykrztusiłam. 
-No wiesz, w Volterze. Uśmiechałaś się i tym podobne… 
-Uśmiechałam się do każdego kto tam był bo polubiłam tam przebywający. Jakoś 
Felix, a do niego się częściej uśmiechałam, nie wziął tego za objaw flirtu.!-
krzyknęłam. Nie umiałam się opanować. Dostałam za to w twarz. Nim się 
obejrzałam Gordian wyplątał mnie z lin i przytulał gładząc po policzku szepcząc 
przeprosiny. 
-Przepraszam kochanie. Nie wiem co mnie naszło. Już Cię nie skrzywdzę, 
przyrzekam.  
-Nie chcesz mnie krzywdzić.?-zapytałam drżącym głosem. 

background image

27 

 

-Nie.-pocałował mnie w czoło. 
-To…mnie wypuść…-szepnęłam. 
-Co to, to nie. 
-Dlaczego.? Po co Ci ja.? 
-Bo…ja… 
 
EPOV 
 
Dawałaś mi siłę do życia... 
Nadzieję i wiarę w pozytywne zmiany... 
Wywoływałaś mnóstwo emocji, 
Więcej niż kiedykolwiek wcześniej ktokolwiek inny... 
Brakuje mi tych uczuć, bardzo... 
Ale wiem, że już nigdy nikt nie wywoła ich więcej... 
 
Załamany czekałem w domu na świtę Volturii.  Nie byłem w stanie nawet wyłączyć 
telewizor. Po jakiś trzech godzinach czekania ktoś zapukał do drzwi. W 
wampirzym tempie podbiegłem do nich i otworzyłem. W progu stali Jane, Demetri 
i Felix. Jane od razu mnie przytuliła.  
-Tak mi przykro Edwardzie.-szepnęła. Odsunęła się ode mnie by mi się 
przyjrzeć.-Pomogę Ci. Znajdziemy Ją. 
-Mam nadzieję…-szepnąłem wpuszczając ich do środka. Od razu poszli do pokoju 
Belli. Potrzebowali jakiejś rzeczy, by zapamiętać Jej zapach. Mnie to nie było 
potrzebne. Znalazłbym Jej trop sto kilometrów wcześniej niż oni.  Po dziesięciu 
minutach wyruszyliśmy. Biegnąc w wampirzym tempie myślałem tylko o tym, by 
znaleźć Ją jak najszybciej. I oczywiście, żywą… 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

28 

 

BPOV 
 
-Eee…yyy..wysłowić się nie umiesz.?-na jego twarzy pojawił się grymas i znów 
dostałam w twarz. 
-Zakochałem się w tobie.! Nie potrafisz tego zrozumieć i mnie pokochać.? Czy nie 
możesz zrobić tego dla mnie.? 
-Zakochałeś.?-wykrztusiłam. W odpowiedzi pokiwał głową.-Słuchaj muszę cię 
zmartwić… Ja…ja nie potrafię się w tobie zakochać….Bo ja już jestem zakochana. 
W Edwardzie. I nie mam zamiaru tego zmieniać. –spuściłam głowę.-Zrozum… 
-Że co proszę.?! Kochasz tego złamasa.?!* Tego nic nie wartego wegetarianina.?  
-Nie mów tak o Nim.!  
 -Bo co.?-warknął.-Przecież taka jest prawda.! Cullenowie zawsze byli słabi. A 
wiesz dlaczego.? Bo żywią się tymi małymi, niesmacznymi jaskółkami**, 
króliczkami i sarenkami…  
-Przestań.!-krzyknęłam i uderzyłam go w twarz. Byłam pewna, że bardziej zabolało 
mnie niż jego. A potem zapadła ciemność… 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

background image

29 

 

                                         

Powrót 

 

EPOV 
 
Siedziałem przy Niej cały czas. Nie byłem na polowaniu ani razu ale mino, że 
byliśmy w szpitalu, nie czułem pragnienia. Nie mogąc się powstrzymać siedziałem 
przy Jej łóżku głaszcząc Ją po dłoni. Nagle drzwi do sali się otworzyły. Nie 
musiałem się odwracać, wiedziałem kto to... 
-Edward, nie możesz tu cały czas siedzieć... Idź zapo... 
-Nie. Muszę tu z Nią być.-przerwałem jej. 
-Synu...-szepnęła Esme siadając obok mnie i chwytając za dłoń.-Bella się obudzi. 
Przecież to wiesz. Będzie dobrze. 
-Mam nadzieję...-szepnąłem.-Co mówią lekarze.? 
-Że rany goją się dość szybko. Ale nie budzą Jej dlatego, by nie czuła swoich 
ran... 
-Ran zadanych przeze mnie...-Szepnąłem. Jak mogłem być takim idiotą żeby Jej 
nie uwierzyć.? Przeze mnie leżała w szpitalu. Ze złamaną lewą nogą i prawą ręką, z 
dwoma pęknięciami w czaszce, sześcioma złamanymi żebrami i...dwoma 
śladami...po ukąszeniach... 
 
<retrospekcja> 
 
Przez kilka godzin szukaliśmy w okolicy Forks. Nadzieja w moim martwym sercu 
znikała. Do czasu gdy Felix gdzieś za granicą Kanady poczuł zapach Gordiana. 
Puściliśmy się pędem. Biegliśmy najszybciej jak mogliśmy. Zatrzymaliśmy się przy 
jakiejś starej willi. Już coraz wyraźniej wszyscy czuliśmy jego zapach. Jego i nie 
tylko. Poczułem zapach krwi. Krwi Belli. Belli.? Niewiele myśląc wbiegłem do domu. 
Latałem od pokoju do pokoju, aż znalazłem właściwy. Gdy wszedłem do środka o 
mało nie dostałem zawału. Pomieszczenie wyglądało jak z horroru. Czerwone, 
satynowe zasłony były porozrywane, mahoniowa podłoga porozwalana, a łóżko 
połamane. Obok łóżka leżał mój Anioł, w kałuży krwi. A nad Nią klęczał On. 
Zmierzał właśnie ustami w stronę Jej szyi. Rzuciłem się na niego odpychając go na 
koniec pokoju. Jak najdalej od Belli. Do pokoju wpadli Felix i Demetri, którzy 
zajęli się Gordianem. Wyprowadzili go z domu, a po chwili można było przyglądać 
się jak mężczyźni kończą palić jego rozszarpane ciało. Sam przycisnąłem ucho do 
klatki piersiowej Belli. Żyła. Ale Jej serce ledwo pracowało. 

background image

30 

 

 Po chwili do pokoju wpadła Jane. 
-O mój Boże.!-krzyknęła przerażona. 
-Jane, proszę, idź poszukaj jakiś bandaży czy czegoś takiego...-powiedziałem i po 
chwili już jej nie było. Zająłem się oczyszczaniem ran ukochanej. Przycisnąłem 
usta do prawego nadgarstka, a potem do lewego i wyssałem jad. Jej krew była 
czysta. Podczas gdy ja zajmowałem się oczyszczaniem ran, Jane opatrywała 
złamaną nogę i rękę. Musiała nastawić złamania póki Bella była nieprzytomna. Po 
jakiejś godzinie wyszliśmy szybkim krokiem z domu. Wsiedliśmy do samochodu 
stojącego na podjeździe i ruszyliśmy w stronę Forks. W szpitalu zastaliśmy 
wszystkich bliskich. Byłem pewien, że to sprawka Alice, ale nie miałem na to 
czasu. Esme i Charlie od razu rzucili się dziękować Jane, Demetriemu i Felixowi 
za pomoc w odnalezieniu Belli. Sam udałem się do głównego lekarza z ukochaną na 
rękach. Zajęli się Nią od razu... 
<koniec retrospekcji> 

 
BPOV 
 
Umarłam. Dryfowałam po czarnej pustej przestrzeni. Potwierdzeniem, że nie 
żyłam było to, że nie czułam nic. No prawie nic. Czułam tylko tak uwielbiane 
przeze mnie zimno. Moje zimno. Moje.? Edward.? Nie wiedząc jak próbowałam Go 
zobaczyć. 
 
EPOV 
 
Z moich rozmyślań wyrwał mnie cichy jęk. Spojrzałem na moją ukochaną. Miała 
szeroko otwarte oczy, a gdy nasze spojrzenia się spotkały na Jej ustach pojawił 
się słaby uśmiech.  
-Bella...-szepnąłem i pocałowałem Je delikatnie. 
-Edward...-załkała.-Tak bardzo Cię przepraszam...Ja..Nie powinnam 
była...Przepraszam...Przepraszam...-rozszlochała się. Przytuliłem Ją mocno. To 
znaczy na tak by nic Jej nie zrobić.  
-Ciii...Kochanie...Ciii...Wszystko już w porządku...Musisz teraz odpoczywać...I...To 
nie Ty powinnaś mnie przepraszać tylko ja Ciebie. Zachowałem się jak idiota 
wtedy gdy nie chciałem Ci uwierzyć. Nie sądziełem, że...Że dla Ciebie to też 
będzie najlepsza noc... 
-Ta była najlepsza.?-spytała. Pokiwałem twierdząco głową.-Dla mnie też...Ale...O 
mój Boże.!-znów się rozpłakała. 
-Bell.? Coś się stało.?-spytałem przerażony.-Coś Cię boli.? 

background image

31 

 

-Tak. Nie. To znaczy...Zrozumiem jeśli mnie znienawidzisz...Ale muszę Ci to 
powiedzieć...-szepnęła wbijając wzrok w swoje dłonie.-Wtedy gdy byłam tam 
z...Gordianem...To...to..-po Jej policzkach spłynęło kilka łez.-To on mnie 
pocałował...I to nie raz...Przepraszam...Ja nie chciałam...To on mnie zmuszał...-
przycisnęła się do mnie. Nie stawiałem oporu. Przytuliłem Ją mocniej. 
-Kochanie...Nic się nie stało... 
-Nie prawda...Nie ważne czy brałam w tym...aktywny udział czy nie ja...ja Cię 
zdradzałam...-płakała. Podniosłem palcem Jej podbródek by na mnie spojrzała. 
-To nic nie zmienia...I tak kocham Cię najbardziej na świecie...-szepnąłem po czym 
złożyłem na Jej ustach namiętny pocałunek... 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

background image

32 

 

                                          

Urodziny Emmetta 

 

