background image

 

Arkadiusz Jabłoński 

Co słonko widziało 

 

Na bezrybiu 

Sytuacja  kogoś,  kto  przedstawia  się  jako  ekspert  od  spraw  Japonii  jest  w  Polsce  komfortowa. 

Polacy chcą wiedzieć o Japonii duŜo, a fakt, Ŝe, podobnie jak większość ludzi, chcą wiedzieć więcej 

głównie  o  tym,  o  czym  juŜ  wiedzą,  wcale  nie  musi  utrudniać  ekspertowi  pracy.  Na  spotkaniach 

poświęconych „popularyzacji kultury japońskiej” dowiedzieć się moŜna, Ŝe słówko kami oznacza po 

japońsku  ‘papier’,  ale  takŜe  ‘bóg’,  a  zatem  sztuka  składania  zabawek  z  papieru  origami  posiada 

aspekt  mistyczny.  Podobnie  moŜna  by  twierdzić,  Ŝe  buk  to  w  Polsce  drzewo  święte  –  wszak  jego 

nazwę wymawia się tak samo jak słowo ‘Bóg’ – a rzeka Bug darzona jest estymą na miarę Gangesu. 

W  naszym  kraju  to,  co  japońskie,  nie  podlega  osądowi  logicznemu,  istniejąc  samo  przez  się: 

pozostając  trudne,  niezrozumiałe,  ale  tym  bardziej  poŜądane.  Japonista  po  ujawnieniu  własnej 

specjalności pytany jest zwykle, czy był juŜ w tym egzotycznym kraju oraz czy język japoński jest 

trudny  (na  oba  pytania  dobrze  odpowiedzieć  twierdząco).  Rozmówca  bardziej  dociekliwy  moŜe 

zapytać,  czy  Japończycy  naprawdę  są  pracoholikami,  czy  kobiety  zajmują,  cokolwiek  to  znaczy, 

niską pozycję w Ŝyciu społecznym lub teŜ czy kuchnia japońska to naprawdę tylko ryby i ryŜ. Taki 

obraz Japonii opiera się na zdrowym rozsądku przeciętnego Polaka. Tak działają stereotypy. 

Stereotyp  moŜna  postrzegać  jako  przeszkodę  w  poznawaniu  prawdziwego  obrazu  świata. 

Stereotyp nie jest dobry ani zły: po prostu istnieje. Stereotypy funkcjonują w sposób uŜyteczny, gdy 

pozostają  w  równowadze  z  godnymi  zaufania  źródłami  informacji.  Bezcelowe  jest  zarzucanie 

niekompetencji  autorowi  felietonu,  który  napisze,  Ŝe  język  japoński  jest  bardzo  trudny.  Zawsze 

moŜna  przeprowadzić  wywiad  ze  specjalistą,  który  moŜe  nie  udzieli  nam  odpowiedzi  prostych,  na 

pewno nie poprzestanie jednak na utrwalaniu utartych schematów (ciekawe, Ŝe Ŝaden japonista nie 

powie,  Ŝe  język  japoński  jest  trudny,  a  jeśli  nawet,  to  zapytawszy  najpierw,  pod  jakim  względem  i 

dla  kogo).  Informacje  uzyskane  od  eksperta  podlegają  weryfikacji  zarówno  pod  względem 

merytorycznym  (prawdziwości  informacji)  jak  i  metodologicznym  (wykorzystanych  narzędzi 

badawczych). 

 

Ludzie stamtą

Niekiedy  zawartość  faktograficzna  publikacji  budzi  zastrzeŜenia,  jeśli  jednak  nadrzędny  cel 

zabawienia czytelnika zostanie przez nią spełniony, nie warto chyba drąŜyć szczegółów. O ile tylko 

o  czymś  moŜna  powiedzieć,  iŜ,  nawet  jeśli  to  kłamstwo,  to  dobrze  napisane,  małostkowe  i  niskie 

byłoby wytykanie autorowi błędów w japońskim nazewnictwie czy teŜ nieścisłości informacyjnych. 

Po pierwsze, nie nudzić, moŜna by rzec za Jerzym Wittlinem. 

Co innego jednak: zabawiać, a co innego: zbawiać. Dopóki ktoś uwaŜa prywatnie, Ŝe Japończycy 

background image

 

są  godnymi  współczucia  pracoholikami  dziesiątkowanymi  przez  karōshi  albo  zupełnie  na  serio 

przekonuje  nas,  Ŝe  w  Japonii  druga  osoba  jest  dla  rozmówcy  „nienaruszalną  świętością”,  co 

stanowić ma fenomen w skali światowej, moŜemy przymknąć na to oko z uśmiechem i udawać, Ŝe 

nic się nie stało. Jeśli jednak w tekście kogoś sugerującego niejednoznacznie, Ŝe wypowiada się jako 

naukowiec  czytamy:  „Za  szczelnie  zasłoniętymi  oknami  japońskich  mieszkań-pudełek  gospodynie 

domowe samotnie popadają w alkoholizm, a ich męŜowie (...), drŜąc, by nie stracić pracy (i twarzy), 

upijają się po godzinach w męskim towarzystwie. Pracujące kobiety parzą herbatę swoim kolegom i 

nawet  nie  marzą  o  awansie,  z  pokorą  znosząc  Ŝarty  na  temat  ich  "kobiecych  umysłów"”,  to 

spotykamy się juŜ z pewną interpretacją faktów, co narzuca pytanie zarówno o źródło informacji jak 

i o solidność proponowanej ramy interpretacyjnej. 

 

Kobieta z Wysp 

Przytoczony  cytat  pochodzi  z  jednego  z  felietonów  autorstwa  Joanny  Bator,  które  w  ciągu 

ostatnich  lat  były  zamieszczane  w  jednym  z  dodatków  „Gazety  Wyborczej”.  Dostępne  źródła 

określają Bator jako feministkę, naukowca, antropologa kulturowego, absolwentkę kulturoznawstwa, 

która  posiada  doktorat  w  dziedzinie  filozofii.  RównieŜ  sama  Bator  nie  odŜegnuje  się  od 

przedstawiania się jako naukowiec, co nakazuje jej spostrzeŜenia dotyczące kultury traktować z duŜą 

dozą powagi. Ostatnio w Polsce ukazała się takŜe ksiąŜka Bator, do której nie miałem dotąd dostępu 

przebywając w Japonii i poniŜej nie zamierzam się na jej temat wypowiadać. 

Tekst niniejszy  słuŜy  analizie  pięciu pozornie  niewinnych  tekstów Bator,  które  moŜna  traktować 

jako swoistą deklarację ideologiczną i metodologiczną. Nie trzeba być antropologiem kulturowym, 

aby  dostrzec,  Ŝe  szeroko  zakrojone  naduŜycie,  na  jakie  teksty  te  się  składają,  zdaje  się  mieć 

charakter  nie  tylko  pseudoantropologiczny,  ale  takŜe  pseudometodologiczny,  a  nawet,  o  dziwo, 

chyba takŜe pseudofeministyczny. 

Trudno  zgodzić  się  z  traktowaniem  Japonii  jako  przedmiotu  badań  wymykającego  się 

racjonalnym  dociekaniom  naukowym.  Chciałbym  przy  tym  odnieść  się  do  tekstów  Bator  nie  z 

pozycji  wzburzonego  japonisty,  któremu  badacz-niejaponista  odbiera  chleb,  ale  jako  zaciekawiony 

czytelnik, gotów szczerze wierzyć, Ŝe to nie epatowanie tanią egzotyką, ale jakieś powaŜne powody 

metodologiczne  skłoniły  autorkę  do  wyboru  raczej  kontrowersyjnego  podejścia  do  kwestii 

przyzwoitości  faktograficznej  i  metodologicznej.  Fakt,  Ŝe  nauka  nie  zmieni  raczej  oblicza  pod 

wpływem  odkryć  Bator  nie  moŜe  uprawniać  do  karmienia  czytelników  informacjami 

nieprawdziwymi,  nierzetelnymi  i  przedstawionymi  w  wykrzywionym  kontekście.  PoniewaŜ  zaś 

nawet  niepozorne  w  ujęciu  jednostkowym  przekłamania  Bator  odnoszą  się  takŜe  do  bardzo  sporej 

grupy  ukazujących  się  w  Polsce  popularnych  publikacji  na  temat  innych  kultur,  swego  rodzaju 

ikoniczne  traktowanie  przeze  mnie  poniŜej  „przypadku  Bator”  niech  posłuŜy  spoŜytkowaniu 

wątpliwej  wartości  wytworów  autorki  w  szczytnym  celu  piętnowania  en  gros  wszelkiej  łatwizny 

background image

 

intelektualnej,  jakŜe  powszechnej  w  naszym  wieku  informacji  masowej,  szybkiej  i  niedbałej.  Jeśli 

czytelnik  odniesie  wraŜenie,  Ŝe  komentarze  poniŜsze  trącą  zbytnią  ironią,  chciałbym  wyrazić 

przekonanie,  iŜ,  jeśli  juŜ  wytwór  pozujący  na  tekst  naukowca  jest  śmieszny  i  straszny,  z  dwojga 

złego wolę śmiać się niŜ grzmieć, co jest moim indywidualnym wyborem, w odniesieniu do całości 

tekstów Bator poczynionym jednak chyba z pozycji dość Ŝyczliwej. 

