background image

II.  Odwrót od Hegla   .........   29

II.  Odwrót od Hegla   .........   29

II.  Odwrót od Hegla   .........   29

II.  Odwrót od Hegla   .........   29

 

 

     Na przełomie stuleci dominującym kierunkiem filozoficznym był idealizm, który przyjmował 
na ogół formy czerpiące inspirację z filozofii Hegla. Wprawdzie Marks i Engels próbowali 
„postawić Hegla z głowy na nogi” zachowując heglowską dialektykę, ale obracając jego idealizm 
w materializm, jednak ich poglądy wywarły niewielki wpływ w świecie filozofii; spośród ich 
uczniów tylko Rosjanin Plechanow, którego Szkice z dziejów materializmu ukazały się w 1896 
r., stworzył oryginalne dzieła o jakimkolwiek znaczeniu. W Niemczech czynnikiem 
przeciwdziałającym była szkoła Franza Brentana (1838-1916), którego czołowy uczeń, Alexius 
von Meinong, był rzecznikiem skrajnej wersji realizmu platońskiego. Jednakże fenomenologia, 
następne stadium w rozwoju tego ruchu, stworzona przez Edmunda Husserla (1859-1938)1, 
jakkolwiek więcej zawdzięczała jednostronnie interpretowanej filozofii Descartes’a  niż Heglowi, 
nabierała coraz wyraźniejszych akcentów idealistycznych. W Stanach Zjednoczonych czołowy 
heglista Josiah Royce musiał w Harvardzie stawić czoło platonikowi George’owi Santayanie i 
pragmatyście Williamowi Jamesowi, których poglądy zyskały sobie przypuszczalnie większe 
wpływy. W istocie, William James, którego twórczość będę omawiał szerzej, był jednym z 
głównych architektów obalenia heglizmu. Jego wrogości wobec Hegla nie podzielał twórca 
pragmatyzmu Charles Sanders Peirce, ale większość prac Peirce’a  nie została opublikowana za 
jego życia, a miejsce wśród najwybitniejszych filozofów dziewiętnastego wieku przyznano mu 
dopiero w drugim ćwierćwieczu naszego stulecia. Pod tym względem Peirce przypomina 
wielkiego niemieckiego logika Gottloba Fregego (1848-1925), którego pisma z filozofii języka i 
podstaw matematyki były wprawdzie publikowane już od lat siedemdziesiątych  XIX w., ale ich 
wartość zaczęto powszechnie doceniać dopiero od niedawna. 
 
W Anglii najwybitniejszym heglistą był Francis  Herbert Bradley (1846-1924), który oddaniem 
dla Absolutu przewyższył swego mistrza tak dalece, iż doprowadziło go to do zaprzeczenia 
realności materii, przestrzeni i czasu. W Oksfordzie hegliści – Bradley i jego uczeń Harold 
Joachim – byli mniej liczni niż uczniowie profesora logiki Johna Cooka Wilsona (1849-1915), 
badacza filozofii Arystotelesa, który był rzecznikiem pewnej formy zdroworozsądkowego 
realizmu, ale ich prace cieszyły się większym zainteresowaniem. (...)  
 
Uniwersytet w Cambridge również wydał wybitnego heglistę w osobie Johna Ellisa McTaggarta 
(1866-1925). Odwołując się do bardziej ścisłej argumentacji niż Bradley i czyniąc większe 
starania by ocalić zjawiska, McTaggart doszedł jednak do podobnych, negatywnych wyników. 
Wśród młodszych filozofów, na których oddziałała doktryna McTaggarta, znaleźli się Bertrand 
Russell  i George Edward Moore. Po krótkim czasie obaj zwrócili się jednak przeciw niemu. 
Ponieważ rozstanie tych dwóch myślicieli z heglizmem  miało, zwłaszcza w przypadku Russella, 
zasadnicze znaczenie dla dalszego rozwoju filozofii nie tylko w Anglii, ale także w niektórych 
krajach europejskich i w całym świecie anglojęzycznym, historię dwudziestowiecznej filozofii 
możemy rozpocząć od przedstawienia filozoficznej kariery Russella i Moore’a.             
  