BPOV 
 
Lipiec dobiegł końca w oka mgnieniu. Mimo, że czas spędziłam w gronie 
najbliższych mi osób, nie mogłam przestać myśleć o tym co miało miejsca dwa 
tygodnie wcześniej. Nie wiedziałam czy mam się śmiać czy płakać ze swojej 
głupoty. Edward ze wszystkich sił chciał mi jakoś pomóc, ale gdy uciekałam 
myślami do tamtego wydarzenia pozwalał mi się nad tym wszystkim na spokojnie 
zastanowić. Sam siedział przy mnie przez ten czas bawiąc się palcami moich rąk 
lub kosmykami włosów.  
Był sobotni ranek. Siedzieliśmy razem z Alice, Jasperem i Edwardem w salonie 
śmiejąc się z Chudego ze „Step Up- Taniec Zmysłów”, gdy śmiech dziewczyny 
urwał się w ciągu sekundy. Spojrzeliśmy na nią zaskoczeni, lecz po chwili ona i 
Edward wybuchli śmiechem. Tylko Jasper i ja nie wiedzieliśmy o co chodzi. 
Odchrząknęłam. 
-Czy ktoś nam powie o co chodzi.? 
-Więc…Rose...ma…bardzo…inte…interesujący…pomysł…na…na prezent…dla 
Emm…Emmetta…-wykrztusił  Edward między atakami śmiechu. 
-O cholera.!-krzyknęła Alice.-Urodziny Emma. Zapomniałam o nich.  
-Ja też. To już za tydzień nie.?-spytał Jazz. 
-Taaa. Totalnie o tym zapomniałem…-odparł Edward. 
-Ale z czego się tak śmialiście.?-zapytałam. 
-Eee…Rose postanowiła kupić Emmettowi koszulkę ze śmiesznym napisem, którą 
widziała w jakimś sklepie.-zaśmiała się Al. 
-Ale jaką.?-spytał Jasper. 
-Dowiecie się na przyjęciu…-krzyknęła. 
-No nie... To nie fair… To nie moje urodziny więc mogę wiedzieć.! 
-Nie dowiesz się Jasper.-pokazała mu język, po czym spojrzała na mojego 
ukochanego.-A jak ty mu powiesz to cię uduszę…-powiedziała i wyszła z pokoju 
ciągnąc za sobą Jaspera. Nawet nie zauważyłam kiedy pojawił się przy mnie 
Edward, który w tym momencie mnie pocałował w szyję. 
-Cieszę się, że Cię mam…-zamruczał sunąć nosem w górę mojej szyi. Pocałował 
mnie we wgłębienie za uchem i się odsunął.-Co byś powiedziała żebyśmy poszli 
kupić coś Emmettowi.? Na śmierć zapomniałem o jego urodzinach. 
-To przeze mnie… Przepraszam Cię za to. Naprawdę nie chciałam, żeby to… 

background image

33 

 

-Bella.! Mówiłem Ci coś tak.?-w Jego oczach było widać gniew.-Nie masz mnie za 
co przepraszać…Chociaż masz. Za to, że już nigdy bym Cię nie zobaczył…-szepnął 
i przytulił mnie do siebie. Po jakiejś godzinie udaliśmy się do Seattle. Po jakiś 
dziesięciu minutach jazdy po mieście Edward zdecydował, że pojedziemy do 
salonu samochodowego.  Koło godziny osiemnastej po zjedzonym(tylko przeze 
mnie) obiedzie wróciliśmy do domu z dokumentami dotyczącymi kupna samochodu 
dla Emmetta.* Poszłam pod prysznic, a gdy wyszłam o mało nie dostałam zawału. 
Wychodząc wpadłam na Edwarda. Stał pod samymi drzwiami. Musiał mnie 
przytrzymać inaczej bym upadła. Widząc mój brak koordynacji ruchowej zaśmiał 
się.  
-Alice się pyta czy będziemy z nimi oglądać filmy.? 
-Jasne, czemu nie.. Ee.. Emm i Rose już są.? 
-Nie…-zaśmiał się.- Rose nadal męczy Emmetta zakupami.-powiedział. Na samą 
myśl miśka muszącego chodzić z dziewczyną po sklepach, zrobiło mi się go żal. 
Nie wiedział na co się pisał.-To co.? Idziesz.?-zapytał Edward. Przytaknęłam i 
trzymając się za rękę zeszliśmy schodami do salonu.  Obejrzeliśmy „Wciąż ją 
kocham” „John Tucker musi odejść”. Nawet nie zauważyła kiedy podczas drugie 
filmu zmorzył mnie sen. Ranem obudziłam się jak zwykle w pokoju Edwarda. 
Powitał mnie niezwykle czułym pocałunkiem. Dzień toczył się jak zwykły dzień. 
Zjadłam śniadanie, wyszliśmy całą szóstką na spacer. Gdy byliśmy przy parku 
Emm i Rose się od nas odłączyli. Więc w czwórkę wróciliśmy do domu, gdzie 
zastaliśmy Esme i Charliego.  
-O.! Już jesteście.-uśmiechnęła się kobieta. 
-Taa. Emm i Rose poszli się sami przejść.  
-Tak sobie myślałam, że niedługo są urodziny Emmetta, a my dawno nie byliśmy na 
naszej wyspie. Więc może wybralibyśmy się tam świętować. No i pobylibyśmy całą 
rodziną do końca wakacji. Co wy na to.?-spytała. Edward wyglądał na 
zszokowanego. 
-Ja…Ja jestem jak najbardziej za.-spojrzał na mnie wymownie. Uśmiechnęłam się 
dając Mu jasno do zrozumienia, że ja również jestem jak najbardziej za.-I Bell 
też. 
-My też, my też.!-zapiszczała Alice. 
-To będziemy balować.!-zaśmiał się Jasper. 
Nadeszły urodziny Emmetta. Gdy dostał prezent od Edwarda i ode mnie uściskał 
mojego ukochanego jak dziecko, a mnie pocałował trzy razy w każdy policzek, 
powodując na mojej twarzy rumieńce.  

background image

34 

 

Od Alice i Jaspera otrzymał jakiś ogromny zestaw gier na Xbox’a, a od Esme i 
Charliego koszulkę jego ulubionego zespołu piłki nożnej. I choć stwierdził, że 
wszystkie prezenty są boskie to i tak wiedzieliśmy, że największe wrażenie 
wywarła na nim 

koszulka

którą dostał od Rose. Koło godziny czternastej 

wybraliśmy się na lotnisko. Emmett z zawiązanymi oczami był potulny niczym 
baranek. Nie podglądał, nie pytał gdzie lecimy, po prostu siedział uśmiechnięty z 
słuchawkami w uszach. Po godzinie dziewiętnastej pobiliśmy do brzegu cudownej 

wysepki

Dom Cullenów

 był tam jedynym domkiem, co było zrozumiałe. Okazało się, 

że razem z Edwardem zajmiemy osobn

domek

** kilkanaście metrów od domu. 

Gdy weszłam do środka udałam się do

 sypialni

 gdzie od razu padłam na łóżku. Po 

chwili poczułam jak łóżko się ugina, a na moich ramionach poczułam chłodny 
oddech Edwarda. 
 -Kocham Cię…-zamruczał całując mnie w łopatki.-Yhym…Bardzo Cię kocham…-
szepnął całując mnie w kark. Obróciłam się tak, żeby widzieć Jego twarz. Nagle 
wpił się w moje usta. Nie przestając mnie całować powoli ściągał mnie z ramion 
ramiączka od koszulki. Nawet gdy nie mogłam złapać oddechu, nie odrywał ode 
mnie ust. Wędrowały po całym moim ciele tak jak Jego niezwykle delikatne dłonie. 
Nawet nie zauważyłam kiedy zostaliśmy bez ubrań i powtórzyliśmy noc z przed 
pojawienia się Gordiana. Tak rozpoczęliśmy nasz pobyt na Wyspie Esme…  

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

background image

35 

 

                           

Niespodziewane spotkanie 

 

BPOV 
 
Obudziłam się koło godziny dziewiątej. Edwarda nie było ze mną. Po chwili 
zauważyłam na Jego poduszce błękitną karteczkę. 
 

             

Poszedłem na „śniadanko”.  Wrócę po dziewiątej. 

                      Zostawiłem swoje serce przy Tobie.  
                            Kocham Cię.!

 

                                                                                Edward

 

 
Z uśmiechem na twarzy poszłam pod prysznic a potem do kuchni. Oglądając jakiś 
program muzyczny kończyłam śniadanie. Chciałam po sobie posprzątać ale talerz 
zniknął mi z rąk. Po chwili przy moim boku pojawił się Edward. 
-Hej-zamruczał całując mnie w szyję. 
-Cześć. Jak polowanie.? 
-Pyszne…-oblizał się i poklepał po brzuchu śmiejąc.-Idziemy.?-spytał. Pokiwałam 
twierdząco głową i trzymając się za ręce poszliśmy do reszty. W kuchni 
zastaliśmy Esme szykującą Charliemu śniadanie. 
-O.! Już jesteście.-uśmiechnęła się. 
-Tak. Esme dziękujemy za domek. Jest prześliczny. 
-To on jeszcze tam stoi.?-spytał śmiejąc się Emmett, za co dostał w głowę od 
Rose.-A to za co.?! 
-Ty już wiesz za co.-powiedziała. Śmiejąc się weszliśmy do salonu gdzie 
zastaliśmy Alice i Jaspera oglądających jakiś film. Przyłączyliśmy się do nich. Po 
jakiś trzech filmach misiek nie wytrzymał. 
-Ej, poróbmy coś a nie tylko te filmy. Na przykład, chodźmy pograć.!-krzyknął. 
-Hmm..To w sumie nie taki zły pomysł. Czas na mecz.!-zaśmiał się Jasper. Wyszedł 
razem z Al i Rose powiadomić Esme.  
-To co, domek jeszcze tam stoi.?-zapytał się Emm gdy zostaliśmy w trójkę. 
Patrzył na mnie tak, że poczułam jak moje policzki oblewa purpura.-Zepsuliście 
go.?-spytał z udawanym przerażeniem. 
-Emmett, daj już spokój.-powiedział spokojnie mój ukochany. 
 

background image

36 

 

-No co.? Nie chcecie się przyznać, że sypiacie ze sobą.? Przecież to nic złego.-
zaśmiał się. 
-… 
-No.? 
-No dobra. Jeśli to jest Ci tak bardzo potrzebne. Tak, sypiamy ze sobą. 
Zadowolony.?-nie wytrzymałam. Wkurzały mnie jego pytania. Emmett spojrzał na 
mnie jak na wariatkę, a po chwili wybuchł śmiechem. 
-Tak…Tak…Jestem ba…bardzo…za…do…wo…lo…ny…-wydusił w przerwach w 
śmianiu. Nagle do salonu weszła reszta. 
-Co Cię tak śmiechy Emm.?-zapytał Jasper.  
-Nic, nic.-udawał głupka.  
-No dobraa…Więc Esme stwierdziła, że możemy iść na nasze stare pole do gry.? 
Co wy na to.?-spytał blondyn. 
-Supeer.!-podskoczył misiek i wybiegł z pokoju ciągnąc za sobą Rosalie. Chwilę po 
nich wyszli Esme z Charliem i Alice z Jasperem. Postanowiliśmy pójść w ich ślady 
i udaliśmy się do naszego domku.  
-A tak w ogóle to w co będziemy grać.?-przerwałam ciszę. 
-Ty i Charlie będziecie tylko oglądać.-uśmiechnął się.-My będziemy grać. 
-W co.? 
-W baseball.  
-Od kiedy wampiry grają w baseball.? 
-Nie wiem. Po prostu Emmett uwielbia ten sport i się do niego przyzwyczailiśmy.-
powiedział otwierając przede mną drzwi i wpuszczając mnie do środka. Po jakiejś 
godzinie przyszła po nas reszta. Udaliśmy się na ogromnych rozmiarów polane, na 
której wyznaczone były bazy. Edward był w drużynie z Alice i Esme. Ustawili się 
na odpowiednich miejscach. Nagle Alice rzuciła mocno piłkę, która w ciągu 
sekundy wylądowała na aluminiowym kiju trzymanym przez miśka. Odbił ją tak, że 
Edward jej nie złapał. Tak trwał mecz, aż Edward złapał piłkę. Przegrywali 6:5. 
Miejsce Emmetta zajęła blondynka, a miejsce Alice Esme. Kobieta rzuciła piłkę, 
która wylądowała w ręce stojącej za Rosalie Alice. Po chwili miejsce Rose zajął 
Jasper. Esme znów rzuciła piłkę ale tym razem została odbita. Blondyn z taką siłą 
uderzył kijem, że piłka wyleciała po za boisko, daleko w las. Edward chciał pobiec 
po nią ale zatrzymał się w połowie boiska. Nagle podbiegł do mnie, a Esme do 
Charliego.  
-Co się dzieje.?-spytałam przerażona. Mój ukochany przytulił mnie mocno. 
-Bella, proszę Cię, nie odzywaj się teraz, dobrze.?-spytał. Pokiwałam głową. 