 

A to byli przebierańcy... 

Wydaje się, Ŝe dla badacza kultur i zachowań ludzkich w tychŜe kulturach oczywista powinna być 

zaleŜność,  ale  takŜe  i  róŜnica  gatunkowa,  między  obserwowanymi  na  bieŜąco  faktami  a 

prawidłowościami  zachowań  członków  danej  kultury,  nie  mówiąc  juŜ  o  konieczności  świadomego 

wyboru  pewnej  konsekwentnej  metody  opisu  i  interpretacji  opisywanych  zjawisk.  MoŜna 

spodziewać się, Ŝe choćby zaliczane do klasyki antropologii kulturowej w Japonii prace sygnowane 

przez  takie  nazwiska  jak  Ruth  Benedict,  Takie  Sugiyama-Lebra  czy  teŜ  Chie  Nakane  pozwolą 

ukierunkować w pewien sposób interpretację danych. 

Zupełnie  przypadkiem  trzy  wymienione  nazwiska  naleŜą  do  kobiet,  badaczek,  które  zajmowały 

się kulturą japońską w dwudziestym wieku. śadna tych autorek nie wspomina chyba nawet słowem 

o  feminizmie,  to  chyba  jednak  mało  przekonujące  uzasadnienie  dla  zlekcewaŜenia  ich  prac.  Te 

ostatnie  moŜna  bez  trudu  znaleźć,  równieŜ  w  ich  angielskich  wersjach,  w  bibliotekach  japońskich 

uniwersytetów,  co  dla  badaczki,  która,  przedstawiana  w  wielu  Ŝyciorysach  znajdujących  się  w 

Internecie  jako  „stypendystka  rządu  japońskiego”,  sama  siebie  określa  jako  „pracującą”  na 

japońskim uniwersytecie nie powinno być trudne. 

Nawiasem  mówiąc,  sam  kilkakrotnie  przebywając  na  stypendium  w  Japonii  ani  nie  spotkałem 

choćby  jednego  stypendysty,  który  mówiłby  o  sobie,  Ŝe  „pracuje”  na  uniwersytecie  przyjmującym 

go na staŜ, ani do głowy by mi nie przyszło tak się samemu określać. Nie jest to moŜe najbardziej 

istotny aspekt sprawy, ciekawe jednak, Ŝe trudno doszukać się w tekstach Bator nazwy uniwersytetu, 

gdzie  „pracowała”  czy  określenia  zajmowanego  stanowiska.  Wątpliwości  nie  rozwiewa  niestety 

socjologiczny i antropologiczny warsztat autorki. Facta, non verba – chciałoby się rzec. 

 

Jedna pani – drugiej pani 

Autorka  otwarcie  wyznaje,  Ŝe  języka  japońskiego  nie  zna,  z  czego,  powiedzmy  od  razu,  nie 

sposób  czynić  jej  zarzutu.  Znajomość  języka  nie  jest  obowiązkiem  osoby  prowadzącej  badania 

japonistyczne,  choć  moŜna  podejrzewać,  Ŝe  na  pewno  ułatwiłaby  takowe  w  stopniu  znacznym, 

choćby poprzez umoŜliwienie lepszego kontaktu z informatorami. 

Zatrzymajmy  się  nad  kwestią  informatorów,  choć  w  przypadku  Bator  chyba  słuszniej  byłoby 

wspomnieć  o  „informatorkach”.  Bator  nie  wydaje  się  przesadnie  zachwycona  Japonią,  co  w 

kontekście kultury określanej przez nią jako „męskocentryczna” nie zaskakuje. Niezmiennie przebija 

background image

 

jednak z jej felietonów fascynacja podobieństwem jej samej i feministek, które pokazują jej Japonię, 

co  wyraŜa  się  niekiedy  w  opisie  „błysku  niezwykłego  siostrzeństwa”.  Czy  jednak  „siostra”  jest 

zawsze wiarygodną informatorką językową i kulturową? 

Oto  czytamy:  „Nieprzekraczalna  granica  między  światem  męskim  i  kobiecym  widoczna  jest  na 

najgłębszym poziomie, w strukturze języka japońskiego, którego sposób uŜywania uzaleŜniony jest od 

płci.  Istnieją  właściwie  dwa  płciowe  dialekty  -  męski  język  władzy  i  kobiecy  język  podległości. 

Tradycyjny japoński męŜczyzna powie np. o swojej Ŝonie "obudziła się", podczas gdy ona oświadczy, 

Ŝ

e "jaśnie pan dokonał szanownego obudzenia się". RóŜnice te nie są juŜ tak drastyczne w młodym 

pokoleniu Japończyków, ale nadal istnieją

Wzmianka  o  „męskim  języku  władzy  i  kobiecym  języku  podległości”  wynika  z  niewiedzy  lub 

ś

wiadomego naduŜycia. Najwyraźniej Bator nie wie, o czym pisze, gdyŜ wzmiankowanych faktów 

w rzeczywistości brak. 

 

„Mieszanie z błotem” i zabawy okrutne 

W felietonach Bator czytelnik znajduje wnioski zaskakujące i zastraszające: 

„Przypuszczam, Ŝe jako biała kobieta zajmująca niewyobraŜalne dla większości Japonek miejsce 

w  hierarchii  społecznej  traktowana  jestem  jak...  męŜczyzna.  Nie  spotykam  się  z  przejawami 

dyskryminacji ze względu na płeć. Starsi rangą koledzy zachowują nieprawdopodobną ostroŜność, a 

młodsi,  zwłaszcza  ci,  którzy  słabo  mówią  po  angielsku,  po  prostu  uciekają  na  mój  widok.  śaden  z 

nich nie krępuje się jednak, aby w mojej obecności bez powodu zmieszać z błotem zgiętą w ukłonie 

studentkę albo zaŜartować z sekretarki”

Nie  wiadomo,  jakie  to  „niewyobraŜalne”  miejsce  w  hierarchii  społecznej  Bator  zajmowała,  ale 

chyba trudno to stwierdzenie rozpatrywać w kategoriach powaŜnych. Czy zbyt wymagające byłoby 

wyjaśnienie  opisanych  wyŜej  fenomenów  oparte  na  prezentowanym  między  innymi  przez  Nakane 

opisie japońskiego społeczeństwa jako „wertykalnego”? Zgodnie z nim relacje społeczne w Japonii 

opierają  się  głównie  na  niesymetrycznych  związkach  między  „seniorem”  a  „partnerem  niŜszym 

rangą”.  Na  te  związki,  określane  jako  wertykalne,  nakładają  się  horyzontalne  schematy 

przynaleŜności grupowej, zakładające rozróŜnienie między „swymi” a „obcymi”. 

Senior  moŜe  sobie  pozwolić  na  bardzo  nieoficjalne  traktowanie  partnera  niŜszego  rangą,  w 

szczególności,  jeśli  ten  ostatni  naleŜy  do  jego  grupy,  osoba  niŜsza  rangą  zaś  zobowiązana  jest  do 

cichego znoszenia dominacji seniora. W Japonii nie ma „bliźnich” i „równych”; są seniorzy  i niŜsi 

rangą, swoi i obcy. Płeć nie ma tu za bardzo nic do rzeczy: praktyka japońskiego Ŝycia społecznego 

wskazuje  jednoznacznie  na  to,  Ŝe  jeśli  pozycję  seniora  zajmuje  kobieta,  a  osoba  niŜsza  rangą  to 

męŜczyzna, niewiele się zmienia (chyba, Ŝe będziemy wtedy mówić o „kobiecym języku władzy”). 