Bertrand Russell   .........   31

Bertrand Russell   .........   31

Bertrand Russell   .........   31

Bertrand Russell   .........   31

 

 
     Bertrand Russel urodził się w 1872 r., a zmarł w 1970 r., niespełna  dwa miesiące przed 
swoimi dziewięćdziesiątymi ósmymi urodzinami. Po mieczu i kądzieli jego rodzina należała do 
wigowskiej arystokracji angielskiej. Jego dziadek, lord John Russell, słynny liberalny mąż 
stanu, sprawował trzykrotnie funkcje premiera, wprowadził w 1839 r. pierwszą ustawę o 
zmianie ustawy wyborczej do parlamentu i otrzymał później tytuł pierwszego hrabiego (earl) 
Russell. Bertrand Russell został trzecim hrabią Russell  w 1931 r., po śmierci swojego brata 
Franka. Ponieważ jego rodzice zmarli, zanim ukończył cztery lata, był wychowywany przez 
babkę ze strony ojca i otrzymał wykształcenie w szkołach prywatnych. Uzyskał stypendium 
matematyczne w Trinity College w Cambridge, a w roku 1890, będąc na trzecim roku, zmienił 
kierunek studiów na filozofię, którą ukończył w 1894 r. Był członkiem Trinity College od 1895 
do 1901 r. i ponownie od 1944 r., choć na ogół nie przebywał w Cambridge. Był również 

background image

wykładowcą filozofii w Cambridge w latach 1910-1916 i 1944-1949. Poza tym piastował 
niewiele stanowisk akademickich, wykładał jednak jako wizytujący profesor na Uniwersytecie 
Pekińskim od 1920 do 1921 r., na Uniwersytecie Harvarda w 1914, i raz jeszcze w 1940 r.; 
prowadził również  sporadyczne wykłady na innych uniwersytetach amerykańskich i 
brytyjskich. 
 
Jednym z powodów takiego stanu rzeczy było to, że zainteresowania Russella w wielu 
kierunkach wykraczały poza filozofię. Był utalentowanym i płodnym pisarzem; z ponad 
sześćdziesięciu książek, które opublikował, tylko około dwudziestu ma charakter ściśle 
filozoficzny. Zgodnie z rodzinną tradycją interesował się przez całe życie polityką, a jego 
pierwszą opublikowaną pracą, która ukazała się w 1896 r., była książka o niemieckiej 
socjaldemokracji. Zanim został parem, trzykrotnie kandydował bez powodzenia w wyborach do 
parlamentu, dwa razy z ramienia Partii Pracy, a raz, w 1907 r., jako kandydat Krajowego 
Związku Towarzystw  na rzecz Praw Wyborczych dla Kobiet.  Za swoje zaangażowanie polityczne 
zapłacił dwoma wyrokami więzienia; po raz pierwszy skazano go w 1918 r. na sześć miesięcy 
więzienia za znieważenie armii amerykańskiej, a w 1961 r., mając osiemdziesiąt dziewięć lat, 
został skazany na tygodniowy pobyt w więziennym szpitalu za podburzanie do obywatelskiego 
nieposłuszeństwa w ramach popierania Kampanii na rzecz Rozbrojenia Nuklearnego. Właśnie 
aktywne zaangażowanie Russella w kampanię przeciw udziałowi Anglii w pierwszej wojnie 
światowej stało się w 1916 r. powodem nieprzedłużenia mu kontraktu wykładowcy w Trinity  
College. Russell nie zawsze był jednak pacyfistą. Opowiadał się za zbrojnym oporem wobec 
Hitlera i przez pewien krótki okres czasu po drugiej wojnie światowej był przekonany, że 
powinno się przynajmniej zagrozić Rosji użyciem bomby atomowej. Choć zawsze miał radykalne 
poglądy polityczne, wobec komunizmu konsekwentnie zajmował wrogą postawę od czasu, gdy w 
1919 r. odwiedził Związek Radziecki i poznał jego przywódców. Niemniej u schyłku życia  
doszedł do przekonania, że zwycięstwo komunizmu byłoby mniejszym złem niż skutki totalnej  
wojny atomowej.   
 