background image

37 

 

Edward przeszukiwał wzrokiem brzeg lasu. Po chwili wyłoniła się z niego piątka 
ludzi. Piątka wampirów. Trzy dziewczyny i dwóch chłopaków. Troje z nich miało 
złociste oczy tak jak Cullenowie i dziewczyny. Blondynka miała rubinowe oczy jak 
rodzina Edwarda z Włoch. Oczy rudej dziewczyny kroczącej obok niej były 
czarne.  Wolnym krokiem podeszli do nas. 
-Esme.?-zapytała jedna z nich i uśmiechnęła się słodko. 
-

Mia

.? O mój Boże.-zaśmiała się podchodząc do dziewczyny i uścisnęła ją.-Tak 

dawno się nie widziałyśmy. 
-Tak, minęło trochę lat. 
-A to kto.?-zaśmiała się widząc jak Mia chwyta jednego z chłopaków z rękę. 
-To mój chłopak 

Dean

.-chłopak uśmiechnął się i skłonił.-Tam dalej sto

Nathan

Poznali się z Deanem w Buenos Aires. Nathan…-urwała i spojrzała nieufnie na 
blondyna.  
-Mia. Przerabialiśmy to już nie raz. Nie masz co się zatrzymywać.-powiedział 
jednak dziewczyna i tak nic nie powiedziała.-Okay. Dean mnie uratował. Moi niby 
kumple pobili mnie za to, że nie chciałem iść z nimi do sklepu po garnitur na ślub 
jednego z nich. Mia cały czas nie może w to uwierzyć. Ale jest okay…-powiedział. 
Esme uśmiechnęła się do niego czule. Widać było, że jest jej go szkoda. 
-No a 

Vicki

 

Olivie

 już znacie…-dodała Mia. Poczułam jak Edward spiął mięśnie. 

Jedna z wymienionych dziewczyn wyszła na przód i warknęła. Przestraszona 
obserwowałam każdy jej ruch. 
-Co ona ma czego ja nie mam.?-zapytała. 
- Bellę poznałem dużo później. Vicki wiesz, że to nie dlatego z tobą nie jestem. 
Nie masz się o co wściekać, bo to nie jest Jej wina. 
-Słucham.? To może moja.?-widać było, że się w niej gotowało. 
-A może moja.?-spytał sarkastycznie Emmett. 
 -Emmett.-przywołała go do porządku Esme. 
-To Ty wybrałaś życie w ciemności po to by pić krew ludzi tak jak wypiłaś krew 

Johna

.* Nie ja. 

-Co wspólnego ma dieta do związku.?-krzyknęła.-Ona też ma inną dietę i jakoś z 
nią jesteś.! 
-Ale Ona nie zabija ludzi.!-powiedział spokojnie Edward i spojrzał na mnie. W 
Jego oczach widać było miłość. Do mnie.  
-Ty też zabijasz… 
-Ale nie ludzi Vicki.! To, że postanowiłaś żyć tak jak Ci pokazał  

Lucas

** to Twój 

wybór. Ja go uszanowałem, ale nie mam zamiaru być z kimś kto postępuje jak on. 

background image

38 

 

Po za tym przecież takimi superlatywami go opisywałaś po powrocie. Jaki to on 
kochany i troskliwy. To czemu z nim nie jesteś tylko znów mi zawracasz głowę.?-
spytał. Widać było po Nim i słychać po Jego głosie, że ma już dość towarzystwa 
tej całej Vicki. Panowała cisza po pytaniu zadanym przez Edwarda. Odchrząknął 
domagając się odpowiedzi. Vicki spuściła głowę. Ruda dziewczyna stojąca obok 
niej, Olivia, popatrzała przez chwilę na nią po czym jej wzrok wylądował na moim 
lubym.  
 -Vicki go zabiła…-jej głos brzmiał tak jakby była na nią zła. 
-Twoja siostra zabiła Lucasa.?-spytała z niedowierzaniem Alice. 
-Tak.  
-Nie…-szepnął Edward jakby sam do siebie.-Olivia, Ty z nim byłaś.? 
-Tak, byliśmy razem przez dwieście pięćdziesiąt lat. Aż pojawiła się ona. Biedna 
dziewczynka postanowiła odnaleźć swoją siostrę. Bo jej się nudziło. 
-Nieprawda.! Nie było tak.!-krzyknęła Vicki.-Wiesz o ty, że szukałam Cię pół 
wieku.! Po całym świecie. 
 -I co z tego.? Przecież przez dwieście lat radziłaś sobie świetnie sama.-
powiedziała spokojnie dziewczyna. Spojrzałam na Jaspera. Tak. Kontrolował jej 
emocjami. 
-Radziłam.? Chodziłam głodna po Arktyce, bo pingwiny były nie dobre.!-Olivia 
prychnęła. 
-I dla tego, że Ci nie smakowało jedzenie*** musiałaś mnie znaleźć.? Wiesz co, 
jesteś śmieszna.  
 -Olivia.! Przestań się ze mnie naśmiewać. To, że Lucas wolał mnie to już nie moja 
wina. Widocznie jestem od Ciebie lepsza. Dużo lepsza.!-krzyknęła.-A był taki 
smakowity…****-rozmarzyła się oblizując usta. Ruda nie wytrzymała i rzuciła się 
na siostrę. Przerażona wpatrywałam się jak się na siebie rzucały…  

 

 
____________________________________________________________ 
*niedoszły mąż Vicki  
**najstarszy wampir w Argentynie.  
***nie wiedziałam jak napisał w miarę normalnie o ich diecie.  
****wampiry mogą wypić krew z innego wampira jak w „Pamiętnikach Wampirów”. 
Krew, 

którą wypijają to krew, którą się pożywili. 

#a tak ode mnie to wzięłam Jessicę Simpson i Nicka Lachey'a bo kiedyś byli razem. 

background image

39 

 

                               Deklaracja 

BPOV 
 
-Nathan, tak mi… 
-Olivia, hej. Wszystko jest w porządku. To tylko draśniecie. Po za tym, warto 
było.-powiedział blondyn uśmiechając się czule do rudej, która od godziny nie 
może sobie wybaczyć tego co miało wcześniej miejsce. 
 
<retrospekcja> 
-Olivia.! Przestań się ze mnie naśmiewać. To że Lucas wolał mnie to już nie moja 
wina. Widocznie jestem od Ciebie lepsza. Dużo lepsza.!-krzyknęła.-A był taki 
smakowity…*-rozmarzyła się oblizując usta. Ruda nie wytrzymała i rzuciła się na 
siostrę. Przerażona wpatrywałam się jak się na siebie rzucały… Olivia przewróciła 
siostrę tak, że znajdowała się nad nią trzymając jedną ręką jej ręce nad głową a 
drugą za szyję.  
-Co Oliv.? Boisz się prawdy.?-prychnęła.-Mama zawsze mówiła, że jestem lepsza.! 
I Ty to wiesz.-warknęła gdy dziewczyna przycisnęła ją mocniej do ziemi. Ruda nie 
wytrzymała nerwowo po tym co usłyszała. Szybkim ruchem wstała i rzuciła 
blondynką o drzewo, które złamało się pod siłą uderzenia. Przestraszona 
zadrżałam. Edward wyczuwając mój strach przytulił mnie mocniej. Olivia w tym 
samym czasie podbiegła do Vicki i ponownie rzuciła nią o drzewo. Biły się przez 
jakiś czas, aż Vicki unieruchomiła Oliv i zmierzała ustami w stronę jej szyi. 
Niespodziewanie Nathan rzucił się na nią i odepchnął jak najdalej od rudej 
dziewczyny. Ta chcąc go ukarać za to, że nie pozwolił jej zabić siostry podrapała 
go po torsie i plecach rozrywając koszulkę i raniąc do przy tym niesamowicie oraz 
ugryzła go w szyję powoli wypijając z niego krew. Widząc to Olivia z nieukrywaną 
złością rzuciła się na blondynkę odrywając jej głowę. Przerażona schowałam się w 
Edwarda, który znów mnie mocniej przytulił i pocałował we włosy. 
-Ojciec byłby ze mnie dumny Vicki…-powiedziała ruda podpalając rozczłonkowane 
ciało dziewczyny. 
<koniec retrospekcji> 
 
Dziewczyna siedziała załamana. Ale nie przejmowała się tym, że jej siostra nie 
żyję. Nie, ona się cieszyła, to pozostawało bez zmian. Była załamana tym, że 
Nathan na tym ucierpiał.  

background image

40 

 

Bez takiej mocy jak Jasper mogłam wyczuć, że darzyła go sympatią. Blondyn 
poruszył się na sofie w salonie Cullenów i jęknął donośnie. 
-Przepraszam, przepraszam…-powiedziała Olivia i schowała twarz w dłoniach. 
Chłopak powoli wstał patrząc na nas znacząco. Zrozumiałam, że chciałby pobyć 
sam na sam z rudą. Wszyscy wyszliśmy jak na zawołanie. Edward stwierdził, że 
powinni mieć dużo prywatności, dlatego powiedział żebyśmy w dziesiątkę udali się 
do naszego domku. Tak też zrobiliśmy. Alice i Rose chcąc rozładować atmosferę 
włączyły „Kłamca, kłamca”. I udało im się to. Wszyscy się śmialiśmy. Po za moim 
ukochanym. Po jakimś czasie cichaczem udaliśmy się z Edwardem do naszej 
sypialni. 
 