MoŜna rozwaŜać, w jakich proporcjach kobiety i męŜczyźni mają szansę zająć pozycję „seniora”, to 

jednak zupełnie inny problem. 

background image

 

W japońskim społeczeństwie uczestnicy interakcji muszą ustalić między sobą, jakie rangi wobec 

siebie zajmują. Najłatwiej zawczasu się z kimś „znać”, jeśli jednak nie znamy partnera i nie istnieje 

nikt, kto moŜe nam go przedstawić, przekroczenie bariery pierwszego kontaktu moŜe być niezwykle 

trudne. Czasem wygodniej jest po prostu ignorować się, równieŜ poprzez ucieczkę, gdyŜ interakcja 

w  warunkach  nieokreślonych  moŜe  wymknąć  się  spod kontroli,  a  to nikomu  nie  słuŜy.  Jeśli  nie da 

się partnera nie zauwaŜać, moŜna go traktować z duŜym dystansem, co autorka bierze za ostroŜność. 

Rzeczywisty  problem  polega  na  tym,  Ŝe  w  Japonii  nie  wiadomo,  co  w  takich  sytuacjach  zrobić.  Z 

genialną  prostotą  ujmuje  ten  stan  Chie  Nakane,  pisząc,  iŜ:  „Japończycy  nie  zdołali  wypracować 

Ŝ

adnych  społecznie  przyjętych  manier  nadających  się  do  prawidłowego  zastosowania  wobec 

nieznajomych, ludzi „z zewnątrz”” (tłumaczenie własne – A. J.). 

Cudzoziemcy mogą się z tym czuć bardzo niezręcznie. Często dla Japończyków „obcy”, którego 

statusu  nie  potrafią  określić  (cudzoziemiec,  jeśli  nie  jest  formalnie  członkiem  organizacji,  nie 

poddaje się Ŝadnej znanej definicji) pozostaje „przezroczysty”: nie wiedzą, jak go zaszeregować, a to 

zawsze  wywołuje  niepokój.  Kobiety  zachowują  się  zresztą  pod  tym  względem  identycznie  jak 

męŜczyźni.  Na  pewno  nie  naleŜy  spodziewać  się,  Ŝe  będziemy  od  początku  przyjmowani  z 

entuzjazmem, tym bardziej, jeśli oczekujemy, Ŝe nasz partner będzie się do nas zwracać po angielsku, 

co  moŜe  dlań  być  dodatkowym  stresem.  Rada  jest  jedna:  si  vivis  Romae,  romano  vivito  more. 

Schematy znane z naszej własnej kultury niewiele nam w tej sytuacji pomogą. 

Z tym bardziej podejrzaną lekkością wyciąga autorka wniosek, Ŝe przy niej koledzy „mieszają z 

błotem”  studentki  i  Ŝartują  sobie  z  sekretarek.  CzyŜby  robili  to  po  angielsku,  Ŝeby  się  przed  nią 

popisać? Czy na pewno autorka zrozumiała, co zostało powiedziane? Nawet jeśli tak się jej wydaje, 

być  moŜe  warto  byłoby  zajrzeć  do  tekstów  znakomitej  specjalistki  w  dziedzinie  komunikacji 

kulturowej,  Anny  Wierzbickiej,  która  na  róŜne  sposoby  przekonuje  nas,  Ŝe  nawet  jeśli  w  innej 

kulturze  uŜywane  są  słowa  i  realizowane  rytuały  konwersacyjne,  które  wydają  się  nam  znajome, 

wcale nie muszą one funkcjonować w identycznej ramie kontekstowej. Poglądy Wierzbickiej nie są 

tajne, a jej prace od kilku lat dostępne są takŜe w bardzo dobrym polskim wyborze. 

W Japonii niezmiernie rzadko stosuje się techniki konwersacyjne polegające na ruganiu kogoś lub 

„mieszaniu  go  z  błotem”  w  naszym  rozumieniu.  Jeśli  student  zrobi  coś  niewłaściwego  wobec 

profesora,  moŜe  tylko  przeprosić  i  ukłonić  się.  Profesor  moŜe  wykazać  pewne  zirytowanie,  tym 

bardziej,  jeśli  student  popełni  coś  wyjątkowo  bezmyślnego.  To,  Ŝe  dla  Polaka  wygląda  to  na 

„mieszanie z błotem”, nie ma tu nic do rzeczy. Takie spostrzeŜenie moŜe poczynić kaŜdy, kto kieruje 

się wyłącznie hermetyczną i arbitralną interpretacją zjawisk na gruncie własnej kultury. Zupełnie nie 

trzeba  przedstawiać  się  w  tym  celu  jako  naukowiec  i  pracownik  uniwersytetu.  Chyba,  Ŝe  Bator  za 

wszelką cenę pragnie tworzyć sytuacje konfliktowe, co, jak dowiadujemy się z tekstu, równieŜ się na 

Wyspach udawało. Przy okazji okazuje się takŜe, Ŝe niektórzy męŜczyźni bynajmniej przed autorką 

nie uciekali, choć, wzięci z zaskoczenia, być moŜe mieli po prostu na to za mało czasu. 

background image

 

 

W paszczy lwa 

Przytoczmy  historię  autorki  utrzymaną  w  stylu  relacji  z  niespodziewanego  spotkania 

kontynentalnej lady z wyspiarskim tygrysem w samym środku buszu: 

  „Aby nie widzieć brzydoty mojej eleganckiej ponoć dzielnicy, jeŜdŜę na rowerze bardzo szybko. 

Parę  dni  temu  znów  zapomniałam  o  obowiązującym  tu  ruchu  lewostronnym  i  w  pędzie  wjechałam 

pod prąd w boczną uliczkę. Mój rower zderzył się z rowerem starego Japończyka. Dziadek zatrzymał 

się  i  obrzucił  mnie  stekiem  -  jak  sadzę  -  obelg.  Ukłoniłam  się  i  przeprosiłam  go  po  japońsku, 

uŜywając jak najbardziej kobiecego języka. Dziadka jednak to tylko rozsierdziło. 

Przypomniały mi się historyczne filmy, w których zdesperowani japońscy wojownicy tak wrzeszczą, a 

potem wyciągają miecz i sieką dookoła. Mój rower zablokował się od upadku, a papiery rozsypały 

po  całej  uliczce.  Na  "bardzo  przepraszam"  i  "proszę  mi  wybaczyć"  skończyła  się  moja  znajomość 

japońskich zwrotów pasujących do okazji. Dziadek szturmował jednak nadal, machał ręką w sposób 

przypominający podcinanie gardła niebezpiecznie blisko mojej twarzy i nawet kopnął mój rower. 

Jedyne, co mi przyszło do głowy, to unieść środkowy palec prawej ręki. W końcu nigdzie tak bardzo 

jak tu nie czułam, Ŝe mój zakompleksiony, biedny kraj naleŜy mimo wszystko do Zachodu. I stał się 

cud. Dziadek umilkł, wykonał niezdarnie taki sam gest, uśmiechnął się szeroko, szczerze i bezzębnie, 

i powiedział do mnie: "Okay, America"”. 

JakiŜ to kaprys losu sprawił, Ŝe autorka wyszła nietknięta z tak wielkiej opresji? Po kilku latach, 

jakie  w  sumie  spędziłem  w  Tokio,  aŜ  zazdrość  bierze,  Ŝe  moje  własne  Ŝycie  jest  tak  nudne  i 

pozbawione  doznań  ekstremalnych.  Co  prawda  udało  mi  się  przeŜyć  ten  okres  bez  uŜywania 

ś

rodkowego palca do rozwiązywania konfliktów, ale to chyba tylko mnie w oczach Bator pogrąŜa. 