Jednym ze stałych zainteresowań Russella była również edukacja, o której sporo pisywał. To 
właśnie jego postępowe poglądy w sprawach edukacji i moralności, którym dawał wyraz w 
pracach o bardziej popularyzatorskim charakterze, doprowadziły w 1940 r. do tego, że na mocy 
orzeczenia sądowego został uznany za osobę nieodpowiednią do piastowania katedry filozofii w 
City College w Nowym Jorku. Proces został wytyczony miastu Nowy Jork przez jednego z 
rodziców za namową części miejscowego kleru, a sam Russell nie mógł  brać w nim udziału jako 
strona.  Już od wieku młodzieńczego był przeciwnikiem wszelkich form teizmu, a zwłaszcza 
chrześcijaństwa, czemu dał wyraz w książce  Why I am not a Christian (przekł. pol. Dlaczego nie 
jestem chrześcijaninem).   
 
Był niezrównanym polemistą, błyskotliwym popularyzatorem nauk fizykalnych i społecznych, a 
także wpływowym obrońcą tych liberalnych idei, w które wierzył. Jeśli niektóre prace o bardziej 
popularyzatorskim charakterze, takie jak Marriage and Morals (tłum. pol. Małżeństwo i 
moralność), za które otrzymał  Nagrodę Nobla, wydają się dziś anachroniczne, to jest tak w 
znacznej mierze z powodu zmian w klimacie moralnym, do których owe prace walnie się 
przyczyniły.  W tej książce będziemy się jednak zajmować jedynie filozofią Russella w węższym 
sensie tego terminu.              
 

Podej

Podej

Podej

Podej

ś

cie Russella do filozofii   .........   33

cie Russella do filozofii   .........   33

cie Russella do filozofii   .........   33

cie Russella do filozofii   .........   33

 

 
     Russell pisze w swej autobiografii, że do zainteresowania się filozofią skłoniło go pragnienie 
znalezienia dobrego uzasadnienia dla przeświadczenia o prawdziwości matematyki. Kiedy jako 
dwunastolatek po raz pierwszy został wprowadzony przez brata w tajniki geometrii 
Euklidesowej, jego sprzeciw budziło wymaganie, by przyjął aksjomaty na wiarę. Zgodził się to 
uczynić jedynie z szacunku dla swego brata, który postawił to jako warunek podjęcia dalszych 
kroków w nauce, nie wyzbył się jednak przeświadczenia, że sądy geometrii, a w istocie sądy 
wszelkich innych gałęzi matematyki, wymagają jakiegoś dalszego uzasadnienia. Przez jakiś czas 

background image

skłaniał się ku stanowisku swego laickiego ojca chrzestnego, Johna Stuarta Milla, że sądy 
matematyki są generalizacjami empirycznymi, uzasadnianymi indukcyjnie na podstawie wielu 
rozmaitych obserwacji, które się do nich stosują; kolidowało to jednak z przekonaniem, z 
którego Russell nie chciał zrezygnować, że prawdziwe sądy czystej matematyki nie są jedynie 
przygodnie prawdziwe, lecz są prawdziwe w sposób konieczny.   
 
Rozwiązanie które znalazł, wychodząc z powszechnie akceptowanego założenia, że całą 
matematykę można zredukować do sądów dotyczących liczb naturalnych, polegało na 
zredukowaniu z kolei owych sądów do sądów systemu logiki formalnej. Było to przedsięwzięcie, 
które, o czym Russell nie wiedział, usiłował przeprowadzić trzydzieści lat wcześniej Frege – 
wymagało ono, po pierwsze, znalezienia metody definiowania liczb naturalnych w terminach 
czysto logicznych i, po wtóre, zbudowania systemu logicznego, który byłby dostatecznie bogaty, 
by można było z niego dedukować sądy arytmetyki. Pierwsze z tych zadań Russell próbował 
zrealizować w książce The Principles of Mathematics, opublikowanej w 1903 r. natomiast 
drugie, wraz ze swym dawnym turem w dziedzinie matematyki Alfredem Northem Whiteheadem, 
w trzech monumentalnych tomach pracy Principia Mathematica, które ukazywały się w latach  
1910-1913. (...) 
 