NathanPOV 
 
Powolny ruchem usiadłem przy Niej, gdy zostaliśmy sami. Przysunąłem się i 
objąłem Ją ramieniem. Zadrżała. Chciałem się odsunąć, myśląc, że coś źle 
zrobiłem, ale Ona zaszlochała** wtulając się we mnie. Przytuliłem Ją. 
-Przepraszam. Chciałam to zrobić już dawno. Ale naprawdę nie chciałam nikogo w 
to wciągać. A w szczególności nie Ciebie. Nie wybaczyłabym sobie gdybyś…Gdyby 
ona Cię…-pokręciła głową chcąc odgonić złe myśli. Zaniemówiłem.  
-Z tego samego powodu się na nią rzuciłem. Nie wybaczyłbym sobie gdybym stał 
bezczynnie patrząc jak ona Cię zabija. Pomogłem Ci…bo…bo Cię kocham Oliv...-
szepnąłem. Spojrzała na mnie jak na wariata. 
-Czy…czy możesz powtórzyć to co powiedziałeś.? 
-Kocham Cię…Kocham Cię od kiedy Cię zobaczyłem...Nie mogę przestać o Tobie 
myśleć. A szczególnie gdy nie ma Cię w pobliżu. Wiem, że ty nie czujesz tego 
co…-nie dokończyłem bo zamknęła mi usta namiętnym pocałunkiem. Nie wiedząc co 
robię wplątałem prawą dłoń w Jej włosy, lewą przytrzymując Ją w talii by nie było 
między nami przerwy. Dziewczyna głaskała mnie po twarzy, plecach, ramionach i 
torsie, łapczywie ucząc się mnie na pamięć. Gdy się ode mnie oderwała w Jej 
oczach tańczyły ogniki szczęścia. 
-Skąd wiesz, że nie darzę Cię takim uczuciem jak Ty mnie.?-zapytała uśmiechając 
się zadziornie.-Od dwudziestu lat myślałam tylko o Tobie.-uśmiechnęła się sama 
do siebie.-Chciałam Ci to powiedzie, ale wychowano mnie mówiąc, że to do 
mężczyzny należy pierwszy krok. Chciałam zrobić go sama, ale nie umiałam złamać 
tradycji naszego rodu… Przepraszam…-szepnęła. Podniosłem Jej podbródek 
palcem tak by na mnie spojrzała. 

background image

41 

 

-Za co Ty mnie przepraszasz, Oliv.?  Za to, że nie mogłaś złamać tradycji.?  To ja 
powinienem Cię przeprosić, że tak długo musiałaś czekać bym Ci wyznał co czuję… 
Nie wiem dlaczego nie zrobiłem tego wcześniej…Może widocznie bałem się jak 
zareagujesz…Ale chyba nie potrzebnie.-zaśmiałem się całując Olivię w nos. 
Obdarowała mnie najsłodszymi uśmiechem jaki widziałem w całej mojej 
egzystencji. Pochyliłem się i znów nasze usta połączyły się czułym pocałunku… 
 
BPOV 
 
Od całego zdarzenia z Vicki Edward odezwał się tylko raz, gdy zaproponował by 
dać Olivii i Nathanowi trochę prywatności.  Przez cały pozostały czas milczał, a 
myślami był pewnie bardzo daleko stąd. Poczułam się trochę urażona, bo 
zachowywał się jakby śmierć Vicki była końcem świata.  
-Co się dzieje.?-spytałam gdy siedziałam wtulona w Jego tors w naszej sypialni. 
-... 
-Edward. Słyszysz  mnie.? 
-Eee…Tak. Przepraszam, zamyśliłem się.-odpowiedział speszony. 
-Zdążyłam to zauważyć. Od czasu gdy…Vicki…no wiesz…Od tego momentu w ogóle 
się do mnie nie odzywasz. Traktujesz jak powietrze. Jak wracaliśmy nie zwróciłeś 
na mnie nawet uwagi. Zupełnie jak bym Cię już nie obchodziła…-ostatnie zdanie 
wyszeptałam, nie chcąc by głos mi się załamał. Poczułam jak Edward przestał 
oddychać. Przejęłam się tym. Nie dlatego, że bałam się, że się udusi ale dlatego, 
że trwało to dość długo. Przerażona spojrzałam na Niego. Miał minę człowieka 
płonącego na stosie.  
-Edward…ja…ja…przepraszam…nie chciałam…-szepnęłam. 
-Bello, czy Ty naprawdę tak się dzisiaj czułaś.?-spytał drżącym głosem. 
Potwierdziłam kiwnięciem głowy. Nie wiedząc kiedy Edward przytulił mnie mocniej 
całując we włosy i głaskając po plecach.-Tak bardzo Cię przepraszam…Nie 
chciałem, żebyś się tak czuła. Wiesz, że jesteś dla mnie najważniejszą osobą we 
wszechświecie. Po prostu…Znam Olivię strasznie długo, zawsze była tą, która 
wszystkich uspakajała, ona była tą mądrzejszą. Właściwie nadal jest mądrzejsza. 
I będzie.  Po prostu nie mogę w to uwierzyć. I nie. Nie opłakuję Vicki, jeśli tak 
myślałaś. O bardzo dawna nie znaczyła dla mnie nic. I naprawdę, jeszcze raz Cię 
przepraszam, że Cię zaniedbałem.-szepnął i pocałował mnie w czoło.-Wiesz, że Cię 
kocham.?-uśmiechnął się. 
 

background image

42 

 

-Hmm…-specjalnie się zamyśliłam chcąc się z Nim podrażnić. –Nie wiem czy to 
jest możliwe, żebyś mnie kochał mocniej niż ja Ciebie… 
-Oczywiście, że jest możliwe.! 
-Nie wydaje mi się… 
-Chcesz się przekonać.?-zaśmiał się i położył mnie na łóżku, a sam znajdował się 
nade mną. Pocałował mnie w policzek, w żuchwę, w szyję i w obojczyk. 
-Przestań…Nie jesteśmy sami.-szepnęłam, gdy zorientowałam się co miał zamiar 
zrobić.-Edward.-szepnęłam gdy poczułam Jego dłonie na swoim brzuchu. 
-Skąd wiesz co chciałem zrobić.?-zaśmiał się. 
-Eee…No nie wiem… 
-No właśnie.-zaśmiał się i zaczął mnie łaskotać. Wtedy domyśliłam się po co 
położył dłonie na moim brzuchu. 
-Edward, przestań.!-zapiszczałam nie mogąc wytrzymać. Brzuch mnie bolał od 
śmiechu.  
-Nie.!-zaśmiał się nadal mnie łaskocząc. 
-Proszę Cię.!  
-…-nie odpowiedział lecz tylko pokręcił głową.-Przyznaj mi rację… 
-Jaką.?-spytałam. 
-Że Cię kocham mocniej. 
-No dobra.! Kochasz mnie….baaaardzo mocno.! A teraz proszę przestań.!-
zaśmiałam się znów czując Jego dłonie na brzuchu. 
-A co dostanę za to, że przestanę.?-zapytał a na Jego twarzy pojawił się mój 
ulubiony łobuzerski uśmiech.  
-A co byś chciał.? 
-Całusa.-powiedział i przybliżył swoje usta do moich. Gdy już miały się dotknąć 
odwróciłam twarz i pocałowałam Go w policzek.-A co to było.?-spytał zszokowany. 
-Chciałeś całusa. Dostałeś. Problem w tym, że nie powiedziałeś gdzie chcesz go 
dostać.-pokazałam Mu język. 
-Osz Ty mała…-zaśmiał się i znów zaczął mnie łaskotać.! 
-Edward.!-krzyknęłam po czym wybuchłam śmiechem.-Przoszę Cię.!  
-Przestanę jak dostanę zasłużoną nagrodę. 
-No dobra, dobra.!-zaśmiałam się. Chwyciłam Jego twarz w dłonie i przyciągnęłam 
do siebie tak, że leżał na mnie, a nasze usta złączyły się w czułym pocałunku. Nie 
brakowało mi powietrza i Edward to wykorzystał wplatając dłoń w moje włosy.   
 
 

background image

43 

 

Gdy się od siebie oderwaliśmy miał tak samo jak ja przyspieszony oddech.-Taka 
nagroda może być.?-wysapałam uśmiechając się do Niego. 
-Tak.-powiedział i pocałował mnie jeszcze raz. 
 
NathanPOV 
 
Trzymając Ją w talii ruszyliśmy szczęśliwi i zakochani w stronę domku, w którym 
przebywała cała reszta. 
-Kocham Cię Nathan…-szepnęła Olivia przerywając ciszę, która wokół nas 
panowała.” 
-Ja Ciebie tę Oliv, ja Ciebie też…-szepnąłem i pocałowałem Ją we włosy… 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 _________________________________________________________ 
*przypomnienie: wampiry mogą wypić krew z innego wampira jak w „Pamiętnikach 
Wampirów”. Krew, którą wypijają to krew, którą się pożywili.  
**zaszlochała, nie zapłakała 

background image

44 

 

                              

Pełnia wrażeń 

BPOV 
 
Resztę sierpnia spędziliśmy w dwunastkę. Mia, Dean, Nathan i Olivia zajmowali 
pozostałe pokoje w wili, a Edward i ja nadal uroczy domek. Pod koniec sierpnia 
przylecieliśmy do Forks.  Dwa pierwsze tygodnie szkoły były bez zarzutów. W 
poniedziałkowy poranek dowiedzieliśmy się, że w naszej szkole przybędzie 
uczniów.  
-Taaa...Znów będzie zamieszanie...odezwał się Edward obejmując mnie ramieniem 
podczas gdy szliśmy przez korytarz.  
-Chyba nie będzie tak źle. Mam nadzieję, że się szybko zaaklimatyzują.-wtrącił 
Emmett. 
-Ale nie wiecie najważniejszego.-zaśmiała się Alice i pokazała nam język. 
-Czego.? 
-Oni są...Dokończcie sobie sami... 
-Żartujesz.!-powiedziała Rose. Trochę za głośno bo idący obok Eric spojrzał się na 
nią jak na idiotkę.  
-Nie. Mówię serio. Tylko...Nie wiem jak mają na imię. 
-Mają.?-zapytałam.-To ilu ich będzie.? 
-Troje. Dwójka chłopaków i dziewczyna.  
-Wiesz coś więcej.?-po raz pierwszy odezwał się Jasper. Dziewczyna pokręciła 
przecząco głową. 
-Nic. Gdy patrzę w przyszłość wszystko jest takie...takie bardzo niewyraźne.  
-Szkoda...-mruknął Edward całując mnie w czubek głowy i poszliśmy na lekcje.  
Nadszedł czas lunchu. W całej szkole mówili tylko o nowych. Byliśmy w stołówce. 
Edward i ja poszliśmy po coś do jedzenia. 
-Jeryy...Jakie nudy są na tych lekcjach...-jęknęłam biorąc do ust jabłko i siadając 
przy stoliku. 
-A co ma powiedzieć ktoś kto przechodził liceum dwadzieścia razy.?-zaśmiał się 
Emmett. 
-Tyle razy byłeś w liceum.?-spytałam zszokowana. 
-Taaa...Zrobiłem se tylko pięć lat przerwy od tego durnego wynalazku. Resztę 
musiałem przechodzić.  
-Czemu.?-zapytałam coraz bardziej zainteresowana.  
-Esme mi kazała.-zrobił urażoną minę. 
-Tylko dlatego.? 

background image

45 

 

-Wolałem Jej się nie przeciwstawiać... 
-Taaa...Bo zabrała by Ci gierki-zaśmiał się Jasper. 
-Co.? Serio.? Chodziłeś do szkoły tylko dlatego, bo Esme chciała Ci zabrać gry.?-
zaśmiałam się a ze mną reszta. Nagle Edward przestał się śmiać i popatrzył w 
otwierające się drzwi do stołówki.  Powolnym krokiem weszła do niej trójka osób. 
Dziewczyna a po jej bokach dwoje chłopaków.  Widać było, że dziewczynie nie  
przeszkadzało to, że wszyscy się na nich gapili. I muszę się przyznać, ja również.  
-O mój Boże.-szepnęła Rosalie a ja na nią spojrzałam. Na jej ustach pokazał się 
wielki uśmiech. 
-Rose.? Wszystko w porządku.?-zapytałam.  
-Tak, tylko... 
-Rosalie.? Nie...O cholera.!-zaśmiała się blondynka ściskając moją przyjaciółkę.  
-Nie mogę w to uwierzyć. Nie widziałyśmy się baaaardzo długo. 