Niestety, trudno dociec, jakiego to „kobiecego” języka autorka uŜywała w swej obronie. Przykro, 

Ŝ

e równieŜ sam zainteresowany najwyraźniej nie zrozumiał przeprosin (być moŜe po prostu nie znał 

„kobiecego  języka  podległości”?).  W  Japonii  ludzi  rozbijających  się  po  wąskich  uliczkach  na 

rozpędzonych  rowerach  uwaŜa  się  za  nieodpowiedzialnych  wariatów,  ale  Bator  wie,  Ŝe  to  ona  ma 

rację.  Zapewne,  gdyby  to  na  nią  w  Polsce  wjechał  ktoś  na  rozpędzonym  rowerze,  przyjęłaby  to  z 

uśmiechem, a jak zareagowałaby na środkowy palec, moŜemy się tylko domyślać. A tutaj, nie dość, 

Ŝ

e  ktoś  nie  poznał  się  na  Ŝarcie,  to  zachowywał  się  jeszcze  jak  samuraj.  Na  szczęście  wszystko 

moŜna rozwiązać za pomocą wymownego gestu. 

 

Ciemność widzę 

Bator  nie  poprzestaje  niestety  na  wątpliwej  jakości  odkryciach  w  dziedzinie  języka  i  kultury. 

Wieszczy  równieŜ,  Ŝe zgniła,  męskocentryczna  Japonia chyli  się  ku  upadkowi. „Dziś,  gdy  Japonia 

pogrąŜa się w kryzysie, a opóźnienie wobec Zachodu we wszystkich właściwie dziedzinach Ŝycia jest 

oczywiste...” – pisze z kasandryczną satysfakcją, jakby nie pamiętając, Ŝe przyjechała na stypendium 

background image

 

fundowane  przez  rząd  tego  poŜałowania  godnego  kraju.  Fraza  powyŜsza  przechodzi  płynnie  w 

budzący współczucie opis japońskich dziewcząt, które nie mają ponoć szans na dostatnią przyszłość: 

„Identycznie  ubrane,  w  zbyt  krótkich  spódniczkach,  na  zbyt  wysokich  obcasach,  z  rozjaśnionymi 

włosami  i  wybielonymi  buziami  tłoczą  się  więc  przed  wejściem  do  McDonalda,  czekając  na  wolny 

stolik”. MoŜemy tylko domyślać się, kto za to odpowiada. 

Nie  wiemy  co  prawda,  według  jakich  kryteriów  badaczka  ocenia  zbytnią  krótkość  spódniczek  i 

wysokość obcasów, ale czytelnik odnosi wraŜenie, Ŝe wszystkie istoty rodzaju Ŝeńskiego w Japonii 

mają zbyt krótkie spódniczki i zbyt wysokie obcasy. Generalnie trudno powstrzymać się od refleksji, 

Ŝ

e  autorka  musiała  bardzo  intensywnie  poszukiwać  przedmiotu  badań,  gdyŜ  kobiety  i  dziewczęta, 

które opisuje, moŜna co prawda w Japonii spotkać, ale opisywanie ich jako typowych jest zupełnie 

nieuprawnione z punktu widzenia logiki. 

Nawiasem  mówiąc,  powyŜszy  ustęp  jest  podsumowaniem  dłuŜszego  fragmentu  dotyczącego 

kobiecej  roli  tak  zwanej  OL  (office  lady),  określanej  przez  autorkę  jako  „młoda  pracownica  na 

niŜszym  stanowisku  biurowym  parząca  kolegom  herbatę  dopóty,  dopóki  nie  wyjdzie  za  mąŜ  i  nie 

zamieni  się  w  pełnoetatową  gospodynię.  Samo  sformułowanie  definicji  OL  wydaje  się  bardzo 

zręczne (moŜe w dzisiejszej rzeczywistości trzeba jednak być raczej szefem niŜ kolegą z pracy, aby 

OL  zrobiła  nam  herbatę,  ale  najwidoczniej  Bator  nie  para  się  takimi  nieistotnymi  szczegółami), 

jednak  od  co  najmniej  kilkunastu  lat  nieprawdziwe.  Dziwi,  Ŝe  autorce  nie  chciało  się  sprawdzać 

aktualnego stanu rzeczy, tym bardziej, Ŝe stan ten zgodny jest w wielu punktach z feministycznym 

punktem widzenia i pozwala dopatrywać się oznak rzeczywistej dyskryminacji płciowej w Japonii. 

Wystarczy  przyjrzeć  się  danym  na  temat  średniego  wieku  zamąŜpójścia  kobiet  w  Japonii  (o  ile 

wychodzą one za mąŜ) aby stwierdzić, Ŝe od dłuŜszego czasu nie jest juŜ aktualna takŜe podawana 

przez  autorkę  w  innym  felietonie  informacja  o  tym,  Ŝe”  „na  niezamęŜną  kobietę  po  25.  roku  Ŝycia 

mówi  się  "christmas  cake"  -  jest  po  prostu  stara  i  nieapetyczna  jak  boŜonarodzeniowe  ciastko, 

którego  nikt  nie  kupił  na  czas”.  CzyŜby  to  kolejna  pomyłka  japońskich  sióstr-informatorek? 

Nawiasem  mówiąc,  ciasto  boŜonarodzeniowe  nie  starzeje  się  raptownie  po  25  grudnia,  tylko 

zwyczajnie nikt go juŜ wtedy nie kupuje. Co najgorsze, na to ostatnie nic chyba nie moŜna poradzić. 

 

A to było tak... 

Autorka  przybliŜa  nam  ochoczo  historię  powojenną  Japonii.  W  pierwszym  rzędzie  dotyczy  to 

naturalnie historii kobiet, które najwyraźniej mają inną historię niŜ męŜczyźni. Okazuje się, Ŝe to po 

wojnie narodził się w Japonii nie tylko  model kobiety – OL, ale takŜe  model gospodyni domowej. 

Nie  pytamy,  co  było  przedtem,  bo  to  przecieŜ  nieistotne:  wnioski  zgadzają  się  z  przyjętym  z  góry 

poglądem.  Bator,  przytaczając  bezkrytycznie  i  bez  głębszej  refleksji  wypowiedź  informatorki,  dla 

wygody, wychowanej w Stanach Zjednoczonych Japonki, wzbogaca nas o garść stereotypów, które 

mają  popierać  tezę,  Ŝe  w  Japonii  „białe  jest  sexy”,  sugerując  najwyraźniej,  Ŝe  Japonki  siłą  były 

background image

 

zmuszane  (aŜ  strach  pytać,  przez  kogo)  do  tego,  aby  wyglądać  jak  „kobiety  Zachodu”  a 

westernizacja i dziś stanowi niepisany obowiązek. 

Dalej  Bator  wyśmiewa  się  juŜ  bez  specjalnych  ogródek  z  Ŝeńskiej  rewii  Takarazuka,  nie 

posługując  się  Ŝadnymi  źródłami  ani  nie  odnosząc  się  szerzej  choćby  do  wspomnianego  jednym 

tylko  słowem  japońskiego  teatru  kabuki,  w  którym  wszystkie  role  grane  są  przez  męŜczyzn,  a 

którego  Takarazuka  stanowi  rzekome  odwrócenie,  w  dodatku  dając  podobno  kobietom  namiastkę 

władzy, jakiej nigdy nie zdobędą w rzeczywistości. Wnioski te wydają się co najmniej pochopne. 

Punkt  widzenia  przyjęty  przez  autorkę  wyśmienicie  obrazuje  zdanie  rozpoczynające  finalny 

fragment felietonu „Japonki”: „Kraj, w którym kobietę zamknięto w stereotypowym wizerunku gejszy, 

nie  wydaje  się  mieć  wiele  wspólnego  z  ideą  emancypacji  kobiet”.  Zapytajmy:  któŜ  to  taki  zamyka 

japońską  kobietę  w  wizerunku  gejszy?  AleŜ  to  sama  autorka!  Nieporozumienie  polegające  na 

objawianiu  panującego  takŜe  w Polsce obiegowego  przekonania  jako  najwyŜszej  prawdy  oddaje  w 

pełni lekcewaŜące podejście do rzeczywistości i do źródeł. Tok wywodu Bator przypomina walkę z 

wiatrakami,  które  tym  bardziej  trudno  będzie  zwalczyć,  im  bardziej  ich  nie  ma.  Zaiste  trudnego 

zadania podjęłyście się, siostry... 

 

Matka siedzi z tyłu? 