Celem, który udało się osiągnąć Russellowi  i Whiteheadowi, zgodnie z przyjętą przez nich 
koncepcją liczby jako czegoś, co zasadnie stosuje się do klas, było podanie czysto logicznego 
opisu, na czym polega to, iż klasie przysługuje pewna liczba, a także ujęcie, za pomocą metody 
przyporządkowania elementów klas, pojęcia  liczby kardynalnej w ogólnej definicji. Jaki jest 
jednak, mógłby ktoś spytać, cel owej operacji, poza tym, iż stanowi ona pokaz elegancji i 
ekonomii?    Odpowiedź jest taka, iż Russell uważał taką ekonomię za gwarancję prawdziwości. 
W zbiorze esejów... ujął  to w sposób następujący:  „Dwa zbiory równoliczne wydają się mieć ze 
sobą coś wspólnego; przyjmuje się, że tym czymś jest liczba kardynalna. Ale dopóty, dopóki 
liczba kardynalna jest wyprowadzana z owych zbiorów, a nie konstruowana w ich terminach, jej 
istnienie musi pozostawać wątpliwe, chyba że wprowadzi się je na mocy metafizycznego 
postulatu ad hoc. Definiując liczbę kardynalną danego zbioru jako klasę wszystkich zbiorów 
równolicznych, unikamy konieczności owego metafizycznego postulatu , a tym samym 
usuwamy niepotrzebne wątpliwości z filozofii arytmetyki”2.    
 
Niestety, wyjaśnienie to nie uwalnia nas od kłopotów. Owe „niepotrzebne wątpliwości” to 
wątpliwości dotyczące tego, czy rzeczywiście istnieją takie rzeczy jak liczby. Jakiego rodzaju są 
to wątpliwości? Na czym miałoby polegać odkrycie, że liczb nie ma?  Jak można by takiego 
odkrycia dokonać? Wydaje się, iż odkrycia tego nie sposób dokonać w żaden inny sposób, jak 
wykazując, że liczby są redukowalne do klas , cyfr lub czegokolwiek innego. Gdyby jednak 
można było tego dowieść, czy obligowałoby to nas do rezygnacji z arytmetyki albo traktowania 
jej jako gry naszej wyobraźni? Nie muszę wspominać o tym, iż jest ona grą naszej wyobraźni w 
takim oto sensie, że jej sądy nie opisują świata, lecz wyrażają jedynie reguły wnioskowania 
zgodnie z zasadami pewnego rachunku, który zdecydowaliśmy się przyjąć.  Nie każdy 
matematyk zgodziłby się jednak z tym poglądem. A jak miałbym spierać się z kimś, kto zajmuje 
stanowisko realistyczne? 
 
Tak czy owak, Russell unika tej trudności, o ile jego metody efektywnie redukują liczby do klas, 
przy założeniu, że istnienie klas nie jest dla niego czymś równie kłopotliwym; a w tym okresie 
nie było. Pierwsze książki filozoficzne Russella, An Essay on Foundation of Geometry, wydana w 
1897 r., oraz An Critical  Exposition of Philosophy of Leibniz, wydana w 1900 r., zostały 
napisane z Kantowskiego punktu widzenia, ale do czasu publikacji The Principles of  
Mathematics Russell stał się pod wpływem Moore’a  zwolennikiem skrajnej wersji realizmu 
platońskiego. (...) 
 
Wydaje się, iż  świadczy to o pewnej trwałej skłonności do realizmu logicznego, ale w istocie 
Russell posunął się tak daleko w odwrotnym kierunku, że zanegował realność klas zastępując je 
własnościami, prawdopodobnie z pewnym uszczerbkiem dla swego programu matematycznego. 

background image

Co więcej, porzucił również pogląd, że każde wyrażenie nazwowe oznacza pewien termin, 
któremu w jakiś sposób przysługuje byt. Powodów, które sprawiły, że zmienił swe stanowisko, 
należy doszukiwać się w słynnej teorii deskrypcji, którą sam uważał za jedno ze swoich dwóch 
najważniejszych dokonań w filozofii; drugim miała być teoria typów. 
 

    Teoria d

Teoria d

Teoria d

Teoria deskrypcji i teoria typów   .........   36 

eskrypcji i teoria typów   .........   36 

eskrypcji i teoria typów   .........   36 

eskrypcji i teoria typów   .........   36 

 

 
     Problemy, które doprowadziły do sformułowania teorii deskrypcji, były związane z przyjętym 
przez Russella założeniem, że znaczenie nazwy należy utożsamiać z przedmiotem, który ta 
nazwa denotuje. Pytanie, czy pewien znak jest nazwą , .zostaje tym samym powiązane z 
pytaniem, czy istnieje przedmiot, który oznacza. Jak widzieliśmy, Russell był swego czasu 
bardzo rozrzutny w mnożeniu takich bytów, ale ograniczało go narastające „poczucie 
rzeczywistości”. 
 