Sophie

 co robisz 

w Forks.?-spytała się Rose siadając z nowymi przy naszymi stoliku. 
-Eee…No więc 

Liam

dostał tu pracę jako doktorek.  Razem z 

Ann

** 

zadecydowali, że nie możemy siedzieć cały czas w chacie i mamy iść do szkoły... 
I...Czekaj Ona przecież jest... 
-Tak...Bella jest człowiekiem. Jak większość tu obecnych.-powiedział Edward.  
-Ale przecież Volturii…To nie powinno mieć miejsca...Jak wy mogliście... 
-E

Connor

 poczekaj chwilę.-przerwał mu mój ukochany.-Volturii wiedzą o Belli i 

nie mają nic przeciwko temu. Wręcz przeciwnie, są Nią zachwyceni.  
-Ale przecież...To nie możliwe...-szepnął. 
-Jest możliwe.-powiedziała Alice. 
-Ale skąd wie.?-spytała dziewczyna. 
-Ojciec Belli jest z Esme. A Bella jest z Edwardem. Musieli się dowiedzieć.-
odpowiedział Jasper i uśmiechnął się do mnie. Odwzajemniłam gest.  
-Aaa…No tak. To dużo wyjaśnia.-uśmiechnął się do mnie chłopak, który po raz 
pierwszy zabrał głos.-

Xavier

.-powiedział wyciągając dłoń. Uścisnęłam ją i podałam 

swoje imię.-To jest Connor i Sophie.  
-Miło mi. –powiedziałam i wstałam gdyż zadzwonił dzwonek na lekcje. 
-Do zobaczenia.!-usłyszałam jeszcze krzyk Sophie gdy szliśmy korytarzem z 
Edwardem na biologię.  

 

 
 

background image

46 

 

ą

ę

ł

ś ć…

 -

napisałam na kartce gdy siedzieliśmy już w ławce. 

Najlepiej o nim nie my

ś

l

 wcale... 

 

ę

ł

?

ś

ł

?

 

Ugh

...

Wol

ę

 

nie

 

pisa

ć

...  

Ale nie chc

ę

ż

eby

... 

co

ś 

 

Ci

...  

ugh

 

ć

ł

Ja te

ż

 nie dlatego, nie obra

ż

aj się jak b

ę

d

ę

 za Tob

ą

 cały czas chodził 

.  

ż ć ??

ż

ę ę

ę

!***

-Czy ja panu przeszkadzam panie Cullen.?-zapytał nauczyciel. 
-Nie proszę pana, tylko Bella źle się poczuła... 
-Bello.? 
-Tak, jest mi nie dobrze...-powiedziałam słabym głosem. Nauczyciel westchnął. 
-Dobrze. Edwardzie, zabierz Bellę do domu. Ale macie później odpisać notatki... 
-Dobrze proszę pana.-powiedział mój ukochany i trzymając mnie w talii wyszliśmy 
z klasy.  
-Czemu się urwaliśmy.?-zapytałam gdy znaleźliśmy się już w Jego volvo. 
-Strasznie mi się nudziło.-uśmiechnął się do mnie łobuzersko i odpalił silnik. 
Dojechaliśmy do domu w ciągu pięciu minut. Nie zdążyłam otworzyć drzwi a 
Edward już przy nich stał. Pomógł mi wysiąść i trzymając w talii wprowadził do 
domu. 
-A co wy tak wcześnie.?-zapytała Esme wychodząc z kuchni. O kurcze.! Tego się 
nie spodziewaliśmy. 
-Źle się poczułam i nauczyciel kazał Edwardowi mnie odwieźć do domu. 
-Aha...To dobrze. Idź się może połóż to Ci przejdzie.-powiedziała i pocałowała 
mnie i Edwarda w policzek.-A i przyjdziecie dziś wszyscy koło dziewiętnastej do 
salonu, dobrze.?-zapytała wchodząc do swojej sypialni. 
-Wiesz po co.?-zapytałam gdy wchodziliśmy po schodach na piętro.  
 -Niee...-powiedział zamyślony.-Nie. Esme nie chce żebym się dowiedział. 
-A co robi.? 

background image

47 

 

-Aktualnie, mówi alfabet po koreańsku.-zaśmiał się otwierając drzwi do sypialni. 
Siedzieliśmy na łóżku rozmawiając. Potem odrobiliśmy zadania domowe i 
zeszliśmy na dół tak jak prosiła Esme. Byli już tam wszyscy bez Esme i Charliego.  
-Edward, wiesz o co chodzi.?-zapytała Rosalie. 
-Nie, cały czas mówiła alfabet w różnych językach. –zaśmiał się.-To było bardzo 
frustrujące. 
-Ehh… Ja też nie wiem o co chodzi. Zakłócała moje wizje.-pożaliła się Alice. 
-Teraz to już się wszyscy dowiecie.-powiedziała uśmiechnięta Esme wchodząc za 
rękę z Charliem do salonu. 
-No więc czekamy...-mruknął Emmett. 
-Po pierwsze. Rozmawiałam z Mią i...stwierdziła, że...Chcą zamieszkać w Forks.-
powiedziała kobieta. 
-To świetnie.!-ucieszyły się Rose i Alice. 
-A po drugie.?-zapytał Jasper. 
-Po drugie...  
-Postanowiliśmy z Esme...się pobrać.-powiedział uradowany Charlie. 
-Żartujesz.? Gratuluje.!-zaśmiał się Jasper.  
-No więc kiedy ślub.?-zapytała Alice podskakując na kanapie jak dziecko z ADHD. 
-Za trzy miesiące. I tak Alice...Możesz przygotować ceremonię.-zaśmiał się mój 
ojciec. 
-Dziękuję.! Dziękuję.! Dziękuję.!-zapiszczała brunetka. Po jakiejś półgodzinnej 
rozmowie udaliśmy się z Edwardem do sypialni. 
-Powiesz mi o czym myślisz zanim oszaleję.?-zapytał się i uśmiechnął lekko. 
 -To wszystko... Będziemy praktycznie rodzeństwem... Czy Ty rozumiesz jak 
będziemy postrzegani przez ludzi.? To będzie jak kazirodztwo...-pożaliłam się. 
-Przecież nie jestem prawdziwym synem Esme i Ty o tym wiesz. Esme mnie 
„zaadoptowała” i dlatego jesteśmy rodziną. Ale to nie ma nic wspólnego. Zresztą 
mnie nie obchodzą inni tylko Ty...-powiedział przesuwając ustami w górę i w dół po 
mojej szyi. 
-No nie wiem...-udało mi się wykrztusić.-To i tak jest dziwne... 
-Bello, zrozum. Niech se myślą co chcą. Najważniejsze jest to, że Ty i nasi 
najbliżsi wiedzą co się dzieje. Inni nie muszą...-powiedział i pocałował mnie w 
czoło. 
-Wiesz co...Masz rację. Przepraszam...-szepnęłam. 
-Za co.?-zapytał zdziwiony. 
 

background image

48 

 

-Za to, że... że nie wierzyłam, że może nam się udać. Ale Ty pomogłeś mi uwierzyć 
-powiedziałam całując Go w szyję, gdyż tylko tam dosięgłam. Edward rozumiejąc o 
co mi chodzi przytulił mnie do siebie i podniósł palcem podbródek i czule 
pocałował. 
-Dzięki...-szepnęłam gdy zaczął nucić moją kołysankę.  
-Śpij dobrze...Za dużo wrażeń jak na jeden dzień...-szepnął. Po chwili zasnęłam...

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

background image

49 

 

                              Nowonarodzeni 
 

BPOV  
 
Minął wrzesień, październik i listopad. Zaczęła się zima, a wraz z nią nadszedł 
czas na przyjazd Mii i innych do Forks. Była sobota. Dzień wolny od szkoły. 
Obudziłam się koło godziny dwunastej, gdy do naszego pokoju wpadła Alice. 
-Wstawaj.! Wstawaj.!-śpiewała skacząc po łóżku. 
-Spadaj Alice. Daj Jej się wyspać.-powiedział spokojnie Edward.  
-Oj przestań. Nie może spać pół dnia. Co wy robicie w nocy.?-spytał Emmett 
stając w drzwiach. Spojrzałam na niego jak na idiotę i skapnął się co powiedział. 
Odchrząknął.-To znaczy... No... Nie ważne.-powiedział i poszedł na dół. Po chwili 
nasza trójka wybuchła śmiechem. Nie zdarzyło się, żeby Emm się speszył. 
-No ale serio Bello. Musisz wstać. Umówiłam się z Mią na zakupy. Muuuuuusisz 
być ze mną.-powiedziała robiąc słodkie oczka. 
-Wrr... Niech Ci będzie. Ale jeśli będę miała sobie coś kupić to sama to wybieram, 
zrozumiano.?-spytałam wstając z łóżka. Chochlik pocałował mnie w policzek i 
wybiegł z pokoju. 
-Nie musisz tego robić jeśli nie chcesz...-zamruczał stojący za mną Edward i 
pocałował mnie w szyję.  
-Nie, muszę sobie coś serio kupić i powywalać stare rzeczy...-odpowiedziałam i 
wyszłam do łazienki. Po pół godzinie pędziłyśmy samochodem Alice do 

domu

 Mii. 

Zaparkowałyśmy przed świeżo wybudowanym budynkiem. Po chwili z domu wyszły 
trzy dziewczyny. 
-Nie powinno być ich dwie.?-spytałam. 
-Też się nad tym zastanawiam... Nie są trzy.-uśmiechnęła się. Dziewczyny weszły 
do samochody. 
-Alice, Bello to jes

Cassie

. Poznaliśmy się po tym jak wyjechaliśmy z wyspy. 