ś

aden  z  felietonów  Bator  nie  informuje  nas  o  tym,  co  właściwie,  oprócz  tak  trywialnych 

czynności jako chodzenie do pracy, po której tylko się pije i „drŜy aby nie stracić pracy (i twarzy)” 

robią prześladowcy Japonek. Wydawałoby się, Ŝe ich Ŝycie powinno być łatwe i przyjemne, a tutaj 

dowiadujemy się raptem, Ŝe wyzyskują oni właściwie chyba wyłącznie dla idei, a przyjemności nie 

mają  z  tego  Ŝadnej.  W  felietonie  „Japonki”  autorka  raczy  nas  opisem  trudów  matki  wychowującej 

dziecko,  podczas  gdy  tatuś,  jak  się  domyślamy,  beztrosko  chodzi  do  jakiejś  bezsensownej  pracy  i 

wykonuje inne, równie niepotrzebne rzeczy. Opisowi towarzyszy wzmianka o tym, Ŝe to matki są w 

Japonii  jedynie  odpowiedzialne  za  aborcję.  To  wszystko  rozwiąŜą  feministki.  W  przyszłości. 

Tatusiom, którzy nie wiadomo czemu nie chcą siedzieć z małŜonkami w domu, dostaje się równieŜ: 

„MąŜ powinien być zdrowy i nieobecny" - Ŝartują Japonki, a męŜa emeryta pieszczotliwie nazywają 

"wielkim śmieciem" (...). W japońskim domu rządzi kobieta, bo męŜczyzna przez większą część czasu 

aŜ do emerytury jest po prostu gdzie indziej”. 

Rządzi  (oczywiście,  jak  moŜemy  się  domyślać,  misternie  maskując  to  „kobiecym  językiem 

podległości”),  ale  cierpi.  Dlatego  tatuś  jest  „śmieciem”,  kiedy  juŜ  nie  ma  innego  wyboru  jak 

pozostać  w  domu.  Powróćmy  jednak  do  niewygodnej  rzeczywistości.  Ostatnio  w  Japonii,  którą 

czeka  utrzymanie  rzeszy  emerytów  przy  zmniejszającym  się  przyroście  naturalnym,  planuje  się 

bardzo  powaŜne  zaostrzenia  polityki  podatkowej.  W  telewizji  całe  rodziny  pytane  są  o  to,  jak 

poradzą sobie z nowymi obciąŜeniami. MałŜonkowie zastanawiają się razem przed kamerą nad tym, 

co  zrobić,  aby  obniŜyć  koszty  utrzymania  domu.  śona  stwierdza,  Ŝe  moŜe  przerejestruje  telefon 

background image

 

komórkowy na numer tego samego operatora co mąŜ, co obniŜy koszty rozmów. MąŜ – Ŝe zapewne 

będzie musiał rzucić palenie. Normalna rozmowa ludzi, którzy na co dzień w porównaniu z polskimi 

standardami  nie  widzą  się  właściwie,  bo  taki  jest  model  japońskiego  Ŝycia  w  rodzinie 

wielkomiejskiej, w której ojciec jest pracownikiem biurowym. Ci ludzie nie są nieszczęśliwi ani nie 

czują  się  wykorzystywani.  Dominacji  którejkolwiek  płci  dopatrzyć  się  tutaj  trudno  -  temat  zbyt 

nudny, by czynić go przedmiotem debaty feministycznej. 

Japońska rodzina funkcjonuje w innej ramie kulturowej niŜ rodzina polska. Interakcje odbywające 

się wewnątrz rodziny, „między swymi”, kiedy nie jest obecny nikt z zewnątrz, podobnie jak stosunki 

międzyludzkie  w  firmie,  mogą  w  rzeczywistości  być  wysoce  nieformalne,  pod  warunkiem 

zachowania pewnych znamion fasady na zewnątrz (choć, jak juŜ jednak nadmieniłem, musielibyśmy 

stworzyć  nową  rzeczywistość,  aby  uznać,  Ŝe  dla  zachowania  takiej  fasady  członkowie  rodziny 

mówią innymi „dialektami płciowymi”). 

Odrębne  rodziny  niezwiązane  więzami  krwi  ani  więzami  korporacyjnymi  porozumiewają  się  ze 

sobą  jako  heterogeniczne  jednostki,  zgodnie  z  asymetrycznym  traktowaniem  na  poziomie  języka 

grupy  partnera  (innej  rodziny)  jako  wywyŜszanej  oraz  grupy  własnej  (własnej  rodziny)  jako  grupy 

neutralnej  lub  uniŜanej.  W  takim  kontekście  niedozwolone  jest  wywyŜszanie  członków  własnej 

grupy.  O  własnym  ojcu  moŜna  wyraŜać  się  oficjalnie  jedynie  za  pomocą  określeń,  których  rzadko 

uŜylibyśmy  bezpośrednio  wobec  niego.  Zapewne  Bator  chętnie  przetłumaczyłaby  jedno  z  tych 

określeń,  oyaji,  jako  „dziadyga”  i  uznałaby  je  za  bardzo  dowcipne,  gdyby  tylko  ktoś  był  uprzejmy 

powiadomić  ją  o  jego  istnieniu.  Deprecjonowanie  członków  własnej  grupy  na  zewnątrz  jest 

zachowaniem  zupełnie  naturalnym:  praktyka  w  Polsce nieznana,  ale  w Japonii  zupełnie  oczywista, 

wręcz  przezroczysta.  Sinojapoński  termin  epistolarny  gusai,  słuŜący  niegdyś  do  określenia  własnej 

małŜonki, moŜna tłumaczyć na podstawie znaczeń poszczególnych ideogramów jako ‘(moja) głupia 

Ŝ

ona’.  Byłby  to  świetny  pretekst  do  wskazania  na  nierówność  płci,  gdyby  nie  to,  Ŝe  w  japońskiej 

terminologii przy okazji dostaje się równieŜ synowi, który  moŜe być określany jako gusoku ‘(mój) 

głupi  syn’  albo  wręcz  tonken  (zbitka  ideogramów  oznaczających  ‘świnię’  i  ‘psa’).  Jak  widać,  płeć 

jest  tu  czynnikiem  drugo-  o  ile  nie  trzeciorzędnego  znaczenia.  To  interpretacja  prosta,  ale  czy  nie 

bardziej przekonująca niŜ wydumane narzekania Bator na dowcipy  męŜczyzn na temat „kobiecych 

umysłów”?  Dziwne  skądinąd,  Ŝe  przy  określeniu  emeryta  jako  „duŜego  śmiecia”  nie  czytamy,  Ŝe 

jego przedmiot musi „znosić dowcipy” na swój temat. 

Dowcipy i plotki o członkach własnej grupy są w Japonii (nie inaczej niŜ w Polsce) na porządku 

dziennym.  Zajmują  się  nimi  wszyscy,  bez  względu  na  płeć,  bacząc  jedynie  pilnie,  aby  sama  osoba 

odpowiedzialna nie usłyszała więcej niŜ powinna. Bardzo ciekawych rzeczy  moŜna  dowiedzieć się 

od  młodszych  OL,  które  uwaŜają  często  za  punkt  honoru  wyraŜanie  na  stronie  obrzydzenia  wobec 

starszych  męŜczyzn  (określanych  równieŜ  mianem  oyaji,  ale  zdarzają  się  i  bardziej  wyszukane 

terminy),  z  którymi  pracują  w  jednym  biurze,  obrazowo  wypowiadając  się  o  tym,  jak  strasznie 

background image

 

10

ś

mierdzi tym ostatnim z ust, zaś opisy zaczesywania przez nich włosów w celu zamaskowania łysiny 

(zwanych  dowcipnie  po  japońsku  bā  kōdo  –  ‘kod  paskowy’)  traktowane  mogą  być  jako  osobny 

rodzaj  spontanicznej  biurowej  twórczości.  Wystarczy  przysłuchać  się  nie  tajonym  nawet  niekiedy 

specjalnie  rozmowom  w  windzie  japońskiego  biurowca,  aby  odkryć,  jak  zdradliwe  moŜe  być 

zdawanie  się  na  wydumane  interpretacje  zachowań  Japończyków  w  terminach  „męskiego  języka 

władzy i kobiecego języka podległości”

 

Ale świnie... 

W felietonie dotyczącym w całości „kompleksu Lolity” informatorką autorki okazuje się japońska 

„siostra”  pracująca  swego  czasu  w  przemyśle,  który  nazwiemy  tu  eufemistycznie  rozrywkowym. 