Z tego nadmiaru nazw wypływały swoiste trudności. Na przykład, jeżeli wyrażenia denotujące, 
takie jak „autor Waverleya”, funkcjonują jako nazwy, i jeśli znaczenie nazwy jest utożsamiane z 
przedmiotem noszącym tę nazwę, pociąga to za sobą, iż powiedzenie, że Scott był autorem 
Waverleya, rozumiane jest po prostu w taki sposób, że Scott był Scottem. Jednakże, jak 
zauważył Russell, jest oczywiste, że kiedy książę regent chciał dowiedzieć się, czy Scott autorem 
Waverleya, nie dawał w ten sposób wyraz temu, że interesuje go prawo tożsamości. Z kolei, jeśli 
wyrażenie „obecny król Francji” nazywa jakiś przedmiot, i jeśli to, co mówi się o jakimś 
przedmiocie musi być prawdą bądź fałszem, jeden z sądów:  „Obecny król Francji jest łysy” i 
„Obecny król Francji nie jest łysy” musi być sądem prawdziwym. Gdybyśmy sporządzili jednak 
listę wszystkich rzeczy, które są łyse, oraz listę wszystkich rzeczy, które nie są łyse, na żadnej z 
nich nie znaleźlibyśmy obecnego króla Francji. (...) 
      Na gruncie Russellowskiego myślenia, że nazwa nie posiada znaczenia, jeżeli nie denotuje 
jakiegoś przedmiotu, wszystkie te trudności wypływają z następnego założenia, które głosi, że 
wyrażenia denotujące takie jak „autor Waverleya” i „obecny król Francji” funkcjonują jako 
nazwy; i właśnie to drugie założenie Russell postanawia poświęcić. Russellowska teoria 
deskrypcji ma wykazać, że wyrażenia, które przyjmują postać deskrypcji  określonych bądź 
deskrypcji nieokreślonych, nie są używane jako nazwy, a do tego, by wnosiły wkład w znaczenie 
zdań, w których występują, nie jest konieczne, by cokolwiek denotowały. Russell nazywał owe 
wyrażenia „symbolami niekompletnymi”; miał przez to na myśli zarówno to, że ich wkład w 
znaczenie zdania nie polega na denotowaniu, jak i to, że są one podatne na analizę. Teoria 
deskrypcji miała demonstrować, w jaki sposób te dwa warunki są spełnione.      
      Russell wykazuje to w teorii deskrypcji w bardzo prosty sposób. Przyjmuje założenie, że we 
wszystkich przypadkach, kiedy jednemu, dwóm lub większej liczbie podmiotów przypisywany 
jest pewien predykat, mówi się o tych podmiotach, iż pozostają w pewnej relacji, to znaczy we 
wszystkich przypadkach poza tymi, kiedy po prostu stwierdza się lub zaprzecza istnieniu 
podmiotu, w użycie deskrypcji uwikłane jest ukryte twierdzenie, że istnieje przedmiot, który jej 
odpowiada. Następnie stosuje się procedurę polegającą po prostu na wyraźnym sformułowaniu 
owego ukrytego twierdzenia. (...)   
     Łatwo zauważyć, że procedurę te można zastosować nie tylko do wyrażeń, które mają 
gramatyczną formę wyrażeń deskrypcyjnych, ale do jakiegokolwiek znaku nazwowego, który ma 
jakąś konotację. (...)       
 
    Teorię deskrypcji okrzyknięto zrazu „paradygmatem filozofii”. Później krytykowano ją za to, że 
nie przedstawia adekwatnego opisu faktycznego sposobu użycia  wyrażeń deskrypcyjnych. (...) 
 