Byliśmy u Volturii, gdyż stary „znajomy” Deana tworzył ogromną armię 
nowonarodzonych i pomógł go unicestwić. I właśnie w Europie się poznaliśmy.-
uśmiechnęła się Olivia do brunetki.-Jej koleżanka, z którą podróżowała po świecie 
i Cassie chodziła sama. Postanowiliśmy by się do nas przyłączyła.  
-I tak oto będzie z nami mieszkać.!-zaśmiała się Mia.  
-Miło mi Was poznać. Dziewczyny dużo o Was mówiły.-uśmiechnęła się Cassie. 
Piętnaście minut później chodziłyśmy po centrum handlowym i okupowałyśmy się w 
ciuchy. Po czterech godzinach byłam jako jedyna wymęczona.  

background image

50 

 

No tak, one nie są ludźmi tylko wampirami.  Do domu wróciłyśmy po dwudziestej.  
-Nigdy więcej zakupów z nimi...-jęknęłam kładąc się do łóżka. Edward 
zachichotał.-No z czego się śmiejesz.? 
-Alice właśnie pomyślała o tym, żeby za tydzień znów wybrać się z Tobą na 
zakupy... 
-Co.?!-pisnęłam a po chwili do pokoju wparowała Alice. 
-Bello... Poszłabyś ze mną na zaku...-przerwałam jej. 
-Nie...Alice błagam. Daj mi czas. Może za miesiąc, ale niczego nie obiecuję. 
-Okay.!-uśmiechnęła się i poszła do Jaspera. Po chwili Edward zaczął nucić moją 
kołysankę i nie wiedząc kiedy oddałam się w objęcia Morfeusza. Dni mijały nam 
ciekawie. Szkoła. Dom. Spotkanie ze znajomymi.*  
-Co byście powiedzieli na meczyk.?-zapytał w sobotni, burzowy poranek Emm. No i 
jak przystało na naszą grupę wszyscy się zgodzili. Grali „rodzinami”. Edward był z 
Esme, Emmettem, Rose, Alice i Jasperem. Kapitanem przeciwnej grupy był 
natomiast Connor, a w jego drużynie byli Mia, Nathan, Xavier, Sophie i Olivia.  
Nasi wygrywali 8:5. Właśnie miał odbijać Emmett, gdy z lasu wybiegła sarna. Miała 
poranioną szyję. Dokładnie jak...od ugryzienia...wampira. Oniemiała wpatrywałam 
się w punkt, z którego wybiegło zwierze. Zamknęłam oczy. Nagle poczułam wiatr i 
gdy otworzyłam oczy stałam w innym miejscu obok Charliego, a wkoło nas 
znajdowali się nasi wampirzy znajomi. Po chwili z lasu wyłoniło się około 
trzydziestu wampirów.** Ich oczy były zupełnie inne niż oczy Edwarda, Mii czy 
Xaviera. Co oznaczało, że nie żywią się krwią zwierząt. Ale któreś z nich chyba 
jednak się nią żywiło, to by wyjaśniało zakrwawioną sarnę. Wampiry wyglądały na 
zagubione. Rozglądały się wokoło. W końcu któreś z nich poczuło ludzką krew i 
wskazało na nas palcem. Wampiry zaczynały się powoli zbliżać ale nasi obrońcy*** 
zaczęli warczeć. Nie mogłam usłyszeć nic po za głośnym warkotem 
wydobywającym się z ich gardeł. Nagle nad nami powstała ogromna, ciemna 
chmura.  Nagle warczenie się urwało, a zastąpiło je dwa niewyobrażalnie głośne 
krzyki. Zasłaniając uszy spojrzałam na Edwarda. Stał wyprostowany tak jak 
reszta i nie wyglądał już na spiętego.  
-Czy to jest...?-spytała Olivia. 
-Tak. Volturii...-szepnęła Mia. Przeszły mnie ciarki. Nie dlatego, że bałam się 
Volturii. Nie, co to, to nie. Wręcz przeciwnie. Przepadałam za nimi. Po prostu 
powróciły wspomnienia związane z jednym z członków tej rodziny. Gordianie. 
Jasper wyczuwając moje emocje szepnął coś do Edwarda i po chwili mój ukochany 
stał przy mnie, ściskając jedną ręką w talii.  

background image

51 

 

-Nie denerwuj się kochanie, proszę...-szepnął i na ucho i pocałował w skroń 
przyciskając mnie mocniej do siebie. Nie wiadomo skąd pojawił się przy nas Felix.  
-Aro mówi, żebyście poszli do domu, my się wszystkim zajmiemy.  
-Ale...-zaprotestował Emmett. 
-Nie ma ale. Wiem, że rwiesz się bójki, ale to nasz biznes.-powiedział i spojrzał 
wymownie na Edwarda. 
-Chodźmy.-powiedział mój luby**** i wziął mnie na ręce a Emm mojego tatę. Znów 
zamknęłam oczy i poczułam wiatr we włosach. Był silniejszy od poprzedniego i 
trwał dłużej. Wtuliłam się w Edward i zacisnęłam mocniej powieki. Nie minęło 
trzydzieści sekund a my byliśmy już w naszym domu. W powietrzu wisiało 
napięcie i choć znałam zdolności Jaspera wątpiłam, żeby był w stanie nas 
wszystkich uspokoić. 
-Edwardzie, powiesz nam co przekazał Ci w myślach Felix.?-zapytała Esme. 
-Ej czy to byli nowonarodzeni.?-zapytała Rose. 
-Tak, a dokładniej to nowonarodzeni tego kolegi Deana, którego również 
unicestwiono.  
-Również.? Czyli to znaczy, że...-powiedziała Mia. 
-Tak, ci co byli na polanie zginą. A co do tych wampirów to w sumie nie byli tacy 
nowonarodzeni.  
-Do czego zmierzasz.?-zapytała Alice. 
-Najmłodszy z nich przebył przemianę trzy lata temu. Więc Volturii mają prawo 
ich zabić.  
-Dlaczego.?   
-Księga praw mówi, że nie wolno nam polować jawnie. Ci, którzy nie egzystują 
zgodnie z nią mają zginąć.-powiedział Edward.  
 
FelixPOV 
 
W końcu coś się działo. Od czasu gdy musieliśmy zniszczyć Gordiana nic się 
praktycznie nie działo. Możemy się z chłopakami zabawić.***** Była nas szóstka i 
mieli nad nami dość przewagę liczebną. A w doświadczeniu nie mogli nam 
podskoczyć. Nie po to, jestem w tej rodzinie od kilkuset lat, żeby dać się 
pokonać jakiejś zakichanej grupce nowonarodzonych debili. Uśmiechnąłem się 
sam do swoich myśli i skoczyłem na małą grupkę wampirów i szybkim ruchem 
oderwałem każdemu z nich głowę. Potem zająłem się kończynami i po chwili leżał 
przede mną dość duży stosik z ich ciał.  

background image

52 

 

Wyciągnąłem z kieszeni moją ulubioną 

zapalniczkę

 i podpaliłem górkę.  

-Felix.!-usłyszałem krzyk Heidi. Odwróciłem się i zobaczyłem grupkę sześciu 
wampirów atakującą wampirzycę.  Podbiegłem tam i chwyciłem czwórkę za 
ciuchy****** i odciągnąłem od niej. Z pomocą przyszedł mi Thomas, który już 
skończył ze swoją grupą. Pozbawienie „życia” dużej grupy wampirów nigdy nie było 
dla nas trudnym zadaniem. Ale te trzydzieści wampirów dało mi w kość. Po 
skończonym czułem jad rozprzestrzeniający się w moim ciele. Spojrzałem na 
swoje lewe ramię, które bolało mnie najmocniej i się porządnie wkurzyłem. 
-Cholera.!-krzyknąłem. 
-Co się dzieje Felixie.?-spytał Aro. 
-No tylko zobacz. Te cholery rozerwały mi moją nową koszulę.!-powiedziałem 
wzburzony a w odpowiedzi otrzymałem śmiech towarzyszy.-No z czego się 
śmiejecie.? Naprawdę mi się podobała...-zrobiłem minkę obrażonego dziecka. 
-Najważniejsze, że wszyscy żyjemy.-powiedział z uśmiechem Aro. 
-No tak, ale koszula...-jęknąłem. 
- Oj...Stary, kupię Ci takich sto jeśli chcesz...-zaoferował mój przyjaciel, 
Demetrii.  
-Serio.?-podskoczyłem, czym znów wywołałem śmiech towarzyszących mi 
wampirów. Sprzątnęliśmy po sobie bałagan i ruszyliśmy w stronę domu Belli… 
 
BPOV 
 
Siedzieliśmy w napięciu przez półtora godziny. Przez pierwsze pół godziny 
czekania Jasper próbował nas uspokoić, lecz potem się poddał. Moim 
uspokojeniem było to, że Edward był ze mną cały i zdrowy. Nawet nie dotknięty. 
Esme, Charlie, Cassie i Xavier stwierdzili natomiast, że do niczego się tu nie 
przydadzą i pojechali do Seattle po nowe meble do pokoju Cassie. Jakieś 
dwadzieścia minut po ich wyjeździe ktoś zapukał do drzwi. Edward podniósł się by 
otworzyć, a ja razem z Nim. Było to nieumyślnie. Po prostu moje ciało 
potrzebowało kontaktu, nawet najmniejszego kontaktu, z Jego ciałem. Trzymając 
się za ręce otworzyć drzwi. Jako pierwszego zobaczyłam Felixa z miną 
obrażonego dziecka, a za nim stali Jane, Heidi, Demetrii, Thomas i Aro z 
uśmiechami na twarzach.  
-A temu co się stało.?-spytał uśmiechnięty Edward.  
-Jest wściekły na nowonarodzone wampiry, bo zepsuły mu nową koszulę...-
uśmiechnął się Demetrii. Na mojej twarzy również pojawił się uśmiech.  

background image

53 

 

Lecz nie dlatego, że śmiałam się Felixa. Nie, co to, to nie. Uśmiechnęłam się 
dlatego, że moi bliscy wrócili cali. W tej samej grupie jaką zastaliśmy na polanie... 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 
 ___________________________________________________________ 
*czytaj: z wampirami 
** Bella tak długo obcuje z wampirami, że umie odgadnąć czy ktoś jest wampirem 
czy nie. Rozpoznaje to po, np. kolorze oczu i skóry. 
***Lol. xd Wiem, że to głupio brzmi ale nie wiedziałam co wstawić xd 
****taa... to też bambernie brzmi xd 
***** tak, tak Felix jak zwykle chce się zabawić xd Jest jak Emmett. Duże i 
śmieszne dziecko xd 
******chciałam napisac za szmaty, ale stwierdziłam, że będzie 
za...za...wulgarnie.? xd

 

 

background image

54 

 

                              

Wybór 

 