Narzuca  się  tendencyjne  pytanie  retoryczne  o  to,  na  ile  jej  polska  odpowiedniczka  byłaby 

wiarygodna jako informatorka w sprawach polskich męŜczyzn i na ile potrafiłaby  ich odróŜnić od: 

„wszystkich męŜczyzn”. Tę kwestię autorka pomija milczeniem. 

W  ramach  swoiście  rozumianych  badań  w  terenie  Bator  podgląda  w  metrze  męŜczyzn,  którzy 

czytają komiksy. Łatwiej byłoby kupić komiks w sklepie, ale łypanie okiem z boku jest najwyraźniej 

bardziej fascynujące. Dziwnym trafem okazuje się, Ŝe wszyscy męŜczyźni czytają w metrze komiksy 

(ksiąŜki, gazety i czasopisma nie umiejąca czytać po japońsku autorka pomija). Wszystkie komiksy 

są  świńskie.  Ergo,  wszyscy  czytają  świńskie  komiksy.  Jeśli  tylko  zdobędziemy  odpowiednie 

przesłanki, Ŝaden podstępny sylogizm nie zwiedzie nas z raz obranej drogi. 

Dla  doprawienia  atmosfery  skandalu  autorka  stwierdza  raptem,  iŜ  mundurek  szkolny  jest  w 

Japonii najpopularniejszym kostiumem erotycznym. Wszystko dlatego, Ŝe w takim mundurku miała 

obsługiwać  klientów  siostra  informatorka.  Przy  tej  sposobności  otrzymujemy  równieŜ  dawkę 

refleksji językoznawczej. Mundurki szkolne z marynarskimi kołnierzami określane są w Japonii jako 

kawaii, czyli, Ŝeby nie było, Ŝe autorka nie zna angielskiego: cute. Bycie kawaii to rzekomo wymóg 

narzucany wszystkim Japonkom przez maskulinistyczne społeczeństwo. 

Słowo  kawaii,  jeśli  opierać  się  na  relacji  Bator,  jest  podobno  słowem  najczęściej  słyszanym  na 

ulicach  Japonii.  To  spostrzeŜenie  ten  naleŜało  by  chyba  dokładniej  zweryfikować,  i  to  zarówno  w 

zestawieniu z tym, po jakich ulicach porusza się badaczka, jak i w odniesieniu do liczby wszystkich 

znanych  autorce  jednostek  japońskiego  słownika.  Nie  przeszkadza  to  Bator  sugerować,  Ŝe  seks  z 

nieletnimi dziewczętami pozostaje najwyŜszą rozkoszą japońskich męŜczyzn, z czym zapewne wielu 

tych  ostatnich  by  się  nie  zgodziło.  Trzeba  by  jednak  ich  wpierw  było  o  to  zapytać,  czego  autorka 

przezornie  unika,  zapewne  z  góry  słusznie  zakładając,  Ŝe  od  zboczeńców  niczego  nie  moŜna  się 

dowiedzieć.  Scena,  w  której  Bator  pyta  znajomą  Japonkę  (sic!)  o  jej  podejście  do  pornografii  (czy 

trzeba  jechać  aŜ  do  Japonii,  Ŝeby  zapytać  o  to  dowolnie  wybraną  kobietę?),  ukazuje  niczym  w 

pigułce przebieg i efekty badań prowadzonych z uŜyciem tak dogłębnych metod socjologicznych. 

 

background image

 

11 

Ja cię uczyć kaŜę 

Bator  nie  wydaje  się  najbardziej  wiarygodną  krytyczką  pojęcia  kawaii.  Jej  zdjęcia,  których  nie 

skąpi nam choćby w Internecie, pozwalają przekonać się, Ŝe sama nie goli włosów do gołej skóry i 

nie maluje twarzy na czarno w proteście przeciw uciśnieniu kobiet. Autorka jest kobietą przystojną i 

nie ukrywa tego faktu bardziej niŜ koloryzowanej na naukową proweniencji jej twórczości. 

Felieton  Bator  prezentuje  pozbawione  głębszych  przemyśleń  wyjaśnienie  terminu  kawaii

skupiając się wyłącznie na erotycznym aspekcie jego znaczenia, z podkreśleniem czynników takich 

jak  „bezradność”  czy  „bezbronność”  referentów  (referentek)  określanych  tym  przymiotnikiem.  To 

drobne uproszczenie ze znacznymi konsekwencjami. To prawda, dziewczyna czy kobieta w Japonii 

moŜe chcieć być kawaii, ale to wcale nie oznacza, Ŝe ktoś ją do tego zmusza. Wyjaśnijmy: kawaii to 

po  japońsku  określenie  czegoś,  co  jest  „ładne”  lub  „fajne”  w  sposób  odbiegający  od  jego  ściśle 

technicznie pojmowanej funkcjonalności. Kawaii jest kociątko, szczeniak basseta czy teŜ kokardka 

we  włosach.  To  samo  określenie  stosuje  się  jednak  takŜe  w  sytuacjach,  kiedy  trudno  mówić  o 

słabości lub bezbronności. Kawaii był i pozostaje nadal pochodzący z Hawajów były zapaśnik sumō 

Konishiki,  ogromne  chłopisko,  który  po  porzuceniu  ringu  nie  schudł  wcale  i  kontynuuje  karierę  w 

Japonii  propagując  swój  image  estradowca  w  okularkach  intelektualisty,  śpiewającego,  całkiem 

przekonująco, tęskne hawajskie pieśni. Nieco mniej kawaii jest jego hawajski kolega Musashimaru, 

obecnie  trener  własnej  stajni  sumō  –  ten  wygląda  zdecydowanie  na  zabijakę.  Jednak,  kiedy  obaj 

spotykają  się  w  programie  telewizyjnym  i  jedzą  na  wizji  swoje  ulubione  potrawy,  trudno 

powstrzymać się od określenia ich jako kawaii

Bardzo  wątpliwe  takŜe,  czy  rzetelna  obserwacja  potwierdzi  tezę  Bator,  Ŝe  „kategoria  kawaii” 

zdominowała japońskie zachowania społeczne i czy pozostaje ona w prostej opozycji do „dawnych 

kategorii  estetycznych”,  o  których  autorka  bliŜej  nie  kwapi  się  nas  poinformować?  Czy  szokujące 

odkrycia  dokonywane  w  kilku  akapitach  tekstu  felietonu  naprawdę  są  tak  oczywiste,  a  pomimo  to 

Ŝ

aden  antropolog  nie  zdobył  się  do  tej  pory  na  ich  opis?  Tym  bardziej  niepokoi  czytelnika, 

wzmiankowane  gdzieś  w  tle  dyskursu  ale  przecieŜ  bardzo  czytelne,  odniesienie  do  abstrakcyjnej 

moralności, która autorce, arbitrowi z kręgu kultury „wyŜszej”, pozwala krytykować Japończyków, 

mniej cywilizowanych i tonących w zalewie pornografii. 

 

What’s up Doc? 

Jak  wspomniano,  kultura  japońska  cechuje  się  duŜym  rygoryzmem  w  sytuacjach  oficjalnych, 

związanych  przede  wszystkim  ze  stosunkami  z  definiowanymi  w  róŜny  sposób  „obcymi”.  Fasada 

okazywana  w  takich  sytuacjach  określana  jest  między  innymi  przez  Sugiyamę-Lebrę  mianem 

zachowań typu omote, prezentowanych oficjalnie wobec partnera. Fasada jednak posiada takŜe swą 

drugą stronę, nazywaną po japońsku ura, czyli ‘to, co powinno być ukryte i niewidoczne z zewnątrz’. 

W naszej kulturze wolimy zakładać, Ŝe ura nie istnieje, a przynajmniej, Ŝe nas osobiście nie dotyczy. 

background image

 

12

W Japonii kaŜdemu omote niejako z definicji przypisane jest ura. Nie musimy zakładać, Ŝe jesteśmy 

niewinni,  kryształowi,  prawi  i  pozbawieni  destrukcyjnych  popędów,  jeśli  tylko  wiemy,  w  jakich 

sytuacjach  powinniśmy  się  powstrzymać  od  ich  ujawniania.  Japoński  szatan  pozostaje  całkowicie 

akceptowalny  i  nieszkodliwy,  gdy  tylko  hasa  na  przeznaczonym  dla  niego,  całkiem  obszernym 

zresztą, spacerniaku o ścianach wyznaczanych przez konwencjonalne zasady. 