(...)  Byłby to zarzut poważny, gdyby teoria deskrypcji miała istotnie służyć – zgodnie z intencją 
Russella – dostarczaniu ścisłych przekładów zdań, do których się stosuje. W rzeczywistości, 
niezależnie od tego, czy Russell zdawał sobie z tego w pełni sprawę, teoria deskrypcji nie 
dostarcza jednak reguły przekładu, lecz techniki parafrazowania. Jej metoda polega na 
wyraźnym formułowaniu informacji, która jest pośrednio zawarta w użyciu wyrażeń  
denotujących, niezależnie od tego, czy są to nazwy własne, czy wyrażenia deskrypcyjne, albo 

background image

musi zostać wyłowiona z kontekstu. (...) 
 
(...)  Doniosłym historycznym następstwem teorii deskrypcji było wprowadzenie do szerokiego 
obiegu rozróżnienia formy gramatycznej zdania i tego, co Russell nazywał formą logiczną 
zdania. (...) 
 
(...) W podobny sposób oddziaływała Russellowska teoria typów. W zamyśle teoria ta miała 
rozwikłać odkrytą przez Russella antynomię, która zahamowała postępy prac nad Principia  
Mathematica i skłoniła Fregego do powiedzenia, gdy został o niej powiadomiony przez Russella, 
że podstawy matematyki legły w gruzach.  Antynomia ta rodzi się z naturalnego założenia, że 
każdej własności odpowiadają dwie klasy przedmiotów: tych, które ową własność posiadają, i 
tych, które jej nie posiadają. Rozważmy... (...) 
 
Teoria typów spełnia swoje zadanie, ale dokonuje tego w dość arbitralny sposób i 
przypuszczalnie zbyt dużym kosztem. (...) 
 
(...)  Niezależnie od swego statusu na gruncie logiki , teoria typów wywarła wtórnie bardzo silny 
wpływ.  Jak się przekonamy, późniejsza filozofia czerpała inspirację  ze wskazówki, że zdania, 
którym nie można niczego zarzucić pod względem budowy gramatycznej i słownictwa,  mogą być 
jednak pozbawione sensu. 
  

Teorie wiedzy i teg

Teorie wiedzy i teg

Teorie wiedzy i teg

Teorie wiedzy i tego, co istnieje   .........   44 

o, co istnieje   .........   44 

o, co istnieje   .........   44 

o, co istnieje   .........   44 

 

 
     Po okresie platonizmu Russell zbliżył się i pozostał już odtąd wierny tradycji klasycznego 
empiryzmu brytyjskiego, który na  różne sposoby reprezentowali Locke, Berkeley, Hume i John 
Stuart Mill. Podobnie jak owi filozofowie, był przekonany, iż należy wychodzić od bytów, których 
istnienia i własności możemy być niemal całkowicie pewni; utożsamiał je z bezpośrednimi 
danymi zmysłów wewnętrznych i zewnętrznych. W The Problems of Philosophy (przekł. polski 
Problemy filozofii) opublikowanych w 1912 r., gdzie położył nacisk na słynne rozróżnienie 
wiedzy przez zaznajomienie i wiedzy przez opis, do przedmiotów poznawanych przez 
zaznajomienie zaliczył własną jaźń, własne aktualne stany i czynności psychiczne, dane 
zmysłowe, które są przedmiotem czynności zmysłów i niektóre z przedmiotów pamięci. Jednakże 
już w 1921 r., gdy opublikował The Analysis of Mind, doszedł do wniosku, że jaźń daje się 
sprowadzić do ciągu przeżyć i przestał wierzyć w istnienie czynności zmysłów, których 
przedmiotami miałyby być, jak sądził wcześniej, dane zmysłowe. Odrzucił zatem termin „dana 
zmysłowa”, zaczął natomiast mówić o perceptach  jako przedmiotach, które są bezpośrednio 
dane w postrzeganiu zmysłowym. A ponieważ porzucił również pogląd, że pamięć wprowadza 
nas w bezpośrednią relację z przeszłością, jedynymi bytami jednostkowymi , które pozostały 
jako możliwe przedmioty poznania przez zaznajomienie, były własne aktualne odczucia, 
wyobrażenia i percepty. Odmiennie niż w przypadku uczuć i wyobrażeń, Russell nie twierdził 
nigdy, by dane zmysłowe bądź percepty miały być z konieczności dostępne wyłącznie dla kogoś, 
kto je postrzega, albo by ich trwanie ograniczało się do jednej chwili; twierdził jednak, odwołując 
się do argumentacji przyczynowej, iż własności takie przysługują im faktycznie.  
 