BPOV 
 
-Mówię serio. Felix się chciał się mścić na płonących już wampirach za rozdartą 
koszulę-zaśmiała się Jane przytulając do Demetriego. Opowiedzieli nam co się 
działo na polanie. Felix cały czas narzekał na swoją rozwalone ubranie.  
-Chodź no chłopie, bo nie mogę Cię słuchać-zaśmiał się Emmett. 
-Po co mam z Tobą iść.? 
-Po to, żebym Ci dał jakąś koszulę, bo nie mogę słuchać jak płaczesz… 
-Wcale nie płaczę…Tylko ona była nowiutka…-powiedział ze smutną miną wampir. 
-No dlatego mówię, że dam Ci jakąś swoją, bo raczej w Edwarda się nie 
zmieścisz. Bo on taaaaki malutki…-powiedział chichocząc. Po chwili wszyscy do 
niego dołączyliśmy, nawet mój ukochany.  Chłopcy wstali i udali się do pokoju by 
po jakiś trzydziestu minutach wrócić. Felix miał na sobie starą koszulę Emmetta, 
w której pierwszy raz się spotkaliśmy. Pasowała na niego jak ulał.  Felix westchnął 
siadając na sofie obok Heidi i obejmując ją ramieniem. Gdyby ktoś ich nie znał 
pomyślałby, że są parą. Wampirzyca oparła głowę i jego ramię, a po minie, które 
zagościła na jego twarzy można było wywnioskować, że bardzo mu się to podobało.  
Gdy Felix myślał, że nikt nie patrzy pocałował Heidi w czubek głowy, a  tą 
uśmiechnęła  się pod nosem. Po kilku godzinnej rozmowie mieszkańcy Volterry 
postanowili udać się w podróż powrotną do domu.  
                                                               ******************** 
Listopad minął nim się zdążyłam obejrzeć. Sprawa nowonarodzonych była sprawą 
zamkniętą i nigdy już do niej nie powróciliśmy. Nastał grudzień. Forks pokryte 
było lekkim puchem, który najczęściej osiadał na drzewach i domach. W sobotni 
poranek z cudownego snu wyrwało mnie skaczące po moim łóżku dziwadło. 
-Bella.! Bella.! Bella.! Wstawaj.! Jest już dziesiąty grudnia. A to oznacza, że… Że 
niedługo są święta i musimy kupić wszystkim prezenty.!-zaświergotała mi Alice 
nad uchem. Zdenerwowana obróciłam się na drugi bok i przykryłam głowę 
poduszkę. –Liczę do pięciu. Jeśli nie wstaniesz podrę i spalę wszystkie twoje 
ciuchy i sama kupię Ci nowe. No więc, decyduj… 
-Cholera Alice… Nienawidzę Cię…-mruknęłam i podniosłam się z łóżka. 
-Ja Ciebie też kocham- Chochlica ucałowała mnie w policzek i tanecznym krokiem 
wyszła z pokoju. Znudzona spojrzałam na zegarek.  

background image

55 

 

-Alice.! Czy Ciebie do końca pogięło.? –dziewczyna migiem znalazła się przy moich 
drzwiach.-Budzisz mnie w sobotę, powtarzam w sobotę  o siódmej rano, tylko po 
to by kupić jakieś prezenty.?-ta tylko pokiwała twierdząco głową i z uśmiechem 
zeszła na dół. Totalnie wkurzona otworzyłam szafę i zaczęłam wybierać sobie 
jakieś ubranie.  Po piętnastominutowych poszukiwaniach, w końcu ubrana zeszłam 
do kuchni gdzie zastałam tylko Alice i Jaspera. 
-Gdzie reszta.?-zapytałam zaczynając jeść śniadanie.  
-Edward, Emmett i Rose pojechali na polowanie, a Esme z Charliem pojechali coś 
załatwiać w sprawie urlopu na święta…  
-Chcą nas zabrać na…-zaczęła Alice  i po chwili urwała zasłaniając usta dłońmi. 
Mały jasnowidz wszystko wiedział.  
-Gdzie.?-spytał z uśmiechem na twarzy Jazz.  
-Eeee…Noo…Nie mogę wam powiedzieć…Bo to miała być niespodzianka… Wrr…-na 
jej malutkiej twarzy pojawił się grymas.-Będę musiała się pilnować przy 
Edwardzie…I powiedzieć Esme i Charliemu, że wiem i też muszą zapanować na 
myślami, gdy twój facet jest w pobliżu-zaśmiała się wychodząc z kuchni.  Blondyn 
westchnął. Spojrzałam na niego. Jego wzrok pokazywał tylko miłość do chochlika. 
Uśmiechnęła się pod nosem i posprzątałam po śniadaniu. Po jakiejś godzinie 
chodziłyśmy z Alice po centrum handlowym w Seattle. Miałam już kupione pięć z 
siedmiu prezentów. Dla Esme kupiłam nową 

zastawę stołową

Charliemu wybrałam 

koszulkę

 Seattle Mariners i klubową

 piłkę

 z podpisem Grffey’a . Emmettowi 

kupiłam jak zwykl

koszulkę

 z humorem, a Ros

sukienkę

o której gadała przez 

poprzednie dwa tygodnie. Jasperowi natomias

lustrzankę

. Nie wiedziałam tylko 

co kupi Alice i co najważniejsze, Edwardowi. Chciałam jakoś dyskretnie ją 
podpytać co chciałaby dostać. 
-Myślałaś o koncercie Muse w Seattle-wyrwała mnie z rozmyślań przyjaciółka. 
-Hę.? 
-Zastanawiałaś się co kupić mi na prezent. Dlatego mówię. Jakieś dwa tygodnie 
temu myślałaś o kupnie biletów dla mnie i Jaspera.  
-O cholera.! No tak. Jak mogłam zapomnieć o tym koncercie. Dzięki Alice-
pocałowałam brunetkę w policzek, a w zamian dostałam cichy chichot. 
-Zostaje tylko Edward, nie.?-spojrzała na mnie. Uśmiech z mojej twarzy zszedł. 
-Taa... Normalnie nie mam pojęcie co mogę Mu dać...-westchnęłam. Nagle do głowy 
przyszedł mi pewien pomysł.-Alice.? 
 
 

background image

56 

 

-Hmm.? 
-Pamiętasz jak Esme opowiadała, że Edward lubi grać .? No wiesz, na 
fortepianie.? 
-Tak.! Boże, Bello to będzie chyba najlepszy prezent.! 
-Tak... Tylko muszę wyciągnąć pieniądze od Charliego... 
-Da Ci... Esme będzie zachwycona tym pomysłem-uśmiechnęła się do mnie.  
-Okay. Czyli ja idę kupić jeszcze tobie prezent i możemy wracać, tak.? 
-Tak. Do zobaczenia za piętnaście minut przy moim Porsche-spojrzałam na nią 
zdziwiona.-W końcu ja też muszę Ci kupić prezent, nie.?-zaśmiała się. 
-Taa... Do zobaczenia za piętnaście minut-powiedziałam i udałam się w stronę 
sklepu muzycznego. 
                                                          ********** 
Alice zabrała się z Emmettem, Edwardem, Rosalie i Jasperem na polowanie, więc 
w domu zostaliśmy w trójkę. Postanowiłam ten czas wykorzystać na rozmowę z 
Esme. Brunetka siedziała w salonie i razem z Charliem oglądała mecz.  Usiadłam 
obok niej i skromnie zaczęłam rozmowę. 
-Macie już jakiś prezent dla Edwarda.?-spytałam podciągając nogi pod brodę.  
-Nie, jeszcze nie. A dlaczego słonko pytasz.?-Esme spojrzała na mnie z czułością. 
Zagryzłam wargę. 
-Tak sobie myślałam, że... Przypomniałam sobie jak opowiadałaś, że Edward 
uwielbiał grać i pomyślałam, że... że mógłby się ucieszyć jakbyśmy kupili mu 
fortepian...Hmm.? 
-Boże, Bello.! To świetny pomysł. Że też sama na niego nie wpadłam. Będzie 
wniebowzięty.  
-Hej.! O czym gadacie bo się na chwilę wyłączyłem-zaśmiał się Charlie siadając 
obok Esme i obejmując ją ramieniem.  
-Rozmawiamy o prezencie dla Edwarda. Pamiętasz, mówiłam ci, że potrafi grać na 
fortepianie. I Bella o tym pomyślała i chce kupić mu go na święta.  
-Ale chyba nie zmieści się pod choinką-zaśmiał się ponownie tata.  
-No nie... Ale moglibyśmy wstawić go do tego pokoju, który stoi cały czas pusty. 
No wiesz, ten na poddaszu... 
-Tak, to byłby dobry pomysł-uśmiechnęła się Esme. 
-No dobra, czyli już mamy pomysł. Jest jeszcze sprawa z myślami. Musimy się 
bardzo, ale to bardzo pilnować przy Edwardzie... 
-Bella, ma rację. Musimy myśleć o czymś innym przy nim.  
 

background image

57 

 

-Tato, niedługą są finałowe rozgrywki Seattle Mariners, prawda .?-Charlie pokiwał 
twierdząco głową.-Więc myśl tylko o tym, żeby Grffey oddał jak najwięcej 
uderzeń. A ty, Esme, o dorocznym balu świątecznym albo o tym jak będziemy 
świętować Nowy Rok, ok.?-zapytałam. Podobał im się mój pomysł. Ja wiedziałam o 
czym mam myśleć. O tym czy rodzinie spodobają się prezenty.  
                                                       *********** 
Był dwudziesty czwarty grudzień. Charlie był w pracy a reszta na polowaniu. 
Skorzystałam z chwili samotności by zapakować moje prezenty. Zajęło mi to koło 
dwóch godzin. Nawet prezent dla mojego ukochanego był już uszykowany.  
Dokładniej mówiąc, obwiązany czerwoną wstęgą a na pokrywie była wielka, 
czerwona kokarda. Uśmiechnęłam się pod nosem mając nadzieję, że Jemu tak jak 
i całej rodzinie, spodoba się prezent. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

background image

58 

 

                              Niespodzianka 

 

 

 

BPOV 
 
Nastał dwudziesty piąty grudzień. Zostałam obudzona wręcz niemożliwie słodko. 
Po twarzy błądziły delikatne usta Edwarda. Składając pocałunki dojechał do ucha. 
-Dzień dobry, kochanie-wymruczał całując mnie za nim.  
-Jak porobisz jeszcze tak chwilę, to będzie bardzo dobry-zachichotałam. Czułam 
jak się uśmiechnął przy moim policzku. Po chwili dojechał do ust i złączyliśmy się 
długim, namiętnym pocałunku.  
-No, to teraz wstawaj. Wszyscy już czekają… No może nie wszyscy. Esme 
próbuje jeszcze dobudzić Charliego-zaśmiał się.  Uśmiechnęłam się i wstałam z 
łóżka. Wybrałam najnowszą 

sukienkę

którą kupiłam, gdyż czułam, że coś się 

wydarzy. Umalowana, 

uczesana

 i ubrana zeszłam z Edwardem na dół, gdzie 

zastaliśmy Rose, Alice, Emmetta i Jaspera. Po piętnastu minutach do pokoju 
weszli Esme z Charliem.  
-To co, możemy otwierać prezent.? Możemy, możemy.?-zapytali równo Emm i All 
podskakując na kanapach.  
-Oczywiście, że tak-zaśmiała się Esme. Chochlik z miśkiem rzucili się na prezenty. 
Pierwsze prezenty poleciały do Rose i Alice. Dostały najnowsze buty od Emmetta, 
Jaspera i Edwarda. Od Esme i Charliego dostały kupony na zakupy. Ode mnie 
sukienkę. I nawzajem też kupiły sobie sukienki. Emmett dostał pieniądze na 
wyremontowanie piwnicy na siłownię, koszulkę ode mnie i najnowsze gry na PS3. 
Jasper dostał 

gitarę

 i lustrzankę oraz część pieniędzy, które postanowił 

zatrzymać, by w przyszłości odremontować samochód. Esme i Charlie otrzymali 
bilety na miesięczną podróż po Europie. Oboje się cieszyli. Ja sama dostałam 
letnią sukienkę i składankę płyt z moją ulubioną muzyką. Nadeszła kolej Edwarda. 
-Okay, więc teraz będzie twój prezent-powiedziałam gdy do niego podeszłam i 
zawiązałam mu oczy czarną opaską.  
-Gdzie ty mnie prowadzisz.?-zaśmiał się.  
 