Człowiek czytający w metrze pornograficzny komiks pozostaje w sferze swej prywatności, gdzie 

ura  jest  jak  najbardziej  dozwolone.  To  jego  sprawa,  co  czyta,  jeśli  tylko  nie  czyni  tym  nikomu 

kłopotu. Jeśli nie wiemy, co zrobić, lepiej tego nie zauwaŜać. Z moralnego punktu widzenia nie jest 

to moŜe poprawne, ale któŜ powiedział, Ŝe o moralność tu chodzi? 

Skojarzenie  mundurków  szkolnych  z  pedofilią  sugerowane  przez  autorkę  jest  tu  zupełnie  nie  na 

miejscu. Dlaczego zresztą pozostawać tylko przy mundurkach? Oto zawartość niektórych japońskich 

magazynów pornograficznych moŜe sugerować odbiorcy, Ŝe bardzo twarzowymi, o ile nie jedynymi 

akcesoriami  stroju  kobiety  mogą  być  obroŜa  i  smycz  czy  teŜ  wymyślne  akcesoria  do  skuwania  i 

krępowania.  Czy  to  jednak  oznacza,  Ŝe  kobiety  są  w  Japonii  poniŜane  i  traktowane  jak  zwierzęta 

domowe?  Bynajmniej.  Świat  prezentowany  w  tego  rodzaju  publikacjach  oddzielany  jest  w  Japonii 

bardzo rygorystycznie od rzeczywistości  i biada tym, którzy granicę tę naruszą. Wiosną roku 2005 

pewien  młody  Japończyk  został  aresztowany  przez  policję  pod  zarzutem  przetrzymywania  siłą 

swych  kolejnych  kochanek  w  wynajmowanym  przezeń  mieszkaniu,  pod  kluczem  i  na  smyczy. 

Historia ta spotkała się z powszechnym potępieniem, a zdjęcia delikwenta stały się słynne w Japonii 

w stopniu trudnym do pozazdroszczenia, nawet pomimo jego zeznań, Ŝe partnerki rzekomo zgadzały 

się na proponowany im sposób spędzania czasu. 

Z całą surowością i z podaniem nazwiska przestępcy do publicznej wiadomości ścigane są takŜe 

w Japonii przypadki wykroczeń seksualnych stosunkowo niewinnych z polskiego punktu widzenia. 

Kariera  niejednego  podglądacza,  często  zajmującego  prestiŜowe  stanowisko,  skończyła  się 

gwałtownie  po  zatrzymaniu  go  na  gorącym  uczynku,  czasami  dokonywanym  za  pomocą  tak 

banalnego  przedmiotu  jak  lusterko  kieszonkowe  uŜywane  w  celu  zlustrowania  majtek  licealistki 

jadącej przed nim w górę na ruchomych schodach. Japoński punkt widzenia pozostaje jednoznaczny: 

mieszanie  zachowań  ze  sfer  ura  i  omote  jest  niedozwolone,  niezaleŜnie  od  tego,  czy  chodzi  o 

jednego  z  szeregowych  zboczeńców,  czy  tez  o  wysoko  postawioną  osobę,  która  w  przypływie 

pijanej wylewności usiłuje molestować koleŜankę z pracy. Ze szczególną surowością są w Japonii od 

dawna tępione przypadki obmacywania kobiet podczas jazdy w zatłoczonych pociągach, gdzie tłok 

wydaje  się  zapewniać  anonimowość  sprawcy  i  bezradność  ofiary.  Nie  ma  Ŝadnego  wytłumaczenia 

dla kogoś przyłapanego na takim zachowaniu. 

Japońska rozrywka ma być z załoŜenia dziedziną relaksującą i odrywającą odbiorcę od wymogów 

Ŝ

ycia codziennego. Termin  kawaii moŜna równieŜ odnieść do swobodnej i beztroskiej konsumpcji, 

jednak  i  to  odniesienie  nie  ma  wiele  wspólnego  z  erotyzmem.  RóŜnic  pomiędzy  Japonią  a  resztą 

background image

 

13

ś

wiata  nie  wyjaśni  nam  takŜe  wyraźnie  demonstrowane  osobiste  zdegustowanie  Bator  „róŜowymi 

tosterami w kształcie Hello Kitty” i maskotkami doczepianymi do telefonów komórkowych” czy teŜ 

dramatyzowane  donosy  o:  „dorosłych męŜczyznach  i  kobietach,  którzy  większość  czasu  spędzają  w 

Japonii  osobno.  O  poczuciu  pustki,  jaka  musi  temu  towarzyszyć,  skoro  ludzie  szukają  ratunku  w 

pełnej  przemocy  pornografii”.  Czemu  to  wszystko  przytaczane  jest  w  kontekście  szkolnego 

mundurka,  trudno  odgadnąć.  Skoro,  jak  łaskawie  zauwaŜa  autorka,  Japonia  to  kraj  bezpieczny,  a 

gwałty  i  pedofilia  naleŜą  tu  do  rzadkości,  co  wyjaśniać  ma  piętnowana  z  uporem  ikona  zboczeńca 

upajającego się obrazkami dziewczynki w mundurku szkolnym? 

Inna  kultura  wyznacza  jej  uczestnikom  inne  schematy  Ŝycia,  rozwiązywania  problemów  i 

spędzania czasu, które obowiązują ich niezaleŜnie od tego, jak my sami je interpretujemy i czy nam 

się  to  podoba.  Bator  nie  próbuje  nawet  znaleźć  klucza  do  spójnego  wyjaśnienia  zachowań 

Japończyków. Zamiast wniosków pozwalających polskiemu czytelnikowi na odkrycie innej kultury 

uzyskujemy stek nacechowanych wyŜszością uwag zbulwersowanej moralistki. 

 

To wszystko było jakby zamiast 

Głębszych treści brak niestety takŜe w artykule „Japońskie cząstki elementarne”, w którym Bator 

zmaga  się  ze  stworzoną  i  interpretowaną  przez  siebie  samą  dychotomią  między  japońskim 

kolektywizmem a indywidualizmem. Triumfalne obwieszczanie rzekomej przemiany Japonii z kraju 

konformistycznie nastawionych i bezwolnych jednostek zorientowanych na grupę w nowoczesnych i 

ś

wiatłych  indywidualistów  przypomina  w  swym  radykalizmie  i  zacięciu  raczej  orwellowskie: 

„Cztery nogi – dobrze, dwie nogi – źle” niŜ rzetelną interpretację faktów. 

Kręgosłup ideowy felietonu autorka opiera na cytacie z pracy autora japońskiego, który twierdzi, 

Ŝ

e  w  Japonii  w  okresie  Meiji  doszło  do  „zniszczenia  róŜnorodności  tradycji  lokalnych  i  sztucznej 

stratyfikacji społeczeństwa”, co rzekomo doprowadziło do stworzenia tzw. „kolektywizmu banzai”

wymuszającego organizację grupową społeczeństwa. MoŜemy wierzyć źródłu na słowo, jeśli jednak 

jest to pierwsze źródło, z którego korzystamy, czy nie warto by choćby w encyklopedii sprawdzić, 

co  działo  się  w  Japonii  przed  reformą  Meiji?  Tym  bardziej  godne  to  zalecenia,  im  bardziej 

rewolucyjne tezy chcemy udowodnić. 

Tak się składa, Ŝe w trwającej ponad dwa i pół wieku epoce Edo, w trakcie której w Japonii udało 

się de facto zamrozić stosunki społeczne w stanie odpowiadającym w przybliŜeniu średniowiecznej 

Europie, w kraju panował kastowy model społeczeństwa, a „lokalne wspólnoty” były inwigilowane 

przez  szogunat,  dbający  o  utrzymanie  istniejącego  porządku  rzeczy  (mam  nadzieję,  Ŝe  historycy 

wybaczą  mi  poczynione  tu  uproszczenia).  Jeśli  nawet  określimy  stratyfikację  społeczeństwa  w 

następującej  po  Edo  epoce  Meiji  jako  „sztuczną”,  z  przykrością  trzeba  stwierdzić,  Ŝe  Ŝadnej 

„naturalnej” stratyfikacji nie było juŜ przedtem. 