Niezależnie od stanowiska, jakie zajmował w sprawie natury bezpośrednich danych 
postrzeżeniowych, konsekwentnie twierdził, że przedmioty fizyczne, o ile nie da się ich w jakiś 
sposób zredukować do perceptów, nie są postrzegane bezpośrednio. Tu również był 
kontynuatorem klasycznej tradycji empirystycznej powołując się na tak zwany argument z 
iluzji. W Problemach filozofii skupił głównie uwagę na fakcie, że pozorne właściwości 
przedmiotów fizycznych zmieniają się w różnych warunkach, co wedle jego interpretacji 
dowodzi, że żadnej z nich nie można utożsamiać z rzeczywistymi własnościami owych 
przedmiotów. W swych późniejszych pismach, takich jak The Analysis of Matter z 1927 r., kładł 
większy nacisk na przyczynową zależność tych zjawisk od środowiska i natury naszego układu 
nerwowego. Powoływał się więc na fakt, że przemieszczanie się światła wymaga czasu, aby 
wykazać, iż musimy być w błędzie sądząc, że widzimy słońce takim, jakim ono jest w tej samej 

background image

chwili; w najlepszym razie możemy widzieć je w takim stanie, w jakim znajdowało się kilka 
minut wcześniej. Ale jego zasadniczy argument sięgał o wiele głębiej. Twierdził, iż wobec znanej 
zależności od środowiska i naszego układu nerwowego takich percypowalnych własności jak 
wielkość, kształt i barwa, które są przypisywane przedmiotom fizycznym, nie mamy dobrego 
uzasadnienia dla przekonania, że owe przedmioty posiadają te własności w sensie dosłownym, 
takim, w jakim miałyby je posiadać wedle mniemań zdrowego rozsądku. Jeżeli stanowisko 
zdrowego rozsądku reprezentuje realizm naiwny, teoria, która głosi, że bezpośrednio 
postrzegamy przedmioty fizyczne mniej więcej takimi, jakimi rzeczywiście są, to według 
Russellowskiej oceny zdrowego rozsądku pozostaje on w konflikcie z nauką; Russell uważał, iż 
w takim kontekście rozstrzygający głos powinien należeć do nauki. „Nauka – mówił – w żadnej 
chwili nie ma słuszności całkowitej, ale rzadko też myli się zupełnie, i z reguły ma ona większą 
szansę potwierdzenia swej słuszności niż teorie nienaukowe. Jest więc rzeczą zasadną przyjąć ją 
jako hipotezę”9. W sprawie realizmu naiwnego Russell wysunął nawet sugestię, że można 
logicznie dowieść jego fałszywości. W An Inquiry into Meaning and Truth10 ujął to ze 
zwięzłością, o której z podziwem miał później mówić Einstein: „Realizm naiwny prowadzi do 
fizyki, a fizyka, jeśli jest prawdziwa, dowodzi, że realizm naiwny jest fałszywy. Jeżeli więc 
realizm naiwny jest prawdziwy, to jest fałszywy; a zatem jest on fałszywy”. 
 
Można powątpiewać, czy takie argumenty istotnie dowodzą, że bezpośrednio postrzegamy coś 
takiego jak percepty, a nie przedmioty fizyczne. Fakt, iż różnym obserwatorom, a nawet temu 
samemu obserwatorowi w odmiennych warunkach może się wydawać, że przedmiot taki jak 
zasłona ma inną barwę, istotnie dowodzi, że sposób, w jaki typujemy pewną barwę jako 
rzeczywistą barwę zasłony, jest do pewnego stopnia arbitralny; nie wydaje się jednak by 
upoważniało to do wniosku, że to, co każdy z nas widzi, nie jest zasłoną, lecz czymś innym. 
Fakt, iż światło z odległej gwiazdy może dotrzeć do nas dopiero po wielu latach, istotnie 
podważa naiwne założenie, że widzimy ową gwiazdę w tym stanie, w jakim się obecnie znajduje, 
ale i to nie wystarcza, by dowieść, że widzimy jakiś obecnie istniejący przedmiot, który nie jest 
gwiazdą. Ogólny argument przyczynowy jest, w istocie, bardziej przekonujący.  (...) 
 