 
 
 

background image

59 

 

-Zabaczysz-szepnęłam mu do ucha i pociągnęłam do pokoju, gdzie znajdował się 
jego prezent. Gdy weszliśmy do pomieszczenia uśmiechnęłam się pod nosem 
mając nadzieję, że prezent się spodoba. Wzięłam głęboki oddech.  
-Okay. Mam nadzieję, że trafiłam-szepnęłam wiedząc, że i tak mnie usłyszy. 
Powoli zdjęłam opaskę z jego oczu. 
 
EPOV 
 
Z moich oczu zdjęto opaskę i doznałem szoku. Choć wiedziałem, że to nie możliwe, 
naprawdę byłem mocno zaskoczony. Przede mną stał wielki, śliczny, czarny 

fortepian

. Gdybym mógł, byłem pewny, że w tamtej chwili rozpłakałbym się jak 

dziecko. Szybkim ruchem chwyciłem Bellę w objęcia i ścisnąłem mocno, ale tak by 
nic jej nie zrobić. 
-Jak.?...Przecież, nikt nie wiedział...Tak dawno...Boże...-westchnąłem. -Jak.? 
Przecież nikt nie wiedział, oprócz Esme-zaciąłem się i po chwili coś sobie 
uświadomiłem.-Esme. Opowiadała wam o mnie... O tym co robiłem kiedyś... 
-Tak...Ale to było dawno temu. I szczerze, byłam zdziwiona, że nikt nie wpadł na 
to wcześniej. 
-Ty na to wpadłaś.?-spytałem. Dziewczyna pokiwała powoli głową. Uśmiechnąłem 
się, a ona odwzajemniła gest. Nachyliłem się, po czym złożyłem na jej ustach 
namiętny pocałunek. 
-Zagrasz coś dla mnie.?-spytała i usiadła przy fortepianie. Z uśmiechem zdjąłem 
kokardę i usiadłem obok niej. Westchnąłem głośno i dotknąłem klawiszy. 
Przebiegałem po nich palcami, z pod których wydobywała się melodia, którą 
stworzyłem wiele lat temu.  
-Co to.?-spytała Bella przytulając się do mnie.  
-Ulubiona piosenka Esme. 
-Sam ją napisałeś.?-szepnęła.  
-Tak-powiedziałem i grałem dalej. Po jakiś trzydziestu minutach siedzenia i 
przytulania mojej ukochanej coś w moim martwym sercu dało mi znać, że to już 
czas. Przestałem grać i odwróciłem się twarzą do Belli. 
-Teraz czas na twoją niespodziankę-powiedziałem i tym razem to ona miała 
zasłonięte oczy. Prowadziłem ją powoli do mojego pokoju.  
 
 
 

background image

60 

 

BPOV 
 
-Zdejmij proszę buty-szepnął mi do ucha Edward. Bez słowa wykonałam jego 
prośbę.  
Usłyszałam otwieranie drzwi i po chwili poczułam pod stopami płatki kwiatów. 
Byliśmy w pokoju , który wypełniała woń róż. Nagle opaska została zdjęta. Mój 
wzrok spoczął na świecach, które oświetlały pokój Edwarda. Dzięki nim wyglądał 
prześlicznie. 
-Bella, kochanie...-moje rozważania przerwał szept ukochanego przy moim uchu. 
Odwróciłam się do niego przodem i przeżyłam szok. Miedzianowłosy klęczał 
przede mną wpatrując się we mnie swoimi złotymi oczyma.  
-Isabello Swan, przysięgam kochać Cię każdego dnia wieczności. Jesteś całą moją 
duszą-w moich oczach zebrały się łzy.-Należę do Ciebie. Czy i Ty chcesz należeć 
do mnie.?-zapytał wyciągając pudełeczko z prześlicznym 

pierścionkiem

.-Bello, 

wyjdziesz za mnie.? 
-Ja... –zaskoczona nie wiedziałam co powiedzieć... 
 

 

 

 

 

 

 

 
 

 
_______________________________________________ 
ciuchy, w których były dziewczyny podczas rozdawania prezentów

sukienka 

Alice

sukienka Rose

sukienka Esme

(ta po prawej) 

Prezenty: 
Alice: 

buty od Jaspera

,

 buty od Edwarda

buty od Emmetta

sukienka od Rosalie

 

Rose: 

buty od Jaspera

buty od Edwarda

buty od Emmetta

sukienka od Alice

 

background image

61 

 

                              Niespodzianka 

 

BPOV  
 
Wpatrywałam się w Edwarda zaskoczona. Z moich oczu płynęły łzy, które spływały 
po policzkach. Otworzyłam usta by coś powiedzieć, ale nie mogłam nic z siebie 
wydusić. Ukochany wpatrywał się we mnie w ogromną miłością w oczach.  
 
EPOV 
 
Po mojej głowie chodziło tylko „Powiedz tak”, „Powiedz tak”, „Powiedz tak”. 
Wpatrywałem się w nią z nadzieją, że odpowie tak jakbym chciał. I, że wtedy 
spełni się moje jedno, z wielu marzeń. Patrząc w jej oczy widziałem w nich strach, 
zaskoczenia ale i miłość. Chwyciłem ponownie jej kruchą dłoń w swoją i podnosząc 
ją do ust złożyłem na niej pocałunek. Po chwili usłyszałem szloch. Gwałtownie 
podniosłem głowę i przyjrzałem się ukochanej. Po jej policzkach spływały łzy. Już 
chciałem się odezwac ale mnie wyprzedziła. 
-Jaa… O mój Boże-Wzięła głęboki oddech.- Edward... Ja... Ja jestem chyba za 
młoda...Wiesz co oznacza teraz wyjście za mąż.? Że wpadłam... 
-Boisz się tego co powiedzą o nas ludzie.? 
-Nie. Oczywiście, że nie... Tylko w moich czasach to wygląda inaczej... 
 
BPOV 
 
-W moich czasach oznaczało „Kocham Cię”- uśmiechnęłam się do niego, a on 
odwzajemnił gest.  
-Wyjdź za mnie...-szepnął. Zamknęłam oczy i delikatnie pokiwałam głową. 
Wiedziałam, że zrozumiał o co mi chodzi. Otworzywszy oczy zobaczyłam jak 
Edward wyciągnąwszy pierścionek z pudełeczka założył go na mój palec, gdzie miał 
pozostać na długo. Wstał i patrząc mi w oczy schylił się żeby mnie pocałować. To 
był najsłodszy, najczulszy i najlepszy pocałunek w całym moim życiu. Położyliśmy 
się na łóżku Edwarda i leżeliśmy w ciszy przez jakiś czas. Głaskałam ukochanego 
po torsie, na którym spoczywała moja głowa. On natomiast głaskał moje plecy. 
Czułam się jak w siódmym niebie, ale dopiero po chwili uświadomiłam sobie, co 
daje mi ślub z Edwardem. Nie tylko miłość, czułość i szczęście, ale i możliwość na 
wieczne życie. Podniosłam się na łokciu i przyjrzałam się ukochanemu.  

background image

62 

 

Jego oczy były zamknięte a po ustach błądził uśmiech. Wyglądał prześlicznie. 
Uśmiechnęłam się do siebie pod nosem i pocałowałam go. Otworzył oczy i pogłębił 
pocałunek tak, że znalazł się nade mną. Całowaliśmy się do czasu, aż zabrakło mi 
powietrza w płucach.  
-Wow...-wydusiłam gdy opadł obok mnie uśmiechając się. Po moje głowie znów 
chodziły myśli związane nieśmiertelnością. Gdy mój oddech się uspokoił usiadłam 
po turecku i spojrzałam na ukochanego. 
-Edward.?-jego powieki się uniosły i spojrzał na mnie z miłością w oczach. 
-Tak...-szepnął. Nie wiedząc jak to zrobić, postawiłam wszystko na jedną kartę. 
Wzięłam głęboki wdech. 
-Zmień mnie...-szepnęłam. Z jego twarzy zszedł uśmiech a oczy kierowały się 
wszędzie byle by nie patrzeć w moje. Nie wiedziałam co zrobić.-Edward...-w 
końcu na mnie spojrzał a w jego oczach czaił się smutek.  
-Bello, czy ty wiesz o co mnie prosisz.?-zapytał. 
-Tak. Proszę cię byś mnie zmienił, byśmy mogli żyć razem na zawsze...-szepnęłam.  
-Ja nie mogę ci tego zrobić. Nie mogę zabrać ci twojej duszy. Twierdzisz, że i ja 
mam duszę, w co nie wierzę. A zabranie twojej...to...zmienienie ciebie w wampira 
tylko po to by nigdy cię nie stracić, byłoby najbardziej egoistyczną rzeczą, którą 
można zrobić. Nie jestem pewny, czy byłbym w stanie takie coś zrobić... 
-I boisz się tylko o to, że wyjdziesz na egoistę .? Tego jak inni będą na ciebie 
patrzeć.?-spytałam. 
-Nie, oczywiście, że nie. Boję się, że nad sobą nie zapanuję... Że cię skrzywdzę...  
Że wszystko pójdzie nie po naszej myśli...  
-Edward...-szepnęłam, żeby zwrócić na siebie jego uwagę. Podniósł wzrok i utkwił 
go w moim.-Kocham Cię najbardziej na świecie i nie jestem w stanie żyć bez 
ciebie. Wiem już o tym.  
-Bello, ja też to wiem. Bardzo dobrze to wiem. Ale to po prostu będzie coś złego. 
Odebranie twojej duszy tylko by mieć ciebie zawsze, ale to zawsze blisko siebie 
jest... 
-Najbardziej egoistyczną rzeczą jaką mógłbyś zrobić. Tak wiem. Powiedziałeś już 
to. Ale zrozum, że to ma sens. Ja kiedyś umrę. Odejdę. I zostawię cię samego. A 
nie chcę żebyś cierpiał. 
-Skończę ze sobą jak najszybciej będę mógł... 
 

 

background image

63 

 

 
EPOV  
 
-Czy ty siebie słyszysz.? Słyszysz jakie głupoty gadasz.?-spytała podniesionym 
głosem.  
-Bello, taka jest prawda.  Po co miałbym żyć w świecie, którego nie byłabyś 
częścią.?  
-I o tym mówię. Nie sądzisz, że rozsądniej byłoby gdybyśmy oboje nie umierali.?-
zapytała i ścisnęła moją dłoń. 
-A co z bólem, który występuje podczas przemiany.?  
-Wydaje mi się, że wytrzymam. 
-Trzy dni.? Bello, jesteś przekonana.?-szepnąłem.  
-Edwardzie, wycierpiałam w życiu znacznie dłużej... –powiedziała przytulając się 
do mnie.-Te trzy dni nic nie będą znaczyć... Chociaż w sumie będą... Będą 
drzwiami do nowego życia...  
-Nie jestem pewien...-szepnąłem głaszcząc ją po policzku.  
-Ja jestem. Chcę spędzić z tobą resztę czasu... Wieczność...-szepnęła i spojrzała 
na mnie swoimi czekoladowymi oczami. Nachyliłem się i delikatnie ją pocałowałem, 
po czym westchnąłem. 
-Myślę, że mogę... Możemy tak zrobić...-szepnąłem i zobaczyłem w jej oczach 
wielką radość i ulgę.