Skoro niewłaściwe są przesłanki, trudno o weryfikowalne wnioski. Autorka co prawda nie stroni 

background image

 

14

od  zachwycania  się  japońskim  indywidualizmem  i  podawania  jego  licznych  przykładów,  bardzo 

jednak  trudno  się  zorientować,  jakie  to  nowe  i  wyzwalające  wartości  ten  prąd  niesie  ze  sobą. Jeśli 

nawet z góry załoŜymy, Ŝe kolektywizm i indywidualizm ścierają się w dzisiejszej Japonii, tekst nie 

powie nam nic nowego, o ile nie poznamy definicji tych pojęć, których takŜe w artykule brak. 

 

Veni, vidi, verte 

Zaszeregowanie Bator jako osoby intelektualnie niezdolnej do przedstawienia spójnej wizji świata 

czy  teŜ  opłacanej  przez  feministki  wichrzycielki  byłoby  naduŜyciem.  To  sprawna  warsztatowo 

pisarka,  która  świadomie  postanowiła  przedstawić  nam  obraz  Japonii  przez  pryzmat  feminizmu. 

Warto  jednak  zdawać  sobie  sprawę  z  ograniczeń  takiego  oprzyrządowania  teoretycznego,  w 

szczególności przy zastosowaniu go do nie do końca rozumianej rzeczywistości. 

Na  szczęście  dla  Bator,  Japonia  nie  jest  miejscem,  gdzie  przekonanych  o  własnej  nieomylności 

misjonarzy  nowych  idei,  którzy  popełniają  niefortunności  komunikacyjne  składa  się  w  ofierze 

bogom.  Na  nieszczęście  jednak  dla  odbiorcy,  z  tekstów  autorki  moŜna  co  najwyŜej  wysnuć  ten 

spójny wniosek, Ŝe w badanym kraju panuje nie taki stan rzeczy, jaki winniśmy chcieć, aby panował. 

Poza  tym,  Ŝe  pogląd  taki  jest  nienaukowy  i  trąci  wręcz  ksenofobią,  nie  przybliŜa  on  nam  zupełnie 

kultury  japońskiej,  przedstawiając  społeczeństwo  tego  kraju  jako  dość  niefortunny  zlepek 

nieszczęśliwych,  uciśnionych,  zdominowanych  lub  ogarniętych  obsesją  seksu  indywiduów 

pozbawionych  indywidualności,  toŜsamości,  moralności,  historii  i  osobowości.  Co  tym  bardziej 

dziwi, przedstawiany obraz degrengolady wyspiarzy wydaje się zadowalać w zupełności Bator, która 

nie szuka bardziej skomplikowanych kluczy interpretacyjnych. 

Trzeba  zastanowić  się,  jaki  moŜemy  mieć  poŜytek  z  antropologów,  którzy  przedstawiają  nam 

Czechów  jako  naród  śmieszny  na  podstawie  faktu,  Ŝe  „Czesi  robią  czeskie  filmy”.  Problem  jest 

powaŜniejszy  niŜ  się  wydaje,  gdyŜ  antropolog  kulturowy,  jak  bardzo  przekonująco  opisuje  to  Ruth 

Benedict  w  pierwszym  rozdziale  swej  pracy  „Chryzantema  i  miecz”,  powinien  być 

wykwalifikowanym  specjalistą,  który  jest  w  stanie  wznieść  się  ponad  stereotypowe  definicje 

preferowane  przez  własną  kulturę.  Nie  wystarczy  zebrać  dowolnie  wybrane  fakty  i  przedstawić 

dowolną  ich  interpretację,  aby  powstała  teoria  naukowa.  Nieporadny  opis  obcej  kultury,  w  innych 

okolicznościach zwyczajnie śmieszny, podany w pseudonaukowym przybraniu moŜe być szkodliwy. 

Nie  jest  natomiast  grzechem  pisarstwo.  I  moŜe  to  jest  odpowiedni  kierunek  przyszłych  działań 

Bator. Sam chętnie przeczytałbym fabularyzowaną opowieść o kobietach japońskich, które nie mogą 

realizować  swych  dąŜeń. Czy  jednak  nie  dałoby  się  napisać  takiej  samej  powieści  o Polsce? Po  co 

udawać  się  w  tym  celu  do  „dalekiej  Japonii”  i  udawać  naukowca  na  intelektualnym  ugorze, 

faszerując felietony wymuszoną dawką egzotyki i naraŜając się przy tym na dość trywialne i łatwe 

do wykrycia nieporozumienia i zafałszowania? 

Zalecenie przyszłego dąŜenia ku konwencji raczej literackiej niŜ naukowej wydaje się uzasadniać 

background image

 

15

takŜe  treść  felietonu  „Japońskie  „hotele  miłości””.  Bator  udowadnia  w  nim,  Ŝe  potrafi  być  w 

niewymuszony  sposób  kobieca  i  przekonująca  w  beletrystyce  na  tyle  skutecznie,  Ŝe  nie  mam 

najmniejszego zamiaru wytykać jej nieścisłości faktograficznych czy teŜ zachęcać złośliwie, aby te 

same stwierdzenia weryfikowała naukowo w polskich hotelach na godziny. 

Zupełnie  na  marginesie,  w  kontekście  powyŜszych  stwierdzeń  trudno  się  nie  zastanowić,  w  jaki 

sposób felietony Bator zdołały uzyskać akceptację redakcji „Gazety Wyborczej”, która z racji profilu 

deklarowanej  misji  dziennikarskiej  powinna  być  szczególnie  wyczulona  na  wszelkie  przejawy 

ksenofobii,  w  szczególności  tej  opakowanej  w  pseudonaukowe  pozłotko.  CzyŜby  redakcja 

opanowana  była  przez  szlachetnych  ideowców,  przekonanych  o  tym,  Ŝe  zacofany  i  niemoralny 

Nippon  zdecyduje  się  choć  trochę  zreformować  pod  wpływem  postępowej  krytyki  przypuszczonej 

na jego przegniły system z dalekiej Bulandy? MoŜe wszakŜe być z tym kłopot, jeśli Japończycy nie 

zechcą  ani  na  jotę  się  zmienić,  nawet  pod  tak  przemoŜną  presją.  Czy  wobec  takiej  ewentualności 

redakcja planuje zaostrzenie nacisku? PokaŜecie im palec? 

 

Tokio, lipiec 2005 

 

Opisywane felietony sygnowane przez autorkę

„Kobiety współczesnej Japonii”, 3 maja 2002. 

„Japonki”, 9 maja 2003. 

„Kompleks Lolity po japońsku”, 8 sierpnia 2003. 

„Japońskie „hotele miłości””, 16 października 2004. 

„Japońskie cząstki elementarne”, 11 marca 2005. 

 

Prace naukowe, swobodnych odniesień do których uŜyto powyŜej: 

Benedict,  Ruth.  2003.  Chryzantema  i  miecz.  Wzorce  kultury  japońskiej.  (PrzełoŜone  przez  Ewę 

Klekot  jako:  „Chryzantema  i  miecz.  Wzory  kultury  japońskiej”).  Warszawa:  Państwowy  Instytut 

Wydawniczy. 

Nakane, Chie. 1970. Japanese Society. Berkeley, Los Angeles: University of California Press. 

Sugiyama-Lebra, Takie.  1976.  The  Japanese Patterns  of  Behavior. Honolulu: An East-West  Center 

Book, The University Press of Hawaii. 

Tubielewicz, Jolanta. 1984. Historia Japonii. Wrocław: Ossolineum. 

Wierzbicka, Anna. 1999. Język – umysł – kultura. Warszawa: Państwowe Wydawnictwo Naukowe. 

 

Autor  artykułu  jest  adiunktem  w  Zakładzie  Japonistyki  Instytutu  Orientalistycznego,  wchodz

ą

cego  w  skład  Wydziału 

Neofilologii  Uniwersytetu  im.  Adama  Mickiewicza  w  Poznaniu.  Posiada  doktorat  nauk  humanistycznych  w  dziedzinie 

j

ę

zykoznawstwa. Zajmuje si

ę

 pragmatyk

ą

 japo

ń

skiej komunikacji j

ę

zykowej.