Jeżeli możemy zaakceptować dotychczasowe wywody Russella, następnym zagadnieniem, które 
należy rozważyć, jest to, czy nasze pierwotne dane są, jak ujmuje to Russell, „oznakami 
istnienia czegoś innego, co nazwać by można  przedmiotem fizycznym”11. W odpowiedzi, której 
udziela w Problemach filozofii, mówi, iż rozporządzamy mocnymi, jeśli nie konkluzywnymi  
racjami, by sądzić, że tak jest w istocie. (...) 
 
Jest to teoria bardzo pomysłowa, sądzę jednak, iż jej mankamentem jest kolistość.  Trudność 
polega na tym, że jeśli przedmiot fizyczny ma być konstruowany ze zjawisk, nie może być 
zarazem użyty do ich grupowania. Różne zjawiska monety pensowej, z przykładu Russella, 
muszą najpierw zostać ze sobą połączone wyłącznie na podstawie ich jakości. Ponieważ jednak 
różne monety pensowe mogą wyglądać..., w jaki sposób możemy się upewnić, że połączyliśmy 
właśnie te przedmioty zmysłowe, które...   Ale wówczas stajemy w obliczu trudności...,iż 
perspektywy..., nie są faktycznie postrzegane; 
 
Inna poważna trudność polega na tym, że metoda, za pomocą której Russell porządkował 
elementy swych szeregów, nie spełnia  swojego zadania. (...) 
 
Niektóre z tych trudności wypływają z błędnego założenia Russella, iż zaproponowane przezeń 
elementy zmysłowe usytuowane są w przestrzeniach prywatnych. Zamiast skomplikowanego 
porządkowania perspektyw Russell mógłby, gdyby wyszedł od neutralnych danych, otrzymać 
przedmioty zmysłowe wyłącznie za pomocą  rzutowania relacji czasowych i przestrzennych poza 
pola zmysłowe, na których są one pierwotnie dane. Wydaje się jednak, iż nawet w tym 
przypadku nie istnieje żadna nie narażona na zarzuty droga... (...) 
 
Russell sformułował swój redukcjonizm w najbardziej radykalnej postaci w The Analysis Mind.  
(...)    

background image

 
Wydaje się również, iż Russell korzysta ze zbyt ubogich środków, aby mógł podać adekwatny 
opis wszystkich pojęć wiążących się z psychiką. (...) 
 
Oprócz trudności związanych z rozszerzeniem tej teorii na sądy bardziej złożone, jej słabość 
polega na tym, iż zakładając, że jednostkowymi członami, na których operuje sąd, są 
rzeczywiste indywidua, nie uwzględnia ona sytuacji, w których jesteśmy przekonani, że coś jest 
prawdą o pewnym przedmiocie przy jednej deskrypcji, ale nie jest prawdą przy innej. (...) 
 
Do czasu opublikowania Porttratis from Memory w 1958 r. Russell najwyraźniej wycofał się z 
poglądu , że wyobrażenia i uczucia  są czymś wewnątrzpsychicznym... (...) 
 
Kolejny zarzut jest taki, że przyczynowe ujęcie percepcji, na którym opiera się Russell, wydaje 
się wymagać, by przedmioty fizyczne znajdowały się w przestrzeni postrzeżeniowej. (...) 
 
Nie oznacza to jednak, że musimy powrócić do naiwnego realizmu. (...) Na jeszcze bardziej 
wyszukanym poziomie możemy zastąpić zdroworozsądkowy przedmiot fizyczny  jego naukowym 
szkieletem...  Przeprowadzając fuzję Russellowskich teorii moglibyśmy więc zapewne dotrzeć do 
prawdy.   
 
Wprawdzie pisma Russella dotyczące zagadnień moralnych wywarły niezmiernie doniosły 
wpływ, Russell nie wykazywał nigdy szczególnego zainteresowania teorią moralności. (...)  Był 
rad, gdy porównywano go z Wolterem, i podobnie jak Wolter atakując przesądy, zbiorową 
głupotę, hipokryzję i niesprawiedliwość czynił to dowcipnie, przenikliwie i z ogromną pasją. 
Przewyższał jednak wyraźnie Woltera kunsztem, z jakim posługiwał się technicznymi środkami 
filozofii.